Co nas czeka w cyberbezpieczeństwie w 2019 roku? Prognozy ekspertów

Firma Fortinet przedstawia prognozy dotyczące cyberzagrożeń na rok 2019. Według przewidywań analityków z laboratorium FortiGuard Labs organizacje powinny być gotowe na coraz bardziej zaawansowane cyberataki oparte na automatyzacji i sztucznej inteligencji.

Cyberprzestępcza ekonomika

Wiele organizacji cyberprzestępczych przygotowuje ataki nie tylko pod kątem ich efektywności, lecz również kosztów związanych z ich tworzeniem, modyfikowaniem i wdrażaniem. Obecnie profesjonalni hakerzy do wynajęcia tworzą za opłatą eksploity na zamówienie. Nawet takie nowości, jak szkodliwe oprogramowanie typu ransomware oferowane jako usługa (ang. Ransomware-as-a-Service), wymagają zaangażowania inżynierów, którzy zajmują się tworzeniem i testowaniem eksploitów.

Sztuczna inteligencja na ratunek

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w PolsceWarto pamiętać, że na powodzenie ataków mają wpływ technologie, procesy i ludzie. Biorąc to pod uwagę, niektóre przedsiębiorstwa wdrażają rozwiązania z zakresu uczenia maszynowego i automatyzacji. – Nowe strategie obrony wpłyną na działalność cyberprzestępców, którzy zmienią dotychczasowe metody ataków i przyspieszą opracowywanie kolejnych – mówi Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Spodziewamy się, że środowiska cyberprzestępcze zaczną stosować innowacyjne sposoby, do których będzie musiała się dostosować cała branża cyberbezpieczeństwa. Planując strategie obronne, warto zastosować funkcje automatyzacji i sztucznej inteligencji, które skrócą czas upływający między włamaniem do sieci a zastosowaniem odpowiednich środków. To lepsze rozwiązanie niż angażowanie się w nieustający „wyścig zbrojeń”.

Według ekspertów Fortinet nowe działania, które cyberprzestępcy będą podejmować w 2019 roku, to:

  • Fuzzing sztucznej inteligencji (ang. Artificial Intelligence Fuzzing, AIF) i wykorzystywanie luk w zabezpieczeniach

Fuzzing to zaawansowana technika, która jest stosowana w środowiskach laboratoryjnych. Korzystają z niej specjaliści ds. badania zagrożeń w celu wykrywania luk w zabezpieczeniach sprzętu i oprogramowania. Tymczasem hakerzy zaczynają wykorzystywać uczenie maszynowe do tworzenia programów automatycznego fuzzingu. Pozwoli im to szybciej wykrywać nowe luki w zabezpieczeniach oraz zwiększyć liczbę ataków typu zero-day wymierzonych w różne programy i platformy.

Tworzenie eksploitów zero-day (nazywanych także eksploitami dnia zerowego) zawsze było dość kosztowne, głównie ze względu na nakłady pracy i umiejętności potrzebne do wykrywania luk. Wykorzystanie sztucznej inteligencji może sprawić, że eksploity tego typu staną się powszechne. Gdy cyberprzestępcy zaczną stosować technologię wykrywania luk w formie usługi, przedsiębiorstwa będą musiały zmienić swoje podejście do bezpieczeństwa. Nie będą w stanie przewidzieć, gdzie pojawią się ataki zero-day, ani skutecznie się przed nimi bronić. W dodatku udostępnianie eksploitów dnia zerowego w formie usług może radykalnie wpłynąć na rodzaje i koszty innych produktów oferowanych w ukrytej sieci (tzw. dark web).

  • Rój jako usługa (ang. Swarm-as-a-Service)

Cyberprzestępcy coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję opartą na rojach, czyli zbiorach kontrolowanych urządzeń używanych do przeprowadzenia cyberataku. W związku z tym trzeba się przygotować na ataki opartych na nich botnetów, czyli tzw. hivenetów. Roje można także dzielić na mniejsze części, które mają wykonać odpowiednie zadania. Aby chronić się przed nimi, przedsiębiorstwa będą potrzebować nowych, bardziej zaawansowanych zabezpieczeń. Z kolei zakup roju przez przestępcę jest bardzo prosty – wystarczy wybrać produkt z listy.

  • „Zatrucie” procesu uczenia maszynowego

Uczenie maszynowe to jedna z najbardziej obiecujących technologii, którą można wykorzystać w celach ochronnych. Systemy i urządzenia zabezpieczające można wytrenować, aby samodzielnie porównywały zachowania z wartościami bazowymi. Mogą również przeprowadzać analizy w celu wykrywania zaawansowanych zagrożeń lub śledzić urządzenia i instalować na nich poprawki. Niestety, proces uczenia maszynowego są w stanie wykorzystać również cyberprzestępcy. Atakując go, mogą wytrenować urządzenia lub systemy tak, aby nie wdrażały poprawek lub aktualizacji na określonych urządzeniach, ignorowały niektóre aplikacje lub zachowania, bądź nie rejestrowały określonych typów ruchu w sieci.

Jak się chronić?

Aby zapobiegać nowym rodzajom zagrożeń, należy systematycznie podnosić poprzeczkę cyberprzestępcom. Każda z przedstawionych poniżej metod obrony zmusi ich do zmiany taktyki i konieczności modyfikowania ataków. W konsekwencji, aby osiągnąć ten sam rezultat, będą musieli ponosić coraz wyższe koszty, przez co ataki będą stawały się coraz mniej opłacalne.

  • Wprowadzanie cyberprzestępców w błąd. W strategie bezpieczeństwa można włączyć techniki manipulacji, przesyłając do sieci fałszywe informacje. Zmusi to hakerów do ciągłej weryfikacji, czy obserwowane przez nich zasoby sieciowe są prawdziwe. Każdy atak na fałszywe zasoby sieciowe może zostać natychmiast wykryty przez organizację i zablokowany poprzez automatyczne uruchomienie odpowiednich narzędzi. Cyberprzestępcy będą więc musieli zachować wyjątkową ostrożność nawet podczas wykonywania podstawowych czynności, takich jak sprawdzanie sieci.
  • Otwarta współpraca pomiędzy firmami, organizacjami wyspecjalizowanymi w badaniu cyberzagrożeń, związkami branżowymi, producentami zabezpieczeń i organami ścigania znacznie przyspieszy wykrywanie nowych zagrożeń i taktyk stosowanych przez hakerów. – Nie można ograniczać się do reagowania na ataki. Warto przeprowadzać analizy behawioralne i udostępniać je w czasie rzeczywistym za pośrednictwem kanałów informacyjnych w środowisku otwartej współpracy. Wówczas można przewidywać działanie szkodliwego oprogramowania i uniemożliwiać cyberprzestępcom wielokrotne stosowanie tych samych ataków – podsumowuje Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce.

GetHero zostaje częścią międzynarodowej grupy medialnej Webedia

Francuska grupa medialna Webedia zostanie jedynym udziałowcem agencji influencer marketingu GetHero. Obie firmy liczą na korzyści wynikające z synergii działań i dzielenia się know-how.

Inwestujemy nie tylko w agencję, która odnosi wiele sukcesów, ale także w firmę o dużym potencjale innowacyjnym. Przykładem tego jest mocne wejście GetHero na chiński fenomen mediów społecznościowych Tik Tok z ponad 30 influencerami — mówi Marc-Andreas Albert, CEO Webedia Germany i prezes zarządu Webedia Poland.

Webedia to francuska grupa medialna i technologiczna specjalizująca się w branży rozrywki. Firma działa od 2007 roku głównie we Francji, Niemczech i Hiszpanii, ale jest obecna również w Turcji, Arabii Saudyjskiej oraz Ameryce Północnej i Południowej. Webedia obecnie posiada ponad 40 serwisów internetowych, działa również w branży influencer marketingu – jest właścicielem największej na świecie sieci twórców TalentWeb. Do Polski Webedia weszła w zeszłym roku, kiedy kupiła znany wszystkim graczom serwis gry-online.pl.

Zgodnie z zawartą umową agencja GetHero pozostanie osobnym podmiotem z niezmienioną strukturą organizacyjną i będzie dalej działać pod własną marką. Również skład zarządu agencji, w którym zasiadają Tobiasz Wybraniec i Paweł Kowalczyk, się nie zmieni. GetHero jest jedną z czołowych polskich agencji zajmujących się influencer marketingiem. Zrzesza ponad 100 twórców, którzy łącznie gromadzą na YouTube około 35 milionów subskrybentów. Firma rozwija także sieć influencerów działających na platformie wideo TikTok.

Bardzo cieszę się, że dzięki wytężonej pracy z obu stron, będziemy mogli działać razem. GetHero to połączenie świetnego profesjonalnego zespołu oraz zaawansowanego i poszukiwanego na rynku produktu. Nasze oferty znakomicie się uzupełniają, dzięki czemu poszerzamy zakres rozwiązań, jakie możemy zaproponować klientom lokalnym, jak również jesteśmy w stanie wnieść większą wartość w globalne kampanie marek, prowadzone przez grupę Webedia na całym świecie -– komentuje Mariusz Klamra, CEO GRY-Online S.A.

Specjalizacja agencji w obszarach takich jak gaming, lifestyle, beauty, zdrowie i muzyka idealnie wpisuje się dotychczasowe działania Webedii i TalentWeb. Dzięki włączeniu do międzynarodowej grupy GetHero uzyska dostęp do wiedzy i dobrych praktyk wypracowanych na wielu rynkach, a także będzie mogła zacieśnić współpracę z portalem gry-online.pl.

Widzimy ogromny potencjał synergii między nami a Webedią. Nasi twórcy uzyskają dostęp do globalnych budżetów marketingowych, a my będziemy mogli uczyć się na doświadczeniach grupy – zaznacza prezes GetHero Tobiasz Wybraniec.

ASM Group po III kw. 2018 r.

  • W III kw. 2018 r. giełdowy holding zwiększył swoje przychody r/r na każdym z europejskich rynków
  • Trwający IV kw. w ASM Group ma przynieść finalizację kilkunastu istotnych kontraktów i okres prosperity, związany z przedświątecznym ożywieniem w handlu
  • Spółka koncentruje się też na dalszej optymalizacji procesów związanych z niedawną akwizycją Vertikom Group i wejściem na rynek niemiecki

Notowany na GPW czołowy polski holding, specjalizujący się w świadczeniu kompleksowych usług outsourcingu i wsparcia sprzedaży, podsumował właśnie wyniki za III kwartał 2018 r. W tym okresie ASM Group zanotowała 129,6 mln zł przychodów ze sprzedaży, podczas gdy rok wcześniej było to 48 mln zł. Łącznie, po trzech kwartałach 2018 r. Grupa notuje 1,16 mln zł zysku netto przy 261,2 mln zł przychodów w tym roku. To oznacza wzrost tych ostatnich o ponad 90 proc. Geograficznie, w tym roku największy udział w przychodach ASM Group notuje na rynku niemieckim, austriackim i szwajcarskim (łącznie 40 proc.), polskim (31 proc.) oraz włoskim (29 proc.).

Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP
Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP

Ostatnie miesiące to dla nas bardzo intensywny czas związany z konsolidacją i optymalizacją działań wobec przejęcia niemieckiej, potężnej struktury jaką jest Vertikom Group. Pomimo obciążenia tymi procesami, nie zwalniamy tempa. Na każdym z rynków notujemy wzrosty przychodów rok do roku, w tym na naszym największym obecnie regionie czyli w Niemczech. Pracujemy nad tym, by końcówka roku dała nam kolejne, ponadprzeciętne wzrosty związane m.in. z ożywieniem handlu w okresie przedświątecznym. Trampoliną do rozwoju jest baza ponad 1500 klientów i potencjał kilkunastu tysięcy osób, pracujących na rzecz projektów, prowadzonych w ramach ASM Group – podkreśla Adam Stańczak, prezes ASM Group.

Spółki zależne ASM Group negocjują właśnie szereg istotnych kontraktów w kilku krajach Unii Europejskiej. W trzecim kwartale 2018 r. wszystkie spółki zależne giełdowego ASM Group pozyskały w sumie 40 nowych kontraktów, w tym 33 nowych klientów w pięciu krajach europejskich tj. w Polsce, Austrii, Niemczech, Szwajcarii a także we Włoszech. W październiku i listopadzie 2018 r. ASM Group pozyskała już kilkunastu znaczących klientów, w tym globalne marki FMCG. Oznacza to, że przychody spółki zaatakują kolejne, rekordowe poziomy.

Konsolidujemy naszą strukturę, przygotowując ją do startu przetargach. Tak wielka zmiana przez kilka miesięcy bardzo intensywnie koncentrowała naszą uwagę oraz kapitał. Mieliśmy jednak świadomość, że choć takie strategiczne zaangażowanie w fuzję jednorazowo spowoduje okresowy spadek rentowności całej Grupy, to jednak w kolejnych kwartałach zaczniemy zbierać owoce tych działań. Ostatnie doświadczenia chcemy wykorzystać do dalszego rozwoju, celujemy więc w dalszy dwucyfrowy, organiczny wzrost, jak i w kolejne przejęcia w Europie. Uruchomimy także innowacyjne usługi, z mocnym komponentem technologicznym – zapowiada Adam Stańczak.

„Tariff Man” Trump przypomniał, że USA-Chiny są jeszcze daleko od porozumienia

Prezydent Trump, odnosząc się do siebie jako „Tariff Man”, przypomniał, że w kwestii wojny handlowej USA-Chiny jesteśmy jeszcze daleko od porozumienia, a wydarzenia ze szczytu G20 niewiele ruszyły sprawę do przodu. Z rynków wyparowała wstępna euforia, a wracają obawy o globalne spowolnienie. Dziś nic nie zwiastuje zmiany ponurego klimatu przy niskiej aktywności w obliczu dnia wolnego w USA.

Prezydent Trump długo nie wytrzymał bez pokazywania swojego zdania na temat Chin i na Twitterze napisał, że albo USA dostanie prawdziwą umowę z Chinami, albo nie będzie umowy w ogóle i wówczas USA będą nakładać więcej ceł na chińskie produkty. Szybko wychodzi zatem na to, że uzgodniony w weekend 90-dniowy okres wstrzymania podwyżek ceł jest tylko odroczeniem sporu bez wyraźnego zwiększenia szans na porozumienie. Inwestorzy nie mogą też zbagatelizować ryzyka, że handlowe zawieszenie broni zawsze może zostać zerwane, stąd o trwalszej pozytywnej reakcji będzie można mówić dopiero przy poznaniu konkretów, a tych na razie nie ma. Komu się udało, wykorzystał okazje z rajdu ryzyka w poniedziałek, ale teraz szybko się wycofuje – kolejny raz uderza dominująca w tym roku krótkoterminowość strategii inwestycyjnych. Dodając do tego wizję dzisiejszego dnia wolnego w USA dla uczczenia pamięci zmarłego byłego prezydenta USA George’a H.W. Busha chęć do redukcji pozycji była spotęgowana. A do tego mamy jeszcze szczyt OPEC, Brexit i dane z rynku pracy USA. Koszyk powodów do obaw jest wypełniony po brzegi, co nie skłania do odważnych decyzji inwestycyjnych.

Przy powracającej awersji do ryzyka, jedna sprawa jest inna w porównaniu do poprzednich tygodni – złamany został monopol USD na przyciąganie kapitału szukającego bezpiecznych przystani. Rynek zaczął skupiać coraz większą uwagę na inwersji części krzywej dochodowości obligacji skarbowych USA. Różnica w oprocentowaniu papierów 3-letnich i 5-letnich już jest ujemna, a między 10-tkami i 2-latkami spadła poniżej 10 pb. Historycznie niższe oprocentowanie obligacji długoterminowych poprzedzało wystąpienie recesji, choć równie dobrze można powiedzieć, że obawy o wystąpienie recesji zaczęły wpływać na wzrost oczekiwań obniżek stóp procentowych, co zaniżało rentowności obligacji na długim końcu. Mamy do czynienia z typowym przypadkiem „co było pierwsze: jajko, czy kura?”, jednak upierałbym się przy stanowisku, że po kryzysie finansowym nic już nie jest takie samo włącznie z historycznymi zależnościami (np. gdzie jest inflacja?). Rynek wystraszył się ostatnich nie-jastrzębich komentarzy z Fed, członkowie którego zamiast twardo twierdzić o gotowości do dalszych podwyżek przeszli w tryb obserwowania napływających danych. W takim scenariuszu jeszcze 3-4 podwyżki stóp procentowych do końca przyszłego roku są realne, tymczasem wycena rynkowa ostro zjechała do dwóch. Inwestorzy mogli przesadzić ze sceptycyzmem w odniesieniu do perspektyw polityki Fed, ale wątpliwości to słowo klucz dla handlu w 2018 r., więc trudno będzie teraz się ich wyzbyć. Szum wokół USD może odebrać mu koszulkę lidera w wyścigu ku bezpiecznym przystaniom na rzecz JPY. Wrażliwe ponownie stają się waluty z Antypodów, szczególnie AUD po fatalnych danych o PKB z nocy. EUR/USD znów zamiera w trendzie bocznym, a GBP pozostaje nerwowy w oczekiwaniu na przełom w debacie and brexitem.

Kalendarz wydarzeń makro zubożał przez dzień wolny w USA, gdzie kluczowe publikacje danych przesunięto na jutro. W Polsce Rada Polityki Pieniężnej pozostaje na autopilocie i po posiedzeniu nie spodziewamy się niespodzianek. Zaskakująco słaby odczyt inflacji za październik (1,2 proc., prog. 1,6 proc.) wzmacnia stanowisko gołębi i oczekiwania prezesa Glapińskiego dla braku zmian stóp procentowych do 2020 r. Pozostajemy neutralnie nastawieni do złotego, zakładając konsolidację blisko 4,30 do końca roku.

Bank Kanady prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe bez zmian. Z jednej strony jest dopiero co po październikowej podwyżce. Z drugiej silne spadki cen ropy naftowej będą zmartwieniem dla bankierów centralnych i mogą zachwiać profilem inflacji, która póki co jeszcze trzyma się w środku celu określonego przedziałem 1-3 proc. Zbyt wiele ostrożności w komunikacie i na konferencji prasowej będzie stanowić zagrożenie dla wysokiej wyceny podwyżki na kolejnym posiedzeniu w styczniu (66 proc.) i CAD może ucierpieć od gołębich komentarzy. Uwaga też na korelację z ropą naftową w obliczu szczytu OPEC (czw-pt), którego wynik i ewentualne cięcia wydobycia nie są w żadnym razie pewne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Hakerzy znaleźli sposób na odzyskanie skasowanych zdjęć z iPhone’a

Usunięte z iPhone’a zdjęcia mogą stać się łatwym łupem hakerów. Podczas ostatnich zawodów w hackowaniu Pwn2Own udowodnił to duet @fluoroacetate, który za pomocą przeglądarki Safari odzyskał i przechwycił usunięte przez użytkowników iPhone zdjęcia. Jak chronić przed cyberprzestępcami zasoby przechowywane w folderze „Ostatnio usunięte” w iPhone radzą eksperci Sophos.

Atak hackerów związany z odzyskiwaniem danych z iPhone’ów przykuł uwagę ekspertów Sophos w kontekście ostatnich kontrowersji właśnie z tym związanych. Świat IT obiegła wiadomość, że duet hackerów @fluoroacetate odnalazł sposób na ponowny dostęp do zdjęć usuniętych z zasobów albumu na iPhonie z najnowszą wersją iOS.

Hakerzy dostali się do zdjęć z folderu „Ostatnio usunięte”, w którym skasowane przez użytkownika zdjęcia przechowywane są jeszcze przez kilka tygodni, na wypadek, gdyby użytkownik zechciał je z powrotem. Skasowane, ale nie ponownie nadpisane pliki od lat stanowią ryzyko dla bezpieczeństwa danych w przypadku większości systemów operacyjnych, gdyż możliwe jest uzyskanie uprawnień administratora systemu czy root’a i odzyskanie danych korzystając z niskopoziomowych narzędzi.

Jak oceniają eksperci Sophos, takie narzędzie wykorzystywane głównie przez specjalistów od forensics stanowi również potencjalną drogę do ominięcia mechanizmów zabezpieczeń wbudowanych w system operacyjny. Jednak, jak zauważają eksperci, system iOS firmy Apple nie powinien zezwalać na aktywności tego typu – użytkownicy nie powinni być w stanie uzyskać uprawnień root-a ani mieć możliwości modyfikowania plików systemowych, by odzyskać ukryte systemowo dane.

Aby przechwycić usunięte zdjęcia, duet @fluoroacetate, Cama i Zhu wykorzystali exploity – błędy w procesach programowania prowadzące do powstawania luk w zabezpieczeniach programów. W tym przypadku wykorzystano błędy w przeglądarce Safari, aby oszukać system iOS w dostępie do treści, które nie powinny być dostępne dla zewnętrznych procesów. Ryzyko wykorzystania błędów przeglądarki tego typu polega na tym, że mogą być one inicjowane bezpośrednio przez strony internetowe przygotowane przez hackerów i uruchamiane zdalnie – wystarczy tylko zachęcić potencjalnie poszkodowanego do odwiedzenia takiej strony internetowej – nie trzeba przekonywać nikogo do pobrania pliku, co z punktu widzenia hakerów jest trudniejsze.

Jak się chronić?

