Rynek targowy w Polsce rośnie. Coraz więcej imprez to konferencje i kongresy światowego formatu

Rynek targowy w Polsce rośnie. Coraz więcej imprez to konferencje i kongresy światowego formatu 1

Na tle europejskiego polski rynek targów jest niewielki, ale dojrzały i od kilku lat notuje systematyczny wzrost. Coraz więcej imprez organizowanych w Polsce to kongresy i targi światowego formatu, które przyciągają zagranicznych wystawców i gości. To napędza turystykę biznesową i rynek nieruchomości komercyjnych. Z drugiej strony dzięki organizacji targów i konferencji rosną też firmy i całe sektory gospodarki, którym takie imprezy pomagają się spopularyzować. Baza ośrodków targowych i konferencyjnych wymaga jednak rozbudowy i modernizacji, aby rynek ten dalej mógł rosnąć.

Rynek targowy w Polsce rośnie, co potwierdzają badania i raporty Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Jest coraz więcej nowych imprez targowych. Mamy coraz więcej zwiedzających, wystawców i organizatorów z zagranicy, którzy przyjeżdżają z całego świata, nawet z dalekiej Azji, żeby pokazywać się w Polsce na targach, ale dalej jesteśmy małym krajem pod tym względem. Ze względu na nasze strategiczne położenie w Europie branża targowa będzie się rozwijała – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Sosnowski, wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego.

Wzrost liczby zwiedzających na targach o 7,2 proc. rok do roku (do 1,54 mln osób), wzrost liczby wystawców o 1,7 proc. (28,9 tys. firm) oraz przyrost powierzchni wynajętej o 9,6 proc. – to efekty dwustu jedenastu imprez targowych zorganizowanych w Polsce w 2016 roku, monitorowanych przez Polską Izbę Przemysłu Targowego. Polski rynek targowy systematycznie rośnie już od kilku lat. W porównaniu z największymi rynkami targowymi Europy – jest niewielki, ale dojrzały. Większość organizowanych w Polsce targów cieszy się zainteresowaniem wystawców zagranicznych, choćby dlatego, że polski rynek stanowi pomost między wschodem a zachodem Europy  – wynika z ostatniego raportu PIPT za 2016 rok.

Dzięki inwestycjom w infrastrukturę transportową i targową oraz rozwiązania technologiczne, poczynionym w ciągu ostatnich kilkunastu lat, w polskich obiektach organizowane są obecnie nie tylko wydarzenia targowe wraz z towarzyszącym im programem konferencji i eventów, lecz także dużego formatu światowe konferencje i kongresy.

W Polsce jest baza do organizacji dużych imprez targowych. Niestety, jest umiejscowiona głównie poza Warszawą i nie należy do podmiotów prywatnych. Są to na przykład ośrodki targowe w Poznaniu czy Kielcach, które są miejskie albo publiczno-prywatne. To na ogół duże obiekty, natomiast infrastrukturalnie niełatwo do nich dojechać i trafić. Na pewno Międzynarodowe Targi Poznańskie cieszyły się renomą przed laty. Poznań zdecydowanie lepiej wygląda pod tym względem niż na przykład Kielce, natomiast są to obiekty mające już kilkadziesiąt lat. Te elementy wystawiennicze, hale – one wymagają nakładów. Warszawa ma natomiast deficyt tego typu obiektów – mówi Bartosz Sosnowski.

Wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego ocenia też, że ośrodki targowe w Polsce są dużo mniejsze niż te w Niemczech, Francji, Hiszpanii, nie wspominając już Stanach czy Azji. Podkreśla również, że taki obiekt, aby być interesującym dla organizatorów targów, konferencji i eventów, musi spełniać wiele wymogów.

– Poza tym, że musi być ciekawy architektonicznie i dobrze skomunikowany infrastrukturalnie, musi spełniać szereg wymogów technicznych jeśli chodzi o ciężar podwieszeń, podłączenia prądu, kanalizację, obciążenie podłoża, place manewrowe do załadowania i rozładowania przed imprezą i po imprezie –wylicza Bartosz Sosnowski.

Organizacja kongresów, konferencji i targów ma szersze przełożenie na gospodarkę, ponieważ napędza turystykę biznesową i rynek nieruchomości komercyjnych (inwestycje w powierzchnie konferencyjno-hotelowe). Według raportu „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2016”, opracowanego przez Poland Convention Bureau Polskiej Organizacji Turystycznej, przemysł spotkań przynosi polskiej gospodarce ponad 1,57 mld zł i tworzy ponad 30 tys. miejsc pracy w skali całego kraju. Przełożenie branży MICE na gospodarkę to też 13,9 mln noclegów w hotelach, 122 mln zł wydatków na usługi kulturalno-rekreacyjne i koszty związane z transportem oraz ponad 1 mld zł na usługi gastronomiczne.

Na każde targi przyjeżdżają wystawcy i zwiedzający. Jeżeli mamy targi o randze międzynarodowej, to wiadomo, że wystawcy w dużej mierze będą z zagranicy, to są firmy z całego świata. Kupują bilety lotnicze, płacą za hotele, jedzą w restauracjach, więc zostawiają tu pieniądze. Tak samo zwiedzający. Dużo jest dzisiaj zwiedzających zza wschodniej granicy, którzy przyjeżdżają do Polski na międzynarodowe targi. Wpływ turystyki biznesowej związanej z targami na lokalne samorządy jest ogromny – podkreśla Bartosz Sosnowski.

Wiceprezes zarządu Centrum Targowo-Kongresowego zwraca uwagę, że z drugiej strony dzięki organizacji targów i konferencji rosną też firmy i całe sektory gospodarki, którym takie imprezy pomagają się spopularyzować. Najbardziej jest to widoczne choćby na przykładzie branży kosmetyczno-fryzjerskiej czy motoryzacyjnej.

Jest kilka branż, które znacząco rosną na targach. Myślę tutaj przede wszystkim o targach gastronomicznych, tekstylnych, laboratoryjnych, motoryzacyjnych, targach związanych z wyposażeniem wnętrz czy budownictwem. W Warszawie mamy wspaniałe imprezy związane z jachtami, targi książki i prasy. Po klientach, którzy są z nami od lat, widzimy, jak bardzo rosną ich imprezy. Takim przykładem są targi kosmetyczno-fryzjerskie, które kilka lat temu były małą imprezą, a dziś są to trzy ogromne imprezy rocznie, które każdorazowo ściągają kilkanaście tysięcy zwiedzających – mówi Bartosz Sosnowski.

Prawie 7,5 mln Polaków spędzi w tym roku wakacyjny urlop za granicą. Większość kupi przed wyjazdem polisę turystyczną

Prawie 7,5 mln Polaków spędzi w tym roku wakacyjny urlop za granicą. Większość kupi przed wyjazdem polisę turystyczną 2

Na wakacje w tym roku wyjedzie rekordowe 18,5 mln Polaków – wynika z raportu Mondial Assistance „Plany wakacyjne Polaków”. Choć większość planuje wypoczynek w kraju, szybko rośnie grupa, która wybiera zagraniczny wyjazd. Najpopularniejsze kierunki to niezmiennie od lat Hiszpania i Wyspy Kanaryjskie, a także Chorwacja, Grecja i Włochy. Do łask turystów wracają też Tunezja, Egipt i Turcja. 74 proc. osób planuje przed wakacyjnym wyjazdem zakup ubezpieczenia turystycznego. Coraz chętniej zamiast podstawowych kupujemy kompleksowe pakiety.

– W tym roku około 18,5 mln osób planuje wakacje, to o 2 mln więcej niż w zeszłym roku. To dane bardzo cieszące całą branżę turystyczną, ale też ubezpieczeniową. Dlaczego ubezpieczeniową? Istotnie rośnie liczba osób planujących wyjazd zagraniczny, podczas którego przydatne może okazać się ubezpieczenie turystyczne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance.

Z badania „Plany wakacyjne Polaków” zrealizowanego przez Ipsos Polska na zlecenie Mondial Assistance wynika, że zdecydowana większość urlop zamierza spędzić w kraju (60 proc.). Jednak dynamicznie rośnie liczba tych, którzy wyjadą za granicę (7,4 mln – wzrost o 3,2 mln. w ujęciu rocznym).

– Z perspektywy biur podróży obsługujących część wyjazdów turystycznych plany wakacyjne Polaków wyglądają bardzo optymistyczne. Liczba klientów w biurach podróży rok do roku rośnie w tempie ok. 25 proc. – wskazuje Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Ponad połowa turystów przy organizacji zagranicznego wyjazdu korzysta z usług biura podróży (wzrost o 7 pkt proc. – ok. 2 mln). Kusi ich brak formalności, wygoda i poczucie bezpieczeństwa. Przeważnie wybierają to biuro, z którego usług już korzystali (33 proc.) lub największe na rynku (24 proc.).

Z badania wynika, że największą popularnością cieszy się Hiszpania i jej Wyspy Kanaryjskie (14 proc.), niewiele mniej osób wybiera Chorwację (12 proc.), Grecję (10 proc.) i Włochy (9 proc.). Do łask wracają niegdyś popularne kraje arabskie, takie jak Egipt czy Tunezja, które w poprzednich latach zniknęły z czołówki ulubionych wakacyjnych destynacji. Dużą popularnością cieszy się także Turcja.

– Króluje Hiszpania z Wyspami Kanaryjskimi, około 14 proc. deklaruje chęć wyjazdu do tego regionu, nieustannie na drugim miejscu jest Chorwacja, na trzecim miejscu Grecja. Istotniejszy jest dół tabeli, jest wielki powrót rynków nieobecnych przez kilka lat, takich jak Turcja, Egipt i Tunezja. To cieszy, bo Polacy lubili tam jeździć, to są fajne wyjazdy, pełne słońca, jest to nowy, wielki powrót – mówi Tomasz Frączek.

Osoby, które wolą samodzielnie zorganizować swój wyjazd, tłumaczą ten wybór głównie możliwością samodzielnego decydowania o własnym czasie (63 proc.) oraz ceną (27 proc.).

W tegorocznych deklaracjach Polaków wyjeżdżających za granicę widać większą chęć zakupu polis turystycznych.

– Cieszy nas, że rośnie świadomość Polaków w tym zakresie. Zamiar zakupu ubezpieczenia deklaruje 74 proc. ankietowanych. To kolejny wzrost, wprawdzie tylko o 1 pkt proc. w ciągu ostatniego roku, ale 7 lat temu zaczynaliśmy od 57 proc. Polacy wykupują coraz bardziej kompleksowe pakiety ubezpieczeniowe, te oszczędne już nie cieszą się popularnością – wskazuje Tomasz Frączek.

W tym roku zakup ubezpieczenia turystycznego w związku z planowanym wyjazdem deklaruje ponad 5,5 mln Polaków. Jeszcze rok temu było to nieco ponad 3 mln. Na ubezpieczenie najczęściej decydują się osoby w wieku 30–49 lat, z większych miast i o dochodach netto na gospodarstwo domowe przekraczających 3,5 tys. zł.

– Często w mediach widzimy osoby pokrzywdzone różnymi wydarzeniami, które nie były ubezpieczone. To powoduje wzrost świadomości. Wzrost naszej zasobności i większa chęć korzystania z uciech tego świata w poczuciu pełnego bezpieczeństwa, a tym jest dodatkowe ubezpieczenie na wyjazd zagraniczny, powoduje, że częściej niż w minionym okresie kupujemy ubezpieczenie na wyjazd turystyczny – tłumaczy Krzysztof Piątek.

Polskie spółki o wycenie przekraczającej miliard dolarów mogą powstać w przemyśle i biotechnologii. Na razie dominują IT i fintechy

Polskie spółki o wycenie przekraczającej miliard dolarów mogą powstać w przemyśle i biotechnologii. Na razie dominują IT i fintechy 3

W Polsce jest potrzeba finansowania nie tylko małych start-upów, ale i większych projektów, które wymagają zaangażowania większych kwot – mówi Krzysztof Domarecki, założyciel funduszu inwestycyjnego Fidiasz. Jeden z najbogatszych Polaków i twórca sukcesu grupy Selena ocenia też, że inwestorzy powinni stosować bardziej wyśrubowane kryteria wobec projektów, które wspierają. Pierwszego polskiego jednorożca należałoby szukać wśród fintechów albo w e-commerce, jednak w dłuższej perspektywie czasowej może to być także przemysł lub biotechnologia.

– Jeżeli chodzi o wymarzonego polskiego jednorożca, to moim zdaniem kilka z nich już chodzi po rynku. Jednak trzeba pamiętać, że nawet w USA jednorożce powstają średnio po około 8 latach od momentu założenia spółki, a w Europie z reguły trwa to trochę dłużej. Rzadko zdarzają się firmy, które osiągnęły wartość miliarda dolarów w krótkim okresie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Domarecki, założyciel funduszu inwestycyjnego Fidiasz. – Gdzie ich szukać? Jedną z pierwszych branż będzie szeroko rozumiana informatyka, e-commerce, fintechy, bo tam skalowanie jest najłatwiejsze, ale w dłuższej perspektywie czasowej spodziewam się jednorożców w przemyśle albo w biotechnologii.

W I kwartale br. fundusze venture capital zainwestowały łącznie 49,3 mld dolarów w start-upy na całym świecie (ponad 70 proc. więcej niż kwartał wcześniej) – wynika z raportu KPMG International. W centrum zainteresowania inwestorów są przede wszystkim cyfrowe innowacje – blisko połowa (43 proc.) transakcji to inwestycje w przedsiębiorstwa rozwijające nowoczesne oprogramowanie specjalistyczne. Europejscy interesują się przede wszystkim fintechami i rozwiązaniami bazującymi na sztucznej inteligencji. Niestety – jak zauważają eksperci KPMG – polski rynek venture capital znajduje się wciąż w bardzo wczesnej fazie rozwoju.

– Większość funduszy inwestujących w polskie start-upy jest powiązana z dotacjami europejskimi. To z jednej strony bardzo dobrze, ponieważ fundusze europejskie – zarówno te zarządzane przez PFR czy NCBiR – wspierają przedsiębiorczość i innowacyjność. Mamy natomiast niewiele funduszy niezależnych – takich jak Fidiasz, które nie korzystają ze środków europejskich. Dzięki temu możemy inwestować w znacznie większe zespoły i bardziej skomplikowane projekty. Jesteśmy w stanie wspierać ambitne start-upy w kilku rundach finansowania i możemy sięgać po projekty wymagające kwoty 10–40 mln zł, co jest niedostępne dla większości polskich funduszy VC – powiedział Krzysztof Domarecki podczas kongresu InfoShare 2018 w Gdańsku.

Fidiasz EVC jest funduszem inwestycyjnym powołanym do życia w ubiegłym roku przez Krzysztofa Domareckiego – założyciela i autora globalnego sukcesu chemicznej grupy Selena FM, która operuje dziś na kilkudziesięciu rynkach zagranicznych. Dysponuje budżetem 200 mln zł na kompleksowe wsparcie start-upów, począwszy od finansowania, know-how, marketingu i sprzedaży, logistyki, aż po pomoc w zagranicznej ekspansji.

Fidiasz nie będzie korzystać z unijnych funduszy – dzięki prywatnemu charakterowi będzie mieć większą elastyczność w doborze projektów i kapitału, który chce w nie zainwestować, bez presji na exit, czyli wyjście z inwestycji. W odróżnieniu od innych funduszy ma koncentrować się nie tylko na finansowaniu i zabezpieczeniu swoich przyszłych udziałów, lecz również na mocnym wsparciu merytorycznym dla wybranych projektów. W obszarze zainteresowań Fidiasza są m.in. nowe materiały i rozwiązania dla przemysłu i sektor bio-agro, ale także niekonwencjonalne źródła energii, internet rzeczy i przede wszystkim szybko rosnąca branża fintech.

– Jesteśmy w okresie transformacji technologicznej, mnóstwo branż się przekształca. Nie tylko branża informatyczna, ale także przemysł i rolnictwo wprowadzają obecnie nowe technologie. Innowacje są top tematem dla rządów i dla organizacji biznesowych na całym świecie, więc naturalnie – jako inwestor – próbuję znaleźć w tym coś dobrego – mówi Domarecki.

Jak podkreśla, na razie fundusze VC finansują głównie małe start-upy, wymagające zainwestowania 2–4 mln zł. W Polsce jest jednak potrzeba finansowania większych przedsięwzięć, które wymagają też zaangażowania większego kapitału.

– Największy polski start-up fintechowy, czyli FinAi, w rundzie seed dostał 12 mln zł, pracuje w nim 50 osób – i to jeszcze przed launchem rynkowym. Wprowadzane przez nich rozwiązania mogą być ekstrapolowane na większość rynków europejskich. Dlatego – moim zdaniem – na przyciągnięcie większej ilości funduszy prywatnych mają szanse duże, ambitne projekty. My w Fidiaszu lokalizujemy takie największe, najbardziej ambitne projekty, które mają długą perspektywę rozwoju czy skalowania – mówi Krzysztof Domarecki.

FinAi to pierwsza spółka, w którą zainwestował Fidiasz (4,6 mln zł). Start-up z branży fintech stworzył platformę, która skraca i upraszcza proces uzyskiwania kredytu bankowego. Docelowo fundusz chciałby stworzyć i zainwestować w grupę 5–6 wybranych fintechów, które będą się wzajemnie uzupełniać na poziomie rozwijanych rozwiązań i które będą miały potencjał, żeby podbić europejski rynek. Jak podkreśla Krzysztof Domarecki, jednym z kluczowych kryteriów przy wyborze projektów jest właśnie ich potencjał do ekspansji, rozwijania się na zagranicznych rynkach.

– Zgodnie z raportem Fundacji Startup Poland 1/3 funduszy venture capital jest oceniona negatywnie, ale pamiętajmy, że jest to względnie młoda branża. Uważam natomiast, że tutaj większe wymagania powinni stawiać inwestorzy, bo to oni wykładają pieniądze. Inwestorzy powinni zwracać uwagę komu powierzają środki i według jakich standardów działa fundusz. My w Fidiaszu mamy bardzo rygorystyczne kryteria inwestycyjne, a produkt lub usługa musi tworzyć realną wartość dodaną dla klientów. To nie może być każda innowacja – bo nie każda tworzy wartość dodaną – mówi Krzysztof Domarecki.

Ponad połowa Polaków zna przynajmniej jeden język obcy. W nauce coraz częściej pomagają nowe technologie

Znajomość języków obcych to przepustka nie tylko do lepszej pracy, lecz także wyższych zarobków. Przynajmniej jeden język obcy – najczęściej angielski – to obecnie warunek konieczny zatrudnienia, jednak osoby ze znajomością dwóch lub trzech języków obcych są bardzo cenione przez pracodawców. Rośnie zapotrzebowanie na pracowników, którzy płynnie posługują się niemieckim czy hiszpańskim. Nauka nawet najtrudniejszych języków staje się coraz prostsza dzięki nowym technologiom i aplikacjom edukacyjnym.

Polacy najczęściej uczą się języka angielskiego, który jest naszym współczesnym lingua franca. Mocną pozycję ma też język niemiecki, który razem z angielskim należy do najczęściej nauczanych w szkołach publicznych w Polsce. Istotne są też inne języki europejskie, takie jak francuski, włoski czy hiszpański, ale coraz większą popularnością cieszą się też języki skandynawskie czy azjatyckie: koreański, japoński czy chiński – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kaja Winiarz z Fiszkoteki.

Choć w Polsce 44 proc. osób nie mówi w żadnym języku obcym (badanie TNS Polska), to ten odsetek stopniowo spada. Według wskaźnika EF English Proficiency Index zajmujemy 11. miejsce wśród 80 krajów pod względem znajomości języka angielskiego. Z danych HRK wynika, że 79 proc. pracodawców oczekuje od kandydatów znajomości języka angielskiego na poziomie C1/C2, a 40 proc. również znajomości słownictwa biznesowego. Większość pracodawców traktuje znajomość języka angielskiego jako coś oczywistego. To kolejny język może dać przewagę na rynku. Coraz częściej w ofertach pracy pojawiają się wymagania dotyczące innych języków, również tych bardziej egzotycznych.

– Pracownik, który zna więcej języków, jest bardziej wartościowy dla pracodawcy, a mądry pracodawca zapewnia pracownikowi miejsce do rozwoju. To obopólna korzyść. Korzysta na tym i pracownik, i pracodawca, który ma lepiej wyszkolonego pracownika, któremu może pozwolić na przejmowanie nowych obowiązków – mówi Kaja Winiarz.

Z tego powodu pracodawcy sami często inwestują w rozwój kompetencji językowych swoich pracowników, dofinansowując im kursy językowe czy nawet organizując lekcje.

Niestety, zorganizowanie takich szkoleń językowych nie jest łatwe, trzeba zebrać większą grupę osób i na jakiś czas wyłączyć firmę z działania. Z pomocą przychodzą nowe technologie i aplikacje edukacyjne, takie jak Fiszkoteka, które pozwalają na wykorzystywanie ich w dużych firmach, kontrolowanie postępów w nauce pracowników, a ich koszt jest nieporównywalnie mniejszy niż koszt tradycyjnych kursów językowych – przekonuje Kaja Winiarz.

Znajomość języków obcych oznacza nie tylko większą satysfakcję i możliwość znalezienia lepszej pracy, lecz także lepsze zarobki. Z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń za 2017 rok wynika, że pensje rosną wraz z lepszą znajomością języka. O ile wśród osób, które nie znają żadnego obcego języka, średnia zarobków wyniosła 3,9 tys. zł, to u znających języki była już wyższa. Znajomość języka angielskiego na poziomie zaawansowanym dawała pensję w wysokości ponad 6 tys. zł brutto miesięcznie, francuskiego – 5,9 tys. zł, niemieckiego – 5,8 tys. zł czy hiszpańskiego – ok. 5 tys. zł. To dlatego na rynku coraz więcej jest ofert szkół językowych czy kursów, w których można się nauczyć praktycznie każdego języka.

Kluczowe jest przede wszystkim to, jak zbliżony jest język, którego chcemy się nauczyć, do naszego języka ojczystego i innych języków, które znamy. Ważna jest też motywacja, podejście uczącego się do nauki czy dostęp do materiałów edukacyjnych – przekonuje Winiarz.

Zdaniem ekspertów stosunkowo najłatwiejsze do nauczenia są język angielski, francuski, hiszpański, włoski oraz swahili. Poza tym łatwiej przyswajamy języki podobne do tych, które już znamy lub których się uczymy. Czasem wystarczy nawet przynależność do jednej grupy językowej.

Pozornie różne od siebie języki polski i norweski należą do jednej rodziny języków indoeuropejskich. Mimo że wydają nam się tak odległe, będą wykazywały pewne podobieństwa. Znacznie trudniej będzie nam się nauczyć języków uralskich, takich jak fiński czy węgierski, czy zaliczanych do języków izolowanych koreańskiego czy japońskiego – podkreśla Kaja Winiarz.

Za trudne uznaje się zwłaszcza te języki z innym alfabetem, mocno oparte na fonetyce.

Większym wyzwaniem będzie dla nas przyswojenie tych elementów języka, które nie występują w języku polskim, np. w porównaniu do osoby anglojęzycznej mamy znacznie większą przewagę w zrozumieniu odmiany przez przypadki czy rodzaju gramatycznego. Trudniejsze może być dla nas opanowanie obcego alfabetu czy fonetykia, która w języku polskim nie jest rozbudowana, obce są nam np. tony występujące m.in. w języku mandaryńskim (standardowym języku chińskim) – wskazuje przedstawicielka Fiszkoteki.

Nawet najtrudniejszego języka obcego można się jednak nauczyć. Kluczowa jest systematyczność, a pomocne mogą się okazać nowe technologie. Większość osób przegląda smartfona i media społecznościowe podczas jazdy komunikacją miejską. Wystarczy ten czas poświęcić na naukę języka – powtarzanie słówek czy naukę gramatyki.

To, że mamy dostęp do nauki przez laptopa czy telefon, sprawia, że możemy się uczyć w dowolnym miejscu i w dowolnym czasie, nie musimy jeździć na kurs językowy, wracać do domu i siedzieć nad książkami. Wystarczy, że wyciągniemy telefon z kieszeni, jadąc autobusem do pracy. To jest kluczowe w kwestii zaprzestania marnowania czasu i uczenia się mimochodem, a na to pozwalają nam nowe technologie – podkreśla Kaja Winiarz.

Zastosowanie wycinarek laserowych w obróbce metalu

Obróbka metali poprzez wycinanie to jeden z największych obszarów zastosowania wszelkiego rodzaju maszyn CNC. Wycinarki laserowe, stosowane przede wszystkim do obróbki cienkich płacht stali, stali nierdzewnej, miedzi i innych metali nieżelaznych, charakteryzują się przede wszystkim wysoką dokładnością i precyzją pracy, która w niektórych odłamach przemysłu metalurgicznego jest niezwykle istotna. Jak jednak w przypadku każdego rodzaju maszyn przemysłowych, nawet wśród wycinarek laserowych możemy znaleźć różne rodzaje i warianty pracy. Jak pracują, gdzie znajdują zastosowanie i jak kupić je korzystnie?

Czym jest wycinarka laserowa?

Wycinarka laserowa to urządzenie przeznaczone do wykonywania precyzyjnych cięć i wykrojów w cienkich płachtach metali takich jak stal, stal nierdzewna, oraz miedź, ale też innych materiałach takich jak drewno czy tkanina. Podstawową cechą charakterystyczną wycinarek laserowych, odróżniającą ją na tle innych tego typu urządzeń, jest jej wysoka precyzja wymiarowo-kształtowa i możliwość uzyskania nawet najmniejszych detali. Istotnym elementem procesu obróbki przy wykorzystaniu wycinarki laserowej jest niska krawędź cięcia z małą strefą wpływu ciepła, co gwarantuje oczywiście bardzo gładkie krawędzie równie istotne przy precyzyjnej pracy i małych detalach.

