Ceny nowych aut rosną, więc coraz częściej sięgamy po pojazdy używane

Jak pokazują najnowsze dane rynkowe, ceny nowych aut na polskim rynku wzrosły o około 2 proc. w skali roku. Fakt ten znajduje swoje odzwierciedlenie w wyborach konsumentów. W 2014 roku sprzedano w Polsce ponad 300 tysięcy nowych samochodów, podczas gdy na rynku pojazdów używanych sprzedaż wyniosła aż 2,4 mln.

Statystyki Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wskazują na to, że nadal wielu Polaków wybór pomiędzy samochodem nowym, ale droższym, a używanym, lecz tańszym, rozstrzyga na korzyść tego drugiego. Tym bardziej, że auta używane często kuszą lepszym wyposażeniem w porównaniu z nowymi samochodami oferowanymi w podobnej cenie. Według innych danych, Polacy mają obecnie wyższe wymagania co do używanych pojazdów – szukają aut wyższej klasy, lepiej wyposażonych, w lepszym stanie technicznym i bez zarzutów co do stanu prawnego. Jednak w przypadku samochodu używanego należy wziąć pod uwagę wyższe ryzyko częstych napraw, wymiany części i serwisowania, co w ostatecznym rozrachunku może znacząco podnieść koszty.

Zakup używanego samochodu to tylko jedna i – jak widać – niekoniecznie najwygodniejsza z alternatyw dla wzrastających cen nowych pojazdów. Jednak dzięki nowoczesnym formom finansowania przeciętny Kowalski czy mały przedsiębiorca wcale nie jest skazany na auta z drugiej ręki

Wysokie ceny nowych aut sprawiają, że towar ten wydaje się dostępny jedynie dla wybranych. Jednak nie musi tak być – żeby jeździć nowym autem, wcale nie trzeba zarabiać ponadprzeciętnie – zauważa Jarosław Nodzak, Dyrektor ds. Rozwoju Rynku Samochodów Osobowych w Raiffeisen Leasing. – Osoby ceniące sobie niezawodność samochodu mogą wybierać spośród wielu dostępnych obecnie form finansowania – pożyczki, leasingu czy wynajmu – dzięki którym na warunkach często korzystniejszych niż kredyt, mogą nabyć na własność lub wypożyczyć nowe auto. Warunki spłaty można dopasować do swoich możliwości i potrzeb – dodaje ekspert.

W przypadku leasingu lub wynajmu, w cenie usługi możemy mieć do dyspozycji nie tylko nowy, ubezpieczony i sprawny samochód, ale też pakiet serwisowy, obejmujący pełen zakres opieki nad autem. Dzięki temu nie musimy zajmować się naprawami, skutkami kolizji czy np. wymianą opon. Leasingobiorca bierze na siebie obowiązek spłacania rat leasingu, ale w zamian otrzymuje możliwość częstej wymiany samochodu oraz gwarancję mobilności. Co istotne dla przedsiębiorców, w przeciwieństwie do rat kredytu, raty leasingowe są rozliczane jako koszt bieżącej działalności firmy, więc nie ograniczają jej zdolności kredytowej.

Wybór między nowym a używanym autem nie musi więc zależeć jedynie od ilości gotówki w kieszeni. Szczególnie, że różnorodne opcje finansowania są w tej chwili bardziej dostępne i opłacalne niż kiedykolwiek wcześniej – zarówno dla przedsiębiorców, jak i klientów indywidualnych.

Ile Polacy wydadzą na wakacje?

Na wakacje wydamy w tym roku średnio 499 euro, czyli około 2060 złotych – wynika z badania EUROPEAN SUMMER BAROMETER, przeprowadzonego przez Grupę Ferratum w 17 krajach UE. To 50,1% miesięcznych dochodów gospodarstwa domowego. Na co przeznaczymy najwięcej pieniędzy? Jak wyglądamy na tle naszych najbliższych unijnych sąsiadów?

Proporcjonalnie do swoich zarobków, wydamy więcej niż Niemcy (28,1%), Szwedzi (41,2%) i Czesi (46%), lecz mniej niż Słowacy (54,4%) czy Litwini (54,9%).

Średnio 16% wakacyjnego budżetu (około 330 złotych) przeznaczymy na podróże krajowe. – Wakacje spędzane w kraju, to trend, jaki obserwujemy w większości krajów UE, w których przeprowadzone zostało badanie – mówi Łukasz Kuleta, Marketing Manager w Ferratum Bank. – Średnie planowane wydatki Polaków nie są w tym przypadku wysokie. Wynika to stąd, że część z nas w ogóle nie planuje wakacyjnych wyjazdów. Dla wielu aktywnych zawodowo Polaków, jedyną możliwością pozostają wypady weekendowe. Znajduje to odzwierciedlenie w statystykach.

Nieco ponad 300 złotych (15% budżetu) pochłoną nam tego lata rozrywki towarzyskie: wizyty w barach i restauracjach, clubbing, czy wypoczynek na plaży. Co ciekawe, podobną wagę do rozrywek towarzyskich przywiązują – spośród naszych unijnych sąsiadów – tylko Szwedzi, którzy planują przeznaczyć na nie 16% swojego wakacyjnego budżetu. Słowacy przewidują, że na rozrywki towarzyskie przeznaczą w tym roku 12% ich wydatków, Czesi wydadzą na nie 11%, a Litwini i Niemcy po 10%.

Trzecią pozycją na liście najważniejszych wydatków Polaków tego lata, będą zakupy modnej w tym sezonie odzieży. Podobnie jak Szwedzi, przeznaczymy na nie średnio 12% urlopowego budżetu. W polskich warunkach oznacza to kwotę rzędu około 250 złotych. Szwedzkie 12%, to jednak ponad dwukrotnie więcej – w przeliczeniu około 580 złotych. Proporcjonalnie do posiadanego budżetu, jeszcze większą uwagę do stroju przywiązywać będą tego lata Litwini (16% wydatków), Niemcy (14%) i Słowacy (13%). Najskromniejsze plany shoppingowe mają w naszym regionie Czesi, którzy na garderobę przeznaczą około 200 złotych, czyli 11% planowanego budżetu.

Ważną pozycją w planowanych przez nas na lato wydatkach są także wydarzenia rodzinne: śluby, spotkania, rodzinne uroczystości. Planujemy wydać na nie 9% pieniędzy, czyli około 185 złotych. Więcej w spotkania rodzinne zainwestują Słowacy i Niemcy (po 13%). Czesi i Szwedzi oceniają wysokość tych wydatków identycznie jak my (9%). Na Litwie wydarzenia rodzinne w ogóle nie znalazły się na liście wakacyjnych priorytetów.

Największą niespodzianką Barometru, okazują się jednak dane dotyczące sportu. Na jego uprawianie Polacy planują przeznaczyć tego lata 9% swojego budżetu. To ewenement na skalę europejską. Żaden z 17 badanych krajów, nie zbliżył się nawet do tego poziomu.

Metodologia badań

Badanie przeprowadzone zostało w 17 europejskich krajach, w których działa Ferratum Group, w formie zestandaryzowanego dla wszystkich lokacji kwestionariusza internetowego. Przychody gospodarstw domowych podawane były w lokalnych walutach. Relatywne wydatki obliczone zostały jako stosunek planowanych wakacyjnych wydatków do rozporządzalnego dochodu gospodarstw domowych w każdym z krajów. Wartość rozporządzalnego dochodu została urealniona w oparciu o parytet siły nabywczej w każdym z krajów, bazując na danych Banku Światowego z 2014 roku.

Od października będzie mniej długów spadkowych

Nowe przepisy, które wejdą w życie w drugiej połowie października pozwolą wszystkim, którzy otrzymali wraz ze spadkiem dług i nie złożyli oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, ograniczyć dziedziczenie długów do wartości otrzymanego majątku.

Do tej pory był to głównie przywilej dzieci. Biorąc pod uwagę rosnące zadłużenie Polaków, a wraz z nim większe prawdopodobieństwo przejęcia długów zamiast majątku – zmiana była jak najbardziej pożądana. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor nie brakuje niefortunnych spadkobierców, najmłodszy ma 11 lat.

Pułapki finansowe w dziedziczeniu spadku

Każdemu zdarzyło się pomarzyć o spadku, który rozwiąże wszelkie problemy: kamienicy
w centrum miasta, sportowym samochodzie czy willi z ogrodem. Jednak niejednokrotnie, oprócz wymienionych dobrodziejstw, dziedziczy się niebotyczne długi, które przekraczają wartość otrzymanej „fortuny”. Przed zagadką, co kryje się w spadku rokrocznie staje przynajmniej część z około 160 tys. Polaków. Tyle bowiem razy sądy powszechne stwierdzają nabycie spadku, wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Obecnie, szanse na uniknięcie przejęcia samych długów, bez zwracania się o to do sądu lub notariusza, mają wyłącznie osoby nie posiadające pełnej zdolności do czynności prawnych (np. dziecko), osoby prawne oraz osoby, co do których istnieje podstawa do ich całkowitego ubezwłasnowolnienia. Dziedziczą one z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Dzięki temu odpowiedzialność za długi spadkodawcy mają ograniczoną do wartości przyjętego spadku.

W pozostałych przypadkach niezłożenie oświadczenia o przyjęciu lub o odrzuceniu spadku jest jednoznaczne z jego prostym przyjęciem. Dla spadkobiercy oznacza to pełną odpowiedzialność za pozostawione przez zmarłego długi.

Dobrodziejstwo inwentarza dla wszystkich

Zmiana, która wpisze się wkrótce w Kodeks cywilny sprawi, że spadkobierca, który w ustawowym terminie nie złoży oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, również będzie odpowiadał za te zobowiązania wyłącznie do wysokości przejętego majątku, czyli z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Trzeba tu jednak wziąć pod uwagę wyłączenia wierzycieli pożyczających pod zastaw nieruchomości. Bez względu na ograniczenie odpowiedzialności dłużnika wynikające z prawa spadkowego, instytucja, która pożyczyła pieniądze spadkodawcy zabezpieczając się np. na mieszkaniu czy działce, po jego śmierci może dochodzić swoich należności wynikających
z obciążonej hipoteki.

Można przejąć również kredyty, pożyczki oraz niezapłacone rachunki

Tymczasem prawdopodobieństwo otrzymania po zmarłym długów zamiast majątku rośnie
z każdym rokiem. Polacy coraz chętniej zadłużają się w bankach i firmach pożyczkowych. Tylko w instytucjach bankowych gospodarstwa domowe miały do spłacenia na koniec maja tego roku prawie 536 mld zł, podczas gdy wiosną cztery lata temu było to 61 mld zł mniej. Do tego dochodzą pożyczki w firmach pozabankowych, jak szacuje Związek Firm Pożyczkowych, w tym roku będzie to ok. 5 mld zł. Jednocześnie z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że wśród klientów banków posiadających zaległe zobowiązanie kredytowe powyżej 200 zł na co najmniej 60 dni, 28 proc. to osoby, które mają więcej niż 60 lat.Nie dość, że można odziedziczyć kredyt, to na dodatek już z odsetkami za zwłokę.

Zresztą nie tylko kredyty wchodzą w skład otrzymanego spadku. Mogą to być również zaległe opłaty za mieszkanie – czynsz, prąd, gaz, wodę, telewizję i telefon. Należy też pamiętać, że długi z tych tytułów narastają, co miesiąc pojawiają się kolejne rachunki. Dobrze więc zaraz po śmierci spadkodawcy szybko uregulować wszelkie bieżące płatności.

– Do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor notorycznie wpisywane są osoby zalegające z tytułu nieopłaconych rachunków za telefon, telewizję, czynsz oraz media. Dokonane przez wierzycieli wpisy mogą również dotyczyć osób, które odziedziczyły zadłużony spadek a wraz z nim wszystko to, co może przyczynić się do umieszczenia spadkobiercy w rejestrze dłużników- zaznacza Michał Chmiel, ekspert BIG InfoMonitor. – W naszej bazie znajdują się również osoby nieletnie. Wśród nich 17-letni rekordzista z długiem o wartości przekraczającej 34 tys. złotych. Najmłodsza osoba wpisana do rejestru dłużników BIG InfoMonitor ma 11 lat. W najlepszym przypadku mieszkają w mieszkaniu oddziedziczonym po rodzicach, ale ani oni, ani ich opiekunowie nie są w stanie spłacić odziedziczonych długów, stąd obecność w rejestrze dłużników. Czasami też zdarza się, że spadek zadłużonego przodka odrzucają rodzice, ale zapominają, że to samo powinni zrobić w imieniu swoich dzieci i tak dług przechodzi na nieletnich- stwierdza Michał Chmiel.

W nadchodzących zmianach istotne jest również to, że inaczej będzie odbywało się ustalanie stanu majątku spadkowego. Ma to zasadnicze znaczenie w przypadku przyjmowani spadku z dobrodziejstwem inwentarza. W chwili obecnej spis inwentarza sporządza komornik sądowy. Za jego usługi płacą spadkobiercy. Natomiast nowe przepisy, mówią, że dziedziczący sami będą mogli składać w sądzie lub u notariusza wykaz inwentarza, według wzoru ustalonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sprawdź, czy na pewno warto przyjąć spadek

– Nowelizacja przepisów dotyczących dziedziczenia niewątpliwie pozwoli na zwiększenie ochrony spadkobierców, jednakże nie zwolni ich całkowicie od zachowania czujności i reagowania na sytuację, w jakiej się znajdą w procesie dziedziczenia-ostrzega Michał Chmiel, ekspert BIG InfoMonitor. – Dlatego zarówno obecnie, jak i po wejściu w życie nowych przepisów, należy pamiętać, że brak decyzji lub pozostawienie spraw związanych z dziedziczeniem „samym sobie” może wiązać się z niespodziewanymi kłopotami. Nie zapominajmy, że w chwili otrzymania informacji o spadku trzeba dołożyć należytej staranności do sprawdzenia co dziedziczymy
i dowiedzieć się jak najwięcej o ewentualnych zobowiązaniach i majątku. Warto pamiętać,
że każdy ma prawo spadek odrzucić -podsumowuje Michał Chmiel.

BIG InfoMonitor

Polski golf rośnie w siłę

Golf w naszym kraju rozwija się bardzo dynamicznie. Sport, który jeszcze do niedawna był uznawany za rozrywkę przeznaczoną wyłącznie dla finansowych elit, konsekwentnie i skutecznie powiększa swoje grono odbiorców. Sezon 2015 jest kolejnym przełomem m.in. za sprawą międzynarodowych sukcesów najlepszych polskich zawodników – Adriana Meronka i Mateusza Gradeckiego.

Adrian Meronk
Adrian Meronk

Rozwój każdej dyscypliny jest ściśle uzależniony od sukcesów sportowych. Tych w ostatnim czasie nie brakuje w polskim golfie. Nasz najlepszy golfista-amator, Adrian Meronk w połowie czerwca zadebiutował w prestiżowym Palmer Cup (amatorski odpowiednik słynnego Pucharu Rydera). Polak reprezentował drużynę Europy w corocznym starciu z USA i był najlepszy w swoim zespole. Meronk nie przegrał żadnego pojedynku, a obecnie jest sklasyfikowany na 37. miejscu w Światowym Rankingu Golfistów-Amatorów (WAGR). Najwyższym w historii polskiego golfa.

Udział w Palmer Cup był dla mnie bezcennym doświadczeniem. Zaprezentowałem swoje umiejętności na tle najlepszych golfistów-amatorów na świecie. Cieszę się, że mogłem sprawić radość kibicom golfa w Polsce. Mam nadzieję, że poprzez dobre wyniki naszych zawodników, będzie ich sukcesywnie przybywać – mówi Adrian Meronk.

Pierwszy wielki sukces na arenie międzynarodowej odniósł Mateusz Gradecki.

W prestiżowym Amateur Championship ukończył rywalizację w czołowej „16”. W zawodach wzięło udział aż 229 golfistów z całego świata. Przed Gradeckim, żaden inny polski gracz nie zaszedł tak wysoko.

Golf jest sportem przeznaczonym dla prawdziwych dam i gentlemanów. Na polu golfowym obowiązuje etykieta oraz odpowiedni model zachowań, których bezwzględnie należy przestrzegać. Rywalizacja odbywa się w duchu fair play, a zawodniczy podchodzą do siebie
z szacunkiem.

W Polsce, z każdym rokiem przybywa pól golfowych, a najważniejsze turnieje są transmitowane w telewizji. Promocji dyscypliny sprzyja otwartość znanych pasjonatów golfa, m.in. Mariusza Czerkawskiego i Tomasza Iwana, którzy są ambasadorami prestiżowego cyklu turniejów dla amatorów – Deutsche Bank Polish Masters 2015.

Mariusz Czerkawski
Mariusz Czerkawski

W golfie bardzo ważną rolę odgrywają pokora, determinacja oraz szacunek dla przeciwnika. Na pewno trzeba twardo stąpać po ziemi i ciężko pracować. Trzeba być świadomym tego, że na polu golfowym nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli i trzeba umieć radzić sobie w tych trudnych sytuacjach. Polski golf idzie w dobrym kierunku. Nie brakuje utalentowanych graczy, takich jak Meronk czy Gradecki, którzy już wkrótce mogą wprowadzić ten sport na zupełnie inny poziom – podsumowuje Mariusz Czerkawski, najlepszy polski hokeista w historii, a obecnie zapalony golfista.

