Najnowsze dane o sprzedaży kredytów w Polsce – sierpień 2020 r.

W sierpniu 2020 r., w porównaniu do sierpnia 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej trzech rodzajów produktów kredytowych, zarówno w ujęciu wartościowym, jak i liczbowym. W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-41,5%) mniej kart kredytowych, udzieliły o (-30,1%) mniej kredytów gotówkowych i o (-21,5%) mniej kredytów mieszkaniowych. Pozytywny wyjątek stanowią kredyty ratalne, których udzielono o (+9,7%) więcej niż rok temu w sierpniu.
W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (-40,4%) mniej limitów kartowych niż przed rokiem. Spadła także wartość udzielonych w sierpniu 2020 r. kredytów gotówkowych o (-31,3%), a kredytów mieszkaniowych o (-20,3%). Dodatnia dynamika dotyczy jedynie kredytów ratalnych – wzrost o (+14,6%).
W ośmiu pierwszych miesiącach 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły 1,817 mln kredytów gotówkowych (-31,4%) na kwotę 33,881 mld zł (-32,9%) oraz 2,194 mln kredytów ratalnych (+0,7%) na kwotę 9,388 mld zł (-1,3%). Zaś kredytów mieszkaniowych 140,6 tys. (-11,9%) na kwotę 40,521 mld zł (-5,8%).

Istnieją dwa uwarunkowania, które trzeba uwzględniać analizując dane i wyciągając z nich wnioski. Po pierwsze, należy pamiętać, że kredyty konsumpcyjne oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Tak więc w przypadku tych produktów, sierpniowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w lipcu i sierpniu. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy, zatem sprzedaż kredytów mieszkaniowych w sierpniu jest efektem wniosków składanych w czerwcu i lipcu.

Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. Dodatkowo część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych. Część odroczeń spłat już się zakończyła. Uważnie obserwujemy zachowanie się tych rachunków, które będziemy poddawać osobnym analizom.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – sierpień 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Najwyższy spadek dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-35,7%) liczbowo oraz (-38,0%) wartościowo. Obserwowaliśmy już to zjawisko od samego początku lockdownu. Co ciekawe, niższa ujemna dynamika dotyczyła ponownie kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-13,2%) oraz (-15,5%) wartościowo. Może to świadczyć o tym, że w przypadku kredytów wysokokwotowych, z uwagi na fakt dużo wyższej ich szkodowości, banki ostrożnie podchodzą do ich udzielania.

W porównaniu do kredytów gotówkowych dużo lepiej wygląda sytuacja w przypadku kredytów ratalnych. Są one dla udzielającego banku dużo bardziej bezpieczne od wysokokwotowych gotówkowych. Inne jest również ich przeznaczenie, kredyty gotówkowe służą uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, sprzętu RTV/AGD, innej elektroniki czy mebli, a także samochodów. Kredyty ratalne jako jedyny produkt kredytowy odnotowały dodatnią dynamikę w okresie styczeń – sierpień 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym (+0,7%), choć w ujęciu wartościowym nadal dynamika jest ujemna (-1,3%). Wzrost liczby udzielonych kredytów ratalnych należy wiązać z dużymi akcjami promocyjnymi proponowanymi przez firmy zajmujące się handlem elektroniką, sprzętem RTV/AGD czy meblami. Co ciekawe, pozytywny trend nie dotyczy wszystkich przedziałów kwotowych. Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały trzy najniższe przedziały kwotowe: do 1 tys. zł (-2,1%), 1-1,5 tys. (-3,5%) oraz 1,5-2 tys. (-3,3%). Pozostałe przedziały odnotowały już dodatnie dynamiki, przy czym najwyższą (+4,9%) kredyty powyżej 5 tys. zł. Są to zazwyczaj właśnie kredyty finansujące różnego rodzaju sprzęt elektroniczny oraz gospodarstwa domowego czy meble, które są nabywane zarówno w sklepach stacjonarnych jak i w e-commerce, często po atrakcyjnych cenach wynikających z promocji – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 17 766 zł – spadek o 1,8% w stosunku do sierpnia 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 517 zł i jest ona wyższa niż w sierpniu rok temu o 4,5%. Kredyty ratalne obejmują również kredyty samochodowe, których średnia kwota udzielonego finansowania jest wyższa.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych w oparciu o Indeks Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – sierpniowy odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,97%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Sierpniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 5,44%.

Pomimo wcześniejszych obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych, sierpień przynosi bardzo pozytywne zaskoczenie.

– W porównaniu do sierpnia 2019 r. wartość Indeksu kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) aż o 0,48. Niewątpliwie pozytywny wpływ na to miały dwa czynniki. Uzyskana przez część kredytobiorców pomoc z banków związana z odraczaniem spłaty rat kredytów, która w dużej części zamortyzowała spadek dochodów w pierwszych miesiącach pandemii i lockdownu. Ponadto środki z tarczy finansowej ograniczyły zwolnienia co spowolniło wzrost bezrobocia. Po drugie osoby, którym skończyły się wakacje kredytowe, wracają do terminowej spłaty zaciągniętych kredytów. W przypadku braku drugiej fali pandemicznej i wzrostu gospodarki w układzie V czy U w 2021 r. możemy częściowo uniknąć negatywnego scenariusza. Należy przy tym pamiętać, że jest to obserwacja z jednego miesiąca. Trzeba więc ze szczególną uwagą śledzić terminowość spłat w kolejnych miesiącach. Poprawiła się również jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy polepszyła się (spadła) o 0,10. Wartość sierpniowa jest ponad dwukrotnie niższa od wartości z 2015 r.  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W sierpniu br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy wysokie ujemne dynamiki wartości (-20,3%) udzielonych kredytów, przy również wysokiej ujemnej dynamice liczby udzielonych kredytów (-21,5%) w porównaniu z sierpniem 2019. W okresie styczeń – sierpień 2020 r. już 47,3% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego w okresie styczeń – sierpień 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a sierpniem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 5,9%, a w wartościowym o 6,0%.

– Wyniki sierpniowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych są już w pełni odzwierciedleniem popytu z okresu defrostingu. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizują już lipcowy i sierpniowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe odpowiednio  (-3,5%) oraz (-3,1%). Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców, chcących nabyć nieruchomość za kredyt, lecz i banków udzielających kredyty. Banki nadal w sierpniu miały zaostrzoną politykę kredytową, skutkującą ograniczoną dostępnością kredytu. Stąd duże ujemne dynamiki zarówno liczbowe jak i wartościowe. To właśnie strona podażowa a nie popytowa (która praktycznie już się odbudowała, decydować będzie o obliczu rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych miesiącach i całej drugiej połowie 2020 r. Banki sygnalizują już w cyklicznej ankiecie sporządzanej dla NBP poluzowanie wymagań wobec potencjalnych kredytobiorców hipotecznych, są to jednak na razie tylko deklaracje. W kolejnych miesiącach będziemy widzieć jak deklaracyjność przekłada się na konkretne decyzje kredytowe – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2020 r. wyniósł 0,73%. W ostatnich 12 miesiącach (sierpień 2019 r. – sierpień 2020 r.) jakość portfela nieznacznie się pogorszyła, o czym świadczy niewielki wzrost (pogorszenie) Indeksu o (+0,03). 

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw, obecnie nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. A wręcz przeciwnie, jakość w sierpniu jest lepsza od lipcowej – polepszenie (spadek)  Indeksu o 0,11. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3 miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów musimy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Czy po zakończeniu okresu odroczenia będą regularnie miesięcznie spłacać raty kredytu, czy też nie. Pierwsze analizy potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia – większość osób wraca do regularnej comiesięcznej spłaty zaciągniętego kredytu mieszkaniowego – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W sierpniu 2020 r. banki wydały 55,6 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 327 mln zł.

– W sierpniu 2020 r. mamy kontynuację negatywnego trendu obserwowanego już od początku roku, w ujęciu liczbowym (-41,5%) i wartościowym (-40,4%). Negatywne zjawisko dotyczy wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność. Ponadto ostatnie obniżki stóp procentowych, które sprowadziły je do historycznie niskiego, nawet ultraniskiego poziomu, określiły maksymalny poziom oprocentowania kredytów na poziomie 7,2%, a sierpniowy odczyt Indeksu jakości dla kart kredytowych to 3,85%. Ponadto coraz popularniejsze stają się mobilne formy płatności – mówi prof. Rogowski z BIK.

Na koniec ogólna dygresja, dotycząca odbudowy rynku kredytowego po lockdownie, według głównego analityka BIK:

– Polski rynek kredytów dla gospodarstw domowych odbudowuje się w kształcie litery K. To oznacza, że część produktów (kredyty ratalne) powróciła a nawet częściowo poprawiła sprzedaż w relacji do 2019 r. – górne ramię K. Dwa produkty: kredyty gotówkowe oraz karty kredytowe pogłębiają ponad 30% spadki (dolne ramię litery K). Ciekawym przypadkiem są kredyty mieszkaniowe, w przypadku których rozchodzi się popyt i podaż: popyt to górne ramię K a podaż dolne ramię K.

Podsumowanie tygodnia na rynkach finansowych 14.09-19.09.2020

Amerykańska Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami utrzymała ultra-łagodny kierunek w polityce pieniężnej. Stopy procentowa pozostały na poziomie 0,00%-0,25%. Skala programu skupu aktywów na rynkach finansowych również pozostanie na obecnym poziomie. W komunikacie zawarto nowe sformułowanie celu inflacyjnego, zgodnie z którym bankierzy centralni w USA dążą do zapewnienia maksymalnego zatrudnienia oraz inflacji na poziomie 2,0% r/r w dłuższym okresie. Oznacza to, że Fed może pozwolić inflacji kształtować się krótkim okresie powyżej celu.

We wtorek (15.09.2020), Rada Polityki Pieniężnej na pierwszym posiedzeniu po przerwie wakacyjnej utrzymała wszystkie stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna kształtuje się na rekordowo niskim poziomie 0,1%, natomiast stopa depozytowa wynosi zero. Nie zmieniły się także pozostałe parametry polityki pieniężnej. Decyzja ta jest zgodna z oczekiwaniami analityków. Rada Polityki Pieniężnej w komunikacie po posiedzeniu poinformowała, że NBP będzie nadal prowadził skup obligacji skarbowych oraz obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa. Jednak nie określono ani dokładnych terminów, ani skali tego programu.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała osłabienie. Indeks szerokiego rynku WIG stracił na wartości w ciągu tygodnia 1,37%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 1,49%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 osłabił się o 0,97%, z kolei mWIG40 zanotował nieco mocniejszą stratę o 2,26%.

W bieżącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z Europy oraz USA. W środę (23.09.2020) poznamy odczyty PMI dla przemysłu oraz usług z USA, Niemiec, Francji oraz Strefy Euro. Poza tym poznamy stopę bezrobocia w Polsce. Z kolei w czwartek (24.09.2020) poznamy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych oraz dane dotyczące sprzedaży nowych domów w USA. W piątek (25.09.2020) nadejdzie kolej na dane o skali zamówień na dobra trwale w Stanach Zjednoczonych.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Co czwarta faktura wystawiona przez małe i średnie firmy opłacana jest po terminie. Co dwudziesta nie jest regulowana w ogóle

Mikrofirmy, a także małe i średnie przedsiębiorstwa mają problem z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. 26 proc. faktur jest płaconych po terminie, a 6 proc. należności w ogóle nie udaje się odzyskać. Przedsiębiorcom brakuje wiedzy i umiejętności windykacyjnych, obawiają się także utraty klienta, jeśli rozpoczną starania o odzyskanie należności. Rozwiązaniem może być zlecenie windykacji firmie zewnętrznej, obecnie możliwe również poprzez platformę internetową.

– Jak wynika z naszego badania, 26 proc. faktur z sektora MŚP i mikrofirm jest płaconych po terminie zapłaty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający na Europę Środkowo-Wschodnią w Atradius Collections. – Przedsiębiorcom z tego sektora nie udaje się odzyskać 6 proc. należności. Jest to wskaźnik o wiele wyższy niż poziom dla całej gospodarki, ponieważ z naszego badania – Barometru Praktyk Płatniczych – wynika, że we wszystkich firmach nie jest zapłaconych około 1,5 proc. faktur, więc w przypadku MŚP wskaźnik ten jest dużo wyższy.

W lipcu 2020 roku firma Atradius Collections przeprowadziła badanie na grupie 200 przedsiębiorców z sektora MŚP i mikrofirm, pytając ich o zaległe płatności od kontrahentów. Okazało się, że więcej niż co czwarta należność nie jest regulowana w terminie. Największy problem miały firmy średnie, u których odsetek ten wyniósł 28 proc. W przypadku firm małych było to 24 proc., zaś firm mikro – 20 proc. Jednak to właśnie najmniejsze podmioty mają największe problemy z odzyskiwaniem zaległych faktur.

– Najlepiej z odzyskiwaniem wierzytelności radzą sobie firmy średnie, które mają procedury bądź pracowników, którzy wykonują te zadania – wskazuje Włodzimierz Szymczak. – Najsłabiej radzą sobie firmy mikro, które według naszego badania najbardziej boją się utraty relacji ze swoim kontrahentem, na co wskazuje 62 proc. badanych, lub nie mają wiedzy, jak takie działania prowadzić, na co wskazuje co czwarty badany.

Ponad połowa, bo 54 proc. wszystkich ankietowanych firm, podejmuje działania zmierzające do wyegzekwowania należności za fakturę dopiero po miesiącu lub dwóch. Kolejne 40 proc. czeka z tym od dwóch do nawet czterech miesięcy. W przypadku mikrofirm aż 70 proc. nie podejmuje żadnych działań mających na celu odzyskanie przeterminowanych należności. Spośród firm średnich niespełna połowa decyduje się na przekazanie windykacji firmie zewnętrznej w przypadku faktur o wysokich kwotach, jeszcze mniej w przypadku kontrahentów, z którymi kontakt jest utrudniony. Tymczasem może to być skuteczne wyjście w sytuacji, gdy przedsiębiorca obawia się utraty klienta. Firmy windykacyjne mają odpowiednie procedury, by nie zaburzyć relacji klienta z jego partnerem biznesowym.

– Jak wynika z naszego badania, jedynie 5 proc. firm z sektora MŚP decyduje się na przekazanie spraw zewnętrznym firmom windykacyjnym, co w nadchodzących czasach, które mogą przynieść większe trudności w odzyskiwaniu należności, może pogorszyć ich płynność finansową – wskazuje dyrektor zarządzający w Atradius Collections.

Korzystanie z usług firm windykacyjnych staje się coraz prostsze, bo teraz cały proces – otrzymanie wyceny, przekazanie nieopłaconych faktur, podpisanie umowy – można przeprowadzić online.

– Coraz więcej firm windykacyjnych decyduje się na uruchomienie platform, które umożliwiają przedsiębiorcom składanie i zarządzanie procesem online’owo. Atradius Collections uruchomił platformę Agora, która umożliwia skuteczne i sprawne przeprowadzenie procesu windykacji online – podkreśla Włodzimierz Szymczak.

Dane Atradius Collections wskazują, że w I połowie roku w 69 proc. spraw, które wpłynęły do firmy od polskich przedsiębiorstw, udało się odzyskać należności na drodze windykacji polubownej. To lepszy wynik niż rok wcześniej.

Wsparcie w opiece domowej nad osobami przewlekle chorymi może ograniczyć ich pobyt w szpitalu. Bezpłatny program we Wrocławiu cieszy się ogromnym zainteresowaniem

Program opieki domowej – uruchomiony przez Urząd Miasta we Wrocławiu – to pomoc dla pacjentów nieuleczalnie i przewlekle chorych oraz ich opiekunów. Jego głównym elementem jest edukacja dotycząca kwestii pielęgnacji, rehabilitacji, diety oraz niwelowania skutków zmęczenia fizycznego i psychicznego. W efekcie ma ograniczyć czas spędzony w szpitalu przez chorego. To szczególnie istotne w trakcie pandemii i zwiększonego ryzyka zakażenia koronawirusem, który dla osób przewlekle chorych jest szczególnie groźny. 

Program pomocy w opiece domowej „Wsparcie osób przewlekle i nieuleczalnie chorych oraz ich rodzin w procesie opieki domowej poprzez działania edukacyjno-profilaktyczne” jest skierowany do mieszkańców Wrocławia. Udział w nim jest bezpłatny, a finansowanie zapewnia urząd miasta.

Głównym elementem tego programu jest edukacja pacjentów i ich opiekunów, aby mogli bezpiecznie sprawować opiekę nad chorym w domu. Kwalifikacja chorego do programu odbywa się z udziałem pielęgniarki, która podczas pierwszego spotkania przeprowadza wywiad i analizuje dokumentację medyczną – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Walkowicz, dyrektor Centrum Medycznego Hospital Service Company, spółki należącej do grupy Impel.

Wsparcie dla chorych i opiekunów obejmuje cykliczne spotkania z pielęgniarką, fizjoterapeutą, psychologiem oraz dietetykiem. W sumie jest ich 10. Podczas odwiedzin specjaliści uczą, jak zadbać o codzienną higienę chorego, zmieniać im opatrunki, zwiększać sprawność ruchową, jakie posiłki przygotowywać, żeby poprawiać samopoczucie pacjenta i nie pogarszać jego stanu zdrowia, oraz jak niwelować skutki zmęczenia fizycznego i psychicznego u opiekunów.

Program ruszył 16 lipca i cieszy się ogromnym zainteresowaniem – informuje dyrektor Centrum Medycznego Hospital Service Company. – Do tego stopnia, że nie jesteśmy w stanie na bieżąco odwiedzać tych pacjentów, którzy zostali zakwalifikowani do projektu. Program będzie realizowany do końca tego roku, więc myślę, że zdążymy udzielić pomocy każdemu.

Jak podkreśla, największą zaletą programu jest indywidualne traktowanie każdego pacjenta i wsparcie dopasowane do jego potrzeb zdrowotnych oraz sytuacji związanej z pandemią koronawirusa. Jest on adresowany zarówno do tych osób, które zmagają się z chorobą od lat, jak i do tych, które właśnie dowiedziały się o problemach zdrowotnych i stanęły w obliczu nowego wyzwania, jakim jest opieka nad nieuleczalnie chorym. Pobyt w szpitalu i opieka w domu nad osobą przewlekle chorą stały się trudniejsze w czasie pandemii koronawirusa.

– Często największym problemem osób przewlekle chorych, które przebywają w szpitalu, jest brak kontaktu z rodziną z uwagi na zakaz odwiedzin. Pomoc w uruchomieniu opieki domowej może być w tym przypadku lepszym rozwiązaniem – uściśla Artur Walkowicz.

Koronawirus stał się także sporym utrudnieniem w realizacji programu, ale zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Zdrowia oraz Głównego Inspektora Sanitarnego nie ma przeciwwskazań, żeby spotykać się z pacjentami w domu.

– Nasz personel ma zapewnione wszelkie środki ochrony osobistej: maseczki, przyłbice, rękawice, jednorazowe fartuchy. Pacjenci oraz opiekunowie są informowani przed każdą wizytą o konieczności używania maski, rękawiczek oraz środków do dezynfekcji. Każda wizyta domowa jest poprzedzona wywiadem telefonicznym, w którym pytamy domowników, zgodnie z zaleceniami Głównego Inspektoratu Sanitarnego, o objawy koronawirusa, kontakt z chorym oraz pobyt za granicą – zaznacza dyrektor Centrum Medycznego Hospital Service Company.

Program będzie realizowany nawet w sytuacji kolejnego ewentualnego lockdownu, ale w formie zdalnej. Będą to zajęcia telefoniczne lub prowadzone poprzez komunikatory internetowe typu Skype lub Teams, a nawet z wykorzystaniem telewizji szkoleniowej.

Jeśli ryzyko zarażenia koronawirusem podczas bezpośrednich spotkań byłoby zbyt duże dla pacjentów, wtedy uruchomimy narzędzia, które pozwolą realizować program w sposób zdalny. Nie jesteśmy w stanie określić, kiedy pandemia się skończy, i właśnie z tego powodu wskazane jest, aby wizyty w szpitalu lub u specjalistów były ograniczone do absolutnie niezbędnego minimum – podsumowuje Artur Walkowicz.

Kredyty ratalne m.in. na zakup sprzętu RTV, AGD i mebli coraz popularniejsze. W sierpniu banki udzieliły ich o 10 proc. więcej niż przed rokiem

0

Sierpniowe statystyki Biura Informacji Kredytowej pokazały spadki sprzedaży kredytów gotówkowych, mieszkaniowych oraz udzielanych w ramach limitu na karcie kredytowej. Wyraźny wzrost odnotowały za to kredyty ratalne. – W porównaniu z danymi z ubiegłego roku w sierpniu zaobserwowaliśmy niemal 10-proc. wzrost udzielonych kredytów ratalnych, a wartościowo był to niemal 15-proc. wzrost – precyzuje Sławomir Grzybek z Biura Informacji Kredytowej. Od początku roku do końca sierpnia liczba udzielanych kredytów ratalnych była większa o 0,7 proc. w ujęciu rocznym.

Większe zainteresowanie kredytami ratalnymi ma związek z finansowaniem zakupów dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, sprzętu RTV, AGD, innej elektroniki czy mebli, a także samochodów. Konsumenci wykorzystują okresy promocyjnych cen, które są również w czasie pandemii częstym zjawiskiem zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w internetowych.

– Wzrosty sprzedaży kredytów ratalnych są obserwowane od początku roku – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence w Biurze Informacji Kredytowej. – Widać, że ten rodzaj produktu kredytowego dobrze sobie radzi w okresie izolacji domowej i pandemii, szczególnie w ostatnich miesiącach. Większe zainteresowanie kredytami finansującymi zakupy na raty pod koniec sierpnia można powiązać z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, kiedy zwykle następują zakupy sprzętu komputerowego. Szczególnie w obecnej sytuacji, kiedy jest on wykorzystywany do nauki czy pracy zdalnej.

Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, kredyty ratalne jako jedyny produkt kredytowy odnotowały dodatnią dynamikę w okresie od stycznia do sierpnia 2020 roku w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku w ujęciu liczbowym (0,7 proc.). W ujęciu wartościowym nadal dynamika jest ujemna (-1,3 proc). Co ciekawe, pozytywny trend nie dotyczy jednak wszystkich przedziałów kwotowych. Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały trzy najniższe przedziały kwotowe: do 1 tys. zł (-2,1 proc.), 1–1,5 tys. (-3,5 proc.) oraz 1,5–2 tys. (-3,3 proc.). Pozostałe przedziały odnotowały już dodatnie dynamiki, przy czym najwyższą (4,9 proc.) kredyty powyżej 5 tys. zł.

– W przypadku pozostałych produktów kredytowych zaobserwowaliśmy wyraźne spadki, w szczególności dla kredytów gotówkowych, które odnotowały spadek rzędu około 30 proc. w ujęciu rocznym, z kolei w ujęciu miesiąc do miesiąca, czyli w porównaniu do lipca br., o niecałe 10 proc. – dodaje ekspert z Biura Informacji Kredytowej.

Z analiz BIK wynika, że najwyższy spadek dotyczył kredytów gotówkowych wysokokwotowych, tj. powyżej 50 tys. zł (35,7 proc. liczbowo oraz 38 proc. wartościowo). Zjawisko to było obserwowane od samego początku lockdownu. Co ciekawe, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł. Może to świadczyć o tym, że z uwagi na dużo wyższą szkodliwość kredytów wysokokwotowych banki podchodzą ostrożniej do ich udzielania.

Statystyki BIK pokazują spadki także na rynku kredytów mieszkaniowych. W sierpniu br. odnotowano wysokie ujemne dynamiki wartości (-20,3 proc.) udzielonych kredytów przy również wysokiej ujemnej dynamice ich liczby (-21,5 proc.) w porównaniu z sierpniem 2019 roku.

Jak podają analitycy BIK, sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców, lecz także banków. Wiele z nich w sierpniu nadal realizowało zaostrzoną politykę kredytową, skutkującą ograniczoną dostępnością kredytu. Stąd duże ujemne dynamiki zarówno liczbowe, jak i wartościowe. To właśnie strona podażowa, a nie popytowa będzie decydować o obliczu rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych miesiącach i całej drugiej połowie 2020 roku.

– Obecnie najgorzej wygląda sytuacja w przypadku limitów kredytowych w karcie. Są one często postrzegane jako produkt podwyższonego ryzyka, wobec których polityka banków także się zmieniła i jest o wiele bardziej konserwatywna. W ujęciu rocznym spadki wynoszą ponad 40 proc. w liczbie i wartości udzielonych limitów, natomiast w porównaniu do lipca spadki wyniosły kilkanaście procent. Musimy jednak pamiętać, że sierpień był miesiącem typowo wakacyjnym, mieliśmy też do czynienia z bardzo ładną i ciepłą pogodą, większość konsumentów ten czas spędzała na wakacjach – zaznacza Sławomir Grzybek.

Jak podkreśla, banki w dużym stopniu zaostrzyły politykę kredytową, szczególnie w przypadku kredytów na wysokie kwoty. W efekcie spadła średnia wartość udzielonego kredytu oraz zmniejszył się średni okres kredytowania.

– Obserwujemy również mniejszą liczbę i wartość konsolidacji kredytów gotówkowych, która w poprzednich okresach była bardziej popularna. Należy jednak pamiętać, że kredyty gotówkowe udzielane są często na uzupełnienie bieżących potrzeb budżetu domowego. W okresie lockdownu i pandemii obserwowaliśmy większy konserwatyzm ze strony klientów oraz troskę o ten budżet, ale w ostatnich miesiącach widzimy, że strona popytowa się odbudowała w przypadku kredytów gotówkowych, szczególnie mieszkaniowych. Ostatnio banki informują, że nastąpi pewne złagodzenie polityki kredytowej, więc liczymy, że również wartość udzielanych kredytów gotówkowych i mieszkaniowych w ostatnich miesiącach roku wzrośnie – ocenia ekspert BIK.

Jego zdaniem najlepsze perspektywy rozwoju ma w tym roku segment kredytów ratalnych. Szczególnie dobry może być koniec roku, kiedy sprzedaż na raty cieszy się większym zainteresowaniem. W przypadku kredytów gotówkowych, zakładając pewne odbicie w ostatnich czterech miesiącach roku, spadek sprzedaży powinien się zmniejszyć z obecnych 30 proc. do około 23 proc. Z kolei popyt na kredyty mieszkaniowe, liczony wartością złożonych wniosków kredytowych, praktycznie już się odbudował, zatem z uwagi na możliwe złagodzenie polityki kredytowej banków można liczyć, że sprzedaż na koniec roku wyniesie około 60 mld zł w porównaniu z 65 mld zł w roku ubiegłym. Prognozowany przez BIK spadek wyniesie więc około 8 proc.

