Trzecia spadkowa sesja na Wall Street

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły wczoraj trzeci raz z rzędu (S&P 500 -1,1 proc., DJIA -0,96 proc., Nasdaq Composite -1,12 proc.) osiągając najniższe poziomy od końca lipca. Najniżej od prawie 1,5 roku był meksykański IPC Index (-0,86 proc.). Zupełnie odmiennie zachowywał się chilijski IPSA Index, który wyszedł na najwyższy poziom od 2018 roku (+0,35 proc.).

Spadki przeważały dziś również na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniej – o 1,58 proc. – spadał chiński Shanghai B-Share Index. Rosnącymi wyjątkami były główne indeksy na Tajwanie, w Korei Południowej i Tajlandii.

Odmiennie było dziś rano w Europie, gdzie dominowały dziś rano lekkie zwyżki indeksów giełdowych (DAX +0,19 proc., CAC 40 +0,12 proc. ok. godz. 9:40).

Rosły dziś rano główne indeksy GPW, ale zmiana poziomu WIG-u 20 była dziś ok. godz. 9:40 minimalna (+0,01 proc.). Swe nowe przynajmniej roczne minima zaliczyły dziś WIG-Górnictwo i WIG-Moto. Najniżej od 2 lat była dziś cena akcji KGHM. Wśród składników mWIG-u 40 najniższe od przynajmniej roku poziomy osiągnęły ceny akcji spółek ING Banku Śląskiego, Intercars i BNP Paribas Bank Polski. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe ponad 2-letnie minimum zaliczył kurs akcji Newagu.

Na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Europie przeważały lekkie spadki rentowności. Rentowność polskich 10-latek próbowała wrócić poniżej poziomu 6 proc. (6,03 proc.).

Po osiągnięciu w poniedziałek swych rekordowych poziomów cena notowanych na ICE kontraktów na brytyjski gaz ziemny tąpnęła wczoraj o ponad 21 proc. Cena analogicznych kontraktów w Holandii spadła wczoraj o prawie 11 proc. Po wczorajszym silnym spadku ceny kontraktów na ropę naftową lekko dziś zwyżkowały ok. godz. 9:15 (WTI +0,43 proc., Brent +0,48 proc.). Cena kontraktów na uran na COMEX-ie po wzroście o 3,11 proc. osiągnęła wczoraj najwyższy poziom od prawie 2 miesięcy. Najniższego poziomu od roku dotknęła wczoraj cena kontraktów na drewno na CME. Spadając wczoraj o 6,75 proc. cena kontraktów na prawa do emisji dwutlenku węgla w UE skala 7-dniowego spadku ceny tego instrumentu przekroczyła 18 proc. i była najwyższa od początku marca.

Stabilny był dziś rano kurs EUR/USD (+0,03 proc. ok. godz. 9:23), który minimalnie przekraczał poziom parytetu (1,00192). Zanim amerykański dolar zaczął lekko słabnąć zdołał zaliczyć najwyższy od 2009 roku poziom względem koreańskiego wona i ponad 2-letnie maksimum względem dolara tajwańskiego.

Zmiany kursu złotego względem głównych walut były dziś minimalne (EUR/PLN 0 proc., USD/PLN +0,1 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara rosnąc dziś rano o 1,74 proc. powrócił powyżej poziomu 20000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Po lipcowym odbiciu sprzedaż mieszkań znowu spadła

Z danych portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl za sierpień tego roku wynika, że łączna sprzedaż nowych mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce spadła o 10,1% w stosunku do lipca, oraz o ponad 47% w stosunku do sierpnia ubiegłego roku. Spadki jednak nie dotyczą mieszkań gotowych lub prawie gotowych (do odbioru do końca roku) – takie lokale sprzedają się o prawie 250 % szybciej niż pozostałe mieszkania. Pomimo słabej sprzedaży ceny stoją w miejscu, choć realnie są one nieco niższe dzięki powszechnym promocjom i rabatom.

W sierpniu 2022 roku na największych rynkach nieruchomości w Polsce: Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Katowice oraz Trójmiasto, sprzedano łącznie 2 551 mieszkań. Największe spadki miesiąc do miesiąca zanotowały Poznań i Łódź, zaś wzrosty sprzedaży Warszawa i Wrocław. Jeśli chodzi o dane miesięczne dla poszczególnych miast to – zwłaszcza dla mniejszych rynków – należy podchodzić do nich z dużą rezerwą. Okres urlopowy powoduje często, brak podpisywania umów deweloperskich w jednym miesiącu, a kumulację w kolejnym.

Tab.1. Sprzedaż mieszkań w sierpniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2021 r. i lipca 2022 r.

  Sierpień 2021 Sierpień 2022 zmiana
r/r
Lipiec Sierpień 2022 zmiana m/m
2022
Warszawa 1 189 728 -38,8% 693 728 5,1%
Kraków 731 574 -21,5% 622 574 -7,7%
Wrocław 879 464 -47,2% 456 464 1,8%
Trójmiasto 1 184 388 -67,2% 294 388 32,0%
Poznań 540 168 -68,9% 383 168 -56,1%
Łódź 145 148 2,1% 299 148 -50,5%
Katowice 163 81 -50,3% 91 81 -11,0%
Razem – 7 rynków 4 831 2 551 -47,2% 2 838 2 551 -10,1%

Źródło: tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Tab.2. Sprzedaż mieszkań w porównaniu sierpień 2022 r. do sierpnia 2021 r.

Tab.2. Sprzedaż mieszkań w porównaniu sierpień 2022

Tab.3. Sprzedaż mieszkań w porównaniu sierpień 2022 r. do lipca 2022 r.

Tab.3. Sprzedaż mieszkań w porównaniu sierpień 2022W sierpniu kupujący wyjechali na wakacje i po lipcowym niewielkim odbiciu sprzedaż mieszkań znów siadła. Należy jednak pamiętać, że w każdym analizowanym przez nas roku dane sierpniowe są zawsze słabsze niż lipcowe, bo sierpień ze względu na układ kalendarza jest miesiącem chętniej wybieranym na urlop, zarówno przez klientów jak i pracowników działów sprzedaży. We wrześniu spodziewamy się już solidnego odbicia prognozuje Robert Chojnacki, założyciel serwisu tabelaofert.pl.

Portal mieszkaniowy tabelaofert.pl opublikował także dane dotyczące cen sprzedanych mieszkań. Wynika z nich, że pomimo niskiej sprzedaży ceny nie chcą spadać, na siedmiu badanych rynkach symboliczny spadek (-0,7%) był tylko w Poznaniu, natomiast na pozostałych można zauważyć niewielkie wzrosty (od 0,3% do 2,4%).

Publikowane ceny mieszkań nie uwzględniają powszechnie udzielanych obecnie rabatów oraz czasowych promocji. Z naszych danych wynika, że tam gdzie jest rabat, jest też sprzedaż. Deweloperzy, którzy ich nie udzielają notują znacznie gorsze rezultaty sprzedażowe. Widać jednak niechęć deweloperów do obniżania cen, ponieważ uniemożliwiają im to wysokie koszty finasowania – zaznacza Robert Chojnacki.

Tab.4. Średnie ceny ofertowe mieszkań sprzedanych w sierpniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2021 r. i lipca 2022 r.

  Sierpień 2021 Sierpień 2022 zmiana r/r Lipiec Sierpień 2022 zmiana m/m
2022
Warszawa 11 109 13 264 19,4% 13 224 13 264 0,3%
Kraków 9 942 11 465 15,3% 11 355 11 465 1,0%
Wrocław 10 374 10 910 5,2% 10 658 10 910 2,4%
Gdańsk 10 216 11 062 8,3% 11 027 11 062 0,3%
Poznań 8 216 9 533 16,0% 9 603 9 533 -0,7%
Łódź 7 413 8 575 15,7% 8 401 8 575 2,1%
Katowice 7 952 9 311 17,1% 9 204 9 311 1,2%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Serwis tabelaofert.pl przeanalizował również tempo sprzedaży mieszkań w zależności od terminu oddania. Okazało się, że mieszkania gotowe lub prawie gotowe (z terminem odbioru do końca roku) sprzedają się znacznie szybciej niż pozostałe lokale. Gdyby tempo sprzedaży było takie jak w sierpniu to wszystkie mieszkania gotowe oraz z terminem realizacji do końca 2022 roku sprzedałyby się w czasie nieco ponad 12 miesięcy, natomiast do sprzedaży pozostałych lokali potrzebne byłoby prawie 29 miesięcy, czyli prawie 2,5 raz więcej.

Tab.5. Czas wyprzedania oferty w sierpniu 2022 r.Tab.5. Czas wyprzedania oferty w sierpniu 2022

Obecnie problemy ze sprzedażą mieszkań deweloperskich w znacznie mniejszym stopniu dotyczą lokali gotowych głównie ze względu na bardzo silny rynek najmu. Zwracam uwagę, że po pierwszym lipca, czyli po wprowadzeniu nowej ustawy deweloperskiej, która znacznie podniosła koszty prowadzenia projektu deweloperskiego obserwujemy masowe wstrzymywanie się deweloperów z uruchamianiem nowych inwestycji. Jak tak dalej pójdzie to pod koniec 2023 roku nie będzie ofert mieszkań gotowych na rynku pierwotnym, a ponieważ na rynku wtórym część sprzedających wycofała się ze sprzedaży i zdecydowała się na wynajem, to możemy mieć problem z dostępnością lokali – podkreśla Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

W sierpniu inflacja nie wyjechała na wakacje

Według szybkiego szacunku GUS, w sierpniu inflacja wyniosła 16,1 proc., rosnąc z poziomu 15,6 proc. w lipcu. Widać, że mamy przed sobą kolejne miesiące znacznego wzrostu cen.

Wzrost inflacji nastąpił mimo dalszego spadku cen benzyny, która w sierpniu staniała o 8,3 proc. wobec lipca. Wzrosły natomiast ceny żywności o 1,6 proc. oraz nośników energii w tym węgla i gazu ziemnego o 3,7 proc. Dalszy wzrost inflacji powoduje, że prawie pewna stacje się podwyżka stóp procentowych na posiedzeniu RPP w dniu 7 września. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to podwyżka stóp o 0,5 p.p.
Polacy na bankowych lokatach ponoszą rekordowe straty. Na rocznej lokacie bankowej założonej na początku września 2021 roku i zakończonej w sierpniu 2022 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła 13,7 proc.

Inflacja stanowi obecnie najważniejszy powód do niepokoju dla inwestorów zarówno w Polsce, jak i na świecie. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, w którym ankietowanych było 10 000 inwestorów detalicznych w 14 krajach, wynika, że ze wszystkich nacji, to Polacy najbardziej boją się inflacji. W drugim kwartale 2022 roku, aż 66 proc. badanych inwestorów z Polski wskazuje rosnącą inflację jako główny powód do niepokoju (wzrost z 59 proc. w pierwszym kwartale 2022 r.), podczas gdy we wszystkich badanych krajach, inflacja budzi obawy 54 proc. ankietowanych (wzrost z 47 proc.).

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Uwaga na rynek pracy

Koniec wakacji przynosi na rynkach sporą zmienność. W centrum uwagi są koszty energii w Europie i na tym froncie mamy poprawę sytuacji po zapowiedzi interwencji z Brukseli. Drugim tematem jest skala zacieśnienia polityki pieniężnej, a tu bardzo ważne będą dane z rynku pracy.

Inwestorzy nie przywykli do restrykcyjnej polityki pieniężnej. W ostatnich latach banki centralne niemal na każdy problem reagowały luzowaniem, dzięki czemu powstało wrażenie, że tak naprawdę często złe informacje to dobre informacje, bo zbliżają nas do interwencji. Teraz jest inaczej, bo inflacja jest wysoka i to co jest samo w sobie złą informacją (np. wysokie koszty energii) może być podwójnie złą bo bank centralny nie tylko nie zareaguje luzowaniem, ale wręcz przeciwnie, uzna, że potrzebne jest dalsze zacieśnienie. Przykładem są ostatnie doniesienia z EBC, banku, który przez lata utrzymywał ogromny dodruk i ujemne stopy, a teraz sugeruje możliwą podwyżkę we wrześniu aż o 75bp.

Rynki boją się, że recesja wywołana spadkiem siły nabywczej gospodarstw domowych (plus dodatkowo zakłóceniami związanymi z racjonowaniem energii w Europie) zostanie pogłębiona przez determinację banków do walki z inflacją. Dlatego też przez dużą część wakacji na rynkach dominował tzw. „pivot play” – obstawianie zmiany polityki Fed w reakcji na pogarszające się perspektywy makroekonomiczne. To dlatego rynek tak źle przyjął wystąpienie szefa Fed w Jackson Hole. Staje się jasne, że Fed chce widzieć nie tylko szczyt inflacji, ale także wyraźne osłabienie kondycji na rynku pracy, które utrwali tendencję spadkową inflacji. Potwierdza to dzień wczorajszy, kiedy niespodziewanie dobry raport o nowych ofertach pracy wywołał bardzo nerwową reakcję rynku. W piątek czeka nas raport NFP, ale dziś (14:15) wraca raport ADP, który jest prywatnym szacunkiem zmiany zatrudnienia – niedostępnym w ciągu ostatnich miesięcy ze względu na zmiany metodologii.

Perspektywa większej podwyżki stóp ze strony EBC umacnia nieco europejskie waluty, jednak tutaj nadal ogromne znaczenie ma to, czy sytuacja na rynku energii ponownie się nie pogorszy. O 9:00 euro kosztuje 4,7264 złotego, dolar 4,7361 złotego, frank 4,8972 złotego, zaś funt 5,5447 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, główny analityk XTB

Z kieszeni kierowców może zniknąć nawet 1.3 miliarda złotych rocznie

Polscy dealerzy protestują przeciw projektowanym zmianom dążącym do dziesięciokrotnego podwyższenia opłat za zawarcie umowy ubezpieczenia OC.

Branża motoryzacyjna jest zaalarmowana właśnie projektowaną podwyżką opłat na fundusz CEPiK płaconych z tytułu zawierania umów OC pojazdów. W dniu 29 sierpnia 2022 roku Związek Dealerów Samochodów wystosował do Ministerstwa Cyfryzacji pismo protestacyjne w tej sprawie. Uczyniliśmy to nie tylko w imieniu naszej branży, ale milionów właścicieli pojazdów Polsce.

Opublikowany niedawno projekt przewidujący podwyżkę opłaty ewidencyjnej zakłada zmianę w ustawie z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze ubezpieczycieli Komunikacyjnych. Zgodnie z tymi przepisami przy każdej zawartej umowie ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych zakład ubezpieczeń uiszcza opłatę ewidencyjną na tzw. Fundusz CEPiK. Opłata ta ma z definicji finansować prowadzenie, utrzymanie i modyfikacje tego ważnego rejestru. Zgodnie z projektem, wysokość opłaty ewidencyjnej nie będzie już jednak stała, ale ma być ustalana w drodze rozporządzenia ministra właściwego do spraw informatyzacji w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw instytucji finansowych i może wynosić do 1 % przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej ustalanego przez GUS.

Według aktualnych danych (zgodnie z komunikatem Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2021 roku wyniosło 5 662,53 zł), w praktyce oznacza to zatem potencjalne podniesienie kosztu dla każdego wykupującego OC z jednego euro (czyli niecałych pięciu złotych) aż do 57 złotych, będących odpowiednikiem 1% aktualnego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

W Polsce rocznie zawieranych jest około 26 milionów umów ubezpieczeń OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. W skali całego rynku przedmiotowa podwyżka to ogromne pieniądze, które będą pochodzić od właścicieli samochodów.

Po raz kolejny dochodzi do sytuacji, w której ustawodawca postanawia podnieść ceny towaru czy usługi poprzez sztuczne pompowanie ich niekorzystnymi dla obywateli ustawami. Tym razem padło na ubezpieczenia OC, które są zobowiązani opłacić posiadacze wirtualnie wszystkich pojazdów poruszających się po drogach. Mowa tu o ponad 26 milionach umów rocznie, co nawet przy dotychczasowej opłacie na poziomie ok. 5 złotych za pojedynczą umowę, sumarycznie stanowi gigantyczną kwotę. Mnożenie tej opłaty aż 10 razy stanowi zabieg zakrawający o absurd z ekonomicznego punktu widzenia, gdzie praktycznie wszystkie te pieniądze trafią w ręce państwa. Jest to cios w obywateli i przedsiębiorców zwłaszcza teraz, w dobie ciągłych podwyżek cen i szalejącej inflacji. Związek Dealerów Samochodów oczywiście nie może pozostać bierny wobec takiej sytuacji, biorąc pod uwagę liczbę umów zawieranych przez właścicieli salonów. Apelujemy do władz o usunięcie zapisu o podwyżce i nalegamy o uwzględnienie nas oraz naszych postulatów w trakcie konsultacji publicznych! Należy też pamiętać, że podwyżka ta obejmie swoim zakresem nawet umowy 30-dniowe, niezwykle popularne w branży sprzedawców samochodów.” – powiedział Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Projektowana podwyżka stanowić będzie ogromny problem dla sprzedawców samochodów. Projekt ustawy nie przedstawia od jakich umów ubezpieczenia opłata będzie pobierana, przez co należy rozumieć, że obciążone będą nią w takim samym zakresie umowy krótkoterminowe, czyli te 30-dniowe. Rocznie autoryzowani dealerzy rejestrują na siebie nawet kilkaset tysięcy nowych pojazdów, które stanowią towar handlowy i nie przemieszczają się po drogach publicznych. W wielu przypadkach opłata ewidencyjna w nowej formie byłaby wyższa od aktualnego kosztu takiego 30-dniowego ubezpieczenia, a ponoszona co 30 dni stanowiłaby ogromny cios dla rynku autoryzowanych dealerów, który już od dłuższego czasu zmaga się z coraz większymi problemami nie tylko wzrostu kosztów finansowania, ale również z niską dostępnością samochodów, zerwaniem łańcuchów dostaw czy wciąż obecnym problemem związanym z zapotrzebowaniem na półprzewodniki.

Związek Dealerów Samochodów po analizie prawnej proponowanych zmian wystąpił do Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Janusza Cieszyńskiego będącego przedstawicielem Ministerstwa Cyfryzacji, odpowiedzialnego za ustalenie proponowanych stawek, z pismem apelującym o usunięcie z przedmiotowego projektu zmiany dotyczącej sposobu określenia wysokości opłaty ewidencyjnej, a także o uwzględnienie Związku Dealerów Samochodów w dalszych pracach nad projektem i konsultacje ewentualnych dalszych wersji projektu.

 

Można wybrać strukturę działalności, która ograniczy zobowiązania podatkowe

Jeśli podatnikowi przysługuje wybór pomiędzy dwiema czynnościami, to nie ma on obowiązku wyboru tej, z którą wiąże się obowiązek zapłaty najwyższej kwoty VAT. Przeciwnie, ma prawo wybrać taką strukturę swojej działalności, dzięki której ograniczy swoje zobowiązania podatkowe – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w sprawie przedsiębiorcy oskarżonego o udział w karuzeli VAT (wyrok z 27 czerwca 2022 r., sygn. akt I SA/Gl 878/21).

Zarzut uczestnictwa w karuzeli VAT

W sprawie jednej z firm ze Śląska, naczelnik urzędu celno-skarbowego, a za nim dyrektor izby administracji skarbowej, stwierdzili, że nie mogła ona w kwietniu 2016 r. nabyć od polskiego kontrahenta towaru za cenę ponad 528 000 zł brutto, zawierającą 23% VAT (czyli 121 000 zł) i odsprzedać go za 562 000 zł, z 0% stawką VAT, odbiorcy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Właśnie o zwrot kwoty ponad 121 000 zł VAT wystąpił podatnik.

W ocenie organów, prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą przedsiębiorca, z uwagi na rozmiary swojej firmy, m.in. brak zatrudnionych pracowników, nie mógł w rzeczywistości przeprowadzać transakcji o tak znacznej wartości. Na tej podstawie organ podatkowy wysnuł wniosek, że przedsiębiorca był świadomym ogniwem oszustwa podatkowego karuzeli VAT, nabywając elektronikę, czyli towar z tzw. branży wrażliwej, najbardziej narażonej na próbę wyłudzeń VAT, od dostawcy, co do którego inny organ skarbowy ustalił, iż uczestniczył w 2015 r. w łańcuchu transakcji mających na celu wyłudzenie VAT. Organy podniosły również, że przedsiębiorca nabywał towar po cenie znacznie wyższej niż rynkowa. To również zdaniem fiskusa świadczyło o fakturowaniu zakwestionowanych transakcji jedynie celem uzyskania znacznego zwrotu VAT dzięki odsprzedaży towaru z zerową stawką.

Decydujące ustalenia poczyniono nie wobec przedsiębiorcy, a jego kontrahenta

Przedsiębiorca wniósł skargę do sądu. Pełnomocnicy firmy, mec. Robert Nogacki i adwokat Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec, zarzucili organom, że oparły się w swoich ustaleniach na cenach towarów przedstawionych przez tylko jednego dystrybutora, podczas gdy takich dystrybutorów sprzętu elektronicznego było wielu. Rozbieżność oferowanych na rynku cen była bardzo duża, a cena za jaką oskarżony oszustwo przedsiębiorca nabywał towar o mieściła się w tych widełkach. Jednak najważniejszy zarzut skargi dotyczył tego, że fiskus zamiast przeciw przedsiębiorcy zebrał dowody przeciw jego kontrahentowi.

Organy podatkowe wykorzystały przeciwko przedsiębiorcy głównie ustalenia dokonane w niepotwierdzonej prawomocnym rozstrzygnięciem decyzji wymiarowej, wydanej wobec jedynego, w dodatku jednorazowego dostawcy towaru, przy czym ustalenia te w ogóle nie dotyczyły skontrolowanego w przedmiotowym postępowaniu okresu, ani też samej zakwestionowanej przez organy transakcji. Ta decyzja nie mogła być więc dowodem w postępowaniu przeciw mojemu klientowi – komentuje mec. Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Przedsiębiorca nie był uczestnikiem karuzeli

Sąd uchylił zaskarżoną decyzję skarbówki, przychylając się do stanowiska przedsiębiorcy, że nie działał on w ramach karuzeli podatkowej. Z zebranego materiału dowodowego nie wynika również, że działania jego kontrahentów na wcześniejszym i późniejszym etapie obrotu za okres objęty zaskarżoną decyzją były niezgodne z prawem. Sąd uznał, że organy naruszyły prawo pozbawiając przedsiębiorcę prawa do odliczenia VAT z zakwestionowanej faktury zakupowej, błędnie uznając, że stwierdza ona czynności, które nie zostały dokonane, a więc i dalsza odsprzedaż nie mogła mieć miejsca. Do odpłatnej sprzedaży doszło, i to przy zachowaniu oczekiwanej staranności kupieckiej.

Przedsiębiorcy nie mają obowiązku wyboru jak najwyższej formy opodatkowania

W uzasadnieniu swojego wyroku WSA w Gliwicach zwrócił uwagę na bardzo ważną dla przedsiębiorców i całego obrotu gospodarczo-prawnego kwestię. Przywołując regulacje unijnej dyrektywy VAT stwierdził, że przedsiębiorca podejmując transakcje, przy których ma wybór pomiędzy czynnością opodatkowaną a zwolnioną, nie ma obowiązku wyboru tej, z którą wiąże się konieczność zapłaty najwyższej kwoty VAT. Wręcz przeciwnie, może wybrać taką formę działalności, dzięki której ograniczy swoje zobowiązanie podatkowe.

Podsumowanie

Nagminną praktyką organów podatkowych jest opieranie się na ustaleniach poczynionych w sprawie innych podmiotów, do tego za inne okresy niż dotyczące konkretnych rozliczeń przedsiębiorców oskarżanych o oszustwa. Taka praktyka podciągnięcia działań przedsiębiorców pod paragraf niejednokrotnie już została potępiona przez sądy. W lipcu 2020 r. WSA w Białymstoku stanął po stronie firmy, którą organy podatkowe próbowały wmanewrować w oszustwo: „… organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok z 22.07.2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

W omawianym wyroku gliwicki sąd przypomniał, że organy podatkowe kwestionując prawo do odliczenia VAT mogą powoływać się na zasadę zakazu nadużycia prawa wyłącznie, gdy nadużycie jest ewidentne, a ingerencja w sposób prowadzenia działalności gospodarczej nie nosi znamion nadmiernej. Powyższe wynika z nakazu zachowania neutralności systemu VAT i działania w oparciu o zasadę pewności prawa, która wymaga, aby stosowanie regulacji wspólnotowych było przewidywalne dla podmiotów działających w obrocie gospodarczym.

Pierwsza ze wspomnianych reguł, czyli zasada neutralności podatkowej, była wielokrotnie omawiana przez TSUE. Choć z jego wyroków wynika, że wszelkie ograniczenia tego prawa, które ze swej natury niweczą neutralność, mają charakter wyjątkowy i muszą mieć wyraźne oparcie w przepisach – w Polsce gros sporów podatkowych dotyczy prawa do odliczenia VAT. Zaś decyzje niekorzystne dla podatników nie są wydawane wobec sprzedawców, którzy po zrealizowaniu transakcji i wystawieniu faktury nie rozliczyli podatku, a głównie wobec nabywców, którzy naliczony podatek uwzględnili w swoich rejestrach VAT.