***
Deutsche Bank Polish Masters 2015 to cykl siedmiu turniejów golfowych, rozgrywanych od maja do września 2015 roku. W ramach cyklu odbędzie się sześć turniejów eliminacyjnych na najlepszych polach golfowych w Polsce: Toya G&CC, First Warsaw G&CC, Kalinowe Pola, Rosa Private GC, Sierra GC oraz Krakow Valley. Najlepsi z pięciu grup handicapowych zmierzą się następnie podczas wielkiego finału ogólnopolskiego na polu First Warsaw G&CC w Rajszewie pod Warszawą, z którego bezpośrednią relację przeprowadzi kanał ogólnopolski TVP Sport. To pierwsza w historii transmisja telewizyjna z turnieju amatorskiego rozgrywanego w Polsce. Wówczas, powstanie również dodatkowa, szósta kategoria z udziałem rozpoznawalnych pasjonatów golfa.

Deutsche Bank Polish Masters stanowi nowy rozdział w historii polskiego golfa. Najbardziej prestiżowe kluby golfowe, największe emocje zrzeszające całe środowisko tego sportu w kraju oraz organizacja na najwyższym światowym poziomie. Najlepszych 18 zawodników turnieju finałowego zostanie zaproszonych na turniej wyjazdowy, zaplanowany w ośrodku Penha Longa w Portugalii w pierwszej połowie 2016 roku. Ambasadorami cyklu są Mariusz Czerkawski i Tomasz Iwan.

Organizatorem cyklu jest Golf24 – największa w kraju agencja golfowa. Sponsorem tytularnym jest Grupa Deutsche Bank, od lat zaangażowana w popularyzację golfa w Europie, w tym również w Polsce.

Sponsorem generalnym cyklu jest Mitsubishi Motors Polska. Sponsorzy wspierający: MasterCard, Garden Space, Dr Irena Eris, Travel & Action oraz Happy Cocooning.

Coraz więcej firm sięga po AdWords w kampaniach rekrutacyjnych

Polscy pracodawcy zatrudniają coraz więcej pracowników, korzystając przy tym z coraz mniej typowych narzędzi rekrutacyjnych. Oferty pracy lokowane są w grach komputerowych, pojawiają się na portalach społecznościowych, nierzadko w ogłoszeniach można znaleźć fotokody QR Code. Jak przekonują specjaliści z Blink.pl, kolejnym etapem cyfryzacji procesów rekrutacyjnych ma być wykorzystanie profesjonalnych kampanii AdWords.

Jak wynika z badania Instytutu Badawczego Randstad i TNS Polska, blisko 1/3 pracodawców deklaruje wzrost zatrudnienia. Najwięcej ofert ma pojawiać się w szeroko pojętym przemyśle, a także handlu, branży serwisowej oraz budownictwie. Równie pozytywne informacje płyną z raportu Hays Poland. Jak czytamy, na lukratywne oferty pracy mogą liczyć specjaliści od nowoczesnych technologii oraz usług bankowych dla klientów segmentu premium. Polscy pracodawcy mają zatrudniać także ekspertów ds. ryzyka rynkowego, operacyjnego oraz kredytowego.

Rekrutacja wkracza w erę cyfryzacji

Niezależnie czy proces wyboru pracownika prowadzony jest przez profesjonalną firmę, czy bezpośrednio przez pracodawcę, dziś by znaleźć idealnego kandydata nie wystarczy tylko zamieszczenie ogłoszenia na portalu rekrutacyjnym. Od pracodawcy zaczyna wymagać się tak samo dużo, jak od przyszłego pracownika. – Coraz istotniejsze staje się kreatywne podejście do procesu rekrutacyjnego oraz wykorzystanie w nim narzędzi typowych dla ery cyfryzacji, która jako trend zatacza coraz większe kręgi – mówi Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl – firmy hostingowej i prowadzącej kampanie SEM i SEO.

I rzeczywiście, bo nowoczesne formy pozyskiwania kandydatów coraz rzadziej postrzegane są jako branżowa ciekawostka. Stają się za to standardem przyspieszającym i ułatwiającym wyszukiwanie nowego pracownika. Nie dziwi już widok ogłoszenia o pracę z wbudowanym fotokodem, oferta wyświetlana w grach komputerowych i aplikacjach na urządzeniach mobilnych czy informacje o rekrutacji pojawiające się w popularnych mediach społecznościowych. Jak przekonują specjaliści, dziś w procesach rekrutacyjnych warto wykorzystać także kampanie AdWords.

Trzy powody, dla których warto zastosować AdWords w rekrutacji

Po pierwsze: skala.

AdWordsy pozwalają na wyświetlanie reklam dokładnie dopasowanych do zapytania użytkownika, a słowo „praca” wpisywana jest w wyszukiwarkę Google ok. 165 tys. razy miesięcznie! Pracodawca może więc planować i przeprowadzać kampanię trafiającą wyłącznie do osób bezpośrednio zainteresowanych oferowaną przez niego pracą. Co więcej, dzięki AdWords liczba przypadkowych zgłoszeń od osób nieposiadających odpowiednich kwalifikacji znacząco spada. Zwiększa się za to liczba aplikacji od pracowników kandydujących dokładnie na takie stanowisko, jakie oferuje przedsiębiorca.

Po drugie: opłacalność.

Badanie przeprowadzone przez specjalistów z Blink.pl dla przykładowego ogłoszenia o pracę w branży IT w Poznaniu pokazało, że na każde wydane 100 zł pracodawca jest w stanie pozyskać 10 aplikacji od potencjalnych pracowników. Oznacza to, że można uzyskać pierwsze kandydatury nie wykupując droższych abonamentów od serwisów pośrednictwa pracy oraz bez konieczności zlecania procesu rekrutacyjnego agencjom zewnętrznym. – Kampania AdWords ma też tę przewagę, że pozwala w prosty sposób zamknąć działania i wstrzymać ponoszone koszty niezwłocznie po wybraniu odpowiedniego kandydata. To też znakomity sposób dla tych pracodawców, którzy zwyczajnie nie mają budżetu na zakup stosunkowo droższych ogłoszeń rekrutacyjnych – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert, specjalista z Blink.pl.

Po trzecie – mierzalność wyników.

Kampania AdWords może akcentować różne cechy oferty, a my elastycznie możemy sprawdzać, które z nich rzeczywiście działają na kandydatów i skłaniają ich do kliknięcia w reklamę, a następnie – do aplikowania. Dzięki temu dość szybko dowiadujemy się, czy na docelowych kandydatów lepiej działają informacje o zarobkach i premiach, dostępność karnetów sportowych, czy inne formy płacowej i pozapłacowej motywacji.

AdWords w rekrutacji – jak wygląda przykładowa kampania?

Aby sprawdzić potencjał reklamy AdWords dla procesów rekrutacyjnych, specjaliści z Blink.pl zaprojektowali kampanię nastawioną na pozyskanie pracownika z branży IT dla firmy informatycznej z siedzibą w Poznaniu. Kampania składała się kilku grup reklam uwzględniających różne słowa kluczowe. Sam przekaz został tak zaprojektowany, by dopasować reklamę do fraz wpisywanych w wyszukiwarkę przez potencjalnych kandydatów.

Jedną z grup reklam była dość ogólna kombinacja słów „rekrutacja +informatyka”. Aby zawęzić pole wyszukiwania, wprowadzono dodatkowe ograniczenia geograficzne, skupiając się na wyszukaniach dokonywanych przez kandydatów z Poznania. Skorzystano z tzw. modyfikatorów dopasowania przybliżonego (czyli znaków „+”), dzięki czemu wyszukiwarka nie dokonywała synonimizacji tych słów. Reklama pojawiała się natomiast po wpisywaniu zapytań, typu: „rekrutacja informatyka duża firma”. Przykładowa reklama miała postać:

Rekrutacja do IT
Nie sądziłeś, że w IT może być aż
tak interesująco. Sprawdź ofertę!
www.blink.pl/rekrutacja

Jak widać, słowo „rekrutacja” wpisywane przez użytkownika zostało powtórzone w nagłówku reklamy. Fraza ta zdublowana została także w wyświetlonym adresie url. Klikalność tak skonstruowanej reklamy (CTR) wyniosła 5,6%.

Landing page i nieoczywiste elementy strony www

Pamiętajmy, że aby kampania AdWords spełniła swój cel, strona do której kieruje reklama również musi być przygotowana na potencjalnego odbiorcę. Landing page powinien zawierać elementy sprzyjające konwersji, mieć stosunkowo niewiele treści, za to budzić dobre emocje, np. poprzez umieszczone opinie zadowolonych użytkowników i inne elementy tzw. społecznego dowodu słuszności. – Zwróćmy uwagę, że z marketingowego punktu widzenia taka strona nie różni się zbytnio od innych tego typu – skłaniających do zakupu produktu, zapisania na newsletter, zostawienia swoich danych kontaktowych. Tak samo, jak one, musi zawierać dobrą argumentację i minimum niezbędnych informacji – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert.

Nieoczywistym elementem strony z ogłoszeniem rekrutacyjnym bywa podwójny przycisk akcji, otagowany odpowiednim kodem śledzenia, którego wciśnięcie może powodować np. wyświetlenie okna do wpisania danych osobowych i załączenia CV. Dlaczego powinien być podwójny? Bo może okazać się, że po przewinięciu strony w dół przycisk zniknie nad górną krawędzią ekranu. Powstanie w ten sposób ryzyko, że niektórzy kandydaci go nie wcisną.

Dlaczego jeszcze tak ważne jest profesjonalne przygotowanie strony i przycisków z odpowiednimi skryptami? Ponieważ dzięki temu pracodawca wie, które elementy wybierane są najczęściej. Może także wyłapywać sytuacje, w których użytkownik kliknął w przycisk, ale nie złożył aplikacji. Być może wystąpił błąd w formularzu, albo kandydat zrezygnował, widząc zbyt złożony formularz? Dzięki dobrej stronie takie sytuacje można od razu zidentyfikować.

Rys. Przykład poprawnej strony dla rekrutacji
Rys. Przykład poprawnej strony dla rekrutacji

m-rekrutacja

Na koniec pamiętajmy, że każda strona www musi być responsywna, tj. dopasowująca się dynamicznie do ekranu urządzenia, na którym jest wyświetlana. W czerwcu 2014 tylko 7% wyszukań ze słowem „praca” dokonywano z komórek, dziś to już 15%!

Rekrutacja, zwłaszcza w miastach o niskim poziomie bezrobocia, bywa kłopotliwym procesem. Kto choć raz spotkał się z sytuacją, w której umówieni kandydaci nie przyszli na spotkanie lub liczba pozyskanych aplikacji pozostała zbyt niska w stosunku do oczekiwań, niech rozważy uruchomienie kampanii AdWords. Jak się bowiem okazuje, narzędzia marketingowe stosowane przez agencje pozwalają na skuteczne przeprowadzenie procesów rekrutacyjnych nastawionych na pozyskanie idealnego kandydata.

Źródło: www.blink.pl

Poprawa koniunktury w polskiej branży IT

Największe firmy IT w Polsce relatywnie dobrze oceniają zarówno ostatni rok, jak i obecną sytuację w branży, co ma odzwierciedlenie w rosnącej wartości indeksu koniunktury PMR. Główną barierą dla rozwoju rynku pozostaje ograniczony kapitał na inwestycje IT w firmach.

Jak co roku dział badań firmy PMR w II kw. 2015 r. przeprowadził na potrzeby raportu „Rynek IT w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020” badanie wśród największych polskich firm działających w branży IT. Była to już dwunasta edycja badania kadry kierowniczej największych firm informatycznych w Polsce. W badaniu wzięło udział 118 firm należących do największych przedsiębiorstw z sektora IT.

Bariery rozwoju rynku IT

Podobnie jak przed rokiem, za najważniejszą barierą hamującą rozwój rynku IT w Polsce uznano brak kapitału na inwestycje IT w firmach. Na problemy tego rodzaju wskazali przedstawiciele połowy badanych firm (50% w stosunku do 35% odnotowanych w zeszłorocznej edycji badania). Niemniej istotny jest również brak wiedzy o korzyściach, jakie niosą ze sobą inwestycje IT. Warto podkreślić, że problem ograniczonej świadomości klientów jeśli chodzi o budowanie przewagi konkurencyjnej poprzez inwestycje w rozwiązania IT rokrocznie zyskuje na znaczeniu. W dwóch poprzednich edycjach badania na tego typu bariery wskazało 10% (2013 r.) oraz 26% badanych firm (2014 r.). W tym roku odsetek ten podwoił się i wynosi 49%.

Prócz dwóch głównych barier, badani uskarżali się na problemy kadrowo-płacowe, takie jak ograniczona liczba wykwalifikowanych pracowników czy wzrost wynagrodzeń specjalistów IT (26% w stosunku do 19% w poprzedniej edycji badania). Co piąta firma wskazała na dużą konkurencję w branży. Zaledwie 2% badanych firm nie dostrzega żadnych barier dla rozwoju rynku IT w Polsce.

Najwieksze bariery dla rozwoju rynku IT w Polsce 2014-2015

Pogłębiając temat praktyk korupcyjnych, mających miejsce w sektorze publicznym, przedstawicieli badanych firm zapytaliśmy o potencjalne zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych, których wprowadzenie mogłoby zminimalizować nielegalne działania tego typu. Ponad jedna trzecia respondentów (36%) opowiedziała się za tym, aby w procedurze przetargowej większą wagę przywiązywano do kryteriów innych niż cena (np. specyfikacja techniczna, jakość, referencje itp.). Taki sam odsetek badanych uważa, iż należy zapewnić większą transparentność całego procesu przetargowego. Co ciekawe 7% przedstawicieli badanych firm z sektora IT uważa, że ustawa o zamówieniach publicznych jest niepotrzebna i opowiada się za całkowitą jej likwidacją.

Proponowane zmiany w procedurze zamówień publicznych mające na celu zminimalizowanie praktyk korupcyjnych 2015

Indeks koniunktury PMR dla branży IT w Polsce

Tradycyjnie, na podstawie odpowiedzi na siedem pytań dotyczących sytuacji w sektorze IT oraz sytuacji finansowej firmy respondenta, obliczyliśmy wskaźnik koniunktury polskiej branży IT. Narzędzie to obrazuje całokształt zmian, które dokonują się w sektorze IT na przestrzeni minionych 12 miesięcy. Obecnie wartość indeksu wynosi 38,7 pkt. co oznacza relatywnie dobrą sytuację w całej branży IT. W porównaniu do zeszłorocznej fali badania odnotowaliśmy wzrost wartości wskaźnika o 1,4 pkt. Utrzymał się zatem trend poprawy koniunktury w sektorze IT, który po raz pierwszy zaobserwowaliśmy w roku 2014.

Indeks koniunktury PMR dla branży IT w Polsce 2012-2015

Poniżej zestawiono średnie odpowiedzi respondentów, które są składową indeksu koniunktury na rynku IT. W porównaniu do zeszłorocznej edycji badania widać niewielkie zmiany, które ostatecznie wypłynęły na wzrost poziomu wskaźnika o 1,4 pkt.

Wartości średnie odpowiedzi respondentów tworzące indeks koniunktury na rynku IT w Polsce i dynamika zmian 2014-2015

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek IT w Polsce 2015.
Autor raportu i informacji prasowej: Paweł Olszynka

Analiza wydatków reklamowych branży farmaceutycznej – w pierwszym kwartale 2015 roku

W pierwszym kwartale 2015 roku firmy z branży farmaceutycznej przeznaczyły na promocję ponad 262 miliony złotych. Kwota ta była o 5% wyższa w stosunku do analogicznego okresu 2014 roku – wynika z analiz największego niezależnego domu mediowego Codemedia.

W pierwszym kwartale zdecydowanie największa pula wydatków została przeznaczona na promocję farmaceutyków i parafarmaceutyków, na którą firmy wydały ponad 255 milionów (97% całego budżetu). 2% nakładów – ponad 5,5 milionów –  przeznaczono na  promocję usług zdrowotnych.Analiza wydatków reklamowych branży farmaceutycznej – w pierwszym kwartale 2015 roku wzrost nakładów na reklamę

Budżet przeznaczony na promocję farmaceutyków i parafarmaceutyków był w pierwszym kwartale tego roku nieznacznie mniejszy – o 3% niż w ostatnim kwartale 2014 roku, ale o 4% wyższy niż w okresie styczeń – marzec 2014. Najwięcej nakładów pochłonęła promocja środków przeciwko przeziębieniu (90 milionów), witamin, środków pobudzających i odpornościowych (49 milionów) i środków wspomagające układ trawienny (20 milionów).

Pierwszy kwartał przyniósł nieznaczny wzrost wydatków na promocję usług zdrowotnych – o 3% w stosunku do ostatniego kwartału 2014 roku i o 12% w stosunku do pierwszego kwartału zeszłego roku.

Firmy z branży farmaceutycznej najchętniej wykorzystywały do promocji swoich usług i produktów telewizję, inwestując w to medium 63% swojego budżetu marketingowego – 166 milionów zł (dane I – III 2015 r, Codemedia). Kampanie reklamowe były emitowane głównie w takich stacjach jak Polsat, TVN, TVP1 i TVP2. Wydatki na telewizję spadły o 12% w stosunku do ostatniego kwartału 2014, a w stosunku do okresu styczeń – marzec 2014 o 2%.

19% nakładów – ponad 50 milionów złotych – kosztowała sektor reklama radiowa. Ich wysokość wzrosła o 37% w stosunku do IV kwartału 2014 roku i o 22% w stosunku do I kwartału ubiegłego roku.  Zdecydowanym liderami były radia RMF FM i Radio Zet. Za nimi, ze znacznie mniejszym udziałem, uplasowały się: Jedynka, Trójka i TOK FM. Spory udział notowała także sieć stacji Złote Przeboje.