Najważniejsze rodzaje wycinarek laserowych i ich istotne parametry

Szybkie i efektywne cięcie metali gwarantują popularne dziś wycinarki YAG, cechujące się przede wszystkim bardzo minimalną długością fali – 1,066 mikrona to doskonały wynik pozwalający nie tylko na niskie przenikanie ciepła do materiału (co jak zostało już wspomniane skutkuje gładszymi krawędziami), ale i bardzo precyzyjne cięcie podczas pracy z maleńkimi detalami.

Silniejszym wariantem są wycinarki FIBER, czyli te bazujące na laserach światłowodowych. Wycinarki te są wydajne i sprawne, a przy tym bardzo korzystne energetycznie, co w przypadku wielu konkurencyjnych urządzeń jest niezwykle istotne.

Parametry, na które trzeba zwrócić uwagę podczas wyboru odpowiedniej wycinarki laserowej to oczywiście moc lasera i prędkość cięcia dostosowana do konkretnego rodzaju i grubości blachy. To z kolei sprawia, że znaczącą rolę odegrają tu możliwości manipulacji ustawieniami i parametrami maszyny, dostępne jako standard w urządzeniach topowych producentów.

Wycinarka laserowa LVD Impuls 4030. wycinarki laseroweŹródło: exapro.pl

Gdzie stosuje się wycinarki laserowe?

Choć początkowym zastosowaniem precyzyjnych wycinarek laserowych było wycinanie elementów z blachy i różnego rodzaju metali i to właśnie tam najczęściej się je spotyka, z urządzeń tego typu korzysta dziś naprawdę wiele branż i gałęzi przemysłu. Jednym z częstych materiałów poddawanych obróbce przez wycinarki laserowe jest drewno, w którym można dzięki nim z łatwością rzeźbić, grawerować i modelować.

Wycinarki laserowe są też często obecne przy produkcji biżuterii i metalowych elementów dekoracyjnych, w których niewielkie rozmiary i ogromna precyzja są przecież elementem najistotniejszym. Wycinarki umożliwiają jednocześnie grawerowanie w metalach, co w przypadku biżuterii jest zawsze ciekawym akcentem. Wycinarki laserowe stosuje się też w przemyśle odzieżowym, jako sposób na szybkie wykonywanie zdobień i wycięć w ubraniach oraz tekstyliach dekoracyjnych. Doskonałym przykładem będą tu obrusy i serwetki, których dziś już nie robi się ręcznie.

Używane wycinarki laserowe

Zakup wysokiej jakości profesjonalnej wycinarki laserowej wymaga nie tylko doskonałej znajomości branży i umiejętności określenia własnych potrzeb, ale i umiejętnego planowania budżetu i wydatków firmy. Nie da się bowiem ukryć, że najnowocześniejsze maszyny oferujące nieporównywalnie wyższą jakość pracy i precyzję, na której może ci zależeć, kosztują krocie. Na szczęście na rynku pojawiają się dziś portale aukcyjne pozwalające na znalezienie naprawdę korzystnych ofert zakupu dobrej jakości maszyn używanych, które zwykle nie odbiegają swoją jakością i precyzją pracy od tych zakupionych prosto od producenta. W przypadku tego typu urządzeń dobra konserwacja i umiejętne korzystanie z maszyn pozwalają na naprawdę długie użytkowanie, dzięki czemu korzystanie z maszyn używanych nie przysparza wielu problemów i jest wspaniałym rozwiązaniem zarówno dla firm rozpoczynających swoją działalność w branży, jak i tych, które zwyczajnie nie widzą potrzeby zakupu nowych urządzeń.

RINGY – widget, który rozwinie Twój biznes

Na polskim rynku pojawiła się nowa usługa typu call back, o nazwie RINGY, którą oferuje telefonia  TeleCube.pl. Rozwiązanie można zakupić w promocyjnej cenie, do końca sierpnia br.

Klienci coraz bardziej zwracają uwagę na jakość ich obsługi. Dotyczy to również oferowanych przez daną firmę narzędzi do bezpośredniego kontaktu. Im ten kontakt jest prostszy, szybszy i najlepiej bezpłatny, tym bardziej Klient będzie z niego zadowolony. Jedną z najczęściej wykorzystywanych form kontaktu są nadal rozmowy telefoniczne. Jest to spowodowane faktem, że przez telefon, można w błyskawiczny sposób i do tego z żywym człowiekiem, uzyskać wiele informacji i odpowiedzi, co stanowi w tych aspektach przewagę nad czatem, emailem bądź komunikacją SMSową.

Obsługę telefoniczną można jednak także realizować stricte w standardowy sposób, albo też wprowadzić ją na wyższy poziom, tak aby bardziej zadowolić, a nieraz i pozytywnie zaskoczyć, Klienta.

Jedno z takich niestandardowych rozwiązań dotyczących telefonicznej obsługi Klienta proponuje telefonia TeleCube.

RINGY – jeden przycisk, wachlarz możliwości

Usługi telefoniczne typu call back nie są nowością, nawet na polskim rynku. Kilku dostawców ma je w swojej ofercie od pewnego czasu, a firmy, zaopatrują się w nie i wykorzystują na swojej stronie internetowej. Usługa ta działa w ten sposób, że umożliwia (za pomocą widgetu umieszczonego na stronie www) chcącemu porozmawiać telefonicznie Klientowi automatyczne zestawienie połączenia z konsultantem, i do tego bez konieczności ponoszenia kosztów tej rozmowy przez Klienta. Taką właśnie usługę, ale z wieloma ciekawymi opcjami oraz w konkurencyjnej cenie, wprowadziła też telefonia TeleCube.pl i nazwała ją RINGY.

RINGY to widget, który umieszcza się na stronie internetowej. Składa się on z przycisku, po kliknięciu w którego następuje wywołanie pop-upa (okienka). W tymże okienku można wpisać swój numer telefonu i określić kiedy oczekujemy połączenia. Czy ma ono nastąpić teraz czy w późniejszym terminie (który można też od razu wyznaczyć).

Połączenie niezależnie od tego czy ma nastąpić obecnie, czy w ustalonym czasie, w przyszłości, zawsze zostanie zainicjowane przez RINGY tj. w danym momencie zadzwoni telefon zarówno Klienta, jak i jego konsultanta. Nastąpi tzw. automatyczne zestawienie rozmowy.

Za rozmowę zapłaci firma, na której stronie znajduje się widget, a nie Klient.

TeleCube daje bardzo dużą swobodę firmom, które zakupią RINGY, jeśli chodzi o wygląd tego widgetu, jak i umieszczane w okienku treści. Firma może sama ustalać bardzo wiele parametrów, m.in. wygląd, jak i animację przycisku czy jego kolorystykę, jak również treści wszelkich komunikatów czy też kolory czcionek w pop-upie.Call_back_Ringy_Telecube_CEO

Co więcej w RINGY można ustawić możliwość zadeklarowania przez dzwoniącego z kim albo w jakiej sprawie chce on rozmawiać. Jest to do zrealizowania przy użyciu wirtualnej centrali telefonicznej.

RINGY, w połączeniu z wirtualną centralą telefoniczną

Telefonia TeleCube.pl posiada w swojej ofercie wirtualną centralę telefoniczną. Mówiąc kolokwialnie jest to usługa służąca do zarządzania kwestiami telekomunikacyjnymi w firmie, spinająca wszystkie urządzenia za pomocą których w danym przedsiębiorstwie są prowadzone rozmowy i automatyzująca proces realizacji połączeń telefonicznych.

Wirtualna centrala może zostać zintegrowana z RINGY. Dzięki temu nie ma przeszkód aby do niego wprowadzić listę odbiorców, których będzie miał do wyboru dzwoniący Klient. To sprawia, że ścieżka tegoż wyboru zostaje doprecyzowana, a przez to skrócona.  Zamiast wprowadzania na listę konkretnych działów czy też osób, można na niej umieścić rodzaje świadczonych usług czy np. konkretne pytania/sprawy.

Wirtualna centrala spowoduje, że połączenie zostanie od razu skierowane do danego adresata lub pojawi się najpierw odpowiedni komunikat, gdyby trzeba było jeszcze bardziej doprecyzować pewne kwestie i wybrać przez to adekwatny numer tonowy.

Ile kosztuje RINGY i jak zacząć z niego korzystać?

RINGY do końca sierpnia br. można nabyć w cenie 19 zł netto / miesiąc, za 1 widget tj. na 1 stronę www. Od września, zakup będzie możliwy, już za 29 zł netto / miesiąc / 1 widget.

RINGY nie działa jednak samodzielnie. Aby móc z niego korzystać należy posiadać w TeleCube pakiet Mini VoIP (kosztuje 9 zł netto / miesiąc) albo dowolny pakiet wirtualnej centrali (od 29 zł netto / miesiąc).

Koszty połączeń, które ponosimy są zgodne z cennikiem TeleCube, i wynoszą od 5 groszy netto / minutę (przykładowa stawka za połączenia z polskimi bądź niemieckimi numerami stacjonarnymi).

Ważne jest jednak, że firma, która zakupi RINGY, może zdecydować czy chce realizować wszystkie połączenia czy też ograniczy je do numerów z konkretnych krajów np. tylko polskich. W tym drugim przypadku, połączenie z numeru z innego kraju niż Polska, nie dojdzie do skutku.

Obsługa RINGY odbywa się na panelu Klienta i jest bardzo intuicyjna. Oprócz narzędzia, którego służy do edycji graficznej, znajdują się tam m.in. również zakładki zawierające wszystkie oczekujące połączenia oraz statystyki widgetu, prezentowane w sposób tabelaryczny, bądź jako wykresy.

Celem uzyskania dostępu do panelu Klienta, należy zarejestrować się na okres próbny pakietu Mini VoIP lub dowolnego pakietu wirtualnej centrali. Rozpoczęcia korzystania z usługi RINGY, będzie możliwe po opłaceniu miesięcznego abonamentu, za nią.

Komplet wiadomości na temat RINGY został zamieszczony na stronie: https://www.telecube.pl/callback-ringy/ zachęcamy do zapoznania się z nimi

W przypadku dodatkowych pytań do dyspozycji pozostaje dział sprzedaży telefonii TeleCube.pl, dostępny pod numerem: 22 1131415 wew. 2, pod adresem mailowym: [email protected] lub przy wykorzystaniu…widgetu RINGY, umieszczonego na stronie internetowej TeleCube.pl.

Komercyjne firmy tracą zlecenia na ochronę od podmiotów publicznych

Usługi ochrony osób i mienia, które świadczone były dla sektora publicznego przez prywatne firmy, powierzane są podmiotom publicznym – informuje Polski Holding Ochrony (PHO) i wysyła w tej sprawie pytanie do premiera Mateusza Morawieckiego. Eksperci z PHO wskazują, że ochronę dla sektora publicznego coraz częściej przejmują od prywatnych spółek specjalnie tworzone w tym celu przez państwowych zleceniodawców firmy lub podmioty, które zaczynają specjalizować się w usługach security bądź – jak w przypadku niektórych resortów – służby. Jak wynika z wyliczeń PHO, realizowane przez te podmioty zadania mogą być ponad dwukrotnie droższe od świadczonych dotąd przez firmy komercyjne.

W skierowanym do premiera Mateusza Morawieckiego piśmie, PHO pyta o podstawę decyzji, na mocy których stosowany do niedawna powszechnie od lat outsourcing usług ochrony dla podmiotów publicznych, zastępowany jest przez powoływanie własnych jednostek realizujących coraz częściej zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa dla publicznych zleceniodawców.

Ich usługa kosztować może ponad 2 razy więcej niż powierzana komercyjnym firmom, a do tego nie wiadomo, czy przekłada się ona na wyższą jakość, bo realizacją tych zadań zajmują się w większości wypadków te same osoby, które do tej pory świadczyły tę usługę – uważają autorzy listu Polskiego Holdingu Ochrony do premiera Mateusza Morawieckiego.

Polski Holding Ochrony wskazuje, że – zwłaszcza w ostatnich dwóch latach – zastępowanie komercyjnych (czyli prywatnych) firm przez podmioty należące do sektora państwowego przy realizacji kontraktów publicznych, a więc – na ochronę urzędów czy obiektów należących do firm z udziałami Skarbu Państwa – przybrało niespotykany dotąd w 28 letniej historii gospodarki rynkowej w Polsce rozmiar.

– Niemal codziennie dowiaduję się, i to zarówno z mediów, jak i od zaprzyjaźnionych przedsiębiorców, że komercyjne przedsiębiorstwa tracą zlecenia na rzecz różnych jednostek publicznych, co przypominać zaczyna już poprzednią epokę, w której za ochronę odpowiadało wojsko albo Straż Przemysłowa – zauważa Sławomir Wagner z Rady Nadzorczej Polskiego Holdingu Ochrony i przypomina, że jeszcze w 2017 roku około 30 procent zleceń dla komercyjnych firm security pochodziło z sektora publicznego.

Sławomir Wagner wymienia 3 najczęstsze sposoby „wypychania” prywatnych firm z rynku publicznych zleceń. Chodzi o przejmowanie zleceń przez:

  • Tworzone przez zleceniodawców specjalne podmioty zajmujące się ochroną. Mogą mieć np. formę spółek – córek lub wydzielonych biur (zwanymi potocznie „wewnętrznymi służbami ochrony”), które często do realizacji zadań przejmują pracowników z firm świadczących tę usługę wcześniej dla tych samych zleceniodawców. W tym przypadku zleceniodawcami najczęściej są państwowe firmy lub mające znaczące udziały Skarbu Państwa. Zlecenia są takim spółkom lub biurom przyznawane jak zwykłe zadania wewnątrz przedsiębiorstwa, a więc oczywiście bez żadnego przetargu. W ten sposób np. Jastrzębska Spółka Węglowa tworzy własną agencję ochrony – o nazwie JSW Ochrona – do zapewniania bezpieczeństwa swoim obiektom.
  • Służby Państwowe (np. mundurowe) zajmujące się dotychczas specjalnymi rodzajami ochrony w obiektach podległych resortom, które najczęściej są zleceniodawcami kontraktu. W tym przypadku dochodzi też do swoistego wskrzeszenia służb, które wcześniej mocno ograniczyły swoją działalność, przekazując zadania komercyjnym firmom. Tak stało się np. na kolei, gdzie ochrona wróciła do Służby Ochrony Kolei lub w obiektach należących do resortu sprawiedliwości, gdzie zadania związane z ochroną przejmują niektóre jednostki Służby Więziennej.
  • Należące do Skarbu Państwa podmioty, które od kilku lat rozwijają działalność w obszarze ochrony. Dziś chronią one m.in. lotniska, fabryki czy jednostki wojskowe. Konkurują z komercyjnymi firmami o zlecenia sektora publicznego, a czasem nawet – prywatnego. Do tej kategorii należą np. Naftor, Polski Holding Obronny (obejmuje ochronę dla PGZ, wypierając dotychczasowego wykonawcę usługi – prywatną firmę) czy Poczta Polska – Ochrona.

Polski Holding Ochrony zwraca uwagę na cenę, która w nowych okolicznościach może być nawet dwa razy wyższa niż wcześniej.

– Koszty te obciążają wszystkich podatników. Przecież to z płaconych przez każdego z nas podatków finansowane są urzędy czy państwowe przedsięwzięcia – mówi Sławomir Wagner i pyta: – Czy przekłada się to na wyższą jakość usługi? Przypominam, że w wielu przypadkach realizują ją ci sami pracownicy ochrony, którzy robili to w prywatnych firmach poprzednio wykonujących te zlecenia.

Sławomir Wagner nawiązuje tu do powszechnie stosowanej praktyki, według której zatrudnione przy realizacji danego kontraktu osoby, znajdują, niejako automatycznie, pracę przy tym samym kontrakcie, ale już dla innego zleceniobiorcy. W tym przypadku – państwowego, który jako pracodawca spełnić musi znacznie bardziej wyśrubowane wymagania niż prywatne firmy.

– Najważniejszym skutkiem przedstawianego przez nas procesu jest jednak faktyczne ograniczanie konkurencji na wolnym rynku. – ostrzega Sławomir Wagner. W skierowanym do premiera liście PHO pisze między innymi: „Zajmujące się ochroną nowo powstałe jednostki sektora publicznego już występują o koncesje, chcąc świadczyć usługi na zewnątrz, co z pewnością przyczynia się do odbierania kontraktów firmom komercyjnym, ograniczając zatem ich działalność na rynku. Ta swoista „konkurencja” toczy się przy wsparciu ww. jednostek przez państwo, a więc z państwowym sponsoringiem.” Nawet bowiem, jeśli państwowe przedsiębiorstwa świadczące usługi ochrony uczestniczą w rynkowej rywalizacji, to już na starcie mają lepszą pozycję w postaci swoistego wsparcia.

– Wiadomo, że takie firmy dysponują dodatkową bazą – np. hotelami, które i tak muszą utrzymywać. Przy jednym z przetargów, zaproponowana przez nich stawka może być więc niższa, bo zatrudnione przez nie osoby korzystają z takich właśnie udogodnień. Inna kwestia to sprzęt, który takie firmy finansować mogą nie koniecznie z własnego zysku, a nawet pokrycie straty bilansowej – mówi Sławomir Wagner.

Sygnalizowany w liście do szefa rządu proces nie jest nowy, mimo, że faktycznie znacznie przybrał na sile w ostatnich 2 latach. Jak zauważa Polski Holding Ochrony, podobne praktyki miały miejsce już na przykład ponad 6 lat temu, kiedy konsorcjum Poczty Polskiej – Ochrona rozpoczęło realizację kontroli bezpieczeństwa na jednym z nowo powstałych w Polsce lotnisk.

– To jednak były jednostkowe przykłady, które nie układały się jeszcze w żaden trend, a z takim mamy, i to coraz wyraźniej, do czynienia obecnie – mówi Sławomir Wagner.

„Wypychanie” prywatnych firm z publicznych kontraktów zdecydowanie stało się bardziej intensywne na początku 2017 roku, gdy rozwijające usługę ochrony państwowe firmy zapowiedziały wzmocnienie swego udziału w rynku.

– To trend zupełnie odwrotny niż w Unii Europejskiej. Ochrona publicznych obiektów przez pracowników komercyjnych firm to w wielu krajach norma. Przypomnę, że prywatne podmioty chronią tam m.in. lotniska, urzędy, w tym Parlament Europejski, a w Skandynawii – nawet posterunki policji, nie mówiąc już o jednostkach wojskowych – podsumowuje Sławomir Wagner.

Polski resort obrony już blisko 2 lata temu sugerował, że zastąpi prywatne firmy służbą wartowniczą. Na razie ochronę obiektów wojskowych systematycznie przejmują konsorcja, w skład których wchodzą m.in. państwowe firmy.

Premier Włoch chce zmieniać Unię Europejską

Miękkie dane zwiastują spowolnienie w strefie euro. Premier Włoch chce zmieniać Unię Europejską i dalej zadłużać swój kraj, tyle wiemy po expose. Bloomberg zwiastuje decyzje EBC o podaniu daty zakończenia QE już w przyszłym tygodniu. Gospodarka USA wciąż na fali wznoszącej. RPP powinno pozostać dzisiaj gołębie.

Widoczny zastój w strefie euro

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem osłabienia się wspólnej waluty. Kurs EUR/USD zanurkował poniżej poziomu 1.17. Powodów takich ruchów można doszukiwać się w nieco słabszych danych makro ze strefy euro. Większość PMI zarówno dla całej strefy euro jak i poszczególnych krajów rozczarowały. Także dane o sprzedaży detalicznej pokazały to o czym się mówi od kilku tygodni. Tempo rozwoju strefy euro słabnie.

A już był spokój

Bez wątpienia pozytywne dla euro nie było też expose nowego premiera Włoch. Inwestorzy przyjęli je póki co mocno na chłodno ale pomysły, które przedstawił warto jednak zapamiętać. Zapowiedziano wszystkie programowe koncepcje Ruchu 5 Gwiazd a więc choćby dochód podstawowy, obniżkę podatków. Tylko te dwa kosztować mają 120 mld euro. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Włochy są jedną z najbardziej zadłużonych gospodarek strefy euro. W efekcie rentowności włoskich obligacji znów wzrosły. Niepewność związana z Italią więc nieco ustała jednak niepewność na pewno pozostaje szczególnie jeśli któreś z pomysłów zaczną być realizowane.

Wystarczy tak niewiele

Jak nieprzewidywalny jest jednak rynek walutowy widzimy dzisiaj rano. Wystarczyła informacja z Bloomberga o tym, że EBC w przyszłym tygodniu poda datę zakończenia QE, i wspólna waluta z nawiązką odrobiła straty. EUR/USD z poziomu 1,1670 wzrasta obecnie do poziomu 1,1760. Oczywiście informacja może dziwić, gdyż obserwowane lekkie spowolnienie w strefie euro raczej wyklucza taką komunikację. Informacje nie były też poparte słowami członków EBC.

Sytuacja klarowna

Odmienna sytuacja panuje za oceanem. Kolejne dane z USA potwierdzają, że gospodarka znajduje się w wysokiej formie. Po ostatnich spadkach wczorajszy indeks ISM znów odbił i znacznie przewyższa barierę 50 pkt. Sygnałów spowolnienia więc zupełnie nie widać. Warto więc wyciągnąć wnioski przed przyszło tygodniowymi posiedzeniami banków centralnych. Sytuacja ekonomiczna strefy euro pozostaje w opozycji do tej w USA. Patrząc więc przez pryzmat przyszłych ruchów w polityce monetarnej EUR/USD powinien wrócić na południe.

RPP ze znikomym wpływem

Osłabienie poranne dolara przynosi lekką ulgę w notowaniach złotego. Można powiedzieć, że w tym tygodniu na krajowej walucie mamy istny rollercoaster. Poniedziałek spore umocnienie, wtorek spore osłabienie i dzisiaj znów umocnienie. Dzisiaj w kalendarzu przede wszystkim posiedzenie RPP. Nadal jednak zmiany retoryki prezesa się nie ma co spodziewać. Tempo inflacji owszem wzrosło ale nadal znajduje się poniżej celu RPP. Wydaje się więc, że złoty pozostanie pod wpływem czynników zewnętrznych.

Dane teoretycznie mniejszego kalibru

Na szerokim rynku brakuje publikacji ważnych danych dzisiaj. Niemniej jednak w obliczu zaostrzenia w ostatnich dniach wojny handlowej warto zwrócić uwagę na bilans handlu zagranicznego USA za kwiecień o 14.30. Większy deficyt od prognoz może znów wywołać reakcję prezydenta Trumpa. O 16.30 pojawią się dane na temat zapasów ropy, które są dość bacznie w ostatnich tygodniach śledzone.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

EUR/USD na fali odreagowania. Umocnienie złotówki możliwe jeszcze w pierwszej połowie czerwca 2018

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Doniesienia agencji Bloomberg – wskazujące na to, że EBC podczas posiedzenia zaplanowanego na przyszły tydzień może podać datę zakończenia programu QE – wsparły nieco notowania europejskiej waluty. Jednak kurs EUR/USD w dalszym ciągu pozostaje poniżej 1,1750 USD, z tendencją do kolejnej fali odreagowania, co według ekspertów Aforti Exchange może przynieść jeszcze w pierwszej połowie czerwca umocnienie się polskiej waluty.

Jednocześnie dane dotyczące bieżącej sytuacji na rynku FX powodują dalsze podbicie EUR/USD, co pośrednio wzmacnia notowania PLN. Krajowa waluta wyceniana jest na 4,2782 PLN względem euro, przy 3,6517 PLN wobec dolara amerykańskiego, nawet 3,7036 PLN w relacji do CHF i na 4,8908 PLN w odniesieniu do funta szterlinga.

EUR/USD – możliwe odreagowanie notowań pod formację RGR

Po tym, jak w kwietniu 2018 roku doszło do naruszenia zakresu 1.2190 – 1.2410 na parze EUR/USD, potwierdziła się silna strefa oporu. Kolejny miesiąc przyniósł potwierdzenie siły podaży, która w maju 2018 roku doprowadziła do testu górnego ograniczenia wybitego w listopadzie 2017 roku kanału spadkowego oraz kluczowego wsparcia 1.1450.

Ostatecznie doszło do odreagowania w rejon poziomu 1.1650, z którego rozpocznie się kolejna fala odreagowania, spodziewana przez ekspertów Aforti Exchange co najmniej w pierwszej połowie czerwca 2018. Jego celem może okazać się poziom 1.1920, odpowiadający za powstanie formacji RGR, co jednocześnie może doprowadzić do umocnienia się złotówki.

Docelowo jednak widać gotowość do większej przeceny, której celem będzie ponownie poziom 1.1450. Jeżeli utrzyma on presję podaży w najbliższych tygodniach, dopiero wtedy możemy liczyć na powrót silniejszego euro względem dolara. Tym samym trwałe zanegowanie omawianego poziomu (1.1450) będzie ciosem dla euro, jak również dla złotówki. Rynek otworzy sobie wtedy drogę do lokalnego minimum w okolicach poziomu 1.0520.

2018-06-06 Aforti Exchange_EUR_USD_wykres miesięczny
Źródło: Aforti Exchange – notowania ropy w układzie miesięcznym

Jastrzębia retoryka członków EBC wspiera euro

Ostatnie godziny przyniosły umocnienie euro w relacji do głównych walut. Wzrosty na wspólnej walucie są związane z komentarzami członków EBC, które sugerują, że bank centralny w najbliższym czasie powinien ogłosić zakończenie programu luzowania ilościowego (QE).

W swojej ostatniej wypowiedzi główny ekonomista EBC, Peter Praet stwierdził, że członkowie banku centralnego podczas spotkania w przyszłym tygodniu będą dyskutowali nad tym, czy należy stopniowo wygaszać program QE. Prezes duńskiego banku centralnego, Klaas Knot ogłosił z kolei, że “odpowiednim” byłoby ogłoszenie zakończenia programu QE w niedalekiej przyszłości, w kontekście perspektyw wzrostu inflacji i faktu, iż jej dynamika jest w mniejszym stopniu zależna od stymulacji ze strony banku centralnego.

Zwrot w retoryce ze strony reprezentantów EBC nastąpił po ostatnim wzroście inflacji. Dynamika cen podskoczyła z poziomu 1,2% do 1,9% w maju, z kolei bazowa dynamika cen podskoczyła z poziomu 0,7% do 1,1% rocznie.