Ta naganna praktyka krajowych organów podatkowych wymaga pilnej zmiany – gdyż prowadzi do wieloletnich sporów, praktycznie uniemożliwiających prowadzenie dalszej działalności gospodarczej, a finalnie trafiających przed WSA/NSA. W obliczu zaistnienia takiej sytuacji podatnikom pozostaje szukać pomocy u profesjonalnych pełnomocników, którzy podpowiedzą, czy w danych okolicznościach organy opierają swoje uznanie na właściwym materiale dowodowym, dotyczącym transakcji objętych kontrolą. Zasadne jest wnioskowanie o wyłączenie z akt sprawy dowodów, które tych wymogów nie spełniają, lub o przyłączenie zbywcy towaru do prowadzonego postępowania, by mógł zabrać głos w całej sprawie (np. na podst. art. 166 Ordynacji podatkowej).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Inwestorzy znów czują się bezpiecznie w Polsce

Całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w I połowie br. wyniósł prawie 2,9 mld euro, co było ponad 40% więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Wysoka wartość inwestycji świadczy o nadal dużym zainteresowaniu inwestorów polskimi produktami inwestycyjnymi we wszystkich głównych kategoriach, pomimo nowej sytuacji geopolitycznej i wojnie na Ukrainie. Eksperci AXI IMMO analizują, jak prezentuje się sytuacja poszczególnych sektorów na rynku inwestycyjnym w I połowie 2022 r. w Polsce.

Pierwsze sześć miesięcy bieżącego roku rozpoczęły się bardzo dobrze na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Na koniec czerwca 2022 r. zarejestrowano wysoki wolumen transakcji na rynku inwestycyjnym, który był efektem kilku istotnych przejęć rozpoczętych jeszcze w 2021 r. Uzyskany wynik był o 40% wyższy niż w roku ubiegłym, a tym samym podobny do rezultatu z 2020 r. W podziale na sektory najwięcej zainwestowano w produkty biurowe 44%, następnie centra handlowe 28% i magazyny 24%.

– Największą niewidomą w II kw. br., która wpływała na postawię znacznej części inwestorów była sytuacja na Ukrainie. Widzimy, że obecnie sentyment do naszego regionu wraca, jednak niektórzy inwestorzy z Azji i USA oceniają bliskość konfliktu jako większe ryzyko i przyjmują na razie podstawę wyczekującą. Natomiast Ci z Europy i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, już są ponownie obecni na rynku – komentuje Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO.

Sektor biurowy wraca na podium

Sektor biurowy odpowiadał za 44%, czyli 1,3 mld euro całości wolumenu transakcji na rynku. Biura obroniły swoją pozycję w czasie pandemii Covid-19. Obecnie pracownicy wrócili do biur, popyt na rynku wraca do normy, co przekłada się na trend wzrostowy w stawkach najmu  i na zwiększoną popularność tej kategorii aktywów wśród inwestorów. Ważnym sygnałem dla sektora był zakup przez Google od Ghelamco budynków B i C kompleksu The Warsaw HUB za 583 mln euro. Był to rekordowa transakcja na ryku biurowym. Przy czym nie tylko Warszawa znalazła się na radarze inwestorów, na popularności zyskują również miasta regionalne. Dość duże transakcje miały miejsce we Wrocławiu, a największa z nich w Poznaniu, gdzie Estnine zakupił od Skanska budynek D w kompleksie Nowy Rynek za ok. 121 mln euro.

Sektor handlowy zdominowany przez transakcje portfelowe

Wysoki wynik sektora handlowego w dużej mierze uzyskano dzięki dwóm transakcjom sfinalizowanym przez EPP o wartości 653 mln euro, które dotyczyły około 50% udziałów w dwóch portfelach nieruchomości handlowych: na rzecz PIMCO oraz na rzecz I Group – w konsekwencji wycofania EPP z giełdy w Johannesburgu i Luksemburgu. Pozostałe sprzedaże to przede wszystkim parki handlowe i wolno stojące sklepy spożywcze. Jest to ulubiona kategoria produktów wybierana przez fundusze, które już od kilku lat intensywnie inwestują w mniejsze formaty w Polsce. Ta kategoria produktów nie straciła na popularności nawet w trakcie trwania pandemii Covid-19.

Sektor magazynowy z niższym wynikiem, ale nadal na fali

Sektor magazynowy osiągnął o 25% niższy wynik niż w roku ubiegłym. Wolumen transakcji zamknął się na poziomie 0,7 mld euro, ale to efekt tymczasowy. Aktywa logistyczno-przemysłowe wciąż przyciągają inwestorów. Popyt na rynku najmu pozostaje wysoki, a jego motorem napędowym jest e-commerce. W kolejnych kwartałach będzie zwiększać się udział produkcji związanej ze zmianami w łańcuchach dostaw oraz przenoszeniem firm z ogarniętej wojną Ukrainy. Stawki czynszów co najmniej od dwóch kwartałów wykazują tendencję wzrostową, zwłaszcza dotyczy to nowych projektów, które muszą uwzględniać wyższe koszty związane z budową. Rosną również koszty finansowania, co w efekcie powoduje, że stopy kapitalizacji przestały spadać. Za najlepsze produkty magazynowe stopy kapitalizacji wahały się w przedziale 4,7% – 5%.

PRS perspektywiczny produkt inwestycyjny

Wzrost oprocentowania kredytów hipotecznych oraz masowy napływ uchodźców z Ukrainy wygenerował bardzo duży popyt na wynajem, co spowodowało gwałtowny wzrost stawek czynszów za wynajem w głównych miastach Polski. Dodatkowo spadek sprzedaży indywidualnej mieszkań, skłania coraz większą grupę deweloperów do współpracy z funduszami inwestującymi w PRS. Na razie, na rynku nie ma wielu transakcji ze względu na dość długie procesy decyzyjne oraz problemy inwestorów związane ze zwiększonymi kosztami finansowania. Jednak potencjał sektora wydaje się dość duży i możemy spodziewać się odbicia i dużej aktywności inwestorów już w drugiej połowie roku.

Obecnie warte zaznaczenia  jest, że uwaga, jak i cele zagranicznych funduszy skupiają się na poszukiwaniu alternatywnych klas nieruchomości, poza sektorem logistycznym i magazynowym. To dobra prognoza dla pozostałych segmentów rynku, zwłaszcza dla biurowego,  ponieważ oznacza ponowny ruch i ciekawe przejęcia w kolejnych miesiącach roku – podsumowuje Grzegorz Chmielak.

Złoty odrabia straty

Sytuacja na rynkach pozwala odzyskać złotemu trochę wartości po ostatnich stratach. Szczególnie cieszyć powinni się frankowicze, gdyż CHF staniał w ciągu tygodnia o 3%.

Złoty odzyskuje oddech

Po piątkowym wystąpieniu prezesa FED rynek się jeszcze dobrze nie otrząsnął, a już pojawiają się wątpliwości. Widać to dobrze na głównej parze walutowej, która niby zareagowała korzystnie dla dolara, ale teraz znów wraca w górę. Ruch ten jednak jest mocno korzystny dla PLN. Odpływ kapitału z USA powoduje, że złoty zyskuje. Jeszcze tydzień temu zastanawialiśmy się, czy euro będzie kosztować 4,80 zł. Dzisiaj obserwujemy okolice 4,73 zł. Frank, który atakował 5 zł, dzisiaj testował 4,85 zł. Tutaj jednak zasługą są też zmiany relacji euro do franka. Po słabszym odczycie indeksu zaufania KOF inwestorzy patrzą mniej przychylnie na franka.

Węgry windują stopy procentowe

Wszystko wygląda na to, że Węgrzy podniosą dzisiaj stopy procentowe o kolejny procent. Kraj ten ma zadziwiającą koncepcję wciskania równocześnie hamulca i gazu. Coś, co zresztą z polskiej perspektywy nie powinno aż tak dziwić, bo sami tak robimy. Kraj ten podniósł już stopy procentowe do 10,75%. Więcej w Europie ma Białoruś, Mołdawia i Ukraina. Nie jest to super prestiżowe grono, a pierwszy partner z Unii Europejskiej nie ma nawet ⅔ tego wyniku. Walka z inflacją wymaga jednak zmniejszania ilości pieniądza w obiegu. Węgrzy najpierw utopili gospodarkę drukowanym pieniądzem w trakcie wyborów. Następnie zamrozili stopy procentowe na potrzeby kredytów hipotecznych, by podwyżki stóp nie dotknęły obywateli. Do tego doszła agresja ich rosyjskich przyjaciół na Ukrainę, co w państwie niesamowicie uzależnionym od importu surowców tylko skomplikowało sytuację. Na deser (skoro już było dziwnie) to państwo, podobnie jak Polska, postanowiło sprawdzić, czy da się robić rzeczy, które zablokują wypłaty środków z UE. Udało się. Nie można się zatem dziwić, że pomimo podwyżek stóp forint jest blisko najsłabszych poziomów względem złotego.

Wstrząsy wtórne na giełdach

Po piątkowym wystąpieniu prezesa FED rynki zareagowały paniką. Na giełdach było widać wyraźny odwrót jeszcze przez większość poniedziałku. Rynki starają się przetrawić, jak będzie wyglądała sytuacja. Z jednej strony wyższe od oczekiwań stopy procentowe w USA to wyższa opłacalność inwestycji pasywnych. Z drugiej strony spadki na giełdach zachęcają do próby łapania dołków. Na wielu giełdach dzisiaj od rana widać pewną poprawę. Podobnie do giełd reagują zresztą kryptowaluty. Tutaj jedyna istotna różnica to fakt, że spadki trwały jeszcze w weekend, gdyż rynki te nie są ograniczone do dni roboczych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy sytuacja energetyczna w Polsce i na świecie powinna wpłynąć na odroczenie realizacji celów ekologicznych?

Postępujące w ostatnich latach zmiany klimatu obligują decydentów do podejmowania licznych inicjatyw i działań na arenie międzynarodowej. Takie przedsięwzięcia jak Porozumienie paryskie, Agenda 2030 czy Europejski Zielony Ład nadały szybszego tempa oraz podniosły priorytet kwestii związanych z klimatem i działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju. Ostatnia z ww. inicjatyw, tj.  Europejski Zielony Ład jest szczególnie ambitna i kompleksowa, ponieważ obejmuje łącznie aż 48 działań w różnych dziedzinach – od sektora energii, poprzez rolnictwo i transport kończąc na udziale społeczeństwa w walce ze zmianami klimatu. Obecnie głównym celem UE jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w perspektywie do 2050 r. Natomiast do 2030 r. UE narzuciła sobie zobowiązanie zredukowania emisji o co najmniej 55% redukcji emisji netto w porównaniu z 1990 r. Zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej, aby osiągnąć cele Zielonego Ładu, w obecnym dziesięcioleciu (2021–2030), UE będzie musiała zwiększyć roczne inwestycje o około 520 mld EUR w porównaniu z poprzednim dziesięcioleciem (390 mld EUR rocznie przypada na dekarbonizację gospodarki oraz 130 mld  na pozostałe cele środowiskowe zielonej transformacji)[1]. Taka skala wydatków wykracza poza możliwości sektora publicznego i wiąże się z koniecznością przekierowania kapitałów prywatnych na inwestycje bardziej sprzyjające zrównoważonemu rozwojowi, a to z kolei będzie wymagało dogłębnej zmiany sposobu funkcjonowania systemu finansowego.

Jednocześnie cała Europa mierzy się dziś z bardzo trudną sytuacją gospodarczą i geopolityczną. Ożywienie pocovidowe, przerwanie łańcuchów dostaw oraz agresja Rosji na Ukrainę wywołało drastyczny wzrost cen surowców, nośników energii i samej energii elektrycznej, co przyczyniło się do największego wzrostu inflacji na świecie od lat 70-tych XX w. Aby przeciwdziałać rosnącym cenom, większość rządów w Europie zdecydowała się na podnoszenie stóp procentowych, co negatywnie odbija się na sytuacji zarówno producentów, jak i konsumentów, ponieważ oznacza wyższe koszty m.in. kredytów.

„Derusyfikacja” dostaw energii

„Derusyfikacja” dostaw paliw kopalnych w związku z atakiem Rosji na Ukrainę zapoczątkowała proces przewartościowania myślenia o polityce energetycznej.

Osłabia się znaczenie gazu ziemnego – który był przedstawiany jako paliwo przejściowe, ze względu na duży udział importu tego paliwa z kierunku rosyjskiego. W tych nowych okolicznościach krótkookresowym priorytetem dla Europy powinno być bezpieczeństwo dostaw oraz jak najszybszy koniec importu paliw z Rosji, natomiast na drugim miejscu powinna znaleźć się polityka klimatyczna i redukcja emisji. Nie oznacza to jednak, że obecną sytuację powinniśmy traktować jako pretekst do odejścia od polityki klimatyczno-energetycznej. Wręcz przeciwnie – powinniśmy ją lepiej wykorzystać i stopniowo uniezależnić się od paliw kopalnych np. poprzez intensyfikację działań na rzecz zwiększania udziału odnawialnych źródeł energii i poprawę efektywności energetycznej.

W ramach REPowerEU środkami  średnioterminowymi mającymi na celu stopniowe wycofanie importu rosyjskich paliw kopalnych jest właśnie podniesieniu ogólnounijnego celu w zakresie efektywności energetycznej na 2030 r. z 9 do 13% oraz podniesienie europejskiego celu w zakresie odnawialnych źródeł energii do 2030 r. z 40 do 45%[2]. Natomiast w związku z obecną sytuacją gospodarczą w Europie (wysokie ceny energii, inflacja i widmo recesji) należy rozważyć zmianę podejścia do tej polityki w krótszym terminie.

Zmiana polityki energetycznej

Jak to zrobić? Po pierwsze powinniśmy pozwolić przejściowo na dłuższe korzystanie ze źródeł węglowych (ale w połączeniu z intensyfikacją działań zwiększających uzyskiwane oszczędności energii i udział OZE) oraz przeanalizować datę włączenia do systemu handlu sektora budynków i transport (tzw. BRT ETS), ponieważ w tym ostatnim przypadku nałożenie dodatkowych opłat mogłoby wywołać opór społeczny wobec polityki energetyczno-klimatycznej spowodowany wzrostem problemu ubóstwa energetycznego.

Wśród narzędzi zmniejszających koszty energii, jakie posiada Polska, są przede wszystkim rozwiązania zmniejszające podatki i opłaty doliczane do finalnej ceny nośnika energii.

Kolejnymi są działania zmierzające do zwiększenia udziału OZE w miksie, co zmniejszyłoby uzależnienie od paliw kopalnych poprzez rozwój najtańszych w polskich warunkach technologii OZE tj. lądowych farm wiatrowych i fotowoltaiki. Konieczne wydaje się również wypracowanie mechanizmu przedłużenia pracy bloków węglowych, co pozwoliłoby na mniejsze wykorzystanie gazu ziemnego jako paliwa przejściowego. Po agresji Rosji na Ukrainę, Polska powinna dłużej wykorzystywać węgiel jako paliwo rezerwujące niesterowalne źródła OZE, by zmniejszać import gazu, a negocjowanie daty końca wsparcia węgla z rynku mocy wydaje się istotnym kierunkiem działań, jakie może podjąć polski Rząd.

Kolejnym punktem jest konsekwentne wdrażanie energetyki jądrowej – stabilnego i bezemisyjnego źródła energii. Wysokie koszty można ograniczyć, np. zmniejszając zużycie energii poprzez niższą temperaturę w mieszkaniu bądź redukując użycie samochodu – chociażby przez promocję pracy zdalnej w sektorach, w których jest możliwa lub ograniczając zbędne podróże – zmniejszamy nasze wydatki na nośniki energii, a każde takie działanie dodatkowo wpływa na zbliżenie się do równowagi na rynkach energii, więc i na spadek ich cen. Zatem zmniejszając zużycie energii, zmniejszamy nasze rachunki na dwa sposoby zarówno poprzez zmniejszenie ilości koniecznej do zakupu energii, jak i działając w kierunku zrównoważenia popytu z podażą, zmniejszamy finalną cenę każdego nośnika energii.

W długim horyzoncie czasowym ceny energii elektrycznej można obniżyć także dzięki subsydiom dla instalacji OZE. Subsydia obniżą koszty inwestycji dla producentów energii, a co za tym idzie, także ceny energii. Należy pamiętać jednak, że subsydia mogą stanowić znaczący koszt dla budżetu państwa.

Co przyniesie przyszłość?

W zasadzie cały świat będzie dążył do neutralności klimatycznej. Transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym jest konieczna, ponieważ brak działań może kosztować więcej niż wprowadzenie niezbędnych zmian. Stwarza to szansę dla dalszego rozwoju naszej gospodarki, wzmocnienia konkurencyjności oraz stworzenia nowych miejsc pracy. Koszty tego przedsięwzięcia będą ogromne, dlatego tak ważne jest wykorzystanie środków unijnych. Nie należy jednak z tym zwlekać, tylko działać już teraz. Dlatego też firmy powinny szukać źródeł finansowania tych inwestycji i np. rozważyć skorzystanie ze środków dostępnych w ramach systemu EU ETS (Fundusz Innowacyjny czy Modernizacyjny), czy funduszy krajowych np. Funduszu Transformacji Energetyki, do którego trafi 40% środków ze sprzedaży uprawnień w drodze aukcji z obecnego okresu rozliczeniowego. Należy przy tym pamiętać, że im wyższa cena uprawnień do emisji, tym więcej środków dostępnych na inwestycje w technologie niskoemisyjne. Z drugiej strony, zbyt szybkie tempo wzrostów cen uprawnień do emisji w EU ETS zwiększa koszty przedsiębiorstw oraz wpływa na ceny energii elektrycznej. Oznacza to, że niezbędna jest reforma tego systemu pod kątem wprowadzenia pewnych mechanizmów, które mogłyby tę cenę stabilizować. Bardzo dobrym rozwiązaniem mogłoby być np. „ulepszenie” istniejącego art. 29a dyrektywy EU ETS, tak aby szybciej reagował na nagłe wzrosty cen lub wykorzystanie uprawnień, które trafiają do rezerwy MSR[3]. Ważny jest też nadzór nad tym rynkiem. Dlatego też europejski nadzór finansowy (ESMA) powinien lepiej monitorować ten rynek i starać się wyłapywać przypadki handlu uprawnieniami, które odbiegają od normy.

Reasumując, nie jest nam potrzebna zmiana celów redukcyjnych, a jedynie zmiana drogi dojścia do tych celów. Można to osiągnąć poprzez przejściowe zapewnienie dostaw energii po akceptowalnej cenie (krótkoterminowo) i nie trzeba przy tym rezygnować z realizacji celów klimatycznych w dłuższym terminie (intensyfikacja rozwoju OZE i zwiększenie efektywności energetycznej).

Autor: dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska-Państwowego Instytutu Badawczego

[1] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:52022DC0083&from=EN

[2] https://eur-lex.europa.eu/resource.html?uri=cellar:fc930f14-d7ae-11ec-a95f-01aa75ed71a1.0010.02/DOC_1&format=PDF

[3] KE w ramach planu „REPowerEU” zamierza spieniężyć ok. 200 mln uprawnień do emisji znajdujących się w rezerwie MSR. Środki uzyskane ze sprzedaży uprawnień (ok. 20 mld EUR) mają zostać przekazane państwom czł. w formie dotacji (https://ec.europa.eu/info/strategy/priorities-2019-2024/european-green-deal/repowereu-affordable-secure-and-sustainable-energy-europe_pl).

Puste trybuny nie zaszkodziły piłce nożnej. W sezonie 2020/2021 wzrosły przychody europejskich klubów

Puste trybuny nie zaszkodziły piłce nożnej – w ubiegłym sezonie przychody europejskich lig piłkarskich wyniosły prawie 28 miliardów euro. Udział ligi angielskiej, niemieckiej, hiszpańskiej, włoskiej i francuskiej w całym europejskim rynku stanowi 57 proc.

Europejski futbol zdaje się odrabiać straty spowodowane pandemią koronawirusa. Jak wynika z 31. edycji raportu „Annual Review of Football Finance” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, przychody europejskiego rynku piłkarskiego w sezonie 2020/2021 wzrosły o jedną dziesiątą w porównaniu z poprzednim okresem rozgrywkowym i wyniosły 27,6 mld euro. W najbliższych latach drużyny piłkarskie ze Starego Kontynentu będą musiały jednak dokonać głębokich reform, m.in. na skutek zmian przepisów dotyczących finansowania klubów.

Europejski futbol zdaje się odrabiać straty spowodowane pandemią koronawirusa. Jak wynika z 31. edycji raportu „Annual Review of Football Finance” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, przychody europejskiego rynku piłkarskiego w sezonie 2020/2021 wzrosły o jedną dziesiątą w porównaniu z poprzednim okresem rozgrywkowym i wyniosły 27,6 mld euro. W najbliższych latach drużyny piłkarskie ze Starego Kontynentu będą musiały jednak dokonać głębokich reform, m.in. na skutek zmian przepisów dotyczących finansowania klubów.

Odroczone wpływy z praw do transmisji telewizyjnych oraz sukces wydarzenia, jakim było opóźnione o rok Euro 2020, pomogły europejskiemu rynkowi piłkarskiemu powrócić na ścieżkę rosnących przychodów. Było to możliwe, mimo zamknięcia trybun dla publiczności w związku z pandemią koronawirusa. W sezonie 2020/ 2021 całkowita wartość wpływów finansowych europejskiego rynku piłkarskiego wyniosła 27,6 mld euro, co oznacza wzrost o 10 proc. rok do roku.

Łączne przychody „wielkiej piątki” europejskiego futbolu – czyli Premier League, La Ligi, Bundesligi, Serie A i Ligue 1 – zwiększyły się z kolei o 3 proc., do poziomu 15,6 mld euro.

Wśród pięciu lig posiadających prawie 60 proc. udziału w europejskich piłkarskich finansach, liderem wzrostu była włoska Serie A. Przychody wynoszące 2,5 mld euro, o 23 proc. więcej w porównaniu do ubiegłego roku osiągnięto dzięki opóźnionym płatnościom za prawa do transmisji. Włoska liga jako jedyna zanotowała wyższe wpływy finansowe w porównaniu z okresem poprzedzającym wybuch pandemii COVID-19. Na przeciwległym biegunie finansowym znalazły się niemiecka Bundesliga oraz hiszpańska La Liga. Obydwie klasy rozgrywkowe w ubiegłym sezonie odnotowały roczny spadek przychodów o 6 proc., kończąc go z wynikiem wynoszącym odpowiednio 3 i 2,9 mld euro. Francuska Ligue 1 poradziła sobie nieco lepiej, aczkolwiek wzrost przychodów francuskich klubów wyniósł zaledwie 1 proc. Oznacza to finalny rezultat na poziomie 1,6 mld euro. Jednym z najlepszych wyników spośród całej piątki może pochwalić się angielska Premier League. Przychody zespołów zrzeszonych w tej klasie rozgrywkowej w ubiegłym sezonie wzrosły o 8 proc. do poziomu 5,5 mld euro. Podobnie jak w przypadku Włoch, głównym motorem wzrostu wpływów finansowych ligi angielskiej okazały się opóźnione płatności za prawa do transmisji telewizyjnych

– Znaczną część meczów sezonu 2020/2021 europejskie kluby rozegrały przy pustych trybunach, co spowodowało niemal całkowitą utratę wpływów z dnia meczowego. Mimo kłopotów, europejski rynek piłkarski jako całość osiągnął trwały wzrost przychodów, m.in. dzięki sukcesowi ostatniej edycji mistrzostw Europy w piłkę nożną oraz wpływom za sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych. Stanowi to dowód na odporność branży na zawirowania, aczkolwiek wiele klubów zakończyło miniony sezon ze stratą. W efekcie, u części podmiotów obserwujemy zmianę sposobu zarządzania finansami, uwzględniającą m.in. zewnętrzne finansowanie oraz reagowanie na zmiany trendów w obszarze pozyskiwania środków na transfery – mówi Tim Bridge, lead partner, lider Sports Business Group, Deloitte UK.

Idzie nowe

Zdaniem autorów raportu zawirowania spowodowane pandemią COVID-19 mogą zainicjować reformy dotychczasowego modelu funkcjonowania klubów piłkarskich. Chodzi przede wszystkim o faktyczne przestrzeganie zasad finansowego fair play, które ma zwiększyć inkluzywność rozgrywek.

– Wprowadzone przez władze UEFA zmiany przepisów dotyczące zasad kontroli finansów klubów piłkarskich mogą stanowić wyzwanie dla wielu utytułowanych zespołów. Celem władz europejskiej federacji piłkarskiej jest bowiem uzdrowienie sytuacji finansowej klubów oraz profesjonalizacja rozgrywek kobiecych zespołów. To historyczna zmiana, która wymagać będzie jednak głębokich reform szczególnie wśród tych podmiotów, które od wielu lat odnotowują straty finansowe – zaznacza Tim Bridge.

Napływ inwestycji

Z analizy Deloitte wynika, że pięć czołowych lig europejskich w ostatnim czasie cieszyło się zainteresowaniem wielu inwestorów. W 2021 r. odnotowano 15 inwestycji związanych z zespołami z „wielkiej piątki”, o 3 więcej niż w latach 2019 – 2020. Za blisko 90 proc. przypadków zaangażowania kapitałowego odpowiadają osoby fizyczne oraz inwestorzy private equity, a dwie trzecie inwestorów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych.