Jak chronić usunięte pliki zarchiwizowane na iPhonie? Eksperci Sophos radzą, aby przede wszystkim nie wpadać w panikę, gdyż luka do czasu wydania łatki przez Apple nie powinna być ponownie wykorzystana przez innych cyberprzestępców. W trosce o fotografie, które zostały skasowane, należy pamiętać, że w aplikacji „Zdjęcia” występuje drugi etap usuwania. Przed faktycznym usunięciem skanowane pliki trafiają do katalogu „Ostatnio usunięte”, z którego skasowanie zdjęć nie pozwala na ich odzyskanie, nawet przy użyciu odnalezionej przez @fluoroacetate luki.

Black Friday to nadal tylko zabieg marketingowy. Raport Deloitte 2018

Black Friday na dobre wpisał się w handlowy kalendarz w Polsce. Z badania „Zakupy świąteczne 2018” firmy doradczej Deloitte wynika, że już 3 na 4 Polaków deklaruje zakupy w tym dniu. Ponad jedna piąta badanych (22 proc.) planowała, że wyda wówczas od 10 do 20 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty świąteczne. Coroczna analiza ofert blisko 800 sklepów internetowych przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo, pokazała, że promowany przez sprzedawców Black Friday to w dużej mierze nadal zabieg marketingowy, choć w przypadku największych sieci obniżki były znacznie większe niż dla ogółu rynku. Ze „Świątecznego Barometru Cenowego” wynika, że w tym dniu w porównaniu do piątku 16 listopada ceny były niższe średnio o 3,5 proc.

W USA Black Friday jest tradycyjnym momentem rozpoczęcia zakupów świątecznych po Święcie Dziękczynienia, ale również w Polsce stał się okazją do przyciągnięcia klientów do sklepów tradycyjnych i internetowych. – W tym roku zaobserwowaliśmy ciekawą prawidłowość. Pierwsze komunikaty o Black Friday pojawiły się w Polsce zaraz po 1 listopada, co pokazuje, że handlowcy spodziewali się dużych zysków i starali się maksymalnie wykorzystać nadarzającą się okazję – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale konsultingu, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich Deloitte. Badanie Deloitte pokazało, że zakupami w Black Friday było najbardziej zainteresowane przede wszystkim młodsze pokolenie (89 proc.), czyli osoby w wieku 18-34 lat.

Dzięki raportowi „Zakupy świąteczne 2018” znane są kategorie produktów, które Polacy najchętniej wybierają jako prezenty dla najbliższych. Z tego powodu do analizy wybrano najpopularniejsze produkty świąteczne z poniższych kategorii: drobny sprzęt AGD, czekolady, DIY, gry, konsole, kosmetyki, książki, laptopy, muzyka, okulary wirtualnej rzeczywistości (VR), perfumy, planszówki, smartfony, artykuły sportowe, tablety, telewizory, wearables (akcesoria oraz ubrania wyposażone w zaawansowane technologie), zabawki czy zegarki.

Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz poddane codziennemu monitoringowi. Łącznie przebadano ponad 300 produktów, które znajdują się w ofercie blisko 800 sklepów online. Około 58 produktów znalazło się na monitorowanej liście, zarówno w ubiegłym, jak i tym roku, co pozwoliło porównać ceny w Black Friday w 2017 i 2018 roku.

Obniżki tylko symboliczne?

Reklamy informowały o bardzo atrakcyjnych promocjach, które miały na celu przyciągnięcie do sklepów jak największej grupy klientów. Tymczasem, podobnie, jak w ubiegłym roku „Świąteczny Barometr Cenowy” Deloitte pokazuje, że w objętych analizą blisko 800 sklepach obniżki w Black Friday miały raczej charakter symboliczny. Pomiędzy piątkiem 16 listopada a piątkiem 23 listopada, czyli Black Friday, obniżka cen analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 3,5 proc. W ubiegłym roku było to 1,3 proc., a dwa lata temu blisko zero, więc progres niewątpliwie jest, ale do przecen sięgających 20 czy nawet 50 proc. droga jest bardzo daleka. Obniżka do maksymalnie kilku procent w większości sklepów mogła być dla klientów właściwie nieodczuwalna – mówi Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale konsultingu Deloitte.

Jak kształtowały się ceny w tym dniu?

Spośród 300 przeanalizowanych produktów w przypadku aż 37 proc. średnia cena wzrosła w porównaniu do 16 listopada. – Średni wzrost wyniósł 2,1 proc., z czego około 15 produktów miało ceny podwyższone o ponad 5 proc. Były to przede wszystkim kosmetyki, perfumy oraz laptopy. Z kolei ceny 55 proc. analizowanych produktów obniżono – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo. W Black Friday znacznie taniej można było kupić przede wszystkim gry komputerowe i na konsole oraz okulary VR. Największa obniżka dotyczyła gry „God of War”, której cena w Black Friday spadła średnio o 24 proc., a także okularów Zeiss VR ONE (o 22 proc.).

Eksperci Deloitte łącznie przeanalizowali 8,5 tys. cen produktów, które wybieramy na prezenty dla najbliższych. W przypadku 67 proc. z nich w Black Friday nie zanotowano żadnej zmiany w porównaniu do piątku 16 listopada. Z kolei w przypadku jednej piątej (21 proc.) zanotowano ich spadek, a w 12 proc. wzrost. Najlepszym przykładem na niewielkie zmiany cen w obserwowanym okresie są smartfony. W ciągu omawianego tygodnia cena iPhone 8 64GB obniżyła się jedynie o 0,5 proc. W przypadku Samsunga Galaxy S9 SM-G960F 64GB był to wzrost o 5,1 proc. a Huawei P20 PRO 128GB spadek o 3,8 proc.

Duże sieci bardziej elastyczne

Eksperci Deloitte przeanalizowali również politykę cenową największych detalistów internetowych, którzy przy okazji Black Friday prowadzili szeroko zakrojone działania marketingowe. – W ich przypadku obniżki były większe niż dla całego rynku. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na efekt skali mogą oni pozwolić sobie na większą elastyczność cenową i dyktowanie warunków – mówi Wojciech Górniak. I tak ceny konsoli w Black Friday były niższe średnio o 6,2 proc., podczas gdy w popularnych sieciach było to niemal 11 proc. Podobnie było z tabletami. Średnio staniały one o 3,5 proc. w porównaniu do 5,2 proc. w największych sieciach. W przypadku okularów VR było to odpowiednio 3,1 proc. i 5,3 proc. Również gry komputerowe opłacało się kupować w największych sklepach internetowych. W Black Friday ich ceny spadły tam średnio o 12,56 proc., podczas gdy średnia dla całego rynku wynosiła 9,29 proc.

Uwaga na ceny perfum i zabawek

Podobnie jak w ubiegłym roku, również tegoroczna analiza pokazała, że różnica pomiędzy cenami w poszczególnych sklepach jest naprawdę duża. Największe rozbieżności zanotowano w kategorii perfum, gdzie różnice w czasie Black Friday pomiędzy ceną maksymalną a minimalną sięgały średnio 124 proc. Tego samego dnia (23 listopada) woda perfumowana Calvin Klein Euphoria Men (100 ml) w jednym ze sklepów internetowych kosztowała 108 zł, a w innym 329 zł. Różnica wynosiła więc 205 proc. Równie duże rozbieżności odnotowano w kategorii planszówek (różnice sięgające 149 proc.) i zabawek (103 proc.).

Z kolei najmniejsze różnice pomiędzy ceną minimalną a maksymalną odnotowano w przypadku laptopów (18 proc.), telewizorów i konsoli (44 proc.). Konsola XBOX ONE S 1TB w Black Friday w jednym ze sklepów kosztowała 919 zł (najniższa cena), a w innym 1 279 zł (najwyższa cena). W przypadku tego produktu różnica wynosiła więc 40 proc.

Rok do roku

Eksperci Deloitte sprawdzili również czy ceny tych samych 58 produktów kształtowały się podobnie w czasie tegorocznego i ubiegłorocznego Black Friday. Okazuje się, że w przypadku 22 z nich ceny wzrosły, a w 36 spadły. Najbardziej spadły ceny smartfonów (średnio o 17 proc.) i telewizorów (średnio o 10 proc.). Nie jest to jednak zaskakujące, ponieważ w tym roku ich miejsce zajęły nowsze wersje, które zawsze są lokomotywami sprzedażowymi. W przypadku niektórych modeli ceny spadły nawet o ponad jedną piątą. Z kolei wzrosty dotknęły kosmetyki i perfumy. W przypadku wody toaletowej Versace Bright Crystal (90ml) wzrost ten sięgnął 11 proc.

Z Black Friday związany jest następujący po nim Cyber Monday. – Jest to dzień w którym największe obniżki i promocje ogłaszają sklepy internetowe. Nasza analiza pokazała jednak, że aż 43 proc. cen produktów w tym dniu była wyższa niż w Black Friday. Jednocześnie trzeba także zauważyć, że od wtorku 27 listopada ceny ponownie poszły w górę – mówi Agnieszka Szapiel.

Badanie cen będzie kontynuowane do końca stycznia 2019 r. Dzięki jego kolejnym odczytom, eksperci Deloitte sprawdzą, jak detaliści internetowi wykorzystają atrakcyjną percepcję cenową dobudowaną w okresie Black Friday do zwiększania ruchu i marży w swoich sklepach

Poziom inwestycji w Polsce wciąż niewysoki, rodzi wiele pytań

Mówiąc o inwestycjach w gospodarce należy wyodrębnić ich trzy rodzaje. Pierwszy to działania państwa i samorządów – głównie w zakresie infrastruktury. Obejmują one wszystkie drogi, mosty, budynki użyteczności publicznej itp. Dane z ostatnich kilku lat pokazują moment przestoju w tym obszarze w okresie, kiedy przechodziliśmy z jednej perspektywy unijnej na kolejną. Widoczny był wtedy spadek przedsięwzięć – podobnie jak siedem lat wcześniej. Kolejnym rodzajem inwestycji jest wszystko to, co my – dla siebie, jako klienci indywidualni – kupujemy w zakresie mieszkalnictwa – grunty, mieszkania, budowy. W ostatnim czasie widoczny był w tym sektorze ruch. Deweloperzy notowali duży popyt, a sprzedaż nieruchomości rosła – na własne potrzeby mieszkaniowe, jak też  jako sposób ulokowania środków.

– Trzeci rodzaj przedsięwzięć jest szczególnie istotny dla gospodarki. Są to inwestycje przedsiębiorców w unowocześnianie i rozbudowę mocy produkcyjnych. To właśnie ten element budzi największe obawy wśród ekonomistów – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Wciąż inwestycje te nie są tak duże i dynamiczne, jakbyśmy tego chcieli. Jeszcze niedawno wyniki w tym zakresie były ujemne, obecnie powoli zaczynają być dodatnie. Plusy te nie oznaczają jednak poprawy sytuacji. Wciąż mamy do czynienia z niską dynamiką w stosunku do oczekiwań. Są takie sektory, które faktycznie inwestują znaczące środki – większe o 30-50 proc. wobec analogicznego okresu w ubiegłym roku. Istnieje jednak wiele branż, których poziom inwestowania zmniejszył się nawet o 20-30 proc. Pojawia się pytanie, czy to efekt wysokiej bazy z poprzednich okresów, a zatem perspektywy i możliwości są słabsze – czy też chodzi o inne czynniki, jak niepewność prawna, podatkowa, przyszłego popytu. To bardzo poważne pytania dla przedsiębiorców i być może dlatego poziom inwestycji firm wciąż jest niewysoki – podsumował Soroczyński.

Eksport w październiku 2018 – prognoza Krajowej Izby Gospodarczej

Dostępne obecnie dane o stanie gospodarki realnej oraz opinie pozyskane od członków KIG pozwalają szacować, że eksport w październiku 2018 wyniósł 20 075 mln EUR. Zwiększył się tym samym w stosunku do wartości notowanych dla września o 13,5%, w stosunku zaś do wielkości notowanych przed dwunastu miesiącami wzrósł o 9,8%. Wielkość eksportu w listopadzie może okazać się nieznacznie niższa w stosunku do wypracowanej w październiku.

Październik jest miesiącem, po którym oczekuje się bardzo dobrych wyników eksportu. Firmy już za sobą mają wrześniowy rozruch, po osłabieniu aktywności gospodarczej notowanej w miesiącach letnich. Na październik przypada też początek kumulacji w realizacji zamówień związanych z zatowarowaniem handlu na okres jesienno-zimowy, ze szczególnym uwzględnieniem dostaw na potrzeby świąt.

Tegoroczny wzrost sprzedaży eksportowej notowany między wrześniem a październikiem okaże się wyjątkowo duży. W miejsce typowych 3% – 5% wzrostu, statystyki pokażą poprawę obrotów na poziomie 13,5%. Skutkować będzie to zwiększeniem rocznej dynamiki eksportu z wrześniowych 0,3% do 9,8%. Przyczyn takiego obrotu spraw będzie kilka, a pośród nich warto szczególną uwagę zwrócić na trzy. Pierwsza, to różnice w dostępnym czasie pracy. Na wrzesień przypadł jeden dzień roboczy mniej niż zazwyczaj, na październik zaś jeden więcej. Druga, to opóźnienia w składaniu zamówień wywołane narastającymi obawami o stan koniunktury u naszych najważniejszych partnerów handlowych. W ich wyniku część zamówień dokonywanych zazwyczaj jeszcze we wrześniu, dotarła do producentów dopiero w październiku. Trzecia z przyczyn, to przedłużająca się letnia aura. Sprzyjała ona nieco dłuższemu utrzymaniu w sklepach kolekcji letniej i równoczesnemu opóźnieniu wprowadzania kolekcji jesienno-zimowej.
eksport październik 2018

Wyniki eksportu za pierwsze miesiące 2018 roku prezentowały się lepiej niż zakładały to scenariusze formułowane w roku 2017. Odbudowa dynamiki eksportu postępowała szybciej niż w oczekiwano. Jednak w kilku ostatnich miesiącach, u naszych głównych partnerów handlowych, nastąpiło równoczesne osłabienie bieżącej aktywności gospodarczej oraz pogorszenie perspektyw gospodarczych dla najbliższych kwartałów. W konsekwencji zakładane dla ostatnich miesięcy roku zdynamizowanie eksportu może mieć mniejsze od prognozowanych rozmiary. Przekonują o tym słabnące wskaźniki koniunktur w Polsce i zagranicą oraz czasowo niższe od prognozowanych poziomy zamówień (w tym eksportowych).

Oczekiwane zmiany eksportu 2018 2019
Eksport ogółem 5,9% 7,7%
Niemcy 8,0% 8,0%
Pozostałe kraje strefy euro 6,0% 7,3%
Kraje UE nie będące w strefie euro 4,8% 7,1%
Pozostałe kraje rozwinięte 5,4% 8,6%
Kraje Europy Środkowo – Wschodniej 5,6% 10,6%
Kraje rozwijające się 1,8% 6,3%

W październiku złoty osłabił się wobec euro o 0,2% do 4,3060 i okazał się równocześnie o 0,9% słabszy niż przed rokiem. Zmiany te nieznacznie poprawiły pozycję konkurencyjną naszych eksporterów. Jeszcze korzystniej prezentowała się sytuacja eksporterów rozliczających sprzedaż w dolarach. W październiku bowiem złoty osłabił się w stosunku do tej waluty – o 1,8% do 3,7495. Jednocześnie złoty okazał się wobec dolara słabszy niż przed rokiem o 3,3%.  wycena złotego

Według Narodowego Banku Polskiego w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku eksport wyniósł 157 225 mln EUR i okazał się o 5,3% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Według sprawozdawczości prezentowanej przez Główny Urząd Statystyczny eksport wynosząc w okresie I – IX 2018 r. 162 000 mln EUR okazał się wyższy niż przed dwunastoma miesiącami o 6,0%.

Zgodnie z aktualnymi założeniami co do stanu światowej i polskiej gospodarki w latach 2018 – 2019 można oczekiwać zwiększenia naszej sprzedaży z 201,9 mld EUR w roku 2017 do odpowiednio 213,8 mld EUR (o 5,9%) w roku 2018 oraz do 230,3 mld EUR (o 7,7%) w roku 2019.

Zgoda KNF na powołanie Tomasza Jodłowskiego na stanowisko Członka Zarządu Banku Pocztowego S.A.

Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 4 grudnia br. jednogłośnie wyraziła zgodę na powołanie Tomasza Jodłowskiego na stanowisko Członka Zarządu Banku Pocztowego S.A. nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku.

Tomasz Jodłowski funkcję Członka Zarządu Banku Pocztowego pełnił od 30 maja 2018 r.

Wcześniej, od stycznia 2017 r. Tomasz Jodłowski zajmował stanowisko Dyrektora Zarządzającego Pionem Ryzyka. Z Bankiem Pocztowym związany jest od grudnia 2016 r.

Tomasz Jodłowski – Członek Zarządu Banku Pocztowego SA
Tomasz Jodłowski – Członek Zarządu Banku Pocztowego SA

Tomasz Jodłowski w sektorze bankowym pracuje od 1999 r. W tym czasie, jako manager w Deutsche Bank Polska S.A., odpowiadał m.in. za obszar ryzyka i budowę portfeli kredytowych Klienta Indywidualnego, w tym kredytów mieszkaniowych. Wśród zadań realizowanych na stanowisku Dyrektora Departamentu Ryzyka Kredytowego zarządzał pracami Centrów Decyzyjnych, Centrum Klientów Private Banking oraz odpowiadał za polityki kredytowe. Do największych sukcesów tego okresu należy rozwój najzdrowszego portfela kredytowego w Polsce (wzrost wartości z 300 mln zł do 25 mld zł, przy poziomie szkodliwości poniżej 0,8% w odniesieniu do wskaźnika DPD+90).

Tomasz Jodłowski jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Krakowie na kierunku Towaroznawstwa Ogólnego i Zarządzania Jakością oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku Chemii Ogólnej.

Fund Alert – bezpłatny monitoring funduszy od Vienna Life

Vienna Life stworzyła internetowe narzędzie dla klientów, którzy nie mają czasu lub możliwości, by na bieżąco śledzić notowania i reagować na dynamiczne zmiany rynkowe. Fund Alert, to innowacyjny monitoring funduszy, który ułatwi klientom zarządzanie finansami.

W Vienna Life doskonale rozumiemy, że klienci mają różne preferencje w zakresie inwestowania. Aby wesprzeć podejmowane przez nich decyzje przygotowujemy usługi i narzędzia dopasowane do ich potrzeb i oczekiwań. Niektórzy chcą inwestować ale brakuje im wiedzy oraz czasu na obserwowanie i analizowanie sytuacji rynkowej, dla nich przeznaczona jest nasza flagowa usługa inPlus, w której decyzje odnośnie inwestycji w poszczególne fundusze na bieżąco podejmują eksperci Vienna Life. Są również klienci, którzy wolą określić kierunek inwestycji całkowicie samodzielnie. Dla nich, dedykowana jest usługa monitoringu portfela – Fund Alert. – mówi Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny, Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Fund Alert

To nowa, bezpłatna usługa Vienna Life, która powiadamia o ewentualnych przekroczeniach progu procentowego, określonego dla danego funduszu – zarówno dla dodatnich, jak i ujemnych wartości. Rozwiązanie to pozwoli szybciej reagować na wzrosty i spadki rynkowe i od razu podejmować decyzję, co robić dalej ze swoim portfelem aktywów.

Jak to działa

Fund Alert to usługa stworzona dla klientów inwestujących na otwartej platformie funduszy.

Każdy fundusz, z uwagi na klasę aktywów, w którą inwestuje oraz związany z tym poziom ryzyka inwestycyjnego, charakteryzuje się indywidualną zmiennością, przez którą rozumiemy wahliwość cen jednostki uczestnictwa. Ponadto, w okresach podwyższonej zmienności na rynkach finansowych, zmiany cen jednostek mogą wykraczać poza historyczne normy, co może równie dobrze oznaczać nagły wzrost, bądź spadek ceny jednostki. Aby rozpoznać taką zależność, trzeba często dokonać szczegółowej interpretacji danych.

Zespół Inwestycyjny Vienna Life przeanalizował i ustalił wartości procentowe pod kątem ryzyka oraz klasy aktywów. A gdy tylko zostaną one przekroczone – klienci otrzymają alert o niestandardowej zmianie notowań ceny jednostek funduszu. Pozwoli to szybciej zauważyć zwiększone i nietypowe wahania rynkowe, zmniejszyć ryzyko straty lub zwiększyć szanse na potencjalne zyski. Klienci zdecydują, czy pozostawić czy przesunąć swoje aktywa do innego funduszu, dzięki czemu będą mieć lepszą kontrolę nad swoimi inwestycjami i będą bliżej realizacji swoich celów inwestycyjnych.

Pełna kontrola

W serwisie Vienna Life Online klienci mogą sprawdzić szczegółowy skład portfela, procentową zmienność pozycji inwestycyjnych i historię dotychczasowych alertów. Aby otrzymać alert bez konieczności logowania się do systemu wystarczy aktywować powiadomienia e-mail i SMS.

Każdy alert dotyczy określonego funduszu, a nie całego portfela. Oznacza to, że można otrzymać kilka alertów jednocześnie. W gestii klienta leży ocena i decyzja, czy dana inwestycja w dalszym ciągu spełnia jego cele. Alert pozwala klientowi przede wszystkim nie przeoczyć momentu, w którym cena jednostki zmieniła się o znaczącą z punktu widzenia historycznych notowań funduszu wartość, co może stanowić przesłankę do decyzji o zmianie posiadanej inwestycji na inną, czy to w celu realizacji osiągniętych zysków, lub z powodu chęci uniknięcia dalszych, potencjalnych strat. – dodaje Kamil Hajdamowicz.

Alerty można dostawać również na maila lub smsowo – wystarczy, zaznaczyć tę opcję w zakładce Fund Alert.