Wydatki na Internet pochłonęły 7% nakładów czyli sumę ponad 17 milionów złotych. Kwota ta jest o 68% wyższa niż w okresie październik-grudzień 2014 i o 6% w stosunku do pierwszego kwartału minionego roku. Najczęściej w kampaniach wykorzystywano portale horyzontalne – Onet.pl, Wp.pl i Gazeta.pl.

Reklama w magazynach kosztowała ponad 21 milionów (8% całości), a w gazetach ponad 5 milionów (2%). W przypadku magazynów pierwszą trójkę tworzą: „Tele Tydzień”, „Przyjaciółka” i „Poradnik Domowy”. Wśród gazet firmy najczęściej wybierają „Fakt” i „Super Express”.

Firmy z branży farmaceutycznej w swoich działaniach reklamowych wykorzystują przede wszystkim telewizję, której udział utrzymuje się na stabilnym poziomie. Warto zauważyć stosunkowo wysoki udział stacji radiowych w podziale tortu reklamowego tej kategorii. Jest to w dużej mierze spowodowane dużymi rabatami, jakie otrzymują marketerzy decydując się na to medium. Strategia ta ma jednak skutek uboczny – zmęczenie słuchaczy nadmiarem reklam farmaceutyków, często na dolegliwości, o których Polacy nie mają ochoty słuchać np. odwożąc rano dzieci do szkoły. Drugi wyraźny trend to rosnące znaczenie Internetu, którego potencjał branża dostrzega i coraz lepiej oraz częściej wykorzystuje – podsumowuje Piotr Bieńko, Prezes Codemedia.

Codemedia jest największym niezależnym domem mediowym w Polsce działającym w segmencie wspierania sprzedaży przy pomocy kanałów mediowych, zarówno tej będącej efektem bezpośredniego odzewu na komunikację, jak i tej odroczonej w czasie i miejscu (kanale dystrybucji).  Firma koncentruje się przede wszystkim na nowoczesnych mediach – telewizji, Internecie, mediach mobilnych, a także innych kanałach tradycyjnych i BTL.

Codemedia posiada wieloletnie doświadczenie w kompleksowym planowaniu kampanii telewizyjnych, czego efektem jest wypracowanie kilku strategicznych modelowych wzorców rozwiązań, dostosowywanych do potrzeb małych, średnich i dużych firm, w zależności od celu i budżetu. W komunikacji marketingowej dla swoich klientów wykorzystuje również media tradycyjne – uwzględniając to, jak zmieniła się ich rola.

Swoją pozycję rynkową dom mediowy buduje dzięki unikatowemu połączeniu kompetencji w zakresie mediów, outsourcingu sprzedaży i marketingu, silnego skorelowania zakupu i strategicznego planowania mediów z celami sprzedażowymi klientów.  Klienci cenią efektywność oraz wysoką jakość prowadzonych działań.

Codemedia współpracuje z klientami z różnych branż i skutecznie wspiera ich sprzedaż, a wśród nich znajdują się takie firmy jak: Tesco, Polkomtel, Indykpol, FM Bank, Idea Bank, BIZ Bank, Robert Bosch, Yves Rocher, Olewnik, Monster Polska, Ebay, Lewiatan Holding i inni.

Więcej informacji: www.codemedia.pl

Pierwsza pomoc dla Grecji

Z 7 mld euro, które otrzymali Grecy, muszą oni prawie od razu oddać 80% na zaległe płatności. Pakiet ten stabilizuje ich na czas kolejnych negocjacji w sprawie uruchomienia głównej pożyczki. Dzisiejsze częściowe otwarcie banków po 3 tygodniach jest niemal fikcją, gdyż nadal utrzymana jest ścisła kontrola kapitału.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Ateny otrzymają dzisiaj pożyczkę wynoszącą 7 mld euro. Z tego od razu 3,5 mld wróci do EBC w ramach spłaty raty zadłużenia a 2 mld pokryją zaległości wobec MFW. Jak można łatwo policzyć efektywnie zostanie raptem 1,5 mld. Środki te pozwolą jednak wrócić nad kreskę i dadzą czas na negocjacje pakietu pomocowego wynoszącego 86 mld euro. Czy kraj, który jest niewypłacalny jak dostanie więcej kredytów to nagle stanie się wypłacalny? Odpowiedź nasuwa się sama. Chyba, że doszłoby do istotnych zmian w zadłużeniu. Pomysł redukcji samego długu jest co prawda odrzucany, natomiast mówi się głośno o poprawie warunków – wydłużeniu terminów i obniżeniu odsetek. Czym różni się redukcja zadłużenia – czyli mniejsze raty od redukcji odsetek – czy mniejszych rat, nie do końca wiadomo. Jedno jest pewne, by wyjść z takiego zadłużenia potrzeba nie kilku a kilkunastu lat zaciskania pasa i ścisłej kontroli. Biorąc pod uwagę cykle wyborcze i ryzyka renegocjacji warunków, możemy do problemu Grecji wracać jeszcze wielokrotnie.

W Grecji otwarto dzisiaj banki. Przerwa w ich działaniu trwała 3 tygodnie. Nie oznacza to wcale, że zdjęto ograniczenia w przepływie kapitału. Jedyny sposób by przelać chociaż ograniczone pieniądze za granicę to wsparcie osób chorych lub dzieci studiujących za granicą. W przypadku przelewów przychodzących wolno korzystać tylko z 80%. Limit ten spowodował strach wśród obywateli bojących się przepadnięcia 20% depozytów. Nie mogą oni jednak wypłacić swoich środków gdyż obowiązuje ograniczenie do 60 euro dziennie w przypadku bankomatów. Rząd poszedł jednak obywatelom na rękę i niewykorzystany limit się kumuluje, zatem zamiast wypłacać codziennie 60 euro można w piątek wypłacić od razu 300 euro.

Jak reagują rynki na obecne porozumienia? Euro jest w dalszym ciągu bardzo słabe względem dolara. Widać co prawda odbicie dzisiaj z samego rana, aczkolwiek biorąc pod uwagę skale ostatnich spadków może to być równie dobrze moment realizacji zysków. Waluty krajów naszego regionu umacniają się wciąż wobec euro. Poziom 4,10 zł wciąż nie został przekroczony, jednakże już te okolice są miłą niespodzianką dla tych co pogodzili się ze znacznie wyższymi poziomami planując wyjazd na zagraniczne wakacje.

Dzisiejszy kalendarz danych makroekonomicznych jest niemalże pusty. Chińczycy napompowali giełdę niesamowitą ilością środków, wstrzymali debiuty i zakazali częściowo sprzedaży stabilizując w ten sposób główny index. Sesje w Azji były dziś zresztą mniej dynamiczne ze względu na Dzień Oceanu w Japonii. Warto zwrócić natomiast uwagę na rynek złota, gdzie doszło podczas sesji w Azji do wybicia na 5-letnie minima.

EUR/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 -4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co zyskamy dzięki bezpośredniej likwidacji szkód?

Pod koniec marca b.r. ośmiu krajowych ubezpieczycieli podpisało umowę o wprowadzeniu systemu bezpośredniej likwidacji szkód (BLS) w polisach OC dla kierowców. Wspomniany system docelowo ma obejmować ponad 80% wszystkich wypadków drogowych. W związku z tym, warto przedstawić kluczowe informacje na temat bezpośredniej likwidacji szkód. Jest to konieczne, ponieważ część artykułów i opracowań dostępnych w Internecie, pomija ważne kwestie.

W niektórych krajach system BLS działa już od lat 70-tych

System BLS upraszcza sytuację kierowcy poszkodowanego w wypadku drogowym. Taka osoba może zgłosić się bezpośrednio do swojego ubezpieczyciela. „Firma, która wcześniej sprzedała polisę poszkodowanemu klientowi, zajmie się formalnościami i wypłatą odszkodowania. Posiadacz uszkodzonego pojazdu nie będzie zaangażowany w późniejsze rozliczenia między swoim ubezpieczycielem i towarzystwem chroniącym sprawcę wypadku” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zwraca uwagę, że bezpośrednia likwidacja szkód nie jest nowym rozwiązaniem. System BLS już od wielu lat działa na terenie Francji (wprowadzenie: 1968 r.), Belgii (od 1972 r.), Włoch (od 1978 r.) i Hiszpanii (od 1982 r.). Greccy i rosyjscy ubezpieczyciele wprowadzili opisywane rozwiązanie w minionej dekadzie (patrz poniższa tabela).

Warto wspomnieć, że zasady systemu bezpośredniej likwidacji szkód nie są jednolite nawet w krajach Unii Europejskiej (patrz poniższa tabela). Najszerszym zakresem działania BLS cechuje się Francja i Grecja. W tych krajach bezpośrednia likwidacja dotyczy również szkód osobowych. „Zasady BLS, które obowiązują w Polsce są najbardziej podobne do hiszpańskich rozwiązań. W Hiszpanii aż 90% szkód komunikacyjnych likwiduje się bezpośrednio” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Porównanie zasad działania systemu BLS w wybranych krajach Europy
Nazwa kraju → Polska Belgia Francja Grecja Hiszpania Rosja Włochy
Rok wprowadzenia systemu BLS 2015 r. 1972 r. 1968 r. (zmiana zasad w 2003 r.) 2000 r. 1982 r. 2009 r. 1978 r. (zmiana zasad w 2007 r.)
Czy system BLS jest obowiązkowy? nie nie brak informacji nie nie tak tak
Udział szkód likwidowanych w

systemie BLS

Docelowo 83% 70% 80% 80% 90% 30% około 80%
Zasięg systemu BLS Pojazdy zarejestrowane w Polsce Pojazdy zarejestrowane w Belgii Wypadki na terenie Francji i Monako Pojazdy zarejestrowane w Grecji brak informacji brak informacji Pojazdy zarejestrowane we Włoszech
Limit kwotowy w systemie BLS 30 000 zł 8500 euro/

25 000 euro

Zależy od wysokości szkód w minionym roku Zależy od wysokości średniej szkody brak informacji 25 000 rubli brak informacji
Wyłączenia w systemie BLS dotyczące kolizji Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami brak informacji Brak ograniczeń dot. liczby pojazdów Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami
Wyłączenia w systemie BLS dotyczące szkód osobowych Wyłączone wszystkie szkody

osobowe

brak informacji System obejmuje również szkody osobowe System obejmuje również szkody osobowe Wyłączone wszystkie szkody osobowe Wyłączone wszystkie szkody osobowe Wyłączone niektóre szkody osobowe

Źródło: opracowanie własne na podstawie prezentacji PIU

Wszyscy ubezpieczyciele mają wdrożyć nowe rozwiązanie

Po planowanym włączeniu wszystkich krajowych ubezpieczycieli, system BLS ma obejmować około 83% wypadków komunikacyjnych. Pod koniec marca b.r. osiem firm podpisało umowę wprowadzającą jednolite zasady w bezpośredniej likwidacji szkód. Do tej grupy należą następujące towarzystwa:

  • Concordia Ubezpieczenia
  • Ergo Hestia
  • PZU
  • UNIQA
  • Warta
  • Aviva
  • Liberty Ubezpieczenia
  • Gothaer (BLS od 15 października 2015 r.)

Zasady ustalone przez członków Polskiej Izby Ubezpieczeń nie przewidują obowiązkowego udziału wszystkich ubezpieczycieli w systemie BLS (patrz powyższa tabela). „Firmy, które nie oferują bezpośredniej likwidacji szkód, będą jednak zobowiązane do pośredniczenia w relacjach między poszkodowanym klientem i ubezpieczycielem sprawcy” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska przypomina, że system BLS nie jest obowiązkowy również dla poszkodowanego. Taka osoba może wybrać tradycyjny sposób likwidacji szkody. Prawo do skorzystania z BLS mają nie tylko kierowcy, którzy wykupili nową polisę w ośmiu współpracujących firmach. Po przystąpieniu ubezpieczyciela do nowego systemu likwidacji szkód, bezpośrednia procedura staje się dostępna dla wszystkich jego klientów.

Dzięki podpisaniu umowy przez osiem firm współpracujących w Polskiej Izbie Ubezpieczeń, zasady stosowania systemu BLS są jednolite. Na bezpośrednią likwidację szkód nie można liczyć, jeżeli wystąpiła przynajmniej jedna z następujących okoliczności:

  • podczas kolizji/wypadku jakiś człowiek odniósł obrażenia
  • łączna wartość szkody przekracza 30 000 zł
  • pojazd sprawcy jest zarejestrowany za granicą
  • wypadek miał miejsce poza granicami kraju
  • sprawca posiada polisę OC wykupioną u jednego z zagranicznych ubezpieczycieli
  • w kolizji/wypadku uczestniczyły więcej niż dwa pojazdy
  • poszkodowany lub sprawca zakupił ubezpieczenie od firmy, która jeszcze nie uczestniczy w krajowym systemie BLS

Warto pamiętać, że system bezpośredniej likwidacji szkód nie wpływa na zakres odpowiedzialności ubezpieczyciela. Dlatego osoba wybierająca BLS może liczyć na taką samą wysokość odszkodowania oraz identyczne usługi (odholowanie, auto zastępcze), jak kierowca likwidujący szkodę w tradycyjny sposób. „Dla ubezpieczyciela korzystającego z BLS, zgłoszenie szkody przez klienta pozwala na budowanie długookresowych relacji i wykazanie się jakością obsługi. Wiodące firmy ubezpieczeniowe mają nadzieję, że po upowszechnieniu systemu BLS, najniższa składka nie będzie już tak ważnym kryterium przy wyborze polisy OC” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl.

Microsoft zapowiada innowacyjne rozwiązania oraz nowe możliwości dla swoich Partnerów w trakcie tegorocznej edycji konferencji Worldwide Partner Conference.

Podczas odbywającej się w dniach 12-16 lipca konferencji skierowanej do partnerów technologicznych firmy – Worldwide Partner Conference 2015, Microsoft zaprezentował nowości w zakresie strategii współpracy z kanałem partnerskim. Zapowiedziano też szereg innowacji technologicznych, które są wyrazem strategii wykorzystania technologii do podnoszenia produktywności oraz usprawniania procesów biznesowych, jak również budowania inteligentnych rozwiązań w chmurze.

Infografika IDC Badania dotyczące rynku partnerów technologicznych
Infografika IDC Badania dotyczące rynku partnerów technologicznych

Mobilność i chmura – priorytety kierunków inwestycji dla sieci partnerskiej.

Partnerzy podejmują znaczące inwestycje w transformację do chmury i Microsoft chce ich w tym procesie wspierać. W tym celu prezentujemy kilka zmian w obszarze współpracy z kanałem partnerskim, które mają uczynić ten proces łatwiejszym.

Jednym z przykładów jest rozszerzenie programu Cloud Solution Provider (CSP), który ma za zadanie wspomóc partnerów technologicznych firmy w tworzeniu i rozwijaniu rozwiązań w oparciu o chmurę Microsoftu. Ogłoszony podczas konferencji start nowej wersji programu zakłada rozszerzenie listy rynków, na których będzie działał program CSP do 131. Dodatkowo, oprócz pakietu usług Office 365, Program CSP zostanie wzbogacony o flagowe rozwiązania oparte na chmurze, takie jak Azure oraz CRM Online, infrastrukturę do zdalnego zarządzania stacjami klienckimi (Intune) oraz środowisko do administrowania urządzeniami mobilnymi przedsiębiorstw (Enterprise Mobility Suite).

Link: https://blogs.office.com/2015/07/13/news-from-wpc-invested-in-partner-growth/

Zwrot w kierunku chmury.

Według prognoz IDC, do 2018 roku rynek związany z chmurą osiągnie pułap 200 miliardów USD, a tempo jego wzrostu będzie pięciokrotnie większe niż całego rynku IT. Potencjał wynikający z tego trendu może być jednak w pełni realizowany dopiero wtedy, kiedy firmy będą w stanie lepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów. Istotny jest fakt, że priorytety klientów zmieniają się równie szybko, jak technologia, która powinna je obsługiwać. Dynamiczna odpowiedź na wyzwania rynku jest więc kluczem do wspólnego sukcesu przedsiębiorców i partnerów technologicznych.

IDC szacuje także, że w samym roku 2015 wydatki na IT osiągną poziom 2,1 biliona USD. Inwestycje w środowisko działające w oparciu o chmurę (aplikacje mobilne, Big Data, sieci społecznościowe), zanotują wzrost na poziomie 13 procent w skali roku na przestrzeni najbliższych pięciu lat, kiedy pozostałe sektory rynku czeka stagnacja.

Link: https://mspartner.microsoft.com/en/base/Blog/mpn/article/wpc15-day3

Podejście partnerskie jako klucz do lepszego reagowania na potrzeby rynku.