Widocznym trendem jest także dążenie do kontrolowania więcej niż jednego klubu (ang. multi-club ownership, MCO). Dzisiaj na europejskim rynku futbolowym obecnych jest 70 takich przypadków, ponad 2 razy więcej niż zaledwie pięć lat temu. Widocznym przykładem tego zjawiska jest Premier League – dziewięć z 20 zespołów ligi wchodzi w skład większych piłkarskich imperiów.

– Europejski rynek piłkarski przyciąga coraz więcej zagranicznych inwestorów, poszukujących okazji inwestycyjnych. Ich zainteresowanie jest powodowane m.in szybkim tempem odbudowy tego sektora po pandemii. Aby korzyści z zaangażowania kapitałowego odnotowali nie tylko sami inwestorzy, ale również piłkarze i widzowie, konieczne jest uwzględnienie zasad odpowiedzianego inwestowania, którego celem jest ochrona stabilności finansowej klubów piłkarskich – mówi Sam Boor, sports M&A advisory lead, Sports Business Group, Deloitte.

Inwestowanie w sztukę od podstaw

Rynek sztuki – w przeciwieństwie do wielu innych sektorów gospodarki – nie tylko przetrwał pandemię COVID-19, ale wyszedł z niej silniejszy. W ostatnich latach niesamowity wzrost wartości odnotował przede wszystkim polski rynek. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny  w 2020 roku wartość sprzedanych w Polsce dzieł sztuki i antyków wyniosła 418,5 mln zł, czyli o 157,5% więcej niż w 2019 roku. Zeszły rok również bez wątpienia można uznać za rekordowy, aż trzy prace uzyskały na aukcji wynik ponad 10 mln złotych, a były to dwie figuralne kompozycje przestrzenne Magdaleny Abakanowicz („Tłum III” – 13,2 mln złotych i „Bambini” – 13,6 mln złotych) oraz obraz Andrzeja Wróblewskiego „Dwie mężatki” – 13,4 mln złotych. Bezpieczeństwo inwestowania na polskim rynku sztuki jest duże ze względu na dynamikę rozwoju oraz ciągłe niedoszacowanie cen dzieł rodzimych artystów, które pozostają sześcio/pięciokrotnie niższe niż ceny porównywalnych prac zagranicznych twórców.

Inwestowanie w sztukę

Rynek alternatywny charakteryzuje się długofalowymi inwestycjami o sporym potencjale wzrostu rentowności. Sztuka nie jest jednak aktywem płynnym – nie da się jej szybko spieniężyć. Skuteczny horyzont inwestycyjny rozpoczyna się od ok. 5-7 lat. W takich przypadkach przestrzega się przed pozyskiwaniem środków na zakup poprzez kredyty.  Szacuje się, że maksymalna wartość sztuki w portfelu inwestycyjnym powinna wynosić 10% jego wartości. Powód jest prosty – sztuka najwyższą stopę zwrotu przynosi po określonym czasie. Przy realizacji inwestycji, czyli odsprzedaży danego dzieła powinniśmy stworzyć sobie takie warunki, by uzyskać oczekiwaną i satysfakcjonującą ofertę cenową. Dzieła sztuki uznaje się za dobry środek tezauryzacji pieniądza. Celem tezauryzacji jest ochrona kapitału przed utratą wartości na skutek wydarzeń takich jak wojna, kryzysy gospodarcze czy konflikty zbrojne.

Zwrot inwestycji

Jeśli zależy nam na opłacalnej inwestycji, musimy pamiętać o tym, by zamiast emocjami kierować się logiką. Potrzeba ok. sześciu lat, by cena sprzedaży nie tylko pozwoliła pokryć koszty związane z zakupem, odpowiednim utrzymaniem i zabezpieczeniem dzieła sztuki, ale i przyniosła namacalny zysk. Inwestor oczekuje w końcu nie tylko zwrotu kapitału, dlatego w zależności od specyfiki i charakteru rynku musi często uzbroić się w cierpliwość. Nie wolno przy tym zapominać o zachowaniu właściwego stanu dzieła. Decydując się na tego typu inwestycję należy dołożyć wszelkich starań by zapewnić warunki konieczne do poprawnego przechowywania obiektu. Najistotniejsze czynniki, które trzeba wziąć pod uwagę to nasłonecznienie, temperatura i wilgotność pomieszczenia. Oprócz odpowiedniej konserwacji dzieła powinniśmy zabezpieczyć się na wypadek kradzieży, co stanowi dodatkowe koszta chociażby w postaci zainstalowania alarmów czy sejfu. Choć w rzeczywistości kradzieże dzieł sztuki zdarzają się niezwykle rzadko. Złodzieje częściej sięgają po biżuterię czy różnego rodzaju sprzęty, mając świadomość, że dzieło sztuki na czarnym rynku jest dobrem niezbywalnym. Najczęściej nie posiadają także umiejętności ocenienia jego wartości. Jeżeli natomiast dojdzie do kradzieży należy zawiadomić policję oraz Stowarzyszenie Antykwariuszy Polskich, którzy to niezwłocznie poinformują galerie i domy aukcyjne, jednocześnie zamieszczając informację na swojej stronie internetowej. Tym samy dzieło zostanie “zablokowane” i dla złodzieja nie będzie miało żadnej wartości materialnej. 

Mechanizmy rynkowe świata sztuki

Zakup dzieła sztuki wymaga odpowiedniego rozeznania i wiedzy. Na cenę wpływ ma wiele czynników – samo nazwisko artysty jest ważne, ale nie determinuje ostatecznego potencjału inwestycyjnego. Wartość rynkowa obiektu zależy od rozmiaru, techniki wykonania, obecności sygnatury, transparentnej proweniencji czy pozycji w dorobku danego twórcy – najczęściej najtańsze prace pochodzą z wczesnego i końcowego etapu aktywności artystycznej, gdyż cieszą się one najmniejszym zainteresowaniem kolekcjonerów. Najbardziej pomocne okaże się prześledzenie historii i notowań artysty na rynku sztuki. Za ile dotychczas sprzedawane były jego prace? Ile wynosi rekord aukcyjny? Jakie prace osiągają największe wyniki? Inwestowanie w sztukę powinniśmy rozpocząć od bliższego poznania rynku (zarówno aukcyjnego jak i galeryjnego). Nie warto dokonywać zakupów w ciemno, a o radę można poprosić art advisorów, czyli doradców i ekspertów rynku sztuki.

Muzea, galerie i domy aukcyjne

Na początek najlepszym krokiem do odkrywania świata sztuki będzie wizyta w muzeum, galerii, a nawet w domu aukcyjnym. O ile instytucje muzealne znajdują się prawie w każdym większym mieście, to domy aukcyjne skupione są w większości w Warszawie – podobna sytuacja ma miejsce w przypadku galerii, choć zachodzi tu jednak pewna dywersyfikacja na pozostałe duże miasta, takie jak: Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk. Czy to oznacza, że inwestowanie przeznaczone jest tylko dla ludzi z dużych miast? Na szczęście nie. Mitem jest opinia o niedostępności i enigmatyczności informacji na ten temat. Rodzimy rynek sztuki w ciągu ostatnich dwudziestu lat wykształcił mechanizmy oraz narzędzia pozwalające w szybki i obiektywny sposób zdobywać wiedzę na jego temat. Cała oferta galerii i domów aukcyjnych znajduje się w sieci – zarówno na poszczególnych stronach internetowych jak i na portalach poświęconych inwestycjom na rynku sztuki.

Gdzie kupować dzieła sztuki?

Zaletą kupowania dzieł sztuki w galeriach, które działają długofalowo jest pewność, że z biegiem lat wartość danego artysty będzie rosnąć. Uzyskana rozpoznawalność przyczyni się do wzrostu cen. Celem każdej galerii jest promocja artysty, na którą składają się aktywności takie jak organizowanie wystaw, publikacja katalogów czy opracowań. Zupełnie inny model funkcjonowania mają domy aukcyjne. Niektóre z nich organizują aukcje systematycznie, inne sporadycznie. Polityka domu aukcyjnego stoi na przeciwległym biegunie względem polityki galerii. Aukcja to bezlitosny mechanizm rynkowy, który weryfikuje działalność galerii, gdyż pokazuje realne zainteresowanie danym artystą na rynku. Zupełnie inną formą inwestowania w sztukę jest kupowanie od artystów. Można w ten sposób uzyskać ceny niższe niż w galeriach, gdzie marża często sięga 40-50%. Trzeba jednak pamiętać, że w tym przypadku atrakcyjny cenowo zakup to tylko pozorna oszczędność. Marża, którą zostawiamy w galerii przeznaczona jest na dalszą promocję artysty, jeżeli twórca zatem nie jest związany z galerią – jego wartość nie będzie wzrastać. 

Jak zacząć inwestować?

Czy trzeba być milionerem żeby kupować obrazy lub rzeźby? Niekoniecznie. Wbrew pozorom inwestowanie w polską sztukę nie wymaga, aż tak wielkich nakładów finansowych. Rodzimy rynek w przeciwieństwie do światowego charakteryzuje spore zróżnicowanie cenowe. Polska sztuka wciąż pozostaje bardzo niedoszacowana. Co to oznacza w praktyce? Stosunkowo niskie ceny. Przygodę z inwestowaniem w dzieła sztuki można rozpocząć już od kilkunastu tysięcy złotych. Jednym z najdynamiczniej rozwijających się segmentów polskiego rynku sztuki są dzieła powojennych artystów – trzeba mieć jednak na uwadze, że są to inwestycje z wyższego pułapu kapitałowego. Jeszcze 10 lat temu dominującą pozycję zajmowali twórcy przedwojenni. Powodem pojawienia się nowego trendu była swoista zmiana pokoleniowa, którą datować można na okolice 2010 roku. Sztukę zaczęli kupować ludzie, którzy zbudowali duży kapitał po przemianie ustrojowej. Ze względu na rosnący wolumen obrotów, najbliższe lata będą prawdopodobnie czasem umacniania się sztuki powojennej na polskim rynku. Pojawia się coraz więcej nowych kolekcjonerów, a co za tym idzie, także i nowy kapitał. Podaż tych dzieł pozostaje jednak ograniczona. 

autor: Roman Kaczkowski

Roman Kaczkowski ukończył historię sztuki na UJ, studia poświęcił na zgłębianie tajemnic rynku sztuki. Tej tematyce też poświęcił swoją pracę magisterską. Po studiach rozpoczął pracę w instytucjach polskiego rynku sztuki. W pierwszej kolejności w galerii Piotra Nowickiego, następnie wydawnictwo Art&Business, by w końcu rozwinąć swoje umiejętności w domu aukcyjnym DESA Unicum, gdzie przez 6 lat zajmował się doradztwem w zakresie inwestowania w dzieła sztuki, budowania kolekcji dzieł sztuki. Od dwóch lat realizuje swój własny projekt ARX Gallery, która zajmuje się najlepszą klasyką polskiej sztuki powojennej.

Czy kryzys energetyczny wpływa na wydobycie bitcoinów?

Nie jest niespodzianką, że z powodu kryzysu energetycznego, który w ciągu ostatnich kilku tygodni nie schodził z nagłówków gazet, teraz wpływa on na wydobycie bitcoinów.

Ponieważ ceny BTC spadły o 50 proc., a ceny energii idą w górę, zrozumiałe jest, że niektórzy górnicy chcą pokryć swoje straty ze względu na samą ilość energii potrzebnej do wydobycia zasobów.

Jak się okazuje, niektórzy górnicy sprzedają teraz energię z powrotem do sieci, aby zrównoważyć spadek ceny bitcoina, a niektórzy faktycznie płacą za zamykanie operacji w godzinach szczytu, uwalniając moc z powrotem do sieci, jednocześnie obniżając koszt produktu.
W miarę pogłębiania się kryzysu kosztów utrzymania i możliwej bessy, może to być kolejny potencjalny efekt uboczny, ponieważ poziom produkcji prawdopodobnie spadnie poniżej poziomów z poprzednich miesięcy, ponieważ koszty energii nadal spadają.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Po komentarzach Fed widać spadki w krypto

Komentarze Jerome’a ​​Powella z Fed spowodowały spadek cen kryptowalut i akcji pod koniec zeszłego tygodnia, a ceny w dużej mierze nadal spadały, ponieważ inwestorzy chcą się pozbywać „bardziej ryzykownych” aktywów.

Bitcoin kosztuje obecnie 20 400 dolarów w porównaniu do zeszłego tygodnia, kiedy to przed piątkowym spadkiem zbliżał się do 22 000 dolarów. Ten spadek po Jackson Hole był odzwierciedleniem rynku akcji, a na rynkach amerykańskich straciło 1,25 biliona dolarów po komentarzach, że podwyżki stóp procentowych zostaną utrzymane. Na pewnym etapie w poniedziałek BTC spadł poniżej 20 000 dolarów, aby zakończyć na poziomie 19 500 USD

Ethereum kosztuje obecnie nieco poniżej 1600 dolarów – mniej więcej tyle samo, co w zeszłym tygodniu. Według Santiment wynika to z wiadomości, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy akcje giełdowych wielorybów wzrosły o 78 proc. Przepływ kryptowalut na giełdy zazwyczaj oznacza sentyment typowy dla bessy i czerpanie zysków – co oznacza, że ​​wieloryby oczekują, że cena Ethereum spadnie. To, czy połączenie będzie okazją typu „kup plotkę, sprzedaj wiadomość” – dopiero się okaże, ale na razie analiza techniczna sugeruje, że w nadchodzących tygodniach możemy zaobserwować wiele akcji blockchain.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Lejek sprzedażowy – jak wygląda w e-commerce?

Lejek sprzedażowy to obrazowy sposób pokazania kontaktu klientów z marką. Sprawdza się głównie w branży e-commerce, pozwalając podnieść sprzedaż dzięki odpowiednim działaniom marketingowym. Jak działa i jak wykorzystać jego strukturę?

Struktura lejka sprzedażowego

Czym jest lejek sprzedażowy? To schemat opisujący interakcję klienta z marką – zarówno pierwsze zetknięcie z produktem lub usługą, przez wpływ jaki ma odpowiedni marketing na opinie o marce aż do końcowej transakcji. Nie bez powodu wybrano właśnie nazwę od lejka. Konstrukcja tego naczynia doskonale obrazuje cały proces pozyskiwania potencjalnych klientów przez firmy.

Poszczególne etapy lejka sprzedażowego

Górny wlot lejka jest najszerszy, im bliżej zaś wylotu, tym mniej mieści lejek. Tak samo wygląda lejek sprzedażowy – na  górze, u wlotu znajdziemy największą liczbę potencjalnych klientów, którzy dopiero mieli pierwszą styczność z brandem. Na tym etapie lejka sprzedażowego działania marketingowe skupiają się na uświadomieniu potrzeb u potencjalnego klienta. Ten etap jest najszerszy, ponieważ nie każdy decyduje się na następny kontakt z marką.

Pośrodku lejka znajdują się klienci skłaniający się do przyjęcia oferty. To tutaj zachodzą negocjacje dotyczące ostatecznego kształtu oferty. U węższego końca w lejku sprzedażowym znajdują się odbiorcy gotowi do dokonania zakupu. Na każdym etapie lejka pozyskiwanie klientów odbywa się inaczej i wymaga różnych działań marketingowych.

Lejki sprzedażowe w e-commerce

Chociaż konstrukcja lejka marketingowego sprawdza się niemal w każdym biznesie, najczęściej znajduje swoje zastosowanie w branży e-commerce. Jak prezentuje się lejek marketingowy w przypadku odwiedzających sklep internetowy? Najszerszą objętość u góry lejka zajmuje grupa docelowa, w którą celuje marka. Niżej znajdują się osoby wchodzące na stronę sklepu internetowego, jeszcze niżej zaś konsumenci zainteresowani ofertą.

Pośrodku lejek sprzedaży zajmuje grupa tzw. Shoppersów. Shoppersi uważnie przeglądają ofertę, dodają produkty do koszyka, jednak nie dokonują zakupu. Często wyczekują wyprzedaży lub sprawdzają podobne oferty na innych witrynach e-commerce. Dalej są kupujący, którzy dokonali zakupu przy pomocy strony Twojej firmy. Poniżej znajdują się klienci korzystający z danego produktu lub usługi. Na końcu znajduje się najciekawsza grupa – społeczność zaangażowana wokół danej marki, która dzieli się recenzjami i komentarzami na jej temat.

Tradycyjny model oddziaływania na potencjalnego klienta

Klasycznie, do poszczególnych etapów lejka dopasowano model AIDA. Opiera się on o 4 etapy pozyskiwania grupy klientów:

  • A od Attention – zwrócenie uwagi na markę
  • I od Interest – wzbudzenie zainteresowania jej ofertą
  • D od Desire – pobudzenie pożądania w stosunku do produktu/usługi
  • A od Action – zachęcenie do dokonania zakupu

System ten ma jednak sporo luk, a proces sprzedaży obecnie rozpoczyna się już wcześniej, od stworzenia społeczności wokół marki. Nie skupia się też tak bardzo na finalizacji transakcji, a nacisk kładzie raczej na budowaniu więzi z marką. Model AIDA nie uwzględnia również tego, co zachodzi po zakupie towaru przez konsumenta. Dzisiaj jest to jednak bardzo ważny etap, ponieważ na podstawie opinii zaangażowanych odbiorców, potencjalny klient wyrabia sobie własne zdanie.

Nowy model działania na lejek sprzedaży

Dlatego dzisiaj, w zakresie sprzedaży internetowej, funkcjonuje bardziej skomplikowany model oddziaływania na klienta na różnych etapach lejka. Lejek sprzedażowy zaczyna się od budowania świadomości danej marki. Na tym etapie, najważniejszy jest dobry content marketing oraz optymalizacja swojej witryny pod kątem kluczowych fraz SEO. W tym momencie uświadamia się klienta o jego potrzebach, przez media społecznościowe, posty na blogach – idealnie działają infografiki oraz materiały wideo.

Na następnym fragmencie lejka marketingowego najważniejsze jest budowanie zainteresowania. Potencjalni klienci oczekują od witryny internetowej logicznej i ciekawej struktury, inaczej odbiją się od Twojej strony. Co ma największy wpływ na zainteresowanie klienta konkretną ofertą? Na pewno, oprócz designu strony, bezpośredni wpływ ma także czas jej ladowania i przystępne treści. Obecnie istotna jest także wyszukiwarka produktów i kontakt z firmą (live chat, adres e-mail). Często dodaje się też opinie osób po zakupie.

Kolejne działania w lejku sprzedaży

Następnie strony sprzedażowe muszą dać impuls do decyzji o zakupie. Twoi klienci dużo czasu spędzają na stronie, ale nie realizują swojego zamówienia? Tzw. efekt porzuconego koszyka można łatwo przerwać, wywołując pożądanie u konsumentów. Osiągniesz swój cel poprzez remarketing, aktywność w social media oraz korzystne promocje.

Kolejny etap w lejku marketingowym to zakup. Na tym jednak kontakt z klientem nie powinien się skończyć! Informacje o zamówieniu, reakcje na reklamacje oraz prośba o feedback – wtedy klient czuje, że jest w centrum uwagi. Lejek sprzedażowy nie kończy się w tym momencie – zadbaj o swoich klientów w posprzedaży, a zbudujesz zaufanie do marki.

Badanie Hays Poland: 53% specjalistów w czasie wakacji pracowało bardziej elastycznie

Elastyczność pozostaje dla specjalistów jednym z najważniejszych elementów pracy. Często kwestia ta odgrywa jedną z kluczowych ról w decyzjach podejmowanych przez profesjonalistów w życiu zawodowym. Duża część pracodawców dostrzega, jak ważne są dla pracowników rozwiązania umożliwiające pogodzenie życia zawodowego i prywatnego, a także benefity związane z czasem wolnym. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, aż 53 proc. pracowników w okresie wakacyjnym miało możliwość pracować w bardziej elastyczny sposób.

Okres urlopowy może przyczyniać się do spadku motywacji oraz produktywności zatrudnionych. Jest również czasem, w którym z uwagi na liczne nieobecności pracowników, wiele projektów czy zadań realizowanych jest w nieco wolniejszym tempie. Z tego względu niektóre firmy w Polsce zdecydowały się wprowadzić bardziej elastyczne rozwiązania na czas wakacji.

Zagwarantowanie pracownikom większej niezależności w zarządzaniu czasem i miejscem pracy w okresie urlopowym zazwyczaj miało na celu ułatwienie im łączenia pracy i odpoczynku w letniej aurze, a także zapewnienia opieki dzieciom. Część organizacji wykorzystała ten okres – standardowo charakteryzujący się mniejszą dynamiką działań – również na przetestowanie określonych rozwiązań przed podjęciem decyzji o wdrożeniu ich na stałe. Takie inicjatywy tego typu zazwyczaj były oceniane przez specjalistów pozytywnie, a tym samym mogą przełożyć się na zwiększenie ich satysfakcji oraz lojalności wobec pracodawców.

Zmiany w okresie wakacyjnym

Firmy stale poszukują rozwiązań, które pomogłyby im zatrzymać oraz pozyskać pracowników. Co za tym idzie, starają się rozpoznać i sprostać oczekiwaniom specjalistów. Jedną z kluczowych kwestii jest dla nich elastyczność – zarówno w kontekście modelu pracy, jak i godzin pełnienia obowiązków zawodowych. Stąd też część firm oraz menedżerów w okresie wakacyjnego spowolnienia wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom.

Jak wynika z badania Hays Poland, przeprowadzonego w okresie od lipca do sierpnia 2022 roku wśród 900 profesjonalistów, aż 53 proc. pracowników zyskało większą elastyczność pracy na czas wakacji. Warto podkreślić, że większa elastyczność w okresie urlopowym, z której skorzystało tak wielu specjalistów, mogła wynikać zarówno z oficjalnych, ogólnofirmowych zaleceń, jak i z indywidualnych ustaleń z bezpośrednim przełożonym.

Czy firma oferuje pracownikom większą elastyczność w okresie wakacyjnym?

Tak 53%
Nie 47%

Źródło: Badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2022

Gotowość pracodawców do zwiększania elastyczności pracy może wynikać z dotychczasowych doświadczeń firmy w tym zakresie. Nawet jeśli jest to tymczasowe, np. wakacyjne rozwiązanie, to wprowadzenie go świadczy o zaufaniu do pracowników i dostrzeganiu ich potrzeb. To z kolei stanowi potwierdzenie, że firmom zależy na dobrostanie zatrudnionych. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do wdrażania przetestowanych rozwiązań na stałe – tłumaczy Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland.

Warto dodać, iż w wielu firmach elastyczna praca została już wdrożona i pracodawcy nie decydowali się na zwiększanie jej zakresu na czas wakacyjny. Jak wynika z ostatniego raportu Hays Poland „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”, 29 proc. specjalistów obecnie pracuje w modelu pełni zdalnym, a 43 proc. – hybrydowo. Pracę stacjonarną praktykuje obecnie zaledwie 26 proc. specjalistów i menedżerów.

Nie tylko praca zdalna

Obecnie największą popularnością wśród pracowników cieszy się model hybrydowy z większą częścią tygodnia przepracowanego zdalnie. Jednocześnie aż 70 proc. specjalistów uważa, że konieczność pracy w niesatysfakcjonującym modelu mogłaby być dla nich wystarczającym argumentem do zmiany miejsca zatrudnienia. Takie wnioski płyną z raportu „Rynek pracy 2022. Półroczny przegląd trendów”.

Co za tym idzie, aby choć częściowo spełnić oczekiwania specjalistów, wiele firm wprowadziło możliwość wyboru modelu pracy na czas wakacji. Takiej odpowiedzi udzieliło aż 69 proc. respondentów lipcowego sondażu Hays. W okresie urlopowym firmy oferowały również opcję rozpoczęcia pracy wcześniej lub później niż zazwyczaj (43 proc.) oraz możliwość pracy z zagranicy (21 proc.). Z kolei 14 proc. pracodawców wprowadziło krótszy wymiar czasu pracy, w tym krótsze lub wolne piątki.

Jakie rozwiązania zostały wprowadzone na czas wakacji?*

Możliwość wyboru modelu pracy (np. zdalny) 69%
Możliwość rozpoczęcia pracy wcześniej/ później 43%
Możliwość pracy z zagranicy 21%
Krótszy wymiar czasu pracy (np. krótsze/ wolne piątki) 14%
Inne 3%

Źródło: Badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2022

* Wyłącznie respondenci, którzy w okresie wakacyjnym cieszyli się większą elastycznością. Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi. Wśród „innych” wymieniano dłuższe przerwy w trakcie pracy, mniej obowiązków na czas urlopowy oraz rozwiązania indywidualnie omawiane z pracownikami.

