Próba odbicia w górę na GPW

Wczorajszy 4,29 proc. spadek wartości WIG-u 20 był najsilniejszym tego typu ruchem od 24 lutego, kiedy nasz rynek reagował na wiadomość o rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W ciągu minionych 13 sesji WIG-20 stracił 15,7 proc., czyli tylko nieco mniej niż podczas dwu tegorocznych 13-sesyjnych sekwencji z lutego i kwietnia-maja. Indeks spadł poniżej poziomu swego minimum z końca października 2020 i znalazł się na najniższym poziomie od początku kwietnia 2020.

Spadły również pozostałe główne indeksy GPW (najmniejszą – 1,49 proc. zniżkę notował sWIG-u 80, który nadal próbował bronić poziomu wsparcia wyznaczanego przez dołki tego indeksu z lutego i lipca). Spadły w czwartek również wszystkie indeksy sektorowe – najsilniej WIG-Paliwa (-6,09 proc.), WIG-Górnictwo (-5,22 proc.) i WIG-Banki (-4,45 proc.). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły WIG-Górnictwo, WIG-Banki i WIG-Motoryzacja.

Dziś rano główne indeksy GPW próbowały złapać równowagę (WIG-20 +0,43 proc. ok. godz. 9:30). Wśród składników tego indeksu swe nowe cykliczne minima zaliczyły dziś rano kursy KGHM, Pekao i Santander Bank Polska, ale ok. godz. 9:40 ceny tych akcji lekko rosły.

Na rynku akcji w USA lekko odbijając w górę S&P 500 i DJIA przerwały wczoraj sekwencję spadkową rozpoczętą w miniony piątek po przemówieniu przewodniczącego FED Jerome Powella. Po raz 5-ty z rzędu spadła natomiast Nasdaq Composite. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy lekko taniały (S&P 500 -0,17 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii brak dziś było dominującej tendencji. Najsłabszy był dziś Hang Seng (-0,95 proc.), najsilniejszy filipiński PSEi (+0,77 proc.).

W Europie przeważały dziś rano wzrosty głównych indeksów giełdowych (DAX +1,23 proc., CAC 40 +0,73 proc.).

Spadały dziś lekko rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Europie i USA.

Ceny kontraktów na ropę naftową (WTI na NYMEX-ie i Brent na ICE), które wczoraj po trzecim z rzędu spadku dotarły w okolice poziomów swoich osiągniętych w połowie sierpnia półrocznych minimów dziś rano lekko odbijały w górę (1,71-1,82 proc. ok. godz. 8:35). Lekko drożały dziś rano kontrakty na metale szlachetne (ok. godz. 9:30 złoto +0,17 proc., srebro +0,35 proc., platyna +0,31 proc., pallad +1,76 proc.). 6-tą sesję z rzędu spadała dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie. Najniższy od roku poziom zaliczyła wczoraj na CME cena kontraktów na drewno.

Kurs EUR/USD lekko dziś rano rósł (+0,28 proc. ok. godz. 8:45), ale pozostawał poniżej poziomu parytetu (0,99725). Amerykański dolar zaliczył dziś rano swe nowe cykliczne maksima względem japońskiego jena, koreańskiego wona, dolara nowozelandzkiego, filipińskiego peso, dolara tajwańskiego i islandzkiej korony.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN-0,04 proc., USD/PLN -0,33 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara kolejny dzień przebywał w okolicach poziomu 20000 USD (+0,06 proc. ok. godz. 8:49).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak prawidłowo zachowywać się na drogach z Odcinkowym Pomiarem Prędkości?

  • Fotoradary w pierwszej połowie 2022 roku zarejestrowały ponad pół miliona wykroczeń, w tym niemal 95 tys. odnotowały urządzenia Odcinkowego Pomiaru Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
  • W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczu ponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń.
  • Prawdopodobieństwo spotkania OPP w trasie jest coraz większe, dlatego warto wiedzieć jak bezpiecznie i bez stresu pokonać ten odcinek drogi.

W pierwszej połowie 2022 roku urządzenia rejestrujące prędkość wykryły dokładnie 501 520 przypadków naruszenia przepisów, z czego prawie 95 tys. to efekt pracy Odcinkowych Pomiarów Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczuponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń. Skuteczność działania tych systemów potwierdzają też efekty pracy OPP znajdującego się w tunelu Południowej Obwodnicy Warszawy, na drodze S2. W ciągu pierwszej połowy 2022 roku system zarejestrował 26,8 tys. naruszeń przepisów. Dla porównania, wszystkie fotoradary i OPP zarejestrowały w stolicy łącznie 123,5 tys. naruszeń.

– Dodam, że w ubiegłym roku policja odnotowała prawie 23 tys. wypadków na drogach publicznych. Jeśli przyjrzymy się statystykom, szybko zauważymy pewną prawidłowość – od lat najważniejsze przyczyny wypadków to nieustąpienie pierwszeństwa i nadmierna prędkość. To zawsze numer jeden i dwa. W zależności od kategorii wypadku czasem zamieniają się miejscami. Ta prawidłowość pokazuje, jak ważne zadanie stoi przed systemami kontroli prędkości, szczególnie OPP. Sygnały o ich skuteczności płyną m.in. od zarządców dróg, kontroli transportu, a także NIK, której raport pokazał, że pomiary odcinkowe rejestrują średnio o połowę więcej wykroczeń niż fotoradary – mówi Aleksander Dębski, Kierownik Produktów ITS w Sprint S.A.

Jak skuteczność OPP wygląda w statystykach? Według CANARD, liczba wypadków na odcinkach dróg objętych tego typu kontrolą spadła o 57%, co przełożyło się na 71% mniej ofiar śmiertelnych i o 56% mniej rannych w wypadkach[1].

Więcej OPP na polskich drogach

Obecnie pod kontrolą OPP znajduje się 171,1 km tras. Najwięcej instalacji OPP działa w województwie mazowieckim – razem to 42,2 km odcinków drogowych pod nadzorem kamer. W tej chwili odcinkowe pomiary prędkości działają w 13 województwach, ale w pozostałych 3 (wielkopolskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim) też pojawią się tego typu systemy. 39 nowych, planowanych do uruchomienia w ciągu kilkunastu miesięcy OPP, obejmie łącznie 427,7 km. Oznacza to prawie 600 km pod nadzorem w 2024 r. – to tyle, ile liczy, np. trasa z Gdańska do Krakowa. Jednym słowem, szansa na spotkanie OPP w trasie jest coraz większa. Jak więc prowadzić auto na takim odcinku, aby nie stwarzać zagrożenia na drodze i nie narazić się na mandat? Wystarczy pamiętać o trzech zasadach.

Unikaj „efektu kangura”

Chodzi o gwałtowne hamowanie w miejscu kontroli i przyspieszanie, tuż po minięciu odcinka. Do takich sytuacji dochodzi najczęściej w miejscach, gdzie pracują fotoradary, ale przy OPP też może się to wydarzyć. System jest skonstruowany w taki sposób, aby kierowca zdążył zauważyć miejsce rozpoczęcia pomiaru prędkości i w efekcie mógł płynnie zwolnić, nie stwarzając zagrożenia i nie ryzykując mandatu. Jeśli za OPP chcesz przyspieszyć – nie rób tego gwałtownie i dostosuj prędkość do sytuacji.

Zwracaj uwagę na znaki drogowe

O umiejscowieniu Odcinkowego Pomiaru Prędkości informują znaki D-51a “Automatyczna kontrola średniej prędkości” oraz D-51b “Koniec automatycznej kontroli średniej prędkości”. Umieszcza się je odpowiednio na początku i na końcu monitorowanego odcinka. Obserwacja oznakowania pozwoli ci przygotować się na spotkanie z systemem i dostosowanie prędkości. O obecności OPP na drodze informują też aplikacje dla kierowców.

Znaki D-51a i D-51b

Nie zwalniaj do prędkości znacznie niższej niż dopuszczalna

To częsta przypadłość wielu kierowców, którzy w miejscu pracy urządzeń pomiarowych zwalniają do niewielkiej prędkości, znacznie poniżej dopuszczalnej. W efekcie dochodzi do tamowania ruchu, co wcale nie jest bezpieczną sytuacją na drodze. Może to oznaczać, że w sznurze pojazdów znajdzie się niepokorny kierowca, który zdecyduje się na niebezpieczne manewry i łamiąc przepisy doprowadzi do poważnego wypadku. Pamiętaj o zasadzie „myśl i przewiduj” – nie wszyscy kierujący są cierpliwi.

– Chciałbym podkreślić ważną rzecz: Odcinkowe Pomiary Prędkości nie są instalowane na złość kierowcom, ale właśnie z myślą o nich i poprawie bezpieczeństwa na drodze. OPP dają kierującym czas na odpowiednią reakcję i wymuszają utrzymanie bezpiecznej prędkości na dłuższym odcinku niż w przypadku fotoradaru. Przywołane wcześniej dane statystyczne pokazują, że ten system jest skuteczny, co powinno być dobrym sygnałem także dla zarządców dróg, którzy chcą poprawy bezpieczeństwa w ruchu. Dodam, że przy montażu OPP można wykorzystać istniejącą infrastrukturę, bez konieczności inwestowania w drogie konstrukcje wsporcze nad pasami ruchu. W tej chwili OPP będzie spotykana coraz częściej na autostradach, drogach szybkiego ruchu i tunelach, bo właśnie tam zwykle sprawdzają się lepiej niż fotoradary – dodaje Aleksander Dębski ze Sprint S.A.

Autor/Źródło: Sprint S.A.

[1] https://www.canard.gitd.gov.pl/cms/rejestracja-wykroczenia-i-co-dalej-?p_p_id=101&p_p_lifecycle=0&p_p_state=maximized&p_p_mode=view&_101_struts_action=%2Fasset_publisher%2Fview_content&_101_assetEntryId=146609&_101_type=content&_101_urlTitle=odcinkowe-pomiary-predkosci-skuteczne-w-walce-z-piratami-drogowymi&inheritRedirect=false

Poufne dane uczniów na celowniku. Szkoły oblewają egzamin z cyberbezpieczeństwa

Szkoły i uczelnie coraz częściej stają się celem grup cyberprzestępczych. W ubiegłym roku aż 6 na 10 placówek edukacyjnych doświadczyło ataku ransomware – to wzrost o 16% względem roku 2020. Według raportu firmy Sophos, w szkolnictwie częściej niż w innych branżach w wyniku ataku dochodzi do zaszyfrowania danych. Placówki te potrzebują także najwięcej czasu na ich odzyskanie – w niektórych przypadkach trwa to aż pół roku.

Aż 95% placówek edukacyjnych twierdzi, że działalność cyberprzestępców uniemożliwiła im normalne funkcjonowanie. W przypadku 94% szkół i uczelni prywatnych skutecznie przeprowadzony atak ransomware wpłynął także niekorzystnie na sytuację finansową. 40% badanych przyznało, że odzyskanie danych było możliwe po więcej niż 30 dniach (w innych branżach było to 20% respondentów). W 9% przypadków odzyskiwanie zasobów trwało od 3 do 6 miesięcy.

Statystycznie podmioty edukacyjne rzadziej są celem ataków ransomware niż należące do innych branż, jak handel, przemysł energetyczny czy ochrona zdrowia (średnia to 66%). Jednak to szkoły częściej mierzą się z problemem zaszyfrowanych przez cyberprzestępców danych – w ten sposób kończy się aż 73% ataków. To aż o 8 punktów procentowych więcej niż światowa średnia.

W 98% przypadków udało się przynajmniej częściowo odzyskać zaszyfrowane przez cyberprzestępców informacje. 3 na 4 placówki korzystały w tym celu z wykonanych wcześniej kopii zapasowych danych. Prawie połowa (47%) zdecydowała się zapłacenie przestępcom okupu. Należy jednak zaznaczyć, że jedynie 2% szkół, które wybrały to rozwiązanie, otrzymało z powrotem komplet swoich danych.

Szkoły i uczelnie są często jednym z głównych celów ataków. Cyberprzestępców kuszą przede wszystkim przechowywane przez placówki poufne dane osobowe. Atakujący zakładają też, że nie napotkają tam silnych zabezpieczeń systemów IT – komentuje Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.

Cyberpolisa dla cyberbezpiecznej szkoły

W przypadku placówek systemu oświaty i szkolnictwa wysoki jest wskaźnik wypłat odszkodowań związanych ze skutkami ataków ransomware – wynosi aż 99%. Wciąż jednak jedynie 78% placówek ma wykupioną cyberpolisę (średnia dla wszystkich sektorów to 83%).

40% ankietowanych z branży edukacyjnej przyznaje, że zmniejszyła się liczba ubezpieczycieli, którzy oferują polisy od cyberataków. Wyższe stały się za to wymagania, które musi spełnić placówka, aby w ogóle mogła zostać ubezpieczona – takiego zdania jest co drugi badany.

Najsłabszym ogniwem systemu jest najczęściej użytkownik, a wciąż wśród uczniów oraz nauczycieli brakuje wiedzy związanej z cyberzagrożeniami i bezpiecznym korzystaniem z sieci. Placówki edukacyjne powinny też ściśle współpracować z zaufanymi specjalistami ds. bezpieczeństwa. Dzięki temu ograniczone budżety będą mogły przeznaczać na właściwe rozwiązania, które zapewnią skuteczną ochronę i pozwolą spełnić standardy wymagane przez ubezpieczycieli – dodaje ekspert.

W kwestiach cyberbezpieczeństwa warto szykować się na najgorsze i mieć zawczasu opracowany szczegółowy plan działania. Absolutną podstawą jest wykonanie kopii zapasowych i ćwiczenie szybkiego przywracania z nich danych. Wyniki badania pokazują, że to sprawdzony sposób na walkę ze skutkami ataków ransomware – mówi Grzegorz Nocoń.

Ekspert Sophos podkreśla, że szkoły nie powinny czekać na pierwszy ruch ze strony przestępców. Należy aktywnie kontrolować systemy i sieć, aby powstrzymać lub jak najwcześniej zareagować na atak. Osoby odpowiedzialne za systemy IT w placówkach edukacyjnych powinny zainstalować odpowiednie oprogramowanie do ochrony danych i wykonywać regularne kontrole bezpieczeństwa. Dobrą praktyką jest także bieżące aktualizowanie wszystkich systemów i łatanie luk w zabezpieczeniach, które mogą wykorzystać cyberprzestępcy.

O badaniu

W badaniu „State of Ransomware 2022” wzięło udział 5600 specjalistów IT z firm zatrudniających od 100 do 5000 pracowników, w tym 320 respondentów z systemu oświaty i 410 z uczelni wyższych z 31 krajów.

Debiuty na rynku inwestycyjnym są dobrym znakiem na przyszłość

Od początku 2022 roku inwestorzy zainwestowali niemal 2,9 mld euro w polskie nieruchomości. Wolumen ten był o ponad 40% wyższy w porównaniu z I połową 2021 roku, a zbliżony do wartości uzyskanej w analogicznym okresie 2020 roku, kiedy rynek inwestycyjny osiągnął rezultat 3 mld euro. Apetyt inwestorów na nieruchomości w Polsce mógł częściowo wynikać z potrzeby przynajmniej częściowego zabezpieczenia się przed inflacją.

„Polska w dalszym ciągu jest postrzegana przez inwestorów jako rynek stabilny, aczkolwiek jako część regionu CEE zmieniło się jej postrzeganie w związku z agresją Rosji w Ukrainie. Dodając do tego wysoką inflację, ryzyko recesji i rosnące koszty finansowania, spowodowało to wstrzymanie planów zakupowych przez dużą część inwestorów. Nie oznacza to jednak braku aktywności, gdyż wiele podmiotów z Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej nadal pozostaje w grze. W drugim kwartale rynek zanotował kilka debiutów, a obecne dotychczas w Polsce podmioty powiększyły swoje portfele. To dobry znak na przyszłość,” – komentuje Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Analizując strukturę transakcji inwestycyjnych zmianie pozycji na podium uległy główne sektory. Na pierwszym miejscu znalazł się sektor biurowy, na który przypadło 44% całkowitego półrocznego wolumenu w Polsce. Jak wyjaśnia Szymon Rychły, konsultant w dziale rynków kapitałowych Knight Frank – „za tak wysokim wynikiem stoi rekordowa w historii polskiego rynku inwestycyjnego transakcja zakupu pojedynczej nieruchomości – budynku The Warsaw Hub przez Google. Transakcja ta stanowiła 20% półrocznego wolumenu inwestycyjnego i jednocześnie przyczyniła się do osiągnięcia przez Warszawę około 50% udziału we wspominanym okresie.”

Pozostałe 50% przypadło na miasta regionalne, wśród których dominował Wrocław, w którym wolumen transakcji zakończył się wynikiem 361 mln EUR. Kolejne pozycje zajęły Poznań (120 mln EUR) i Kraków (71 mln EUR). „Przyglądając się bliżej ostatniej dekadzie, sytuacja kiedy wolumen inwestycyjny w miastach regionalnych przekroczył ten w Warszawie miała miejsce jedynie dwa razy, w 2015 i 2017 roku. Obserwowane obecnie zrównanie wolumenów wynika m.in. z dużej dostępności atrakcyjnych produktów właśnie w tych miastach,” – dodaje Szymon Rychły.

„Zanotowany w pierwszym półroczu wzrost o około 60% w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku i powrót sektora biurowego na pierwszą pozycję w strukturze transakcji inwestycyjnych wiązał się z tym, że mimo wcześniejszych obaw, biura dość dobrze poradziły sobie z pandemią, a wojna w Ukrainie w ograniczonym stopniu wpłynęła na aktywność najemców. Potwierdzeniem dobrej kondycji rynku biurowego może być fakt, że wśród inwestorów w I połowie roku znalazły się podmioty debiutujące w Polsce – szwedzka spółka Eastnine, która zakupiła biurowiec Nowy Rynek D od Skanska w Poznaniu i czeska firma Trigea Real Estate, która stała się właścicielem MidPoint 71 we Wrocławiu,” – wyjaśnia Michał Grabara.

W II kwartale roku nie odnotowano transakcji typu prime w sektorze biurowym w Warszawie, jednak szacuje się, że gdyby miały one miejsce to stopy kapitalizacji wyniosłyby 4,50-4,75%. Najlepsze projekty biurowe zlokalizowane w miastach regionalnych osiągnęły stopy zwrotu na poziomie 5,50-6,25% i pozostały stabilne.

Będący w ostatnich miesiącach liderem sektor magazynowy w I połowie 2022 roku zanotował obniżkę o 25% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

„Wielkopowierzchniowe obiekty magazynowe w dalszym ciągu są w kręgu zainteresowania inwestorów i niższy wynik nie powinien sugerować spadku tego zainteresowania. Warto wyjaśnić, że ubiegłoroczne wartości kształtowane były w znacznym stopniu przez transakcje portfelowe, których łączna wartość wyniosła prawie 460 mln EUR. Dla porównania, w minionym półroczu odnotowano finalizację jedynie dwóch transakcji tego typu, które łącznie zamknęły się w kwocie 180 mln EUR,”komentuje Szymon Rychły.

Na koniec II kwartału 2022 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych wielonajemcowych obiektów magazynowych zlokalizowanych w głównych obszarach koncentracji w Polsce kształtowały się na poziomie ok. 5,00-5,50% i pozostały stabilne w porównaniu z początkiem br. Jeśli miałyby miejsce transakcje najlepszymi projektami, o dłuższych niż standardowe umowy najmu (powyżej 10 lat), to oczekuje się, że byłyby one wycenianie na poziomie około 4,50%.

Sektor handlowy, który przez wiele czasu święcił triumfy, a w ostatnich latach zwolnił, skupiając się na mniejszych formatach i lokalnych społecznościach, osiągnął drugą pozycję z udziałem prawie 30% i wolumenem niemal 800 mln EUR. „Do analizy wyników poszczególnych sektorów należy podchodzić z szerszej perspektywy. Dobry wynik zanotowany przez rynek handlowy wynika z dwóch transakcji portfelowych EPP o łącznej wartości 653 mln EUR, które stanowiły ponad 80% wolumenu tego sektora. Pozostałe 144 mln EUR rozproszone było pomiędzy 17 transakcji dotyczących w przeważającej większości parków handlowych. To potwierdzenie widocznej na polskim rynku już kolejny rok z rzędu tendencji do lokowania kapitału w mniejsze podmioty, typu parki handlowe i sklepy convenience,” –  wyjaśnia Szymon Rychły.

Zdecydowana większość inwestycji na rynku handlowym w II kwartale 2022 roku dotyczyła mniejszych projektów wycenianych na poziomie 7,50-8,50%. Nie odnotowano w pierwszym półroczu transakcji typu prime, jednak można szacować, że gdyby takie negocjacje miały miejsce, projekty te osiągnęłyby stopę około 5,25%.

Oczekuje się, że w drugiej połowie 2022 roku na nastroje inwestorów na polskim rynku będzie miała wpływ sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie oraz konsekwencje wysokiej inflacji i podnoszonych stóp procentowych. Wojna w Ukrainie i niepewność związana z jej dalszym wpływem na sytuację w Polsce również mogą ostudzić nastroje inwestorów i obniżyć wolumeny inwestycyjne. Prognozowanie skali tych spadków jest jednak obecnie mocno utrudnione ze względu na dynamicznie zmieniające się warunki geopolityczne. Z drugiej strony sprzedający są aktualnie bardziej skłonni do nieznacznych renegocjacji cenowych, a duża część inwestorów zapowiada potencjalny powrót do zakupów po sezonie wakacyjnym.

Co dalej z polską gospodarką?

Pogarszają się nastroje konsumenckie i wskaźniki koniunktury. Obawy związane z rekordową inflacją mieszają się z obawami dotyczącymi ograniczania produkcji przez firmy i recesji.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury PMI dla przemysłu w Polsce wypadł wyraźnie poniżej szacunków i wyniósł 40,9 pkt, przy prognozach zakładających 41,8 pkt. Indeks ten od maja utrzymuje się poniżej granicy 50 pkt i z każdym kolejnym odczytem wypada słabiej.

Nastroje przedsiębiorców są w Polsce wyjątkowo kiepskie. Dla porównania indeks PMI dla przemysłu w strefie euro wyniósł 49,6 pkt, przy oczekiwaniach zakładających 49,7 pkt. Dla największej gospodarki regionu, czyli Niemiec było do 49,1 pkt, przy spodziewanych 49,8 pkt. Wydaje się, że jest to kolejna negatywna informacja dla euro.