Rola kanału partnerskiego jest jednym z fundamentów funkcjonowania i ważnym elementem polityki firmy Microsoft. Badanie przeprowadzone na rzecz Microsoft przez IDC wskazuje wyraźnie na ogromne zapotrzebowanie na partnerów technologicznych. Preferencje dokonywania wyboru i zakupu nowych technologii – w tym również rozwiązań chmurowych, za pośrednictwem firm partnerskich wyraziło aż 86 procent ankietowanych przedstawicieli biznesu. Klienci chcą kontaktować się z zaufanym partnerem lokalnym, który będzie jednocześnie w stanie zaangażować się w bliską relację i przeprowadzić firmę przez wszystkie procesy związane z adopcją odpowiednich rozwiązań. Wśród czynników przemawiających za tym typem współpracy, przedsiębiorcy wskazują najczęściej na:

  • Kompleksowe wsparcie dotyczące nie tylko samego procesu migracji, ale także całej infrastruktury IT w firmie.
  • Kontakt osobisty, zwłaszcza na początku procesu zakupowego. Wielu partnerów technologicznych jest w stanie błyskawicznie odpowiadać na lokalne potrzeby kontrahentów, zwłaszcza jeżeli myślimy o sektorze MŚP.
  • Uproszczenie modelu inwestycji poprzez outsourcing części technologii oraz usług. Wiele firm stara się maksymalnie uprościć swoje inwestycje w technologię i poszukuje dostawców, którzy zostaną ich partnerami przejmując na siebie część odpowiedzialności za realizację szeregu procesów.
  • Wybór zaufanego doradcy. Przedsiębiorcy szukają specjalistów, którzy będą w stanie wesprzeć ich nie tylko doświadczeniem związanym z technologią, ale często także wiedzą dotyczącą konkretnej, nierzadko niszowej branży, w której funkcjonują.

Odpowiedni poziom obsługi zyskuje na znaczeniu nad ceną.

Analiza przeprowadzona przez IDC pokazuje także, że klienci coraz częściej są zainteresowani odpowiednim poziomem obsługi, który nierzadko przedkładają nad cenę rozwiązania. 72 procent respondentów stwierdziło, że są w stanie zapłacić więcej za dobrą obsługę klienta, podczas gdy tylko 28 procent powiedziało, że zrezygnowaliby z obsługi na wysokim poziomie na rzecz niższej ceny. Trend ten wyraźnie pokazuje wzrost znaczenia „wartości dodanej”, dzięki której partnerzy są oni w stanie oferować swoim klientom strategię współpracy oferującą długofalowe korzyści.

Dodatkowe informacje znajdują się na stronie: http://news.microsoft.com/wpc2015/

Tworzenie nowej generacji inteligentnych narzędzi wspomagających produktywność, analizę i projektowanie.

Cortana Analytics Suite: dane przekształcone w realne działanie.

Cortana Analytics Suite to zestaw usług i narzędzi, dający użytkownikom możliwość sprawniejszego działania w oparciu o posiadane dane. Mechanizm pakietu tworzą wiodące rozwiązania technologiczne, m.in. takie jak uczenie maszynowe, technologia postrzegania w oparciu o wizję, analiza twarzy i mowy, rozszerzenia zakresu słownika, a także rozszerzone możliwości przewidywania. Zastosowane funkcjonalności, połączone z możliwościami nieograniczonego składowania i analizowania dużych ilości danych (Big Data) w chmurze, otwierają przed przedsiębiorcami wyjątkową okazję do usprawnienia funkcjonowania organizacji na podstawie przewidywanych scenariuszy biznesowych. Pakiet Cortana Analytics Suite zintegruje się z technologią osobistego asystenta, Microsoft Cortana, tworząc wygodne środowisko w naturalny sposób wspomagające działania biznesowe. Oprogramowanie pojawi się na rynku jeszcze tej jesieni i będzie dostępne w formie miesięcznych subskrypcji.

Link: http://azure.microsoft.com/blog/2015/07/13/announcing-cortana-analytics-suite-and-new-partner-investments-at-wpc-2015

Projekt GigJam: produktywność odkryta na nowo.

Kolejnym krokiem Microsoft w kierunku redefiniowania produktywności i realizacji procesów biznesowych jest wprowadzenie systemu współpracy umożliwiającego wygodniejszą i sprawniejszą komunikację oraz wykonywanie poszczególnych zadań. Filozofia działania usługi opiera się na niwelowaniu barier pomiędzy poszczególnymi aplikacjami i urządzeniami, oddając do dyspozycji użytkowników spójne środowisko (działające w modelu SaaS), które ma jeden cel – doprowadzić realizację zadań do końca w jak najszybszym czasie, przy jednoczesnym śledzeniu postępu i maksymalnym skróceniu czasu potrzebnego na wykonywane obowiązki.

Microsoft HoloLens: komputer jeszcze bardziej osobisty.

Zmiana doświadczenia użytkowania komputerów to jeden z kamieni milowych obecnej rewolucji technologicznej. W trakcje trwania konferencji Microsoft zaprezentował HoloLens – urządzenie działające na platformie Windows 10 w oparciu o rozszerzoną rzeczywistość, które nie tylko zmieni znany dotychczas schemat wykorzystania komputerów, ale przede wszystkim otworzy przed użytkownikami zupełnie nowy wachlarz możliwości tworzenia, wizualizacji i komunikacji w trakcie pracy. Dzięki wykorzystaniu technologii rozszerzonej rzeczywistości, już dzisiaj możemy śmiało mówić o rewolucji dla branż, w których wiele procesów opartych jest na projektowaniu, takich jak architektura, wzornictwo przemysłowe, ale także branża budowlana.

Grodno planuje przejście na GPW – składa prospekt do KNF

0

Grodno SA, jeden z czołowych dystrybutorów artykułów elektrotechnicznych i oświetleniowych działających na rynku polskim, złożyło prospekt do KNF. Celem jest przejście w br. na rynek regulowany GPW w Warszawie. Spółka podtrzymuje cele strategiczne związane z rozwojem sieci sprzedaży i oferty asortymentowej oraz prognozy finansowe na 2015/2016 r.  

17 lipca br. Grodno złożyło prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego. Spółka planuje w br. przenieść notowania na rynek regulowany Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie bez nowej emisji akcji. Kapitalizacja spółki na dzień 16 lipca br. wyniosła 76,9 mln zł.

W kwietniu br. Grodno sprzedało 1,2 mln akcji w drodze subskrypcji prywatnej i pozyskało 4,8 mln zł, tj. 4 zł za akcję. Pozyskane środki finansowe zostaną przeznaczone na szybszy rozwój firmy, w tym rozbudowę oferty produktowej i powiększenie sieci sprzedaży.

Dzięki konsekwencji w realizacji strategii rozwoju umacniamy naszą pozycję na rynku. Dalej pracujemy nad zwiększaniem zysków – do 9,7 mln zł w roku obrotowym 2015/2016 – oraz wzrostem sprzedaży – o 23%. Ze względu na coraz wyższą kapitalizację oraz chęć dalszego rozwoju w tym roku planujemy przejście na rynek regulowany GPW. Doświadczenia na NewConnect utwierdziły nas w przekonaniu, że to właściwy model rozwoju dla Grodna. Naszym celem na najbliższe lata jest znalezienie się w ścisłej czołówce największych firm w branży­ – mówi Andrzej Jurczak, Prezes Zarządu Grodno SA.

ROZWÓJ SIECI SPRZEDAŻY I ASORTYMENTU, KOLEJNE 23% WZROSTU SPRZEDAŻY I 9,7 MLN ZŁ ZYSKU W REALIZACJI DO MARCA 2016 ROKU

Spółka podtrzymuje plany dalszego rozwoju firmy poprzez rozbudowę sieci dystrybucji, rozszerzanie asortymentu, rozwój nowych kanałów dystrybucji oraz optymalizację i rozwój procesów zarządzania w obszarach logistyki i sprzedaży. Od 2014 roku spółka powiększyła się o 9 nowych oddziałów sprzedaży na terenie kraju. 8 placówek powstało poprzez rozwój organiczny, 1 punkt dołączył do sieci sprzedaży Grodna poprzez nabycie części przedsiębiorstwa pod firmą Elektromag w Brwinowie. W planach jest utworzenie w latach 2015-2016 kolejnych 5-ciu punktów. Na koniec tegorocznego roku obrotowego, tj. 31.03.2016 roku, Grodno zamierza rozbudować sieć o 3 nowe punkty sprzedaży. Nowe oddziały według planów powinny zwiększyć przychody Grodna o 4 mln zł w tegorocznym roku obrotowym. Jednocześnie Grodno rozpoczęło projekt rozwoju sieci sprzedaży na zasadzie franczyzy. W bieżącym roku obrotowym planuje uruchomienie ok. 20 oddziałów w tym modelu. Dziś sieć Grodna to 45 własnych punktów sprzedaży oraz 1 oddział franczyzowy.

Obecnie Grodno dysponuje asortymentem 24 tys. artykułów. Planowana liczba pozycji asortymentowych na koniec 2016 roku to około 35 tys. artykułów. W szczególności spółka zamierza rozwijać produkty dla przemysłu, nowoczesne oświetlenie LED i oświetlenie konsumenckie oraz fotowoltaikę.

PROGNOZA FINANSOWA W REALIZACJI

Zarząd optymistycznie ocenia rynek i podtrzymuje prognozy finansowe na rok obrotowy 2015/2016. Wypracowany w ostatnim roku potencjał biznesowy przełoży się na 22,7% wzrost przychodów do poziomu 292 mln zł na koniec roku obrotowego 2015/2016. Zarząd prognozuje także 36% wzrost EBITDA do poziomu 17,5 mln zł. Zysk operacyjny na koniec 2015/2016 roku wzrośnie do poziomu 13,5 mln zł, tj. o 52,4% rdr, a zysk netto wyniesie 9,7 mln zł. Na koniec roku obrotowego 2015/2016 rentowność operacyjna spółki wyniesie 4,6%, a rentowność netto wzrośnie do 3,32%.

mln zł PROGNOZA01.04.2015-31.03.2016 % ZMIANY WOBEC WYNIKU 2014/2015
Przychody ze sprzedaży 292 +22,7%
EBITDA 17,5 +36,3%
EBIT 13,5 +52,4%
Zysk netto 9,7 +59%

 

WYNIKI W 2014/2015 ROKU ZGODNIE Z PROGNOZĄ

W całym roku obrotowym 2014/2015 spółka osiągnęła rekordową sprzedaż, tj. 13,9% wzrostu rdr do poziomu 237,99 mln zł. Wzrost przychodów w omawianym okresie jest pochodną realizacji strategii rozwoju sieci sprzedaży i oferty towarów, w tym wzrostów w segmencie fotowoltaiki, oświetlenia, kabli i niskich prądów, marki własnej LUNO, a także rozwiązań dla przemysłu i sprzedaży do dystrybucji. Osiągnięte wyniki finansowe są zbliżone do prognozy, która zakładała 241 mln zł sprzedaży. Narastająco w roku obrotowym 2014/2015 wynik operacyjny wzrósł do poziomu 8,9 mln zł wobec 6,3 mln zł w 2013/2014 roku, tj. 40% wzrostu rdr. Marża EBIT na koniec roku wyniosła 3,7% wobec 2,7% w analogicznym okresie 2013/2014 roku. Wynik netto za okres 2014/2015 wzrósł o 48,1% rdr do poziomu 6,1 mln zł, co daje 98% realizację prognozy wobec zakładanego 6,2 mln zł zysku.

Wind Mobile S.A. zatwierdził Prospekt emisyjny i przechodzi na rynek główny GPW

0

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła w dniu 14 lipca 2015r. prospekt emisyjny  Wind Mobile S.A., sprządzony przez Spółkę w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu akcji  na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wind Mobile S.A. to grupa oferująca na międzynarodowych rynkach własne rozwiązania technologiczne dla klientów z sektorów: telekomunikacji (halodzwonek), finansów (LiveBank) i hospitality (iLumio). Ponadto, firma specjalizuje się w dostarczaniu usług IT ukierunkowanych na zwiększanie potencjału sprzedażowego swoich klientów. Wind Mobile notowana jest na NewConnect alternatywnym rynku warszawskiej giełdy, gdzie w przeciągu niespełna 4 lat cena papierów wartościowych Spółki wzrosła o blisko 250 procent.

W ramach przygotowanej nowej emisji akcji serii K oraz zbycia istniejących Spółka zamierza zaoferować  1 mln 370 tyś. akcji. Oferta będzie miała charakter publiczny, a pozyskane środki z emisji mają wzmocnić rozwój dwóch najbardziej perspektywicznych produktów Spółki: iLumio oraz LiveBank. Grupa wykorzysta pozyskany kapitał na dynamiczny rozwój sprzedaży zagranicznej, co będzie miało bezpośredni wpływ na wyniki Spółki. Od momentu debiutu na NewConnect Wind Mobile S.A. może pochwalić się imponującymi wzrostami, nie tylko w obszarze wyników firmy, ale również wzrostu kursu akcji.

Zatwierdzenie prospektu jest dla nas niezwykle ważnym momentem, ponieważ umożliwi nam dołączenie do grona najlepszych spółek rynku kapitałowego. Ostatni rok dobitnie potwierdził, że NewConnect przestał być dla nas rynkiem wystarczającym, zarówno z punktu widzenia Spółki, jak i naszych Inwestorów. Z uwagi na ograniczoną płynność tego rynku, wycena giełdowa nie jest skorelowana z rosnącymi wynikami. Jednocześnie szereg zainteresowanych naszym podmiotem inwestorów instytucjonalnych, z uwagi na ograniczenia formalne, nie może zainwestować w Wind Mobile. Wkroczenie na główny rynek giełdy otworzy nam zupełnie nowe możliwości kapitałowe. Zatwierdzona emisja akcji przeznaczona jest na realizację obranej przez Grupę strategii rozwoju wysokomarżowych produktów powtarzalnych oraz ich ekspansji na rynkach międzynarodowych. Ostatni rok ewidentnie potwierdza słuszność przyjętych planów rozwojowych – przychody produktowe wzrosły dwukrotnie, a Spółka podpisała kontrakty z takimi międzynarodowymi tuzami jak Commerzbank, Santander, Hilton czy Holiday Inn – mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Wind Mobile S.A.

Grupa Wind Mobile S.A. debiutowała w 2011 roku na alternatywnym rynku warszawskiej giełdy – New Connect, z ceną emisyjną akcji na poziomie ponad 3 PLN. Dzisiaj jej notowania osiągnęły około 250-procentowy wzrost, a cena papierów wartościowych wynosi około 8 PLN za sztukę. Dodatkowo Spółka może pochwalić się ponad 370-procentowym wzrostem przychodów i około 180-procentową dynamiką wzrostu zysku netto w 2014 roku. To wszystko przekłada się na obecną kapitalizację Grupy Wind Mobile S.A. na poziomie 100 mln PLN. Obecny okres pod względem wyników finansowych zapowiada się równie obiecująco. W pierwszym kwartale 2015 roku Wind Mobile odnotował 5-krotny wzrost przychodów w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Działalność Wind Mobile od kilku lat charakteryzuje rosnąca rentowność, którą w sektorze telekomunikacyjnym uzyskaliśmy poprzez zmianę struktury przychodowej i modelu biznesowego z typowo usługowego na wysokomarżowy model produktowy. EBITDA za lata 2011-2013 to odpowiednio 3, 4 i 6 mln zł. Podobne podejście zastosowaliśmy w odniesieniu do przejętej w 2014 roku spółki Software Mind. Akwizycja pozwoliła nie tylko na zdywersyfikowanie działalności na sektor finansowy oraz hospitality, ale przede wszystkim na poszerzenie oferty stricte produktowej. Obecne portfolio obejmuje 3 silne produkty z powodzeniem sprzedawane na rynkach eksportowych – Halodzwonek, iLumio i LiveBank, a ich udział w sprzedaży Spółki rośnie. Pomimo konsolidacji rozpoczętej dopiero w drugim kwartale 2014, Grupa wypracowała przychody na poziomie 54 mln PLN i zysk netto w wysokości 7 mln PLN, podwajając rentowność EBITDA do poziomu 11 mln zł – mówi Łukasz Juśkiewicz, Dyrektor Finansowy Grupy.

Grupa oferuje swoje produkty i usługi w kilku branżach: finanse i bankowość, hospitality oraz telekomunikacja. Dla branży hotelarskiej dedykowane jest coraz popularniejsze rozwiązanie iLumio, które wybiera 80% nowo powstałych hoteli w Polsce. Klientami tego rozwiązania są największe sieci hotelarskie, takie jak: Hilton, Holiday Inn, Best Western czy PURO. Co ciekawe, w 1Q tego roku zakontraktowano już ponad 2 000 pokoi, co stanowi kilkukrotny wzrost względem analogicznego okresu w 2014 roku. Finanse i bankowość to z kolei system LiveBank, który wybrały 3 z 5 największych banków w Polsce oraz niemiecki Commerzbank. Popularność tej usługi wiąże się z nowoczesną obsługa konsumentów oraz obniżeniem kosztów obsługi nawet o 50% wraz z wielokrotnym przyrostem liczby transakcji online. Główni kontrahenci bankowi Spółki to m.in.: mBank, ING czy BZ WBK.  W obszarze rozwiązań dla telekomunikacji firma oferuje szereg usług mobilnych, obejmujących m.in. halodzwonki – platformę obsługującą streaming utworów muzycznych lub reklam w oczekiwaniu na połączenie z rozmówcą, nowoczesną pocztę głosową Voicemail czy powiadomienia o dostępności rozmówcy.

Nasza działalność to przykład realizacji strategii wyszukiwania szans na usługi biznesowe w dobrze zdefiniowanych sektorach i wspierania ich nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi. Podejście produktowe w powiązaniu z transakcyjnym czy abonentowym modelem rozliczeń za świadczone usługi tworzy unikalne możliwości wzrostu naszych przychodów i marżowości wraz z rozwojem biznesu naszych Klientów. Praktycznie w każdym z sektorów w których działamy, obserwujemy wzrosty i spodziewamy się ich jeszcze większego przyspieszenia dzięki aktywnym działaniom na rynkach międzynarodowych. Eksport stanowi obecnie już ponad 25% w strukturze naszych przychodów i przez cały czas intensywnie pracujemy nad tym, aby nasze produkty były dostępne w coraz większej liczbie państw. Sygnały płynące od naszych zagranicznych Klientów i Partnerów są bardzo pozytywne więc naszym zdaniem daje to solidne podstawy do prognozowania dynamicznego rozwoju Grupy zgodnie z przyjętą strategią – podsumowuje Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy.