Możliwość pracy z zagranicy wyznaczyła nowy trend, nazywany „workation”. Termin ten oznacza połączenie pełnienia obowiązków zawodowych w pełnym wymiarze godzin z wakacjami. Po zakończeniu pracy możliwe jest bowiem korzystanie z uroków danego miejsca, bez konieczności brania urlopu. Ze względu na to, iż jest to stosunkowo nowe rozwiązanie, wiele firm wciąż zachowuje ostrożność i niechętnie się na nie decyduje. Obecnie największą popularnością cieszy się ono w branży IT – komentuje Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Work-life balance kluczowy dla pracowników

Równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym stanowi dużą wartość dla specjalistów. Jak wynika z badań Hays Poland, jej brak wskazywany jest jako jeden z głównych powodów rozważania zmiany pracy. Nie dziwi zatem fakt, iż większa elastyczność pracy jest postrzegana jako cenny benefit. Aż 87 proc. respondentów badania odpowiedziało twierdząco na pytanie o atrakcyjność tego rozwiązania, a aż 70 proc. z nich uzasadniło to znaczeniem work-life balance w ich życiu.

Większa elastyczność w okresie wakacyjnym okazała się również istotna z punktu widzenia pracowników wychowujących dzieci oraz planujących urlop – odpowiednio 10 i 7 proc. Zaledwie 6 proc. respondentów uznało, że elastyczne, tymczasowe rozwiązania pod żadnym względem nie są dla nich atrakcyjne.

Czy rozwiązania, z których mogłeś/aś korzystać w okresie wakacyjnym byłyby dla Ciebie atrakcyjnym benefitem?

Tak, ponieważ cenię sobie elastyczność pracy i work-life balance 70%
Tak, ponieważ łatwiejsze będzie zapewnienie dziecku opieki 10%
Tak, ponieważ zaplanowanie urlopu będzie łatwiejsze 7%
Nie mam zdania 7%
Nie 6%

Źródło: Badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2022

Work-life balance niezmiennie pozostaje istotnym elementem pracy dla specjalistów. Dzięki takiej równowadze możliwe jest zachowanie wysokiego poziomu produktywności i zadowolenia z pracy przy jednoczesnym czerpaniu satysfakcji z życia prywatnego. Nie dziwi zatem fakt, iż większość specjalistów ceni sobie elastyczne rozwiązania – zauważa Agnieszka Pietrasik, Executive Director w Hays Poland.

Zadowolenie z pracy elastycznej w okresie wakacji jednoznacznie potwierdzają wyniki badania. Aż 86 proc. respondentów chciałoby, aby był to benefit wdrożony na stałe, natomiast niemal co dziesiąty nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Poselski projekt ustawy o zmianie ustawy KPC oraz KPK – doręczenie przesyłek sądowych

W dniu 5 sierpnia 2022 r. do Sejmu został wniesiony poselski projekt ustawy o zmianie ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego, który ma na celu umożliwienie odbioru przesyłek sądowych w postępowaniu sądowym przez osobę, której adresat udzielił pełnomocnictwa w formie aktu notarialnego zawierającego umocowanie do odbioru korespondencji. Potencjalna nowelizacja będzie również miała wpływ na doręczenie przesyłek sądowych w postępowaniu sądowoadministracyjnym.

Obecny kształt przepisów pozwala na odbiór awizowanych przesyłek sądowych adresatowi, a także osobie upoważnionej na podstawie pełnomocnictwa pocztowego do odbioru przesyłek pocztowych, o którym mowa w art. 38 ustawy z dnia 23 listopada 2012 r. – Prawo pocztowe. Skutkuje to tym, że pracownicy Poczty Polskiej odmawiają wydania przesyłek sądowych osobom legitymującym się m.in. pełnomocnictwem sporządzonym przed notariuszem. Tym samym trudno uznać taki stan prawny za racjonalny.

W uzasadnieniu do projektu nowelizacji trafnie przywołano przykład, w którym osoba umocowana w drodze pełnomocnictwa notarialnego do nabycia lub zbycia nieruchomości albo do działania w sprawach związanych z podmiotem podlegającym wpisowi do rejestru sądowego, jednocześnie nie może w imieniu swojego mocodawcy odebrać korespondencji z sądu wieczystoksięgowego czy rejestrowego.
Stąd też powyższy projekt ustawy ma na celu wprowadzenie trzeciej możliwości odbioru przesyłek sądowych, jakim będzie udzielenie pełnomocnictwa w formie aktu notarialnego zawierającego umocowanie do odbioru korespondencji.

Pełnomocnictwo to jednostronna czynność prawna, która polega na upoważnieniu określonej osoby do działania w imieniu mocodawcy. Udzielone w formie aktu notarialnego gwarantuje, że umocowanie do podjęcia konkretnej czynności nastąpiło w sposób prawidłowy i zgodny z obowiązującymi przepisami.

Na gruncie obowiązujących przepisów pełnomocnictwo pocztowe jest udzielane przez adresata w obecności pracownika operatora pocztowego w placówce pocztowej tego operatora. Zatem nie ulega wątpliwości, że sporządzenie pełnomocnictwa przed notariuszem tym bardziej gwarantuje pewność tego dokumentu w obrocie.
Tak więc należy podkreślić, iż umożliwienie pełnomocnikowi odbioru korespondencji sądowej, która z uwagi na jej charakter musi zostać bezwzględnie doręczona do jej adresata stanowi istotne ułatwienie dla wielu osób. Ponadto pełnomocnictwo może również obejmować umocowanie do dokonania innych czynności, dlatego tym bardziej powinno się przychylnie spojrzeć na proponowane zmiany przepisów.

Warto również zwrócić uwagę, że udzielenie pełnomocnictwa zaufanej osobie stanowi znaczące udogodnienie w codziennym życiu. Mając na uwadze konieczność zagospodarowania odpowiedniej ilości czasu, czy też kwestie zdrowotne, osobisty odbiór korespondencji, która następnie nieraz wymaga od adresata ustosunkowania się do jej treści, może być problematyczny.

Projektowane zmiany należy ocenić pozytywnie, zarówno pod kątem bezpieczeństwa obrotu prawnego, jak również w wymiarze czysto praktycznym.

Choć obejmują one nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i kodeksu postępowania karnego, to będą miały także wpływ na doręczenia w postępowaniu sądowoadministracyjnym. Zgodnie z art. 65 § 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, do doręczania pism w postępowaniu sądowym przez operatora pocztowego stosuje się tryb doręczania pism sądowych w postępowaniu cywilnym.

Jeżeli projekt przejdzie ścieżkę legislacyjną to w świetle Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 28 czerwca 2004 r. w sprawie maksymalnych stawek taksy notarialnej, opłata za sporządzenie aktu notarialnego dokumentującego pełnomocnictwo do dokonania jednej czynności wyniesie 30 zł (plus 23% VAT), natomiast przy czynnościach zawierających umocowanie do dokonania więcej niż jednej czynności – 100 zł (plus 23% VAT). W związku z tym wydaje się, że w większości przypadków wystarczające będzie poniesienie niższej z wymienionych kwot.

Autor: adw. Michał Jabłoński, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Czy jest szansa na dalsze wzrosty dolara?

Przemówienie w Jackson Hole – traktowane jako jastrzębie – umocniło dolara i wywołało wyprzedaż na rynku akcji. W poniedziałek jednak nie widzieliśmy już kontynuacji aprecjacji USD. Para EUR/USD wczoraj w dużej części wymazała piątkowe spadki i osiągnęła poziom ponownie powyżej parytetu. Indeksy kontynuowały przecenę, jednak dominacja niedźwiedzi nie była już tak wyraźna jak przed weekendem.

Wczoraj prezes Minneapolis – Neel Kashkari – powiedział, że gwałtowny spadek cen akcji przed weekendem pokazał, że ludzie teraz zaczynają rozumieć powagę zaangażowania Fed-u w sprowadzeniu inflacji z powrotem do celu 2 proc. Odniósł się również do lat 70-tych i przestrzegł, że Rezerwa Federalna nie może ponowić błędu z tego okresu, kiedy zbyt wcześnie stwierdzono, że inflacja znajduje się na dobrej drodze do spadku. Podobne odwołania wykonywał Powell w Jackson Hole, cytując Paula Volckera i odwołując się do jego sukcesu w opanowaniu inflacji, czego kosztem była recesja. Powell starał się być jastrzębi – ucinał plotki o możliwym cięciu stóp już w 2023 oraz dał jasno do zrozumienia, że przekłada ryzyko inflacji nad wzrost gospodarczy.

Ruch piątkowy na indeksach był zdecydowanie większy niż na rynku FX. SP500, Dow Jones czy Nasdaq są nadal na bardzo wysokich poziomach i maja „z czego spadać”. W przypadku dolara widzę jednak, że ruch był ograniczony. Mam tu na myśli fakt, że główna para walutowa nie zdołała przełamać kluczowego w tym momencie wsparcia technicznego na 0,9900 a wczorajsza sesja spowodowała, że aprecjacja piątkowa USD w dużej części wyparowała. Sama zmienność w piątek była duża, bo od dziennego szczytu do dołka kurs głównej pary walutowej zmienił się o ponad 160 pipsów – to jak na jeden dzień wynik ponad przeciętny. Indeks dolarowy rośnie nieprzerwanie od maja 2021 – co może oznaczać, że większość z tego co zrobi Fed w niedalekiej przyszłości zostało już po prostu zdyskontowane.

Wycena rynkowa przyszłych stóp procentowych w USA nie zmieniła się jakoś znacznie w odpowiedzi na wydarzenia w Jackson Hole. Minimalnie wzrósł oczekiwany ruch na wrześniowym posiedzeniu FOMC do 68 pb z 67 pb w czwartek – dzień przed przemówieniem. Aktualnie rynek widzi zakończenie cyklu w okolicach poziomu 3,83 proc. podczas gdy jeszcze w czwartek było to blisko 3,79. Tu również nie zaszła jakaś diametralna zmiana. Rynek nie zmienił swojego podejścia co do obniżek, które mają nastąpić od maja 2023 pomimo zaprzeczeń płynących ze strony przewodniczącego. Co prawda sama ścieżka została mocno „wygładzona” w porównaniu do tego co widzieliśmy jeszcze kilka tygodni temu, ale to „wygładzenie” było już widoczne przed sympozjum bankierów centralnych w Górach Skalistych.

EUR/USD może jeszcze znaleźć się na niższych poziomach. Wykres jednak na ten moment sugeruje, że przełamanie przez EUR/USD 0,9900 nie będzie takie oczywiste. Trzykrotne odbicie kursu od tego poziomu sugeruje, że rynek chce wykonać większą korektę. Należy jednak pamiętać, że po drugiej stronie mamy euro, które w najbliższym czasie będzie prawdopodobnie wykazywać się nadal dużą słabością ze względu na problemy energetyczne Starego Kontynentu.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Jak Zachód powinien reagować na wojnę w Ukrainie?

Należy mieć świadomość, że Rosja nie zatrzymuje się widząc słabość. Rosja nie zatrzyma się widząc ustępstwa i uległość – co pokazało między innymi brak pokojowego rozwiązania konfliktu na Wschodzie Ukrainy przez ostatnie kilka lat. Rosja w tym czasie przygotowywała kolejne narzędzia inwazji militarnej, Rosja przygotowywała też ideologiczną podmurówkę pod te konflikty, pod pełnoskalowy konflikt z Ukrainą. Te same argumenty widać w przypadku państw nadbałtyckich – Polski, Czech czy Słowacji. Coraz częściej słyszymy narrację o denazyfikacji. Wprost zostało to powiedziane w stosunku do Ukrainy. Coraz głośniej też wybrzmiewa w stosunku do państw Europy Środkowo-Wschodniej. Rosyjska machina propagandowa, dezinformacji oraz przekazy płynące od społeczeństwa rosyjskiego pokazują, że jest przyzwolenie społeczne na taką politykę. Nadal widać bardzo wysokie ratingi poparcia społecznego dla Vladimira Putina oraz dla jego polityki. A także bardzo wysoki współczynnik poparcia dla dalszego ekspansjonizmy rosyjskiego wobec innych państw. Dlatego Zachód musi dalej utrzymywać kolektywne wsparcie dla Ukrainy w różnym wymiarze. Od wojskowego, po polityczny i gospodarczy – po to, żeby rosyjskie koszty inwazji były na tyle duże, by opóźnić lub osłabić realizację dalszych imperialnych kroków Rosji.

– Jeżeli popatrzymy na to, jak Zachód reaguje – czy powinien zareagować na politykę Rosji – to przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że polityka rosyjska, szczególnie pod rządami Vladimira Putina, opiera się na rosyjskim nowym imperializmie – powiedział serwisowi eNewsroom  Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – Czyli mało tego, że mówimy o resentymencie do Związku Radzieckiego – ale mówimy też o odradzaniu się polityki Rosji na kształt Związku Sowieckiego. Związku Sowieckiego lat 30-tych dwudziestego wieku. Czyli tego bytu, który przez politykę ekspansji, przez siłę militarną chciał zagarniać kolejne ziemie, kolejne terytoria i rozszerzać swoje strefy wpływów nie tylko w wymiarze politycznym, kulturalnym i gospodarczym – ale także w typowym wymiarze militarnym i terytorialnym. Polityka rosyjska weszła na tory otwartej konfrontacji z Zachodem. Oczywiście głównie przez podaż czy regulację podaży surowców energetycznych. Dlatego jeżeli Zachód opuści Ukrainę w momencie, kiedy trwa najbardziej gorący etap konfliktu rosyjsko-ukraińskiego to jest ryzyko, że Rosjanie za kilka kilkanaście lat zapukają do kolejnych drzwi Europy: państw bałtyckich – możliwe, że nawet Polski. To już nie jest myśl political science fiction, wydumanego zagrożenia – ostrzega Marszałkowski.

Biznes zmaga się z rosnącymi kosztami – rekordziści mają długi na ponad 20 mln zł

Na koniec pierwszego półrocza zaległości polskich firm widniejące w Krajowym Rejestrze Długów sięgały 9,18 mld zł. Najbardziej do tego wyniku przyczynili się dłużnicy-rekordziści. Niechlubne miejsce na podium należy tu do firm z województwa śląskiego, mazowieckiego i świętokrzyskiego. Suma przeterminowanych zobowiązań finansowych każdej z nich przekracza 20 mln zł. Co ciekawe, rekord zadłużenia padł w Katowicach i należy do tamtejszej spółdzielni mieszkaniowej. Jej członkowie mają do zapłaty aż 24,7 mln zł za… ogrzewanie. Jak pokazuje najnowsze badanie NFG, w najbliższym czasie 85,5 proc. przedsiębiorstw spodziewa się dalszych podwyżek cen produktów i usług niezbędnych do prowadzenia ich działalności.

Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, największe sumy do oddania mają firmy z województwa mazowieckiego (łącznie 2 mld zł), śląskiego (1,19 mld zł) oraz wielkopolskiego (924,8 mln zł). Najmniejsze zaległości w biznesie charakteryzują przedsiębiorstwa z Podlasia (153,2 mln zł), Opolszczyzny (158,6 mln zł) i Świętokrzyskiego (177,1 mln zł). Jednak co ciekawe, zarówno wśród najmniej, jak i najbardziej zadłużonych województw działają krajowi rekordziści, którzy „dorobili się” wielomilionowych zaległości.

Długi na 8-cyfrowe kwoty

Numerem jeden wśród dłużników niebędących konsumentami wpisanych do KRD jest katowicka spółdzielnia mieszkaniowa. Od kwoty, na którą zalega swoim wierzycielom, może zrobić się gorąco. Jej nieopłacone rachunki z ciepłowni sięgają aż 24,7 mln zł. Drugi największy dług na liście rekordzistów również należy do podmiotu z branży nieruchomości. To warszawska spółka akcyjna zajmująca się wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami własnymi lub dzierżawionym. Zalega ze spłatą ponad 20,5 mln zł z tytułu niezwróconej pożyczki z funduszu poręczeniowego. Problem ze zwrotem takiego finansowania miał także trzeci największy dłużnik – świętokrzyska spółka z branży metalowej. W sumie do uregulowania ma 20,2 mln zł.

Poza wspomnianą trójką działającą w sektorze budownictwa i przemysłu, swoich własnych rekordzistów mają również inne kluczowe branże. W przypadku handlu 12,7 mln zł nie zapłaciła swoim kontrahentom poznańska firma zajmująca się sprzedażą mięsa i jego przetworów. Większość tej kwoty to nieuregulowane faktury za dostawy towaru oraz leasing.

W branży TSL rekord należy do warszawskiej spółki zajmującej się magazynowaniem towarów. Jej zaległości sięgają 11 mln zł. To głównie niezapłacone rachunki za energię elektryczną.

Firmy, które są przytłoczone ogromnymi, idącymi w miliony długami, mają małe szanse, aby wyjść na prostą. Często jedyną drogą dla nich jest ogłoszenie restrukturyzacji albo upadłości. W pierwszej połowie bieżącego roku na taki krok zdecydowało się łącznie ponad 1 tys. przedsiębiorstw, które w momencie ogłoszenia niewypłacalności winne były 84,5 mln zł. Ich wierzyciele mogą tych pieniędzy już nie odzyskać. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie i monitorowanie kondycji swoich partnerów biznesowych. Przedsiębiorcy mogą i powinni stale weryfikować, czy kontrahent płaci innym oraz czy nie jest właśnie takim ekstremalnym dłużnikiem na skraju bankructwa. I nie powinno być to jedynie jednorazowe sprawdzenie. Sytuacja w biznesie dynamicznie się zmienia, każda firma może popaść w tarapaty. A lepiej zapobiegać niż leczyć i reagować, gdy u kontrahenta pojawią się pierwsze oznaki problemów z płatnościami – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mikrofirmy też mają makrozobowiązania

Milionowe zaległości to jednak nie tylko domena dużych przedsiębiorstw i spółek. Rekordowe długi mają też jednoosobowe działalności gospodarcze. Na czele dłużników w tym sektorze stoi sprzedawca wyrobów tekstylnych z Kujawsko-Pomorskiego, który ma do zapłacenia 6,7 mln zł z tytułu leasingu.

W najbliższych miesiącach unikanie długów może być dla mikro, małych i średnich firm coraz trudniejsze. Jak wynika z najnowszego badania IMAS International dla firmy faktoringowej NFG pt. „Zakupy firmowe” 95 proc. przedsiębiorców sektora MŚP, którzy dokonują zakupów firmowych, zauważyło w ostatnich sześciu miesiącach wzrost cen produktów i usług niezbędnych do prowadzenia ich działalności. Najbardziej podrożało paliwo (78 proc. wskazań), następnie opłaty za media (68 proc.) oraz surowce, półprodukty i produkty potrzebne do funkcjonowania firmy (60 proc.). Przeciętny wzrost cen wyniósł 37,4 proc.

Myśląc o najbliższym półroczu, 85,5 proc. respondentów spodziewa się dalszej podwyżki cen. Jedynie 5 proc. respondentów ma co do tego wątpliwości, a pozostali nie mają zdania.

Zdaniem ekspertów NFG, nadchodzące miesiące jesienno-zimowe, nie tylko z uwagi na sezon grzewczy, ale też wzmożoną zwykle działalność firm w II połowie roku, mogą być dla wielu z nich trudnym sprawdzianem.

Przedsiębiorcy będą musieli zacisnąć pasa albo sięgnąć głębiej do firmowej kasy. Z naszego badania wynika, że w ostatnich sześciu miesiącach 29 procent mikro i małych firm zaciągnęło kredyt, pożyczkę lub leasing w celu nabycia produktów i usług niezbędnych do prowadzenia działalności. W kolejnych miesiącach spodziewają się dalszych wzrostów cen, co może oznaczać dalsze zadłużanie się. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem dla firm w tej sytuacji jest kupowanie produktów i usług firmowych na raty lub finansowanie krótkoterminowe w postaci faktoringu. Nie obciąża to tak budżetu jak kredyt czy leasing, a do tego chroni płynność finansową przedsiębiorstw – mówi Emanuel Nowak, ekspert NFG.

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Zakupy firmowe” zostało przeprowadzone w sierpniu 2022 r. przez IMAS International na zlecenie firmy faktoringowej NFG na grupie 462 mikro i małych firm, techniką mieszaną CAWI oraz CATI.

Czego pragną pracownicy? Raport ManpowerGroup

93% wszystkich pracowników zauważyło, że elastyczność poprawiła jakość ich pracy, 73% chce przejścia na model czterech dni w tygodniu z zachowaniem pięciodniowego wynagrodzenia, a dla 53% talentów najważniejszym czynnikiem związanym z elastycznością jest wybór godziny rozpoczęcia i zakończenia dnia pracy – to tylko niektóre z wniosków opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”, prezentującego najnowsze dane na temat aktualnych trendów w zakresie oczekiwań talentów.

Raport ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy” opisuje pięć głównych obszarów związanych z aktualnymi trendami dotyczącymi oczekiwań pracowników. Badanie pokazuje, że możliwości takie jak praca z domu i elastyczność zyskana podczas pandemii są dla talentów bardzo ważna – 93% respondentów zauważyło, że poprawiła ona jakość ich pracy. 7 na 10 osób (73%) chciałoby także przejścia na model pracy czterech dni w tygodniu (z zachowaniem pięciodniowego wynagrodzenia). Najważniejszymi czynnikami związanymi z elastycznością miejsca pracy są dla talentów możliwość wyboru godzin rozpoczęcia i zakończenia obowiązków służbowych (ważne dla 53% badanych), pełna elastyczność w zakresie wyboru miejsca pracy (41%) oraz dłuższy urlop (41%). Istotne dla pracowników są także zwiększenie liczby dni płatnego urlopu wypoczynkowego (33%) oraz możliwość częstszej realizacji zadań z domu, niż biura (23%).

– Elastyczność jest obecnie jednym z ważniejszych elementów oceny atrakcyjności zarówno oferty, jak i organizacji. Zatrudnione osoby cenią sobie możliwość wyboru pracy z biura lub z domu, zależnie od codziennych potrzeb. Firmy otworzyły się na nieporównywalnie większą elastyczność niż jeszcze kilka lat temu w podejściu do miejsca i godzin pracy swoich zespołów. Liderzy nauczyli się zarządzania talentami, z którymi kontaktują się często online. Pamiętajmy jednak, że dla wielu pracowników możliwość bezpośredniego kontaktu i przebywania w biurze jest również ważna, co zapewniają m.in. modele hybrydowe – mówi Luiza Luranc – Jaworek, dyrektor sprzedaży ManpowerGroup w Polsce.

Korzyści płynących z elastyczności w miejscu pracy jest wiele, w czołówce tych najważniejszych wskazanych przez respondentów znalazły się więcej czasu spędzanego z rodziną, przyjaciółmi (46%) oraz przeznaczonego na odpoczynek i regenerację (44%), a także krótszy czas dojazdu do pracy (36%). 3 na 10 talentów może poświęcić więcej czasu na realizowanie pozazawodowych aktywności (33%) oraz zauważyło, że elastyczność wpływa na większą produktywność tygodnia pracy (30%).

Najnowsza publikacja ManpowerGroup poruszyła także kwestię 4 dniowego tygodnia pracy. 7 na 10 pracowników (73%) preferuje skompresowanie godzin pracy w modelu 4-dniowego tygodnia pracy za 5-dniowe wynagrodzenie, 17% wskazało możliwość 7-dniowej dostępności z możliwością wykonywania obowiązków w dowolnym czasie, a 10% ankietowanych chciałoby realizować działania służbowe 4 dni w tygodniu w zamian za proporcjonalnie zmniejszoną wypłatę.

– O skróceniu tygodnia pracy do 4 dni mówi się coraz głośniej, również w Polsce. Pojawiają się firmy, które już podjęły tę decyzję, w wielu miejscach na świecie trwają testy weryfikujące na ile wiąże się to z ryzykiem spadku efektywności. Wyniki analiz są tu wyjątkowo obiecujące, wstępnie nie wskazują na pogorszenie rezultatów, wręcz przeciwnie, zauważono wzrost zaangażowania, motywacji, jak i ogólnej satysfakcji pracowników – dodaje Luiza Luranc – Jaworek.

Raport zawiera informacje na temat aktualnej roli liderów w organizacjach. Odpowiedzi respondentów pokazały, że pracownicy oczekują od liderów sprawiedliwego wynagrodzenia (94%), bezpiecznych warunków pracy (89%), a dla niemal 9 na 10 talentów (87%) ważna jest praca z osobami którym ufają i z którymi się dogadują. Priorytetowymi czynnikami związanymi z celami i wartościami firmy są dla talentów docenienie efektów realizowanych działań przez kierownictwo (81%), motywacja i pasja do pracy (76%), a także możliwość zdobywania nowych umiejętności (75%).

– W dobie niedoboru talentów na rynku pracy, firmy muszą szerzej patrzeć na potrzeby pracowników odpowiadając na ich oczekiwania. Pracownicy zwracają coraz większą uwagę na elementy pozapłacowe, kluczowym elementem jest także motywacja i pasja do pracy. Dzisiejszy pracownik nie chce tylko wykonywać tożsamych zadań przez całą swoją karierę, to osoba o wysokich ambicjach i chęci do rozwijania swoich umiejętności. Organizacje, które świadomie i długoterminowo budują swoją strategię personalną rozszerzają szerokorozumiane procesy wewnętrznych badań satysfakcji pracowników, które stają się później podstawą do podejmowania działań. Ma to szczególne zastosowanie w przypadku diagnozowania zrozumienia strategii i wizji firmy, poziomu utożsamiania się z nią czy także jej budowania np. w obszarze ESG. Wszystko to w oparciu właśnie o zdanie pracowników. Pracodawcy otwarci na opinie zespołów mogą liczyć na ich determinację we współtworzeniu i realizacji strategii oraz budowaniu nowoczesnej kultury organizacyjnej – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower w Polsce.