Popyt na narzędzia Big Data wzrośnie w Polsce w 2019 o 25-30 proc.

Zapotrzebowanie na rozwiązania z zakresu analityki danych w Polsce może wzrosnąć w przyszłym roku nawet o 25-30 proc. Głównymi czynnikiem rozwoju „datyzacji” polskiego biznesu będzie rozwój chmury publicznej oraz zmiana świadomości przedsiębiorców, wynika z analizy firmy TogetherData. Wyzwaniem może być wieloźródłowość danych, albowiem polskie przedsiębiorstwa będą się gubić w kwestii systematycznej integracji informacji.

Katalizatory popytu: chmura i świadomość

Popyt na rozwiązania z zakresu analityki danych może nad Wisłą wzrosnąć w 2019 roku nawet o 25-30 proc., wynika z szacunków TogetherData. Do czynników, które będą katalizatorami popytu należy zakwalifikować dywersyfikacje usług i oferty wykorzystania chmury publicznej. 73 proc. europejskich firm przetwarza już swoje dane w chmurze, dowodzi badanie przeprowadzone przez firmę Qubole. Jest to ponad 15 proc. więcej niż rok temu. Wynika to z faktu, że rozwiązania chmury publicznej wygrywają funkcjonalnością i ekonomiką z tradycyjnymi czystymi platformami danych.

Zdaniem IDC już w przyszłym roku dziewięć na dziesięć przedsiębiorstw będzie korzystać z rozwiązań opartych w części lub w całości na chmurze obliczeniowej. W 2025 roku biznes będzie tam umieszczał już 60 proc. ogółu swoich cyfrowych informacji. TogetherData szacuje, iż w Polsce w ciągu najbliższych 5 lat ten odsetek może wynieść od 40 do 50 proc.

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Godną uwagi siłą napędową rosnącego popytu na rozwiązania analityczne będzie zmiana świadomości polskich przedsiębiorców. Rodzimy biznes zaczyna przechodzić od ogółu do szczegółu, od fazy eksperymentów i weryfikacji poprawności koncepcji do realnych wdrożeń. Przyczyną tego są widoczne korzyści biznesowe. – mówi Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData. Nie mówi się już tylko o Big Data jako o efektywnym narzędziu, ale o konkretnych wdrożeniach i efektach. Mogą nimi być zwiększające się przychody w sklepach internetowych, optymalizacja kosztów procesów likwidacji szkód w ubezpieczalniach czy spadki fluktuacji pracowników w zakładach produkcyjnych. Wyzwaniem pozostaje wciąż strategia doboru danych, wynikająca z ich wieloźródłowości.

Wyzwanie: analiza różnorodnych danych

Różnorodność dostępnych źródeł danych stwarza trudności w stosowaniu i wdrażaniu systemów analitycznych. Zdaniem ekspertów TogetherData, tylko cztery na dziesięć firm w Polsce nie skarży się na brak specjalistycznej wiedzy, aby móc wykorzystać duże zbiory danych do dalszej analizy. Uporządkowanie zetabajtów informacji pochodzących zarówno ze źródeł online jak i offline, jest największym wyzwaniem dla podmiotów z branży zdrowotnej, przemysłowej oraz finansowej. Najlepiej w tym zakresie radzą sobie firmy technologiczne, telekomunikacyjne oraz handlowe.

W przyszłym roku wyzwaniem dla polskich przedsiębiorców nie będzie sama kwestia wdrożenia narzędzi analizujących dane, tylko sprytnej i efektywnej strategii ich badania i wykorzystania. Moda na Big Data zmieni się w trend Smart Data. – tłumaczy Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData. Firmy muszą w zmienić swoje podejście. Nie liczy się bowiem ilość badanych i wykorzystanych biznesowo danych, lecz ich odpowiedni dobór. Technologia, rodzaj i forma narzędzi jest dopiero następnym krokiem.

Z analizy TogetherData wynika, iż cztery na dziesięć działających w Polsce firm, skuteczne badanie danych opiera na odpowiedniej strategii doboru informacji. Jako klucz do sukcesu wskazują w tym przypadku współpracę z zespołem wykwalifikowanych specjalistów, którzy systematycznie identyfikują rzeczywiście potrzebne do analizy informacje, niezależnie od ich wolumenu czy źródła pochodzenia.

Pracownicze Plany Kapitałowe z perspektywy oszczędzającego i rynku finansowego

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) poddały analizie skutki wprowadzenia PPK, które będą obowiązywać od 1 lipca 2019 r.

Coraz bliższa perspektywa wprowadzenia pracowniczych planów kapitałowych rodzi liczne pytania wśród wszystkich grup interesariuszy reformy. Zatrudnieni zastanawiają się, ile będą odkładać i jaki kapitał mogą zgromadzić na koniec swojej kariery zawodowej. Przedsiębiorcy kalkulują koszty, ale również i korzyści w postaci m.in. szerszego dostępu do stabilnych źródeł finansowania przedsięwzięć inwestycyjnych. Uczestnicy rynku finansowego upatrują w PPK długo oczekiwanego impulsu mogącego tchnąć nowe życie w warszawską giełdę oraz rynek obligacji.

FPP i CALPE opublikowały raport „Emerytury na właściwym torze? Pracownicze plany kapitałowe z perspektywy oszczędzającego i rynku finansowego”. Obecny 28-latek rozpoczynający uczestnictwo w PPK z minimalnym poziomem wpłaty, po osiągnięciu wieku 60 lat mógłby liczyć na jednorazową wypłatę w wysokości 14-krotności emerytury, jaka mogłaby zostać w tym momencie wyliczona mu przez ZUS, a dodatkowo otrzymywać przez kolejne 10 lat co miesiąc równowartość ok. 36% emerytury z ZUS.

Osoba partycypująca przez całą swoją karierę zawodową w PPK może oczekiwać, że – przeciętnie rzecz biorąc – za każdy 1 złoty wpłacany z własnej kieszeni, otrzyma z powrotem po zakończeniu oszczędzania 3 złote, po uwzględnieniu inflacji, co jest efektem zarówno wzrostu wartości inwestowanych środków, jak i dopłat ze strony pracodawcy i Funduszu Pracy.

„Jak pokazano w raporcie, wprowadzenie PPK może również korzystnie wpływać na dalszy rozwój polskiego rynku kapitałowego. W optymistycznym scenariuszu łączna wartość aktywów funduszy emerytalnych mogłaby wzrosnąć z obecnych 9% PKB do ponad 20% PKB w 2040 r., osiągając tym samym poziom notowany niedługo przed zmianami w OFE. W przypadku jednoczesnej likwidacji mechanizmu suwaka, przepływy netto do funduszy emerytalnych każdego typu już po kilku latach mogą sięgnąć do 14 mld zł rocznie, jeżeli poziom partycypacji w PPK będzie wysoki” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).fundusze emerytalne po PPK

Przedstawiona w raporcie diagnoza stanu obecnego pokazuje konieczność wdrażania reform. Po ograniczeniu roli otwartych funduszy emerytalnych, bazowy system emerytalny opiera się aż w 97% na składkach w systemie repartycyjnym, a jedynie w 3% na składkach w systemie kapitałowym. W przypadku braku zmian w mechanizmie tzw. suwaka bezpieczeństwa, do 2024 r. skumulowany transfer środków z funduszy emerytalnych sięgnąłby prawie 67 mld zł. Potrzebne jest zatem wprowadzenie mechanizmów sprzyjających wzrostowi stopy oszczędności gospodarstw domowych, jak również zwiększających udział instrumentów długoterminowego inwestowania w strukturze ich aktywów.

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach pod specjalnym nadzorem. Polskie służby przedsięwzięły nadzwyczajne środki ostrożności, bezpieczeństwa pilnują też funkcjonariusze ONZ

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach pod specjalnym nadzorem. Polskie służby przedsięwzięły nadzwyczajne środki ostrożności, bezpieczeństwa pilnują też funkcjonariusze ONZ 1

W poniedziałek w Katowicach oficjalnie zainaugurowano szczyt klimatyczny COP24, który potrwa do 14 grudnia. Na dwa tygodnie do stolicy Górnego Śląska zjedzie łącznie nawet 30 tys. gości, w tym politycy, głowy państw i ministrowie odpowiedzialni za kwestie środowiska i gospodarki. Na czas obrad katowicki Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe będą strefą eksterytorialną, zarządzaną przez ONZ. Polskie służby przedsięwzięły też nadzwyczajne środki ostrożności. To istotne o tyle, że COP24 jest wydarzeniem dorównującym rangą Światowym Dniom Młodzieży czy szczytowi NATO w Warszawie i przyciąga uwagę ekstremistów, co stwarza potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa.

COP24 ma charakter międzynarodowy, jest bardzo medialny, a to niestety przyciąga także terrorystów. Zjadą się głowy państw i wysokiej rangi oficjele. Jakiekolwiek zagrożenie, nawet małego kalibru, nie mówiąc już o potencjalnym ataku, będzie bardzo nośne medialnie, a o to tak naprawdę terrorystom chodzi. Nawet informacja o możliwym zamachu może przynieść konsekwencje w postaci pogorszenia wizerunku Polski na arenie międzynarodowej i ewentualnych komplikacji w relacjach z innymi państwami, których reprezentanci zjadą do Katowic – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Dubiel, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach.

W poniedziałek w Katowicach oficjalnie zainaugurowano 24. Sesję Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Szczyt COP24 potrwa do 14 grudnia. Biorą w nim udział przedstawiciele 195 państw, które w 2015 roku przyjęły Porozumienie Paryskie. Zadaniem kilku tysięcy negocjatorów będzie wypracowanie ostatecznego kształtu (tzw. mapy drogowej), w jakim zostanie wdrożona międzynarodowa umowa, która kładzie nacisk na radykalną redukcję emisji CO2.

Ekspert WSB podkreśla, że takie wydarzenie – dorównujące rangą Światowym Dniom Młodzieży czy Szczytowi NATO w Warszawie – przyciąga zagrożenia, począwszy od najdrobniejszych, tj. zmiany w organizacji miasta, po ryzyko zamieszek, protestów czy aktów terroryzmu. To właśnie zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego powodują, że organizacja imprezy tej rangi jest skomplikowanym zadaniem logistycznym.

Trzeba brać pod uwagę nie tylko islamskich ekstremistów, lecz także najróżniejsze grupy radykalne. Służby przygotowują się na bardzo wiele scenariuszy – przykład mieliśmy niedawno w Katowicach, podczas ćwiczeń policyjnych antyterrorystów. Terroryzm jest wiodącym zagrożeniem ze względu na medialny oraz międzynarodowy charakter tej imprezy – podkreśla Artur Dubiel.

Do Katowic na dwa tygodnie zjedzie łącznie nawet 30 tys. osób, w tym politycy, ministrowie odpowiedzialni za kwestie środowiska i gospodarki, delegaci z 200 państw świata oraz przedstawiciele nauki, biznesu, organizacji pozarządowych i ekologicznych. Pełna lista gości – ze względów bezpieczeństwa – jest tajna, jednak w stolicy Górnego Śląska mają pojawić się m.in. Leonardo DiCapiro, Bono, były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger, podróżnik i naukowiec sir David Attenborough, Maria Fernanda Espinosa, przewodnicząca Zgromadzenia Ogólnego ON oraz premierzy i prezydenci.

Osobiście nie spodziewam się, aby w Katowicach miały mieć miejsce zamieszki, przy czym służby i tak muszą być na to przygotowane. Przy różnych imprezach pod egidą ONZ takie wydarzenia niestety w mniejszym czy większym stopniu występowały. Nie możemy odpuścić sobie i założyć, że coś takiego u nas się nie zdarzy – mówi Artur Dubiel.

Na czas obrad COP24 katowicki Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe będą strefą eksterytorialną (tzw. Blue Zone), zarządzaną przez ONZ. Za bezpieczeństwo w tej strefie odpowiadają oficerowie ONZ, a wejście do Blue Zone odbywa się tylko i wyłącznie na podstawie wydanych wcześniej akredytacji, o których decydują ONZ-owskie służby. Trzeba też przejść kontrolę bezpieczeństwa podobną do tej na lotniskach.

Na czas szczytu w Katowicach zostało także utworzone specjalne całodobowe centrum dowodzenia, które integruje działania wszystkich służb (policja, antyterroryści, Państwowa Straż Pożarna, Straż Graniczna, Inspekcja Transportu Drogowego, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służba Ochrony Państwa i służby niemundurowe). W trakcie weekendu policyjni pirotechnicy z psami przeszkolonymi do wykrywania materiałów wybuchowych obszary sprawdzali tereny podwyższonego ryzyka oraz pomieszczenia, w których będą odbywać się spotkania międzynarodowych delegacji. Na czas szczytu zostały wprowadzone surowe restrykcje – od 22 listopada na trzy tygodnie zostały przywrócone kontrole na polskiej granicy Schengen.

– To z ONZ przyszedł sygnał do Polski, że nie podobają im się pewne zmiany wprowadzone na czas trwania konferencji. Zostały m.in. ograniczone prawa dotyczące zgromadzeń, kwestie związane z przewożeniem więźniów, wydawaniem im przepustek na ten czas, nawet kwestie ruchu samochodowego czy posiadania broni. Bezpieczeństwo jest takim obszarem, w którym wiele zasad uderza w  zwykłego i uczciwego obywatela. Myślę, że większość rzeczy i działań jest zasadna. Niektóre mogą być dyskusyjne, ale goście muszą czuć bezpiecznie. Ten przekaz, nasz obraz, który pójdzie w świat, musi być na naprawdę dobrym poziomie – podkreśla wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach.

Polscy emigranci zarobkowi przelewają do kraju miliardy złotych. Przekazy gotówkowe tracą popularność na rzecz cyfrowych

Polscy emigranci zarobkowi przelewają do kraju miliardy złotych. Przekazy gotówkowe tracą popularność na rzecz cyfrowych 2

Na przestrzeni ostatnich 14 lat Polacy na emigracji przelali do kraju prawie 231 mld zł. Na rynku transferów wciąż dominuje gotówka, a przekazy cyfrowe odpowiadają za zaledwie 10–12 proc. Jednak ten odsetek podwoił się na przestrzeni ostatnich pięciu lat, a cyfryzacja, także ze wsparciem technologii blockchain, to obecnie główny trend na rynku przekazów pieniężnych. Za pośrednictwem aplikacji Transfer Go w ubiegłym roku Polacy przelali do kraju ponad 7,2 mln funtów, czyli o 38 proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej.  

– Z naszych obserwacji wynika, że najwięcej klientów TransferGo jest w Wielkiej Brytanii, Niemczech i krajach skandynawskich. Tam Polacy zarabiają pieniądze i wysyłają je do domu rodzinie lub znajomym. Możliwość zrealizowania przekazu na miejscu w czasie rzeczywistym ma dla nich bardzo duże znaczenie, ponieważ wykonują te transakcje co miesiąc – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daumantas Dvilinskas, prezes i współzałożyciel TransferGo.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że na koniec 2017 roku za granicą przebywało o 25 tys. więcej Polaków niż jeszcze rok wcześniej. Wzrost odnotowano szczególnie wśród przebywających w Wielkiej Brytanii (5 tys.) oraz w Niemczech (16 tys.). Polacy na Wyspach stanowią najliczniejszą mniejszość narodową – według danych Brytyjskiego Urzędu Statystycznego ONS na koniec ubiegłego roku było ich tam 1,02 mln. Natomiast z Bilansu Płatniczego NBP za ubiegły rok wynika, że w latach 2004–2017 pracujący za granicą Polacy przekazali do kraju w sumie 230,8 mld zł (z czego 16,3 mld w 2017 roku).

Platforma do realizacji przelewów transgranicznych TransferGo na przestrzeni ostatniego roku odnotowała skokowy wzrost. W ubiegłym roku Polacy przelali za jej pośrednictwem ponad 7,2 mln funtów (ponad 6 mln funtów tylko z Wielkiej Brytanii) – czyli o 38 proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej. Na przestrzeni ostatnich trzech lat za pośrednictwem TransferGo Polacy przesłali do kraju w sumie prawie 14 mln funtów. Najwięcej przelewów w aplikacji wypływa właśnie z Wielkiej Brytanii, jednak w zeszłym roku na drugie miejsce wskoczyła Norwegia, wyprzedzając Niemcy. Według danych firmy najwyższe przelewy klientów indywidualnych przesyłane są do Polski z Norwegii – średnia to około 900 euro miesięcznie na klienta.

– Najszybszy wzrost na rynku obserwujemy w Polsce i Niemczech. W Polsce szczególnie duży wzrost odnotowaliśmy wśród społeczności ukraińskiej, dla której jest to kraj wejścia na szerszy rynek europejski – mówi Daumantas Dvilinskas.

Jak podkreśla, rynek transferów charakteryzuje się sezonowością – liczba przelewów zawsze wzrasta w dni wolne i w okolicach Bożego Narodzenia, kiedy ludzie wysyłają do domu pieniądze na święta i prezenty.

– Wzmożony ruch ma również miejsce w okresie wakacji, co wiąże się z płatnościami za wyjazdy zagraniczne, a także w okresach przed świętami państwowymi – mówi Daumantas Dvilinskas.

TransferGo jest jednym z najszybciej rozwijających się fintechów konsumenckich w Europie, ze wzrostem 71 proc. rok do roku w ciągu ostatnich 5 lat. „Financial Times” zakwalifikował start-up do pierwszej setki rankingu „New Europe 2017”. Z usług firmy korzysta ponad 700 tys. użytkowników w 47 krajach na całym świecie, a w każdym miesiącu przybywa ich ok. 30 tys. Suma dotychczasowych przekazów przekroczyła 1 mld dolarów. TransferGo przelicza przekazywane kwoty po średnim (międzybankowym) kursie walutowym, nie pobierając za to żadnych opłat.

– Rynek międzynarodowych usług finansowych cechuje duże rozdrobnienie. Konsumentom natomiast zależy na możliwości wysyłania środków dowolnym odbiorcom w dowolnej sieci – i tu właśnie przychodzimy z pomocą. Aby nasze usługi działały, musimy współpracować z wieloma bankami i sieciami, dlatego chcemy je połączyć. To właśnie wyróżnia nas od reszty konkurencji. Tylko my oferujemy międzysieciowe przekazy w czasie rzeczywistym, w tym darmowe przekazy realizowane w ciągu 2–3 dni roboczych – wyjaśnia Daumantas Dvilinskas.

Przekazy cyfrowe, takie jak TransferGo, to jednak zaledwie kilka procent globalnego rynku, na którym nadal dominuje gotówka. Dyrektor generalny i współzałożyciel start-upu podkreśla, że cyfryzacja przekazów stwarza szansę na przerwanie tego trendu i zrewolucjonizowanie gospodarki.

– Główny trend w naszej branży dotyczy cyfryzacji. To trwa od 2014 roku – wówczas udział usług cyfrowych w rynku wynosił zaledwie ok. 6 proc., a obecnie szacuje się go na 10–12 proc. Reszta to przekazy gotówkowe. Nasza branża dopiero raczkuje, ale obserwujemy jej bardzo dynamiczny wzrost – dwukrotny na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Uważamy, że tendencja ta się utrzyma. Zakładamy, że w perspektywie siedmiu kolejnych lat przekazy cyfrowe staną się głównym sposobem przekazywania pieniędzy za granicę – dodaje prezes TransferGo.

Duży wpływ na to będzie miała rozwijająca się technologia blockchain, która w coraz większym stopniu usprawnia komunikację między firmami świadczącymi usługi finansowe. W przyszłości prawdopodobnie zastąpi ona obecny standard przekazów SWIFT, którym banki posługują się przy obsłudze transakcji międzynarodowych. Blockchain pozwala na dużo wydajniejszą komunikację 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, prowadzoną w czasie rzeczywistym między podmiotami świadczącymi różne usługi finansowe.

– My również testujemy rozwiązanie oparte o blockchain. Niedawno uruchomiliśmy bazujące na tej technologii przekazy do Indii, które można realizować z wszystkich obsługiwanych przez nas krajów wyjściowych. Dzięki temu środki naszych klientów mogą trafić do odbiorcy w ciągu niespełna pięciu minut, a przekaz zlecić można 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Blockchain odgrywa dla więc coraz większą rolę w naszych procesach – podkreśla Daumantas Dvilinskas.

Elektroniczne zwolnienia są już obowiązkowe. Lekarze mogą wystawiać tradycyjne L4 tylko w awaryjnych sytuacjach

Elektroniczne zwolnienia są już obowiązkowe. Lekarze mogą wystawiać tradycyjne L4 tylko w awaryjnych sytuacjach 3

Z początkiem grudnia zniknęły papierowe zwolnienia lekarskie. Obecnie lekarze zobowiązani są wystawiać takie zaświadczenia wyłącznie w formie elektronicznej. Mimo obaw lekarzy, ZUS podkreśla, że w awaryjnych sytuacjach pacjenci nie zostaną bez pomocy. W przypadku braku dostępu do komputera czy internetu lekarz może awaryjnie wystawić papierowe zwolnienie na wydruku z systemu. W ciągu trzech dni roboczych musi je jednak wprowadzić do elektronicznego systemu i przekazać niezbędne dane do ZUS. 

Możliwość wystawiania e-ZLA została wprowadzona już w styczniu 2016 roku. Według danych ZUS do końca października zostało wystawionych prawie 7,4 mln e-zwolnień i blisko 61 mln papierowych zaświadczeń. W listopadzie e-ZLA stanowiły 53 proc. wszystkich zwolnień lekarskich. Profil na Platformie Usług Elektronicznych ZUS, który umożliwia wystawianie e-zwolnień, ma obecnie ok. 110 tys. uprawnionych do tego lekarzy.