Oferującym akcje Wind Mobile jest Dom Maklerski BOŚ, a Autoryzowanym Doradcą firma Addventure Sp. z o.o.

DM BPS: proponowany przez PiS podatek bankowy uderzyłby w całą gospodarkę i zahamował jej rozwój

Marta Czajkowska-Bałdyga, analityk Domu Maklerskiego BPS

Odpływ kapitału z sektora bankowego, zmniejszenie zysków, ograniczenie wypłaty dywidend oraz akcji kredytowej spowodowałoby wprowadzenie zapowiadanego przez PiS podatku bankowego – uważa Marta Czajkowska-Bałdyga z DM BPS. Jej zdaniem banki nie byłyby zainteresowane udzielaniem pożyczek, bo od ich wartości płaciłyby daninę fiskusowi.

– Obecnie sektor jest bardzo dobrze skapitalizowany – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marta Czajkowska-Bałdyga, analityk Domu Maklerskiego BPS. – Zakładając jednak scenariusz węgierski, po kilku latach ponoszenia strat, szczególnie przez mniejsze banki, wydaje się, że jest zagrożenie dla wysokości kapitału w całym sektorze.

Chodzi o zapowiedź wprowadzenia podatku bankowego przez przodujący w sondażach przedwyborczych PiS. Według Beaty Szydło, kandydatki PiS na premiera, miałby on wynieść 0,39 proc. aktywów bankowych. W skali całego sektora ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego spodziewa się uzyskać z tego tytułu około 5-6 mld zł, co mniej więcej odpowiada jednej trzeciej jego ubiegłorocznego zysku.

Na pewno ograniczałoby to możliwości wypłaty dywidendy, wpływając na zysk netto – zauważa Marta Czajkowska-Bałdyga. – Ponieważ inwestorzy z reguły spodziewają się, że ich pieniądze będą przynosić zyski, a nie straty, mogłoby to także spowodować jeszcze szybsze postępowanie konsolidacji w sektorze bankowym, niż ma to miejsce obecnie.

zdaniem Czajkowskiej-Bałdygi podatek liczony od wysokości aktywów banków negatywnie wpływałby jednak nie tylko na rozwój sektora bankowego, lecz także całej gospodarki.

Banki nie będą chciały rozwijać działalności, bo od wyższych aktywów płaciłyby po prostu wyższy podatek – ostrzega Marta Czajkowska-Bałdyga. – W interesie instytucji finansowych nie będzie zatem zwiększanie akcji kredytowej, co jest raczej sprzeczne z tym, czego zapewne będzie chciała nowa ekipa rządząca, czyli aby banki wciąż finansowały gospodarkę i wspierały jej rozwój.

Jak wynika z ostatniego raportu Komisji Nadzoru Finansowego łączne aktywa dziesięciu największych banków w Polsce pod koniec ubiegłego roku wyniosły blisko 4,6 mld zł. Największe, w wysokości 3,6 mld zł, należały do międzynarodowej grupy UniCredit z siedzibą w Rzymie, właściciela 50,1 proc. udziałów Pekao SA.

Podatek bankowy od instytucji finansowych jest już stosowany w niektórych krajach – wskazuje Marta Czajkowska-Bałdyga. – Ten, który został zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość, żywcem wzięto z gospodarki węgierskiej. Viktor Orbán, tamtejszy premier, również wprowadził podatek bankowy, który miał negatywny wpływ na zyski tamtejszego sektora.

Grupa Recykl przewiduje wzrost przychodów w br. o około 10 proc. i wypłatę dywidendy za przyszły rok w wysokości 20-25 proc. zysku netto

0

Maciej Jasiewicz

Zajmująca się gospodarowaniem odpadami Grupa Recykl zapowiada, że w ciągu najbliższych dwóch lat uda jej się dokończyć akwizycję przedsiębiorstwa zajmującego się sprzedażą wyrobów gotowych i zadebiutować na głównym parkiecie giełdy. Prezes Maciej Jasiewicz jest zdania, że za przyszły rok spółka najpewniej wypłaci dywidendę w wysokości 20-25 proc. zysku. W br. przychody Grupy mają wzrosnąć o około 10 proc.

Z naszych podstawowych segmentów działalności wszystkie będą rosły porównywalnie – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Jasiewicz, wiceprezes Grupy Recykl oraz prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku, będącej spółką dominującą grupy kapitałowej.

Składa się ona z przedsiębiorstwa Recykl Organizacja Odzysku oraz spółek Reco-Trans i Rekoplast. Profil działalności Grupy obejmuje gospodarowanie odpadami użytkowymi, przede wszystkim zużytymi oponami. Poszczególne spółki prowadzą zbiórkę, wytwarzają gumowy granulat wykorzystywany w wielu dziedzinach gospodarki, a także świadczą usługi recyklingu i odzysku. W ubiegłym roku Grupa wyprodukowała 20 tys. paliw alternatywnych (tzw. chipsów) dla cementowni. Jak wskazuje prezes Maciej Jasiewicz, tegoroczne założenia przewidują, że będzie ta od 35 do 40 tys. ton.

Mamy trzy podstawowe produkty: paliwo alternatywne dla cementowni, granulat SBR, który jest wykorzystywany przez producentów wyrobów gotowych oraz na potrzeby budowy boisk sportowych, a także drut stalowy – informuje Maciej Jasiewicz. – Przewidujemy, że wartość przychodów w br. w stosunku do 2014 roku będzie wyższa o około 10 proc.

W ciągu najbliższych 2-3 lat, jak przekonuje prezes Jasiewicz, notowana obecnie na NewConnect spółka mogłaby zadebiutować na rynku podstawowym.

Przymierzamy się do tego od dawna, natomiast sytuacja ekonomiczna powodowała, że nie byliśmy w stanie uzyskać odpowiedniej kapitalizacji – tłumaczy Maciej Jasiewicz. – Zakładamy jednak, że po przejęciu producenta wyrobów gotowych moglibyśmy tego skoku wreszcie dokonać.

Spółka od kilku już lat planuje akwizycję tego rodzaju przedsiębiorstwa. Jest to jedyny element procesu produkcyjnego, którego Grupie brakuje: sama bowiem pozyskuje surowiec, prowadzi zakład wytwarzający granulat i ma instalacje, dzięki którym może doczyszczać drut stalowy. Do pełnego łańcucha działalności brakuje jej tylko wytwórcy gotowych produktów.

Ze sprzedażą drutu, który uzyskujemy z opon, nie mamy żadnego problemu – zapewnia Jasiewicz. – Ograniczają nas wyłącznie moce produkcyjne. Mamy dwie technologie i jako jedyni w Polsce doczyszczamy drut i go przerabiamy. Ten segment jest przez nas całkowicie opanowany.

W I kwartale br. przychody Grupy wyniosły 7,6 mln zł i były o ok. 1 mln zł wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spółka odnotowała zysk (netto) w wysokości 319 tys. zł wobec 564 tys. zł podczas pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku.

Po przeprowadzeniu analiz wewnętrznych ustaliliśmy, że spółka mogłaby wypłacić w połowie 2017 r. dywidendę za 2016 r., oczywiście po zatwierdzeniu tych planów przez Radę Nadzorczą – zapowiada Jasiewicz. – Przewidujemy, że dywidenda wyniesie około 20-25 proc. wypracowanego zysku. Uważam, że taki krok będzie dobrze odebrany przez obecnych i przyszłych akcjonariuszy. Chcemy pokazać, że spółka ma już trudny okres za sobą i osiągnęła taki poziom stabilności, który pozwala się podzielić częścią zysku z akcjonariuszami.

P. Gnitecki (SIMPLE SA): Wzrost liczby nowych kontraktów już po wakacjach. Obecnie rynek czeka na napływ środków unijnych

0

Przemysław Gnitecki, prezes SIMPLE SA

Na rynku rozwiązań informatycznych dla przedsiębiorców podpisywanych jest mniej kontraktów niż w ostatnich dwóch latach. Spowolnienie dotyczy zarówno sektora publicznego, jak i prywatnego. Klienci czekają na napływ środków unijnych w ramach nowej tury finansowania.

Producent i dostawca rozwiązań informatycznych SIMPLE SA oczekuje ożywienia już po wakacjach.

– Przede wszystkim weszliśmy z bardzo dobrym portfelem jeszcze z okresu 2013 i 2014 roku. Pozwoli on nam na realizację tych projektów jeszcze w 2015 roku – mówi Przemysław Gnitecki, prezes SIMPLE SA.

Spółka SIMPLE SA, zajmująca się produkcją i dostawą rozwiązań informatycznych wspierających zarządzanie przedsiębiorstwem, ma za sobą bardzo dobry okres. Uzyskane w 2014 roku przychody ze sprzedaży wzrosły skokowo do poziomu 57,5 mln zł, co oznacza wzrost o prawie 53 proc. (rok do roku). Znacząco wzrósł także zysk netto spółki, który w poprzednim roku przekroczył 7 mln zł.

– W tej chwili to, czego oczekujemy, to jest nowa perspektywa unijna i pieniądze, które się tam pojawią. Liczymy na kontrakty w sektorze publicznym i sektorze komercyjnym, jesteśmy obecni na obu tych rynkach – tłumaczy prezes SIMPLE SA.

Wskazuje tu w szczególności na takie jednostki sektora publicznego, jak wyższe uczelnie, szpitale, samorząd regionalny oraz instytuty naukowo-badawcze. Środki unijne trafią także do firm prywatnych. Również w tym sektorze spółka SIMPLE SA planuje realizować swoje usługi.

– Rynek komercyjny dostrzega korzyści wynikające z inwestycji w IT. Coraz częściej małe i średnie przedsiębiorstwa sięgają po rozwiązania klasy ERP, by optymalizować swoje procesy biznesowe. Wzrasta również zainteresowanie takimi rozwiązaniami, jak HCM, BI, APS, MES.  Środki unijne pozwolą firmom z sektora MSP, zwłaszcza tym, które są innowacyjne, jak np. te z branży produkcyjnej, zbudować zaplecze IT potrzebne do skutecznego planowania i monitorowania realizowanych procesów produkcyjnych oraz wzmocnić konkurencyjność na rynku  – mówi Gnitecki.

SIMPLE SA liczy na wzrost sprzedaży zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Jednocześnie prognozuje, że liczba kontraktów podpisanych w tym roku będzie niższa niż w dwóch poprzednich latach. Powodem jest oczekiwanie na możliwość skorzystania z unijnych dofinansowań, a te są obecnie w fazie przygotowywania.

– Myślę, że te kontrakty zaczną być pozyskiwane w drugiej połowie roku, po wakacjach, i będą realizowane w kolejnych latach – ocenia.

Pytany o nowe branże, w których spółka SIMPLE SA planuje być aktywna, prezes Gnitecki podkreśla:

– Mamy bardzo szerokie referencje, jesteśmy w różnych miejscach – zarówno w firmach komercyjnych z branży produkcyjnej, budowlanej, handlowo-usługowej, jak i w spółkach Skarbu Państwa, spółkach transportowych, uczelniach, instytutach i szpitalach – wymienia.

Spółka SIMPLE SA już od 1998 roku notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ulepszony program Płatnik ma pomóc firmom unikać błędów w dokumentach. Usprawni też komunikację z ZUS

0

Iwona Sarna

Program Interaktywny Płatnik Plus (IPP) umożliwi dwustronną komunikację między ZUS a płatnikiem. Tym samym pozwoli wyeliminować błędy w dokumentach i rozliczenia z ZUS. Skorzystają na tym przedsiębiorcy, którzy jeszcze przed wysyłką dokumentów będą mogli zweryfikować prawidłowość danych. Płatnicy składek mają przejść trzy poziomy weryfikacji, zanim dojdą do etapu, gdzie wysyłane dokumenty są na bieżąco sprawdzane online, a te z błędami nie zostaną przyjęte. Do programu przystąpiło już ponad 1 mln firm.

Program Interaktywny Płatnik Plus (IPP) to innowacyjna forma komunikacji płatników składek z ZUS-em. Dotychczas płatnicy co miesiąc przekazywali dokumenty rozliczeniowe, my je przetwarzaliśmy i dopiero wtedy informowaliśmy o ewentualnych nieprawidłowościach. Teraz komunikacja będzie dwustronna. Płatnik będzie sporządzał i przesyłał dokumenty na podstawie danych, które pobierze z ZUS – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Iwona Sarna z Departamentu Ubezpieczeń i Składek w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

Płatnik sporządza dokumenty w oparciu o dane zapisane na kontach indywidualnych w ZUS, a to – jak podkreśla ekspertka – gwarantuje, że będą one prawidłowo wypełnione. To z kolei oznacza, że na kontach osób ubezpieczonych kolejne zapisywane przy okazji rozliczeń dane będą prawidłowe. Korzystają na tym nie tylko ubezpieczeni, lecz także pracodawcy, którzy dzięki IPP mogą szybciej się rozliczyć.

Docelowym zamiarem jest, żeby nie wpływały do systemu żadne nieprawidłowe dokumenty, natomiast musimy przez ten system przechodzić stopniowo, żeby przyzwyczaić płatników do prawidłowego składania dokumentów. Nie wdrażamy wszystkich płatników jednocześnie, przechodzą oni szkolenia etapowo. Obecnie mamy wdrożonych wszystkich dużych płatników zatrudniających ponad 500 ubezpieczonych – zaznacza Sarna.

Składane dokumenty przechodzą przez reguły weryfikacji o różnej krytyczności. Na poziomie C nie ma wymiany informacji z ZUS i dokumenty podlegają tylko kontroli formalnej, na poziomie B dokumenty są weryfikowane, ale dla części reguł obniżony jest poziom krytyczności, a to oznacza, że mogą pojawiać się błędy. Przy wersji A ZUS nie przyjmie już dokumentów z błędami.

Wszystkie osoby, które w tej chwili rozpoczynają działalność gospodarczą, są automatycznie włączane do programu. Myślę, że takim płatnikom jest łatwiej, bo nie mają żadnych nieprawidłowości, a my uczymy ich, żeby dokumenty były prawidłowo składane i przetwarzane – zaznacza ekspertka ZUS.

Nowa wersja programu Płatnik 10 sprawdza też, czy płatnik odprowadza składki za wszystkich, za których powinien. Co więcej, przy przesyłaniu dokumentacji system weryfikuje, czy składki są odprowadzane w odpowiedniej wysokości. Istotne jest też to, że przy poprawie ewentualnych błędów, system je zapamiętuje i automatycznie poprawi je przy następnym rozliczeniu.

Nowy program Płatnik umożliwia obsługę płatników wielooddziałowych. Innym ułatwieniem jest możliwość sporządzenia dokumentów korygujących na podstawie dokumentów pobranych z ZUS. To również gwarantuje, że korekta przygotowana przez płatnika będzie prawidłowa i będzie dobrze przetworzona już po przesłaniu do Zakładu – mówi Iwona Sarna.

Wojna cenowa na rynku OC wyniszcza ubezpieczycieli. Podwyżki są nieuniknione

Andrzej Klesyk

Wojna cenowa w ubezpieczeniach komunikacyjnych prowadzi do problemów branży ubezpieczeniowej. Mniejsi gracze na rynku już teraz na nich tracą, a sytuacja może się tylko pogorszyć. Nawet jeśli ubezpieczyciele podniosą ceny, co wydaje się nieuniknione, to efekty podwyżek odczują dopiero za jakiś czas.

Sektor ubezpieczeniowy czeka bardzo trudny rok. Ciągle trwa wariacka wojna cenowa, szczególnie w ubezpieczeniach motoryzacyjnych. Mam wrażenie, że niektórzy nasi konkurenci już widzą, jak bardzo są na czerwono, a więc w stratach. Niestety, w ubezpieczeniach jest tak, że nawet jakiekolwiek podwyżki cen, które muszą się zdarzyć, będziemy mogli dopiero skonsumować w przyszłym roku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Klesyk przyznaje, że taka sytuacja może doprowadzić do problemów finansowych wielu graczy na rynku ubezpieczeniowym.

Co prawda w tym roku ceny ubezpieczeń OC idą w górę, według niektórych analiz w wybranych miastach o nawet ponad 15 proc., ale to wciąż za mało. W 2014 r. – według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń – ubezpieczyciele stracili na polisach ubezpieczeniach OC 800 mln zł, rok wcześniej było to 2 mld zł. Na podwyżki cen wpływ ma jednak nie tylko zaprzestanie wojny cenowej, wyniszczającej dla wszystkich graczy, lecz także obowiązujące od początku kwietnia nowe wytyczne KNF.

Klesyk zauważa, że również na rynku ubezpieczeń na życie sytuacja branży jest niepewna. Wynika to jednak nie z cen, a z oczekiwania na nowe prawo.

Nie wiadomo, w jakiej formie zostaną przyjęte regulacje co do pewnych rodzajów produktów, a szczególnie opłat likwidacyjnych. To bardzo mocno wpływa na cały rynek ubezpieczeń na życie – tłumaczy prezes PZU. – Dziś oczekiwania te nie wpływają bezpośrednio na rentowności. Natomiast, jeżeli tak się zdarzy, że parlament uchwali ustawę, która będzie działała wstecz, może doprowadzić do dużego rozedrgania niektórych naszych konkurentów, którzy mogliby mieć nawet problemy kapitałowe.