W analizie ManpowerGroup poruszona została również kwestia zdrowia psychicznego, wypalenia zawodowego oraz wsparcia talentów przez firmy w tym obszarze. Ponad połowa (51%) pracowników mówi o tym, że w zapobieganiu wypaleniu zawodowemu pomocna byłaby większa pula dni urlopowych, a 44% wskazało zapewnienie elastyczności w pracy, jak na przykład wybór czasu i miejsca z jakiego wykonuje pracę. 4 na 10 (39%) zatrudnionych deklaruje, że chciałoby się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, a także oczekiwałoby od organizacji dodatkowych dni wolnych w celu zadbania o zdrowie psychiczne (36%).

– Wypalenie zawodowe może dotyczyć każdego pracownika. Branża nie jest tutaj żadnym wyznacznikiem narażenia na wypalenie, każdy z nas niezależnie od zajmowanego stanowiska i obszaru może wpaść w tę pułapkę. Obecne czasy obfitują w mnóstwo wyzwań, jak pandemia, konflikty zbrojne czy zmiany klimatyczne, a odsetek zestresowanych pracowników wciąż pozostaje wysoki. Jeśli dodamy do tego niesprzyjające środowisko pracy, presję czasu i przeciążenie obowiązkami – mamy gotowy sposób na wypalenie zawodowe. Pamiętajmy, że w naszym kręgu kulturowym mówienie o problemach natury psychicznej wciąż nie jest łatwe, wiele osób może nie przyznawać się do odczuwanego stresu. Na wypalenie szczególnie narażone są osoby ambitne, zdeterminowane, silnie zorientowane na sukces. Należy zwrócić tu uwagę na branżę IT, w której często pracuje się tylko zdalnie o różnych porach dnia ze względu na zespoły globalne, a kontakt ze współpracownikami jest ograniczony. To obszar bardzo wymagający, konieczne jest nieustanne śledzenie trendów i podnoszenie kompetencji – podsumowuje Justyna Mazur, liderka odpowiedzialna za linię biznesową realizującą rekrutacje stałe z obszaru IT w Experis.

Wzrost opóźnień w spłacie i spadek sprzedaży kredytów dla mikrofirm w lipcu 2022

W lipcu 2022 r., w porównaniu do lipca 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-24,0%), jak i wartościowym (-20,6%).

Sprzedaż kredytów dla mikrofirm według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-40,0%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-26,1%) kredytów w rachunku bieżącym. W przypadku kredytów obrotowych dynamika również jest ujemna i wyniosła (-19,9%). Spadła w porównaniu do lipca 2021 r. wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (-44,2%), kredytów obrotowych o (-21,0%) oraz wartość kredytów w rachunku bieżącym o (-6,1%).

W okresie styczeń–lipiec 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-11,2%), a w ujęciu wartościowym o (-6,0%). Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa w przypadku kredytów inwestycyjnych (-31,2%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika (-24,1%) dotyczyła kredytów inwestycyjnych oraz kredytów obrotowych (-3,1%). Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+3,6%).

Jakość portfeli kredytów mikroprzedsiebiorców według produktów kredytowych

Lipcowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,72% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w lipcu 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,69%, kredyty w rachunku bieżącym 3,22%, oraz kredyty obrotowe 8,56%.

W lipcu 2022 r. w porównaniu do czerwca 2022 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,29). Natomiast Indeks polepszył się (spadł) w porównaniu do lipca 2021 o (-0,09).

W okresie 12-miesięcznym polepszyły się odczyty Indeksu kredytów obrotowych (-0,24) i Indeksu kredytów w rachunku bieżącym (-0,20).
Pogorszeniu uległ jednak Indeks kredytów inwestycyjnych (+0,12).
Niestety w porównaniu od czerwca oraz kwietnia indeksy dla wszystkich produktów kredytowych pogorszyły się (wzrosły).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 9,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 4,7 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47,9%) i 2,3 tys. handlowe (23,2%). Łącznie więc ponad 71% udzielonych w lipcu 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,573 mld zł, banki udzieliły 567 mln zł (36,0%) kredytów firmom z sektora usług oraz 459 mln zł (29,2%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w lipcu 2022 r. 65,2% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W lipcu 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania handlu (-28,1%) oraz produkcji (-25,0%). W ujęciu wartościowym w lipcu 2022 r. w porównaniu do lipca 2021 r. ujemna dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firmom produkcyjnym (-36,7%) oraz budowlanym (-22,5%).

W okresie styczeń–lipiec 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-16,6%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym oraz produkcyjnym (-16,1%). W ujęciu wartościowym banki udzieliły w siedmiu miesiącach br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z dwóch sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-21,6%). W tym okresie wzrosła wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+6,0%) oraz usługowym (+0,5%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lipcu 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy handlowe – wartość Indeksu wyniosła 4,98%. Najlepszy (najniższy) odczyt w lipcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 4,42%.

W porównaniu do lipca 2021 r. Indeks polepszył się (spadł) w dwóch branżach: usługach o (-0,25) oraz handlu o (-0,17). Pogorszył się (wzrósł) w budownictwie (+0,46) oraz produkcji (+0,36).

Niepokoić może fakt, że w lipcu w porównaniu do czerwca, czyli w ciągu miesiąca Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach. Najbardziej w produkcji (+0,76).

Brazylia przygotowuje się do powrotu do przyszłości

WYBORY: Dnia 16 sierpnia rozpoczęła się kampania wyborcza do brazylijskiego parlamentu. Lewicowy były prezydent Lula jest faworytem do odzyskania władzy w wyborach 30 października, ale wyścig ewidentnie się zaostrza. Spowolniona gospodarka skorzysta na mniejszej niepewności związanej z wyborami konsumenckimi i inwestycyjnymi, ponieważ musi stawić czoła spadającym cenom surowców i wyższym stopom procentowym w USA. Jednak niezależnie od tego, kto wygra, będzie musiał wzmocnić sytuację fiskalną i przeprowadzić reformy gospodarcze po „straconej dekadzie” stagnacji PKB. Połączenie większej widoczności politycznej, szczytowych stóp procentowych oraz najtańszych na świecie wycen akcji to coś co zdecydowanie wyróżnia ten rynek.

GŁOSOWANIE: Już 2 października, 156 milionów Brazylijczyków pójdzie do urn, a jeśli nikt nie zdobędzie 50 proc. głosów, 30 października odbędzie się dogrywka. Wybory są spolaryzowane; konkurencja rozgrywa się pomiędzy prawicowym kandydatem Bolsonaro a lewicowym byłym prezydentem (2003-2011) Lulą. Sondaże kurczą się, gdy Bolsonaro rozbudowuje programy socjalne i ogranicza podwyżki paliw, co zwiększa ryzyko unieważnienia wyborów. Lula musiałby jednak przegrać, a dzięki wybranemu przez siebie kandydatowi na wiceprezydenta, Alckminowi, wzmocnił swoje kontakty z biznesem i rynkami.

WPŁYW: Real brazylijski w tym roku wypada najlepiej na tle innych walut: wzrósł o 9 proc. w stosunku do dolara i pozostaje niedowartościowana. Jest to jeden z niewielu krajów o dodatnich realnych stopach procentowych. Brazylia (EWZ) jest również jednym z niewielu globalnych rynków akcji, które w tym roku odnotowały wzrost. Ze wskaźnikiem P/E poniżej 9x i niskimi oczekiwaniami wobec zysków, pozostaje najtańszym rynkiem na świecie. Najważniejsze lokalne akcje to Petrobras, Vale i bank Itau. To 12. największa gospodarka świata, dominująca w regionie LatAm, z globalnym wpływem akcji od amerykańskiego Mosaic aż po hiszpański Santander.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Czego kandydaci oczekują od pracy marzeń? | Wyniki badania Michael Page

Kandydaci nie szukają już tylko stanowiska, na którym otrzymają odpowiednie wynagrodzenie. Chcą znaleźć pracę marzeń – i mają konkretne oczekiwania względem idealnego pracodawcy. Ogólnoeuropejskie badanie Candidate Pulse, przeprowadzane cyklicznie przez firmę Michael Page, pokazuje najistotniejsze trendy, jakie zaszły w ostatnim czasie w preferencjach kandydatów. Z odpowiedzi 5000 respondentów wynika, że większość z nich nie wyobraża sobie powrotu do pracy w biurze w pełnym wymiarze godzin. Dla coraz większej liczby pracowników silną motywacją są możliwość rozwoju osobistego i dostęp do szkoleń. Aż 75 proc. z nich chciałoby pracować w społecznie odpowiedzialnej firmie. Co sprawia, że dobra praca staje się pracą marzeń?

Wirtualnie i na żywo

W podejściu respondentów do warunków wypełniania codziennych obowiązków zawodowych widać rosnące znaczenie wartości innych niż tylko praca i sukces. Nie jest zaskoczeniem, że w czasach COVID-u i home office, według aż 88 proc. ankietowanych idealne miejsce zatrudnienia powinno pozwalać na utrzymanie odpowiedniej równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Jednocześnie większość respondentów nie wyobraża sobie już powrotu do pracy w biurze w pełnym wymiarze. 59 proc. najchętniej pracowałaby wyłącznie zdalnie lub w systemie hybrydowym, przy czym możliwość taka jest ważniejsza dla kobiet (63 proc.) niż dla mężczyzn (53 proc.).

To ważny sygnał dla pracodawców, bo bardziej elastyczne podejście do liczby godzin spędzanych poza domem jest jednym z czynników, który mógłby się przyczynić też do większej reprezentacji kobiet na rynku pracy – mówi Magdalena Wołowiec, Senior Marketing Executive w firmie rekrutacyjnej Michael Page. – Jednocześnie nie możemy zapomnieć o znaczeniu osobistego kontaktu i relacji w miejscu zatrudnienia. Idealnym, najbardziej pożądanym wariantem są trzy dni pracy w biurze i dwa w domu – takie rozwiązanie zadowoliłoby 36 proc. ankietowanych. 19 proc. chciałoby pracować zdalnie co najmniej cztery dni w tygodniu, ale pełny tydzień pracy w domu chętnie spędzałoby już tylko 10 proc. To pokazuje, że sami pracownicy dostrzegają wartość przebywania ze swoimi zespołami. Wielu z nich po prostu lubi pracować w biurze i kontaktować się bezpośrednio z ludźmi – 60 proc. ceni sobie nieformalne rozmowy, a 50 proc. więzi społeczne i chwile relaksu, które możliwe są tylko w siedzibie firmy – dodaje Magdalena Wołowiec.

Rozwój i opieka zdrowotna

Badanie Michael Page pokazuje wyraźnie, że dominującą potrzebą osób poszukujących wymarzonej pracy lub rozważających jej zmianę jest możliwość doskonalenia swoich umiejętności i awansu. Numerem 1 wśród korzyści są bowiem szkolenia i rozwój kariery, na które wskazało aż 71 proc. respondentów. Jednocześnie awans lub przynajmniej nowy zakres obowiązków są uważane za istotną formę wyrażenia docenienia przez 58 proc., co niemal zrównuje je pod względem znaczenia z gratyfikacją finansową (57,9 proc).

Drugą najważniejszą potrzebą jest poczucie bezpieczeństwa, jeśli chodzi o zdrowie swoje i najbliższych. Dlatego benefitem, którego znaczenie z pewnością dodatkowo wzmocniło doświadczenie pandemii, jest prywatna opieka zdrowotna dla pracownika i jego rodziny – to ważny argument dla 51 proc. badanych – mówi Magdalena Wołowiec, Senior Marketing Executive w Michael Page.

Nie samą pracą…

Badania Michael Page pokazują, że rośnie znaczenie wartości reprezentowanych przez firmę, które wpływają na jakość życia, takich jak relacje z otoczeniem – rozumianym zarówno jako środowisko naturalne, jak i stosunek do problemów społecznych na poziomie lokalnym i globalnym. Aż 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że wymarzona firma powinna być zaangażowana w społeczną odpowiedzialność biznesu, przy czym oznacza to przede wszystkim działania na rzecz praw człowieka (97 proc.), troskę o środowisko (96 proc.) oraz odpowiedzialność ekonomiczną (94 proc.).

– Zmiany po doświadczeniu pandemii obejmują przede wszystkim potrzebę rozwoju kompetencji, a także jakość relacji zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym, większą równowagę pomiędzy pracą i domem oraz odpowiedzialność społeczną. Przepis na pracę marzeń wydaje się więc jasny i od tego, w jakim stopniu firmom uda się go zrealizować, będzie w najbliższej perspektywie zależeć ich konkurencyjność i efektywność – podsumowuje Magdalena Wołowiec z Michael Page.

Salesforce: technologia i dane są kluczowe dla branży motoryzacyjnej

Z najnowszego raportu Salesforce wynika, iż 93% dyrektorów z branży motoryzacyjnej twierdzi, że dane własne przyczynią się do poprawy jakości obsługi klienta. Dane mogą zwiększyć rentowność firm motoryzacyjnych w obliczu zaostrzającej się konkurencji na rynku międzynarodowym i rynku samochodów elektrycznych.

Sektor motoryzacyjny zmaga się z presją zewnętrzną i niepewną przyszłością, w miarę jak wkracza w świat cyfrowy. W sytuacji, gdy wszystko – od zakupów pojazdów po naprawy – odbywa się online, jakie zagrożenia i możliwości stoją przed nami?

Po okresie utrzymującego się popytu sprzedaż aut zaczyna zwalniać. Rosnące ceny, problemy z łańcuchami dostaw, inwestycje w pojazdy elektryczne, nowe przepisy i globalna konkurencja wpływają na marże zysku.

W ramach pierwszego w historii raportu Salesforce pt. „Trends in Automotive” (Trendy w branży motoryzacyjnej) przepytano 500 decydentów z całej branży motoryzacyjnej, w tym producentów OEM, przedstawicieli spółek zależnych zajmujących się finansowaniem zakupu aut oraz dealerów z całego świata. Wyniki badań podkreślają trudny charakter cyfrowej transformacji:

  • 73% badanych firm motoryzacyjnych uważa, że osiąga wysokie wyniki, jeśli chodzi o transformację cyfrową.
  • Tymczasem, tylko 26% producentów OEM i 23% sprzedawców detalicznych uważa, że ich firmy dobrze przystosowały się do sprzedaży online.
  • Ponadto, mniej niż jedna na pięć firm motoryzacyjnych uważa, że ich sklepy internetowe są atrakcyjne i przyjazne dla urządzeń mobilnych oraz dostarczają dokładnych danych o stanie zapasów.

Tymczasem aż  99% klientów jest niezadowolonych z tradycyjnej obsługi związanej z zakupem samochodu.

  • Większość z nich oczekuje podawania dokładnych cen online i możliwości cyfrowego wypełniania wniosków kredytowych.
  • Przejrzystość i usprawnione udzielanie pożyczek są w czołówce wymagań klientów, ale branża pozostaje daleko od ich spełnienia. Tylko 24% liderów branży motoryzacyjnej stwierdziło, że ceny na ich stronie internetowej konsekwentnie odpowiadają temu, za co klienci faktycznie płacą.

Jest jednak nadzieja – firmy motoryzacyjne widzą w nowych modelach przychodów, opartych na wykorzystaniu bezproblemowej technologii, sposób na zniwelowanie tej luki.

  • Firmy wykorzystują subskrypcje i partnerstwa jako czynniki generujące przychody – 68% producentów OEM i 62% sprzedawców detalicznych już inwestuje w aplikacje Internetu rzeczy (IoT), takie jak Apple CarPlay i inteligentne urządzenia domowe.
  • Przytłaczająca większość, tj. 93% firm, zgodziła się, że dane własne, takie jak interakcje na stronie internetowej, korzystanie z aplikacji oraz historia zakupów/usług, pomogą im znacząco poprawić obsługę klienta.

Achyut Jajoo, wiceprezes i dyrektor generalny Salesforce ds. sektorów produkcyjnego i motoryzacyjnego, wyjaśnia:

„Dane są niezbędne do zapewniania spersonalizowanej obsługi, której oczekuje większość konsumentów, ale dziś ponad trzy czwarte firm nie potrafi dostosować komunikacji w oparciu o konkretne grupy klientów, a nawet ich skargi. Pojazdy połączone z siecią stwarzają dla branży ogromne możliwości w zakresie bardzo potrzebnych nowych strumieni przychodów płynących z partnerstw i usług abonamentowych, a także poprzez dostarczanie informacji o klientach, które są niezbędne do zapewnienia spersonalizowanej obsługi na dużą skalę. Nie jest niespodzianką, że firmy w tym raporcie zgodziły się, że dane, które uzyskają z pojazdów połączonych z siecią, są najlepszym rozwiązaniem, jeśli chodzi o poprawę obsługi klienta”.

Szersza perspektywa

Dominacja pojazdów elektrycznych, pojazdów połączonych z siecią i międzynarodowej konkurencji określi, kto będzie święcić triumfy, a kto upadnie w gospodarce przyszłości.

  • Stany Zjednoczone właśnie przekroczyły 5% punkt krytyczny dla masowego upowszechnienia się pojazdów elektrycznych. Jednakże 85% firm uważa, że koszty badań i rozwoju związane z przejściem na pojazdy elektryczne będą istotnym zagrożeniem dla zysków branży w ciągu najbliższych pięciu lat.
  • Połowa badanych firm poinformowała, że intensywnie inwestuje w wykorzystanie danych własnych z pojazdów połączonych z siecią, jak również w funkcje IoT i komfort jazdy.
  • Chińscy producenci OEM prześcigają swoich globalnych odpowiedników pod względem upowszechnienia swojej oferty wśród konsumentów, cen na rynku masowym, kosztów produkcji i innowacji technologicznych.

Matthew Simpkins, regionalny wiceprezes Salesforce ds. branży motoryzacyjnej (Wielka Brytania oraz Europa, Bliski Wschód i Afryka) wyjaśnia: „Chińczycy są o lata świetlne przed kimkolwiek w branży pod względem produkcji oraz dojrzałości technologii ogniw i ładowania. To zapewni im przewagę konkurencyjną i atrakcyjność cenową”.

Pełny raport dostępny jest tutaj: https://www.salesforce.com/resources/research-reports/trends-in-automotive-form/chapter-1/

Co decyduje o atrakcyjności lokali użytkowych w osiedlach mieszkaniowych?

Dynamiczny rozwój budownictwa mieszkaniowego poza ścisłym centrum miast oraz zmiana zachowań konsumentów, nastawionych na lokalność życia i zakupów, otwierają nowe możliwości dla najemców z sektora handlowo-usługowego. W efekcie stale rośnie popyt na lokale w osiedlach mieszkaniowych, o czym świadczy m.in. niski współczynnik pustostanów – na poziomie 12%, jak podają eksperci Colliers w raporcie pt. „Ulice handlowe w warszawskich osiedlach mieszkalnych”. Oznacza to, że z 3430 przebadanych przez nich lokali wolnych pozostaje ok. 440 o łącznej powierzchni ok. 4 700 mkw.[1] Większość odznacza się wysoką jakością, są jednak zróżnicowane pod względem powierzchni i infrastruktury. Decydując się na obecność w osiedlach mieszkaniowych, warto więc zwrócić uwagę na kilka aspektów, które przesądzają o tym, że lokal jest atrakcyjny i będzie przyciągać klientów.

Daj się zauważyć

Jednym z czynników decydujących o atrakcyjności lokali użytkowych jest ich widoczność w ciągu handlowym i dostępność dla różnych grup odbiorców. Z badań przeprowadzonych przez Colliers wynika, że aż 99% z przeanalizowanych lokali posiada witryny i bezpośrednie wejścia z ulicy. To lokalizacje wysokiej jakości, znajdujące się w parterach nowych budynków. W niektórych inwestycjach zdarzają się jednak bariery architektoniczne takie jak schody, platformy, podcienie czy mała architektura, które obniżają atrakcyjność powierzchni handlowo-usługowych. Ukryte za nimi lokale stają się słabo widoczne dla potencjalnych klientów oraz niedostępne dla osób, które nie są w stanie swobodnie się poruszać. Wyzwaniem dla tych ostatnich są także pomieszczenia dwupoziomowe, zwłaszcza z piwnicami.

Lokal dla branży

Wybierając lokal, warto także wziąć pod uwagę specyfikę branży, w której działa najemca. Inne potrzeby będzie miała firma z branży medycznej, dla której ważna jest np. dostępność światła dziennego, inne najemca gastronomiczny, dla którego dużą rolę odgrywa możliwość zorganizowania ogródka w sezonie letnim.

Zadbaj o parking

Niewystarczająca liczba miejsc parkingowych, brak zatoczek i podjazdów, które umożliwiałyby zaparkowanie skutera, roweru czy hulajnogi przy sklepach to jedna z najczęstszych bolączek lokali usytuowanych w warszawskich osiedlach mieszkaniowych. Ich brak zamyka możliwość obsługi większej liczby klientów, zwłaszcza tych z dalszych części dzielnicy, a nawet innych części miasta. Jeśli więc zależy nam na poszerzeniu strefy oddziaływania, warto rozeznać się, czy w okolicy lokalu znajduje się jakikolwiek darmowy parking lub zatoczka umożliwiająca chwilowe pozostawienie pojazdu.

Funkcję ponadlokalną, a tym samym atrakcyjność powierzchni, zwiększają także dostęp do komunikacji publicznej oraz rozbudowana infrastruktura drogowa. Na ruch pieszy w warszawskich dzielnicach wpływają przede wszystkim przebieg linii tramwajowych, linii metra i lokalizacja stacji, a na samochodowy – funkcjonujące arterie i obwodnice. Potencjał lokalizacji można więc łączyć z liczbą potencjalnych klientów w strefie oddziaływania i jej osiedlowym lub dzielnicowym zasięgiem. Jak to określić? Wyznaczając strefę czasową.

Strefa pięciu minut

Na potrzeby analizy w raporcie Colliers przyjęliśmy, że akceptowalnym przez klientów dystansem do pokonania pieszo w celu dokonania szybkich zakupów jest 5-minutowy spacer. Wyniki wykazały, że liczba mieszkańców, którzy mogą dojść z miejsca zamieszkania do lokalu handlowo-usługowego w ciągu tego czasu waha się w przedziale od 1 600 do 8 000 i zależy przede wszystkim od gęstości zabudowy, zarówno tej nowej, jak i starej, która graniczy z ulicą handlową. Ponadto liczba mieszkańców ze strefy pięciominutowej, w zależności od wielkości i specyfiki osiedla, stanowi od 12% do 43% wszystkich jego mieszkańców i zależy od tego, w jakiej części osiedla została wytyczona przez nową zabudowę oraz jak ta ulica i jej zabudowa integruje się z pozostałymi budynkami mieszkaniowymi w osiedlu.

Na ten aspekt trzeba jednak patrzeć indywidualnie, ponieważ lokale w ulicach mieszkalnych są ściśle związane z miejscami, w których powstały, ich gęstością zabudowy oraz stopniem zintegrowania z tkanką miejską.

Czy atrakcyjny lokal można zaprojektować na etapie planowania?

Można, a nawet trzeba! Ważne jest, żeby na etapie projektowania parterów handlowych w budynkach mieszkalnych deweloperzy z wyprzedzeniem planowali, jakie usługi czy branże są potrzebne w ich projekcie. Z jednej strony umożliwia to techniczne dostosowanie modułów powierzchni do przyszłych funkcji i zachowanie odpowiednich regulacji prawnych w tym kontekście. Przykładowo, inaczej projektuje się kanały wentylacyjne dla lokalu, w którym będzie restauracja, a inaczej dla usług fryzjerskich. Źle zaprojektowane lokale usługowe wykluczają w przyszłości obecność potencjalnych najemców, co z kolei może się przełożyć na atrakcyjność całej ulicy handlowej.

I w tym miejscu dochodzimy do kolejnego aspektu związanego z planowaniem lokali użytkowych – dywersyfikacji najemców. Zróżnicowanie oferty sklepów i punktów usługowych już na etapie planowania, tzw. „tenant mix”, w przyszłości nie będzie stwarzało dla lokalnych biznesów ryzyka związanego ze zwiększeniem konkurencyjności. Istotne w tym kontekście jest też utrzymanie „zdrowej” proporcji między sklepami sieciowymi a konceptami indywidualnymi. Te pierwsze przyciągają klientów znanym logiem, z kolei koncepty indywidualne tworzą „atmosferę miejsca”, aktywizują i integrują społeczność, co jest niezbędne dla funkcjonowania lokalnej ulicy handlowej i budowania atrakcyjności samych lokali.

[1] Eksperci Colliers przebadali 3430 lokali w 40 ciągach handlowych w 14 dzielnicach Warszawy

Komentarz ekspercki Karola Milczarskiego, Senior Associate w Dziale Powierzchni Handlowych w Colliers

Rekordowo niski współczynnik pustostanów w magazynach i rosnące czynsze

Rynek powierzchni magazynowych jest aktualnie najszybciej rosnącym sektorem nieruchomości komercyjnych w Polsce. W okresie od stycznia do czerwca 2022 roku do użytku najemców trafiło 2,4 mln m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. Mimo bardzo wysokiej nowej podaży dostarczonej na rynek w pierwszym półroczu 2022 roku, współczynnik pustostanów na rynku magazynowym w Polsce odnotował kolejny spadek. Jednocześnie, należy oczekiwać dalszych wzrostów czynszów wywoławczych.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec czerwca 2022 roku przekroczyły 26,1 mln m2, zwiększając swój wolumen w ciągu roku o ponad 16%. Największymi zasobami powierzchni magazynowej dysponuje warszawski obszar koncentracji, który oferuje 5,5 mln m2 (21 % całkowitego wolumenu powierzchni magazynowej w Polsce), region Górnego Śląska z 4,6 mln m2 (17%), oraz Polski Centralnej dysponujący 3,8 m2 powierzchni magazynowej (15% zasobów).