– Na koniec listopada około 46 procent lekarzy wystawia elektroniczne zwolnienia lekarskie. Wygląda to różnie w poszczególnych województwach, np. w mazowieckim ten odsetek sięga 59 procent, w lubuskim tylko 33 procent. Część nie ma z tym kłopotu – zwłaszcza dla lekarzy pracujących w dużych miastach nie jest to problem. Natomiast w przypadku lekarzy, którzy pracują w małych ośrodkach miejskich albo jeżdżą na wizyty domowe, wygenerowanie takiego zwolnienia będzie trudne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Michał Sutkowski, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych.

Jak podkreśla, jednym z największych zagrożeń dla nowego systemu będą przerwy w dostawach prądu, które dość często zdarzają się zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Bez działającego komputera i możliwości połączenia z serwerem lekarz nie będzie mógł wystawić elektronicznego zwolnienia. Biorąc pod uwagę, że statystyczny lekarz rodzinny wystawia około 2,6 tys. takich zaświadczeń w ciągu roku, będzie to oznaczać paraliż dla medyków, placówek i pacjentów.

– Zagrożenia związane z e-zwolnieniami wiążą się przede wszystkim z brakiem dobrej łączności internetowej, z niemożnością połączenia się z serwerem ZUS, brakiem przeszkolenia pracowników dodatkowych, jak asystenci medyczni, z niedziałającym systemu RAM, gdzie ci pracownicy medyczni są angażowani. To są problemy techniczne, to nie jest jakaś niechęć czy opór środowiska lekarskiego – podkreśla dr Michał Sutkowski.

Porozumienie Organizacji Lekarskich wydało stanowisko, w którym podkreśla, że wypisywanie e-zwolnień powinno być wprowadzone fakultatywnie i rozwijane w miarę uzyskiwania pełnej sprawności personelu, zabezpieczenia sprzętu i organizacji systemu informatycznego. W przeciwnym razie grozi to dezorganizacją systemu udzielania świadczeń zdrowotnych.

ZUS argumentuje z kolei, że większość lekarzy została już przeszkolona z obsługi systemu e-zwolnień. Medykom pomagać będą asystenci medyczni, których liczba cały czas wzrasta (obecnie jest zarejestrowanych ok. 1,5 tys.).

ZUS oraz MRPiPS zapewniają też, że w razie braku możliwości wystawienia e-ZLA (np. w przypadku braku dostępu do komputera czy internetu) lekarz może awaryjnie wystawić papierowe zwolnienie na wydruku z systemu. W ciągu trzech dni roboczych musi je jednak wprowadzić do elektronicznego systemu i przekazać niezbędne dane do ZUS. To zaś oznacza, że nawet w awaryjnych sytuacjach pacjenci nie będą pozbawieni zaświadczenia.

e-ZLA mają być też wygodą dla samych lekarzy, bo wystawienie takiego zaświadczenia trwa kilkanaście sekund, a system z automatu eliminuje możliwość jakiejkolwiek pomyłki. Po wpisaniu numeru PESEL lekarz będzie mieć dostęp do wszystkich danych – musi jedynie zaznaczyć kod choroby i podpisać dokument, który następnie automatycznie trafi do ZUS. Części lekarzy to jednak nie przekonuje.

– Czasem – zwłaszcza w przypadku starszych lekarzy – rzeczywiście jest jakaś niechęć do tej dokumentacji w firmie elektronicznej, co jest w pewnym sensie zrozumiałe. Natomiast takich lekarzy, którzy mają po 60-70 lat i są zdolni dalej pracować, mogą to robić, powinniśmy do tego zachęcać, a nie rugować i wypychać z systemu. Wydaje mi się, że fakultatywność e-zwolnień byłaby tu najlepszym rozwiązaniem – mówi dr Michał Sutkowski.

Zgodnie z danymi OECD, Polska już i tak zajmuje jedno z ostatnich miejsc pod względem liczby lekarzy przypadającej na tysiąc pacjentów (2,4 podczas gdy średnia europejska to 3,6). Rzecznik Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych podkreśla, że nawet medycy, którzy niekoniecznie nadążają za zmianami technologicznymi są dla systemu zbyt cenni, aby można było sobie pozwolić na zniechęcanie ich do dalszej praktyki.

Elektroniczne zwolnienia mają z jednej strony ułatwiać życie pacjentom i lekarzom, ale z drugiej strony pomogą uszczelnić system i pozwolić ZUS wyłapywać więcej sfałszowanych zaświadczeń o niezdolności do pracy. W ubiegłym roku Polacy spędzili na L4 łącznie 229 mln dni – o 9 mln więcej niż rok wcześniej. Wydatki z tytułu absencji chorobowej sięgnęły 17 mld zł, z czego pracodawcy wypłacili 6,3 mld zł, a dotacja z budżetu państwa do świadczeń chorobowych sięgnęła 8,1 mld zł. Ponad połowa (56 proc.) to zwolnienia lekarskie do 10 dni, które są praktycznie poza kontrolą ZUS i pracodawców.

Na ropne zapalenie gruczołów potowych cierpi w Polsce około 400 pacjentów. Brakuje dostępu nie tylko do leczenia, ale także do wiedzy o tej chorobie

Na ropne zapalenie gruczołów potowych cierpi w Polsce około 400 pacjentów. Brakuje dostępu nie tylko do leczenia, ale także do wiedzy o tej chorobie 4

Hidradenitis suppurativa to bardzo rzadka i poważna choroba, z którą w Polsce zmaga się kilkuset pacjentów. Cierpią na nią przeważnie młode kobiety, pomiędzy 20 a 40 rokiem życia. Guzy i bolesne zmiany skórne pojawiają się na skórze w miejscu występowania gruczołów potowych. Często wymagają leczenia chirurgicznego i wycięcia dużych obszarów zmienionej chorobowo skóry. W Polsce brakuje nie tylko dostępu do skutecznego leczenia biologicznego, które hamuje rozwój choroby, ale nawet szerszego dostępu do wiedzy o tym schorzeniu. Wsparcia pacjentom z HS chce udzielić Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum.

Hidradenitis suppurativa to inaczej ropne zapalenie apokrynowych gruczołów potowych, przez dermatologów nazywane też trądzikiem odwróconym lub w skrócie HS. Charakteryzuje się stanem zapalnym zlokalizowanym zazwyczaj w okolicach dołów pachowych i pachwin. Stan zapalny przybiera formę bolesnych zmian skórnych, guzów i ropni, które zwykle występują tam, gdzie znajdują się gruczoły potowe, a także pod piersiami, na pośladkach i na wewnętrznej powierzchni ud, gdzie dochodzi do ocierania się skóry. Bolesne ropnie powstałe w wyniku HS znikają samoistnie bądź pękają. Często zdarza się, że dotknięte okolice ciała wydzielają nieprzyjemny zapach.

– Szacuje się, że w Polsce około 400 osób choruje na najcięższe postaci tej choroby. W początkowych etapach nie jest to bardzo duży problem – zazwyczaj dajemy sobie radę leczeniem miejscowym. Jednak na pewnym etapie choroby dochodzi do powstawania utrwalonych zmian, z bliznowaceniem, dużymi ropniami i przetokami, co uniemożliwia pacjentom normalne funkcjonowanie – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n.med. Joanna Narbutt, konsultant krajowy w zakresie dermatologii i wenerologii.

HS nie jest powszechną chorobą, część lekarzy pierwszego kontaktu jej nie zna. Przez to choroba bardzo często jest mylnie diagnozowana jako bakteryjna infekcja skórna, co powoduje opóźnienia w postawieniu właściwego rozpoznania.

Średnie opóźnienie diagnozy tej choroby sięga nawet 12 lat. U młodych, czynnych zawodowo ludzi rozpoznajemy tę jednostkę chorobową zbyt późno – podkreśla prof. Joanna Narbutt.

 Część chorych jest odsyłana do dermatologów, ale nie wszyscy prawidłowo rozpoznają to schorzenie. Dlatego ważne jest, aby chory trafił do dobrego specjalisty, który potrafi HS dobrze rozpoznać i potem właściwie leczyć – podkreśla prof. dr hab. n. med. Adam Dziki, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Kolorektalnej UM w Łodzi.

Pojawiający się ból, zaczerwienienie, wypływ treści ropnej zwykle powodują, że lekarze rodzinni odsyłają pacjentów do chirurga, który nacina takie zmiany.

– Chory wraca do domu, pojawiają się nowe zmiany. Traci zaufanie do lekarza, cierpi i na dobrą sprawę potem rzadko wraca do gabinetu lekarskiego, co jeszcze bardziej utrudnia rozpoznanie – mówi prof. dr hab. n. med. Adam Dziki.

Dla chorych na HS nie ma jednego, skutecznego leku. Dość często zalecane są antybiotyki ogólne lub miejscowe, ale leczenie farmakologiczne zwykle przynosi tylko krótkotrwałe efekty. Zabiegi operacyjne polegają na całkowitym wycięciu zajętych chorobowo tkanek z marginesem zdrowej skóry. Obszar wycięcia tych zmian często jest na tyle duży, że uniemożliwia pacjentowi powrót do normalnego funkcjonowania.

– W przypadku małych zmian zaczyna się zazwyczaj od leczenia miejscowego preparatami z antybiotykami. Następnie, w zależności od nasilenia procesu chorobowego, stosujemy przez kilka miesięcy ogólną skojarzoną antybiotykoterapię, czasami leki z grupy retinoidów. Jeżeli ten schemat terapeutyczny jest niewystarczający, wówczas powinniśmy mieć możliwość zastosowania leczenia biologicznego, które ma na celu ograniczenie stanu zapalnego i zmniejszenie obszaru, jaki powinien być poddany leczeniu chirurgicznemu polegającemu na wycięciu tych zmian i zapobiegnięciu powstawania nowych – mówi prof. Joanna Narbutt.

Jak podkreśla, leczenie biologiczne w zdecydowany sposób poprawia jakość życia pacjentów, ponieważ hamuje proces zapalny i postęp choroby. Niestety dla polskich pacjentów ta terapia nadal jest poza zasięgiem.

– Cały świat medyczny mówi o wysokiej skuteczności tej terapii, w wielu krajach np. w Czechach czy na Słowacji ta terapia jest refundowana W tej chwili dostępność leczenia biologicznego w Polsce dla pacjentów z Hidradenitis suppurativa jest bardzo niska. Możemy próbować leczyć ich w ramach RDLT, czyli ratunkowego dostępu do terapii lekowej. Dla indywidualnego pacjenta lekarz prowadzący występuje z wnioskiem o leczenie do Ministerstwa Zdrowia. Wniosek może być rozpatrywany nawet kilka miesięcy, zanim zapadnie decyzja. W tym czasie pacjent, który powinien być leczony, czeka. Aby to usprawnić, powinniśmy mieć program lekowy, do którego kwalifikujemy pacjenta, a on otrzymuje leczenie. Mamy nadzieję, że to się niedługo stanie – dodaje prof. Joanna Narbutt.

Eksperci podkreślają, że pacjenci z HS często nie są w stanie normalnie funkcjonować, uczyć się, pracować, zakładać rodziny. Otwarte rany powodują ograniczenie ruchu, blizny mogą zaburzać działanie układu limfatycznego, czego skutkiem może być obrzęk rąk, nóg lub narządów płciowych. Widoczność ran, sączenie i zapach ran skórnych mogą powodować niechęć do wychodzenia z domu. To często pociąga za sobą odizolowanie i depresję, dlatego chorzy na HS cierpią zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

– Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum zdecydowała się wspierać pacjentów chorych na HS i edukować zarówno ich, ich bliskich, jak i całe społeczeństwo, ponieważ ta ciężka choroba pozostaje tematem tabu. Bardzo ciężko jest zdobyć informacje na jej temat. Brakuje wiedzy, organizacji, która by grupowała i wspierała pacjentów na terenie całego kraju. Dlatego na naszej stronie www.zdrowieiedukacja.org stworzyliśmy specjalne miejsce, gdzie taka wiedza będzie udostępniona w języku polskim. Mamy nadzieję, że pacjenci i ich bliscy znajdą tam wszelkie informacje, które pomogą im w walce z tą chorobą – podkreśla Ewa Matusiak, prezes Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum.

Druga organizacja, która wesprze pacjentów z HS to Unia Stowarzyszeń Chorych na Łuszczycę i ŁZS, której przewodnicząca Dagmara Samselska zaprasza pacjentów do udziału w warsztatach psychologicznych.

W Polsce jest już ponad 200 winnic. Producenci wytwarzają coraz lepsze jakościowo wina mogące konkurować na europejskim rynku

W Polsce jest już ponad 200 winnic. Producenci wytwarzają coraz lepsze jakościowo wina mogące konkurować na europejskim rynku 5

Jeszcze dekadę temu w Polsce działało 26 producentów wina. Obecnie jest ich już ponad 200, łączna powierzchnia upraw przekroczyła 330 hektarów, a produkcja wina – 5,2 tys. hektolitrów. Polskie wino cenione jest za charakterystyczny smak i kwasowość. Z trunkami europejskimi Polska może konkurować winem lodowym produkowanym z winogron zamarzniętych na krzewach. Już teraz krajowe winnice zdobywają nagrody w międzynarodowych konkursach. Zdaniem ekspertów wkrótce Polska może stać się poważną konkurencją dla winiarskich potęg.

– Winiarstwo w Polsce będzie się rozwijało w najbliższych latach bardzo dynamicznie. Powstało już dość dużo winiarni, powiększają one swoje areały, ale także przybywa pasjonatów. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę to, że według statystyk winnic przybywa z roku na rok – obecnie jest ich około 400, z czego 200 jest zarejestrowanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. inż. Aneta Wojdyło, kierownik studiów podyplomowych Technologia Winiarstwa na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu.

Z danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa wynika, że liczba zarejestrowanych winnic w Polsce w 2018 roku przekroczyła już 200, łączna powierzchnia upraw 330 hektarów, a produkcja wina – 5,2 tys. hektolitrów. Łącznie winiarze zebrali w tym roku ponad 800 tys. kilogramów winogron. Dla porównania jeszcze w roku gospodarczym 2009/2010 liczba producentów wynosiła zaledwie 26, a powierzchnia upraw – 36 hektarów. Dwa lata temu wino w Polsce produkowało nieco ponad 100 winnic. Jak przekonuje ekspertka, wraz z liczbą producentów rośnie też jakość produkowanego wina.

– Jakość polskiego wina w ostatnim czasie zdecydowanie się polepszyła, zwłaszcza białych win, ale też produkujemy coraz lepsze czerwone wina. Polscy winiarze edukują się, widzą też, jakie są gusta konsumentów. Produkują wina raczej z odmian szlachetnych, vitis vinifera, odchodzą też od hybryd, bo zdają sobie sprawę, że te wina będą gorszej jakości. Do tego ten rok był niesamowity pod względem klimatu. To wszystko będzie miało odzwierciedlenie w przyszłym roku w roczniku 2018 – podkreśliła prof. Aneta Wojdyło w rozmowie przeprowadzonej podczas targów Wine Expo Poland.

Polskie wino jest charakterystyczne dla chłodnego klimatu. Ma też swoisty smak i aromat polskich owoców, ale też dzikiego bzu czy mięty. Produkowane w naszym kraju wino jest też kwasowe, jednak jak zaznacza ekspertka, nie musi to być wadą.

– Wbrew pozorom nie bójmy się kwasowości. Wina francuskie, hiszpańskie czy włoskie tracą kwasowość, a w winach białych jej się poszukuje, to ona nadaje smak w łączeniu z potrawami i pobudza nasze kubki smakowe – tłumaczy prof. Aneta Wojdyło.

Polską specjalnością są wina lodowe. Produkowane z winogron zamarzniętych na krzewach, jest mocno kwasowate, ale do tego wysokoprocentowe i słodkie – dzięki niskiej temperaturze można wytłoczyć z zamarzniętych owoców napój o zawartości ok. 40 proc. cukru, przy 20 proc. przy normalnych zbiorach.

Polskie wina stają się powoli coraz popularniejsze w Europie, są doceniane na międzynarodowych konkursach. Choć do winiarskich potęg takich jak Francja czy Hiszpania sporo nam jeszcze brakuje, już niedługo możemy stać się poważną konkurencją dla krajów ościennych winiarskich.

– Myślę, że za paręnaście lat na pewno będziemy stanowić konkurencję. Mamy już kilka takich perełek w Polsce, winnic, które produkują wina jakościowe, które zdobywają medale na wielu konkursach winiarskich. Dzięki nim będziemy coraz bardziej rozsławieni w kraju, ale też poza jego granicami – przekonuje Aneta Wojdyło.

Z rynku już niebawem całkowicie mogą zniknąć przenośne urządzenia nawigacyjne. Ich miejsce zajmą aplikacje mobilne na smartfony

Z rynku już niebawem całkowicie mogą zniknąć przenośne urządzenia nawigacyjne. Ich miejsce zajmą aplikacje mobilne na smartfony 6

Rynek przenośnych nawigacji się kończy. Producenci przestawiają się na produkcję map mobilnych, ale zauważają też potrzebę projektowania map HD, które dzięki bardzo wysokiej szczegółowości pozwolą na bezpieczne poruszanie się po drogach samochodom autonomicznym. Na rynku nawigacji samochodowej coraz większą rolę pełni także sztuczna inteligencja, która zwiększa bezpieczeństwo ruchu drogowego.

– Autonomiczne auta to nasza przyszłość i w tym kierunku cały przemysł motoryzacyjny podąża. W tej chwili skupiamy się przede wszystkim na wysokiej rozdzielczości mapach HD, wykorzystywanych przez samochody autonomiczne. My, jako TomTom, nie produkujemy samochodów autonomicznych, ale pracujemy nad technologiami, które wspierają ich ruch. Oferujemy swoim partnerom zaawansowane mapy HD czy inne rozwiązania technologiczne, które sprawiają, że jazda takim samochodem jest dużo bezpieczniejsza – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Orłowski z Centrum Rozwojowego TomTom.

Mapy HD są trójwymiarową prezentacją danych dotyczących sieci drogowej w czasie rzeczywistym, w tym pasów ruchu, granic dróg czy obiektów. Sterowniki robotów nie są wystarczająco inteligentne, aby podejmować decyzje dotyczące jazdy na podstawie tradycyjnych map, ale mogą łatwo i precyzyjnie lokalizować własne i inne pojazdy na drodze za pomocą map HD. Oprócz samych map niezbędna jest również technologia sztucznej inteligencji.

Firma Hyundai na początku grudnia ogłosiła współpracę ze start-upem Netradyne, specjalizującym się we wdrażaniu sztucznej inteligencji w samochodowych systemach bezpieczeństwa. Koreański producent skorzysta z technologii Driveri, zamieniającej dane zbierane przez zamontowane w samochodach kamery na mapy wysokiej rozdzielczości, przy wykorzystaniu technologii głębokiego uczenia maszynowego. Według Hyundaia to tańsze rozwiązanie niż technologie oparte na urządzeniach Lidar. Jak przekonuje ekspert TomToma, te ostatnie są jednak skuteczniejsze.

– Podstawowym narzędziem, które powoduje, że nawigacja jest taka skuteczna i pozwala samochodowi być samojezdnym, to jest LIDAR. To jest takie urządzenie, które buduje obraz przestrzeni, rzucając w przestrzeń wiązkę punktów laserowych. Następnie te punkty są odbijane, analizowane i dzięki temu powstaje nam bardzo dokładny obraz, dużo bardziej dokładny niż obraz, który mamy z kamery – przekonuje przedstawiciel TomTom.

Zanim jednak na rynku motoryzacyjnym pojawią się pierwsze w pełni autonomiczne samochody, spore zmiany zajdą na rynku tradycyjnych nawigacji. Wraz z rozwojem smartfonów i aplikacji mobilnych spada zainteresowanie kierowców urządzeniami PND, czyli przenośnymi urządzeniami GPS. Producenci urządzeń i map muszą więc poszukiwać nowych rozwiązań i kierunków.

– Rynek przenośnych nawigacji się kończy, wypierany jest przez telefony komórkowe. Ale nadążamy za tym, rozwijamy aplikacje na telefony komórkowe, które wykorzystują nasze wcześniejsze rozwiązania. Nowoczesne aplikacje, tzw. smart aplikacje czy smart systemy, wykorzystują nadal technologię GPS, ona będzie cały czas funkcjonowała, natomiast sam sposób prezentacji danych, jak i dodatkowe funkcjonalności, takie jak informacja o ruchu drogowym czy możliwość przewidywania ruchu drogowego, to są te rzeczy, które są nowe w smart aplikacjach – twierdzi Piotr Orłowski.

Kolejnym krokiem w rozwoju nawigowania będzie połączenie technologii GPS, sztucznej inteligencji i inteligentnych miast.

– Sztuczna inteligencja w rozwiązaniach służących inteligentnym miastom pozwala użytkownikowi znacznie szybciej i łatwiej przemieścić się z punktu A do punktu B. Będzie on poinformowany o tym, jakie jest natężenie ruchu drogowego czy czekają na niego jakieś niebezpieczeństwa po drodze, czy droga, którą się poruszał wczoraj, pozwoli mu w taki sam sposób i w takim samym czasie dotrzeć dzisiaj do pracy – wymienia ekspert.

Zgodnie z przewidywaniami Goldman Sachs światowy rynek map HD będzie w 2025 roku wyceniany na kwotę 9,4 mld dol. Według analityków Research and Markets, globalny rynek nawigacji samochodowej będzie rósł w najbliższych czterech latach w tempie ponad 5 proc. średniorocznie.