Dynamika konsumpcji w Polsce uległa nieznacznemu obniżeniu pomiędzy I i II kw. (z 6,6% r/r do 6,4%) w związku z pogorszeniem nastrojów gospodarstw domowych i spadkiem realnych wynagrodzeń. Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych zmniejszyła się w II kw. do -2,1% wobec +2,5% w I kw.

– Negatywne trendy ogólnoświatowe, które są widoczne zwłaszcza w europejskiej gospodarce, nie są dla nas obojętne, rekordowa inflacja wymusiła podwyżki stóp, których skutki są szczególnie widoczne na rynku nieruchomości – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Co bardzo istotne, tak wysoka inflacja ogranicza rozporządzalne dochody gospodarstw domowych, które z kolei ograniczają swój popyt, a wszyscy żyjemy obawami związanymi z dalszym wzrostem cen surowców energetycznych i z firm napływają sygnały, że z powodu cen energii będą ograniczać produkcję, która staje się dla nich nieopłacalna.

Jak wynika ze wstępnych danych dynamika inflacji w sierpniu w ujęciu r/r wyniosła aż 16,1%, podczas gdy oczekiwania zakładały spadek z 15,6% do 15,4%! Jeśli chodzi natomiast o ujęcie miesięczne, także wygląda to kiepsko, wskaźnik wyniósł 0,8% m/m, przy oczekiwaniach zakładających 0,2% (poprzednio 0,5%). Pomimo oczekiwań zakładających spadek tempa wzrostu cen, wczorajszy odczyt inflacji pokazał kolejny wyraźny wzrost.

Mamy więc problem z recesją, która może nie ograniczyć się do tzw. recesji technicznej, a więc dotyczącej dwóch kolejnych kwartałów.

– To czy będzie jedna czy dwie podwyżki stóp procentowych i o 25 czy 50 pkt. bazowych nie ma już tak dużego znaczenia dla gospodarki. Sytuacja jest bardzo trudna, bo gdy gospodarka spowalnia naturalną reakcją byłoby obniżanie stóp procentowych, a ponieważ polityka pieniężna działa z opóźnieniem to bank centralny powinien zareagować jak najszybciej – komentuje ekspert XTB. – Przed nami sytuacja coraz bardziej stagflacyjna. Prawdopodobnie zapłacimy wysoka cenę za rozrzutność szczególnie w ubiegłym roku, gdy było już jasne, że gospodarka dobrze poradziła sobie z odbiciem pocovidowym i należało wycofywać się z polityki stymulacyjnej, ale tego nie zrobiono.

Banki centralne popełniły bardzo poważny błąd, choć skala tego błędu jest różna w różnych krajach. Wzrost inflacji okazał się zbyt wysoki, aby z tej błędniej polityki można było się wycofać przy niskim koszcie.

– Teraz stoimy przed problemem ochrony gospodarstw domowych przed skutkami podwyżek cen energii i będą to działania prowadzące do uśmierzania bólu, a dla gospodarki oznaczać będą stymulowanie popytu – dodaje P.Kwiecień. – Jeżeli rząd zablokuje podwyżki cen energii, to w gospodarstwach domowych pozostanie więcej pieniędzy, a to znów będzie zwiększać popyt.

Popyt mogłaby ograniczyć zwiększona skłonność do oszczędzania, poprzez atrakcyjne oprocentowanie obligacji skarbowych. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował pismo do Ministerstwa Finansów dotyczące oprocentowania obligacji skarbu państwa i różnego traktowania obywateli i inwestorów instytucjonalnych. Ekspert XTB zwraca jednak uwagę na nową ofertę, na 3-letnie obligacje stałoprocentowe (oprocentowanie 6,50%). Oferta dla inwestorów indywidualnych została w ostatnim okresie znacząco poprawiona.

Praca w domu – 5 lukratywnych pomysłów na biznes

Marzysz o home office? Masz dosyć dojazdów do pracy, stania w korku i straty czasu?

Dochodowa praca w domu jest możliwa. W tym artykule przedstawiamy przykłady biznesów, które możesz rozwijać w domowym zaciszu.

Praca w domu — propozycje off i online

Nie da się ukryć, że szansę na home office daje dziś głownie internet. Chociaż na tym możliwości się nie kończą. Dlatego w naszym zestawieniu znajdą się także inne propozycje.

Copywriter

Co robi copywriter? Wbrew swojej nazwie, niczego nie kopiuje, ale tworzy unikalne teksty (do internetu i nie tylko). Czy piątka z języka polskiego to dobry start w tym zawodzie? Nie zawsze, ponieważ kreatywne i sprzedażowe pisanie nie ma nic wspólnego z wypracowaniem czy rozprawką. Żeby być dobrym copywriterem trzeba umieć sprzedawać słowami. A do tego znajomość interpunkcji i ortografii nie wystarczą. Zanim zaczniesz szukać pierwszych zleceń, zapoznaj się z podstawami marketingu i tzw. “języka korzyści”. Gdzie znajdziesz pierwszych klientów? Na grupach, na Facebooku lub na specjalnych platformach dla początkujących copywriterów. Możesz również wysłać swoje CV, a jeszcze lepiej przykłady tekstów, do agencji marketingowych, które szukają zdalnych copywriterów.

Zdalna asystentka/zdalny asystent

Zdalna asystentka wspiera przedsiębiorców w ich codziennych zadaniach. Takich, na które oni zazwyczaj nie mają czasu. Może to być zatem umawianie spotkań, pilnowanie kalendarza, tworzenie prezentacji, sprawozdań, a nawet odpisywanie na emaile, drobne prace na stronie internetowej czy tworzenie grafik. Wszystko zależy od rodzaju biznesu, ale w przypadku wirtualnej asystentki słowo klucz to z pewnością wielozadaniowość. Wirtualna asysta to stosunkowo nowa profesja, ale jak większość tego typu zawodów, zrodziła się jako odpowiedź na potrzeby rynku.

Call center w wersji home office

Jeszcze kilka lat temu cell center kojarzył się z zatłoczonym pomieszczeniem, wydzielonymi boksami i okropnym hałasem. Dziś tę samą pracę możesz wykonywać w domowym zaciszu, nie zdejmując nawet kapci. Pamiętaj jednak o tym, by nawiązać współpracę z rzetelną firma, która zapewni Ci odpowiedni sprzęt i przeszkolenie, a co najważniejsze — nie obarczy rachunkiem za przeprowadzone rozmowy.

Rękodzieło

Uwielbiasz szydełkować? A może kochasz rośliny? Wykorzystaj to i zmień swoją pasję w biznes. Rękodzieła są dziś w cenie. Podobnie lasy w słoiku, które cieszą się coraz większą popularnością. A marża na tego typu produktach może być naprawdę wysoka. Pamiętaj jednak, że wykonanie to nie wszystko, musisz mieć pomysł, jak dotrzeć do potencjalnych klientów.

Praca w domu — podsumowanie

Czy możesz prowadzić biznes w domu? Oczywiście! Co więcej, w większości przypadków, prowadzenie działalności gospodarczej, nie wyklucza ubezpieczenia mieszkania, jeżeli powierzchnia przeznaczona na jej prowadzenie nie przekracza 50% lokalu, a PKD nie znajduje się na liście wyłączeń.

PragmaGO przejmuje ZCP Fandla Faktoring

PragmaGO przeprowadziła transakcję nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa Fandla Faktoring Sp. z o.o. To kolejne przejęcie, dzięki któremu PragmaGO realizuje strategię dynamicznego rozwoju na rynku faktoringu. PragmaGO przejmie od Fandla obsługę ok. 800 klientów, współpracę z partnerami biznesowymi, a także doświadczony zespół pracowników z obszaru sprzedaży i obsługi klientów, który już od września będzie funkcjonował jako warszawski oddział PragmaGO. Fandla Faktoring nie będzie już świadczyć usług finansowania MŚP, a jej aktualny portfel wierzytelności faktoringowych oraz zobowiązania nie są przedmiotem transakcji.   

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO

„Model sprzedażowy Fandla Faktoring jest spójny z założeniami naszej strategii online, która gwarantuje małym i średnim przedsiębiorcom dostęp do wygodnego finansowania – wtedy, kiedy go potrzebują. Nabycie Fandla to inwestycja nie tylko w pozyskanie bazy klientów i partnerów biznesowych, ale też wypracowane know-how. W 25-letniej historii PragmaGO przy okazji kolejnych przejęć kilkukrotnie przeprowadzaliśmy transfer wiedzy, za każdym razem uzyskując efekt synergii i wartość dodaną dla całego biznesu. Nie mamy wątpliwości, że tak będzie i tym razem” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Dotychczasowi klienci Fandla Faktoring otrzymają dostęp do szerokiego portfolio produktów online, jakie oferuje PragmaGO (faktoring, faktoring odwrotny, lekkie produkty pożyczkowe na pokrycie kosztów działalności, w tym podatków i ZUS). Będą mogli również korzystać z wyższych niż dotychczas limitów finansowania.

PragmaGO ma spore sukcesy związane z przejęciami w przeszłości. Spółka zainwestowała m.in. w start-up LeaseLink (doprowadzając go do pozycji lidera na rynku e-leasingu), spółkę technologiczną Mint Software (obecnie PragmaGO.tech tworzącą dedykowane rozwiązania IT tylko dla PragmaGO) oraz Brutto (dostarczającą finansowanie m.in. klientom platform do fakturowania).

“Naturalną ścieżką rozwoju każdego fintechu mikrofaktoringowego jest to, że ewoluuje wraz ze swoimi klientami. Klienci Fandla rosną dynamicznie i w związku z  tym potrzebują coraz wyższych limitów finansowania i dostępu do zróżnicowanych produktów. Zdecydowaliśmy, że najlepszym sposobem na dostarczenie im niezbędnych usług jest rozwój w ramach PragmaGO – dużego partnera dysponującego środkami finansowymi i szeroką ofertą produktową dla MŚP” – mówi Tomasz Bogus, współzałożyciel i Prezes Zarządu Fandla Faktoring.

Rosną zatory płatnicze

Sytuacja gospodarcza w Polsce nadal jest w znacznym stopniu kształtowana przez wysoką inflację. W lipcu inflacja sięgnęła 15,6% – co jest poziomem najwyższym od ćwierć wieku. Istotny wzrost cen przede wszystkim dotyczy surowców energetycznych: energii, gazu, ropy. Wojna w Ukrainie spowodowała dodatkowo mocne zwiększenie cen zbóż i surowców rolnych – co już widać w cenach gotowych produktów, które kupujemy w sklepach. Konsumenci bardziej ostrożnie podchodzą do zakupów i wydaje się, że ta postawa będzie widoczna także w drugiej połowie tego roku – a możliwe także, że i w pierwszych miesiącach 2023 roku. W związku z tym, że polska gospodarka uzależniona jest od konsumpcji gospodarstw domowych, będzie to miało wpływ na wzrost gospodarczy. Już obecnie widać, że w drugim kwartale tego roku w ujęciu kwartał do kwartału, gospodarka polska się skurczyła.

– Oczekujemy, że szczyt inflacji jeszcze przed nami. Prawdopodobnie kolejne miesiące – sierpień i wrzesień – pokażą jeszcze wyższe odczyty inflacji. Spadku do poziomu jednocyfrowego należy oczekiwać dopiero w 2023 roku i to nie w pierwszych miesiącach, a dopiero około połowy przyszłego roku. Zresztą nie jest to czymś wyjątkowym – w innych krajach również obserwujemy podobną sytuację i to także będzie miało negatywny wpływ na naszą gospodarkę, ponieważ nadal dosyć dużo eksportujemy – zwłaszcza do Europy Zachodniej – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Takie kraje jak Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy – pozostające w rankingu naszych głównych odbiorców handlowych – doświadczają spowolnienia gospodarczego. To przekłada się na gorszą koniunkturę w Polsce. W obrazie sytuacji gospodarczej myślę, że nie należy zapominać o sytuacji mikroekonomicznej przedsiębiorstw – czyli o tym, jak kształtuje się ich sytuacja płynnościowa. Już przed wybuchem wojny Rosja-Ukraina zauważyliśmy, że zatory płatnicze wzrosły. Średnie opóźnienia płatnicze w Polsce na początku tego roku wyniosły 56,7 dnia. Wzrost rok do roku wyniósł aż 9 dni. Największe zatory obserwujemy w branży transportowej i budowlanej. To jest powrót do poziomów przed pandemicznych i spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach opóźnienia płatności jeszcze wzrosną – prognozuje Sielewicz.

Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego?

Czy czas działa na korzyść czy niekorzyść tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym? Portal GetHome sprawdza, jak w największych miastach zmienia się oferta lokali spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”.

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” niestety wciąż nie działa. Co prawda od ok. połowy lipca br. Alior Bank i Santander Bank Polska zaoferowały kredyt, za który można kupić mieszkanie nie mając oszczędności na wkład własny. Banki jednak nie chwalą się efektami.  – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Na razie bez odpowiedzi pozostają pytania, które portal skierował do obu banków: ile wpłynęło do nich wniosków kredytowych i czy udzieliły już jakiś kredytów. Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse Karina Nożykowska poinformowała nas o kilku wnioskach złożonych za pośrednictwem jej firmy do Alior Banku. Klienci są w trakcie oczekiwania na decyzję kredytową. – Dobra wiadomość jest taka, że najpewniej we wrześniu kredyt bez wkładu własnego włączą do swojej oferty Bank Pekao SA i PKO Bank Polski – mówi Karina Nożykowska.

Można przypuszczać, że zwłaszcza udział PKO BP w programie pomoże go ożywić. Jest to bank, który ma największą liczbę oddziałów w całym kraju. Ekspert GetHome.pl nie ma wątpliwości, że na dłuższą metę zakup mieszkania za kredyt jest opcją zdecydowanie korzystniejszą od najmu. Problem w tym, że najemcy płacący wysokie czynsze często nie są w stanie odłożyć na wkład własny. Obecnie doszedł problem braku zdolności kredytowej oraz niepewność związana z sytuacją na rynku pracy.

Oczywiście kluczowa jest dostępność mieszkań spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” – podkreśla Marek Wielgo.

Warto przypomnieć, że pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego, który dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich jest wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego. W obu przypadkach maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają oszczędności muszą znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł. Z danych największej ogólnopolskiej platformy do analizy rynku mieszkaniowego BIG DATA RynekPierwotny.pl i portalu GetHome.pl wynika, że w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, w sierpniu oferta takich, które spełniają kryteria cenowe wciąż była skromna. Można je znaleźć głównie na obrzeżach miast.

Na rynku wtórnym wyzwaniem jest znalezienie atrakcyjnego mieszkania za kredyt bez wkładu własnego w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu. Natomiast w Katowicach, Poznaniu i Łodzi potencjalni nabywcy raczej bez problemu znajdą lokum spełniające kryteria cenowe programu.Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego

W sierpniu sytuacja niewiele się zmieniła. Co prawda w większości miast oferta takich lokali nieznacznie się zwiększyła. Jednak w Krakowie ich udział w całej ofercie agencji pośrednictwa wzrósł z 2% do 3%, w Gdańsku i Wrocławiu – z 3% do 4%, a w Poznaniu – z 21% do 22%.  Ofert spełniających kryteria cenowe programu ubyło za to w Warszawie i Katowicach. Przy czym w stolicy udział takich lokali w ofercie agencji pośrednictwa praktycznie się nie zmienił, zaś w Katowicach skurczył się z 36% do 31%.Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego 2

Niestety, na rynku pierwotnym czas wciąż działa na niekorzyść potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego. W sierpniu niemal we wszystkich największych miastach zmniejszyła się ich oferta. Najbardziej w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie.

W Gdańsku wciąż jest najwięcej mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu własnego. Jednak ich udział w łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną skurczył się z 23% do 21%. Najmniejszy odsetek takich mieszkań – 2% – jest w ofercie krakowskich i łódzkich deweloperów.

Warszawa jest jedyną metropolią, w której odnotowaliśmy w sierpniu poprawę dostępności nowych mieszkań w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Choć przypomnijmy, że kiedy w maju ten rządowy program wchodził w życie: w Warszawie było 669 lokali do kupienia za kredyt bez wkładu własnego, a pod koniec sierpnia – 544. We Wrocławiu liczba mieszkań w ofercie firm deweloperskich skurczyła się w ciągu trzech miesięcy z 447 do 325, a w Poznaniu – z 408 do 182. Wyjątkiem jest Gdańsk, gdzie liczba mieszkań do kupienia za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem wzrosła w tym czasie z 697 do 724.

Ekspert GetHome.pl liczy na wzrost podaży mieszkań do kupienia na kredyt bez wkładu własnego. Po pierwsze, od października wzrosną limity ceny metra kwadratowego. Po drugie, w sytuacji malejącego popytu na mieszkania, część firm deweloperskich może obniżyć ceny do tego poziomu. Być może z tonu spuszczą też niektórzy sprzedający mieszkania na rynku wtórnym.

Gorzkie do przełknięcia: koszt produkcji piwa wzrósł o 62 proc. w ciągu dwóch lat

  • Indeks Piwny eToro analizuje światowe ceny surowców wymaganych przez producentów piwa – od jęczmienia i słodu, po aluminium i benzynę potrzebne do pakowania i transportu
  • Koszty benzyny wzrosły najbardziej od dwóch lat, bo aż o 138 proc., podczas gdy ceny jęczmienia i słodu, z powodu wojny na Ukrainie skoczyły odpowiednio o 104 proc. i 87 proc.
  • Ryż jest jedynym towarem, którego cena spadła o 1 proc., a to dzięki temu, że od 15 lat każdego roku produkcja przewyższa popyt, co prowadzi do gromadzenia się dużych zapasów.
  • 62 proc. wzrostu cen produkcji piwa dramatycznie przewyższa 15,6 proc. wzrostu CPI w Polsce od lipca 2020 r., co wskazuje na to, że portfele wielbicieli piwa ucierpią jeszcze bardziej
  • Cena standardowej butelki piwa w polskim supermarkecie wzrosła o 28 proc. w ciągu dwóch lat, 10 punktów procentowych powyżej inflacji
  • Podatki stanowią prawie 40 proc. ceny piwa w Polsce

Globalny koszt towarów niezbędnych do produkcji, pakowania i transportu piwa wzrósł o 62 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat – wynika z pierwszego w historii Indeksu Piwnego opracowanego przez społecznościową platformę inwestycyjną eToro.

Tempo wzrostu cen drastycznie przewyższa 15,6 proc. wzrost wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI) w Polsce w tym samym okresie, co wskazuje na to, że prawdopodobnie nadejdzie pewien ból cenowy dla piwoszy, ponieważ browary szukają sposobów na zrównoważenie swoich kosztów.

Indeks piwny eToro (prosty indeks ważony) opiera się na bieżących globalnych cenach koszyka sześciu towarów potrzebnych do produkcji i sprzedaży piwa – pszenicy, jęczmienia, ryżu, słodu, aluminium (do puszek) i benzyny (do transportu i rolnictwa). Od 20 sierpnia 2020 roku Indeks Piwny wzrósł o 62 proc., przy czym wojna na Ukrainie odgrywa znaczącą rolę w kosztach, z którymi obecnie borykają się piwowarzy.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, powiedział: Przeciętna supermarketowa cena 0,5-litrowej butelki piwa Żywiec skoczyła w ciągu ostatnich 2 lat o 28 proc. To prawie 10 punktów procentowych powyżej wzrostu inflacji w tym samym czasie. Nasz Beer Index pokazuje, że to jeszcze nie koniec wzrostów, i kolejne podwyżki mogą być przed nami. Na ceny mogą także wpływać niedobory składników do produkcji, takich jak na przykład dwutlenek węgla.

To bardzo niefortunny czas na podwyżki cen piwa, bowiem Oktoberfest w Monachium zaczyna się już za kilka tygodni, a w listopadzie startują Mistrzostwa Świata w Piłce nożnej z udziałem naszej drużyny. Poza ceną produkcji co rok rośnie także akcyza na piwo, co jeszcze bardziej potęguje wzrost cen. Okazuje się zatem, że jednym z największych wygranych w tej sytuacji będzie budżet. Przeciętny Polak powyżej 15 roku życia wypija bowiem rocznie 136l piwa, na co wydaje około 900 zł, z czego prawie 40 proc. to podatki.”

Benzyna – niezbędna do produkcji składników piwa, a także do jego transportu – odnotowała największy wzrost cen spośród wszystkich pozycji w koszyku piwa, a jej koszt skoczył o 138 proc., głównie dzięki wojnie na Ukrainie i ograniczonym dostawom ropy naftowej z Rosji.

Koszty jęczmienia i słodu również gwałtownie wzrosły, odpowiednio o 104 proc. i 87 proc. w tym samym okresie, również w dużej mierze dzięki zakłóceniom spowodowanym wojną, przy czym uważa się, że Rosja i Ukraina dostarczają aż 30 proc. światowego eksportu jęczmienia.

Ryż jest jedynym towarem w Indeksie Piwnym, którego cena spadła w ciągu ostatnich dwóch lat, spadając o 1 proc. od połowy sierpnia 2020 roku. Uważa się, że stabilna cena tego zboża – które jest używane jako dodatek w połączeniu ze słodem jęczmiennym w celu rozjaśnienia piwa – wynika z tego, że od 2007 roku podaż przewyższa popyt każdego roku, co prowadzi do gromadzenia się dużych zapasów.

Towar Podstawa = 100 

(20 sierpnia 2020)

Cena indeksowana

(19 sierpnia 2021 r.)

Cena indeksowana 

(18 sierpnia 2022 r.)

Jęczmień 100 157 204
Aluminum 100 146 137
Benzyna 100 179 238
Ryż 100 97 99
Pszenica 100 128 139
Słód 100 128 187
Indeks Piwny eToro 100 134 162

Dane o globalnych cenach pobierane w trzeci czwartek sierpnia każdego roku. Równomiernie ważone pomiędzy sześcioma towarami.

O danych

Dane pochodzą z Refinitiv. Aluminium (99,7 PROC. LME Cash, US$/MT), jęczmień (ceny w terminalu MPLS, US$/Bushel), benzyna (Regular Unleaded, FOB NYH, US$/Gallon), słód (2RS Average EU FOB Antwerp Crop, EUR/MT), ryż (przetworzony, USd/50KG), pszenica (No.2 Soft Red, USD/Bushel).