SYTUACJA WE WŁOSZECH NADAL WPŁYWA NA RYNEK

Wczorajszy dzień był stosunkowo mieszany dla euro. Wspólna waluta z jednej strony zyskiwała na słabości dolara amerykańskiego, z drugiej natomiast cierpiała nieco ze względu na wzrost ryzyka we Włoszech po zapowiedziach nowego, populistycznego premiera, które trudno nazwać “fiskalnie odpowiedzialnymi”.

Świeżo desygnowany premier kraju, Giuseppe Conte w trakcie przemówienia w Senacie, które towarzyszyło wotum zaufania dla nowego rządu nieco zaskoczył rynki finansowe. Z jednej strony pozytywnie wyrażał się na temat relacji z “Europą”, próżno w jego wypowiedzi było szukać wątków sugerujących, że Italia rozważa opuszczenie UE, czy bloku walutowego. Z drugiej natomiast Conte szokował planami prowadzenia bardzo ekspansywnej polityki fiskalnej. Nowy premier wspominał zarówno o wzroście wydatków państwa, jak i obniżeniu podatków, w swojej wypowiedzi informując również o planie wprowadzenia programu, który mógłby być włoską wersją dochodu podstawowego.

Wzrost ryzyka ponownie dostrzegalny był we wzroście rentowności włoskich obligacji. Rentowności 2-letnich papierów podskoczyły z okolic 0,8% do ok. 1,4%, obecnie znów jednak znajduje się w okolicy 1%. Skok może wydawać się duży, jednak w niczym nie przypomina wyprzedaży, z którą mieliśmy do czynienia w początkach ubiegłego tygodnia.

Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnich (kwiecień ‘18-czerwiec ‘18)Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnichŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 06/06/18

Ograniczona reakcja rynków sugeruje, że niespecjalnie przejęły się one populistycznymi zapowiedziami. Ich realizacja wiązałaby się z istotnym zwiększeniem włoskiego deficytu i pogorszeniem zaufania do kraju, przekładającego się na wzrost kosztów obsługi włoskiego długu, a na to populiści raczej nie mogą sobie pozwolić.

Dzisiaj uwagę inwestorów nadal powinna zwracać sytuacja we Włoszech. Nowy premier będzie dziś przemawiał w niższej izbie parlamentu, która będzie głosować nad wotum zaufania dla nowego rządu (powinna to być formalność, koalicja populistów ma bowiem większość w niższej izbie).

POLSKI ZŁOTY

Krajowa waluta w relacji do dolara amerykańskiego i euro zakończyła wczorajszy dzień w okolicy poziomów na których go rozpoczęła. Złoty nieco osłabił się natomiast w parze z funtem brytyjskim (o ok. 0,6%), nie było to jednak związane z wewnętrzną słabością PLN. GBP zyskiwał również w parze z głównymi walutami, wspierany przez dobre dane PMI opisujące aktywność w brytyjskim sektorze usług w maju.

Wczorajszy dzień nie obfitował w dane z krajowej gospodarki. Wtorek pod tym względem zapowiada się podobnie. Dziś jednak warto będzie zwrócić uwagę na konferencję po spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej – interesujące będzie przede wszystkim to, czy RPP odniesie się do zmian w europejskich gospodarkach (poprawy otoczenia inflacyjnego i pogorszenia perspektyw wzrostu) i ewentualnego wpływu tych zmian na krajową gospodarkę i politykę monetarną prowadzoną przez NBP.

Jeśli sytuacja na Półwyspie Apenińskim będzie się uspokajać, a siła dolara amerykańskiego będzie trzymana w ryzach, wspólna waluta i złoty powinny zyskiwać. Pole do umocnienia nadal jest spore, biorąc pod uwagę, że europejskie aktywa (i bardziej „ryzykownych” krajów strefy euro i krajów CEE) wyprzedawane właśnie m.in. ze względu na wzrost ryzyka na południu Europy nadal pozostają na relatywnie niskich poziomach.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o amerykańskim bilansie handlowym w kwietniu
  • 14:30 – produktywność pozarolnicza i jednostkowe koszty pracy w USA w I kwartale
  • 16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu decyzyjnym PRP
  • 18:00 – przemawia Ian McCafferty z BoE

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Małe firmy w najlepszej kondycji od 3 lat. Niemal połowa z nich liczy na wzrost sprzedaży

Małe firmy, zatrudniające od 10 do 49 pracowników, są w najlepszych nastrojach od 3 lat. Subindeks „Barometru EFL” dla tej grupy w II kwartale br. wyniósł 62,4 pkt., wyższy był tylko w II kwartale 2015 roku (65,5 pkt.). Co więcej, po raz pierwszy w historii badania, odczyt dla małych firm był wyższy niż dla średnich. Na uwagę zasługuje również fakt, że aż 47% „maluchów” liczy na wzrost zamówień na ich usługi i produkty. Odczyty dla mikro i średnich firm wyniosły odpowiednio 58,9 pkt. oraz 62 pkt.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Drugi pomiar Barometru EFL w tym roku lekko nas zaskoczył i to bardzo pozytywnie, jeśli chodzi o różnice nastrojów pomiędzy trzema grupami przedsiębiorców w polskim sektorze MŚP. Do tej pory mieliśmy do czynienia z najwyższymi wskaźnikami wśród średnich firm, a w tym kwartale po raz pierwszy w historii naszego badania najlepsze nastroje wykazują mali przedsiębiorcy. To nas bardzo cieszy, gdyż w grupie MŚP małych firm jest zdecydowanie więcej niż średnich. Wzrost sprzedaży produktów i usług oraz więcej inwestycji z pewnością są kluczowymi czynnikami do wzrostu skali ich biznesów i awansu z poziomu małej firmy na średnią – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Mały wielki biznes

Subindeks „Barometru EFL”, który informuje o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu, w II kwartale tego roku, po raz pierwszy w historii badania był najwyższy wśród małych przedsiębiorstw i wyniósł 62,4 pkt. Jest to wynik o 5,5 pkt. wyższy niż na początku tego roku i co ważniejsze, najlepszy od 3 lat (II kwartał 2015: 65,5 pkt.). Na taki odczyt miały wpływ przede wszystkim dobre prognozy w obszarze sprzedaży. Niemal połowa małych przedsiębiorców (47,1%) liczy na wzrost zamówień, o 7,1 pp. więcej niż kwartał wcześniej. Więcej maluchów, niż 3 miesiące temu, spodziewa się też lepszej płynności finansowej – 28,9% vs. 24%.

Mikro radzą sobie coraz lepiej

Średnie firmy oceniają swoją sytuację odrobinę gorzej niż małe – wartość subindeksu wyniosła 62 pkt., czyli tyle samo, ile w poprzednim kwartale. Na uwagę zasługują jednak również mikro firmy. Choć odczyt dla tej grupy ponownie jest niższy od odczytu dla małych i średnich firm, który wyniósł 58,9 pkt., to jest to wynik aż o 7,1 pkt. wyższy niż w I kwartale. Należy przy tym zaznaczyć, że obecna wartość indeksu wśród firm mikro jest drugą najwyższą w historii Barometru, po II kwartale 2017 (61,5 pkt.).

Im większa firma, tym chętniej sięga po leasing

Niezmiennie od początku badania zauważalna jest tendencja, zgodnie z którą, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 36,5 proc. zarządzających bazuje na tym produkcie, to wśród małych ten odsetek wynosi 53,6 proc., a wśród średnich podmiotów aż 2/3 przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem (65,8 proc.).

Stabilna sytuacja w MŚP

Odczyt „Barometru EFL”[1] za II kwartał tego roku wyniósł 61,2 pkt. i wyraźnie znajduje się ponad progiem OR[2]. Po trzech spadkowych kwartałach, mamy do czynienia ze wzrostem wskaźnika w porównaniu do poprzedniego kwartału – o 4,4 pkt. Lekki spadek (o 1,8 pkt.) widać natomiast w porównaniu do rekordowego odczytu sprzed roku (63 pkt.).

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 19-27 kwietnia 2018 r.

[2] Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.


Polska potęgą w branży gier

Mateusz Adamkiewicz, Wiceprezes Zarządu GameInvest Fund S.A.
Mateusz Adamkiewicz, Wiceprezes Zarządu GameInvest Fund S.A.

Polska stała się prawdziwą potęgą w branży elektronicznej rozrywki i nie ma w tym stwierdzeniu ani trochę przesady. O ile polskie produkcje filmowe rzadko przebijają się na międzynarodowych rynkach, o tyle nasze gry komputerowe są rozpoznawalne na całym świecie. Utalentowani programiści, stosunkowo niskie koszty pracy i renoma tworzona między innymi przez takie tytuły jak Wiedźmin powodują, iż produkcje znad Wisły znajdują się na listach światowych bestsellerów.

Wystarczy spojrzeć na listę najczęściej sprzedawanych gier na Steam – jednej z największych na świecie platform dystrybucji cyfrowej, która zrzesza aktualnie ponad 125 milionów użytkowników i oferuje w sprzedaży ponad 20 000 gier. Przy tak dużej konkurencji nie jest łatwo się przebić, a mimo to pod koniec maja aż trzy polskie gry utrzymywały się tam w rankingu 10 największych bestsellerów.

Mowa o Moonlighter, grze przygodowej wydanej przez 11 bit studios oraz Agony i House Flipper ze stajni PlayWay. Mimo stosunkowo wysokiej sprzedaży, Agony nie zostało ciepło przyjęte przez graczy, natomiast sporym zaskoczeniem może być rewelacyjna sprzedaż i opinie o House Flipper. Rozgrywka oparta na pracach remontowych w domu okazała się strzałem w dziesiątkę, a gra o łącznym budżecie poniżej 550 tys. złotych skutecznie konkurowała z tytułami od światowych potęg, z budżetami liczonymi w kilkudziesięciu milionach dolarów.

Najbardziej udaną polską premierą tego roku była póki co gra Frostpunk od 11 bit studios. Budżet oscylujący w granicach 10 milionów złotych udało się odrobić w 66 godzin, kiedy  to sprzedaż osiągnęła 250 tysięcy sztuk. Obecnie gra jest na dobrej drodze, aby osiągnąć milion kopii sprzedanych na całym świecie, zaś kapitalizacja notowanej na GPW  spółki  11 bit sudios przekracza miliard złotych.

Dużo dzieje się też na małej giełdzie. Pod koniec maja swój debiut miało warszawskie studio CreativeFroge Games S.A., a kolejną Spółką, która już w połowie czerwca zadebiutuje  na NewConnect, jest Ultimate Games S.A.

Ultimate Games koncentruje swoje działania na symulatorach, przede wszystkim wędkarskich. Ich flagową produkcją jest seria Ultimate Fishing Simulator, w którą można zagrać na PC, jak i Mobile. Wersję mobilną pobrało dotychczas ponad 3 miliony graczy. To oznacza stałe zyski, które pozwalają na finansowanie kilkunastu nowych gier.

Plany są ambitne. W wakacje wychodzi pełna wersja gry Ultimate Fishing Simulator na PC, a także Pro Fishing 2018 na PC – w wersji free to play. Decydujący będzie jednak przyszły rok, kiedy m.in. Ultimate Fishing Simulator wyjdzie na konsole (Nintendo Switch, PlayStation, Xbox) a także wydany zostanie Ultimate Fishing Simulator Mobile 2019. Strzałem w dziesiątkę może okazać się też współpraca z Discovery Channel, z którym Ultimate Games będzie wspólnie wydawać grę Deadliest Catch: The Game.

Polska branża rozrywki elektronicznej jest w doskonałej kondycji, rośnie w siłę i można spodziewać się kolejnych spektakularnych sukcesów. „Made in Poland” to obecnie w branży gier synonim najwyższej jakości i rozrywki na poziomie.

Autorem komentarza jest Mateusz Adamkiewicz, Wiceprezes Zarządu GameInvest Fund S.A.

Wiceprezes Zarządu GameInvest Fund S.A. odpowiedzialny za inwestycje. Wcześniej przez 10 lat pracował na stanowiskach analitycznych w domach maklerskich i sektorze bankowym. Prywatnie inwestor giełdowy.

Prezesi globalnych spółek ostrożnie prognozują wzrost przychodów

Prezesi dużych spółek z największych światowych rynków z optymizmem patrzą na rozwój biznesu w ciągu najbliższych 3 lat. Jednak ponad połowa CEO zakłada, że wzrost przychodów ich spółek nie przekroczy 2% rocznie. Jednym z głównych zagrożeń dla zakładanych wzrostów jest obecna sytuacja geopolityczna, której przejawem jest trend ochrony rynków lokalnych. Zarządzający przedsiębiorstwami przykładają równocześnie coraz większą wagę do kwestii związanych z cyberbezpieczeństwem – 49% prezesów ma świadomość, że wizja cybarataku na ich firmę jest nieunikniona, jedyną niewiadomą jest moment, w którym do niego dojdzie. W opinii 45% CEO największym wyzwaniem staje się zrozumienie potrzeb i preferencji pokolenia milenialsów.

Doroczne badanie KPMG przeprowadzone wśród 1 300 prezesów (CEO) globalnych spółek z 11 krajów o najbardziej rozwiniętych gospodarkach, podsumowuje opinie kluczowych menedżerów odnośnie perspektyw rozwoju ich biznesu w ciągu najbliższych 3 lat, głównych zagrożeń dla rozwoju biznesu oraz wyzwań związanych z osiągnieciem celów strategicznych.

Prezesi globalnych spółek pozytywnie o perspektywach wzrostu gospodarczego

Aż 90% prezesów spółek jest przekonanych o dobrych pespektywach rozwoju własnej firmy w ciągu kolejnych 3 lat. Oznacza to wzrost o 7 p.p. w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania KPMG. Zdecydowana większość CEO (78%) przewiduje rozwój całej branży, spodziewając się również dobrej koniunktury zarówno na rynku lokalnym (74% wskazań), jak i globalnie (67% wskazań). Jednak ponad połowa CEO (55%) oczekuje, że roczny wzrost przychodów osiągnięty przez ich firmy nie będzie większy niż 2% rocznie. Jednocześnie prezesi podchodzą dość ostrożnie do zatrudniania nowych pracowników – zaledwie 37% CEO planuje zwiększyć zatrudnienie w swojej organizacji o więcej niż 6% w ciągu najbliższych 3 lat. Siedmiu na dziesięciu prezesów przyznało, że największym priorytetem ekspansji geograficznej będą inwestycje w rynki wschodzące.

Pokolenie milenialsów wyzwaniem dla firm

4 na 10 prezesów spółek przyznało, że jednym z największych wyzwań dla dalszego rozwoju biznesu  będzie dostosowanie produktów i usług oraz organizacji tak, aby spełniały oczekiwania pokolenia milenialsów – czyli osób urodzonych w latach 1980-2000. Jest to pierwsza generacja, która kształtowała się już w cyfrowym świecie, ma zupełnie inne potrzeby, preferencje i oczekiwania, co powoduje, że firmy muszą znaleźć nowe produkty czy rozwiązania (np. wykorzystanie cyfrowych kanałów w marketingu i dystrybucji) pozwalające w pełni zaangażować milenialsów zarówno jako konsumentów, jak i pracowników. Prezesi spółek muszą stawiać czoła wielu nowym wyzwaniom, z którymi – jak wskazują – nie spotykali się do tej pory. Jednak aż 95% z nich jest zdania, że napotykane przeszkody i zmiany związane z nowymi technologiami i modelami biznesowymi stanowią dla nich szansę, a nie zagrożenie.

Prezesi globalnych spółek wyrażają przekonanie, że geopolityczna niepewność oraz stałe zagrożenie cyberprzestępczością to rzeczywistość, w której zarządzają swoimi firmami. Najlepsi z nich szukają nowych możliwości rozwoju zmieniając firmowe systemy, a nawet dokonując reorganizacji modelu prowadzonego biznesu. Zapewnienie wzrostu gospodarczego w 2018 r. i kolejnych latach będzie wymagało od CEO dużej przedsiębiorczości i jednocześnie realistycznego podejścia do biznesu  mówi Bill Thomas, Chairman, KPMG International.

Nieunikniony cyberatak jest tylko kwestią czasu

Blisko połowa CEO przyznaje, że cyberatak wymierzony w ich organizację jest tylko kwestią czasu. Jednocześnie 51% prezesów wierzy, że ich organizacja jest dobrze przygotowana na odparcie cyberzagrożeń.  Spowodowało to zmianę myślenia prezesów, którzy cyberatak postrzegają obecnie jako coś nieuniknionego.

Dynamicznie zmieniające się otoczenie geopolityczne na całym świecie spowodowało, że na pierwszym miejscu wśród zagrożeń, które mogą stać na przeszkodzie w zapewnieniu założonego wzrostu gospodarczego prezesi upatrują odejście od gospodarki globalnej na rzecz gospodarek lokalnych. Na kolejnych miejscach wśród zagrożeń CEO wymieniają ryzyko technologiczne oraz zagrożenie cyberprzestępczością.

Wcześniejsze analizy KPMG przeprowadzone wśród polskich menedżerów pokazują, że praktycznie prawie każde z badanych przedsiębiorstw (81%)  doświadczyło przynajmniej jednego cyberincydentu w 2017 r., a  37%  firm działających w Polsce obserwuje istotny wzrost liczby cyberataków. Polscy menedżerowie patrzą jednak bardziej optymistycznie na stosowane zabezpieczenia przed cyberatakami – ponad dwie trzecie jest przekonanych, że ich przedsiębiorstwa mają w pełni dojrzałe rozwiązania – mówi Leszek Wroński, partner, szef działu usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Cyfrowa rewolucja kluczem do sukcesu przedsiębiorstwa

Cyfryzacja stanowi największe wyzwanie dla skutecznego dopasowania przedsiębiorstw do dynamicznie zmieniających się rynków. Tzw. cyfrowa transformacja, której celem jest efektywne wykorzystanie najnowszych technologii cyfrowych oraz rozwiązań biznesowych bazujących na tych technologiach, jest w tej chwili najważniejszym priorytetem dla zdecydowanej większości przedsiębiorstw. Aż 95% CEO jest przekonanych, że cyfryzacja jest bardziej szansą na przyspieszony rozwój, a nie zagrożeniem dla ich biznesu.

Jednocześnie 71% prezesów wierzy, że są osobiście dobrze przygotowani do pełnienia roli lidera programu transformacji cyfrowej w swoich firmach. W przeciwieństwie do powszechnych opinii na temat wpływu sztucznej inteligencji i robotyzacji na zatrudnienie, prezesi wyrażają opinię, że rozwój tych technologii będzie okazją do stworzenia większej liczby nowych miejsc pracy, niż liczba etatów, która zostanie wyparta w związku z automatyzacją, robotyzacją czy sztuczną inteligencją. Większość z kluczowych menedżerów (6 na 10) przyznała, że ochrona danych klientów, które są w posiadaniu ich organizacji, jest krytycznym wyzwaniem, za które ponoszą osobistą odpowiedzialność.

Cyfryzacja jest największym wyzwaniem dla polskich przedsiębiorstw, nie tylko tych z branży usługowej. Przemysł jest bardzo ważnym kołem zamachowym polskiej gospodarki i cyfryzacja przedsiębiorstw produkcyjnych musi być naszym priorytetem, jeśli polskie fabryki mają być konkurencyjne na globalnym rynku. Prezesi muszą wziąć na siebie więcej odpowiedzialności za transformację cyfrową ich biznesów – mówi Leszek Wroński, partner, szef działu usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Bycie „agile” to hasło przewodnie biznesu na całym świecie

Na dynamicznie zmieniającym się rynku, umiejętność szybkiego i efektywnego wprowadzania innowacji w celu dostosowania organizacji i jej produktów, staje się krytycznym czynnikiem sukcesu dla każdego przedsiębiorstwa. Już blisko 60% CEO uważa, że szybkość działania ma priorytetowe znaczenie. Prezesi są również świadomi roli innowacji w biznesie, przywiązując dużą wagę do budowy proinnowacyjnego ekosystemu – 53% przedsiębiorstw objętych badaniem posiadało swój własny inkubator lub akcelerator. Pomimo coraz bardziej zaawansowanych rozwiązań analityki danych oraz sztucznej inteligencji, 67% CEO przyznaje, że w ostatnich 3 latach podjęli decyzję intuicyjnie, nie biorąc pod uwagę wyników dostarczonych analiz danych i prognoz. Połowa prezesów dużo bardziej ufa analizom historycznym niż wynikom predykcji analitycznych.

Julia Patorska ponownie przewodniczącą Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Julia Patorska Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte
Julia Patorska
Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych w firmie doradczej Deloitte, została wybrana przewodniczącą Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich na kolejną kadencję. Do Rady TEP dołączył również Rafał Rudzki, starszy menedżer w zespole zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej Deloitte.

Głównym zadaniem TEP jest popularyzowanie wiedzy ekonomicznej, wyjaśnianie zjawisk gospodarczych i społecznych współczesnego świata, dyskusja nad kształtowaniem ładu gospodarczego w Polsce i świecie oraz wspieranie rozwoju ekonomistów młodego pokolenia.

Niezmiernie cieszy nas fakt, że eksperci Deloitte zasiadają we władzach Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Szczególne gratulacje należą się Julii Patorskiej, która kolejny raz została wybrana na przewodniczącą, co potwierdza, że jej wiedza i doświadczenie są doceniane przez tak zacne gremium – mówi Marek Metrycki, Partner zarządzający Deloitte w Polsce.

Julia Patorska posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe. Z wykształcenia jest ekonomistką. Ukończyła Szkołę Główną Handlową oraz Universidad de Seville w Hiszpanii. Ma za sobą również studia doktoranckie na SGH.

Przewodnicząca TEP od dziesięciu lat pracuje w konsultingu, z czego od trzech lat w Deloitte. Realizowała projekty z różnych sektorów, wspierając zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne. W Deloitte rozwija usługi doradcze w obszarze analiz ekonomicznych w zespole Sustainability Consulting Central Europe. Jej specjalizacją jest znalezienie związków pomiędzy zrównoważonym rozwojem i ekonomią. Od dwóch lat intensywnie zajmuje się zagadnieniami gospodarki o obiegu zamkniętym.

Z kolei Rafał Rudzki jest doradcą biznesowym i ekspertem od zarządzania w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.  Od 2015 r. związany zawodowo z Deloitte na stanowisku starszego menedżera, gdzie odpowiada za koordynację działań zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w 19 krajach Europy Środkowej oraz pracą z klientami polskimi oraz zagranicznymi. Koncentruje się na doradztwie w obszarze strategii i transformacji biznesowych, analiz rynkowych i ekonomicznych, w tym raportowania wpływu, a także zarządzania reputacją.

Rafał jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Erasmus University w Rotterdamie oraz University of Cambridge. Jest autorem publikacji m.in. w tygodniku POLITYKA i uczy strategii społecznej odpowiedzialności biznesu w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

Raport Fortinet: prawie 75% firm z naruszeniem bezpieczeństwa

Fortinet przedstawia wyniki najnowszego globalnego raportu zagrożeń informatycznych opisujące pierwszy kwartał 2018 roku. Dowiadujemy się z niego, że gwałtownie rośnie liczba ataków typu cryptojacking, a cyberprzestępcy wciąż wprowadzają nowe warianty oprogramowania ransomware i coraz częściej biorą na cel urządzenia mobilne. Prawie 75% firm doświadczyło w tym czasie ataku z wykorzystaniem luk w zabezpieczeniach.

Cryptomining oraz ransomware wciąż ewoluują

Już w pierwszym kwartale 2018 roku pojawiły się poważne przesłanki pokazujące, że część cyberprzestępców zaczyna działać z wykorzystaniem szkodliwego oprogramowania do kopania kryptowalut. Popularność narzędzi do cryptominingu systematycznie rośnie, a wykazują się one zaskakującym zróżnicowaniem jak na swoją stosunkowo krótką historię. Obecność tego rodzaju złośliwego oprogramowania wykryło 28% urządzeń FortiGate, z których dane trafiają do laboratorium FortiGuard Labs. W czwartym kwartale 2017 roku ten odsetek był znacznie niższy i wyniósł 13%. – Cyberprzestępcy tworzą bezplikowe rodzaje złośliwego oprogramowania, aby zaaplikować złośliwy kod bezpośrednio do przeglądarek. W ten sposób mogą zaatakować wiele systemów operacyjnych, pozyskując różne kryptowaluty, w tym Bitcoina i Monero – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. – W dodatku hakerzy na bazie swoich wcześniejszych doświadczeń są w stanie precyzyjnie zaadaptować i udoskonalić to oprogramowanie, aby skutecznie je rozpowszechniać i zwiększać tym samym szanse powodzenia kolejnych ataków.

Nadal bardzo niebezpieczne dla firm pozostaje oprogramowanie ransomware, spośród którego w pierwszym kwartale 2018 roku najgroźniejsze były warianty BlackRuby oraz SamSam. Narzędzia z tej rodziny złośliwego oprogramowania także ewoluują. Przykładowo styczniowy atak GandCrab był pierwszym, w którym okup miał zostać wypłacony w kryptowalucie Dash.

Cyberprzestępcy kierunkują ataki

Coraz więcej cyberprzestępców łączy wykorzystanie złośliwego oprogramowania z atakami ukierunkowanymi, przygotowanymi specjalnie pod konkretną organizację. W tym przypadku hakerzy najpierw przeprowadzają rekonesans w firmie będącej ich celem. Następnie dostają się do firmowej sieci. Wykorzystują do tego socjotechnikę, np. phishing, aby włamać się na komputer pracownika firmy. Jego urządzenie jest wówczas wykorzystywane jako punkt wyjścia do poruszania się dalej. W ten sposób przestępca może zdobyć dostęp do komputerów pracowników na wyższych stanowiskach, do serwerów baz danych, pocztowych itp. Przykładem tego typu ataku był np. Olympic Destroyer.