Blockchain rewolucjonizuje rynek finansowy. Nowa platforma zabezpieczy internetowe transakcje np. podczas zakupu auta czy mieszkania

Blockchain rewolucjonizuje rynek finansowy. Nowa platforma zabezpieczy internetowe transakcje np. podczas zakupu auta czy mieszkania 7

Popularyzacja technologii blockchain sprawi, że będziemy mieli większą kontrolę nad naszymi finansami. Przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z bezpiecznych usług escrow bazujących na rozwiązaniach kryptowalutowych, a blockchain pozwoli zredukować piractwo komputerowe i zmieni sposób, w jaki angażujemy się w gry cyfrowe. Dzięki technologii rozproszonych bloków możliwe jest także bezpieczne zawieranie transakcji w internecie. Estoński start-up uruchomił platformę, która będzie pełnić rolę notariusza online, pozwalając w bezpieczny sposób kupić lub sprzedać mieszkanie.

– Jesteśmy operatorem usług escrow, czyli zajmujemy się prowadzeniem rachunków powierniczych online. Umożliwiamy użytkownikom zdalne wykonywanie bezpiecznych transakcji bez konieczności otwierania kosztownych rachunków bankowych specjalnie na potrzeby wykonywania transakcji przez internet –  tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Alexander Zelinsky z firmy Velvet.

Velvet jako firma z sektora finansowego wyspecjalizowała się w prowadzeniu rachunków zastrzeżonych i powierniczych, do których powoli wprowadza technologię blockchain. Dzięki niej systemy transakcyjne są znacznie bezpieczniejsze dla użytkowników i mniej podatne na ataki ze strony cyberprzestępców. Wykorzystanie rozwiązań blockchainowych w usługach escrow pozwala także zaoszczędzić pieniądze, gdyż nie wymaga od klienta zakładania konta bankowego, a wszystkie transakcje są przeprowadzane w sieci, zachowując pełną transparentność.

– Aby korzystać z naszej platformy, wystarczy się zarejestrować i poddać standardowemu procesowi weryfikacji danych wymaganemu przez firmy świadczące usługi finansowe, który obejmuje potwierdzenie danych osobowych, weryfikację zdjęcia oraz informacji o danej osobie znajdujących się w bazach danych. Jeśli proces weryfikacji zostanie zakończony pomyślnie, można od razu zacząć dokonywać transakcji bezgotówkowych – twierdzi Alexander Zielinsky.

Zalety tego rozwiązania, poza sektorem finansowym, dostrzegli także deweloperzy gier. Twórcy Fortnite wdrożyli w grze cyfrowy sklep z dodatkami wykorzystujący system transakcji podobny do tego, który stosują firmy specjalizujące się w usługach escrow bazujących na blockchainie. Dzięki temu wszystkie transakcje są w pełni transparentne, a deweloper może wykryć nieuczciwych graczy, którzy próbują sprzedać cyfrowe dobra poza macierzystym sklepem, wystawiając na aukcjach internetowych swoje cyfrowe konto w grze.

Z kolei przedstawiciele Autodeska widzą w blockchainie doskonałe narzędzie do walki z korupcją i nieprawidłowościami na rynku budowlanym. W branży, w której współpracują ze sobą specjaliści z wielu różnych sektorów, a wartość poszczególnych projektów liczy się w milionach dolarów, transparentność transakcji jest niezwykle istotna.

Gdyby w procesie projektowania i konstruowania budynków wykorzystać mechanizmy kontrolne bazujące na technologii blockchain, deweloperzy mogliby odsunąć od siebie podejrzenia korupcyjne, gdyż każdy etap inwestycji mógłby zostać dogłębnie prześwietlony. Pomogłyby w tym m.in. inteligentne kontrakty powiązane z wykonaniem konkretnych zadań dotyczących realizacji danego projektu. Dostawcy mogliby np. automatycznie otrzymywać płatności w momencie, w którym ich materiały trafiłyby na budowę. To znacznie zwiększa bezpieczeństwo internetowych transakcji na dużą skalę.

– W celu zabezpieczania danych znajdujących się w naszym systemie używamy technologii blockchain. Oznacza to, że nie możemy wprowadzać zmian w danych wprowadzonych do systemu przez użytkowników, mimo że jesteśmy jego właścicielem. Zabezpieczenie to jest korzystne dla wszystkich zainteresowanych, ponieważ oznacza, że nawet w przypadku, gdyby nasz system padł ofiarą ataku hakerów, to nie mogliby oni w żaden sposób ingerować w przebieg czy rezultat zawieranych transakcji – tłumaczy Alexander Zelinsky.

Prognozy przeprowadzone przez Meticulous Research zakładają, że w najbliższych latach rynek rozwiązań blockchainowych będzie się rozwijał w tempie 74,1 proc. w skali roku, a w 2025 roku osiągnie wartość 28 mld dol.

Joanna Tomicka-Zawora komentuje wyniki Open Finance za III kw. 2018 r.

Po 9 miesiącach 2018 r. Grupa Open Finance SA odnotowała przychody 287,5 mln zł, co oznacza wzrost o 7,9% w stosunku do analogicznego okresu ubr. Pośrednictwo przy kredytach hipotecznych to wciąż najmocniejsza strona działalności Grupy. W ciągu pierwszych 3 kwartałów br. Grupa wygenerowała zysk netto 7,9 mln zł.

– Wyniki Open Finance po trzech kwartałach są bardzo dobre – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Tomicka-Zawora, Prezes Zarządu Open Finance SA i Home Broker SA. – Biorąc pod uwagę wyniki sprzedażowe, kredyty hipoteczne były na poziomie 7 mld zł, jest to wzrost o ponad 30 proc.

Największym atutem Open Finance SA nieprzerwanie pozostaje właśnie pośrednictwo przy kredytach hipotecznych. Sieci sprzedaży Open Finance zamknęły pierwsze 3 kwartały 2018 roku sprzedażą kredytów na poziomie 8,1 mld zł, co stanowi wzrost o 29% w stosunku do analogicznego okresu roku 2017. Prawie 6,8 mld zł z tej sumy stanowiły kredyty hipoteczne, których sprzedaż dynamicznie wzrosła, o 34% rok do roku. Spółka zanotowała wzrosty nie tylko w segmencie kredytów mieszkaniowych, ale również gotówkowych, gdzie sprzedaż wyniosła 719 mln zł, co daje poprawę wyniku o 12% w ujęciu rok do roku oraz firmowych ze sprzedażą na poziomie 601 mln zł, co oznacza wzrost o 5% rok do roku.

W spółce Home Broker S.A. przychody za 3 kwartały 2018 roku wyniosły 47,2 mln złotych, co oznacza spadek o 22% w stosunku do tego samego okresu w roku 2017. Natomiast EBIDTA ukształtowała się na poziomie 2,7 mln zł, co jest spadkiem o 37,4% względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Strata netto spółki za pierwsze 9 miesięcy roku 2018 wyniosła 4,1 mln zł.

Zmiany ws. pracowników delegowanych. Konsekwencje dla kierowców i firm transportowych

DIMAQ VOICE – bezpłatne spotkania ze specjalistami digital marketingu

DIMAQ Voiceto bezpłane cykliczne spotkania organizowane przez IAB Polska w ramach programu certyfikacji DIMAQ. Swoją wiedzą i doświadczeniem z zakresu e-marketingu dzielą się branżowi eksperci –posiadacze certyfikatów DIMAQ. Najbliższa edycja wydarzenia już 12-go grudnia w Warszawie.

Spotkania DIMAQ Voice odbywają się w każdy 2. czwartek miesiąca w siedzibie IAB Polska. Drugie spotkanie już 12 grudnia (środa), w godz. 17:15-19:30, w siedzibie IAB Polska(Warszawa, ul. Puławska 39/77, wejście od ul. Willowej). Tym razem porozmawiamy o programmatic i o integracji działań ATL z digitalem.

Agenda najbliższego spotkania:

17:15 Rejestracja
17:30 Rozpoczęcie
Prezentacje:

✔Programmatic w Performance. Czy maszyna zastąpi człowieka? (rozwój kompetencji w obszarze programmatic).
Maciej Fronczak, Programmatic Manager, Digital Resolution

✔Integracja działań ATL i Digital – jak stworzyć skuteczną i spójną komunikację we wszystkich punktach styku Klienta z marką.
Igor Dąbrowski, Acount Executive, Bluerank

✔Wykorzystanie Proximity Targeting w kampaniach dla stacji benzynowych wraz z wykorzystaniem automatycznej optymalizacji platformy DSP w dostarczeniu bardzo dobrych wyników kampanii zasięgowej – BP, Wild Bean Cafe.
Paweł Mieszkowski, Senior Programmatic Executive, Mindshare Poland

19:30 – Zakończenie

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują 5 punktów recertyfikacyjnych. Spotkania są otwarte dla wszystkich zainteresowanych, ale liczba miejsc jest ograniczona.

Obowiązuje rejestracja:https://bit.ly/2JqbrgN

Dołącz do wydarzenia:  http://bit.ly/DIMAQVoice

O DIMAQ

Program certyfikacji kompetencji digital marketingowych DIMAQ został opracowany przez ekspertów IAB Polska, a następnie wdrożony pod koniec 2015 r. w Polsce, a potem w kilku krajach europejskich (Bośnia i Hercegowina, Cypr, Czarnogóra, Grecja, Rumunia, Serbia, Słowenia i Słowacja). Egzamin weryfikuje wiedzę z zakresu marketingu cyfrowego na poziomie ogólnym i obejmuje zagadnienia z 12 obszarów, to m.in. strategia i planowanie, display advertising, social media i content marketing, mobile marketing, prawo w internecie, e-commerce, programmatic, analityka. Certyfikat – zgodny z założeniami Europejskiej Ramy Kwalifikacji – otrzymało już do tej pory w Polsce ponad 1000 osób. Jego ważność jest ograniczona czasowo ze względu na dynamicznie rozwijającą się branżę marketingu cyfrowego. Po dwóch latach należy ponownie przystąpić do egzaminu bądź przedłużyć ważność certyfikatu poprzez uczestnictwo w programie recertyfikacji.

https://dimaq.pl/

Zarząd spółki Centralny Port Komunikacyjny

Stanowiska Członków Zarządu spółki celowej ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego objęli Dariusz Sawicki, Piotr Malepszak i Michał Wrona. Będą kierować odpowiednio: zaplanowaniem i realizacją komponentu lotniczego inwestycji, budową infrastruktury kolejowo – drogowej oraz finansami. Na czele spółki Centralny Port Komunikacyjny zawiązanej w dniu 12 października stoi Prezes Zarządu Jacek Bartosiak. Spółka została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym 30 listopada 2018 r.

W pierwszych dniach grudnia Centralny Port Komunikacyjny Sp. z o.o. rozpoczyna działalność operacyjną. 30 listopada podmiot został wpisany do KRS, a dzień później powołano jego władze. Do kluczowych zadań spółki celowej należy realizacja i koordynacji programu inwestycyjnego – największego projektu infrastrukturalnego w historii Polski.
Centralny Port Komunikacyjny ma być intermodalnym węzłem przesiadkowym, który stanie się kołem zamachowym dla polskiej gospodarki. Aby to założenie stało się faktem, inwestycję trzeba bardzo dobrze zaplanować i zarządzić całym procesem jej realizacji – mówi Mikołaj Wild, Wiceminister Infrastruktury, Pełnomocnik Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Czeka nas ogrom pracy. Zespół, który będzie zarządzał procesem inwestycyjnym muszą tworzyć eksperci. Pokładam w moim zarządzie duże zaufanie – dodaje Jacek Bartosiak, Prezes Zarządu CPK.

Dariusz Sawicki – Członek Zarządu ds. Komponentu Lotniczego CPK

W CPK będzie odpowiadał za zaplanowanie, zaprojektowanie i realizację portu lotniczego. Dariusz Sawicki ma 18 lat doświadczenia w zakresie m.in. planowania i zarządzania projektami infrastrukturalnymi lotnisk na całym świecie. W swojej karierze był związany m.in. ze Star Alliance i PLL LOT. Prowadził też własną firmę konsultingową, zajmującą się doradztwem w zakresie planowania i zarządzania lotniskami. Jest ponadto wykładowcą na kierunkach lotniczych.

Centralny Port Komunikacyjny to bardzo złożony i skomplikowany, ale przy tym emocjonujący projekt. Cieszę się, że mogę być jego częścią i wykorzystać dotychczasowe doświadczenie na rzecz zaplanowania i budowy największego lotniska w Polsce – mówi Dariusz Sawicki. Uczestnicząc w rozbudowie London Heathrow miałem szansę nauczyć się i poznać anglosaską szkołę planowania portów lotniczych. Powszechnie uważana jest ona za jedną z najlepszych na świecie, a planiści, architekci, inżynierowie z Wielkiej Brytanii aktywnie uczestniczą w największych projektach lotniskowych na świecie. Bazując na takich wzorcach chciałbym, aby nowe lotnisko było rozsądnie zaplanowane, dobrze wykonane, wygodne dla pasażerów i efektywne dla linii lotniczych. Tak by wniosło trwałą wartość w system transportowy kraju i świadczyło o dobrze zainwestowanych pieniądzach.

Oprócz rozbudowy London Heathrow, Dariusz Sawicki był odpowiedzialny za prace planistyczne i koordynacyjne na rzecz lotniska Tokio Narita oraz portów w Los Angeles, Hongkongu, Sao Paulo czy Newark. Ściśle współpracował także z IATA m.in. przy projektach dla Heathrow, Paris CDG i Lotniska Chopina w Warszawie. W PLL LOT jako dyrektor ds. restrukturyzacji realizował plan zmniejszenia kosztów operacyjnych firmy o 500 milionów złotych. Jest absolwentem Cranfield University, School of Engineering w Wielkiej Brytanii, gdzie zdobył tytuł magistra zarządzania transportem lotniczym ze specjalnością Planowanie i zarządzanie lotniskami. Ponadto posiada tytuł magistra ekonomii, uzyskany na Niezależnym Uniwersytecie Biznesu i Administracji Publicznej w Warszawie.

Piotr Malepszak – Członek Zarządu ds. Komponentu Kolejowego CPK

Bezpośrednio przed dołączeniem do CPK był Członkiem Zarządu Kolei Dolnośląskich odpowiedzialnym za sprawy techniczne i eksploatacyjne w obszarze utrzymania taboru i organizacji przewozów. W latach 2008 – 2016 zatrudniony był w PKP PLK na rożnych stanowiskach, w tym Dyrektora Biura i Pełnomocnika Zarządu. Jest twórcą licznych inicjatyw, które zaowocowały poprawą parametrów użytkowych linii kolejowych o łącznej długości ponad 4 tys. kilometrów. Odgrywał kluczową rolę w przygotowaniu połączeń kolejowych na Euro 2012, pakietu zadań rewitalizacyjnych dla wykorzystania środków unijnych w latach 2011 – 2015 czy przygotowania infrastruktury potrzebnej do uruchomienia przewozów pociągami Pendolino.

Rozbudowa szlaków kolejowych to kluczowy element założeń CPK. Połączenia, które powstaną przy okazji realizacji tej inwestycji przeniosą Polaków na nowy poziom gospodarczy i społeczny. Gęstość sieci kolejowej w naszym kraju pozostawia obecnie wiele do życzenia. W Polsce istnieje 100 miast powyżej 10 tys. mieszkańców bez dostępu do połączeń kolejowych. Inwestycje CPK będą dla nich bramą na świat – mówi Piotr Malepszak. Inną, nie mniej ważną sprawą jest zapewnienie spójności przyszłych inwestycji, prowadzonych w nowych śladach, z istniejącą infrastrukturą, która poddawana jest modernizacjom, rewitalizacjom oraz innym działaniom, mającym w przyszłości zapewnić wysoką przepustowość linii kolejowych. Kluczowym elementem będzie tutaj projektowanie rozwiązań z myślą o wzroście ruchu kolejowego, zarówno pasażerskiego jak i towarowego – podkreśla Malepszak. Znaczące zwiększenie udziału kolei w rynku przewozowym jest celem nadrzędnym komponentu kolejowego w projekcie CPK.

Piotr Malepszak jest absolwentem Technikum Kolejowego w Poznaniu, Wyższej Szkoły Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W latach 2003 – 2004 był stypendystą Purdue University – USA. Prowadził projekty z zakresu realizacji studiów wykonalności utrzymania, rewitalizacji i poprawy parametrów techniczno-eksploatacyjnych infrastruktury kolejowej.

Michał Wrona – Członek Zarządu ds. Finansów CPK

Przez blisko 12 lat związany był z bankowością inwestycyjną i prowadził strategiczne projekty przy przygotowaniu spółek do wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, a także transakcji fuzji i przejęć oraz finansowaniu projektów inwestycyjnych firm z różnych sektorów. Realizował transakcje dla polskich przedsiębiorców, wiodących funduszy private equity oraz Skarbu Państwa przy transakcjach prywatyzacyjnych. Odpowiadał za pozyskanie finansowania o łącznej wartości ponad 25 mld złotych dla krajowych i międzynarodowych przedsiębiorstw. Pracował w domu maklerskim UniCredit CAIB Poland, a następnie w Pekao Investment Banking na stanowisku Dyrektora Departamentu Finansowania i Nowych Emisji.

Centralny Port Komunikacyjny to inwestycja wymagająca ogromnych nakładów finansowych, jednak dająca przy tym olbrzymi zwrot dla całej polskiej gospodarki. Projekt jest wielowymiarowy, obejmujący swoim zasięgiem zarówno port lotniczy, jak i wiele inwestycji towarzyszących, w tym budowę infrastruktury kolejowo-drogowej. To powoduje, że możemy wykorzystać różne formy finansowania tych projektów. Już na tak wstępnym etapie obserwujemy wśród inwestorów duże zainteresowanie CPK – mówi Michał Wrona.

Michał Wrona jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Finanse i Bankowość. Posiada także wykształcenie w sektorze lotniczym – ukończył Aviation Management Professional Programme realizowany przez Stanford University we współpracy z IATA. Uzyskał także dyplom Le Master International de Management et d’Economie francuskiej HEC Paris. Studiował również w Kanadzie w HEC Montréal.

Grupowe ubezpieczenia zdrowotne cieszą się niesłabnącą popularnością

Według opublikowanych przez PIU danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne wzrosła o 20% w ciągu roku i osiągnęła poziom ponad 2,4 mln osób. Wartą uwagi jest również wysokość składki, jaką Polacy wydają na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. W ciągu trzech kwartałów 2018 r. składka przypisana brutto wzrosła o 19% w porównaniu z zeszłym rokiem, a jej łączna wartość wyniosła 586 mln zł.

Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia
Małgorzata Jackiewicz, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia

Dane te jednoznacznie pokazują, że grupowe ubezpieczenia zdrowotne cieszą się niesłabnącą popularnością. Potwierdzają to również nasze obserwacje, zwłaszcza jeżeli chodzi o ubezpieczenia kupowane przez firmy. Już jakiś czas temu zauważyliśmy, że grupowe ubezpieczenia zdrowotne przestały być domeną dużych przedsiębiorstw oraz korporacji i stały się już standardem także w sektorze MSP.

Większość osób zapomina, że oferowane przez pracodawców grupowe ubezpieczenia zdrowotne zapewniają nie tylko dodatkową ochronę i komfort sprawnego korzystania z opieki medycznej, ale mają również realny wpływ na domowy budżet. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza że umacniający się rynek pracownika doprowadził do sytuacji, w której w niektórych branżach ze względu na stałe niedobory kadrowe wynagrodzenia są już bardzo wysokie i pracodawcy nie mają dużej przestrzeni do rywalizowania pensją. W tej sytuacji rozwiązaniem mogącym zachęcić potencjalnych kandydatów do podjęcia pracy może być atrakcyjny pakiet benefitów pozapłacowych.

Drugim czynnikiem, który wpływa na popularność grupowych ubezpieczeń zdrowotnych wśród pracodawców, jest fakt, że możliwość sprawnego otrzymania pomocy medycznej może również wpływać na ilość i czas absencji chorobowych pracowników. Nieobecność pracownika, z powodu zwolnienia lekarskiego może nie tylko zaburzyć pracę zespołu, ale też mieć konsekwencje finansowe. Długotrwała nieobecność może spowodować konieczność zatrudnienia zastępstwa lub zakupu dodatkowych usług zewnętrznych. Może ona też prowadzić do opóźnień w realizacji zleceń. Taka sytuacja jest dla firm szczególnie dotkliwa, jeżeli dojdzie do niej w okresie wzmożonego zapotrzebowania na usługi bądź produkty firmy. W związku z tym pracodawcy powinni nie tylko zadbać o sprawny dostęp do doraźnej pomocy medycznej dla pracowników, ale również zachęcać ich do działań prozdrowotnych i profilaktyki zdrowotnej. Na zdrowy tryb życia składają się bowiem nie tylko odpowiednia dieta i aktywność fizyczna, ale także regularne sprawdzanie stanu naszego organizmu. Systematyczne wykonywania badań diagnostycznych wpływa znacząco na utrzymanie dobrego stanu zdrowia i wczesne wykrycie ewentualnych problemów, co z kolei przekłada się na szybszy powrót do zdrowia.

Ile średnio wydamy na świąteczne upominki?

Ile Polacy planują w tym roku wydać na grudniowe upominki? Czy zapożyczą się na organizację świąt czy sfinansują je z oszczędności? Co stanowi największy wydatek w świątecznym budżecie? – sprawdził serwis Prezentmarzeń pytając o opinie 1683 respondentów.