Dla odniesienia – oto cena każdego towaru w trzecim tygodniu sierpnia za poprzednie pięć lat:

Rok Jęczmień Aluminum Benzyna Ryż Pszenica Słód
2018 2.8 2022.25 201.23 11.3 5.39 440
2019 3 1750.75 164.49 10.91 4.67 358.5
2020 2.94 1752.5 128.92 14.81 5.42 367
2021 4.62 2562.26 207.94 14.32 6.93 468
2022 6 2404 306.2 14.68 7.52 686

Wszystkie mierzone w dolarach na standardową jednostkę miary dla danego towaru.

Stawki freelancerów – w jakiej branży wzrosły najbardziej?

Aż 52 proc. polskich freelancerów przyznało, że podniosło w ostatnim czasie swoje stawki. Widać to również w danych pochodzących z umów zawartych przez platformę Useme – największe zmiany można zaobserwować zwłaszcza wśród wolnych strzelców zajmujących się programowaniem. Jak to wygląda w pozostałych branżach?

Useme podzieliło się średnimi wysokościami stawek za zlecenia w najpopularniejszych wśród polskich freelancerów profesjach. Dane jasno potwierdzają wyniki opublikowanej przez platformę w czerwcu ankiety nt. wpływu inflacji na sytuację wolnych strzelców. Wynikało z niej, że nieco ponad połowa (52 proc.) freelancerów podniosło w ostatnim czasie swoje ceny,  45 proc. pozostawiło je na dotychczasowym poziomie, a zaledwie 3 proc. zdecydowało się na obniżenie.

Po raz pierwszy dzielimy się danymi dotyczącymi średnich stawek z umów realizowanych przez Useme. Prezentowane kwoty mogą być wskazówką zarówno dla początkujących freelancerów, jak i firm, zlecających wykonanie dzieła na zewnątrz komentuje Przemysław Głośny, CEO Useme.

Największe wzrosty wśród programistów i fotografów!

W kategorii programowanie i IT możemy zaobserwować znaczną zmianę – o ponad 57 proc. w porównaniu do 2021 roku, podobnie duże wzrosty dotyczą freelancerów podejmujących zlecenia w kategorii “Strony i sklepy internetowe”. Wolni strzelcy tworzący platformy e-commerce obecnie zarabiają o 43 proc. więcej, z kolei ci zajmujący się budowaniem stron, a także ich modernizacją – o ponad 42 proc.

Ponad 42 procentowy wzrost stawek dotyczy również fotografów. Dla przypomnienia, w badaniu nt. wpływu inflacji na polskich freelancerów, podwyżki zadeklarowało aż 66 proc. przedstawicieli tej profesji.

Niewielkie podwyżki w najpopularniejszych branżach

Jedną z najpopularniejszych branż wśród wolnych strzelców – wg badania Useme z 2021 roku – jest szeroko rozumiany copywriting, czyli tworzenie artykułów, treści na strony internetowe, przygotowywanie opisów produktów lub kategorii do sklepów internetowych, a także tworzenie haseł reklamowych. Zajmuje się tym 26,4 proc. ankietowanych. Tutaj freelancerzy również podnieśli stawki, lecz w porównaniu do pozostałych profesji wzrosty były zdecydowanie niższe – 12 proc. Jednak warto mieć na uwadze, że  twórcy tekstów mają zazwyczaj więcej umów o niższej wartości. Dotyczy to również tłumaczy, choć w przeciwieństwie do cen usług copywriterów ich wynagrodzenia wzrosły średnio o 30 proc.

Z kolei freelancerzy specjalizujący się w SEO oraz social mediach (m.in. ustawianiu reklam czy prowadzeniu profili) podnieśli stawki o nieco ponad 27 proc.

Profesje z najniższymi wzrostami cen za zlecenie

Architekci, dźwiękowcy oraz specjaliści zajmujący się wideo, to ci freelancerzy, których wysokość stawek najmniej uległa zmianie w ciągu ostatniego roku.

Podwykonawcy specjalizujący się w realizacji i  montażu filmów odnotowali wzrost wynagrodzeń o 12 proc., natomiast wolni strzelcy realizujący zlecenia w kategorii architektura – zarówno projekty aranżacji wnętrz, jak i rendery 3d przedmiotów oraz wizualizacje mają stawki wyższe  o 10 proc. Najmniejszy wzrost wartości zleceń – 7 proc. dotyczył freelancerów zajmujących się dźwiękiem i muzyką, czyli np. lektorów, osób specjalizujących się w realizacji i obróbce efektów dźwiękowych czy montujących  podcasty.

Na ceny realizowanych przez polskich freelancerów zleceń, bez wątpienia ma wpływ aktualna sytuacja ekonomiczna. W ciągu roku stawki wzrosły we wszystkich branżach, jednak ich wysokość w dużej mierze uzależniona jest od charakteru konkretnej profesji.

Materiał powstał na podstawie danych z serwisu – Index Useme oraz badania zrealizowanego przez Useme.com w czerwcu 2022 r. z wykorzystaniem metody badawczej CAWI (Computer Assisted Web Interview). Badanie zostało przeprowadzone na próbie 1035 polskich freelancerów.

Nowy 24-letni rekord kursu USD/JPY

Po 7-tygodniowej przerwie kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wznowił dziś ustanawianie swych najwyższych od 1998 roku poziomów. Początkowy silniejszy wzrost kursu USD/JPY to tego rekordowego poziomi został później zredukowany i ok. godz. 9:15 zwyżka kursu wynosiła +0,12 proc. (139,259 JPY). Szczyt z sierpnia 1998 znajduje się na poziomie 147,62 JPY.
USD osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima również względem koreańskiego wona, filipińskiego peso, dolara tajwańskiego i brytyjskiego funta. Kurs EUR/USD pomimo spadku o 0,22 proc. ok. godz. 9:20 utrzymywał się lekko powyżej poziomu parytetu.

Zmiany kursu złotego były niewielkie (EUR/PLN -0,19 proc., USD/PLN +0,02 proc.) ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara już 5-ty dzień poruszał się w wąskim przedziale wokół 20000 USD dziś rano spadając poniżej tego poziomu (1,83 proc. ok. godz. 9:10).

Wczoraj cena kontraktów na gaz w Holandii (Dutch TTF Gas) spadła o ponad 12 proc., co czyni skalę spadku z ostatnich 3 dni – -34 proc. – największą od marca br. Kontrakty na brytyjski gaz potaniały wczoraj o 9,1 proc. Dziś rano lekko – o nieco ponad 0,8 proc. – taniały kontrakty na ropę naftową, ale nadal cena utrzymywała się nieco powyżej poziomów półrocznych minimów z sierpnia. Nadal taniało srebro, którego cena spadła dziś do swego nowego 2-letniego minimum (-1,35 proc.).

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły wczoraj 4-tą sesję z rzędu (S&P 500 –0,78 proc., DJIA -0,88 proc., Nasdaq Composite -0,56 proc.). Dziś rano ta zniżka była kontynuowana na rynku kontraktów terminowych na te indeksy (ok. godz. 9:30 S&P 500 -0,66 proc., DJIA -0,37 proc., Nasdaq 100 -1 proc.).
Na rynkach akcji w Azji i Oceanii przed spadkiem obroniły się tylko chiński Shanghai B-Share, singapurski Straits Times oraz nowozelandzki NZX50. Ponad 2 proc. straciły dziś główne indeksy rynków akcji w Korei Południowej, Hongkongu oraz Australii.

W Europie również dominowały spadki cen akcji Najniższy poziom od końca 2000 roku osiągnął dziś belgijski BEL 20.

Najsłabszym dziś głównym indeksem w Europie był ponownie WIG-20 (-2,41 proc. ok. godz. 9:40), który znalazł się na najniższym poziomie od listopada 2020. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano WIG-Banki i WIG-Górnictwo. Najsilniej – o 2,75 proc. ok. godz. 9:45 – spadał dziś rano WIG-Paliwa. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano ceny akcji KGHM, Pekao SA, Santander Bank Polska i CCC.

Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA osiągnęła dziś nowy najwyższy poziom od 2008 roku, ale później lekko spadała. Rentowność 2-latek była nadal o ok. 0,3 pkt. proc. powyżej poziomu rentowności amerykańskich 10-latek. Lekko dziś rano rosły rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Europie.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Deloitte: Ponad połowa funduszy private equity z Europy Środkowej uwzględnia czynniki ESG w swoich strategiach inwestycyjnych

Czynniki związane z ochroną środowiska, społeczeństwem i kwestiami pracowniczymi oraz ładem korporacyjnym (ang. environmental, social and governance) determinują działania 71 proc. inwestorów private equity pochodzących z Europy Środkowej. Wyniki badania opracowanego przez ekspertów firmy doradczej Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey pokazują wzrost odsetka przedsiębiorstw, które wdrożyły strategię inwestycyjną uwzględniającą kwestie ESG. Blisko czterech na pięciu ankietowanych deklaruje podjęcie działań mających na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej.

Rosnąca świadomość społeczna w zakresie wpływu podmiotów gospodarczych na środowisko naturalne, społeczeństwo oraz wzrost znaczenia ładu korporacyjnego determinują decyzje podmiotów inwestujących w spółki prywatne. O ile do niedawna czynniki ESG były traktowane jedynie jako dodatkowa koncepcja uzupełniająca działalność biznesową, dzisiaj coraz częściej stają się one integralnym elementem strategii rozwoju. Jak wynika z badania Deloitte, 53 proc. inwestorów private equity pochodzących z Europy Środkowej zdecydowało się na wdrożenie strategii inwestycyjnych uwzględniających ESG. To o 20 punktów procentowych więcej w porównaniu do poprzedniej edycji badania.

– W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy pozytywny trend, potwierdzający wzrost znaczenia czynników ESG w biznesie dla uczestników niepublicznego rynku kapitałowego. Wynika to z m.in. rosnącej liczby regulacji prawnych, takich jak obowiązek raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju oraz postawy samych interesariuszy funduszu oczekujących zaangażowania w kwestie środowiskowe i społeczne. W najbliższej przyszłości coraz więcej inwestorów private equity będzie traktowało ESG jako jeden z ważniejszych kierunków rozwoju – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Czterech na dziesięciu ankietowanych traktuje ESG jako sposób na ograniczenie ryzyka inwestycyjnego, który w przyszłości może pomóc również zwiększyć atrakcyjność prowadzonych inwestycji. Dla 37 proc. badanych implementacja czynników związanych z ochroną środowiska, kwestiami społecznymi oraz ładem korporacyjnym jest przede wszystkim strategią kreacji wartości spółek portfelowych. Blisko jedna czwarta uczestników ankiety wciąż nie podjęła działań zmierzających do uwzględnienia ESG w swoich strategiach, aczkolwiek 14 proc. ankietowanych przyznało, że planuje zwrot w tym kierunku w najbliższych latach (o 5 p.p. więcej w stosunku do poprzedniej edycji badania). Podmioty sceptyczne wobec czynników wynikających z filozofii zrównoważonego rozwoju stanowią zdecydowaną mniejszość. 4 proc. badanych uważa je za koszt, z kolei 6 proc. nie zamierza w najbliższej przyszłości implementować wytycznych ESG.

ESG staje się standardem

Fundusze private equity, które działają na rzecz osiągnięcia net-zero lub planują dekarbonizację swojej działalności w najbliższych latach, stanowią niecałe 40 proc. wszystkich ankietowanych. Nieco więcej ankietowanych przyznało, że pomimo braku dotychczasowego zaangażowania na rzecz zmniejszenia śladu węglowego w przyszłości planuje podjęcie takich działań. Jedynie 6 proc. uczestników ankiety stwierdziło, że w najbliższych latach nie będzie podejmować takich aktywności.

– Do tej pory tylko 14 proc. funduszy private equity z Europy Środkowej zaczęło działać w kierunku dekarbonizacji. Oznacza to, że sektor ten ma jeszcze sporo do nadrobienia, szczególnie że w najbliższych latach firmy będą czuły presję na dążenie do neutralności klimatycznej. Chodzi tu nie tylko o oczekiwania rynku czy regulatorów, ale również potencjalnych pracowników, którzy coraz częściej spodziewają się od pracodawcy działań z zakresu ESG. W efekcie zmiany sposobu funkcjonowania będzie można zaobserwować nie tylko wśród inwestorów, ale również u spółek wchodzących w skład ich portfeli – mówi Katarzyna Średzińska, starszy manager w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Deloitte.

O badaniu

Badanie CE PE Confidence Survey od 2003 r. co 6 miesięcy śledzi zmieniające się nastroje inwestorów w Europie Środkowej. Obecna edycja skupia się na ich oczekiwaniach obejmujących okres od czerwca 2022 do grudnia 2022 r. PE Confidence Index obliczany jest na podstawie odpowiedzi otrzymanych od specjalistów PE skupionych na Europie Środkowej. Zadane im pytania dotyczą: sytuacji gospodarczej, dostępności długu, koncentracji inwestorów, wielkości transakcji, aktywności rynkowej, zwrotu z inwestycji, działań inwestorów. Okresowe średnie wskazań pozytywnych są porównywane z wiosną 2003 r. W ten sposób obliczany jest Indeks zaufania PE dla tego regionu. Ankieta zawiera również pytania dotyczące wpływu wojny w Ukrainie na branżę PE, a także agendy zrównoważonego rozwoju i ESG oraz technologii.

Po wakacje kredytowe sięgnęły w większości osoby, które nie mają opóźnień w spłacie rat kredytu hipotecznego

Na dzień 30 sierpnia 2022 r. sektor bankowy zaraportował do bazy BIK 876 tys. rachunków objętych wakacjami kredytowymi o wartości 228 mld zł. Zawieszenie spłaty rat dotyczy 44,5% spośród 1,97 mln złotowych kredytów mieszkaniowych i stanowi 58% ich wartości do spłaty. Co ciekawe, przeciętnie korzystający z wakacji mają bardzo wysoki scoring BIK na poziomie 83,4 punktów na 100.

Fakt korzystania z zawieszenia spłaty rat jest odnotowywany w bazie BIK podobnie, jak inne zdarzenia dotyczące naszych zobowiązań finansowych, które przekazują banki. Adnotacja o objęciu danego kredytu mieszkaniowego wakacjami kredytowymi będzie widoczna w Raporcie BIK, przy informacjach o tym kredycie. W momencie powrotu do spłaty rat i zakończenia wakacji kredytowych, taka informacja również zostanie odnotowania w Raporcie BIK. Informacja będzie neutralna i nie będzie miała wpływu na ocenę punktową BIK.

Dlaczego wakacje kredytowe cieszą się popularnością?

Skala zaraportowanych w BIK „wakacji od kredytu” potwierdza nie tylko sprawność operacyjną sektora bankowego, ale także to, że kredytobiorcy poważnie traktują spłatę kredytu mieszkaniowego.

Kredyt na mieszkanie traktowany jest priorytetowo, jest on spłacany w pierwszej kolejności przed innymi zobowiązaniami. Żaden kredytobiorca nie chce mieć tu opóźnień. Potwierdza to badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane w lipcu 2022 r.

Blisko połowa (47%) badanych przyznała, że w sytuacji problemów finansowych, najpierw opóźniłaby spłatę innych posiadanych kredytów, a dopiero w ostateczności spłatę raty kredytu mieszkaniowego.

– Jakość całego portfela kredytów gospodarstw domowych, pomimo niestabilnej sytuacji ekonomiczno – gospodarczej, utrzymuje się nadal na dobrym, bezpiecznym poziomie. Potwierdza to analiza poziomu wskaźnika NPL, czyli udziału wartości kredytów opóźnionych powyżej 90 dni w stosunku do wartości wszystkich czynnych kredytów. Otóż wskaźnik NPL na koniec sierpnia br. dla wszystkich czynnych kredytów wyniósł 5,1 proc., a dla kredytów mieszkaniowych NPL był na poziomie 2,9 proc. Czynnikiem, który  zapewne ograniczy wzrost liczby kredytów mieszkaniowych opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni będą moratoria kredytowe zwane potocznie wakacjami kredytowymi. Jakość kredytów mieszkaniowych zostanie więc zahibernowana do końca 2023 r. Wyzwaniem będzie rok 2024, szczególnie gdy stopy procentowe istotnie nie spadną a sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Na 30 sierpnia 2022 r. banki zaraportowały do BIK skorzystanie z wakacji kredytowych przez 1,5 mln osób, czyli 44% spośród 3,4 mln uprawnionych. Są to osoby, które z pewnością znają wartość i znaczenie dobrej historii oraz wiarygodności kredytowej.

Okazuje się bowiem, że z tego „przywileju” znacznie chętniej skorzystali kredytobiorcy o wysokiej wiarygodności kredytowej, posiadający w skali punktowej BIK (od 1-100) średni score wynoszący 83,4 punkty.

Zaledwie 0,1% wartości kredytów, dla których klienci wzięli wakacje kredytowe, ma opóźnienia w spłacie powyżej 90 dni, podczas gdy na pozostałych złotowych kredytach mieszkaniowych wskaźnik ten wynosi 5,5%.

Jak wynika z danych BIK, z wakacji kredytowych w największym stopniu skorzystały osoby, którym raty kredytów mieszkaniowych wzrosły najbardziej. Doskwiera to zwłaszcza osobom, które zaciągały mieszkaniowe kredyty złotowe w ciągu ostatnich czterech lat.

Dla kredytów zaciągniętych w latach 2018 – 2019 udział wakacji kredytowych to 52,5%, a dla kredytów z lat 2021 – 2022 to 53,7%. W przeciwieństwie do kredytów z lat 2008 – 2010, gdzie widać zainteresowanie „wakacjami” na poziomie 10%.

Źródło: Badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane przez Quality Watch, na grupie 18+, N-1059, 18 lipca 2022 r.

Wyniki finansowe Unidevelopment SA za I-II kw. 2022 r.

W I pół. br. spółka dyskontowała w wynikach finansowych sprzedaż mieszkań z 2021 r., co przełożyło się na skokowy wzrost przychodów i osiągnięte dwucyfrowe marże. Pomimo słabszej koniunktury w branży – widzimy obecnie zainteresowanie naszą ofertą i realizujemy projekty zgodnie z planami, podsumowuje Zbigniew Gościcki, Prezes Unidevelopment SA. Wyniki finansowe Unidevelopment pokazują, że spółka jest dobrze przygotowana na bieżącą sytuację w branży. Obecna wielkość i struktura oferty jest dostosowana do realiów rynku, a posiadany bank ziemi pozwala na dalszy organiczny rozwój w kolejnych latach, dodaje Prezes Gościcki.

w mln zł – wyniki skonsolidowane I-II KW. 2021 r. I-II KW. 2022 r.
Przychody ze sprzedaży 57,5 190,1
EBIT 4,3 48,6
Marża EBIT 7,4% 25,5%
EBITDA 4,8 50,1
Marża EBITDA 8,4% 26,4%
Zysk netto 8,5 40,0
Gotówka na koniec okresu 91,5 85,5

   

WYNIKI FINANSOWE ZGODNIE Z ZAŁOŻENIAMI – POCHODNA ATRAKCYJNYCH PROJEKTÓW I DOBREJ SPRZEDAŻY

Po rekordowych wynikach w I kw. br., w II kw. 2022 r. spółka zamknęła I pół. 230,8% wzrostem rdr, co dało 190,1 mln zł przychodów. W omawianym okresie Grupa Unidevelopment realizowała kolejne projekty w Warszawie, Poznaniu, Trójmieście i Radomiu. Całkowita liczba wydanych lokali mieszkalnych wyniosła 336 tj. 37,7% wzrostu rdr.

Marża brutto na sprzedaży w omawianym okresie wyniosła 33,5% wobec 15,5% w analogicznym okresie 2021 r. EBITDA grupy wyniosła 50,1 mln zł wobec 4,8 mln zł w 2021 r. Skonsolidowany EBIT rdr wzrósł ponad dziesięciokrotnie i osiągnął poziom 48,6 mln zł. Marża EBIT wyniosła 25,5%, tj. wzrost o 18,1 pkt. proc. rdr. Zysk netto Grupy wzrósł do 40,0 mln zł, tj. 371,1% wzrostu rdr. Koszty Grupy w omawianym okresie pozostały pod kontrolą, co także wpłynęło na wzrost rentowności.

Dzięki współpracy w Grupie UNIBEP, w omawianym okresie wszystkie projekty były realizowane zgodnie z harmonogramem, przy utrzymaniu zakładanej rentowności, pomimo istotnego wzrostu cen materiałów budowlanych. W celu utrzymania efektu synergii w grupie, spółka zakłada dalsze utrzymanie ścisłej kontroli kosztowej oraz gotówkowej firmy i realizowanych projektów. Na koniec I pół. br. grupa dysponowała gotówką w wysokości 85,5 mln zł.

RYNEK DLA DOJRZAŁYCH – WIELKOŚĆ I STRUKTURA BIEŻĄCEJ OFERTY DOSTOSOWANA DO KONIUNKTURY W BRANŻY

Spółka obserwuje zainteresowanie ofertą swoich mieszkań, pomimo barier finansowych związanych z inflacją i rosnącym kosztem kredytu dla klienta. Sprzedaż deweloperska w I pół. br. wyniosła 208 mieszkań, tj. spadek 63,3% rdr. Jest to pochodna, między innymi, harmonogramu realizowanych inwestycji i dostępnej oferty.

W omawianym okresie spółka planowo rozpoczęła sprzedaż kolejnych inwestycji, w tym
w Warszawie – Pauza Ochota, Sadyba Spot; w Gdańsku – Kusocińskiego; w Radomiu – Idea Venus i Idea Ogrody oraz III etapu Fama Jeżyce w Poznaniu, co przekłada się na portfel 829 mieszkań. W ocenie Zarządu obecna oferta sprzedażowa jest dostosowywana do bieżącej sytuacji w branży i potencjalnego dalszego osłabienia koniunktury na rynku.

W banku ziemi Unidevelopment ma obecnie około 5200 mieszkań i lokali usługowych. W I pół. br. spółka powiększyła bazę gruntów o dwie atrakcyjne lokalizacje na wymagającym rynku warszawskim, tj. inwestycje na Pradze Południe i Białołęce. W ocenie Zarządu bieżący portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój spółki w kolejnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów. Zarząd nie wyklucza stabilizacji cen na rynku w kolejnych okresach. Wraz z urealnieniem wartości transakcyjnych gruntów spółka bierze pod uwagę możliwość dalszych działań mających na celu zabezpieczanie nowych lokalizacji pod inwestycje. Bieżąca sytuacja gotówkowa i dostęp do finansowania umożliwiają takie działania.