– W okresie lockdownu i pandemii dla kredytów zaciągniętych przez klientów indywidualnych nie zaobserwowaliśmy znacznych wzrostów przeterminowań w spłacie rat kredytowych. Pewne wzrosty były, ale uwzględniając skalę tej sytuacji, na pewno nie były aż tak znaczące. W dużym stopniu w utrzymaniu terminowości spłaty pomogły klientom tzw. wakacje kredytowe. Skorzystało z nich łącznie 714 tys. klientów. W tej chwili ponad połowa z nich już przystąpiła do spłaty kredytów. Większości, bo aż 90 proc. klientów, udaje się na bieżąco regulować swoje zobowiązania wobec banków – podsumowuje Sławomir Grzybek.

W sierpniu Indeks Jakości portfela kredytów ratalnych utrzymał się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości (1,97 proc.). Najwyższą szkodowością charakteryzują się kredyty gotówkowe – 5,44 proc.

Wydatki państwowych spółek kluczowe dla wychodzenia z recesji. Pomogą napędzić inwestycje sektora prywatnego

0

Spółki Skarbu Państwa mogą przyczynić się do szybszego wychodzenia Polski z recesji. Ich plany inwestycyjne są bowiem długoterminowe i bardziej odporne na wahania koniunktury niż sektora prywatnego. Tylko w ubiegłym roku państwowe spółki notowane na GPW przeznaczyły 37 mld zł na inwestycje. Utrzymanie przez nie wysokich nakładów może napędzić także inwestycje firm prywatnych, które w niepewnych czasach związanych z rozwojem pandemii bardzo ostrożnie planują kolejne kroki.

Procesy inwestycyjne spółek Skarbu Państwa charakteryzują się pewną odpornością na spowolnienie i recesję. Wykazują one antycykliczność, stąd rola tych spółek w kryzysie jest bardzo istotna, szczególnie w okresie słabszej koniunktury – mówi agencji Newseria Biznes dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao SA..

Z raportu przygotowanego przez ekonomistów Banku Pekao SA wynika, że 11 z 15 największych pracodawców w kraju to firmy państwowe, zatrudniające łącznie ponad 400 tys. osób. Zapewnienie stabilnego zatrudnienia to jeden ze sposobów, w jaki wpływają na sytuację gospodarczą, amortyzują bowiem negatywne skutki spowolnienia na rynku pracy. Mają one także znaczący udział we wpływach budżetowych. W 2018 roku z tytułu CIT 15 największych spółek wpłaciło do kasy państwa ok. 10 mld zł, co stanowi 22 proc. wszystkich wpływów z podatku od dochodów przedsiębiorstw. Dodatkowo podmioty te często mają kluczowe znaczenie przy realizacji działań pomocowych inicjowanych przez państwo.

Spółki Skarbu Państwa dużo też inwestują. W 2019 roku wartość nakładów inwestycyjnych tego rodzaju firm notowanych na GPW przekroczyła 37 mld zł, co stanowi 70 proc. łącznych nakładów spółek giełdowych.

– Prawdopodobnie nie powinniśmy spodziewać się nagłego pogorszenia tej aktywności inwestycyjnej. Charakterystyka tych spółek jest taka, że one są mniej wrażliwe na wychylenia cykliczne i zmiany nastrojów – mówi Ernest Pytlarczyk. – Oczywiście to zależy od sektora, w jakim działają. Spółki Skarbu Państwa są predestynowane do pewnych branż, w których racja posiadania takich podmiotów jest większa – są to sektory finansowy, wydobywczy, energetyczny i transport publiczny. Te branże są w dużym stopniu dotknięte skutkami kryzysu, a więc nic dziwnego, że również jego wpływ na te spółki jest duży.

Jeśli inwestycje spółek nie wyhamują, pozytywne skutki powinien odczuć również sektor prywatny. Polscy prywatni przedsiębiorcy obawiają się tego, co wydarzy się jesienią i zimą, dlatego ich apetyt na inwestycje jest dużo mniejszy niż wcześniej. Jak wynika z IV edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”, trzy czwarte przedsiębiorców nie planuje żadnych inwestycji, chociaż stopniowo zwiększa się grupa firm, które już myślą o rozwoju. Wciąż 80 proc. nie zamierza zwiększać zatrudnienia.

– Prywatne firmy nie lubią atmosfery niepewności, a teraz jest ona bardzo duża. Nikt nie wie, jak będzie rozwijać się pandemia w kolejnych miesiącach. Bardzo dużą dozą niepewności obarczone są również prognozy makroekonomiczne. Trudno się więc dziwić, że biznes prywatny ma duże wątpliwości co do przyspieszenia procesów inwestycyjnych – mówi główny ekonomista Banku Pekao SA.

Jak podkreśla, spółki Skarbu Państwa mają zwykle dłuższy horyzont inwestycyjny niż te prywatne.

– Warto, żeby wykorzystały okres taniego finansowania na realizację inwestycji publicznych. Mamy ciągle braki w infrastrukturze i to jest dobry czas, żeby przyspieszyć projekty w tym sektorze – mówi Ernest Pytlarczyk. – Można się spodziewać, że jak tylko inwestycje publiczne ruszą i wykorzystamy pieniądze unijne, to stanie się to swoistym katalizatorem również dla innych sektorów, także prywatnych.

Analitycy Banku Pekao SA podkreślają, że w tym kontekście warto wykorzystać potencjał spółek Skarbu Państwa, ukierunkowując ich działalność na wsparcie rozwoju innowacyjności. Mogłyby one skoncentrować się na inwestycjach w zaawansowane technologie, zwiększyć współpracę z ośrodkami badawczo-rozwojowymi oraz aktywność w zakresie zagranicznych fuzji i przejęć.

Według danych Ministerstwa Aktywów Państwowych pod kontrolą Skarbu Państwa działają 353 firmy plus spółki zależne. Wśród nich są tzw. krajowe czempiony – 19 grup osiągających roczne obroty ponad 5 mld zł (m.in. PKN Orlen, PGNiG, PGE, Lotos czy PZU). 60 proc. stanowią jednak firmy relatywnie małe lub bardzo małe – z obrotami odpowiednio 10–50 mln zł oraz poniżej 10 mln zł rocznie.

W Chinach ruszyła pierwsza na świecie budowa wykorzystująca sieć 5G. Także w Europie operatorzy przygotowują się do wdrożenia 5G na szeroką skalę

Operatorzy komórkowi na całym świecie przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. Przejście na sieć nowej generacji ma zagwarantować wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, a dane będą przesyłane nawet 20 razy szybciej niż w sieci 4G. – O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców jest to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia – przekonuje dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

– Tak naprawdę 5G już nas otacza, większość operatorów telekomunikacyjnych świadczy swoje usługi z wykorzystaniem technologii 5G, a więc tzw. internetu szerokopasmowego piątej generacji, który zastępuje 4G, z którego dzisiaj wszyscy korzystamy. Fala podąża ze Wschodu, czyli z Chin. Chińczycy coraz częściej korzystają z tej technologii, wdrażają ją z wielkimi sukcesami, a Europa jest następna – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Maciej Kawecki.

Obecnie możliwości, jakie daje sieć 5G, sprawdzają Chińczycy. Do końca lipca liczba jej użytkowników w Chinach przekroczyła już 88 mln, co stanowi ponad 80 proc. użytkowników na całym świecie, a do końca tego roku liczba stacji bazowych 5G sięgnie tam prawie miliona. W maju w Pekinie ruszyła pierwsza budowa wykorzystująca tę technologię. Blisko 40 wykonawców budujących zaawansowaną technologicznie dzielnicę biznesową zmodernizowało swoje systemy, aby korzystać z sieci przesyłającej dane z szybkością 10 Gb na sekundę. Inżynierowie dzięki inteligentnym okularom widzą to samo, co robotnicy, a specjalne opaski na bieżąco monitorują stan zdrowia pracowników.

Jednak już na całym świecie operatorzy komórkowi przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. To oznacza wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, które umożliwią przesyłanie i pobieranie treści nawet 20 razy szybciej niż w przypadku obecnej technologii 4G, a opóźnienie może spaść z 50 ms do 1 ms. W ten sposób niemal wszystkie urządzenia z dostępem do internetu będą się ze sobą komunikować. Przyspieszy internet rzeczy, co będzie mieć znaczenie dla rozwoju np. autonomicznych samochodów, odegra równie ważną rolę w dostarczaniu spersonalizowanych usług zdrowotnych.

– Będzie sprawniej i dużo szybciej. Dla przedsiębiorców to rozwój internetu rzeczy, a więc połączenie wszystkich urządzeń ze sobą. O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Dzisiaj możemy korzystać z technologii 4.0, w której żyjemy, w ograniczonym zakresie, natomiast 5G otwiera nas na szybszy transfer danych – przekonuje dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Choć sieć 5G oznacza większe możliwości, to narosło wokół niej sporo mitów. Publikowane są też fake newsy, że np. w Holandii po uruchomieniu sieci 5G doszło do masowej śmierci ptaków. Choć informacja okazała się nieprawdziwa, była podawana jako przykład śmiercionośnego działania fal elektromagnetycznych.

– Okres pandemii spowodował, że skupiliśmy się na czym innym, a technologia 5G mogła się spokojnie rozwijać. Dzięki pandemii doceniamy też dobra cyfrowe. To, co jest szybsze, skuteczniejsze, lepsze jakościowo, jest dla nas ważniejsze, bo łączymy się z całym światem online. To też stymuluje rozwój technologii 5G – podkreśla dr Maciej Kawecki.

W 2011 roku działająca pod auspicjami WHO Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) sklasyfikowała pola elektromagnetyczne o częstotliwościach radiowych jako przypuszczalnie rakotwórcze dla ludzi (grupa 2B). Jest to jednak grupa z czynnikami o najniższym stopniu zagrożenia dla człowieka. Grupa 1 jest jednoznacznie rakotwórcza, grupa 2A  składa się z czynników prawdopodobnie rakotwórczych dla ludzi, a grupa 3 jest całkowicie bezpieczna dla człowieka.

– Sieć 5G została sklasyfikowana jako potencjalnie mająca wpływ na rozwój chorób nowotworowych. Ale okazuje się, że sąsiadami w tym obszarze dla technologii 5G jest czerwone mięso czy mrożonki. To są czynniki, które w żadnym zakresie nie mają wpływu na rozwój chorób nowotworowych, więc ta nazwa klasyfikacji jest trochę mylna. I takich przykładów możemy znaleźć dużo więcej – mówi dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Robotyzacja i autonomizacja armii postępuje. Przyszłe wojny mogą odbywać się bez strat w ludziach [DEPESZA]

Marynarka USA zainwestuje 7 mln dol. w przygotowanie konceptu dużego statku bezzałogowego, przeznaczonego do patrolowania mórz i oceanów. To kolejna inwestycja amerykańskiej armii w autonomiczny sprzęt wojenny, po helikopterach sterowanych z poziomu tabletu. Pomimo że wprowadzanie sztucznej inteligencji do branży obronnej wiąże się z licznymi kontrowersjami, może się przyczynić do ograniczenia strat w ludziach w wyniku działań wojennych.

Autonomiczne pojazdy, zarówno powietrzne, jak i morskie, coraz częściej są wykorzystywane do działań wojennych. W lipcu izraelska marynarka wojenna przeprowadziła próby z wykorzystaniem małego bezzałogowego systemu latającego Skylark C na pokładzie bezzałogowego statku Seagull. Dzięki temu zwiększyły się możliwości wywiadowcze jednostki, wykorzystywanej m.in. w walce z okrętami podwodnymi.

Z kolei Lockheed Martin wraz z Vigor Works stworzą dla Marynarki Wojennej USA duży bezzałogowy statek wojenny przeznaczony do patrolowania mórz i oceanów.

– Nasz zespół koncentruje się w tej chwili na dostarczaniu Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych projektu niedrogiego statku o niskim ryzyku, zdolnego do urzeczywistnienia wizji rozproszonych operacji morskich (DMO) – wskazuje Joe DePietro, wiceprezes Lockheed Martin.

Projekt zakłada stworzenie konceptu dużego statku autonomicznego, mającego możliwości bojowe i zdolnego do patrolowania przez okres sześciu miesięcy wraz z platformą do zarządzania jego działaniami. W ramach kontraktu testowego powstanie okręt, w którym znajdzie się m.in. technologia znana z helikopterów Sikorsky, sterowanych za pomocą tabletu: Sikorsky Matrix. Koszt przygotowania konceptu wynosi 7 mln dol.

– Jesteśmy gotowi dostarczyć projekt koncepcyjny, który pomoże Marynarce Wojennej USA wdrożyć bezpieczną, wydajną i niedrogą flotę LUSV [Large Unmanned Surface Vehicle – duże, bezzałogowe statki nawodne – przyp. red.] w przyszłości – podkreśla Richard McCreary, wiceprezes Vigor ds. rozwoju biznesu. – Wykorzystamy nasze rozległe doświadczenie w produkcji podobnych maszyn, w tym wcześniejszą budowę 16 pojazdów USV o różnych konstrukcjach i rozmiarach.

Dzięki możliwości użycia jednostek bezzałogowych w misjach o podwyższonym ryzyku możliwe będzie zmniejszenie liczby ofiar wojennych. Okazuje się też, że sztuczna inteligencja lepiej niż człowiek radzi już sobie ze sterowaniem maszynami wojennymi. Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa stworzyli robota o nazwie Heron, który z powodzeniem zmierzył się z weteranem lotnictwa w wirtualnej symulacji lotu myśliwcem.

Jednocześnie wobec dążenia do robotyzacji armii rodzi się wiele obaw związanych z możliwym zachowaniem się sztucznej inteligencji na polu walki. Rządy państw przeznaczają jednak coraz większe środki na prace nad militarnymi zastosowaniami SI. Departament Obrony USA na badania nad sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym przeznaczy w tym roku 927 mln dol. Całkowity budżet tej jednostki to 718 mld dol.

Czy fundusze unijne pozwolą zakopać głęboką dziurę budżetową?

Mimo że najgorszy czas lockdownu, zamieszania i sprzecznych prognoz już minął – epidemia wciąż trwa. Stabilizuje się jednak sytuacja gospodarki. Mimo tego ekonomiści przewidują, że recesja dotknie nas najmocniej w drugiej połowie roku – czyli w dwóch przyszłych kwartałach. Co robi rząd, by złagodzić efekty kryzysu? W poprzednich miesiącach receptą rządu na gospodarcze skutki epidemii było wprowadzenie na rynek dodatkowych pieniędzy. Pomoc finansowa dla przedsiębiorców, postojowe dla pracowników, zasiłki i tarcze antykryzysowe pozwoliły nam zatrzymać recesję. Te działania wykopały jednak głęboką dziurę w budżecie –która teraz, gdy sytuacja powoli się uspokaja, będzie bardzo dobrze widoczna. Tego problemu nie rozwiążemy już tak łatwo, bo kończą się pieniądze do zasypywania budżetowych dziur.

– Rząd powstrzymał recesję, pompując w rynek pieniądze. Było to kosztem zamrożenia gospodarki i finansowania jej z pieniędzy państwowych przez ładne parę miesięcy. Ten dług trzeba będzie spłacić – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Jak to zrobić? Rząd rozpoczął już analizę sytuacji i szukanie projektów pod unijny fundusz Recovery oraz pod nową perspektywę budżetową. Z tych źródeł pochodzić będą środki, które dadzą gospodarce impuls do wyjścia z recesji i zwiększą ruch na rynku. Samorządy, rząd i spółki prywatne opracowują więc projekty, które będą mogły ubiegać się o te fundusze. Nie jest to jednak proste zadanie. Środki unijne nie mogą być bowiem zużyte do realizacji każdego celu. Na pewno nie będzie to na przykład ratowanie sektora wydobywczego węgla kamiennego. Unia przekaże za to Polsce środki na transformację energetyczną, na nowe sposoby transportu, wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej oraz na łagodzenie skutków transformacji – takich, jak na przykład los regionów pogórniczych. Dlatego warto skupić się na tych obszarach, by otrzymać jak najwięcej środków unijnych i szybko wprowadzić je do polskiej gospodarki, stojącej u progu recesji – podkreśla Roszkowski.

Inwestorzy obawiają się drugiej fali zachorowań i powrotu lockdownu

Zakończyliśmy dwutygodniowy okres spotkań najważniejszych banków centralnych świata. W najbliższych dniach inwestorzy skupią się na odpowiedzi rządów na pogarszającą się sytuację związaną z pandemią koronawirusa. Uwagę przykują również polityczne negocjacje i dane z kluczowych gospodarek.

Początek tygodnia przynosi osłabienie walut ryzykownych, w związku z informacjami, że europejscy decydenci rozważają ponowne wprowadzenie środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, który znowu zaczyna pustoszyć Stary Kontynent.

Poza informacjami dotyczącymi powyższego, w tym tygodniu poznamy wstępne dane PMI opisujące sytuację przedsiębiorstw we wrześniu. Ze względu na pandemię stały się one jednak trudniejsze w interpretacji, a rynek oprócz nich będzie zwracał uwagę na kwestie polityczne – negocjacje dotyczące dalszej pomocy fiskalnej w USA i porozumienia ws. Brexitu.

PLN

Miniony tydzień przyniósł jedynie lekkie osłabienie złotego w parze z euro, aczkolwiek ten waluta rozpoczyna wyraźną wyprzedażą. Ostatnie zachowanie kursu EUR/PLN, który w poniedziałek znalazł się na najwyższym poziomie od maja, przypomina lustrzane odbicie zachowania głównej pary i wpisuje się w obserwowaną wyprzedaż aktywów ryzykownych.

Spotkanie RPP z ostatniego tygodnia nie przyniosło istotnych informacji. Ostatnie, kluczowe twarde dane z kraju (produkcja przemysłowa, budowlano-montażowa i sprzedaż detaliczna) zawiodły, aczkolwiek póki co nie zaburza to istotnie obrazu poprawy sytuacji w III kwartale. Optymistycznie można odbierać z kolei dane z rynku pracy, gdzie sytuacja powoli zaczyna się normalizować.

Jedyną publikacją z Polski, która pojawi się w tym tygodniu, jest środowy odczyt stopy bezrobocia w sierpniu. Istotniejsze mogą okazać się jednak informacje z frontu walki z pandemią, zarówno te z kraju, jak i całego kontynentu oraz zachowanie szerokiego rynku.

EUR

Sytuacja w kontekście koronawirusa w strefie euro pogarsza się, co zostało dość dramatycznie podkreślone przez częściowe przywrócenie środków hamujących jego rozprzestrzenianie się w najbardziej dotkniętych przez wirusa częściach Madrytu.

Druga fala pandemii w zeszłym tygodniu nie miała dużego wpływu na euro, być może ze względu na to, że póki co wydaje się znacznie mniej zagrażająca życiu chorych i nie ograniczyła istotnie tempa ożywienia. W poniedziałek rano euro doświadczyło jednak sporej wyprzedaży – w momencie pisania było to ok. 0,8% w parze z dolarem amerykańskim. Sądzimy, że jest to wynikiem obaw inwestorów dot. wprowadzenia nowych środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa w niektórych europejskich krajach, szczególnie Hiszpanii, Francji i Holandii.

USD

Decydenci amerykańskiego banku centralnego w ubiegłym tygodniu nie zaskoczyli inwestorów. Większość członków FOMC spodziewa się utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie w okolicy zera do końca 2023 roku. Reakcja rynku sugerowała, że inwestorzy mogli oczekiwać bardziej gołębiej komunikacji ze strony banku centralnego – w wyniku czego nieco gorzej radził sobie rynek akcji.

Warto też wspomnieć, że dane z amerykańskiego rynku pracy w ujęciu ogólnym nadal okazują się lepsze od oczekiwań. Sądzimy, że w niedługim czasie powinno dojść do dwustronnego kompromisu ws. dodatkowego pakietu fiskalnego, co – biorąc pod uwagę nadal ekstremalnie negatywne pozycjonowanie spekulantów względem dolara – może zapewnić wsparcie amerykańskiej walucie.

GBP

Częściowe wycofanie się Borisa Johnsona z planów naruszenia umowy o wystąpieniu z UE przez pozwolenie parlamentowi na ostatnie słowo w tej sprawie pozwoliło na ustabilizowanie nastrojów rynkowych względem funta i umocnienie brytyjskiej waluty w relacji do większości głównych walut w zeszłym tygodniu. Bank Anglii podczas ostatniego posiedzenia nie obciął stóp procentowych, jednak zasugerował, że ujemne stopy są możliwe. Głosowanie w kontekście programu QE było jednomyślne – decydenci poparli utrzymanie pułapu zakupów na niezmienionym poziomie. Sądzimy jednak, że w listopadzie komitet decyzyjny prawdopodobnie poprze rozszerzenie programu.

 

Kluczową publikacją jaką poznamy w tym tygodniu będą wrześniowe, wstępne dane PMI opisujące sytuację przedsiębiorstw. Uwaga inwestorów skupi się jednak na brytyjskim rządzie, który ma omówić wprowadzenie nowych środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa. Niektórzy sugerują nawet, że mogą one objąć drugi pełny lockdown.

CHF

Miniony tydzień nie był dobry dla franka szwajcarskiego, który zakończył go jako jedna z najgorzej radzących sobie głównych walut. Po dość nieciekawym okresie, jeśli chodzi o informacje z kraju, w tym tygodniu uwaga rynku skupi się na posiedzeniu Szwajcarskiego Banku Narodowego w czwartek. Spotkanie będzie interesujące, biorąc pod uwagę, że odbędzie się trzy miesiące po poprzednim, a od tamtej pory sytuacja w globalnej gospodarce, jak i w kontekście pandemii uległa wyraźnej zmianie.

O ile frank jest obecnie nieco słabszy w relacji do euro niż był, kiedy decydenci spotkali się poprzednim razem, bank prawdopodobnie odniesie się do siły waluty i potwierdzi, że będzie dokonywał interwencji w celu ograniczenia presji aprecjacyjnej. Dodatkowo, będziemy wypatrywać komentarzy dotyczących potencjalnego złagodzenia polityki pieniężnej, aczkolwiek obniżka stóp procentowych w obecnych warunkach wydaje się mało prawdopodobna. Oprócz tego warto będzie zwrócić uwagę na nową warunkową prognozę inflacji, jaką opublikuje bank.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 20 proc. pozostałych akcji Grupy Energa

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na mniejszościowy pakiet akcji Grupy Energa. Ułatwi to dalszą skuteczną integrację aktywów Grupy ORLEN i Energa. Przyniesie też wymierne korzyści dla Akcjonariuszy i inwestorów Grupy ORLEN, którzy będą mogli w pełni korzystać z synergii płynących z połączenia.

– Budujemy silny koncern multienergetyczny, który będzie mógł sprostać wyzwaniom związanym z transformacją energetyczną Polski. Skuteczna integracja w ramach Grupy jest kluczowa dla tego procesu, dlatego od początku zapowiadaliśmy chęć pozyskania 100 proc. akcji Grupy Energa. Pełna kontrola kapitałowa oznacza wymierne korzyści zarówno organizacyjne, jak i operacyjne. Nasze wezwanie to także odpowiedź na zgłaszane oczekiwania Akcjonariuszy, którzy nie wzięli udziału w pierwszym wezwaniu. Ich zainteresowanie najlepiej świadczy o tym, że zaproponowane przez nas warunki były i nadal są optymalne i korzystne – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Wezwanie na 20 proc. akcji Grupy Energa rozpocznie się 9 października i potrwa do 20 listopada br. Ich cena została ustalona na tym samym poziomie co w przypadku pierwszego wezwania czyli 8,35 zł za akcję. Jednocześnie PKN ORLEN będzie dążył do wycofania Energi z Giełdy Papierów Wartościowych. W tym celu złożony został wniosek o zwołanie Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy spółki. Podjęte działania mają na celu maksymalne wykorzystanie potencjału Energi w ramach Grupy ORLEN.

W kwietniu br. PKN ORLEN nabył 80 proc. akcji Grupy Energa, które stanowią ok. 85 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu tej spółki. To największa tego typu transakcja na polskim rynku paliwowo-energetycznym. Proces zakupu został zrealizowany w ciągu zaledwie 4 miesięcy. Na sprzedaż po cenie 8,35 zł za akcję zdecydowali się akcjonariusze posiadający łącznie ok. 80 proc. udziału w kapitale spółki, w tym Skarb Państwa z 53 proc. udziałem w spółce, oraz inni akcjonariusze posiadający kolejne 27 proc. udziałów, w tym duża grupa inwestorów instytucjonalnych.

Przejęcie Grupy Energa to ważny element budowy przez PKN ORLEN koncernu multienergetycznego, co wpisuje się w megatrendy i działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla Klientów i Akcjonariuszy.
Grupa ENERGA posiada łącznie 54 aktywa produkujące energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. OZE stanowią 39 proc. mocy elektrycznych zainstalowanych w elektrowniach Grupy. Aż 47 proc. wyprodukowanego wolumenu energii elektrycznej w drugim kwartale 2020 r. pochodziło z OZE. Dla PKN ORLEN to ciekawy portfel aktywów, który bilansuje posiadane przez spółkę aktywa konwencjonalne, na przykład bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku. Wpisuje się to w plany PKN ORLEN rozwoju aktywów energetycznych w kierunku źródeł nisko i zeroemisyjnych. Dlatego też w kwietniu br. PKN ORLEN wyraził chęć zaangażowania się w projekt budowy elektrowni Ostrołęka pod warunkiem zmiany technologii z węglowej na gazową. Z kolei już w maju br. podpisane zostało porozumienie, w którym PKN ORLEN zadeklarował udział w finansowaniu projektu oraz przystąpienie do inwestycji w charakterze wspólnika. Decyzja Koncernu spotkała się z pozytywną oceną rynku.

Aktywa Grupy Energa stanowią też istotne wsparcie w strategii osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. zapowiedzianej przez PKN ORLEN. W ramach dochodzenia do tego celu, do 2030 roku koncern o 20 proc. zredukuje emisje CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33 proc. CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej.