Wzrost liczby eksploitów i ataków na urządzenia mobilne

Cyberprzestępcy sprawnie wykorzystują najnowsze luki w zabezpieczeniach do przeprowadzania szybkich ataków typu „zero-day”. Liczba unikalnych eksploitów wykrytych w pierwszym kwartale br. przez laboratorium Fortinet wzrosła o ponad 11%, a 73% firm doświadczyło ataków przeprowadzonych za ich pomocą. Najczęściej wykorzystywane do ataków były luki w produktach Microsoftu, a na kolejnych pozycjach znalazły się routery oraz systemy zarządzania treścią (CMS).

Najnowsze dane wskazują również na wzrost liczby ataków na urządzenia mobilne. Odnotowało je 21% organizacji, co stanowi wzrost o 7% względem poprzedniego kwartału.

Same łatki to za mało

Analizy czasu trwania infekcji botnetowych pokazują, że samo instalowanie łatek to za mało i konieczne jest również czyszczenie systemu. 59% ataków botnetowych zostało wykrytych i zneutralizowanych tego samego dnia, ale już 18% z nich trwało przez dwa dni, a 7% – przez trzy dni. Dla wykrycia około 5% ataków potrzeba było więcej niż tydzień.

Czyszczenie oznacza usunięcie wszystkich plików pozostałych po infekcji lub ataku. Wykonując tę czynność, należy zachować należytą staranność, aby pozbyć się nie tylko samego złośliwego oprogramowania, ale także wszelkich tzw. Backdoorów. W przeciwnym razie mogłyby one zostać użyte do szybkiego ponownego zainfekowania oczyszczonego urządzenia.

Niebezpieczne ataki na technologie operacyjne (OT)

OT, czyli technologie operacyjne, to oprogramowanie oraz sprzęty wykorzystywane do sterowania przemysłowego. Mają zastosowanie m.in. w elektrowniach czy systemach infrastruktury kolejowej.

Mimo że ataki na OT stanowią niewielki odsetek wśród wszystkich ich typów, to jednak mogą mieć daleko idące konsekwencje dla bezpieczeństwa. Obecnie większość eksploitów jest bezpośrednio skierowana przeciwko dwóm najpopularniejszym (ze względu na powszechność ich stosowania i przez możliwość ukierunkowania ataków) protokołom komunikacyjnym używanym w branży przemysłowej: Modbus oraz ICCP.

Mamy obecnie do czynienia z kumulacją pewnych tendencji w dziedzinie cyberbezpieczeństwa – komentuje wyniki badania Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Przestępcy demonstrują swoją efektywność i sprawność działania, wykorzystując coraz więcej wariantów ataków cyfrowych, a także maksymalnie zwiększając zasięg szkodliwego oprogramowania. Na szczęście dzięki wdrożeniu odpowiedniej architektury zabezpieczeń można zapewnić kompleksową ochronę na szeroką skalę.

Metodologia badania

Globalny raport zagrożeń informatycznych Fortinet to kwartalny przegląd, który stanowi zestawienie danych analitycznych zebranych przez laboratoria FortiGuard Labs w pierwszym kwartale 2018 roku. Ponadto Fortinet publikuje bezpłatny biuletyn informacyjny o zagrożeniach (Threat Intelligence Brief), analizujący największe niebezpieczeństwa związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i innymi zagrożeniami internetowymi, które zostały wykryte w ostatnim czasie wraz z linkami do wyników najważniejszych badań nad zdarzeniami z ostatniego tygodnia.

NCBiR wyróżnił blockchainowy system wypłat motywacyjnych

Polski blockchainowy start-up Billon, który stworzył na bazie swojej technologii blockchain pionierski system umożliwiający natychmiastową wypłatę nagród motywacyjnych, otrzymał prawie 4 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój. Otrzymane pieniądze firma planuje przeznaczyć na badania przemysłowe i prace rozwojowe technologii permissioned blockchain.

Technologia opracowana przez Billon jest używana w Polsce i Wielkiej Brytanii do przekazywania tzw. pieniądza elektronicznego, cyfrowego odpowiednika gotówki. Nie jest on kryptowalutą (jak np. Bitcoin), ale walutą narodową, emitowaną przez banki. Co ważne, użycie elektronicznej gotówki nie wymaga posiadania konta bankowego, ale umożliwia korzystanie z infrastruktury finansowej, np. bankomatów. Zgodnie z unijną dyrektywa PSD2, pieniądz elektroniczny stanowi pełnoprawny środek płatniczy w krajach Unii Europejskiej.

– PSD2 ułatwia życie osobom wykluczonym ekonomicznie, albowiem nawet nie posiadając konta czy karty kredytowej, mogą przyjmować wynagrodzenia w formie cyfrowej za pracę tymczasową lub nieregularną – mówi Robert Kałuża, współzałożyciel i dyrektor operacyjny Billon. – W docenionym przez NCBiR rozwiązaniu wykorzystaliśmy technologię blockchain do spełnienia ludzkiej potrzeby bycia docenionym.

Dotychczas stosowane systemy motywacyjne cechowały się wysokimi kosztami operacyjnymi i długim czasem oczekiwania na otrzymanie nagrody. Obniżało to zaangażowanie wynagradzanych osób, które musiały czekać na gratyfikację nawet przez kilka tygodni. Nagrody pieniądzem elektronicznym opartym na blockchainie Billon mogą być wypłacane, szczególnie w małych kwotach, od razu po wykonaniu zadania. Zwiększa to motywację odbiorców i na bieżąco zaspokaja ich podstawową potrzebę bycia docenionym i gratyfikowanym.

Z technologii Billon korzysta już Philip Morris, wypłacając nagrody motywacyjne swoim partnerom handlowym. Coca-Cola testowała również to rozwiązanie w programie motywowania  właścicieli lokali gastronomicznych i sklepów za odpowiednio wysoką sprzedaż napojów. Billon prowadzi obecnie rozmowy z firmami z sektora ubezpieczeniowego, zainteresowanymi wdrożeniem innowacyjnego systemu nagradzania.

To już trzecie dofinansowanie, jakie Billon otrzymał z NCBiR. W listopadzie firma dostała 4,5 mln zł, również w ramach programu Inteligentny Rozwój, na rozwój swojej technologii blockchain. Wcześniej Billonowi zostały także przyznane 2 miliony euro z prestiżowego programu Komisji Europejskiej Horizon 2020 za rewolucyjny potencjał wykorzystania tej technologii do bezpośrednich płatności. Ostatnio spółka otrzymała 75 tysięcy dolarów z programu 2018 VC FinTech Accelerator, sponsorowanego przez FIS – światowego lidera w dziedzinie przetwarzania płatności, oprogramowania finansowego i rozwiązań bankowych.

– Granty i dofinansowania pochodzące od takich instytucji jak NCBiR są kluczowe w rozwoju innowacyjnych firm technologicznych, ponieważ umożliwiają nawet małym zespołom rzucić wyzwanie dużym rynkowym graczom. – mówi Kałuża. Książkowym przykładem takiej innowacji, gdzie zainwestowane środki się zwrócą, jest blockchain. Ta technologia usprawnia wiele obszarów życia, począwszy od finansów, skończywszy na komunikacji.

Ostatnie miesiące stały dla Billon pod znakiem dynamicznego rozwoju. W kwietniu nawiązano współpracę z Biurem Informacji Kredytowej mającą na celu wprowadzenie – nie tylko w instytucjach finansowych – technologii do przechowywania i przesyłania dokumentów na trwałym nośniku informacji. Zapisywaniem dokumentów na blockchainie interesuje się też spółka Mitsui Knowledge Industry, która będzie poszukiwała zastosowań technologii Billon w Japonii i na innych rynkach azjatyckich. Obecnie firma rozbudowuje swój zespół i poszukuje doświadczonych specjalistów z dziedziny algorytmiki, systemów rozproszonych oraz języków JAVA i  C++ i project managerów do prac rozwojowych IT.

Kurs euro do dolara zaczyna wspinać się wyżej

EUR/USD zaczyna wspinać się wyżej, ale nie bez pomocy EBC, który rozpoczął skrupulatne budowanie oczekiwań przed przyszłotygodniowym posiedzeniem. Wiele wskazuje na to, że EBC ma ukrytą agendę w odniesieniu do ostatnich wydarzeń we Włoszech. Poza tym klimat inwestycyjny na rynkach pozostaje dobry, co powinno pomagać m.in. złotemu, choć dziś przyjdzie się zmierzyć z kolejnym gołębim przekazem RPP.

EUR/USD jest już figurę wyżej od dołków tego tygodnia, ale nie widzielibyśmy takich obrazków, gdyby nie „pomoc” ze strony EBC. Wzrosty zaczęły się we wtorek po południu po doniesieniach Bloomberga, że przyszłotygodniowe posiedzenie EBC może obfitować w gorącą debatę o przyszłości programu skupu aktywów (QE). Jeszcze miesiąc temu ta informacja nie znaczyłaby wiele. Biorąc pod uwagę, że w obecnej formie program jest ustalony do końca września (skup 30 mld/mies.), decyzja o tym, co dalej, powinna zostać podjęta na jednym z poprzedzających posiedzeń, prawdopodobnie teraz w czerwcu lub w lipcu. Jednakże ostatnie zawirowania na włoskiej scenie politycznej obudziły spekulacje, że może lepiej, aby EBC nie dodawał powodów do napięć na rynkach finansowych i wstrzymał się z ważnymi decyzjami do lipca. Dlatego wczorajsze przecieki zdają się mieć charakter werbalnej interwencji, że EBC nie jest zaniepokojony wydarzeniami we Włoszech i nie zamierza zmieniać swojej strategii, a nawet gotów jest zakomunikować o przyszłości QE wcześniej, niż później. Nie można oprzeć się wrażeniu, że EBC chce uspokoić nastroje wokół włoskich aktywów, nawet jeśli w tym tygodniu nie widać, aby napięcia „rozlewały” się na inne rynki europejskie. Na marginesie, interesujące na ile narodowość prezesa Draghiego miała wpływ na podjęte działania komunikacyjne?

Ofensywa EBC nie kończy się na źródłach Bloomberga, ale dziś rano członkowie Rady Zarządzającej Praet i Weidmann wzmocnili przekaz. Pierwszy stwierdził, że którego są „sygnały świadczące o zbliżaniu się inflacji w stronę celu”, a w ocenie drugiego rynkowe oczekiwania zakończenia QE do końca 2018 r. „są uzasadnione”. To pomaga EUR zapomnieć o włoskich problemach i przerzucić spekulacje na EBC. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że wygaszanie premii za ryzyko polityczne i podsycanie oczekiwań odnośnie normalizacji polityki pieniężnej może pozwolić EUR/USD zaczepić się ponad 1,18, ale wątpię, aby rewelacje z przyszłotygodniowego posiedzenia EBC miały być impulsem do rozpędzenia silnej aprecjacji EUR. Zasugerowanie, że program QE zakończy się w tym roku – nie nagle we wrześniu, ale raczej w grudniu – jest scenariuszem, który podziela większość uczestników rynku. By zbudować silne jastrzębie oczekiwania w stosunku do polityki EBC, musielibyśmy usłyszeć, że pierwsza podwyżka stóp procentowych jest możliwa w pierwszym półroczu 2019 r. Nie sądzę, aby Mario Draghi i spółka mieli odwagę złożyć takie zobowiązanie i dlatego pozostaję tylko umiarkowanym optymistą w ocenie perspektyw odbicia EUR/USD w krótkim terminie.

Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie powinna przynieść zaskoczeń (utrzymanie stopy referencyjnej na 1,50 proc.), tak samo, jak późniejsza konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. RPP pozostaje w idealnym położeniu, jeśli nie chce nic zmieniać. Wzrost gospodarczy pozostaje mocny przy kontynuowanej poprawie sytuacji na rynku pracy, jednak wysoka dynamika płac nie znajduje przełożenia na przyspieszenie inflacji. Wyższe ceny ropy naftowej wkrótce będą mocniej odczuwalne we wskaźnikach inflacji, ale CPI powinien pozostać poniżej celu NBP 2,5 proc., a ponadto polityka monetarna nie odpowiada na szoki podażowe. Prezes Glapiński ma wszystkie argumenty, by powtórzyć swój brak chęci do podwyżek aż do 2020 r.

Gołębi ton może zaburzyć sielankowe odreagowanie złotego z tego tygodnia i przejściowo podbić EUR/PLN bliżej 4,30, ale przy rosnącym apetycie na ryzyko na rynkach zewnętrznych realne jest, że wyższe poziomy szybko zostaną wykorzystane pod taktyczną sprzedaż. Okolice 4,25 zdają się obecnie poziomem godziwym dla złotego w średnim terminie, zanim niskie realne stopy procentowe zaczną kontrastować z postępującą normalizacją polityki monetarnej na głównych rynkach rozwiniętych, co będzie skutkować szarpanym i chimerycznym handlem wokół 4,30 w drugiej połowie roku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe prawo dla firm

30 kwietnia 2018 r. weszło Prawo przedsiębiorców, które reguluje kwestie związane z podejmowaniem, wykonywaniem i zakończeniem działalności gospodarczej.

Prawo przedsiębiorców definiuje działalność gospodarczą jako działalność zorganizowaną wykonywaną we własnym imieniu w sposób ciągły. Przedsiębiorcą w rozumieniu omawianej ustawy jest osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niebędąca osobą prawną wykonująca działalność gospodarczą.

Jeżeli przychód z działalności osoby fizycznej nie przekroczy 50% minimalnego wynagrodzenia w myśl ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę i osoba ta nie wykonywała działalności gospodarczej, taka działalność nie będzie stanowiła działalności gospodarczej. Wskazana wyżej osoba będzie mogła jednak złożyć wniosek do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Jeżeli przychód przekroczy w danym miesiącu wskazaną wyżej kwotę, wówczas działalność będzie uznana za działalność gospodarczą, począwszy od dnia, w którym przychody z niej przekroczą 50% minimalnego wynagrodzenia.

Przepisy omawianej ustawy nie będą miały zastosowania np. do wynajmowania przez rolników pokoi, sprzedaży posiłków domowych i świadczenia w gospodarstwach rolnych innych usług związanych z pobytem turystów.

Ustawa nakłada na urzędy obowiązek kierowania się w postępowaniu z przedsiębiorcą zasadą zaufania do niego. Mają one też obowiązek działać przy założeniu, że przedsiębiorca działa uczciwie.

W myśl ustawy urząd nie może odstąpić od utrwalonej praktyki przy takim samym stanie prawnym i faktycznym, chyba że ma ku temu uzasadniony powód.

Ustawa ustanawia Rzecznika Praw Małych i Średnich Przedsiębiorców, którego kompetencje i zakres zadań określiła odrębna ustawa.

Spółka kapitałowa w organizacji może podjąć działalność gospodarczą przed wpisem do rejestru przedsiębiorców.

Ustawa przewiduje ulgę w płaceniu składek w ciągu 6 miesięcy od momentu rozpoczęcia prowadzenia działalności gospodarczej, w przypadku gdy przedsiębiorca:

  • podejmuje działalność po raz pierwszy lub
  • podejmuje działalność ponownie po upływie co najmniej 60 miesięcy od dnia jej ostatniego zawieszenia lub zakończenia i nie wykonuje jej na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej w bieżącym lub w poprzednim roku kalendarzowym wykonywał w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej.

Ustawa nakłada na przedsiębiorców obowiązek dokonywania płatności za pośrednictwem rachunku płatniczego m.in. w sytuacji, gdy wartość transakcji przekracza 15 tys. zł.

Ustawa umożliwia zawieszanie działalności gospodarczej również przez przedsiębiorców, którzy zatrudniają wyłącznie pracowników przebywających na urlopie macierzyńskim, urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, urlopie wychowawczym lub urlopie rodzicielskim niełączących korzystania z urlopu rodzicielskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu.

Zawieszenie prowadzenia działalności gospodarczej będzie mogło nastąpić na czas nie krótszy niż 30 dni w przypadku przedsiębiorców wpisanych do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, natomiast przedsiębiorcy wpisani do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego będą mogli zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy.

W okresie zawieszenia wykonywania działalności gospodarczej przedsiębiorca będzie mógł np. wykonywać wszelkie czynności niezbędne do zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów oraz zbywać środki trwałe i wyposażenie.

Przy wyznaczeniu przedsiębiorcy terminu na wykonywanie czynności urzędy będą musiały uwzględniać interes społeczny i słuszny interes przedsiębiorców. Urząd nie będzie mógł odmówić przyjęcia pism i wniosków, które są niekompletne, i nie będzie mógł domagać się danych, które sam może zdobyć.

Ustawa reguluje zasady wydawania objaśnień prawnych i interpretacji w sprawach indywidualnych (za opłatą 40 zł). Opłata za wniosek o wydanie interpretacji indywidualnej stanowi odpowiednio dochód budżetu państwa, Narodowego Funduszu Zdrowia albo jednostki samorządu terytorialnego.

Przed rozpoczęciem prac nad opracowaniem projektu aktu prawnego określającego zasady podejmowania, wykonywania lub zakończenia działalności gospodarczej trzeba będzie dokonywać oceny przewidywanych skutków społeczno-gospodarczych, w tym oceny wpływu na mikroprzedsiębiorców, małych i średnich przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska może stać się potentatem na polu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Do końca roku powstanie rządowa strategia wdrażania AI

Polska może stać się potentatem na polu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Do końca roku powstanie rządowa strategia wdrażania AI 4

Polska ma ogromny potencjał w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Rozwiązania tworzone w Polsce coraz częściej zdobywają uznanie reszty Europy i Świata. Opracowany przez polski rząd program sztucznej inteligencji zakłada, że Polska będzie mogła aktywnie uczestniczyć na tym polu, także w zakresie ekspansji zagranicznej. Pierwszy plan budowanej strategii powstanie do końca 2018 roku. Sztuczna inteligencja do 2030 r. może przynieść światowej gospodarce ponad 15,5 bln dolarów.

– Polska ma szansę być potentatem w pełnym znaczeniu tego słowa, z ekspansją zagraniczną, w dziedzinie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To coś, gdzie jesteśmy dostrzegani na arenie europejskiej, dlatego rząd polski opracowuje nową strategię wdrażania sztucznej inteligencji, bo dane, nie tylko dane kosmiczne, są podstawą do robienia analiz, do wyciągania wniosków i planowania – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Nowicki, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Coraz więcej europejskich krajów stawia na inwestycje w sztuczną inteligencję. Tylko Wielka Brytania do 2022 roku na ten cel chce przeznaczyć 1,8 mld dolarów. Zjednoczone Emiraty Arabskie zakładają z kolei, że do 2035 roku dzięki sztucznej inteligencji budżet kraju zyska nawet 135 mld dolarów. Stany Zjednoczone tylko w tym roku przeznaczą 15 mld dolarów na rozwój AI.

Jak podaje PwC, do 2030 r. sztuczna inteligencja może przynieść światowej gospodarce ponad 15,5 bln dolarów. Dlatego również Polska traktuje inwestycje w AI priorytetowo.

– Program sztucznej inteligencji zakłada utworzenie ciała najlepszych doradców, które będzie składało się zarówno z kadry akademickiej, jak i z przedsiębiorców, którzy już pracują nad sztuczną inteligencją. Widzimy, jak wpływ AI i uczenia maszynowego ma bezpośrednie przełożenie na nas wszystkich. Powołanie takiego ciała pozwoli na opracowanie projektu pozwalającego polskim przedsiębiorcom razem z administracją publiczną na włączenie się w łańcuch dostaw globalnych, na wymianę wiedzy, na aktywne uczestnictwo – wskazuje Robert Nowicki.

Polska Strategia Rozwoju Sztucznej Inteligencji ma pozwolić Polsce znaleźć się w gronie najbardziej zaawansowanych technologicznie państw. Obecnie do czołówki sporo nam brakuje, zaczynamy dopiero nadrabiać zaległości. Wszystkie raporty potwierdzają jednak, że bez inwestycji w badania i rozwój, sztuczną inteligencję, nasza gospodarka będzie coraz słabsza i mniej konkurencyjna.

Eksperci podkreślają, że Polska powinna poszukać własnej drogi w inwestowaniu w AI, jednak może się wzorować na krajach bardziej zaangażowanych w tym kierunku.

– Podczas misji gospodarczej jednym z punktów jest skorzystanie z doświadczeń, jak robią to Kanadyjczycy. Wielu Polaków pracuje też w agencji, która zajmuje się sztuczną inteligencją. Musimy ułożyć całą inżynierię finansowania, inżynierię planowania. Jesteśmy na początku tej drogi, ale nie z tyłu Europy. Myślę, że do końca roku wypracujemy propozycję – zapowiada Robert Nowicki.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy

Lokalizatory GPS pomagające w odnajdywaniu dzieci i osób chorych na Alzheimera coraz bardziej zaawansowane. Znajdują zastosowanie także w biznesie

Lokalizatory GPS pomagające w odnajdywaniu dzieci i osób chorych na Alzheimera coraz bardziej zaawansowane. Znajdują zastosowanie także w biznesie 5

Niewielkie urządzenie w kieszeni lub na ręku w postaci np. smartwatcha, pozwala zlokalizować daną osobę z dokładnością nawet do kilku centymetrów.  Lokalizatory GPS zainstalowane w samochodzie nastolatka pozwalają także kontrolować prędkość i położenie auta, którym dziecko się porusza. Najnowsze rozwiązania oferują już wysokie zasięgi działania przy bardzo niskim poborze energii, co pozwala na pracę lokalizatora nawet przez 5 lat bez ładowania. Urządzenia lokalizacyjne przydadzą się również w biznesie, m.in. do kontrolowania pracowników w halach produkcyjnych i magazynach. 

– Lokalizator personalny bazuje na nawigacji satelitarnej i umożliwia lokalizowanie osób w czasie rzeczywistym. Bazując na sygnale GPS, umożliwia dokładną lokalizację osoby, która posiada taki odbiornik. Sam odbiornik kierowany jest do lokalizacji osób starszych i osób, które posiadają różnego rodzaju choroby, typu Alzheimer, czy też do lokalizacji pracowników – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paulina Dębkowska z Hertz Systems.

Pod koniec minionego roku jeden z polskich operatorów komórkowych wprowadził do swojej oferty smartwatche, w które można wyposażyć dziecko. Urządzenia te są wyposażone w lokalizator GPS, dzięki któremu rodzice znają dokładną lokalizację pociechy. Co więcej, pozwalają one na możliwość podsłuchania tego, co dzieje się z dzieckiem, a w przypadku zagrożenia, możliwość szybkiego połączenia z kilkoma zdefiniowanymi wcześniej numerami telefonu. Zapięty na ręku zegarek ciężej będzie zgubić niż na przykład breloczek przypięty do kluczy.

Osobne lokalizatory można jednak wykorzystać także do śledzenia przedmiotów.

– Zastosowanie jest dowolne. Można równie dobrze umieścić lokalizator w samochodzie czy obiekcie poruszającym się. Możemy go użyć wszędzie tam, gdzie chcemy mieć dokładną lokalizację w czasie rzeczywistym. Dokładność odbiornika to kilka centymetrów, jesteśmy w stanie bardzo precyzyjnie określić pozycję osoby – wyjaśnia Paulina Dębkowska.

Koreański producent Spacosa postawił na nową technologię komunikacyjną. Stworzony we współpracy z SK Telecom tracker Gper określa lokalizację za pomocą GPS-a, ale dane o położeniu transmituje poprzez sieć LoRa, rozległą wąskopasmową sieć dalekiego zasięgu. Sieć w porównaniu z powszechnie używaną siecią komórkową 3G/LTE, cechuje się niskim poborem energii (lokalizatory działają nawet do 5 lat bez ładowania), stosunkowo dużym zasięgiem komunikacji (ponad 40 km) i zapewnia transmisję danych w dwóch kierunkach. Sieć LoRa jest testowana również w polskich miastach, m.in. w Poznaniu i Gdyni.

Urządzenia oparte na systemie nawigacji GPS są jednak przeznaczone głównie do użytkowania na otwartych przestrzeniach. W budynkach mogą pojawić się problemy z odbieraniem sygnału. Do tego typu zastosowań przeznaczone są lokalizatory oparte na kontakcie z umieszczonymi wewnątrz budynku sensorami. System Quuppa, zapewniający dokładność pozycjonowania nawet na poziomie centymetra, działa w technologii BLE, co zapewnia kompatybilność z większością mobilnych rozwiązań przy jednoczesnej odporności na zakłócenia powodowane przez inne urządzenia pracujące w sieci.

Takie rozwiązanie sprawdzi się np. w optymalizacji pracy w zakładach produkcyjnych.

– Lokalizowanie pracowników w pomieszczeniach zamkniętych bazuje na sensorach umieszczonych w środku budynku. Rozwiązanie może znaleźć zastosowanie w magazynach, przy usprawnieniu produkcji. Pozwala dokładnie sprawdzić umiejscowienie pracownika, informuje gdzie się znajduje, czy nie traci czasu na zbędne sprawy, czy realizuje swoją pracę zgodnie z poleceniem. Osoba odbierająca sygnał jest w stanie wyświetlić informację o pozycji danej osoby czy obiektu na aplikacji mobilnej, na komputerze, wszędzie gdzie ma dostęp do internetu – tłumaczy przedstawicielka Hertz Systems.

Z danych Najwyższej Izby Kontroli wynika, że liczba chorych na Alzheimera w Polsce to już nawet pół miliona osób. Do 2050 roku liczba może wzrosnąć nawet czterokrotnie. Z kolei policja co roku otrzymuje 7 tys. zgłoszeń o zaginięciach osób poniżej 18. roku życia. Codziennie w Polsce zgłasza się 19 zaginięć dzieci.

Według analiz MarketsAndMarkets światowy rynek urządzeń nawigujących GPS do 2023 roku osiągnie wartość 2,89 mld dolarów przy średniorocznym tempie wzrostu ok. 13 proc.

Większość pracodawców nie dba o relacje z kandydatami do pracy. To może zepsuć opinię firmy na rynku

Większość pracodawców nie dba o relacje z kandydatami do pracy. To może zepsuć opinię firmy na rynku 6

60 proc. pracodawców deklaruje, że wdrożyło standard zachowań wobec kandydatów do pracy. Jednocześnie osoby, które starają się o pracę, często czują się ignorowane przez pracodawcę. Tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia – wynika z badania „Candidate Experience”. Tymczasem źle potraktowany kandydat nie będzie przychylnie nastawiony do produktów i usług danej firmy. Co trzeci nie zaaplikuje więcej do firmy, która nie zrobiła dobrego wrażenia w procesie rekrutacji, a 22 proc. odradzi aplikowanie innym.

