Zalety i wady car fleet management

Car fleet management to nic innego jak zarządzanie flotą pojazdów. Jest to kompleksowe rozwiązanie dla osób prywatnych lub firm, posiadających u siebie taką opcję. Rozwiązanie to, dostarcza szeregu możliwości, które niewątpliwie mogą przydać się w zarządzaniu pojazdami. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na dany temat, poznać np. zalety, oraz wady omawianego rozwiązania, koniecznie przeczytaj poradnik!

Czym jest car fleet management – zarządzanie flotą pojazdów

Omawiana usługa, nie jest jedną, lecz szeregiem różnych usług. Mechanizm ten z każdym miesiącem zyskuje na popularności i cieszy się coraz lepszymi opiniami. Nic dziwnego, gdyż korzyści z niego płynących jest wiele.

Jako przykład można przytoczyć sytuację kiedy zapominamy o zbliżającym się badaniu technicznym, itp. Posiadając car fleet management, taka sytuacja nie będzie miała miejsca, gdyż pamiętanie o danych czynnościach już nie koniecznie zależy od nas. Czyli, można rozumieć, że wszelakie obowiązki, które związane są z obsługą samochodów, zostają przeniesione na przedsiębiorstwo, które działa w ramach CFM.

Czego możemy spodziewać się w ramach car fleet management

Otóż dana usługa, może pozwolić na obsługę produktów, takich jak np.:

  • wynajem krótko, jak i długoterminowy,
  • zarządzanie flotą pojazdów,
  • leasing, oraz full service leasing,
  • przeglądy,
  • ubezpieczenia,
  • likwidowanie szkód komunikacyjnych,
  • naprawy,

i inne.

wynajem długoterminowy

Car fleet management – dowiedzmy się na ten temat nieco więcej

Wiemy już, że car fleet management polega na m.in. zarządzaniu flotą samochodową. Otóż bazą CFM jest finansowanie zakupu pojazdów. Zainteresowany, może otrzymać ofertę pochodzącą od firm, które oferują dane usługi np. w formie leasingu. Opcją drugą jest długoterminowy wynajem samochodów.

Wymienione formy finansowania są od dawna znane przedsiębiorcom. Jeżeli chodzi o wynajem długoterminowy, warto wspomnieć, że polega on na tym, iż osoba wynajmująca zobowiązana jest do oddania najemcy np. pojazdu na dłuższy okres czasu np. kilka tygodni, czy miesiąc. Ten zaś zobowiązuje się do dokonywania comiesięcznych opłat, które zostaną ustalone wcześniej. Wynajem długoterminowy również charakteryzuje to, że poza spłatą zobowiązania, obejmuje on często również usługi. Do takich mogą należeć np.:

  • usługi serwisowania samochodu,
  • wymiana opon,

i inne. Mówiąc wprost, najemca jest zobowiązany do płacenia rat, natomiast wszystkie inne obowiązki zostają po stronie firmy wynajmującej, np. działającej w ramach car fleet management.

Wynajem długoterminowy zawierany jest również na czas krótszy, aniżeli klasyczny leasing. W wynajmie długoterminowym umowa może trwać od 12 miesięcy wzwyż, natomiast leasing samochodów, często jest zawierany nawet na kilka lat.

Car fleet management to bardzo korzystny system zarządzania flotą pojazdów i nie tylko

Zdecydowanie nie jest to jedyna zaleta omawianej usługi. Warto wiedzieć, że w ramach CFM wiele firm może udostępniać swoje aplikacje, jak również systemy, dzięki którym możliwe jest zarządzanie flotą samochodów, czy chociażby ich nadzorowanie.

Istnieje wiele nowoczesnych aplikacji, które pozwalają na pełną amortyzację rozmaitych procesów, które zaś związane są z wszelką obsługą pojazdów w firmie.

Jeszcze inną zaletą jest możliwość panowania nad wszelkimi szkodami komunikacyjnymi, jak też wszelkimi kosztami związanymi z eksploatacją nawet do kilkuset samochodów w firmie.

To jeszcze nie koniec, gdyż kolejnym atutem CFM, jest możliwość kontroli nad kierowcami zatrudnionymi w firmie. Co za tym idzie, zawsze możemy mieć wgląd na to, czy dany kierowca posiada np. aktualne badania.

Podsumowując, co należy do głównych zalet CFM?

Wymienić tutaj można np.:

  1. Odpowiedzialność, która zostaje po stronie partnera biznesowego. Jak omówione zostało wcześniej, wszelkie kwestie związane z pojazdami zostają po stronie partnera biznesowego.
  2. Oszczędność czasu jak i spokój, który zapewniony zostanie dzięki korzystaniu z danej usługi. CFM zapewni kompleksowe usługi, zatem zaoszczędzimy cenny czas i nie będziemy mieć na głowie rzeczy związanych z pojazdami.
  3. Możliwość dostępu do nowoczesnych technologii. Wymienione wcześniej aplikacje zdecydowanie do takowych należą.

Jeżeli chodzi o wady, można tutaj wyszczególnić te związane z wybraną formą finansowania. Dotyczące leasingu, czy wynajmu długoterminowego. Często istotny jest całkowity koszt danych usług, jednak do tej kwestii najlepiej podejść indywidualnie.

Koszty

Jeżeli chodzi o koszty, które związane są z usługą CFM, warto mieć na uwadze, że obliczane zostają ze względu na kwestie indywidualne. Istotna tutaj jest długość umowy, rodzaj wybranego finansowania, wielkość posiadanej floty, zakres usług, jaki wybierzemy, czy chociażby deklarowany przebieg pojazdów.

Firmy z branży CFM

Interesując się danym tematem, warto wiedzieć, gdzie szukać tychże usług. Jednym miejscem jest firma Alphabet, która oferuje usługi takie jak np.: wynajem długoterminowy, zarządzanie flotą, czy leasing operacyjny i nie tylko.

Podsumowanie

Car fleet management ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Usługa ta jest bardzo pomocna dla wielu firm, np. tych z branży transportowej. Warto wiedzieć, że dzięki CFM, wydajność floty może być zdecydowanie większa niż dotychczas.

Na koniec roku stopy procentowe sięgną 8,5%

Prognozy PKB i inflacji raczej wskazują na hamowanie gospodarki. Obecnie jest to w Polsce mało widoczne, bo to tempo PKB wyniesie między 6 a 7% rok do roku. W pierwszym kwartale to było aż 8,5%. Natomiast w drugiej połowie roku gospodarka może zwolnić do około 2% rok do roku. Z kolei inflacja może osiągnąć poziom 15-20%. I to 20% staje się całkiem realne dlatego, że już w czerwcu widzimy inflację powyżej 15%. To wszystko oznacza, że przed nami jest spowolnienie gospodarcze i wciąż bardzo wysoka inflacja. Wzrost cen jest na tyle zaawansowany i opanował całą gospodarkę, że nawet hamowanie koniunktury może w małym stopniu zatrzymać i obniżyć inflację.

– Wciąż zakładamy, że docelowa stopa procentowa w Polsce to jest około 8,5%. Dzisiaj wynosi ona 6%. Ryzykiem dla tego scenariusza jest widoczne zagranicą, choć jeszcze nie w Polsce, spowolnienie gospodarcze – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Uważamy, że rynek finansowy dosyć słabo ocenia politykę antyinflacyjną rządu i banku centralnego. Zatem gdyby podwyżki stóp procentowych zaczęły się kończyć zbyt szybko, wtedy grozi nam osłabienie złotego. To będzie oznaczać, że bank centralny będzie musiał wrócić do podwyżek nawet pomimo spowolnienia. Stąd widzimy stopy na poziomie 8,5% pod koniec tego roku lub na początku roku przyszłego – analizuje Benecki.

Gdzie będzie EURUSD pod koniec tygodnia?

Dopóki nie stanie się jasne czy pod koniec tygodnia znów popłynie gaz, dopóty odbicie na EURUSD będzie ograniczone. Ciekawe również będzie to jak zareaguje EBC, które w swoich decyzjach bez wątpienia bierze pod uwagę zagrażający gospodarce czynnik. W wyniki chwilowej poprawy nastrojów na rynkach główna para walutowa zahaczyła wczoraj o poziom 1,02. Czy jest szansa na podejście na jeszcze wyższe poziomy?

Spółka Gazprom wydała wczoraj komunikat odbiorcom europejskim, że nie jest w stanie zagwarantować dostarczenia gazu z powodu nadzwyczajnych okoliczności. Bezpośrednio taki list z ważną informacją otrzymała firma Uniper – największy niemiecki importer gazu – oraz RWE – główny producent energii u naszych zachodnich sąsiadów. Przypomnijmy jedynie, że Gazprom od połowy czerwca obniżył ilość przesyłanego surowca do poziomu 40 proc. Oficjalnym powodem był brak turbiny, która została poddana pracom serwisowym w Kanadzie. W niedziele została wysłana ona do Niemiec a transport zajmie kilka dni. Europa żyje w zawieszeniu. Rynek wie, że kwestia turbiny jest jedynie wymówką a nie prawdziwą przyczyną. Samo ministerstwo gospodarki Niemiec wskazało, że jest to część zamienna i planowano jej użyć dopiero od września. Oznacza to, że stała się ona jedynie pretekstem spadku przepływów „błękitnego paliwa” na Stary Kontynent. Aktualnie trwają prace konserwacyjne rurociągu NS1. Oficjalnie mają skończyć się w czwartek, kiedy to swoją decyzję w sprawie dalszej polityki monetarnej będzie podawać Europejski Bank Centralny.

Jeśli dojdzie do kryzysu energetycznego, bo dostawy gazu przez Nord Stream 1 pozostaną zawieszone, decydujące będzie to, jak EBC oceni ten scenariusz: czy będzie trzymał się swojego cyklu podwyżek stóp bez względu na nieuniknione ryzyko inflacyjne, czy też przypisze większe znaczenie ryzykom ekonomicznym – tj. ryzyku osunięcia się strefy euro w recesję – dając tym samym rynkowi do zrozumienia, że może nie podnosić tak mocno stóp procentowych mimo ryzyka cenowego. Gdyby tak się stało, należałoby się spodziewać znacznego osłabienia euro.

Z drugiej strony, gdyby gaz znów zaczął płynąć i gdybyśmy zobaczyli oznaki, że ryzyko kryzysu energetycznego zostało zażegnane, euro prawdopodobnie znów zyskałoby na wartości. Wtedy notowania EURUSD mogłyby ponownie urosnąć do poziomu 1,0350 – 1,04.

Końcówka tygodnia wydaje się być bardzo interesująca. Zmienność na euro może być ponownie podwyższona, szczególnie będzie ona widoczna jeśli zrealizuje się optymistyczny scenariusz i przyjdzie czas na przysłowiowy „rajd ulgi”.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Polacy nie chcą 4-dniowego tygodnia pracy

Mimo że na całym świecie większość firm dąży do skrócenia tygodnia roboczego, polscy pracownicy nie są zwolennikami tego rozwiązania. Z raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że tylko ¼ Polaków (25,71 proc.) chciałaby zredukować liczbę dni pracy, pod warunkiem zachowania takiego samego wynagrodzenia i zwiększenia liczby godzin spędzanych w firmie w ciągu doby.

Firma ADP, globalny lider usług kadrowo-płacowych, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, jaki model pracy preferują pracownicy.

Warunkowe zmiany

Elastyczność w wykonywaniu obowiązków staje się dla coraz większej liczby pracowników na całym świecie priorytetem w podejmowaniu zatrudnienia. Jednak, jak wynika z badania przeprowadzonego przez ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, Polacy nie są zwolennikami zmian i chętnie zostaliby przy dotychczasowym modelu pracy – takiego zdania jest 34,47 proc. ankietowanych. Z raportu wynika także, że tylko 25,71 proc. Polaków zgodziłoby się na redukcję roboczego tygodnia z 5 do 4 dni, jednak pod warunkiem otrzymania takiego samego wynagrodzenia oraz wydłużenia dnia pracy, np. do 10 godzin. Jeszcze trzy lata temu (Raport ADP – The Workforce View 2019) za takim pomysłem opowiadała się prawie 1/3 polskich pracowników (29,7 proc.).

Młodzi chcą zmian

Czterodniowy tydzień pracy ma w Polsce najwięcej zwolenników wśród osób, które są na początku swojej kariery – 30 proc. osób w wieku od 18-24 lat twierdzi, że wolałaby pracować w ten sposób. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika również, że są oni jednocześnie grupą, która najchętniej zdecydowałaby się na obniżkę płac w zamian za mniejszą liczbę godzin pracy (6,89 proc.).

– Nieco inne podejście do pracy zauważalne jest wśród młodszego pokolenia pracowników, wśród których panuje przekonanie, że od pieniędzy ważniejsze jest ich życie prywatne oraz komfort psychiczny. Dlatego też najczęściej decydują się oni na elastyczne modele zatrudnienia – mówi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Pracownicy z pokolenia Z oraz Milenialsi są również coraz bardziej świadomi kwestii ekologicznych, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie. Skrócenie czasu pracy łączy się bezpośrednio z mniejszą liczbą dni w firmie, czyli np. rzadszą potrzebą korzystania z pojazdów, co w efekcie przekłada się na mniejsze zanieczyszczenie powietrza w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka ADP Polska.

– Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myślenie – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health. – Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.

Spadek zapotrzebowania na dobra luksusowe – nadchodzi kolejny kryzys?

Inflacja nie oszczędza żadnej branży i jej skutki wyraźnie dotykają również sektora TSL. Obecnie możemy zaobserwować wyraźny spadek zapotrzebowania na transport dóbr luksusowych. Na co wskazuje to zjawisko i jakie będą jego konsekwencje? Nad tymi kwestiami pochyla się Katarzyna Syta, prezes zarządu KAES Logistics.

Zegarki luksusowe w przeciągu ostatnich dwóch lat osiągały rekordowe wzrosty cen, co wiązało się z postępującą nadpodażą pieniądza. Ludzie zaczęli szukać bezpiecznego miejsca do ulokowania swoich oszczędności i często decydowali się inwestować właśnie w ekskluzywne czasomierze. Wszystko zmieniło się w momencie, w którym władze Chin w kwietniu tego roku wprowadziły restrykcyjny lockdown w Szanghaju, co spowodowało nagły wzrost obaw o powrót pandemii. Sytuacji nie poprawiała trwająca wojna, rosnąca inflacja i związane z nim decyzje władz banków centralnych, które zaczęły podnosić stopy procentowe. Te wszystkie zawirowania doprowadziły do krachu na rynku wtórnym luksusowych zegarków, który mogliśmy zaobserwować na początku czerwca br.

Zwiastun początku dużego kryzysu

Załamanie cen na wtórnym rynku luksusowych zegarków nie jest tylko efektem inflacji i idącego za nią spadku siły nabywczej. To znak recesji, z którą zmagają się światowe gospodarki. Nie oszukujmy się, rosnące stopy procentowe, zwiastuny powrotu pandemii i wojna źle wpływają na nastroje konsumentów – teraz mało kto chce inwestować w ekskluzywne dobra, każdy natomiast stara się ograniczyć wydatki, bowiem powoli podstawowe artykuły zaczynają być towarem luksusowym. Co więcej, obecnie często oczekuje się od banków centralnych, że te podniosą kluczowe stopy procentowe i tym samym ograniczą masowe zakupy towarów luksusowych, a także nieruchomości w celu ograniczenia wysokiej inflacji. W efekcie tych wszystkich czynników zarówno konsumenci, jak i inwestorzy zaczęli odwracać się od towarów, takich jak wspomniane wyżej zegarki. Brak zapotrzebowania na dobra wiąże się z brakiem zapotrzebowania na transport, co zawsze jest pierwszym wskaźnikiem nadchodzącego kryzysu.

Nie tylko dobra luksusowe

Kryzys dosięgnął nie tylko rynku towarów luksusowych, ale ogółem producentów różnych dóbr, w tym również polskich, co oczywiście stanowi to bardzo złą informację dla branży TSL. Producenci, podobnie jak inni konsumenci, również ograniczyli swoje zakupy – popyt na środki produkcji zanotował znaczący spadek, a firmy zdecydowały się wykorzystywać posiadane już produkty. Niestety podobna sytuacja ma miejsce nie tylko w Polsce – tożsame scenariusze możemy zaobserwować w Niemczech, czy innych krajach Unii Europejskiej, jak chociażby Francja, Włochy, czy Belgia. Dzieje się tak, bowiem najważniejsze czynniki wpływające na przemysł, czyli nowe zamówienia i produkcja zanotowały znaczący spadek. Liczba nowych zamówień, w szczególności tych eksportowych zdecydowanie zmalała w ostatnich miesiącach, co jest oczywiście skutkiem wojny na Ukrainie i olbrzymiej inflacji.  Producenci są wyraźnie zaniepokojeni spadkiem popytu na dobra wśród konsumentów, a nastrojów nie poprawia wspomniana wcześniej sytuacja z towarami luksusowymi. Ludzie nie chcą już kupować, czemu trudno się dziwić. Jak cała ta sytuacja wpływa na transport?

Konsekwencje dla transportu

Wzrost cen oraz spadek liczby nowych zamówień wynikający z niestabilnych warunków gospodarczych przyczyniają się do wyraźnego spadku aktywności konsumentów i zmniejszenia popytu na towary i usługi (krajowego i zagranicznego) – to fatalna wiadomość dla sektora transportowego. Mniejszy popyt i niższy poziom konsumpcji są tożsame z mniejszym zapotrzebowaniem na transport, zarówno krajowy, jak i zagraniczny. Nawet zamówienia eksportowe obecnie zanotowały najsilniejszy spadek od wiosny 2020 r. Nie tylko problemy w Polsce mają konsekwencje dla krajowego transportu – hamowanie przemysłu w Niemczech to również tragiczna informacja, bowiem Niemcy są głównym partnerem handlowym Polski, a nasz kraj jest trzecim co do wielkości eksporterem nad Ren. Zatem problemy w Niemczech przekładają się na mniej zamówień dla polskich przewoźników. Nieustannie obserwujemy również wzrost stawek w transporcie napędzany głównie cenami paliw, które w wyniku wojny niewyobrażalnie wystrzeliły w górę. Stawki w transporcie zwiększały się już wiele miesięcy wcześniej, jednak ostatnie wydarzenia znacząco przyspieszyły ten proces. Co więcej, niedobór kierowców przełożył się też na ich mocniejszą pozycję negocjacyjną w kwestii wynagrodzeń. Na pocieszenie warto zaznaczyć, iż chociaż łańcuchy dostaw powoli ulegają regulacji, bowiem opóźnienia w dostawach są coraz mniejsze.

Widmo spowolnienia gospodarczego

Obserwowany spadek aktywności w sektorach przemysłowych w Polsce, Niemczech i głównych krajach strefy euro oraz nieustępująca inflacja, negatywnie odbiją się na wydatkach i konsumpcji, a to najprawdopodobniej przełoży się na jeszcze większy spadek zapotrzebowania na transport. Jeśli ta sytuacja utrzyma się dłużej, może to zniwelować problemy związane z brakiem kierowców, jednak to jedynie pozorne rozwiązanie, bowiem wszystkie te symptomy sprowadzają się do wyraźnego spowolnienia gospodarczego. Warto się zastanowić czy czerwcowy spadek zapotrzebowania na transport, to jedynie chwilowe zjawisko, czy już znak prawdziwej recesji. Co nam pozostało w tej sytuacji? Oczywiście – nadzieja, że obecny kryzys jest tymczasowy. Choć jest ku niej coraz mniej przesłanek.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Skończy się tanie latanie. Ceny biletów lotniczych w Europie „poszybują”

Odwołane loty mogą stać się nową normą w Europie, ponieważ linie lotnicze starają się chronić marże w obliczu rosnących cen paliwa lotniczego.

  • Ochrona marż w obliczu rosnących cen paliwa do silników odrzutowych (+89% od początku roku)
  • Przy płacach odpowiadającym 25% przychodów (w porównaniu ze średnią światową wynoszącą 19%), europejskie linie lotnicze nie mają motywacji w krótkim okresie, na bieżaco do zajmowania się brakiem personelu.
  • Ceny biletów lotniczych w Europie rosną: po latach spadków, a mimo to linie lotnicze trzeci rok z rzędu ponoszą straty

W Allianz Trade oczekujemy, że ceny biletów lotniczych w Europie wzrosną w 2022 r. średnio o +21% . Chociaż zwiększy to przychody w 2022 r. o +102% r/r, nie wystarczy to aby zapobiec stratom netto trzeci rok z rzędu (oczekiwane przez IATA straty -9,7 mld USD przy marzy netto -1,2%, po –stracie 137,7 mld USD w 2020 roku (marża netto -36,0%) i -42,1 mld USD w 2021 roku (marża netto -8,3%).

Europejskie linie lotnicze nie osiągną progu rentowności do 2023 roku.

  • W dłuższej perspektywie zielona transformacja oznacza jeszcze większe zakłócenia dla linii lotniczych w Europie – mniejszą konkurencyjność cenową wobec kolei, duże straty oraz rosnące koszty

Przewoźnicy kolejowi wytwarzają o 85% mniej CO2 niż samoloty i są własnością państwa
(tj. mają wsparcie finansowe przy inwestycjach). Odnawianie floty starej generacji w kontekście rosnących stawek (opłat, ubezpieczeń) i obniżonych ratingów będzie kosztowne dla sektora, którego zadłużenie już wzrosło 1,4 raza w 2020 r.

Dodatkowo nowe przepisy dotyczące stosowania w lotnictwie paliwa zrównoważonego
(2,5 razy droższego) spowodują dalszą erozje marż: obowiązkowa do 2045 r. mieszanka SAF/kerozyny w proporcji 38%/62% zwiększy koszty paliwa o 57%.