Co trzeci z nas, jak wynika z badania „Święta Bożego Narodzenia 2018 z perspektywy Polaków” sfinansuje tegoroczne święta z oszczędności, 45% z bieżących dochodów. Niestety 22% z nas musi się zadłużyć na świąteczne wydatki, korzystając z karty kredytowej – 10%, pożyczki lub kredytu gotówkowego – 7% oraz prosząc o pomoc finansową rodzinę i przyjaciół – 5%. Największy budżet, co nie jest dużym zaskoczeniem pochłoną, jak deklaruje 67% Polaków prezenty dla rodziny i przyjaciół, 21% jedzenie, 12% świąteczny wystrój domu.

Ile wydajemy na świąteczne upominki?

Na zakup prezentu dla bliskiej osoby, 27% respondentów przeznacza do 100 zł, 35% od 100 do 200 zł, a 19% do 300 zł. Dla 12% z nas akceptowalnym wydatkiem jest kwota powyżej 300 zł. Tylko 7% respondentów może przeznaczyć na zakup prezentu dla bliskiej osoby powyżej 500 zł.

Jednym z kluczowych elementów świąt, co odzwierciedla przedświąteczna „gorączka zakupowa” jest obdarowywanie się upominkami. Tradycja zakupu prezentów praktycznie przejęła świąteczne finanse, na dobre wpisując się w społeczne obyczaje. Aż 67% spośród 1683 respondentów badania serwisu najwięcej pieniędzy wyda właśnie na upominki.

Jak pokazują wyniki – ponad 70% z nas planuje w tym roku podarować bliskim prezenty. Dla 47% jest to miły gest okazania uczuć, a dla 37% część świątecznej tradycji. Zmieniają się jednak preferencje dotyczące prezentów, zarówno wśród obdarowujących, jak i obdarowanych. Większość zapytanych Polaków uważa, że z roku na rok kupujemy coraz mniej tradycyjnych upominków. Dlaczego się tak dzieje? Według 26% – zastępujemy standardowe prezenty bonami i voucherami, nie skazując się na gust ofiarodawcy. Dla 19% tradycyjne upominki są nudne i przewidywalne, 17% chce podarować bliskim prezent w formie przeżycia – na przykład lekcje tańca, masaż czy nawet skok ze spadochronem.

Już od kilku lat, coraz więcej osób decyduje się na upominki niematerialne, które pozwolą bliskiej osobie spełnić marzenia, miło spędzić czas wolny lub realizować pasje. Karty podarunkowe i vouchery stały się bardzo popularną i atrakcyjną formą prezentów. Dodatkową zaletą jest możliwość ich kupna na ostatni moment, jak i realizacji w dowolnym czasie.– komentuje Grzegorz Rożalski z serwisu Prezentmarzeń.

Podarowanie bliskiej osobie nietrafionego prezentu – to według 39% respondentów badania największa świąteczna wpadka. Nic więc dziwnego, że dla 65% Polaków święta Bożego Narodzenia to stres. Według co trzeciego Polaka atmosferę świąt psuje ich komercjalizacja i skupienie się na materialnym wymiarze, według 27% ciągły pośpiech, a według 25% niezadowolenie bliskich z podarowanych im upominków.

 * Badanie „Boże Narodzenie 2018 z perspektywy Polaków” w formie ankiety online przeprowadził serwis Prezentmarzeń w dniach 15-29 listopada br. na reprezentatywnej grupie 1683 respondentów.

Przedsiębiorcy obawiają się dodatkowych obciążeń związanych z PPK

Ponad połowa przedsiębiorców negatywnie ocenia pomysł Pracowniczych Planów Kapitałowych – wynika z badania Randstad „Plany Pracodawców”. 54% pracodawców jest w mniejszym lub większym stopniu przeciwna wprowadzeniu Pracowniczych Planów Kapitałowych, ale – co ciekawe – blisko 1/5 w ogóle nie ma zadania na ten temat. Może to sygnalizować, że to rozwiązanie nie jest wystarczające dobrze znane polskim firmom.

Oprócz obowiązkowych składek odprowadzanych przez pracodawców, firmy będą też mogły dobrowolnie zwiększać ich wartość, aby pracownicy mogli odłożyć więcej na poczet przyszłej emerytury. Jednak zaledwie 15% przedsiębiorców rozważa takie dodatkowe składki, a aż 60% raczej się na to nie zdecyduje.

Odprowadzanie dodatkowych składek najczęściej deklarują firmy z sektora finansowego (43%), w pozostałych przypadek ten odsetek nie przekracza ¼. Firmy, które są skłonne do opłacania zwiększonej składki chcą to rozwiązanie potraktować jako dodatkowy benefit dla pracowników – tak deklaruje 72% respondentów z tej grupy.

Pomysł Pracowniczych Planów Kapitałowych budzi wśród pracodawców obawy dotyczące nie tylko dodatkowych obciążeń admiracyjnych związanych z prowadzeniem dokumentacji przystąpienia i uczestnictwa pracowników w systemie, ale również kwestii związanych z wyborem podmiotu prowadzącego PPK w danej firmie oraz oczekiwań pracowników dotyczących wzrostu płac pokrywającego wysokość składki płaconej przez pracowników.

Na chwilę obecną jest stosunkowo mało informacji dotyczących funkcjonowania nowego systemu oszczędzania, szczególnie tych które dotyczą obowiązków i koniecznych działań po stronie pracodawców. Być może rozpoczęcie kampanii informacyjnej i zapowiadane uruchomienie portalu zmniejszy nieufność pracodawców wobec proponowanego rozwiązania.

Jednocześnie część pracodawców dostrzega możliwość traktowania dodatkowych wpłat na PPK jako benefitu dla pracowników, co może zostać wykorzystane również jako element wizerunku zwiększający atrakcyjność danej firmy jako miejsca pracy.

Co 4 tygodnie ciężarówki będą musiały wracać do kraju siedziby przewoźnika

Unijne przepisy uderzą w polskie firmy transportowe. Rada UE większością głosów przyjęła, 3 grudnia br., przepisy niekorzystne dla przedsiębiorstw z państw peryferyjnych UE, w tym Polski.

– Prawdziwe intencje państw popierających rozwiązania przyjęte przez Radę ujawnił w emocjonalnym końcowym wystąpieniu niemiecki minister, który skarżył się, że w jego przygranicznym rodzinnym regionie na 20 ciężarówek aż 18 jest z zagraniczną rejestracją. Czy ma to związek z ochroną socjalną pracowników, czy raczej z ochroną własnego rynku? Tym razem zwyciężył relatywizm dużych państw, które bronią wspólny rynek i swobody unijne, gdy działają na ich korzyść. Jeśli mają na tym zyskać inne, słabsze państwa to podejmują takie inicjatywy jak właśnie Pakiet Mobilności – mówi Maciej Wroński, prezes związku pracodawców „Transport Logistyka Polska”.

Jak informuje związek pracodawców „Transport i Logistyka Polska” poniżej tylko niektóre z przyjętych przez Radę rozwiązań, jako podstawy do negocjacji z Parlamentem Europejskim na temat Pakietu Mobilności, w ramach procedury Trilogu.

Według nowych przepisów pojazdy wykonujące przewozy międzynarodowe będą musiały być wyposażone w drugą generację inteligentnego tachografu przed końcem 2024 r. Te urządzenia mają automatycznie rejestrować miejsce i czas przekroczenia granic państwowych oraz lokalizować czynności ładowania i rozładowywania.
Pojazdy wykonujące przewozy międzynarodowe będą musiały wracać co 4 tygodnie do bazy eksploatacyjnej przewoźnika w państwie, w którym ma on siedzibę.

W odniesieniu do kabotażu (operacje przedsiębiorstw transportowych przeprowadzane na rynku krajowym poza ich własnym krajem) Rada proponuje wprawdzie utrzymanie zasady dopuszczającej maksymalnie 3 operacje w ciągu 7 dni, ale wprowadza „cooling period” – następujący po tych operacjach 5 dniowy okres, w którym wykonywanie kolejnych przewozów kabotażowych będzie zabronione.

Przewoźnik będzie zobowiązany organizować harmonogramy pracy kierowców w taki sposób, aby mogli co najmniej wracać do domu co cztery tygodnie – lub, jeśli kierowca zdecyduje się na dwa skrócone tygodniowe odpoczynki, po trzech tygodniach podróży.

Regularny tygodniowy odpoczynek musi być obowiązkowo odebrany poza kabiną. Kierowca będzie musiał mieć przy sobie i okazywać podczas kontroli zapisy tachografu z 56 dni.

Wyłączenie z delegowania ma dotyczyć przewozu ładunku z państwa siedziby przewoźnika do innego państwa. I taki przewóz na użytek unijnych przepisów został zdefiniowany jako bilateralny. Z delegowania ma być wyłączony także przewóz powrotny do państwa siedziby przewoźnika po wykonaniu dostawy w ramach przewozu bilateralnego. W drodze do kraju docelowego i w drodze powrotnej, będzie dozwolony dodatkowy załadunek / rozładunek w innych państwach po trasie przejazdu (w obu kierunkach) bez podlegania reżimowi delegowania. Możliwy jest także inny wariant – zero załadunków i rozładunków po trasie przewozu bilateralnego i dwa załadunki / rozładunki w drodze powrotnej.

Wyłączenie ma też dotyczyć tranzytu. Pozostałe przewozy mają być całkowicie objęte delegowaniem.

Spojrzenie na główne waluty

Dziś złoty nieco traci, ale nadal pozostaje wyraźnie silniejsza niż jeszcze kilka tygodni temu. Złotemu sprzyjają czynniki zewnętrzne, które przekładają się na poprawę sentymentu do krajowej waluty.

Polskiej walucie, jak i pozostałym aktywom ryzykownym, w ostatnim czasie sprzyjała poprawa sentymentu do ryzyka po informacjach o tymczasowym „zawieszeniu broni” w wojnie handlowej i rozpoczęciu 90-dniowych negocjacji USA z Chinami dotyczących handlu. Złotemu pomaga też relatywna słabość dolara amerykańskiego związana z obawami względem perspektyw działań Rezerwy Federalnej w kwestii podwyżek stóp procentowych.

Złotemu wczoraj nie przeszkodziły nawet słabe dane z kraju. W poniedziałek dość mocno rozczarował odczyt indeksu PMI dla przemysłu Polski w listopadzie. Wskaźnik znalazł się na poziomie 49,5 – najniższym od 4 lat. Spadek poniżej poziomu 50, oddzielającego ekspansję od kurczenia się sektora sugeruje, że problemy polskiego przemysłu pogłębiają się i docelowo mogą negatywnie oddziaływać na poziom ekspansji gospodarczej kraju.

Spojrzenie na główne waluty

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,27-4,29.

Początek tygodnia nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji ze strefy euro. Włoski dziennik „La Stampa” donosi, że UE ocenia, iż żeby włoski budżet został zaakceptowany przez Wspólnotę, Włochy będą musiały dokonać jego redukcji o 12 mld EUR. Ostatni doniesienia z Włoch sugerują, że wola polityczna, żeby „urealnić” założenia makroekonomiczne i ograniczyć planowany deficyt jest nieco większa niż wcześniej. W związku z powyższym, rentowności włoskich obligacji nadal kierują się na południe.

Co tyczy się danych makroekonomicznych ze wspólnego bloku: wczorajsza rewizja indeksu PMI dla przemysłu strefy euro pokazała, że wskaźnik w listopadzie był nieco wyższy od wcześniejszych założeń (51,8 wobec 51,5), nie zmienia to jednak specjalnie wydźwięku danych, które cały czas sugerują wytracanie tempa ekspansji gospodarczej w strefie euro.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek spadł o 0,6%, wahając się w widełkach 4,79-4,83. Brytyjska waluta pozostaje pod presją obaw związanych z głosowaniem nad porozumieniem ws. Brexitu w parlamencie, które ma odbyć się w następny wtorek. Inwestorzy skupiają się przede wszystkim na polityce, raczej ignorując odczyty makro.

Wczorajsze dane PMI opisujące sytuację brytyjskiego przemysłu w listopadzie zaskoczyły na plus. Indeks wyniósł 53,1 wobec poziomu 51,1 notowanego miesiąc wcześniej, sugerując silniejszy wzrost aktywności w sektorze. Dzisiejszy indeks opisujący aktywność w budownictwie również pokazał odczyt wyższy od oczekiwań i nieco przekraczający całkiem dobry poziom notowany w październiku.

W dzisiejszym przemówienie prezes Banku Anglii odpowiadał na ostatnią krytykę opublikowanych przez BoE scenariuszy Brexitu potwierdzając, że „najgorszy z możliwych” scenariuszy zakładający silny szok dla gospodarki i głęboką recesję wcale nie jest najbardziej realistyczny, co uspokoiło część obserwatorów.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,76-3,79.  Wczorajsze dane ISM dla przemysłu USA w listopadzie zaskoczyły na plus. Listopadowy indeks wyniósł 59,3 wobec poziomu 57,7 notowanego miesiąc wcześniej. Rewizja odczytu PMI dla sektora była natomiast zbliżona do oczekiwań.

Amerykańska waluta ma coraz większe problemy ze wzrostem. Nie sprzyjają zmiany oczekiwań w kwestii podwyżek stóp procentowych (coraz większa część rynku spodziewa się maksymalnie jednej podwyżki w przyszłym roku) oraz zmiana sentymentu do ryzyka w związku ze wspominanym wyżej „zawieszeniem broni” w wojnie handlowej USA i Chin. W konsekwencji tych dwóch kwestii zyskują aktywa ryzykowne – w ubiegłym tygodniu indeks S&P zaliczył najlepszy tygodniowy rajd od 2011 r., z kolei w poniedziałek otworzył się na jeszcze wyższym poziomie.

Zyskują również obligacje – rentowności 10-letnich papierów USA spadły w ostatnim czasie poniżej psychologicznego poziomu 3% i kierują się na południe, obecnie znajdują się na najniższym poziomie od połowy września. Co istotne, wyraźnie mocniej spadają rentowności na długim końcu krzywej, w konsekwencji czego nastąpiła inwersja krzywej rentowności papierów 3- i 5 letnich. Kluczowa różnica między rentownością 10- i 2-letnich papierów nadal jest dodatnia, jednak również topnieje, budząc obawy części inwestorów o możliwe wystąpienie problemów gospodarczych w USA: inwersja krzywej historycznie poprzedzała bowiem recesje.  Warto pamiętać jednak, że wspominany ruch prognozował ich więcej, niż faktycznie ich było.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – przemawia John Williams z FOMC
  • 19:00 – przemawia Gertjan Vlieghe z brytyjskiego MPC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Innowacyjność – być albo nie być

Małe i średnie firmy są nieustannie bombardowane sloganami dotyczącymi innowacji i często zagubione w świecie, który każe im być bardziej nowoczesnymi. Brak odpowiedniej definicji innowacji w biznesie prowadzi w konsekwencji do sytuacji, w której termin ten nie jest niczym więcej niż hasłem w korporacyjnym żargonie. Co jednak dla sektora MŚP oznacza innowacja i dlaczego wciąż tak wiele firm nie potrafi wykorzystać potencjału nowoczesnych technologii? Na te pytania odpowiedziało 3300 przedstawicieli kadry zarządzającej firmami z sektora MŚP z Austrii, Belgii, Luksemburga, Czech, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Węgier, Włoch, Holandii, Norwegii, Polski, Portugalii, Rosji, Słowacji, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Turcji, Wielkiej Brytanii i Irlandii, którzy wzięli udział w projekcie badawczym Ricoh.

Co oznacza innowacja?

60% badanych definiuje innowację jako projektowanie/rozwijanie nowych produktów, 56% jako udostępnianie pracownikom nowoczesnych narzędzi, a 54% jako stopniowe usprawnianie procesów biznesowych. 62% respondentów, którzy wzięli udział w projekcie badawczym Ricoh, uważa swoją firmę za innowacyjną organizację, a finanse (56%), IT (48%), marketing (48%) i sprzedaż (47%) za najbardziej innowacyjne działy. Co ważne, aż 30% przyznaje, że nie wie od czego zacząć, by działać w bardziej innowacyjny sposób. Umiejętne wykorzystanie szansy, którą dają nowoczesne rozwiązania ma kluczowe znaczenie dla przetrwania na rynku. Szczególnie, że nowe technologie drastycznie zmieniają jego oblicze. Dobrze znane marki tracą na znaczeniu, powstają produkty i usługi o istnieniu których do niedawna nawet byśmy nie pomyśleli. Dzięki możliwości szybkiego porównania cen i jakości produktów oraz rozwojowi mediów społecznościowych władza nad rynkiem została przekazana w ręce klientów. Jesteśmy naocznymi świadkami tych zmian. Zaledwie w ostatnich tygodniach jeden z największych koncernów detalicznych w Wielkiej Brytanii zmuszony był do ograniczenia liczby swoich sklepów przez prężnie rozwijający się, konkurencyjny biznes internetowy. Innym przykładem są czołowe marki motoryzacyjne z długoletnią historią, które są obecnie warte mniej niż stosunkowo nowopowstała, ale wdrażająca innowacyjne technologie Tesla.

Na czym powinny skupić się firmy?

Wyniki badań zrealizowanych na zlecenie Ricoh pokazują trzy obszary na rozwoju których powinny skupić się firmy z sektora MŚP w procesie tworzenia innowacyjnej organizacji.

  1. Budowanie bliższych relacji z klientami. Bardzo ważne w tym obszarze będzie umiejętne wykorzystywanie nowoczesnych technologii. 54% badanych przyznaje, że podniesienie lub utrzymanie wysokiego standardu obsługi klienta będzie miało kluczowe znaczenie dla osiągnięcia przewagi konkurencyjnej.
  2. Podniesienie efektywności pracy. Firmy nie będą w stanie osiągnąć tego celu bez inwestycji w innowacyjne narzędzia, które pozwolą uprościć kluczowe procesy. Aż 74% zarządzających małymi i średnimi przedsiębiorstwami widzi w nowoczesnych technologiach szansę na rozwój i usprawnienie ich działalności. I nie musi wiązać się to z sytuacją, w której nowe narzędzia reorganizują strukturę całej firmy – zazwyczaj wystarcza wdrożenie jednego systemu do np. elektronicznego obiegu faktur, aby firma odczuła korzyści płynące z inwestycji w nowoczesne technologie.
  3. Odpowiednie zagospodarowanie wiedzy i umiejętności swoich pracowników. Wymaga to stworzenia odpowiedniego środowiska pracy i zapewnienia dostępu do nowoczesnych rozwiązań.

Podjęcie postępowania a nieostateczna decyzja podatkowa

Zawieszone postępowanie karne skarbowe podejmuje się po ustaniu przyczyn jego uprzedniego zawieszenia. Czy wydanie decyzji podatkowej przez organ pierwszej instancji statuuje taką możliwość? Czy podjęcie postępowania jest zaskarżalne?

Przesłanki zawieszenia postępowania karnego skarbowego

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Postępowanie karne skarbowe może zostać zawieszone w sytuacji, gdy ze względu na toczącą się procedurę przed organami podatkowymi, organami celnymi (kontrola podatkowa, kontrola celno-skarbowa, postępowanie podatkowe) lub sądami administracyjnymi prowadzenie takiego postępowania jest utrudnione (art. 114a kodeksu karnego skarbowego). W praktyce, jeśli postępowanie karne skarbowe zostanie wszczęte już w trakcie trwania jednej z ww. procedur (a często do tego dochodzi, gdy zbliża się termin przedawnienia zobowiązania podatkowego) organ ścigania zawiesza to postępowanie. Akta sprawy podatkowej mają bowiem duże znaczenie na gruncie sprawy karnej. Stanowią one zazwyczaj większość materiału dowodowego, na podstawie którego prowadzone jest postępowanie.

Wyrażenie „postępowanie karne skarbowe może zostać zawieszone” sugeruje charakter fakultatywny zawieszenia postępowania w przypadku toczących się ww. procedur w sprawach podatkowych. Oznacza to, że organ może, ale nie musi go zawieszać. Do organu należy decyzja, czy występują te „istotne trudności”. Są to takie sytuacje procesowe, w których co prawda jest możliwe prowadzenie postępowania przygotowawczego w sprawie karnej skarbowej, ale z uwagi na fakt, że to właśnie organy finansowe i sądy administracyjne są powołane do stosowania norm prawa finansowego materialnego, uzasadnione jest zawieszenie tego postępowania. Podkreślić trzeba, że wobec obowiązującej zasady samodzielności jurysdykcyjnej sądów należałoby przyjąć, iż możliwość zawieszenia postępowania występuje jedynie na etapie postępowania przygotowawczego. Jakkolwiek bowiem postępowanie karne skarbowe toczy się w oparciu o pierwotne naruszenie finansowego prawa materialnego (np. podatkowego), to sąd karny nie jest bezwzględnie związany ustaleniami poczynionymi przez organy w decyzji określającej zobowiązanie.

Na marginesie należy zauważyć, że przepis ten wzbudza wiele kontrowersji, gdyż częstokroć wykorzystywany jest w celu wydłużenia zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych. Samo bowiem wszczęcie postępowania karnego skarbowego w sprawie (a nie przeciwko osobie) powoduje zawieszenie biegu terminu przedawnienia takiego zobowiązania.

Przesłanki podjęcia zawieszonego postępowania karnego skarbowego – decyzja nieostateczna?