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Grupy Energa 5 grudnia 2019 r. Pierwotnie miało ono potrwać do 9 kwietnia br. W związku z m.in sytuacją spowodowaną epidemią koronawirusa, 26 marca br. termin przyjmowania zapisów na akcje pomorskiej Grupy został wydłużony do 22 kwietnia 2020 r. Bezwarunkową zgodę Komisji Europejskiej na przeprowadzenie transakcji Koncern otrzymał 31 marca br. Cena za jedną akcję gdańskiej grupy w wezwaniu została 15 kwietnia br. podwyższona z 7 do 8,35 zł. Z kolei 18 kwietnia br. podpisane zostało porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące kontynuacji strategicznych inwestycji Grupy Energa i utrzymania polityki zatrudnienia zapewniającej prawidłowe funkcjonowanie jej spółek. Ostatni warunek zawieszający, czyli osiągnięcie progu 66 proc. akcji objętych wezwaniem, został spełniony 20 kwietnia br. Formalnie transakcja sfinalizowana została 30 kwietnia br. nabyciem akcji Energa stanowiących około 80% kapitału zakładowego spółki oraz około 85% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Cena wszystkich nabytych akcji wyniosła około 2,77 mld zł i została pokryta przez Spółkę gotówką pochodzącą ze środków własnych oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego.

Rząd bierze się za łatanie finansów publicznych. Czeka nas rewolucja w podatkach

Nadal nie jest pewne czy podatkiem CIT od przyszłego roku będą obciążone spółki komandytowe i spółki jawne. Zmiana opodatkowania przygotowywana przez rząd może być bardzo niekorzystna dla drobnych biznesów ponieważ spółki komandytowe były zakładane najczęściej przez małych i średnich przedsiębiorców.

Taka spółka ma dwa rodzaje udziałowców. To komplementariusze, którzy za zobowiązania spółki odpowiadają całym swoim majątkiem i komandytariusze, którzy na równych zasadach mogą korzystać z zysków spółki, ale nie ponoszą takiej odpowiedzialności majątkowej.

– Dotąd obowiązywała formuła jednokrotnego opodatkowania dochodów na etapie wspólników, a nie samej spółki komandytowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Baran z kancelarii Baran&Pluta. – Nadal nie wiadomo czy rząd wprowadzi podatek CIT nakładany na samą spółkę, pozostawiając opodatkowanie wspólników podatkiem dochodowym od osób fizycznych bądź prawnych czy też zmieni się zupełnie formuła opodatkowania i spółki komandytowe na podobieństwo spółek z o.o. będą opodatkowane jednokrotnie w postaci CIT, a wspólnicy tym podatkiem nie będą obciążeni.

W połowie września rząd opublikował projekt ustawy, mającej uszczelnić system podatkowy, a w uzasadnieniu można odnaleźć zapis, że „w przypadku spółek komandytowych, w których powiązania między wspólnikami nie wskazują na „optymalizacyjny cel” ich utworzenia, przewiduje się wprowadzenie zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym przychodów komandytariuszy takich spółek”. Eksperci obawiają się jednak, że proces legislacyjny może wiele zmienić, a prawdopodobnie rządowi będzie zależeć na wprowadzeniu podwójnego opodatkowania ze względu na trudną sytuację budżetu państwa.

– Gdyby wprowadzono jednak podwójne opodatkowanie spółek komandytowych przedsiębiorcy powinni zastanowić się czy nie skorzystać z rozwiązania znanego u nas jako estoński CIT, ale w rzeczywistym jego modelu, a nie w rozwiązaniu proponowanym przez rząd wyjaśnia mec. Grzegorz Baran. – Przedsiębiorca, który się na to zdecyduje powinien założyć w Estonii spółkę z o.o. Nie jest to skomplikowany proces, a przynosi efekt zerowego podatku dochodowego od samej spółki, do momentu dopóki spółka nie wypłaci dywidendy.

Co ważne, spółki korzystające w Estonii z takiej ulgi podatkowej muszą spełniać tylko ten jeden warunek, dotyczący dywidendy, w przeciwieństwie do rozwiązania podatkowego zaproponowanego przez polski rząd, w którym takich obostrzeń jest wiele.

– Gdy wspólnicy zdecydują się jednak na wypłatę dywidendy, to w Estonii obowiązuje jednokrotny podatek dochodowy – dodaje G.Baran. – I opodatkowanie jest wówczas niższe niż w Polsce.

100% energii z OZE w działalności PepsiCo na całym świecie do roku 2030

Światowy lider w dziedzinie produkcji żywności i napojów, firma PepsiCo, dołącza do międzynarodowej inicjatywy RE100, w wyniku której do roku 2030 wdroży projekty pozwalające na zapewnienie 100% energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych do zasilania własnej działalności operacyjnej na całym świecie. Do roku 2040 energią pochodzącą z OZE zasilane będą ponadto wszystkie podmioty współpracujące z PepsiCo na zasadach franczyzy oraz znajdujące się pod zarządem osób trzecich. Według szacunków, do roku 2040 ta istotna zmiana może doprowadzić do redukcji emisji gazów cieplarnianych (GHG) o około 2,5 mln ton, co jest równoznaczne z wycofaniem z użytku ponad pół miliona aut w okresie jednego roku.

Nowy cel jest zbieżny z globalnymi dążeniami firmy zmierzającymi do zwiększenia proporcji wykorzystania odnawialnych źródeł energii w całej działalności przedsiębiorstwa oraz nawiązuje do ogłoszonego na początku 2020 roku przejścia na zasilanie energią elektryczną pochodzącą w 100% z OZE wszystkich obiektów PepsiCo w USA.

– Wszyscy odczuwamy niszczycielskie skutki zmian klimatycznych na całym świecie, przez co globalny system żywnościowy znalazł się pod ogromną presją. W tej sytuacji potrzebujemy przyspieszyć podejmowane działania – powiedział Jim Andrew, Dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w PepsiCo. – Jesteśmy świadomi odpowiedzialności, jaka wiąże się ze skalą i wielkością naszych działań, dlatego uważamy, że przejście na zasilanie wszystkich naszych zakładów i obiektów na całym świecie energią pochodzącą w 100% z odnawialnych źródeł energii to właściwy krok naprzód. Dzięki temu uzyskamy znaczący wpływ nie tylko na własne działania, a dodatkowo stale będziemy realizować zamierzenia naszego programu zrównoważonego rozwoju – dodał Jim Andrew.

Na początku 2020 roku PepsiCo przystąpiła do zobowiązania ONZ „Business Ambition for 1.5°C”, dołączając w ten sposób do wiodących na świecie koncernów, które zobowiązały się zredukować emisje w całym łańcuchu wartości. Celem podmiotów zaangażowanych w inicjatywę  jest realizacja naukowo potwierdzonego dążenia do ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C, a jednocześnie opracowanie długoterminowej strategii doprowadzenia do redukcji emisji do zera do roku 2050. Dotychczas PepsiCo poczyniła znaczące postępy w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych w całym łańcuchu wartości, w tym w wyniku podejmowanej współpracy z rolnikami przy wdrażaniu praktyk zmniejszających emisję dwutlenku węgla, globalnego programu zrównoważonego rolnictwa, a także wdrożenia do eksploatacji jednego z największych taborów elektrycznych na kontynencie północnoamerykańskim.

Aktualnie PepsiCo pozyskuje odnawialną energię elektryczną w 18 krajach świata, a dziewięć z nich, w tym Polska, już teraz zaspokaja 100% swojego zapotrzebowania na energię ze źródeł odnawialnych.

– Jesteśmy dumni, że Polska znajduje się w gronie dziewięciu krajów europejskich, które korzystają w 100% z energii wytwarzanej ze źródeł odnawialnych. Wszystkie cztery zakłady produkcyjne PepsiCo w naszym kraju i biuro główne zasilane są wyłącznie zieloną energią, pochodzącą głównie z farm wiatrowych – powiedział Michał jaszczyk, prezes PepsiCo Polska. – Dodatkowo w Polsce uwzględniamy rozwiązania fotowoltaiczne już na etapie projektowym i wdrażamy nowe instalacje przy okazji kolejnych inwestycji. Doskonałym przykładem są panele słoneczne zainstalowane w nowoczesnym magazynie centralnym naszej firmy w Mszczonowie, otwartym w 2020 roku. A także nowa instalacja słoneczna zasilająca nową linię do produkcji napojów w puszkach w zakładzie w Michrowie. Zamierzamy ponadto zwiększać moce instalacji energii odnawialnych instalowanych w naszym kraju poprzez inwestycje własne w OZE, jak również podpisywanie umów typu PPA – dodał Michał Jaszczyk.

Uwzględniając tegoroczne przejście na energię elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych we wszystkich obiektach firmy na terenie USA szacuje się, że do końca 2020 roku na całym świecie poziom wykorzystania energii elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych wyniesie 56%.

Ogłoszenie nowego celu wiąże się jednocześnie z przystąpieniem PepsiCo do inicjatywy RE100 prowadzonej przez Climate Group we współpracy z CDP, mającej na celu uzyskanie zobowiązania najbardziej wpływowych firm na świecie w angażowanie się w projekty zapewniające zaopatrzenie w energię elektryczną pochodzącą w 100% ze źródeł odnawialnych.

– Dokonując zmian w działalności operacyjnej na całym świecie i przechodząc na zasilanie własnych zakładów i obiektów energią elektryczną pochodzącą ze źródeł odnawialnych, PepsiCo potwierdza zaangażowanie w walkę ze zmianami klimatycznymi, a tym samym daje dowód na konieczność wykorzystywania odnawialnych źródeł energii w coraz większym stopniu – powiedział Sam Kimmins, szef inicjatywy RE100 w Climate Group. – Dokonując inwestycji w rozwój nowych farm słonecznych i wiatrowych na całym świecie, które pomogą PepsiCo osiągnąć swój cel, firma wnosi realny wkład w proces szybszego przechodzenia na wykorzystanie czystej energii – dodał Sam Kimmins.

– Zmiana klimatu nie będzie czekać, więc musimy podjąć wyzwanie. Nasze firmy w dziewięciu krajach europejskich już teraz wykorzystują w 100% odnawialną energię elektryczną. PepsiCo w Europie będzie liderem w realizacji globalnego zobowiązania firmy do osiągnięcia 100% odnawialnej energii elektrycznej. W całej Europie osiągniemy ten cel do 2022 r. dodał Silviu Popovici, Prezes PepsiCo na Europę.

Aby osiągnąć cel polegający na wykorzystaniu energii elektrycznej pochodzącej w 100% ze źródeł odnawialnych we wszystkich obiektach i zakładach PepsiCo na całym świecie, firma zamierza wykorzystać szeroki wachlarz rozwiązań. Będzie on obejmował m.in. umowy PPA, które będą przyczyniać się do rozwoju nowych projektów, w tym farm słonecznych i wiatrowych na całym świecie, a także nabywanie certyfikatów energetycznych, co z kolei umożliwi stosunkowo szybkie przechodzenie na zasilanie energią pochodzącą ze źródeł odnawialnych w wielu regionach świata. Oprócz tego PepsiCo będzie stale poszerzać lokalne wdrożenia projektów wiatrowych i słonecznych w obiektach na całym świecie – dachowe panele słoneczne zostały zainstalowane na budynkach światowej centrali firmy PepsiCo w miejscowości Purchase w stanie Nowy Jork na początku tego roku.

Polska szósta w Europie pod względem najbardziej skomplikowanych przepisów i regulacji dla biznesu

Sposób, w jaki Polska określa zasady i tworzy przepisy dotyczące prowadzenia biznesu, plasuje kraj na 6. miejscu w Europie i 24. na świecie. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu przygotowanego przez TMF Group, globalną firmę świadczącą usługi biznesowe dla firm działających lokalnie i międzynarodowo. Najwięcej barier w Europie w tym zakresie napotykają przedsiębiorcy we Francji, najmniej w Holandii.

W raporcie zatytułowanym Rules, Regulations and Penalties (z ang. Przepisy, Regulacje i Kary) eksperci TMF Group porównali główne regulacje prawne i administracyjne dotyczące prowadzenia biznesu w poszczególnych krajach w ramach 77 jurysdykcji na całym świecie. Tego typu opracowania brane są pod uwagę przez międzynarodowe firmy podejmujące decyzję o rozpoczęciu działalności w danym kraju.

W Europie krajami o najbardziej przyjaznych przepisach i regulacjach dla biznesu są Holandia, Ukraina, Dania i Norwegia. Polska znalazła się tuż za najniżej notowaną w raporcie europejską piątką – Francją, Grecją, Niemcami, Szwajcarią i Rosją. Na świecie najwyżej notowane pod tym względem są Curaçao, Izrael i Stany Zjednoczone, a najniżej Indonezja, Nikaragua i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Jednak, jak wskazują autorzy raportu, to nie coraz bardziej złożone przepisy i regulacje dla biznesu, które często obejmują wszystkie kraje m.in. z powodu wdrażania międzynarodowych przepisów dotyczących prowadzenia działalności biznesowej, decydują o przyjazności danego kraju pod tym względem, a sposób ich implementowania. W raporcie pojawia się pojęcie „obsługi klienta”, jako sposobu komunikacji pomiędzy instytucjami państwowymi, a biznesem, na której jakość największy wpływ ma wykorzystanie nowoczesnych technologii.

– „Złożoność przepisów i regulacji to jedno. Te same przepisy dotyczą często wielu krajów. Praktyka pokazuje jednak, że nawet przy konieczności przestrzegania podobnych przepisów w jednych krajach przedsiębiorcy mogą zrobić to łatwiej, podczas gdy w innych napotkają trudności. Te wynikają głównie ze sposobu implementacji danego przepisu. W krajach, gdzie użyte do tego są nowoczesne technologie, komunikacja z administracją jest prosta i szybka” – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor zarządzająca TMF Group w Polsce i na Ukrainie.

Eksperci TMF Group analizując przepisy i regulacje dla biznesu zwrócili uwagę na rosnącą rolę międzynarodowych regulacji, których celem jest na przykład przeciwdziałanie praniu pieniędzy. Przykładami są tu amerykańska ustawa o ujawnianiu informacji o rachunkach zagranicznych dla celów podatkowych FATCA (The Foreign Account Tax Compliance Act) wdrożona już obecnie w 79 proc. jurysdykcji podatkowych na świecie czy jeszcze powszechniej wdrażany (82 proc. jurysdykcji) CSR (ang. common reporting standard) – globalny standard w zakresie automatycznej wymiany informacji w sprawach podatkowych opracowany przez OECD.

W raporcie wskazano również, że na drodze do większej przyjazności danych krajów biznesowi stoją tradycyjne przepisy i procedury. Najlepsze kraje w zestawieniu radzą sobie z tym problemem wdrażając całkowicie nowe procedury formalne, znacznie łatwiejsze do zrozumienia i przestrzegania przez firmy międzynarodowe. Korzystają przy tym z nowoczesnych technologii umożliwiających skrócenie procesów i ich uproszczenie.

– Dobrym przykładem uproszenia procedur dla biznesu jest Dania, która wdrożyła dwa portale, każdy w języku duńskim i angielskim, które pozwalają przeprowadzić zagranicznemu inwestorowi cały proces rejestracji i uruchomienia firmy w tym kraju. Komunikacja ze wszystkimi zaangażowanymi w proces rejestracji firmy urzędami odbywa się online. W Polsce radzimy sobie z upraszczaniem procedur o wiele gorzej niż większość europejskich krajów, z którymi przecież przychodzi nam walczyć o zagraniczne inwestycje.” – mówi Joanna Romańczuk.

Istotnym wyzwaniem są również regulacje związane z rozpoczynaniem działalności za granicą przez  spółki publiczne, choć 25 proc. jurysdykcji umożliwia założenie działalności w takim przypadku nawet w tydzień – przykładem są tu Dania, Hong Kong czy Kajmany – to nadal w większości  miejsc na świecie ten proces trwa o wiele dłużej, czasem nawet ponad rok. W Polsce to średnio dwa miesiące.

Utrudnieniem dla biznesu są również regulacje związane z transparentnością prowadzenia biznesu. Przykładem może być tu wdrożony pod koniec zeszłego roku w Polsce Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych (stosowany już w 68 proc. jurysdykcji na świecie), czy jeszcze nie tak powszechna (stosowana w 26 proc. jurysdykcji) KYC (ang. know your customer) – procedura należytej staranności oraz regulacja bankowa jaką muszą przeprowadzać instytucje finansowe oraz inne prawnie określone podmioty do zidentyfikowania swoich klientów i uzyskania określonych informacji wymaganych do prowadzenia interesów ze stroną zainteresowaną.

– Wiodące jurysdykcje pokazują, że nowe przepisy nie muszą prowadzić do większego skomplikowania. Najbardziej innowacyjne z nich udoskonalają swoje procesy tak, aby nowe przepisy i regulacje nie były boleśnie odczuwane przez przedstawicieli biznesu. Kluczową strategią w tym zakresie jest wykorzystanie technologii w celu jak najprostszych interakcji pomiędzy organami władzy, a przedsiębiorstwami – dodaje Joanna Romańczuk.

Raport Rules, Regulations and Penalties jest pogłębioną analizą Global Complexity Index 2020 w zakresie regulacji i przepisów obowiązujących firmy w poszczególnych krajach.

Budownictwo mieszkaniowe wciąż na fali

Ostatnia publikacja GUS-owskich statystyk, prezentująca wyniki budownictwa mieszkaniowego w sierpniu oraz pierwszych ośmiu miesiącach bieżącego roku, wciąż nie zawiera żadnych sygnałów słabnięcia koniunktury inwestycyjnej na mieszkaniowym rynku pierwotnym. Pytanie, jak długo podobna sytuacja będzie w stanie się utrzymać.

Po zaskakująco udanym w tym roku okresie wakacyjnym, inwestorzy mieszkaniowi z powodzeniem kontynuują starania o utrzymanie statystyk inwestycyjnych rynku mieszkaniowego na optymalnych poziomach. Jednak już w najbliższych miesiącach sytuacja ta może ulec wyraźniejszej zmianie, zwłaszcza w przypadku deweloperów.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl sierpień przyniósł bowiem spadkowe odreagowanie gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego po wiosenno-letnim ożywieniu, które należy ocenić bardzo pozytywnie jak na rynkowe okoliczności okresu pandemii. W ubiegłym miesiącu zanotowano regres we wszystkich trzech kategoriach danych: mieszkań oddanych, rozpoczętych i nowych pozwoleń. Tymczasem nie jest to jednak jakikolwiek sygnał osłabienia koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki, choć niewykluczone, że takowego należy wypatrywać już w niedalekiej perspektywie.

Zawsze głównym wyznacznikiem inwestycyjnej koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego jest ewolucja statystyk mieszkań rozpoczętych. Tym razem rezultat ogółem za 8 miesięcy br. osiągnął poziom ponad 141 tys. lokali, co oznacza spadek rok do roku dokładnie o jedną dziesiątą. Jednak wyniki miesięczne liczone rok do roku są już niemal identyczne zarówno dla deweloperów jak i inwestorów budujących na własne potrzeby, a także odpowiadające średniej miesięcznej z ostatnich lat. Są to jednoznaczne sygnały utrzymywania się bardzo dobrej passy rynku pierwotnego w jego odsłonie inwestycyjnej.

Tradycyjnie od dłuższego czasu bardzo mocnym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania. Ogółem w okresie styczeń – sierpień br. oddano prawie 136 tys. mieszkań, czyli o 5,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Statystyki mieszkań ukończonych, będąc wypadkową mieszkań rozpoczętych w przeszłości, są najbardziej przewidywalną kategorią danych mieszkaniowych GUS. W związku z tym ich optymistyczna wymowa nie powinna tu dziwić ani obecnie, ani w przewidywalnej przyszłości.

Wg portalu RynekPierwotny.pl zdecydowanie mniej przewidywalne, za to dużo bardziej przydatne w prognozowaniu przyszłych trendów rynku mieszkaniowego, są dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Tych inwestorzy wspólnie zgromadzili od początku roku już ponad 168 tys., czyli o 4,6 proc.  mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Sami deweloperzy od stycznia do sierpnia br. uzyskali ponad 100 tys. pozwoleń, czyli nieco ponad 5 proc. mniej licząc rdr. Wypracowany przez nich wynik miesięczny na poziomie 12,3 tys. decyzji administracyjnych jest wprawdzie gorszy o nieco ponad 10 proc. zarówno rok do roku jak i miesiąc do miesiąca, jednak pozostaje w strefie ponadprzeciętnych wartości z ostatnich lat.

Tab.1 Budownictwo mieszkaniowe od stycznia do sierpnia 2020

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są naturalnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Utrzymanie bardzo wysokiego wolumenu tych decyzji administracyjnych, niewiele tylko ustępującego wartościom zeszłorocznym, mówi samo za siebie o ich wciąż zdecydowanie optymistycznej ocenie perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie.

W sumie sierpień okazał się miesiącem korekcyjnym w odniesieniu do statystyk inwestycyjnych GUS rynku mieszkaniowego. Co istotne jednak, wyraźniejsze spadki ujawniły się w relacji miesiąc do miesiąca, natomiast rok do roku były już tylko symboliczne. Tradycyjnie drugi wakacyjny miesiąc prawie zawsze wypada spadkowo, co prawdopodobnie wynika z okresu kumulacji wakacyjno-urlopowej.

Krajobraz rodzimej mieszkaniówki od strony inwestycyjnej wciąż nie zdradza więc jakichkolwiek widocznych symptomów osłabienia. Czy pojawią się one już w przewidywalnej przyszłości? W głównym stopniu będzie to zależało od wyników kontraktacji mieszkań deweloperskich w III kwartale, które poznamy już za dwa tygodnie, jak również w kolejnych okresach. Najważniejsze, żeby już wkrótce nie wystąpił niepokojących rozmiarów rozdźwięk pomiędzy mieszkaniami rozpoczętymi a sprzedanymi. Przy widocznej awersji deweloperów do ograniczania produkcji nowych mieszkań, wciąż istnieje bowiem ryzyko ich nadpodaży, która jest głównym katalizatorem sytuacji kryzysowych na rynku nieruchomości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Czego nauczyły nas cyberataki w dobie COVID-19?

Według analityków z FortiGuard Labs firmy Fortinet, okres pandemii jest czasem wielkich żniw dla cyberprzestępców. Korzystają z dobrze sprawdzonych metod, które zapewniają im wysoką efektywność. Najskuteczniejszym działaniem prewencyjnym, które powinni podjąć użytkownicy komputerów oraz urządzeń mobilnych, jest zadbanie o cyberhigienę, stosowanie technicznych zabezpieczeń oraz udział w szkoleniach mających na celu uświadamianie, jak zachować się w obliczu wszechobecnych cyberzagrożeń.

Hakerzy wykorzystują panikę i stres

Ataki socjotechniczne pozostają najskuteczniejszym sposobem na wyłudzenie danych, rozwijają się w szybkim tempie i przynoszą większe korzyści od innych metod oszukiwania w sieci. Nawet w „zwykłym” okresie cyberprzestępcy żerują na ludzkich słabościach i emocjach. Nic więc dziwnego, że w czasie pandemii te metody stosowane są jeszcze chętniej.

Wiele kampanii phishingowych, obserwowanych przez analityków bezpieczeństwa w ciągu ostatnich kilku miesięcy, było adresowanych do szpitali, producentów sprzętu medycznego oraz ubezpieczycieli. W miejscach, gdzie nasila się strach z obawy przed niedoborem sprzętu medycznego, hakerzy dostrzegają idealną okazję do wykorzystania ludzkich emocji i siania dezinformacji. Wysyłane przez nich maile phishingowe miały wyglądać na takie, których nadawcami są takie instytucje jak amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) lub Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Miało to skłonić odbiorców do otwarcia maila i kliknięcia w złośliwy załącznik.

Takie zachowanie wskazuje na stały i najważniejszy problem z bezpieczeństwem: niezależnie od tego, jakie środki się podejmuje, punktem newralgicznym pozostaje ludzka psychika. Negatywne emocje oraz problemy, np. finansowe czy sprzętowe, dostrzegalne w czasie pandemii, są punktem zaczepienia dla cyberprzestępców.

Tradycyjne metody cyberataków wciąż przynoszą zyski

Działania cyberprzestępców są obecnie skuteczniejsze z uwagi na niespotykaną wcześniej popularność pracy zdalnej. Aktualnie wiele osób jednocześnie jest połączonych z internetem przez większą część dnia, zarówno w celach zawodowych, jak i dla rozrywki. Niestety, domowe sieci i urządzenia są często niedostatecznie chronione, w odróżnieniu od środowisk korporacyjnych.

Poczta elektroniczna jest notorycznie wykorzystywana do rozsyłania złośliwego oprogramowania, jak np. ransomware, które szyfruje dane na zainfekowanym urządzeniu, gdyż często przedsiębiorstwa wolą zapłacić okup, niż utracić krytyczne zasoby potrzebne do zapewniania ciągłości działania użytkownikom i obsługi klientów.

Warto podkreślić, że nie są to nowe metody ataku. W rzeczywistości wiele technik używanych przez cyberprzestępców w dobie COVID-19 nie jest ani innowacyjnych, ani nowatorskich. Wręcz przeciwnie, są to te same sztuczki stosowane od lat.

Jest to działanie pragmatyczne, gdyż atakujący niechętnie zmieniają taktykę, dopóki nie zaobserwują spadku jej efektywności. Mimo że firmowe systemy chronione przez zaporę sieciową są zabezpieczone, to wiele urządzeń podłączanych do prywatnych sieci zdalnych pracowników stanowi łatwy cel dla hakerów. Są oni również świadomi, że przezorność w cyberprzestrzeni jest obecnie zmniejszona. Takie zachowanie jeszcze bardziej ułatwia atakowanie tymi samymi metodami co zwykle.

Większość cyberataków jest przeprowadzanych za pomocą masowych kampanii spamowych. Potwierdzają to dane zebrane w marcu przez FortiGuard Labs, mówiące o wzroście o 131% liczby wykrytych wirusów. Nie powinno to zaskakiwać, zważywszy na fakt, że załączniki mailowe są najpowszechniejszym sposobem na rozsyłanie złośliwych treści. Niektóre z nich są wysyłane do konkretnych osób, a inne losowo. Czasami też służą do zainfekowania komputera specjalnym narzędziem, które będzie czekało na rozkazy z centrali, a gdy dotrą stanie się jednym z tysięcy podłączonych do globalnej sieci urządzeń wykorzystywanych do przeprowadzenia ataku typu DDoS, uniemożliwiającego normalne korzystanie z wziętej na celownik cyberprzestępców internetowej usługi.