Opłata likwidacyjna jest stosowana przez ubezpieczycieli przy polisach inwestycyjnych, które poza ochroną życia mają też składnik kapitałowy.

Polska może osiągnąć cele polityki klimatycznej UE bez rezygnacji z węgla

Domenico Rossetti z Dyrekcji Generalnej ds. Badań i Innowacji (DG RTD) Komisji Europejskiej

By osiągnąć unijne cele polityki klimatycznej, Polska nie musi rezygnować z węgla. Pierwszym krokiem musi być poprawa efektywności energetycznej – można ją osiągnąć względnie prosto, choćby przez nieznaczne obniżenie temperatury w ogrzewanych zimą budynkach. W drugiej kolejności możemy postawić na czyste technologie węglowe.

Polska ma duży potencjał w zakresie oszczędzania energii i poprawy efektywności energetycznej. To będzie pierwsze zadanie do realizacji. Jest wiele sposobów, którymi można to osiągnąć, np. renowacja budynków czy regulacja temperatury wymaganej w domach zimą. W niektórych hotelach w Warszawie są bardzo wysokie temperatury. Zamiast 24-25 stopni można by obniżyć temperaturę do 20 stopni. To w zupełności wystarczy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Domenico Rossetti z Dyrekcji Generalnej ds. Badań i Innowacji (DG RTD) Komisji Europejskiej.

Jak podkreśla Rossetti, Unia wyznacza sobie ambitne cele w zakresie walki z ociepleniem klimatu. Do 2030 r. efektywność energetyczna w całej wspólnocie ma wzrosnąć o 27 proc. W takim samym zakresie wzrosnąć powinien także udział odnawialnych źródeł energii. Do 2030 r. aż o 40 proc. w odniesieniu do 1990 r. ma zmniejszyć się emisja gazów cieplarnianych.

Sposób osiągnięcia tych celów nie jest jednak taki sam dla wszystkich krajów. Rossetti zwraca uwagę na to, że plan dotyczy całej Unii, a nie poszczególnych krajów. Dlatego takie państwa jak Polska, oparte na energetyce węglowej, mogą uczestniczyć w dążeniu do celów w miarę swoich możliwości.

Wszystkie kraje członkowskie mają swoje tradycje w zakresie energetyki  we Francji jest to energetyka atomowa, w Polsce  węgiel, a w Austrii odnawialne źródła energii. Zadaniem krajów członkowskich jest to, by wybrały swój miks energetyczny. Europa powinna zapewnić warunki ramowe, określić cele średnio- i długoterminowe polityki energetycznej. Są to cele europejskie, nie polskie, włoskie, niemieckie czy francuskie – przekonuje Rossetti.

Dodaje, że poza zwiększeniem efektywności energetycznej w Polsce można również zastosować czyste technologie węglowe. Należy do nich rozwijane w UE wychwytywanie i przechowywanie dwutlenku węgla. Przykładem czystych technologii jest również gazyfikacja węgla. O inwestycji w taką instalację wspominała Grupa Azoty.

Oczywiście są też różne źródła odnawialne, które mają duży potencjał, a nie są eksploatowane w Polsce w dużym stopniu – dodaje Rossetti.

Ekspert zaznacza, że Unia ma również inne cele w obszarze energetyki. Podstawowym jest budowa wspólnego rynku energii.

Rynek energetyczny Unii Europejskiej wciąż jest bardzo rozdrobniony. Jeśli spojrzymy na sposób przesyłu energii, to nie możemy mówić o swobodnym obrocie energią w Europie. Transfer pomiędzy członkami wspólnoty jest bardzo ograniczony – zauważa Rossetti.

Rossetti przestrzega jednak przed często pojawiającą się krytyką, że przez wysokie koszty energii europejska gospodarka traci w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Zauważa on, że 70 proc. europejskiego PKB jest wytwarzane przez sektor usług, który jest znacznie mniej wrażliwy na ceny energii niż przemysł.

Poza tym, jak dodaje ekspert, unijny model gospodarki i społeczeństwa inaczej rozkłada akcenty niż Amerykanie. Stawia przede wszystkim na zabezpieczenia socjalne, edukację i wyrównywanie szans. Dlatego nawet gdy wiąże się to z wyższymi kosztami, nie można z tego zrezygnować.

Nie jestem przekonany co do tego, że amerykański styl życia z wszechobecną hiperkonsumpcją jest najlepszy. Elementy europejskiego stylu życia, gdzie mamy spójność społeczną, zrównoważony rozwój, edukację, bezpieczeństwo socjalne, które są silnymi atutami Unii Europejskiej, nie są wystarczająco brane pod uwagę – uważa Rossetti. – Oczywiście możemy wziąć pewne elementy, innowacje, powinniśmy jednak być bardzo dumni z naszego europejskiego modelu, ze wszystkimi jego cechami charakterystycznymi i mocnymi punktami.

Przyznaje jednak, że powinniśmy czerpać z innowacji stworzonych w Ameryce. Zaznacza jednak, że przedstawiany często w Europie obraz gospodarki Stanów Zjednoczonych również nie jest prawdziwy. Widać to np. podczas negocjacji umowy o wolnym handlu TTIP. Wielu Europejczyków uważa, że Ameryka jest tańsza, mniej uregulowana, ale taż, że nie dba o środowisko w stopniu takim jak UE.

– Myślimy, że w USA nie martwią się w ogóle o środowisko i zdrowie, a to nieprawda. Mam nadzieję, że znajdziemy wiele rozwiązań, na których obie strony skorzystają, jeśli porozumienie zostanie wdrożone – ocenia Rossetti. – Myślę także, że nie powinniśmy ciągle porównywać się ze Stanami Zjednoczonymi.

Zawodowe portale społecznościowe mogą zastąpić CV. Coraz więcej firm w ten sposób szuka pracowników

Katarzyna Wilga

Większość procesów rekrutacyjnych to obecnie tzw. działania ukryte, prowadzone m.in. przez zawodowe portale społecznościowe, takie jak GoldenLine czy LinkedIn. Dzięki zawartym na nich informacjom pracodawcy i agencje rekrutujące mają ułatwione zadanie. Poszukujący nowych wyzwań pracownicy powinni więc zadbać o to, by znajdujące się na profilach dane były aktualne i prawdziwe, a sama aplikacja zaopatrzona w profesjonalne zdjęcie.

– Coraz więcej firm poszukuje pracowników poprzez portale społecznościowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Katarzyna Wilga, ekspert GoldenLine. – Wykorzystywane są do tego głównie aplikacje biznesowe ze względu na to, że można tam założyć profil, który odpowiada wyglądowi tradycyjnego CV.

W Polsce najpopularniejszymi portalami pracy i kariery są GoldenLine i LinkedIn. Według Megapanel PBI/Gemius w maju br. pierwszy z nich notował 1,7 mln odwiedzin, LinkedIn – 1,3 mln. Jak twierdzi Katarzyna Wilga, są to miejsca, gdzie w bardzo profesjonalny sposób można zbudować wizerunek eksperta. Znajdują się tam odpowiednio ułożone, w sposób czytelny dla innych, informacje. Są także narzędzia do weryfikacji kandydatów, które ułatwiają poszukiwania.

– Umieszczone na portalach informacje powinny być przede wszystkim wiarygodne – radzi Katarzyna Wilga. – Właściciel profilu powinien zadbać o to, żeby był on systematycznie uzupełniany. Istotny jest opis doświadczeń i umiejętności, które dla rekruterów mogą być kluczowe. Nie są już potrzebne takie informacje jak data urodzenia, miejsce zamieszkania czy stan cywilny, więc można ich unikać. Przede wszystkim nie warto kłamać, bo to wychodzi na jaw.

Zdjęcie powinno być oficjalnym, profesjonalnym wizerunkiem fotograficznym. Ekspertka radzi, by unikać zamieszczania zdjęć z sytuacji prywatnych, z rodziną, ze znajomymi, zrobionych w czasie wakacji czy imprezy.

Najbardziej profesjonalnym punktem w profilach jest opis ścieżki zawodowej, dlatego profil warto na bieżąco uaktualniać.

– Kariera na pozycji specjalisty rozwija się naturalnie w kierunku wyższych szczebli: menadżera czy dyrektora. Jeśli rzeczywiście doszło do awansu, warto taką informację zamieścić. Daje ona obraz wiarygodnego i zaangażowanego pracownika – twierdzi Katarzyna Wilga.

Warto wtedy także umieścić informacje o stopniu odpowiedzialności. Jak zapewnia Katarzyna Wilga jest to bardzo ważna informacja dla rekrutujących.

– Dobre wrażenie robi dodanie swoich obowiązków, specjalizacji, ale także umiejętności – mówi ekspertka GoldenLine. – To kluczowe słowa, po których rekruterzy szukają kandydatów.

Kolejną rzeczą są referencje. Warto poprosić znajomych z poprzedniej pracy o dodanie kilku słów opisujących przebieg współpracy. Korzystne jest także zbudowanie odpowiedniej sieci kontaktów.

 Biznesowe portale społecznościowe działają networkingowo – zauważa Wilga. – Warto dodawać do swojej sieci ekspertów z branży, wypowiadać się w grupach tematycznych oraz pamiętać, żeby profil był uaktualniany nie tylko w momencie, kiedy szukamy pracy, lecz także wtedy, kiedy akurat byliśmy na kursie, zdobyliśmy umiejętność, certyfikat, ukończyliśmy szkolenie itp. To sygnał, że się rozwijamy.

Szacuje się, że obecnie ponad 80 proc. rekrutacji firm w Polsce to tzw. działania ukryte (bez ogłoszeń o naborze). Przedsiębiorstwa coraz częściej poszukują bowiem kandydatów o sprecyzowanych umiejętnościach, a do takich osób łatwiej docierać poprzez sieć i zawodowe portale społecznościowe. Po serii ogłoszeń często zgłaszają się osoby, które wymagania spełniają w części albo w niewielkim stopniu. Poszukiwanie odpowiedniej osoby, jak tłumaczy Katarzyna Wilga, to żmudna praca. Gdy proces jest odwrócony, to rekruter zwraca się do osób, które spełniają kryteria.

– Powinien to być więc jeden z pierwszych kanałów poszukiwania pracy – uważa Katarzyna Wilga.

Naczelna Rada Lekarska: Osoby starsze powinny mieć większy dostęp do opieki stomatologicznej. Trzeba też wprowadzić karty seniora

Agnieszka Ruchała-Tyszler

Ponad 40 proc. Polaków powyżej 65 roku życia nie ma już żadnych zębów. Zdaniem lekarzy wynika to z niewłaściwej higiena jamy ustnej i braku regularnych konsultacji w gabinetach dentystycznych. Naczelna Rada Lekarska podkreśla, że konieczne jest stworzenie rządowego programu opieki stomatologicznej nad osobami starszymi. Nieleczone zęby, krwawienie z dziąseł i brak uzupełnień protetycznych mogą wywoływać choroby ogólnoustrojowe i nowotworowe oraz utrudniać ich leczenie. 

Stomatolodzy alarmują: próchnica i choroby przyzębia to nie tylko problem zdrowia jamy ustnej. Chore zęby i dziąsła mają niekorzystny wpływ na cały organizm. Kardiolodzy wskazują na związek z chorobami sercowo-naczyniowymi, a onkolodzy – z nowotworami.

10 proc. nowotworów jamy ustnej to nowotwory złośliwe. Jeżeli mamy opiekę stomatologiczną, która funkcjonuje nieprawidłowo, to wykrywalność takich nowotworów jest znacznie gorsza. Z danych w Krajowym Rejestrze Nowotworów wynika, że w Polsce w porównaniu do krajów Unii Europejskiej zachorowalność na nowotwory jest prawie 1,5 raza większa, a umieralność na nowotwory jamy ustnej, raka wargi, języka, gardła jest prawie dwukrotnie większa – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Agnieszka Ruchała-Tyszler, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Problem z roku na rok będzie się pogłębiał, bo polskie społeczeństwo starzeje się coraz szybciej. Z danych GUS wynika, że obecnie w wieku senioralnym (mężczyźni 65+, kobiety 60+) jest 7,3 mln Polek i Polaków, czyli 20 proc. całej populacji. Do 2030 r. odsetek ten ma wzrosnąć do 33 proc. Dentyści podkreślają, że w tej sytuacji priorytetem jest stworzenie rządowego programu opieki stomatologicznej nad osobami starszymi.

Państwo powinno zwiększyć dostępność do opieki stomatologicznej, w tym opieki specjalistycznej, protetycznej, chirurgicznej i periodontologicznej. Powinno się umożliwić finansowanie transportu osobom, które mają kłopot z przemieszczaniem się, często są przykute do łóżka. Ważne jest również to, aby we współpracy z ekspertami został stworzony skuteczny system edukacji dla ludzi starszych. Mógłby on być propagowany przez uniwersytety trzeciego wieku, pielęgniarki środowiskowe czy innych lekarzy – tłumaczy dr Agnieszka Ruchała-Tyszler.

Ze statystyk Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, że co czwarty Polak nie był u dentysty od 5 lat. W tym roku NFZ wyda na opiekę stomatologiczną 1 mld 75 mln zł, czyli –  45,43 zł na jednego pacjenta. Zdaniem lekarzy to zdecydowanie za mało.

– To jest leczenie obejmujące nie tylko leczenie protetyczne, lecz także leczenie zachowawcze zębów, profilaktykę dzieci, kobiet w ciąży, czyli bardzo szeroki wachlarz. Takie finansowanie naszym zdaniem jest niewystarczające. Apelujemy więc, aby wprowadzić kartę opieki stomatologicznej seniora, w której byłyby zawarte najważniejsze informacje: na jakie choroby pacjent choruje, jakie leki zażywa, jaki jest przebieg leczenia – podkreśla dr Agnieszka Ruchała-Tyszler.

W Polsce spada liczba osób korzystających z opieki dentystycznej w publicznych ośrodkach zdrowia. Niemal 70 proc. osób leczy się w prywatnych ośrodkach stomatologicznych.

Nowa trasa wylotowa z Warszawy w kierunku Katowic otwarta. Prawie pół roku przed terminem

Agnieszka Stefańska

Nowy niespełna sześciokilometrowy odcinek S8 Opacz–Janki otwarty dla kierowców. Firma Strabag, generalny wykonawca trasy, zakończyła prace prawie pół roku przed terminem. Nowa wylotówka z Warszawy ma rozładować korki w Raszynie i usprawnić ruch w kierunku Katowic. Cała inwestycja będzie ukończona w grudniu tego roku.

Jako generalny wykonawca odcinka autostrady S8 OpaczJanki jesteśmy bardzo zadowoleni, że w środku sezonu wakacyjnego możemy ulżyć kierowcom podróżującym przez Warszawę bądź wyjeżdżającym z Warszawy w kierunku południowym i otworzyć przed terminem odcinek drogi ekspresowej S8 pomiędzy węzłem Opacz na Południowej Obwodnicy Warszawy a węzłem Warszawa Janki – mówi Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.

Nowy prawie sześciokilometrowy odcinek S8 pozwoli na zmniejszenie korków w podwarszawskim Raszynie, które utrudniały nie tylko wyjazd w kierunku Śląska, lecz także były zmorą mieszkańców podwarszawskich miejscowości.

Uruchomienie nowego odcinka oznacza zmiany w organizacji ruchu.

To nie jest organizacja docelowa. Na razie najdogodniejszym wyjazdem nową drogą jest wyjazd dla kierowców jadących w stronę Wrocławia i Katowic. Kierowcy udający się w kierunku Krakowa i wracający S7 w kierunku Warszawy będą wciąż korzystać z dotychczasowej trasy przez Janki i Warszawę, jednak będzie tam już znacznie mniejsze natężenie ruchu niż dotychczas – mówi Agnieszka Stefańska, rzecznik warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Na odcinku S8 zastosowano innowacyjną nawierzchnię. Umożliwi ona wydłużenie okresu eksploatacji drogi bez konieczności przeprowadzania znaczących napraw konstrukcji. Wymagane będą jedynie okresowe wymiany warstwy wierzchniej, czyli tzw. warstwy ścieralnej. Na nowej konstrukcji nie powinno być również problemu z koleinowaniem nawierzchni.

Zgodnie z zapewnieniem wykonawcy trasa będzie znacznie bardziej wytrzymała na nacisk samochodów, co wiąże się z korzyściami finansowymi dla Skarbu Państwa, ponieważ remonty będą rzadsze, krótsze i będą miały mniejszy zasięg, oraz z korzyściami dla kierowców, którzy będą mieli znacznie mniej utrudnień – wyjaśnia Stefańska.

Stan zaawansowania prac na odcinku węzeł Warszawa Janki – węzeł Paszków (3,5 km) to już ok. 80 proc., natomiast do końca roku przebudowana zostanie droga krajowa nr 7 od  węzła Janki Małe do skrzyżowania z drogą wojewódzką nr 721 w miejscowości Sękocin Las. Stan zaawansowania robót budowlanych na tym odcinku to ok. 70 proc.

Jest to pierwsza część tej inwestycji, reszta zostanie wykonana do końca 2015 roku. Umożliwi ona przede wszystkim podróżującym z kierunku krakowskiego włączenie się do drogi krajowej S8 poprzez nowo powstałe węzły łączące drogę S7 z drogą S8 – wyjaśnia Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag.