– Na przestrzeni lat zauważamy znaczną poprawę w świadomości pracodawców w obszarze candidate experience i dbania o doświadczenia kandydatów w procesach rekrutacji. Niestety, z badania wynika, że wiedza nie zawsze idzie w parze z praktyką – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Trzaska, ekspert eRecruiter.

Jak wynika z badania eRecruiter „Candidate Experience”, zdaniem 88 proc. pracodawców tym, co wpływa na doświadczenie kandydata, jest przyjazna atmosfera, ciągły kontakt z aplikującym (83 proc.) oraz informacja o zakończeniu procesu (75 proc.). Wśród praktyk, które budują candidate experience, pracodawcy wskazują też wiadomość o powodach niezatrudnienia (74 proc.) i możliwość poznania przełożonego (72 proc.). Część z tych kwestii jest również bardzo ważna dla osób rekrutowanych.

– Dla kandydatów ciągła komunikacja w procesie rekrutacji, udzielanie informacji o zakwalifikowaniu bądź niezakwalifikowaniu do kolejnego etapu i udzielanie feedbacku, dlaczego nie dostałem danej pracy, jest bardziej istotne, o ile nie najważniejsze. Kandydaci zapytani o jedną rzecz, którą wskazaliby rekrutującym do poprawy, postawili na komunikację, a dokładniej na udzielanie informacji zwrotnej o powodach niezakwalifikowania do kolejnego etapu rekrutacji – mówi Katarzyna Trzaska.

4. edycja badania „Candidate Experience”, która została przeprowadzona z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji, wskazuje, że kandydaci do pracy czują się ignorowani przez rekruterów. Niemal 80 proc. uważa, że nikt nie zapoznał się z ich aplikacją. Tylko co piąty otrzymał informację o przyczynach niezatrudnienia. Według 86 proc. osób starających się o pracę standardem powinno być informowanie o zakończeniu rekrutacji, robi tak jednak zaledwie 39 proc. firm.

– Udzielanie tej informacji jest niewątpliwie wyzwaniem, ponieważ kiedy pracodawca otrzymuje setki CV, rekruter może mieć trudność z udzieleniem odpowiedzi wszystkim kandydatom. Wsparciem mogą być nowoczesne technologie i system do zarządzania rekrutacjami – wskazuje Katarzyna Trzaska.

Choć sytuacja powoli się zmienia i kandydaci lepiej oceniają ostatnio zakończoną rekrutację, wciąż jeszcze pozostaje dużo do zrobienia. Zwłaszcza że pracodawcy nie zawsze mają świadomość, co mogą oznaczać negatywne doświadczenie przy staraniu się o pracę.

– Niezadowolony kandydat nie zaaplikuje ponownie do firmy. Taki stan rzeczy deklaruje aż 1/3 przebadanych przez nas kandydatów. Jest to o tyle istotne, że 90 proc. pracodawców przy kolejnych procesach rekrutacyjnych korzysta z własnej bazy kandydatów, którzy już aplikowali. Prawdopodobnie 1/3 z nich, jeżeli ich doświadczenia były negatywne, odmówi udziału w danej rekrutacji – podkreśla Katarzyna Trzaska.

Z badania wynika, że osoby, które nie otrzymały odpowiedzi, zmieniają opinię o firmie na negatywną. Nie tylko nie będą brać udziału w kolejnych rekrutacjach, lecz także blisko połowa zmieni nastawienie do produktów lub usług danej firmy i rezygnuje z ich zakupu.

– Ma to bezpośrednie konsekwencje biznesowe, już nie tylko dla obszaru rekrutacji danej firmy. Co więcej, niezadowolony kandydat podzieli się swoją opinią z bliskimi, znajomymi, co również będzie rzutowało na opinie o tej firmie jako o pracodawcy – podkreśla ekspertka eRecruiter.

Tylko 19 proc. firm pyta kandydatów o ich wrażenia i opinie na temat procesu rekrutacyjnego, w którym wzięli udział. Przeważnie rekruterzy zachęcają jedynie do śledzenia zakładki „Kariera” na stronie firmy i nie zadają sobie trudu, aby odpowiedzieć na aplikację.

T-Mobile przyciąga coraz więcej młodych użytkowników telefonów na kartę. Operator wprowadzi dla nich nową usługę wideo

T-Mobile przyciąga coraz więcej młodych użytkowników telefonów na kartę. Operator wprowadzi dla nich nową usługę wideo 7

Siódmy z rzędu udany kwartał dla T-Mobile. Od kilku miesięcy wracają dawni klienci, szybko rośnie liczba umów abonamentowych, a w segmencie prepaidowym operator przyciąga młodszych użytkowników. Z tego powodu – i z okazji przypadającej w tym roku okrągłej rocznicy obecności na rynku ofert na kartę – operator wprowadzi w segmencie prepaid nową usługę Supernet Video. Usługa, wcześniej dostępna wyłącznie dla klientów abonamentowych, umożliwi oglądanie wideo z najpopularniejszych serwisów streamingowych bez naruszania pakietu danych.

– Naszych klientów możemy podzielić na dwie grupy: tych najbardziej lojalnych, którzy korzystają z naszych usług od 10, 15 czy nawet 20 lat i przetrwali z nami lepsze i gorsze czasy, a teraz dostrzegają, że się zmieniamy i wracamy na rynek. Druga, nowa grupa, to młodzi konsumenci, którzy dopiero zaczynają korzystać z usług telekomunikacyjnych często od telefonu na kartę. W ostatnim kwartale zanotowaliśmy 15-procentowy wzrost liczby młodych klientów w grupie tych, którzy przychodzą do T-Mobile – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Frederic Perron, członek zarządu ds. rynku prywatnego T-Mobile Polska.

T-Mobile ma za sobą kolejny udany kwartał. W ciągu ostatniego roku liczba klientów abonamentowych wzrosła o 294 tys. i na koniec marca br. sięgnęła 6,99 mln. Łącznie telekom obsługuje ponad 10,6 mln klientów, z których dwie trzecie ma umowę długoterminową. Dobre wyniki to zasługa m.in. najniższego od dwóch lat wskaźnika odejść (tzw. churn). Co więcej, od około pół roku telekom obserwuje, że dawni klienci – którzy zdecydowali się na przeniesienie do innych operatorów – teraz wracają do T-Mobile.

Coraz lepsze wyniki to efekt nowej strategii nastawionej na jakość i podnoszenie satysfakcji z usług i obsługi. Stąd m.in. rozbudowa sieci sprzedaży (o sto dziesięć nowych salonów), zmiany w obsłudze klienta i rozszerzenie funkcjonalności kanału online. W efekcie czas oczekiwania na połączenie z konsultantem na infolinii skrócił się dwuipółkrotnie, a siedmiu na każdych dziesięciu klientów odwiedzających salon T-Mobile oceniło obsługę na dziesięć punktów (w dziesięciostopniowej skali).

– Zanotowaliśmy w zeszłym roku rekordowy wzrost poziomu satysfakcji klientów – zarówno wśród posiadaczy abonamentów, jak i usług na kartę. Podobnymi wynikami nie może poszczyć się żaden inny operator na rynku. Mogę powiedzieć, że nadchodzące lato jest dla nas i naszych klientów bardzo ważne. Świętujemy dwudziestolecie obecności na rynku telefonów na kartę oraz siedmiolecie obecności T-Mobile na polskim rynku. I mamy zamiar należycie uczcić obie okazje – zapowiada Frederic Perron.

W segmencie telefonów na kartę T-Mobile notuje rosnącą liczbę młodych klientów poniżej 35 roku życia. Z tego powodu i z okazji przypadającej w tym roku okrągłej rocznicy obecności na rynku operator wprowadzi w segmencie prepaid nową ofertę. Supernet Video umożliwi oglądania materiałów wideo z wielu popularnych serwisów streamingowych bez naruszania wliczonego w taryfę pakietu danych.

– Do tej pory ta usługa – wprowadzona przez nas z wielkim powodzeniem w zeszłym roku – była dostępna tylko dla klientów abonamentowych. Daje ona dostęp do YouTube oraz wielu innych tego typu serwisów w ofercie na kartę w cenie zaledwie pięciu złotych. Naszym zdaniem teraz jest najlepszy moment na uruchomienie tej usługi, bo po pierwsze świętujemy 20 lat obecności na rynku, a po drugie tego lata odbędzie się szereg imprez, np. sportowych, oraz innych wydarzeń i chcemy, aby nasi klienci mieli szansę na ich obejrzenie i przeżycie – mówi Frederic Perron.

Usługa Supernet Video została już wcześniej wprowadzona w ofercie na abonament, umożliwiając dostęp do popularnych serwisów – włącznie z YouTubem, Playerem, Showmaxem i Netflixem (w sumie czternaście serwisów) – za pięć złotych miesięcznie. Szybko zdobyła sobie grono fanów – w dwa miesiące od premiery aktywowało ją ponad 50 tys. klientów.  

UPC inwestuje w internet o gigabitowej prędkości. Wprowadzi go do oferty jesienią

UPC inwestuje w internet o gigabitowej prędkości. Wprowadzi go do oferty jesienią 8

W ciągu kolejnych 4 lat liczba przesyłanych miesięcznie danych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie ponaddwukrotnie – z 101 do 210 GB. To będzie generować popyt na coraz szybszy i lepszy internet. Dlatego najwięksi operatorzy coraz więcej inwestują w budowę sieci światłowodowej. Dzięki temu UPC jeszcze w tym roku wprowadzi do oferty internet o prędkości 1 Gbps, czyli dwukrotnie szybszy niż dziś. Firma będzie drugim po Niemczech operatorem grupy Liberty Global, który wprowadzi taką ofertę.

Jak podaje UPC Polska, w ciągu ostatniej dekady oferowana prędkość internetu wzrosła ponad siedemnastokrotnie, do 500 Mbps. Rośnie też średnia prędkość – trzykrotnie w ciągu ostatnich pięciu lat. Celem UPC jest jednak rozwój gigainfrastruktury, która odpowie na wyzwania przyszłości: rosnącą konsumpcję danych internetowych, m.in. cyfrowej rozrywki, internetu rzeczy (IoT), a także aplikacji następnej generacji, które będą powstawać np. w wirtualnej rzeczywistości.

 Cały czas zwiększamy prędkość internetu dla naszych dotychczasowych klientów. W pierwszym kwartale 2018 roku osiągnęliśmy średnią prędkość 130 Mbps na sekundę. W czwartym kwartale 2017 roku było to 100 Mbps. Z każdym kwartałem coraz więcej naszych klientów ma dostęp do internetu wysokich prędkości. Obecnie jesteśmy w stanie zaproponować prędkość 500 Mbps, a jeszcze w tym roku będziemy gotowi z naszym nowym produktem – gigabitowym internetem – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Redeleanu, prezes zarządu UPC Polska.

Stałe zwiększanie prędkości internetu odpowiada na rosnące potrzeby klientów. Firma Analysys Mason szacuje, że ilość przesyłanych miesięcznie danych przez klientów szybkich sieci internetowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie w ciągu czterech lat do 210 GB miesięcznie (z obecnych 101 GB). Wyzwaniem będzie także rosnąca liczba urządzeń podłączonych do sieci. Jak prognozuje Cisco, w 2021 roku wyniesie ona globalnie 27 mld, przy 17 mld w 2016 roku.

– Modernizujemy elementy naszej sieci, by w tym roku móc zaoferować naszym klientom pakiet gigabitowy. Będziemy drugim krajem po Niemczech w ramach Liberty Global zdolnym to zrobić. Rozwijana przez nas technologia DOCSIS 3.1. jest zdolna sprostać wyzwaniom przyszłości i przesyłać dane z prędkością nawet do 10 Gbps – podkreśla Robert Redeleanu.

Zdaniem analityków ADL stosowana przez Liberty Global i UPC technologia DOCSIS 3.1, obok FTTH i 5G, jest jednym z filarów budowy nowoczesnych sieci światłowodowych, które pozwolą sprostać wyzwaniom przyszłości w zakresie transmisji danych

Jak zapowiada prezes UPC Polska, wprowadzenie gigabitowego internetu do oferty to tylko część planów na najbliższe miesiące.

Drugim naszym priorytetem są innowacje, które wprowadzamy na rynek. Mamy dwa kluczowe produkty, czyli modem Connect Box, który zapewnia najlepszej jakości WiFi w domu, oraz platformę telewizyjną rozrywki Horizon. Chcemy, żeby te innowacje były obecne w coraz większej liczbie domów – mówi Robert Redeleanu.

Obecnie zasięgiem szybkiego internetu i telewizji cyfrowej UPC Polska obejmuje ponad 3,3 mln gospodarstw domowych. Aby jakość oferowanego internetu i rozwiązań cyfrowych pozwoliła przyciągnąć nowych klientów, UPC zapowiada wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań – nową wersję modemu Connect Box, z którego obecnie korzysta ponad 430 tys. klientów w Polsce, system Smart Wi-Fi, który automatycznie optymalizuje parametry sieci Wi-Fi, Boostery, które pozwalają na uzyskanie jeszcze lepszego zasięgu sieci Wi-Fi, czy aplikację Connect App, która ułatwi zarządzanie domową siecią.

Zmiany w szkolnictwie wyższym – jakie wyzwania i szanse czekają polskie uczelnie?

W związku z zapowiadanymi przez Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego zmianami w strukturach i działaniu uczelni wyższych przed każdą z placówek stają duże wyzwania. Dla uczelni publicznych będą one jeszcze większe, ponieważ istotnym elementem ich finansowania są środki państwowe. Uczelnie prywatne w większości – a na pewno w całej dydaktyce – finansują się same. Dotyczy ich jednak problem konieczności zmiany struktury. Zmiana w systemie uczelni wyższych przygotowywanych przez Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego – oprócz trudności – rodzi także pewne szanse. Polegają one na możliwości stworzenia struktury od nowa, zmianie dyscyplin badań naukowych i innego ujęcia dziedzin niż obecnie. To także szansa dla tych działów, które w badaniach są wysoko notowane.

– Uczelnie wyższe mają stracić wydziały, czyli będą funkcjonować w zupełnie nowych, instytutowych strukturach – prawdopodobnie oddzielnych dla badań naukowych i dydaktyki  powiedziała serwisowi eNewsroom prof. Teresa Gardocka, Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu SWPS – Placówki nie do końca mogą to sobie wyobrazić, tym bardziej jeśli są instytucjami kilkukampusowymi z wydziałami w różnych miastach. Na Uniwersytecie SWPS większość wydziałów należy do najwyższej kategorii A lub A+, która daje pełne możliwości działania we wszystkich sferach aktywności akademickiej. Stale zgłaszane są obawy, że zapowiadane zmiany to próba poddania uczelni naciskom politycznym przez przyznanie ogromnej władzy rektorowi i dołączenie do rad osób z zewnątrz, powołanych na różne sposoby. Zbyt duża władza skupiona w rękach jednego człowieka może rodzić pokusę, aby na stanowisku pojawiła się konkretna, wybrana osoba. To jednak tylko jedna z możliwości i należy mieć nadzieję, że tak się nie stanie. Autonomia uczelni w sferze badawczej może zostać zachowana. Czy poprawi to szanse polskich uczelni na znalezienie się wyżej w rankingu niż obecnie? Zapewne nie, ponieważ proces ten wymaga pracy wielu ludzi i dużo czasuNie jest to kwestia wyłącznie odpowiednich środków – chociaż one też ogrywają ważną rolę. Kluczowa jest aktywność badawcza polskich uczonych, która pozostaje niestety na niskim poziomie.Nie ma pewności, czy zapowiadane zmiany w szkolnictwie wyższym mogą tę sytuację poprawić – podsumowała Gardocka.

Porady prawne przestają być usługami drogimi i ekskluzywnymi. Firmy prawnicze oferują zdalne specjalistyczne wsparcie nawet za 50 zł

Porady prawne przestają być usługami drogimi i ekskluzywnymi. Firmy prawnicze oferują zdalne specjalistyczne wsparcie nawet za 50 zł 9

Rynek usług prawnych w Polsce jest w fazie aktywnego rozwoju. Podobnie jak w innych branżach sprzyja temu wykorzystanie technologii. Nowością na polskim rynku są firmy, w których adwokat lub radca prawny udziela porady online lub przez telefon. Usługi prawnicze w formule direct są dużo tańsze i łatwiej dostępne. To sprawia, że chętniej korzystają z nich nie tylko indywidualni klienci, lecz także małe i średnie firmy.

– Niewiele osób korzysta dziś z profesjonalnej pomocy prawnej. Ludzie wyobrażają sobie, że idąc do prawnika, zapłacą ogromną sumę pieniędzy. Obawiają się też, że adwokat czy radca prawny komunikuje się językiem zupełnie niezrozumiałym dla zwykłego człowieka. Biorąc pod uwagę to, że w polskich sądach mamy co roku około 16 mln spraw, a sprawy sądowe to zaledwie wierzchołek góry lodowej wszystkich problemów prawnych, z którymi się spotykamy, ten problem jest bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Maj, prezes zarządu Availo.

Polski rynek usług prawniczych jest w fazie aktywnego rozwoju – wynika z ubiegłorocznego raportu firmy doradczej CBRE („Legal Sector in Warsaw”). Od 2005 roku, kiedy w życie weszła ustawa o otwarciu zawodów prawniczych, w Polsce konsekwentnie przybywa adwokatów i radców prawnych. Ta grupa zawodowa liczy obecnie ok. 65 tys., a według branżowych prognoz do 2020 roku może już przekroczyć 100 tys.

Rosnąca konkurencja skutkuje spadkiem cen – obecnie nawet skomplikowana porada prawna kosztuje kilkukrotnie mniej niż jeszcze dekadę temu. Choć dostęp do usług prawnych w Polsce jest nadal gorszy niż w krajach zachodniej Europy, sytuacja systematycznie się poprawia. Problemem pozostaje jednak relatywnie niska skłonność Polaków do korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej.

– Według różnych danych z pomocy adwokatów i radców prawnych korzysta nie więcej niż 10 proc. Polaków. Ten trend zaczął się odwracać dopiero na przestrzeni ostatnich 3–4 lat – mówi Grzegorz Maj.

Prezes Availo zwraca uwagę na to, że – podobnie jak inne branże – podmioty na rynku coraz częściej wykorzystują technologie do świadczenia usług. Nowością na polskim rynku są firmy prawnicze, w których specjalistyczną poradę można uzyskać online.

– Czasy tradycyjnej pomocy prawnej – w kancelarii, za biurkiem – powoli odchodzą do lamusa na rzecz prawników, którzy pomagają swoim klientom przez internet, telefon i nowoczesne formy komunikacji. W Polsce korzystanie z pomocy prawnika w formie zdalnej zaczyna zdobywać popularność dzięki temu, że klient wie, ile zapłaci za usługę i jakiej specjalizacji jest prawnik, a także dzięki temu, że komunikuje się on zrozumiałym językiem. Natomiast prawnicy, którzy reprezentują nas przed sądem, zawsze będą w kancelarii, za dębowym biurkiem – uważa Grzegorz Maj.

Wykorzystanie technologii skutkuje lepszym dostępem do pomocy prawnej i spadkiem cen. Obecnie poradę wykwalifikowanego prawnika można otrzymać już za kwotę 50–80 zł. Niższe koszty powodują, że z usług prawnych chętniej korzystają również małe i średnie firmy.

– Polski parlament od kilkunastu lat tworzy coraz więcej ustaw i nawet mikroprzedsiębiorca musiałby mieć u siebie sztab prawników, żeby móc się skupić na biznesie, zamiast czytać dzienniki ustaw. Dzięki takim usługom, z których można skorzystać na bieżąco, wziąć telefon, zapytać o interpretację prawa, o to, co wynika z pisma, które dostaliśmy z urzędu, ułatwiamy życie przedsiębiorcom. Nie wiadomo, ile trzeba zapłacić w kancelarii prawnej, ponieważ adwokaci w tradycyjnych kancelariach mają zakaz podawania cen swoich usług. Natomiast 50 zł za profesjonalną poradę adwokata przestaje być dzisiaj problemem –mówi Grzegorz Maj.

Availo jest największą firmą prawniczą świadczącą usługi w formule direct. Niedawno na rynku zadebiutowała stworzona przez nią platforma HaloPrawo.pl, która udziela porad zdalnie – przez telefon lub e-mail. Klientom indywidualnym i przedsiębiorcom porad udzielają adwokaci, radcowie prawni i doradcy podatkowi, którzy reprezentują ponad 110 kancelarii i różne specjalizacje – od prawa pracy, rodzinnego, wykroczeń, poprzez sprawy urzędowe, aż po doradztwo w sprawach podatkowych czy dotyczących nieruchomości. Koszt jednorazowej porady dla firmy sięga 85 zł, dla klientów indywidualnych jest niższy i wynosi 50 zł. Tylko od początku tego roku z platformy skorzystało już przeszło 70 tys. klientów.

– W zeszłym roku było to niespełna 50 tys. Ta liczba rośnie w bardzo szybkim tempie, a mamy dopiero połowę roku. Co istotne, 96 proc. naszych klientów jest bardzo zadowolonych z usługi i z faktu, że wszystko było zrozumiałe. Ten trend przeniesienia pomocy prawnej do świata nowoczesnych technologii staje się coraz bardziej powszechny – mówi Grzegorz Maj.

Wejściu na rynek marki HaloPrawo.pl towarzyszy kampania reklamowa i online’owa kampania wizerunkowa z udziałem ambasadora brandu, aktora Grzegorza Halamy, który kreuje dobrze znaną miłośnikom kabaretu postać hodowcy kurczaków, pana Józka. W ten sposób marka chce sprawić, żeby usługi prawne zaczęły się kojarzyć klientom mniej elitarnie, a bardziej swojsko.

– Postać kreowana przeze mnie w kampanii ma odczarować te ciężkie togi, żeby peerelowskie pomieszczenia przestały przerażać. HaloPrawo ma przybliżyć Polakom pomoc prawną jako usługę, z której korzysta się tak jak z jakiegokolwiek innego abonamentu. Myślę, że świadomość Polaków z biegiem czasu będzie rosła. To będzie coś oczywistego – cokolwiek się dzieje, dzwonimy do prawnika. HaloPrawo to umożliwia, bez strachu, że trzeba będzie się gdzieś umówić i wydać mnóstwo pieniędzy. W kampanii reklamowej przyjąłem postać Józka – rola mojej postaci jest taka, aby zdjąć ten prawniczy ciężar, aby dla każdego Polaka to było coś bliskiego i normalnego – mówi aktor Grzegorz Halama.

ESMA – ograniczenia dla inwestorów forex i CFD

27 marca bieżącego roku Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) wprowadził w życie nowe regulacje ograniczające handel na rynku walutowym oraz obrót kontraktami różnicowymi. Nowe zmiany oparte zostały na grudniowych propozycjach regulacyjnych dla kontraktów CFD oraz opcji binarnych i zaczną one obowiązywać już w ciągu najbliższych miesięcy.

Branża forex oraz polscy inwestorzy oczekiwali całkowicie innego wyniku konsultacji społecznych przeprowadzanych przez ESMA. Wśród zatwierdzonych zmian znalazły się: zakaz marketingu, sprzedaży oraz dystrybucji opcji binarnych, a także ograniczenie marketingu i sprzedaży inwestorom detalicznym kontraktów CFD. Jak dokładnie prezentują się wprowadzone ograniczenia?

Regulacje w obszarze rynku forex i CFD

Projekt ustawy początkowo zakładał ograniczenie dźwigni do 1:50, jednak ograniczenie dotyczyłoby wyłącznie niedoświadczonych traderów. W praktyce zmiany wyglądają zupełnie inaczej.

—————–

ESMA – aktualne wiadmości:

—————–

Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych zatwierdził ograniczenie maksymalnego poziomu lewara, które zależny jest od poziomu zmienności instrumentu bazowego. Minimalny depozyt w przypadku dźwigni 1:30 będzie wynosił nie mniej niż 3,33% (dźwignia 1:30) i nie więcej niż 50% (dźwignia 1:2). Procentowo depozyty instrumentów prezentują się w następujący sposób:

  • kryptowaluty 50%,

  • akcje i instrumenty bazowe 20%,

  • główne pary walutowe 3,33%,

  • poboczne pary walutowe, główne indeksy giełdowe i złoto 5%,

  • pozostałe indeksy giełdowe i towary 10%.

Margin close-out

Kolejną istotną zmianą ESMA jest wprowadzenie reguły Margin close-out. Polega ona na tym, iż broker zobowiązany jest do zamknięcia otwartej pozycji klienta, gdy wartość netto jego rachunku spadnie poniżej kwoty wynoszącej 50% minimalnego depozytu zabezpieczającego. Reguła Margin close-out ma w praktyce ograniczać straty inwestorów i ma być stosowana dla wszystkich transakcji realizowanych z konta maklerskiego.

Obligatoryjna ochrona przed ujemnym saldem

Do ograniczeń wprowadzanych przez ESMA należy zaliczyć także obligatoryjną ochronę przed ujemnym saldem, która również będzie chronić interes klienta przez marginalizację ponoszonych strat. W tym przypadku ochrona przed ujemnym saldem również dotyczy całego konta maklerskiego. Ochrona przed ujemnym saldem spotkała się z aprobatą polskiego środowiska inwestorów rynku walutowego.

Zunifikowane ostrzeżenia o ryzyku inwestycyjnym

ESMA zamierza również wprowadzić zunifikowane ostrzeżenia o ryzyku inwestycyjnym, w którym informować będzie o odsetku klientów brokera, którzy mogliby odnotować straty z tytułu obrotu kontraktami na różnice kursowe.

W przyszłym roku – zgodnie z dyrektywą MiFID II – ESMA zyska o wiele większe możliwości kontrolowania działań brokerów oraz domów maklerskich. Przedstawione zmiany wejdą w życie dopiero po przetłumaczeniu ich na wszystkie języki urzędowe Unii Europejskiej, co umożliwi uzyskanie wpisu w Dzienniku Ustawy. Dopiero od tego czasu zmiany zatwierdzone przez ESMA wejdą w życie – początkowo tymczasowo na okres trzech miesięcy.

XTB

Dowiedz się więcej o XTB Online Trading: Wikipedia | Opinie

Prosta spółka akcyjna ułatwieniem dla start-upów?

Prosta spółka akcyjna według projektodawców ma być kołem zamachowym Polski Cyfrowej. To podmiot prawny, który będzie dawał wiele możliwości ludziom z dobrymi pomysłami – w szczególności związanymi z rozwojem nowych technologii, programów czy systemów komputerowych. Dzięki niemu będą mogli łatwo zdobyć kapitał niezbędny na początku prowadzenia działalności i dla dalszego rozwoju. W tej chwili pozyskanie odpowiednich środków jest trudne ze względu na istniejące ramy i formy prawne przedsiębiorstw. Na pewno nie będzie to zła forma prawna dla nowych przedsiębiorców. Jeżeli się nie przyjmie lub będzie budziła istotne wątpliwości – nie będzie wykorzystywana. Jeśli zaś okaże się trafionym pomysłem – może pomóc wielu ludziom, którzy mają złoty pomysł na rozwój nowych technologii.

– Nowy podmiot ma być połączeniem spółki z o.o. i spółki akcyjnej oraz przenieść na polski grunt wiele wzorców anglosaskich, występujących najczęściej w amerykańskich korporacjach – powiedział serwisowi eNewsroom Emanuel Kośka, radca prawny w kancelarii JS Legal – Oprócz łatwego zbierania kapitału na początku działalności, spółka ma pozwalać na prowadzenie jej w uproszczony i mniej sformalizowany sposób. Może być to jednak tylko założenie. Na gruncie konkretnych przepisów pojawia się wiele pytań. Chodzi o proponowane – na zagraniczny wzór – testy wypłacalności, czyli poddanie ocenie zarządców spółki  tego, czy wypłacenie pieniędzy właścicielom i akcjonariuszom nie doprowadzi w ciągu pół roku do jej bankructwa. To także wprowadzenie zupełnie nowego organu – rady dyrektorów, który ma być połączeniem zarządu i rady nadzorczej. Występować będą dwa rodzaje dyrektorów – wykonawczy, którzy prowadzą na bieżąco sprawy spółki, nawiązują kontakty z kontrahentami i reprezentują firmę oraz niewykonawczy – którzy nadzorują działalność przedsiębiorstwa. Powstaje pytanie o odpowiedzialność, jaka na nich spadnie. Ma ona opierać się na zasadach lojalności oraz należytej staranności i być badana być przez pryzmat tzw. amerykańskiej business judgment rule. Niestety oznacza to nowe koszty dla spółek, ze względu na stałe zapotrzebowanie w zakresie opinii prawników lub innych firm doradczych. Przedsiębiorcy nie powinni jednak obawiać się nowych regulacji, lecz wyczekiwać ich dalszego rozwoju oraz możliwości wprowadzenia istotnych zmian do obecnego projektu – co da odpowiedzi na powstające pytania – podsumował Kośka.

Zatrudnienie małżonka na podstawie umowy o pracę

Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl
Emilia Wojtczak, ekspert wFirma.pl

W sektorze małych i średnich przedsiębiorstw można znaleźć wiele firm rodzinnych. To znaczy, że przy prowadzeniu przedsiębiorstwa pomagają członkowie bliższej lub dalszej rodziny. Najczęściej są to małżonkowie i dzieci. Jak zatrudnić małżonka na umowę o pracę? Jakich formalności należy dokonać i jak go rozliczyć?

Członek rodziny to dla ZUS-u osoba współpracująca

Dla celów ZUS została określona grupa członków rodziny, którzy w świetle ubezpieczeń określani są jako osoby współpracujące. Osoba współpracująca to według ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (Dz. U. 1998 Nr 137 poz. 887):

  • małżonek,
  • dzieci własne lub dzieci drugiego małżonka i dzieci przysposobione,
  • rodzice,
  • macocha i ojczym,

którzy jednocześnie pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym z przedsiębiorcą.

Ustalenie, czy członek rodziny jest osobą współpracującą, jest bardzo ważne, ponieważ ma to bezpośredni wpływ na wysokość opłacanych składek do ZUS-u.

Na podstawie jakiej umowy można zatrudnić członka rodziny?

Osobę współpracującą można zatrudnić w przedsiębiorstwie na różne sposoby. Przepisy pozwalają na zastosowanie umowy o pracę czy umowy zlecenie, a także – co ważne – osoba współpracująca może świadczyć pomoc w prowadzeniu przedsiębiorstwa bezumownie.

Umowa zlecenie z osobą współpracującą odbywa się na takich samych zasadach jak z innymi zleceniobiorcami. Wynagrodzenie oraz składki naliczane są tak samo. Podstawę składek w tym przypadku stanowi wynagrodzenie brutto. Osoba współpracująca zatrudniona na podstawie umowy zlecenia powinna zostać zgłoszona do ZUS-u z kodem tytułu ubezpieczenia 04 11 – czyli jako zleceniobiorca.

Ważne!

Przepisy wyraźnie wskazują, że wynagrodzenie wypłacane małżonkowi nie może stanowić kosztu uzyskania przychodu przedsiębiorcy! Dotyczy to wszystkich form zatrudnienia osób współpracujących.

 

Jak zostało już wspomniane, pomoc członka rodziny przy prowadzeniu działalności może odbywać się bezumownie, a co się z tym wiąże – bez wynagrodzenia. W takiej sytuacji przedsiębiorca ma obowiązek zgłosić do ZUS-u osobę współpracującą z kodem 05 11. Składki w tym przypadku będą opłacane od podstawy, jaka aktualnie obowiązuje przedsiębiorców. Również tak samo jak w przypadku przedsiębiorców, osoba współpracująca jest zwolniona z opłacania składek społecznych, jeśli posiada inny tytuł do ubezpieczeń społecznych, a podstawa składek wynosi przynajmniej 2100 zł (wynagrodzenie minimalne w 2018 roku).

Ważne!

Za osobę współpracującą nie można opłacać składek na zasadach preferencyjnych!

Zatrudnienie małżonka na podstawie umowy o pracę

Małżonka można zatrudnić w przedsiębiorstwie również na podstawie umowy o pracę. Mimo że nie jest to najbardziej optymalne rozwiązanie, wielu przedsiębiorców z różnych względów decyduje się na nie.

Co do zasady składki ZUS za pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę opłaca się od kwoty brutto wynagrodzenia, jakie otrzymuje pracownik, a składki finansowane są ze środków pracownika i pracodawcy.

Jednak inaczej sprawa wygląda w przypadku umowy o pracę z osobą współpracującą. Tu podstawa składek ZUS jest taka sama jak w przypadku przedsiębiorców i jest ona w całości finansowana przez pracodawcę. Z kolei przy naliczaniu listy płac należy uwzględnić koszty uzyskania przychodu i ewentualnie ulgę podatkową, a z wynagrodzenia potrącana jest jedynie kwota podatku dochodowego.

 

Ważne!

Składki za osobę współpracującą zatrudnioną na umowę o pracę finansowane są w całości przez pracodawcę.

 

Jak sporządzić listę płac dla małżonka?

Wypłata wynagrodzenia dla pracownika zatrudnionego na podstawie umowy o pracę wiąże się ze sporządzeniem listy płac. Dotyczy to również osoby współpracującej. Jednak niestandardowe naliczanie składek powoduje, że wielu pracodawców ma z tym problem.

Przykład

Pan Ryszard wspólnie z żoną prowadzą działalność gospodarczą. Żona została zatrudniona w firmie męża na podstawie umowy o pracę i jest to jej jedyna praca. Jej wynagrodzenie co miesiąc wynosi 3000 zł brutto.

  1. Składki ZUS – naliczane od aktualnie obowiązującej podstawy (w 2018 roku) – 2665,80 zł:

Społeczne

  • emerytalne – 520,36 zł
  • rentowe – 213,26 zł
  • dobrowolne chorobowe – 65,31 zł
  • wypadkowe – 44,52 zł
  • Fundusz Pracy – 65,31 zł

 Zdrowotne

  • 3554,93 zł × 9% = 319,94 zł

 

Powyższe składki w całości pokrywa pracodawca

 

  1. Wyliczenie wynagrodzenia pracownika

Wynagrodzenie brutto 3000 zł

  • koszty uzyskania przychodu

3000 zł – 111,25 zł = 2888,75 zł ~ 2889 zł

  • podatek dochodowy

2889 zł x 18% – 46,33 zł = 473,69 zł

  • wynagrodzenie netto

3000 zł – 473,69 zł = 2526,31 zł

Pan Ryszard powinien wypłacić żonie wynagrodzenie w wysokości 2526,31 zł.

Emilia Wojtczak, Ekspert wFirma.pl

Uspokojenie nastrojów pomaga złotemu

Polska waluta zakończyła poniedziałek dość znaczącym umocnieniem w relacji do każdej z głównych walut. Złotego, podobnie jak inne najbardziej płynne waluty CEE (takie jak węgierska i czeska) wspierała poprawa sentymentu do ryzyka oraz siła euro.

Nastawienie inwestorów uległo wyraźnej zmianie w następstwie ostatecznego zawiązania koalicji rządzącej przez partie populistyczne, które zakończyło trwający niemal trzy miesiące okres powyborczego niepokoju na Półwyspie Apenińskim. Obniżenie poziomu ryzyka widoczne jest „u źródła”, czyli na włoskim rynku długu. Od wtorkowego szczytu, rentowności 10-letnich papierów dłużnych rządu Włoch obniżyły się o 80 punktów bazowych, do poziomu 2,6%. Naturalnie bardziej reagujące rentowności papierów 2-letnich spadły z poziomu 2,74% do 0,82%. Oba poziomy są jednak wyraźnie wyższe od tych notowanych w poprzednich miesiącach, tym samym wygląda na to, że istnieje pole do dalszych spadków – co oczywiście powinno wspierać euro i złotego.

Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnich (kwiecień ‘18-czerwiec ‘18)

Rentowności włoskich obligacji 2 i 10-letnich
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/06/18

Powinno być tak, o tyle, o ile nowy rząd w Italii będzie łagodził swą populistyczną retorykę, która wywołała obawy rynków finansowych. W szczególności istotne jest jakie będzie jego podejście do kwestii polityki fiskalnej i relacji z UE. Wzrost wydatków państwa i obniżka podatków, które były jednymi z głównych postulatów partii rządzących, grożą wzrostem i tak już ekstremalnie wysokiego długu publicznego, którego wartość w relacji do PKB od kilku lat utrzymuje się powyżej poziomu 130%.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek obniżył się o 0,07%, wahając się w widełkach 4,27-4,30. Euro traciło w parze ze złotym, jednak zyskiwało w relacji do głównych walut. Wspólnej walucie, podobnie jak innym europejskim walutom sprzyjał m.in. wspomniany wyżej spadek napięcia we Włoszech.

Wczorajsza publikacja czerwcowego indeksu Sentix opisującego nastroje wśród inwestorów w krajach strefy euro solidnie rozczarowała. W obliczu niepokoju na Półwyspie Apenińskim i obaw o relacje USA i UE w kontekście wojny celnej wskaźnik spadł z poziomu 19,2 w maju do 9,3 w czerwcu, tym samym znalazł się na najniższym poziomie od października 2016 r. Spadek napięcia na Starym Kontynencie powinien sprawić, że indeks w kolejnym miesiącu będzie rósł, jednak nadal zagrożenie dla inwestorów stanowią działania USA. Dane na szczęście istotnie nie zaszkodziły wspólnej walucie.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek obniżył się o 1,1%, wahając się w widełkach 4,85-4,92. Wczorajszy odczyt indeksu aktywności w sektorze budownictwa lekko zaskoczył na plus. Nie zmienił jednak sytuacji na GBP – waluta w relacji do ważonego koszyka walut zakończyła dzień na minusie.

We wtorek funt jednak gwałtownie zyskuje, bowiem dzisiejszy odczyt dla sektora usług wywołał na rynku dużo większe emocje. Z prostego powodu: usługi są najważniejszym sektorem w Zjednoczonym Królestwie. Wzrost wskaźnika był dodatkowo większy niż indeksu dla budownictwa. Indeks skoczył z poziomu 52,8 notowanego w poprzednim miesiącu do 54 w maju. Co może to sugerować? Po pierwsze, że wyraźne spowolnienie ekspansji gospodarczej w Wielkiej Brytanii w pierwszym kwartale faktycznie – jak powtarza Bank Anglii – mogło być jedynie czasowe. Po drugie – jeśli tak jest, stanowi to kolejny (obok nadal wysokiej inflacji) argument za podwyżkami stóp procentowych. Wygląda na to, że rynek się do nich przekonuje, obecnie wycena prawdopodobieństwa podwyżek kosztów pieniądza w sierpniu wzrosła i na ten moment znajduje się nieznacznie poniżej 50%.

Swoją drogą, odczyt kontrastuje również z danymi ze strefy euro, gdzie maj przyniósł pogłębienie ostatnich spadków. Niedawno indeks zaskoczeń ekonomicznych (opisujący różnicę między odczytami, a oczekiwaniami względem owych odczytów) obu krajów znów się rozjechał. Wprawdzie w obu przypadkach jest on ujemny (więcej było negatywnych zaskoczeń), jednak różnica w poziomach (odpowiednio ok. -50 w przypadku Zjednoczonego Królestwa i -100 w przypadku) mówi sama za siebie.

Indeks zaskoczeń ekonomicznych dla USA, UK i strefy euro (2016 – 2018)
Indeks zaskoczeń ekonomicznych dla USA, UK i strefy euroŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/06/18

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek obniżył się o 1,0%, wahając się w widełkach 3,65-3,69.  Wczoraj dolar amerykański zakończył dzień osłabieniem w parze z euro i polskim złotym. Amerykańska waluta w relacji do ważonego koszyka zakończyła dzień na plusie, wzmacniając się w drugiej części dnia, wspierana przez rosnące rentowności obligacji USA.

Dziś opublikowane zostaną zrewidowane odczyty PMI USA w maju. Istotniejsza będzie jednak publikacja wskaźników ISM dla usług w maju. Równie istotne (jeśli nie bardziej znaczące, aczkolwiek nieco mniej aktualne) będą dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – przemawia prezes EBC, Mario Draghi
  • 15:45 – rewizja indeksów PMI USA w maju
  • 16:00 – indeks ISM dla usług USA w maju
  • 16:00 – dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu
  • 19:00 – przemawia Jens Weidmann z Bundesbanku

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Deloitte: Rosnące koszty pracy stają się głównym wyzwaniem dla polskich firm

Poczucie niepewności ekonomicznej wśród polskich dyrektorów finansowych (CFO) lekko rośnie. Obecnie 46 proc. menedżerów deklaruje takie obawy, podczas gdy na koniec 2017 roku było to 44 proc. Wciąż jednak uważają, że polska gospodarka będzie kontynuowała stabilny wzrost. 62 proc. dyrektorów prognozuje, że wzrost PKB nie przekroczy 3,5 proc., z czego jedna trzecia uważa, że będzie to przedział pomiędzy 2,5-3,5 proc. Istnieje nadal szereg czynników, które stanowią istotne obszary ryzyka dla prowadzenia działalności. Jak wynika z kolejnej edycji międzynarodowego badania dyrektorów finansowych „CFO Survey. Prognozy dyrektorów finansowych” – przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, są to przede wszystkim wzrost kosztów operacyjnych, wynikający z rosnących kosztów pracowniczych oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników.

Poprzednie edycje badania pokazały, że dyrektorzy finansowi wiarygodnie przewidują rozwój polskiej gospodarki. Ich wcześniejsze prognozy wzrostu PKB dla Polski na rok 2013 (około 1,5 proc.), rok 2014 (około 3 proc.), rok 2015 (około 3 proc.) i rok 2016 (około 3 proc.) sprawdziły się. – Przewidywania CFO na rok 2018 na poziomie około 3 proc. wydają się na dziś bardzo ostrożne. Należy jednak pamiętać, że duży wpływ na wzrost PKB w ostatnich dwunastu miesiącach miał przyrost konsumpcji, który wynikał m.in. z rosnących płac. W tym roku wzrost gospodarczy będzie jednak musiał być napędzany również przez inwestycje, które w ostatnim kwartale wreszcie ruszyły – mówi Piotr Świętochowski, Partner w Dziale Audit & Assurance, Lider Programu CFO w Polsce, Deloitte.

Niepewność gospodarcza i zagrożenia na najbliższy rok

Obecna edycja badania, która była przeprowadzona od lutego do kwietnia tego roku, pokazała, że niepewność ekonomiczna wśród dyrektorów finansowych w Polsce nieznacznie wzrosła (46 proc. z 44 proc. pół roku temu). Wciąż jednak oznacza to duży spadek w stosunku do badania sprzed roku, kiedy aż 71 proc. CFO odczuwało wysoki lub bardzo wysoki poziom niepewności gospodarczej w Polsce. Z kolei w Europie ocena poziomu niepewności pozostaje bez zmian (średnio 52 proc. wśród 20 krajów Europy). Branże o najwyższym poczuciu niepewności gospodarczej to motoryzacja, turystyka, produkcja dóbr konsumpcyjnych oraz transport i logistyka. Najmniej odczuwalna niepewność jest w usługach profesjonalnych i przemyśle. W strefie euro poziom poczucia niepewności zmalał aż o 13 pp. Warto zaznaczyć, że polscy CFO są bardziej przyzwyczajeni do niepewności i inaczej oceniają jej poziom niż zachodni koledzy.

– Najnowsze wyniki badania wskazują na nowe czynniki ryzyka, które będą spędzać sen z oczu dyrektorów finansowych. Największym z nich będą rosnące koszty operacyjne, które wynikać mogą m.in. ze wzrostu kosztów pracowniczych. Wskazało na nie aż 55 proc. dyrektorów, o 7 pp. więcej niż pół roku wcześniej – mówi Robert Nowak, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider Programu CFO w Polsce, Deloitte. Przedsiębiorcy wciąż obawiają się braku wykwalifikowanych pracowników (53 proc.). Ankietowani wymieniają również zmienne prawo gospodarcze (29 proc.) oraz wzrost regulacji (23 proc.). Co ciekawe o 12 proc. (do 19 proc.) spadły obawy dotyczące presji cenowej.

Wśród globalnych zagrożeń, które uznane są za najbardziej prawdopodobne dyrektorzy finansowi wymieniają przede wszystkim większą polaryzację społeczną i populizm (73 proc.). Zdaniem CFO wspólnie z niepokojami politycznymi mogą one prowadzić do wzrostu protekcjonizmu (63 proc.) w światowej gospodarce. W dalszej kolejności widoczne są obawy związane z bezpieczeństwem, zarówno w przestrzeni cyfrowej, jak i w życiu realnym. Duży atak terrorystyczny czy też cyberatak przewiduje 51 proc. menedżerów.

Bardziej ostrożnie i mniej optymistycznie

W Polsce poziom optymizmu netto (odsetek osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej pomniejszony o odsetek mówiących o jej pogorszeniu) wśród dyrektorów finansowych spadł o ponad połowę. Obecnie wynosi on 12 proc. wobec 26 proc. pół roku wcześniej. Oznacza to, że liczba firm, które wierzą, że ich perspektywy ekonomiczne w roku 2018 będą lepsze niż w roku 2017 jest niższa niż tych, którzy są przeciwnego zdania. Nieznaczny spadek nastrojów nastąpił w całej Europie, w tym w strefie euro o 3 pp. – Średnia optymizmu netto ważonego skalą PKB dla badanych krajów wyniosła 26 proc., o 6 pp. mniej niż poł roku wcześniej. Pojawia się jednak coraz więcej symptomów rozgrzania gospodarki, co może niebawem przełożyć się na jej spowolnienie. To tłumaczy spadający optymizm w poszczególnych krajach. Najwyższy poziom optymizmu netto w Europie wykazują sektory transport i logistyka, turystyka i TMT. Z kolei najniższy poziom notują branża samochodowa, konsumpcyjna i budowlana – zaznacza Julia Patorska, Starszy Menedżer, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych Deloitte.

Zdaniem dyrektorów finansowych Polska będzie kontynuowała stabilny wzrost PKB na poziomie około 3 proc. 62 proc. dyrektorów przewiduje wzrost nie większy niż 3,5 proc. To mniej niż 3,8 proc. wzrostu, który zawarto w założeniach budżetu państwa. W tej grupie aż 34 proc. wskazuje na wzrost w przedziale 2,5-3,5 proc. Z kolei ponad jedna trzecia dyrektorów (38 proc.) uważa, że poziom PKB przekroczy 3,5 proc. Rosną także oczekiwania dotyczące inflacji. 63 proc. CFO w 2018 roku oczekuje inflacji powyżej 2 proc. Dyrektorzy zakładają więc istotny impuls inflacyjny, który mógłby być efektem wzrostu kosztów płac wynikających z rosnących braków wykwalifikowanej kadry, podniesienia płacy minimalnej, obciążeń Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czy też zwiększonego popytu wewnątrz kraju. Większość dyrektorów finansowych (63 proc.) przewiduje, że kurs euro będzie utrzymywał się na podobnym poziomie jak obecnie, w przedziale 4,10-4,30 PLN/EUR. Mimo najniższego w historii poziomu bezrobocia w Polsce, 51 proc. CFO prognozuje nieznaczne, ale dalsze jego obniżenie w tym roku.

Koszty, koszty i jeszcze raz koszty

Zdecydowana większość dyrektorów uważa, że głównie w wyniku zmian na rynku pracy wzrosną koszty działalności (koszty pracy, produkcji, transportu, nieruchomości) oraz koszty środowiska biznesowego (koszty finansowania, kapitału, ale także podatek CIT).

Obecna edycja badania wskazuje również na skłonność do zwiększania ryzyka obciążającego bilans, co oznacza gotowość firm do rozwoju, otwartości na nowe pomysły i inwestycje. Kluczowymi strategiami będzie wzrost przychodów na obecnych rynkach oraz w odpowiedzi na wzrost kosztów operacyjnych, redukcja kosztów pośrednich i bezpośrednich. W co trzecim przypadku takie inicjatywy oznaczać mogą również restrukturyzację. Inwestycje i działalność B+R bardzo rzadko stanowić będą kluczowe czynniki strategii firmy.

74 proc. przedsiębiorstw w Polsce planuje wzrost przychodów, a 36 proc. również wzrost marż. – 11 proc. zakłada niewielki spadek w przychodach. To bardzo dobry sygnał wskazujący, że przedsiębiorstwa w Polsce są coraz silniejsze i stabilne finansowo. Ten rok będzie kolejnym okresem rozwoju inwestycji. Nawet 48 proc. badanych przedsiębiorstw planuje ich wzrost – wyjaśnia Piotr Świętochowski.

Stopniowa adaptacja innowacji

Coraz większa część biznesu na świecie prowadzona jest w rzeczywistości cyfrowej, do której przenoszą się konsumenci, producenci i ich dostawcy. Inwestorzy wyżej wyceniają firmy odnoszące sukces biznesowy z wykorzystaniem technologii cyfrowych. Badanie Deloitte pokazuje, że rozwiązania cyfrowe nie są jeszcze dostatecznie popularne w zakresie wdrażania nowych modeli biznesowych i wykorzystania zasobów ludzkich. Największy ich wpływ oczekiwany jest w obszarze operacji, logistyki i utrzymania majątku (45 proc.) oraz obsługi klienta (42 proc.), gdzie rozwijające się dynamicznie platformy IT dają nowe możliwości usprawnień. Najczęściej wykorzystanie rozwiązań cyfrowych występuje w obszarze usprawnienia procesów (37 proc.). Co ciekawe, podczas gdy prezesi i zarząd są głównym motorem transformacji na poziomie strategicznym, samo wdrożenie jest domeną obszaru IT. Wiele organizacji posiada osobową jednostkę odpowiedzialną całościowo za projekty cyfryzacji.

O badaniu „Deloitte CFO Survey”:

Deloitte CFO Survey to badanie opinii dyrektorów finansowych (CFO) największych firm w Europie. W tej edycji przebadano blisko 1600 osób. Raport Deloitte European CFO Survey przedstawia wyniki badania przeprowadzonego przez firmy członkowskie Deloitte w 20 krajach: Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Niemczech, Irlandii, Islandii, we Włoszech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rosji, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji i Wielkiej Brytanii.

Powrót do normalności

Za nami doba bez ciekawych wydarzeń, co pozwoliło rynkom podtrzymać pozytywny klimat, kontynuować wzrosty cen akcji i rentowności obligacji, a dla FX oznaczało to konsolidację na głównych parach i trochę więcej miłości dla walut ryzykownych. Faza odpoczynku po gorącej końcówce maja trwa w oczekiwaniu na świeże informacje lub zawiązanie jednoznacznego trendu.

Wczoraj dolar wstępnie oddawał pola, ale sytuacja odwróciła się po wejściu do gry Amerykanów. W rezultacie po 24 godzinach widzimy mniej więcej to samo: EUR/USD pod 1,17, USD/JPY pod 110 i GBP/USD nad 1,33. Wahania w ta i z powrotem odzwierciedlają spokojne porządkowanie po wydarzeniach z ostatnich dni. Europejskie ryzyka polityczne zdają się schodzić na dalszy plan, a inwestorzy zamiast szybko przeskoczyć na dyskusję wokół niepewności w relacjach handlowych USA kontra reszta świata, znajdują ukojenie w lepszych danych makro i powiewie zieleni z rynków akcji. Osobiście nie sadzę, aby sielanka trwała długo a wrażliwość na szoki jest wciąż duża, choć w dyskusjach na rynku coraz częściej pojawia się pytanie, czy już zaczynamy okres wakacyjnego spadku zmienności. Z perspektywy tradingowej to niebezpieczne zjawisko, choć jedna z głównych zasad rynku mówi, że kiedy większość uczestników na coś się nastawia, zwykle zaraz zaczyna dziać się odwrotnie.