Ochrona marż linii lotniczych szczególnie paląca w Europie

Płace w europejskich liniach lotniczych (odpowiednik 25% przychodów w roku obrotowym 2019 w porównaniu z 19% w przypadku paliwa do silników odrzutowych) są wyższe nie tylko ze względu na ich większą niż przeciętnie na świecie liczbę pracowników, ale także dlatego, że minimalne pensje w Europie są stosunkowo wyższe. To wyjaśnia, dlaczego europejskie linie lotnicze miały najniższą marżę EBITDA w 2020 roku (średnio -44%, w porównaniu z -20% dla obu Ameryk i -10% dla Azji i Bliskiego Wschodu) i dlaczego nadal w 2021 r. redukowały swój personel o kolejne -8% r/r, pomimo że linie lotnicze rw Ameryce Północnej i Południowej zwiększały już wtedy swój personel średnio o +14% r/r.

Obecnie braki kadrowe połączone ze strajkami pracowników domagającymi się wyższych wynagrodzeń i lepszych warunków pracy spowodowały, że wiele linii lotniczych odwołuje loty. To z kolei wywołało wzrost cen (średnie ceny biletów lotniczych w Europie wzrosły ze 193 USD w lutym 2022 r. do 215 USD w maju). Rzeczywiście, w krótkim okresie niedobór lotów może być korzystny dla linii lotniczych, ponieważ mogą one zwiększyć przychody poprzez podnoszenie cen, a nie wolumenu (lotów). W ten sposób firmy mogą zaabsorbować negatywne skutki rosnących cen paliwa lotniczego (które wzrosły o 89% od początku roku) i opóźnić dodatkowe wydatki związane z zatrudnieniem większej liczby pracowników.

Koszty operacyjne linii lotniczych jako % przychodów (globalnie)Koszty operacyjne linii lotniczych jako % przychodów

Efekt – ceny biletów w Europie „wystartują”

Wraz z pojawieniem się tanich linii lotniczych w Europie wzmożona konkurencja zmusiła tradycyjne linie lotnicze do obniżenia cen: od maja 2014 r., kiedy ceny kerozyny zaczęły spadać, do maja 2020 r. ceny biletów spadły o 39%. Jednak w 2022 r. trend ten uległ odwróceniu: od maja ceny biletów od początku roku wzrosły o +12%. W Allianz Trade spodziewamy się, że wzrost cen biletów osiągnie +21% r/r do końca 2022 roku, a szczyt nastąpi dopiero w I kwartale 2023 roku.

Taryfy pasażerskich przewozów lotniczych (USD, po lewej) a cena paliwa lotniczego (USD/gal, po prawej)Taryfy pasażerskich przewozów lotniczych

Zielona transformacja w Europie to jeszcze większe zakłócenia

Przed pandemią europejskie linie lotnicze i przedsiębiorstwa kolejowe posiadały po 50% rynku pod względem przychodów, przy czym każde z nich odnotowywało średnio około 118 000 mln euro rocznie. Ten podział zmienił się jednak w latach 2020-2021, gdy linie lotnicze straciły udział w rynku na rzecz przedsiębiorstw kolejowych (obecnie udział w rynku: 30% linii lotniczych, 70% przedsiębiorstw kolejowych). W przypadku tanich linii lotniczych około 38% przychodów pochodzi z działalności długodystansowej, która najbardziej ucierpiała podczas pandemii. Z kolei firmy kolejowe prawie nie prowadzą działalności poza Europą. W efekcie już teraz przekroczyły poziom przychodów na 2019 rok.

Udział w rynku według przychodów (Europa)Udział w rynku według przychodów

Sources: Refinitiv Eikon, Allianz Research

Podczas gdy jazda pociągiem jest nadal droższa na niektórych trasach, firmy kolejowe mają stać się bardziej konkurencyjne, ponieważ rządy przyspieszają przejście na koleje dużych prędkości. W tym kontekście, nawet jeśli linie lotnicze mogą powrócić do swojego udziału w rynku sprzed pandemii w związku z ożywieniem usług długodystansowych, w Allianz Trade uważamy, że firmy kolejowe nadal będą miały dobrą koniunkturę na swoje przewozy, a nawet mogą utrzymać udział w rynku powyżej 50%.

Badanie EY: Polacy wciąż bojkotują towary z Rosji. Stanowczość spada jednak wraz z wiekiem

Badanie EY – Future Consumer Index – wskazuje, że większość Polaków deklaruje dużą stanowczość w stosunku do wybierania produktów pochodzących z Rosji. Dotyczy to nie tylko samych artykułów, ale również firm oraz sieci handlowych które zdecydowały o kontynuowaniu działalność w tym kraju – taką deklarację złożyło 61% respondentów. Jest to tym łatwiejsze, że znaczący odsetek Polaków ma świadomość na temat przedsiębiorstw operujących dalej w Rosji (54%), a także tych wspierających Ukraińców (48%). Jednocześnie stanowczość konsumentów spada wraz z wiekiem. Podczas, gdy 76% osób w wieku 55+ deklaruje rezygnację lub rzadsze wybieranie towarów produkcji rosyjskiej lub białoruskiej, to w przypadku grupy 18-24 lata odsetek ten spada do 57%.

– W wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Polscy konsumenci odkryli narodowość wielu towarów stanowiących często podstawę ich koszyka zakupowego. Bojkot dotyczył nie tylko produktów wytwarzanych przez firmy z rosyjskim kapitałem, ale generalnie artykułów wytwarzanych na terenie tego kraju lub sprzedawanych w sieciach które nie zdecydowały się na wycofanie z niego swojej działalności. Przekaz medialny, który miał miejsce na przełomie lutego i marca, na tyle utrwalił się w świadomości polskich konsumentów, że do tej pory przekłada się na ich decyzje zakupowe – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Dział Audytu, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że aż 62% konsumentów uważa że firmy powinny informować o swoich działaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy. Nagłaśnianie przez kolejne przedsiębiorstwa ich aktywności związanej m.in. ze wsparciem uchodźców przełożyło się już trwale na świadomość Polaków. Niemal połowa badanych (48%) wie, które organizacje zaangażowały się w tego rodzaju działalność.

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że aż 62% konsumentów uważa że firmy powinny informować o swoich działaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy. Nagłaśnianie przez kolejne przedsiębiorstwa ich aktywności związanej m.in. ze wsparciem uchodźców przełożyło się już trwale na świadomość Polaków. Niemal połowa badanych (48%) wie, które organizacje zaangażowały się w tego rodzaju działalność.

Jednocześnie aspekt związany z tymi pozytywnymi aktywnościami ma delikatnie mniejszy oddźwięk społeczny (6 pkt. proc. różnicy) niż szeroko nagłaśniany bojkot kolejnych firm, które zdecydowały się o kontynuowaniu swojej działalności w Rosji. Taką wiedzę posiada bowiem 54% Polaków. Świadomość na ten temat przekłada się na realne decyzje zakupowe. Już 61% ankietowanych wskazuje, że rzadziej lub wcale nie kupuje w firmach i sieciach handlowych, które prowadzą działalność w Rosji. Stanowi to jasne potwierdzenie, że pomimo upływu kolejnych tygodni wojny rodzimi konsumenci zachowują wysoki poziom stanowczości.

Bojkot rosyjskich towarów ma wiek

Wyniki badania EY – Future Consumer Index – wskazują, że kluczową rolę w konsumenckim bojkocie odgrywa wiek samych klientów. W każdej z badanej kategorii różnice pomiędzy najstarszą, a najmłodszą grupą wiekową wynosiła przynajmniej 17 punktów procentowych.

Rezygnację lub ograniczenie zakupu towarów produkcji rosyjskiej lub białoruskiej deklaruje 76% Polaków powyżej 55 roku życia i 71% w przedziale od 45 do 54. Tymczasem w przypadku grupy 18-24 ten odsetek wynosi już tylko 57%, a wśród osób 25 – 34 wzrasta on tylko nieznacznie, do poziomu 61%. Różnica pomiędzy dwiema skrajnymi grupami wiekowymi to 19 punktów procentowych.

Porównywalną skalę (17 pkt. proc. różnicy) to zjawisko ma w przypadku sieci handlowych, które nie zadeklarowały wycofania się z Rosji. Wśród najmłodszej grupy wiekowej ich bojkot konsumencki zadeklarowała tylko połowa (50%) badanych. W gronie osób powyżej 55 roku życia wskazuje na to 67% ankietowanych.

Największa różnica dotyczy jednak przypadku firm, które nie zadeklarowały wycofania się z Rosji. Z ich usług lub towarów zrezygnowało (lub ograniczyło) 68% osób w wieku 55+ oraz 67% w przedziale 45-54. Tymczasem w najmłodszej grupie (18-24) taką deklarację złożyło 46% ankietowanych. Różnica wynosi aż 22 punkty procentowe.

Bojkot rosyjskich towarów

– Dotychczasowa powszechna opinia głosiła, że im młodsza grupa tym wyższe przywiązanie do wartości, a nieco mniejsze do ceny. Wojna w Ukrainie udowodniła, że świat konsumentów ma wciąż wiele odcieni szarości. Bez wątpienia wpływ na postawę starszych konsumentów mają ich doświadczenia życiowe związane z życiem w czasach PRL oraz większa ekspozycja na przekaz z tradycyjnych mediów. W przypadku młodszych konsumentów wojenny przekaz został znacznie szybciej zatarty przez inne wydarzenia, a do gry szybciej wróciły zapewne przyzwyczajenia i wygoda, co mogło mieć wpływ na ich mniejszą stanowczość w sprawie bojkotu konsumenckiego – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

O Badaniu

Piąta polska edycja badania EY – Future Consumer Index – przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 17 – 27 maja 2022 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat.

Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

„Ubezpieczenia pomostowe” w odwrocie

Każdy kto miał do czynienia z kredytem hipotecznym doskonale wie, jak ważne dla poczucia stabilizacji zaciągniętego zobowiązania kredytowego, jest doczekanie się wpisu banku w księdze hipotecznej. W realiach pandemii COVIDU oraz w aktualnych czasach rozpatrywanie wniosków o dokonanie wpisów w księgach wieczystych, trwa w wydziałach wieczystoksięgowych miesiącami i zdaje się ciągnąć w nieskończoność, każdego kredytobiorcę ten czas oczekiwania dodatkowo niemało kosztuje. Wprowadzone dla zabezpieczenia banku ubezpieczenia pomostowe od momentu wypłacenia kredytu do dokonania wpisu hipoteki, są obowiązkowymi, dodatkowymi kosztami kredytu, gdzie ich wysokość jest dowolnie ustalana przez każdy bank. W niewielkiej liczbie przypadków są to opłaty jednorazowe, najczęściej jest to „marża + określony %”, który osiąga nawet 2,5%.

Dotychczas bank pobierał „ubezpieczenie pomostowe” od zawarcia umowy kredytu hipotecznego, do momentu dostarczenia bankowi potwierdzenia dokonania wpisu banku w księdze wieczystej jako wierzyciela hipotecznego. Zabezpieczenie to miało zrekompensować ryzyko banku związane z brakiem dostatecznego zabezpieczenia spłaty kredytu. Opłata ta jest oczywiście bezzwrotna, a kredytobiorca ma poczucie, że płaci za coś, na co zupełnie nie ma wpływu, ale nie ma też innego wyjścia.

Na ratunek, już i tak dostatecznie zniechęconych kosztami kredytu, potencjalnych kredytobiorców, przychodzi Projekt ustawy o zmianie ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami – skierowany do Sejmu 6 lipca 2022 r. Powyższa ustawa, studząc nadzieję aktualnie zaciągających zobowiązania kredytowe, będzie miała zastosowanie dopiero do umów zawartych po dniu wejścia w życie ww. ustawy, z uwagi na poszanowanie „reguł gry rynkowej” i instytucji kredytowych, które także muszą mieć czas na dostosowanie się do nowych zasad.

Ustawodawca słusznie dostrzegł, że cel dla którego banki uzasadniają pobieranie „ubezpieczenia pomostowego” czy ogólnie nazywając koszty zabezpieczenia, jest czysto teoretyczny, a zakładane przez bank ryzyko nie ziszcza się.

Założenia wskazane w uzasadnieniu Projektu do ustawy zmianie ustawy o kredycie hipotecznym oraz nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, są proste – „w przypadku naliczenia przez bank dodatkowego kosztu kredytu, związanego z oczekiwaniem na wpis do księgi wieczystej hipoteki zabezpieczającej spłatę udzielonego kredytu, ustanawianej na rzecz tego banku, po dokonaniu wpisu opłata lub prowizja podlega zwrotowi lub zaliczeniu na poczet innych należności obciążających kredytobiorcę.”

Możliwe będzie zatem odzyskanie przez kredytobiorcę poniesionych dodatkowych kosztów albo zaliczenie ich na poczet spłaty kredytu. Zaliczeniu lub zwrotowi nie będą podlegały koszty ustanowienia zabezpieczenia hipotecznego – ale będzie podlegała podwyższona marża/opłata.
Rozwiązanie to zdejmie chociaż jeden z wielu ciężarów położonych przez banki na szali kredytobiorców. Mimo, że banki zapytane za pośrednictwem KNF, o swoją opinię na temat złożonego do Sejmu projektu ustawy, nie udzieliły jeszcze oficjalnej odpowiedzi, nie należy spodziewać się odpowiedzi entuzjastycznej, z uwagi na dotychczasową formę pobierania „ubezpieczenia pomostowego”, które dawało bankom nie mały zysk przy praktycznie nieistniejącym ryzyku.

Ustawodawca wskazuje jednocześnie, że powyższa zmiana musi iść w parze z pracami nad wyeliminowaniem trudnej sytuacji w wydziałach wieczystoksięgowych. Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło już swoje wstępne założenia, angażujące do eliminowania „zatorów” w księgach wieczystych przez notariuszy. Pomysł wygląda obiecująco, ale na jego efekty przyjdzie nam i przyszłym kredytobiorcom jeszcze chwilę poczekać.

Autor: Radca Prawny: Anna Bobowska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Walka z inflacją jest w Polsce nieskuteczna

Walka z inflacją jest w Polsce nieskuteczna. Komunikaty napływające z NBP są ze sobą sprzeczne. Inwestorzy są zdezorientowani. W przyszłym roku inflacja znów będzie dwucyfrowa. Nadzieją dla nas są zewnętrzne trendy dezinflacyjne.

Według raportu NBP średnioroczna inflacja w tym roku prognozowana jest na 14,2%. W przyszłym roku ma być niewiele niższa – 12,3 %. W 2024 r. powinna spaść do 4,1%, a więc nadal będzie odległa od celu inflacyjnego (2,5%, +/-1%).

– Rozbieżność pomiędzy rzeczywistością a tym co komunikuje NBP i jego prezes jest olbrzymia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Można mieć jednak nadzieję, że analitycy NBP znów się pomylą i inflacja okaże się niższa, ponieważ wiele zmienia się na rynkach surowcowych. Od niedawna obserwujemy osłabianie się ich cen i ta tendencja może się utrzymać.

Na świecie pojawią się trendy dezinflacyjne, na które czekają inwestorzy. Wtedy może wrócić większa akceptacja ryzyka inwestycyjnego. Więcej kapitału napływałoby na rynki wschodzące, a więc także do Polski, powstrzymując deprecjację złotego.

– Sytuacja w Polsce jest jednak trudna, mamy własne lokalne problemy, bo dopuszczano w kolejnych miesiącach do rozkręcania się spirali inflacyjnej poprzez bardzo wysokie wzrosty inflacji i wynagrodzeń – dodaje ekspert CMC Markets. – Jeżeli prezes A.Glapiński ocenia, że inflacja w Polsce wynika w 25% z czynników wewnętrznych, to bardzo zaniża skutki błędów popełnionych przez ośrodki decyzyjne w kraju.

Szczególnie pesymistyczny dla Polski jest czerwcowy raport Komisji Europejskiej. To w Polsce inflacja w 2023 r. ma być najwyższa wśród krajów UE. Gdy w UE spadnie do 4,6%, to w Polsce ma być dwukrotnie wyższa od tej średniej unijnej.

– Stopy procentowe rosną w Polsce nadal zbyt wolno, inflacja cały czas nam ucieka – ocenia Ł.Wardyn z CMC Markets. – W działaniach rządu nie ma żadnej determinacji walki z inflacją i to właśnie dlatego nie pozostaje nam nic innego jak dalsze podwyższanie stóp przez RPP przy zachowaniu nadziei, że na świecie będą nasilać się nastroje dezinflacyjne.

Globalnie 87% firm przygotowuje raporty niefinansowe. W Polsce ich liczbę warunkują głównie wymagania regulatorów

Według danych z raportu Economist Impact zrealizowanego na zlecenie Iron Mountain, dopiero po okresie pandemii odpowiedzialność społeczna i czynniki ESG (Environmental, Social, Governance) trafiły na listę pięciu najważniejszych priorytetów biznesu[1]. Aktualnie koncentruje się na nich blisko 29% firm, a wzrost ich liczby ma związek m.in. z uwrażliwieniem interesariuszy na poszczególne obszary zrównoważonego rozwoju w minionych latach. Jednak kluczowym motywatorem do wdrażania strategii ESG jest dziś presja regulacyjna. Już wkrótce nowe przepisy będą zobowiązywać do raportowania niefinansowego znacznie więcej przedsiębiorstw, poszerzając jednocześnie jego zakres przedmiotowy.

Nie ulega wątpliwości, że w dzisiejszych realiach biznesowych ograniczenie się do komunikowania o podejmowanych inicjatywach z obszaru społecznej odpowiedzialności biznesu nie jest już wystarczające. Wzrost świadomości opinii publicznej sprawił, że wszelkie deklaracje firm są niezwykle szybko weryfikowane, a ewentualne nieścisłości mogą prowadzić do utraty reputacji lub innych dotkliwych konsekwencji. Dlatego też organizacje, które realnie wspierają realizację celów zrównoważonego rozwoju, coraz częściej wprowadzają standaryzację raportowania podejmowanych działań. Jednak nie mniejsze znaczenie w tym zakresie ma rosnąca presja regulacyjna.

Presja regulacyjna a wdrażanie strategii ESG

Dotychczas obowiązkiem raportowania niefinansowego było w Polsce obarczonych zaledwie kilkaset największych przedsiębiorstw, przed wszystkich z sektora finansowego i ubezpieczeniowego, a także spółki giełdowe. Jednak zapowiadane rozporządzenie dotyczące taksonomii UE, a także dyrektywa CSRD znacząco poszerzą zakres podmiotowy obowiązujących przepisów. Szacuje się, że od 2024 r. (prezentacja wyników za 2023 r.) do publikowania raportów niefinansowych będzie zobowiązanych już ponad 3500 organizacji, a w kolejnych latach dołączą do nich kolejne firmy, również z sektora MŚP, co potwierdza, że dbałość o aspekty ESG będzie wkrótce nieunikniona.

To właśnie wspomniane zmiany legislacyjne w głównej mierze motywują przedsiębiorstwa w naszym kraju do działania w ramach celów ESG, a także raportowania podjętych kroków i stopnia realizacji założonego planu. Blisko 32% prezesów polskich firm deklaruje, że reagowanie na presję ze strony samorządów, organów regulacyjnych oraz społeczeństwa stanowi główny motor napędowy dla strategii zrównoważonego rozwoju[2].

Uwzględnienie w firmowej strategii czynników ESG to niekwestionowany trend w skali globalnej, który zadamawia się również w Polsce. Dane z raportu Economist Impact, w ramach którego przebadano ponad 600 organizacji z całego świata, wskazują, że jeszcze przed pandemią transparentne raportowanie niefinansowe realizowało 48% organizacji, a dziś ich odsetek wzrósł do 87%. Na podobnym poziomie kształtuje się liczba przedsiębiorstw korzystających aktualnie z nowoczesnych technologii wspierających śledzenie postępów w tym zakresie oraz narzędzi ułatwiających proces raportowania (90%), a także firm, które zaangażowały w inicjatywy ESG więcej zasobów (90%). Ogromne zaangażowanie światowego biznesu wynika z coraz większej świadomości dotyczącej wpływu funkcjonowania firm na otaczający świat, jednak nie bez znaczenia okazuje się kwestia wypracowania lepszych wyników operacyjnych. Globalnie firmy najczęściej deklarują, że wdrożenie strategii zrównoważonego rozwoju pozwala na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej na rynku[3]. W Polsce natomiast najważniejszą motywacją pozostaje presja regulacyjna i obawy o niespełnienie oczekiwań interesariuszy, co udowadnia, że lokalnie wciąż rozwijamy się w tym obszarze – mówi Marcin Drzewiecki, Prezes Zarządu w Iron Mountain Polska.

Sukces projektu wymaga czasu

Zdecydowana większość firm, które w najbliższej przyszłości zostaną objęte wymogiem raportowania niefinansowego, ma do dyspozycji wystarczająco dużo czasu, aby odpowiednio się do tego przygotować. Okres 2 lat oferuje należyty komfort przy wdrażaniu zmian organizacyjnych, unikając kłopotliwej rewolucji. Jednocześnie badania rynkowe potwierdzają, że zdecydowanie jest nad czym pracować. Ponad 60% inwestorów ocenia, że polskie spółki giełdowe nie są odpowiednio przygotowane do dostarczania wymaganych przez rozporządzenie informacji w zakresie ESG[4]. Firmy, które dotychczas nie były do tego zobligowane, a niejednokrotnie nie miały nawet z tym aspektem do czynienia, staną przed jeszcze większym wyzwaniem.

Choć ustrukturyzowane i cykliczne raportowanie czynników niefinansowych w zgodzie z unijnymi standardami nie ma wiele wspólnego z chaotycznymi inicjatywami z obszaru CSR, uważam, że firmy, którym od zawsze przyświecają wartości związane ze zrównoważonym rozwojem, mają pewną przewagę. To szereg doświadczeń zgromadzonych w ramach dobrowolnej publikacji raportów niefinansowych, zbierania niezbędnych danych, identyfikacji głównych wyzwań, ale przede wszystkim szczera chęć zmieniania świata na lepsze. W opinii wielu polskich CEO najlepszym sposobem na pozyskiwanie kompetencji ESG są akwizycje[5]. Ja natomiast uważam, że warto je budować wewnątrz swojej organizacji, a najlepiej zacząć robić to możliwie jak najszybciej. Nawet jeśli za rogiem nie czeka widmo zmian legislacyjnych, które wkrótce nas do tego zobligują. Warto bez presji gromadzić wszelkie doświadczania, a także kształtować odporność organizacyjną, które z pewnością zaprocentują w przyszłości. Z analizy przeprowadzonej przez Economist Impact wynika, że business resilience pomaga przy realizacji celów ESG, co deklaruje blisko 36% firm zdolnych do sprawnej adaptacji – dodaje Marcin Drzewiecki, Prezes Zarządu w Iron Mountain Polska.

Raportowanie niefinansowe to aspekt działalności biznesowej, którego nie należy bagatelizować. Wynika to m.in. z rozporządzeń, do przestrzegania których będzie zobligowana coraz większa liczba firm, ale przede wszystkim z rosnącego znaczenia zobowiązań wobec środowiska, lokalnych społeczności i ładu korporacyjnego. W ich obliczu biznes musi podjąć konkretne działania, a także konsekwentnie je realizować i wywiązywać się z danych obietnic.

[1] Resilience reimagined, Economist Impact & Iron Mountain, 2022

[2] CEO Outlook Survey, EY, 2022

[3] CEO Outlook Survey, EY, 2022

[4] ESG – miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę?, PwC, 2021

[5] CEO Outlook Survey, EY, 2022

Obiekty użyteczności publicznej na celowniku hakerów

W ciągu ostatnich lat doszło do kilku głośnych ataków na systemy wodociągowe. Cyberprzestępcy coraz bardziej interesują się infrastrukturą użyteczności publicznej. Zakłócenie jej działania może nieść ze sobą dalekosiężne skutki dla ludzkiego życia i zdrowia, a także wobec środowiska naturalnego.

Tylko w 2021 roku w USA doszło do kilku poważnych incydentów związanych z bezpieczeństwem sieci wodociągowych. W ostrzeżeniu z 25 października 2021 r., wydanym przez amerykańską rządową Agencję Cyberbezpieczeństwa i Infrastruktury (CISA), zwrócono uwagę na następujące włamania:

  • W sierpniu 2021 r. przestępcy wykorzystali ransomware w wariancie Ghost przeciwko obiektowi w Kalifornii. Wariant ransomware znajdował się w systemie przez około miesiąc i został odkryty, gdy trzy serwery kontroli nadzoru i akwizycji danych (SCADA) wyświetliły komunikat o jego obecności.
  • W lipcu 2021 r. przestępcy wykorzystali zdalny dostęp do wprowadzenia ransomware ZuCaNo na komputer z zainstalowanym systemem SCADA w obiekcie użyteczności publicznej z siedzibą w Maine. System oczyszczania wody był uruchamiany ręcznie do czasu przywrócenia działania komputera.
  • W marcu 2021 r. hakerzy użyli nieznanego wariantu ransomware przeciwko obiektowi z siedzibą w Nevadzie. Oprogramowanie ransomware wpłynęło na system SCADA ofiary i na systemy zapasowe.

Mając na uwadze te incydenty, firma Fortinet razem z magazynem WaterWorld opracowały raport zatytułowany Cyberbezpieczeństwo w obiektach gospodarki wodnej (Cybersecurity in Water Management Facilities). Omówiono w nim, w jaki sposób cyberataki stają się rosnącym zagrożeniem dla firm z branży wodociągowej, a także podkreślono główne braki w zakresie edukacji, szkoleń i tworzenia kultury cyberbezpieczeństwa.

Kluczowe wnioski z badania

  1. Mniej niż połowa badanych czuje się bezpieczna

Wraz ze wzrostem łączności, przedsiębiorstwa wodociągowe bardziej niż kiedykolwiek narażone są na cyberataki. Niestety, mniej niż połowa (49%) respondentów czuje się pewnie z posiadanymi rozwiązaniami w zakresie cyberbezpieczeństwa. W związku z tym inwestycje w rozwiązania ochronne będą dla nich w przyszłości najwyższym priorytetem.

  1. Wielu osobom odpowiedzialnym za cyberbezpieczeństwo brakuje doświadczenia w tym zakresie

Mając do wyboru wiele odpowiedzi na pytanie: „Kto jest odpowiedzialny za zarządzanie systemem cyberbezpieczeństwa?”, 29% respondentów odpowiedziało „Szef IT”, podczas gdy 30% wybrało odpowiedź… „Ktoś inny”. W tej kategorii znalazło się wiele osób na stanowiskach, które nie wymagają żadnego doświadczenia w zakresie cyberbezpieczeństwa, respondenci podawali, że są to np. władze miasta, członkowie rady miasta, czy nawet dyrektorzy finansowi!

  1. Wielu respondentów może mieć fałszywe poczucie cyberbezpieczeństwa

Spośród ankietowanych prawie 80% wskazało, że ich instytucje nie doświadczyły żadnych incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Ze względu na stale rosnący poziom aktywności cyberprzestępców, wielu uczestników badania mogło być po prostu nieświadomych, że zagrożenie dotyczy także ich systemów technik operacyjnych (OT). Bez wykrywania włamań może dochodzić do incydentów i naruszeń bezpieczeństwa, a hakerzy mogą wykorzystywać luki w zabezpieczeniach i uzyskiwać dostęp do systemów pozostając niezauważonymi.

  1. Potrzeba więcej szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa

Znaczna liczba respondentów wskazała, że słabo rozumie, co należy zmienić, aby poprawić poziom cyberbezpieczeństwa w swojej firmie. Te i inne odpowiedzi wskazują na potrzebę znacznie większej liczby szkoleń z tego zakresu, aby zbudować odpowiednio wysoki poziom cyberhigieny.

Konsekwencje naruszenia bezpieczeństwa

W przeszłości systemy wodociągowe i kanalizacyjne były odizolowane od IT, jednak w miarę postępu technicznego coraz bardziej postępowała konwergencja tych środowisk. To otworzyło furtkę dla cyberataków na obiekty użyteczności publicznej, co może mieć niezwykle poważne konsekwencje. Bez zaawansowanych metod wykrywania, atak może być „niewidoczny” do momentu, kiedy stanie się za późno.

Oczywiście zarządzający przedsiębiorstwami wodociągowymi wiedzą, jak ważne są zarządzane przez nich systemy, ale niektórzy mogą nie doceniać realnego ryzyka związanego z ich nieodpowiednim zabezpieczeniem. Być może jednym z najważniejszych komentarzy w raporcie WaterWorld jest zdanie podsumowujące: „Nadanie wyższego priorytetu cyberbezpieczeństwu, długoterminowa strategia i odpowiednie finansowanie, mają znaczenie krytyczne dla ochrony systemów wodnych”.

„The Great Resignation” po polsku

Czy zjawisko „The Great Resignation” oznacza wyłącznie masowe odejścia z pracy? Jakie są prawdziwe powody wzmożonej rotacji? Czy trend ten dotyczy również polskiego rynku pracy? Między innymi na te pytania odpowiadają wyniki prekursorskiego badania przeprowadzanego wśród polskich menedżerów/-ek, liderów/-ek HR oraz kadry zarządzającej na przełomie kwietnia i maja 2022 roku.

Inicjatywa „The Great Unknown. Zarządzanie ludźmi w dobie pandemii, nowych modeli pracy oraz Great Resignation” zrealizowana przez zespół Extended Tools miała na celu skonfrontowanie tego, co od kilkunastu miesięcy dostrzegalne jest wśród amerykańskich organizacji z tym, czego doświadczają Polacy w obliczu perturbacji makroekonomicznych czy wojny w Ukrainie.

Wyzwania – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?The Great Resignation

W badaniu wzięli udział przedstawiciele 3 obszarów – HR, zarząd oraz menedżerowie. Aż 60% respondentów wskazało, że kluczowym wyzwaniem, z którym przyjdzie im się zmierzyć w perspektywie najbliższych 12 miesięcy, będzie presja na zwiększanie wynagrodzeń. Nie mniej dotkliwym dla liderów opinii okazuje się być wyzwanie związane z brakiem osób do pracy (54,8% wskazań). Obawa ta dotyczy nie tylko potencjalnych problemów z brakiem zainteresowania ofertą pracy, ale również znalezieniem kandydata pasującego do kultury organizacyjnej i firmowego mindsetu. W tym sensie istotną rolę zaczynają grać nie tylko kompetencje i doświadczenie, ale również postawa i motywacja kandydata. Na trzecim miejscu (38,2%) uplasowała się obawa związana ze zniechęceniem i obniżoną motywacją pracowników. To pokazuje, że badani mają świadomość tego, w jaki sposób dotykające nas zmiany społeczno-gospodarcze mogą wpływać na nastroje ludzi w organizacji.

„Mimo dwuletniej pandemii – która być może wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa – a której konsekwencje, choćby w przerwanych łańcuchach dostaw, odczuwane są globalnie oraz mimo wojny w Ukrainie, która ma ogromny wpływ na destabilizację sytuacji nie tylko w naszym regionie, ale też na świecie, nadal dla firm największym wyzwaniem pozostaje rekrutacja, pozyskanie kluczowych talentów oraz utrzymanie zaangażowania zespołów.

Wprawdzie polski rynek pokazuje, że nadal tak jest – patrząc choćby na rosnącą liczbę ogłoszeń o pracę – to jednak w moim odczuciu ważniejszym priorytetem jest doskonalenie pracy zespołowej, pracy w środowisku hybrydowym, ale również patrzenie na długofalową rentowność i efektywność biznesową. To dziś powinno być priorytetem nr 1 nie tylko dla inwestorów czy zarządów, ale również dla menedżerów i HR-owców.” – komentuje Maciej Noga Współzałożyciel Grupy Pracuj, Przewodniczący Rady Nadzorczej i Partner Zarządzający Funduszu Innowacyjnego Pracuj Ventures

„The Big Quit” według polskich organizacji„The Big Quit” według polskich organizacji

Prawie połowa przedstawicieli działów HR przyznaje, że w ciągu ostatniego roku zaobserwowała wśród pracowników często lub bardzo często zjawisko rezygnacji z pracy. Potwierdza to fakt, że działy HR jako pierwsze w firmie są informowane o ruchach personalnych w zespołach i skupiają dane z całej organizacji. Mają więc szerszy ogląd na to, ile osób wchodzi do firmy, a ile z niej wychodzi i jakie są tendencje w tym zakresie.

Jak widać zatem, „The Great Resignation” to trend, który dotyczy polskiego rynku pracy i wielu firmom może zagrozić. Pandemia uświadomiła pracownikom nietrwałość życia, dlatego też zaczęli oni przywiązywać znacznie większą wagę do work-life balance. Ponadto ludzie nie chcą już „pracować po to, by pracować”, chcą pracy, która da im poczucie sprawczości i większego sensu. Chodzi tu również o „kulturowe dopasowanie” – chcemy identyfikować się z firmowymi wartościami, a nie czytać o nich na plakatach wywieszonych na ścianach biura. Dodatkowo pracownicy przekonali się, że można pracować w dużo bardziej elastycznej formule (home office, tryb hybrydowy) i wielu z nich – w sytuacji, gdy firmy zaczęły wracać do biur – nie chciało wracać do starego modelu.

Dlatego tak ważne jest wsłuchanie się w potrzeby pracowników i próba odpowiedzi na nie – nie poprzez benefity czy podwyżki pensji, a dialog, poprawę relacji pracownik-pracodawca i zatrudnienie osób, które w danej firmie chcą pracować i mocno się w tę pracę zaangażują.

„Odpowiedzią na Great Resignation powinno być Great Attention lub mantra >Ludzie To Więcej Niż Zasoby< – czyli kierowanie uwagi i czasu liderów i liderek wszystkich funkcji i szczebli w organizacji na ludzi. Żeby angażować, trzeba poznać i zrozumieć motywacje, aspiracje, predyspozycje, cele osobiste, marzenia, problemy i wyzwania konkretnych osób w zespole. Ale też dzielić się własnymi… Do tego potrzebne są otwartość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, a tego się nie buduje, wypełniając kalendarze po brzegi spotkaniami o KPIach i targetach”komentuje Romeo Grzębowski, Chief Inspiration Officer, Extended Tools Polska.

„The Great Resignation” – nie tylko rezygnacja, ale też zrezygnowanieThe Great Resignation – nie tylko rezygnacja, ale też zrezygnowanie

“The Great Resignation” to nie tylko odejście z firmy. To również bardziej subtelne sygnały, jak zniechęcenie czy obniżona motywacja. Nasi respondenci przyznali, że są one powszechne – ponad 60% działów HR odpowiedziało, że często lub bardzo często obserwowało w ostatnim czasie zniechęcenie i spadek motywacji wśród współpracowników. Podobne zdanie ma 41% menedżerów i 34% zarządów. Jak widać, to do działów HR zgłaszają się menedżerowie mierzący się z wyzwaniem obniżonego nastroju w zespole lub pracownicy doświadczający kryzysów. Profesjonaliści HR powinni więc stanowić pierwszą linię wsparcia, stosując odpowiednie interwencje lub wyposażając menedżerów w narzędzia pozwalające diagnozować w zespole motywatory i indywidualne potrzeby z tym związane.

„Z raportu wynika, że prawdziwym problemem nie jest Wielki Exit, tylko raczej Wielka Demotywacja, Wielkie ZREZYGNOWANIE (nie rezygnacja, lecz zrezygnowanie), których dopiero przyszłym efektem może być Wielki Exit. To, co jest definiowane jako dziejący się Exit w obecnej sytuacji, przypisywałabym raczej naturalnym przetasowaniom po pandemii – utracie identyfikacji z firmą, chęci usamodzielnienia, niepłacenia za firmowe wielkie loga, marmury i pośrednictwo oraz chęci zachowania zdalnego status quo w pracy.” – podsumowuje Anna Streżyńska, CEO, MC2 Innovations.

Czy Europa będzie marznąć?

Europa stoi obecnie przed potencjalnie największym kryzysem energetycznym w historii. Przyczyn takiej sytuacji możemy znaleźć naprawdę wiele, ale kluczowy powód jest oczywisty. Rosja w odwecie za sankcje nałożone po zaatakowaniu Ukrainy odcięła już dostawy gazu do wielu krajów europejskich, a do kolejnych zmniejsza przepływ gazu stopniowo. Gaz przez wiele lat był preferowanym źródłem energii w Europie, co było związane z jego łatwą dostępnością oraz niską ceną. Nie można również wykluczyć działania lobby rosyjskiego, które uzależniło Europę od dostaw tego błękitnego surowca. Wobec takiej sytuacji wszyscy zadajemy sobie teraz pytanie, czy Europa będzie marznąć w zimie?

Struktura europejskiego popytu na gaz

Przed wojną Rosja odpowiadała za ok. 30-40% importowanego przez Unię Europejską gazu. Uzależnienie UE importu tego surowca to z kolei ponad 80%. To sporo, ale od wielu lat wygaszano własną produkcję i sprowadzano o wiele tańszy surowiec z Rosji. Pomimo ogromnych sprzeciwów krajów tranzytowych, czy również Stanów Zjednoczonych, Niemcy zdecydowały się na budowę drugiej nitki projektu Nord Stream II, zaniedbując kompletnie dywersyfikację źródeł dostaw. Gaz był nie tylko bardzo tanim surowcem, który przez lata zwiększył konkurencyjność niemieckiego przemysłu, ale jest również surowcem relatywnie mało emisyjnym, przynajmniej w stosunku do węgla. Nic dziwnego, że gaz stał się preferowanym przez zieloną agendę Unii Europejskiej “przejściowym” źródłem energii.

Teraz warto zwrócić uwagę na kilka liczb. W zeszłym roku według danych podanych przez Eurogaz, zużycie w krajach UE wyniosło ok. 4700 TWh (terawatogodzin), czyli nieco poniżej 500 miliardów metrów sześciennych. Zdecydowanie najwięcej, gdyż blisko 20% tej wielkości konsumują Niemcy, ale wysoko znajdują się również Włochy, czy jeszcze do niedawna unijny kraj, czyli Wielka Brytania. Gaz stanowi 22% wszystkich źródeł energii w Europie, więc nie wydaje się, że jest to poziom nie do zastąpienia. Z drugiej strony gaz w większości odpowiada za ogrzewanie domów, wody i sposobu przyrządzania jedzenia w całej Europie, nie wspominając już o wielu sektorach przemysłowych, w których jest obecnie jedynym możliwym źródłem energii.

Gdzie jesteśmy w 2022 roku?

Udział rosyjskiego gazu w imporcie przez kraje Unii Europejskiej spadł drastycznie z ok. 40% patrząc na dane z 2021 roku do zakresu 20% w pierwszej połowie tego roku. Nie powinno to oczywiście dziwić biorąc pod uwagę odcięcie dostaw do Polski, Holandii, Grecji, Danii czy nawet Finlandii. Co więcej, dostawy zostały zredukowane do Niemiec (o potężne 60%) oraz innych dotychczasowych ważnych kontrahentów jak Włochy, Francja, Austria czy Czechy. Odcięcie dostaw to niedostosowanie się do narzuconego sposobu płatności przez Gazprom, natomiast redukcja dostaw to efekt gry politycznej.

Europa do tej pory radziła sobie, próbując zastąpić podaż rosyjskiego surowca. Ściągnięto potężne ilości skroplonego gazu LNG czy zwiększono import z innych źródeł, przede wszystkim z Norwegii. Mamy jeszcze wolne moce importowe jeśli chodzi o gaz LNG czy możliwość sprowadzenia większej ilości gazu z Afryki Północnej czy Azerbejdżanu. Stan zapasów wygląda lepiej niż w zeszłym roku i magazyny w Europie są wypełniane w ok. 2/3. Niektóre kraje takie jak Polska czy Portugalia powinny stanowić wzór do naśladowania, gdyż wypełnienie magazynów w tych krajach wynosi blisko 100%. Oczywiście trzeba też pamiętać, że wielkość magazynów w porównaniu do Niemiec jest relatywnie mała. W Polsce mamy ok. 6-krotnie mniejsze magazyny niż w Niemczech. Teoretycznie sytuacja nie wygląda źle, ale niestety najbliższe perspektywy nie rysują się zbyt dobrze.

Zapasy gazu w Europie
Zapasy gazu w Europie wyglądają całkiem nieźle jak na ten okres roku. Magazyny są wypełnione w 2/3 i są zgodne z 5-letnią średnią. Źródło: Bloomberg

Co jeśli Rosja zakręci kurek z gazem?

Rosja ograniczyła już znacznie dostawy gazu do krajów Europy Zachodniej. Dostawy do Niemiec były nawet 60% niższe niż standardowo i obecnie spadły do zera ze względu na coroczną konserwację. Jednak absolutnie wszyscy obawiają się tego, że dostawy gazu przez Rosję nie zostaną już wznowione. Wcześniejsze zmniejszenie dostaw wynikało teoretycznie z problemów technicznych. Gazprom naciskał na Siemensa na konserwację turbin potrzebnych do wysyłania gazu. Teoretycznie Kanada, gdzie konserwowano jedną z turbin zgodziła się na odesłanie potrzebnego sprzętu, ale ze względu na sankcje wciąż nie wiadomo, czy potrzebna aparatura będzie na miejscu. Nie powinniśmy się zdziwić, jeśli w sierpniu przez Nord Stream I gaz nie będzie płynął do Niemiec. Małym, choć wciąż pozytywnym aspektem jest to, że gaz wciąż płynie przez gazociąg na Ukrainie.

Dostawy gazu do Niemiec
Dostawy gazu do Niemiec wynoszą obecnie dokładnie 0. Niemniej nawet wcześniej i tak były one ograniczone o mniej więcej 60%, ze względu na rzekome problemy techniczne. Źródło: Bloomberg

Czy mamy szykować grube skarpety?

Niestety to nie żart. Liderzy w wielu krajach Europy mówią planie kryzysowym na zimę. Chociaż niektóre rozwiązania wydają się być absurdalne patrząc na nasze dzisiejsze życie, to jednak nikomu nie jest do śmiechu. W Polsce czy w Niemczech mówi się o zbieraniu drewna na opał. Nawet Deutsche Bank wskazał, że Niemcy będą musieli odpalić niemal wszystkie kominki w domach, którymi dysponują. Władze w Polsce mówią o ocieplaniu domów przed zimą, a włodarze z Unii Europejskiej zalecają zakup grubych skarpet i swetrów i obniżenie temperatur na sterownikach w naszych domach. Z kolei ambasador Grecji w Niemczech zaprasza wszystkich emerytów z Północy na spędzenie okresu jesienno-zimowego na ciepłych śródziemnomorskich wyspach. Jest naprawdę mało prawdopodobne, żeby ludzie nie mieli dostępu do gazu w domach w trakcie zimy – po to budowane są rezerwy. Z drugiej strony zapłacimy za to wyższą ceną w rachunkach oraz poprzez spowolnienie gospodarcze, ze względu na zawieszenie aktywności gospodarczej w wielu gałęziach przemysłu.

Czy faktycznie jest tak źle?

Patrząc na statystyki na papierze sytuacja wcale nie jest taka fatalna. W celu zastąpienia rosyjskich dostaw gazu Europa musiałaby znaleźć ok. 1600-1700 TWh dodatkowej podaży energii. Mniej więcej tyle wynoszą moce importowe gazu LNG do Europy. Do tego wszystkiego mamy dodatkową podaż rzędu nawet 200 TWh za pośrednictwem gazociągu z Afryki Północnej i możliwą podaż z Norwegii. Niestety jednak infrastruktura gazu LNG nie pozwala na to, aby gaz w Europie przepływał swobodnie. Hiszpania i Wielka Brytania dysponują połową mocy regazyfikacyjnych. Hiszpania ma jedynie stały kontakt z Francją poprzez gazociągi. Potrzeba również znaleźć dostawców, którzy ten gaz do Europy przywiozą. Stany Zjednoczone wysyłają obecnie do Europy sporo, ale za mało, aby zastąpić Rosję. Na rynku gazu LNG mamy też długoterminowe kontrakty, dlatego potrzeba byłoby umów, aby część gazu, która płynęła do tej pory do Azji mogła płynąć do Europy. Takich spraw nie załatwia się z dnia na dzień, ale w zasadzie z dnia na dzień możemy być pozbawieni największego dostawcy paliw w Europie. Co więcej warto zwrócić uwagę, że nasze największe koło ratunkowe również “tonie”. Dostawy gazu z Norwegii zostały potężnie zredukowane, gdyż pracownicy tamtejszego sektora gazowo-naftowego strajkują w celu podniesienia płac. Sytuacja wydaje się być w tym momencie opanowana, ale nie można wykluczyć podobnych problemów w przyszłości.

Jak mamy sobie poradzić?

Oczywiście mamy możliwość wznowienia działania elektrowni węglowych, ale i te mają ograniczone moce energetyczne. W tym wypadku warto zwrócić uwagę na potencjalny spory wzrost popytu na pozwolenia na emisję CO2, no chyba, że dojdzie do zmniejszenia regulacji w tym względzie. Niestety najprawdopodobniej dojdzie do potrzeby zredukowania popytu. Nie tylko w przemyśle, ale również pod względem ogrzewania. Już teraz w Niemczech rekomenduje się, aby w miejscach publicznych temperatura w zimie była ustawiona na poziom 20 stopni, choć z drugiej strony pojawiają się poradniki jak radzić sobie na co dzień funkcjonując w temperaturze ok. 15-16 stopni w pomieszczeniu w okresie zimowym. Bloomberg wskazuje, że Europa będzie zastąpić ok. połowę rosyjskiej podaży, dlatego odpowiedź popytu będzie musiała być naprawdę mocna. To wszystko wskazuje na to, że nie tylko tej zimy będzie nam zimniej, ale schudną również nasze portfele. Nie powinniśmy dziwić się, jeśli ceny gazu na giełdzie w Amsterdamie skoczą do zakresu 200-250 EUR/MWh, a nawet poziom 300 EUR/MWh też nie jest wykluczony. Oczywiście wszystko, co zostało przedstawione w tym artykule to czarny, ale bardzo realny scenariusz. Pozostaje mieć nadzieję, że zima będzie dla nas łagodna, a Rosja zdecyduje się jednak wznowić dostawy do Niemiec, bo większa presja na agresora ze wschodu będzie wywierana poprzez dalszy spadek cen na rynku ropy naftowej.

Ceny w Europie są bliskie historycznym szczytom
Ceny w Europie są bliskie historycznym szczytom, ale zawieszenie rosyjskich dostaw może wywindować je jeszcze wyżej. To też teoretycznie może przekładać się na presję na wzrost cen gazu w Stanach Zjednoczonych, gdzie coraz większy nacisk będzie kładziony na zwiększenie dostaw do Europy. Ceny w USD za milion brytyjskich jednostek grzewczych. Cena na giełdzie w Holandii to obecnie ok. 160 EUR za megawatogodzinę. Źródło: Bloomberg

Ceny gazy są też kluczowe dla euro oraz polskiego złotego. Stabilizacja cen powinna służyć europejskim walutom ze względu na zmniejszone ryzyko kryzysu energetycznego. Jeśli jednak ceny wzrosną powyżej 200 EUR/MWh (powyżej 70 USD/MMBTU) wtedy możemy jednak doświadczyć dłużej słabości w Europie.

Autor: Michał Stajniak, analityk XTB

Perspektywy dla złotego i GPW nie są optymistyczne

Parytet został złamany. Euro było wcześniej słabsze od dolara tylko jako niewidzialna waluta. Trwało to przez trzy lata, gdy nie było jeszcze monet i banknotów nowej waluty, a euro wykorzystywano tylko do celów rozrachunkowych.

Kurs EUR/USD zszedł nawet poniżej psychologicznej bariery 1,0000. Parytet został jednak wybroniony. Gdyby obecny sentyment utrzymał się najbliższym czasie, poziom 1,0215 powinien być traktowany jako krótkoterminowy opór. Z kolei gdyby został on przekroczony, notowania miałby szansę na atak nawet strefy oporowej przy 1,0360. Długoterminowy trend na EUR/USD pozostaje spadkowy, a po zakończeniu korekty, niewykluczone jest wygenerowanie kolejnego impulsu spadkowego.

Za tę sytuację odpowiada kilka czynników, a w pierwszej kolejności różna polityka banków centralnych Fed i ECB, bo o ile Fed wprowadził już podwyżki stóp procentowych, to EBC dopiero zapowiedział pierwszą podwyżkę na lipiec, wcześniej długo powstrzymując się przed deklaracjami kiedy do tego dojdzie.

– Podnoszenie stóp procentowych co do zasady sprzyja wzmacnianiu się konkretnej waluty – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Drugim czynnikiem osłabiającym euro jest wojna w Ukrainie, która jest sporym czynnikiem ryzyka dla całego regionu. W sumie mamy taki skutek, że kapitał odpływa od euro w stronę dolara, który uważany jest za bezpieczną walutę.

O skali zmian na rynku walutowym może świadczyć to, że w 2008 r. euro było rekordowo silne wobec dolara, relacja na tej najważniejszej parze walutowej wynosiła 1,6.

Tak silnego euro długo nie zobaczymy. Najnowsze perspektywy dla euro nie są dobre, co jest związane z dostawami rosyjskiego gazu do Europy.

– Kapitał nadal będzie płynął w kierunku dolara, dlatego powinniśmy oczekiwać dalszego wzmacniania się tej waluty – dodaje ekspert XTB. – Ponieważ dane z amerykańskiego rynku pracy są dobre Fed ma zielone światło do wprowadzania kolejnych stóp procentowych.

Patrząc z kolei na złotego, to lokalna korekta na EUR/USD wspiera odreagowanie na naszej krajowej walucie. Jednak złoty znajduje się od dłuższego czasu w tendencji spadkowej i na razie nie widać sygnałów które mogłyby ten trend zmienić. Tym bardziej, że ostatnie działania RPP nie spełniły oczekiwań rynku (RPP podniosła stopy jedynie o 50 punktów bazowych, podczas gdy oczekiwania kształtowały się na poziomie 75 pb, bądź więcej). Dodatkowo, wypowiedź prezesa NBP może sugerować, że w tym roku należy spodziewać się tylko jednej podwyżki i to o jedynie 25 punktów bazowych, a wprowadzone przez polski rząd wakacje kredytowe nie będą wspierały siły złotego.

Perspektywy dla złotego nie są optymistyczne. Po dziesiątej podwyżce stóp procentowych prezes NBP zapowiedział, że jest możliwa w Polsce recesja techniczna czyli spadek PKB w kolejnych dwóch kwartałach. NBP obniżył swoje prognozy dotyczące PKB w 2023 r. jednocześnie podwyższając prognozy dotyczące inflacji, która ma być dwucyfrowa w przyszłym roku i jednocześnie najwyższa w krajach UE.

– Może być drogo i może być biednie, co oznacza także nie najlepsze perspektywy dla warszawskiej giełdy – komentuje M.Kietliński.

Inwestorom brakuje optymizmu, ponieważ uwzględniają przyszłoroczne wybory parlamentarne i samorządowe. Należy spodziewać się, że rząd będzie zwiększał wydatki, aby uzyskać uznanie w oczach wyborców, a to oznacza, że polityka rządu i NBP powinna być jeszcze bardziej rozbieżna wtedy walka z inflacja okaże się jeszcze mniej skuteczna.

Najnowszy pomysł rządowy w tym kierunku to propozycja opodatkowania zysków nadzwyczajnych.

Posłowie apelują o wpisanie cementowni na listę sektorów energochłonnych

Cena prądu jest jednym z kluczowych czynników, które wpływają na konkurencyjność branży cementowej. Dlatego też posłowie, zrzeszeni w Parlamentarnym Zespole ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, przychylają się do apelu o wpisanie tego sektora – podobnie jak stalowego, nawozowego czy chemicznego – na listę przedsiębiorstw energochłonnych, które w związku z sytuacją rynkową mogą ubiegać się o rekompensaty kosztów pośrednich, w tym także energii elektrycznej.

Członkowie Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce mieli okazję zapoznać się ze szczegółami procesu produkcyjnego 18 lipca 2022 r., podczas wizyty w Cementowni Ożarów, gdzie pracuje największy piec obrotowy w Europie. Zakład odwiedzili posłowie: Andrzej Szejna, Przemysław Koperski, Paweł Bejda, Paweł Zalewski i Bogusław Sonik. – Zespół parlamentarny jest po to, aby mówić, jakie są zagrożenia dla branży cementowej. Jest ona kluczowa dla gospodarki i chcemy ją wspierać – mówił poseł Paweł Bejda. Wskazał również, iż cementownie doskonale wpisują się w gospodarkę odpadami i należy ułatwić im tę działalność.

Łączy nas idea, jaką jest rozwój gospodarki i rozwój branży cementowej – mówił Andrzej Szejna, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego w Polsce, podczas konferencji w Cementowni Ożarów. – Mamy do czynienia ze wzrostem cen energii o kilkaset procent, a te koszty powinny być subsydiowane – dodał.

Sytuacja na rynku energii jest coraz bardziej dramatyczna. Ceny energii proponowane odbiorcom w kontraktach na 2023 r. są kilkukrotnie wyższe od dotychczasowych i sięgają 1,3 tys. zł za MWh. Dla porównania, średnia cena sprzedaży energii na rynku konkurencyjnym w 2021 r. w wynosiła poniżej 300 zł, a w I kwartale 2022 r. – poniżej 500 zł za MWh – podkreślił Krzysztof Kieres, Przewodniczący Stowarzyszenia Producentów Cementu.

Poseł Paweł Zalewski, który po raz pierwszy miał okazję odwiedzić cementownię pod koniec lat 90., podkreślił ogromny skok technologiczny, jaki branża wykonała na przestrzeni lat. – Przemysł cementowy realizuje program ochrony środowiska, który ma na celu zmniejszenie emisji CO2. To niezwykle ważne, aby łączyć biznes z ochroną środowiska – komentował.

Cement to podstawowy i niezastąpiony surowiec dla budownictwa, które w Polsce odpowiada m.in. za wytworzenie 8% PKB oraz ponad 2 mln miejsc pracy. Zapewnienie ciągłości i bezpieczeństwa dostaw cementu oraz betonu jest krytycznie ważne dla realizacji inwestycji publicznych oraz prywatnych, w tym szczególnie wchodzących w skład Krajowego Planu Odbudowy. – Z polskiego cementu powstają drogi, wytrzymujące 30-40 lat, co jest kluczowe również dla samorządów – mówił poseł Przemysław Koperski.

Przemysł cementowy należy do sektorów energochłonnych, podatnych na zmianę sytuacji na rynku energii. Jej stabilność, która została zaburzona jeszcze na długo przed wojną w Ukrainie, wiąże się również regulacjami w ramach pakietu „Fit for 55”, w tym dotyczącymi Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS) oraz tzw. cła węglowego, czyli Mechanizmu Ochrony Granic (CBAM).

Obecnie energia elektryczna stanowi aż 35% kosztów produkcji cementu w Polsce, z tendencją wzrostową nawet do poziomu 50%. Równocześnie, w ostatnich latach koszt energii elektrycznej wzrósł o ponad 100%, co znacznie rzutuje na konkurencyjność przemysłu cementowego. Co więcej, dalsza dekarbonizacja tego sektora – w tym wdrażanie technologii CCS/CCU, służących zagospodarowaniu CO2 – oznacza wzrost zużycia energii nawet o 150%.

Branża cementowa stawia na zrównoważony rozwój i inwestuje w OZE, dywersyfikując źródła energii. Wymaga to jednak czasu i stabilnych warunków rynkowych. Dlatego apelujemy o wpisanie produkcji cementu na listę sektorów uprawnionych do rekompensat, tak jak miało to miejsce w przypadku wielu innych branż energochłonnych – wskazał Janusz Miłuch, Członek Zarządu SPC i Prezes Zarządu Cement Ożarów.

Przemysł cementowy od dawna apeluje o podjęcie działań, które pozwolą na zachowanie jego konkurencyjności. Rozwiązaniem jest wpisanie tej branży – podobnie jak stalowej, nawozowej czy chemicznej – na listę sektorów energochłonnych, które w związku z sytuacją rynkową mogą ubiegać się o rekompensatę kosztów pośrednich, w tym także energii elektrycznej. Pozwoli to na utrzymanie produkcji cementu w Polsce oraz zaspokojenie zapotrzebowania na ten materiał wynoszącego na poziomie 20 mln ton rocznie.

Kurs EUR/USD wrócił powyżej parytetu, rynek czeka na EBC

Początek tygodnia przynosi umocnienie euro i złotego. Biorąc pod uwagę co jest na tapecie w tym tygodniu, zmienności zdecydowanie nie powinno zabraknąć.

Szczyt inflacji w USA odsuwa się w czasie. Ostatnie, czerwcowe dane wpisały się w ten trend. Ta nieprzyjemna niespodzianka wzmocniła dolara, jednak euro mocno broniło psychologicznego poziomu parytetu, czyli zrównania się z kursem amerykańskiej waluty. Po tym jak EUR/USD na krótki okres spadł poniżej parytetu, tydzień zakończył powyżej tej granicy i obecnie kontynuuje wzrost.

Aktualnie oczy wszystkich zwrócone są na czwartkowe posiedzenie EBC. Biorąc pod uwagę, że rynek jest mocno nastawiony na podwyżkę stóp o 25 pb., jeśli EBC zdecyduje się na silniejszy ruch, euro ma pole do aprecjacji. W tym tygodniu decyzje ws. polityki monetarnej podejmie też Bank Japonii. Ma on pozostać jedynym w G10 bankiem centralnym, który nie podnosi stóp procentowych, utrzymując bardzo duży stopień akomodacji. Ten wyjątkowo aktywny tydzień zamkną lipcowe dane PMI dla głównych gospodarek.

PLN

Po okresie wyraźnej presji deprecjacyjnej widocznej w pierwszej części ubiegłego tygodnia – co następowało w kontekście obaw o sytuacji gospodarczą Starego Kontynentu i spadku pary EUR/USD do poziomu parytetu – w jego drugiej części złoty odrobił niemal wszystkie straty, a obecnie nadal się umacnia.

Niewielka rewizja krajowego odczytu inflacji CPI, do 15,5% w czerwcu, nie ma istotnego znaczenia dla polskiego złotego. Z naszego punktu widzenia ciekawsze są dane o bilansie płatniczym Polski zaprezentowane przez NBP – sytuacja na rachunku bieżącym w maju była wyraźnie lepsza od oczekiwań. To dobra informacja dla złotego, bo stan rachunku bieżącego jest jednym z kluczowych fundamentalnych czynników mogących powodować presję na walutę.

Uwaga mediów w ostatnim czasie skupiła się na nieoficjalnych komentarzach prezesa NBP dot. bliskiego końca podwyżek stóp procentowych w Polsce. Nie wydaje się, żeby jego sugestia, że może czekać nas jeszcze tylko jedna podwyżka stóp o 25 pb., miała istotny wpływ na kurs polskiej waluty.

Zachowanie złotego w obecnej chwili w dużej mierze zależy od sytuacji na parze EUR/USD i od sentymentu do Europy. Raczej nie ulegnie to zmianie w najbliższych dniach, aczkolwiek warto obserwować dane makroekonomiczne z Polski, które dadzą nam lepszy obraz sytuacji i pozwolą lepiej ocenić, jakiej skali spowolnienia gospodarczego można się spodziewać.

EUR

Wieści ze strefy euro w ubiegłym tygodniu były mieszane. Informacje o ostrym spadku rejestracji samochodów kontrastowały z pozytywnym zaskoczeniem w produkcji przemysłowej w maju. Rynki całkowicie zignorowały te drugorzędne raporty i są obecnie skupione na dwóch kluczowych dla perspektyw euro wydarzeniach. Oprócz posiedzenia EBC zaplanowanego na czwartek, na ten dzień wyznaczony jest koniec prac konserwacyjnych przy gazociągu Nord Stream 1. Kulminacja tych wydarzeń może przynieść sporą zmienność na rynku walutowym. Inwestorzy obawiają się, że 10-dniowy okres konserwacji może się wydłużyć.

Rynek spodziewa się podwyżki stóp o 25 pb., co umożliwi EBC rozpoczęcie odbudowywania swojej wiarygodności w walce z inflacją. Istnieje jednak niewielkie, w ocenie rynku ok. 10-procentowe, prawdopodobieństwo podwyżki o 50 pb. Gdyby bank centralny strefy euro zdecydował się na taki krok, wspólna waluta zyskałaby impuls do dalszych wzrostów.

Być może ważniejszy od samej podwyżki stóp będzie stopień jednomyślności wokół „narzędzia EBC mającego przeciwdziałać fragmentacji”. Jest to eufemizm określający przywrócenie skupu obligacji państw peryferiów strefy euro. Obecny tydzień zapowiada się na jeden z najbardziej intensywnych dla wspólnej waluty od miesięcy.

USD

Nadzieje, że inflacja w USA osiągnęła szczyt, podsycane przez raport o inflacji PCE z poprzedniego miesiąca, zniweczyła kolejna niemiła niespodzianka w postaci czerwcowego raportu CPI.

Rynek wycenia pewne prawdopodobieństwo, że podczas najbliższego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej dojdzie do podwyżki stóp procentowych o 100 pb. W tym kontekście pocieszające jest to, że aktywa ryzykowne, takie jak akcje czy waluty emerging markets były w stanie zakończyć miniony tydzień w okolicy poziomu na którym go rozpoczęły lub nieznacznie niżej.

My uważamy jednak, że podwyżki stóp o więcej niż 75 pb. są mało prawdopodobne, a rynek przesadził z wycenianiem prawdopodobieństwa ruchu aż o 100 pb. Tym samym rajd dolara stał się podatny na korektę tychże oczekiwań.

W tym tygodniu nie poznamy specjalnie istotnych odczytów ze Stanów Zjednoczonych, a uwaga będzie koncentrować się poza USA, szczególnie na Europie. Tym razem dolar powinien reagować na informacje z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Czym jest doradztwo prawne i kiedy się przydaje?

Wsparcie prawnika pomaga uniknąć wielu przykrych sytuacji. Usługi prawne przydają się zarówno osobom prywatnym, jak i firmom. W jakich sytuacjach warto z nich skorzystać?

Doradztwo prawne to fachowa pomoc w kwestiach administracyjnych, uzyskaniu odpowiedzi na pytania dotyczące procedur czy opracowaniu pism urzędowych. Dzięki temu unikniesz błędów prawnych, które mogą mieć dla Ciebie lub Twojej firmy niekorzystne skutki. Specjalista pomoże Ci ich uniknąć, doradzi, jakie rozwiązanie może być w danej sytuacji najlepsze, a nawet może pełnić funkcję pełnomocnika w sprawach prawa cywilnego oraz postępowaniu administracyjnym. To duża wygoda i oszczędność czasu, dzięki czemu możesz skupić się na rozwoju biznesu.

Kiedy warto skorzystać z pomocy prawnika?

Porady prawne to bezcenne źródło wiedzy. Znając różne niuanse, prawnik może pomóc Ci uchronić przed znaczącymi wydatkami. Jednocześnie to osoba, która zastępuje przedsiębiorcę przed wymiarem sprawiedliwości w różnych sprawach. Przede wszystkim to oszczędność czasu, często nerwów, a także pieniędzy.

Zawarcie znaczącego kontraktu dla Twojej firmy to duży sukces, ale i odpowiedzialność. Dobrze sporządzona i przeanalizowana umowa da Ci pewność, że Twoje interesy są dobrze zabezpieczone. Oznacza to, że żaden kruczek prawny nie narazi firmy na dodatkowe koszty.

Podobnie sprawa wygląda z dochodzeniem wierzytelności. Nie każdy wie, jak można ich dochodzić albo co można zrobić przed wejściem na drogę sądową. Istnieją narzędzia, których warto użyć, zanim sprawa przeniesie się do sali sądowej. Nawet w takich sytuacjach możesz liczyć na pomoc prawnika.

Reprezentacja w sądzie

Wnikliwa analiza sprawy połączona z poradą to zwykle początek współpracy z prawnikiem. Wskazówki bywają bardzo pomocne, ale naturalna biegłość w meandrach prawa to zdecydowana przewaga na sali sądowej. W wielu sprawach może reprezentować Cię prawnik, który po zaznajomieniu z przedmiotem sprawy, zaplanuje strategię i wypracuje najkorzystniejsze dla Ciebie rozwiązanie.

Doradztwo prawne obejmuje wsparcie zarówno przedsiębiorców, jak i osoby prywatne. Dzięki temu możesz posiłkować się pomocą specjalisty w różnych okolicznościach.

Ile kosztuje porada prawna?

Rozwiązanie jest tańsze, niż się możesz spodziewać. W zależności od stopnia skomplikowania sprawy oraz zakresu usług porada może kosztować od 100 zł wzwyż. W wielu kancelariach jest dostępny cennik za podstawowe i powtarzalne w prawie usługi. Istnieją jednak sytuacje nietypowe, a wówczas kwestią umowną jest ustalenie wynagrodzenia prawnika. Czasami może to być określona kwota, a innym razem procent od profitów, które prawnik „wypracuje” dla firmy. Kryterium ceny będzie się także różnić w przypadku kancelarii o określonym prestiżu.

Doradztwo prawne to praktyczne rozwiązanie, które zaoszczędzi Ci pieniędzy i nerwów. Masz pewność, że o Twoje interesy zatroszczy się specjalista z dziedziny prawa, a to zdecydowanie zwiększa szanse na powodzenie sprawy. Dzięki temu Twój biznes może się rozwijać, a Ty masz pewność, że wszystkie umowy handlowe zabezpieczają Twoje interesy.

Inflacja finalnie jednak niższa

Finalny odczyt inflacji okazał się symbolicznie łagodniejszy. Zadziwiające jest, że ceny rosnące ponad 15% rocznie mogą kogokolwiek uspokoić, a jednak dożyliśmy takich czasów.

Ceny rosną zaledwie 15,5%

Ostateczny odczyt inflacji wyniósł jednak 15,5%, to o symboliczne 0,1% mniej niż wstępne szacunki. Jest to w dalszym ciągu bardzo wysoki poziom, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi prezesa NBP. Powiedział on, że jeżeli będzie jeszcze jedna podwyżka to o 0,25%. Przypomnijmy, że mówimy o wrześniowym posiedzeniu. Polityka monetarna nie jest w Polsce na tyle ważnym tematem, by sierpniowe posiedzenie robić posiedzeniem decyzyjnym. To, że ostatnie 10 posiedzeń podnosiło stopy procentowe, nie znaczy, iż nie należą się wakacje. Konsekwencją tego podejścia jest usztywnienie się WIBOR-u na obecnych poziomach. Po spadku o niecałe 0,15% po ostatniej decyzji mamy dzisiaj stabilizację w okolicach 7% dla WIBOR-u trzymiesięcznego. Jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców. Dla osób, które czekają, aż przestaną się bać w sklepach, rada pod tytułem “zaraz przyjdzie kryzys to i ceny przestaną rosnąć” nie brzmi obiecująco.

Pakiet danych z USA

Piątkowy pakiet danych z USA podczas ich publikacji wydawał się korzystny dla dolara. Inwestorzy liczyli najwyraźniej na znacznie więcej, bo dolar odbił się od granicy jednego euro. Sprzedaż detaliczna wzrosła w ciągu miesiąca o 1%, czyli 0,2% mocniej niż oczekiwano. Indeksy zarówno NY Empire State, jak i raport Uniwersytetu Michigan przekroczyły oczekiwania. Słabiej wypadła tylko albo aż produkcja przemysłowa. Spadła ona o 0,2% w ujęciu miesięcznym, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,1%. Jak widać, inwestorzy oczekiwali wyraźnego sygnału do ponownego ataku na poziomy, gdzie dolar był silniejszy od euro.

Co z ropą?

Jeszcze w czwartek żyliśmy w świecie, gdzie ropy naftowej (biorąc pod uwagę prognozy rynkowe) miało być za dużo. Tym tłumaczono spadki cen surowca poniżej 100 dolarów za baryłkę. W piątek dodatkowo pojawiła się informacja o wzroście liczby wież wiertniczych w USA. Obecny poziom 599 nie jest nawet blisko maksimów z poprzednich cyklów. Zwiększenie liczby punktów wydobywczych powinno działać negatywnie na cenę. Przy tych poziomach i tak wydobycie jest opłacalne. Z drugiej strony po odbiciu w czwartkowe popołudnie cena ropy w ciągu dwóch dni wzrosła już o imponujące 10 dolarów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Darmowy VPN dla Chrome. Jak skonfigurować?

Bezpieczeństwo podczas korzystania z Internetu powinno być dla każdego użytkownika priorytetem. Wybierając VPN zachowanie większej anonimowości, a przez to ochrony, jest możliwe, ponieważ każde połączenie z siecią jest szyfrowane. Wirtualna sieć prywatna chroni tożsamość użytkowników w świecie online poprzez możliwość ukrycia adresu IP i zmiany lokalizacji. Czy także podczas korzystania z Chrome można używać VPN? Jak skonfigurować VPN dla Chrome? Jaką wersję wybrać – darmowy VPN czy płatny? O tym w dalszej części artykułu.

VPN – co to jest?

VPN ukrywa adres IP użytkownika, pozwalając sieci na przekierowanie go przez specjalnie skonfigurowany zdalny serwer prowadzony przez hosta VPN. Oznacza to, że jeśli surfujemy online korzystając z VPN, serwer wirtualnej sieci prywatnej staje się źródłem danych. Dzięki temu dostawca usług internetowych, reklamodawcy ani nikt inny nie mogą zobaczyć, które witryny są odwiedzane ani jakie dane są wysyłane i odbierane. VPN działa jak filtr, który zamienia wszystkie czytelne dane w zupełnie niezrozumiałe dla odbiorcy. Przez to nawet jeśli ktoś miałby je przechwycić (np.hakerzy) i tak byłyby one bezużyteczne.

Jakie są zalety z korzystania a VPN dla Chrome?

Google Chrome to jedna z najbardziej popularnych przeglądarek internetowych na świecie. W ubiegłym roku jej udział w globalnym rynku wynosił aż 63,59%. Tak duże zainteresowanie Chrome sprawia, że niestety często staje się ona celem ataków cyberprzestępców. W szczególności narażeni są użytkownicy, którzy przeglądają strony internetowe, korzystając z publicznych, darmowych hotspotów Wi-Fi. Z tego względu tak ważne jest posiadanie VPN dla Chrome. 

To jeszcze nie wszystkie zalety wirtualnej sieci prywatnej. VPN skutecznie maskuje lokalizację użytkownika. W ten sposób można uzyskać dostęp do treści, które w danym regionie są niedostępne. VPN wspiera także pracę zdalną, umożliwiając bezpieczne połączenie z zasobami firmowymi. W ten sposób każdy potencjalny zapis zachowania użytkownika pozostaje na stałe ukryty.

VPN dla Chrome – darmowy czy płatny?

Rozszerzenia VPN można dodać do większości przeglądarek internetowych, w tym i dla Google Chrome. Niektóre z nich, w tym Opera, mają nawet własne zintegrowane rozszerzenia VPN. Rozszerzenia ułatwiają użytkownikom szybkie przełączanie i konfigurowanie sieci VPN podczas surfowania po Internecie. 

Szukając VPN dla Chrome, warto wybierać rozwiązania oferowane przez renomowanych i uznawanych na rynku dostawców. Trzeba bowiem pamiętać, że darmowy VPN działa zwykle tylko w przypadku informacji udostępnianych w danej przeglądarce. Korzystanie z innych przeglądarek i innych zastosowań internetowych poza przeglądarką (np. gier online) nie może być szyfrowane przez rozszerzenie VPN dla Chrome. Z tego względu taka forma zabezpieczenia dedykowana jest przede wszystkim dla tych, którzy chcą dodatkowej warstwy zabezpieczeń w Internecie, choć korzystają z Chrome okazjonalnie. 

Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem zamiast darmowego VPN dla Chrome jest zakup licencji. Płatne VPN posiadają własne serwery, zatrudniają pracowników i ponoszą inne koszty, aby móc dostarczać usługę wirtualnej sieci prywatnej. Darmowe VPN uzyskują przychody w inny sposób – niektóre sprzedają dane użytkowników, inne wyświetlają reklamy. Jak można się domyślić, wraz za tym idzie także i oferowany poziom bezpieczeństwa. Darmowe VPN dla Chrome nie zapewniają tak kompleksowej ochrony, jak te dostępne w modelu subskrypcyjnym. 

Jak skonfigurować VPN dla Chrome?

Zainstalowanie rozszerzenia VPN w przeglądarce Chrome jest wyjątkowo proste. Pierwszy krok to wybór dostawcy VPN. Po założeniu konta, wybraniu pakietu VPN oraz opłaceniu abonamentu użytkownik uzyskuje dostęp do usługi VPN.

W kolejnym kroku należy przejść do sklepu internetowego Google Chrome na urządzeniu, z którego korzystamy. W lewym górnym roku znajduje się wyszukiwarka – należy wpisać tam nazwę wybranego dostawcy VPN. Po znalezieniu rozszerzenia użytkownik powinien wybrać przycisk „Dodaj do Chrome”. Wówczas zostanie poproszony o zalogowanie się za pomocą danych skonfigurowanych podczas tworzenia konta VPN. Ostatni krok to połączenie się z wybranym serwerem. Od tej chwili można już cieszyć się znacznie bezpieczniejszym przeglądaniem stron internetowych w Chrome.

Rynek biurowy w regionach w II kwartale 2022

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za drugi kwartał 2022 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze, działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej.

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 335 700 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 666 200 m kw.), Wrocław (1 284 500 m kw.) oraz Trójmiasto, którego zasoby biurowe w drugim kwartale przekroczyły pułap 1 mln m kw. (1 010 900 m kw.).

W drugim kwartale 2022 roku do użytkowania oddano 10 obiektów o łącznej powierzchni 68 300 m kw., z czego najwięcej w Krakowie (ok. 26 300 m kw.), Trójmieście (18 800 m kw.) oraz Łodzi (18 800 m kw.). Wśród nich największy to I faza projektu The Park Kraków (11 700 m kw.), wybudowany przez White Star w Krakowie.

Na koniec drugiego kwartału 2022 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 961 000 m kw. powierzchni biurowej, co odpowiada stopie pustostanu na poziomie 15,2% (spadek o 0,3 p.p. kw./kw. oraz wzrost o 1,8 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Najwyższy współczynnik pustostanów odnotowano w Łodzi – 18,6%, najniższy w Szczecinie – 4,9%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w drugim kwartale 2022 roku wyniósł 189 600 m kw., co jest wartością o 24% większą niż w kwartale ubiegłym, i o 12% większą niż w analogicznym okresie 2021 roku. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (73 900 m kw.), we Wrocławiu (25 600 m kw.) i w Gdańsku (25 100 m kw.).

W drugim kwartale 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom: 57% (włączając umowy przednajmu oraz powierzchnie na potrzeby własne właściciela nieruchomości). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 35% zarejestrowanego popytu, a ekspansje za 8%.

Wśród największych transakcji zawartych w drugim kwartale 2022 roku należy wymienić umowę przednajmu Capgemini w budynku Fabryczna Office Park B5 (13 800 m kw.), umowę odnowienia firmy Cisco Systems Poland w kompleksie Enterprise Park C (12 500 m kw.), oraz umowę odnowienia firmy Hitachi Energy Poland w budynku High5ive 1 (8 400 m kw.). Wszystkie trzy umowy zawarte były na krakowskim rynku biurowym.

WIG-20 najsilniejszy dziś rano w Europie. Słabnie amerykański dolar

Pozytywny przebieg piątkowej sesji na rynku akcji w USA (S&P 500 +1,92 proc., DJIA +2,15 proc., Nasdaq Composite +1,79 proc.) przełożył się na poprawę koniunktury na rynkach akcji Azji i Oceanii dziś rano. Jedynym głównym indeksem w tym regionie, który zanotował dziś spadek był indonezyjski Jakarta Composite Index (-0,38 proc.). Najsilniej – o 2,39 proc. – dziś zwyżkował Hang Seng.

Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy kontynuowały zwyżkę (ok. 9:20 S&P 500 + 0,64 proc., DJIA +0,48 proc., Nasdaq 100 +0,89 proc.).
Odbicie cen akcji w górę nastąpiło również na giełdach europejskich. Niemiecki DAX rósł ok. 9:30 o 0,78 proc. osiągając najwyższy poziom od 6 sesji, zaś francuski CAC 40 po wzroście o 0,72 proc. znalazł się na najwyższym poziomie od ponad 2 tygodni.

Najsilniej dziś rano zwyżkującym głównym indeksem w Europie był WIG-20. Ponad 4 proc. zwyżkowały ok. 9:40 akcje KGHM i PGNiG. Wśród składników mWIG-u 40 zwracał uwagę ponad 9 proc. wzrost kursu akcji PKP Cargo do najwyższego poziomu od 1,5 miesiąca. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś rano ceny akcji Bumechu, Unimotu i Photon Energy.

Rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i strefie euro. W USA nadal utrzymywała się „inwersja” krzywej rentowności: rentowność 2-latek amerykańskiego rządu (3,1515 proc.) była wyższa niż rentowność 10-latek (2,95 proc.).

Ceny kontraktów na ropę naftową obroniły poziom wsparcia wyznaczany przez minima z marca i kwietnia. Cena kontraktów na ropę Brent wróciły ponad poziom 100 USD za baryłkę (+3,15 proc. dziś ok. 9:30). Poniżej 100 USD pozostawała cena ropy WTI (-0,25 proc. ok. godz. 9:30). Na COMEX-ie drożała dziś rano miedź (+2,8 proc. na COMEX-ie) i metale szlachetne (złoto +0,84 proc, srebro +1,57 proc., platyna +2,14 proc., pallad +2,3 proc.).

Drugą sesję z rzędu słabł amerykański dolar (EUR/USD +0,61 proc., USD/JPY -0,28 proc.).
Podążając za euro umacniał się polski złoty (USD/PLN –0,87 proc., EUR/PLN -0,26 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara kontynuował dziś rano rozpoczętą w środę zwyżkę 5,2 proc. wzrostem wychodząc ponad poziom 22000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Zmiany w przepisach na samym szczycie rankingu obaw właścicieli mikrofirm

Według najnowszego badania, niemal co piąta mikrofirma obecnie najbardziej obawia się zmian w przepisach. W dwóch poprzednich latach odpowiedź ta była zdecydowanie rzadziej wybierana. Z kolei co siódmy respondent wskazuje na podnoszenie składek na ZUS. Natomiast co dziewiąty uczestnik sondażu mówi o wyższych podatkach. Mniejsze niepokoje wywołują takie kwestie, jak spowolnienie gospodarcze i rosnące koszty prowadzenia działalności. W ubiegłym roku zestawienie największych obaw otwierała utrata płynności finansowej, a dwa lata temu najczęściej pojawiał się lęk dot. nierzetelnych kontrahentów.

Jak wynika z III edycji ogólnopolskiego badania pt. „Bieżące obawy mikroprzedsiębiorstw” autorstwa UCE RESEARCH, w którym wzięło udział blisko tysiąc podmiotów, 18% ankietowanych obecnie najbardziej boi się zmian w przepisach. W ubiegłym roku taki lęk był wskazany przez 1% respondentów, a w 2020 roku – przez 2%.

– W tym roku pojawił się tzw. Polski Ład, który wprowadził duże zamieszanie nie tylko wśród mikrofirm. W nim było dużo szkodliwych propozycji, o czym w swoim czasie mówił wicepremier Gowin. Teraz przyznał to także rząd. Od kilku lat pojawia się sprawa niejasności interpretacyjnych w krajowych ustawach podatkowych dla przedsiębiorstw działających w Polsce. To zjawisko nasiliło się wraz z wdrożeniem Polskiego Ładu. Moim zdaniem, trzeba będzie jak najszybciej zmniejszyć, najlepiej wyeliminować, niejednoznaczności interpretacyjne w przepisach – komentuje prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów.

Na drugim miejscu zestawienia największych obaw widzimy podnoszenie składek na ZUS – 14% (w 2021 r. – 5%, w 2020 r. – 7%). Jak podkreśla doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Adrian Parol, dla wielu przedsiębiorców znacząco wzrosły składki na ubezpieczenie zdrowotne. Jednocześnie zachowane są utrudnienia przy korzystaniu ze służby zdrowia, gdzie sporym problemem jest dostęp do wysokospecjalistycznych usług. Do tego ekspert dodaje, że również wzrost wynagrodzeń pracowników, uzasadniony wysoką inflacją, przełożył się na wyższe obciążenia składkowe.

– Inflacja jest generowana między innymi przez coraz wyższe wynagrodzenia w całej gospodarce, a dotyka również małych firm. Ponadto mamy silny wzrost płacy minimalnej. To też wpływa na wysokość składek na ZUS, dlatego tutaj te obawy się pojawiły. Ponadto przedsiębiorcy słyszą, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma problemy ze swoim budżetem, bo przybywa emerytów i rosną jednocześnie wypłaty świadczeń. Sam ZUS przewiduje silny wzrost deficytu tego budżetu w najbliższych latach. Są więc obawy, że będzie on finansowany znacznym wzrostem składki ubezpieczeniowej płaconej przez przedsiębiorców – dodaje prof. Gomułka.

Trzecią najczęściej wymienianą obawą jest podnoszenie podatków – 11% (w 2021 r. – 3%, w 2020 r. – 6%). Były wiceminister finansów zaznacza, że niedawno nastąpiły zmiany w podatku PIT, takie jak np. znaczne podniesienie kwoty wolnej od podatku czy podwyższenie drugiego progu podatkowego. Według eksperta, istnieje zatem obawa, że nastąpi zmniejszenie wpływów podatkowych z PIT. Dodatkowo tzw. trzynasta i czternasta emerytura spowoduje pojawienie się problemu w finansach publicznych. To może się odbić na obciążeniach podatkowych dla firm. Ale przedsiębiorców interesują przede wszystkim kwestie związane z CIT oraz VAT. A ostatnio nie ma propozycji zmian interesujących dla tej grupy podatków.

– Obecna sytuacja budżetu raczej nie napawa optymizmem. Wobec powyższego obawy o znaczący wzrost obciążeń podatkowych są mocno uzasadnione i realnie odczuwalne. Polski Ład zwiększył obciążenia przedsiębiorców, choć nie jest to ostatnie słowo ustawodawcy – stwierdza Adrian Parol.

Czwarte miejsce w zestawieniu zajmuje spowolnienie gospodarcze – 10% (w 2021 r. – 11%, 2020 r. – 3%). Jak wskazuje radca prawny Łukasz Goszczyński, ta odpowiedź zachowała swoją pozycję z poprzedniego zestawienia. I dodaje, że obecnie mikrofirmy częściej boją się zmian w prawie niż samego załamania gospodarki. Jednak to wkrótce może się zmienić przez szalejącą inflację i ograniczony dostęp do kredytowania. Z kolei następne są ogólnie rosnące koszty działalności – 7% (w 2021 r. – 13%, w 2020 r. – 4%). Rok wcześniej ta kwestia znalazła się w pierwszej trójce największych obaw.

– Widoczne obecnie spowolnienie gospodarcze zaczyna mieć wpływ na prowadzoną działalność gospodarczą. Teraz firmy nie odczuwają go tak bardzo, jak będzie to miało miejsce jesienią. Natomiast wzrost kosztów działalności, mówiąc wprost, jest przerzucany na klientów. Jednak niedługo zostanie przekroczona granica, która będzie skutkowała znaczącym spadkiem popytu na usługi i towary. To z kolei przełoży się na wyższe umiejscowienie rosnących kosztów w zestawieniu obaw – prognozuje radca prawny Adrian Parol.

Jak dodaje Łukasz Goszczyński w rankingu spadły obawy poprzednio wymieniane najczęściej. Firmy mniej się boją utraty płynności finansowej – 4% i 9. pozycja w zestawieniu (w 2021 r. – 16% i 1. miejsce, 2020 r. – 10% i 3. miejsce). Rzadziej niż wcześniej wskazywana jest też obawa dotycząca nierzetelnych kontrahentów – 6% i 6. miejsce (w 2021 r. – 14% i 2. miejsce, w 2020 r. – 21% i 1. miejsce).

– COVID-19 spowodował pojawienie się na dużą skalę zagrożenia w postaci utraty płynności finansowej. To dotyczy nie tylko Polski, ale również innych państw. U nas mieliśmy działania pomocowe, m.in. poprzez PFR czy BGK, z których skorzystało wielu przedsiębiorców. Dzięki temu nie doszło do dużej liczby bankructw i załamania się płynności przedsiębiorstw – podkreśla prof. Gomułka.

Z kolei mec. Parol zaznacza, że przedsiębiorcy mają znaczący wpływ na swoją płynność finansową czy też ryzyko związane z udzielanym kredytem kupieckim. W obecnej sytuacji budzi to mniejsze obawy niż np. zmiany prawne i podatkowe dokonywane przez ustawodawcę, który w tym zakresie często jest nieracjonalny. I dodaje, że podejmowane tego typu decyzje tylko zniechęcają do rozpoczynania i prowadzenia własnej działalności gospodarczej w Polsce.

Tomasz Sudaj Prezesem Zarządu Alior Leasing

16 lipca stanowisko Prezesa Zarządu Alior Leasing objął Tomasz Sudaj.

Tomasz Sudaj od ponad 20 lat związany jest z branżą finansową.

Swoją karierę zawodową rozpoczynał w strukturach Europejskiego Funduszu Leasingowego, gdzie zarządzał sprzedażą na różnych poziomach. W latach 2011–2018 odpowiadał za obszar strategii rynkowej Santander Leasing. Zajmował się m.in.: budową, optymalizacją i realizacją strategii spółki oraz brał udział w strategicznych projektach Grupy Santander w Polsce w segmencie klientów SME.

Od 2019 do 2021 r., jako Senior Consultant, doradzał firmom oraz instytucjom w ramach międzynarodowej sieci doradców Invigors Part of The Alta Group. Realizował projekty M&A, wspierał fintechy, w tym z branży faktoringowej.

Od grudnia 2021 roku pełnił funkcję Prezesa Związku Polskiego Leasingu. Odpowiadał za transformację Związku, zapoczątkowaną w 2020 roku. Współpracując z ekspertami firm członkowskich, podejmował działania wspierające rozwój polskiego sektora leasingu, przede wszystkim w zakresie legislacji i polityki fiskalnej, oraz brał udział w inicjatywach i działaniach na rzecz polskich przedsiębiorców.

Jest absolwentem kierunku finanse i bankowość na Uniwersytecie Łódzkim, ukończył również podyplomowe studia z zakresu wyceny nieruchomości na Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Posiada certyfikat coacha ICC, był uczestnikiem i prowadzącym wielu szkoleń z coachingu, przywództwa i zarządzania zespołem. Jest mentorem w Programie Mentoringu, organizowanym przez Fundację Liderek Biznesu w 2022 roku.

Alior Leasing należy do grupy kapitałowej Alior Banku oraz jest częścią Grupy PZU. Jako jedna z czołowych polskich firm leasingowych dostarcza przedsiębiorcom rozwiązania, wspierające ich rozwój. W ramach swojej oferty zapewnia finansowanie: pojazdów do 3,5 t, samochodów ciężarowych oraz maszyn i urządzeń. Alior Leasing dba o środowisko i inwestuje w projekty związane z zieloną energią, dlatego poszerzył swoją działalność o możliwość sfinansowania instalacji fotowoltaicznych. Blisko 500 pracowników spółki, skupionych w ponad 20 biurach na terenie Polski, każdego dnia służy klientom swoją wiedzą oraz oferuje merytoryczne wsparcie.

Polska policja celem ataku rosyjskich cyberprzestępców. Ataków może być więcej

Strony internetowe kilku wojewódzkich komend policji zostały zaatakowane przez rosyjskich hakerów. To ataki DDoS, których celem jest zablokowanie serwerów ofiary. Eksperci Check Point Software ostrzegają – ataków może być więcej, a celem kradzież danych osobowych obywateli.

W czwartek 15 lipca br. niedostępne były witryny kilku wojewódzkich komend policji. Nie działały strony m.in. małopolskiej, świętokrzyskiej, kujawsko-pomorskiej, pomorskiej, śląskiej i lubuskiej policji. Problemy miały też strona główna Komendy Policji oraz komendy stołecznej. To ataki typu DDoS skierowane na systemy komputerowe lub usługę sieciową, uniemożliwiające poprawne działanie poprzez zajęcie wszystkich wolnych zasobów. Ataki DDoS wykorzystywane często w ramach szantażu – hakerzy grożą atakiem w zamian za okup – podkreślają eksperci firmy Check Point Software.

Potwierdza to policja. – Chwilowe niedostępności poszczególnych serwisów związane były z atakami DDoS na przedmiotowe serwisy, oraz skuteczne działania ochronne podejmowane przez zespoły cyberbezpieczeństwa – mówi insp. Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji.

To pierwszy, tak poważny i ujawniony atak cyberprzestępczy na policję. Tymczasem zaledwie przed tygodniem, w Chinach, doszło prawdopodobnie do największego cyberataku na policję w historii. Dane osobowe niemal jednej siódmej populacji świata zostały wykradzione! Możliwe to było dzięki przejęciu kartotek chińskiej policji i żądania za niego zaledwie 10 bitcoinów, czyli około 200 tys. dolarów.

– Ataki na bazy policyjne są bardzo rzadkie lub rzadko nagłaśniane. W zeszłym roku rosyjscy hakerzy włamali się m.in. do komputerów policji w Waszyngtonie, wykradając ponad 250 gigabajtów danych! W zeszłym miesiącu strona internetowa włoskiej policji była niedostępna z powodu ataku prorosyjskich hakerów z ugrupowania Killnet – tego samego, które w związku z wojną na Ukrainie zaatakowało Polskę oraz Litwę – mówi Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software.

Według informacji w sieci (rosyjskie strony propagandowe) za atakiem na polską policję mogła stać rosyjska grupa przestępcza Killnet, która miała chwalić się sukcesem ataku na polską policję. Grupa ta już w maju br. wypowiedziała cyberwojnę 10 krajom, w tym Polsce.

Ważny tydzień dla euro – EBC i Nord Stream 1

W przyszłym tygodniu EBC prawdopodobnie podniesie swoje kluczowe stopy procentowe po raz pierwszy od ponad dekady. Rynek nadal zastanawia się jednak nad tym na ile więcej zdecyduje się Rada Prezesów w II półroczu 2022 oraz 2023 roku.

Oczekiwania rynkowe wskazują, że stopa depozytowa wzrośnie do poziomu 1,5 proc. do wiosny 2023 roku. Ale to założenie obarczone jest dużym ryzykiem. Dodatkowo jest mało prawdopodobne, aby taka zmiana wystarczyła do trwałego obniżenia inflacji do celu EBC, jakim jest poziom 2 proc.

EBC historycznie bardzo rzadko sygnalizował swoje zamiary z wyprzedzeniem tak wyraźnie jak to robi obecnie. Lipcowy ruch został już dawno zakomunikowany na czerwcowej konferencji. Jednak w obliczu niedawnego ponownego wzrostu ryzyka inflacyjnego zmiana o 50 punktów bazowych wydaje się, że nie byłaby przesadą.

Dodatkowo rynek czeka na przedstawienie przynajmniej ogólnego zarysu nowego narzędzia o nazwie TPM (Transmission Protection Mechanism), który EBC zamierza wykorzystać do walki ze wzrostem spread’ów pomiędzy obligacjami europejskimi. Ostatnio duża rozbieżność nastąpiła między papierami włoskimi a niemieckimi.

Wydaje się, że to co zrobi z polityką monetarną EBC w dalszej perspektywie (od września włącznie) zależy od dostaw gazu. Dopóki nie dojdzie do całkowitego wstrzymania importu rosyjskiego surowca, co spowodowałoby ponowne ogromne pogorszenie perspektyw gospodarczych, dopóty EBC prawdopodobnie będzie podążał kursem wyznaczonym w czerwcu i we wrześniu ponownie podniesie stopy kluczowe nawet o 50 punktów bazowych.

Czy decyzja może wesprzeć euro. Sama podwyżka raczej niczego w tym momencie nie zmieni. Dla euro najważniejsza w tym momencie jest kwestia ryzyka kryzysu energetycznego. Widać jak na razie lekkie odreagowanie na EUR/USD od poziomu parytetu. Jak na razie ruch jest czysto techniczny, jeśli jednak rynek otrzyma pozytywne informacje na temat gazociągu Nord Stream 1, wówczas możemy zobaczyć rajd ulgi, który wesprze wspólną walutę.

Łukasz Zembik

Inflacja w USA w górę, ale kurs dolara też

Wyniki inflacji nadal są najbardziej śledzonym wskaźnikiem makroekonomicznym na rynkach walutowych. Ceny na całym świecie systematycznie rosną, a Stany Zjednoczone nie są wyjątkiem. W tym tygodniu poznaliśmy wyniki czerwcowego indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych w USA, według którego inflacja była wyższa o 1,3% miesiąc do miesiąca i o 9,1% rok do roku. Jej wzrost najprawdopodobniej doprowadzi do kontynuacji obserwowanego od kilku tygodni umacniania się dolara wobec większości światowych walut. W stosunku do euro kurs amerykańskiej waluty oscylował nawet wokół poziomu 1, który ostatnio widzieliśmy w 2002 roku.

Inflacja wzrosła również w Czechach, gdzie ceny podskoczyły o 17,2 proc. w skali roku. Korona czeska musi być więc wspierana przez czeski bank centralny, który stara się ją wzmocnić podnosząc stopy procentowe i interweniując na rynku walutowym, aby spowolnić wzrost cen. Bez tej pomocy czeska waluta prawdopodobnie znalazłaby się w fazie powolnego spadku, co spowodowałoby dalszy wzrost inflacji.

Fundamenty złotego pozostały w tym tygodniu bez zmian. Kurs polskiej waluty nadal pozostawał pod wpływem głównie sentymentu rynkowego. Ze względu na wysoki poziom nerwowości złoty nadal osłabiał się w tym tygodniu i w piątek rano notowany był na poziomie 4,81 PLN/EUR wobec euro. Jak już wspomniano, kurs euro do dolara oscylował wokół parytetu i na koniec tygodnia był notowany na poziomie 1,003 USD/EUR.

Magdalena Peterko, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Dawid Zieliński chce kupić akcje Columbus Energy od Januarego Ciszewskiego

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A., zamierza nabyć wszystkie akcje Columbusa od jednego z jej większych udziałowców – Januarego Ciszewskiego. Tym samym Prezes Columbus będzie posiadał prawie 50% udziałów w kapitale akcyjnym Spółki.

Na podstawie podpisanej dziś umowy, January Ciszewski – akcjonariusz posiadający obecnie 18,97% akcji Columbus Energy (bezpośrednio oraz pośrednio przez spółkę JR Holding S.A.), przyznał Dawidowi Zielińskiemu (pośrednio przez spółkę Gemstone) opcję nabycia wszystkich akcji Spółki. Nabycie pakietu akcji – łącznie 12 666 184, ma nastąpić do 19 sierpnia br. Po nabyciu akcji Dawid Zieliński będzie dysponował bezpośrednio i poprzez Gemstone blisko 50% akcji w kapitale Spółki. Zapowiedziana transakcja stanowi silny argument, potwierdzający przekonanie Prezesa Columbus Energy do słuszności objętych kierunków rozwoju organizacji.

– Transakcja nabycia przeze mnie znacznego pakietu akcji Columbus Energy jest równoznaczna z tym, że głęboko wierzę w potencjał i przyszłość tej organizacji – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Powołując Columbus do istnienia lata temu, nie tylko zachęciłem innych inwestorów, takich jak January Ciszewski, do sfinansowania tego start-upu. Nasza wizja firmy, która daje dostęp do energii, nie była nigdy bardziej aktualna niż właśnie teraz, kiedy stoimy jako społeczeństwo przed wyzwaniami rosnących cen energii i ciepła, a możliwe że za chwilę przed wyzwaniem braku swobodnej dostępności do nich. Dzisiaj, po wielu perturbacjach, takich jak pandemia, zmiany legislacyjne czy wojna w Ukrainie – które bezpośrednio i pośrednio wpłynęły na Columbus – jestem przekonany, że utrzymamy pozycję długoterminowego lidera rynku nowoczesnej energetyki. Spółka przechodzi w ręce dwóch osób, które widzą przyszłość firmy na dekady.

Konsolidacja akcjonariatu wokół Dawida Zielińskiego i Piotra Kurczewskiego (drugiego co do ilości udziałów akcjonariusza Columbus Energy) daje Spółce zapewnienie o długoterminowym podejściu do rozwoju i stabilności finansowej.

Wyrok WSA: Rozpowszechnianie informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki ogólnodostępnej na plakatach, banerze i ulotkach nie stanowi reklamy aptek

WSA w Warszawie podzielił stanowisko Rzecznika, iż rozpowszechnianie informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki ogólnodostępnej na plakatach, banerze i ulotkach nie stanowi reklamy aptek.

Przedsiębiorca prowadzący aptekę ogólnodostępną zwrócił się do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z wnioskiem o interwencję w sprawie ze skargi na decyzję Głównego Inspektora Farmaceutycznego utrzymującą w mocy decyzję którą stwierdzono naruszenie przez przedsiębiorcę zakazu reklamy aptek poprzez rozpowszechnianie informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki w formie plakatów, banera i ulotek.

Rzecznik wstąpił do postępowania toczącego się przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie wskazując, że w przepisie art. 94a ust. 1 zdanie drugie PF ustawodawca wyłączył z zakresu pojęcia reklama informacje o lokalizacji i godzinach pracy apteki. Z tych względów w opinii Rzecznika, każda forma przekazu ograniczającego się do wskazania lokalizacji i godzin pracy apteki, bez względu na to jak jest sformułowana, jest dozwoloną przez prawo informacją niestanowiącą zakazanej reklamy.

WSA w Warszawie wyrokiem z dnia 29 czerwca 2022 r. sygn. akt V SA/Wa 4067/21, podzielił stanowisko Rzecznika i uchylił zaskarżoną decyzję oraz poprzedzającą ją decyzję organu pierwszej instancji i umorzył postępowanie administracyjne w tym zakresie.

W ustnych motywach wydanego w sprawie sąd wskazał, że ustawodawca nie wskazał dopuszczalnych form w jakich treści o lokalizacji i godzinach pracy apteki można umieści w przestrzeni publicznej. Oznacza to że nie mają znaczenia takie okoliczności jak intencje towarzyszące umieszczeniu, widoczność i zasięg nośnika a także forma w jakiej informacje zostały umieszczone.

Należy w pełni zgodzić się w wyrokiem sądu. Decyzja organu naruszała zasadę co nie jest zabronione jest dozwolone. W przepisach dotyczących reklamy nie zostały bowiem wskazane formy czy warunki informowania, jakie są w sposób jednoznaczny zabronione. Nie zostały podane też żadne elementy, których wykorzystanie do przekazu informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki powinno skutkować uznaniem, że konkretny przekaz informacyjny stanowi reklamę – powiedział Adam Abramowicz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców

Polscy turyści martwią się cenami paliwa i koronawirusem, narzekają na pogodę i chcą unikać rosyjskich turystów

W internetowych rozmowach Polaków na temat tegorocznych wakacji dominuje temat rosnących cen, szczególnie paliwa, jak wynika z analizy polskiego SentiOne. Część turystów nie chce spędzać wakacji w towarzystwie obywateli Rosji i zastanawia się, które kraje i hotele ich nie wpuszczają. Jak co roku wiele rozmów dotyczy biur podróży – najwięcej pozytywnych emocji budzi Coral Travel, ale największe zasięgi i zaangażowanie internautów generuje TUI, którego dotyczy ponad połowa wszystkich rozmów o biurach podróży w polskim Internecie.wakacje 2022

To miały być pierwsze od dwóch lat normalne wakacje, jednak wojna za naszą wschodnią granicą oraz inflacja i rosnące ceny sprawiły, że znów to lato jest inne niż dotychczas. Co o na ten temat sądzą polscy internauci? Sprawdził to SentiOne, polska firma zajmująca się m.in. monitoringiem Internetu z wykorzystaniem zaawansowanej technologii sztucznej inteligencji. Od początku roku temat wakacyjny pojawił się w internetowych wypowiedziach ponad 1,2 mln razy.

Motywem przewodnim rozmów o tegorocznych wakacjach są rosnące ceny, przede wszystkim paliwa – część internautów deklaruje, że ze względu na koszty w tym roku wybierze podróż pociągiem. Często przewija się też temat cen zakwaterowania oraz jedzenia w miejscowościach wypoczynkowych. Jak co roku powracają „paragony grozy”, wspominane już ponad tysiąc razy, zarówno w kontekście pobytu nad Bałtykiem, jak i w Zakopanem. Na południu straszą oscypki za 50 zł, a internauci z północy donoszą, że gofry to już dobra luksusowe – mówi Agnieszka Uba, Head of Product Marketing w SentiOne.

Polacy narzekają na pogodę w kraju, ale chętnie jadą nad Bałtyk

Kolejnym popularnym tematem jest oczywiście pogoda. Wiele osób zwraca uwagę, że ta nad polskim morzem jak zawsze jest nieprzewidywalna i z tego względu lepiej wybrać wyjazd zagraniczny. Internauci zachwalają wakacje w Albanii na własną rękę lub na Cyprze z biurem podróży, odradzają natomiast Chorwację, ze względu na rosnące tam ceny. Popularnym kierunkiem jest również Turcja. Post biura podróży TUI z informacją, że do Turcji wystarczy dowód osobisty, został udostępniony prawie 300 razy i wygenerował 235 komentarzy. Przy okazji wyboru miejsca na urlop w tym roku pojawił się zupełnie nowy wątek wakacji bez Rosjan – internauci zastanawiali się, które kraje nie wpuszczają obywateli Rosji i deklarowali, że nie chcą przebywać z nimi w tych samych hotelach.

Może narzekamy na pogodę w kraju, ale, jak podała Polska Organizacja Turystyczna, ⅖ Polaków wybiera się w te wakacje nad polskie morze. Potwierdzają to dane z Internetu – aż 22 tys. internautów deklaruje, że spędzi urlop nad Bałtykiem. W góry planuje pojechać 11 tys., 5 tys. nad jezioro a 3,5 tys. zamierza wypoczywać nad basenem.

Turyści wciąż martwią się koronawirusem

W rozmowach internautów wciąż wyraźnie obecny jest wątek COVID-19, poruszany w 11 tys. dyskusji w kontekście wakacji. Internauci zastanawiają się, gdzie zostawić chore dziecko na czas wyjazdu rodziców, pytają o możliwości leczenia COVID za granicą oraz konieczność testowania w przypadku lekkiego przebiegu choroby. Niewielkie zainteresowanie budzi natomiast bon turystyczny, choć w analogicznym okresie ubiegłego roku dotyczyło go ponad 3 tys. dyskusji. Obecnie niecały tysiąc wypowiedzi to głównie zachęty do jego wykorzystania ze strony właścicieli hoteli i atrakcji turystycznych. Niemal 7 tys. wypowiedzi to apele fundacji i schronisk dla zwierząt, by nie porzucać swoich pupili przed wyjazdem na wakacje.

Wśród biur podróży najbardziej zaangażowaną społeczność ma TUI

Jak co roku pojawiają się również dyskusje na temat biur podróży. Najlepszą opinią cieszy się Coral Travel – aż 20 proc. wypowiedzi na jego temat ma pozytywny wydźwięk. Internauci chwalą wzorową obsługę, dobrą ofertę cenową, i fakt, że biuro angażuje się w kontakty z klientami i organizację eventów oraz pogadanek. Największe zasięgi generuje TUI, którego dotyczy ponad połowa wszystkich rozmów o biurach podróży w polskim Internecie. W jaki sposób TUI zdobyło aż 50 proc. zasięgów? Używają swojego Facebooka nie tylko do informowania o ofertach, ale także do edukacji. Na bieżąco informują klientów, gdzie polecimy bez testów, gdzie bez paszportu, gdzie jest bezpiecznie i gdzie nie ma glonów – komentuje Agnieszka Uba, Head of Product Marketing w SentiOne – TUI udało się wejść w rolę pomocnego konsultanta, a nie tylko sprzedawcy wycieczek. Efektem jest najwyższe zaangażowanie na Facebooku, piorunujące zasięgi i wyniki sprzedażowe. Żadne z biur podróży nie zdecydowało się jeszcze na działania na najszybciej rosnącym kanale – TikToku.

Pogłębia się energetyczny koszmar Europy

KRYZYS: Ceny gazu ziemnego w Europie i Wielkiej Brytanii znów gwałtownie wzrosły, potwierdzając najgorsze obawy regionu dotyczące energii. Podsyca to ryzyko inflacji i recesji oraz powoduje osłabienie walut. Bezpośrednią przyczyną są cięcia w gazociągu Nord Stream, który zaspokaja większość potrzeb Europy. Jest on zamknięty z powodu konserwacji do 21 lipca, co budzi obawy, że może nie zostać ponownie otwarty. Niemcy przeszły na II poziom swojego planu awaryjnego, czyli tylko o jeden poziom niżej niż racjonowanie. Koncentrują się na próbie napełnienia magazynów gazowych przed zimowym skokiem popytu. Ten skok cenowy pozostawił w tyle amerykańskie ceny gazu i globalne ceny ropy, co dobitnie przypomina o lokalnym charakterze rynków gazowych. Zobacz @OilWorldWide.

EUROPA: Gaz ziemny zapewnia jedną czwartą całej energii w Europie. Udział Rosji spadł o połowę, do 20 proc. (w porównaniu z ubiegłym rokiem). A to z powodu gwałtownego wzrostu importu LNG z USA.. Wyższe ceny wzmocniły pozycję głównych europejskich dostawców gazu ziemnego, takich jak norweski Equinor (EQNR), podczas gdy do tej pory większość zintegrowanych przedsiębiorstw energetycznych i użyteczności publicznej była dobrze chroniona lub korzystała na tym zjawisku. Jednak wraz ze wzrostem cen rosną również koszty. Rządy wprowadzają podatki od nadzwyczajnych zysków oraz limity cen hurtowych, starając się w ten sposób uchronić konsumentów i sektory przemysłowe, będące największymi użytkownikami gazu. @EuropeEconomy.

USA: Gaz ziemny zapewnia 32 proc. energii w USA, a jego ceny (NATGAS, UNG), pod wpływem cen ropy, są o 20 proc. niższe od szczytów. Jednakże, ceny są dwukrotnie wyższe od średniej z 5 lat, wraz z solidnym popytem w USA w miesiącach letnich, kiedy ochłodzenie przyspiesza. Również międzynarodowe zapotrzebowanie na LNG jest wysokie, zwłaszcza z Azji, a najbardziej z Europy. Ma to wpływ na cały łańcuch dostaw, od firm wiertniczych – jak EQT Corp. (EQT), po rurociągi – jak Enterprise Product Partners (EPD) i eksporterów LNG – jak Cheniere (LNG).

Ben Laidler, strateg ds. globalnych rynków eToro

69% specjalistów uważa, że młodym brakuje odpowiednich umiejętności

Pracodawcy na polskim rynku pracy nieustannie poszukują pracowników z odpowiednimi umiejętnościami. Pierwsze problemy rekrutacyjne często pojawiają się już w momencie weryfikacji podstawowych kompetencji, niezbędnych do objęcia nowej roli. Jest to sytuacja nierzadko mająca miejsce w przypadku najmłodszych pracowników. Jak wynika z globalnego sondażu Hays, 69 proc. respondentów jest zdania, że młodym pracownikom brakuje umiejętności niezbędnych do skutecznego wejścia na rynek pracy.

15 lipca to Światowy Dzień Umiejętności Młodzieży. Z tej okazji, firma Hays na przełomie czerwca i lipca 2022 roku przeprowadziła globalne badanie, mające na celu weryfikację poziomu kompetencji najmłodszego pokolenia pracowników. W ankiecie wzięło udział ponad 17 tys. respondentów. Aż 69 proc. z nich stwierdziło, że młode osoby nie posiadają odpowiednich umiejętności, pozwalających im skutecznie wkroczyć na rynek pracy po zakończeniu edukacji.

Jak pokazują wyniki innego badania Hays, przeprowadzanego wśród prawie 12,5 tys. respondentów na świecie, jako główna przeszkoda utrudniająca młodym osobom zdobycie umiejętności niezbędnych do podjęcia pracy najczęściej wskazywany jest brak odpowiednich możliwości (45 proc. odpowiedzi). 28 proc. ankietowanych wskazało zaś, że wartościowe informacje dotyczące rozwoju kariery i kompetencji są trudno dostępne dla przedstawicieli pokolenia Z. Ponadto 14 proc. respondentów odpowiedziało, że barierą w doskonaleniu umiejętności młodych osób jest niewystarczający dostęp do edukacji, a 13 proc. – że jest nią brak odpowiednich narzędzi lub rozwiązań technologicznych.

Bolączka pracodawców

Braki kompetencyjne wśród młodych pracowników i niedopasowana do potrzeb rynku edukacja mogą stanowić dla pracodawców nie lada wyzwanie zarówno w perspektywie długo-, jak i krótkoterminowej. Już teraz mówi się o rosnącej luce w kontekście umiejętności z zakresu IT i szeroko rozumianej cyfryzacji, ale też o niedostatecznych uniwersalnych kompetencjach miękkich. W obliczu trudności rekrutacyjnych, z jakimi mierzą się firmy na dzisiejszym rynku, pracodawcy coraz częściej biorą na siebie część odpowiedzialności za przygotowanie młodych do pracy w zawodzie.

Jak zauważa Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland, w interesie pracodawców jest to, aby osoby dołączające do organizacji posiadały wszelkie umiejętności niezbędne do rozpoczęcia pracy. Natomiast jeśli nie jest to możliwe, to niezbędne często staje się większe zaangażowanie w przygotowanie przedstawicieli najmłodszego pokolenia do samodzielnej pracy.

– Ważne jest zapewnienie młodym pracownikom możliwości rozwoju, dzięki którym będą mogli z sukcesem realizować swoje obowiązki i jednocześnie – odczuwać większą satysfakcję z wykonywanej pracy. Należy jednak pamiętać, że wykształcenie takich kompetencji miękkich, jak umiejętność współpracy, zdolność dopasowania się do zmiennych czynników, odporność na stres czy zdolności analityczne wymaga czasu – komentuje Agnieszka Pietrasik.

Rozwój umiejętności w czasie edukacji

Sytuacją, która miała negatywny wpływ na rozwój umiejętności młodych, była pandemia. Nierzadko uniemożliwiała również zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych, szczególnie w tradycyjnej formie, rozumianej jako dołączenie do zespołu pracującego w modelu stacjonarnym.

Warto również dodać, że oczekiwania pracodawców stale się zmieniają. Wynika to m.in. z rozwoju technologii, automatyzacji i nowych potrzeb ze strony klientów. Umiejętności, których poszukiwały firmy jeszcze kilka lat temu, obecnie często okazują się mniej wartościowe. Co za tym idzie, obszary, w których kształcą się młodzi ludzie na drodze edukacji, mogą nie odpowiadać aktualnym wymaganiom rynku pracy. Tymczasem wspieranie najmłodszego pokolenia pracowników w rozwoju kompetencji może zapobiec powiększaniu się luki kompetencyjnej w przyszłości.

Aby zapewnić najmłodszemu pokoleniu jak najlepszy start kariery, konieczna jest współpraca biznesu z instytucjami edukacyjnymi. Wówczas rozwijanie odpowiednich umiejętności u osób młodych może dać lepsze rezultaty. Dla przykładu, doradztwo zawodowe w szkołach oraz w uniwersyteckich biurach karier, powinno być lepiej dostosowane do aktualnych potrzeb biznesowych rynku pracy i ułatwiać młodym osobom podejmowanie bardziej świadomych decyzji. Ze strony pracodawców, ważne jest dzielenie się praktycznymi wskazówkami z potencjalnymi, przyszłymi pracownikami oraz umożliwienie udziału w programach mentorskich bądź stażach jeszcze w trakcie edukacji – dodaje Agnieszka Pietrasik z Hays Poland.

Wsparcie firm

Pracodawcy powinni również pamiętać, że osoby kończące edukację i zdobywające pierwsze doświadczenia zawodowe, mogą potrzebować dodatkowego wsparcia w rozwijaniu umiejętności. Niezbędne będą wówczas szkolenia na nowym stanowisku pracy, zaangażowanie w ciekawe projekty oraz pomoc mentora. Są to elementy, które zapewnią niedoświadczonemu pracownikowi udany start w karierze.

Niektóre organizacje praktykują dwukierunkowy program mentoringu, w którym starsi i młodsi pracownicy dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami oraz wzajemnie doskonalą niezbędne kompetencje. Wpływa to również na pewność siebie osób znajdujących się na początku kariery. Jest to dla nich nie tylko okazja do rozwoju umiejętności, ale również dowód na to, że posiadane kompetencje mają realną wartość dla całego zespołu. – zauważa Agnieszka Pietrasik.

Ponadto istotne jest, aby organizacje wychodziły poza schematy w kontekście wymagań wobec pracowników. W kontekście prowadzonych rekrutacji kluczowy powinien być potencjał kandydata, jego doświadczenia i wartościowe cechy. Kwestie takie jak poziom wykształcenia czy kierunek ukończonych studiów powinny odgrywać drugo- lub nawet trzeciorzędną rolę.

EUR/USD poniżej parytetu. Chiny zwalniają

EUR/USD jedynie na chwilę spadł poniżej parytetu. Widać, że poziom jest broniony z dużą determinacją i jego trwałe przebicie nie jest takie oczywiste. W nocy poznaliśmy dane na temat chińskiej gospodarki – widać mocny wpływ lockdown-u w Szanghaju i innych regionach.

Słabość euro wynika również z problemów włoskiego rządu. Spready obligacji z półwyspu Apenińskiego ponownie poszerzyły się. EBC jest zaniepokojony tym zjawiskiem. Taka sytuacja prowadzi do nieuzasadnionego pogorszenia warunków finansowania niektórych krajów, między innymi Włoch. EBC zapowiedział wdrożenie instrumentu, który ma za zadanie przeciwdziałać takim zjawiskom. Ma on być przedstawiony w przyszły czwartek w ramach posiedzenia Rady Prezesów.

Wczoraj Mario Draghi zrezygnowała z funkcji premiera Włoch, ale prezydent Mattarella nie przyjął jej. Decyzja Draghiego była tłumaczona faktem, że nie ma już większości koalicyjnej, która stworzyła jego gabinet. Komplikacje rozpoczęły się wraz z wycofaniem poparcia dla premiera ze strony Ruchu pięciu Gwiazd.

Oprócz napiętej sytuacji politycznej we Włoszech oczywiście głównym zmartwieniem Europy jest cały czas wizja kryzysu energetycznego. Okres serwisowania gazociągu Nord Stream 1 trwa i kończy się w czwartek w przyszłym tygodniu. W ostatnim czasie Gazprom wydał komunikat, że brak jest dokumentów bezpieczeństwa dotyczących remontowanej turbiny, która niedawno wróciła z Kanady. Potentat gazowy podaje to jako przyczynę niemożności zagwarantowania bezpiecznego dostarczania surowca przez NS1. Być może jest to sygnał tego, że Rosja nadal będzie mocno ograniczać import lub całkowicie go wstrzyma po okresie prac konserwacyjnych.

W nocy napłynęły dane z Chin. Gospodarka Państwa Środka urosła w II kwartale o zaledwie 0,4 proc. w porównaniu do analogicznego okres sprzed roku. Lockdown wiosenny poważnie zahamował wzrost. Sytuacja nieco się poprawiła w II połowie kwartału, kiedy restrykcje były znoszone (głównie chodzi o Szanghaj).

Lockdown odbił się na konsumpcji prywatnej i spowodował kolejne zakłócenia w łańcuchu dostaw. Realny PKB skurczył się w Q2 o 2,6 proc. kwartał do kwartału, co było pierwszym spadkiem od załamania pandemicznego z 2020 roku. Z kolei produkcja przemysłowa mocno się ożywiła już w maju, odzwierciedlając ponowne otwarcie większości fabryk w Szanghaju. Wygasanie restrykcji covidowych przyczyniło się również do znacznego ożywienia w handlu zagranicznym. Konsumpcja prywatna nadal wykazuje słabość. Sprzedaż detaliczna odbudowuje się z trudem i w czerwcu wzrosła jedynie o 0,5 proc. (m/m), choć w relacji rok do roku urosła 3,1 proc. Mocne załamanie w marcu nie zostało nadrobione w kolejnych miesiącach. Utrzymujący się stosunkowo wysoki poziom bezrobocia prawdopodobnie również przyczynia się do powściągliwości konsumentów w wydatkach. Słaba pierwsza połowa roku powoduje, że jest mało prawdopodobne aby Chiny osiągnęły cel wzrostu gospodarczego na poziomie 5,5 proc. w tym roku.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dolar droższy od euro

Przez relatywnie krótki czas, ale jednak wczoraj byliśmy świadkami zejścia kursu euro poniżej jednego dolara. W tle korekta na złotym wywołana po części atrakcyjnym oprocentowaniem obligacji.

Więcej bezrobotnych za oceanem

Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych osiągnęła w ciągu tygodnia 244 tysiące. Jest to poziom około 3% powyżej oczekiwań. Z jednej strony wiadomość, że ostatnio tak dużo wniosków było zgłoszonych w listopadzie, może budzić niepokój. Z drugiej strony nie jest to absolutnie alarmujący poziom. Po pierwsze są to dane tygodniowe, co powoduje większe wahania. Po drugie w sytuacji dobrej dyspozycji rynku pracy przed pandemią takie rezultaty się zdarzały. O tym, jak bardzo spokojnie rynki podchodzą do tego odczytu, najlepiej świadczy reakcja rynków walutowych. Wczoraj dolar na kilka godzin był droższy od euro. Dzisiaj jednak znów jest powyżej parytetu.

Polskie obligacje znów dają zarobić

Wczoraj rentowność polskich 10-letnich obligacji sięgnęła 7%. Nie są to poziomy paniki z połowy czerwca, ale wyraźnie było widać wzrost rentowności. Osiągnięcie tego pułapu spowodowało jednak bardzo szybką korektę. Widać to szczególnie na przykładzie reakcji rynku walutowego. Nagłe umocnienie złotego wynikało po części z kapitału płynącego na rynek obligacji. Dla inwestorów wyglądało to bowiem na dobrą inwestycję. 7% to bardzo dobra stopa zwrotu szczególnie w obliczu wygaszania cyklu podwyżek stóp, a przy okazji kupowanie przy dzisiejszych notowaniach walut złotego wygląda na okazjonalny moment.

Chile podnosi stopy

Chilijski bank centralny podniósł stopy procentowe do 9,75%. Był to ruch o symboliczne 0,25% powyżej oczekiwań. Warto jednak zwrócić uwagę, że kraj ten ma obecnie inflację na poziomie 12,5%. To, co jednak ważniejsze, inflacja bazowa wynosi tam 9%, zatem tyle, ile stopy procentowe przed podwyżką. Ta sytuacja powinna dusić wzrost cen. Powinna również umacniać chilijskie peso, skoro jest tak wysoko oprocentowane. To jednak się nie dzieje. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że Chile eksportuje wiele surowców przemysłowych. W rezultacie informacje o nadchodzącym spowolnieniu gospodarczym mocno szkodzą lokalnej walucie. W tle mamy jeszcze zbrojne tłumienie protestów ludności rdzennej, co nigdy nie pomaga poprawić wizerunku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – indeks NY Empire State,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Minął COVID-owy szał na domy jednorodzinne. Liczba pozwoleń spadła o ponad 20%

Tak gwałtownego załamania w budownictwie jednorodzinnym chyba jeszcze w Polsce nie było. Portal GetHome.pl ustalił, że w pierwszym półroczu br. liczba pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych spadła aż o 21% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Pandemia COVID-19 rozbudziła w Polakach chęć posiadania własnego domu, w którym mogliby czuć się bezpieczni. Ponadto upowszechniła się praca zdalna. To dlatego w 2021 r. gwałtownie wzrosła liczba pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych. Niestety, wygląda na to, że w tym roku równie gwałtowny będzie spadek pozwoleń – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Portal dowiedział się w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego (GUNB), że według wstępnych danych, które napływają z całego kraju, w pierwszym półroczu wydanych zostało nieco ponad 48,6 tys. pozwoleń na budowę domów jednorodzinnych. Problem w tym, że rok temu w analogicznym okresie GUNB odnotował blisko 61,8 tys. tego typu decyzji. Oznacza to 21% spadek. Nie był on tak gwałtowny nawet po wybuchu kryzysu finansowego w 2009 r., gdy banki zakręciły kurek z kredytami.Komunikat-GUNB-domy jednorodzinne1

Obawiam się, że wielu inwestorów mających pozwolenie w ręku wstrzyma się z rozpoczęciem budowy. Dlaczego? Skutecznie zniechęcają do tego nie tylko drożejące kredyty i niepewność związana z gospodarczymi skutkami wojny w Ukrainie. Głównym powodem wydaje się być lawinowy wzrost cen niektórych kluczowych wyrobów budowlanych. W takich warunkach trudno jest oszacować koszty, więc na budowę zdecydują się tylko najodważniejsi – komentuje ekspert GetHome.pl.

Przyznaje, że już w ubiegłym roku wiele wyrobów budowlanych drożało w tempie niespotykanym od niemal 15 lat. Wojna pogłębia zaś zapoczątkowane w okresie pandemii zakłócenia w łańcuchu dostaw. Najbardziej podrożały te materiały, na które jest globalny popyt, czyli m.in. stal, drewno czy styropian.

Z danych serwisu Intercenbud, który analizuje ceny dostawców oraz zawarte w kosztorysach wykonawców robót budowlanych wynika, że w drugim kwartale wyroby stalowe były droższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku średnio aż o 96,4%, materiały ociepleniowe – o 53,5%, a drewno – o 52,2%.Komunikat-GUNB-domy jednorodzinne2

Grzegorz Lusa z Intercenbudu wyliczył, że z powodu tych podwyżek koszty budowy domu jednorodzinnego o powierzchni całkowitej 120 m kw. wzrosły przez ostatni rok przeciętnie aż o 25%! Niestety, w warunkach wysokiej inflacji niektóre materiały drożeją także z powodu wzrostu kosztów produkcji. Wprawdzie w drugim kwartale w porównaniu z pierwszym o nieco ponad 3% potaniało drewno oraz o blisko 5% – wyroby z gipsu.

Komunikat-GUNB-domy jednorodzinne3Ostro w górę poszły za to ceny stali (o ponad 53%), wyrobów z betonu (o blisko 29%), materiałów ociepleniowych (o ok. 24%) oraz stolarki (o ponad 23%). Na szczęście nie wariują ceny cegieł. Z danych Intercenbudu wynika, że w drugim kwartale wyroby ceramiczne podrożały o 2,2%, a w skali całego roku podwyżka wyniosła 4,5%.

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że budownictwo jednorodzinne ma pobudzić obowiązujący od 3 stycznia 2022 r. rządowy program „Dom bez formalności”. Zakłada on ułatwienia dla inwestorów, którzy zdecydują się na budowę domu wolnostojącego o powierzchni zabudowy do 70 m kw. GUNB podał, że w pierwszym półroczu zgłosili oni budowę 439 takich domów. Stanowią one niespełna 1% wszystkich domów, na które wydano pozwolenie na budowę lub ją zgłoszono.

Warto przypomnieć, że minęło właśnie siedem lat od wejścia w życie poprawki w Prawie budowlanym, która umożliwia budowę domów jednorodzinnych na zgłoszenie, czyli bez pozwolenia. Przy czym mogą one mieć dowolną wielkość. W pierwszym półroczu GUNB odnotował zaledwie niespełna 4,1 tys. takich zgłoszeń.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Columbus zwiększył przychody w czerwcu o ponad 32% m/m

Columbus Energy odnotował w czerwcu kolejną poprawę wyników – wzrost przychodów o ponad 32% m/m. Spółka koncentruje się na budowaniu przewag konkurencyjnych.

Jak wynika z opublikowanego raportu miesięcznego, wartość przychodów Columbus Energy w czerwcu wyniosła prawie 30 mln zł, czyli o 1/3 więcej niż w maju. Spółka poprawiła też ilość zainstalowanej w miesiącu mocy – do 5,5 WM. Prezes Zarządu zapowiada, że powoli kończy się burzliwy okres w historii Columbus, który wchodzi teraz w erę spokojnego budowania długoterminowej wartości.

– Ustabilizowaliśmy sprzedaż dla klientów indywidualnych, która odpowiada za większość naszej marży, i spodziewamy się wzrostu w kolejnych miesiącach – komentuje Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Rynkowy popyt na fotowoltaikę oraz pompy ciepła odbudowuje się, i szacuję, że w ciągu 6-12 miesięcy wróci do poziomów z połowy 2021 r. Również ilość montaży rośnie zgodnie z planem, o ponad 30% m/m, a lipiec zapowiada się dobrze pod względem utrzymania dynamiki wzrostu przychodów. Generalnie sytuacja finansowo-organizacyjna Spółki się stabilizuje, a sprzedaż części portfela farm fotowoltaicznych pozwoli nam poczuć cashflowowy komfort, który przełoży się na zredukowanie zadłużenia bankowego i obligacji praktycznie do zera. Wszystkie instytucje finansujące, z którymi współpracujemy, wykazują się zrozumieniem sytuacji rynkowej i widzą, że Columbus wraca do biznesowego zdrowia.

W komentarzu do raportu miesięcznego Prezes Zieliński przypomina też o powołaniu nowej spółki w Republice Czeskiej, gdzie będzie replikowany model działania Columbus Energy, i gdzie pierwszych przychodów można się spodziewać jeszcze w bieżącym roku. Nawiązuje też do ogłoszonej niedawno platformy PowerHouse, z innowacyjną usługą Regulatora Napięcia, która ogranicza wyłączenia instalacji i chroni ich właścicieli przed znaczącą utratą ekonomiki systemu.

– Warto dodać, że w sektorze energetycznym robi się bardzo gorąco. Hurtowe ceny energii biją rekordy, a konsumenci dostają oferty na energię elektryczną trzykrotnie wyższe niż rok temu. Oferta Columbus jest jedną z odpowiedzi na te wyzwania, co stanowi wielką szansę biznesową – dodaje Dawid Zieliński.

Ebury rewiduje prognozy dla złotego. O poziomach sprzed pandemii na razie można zapomnieć

Złoty w parze z bardzo mocnym dolarem amerykańskim osłabił się do najniższego poziomu w historii. W parze ze swoją walutą odniesienia – euro – jest najsłabszy od marca. Perspektywy polskiej waluty uległy wyraźnemu pogorszeniu. Raczej nie ma co liczyć na szybki powrót do poziomów sprzed pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. O poziomach sprzed pandemii w kolejnych kwartałach prawdopodobnie można zapomnieć.

Ostatnie tygodnie przyniosły wyraźną wyprzedaż polskiego złotego. Złoty, jako waluta emerging markets, jest walutą niekorzystnie reagującą na wzrost ryzyka. Dodatkowo, jako waluta europejska, szczególnie negatywnie reaguje na wzrost ryzyka koncentrującego się w Europie, a z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. Obawy o wzrost gospodarczy na poziomie globalnym mają związek m.in. z utrzymującą się podwyższoną inflacją i agresywnymi podwyżkami stóp procentowych przez największe banki centralne w celu jej docelowego ograniczenia. Na poziomie europejskim niepokój inwestorów w znacznej mierze ma związek z ryzykiem dalszego ograniczania lub odcięcia przez Rosję dostaw gazu, co mogłoby uderzyć szczególnie w energochłonne gałęzie przemysłu i sprowadzić recesję.

W ostatnich tygodniach złoty był jedną z najgorzej radzących sobie walut na świecie. Jego osłabienie nie jest jednak odosobnione. Wyraźnie tracą również inne waluty emerging markets (szczególnie Ameryki Łacińskiej) oraz większość europejskich walut krajów rozwiniętych (przoduje tu euro). Słabość ta, przynajmniej na pewnym poziomie, jest uzasadniona kruchymi fundamentami makroekonomicznymi. Za dużą wrażliwość, a w efekcie słabość złotego, po części odpowiadają czynniki krajowe. Jednocześnie naszym zdaniem skala deprecjacji, jakiej w ostatnim czasie doświadczyła polska waluta, jest nadmierna. W odniesieniu do perspektyw globalnej i europejskiej gospodarki nie jesteśmy nastawieni tak negatywnie jak rynek. Nie widzimy tym samym uzasadnienia dla dalszej aprecjacji dolara amerykańskiego, która niekorzystnie wpływa na sytuację walut takich jak złoty.

Fundamenty makro: do poprawy

Realne stopy procentowe pozostają ujemne i mimo ostatnich podwyżek stóp przez Radę Polityki Pieniężnej wynoszą obecnie ok. -9% (uwzględniając bieżącą, a nie oczekiwaną inflację). W związku z tym, że w znacznej mierze zależy to od decyzji administracyjnych oraz kwestii obarczonych wyjątkowo dużą niepewnością, trudno określić, jak będzie wyglądała sytuacja inflacyjna w krótkim terminie. Zakładamy jednak, że w przyszłym roku dynamika cen będzie stopniowo opadać, co powinno prowadzić do wzrostu realnych stóp procentowych do okolic zera pod koniec 2023 r.

Zakładamy też, że przynajmniej w krótkim terminie RPP powinna kontynuować podwyższanie stóp procentowych do poziomu 7–8%. Widać jednak kontrast w komunikacji i działaniach NBP oraz wielu innych banków centralnych. W regionie Węgry (zmagające się co prawda z silniejszą presją na forinta) agresywnie podnoszą stopy procentowe, Czechy z kolei stosują interwencje walutowe. Polska ma zasoby, żeby przynajmniej przez jakiś czas prowadzić podobne interwencje, aczkolwiek w ujęciu relatywnym (w relacji do wielkości gospodarki, importu) rezerwy nie są podobnie duże, nie dają więc pełnej swobody działania przy silnej presji na kurs. Jednocześnie Narodowy Bank Polski nie sygnalizuje, żeby osłabienie złotego – na tym etapie – budziło jego obawy.

Sytuacja na rachunku bieżącym Polski uległa istotnemu pogorszeniu. Deficyt w samym I kwartale wyniósł 6% PKB, a w ujęciu 12-miesięcznym w kwietniu przekroczył 3%. Jednak i w tym zakresie perspektywy na 2023 r. rysują się lepiej, co pozwala oczekiwać ograniczenia tegoż deficytu. Przy założeniu, że ceny surowców, których Polska jest importerem, nie będą istotnie rosły.

Czynniki polityczne: mieszane

Relacje Polski z UE zdają się poprawiać. Zakładamy, że finalnie kraj otrzyma unijne środki w ramach funduszu odbudowy, co powinno oddziaływać w kierunku mocniejszego złotego. Pewną niewiadomą i potencjalnym ryzykiem jest polityka fiskalna, szczególnie w kontekście nadchodzącego roku wyborczego. Na tym froncie widzimy również jednak pewne pierwsze oznaki wstrzemięźliwości po okresie agresywnego jej luzowania.

Obecna sytuacja jest wyjątkowo niekomfortowa dla władz. Z jednej strony chcą kompensować obywatelom trudną sytuację związaną z wyższymi kosztami życia i ponoszą dodatkowe wydatki będące konsekwencją agresji militarnej Rosji na Ukrainę. Z drugiej strony nie powinny bagatelizować ryzyka dodatkowego podbijania dynamiki cen i zwiększania nierównowagi w bilansie płatniczym. Biorąc pod uwagę sytuację inflacyjną, nie wydaje się, żeby Tarcza Antyinflacyjna miała być szybko i skokowo wygaszana, co też powinno w średnim terminie oddziaływać w kierunku niższej inflacji.

Synteza

W horyzoncie prognozy nadal spodziewamy się umocnienia złotego, jednak rewidujemy naszą prognozę dla EUR/PLN w górę – do 4,60 na koniec br. i 4,50 na koniec 2023 r. W tym kontekście istotne znaczenie mają:

– niekorzystna sytuacja zewnętrzna, pogorszenie sytuacji w bilansie płatniczym;
– nadmiernie ekspansywna polityka fiskalna w dobie bardzo wysokiej inflacji;
– zmiana podejścia NBP, który sygnalizuje zbliżanie się do końca cyklu zacieśniania i nie wydaje się mocno przejmować słabością złotego.

Na naszą prognozę dla złotego wpływa też ostatnia rewizja w dół prognozy dla pary EUR/USD.

Niepewność i ryzyka dla perspektyw

Kluczowym czynnikiem ryzyka dla perspektyw złotego, przynajmniej w krótkim terminie, wydaje się kwestia bezpieczeństwa energetycznego w Europie. Istotne znaczenie będą miały również dalsze kroki Narodowego Banku Polskiego i rządu oraz rozwój wydarzeń na rynkach, szczególnie surowcowych. Niepewność w zakresie szeregu kwestii istotnych dla kształtowania się kursu złotego w przyszłości jest podwyższona.

EUR/PLN USD/PLN
Q3-2022 4,65 4,47
E-2022 4,60 4,30
Q1-2023 4,55 4,17
Q2-2023 4,53 4,08
E-2023 4,50 3,98

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Informacje o PAM, o których chciałeś wiedzieć

Szukasz narzędzia, które pozwoli Ci w prosty i bezpieczny sposób przechowywać poświadczenia użytkowników? Rozwiązaniem jest system klasy PAM, który ułatwia kontrolowanie środowiska pracy, zapewniając większy nadzór nad przepływem danych i newralgicznych informacji.

Czym jest PAM?

PAM jest nowoczesnym systemem, ułatwiającym kontrolowanie czynności, wykonywanych przez użytkowników i pracowników. Użytkownicy ci mają nadawane uprawnienia (tzw. dostęp uprzywilejowany, który otrzymuje np. administrator), dzięki czemu dużo łatwiej jest stworzyć bezpieczne środowisko pracy. Jego głównym zadaniem jest monitowanie działań i zadań podnajmowanych przez użytkowników, a także nadzorowanie dostępami i uprawnieniami, które nadano systemom i kontom w infrastrukturze. Można więc uznać, że PAM jest uzupełnieniem innych, stosowanych wewnątrz przedsiębiorstw, rozwiązań – takich, jak np. systemy antywirusowe. Z tego też względu systemy PAM często rekomenduje się przedsiębiorstwom, w którym to dochodzi do naruszeń bezpieczeństwa – np. z powodu ignorowania zasad, panujących wewnątrz firmy.

Dzięki PAM zwiększasz poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie kontrolując udostępnione uprawnienia. Wszystko to dzięki skuteczności i transparentności całego systemu. 

Co daje Ci PAM?

Wśród szeregu możliwości i funkcjonalności systemu, wyróżnia się np. możliwość używania hasła tylko przez jednego użytkownika – i to wyłącznie w określonym czasie. Dzięki temu zmniejszasz ryzyko, wydostawania się ważnych danych, do których dostęp miał np. były już pracownik. Dodatkowo system umożliwia monitorowanie sesji, które łączą użytkownika z tzw. urządzeniem docelowym. W ten sposób wiesz, czy podejmowane zachowania są zgodne z wytycznymi i narzuconymi standardami. 

Stosując PAM zyskujesz więc m.in.:

 

  • Sprawny proces zmieniania i nadawania haseł użytkownikom, 
  • Bezpieczną formę kontrolowania przepływu ważnych danych,
  • Transparentne uwierzytelnienie, bez konieczności przesyłania, pokazywania czy udostępnienia fizycznych haseł,
  • Analizę behawioralną, podczas to której możliwe jest „wyłapywanie” niecodziennych zachowań, które mogłyby sugerować próbę naruszenia danych, 

 

  • Filtry komend i monitoring działań, 
  • Możliwość nagrywania sesji, a następnie jej odtwarzanie w celu przeanalizowania zachowań i działań użytkownika. 

Moduły dodatkowe

Warto nadmienić, że do tak rozbudowanej funkcjonalności można dokupić moduły, dzięki którym zyskasz jeszcze więcej możliwości. W tej roli doskonale sprawdzi się oferta od Senhasegury, która udostępnia aż sześć modułów dodatkowych – stworzonych z myślą o różnych potrzebach i oczekiwaniach biznesowych. 

Kilka z nich przedstawiamy poniżej:

Moduł: Zarządzanie cyfrowymi certyfikatami. 

Dzięki niemu użytkownik nadzoruje i sprawdza certyfikaty, analizując przy tym ich status. W ten sposób możliwe jest reagowanie na np. wygasający certyfikat.

Moduł umożliwia automatyczne zarządzenie cyklem certyfikatów, minimalizując ryzyko wpadek, związanych z ich aktualizowaniem. 

Moduł: PEDM

Czyli zarządzenie i ochrona stacji roboczych, podczas to których możliwe jest kontrolowanie przywilejów. Wszystko po to, aby sprawniej uruchomić zadania, które wymagają uprawnień administracyjnych. Co ważne – osoba, która zarządzą tą siecią ma dostęp do danych i może nadzorować środowisko pracy – tj. identyfikować naruszenia lub analizować podejrzane zachowania, które rejestruje się w formie logów lub video.  

Więcej o dostępnych modułach dowiesz się na stronie Senhasegura.

Koszty hamują tempo wzrostu w sektorze biurowym

Niewielka nowa podaż powierzchni biurowej, która była o 42% niższa niż w analogicznym okresie 2021 roku w połączeniu z wysokim popytem ze strony najemców wpłynęły na dalszy spadek współczynnika pustostanów. W sektorze biurowym coraz wyraźniej widoczne są konsekwencje niepewności odnośnie kosztów budowy i rosnących kosztów finansowania inwestycji, co znacząco wpływa na decyzje deweloperów.

W II kwartale 2022 roku do użytku oddano jedynie nieco ponad 35 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach dwóch projektów (Intaco Prime oraz SKYSAWA B). Biorąc pod uwagę pierwsze półrocze, stołeczny rynek biurowy zyskał zaledwie 129 000 m kw. nowej powierzchni, a na koniec czerwca 2022 roku zasoby biurowe w Warszawie przekroczyły 6,27 mln m kw.

„Należy zauważyć, że to już kolejny kwartał z niską nową podażą w Warszawie. Co więcej wolumen realizowanej obecnie w stolicy powierzchni biurowej jest najniższy od dekady. Inwestorzy coraz częściej wstrzymują się z rozpoczynaniem nowych budów. Na koniec czerwca 2022 roku na etapie realizacji zidentyfikowano jedynie nieco ponad 251 000 m kw. powierzchni biurowej. Warto tutaj podkreślić, że jest to wynik niemal trzykrotnie niższy niż średnia podaż w budowie notowana w ciągu ostatnich pięciu lat. Spadkowy trend w ilości realizowanej powierzchni i wstrzymywanie rozpoczynania kolejnych budów mogą w przyszłości prowadzić do powstania luki podażowej na warszawskim rynku biurowym,” – komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale Badań Rynku Knight Frank.

Do końca 2022 roku planowane jest oddanie do użytku tylko ok. 45% powierzchni obecnie realizowanej (112 000 m kw.), zaś pozostała część ma zostać dostarczona na rynek w latach 2023-2024. Ponad 60% podaży w budowie jest realizowana w lokalizacjach centralnych, gdzie największymi projektami są Varso Tower (69 000 m kw., HB Reavis) oraz The Bridge (46 800 m kw., Ghelamco), których oddanie zaplanowane jest odpowiednio na lipiec 2022 i koniec 2024 roku.

„Jeszcze nie tak dawne obawy o rezygnacji z biur w związku ze zmianą modeli pracy, nie mają odzwierciedlenia w decyzjach najemców. Wyniki sektora biurowego w tym ujęciu są bardzo optymistyczne. Wolumen popytu od początku 2022 roku wyniósł blisko 480 000 m kw. i był wyższy o ponad 92% w porównaniu do I połowy 2021 roku. Miniony kwartał z umowami zawartymi na ponad 212 000 m kw. również oznacza wzrost zainteresowania o ponad 53% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku.,” – dodaje Izabela Dąbrowska, Associate Director w dziale Reprezentacji Najemcy Knight Frank.

Aktualnie najemcy najchętniej decydują się na wybór biura w strefie centralnej. W I połowie 2022 roku blisko 72%  wynajętej powierzchni przypadło na strefy centralne, a kolejne miejsca, ze znacznie niższymi wynikami zajęły Służewiec (10%) oraz Aleje Jerozolimskie (8%).

Niemal połowę popytu przypadającego na sześć pierwszych miesięcy roku stanowiły nowe umowy najmu (ponad 48%), w tym 31% powierzchni przypadło na umowy typu pre-let. Transakcje oparte na renegocjacjach stanowiły 36,5%, a ekspansje nieco ponad 10,5%.

Niewielka nowa podaż oraz wysoki wolumen podpisanych umów spowodowały spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec czerwca 2022 roku kształtował się na poziomie 11,9%. W ofercie znajdowało się około 780 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej dostępnej od ręki. W porównaniu z końcem I kw. 2022 roku współczynnik pustostanów obniżył się o 0,3 pp. (spadek o 0,6 pp. r/r).

Wywoławcze stawki czynszu w Centralnym Obszarze Biznesu, w najlepszych budynkach biurowych kształtowały się na poziomie 20-25 EUR m kw. miesięcznie, w pozostałych lokalizacjach centralnych od 15 do 24 EUR m kw. miesięcznie. Poza centrum czynsze wyjściowe wynosiły od 10 do 16 EUR m kw. miesięcznie.

„Należy jednak podkreślić, że stabilność stawek czynszu dotyczy budynków istniejących. Natomiast projekty w budowie, których oddanie do użytkowania zaplanowane jest w najbliższych latach mogą być wyższe niż aktualne stawki wywoławcze. Będzie to ściśle związane z rosnącymi kosztami budowy, a więc wzrostem cen materiałów budowalnych i kosztów pracy, a także wzrostem kosztów obsługi kredytów budowalnych. Dodatkowo, wyraźnie zauważalny jest wzrost stawek eksploatacyjnych, z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów,” – dodaje Katarzyna Bojar.

Już w lipcu kolejne zmiany dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców

Zgodnie z zapowiedziami, mamy kolejne zmiany, które wejdą w życie wraz z zaplanowaną na 15 lipca br. nowelizacją specustawy dotyczącą pomocy Obywatelom Ukrainy. Co się zmieni dla pracodawców zatrudniających pracowników z Ukrainy i pozostałych 5 „uprzywilejowanych państw”? Warto się z nimi zapoznać, bo urzędy już zapowiadają masowe kontrole.

Najwięcej zmian przewidzianych jest w tzw. Powiadomieniach o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy, które zostały wprowadzone specustawą. Obowiązują one tylko dla obywateli Ukrainy, którzy przyjechali do Polski. Powiadomienia składane są przez pracodawców w Powiatowych Urzędach Pracy i ważne do 24 sierpnia 2023. Wprowadzenie Powiadomień miało ułatwić i przyspieszyć zatrudnienie uchodźców z Ukrainy – pracodawca chcący zatrudnić pracownika z Ukrainy nie musiał starać się o pozyskanie Oświadczenia o powierzeniu pracy, ani wnosić opłat urzędowych.

WIĘCEJ DANYCH

Poza ogólnymi informacjami, jakie były wymagane do tej pory w Powiadomieniach (np. miejsce wykonywania pracy, czy PKD zawodu), pracodawca będzie musiał teraz zawrzeć następujące informacje:

  • Godzinową lub miesięczną stawkę wynagrodzenia, jakie będzie otrzymywał cudzoziemiec
  • Wymiar czasu pracy lub
  • Liczbę godzin pracy w tygodniu lub w miesiącu

Informacje te obowiązywały do tej pory w tzw. Oświadczeniach o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, które pozwalają na zatrudnienia obywateli 6 państw (Ukraina, Białoruś, Gruzja, Mołdawia, Armenia, Rosja) na podstawie uproszczonej procedury.

Dodatkowo, zgodnie z nowelizacją, pracodawca będzie zobowiązany do podania liczby osób, które są zatrudnione zarówno na umowie o pracę, jak i na umowie cywilnoprawnej, według stanu na 23 lutego 2022, a także na dzień złożenia Powiadomienia.

– Nowelizacja nakłada nowe obowiązki na pracodawców, ale zakładam, że intencją ustawodawcy było równe traktowanie wszystkich pracowników i zapobieganie nadużyciom, takim jak np. zaniżanie wynagrodzenia czy zatrudnianie na mniej niż pół etatu. Urząd pracy powierzając pracę na Oświadczeniu, bada czy np. na danym stanowisku to wynagrodzenie jest adekwatne i nie wyda oświadczenia, jeżeli ta stawka będzie za niska. komentuje Daniel Sola, Dyrektor ds. Projektów Międzynarodowych agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Na wysłanie Powiadomienia do Powiatowego Urzędu Pracy nadal jest 14 dni, tak jak to miało miejsce do tej pory. Pracodawcy mają możliwość złożenia zaległych powiadomień, których nie udało się złożyć w okresie od 24 lutego do 31 czerwca br. Przewidziany czas na złożenie takich powiadomień do Urzędów Pracy jest ustalony do 14 lipca br. Pracodawcy, którzy jeszcze nie dopełnili tego obowiązku powinni jak najszybciej to zrobić, bo urzędy już zapowiadają masowe kontrole. Co więcej, po 14 lipca br., pracodawcy nie będą mogli zgłosić na podstawie Powiadomienia zatrudnionego wcześniej pracownika.

ROSNĄ OPŁATY URZĘDOWE

Kolejna zmiana, którą wprowadza nowelizacja ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców dotyczy Oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Już od 12 lipca br., wysokość opłaty za Oświadczenie będzie wynosiła 100 zł. Do tej pory pracodawca był zobowiązany do zapłaty 30 zł za Oświadczenie, które składał chcąc zatrudnić obywateli z Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Armenii czy Rosji. Skąd tak duża podwyżka?

Aż 85 proc. Oświadczeń o powierzeniu pracy składanych do Urzędów Pracy dotyczyło zatrudnienia obywateli Ukrainy. Specustawa dotycząca pomocy Obywatelom Ukrainy wprowadziła możliwość zatrudniania uchodźców z Ukrainy na podstawie Powiadomienia, które nie wiąże się z żadnymi opłatami urzędowymi, a pozwala na zatrudnienie obywatela Ukrainy na 18 miesięcy. Spadła więc znaczne liczba składanych Oświadczeń o pracę dla obywateli Ukrainy. wyjaśnia Daniel Sola.

Dla urzędów wiąże się to ze znacznym spadkiem przychodów z opłat, bowiem nowelizacja ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców, która weszła w życie w styczniu 2022 r. wydłużyła możliwość pracy cudzoziemców na jednym Oświadczeniu z pół roku do 2 lat. Po tym okresie, pracodawca może złożyć kolejne Oświadczenie, bez wcześniej obowiązującego półrocznego okresu karencji. Oznacza to w praktyce, że pracodawcy nie będą już raczej składać wniosków o Zezwolenie na pracę dla obywateli Ukrainy (przed nowelizacją stanowiły one 80 proc. wszystkich wniosków). Do tego specustawa, która weszła w życie 12 marca br., pozwala na zatrudnianie obywateli z Ukrainy na podstawie Powiadomienia, co praktycznie ogranicza też liczbę składanych Oświadczeń, które również były płatne.

DALSZE ZMIANY NA HORYZONCIE

W niedalekiej przyszłości czekają nas prawdopodobne kolejne zmiany. Na III kwartał 2022 r. przewidziane jest przyjęcie projektu nowej ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców. Głównymi założeniami projektu mają być m.in.:

  • Zniesienie obowiązku przeprowadzania tzw. testu rynku pracy.
  • Wprowadzenie regulacji dotyczących zasad elektronicznej obsługi procesów związanych
    z zatrudnieniem cudzoziemców.

Test rynku pracy, tzw. informacja Starosty, stanowi załącznik do wniosku o Zezwolenie na pracę dla pozostałych cudzoziemców (spoza 6 „uprzywilejowanych” państw, krajów UE i Strefy Schengen), którzy nie mogą zostać zatrudnieni na podstawie Oświadczeń o powierzeniu pracy. Po rozeznaniu czy w regionie nie ma rodzimych specjalistów gotowych podjąć pracę, Starosta wydaje zgodę na zatrudnienie cudzoziemca.

Zniesienie testu rynku pracy byłoby dużym ułatwieniem dla pracodawców, bo wiązałoby się ze znaczącym skróceniem czasu oczekiwania na zezwolenie. Test rynku pracy może trwać około 4 tygodni, a dopiero po teście rynku pracy i zgodzie Starosty można składać wniosek o Zezwolenie na pracę dla innych cudzoziemców. W tym momencie, w zależności od województwa, na wydanie Zezwolenia na pracę czeka się od 1 do nawet 5 miesięcy.mówi Daniel Sola z agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Kolejna planowana zmiana – wprowadzenie regulacji dotyczących zasad elektronicznej obsługi procesów związanych z zatrudnieniem cudzoziemców – pozwoliłaby na efektywniejsze i szybsze załatwianie postępowań administracyjnych. W tej chwili, tylko pracodawcy mogą wszystkie dokumenty związane z zatrudnieniem cudzoziemca składać do urzędu w formie elektronicznej. Planowana nowelizacja dałaby również taką możliwość cudzoziemcowi. Skróci to czas oczekiwania na zezwolenie na pobyt.  Obecnie cudzoziemcy mogą składać dokumenty do urzędu drogą pocztową lub osobiście w urzędzie.

WSA uchyla karę nałożoną na przedsiębiorcę. Skarbówka musi przestrzegać Konstytucji Biznesu

Nałożenie kary pieniężnej na podstawie ustawy o SENT wymaga uprzedniego zbadania przez Organ, czy w sprawie nie zachodzą okoliczności uzasadniające odstąpienie od nałożenia kary z uwagi na wystąpienie przesłanki interesu publicznego.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach wyrokami z dnia 13 lipca 2022 roku o sygn. III SA/Gl 339/22 oraz III SA/Gl 345/22 uchylił w całości decyzje wymierzające przedsiębiorcy karę pieniężną za błędne uzupełnienie zgłoszenia SENT.

Naczelnik Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Katowicach wymierzył Przedsiębiorcy karę pieniężną w wysokości 20 000 złotych jako podmiotowi wysyłającemu transport drogowy przewożący olej opałowy w związku z błędnym wypełnieniem zgłoszenia SENT, ponieważ stanowiło to naruszenie obowiązku wynikającego z przepisów ustawy o SENT.

Zdaniem Rzecznika w sprawie doszło do naruszenia przez Organ art. 21 ust. 3 ustawy o SENT, zgodnie z którym Organ może odstąpić od nałożenia kary pieniężnej z urzędu w przypadku uzasadnionym interesem publicznym. W ocenie Rzecznika przesłanka wystąpienia interesu publicznego powinna być wykładana z uwzględnieniem zasady proporcjonalności, wskazanej w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

WSA w Gliwicach uchylił decyzje Organu I i II instancji.W ustnym uzasadnieniu wyroku WSA w Gliwicach podzielił argumentację przedstawioną przez Rzecznika oraz Przedsiębiorcę. Sąd wskazał, że przesłanka wystąpienia interesu publicznego, wskazana w art. 21 ust. 3 ustawy o SENT, nie została zbadana przez organy podatkowe w sposób dostateczny. Ponownie rozpatrując sprawę Organ winien przeanalizować, czy działanie Przedsiębiorcy skutkowało uszczupleniem dochodów publicznych, czy miało charakter celowy oraz ocenić je w kontekście czasu i zakresu dotychczaowego prowadzenia działalności gospodarczej.

W okolicznościach tej sprawy nałożenie na Przedsiębiorcę kary pieniężnej stanowiło działanie nieproporcjonalne w stosunku do popełnionego uchybienia i naruszało przepisy ustawy o SENT. Organy niezasadnie dokonały zawężającej wykładni przesłanki interesu publicznego. Takie działanie organów podatkowych narusza wyrażone w Konstytucji Biznesu, zasadę zaufania oraz zasadę prawdy obiektywnej – powiedział Adam Abramowicz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.