W okresie od stycznia 2022 do czerwca 2022 roku cały czas obserwowaliśmy dynamiczny rozwój sektora magazynowego. Michał Kozdrój, Dyrektor działu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w Knight Frank precyzuje, żew tym okresie na rynek trafiło 2,4 mln m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej i jest to najwyższy półroczny wolumen zarejestrowany w historii rynku. Wśród regionów prym wiodą Wielkopolska (350 tys. m2), Polska Centralna (350 tys. m kw.), Dolny Śląsk (330 tys. m2) oraz Górny Śląsk (300 tys.). Aktywność deweloperów pozostaje wysoka. Na koniec I półrocza 2022 roku w realizacji cały czas było 4,35 mln m2, czyli o 20% więcej niż rok wcześniej. Sytuacja może się jednak zmienić w najbliższych kwartałach, ponieważ deweloperzy ograniczyli realizację projektów spekulacyjnych. Zmiany te można już było zauważyć w II kwartale 2022 roku, kiedy to w budowie było 10% powierzchni mniej niż w kwartale I-szym.”

„Wpłynęły na to wojna na Ukrainie oraz konsekwencje gospodarcze jakie agresja Rosji wywołała w naszej części Europy. Wzrost cen materiałów budowlanych, brak dostępnych pracowników w sektorze budowlanym, inflacja, rosnące stopy procentowe oraz związane z tym wyższe koszty finansowania spowodowały, że część inwestorów zaczęła wycofywać się z planowanych inwestycji, w szczególności tych o charakterze spekulacyjnym. Nie oznacza to jednak braku aktywności, gdyż wiele podmiotów z Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej nadal pozostaje w grze. W drugim kwartale rynek zanotował kilka debiutów, a obecne dotychczas w Polsce podmioty powiększyły swoje portfele. To dobry znak na przyszłość.” – dodał Michał Grabara, Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych, Knight Frank.

Wysokie zainteresowanie najemców powierzchnią magazynową w Polsce przełożyło się na 3,8 mln m2 powierzchni wynajętej w pierwszym półroczu 2022. Najwięcej powierzchni wynajęte zostało w obszarze Górnego Śląska (770.000 m2 , co stanowi 20% udział w całkowitym wolumenie zawartych umów), w II strefie warszawskiej (630.000 m2; 16% wynajętej powierzchni) oraz w obszarze Polski Centralnej (450.000 m2; 12% wolumenu transakcji).

Elżbieta Czerpak, Dyrektor działu Badań Rynku zauważa, żemimo bardzo wysokiej nowej podaży dostarczonej na rynek w pierwszym półroczu 2022 roku, współczynnik pustostanów na rynku magazynowym w Polsce odnotował kolejny spadek i obniżył się do rekordowo niskiego poziomu szacowanego aktualnie na nieco ponad 3%. We wszystkich rejonach koncentracji powierzchni magazynowej podaż wolnej powierzchni jest bardzo ograniczona, a ze względu na niewielką ilość projektów realizowanych spekulacyjnie nie należy oczekiwać znaczących zmian w tym zakresie w kolejnych kwartałach.%.

W I połowie 2022 roku odnotowano również wzrost stawek czynszów wywoławczych na głównych rynkach magazynowych w Polsce. „Utrzymujące się wysokie zainteresowanie najemców powierzchnią magazynową oraz niski współczynnik pustostanów, a także prognozy dotyczące spodziewanej niższej podaży w kolejnych miesiącach stawiają w lepszej sytuacji negocjacyjnej wynajmujących. Należy spodziewać się dalszych wzrostów czynszów wywoławczych, a nowi najemcy mogą spodziewać się, że deweloperzy oferować będą mniejsze pakiety zachęt, co w rezultacie przekładać się będzie na wzrost stawek efektywnych.”  – ostrzega Michał Kozdrój, Dyrektor działu Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w Knight Frank.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej po pierwszym półroczu 2022. Wolumen inwestycyjny 30 proc. w górę

W co inwestować w czasach niepewności, wojny, szalejącej inflacji i gwałtownie rosnących stóp procentowych? Avison Young prezentuje wyniki analizy rynku inwestycyjnego nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) po I półroczu 2022 roku

Jak czytamy w raporcie Avison Young, w pierwszym półroczu 2022 roku wartość wolumenu transakcyjnego w regionie CEE wzrosła o 30 proc. w ujęciu rocznym, osiągając 5,4 mld euro. Jest to wynik niezły, jednak o 12 proc. niższy niż 6,1 mld euro, odnotowane w pierwszym półroczu 2020 roku, kiedy rynek nie był jeszcze dotknięty skutkami pandemii.

– Warto również pamiętać, że skutków wojny w Ukrainie i rekordowo wysokiej inflacji nie odczuliśmy jeszcze w kwartale drugim br. Dodatkowo, w pierwszym półroczu zamykały się transakcje przeniesione z 2021 roku. Jednak w czwartym kwartale 2022 spodziewamy się już niższego wolumenu i mniejszej ilości finalizowanych transakcji – mówi Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska,  Research and Data Manager w Avison Young.

Polska zdecydowanym liderem

Wszystkie kraje CEE odnotowały wzrost wolumenów w pierwszych sześciu miesiącach 2022 roku Polska pozostaje numerem jeden pod względem wolumenu transakcji z wynikiem 2,9 miliarda euro, co jest jednocześnie najlepszym od 2016 roku wynikiem dla pierwszego półrocza w naszym kraju. W 2022 roku znaczny wpływ na ten wynik miały 3 duże transakcje: akwizycja biurowej części The Warsaw Hub przez Google (585 mln euro) oraz zbycie przez EPP udziałów w dwóch portfelach nieruchomości handlowych – do PIMCO i do I Group o łącznej wartości około 654 mln euro.

Na drugim miejscu plasują się Czechy – 1,2 miliarda euro to 30 procentowy wzrost rok do roku. Wolumen inwestycyjny ukształtował między innymi zakup portfela centrów handlowych obejmujący IGY Ceske Budejovice, City Park Jihlava i OC Gecko Ceske Budejovice przez słowackiego inwestora 365.invest (215 mln euro) a także sprzedaż Borislavka Office & Retail Centre, nieruchomości wielofunkcyjnej w Pradze na rzecz REICO za szacowaną wartość około 180 mln euro. Aktywa z sektora magazynowego nadal pozostawały atrakcyjne dla inwestorów, co świetnie odzwierciedla zakupienie przez Hines praskiego portfela nieruchomości logistycznych o szacowanej wartości około 100 mln euro.

Z kolei Słowacja osiągnęła wynik około 620 mln euro, który zawdzięcza w głównej mierze dużej transakcji (szacunkowo około 300 mln euro) przeniesienia własności części biurowego portfela Penta do nowopowstałego dewelopera Alto Real Estate (należącego do Jozefa Oravkina, byłego Partnera w Penta). Biurowce, których dotyczyła ta transakcja to m.in. Jurkovičova Tepláreň, Sky Park Offices i Digital Park – jedne z największych budynków biurowych na rynku.

Druga największa transakcja w pierwszym półroczu na Słowacji to sprzedaż centrum handlowego Atrium Optima w Koszycach dwóm słowackim inwestorom prywatnym za 118 mln euro.

Na Węgrzech odnotowany wolumen to 619 mln euro – więcej niż w roku ubiegłym w analogicznym okresie (590 mln euro). Największa w półroczu transakcja dotyczyła sprzedaży i częściowego leasingu zwrotnego portfela nieruchomości handlowych Tesco, który nabyty został przez Adventum Investment Fund Management. W portfelu złożonym z 13 aktywów zlokalizowanych na Węgrzech i 4 w Czechach, węgierska część obejmowała 273 tys. mkw. powierzchni o wartości około 219 mln euro. Najważniejszą transakcją w sektorze przemysłowym było przejęcie Airport City Logistic Park przez WING od CPI w szacowanej kwocie około 59 mln euro. Segment biurowy zapisał się w wolumenie transakcyjnym przejęciem od DWS obiektu Akademia Business Center przez Europa Capital i lokalnego partnera ConvergenCE, w kwocie około 49 mln euro. Ponadto, fundusz zarządzany przez Groupama Gan REIM wszedł na rynek węgierski, kupując od grupy SCC historyczny obiekt Freedom Palace.

Rumunia również podniosła nieznacznie poprzeczkę w porównaniu do ubiegłego roku i zbliżyła się do wolumenu 320 mln euro. Na rumuńskim rynku biurowym największą transakcją była sprzedaż Expo Business Park za kwotę około 110 mln euro. Drugą największą transakcją był zakup Record Park, znajdującego się w Cluj Napoca, przez Aya Properties Fund z udziałem partnerów belgijskich, za kwotę około 35 mln euro.

Sektor biurowy i handlowy na topie

W skali całego regionu, sektor biurowy z udziałem 36 proc. i handlowy, odpowiedzialny za 32 proc. wartości inwestycji to nowi liderzy rynku pod względem zrealizowanego wolumenu. Sektor magazynowy osiągnął z kolei 20 proc. udziału, a główny czynnik wpływający na ten wynik to ograniczona liczba dostępnych na rynku aktywów.

Najbardziej atrakcyjnymi stopami kapitalizacji w regionie CEE, jak podaje Avison Young, może pochwalić się sektor parków handlowych. Najniższe stopy kapitalizacji (5,25 proc.) odnotowywane zostały tylko w Czechach, natomiast w pozostałych krajach regionu kształtują się w przedziale 6,50 – 7,25 proc. Atrakcyjnymi aktywami są również nieruchomości magazynowe w Rumunii, których stopy kapitalizacji w pierwszej połowie br. oscylowały wokół 7,50 proc., jednakże w ciągu najbliższych 12 miesięcy prognozowana jest ich kompresja.

W ubiegłym półroczu, najbardziej aktywni na rynkach inwestycyjnych w analizowanych krajach byli inwestorzy z regionu CEE, a w zasadzie z dwóch krajów – z Czech i z Węgier. Ich łączny udział w wolumenie regionu w pierwszym półroczu 2022 wyniósł 41 proc. i był wynikiem o około 10 punktów procentowych wyższym niż w roku ubiegłym. Poza udziałem lokalnych inwestorów, Avison Young  zwraca uwagę na szerokie spektrum innych inwestorów, o zdywersyfikowanym pochodzeniu, lokujących w tym roku kapitał w krajach CEE.

Wojna w Ukrainie i wysoka inflacja zastąpiły COVID-19 jako główne źródło niepewności w 2022 roku

Branża znajduje się obecnie w trudnym otoczeniu makroekonomicznym z rekordowymi poziomami inflacji oraz prawdopodobieństwem kryzysu energetycznego. Na rządzących wywierana jest ogromna presja, aby stawić czoła wzrostowi kosztów energii. Stanowi to również wyzwanie dla inwestorów i najemców oraz wzmacnia uzasadnienie posiadania strategii ESG dla nieruchomości. Efektywność energetyczna jest dziś koniecznością – jest mierzalna i dlatego jest pierwszym, istotnym krokiem przy wdrażaniu strategii ESG.

Nieruchomości zawsze były świetnym zabezpieczeniem przed wyższą inflacją, ponieważ stawki czynszów są co roku waloryzowane. W przyszłym roku inwestorzy skorzystają na zwiększonych przychodach z najmu, które zostaną zindeksowane o wysoki wskaźnik inflacji. Niemniej jednak, dla najemców, połączenie rosnących czynszów i rosnących kosztów eksploatacyjnych będzie stanowić wyzwanie; zwłaszcza dla tych, operujących w biznesach o niskiej marżowości.

Istotną wartością dla inwestorów w tych, niepewnych czasach będą zapewne aktywa wynajęte renomowanym najemcom i przynoszące stabilny dochód. Będą korzystać z indeksowanych przychodów, ale także z elastyczności w dostosowywaniu swoich czynszów w  przypadku takiej potrzeby.

Wzrost stóp procentowych i większe koszty finansowania

Wysoka inflacja zmusiła banki centralne na całym świecie do podniesienia stóp procentowych. Wysokie stopy procentowe w CEE, zwłaszcza w walutach lokalnych, oznaczają znaczny wzrost kosztów finansowania projektów deweloperskich. Dodatkowo wysoka inflacja, która wpływa na wzrost kosztów materiałów i robocizny, sprawiają, że jest to szczególnie trudny okres dla deweloperów, którzy zwiększyli ostrożność przy ocenie rentowności nowych projektów.

Również aktywa z czynszami denominowanym w walucie lokalnej będą trudne do sfinansowania w obecnych warunkach bez istotnego wpływu na poziom zwrotów inwestorów.

Wyższy koszt kredytu (również w euro) powoduje pewien wzrost stóp kapitalizacji, jednak eksperci Avison Young oceniają, że płynność na rynkach wciąż wygląda dobrze, a przewagę uzyskują inwestorzy, którzy gotowi są sfinansować akwizycje w 100 proc. z kapitału własnego.

Zmiany w dynamice inwestycyjnej

Aktywa z sektora logistyczno-przemysłowego, tak poszukiwane przez inwestorów w 2021 roku, pozostały na szczycie listy zakupów, choć segment odnotował w pierwszej połowie br. niższą wartość wolumenu inwestycyjnego z powodu słabej dostępności produktu. Popyt na nieruchomości magazynowe jest napędzany przez niemal zerowy poziom pustostanów w całym regionie, co nakręca wzrost stawek czynszowych na wszystkich rynkach CEE. W Czechach i Słowacji dostrzegalna jest kompresja stóp procentowych, w Polsce i Rumunii stopy utrzymują się na stabilnym poziomie, podczas gdy na Węgrzech rosną. Płynność w tym segmencie pozostaje bardzo wysoka, a szczególnie atrakcyjnie, zarówno pod względem stóp kapitalizacji jak i stawek czynszu, wypadają Rumunia i Węgry.

Na rynku biurowym tylko w Rumunii odnotowano kompresję stóp kapitalizacji w tym sektorze rok do roku. Główni inwestorzy zawęzili swoje kryteria inwestycyjne w związku z obecnymi kosztami finansowania zakupu oraz wymogami ESG, pozostawiając łowcom okazji przestrzeń do zakupu istniejących już nieruchomości w atrakcyjnych cenach.

Poważny wzrost kosztów budowy w ostatnich latach sprawił, że wiele nieruchomości sprzedanych zostało po kosztach lub poniżej ceny. Analitycy Avison Young prognozują wzrost stawek czynszowych na większości rynków biurowych CEE. Te dwa czynniki zapewniają właścicielom istniejących już nieruchomości przewagę konkurencyjną i lepsze zwroty z inwestycji w porównaniu z nowymi projektami.

Sektor handlowy na Węgrzech, dzięki dużej transakcji portfelowej miał aż 35 proc. udziału w całkowitym wolumenie inwestycyjnym. Także na rynku inwestycyjnym w Polsce nadal jest obserwowane ogromne zainteresowanie obiektami typu convenience. Węgry, Rumunia i Polska oferują atrakcyjne produkty o wysokich stopach kapitalizacji.
Kiedy wyraźniej odczujemy skutki wysokiej inflacji, inwestorzy tego sektora powinni koncentrować się na dyskontach – oceniają eksperci Avison Young, ponieważ większość kupujących ograniczy niepotrzebne zakupy i będzie bardziej selektywna przy wyborze tych, które są konieczne. W związku z tym, można spodziewać się, że dyskonty wraz z ich łańcuchami dostaw obronią się w czasie wysokiej inflacji. Oznacza to supermarkety, wybrane platformy e-commerce i ich łańcuchy dostaw. Węgry, Rumunia i Polska posiadają produkty inwestycyjne w tym sektorze z atrakcyjnymi stopami kapitalizacji.

Segment mieszkaniowy w regionie CEE wciąż się rozgrzewa, pomimo rosnących stóp procentowych. Zwiększa się ilość inwestorów instytucjonalnych, którzy postrzegają ten sektor jako bezpieczny, szczególnie u progu makroekonomicznego spowolnienia. Wysoko oprocentowane kredyty zmuszają część potencjalnych nabywców do wynajmowania mieszkań, co napędza popyt i podnosi stawki najmu. Coraz większa liczba deweloperów mieszkaniowych buduje drugi filar swojej działalności, utrzymując część projektów w portfolio, by tworzyć specjalne fundusze mieszkaniowe lub sprzedawać lokale inwestorom instytucjonalnym.

Czy Polsce grozi 20-ty stopień zasilania?

Przy tak rosnących cenach energii i zapowiedziach, że będą drastycznie wzrastały o kilkadziesiąt procent na koniec tego roku, a także na początku 2023 roku, następuje dezintegracja gospodarki – podobnie jak w przypadku inflacji. Rozpadają się procesy, które były przez lata dopracowywane i dochodzi do sytuacji, w której rynek energetyczny przy tak silnym i wysokim udziale rządu oraz koncentracji nie jest w stanie reagować w czasie kryzysu ani zwiększać swojej produkcji. W Polsce brakuje uwolnienia możliwości produkcji energii oraz zintegrowanego zarządzania wszystkimi możliwymi mocami. Stąd polska energetyka wymaga pilnego uwolnienia – abyśmy nie weszli w stadium dramatycznego kryzysu, który część pokoleń pamięta z lat 80 ubiegłego wieku – kiedy były tak zwane dwudzieste stopnie zasilania. Wtedy energia w ciągu dnia była dostępna przez kilka godzin – tak, jak to dzisiaj ma miejsce na Kubie.

– Od roku 2018 Centrum im. Adama Smitha publicznie wielokrotnie nawoływało do uwolnienia produkcji energii. W Polsce trzeba pamiętać, energia jest pod bardzo daleko idącą kontrolą rządu i ponad dziewięćdziesiąt kilka procent energii wytwarzają firmy zależne od polskiego rządu. Brak nadprodukcji prądu, energii musi prowadzić do zwyżki cen i to już miało miejsce przed okresem ogłoszonej pandemii. Jeżeli nie doprowadzi się do uwolnienia możliwości produkcji energii – to będziemy mieli cały czas coraz bardziej dramatyczną sytuację rosnących rachunków nie tylko dla obywateli – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Już widać to w przypadku polskiego przemysłu i rolnictwa – co sprawia, że część fabryk podjęła decyzję o uruchomieniu procesu przenoszenia się do innych państw Unii Europejskiej. Nawet jeżeli koszty pracy są tam większe, to przynajmniej bardziej przewidywalna jest cena energii – która rekompensuje wysokie koszty pracy. Już dzisiaj widać, że wszystkie plany polityki energetycznej polskiego rządu się nie zrealizowały – bo przewidywany udział energii ze źródeł odnawialnych, zwłaszcza z fotowoltaiki, notowano tylko przez moment kiedy został rozszczelniony – alarmuje Sadowski.

Amerykanie nie wycofują się. Dolar znów droższy od euro

Prezes FED potwierdził, że walka z inflacją jest priorytetem jego organizacji. Może boleć, ale ze wzrostem cen trzeba wygrać. Spekulacje o możliwym poluzowaniu sytuacji, by osłabić dolara trafiają do kosza.

Dane z USA

Piątek upływał pod dyktando danych ze Stanów. Zaczęło się o godzinie 14:30 od danych na temat wydatków i dochodów Amerykanów. Oczekiwania były wyższe od faktycznych danych. Mowa tutaj zarówno o wydatkach jak i o dochodach. Z drugiej strony należy pamiętać, że to dane miesięczne, co powoduje, że charakteryzują się one jednak dość dużą zmiennością. Słabe informacje rozpoczęły spekulacje, że może FED nie będzie aż tak zaciskał pasa. W rezultacie byliśmy świadkami wyraźnego osłabienia dolara. Ruch ten, o ile był silny, był też dość krótki. O 16:00 gdy swoje wystąpienie rozpoczynał Jerome Powell, zobaczyliśmy również wyraźnie lepszy od oczekiwań Indeks Uniwersytetu Michigan.

Wypowiedź Powella

Wystąpienie prezesa FED nie pozostawiło wiele wątpliwości. Jedno trzeba oddać Amerykanom – komunikacja z rynkiem jest przejrzysta. Potwierdzony został scenariusz walki z inflacją. Zwrócono uwagę, że może to być bolesne zarówno dla rynku pracy jak i rynków finansowych. Jeżeli nie chce się dopuścić do dalszego niekontrolowanego wzrostu cen te ruchy są konieczne. Rynki nie miały wątpliwości jak to interpretować. Widać to chociażby po kontraktach na stopy procentowe. To na ich podstawie przewiduje się dalsze zmiany stóp procentowych. Obecnie na wrzesień oczekiwany jest już wzrost o 0,75%. Co więcej, rośnie szansa, że w obecnym cyklu stopy procentowe osiągną 4%. Byłby to najwyższy poziom od kryzysu z 2008 roku. W wyniku tych zmian dolar znów stał się droższy od euro.

Jak zareagowały rynki

Świat finansów nie kończy się na walutach. Wypowiedź prezesa FED dla walut była jednak relatywnie łaskawa. Dużo więcej działo się na rynkach akcyjnych. W piątek S&P spadł o 3,37%. Europejskie indeksy rozłożyły spadki na dwa dni, gdyż przemówienie miało miejsce w piątek o 16:00 naszego czasu. WIG20 nurkuje dzisiaj o około 2,5%. Mniej traci indeks niemiecki, ale ze względu na godziny notowań większość strat przyjął jeszcze w piątek. W dół szły również kryptowaluty. Wygląda na to, że rynek przyjął tryb ucieczki od ryzykownych aktywów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Igor Klaja, twórca OTCF (właściciela marki 4F) łączy siły z marką Moliera2

Przedsiębiorca Igor Klaja, twórca OTCF – właściciela marki 4F nawiązał współpracę ze znanym polskim dystrybutorem odzieżowych marek luksusowych – Moliera2 S.A. Celem współpracy obu podmiotów jest zdobycie pozycji lidera w segmencie sprzedaży internetowej i stacjonarnej dóbr luksusowych. To pierwsza taka inwestycja Igora Klai w firmę spoza portfolio OTCF.

Igor Klaja to wielokrotnie nagradzany przedsiębiorca, właściciel OTCF – firmy z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży odzieży sportowej. Należy do niej m.in. marka 4F, która jest obecna w 42 krajach świata i aktualnie jest liderem rynku odzieży sportowej. Celem biznesmena i ekskluzywnej sieci sklepów Moliera2, jest zdobycie pozycji lidera wśród przedsiębiorstw działających na rynku Europy Środkowo-Wschodniej w segmencie sprzedaży internetowej i stacjonarnej marek luksusowych dla wymagającego i zamożnego klienta.

Cieszymy się, że do grona naszych inwestorów dołącza Igor Klaja – właściciel OTCF, przedsiębiorstwa z wieloletnim doświadczeniem na rynku odzieżowym. W ramach współpracy otrzymamy m.in. wsparcie operacyjne od zespołu Igora Klai. Jestem przekonany, że połączenie naszych kompetencji zaowocuje fantastycznym efektem – mówi Marcin Michnicki, prezes zarządu Moliera2 S.A..

Podjęta przez obie strony współpraca przewiduje m.in., że Igor Klaja (partner) lub osoby przez niego wskazane będą działać wewnątrz struktury spółki Moliera2, aby opracować strategię rozwoju firmy, która umożliwi realizację wspólnie zaplanowanego celu biznesowego. Partner nie wyklucza także powołania go w skład Rady Nadzorczej Moliera2.

Stale się rozwijamy i nie boimy się nowych wyzwań, stąd po raz pierwszy zdecydowaliśmy się nawiązać współpracę z marką spoza portoflio OTCF. Wymiana doświadczeń i wzajemne wsparcie z pewnością umożliwią nam realizację wspólnych planów. Dziś klienci wymagają od nas coraz więcej i aby sprostać ich oczekiwaniom, chcemy współpracować z najlepszymi – mówi Igor Klaja, prezes zarządu OTCF.

Wraz z podpisaniem listu intencyjnego strony rozpoczęły negocjacje, ustalające szczegółowe zasady i warunki współpracy. Zakłada ona także zaangażowanie kapitałowe partnera na rzecz marki Moliera2.

Niskie bezrobocie i rekordowa liczba zatrudnionych obcokrajowców. Minęło pół roku od wybuchu wojny w Ukrainie

Jak podał GUS, stopa bezrobocia w lipcu utrzymała się na rekordowo niskim poziomie 4,9 %, czyli tym samym, co w czerwcu. Co to oznacza i jaki wpływ na niskie bezrobocie mają uchodźcy z Ukrainy? Jeszcze nigdy na naszym rynku pracy nie było legalnie zatrudnionych tak wielu obywateli innych krajów. Wg danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych blisko 1,25 mln cudzoziemców jest zarejestrowanych do ubezpieczenia emerytalnego.