Jakkolwiek samo zawieszenie postępowania karnego skarbowego ma charakter fakultatywny, to już podjęcie zawieszonego postępowania jest obligatoryjne w sytuacji, w której ustąpią przesłanki tego zawieszenia. Każda z procedur wymienionych w art. 114a KKS zmierza do wydania decyzji podatkowej. Sprawa podatkowa kończy się jednak nie z chwilą samego wydania decyzji, ale z momentem uzyskania przez taką decyzję waloru ostateczności oraz prawomocności. Ostateczna decyzja to taka, od której nie służy odwołanie do organu wyższej instancji. Z kolei przez prawomocną decyzję rozumie się decyzję, od której nie służy również skarga do sądu administracyjnego.

Podjęcie postępowania a nieostateczna decyzja podatkowa

Należy zatem uznać, że skoro organ ścigania zawiesił postępowanie karne skarbowe z uwagi na toczącą się procedurę przed organami finansowymi, to zrobił to w celu oczekiwania na ostateczną, prawomocną decyzję. W doktrynie podkreśla się, że „w razie ustania tych trudności, np. wydania ostatecznej decyzji administracyjnej przez organ podatkowy, organ postępowania przygotowawczego jest zobowiązany do podjęcia zawieszonego postępowania”. Co więcej, z samego uzasadnienia do projektu ustawy wynika, że celem regulacji było wprowadzenie możliwości zawieszenia postępowania w sprawach, w których jeszcze nie ma ostatecznej decyzji bądź rozstrzygnięcia sądu administracyjnego. Dlatego błędem byłoby podejmowanie zawieszonego postępowania przygotowawczego już po wydaniu decyzji podatkowej przez organ pierwszej instancji. Decyzja taka nie jest bowiem ani ostateczna, ani tym bardziej prawomocna.

Zażalenie na postanowienie o podjęciu postępowania

Podjęcie postępowania następuje w formie postanowienia, na które służy zażalenie składane w terminie 7 dni od dnia doręczenia rozstrzygnięcia. Jeśli zatem zależy nam na tym, aby postępowanie karne skarbowe było zawieszone, koniecznie trzeba złożyć takie zażalenie, powołując się na nieostateczność i nieprawomocność decyzji. Stwierdzić trzeba, że wobec pierwotnego zawieszenia postępowania karnego skarbowego błędem byłoby dalsze jego prowadzenie, bez ostatecznego rozstrzygnięcia w sprawie podatkowej, a tym bardziej wnoszenie aktu oskarżenia do sądu, co uznać należy za przedwczesne działanie. W takim bowiem przypadku mamy do czynienia z naruszeniem przepisu art. 114a KKS oraz celu jego pierwotnego wprowadzenia przez ustawodawcę. Jak widać, choć do postępowania karnego skarbowego stosuje się przepisy kodeksu postępowania karnego, to jednak posiada ono swoje własne, odrębne uregulowania, o których należy pamiętać. Mając zatem do czynienia z taką procedurą, warto ustanowić obrońcę, który posiada doświadczenie w tego typu sprawach.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zapowiedź krachu na rynku ropy vs. dobre perspektywy dla złota

Pod koniec listopada 2018 roku baryłkę ropy Brent jak i WTI rynek wyceniał o ponad 22 proc. taniej niż na początku miesiąca, co oznacza, że skala wyprzedaży tego surowca jest ogromna. Niewielki, listopadowy zwrot na rynku ropy, widoczny po tym, kiedy Rosja – drugi pod względem produkcji ropy gracz na rynku – zaaprobowała potrzebę ograniczenia produkcji, nie przyniósł jednak znaczącego odwrotu. Notowania „czarnego złota” pozostają w utrzymującym się trendzie spadkowym, a według analityków Aforti Exchange, można już nawet mówić o symptomach krachu.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Nieco lepiej mają się notowania złota. Koniec listopada 2018 roku był stabilny dla królewskiego kruszcu. Z kolei początek grudnia przyniósł dużo bardziej pozytywny trend, a to między innymi za sprawą złagodzenia napięć w sporze handlowym między USA a Chinami, czyli dwiema najpotężniejszymi gospodarkami świata. Cena złota – po spotkaniu Trump-Jinping w Buenos Aires podczas szczytu G20 – ewidentnie poszła w górę, osłabiając jednocześnie kurs amerykańskiego dolara. Tym samym, 3 grudnia 2018 złoto przebiło granicę 1230 dolarów za uncję, w porównaniu do niespełna 1222 dolarów w ostatnich dniach listopada 2018. Eksperci Aforti Exchange potwierdzają, że długoterminowe perspektywy dla cen złota są coraz bardziej optymistyczne.

Ropa – trend spadkowy czy już rynkowy krach?

Tąpnięcie na rynku ropy, odnotowane w listopadzie 2018 roku niesie za sobą znamiona krachu. Obserwując jednak układ falowy wyższego rzędu, od połowy 2008 roku – kiedy to rynek ropy osiągnął poziom 140.00 USD – mamy do czynienia z trendem spadkowym (gruba czerwona linia).

Zatem cofnięcie z listopada 2018 jest zgodne. Co więcej, z dużym prawdopodobieństwem będziemy dążyć do minimów w cenie 33.60 USD, a nawet niżej. Notowania musiałyby utrzymać się w rejonie 61.8-proc. zniesienia poprzedniej struktury wzrostowej (poziom 49.15 USD), aby doszło do korekty zagrażającej rozwinięciu 5 fali spadkowej.2018-12-04 Aforti Exchange_notownia ropy_analiza miesięczna

Źródło: Aforti Exchange – notowania ropy w układzie miesięcznym

Złoto z szansą na rosnący popyt

Notowania złota zeszły bardzo nisko, jednakże widać, że strefa 1195 – 1230 USD utrzymuje rynek od prawie pół roku, co zakończyć się musi silniejszym ruchem. Kolejne lokalne minima są coraz wyżej, co oznacza, że jesteśmy najprawdopodobniej w trakcie tworzenia 3 fali wzrostowej. Jednocześnie, rynek utrzymujący się w okolicach bariery 1200 USD dowodzi, że to popyt ma obecnie większe szanse. Brakuje jedynie trwałego ruchu powyżej poziomu 1230 USD, który spowoduje atak na najbliższą strefę 1350 – 1395 USD.2018-12-04 Aforti Exchange_notownia złota_analiza miesięczna

Źródło: Aforti Exchange – notowania złota w układzie miesięcznym

Andrzej Kubisiak dołączył do zespołu Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Od początku grudnia do zespołu Polskiego Instytutu Ekonomicznego dołączył Andrzej Kubisiak, który będzie pełnił funkcję Kierownika Zespołu Komunikacji i Eksperta ds. Rynku Pracy. Będzie sprawował pełen nadzór nad polityką informacyjną Instytutu, a także będzie odpowiadać za przygotowanie analiz dotyczących sytuacji na rynku pracy.

Andrzej Kubisiak
Andrzej Kubisiak

Do Instytutu staramy się przyciągać talenty z biznesu, administracji i nauki. Już dzisiaj możemy pochwalić się świetnymi ekspertami z dziedziny ekonomii. Ich wiedza  badania stanowią unikalne know-how, którym chcemy się dzielić z szerszą grupą odbiorców w kraju, a także poza jego granicami. Dlatego postanowiliśmy postawić na sprawne struktury komunikacyjne, które będą odpowiadać za informowanie o dorobku prac analitycznych Instytutu. Andrzej Kubisiak łączy w sobie dwie ważne dla nas cechy: wiedza ekspercka i sprawność komunikacji, które muszą towarzyszyć każdemu współczesnemu ośrodkowi analitycznemu – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Do zadań zespołu komunikacji będzie należało prowadzenie bieżącej komunikacji i współpracy z mediami, dostarczanie eksperckich komentarzy i analiz, a także wsparcie w przygotowaniu seminariów i konferencji. Kierownikiem Zespołu Komunikacji został Andrzej Kubisiak, który w grudniu dołączył do Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Odpowiada za zarządzanie procesami komunikacyjnymi Instytutu i opracowywanie analiz dotyczących sytuacji na rynku pracy. Swoje 10-letnie doświadczenie w PR zdobywał głównie w sektorze bankowym i komunikacyjnym. Od 2015 roku był związany z Grupą Work Service, gdzie poza prowadzeniem komunikacji zewnętrznej, opracowywał cykliczne raporty rynkowe mówiące o procesach migracyjnych i kluczowych trendach na rynku pracy. W II kwartale 2018 roku wszedł w skład Rady Rynku Pracy działającej przy Ministerstwie Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Jest absolwentem Instytutu Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim.

Problemy Deutsche Bank. Francuzi opóźniają wzrost akcyzy

Francuzi opóźniają wzrost akcyzy pod presją protestów. Niemiecki Deutsche Bank znów traci na wartości. Chiński juan odzyskał oddech po zawieszeniu broni w wojnie handlowej.

Wzrost akcyzy we Francji opóźniony

Protesty i zamieszki okazały się skuteczne. Rząd wstrzymał się z wprowadzoną poprawką podnoszącą ceny paliw. Temat ma wrócić w przyszłym roku. Podwyżka paliw to jedna z metod na ustabilizowanie budżetu Francji. Nie została ona jednak przyjęta ze zrozumieniem, a protesty szybko eskalowały. To co ważne dla rynków to zmiana postrzegania formacji prezydenckiej. Po raz kolejny pokazała, że nie jest ona tak skuteczna we wdrażaniu reform i ratowaniu budżetu jak sądzono. Zobaczymy jak zakończy się obecna sytuacja, ale patrząc na deficyt budżetowy Francji warto kibicować prezydentowi. W przeciwnym razie strefa euro będzie mieć kolejnego chorego członka, a to nie pomoże europejskiej walucie.

Deutsche Bank znowu na czołówkach gazet

Niemiecki bank nie ma łatwych tygodni za sobą. Rok 2018 generalnie jest słabym rokiem dla wycen banków. Większość światowych grup straciła na wartości od początku roku. Nie traciły one jednak tak dużo jak niemiecki Deutsche Bank. Od stycznia jest on pod kreską już prawie 50%. Stawie to pytanie o stabilność systemu bankowego. Tak duża grupa bankowa wpisuje się w modne w świecie finansów hasło “to big to fail”. Gdyby jednak doszło do poważniejszych problemów biorąc pod uwagę ostatnie zmiany w polityce europejskiej Niemcom byłoby bardzo trudno wesprzeć flagowy bank. Ewentualne problemy DB będą zatem kładły się cieniem na notowaniach euro.

Juan zyskuje na wartości

Po zawartym rozejmie na 3 miesiące w wojnie handlowej pomiędzy USA a Chinami widać wyraźną poprawę na juanie. Chińska waluta w ciagu dwóch dni umocniła się względem dolara o 1,5%. W dalszym ciągu patrząc na roczny wykres trudna nazwać chińska walutę mocną, gdyż znajduje się w dolnych 20% odległości pomiędzy maksimum tego roku a minimum. Warto zwrócić uwagę, że przed porozumieniem z USA juan znajdował się niemalże na rocznych minimach. Kolejne dni pokażą czy to tylko chwilowy optymizm czy ruch korygujący pójdzie dalej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Europejski rynek leasingu po pierwszej połowie 2018 r.

Europejski rynek leasingu w pierwszej połowie 2018r. osiągnął wartość 168 mld euro, przy wzroście 7,8 proc. r/r. Takie wyniki podała europejska federacja Leaseurope, do której należą krajowe stowarzyszenia leasingowe (w Polsce – Związek Polskiego Leasingu).

Warszawa, 04.12.2018: Największe znaczenie dla europejskiego rynku leasingu ma finansowanie dóbr ruchomych, a wśród nich pojazdów. W ciągu pierwszych 6 miesięcy 2018 roku, europejskie firmy leasingowe podpisały nowe kontrakty dotyczące finansowania ruchomości – w tym pojazdów – o łącznej wartości blisko 162 mld euro, natomiast wartość finansowania nieruchomości wyniosła 6,1 mld euro[1]. Finansowanie ruchomości (bez uwzględnienia pojazdów) wzrosło o 9,1 proc. r/r, podczas gdy finansowanie pojazdów zanotowało 7,8 proc. dynamikę r/r (dane Leaseurope). W tym samym czasie łączna wartość nowych kontraktów, podpisanych przez polskie firmy leasingowe osiągnęła poziom 9,1 mld euro (tj. 38,9 mld zł), przy 19,7 proc. dynamice całego segmentu pojazdów r/r. (dane ZPL na koniec czerwca 2018).

Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu
Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu

„Średnia dynamika europejskiego rynku leasingu wyniosła 7,8 proc. r/r w pierwszej połowie 2018r. Na tle Europy polski sektor leasingowy wyróżnił się wysokim, bo aż 19,7 proc. tempem wzrostu, rosnąc znacznie szybciej niż największe europejskie rynki tj. Wielka Brytania, Niemcy, Francja czy Włochy. Na tak doskonały wynik polskiej branży wpływ miały w równym stopniu transakcje dotyczące finansowania pojazdów, środków transportu ciężkiego oraz maszyn i innych urządzeń w tym sprzętu IT” – powiedział Mieczysław Woźniak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego ZPL, Członek Rady Dyrektorów Leaseurope.

[1] Dane Leaseurope: Leaseurope Biannual Survey 2018.

Jak nowe przepisy podatkowe wpłyną na rynek leasingu i wynajmu aut w Polsce

Początek 2019 roku to moment, w którym w życie wchodzą nowe przepisy podatkowe. Jest to szczególnie ważne dla firm wykorzystujących w swojej działalności samochody osobowe, zmienią się bowiem regulacje określające sposoby podatkowego rozliczania kosztów aut. Nowe regulacje mogą mieć wpływ na rynek leasingu i wynajmu aut w Polsce.

Polski rynek motoryzacyjny przeżywa rozkwit, notując niemal co miesiąc kolejne wzrosty liczby rejestracji nowych aut. Główną zasługę w osiągnięciu tak dobrych wyników mają firmy, których zakupy stanowią ¾ wszystkich nowych rejestracji pojazdów. Jak podaje Związek Polskiego Leasingu, w ciągu trzech kwartałów 2018 roku instytucje finansowe wyleasingowały auta osobowe i pojazdy dostawcze do 3,5 t o łącznej wartości 26,7 mld złotych – to niemal 46 proc. wszystkich aktywów objętych leasingiem w bieżącym roku. Znaczącą większość tego wyniku obejmują auta osobowe (22,7 mld zł). Tegoroczny wyniki jest wyższy o 22,1 proc. w porównaniu do pierwszych dziewięciu miesięcy ubiegłego roku.

Na dobrą kondycję branży wpływają pozytywnie również wyniki, jakie osiągają Grupa Volkswagen oraz Volkswagen Financial Services. Volkswagen Leasing, który finansuje leasing aut z Grupy, jest numerem jeden zarówno w rejestracjach samochodów na firmy leasingowe (20 proc. udziału w rynku wg Instytutu Samar), jak i wśród firm CFM (16 proc. udziału w rynku wg PZWLP[1]). Do końca października bieżącego roku sfinansował ponad 33 tys. aut marek z Grupy Volkswagen, o łącznej wartości 2,97 mld zł.

Po zmianach przepisów podatkowych

Co się zmieni, gdy zacznie obowiązywać ustawa z dnia 23 października 2018 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw? Wejdą w życie nowe sposoby rozliczenia kosztów samochodów osobowych w firmach. Obecnie podatnicy mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów pełną wysokość raty leasingowej.

– Po wejściu przepisów w życie, opłaty leasingowe dotyczące samochodów osobowych będą zaliczane do kosztów uzyskania przychodów w części, w jakiej kwota 150 000 zł dla aut spalinowych i hybrydowych oraz 225 000 zł dla aut elektrycznych (po uzgodnieniu z Komisją Europejską), pozostaje względem wartości pojazdu. Wysokość odliczeń zmieni się również w zależności od tego, w jaki sposób auto jest użytkowane w firmie – wyjaśnia Jarosław Stepaniuk, Dyrektor Zarządzający Volkswagen Leasing GmbH Oddział w Polsce.

Wartość samochodu, jaka powinna zostać przyjęta przy rozliczeniach, to:

  • Cena netto, jeśli przedsiębiorca odlicza 100% VAT (pojazd używany jest wyłącznie
    w celach służbowych oraz prowadzona jest ewidencja przebiegu).
  • Cena netto powiększona o 50% VAT, gdy pojazd używany jest zarówno w celach służbowych, jak i prywatnych.
  • Cena brutto, jeśli przedsiębiorca nie odlicza VAT.

Amortyzacja i najem

W przypadku najmu samochodów ograniczenia w rozliczaniu podatkowym miesięcznej raty będą analogiczne jak w leasingu. Jedynie dla umów do 6 miesięcy, aby obliczyć odsetek opłat możliwych do ujęcia w kosztach, należy zastosować wartość przyjętą dla celów ubezpieczenia.

Zakładane w ustawie zmiany wprowadzą dla firm podniesiony limit amortyzacji, który obecnie wynosi 20 000 euro. Od 1 stycznia 2019 roku będzie to 150 000 zł. Limit obejmie jednak nie tylko odpisy amortyzacyjne, lecz również – w przypadku sprzedaży auta – wydatki poniesione na jego nabycie pomniejszone o dokonane odpisy amortyzacyjne.

Koszty eksploatacyjne i ubezpieczenie

Wedle nowych przepisów wprowadzone zostanie ograniczenie w ujmowaniu w kosztach z tytułu uzyskania przychodów kosztów eksploatacyjnych, czyli napraw, przeglądów, a także paliwa, parkingów, myjni, opłat za autostrady oraz płynów eksploatacyjnych. Przedsiębiorcy używający samochodu w sposób mieszany (prywatnie i służbowo), będą mogli rozliczyć dla celów podatkowych ¾ kosztów. Firmy prowadzące ewidencję przebiegu pojazdu utrzymają prawo do rozliczenia całości kosztów związanych z używaniem auta.

Podobnie jak w przypadku amortyzacji, ustawodawca postanowił przy okazji nowelizacji zwiększyć limit rozliczenia kosztów związanych z ubezpieczeniem, z 20 000 euro do 150 000 zł, zachowując proporcję pomiędzy nowym limitem a wartością samochodu przyjętą do celów ubezpieczenia. Według dotychczasowej praktyki limit stosowany był do ubezpieczenia AC.

– Podsumowując, wprowadzone zmiany są na pewno istotne dla przedsiębiorców korzystających z samochodów osobowych. Z jednej strony, podniesione zostały limity, które od przyszłego roku wyrażone będą w złotówkach, a także wprowadzono uproszczenia przy zastosowaniu kilometrówki. Z drugiej zaś pojawiły się limity dotyczące kosztów eksploatacyjnych – wskazuje Marcin Żochowski, Dyrektor Departamentu Rachunkowości Volkswagen Financial Services. – Nowe przepisy zawsze budzą wiele wątpliwości interpretacyjnych i będziemy uważnie śledzić informacje i wyjaśnienia płynące z Ministerstwa Finansów oraz organów skarbowych. Jednocześnie mam nadzieję, że zmiany te nie przesłonią istotnych zalet leasingu, to jest zapewnienia mobilności przy znanych miesięcznych kosztach. Zaproponowane rozwiązania nie promują konkretnej formy nabycia czy używania samochodu.

[1] Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów

Zielone światło dla cyfryzacji branży transportowej

Jak podaje Eurostat, w 2017 roku Polska miała największy udział w drogowym transporcie towarów w UE. Jest to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi gospodarki w naszym kraju. Mimo to, niewiele polskich przedsiębiorstw wdraża nowe technologie. Jak wynika z badań TomTom Telematics, zaledwie 13% polskich firm z sektora TSL (transport, spedycja, logistyka) wykorzystuje systemy wspierające zarządzanie flotą. Eksperci SAS zwracają uwagę na fakt, że rozwiązania te są zasilane danymi, do których przetwarzania wykorzystuje się analitykę. Zdobyta wiedza pozwala nie tylko zoptymalizować pracę kierowców i zwiększyć poziom bezpieczeństwa, ale również zaoszczędzić czas potrzebny na diagnostykę i naprawy.

(4 grudnia 2018 r.) – Jak wynika z danych Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, po Europie jeździ średnio ok. 200 tys. ciężarówek z Polski. Dla branży transportowej cyfryzacja jest jak zielone światło na drodze do międzynarodowego sukcesu. Systemy analityczne czy rozwiązania bazujące na technologii GPS, które dostarczają informacje w czasie rzeczywistym, przyczyniają się do optymalizacji planowania tras przejazdów. Minimalizacja bezpośrednich kosztów, zdalna diagnostyka, wspomaganie procesów kadrowych, skrócenie czasu realizacji zleceń, zwiększenie bezpieczeństwa oraz sprawne zarządzanie flotą to przykłady korzyści wynikających z wykorzystania technologii w pojazdach ciężarowych.

Diagnostyka dwunastokołowca

Systemy analityczne przetwarzające miliony danych pochodzących z czujników zamontowanych w pojazdach są wykorzystywane przez przewoźników do optymalizacji napraw i diagnostyki. Analitykę w branży motoryzacyjnej z powodzeniem wykorzystuje firma Volvo, która od 2013 roku instaluje w silnikach swoich ciężarówek urządzenia telematyczne umożliwiające dokonywanie zdalnej diagnostyki pojazdów. Dzięki temu firma może monitorować w czasie rzeczywistym ewentualne kody błędu związane z pracą silnika, skrzyni biegów czy emisją spalin. Poza możliwością wykrycia usterki, systemy analityczne SAS wykorzystywane przez Volvo dostarczają informacji odnośnie lokalizacji, temperatury powietrza, prędkości pojazdu czy obrotów silnika. Skala oszczędności jest znacząca, gdyż rozwiązania te pozwalają zredukować czas potrzebny na diagnostykę średnio o 70% i na naprawy o ok. 25%.