Jak podkreśla Trojanowski, dzięki dobrej współpracy z inwestorem, czyli Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad, udało się ten odcinek zbudować o wiele wcześniej, niż wynika to z kontraktu. Inwestycja realizowana jest w systemie „zaprojektuj i wybuduj”. Strabag był więc zobowiązany wykonać projekt budowlany i wykonawczy, uzyskać wszelkie pozwolenia i przeprowadzić budowę. Formuła ta wiąże się z wieloma czynnikami ryzyka, dlatego – jak podkreśla członek zarządu spółki – tak ważna jest współpraca z zamawiającym. Jego zdaniem ustawodawca i zamawiający powinni rozważyć wprowadzenie do kontraktów systemu motywacji dla wykonawców.

Takich instrumentów nie ma w obecnie obowiązujących kontraktach, a myślę, że byłaby to dobra motywacja dla poważnych firm budowlanych, żeby skracać terminy realizacji – podkreśla Trojanowski. – To dałoby ulgę kierowcom i spowodowałoby, że drogi ekspresowe powstawałyby szybciej, a zamawiającemu dałoby więcej możliwości, np. rozszerzenie systemu poboru opłat na drogach ekspresowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 17.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W. Sobieraj: Przejęcie Alior Banku pozwoli Grupie PZU na budowę platformy do konsolidacji rodzimego sektora bankowego. Klienci banku nie powinni w żaden sposób odczuć skutków transakcji

Wojciech Sobieraj

Przejęcie 25 proc. akcji Alior Banku za kwotę 1,6 miliarda złotych przez Grupę PZU pozwala na stworzenie wspólnej platformy zakupowej oraz wykorzystanie banku do realizacji fuzji i przejęć. Mimo że ubezpieczyciel w praktyce przejął kontrolę nad Alior Bankiem, to dla klientów nie powinno być to w ogóle zauważalne. 

W opinii Wojciech Sobieraja, prezesa zarządu Alior Banku, transakcja nie powinna w krótkim okresie w żaden sposób wpłynąć na sytuację na polskim rynku bankowym.

– Po prostu zmieni się właściciel 25-proc. akcji Aliora . Na bieżącą działalność banku na pewno w żaden sposób to w krótkim okresie nie wpłynie – mówi agencji informacyjnej prezes Sobieraj.

Umowa kupna zawarta pomiędzy Grupą PZU a spółkami Alior Lux S oraz Alior Polska Sp. z o.o dotyczy pakietu ponad 25 proc. akcji banku. Strony transakcji ustaliły, że ubezpieczyciel nabędzie w sumie ponad 18,3 mln udziałów, płacąc za nie łącznie 1,6 miliarda złotych (89,25 zł za jedną akcję). Transakcja oznacza, że w praktyce Grupa PZU przejmie kontrolę nad bankiem.

Prezes Alior Banku wskazuje jednak na istotne czynniki, które w wyniku transakcji mogą się pojawić w dłuższej perspektywie czasowej.

– Pierwszy to współpraca między nami a PZU, bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie stworzyli wspólnej grupy zakupowej – deklaruje. – Możliwa jest też potencjalna kontynuacja tego, o czym opowiadał prezes Klesyk, mowa tu o używaniu Aliora do kupna, przejęcia i łączenia się z innymi bankami.

Alior Bank w tej sytuacji będzie występował w roli podmiotu realizującego operacje fuzji i przejęć. Plany największego polskiego ubezpieczyciela mówią o przejęciu jeszcze 3-4 banków, a możliwa kwota akwizycji może wynieść 5-6 mld zł.

– Cały czas myślimy, że jedną z podstawowych trampolin rozwoju jest nasza innowacja, nasza współpraca z T-Mobile i stworzenie nowego labu innowacyjnego, gdzie będziemy mogli wprowadzać usługi, koncentrując się na kanałach elektronicznych – mówi prezes Sobieraj, pytany o kierunki rozwoju Alior Banku.

Utworzony w 2008 roku Alior Bank jest najszybciej rozwijającym się bankiem w Polsce. Obecnie obsługuje ponad 2,6 miliona klientów. W pierwszym kwartale bieżącego roku bank odnotował zysk netto na poziomie 91,2 mln zł. Jest to wzrost aż o 33 proc. w stosunku to tego samego okresu rok wcześniej.

Może zabraknąć pieniędzy na dopłaty w MdM

W 2015 r. pieniędzy na dopłaty wypłacane w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” powinno jeszcze wystarczyć do końca grudnia. Jednak w 2016 roku mogą się one skończyć już w III kwartale, mimo że pula będzie o 15 mln zł wyższa. W ocenie Expandera umożliwienie uzyskania dopłaty na mieszkania z rynku wtórnego znacząco zwiększy zainteresowanie MdM. Na korzyść zadziałają również inne zmiany w programie.

W 2014 roku młodzi Polacy wykorzystali zaledwie 34,5% pieniędzy przeznaczonych na dopłaty w ramach programu MdM. Obecnie jest wyraźnie lepiej. Po pierwszym półroczu wynik (41% tegorocznej puli) jest wyższy niż w całym ubiegłym roku. Nawet utrzymanie dotychczasowego tempa w kolejnych miesiącach spowodowałoby, że również w 2015 r. część pieniędzy nie zostałaby wykorzystana. Jednak już niedługo możemy spodziewać się znaczącego wzrostu popularności MdM. Sprawi to zmiana warunków, która prawdopodobnie wejdzie w życie w sierpniu lub wrześniu. Najważniejszą nowością będzie możliwość uzyskania dopłaty na mieszkania z rynku wtórnego.

Nareszcie skorzystają Polacy z mniejszych miejscowości

Co spowoduje taka zmiana, można sobie wyobrazić na podstawie wyników poprzedniego programu – „Rodzina na swoim”. W 2012 r. funkcjonował on na podobnych zasadach, do tych, jakie już niedługo będą obowiązywały w MdM – limity cen dla rynku wtórnego były niższe niż dla nowych mieszkań. Mimo to wartości preferencyjnych kredytów udzielonych na oba typy nieruchomości okazały się zbliżone (rynek pierwotny: 3,17 mld zł, rynek wtórny: 2,75 mld zł). Oczywiście nie oznacza to, że za kilka miesięcy zainteresowanie MdM prawie się podwoi. Wzrost nie będzie tak duży ponieważ część osób, która przy obecnych zasadach wybrałaby nowe mieszkanie, po zmianach może podjąć inną decyzję i kupić mieszkanie z drugiej ręki. Warto jednak pamiętać, że do programu dołączą młodzi z mniejszych miejscowości, którzy dotychczas nie mogli skorzystać z takiej pomocy, ponieważ w ich okolicy nie powstawały nowe mieszkania lub było ich bardzo mało.

Mniejszy problem sfinansowania wykończenia

Zainteresowanie MdM zapewne wzrośnie także dlatego, że ograniczony zostanie problem braku możliwości sfinansowania preferencyjnym kredytem wykończenia mieszkania. Nowe lokale wymagają bardzo wysokich nakładów na ten cel. Z tego powodu część osób wolała kupić mieszkanie z rynku wtórnego finansując zakup i wykończenie zwykłym kredytem. Tacy kredytobiorcy po zmianach chętniej będą wybierali MdM. Co prawda, nadal nie dostaną pieniędzy na wykończenie, ale w przypadku rynku wtórnego jest to znacznie mniejszy problem. Czasami do zamieszkania wystarczy jedynie pomalowanie ścian. Zwykle nie ma konieczności położenia wszystkich podług czy wykończenia łazienki, co jest niezbędne w nowo wybudowanym lokalu.

Dopłaty będą wypłacane szybciej

Poziom wykorzystania środków na dopłaty przyspieszy także dlatego, że wsparcie na zakup mieszkań z rynku wtórnego będzie wypłacane szybciej niż to się dzieje obecnie. Jeśli ktoś zdecyduje się na lokal z drugiej ręki, to dofinansowanie dostanie w ciągu 1-2 miesięcy. Gdy kupuje mieszkanie w budowie, dopłatę może otrzymać dopiero za rok lub nawet dwa lata. Dzieje się tak ponieważ nabywając mieszkanie, które dopiero powstaje, nie płaci się od razu całej ceny. Płatność jest realizowana w postaci transz wypłacanych po ukończeniu określonych etapów budowy. Środki z dopłaty zawsze są wypłacane na końcu, jako ostatnia transza. Właśnie dlatego na początku roku zarezerwowane było już 19% z tegorocznej puli. W przyszłym roku może być natomiast mniej rezerwacji środków na 2017 r., a więcej dopłat będzie realizowanych od razu.

Wyższe dopłaty dla rodzin

Kolejną zmianą w programie, która może spowodować wzrost wartości kredytów w ramach MdM jest podwyższenie dopłat dla osób posiadających co najmniej dwoje dzieci. Dla takich wnioskodawców dopłata wzrośnie z 15% do 20%. Gdy dzieci jest troje lub więcej zostanie ona podwyższona z 15% do 30%. Poza tym dopłata będzie naliczana do większego metrażu – do max. 65 m2, a nie 50 m2, jak obecnie. Spowoduje to wzrost maksymalnej kwoty wsparcia w ramach MdM, które w niektórych miastach może osiągnąć nawet 100 000 zł. Dla przykładu, w Warszawie wynosi obecnie 44 920 zł, a po zmianach będzie to około 116 792 zł. Warto też dodać, że w przypadku rodzin z przynajmniej trojgiem dzieci zniesiony będzie limit wieku oraz ograniczenie mówiące, że dopłatę można uzyskać tylko na pierwsze w życiu mieszkanie. Takie wielodzietne rodziny będą więc mogły preferencyjnym kredytem sfinansować zmianę lokalu na większy. Według Expandera te zmiany powinny podnieść zainteresowanie MdM-em wśród rodzin z dziećmi, ale jego pozytywny wpływ będzie najprawdopodobniej znacznie mniejszy niż rozszerzenia programu na mieszkania z rynku wtórnego.

Inne pozytywne zmiany

Na korzyść MdM zadziałają również inne zmiany w programie. Dopłatę nareszcie będzie można uzyskać na mieszkanie budowane przez spółdzielnię mieszkaniową. Ponadto, kupno lokalu powstałego w wyniku przebudowy nieruchomości będzie traktowane tak jak zakup nowego mieszkania. Korzystna jest również likwidacja ograniczeń w zakresie tego, kto może zostać współkredytobiorcą, gdy młodzi sami nie mają wystarczających dochodów, aby uzyskać kredyt.

Przez 5 lat nie będzie można nadpłacać kredytu

Jedyną zmianą, która może negatywnie wpłynąć na zainteresowanie programem jest wprowadzenie ograniczenia wcześniejszej spłaty kredytu. Jeśli w okresie 5 lat zostanie dokonana nadpłata, która przekroczy wysokość uzyskanego dofinansowania, to trzeba będzie zwrócić część uzyskanej dopłaty. To z pewnością zniechęci do MdMu młodych wywodzących się z zamożnych rodzin. Do tej pory mogli oni bowiem zaraz po uzyskaniu dopłaty spłacić zaciągnięty kredyt. Co prawda, wiązało się to z koniecznością zapłaty prowizji bankowej, ale zwykle była ona niższa niż otrzymana dopłata.

Najważniejsze planowane zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych

  • Dołączenie rynku wtórnego (limit ceny będzie niższy niż dla nowych mieszkań, wyniesie 0,9 a nie 1,1 wartości odtworzeniowej)
  • Większa pomoc dla rodzin wychowujących dwoje dzieci:
    • 20% dofinansowania (zamiast 15%)
  • Większa pomoc dla rodzin wychowujących troje dzieci:
    • Zwiększenie metrażu objętego dofinansowaniem do 65 m2 (było 50 m2),
    • Wzrost dofinansowania do 30% (zamiast obecnych 15%)
    • Zwolnienie z warunku „pierwszego mieszkania” oraz limitu wiekowego
  • Dofinansowanie wkładu własnego do nabycia mieszkania, które powstało w wynikuprzebudowy lub adaptacji, a nie tylko budowy
  • Objęcie dofinansowaniem członków spółdzielni mieszkaniowej, którzy podpiszą z nią umowę na budowę mieszkania i na tej podstawie wniosą wkład budowlany do spółdzielni w celu uzyskania prawa własności mieszkania (Obecne możliwe jest to jedynie w przypadku lokali ze SM, powstających na zasadach umów deweloperskich oraz mieszkań budowanych na rzecz członków spółdzielni, których budowa została już zakończona i rozliczona).
  • Szersza lista kredytobiorców:
    • Po zmianach w celu zwiększenia zdolności kredytowej wnioskodawców będą mogły wesprzeć dowolne osoby (nie tylko najbliższa rodzina)
  • Ograniczenie wcześniejszej spłaty i nadpłaty:
    • Jeśli kredytobiorca w okresie 5 lat od dnia ustanowienia lub przeniesienia własności mieszkania, spłaci całość lub część kredytu – w wysokości większej niż przyznane mu wsparcie – będzie musiał zwrócić część dofinansowania wkładu własnego.

Jarosław Sadowski
Główny analityk firmy Expander

Oferta deweloperów w największych miastach

Koniec II kwartału przyniósł znaczące zmiany w ofertach deweloperów. To bardzo dobry moment dla osób, które noszą się z zamiarem zakupu mieszkania z rynku pierwotnego.

Największa oferta mieszkań na rynku pierwotnym w dalszym ciągu znajduje się w Warszawie, następnie w Krakowie i Wrocławiu. Chociaż w ostatnim czasie na rynku nieruchomości można mówić o ożywieniu, to aktywność deweloperów nie we wszystkich miastach przełożyła się na większy wybór dla kupujących. Zmiany wielkości całkowitej oferty przebiegały bowiem w różnych kierunkach w zależności od rynku.

Oferta deweloperów na największych rynkach mieszkaniowych w kraju, dane na koniec II kw. 2015 r.

Miasto Całkowita oferta (dane w tys.) Mieszkania gotowe (dane w tys.)
Warszawa 16,2 2,5
Kraków 8,4 1,9
Łódź 2,0 0,6
Wrocław 7,4 1,5
Poznań 4,2 1,2
Gdańsk 3,8 0,8
Katowice 1,4 0,5

Źródło: Grupa Emmerson, Dział Badań i Analiz

W porównaniu z końcem 2014 r. oferta zmniejszyła się w Łodzi, Wrocławiu i Gdańsku. Największy przyrost oferty miał miejsce w Warszawie. Spowodowane jest to coraz większym zainteresowaniem klientów rynkiem pierwotnym, co jest jasnym sygnałem dla deweloperów, że warto budować w stolicy. Szczególnie dobrze ma się rynek inwestycji z wyższej półki. Inwestycja Bobrowiecka 10 na warszawskim Mokotowie czy Syrena Apartamenty na Woli są tylko przykładami, że jest duży popyt na luksusowe osiedla mieszkaniowe w prestiżowych dzielnicach.

Zauważalny progres na pierwotnym rynku mieszkaniowym, w porównaniu z końcem 2014, ma miejsce również w Poznaniu. Podobnie jak w Warszawie deweloperzy podążają za preferencjami klientów, którzy doceniają zwłaszcza atrakcyjną lokalizację. Przykładem jest inwestycja Maraton Gardens, która zlokalizowana jest w bezpośredniej odległości od Starego Rynku w Poznaniu.

– Oferty z rynku pierwotnego rzeczywiście cieszą się w tej chwili dużym zainteresowaniem. Wielu klientów decyduje się na zakup mieszkań jeszcze na wczesnym etapie budowy. Taki wariant daje, oprócz tańszej oferty, większy komfort przy wyborze mieszkania –twierdzi Krzysztof Kołakowski z inwestycji Bobrowiecka 10.

We wszystkich przebadanych miastach systematycznie maleje za to liczba mieszkań gotowych do odbioru. W ujęciu nominalnym oferta takich lokali najbardziej skurczyła się w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku.

Jarosław Mikołaj Skoczeń
Grupa Emmerson S.A.

Rekordowo niskie stopy procentowe sprzyjają nadmiernemu zadłużaniu

Już od pół roku stopy procentowe pozostają na rekordowo niskim poziomie. Główna stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 1,5%. To dobra wiadomość nie tylko dla osób, które mają zaciągnięty kredyt w złotówkach, lecz także dla zamierzających go dopiero wziąć. Eksperci ostrzegają jednak, żeby uważać.

Dzięki niskiej stopie referencyjnej NBP niska jest też stawka WIBOR 3M, która odpowiada za oprocentowanie kredytów. Jeszcze w 2012 r. wynosiła ona ponad 5%, obecnie jest na poziomie 1,72%. Nic dziwnego, że dla wielu Polaków to idealny moment na zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego. „Z powodu niskiego poziomu stóp procentowych wzrosła nasza zdolność kredytowa, co pozwala na pożyczenie wyższej kwoty. Poza tym zmniejszyła się wysokość rat” – mówi serwisowi infoWire.pl Michał Krajkowski, główny analityk firmy Notus Doradcy Finansowi.

Jednak każdy kij ma dwa końce. „Powinniśmy pamiętać, że stopy procentowe nie będą niskie wiecznie. Prawdopodobieństwo, że wzrosną one w kolejnych latach, jest duże” – zaznacza ekspert. Wtedy osoby mające kredyt hipoteczny mogą się niemile zdziwić wysokością rat. Przykładowo: gdyby WIBOR 3M wzrósł do poziomu 5%, to mogłyby one zwiększyć się o 30–40%.