Niski poziom bezrobocia a cudzoziemcy

24 sierpnia minęło pół roku od napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę. Od początku wybuchu wojny, na mocy uproszczonych procedur zatrudnienia uchodźców, pracę w naszym kraju znalazło blisko 390 tys. osób, we wszystkich sektorach gospodarki. Jedynie 4,3% z nich zarejestrowanych jest nadal, jako bezrobotni.

– Jednym z powodów spadków bezrobocia w kraju może być fakt, że z początkiem roku wielu Ukraińców rejestrowało się w urzędach pracy, po czym osoby te znajdowały pracę lub wracały na Ukrainę, więc się wyrejestrowywały – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy, prezes polskiej firmy doradczej Conperio.

Z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wynika, że pod koniec lipca w Polsce zatrudnionych było niemal 736 tys. Ukraińców. Pozostali obcokrajowcy zatrudnieni w kraju nad Wisłą to m.in. Białorusini oraz Gruzini.

Gdzie znaleźli zatrudnienie obywatele Ukrainy?

Jak pokazało ostanie pół roku, rynek pracy był chłonny i gotowy na przyjęcie setek tysięcy nowych pracowników. Głównie w przetwórstwie przemysłowym, transporcie, produkcji, usługach, rolnictwie i budownictwie, choć nie tylko. Na portalach z ofertami pracy znaleźć można ogłoszenia w języku ukraińskim od pracodawców, którzy szukają pracowników na stanowiska: lekarz, pielęgniarka, pomocniczy personel medyczny, czy opiekun osoby starszej. Jak podkreśla Mikołaj Zając, cudzoziemcy w Polsce mogą znaleźć pracę praktycznie w każdym sektorze gospodarki.

– Przedsiębiorcy chętnie zatrudniają pracowników z Ukrainy, zarówno do prostych prac niewymagających wysokich kompetencji, jak również w zawodach przeznaczonych dla specjalistów. W Polsce brakowało m.in. szwaczek, kucharek, tłumaczy czy pracowników administracji. Warto również pamiętać, że znaczna część podzespołów, przede wszystkim z branży automotive i zbrojeniowej jest dziś produkowanych w Polsce i eksportowanych np. do Niemiec. Podjęcie pracy w tej branży jest dużo prostsze, ponieważ bariera językowa nie stanowi aż tak dużego problemu – wyjaśnia Mikołaj Zając, prezes polskiej firmy doradczej Conperio.

Dla obywateli Ukrainy przygotowano szereg odgórnych ułatwień, które pomagają im w wejściu na polski rynek pracy. Coraz więcej punktów pomocy rzeczowej i żywieniowej zamienia się w biura ułatwiające poszukiwanie źródła utrzymania. Do minimum złagodzono również zakres zatrudniania, w tym m.in. nauczycieli akademickich czy na stanowiskach pomocniczych i obsługi w urzędach oraz jednostkach samorządowych.

Jednym z ważniejszych kroków jest modyfikacja zapisów specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, dzięki której m.in. ma zostać stworzony specjalny portal internetowy, ułatwiający nawiązywanie kontaktów pomiędzy pracodawcami, a osobami które poszukują pracy. Państwo w tym temacie podąża za sektorem prywatnym, który już od dawna silnie wspiera Ukraińców – analizuje Mikołaj Zając.

Jak długo utrzyma się niskie bezrobocie?

Zdaniem eksperta rynek pracy jako ostatni zareaguje na pogorszenie koniunktury. Nagły drastyczny scenariusz zwiększania się stopy bezrobocia do końca roku nie wydaje się realny. Możliwa redukcja zatrudnienia – o ile w ogóle się zacznie – może, choć nie musi, dotyczyć osób z Ukrainy.

– Istnieje prawdopodobieństwo, że osoby te nie zgłoszą się do urzędów pracy po utracie zatrudnienia, więc statystyka bezrobocia ich nie uwzględni – dodaje Mikołaj Zając.

Część ekonomistów zauważa, iż w lipcu nie nastąpił spadek bezrobocia względem poprzedniego miesiąca i może to zwiastować nadchodzącą zmianę trendu. Zdaniem Mikołaja Zająca utrzymanie się bezrobocia na tym samym poziomie może być spowodowane m.in. brakiem pracowników sezonowych.

– Plantatorzy już w maju i czerwcu sygnalizowali wyraźnie, że nie ma chętnych do pracy sezonowej przy zbiorach szparagów czy truskawek. Część tych pracowników stanowili Ukraińcy, którzy zostali na Ukrainie by bronić swoich najbliższych. Ponadto większość uchodźców znalazło mieszkanie w miastach i najczęściej tam szukali pracy – podsumowuje ekspert rynku pracy.

Prawnicy o sytuacji nadodrzańskich przedsiębiorców: fala pozwów bardzo prawdopodobna, ale winnych nie ma

Pomoc dla nadodrzańskich firm niewystarczająca, a droga do odszkodowań długa i kręta.

Prawnicy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie zwracają uwagę, że ogłoszone przez ministrów przewidywane wsparcie dla przedsiębiorców nadodrzańskich nie jest wystarczające. Może to oznaczać, że niebawem do sądów trafi fala pozwów, bo przedsiębiorcy będą próbowali ratować swoje firmy uzyskując rekompensaty i odszkodowania. Eksperci zwracają uwagę, że nie będzie to łatwe, bo nie ustalono konkretnej przyczyny katastrofy oraz nie ogłoszono stanu klęski żywiołowej.

Przedsiębiorcy rozczarowani niskim wsparciem. Na Odrze nadal trwa katastrofa ekologiczna

Jak mówi mecenas Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, jeden z prawników zajmujących się sprawą przedsiębiorców znad Odry, sytuacja jest trudna. Przewidywane wsparcie nie jest wystarczające i nie bierze pod uwagę sezonowego charakteru działalności nad rzeką, a z drugiej strony trudno jest wskazać konkretnego adresata pozwu. Może to być Rząd lub agenda rządowa jeżeli udowodnione zostaną jej zaniechania lub sprawca zanieczyszczenia jeżeli ten zostanie wykryty. Obie opcje wiążą się z długą i skomplikowaną sprawą sądową.

– Rządowy projekt opiera się na założeniu, że o pomoc będą mogli ubiegać się przedsiębiorcy prowadzący działalność w strefie objętej katastrofą ekologiczną, z określonym kodem PKD i odnotowujący przynajmniej 50% spadek przychodów w sierpniu 2022 roku względem wcześniejszego miesiąca lub tego samego okresu w roku 2021. Pomoc będzie wypłacana w kwocie 3010 złotych za każda osobę zgłoszoną do ubezpieczeń społecznych. Taką kwotę należy traktować jako pomoc de minimis spełniającą określone kryteria – mówi mec. Marek Jarosiewicz.

– Trudno powiedzieć dlaczego ustawodawca zdecydował się na takie rozczarowanie mając w pamięci szerokie wsparcie dla przedsiębiorców z tzw. „ściany wschodniej”, gdy wprowadzono stan wyjątkowy w regionach przy granicy z Białorusią. Tam rozwiązania legislacyjne przewidywały między innymi odszkodowania uzależnione od odsetka utraconych przychodów – dodaje mec. Jarosiewicz.

Droga prawna będzie kręta i skomplikowana, bo… nie ma winnego katastrofy.

Eksperci sugerowali możliwość np. wprowadzenie „wakacji kredytowych” dla przedsiębiorców działających nad Odrą czy zwolnienia podatkowe na okres całego roku 2022. Stanowisko w tej sprawie zajęła Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie krytykując niewystarczające wsparcie zaproponowane przez Rząd RP.

– Trudno teraz ocenić, jaka będzie droga prawna dla przedsiębiorców, których nie usatysfakcjonuje oferta Rządu RP. Na ten moment nie ma wskazanego winnego katastrofy. Przedsiębiorcy więc mogą kierować swoją uwagę w stronę podmiotów publicznych, które zaniedbały swoją pracę i to po ich stronie może leżeć wina za katastrofę. Udowodnienie zaniechań otwiera drogę do odszkodowań od Skarbu Państwa. Drugą grupą podmiotów są osoby fizyczne czy firmy, które przez swoje działanie spowodowały katastrofę – mówi mec. Jarosiewicz. Od ustaleń ekspertów i naukowców zależą szansę przedsiębiorców na uzyskanie odszkodowań – mówi ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

Prawnicy zwracają uwagę, że zamknięcie możliwości korzystania z Odry do odwołania na kolejne dni blokuje możliwość korzystania z rzeki przedsiębiorcom. Najbardziej przejrzystą formą regulacji byłoby wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. – Sugerują to zarówno prawnicy jak i przedsiębiorcy. Stan katastrofy na Odrze trwa już miesiąc, a wsparcie jednorazowe nie pokrywa nawet ułamka poniesionych przez nadodrzańskie firmy strat – mówi mec. Marek Jarosiewicz.

Sytuacja mikro, małych i średnich przedsiębiorstw w latach 2021-2022 – raport Banku Pekao

Najnowszy, 12-sty już raport Banku Pekao S.A. pokazuje, że sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw poprawiła się względem poprzedniego z 2020 roku. Ogólny Wskaźnik Koniunktury Mikro, Małych i Średnich Firm (MMŚF) mierzący nastroje przedsiębiorców wyniósł w badanym okresie 93,9 pkt. To lepiej niż w poprzednim badaniu, jednak do rekordowego wyniku 102,6 pkt. za 2019 rok jeszcze dużo brakuje. Zaobserwowano duży wzrost wskaźnika w województwach: lubuskim (+4,61 pkt.), warmińsko-mazurskim (+4,30 pkt.), podlaskim (+3,75 pkt.) oraz wielkopolskim (+3,45 pkt.). Przedsiębiorcy także lepiej oceniają stan polskiej gospodarki oraz ogólnie sytuację w swojej branży.

Minął już ponad rok od publikacji poprzedniej edycji raportu Banku Pekao dotyczącego kondycji mikro, małych i średnich firm. Ubiegłoroczna odsłona stanowiła portret sektora MMŚP pogrążonego w kryzysie związanym z pandemią. Po osiągniętym w 2019 roku rekordowym wyniku 102,6 pkt. (na skali 50-150 pkt), rezultat za 2020 r. spadł poniżej „neutralnego” progu 100 pkt. i wyniósł jedyne 91,4 pkt. Gospodarka po początkowym okresie szoku i gorączkowego dostosowywania się do nowej rzeczywistości, mogła zacząć nadrabiać straty dopiero w kolejnym roku.

I rzeczywiście, Ogólny Wskaźnik Koniunktury za rok 2021 miał, wedle estymacji zawartych w ubiegłorocznym raporcie, osiągnąć wartość 94,5 pkt. Faktyczny wynik – 93,9 pkt – jest potwierdzeniem słuszności tych prognoz, ale jednocześnie sygnałem, że sektor MMŚP w Polsce nie znajduje się w najlepszej kondycji. Przedsiębiorcy nieco bardziej optymistycznie spoglądają jednak w przyszłość – Ogólny Wskaźnik Koniunktury na kolejne 12 miesięcy wyniósł 95,7 pkt., podczas gdy za ostatnie 12 miesięcy (przedsiębiorcy porównują dzisiejszą sytuację do tej sprzed roku) wyniósł zaledwie 92,0 pkt.

Najnowsze wydanie raportu Banku Pekao o sytuacji mikro, małych i średnich firm w Polsce w latach 2021-2022 to opracowanie poruszające szereg istotnych dla sektora MMŚP tematów: wzrost gospodarczy, perspektywy wzrostu konsumpcji i inwestycji, sytuacja na rynku pracy i wynagrodzeń, a także oczywiście inflacja. Wszelkie dane statystyczne zawarte w opracowaniu można wygodnie przeanalizować, zarówno na szczeblu regionów, jak i podregionów, z podziałem na branże czy wielkość firm.

I tak najlepszą koniunkturę w skali kraju odnotował sektor budowlany, najgorszą natomiast – handlowy, który wciąż najdotkliwiej odczuwał wszelkie konsekwencje związane z pandemicznymi regulacjami i ograniczeniami. Utrzymuje się także obserwowana już od kilku lat korelacja pomiędzy wielkością firmy a jej statystycznym Ogólnym Wskaźnikiem Koniunktury.

Najlepiej radzą sobie średnie firmy, które jako jedyne, wybiły się powyżej neutrum, uzyskując 101,6 pkt. W przypadku małych firm jest to 94,4 pkt., a mikrofirm – 93,8 pkt.

W momencie opracowywania raportu ankietowani przedsiębiorcy przejawiali optymizm odnośnie nadchodzącego roku. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej, zmienia się bardzo dynamicznie.

Trudna sytuacja zawsze może być postrzegana jako wyzwanie prowadzące do wypracowania nowych rozwiązań – mówi Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes Banku Pekao, zarządzająca Pionem Bankowości Przedsiębiorstw. – Dlatego tym bardziej doceniamy udział tak licznej grupy przedsiębiorców w opracowaniu raportu. Pogłębione wywiady składające się z pytań otwartych pozwoliły nam lepiej zrozumieć sytuację sektora MMŚP w Polsce i stanowią doskonałe dopełnienie do zebranych przez nas danych ilościowych.

Tradycyjnie raport posiada, oprócz części ogólnej, także część poświęconą tematowi specjalnemu. Tym razem brzmi on: „Sinusoida nastrojów – w cieniu kolejnych wyzwań”. Tytuł nawiązuje do rozrastającego się katalogu czynników negatywnie wpływających na gospodarkę, wzrost niepewności panującej wśród przedsiębiorców oraz zaniepokojenie pracowników. Rosnąca amplituda owej sinusoidy to wynik między innymi rosnącej inflacji, podwyżek stóp procentowych i zmian na rynku pracy. Autorzy raportu przeprowadzili prawie 7 tys. rozmów z przedsiębiorcami, każdemu zadając taki sam zestaw pytań, np. o presję na zwiększenie wynagrodzeń ze strony pracowników albo o plany na przyszłość. Zakrojone na tak szeroką skalę badanie pozwoliło uzyskać bardzo ciekawy, a przy tym stosunkowo kompletny obraz „sinusoidy nastrojów”.

Raport nie byłby pełny bez rozmów z ekspertami – ekonomistami czy wykładowcami akademickimi. Do analizy ilościowej, której wyniki podzielone są na regiony i podregiony, została dołączona część analityczna, która pozwala pełniej zrozumieć zawarte informacje. Publikacja najnowszego raportu zbiega się bowiem z wyjątkowo trudnym czasem dla Polski i Europy: przewiduje się, że jesienią nastąpi uderzenie kolejnej fali koronawirusa, a napaść Rosji na Ukrainę wywiera wpływ nie tylko na nasz kraj, ale i cały kontynent.

Tegoroczna edycja raportu trafia na grunt szczególnych potrzeb – mówi Dominika Byrska, dyrektor Biura Produktów i Procesów Kredytowych w Banku Pekao. – Napięta, skomplikowana sytuacja, zarówno w kraju, jak i w skali globalnej, wywołuje w przedsiębiorcach, ekonomistach i analitykach naturalną potrzebę posiadania dokładnych, kompleksowo zebranych i przejrzyście opracowanych informacji. Jestem pewna, że najnowszy raport Banku Pekao spełnia tę potrzebę w odniesieniu do sektora mikro, małych i średnich firm. Bank Pekao należy do grona instytucji, które chcą posiadać na ten temat możliwie dokładne dane, aby zapewnić najwyższą jakość usług swoim klientom z sektora MMŚP i jak najlepiej rozumieć ich potrzeby – dodaje dyrektor.

Raport Banku Pekao jest przygotowywany co roku już od 12 lat. Badaniem objęte są mikro, małe i średnie firmy, czyli takie, które zatrudniają do 249 osób. Z pełną treścią raportu można zapoznać się na stronie (link): https://www.pekao.com.pl/raport-msp/

International Finance Corporation z Grupy Banku Światowego potencjalnym akcjonariuszem Elemental Holding

Elemental Holding – jeden z globalnych liderów w recyklingu metali szlachetnych – otrzymał propozycję inwestycyjną od International Finance Corporation (IFC) z Grupy Banku Światowego. W ramach transakcji IFC może przejąć pakiet zamiennych, uprzywilejowanych akcji spółki o wartości do 75 mln USD.

Potencjalna transakcja jest elementem szerszej, niepublicznej emisji akcji Elemental Holding. Jej celem jest sfinansowanie kolejnego etapu rozwoju spółki – zarówno organicznego, jak i opartego o akwizycje działających na całym świecie podmiotów zajmujących się recyklingiem i zieloną produkcją metali szlachetnych. Elemental Holding współpracuje także z innymi instytucjami i prywatnymi inwestorami w celu zabezpieczenia finansowania planowanych działań rozwojowych i inwestycyjnych. W realizacji transakcji spółce doradza Morgan Stanley & Co. International plc.

Zaangażowanie IFC w akcjonariat Elemental Holding oznacza, że jako działająca w skali globalnej Grupa spełniamy najwyższe standardy zrównoważonego rozwoju. Dzięki pozyskanemu w wyniku transakcji finansowaniu chcemy wzmocnić naszą pozycję na globalnym rynku zielonej produkcji metali strategicznych. Zapotrzebowanie na te metale stale rośnie wraz z postępującą świadomością w zakresie ESG, informatyzacją przemysłu, elektryfikacją motoryzacji oraz dalszemu zwrotowi ku odnawialnym źródłom energii i technologiom wodorowym. Wspólnie z IFC, jesteśmy przekonani, że radykalne zwiększenie poziomu recyklingu metali jest kluczowe, by sprostać rosnącym wyzwaniom społecznym i klimatycznym – podkreśla Paweł Jarski, prezes Elemental Holding.

Grupa Elemental Holding jest producentem strategicznych dla gospodarki surowców, pozyskiwanych w sposób zrównoważony i przyjazny dla środowiska, m.in. poprzez przetwarzanie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, katalizatorów samochodowych, obwodów drukowanych i metali nieżelaznych. Grupa jest obecna w 15 krajach świata – w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Elemental Holding jest także jednym z 18 europejskich podmiotów notyfikowanych przez Komisję Europejską w ramach europejskiej polityki przemysłowej, mającej na celu stworzenie w UE łańcucha wartości zrównoważonej mobilności. W oparciu o pozyskane w ten sposób finansowanie Grupa realizuje budowę pierwszego w UE zakładu recyklingu baterii litowo-jonowych wykorzystywanych w samochodach elektrycznych. Instalacja zostanie uruchomiona w 2023 roku w Zawierciu.

IFC z Grupy Grupy Banku Światowego jest największą w skali świata instytucją rozwoju działającą w sektorze prywatnym na rynkach wschodzących. W roku podatkowym IFC zainwestowała w rozwój prywatnych firm i instytucji finansowych rekordową kwotę 31,5 mld USD. Aktualnie IFC jest obecna w ponad 100 krajach świata.

Rośnie liczba sporów pomiędzy najemcami a galeriami handlowymi

W obliczu słabnącej koniunktury gospodarczej coraz częściej właściciele centrów handlowych spotykają się z próbami negocjacji przez najemców stawek czynszów. Prawnicy kancelarii DLA Piper spodziewają się, że niespotykana wcześniej fala sporów między galeriami a najemcami, która rozpoczęła się wraz z wybuchem pandemii, będzie narastać w najbliższych miesiącach.

Podczas sporów z wynajmującymi, właściciele sklepów i punktów usługowych najczęściej powołują się na przepisy Kodeksu cywilnego, według których wcześniej zawarte umowy można zmienić, gdy dochodzi do nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Zdaniem najemców takie wydarzenia jak pandemia, wybuch wojny w Ukrainie, słabnący złoty czy galopująca inflacja odbiły się negatywnie na prowadzonej przez nich działalności. W związku z tym występują oni z żądaniami obniżenia czynszów bądź skrócenia okresu obowiązywania umów, grożąc galeriom sporami sądowymi.

Branża handlowa jeszcze do niedawna była sektorem, gdzie toczyło się niewiele postępowań spornych – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający oraz szef praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie. – Pandemia wiele w tym zakresie zmieniła. W miejsce polubownych negocjacji, właściciele galerii spotykają się coraz częściej z działaniami prawnymi najemców, którzy formułują swoje żądania w oparciu o rzadko stosowany jeszcze do niedawna przepis o możliwości zmiany treści lub rozwiązania umowy w przypadku wystąpienia nadzwyczajnych okoliczności.

Jak podkreślają eksperci kancelarii, pomimo, że przepisy dają najemcom pewien instrument w prowadzeniu sporów, to od strony dowodowej wykazanie, że nadzwyczajne zjawisko miało faktycznie wpływ na działalność danego podmiotu nie jest już łatwe.

Trzeba odróżnić to, co się w tej chwili dzieje w branży handlowej jako wynik wydarzeń nadzwyczajnych od tego, co jest efektem normalnego cyklu koniunktury – zauważa Szymon Sakowski, adwokat w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper. – W przypadku pandemii, sądy właściwie nie miały wątpliwości, że doprowadziła ona do nadzwyczajnej zmiany stosunków gospodarczych. Jednak najemcy często mają problem z wykazaniem, że właśnie ta okoliczność doprowadziła do rażącej straty. Ponadto, najemcy w swojej argumentacji zwykle nie uwzględniają faktu, że otrzymali już pomoc ze strony państwa, jak również ze strony wynajmujących w formie upustów lub odroczenia płatności.

Z doświadczenia kancelarii DLA Piper wynika, że znaczną część sporów między najemcami a galeriami udaje się rozstrzygnąć polubownie, nawet jeśli niektóre z nich już wcześniej trafiły do sądu. Strony starają się znaleźć porozumienie, by uniknąć długoletniego postępowania w sądach powszechnych, jak również wysokich opłat sądowych czy też kosztów sporządzenia opinii przez biegłych, a przede wszystkim by wrócić do współpracy i relacji biznesowych.

Prawnicy DLA Piper zwracają uwagę, że o ile wynajmujący są w dużej mierze skłonni do zawierania ugód, to ich możliwości negocjacyjne nie są nieograniczone. Centra handlowe oraz ich właściciele również często ponieśli straty podczas pandemii oraz otrzymali mniejsze wsparcie rządowe w porównaniu do większości najemców. Ponadto, w wielu przypadkach właścicielami centrów są fundusze, których inwestycje zostały sfinansowane ze środków zewnętrznych, co ogranicza im możliwość obniżenia czynszów czy też skrócenia okresu najmu z powodu zawartych umów kredytowych. Rosną także koszty działalności galerii handlowych w związku ze wzrostem cen energii i płac.

Bez wątpienia weszliśmy w nowy etap relacji pomiędzy galeriami a najemcami. Spadek obrotów spowodowany mniejszym ruchem w centrach handlowych w związku m.in. z wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę, pandemią czy rosnącą popularnością e-commerce powoduje, że o konflikt na linii najemca-właściciel jest coraz łatwiej – twierdzi

Paweł Bartosiewicz, radca prawny w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper.

ANWIL wznawia produkcję nawozów oraz dostawy surowego CO2

W trosce o zagwarantowanie bezpieczeństwa żywnościowego kraju oraz ochrony zdrowia Polaków, pomimo trudnych warunków makroekonomicznych, ANWIL z Grupy ORLEN podjął decyzję o wznowieniu produkcji nawozów azotowych. Tym samym spółka zapewni również dostarczanie surowego CO2, który po przetworzeniu wykorzystywany jest m.in. w produkcji żywności oraz przemyśle farmaceutycznym. ANWIL na bieżąco monitoruje sytuację na rynku i podejmuje działania, które uwzględniają zarówno wyzwania biznesowe, jak i społeczną odpowiedzialność firmy.

– Bezprecedensowy wzrost cen gazu uderzył w branżę nawozową nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. ANWIL, jako jedna z nielicznych firm, przez dłuższy czas utrzymywał ciągłość produkcji, aby zapewnić dostępność nawozów na polskim rynku. Jej wstrzymanie wynikało wyłącznie z przesłanek biznesowych, niezależnych od Grupy ORLEN. Widzimy jednak olbrzymie zapotrzebowanie ze strony branży spożywczej, ale też medycznej, w tym transplantologii na skroplony CO2 oraz suchy lód. Mając na uwadze potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w Polsce zdecydowaliśmy o uruchomieniu instalacji nawozowych, co umożliwi przywrócenie również dostaw półproduktu wytwarzanego we włocławskim zakładzie produkcyjnym – surowego CO2. Podejmiemy przy tym działania, aby ograniczenia wynikające z wysokich cen gazu miały możliwie minimalny wpływ na Grupę ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

ANWIL nie jest dystrybutorem CO2, jest to produkt uboczny, który powstaje w trakcie procesu produkcji nawozów azotowych. Mając jednak na względzie bezpieczeństwo żywnościowe w kraju, spółka podjęła rozmowy z kontrahentem, jedynym odbiorcą tego produktu. Ich celem jest zabezpieczenie dostaw surowego CO2 i wykorzystanie go do produkcji i realizacji dostaw dla branż i sektorów kluczowych dla życia publicznego w Polsce, w szczególności mających znaczenie dla życia, zdrowia, bezpieczeństwa publicznego oraz zapewnienia dostępności towarów na rynku. Spółka ANWIL umożliwi odbiór surowego CO2 w ciągu najbliższych 48 godzin.

Cena nawozów po wznowieniu ich produkcji będzie odzwierciedlała aktualną cenę gazu ziemnego oraz uwarunkowania rynkowe. Jednocześnie ANWIL oczekuje na ustabilizownie się sytuacji na rynku gazu oraz wypracowanie rozwiązań wspierających branżę nawozową.