Cyberhigiena ważniejsza niż kiedykolwiek

Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, należy zadbać o „cyberhigienę”. Ludzie są najsłabszym ogniwem w łańcuchu procedur zapewniających bezpieczeństwo. Prowadzenie szkoleń z zakresu ochrony danych jest nieodzowne, by uzmysłowić im jak wielką rolę odgrywają w całym procesie. Pod wieloma względami pandemia okazała się ważną lekcją dla przedsiębiorstw. Zmusiła wiele z nich do zorganizowania zaległych szkoleń dla personelu, które pomogą zwiększyć świadomość zagrożeń.

Cyberbezpieczeństwo: Firmy wydają na nie już 124 mld dolarów

Świadomość firm odnośnie kwestii związanych z zagrożeniami cybernetycznymi stale rośnie. Pracownicy przechodzą szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa, ale w praktyce nadal miewają problemy z przestrzeganiem wdrożonych zasad. Ekspert 7N wskazuje proste rozwiązania, z którymi styka się w pracy z dużymi korporacjami, dotyczące zapobiegania najczęściej spotykanym błędom.

Zainteresowanie cyberbezpieczeństwem nasiliło się wraz z pandemią i masowym przejściem na pracę zdalną. – Bezpieczeństwo przestało być zagadnieniem niszowym i znajduje się w centrum zainteresowania zarządów firm, nie tylko tych największych – mówi Bartosz Różański, Software Security Engineer z 7N, firmy IT prowadzącej zaawansowane projekty informatyczne dla dużych organizacji, także w dziedzinie cyberbezpieczeństwa.

Nic dziwnego. Nie ma bowiem tygodnia, by media nie donosiły o wycieku danych z dużej organizacji. McDonald’s, Warner Music Group czy Garmin to tuzy biznesu, lecz nawet im zdarzają się takie sytuacje. A to tylko najświeższe przykłady.

Za błędy firmy muszą słono zapłacić. Polski Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył ostatnio karę sięgającą kilku milionów złotych na sklep internetowy za brak zachowania odpowiednich środków ostrożności, co skutkowało wyciekiem danych klientów. Gorzej, jeśli okup trzeba płacić hakerom. Kilka tygodni temu Garmin dokonał przelewu na konta cyberprzestępców, by urządzenia tej firmy mogły znowu normalnie działać. Istnieją przypuszczenia, że kwota mogła sięgać nawet 10 milionów dolarów.

Dlatego organizacje systematycznie zwiększają nakłady na ochronę danych. Według firmy badawczej Gartner globalnie wydatki na ten cel rosną z każdym rokiem, a w 2020 r. mają być o 2,4 proc. wyższe niż dotychczas, osiągając 123,8 mld dolarów – i to mimo cięć budżetowych związanych z pandemią.

Banki i firmy medyczne najbezpieczniejsze

Wraz ze wzrostem nakładów na bezpieczeństwo firm w sieci, idzie zmiana zachowań pracowników. Przedsiębiorstwa tworzą na własny użytek zasady bezpieczeństwa dostosowane do ich specyfiki oraz do tego, jak cenne są dane, które mają chronić.

– Rosnąca świadomość w kręgach decyzyjnych sprawia, że firmy nie ograniczają się do przeprowadzenia rutynowych szkoleń, a same zatrudniają specjalistów, którzy zajmują się nie tylko wdrażaniem polityk bezpieczeństwa, ale też autentycznie pilnują ich przestrzegania – wyjaśnia Bartosz Różański z 7N.

Najbardziej rygorystyczne regulacje obowiązują w sektorze bankowym, gdzie poziom zabezpieczeń jest porównywalny z wojskiem i administracją rządową. Podobnie wymagające są przepisy wobec branży medycznej.

Najczęściej mylą się ludzie

Jednak niezależnie od branży to człowiek jest “najsłabszym ogniwem” systemów bezpieczeństwa informacji. – Wszystkich zachowań użytkownika nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nigdy do końca nie wiemy, jak się zachowa lub jakie polecenie wprowadzi, więc nie możemy zapobiec wszystkim sytuacjom. Możemy jednak minimalizować ryzyko przez wdrażanie odpowiednich mechanizmów ochrony – mówi Bartosz Różański z 7N.
Zalecenia specjalistów od cyberbezpieczeństwa wielu osobom wydają się banalne. Jednak ekspert wyjaśnia, że nawet najbardziej wyrafinowany system bezpieczeństwa nie będzie skuteczny, jeśli szeregowi użytkownicy nie będą na co dzień stosować podstawowych zasad cyberhigieny.

Praktyczne wskazówki

Ekspert 7N wskazuje ABC bezpieczeństwa, którego stosowanie pozwala ograniczyć ryzyko błędu ludzkiego:

  • wymuszanie przez system stosowania silnych haseł i managerów haseł,
  • unikanie praktyki “zapamiętywania” hasła przez przeglądarkę,
  • zakaz udostępniania danych logowania innym osobom,
  • dostęp do aplikacji wewnętrznych firmy tylko przez szyfrowane łącze z wykorzystaniem technologii VPN.

Dobrą praktyką jest tzw. uwierzytelnianie wieloskładnikowe: – Tożsamość potwierdza się dodatkowym kanałem np. przez telefon z zainstalowaną aplikacją uwierzytelniającą. Jeszcze bardziej zaawansowane jest uwierzytelnianie z udziałem kluczy sprzętowych, czyli specjalnych urządzeń – na pierwszy rzut oka przypominających pendrive – które mają “zaszyte” specjalne klucze identyfikujące użytkownika. Takie sprzętowe utrudnienia dostępu znacznie zmniejszają ryzyko przypadkowego wycieku wrażliwych danych – ocenia Bartosz Różański z 7N.

Pandemia sprawiła też, że wielu użytkowników zaczęło wykorzystywać prywatne urządzenia w celach zawodowych. Ekspert zwraca uwagę, że powinny one przejść praktycznie identyczną procedurę co służbowe komputery. – Specjaliści do spraw bezpieczeństwa odpowiednio je konfigurują, np. instalując dodatkowe oprogramowanie do kontroli ruchu sieciowego i tworząc jednocześnie listę aplikacji zakazanych, np. gier czy przeglądarek plików PDF nieznanego pochodzenia. Często uniemożliwiają też przeglądanie internetu z innych przeglądarek niż ta wybrana i również odpowiednio skonfigurowana, aby blokować dostęp do niebezpiecznych stron – objaśnia Bartosz Różański.

Ciągła nauka cyberodporności

Cyberodporność jest cechą biznesu, dzięki której firma jest w stanie przygotować się na potencjalne zagrożenie np. utraty lub wycieku danych, zamortyzować je, odpowiedzieć na nie, a finalnie usunąć jego skutki, przez cały czas funkcjonując i dostarczając swój produkt klientom – Każdy wychwycony błąd w systemie powinien skutkować dodawaniem nowych elementów do polityk bezpieczeństwa. System musi się stale uczyć – wyjaśnia ekspert 7N.

TMS Brokers laureatem nagrody Invest Cuffs 2020

Podczas corocznej gali wręczenia najbardziej prestiżowych nagród branży inwestycyjnej Invest Cuffs dom maklerski TMS Brokers został wyróżniony jako Broker Forex Roku. Uroczystość odbyła się po konferencji „ABC Inwestowania”.

W ogólnopolskim konkursie firma TMS Brokers została nominowana w kategorii Broker CFD 2019 oraz Broker Forex 2019. Zwycięzców w poszczególnych kategoriach wybrali internauci, głosując na stronie konkursu fundacji Invest Cuffs.

Plany wręczenia nagród w marcu zostały pokrzyżowane przez pandemię, dlatego przyznanie jej teraz jest zwieńczeniem etapu dużych zmian w TMS Brokers.

– Jako firma inwestycyjna zostaliśmy wpisani na Mapę Polskiego Fintechu, nasz zespół analityków został wyróżniony przez światowe agencje tj. Reuters i Bloomberg za trafność prognoz, a ponadto rozszerzyliśmy ofertę produktów. Nie tylko wprowadziliśmy nowe kontrakty na fundusze ETF, ale też rozszerzyliśmy ofertę TMS Kantor i Doradztwa Korporacyjnego. Wprowadziliśmy wiele udogodnień w aplikacji do mobilnego tradingu i stworzyliśmy innowację na skalę całej Europy. Nasz dostosowany do trudnych realiów pandemii proces otwarcia konta pokazuje, że konta maklerskie można otwierać wygodnie i całkowicie zdalnie, w mniej niż  8 minut! – mówi Dyrektor Marketingu i Kierownik Rozwoju Mobile w TMS Brokers Piotr Kardasz i dodaje: „nie spoczywamy na laurach. Niedawno ogłosiliśmy, że TMS Brokers stanie się częścią OANDA Global Corporation, więc przed nami kolejne miesiące intensywnej pracy nad rozwojem usług”.

Nagroda Broker Forex Roku uzupełnia wachlarz wyróżnień, które ostatnio zebrał dom maklerski TMS Brokers, a były to m.in. wyróżnienia za transparentność oferty według Invest Cuffs, miano najlepszych prognostyków pary EURPLN we wszystkich kwartałach 2019 roku według agencji Bloomberg, czy tytuł Analityka Roku 2019, który zdobył kierownik departamentu analiz TMS Bartosz Sawicki.

Kontrola krzyżowa – prawa i obowiązki

Organy podatkowe w toku prowadzonej kontroli podatkowej u podatnika mogą dokonać weryfikacji rozliczeń jego kontrahentów. Dzięki temu poznają dokładny przebieg transakcji i mogą zweryfikować, czy obie jej strony wykazały ją poprawnie na potrzeby podatkowe. Kontrahenci kontrolowanego podatnika mają ograniczone prawa i obowiązki w związku z prowadzoną kontrolą. Zawsze jednak powinni wiedzieć, w jakich granicach może poruszać się organ podatkowy, jakich dokumentów żądać czy jakie czynności wykonać. Rozszerzenie zakresu uprawnień organów podatkowych może prowadzić w praktyce do utrudnień w funkcjonowaniu przedsiębiorców związanych z dodatkowymi czynnościami administracyjnymi, ponieważ organy podatkowe mogą weryfikować cały łańcuch dostaw.

Żądanie przedstawienia dokumentów

Zgodnie z treścią art. 274c Ordynacji podatkowej w toku postępowania lub kontroli podatkowej organy mogą żądać od kontrahentów podatnika prowadzących działalność gospodarczą określonych dokumentów. Organ może zażądać od kontrahenta przedstawienia dokumentów objętych czynnościami u podatnika w celu sprawdzenia ich rzetelności i prawidłowości oraz przekazania wyciągu z ksiąg podatkowych i dowodów księgowych w odpowiednich strukturach Jednolitego Pliku Kontrolnego. Obowiązek przekazania plików JPK wynika z dodanego do Ordynacji podatkowej art. 193a, zgodnie z którym w przypadku prowadzenia ksiąg rachunkowych przy użyciu programów komputerowych organ może zażądać przekazania całości lub części ksiąg w formie elektronicznej.

Należy wskazać, że na podstawie tego przepisu organ może badać jedynie prawidłowość i rzetelność dokumentów. Nie powinien więc wykraczać poza te dwa obszary. Nieco inaczej jest w przypadku przekazywania struktur JPK, gdzie ustawodawca nie ograniczył się jedynie do prawidłowości i rzetelności. Oznacza to, że organ może w sposób swobodny w ramach prowadzonego postępowania weryfikować JPK kontrahenta.

Pomimo iż przepisy te umiejscowione są w Ordynacji podatkowej w dziale „Czynności sprawdzające”, to w praktyce stanowią kontrolę krzyżową u kontrahenta podatnika. Taka klasyfikacja oznacza brak pełnej ochrony dla kontrahenta, jaką przewidują przepisy o kontroli podatkowej. W szczególności zasady postępowania z dowodami nie są tak precyzyjnie uregulowane w przypadku czynności sprawdzających. Z przeprowadzonych czynności sprawdzających sporządza się protokół. Wszelkie czynności opisane powyżej kontrahent powinien wykonać na własny koszt.

Ponadto należy dodać, że zgodnie ze stanowiskiem sądów administracyjnych kontrola krzyżowa możliwa jest tylko w ramach prowadzonego postępowania podatkowego lub kontroli podatkowej, ale nie poza nimi. Ponadto kontrola kontrahenta została ograniczona do konkretnej dostawy i konkretnego okresu kontrolowanego u podatnika. Teoretycznie więc organ nie może zażądać dokumentów z innych okresów albo dotyczących innych dostaw.

Nie można też prowadzić kontroli krzyżowej w sytuacji, gdy u podatnika zostały wszczęte jedynie czynności sprawdzające (por. wyrok WSA w Warszawie z dnia 14 marca 2017 r., sygn. III SA/Wa 1149/16).

Kontrola pośredników

Ponadto w § 1c tegoż artykułu ustawodawca dopuścił możliwość kontrolowania kontrahentów kontrahenta, czyli także pośrednich dostawców uczestniczących w dostawie tego samego towaru lub świadczeniu tej samej usługi. Jedyne ograniczenie w tym zakresie sprowadza się do możliwości żądania dokumentów związanych wyłącznie z tą dostawą czy tym świadczeniem usług. Rozszerzenie zakresu kontroli umożliwia organom weryfikację całego łańcucha dostaw tego samego towaru lub świadczenia tej samej usługi.

Odpowiednie zastosowanie art. 155 O.p. do kontroli krzyżowej

Szerszy zakres uprawnień w stosunku do kontrahenta kontrolowanego podatnika mają organy podatkowe w przypadku art. 155 Ordynacji podatkowej. Przewiduje on, że organ może zażądać od kontrahenta złożenia wyjaśnień, zeznań, przedłożenia dokumentów czy dokonania określonych czynności. Przepis ten wskazuje na bardzo szeroki katalog dokumentów oraz czynności, jakich może żądać organ. Począwszy od przedstawienia faktur, umów, porozumień czy korespondencji z kontrahentem, na przesłuchaniu i konieczności składania zeznań skończywszy. Ponadto zgodnie z podejściem Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 3 kwietnia 2019 r., sygn. II GSK 485/17) organ podatkowy powinien uprawdopodobnić, że żądane dokumenty są niezbędne do wyjaśnienia stanu faktycznego lub rozstrzygnięcia sprawy. Oznacza to więc, że pismo skierowane do kontrahenta powinno zawierać coś więcej niż tylko wykaz żądanych dokumentów. Art. 155 Ordynacji podatkowej można zastosować do kontroli krzyżowej z pominięciem rozdziału 11, czyli postępowania dowodowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kryzys w polskim rządzie. Bardzo słaby odczyt sprzedaży detalicznej

W koalicji rządzącej wrze, więc krajowa waluta pozostaje w defensywie. Czy w Polsce możliwe są wcześniejsze wybory? Tydzień rozpoczyna się dość spokojnie, ważniejsze wydarzenia będą miały miejsce w dalszej części tygodnia. Wystąpienie szefa Fed w centrum uwagi. Bardzo słaby odczyt sprzedaży detalicznej w Polsce. 

Tarcia w koalicji coraz większe

Media w Polsce prześcigają się w nowych doniesieniach na temat przyszłego kształtu koalicji rządzącej w naszym kraju. Coraz więcej głosów mówi, że może nastąpić podział i co za tym idzie, realnym stanie się temat wcześniejszych wyborów. Dzisiaj o godzinie 13 mamy poznać decyzję PiS. Jeśli Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry nie ustąpi, to z dużą dozą prawdopodobieństwa kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości ogłosi zerwanie koalicji. Nadal nie wiadomo, jaki los czeka innego koalicjanta, czyli Porozumienie Jarosława Gowina. Podział obozu Zjednoczonej Prawicy prawdopodobnie będzie oznaczał nowe wybory, bo nie sądzimy, że PiS zdecyduje się na rząd mniejszościowy i szukanie nowych koalicjantów w obecnym Sejmie. W całym tym zamieszaniu najbardziej cierpi krajowa waluta. EUR/PLN przebił właśnie poziom 4,47, a CHF/PLN 4,15. Strach inwestorów nie jest oczywiście nieuzasadniony, nie mniej jednak nie wydaje się, by nawet w wyniku nowych wyborów polityka gospodarcza naszego kraju mogła się zmienić.

Dzisiaj wieje nudą

Poniedziałkowy kalendarz makro jest niemal pusty, więc inwestorzy wracają do tematów z zeszłego tygodnia. Piątkowe zamknięcie przyniosło odwrót na giełdach i dzisiaj ten trend jest kontynuowany. Niemiecki DAX schodzi poniżej 13 tys. pkt. Kolejne dni na rynkach powinny być znacznie ciekawsze i zdecydować, czy wyprzedaż na rynkach akcyjnych i tym samym risk off na walutach będzie kontynuowany. Wtorek i środa to przesłuchanie szefa Fed w Izbie Reprezentantów. Często bywa tak, że jeśli podczas konferencji po posiedzeniu Rezerwy Powell mówi o czymś niejasno, to nieścisłości są wyjaśniane później podczas właśnie takich wystąpień. Szczególnie jeśli prezes Fed próbowałby lobbować kwestię szybkiego porozumienia w kwestii nowego pakietu fiskalnego w USA, które utknęło w walce przedwyborczej Republikanów i Demokratów.

Polski konsument czeka z zakupami

Jedyny ważny odczyt, jaki dzisiaj pojawił się w kalendarzu, to sprzedaż detaliczna z naszego kraju za sierpień. Wiadome było, że w tych danych nie będzie już efektu odroczonego popytu, który miał miejsce w publikacjach miesiąc czy dwa miesiące wcześniej. Niemniej jednak spodziewano się solidnego odczytu na poziomie 2,4%. To i tak byłaby wartość słabsza aniżeli w lipcu, gdy odnotowano dynamikę 2,7%. Niestety dzisiejsza publikacja niemile zaskoczyła i zobaczyliśmy raptem 0,4%. Bez wątpienia te dane pokazują, że konsumenci w Polsce obawiają się dalszych losów pandemii i pojawienia się drugiej fali, przez co wstrzymują się z zakupami. Mimo wszystko w tym momencie czynnikiem decydującym dla losów złotego pozostaje otoczenie zewnętrzne i sentyment na rynkach, jak również czynnik wewnętrzny w postaci możliwych nowych wyborów parlamentarnych.

Krzysztof Pawlak dealer walutowy w InternetowyKantor.pl

Stanowisko ZPP ws. projektu budżetu państwa na rok 2021

• Nasz niepokój budzi fakt, że z lektury projektu budżetu na rok 2021 wynika, iż rząd przyjął, że w przyszłym roku Polska powróci na ścieżkę dynamicznego, niezagrożonego wzrostu z roku 2019. Wszystko wskazuje na to, że COVID-19 pozostanie istotnym problemem gospodarczym, zatem należy się spodziewać dalszego operowania w warunkach kryzysu. Założenia przyjęte do opracowania budżetu na rok 2021 wydają się zbyt optymistyczne.
• Przewidywany wysoki deficyt budżetowy na rok 2021 może dodatkowo wzrosnąć, jeśli nie uda się wygenerować przewidzianych w projekcie budżetu wpływów podatkowych w pełnej wysokości, jest to scenariusz prawdopodobny, wziąwszy pod uwagę przywołany optymizm zawartych w projekcie budżetu założeń.
• Jednorazowy bardzo wysoki deficyt w roku 2020 nie stanowi jeszcze istotnego problemu, jednak budżety na następne lata powinny być projektowane z myślą o odrabianiu kosztów poniesionych w bieżącym roku na ratowanie gospodarki. Narastający dług publiczny może hamować wzrost gospodarczy w następnych latach.
• Rząd może skorzystać z prostej rezerwy i zrezygnować z części dodatkowych programów socjalnych (500+ na pierwsze dziecko bez progu dochodowego, 13. i 14. emerytury, program „Dobry start”), by obniżyć deficyt o ponad połowę. Tego rodzaju posunięcie zapewniłoby też komfort możliwości uruchomienia dodatkowych środków w razie wyraźnej potrzeby spowodowanej nieprzewidzianym rozwojem sytuacji epidemicznej.
• Nie ma innego sposobu na budowanie zamożności, niż ciągły rozwój gospodarczy. Rozbudowana polityka społeczna nigdy nie zastąpi racjonalnej polityki gospodarczej prowadzącej do bogacenia się społeczeństwa. Nadmierny dług publiczny będzie hamował wzrost w przyszłości – jest jeszcze czas, by zareagować i zmniejszać deficyt w latach następujących po nadzwyczajnym roku 2020.

Rok 2020 zachwiał ścieżką dynamicznego wzrostu gospodarczego Polski, dotychczas wręcz zaskakująco konsekwentną. Analiza wskaźników każe przypuszczać, że prowadzona od marca polityka pozwoliła złagodzić negatywny wpływ koronawirusa na gospodarkę, jednak oczywiście również i ona ma swoją cenę. Wystarczy stwierdzić, że budżet na 2020 rok miał być wg założeń pierwszym zrównoważonym budżetem po 1990 roku, podczas gdy jego nowelizacja z sierpnia przewiduje rekordowy deficyt sięgający 109 mld zł. Nie ma wątpliwości, że był to koszt, który należało ponieść – po zamknięciu gospodarki trzeba było szybko zapewnić płynność finansową firmom. Nie jest też wcale pewne, że przyjęcie innego (np. szwedzkiego) wariantu walki z koronawirusem wiązałoby się z obniżeniem wysokości koniecznych do poniesienia wydatków budżetowych. Nie zmienia to faktu, że ochrona gospodarki przed negatywnym wpływem pandemii kosztowała podatników miliardy złotych, a recesja i tak była nieuchronna. W tej sytuacji, konieczna jest stymulacja dynamicznego rozwoju gospodarczego w najbliższych latach, pozwalającego nie tylko odrobić straty wywołane koronawirusem, lecz wrócić na stabilną ścieżkę szybkiego bogacenia się – to jest perspektywa, w której naszym zdaniem należy rozpatrywać projekt budżetu państwa na rok 2021.

Mając na uwadze powyższe, niepokój muszą budzić stosunkowo optymistyczne założenia dotyczące zakładanych na 2021 rok wpływów budżetowych, przy jednoczesnym pozostawieniu wydatków, szczególnie socjalnych, na względnie wysokim poziomie. W opinii ZPP, z części świadczeń społecznych należałoby zrezygnować (bądź ewentualnie zawiesić ich wypłatę w przyszłym roku) – pozwoliłoby to obniżyć planowany na 2021 rok deficyt o ponad 40 mld zł, bądź też wygenerować tej wysokości zapas możliwy do uruchomienia w przypadku konieczności poniesienia dodatkowych wydatków w związku z sytuacją epidemiczną.

Przedstawiony przez Ministerstwo Finansów („MF”) projekt budżetu na rok 2021 zakłada dochody budżetu państwa na poziomie 403 mld zł, wydatki budżetu państwa w kwocie 486 mld zł, a tym samym deficyt budżetu państwa na poziomie około 82 mld zł.

Prognozowane na rok 2021 dochody budżetu państwa są wyższe od prognozowanych dochodów na rok 2020 o 5 mld zł (398 mld zł) i wyższe tylko o 3 mld zł od uzyskanych dochodów w 2019 r. (400 mld zł). Warto wspomnieć, iż pierwotnie zakładano w 2020 r. dochody na poziomie 435 mld zł. Istotne obniżenie kwoty prognozowanych dochodów za rok 2020 wynika z wybuchu pandemii COVID-19 pociągającej za sobą ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, a w konsekwencji znaczne obniżenie dochodów podatkowych.

Głównymi założeniami przyjmowanymi do wykonania prognoz dochodów jest przyjęcie wzrostu realnego PKB o 4% r/r oraz stopy inflacji na poziomie 1,8% (w stosunku do zakładanych 3,3% w 2020 r.). Ważne jest także przyjęcie założenia o wzroście konsumpcji prywatnej o 6,3% (przy zakładanym spadku o 4,4% w 2020 r.). Zakłada się także spadek bezrobocia z 8% w 2020 r. do 7,5% w 2021 r.

W zakresie dochodów podatkowych przyjęta prognoza zakłada kwotę 368 mld zł, co jest poziomem zbliżonym do przed-pandemicznego 2019 r. (367 mld zł). Większość kategorii dochodów podatkowych kształtuje się na poziomie 2019 r. Nowością jest założenie w 2021 r. dochodów z tytułu podatku od sprzedaży w kwocie 1,5 mld zł (wprowadzenie tego podatku zostało uchwalone w 2016 r., ale ze względu na spór przed Trybunałem Sprawiedliwości UE i COVID-19 jego pobór odłożono w czasie). Utrzymanie dochodów podatkowych, szczególnie w zakresie podatku VAT opiera się na założeniu wzrostu PKB i odbudowy konsumpcji prywatnej w 2021 r. w stosunku do 2020 r. oraz na rozszerzeniu stosowania mechanizmu podzielonej płatności, wprowadzenia kas on-line, objęciu podatkiem akcyzowym substytutów tradycyjnych wyrobów tytoniowych.

W zakresie dochodów niepodatkowych planuje się także uzyskanie dochodów na poziomie 2019 r. (32 mld zł w 2020 r. wobec 31 mld zł w 2019 r.). W 2020 roku planuje się uzyskanie z ramach tego typu dochodów 46 mld zł, co wynika z rekordowej wpłaty z zysku NBP (kwota 7 mld zł wobec planowanych 1,3 mld zł w 2021 r.) oraz wysokich dochodów jednostek budżetowych z tytułu pobieranych przez nie opłat (31 mld zł w 2020 r., które spadną do 23 mld zł w 2021 r.).