Analityka zwiększa bezpieczeństwo na drogach

O ile wypadki z udziałem ciężarówek nie są tak częste, jak kolizje pojazdów osobowych, to ich skutki są często tragiczne, gdyż waga pojazdu uniemożliwia wyhamowanie, nawet gdy kierowca zareaguje prawidłowo. Jak wynika z danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Polska znajduje się w czołówce krajów Unii Europejskiej, w których najczęściej dochodzi do wypadków drogowych, dlatego wiedza o potrzebie przeprowadzenia w nich napraw prewencyjnych odgrywa niezwykle ważną rolę.

Wyzwaniem dla branży transportowej jest także zjawisko przekraczania norm regulujących czas spędzony za kierownicą. Komisja Europejska podaje, że na 100 kontrolowanych ciężarówek średnio w co siódmej kierowca pracuje zbyt długo. Z problem walczą władze Unii Europejskiej. Od połowy czerwca 2019 r. we wszystkich nowych pojazdach ciężarowych, autobusach i autokarach na terenie UE będą instalowane inteligentne tachografy IV generacji. Zostaną one wyposażone w system lokalizacyjny, który będzie co trzy godziny rejestrował i zapisywał punkt początkowy i końcowy trasy oraz każdy postój od momentu rozpoczęcia jazdy. Analiza danych z tachografów pozwoli dokładnie skontrolować czas pracy kierowców i podnieść poziom bezpieczeństwa.

Rynek hotelowy w Warszawie

Warszawa jest niekwestionowanym biznesowym sercem regionu CEE i najatrakcyjniejszym inwestycyjnie rynkiem tej części Europy. Paradoksalnie, największe miasto Polski to również… jedna z najtańszych hotelowo stolic na naszym kontynencie.               

Faktycznie, ceny w Warszawie nie są wygórowane w porównaniu z innymi stolicami tej części Europy. Według STR Global, średnia cena za pokój w Warszawie[1] w 2017 roku wyniosła niecałe 320 PLN (około 76 euro). Dla porównania, w Pradze wydalibyśmy średnio 89 euro za noc, a w Budapeszcie – 80 euro. Dlaczego biznesowy lider tej części Europy wykazuje niższą średnią cenę od mniej prestiżowych europejskich stolic?

„Silny biznesowy profil Warszawy to jedno z głównych wyzwań tutejszego rynku hotelowego. Popyt na hotele w stolicy jest przede wszystkim generowany przez gości biznesowych, a co za tym idzie hotele wypełniają się głównie w ciągu tygodnia. W przeciwieństwie do wielu stolic europejskich, które często są też głównymi ośrodkami kultury w tych krajach, tak jak Praga czy Budapeszt, Warszawa to przede wszystkim stolicą biznesu z raczkującym rynkiem turystycznym”, tłumaczy Agata Janda, dyrektor ds. doradztwa hotelowego w JLL.

Tę dysproporcję najlepiej widać podczas weekendów. W ich czasie liczba gości hotelowych w Warszawie jest znacząco niższa niż w tygodniu, a cena jaką zapłacimy w sobotę, jest nawet o połowę mniejsza niż w środę. Na przykład, w listopadzie cena za noc w środku tygodnia w wysokiej klasy hotelu w centrum to około 200 euro, a w sobotę już tylko 100 euro.

„O ile konkurencyjne ceny są korzystne z punktu widzenia gościa hotelowego, to rynek, aby się rozwijać, będzie potrzebował nowych bodźców dla wzrostu cen. Wiedzą o tym eksperci z branży. Całkiem niedawno bardzo doświadczony inwestor, który przez wiele lat związany był z jednym z największych globalnych funduszy, zapytał mnie dlaczego przy tak niskich cenach deweloperzy nadal decydują się na start nowych inwestycji hotelowych w Warszawie”, dodaje Agata Janda.

Jednym z elementów, który ma szansę pozytywnie wpłynąć na ceny, jest pojawienie się wysokiej klasy hoteli. W tym roku otwarty został Raffles Europejski Warsaw na Krakowskim Przedmieściu, jedna z najbardziej luksusowych marek hotelowych świata. Noc w Raffles ze śniadaniem to koszt rzędu przynajmniej 1 300 PLN. W listopadzie otwarty również został długo wyczekiwany Hotel Warszawa rodziny Likusów na Pl. Powstańców Warszawy. Kilka ultraluksusowych globalnych sieci z kultowymi hotelami w Nowym Jorku czy Londynie już szuka lokalizacji w Warszawie.

„Potencjałem dla wzrostu średnich cen będzie również zwiększenie atrakcyjności turystycznej Warszawy. Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, Centrum Nauki Kopernik, bulwary wiślane, Centrum Praskie Koneser, czy rewitalizacja Elektrowni Powiśle zmieniają turystyczny profil miasta, aczkolwiek oferta tzw. kultury wysokiej, czyli związanej z filharmonią, baletem czy operą, mogłaby być jeszcze szersza. Bazując na doświadczeniach z innych stolic europejskich, widzimy, że to właśnie możliwość skorzystania z tego typu atrakcji w znaczący sposób napędza rynek turystyczny”, mówi Agata Janda.  

Póki co jednak, głównym motorem rynku jest i będzie umacniająca się pozycja stolicy Polski jako centrum biznesowego tej części Europy. Obecnie w Warszawie buduje się 740 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co zdaniem ekspertów w JLL zostanie sprawnie zaabsorbowane przez rynek. Warszawski rynek biurowy cechuje wyjątkowa aktywność i popyt generowany przede wszystkim przez najemców reprezentujących sektor usług. Przybywa nowych firm, a ta sytuacja automatycznie zwiększa zapotrzebowanie na hotele.

Według danych JLL, obecnie w Warszawie działa ponad 100 hoteli, ale na kolejnych kilka lat zaplanowanych jest około 25 nowych otwarć, co stanowi równowartość całkowitej podaży ostatniej dekady. Należy jednak zauważyć, że warszawski rynek przez wiele lat był bardzo słabo rozwinięty i dopiero od około dwóch lat mocno przyśpieszył. Powstają nowe typy i klasy hoteli. Będą one generować nowe źródła popytu. Na przykład obecnie w Warszawie powstaje pierwszy hostel pod dużą międzynarodową marką – prawdopodbnie przełoży się to na zwiększenie liczby wycieczek szkolnych do stolicy.

Bardzo wiele projektów powstanie w ścisłym centrum oraz na Woli. W przyszłym roku zaplanowana jest warszawska premiera Hotelu PURO przy ul. Widok. Przy Rondzie Daszyńskiego natomiast powstaje jeden z czołowych projektów rynku nieruchomości komercyjnych w Warszawie, czyli The Warsaw HUB, który pomieści hotelowe „combo” sieci IHG – Holiday Inn Express (hotel ekonomiczny) oraz Crowne Plaza (wysokiej klasy hotel biznesowy).

W powszechnej opinii istnieje przekonanie, że to sieci są właścicielami hoteli. Jednak poza nielicznymi wyjątkami tak nie jest. W tradycyjnym modelu sieć hotelowa (taka jak Hilton bądź Marriott) jedynie zarządza hotelem w imieniu właściciela, udostępniając przy tym swoje logo, markę, system rezerwacyjny, itd.

„Taki model znany jest głównie z rynków anglosaskich i funkcjonował on w Polsce przez wiele lat. W ostatnich latach pojawiły się jednak w Polsce międzynarodowe sieci, głównie z Niemiec i Hiszpanii, które zamiast oferować zarządzanie hotelem, wynajmują nieruchomość na potrzeby hotelowe. Dzieje się to na zasadach podobnych do najemcy biurowego czy handlowego. Taka struktura napędza nowe projekty hotelowe, ponieważ rozkłada ona ryzyko pomiędzy dewelopera i najemcę. Deweloper dostarcza całkowicie wyposażony hotel, natomiast sieć hotelowa zdejmuje z właściciela całe ryzyko operacyjne funkcjonowania hotelu i gwarantuje stały czynsz”, tłumaczy Agata Janda.

Eksperci rynkowi zastanawiają się jednak, czy przy tak dużej liczbie nowych projektów oraz stosunkowo niskich cenach, inwestycje hotelowe nadal będą bronić się komercyjnie oraz czy fala nowej podaży nie wpłynie na dalszy spadek cen w stołecznych hotelach?

„Przewidujemy, że nowa fala podaży uderzy głównie w hotele niedoinwestowane i położone w mniej dogodnych lokalizacjach, aczkolwiek będzie ona miała również wpływ na wyniki finansowe hoteli położonych w centrum. Pomimo przewidywanych zawirowań na rynku, apetyt deweloperów i inwestorów nie słabnie. Jeśli dziś inwestor zabezpieczy topową lokalizację, to będzie ona pracowała na jego konto przez wiele lat. Ewentualne krótkoterminowe straty poniesione w początkowym okresie, a związane z ewentualną nadpodażą, będą zrekompensowane w długim horyzoncie czasowym”, tłumaczy Agata Janda.

Dobrą koniunkturę hotelową w stolicy podkręca również wzrastający apetyt inwestorów międzynarodowych. Niemiecki fundusz jest właścicielem Holiday Inn na Żelaznej, a brytyjski – Radisson Blu na Grzybowskiej. Sąsiadujący Westin jest w rękach katarskich. Warszawą coraz częściej interesują się inwestorzy, którzy tradycyjnie byli zainteresowani tylko dojrzałymi rynkami zachodnimi, ale teraz powoli zaczynają dostrzegać hotelowy potencjał polskiej stolicy.

[1] Średnia roczna cena netto osiągnięta przez hotele różnej kategorii i klasy, mierzona na adekwatnej próbce.

Ile Polacy wydają na prezenty mikołajkowe i świąteczne dla dzieci?

Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie platformy do obniżania rachunków za media MAM nie pozostawiają wątpliwości – Polacy lubią rozpieszczać swoje dzieci i nie szczędzą pieniędzy na zakup zabawek dla najmłodszych. Miesięcznie rodzice przeznaczają na ten cel średnio aż 200 zł. Kwota ta zwiększa się w grudniu, kiedy to ze względu na mikołajki oraz Boże Narodzenie – z założenia – Polacy kupują więcej upominków. W okresie świątecznym rodzice przeznaczają na zabawki dla swoich pociech około 500 zł. Ponadto aż ¼ badanych na prezent mikołajkowy i bożonarodzeniowy (ale i urodzinowy) dla każdego dziecka z osobna wydaje odpowiednio od 300 do nawet ponad 2000 zł! Co dokładnie kupują Polacy i które sklepy wybierają, szukając prezentów?

Dla najmłodszych wszystko

Polacy, mimo iż średni koszt wychowania dziecka do 18 roku życia to aż 305 tys. zł, nie szczędzą środków na rozpieszczanie swoich pociech. Ponad 60% badanych wydaje na ten cel w miesiącu od 50 do 300 zł. Niemal ¼ przyznaje, że kwoty te są dużo wyższe i wahają się od 300 do nawet ponad 2000 zł. Jak wynika z raportu „Ile kosztuje dziecko w Polsce” przygotowanego na podstawie badań platformy MAM, Polacy lubią rozpieszczać swoje dzieci nie tylko w dniu urodzin, w mikołajki czy podczas Bożego Narodzenia. Rodzice dają prezenty także bez okazji. 18% respondentów przyznało, że kupuje zabawki raz w tygodniu, ponad 40% raz w miesiącu, a niemal 21% raz na kwartał. Zaledwie 8,2% rodziców robi to tylko na specjalne okazje. Jakie zabawki opiekunowie wybierają najczęściej?

Duży wybór, z którego Polacy chętnie korzystają

Ponad połowa badanych (61,5%) decyduje się na zakup zabawek edukacyjnych. Na drugim miejscu znajdują się klocki i układanki (ponad 58% wskazań), a zaraz potem książki i kolorowanki (ponad 55 % wskazań). Lalki i pluszaki kupuje niemal 44% rodziców. Co ciekawe, w czasach tak dynamicznego rozwoju nowoczesnych technologii gry komputerowe nabywa tylko 20% opiekunów, zaś elektronikę – w tym smartfony, konsole lub komputery – zaledwie 16,5%. Rodzice zabawki dla swoich pociech najczęściej kupują w sklepach internetowych (ponad 30% wskazań), co można łatwo wytłumaczyć samą wygodą robienia zakupów oraz konkurencyjnymi cenami. Niemal 29% badanych przyznało, że po zabawki chodzi do sklepów stacjonarnych, a 21,5% wskazało dyskonty oraz markety.

Mikołaj, Gwiazdka, Gwiazdor, czyli grudniowe wydatki

Skłonność polskich rodziców do rozpieszczania swojego potomstwa wzrasta w określonych momentach roku. Mowa m.in. o zbliżających się wielkimi krokami mikołajkach czy świętach Bożego Narodzenia. W tym szczególnym okresie dzieci zwyczajowo odwiedza wówczas, w zależności od regionu Polski, Gwiazdka, Gwiazdor, Dzieciątko czy Mikołaj zostawiający prezenty pod poduszką, choinką czy w skarpecie. Radość najmłodszych wiąże się jednak ze sporym obciążeniem dla portfela opiekunów. Grudniowe wydatki na prezenty to dla statystycznego polskiego rodzica średnia kwota 500 zł. Na prezenty mikołajkowe opiekunowie przeznaczają średnio ponad 230 zł, zaś na bożonarodzeniowe – niespełna 270 zł.

Ile Polacy wydają na prezenty mikołajkowe i świąteczne dla dzieci

Polacy, mimo iż wychowanie i utrzymanie potomstwa jest dla nich sporym obciążeniem finansowym, w kwestii dzieci są dość rozrzutni i nie oszczędzają na ich przyjemnościach. Tendencję tę widać m.in. na rynku zabawek, który –  jak wylicza firma badawcza RMD Research – co roku wart jest w Polsce około 3 miliardów złotych[1]! To z kolei wpływa na jakość i wielkość zabawkowego asortymentu. W efekcie rodzice jako konsumenci mają dostęp do różnych producentów oraz sklepów i coraz bardziej świadomie poruszają się po rynku w poszukiwaniu najlepszych ofert. Już dziś mogą także korzystać z nowoczesnych, optymalizujących koszty narzędzi, które przy zakupie zabawek i produktów dla najmłodszych pomagają oszczędzać środki m.in. na comiesięczne opłaty za media.

[1] http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1223789,klocki-sa-najczesciej-kupowana-zabawka-w-polsce.html

Spadek indeksu PMI ograniczył wzrosty notowań złotego

Rozpoczynające się posiedzenie RPP powinno sprzyjać stabilizacji krótkiego końca polskiej krzywej dochodowości. Złoty silniejszy. EUR/PLN testuje 4,275 przy ograniczających tempo spadku kursu rozczarowujących PMI dla polskiego przemysłu. EUR/USD przy 1,138 pozostaje pod wpływem szczytu G20.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałkowa sesja na krajowym rynku walutowym zakończyła się wyraźnym umocnieniem złotego. W reakcji na wynik weekendowego szczytu G20 kurs EUR/PLN spadł do 4,275. Na rynek dotarły bowiem doniesienia, iż D.Trump wstrzyma się z wprowadzeniem dalszych ceł i taryf na produkty z Chin, co zapowiadał na 1 stycznia przyszłego roku. Dodatkowo Waszyngton oraz Pekin zapowiedziały kontynuację rozmów, a w ciągu 90 dni planowane jest osiągniecie porozumienia handlowego. Choć mając na uwadze, że prezentowane w ostatnim czasie różnice stanowisk pomiędzy administracją waszyngtońską a władzami Chin nie wskazują, że definitywny koniec sporu handlowego jest już przysłowiowo „za rogiem”, to jednak samo wyrażenie woli rozmów (oddalające obawy o eskalację globalnych wojen handlowych) wystarczyło, aby poprawić nastroje na rynku. W ocenie D.Trumpa dużym postępem w relacjach chińsko-amerykańskich jest uzgodnienie z prezydentem Chin, iż kraje wstrzymają nakładanie wzajemnych ceł.

Wzrosty notowań złotego ograniczał spadek indeksu PMI przemysłu poniżej neutralnego progu 50 pkt wskazując na spowalnianie polskiej gospodarki. Jednakże przy jednocześnie rosnących notowaniach EUR/USD (do 1,138) złoty zdołał utrzymać okolice 4,275 już do końca dnia. Deeskalacja wojny handlowej w naturalny sposób ciąży dolarowi. Uwzględniając jednakże solidne dane z USA (ISM przemysłu w listopadzie na poziomie 59,3 powyżej oczekiwanych 57,5) i mając jednocześnie w pamięci spowalnianie w Europie (PMI za listopad dla Niemiec na poziomie 51,8 wobec 52,2 miesiąc wcześniej) wzrosty euro do dolara pozostają ograniczone.  Ponadto przed grudniową decyzją odnośnie stóp procentowych w USA rośnie też znaczenie piątkowego raport NFP, który zapewne potwierdzi dobrą kondycje tego sektora i da argument za kolejną podwyżką kosztu pieniądza w USA dodatkowo wspierając dolara. Zaplanowane na środę wystąpienie prezesa amerykańskiej Rezerwy Federalnej J.Powella przed połączoną komisja ds. gospodarczych Kongresu USA zostało odwołane, co ma związek z ogłoszeniem w środę 5 grudnia narodowego dnia żałoby po śmierci 41. prezydenta USA George’a H.W. Busha.

Początek tygodnia nie przyniósł zaś większych zmian na rynku stopy procentowej. Wzrosty rentowności obligacji amerykańskich wywołane optymistycznymi doniesieniami na temat relacji na linii USA-Chiny (które pobudziły rynkowy apetyt na ryzyko) okazały się krótkotrwałe. Na rynku europejskim obserwowane były spadki rentowności obligacji krajów z peryferii strefy euro, które we Włoszech w sektorze 2-letnim przekraczały 15pb. Ograniczony wpływ na notowania rynkowe miały publikacje nowych wag w kluczu kapitałowym EBC dla poszczególnych krajów członkowskich, gdzie najmocniej rośnie waga niemieckiego Bundesbanku, a najbardziej spada Banku Włoch oraz Banku Hiszpanii. Pojawiające się w ostatnim czasie doniesienia wskazywały, że zmiany w kluczu kapitałowym, mogą nie być w pełni odzwierciedlone w polityce reinwestycji aktywów EBC, przez co wpływ na rynek obligacji powinien być w krótkim terminie ograniczony.

Polska krzywa dochodowości pozostawała bardzo stabilna na początku tygodnia, a ewentualne wzrosty rentowności były ograniczane przez wspomniany gorszy od oczekiwań wynik PMI. We wtorek rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie RPP, gdzie po ostatnich niższych od oczekiwań danych inflacyjnych ciężko oczekiwać jastrzębiego tonu. W związku z tym oczekujemy, że nastroje w polityce pieniężnej będą sprzyjały stabilizacji krótkiego końca krzywej dochodowości, gdzie papiery 2-letnie powinny pozostawać w okolicy 1,55%.

Wykres dnia: Spadek indeksu PMI przemysłu poniżej neutralnego progu 50 pkt ograniczył wzrosty notowań złotego potwierdzając spowalnianie polskiej gospodarki w ślad za gospodarką Niemiec.

Spadek indeksu PMI przemysłu poniżej neutralnego progu 50 pkt ograniczył wzrosty notowań złotego potwierdzając spowalnianie polskiej gospodarki w ślad za gospodarką Niemiec
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

PIU: Rynek ubezpieczeń zdrowotnych po III kw. 2018

Już ponad 2,4 mln osób posiada dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Liczba ubezpieczonych wzrosła w ciągu roku aż o 20 proc. – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Liczba ta prawdopodobnie będzie dalej rosła, a zakres polis będziesz coraz szerszy.

W ciągu pierwszych trzech kwartałów wydaliśmy na dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne 586 mln zł. To prawie 19 proc. więcej niż rok wcześniej. – Z danych wynika, że poziom składki w ubezpieczeniach grupowych rośnie niewiele szybciej niż liczba ubezpieczonych. Pokazuje to wyraźnie, że pracodawcy chcą zapewnić swoim pracownikom szerszy dostęp do świadczeń medycznych, stąd też rośnie popularność szerszych pakietów. Podyktowane jest to z jednej strony kwestiami medycznymi, z drugiej strony walką o pracownika – wyjaśnia Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Pracodawcy dążą także do ograniczenia absencji chorobowych swoich pracowników, które stanowią realny koszt dla firm. ZUS podał, że w 2017 r. przedsiębiorcy wydali z własnej kieszeni 6,3 mld zł, finansując pierwszy miesiąc zwolnienia lekarskiego swoich pracowników – dodaje.

Z najnowszych  danych CBOS  wynika, że aż 60 proc. Polaków źle ocenia funkcjonowanie NFZ. Najgorzej oceniają go osoby dobrze wykształcone. Z przygotowanego przez Fundację Watch Health Care, Warsaw Enterprise Institute oraz firmę MAHTA raportu wynika, że aby dostać się do specjalisty Polacy muszą poczekać w kolejce średnio ok. 3 miesiące, a na pojedyncze świadczenie gwarantowane, prawie 4 miesiące. To 2 tygodnie dłużej, niż w ubiegłym roku. Najgorzej wygląda sytuacja w przypadku dostępu do endokrynologa, gdzie średni czas oczekiwania to nawet 23 miesiące.[1]

[1] http://www.korektorzdrowia.pl/wp-content/uploads/barometrwhc_raport_062018.pdf