Studia MBA – dlaczego warto się na nie zdecydować?

Programy Master of Business Administration (MBA) to najbardziej prestiżowa forma kształcenia menedżerów na świecie. Ich głównym celem jest przygotowanie liderów biznesu do rozwijania swoich przedsiębiorstw w zgodzie z założeniami koncepcji ESG oraz nakazami etycznymi. Programy nauczania są stale aktualizowane, uwzględniają nowe rynkowe trendy oraz wszelkie zmiany geopolityczne.

Programy MBA – gwarancja wszechstronnego rozwoju

Studia MBA zapewniają rzetelną i aktualną wiedzę z zakresu procesów ekonomicznych i biznesowych. Programy MBA są odpowiedzią na rzeczywiste potrzeby ludzi biznesu – uczą m.in. jak wprowadzać innowacje, zarządzać zmianą oraz zespołem. Studia MBA są szansą na uzupełnienie i uporządkowanie swojej wiedzy, dzięki nim liderzy potrafią stworzyć najlepsze rozwiązania biznesowe dla swojej organizacji. Zdobyte w czasie edukacji menedżerskiej kompetencje, mają charakter uniwersalny, czyli odnoszą się do globalnych trendów gospodarczych, dają doskonałą orientację w międzynarodowym otoczeniu biznesowym.

Na rynku pracy coraz większą uwagę przywiązuje się do kompetencji miękkich. Zdolności komunikacyjne, umiejętność prowadzenia negocjacji biznesowych oraz rozwiązywania konfliktów, to jedne z najbardziej pożądanych cech skutecznego menedżera. Studia MBA poświęcają wiele miejsca na kształtowanie kompetencji społecznych oraz rozwój osobisty. W czasie edukacji wykorzystywane są metody nauczania oparte na współpracy (m.in. case studies, praca zespołowa i grupowa nad projektem, dyskusje, debaty) oraz szkolenia prowadzone przez doświadczonych trenerów.

studia MBA

Studia MBA – droga do międzynarodowej kariery

Studentami programów MBA są menedżerowie wyższego lub średniego szczebla z wieloletnim doświadczeniem na stanowisku liderskim. Są to osoby pracujące w różnych branżach oraz wywodzące się z różnorodnych kultur. Jest to istotny aspekt studiów MBA, ponieważ uczy efektywnego funkcjonowania w wielokulturowym środowisku, które charakteryzuje także wiele nowoczesnych, międzynarodowych organizacji. Studia MBA to również okazja do nawiązania trwałych sieci kontaktów biznesowych, będących dużym wsparciem w trudnych sytuacjach zawodowych.

Prestiżowe programy MBA mają międzynarodowy charakter także ze względu na wykładowców – są to czołowi naukowcy polskich i zagranicznych uczelni oraz praktycy biznesu, którzy umiejętnie dzielą się swoimi doświadczeniami zawodowymi. Wysokiej jakości studia MBA oferują większość zajęć (lub nawet 100%) w języku angielskim.

Jak wybrać najlepszy program MBA dla siebie?

Studia MBA to najczęściej dwuletnie programy nauczania dające kompleksowe wykształcenie menedżerskie. Niektóre szkoły biznesu przygotowują także indywidualne, roczne programy dedykowane konkretnym firmom. W Polsce istnieje około 50 szkół biznesu, których poziom nauczania jest bardzo nierówny. Jak wybrać wysokiej jakości studia MBA? Warto zwrócić uwagę na przyznawane dla konkretnego programu MBA akredytacje oraz nagrody. Dobrze jest także sprawdzić opinie absolwentów danej szkoły oraz kadrę dydaktyczną (czy szkoła współpracuje z zagranicznymi partnerami).

Szkoły biznesowe utworzone przy renomowanych uczelniach zwykle charakteryzują się solidnymi i przemyślanymi programami nauczania. Jeżeli interesują Cię studia MBA w Krakowie, to warto zwrócić uwagę na Krakowską Szkołę Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego (KSB UEK). Jest to jedna z najstarszych szkół biznesu w Polsce, której wykładowcami są wybitni naukowcy oraz eksperci w prowadzeniu działalności gospodarczej. Programy MBA są skierowane tylko do najbardziej kompetentnych menedżerów (ich umiejętności i wiedza są weryfikowane podczas wstępnego egzaminu, rozmowy kwalifikacyjnej, czasem są też wymagane listy rekomendujące kandydata). KSB UEK tworzy aktywną platformę wymiany myśli i rozwiązań biznesowych, jednocząc ludzi biznesu podczas corocznego Międzynarodowego Kongresu MBA.

Czym jest system MES i jak można go wykorzystać?

W nowoczesnej firmie wykorzystuje się szereg systemów, które usprawniają jej funkcjonowanie. W przypadku firm produkcyjnych poza ERP czy programem księgowym, wykorzystuje się również system MES. Warto nieco bliżej przyjrzeć się tego typu programowi, jego specyfice, funkcjom i korzyściom z wykorzystania go w przedsiębiorstwie.

Co to jest system MES?

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, czym jest rzeczony system MES. Otóż rozwinięcie tego skrótu to – Manufacturing Execution System. Mowa zatem o systemie do zarządzania produkcją. Czasami mówi się też o systemie wykonawczym produkcji, ponieważ tak brzmi bezpośrednie tłumaczenie rozwinięcia angielskiego skrótu. Niemniej kwestia nazewnictwa nie jest z pewnością najistotniejsza. O wiele ważniejsza jest funkcjonalność programu.

Funkcjonalność systemu zarządzania produkcją

System MES to program do zarządzania procesem produkcji oraz w zasadzie wszystkim, co z nim związane. Do systemu wprowadzane są dane dotyczące dostarczonych do fabryki surowców, a także ich wykorzystania na linii produkcyjnej. W systemie odnotowywane są najmniejsze szczegóły, takie jak ilość wykorzystanych substratów oraz liczba odrzutów. Ponadto system monitoruje przebieg produkcji, określając liczbę wyprodukowanych towarów. Również w tym przypadku odnotowuje się odrzuty. Co więcej, system zarządzania produkcją służy też do ewidencji produktów magazynowanych w oczekiwaniu na odbiór. Firmy korzystające z MES stosują system również w celu kontroli nad procesem załadunku towaru.

Powyżej wymieniliśmy część funkcjonalności systemu, jednak w rzeczywistości MES to o wiele więcej możliwości. Nie sposób wymienić tu wszystkich. Należy przy tym zaznaczyć, że poszczególne firmy korzystają zwykle tylko z części rozwiązań, dostarczanych przez system zarządzania produkcją. Każde przedsiębiorstwo jest inne, przez co korzystne są dla nich inne funkcjonalności.

system mes

Dlaczego wdrożenie MES to dobry pomysł?

Zastanawiasz się, czy wdrożenie MES w przypadku Twojej firmy ma sens? Zapewniamy, że tak. Nawet w najmniejszych firmach produkcyjnych MES znacząco usprawnia funkcjonowanie zakładu produkcyjnego. Zapobiega bałaganowi w danych, przez co nie dochodzi do pomyłek lub też jest ich bardzo mało. Jeśli człowiek zajmujący się rozładunkiem, załadunkiem czy też pracujący bezpośrednio przy produkcji popełni błąd, system umożliwi szybkie jego wykrycie. Możliwa jest błyskawiczna interwencja, co skutkuje ograniczaniem strat.

Choć co do przydatności MES nie ma wątpliwości, trzeba zaznaczyć, że pełny potencjał systemu jest możliwy do wykorzystania tylko poprzez integrację z innymi systemami wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie. Podstawą jest integracja z programem ERP, bez którego nie może funkcjonować nowoczesna firma, pragnąca odnieść sukces. Podobnie w każdym przedsiębiorstwie obecny jest system księgowy. Wyjątkiem może być niewielka firma, korzystająca z usług zewnętrznego biura rachunkowego. Jeśli jednak system ERP i program księgowy są wdrożone w danej firmie produkcyjnej, MES powinien zostać z nimi zintegrowany. Wdrożenie systemu MES i jego integrację warto zlecić fachowcom, aby mieć pewność, że programy będą dobrze współpracowały.

Rynek magazynowy po pierwszym półroczu 2022 r. z rekordowymi wynikami

W pierwszym półroczu 2022 roku na rynku magazynowym w Polsce aktywność deweloperów i najemców utrzymywała się na wysokim poziomie. Do końca czerwca ukończono inwestycje o łącznej powierzchni ok. 2,42 mln mkw., natomiast popyt brutto wyniósł niemal 3,9 mln mkw. – to dwa najwyższe wyniki w swoich kategoriach w historii polskiego rynku. W obliczu wojny w Ukrainie pojawił się również nowy trend – tzw. „friendshoring”.

Od nearshoringu do friendshoringu

Podczas pandemii COVID-19 na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych pojawiło się zjawisko nearshoringu – spodziewano się przenoszenia produkcji z Azji do Europy i lokowania magazynów na naszym kontynencie. W obliczu wojny w Ukrainie to zjawisko przekształciło się w tzw. „friendshoring”, czyli tworzenie wzajemnie powiązanych sieci dostawców w obrębie współpracujących politycznie i militarnie państw.

– Przewiduje się, że firmy działające na obszarach objętych wojną lub sankcjami gospodarczymi będą przenosić swoją działalność do krajów, w których jest bezpieczniej, a takim krajem jest właśnie Polska. Na razie ten trend nie jest zjawiskiem masowym – dotyczy pojedynczych przypadków. Można się jednak spodziewać, że w  obecnej sytuacji geopolitycznej będzie się stawał coraz bardziej popularny – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Rekordziści na rynku podaży

Dominującymi pod względem podaży rynkami magazynowymi w Polsce pozostały niezmiennie województwa mazowieckie (5,4 mln mkw.), śląskie (4,6 mln mkw.) oraz łódzkie (3,8 mln mkw.). Natomiast biorąc pod uwagę województwa z najwyższą nową podażą, w czołowej trójce uplasowały się: dolnośląskie, łódzkie oraz wielkopolskie, gdzie odnotowano wzrost odpowiednio o 448,7 tys. mkw., 353,1 tys. mkw. oraz 351,5 tys. mkw. Obecnie do największych obiektów w budowie należą: CTPark Iłowa (150,9 tys. mkw.), Panattoni BTS Zalando Bydgoszcz (146 tys. mkw.), Exeter Park Świebodzin (123,9 tys. mkw.), Hillwood Łowicz Południe (108,6 tys. mkw.) oraz GLP Wrocław V Logistics Centre (89,6 tys. mkw.).

Popyt nieustannie wysoki

Obiekty magazynowe w Polsce wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem wśród najemców. W pierwszej połowie 2022 roku zostało wynajętych niemal 3,9 mln mkw. powierzchni, co oznacza wzrost w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Województwami, w których w omawianym okresie wynajęto najwięcej powierzchni, były: śląskie (759,3 tys. mkw.), mazowieckie (740 tys. mkw.) oraz łódzkie (469,9 tys. mkw.). Największy wzrost popytu odnotowano w województwie lubuskim (400,3 tys. mkw.), gdzie w I połowie 2022 r. wynajęto więcej powierzchni niż w całym 2021 r.

– Na tak dobre wyniki wpływa kilka czynników, m.in. centralne położenie Polski w Europie i rozwijająca się infrastruktura transportowa. Zainteresowani nieruchomościami przemysłowo-logistycznymi wciąż pozostają najemcy z sektora e-commerce, których aktywność znacznie wzrosła w czasie pandemii COVID-19 – mówi Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Pod względem sektorów działalności najemców liderami były branże 3PL (46 proc.), produkcja (15 proc.) oraz handel detaliczny (12 proc.).

Pustostanów coraz mniej

W I połowie 2022 r. wskaźnik pustostanów osiągnął jeden z najniższych w historii rynku wyników (3,2 proc.), co oznacza spadek o 2,4 punktu proc. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w województwach: zachodniopomorskim (8,2 proc.), opolskim (6,1 proc.) oraz lubelskim (5,1 proc.). Województwo świętokrzyskie wykazało największe zmiany pod względem dostępności powierzchni. Współczynnik powierzchni niewynajętej spadł o 16,6 punktu proc. i na koniec czerwca 2022 roku wynosił 0,6 proc. Natomiast województwa podkarpackie, warmińsko-mazurskie oraz podlaskie wykazują brak dostępnych powierzchni na koniec pierwszego półrocza.

Prognozy „na przyszłość”

Mimo że wojna w Ukrainie spowodowała zmiany na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych, eksperci Colliers spodziewają się jego dalszego dynamicznego rozwoju.

– Dynamika rozwoju rynku przemysłowo-logistycznego jest w dużym stopniu zależna od cen materiałów budowlanych oraz od cen paliw. Ważnym surowcem przy budowie obiektów magazynowych i produkcyjnych jest stal. Jak pokazują dane Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, pod koniec lipca 2022 r. obserwujemy spadki jej cen w stosunku do początku br. Obecnie kształtują się one na poziomie podobnym do cen zarejestrowanych przed wojną w Ukrainie – wyjaśnia Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers. – Z kolei na rynku inwestycyjnym zauważamy odwrócenie się trendu stóp kapitałowych nieruchomości przemysłowych i logistycznych ze spadkowego na wzrostowy. Pomimo widocznych zmian na rynku, znajduje się on wciąż w bardzo dobrej kondycji i dynamicznie się rozwija – dodaje.

Jesienią czeka nas turbodoładowanie inflacji wzrostem cen energii, gazu i ciepła

– Najnowszy odczyt inflacji zaskoczył nawet największych pesymistów – mówi prof. Aneta Zelek, ekonomistka z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. Trudno nie odnieść wrażenia, że przedsiębiorcy spodziewali się, że inflacja zacznie się stabilizować na poziomie ok. 15%, a potem zacznie spadać. Niestety ostatnie wskaźniki biją kolejne rekordy. – Przedsiębiorcy szykują się na trudny sezon jesienny. Przed nami czas podwyżek cen prądu, gazu, surowców. Wzrost inflacji będzie niestety odczuwalny dla wszystkich, w tym dla konsumentów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – Nie obserwujemy na Pomorzu Zachodnim póki co gospodarczej stagnacji, ale obserwujemy rosnący niepokój przedsiębiorców. Wiele firm nawet w czasie pandemii nie wprowadzała tak daleko idących planów oszczędnościowych jak teraz – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy drżą o ceny mediów jesienią. „Jeżeli wzrosty ogrzewania, prądu i gazu wzrosną o kilkaset procent to inflacji już nic nie zatrzyma”

16,1% inflacji, czyli wzrost względem lipca 2022 to rozczarowanie dla ekonomistów oraz dla przedsiębiorców. Taki wzrost w przede dniu rozpoczęcia sezonu jesiennego jest zwiastunem dalszego wzrostu kosztów działania dla przedsiębiorców.

– Rośnie niepokój i rośnie frustracja wśród przedsiębiorców. W wielu sektorach gospodarki przedsiębiorcy postawieni są pod ścianą i muszą decydować jak jeszcze obniżać koszty, by nie obniżać jakości usług i produktów, a jednocześnie unikać wzrostu cen. W wielu przypadkach jest to niemożliwe.  Galopada inflacji jest zatrzymywana w sposób nieskuteczny, czego dowodem jest kolejny miesiąc wzrostów mimo zapowiadanej stabilizacji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Jesień szykuje się jako trudny czas. Przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim drastycznych wzrostów cen prądu i ogrzewania. – Przedsiębiorcy drżą gdy otwierają koperty z rachunkami za prąd i za ogrzewanie czy za gaz. Ceny mediów będą najważniejszym, gospodarczym tematem jesieni. Jeżeli wzrosty będą wynosić kilkaset procent, a takie są obawy, to inflacji już nic nie zatrzyma – mówi Hanna Mojsiuk.

Prof. Aneta Zelek: ziszcza się scenariusz stagflacyjny

Sierpniowy wstępny odczyt inflacji wg GUS zaskoczył nawet największych pesymistów, a optymistów, którzy ogłaszali już koniec wzrostu dynamiki cen sprowadził na ziemię.

– Nadal dynamicznie drożeją żywność i energia, a te ostatnie – jak wiadomo – są wyjątkowo inflacjogenne. Choć dla portfela Kowalskiego podstawowe znaczenie mają wzrosty cen w poszczególnych grupach dóbr i usług, to dla oceny makroekonomicznej ważniejszy jest odczyt tzw. inflacji bazowej, a ona rośnie najszybciej. Wszystko wskazuje na to, że na wyhamowanie inflacji przyjdzie nam jeszcze poczekać. Przed nami turbodoładowanie związane z cenami nośników energii. Nikt nie ukrywa, że podwyżki taryf na energię elektryczną, gaz i ciepło sieciowe mają nam dokuczyć w I kwartale 2023 i najprawdopodobniej podbiją wyniki pomiaru CPI. Oznacza to, że na początku roku możemy zobaczyć kolejny, tzw. wtórny szczyt inflacji przewyższający nawet aktualne odczyty – prognozuje prof. Aneta Zelek w analizie przygotowanej dla Północnej Izby Gospodarczej.

– Inflacja wymknęła się już dawno spod kontroli. Jej wyhamowanie nie będzie łatwe. Ziszcza się czarny scenariusz stagflacyjny. W najbliższej perspektywie grozi nam dalszy wzrost cen w warunkach spowolnionego wzrostu gospodarczego. Dane za II kwartał 2022 już potwierdzają recesję techniczną. To bardzo złe wieści, wszak stagflacja jest jeszcze trudniejsza do wyleczenia niż czysta inflacja – dodaje prof. Zelek.

Allianz Trade: sektor publiczny nie poradzi sobie sam z inwestycjami w zieloną infrastrukturę

Zwiększenie inwestycji w infrastrukturę przyjazną dla klimatu ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego w miarę przechodzenia do niskoemisyjnej przyszłości.

Infrastruktura odpowiada obecnie średnio za ponad dwie trzecie światowych emisji gazów cieplarnianych, dlatego też tak ważne jest aby projekty infrastrukturalne były dobrze zaplanowane, z większym naciskiem na zmiany klimatu i program zrównoważonego rozwoju.

Ponadto, na przykład według dokonanej przez Allianz Trade oceny pakietu inwestycyjnego niemieckiego rządu – tzw. wielkanocnego („Osterpaket”), planowane inwestycje naszych zachodnich sąsiadów w infrastrukturę przyjazną dla klimatu mimo iż ambitne, to nadal są niewystarczające, aby spełnić niemieckie deklaracje w zakresie przeciwdziałania zmianie klimatu. (w załączonym, pełnym opracowaniu Działu Analiz Allianz jako referencyjny cel klimatyczny przyjęto 1,5°C). Konieczna jest więc partycypacja sektora prywatnego w planowaniu i wprowadzaniu „zielonej rewolucji”, nawet w krajach o największych zasobach środków publicznych, jak kraje Europy Zachodniej.

W 2017 roku Global Infrastructure Hub (GIH) oszacował ilościowo lukę inwestycyjną (zielonych inwestycji) na 15bln USD do 2040 roku (przy czym obecne szacunki określają ją na poziomie nawet 40 bln USD tylko do 2030 roku). Więcej – w pełnej wersji raportu, poniżej streszczenie jego tez.

STRESZCZENIE

  • Wojna w Ukrainie uświadamia nam, że aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i żywnościowe w miarę realizacji planów dotyczących niskiej emisji dwutlenku węgla w przyszłości, konieczna jest intensyfikacja inwestycji w infrastrukturę przyjazną dla klimatu. W opinii Allianz Trade dobrze zaplanowane projekty zielonej infrastruktury nie tylko przyczyniają się do zwiększenia potencjalnego wzrostu produkcji i wzmocnienia odporności, ale mogą również pomóc w zmniejszeniu śladu węglowego, który towarzyszy postępowi gospodarczemu.
  • Jednak obecne plany inwestycji publicznych samodzielnie nie będą wystarczającym środkiem zapewniającym strategiczną zmianę równowagi w kierunku infrastruktury przyjaznej dla klimatu. Pozostają poważne luki inwestycyjne, zwłaszcza w zakresie energii i sieci elektrycznej (w Europie od 1,6% i 1,3% PKB rocznie odpowiednio w Hiszpanii i Francji do 0,6% i 0,4% we Włoszech i Niemczech), w przypadku których potrzeby inwestycyjne są największe. Inwestycje publiczne mogą jednak stać się katalizatorem dla zwiększenia udziału prywatnego, zwłaszcza w zakresie zielonej infrastruktury. Allianz Trade szacuje, że na jeden punkt procentowy wzrostu inwestycji publicznych, inwestycje prywatne wzrastają o 0,51 punktu procentowego. Ekologiczny „mnożnik” jest jeszcze większy.
  • Większy udział sektora prywatnego w planowaniu, budowie i eksploatacji infrastruktury może pomóc złagodzić ograniczenia sektora publicznego w zakresie finansowania zielonej transformacji – wynika z analiz Allianz Trade. Kluczowe znaczenie dla mobilizacji kapitału prywatnego będą miały w szczególności towarzystwa ubezpieczeń na życie i fundusze emerytalne. Inwestycje w infrastrukturę mogą przynosić przewidywalne zyski i stabilne przepływy pieniężne, stanowiące naturalny sposób kompensaty zobowiązań długoterminowych.
  • Mobilizacja długoterminowego finansowania będzie wymagała stworzenia sprzyjającego otoczenia legislacyjnego dla inwestycji w zieloną infrastrukturę. Z ustaleń Allianz Trade, opartych na obszernym zbiorze danych dotyczących kredytów na realizację projektów, wynika że istnieje wystarczający zakres możliwości stosowania niższych opłat za kapitał dla inwestycji w infrastrukturę, które mają korzystniejszy profil ryzyka niż zadłużenie korporacyjne. W szczególności zaś wydaje się, że brak płatności występuje w przypadku „zielonych projektów” w perspektywie 10 lat w o połowę mniejszej liczbie przypadków niż w odniesieniu do „brązowych projektów”, przy czym różnica ta jest bardziej widoczna na rynkach wschodzących niż w gospodarkach rozwiniętych. Opłaty za kapitał, które uwzględniają malejące z czasem ryzyko obniżenia ratingu długu infrastrukturalnego, mogłyby w warunkach zacieśniania polityki pieniężnej potencjalnie uwolnić kosztowny kapitał; pomogłoby to zmobilizować środki na finansowanie infrastruktury – a tym samym promować zieloną transformację.