W zakresie wydatków zakłada się ich poziom w kwocie 486 mld zł, przy znowelizowanych planowanych wydatkach w kwocie 508 mld zł w 2020 r. (planowane pierwotnie wydatki wynosiły 435 mld zł). W 2019 r. wydatki wyniosły 414 mld zł. Dokonując porównania do przed-pandemicznego okresu 2019 r. warto zauważyć wzrost wydatków o 70 mld, podczas gdy dochody wzrosły tylko o 3 mld zł. Jednocześnie spadek wydatków w 2021 r. w stosunku do znowelizowanego poziomu w 2020 r. nie wydaje się istotny (508 mld w 2020 r. wobec 486 mld zł w 2021 r.). Największą i rosnącą grupą wydatków są dotacje i subwencje (2019 r. – 233 mld zł, 2020 r. (nowelizacja) 291 mld zł, 2021 r. – 272 mld zł). W tej grupie rząd planuje głównie wzrost w zakresie nakładów na służbę zdrowia do poziomu 5,3% PKB co skutkuje wzrostem wydatków o 11,6 mld zł w 2021 r. oraz wydatków na obronę narodową (wzrost o 15 mld zł w stosunku do 2019 r.). Ponadto można zaobserwować istotny wzrost dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (39 mld zł w 2019 r. wobec 59 mld zł w 2021 r.) na skutek rosnących wypłat z funduszy emerytalnych i rentowych. Widoczne są rosnące koszty Funduszu Solidarnościowego (33 mld zł w 2021 r. przy przychodach 20 mld zł w porównaniu do kosztów w kwocie 9,5 mld zł w 2019 r. przy przychodach 0,8 mld zł), który realizuje m.in. wypłatę 13-tych emerytur.

Planowany 2021 r. deficyt budżetu państwa to 82 mld zł, wobec zakładanych 109 mld zł w 2020 r. (niecałe 14 mld zł w 2019 r.). Co ciekawe, całkowite potrzeby pożyczkowe budżetu państwa to 113 mld zł, co wynika z konieczności pożyczenia dodatkowych 22 mld zł ze względu na zarządzanie płynnością sektora finansów publicznych. Przewidywana całkowita kwota potrzeb pożyczkowych budżetu państwa w 2021 r. jest wyższa od planowanej na rok 2020 r. o 12 mld zł (kwota potrzeb pożyczkowych w 2020 r. wynosi 101 mld zł). W porównaniu do 2019 roku jest to wzrost o 100%, gdyż potrzeby pożyczkowe wynosiły wtedy w okolicach zera.

Jak widać budżet na rok 2021 przewiduje istotny wzrost potrzeb pożyczkowych budżetu państwa – projekt ustawy zakłada sfinansowanie niedoboru w istotnej mierze w oparciu o pożyczkę z europejskiego instrument tymczasowego wsparcia w celu zmniejszenia zagrożeń związanych z bezrobociem (SURE) – jej kwota wynosi aż 31 mld zł. Warto wspomnieć, iż zakładane wydatki na obsługę długu Skarbu Państwa wyniosą 28 mld zł i są one na podobnym poziomie do wydatków w okresie 2019 – 2020 (sprzyjają temu niskie stopy procentowe w Polsce, a dług wewnętrzny jest głównym źródłem finansowania potrzeb pożyczkowych).

Patrząc na powyższe, zaproponowany na rok 2021 budżet po stronie kosztowej jest kontynuacją wzrostu wydatków socjalnych (realizacja programów wsparcia rodzin, emerytów). Z drugiej strony zakłada się wzrost przychodów budżetu w stosunku do 2020 r. a praktycznie utrzymanie ich na poziomie dobrego 2019 r.

W ocenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców jest to niebezpieczna kombinacja. Odtworzenie wpływów podatkowych na poziomie z 2019 roku zależeć będzie od szeregu czynników, w tym również tych niekoniecznie zależnych od polityki gospodarczej polskiego rządu (nie możemy całkowicie wykluczyć choćby scenariusza ewentualnego zamknięcia gospodarek ważnych partnerów handlowych), istnieje zatem spore ryzyko, że przyjęte w projekcie założenia nie zostaną wykonane. Prawdziwie kłopotliwe staną się wówczas wysokie wydatki na świadczenia socjalne.

Należy zaznaczyć, że rząd dysponuje w tym zakresie istotną rezerwą – poza kluczowym z punktu widzenia polityki gospodarczej i społecznej programem 500+ w jego pierwotnej formie, projekt budżetu przewiduje realizację poszerzonej wersji programu (500+ na każde pierwsze dziecko, bez progu dochodowego), a także dodatkowe świadczenia emerytalne (13. i 14. emerytury), czy wyprawki dla dzieci w wieku szkolnym wypłacane w ramach programu „Dobry start”. Wszystkie te świadczenia łącznie wiążą się z wydatkiem ok. 44 mld zł. Rezygnacja z nich umożliwiłaby zatem – przyjmując ujęte w projekcie budżetu założenia po stronie dochodowej – zmniejszenie deficytu na rok 2021 o ponad połowę i przywrócenie go do względnie bezpiecznego poziomu ok. 2% PKB. Alternatywnie, dałaby komfort posiadania pewnego rodzaju zapasu na wypadek konieczności uruchomienia dodatkowych środków w związku z rozwojem sytuacji epidemicznej.

Rok 2021 r. będzie kolejnym okresem, w który istotnie rośnie zadłużenie budżetu państwa. O ile po stronie kosztowej wydatki budżetu państwa są determinowane przez rząd i tylko od jego woli zależy ich realizacja, to o tyle po stronie przychodowej planowana kwota wpływów zależy od tego czy stosowne wskaźniki osiągną zakładany poziom. Nie ulega wątpliwości, że przyszły rok będzie rokiem kontynuacji zmagań z pandemią COVID-19 zarówno pod kątem wpływu na życie społeczne jak i gospodarcze. Niepewność wynikająca z mnogości scenariuszy rozwoju sytuacji pandemicznej z pewnością przedłuży się na kolejny rok. W tych warunkach wykonywanie jakichkolwiek prognoz czy szacunków jest obarczone dużą dozą niepewności. Wydaje się, że wobec powyższego projekt budżetu powinien być oparty na relatywnie konserwatywnych założeniach. Tymczasem można odnieść wrażenie, że uchwalony przez Radę Ministrów projekt zakłada realizację scenariusza optymistycznego – dynamiczne odbicie eksportu, istotny wzrost popytu krajowego i nakładów inwestycyjnych.

Pod tym kątem należy pamiętać, iż:

– planuje się wzrost PKB o 4%, co może okazać się zbyt optymistycznym założeniem (warto pamiętać ze wzrost PKB Polski w 2010 r., dwa lata po kryzysie 2008 r., wyniósł 3,9%, a w okresie 2012 -2016 był poniżej 4%); brak osiągnięcia zakładanego poziomu wzrostu PKB odbije się znacznie na wszelkich grupach planowanych dochodów;

– dochody budżetowe bazują na dochodach podatkowych związanych z konsumpcją (VAT i akcyza), które w 2021 r. wyniosą 62% zakładanych przychodów; rząd przyjmuje istotny wzrost poziomu konsumpcji w stosunku do 2020 r.; przedłużająca się niepewność wynikająca z obecnej pandemii może istotnie wpłynąć na poziom konsumpcji krajowej, a tym samym istotnie zmniejszyć dochody podatkowe z tym związane;

– Polska gospodarka jest w dużej mierze zależna od eksportu; popyt zagranicznym jest jednym z najbardziej istotnych źródeł naszego dochodu; jego zmiany mają duży wpływ na dochody podatkowe w zakresie podatku dochodowego od przedsiębiorstw, ale także na poziom konsumpcji prywatnej; stąd sytuacja ekonomiczna naszych głównych partnerów zagranicznych będzie miała istotny wpływ na realizację przyjętych założeń budżetowych.

Rosnący deficyt budżetowy jest również zjawiskiem niepokojącym – coraz wyższe potrzeby pożyczkowe mogą zbliżyć rząd do osiągniecia maksymalnych poziomów zadłużenia. Ponadto zmusza to rząd do szukania dodatkowych źródeł dochodów, co oznacza konieczność podnoszenia podatków albo opłat. Warto pamiętać, iż zadłużenie sektora finansów publicznych rośnie stale od wielu lat. Jest to zjawisko niebezpieczne, ponieważ rosnący dług będzie stanowił istotne obciążenie dla rozwoju gospodarczego Polski w najbliższych latach. Państwa, które już w tej chwili są zamożne, mogą pozwolić sobie na obsługiwanie długu znacznie przewyższającego zadłużenie Polski – kraj będący na dorobku powinien jednak do zadłużenia podchodzić ostrożnie i konserwatywnie. Z tego punktu widzenia, utrzymywanie przez rząd wszystkich programów socjalnych jawi się jako wyjątkowo ryzykowne – zwłaszcza, że z części z nich można zrezygnować, nie rezygnując jednocześnie z pewnej filozofii rządzenia, której przejawem jest program 500+ w pierwotnym kształcie.

Podsumowując, przedłożona prognoza budżetu na rok 2021 zakłada rekordowy od lat deficyt, utrzymanie wysokiego poziomu wydatków oraz przychody na poziomie stanu sprzed pandemii, a wszystko to w istnieniu nieprzyjaznego otoczenia gospodarczego spowodowanego w głównej mierze pandemią. Rok 2021 będzie okresem dalszego utrzymywania się takiej sytuacji, co powoduje, iż niektóre założenia przyjęte w ustawie budżetowej mogą okazać się zbyt optymistyczne, a tym samym brak ich osiągnięcia spowoduje wzrost potrzeb pożyczkowych, co pociągnie wzrost deficytu budżetowego ponad zakładane wartości.

Rodzaje programów lojalnościowych

Programy lojalnościowe to długoterminowe akcje skierowane do nabywców ostatecznych, którzy kupują promowane produkty i usługi na potrzeby własnego gospodarstwa domowego, nagradzające za zakupy nagrodami rzeczowymi, rabatami oraz umożliwiające otrzymanie zwrotu części ceny. Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jakie są rodzaje programów lojalnościowych!

Czym są programy lojalnościowe?

Programy lojalnościowe to wieloletnie akcje marketingowe nagradzające za powtarzalność zakupów i realizację celów stawianych przez organizatora. Gdybyśmy mieli rozłożyć pojęcie ,,programy lojalnościowe” na czynniki pierwsze i wytłumaczyć najprościej, co oznacza, to należałoby powiedzieć, iż jest to długoterminowa, w rozumieniu trwająca kilka lat – zazwyczaj trwająca w cyklach rocznych, akcja, która nagradza uczestników, w zależności od tego, kim ten uczestnik w programie jest, za to, że uczestnicy powtarzają zakup i realizują narzucone cele stawiane przez organizatora.

Te cele albo są związane stricte ze sprzedażą, albo z elementami rywalizacyjnymi – elementami miękkimi, które mają wciągnąć uczestnika w zabawę, interakcję w ramach takiego właśnie programu. Sześćdziesiąt procent pełnoletnich Polaków deklaruje, iż bierze udział w co najmniej jednym programie lojalnościowym. Dwadzieścia procent uczestniczy w co najmniej czterech programach lojalnościowych. Organizatorzy programów lojalnościowych organizują takie przedsięwzięcia celem zwiększenia zaangażowania uczestników do dokonywania zakupów produktów i usług objętych programami. Programy lojalnościowe są powszechne. Według analizy rynku prowadzonej przez i360 w Polsce funkcjonuje ponad 120 programów lojalnościowych. Innymi słowy: akcji marketingowych, które w nagłówku swojego regulaminu mają napisane „program lojalnościowy”. Faktycznie trudno znaleźć branżę, w której programów lojalnościowych albo motywacyjnych nie ma, poza takimi, w których jest to ograniczone przepisami prawa. Programy lojalnościowe są bardzo powszechną techniką, która, można powiedzieć, występuje w większości segmentów rynku. W i360 zajmujemy się organizacją oraz obsługą programów lojalnościowych.

Jakie są rodzaje programów lojalnościowych?

Programy lojalnościowe podzielić można ze względu na grupę docelową. Na podstawie tego podziału na rynku funkcjonują programy skierowane do pośredników handlowych, na przykład dystrybutorów, przedstawicieli handlowych dystrybutorów, właścicieli punktów sprzedaży detalicznej, sprzedawców w tych punktach (ekspedientów), a także profesjonalistów, którzy odgrywają rolę w procesie wyboru marki produktu, która zostanie kupiona. Przykładami takich osób są np. lekarze weterynarii (w zakresie specjalistycznych karm dla zwierząt), malarze (w zakresie farb), wykonawcy (w zakresie chemii budowlanej), architekci (w zakresie wyposażenia wnętrz), itd. Takie programy nazywamy programami motywacyjnymi B2B (business to business, czyli przedsiębiorca dla przedsiębiorcy). Drugą grupą programów lojalnościowych są programy skierowane do nabywców ostatecznych, czyli osób niebędących przedsiębiorcami, które promowane produkty i usługi kupują w celu konsumpcji we własnym gospodarstwie domowym. Takie programy często uzupełnia się określeniem B2C (business to consumer, czyli przedsiębiorca na rzecz konsumenta).

Innym podziałem będzie klasyfikacja ze względu na charakter programu postrzegany przez pryzmat tego, co uczestnicy otrzymują za dokonane zakupy. Ta perspektywa dotyczy w znaczącej mierze wyłącznie programów lojalnościowych skierowanych do nabywców ostatecznych.  Na gruncie takiego podziału będziemy mogli wyróżnić programy punktowe, rabatowe, punktowo-rabatowe oraz te oferujące moneyback. Pierwsze programy lojalnościowe organizowane w Polsce pod koniec lat 90. XX wieku miały charakter punktowy. Później rynek zaczął ewaluować w kierunku programów rabatowych, czyli takich, w których miejsce punktów zajęły wszelkiego rodzaju zniżki. Następnie powstawać zaczęły rozwiązania hybrydowe, czyli takie, gdzie punkty są zamieniane na rabaty lub funkcjonują równolegle. Najnowszą i równocześnie najbardziej dynamicznie rozwijającą się kategorią są programy lojalnościowe z kategorii tak zwanego „moneybacku”, czyli zwrotu części środków zwracanych uczestnikowi, gdzie wynagradzani jesteśmy bezpośrednio środkami finansowymi.

Dlaczego organizuje się programy lojalnościowe?

Za organizacją programów lojalnościowych przemawiają argumenty dużej konkurencyjności w sektorze handlu. Zarówno tego tradycyjnego, jak i e-handlu. Ilość konceptów sieci handlowych (zarówno międzynarodowych, jak i polskich), wysokie nasycenie punktami sprzedaży oraz ogromna liczba sklepów internetowych skłania do poszukiwania rozwiązań, które przyciągną nabywców. Sytuacja ta występuje we wszystkich segmentach rynku, np. stacjach paliw, handlu spożywczym, retailu odzieżowym, itd. Narzędziem, które ma służyć przyciągnięciu i przywiązaniu nabywcy do danej sieci czy danego e-sklepu, są nagrody. To one (w formie zbierania punktów, natychmiastowego rabatu czy zwrotu części ceny, a także wszelkie rozwiązania hybrydowe) są tym, co oferowane jest nabywcy. Problem w tym, iż wartości nagród w relacji do wydatków są niewielkie i ściśle skorelowane z rentownością sprzedaży w danej kategorii rynku. W niektórych segmentach wartość tak wyliczonego ułamka nie przekracza 0,5% (na przykład w przypadku programów lojalnościowych stacji paliw), w innych sięga 15% (np. sieciowych perfumerii).

Kolejnym ważnym argumentem jest dostęp do danych. Prowadząc program lojalnościowy, identyfikujemy każdego nabywcę osobno. Dzięki temu znamy jego zwyczaje zakupowe, poziom wydatków, a nawet modelowy skład koszyka. Dzięki zastosowaniu data science organizatorzy programów lojalnościowych tworzą modele predykcyjne i dzięki nim wpływają na zachowania swoich klientów. Materialnym efektem takich działań są kupony rabatowe oferowane w aplikacjach mobilnych programów lojalnościowych.

Czynniki skutecznego programu motywacyjnego

 

i360 identyfikujemy szereg czynników skutecznego programu lojalnościowego B2C. Najważniejsze z nich to jasno określone cele i zasady, bezpieczeństwo danych i informacji, atrakcyjność oferowanych nagród, minimalizowanie obciążeń uczestników związanych z wypełnianiem obowiązków programu oraz długookresowe planowanie – strategia. Pozostałe czynniki to:

  • zgodność z RODO
  • bezpieczeństwo prawno-podatkowe
  • bezpieczeństwo IT
  • plan działań awaryjnych – mapping ryzyka
  • grywalizacja wśród uczestników
  • bezobsługowość dla uczestników
  • atrakcyjne nagrody
  • wysoki współczynnik incentywizacji
  • komunikacja na podstawie zachowań uczestników (wnioskowanie na podstawie danych)
  • gotowość do zmian

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak tworzymy skuteczne programy motywacyjne B2B, wejdź na naszą stronę https://i360.com.pl/programy-motywacyjne/.

Rola i360 w procesie tworzenia programu lojalnościowego

i360 jest wiodącym dostawcą usług profesjonalnego zarządzania programami lojalnościowymi, czyli tymi, które skierowane są do nabywców ostatecznych oraz programami motywacyjnymi, czyli takimi, które skierowane są do przedstawicieli poszczególnych ogniw łańcucha dystrybucji. Począwszy od przedstawicieli handlowych, importerów lub producentów, dystrybutorów, przedstawicieli handlowych tych dystrybutorów, detalistów, decydentów i właścicieli, poprzez w handlu spożywczym panie ekspedientki, a w handlu profesjonalnym w innych segmentach rynku sprzedawców, aż po nabywcę ostatecznego.

Pandemia koronawirusa COVID-19 radykalnie zmieniła nie tylko cele firmowe, ale i sposoby prowadzenia biznesu

CEO muszą obecnie mierzyć się nie tylko ze skutkami kryzysu gospodarczego, ale również z szybko zachodzącymi zmianami w zakresie elastyczności pracy, cyfrowej transformacji oraz czynnikami związanymi z ochroną środowiska, polityką społeczną i ładem korporacyjnym (ESG, ang. Environmental, Social, Governance). 32% dyrektorów generalnych na świecie wyraża mniejszą pewność dot. globalnych perspektyw wzrostu w ciągu najbliższych 3 lat niż wyrażało jeszcze na początku 2020 roku, przed wybuchem pandemii – wynika z globalnego badania KPMG International pt. „KPMG 2020 CEO Outlook: COVID-19 Special Edition”. Prezesi dużych spółek z największych światowych rynków wyrażają przekonanie, że wyjście z pandemii nie będzie oznaczało powrotu do normalności. Zamiast tego widzą szansę określenia nowej normalności, w której decydujące znaczenie będą miały: zaufanie, zrównoważony rozwój oraz technologie cyfrowe.

Wyniki badania KPMG wskazują, że kadra zarządzająca na całym świecie wykorzystuje niecodzienny moment w historii, związany z pandemią wywołaną przez koronawirusa, aby zarządzać swoimi firmami z większym skutkiem zarówno społecznym, jak i ekonomicznym. Wybuch pandemii COVID-19 spowodował, że według prezesów największych światowych firm, ryzyko związane z talentami jest największym wyzwaniem, które będzie odgrywało znaczącą rolę w zakładanym rozwoju. Na początku 2020 roku ryzyko związane z talentami znajdowało się dopiero na 11. miejscu wśród czynników, które mogą stanowić największe zagrożenie dla rozwoju biznesu w dłuższej perspektywie czasu. Obecnie prezesi dostrzegają, że bez zapewnienia pracownikom poczucia bezpieczeństwa, zakładane długoterminowe perspektywy wzrostu firm mogą być zagrożone.

Znacząca zmiana priorytetów dyrektorów generalnych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy jest wyraźnym sygnałem, że przedsiębiorstwa musiały działać w zawrotnym tempie, aby sprostać wyzwaniom pandemii. Liderzy biznesowi na całym świecie starają się zarządzać niepewnością z determinacją. Kryzys ten przyspieszył realizację strategii, które już istniały wokół transformacji cyfrowej i odpowiedzialności społecznej. Jednak w innych obszarach planowanie jest o wiele trudniejsze, w szczególności myślenie o przyszłych sposobach pracy i rozwiązywaniu problemów. Nic więc dziwnego, że dyrektorzy generalni skupiają się na znaczeniu talentów dla utrzymania i rozwoju każdego przyszłego biznesu – mówi Bill Thomas, Global Chairman and CEO, KPMG International.

Transformacja cyfrowa kluczem do poprawy odporności operacyjnej

Wybuch pandemii COVID-19 spowodował, że w ciągu 6 miesięcy przekonanie o globalnym wzroście gospodarczym gwałtownie spadło. Obecnie 32% dyrektorów generalnych wyraża zdecydowanie mniejsze przekonanie o światowym wzroście gospodarczym, niż na początku roku. Są jednak bardziej optymistycznie nastawieni do perspektyw wzrostu gospodarczego w ich własnym kraju – 45% CEO wyraża zdecydowane przekonanie, że gospodarka w ich państwie będzie rosła. Z kolei aż 67% prezesów biorących udział w badaniu jest zdecydowanie przekonanych o rozwoju własnej firmy w ciągu najbliższych 3 lat.

Kluczową dźwignią wzrostu firm będzie cyfrowa transformacja. Prezesi globalnych spółek zainwestowali wiele środków w nowe technologie podczas blokady wywołanej koronawirusem. Inwestycje w transformację cyfrową mają pomóc zarządzanym przez nich firmom na osiągnięcie odporności operacyjnej, zapewnienie większej elastyczności w działaniu oraz nastawieniu na potrzeby klientów. 80% badanych przez KPMG CEO zauważyło znaczące przyspieszenie w zakresie cyfrowej transformacji, a 30% twierdzi, że postęp w zakresie cyfrowej transformacji z jakimi mamy do czynienia w czasie koronawirusa wyprzedził o kilka lat wcześniej zakładane plany. 75% prezesów twierdzi, że pandemia przyspieszyła tworzenie cyfrowych doświadczeń z klientami, a 64%, że przyspieszyła również tworzenie nowych cyfrowych modeli biznesowych i strumieni przychodów. Obecnie wyzwanie polega na skoncentrowaniu wysiłków i inwestycji na obszarach, które pozwolą wygenerować największą wartość dla firmy oraz utrzymać odpowiedni poziom cyberbezpieczeństwa organizacji.

Dyrektorzy generalni mają świadomość, że wyjście z pandemii nie będzie oznaczało powrotu do normalności jaką znali wcześniej. Z drugiej strony widzą, że ta bezprecedensowa sytuacja to szansa, do zdefiniowania przyszłości na nowo. Decydujące znaczenie dla sukcesu rynkowego będą odgrywały trzy obszary: zrównoważony rozwój, cyfrowa transformacja oraz zaufanie. Wraz z przyspieszeniem cyfrowej transformacji kształtującej przyszłość wielu branż, organizacje będą musiały kompleksowo zrozumieć, jak zmieniają się zachowania ich klientów i jak sprostać ich nowym wymaganiom. Wreszcie, pandemia COVID-19 dała firmom możliwość pokazania, jak dużą wartość stanowią realnie dla społeczeństwa. Aby utrzymać zaufanie pracowników, klientów i społeczności, dyrektorzy generalni muszą pokazać, że w pełni utożsamiają się z celami swoich organizacji – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO, KPMG w Polsce.

Większy nacisk na czynniki ESG: ochronę środowiska, działalność społeczną oraz ład korporacyjny

Dyrektorzy generalni zauważają, że na ich organizacjach ciąży coraz większa rola do odegrania w społeczeństwie. Trzy czwarte CEO zgodziło się z twierdzeniem, że jako liderzy są osobiście odpowiedzialni za zmiany w kwestiach społecznych. Pandemia przyspieszyła skupienie się kadry kierowniczej na roli jaką wywiera prowadzona przez nich firma na społeczeństwo. Prezesi globalnych spółek uważają, że wydarzenia związane z COVID-19 skłoniły ich do zastanowienia się, czy cel ich firmy spełnia standardy oczekiwane przez interesariuszy, a 79% twierdzi, że w wyniku kryzysu COVID-19 musieli ponownie ocenić cele swojej organizacji. Taka sama liczba prezesów (79%) twierdzi, że od początku kryzysu czuje silniejszy związek z celami swojej firmy.

COVID-19 nie jest jedynym zagrożeniem, z którym mamy obecnie do czynienia. Dyrektorzy generalni dostrzegają inne zagrożenia, niosące głębokie konsekwencje gospodarcze, humanitarne oraz klimatyczne. Prezesi zdają sobie z tego sprawę i skupiają się na swoich celach środowiskowych, społecznych i związanych z ładem korporacyjnym (ESG), ponieważ chcą odbudować swoje organizacje w taki sposób, aby te wspierały nową i zrównoważoną gospodarkę. O tym, jak istotne są kwestie związane z zagadnieniami ESG, świadczy fakt, że 65% badanych przez KPMG prezesów globalnych firm twierdzi, iż zarządzanie ryzykiem związanym z klimatem i ochroną środowiska będzie miało wpływ na to, czy uda im się utrzymać swoje miejsca pracy w ciągu najbliższych 5 lat.

Pandemia koronawirusa wywarła również ogromne zmiany na sposób pracy większości firm na całym świecie. COVID-19 skutecznie zmusił wiele organizacji do radykalnej zmiany swojej organizacji pracy. 77% dyrektorów generalnych deklaruje, że po zakończeniu pandemii nadal będzie korzystać z obecnych cyfrowych narzędzi umożliwiających współpracę oraz komunikację pomiędzy pracownikami oraz partnerami biznesowymi. Zdecydowana większość CEO – 73% wskazań, zauważa również pozytywny wpływ jaki praca zdalna miała na zatrudnionych pracowników. Wypracowane podczas pandemii rozwiązania związane z zapewnieniem większej elastyczności pracy, będą kontynuowane w przyszłości – 69% CEO zadeklarowało, że ich firmy mają w planach zmniejszenie powierzchni biurowej w porównaniu do tej, jaką zajmowały przed wybuchem pandemii.

Nadchodzi Plastic Tax. Co jego wprowadzenie oznacza dla producentów opakowań i konsumentów?

Od stycznia firmy wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych, które nie zostaną poddane recyklingowi, będą musiały ponieść dodatkowe koszty. Ma to związek z planowanym wprowadzeniem tzw. podatku od plastiku. Jest to zatem ostatni moment, aby zdecydować się na inne, bardziej przyjazne dla środowiska opakowania, które będzie można całkowicie przetworzyć.

Ceny za odbiór i utylizację odpadów od kilku lat systematycznie idą w górę. Jednocześnie, w związku z rosnącą konsumpcją, w gospodarstwach domowych wytwarzanych jest coraz więcej śmieci, w tym tych trudnych lub niemożliwych do przetworzenia.  Problem ten dotyczy także Polski. Wystarczy przypomnieć sobie pożar, do którego doszło chociażby dwa lata temu w Zgierzu. Jednak podobnych tajemniczych „samozapłonów” było w ostatnim czasie więcej.

Dziś najwięcej odpadów produkują kraje wysoko rozwinięte, w efekcie kłopotliwe zużyte opakowania, w tym butelki, opony, folie itp. trafiają do innych, biedniejszych krajów. Pilnie potrzeba więc regulacji, które może nie zminimalizują od razu ilości odpadów (cały czas trzeba pracować nad świadomością społeczną dotyczącą odpowiedzialnej konsumpcji), ponieważ rozwoju cywilizacyjnego nie da się zatrzymać, ale sprawią, że coraz większą ich ilość – w tym tych najbardziej uciążliwych z tworzyw sztucznych – będzie można przetworzyć i ponownie wykorzystać. Według danych Eurostatu za 2017 rok, w Unii Europejskiej blisko 42% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych poddano recyklingowi. W Polsce było to niecałe 35%. Mimo że z roku na rok ten udział procentowo się zwiększa, nadal większość takich odpadów trafia na składowiska bądź do spalarni.

Regulacje ograniczające zaśmiecanie planety

Od lipca przyszłego roku kraje członkowskie mają wdrożyć tzw. Dyrektywę Plastikową, wprowadzającą zakaz sprzedaży i używania często stosowanych plastikowych produktów jednorazowego użytku, jak słomki, kubki czy sztućce. Wiele firm, w tym sieci fastfoodowych, już dziś się z nich wycofuje. Ale Dyrektywa Plastikowa ma wytyczać tak naprawdę nowe trendy. Chodzi o to, aby uszkodzone urządzenia, w których znajdują się elementy z tworzyw sztucznych były naprawiane, a butelki czy puszki trafiały do skupu, były myte i ponownie wykorzystywane.

Jeszcze wcześniej, bo już od 1 stycznia przyszłego roku, ma zacząć obowiązywać tzw. Plastic Tax. Chodzi o to, aby producent zapewnił recykling swoich tworzyw sztucznych. W przeciwnym razie zapłaci od nich podatek. Ma to skłonić firmy do dbałości zarówno o półprodukty wykorzystywane do produkcji opakowań, jak i produkt końcowy, Podatek od plastiku został uchwalony przez Radę Europy Unii Europejskiej w lipcu tego roku. Za jego przyjęciem opowiedziała się większość państw członkowskich, w tym Polska. Wpływy z podatku mają zasilić budżet UE, nadszarpnięty wydatkami z tytułu COVID-19 oraz zostać przeznaczone na odbudowę Europy po pandemii. Nowy podatek ma objąć plastik, wykorzystywany do produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, który nie zostanie poddany recyklingowi. Za każdy kilogram takiego nieprzetwarzalnego surowca trzeba będzie odprowadzić 80 centów. Do planów Unii odniósł się Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych. PZPTS uważa, że rozwiązanie to dyskryminuje kraje o niższym poziomie recyklingu, w tym Polskę. Dodaje, że wystarczająco dużym wyzwaniem dla branży są dyrektywy unijne, zobowiązujące kraje członkowskie do wprowadzenia do 2030 wyłącznie opakowań, które po wykorzystaniu będzie można poddać recyklingowi. Związek stoi na stanowisku, że kolejna restrykcja zaowocuje wprowadzaniem na rynek innych opakowań, które wprawdzie będzie można przetworzyć, ale które będą też miały wyższy ślad środowiskowy niż tworzywa sztuczne. W efekcie spowoduje to efekt odwrotny od zamierzonego, negatywnie wpływając na nasze otoczenie. PZPTS szacuje, że wprowadzenie Plastic Tax spowoduje wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych od 30% do nawet 100%. Czy te obawy i prognozy rzeczywiście są uzasadnione?

Co wprowadzenie podatku od plastiku oznacza dla konsumentów?

Jeśli wzrost cen opakowań z tworzyw sztucznych rzeczywiście będzie tak gwałtowny jak prognozuje PZPTS należy spodziewać się, że ich wyższe ceny producenci żywności i nie tylko będą – przynajmniej w początkowej fazie – starali się przerzucić na konsumentów. Jednocześnie zaczną też wprowadzać na rynek zastępcze opakowania, które będzie można w całości przetworzyć. Sami konsumenci też będą mogli wybierać między opakowaniami, których nie da się poddać recyklingowi, a nadającymi się do ponownego wykorzystania. Duże znaczenie będzie miała tu edukacja w zakresie segregacji oraz kształtowanie postaw proekologicznych. Takie działania już są podejmowane. Głównie inicjują je gminy, na których barkach spoczywa dziś obowiązek odbioru i zagospodarowania odpadów. Nie jest jednak wykluczone, że z czasem coraz więcej proekologicznych kampanii będą prowadzić także firmy z różnych branż, wykorzystujące opakowania z tworzyw sztucznych i nie tylko. Wprowadzane przez nie rozwiązania mogą bowiem coraz częściej przekładać się na wybory klientów. Ważny będzie już nie tylko sam produkt, ale na znaczeniu będzie zyskiwał także materiał, w który został opakowany.

Aby wprowadzenie w życie Plastic Tax dało pozytywne efekty, potrzebne jest stabilne prawo. Odnosząc się do planów Unii Europejskiej, Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych zgłosił szereg wątpliwości, które – jak twierdzi – powinny doczekać się klarownej interpretacji. Zaznaczył, że trzeba zacząć od stworzenia spójnej definicji opakowania z tworzywa sztucznego, aby było wiadomo, co tak naprawdę się do niego zalicza. Podniósł też kwestię preferencji dla przedsiębiorców, którzy zdecydują się wspierać rynek recyklingu. PZPTS proponuje stworzyć rejestr opakowań służących higienie i zabezpieczających żywność, które będą wyłączone z Plastic Tax. Podobnie zresztą jak torby na zakupy, od których pobierana jest już wysoka opłata recyklingowa. Postuluje też wprowadzenie okresów przejściowych dla planowanej regulacji, argumentując że w tak krótkim czasie przedsiębiorcy nie zdążą dostosować się do nowych wymogów. Propozycje te wydają się rozsądne.

Uwagi do nowego podatku mają również organizacje odzysku opakowań. Zdaniem firmy Interseroh powinien on dotyczyć wyłącznie tworzyw, które są trudne lub niemożliwe do recyklingu, a nie – jak w obecnym kształcie – materiałów, które nie zostaną poddane recyklingowi.

Mimo że podatek od plastiku budzi dziś sporo kontrowersji, wielu ekspertów jest zdania, że nowe przepisy, wyglądające na pierwszy rzut oka na restrykcyjne, mogą w dłuższej perspektywie okazać się korzystne dla wszystkich uczestników rynku, wyeliminować z obiegu „brudny” plastik i podnieść świadomość ekologiczną.

Najwyższa pora postawić na ekologiczne opakowania

Obecna polityka Unii Europejskiej zmierza do tego, aby skłonić producentów opakowań z tworzyw sztucznych do wzięcia większej odpowiedzialności za swoje produkty. W zależności od ich właściwości, a konkretnie możliwości przetworzenia i zawartości niebezpiecznych substancji, będą oni ponosili zróżnicowane opłaty recyklingowe. Im opakowanie będzie mniej przyjazne dla środowiska, tym obciążenie producenta, który je wytworzył będzie wyższe. Za najbardziej problematyczne opakowania uchodzą obecnie takie, które zostały źle zaprojektowane, co utrudnia ich właściwą klasyfikację podczas sortowania, jak również wykonane z różnych materiałów, przez co trudno je zarówno właściwie posegregować, jak i podzielić potem na różne frakcje (np. pokryte aluminium torebki na przekąski). Dlatego szczególnie ważne jest dziś wykonanie właściwego, przyjaznego środowisku opakowania. Na rynku są firmy, które nie tylko profesjonalnie się tym zajmują, ale także opiniują gotowe opakowania oceniając, czy łatwo poddać je recyklingowi. Na życzenie klienta sugerowane są odpowiednie materiały oraz udzielane porady projektowe. Po przebadaniu prototypu opakowania klient otrzymuje raport zawierający ocenę jego potencjału recyklingowego oraz sugestie ewentualnych zmian. Minimalizuje to konieczność ponoszenia dodatkowych opłat.

Firma Interseroh aktywowała jakiś czas temu usługę Made for recycling. Na czym ona polega? – Chodzi o to, aby zawczasu wyjść naprzeciw problemowi recyklingu – wyjaśnia Paweł Lesiak, członek zarządu firmy Interseroh. – Proponujemy klientowi kompleksową ocenę opakowania pod kątem jego przydatności do ponownego przetworzenia. Najpierw poznajemy dane opakowanie i kierujemy je na badania laboratoryjne, mające ocenić jego potencjał recyklingowy w skali od 1 do 20. Jeśli opakowanie nie otrzyma wystarczającej liczby punktów (od 16 wzwyż), wskazujemy możliwe zmiany w jego projekcie. Oczywiście zmiany te nie mogą przyczynić się do skrócenia trwałości produktu. Przemyślany, ekologiczny projekt opakowania jest tu bardzo ważny, bo pozwala osiągnąć satysfakcjonujący poziom recyklingu – podkreśla Paweł Lesiak.

Jednocześnie zarówno wielu producentów opakowań, jak i konsumentów zadaje sobie pytanie, jak będą wyglądały ekologiczne opakowania w przyszłości. Odzyskiwanie surowców wtórnych z raz użytych opakowań wydaje się jedynie rozwiązaniem przejściowym, gdyż sam proces odzysku powoduje emisję do atmosfery dwutlenku węgla. Dlatego cały czas trwają prace nad opakowaniami biodegradowalnymi, które w przyszłości zastąpią plastik. Pod uwagę brane są różne koncepcje. Jedną z nich jest materiał zwany shrilkiem, który bardzo przypomina folię. Różnica polega na tym, że jest wykonany z naturalnej chityny oraz związków białka pochodzących z jedwabiu.

Ważna rola organizacji odzysku opakowań

Wiele firm ma dziś problemy z recyklingiem odpadów opakowaniowych i ciągle zmieniającymi się w tym zakresie przepisami. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest nawiązanie współpracy z jedną z Organizacji Odzysku Opakowań. Firmy takie oferują zwykle szeroki wachlarz usług w zakresie ich przetwarzania i utylizacji (ReCycle). Ale to nie wszystko, podejmują też działania zapobiegające powstawaniu odpadów (ReDuce), tworzą koncepcje dotyczące ponownego ich wykorzystania (ReUse), zarządzają wszystkimi siedzibami i filiami firmy pod kątem właściwego zagospodarowania „trudnych” śmieci (ReThink).

Przedsiębiorca wprowadzający produkty w opakowaniach lub opakowania na polski rynek, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi spełnić szereg wymogów dotyczących ich odzysku i recyklingu. Może zająć się tym we własnym zakresie, co jest dosyć kłopotliwe ze względu na dynamicznie zmieniające się przepisy lub odsunąć od siebie ten obowiązek, uiszczając opłatę marszałkowską, co jest z kolei bardzo kosztowne. Najlepszym, ale też najtańszym rozwiązaniem wydaje się nawiązanie współpracy z organizacją odzysku. Dzięki temu firma oszczędza pieniądze, które musiałaby przeznaczyć na opłatę marszałkowską, ma porządek w dokumentach i sprawozdaniach, niższe koszty związane ze sprawnym zarządzaniem odpadami oraz poczucie, że jej działania nie szkodzą środowisku naturalnemu. Profesjonalne Organizacje Odzysku Opakowań, na czele z Interseroh, biorą na siebie również wymagane przez prawo kampanie edukacyjne, pomagając budować ekologiczny wizerunek firmy. Edukacja taka obejmuje zarówno pracowników przedsiębiorstwa, działania w przestrzeni publicznej (np. sadzenie drzew) czy tworzenie dedykowanych rozwiązań ekologicznych.

Dziś bardzo duża ilość plastiku poddawanego recyklingowi pochodzi z selektywnej zbiórki dokonywanej w gospodarstwach domowych. Właściwa segregacja śmieci usprawnia więc siłą rzeczy proces recyklingu i sprawia, że może on być pełniejszy. Ale to wciąż zbyt mało. Recykling musi stać się w przyszłości opłacalny. Do tego stopnia, aby płynące z niego profity przewyższyły koszty wprowadzanych przez poszczególne państwa czy Unię Europejską ekologicznych obostrzeń i rygorów.

Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań SA

mPay chce mocniej rozwijać ofertę usług finansowych

mPay od wielu miesięcy kładzie coraz większy nacisk na rozwój działalności zgodnie z ideą Open Banking. Aktualna zmiana wyglądu aplikacji, z wyodrębnionymi usługami finansowymi, to jeden z elementów szerszej strategii rozwoju w perspektywicznych obszarach. Położenie mocniejszego akcentu na usługi finansowe znajduje odzwierciedlenie także w rozszerzeniu kompetencji zarządu spółki.

mpayMaksymalizacja korzyści dla użytkownika w ramach jednej multifunkcyjnej aplikacji do płatności mobilnych – to nadrzędny cel wszystkich aktywności mPay, które służą rozwojowi jej flagowego produktu. Podział ekranu aplikacji na „Moje finanse” oraz pozostałe „Produkty i usługi”, to kolejne udogodnienie dla klientów – jest przejrzyście i zawsze w zasięgu ręki. Ostatnia aktualizacja to także zapowiedź kierunku dalszego rozwoju spółki, wynikającego z rewizji strategii, znajdującego odzwierciedlenie w realizowanych od wielu miesięcy działaniach. Potwierdzeniem tego są m.in. intensywne prace nad rozszerzeniem licencji Krajowej Instytucji Płatniczej zgodnie z trendem Open Banking, czy ostatnia innowacja w postaci rozwiązania biometrycznego do potwierdzania tożsamości użytkownika. mPay to pierwsza niebankowa aplikacja do płatności mobilnych, która umożliwia weryfikację konta przez tzw. selfie.

Konsekwentnie realizowany proces dywersyfikacji oferty produktowo-usługowej mPay, wsparty innowacyjnymi wdrożeniami, to odpowiedź na dobrze zidentyfikowane przez nas potrzeby klientów. – mówi Krzysztof Hejduk, Wiceprezes Zarządu mPay S.A. Coraz większy nacisk kładziemy na pełne wykorzystanie potencjału spółki w kontekście możliwości, jakie daje nam dyrektywa PSD II, której wytyczne zostały zaimplementowane do polskiego porządku prawnego w drodze nowelizacji Ustawy o usługach płatniczych z 2018 roku.dodaje Krzysztof Hejduk.

Każda aktywność biznesowa mPay wpisuje się w jak najpełniejsze wykorzystanie kapitału w postaci szerokiej ekspertyzy, kilkunastoletniego doświadczenia i umiejętności identyfikowania rynkowych szans. Nadrzędnym celem działalności spółki niezmiennie pozostaje tworzenie rozwiązań, które ułatwiają życie użytkownikom, a ponadto wnoszą niezaprzeczalny wkład w rozwój branży.

– Rozwój funkcjonalności związanych z kwestiami dotyczącymi finansów osobistych jest odpowiedzią na tendencje rynkowe i oczekiwania użytkowników w Polsce i na całym świecie, polegające na realizacji różnorakich potrzeb, w tym finansowych, z poziomu mobilnego urządzenia– mówi Daniel Ścigała, Wiceprezes Zarządu i CFO mPay S.A. – Procesy digitalizacji usług przyspieszyły dodatkowo w czasach pandemii, zachęcając do korzystania z technologii mobilnych także klientów dotychczas wobec nich nieufnych. W niedalekiej przyszłości upatrujemy wielu atrakcyjnych możliwości rozszerzania naszej oferty produktowo-usługowej, o czym będziemy informować w odrębnych komunikatach. – dodaje Daniel Ścigała.

Fundusz Pracuj Ventures inwestuje w Gamfi

Pracuj Ventures – pierwszy w Polsce corporate innovation fund, który koncentruje się na inwestowaniu w firmy technologiczne z obszaru HR oraz learning&development – objął mniejszościowy pakiet udziałów w Gamfi. Jest to innowacyjne rozwiązanie zwiększające motywację i zaangażowanie w całym cyklu życia pracownika dzięki grywalizacji. Gamfi to siódma spółka w portfelu Pracuj Ventures i czwarta inwestycja w 2020 roku, po Worksmile, Gymsteer i Inhire.io.

Gamfi to narzędzie grywalizacyjne wykorzystywane zarówno do zwiększania motywacji pracowników wykonujących powtarzalne zadania (np. w call center, sprzedaży czy produkcji), jak i angażowania ich w działania wykraczające poza rutynowe obowiązki. Gamfi świetnie adaptuje się do obecnych czasów: pozwala na zdalny onboarding, wdrożenie zmiany jaką jest praca hybrydowa czy przeszkolenie pracowników z nowych procedur.

– Inwestujemy w Gamfi, bo jesteśmy przekonani, że spółka jest liderem na polskim rynku rozwiązań grywalizacyjnych. Naszym zdaniem Gamfi posiada unikalny produkt i wypracowała skuteczny model biznesowy, który pozwala na to, aby długofalowo wykorzystać grywalizację do zaangażowania użytkowników w procesy zmian – komentuje inwestycję Paweł Leks, partner zarządzający Pracuj Ventures. Okres pandemii, w którym nowego znaczenia nabrało pojęcie pracy zdalnej i digitalizacja komunikacji z pracownikami, dodatkowo potwierdziło skuteczność rozwiązania oferowanego przez Gamfi.

Do tej pory Gamfi zrealizowało ponad 150 wdrożeń, głównie w obszarach HR, sprzedaży i produkcji. Wspierają one działania na każdym etapie cyklu życia pracownika, w tym m.in. onboarding, e-learning i szkolenia, realizację KPI oraz zachowanie work-life balance. Gotowe do użycia moduły grywalizacyjne i platforma dostępna w modelu SaaS pozwalają wdrożyć dedykowane rozwiązanie w ciągu 3-4 tygodni. Wśród firm korzystających z Gamfi znajdują się m.in. InPost, T-Mobile, WP, Red Bull, Volvo czy Wojas.

– Każda nasza inwestycja jest poprzedzona dokładną analizą. Gamfi ma kompletne narzędzie, które ma również duży potencjał skalowania. Uwierzyliśmy w rozwiązanie, ale przede wszystkim w zespół prowadzący Gamfi, na którego czele stoi CEO Adrian Witowski. Na przestrzeni ostatnich lat Adrian dał się poznać jako skuteczny lider potrafiący nie tylko rozwinąć spółkę będącą w trudnej sytuacji finansowej, ale też podejmować odważne decyzje z tym związane. W ostatnim czasie wraz z zaangażowanym zespołem pracował na rzecz firmy i klientów, dzięki czemu dziś oferuje użytkownikom produkt jeszcze bardziej innowacyjny, a przy tym dający się w pełni automatycznie wdrożyć – dodaje Paweł Leks z Pracuj Ventures.

– Cieszy nas inwestycja akurat w tym wyjątkowym momencie rynkowym. Od lat wspieramy firmy w zwiększaniu motywacji i zaangażowania ich pracowników wykorzystując autorskie narzędzie grywalizacyjne. Pozyskane środki pozwolą na szybszy rozwój naszej technologii w jeszcze prostszym dla klientów wydaniu. Będziemy działać szybciej i sprawniej. Doświadczenia i know-how, który wnosi Pracuj Ventures, pozwolą nam jeszcze lepiej wyskalować działania kierowane do pracodawców – mówi Adrian Witkowski, CEO Gamfi.

Misją Pracuj Ventures jest wsparcie innowacyjnych i skalowalnych projektów działających na rynku cyfrowego HR. Fundusz inwestuje przede wszystkim w firmy na wczesnym etapie rozwoju, które znalazły pierwszych komercyjnych klientów. Pracuj Ventures ceni nie tylko kreatywne pomysły, ale także sposób zarządzania i potencjał rynkowy. Poszukiwani są głównie utalentowani przedsiębiorcy, którzy mają podobne do założycieli funduszu wartości i potrafią skutecznie rozwijać firmy.

2021 to będzie rok technologicznej transformacji firm

W przyszłym roku wciąż będziemy odczuwać skutki pandemii, ale nie oznacza to, że wszystkie będą miały charakter negatywny. Jak donosi raport opracowany przez Spiceworks Ziff Davis, w 2021 co trzecia firma planuje przeznaczyć więcej pieniędzy na rozwiązania IT. W co będzie inwestował biznes? Głównie w pracę zdalną i cyfrową transformację.

Zbliżający się koniec roku to w wielu organizacjach czas budowania przyszłorocznych budżetów. Wrześniowy raport opublikowany przez firmę Spiceworks Ziff Davis analizuje, jak i gdzie te cenne pieniądze zostaną wydane w przyszłym roku.

„Stan IT w 2021 r.: Roczny raport na temat budżetów IT i trendów technologicznych” to raport przygotowany na podstawie ankiety zrealizowanej wśród 1073 nabywców technologii biznesowych w Ameryce Północnej i Europie w czerwcu i lipcu 2020 r.

Gorzko-słodki smak kryzysu

Podstawowy wniosek wynikający z badań przeprowadzonych przez Spiceworks Ziff Davis jest taki, że w przyszłym roku budżety na technologię będą mniejsze w organizacjach. Nie oznacza to jednak, że wszyscy będą ciąć wydatki. Co trzecia z ankietowanych firm (33%) planuje zwiększyć swój budżet IT w 2021 r.. To niewielki spadek w porównaniu z zeszłorocznymi 44%.

Zaledwie 17% pytanych, spodziewa się, że ich zasoby zostaną uszczuplone w przyszłym roku. Oznacza to, że pozostałe około 80% osób oczekuje, że ich budżety pozostaną przynajmniej na niezmienionym poziomie, a w niektórych przypadkach – nawet wzrosną.

Wszystko jest kwestią innego rozłożenia akcentów. Firmy będą szukać rozwiązań, które pomogą im przetrwać zarówno ten ciężki okres, jak i ewentualny nawrót pandemii. Sądzę, że biznes skupi się na narzędziach, które wykorzystują dane i analitykę do tego, by zminimalizować ryzyko podejmowanych decyzji. Takie “chłodne” statystyczne myślenie to bufor bezpieczeństwa. Wizjonerstwo i fantazja, mogą zejść na drugi plan, gdy w grę wchodzi przetrwanie. – zauważa Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network, spółki należącej do grupy Cloud Technologies, która specjalizuje się w realizacji kampanii big data marketingowych.

Efekt motyla

Spośród wszystkich ankietowanych ponad połowa stwierdziła, że ​​dąży do zachowania elastycznej polityki pracy, a 44% chce zwiększyć wydatki na plany transformacji cyfrowej. – Cyfrowa transformacja to proces przeobrażenia biznesu z larwy w motyla. Kokon to konwencjonalne narzędzia, które przez dziesięciolecia nie były poddane żadnej modernizacji, a z czasem stały się poważnym ograniczeniem. Dzięki digitalizacji procesów, infrastruktury i komunikacji organizacja może wydostać się z niego i rozpostrzeć skrzydła. – obrazowo tłumaczy Marcin Filipowicz i dodaje: – W czasie kryzysu, gdy managerowie oglądają każdą złotówkę dwa razy, wielkie zbiory danych stają się konkretnym argumentem w walce z recesją.

Dzięki informacji firmy mogą zupełnie inaczej planować swoje działania, od tworzenia produktu, poprzez optymalizację procesów, na komunikacji kończąc. Dzięki tym narzędziom Amazon stał się absolutnym dominatorem na rynku ecommerce, a w ciągu kilku miesięcy Jeff Bezos, prezes amerykańskiej spółki, stał się najbogatszym człowiekiem na Ziemi.

Czy to zasługa wyłącznie niskiej ceny? – W żadnym wypadku, są tańsze miejsca na zakupy w sieci. Co więc zadecydowało? Zaawansowane systemy personalizacji i rekomendacji, które sprawiają, że od oferty giganta – ciężko się oderwać. To samo mogą robić inni, narzędzia są już dostępne, wystarczy tylko spróbować. – tłumaczy Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network.

Niedawna raport firmy Frost & Sullivan potwierdza słowa Grzegorza Kosińskiego. Firma analityczna wykazała, że globalny rynek BDA (Wielkie Zbiory Danych i analityka) wzrośnie 4,5-krotnie. Z blisko 15 mld USD w 2019 do niemal 70 mld USD w 2025. Jak twierdzą autorzy raportu, w obliczu niepewności związanej z COVID-19, BDA jest głównym priorytetem wdrożeniowym dla przedsiębiorstw, ponieważ jego stosowanie pomoże im zachować konkurencyjność, jednocześnie przyspieszając innowacje.

Innowacja to nie tylko zdalne miejsca pracy i dopasowane w tym celu systemy. To wyłącznie jeden z elementów tworzenia firmowej tarczy antycovidowej. Tym, co rzeczywiście może uchronić firmę przed następstwami kryzysu, jest otwartość na nowatorskie rozwiązania, które wykorzystują zaawansowane IT. Dzięki technologii, firmy już dziś mogą przestać polegać na intuicji, a zamiast tego korzystać z zaawansowanej analityki, która uprości każdy wybór. Wiedzieć i przypuszczać to dzisiaj diametralnie różne pojęcia.

W I półroczu 2020 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym prawie 20 mld zł

W I półroczu 2020 r. Polacy otrzymali prawie 20 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. Tylko z obowiązkowego OC komunikacyjnego wypłaty wyniosły 4,5 mld zł. Mimo że pandemia znacząco ograniczyła ruch pojazdów, odszkodowań z OC było niemal tyle samo, co przed rokiem.

Najważniejsze dane dotyczące rynku ubezpieczeń po I półroczu 2020 r.:

  • 19,7 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
  • Prawie 9 mld zł z ubezpieczeń na życie
  • 7,2 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC) o Około 3,5 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Prawie 82 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne
  • Ponad 16 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 800 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele

Na ubezpieczenia wydaliśmy w I półroczu tego roku 31,5 mld zł. To zaledwie o 2 proc. mniej niż przed rokiem. Oznacza to, że mimo pandemii nie rezygnujemy z ochrony ubezpieczeniowej. Jest to szczególnie istotne dziś, kiedy na skutek gorszej sytuacji finansowej, szkody ubezpieczeniowe mogą być dla naszych portfeli bardziej dotkliwe niż zazwyczaj – mówi J. Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Podobne odszkodowania z ubezpieczeń komunikacyjnych

Na ochronę ubezpieczeniową swoich pojazdów Polacy wydali w I półroczu 2020 r. 11,6 mld zł, z czego ok. 7,3 mld zł stanowiły składki na OC, a 4,3 mld zł – składki na autocasco. Za 2 mld zł kupiliśmy polisy chroniące domy, mieszkania i firmy przed skutkami żywiołów. – W wynikach za I półrocze 2020 r. obserwujemy wzrost odszkodowań w szkodach rolnych, spowodowanych przymrozkami wiosennymi.

Widać również, że mimo pandemii i ograniczeń w ruchu pojazdów, wypłaty z OC i autocasco są na poziomie zbliżonym do zeszłorocznego – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Na ochronę życia wydajemy prawie tyle samo

Na ubezpieczenia na życie wydaliśmy w I półroczu 2020 r. 10,1 mld zł, o 4,4 proc. mniej niż przed rokiem.

Na rynku życiowym od kilku lat widać wyraźne zmiany w produktach o charakterze inwestycyjnym i oszczędnościowym. Dominują polisy ze składką regularną, a spadek wypłacanych z nich świadczeń oznacza, że nie rezygnujemy z nich, traktując je jako długoterminowy kapitał – podkreśla J. Grzegorz Prądzyński.

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I półroczu 2020 r. 3,8 mld zł zysku netto – o 7 proc. mniej niż rok wcześniej. Do budżetu państwa odprowadzili ponad 800 mln zł podatku dochodowego. Lokaty zgromadzone w krajowych obligacjach i innych bezpiecznych instrumentach przekraczają 81 mld zł

– Ubezpieczyciele pełnią w gospodarce szczególną funkcję, łagodząc cykle koniunkturalne i będąc długoterminowym inwestorem w krajowe papiery wartościowe. Mają bardzo silną pozycję kapitałową, która pozwala im prowadzić bezpieczną działalność pomimo wahań koniunktury. Trzeba jednocześnie pamiętać, że skutki pandemii i spowolnienia gospodarczego dla rynku ubezpieczeniowego będziemy mogli lepiej ocenić za 2-4 kwartały. Większość umów zawiera się na rok, stąd w ubezpieczeniach recesja zawsze jest widoczna z pewnym opóźnieniem – podsumowuje J. Grzegorz Prądzyński.

To koniec spółek z o.o. spółek komandytowych

W Rządowym Centrum legislacji 16 września 2020 r. pojawił się projekt ustawy m.in. zmieniający przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który zakłada objęcie spółek komandytowych od 1 stycznia 2021 roku podatkiem CIT. Zdaniem ekspertów inFakt uderzy to w wiele rodzinnych firm i spowoduje koniec takiego rozwiązania jak spółka z o.o. spółka komandytowa.

Z projektu można się dowiedzieć, że komplementariusz spółki komandytowej będzie podlegał opodatkowaniu 19% podatkiem dochodowym od dywidend. Jednocześnie, na wzór spółki komandytowo-akcyjnej, będzie uprawniony do pomniejszenia podatku od dywidendy o zapłacony przez spółkę komandytową podatek CIT. Odliczenie to będzie proporcjonalne do udziałów w zyskach tej spółki. – Oznacza to, że jeśli spółka komandytowa będzie miała status małego podatnika, to zapłaci podatek CIT 9%, a komplementariusz w momencie wypłaty zysku dopłaci 10%. Łącznie opodatkowanie wyniesie 19%. Jeżeli spółka zapłaci podstawową stawkę 19% CIT, to komplementariusz już nie dopłaci podatku – wyjaśnia Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Odliczenie zapłaconego podatku w proporcji będzie możliwe, o ile te zyski zostaną wypłacone w ciągu 5 lat. Jednak takie rozwiązanie na pewno nie zachęca do kumulowania kapitału w spółce lub inwestowania.

Opodatkowane 19% stawką podatku od dywidend będą także przychody osiągnięte przez komandytariusza. Projekt zakłada, że wolna od podatku w tym przypadku będzie kwota stanowiąca 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza z tytułu udziału w zyskach w spółce komandytowej mającej siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jednak to odliczenie jest limitowane do wysokości 60 000 zł przychodów uzyskanych w roku podatkowym na jedną spółkę. W związku z tym, dla przychodów uprzednio opodatkowanych CIT, podatek PIT dla komandytariusza do kwoty przychodu 120 000 złotych wyniesie 9,5%, a po przekroczeniu – 19%.

Należy zwrócić uwagę, że to zwolnienie nie będzie przysługiwało wszystkim. Nie będzie mógł z niego skorzystać komandytariusz posiadający równocześnie co najmniej 5% udziałów w spółce kapitałowej będącej komplementariuszem tej spółki komandytowej. Ponadto ze zwolnienia nie skorzysta według przepisów komandytariusz, który pełni funkcję członka zarządu:

  • spółki posiadającej osobowość prawną lub spółki kapitałowej w organizacjach będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacjach będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej.

Dodatkowo nie skorzysta ze zwolnienia komandytariusz, który jest podmiotem powiązanym w rozumieniu przepisów o cenach transferowych z członkiem zarządu lub wspólnikiem spółki będącej udziałowcem komplementariusza.

W związku z tym wydaje się, że jest to koniec dla takiego rozwiązania jak spółka z o.o. spółka komandytowapodsumowuje Piotr Juszczyk. Dziwi fakt, że projekt zmian wprowadzający opodatkowanie spółek komandytowych pojawił się tak nagle. Dodatkowo mają one nastąpić bardzo szybko, a biznes polega przecież na długoterminowym planowaniu. Jeśli ustawa przejdzie proces legislacyjny, podatnicy będą mieli naprawdę mało czasu na to, by ewentualnie przekształcić swój biznes. Dziś spółki komandytowe to w głównej mierze rodzinne firmy. Przedsiębiorcy zamiast myśleć o interesach w tych trudnych czasach, będą się zastanawiać, jaką formę działalności przyjąć w przyszłym roku. 

Przypływ siły roboczej z Białorusi i Ukrainy do Polski zaczął się znacząco zmieniać

Białorusini coraz aktywniej zaczęli szukać pracy w Polsce, przy czym najliczniejszą grupę wśród nich stanowią przedstawiciele inteligencji i kadry zarządzającej średniego szczebla. Szukają jednak pracy na równorzędnych stanowiskach i nie są jeszcze zbytnio przygotowani do podejmowania pracy fizycznej. Jeśli chodzi o migrantów zarobkowych z Ukrainy, to wśród nich zauważalny jest wzrost liczby właścicieli małych i średnich firm, którzy zbankrutowali w czasie pandemii i są gotowi na poszukiwanie pracy w polskich fabrykach. Takimi obserwacjami dzieli się Centrum Analityczne agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal.

Od początku zaostrzenia się sytuacji politycznej na Białorusi do pracy w Polsce wybierają się kierownicy i dyrektorzy firm, przedsiębiorcy, architekci, lekarze i przedstawiciele środowisk twórczych (aktorzy, baleriny). Przede wszystkim chcą znaleźć zatrudnienie w swoim zawodzie lub pracę dla osób wykwalifikowanych.

Z kolei wśród obywateli Białorusi przebywających w Polsce również znacznie wzrosło zapotrzebowanie na oferty dla pracowników fizycznych. „Nasza firma każdego miesiąca zatrudniała około 3% obywateli Białorusi. W ciągu ostatniego miesiąca liczba ta wzrosła do 9%. Ponadto, spodziewamy się, że za 1,5 miesiąca liczba Białorusinów wśród naszych pracowników wzrośnie do 20%, gdy otrzymają wizy pracownicze, które są obecnie w trakcie procedowania – mówi Tomas Bogdevič, dyrektor generalny Gremi Personal.

Jeśli chodzi o Ukrainę, również można zauważyć ciekawą tendencję. Sytuacja gospodarcza na Ukrainie zmusza do wyjazdu do pracy w Polsce właścicieli małych i średnich firm, którzy nie poradzili sobie z konsekwencjami ograniczeń wywołanych kwarantanną i zamknęli działalność. Jak podaje Centrum Analityczne Gremi Personal, w tej chwili stanowią oni około 15% Ukraińców przyjeżdżających do pracy w polskich przedsiębiorstwach i fabrykach.

„Ukraińscy pracownicy, którzy mają większe doświadczenie w migracji zarobkowej, często najpierw znajdują pracę w zakładach produkcyjnych, a następnie, po zdobyciu doświadczenia i nauce języka, otwierają własną firmę w Polsce lub szukają bardziej wykwalifikowanej pracy. Białoruscy migranci – przedstawiciele inteligencji i kadry zarządzającej – przypominają teraz Ukraińców z początku XXI wieku, kiedy jeszcze nie rozumieli realiów migracyjnych: gdzie, jak poszukać pracy i czy można liczyć za granicą na stanowisko równorzędne do zajmowanego w ojczyźnie” – podsumowuje tendencje właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Evgenij Kirichenko.

Centrum Analityczne agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal

Nowa Dyrektor HR w Mazars

Mazars w Polsce poinformował, że powołał Katarzynę Partyga na stanowisko Dyrektor HR.

Katarzyna Partyga wnosi do Mazars bogate doświadczenie zdobyte w branży audytorskiej, doradczej i ubezpieczeniowej. Swoją karierę zawodową rozpoczęła jako audytor w jednej z firm tzw. Wielkiej Czwórki (Big4), by kontynuować ją na stanowisku Senior Managera ds. HR i Operacji. Następnie, w roli HR Country Managera, wpierała Partnerów w rozwoju polskiego biura Boston Consulting Group, jednej z najbardziej renomowanych firm doradztwa strategicznego na świecie. Ostatnio Katarzyna pełniła funkcję Dyrektora ds. HR i Administracji oraz członka Executive Committee w brytyskiej firmie ubezpieczeniowej Prudential.

Katarzyna Partyga jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (SGH) oraz członkiem ACCA. Ukończyła również Leadership Academy for Poland (LAP) – jeden z najlepszych w Europie programów rozwoju przywództwa dedykowany wyróżniającym się Polakom.

„Katarzyna Partyga jest osobą niezwykle energiczną i otwartą, a jej pasją zawodową są ludzie, proaktywne towarzyszenie w ich rozwoju oraz prowadzenie skutecznej polityki personalnej. Jej świeże spojrzenie i cenne doświadczenie przyczynią się do dalszego rozwoju naszej organizacji. Zależy mi, aby Mazars w Polsce był uznawany za doskonałe środowisko pracy i pracodawcę pierwszego wyboru w branży audytu i doradztwa. Powołanie Katarzyny jest kluczowym krokiem naprzód w realizacji tych ambicji.” – powiedział Michel Kiviatkowski – Partner Zarządzający Mazars w Polsce.

„Mazars to organizacja prawdziwie skoncentrowana na ludziach. Bardzo się cieszę, że dołączyłam do firmy i będę miała możliwość kierowania obszarem HR. Korzystając z mojego dotychczasowego doświadczenia pragnę kontynuować politykę budowania angażującej i efektywnej kultury organizacyjnej. Wierzę, że Mazars w Polsce stanie się wyjątkowym i pożądanym miejscem pracy.” – powiedziała Katarzyna Partyga, Dyrektor HR Mazars w
Polsce.

BADANIE: Emeryci największymi zwolennikami zakazu handlu w niedziele. Młodzi wręcz przeciwnie

Z najnowszego badania postaw konsumenckich wynika, że za całkowitym powrotem handlu w niedziele jest ponad 53% Polaków. Z kolei blisko 34% jest przeciwnego zdania. Dla reszty nie ma to znaczenia lub ciężko jest im się określić w tym zakresie. Najwięcej zwolenników ww. rozwiązania jest w grupie wiekowej 37-55 lat – 65%. Popiera je też ponad połowa osób w wieku 18-36 lat. Z kolei wśród najstarszych respondentów jest najwięcej osób opowiadających się za rządowymi obostrzeniami – blisko 60%.

Według ogólnopolskiego badania, wykonanego przez UCE RESEARCH na zlecenie Hiper-Com Poland i Grupy BLIX, 53,5% Polaków jest za powrotem niedziel handlowych. 33,7% jest odmiennego zdania. Natomiast 12,8% ankietowanych ma neutralny stosunek do tego lub nie potrafi się określić. Biorąc pod uwagę poszczególne grupy wiekowe, 55% osób w wieku 18-25 lat popiera ww. rozwiązanie. 14% jest temu przeciwnych. Dla 29% respondentów nie jest to istotną kwestią, a 2% nie ma zdania na ten temat.

– Konsumenci w tak młodym wieku bardzo cenią sobie wolność i niezależność. Dlatego zdecydowana większość z nich sprzeciwia się ograniczaniu handlu. Osoby mające do tego obojętny stosunek mogą robić część zakupów przez Internet i zwyczajnie nie odczuwać skutków obecnego zakazu – mówi Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.

Natomiast Hubert Majkowski z Hiper-Com Poland zwraca uwagę na to, że najmłodsi respondenci w większości wychowali się w czasie, gdy nie było zakazu handlu. Traktują go jako restrykcję ograniczającą ich prawa. – Niektórzy młodzi ludzie uważają, że przez obostrzenia tracą możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy. Gdy pogorszy się sytuacja na rynku pracy, przybędzie zwolenników niedziel handlowych – przewiduje dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W grupie wiekowej 26-36 lat 56% respondentów uważa, że handel w niedziele powinien całkowicie wrócić. 28% jest na nie. Dla 6% ankietowanych nie ma to kompletnie znaczenia. Natomiast 10% osób nie potrafi się do tego odnieść.

– Sklepy otwarte w niedziele stworzyły nawyki zakupowe, które towarzyszyły konsumentom przez wiele lat. Trudno je teraz zmienić. W tym przypadku, podobnie jak w młodszej grupie wiekowej, cyfryzacja odgrywa ważną rolę w procesie zakupowym. Dlatego duża część osób nie odczuwa zakazu tak mocno – stwierdza ekspert z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Faliński przypomina, że ludzie w tym wieku są często bardzo zapracowani. Wielu z nich ma małe dzieci. Niektórzy dodatkowo są skupieni na urządzaniu swoich domów czy mieszkań. Zamknięte sklepy w dniu wolnym od pracy potrafią im mocno utrudniać życie. – W tej grupie mogą być też osoby, które wcześniej musiały pracować w niedziele. One mogą nie chcieć powrotu do tamtej sytuacji – dodaje Lenkiewicz.

Najwięcej zwolenników niedziel handlowych jest w grupie wiekowej 37-55 lat. Aż 65% osób jest za takim rozwiązaniem. 31% badanych jest przeciwnego zdania. 3% nie ma wyrobionej opinii na ten temat. 1% nie potrafi opowiedzieć się po żadnej ze stron.

– Zakaz handlu w niedziele jest uciążliwy dla osób w tym wieku, które stosunkowo często nie mają czasu na chodzenie do sklepów w środku tygodnia. W tej grupie częściej niż w pozostałych zdarzają się tzw. awaryjne zakupy. Dlatego najwięcej ankietowanych jest za powrotem handlu w niedziele – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Ponadto z badania wynika, że w grupie wiekowej 56-80 lat jest 38% zwolenników powrotu do handlu w niedziele. Ale przeciwników jest aż 59%. Dla 1% to jest bez znaczenia. 2% nie ma wyrobionego zdania. Ekspert z Hiper-Com Poland zauważa, że Polacy w tym wieku pamiętają czasy, kiedy niedziele były niehandlowe. Sentyment wpływa na ich opinie. Starsze osoby prawdopodobnie są najbardziej przywiązane do tradycji i religii, a te czynniki wzmacniają ich sprzeciw wobec pracy w tym dniu.

– Osoby w tej grupie wiekowej mogą mieć najbardziej konserwatywne podejście. Wiele z nich uważa, że niedziela jest dniem rodzinnego wypoczynku. W tym przedziale wiekowym są też emeryci, którzy mają więcej czasu na codzienne zakupy niż młodzi i zapracowani ludzie. Dlatego seniorzy nie widzą potrzeby otwierania sklepów w niedziele, jeżeli sami z nich nie korzystają – wyjaśnia ekspert z Grupy BLIX.

Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, osoby w wieku 56-80 lat mogą też mocniej niż młodsi konsumenci obawiać się o swoje zdrowie. Mają więc powody do tego, aby unikać dużych skupisk ludzi, w tym wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Mogą je odwiedzać, gdy inni pracują. Dlatego nie potrzebują niedziel handlowych.

Badanie zostało wykonane przez UCE RESEARCH na zlecenie Hiper-Com Poland i Grupy BLIX. Ankieta była prowadzona w bezpośrednich okolicach placówek handlowych w dniach 08-12 września br. Znajdowały się one na terenie 16 dużych miast, a także 12 średnich i mniejszych miejscowości. Łącznie odbyły się 1434 wywiady bezpośrednie z losowo wybranymi osobami w wieku od 18. do 80. roku życia.

Ciemne chmury nad funtem

Rynek akcji spada w poniedziałek, gdyż obawy o drugą falę zachorowań na wirusa zaczynają brać górę, jednak risk-off z opóźnieniem ujawnia się na FX. Rozjazd korelacji może świadczyć o niezdecydowaniu i zwlekaniu z decyzjami inwestycyjnymi do czasu poznania nowych impulsów. Więcej czynników niesie jednak ze sobą ryzyko negatywnego rozwinięcia.

Wysokie wyceny aktywów spotykają się z przybywającymi przypadkami zachorowań na koronawirusa w Europie, ale też rosnącą temperaturą wokół wyścigu prezydenckiego w USA. Główne banki centralne pozostają gołębie, ale w ostatnich dniach od Fed, EBC, Banku Anglii i Banku Japonii nie dostaliśmy solidnego impulsu, by podbijać wartość ryzykownych aktywów. Zauważalna na starcie dywergencja między FX a rynkiem akcji może uspokajać, że globalnie inwestorzy nie popadają we wszechobecny pesymizm. Jednak biorąc pod uwagę, że ostatnio to zwykle Wall Street nadawało ton dla reszty, kontynuowane dziś rano spadki kontraktów futures na S&P500 są złym prognostykiem.

Wielka Brytania znalazła się w punkcie krytycznym epidemii – tak w niedzielę ostrzegał minister zdrowia Matt Hancock. Rząd brytyjski zaznacza, że ogólnokrajowy lockdown jest możliwą opcją, choć nie chce jej wprowadzać i najpierw poprzestanie na lokalnych restrykcjach. Zamrożenie działalności gospodarczej w całym kraju to ekonomicznie najgorsze wyjście dla Wielkiej Brytanii. Mimo to funt był relatywnie mocny w pierwszy godzinach handlu po weekendzie i dopiero awersja do ryzyka na otwarciu handlu w Europie przyniosła presję sprzedaży. Reakcja rynku (a raczej jej początkowy brak) wynika z przekonania, że żadna opcja polityczna nie odważy się już zastopowania całej gospodarki. Wiążą się z tym ogromne koszty – budżetowe i polityczne – i na pewno rząd Borisa Johnsona nie będzie chciał iść tą drogą. Niektóre środowiska sugerują, by nigdy nie mówić nigdy, biorąc pod uwagę, że w piątek na ogólnokrajowy lockdown zdecydował się Izrael. Osobiście uważam, że jeśli już, to przykład Izraela prawdopodobnie tylko pokaże poziom sprzeciwu społecznego dla lockdownu i efekty na rzecz opanowania epidemii będą znikome. Zdają sobie z tego sprawę rządy w Europie i USA oraz uczestnicy rynków finansowych.

Wracając do funta, zagrożenie epidemiologiczne i ryzyko lokalnych restrykcji będzie wymuszać na rządzie w Londynie utrzymanie dotychczas wprowadzonych pakietów fiskalnych. Niewykluczone, że na dniach podjęta zostanie decyzja o wydłużeniu obowiązywania zapomogi dla pracowników wysłanych na bezpłatne urlopy (plan miał wygasnąć w październiku). Zatem ostatecznie może zostać osłabiona argumentacja za luzowaniem polityki Banku Anglii w listopadzie. Przyszłość GBP będzie jednak ponadto zależeć od rozwoju sprawy brexitu. Zakulisowe targi rządu z torysami w ostatnich dniach implikują bezproblemowe głosowania nad Internal Market Bill w parlamentarnych komisjach dziś i jutro. Bardziej interesująca będzie środa i czwartek, kiedy zespoły negocjacyjne Wielkiej Brytanii i UE przeprowadzą nieformalne rozmowy w Londynie przed rundą 9 w Brukseli w następnym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek pracy w czasie pandemii – komu obcięto pensję, a kto dostał podwyżkę?

Branża IT i cyfrowy marketing wbrew kryzysowi w górę; bankowość, ubezpieczenia i farmacja bez zmian; za to handel, motoryzacja, lotnictwo i produkcja w finansowym dołku. Sprawdzamy, jak pandemia wpłynęła na zarobki w poszczególnych sektorach rynku pracy. Oto dane z najnowszego badania Devire udostępnione na prośbę Kodilla.com.

Mija właśnie 6 miesięcy od czasu wprowadzenia pierwszych ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa. Ostatnie półrocze przyniosło wiele zmian, zarówno tych niepożądanych, jak np. redukcje zatrudnienia oraz tych oczekiwanych od dawna, jak możliwość pracy zdalnej. Odzwierciedleniem kondycji poszczególnych sektorów są też zarobki, a o tym, jak od marca zmieniał się ich poziom mówią najnowsze dane firmy Devire udostępnione na prośbę szkoły programowania online Kodilla.com.

Programiści wciąż mają wzięcie

Mimo iż żadna branża nie pozostała obojętna na wpływ pandemii, są takie, które poradziły sobie z nią całkiem nieźle, choć musiały poddać się nieuchronnej transformacji.

Tak jest m.in. z sektorem IT. Co trzeci badany przedstawiciel tej branży doświadczył zmian w ofercie zatrudnienia – w tym nie tylko formach umowy, realizowanych projektach, ale przede wszystkim poziomie wynagrodzenia. Od marca 18% przedstawicieli IT dostało podwyżki, dla 62% zarobki się nie zmieniły, a tylko 20% badanych zadeklarowało obniżkę. Średni wzrost wynagrodzeń w branży IT wynosi aktualnie 5-10% – wynika z ogólnopolskiego raportu Devire.

Obserwujemy wzrost zapotrzebowania na specjalistów, którzy wytwarzają narzędzia do komunikacji online albo utrzymują i rozwijają platformy e-commerce. Przykładowo architekt IT, zatrudniony na podstawie umowy o pracę, przed wybuchem pandemii zarabiał 15-16 tys. zł brutto, teraz to 17-18 tys. zł brutto – mówi Agata Miller, lider zespołu IT  z Devire. Jak dodaje, widoczna jest także bierna postawa, jeśli chodzi podejście do poszukiwania pracy w IT. Choć programiści przyznają, że są otwarci na nowe wyzwania zawodowe, to 43% z nich czeka aż to pracodawca przedstawi im atrakcyjną ofertę.

Z naszych obserwacji wynika, że wielu specjalistów IT śledzi sytuację i czeka na to, co przyniosą kolejne tygodnie. Obecnie cieszą się ze stabilnego zatrudnienia i nie chcą ryzykować zmiany warunków pracy na potencjalnie gorsze. Przez to najbardziej doświadczonych specjalistów IT brakuje jeszcze bardziej niż przed kryzysem, a to z kolei oznacza szansę dla tych z mniejszym stażem. Część z nich już wykorzystała ostatnie pół roku na dodatkowe szkolenia, które dziś pozwalają im na awans czy podwyżkę w obecnej, czy też w zupełnie nowej pracy, którą dzięki temu dostali – dodaje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania online Kodilla.com.

Wszystko kręci się wokół IT i nowych technologii

Oprócz programistów, którzy tak naprawdę pracują już niemal w każdej branży, najlepiej na pandemii wyszli specjaliści od e-commerce i digital marketingu – co najmniej 18% z nich dostało podwyżki, pensje bez zmian utrzymało 64% pracowników, a 18% wynagrodzenia obniżono. Średni wzrost pensji w tych obszarach wyniósł 10-15%. Wiąże się to oczywiście ze znacznym wzrostem aktywności konsumentów w internecie, którzy na czas kwarantanny przenieśli się do wirtualnych sklepów i prawdopodobnie już tam zostaną.

W trakcie lockdownu rekrutacje w branży digital i e-commerce zostały zamrożone, podobnie, jak w finansach czy na stanowiskach związanych z zakupami. Powodem nie był jednak spadek popytu na specjalistyczne kompetencje, ale ogólne wstrzymanie inwestycji w organizacjach. Jednocześnie sama pandemia stała się dla wielu firm katalizatorem zmian i jeszcze szybszego unowocześniania biznesów oraz rozwoju kanału sprzedaży online. Z tego powodu aktualnie na rynku obserwujemy wzmożony popyt na specjalistów od e-commerce i digital marketingu, szczególnie w przypadku stanowisk będących na styku biznesu i technologii. Marketing tradycyjny nie ma się aż tak dobrze – wyjaśnia Elżbieta Sobiech, szef zespołu digital & e-commerce z Devire.

Według niej w każdym z tych obszarów jest więcej ofert pracy, co skutkuje wzrostem wynagrodzeń. Jak podkreśla, presja płacowa obszarze jest stała a wynagrodzenia systematycznie rosną już od lat. – Ten wzrost jest wyraźnie widoczny w przypadku stanowisk wymagających twardych kompetencji narzędziowych, np. w obszarze Digital Analytics, CRM, programmatic, gdzie pensje na przestrzeni ostatnich lat wzrosły nawet o 30-40%. Co ciekawe, coraz wyżej wyceniane są stanowiska eksperckie, gdzie wymagane jest wieloletnie doświadczenie i know-how, nawet jeśli to stanowiska samodzielne, bez zespołu. Pensje w tych przypadkach prawie zrównały się ze stanowiskami managerskimi.

Bankowa stabilność

Najmniej zmieniło się natomiast w bankowości i ubezpieczeniach, gdzie aż 82% pracowników utrzymało zarobki na takim samym poziomie jak w marcu (spadek odnotowało 10%, a wzrost 8% z nich), a także w farmacji i sektorze związanym ze sprzętem medycznym (75% utrzymało pensję, 25% odnotowało spadek).