Jastrzębi Powell, silny dolar

W trakcie obserwowanego z wielką uwagą piątkowego przemówienia na dorocznym sympozjum w Jackson Hole przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell postraszył rynki deklaracjami kontynuowania przez FED zdecydowanej walki z inflacja, która ostatnio osiągnęła w USA najwyższe poziomu od ponad 40 lat. Powell ostrzegł, że może to oznaczać „dłuższy okres wzrostu poniżej trendu” oraz „ból dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw”.

Wall Street zareagowała na te twarde słowa najsilniejszym od 13 czerwca spadkiem S&P 500 o 3,37 proc. Indeks znalazł się na najniższym poziomie od miesiąca. Średnia przemysłowa Dow Jonesa straciła 3,03 proc., a Nasdaq Composite tąpnął o 3,94 proc. Spadały w piątek również – chociaż w mniejszym stopniu – główne indeksy innych giełd w obu Amerykach. Wyjątkiem był chilijski IPSA, który minimalnie wzrósł osiągając najwyższy poziom od 3,5 lat.

Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy kontynuowały zniżkę (ok. godz. 9:05 S&P 500 -0,67 proc., DJIA –0,51 proc., Nasdaq 100 -1,03 proc.).

Piątkowy silny spadek cen akcji w USA oczywiście przełożył się na słabość rynków akcji w Azji i Oceanii w poniedziałek. Najwięcej – ponad 2 proc. – straciły główne indeksy giełd w Japonii, na Tajwanie, w Korei Południowej i Australii. Spadków uniknęły główne indeksy kontynentalnych Chin, Filipin i Malezji.

Spadały dziś właściwie wszystkie główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX -1 proc., CAC 40 -1,04 proc.). Najsłabszy w Europie był dziś rano polski WIG-20 (-2,62 proc. ok. godz. 9:30), który spadł na najniższy poziom od listopada 2020. Najniżej od 1,5 roku był dziś rano WIG-Banki (-1,93 proc. ok. godz. 9:35). Lekki wzrost notował dziś rano jedynie WIG-Spożywczy (+0,72 proc. ok. godz. 9:35). Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano ceny akcji Pekao, CD Projekt, CCC, PKO BP i PZU. Jeśli chodzi o składniki mWIG-u to podobnie stało się w przypadku ceny akcji ING BSK. Wśród składników sWIG-u 80 nowy cykliczny dołek osiągnął kurs akcji Newagu.
Amerykański rynek 10-letnich obligacji skarbowych zareagował w piątek i poniedziałek rano na wystąpienie Powella lekkimi spadkami rentowności, która jednak nadal utrzymywała się powyżej poziomu 3 proc. (3,024 proc.). Rentowność amerykańskich 2-latek utrzymywała się tuż poniżej poziomu swego czerwcowego szczytu (3,3783 proc.). Do najwyższego poziomu od 2 miesięcy wzrosły dziś rano rentowności 10-latek głównych krajów strefy euro. Lekko natomiast spadała dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu (6,244 proc.).

Kontrakty na brytyjski gaz ziemny notowane na ICE wzrosły w piątek o 6,45 proc. do najwyższego poziomu w historii. W poniedziałek rano o niecałe 0,8 proc. drożały kontrakty na ropę naftową. Do najniższych poziomów od miesiąca spadały dziś rano metale szlachetne (ok. godz. 9:25 złoto -0,91 proc., srebro –2,21 proc., platyna -2,09 proc., pallad -0,47 proc.). O 3 proc. spadała ok. 9:25 cena kontraktów na miedź na COMEX-ie.

Amerykański dolara umacniał się w piątek i poniedziałek rano. Kurs USD względem japońskiego jena zbliżył się do poziomu swego lipcowego 24-letniego szczytu. Słabło względem dolara również euro (dziś rano -0,23 proc.), ale kursu EUR/USD nie spadł poniżej swego prawie 20-letniego minimum z ubiegłego tygodnia. Amerykański dolara ustanowił swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, indyjskiej rupii, koreańskiego wona, tajwańskiego dolara, brytyjskiego funta i islandzkiej korony.

Słabł dziś rano złoty (ok. 9:30 USD/PLN +0,34 proc., EUR/PLN +0,1 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł w piątek o 4,37 proc. a w sobotę o 3,63 proc. wracając poniżej poziomu 20000 USD do najniższego poziomu od 13 lipca.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ranking rzetelności polskich przedsiębiorstw: wschodnia Polska liderem uczciwości

Solidność w biznesie można mierzyć na różne sposoby. W oparciu o dane Krajowego Rejestru Długów, eksperci Rzetelnej Firmy sprawdzili, które województwa mogą pochwalić się największą grupą rzetelnych przedsiębiorców. Jak wynika z ich ustaleń, sytuacja wygląda najlepiej we wschodniej Polsce – na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Najgorzej jest z kolei na Śląsku i Mazowszu.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów na koniec lipca 2022 r., najwięcej do oddania mają przedsiębiorcy z województwa mazowieckiego. Ich zaległości wynoszą ponad 2 mld zł. Kolejne na liście dłużników są firmy ze Śląska (1,2 mld zł) oraz Wielkopolski (925 mln zł). Na drugim biegunie znalazły się z kolei województwa: podlaskie (153 tys. zł), opolskie (159 tys. zł) oraz świętokrzyskie (177 tys. zł). Autorzy zestawienia zrezygnowali jednak z porównywania przedsiębiorców wyłącznie ze względu na wartość zadłużenia.

Żeby obiektywnie zweryfikować rzetelność firm w poszczególnych województwach, eksperci Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy wzięli pod uwagę: zadłużenie w KRD w przeliczeniu na 1000 firm działających w danym regionie, średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika oraz odsetek dłużników w województwie w stosunku do wszystkich działających tu firm. Im mniejsze zaległości, tym więcej punktów i wyższa pozycja danego regionu w rankingu. Po zsumowaniu wszystkich kategorii, uzyskano wskaźnik, który pokazuje poziom rzetelności polskich przedsiębiorców.

Wschodnia Polska na czele rzetelnych

W tym roku najlepiej zaprezentowały się województwa podlaskie (42 pkt.) i podkarpackie (40 pkt.). Trzecie miejsce na podium zajęło województwo lubelskie (35 pkt.). Najgorzej zaś wypadł Śląsk, który we wszystkich kategoriach znajdował się wśród trzech najniżej ocenianych regionów. Przedsiębiorcy z tej części Polski uzyskali łącznie zaledwie 5 pkt. Na przedostatnim miejscu znalazły się firmy z województwa mazowieckiego (7 pkt.), a niechlubne podium zamknęły województwa kujawsko-pomorskie oraz pomorskie (po 13 pkt.).

Biorąc pod uwagę wyłącznie wysokość zadłużenia, zobaczylibyśmy ranking, w którym najmniej rzetelne okazałyby się najbardziej uprzemysłowione regiony. Czyli takie, w których działa największa liczba firm. Tymczasem nie jest to odzwierciedlenie rzeczywistości. Przykładem są województwa dolnośląskie, wielkopolskie i kujawsko-pomorskie. Pierwsze dwa, pomimo wysokiej ogólnej kwoty zadłużenia, nie znalazły się wcale na samym dole rankingu. Niechlubne 14 miejsce, na 16 możliwych, zajęło za to województwo kujawsko-pomorskie, które pod względem łącznego zadłużenia notowanego w KRD plasuje się pośrodku stawki – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Dwie twarze przedsiębiorców z Dolnego Śląska i Małopolski

Pierwszym czynnikiem, który eksperci Rzetelnej Firmy i KRD wzięli pod uwagę, jest średnie zadłużenie jednego przedsiębiorcy. Najwięcej do oddania mają przeciętnie dłużnicy z województwa mazowieckiego (ponad 37 tys. zł). Kolejni na liście są przedsiębiorcy z Małopolski (35 tys. zł) oraz Śląska (34,7 tys. zł). W porównaniu do nich znacznie lepiej wyglądają z kolei firmy z województw: zachodniopomorskiego (28,2 tys. zł), lubuskiego (29,5 tys. zł) oraz dolnośląskiego (29,6 tys. zł). Niestety dla przedsiębiorców z tego ostatniego, była to jedyna kategoria, w której zaprezentowali się tak dobrze.

Średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika to jednak nie wszystko. Warto również sprawdzić, jaki ich odsetek w danym województwie stanowią dłużnicy notowani w KRD. Im niższy poziom tego wskaźnika, tym wyższe miejsce w rankingu rzetelności. Najlepiej pod tym względem wyglądają firmy z Podkarpacia. Tylko niespełna 7 proc. z nich figuruje w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Dobrze wypadli także przedsiębiorcy z Małopolski i Podlasia, gdzie odsetek zadłużonych to niewiele ponad 7 proc. wszystkich firm.

Przykład województwa dolnośląskiego pokazuje, dlaczego przy ocenie rzetelności przedsiębiorców warto brać pod uwagę kilka wskaźników. Firmy z tego regionu wypadły bowiem bardzo dobrze w zestawieniu uwzględniającym średnie zadłużenie w bazie KRD, a równocześnie miały drugi najgorszy wynik w statystyce pokazującej odsetek zadłużonych. Kolejnym dowodem jest województwo małopolskie, gdzie sytuacja była odwrotna: bardzo wysokie średnie zadłużenie szło w parze z korzystnym współczynnikiem wszystkich firm zalegających ze spłatą zobowiązań w województwietłumaczy Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Firmy z Górnego i Dolnego Śląska z wysokim odsetkiem dłużników

Problem nieterminowego regulowania zobowiązań wyraźnie widać na Górnym Śląsku, gdzie zadłużona jest co dziewiąta firma (11,43 proc.). Niewiele lepiej jest w województwie dolnośląskim, gdzie trudności z płaceniem na czas ma ponad 11 proc. przedsiębiorców. Podobna sytuacja występuje w województwie kujawsko-pomorskim (prawie 11 proc.).

Do KRD trafiają dłużnicy, którzy nie regulują na czas swoich zobowiązań finansowych. Oczywiście wpływ na to ma szereg czynników. Te problemy mogą wynikać między innymi z nietrafionych inwestycji, błędów w zarządzaniu, utraty klientów, a w tym roku także z kryzysu gospodarczego spowodowanego wojną za wschodnią granicą. Jednak część przedsiębiorców używa wcześniej opisanych okoliczności wyłącznie jako wymówki, by opóźniać bądź wstrzymywać płatności. W ten sposób kredytują swoją działalność kosztem innych firm, które przez to stają się niewypłacalne – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Ostatnim czynnikiem, który autorzy zestawienia wzięli pod uwagę, oceniając rzetelność polskich przedsiębiorstw, było podzielenie łącznego długu w konkretnym województwie na 1000 działających tam firm. Pod tym względem najlepiej prezentuje się województwo podlaskie (niespełna 2,2 mln zł). Na drugim miejscu znalazły się firmy z Podkarpacia (ponad 2,2 mln zł), a ostatnie miejsce na podium przypadło województwu małopolskiemu (prawie 2,5 mln zł). Najgorzej wypadły firmy ze Śląska (blisko 4 mln zł), Mazowsza (ponad 3,9 mln zł) oraz województw: kujawsko-pomorskiego i pomorskiego, w których zadłużenie na 1000 firm wyniosło ponad 3,6 mln zł.

Wskaźnik Rzetelności Polskich Przedsiębiorstw
Województwo Zadłużenie na 1000 firm Pkt. Średnie zadłużenie dłużnika w KRD Pkt. Odsetek zadłużonych wśród wszystkich firm Pkt. Suma punktów  
PODLASKIE 2 168 262 zł 16 30 572 zł 12 7,09% 14 42  
PODKARPACKIE 2 240 390 zł 15 32 758 zł 9 6,84% 16 40  
LUBELSKIE 2 589 720 zł 12 30 602 zł 11 8,46% 12 35  
ŚWIĘTOKRZYSKIE 2 540 332 zł 13 32 950 zł 8 7,71% 13 34  
OPOLSKIE 2 770 150 zł 11 30 670 zł 10 9,03% 11 32  
ZACHODNIOPOMORSKIE 2 969 704 zł 10 28 227 zł 16 10,52% 6 32  
MAŁOPOLSKIE 2 477 666 zł 14 34 995 zł 2 7,08% 15 31  
LUBUSKIE 3 099 872 zł 9 29 488 zł 15 10,51% 7 31  
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 3 147 424 zł 8 30 326 zł 13 10,38% 8 29  
WIELKOPOLSKIE 3 222 204 zł 7 34 083 zł 5 9,45% 10 22  
DOLNOŚLĄSKIE 3 281 055 zł 6 29 610 zł 14 11,08% 2 22  
ŁÓDZKIE 3 325 068 zł 5 34 009 zł 6 9,78% 9 20  
POMORSKIE 3 624 517 zł 4 34 254 zł 4 10,58% 5 13  
KUJAWSKO-POMORSKIE 3 630 145 zł 3 33 083 zł 7 10,97% 3 13  
MAZOWIECKIE 3 918 637 zł 2 37 020 zł 1 10,59% 4 7  
ŚLĄSKIE 3 970 236 zł 1 34 740 zł 3 11,43% 1 5  

 

Spada liczba zadłużonych Polaków. W najlepszej sytuacji są najmłodsi

Jak wynika z danych, pochodzących z największych rejestrów długów, średnie zadłużenie Polaków pod koniec I półrocza br. wahało się od ponad 10 tys. do 28 tys. złotych. W relacji rocznej zmniejszyła się liczba dłużników. Według BIG InfoMonitor i BIK, na koniec I połowy tego roku było ich 2 676 205, a rok wcześniej – 2 740 875. W KRD ostatnio odnotowano 2 415 940 zadłużonych, a poprzednio – 2 416 379. BIG InfoMonitor i BIK podaje, że najwyższy średni dług dotyczy osób mających od 45 do 54 lat. KRD wskazuje rodaków w wieku 46-55 lat, a ERIF – seniorów po 65. roku życia. Z kolei najmniejsze średnie zadłużenie we wszystkich rejestrach dot. najmłodszej grupy wiekowej. Natomiast różnice między województwami z najwyższym i najniższym średnim długiem wynoszą od ponad 4 tys. zł (KRD) do przeszło 16,8 tys. zł (BIG InfoMonitor i BIK).

Mniej dłużników

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że na koniec czerwca br. średnie zadłużenie Polaków wyniosło 28 335 zł. Było nieco niższe niż rok wcześniej, gdy miało wartość 28 667 zł. W przypadku dłużników wpisanych do KRD można dostrzec taką samą zależność. Ostatnio była to kwota 18 707,92 zł, a w końcówce I połowy 2021 roku – 19 692,90 zł. Spadło też średnie zadłużenie w ERIF (monitorowane bez długów alimentacyjnych). Na koniec czerwca br. było na poziomie 10 137,49 zł, a w analogicznym okresie 2021 roku – 10 236,86 zł.

– Spadki były efektem ożywienia w gospodarce, wynikającego z zakończenia pandemicznych restrykcji.  Firmy zaczęły normalnie funkcjonować, zatrudniać pracowników na pełne etaty i w dużej części odzyskały płynność finansową. Przełożyło się to na poprawę sytuacji ekonomicznej dłużników – komentuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Biorąc pod uwagę dane z poszczególnych rejestrów, widać, że średnie zadłużenie Polaków pod koniec I półrocza br. wahało się od 10 137,49 do 28 335 zł. W ocenie ekonomisty Marka Zubera, stosunkowo dobra sytuacja dłużników w I połowie tego roku wynikała m.in. z tego, że mocno wzrosły wynagrodzenia. Na przełomie maja i czerwca inflacja zaczęła już rosnąć szybciej niż pensje. I dlatego w kolejnych miesiącach średnie zadłużenie znacząco się zwiększy.

– Średnie długi są relatywnie niewielkie. Jednak zważywszy na wysokość średniomiesięcznego wynagrodzenia w Polsce, są niemożliwe do spłacenia przez przeciętnego Kowalskiego. Opłacając rosnące rachunki i kupując drożejące produkty, nie jest on w stanie wygospodarować nadwyżek – zwraca uwagę Adrian Parol.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, rdr. zmniejszyła się liczba dłużników. Na koniec czerwca br. było ich 2 676 205, a rok wcześniej – 2 740 875. Spadek zaobserwowano też w KRD. Ostatnio odnotowano 2 415 940 zadłużonych, a poprzednio – 2 416 379.

– Spadek liczby dłużników w I półroczu br. w dużej mierze wynikał z szerszego otwarcia gospodarki, w szczególności handlu i usług po ciężkim okresie pandemii. Co prawda, był on niewielki, ale jednak zauważalny – podkreśla Adrian Parol.

Najmłodsi w najlepszej sytuacji

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, najwyższy średni dług mają osoby w wieku 45-54 lat – 39 687 zł (rok wcześniej – 39 060 zł). W KRD to Polacy mający 46-55 lat – 26 941,15 zł (28 426,68 zł). W ERIF są to ludzie po 65. roku życia – 12 391,38 zł (poprzednio 12 454,64).

– Grupy wiekowe z największym zadłużeniem mają z reguły dłużą historię kredytową. Niektórzy zadłużeni, będąc w wieku np. 45 lat, są jeszcze daleko od zakończenia aktywności zawodowej, ale posiadają już bogate doświadczenie i mogli zaciągać wysokie kredyty – zauważa Marek Zuber.

We wszystkich rejestrach najmniejsze średnie zadłużenie dot. najmłodszej grupy wiekowej. W BIG InfoMonitor i BIK to są Polacy w wieku 18-24 lat. Ich długi wynosiły ostatnio – 6 788 zł (rok wcześniej – 8 162 zł). W KRD to rodacy między 18. a 25. rokiem życia – 4 417,91 zł (3 862,36 zł). W ERIF to ludzie mający od 18 do 24 lat – 3 696,60 zł (3 806,61 zł).

– Dług młodej osoby wynika najczęściej z potrzeb stricte konsumpcyjnych. I z reguły dotyczy zakupu nowoczesnego telefonu bądź innego elektronicznego gadżetu. Nie stanowi dużego problemu, np. z uwagi na możliwości zarobkowe i fakt zamieszkiwania z rodzicami – wyjaśnia mec. Parol.

W dwóch rejestrach mężczyźni mają większe średnie zadłużenie niż kobiety. W BIG InfoMonitor i BIK ostatnio wynosiło odpowiednio 31 002 i 24 084 zł (rok wcześniej – 31 072 i 24 864 zł). W KRD odnotowano 21 392,51 oraz 14 032,13 zł (poprzednio – 22 554,89 i 14 728,82 zł). Odwrotnie jest w przypadku ERIF. Tu większe średnie zadłużenie wykazują kobiety niż mężczyźni – 10 699,71 vs 9 784,17 zł (wcześniej – 10 773,60 i 9 896,73 zł).

– W rejestrach, w których mężczyźni mają większe średnie zadłużenie, różnice między ich długami i kobiet są dość wyraźne. Na tej podstawie można wnioskować, że zaległości kobiet są w Polsce z reguły mniejsze – stwierdza Marek Zuber.

Mazowieckie „liderem”

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK najwyższy średni dług występuje w woj. mazowieckim – 39 950 zł, małopolskim – 29 663 zł, a także pomorskim – 29 482 zł. W KRD na czołowych pozycjach widać mazowieckie – 21 255,20 zł, lubelskie – 19 881,58 zł, jak również małopolskie – 19 640,35 zł.

– To kwestia zamożności województw z najmniejszą stopą bezrobocia. Tam, gdzie jest największy potencjał do zaciągania kredytów, występuje ich najwięcej. Ludzie nie boją się ich brać – tłumaczy Zuber.

Do tego warto dodać, że wg BIG InfoMonitor i BIK najniższy średni dług dot. woj. opolskiego – 23 127 zł, świętokrzyskiego – 23 165 zł, jak również lubuskiego – 23 523 zł. W KRD są to dłużnicy bez wskazanego adresu – 12 825,67 zł, z lubuskiego – 17 247,96 zł, a także z woj. wielkopolskiego – 17 549,37 zł.

– Województwo lubuskie występuje w trzech rejestrach. Osoby tam zameldowane często pracują w Niemczech i mają wysokie zarobki. Trudniej jest odzyskać ich długi wobec braku możliwości zajęcia wynagrodzenia. Co więcej, egzekucja wymaga poniesienia znaczących nakładów, co czyni ją w znacznym stopniu nieopłacalną – zaznacza mec. Parol.

Różnice między województwem z największym i najmniejszym średnim długiem wynoszą od ponad 4 tys. zł (KRD) do przeszło 16,8 tys. zł (BIG InfoMonitor i BIK). Jak przewiduje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, te rozbieżności będą się zwiększać. Największe problemy ze spłatą zaległości będą mieli mieszkańcy województw z najwyższym zadłużeniem wobec pogorszenia sytuacji finansowej Polaków, wynikłej ze wzrostu kosztów życia.

Stan gospodarki komplikuje politykę pieniężną

Najnowsze dane GUS dotyczące kondycji polskiej gospodarki jeszcze bardziej komplikują perspektywy dla polityki pieniężnej, które mają istotny wpływ na sytuację oraz decyzje podejmowane zarówno przez posiadaczy oszczędności, jak i zadłużonych osób oraz firm.

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w drugim kwartale tego roku polska gospodarka skurczyła się w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami roku aż o 2,3 proc. To jeden z największych spadków w najnowszej historii. Dynamika wzrostu PKB w ujęciu rok do roku była o połowę niższa niż w pierwszym kwartale, uwzględniając wpływ czynników sezonowych. Tak duże i niespodziewane pogorszenie się koniunktury prawdopodobnie nie pozostanie bez wpływu na decyzje z obszaru polityki pieniężnej. Już wcześniej sygnały płynące z tego zakresu ze strony przedstawicieli władz monetarnych były niejednoznaczne, a w kontekście najnowszych informacji stopień niepewności może jeszcze się zwiększyć. Teoretycznie zależność między polityką pieniężną a koniunkturą gospodarczą jest prosta: podwyższanie stóp procentowych powoduje wzrost kosztów finansowania, co ogranicza zarówno skłonność do konsumpcji gospodarstw domowych, jak i gotowości do inwestycji oraz pogorszenie się wyników finansowych firm. Obie te okoliczności wpływają w znaczącym stopniu na kondycję i perspektywy gospodarki. Od października ubiegłego roku priorytetem władz monetarnych, nie tylko polskich, była walka z nasilającą się inflacją, przy jednoczesnym utrzymywaniu się do niedawna dobrej koniunktury gospodarczej. Gdy tempo wzrostu gospodarczego maleje lub wręcz PKB zaczyna spadać, polityka pieniężna z reguły jest modyfikowana, czyli cykl zaostrzania warunków monetarnych wytraca tempo lub jest wstrzymywany, a gdy pojawia się zagrożenie recesją, w grę zaczyna wchodzić jego odwracanie, czyli obniżanie stóp procentowych.

Obecnie, w warunkach spadków dynamiki wzrostu PKB i jednoczesnego utrzymywania się najwyższej od dziesięcioleci inflacji, władze monetarne w większości krajów świata stawiane są przed bardzo dużymi wyzwaniami. Zmiany są już widoczne w kilku państwach. Drastyczne obniżenie się tempa wzrostu chińskiej gospodarki skłoniło tamtejsze władze monetarne do pierwszego od kilku lat obniżenia stóp procentowych. Mimo dwóch kwartałów z rzędu spadku amerykańskiego PKB, rezerwa federalna na razie nie rezygnuje z zacieśniania polityki pieniężnej. W tej kwestii nie ma jasnych deklaracji ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Trudno przewidywać także posunięcia polskich władz monetarnych – deklaracje już wcześniej były niejednoznaczne. Analitycy z Departamentu Analiz Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego w najnowszej projekcji inflacyjnej kreślili raczej pesymistyczne scenariusze zarówno względem inflacji, jak i koniunktury gospodarczej. Biorąc pod uwagę najnowsze dane, najbliższa, listopadowa projekcja może mieć wydźwięk jeszcze bardziej pesymistyczny. Jeszcze kilka tygodni temu przedstawiciele NBP sugerowali, że szczyt zjawisk inflacyjnych jest bliski, a jako najbardziej prawdopodobny scenariusz przyjmowano jeszcze jedną niewielką podwyżkę stóp procentowych we wrześniu i perspektywę rozpoczęcia łagodzenia polityki pieniężnej pod koniec przyszłego roku. Z niedawnych wypowiedzi prezesa NBP wynika, że dyskusja o rozpoczęciu dyskusji o możliwości obniżek stóp procentowych „nie jest bliską perspektywą”, nie precyzując horyzontu czasowego. Nie wiadomo także, jak zmieni się nastawienie władz monetarnych po najnowszych danych makroekonomicznych oraz w perspektywie kolejnych publikacji dotyczących kondycji polskiej gospodarki. Kluczowe będą więc kolejne dane, a sygnały dotyczące posunięć w zakresie polityki monetarnej mogą pojawić się na wrześniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Obecnie oprocentowanie lokat nadal rośnie, zaś z rynku instrumentów finansowych płyną niejednoznaczne sygnały. Stawki WIBOR stabilizują się na wysokim poziomie, zaś rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych po kilku tygodniach zdecydowanej tendencji spadkowej, w ostatnim czasie mocniej poszła w górę.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce