Kurs EUR/USD droczy się z parytetem

Najniższy dziś osiągnięty do godz. 9:30 poziom kursu EUR/USD to 1,0004. Ostatni raz kurs tej pary był tak nisko w grudniu 2002 roku. Amerykański dolar ustanawiał dziś swe wieloletnie lub historyczne maksima również w stosunku do wielu innych walut w tym wobec polskiego złotego. Kurs USD/PLN po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 4,8.
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wrócił poniżej poziomu 20000 USD (-2,75 proc. ok. 9:30).

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji korygowały wczoraj wzrosty z poprzednich kilku sesji (S&P 500 -1,15 proc., DJIA -0,52 proc., Nasdaq Composite -2,26 proc.). Ten spadek kontynuowały dziś rano kontrakty na S&P 500 (-0,73 proc. ok. 9:30).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii najsilniej spadał dziś tajwański TAIEX (-2,72 proc.), który zamknął się dziś na najniższym poziomie od końca 2020 roku. Pozostałe giełdy regionu również w większości były słabe (japoński Nikkei 225 -1,77 proc.). Tej tendencji próbował się przeciwstawić filipiński PSEi (+0,91 proc.).

Spadkami rozpoczęła się wtorkowa sesja również na giełdach europejskich (DAX -1,12 proc., CAC 40 –0,8 proc. ok. 9:40).

WIG-20 spadł we wtorkowy poranek ponownie poniżej poziomu 1700 pkt. (-1,45 proc. ok. 9:40). Ok. 3,5 proc. tracił dziś rano WIG-Górnictwo (KGHM -4,22 proc.). Najniżej od ponad roku była dziś rano cena akcji ING Bank Śląski.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych spadała dziś rano utrzymując się poniżej poziomu 3 proc. i poniżej poziomu rentowności 2-latek rządu USA („inwersja” krzywej rentowności).

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE spadały dziś rano o ok. 2 proc., ale utrzymywały się powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę. Poza złotem, którego cena była stabilna taniały dziś metale szlachetne oraz miedź).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ryzyko inflacyjne w Polsce jest bardzo duże

Inflacja w Polsce wynika przynajmniej z trzech czynników. Po pierwsze z bardzo pro-inflacyjnej polityki budżetowej prowadzonej przed pandemią. Ta polityka sprowadzała się do uruchamiania licznych programów zwiększających dochody do dyspozycji konsumentów. W bardzo szybkim tempie kreowało to nierównowagę w gospodarce. Dodatkowo notowano niewystarczająco mocne inwestycje – więc gospodarka nie była w stanie przygotowywać się na różne szoki: cenowe, podażowe, transportowe, surowcowe i inne. Dlatego w pandemię COVID oraz czas wojny Polska weszła z gospodarką nierównowagi, posiadającą już prawie 5% inflację. Te dwa zewnętrzne szoki w postaci pandemii i wojny są dodatkowym ryzykiem inflacyjnym – ale nie jedynym.

– W naszych warunkach ryzyka inflacyjne materializują się i generują dwukrotnie większą inflację niż w krajach rozwiniętych. Gdzie to widać? Na rynkach finansowych. Dzisiaj koszt, po jakim polski rząd pożycza pieniądze na rynku, znacząco przewyższa koszt pożyczek na przykład rządu niemieckiego. Ta różnica jest największa od 20 lat – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dzieje się tak właśnie dlatego, że niezależne rynki finansowe głosujące swoimi decyzjami oceniają, że ryzyko inflacyjne w Polsce jest nieproporcjonalnie większe niż w gospodarkach rozwiniętych. Wynika to z tego, że mieliśmy wysoką inflację przed pandemią i wojną – ale również z tego, że obecnie nasza polityka antyinflacyjna jest krótkowzroczna. Nasz bank centralny próbuje walczyć z inflacją – ale większość jego działań jest kompensowane przez bardzo nadmiernie hojną politykę budżetową. Rynki finansowe oceniają ryzyko inflacyjne w Polsce jako bardzo duże, a porównując koszt pieniądza do Niemiec – istotnie przewyższa on koszt pieniądza w Polsce – ocenia Benecki.

Musk rezygnuje z kupna Twittera

W piątek rynki finansowe obiegła informacja o tym, iż Elon Musk oficjalnie wycofał się z transakcji kupna Twittera. Pytanie, czy jest to jego ostateczna decyzja, czy jedynie możliwa gra nastawiona na obniżenie ceny transakcji, pozostaje, przynajmniej na razie, otwarte. By inwestorzy mogli odpowiedzieć sobie sami na to pytanie i na tej podstawie ewentualnie podjąć stosowną decyzję, warto poznać kulisy jednej z najbardziej medialnych transakcji ostatnich miesięcy. Zaczęło się jak zwykle, niewinnie…

Elon “Twitter” Musk

4 kwietnia br. przywitał inwestorów zza oceanu euforią na akcjach Twittera, które w notowaniach przedsesyjnych rosły o niemal 28%. Powodem była informacja o zakupieniu znacznego pakietu akcji spółki przez ekscentrycznego miliardera, przez niektórych nazywanego również wizjonerem, Elona Muska. Po transakcji Musk był w posiadaniu 9,2% akcji spółki, czyli, według danych Bloomberga pakietu czterokrotnie większego niż 2,25%, którymi dysponował założyciel Twittera, Jack Dorsey. Ówczesna wartość pakietu akcji Twittera będącego w posiadaniu Muska wynosiła 2,89 mld USD. Rynek spekulował, że transakcja może być jedynie preludium do przejęcia całej platformy. Jak się później okazało, miał rację. Było tylko jedno “ale” …

“Boty niezgody”

W połowie kwietnia Elon Musk złożył ofertę wykupu wszystkich akcji Twittera po cenie 54,2 USD za sztukę. W efekcie transakcja opiewała na kwotę  44 mld USD. Zarząd Twittera pierwotnie odebrał to działanie jako próbę wrogiego przejęcia, jednak udało się osiągnąć porozumienie i 25 kwietnia zawarto ostateczną umowę z zarządem na zakup Twittera. Pod koniec kwietnia pojawiły się doniesienia prasowe, zgodnie z którymi Musk chce wprowadzić opłaty za korzystanie z platformy bez reklam. Deklarował również chęć przywrócenia konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, które zostało zablokowane po wyborach z jesieni 2020 r. Jak się później okazało, coś zupełnie innego doprowadziło do fiaska jednej z najgłośniejszych transakcji na rynku M&A.  Musk widział w platformie społecznościowej ogromny potencjał, który można odblokować jeżeli uda się pokonać boty spamujące. I to właśnie ten czynnik okazał się kością (a raczej botem) niezgody.

Decydujące 5%

Elon Musk oczekiwał dowodów na to, że boty na Twitterze stanowią poniżej 5% wszystkich kont. Jego zdaniem większa liczba “fejkowych” kont wpływa na znaczne zmniejszenie rentowności spółki, co w konsekwencji wpływa na zmniejszenie jej wartości. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało nadejść 8 lipca br. W piątek szef Tesli poinformował świat o wycofaniu się z transakcji przejęcia Twittera, jako powód podając niedotrzymanie zobowiązań z umowy, zgodnie z którymi spółka nie podała wymaganych informacji o liczbie nieautentycznych kont i spamu.

Małżeństwo z przymusu

Zarząd Twittera nie pozostawił tej informacji bez echa. Bret Taylor, prezes zarządu Twittera  wystosował komunikat, zgodnie z którym prowadzona przez niego spółka zamierza wejść na drogę sądową z Muskiem w celu zmuszenia go do wywiązania się z warunków umowy i przejęcia Twittera. Elon Musk, na Twitterze (sic!) skomentował to oświadczenie w swoim stylu – wrzucając wymowną grafikę/mem:

Musk rezygnuje z kupna Twittera
Źródło: Twitter.com/elonmusk/status/1546344529460174849
Wykres notowań akcji Twitter, interwał D1. Źródło: xStation 5
Wykres notowań akcji Twitter, interwał D1. Źródło: xStation 5

Obawy przed recesją ściągają w dół europejskie waluty

Rynkowe obawy o recesję koncentrują się w Europie. Nie jest to dobra wiadomość dla notowań EUR/USD, które od parytetu dzieli zaledwie 1%. Jest to również zła wiadomość dla złotego, który w parze z dolarem amerykańskim jest najsłabszy w historii. W kolejnych dniach rynek powinien pozostać wrażliwy na informacje z gazowego frontu oraz dotyczące amerykańskiej inflacji.

Rosnące obawy o kruchość dostaw gazu do Europy w zestawieniu z dobrymi informacjami z amerykańskiego rynku pracy powodują, że obawy o recesję są bardziej widoczne na Starym Kontynencie. W konsekwencji gorzej radzą sobie waluty europejskie – euro zakończyło tydzień ponad 2% niżej w relacji do dolara amerykańskiego. Ani rezygnacja premiera Wielkiej Brytanii, Borisa Johnsona, ani morderstwo byłego japońskiego szefa rządu, Shinzo Abe, zdawały się nie mieć istotnego bezpośredniego wpływu na kursy odpowiednio funta brytyjskiego i jena. Brytyjskiej walucie  udało się zakończyć tydzień umocnieniem w parze z euro.

Kluczową daną makro ze świata będzie środowy odczyt CPI ze Stanów Zjednoczonych. Spodziewamy się, że pokaże on kolejny wzrost inflacji do najwyższych poziomów od dekad, jednak bazowa miara cen może nieco zelżeć. Oprócz tego tydzień nie będzie obfitował w istotne odczyty makro wobec czego informacje dotyczące sytuacji energetycznej Europy mogą mieć zwiększony wpływ na rynki.

PLN

Miniony tydzień przyniósł wyraźne osłabienie złotego – polska waluta była czwartą najgorzej radzącą sobie walutą na świecie. Kurs EUR/PLN w czwartek znalazł się najwyżej od marca br., a obecnie oscyluje blisko poziomu 4,80. Osłabienie złotego jest naturalne w kontekście obaw rynkowych i wpisuje się w ogólną słabość europejskich aktywów oraz szerzej – aktywów ryzykownych. Warto zwrócić uwagę, że na to osłabienie jedynie niewielki wpływ miała decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która wbrew oczekiwaniom podniosła stopy procentowe jedynie o 50 pb., spowalniając tempo zacieśnienia polityki pieniężnej.

W obliczu obaw o recesję w Polsce i bardziej gołębiego nastawienia NBP rynek zrewidował swoje oczekiwania dot. tempa zacieśniania polityki pieniężnej. Ostatnio są one bardzo zmienne, niemniej obecnie wyceny kontraktów terminowych zakładają, że w tym cyklu podwyżek stopy nie przebiją 7,5%. Niektórzy obserwatorzy spodziewają się, że lipcowa podwyżka stóp mogła być ostatnią. My zakładamy, że po wakacjach powinniśmy obserwować dalsze zacieśnianie, aczkolwiek kolejne kroki Rady – zgodnie z retoryką prezesa Glapińskiego – warunkowane są dynamiką inflacji. Niebagatelne znaczenie powinny mieć też perspektywy gospodarcze, które w obecnym kontekście są wyjątkowo niepewne.

Dostrzegamy, że perspektywy złotego w ostatnich tygodniach uległy wyraźnemu pogorszeniu. Zakładamy, że docelowo polska waluta jednak będzie w stanie odrobić przynajmniej część strat – obecnie rynek pozostaje w napięciu, które z natury rzeczy nie może być sytuacją permanentną.

EUR

Szerokie umocnienie dolara amerykańskiego i niepokoje związane z dostawami gazu do Europy Środkowej katalizowały spadek kursu EUR/USD do najniższego poziomu od dwóch dekad, tj. poniżej 1,01. Przełamanie ostatnich poziomów wsparcia zaostrzyło ruch, podobnie jak rosnące oczekiwania, że para osiągnie parytet, co z dnia na dzień wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.

Warto jednak mieć na uwadze, że waluta jest bardzo tania, a rynkowe pozycjonowanie jeszcze bardziej napięte. Obawy o dostępność gazu, powodujące przestoje produkcyjne w Europie Środkowej, sprawiają, że euro jest gorącym kartoflem, którego nikt nie chce trzymać, przynajmniej na razie. W tym tygodniu nie poznamy żadnych kluczowych informacji ze strefy euro, więc kluczowy będzie raport o inflacji CPI w USA. Stopniowo uwaga może przenosić się na posiedzenie EBC w przyszłym tygodniu.

USD

Kolejny mocny raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdza nasz pogląd, że w USA recesji nie widać. Miejsca pracy nadal są tworzone w znacznie szybszym tempie, niż następuje wzrost siły roboczej, bezrobocie utrzymuje się wyraźnie poniżej 4%, a liczba otwartych wakatów przewyższa liczbę osób szukających pracy. Nie jest to obraz recesyjny.

Rynki ponownie wyceniają duże prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych o 75 pb. na lipcowym posiedzeniu Fedu. Kluczowym punktem na drodze do kolejnej podwyżki jest tegotygodniowy raport o inflacji. Naszym zdaniem istotniejszy od głównego indeksu CPI będzie więcej mówiący indeks bazowy. Inne raporty o dynamice cen (np. PCE) pokazywały oznaki stabilizacji. Niższa od oczekiwań inflacja bazowa mogłoby sprowadzić rynek z powrotem w stronę wyceniania podwyżki stóp o 50 pb. To, biorąc pod uwagę napięte pozycjonowanie, mogłoby doprowadzić do – wyłamującej się z ostatniego trendu wzrostowego – wyprzedaży amerykańskiej waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Inflacja, recesja i stagflacja. Złoto ma silne podstawy do wzrostów

Mamy już wysoką inflację, wchodzimy w recesję, a jedno w połączeniu z drugim daje stagflację. Globalne perspektywy nie wskazują, byśmy w najbliższym czasie uporali się z narastającymi problemami. Pomimo średnioterminowych spadków, z punktu widzenia fundamentów złoto ma silne podstawy do wzrostów.

W ubiegły czwartek Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe. Główna stopa poszła w górę o 50 punktów bazowych, do poziomu 6,5 proc. Była to niższa podwyżka niż szacował rynek, ale prawdopodobnie nie ostatnia. Mniejsza od oczekiwanej podwyżka może zdradzać rosnące obawy o recesję. Przeczy to słowom Adama Glapińskiego sprzed dwóch tygodni, że obawy o stagflację są przesadzone.

Z prognoz ekonomistów PKO BP wynika, że szczyt inflacji przypadnie na koniec III kwartału i znajdzie się ona na poziomie 16,-16,5 proc. Do tego czasu stopy procentowe prawdopodobnie osiągną poziom 7,5 proc.

Złoto ma silne podstawy do wzrostów

W obliczu dużej zmienności i niepewności oraz sygnałów recesyjnych, dolar amerykański wciąż umacnia się, osłabiając złoto. Cena złota w dolarze amerykańskim w ubiegłym tygodniu zanotowała spory spadek, kontynuując średnioterminowy trend spadkowy zapoczątkowany w marcu. W polskiej walucie złoto drożeje, co świadczy jednak o dużej słabości złotówki.

Globalne perspektywy nie wskazują, byśmy w najbliższym czasie uporali się z narastającymi problemami. Pomimo średnioterminowych spadków, z punktu widzenia fundamentów złoto ma silne podstawy do wzrostów. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na banki centralne – w maju Niemcy sprzedali 2,4 tony złota, za to wśród kupujących znalazła się Turcja, Uzbekistan, Kazachstan, Katar i Indie. Podobnie sprawa miała się w kwietniu.

Michał Tekliński – dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Czy elektrownie jądrowe na Ukrainie są bezpieczne?

Proces integracji Ukrainy z Unią Europejską w energetyce nie został  zatrzymany przez atak Rosji. Został nawet przyspieszony. Ukraina zsynchronizowała kryzysowo sieć elektroenergetyczną z Unią Europejską, od 2015 roku sprowadza gaz z terytorium Unii Europejskiej i nie potrzebuje kontraktu z rosyjskim Gazpromem. A więc już teraz na swój sposób Ukraina jest w Unii Europejskiej w sektorze energii oraz gazu ziemnego. Natomiast stabilność dostaw wymaga, aby wojna na Ukrainie została zakończona. Dopiero wtedy będzie mógł rozwijać się swobodny handel energią i gazem między Unią Europejską a Ukrainą w trybie już nie kryzysowym. To są wspaniałe perspektywy dla firm z obu stron. Były one rozwijane jeszcze przed atakiem Rosji – ale w zależności od tego, jak skończy się wojna na Ukrainie, będą pokazywać się dalsze perspektywy współpracy.

– Normalny rozwój rynku musi poczekać na uspokojenie sytuacji. Nie wiemy, co dalej wydarzy się na Ukrainie – natomiast elementem odbudowy tego kraju będzie niezbywalna współpraca energetyczna wewnątrz Unii Europejskiej na rzecz Ukrainy – czyli kontynuacja tego, co robiliśmy od wielu lat, tylko może szybciej, na większą skalę – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – To jest perspektywa dla polskich firm, dla partnerstw polsko-ukraińskich, z korzyścią dla obu stron. Energetyka jądrowa na Ukrainie jest bezpieczna z punktu widzenia technologicznego, natomiast działania wojenne Rosji mogą w każdej chwili jej zagrozić – dlatego Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej wzywa do wprowadzenia niezależnych inspektorów do obiektów jądrowych na Ukrainie. Rosjanie się na to nie godzą. To kraj, z którym trudno rozmawiać, który jest nieprzewidywalny i w każdej chwili może nas zaskoczyć w nieoczekiwany sposób. Na szczęście póki co nie pojawiło się żadne zagrożenie radiologiczne na Ukrainie i oby tak pozostało – podsumowuje Jakóbik.

Zmiana na stanowisku prezesa zarządu JTI Polska

Z dniem 1 lipca 2022 r. Edoardo Voletti objął stanowisko prezesa zarządu JTI Polska, która jest częścią Japan Tobacco International, czołowej międzynarodowej firmy tytoniowej.

Edoardo Voletti rozpoczął karierę w JTI we Włoszech w 2001 r. Zaczynał w obszarze planowania finansowego, a następnie był odpowiedzialny za zarządzanie portfolio marek w dziale marketingu i sprzedaży we Francji. W 2016 r. został dyrektorem generalnym odpowiedzialnym za JTI w Grecji, na Cyprze i Malcie. Od 2019 r. zarządzał marką Winston w strukturach globalnych JTI.

Nowy prezes JTI Polska zastąpił Andrzeja Skubiszewskiego, który objął stanowisko dyrektora generalnego JTI we Francji.

„Niezmiernie cieszę się, że powierzono mi funkcję prezesa zarządu JTI Polska. Obecnie mamy 30 proc. udziałów w polskim rynku papierosów, co oznacza, że jesteśmy drugą największą firmą tytoniową w kraju i w ciągu ostatnich 5 lat podwoiliśmy nasze udziały.” – powiedział Edoardo Voletti.

Polska to także jeden z kluczowych krajów pod względem inwestycji dla Grupy JTI, których wartość przekroczyła 1 miliard dolarów.

„Jestem dumny, że będę pracował w kraju, który ma strategiczne znaczenie inwestycyjne dla JTI. Polska jest dziś naszym największym centrum produkcyjnym, skąd eksportujemy ponad 80 proc. wyrobów do blisko 70 krajów na świecie.” – dodał nowy prezes JTI Polska.

JTI zatrudnia w Polsce ok. 3 tys. osób, z czego ponad 2 tys. pracuje w nowoczesnych fabrykach w Starym Gostkowie w województwie łódzkim. W 2019 r. firma otworzyła w Warszawie Globalne Centrum Usług Biznesowych, które obsługuje JTI na całym świecie w obszarze finansów, kwestii prawnych, zarządzania zasobami ludzkimi, marketingu czy globalnego łańcucha dostaw.

Dolar wciąż króluje

Jeszcze na początku kwietnia, by wymienić jednego dolara na euro, trzeba było dopłacić 10 centów, dzisiaj do parytetu wymiany brakuje tylko jednego. W tym tempie w ciągu nadchodzących tygodni możemy być świadkami zrównania się obu walut.

Polska w opowieści prezesa NBP

Wszyscy chcielibyśmy żyć w kraju, o którym na piątkowej konferencji opowiadał prezes NBP Adam Glapiński. Okazuje się, że jak w piosence T.Love – “Jest super”. Uważnego obserwatora może co prawda trochę zastanowić, dlaczego skoro jest tak dobrze, to jest tak źle. Skoro mamy najlepszy zespół analityczny w NBP, to czemu zaczęliśmy tak późno podnosić stopy procentowe? Dla przyzwoitości trzeba przyznać, że narracja z oryginalnego pojęcia putinflacji skręca w stronę wzmocnienia inflacji przez wpływ wojny wywołanej przez Rosjan. Najważniejszy jednak był fragment o tym, że jeżeli po wakacjach inflacja zacznie spadać, to powoli rozpocznie się obniżka stóp procentowych. Co to oznacza dla rynku? Obecnie mówienie o obniżeniu stóp procentowych tylko obniża docelowe ich poziomy. W rezultacie wywołuje to osłabienie polskiej waluty.

Amerykański rynek pracy wciąż mocny

Piątkowe dane pokazały, że amerykański rynek pracy pomimo lekkiego wzrostu liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w ostatnich tygodniach nadal prezentuje się bardzo dobrze. Stopa bezrobocia pozostaje na poziomie zaledwie 3,6%. Wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wyniósł imponujące 372 tysiące i przekroczył oczekiwania o niemal 100 tysięcy. Jedynym problemem jest wzrost płac o 5,1%. To nadal o 0,1% więcej niż oczekiwania. Nie zmienia to faktu, że po uwzględnieniu inflacji jest to spadek płac. O tym jednak, że płace będą rosnąć wolniej niż inflacja, wiadomo było od dawna. Światełkiem w tunelu jest rosnąca ilość miejsc pracy. W pewnym momencie brak rąk do pracy może zwiększyć presję płacową. Dolar po tych danych pierwszy raz od 2002 roku spadł poniżej poziomu 1,01 dolara za euro.

Inflacja w Chinach

Są państwa na świecie, które mimo tego, że raportują nagły wzrost cen, budzą zazdrość obywateli innych. W naszej części świata z pewnością warto wymienić w tym kontekście Szwajcarię. Nawet w porównaniu z nią niesamowicie dobrze wypadają Chiny. Inflacja tam właśnie wyskoczyła do 2,5%. Tak mówimy o wskaźniku rocznym, a nie miesięcznym. Kraj ten przez pandemię nie zalał gospodarki nadmiernie tanim kredytem. Transfery pieniędzy nie naruszyły również zbytnio pewnej równowagi. Do tego bardzo restrykcyjne podejście do pandemii spowodowało, że zabrakło bodźców, by ceny mocno przyspieszyły.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

GfK: nastroje polskich konsumentów w górę, pomimo dwucyfrowej inflacji

Pomimo silnych zawirowań gospodarczych i utrzymującej się dwucyfrowej inflacji w czerwcu 2022 r. w Polsce nastąpiła poprawa wskaźnika nastrojów konsumenckich. Nasz kraj jest tym samym jednym z nielicznych przedstawicieli Unii Europejskiej, w którym nie widać załamania w zakresie postaw nabywców. W przypadku średniej unijnej wskaźnik systematycznie spada.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w czerwcu br. -13,1 i wzrósł o 2,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Dla porównania na terenie całej Unii średnia dla barometru wynosi już -24,1. Różnice w postawach nabywców jeszcze mocniej obrazuje fakt, że pół roku temu przeciętne nastroje unijne utrzymywały się na zdecydowanie wyższym poziomie niż nad Wisłą.GfK nastroje polskich konsumentów w górę, pomimo dwucyfrowej inflacji

Dane GfK wskazują, że rosną prawie wszystkie składniki Barometru, z czego najbardziej ocena obecnej sytuacji finansowej gospodarstwa.

W Polsce mierzymy się obecnie z bardzo wysoką inflacją, a w opinii wielu ekspertów to jeszcze nie koniec wzrostów. Mimo to wskaźniki dotyczące stanu finansów prywatnych rosną bardziej niż ocena gospodarki kraju. W jakieś mierze wynika to z podwyżek płac. Główny Urząd Statystyczny pokazuje je już od kilku miesięcy, ale duża część pracowników czeka także na coroczne podwyżki w połowie roku – standardowym terminie waloryzacji wynagrodzeń dla wielu firmmówi Barbara Lewicka, Senior Director GfK w Polsce. Ekspertka GfK zwraca również uwagę na ocenę przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju, która w relacji miesiąc do miesiąca rośnie mocniej niż ocena obecnej sytuacji (wzrost 2,3 vs.0,9 p.p.). – Społeczeństwo liczy na pozytywny efekt coraz bardziej zauważalnych wzrostów stóp procentowych. Ekonomiści od dawna wskazują, że ten proces służy wyhamowaniu inflacji i społeczeństwo w swoich ocenach pokazuje pewien kredyt zaufania, że uda się to osiągnąć w najbliższych miesiącach – dodaje Barbara Lewicka.

W czerwcu ujemne nastroje konsumenckie odnotowano w większości grup wiekowych. Najniższy wskaźnik (-23,8) – ze znaczną różnicą względem pozostałych – utrzymuje się w grupie osób, które ukończyły 60. rok życia. Najwyższy wynik dotyczy z kolei grupy 15-22 lata i wynosi on 7,2. Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.

W przypadku podziału na płeć wyraźnie gorsze nastroje notowane są w Polsce wśród kobiet. Czerwiec to kontynuacja tego trendu – wśród kobiet wskaźnik osiągnął -14,9, a wśród mężczyzn
-11,2.

Większe dysproporcje możemy zaobserwować w przypadku różnych poziomów wykształcenia. W czerwcu br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem zawodowym (-19,7) – po raz pierwszy od wielu miesięcy wynik tej grupy okazał się niższy od grupy osób z wyższym wykształceniem (-12,7 w czerwcu br.). Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom 0,4.

W czerwcu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 3-8 czerwca 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Co zmieni się w procedurach pogrzebowych? Zakończyły się konsultacje międzyresortowe ws projektu nowelizacji Prawa Pogrzebowego

Nowe Prawo Pogrzebowe znacząco zmieni sytuację branży funeralnej, przyczyniając się do podwyższenia jakości usług w tym obszarze. Upłynął właśnie termin konsultacji międzyresortowych dotyczących projektu tej ustawy. Może on teraz trafić prosto do sejmu, a przygotowanie nowelizacji Prawa Pogrzebowego na tym etapie dobiegło końca. Jej autorzy korzystali z przygotowanego wcześniej przez Polską Izbę Branży Pogrzebowej specjalnego raportu o stanie i jakości usług pogrzebowych w Polsce. Wnioski posłużyły im do zmiany dotychczasowych unormowań lub wprowadzenia nowych, odpowiadających obecnym wyzwaniom.

Do 4 lipca trwały konsultacje międzyresortowe związane z pracami nad ostatecznym kształtem projektu nowelizacji Prawa Pogrzebowego. Teraz trafi on do parlamentu, który zajmie się nim i prawdopodobnie jeszcze w tym roku znana będzie finalna postać tej ustawy.

– Nowe prawo pogrzebowe okazać się może nawet rewolucją dla naszej branży. Z pewnością efektem wprowadzenia nowych przepisów będzie znaczne podwyższenie jakości usług funeralnych – przewiduje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Przypomina, że przygotowania i prace nad zmianą ustawy pogrzebowej rozpoczęły się już kilka lat temu, dzięki zaangażowaniu m.in. Federacji Przedsiębiorców Polskich. Należy do niej Polska Izba Branży Pogrzebowej.

– Wspólnie stworzyliśmy specjalny raport o stanie i jakości usług funeralnych w Polsce, dzięki czemu na światło dzienne wyszły różnego rodzaju problemy, z jakimi boryka się branża pogrzebowa i, co zdaniem Izby, należałoby jak najszybciej zmienić – dodaje Robert Czyżak.

Wyraża przekonanie, że raport ten zawiera bardzo dużo szczegółowych uzasadnień i wyliczeń dotyczących całości wykonywanych usług, a jego konkluzje są wciąż aktualne. Ponadto wskazuje na liczne zaniedbania i rażące wręcz praktyki stosowane przez niektóre podmioty świadczące usługi pogrzebowe.

– Jesteśmy zadowoleni, że szereg naszych propozycji zostało uwzględnionych w powstałym projekcie ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych – zaznacza Robert Czyżak.

Należy niewątpliwie zaliczyć do nich takie zapisy:

  • Elektroniczna karta zgonu, która w znaczny sposób ułatwi i usprawni obieg dokumentów (rodziny zmarłych nie będą musiały wyczekiwać w szpitalach, przychodniach czy ośrodkach opiekuńczych na wystawienie papierowej wersji karty zgonu), eliminując tym samym osobiste stawiennictwo np. w szpitalu.
  • Regulacja zawodu przedsiębiorcy pogrzebowego, która określi, jakie warunki spełniać musi przedsiębiorca pogrzebowy, aby móc świadczyć dalej swoje usługi.
  • Doprecyzowanie, a właściwie dookreślenie, co to jest krematorium, gdzie może być zlokalizowane i jakie wymogi musi spełniać, aby móc świadczyć usługi kremacyjne.
  • Instytucja Koronera, która jest bardzo długo oczekiwaną zmianą i spowodować ma wytypowanie przez organy administracji samorządowej lekarza odpowiedzialnego za wystawianie kart zgonu (dzisiaj spotykamy się bowiem z sytuacją, kiedy na przyjazd karetki do zmarłego w celu stwierdzenia zgonu rodzina czeka od kilku do kilkunastu godzin).
  • Likwidacja obowiązku odprawy konsularnej dla osób zmarłych, których zwłoki będą przewożone do Polski (dzisiaj niejednokrotnie, aby uzyskać zgodę na wwiezienie do Polski trumny bądź urny, pracownicy firm pogrzebowych muszą pokonywać ogromne dystanse liczące nawet 1000 km, aby dostać się do naszej placówki konsularnej). Często zdarza się również, że w danym kraju nie ma ogóle polskiej placówki dyplomatycznej i trumna bądź urna muszą przebyć dodatkową podróż. Wiąże się to oczywiście z ogromnymi kosztami, które w konsekwencji musi ponieść rodzina osoby zmarłej.

Izba optuje też za znacznym sprofesjonalizowaniem usług funeralnych.

– Polska Izba Branży Pogrzebowej bardzo mocno naciska również na obowiązek odpowiedniego zatrudnienia w firmach pogrzebowych. Wszystko po to, aby rodziny osób zmarłych nie miały do czynienia z przypadkowymi osobami, które niejednokrotnie nie mają najmniejszego pojęcia o funkcjonowaniu i organizacji ceremonii pogrzebowej. Jest to niezmiernie potrzebna regulacja, która pozwoliłaby na lepsze i bardziej profesjonalne działanie przedsiębiorstw pogrzebowych – uważa prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Nowelizacja prawa pogrzebowego ma być pierwszą od blisko stu lat tak kompleksową zmianą przepisów dotyczących pochówków czy przechowywania i transportu zwłok. Prace nad nią prowadziła strona rządowa, wkrótce zaś projektem tym zajmą się posłowie, a następnie senatorowie.

To nie koniec podwyżek stóp procentowych. Spirala inflacyjna będzie się nakręcać

Mamy za sobą dziesięć podwyżek stóp procentowych. Jeżeli przekroczyliśmy połowę tej drogi to przed nami jeszcze jedna podwyżka lub dziewięć.

Prezes NBP po lipcowych podwyżkach stóp procentowych zadeklarował, że jeśli inflacja po wakacjach będzie słabnąć, to rozpocznie się koniec cyklu ich podwyższania. To wersja optymistyczna, niezbyt precyzyjnie określona warunkami, które musiałyby zostać spełnione. Rynek nie bardzo w nią wierzy.

RPP zdecydowała o podniesieniu stopy referencyjnej o 50 pb do poziomu 6,50%. Konsensus rynkowy zakładał podwyżkę o 75 pb, czyli do 6,75%. Stopa lombardowa wynosi obecnie 7,00%, depozytowa 6,00%, redyskonta weksli 6,55% oraz dyskontowa 6,60%. W odpowiedzi na decyzję RPP polski złoty osłabił się o 0,6% w stosunku do euro. “Gołębie” nastawienie RPP można tłumaczyć obawami o wystąpienie recesji, jednak stale rosnąca inflacja przekraczająca już 15% z dodatnią dynamiką wzrostu nie może być już traktowana jako “zjawisko przejściowe” – zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych i startu kampanii wyborczej.

– Jeżeli popatrzymy na decyzje RPP z ostatnich miesięcy, to są one niezbyt niezrozumiałe, ponieważ trudno znaleźć jakąś logiczną formułę, dlaczego podwyżki stóp wynoszą 50 pkt., gdy innym razem 100 pkt., albo 75 pkt. bazowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Brakuje spójności, bo choć mieliśmy ostatnio słabsze dane z gospodarki, to jednak mamy cały czas bardzo mocną inflację i presję na osłabienie złotego.

Decyzję RPP można uznać za zaskakującą także z tego względu, że sierpniowe posiedzenie Rady będzie „techniczne”, a więc teoretycznie bez decyzji dotyczącej stóp procentowych. Stąd przypuszczenia niektórych analityków, że lipcowa podwyżka mogła być wyższa i powinna wynieść 100 pb.

Warto też przypomnieć niedawną, bo czerwcową prognozę Komisji Europejskiej, z której wynika, że e 2023 r. w Europie najwyższa inflacja będzie właśnie w Polsce, Wyniesie średniorocznie 7,3%, gdy w strefie euro obniży się do 2,7%. Nie jest pewne czy KE uwzględniła potencjalne skutki obietnic składanych podczas kampanii wyborczych, bo przed nami wybory parlamentarne i samorządowe.

– Ja spodziewam się, ze inflacja w przyszłym roku spowolni w okolice 9% średniorocznie, ponieważ procentowy wzrost cen będzie w kolejnych miesiącach liczony od bardzo wysokiej bazy czyli z okresu, gdy ceny były już znacząco wyższe – dodaje P.Kwiecień. – To jest poziom, który RPP nie da komfortu, bo każda jej decyzja będzie miała wielu przeciwników.

Już obecnie Polska ma duże problemy z policy mix czyli z rozbieżnościami pomiędzy polityką pieniężną i fiskalną. Bo ile RPP podnosząc stopy chce zmniejszyć inflację, to rząd realizując dodatkowe wydatki i obiecując kolejne zwiększa ilość pieniądza na rynku. Przykładem tzw. czternasta emerytura, która będzie wypłacana pod koniec sierpnia, gdy tymczasem „podatek inflacyjny” będzie kosztował wielu więcej niż wynosi jedna emerytura.

– Rynek wycenia, że podwyżki stóp procentowych powinny dojść do poziomu 8%, dlatego jeszcze kilka podwyżek przed nami – komentuje ekspert XTB.

Dla konsumentów, którzy mają oszczędności nie pojawiają się dobre wiadomości. Realna stopa procentowa pozostanie ujemna, oczekiwania inflacyjne będą wysokie co oznacza godzenie się z rosnącymi cenami. Spirala wzrost cen-wzrost kosztów-wzrost wynagrodzeń-wzrost cen będzie się nakręcać.

Czerwiec przyniósł kolejny szok cenowy. Niektóre towary w sklepach rdr. zdrożały nawet o blisko 50 proc.

Analiza cen pochodzących z ofert blisko 40 tys. placówek handlowych wykazała, że w czerwcu podwyżki w sklepach wyniosły średnio 18% rdr. Fakt, że najmocniej zdrożały art. tłuszczowe i to o 37,2%, nie był zaskoczeniem. Ale po wielu miesiącach zmienił się lider wzrostów w tej grupie. Teraz nie olej, a masło bije cenami na głowę. Zdrożało aż o 48%. Do tego podrożały rdr. wszystkie monitorowane kategorie. Na 12 analizowanych 11 zanotowało dwucyfrowe wzrosty, co widać szczególnie w przypadku mięsa – 30,5%, używek – 24,6%, a także owoców – 23,6%. Tylko pieczywo podrożało o niecałe 9%. Komentujący dane eksperci nie są tym zaskoczeni. Zapowiadają, że z wysoką inflacją będziemy żyć jeszcze przez wiele miesięcy. I dodają, że szczyt podwyżek wciąż jeszcze mamy przed sobą.

Drożyzna nie zwalnia

W czerwcu br. ceny codziennych zakupów wzrosły o 18% rdr. To kolejny w tym roku dwucyfrowy wzrost. Tym razem zdrożała każda z 12 analizowanych kategorii. Tak wynika z najnowszej analizy, tj. „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych. Raport obejmuje wszystkie obecne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Łącznie przeanalizowano ponad 21 tys. cen, które pochodzą z ofert prawie 40 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych. Sprawdzono wyniki 50 najczęściej kupowanych przez Polaków artykułów.

– W czerwcowym odczycie inflacji widać już oddziaływanie wojny w Ukrainie. Efekty te materializują się głównie poprzez wysokie ceny nośników energii i zwiększenie awersji do ryzyka. To powoduje odpływ kapitału z Polski, deprecjację złotego oraz skokowy wzrost kosztów finansowania na rynku. Te czynniki, wraz z rozgrzanym, popandemicznym popytem, sprawiają, że wszystko w sklepach drożeje. Dodatkową presję na ceny towarów importowanych powodują kursy euro i dolara, które znajdują się już blisko historycznych szczytów – wyjaśnia dr Michał Pronobis z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W zeszłym miesiącu po raz kolejny w skali roku najbardziej podrożały art. tłuszczowe – średnio rdr. o 37,2%. Co ciekawe, tym razem w obrębie tej kategorii najbardziej zdrożało masło – o 48%. Wcześniej liderem podwyżek był olej, który ostatnio poszybował „tylko” o 30,2% rdr. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, w czerwcu wzrosły koszty utrzymania masła w świeżości. Ponadto polskim producentom zaczęło bardziej opłacać się eksportować ten produkt do krajów arabskich i Europy Zachodniej niż sprzedawać go w Polsce. Dlatego u nas ceny rosną.

– Z kolei Indonezja, największy producent oleju palmowego na świecie, stara się przyspieszyć eksport tego produktu, by pozbyć się nadmiernych zapasów. Przez to jego ceny spadają na światowych rynkach i tanieje rzepak. W Polsce jeszcze tego nie widać na półkach sklepowych, ale już można dostrzec pierwsze zmiany. Spadek cen olejów, również rzepakowego i sojowego, może doprowadzić do tymczasowego wyhamowania globalnej inflacji żywności. Olej palmowy znajduje się w setkach art. gospodarstwa domowego, począwszy od margaryny, przez słodycze, chipsy, żywność dla niemowląt, mydła, kosmetyki, po szampony włącznie. Jeżeli ww. produkty utrzymają obecną tendencję, to mamy realną szansę na zatrzymanie wzrostu cen, o ile nic negatywnego dodatkowo się nie wydarzy – mówi dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

W ścisłej czołówce kategorii, które najbardziej zdrożały w czerwcu w skali roku, jest też mięso – 30,5%. Mocny dwucyfrowy wzrost odnotowała wołowina – o 42%. Wieprzowina podrożała średnio o 16,1%, a drób poszedł w górę o 25,6%. Ponadto w pierwszej trójce są używki, które zdrożały o 24,6% rdr. W tej kategorii największe skoki widać w przypadku herbaty – o 26,5%, a także kawy rozpuszczalnej i mielonej – odpowiednio o 24% i 23,5%. Piwo zdrożało o 15,5%.

– Na mocne podwyżki w tych kategoriach szczególnie wpływają wzrosty cen energii, zużywanej w dużych ilościach do produkcji towarów. W przypadku mięsa dodatkowe znaczenie mają drożejące pasze i nawozy. Ponadto tocząca się wojna w Ukrainie znacząco opóźnia dostawy zbóż, które są głównym składnikiem karm dla zwierząt ubojnych – wyjaśnia dr Michał Pronobis.

Według „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, wśród najbardziej drożejących kategorii znalazły się również owoce ze średnią podwyżką o 23,6% rok do roku. Należy wyróżnić też nabiał ze wzrostem o 22,5%, a także produkty sypkie ze zwyżką o 19,6%. W przypadku tej ostatniej grupy towarów szczególnie warto zwrócić uwagę na cukier, który zdrożał aż o 41,4% rdr.

– Z powodu wojny toczącej się w Ukrainie wytwórcy mają poważne problemy z zatrudnieniem pracowników sezonowych do zbiorów. Jest ich mniej, więc koszty pozyskania owoców rosną. Dotyczy to również rynku warzyw – podkreśla ekspert z WSB w Gdańsku.

„Mniejsze” podwyżki

Dwucyfrowy wzrost nie ominął również tzw. innych produktów, które średnio poszły w górę o 18,5% rdr. Wśród nich karma dla psów podrożała o 26,6%, a dla kotów – o 11,7%. Natomiast pieluchy dla dzieci poszły w górę o 9% rdr. Kolejną kategorią w zestawieniu są napoje z podwyżką o 18,1%, a następną – warzywa ze wzrostem rdr. o 15,9%.

– W przypadku tych trzech kategorii szczególne znaczenie miał wzrost kosztów transportu, a także utrzymywania produktów w świeżości. Zdrożały też wszystkie procesy technologiczne. Jeśli chodzi o pożywienie dla psów i kotów, to musiało wyraźnie podrożeć, bo jego składniki też mocno poszły w górę. Z kolei na ceny napojów słodzonych presję wywarło zwiększone opodatkowanie. Do tego w czerwcu wzrósł sezonowy popyt zarówno na tego typu produkty, jak i na warzywa. Produkcja i sprzedaż analizowanych kategorii odczuwa oczywiście wzrost kosztów energii, pracy, paliw i finansowania – wyjaśnia dr Faliński.

Analiza wykazała również, że chemia gospodarcza podrożała o 12,2%, a dodatki spożywcze poszły w górę o 10,8%. Tylko jedna kategoria zanotowała jednocyfrowy wzrost. To pieczywo ze wzrostem o 8,9%. Zdaniem eksperta z Grupy BLIX, świadczy to o tym, że sklepy wyhamowały wzrost cen na wybranych towarach pierwszej potrzeby, bo nie chcą kojarzyć się drożyzną. Muszą też czymś przyciągać konsumentów. Jednak dr Łuczak uprzedza, że taka strategia może być jedynie chwilowa, bo sieci handlowe nie będą dokładać do interesu. One też przecież muszą zarabiać. Do tego w dłuższej perspektywie nie zechcą pracować na niskich bądź zerowych marżach. Finalnie i tak będą zmuszone obciążyć podwyżkami konsumentów.

Co dalej?

– Przewiduję, że ceny w sklepach powoli zacznie stabilizować gasnący popyt, zarówno wewnętrzny, jak i zagraniczny. Wpłyną też na to nastroje recesyjne. Ponadto rekordowo szybko zaostrzająca się polityka pieniężna powinna prowadzić do ustabilizowania się inflacji na obecnym podwyższonym poziomie. Nie należy jednak oczekiwać spadku ogólnego poziomu cen w gospodarce. Procesy dezinflacyjne zostaną prawdopodobnie rozłożone na lata, a osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2,5% nie jest w Polsce możliwie w najbliższym, dającym się prognozować czasie – przekonuje dr Pronobis.

Natomiast prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie uważa, że szczyt podwyżek w sklepach wciąż jeszcze mamy przed sobą. Wiele zależeć będzie od polityki pieniężnej NBP i polityki fiskalnej rządu, a także zmian cen towarów importowanych, w tym gazu, ropy naftowej i węgla. Znaczenie będą miały również zachowania samych konsumentów. Obecnie część polskich gospodarstw zaopatruje się w żywność produkowaną na użytek własny na działkach i w przydomowych ogrodach, rezygnując tym samym z zakupów w sklepach. Wszyscy chyba zdają sobie sprawę z tego, że z wysoką inflacją będziemy musieli żyć przez wiele miesięcy. Trzeba zaciskać pasa, tym bardziej że możemy się również spodziewać spowolnienia gospodarczego, a nawet stagflacji.

– Według mnie, najbardziej prawdopodobna jest łagodna i względnie krótkotrwała recesja w Polsce. W pewnym sensie jest ona wręcz pożądana, ponieważ ułatwiłaby niezbędne dostosowania w gospodarce i stopniową eliminację napięć inflacyjnych. Wiele w tym względzie zależy niestety od czynników zewnętrznych, pozostających poza kontrolą krajowej polityki gospodarczej. Chodzi oczywiście o wojnę w Ukrainie i jej efekty – podsumowuje ekspert z WSB w Gdańsku.

Unijny Omnibus: zakaz kupowania płatnych opinii i więcej ochrony dla kupujących w e-sklepach

28 maja weszła w życie unijna dyrektywa, tzw. Omnibus, na nowo regulująca wiele obszarów e-commerce oraz wzmacniająca pozycję konsumentów wobec e-sklepów. Spośród nowych regulacji, na uwagę zasługuje unormowanie zasad publikowania opinii o sklepach internetowych. Jakie obowiązują teraz zasady? De facto nie można już kupować opinii, co nie ukrywajmy zdarzało się nagminnie. Trzeba będzie też szczegółowo informować o cenach produktów objętych promocją. Za łamanie zasad grożą surowe kary: 2 miliony złotych albo 10% dochodów. Prawo obowiązuje zgodnie z przepisami unijnymi ale w Polsce na razie nie ma instytucji, która może jego stosowanie kontrolować i nakładać kary. W naszym kraju nie dostosowano bowiem prawodawstwa. Nowe przepisy analizuje mec. Robert Szczepanek z kancelarii prawnej Causa Finita.

Płatne opinie zakazane a promocje pod lupą

Jak wiadomo, klienci sklepów internetowych czytają takie opinie przed dokonaniem zakupu. Tymczasem sklepy internetowe mogły je dotychczas bez większych problemów „kupować” u specjalistycznych firm. Teraz będą musiały weryfikować, czy ich autorzy rzeczywiście skorzystali z ich usług. Będą też musiały wskazać, jakie działania podejmują w celu weryfikacji opinii o produktach. To jednak nie jedyna zmiana mająca na celu podniesienie wiarygodności oferty.

Zmieniają się również zasady okresowych promocji i obniżek cen. Omnibus wprowadza wymóg, by w przypadku obniżki ceny, obok nowej ceny została umieszczona najniższa cena, jaka obowiązywała w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem promocji. Ma to zapobiec znanemu i powszechnie potępianemu zjawisku podnoszenia cen przed np. Black Friday po to, by je później obniżyć celem stworzenia wrażenia atrakcyjności danej oferty.

Więcej informacji o sprzedających, więcej ochrony dla kupujących

Kolejną ważną zmianą jest obowiązek ujawniania mechanizmów służących indywidualnemu dostosowywaniu cen do danej grupy konsumentów lub indywidualnych konsumentów na podstawie zebranych na ich temat danych. Sklepy online oraz platformy sprzedażowe będą musiały ujawniać główne parametry decydujące o widoczności produktów przedstawianych konsumentom w wynikach wyszukiwania. To np.: wskaźniki oceny jakości towarów lub usług, trafność słów, ogólny ranking sprzedawcy, cechy wizualne oferty, jakość obsługi klienta. Oczywiście, nie chodzi tutaj o przedstawianie konkretnego algorytmu działania wyszukiwarki, ale o ogólne zasady pozycjonowania ofert. Ma to dać klientowi pełną wiedzę co do tego, z jakiego powodu sklep oferuje mu akurat taki a nie inny towar.

Kupujący na platformach sprzedażowych typu Allegro, Amazon, czy Facebook, będą też mogli od razu dowiedzieć się, czy podmiot od którego kupują produkt, jest przedsiębiorcą, czy nie. Ma to dla konsumentów istotne znaczenie praktyczne. Dotychczas bowiem często konsumenci nabywali daną rzecz licząc na ochronę prawną w stosunkach z przedsiębiorcami, gdy tymczasem po fakcie okazywało się, że sprzedający wcale przedsiębiorcą nie jest. Pozbawiało to m.in. kupującego prawa do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni od daty otrzymania towaru. Informacja jest teraz udzielana na podstawie oświadczenia sprzedającego, a nieudzielenie jej jest uznawane za nieuczciwą praktykę handlową.

Wysokie kary za złamanie nowego prawa…. jednak na razie nie w Polsce

Za niedostosowanie się do nowych wymogów będą grozić wysokie kary. To nawet 2 mln zł dla kierownika sklepu albo 10 proc. obrotu sklepu z poprzedniego roku. Za kontrole będzie odpowiadać Inspekcja Handlowa. Dodatkowo, jeżeli przedsiębiorcy będą stosować fikcyjne obniżki, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł uznać taką praktykę za naruszającą zbiorowe interesy konsumentów. Warto podkreślić, że sklepy są zobowiązane dostosować do nowych przepisów nie tylko swoje bieżące funkcjonowanie, ale także regulaminy sprzedaży oraz pozostałe dokumenty dotyczące sprzedaży i funkcjonowania sklepu.

Ponieważ nową dyrektywę da się stosować wprost, jej postanowienia wiążą już e-sklepy i platformy sprzedażowe w Polsce. Prace nad implementacją dyrektywy do krajowego porządku prawnego jednak jeszcze trwają. Oznacza to, że ani UOKiK, ani Inspekcja Handlowa nie mają na tym etapie szczególnych instrumentów prawnych, aby zapewnić przestrzeganie Omnibusa. Nie mogąc zatem nakładać na przedsiębiorców grzywien i kar związanych z niestosowaniem się do nowych reguł.

Poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych

W dniu 5 lipca 2022 roku, grupa posłów Koalicji Polskiej skierowała do Sejmu RP projekt ustawy zmieniający zasady opodatkowania dochodów kapitałowych z oszczędności zgromadzonych na rachunkach bankowych u osób fizycznych oraz przedsiębiorców.

Projektowana zmiana ściśle dotyczy likwidacji tzw. „podatku Belki”, tj. podatku od przychodów obejmujących otrzymane odsetki lub inne przychody od środków pieniężnych, zgromadzonych przez podatnika jako oszczędności, inwestycje, w tym odsetki od pożyczek, wkładów oszczędnościowych, odsetki od kapitału pochodzącego z papierów wartościowych czy dywident i innych źródeł.

W uzasadnieniu nowelizacji podano, że obecne realia makroekonomiczne, tj. postępujący na całym świecie kryzys gospodarczy i ryzyko zwiększającej się nieustannie inflacji, które w bezprecedensowy sposób uderzają w oszczędności Polaków, wymagają zdecydowanej reakcji ze strony ustawodawcy. Utrzymywany od 20 lat „podatek Belki” miał być bowiem w założeniu rozwiązaniem tymczasowym, wdrożonym wyłącznie ze względu na trudną sytuację finansów państwa w latach 2001-2002, jednakże na skutek zaniechań legislacyjnych, został on utrzymany w zmieniających się formach do dnia dzisiejszego.

Według projektodawców, brak jest obecnie uzasadnienia dla dalszego utrzymywania istnienia tzw. „podatku Belki”, tym bardziej, że na zmianie w tym zakresie, skorzysta szerokie grono Polaków. W dzisiejszych czasach bowiem niewielu obywateli polskich nie posiada choćby jednego rachunku bankowego, na którym gromadzi swoje oszczędności.

W założeniu, zmiany wpłyną pozytywnie przede wszystkim na majątkowe prawa osób fizycznych oraz przedsiębiorców, w tym przede wszystkim stanowić będą wsparcie dla sektora mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich firm, przy jednoczesnym obciążeniu dochodów budżetu państwa (w perspektywie ostatnich 5 lat – spadek dochodów o średnio 2 mld złotych rocznie).

Projekt ustawy likwidującej tzw. „podatek Belki”, na początku lipca b.r. skierowany został do zaopiniowania przez Biuro Legislacyjne Kancelarii Sejmu, toteż w najbliższym czasie spodziewać się można decyzji Sejmu RP w jego przedmiocie.

Autor: adw. Jakub Gawłowski, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Kolejne 24-letnie maksimum kursu USD/JPY

Piątkowa sesja zakończyła się niewielkimi zmianami wartości głównych indeksów rynku akcji w USA (S&P 500 -0,08 proc., DJIA -0,15 proc., Nasdaq Composite +0,12 proc.). Dziś rano ok. 9:35 kontrakty na S&P 500 spadały o 0,78 proc. Nowy tydzień otworzył się spadkami wartości głównych indeksów rynków akcji w Azji i Oceanii. Najsilniej – o 3,09 proc. – spadał Hang Seng, który osiągnął najniższy poziom od 2 tygodni. Jedynym wyjątkiem był Nikkei 225, który zyskał dziś 1,11 proc.

Spadała na początku poniedziałkowej sesji również większość głównych indeksów giełd w Europie (DAX -1,37 proc., CAC 40 -1,47 proc.).
Tendencja spadkował dominowała również na początku nowego tygodnia na GPW (WIG-20 1,4 proc. ok. 9:30). Ponad 4 proc. traciły dziś rano ceny akcji PGNiG i PGE. Wśród składników sWIG-u najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny akcji Stalproduktu, Wieltonu i Pakabexu.
Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano spadały, ale nadal pozostawały nieznacznie poniżej rentowności tamtejszych 2 latek (3,073 proc. vs. 3,0924 proc.) generując „inwersję” krzywej rentowności.

O ponad 1 proc. spadały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową, ale utrzymywały się powyżej poziomu 100 USD za baryłkę naruszonego przez chwilę w minionym tygodniu. O ponad 5 proc. rosły dziś rano ceny kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Lekko taniały dziś miedź i metale szlachetne. Dla odmiany i wczoraj i dziś rano rosły ceny kontraktów na złoża.

Swój nowy najwyższy poziom od 1998 roku osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena (USD/JPY 136,95 ok. godz. 9:15). W ciągu minionych 19 miesięcy kurs USD/JPY wzrósł o 32 proc. Ostatni raz tak wysoka 19-miesięczna dynamika kursu tej pary walutowej obserwowana była w grudniu 2013 oraz na przełomie lat 1996 i 1997.

Dolar był dziś również najwyżej w historii względem indyjskiej rupii. Kurs EUR/USD, który w piątek spadł przez chwilę poniżej poziomu 1,01, ale później drobił straty, dziś rano spadał o 0,48 proc. (1,0128).

Złoty lekko się osłabiał (EUR/PLN +0,17 proc., USD/PLN +0,66 proc.).

Bitcoin taniał dziś rano względem USA o 2,79 proc., ale utrzymywał się powyżej poziomu 20000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Deweloperzy mocno wcisnęli inwestycyjny hamulec

Publikowane przez GUS informacje na temat ogólnopolskiej aktywności deweloperów wskazują, że w skali kraju inwestorzy postanowili ograniczyć liczbę rozpoczynanych lokali i domów. Dzięki danym z największej w Polsce bazy ofert nowych mieszkań oraz systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl, można natomiast sprawdzić, jak deweloperska aktywność wyglądała w sześciu największych miastach kraju. Dostępne dane z II kw. 2022 r. potwierdzają, że wielu inwestorów wcisnęło hamulec.

Poniższy wykres, przygotowany przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl informuje, jak wyglądały kwartalne zmiany liczby mieszkań wprowadzanych przez deweloperów na rynki pierwotne z sześciu największych miast (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Łódź, Poznań). Perspektywa kwartalna wydaje się najlepsza, gdyż eliminuje wpływ losowych czynników z pojedynczych miesięcy.Wyk. 1 - Mieszkania wprowadzone w 6M

Spadek aktywności deweloperów z minionego kwartału był zatem bardzo wyraźny. Tak można bowiem określić ujemną zmianę liczby nowych ofert na poziomie (-19%).

Uwagę zwraca fakt, że nie we wszystkich miastach II kw. 2022 r. był okresem z wyjątkowo małą liczbą mieszkań wprowadzonych na rynek. Zastanawiająco wygląda przykład Wrocławia, gdzie deweloperzy najwyraźniej postanowili nieco zrekompensować bardzo niski wynik z początku bieżącego roku.Wyk. 2 Mieszkania wprowadzone w 6M - sumarycznie

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Szalony tydzień na rynku

Wydawać by się mogło, że po zamieszaniu wywołanym agresją rosyjską na Ukrainę na rynkach będzie się raczej uspokajać. Jak się okazuje nic bardziej mylnego.

Kapitał ucieka z Europy

Jeszcze niedawno wydawało się, że głównym problemem świata wychodzącego z problemów pandemii będzie walka z inflacją potęgowaną agresją Rosji i rosnącymi cenami paliw. Założenie to nie było bezpodstawne, biorąc pod uwagę zalanie gospodarek tanim pieniądzem, czy to przez rekordowo niskie w wielu krajach kredyty, czy też przez transfery pieniędzy bezpośrednio do obywateli. Prognoza ta okazuje się coraz bardziej błędna. Z jednej strony dane o zachorowaniach pokazują, że pandemia nie odpuszcza. Z drugiej strony gwałtownie rosnące stopy procentowe powodują ryzyko wywołania recesji. Od kiedy ta narracja trafiła na poważnie na rynki, rozpoczęło się sporo ciekawych procesów. Najważniejszym z nich jest przenoszenie kapitału z państw, które słabo sobie radziły w ostatnim kryzysie. W rezultacie pieniądze uciekają ze strefy euro, a płyną głównie za ocean, gdzie recesja może być mniejsza. To właśnie dlatego dolar kosztuje już niemal tyle samo co euro.

Dramat złotego

Kapitał, uciekając ze strefy euro, jest również zasysany z gospodarek rozwijających się, silnie powiązanych z państwami strefy. Mowa tutaj nie tylko o złotym, ale chociażby jeszcze o forincie. Węgrzy z reguły mają poważne problemy, aczkolwiek tamtejsza władza na nie silnie zapracowała. Wybory parlamentarne realnie kupione gigantycznymi wydatkami budżetu oraz mało subtelne wsparcie Rosji po jej ataku na Ukrainę to działania, które mogły spowodować odwrócenie się inwestorów. Żeby lepiej sobie zdać sprawę ze skali problemu, warto spojrzeć na liczby. Od wtorkowego minimum euro podskoczyło o 12 groszy do 4,80 zł, dolar podrożał imponujące 25 groszy do 4,75 zł, a frank 17 groszy do 4,86 zł. Co oznacza, że frank jest droższy od euro. W tym samym czasie funt brytyjski podrożał 25 groszy i to pomimo rozpadu w tym czasie rządu Borisa Johnsona.

Dramat kredytobiorców

Złośliwi komentatorzy przypominają wypowiedzi prominentnych polityków, którzy podczas protestów kredytobiorców frankowych obiecywali im, że będą mieć równie dobrze, jak złotówkowi. Jesteśmy właśnie w sytuacji, gdzie wolelibyśmy, by politycy nie spełniali swoich obietnic. Obu grupom chodziło bowiem o to, by mieć lepiej, a nagle obie mają źle i nie wiadomo, która będzie mieć gorzej w przyszłości. Na razie co prawda w tym absurdalnym wyścigu prowadzą kredytobiorcy złotowi, którzy otrzymali właśnie od RPP kolejną podwyżkę stóp procentowych w tym tygodniu, już 10. z rzędu. W rezultacie w ciągu roku raty nowych kredytów złotowych będą dwukrotnie większe. Nieciekawie wygląda także sytuacja frankowiczów. Szwajcarski Narodowy Bank rozpoczął podwyżki stóp i wygląda na to, że szybko nie skończy. Rosnąć więc będzie stopa procentowa, na której oparty jest kredyt. Dokładając do tego drożejącego franka, mamy większe raty i droższą walutę. Najgorsze jest to, że w obydwóch walutach to najprawdopodobniej jeszcze nie koniec.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Skromniej i mniej. Polacy coraz bardziej obawiają się o swoje finanse

67% badanych Polaków spodziewa się wzrostu wydatków swoich gospodarstw domowych w najbliższych miesiącach. 47% obawia się co przyniesie przyszłość.

57% badanych Polaków wskazała, że obecna sytuacja gospodarcza już wpłynęła negatywnie na ich oszczędności, 67% respondentów spodziewa się wzrostu wydatków swoich gospodarstw domowych w najbliższych miesiącach, a ¼ Polaków obawia się o pracę swoją i swoich bliskich. Ponadto niemal połowa Polaków (47%) obawia się tego, co przyniesie przyszłość. Tym samym konsumenci zwracają coraz większą uwagę na ceny, znaczenie ekologiczności produktów jest dla nich dziś mniej istotne niż wcześniej oraz wzrasta znaczenie promocji – wynika z raportu “Skromniej i mniej, czyli życie polskiego konsumenta” opracowanego przez Strategy& Polska.

67% Polaków spodziewa się wzrostu wydatków w najbliższych miesiącach. W porównaniu do wskazań z 2020 roku (pierwszy rok COVID-19) widzimy znaczącą zmianę w przewidywaniach konsumentów, przy czym w 2022 r. nastroje w tym zakresie nie różnią się ze względu na miejsce zamieszkania (wieś/miasto). Istotnie częściej większe wydatki przewiduje grupa wiekowa 65+ – aż 80% wskazań. Aktualna sytuacja gospodarcza ma bardzo duży wpływ na strukturę wydatków gospodarstw domowych.

“Presja inflacyjna narasta a intensywność dalszej walki z wysokimi cenami przy pomocy standardowych narzędzi, jakimi dysponuje bank centralny może jedynie się zwiększać. Metody te – głównie podwyżki stóp procentowych – mają zniechęcić konsumentów do zwiększania skali zakupów i skłonić do oszczędzania, tym samym ograniczając podaż pieniądza na rynku. Perspektywa? Popyt zostanie ograniczony, kredytobiorcy boleśnie odczują wysokość stóp procentowych w swoich ratach, a firmy wyhamują procesy inwestycyjne. Już teraz sytuacja makro zmusza konsumentów do racjonalizacji wydatków i ograniczenia zakupów. Widać też wyraźne symptomy “downtradingu”, czyli wybierania przez konsumentów tańszych “zamienników” preferowanych wcześniej produktów. I jak wskazuje nasze badanie, ciężko w najbliższych miesiącach oczekiwać odwrócenia tych trendów. Taka sytuacja i takie nastroje konsumentów sprawiają, że firmy muszą krytycznie spojrzeć na swoją działalność. Optymalizacja kosztów, uelastycznienie łańcuchów dostaw, znalezienie “planów B” w ramach struktury dostawców, rozważenie opcji nearshoringowych, wykorzystanie danych w celu lepszego zrozumienia i dotarcia do konsumenta oraz przemyślane zabiegi cenowe i promocyjne stają się absolutnymi priorytetami na strategicznych agendach zarządów” – mówi Krzysztof Badowski, partner zarządzający Strategy& Polska.

Przede wszystkim wzrosły wydatki na artykuły spożywcze (78%), produkty i usługi zdrowotne i pielęgnacyjne (59%) oraz odzież i obuwie (50%), czyli na dobra tzw. pierwszej potrzeby, na których wprowadzenie oszczędności jest trudne. Natomiast spadki wydatków, wynikające z ograniczenia konsumpcji, widać w przede wszystkim w kategoriach związanych ze stylem życia – restauracje (25%), produkty i usługi sportowe (20%) oraz rozrywka i media (17%). Najwyższy wzrost wydatków na żywność deklarują mieszkańcy miast do 500 tys. mieszkańców (85%) oraz osoby starsze 65+ (84%). Sytuacja i niepewność związana z epidemią COVID-19 wpłynęła negatywnie na oszczędności 42% Polaków, natomiast w 2022 sytuacja gospodarcza sprawiła, że oszczędności aż 57% polskiego społeczeństwa mają się gorzej niż w latach poprzednich. Zwiększenie oszczędności (24%) oraz utrzymanie ich na tym samym poziomie (31%) widać przede wszystkim w grupie wiekowej 25-34 lata. Zmniejszenie wielkości oszczędności najmniej dotyka mieszkańców miast powyżej 500 tys. mieszkańców (16%).

“Polscy konsumenci deklarują w naszym badaniu, że aktualna sytuacja gospodarcza sprawia, że ceny produktów i usług są dla nich istotne. Grupa, dla której ceny są istotniejsze niż wcześniej to aż 61% badanych – nawet w trakcie pandemii w 2020 roku było to 43% wskazań. Również wybierając konkretne produkty Polacy przede wszystkim zwracają uwagę na cenę – jest to kluczowy czynnik dla 73% społeczeństwa. Wzrosło znaczenie promocji jako czynnika na podstawie, którego dokonuje się wyborów, a spadło znaczenie jakości produktu – z 80% w 2020 roku do 62% w 2022 roku. Dodatkowo Polacy przestali zwracać uwagę na ekologiczność wybieranych produktów. To według mnie główne wnioski z naszego sondażu dla firm handlowych. Wyzwaniem dla sieci handlowych będzie z jednej strony obrona marżowości, a z drugiej próba wpływu na stan lojalności klientów w sposób, który zmniejsza ich wrażliwość cenową” – mówi Maciej Kroenke, partner Strategy& Polska i lider zespołu Revenue Management w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecna sytuacja gospodarcza już wpłynęła negatywnie na oszczędności 57% Polaków, jednocześnie więcej kobiet niż mężczyzn nie może sobie pozwolić na oszczędzanie (⅓ kobiet względem ¼ populacji mężczyzn.), a o pracę swoją i swoich bliskich obawiają się przede wszystkim osoby posiadające dzieci na utrzymaniu. Z badania wynika, że najgorsze perspektywy dla swoich budżetów widzą osoby starsze, zaś największy wzrost wydatków nastąpił w kategorii artykułów spożywczych, zdrowotnych, pielęgnacyjnych oraz odzieży i obuwia Polacy aż o 1/4 zmniejszyli swoje wydatki na restauracje oraz bywają w nich o 63% rzadziej, ale częstotliwość zakupów Polaków zmniejszyła się we wszystkich badanych kategoriach. Zwiększona uwaga przykładana do cen jest bardzo demokratyczna – dotyczy Polaków niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania czy poziomu dochodów. Widoczne jest istotne zmniejszenie częstotliwości dokonywania zakupów we wszystkich kategoriach zakupowych. Nawet w porównaniu do niepewnego czasu pandemicznego obecne zachowania konsumentów wskazują na ograniczenie konsumpcji.

“Z niepokojem w przyszłość patrzy niemal połowa Polaków, w szczególności dotyczy to poczucia bezpieczeństwa finansowego. Znacząco wyższy poziom obaw prezentują kobiety, których sytuacja zawodowo-finansowa, już wcześniej, przez epidemię COVID i związane z nią obciążenia w postaci nauki zdalnej i opieki nad osobami chorymi, była gorsza niż sytuacja męskiej części populacji. Sytuacja gospodarcza już w tej chwili sprawia, że aż 57% polskiego społeczeństwa ocenia stan swoich oszczędności gorzej w porównaniu do lat poprzednich. Polacy wprost już komunikują, że ich styl życia stanie się skromniejszy” – dodaje Izabela Wisłocka, wicedyrektor i ekspert ds. transformacji cyfrowej w PwC Polska.

Kluczowe mogą okazać się dziś dla firm dalsze oszczędności kosztowe, większa elastyczność łańcuchów dostaw i znalezienie “planu B” i nowych opcji nearshoringowych. Przez ostatnie lata wiele przedsiębiorstw w Polsce znajdowało się na stałej, dynamicznej trajektorii wzrostowej. W takiej sytuacji poziom atencji przykładanej do strony kosztowej był dużo niższy, ponieważ wszystkie siły skierowane były na rozwój i wzrost. Nagle firmy znalazły się w sytuacji, gdzie praktycznie wszystkie pozycje kosztowe zaczęły drastycznie rosnąć. Koszty pracy, energia, paliwa, surowce. COVID i wojna w Ukrainie miały do tego dużą kontrybucję, choć nie są jedynymi czynnikami, które przyczyniają się do silnych presji inflacyjnych. Na przestrzeni ostatnich 36 miesięcy widać wyraźną zmianę priorytetów w kierunku doskonałości operacyjnej. Ta transformacja jedynie przyspieszy.

Jak zmienić formę opodatkowania z ryczałtu na skalę podatkową w połowie roku 2022?

Zgodnie ze zmianami Polskiego Ładu, które weszły w życie 1 lipca 2022 roku, przedsiębiorcy mogą ponownie zmienić formę opodatkowania. Osoby, które w 2022 roku rozliczają się na ryczałcie i podatku liniowym, będą mogły przejść na skalę podatkową po jego zakończeniu. Ryczałtowcy mają taką możliwość dodatkowo w połowie bieżącego roku.

Kiedy i jak zmienić formę opodatkowania?

Wedle nowych przepisów ryczałtowcy, którzy będą chcieli zmienić formę opodatkowania, w połowie roku mogą przejść wyłącznie na skalę podatkową. Pierwszą połowę roku rozliczą wtedy na zasadzie podatku zryczałtowanego, a drugą – na skali podatkowej.

Zmiany można będzie dokonać za pośrednictwem CEIDG. Należy to zrobić do 22 sierpnia 2022 roku. Po dokonaniu modyfikacji pierwszym miesiącem rozliczanym na skali podatkowej będzie lipiec. Oznacza to, że od 1 lipca podatnicy muszą ewidencjonować zdarzenia gospodarcze w podatkowej księdze przychodów i rozchodów.

Co z ZUS w przypadku zmiany formy opodatkowania?

W przypadku przedsiębiorcy, który zmienia formę opodatkowania w połowie roku i do końca czerwca rozlicza się na ryczałcie, składki ZUS za czerwiec powinny zostać opłacone jeszcze według zasad obowiązujących ryczałtowców. Wyliczenie składki zdrowotnej będzie więc zależeć od tego, w jakim progu mieści się osiągnięty przychód.

Po zmianie na skalę podatkową, składka opłacana w lipcu będzie rozliczana już na zasadach ogólnych. Na skali składka ubezpieczeniowa jest wyliczana od osiągniętego dochodu. Przedsiębiorca, który w czerwcu był na ryczałcie, nie będzie jednak w stanie określić swojego dochodu za ten miesiąc. Podstawą do wyliczenia składki będzie dla niego wysokość płacy minimalnej, czyli 3010 zł. W sierpniu przedsiębiorca opłaci składkę ZUS za lipiec w wysokości 270,90 zł. W kolejnych miesiącach zapłaci już składki naliczane od rzeczywistej wartości osiąganego dochodu. We wrześniu podstawą do wyliczenia składki będzie faktyczny dochód za sierpień.

Deklaracja ZUS DRA dla ryczałtowca przy zmianie formy opodatkowania

Przedsiębiorca będzie miał obowiązek wykazać, że w połowie roku zmienił formę opodatkowania przy rozliczeniu składek ubezpieczeniowych za kwiecień 2023 roku. Będzie mógł to zrobić w deklaracji ZUS DRA. Według zapowiedzi ustawodawca udostępni specjalną część informacyjną w rozliczeniu, gdzie będzie można wykazać zmianę formy opodatkowania oraz podstawy i składki, które zostały zastosowane przy wyliczaniu ZUS w 2022 roku. Przedsiębiorca będzie miał obowiązek złożenia takiej deklaracji do 20 maja 2023 roku. W związku z tym nie ma konieczności składania żadnych korekt w trakcie roku 2022.

Niedopłata składki zdrowotnej również będzie musiała zostać uregulowana do 20 maja 2023 roku. W przypadku nadpłaty przedsiębiorca będzie miał możliwość wystąpienia z wnioskiem o zwrot.

Skala podatkowa od 1 lipca

Wedle nowych przepisów ryczałtowiec, który zmieni formę opodatkowania w połowie roku, w dalszym ciągu będzie miał dostępną pełną skalę podatkową. Oznacza to, że mimo iż rozlicza się na zasadach ogólnych tylko przez drugą połowę 2022 roku, będzie mógł skorzystać z pełnej kwoty wolnej od podatku w wysokości 30 tys. zł. Przedsiębiorca ma więc szansę zaoszczędzić 3 600 zł. Ponadto przejdzie w drugi próg podatkowy już na nowych zasadach, czyli wtedy, gdy osiągnie dochód w wysokości 120 tys. zł.

Rozliczenie roczne za 2022 przy zmianie formy opodatkowania

Ci, którzy zmienią ryczałt na skalę podatkową i w 2022 roku będą się rozliczać w ramach dwóch różnych form opodatkowania, będą zobowiązani złożyć za ten rok dwa zeznania PIT. Za ryczałt w pierwszej połowie roku trzeba będzie złożyć PIT-28. W związku ze skalą podatkową w drugiej połowie roku – PIT-36. Obie deklaracje powinny zostać złożone do 2 maja 2023 roku.

Preferencyjne zasady rozliczenia rocznego za 2022 rok

Podatnicy, którzy zmienią ryczałt od połowy roku na skalę nie będą mogli skorzystać z preferencyjnych warunków przy rozliczeniu rocznym. Nie będzie ich dotyczyć wspólne rozliczenie roczne z małżonkiem czy rozliczenie jako osoba samotnie wychowująca dziecko. W związku z tym warto zastanowić się, czy przejście na skalę podatkową nie będzie korzystniejsze jednak za cały 2022 rok. Dla niektórych przedsiębiorców warte rozważenia może być z kolei całkowite pozostanie na ryczałcie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Dolar wciąż silny

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o zaledwie 0,5%. W rezultacie oglądamy kolejne słabe dni złotego i ataki na poziom 4,80 zł. W tle nadal trwają spekulacje na temat nadchodzącej recesji.

Stopy procentowe o 0,5% w górę

Wczorajsza podwyżka stóp procentowych znalazła się w dolnym zakresie oczekiwań analityków. Biorąc pod uwagę 1,7% wzrostu inflacji w ciągu miesiąca, podnoszenie stóp o 0,5% brzmi bardziej jak pudrowanie niż realne przeciwdziałanie. Obecnie Rada jest w bardzo nieciekawej sytuacji. Z jednej strony wie dobrze, co należy robić, z drugiej niezależność obecnego, czy poprzedniego jej składu jest częstym tematem żartów analityków. To właśnie naciski polityczne powodują, że wzrosty zaczęły się później, a teraz nie są aż tak silne. W efekcie Polska wygra z inflacją najprawdopodobniej w słabym stylu. Rozpędzająca się inflacja wraz z rosnącymi stopami procentowymi w końcu wywołają recesję. Nie jest to wesoła wizja, ale spadek tempa wzrostu powinien również ograniczyć wzrost cen.

Dolar kontynuuje umocnienie

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy znów lekko wypadły wyżej niż oczekiwania. Mowa o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. 235 tysięcy w tygodniu to nie jest żaden dramat, jest to taki po prostu regularny poziom, przynajmniej biorąc pod uwagę stabilizację rynku pracy sprzed pandemii. Miał być wczoraj publikowany również raport ADP, ten jednak został niedługo przed publikacją odwołany. Powodem jest zmiana metodologii, która powoduje, że również w sierpniu nie zobaczymy tych danych o nowych miejscach pracy. Ostatnimi czasy raporty ADP rozmijały się mocno z realnymi danymi, stąd dokalibrowanie go wydaje się bardzo rozsądnym posunięciem. Pomimo realnie słabszych danych z rynku pracy dolar kontynuował umacnianie się, po raz kolejny będąc najdroższym od dwóch dekad.

Karuzela na ropie

W tym tygodniu baryłka londyńskiej ropy zarówno ocierała się o 115 dolarów, jak i spadała poniżej 100. Obecnie stabilizuje się w okolicach 105. Nazwanie tego jednak stabilizacją, patrząc na zmienność, jest olbrzymim ryzykiem. Na rynku mamy dwie silne przeciwstawne siły. Z jednej strony ograniczenie podaży ropy wynikające z odcięcia Rosjan od rynków. Z drugiej strony zapowiedzi potężnej światowej recesji. W rezultacie na rynku będzie wszystkiego mniej. Zarówno surowca, jak i zapotrzebowania na niego. Efekt odcięcia Rosji był już w cenach, teraz coraz silniej uwzględniana jest potencjalna recesja. Z drugiej strony, jeżeli koniunktura się poprawi, możemy spodziewać się ponownego wzrostu cen ropy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Łukasz Bernacki nowym wiceprezesem VRG

Rada Nadzorcza VRG S.A. zdecydowała o powołaniu Łukasza Bernackiego na funkcję Wiceprezesa Zarządu Grupy ds. segmentu jubilerskiego. Nowy Wiceprezes to osoba z wieloletnim doświadczeniem w branży, od lat związany jest z grupą VRG S.A. Przez ostatnie 2 lata pełnił funkcję prezesa W.KRUK. Obecnie będzie ją łączył z zasiadaniem w Zarządzie Grupy, nadzorując działalność segmentu jubilerskiego. Łukasz Bernacki objął stanowisko z dniem 7 lipca 2022 r.

– Cieszę się, że do zarządu VRG został powołany kolejny doświadczony menedżer, który w dodatku od wielu lat pełnił różne funkcje zarządcze wewnątrz Grupy. Przez ostatnie dwa lata Łukasz Bernacki jako prezes W.KRUK udowodnił, że potrafi skutecznie rozwijać biznes i budować wartość dla akcjonariuszy. Jako Rada jesteśmy przekonani, że tym samym zapewniliśmy spółce VRG S.A. docelowy Zarząd, który będzie skutecznie budował przyszłą siłę Grupy – skomentował decyzję Mateusz Kolański, Przewodniczący Rady Nadzorczej VRG.

Model biznesowy VRG oparty jest na dwóch segmentach: odzieżowym (w skład którego wchodzą marki Vistula, Bytom, Wólczanka oraz Deni Cler) i jubilerskim (W.KRUK). W ostatnich latach część jubilerska Grupy charakteryzowała się odpornością na trudne warunki rynkowe i dynamicznym rozwojem. W pierwszym kwartale 2022 roku przychody tego segmentu wyniosły 128,4 mln zł (wzrost o 49,3 proc. r/r), po raz pierwszy odpowiadając za ponad połowę przychodów całej Grupy.

– Po wczorajszej decyzji Rady Nadzorczej zarząd składa się oprócz prezesa z wiceprezesów odpowiedzialnych za poszczególne dywizje biznesowe oraz doświadczonego CFO. Jestem pewien, że w tym przejrzystym funkcjonalnie składzie będziemy mogli efektywnie zarządzać działalnością operacyjną, wypracowywać inicjatywy strategiczne skutecznie rozwijając oba segmenty, a jednocześnie optymalnie kształtować współpracę między nimi. W pandemii przekonaliśmy się dobitnie, jak ważny dla naszej stabilności jest silny segment jubilerski reprezentowany przez W.KRUK. Marka pod kierownictwem Łukasza Bernackiego udowodniła, że jest w stanie skutecznie budować sprzedaż i bić rekordy przychodów mimo ekstremalnie trudnego otoczenia – mówi Janusz Płocica, Prezes Zarządu VRG.

Łukasz Bernacki w roli wiceprezesa zarządu będzie odpowiedzialny za segment jubilerski Grupy. Od lipca 2020 roku pełni także funkcję prezesa W.KRUK. W latach 2015-2020 był wiceprezesem i dyrektorem finansowym W.KRUK. W latach 2009-2015 pełnił funkcję wiceprezesa zarządu i dyrektora finansowego, a następnie prezesa Deni Cler. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie na specjalności rachunkowość.

Obok Janusza Płocicy i Łukasza Bernackiego w zarządzie VRG pracują Wiceprezeska Marta Fryzowska (która zarządza segmentem odzieżowym) raz Wiceprezes Michał Zimnicki (pełniący funkcję CFO).

Kurs dolara do złotego najwyżej w historii. Bitcoin najwyżej od 3 tygodni

10-ta z rzędu podwyżka stopy referencyjnej RPP o 50 bp do 6,5 proc. nie przestraszyła wczoraj polskiego rynku akcji. Wczorajszy 3,26 proc. wzrost WIG-u 20 był najsilniejszy od 13 maja. Również o ponad 3 proc. zwyżkowały na czwartkowej sesji WIG, mWIG-40 i sWIG-80. Wzrosły wczoraj również wszystkie indeksy sektorowe GPW. Zdecydowanie najsilniej wśród nich zwyżkował WIG-Górnictwo (+10,48 proc.), co oczywiście było głównie zasługą prawie 11 proc. skoku w górę ceny akcji KGHM, który odbił się z prawie 2-letniego minimum osiągniętego w środę. O 8,33 proc. skorygowały wczoraj w górę swój ostatni spadek ceny akcji JSW.

Ponad 4 proc. zwyżkowały wczoraj również WIG-Energetyka, WIG-Gry, WIG-Leki, WIG-Chemia i WIG-Media. Najsłabsze były WIG-Banki (+2 proc.) i WIG-Nieruchomości (+2,09 proc.).

O ponad 1/3 w górę skoczyły wczoraj ceny akcji Ryvu Therapeutics po podaniu informacji o podpisaniu przez spółkę potencjalnie wartej 400 mln dolarów licencyjnej umowy z amerykańską spółką Exelixis, której celem jest opracowanie nowatorskich terapii celowanych wykorzystujących opracowaną przez Ryvu technologię STING. Śladami ceny akcji Ryvu Therapeutics podążały wczoraj również innych notowanych na GPW firm biofarmaceutycznych takich jak Captor Therapeutics (+16,82 proc.) czy Molecure (+11,33 proc.).

W piątek rano WIG-20 lekko korygował ten środowy skok w górę (ok. 10:15 -0,28 proc.). Wśród indeksów sektorowych najsilniej w piątkowy poranek zwyżkował WIG-Leki (+3,87 proc. ok. 10:20, akcje Mabionu drożały o ponad 8 proc.). W ten sposób WIG-Leki stał się najsilniejszym indeksem sektorowym GPW w okresie minionego miesiąca (+7,14 proc.).

Wzrosły w czwartek również ceny akcji w Europie i USA, a dziś rano zwyżki przeważały również na giełdach Azji i Oceanii. W Europie brak było jakiejś zdecydowanej tendencji (DAX -0,05 proc., CAC 40 –0,02 proc.).

Rentowność amerykańskich 2-letnich obligacji skarbowych nadal była nieco wyższa niż rentowność tamtejszych 10-latek („inwersja” krzywej rentowności).
Ceny ropy pozostawały na poziomie nieco wyższym niż 100 USD za baryłkę. (-0,4—0,6 proc.).

Nowe rekordy siły pokazywał amerykański dolar. Kurs EUR/USD doszedł do poziomu 1,01. Kurs USD/PLN osiągnął najwyższy poziom w historii (4,756).

Kurs Bitcoina do USD osiągnął dziś najwyższy poziom od 3 tygodni (21740 USD).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

InPost przeprowadza rebranding marki Mondial Relay wprowadzając swoją markę InPost na rynek hiszpański i portugalski

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – przeprowadza rebranding marki Mondial Relay wprowadzając swoją markę InPost na rynek hiszpański i portugalski oraz  komunikuje nowy wizerunek marki Mondial Relay we Francji i w krajach Beneluxu. Zmiana jest kontynuacją realizowanej przez spółkę strategii udostępniania nowoczesnych i ekologicznych rozwiązań logistycznych dla klientów e-commerce w dostawach ostatniej mili. Jest to także strategiczny krok w rozwoju Grupy na rynkach europejskich oraz rozszerzenie oferty o usługi, które poprzez innowacyjne rozwiązania i technologię zrewolucjonizowały rynek dostaw w Polsce.

„Proces integracji Grupy InPost zakłada systematyczną implementację najbardziej innowacyjnych rozwiązań na kolejnych rynkach. Dotyczy to także marki InPost, która jest synonimem jakości świadczonych usług, a która z sukcesem rozwijana jest w Polsce, Wielkiej Brytani i Włoszech. Z początkiem lipca zostanie wprowadzona także na rynek hiszpański i portugalski.  We Francji, Belgii i Holandii Grupa InPost będzie rozwijana pod marką Mondial Reley, której wizerunek został unowocześniony, a marka jest znana z optymistycznego i bardzo konsumenckiego podejścia do użytkowników. Jest to zgodne
ze strategią Grupy InPost, która jest konsekwentnie wdrażana na wszystkich rynkach”
mówi Rafał Brzoska, założyciel i Prezes InPostu.

Efekt paczkomatowego motyla

Kiedy InPost przejął w lipcu 2021 Mondial Relay (Francja: 12 000 PUDO), rynkowego lidera dostaw out of home (OOH) oraz alternatywnych punktów dostaw (PUDO – Pick-Up and Drop-Off), stał się największą platformą dostaw dla e–commerce w Europie. Wprowadzenie marki InPost w Hiszpanii i Portugalii oraz odświeżenie marki Mondial Relay zakłada wdrożenie szeregu rozwiązań prokonsumenckich, rozwój sieci punktów odbioru przesyłek a przede wszystkim przyspieszenie rozbudowy sieci innowacyjnych automatów paczkowych istniejących w Polsce pod nazwą Paczkomat® InPost na wszystkich rynkach, zarówno pod marką InPost, jak i Mondial Relay.

Transfer know – how do Francji i Hiszpanii

We Francji Mondial Relay zatrudnia 1300 pracowników, posiada 4 huby oraz
26 agencji regionalnych. Tylko w 2021 roku firma dostarczyła ponad
140 milionów paczek.

Dzięki transferowi know–how InPost, Mondial Relay istotnie rozszerza swoją ofertę o sieć Paczkomatów stawiając w lipcu tego roku 1000 Paczkomat we Francji. Tym samym coraz większa grupa klientów Mondial Relay może korzystać z wygodnej i ekologicznej formy odbiorów i nadań przesyłek.

Tylko w trzy miesiące fiskus wykrył ponad 40 tys. „lewych” faktur na 2,5 mld zł

  • W Internecie wciąż kwitnie handel „kosztami”. W praktyce wykrywa się ich więcej, ale na niższe kwoty
  • W I kw. br. urzędnicy wykryli ponad 40 tys. fikcyjnych faktur na ponad 2,5 mld złotych

Według danych Ministerstwa Finansów, w I kwartale br. liczba wykrytych fikcyjnych faktur wzrosła o 4,2% w porównaniu z ub.r. Z kolei kwota netto wynikająca z nich była mniejsza rdr. o prawie 19%. Natomiast dzięki monitoringowi Internetu, wiemy, że problem handlu kosztami cały czas utrzymuje się na podobnym poziomie. Przestępcy bez skrępowania ogłaszają się w sieci ze swoimi usługami. Jednak eksperci prognozują, że wykrywalność w tej kwestii będzie się zwiększać. Jednocześnie zwracają uwagę na to, że dzisiaj także istotnym problemem jest podważanie przez urzędników faktycznych transakcji, co również może być ujmowane w statystykach. A to z kolei może finalnie prowadzić do błędnych wniosków w tej materii.

Więcej „lewych” faktur

Jak wynika z danych resortu, w I kwartale br. w toku kontroli prowadzonych przez urzędy celno-skarbowe i skarbowe zostało wykrytych 40 240 fikcyjnych faktur. To więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ujawniono ich 38 617. Jak podkreśla doradca podatkowy Ewa Flor, ten wzrost rdr. nie powinien być zaskakujący, a raczej niepokojący. Zdaniem eksperta, wpływ na to mogła mieć pośrednio pandemia. Nieuczciwi podatnicy mogli wyjść z założenia, że organy państwowe będą kierować większe środki w celu zabezpieczenia zdrowia, a nie kierunkować działania i fundusze na kontrolę podmiotów wystawiających puste faktury.

– W 2021 roku spora część społeczeństwa była objęta izolacjami domowymi lub kwarantannami. Dotyczyło to również urzędników skarbowych, co mogło przełożyć się na wydajność ich pracy. Dodatkowo, mam wrażenie, że niektóre urzędy doszukują się fałszywych faktur nawet tam, gdzie miała miejsce realna sprzedaż. Można zatem zastanawiać się, czy to nie ma związku ze wzmożonym poszukiwaniem środków do budżetu państwa – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Z kolei Mariusz Rutke, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie, zaznacza, że 40 tys. fikcyjnych faktur kwartalnie to duża liczba, gdyż w skali roku może to dać nawet 200 tys. takich dokumentów. Natomiast faktycznie może być ich o wiele więcej. Według eksperta, dzięki JPK_VAT łatwo wykrywalne są transakcje z nieistniejącymi lub niezarejestrowanymi podmiotami. Jeżeli jednak wystawcy fikcyjnych faktur są zarejestrowani, wtedy ich wykrycie jest już znacznie trudniejsze.

– Często w ocenie urzędników za fikcyjne faktury uznaje się również te, które dokumentują rzeczywiste zdarzenie gospodarcze. Mamy z tym do czynienia zwłaszcza w przypadku usług niematerialnych i pośrednictwa handlowego. One są trudne do udokumentowania w sposób dostatecznie udowadniający ich rzeczywisty przebieg – zaznacza Natalia Stoch-Mika.

Miliardy w grze

Z danych resortu wiemy też, że w I kw. kwota netto wynikająca z wykrytych fikcyjnych faktur wyniosła 2,46 mld zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to na poziomie 3,03 mld zł. Jak podkreśla Ewa Flor, z tych danych zatem wynika, że wykryto więcej fikcyjnych faktur, choć na niższe kwoty. Ekspert dodaje też, że podmioty, które stosują proceder pustych faktur, wolą pozostać w cieniu. Dokument wystawiony na sporą kwotę rzuca się bardziej w oczy niż np. 100 faktur podzielonych na mniejsze płatności w dłuższym przedziale czasu.

– Zmniejszenie łącznej kwoty netto wynikającej z faktur nie jest zaskoczeniem, gdyż wprowadzane są kolejne rozwiązania, które mają utrudnić dokonywanie wyłudzeń. Poza JPK, do takich zaliczyć należy wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności czy białej listy podatników VAT. Ponadto wkrótce będzie wprowadzony obligatoryjny KSeF. Średnia kwota fikcyjnej faktury ulega zmniejszeniu, co może świadczyć o próbie ograniczania ryzyka związanego z wykryciem nieuczciwej działalności – mówi ekspert z WSB w Chorzowie.

Z kolei doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika ma nadzieję, że spadek wykrytych kwot w fikcyjnych fakturach wynika ze zmniejszenia się zainteresowania tym procederem oszustów podatkowych. Ale urzędy coraz częściej kwestionują rzetelność faktury, jeżeli podatnik nie ma do danej usługi dodatkowych dokumentów. I większość przedsiębiorców jest nieświadoma tego, że dokonywane przez nich usługi mogą zostać podważone i uznane za fikcyjne.

– Trudno określić, jaki wpływ na budżet państwa mają tzw. lewe faktury. Nikt nie wie, ile mogą wynieść uszczuplenia w skali roku i ile takich faktur jest faktycznie wystawianych i później wprowadzanych w obrót. W 2020 roku kwota ujawnionych pustych faktur wyniosła 22 mld zł. Natomiast planowane w ustawie budżetowej dochody miały wynieść 420 mld zł – dodaje Ewa Flor.

Patologia w sieci

Jak wynika z raportu firmy SentiOne, monitorującej opinie internautów, w pierwszych czterech miesiącach br. największą liczbę wzmianek dot. sprzedaży kosztów opublikowano od 31 stycznia do 7 lutego. W analogicznym okresie 2021 roku najwięcej było ich od 29 marca do 5 kwietnia. Z kolei w przypadku zakupu kosztów największa liczba tego typu haseł w sieci w tym roku pojawiła się od 25 kwietnia do 2 maja, a w ubiegłym roku – od 8 do 15 marca. Ponadto znamy najpopularniejsze źródła ww. wzmianek. W tym roku dla „sprzedam koszty” były to fora internetowe (35,8%) i portale (32%), a dla „kupię koszty” – portale (27,4%) i Facebook (25,8%).

– Z pewnością działania rządu w znacznym stopniu przyczyniają się do uszczelniania systemu i doprowadzają do wielu utrudnień w wystawianiu pustych faktur. Natomiast nie sprawiają, że takie zachowania nie są możliwe. Podmioty dalej będą szukać dziur w systemie podatkowym i możliwości wystawiania pustych faktur. Dodatkowo częste zmiany w prawie podatkowym nie sprzyjają szczelności i jednolitości. Nieuczciwi podatnicy będą rozkładać kwoty netto na wiele faktur w długim okresie, aby jak najdłużej nie stawać się podejrzanymi – mówi doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak prognozuje Mariusz Rutke, wykrywalność fikcyjnych faktur prawdopodobnie będzie się zwiększać. Przyczyni się do tego doskonalenie systemów związanych z typowaniem branż, podmiotów i transakcji do kontroli. Ponadto znoszenie obostrzeń pandemicznych nie paraliżuje już działań kontrolnych. Zdaniem eksperta z WSB, nie bez znaczenia jest również możliwość wprowadzenia obligatoryjnego KSeF, który scentralizuje obrót fakturami.

– O tym, czy KSeF będzie narzędziem do podważania wszystkich, nawet uczciwie zrealizowanych transakcji, czy faktycznie pozwoli na wykrycie oszustw, przekonamy się po pierwszych kontrolach i uzasadnieniach decyzji urzędników. Powtórzę, że faktury w statystykach nie zawsze dotyczą oszustów podatkowych. A dopóki urzędy skarbowe będą chciały ścigać każdego podatnika, to – w mojej ocenie – wykrywalność fikcyjnych faktur w statystykach pozostanie na tym samym poziomie – podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Gdzie uczyć się prowadzenia firmy? Sprawdź podcasty biznesowe online

Spotkanie z mentorem, udział w szkoleniach, czytanie książek czy oglądanie materiałów wideo, wymaga czasu i nierzadko funduszy. Tymczasem mamy do dyspozycji podcasty biznesowe, których można słuchać w każdej wolnej chwili. Idealny sposobem jest usiąść wygodnie w fotelu, zaopatrzyć się w przybory do notowania i uważnie słuchać. Nawet podczas jazdy samochodem, czy podróży służbowych można wykorzystać czas i zdobyć przydatną wiedzę. Przedsiębiorcy mają do dyspozycji audycje związane z podatkami, nowymi przepisami i prawem w biznesie. Ważne tematy, interesujące rozmowy i dzielenie się doświadczeniem – to wszystko sprawia, że podcasty biznesowe cieszą się dużą popularnością.

Wymiana doświadczeń między przedsiębiorcami

Biznes Misja emituje ciekawe i przyjemne w odbiorze podcasty biznesowe, które dają możliwość wymiany doświadczeń między przedsiębiorcami. Właściciele firm dzielą się informacjami, jak sprawie zarządzać finansami, kiedy warto skorzystać z kredytu i jak nie wpaść w czyhające na naiwnych pułapki. Wiedząc więcej, unika się kosztownych błędów, które w przyszłości mogą zaważyć na rozwoju biznesu.

Dla niektórych przedsiębiorców prowadzenie firmy to znaczne obciążenie psychiczne. Jak radzić sobie z presją? Jak zabezpieczyć się np. w razie wypadku i długotrwałej niezdolności do zarządzania firmą? Kanał wprowadził bezpłatne porady doradcy finansowego, który m.in. wskazuje przedsiębiorcom lepsze zabezpieczenia w spłacie kredytów, niż zazwyczaj proponują banki. Audycje z udziałem gości otwartych na dzielenie się doświadczeniami zachęcają do słuchania.

Jak połączyć prowadzenie biznesu z edukacją?

Dobra organizacja, planowanie i ustalenie priorytetów to według trenerów biznesu sposób na efektywną pracę i satysfakcjonujący relaks. Pomiędzy jednym a drugim warto znaleźć czas na edukację, zwłaszcza gdy wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Wykorzystując czas, na przykład podczas jazdy samochodem na podcasty biznesowe osiąga się podwójną korzyść. Można w tym czasie wysłuchać, co mają do przekazania o prawie, finansach i zarządzaniu cenieni autorzy właścicielom firm.

Prowadzący podcast „Przygody  przedsiębiorców” zapraszają fantastycznych gości, którzy dzielą się swoją rozległą wiedzą i bogatym doświadczeniem. Jak piszą jego twórcy, to cenne informacje z wielu dziedzin skumulowane w jednym miejscu.

Stomatolog z kredytem – jak się zabezpieczyć w razie kontuzji ręki?

Dzięki podcastom o aktualnych tematach można uniknąć trudnej sytuacji, jak pewien stomatolog, który wziął kredyt na rozwój firmy. Po kilku miesiącach spłacania zdał sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności. W razie wypadku np. złamania palca u ręki nie będzie mógł wykonywać zawodu, a tym samym płacić rat. Ubezpieczenie kredytu zabezpiecza interesy banku, a nie przedsiębiorcy, o czym przekonał się po wysłuchaniu jednej z audycji i przeanalizowaniu własnej umowy kredytu. Szybko zareagował dzięki doświadczeniu innych przedsiębiorców.

Na portalu socialpress.pl zebrano najlepsze – zdaniem autorów polskie podcasty dla przedsiębiorców.

W Europie trwa bitwa o inwestycje. Czy mamy szansę ją wygrać?

Polska ma wszelkie szanse stać się największym w Europie beneficjentem globalnej transformacji gospodarczej. Jesteśmy atrakcyjniejsi kosztowo od państw zachodnich, dysponujemy dobrą infrastrukturą transportową i zapleczem magazynowym oraz wykształconą kadrą. Najbliższe miesiące pokażą, czy największe, światowe koncerny na jeszcze większą skalę niż dotychczas będą przenosić na nasz rynek swoją produkcję.

Konieczność zmian dobitnie uświadamiają inwestorom zaburzenia łańcuchów dostaw związane z lockdownami w Azji, czy blokadą kanału Sueskiego, które wygenerowały poważne opóźnienia w dostawach i bezprecedensowy wzrost kosztów transportu międzynarodowego.

Już w ubiegłym roku, dzięki trendowi związanemu z alokacją produkcji bliżej miejsca sprzedaży i powrotowi firm do lokowania działalności w kraju pochodzenia znacznie zyskaliśmy. Na polu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w UE wyprzedziły nas w 2021 roku tylko Niemcy i Szwecja, choć jeszcze w 2019 roku wygrywaliśmy pod tym względem z naszymi zachodnimi sąsiadami. Zdystansowaliśmy już natomiast Węgry i Rumunię, z którymi jeszcze niedawno konkurowaliśmy.

Rekordowa wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich

W 2021 roku, jak wynika z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Polska odnotowała rekordowo wysoką wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ), zajmując 14. pozycję na świecie. W naszym kraju zainwestowane zostało 24,8 mld dol., podczas gdy w 2020 roku – 13,8 mld dol., a w 2019 roku – 13,5 mld dol. Na polski rynek postawili przede wszystkich inwestorzy z sektora usług dla biznesu BSS (IT+SSC), badań i rozwoju, branży motoryzacyjnej, medycznej i elektronicznej oraz firmy z segmentu elektromobilności.

– Mamy mocne atuty by zyskać prymat na kontynencie i skorzystać na przetasowaniach w światowej gospodarce. Wykorzystać osłabienie pozycji Azji jako głównego światowego odbiorcy inwestycji w efekcie tarć USA – Chiny oraz trend skracania łańcuchów dostaw i przenoszenia produkcji i usług do Europy – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – 2021 rok przyniósł już przemysłowi europejskiemu wzrost inwestycji o jedną trzecią licząc r/r. Polska jest dla przykładu europejskim liderem w produkcji AGD, a chińscy potentaci w tej branży, jak również koreańscy producenci, którzy mają już u nas fabryki rozważają poważne rozszerzenie swojej produkcji na polskim rynku – dodaje.

Niestety w tym roku pogorszył się klimat i otoczenie inwestycyjne dla biznesu. Poza wojną w Ukrainie, musimy mierzyć się dziś z szybkim wzrostem cen, podbijającym inflację, co wymusza podnoszenie stóp procentowych przez banki centralne i przekłada się na wyższe koszty finansowania inwestycji. UNCTAD wskazuje już na pierwsze symptomy spowolnienia na świecie i spadek wartości inwestycji typu greenfield oraz międzynarodowego finansowania projektów. Walka o inwestycje zagraniczne będzie więc teraz tym bardziej zacięta.

Mamy swoje argumenty

– Silnym argumentem przemawiającym za inwestowaniem w Polsce są nasze kompetencje. Młodzi, wykwalifikowani ludzie z ambicjami i solidnym podejściem do pracy, których w naszym kraju nie brakuje, a potencjał rozwojowy dodatkowo zapewniają inwestorom fachowcy, którzy przenoszą się do nas zza wschodniej granicy. Do lokowania w Polsce biznesu skłaniają także publiczne zachęty inwestycyjne, w tym specjalne strefy inwestycyjne stworzone w całym kraju. Naszym atutem jest również położenie oraz nowoczesna infrastruktura transportowa, łącząca główne miasta regionu, jak również wciąż korzystne koszty pracy w porównaniu z innymi państwami europejskimi. Należy tu wspomnieć też o dobrym poziomie PKB i samej wielkości rynku wewnętrznego, która dla inwestorów jest także sporą zachętą – mówi Kamil Kowalewski, Senior Negotiator w Walter Herz.

O dobrej kondycji naszego rynku świadczą także wskaźniki dotyczące rynków najmu. – Spada stopa pustostanów i rośnie popyt na powierzchnie komercyjne. Na rynku wybija się sektor logistyczny, który notuje rekordowe wyniki. Inwestycje magazynowe realizowane są często spekulacyjnie, bo brakuje powierzchni, mimo szybkiego przyrostu krajowych zasobów. Nasz rynek magazynowy z roku na rok umacnia swoją pozycję w Europie. W pierwszym kwartale 2022 roku dostarczyliśmy jedną czwartą nowej podaży powierzchni magazynowych na kontynencie. A rekordowa chłonność, jaką notuje polski rynek logistyczny przyniosła nam w pierwszym kwartale br. trzecią pozycję w Europie pod względem wielkości nowego popytu – informuje Bartłomiej Zagrodnik.

Sprawna logistyka przyciąga inwestycje

Utrzymujące się w naszym kraju od dawna wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe podbija w ostatnich miesiącach także wzrost aktywności najemców z branży produkcyjnej. Dopinguje to inwestorów do realizacji kolejnych projektów, mimo sporego ryzyka związanego z błyskawicznym wzrostem kosztów budowy i finansowania inwestycji. Z danych Walter Herz wynika, że w całej Polsce w budowie pozostaje 4,8 mln mkw. powierzchni magazynowych.

Nieruchomości logistyczne budzą też szczególne zainteresowanie na rynku inwestycyjnym. Po rekordowym dla polskiego sektora magazynowego 2021 roku, w którym zawarte zostały transakcje inwestycyjne o wartości 2,8 mld euro, aktywność inwestorów na naszym rynku chwilowo osłabła ze względu na zawirowania makroekonomiczne i niepewność związaną z wybuchem wojny w Ukrainie. Biznes dostrzega już jednak stabilizację sytuacji, popartą obecnością Polski w strukturach NATO i UE.

Doradcy uważają, że w dłuższej perspektywie zainteresowanie inwestorów obiektami logistycznymi w naszym kraju będzie rosło. Przemawia za tym zapotrzebowanie na magazyny zgłaszane przez sektor e-commerce, sieci handlowe i firmy produkcyjne oraz poprawa rentowności nieruchomości logistycznych związana z podwyżkami stawek czynszowych na naszym rynku.

Jubileuszowa podwyżka stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej dokonała podwyżki stóp procentowych o 0,5 pp. do 6,5 proc. To jubileuszowa – dziesiąta podwyżka od października 2021 roku. Czy seria podwyżek zbliża się już do końca?

RPP dokonała dziś podwyżki stóp o 0,5 pp. czyli o 0,25 pp. mniejszej niż wynosiły przewidywania większości analityków. Po podwyżce podstawowa stopa procentowa wynosi 6,5 proc. Na taką decyzje wpłynęła cały czas rosnące inflacja, która w czerwcu wyniosła aż 15,6 proc. Choć z gospodarki napływają ostatnio niekorzystne dane, wskazujące na możliwość wystąpienia recesji, to szczyt inflacji jest jeszcze przed nami, czyli w najbliższych miesiącach inflacja jeszcze wzrośnie. Jej maksymalny poziom może wynieść 17-18 proc., choć może być wyższy w razie nowych problemów z dostawami ropy i gazu w Europie. Mimo podwyżek oficjalnych stóp realna stop procentowa w Polsce (stopa procentowa minus inflacja) cały czas spada i wynosi obecnie -7,87 proc.

Także ostatnie znaczne osłabienie złotego nie pozostało bez wpływu na decyzję rady. Podwyżka stóp może bowiem w krótkim terminie wpłynąć na umocnienie złotego. Choć jak pokazuje doświadczenie Węgier, gdzie w odpowiedzi na osłabienie funta, 28 czerwca podniesiono podstawową stopę o 1,85 pp., umocnienie z tym związane może być tylko przejściowe. W związku z tym dziś Węgrzy ponownie podnieśli stopy – tym razem stopę tygodniową aż o 2 pp., kolejny raz próbując zatrzymać osłabienie swojej waluty.

Złoty osłabia się, także z obawy przed rychłym zakończeniem serii podwyżek stóp procentowych w Polsce. Na taki scenariusz wskazuje niższa niż oczekiwano dzisiejsza podwyżka stóp oraz coraz gorsze dane makroekonomiczne napływające z gospodarki, które zwiastują wystąpienie recesji w drugim półroczu tego roku. W sierpniu RPP się zbiera, ale nie będzie decydować o wysokości stóp. Kolejne posiedzenie, na którym może dojść do podwyżki stóp jest zaplanowane dopiero na 7 września. O tym czy Rada podniesie po wakacjach stopy raz czy dwa razy, będą decydować napływające z gospodarki kolejne dane.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Pierwszy efekt decyzji RPP

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 50 punktów bazowych, co oznacza, że stopa referencyjna będzie wynosić 6,5%. To dziesiąte kolejne posiedzenie przynoszące podwyżkę i za każdym razem ta podwyżka była większa niż 25 punktów bazowych. Jednak ruch jest mniejszy niż oczekiwano i przynosi osłabienie waluty.

Konsensus rynkowy zakładał podniesienie stóp o 75 punktów bazowych i choć nie jest to pierwsze zaskoczenie, ma miejsce w dość delikatnym momencie. Ostatnie dni przynoszą spore osłabienie złotego, szczególnie wobec dolara. Kluczowym motywem jest tu obawa o recesję w Europie oraz kryzys energetyczny, ale przy inflacji przekraczającej 15% krajowy wątek stabilności cen nie jest też bez znaczenia. Historia pokazuje, że skokowe podnoszenie stóp w celu zahamowania deprecjacji waluty jest mało skuteczne. Natomiast podnoszenie stóp w celu zbudowania wiarygodności procesu walki z inflacją będzie mieć znaczenie większe.

Oczywiście dla inflacji nie ma aż tak dużego znaczenia to, czy stopa referencyjna wynosić będzie teraz 6,5%, czy wynosiłaby 6,75%. Ważne jest to, gdzie ostatecznie trafią stopy i jak długo tam pozostaną. Nawet jeśli obecnie inflacja jest w okolicach szczytu, a spadające ceny surowców pomogą ją obniżyć, to przy założeniu średniorocznej inflacji w 2023 na poziomie 8-9% nadal mielibyśmy ujemne realne stopy procentowe. Dlatego Rada nie ma wyboru – musi pozostać na kursie na zaostrzenie pieniężne dopóki nie odnotuje sygnałów zelżenia presji inflacyjnej.

Złoty na razie reaguje na decyzję Rady osłabieniem. Dogrywka czeka nas jutro podczas konferencji prezesa. O 15:55 euro kosztuje 4,7943 złotego, zaś dolar 4,7067 złotego.

Dr Przemysław Kwiecień, analityk XTB

Ograniczona podwyżka stóp o 50 pb. Co dalej?

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 50 pb. W konsekwencji stopa referencyjna wzrosła do 6,5%. Ostatni raz na takim poziomie była w 2005 r. Reakcja złotego na decyzję RPP nie była bardzo silna.

Skala podwyżki jest zaskoczeniem. Zarówno konsensus, jak i my zakładaliśmy, że stopy wzrosną o 75 pb. Część obserwatorów sugerowała, że – w kontekście ostatniej słabości złotego i niedawnych agresywnych podwyżek stóp w Rumunii i na Węgrzech – rosną szanse na nawet silniejszy ruch ze strony RPP. W tym kontekście zaskoczenie było spore.

Co ciekawe, reakcja złotego na decyzję RPP nie była bardzo silna. W pierwszej chwili kurs EUR/PLN wzrósł z okolic 4,77 do 4,81 jednak niedługo później zaczął oscylować w okolicy środka tego przedziału. W kontekście rynkowych oczekiwań reakcja ta jest zaskakująco niewielka. Osłabienia złotego nie spotęgowała również publikacja komunikatu po posiedzeniu RPP. Jego treść była bardzo zbliżona do poprzedniego. Co ważne – zmianom nie uległo odniesienie do dalszych kroków banku centralnego: „decyzje Rady będą zależne od napływających informacji”.

Najciekawszym elementem komunikatu była rewizja projekcji wzrostu gospodarczego i inflacji. Obecnie środek przedziału inflacji prognozowanego z 50–procentowym prawdopodobieństwem na 2022 r. to 14,3% wobec 10,8% w projekcji z marca. W przypadku kolejnych dwóch lat to odpowiednio 12,5% (9% w marcu) i 4,1% (4,3%). Środek prognozowanego przedziału dla wzrostu PKB to 4,7% (4,4%) w 2022 r., 1,3% (3%) w 2023 r. i 2,3% (2,7%) w 2024 r. Rok 2023 r. rysuje się dość pesymistycznie. Bardzo możliwe, że obniżenie tempa podwyżek stóp procentowych ma odzwierciedlać zmianę oczekiwań dot. wzrostu gospodarczego.

W komunikacie nastąpiła również niewielka zmiana tonu w kontekście złotego. Decydenci stwierdzają, że „obniżaniu inflacji sprzyjałoby także umocnienie złotego, które w ocenie Rady byłoby spójne z fundamentami polskiej gospodarki”. Wcześniej użyto sformułowania „powinno sprzyjać” i „będzie spójne”. Taka zmiana może sugerować pewną wątpliwość w kontekście tego, czy złoty się umocni.

Co dalej ze stopami?

Sądzimy, że po wakacjach stopy procentowe powinny jeszcze wzrosnąć. Niepewność w zakresie tego, jak będzie kształtować się polityka pieniężna za dwa miesiące i dalej, istotnie jednak wzrosła. RPP zmniejszyła tempo podnoszenia stóp procentowych, i do wyższego już raczej nie wróci, ale na tym etapie trudno określić, kiedy zakończy cykl. Dużo zależeć będzie od napływających danych.

Z uwagą będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w piątek 8 lipca o 15:00. Powinna ona dodać kontekstu do lipcowej decyzji i być może rzuci nieco światła na to, jak mogą rysować się dalsze kroki banku centralnego.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Stopy procentowe znowu w górę. Jak zareaguje rynek nieruchomości?

Działająca w coraz bardziej skomplikowanym środowisku rodzimej gospodarki Rada Polityki Pieniężnej, podniosła już po raz dziesiąty z rzędu stopy procentowe NBP. Tym razem prognozy obstawiały szerszy zakres ruchu w granicach 50-100 pb. Ostatecznie główna stopa poszybowała o 50 pb. do poziomu 6,5 proc.

RPP decydując o kolejnym poziomie procesu windowania kosztu rodzimego pieniądza, tym razem działała pod szczególną presją, znajdując się w przysłowiowym położeniu pomiędzy młotem a kowadłem. Wynika to z faktu nie tylko wciąż nieubłaganie szybującej inflacji CPI, ale dodatkowo sytuacji załamania złotego w okolicznościach dołującego PMI dla polskiej gospodarki. I to prawdopodobnie ten ostatni czynnik zadecydował o relatywnie umiarkowanej podwyżce, niestety najprawdopodobniej nie ostatniej w tym cyklu.

Przy obecnej wartości stopy referencyjnej, zakładając wzrost stawki WIBOR 3M do 7,6 proc. do końca lipca br., dynamika rat kredytów mieszkaniowych w stosunku do okresu sprzed podwyżek przekracza już na dobre 100 proc. od jesieni ub. roku. Rata kredytu o wartości 300 tys. zł zaciągniętego na 30 lat z marżą równą 2 proc. wzrośnie już licząc od początku października ub. roku z poziomu 1141 zł do 2544 zł. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 600 tys. zł pójdzie w górę z 2281 zł do 5090 zł, a więc już o 123 proc., a nominalnie ponad 2,8 tys. zł. Tego typu relacje sygnalizują już teraz osiągnięcie poziomów krytycznych, które grożą istotnym pogorszeniem statystyk spłacalności hipotek złotowych.

Tymczasem zgodnie z zasadą „nieszczęść chodzących parami”, załamanie kursu złotego silnie uderza w budżety 600 tys. mieszkaniowych kredytobiorców walutowych, których sytuacja w porównaniu do zadłużonych w złotym jeszcze do niedawna wydawała się relatywnie stabilna. Tymczasem po pierwszej od lat podwyżce stóp przez SNB i prognozach ich dalszego ruchu w górę, już w bezpośredniej perspektywie, w połączeniu z przyśpieszeniem zwyżki CHF/PLN sytuacja tzw. frankowiczów zaczyna się bardzo poważnie komplikować. Bynajmniej nie poprawi jej umiarkowany tym razem ruch RPP, który spowodował dalszą deprecjację rodzimej waluty.

Najbardziej efektownym skutkiem marszu stóp procentowych w górę jest koniunkturalna zapaść statystyk kredytów mieszkaniowych. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe w czerwcu uległ tąpnięciu o 59,9 proc. w relacji rok do roku, natomiast spadek wnioskujących o kredyt zniżkował o 60 proc. do zaledwie 19,5 tys. czyli absolutnie najniższej w monitorowanej przez BIG od 2007 roku historii. Co gorsza jednak, sytuacja pomimo dość tragicznej wymowy wciąż nieubłaganie pogarsza się z miesiąca na miesiąc. W tym stanie rzeczy prognozy spadku wartości kredytów mieszkaniowych o 20 – 30 proc. w roku bieżącym wydają się i tak dość optymistyczne.

Taka sytuacja coraz dotkliwiej uderza w sprzedaż mieszkań deweloperskich. Ostatni raport  BIG DATA RynekPierwotny.pl. informuje o czerwcowym wyniku sprzedaży nowych mieszkań w liczbie zaledwie 2129 lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to spadek miesiąc do miesiąca o 13 proc. i rok do roku aż o 40 proc.

Charakterystycznym elementem hamowania koniunktury sprzedażowej na pierwotnym rynku mieszkaniowym jest wyraźne spowolnienie wzrostów stawek mkw. nowych lokali na głównych rynkach kraju. Na podstawie danych za czerwiec można z grubsza przyjąć, że ceny w relacji miesiąc do miesiąca nie uległy zmianom mającym znaczenie statystyczne. Być może już za miesiąc – dwa okaże się, że w sytuacji rekordowo wysokich stóp NBP, stymulujących spadkową tendencję deweloperskich kontraktacji, pojawi się pierwsza od lat szansa na impuls korekcyjny w deweloperskich cennikach.

Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl, w dalszym ciągu deweloperzy mieszkaniowi komunikują rekordową – rzędu 60 – 70 proc. udziału – przewagę transakcji gotówkowych nad kredytowymi w procesie topniejącej z miesiąca na miesiąc sprzedaży nowych lokali. Tymczasem coraz większą konkurencją dla inwestycji w mieszkania stają się rosnące, wraz ze stopami NBP, oprocentowania lokat bankowych oraz rentowności innych instrumentów finansowych niskiego ryzyka z gwarancją ochrony kapitału. A być może już niebawem spełnią się oczekiwania likwidacji kuriozalnego, w obecnych warunkach rynkowych, podatku Belki.

Sytuacja ta coraz bardziej zaczyna przypominać tę z okresu globalnego kryzysu finansowego zapoczątkowanego upadkiem Lehman Brothers w 2008 roku, kiedy to pieniądze trzymane przez Kowalskiego w rodzimym banku dawały przez kilka lat z rzędu znacznie większe profity niż zainwestowane w mieszkaniówce.

W tej sytuacji najgorszym z możliwych scenariuszy dla branży deweloperskiej byłby wiarygodny sygnał początku korekty cenowej nowych mieszkań, co mogłoby wywołać  u inwestorów detalicznych awersję do gotówkowych inwestycji mieszkaniowych na bliżej nieokreślony okres czasu. W tej chwili wydaje się to bardzo mało prawdopodobne z racji rekordowo wysokiej inflacji i rosnących kosztów inwestycji deweloperskich. Sęk w tym, że na rynku nie ma rzeczy niemożliwych, a ceny mieszkań zależą nie tylko od jednego, ale od całego szeregu czynników, w tym przede wszystkim takich, których nie sposób przewidzieć.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ustawa wdrażająca tzw. „system kaucyjny” to zagrożenie dla małych sklepów

Instytut Staszica przeanalizował zapowiedzi dotyczące ustawy wprowadzającej system kaucyjny dla opakowań plastikowych, a także szklanych wielokrotnego i jednorazowego użytku. Instytut pozytywnie ocenia projekt objęcia systemem kaucyjnym opakowań plastikowych czy metalowych dla napojów (butelki PET, puszki) jako tych surowców, które ze względu na specyfikę (małą masę, możliwość zgniatania) mogą być przyjmowane przez automaty w większości sklepów lub mogą być przez nie zbierane manualnie. Dodatkowo to one właśnie w ogromnym stopniu zanieczyszczają nasze ulice i środowisko – ich zbiórka i recykling są więc korzystne społecznie i ekologicznie, a także realne organizacyjnie. W zapowiedzi Ministerstwa Klimatu i Środowiska pojawiła się informacja, że planowany system ma objąć również butelki szklane jednorazowego użytku. Instytut wskazuje na ryzyka obciążenia handlu detalicznego kwestią odbioru opakowań szklanych. O ile system odbioru opakowań wielorazowych (już teraz objętych kaucją) działa bardzo efektywnie, o tyle objęcie nim także szklanych opakowań jednorazowych będzie ogromnym – by nie rzec śmiertelnym – obciążeniem dla małych polskich sklepów, które wciąż stanowią dominujący segment w polskim handlu.

Na polski rynek trafia rocznie ok. 5,5 mln ton opakowań. W podziale na surowiec wygląda to następująco – 985 tys. ton opakowań z tworzyw sztucznych, 91,5 tys. ton  aluminium, 153 tys. ze stali i blachy stalowej, 1,9 mln ton z papieru i tektury oraz 1,2 mln ton opakowań ze szkła i tyle samo z materiałów naturalnych, w tym drewna.[1]

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego polski konsument zużywa średnio ok. 160 kg opakowań rocznie. Tymczasem w przypadku mieszkańców pozostałych państw Unii Europejskiej jest to ok. 180 kg. I choć u nas ten odsetek jest niższy o 20 kg, to jednak w ostatnich latach zużycie opakowań w Polsce rosło dynamicznie, o blisko 12 proc. w skali roku – podkreśla Instytut[2].

Plastik i puszki – prosty sposób na czyste miasta

Patrząc na wymogi prawne, obecne poziomy recyklingu oraz specyfikę struktury polskiego handlu – z pewnością trzeba zająć się opakowaniami plastikowymi i to te opakowania przede wszystkim powinny znaleźć się w depozycie. Dzięki temu producenci napojów będą mogli wypełnić swoje obowiązki w zakresie uzyskania odpowiednich poziomów zbiórki i recyklingu oraz udziału surowca wtórnego w opakowaniach plastikowych od napojów, a Polska będzie odprowadzała niższe opłaty do Brukseli.

Takie podejście uzasadniają też poziomy recyklingu dla poszczególnych opakowań, które są w Polsce obecnie osiągane. Poziom recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych w 2018 r. kształtował się na poziomie 35,2%[3]. W tym czasie na rynek wprowadzono ok. 985 tys. ton opakowań z tworzyw sztucznych, z których nieco ponad 346 tys. ton zostało poddane recyklingowi. Zgodnie dyrektywą 2018/852 z 30 maja 2018 r. Polska będzie musiała osiągać do 31 grudnia 2025 r. wielkości na poziomie 50% w odniesieniu do tworzyw sztucznych.

Nawet pobieżna obserwacja naszych ulic czy parków pokazuje, że to właśnie puszki i opakowania plastikowe w głównej mierze zaśmiecają nasze otoczenie i to nimi właśnie należy zając się  pierwszej kolejności. Poza tym są one lekkie, łatwe do zebrania i nie będą stanowić utrudnienia dla małych sklepów. Wprowadzenie do depozytu tylko tych opakowań  z pewnością obniży koszt całego systemu. Będzie to też więc uzasadnione ekonomicznie.

Szkło zatka system, czyli lepsze jest wrogiem dobrego

Trzeba stwierdzić, iż polski system zbiórki opakowań szklanych już w tej chwili działa bardzo dobrze w przypadku opakowań  wielorazowych (czyli już teraz objętych kaucją). Biorąc pod uwagę specyfikę rynku polskiego oraz efekty jego działania, system ten wydaje się dobrym rozwiązaniem dla wspomnianych opakowań. Jego efektywność sięga 90-92%. Oznacza to, że zaledwie 8-10% butelek szklanych wielokrotnego użytku jest traconych rocznie w rynku, co przekłada się na wprowadzanie w tym okresie na rynek zaledwie około 100 tys. ton szkła (dane: Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie).[4]

Jednocześnie trzeba podkreślić, że w obecnym systemie także jednorazowe opakowania szklane zbierane są z bardzo wysoką skutecznością. Według danych Europejskiej Organizacji Opakowań Szklanych, w Polsce z roku na rok wzrasta poziom recyklingu opakowań szklanych, co jest bardzo dobrą prognozą na przyszłość (2016 r. 53%, 2017 r. 62,5%). Obecnie już około 70% opakowań szklanych w Polsce poddanych jest recyklingowi, a to jest optymistyczną przesłanką do spełnienia wymagań Unii Europejskiej, a zatem aby osiągnąć pełny poziom 70% w 2025 roku.  Stłuczka szklana jest ważnym surowcem wtórnym. Szkło, w odróżnieniu od np. plastiku, można przetwarzać nieskończoną ilość razy, także na kolejne opakowania do produktów spożywczych. Recykling szkła w 2019 roku w Polsce osiągnął rekordowy poziom 67% (wzrost z 63%, w 2018 r.). W bieżącym roku planowane jest osiągnięcie poziomu 70% recyclingu odpadów szklanych w Polsce. Obecny wysoki poziom recyclingu opakowań szklanych został osiągnięty dzięki skutecznym systemom segregacji w poszczególnych gminach. W krajach europejskich, w których osiągane są najwyższe poziomy recyclingu szkła, nie zostały wprowadzone systemy kaucyjne dla tego surowca (Szwecja – recycling szkła na poziomie 99%, Norwegia – 98%, Belgia – 98%, Włochy – 87%, Hiszpania – 80%, Bułgaria – 78%).

Instytut podkreśla natomiast iż włączenie opakowań szklanych jednorazowych do systemu kaucyjnego będzie ogromnym by nie rzec zabójczym obciążeniem dla małego handlu detalicznego a jednocześnie nie poprawi w sposób znaczący finalnego wolumenu zbieranych opakowań – będzie się bowiem kanibalizował z istniejącymi już systemami gminnymi (pojemniki na szkło).

Zagrożenie dla małych, polskich sklepów

Pandemia COVID-19 wywindowała udziały handlu internetowego kosztem tradycyjnego. Popularność zakupów online przełożyła się na spadek zakupów stacjonarnych, a w konsekwencji na zamknięcie w 2022 r. największej liczby sklepów od 5 lat. W postpandemicznym otoczeniu rynkowym najszybciej znikają sklepy ogólnospożywcze. Rosnąca inflacja, która zmusza konsumentów do ograniczania wydatków w domowych budżetach, zaostrza sytuację w gospodarce i ogranicza konkurencyjność wielu różnych branż. Wprowadzone regulacje prawne, jak i te planowane w najbliższym czasie, mogą jeszcze bardziej pogorszyć nastroje na rynku.

Struktura polskiego handlu jest unikalna. Jak podkreśla rynek, 40% sprzedaży odbywa się tradycyjnym kanałem, który stanowią małe i średnie placówki. Ich powierzchnia handlowa jest ściśle ograniczona i w pełni zagospodarowana. Dlatego punkty te nie będą miały możliwości wyodrębnienia dodatkowej przestrzeni magazynowej, na potrzeby skupu np. jednorazowych butelek szklanych. Z frakcją puszek czy butelek PET łatwo można sobie poradzić – opakowania dają się łatwo zgnieść, dlatego nie powinny zajmować zbyt wiele miejsca.

Gabarytowo opakowania szklane są także mniej komfortowe nie tylko na etapie magazynowania, ale również transportu i całej logistyki. Jeśli mowa o wygodzie, to sukces systemu kaucyjnego zależy od zaangażowania samych konsumentów. Trudno oczekiwać, by byli zainteresowani odnoszeniem do sklepów – nierzadko oddalonych o kilkaset metrów, nie wspominając o większych odległościach – czyli systematycznego zwrotu wielkogabarytowych opakowań szklanych. Nawet zachęta w postaci zwrotu równowartości kaucji, może nie być wystarczającym argumentem, by zebrać satysfakcjonujące poziomy tego surowca. Przy okazji gromadzenia opakowań szklanych trzeba wziąć pod uwagę także kwestie związane z BHP. Ewentualna stłuczka lub szkło oszczerbione może być zagrożeniem dla konsumentów, ale także personelu sklepów.

Z powodu wygody, objęcie szkła kaucją może skłonić wielu konsumentów do zakupu opakowań plastikowych. Przewrotnie, spowoduje to odwrócenie trendu – ekologiczny, cyrkularny segment dla opakowań szklanych zostanie wyparty przez zakupy produktów opakowanych w plastik. Takie wnioski płyną z analizy rozwiązań wdrożonych w państwach UE. Przykładowo w Niemczech objęcie szkła depozytem spowodowało spadek użytkowania butelek szklanych z 80% do poziomu 50%.

Obligatoryjnie do udziału w systemie kaucyjnym mają być włączone placówki średnio- i wielkopowierzchniowe. Każdy sklep o powierzchni handlowej od 100 m kw. (analizowane jest też podwyższenie tego progu – Polska Izba Handlu opowiada się na progiem 500 m kw.) będzie zobowiązany do odbierania przynoszonych przez klientów pustych opakowań objętych systemem kaucyjnym oraz do wypłacenia klientowi kaucji. Pozostałe, mniejsze jednostki handlowe będą mogły odbierać te opakowania oraz zwracać kaucję na zasadzie dobrowolności. Wszystkie placówki handlowe będą jednak zobowiązane do pobierania kaucji. System ma być przyjazny dla klienta, dlatego zrezygnowano z konieczności okazywania dowodu zakupu towaru w postaci paragonu.

Dodatkowo trzeba podkreślić, iż nadmierne obciążenie systemu może zepsuć efekty tego co już działa dobrze i można to łatwo poprawić poprzez  np. edukację. Objęcie szkła jednorazowego depozytem przyczynia się do pogorszenia sytuacji lokalnych systemów zbiórki. Skutkuje to nawet zmniejszeniem ogólnego poziomu recyklingu. W praktyce nie pomaga to, np. samorządom, obniżać cen, zmniejszyć częstotliwości opróżniania pojemników, czy obniżać opłat dla mieszkańców (tylko niewielka ilość opakowań ze szkła „wychodzi” z systemu). Wpływ środowiskowy systemów depozytowych jest wątpliwy dla surowców, które mogą być łatwo zebrane w inny sposób, np. szkła – dodatkowy transport vs niewielki przyrost recyklingu. Rozdrobnienie i specjalne etykiety utrudniają recykling i powodują straty szkła do recyklingu (do 30%). Nowoczesne instalacje w Polsce umożliwiają oczyszczenie i recykling całości szkła zbieranego w pojemnikach za pomocą systemów gminnych.  Pokazują to także doświadczenia innych krajów: najwyższe poziomy recyklingu szkła charakteryzują kraje, w których funkcjonują wyłącznie systemy selektywnego zbierania szkła oparte o pojemniki (w tym kraje będące od kilku lat „na podium” – Belgię, Słowenię i Luksemburg). Korzystają one tyko z ROP.

System pojemnikowy – najbardziej efektywny

W ocenie organizacji reprezentującej producentów frakcji szklanych, Związku Pracodawców „Polskie Szkło”, dla recyklingu szkła najbardziej efektywne są lokalne systemy pojemnikowe, współfinansowane poprzez Rozszerzoną Odpowiedzialność Producenta. W Polsce, według danych Europejskiej Organizacji Opakowań Szklanych, rok do roku wzrasta poziom recyklingu opakowań szklanych. Obecnie już około 70% opakowań tego typu poddanych jest recyklingowi. Dla szkła jednorazowego system kaucyjny będzie zatem mało efektywny i najbardziej kosztowny.

W Europie tylko 3,1% szkła trafiającego na rynek jest objęte systemami depozytowymi. Przykładowo, na Litwie w 2019 r. zebrano w ten sposób tylko 8 800 ton opakowań ze szkła. Dlatego, zdaniem ekspertów Instytutu Staszica, przy włączeniu w system kaucyjny w sklepach  opakowań plastikowych i puszek – z jednej strony  najbardziej zanieczyszczających, zaśmiecających środowisko, a z drugiej łatwych do zebrania i przechowania – należy zastosować odrębną metodę dla opakowań szklanych jednorazowego użytku. Trzeba pozostawić dotychczasowy system kaucyjny dla opakowań zwrotnych, zaś opakowania szklane bezzwrotne zbierać w systemie innym, niż sklepowe butelkomaty –poprzez systemy samorządowe, które już z powodzeniem działają, albo też umożliwić im realizację kaucji. W przeciwnym wypadku obligatoryjne zbieranie wszelkich opakowań szklanych przez małe sklepy spowoduje błyskawiczne zatkanie systemu bądź jego dysfunkcjonalność. Klientom nie będzie się opłacało nosić opakowań do dużych sklepów, a to podważy sens całego systemu oraz jego walor społeczny i edukacyjny.

Włączenie butelek szklanych jednorazowych do systemu kaucyjnego nie spowoduje wzrostu efektywności zbiórki stłuczki szklanej, a doprowadzi do działania dwóch równoległych systemów zbiórki: gminnego, który nadal będzie zbierał opakowania szklana np. słoiki i kaucyjnego, który będzie zbierał opakowania szklane po napojach. Jest jednak pewne, że  znaczna większość konsumentów nie zwróci opakowań po napojach do sklepu  z uwagi za zbyt małą zachętę w postaci kaucji oraz utrudnienia z tym związane. Będą działać więc równocześnie dla tej samej frakcji – dwa systemy, co będzie generowało dodatkowe koszty. System kaucyjny powinien służyć zbiórce frakcji, dla których zbiórka pojemnikowa nie jest skuteczna, jak. np. butelki plastikowe. Zdaniem Instytutu  skutecznie dziś działający system pojemnikowy dla szkła powinien być wspierany i rozwijany, poprzez zwiększanie jego efektywności, przy obniżaniu kosztów prowadzenia oraz edukację społeczną.

[1]http://jagiellonski.pl/files/other/Rozszerzona_odpowiedzialnoYY_producenta_w_sektorze_gospodarki_odpadami_-_RAPORT_IJ.pdf

[2] Tygodnik Gospodarczy, Polski Instytut Ekonomiczny, styczeń 2020 r. oaz https://pie.net.pl/wp-content/uploads/2020/09/PIE-Zalew-smieci.pdf

[3] Raport Instytutu Jagiellońskiego pt. „Rozszerzona odpowiedzialność producenta w sektorze gospodarki odpadami”, czerwiec 2020 r.

[4] Raport PFPŻ i ZPPP – Browary Polskie pt. „Reforma systemu zagospodarowania odpadów. Stanowisko organizacji producenckich”, 2020 r.; https://portalkomunalny.pl/przedsiebiorcy-chca-rop-razem-z-systemem-depozytowo-kaucyjnym-411140/

Sądny dzień dla złotego

Dzisiejszy dzień upłynie wielu naszym rodakom na czekaniu na wyrok. Stopy procentowe najprawdopodobniej znów skoczą w górę. Pytanie najważniejsze brzmi jak co miesiąc – ile?

Cios w kredytobiorców

Już dzisiaj decyzja EBC w sprawie podwyżek stóp procentowych. Teoretycznie jest to zmiana, ale i tym, że mówimy o wzroście właściwie nikt nie ma wątpliwości. Wątpliwości mają jednak analitycy, jak silny będzie to ruch. Na rynku pojawia się wiele koncepcji zarówno względem obecnej decyzji, jak i tego, co bank centralny powinien robić dalej. Większość tych analiz niestety zakłada racjonalność decydentów i współpracujący rząd. O ile negowanie tego pierwszego założenia byłoby bezczelnością, o tyle fakt, że rząd zalewając rynek pieniędzmi mocno utrudnia walkę z inflacją. Czego zatem można się spodziewać dzisiaj? Wzrostu stóp procentowych o 0,5%-1%. To powinno podnieść raty kredytów złotowych o 40-80 złotych na każde 100 000 zł kredytu. W przypadku niskich podwyżek w rodzaju 0,5% lub ostrożnych wypowiedzi po decyzji można spodziewać się, że euro ponownie zaatakuje poziom 4,80 zł, od którego odbiło się wczoraj.

Rumunia wraca do walki z inflacją

Narodowy Bank Rumunii ostatnimi miesiącami był mistrzem pracy na pół etatu. Niby podnosili stopy procentowe, ale jakoś im to nie szło zbyt spiesznie. Zaczęli w październiku 2021, czyli relatywnie wcześnie. Zaczynali od poziomu 1,25%, czyli ponad 1% powyżej Polski. Jak się jednak okazuje, jeżeli bank centralny zbiera się nie jak w Polsce co miesiąc, ale w amerykańskim modelu dwa razy na kwartał to posiedzeń jest mniej. W takim scenariuszu można oczywiście podnosić stopy procentowe szybciej niż kraje, które podnoszą co miesiąc. Rumunii jednak powiązali swoją walutę z euro i zbyt silne ruchy wybiłyby ją z tego parytetu. W strefie euro podnoszenie stóp procentowych idzie jeszcze mniej spiesznie. W rezultacie Rumunia mimo niebycia w unii walutowej zaserwowała sobie jej problemy.

Węgrzy rozpaczliwie ratują forinta

Waluta Węgier od początku rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainie jest w wyraźnym odwrocie. Co ciekawe, traci mocniej niż waluty zarówno agresora i ofiary. Kluczem jest absolutny brak zaufania do tamtejszego rządu, który bardzo słabo ukrywał swoją prorosyjskość. Do tego doszły bardzo dziwne decyzje gospodarcze, w tym między innymi zamrożenie stóp procentowych dla kredytów hipotecznych, które jest ogromnym problemem dla banków. Obecnie bank Węgier gwałtownie podnosi stopę depozytową, by ściągnąć pieniądze z rynku. Tygodniowa stawka poszła w górę aż o 2%. Nadal jesteśmy jednak blisko historycznych minimów forinta względem większości walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych głównym wydarzeniem jest decyzja RPP. Nie jest jednak komunikowana godzina publikacji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Cykl podwyżek stóp procentowych dobiega końca

Niekorzystna mieszanka silnie rosnącej inflacji i słabnącej gospodarki może w nieodległej przyszłości skłonić Radę Polityki Pieniężnej do zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych. Byłby to scenariusz korzystny dla posiadaczy kredytów, choć niekoniecznie zły dla oszczędzających.

Najnowsze wstępne dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały, że w czerwcu dynamika inflacji przyspieszyła z 13,9 do 15,6 proc. i jest najwyższa od 25 lat. Na szczęście wiele wskazuje na to, że wkrótce presja na wzrost cen się mniejszy, co oznacza, że konsumenci odczują niewielką ulgę. Zła informacja jest taka, że coraz więcej sygnałów wskazuje na rychłe pogorszenie się kondycji polskiej gospodarki. Najnowszym jest nadspodziewanie duży spadek wskaźnika PMI, z wyprzedzeniem informującego o perspektywach koniunktur w przemyśle. W czerwcu jego wartość obniżyła się do zaledwie 44,4 punktów, z 48,5 w maju i była znacząco niższa, niż spodziewali się analitycy. Pogorszenie się sytuacji sygnalizuje spadek tego wskaźnika poniżej 50 punktów. A w naszym przypadku, nie dość, że jest on poniżej tej bariery drugi miesiąc z rzędu, to dynamika spadku niebezpiecznie przyspiesza. Niepokojąco wygląda także szczegółowa analiza jego elementów składowych, a głównie spadek liczby nowych zamówień dla przemysłu, a co za tym idzie, nieuchronne obniżenie się dynamiki produkcji przemysłowej. To konsekwencja zarówno pogorszenia się koniunktury na świecie, a szczególnie w Niemczech, ale także zmniejszania się popytu wewnętrznego, wynikającego w znaczniej mierze ze słabnącej w związku z wysoką inflacją konsumpcji. Dane dotyczące zamówień są najgorsze od czasu największego nasilenia negatywnych konsekwencji pandemii i globalnego kryzysu finansowego z 2008 r.

Zestawienie danych o inflacji z odczytem wskaźnika PMI powoduje sporą niepewność w kwestii najbliższej decyzji Rady Polityki Pieniężnej już w trakcie lipcowego posiedzenia, zwiększa zaś prawdopodobieństwo rychłego zakończenia cyklu zaostrzania warunków monetarnych. Część analityków spodziewa się, że sygnały tego ostatniego zjawiska mogą być widoczne już w tym tygodniu i Rada może zdecydować jedynie o niewielkie, rzędu 0,25 punktu procentowego podwyżce, a nie jest wykluczone, że w ogóle z niej zrezygnuje. Zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych, a nawet tylko zasygnalizowanie jego zakończenie przyniosłoby ulgę kredytobiorcom, w wyniku spadku stawek WIBOR. Jednocześnie posiadacze oszczędności mogliby jeszcze przez pewien czas cieszyć się wysokimi odsetkami z lokat bankowych.

Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Badanie EY: firmy notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych coraz efektywniej wdrażają działania klimatyczne, jednak jakość raportowania wymaga dalszej poprawy

Eksperci EY w ramach badania – Barometru Ujawnień Ryzyka Klimatycznego – przeanalizowali raporty roczne blisko 60 spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych pod kątem ich zgodności z tzw. Rekomendacjami TCFD, globalnym standardem sprawozdawczości korporacyjnych działań klimatycznych. Weryfikacji poddane zostały dwa czynniki – zgodność z rekomendacjami oraz jakość publikowanych danych. Dla całości rynku wskaźniki osiągnęły poziom 64% (zgodność) oraz 28% (jakość). W porównaniu do 2020 roku oznacza to odpowiednio wzrost o 8 oraz 1 punkt procentowy. Najlepszy wynik zanotowały spółki z WIG20 – 87% (zgodność) i 39% (jakość). Po przeciwległej stronie skali w obszarze zgodności z rekomendacjami TCFD uplasował się segment rolnictwo, żywność i produkty leśne (39%), a w jakości danych – transport (14%).

– Biznes stoi przed największą dla naszego pokolenia transformacją. Nie ulega wątpliwości, że żadna organizacja nie uniknie konieczności dostosowania swojego modelu funkcjonowania do znacznie ostrzejszych wymogów klimatycznych. Co więcej, oczekiwania wobec przedsiębiorstw będą tylko rosły. Wyniki raportu EY wskazują, że sytuacja w Polsce ulega poprawie. W szczególności dotyczy to dostosowywania realizowanych działań do zgodności z międzynarodowymi standardami. Polski biznes wciąż nadrabia zaległości, ale idzie mu to coraz sprawniej. Poprawy wymaga jednak jakość danych, którymi organizacje dzielą się z rynkiem – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

Czynniki poddane analizie

W czerwcu 2017 r. Task Force on Climate-related Financial Disclosures (TCFD), stworzona przez Radę Stabilności Finansowej (FSB) – powołany po szczycie G20 w 2009 r. międzynarodowy organ monitorujący globalny system finansowy i zgłaszający zalecenia na jego temat – opublikowała wytyczne dotyczące sprawozdawczości w zakresie informacji finansowych związanych z klimatem. Rekomendacje TCFD tworzy 11 punktów w 4 kategoriach – Ład Korporacyjny, Strategia, Zarządzanie ryzykiem, Wskaźniki i Cele. Z biegiem lat stały się one podstawą do opracowania kolejnych, regionalnych standardów, również na obszarze Unii Europejskiej.

Eksperci EY poddali analizie raporty roczne blisko 60 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, które działają w segmentach najbardziej narażonych na ryzyko klimatyczne. Dotyczy to zarówno sektorów finansowych (Banki i ubezpieczyciele) jak i niefinansowych (Rolnictwo, żywność oraz produkty leśne, Energia, Materiały i budownictwo, Transport). Weryfikacji poddano zgodność z Rekomendacjami TCFD oraz jakość informacji ujawnianych w raportach za 2021 rok.

Na drodze do światowych standardów

Wyniki Raportu EY – Barometr Ujawnień Ryzyka Klimatycznego – wskazują, że polskie spółki giełdowe tylko częściowo zastosowały Rekomendacje TCFD, uzyskując średnią ocenę 64% dla zgodności oraz 28% dla jakości. Jest to poprawa w stosunku do wyników za 2020 rok o odpowiednio 8 oraz 1 punkt procentowy.

Polskie spółki giełdowe najszerzej odnosiły się do obszaru Wskaźniki i cele osiągając wynik 74% dla zgodności oraz 36% dla jakości. W sektorze Zarządzenie ryzykiem było to odpowiednio 66% (zgodność) i 28% (jakość), a Ładu Korporacyjnego – 59% (zgodność) i 26% (jakość). Obszarem, który stanowi największe wyzwanie dla przedsiębiorstw jest Strategia. W ramach tego filaru badane spółki uzyskały wyniki 56% dla zgodności oraz 19% dla jakości.

Spośród badanych grup spółki WIG20 wykazują największą dojrzałość w zarządzaniu kwestiami związanymi z klimatem, osiągając 87% dla zgodności oraz 39% dla jakości. Z perspektywy sektorów wysokie wyniki mają spółki z sektorów Banki i ubezpieczyciele oraz Energia. Wyniosły one odpowiednio 82% i 36% oraz 74% i 37%. Te przedsiębiorstwa są świadome swojego znaczenia i konieczności współpracy z rynkiem przy transformacji w stronę gospodarki niskoemisyjnej. Dlatego coraz bardziej uwzględniają aspekty klimatyczne w swojej działalności.

Banki, pełniące funkcję akceleratora zmian, coraz częściej deklarują, że będą kierować finansowanie w stronę zrównoważonych projektów oraz organizacji. Z kolei przedstawiciele sektora Energia, będąc w centrum transformacji klimatycznej, podejmują wyzwanie sprostania rosnącemu zapotrzebowaniu na energię ze źródeł odnawialnych i niskoemisyjnych. Pozostałe sektory coraz częściej odnoszą się do aspektów klimatycznych w swoich raportach, co jest wynikiem rosnącej presji zarówno ze strony regulacyjnej, jak i interesariuszy, ale jakość ujawnień wciąż pozostaje na niskim poziomie. Wyniki dla zgodności oraz jakości ukształtowały się w sektorach Materiały i budownictwo na poziomie odpowiednio 72% i 30%, Transport 41% i 14%, Rolnictwo, żywność i produkty leśne 39% i 15%.

– Pełna implementacja Rekomendacji TCFD stanowi wyzwanie dla przedsiębiorstw, gdyż dokonanie właściwych ujawnień wymaga zmian wewnętrznych, a często pełnego rozpoczęcia procesu transformacji klimatycznej. Innymi słowy – punktowe modyfikacje polityki klimatycznej muszą przyjąć znacznie szerszą, holistyczną formę. Wymaga to gruntownej zmiany podejścia, jednak polskie firmy coraz częściej podejmują ten wysiłek. Prym wiodą największe organizacje, jednak w ich ślady idzie coraz więcej mniejszych organizacji. To pozytywny sygnał, zwiastujący trwałą zmianę trendu i coraz większą świadomość przedsiębiorstw na temat korzyści płynących nie tylko z wdrażania, ale również ujawniania działań klimatycznych – dodaje Jarosław Wajer.

Zintegrowana strategia klimatyczna jako źródło budowy wartości długoterminowej

Proces włączenia kwestii klimatycznych do bieżącej działalności organizacji nie ma już tylko wymiaru ładu korporacyjnego. Konsensus rynkowy, a co za tym idzie oczekiwania interesariuszy wskazuje, że zmiany klimatu oraz transformacja w stronę gospodarki niskoemisyjnej będą jednymi z głównych trendów kształtujących otoczenie przedsiębiorstw w najbliższych dekadach. Chociaż dokładny sposób i poziom wpływu tych czynników na organizacje może w przyszłości mieć kilka wariantów, co do zasady należy wyróżnić dwa wymiary oddziaływania, które organizacje powinny rozpatrywać w trakcie budowania odporności biznesu – fizyczny (np. zmiana zjawisk pogodowych) i transformacyjny (dostosowywanie strategii do bieżących okoliczności).

Te podstawowe wymiary wpływu na modele biznesowe i operacyjne powodują, że potraktowanie zmian klimatycznych jako kluczowych elementów zarówno procesu zarządzania ryzykiem (szansami i zagrożeniami), jak i tworzenia elastycznych strategii biznesowych staje się koniecznością. Oba procesy w efekcie końcowym wpływają na odporność organizacji i tym samym na ich długoterminową wartość. W szczególności, że interesariusze oczekują od firm ujawniania kluczowych obszarów ryzyka klimatycznego i ich wpływu na finanse. Globalne ocieplenie może bowiem wpływać na utratę wartości czy na szacunki okresu ekonomicznej użyteczności aktywów, wyceny do wartości godziwej, rezerwy oraz inne elementy sprawozdań finansowych.

– O strategii klimatycznej należy myśleć w kontekście długoterminowym. Jednocześnie firmy w klarowny sposób muszą komunikować już podjęte działania oraz ich rezultaty. Organizacje, które jedynie deklarują działania, nie prezentując wyników realnych zmian na starcie znajdują się na znacząco gorszej pozycji biznesowej. Jedynie całościowe podejście, polegające na połączeniu działań dekarbonizacyjnych ze strategicznym zarządzeniem ryzykiem klimatycznym i przekształcenie w odważne decyzje zarządcze pozwoli na zabezpieczenie obecnych lub wykreowaniu nowych przewag konkurencyjnych – podsumowuje dr Marcin Witkowski, menedżer EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Rosnąca inflacja pozostaje największym ryzykiem zewnętrznym dla polskich inwestorów detalicznych niż konflikt międzynarodowy

  • Inflacja jest największym ryzykiem zewnętrznym dla 66 proc. polskich inwestorów indywidualnych; konflikt międzynarodowy pozostaje problemem dla 41 proc. 
  • Tylko 18 proc. inwestorów sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, 47 proc. utrzymało się na rynku, a kolejne 35 proc. kupiło spadki
  • Inwestorzy zwiększyli ekspozycję na towary (25 proc.), akcje krajowe (22 proc.), kryptowaluty (20 proc.) i gotówkę (17 proc.)
  • Blisko 36 proc. zadeklarowało, że zainwestuje tę samą kwotę w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a 36 proc. planuje zainwestować więcej

Polscy inwestorzy indywidualni pozostają odporni na spadki na giełdzie i obawy przed recesją. Z najnowszego „Retail Investor Beat” przeprowadzonego przez sieć inwestycji społecznych eToro. Ponad ośmiu na dziesięciu (82 proc.) utrzymuje lub zwiększa swoje inwestycje czasie bessy.

Tylko 18 proc. badanych polskich inwestorów sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, podczas gdy 47 proc. utrzymało swoją pozycję, a 35 proc. kupowało w okresie spadków. W skali globalnej badanie wykazało, że mniej niż jeden na dziesięciu badanych (8 proc.) sprzedało swoje inwestycje podczas ostatnich spadków na giełdzie, dwie trzecie (64 proc.) utrzymało swoje pozycje, a kolejne 28 proc. kupowało w tym okresie.

“Polscy inwestorzy zachowują spokój w sytuacji spadków na rynku. Co prawda, nawet dwa razy częściej pozbywali się swoich aktywów w czasie obecnej wyprzedaży na rynku niż przeciętny inwestor spośród 12 badanych krajów. Ale jednocześnie częściej niż inwestorzy w innych krajach skorzystali z okazji do kupowania i zwiększenia swojego zaangażowania.  To koresponduje z wyłaniającym się z badań obrazem polskiego inwestora jako poszukiwacza dobrych okazji inwestycyjnych. ” komentuje Paweł Majtkowski, analityk rynkowy eToro.

“Blisko 68 proc. polskich inwestorów to osoby, które działają na rynku przez 5 lat lub krócej, a to oznacza, że obecna korekta (a teraz bessa) na rynku to ich pierwsze doświadczenie długotrwałych spadków na rynku. W tych trudnych czasach wyzwaniem pozostaje zarządzaniem ryzykiem, opanowaniem emocji oraz skupieniem się na długoterminowych celach inwestycyjnych. Z naszego badania wynika, że Polscy inwestorzy radzą z tym sobie całkiem nieźle, budując zdywersyfikowane portfele inwestycyjne. Dodatkowo spadki o około 20 proc. były okazją dla 1/3 inwestorów do zakupów, co znaczy, że sądzą, że bessa może być płytsza i krótsza, niż przeciętna, która historycznie trwała zwykle 19 miesięcy i zamykała się spadkami o 38 proc.”

W świetle ostatniej zmienności rynkowej, 25 proc. polskich inwestorów zwiększyło swoją ekspozycję na surowce, w dalszej kolejności wybierali obligacje krajowe (22 proc.), kryptowaluty (20 proc.), gotówkę (17 proc.), inwestycje alternatywne (17 proc.), akcje zagraniczne (14 proc.), akcje krajowe (13 proc.), obligacje zagraniczne (13 proc.) i waluty (13 proc.).

Patrząc na poszczególne sektory, 28 proc. polskich inwestorów zainwestowało więcej w sektor energetyczny, 25 proc. kupowało sektor technologiczny, 23 proc. – surowce, 22 proc. – nieruchomości, 22 proc. – podstawowe dobra konsumenckie, 22 proc. – usługi finansowe, 21 proc. – sektory przemysłowe. Blisko 17 proc. zainwestowało w sektor użyteczności publicznej, 15 proc. –  w telekomunikację, 15 proc. – w opiekę zdrowotną, a 13 proc. postawiło na dobra luksusowe.

W skali globalnej, zaufanie inwestorów indywidualnych do ich inwestycji w ciągu pięciu kwartałów od momentu rozpoczęcia eToro’s Retail Investor Beat, konsekwentnie spadało: z 83 proc. w II kwartale 2021 roku, 81 proc. w III kwartale 2021 roku, 80 proc. w IV kwartale 2021 roku, 73 proc. w I kwartale 2022 roku do 72 proc. na koniec czerwca tego roku. Natomiast wśród polskich inwestorów, zaufanie do inwestycji spadło z 81 proc. w II kwartale 2021 r., 82 proc. w III kwartale 2021 r., 77 proc. w IV kwartale 2021 r., 76 proc. w I kwartale 2022 r. do 71 proc. na koniec czerwca br.

Inflacja pozostaje główną obawą polskich inwestorów – 66 proc. (wzrost z 59 proc. w I kw. 2022 r.) postrzega ją jako największe zewnętrzne ryzyko dla swoich inwestycji w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Dalej na liście plasują się: konflikt międzynarodowy, istotny dla 41 proc. (z 56 proc. w I kwartale). Stan polskiej gospodarki niepokoi 33 proc. badanych (spadek z 40 proc. w I kwartale), a rosnące stopy procentowe – 31 proc. (wzrost z 30 proc. w I kwartale). Stan światowej gospodarki najbardziej martwi 26 proc. inwestorów (spadek z 29 proc. w I kwartale).

“Dla Polskiego inwestora największym zmartwieniem pozostaje inflacja. W poprzednim badaniu, z powodu inwazji Rosji na Ukrainę, znacząco wzrosła obawa dotycząca sytuacji i konfliktu międzynarodowego. Można jednak powiedzieć, że z tym ryzykiem się już, niestety, oswoiliśmy. Inflacja natomiast cały czas rośnie, sięgając ostatnio 15,6 proc. A to jeszcze nie koniec jej wzrostów, dlatego na pewno pozostanie największą obawą inwestorów w najbliższych kwartałach.”, mówi Paweł Majtkowski.

Pomimo tych zagrożeń, 36 proc. polskich respondentów planuje zainwestować taką samą kwotę pieniędzy w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a kolejne 36 proc. spodziewa się zainwestować więcej. Aż 38 proc. uważa, że energia będzie nadal stanowić najlepszą okazję do kupna inwestycji w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Dalej w rankingu znajdują się nieruchomości (32 proc.), technologia (32 proc.), usługi finansowe (18 proc.), materiały (18 proc.), przemysł (17 proc.), usługi komunalne (15 proc.), podstawowe dobra konsumpcyjne (14 proc.), opieka zdrowotna (11 proc.), telekomunikacja (9 proc.) i dobra konsumpcyjne (8 proc.).

Ważny dzień dla kredytobiorców

Przed nami kolejne posiedzenie RPP. Będzie ono pod znacznym wpływem czerwcowego odczytu inflacji flash na ponownie rekordowym poziomie – 15,6%. Tak wysoka inflacja w połączeniu z ostatnimi podwyżkami stóp procentowych na Węgrzech powoduje, że chyba nikt już nie ma złudzeń, że i u nas raty kredytów ponownie pójdą w górę – pytanie o ile? Warto podkreślić, że jest to ostatnie spotkanie Rady Polityki Pieniężnej przed wakacyjną przerwą (w sierpniu nie ma spotkania decyzyjnego).

Już od dłuższego czasu RPP nie ma łatwego zadania. Dane stawiają Narodowy Bank Centralny przed coraz większym dylematem. Z jednej strony mamy do czynienia z niesłabnącą presją inflacyjną, z drugiej – coraz bardziej czytelne sygnały nadciągającej recesji. W czerwcu PMI dla polskiego przemysłu osiągnął wartość zaledwie 44,4 pkt, drugi miesiąc z rzędu utrzymując się poniżej poziomu 50 pkt. Wyniki te sygnalizują spadek aktywności ekonomicznej – wynika z danych S&P Global Poland Manufacturing PMI.

Istotny również jest fakt umiarkowanej skuteczności wcześniejszych działań. Dotychczasowe podwyżki skutecznie schłodziły popyt na kredyty hipoteczne. O 59,9% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe – według najnowszego, czerwcowego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Coraz powszechniejsze stało się również nadpłacanie kredytów przez osoby, które mogą sobie na to pozwolić. Jednak kredyty gotówkowe w maju br. w porównaniu do maja 2021 r. nadal odnotowywały wzrost – banki i SKOK-i przyznały ich więcej o 1,5%.