Najnowsze dane makroekonomiczne z Polski pozwalają na lekki optymizm, ale globalna recesja czeka za rogiem

Najwyższa od 25 lat inflacja pozostaje jednym z głównych zmartwień Polaków. Czerwiec i lipiec okazały się wyjątkowo ciężkie, a w nadchodzących miesiącach trudno oczekiwać stabilizacji. Nad polską gospodarką wciąż krąży wiele czarnych chmur, m.in. trwająca w Ukrainie wojna i globalne spowolnienie ekonomiczne.

Wzrost inflacji o 0,1 punktu procentowego z czerwca na lipiec, po poprzedniej zmianie o 1,6 punktu proc., wywołał u analityków lekki optymizm. Ponadto wskaźniki dla polskiej gospodarki za II kwartał 2022 r. okazały się nieco lepsze niż początkowo zakładano, co nawet skłoniło instytucje do korekty prognoz wzrostu PKB. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, zajmujący się w ramach ONZ kwestiami stabilizacji ekonomicznej na świecie, ogłosił w lipcu br., że zrewidował swoje przewidywania wzrostu PKB w Polsce do 4,5% z 3,7%. Także Komisja Europejska zdecydowała się na ten krok, podnosząc swoją prognozę do 5,2% z 3,7%.

Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group podkreślają jednak, że wzrosty PKB należy analizować w dłuższej perspektywie, a ta nie pozostawia złudzeń co do kondycji polskiej gospodarki. Opublikowane przez GUS dane dotyczące PKB za II kwartał 2022 r. pokazują, że wskaźnik ten wyniósł -2,1% kw/kw, obniżając się z 2,4% kw/kw w pierwszych trzech miesiącach 2022 r. Przekłada się to na roczną dynamikę na poziomie 5,5% r/r, wyhamowując z poziomu 8,5% r/r w poprzednim kwartale. Co więcej, jest to pierwsze spowolnienie od III kwartału 2021 r., ale w najbliższym czasie trudno będzie oczekiwać poprawy sytuacji. Zarówno Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i Komisja Europejska przewidują w 2023 r. spowolnienie wzrostu PKB. MFW obniżył swoją prognozę do 2,0% z 2,9%, a Komisja Europejska do 1,5% z 3,0%.

– Spadek PKB kwartał do kwartału nie jest sam w sobie zjawiskiem rzadko spotykanym ani szczególnie niepokojącym. Świadczy jednak o spowolnieniu gospodarki, co jest spójne z obserwacjami m.in. wskaźnika dynamiki produkcji przemysłu. Jeśli ten trend, jak spodziewa się wielu analityków, będzie utrzymany w kolejnym kwartale, stanie się to sygnałem, że gospodarka wchodzi w fazę recesji – zaznacza Andrzej Żurawski, analityk z ISI Emerging Markets Group.

Dotkliwy wzrost cen w najbardziej kluczowych obszarach

Analitycy CEIC wskazują, że głównym motorem inflacji w II kwartale 2022 r. były ceny energii, które względem ubiegłego roku wzrosły o 37%. Koszty transportu w Polsce zwiększyły się o 33,4% r/r, natomiast ceny mieszkań, wody, energii elektrycznej, gazu i innych paliw o 24,2% r/r. Podwyżka cen żywności i napojów bezalkoholowych, czyli największej kategorii w tzw. koszyku inflacyjnym, również osiągnęła dwucyfrowy poziom. W czerwcu było to 14,2% r/r – po wzroście o 5 punktów proc. względem 9,2% r/r w marcu br.

Biorąc pod uwagę wskaźnik cen dóbr produkcyjnych (ang. Producer Price Index – PPI), miernik obrazujący, jak zmienia się poziom cen ustalanych przez producentów dóbr, największe wzrosty odnotowały surowce naturalne: w maju o 94% r/r podrożał koks i produkty rafinacji ropy naftowej, a o 48,8% r/r węgiel kamienny, węgiel brunatny oraz torf. Ze względu na pojawiające się wątpliwości dotyczące rządowego dodatku węglowego, m.in. związane z 6-miesięcznym okresem na wprowadzenie przez urzędnika wniosku do systemu, zima w Polsce może okazać się trudna dla wielu osób. Producenci podwyższyli także ceny dostarczenia energii elektrycznej – w maju 2022 r. były one o 40,7% wyższe niż rok wcześniej.

NBP nieskutecznie zaklina rzeczywistość

Inflacja miała spadać, a jednak rośnie. Okazuje się, że danie ludziom wakacji kredytowych, za które mogą pojechać na wakacje, naprawdę powoduje, że mamy więcej pieniędzy na rynku, a ceny rosną.

Inflacja w Polsce ponad 16%

Wbrew myśleniu życzeniowemu naszych decydentów w sierpniu ceny rosły dalej. Wzrost o 16,1%, miesiąc temu było to 15,6%. Nie jest to dramatyczny wzrost. Analitycy spodziewali się jednak spadku o wartość 0,2%. W rezultacie mamy odczyt o 0,7% większy, niż przewidywano. To już spora różnica. Nie może dziwić, że rośnie również WIBOR. Rynki zaczęły bowiem uwzględniać konieczność dalszych wzrostów stóp procentowych. Przekłada się to również na wycenę złotego. Wyższe stopy procentowe to lepsze stopy zwrotu z instrumentów o niskim ryzyku opartych o stopę procentową. W rezultacie inwestorzy zainteresowali się bardziej złotym. W tle tych danych pojawił się lepszy od oczekiwań odczyt PKB z Polski, który również pomaga złotemu.

Słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy wynik raportu ADP w USA. Pod tym tytułem kryje się dokument prezentujący zmiany zatrudnienia. Najczęściej sprowadza się go do jednej liczby i nie jest ona optymistyczna. Pokazuje on zmianę zatrudnienia. Wynik 132 tysiące może wydawać się dobry. Problem w tym, że analitycy oczekiwali imponującej wartości 290 tysięcy. To różnica na poziomie niemal 0,1% łącznej liczby pracujących w USA. To właśnie dlatego wczoraj dolar osłabił się względem euro. Nie można jeszcze mówić, że rynek pracy w USA ma problem. Jesteśmy zdecydowanie daleko od takiej obserwacji. Należy jednak stwierdzić, że mamy do czynienia z sytuację, gdzie warto przestać patrzeć na niego przez różowe okulary.

Wraca strach przed recesją

Powiedzenie, że na rynku ropy mamy rollercoaster chyba najlepiej opisuje bieżącą sytuację. Cena baryłki ropy naftowej z tygodnia na tydzień skacze po niemal 10 dolarów w górę lub w dół. Obecnie jesteśmy w trakcie ruchu w dół. Na rynek znów wrócił strach przed recesją. A skoro inwestorzy boją się recesji to i obniżają spodziewane zapotrzebowanie na ropę. W rezultacie przy stałym wydobyciu mamy do czynienia z potencjalną nadwyżką, która powoduje obniżki cen. W tle mamy jeszcze pęknięcie bańki spekulacyjnej na cenach energii elektrycznej w Niemczech.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 -USA – Raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Vivid Games sprzedało technologię Bidlogic

Zarząd Vivid Games poinformował, o zawarciu przez Spółkę umowy zbycia technologii Bidlogic. Kupującym jest wrocławska firma Publishers Revenue Optimization sp. z o.o., działająca pod marką optAd360, która specjalizuje się w monetyzacji reklamowej serwisów internetowych i aplikacji mobilnych. We wrześniu na rachunek bankowy Spółki trafi 3,53 mln zł netto z pierwszej transzy. Zarząd Spółki rozważy przeznaczenie środków pozyskanych z transakcji, na przedterminową spłatę wszystkich pozostałych rat obligacji.

Proces due dilligence poprzedzający zawarcie umowy trwał od czerwca. Ostateczna, łączna kwota transakcji to 9 mln zł, przy czym po rozliczeniach z pomysłodawcą Bidlogic, w Spółce zostanie 4,55 mln zł.

Transakcja wzmocni pozycję Spółki i zapewni jej większą stabilność finansową. Po odliczeniu kosztów poniesionych inwestycji, przyniesie Spółce zysk netto na poziomie około 4,2 mln zł, zaksięgowany na dzień transakcji, co bezpośrednio przełoży się na wynik finansowy za ten rok. Z punktu widzenia cashflow, we wrześniu wpłynie do nas 3,53 mln zł z pierwszej transzy, kolejne zaplanowane są na styczeń 2023 i styczeń 2024 r.” – podkreśla Jarosław Wojczakowski, CEO Vivid Games.

Środki pozyskane z transakcji powinny pozwolić nam jeszcze w tym roku, przedterminowo spłacić wszystkie pozostałe raty obligacji, a co za tym idzie, zamknąć układ. Po spłacie obligacji, niedawnych odpisach amortyzacyjnych, oraz spodziewanym, znaczącym zysku netto, Spółka wejdzie w 2023 rok z dobrej pozycji umożliwiającej dalszy rozwój“– dodaje Prezes.

75% polskich firm elektryfikuje flotę, aby ograniczyć koszty paliwa. Priorytetem staje się jednak aspekt środowiskowy

Według danych Iron Mountain koszt przejechania jednego kilometra przez samochód elektryczny jest aż o 47% niższy niż w przypadku modelu zasilanego silnikiem spalinowym. Biznes bez wątpienia dostrzega dziś korzyści ekonomiczne związane z elektryfikacją firmowych pojazdów. Nawet 75% polskich przedsiębiorstw decyduje się na wdrożenie alternatywnych napędów, aby ograniczyć wydatki na paliwo[1]. Jednak coraz więcej organizacji dysponujących własnymi pojazdami zdaje sobie sprawę, że elektromobilność pozwala zaadresować również obszar odpowiedzialności środowiskowej. To ona stanie się wkrótce głównym motorem napędowym transformacji transportu.

W ostatnim czasie Parlament Europejski przychylił się do propozycji wystosowanych przez Komisję Europejską, podejmując decyzję o tym, aby od 2035 r. zakazać na terenie wspólnoty sprzedaży nowych samochodów spalinowych. To istotny krok na ścieżce do dekarbonizacji Unii Europejskiej, który z całą pewnością przyczyni się również do rozwoju elektromobilności w krajach członkowskich. Choć przepisy wejdą w życie dopiero za kilkanaście lat, transformacja transportu rozpoczyna się już dziś i obejmuje zarówno użytkowników indywidualnych, jak i przedstawicieli biznesu.

Firmy, które dysponują własnymi pojazdami, coraz częściej uwzględniają w swojej strategii elektryfikację floty. Jednak głównym motywatorem są aktualnie kwestie ekonomiczne, a konkretniej – redukcja kosztów paliwa, którą wskazuje 75% organizacji[2]. Przy czym w mojej opinii, wraz ze wzrostem znaczenia czynników ESG w biznesie, rośnie liczba organizacji sięgających po samochody elektryczne przede wszystkim po to, aby zrealizować zobowiązania klimatyczne i zaadresować główne potrzeby związane proekologiczną działalnością – mówi Marcin Skrzypczak, RM Operations Director w Iron Mountain Polska.

Elektryfikacja floty a odpowiedzialność środowiskowa

Szacuje się, że pojazdy spalinowe generują ok. 200 g CO2 na kilometr[3]. Samochody elektryczne umożliwiają znaczne ograniczenie tych emisji. Co istotne, jest to możliwe również w krajach, w których w miksie energetycznym dominują paliwa kopalne. Choć w Polsce wciąż blisko 70% energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla, pojazdy elektryczne pozwalają w ogólnym rozrachunku zredukować ilość wytwarzanego dwutlenku węgla nawet o 25%. Ponadto gdy są zasilane energią pochodzącą z odnawialnych źródeł energii, emisja wynosi zaledwie 50 g CO2 na kilometr[4].

Wyniki porównujące ilość emisji generowanych przez pojazdy spalinowe i elektryczne udowadniają, że konwersja floty, szczególnie przy odpowiedniej skali, gwarantuje realne korzyści środowiskowe. Dlatego też jako Iron Mountain mamy w tym zakresie konkretne cele, do których realizacji nieustannie dążymy, optymalizując procesy logistyczne. Globalnie nasz firma obsługuje flotę liczącą 5 tys. samochodów. Zobowiązaliśmy się do tego, aby najpóźniej do 2025 r. 10% z nich stanowiły pojazdy elektryczne. Ponadto do 2030 r. 100% naszych samochodów osobowych i 50% dostawczych ma być zasilanych energią elektryczną – dodaje Marcin Skrzypczak.

Mogę potwierdzić, że w Iron Mountain Polska wyprzedamy cele korporacyjne. Nasza flota obejmuje dziś 70 aut, a już w 2023 r. jej 18% będą stanowić samochody w pełni elektryczne, a kolejne 25% – hybrydowe. Konsekwentna elektryfikacja floty wykonującej miesięcznie średnio 160 tys. kilometrów pozwoliła nam w 2020 r. ograniczyć emisje dwutlenku węgla o 4 tony. Dzięki zamówieniu kolejnych 11 samochodów elektrycznych w nadchodzącym roku zwiększymy tę wartość do 18 ton – deklaruje ekspert Iron Mountain.

Rozwój elektromobilności w obliczu głównych wyzwań

Realizacja celów ESG poprzez konwersję floty nie dotyczy wyłącznie logistycznych gigantów. Coraz większe zainteresowanie pojazdami elektrycznymi wykazują również firmy zatrudniające zaledwie kilku pracowników. Nawet 49% takich organizacji deklaruje wdrożenie co najmniej jednej technologii w ramach alternatywnych napędów w perspektywie najbliższych 3 lat. W przypadku ogółu polskich firm odsetek rośnie do 54%[5].

Nie mam wątpliwości, że biznes jest realnie zaangażowany w rozwój elektromobilności. Jednak transformacja transportu w Polsce nie będzie miała racji bytu bez wsparcia samorządowego – zarówno w obszarze programów finansowania elektryków, jak i rozwoju sieci stacji ładowania. Mimo że na koniec lipca 2022 r. w Polsce były dostępne 2293 publiczne stacje ładowania pojazdów elektrycznych, a ich liczba rośnie z miesiąca na miesiąc, infrastruktura wciąż nie jest rozbudowana optymalnie. Jak dotąd niewystarczająca liczba ogólnodostępnych ładowarek jest główną barierą dla blisko połowy polskich przedsiębiorstw, przy czym 41% nie ma stacji nawet we własnej siedzibie[6]. Zmianę warto zacząć od siebie samego, dlatego też poza włączeniem do floty pojazdów elektrycznych, firmy powinny również dołożyć własną cegiełkę do rozwoju krytycznej infrastruktury. Obecnie mamy do dyspozycji 2 własne stacje ładowania pojazdów elektrycznych w dwóch lokalizacjach – w Warszawie i Wrocławiu. Jednak już w przyszłym roku zainstalujemy je przy każdym naszym obiekcie w kraju – podsumowuje Marcin Skrzypczak, RM Operations Director w Iron Mountain Polska.

Konsekwencje wprowadzenia przepisów dotyczących zakazu sprzedaży pojazdów spalinowych dla branży motoryzacyjnej, a także realny wpływ zmian legislacyjnych na rozwój elektromobilności ocenimy dopiero w perspektywie długoterminowej. Z pewnością jednak nowe regulacje w bezpośredni sposób wskazują kierunek, w którym będziemy podążać, a w związku z tym jest to ostatni moment, aby dołączyć do tej inicjatywy. Transformacja floty to w praktyce niezwykle czasochłonny proces, którego nie sposób realizować z dnia na dzień. Połączenie aspektu środowiskowego, chęci realizacji celów ESG, a także optymalizacji kosztowej bieżącej działalności przy rozsądnym wsparciu ze strony rządu już wkrótce wzmocni trend na elektryfikację floty. Eksperci Iron Mountain szacują, że koszt przejechania jednego kilometra samochodem elektrycznym jest nawet o 47% niższy niż w przypadku pojazdu spalinowego. Co ważne, coraz więcej firm ponad korzyści finansowe przedkłada odpowiedzialność środowiskową, która bezwzględnie staje się priorytetem współczesnego biznesu.

[1] Barometr flotowy, Arval Mobility Observatory, 2022

[2] Tamże

[3] Analizy własne Iron Mountain

[4] Analizy własne Iron Mountain

[5] Tamże

[6] Tamże

Cyfrowa Polska: nowe inwestycje, które mają wzmocnić cyberbezpieczeństwo Polski muszą powstawać transparentnie

Reprezentujący polską branżę cyfrową i nowych technologii Związek Cyfrowa Polska uważa, że projektowane przez rząd specjalne przepisy inwestycyjne niezbędne do budowy Krajowego Centrum Przetwarzania Danych wymagają poprawy w obszarze cyberbezpieczeństwa w ujęciu lokalizacji i dywersyfikacji serwerów, a także w zakresie przechowywania informacji oraz stosowania prawa zamówień publicznych.

Projektowane przez polski rząd prawo ma umożliwić sprawną realizację inwestycji, które wzmocnią bezpieczeństwo cyfrowe administracji rządowej. W ramach Krajowego Centrum Przetwarzania Danych (KCPD) planowana jest budowa specjalnych ustandaryzowanych obiektów. Powstanie pierwszych trzech ośrodków zaplanowano na lata 2024 – 2026. Inwestycja traktowana jest jako strategiczna, dlatego konieczna jest – w opinii państwa – specjalna ustawa inwestycyjna. W innym wypadku – budowa w oparciu o standardowe przepisy regulujące inwestycje – znacznie wydłużyłoby ten proces – uważają projektodawcy.

Kosztem inwestycji nie może być transparentność

Związek Cyfrowa Polska skierował w ramach konsultacji społecznych do Janusza Cieszyńskiego, Sekretarza Stanu w KRPM ds. Cyfryzacji swoje stanowisko wobec projektowanych przepisów. – To będą ważne inwestycje, jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszego państwa w obszarze danych. Niemniej, musimy zadbać o to, aby regulacje powstały w zgodzie z obowiązującymi już przepisami i standardami – mówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowa Polska. Jak bowiem zaznacza w Polsce były już prowadzone w normalnym trybie przez prywatne firmy inwestycje związane z budową centrów przetwarzania danych i to o rozmiarach większych niż te, które planuje polski rząd. Ich budowa przebiegła bardzo sprawnie. Np. Google swój projekt osiągnął w dwa lata – w tym czasie przygotował lokalizację, powstały budynki i udostępnił swoje usługi klientom.

Związek Cyfrowa Polska nie zgadza się bowiem, aby inwestycja powstała kosztem transparentności. Projektodawcy proponują bowiem wyłączenie w szerokim zakresie stosowania przepisów Prawa zamówień publicznych, które umożliwią wyłonienie wykonawców inwestycji bez przeprowadzenia przetargów. W opinii Cyfrowej Polski w ten sposób narażona jest bezstronności i niezależność procesu doboru wykonawcy. By tego uniknąć i jednocześnie nie opóźniać procesu inwestycji, organizacja proponuje, by zamówienie na wykonanie obiektów przeprowadzano w jednym z trybów przetargu ograniczonego – w trybie negocjacji z ogłoszeniem lub dialogu konkurencyjnego.

Wzmocnienie cyberbezpieczeństwa planowanych inwestycji

Związek zwraca również uwagę na to, że w projektowanych przepisach nie sprecyzowano zakresu danych, które mają być przechowywane w planowanych centrach danych ani nie określa grup podmiotów, które tam te informacje będą gromadziły.  – W obliczu zagrożeń, które dziś mamy, konieczna jest klasyfikacja danych.  Rząd powinien również zachęcać swoje instytucje, nad którymi ma nadzór i samorządy do dywersyfikowania dostępnych metod przechowywania i przetwarzania danych. To istotne, by zwiększyć bezpieczeństwo tego typu procesów oraz podnieść przy tym dostępność i innowację w administracji – przekonuje Michał Kanownik. W jego opinii korzystanie z usług oferowanych przez przedsiębiorstwa globalne, np. w zakresie usług chmurowych, potencjalnie podwyższa, a nie obniża, poziom cyberbezpieczeństwa administracji państwowej.

„W celu przeciwdziałania zagrożeniom kinetycznym, fizycznym albo szerzej militarnym dla krytycznej infrastruktury informatycznej państwa, należy rozważyć budowę rozwiązań typu e-Ambasada i/lub mobilnych Centrów Przetwarzania Danych, dla których być może konieczna byłaby regulacja ustawowa związana z transferem danych do miejsc bezpiecznych, nawet poza terytorium UE” – proponuje również Cyfrowa Polska w piśmie przesłanym do ministra Janusza Cieszyńskiego.

We wrześniu poznamy rządowe decyzje o budowie elektrowni jądrowej

Polska ma już na stole komplet ofert jądrowych. Rząd może wybierać spośród trzech ofert i w końcu nadrobić zaległość historyczną, budując energetykę jądrową.

Amerykanie zwyczajowo deklarują, że są najlepsi i oferują solidny offset polityczny. Francuzi także wstępnie deklarują zaangażowanie finansowe w polski atom i mogą być pomocni w grach wewnątrz Unii Europejskiej. Koreańczycy z Południa obiecują transfer technologii do Polski i mają doświadczenie udanych projektów poza Europą.

Szkic porozumienia Polska-USA o budowie atomu znany jest już w Warszawie. Ten dokument to więcej niż studium wykonalności, bo na 3 tys. stron spisuje w jaki sposób projekt zostanie zrealizowany na miejscu, jaki jest łańcuch dostaw, ilu ludzi potrzeba do projektowania i operowania projektu. Zawiera rozważania na temat kosztów i finansowania, ale poszczególne elementy w tej sprawie zostaną na dniach przedstawione przez rząd amerykański.

Model finansowania oraz udział w akcjach operatora Polskie Elektrownie Jądrowe ma zależeć od decyzji rządu polskiego. Prawdopodobnie rząd amerykański będzie odgrywał znaczną rolę w finansowaniu atomu w Polsce. To z tego względu oferta rządu będzie przedmiotem decyzji polskiego rządu. Nie będzie przetargu, decyzja miałaby zostać przedstawiona w drodze uchwały rządowej.

– Najważniejszy komponent oferty amerykańskiej to model finansowania, który może uwzględnić amerykański Eximbank. Polskie Elektrownie Jądrowe zaoferują 49 % akcji partnerowi zagranicznemu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – To może być rola dla amerykańskiego Eximbanku, który angażował się akcjami w projekty w Brazylii czy na Ukrainie.

Ewentualny wybór Amerykanów nie kończy negocjacji. Wtedy rozpoczną się rozmowy o warunkach przygotowania inwestycji, które poprzedzą rozpoczęcie prac.

Okres ten należy maksymalnie skrócić ze względu na „agresywny” termin budowy pierwszego bloku w 2033 roku.

– Najważniejsze będzie jednak podjęcie decyzji, a stać się to powinno we wrześniu – dodaje W.Jakóbik. – Oby wreszcie trzydzieści lat debaty o polskim atomie zakończyło się konkretnym rozstrzygnięciem.

Dlaczego polscy inwestorzy powinni obawiać się złota

W czasach wyjątkowej niepewności i podwyższonego ryzyka, czyli od początku pandemii, wybuchu wojny w Ukrainie oraz zagrożenia światową recesją złoto podrożało zaledwie o 12%. Złota powinni obawiać się zwłaszcza polscy inwestorzy.

W ciągu miesiąca złoto podrożało o 5%, ale przez pół roku potaniało o 4% i kosztuje na kontraktach terminowych poniżej 1 800 USD za uncję.

– Wzrost o 12% nie jest rzeczywiście imponujący, ale trzeba jednocześnie pamiętać, że złoto było bardzo zmienne w tym roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak. – W szczytach niepewności cena złota podchodziła pod 2 000 USD za uncję, a teraz tej niepewności mamy trochę mniej i ostre zacieśnianie polityki monetarnej przez banki centralne na niemal całym świecie.

Gdy banki centralne zmniejszą trochę agresywne tempo podwyżek stóp procentowych, złoto może zareagować pozytywnie czyli będzie drożeć.

Cena złota nie jest jednak niska, bo w 2011 r. bo w 2009 r. złoto kosztowało poniżej 1 000 USD/uncja i bardzo zdrożało od 2011 r.

– Pomimo, że fundusze inwestycyjne uciekają od złota jego cena pozostaje wysoka – komentuje ekspert XTB. – I gdy Fed zakomunikuje o zmianie swojej polityki stóp procentowych, będzie to bardzo dobry sygnał dla złota, a wkrótce może się to zdarzyć bo USA mają prawdopodobnie szczyt inflacji już za sobą.

W tym roku nie powinniśmy jednak spodziewać się wyższych poziomów cen złota niż 1 900 – 1 950 USD.

Czekamy więc na czasy, gdy dolar nie będzie traktowany jako bezpieczniejsza przystań niż złoto, a dolar jest obecnie ekstremalnie mocny.

Z perspektywy polskich inwestorów, gdy złoty jest bardzo słaby i dolar bardzo drogi, a więc cena złota znajduje się bardzo wysoko.

– Pojawia się sygnał ostrzegawczy czy powinniśmy szykować się na mocniejszego złotego, bo gdy dolar będzie tracił zyska na tym polska waluta – dodaje M.Stajniak. – Cena złota jest ekstremalnie wysoka w relacji do kursu złotego, dlatego byłbym bardzo ostrożny.

Jeszcze w tym roku rząd planuje zastąpienie papierowych paragonów paragonami całkowicie elektronicznym

Ministerstwo Finansów niedawno udostępniło nową aplikację na smartfony, która ma być dodatkowo wykorzystywana do gromadzenia i sprawdzania elektronicznych paragonów. Mamy już e-recepty, będą e-paragony. Prawdopodobne, że już w tym roku.

Aplikacja e-Paragony ma obecnie służyć do manualnego wprowadzania przez konsumentów paragonów papierowych. Konsument może śledzić również swoje wydatki. Dodatkowo może też zgłaszać nieprawidłowości, np. wydanie paragonu sfałszowanego.

Rząd szykuje jednak rewolucję i planuje zastąpienie papierowych paragonów paragonami całkowicie elektronicznym.

– Obecne przepisy przewidują formę dokumentu elektronicznego dla paragonów wystawianych przez kasy online i kasy wirtualnej, rząd chce jednak pójść dalej i wprowadzić możliwość automatycznego dodawania paragonów do aplikacji e-Paragony – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Rozważane jest również rozwiązanie w postaci sms-a lub wiadomości mailowej.

Konsument nie otrzymywałby papierowych paragonów. Korzystanie z takiej formy byłoby jednak dobrowolne.

Niewątpliwie aplikacja e-paragony przyniesie wymierne korzyści. Po pierwsze, ryzyko zagubienia paragony zniknie. Po drugie, weryfikacja rejestracji sprzedaży na kasie będzie jeszcze dokładniejsza. Po trzecie, rozwiązanie to zwiększy ochronę środowiska.

– E-paragony mają przypominać e-recepty, gdzie pacjenci otrzymują jedynie informację sms-ową lub ewentualny wydruk – wyjaśnia R.Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Rząd poinformował, że zmiany mogą wejść już w tym roku.

Nie należy wyłączać elektrowni jądrowych w Europie

Kryzys energetyczny to czas zaciskania pasa i oznacza, że pierwszym sposobem na zabezpieczenie dostaw energii oraz surowców jest ograniczenie ich zużycia. Dlatego Komisja Europejska słusznie zaleca oszczędności w sektorze gazowym – nawet w krajach, które poradziły sobie dobrze z porzuceniem gazu rosyjskiego. Im mniej zużyjemy gazu teraz, tym więcej będziemy go mieli w przyszłości. Nie tylko w tym sezonie grzewczym – ale także w następnym. Kolejne rozwiązanie to jest dywersyfikacja – czyli różnicowanie źródeł dostaw. W sektorze gazowym Polska poradziła sobie z tym na tyle dobrze, że zakręcenie kurka z rosyjskim gazem w maju 22 roku nie zagroziło bezpieczeństwu dostaw do Polski.

– O ile tej zimy może się okazać, że zgodnie z przepisami unijnymi my podzielimy się gazem z Niemcami – to już następnej zimy może być potrzebna pomoc Polsce na przykład z Niemiec. Należy uwzględnić taką możliwość – bo całkowite zatrzymanie dostaw gazu z Rosji może oznaczać, że ważne źródło dywersyfikacji dostaw do Polski, czyli giełda niemiecka, także wyschnie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Dlatego też wszyscy powinniśmy oszczędzać, redukować zużycie gazu – a docelowo przechodzić na źródła, które nie potrzebują paliw kopalnych. Niestety tutaj w Polsce mamy lata zaniedbań, które powodują, że mamy za mało elektrowni jakichkolwiek. Będziemy ciągnąć na węglu w latach 20-tych, bo nie zbudowaliśmy niczego w zamian. Potem w coraz większym stopniu węgiel będzie zastępowany przez odnawialne źródła energii zabezpieczane przez energetykę jądrową – ale dopiero w latach 30-tych, bo szybciej atomu nie da się zbudować. Obecnie każda elektrownia jest na wagę złota i nie należy wyłączać atomu w Niemczech – a raczej budować nowe bloki wszędzie w Europie – zaleca Jakóbik.

ZPP: Kolejny raz nastroje przedsiębiorców pogarszają się

Indeks nastrojów przedsiębiorców „Busometr ZPP” w pierwszym półroczu 2022 był najniższy w całej trwającej dekadę historii badania i wyniósł jedynie 34,4 punkty. Niestety wynik w drugim półroczu 2022 r. pogorszył się i indeks wyniósł 32,4. Zmniejszył się zatem o kolejne 2 punkty w stosunku do początku roku. Nastroje przedsiębiorców wciąż są pesymistyczne.

„Busometr ZPP”, czyli Indeks Nastrojów Gospodarczych MŚP jest cyklicznym badaniem prowadzonym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców mającym na celu uzyskanie informacji o panujących nastrojach (poziomie optymizmu) wśród przedsiębiorców działających na polskim rynku oraz planowanych przez nich działaniach w pespektywie najbliższych dwóch kwartałów. Na wynik badania składają się trzy komponenty: koniunktury gospodarczej, rynku pracy i inwestycji. Wartości prezentowane są w przedziale od 0 do 100. Wyniki poniżej 50 oznaczają pesymizm, a powyżej optymizm przedsiębiorców. Badanie zrealizowano w lipcu 2022 r. na grupie badawczej 583 przedstawicieli sektora MŚP (mikro, małych i średnich przedsiębiorców).

Rok 2022 jest wyjątkowo trudny dla biznesu. Wiele z firm jeszcze nie zdążyło podnieść się po kryzysie pandemicznym, a już musi mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. Poza oczywistymi czynnikami geopolitycznymi związanym z rosyjską agresją na Ukrainę, przedsiębiorcy mierzą się zarówno z chaosem prawnym będącym pokłosiem implementacji „Polskiego Ładu”, jak i dynamicznie rosnącymi kosztami, szczególnie energii i gazu.

Kolejnym istotnym czynnikiem dla pogorszenia się nastrojów wśród przedsiębiorców jest z pewnością najwyższa od 25 lat inflacja. Zgodnie z informacjami GUS inflacja w ujęciu rok do roku w lipcu 2022 r. wyniosła aż 15,6% r., a w sierpniu – wbrew oczekiwaniom większości analityków – wzrosła jeszcze bardziej, do poziomu 16,1%. Firmy zapytane o to, jak dużym zagrożeniem jest dla nich inflacja w 35% odpowiadały, że bardzo dużym i w 38%, że raczej dużym. Oznacza to, że niemal 3/4 przedsiębiorców bardzo obawia się wpływu inflacji na prowadzoną przez nich działalność gospodarczą.

Inflacja to dla przedsiębiorców wzrost kosztów działalności odczuwalny między innymi we wzroście rachunków, kosztów zakupu towarów, czy w istotnej presji płacowej ze strony pracowników. Obecnie mamy do czynienia z klasycznym zjawiskiem spirali inflacyjnej.” – mówi Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP.

Wreszcie kolejnym czynnikiem istotnie wpływającym na nastroje przedsiębiorców jest napaść Federacji Rosyjskiej na Ukrainę i trwająca za naszą wschodnią granicą wojna. Spowodowała ona trudności z dostępnością wielu towarów, przede wszystkim surowców energetycznych, a także utrudniła prowadzenie handlu z firmami z Ukrainy. O postrzeganie bieżącej sytuacji polityczno-gospodarczej w kontekście wojny również zapytaliśmy przedsiębiorców. Aż 62% polskich przedsiębiorców deklaruje, że inwazja Rosji na Ukrainę odbiła się na ich biznesie. 22% uznało ten wpływ za poważny, a 40% – umiarkowany. Największy negatywny wpływ wojna wywarła na produkcję i handel, a najmniej usługi (choć wciąż wpływ ten jest bardzo poważny).

Badanie „Busometr ZPP” wskazuje na wyjątkowo niski wskaźnik komponentu „Koniunktura gospodarcza”, który wyniósł 27,9 oraz „Inwestycje”, który wyniósł 24,1. Oba wskaźniki były niższe niż w ubiegłym półroczu. Odczyt wskaźnika „Koniunktura” był drugim najniższym w historii badania, zaś „Inwestycje” najniższym. Jedynie komponent „Rynek Pracy” kształtuje się powyżej progu 50 punktów i wyniósł 51,6, co również jest nieznacznie niższym wynikiem niż w pierwszym półroczu tego roku.

Przedsiębiorcy pytani o „Koniunkturę gospodarczą” aż w 71% wskazywali, że ulegnie ona pogorszeniu, a zaledwie w 10% że poprawi się. Pytani o planowane inwestycji aż w 75% wskazywali, że nie planują żadnych inwestycji bądź zamierzają zrezygnować z tych planowanych wcześniej. Z kolei 25% ankietowanych planuje przeprowadzić inwestycje (znaczące – 5% bądź niewielkie – 20%).

Mimo złych nastrojów dotyczących sytuacji gospodarczej przedsiębiorcy wciąż stosunkowo stabilnie postrzegają rynek pracy. 16% z nich planuje podwyżki wynagrodzeń pracowników.

Złe nastroje gospodarcze nie przekładają się wciąż na rynek pracy. Wynagrodzenia rosną z powodu dużej presji płacowej wywołanej głównie inflacją. Choć w tej chwili sytuacja jest stabilna, to przedłużający się kryzys może przynieść ryzyko wzrostu bezrobocia. W dalszym ciągu jednak brak rąk do pracy będzie poważniejszym problemem, niż trudność w znalezieniu zatrudnienia” – mówi Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP.

Inflacja w Niemczech znów przyspiesza

Wbrew oczekiwaniom części analityków Niemcy wcale nie opanowali wzrostu cen. To, że dwa miesiące ceny rosły wolniej, nie spowodowało, że trzeciego nie wróciły na szczyty.

Inflacja nad Odrą znów przyspiesza

Po dwóch miesiącach spadku cen nad Odrą mamy kolejny wzrost. 0,4% to nie jest jakaś przepaść, ale to również wynik równy szczytowi sprzed trzech miesięcy. Dla rynków to o tyle istotny sygnał, że rosnące ceny mogą wpłynąć na przyszłotygodniową decyzję EBC. Im wyższa inflacja, tym mocniej powinny rosnąć stopy procentowe, by jej przeciwdziałać. W rezultacie rosnąca inflacja w Niemczech była powodem wczorajszej lepszej kondycji euro, które do końca dnia utrzymało się wartością powyżej poziomu dolara.

Węgrzy podnieśli stopy procentowe

Bank Centralny Węgier nie zaskoczył rynków. Zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy procentowe o 1% do poziomu 11,75%. Poziom ten słusznie może nam się wydawać podejrzanie wysoki, gdyż jest to najwyższy wynik w Unii Europejskiej. By lepiej oddać skalę problemu, drugi wynik, czyli Czesi to zaledwie 7%, czyli 4,75% różnicy. Wynika to z faktu, że Węgrzy podjęli serię działań osłonowych, przez co podwyżki stóp procentowych mają znacznie mniejszy wpływ. Moglibyśmy się z tego śmiać, ale polskie wakacje kredytowe są podobnym działaniem. Może pomijając to, że jest ono finansowane z budżetu banków.

Niespodzianka za Oceanem

Wczoraj ku zaskoczeniu wielu analityków zobaczyliśmy wyraźnie lepszy od oczekiwań indeks zaufania konsumentów. Wynik 103,2 pkt jest wyższy od oczekiwań aż o 5,3 pkt, co dla tego wskaźnika jest sporą różnicą. Jest to również kolejny sygnał pokazujący siłę amerykańskiej gospodarki, która ostatnio radzi sobie wyraźnie lepiej niż strefa euro. To właśnie dobre dane oraz zdecydowana polityka FED w walce z inflacją powodują, że dolar kosztuje dzisiaj mniej więcej jedno euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
14:30 – Kanada – produkt Krajowy Brutto,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sektor odroczonych płatności stanowi 10 proc. rynku pożyczkowego

W sierpniu Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego wspólnie z CRIF jako pierwsza na rynku publikuje wydzielone dane sektora pożyczek buy now and pay later (BNPL)[1]. Sektor BNPL w czerwcu udzielił finansowania o wartości 95 mln zł. W tym samym okresie sektor tradycyjnych pożyczek udzielił finansowania o wartości 1,16 mld zł. W lipcu wartość finansowania spadła o 4, 3 proc.  

Dane z sektora BNPL pokazują zupełnie inny obraz rynku niż w przypadku tradycyjnych firm pożyczkowych. Liczba pożyczek i unikalnych klientów jest niemal taka sama jak w tradycyjnych firmach pożyczkowych. Jednak wartość tego rynku stanowi ok 10 proc. wartości finansowania udzielanego przez firmy pożyczkowe.

Dane sektora pożyczkowego za lipiec

Lipiec 2022[2] roku był dobrym okresem dla firm pożyczkowych. W tym miesiącu udzielono pożyczek na kwotę 1,11 mld PLN, co wiąże się z 28,8 proc. wzrostem r/r, jednak w porównaniu miesiąc do miesiąca oznacza spadek o 4,3 proc. Średnia kwota pożyczki w lipcu wyniosła 3 624 PLN i była wyższa o jedynie 5,9% r/r, co przy uwzględnieniu obecnej inflacji sprawia, że siła nabywcza takiej pożyczki jest zdecydowanie niższa dla konsumenta.

Lipiec przyniósł wyhamowanie aktywności rynku pożyczek – obserwowaliśmy nieznaczne spadki wszystkich analizowanych danych w ujęciu miesiąc do miesiąca. Spadek ten jest powiązany prawdopodobnie z sezonem wakacyjnym, który charakteryzuje się niższą aktywnością klientów. Niewielkie wyhamowanie widoczne jest także w danych sprzedażowych. Liczba udzielonych pożyczek spadła do ok. 308 tys. wobec 361 tys. odnotowanych w czerwcu, co oznacza spadek o 2,7 proc. – podkreśla Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Jednocześnie dane wskazują na zaostrzanie polityki kredytowej przez firmy pożyczkowe, co sugerują dane dot. odrzuceń aplikacji o pożyczki, jak i wskaźnik średniej liczby aplikacji na klienta. Obie dane utrzymują się na wysokich poziomach (42,7 proc. i 3,22 proc). Wartość udzielanych pożyczek rośnie, lecz skala wzrostu jest dosyć niska, patrząc na poziom sprzed pandemii. Widać również dużą stabilizację średniej wartości udzielonej pożyczki, która na obecnym poziomie utrzymuje się od kilku lat, z niższymi wartościami w 2020 roku, co było efektem pandemii. Przy stale rosnących wynagrodzeniach, realny poziom obciążenia konsumenta pojedynczą pożyczką maleje.

Dane sektora BNPL za czerwiec

Dane z sektora BNPL pokazują zupełnie inny obraz rynku niż w przypadku tradycyjnych firm pożyczkowych. Liczba pożyczek i unikalnych klientów jest niemal taka sama jak w tradycyjnych firmach pożyczkowych. Jednak wartość tego rynku stanowi ok 10 proc. wartości finansowania udzielanego przez firmy pożyczkowe.

Średnia kwota pożyczki w przypadku BNPL to 315 PLN, co dobrze charakteryzuje ten segment, który zawiera zobowiązania raportowane w Credit-Check.pl związane z odroczoną płatnością oraz innymi produktami kredytowymi, udzielanymi przez podmioty działające w branży e-commerce. Niemal 86% pożyczek z tego segmentu to pożyczki nie przekraczające 500 PLN w momencie ich udzielenia. W czerwcu 3,9% klientów firm pożyczkowych skorzystało równolegle z finansowania BNPL, co oznacza, że bazy klientów tych segmentów przenikają się w ograniczonym stopniu i BNPL zaspokaja inne potrzeby konsumentów – podkreśla Piotr Badura, Wiceprezes CRIF.

[1] Ze względu na specyfikę raportowania spółek z branży BNPL dane będą publikowane cyklicznie z miesięcznym opóźnieniem – w edycji sierpniowej raportu prezentowane są dane za miesiąc czerwiec.

[2] Ze względu na upływ 12 miesięcy od zniesienia regulacji drastycznie obniżających maksymalny limit pozaodsetkowych kosztów kredytu konsumenckiego, publikowane dane dotyczą wszystkich firm pożyczkowych raportujących do CRIF i zastępują używaną do tej pory jednorodną grupę porównawczą.

NEUCA w I półroczu 2022 roku: ponad 38% udziałów w rynku aptek niezależnych i niemal 115 mln zł skonsolidowanego zysku netto

  • Rynek hurtu aptecznego w II kwartale kontynuował dwucyfrową dynamikę wzrostu – wartość rynku wzrosła o 13,5% r/r (po 22,4% wzroście r/r w I kwartale). Wartość sprzedaży NEUCA w tym okresie wyniosła ponad 2,6 mld zł przy dynamice zbliżonej do wzrostu rynku. Grupa w okresie kwiecień-czerwiec zachowała udziały rynkowe z I kwartału, które wyniosły 31,1%.* W strategicznym segmencie aptek niezależnych również powtórzyła udziały z wcześniejszego okresu na poziomie 38,1%**.
  • Wysoki poziom zaufania do Grupy stale przekłada się na przystępowanie kolejnych aptek do programów partnerskich Partner+, Partner i IPRA. Na koniec I półrocza br. uczestnikami programów było ponad 3,7 tys. aptek (3728, tj.+18,2% r/r).
  • NEUCA w drugim kwartale uzyskała 52,3 mln zł zysk netto bez zdarzeń jednorazowych (vs. 51,8 mln zł r/r). Skumulowany skorygowany zysk netto po sześciu miesiącach przekroczył 114 mln zł (+11,9% r/r).
  • Grupa w II kwartale wypłaciła akcjonariuszom 50,7 mln zł dywidendy z zysku za 2021 rok, tj. 11,5 zł na akcję.

Apteczny rynek detaliczny w I półroczu urósł rok do roku o ponad 16%, średnia cena opakowania wzrosła o 10%***. Sytuacja na rynku detalicznym miała przełożenie na rynek hurtowy gdzie w każdym miesiącu notowano dwucyfrowe dynamiki wzrostu. Wartość rynku hurtu aptecznego w I półroczu wzrosła o niemal 18%*. Wartość sprzedaży NEUCA w tym okresie wyniosła przeszło 5,4 mld zł przy dynamice zbliżonej do wzrostu rynku.

– W I półroczu realizowaliśmy na bardzo dobrym poziomie wszystkie  nasze mierniki strategiczne. Trzymając w ryzach koszty, realizowaliśmy wszystkie nasze cele operacyjne.  Pozytywnych rezultatów spodziewamy się także w II części roku, jednak podobnie jak w szeregu innych branż, na naszą działalność będą wpływać czynniki kosztowe, jak  wzrost kosztów finansowania będący pochodną rosnących stóp procentowych, osłabienie złotego do euro, czy rosnący koszt paliw i energii mówi Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.

W Grupie rośnie liczba klientów dla których NEUCA jest pierwszym dostawcą i spada liczba klientów niewspółpracujących. Wynika to z rosnącej satysfakcji klienta w czym NEUCA od lat pozostaje liderem. W pięciu kategoriach odnotowała najwyższe odczyty w historii. Net Promoter Score utrzymujący się od ponad 2 lat na najwyższym na rynku poziomie, osiągnął 67 pkt, co potwierdza wysoki poziom zaufania do Grupy. Zbliżone oceny zarówno ze strony właścicieli jak i pracowników aptek potwierdzają jakość i kompleksowość oferty Neuki.

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA przedstawia poniższa tabela:

(mln zł) 1H 2022 1H 2021 zmiana  % r/r 2Q 2022 2Q 2021 zmiana
% r/r
Przychody ze sprzedaży 5471,5 4 630,5 +18% 2 654,9 2 331,1 +14%
Zysk brutto ze sprzedaży    608,6 492,7 +24% 286,3 242,8 +18%
Rentowność brutto 11,12% 10,64% + 0,48 pp. 10,78% 10,41% +0,37 pp.
EBITDA    202,2 138,9 +46% 96,6 55,7 +74%
EBIT    156,8 101,2 +55% 73,6 36,6 +101%
Wynik netto    102,7 86,1 +19% 40,9 36,0 +14%

 

Podstawowe wyniki finansowe NEUCA (bez zdarzeń jednorazowych):

(mln zł) 1H 2022 skoryg 1H 2021 skoryg zmiana  % r/r 2Q 2022 skoryg 2Q 2021 skoryg zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży 5471,5 4 630,5 +18% 2 654,9 2 331,1 +14%
Zysk brutto ze sprzedaży    608,6 492,7 +24% 286,3 242,8 +18%
Rentowność brutto 11,12% 10,64% + 0,48 pp. 10,78% 10,41% +0,37 pp.
EBITDA    202,2 168,7 +20% 96,6 85,4 +13%
EBIT    156,8 131,0 +20% 73,6 66,4 +11%
Wynik netto 114,1 102,0 +12% 52,3 52,8 +1%

 

NEUCA dynamicznie rozwija segment produkcji farmaceutyków. W II kwartale wypracowała w jego ramach ponad 75 mln przychodu przy 73% wzroście rok do roku. Narastająco w całym półroczu segment wypracował ponad 151 mln przychodu z dynamiką 79%.

–  W pierwszym półroczu 2022 roku Synoptis Pharma był liderem wzrostu pod względem liczby sprzedanych opakowań do pacjentów spośród TOP 20 koncernów farmaceutycznych. Segmentem produktów, który szczególnie wpłynął na dynamikę Synoptis był rynek produktów non RX, gdzie Synoptis Pharma zanotował drugą najwyższą dynamikę pod względem wartości produktów sprzedanych do pacjentów. W ostatnim miesiącu pierwszego półrocza spółka znalazła się już w pierwszej dziesiątce największych koncernów farmaceutycznych na tym rynku notując po raz kolejny najwyższą dynamikę sprzedaży*** – dodaje Katarzyna Iwaszkiewicz-Balsam, Prezes Zarządu Synoptis Pharma.

W obszarach biznesów pacjenckich (segment przychodni, badań klinicznych oraz ubezpieczeń) dynamika w całym półroczu wyniosła 65% (łącznie niemal 219 mln zł przychodu). W samym II kwartale dynamika osiągnęła blisko 60% przy przychodach na poziomie 111,5 mln zł.

Jesteśmy na naszej, utrwalonej już, ścieżce budowania wartości. Na bardzo dobrym poziomie realizujemy wszystkie nasze mierniki strategiczne. Utrzymujemy wysoki poziom satysfakcji klienta, pozycję lidera i udziały rynkowe. Rozwijamy się poszukując i wykorzystując wszystkie potencjały wzrostu. Doświadczenie naszego zespołu w przełamywaniu wszystkich trudności rynkowych upewnia mnie, że pokonamy także te najnowsze pozostając na ścieżce zrównoważonego rozwoju – podsumowuje Prezes Zarządu.

Czy przedsiębiorcy zapłacą 190 mld zł więcej za energię w 2023 roku?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do Premiera RP o pilne wdrożenie pakietu energetycznego dla przedsiębiorstw. Jest to niezbędne w związku z narastającym kryzysem energetycznym w Europie i w Polsce – potrzebne są systemowe rozwiązania nakierowane na ochronę przedsiębiorców. Dotychczasowe mechanizmy pomocowe skierowane były do konsumentów i gospodarstw domowych, aby ochronić je przed rosnącymi cenami energii czy ciepła. Należy jak najszybciej odblokować możliwość rozwoju lądowych farm wiatrowych i przywrócić rozwiązania prawne korzystne dla sektora fotowoltaiki. Konieczne jest także wprowadzenie przepisów umożliwiających realizację linii bezpośrednich i uwolnienie potencjału autoprodukcyjnego w obszarze energii przez przedsiębiorców. Wymaga to korekt regulacji z obszaru planowania i gospodarowania przestrzennego, udrożnienia przyłączania instalacji OZE do sieci oraz inwestycji zmniejszających straty w przesyle.

Aby pokazać skalę wzrostu kosztów energii i jej nośników, z jaką mierzą się przedsiębiorcy, wystarczy porównać rok 2021 z prognozami na rok 2023. Energia elektryczna i gaz ziemny będą kosztowały o ponad 190 mld zł więcej w 2023 niż w 2021 roku. Mamy do czynienia ze wzrostem kosztów przekraczającym 400%, a jest to wzrost uśredniony. Już dziś niektórzy przedsiębiorcy zmagają się z kosztami energii wyższymi o ponad 800% niż jeszcze w ubiegłym roku. Przedsiębiorcy nie są w stanie funkcjonować w takich warunkach, potrzebna jest pilna, systemowa i szeroko zakrojona pomoc.

Mechanizmy pomocowe dla biznesu powinny być skierowane szeroko, bez ograniczeń do sektorów energochłonnych, natomiast ze szczególnym uwzględnieniem mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Liczne branże, od przetwórstwa spożywczego, przez firmy pralnicze, aż po sektor usług, zmagają się z rosnącymi cenami energii i jej nośników, które zaczynają zagrażać istnieniu przedsiębiorstw. Rząd wraz z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki powinny niezwłocznie, w dialogu z reprezentantami środowiska przedsiębiorców i pracodawców, przygotować instrumenty ochronne. Podkreślenia wymaga to, iż niektóre państwa UE – jak Grecja, Hiszpania, Francja, Włochy czy Bułgaria – podjęły już rozmaite działania, zyskując akceptację ze strony Komisji Europejskiej, która w kryzysowych warunkach jest elastyczna i otwarta na propozycje wsparcia zarówno obywateli, jak i przedsiębiorców. Jednym z podstawowych narzędzi stosowanych w innych krajach jest „zamrożenie” cen energii i jej nośników oraz wyrównanie strat sprzedawcom.

„Zwróciliśmy się z apelem do Premiera, bo doszliśmy do punktu, w którym konieczne jest wsparcie biznesu. W innym przypadku ryzykujemy nie tylko utratę konkurencyjności firm względem zagranicznych podmiotów, lecz utratę miejsc pracy oraz przenoszenie wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej na konsumentów. W ten sposób niwelowane będą działania rządu chroniące obywateli przed skutkami inflacji. Zwracamy uwagę na to, że skupienie się na wspieraniu gospodarstw domowych powoduje wzrost popytu, a jednocześnie osłabia efekt sygnałów cenowych z rynku. Wśród innych działań na dziś należy wskazać na bardziej elastyczne podejście do zagadnienia ograniczeń w poborze mocy oraz poborze gazu (tzw. stopnie zasilania) przez przedsiębiorców – w postaci zmiany podejścia z ograniczeń godzinowych na ograniczenia tygodniowe bądź inne, jednak w dłuższym okresie, aby możliwe było utrzymanie produkcji, a nie jej znaczne ograniczenie bądź całkowite wstrzymanie. Obecnie istniejący mechanizm ograniczeń w poborze mocy/gazu daje przedsiębiorcom zaledwie do kilkunastu godzin na przygotowanie się do tej nagłej sytuacji, co uniemożliwia jakiekolwiek planowanie i podjęcie działań zaradczych. W przypadku gazu ziemnego dodatkowo postulujemy wdrożenie mechanizmu wzorowanego na rynku energii elektrycznej (DSR), polegającego na deklarowaniu dobrowolnego ograniczenia zużycia gazu za wynagrodzeniem. W obecnych kryzysowych warunkach nie możemy też zapominać o działaniach obliczonych na średni i dłuższy termin. Zwracamy uwagę na to, że dzisiejszy „renesans” węgla i silne wsparcie finansowe dla użytkowników tego paliwa nie może niwelować długoterminowego skupienia sił państwa, samorządów, obywateli oraz przedsiębiorców na rozwoju odnawialnych źródeł energii i powiązanej z nią infrastruktury sieciowej oraz magazynowej. W tym kontekście należy podkreślić wagę KPO, które w ponad 40% miało być skierowane na tzw. zielone inwestycje: rozwój odnawialnych źródeł energii, poprawę efektywności energetycznej, termomodernizację, elektromobilność itd. To dziesiątki miliardów złotych, po które powinniśmy sięgnąć, a także przygotować odpowiednie ramy prawno-regulacyjne, umożliwiające skuteczne inwestycje w oparciu o środki europejskie. Tych regulacji brakuje, a nawet jeśli pojawią, to – jak projekt ustawy liberalizującej zasadę 10H w przypadku lądowych farm wiatrowych – grzęzną na różnych etapach procesu legislacyjnego. Proponujemy także powołanie zespołu, z udziałem przedstawicieli organizacji pracodawców oraz ekspertów ds. energetyki. Z aktualnymi wyzwaniami powinniśmy zmierzyć się wspólnie, aby móc stawić czoła wyzwaniom i przygotować rozwiązania akceptowalne dla Polaków oraz dla przedsiębiorców. Stoimy bowiem przed najpoważniejszym kryzysem od dekad, a podejmowane decyzje mogą należeć do najtrudniejszych w historii wolnej Polski. Okoliczności wymagają współpracy i współdziałania, a także wspólnego wzięcia odpowiedzialności” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Warto też pamiętać o konieczności nadania priorytetu inwestycjom w efektywność energetyczną, w szczególności termomodernizację budynków – także użyteczności publicznej. Korzyści może przynieść szeroko zakrojona kampania promująca oszczędność energii: ograniczanie zbędnego oświetlenia, wymianę oświetlenia na bardziej energooszczędne, ograniczenie pracy przestarzałych i energochłonnych urządzeń – a docelowo ich wymianę, ograniczenie temperatury/użycia klimatyzacji w sklepach wielkopowierzchniowych oraz budynkach użyteczności publicznej, ograniczenie oświetlenia powierzchni handlowych i budynków użyteczności publicznej, rezygnację z oświetlania witryn handlowych w godzinach nocnych etc.  Najtańsza jest bowiem ta energia, której w ogóle nie zużyjemy.

Deloitte: W 2021 r. łączne przychody 100 największych firm branży budowlanej wzrosły do 1,8 bln dol., a ich kapitalizacja rynkowa do 662,5 mln dol.

Dynamiczny rozwój światowej branży budowlanej spowolnił najpierw w efekcie kryzysu wywołanego przez COVID-19, a w ostatnim czasie ze względu na gospodarcze konsekwencje inwazji Rosji na Ukrainę. Mimo zmiany globalnych priorytetów inwestycyjnych, perspektywy sektora pozostają pozytywne. Łączna wielkość rynku budowlanego w minionym roku została wyceniona na 7,28 bln dol., a do 2030 r. osiągnie ona 14,41 bln dol. – wynika z raportu The Global Powers of Construction 2021, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Mimo dotychczasowej odporności, firmy z sektora muszą być jednak gotowe na wyzwania dotyczące zachwianych łańcuchów dostaw, rosnących cen towarów czy upowszechnienia zrównoważonych projektów infrastrukturalnych.

Raport Global Powers of Construction 2021 skupia się na 100 największych światowych firmach budowlanych pod względem sprzedaży oraz 30 według kapitalizacji rynkowej. Wzorem lat ubiegłych publikacja analizuje aktualne perspektywy makroekonomiczne sektora oraz oczekiwania na najbliższe lata. Skupia się na kluczowych wskaźnikach finansowych wiodących graczy sektora, takich jak przychody, dywersyfikacja geograficzna i działalności oraz rentowność.

Zdaniem ekspertów Deloitte pomimo wpływu pandemii i zmiany globalnych priorytetów inwestycyjnych, w 2021 r. na całym świecie branża budowlana odnotowała wzrost. Łączne przychody 100 największych firm rankingu wzrosły o 14,1 proc. do 1,8 bln dol., a ich kapitalizacja rynkowa o 13,3 proc., do 662,5 mln dol. Z drugiej strony, mimo odporności, raport przewiduje, że globalny wzrost sektora zmniejszy się niemal dwukrotnie: z 6,1 proc. w 2021 r. do 3,6 proc. w 2022 i 2023 r.

– Najpierw pandemia, a obecnie globalna niepewność będąca skutkiem wojny spowodowały, że nastawienie wielu inwestorów, szczególnie infrastrukturalnych, uległo zmianie. Widać to także na polskim rynku, gdzie przedsiębiorcy muszą borykać się z rosnącymi kosztami i ograniczoną dostępnością materiałów oraz wysoką inflacją. Dodatkowo, firmy operujące w Polsce zmagają się z brakiem rąk do pracy spowodowanym m.in. powrotem wielu pochodzących z Ukrainy pracowników do ojczyzny – mówi Łukasz Michorowski, partner, ekspert usług doradczych dla sektora budowlanego i nieruchomości, Deloitte.

Przychody największe w Chinach. Wzrost kapitalizacji domeną USA i Japonii

Rok 2021 był bardzo dobry dla firm uwzględnionych w tegorocznym rankingu Deloitte. Aż 71 podmiotów odnotowało zwiększoną sprzedaż, a 49 osiągnęło w tym obszarze wzrosty dwucyfrowe. Przychody uczestników tegorocznego zestawienia wyniosły w 2021 r. 1,8 bln dol., co oznacza wzrost o 14,1 proc. względem 2020 r. i o niemal jedną czwartą (24,5 proc.) w porównaniu z 2019 r. W ujęciu geograficznym prawie 55 proc. przychodów pochodzi od firm z siedzibą w Chinach, pozostałe – głównie z Europy (w szczególności z Francji i Hiszpanii), Japonii, Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej.

Niewiele mniej w ujęciu procentowym wrosła wartość rynkowa podmiotów ujętych w zestawieniu GPoC – o 13,3 proc., z 584,6 mln dol. do 662,5 mln dol., co jest też wskazaniem wyraźnie wyższym niż wycena z 2019 r. (597,5 mln dol.). Co ciekawe jednak, dynamika kapitalizacji rozkłada się inaczej pod względem geograficznym. W tym przypadku największe wzrosty zanotowały firmy z USA (28,4 proc.) i Japonii (20,4 proc.). W Europie było to 8,4 proc., a wartość dominujących pod względem przychodów przedsiębiorstw z Chin zwiększyła się tylko o 2,7 proc.

Choć pod względem liczebności prowadzi Europa – z 40 podmiotami w najlepszej setce, to jednak podium najwyższych przychodów opanowały przedsiębiorstwa chińskie. Na szczycie ponownie uplasowała się China State Construction Engineering, z 293 mld dol. deklarowanego przychodu.

Cyfryzacja kluczowa dla transformacji branży budowlanej

Jak wskazują eksperci Deloitte, głównymi czynnikami determinującymi rozwój branży budowlanej w nadchodzących dziesięcioleciach będzie wzrost liczby ludności w krajach rozwijających się, starzenie się społeczeństw w regionach rozwiniętych, postępująca urbanizacja i koncentracja w mega-miastach, dekarbonizacja światowej gospodarki oraz transformacja technologiczna. Te wyzwania będą wymagały znacznych inwestycji w transport, dostęp do źródeł wody, gospodarkę odpadami, infrastrukturę społeczną, środki pozyskiwania energii odnawialnej, nowoczesne narzędzia telekomunikacyjne i przystosowanie do nowych technologii.

Zniwelowanie globalnej luki infrastrukturalnej może być trudne, jeśli firmy budowlane będą nadal funkcjonować w dotychczasowym, mocno je ograniczającym modelu. Jak wynika z raportu, kluczową rolę w zmianie sposobu ich działania odgrywać będzie postępująca cyfryzacja tzw. „smart construction”. Obok niej, wpływ na transformację sektora mają wywierać zmiany w sposobach i zakresie kontroli potencjalnego ryzyka oraz przyjmowanych modelach kontraktowania. Wreszcie, nie bez znaczenia będzie też konieczność spełniania wymogów dotyczących czynników ESG (środowiskowych, społecznych, z zakresu ładu korporacyjnego) oraz zwiększona współpraca publiczno-prywatna.

W ciągu ostatnich kilku lat czołowe firmy budowlane inwestują w Proptech, czyli wykorzystanie nowych technologii w branży. Aby zwiększyć efektywność operacyjną coraz powszechniej wykorzystują zaawansowaną analitykę danych już na etapie planowania inwestycji czy szacowania kosztów, ale także później, podczas monitoringu postępu prowadzonych prac. Jednocześnie, poprawa efektywności musi wiązać się z większą kontrolą ryzyka w procesach przetargowych. Tym bardziej, że regulatorzy nakładają na sektor wymogi dotyczące zielonego finansowania i raportowania środowiskowego. Konieczność uważniejszego monitorowania marży, idąca w parze z wykorzystaniem nowych rozwiązań i materiałów powoduje natomiast, że upowszechnia się standaryzacja i prefabrykacja komponentów, z wykorzystaniem zasad ekonomii cyrkularnej projektów – mówi Piotr Domański, dyrektor, dział doradztwa finansowego, Deloitte.

Wysoka inflacja sprzyja kradzieżom na stacjach paliw. Policyjne statystyki pokazują rdr. dwucyfrowe wzrosty

Według danych Komendy Głównej Policji, w I połowie br. liczba przestępstw kradzieży na stacjach paliw była o prawie 43% większa niż w analogicznym okresie ub.r. Najwięcej takich zdarzeń zostało zarejestrowanych przez KWP w Katowicach, czyli przeszło 20% wszystkich w kraju. Z kolei na końcu listy jest KWP w Lublinie. Natomiast liczba wykroczeń kradzieży na stacjach paliw wzrosła rdr. o przeszło 49%. Tu zestawienie otwiera KSP w Warszawie, a zamyka – KWP w Białymstoku. Jak podkreślają znawcy tematu, należy poważnie zastanowić się nad tym, czy nie trzeba zastosować drastycznych kroków.

Wzrost przestępczości

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji (KGP), od stycznia do czerwca br. stwierdzono 1 543 przestępstwa kradzieży na stacjach paliw. To o 42,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 1 080. Ostatnio najwięcej takich przypadków zarejestrowały KWP w Katowicach – 314 (w I poł. 2021 roku – 262), KSP w Warszawie – 241 (219), a także KWP we Wrocławiu – 173 (152), w Poznaniu – 158 (51) i Krakowie – 116 (34). Na końcu listy znajdują się KWP w Lublinie – 15 (rok wcześniej – 9), Białymstoku – 16 (17) oraz Rzeszowie – 19 (poprzednio 5).

– Wzrost liczby kradzieży nie jest związany z obniżeniem poziomu zabezpieczeń na stacjach paliw. Coraz droższe paliwa, inflacja i pogarszająca się sytuacja ekonomiczna sprawiają, że rośnie przestępczość. Dodatkowo staliśmy się państwem tranzytowym w czasie wojny w Ukrainie. W efekcie obserwujemy wzrost różnych niepożądanych czynników przestępczych na terenie Polski – komentuje Krzysztof Bartuszek, prezes zarządu spółek Securitas w Polsce.

Drożyzna i ubożenie społeczeństwa mają oczywisty wpływ na powyższe statystyki, co podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u. Ekspert jednak wskazuje też inne czynniki, w tym spadek dyscypliny społecznej. Ponadto osoby łamiące prawo widzą, że policja jest mniej skuteczna. Do tego dochodzi kwestia pewnego terroru przestępczego w stosunku do stacji paliw i małych sklepów. Właściciele takich obiektów zdają sobie sprawę z tego, że przestępcy mogą np. ich pobić, w tym ciężko uszkodzić.

– Większość kradzieży paliwa na stacjach ma dość zuchwały charakter. Przestępcy po prostu podjeżdżają pod dystrybutor, tankują paliwo i odjeżdżają, nie uiszczając opłaty. Większa część pojazdów, którymi dokonują tych czynów, ma kradzione tablice rejestracyjne. Ewentualnie są one zupełnie zdjęte – dodaje prezes Bartuszek.

Zyskowne wykroczenia

Jak podaje KGP, od stycznia do czerwca br. stwierdzono 43 515 wykroczeń w związku z kradzieżą na stacjach paliw. To o 49,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 29 136. Najwięcej takich przypadków zostało zarejestrowanych przez KSP w Warszawie – 13 141 (rok wcześniej – 6 755). Dalej są KWP we Wrocławiu – 5 964 (I poł. 2021 roku – 4 173), Katowicach – 5 073 (3 400), Poznaniu – 3549 (2 172) oraz Łodzi – 2 736 (poprzednio 2 261). Natomiast na końcu zestawienia znajdują się KWP w Białymstoku – 402 (wcześniej był to 288), Kielcach – 478 (418) i Opolu – 516 (490).

– Absolutnie nie jest dla mnie zaskoczeniem wzrost rdr. o prawie 50%. Część osób kalkuluje sobie, że wystarczy kilka razy popełnić takie wykroczenie i można sporo zyskać. Złodzieje kradną nie tylko paliwo, ale też różne towary z półek. Przywłaszczane są m.in. takie produkty, jak alkohol, zakąski, słodycze, różne akcesoria samochodowe, zabawki, drobna elektronika, a nawet prezerwatywy – mówi dr Faliński.

Jak zaznacza prezes Bartuszek, na rynku funkcjonują rozwiązania, które mogą ograniczyć kradzież paliwa. Ale stacje, co poniekąd jest oczywiste, zawsze były nastawione na szybką obsługę klienta. Tankowanie z przedpłatą, blokady fizyczne czy wprowadzenie obsługi dokonującej tankowania to tylko niektóre z możliwych opcji. Jednak każda z nich ma swoje konsekwencje, m.in. kosztowe. Ekspert z Securitas podkreśla, że zastosowanie np. różnego rodzaju blokad spowoduje spowolnienie obsługi i ogólne niezadowolenie klientów.