Warto zauważyć, że bankowość i ubezpieczenia są mocno związane z nowymi technologiami. Tymczasem w dobie kryzysu zaobserwowaliśmy wzrost środków przeznaczonych w inwestycje na projekty i zatrudnienie programistów, którzy tworzą, wdrażają oraz utrzymują np. aplikacje i serwisy bankowe – mówi Magdalena Rogóż.

wykres1Tu były największe cięcia

Z raportu wynika, że w najtrudniejszej sytuacji finansowej znaleźli się pracownicy handlu, którym w aż 44% przypadków obniżono pensje (w sytuacji bez zmian znalazło się 49%, a wzrost pensji odnotowało 10% z nich). Było to jednak działanie tymczasowe, spowodowane wytycznymi tarczy antykryzysowej. Dziś większość firm wróciła do poziomu wynagrodzeń sprzed pandemii.

Spadek wynagrodzeń dotyczył przede wszystkim pracowników sklepów, którzy nie mieli możliwości wykonywania swoich obowiązków przez kilka tygodni lockdownu. Przykładowo store manager, który przed wybuchem pandemii koronawirusa zarabiał 8000 zł brutto, w tej chwili znów otrzymuje pensję na tym poziomie i niezmiennie dużym wyzwaniem pozostaje rekrutacja osób o tym profilu – mówi Elżbieta Sobiech z Devire.

W dołku znalazły się też motoryzacja i lotnictwo, gdzie 43% badanych zarabia obecnie mniej niż jeszcze przed marcem (wzrost pensji odnotowano w 11% przypadkach, 46% pracowników zachowała dotychczasowy poziom wynagrodzeń) oraz produkcja (obniżka pensji spotkała 40%, sytuacja bez zmian wystąpiła u 60% osób). Średni spadek wynagrodzeń w obu branżach to 20%. Przykładowo kierownik zmiany w produkcji przed pandemią zarabiał 8500 zł brutto, a teraz jego pensja wynosi 7000 zł brutto. W obu tych branżach obniżone pensje nadal się utrzymują.

Z kolei w usługach dla biznesu wynagrodzenia spadły średnio o 15-20% (firmy obniżyły wynagrodzenia 43% pracownikom, podwyższyły 10%, a 47% osób utrzymało pensje na dotychczasowym poziomie). Tam również sytuacja teraz się stabilizuje.wykres2

Witaj szkoło, czyli ile zarabiają nauczyciele?

Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o nauczycielach, którzy po półrocznej przerwie znów mogli rozpocząć zajęcia w tradycyjnej formie. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji pensje pedagogów mają wzrosnąć o 6% (w zależności: od 167 do 229 zł brutto). W tabeli wynagrodzeń wykładowców widać, że najwyższa możliwa zapisana kwota dla nauczyciela dyplomowanego i magistra z przygotowaniem pedagogicznym to 4046 zł brutto. Najmniej, dla stażysty z licencjatem, bez przygotowania pedagogicznego to z kolei 2800 zł brutto.

Patrząc na te zarobki trudno się dziwić, że wielu nauczycieli myśli o zmianie zawodu, co potwierdza m.in. Magdalena Rogóż:

Ich zainteresowanie szkoleniami z programowania obserwujemy od dawna, ale podczas pandemii jeszcze się zwiększyło. Co miesiąc zgłasza się do nas od kilkunastu do kilkudziesięciu nauczycieli i wykładowców. Wiemy, że po ogłoszeniu kwarantanny, niektórzy korzystali z naszych darmowych kursów podczas lekcji online lub z materiałów wspierających prowadzenie zajęć w formie zdalnej. Inni chcą po prostu podnieść swoje zarobki i zmienić branżę. A biorąc pod uwagę ostatni raport No Fluff Jobs, w którym widać, że zarobki juniorów, czyli osób początkujących w IT zaczynają się od 4000 zł brutto, ale maksymalnie mogą wynieść nawet ponad 6000, widzimy, że w porównaniu z pensjami nauczycieli jest spora przepaść.

Oprac. Kodilla.com

Michał Sosin, nowy Członek Zarządu wesprze MedApp w dalszej komercjalizacji i rozwoju produktów

Rada Nadzorcza MedApp S.A. – polskiej spółki technologiczno-medycznej specjalizującej się w mieszanej rzeczywistości, sztucznej inteligencji oraz gromadzeniu i analizie dużych zbiorów danych, powołała 18 września br. do Zarządu Pana Michała Sosina, managera z branży MedTech posiadającego wieloletnie doświadczenie w tworzeniu i rozwoju nowoczesnych produktów technologicznych znajdujących zastosowanie w medycynie. Nowy Członek Zarządu będzie odpowiedzialny za sprzedaż oraz rozwój oferty produktowej Spółki.

– Nowy Członek naszego Zarządu to doświadczony manager, który ma na koncie wiele sukcesów sprzedażowych na rynkach międzynarodowych. Michał Sosin będzie odpowiadał za sprzedaż naszych produktów oraz rozwój portfolio oferowanych rozwiązań. Jest to bardzo istotne wzmocnienie naszego zespołu. Cieszę się, że Michał przyjął nasze zaproszenie – komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Michał Sosin posiada bogate doświadczenie związane z wykorzystaniem nowoczesnych technologii w medycynie. Specjalizuje się w budowie i sprzedaży cyfrowych produktów technologicznych. W przeszłości odpowiadał za rozwój biznesu na rynkach europejskich oraz Ameryki Łacińskiej w DocPlanner (w Polsce znany jako Znany Lekarz).

– MedApp to firma, która posiada duży potencjał do osiągnięcia międzynarodowego sukcesu komercyjnego na miarę największych firm z branży. Dołączenie do tego zespołu to dla mnie bardzo duże wyróżnienie. MedApp ma przełomowe i innowacyjne rozwiązania, które już teraz znajdują zastosowanie w placówkach medycznych i szpitalach.  Moim zadaniem będzie rozbudowa kanałów sprzedaży, zwłaszcza  zdalnego, onlinowego dostępu do rozwiązań oferowanych przez MedApp. Od września dodaliśmy do naszej aplikacji CarnaLife System funkcję wideokonsultacji i pracujemy nad kolejnymi funkcjonalnościami, które podniosą komfort pracy lekarzy i obsługi czy dostępności dla pacjentów. Mamy ambicje świadczenia zdalnego monitoringu i obsługi pacjentów w niespotykanym dotąd w Polsce a wierzę, że również w Europie zakresie. MedApp ma bardzo zaawansowane rozwiązania technologiczne w obszarze nowoczesnej medycyny, które dotychczas można było spotkać tylko w Stanach Zjednoczonych. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem dotychczasowych dokonań MedAppu, który pozytywnie zaskoczył mnie zarówno oferowanymi rozwiązaniami jak i technologią. Cieszę się, że dołączyłem do zespołu MedApp i będę wspólnie z silnym zespołem realizował misję „Empower people for better health”  – mówi Michał Sosin, członek zarządu Medapp S.A.

– Koncentrujemy się na sprzedaży naszych rozwiązań jednocześnie rozwijając technologie. Oferujemy już blisko 20 rodzajów różnych badań, a dzięki kolejnym urządzeniom peryferyjnym współpracującym z naszymi aplikacjami, podnosimy efektywność sztucznej inteligencji, analizy BIG Data oraz modelowania 3D. Mając w zespole takie osoby  jak Michał Sosin będziemy mogli jeszcze lepiej wykorzystać potencjał komercyjny naszych rozwiązań w Polsce i na rynkach zagranicznych. Mamy globalne ambicje i wierzę, że doświadczenie Michała pomoże w ich realizacji. – dodaje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Pyramid Games z dofinansowaniem w ramach konkursu GameINN

Pyramid Games, notowany na NewConnect producent gier wideo z grupy PlayWay, podpisał umowę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju na dofinansowanie projektu pod nazwą – Opracowanie innowacyjnego systemu OpenCoOp do tworzenia i dodawania trybu kooperacyjnego online do symulatorowych gier singleplayer. Łączna wartość projektu wynosi prawie 870 tys. zł, z czego przyznane dofinansowanie to ponad 615 tys. zł. Autorski projekt Pyramid Games będzie realizowany od 1 października br. do 30 września 2022 roku.

– Z satysfakcją informujemy o podpisaniu umowy z NCBiR, w ramach programu GameINN na opracowanie złożonego systemu, który pozwoli na wdrażanie do gier symulacyjnych singleplayer trybu kooperacji online. Autorskie rozwiązanie będziemy chcieli zastosować w naszych grach, m.in. w Occupy Mars, które przyciąga obecnie największą uwagę wśród produktów z naszego portfolio. Docelowo usługę dodawania trybu kooperacji dedykujemy także innym firmom z branży gamedev – informuje Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games. – Znalezienie się w gronie firm, które otrzymują środki na realizację innowacyjnych pomysłów, jest dla nas potwierdzeniem technologicznej dojrzałości naszych rozwiązań. Cieszymy się, że możemy aktywnie uczestniczyć w rozwoju rodzimego rynku gier wideo – dodaje Jacek Wyszyński.

Celem program sektorowego GameINN jest zwiększenie konkurencyjności krajowego sektora producentów gier wideo na rynku globalnym. Program został zainicjowany przez Porozumienie Polskie Gry.

Obecnie Pyramid Games pracuje nad kilkoma autorskimi tytułami. Od sierpnia na platformie Steam dostępny jest prolog gry Occupy Mars: The Game, który otrzymał pozytywne oceny od graczy. Gra znajduje się także na liście najbardziej wyczekiwanych premier. – Jednocześnie przygotowujemy się do premiery Dinosaur Fossil Hunter, której wydanie  w trybie Early Access planujemy jeszcze w tym roku. Gra również znajduje się na globalnej topliście najbardziej oczekiwanych gier platformy Steam – mówi Jacek Wyszyński.

Aktualnie zespół Pyramid Games tworzy także kilka gier na zlecenie, chodzi m.in. o Castle Flipper, Farming Life oraz ZooKeeper, których współwydawcami są Gaming Factory i Ultimate Games.

Spółka pracuje również nad Car Mechanic Simulator 2021 Auctions Mobile, którego wydawcą jest PlayWay, a także nad innymi grami. We wrześniu, w ramach współorganizowanego przez spółkę wydarzenia ERC Space and Robotics Event 2020, Pyramid Games zaprezentowało specjalną e-sportową wersję symulatora naprawy łazików marsjańskich – Rover Mechanic Simulator. Udostępniona w lutym br. wersja gry w trybie wczesnego dostępu do tej pory sprzedała się w nakładzie ponad 12 tys. kopii.

Symulator naprawy łazików marsjańskich zebrał doskonałe opinie od graczy. Wczesna wersja uzyskała ponad 90 proc. pozytywnych recenzji. Cieszymy się, że  w interesujący dla graczy sposób połączyliśmy rozrywkę z edukacją. Obecnie finalizujemy prace nad rozszerzoną wersją gry i jej wyjściem z trybu Early Access – dodaje prezes Pyramid Games.

Wishlista pełnej wersji Rover Mechanic Simulator, której wydawcą jest PlayWay, wynosi obecnie ponad 26 tys. zapisów. Premiera projektu zaplanowana jest jeszcze w 2020 roku.

Od sierpnia br. akcje Pyramid Games są notowane na rynku NewConnect.

Brak studentów i cudzoziemców. Szykuje się wielka wyprzedaż inwestorów mieszkań na wynajem?

W niełatwym położeniu gospodarczym znaleźli się właściciele mieszkań na wynajem. Jeszcze rok temu ich biznes był żyłą złota – ceny wynajmu galopowały, a flipperzy wręcz prześcigali się w poszukiwaniu nowych lokalizacji do zakupu, odremontowania i sprzedaży lub wynajmu. W sezonie obecnym sytuacja jest zdecydowanie inna – zainteresowanych wynajmem jest mniej osób, a dwie grupy, które dotychczas liderowały w ilości wynajmowanych mieszkań są właściwie nieobecne w dużych miastach – mowa o studentach, którzy nie wracają do nauki stacjonarnej, a w wielu przypadkach pozostają uczniami zdalnymi oraz o cudzoziemcach, których jest mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Bez studentów i bez cudzoziemców? Jesienią mieszkania na wynajem mogą stać puste!

Czy kryzys na rynku nieruchomości na wynajem jest już problemem realnym? Owszem, choć wielu przedsiębiorców zanim podejmie radykalne kroki, czyli decyzje odnośnie sprzedaży mieszkania lub obniżce cen zwykle czeka lub aktywnie poszukuje potencjalnych klientów. W tym roku sytuacja jest trudna i jest to pośrednie pokłosie trwającej pandemii koronawirusa. Na wielu uczelniach wyższych nie przywrócono zajęć stacjonarnych. Mniej zamożni studenci nie zdecydowali się więc na powrót do miast, a co za tym idzie do wynajmowania lokali. Ten sam problem jest z cudzoziemcami. Ich grono jest mniej liczne, a przychody niższe. Wynajmują więc mieszkania w jeszcze większych grupach ludzi lub przenoszą się do hoteli pracowniczych. Właściciele mieszkań na wynajem mają nadzieje, że kryzys jest tymczasowy, ale nie wszyscy mogą czekać na poprawę sytuacji z zawieszonymi rękoma.

– Wynajem mieszkań to był biznes, który wiele osób bardzo poważnie zainteresował. W poprzednich latach doradzaliśmy wielu przedsiębiorcom, często bardzo młodym, jak zbudować montaż finansowy pozwalający na zakup kilku nieruchomości pod wynajem. Byliśmy świadkami rodzenia się całkiem sporych imperiów, gdzie jeden człowiek w kilka lat dorobił się kilkunastu mieszkań, które ze względu na lokalizację cieszyły się zainteresowaniem studentów – mówi Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska. – Wiele osób jednak „przeinwestowało”. Już przed kryzysem docierały do nas informacje, że inwestują w mieszkania o niskim standardzie, wymagające wielkich nakładów finansowych. Niektórych zgubiło myślenie, że jak ktoś jest na pracy tymczasowej i jest z zagranicy, to zamieszka byle gdzie, byle taniej. To myślenie, które na rynku nieruchomości już w roku 2019 było poważnie weryfikowane, a teraz takie mieszkania są kulą u nogi przedsiębiorców, którzy zajmowali się wynajmem – dodaje Filip Kiżuk.

„Jeśli ktoś ma kilka kredytów mieszkaniowych i puste lokale, które nie zarabiają, to musi szukać rozwiązań”

Na rynek trafiają więc nieruchomości osób, które w swoim portfelu mają kilka mieszkań na wynajem i chcą przeczekać trudny czas nie popadając w długi: – W ostatnim miesiącu mieliśmy kilku klientów, którzy mają w swoich zasobach kilka mieszkań na wynajem i np. rozważają sprzedaż jednego czy dwóch, po to by utrzymać płynność finansową. Wiedzą bowiem, że nie ma szans na to, by w najbliższych miesiącach zostały one wynajęte. Wynajem lokali to biznes taki sam jak każdy inny, a excel nie kłamie i osoby wynajmujące muszą być świadome jakie będą najbliższe miesiące. Sprzedawane są zazwyczaj mieszkania w gorszych lokalizacjach, ale bywa, że dyskont finansowy jest całkiem spory i dla kupujących to duża okazja – wyjaśnia Filip Kiżuk.

– Nie mówimy jeszcze, że jest to exodus i, że ma miejsce wyprzedaż zasobów właścicieli mieszkań na wynajem. Nie da się jednak ukryć, że jak ktoś ma kilka kredytów mieszkaniowych i puste lokale, które nie zarabiają to musi szukać rozwiązań – dodaje Katarzyna Michalska.

Ekonomia kontra zdrowie publiczne – czy rząd wprowadzi kolejny lockdown?

Epidemia koronawirusa trwa już ponad pół roku. Nic nie wskazuje na to, by miała się szybko skończyć lub znacząco zmniejszyć. Nauczyliśmy się używać maseczek i stosować do zasad dystansu społecznego – co pozwala nam wieść w miarę normalne życie. Dotyczy to również działalności przedsiębiorstw, które od paru miesięcy mogą funkcjonować normalnie. Wciąż jednak wisi w powietrzu widmo kolejnego lockdownu. Wraz z kolejnymi przypadkami zachorowań i wzrostem liczby zgonów sytuacja epidemiologiczna stopniowo zbliża się do tej, z którą zmierzyliśmy się w marcu. Rząd zapewnia jednak, że mimo wszystko nie ogłosi lockdownu. Jednak za taką obietnicą stoi dosyć słaby argument – nie możemy ogłosić lockdownu, bo polska gospodarka się pod nim załamie. Czy taka ekonomiczna potrzeba wystarczy, by uniknąć kolejnego zamrożenia gospodarki?

 To, co będzie się dziać w drugim półroczu, zależy od sytuacji epidemiologicznej. Często słyszymy, że nie będzie w Polsce drugiego lockdownu, bo nasza gospodarka tego nie wytrzyma. Ale jeśli sytuacja epidemiologiczna na nowo zacznie się wymykać spod kontroli, to nie będzie innego wyjścia: będzie trzeba zarządzić kolejny lockdown – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, ekonomista. – Mam nadzieję, że będzie on znacznie lepiej przemyślany niż ten w pierwszym półroczu – i że przyniesie znacznie mniej strat gospodarczych. Ale powtarzam: jest to wielka niewiadoma. Nie wiemy, jak długo będziemy żyli z pandemią. Wcale nie jest pewne, kiedy pojawi się skuteczna szczepionka. Jeśli się nam poszczęści, recesja może się skończyć za dwa lub trzy kwartały. Ale z łatwością można wyobrazić sobie czarniejsze scenariusze – analizuje Orłowski.

Cherrypick Games ogłasza wznowienie procesu przejścia z NewConnect na główny parkiet GPW

Cherrypick Games, notowany na NewConnect producent i wydawca gier mobilnych, poinformował o podjęciu decyzji o wznowieniu procesu, którego celem jest dopuszczenie akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W tym celu Cherrypick Games złoży w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie Prospektu Emisyjnego. Spółka liczy, że zmiana rynku notowań nastąpi na przełomie 2020/2021 roku.

– Zgodnie z naszymi deklaracjami rozpoczynamy proces przeniesienia akcji Cherrypick Games na główny parkiet GPW w Warszawie. Od dawna widzimy tam swoje miejsce. Już w styczniu 2019 roku złożyliśmy do KNF-u Prospekt Emisyjny w sprawie przejścia z NewConnect na GPW. Spór z fińską firmą KuuHubb Oy pokrzyżował wówczas nasze plany. W ciągu roku notowania Cherrypick Games znacząco spadły, co zablokowało nam możliwość przeniesienia akcji spółki na główny rynek GPW w tamtym  okresie – mówi Marcin Kwaśnica, prezes Cherrypick Games. – Dziś wreszcie, po wygranym postępowaniu przed Sądem Arbitrażowym (FAI) przy Fińskiej Izbie Gospodarczej w Helsinkach z firmą KuuHubb Oy i uzyskaniu potwierdzenia wszystkich swoich roszczeń, jesteśmy gotowi by doprowadzić rozpoczęty proces do końca. Liczymy, że Cherrypick Games będzie notowana na głównym rynku na przełomie 2020/2021 roku – dodaje Marcin Kwaśnica.

W najbliższym czasie Spółka złoży w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie Prospektu Emisyjnego. Jednocześnie Cherrypick Games koncentruje się na rozwoju nowych produkcji, które realizuje wspólnie z doświadczonymi partnerami – m.in. Huuuge Games, Skillz, Inc., czy YODO1. Obecnie trzy produkty Spółki znajduje się w fazie soft launchu, a jeden w pre-produkcji. – Mamy w różnych stadiach produkcji wspaniałe gry, które pozwolą nam na dynamiczny i perspektywiczny rozwój. W każdej z nich widzimy bardzo duży potencjał, który chcemy rozwija wspólnie z doświadczonymi partnerami z  branży. Koncentrujemy się na Solitaire: Adventure Journey oraz Solitaire TriPeaks Blitz! na platformie Skillz. Dodatkowo pracujemy nad wprowadzeniem My Spa Resort na rynek chiński oraz prowadzimy rozmowy z innymi wydawcami o współwydaniu tej gry na pozostałe rynki. Kolejny tytuł, który znajduje się w fazie testowania to Crime Stories. Rozpoczęliśmy także pre-produkcję kolejnej gry przy współpracy ze Skillz – Golf Hero – mówi Marcin Kwaśnica.

Dla Cherrpick Games wciąż najważniejsze są gry mobilne. Spółce chce dotrzeć ze swoimi produktami do jak największej liczby graczy, zarówno poprzez dobrze znane kanały, jak również zupełnie nowe, czego przykładem jest e-sport.

Przegląd wydarzeń tygodnia 21.09-25.09.2020

Po tygodniu skoncentrowanym na bankach centralnych uwaga przenosi się na rządowe decyzje. Prezes Fed Powell podkreślił konieczność wsparcia fiskalnego, któremu na drodze stoi spór w Kongresie. W Wielkiej Brytanii perspektywy polityki BoE i gospodarki są uzależnione od postępów w negocjacjach brexitu. Kolejne dni mogą przynieść istotne informacje w tych kwestiach. W tle indeksy PMI po obu stronach Atlantyku prawdopodobnie wskażą na wytracenie tempa odbicia ożywienia.

Bierzący tydzień: Powell w Kongresie, rynek nieruchomości USA, Ifo, PMI z US/Eurolandu/Wlk. Brytanii, brexit, Riksbank, Norges Bank, SNB, RBNZ

USA

W USA sprzedaż domów (wt, czw) i PMI (śr) są jedynymi pierwszorzędnymi publikacjami. Rynek nieruchomości doświadcza silnego odbicia po okresie lockdownu i sierpniowe dane powinny to potwierdzać. Z kolei aktywność gospodarcza w sektorach przemysłowym i usługowym powinna utrzymać solidne tempo ekspansji. Na przestrzeni tygodnia pojawi się szereg wystąpień członków Fed na czele z prezesem Powellem, który przemawia w Kongresie (wt, śr, czw). Biorąc jednak pod uwagę, jak na konferencji po posiedzeniu FOMC Powell unikał doprecyzowania kwestii uśrednionego celu inflacyjnego, wątpliwe, aby jego koledzy dostarczyli świeżych wskazówek. Dużym katalizatorem dla rynków mogą być za to postępy w pracach nad fazą 4. pakietu fiskalnego, ale z tego, jak bezowocnie przebiegają negocjacje między partiami, najbliższe dni wcale nie muszą przynieść porozumienia.

Strefa euro

W strefie euro w odczytach PMI spodziewane jest utrzymanie wątłego tempa ekspansji przemysłu i usług (śr) jako skutek wzrostu liczby zachorowań i negatywnego przełożenia na konsumpcję. Podobnie niewielka zmiana oczekiwana jest w indeksach Ifo z Niemiec (czw). Oczekiwalibyśmy asymetrii reakcji EUR na dane z presją sprzedaży w przypadku spadku PMI poniżej 50.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii indeksy PMI (śr) będą musiały wyhamować po fazie restartu gospodarki po lockdownie, ale nowy wzrost zachorowań będzie pogarszał nastroje przedsiębiorców. Dla GBP ważniejsze będą jednak wydarzenia w brytyjskim parlamencie, gdzie pod obrady będzie poddana kwestia tzw. Protokołu dot. Irlandii Północnej, czyli części Withdrawal Agreement, która zmierza do uniknięcia postawienia granicy między Irlandią Północną i Irlandią. W poniedziałek ma odbyć się głosowanie nad poprawką przygotowaną przez Boba Neilla, która wymusza dodatkowe głosowanie parlamentu, gdyby rząd chciał złamać Protokół dot. Irlandii Północnej. Niezależnie w jakiej formie rząd Johnsona przeforsuje swój Internal Market Bill, strona unijna może uznać to za powód do zerwania negocjacji handlowych. Powodzenia w obstawianiu wyniku politycznych gierek wśród posłów torysów.

Polska

W Polsce kalendarz zawiera uzupełnienie danych o aktywności w sierpniu. Z dynamiki sprzedaży detalicznej (pon) wyparowuje efekt odroczonego popytu z tytułu lockdownu, ale normalizacja aktywności konsumentów powinna skutkować wzrostem sprzedaży r/r. Stopa bezrobocia (śr) pozostaje stabilna na 6,1 proc., choć liczba ta nie pokazuje prawdziwego obrazu rynku pracy z uwagi na skutki korzystania firm z Tarczy Antykryzysowej i dodatek solidarnościowy. Złoty pozostaje pod wpływem nastrojów na rynkach zewnętrznych, a brak zdecydowanego kierunku tamże będzie sprzyjał konsolidacji EUR/PLN wokół 4,45.
Przyszły tydzień przyniesie kilka decyzji banków centralnych z mniejszych europejskich gospodarek, gdzie jednak nie należy spodziewać się zmian poziomu stóp procentowych. Szwedzki Riksbank (wt) powinien być zadowolony z tempa odbicia gospodarczego, ale umocnienie korony osłabia trendy inflacyjne. Odrobina werbalnej interwencji nie jest wykluczona, choć rynek zdaje sobie sprawę z niechęci banku do przywrócenia ujemnych stóp procentowych.

Norwegia

W przekazie Norges Banku (czw) najciekawsze będą zmiany w prognozowanej ścieżce stopy procentowej z uwzględnieniem lepszych danych makro i wyższych cen ropy naftowej. Mimo to do pierwszej podwyżki jeszcze daleka droga (II poł. 2022 r.), więc debata nad ścieżką jest czysto teoretyczna bez wpływu na NOK.

Szwajcaria

W Szwajcarii SNB (czw) prawdopodobnie powtórzy, że interwencje walutowe pozostają jego głównym narzędziem w walce z silnym frankiem, który jest „wysoko wyceniany”. Więcej nie trzeba, gdyż EUR/CHF oddalił się od umownej granicy 1,05 i nie wymusza agresywnych działań banku.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii RBNZ (śr) utrzyma stopę OCR na 0,25 proc., ale komunikat pozostanie gołębi z zasygnalizowaniem gotowości do wprowadzenia nowych narzędzi. Ponowne pojawienie się zakażonych wirusem w kraju oraz aprecjacja NZD rodzą ryzyka dla perspektyw gospodarczych i bank musi trzymać rękę na pulsie. Z drugiej strony ostatnie sygnały z MinFin wskazują, że parametry polityki nie ulegną zmianie przynajmniej do marca przyszłego roku. Gołębiość RBNZ jest w cenie, ale silniejsze akcenty niezadowolenia z siły waluty mogą zahamować zwyżki kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.