Obserwujemy także pewien mechanizm samonapędzania się krajów regionu w zakresie podwyżek stóp procentowych. Ostatnio mocne zmiany miały miejsce w Czechach i na Węgrzech. Warto wspomnieć również o tym, że strefa euro w dalszym ciągu pozostaje na poziomie 0%, ale chodzą głosy, że Europejski Bank Centralny szykuje się do pierwszej od lat podwyżki. Ponadto stopy od marca podnosi Rezerwa Federalna. Sporym zaskoczeniem był również czerwcowy ruch banku centralnego Szwajcarii, który nieoczekiwanie podwyższył stopy o 50 pb. Po tej decyzji główna stopa w Szwajcarii rośnie do -0,25% z -0,75%[1].

Brak dostosowania się RPP do globalnych trendów w polityce monetarnej poskutkowałoby jeszcze większym osłabieniem złotego.

Przed ogłoszeniem czerwcowych danych dotyczących PMI niektórzy analitycy podejrzewali, że obecna podwyżka może być nawet na poziomie 100 pb. Jednak wszystko wskazuje na powtórkę 75 pb. Ewentualny mniejszy ruch będzie stwarzał ryzyko deprecjacji naszej waluty, zwłaszcza w obliczu wspomnianych wyżej ruchów innych krajów.

Czy mimo wszystko możemy liczyć na ogłaszany przez wielu jesienny koniec wzrostów CPI i co za tym idzie – stóp procentowych? Wskazywać na to mogą wymienione wyżej czynniki, ale już niejednokrotnie w tym roku mogliśmy się zaskoczyć. Pesymistyczny scenariusz może zwiastować m.in. ciągle rosnąca inflacja bazowa.

Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex

[1] https://data.snb.ch/en/topics/snb/cube/snbgwdzid?fromDate=2022-05-27&toDate=2022-07-01&dimSel=D0(LZ,SARON,ENG,ZIG,FREI)

Niełatwa decyzja NBP

Dzisiejsza decyzja RPP wydaje się być dość interesująca. Od kilku tygodni powszechnie oczekiwano, że Narodowy Bank Polski podniesie swoją benchmarkową stopę procentową o 75 punktów bazowych na dzisiejszym posiedzeniu. Sygnalizowali to w wywiadach różni członkowie RPP. Oznaki spowolnienia gospodarczego mogą jednak spowodować, że Rada ograniczy się do ruchu o 50 pb.

Rynek wycenia nieco ponad 100 pb podwyżki stóp w ciągu najbliższych 3-6 miesięcy. Nasz scenariusz zakłada dzisiejszy ruch o 50 pb. oraz kolejny o takiej samej wielkości we wrześniu. Uważamy, że po dwóch zmianach RPP zakończy cykl na poziomie 7 proc. Oczekiwania te opierają się na konsekwentnych sygnałach prezesa Adama Glapińskiego, że cykl zacieśniania stopniowo zmierza ku końcowi. Za niższym ruchem przemawiają sygnały znacznego spowolnienia polskiego przemysłu. Rada z pewnością widzi znaczący spadek nowych zamówień oraz produkcji przemysłowej. Wskaźnik PMI drastycznie się obniżył do poziomu 44,4 pkt. Zatrudnienie spadło oraz pogorszyły się nastroje w biznesie. Dodatkowo spadł popyt na środki produkcji. To efekt dynamicznego wzrostu cen. Wszystko wskazuje na to, że okres prosperity w polskim sektorze wytwórczym dobiegł końca. Niska podaż surowców oraz wysoka inflacja mocno destabilizują sytuację na rynku. Niepokoić powinna przede wszystkim wysoka dynamika z jaką sytuacja się pogarsza.

Z drugiej strony bardzo słaby złoty nie jest na rękę RPP. Silna deprecjacja PLN może jeszcze mocniej napędzić inflację. Decydenci muszą wyważyć zatem swoją decyzję i znaleźć „złoty środek”, choć nie będzie to łatwe.

Słabość złotego wynika przede wszystkim z faktu, że rynek zaczął wyceniać materializację kryzysu energetycznego w Europie. Wysoka awersja do ryzyka jest również podsycana wizją recesji w USA.

PLN jest najsłabszy względem dolara od 2000 roku. Z technicznego punktu widzenia powinniśmy zobaczyć odreagowanie, kurs bowiem dotarł do istotnego oporu. Jesteśmy na poziomach wyższych (USD/PLN był przez moment przy 4,72) niż w momencie wybuchu wojny w Ukrainie. Jeśli jednak kapitał nadal będzie kierował się w stronę dolara na skutego pogarszania się sytuacji energetycznej, przełamanie tego poziomu jest jak najbardziej realne.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Produkcja przemysłowa: co trzecia firma chce zatrudniać nowych pracowników, co trzynasta redukować etaty

Według danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, przedstawiającego plany rekrutacyjne polskich pracodawców, 37% firm chce od lipca do września rekrutować nowych pracowników. Redukcje etatów w tej branży planuje co trzynasta firma, natomiast co druga deklaruje, że pozostawi liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. Prognozy zatrudnienia polskich pracodawców produkcji przemysłowej utrzymują się na wysokim i optymistycznym poziomie. To zapowiedź dalszych i znaczących wzrostów zatrudnienia w tej branży.

Według danych raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w którym pracodawcy dzielą się planami rekrutacyjnymi na nadchodzący kwartał, prognoza netto zatrudnienia na czas od lipca do września wynosi +29%, co pozycjonuje sektor produkcji na pierwszym miejscu w rankingu branż z prognozowanym najwyższym wzrostem zatrudnienia w naszym kraju. Jest to nieco mniej, niż prognoza zatrudnienia netto dla branży produkcyjnej na świecie oraz dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), dla których poziom ten wynosi +32%. Tylko 8% przebadanych firm z branży produkcji przemysłowej w Polsce planuje redukcję etatów – to wynik o 4 punkty procentowe niższy niż w okresie kwiecień-czerwiec tego roku i o 8 punków procentowych mniejszy, niż średnia dla regionu EMEA (16%). Analiza ManpowerGroup pokazuje też, że ponad połowa pracodawców (55%) nie planuje zmian w swoich zespołach i pozostanie na niezmienionym poziomie zatrudnienia. Jest to wynik o 21 punktów procentowych wyższy, niż wskazują wszystkie firmy tej branży dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (34%), a także 12 punktów procentowych wyższy niż w poprzednim kwartale, w którym brak zmian personalnych wskazało 43% organizacji. W badaniu chęć rekrutacji pracowników wyraziło 37% firm w Polsce. To spadek o 5 punktów procentowych w porównaniu do poprzedniego kwartału (42%). W całym regionie EMEA rekrutacje planuje niemal połowa firm z branży produkcji przemysłowej (48%).

– Pomimo bardzo niepewnej sytuacji gospodarczej widać niesłabnące zapotrzebowanie na nowych pracowników w branży produkcji przemysłowej. Oznacza to, że pomimo występujących przerw w łańcuchu dostaw, rosnących kosztów czy też presji płacowej, polska gospodarka prężnie się rozwija. Dłuższa perspektywa czasowa jest niestety zdecydowanie mniej przewidywalna i uzależniona zarówno od sytuacji w Ukrainie, jak i konsekwencji galopującej inflacji na świecie. Wyniki analizy naszego raportu pokazują, że pracownicy branży przemysłowej nadal mogą liczyć na wiele możliwości rozwoju zawodowego – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower.

Jak dodaje ekspert, najbardziej pożądanymi przez firmy pracownikami tej branży są pracownik produkcji, pracownik fizyczny, czy operator maszyn. To stanowiska, które od wielu miesięcy stanowią czołówkę ról określanych jako najbardziej deficytowe. – Ten trend nie zmienia się od dłuższego czasu i jest dowodem na dynamiczny rozwój branży produkcyjnej w Polsce. Z całą pewnością ma na to wpływ także wojna w Ukrainie, która ograniczyła istotne dla naszej gospodarki źródło kandydatów do pracy. W obliczu skomplikowanych procedur pozyskania pracowników z dalszych kierunków, pracodawcy stoją przed wyzwaniami w utrzymaniu i rozbudowie swoich zespołów produkcyjnych – podkreśla Kamil Sadowniczyk.

W branży produkcji przemysłowej widoczne jest także zapotrzebowanie na inżynierów. Szczególnie poszukiwani przez firmy są specjaliści z zakresu robotyki, automatyki oraz optymalizacji procesów produkcyjnych. – Przemysł motoryzacyjny zwiększa zapotrzebowanie na stanowiska z obszaru jakości, przemysł elektroniczny i ciężki poszukuje przede wszystkim programistów, elektroników i automatyków. Ponadto obserwujemy, że branża produkcji budowlanej przeżywa boom właściwie na każdym szczeblu, firmy z tego segmentu poszukują talentów na wszystkich poziomach, od inżynierów po kierowników. Wiele firm wprowadza też zupełnie nowe stanowiska nakierowane na optymalizację kosztów, zrównoważony rozwój, powtórne wykorzystanie produktów czy komponentów – mówi Marta Szymańska, regionalny menedżer rekrutacji stałej w Manpower.

Na rynku produkcyjnym widoczne są również zmiany w wynagrodzeniach specjalistów. – Widzimy na rynku wzrost wynagrodzeń na poziomie 15-20%, jednak dotyczy on pracowników korporacji międzynarodowych. Firmy z polskim kapitałem często nie przyznają podwyżek, dlatego notujemy naturalne przejście kandydatów z rodzimych organizacji do tych międzynarodowych. Ze względu na niedobór specjalistów, pracodawcy mocno konkurują między sobą o pracowników. Kandydaci otrzymują kontroferty, co sprawia, że presja płacowa rośnie w stosunkowo szybkim tempie. Osoby poszukujące pracy wybierają stabilne miejsca, zmodernizowane firmy, z dobrze ułożonymi procesami, przestrzegające zasad BHP i wpisujące się w założenia przemysłu 4.0. Jest to szczególnie widoczne w przypadku organizacji, które dopiero zaczynają swoją ścieżkę ku modernizacji, mających trudności w pozyskaniu odpowiednich rąk do pracy – dodaje eksperta.

Jak mówi Kamil Sadowniczyk, sytuacja rynku pracy w Polsce, ale także samej branży przemysłowej jest niezwykle złożona, z jednej strony część dziedzin gospodarki jak motoryzacja czy elektronika nadal borykają się z niedoborami podzespołów. Z drugiej, utrzymuje się stosunkowo wysokie zapotrzebowanie wynikające z rosnącej gospodarki światowej, wzrostów wynagrodzeń, ale również procesów związanych z zabezpieczeniem łańcucha dostaw. – Kolejnym aspektem dotkniętym przez coraz częściej pojawiającą się niepewność rynkową są inwestycje w innowacje generujące rosnące zapotrzebowanie na specjalistów, inżynierów, automatyków. Z jednej strony wyzwania na rynku pracy z dostępnością kandydatów i dążenie do usprawnień w efektywności procesów są argumentem za automatyzacją. Z drugiej jednak strony skomplikowana sytuacja w gospodarce i bardzo duża niepewność w krótkim terminie może powodować ostrożność firm związaną z podejmowaniem znaczących inwestycji w tym obszarze, co ma związek z rosnącą obawą o zwrot z inwestycji w przypadku spadku zapotrzebowania, czy recesji w gospodarce – podsumowuje ekspert.

Rosja wojną zaprzepaściła szanse rokującej gospodarki

W czwartek 24 lutego Władimir Putin wydał rozkaz przeprowadzenia „specjalnej operacji wojskowej” na terenie Ukrainy. Jej przebieg miał być krótki i zakończyć się szybkim zwycięstwem Rosji. W pierwszych dniach konfliktu amerykańscy urzędnicy na łamach prasy wskazywali, że Kijów zostanie zajęty w ciągu 96 godzin. Tak się jednak nie stało i nieco ponad cztery miesiące później Ukraińcy wciąż się bronią. Tymczasem gospodarka Rosji, która jeszcze przed wojną miała szansę na rozwój, jest w coraz gorszym stanie.

Mocna zmiana perspektyw gospodarczych dla Rosji

Przed wybuchem wojny prognozowano w Rosji wzrost gospodarczy. Inflacja gwałtownie spadała od sierpnia 2015 r., kiedy osiągnęła swój szczyt – ponad 15%. W grudniu 2021 r. była na poziomie jedynie 4,44%. Wraz ze spadkiem inflacji Centralny Bank Federacji Rosyjskiej obniżył nawet oprocentowanie kredytów. Rosyjskie obligacje i akcje radziły sobie dobrze na tle innych rynków wschodzących, a niewielkie ożywienie cen ropy poprawiło nastroje gospodarcze. Ponadto, w lutym 2022 r. bezrobocie w Rosji osiągnęło jeden z najniższych w historii wskaźników na poziomie 4,1%.

Wszelkie perspektywy gospodarcze Rosji uległy zmianie po inwazji na Ukrainę. Jak wskazują analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group, ze względu na wojnę i związane z nią sankcje, I kwartał 2022 r. był ostatnim, kiedy Rosja w najbliższym czasie doświadczy znacznego progresu ekonomicznego. Po silnym odbiciu w 2021 r. wzrost gospodarczy Rosji spowolnił na początku 2022 r., a PKB w pierwszym kwartale wzrosło jedynie o 3,5% r/r, w porównaniu z 5% r/r osiągniętymi w ostatnich miesiącach 2021 r. Badacze, którzy przed wojną zakładali, że rosyjska gospodarka będzie prosperować, zrewidowali swoje prognozy. Analitycy CEIC wskazują na możliwy spadek PKB o ok. 8%. Natomiast eksperci Oxford Economist spodziewają się recesji nie tylko w 2022 r., ale także w 2023 r., oczekując spadku PKB odpowiednio o 10,9% i 3,3%.

Inflacja najwyższa od 24 lat

Pierwsze sankcje zostały nałożone na Rosję już w lutym i przyczyniły się do wzrostu inflacji oraz osłabienia rubla. Analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przypominają jednak, że jest to narzędzie długoterminowego wpływu i Rosja najbardziej odczuje izolację gospodarczą najprawdopodobniej dopiero za parę lat.

Podczas, gdy inflacja konsumencka w Rosji stale rośnie od pierwszej fali COVID-19, dwa lata później w kwietniu 2022 r. uległa niemal podwojeniu, osiągając 17,8%. Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group zauważają, że to najgorszy wynik od kryzysu finansowego w 1998 r. i wskazują, że w 2022 r. rosyjska inflacja może wynieść nawet ponad 20%.

Deficyt fiskalny i kolejki po ruble

Zbrojny atak Rosji na Ukrainę spowodował niezwykle dynamiczne osłabienie rosyjskiej waluty. W pierwszych dniach po wybuchu wojny Rosjanie płacili za dolara nawet 150 rubli. Dla porównania w połowie lutego było to jedynie 75 rubli. Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group wskazują, że było to efektem m.in. gwałtownego wzrostu popytu na waluty obce, wraz z ich późniejszym wycofaniem z Rosji. W pewnym momencie rubel dewaluował się tak szybko, że Centralny Bank Federacji Rosyjskiej zmuszony był podnieść oficjalny kurs dolara i euro od razu o 10 rubli każdy. Jedną z sankcji, która najmocniej uderza w Rosjan, jest odłączanie organizacji finansowych od systemu międzynarodowej komunikacji bankowej SWIFT. Przyjęty na początku czerwca szósty pakiet sankcji przewidywał m.in. odłączenie największego rosyjskiego banku – Sbierbanku. Te same ograniczenia dotyczą Moscow Credit Bank i Rosselkhozbank. Niestabilna sytuacja sektora finansowego sprawiła, że do bankomatów w Rosji ustawiły się kolejki ludzi próbujących wyciągnąć swoje pieniądze z konta.

Po utrzymujących się przez rok deficytach fiskalnych związanych z pandemią COVID-19, w IV kwartale 2021 r. rosyjskie saldo było ponownie dodatnie, osiągając poziom 0,8% nominalnego PKB. W lutym 2022 r. nadwyżka fiskalna osiągnęła 948 mld rubli. Pomimo dodatniego salda fiskalnego w pierwszych dwóch miesiącach 2022 r., analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przewidują ponowny deficyt ze względu na wojnę w Ukrainie, która zarówno zwiększa wydatki, jak i ogranicza dochody państwa. Dodatkowo, cały czas dochodzą kolejne sankcje gospodarcze.

Prawdopodobnie Władimir Putin nie spodziewał się tak silnego oporu Ukrainy i zdecydowanej reakcji międzynarodowej. Dziś przekonuje, że sankcje nie są tak groźne, bo „ZSRR był kilkadziesiąt lat pod sankcjami i jakoś funkcjonował”. Jednak, jak wynika z raportu CEIC „Russia Economy in a Snapshot Q2”, prognozy dla gospodarki uwikłanej w wojnę Rosji są raczej mało optymistyczne.

Najnowsza edycja raportu CEIC „Russia Economy in a Snapshot” zawiera kompleksowy przegląd danych gospodarczych i finansowych z II kwartału 2022 r. Analitycy CEIC z ISI Emerging Markets Group przedstawiają sytuację makroekonomiczną Rosji, zwracając szczególną uwagę na wpływ trwającego konfliktu zbrojnego w Ukrainie oraz konsekwencje zaostrzania sankcji. Zebrane informacje pozwalają ocenić aktualny stan rosyjskiej gospodarki w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej.

Źródło: CEIC Insights Report – Russia Economy in a Snapshot – Q2 2022

Zrównoważony rozwój miast a zmiany w biurowcach

Zmiany klimatyczne, które zachodzą na naszych oczach, wyzwania demograficzne i planistyczne powodują, że miasta ustalają nowe priorytety.

Coraz więcej europejskich miast podejmuje działania ukierunkowane na lepsze planowanie urbanistyczne, rozbudowę infrastruktury transportu publicznego i rowerowego, dba o źródła odnawialnej energii i ekologiczny przemysł. Oczywiście idealny krajobraz miast kształtowanych zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju, zapewniających przyjazne miejsca do życia i pracy w budynkach dostosowujących się do potrzeb przebywających w nich ludzi jeszcze przed nami. Jednakże, w polskim budownictwie biurowym w ostatnich latach faktycznie obserwujemy szereg zmian w zakresie rozwoju zrównoważonych inwestycji. Aktualnie w Polsce niemal nie realizuje się nowych inwestycji biurowych, które nie spełniają wymogów certyfikacji wielokryterialnej.

„Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju miast, kluczowe jest jednak, aby budynek stanowił całość pewnej przestrzeni spełniając funkcję miastotwórczą i był możliwie najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników przy minimalnym wpływie na środowisko naturalne. Dlatego też we współczesnych miastach biurowiec nie może być już „wyspą w mieście”, a założenia nowoczesnej urbanistyki, które określają architekturę to m.in: zmniejszenie ilości samochodów w centrum, alternatywne źródła transportu, nacisk na lokalizację projektu w obszarze charakteryzującym się dużą ilością usług, zwiększenie powierzchni zieleni,” – dodaje Elżbieta Czerpak, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank

Kluczem do zrównoważonego rozwoju miast w kontekście branży budowalnej są działania realizowane wielotorowo w wielu obszarach. W sektorze biurowym obecne trendy skupiają się dawaniu drugiego życia budynkom w ramach rewitalizacji terenów poprzemysłowych, projektach mixed-use, które łącząc różne funkcje pozwalają wyeliminować monokulturę a tworzą przestrzeń miejską, która żyje, czy architekturą nastawioną na zdrowie i samopoczucie użytkowników. Warto również zwrócić uwagę, że na znaczeniu zyskuje elastyczność projektu budynku, która daje możliwość zmiany funkcji w zależności od potrzeb rynkowych.

Jak wyjaśnia szczegółowo kierunek trendów Elżbieta Czerpak – „Deweloperzy coraz częściej dbają o to, żeby biurowce stawały się częścią tkanki miejskiej, a z ich potencjału mogli korzystać wszyscy mieszkańcy. Projekty mixed-use łączą w sobie różne funkcje, tak aby przestrzeń „żyła” i była miejscem spędzania wolnego czasu, z szeroką ofertą usług, ośrodkami kultury czy miejscami do rekreacji. Dodatkowo, rewitalizacja zaniedbanych terenów postindustrialnych wpływa ma ożywienie zainteresowania danym rejonem zwłaszcza, że tego typu inwestycje często są zlokalizowane w atrakcyjnych częściach miasta. Innym trendem, który dostrzegamy na rynku biurowym jest projektowanie budynków zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i tworzenia zdrowego środowiska dla człowieka ze względu na wzajemną zależność między jakością środowiska wewnętrznego a zdrowiem i samopoczuciem użytkownika budynku. Warto zwrócić również uwagę, że nowe podejście do projektowania, oprócz uwzględnienia indywidualnych potrzeb użytkowników, rozszerza pojęcie elastyczności projektu budynku. W tym znaczeniu elastyczność architektury to przede wszystkim możliwość dostosowania funkcji budynku lub nawet kilkukrotnej jej zmiany w zależności od potrzeb rynkowych. Wiąże się to ze zmianą przeznaczenia części lub całego budynku i jest naturalną konsekwencją różnorodności „życia obiektu”. Co bardzo ważne, elastyczne podejście do zmiany funkcji budynku i możliwość dostosowania się do warunków rynkowych jest zdecydowanie korzystniejsza dla środowiska i emisji CO2 niż rozbiórka i wybudowanie nowego obiektu. Ten kierunek staje się coraz bardziej widoczny w największych miastach europejskich. Według szacunków Knight Frank w Paryżu już ponad 1 mln m2 powierzchni biurowej zmieniło funkcję i zostało przekształcone na cele mieszkaniowe.”

Aby mówić o architekturze zrównoważonej faktycznie sprzyjającej człowiekowi i rozwojowi zrównoważonych miast konieczna jest jednak zmiana zakresu projektu, który powinien zostać poszerzony o etapy „zasiedlenia”, eksploatacji oraz rozbiórki, i opierać się na cyrkularnym modelu gospodarczym (obiegu zamkniętym). Należy podkreślić, że sektor budowlany odpowiadający za największe szkody dla środowiska naturalnego spośród kluczowych dziedzin gospodarki wciąż opiera się przede wszystkim na liniowym modelu gospodarczym. Aby uzyskać realne korzyści dla środowiska naturalnego, konieczne jest wdrażanie w budownictwie zasad gospodarki obiegu zamkniętego na szeroką skalę. Zastosowanie tego modelu spowoduje, że budynki będą projektowane, budowane i ponownie wykorzystywane bez marnowania surowców, przy ograniczonej emisji CO2, przy ograniczonej ilości odpadów, a ich wpływ na zanieczyszczanie środowiska będzie zdecydowanie mniejszy.