– Z reguły kradną ludzie, którzy zarabiają między najniższym a średnim wynagrodzeniem. Do tego dochodzą grupy przestępcze, ale to już są zawodowcy. Sądzę, że w drugiej połowie br. będzie więcej przestępstw i wykroczeń kradzieży na stacjach paliw niż w analogicznym okresie 2021 roku – stwierdza wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Według prezesa Bartuszka, patrząc na skalę i trend – drastyczne kroki nie są wykluczone. Póki co odpowiedzialność spoczywa na barkach pracowników stacji i zależna jest w dużym stopniu od ich czujności. Jednak wzrost strat i zastosowanie dodatkowych środków zapobiegawczych mogą finalnie przełożyć się na ceny, bo przedsiębiorcy prędzej czy później będą zmuszeni wyrównać straty.

Przybywa długów i dłużników w systemie oświaty

Zamiast spłacać długi wobec systemu edukacji, zaciągamy kolejne. W zeszłym roku łączne zadłużenie wobec szkół wynosiło 17 mln zł – w tym to już prawie 19 mln zł. Sporą część tej kwoty muszą zwrócić byli uczniowie (14,5 mln zł), ale przedsiębiorcy też nie są bez winy. Ci ostatni mają na koncie 4,3 mln zł nieuregulowanych faktur od jednostek systemu oświaty, głównie za kursy i szkolenia dla swoich pracowników. Najwięcej problemów z odzyskaniem należności notują uczelnie wyższe oraz wielkopolskie placówki edukacyjne – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W polskim systemie oświaty narastają problemy z egzekwowaniem nieuiszczonych opłat. W zeszłym roku polskie szkoły miały do odzyskania od byłych uczniów i zleceniodawców 17 mln zł, dziś to już 18,8 mln zł. Wzrosła też liczba nierzetelnych płatników. W ub. roku było to 9505 dłużników, w tym roku ich liczba przekroczyła 10 tys. (10 423). Co ciekawe, większość niepłacących to kobiety.

Panie przodem

Największe problemy z odzyskaniem należności od konsumentów i firm mają uczelnie wyższe – to ponad 11,3 mln zł, z czego 8,3 mln zł należy do uczelni prywatnych. Następne w kolejce po pieniądze od kursantów są wszelkiego rodzaju ośrodki szkoleniowe – 5,8 mln zł, a pół miliona złotych zamrożone w nieopłaconych fakturach mają szkoły językowe.

Kobiety stanowią 62 proc. dłużników edukacyjnych (to 6274 osoby). Mężczyzn jest w tym gronie 3922. Panie zalegają z zapłatą ponad 8 mln zł, panowie 6,4 mln zł. Lwia część niespłaconych zobowiązań przez kobiety to kursy i szkolenia w ośrodkach szkoleniowych. Wśród mężczyzn natomiast przeważają długi wobec uczelni wyższych i szkół językowych.

Skąd te długi?

Największe zadłużenie – 6,7 mln zł – należy do osób w wieku 26-35 lat. Są to zarówno studenci i niedoszli absolwenci uczelni wyższych, jak i młodzi rodzice, którzy nie zapłacili np. za naukę języka obcego oraz za kształcenie dziecka w prywatnym modelu oświaty (prywatne szkoły, przedszkola, żłobki).

Zgodnie z polskim systemem oświaty, szkoły i uczelnie wyższe mogą pobierać opłaty za świadczone usługi edukacyjne w zakresie kształcenia na studiach zaocznych, wieczorowych, podyplomowych, a także na studiach w języku obcym (tzw. czesne). Dodatkowo oskładkowane mogą być również: opłata rekrutacyjna, kształcenie specjalistyczne czy powtarzanie zajęć z powodu niezadowalających wyników w nauce. Niewielką opłatę trzeba też uiścić za dyplom czy legitymację studencką. Bywa, że uczelnia pobiera opłaty za przeprowadzenie potwierdzenia efektów uczenia się czy różnego rodzaju obozy, które nierzadko są integralną częścią programu studiów.

Uczelnie, które pobierają opłaty za świadczone usługi edukacyjne, wskazują zawsze konkretny termin zapłaty. Nieuiszczenie w tym terminie należnych opłat za studia skutkuje wpisaniem dłużnika do KRD i wszczęciem procedury windykacyjnej. W takiej sytuacji uczelnia nalicza odsetki ustawowe oraz może skreślić dłużnika z listy studentów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Z danych Ośrodka Przetwarzania Informacji Państwowego Instytutu Badawczego wynika, że co czwarta osoba w Polsce, która podjęła naukę w szkole wyższej (24,8 proc.), rzuca studia. Jest to tzw. dropout, czyli rezygnacja z podjętego kierunku studiów przed uzyskaniem dyplomu. Na ten krok częściej decydują się mężczyźni – udział dropoutów jest wśród mężczyzn o 15 punktów procentowych wyższy niż wśród kobiet.

Przypadki porzucania nauki w trakcie roku szkolnego zdarzają się też młodocianym, kiedy dziecko nagle traci zainteresowanie daną aktywnością. Mam tu na myśli głównie płatne zajęcia pozalekcyjne i prywatne formy edukacji. W tej sytuacji to na barkach rodzica spoczywa obowiązek dotrzymania warunków umowy z placówką. I zazwyczaj nie wystarczy po prostu przestać płacić za zajęcia, ale trzeba wypowiedzieć umowę z zachowaniem wskazanego okresu wypowiedzenia – nadmienia Adam Łącki.

Edukacja na raty

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że placówki edukacyjne mają również problem z odzyskaniem pieniędzy od przedsiębiorców korzystających z ich usług. Uczelnie podpisują różne kontrakty, stąd muszą się mierzyć także z nieuczciwymi partnerami biznesowymi. W ubiegłym roku te zaległości sięgały prawie 3,1 mln zł. Dziś to już 4,3 mln zł. Są wśród nich nieuregulowanie rachunki za wynajęcie pomieszczeń, zlecone badania i projekty, ale też kursy, szkolenia i naukę języków dla pracowników.

Wciąż jeszcze mało popularnym, ale coraz częściej stosowanym przez przedsiębiorców rozwiązaniem, jest finansowanie faktur zakupu w systemie ratalnym. Co ciekawe, na raty można dziś kupić do firmy nie tylko towary i produkty, ale też usługi edukacyjne, w tym właśnie kursy i szkolenia dla pracowników. A warto to robić, zwłaszcza w kontekście ostatnich podwyżek cen. Jak pokazuje nasze najnowsze badanie „Zakupy firmowe” przeprowadzone wśród firm z sektora MŚP, ceny kursów i szkoleń w ostatnich sześciu miesiącach wzrosły o jedną piątą, a 4,5 proc. firm musiało na cel zaciągnąć kredyt lub pożyczkę. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla firmowego budżetu są więc zakupy na raty takich usług – Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Największe problemy z odzyskaniem należności od firm i konsumentów mają wielkopolskie placówki edukacyjne (6,5 mln zł). Drugie w kolejce po pieniądze są szkoły na Mazowszu (6 mln zł). W Kujawsko-Pomorskiem, Pomorskiem i na Dolnym Śląsku długi wobec szkół przekraczają milion zł.

Czy Lasy Państwowe wykoleją polską lokomotywę eksportową?

Pomimo zapewnień Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych o utrzymaniu certyfikacji polskich lasów w systemie Forest Stewardship Council (FSC), regionalne oddziały Lasów Państwowych wyłamują się z tej obietnicy. W sierpniu z certyfikacji zrezygnowała już Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku. Perspektywa braku drewna z certyfikatem zrównoważonego rozwoju to kolejny poważny cios dla branży meblarskiej, zwanej polską lokomotywą eksportową, która w obliczu nawarstwiających się problemów może gwałtownie wyhamować pociągając za sobą inne sektory polskiego rynku.

Międzynarodowa certyfikacja FSC to gwarancja odpowiedzialnej gospodarki leśnej, uwzgledniającej aspekty społeczne, ekologiczne i ekonomiczne. Zarówno polskie, jak i zagraniczne sklepy i hurtownie zazwyczaj wymagają od dostawców mebli, by ich produkty były certyfikowane właśnie w tym systemie. Dla firm meblarskich możliwość pozyskania surowca drzewnego posiadającego FSC jest więc kwestią przetrwania na coraz bardziej wymagającym rynku.

Niestety, coraz więcej Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych rozważa rezygnację z certyfikatu, mimo rozpaczliwych apeli Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli i innych organizacji branżowych, takich jak: Stowarzyszenie Papierników Polskich, Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Programu Ogrodowego, Polski Komitet Narodowy EPAL, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego i Związek Polskie Okna i Drzwi.

Organizacjom wprawdzie udało się w lipcu uzyskać obietnicę Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, że certyfikacja będzie kontynuowana, jednak decyzja centrali okazała się mało znacząca dla regionalnych oddziałów. Już bowiem niecały miesiąc później, w sierpniu Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Gdańsku podjęła decyzję o rezygnacji z FSC. W rezultacie wygląda na to, że losy ogromnego sektora rynku i polskiej gospodarki (branża meblarska odpowiada za ponad 2 proc. polskiego PKB i jest czwartym przemysłem w kraju pod względem wielkości zatrudnienia) zależą od arbitralnych decyzji lokalnych urzędników.

Działania regionalnych oddziałów Lasów Państwowych wywołały ogromne zaniepokojenie w branży meblarskiej, która ma i tak już wystarczająco dużo problemów. „Sytuacja, w jakiej znajduje się nasza branża jest bardzo trudna. Odczuwa ona coraz wyraźniej efekty spowolnienia gospodarczego. Średnie spadki zamówień sięgają już w niektórych przypadkach nawet 50 proc.  Nasze meble, ze względu na dynamiczne rosnące koszty, tracą swoją konkurencyjność na rynkach eksportowych. Dlatego nie możemy sobie pozwolić na kolejną utratę klientów, spowodowaną tym, iż polska branża meblarska nie będzie miała dostępu do produktów z certyfikatem FSC” – napisał w liście wysłanym 25 sierpnia do Wiceminister Rozwoju i Technologii, Olgi Semeniuk, Prezes OIGPM, Jan Szynaka, prosząc ją o podjęcie działań przywracających certyfikację w Lasach Państwowych.

7 września w siedzibie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych odbędą się kolejne wspólne rozmowy poświęcone certyfikacji gospodarki leśnej. Czy tym razem uda się skłonić Dyrekcje Regionalne LP do wykazania się większym patriotyzmem gospodarczym i czy polska lokomotywa eksportowa będzie mogła ruszyć dalej? O tym przekonamy się już wkrótce.

LG i Honda tworzą spółkę joint venture odpowiedzialną za produkcję baterii do aut elektrycznych

  • LG Energy Solution i Honda Motor Co., Ltd. ogłosiły porozumienie w sprawie utworzenia spółki joint venture, która zajmie się produkcją baterii litowo-jonowych w USA. Baterie zasilą modele EV marki Honda i Acura na rynku północnoamerykańskim.
  • Porozumienie przerodzi się w inwestycję o wartości 4,4 mld dolarów, której celem będzie budowa nowego zakładu produkcyjnego w USA.

LG Energy Solution wraz z Honda Motor Company podjęły decyzję o stworzeniu zakładu, którego roczna moc produkcyjna docelowo wyniesie 40 GWh.

Baterie typu pouch produkowane w USA będą dystrybuowane wyłącznie dla fabryk Hondy na tamtejszym rynku. Potwierdzenie ostatecznej lokalizacji inwestycji jest jeszcze w trakcie finalizacji. W tym przypadku kluczowe znaczenie mają plany produkcyjne aut elektrycznych Honda Motor Company.

Planowane rozpoczęcie budowy to początek roku 2023. Masowa produkcja zaawanasowanych ogniw litowo-jonowych miałaby rozpocząć się pod koniec 2025 roku.

Powodem podjęcia decyzji o stworzeniu dedykowanej spółki zajmującej się produkcją baterii w USA, było wspólne przekonanie obu firm o rozszerzeniu lokalnej produkcji pojazdów elektrycznych i zapewnienie terminowych dostaw akumulatorów. Te czynniki mają ogromne znaczenie w efektywnej ekspansji bardzo szybko rozwijającego się rynku aut elektrycznych w Ameryce Północnej.

– Nasza spółka joint venture z Hondą, której marka cieszy się znaczącą reputacją, jest kolejnym kamieniem milowym w naszej średnio- i długoterminowej strategii promowania elektromobilności na dynamicznie rozwijającym się rynku Ameryki Północnej – powiedział Youngsoo Kwon, CEO LG Energy Solution. – Naszym nadrzędnym celem jest zdobycie zaufania i szacunku naszych klientów. Aspirujemy do pozycji wiodącego innowatora w dziedzinie akumulatorów, współpracującego z Hondą w realizacji jej kluczowych inicjatyw w zakresie elektryfikacji, a także dostarczającego zrównoważone rozwiązania energetyczne wymagającym konsumentom – dodał.

– Honda wszystkimi swoimi działaniami zmierza w kierunku realizacji celu, jakim jest osiągnięcie do 2050 roku neutralności węglowej dla wszystkich swoich produktów i działań korporacyjnych – poinformował Toshihiro Mibe, prezes, dyrektor generalny i dyrektor reprezentacyjny Honda Motor Co., Ltd. – Zgodnie z naszym wieloletnim zobowiązaniem dotyczącym tworzenia produktów blisko klientów, Honda angażuje się w lokalne zapotrzebowanie na baterie do pojazdów elektrycznych, które są ich kluczowym elementem. Ta inicjatywa w USA, w porozumieniu z LG Energy Solution, światowym liderem wśród producentów akumulatorów, jest dowodem tej strategii.

Założenie spółki planowane jest na 2022 rok. Termin realizacji jest zależny od standardowych warunków finalizacji inwestycji oraz zatwierdzeń regulacyjnych.

Co pandemia i wojna zmieniły w świecie przemysłu?

Pandemia COVID-19 oraz agresja Rosji na Ukrainę wywróciły znany dotychczas porządek rzeczy do góry nogami i przyniosły szereg zmian na wielu poziomach: między innymi społecznym, kulturowym czy biznesowym. Z konsekwencjami obu tych zjawisk zmaga się również przemysł, który mierzy się z nową rzeczywistością i zmianami, które sektor może odczuć na długo – podkreśla Tomasz Haiduk, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i Prezes Instytutu Industry 4.0.

Nearshoring i problemy z dostępnością komponentów

Ograniczenia w przemieszczaniu się, surowe obostrzenia i restrykcje, izolacja i konieczność przebycia kwarantanny w dobie pandemii stały się naszą uciążliwą codziennością. Zmiany boleśnie odczuliśmy jako społeczeństwo, ale w wymiarze biznesowym przyniosło to szereg innych przykrych konsekwencji, zwłaszcza w branży logistycznej. Pandemia przerwała ciągłość łańcuchów dostaw i utrudniła wymianę handlową m.in. pomiędzy Chinami a całym szeroko pojętym Zachodem.

Problem z dostępnością komponentów wybuchł w ciągu ostatnich kilku lat niczym pożar. Na globalnym rynku przemysłowym okazało się, że firmy są kompletnie nieprzygotowane na to, że coś może być niedostępne. Szczególnie duże firmy, które powiązane były z dostawcami umowami o często bardzo wyśrubowanych parametrach czasowo-ekonomicznych, nagle stanęły przed sytuacją, w której pewnych rzeczy po prostu nie ma i… nie wiadomo, kiedy będą.

Powszechnie znanym przykładem są perturbacje na rynku automotive. Fabryk nie mogą opuścić setki samochodów, których nie mozna sprzedać, ponieważ brakuje do nich komponentów elektronicznych, dotychczas produkowanych w ograniczonej liczbie fabryk zlokalizowanych bardzo daleko w Azji. Doprowadziło to do sytuacji, w której na popularności zaczął zyskiwać tzw. nearshoring. To nic innego, jak outcourcing usług do bliżej położonych krajów.

Wyraźnie widać bowiem, że coraz więcej firm szuka kontaktów z dostawcami w najbliższej okolicy. Zmiana sytuacji skłoniła menedżerów do zadania sobie kilku pytań, na przykład:

  • Czy koniecznie muszę mieć partnera biznesowego na drugim końcu świata i dlaczego jest on lepszy niż ten w mojej najbliższej okolicy?
  • Jak sobie poradzę z ewentualnym ryzykiem utraty ciągłości dostaw?
  • Co się stanie, kiedy mój partner biznesowy ze względów od niego niezależnych nie będzie mógł zrealizować zamówionych u niego usług czy dostaw towarów?
  • Czy właściwie kalkuluję ryzyka z tym związane?

Powodów takiego zaburzenia ciągłości dostaw może być mnóstwo. Równie dobrze mogą być to pandemia i wojna, ale też embargo, administracyjne ograniczenia importu czy dostępności surowców.

Poszukiwanie bliżej usytuowanych partnerów jest więc zjawiskiem, które w mojej ocenie zostanie z nami na stałe – i to zarówno w skali globalnej, jak i lokalnej (warto zresztą nadmienić, że Unia Europejska prowadzi już projekty związane z alokacją produkcji kluczowych komponentów z powrotem do Europy). Bliżej zlokalizowanych partnerów szukają też mniejsze firm. Coraz powszechniejszą dewizą jest wybór „takiego partnera, który dojedzie do mnie na rowerze”. 50 czy 100 km jest właśnie taką odległością, która daje dużą dozę pewności, że szczególnie usługi na przykład serwis czy usługi uruchomieniowe zostaną wykonane nawet przy różnego rodzaju ograniczeniach administracyjnych.

Eksplozja zachowań spekulanckich

Na wszystkie zaburzenia związane z logistyką światową nałożyła się też eksplozja zachowań spekulanckich. W wielu krajach wdrożono finansowe pakiety pomocowe dla przedsiębiorstw w trudnej sytuacji. Nie zawsze trafiały one tam, gdzie trzeba. Na rynek rzucono ogromną ilość gotówki, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale również i w Europie. Czy ta pomoc trafiła do najbardziej potrzebujących? Moim zdaniem – niekoniecznie. Duża część środków spłynęła nie do firm produkcyjnych, lecz do różnego rodzaju firm handlowo-pośredniczących, które wręcz gotowały się od nadpłynności. A co można zrobić z nadmiarem gotówki? Najlepiej kupić jakiś towar, szczególnie „chodliwy”. Stąd pojawił się ogromny popyt na elementy automatyki przemysłowej, robotykę, sterowniki programowalne, komputery, układy scalone ale także profile aluminiowe czy półprodukty do produkcji plastiku. Ważne, aby były potrzebne w ciągu najbliższych miesięcy, a jednocześnie nie miały określonego terminu ważności, tak jak produkty spożywcze. Rynek braku komponentów został jeszcze bardziej rozchwiany przez zachowania czysto ludzkie – kupowanie na zapas. Jeżeli nie wiem, czy coś będzie dostępne, a mam na to środki z tzw. tarczy pomocowej, to na wszelki wypadek kupuję dwa razy więcej, niż rzeczywiście potrzebuję.

Producenci byli zaś przygotowani na wzrost popytu rzędu 10 %, może 15 % rocznie i właśnie na taki wzrost przygotowali swoje moce produkcyjne. Kiedy jednak popyt z tygodnia na tydzień rośnie dwukrotnie, a znaczna jego część to popyt spekulacyjny lub wywołany przez firmy, które niekoniecznie potrzebują danego komponentu do bieżącej produkcji, nie da się go pokryć. Często zdarzało się, że firmy zamawiały niezbędne komponenty już na etapie składania oferty, jeszcze przed finalizacją danego zamówienia, co powodowało multiplikowanie popytu oraz naturalnie windowanie cen.

W tej chwili sytuacja powoli się stabilizuje, bo rynek inwestycyjny wchodzi w fazę spowolnienia. Nagle okazało się, że wiele firm zostało z zakupionymi towarami i nie bardzo wiedzą, co mają zrobić z takim „gorącym kartoflem”. Kupowali na górce popytu spekulacyjnego, a trudno dokonać przeszacowania magazynu w dół. To bowiem operacja, której ani żaden menedżer, ani żaden główny księgowy nie lubi.

Popyt na eko

Mówienie o eko rozwiązaniach jest teraz szczególnie trudne wobec sytuacji na rynku gazu, ropy i innych surowców energetycznych importowanych z Rosji. Kraje UE stoją dziś w obliczu weryfikacji swojej koncepcji energetyki opartej na OZE, jedynie uzupełnianych przez gaz,  i przejścia na uzupełnianie źródeł „eko” tym, czym aktualnie dysponują – na przykład węglem czy energetyką jądrową. Coraz więcej państw wraca do projektów związanych z energetyką konwencjonalną i bynajmniej nie dlatego, że są bardziej ekonomiczne czy przyjazne dla środowiska, ale dlatego, że państwa te boją się braku paliwa.

Taka jest sytuacja w Polsce (choć na pewno tutaj można byłoby zrobić o wiele więcej), ale również i w Niemczech, gdzie wstrzymano wygaszanie elektrowni jądrowych, a władze zastanawiają się nad tym, co może być szkieletem energetyki uzupełniającym energetykę alternatywną. W temacie ekologicznych rozwiązań jest jeszcze naprawdę wiele do zrobienia.

Przyjmując jednak perspektywę klientów – zwrot w stronę „eko” jest wyraźny. Coraz więcej konsumentów zwraca uwagę nie tylko na to, jak i z jakich surowców zostały wyprodukowane dane produkty oraz czy producent zapewnia powrót tych produktów po okresie eksploatacji do ponownego obiegu.

Bardzo trudno dziś jest sprzedać coś, co uważane jest za nieekologiczne. Niebycie eko prostu jest już passé, a – jak powszechnie wiadomo – w segmencie konsumenckim łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wiele firm coraz baczniej zwraca uwagę na przygotowanie takiej polityki zakupowej i informacyjnej, aby można było wykazać, że ich produkty wytwarzane są z poszanowaniem wymagań naszej planety. Upowszechnia się konieczność śledzenia i monitorowania łańcucha dostaw tak, aby klient zdawał sobie sprawę i był w sposób wiarygodnie poinformowany, z czego produkt został wyprodukowany. Z pomocą przychodzą rozwiązania wykorzystywane przez Przemysł 4.0, na przykład technologia blockchain. Większość firm, szczególnie w przemyśle spożywczym, coraz chętniej spogląda na nią jako jedno z ciekawszych rozwiązań w tym zakresie.

Tomasz Haiduk, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, Prezes Instytutu Industry 4.0