Na głównych parach inwestorzy czekają na cokolwiek. EUR/USD nie może wybić się ponad 1,1730 i pójść dalej. Wyciszenie kryzysu włoskiego daje podstawy do odreagowania, a jednak w handlu nie widać odrobiny przekonania, że warto ciągnąć wzrosty. Wygląda na to, że rynek stracił zaufanie do fundamentów i to patrząc ponad czynniki polityczne. Jeśli wrócimy do bilansu ryzyk sprzed dwóch tygodni, stoimy przed bladym obrazem kondycji makro, która wiąże ręce EBC i opóźnia proces normalizacji polityki pieniężnej. Choć po fatalnej serii z pierwszego kwartału teraz powinno być łatwiej o pozytywne zaskoczenia, inwestorzy (i pewnie sam EBC) potrzebują dowodu wzmocnienia ożywienia, by dyskontować lepszy profil ryzyk dla EUR. Na to jednak potrzeba czasu i danych. Dzisiejsze odczyty PMI i sprzedaż detaliczna z Eurolandu mogą być pierwszym przebłyskiem poprawy.
Zdecydowanie więcej z wyciszenia europejskich ryzyk politycznych mogą wyciągnąć lokalne waluty ryzykowne. SEK i NOK zwykle mocniej reagują na skoki awersji do ryzyka, więc ocieplenie klimatu inwestycyjnego wzmacnia ich rajd ulgi. Dodatkowo wzrosty rynku akcji także dają sygnał, że jest miejsce dla dalszej aprecjacji ryzykownych walut. Dotyka to też aktywa rynków wschodzących, co widać po wyraźnym odbiciu złotego. EUR/PLN od piątku spadł już 5 groszy i jeśli nastroje zewnętrzne się utrzymają impet ruchu może go zaprowadzić do 4,25. Gorzej mogą się mieć bezpieczne przystanie, jak JPY i CHF. Im mniej włoskiego tematu w mediach, tym lepszy klimat do wzrostów EUR/CHF z powrotem ponad 1,16, a zatem i wzmocnienia spadków CHF/PLN. USD/JPY z kolei nie może przebić się przez 110 pomimo pozytywnego sygnału ze strony rajdu S&P500 i rynek najwidoczniej czeka na bardziej zdecydowany impuls z rynku długu USA. Rentowność 10-letnich obligacji jest obecnie na 2,93 proc. i być może kolejny atak na 3 proc. obudziłby popyt na FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Powrót do uranu

Intensyfikacja prac nad wzbogacaniem uranu, wybory na Słowenii, indeksy PMI oraz mocniejszy złoty.

Chamenei na kursie kolizyjnym

            Rośnie napięcie wokół Teheranu. Po tym, jak w zeszłym miesiącu Donald Trump zapowiedział wycofanie się z porozumienia atomowego, przyszłość tej umowy zawisła na włosku. Zwłaszcza że prezydent USA zapowiedział nie tylko powrót do sankcji, ale również “ukaranie” państw współpracujących z Iranem. Europa długo walczyła, by kompromis z 2015 roku funkcjonował bez Amerykanów, jednak wczorajsza decyzja Teheranu definitywnie go przekreśla. Rzecznik irańskiej organizacji ds. energii atomowej Behrouz Kamalvandi ogłosił w poniedziałek rozpoczęcie procesu zwiększania zdolności produkcji sześciofluorku uranu, który może być wykorzystywany także przy produkcji broni atomowej. Ta decyzja znów podgrzeje atmosferę na Bliskim Wschodzie, która i bez tego ostatnio jest bardzo gorąca. Wystarczy wspomnieć, że pod koniec ubiegłego tygodnia król Arabii Saudyjskiej Salman zagroził interwencją wojskową w Katarze, jeśli ten nie zrezygnuje z zakupu rosyjskiego systemu rakietowego. Półwysep Arabski znów ciężko pracuje na miano beczki prochu, co już teraz wpływa na ceny ropy, a przy dalszej eskalacji konfliktów może uderzyć także w rynek walutowy.

Słoweńcy poszli w ilość

            Cała Europa ostatnio żyła impasem politycznym we Włoszech, teraz kolejny kraj strefy euro może mieć problemy z powołaniem rządu. W Słowenii do parlamentu dostało się 9 ugrupowań, co jest swoistym rekordem. Co więcej wybory wygrała nacjonalistyczna partia SDS, która podobnie jak włoski R5G grała antyimigracyjną kartą. Takich podobieństw jest więcej, choćby fakt, że na drugim miejscu znalazła się antysystemowa lewicowa partia Marjana Szareca. W Lubljanie jednak w przeciwieństwie do Rzymu nie dojdzie do mariażu wody z ogniem. SDS prawdopodobnie nie będzie w stanie zebrać większości, więc obecnie najbardziej prawdopodobny scenariusz to powołanie koalicji centrolewicowej w skład której wejdzie aż pięć partii. Historia pokazuje, że takie rządy są wyjątkowo podatne na wszelkie wstrząsy, co może zakończyć się kolejnymi przedterminowymi wyborami. Słowenia jeszcze nie tak dawno, bo w 2013 roku stała na krawędzi potężnego kryzysu finansowego. System bankowy przeżywał potężne problemy, a rentowności długu przekraczały 7%. Teraz paniki jeszcze nie widać, ale warto bacznie się przyglądać, zwłaszcza że jest to kolejny kraj strefy euro, który ma problemy ze stworzeniem rządu.

W kalendarzu króluje PMI

            We wtorek nie brakuje odczytów makroekonomicznych. Z samego rana bank centralny Australii podjął decyzję o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Na Węgrzech finalny odczyt potwierdził delikatne zwolnienie miejscowego PKB. Większość rynku skupi jednak swoją uwagę na odczytach PMI dla usług w Europie, które są coraz niższe. Dzisiaj poznamy jeszcze odczyty dotyczące sprzedaży detalicznej w strefie euro oraz raport ISM ze Stanów.

Złoty pozostaje dzisiaj względnie stabilny, nieznacznie tylko tracąc na szerokim rynku. Prawdopodobnie jest to po prostu reakcja na wczorajsze wyraźne umocnienie naszej waluty. Dolar kosztuje obecnie 3,65 zł, euro po tym jak w dwa dni potaniało o blisko 5 groszy, teraz wyceniane jest na 4,27 zł. Za funta zapłacimy 4,87 zł, a szwajcarski frank kosztuje niecałe 3,70 zł.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Czy opieka naprzemienna rozwiąże problem alimentów?

Zakończył się termin opiniowania projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, którego celem jest zmiana zasady opieki nad dziećmi po rozwodzie rodziców tak, aby sądy orzekały w pierwszej kolejności pieczę naprzemienną. Z badania BIG InfoMonitor wynika, że takie rozwiązanie ma wśród Polaków 43 proc. zwolenników i 31 proc. przeciwników, co czwarty respondent nie ma na ten temat zdania.

Upowszechnienie orzekania opieki naprzemiennej przynajmniej w pewnym stopniu m.in. ograniczyłoby skalę problemu niepłacenia alimentów na dzieci po rozstaniu rodziców. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, rodziców niepłacących alimentów wciąż przybywa, w porównaniu z grudniem, w maju było ich o 4 tys. więcej – 314 541 dłużników. Łączny dług rodziców unikających łożenia na potomstwo wzrósł o 440 mln zł i przekroczył – 11,6 mld zł. Organizacje kobiece szacują, że w Polsce bez finansowego wsparcia jednego z rodziców wychowuje się około 1 miliona dzieci.

Z danych przytoczonych w uzasadnieniu projektu zmiany art. 58 § 1a Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przygotowanego przez Senacką Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji wynika, że w 2011. około 22 proc. z prawie 7 mln dzieci w wieku do 18 lat mieszkało z jednym z rodziców (w tym 20 proc. z matką, a około 2 proc. z ojcem).

Celem senackiego projektu jest wprowadzenie, jako priorytetowej, możliwości orzekania opieki naprzemiennej, czyli powierzenia przez sąd wykonywania władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom oraz określenia wykonywania opieki nad dzieckiem w ten sposób, że dziecko będzie mieszkało przemiennie z każdym z rodziców w porównywalnych okresach, z wyjątkiem przypadku, gdy jedno z rodziców mieszka za granicą. Senacka Komisja proponuje również, aby rodzice, którzy wspólnie wykonują władzę rodzicielską, wzajemnie informowali się o bieżących sprawach dziecka oraz przekazywali jego dokumenty, np. dowód osobisty czy dokumentację medyczną. Projekt realizuje petycję „Stop alienacji rodzicielskiej”, pod którą podpisało się ponad tysiąc osób. 3 czerwca minął termin jego opiniowania.

Stosunek Polaków do pieczy naprzemiennej

BIG InfoMonitor podejmował temat opieki naprzemiennej (a zgodnie z terminologią prawną pieczy naprzemiennej) w jednym z badań: „Stosunek Polaków do dłużników alimentacyjnych”. Badanie pokazało, że zwolennicy pieczy naprzemiennej mają niewielką przewagę nad przeciwnikami takiej formy opieki nad dziećmi. Z 1100 respondentów, 43 proc. wskazało, że są za pieczą naprzemienną. Przy czym zdecydowanie częściej pozytywny stosunek do tego rozwiązania mieli mężczyźni, wśród których co drugi uważał, że jest to dobre rozwiązanie. Przeciwnych pieczy naprzemiennej jest 31 proc. badanych, zdecydowanie częściej przeciw są kobiety, wśród których takie rozwiązanie krytykuje 40 proc. Uwagę zwraca duża grupa osób, które nie mają zdania w tej sprawie – aż 26 proc. ankietowanych.

Z danych BIG InfoMonitor na temat dłużników alimentacyjnych nie płacących na rzecz Funduszu Alimentacyjnego, który to wyręcza ich w łożeniu na dzieci widać, że problem dotyczy prawie wyłącznie mężczyzn – 94,7 proc. Jedynie 5,3 proc. niepłacących alimentów, zgłoszonych do rejestru to kobiety.

grafika.jpg

W opinii Katarzyny Tatar ze Stowarzyszenia Alimenty To Nie Prezenty piecza naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem o ile u podstaw rozpadu związku nie leżą problemy jakie ma ze sobą jedna ze stron. – Zazwyczaj jednak jeden z rodziców ma problemy z przemocą, alkoholem czy narkotykami i wówczas o takim rozwiązaniu nie może być mowy, albo też nie chce opiekować się dziećmi. Kolejnym ważnym elementem dla orzeczenia o opiece naprzemiennej są warunki mieszkaniowe i odległość domów obojga rodziców po rozstaniu – mówi Katarzyna Tatar. Jej zdaniem nawet jednak w przypadku sprawowania pieczy naprzemiennej trudno będzie uniknąć orzekania o alimentach, których egzekwowanie, jak sama doświadcza jest niezwykle trudne. – Mimo, że zaostrzyły się przepisy kodeksu karnego, to nie zmieniło się podejście sędziów do tego przestępstwa – zauważa.

Jak to obecnie wygląda w praktyce?

Wprowadzenie wskazania orzekania opieki naprzemiennej, jako priorytetowego sposobu sprawowania władzy rodzicielskiej, jest zbędne, gdyż taki sposób opieki jest już dopuszczalny i stosowany, a nadto w praktyce zainteresowanie stron takim sposobem sprawowania pieczy jest sporadyczne – uważa Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sądy niechętnie orzekają pieczę naprzemienną, jeśli już to jedynie w przypadku, jeżeli jest ona wynikiem porozumienia rodziców. Rozwiązaniem tym częściej zainteresowani są mężczyźni, ze względu na to, że częściej też są dyskryminowani przy ustalaniu opieki nad dziećmi.

– Nie ulega wątpliwości, iż podstawową zasadą, którą należy się kierować przy dokonywaniu zmiany prawa dotyczącej tak istotnego zagadnienia, jak ustalenie obowiązujących zasad orzekania o pieczy nad dzieckiem, jest dobro tegoż dziecka. Z tego względu uznać należy, że wprowadzenie do systemu prawnego priorytetu orzekania „opieki naprzemiennej”, powinno zmierzać przede wszystkim do zagwarantowania dziecku prawa do wychowania przez oboje rodziców, tym samym zapobiegać powstawaniu w wyniku rozwodów tzw. „półsierot”. Jednocześnie może pomóc w rozwiązaniu kwestii dłużników alimentacyjnych, ponieważ zapewnia rozłożenie codziennych kosztów wychowania i utrzymania, nie rozwiązując jej jednak w całości, ponieważ pozostaje problem rozliczenia większych wydatków (np. opłata za wyjazd wakacyjny) – zauważa radca prawny Agnieszka Czajkowska-Zawada. Jej zdaniem kwestia priorytetowego orzekania pieczy naprzemiennej powinna przed jej wprowadzeniem zostać poddana pogłębionym analizom i badaniom nie tylko pod najistotniejszym kątem prawnym, ale także psychologicznym i pedagogicznym (zmierzającym do ustalenia, czy piecza naprzemienna jest najkorzystniejszym rozwiązaniem dla prawidłowego rozwoju dziecka), oraz pod względem praktycznym. Bez takich analiz nie jest możliwe uznanie zasadności pozbawienia sądów powszechnych pełnej swobody orzeczniczej, z uwzględnieniem indywidualnych okoliczności danej sprawy, a wprowadzenie zmiany uznać należy za przedwczesne.

Taki model opieki nie zawsze się sprawdza

Projekt zaopiniowało 10 instytucji w tym trzy ministerstwa, o jednogłośnym poparciu nie ma mowy.

W stanowisku do którego odwołuje się Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” w opinii do obecnych założeń projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, można przeczytać, że

„Piecza naprzemienna powinna być orzekana niezwykle wyjątkowo, z dużą ostrożnością w odniesieniu do konkretnego przypadku, ponieważ sąd powinien mieć pewność, iż rodzice dają gwarancję stałej współpracy we wszystkich sprawach dotyczących dziecka. (…) W krajach które zdecydowały się na wprowadzenie pieczy naprzemiennej, orzeczenie poprzedzone jest badaniami biegłych, którzy (…) oceniają czy rodzice dają zbliżone gwarancje wychowawcze oraz czy będą stale współpracować w sprawach dotyczących dziecka, a przede wszystkim, czy orzeczenie pieczy naprzemiennej jest zgodne z dobrem dziecka. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych wskazują, iż około 30 proc. przypadków, po upływie roku od daty wydania takiego orzeczenia, kończy się w sądzie rodzinnym orzeczeniem, które powoduje wspólną władzę rodzicielską obojga rodziców, z ustaleniem miejsca pobytu dziecka wyłącznie u jednego z nich. Należy wskazać, iż również w Stanach Zjednoczonych piecza naprzemienna nie jest wcale regułą. Zasadą natomiast jest, że oboje rodzice mają wspólną władzę rodzicielską. Takie rozwiązanie nie powoduje dyskryminacji drugiego rodzica w świetle prawa, natomiast w wielu przypadkach okazuje się orzeczeniem najlepszym z uwagi na dobro dziecka”.

Według danych GUS w 2016 r. doszło do rozwodów 63 497 małżeństw. Prawie 59 proc. (37 288) z nich posiadało 54,7 tys. małoletnich dzieci. W latach 2007–2016 liczba dzieci z małżeństw rozwiedzionych wahała się od około 52 do około 59 tys., średnio w tym okresie wynosiła około 55,5 tys.

W 2016 r. w przypadku rozwiedzionych małżeństw władzę rodzicielską i opiekę nad dziećmi na podstawie decyzji sądu powierzono:

* matce: 17 395 (46,65 proc.),

* ojcu: 1 480 (3,97 proc.),

* razem matce i ojcu: 17 753 (47,61 proc.). Brak tu jednak informacji, z którym z rodziców dziecko mieszka przez większość czasu.

* oddzielnie matce i ojcu (jeśli małżeństwo posiadało dwoje lub więcej dzieci): 250 (0,67 proc.),

* placówce wychowawczej lub rodzinie zastępczej (0,95 proc.),

* inne przypadki: 57 (0,15 proc.).

Rejestr z niepłacącymi alimentów będzie dostępny dla każdego

Rozwiązanie problemu niepłacenia alimentów, po części ma wspomóc powstanie Krajowego Rejestru Zadłużonych. W publicznej bazie, dostępnej przez internet, znajdą się m.in. informacje o dłużnikach alimentacyjnych. Rejestr ma ruszyć w lutym 2019 r.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało natomiast, że od października 2019 r. podwyższy próg dochodowy od którego można będzie się ubiegać o wypłatę alimentów z Funduszu Alimentacyjnego w sytuacji, gdy od pół roku świadczeń nie płaci rodzic. Limit – 725 zł netto na osobę w gospodarstwie domowym, ma zostać podniesiony do 800 zł. Obecny obowiązuje od października 2008 r., kiedy to ponownie zaczął działać FA.

Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi

Polski Program Kosmiczny ruszy we wrześniu 2018 roku. Zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi 10

Polska Agencja Kosmiczna zapowiada, że Krajowy Program Kosmiczny ruszy już we wrześniu 2018 roku. Projekt uzyskał najwyższy priorytet i zakłada m.in. budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Ponadto istotnym celem jest wykształcenie odpowiednich kadr, wsparcie nauki i zwiększenie konkurencyjności na polskim rynku kosmicznym. Zgodnie z założeniami rządu do 2020 roku mamy generować 3 proc. przychodów europejskiego rynku kosmicznego.

– Polski Program Kosmiczny zostanie skorelowany i skoordynowany w krótkim czasie, prawdopodobnie do września tego roku. Będzie się nazywać Priorytetowym Polskim Programem Kosmicznym, który będzie obejmować następne 2–3 lata. W tym czasie zostanie stworzony kompleksowy program, obejmujący perspektywę 15 lat – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Projekt Krajowego Programu Kosmicznego został opracowany w grudniu 2017 roku i poddany konsultacjom, które zakończyły się w kwietniu tego roku. Wykazały one, że pominięto ważne aspekty przy tworzeniu KPK, w tym zabezpieczenie odpowiednich funduszy i zasobów na jego realizację. Zapadła więc decyzja o wyłączeniu części działań z Krajowego Programu Kosmicznego, zwerbowaniu całego środowiska do wsparcia i skupieniu się na innych fragmentach programu.

– Krajowy Program Kosmiczny definiuje z jednej strony system wsparcia polskich podmiotów sektora, tak żebyśmy mogli nadgonić sektory zagraniczne, z drugiej strony definiuje zapotrzebowanie krajowe na zdolności czy produkty sektora. Róbmy to, co możemy zrobić w tej chwili dla sektora, nie koncentrujmy się na zadaniach wymagających dłuższej perspektywy, po prostu sektor tego potrzebuje – twierdzi Grzegorz Brona.

Istotnym celem KPK jest edukacja i kształcenie kadr. Według prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej w Polsce brakuje aktualnie kadr, by realizować duże projekty kosmiczne. Ważnym celem jest także wsparcie nauki i kontynuacja obecności naukowych satelitów na orbicie (obecnie mamy dwa takie satelity, których okres funkcjonowania kończy się ok. 2020 roku. W ramach KPK planuje się także wsparcie polskiego przemysłu, który w znacznej mierze wciąż nie jest konkurencyjny w sektorze kosmicznym.

– Firmy, z którymi walczymy na arenie międzynarodowej, to firmy francuskie czy niemieckie, które mają o 50 lat więcej kosmicznego doświadczenia. Trzeba stworzyć odpowiednie ramy wsparcia krajowego, które pozwolą firmom przenieść się na wyższy poziom gotowości technologicznej – twierdzi prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Jednym z celów programu ma być budowa kompetencji umożliwiających zabezpieczenie potrzeb kraju w zakresie technologii satelitarnych, w tym m.in. poprzez budowę narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi, a także stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Istotne z punktu widzenia zwłaszcza polskich przedsiębiorstw jest również znalezienie się w strukturach międzynarodowych.

– W 2021 roku rusza nowa perspektywa finansowania UE, ruszają nowe programy kosmiczne, zarówno związane ze zobrazowaniem ziemi, z nawigacją, z systemami wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami z kosmosu, z systemami rakietowymi. Trzeba się tam odpowiednio odnaleźć, trzeba nasze podmioty ulokować w tych programach, tak żebyśmy mogli czerpać odpowiedni zwrot do naszej składki, którą płacimy do UE – przekonuje Grzegorz Brona.

Zgodnie z założeniami Polskiej Strategii Kosmicznej polski przemysł kosmiczny ma mieć w 2030 roku trzyprocentowy udział w rynku europejskim. Według analityków Bank of America Merrill Lynch w ciągu najbliższych 30 lat wartość światowej branży kosmicznej może wynieść 2,7 bln dol.

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy

Innowacyjne wizytówki z chipem automatycznie wyświetlą dane na smartfonie rozmówcy 11

Dzięki najnowszym technologiom wymiana danych pomiędzy kontrahentami czy rozmówcami może odbywać się już w sposób całkowicie cyfrowy, wystarczy przesłać elektroniczną wizytówkę ze smartfona na smartfon. Tradycyjne wizytówki wciąż jednak spełniają swoją rolę, zwłaszcza na różnego rodzaju konferencjach czy targach. Polski start-up Insbird połączył formę tradycyjnej wizytówki z elektroniczną, tworząc innowacyjne wizytówki z wbudowanym chipem NFC. Zawarte w nich dane po zbliżeniu do smartfona automatycznie pojawią się na jego ekranie i zapiszą w jego pamięci. W przyszłości możliwe są jeszcze bardziej zaawansowane sposoby wymiany danych między ludźmi.

Termin „elektroniczna wizytówka” kojarzony jest głównie z formą przekazywania danych kontaktowych poprzez pliki formatu vCard. Są one obsługiwane m.in. przez smartfony. Jakiś czas temu na rynku zaczęły się pojawiać też elektroniczne wizytówki w formie karty z wyświetlaczem ciekłokrystalicznym, na którym wyświetlały się dane kontaktowe. Dziś możemy już jednak przekazywać nasze dane w zupełnie inny sposób.

– Wizytówki Insbird to zbliżeniowe wizytówki, które opierają się na technologii NFC, czyli komunikacji bliskiego pola. Oznacza to, że po zbliżeniu wizytówki do telefonu dane pojawiają się na nim w wersji elektronicznej. Są one w pełni interaktywne, więc jeżeli naciśniemy na numer telefonu – zadzwonimy, naciśniemy na adres e-mail – wyślemy e-maila. Co więcej, jeżeli zmienimy jakiekolwiek dane, automatycznie zaktualizują się wśród klientów, którzy posiadają taką wizytówkę ­– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bojarski, prezes Insbird.

Wizytówka jest zbudowana z wysokiej jakości papieru, w który wbudowany jest chip NFC (Near Field Communications). Wymiana danych między wizytówką a telefonem odbywa się w sposób automatyczny, a dane wyświetlane są na ekranie smartfona (z Androidem), nawet jeśli nie jest zainstalowana na nim specjalna aplikacja. Właściciel wizytówki może dodatkowo zarządzać zawartymi na niej danymi z poziomu aplikacji insBusinessCard, która pozwala między innymi na aktualizację danych. Chip NFC jest pobudzany poprzez pole magnetyczne wytwarzane przez telefon, zatem wizytówka nie potrzebuje do działania baterii.

– Wizytówki umożliwiają nam łatwiejszą wymianę danych kontaktowych, gdyż nie musimy przepisywać imienia, nazwiska, numeru telefonu z papierowej wizytówki, tylko po zbliżeniu wizytówki Insbird do telefonu automatycznie te dane pojawiają się na telefonie oraz synchronizują się z danymi w naszej książce telefonicznej. Zmierzamy do tego, by wystarczyła jedna, uniwersalna wizytówka, z którą chodzilibyśmy po całej konferencji i moglibyśmy wymieniać się nią elektronicznie – twierdzi Łukasz Bojarski.

Propozycja Insbird jest już dostępna na rynku, cena to 149 zł za sto wizytówek. W przyszłości będziemy mogli wymieniać się danymi w jeszcze prostszy sposób. Współpracujący z Google projektant rozwiązań elektronicznych Hideaki Matsui opracował koncepcję pierścieni informacyjnych, przypominających wyglądem zwykłą biżuterię. Wymiana danych odbywa się w nich również poprzez zbliżenie, na przykład przy uścisku dłoni, a zasilanie zapewnia ciepło ciała noszącego je użytkownika.

Według prognoz Cisco mobilny ruch danych wzrośnie do 2021 roku do wartości 49 eksabajtów miesięcznie. W 2017 roku ze smartfona korzystało około 2,3 mld osób.

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi

Polska aplikacja pozwoli zamówić zdjęcie zrobione w kosmosie. Spectator pozwala monitorować wybrane obszary na Ziemi 12

Ze zdjęć satelitarnych korzystamy coraz częściej i chętniej. Dzięki obrazowaniu z kosmosu można obejrzeć nawet najdalej położone zakątki świata. Mamy wielką infrastrukturę orbitujących satelitów, problemem jednak jest dostępność i zarządzanie danymi. Nowa aplikacja ułatwia korzystanie z danych satelitarnych i pozwala zamówić zdjęcie satelitarne z kosmosu. Takie zdjęcie może zamówić każdy, nawet w celach czysto rozrywkowych, ale twórcy aplikacji chcą, aby była wykorzystywana do ważniejszych celów, np. monitorowania nielegalnej wycinki lasu.

– Spectator jest aplikacją internetową, która umożliwia robienie zdjęć z orbity w czasie rzeczywistym. Śledzimy satelity w czasie rzeczywistym, żeby wiedzieć, w którym miejscu znajdują się aktualnie na orbicie, nad jakim obszarem, oraz kiedy będą dostępne dane dla tych satelitów. Użytkownik może wybrać dowolny obszar, a my podamy informację, kiedy takie zdjęcie może być zrobione – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Waldemar Franczak, prezes Spectator.

Zdjęcia satelitarne weszły już praktycznie do codziennego użycia. Ułatwiają planowanie podróży, dostęp do interesujących miejsc, pozwalają przewidzieć możliwe katastrofy naturalne. Ogromna liczba satelitów i gromadzonych danych nawet dla ekspertów było do tej pory trudno dostępna. Obecnie zdjęcie z kosmosu może zamówić sobie każdy, choć najczęściej wykorzystywane są one do pracy.

– Jesteśmy otwarci na to, żeby korzystać z tego rozwiązania dla zabawy, natomiast są przypadki, w których może to być bardziej przydatne. Naszym celem jest stworzenie na tyle prostego rozwiązania, żeby ludzie byli w stanie wymyślać własne aplikacje i żeby mogli z tego korzystać w taki sposób, w jaki korzystają z GPS, mimo że jest to dość zaawansowana technologia – mówi Waldemar Franczak.

Zdjęcia satelitarne pozwalają wygenerować istotne informacje. Pozwalają zwiększyć bezpieczeństwo czy zarządzać środowiskiem. Dzięki nim można szybciej i sprawniej reagować w razie wystąpienia katastrof naturalnych, monitorować czystość wód czy powietrza. Liczba zastosowań jest praktycznie nieograniczona.

– Klient korzysta z naszego rozwiązania jako silnika dla swojej aplikacji, pozwalamy w łatwy sposób tworzyć plany obrazowania dla danego obszaru. Jednym z zastosowań jest monitorowanie wycinki lasów. W Ameryce Południowej nasze rozwiązanie jest używane do detekcji nielegalnej wycinki obszarów zalesionych. Pomaga to w zwalczaniu tego typu przestępczości – wskazuje ekspert.

Dzięki aplikacji Spectator można wybrać interesujące satelity i obszary, ale można również przeglądać publiczne kanały. Kanał Sentinels w ramach europejskiego programu Copernicus pozwala śledzić konstelację Sentinel do obserwacji Ziemi, na kanale FreeData można śledzić tylko te satelity, które wytwarzają otwarte dane, zaś w kanale Commercial można pozyskać dane komercyjne. Można także stworzyć swój własny kanał. Jakość pozyskiwanych zdjęć z kosmosu zależy od rodzaju działalności.

– Zdjęcia Komisji Europejskiej z konstelacji Copernicus mają rozdzielczość dziesięciometrową, natomiast zdjęcia komercyjne oferują najlepszą dostępną rozdzielczością – aktualnie jest to około 30 cm. Jeżeli mamy rozdzielczość dziesięciometrową, to jesteśmy w stanie zobaczyć budynki, przy rozdzielczości 30 cm, można już zobaczyć grupę ludzi i samochody – podkreśla Waldemar Franczak.

Według indeksu obiektów wprowadzonych do kosmosu przez Biuro ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA), obecnie na orbitę planety przypada ponad 4,6 tys. satelitów. Satelitów jest jednak znacznie więcej, na orbicie krąży też wiele prywatnych satelitów do celów komercyjnych. Dzięki aplikacji Spectator można zamówić zdjęcie z kosmosu – uzyskać dostęp do wszystkich satelitów i robić zdjęcia wybranych obszarów.

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością

Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością 13

Pracujemy coraz więcej, głównie w nadziei na podwyżkę i awans. Im dłużej siedzimy w pracy, tym mniej jesteśmy jednak efektywni. Zdecydowana większość pracowników może efektywnie pełnić obowiązki zawodowe przez 6–7 godzin dziennie. Rozwiązaniem może być więc skrócenie czasu pracy ze standardowych 8 godzin. To istotne zwłaszcza dla młodego pokolenia, które stawia na równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Skrócenie dnia pracy może się nie sprawdzić we wszystkich branżach, ale tam, gdzie liczy się efektywność, może okazać się strzałem w dziesiątkę.

– W Social Tigers sześciogodzinny dzień pracy funkcjonuje już 1,5 roku. Trzeba przyznać, że jest to rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może się wydawać idylliczne, ale rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. To rozwiązanie, które wymaga bardzo dobrej organizacji pracy i powoduje, że więcej rzeczy trzeba zrobić w krótszym czasie, więc na pewno nie jest to rozwiązanie dla każdego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Franciszek Georgiew, założyciel agencji marketingowej Social Tigers.

O skróceniu czasu pracy marzy większość z nas. Zwłaszcza że Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów świata. Jak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w 2017 roku statystyczny Polak przepracował średnio 1928 godzin. Dłużej od nas pracowali tylko Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykańczycy i Meksykanie, a najmniej, bo 1363 godziny, Niemcy. Liczba przepracowanych godzin nie idzie jednak w parze z efektywnością. Badania potwierdzają, że niewiele osób jest w stanie przez 8 godzin skupić się na pracy. Najczęściej pracujemy efektywnie tylko przez 6–7 godzin.

– Decyzję o wprowadzeniu sześciogodzinnego dnia pracy podjąłem ze względu na to, że w branży reklamowej i tak jest często konieczność robienia nadgodzin, więc potrzeba elastycznych godzin pracy. Dlatego jeśli nie musimy siedzieć w biurze, bo nie ma nic do roboty, to nie siedźmy w nim, a zachowajmy te siły na moment, kiedy jest to naprawdę potrzebne. Z perspektywy pracodawcy na pewno mamy do czynienia z jednym bardzo ważnym wyzwaniem – jest to lepsza organizacja pracy – tłumaczy Franciszek Georgiew.

Próby skrócenia czasu pracy trwają od lat. W 2000 roku Francja wprowadziła 35-godzinny tydzień pracy. Z kolei w 2014 roku w Szwecji prowadzono eksperyment, w ramach którego część pielęgniarek miała pracować krócej i za te same pieniądze, co pozostałe osoby. Jego wyniki wskazywały, że krótszy dzień oznaczał rzadsze zwolnienia lekarskie i lepsze podejście do pracy.

W Polsce wciąż jeszcze powszechne jest przekonanie, że dobry pracownik to ten, który siedzi przy biurku sumiennie 8 godzin. Pracodawcy rzadko sprawdzają faktyczną efektywność. Tymczasem w branżach, gdzie liczą się przede wszystkim efekty, a niekoniecznie poświęcony czas, skrócenie tygodnia pracy może mieć pozytywne skutki.

– Z perspektywy pracownika na pewno mamy do czynienia z większą przestrzenią po godzinach, którą możemy wykorzystać na realizację swoich prywatnych projektów, ambicji czy zainteresowań. Oprócz tego na pewno zwiększa się więź tej osoby z pracą, czujemy się bardziej zaangażowani w to, co robimy, z racji tego, że czujemy większą wolność – wskazuje założyciel Social Tigers.

Raport Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wskazuje, że najważniejszym czynnikiem przy wyborze miejsca pracy są oprócz możliwości rozwoju, dobra atmosfera w pracy i relacje z innymi. Milenialsi nie chcą stawiać pracy na pierwszym miejscu, zależy im na zachowaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. W przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń nie stawiają pracy na pierwszym miejscu i unikają nadgodzin. Dla nich skrócony czas pracy jest idealnym rozwiązaniem.

– Moim zdaniem są dwie główne zalety sześciogodzinnego dnia pracy. To większe zaangażowanie pracowników i efektywność na godzinę pracy. Druga sprawa, że zmusza to firmę do wprowadzania wielu innowacyjnych rozwiązań przy organizacji pracy, dzięki czemu proces profesjonalizacji firmy może bardzo mocno przyspieszyć. Wśród słabszych stron tego rozwiązania wymieniłbym większy stres, ponieważ liczba obowiązków nagle się przez to nie zmniejsza. Dlatego uważam, że nie jest to rozwiązanie dla każdej branży – ocenia Franciszek Georgiew.

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną

Co trzeci polski start-up korzysta z pomocy aniołów biznesu. Inwestorzy najchętniej finansują nowe technologie i opiekę medyczną 14

Aniołowie biznesu są w Polsce coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów – wynika z danych fundacji Startup Poland. Dane EBAN pokazują, że trzy najchętniej finansowane przez anioły branże to technologia, ICT i healthcare. Wiceprezes największej w Europie organizacji zrzeszającej anioły biznesu ocenia, że najbliższych pięć lat będzie obiecujących dla całego regionu CEE, a Polska jest pierwszym branym pod uwagę kierunkiem inwestycji.

– Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej znajdziemy cały przekrój sektorów, więc inwestorzy mają w czym wybierać. Największym zainteresowaniem – jak powszechnie wiadomo – cieszy się branża ICT. Gwarantuje ona szybki zwrot z inwestycji, co ma niebagatelne znaczenie w ryzykownym świecie inwestycji. Przeciętny inwestor musi czekać od 7 do 10 lat, aby zwróciły mu się zainwestowane pieniądze. To dużo czasu, więc każdy szuka takich inwestycji, na których może zarobić możliwie jak najszybciej i z obopólną korzyścią dla przedsiębiorcy i inwestora – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Panos Ketikidis, wiceprezes Europejskiej Sieci Aniołów Biznesu (EBAN).

Dla start-upów i początkujących biznesów jednym ze sposobów pozyskania kapitału na rozwój są aniołowie biznesu (ang. business angel, angel inwestor). To prywatni inwestorzy, którzy z własnych środków inwestują w przedsięwzięcie, najczęściej we wczesnej fazie jego rozwoju (zasiewu i startu), obejmując w zamian określoną liczbę udziałów. Przeważnie są to doświadczeni przedsiębiorcy, którzy z zyskiem wyszli z poprzednich projektów. Poza pieniędzmi użyczają też swojego doświadczenia, kontaktów biznesowych, zapewniają merytoryczne wsparcie i doradztwo.

Z pomocy aniołów na starcie korzystał m.in. Apple czy Amazon. Tacy inwestorzy funkcjonują w pojedynkę albo są zrzeszeni w Sieci Aniołów Biznesu. Zwykle działają w sposób mniej sformalizowany, podejmując decyzję inwestycyjną bardziej na podstawie swojego doświadczenia i intuicji niż wielostronicowych analiz, raportów i biznesplanów. Dzięki temu łatwiej jest również negocjować warunki wsparcia i późniejszego wyjścia z inwestycji, ponieważ aniołowie biznesu są bardziej elastyczni niż np. fundusze inwestycyjne działające według ścisłych reguł.

– Perspektywy rynku Europy Środkowo-Wschodniej na kolejnych pięć lat są bardzo obiecujące, co skłania do inwestycji. Żeby móc działać i realizować swoje cele, inwestorzy potrzebują odpowiedniej infrastruktury, swoistego ekosystemu. Potrzebujemy przedsiębiorców, wsparcia rządu, współpracy branżowej i dobrych uczelni wyższych, które zapewnią młodym ludziom umiejętności niezbędne do osiągania sukcesów w świecie biznesu – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

EBAN (European Business Angel Network) jest największą w Europie organizacją zrzeszającą aniołów biznesu, liczącą ponad 150 organizacji członkowskich w ponad 50 krajach, które inwestują w innowacyjne przedsięwzięcia średnio około 7,5 mld euro rocznie. Wiceprezes EBAN prof. Panos Ketikidis ocenia, że region CEE jest dla inwestorów bardzo interesującym kierunkiem, a tutejsze przedsiębiorstwa dobrze radzą sobie na rynku.

– Nawiązując współpracę z miejscowym aniołem biznesu, mamy pewność, że jest to partner godny zaufania, który ma wiedzę na temat lokalnych uwarunkowań niezbędną do utworzenia syndykatu. Syndykaty aniołów biznesu to rozwiązanie, w które mocno wierzymy. Zatem będziemy tu inwestować pod warunkiem posiadania odpowiednich partnerów działających w ramach sieci – mówi prof. Panos Ketikidis.

Jak wynika z danych EBAN, w 2016 roku inwestycje w przedsięwzięcia we wczesnej fazie rozwoju w Europie wyniosły 9,9 mld euro, z czego większość – aż 6,7 mld euro – została zainwestowana właśnie przez aniołów biznesu. To ponad ośmioprocentowy wzrost rok do roku. Trzy branże, w które najchętniej inwestują aniołowie, to technologie (39 proc. wszystkich inwestycji), ICT (36 proc.) oraz healthcare (13 proc.).

W Polsce – jak wynika z ostatniego raportu fundacji Start-up Poland – aniołowie biznesu są coraz bardziej aktywni. Z pomocy krajowych lub zagranicznych aniołów biznesu skorzystało rok temu 33 proc. polskich start-upów. Badanie fundacji Startup Poland pokazuje, że ten wynik raczej się utrzyma – co trzeci start-up planujący pozyskać zewnętrzny kapitał zwróci się do aniołów biznesu.

– Uważam, że siła polskiego rynku tkwi w innowacyjności Polaków, ich gotowości do podejmowania ryzyka i przedsiębiorczości. Ale jest to również duży kraj, który w pierwszej kolejności bierze się pod uwagę jako potencjalny kierunek inwestycji. Niezwykle istotne jest umiejętne wybieranie inwestycji, tak by nie przynosiły one strat – podkreśla prof. Panos Ketikidis.

W połowie ubiegłego roku Polski Fundusz Rozwoju utworzył Biznest FIZ, w którym finansowanie innowacyjnych przedsięwzięć będzie się odbywać poprzez pośredników (fundusze koinwestycyjne) współpracujących z aniołami biznesu. Inwestycje będą dokonywane w proporcji 50:50, gdzie połowa środków pochodzić będzie od PFR Biznest FIZ, a druga z prywatnych środków aniołów biznesu.

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów

Biuro to nie tylko wizytówka firmy. Może pomóc zwiększać zyski i pozyskiwać najlepszych specjalistów 15

Nowoczesne, odpowiednio zaaranżowane biuro jest wizytówką firmy w oczach klientów i pracowników. Może wpływać na jej wyniki – podnosząc efektywność pracy  i pomagać w rekrutowaniu najlepszych specjalistów, dla których wygląd miejsca pracy bywa równie ważny jak zarobki czy perspektywy rozwoju. Najciekawszych i najbardziej kreatywnych przestrzeni biurowych szuka CBRE w drugiej edycji konkursu Office Superstar 2018.

– Inwestycja w ładne i wygodne biuro jest dla pracodawców opłacalna, ale przede wszystkim – konieczna. Biuro jest wizytówką firmy, prezentujemy je przed klientami, pracownikami, kandydatami do pracy. To miejsce, gdzie można pokazać DNA organizacji, sposób, w jaki funkcjonuje, jakie ma wartości, jak się w niej pracuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Wenzławska, zastępca dyrektora ds. marketingu i komunikacji w CBRE.

Jak wynika z raportu Leesman Index „The Next 250k”, blisko 90 proc. pracowników biurowych deklaruje, że ważny jest dla nich design miejsca pracy. Nowoczesne i odpowiednio zaaranżowane biuro stanowi nie tylko wizytówkę firmy, lecz także realnie wpływa na efektywność pracowników.

Radosław Gajda, architekt i autor bloga o architekturze „Architecture is a good idea” wskazuje, że odpowiednio aranżowana przestrzeń biurowa powinna odpowiadać różnym formom aktywności, zgodnie z trendem activity based working.

– Koncepcja activity based working polega na tym, że biuro musi być różnorodne, czyli dostosowywać się do różnych potrzeb pracowników w ciągu dnia, i zmienne, żeby jego przestrzeń można było rearanżować w zależności od tego, co akurat dzieje się w biurze. Chodzi o to, że kiedy pracujemy, to nie robimy przecież cały czas tego samego. Odbieramy e-maile, telefony, rozmawiamy z kolegami w większych lub mniejszych grupach albo potrzebujemy maksymalnego skupienia i koncentracji do wykonania jakiegoś bardzo ważnego zadania. Dlatego biuro powinno odpowiadać na potrzeby różnych form aktywności w pracy – mówi Radosław Gajda.

– Różnorodna i wygodna przestrzeń pomaga się skupić na pracy, lepiej pracować w zespole, wpływa na przepływ informacji. Złotą zasadą jest, aby biuro było różnorodne i faktycznie dopasowane do potrzeb pracowników. Wtedy firma, która inwestuje w swoje biuro, może mieć pewność, że efektywność pracowników będzie na wysokim poziomie – dodaje Natalia Wenzławska.

Zaaranżowanie biura, które będzie atrakcyjne w oczach klientów i wygodne dla pracowników, wiąże się z wydatkami. Jednak z drugiej strony jest to inwestycja w rozwój firmy, jej wizerunek jako pracodawcy oraz w kreatywność i efektywność pracowników. Dobrze wyposażone, atrakcyjne i funkcjonalne biuro może nawet wpłynąć na poziom absencji i zmniejszyć liczbę zwolnień chorobowych pracowników, co pozytywnie przełoży się na wyniki firmy.

– Możemy sobie wyobrazić wyposażenie i wykończenie biura za trzysta euro za metr kwadratowy, ale możemy również wyobrazić sobie takie za tysiąc euro za mkw. Ten koszt można różnicować, ale trzeba go postrzegać właśnie jako inwestycję – podkreśla Radosław Gajda.

W obecnej sytuacji na polskim rynku pracy ładne i nowoczesne biuro może też stanowić przewagę firmy w procesie rekrutacji i pozyskiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Zwłaszcza dla młodego pokolenia pracowników – poza czynnikami takimi jak jak np. elastyczny wymiar pracy, wynagrodzenie czy perspektywy rozwoju  liczy się otoczenie, w którym pracują.

– Mówi się, że efektywny pracownik to szczęśliwy pracownik, i to wcale nie jest bajka. Szczęśliwy pracownik jest bardziej zaangażowany, dłużej związany z firmą. Po prostu chce w niej pracować i to widać po jego wynikach – podkreśla Natalia Wenzławska.

Autor popularnego bloga „Architecture is a good idea” ocenia, że w Polsce pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, jak duże znaczenie ma wygląd ich biura.

– Biuro jest narzędziem employer brandingowym, może przyciągać do firmy najlepsze talenty. Coraz więcej pracodawców stara się podnosić jakość swojej przestrzeni biurowej, wyposażając ją w nowe meble, bardziej ergonomiczne rozwiązania funkcjonalne czy stawiając na aktywne biuro, zgodne z koncepcją activity based working. Mam wielką nadzieję, że ta edycja konkursu Office Superstar pokaże to, że we wszystkich branżach możemy postawić na ciekawe i funkcjonalne rozwiązania – mówi Radosław Gajda.

Do 30 czerwca br. przyjmowane są zgłoszenia w konkursie Office Superstar 2018, w którym CBRE poszuka najciekawszych, kreatywnych i innowacyjnie zaaranżowanych przestrzeni biurowych. Do rywalizacji mogą stanąć wszystkie firmy i organizacje, które uważają swoje biuro za najlepszą wizytówkę i chcą się nią pochwalić. W ubiegłorocznej edycji konkursu wzięło udział ponad sto polskich i międzynarodowych organizacji, spośród których eksperci wybrali jedenaście najbardziej unikalnych projektów wnętrz biurowych.

– Laureaci I edycji konkursu Office Superstar są świetnym przykładem tego, jak wykorzystać przestrzeń biurową. Tamte biura były zaprezentowane w taki sposób, że osoba, która przychodziła do biura, od razu wiedziała, z jaką organizacją ma do czynienia – mówi Natalia Wenzławska.

W konkursie może startować najemca lub właściciel przestrzeni biurowej, który chce się pochwalić swoją aranżacją i wzmocnić swój wizerunek jako dobrego, pożądanego pracodawcy. Tegoroczne zgłoszenia będą przyjmowane w siedemnastu kategoriach – najlepsze miasto regionalne (pięć kategorii dla pięciu miast: Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), branże (m.in. finansowa, BPO/SSC, kreatywna, doradcza i prawna), rodzaje wnętrz (biuro coworkingowe, przestrzeń socjalna i sala konferencyjna) oraz rodzaje zastosowanych rozwiązań (wellness i technologie). Każda firma, która chce zgłosić swój akces, może startować w kilku różnych kategoriach. Najlepsze projekty spośród zgłoszonych wybierze kapituła złożona z ekspertów z dziedziny nieruchomości, architektury, środowiska pracy i designu. Wyniki tegorocznej edycji zostaną ogłoszone na początku października, podczas gali CBRE IDEA LAB.

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom

Najszybciej rozwijają się małe i średnie centra handlowe. Ich rola zmienia się dzięki nowym technologiom 16

Nowe technologie takie jak możliwość lokalizowania klienta tuż po wejściu do centrum handlowego, personalizacja ofert, połączenie oferty stacjonarnej z e-commerce – to trendy, które będą wyznaczać kierunek rozwoju centrów handlowych w nadchodzących latach. Współczesne centra handlowe przestają być wyłącznie miejscem robienia zakupów. Coraz częściej stają się przestrzenią służącą do spędzania wolnego czasu. Dlatego na znaczeniu zyskuje ich oferta gastronomiczno-rozrywkowa.

– Centra handlowe w Polsce na przestrzeni ostatnich 20–30 lat bardzo dynamicznie rozwijały się w wielu sektorach – od śródmiejskich, wielkopowierzchniowych, galerii handlowych, po duże regionalne centra i outlety. Obecnie najszybciej zmieniają się małe i średnie centra handlowe typu convenience retail park. Tym, co charakteryzuje centra handlowe w Polsce, jest podobieństwo do Europy Zachodniej. Podążamy za podobnymi trendami, oczekiwania konsumentów są bardzo zbliżone. Nasz polski rynek ze względu na dość dużą konkurencję stara się jak najszybciej odpowiadać na potrzeby konsumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Świerczyński, członek zarządu firmy EPP, do niedawna znanej jako Echo Polska Properties, która zarządza 18 centrami handlowymi na terenie całej Polski.

Centra handlowe są w Polsce dominującym formatem. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman&Wakefield, na rynku jest 426 takich obiektów o łącznej powierzchni 10,47 mln mkw., co stanowi blisko trzy czwarte całkowitej podaży powierzchni handlowej. Dla właścicieli i zarządców centrów handlowych jednym z głównych wyzwań jest potrzeba integracji sprzedaży tradycyjnej z internetową i kanałem mobilnym.

– Klienci oczekują dziś szerokiego dostępu do informacji i produktu. Najważniejsze, żeby ten dostęp był bardzo mobilny i szybki. Widzimy, że handlowcy i najemcy w coraz większym stopniu stawiają na omnichannel, czyli łączenie tego, co najlepsze w formule online z realnym przeżyciem i możliwością zobaczenia produktów na żywo w sklepie. Duże sieci, szczególnie modowe, powiększają swoje sklepy, dają możliwość zakupu typu click & collect. Wprowadzają także mnóstwo nowinek technologicznych, takich jak wirtualne przebieralnie oraz spersonalizowane aplikacje pozwalające namierzyć klienta i jak najlepiej odpowiedzieć na jego oczekiwania – mówi Michał Świerczyński.

Członek zarządu EPP zwraca uwagę, że podstawowym elementem, który przesądza o atrakcyjności centrum handlowego, wciąż pozostaje jego lokalizacja i odpowiednio dobrana oferta. Natomiast czynnikiem, który będzie  wyznaczać trendy w kolejnych latach będą przede wszystkim nowe technologie, dające z jednej strony możliwość spersonalizowanego dotarcia do klienta, a z drugiej – połączenia oferty w sklepach stacjonarnych z e-commerce.

W centrach handlowych rośnie również udział i znaczenie oferty gastronomicznej i rozrywkowej. Klienci coraz częściej odwiedzają je bowiem nie tylko z powodu chęci zrobienia zakupów, ale również po to, aby przyjemnie spędzić czas.

– Widzimy rozszerzającą się ofertę gastronomii, tzw. food & beverage, kawiarni, restauracji, które także odchodzą od typowych fast foodów i idą w kierunku formuły typu slow food. Rośnie też udział części rozrywkowej, z której Polacy coraz chętniej korzystają. Patrząc na portfel EPP, który jest jednym z największych w Polsce, widzimy, że takie wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom klientów jest przez nich bardzo pozytywnie przyjmowane. Z roku na rok odnotowujemy wzrost liczby klientów odwiedzających nasze centra – mówi Michał Świerczyński.

Galerie w coraz większym stopniu stają się też częścią tkanki miejskiej, pełniąc nie tylko funkcje handlowe, ale również kulturalne, społeczne i rozrywkowe.

– Projekt Towarowa 22, który realizujemy we współpracy z Echo Investment to wyjątkowa lokalizacja, niemal w samym centrum Warszawy. Nie ma już drugiego takiego miejsca w stolicy. Chcemy stworzyć tu coś wyjątkowego, coś co zmieni ten fragment miasta, będzie idealnie współgrało z jego naturalnym rytmem i stanie się miejscem integracji społeczności lokalnych – zapowiada Michał Świerczyński.

Nieruchomość ma 6,5 ha łącznej powierzchni, a po wybudowaniu kompleks zaoferuje także ponad hektar przestrzeni publicznej. W ramach projektu powstanie wielofunkcyjny kompleks, na który złożą się m.in. nowoczesna przestrzeń handlowo-usługowa, część biurowa, mieszkalna oraz zielona, ogólnodostępna przestrzeń publiczna. Wzdłuż ulicy Towarowej powstanie pierzeja domów handlowych, a niegdysiejszy Dom Słowa Polskiego, który znajduje się na terenie inwestycji, zostanie przekształcony w miejsce spotkań i wydarzeń kulturalnych, z bogatą ofertą gastronomiczną i kawiarniami.

Jak wynika z danych firmy doradczej JLL, na polskim rynku nasycenie powierzchnią handlową jest nadal niższe niż w Europie Zachodniej (255 wobec 266 mkw. na tysiąc mieszkańców). Z końcem ubiegłego roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,8 mln mkw., z czego najwięcej stanowiły centra handlowe (ok. 9,8 mln mkw.). Pozostałe formaty to parki handlowe (3,8 mln mkw.) oraz centra wyprzedażowe (0,24 mln mkw.).

Tylko na przestrzeni ubiegłego roku zasoby powierzchni handlowej we wszystkich formatach powiększyły się o 466 tys. mkw. Najwięcej, 331 tys. mkw., przypadło na centra handlowe, głównie zlokalizowane w dużych aglomeracjach. Na rynku zadebiutowały m.in. Galeria Północna w Warszawie, Serenada w Krakowie i wrocławska Wroclavia. W tym roku na rynek handlowy może trafić kolejne 361 tys. mkw. w ramach centrów handlowych (z czego ok. 70 proc. w dużych miastach) – wynika z prognoz JLL.