Eksperci finansowi podpowiadają, by przed zaciągnięciem kredytu zastanowić się, jak duże raty jesteśmy w stanie płacić przy ich ewentualnym wzroście. Warto też sprawdzić marżę pobieraną przez bank i przede wszystkim nie zadłużać się na maksymalną kwotę.

Największe armie świata zmieniają priorytety

Szybki rozwój gospodarczy Azji oraz malejąca liczba operacji wojskowych przyczyniają się do zmniejszenia wydatków na obronność wśród 50 krajów świata – liderów w dziedzinie obronności. W latach 2014-2018 USA zredukują swój budżet obronny o 36 mld dolarów, ale i tak kraj ten na obronność będzie wydawał więcej niż Chiny, Rosja, Indie, Wielka Brytania, Arabia Saudyjska oraz Francja razem wzięte. Jak wynika z trzeciej edycji raportu „Global Defense Outlook 2015. Defense and Development” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, dla największych armii na świecie coraz ważniejsza staje się walka z cyberprzestępczością i inwestycje w badania i rozwój. Według raportu wydatki w dziedzinie obronności w skali całego świata wyniosły w 2014 roku 1,6 biliona dolarów.

Raport analizuje światowy rynek wydatków na obronę oraz szczegółowo 50 krajów-liderów, które odpowiadają za 95 proc. globalnych wydatków na obronę. Według prognozy Deloitte w 2018 roku globalny łączny budżet sięgnie 1,69 biliona dolarów (wzrost o 6 proc.) ale łączne wydatki TOP 50 spadną. „Do tego czasu 26 krajów z grupy TOP 50 zredukuje swoje wydatki na wojsko średnio o 18 mld dolarów rocznie, a 24 z TOP 50 zwiększy je średnio o 102 mld dolarów. USA w latach 2014-2018 zredukują swój budżet wojskowy łącznie o 36 mld dolarów, ale i tak z budżetem 544 mld dolarów na ten cel kraj ten będzie przewyższał wydatki kolejnych sześciu krajów z największymi budżetami wojskowymi” – wyjaśnia Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu, ekspert ds. przemysłu obronnego, Deloitte.

W tym samym czasie Chiny zwiększą swoje wydatki na obronność o 53 mld dolarów do 229 mld dolarów. Suma ta stanowi równowartość 40 proc. budżetu na wojsko USA w 2018 roku, ale jednocześnie będzie stanowić czterokrotność wydatków największego regionalnego rywala Chin, czyli Japonii.

Raport Deloitte wskazuje na wyraźny wzrost udziału krajów Azji w globalnym budżecie wojskowym z 10 proc. w roku 1990 do 26 proc. w roku 2014, podczas gdy udział Europy zmalał z 44 do 24 proc. Do tak szybkiego wzrostu przyczynił się głównie dynamiczny rozwój gospodarczy Azji. Polska stoi w przededniu znaczących wydatków związanych z modernizacją armii, czego przykładem były ostatnie decyzje odnośnie testów śmigłowców Caracal oferowanych przez francuskie konsorcjum Airbus Helicopters. Po sprawdzeniu osiągów technicznych nastąpią negocjacje umowy offsetowej. Podpisanie umowy wartej ok. 13 mld zł jest planowane na jesień, a dostawy mają się zacząć w roku 2017. Z kolei w przetargu na system obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu zdecydowano się na rakiety Patriot, produkowane przez firmę Raytheon. Amerykański producent w ostatnich miesiącach rozpoczął już zresztą współpracę z polskimi podwykonawcami w zakresie produkcji.

Corocznie raport dzieli 50 państw wydających najwięcej środków na wojsko na cztery grupy pod względem wielkości PKB i udziale w nim wydatków na cele militarne.

Według tego podziału Polska (wraz z Argentyną, Brazylią, Chile, Egiptem, Indonezją, Malezja, Meksykiem, Południową Afryką, Tajlandią i Wenezuelą) znalazła się w grupie „Lower-Income Economizers” (grupie przeznaczającej na obronę poniżej 2% PKB). W Polsce od lat roczne wydatki na obronność oscylowały wokół 1,9 proc. PKB, jednak od przyszłego roku będzie to 2 proc.

Zgodnie z opublikowanym w dniu 22 czerwca 2015 roku rocznym raportem NATO jeszcze tylko Estonia, Wielka Brytania, Grecja i USA osiągną 2% próg wydatków na obronność w 2015 r.

W latach 2014-2018 tylko osiem z analizowanych krajów będzie miało szybszy wzrost wydatków na wojsko niż wzrost PKB. Będą to: Kuwejt, Belgia, Rosja, Algieria, Angola, Grecja, Chile i Indonezja. „Globalna gospodarka coraz mniej jest stymulowana wydatkami na obronę, a coraz bardziej zależy od wydatków przeznaczanych na infrastrukturę cywilną, edukację i opiekę zdrowotną. Społeczeństwa lepiej rozwinięte redukują budżety obronne, ponieważ inne priorytety uważają za ważniejsze. Jedynie nieliczne kraje zwiększają wydatki na obronę, licząc na przyspieszenie rozwoju gospodarczego” – wyjaśnia Dariusz Kraszewski, Partner w dziale Konsultingu, Deloitte.

Armie na całym świecie zmieniają swoje priorytety. Jednym z nich staje się walka z cyberprzestępczością. W krajach o wyższym poziomie PKB celem ataków jest przede wszystkim przemysł, ale cyberprzestępcy atakują również instytucje rządowe. Dlatego takie organizacje jak NATO od kilku lat prowadzą programy przeciwdziałające cyberprzestępczości.

Raport Deloitte wskazuje także na konieczność inwestowania w R&D, którego efekty mogą być wykorzystywane w celach obronnych. W 2018 roku globalny budżet na badania i rozwój w wojsku wyniesie 111,3 mld dolarów, o osiem procent więcej niż w roku 2014.

Najwięcej na ten cel przeznaczą Stany Zjednoczone – 63 mld dolarów na badania i rozwój w wojskowości będą stanowić 58 proc. globalnych wydatków na wojskowe R&D. „Badania i rozwój to najszybciej rosnąca kategoria wojskowych budżetów w Azji, która w latach 2014-2018 wzrośnie o 29 proc. Około 77 proc. tego wzrostu będzie pochodzić z Chin, Indii i Rosji. To wyraźnie pokazuje jak rośnie świadomość roli innowacyjności w wojsku i w jakim kierunku zmierzają współczesne armie. Tym śladem powinna pójść także nasza branża obronna” – wskazuje Piotr Świętochowski.

Informacje o opracowaniu:

Raport analizuje 50 państw – liderów w zakresie wysokości wydatków w roku 2014. Lista krajów: Algieria, Angola, Azerbejdżan, Chiny, Kolumbia, Indie, Iran, Irak, Maroko, Pakistan, Rosja, Turcja, Ukraina, Francja, Grecja, Izrael, Kuwejt, Oman, Portugalia, Arabia Saudyjska, Singapur, Korea Południowa, Tajwan, Emiraty Arabskie, Wielka Brytania, USA, Argentyna, Brazylia, Chile, Egipt, Indonezja, Malezja, Meksyk, Polska, Afryka Południowa, Tajlandia, Wenezuela, Australia, Belgia, Kanada, Dania, Finlandia, Niemcy, Włochy, Japonia, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria.

Oddział SARE w Berlinie ma dać spółce lepszy dostęp do europejskich rynków

0

Tomasz Pruszyński, prezes zarządu SARE SA

Działająca w segmencie e-mail marketingu spółka SARE otworzyła w Berlinie swój pierwszy zagraniczny oddział. Działalność odbywać się będzie za pośrednictwem spółki córki SARE GmbH. Fizyczna obecność za granicą istotnie poprawi kontakt z partnerami biznesowymi nie tylko w Niemczech, lecz także w Austrii. Plany zarządu zakładają utrzymanie 25-30 proc. udziałów zagranicznych przychodów w strukturze sprzedaży spółki.   

– Musieliśmy założyć spółkę w Berlinie, postawić tam serwery fizyczne, bo Niemcy chcą mieć pewność, że dane ich klientów, ich obywateli, nie wyciekną na zewnątrz. Chcieli mieć po prostu obsługę na rynku niemieckim taką sensu stricto lokalną – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomasz Pruszyński, prezes zarządu SARE SA.

Grupa SARE SA ma za sobą bardzo dobry pierwszy kwartał bieżącego roku. Zysk netto w tym okresie wyniósł ponad 0,6 mln zł. Giełdowa spółka zanotowała także rekordowe przychody. Blisko 7,5 mln zł w I kwartale to blisko 20 proc. więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Wejście na rynek niemiecki ma pomóc spółce w zwiększeniu zagranicznych przychodów.

– Co roku zwiększamy udział przychodów z zagranicy. Startowaliśmy od kilku procent, dzisiaj już prawie 25 proc. przychodów spółki to przychody z zagranicy – wylicza prezes SARE SA.

Tomasz Pruszyński szans na dalszy rozwój upatruje nie tylko w Niemczech, lecz także w Austrii czy Wielkiej Brytanii. Rynek amerykański, choć niezwykle atrakcyjny, jest też, niestety, bardzo konkurencyjny, przez co spółka mogłaby mieć problemy z odnalezieniem się na nim.

– Zakładam, że utrzymanie tych 25-30 proc. przychodów z zagranicy to będzie dobry wynik w najbliższych 2-3 latach. Później zobaczymy, czy będziemy robić też akwizycje w Polsce czy za granicą – deklaruje.

Pytany o najbliższe plany SARE SA Tomasz Pruszyński mówi o wejściu na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowej w Warszawie. Równocześnie spółka zamierza pozyskać kapitał na realizację nowych przejęć oraz poszerzenie palety oferowanych usług. Choć zarząd prowadzi już rozmowy w sprawie potencjalnych akwizycji, to na razie jest jeszcze za wcześnie, aby ujawnić szczegóły.

– Jedyne, co mogę powiedzieć, to jest to, że na pewno nie chcemy przejmować spółek naszej bezpośredniej konkurencji, ponieważ wolimy szybciej rosnąć organicznie. I na pewno też jest tak, że mamy tu jeszcze duży potencjał wzrostu – wyjaśnia rozmówca.

Intencją zarządu SARE SA jest przeniesienie spółki na rynek regulowany GPW już na przełomie 2015/2016 roku. W tym celu zostało wybrane już biuro maklerskie, koordynujące proces przejścia, a prospekt emisyjny powinien zostać złożony już we wrześniu. Transfer uzależniony jest jednak między innymi od decyzji Komisji Nadzoru Finansowego oraz poziomu rynkowej kapitalizacji spółki.

Symbio chce pozyskać kolejnych dystrybutorów swoich produktów. Spółka planuje też wejść na nowe rynki – do Azji i na Bliski Wschód

0

Jacek Skowroński, prezes zarządu Symbio

Rozwój dystrybucji i zwiększenie eksportu mają pozwolić Symbio na wzrost. Spółka zajmująca się produkcją żywności ekologicznej skupia się na niezależnych detalistach i polskich sklepach. Dzięki rosnącemu zainteresowaniu produktami ekologicznymi chce pozyskać nowych dystrybutorów do współpracy. Spółka chce pozyskiwać nowych klientów nie tylko w Europie, lecz także na Bliskim Wschodzie i rynkach azjatyckich.

Jesteśmy mocnym graczem na rynku, ale dystrybucja naszych produktów nie jest jeszcze stuprocentowa. Chcemy być obecni w Polsce w każdym sklepie, który prowadzi sprzedaż produktów ekologicznych. Ważny będzie też wzrost rynku sklepów ekologicznych, a widzimy teraz korzystne trendy – mówi agencji Newseria Inwestor Jacek Skowroński, prezes zarządu Symbio, producenta żywności ekologicznej.

Wartość polskiego rynku żywności ekologicznej wynosi ok. 700 mln zł i rośnie w tempie 20 proc. rocznie. W sprzedaży zdrowej żywności specjalizuje się obecnie ok. 650 sklepów, jednak ekologiczne produkty, ze względu na rosnące zainteresowanie, można również znaleźć w supermarketach, a liczba sklepów z ekoproduktami stale rośnie.

Po pierwsze coraz więcej sklepów chce handlować stricte ekologią. Po drugie rośnie zainteresowanie produktami ekologicznymi zachodnich sieci handlowych, czyli sklepów wielkopowierzchniowych – podkreśla Skowroński.

Symbio współpracuje przede wszystkim z polskimi sklepami i niezależnymi detalistami. W 2014 roku do 500 obsługiwanych przez spółkę punktów dołączyło 100 kolejnych. Prowadzone są rozmowy z nowymi sieciami w sprawie nawiązania współpracy, trwają także renegocjacje umów z dużymi sklepami.

Większość przychodów spółki pochodzi z krajowej sprzedaży. W I kw. tego roku 368 tys. zł, czyli 26 proc. przychodów, stanowiła sprzedaż certyfikowanych półproduktów ekologicznych, przede wszystkim do krajów Unii.

Jest jeszcze dużo do zrobienia w Europie Zachodniej. Natomiast Daleki Wschód czy Bliski Wschód to dla nas interesujące kierunki, gdzie widzimy zainteresowanie produktami, które rosną w Unii Europejskiej, a mają certyfikat ekologiczności. I tam widzimy też szanse na rozwoju naszej firmy – przekonuje prezes Symbio.

Rośnie zainteresowanie ekologicznymi produktami nie tylko w Europie, lecz także na rynkach azjatyckich, gdzie dużą wagę przywiązuje się do jakości i walorów smakowych. To szansa dla polskich firm, zwłaszcza że ze względu na liczbę mieszkańców regionu, możliwości są ogromne.

To kwestia uplasowania się na rynku przez odpowiedniego dystrybutora czy dystrybutorów – wskazuje Skowroński i przekonuje, że działalność eksportowa to ważny element strategii firmy. – Potrafimy nie tylko kupić surowiec, przetworzyć i sprzedać jako gotowy wyrób, lecz także kupić dany owoc i sprzedać go do producenta, który przerobi go w innym kraju, albo też sami zrobić to tutaj, czyli mieć marżę i producenta, i dystrybutora – podkreśla prezes Symbio.

Kryterium najniższej ceny wciąż najważniejsze w zamówieniach publicznych. Brakuje oceny całościowych kosztów i korzyści

Sebastian Pietrzyk, partner w kancelarii Pietrzyk Wójtowicz Dubicki

W latach 2012-2014 tylko w 2 proc. zamówień publicznych zamawiający przy wyborze oferty nie kierował się wyłącznie najniższą ceną, a ustalał dodatkowe kryteria – wynika z raportu NIK. Choć w ostatnich miesiącach ten odsetek rośnie, to i tak cena jest dominująca. Zamawiający w ten sposób zabezpieczają się przed możliwymi odwołaniami do Krajowej Izby Odwoławczej. Eksperci podkreślają, że brakuje oceny całościowych kosztów i opłacalności zamówienia.

Można wskazać kilka podstawowych mankamentów podczas zlecania usług zewnętrznych. Raport NIK wskazuje przede wszystkim, że tylko kryterium najniższej ceny decydowało, że dzielono zamówienia w sposób nieuprawniony i że jednostki zamawiające nie dokonywały oceny kosztów i korzyści danych zamówień – mówi Sebastian Pietrzyk, partner w kancelarii Pietrzyk Wójtowicz Dubicki.

Najwyższa Izba Kontroli przeanalizowała działania 13 instytucji publicznych w związku z udzielaniem zamówień publicznych na usługi zewnętrzne w okresie od 2012 do I półrocza 2014 roku. Objęły one wykonanie 14 tys. różnego typu usług zewnętrznych o łącznej wartości ponad 2 mld zł. Z raportu wynika, że większość zamówień toczyła się z godnie z przepisami. Nieprawidłowości dotyczyły m.in. nieuzasadnionego podziału zamówienia, co pozwalało udzielać części zamówienia bez stosowania określonych przepisami procedur. Poza tym brakowało często również pełnego rozpoznania potrzeb na zamawiane usługi, a co za tym idzie również ich opłacalności.

NIK wskazuje, że prawie we wszystkich zamówieniach ofertę wybrano wyłącznie przez kryterium najniższej ceny. Tylko w 2 proc. przypadków zamawiający określił dodatkowe kryteria.

Raport dotyczy okresu do I półrocza 2014 roku i wtedy faktycznie tendencja w ponad 90 proc. była taka, że cena była w zasadzie jedynym kryterium. Obecnie ta tendencja się odwraca w sposób trochę jeszcze sztuczny, dlatego że kryterium ceny stanowi 90 proc., natomiast pozostałe 10 proc. to kryteria pozacenowe – mówi Pietrzyk.

Jak wynika z raportu, stosowanie tego kryterium uzasadniano przede wszystkim brakiem nakazu stosowania innych kryteriów.

Powinniśmy przede wszystkim więcej debatować na temat tych kryteriów pozacenowych i korzyści, jakie daje ich zastosowanie. To nie jest kwestia przepisów ustawy, tylko świadomości i nastawienia. W większości przypadków niektórzy zamawiający obawiali się zarzutu, że zastosują kryteria bardziej subiektywne, ale jednak takie, na które ustawa pozwala – mówi ekspert.

Z danych NIK wynika, że często wskazywano, że w ten sposób łatwiej obronić wybór oferty w przypadku postępowań przed Krajową Izbą Odwoławczą. Tego typu odwołania zdarzają się często. Przykładem może być przetarg na fragmentu południowej obwodnicy Warszawy. Firmy, których oferty zostały odrzucone, przekonują, że zwycięzca nie będzie w stanie tak tanio, jak obiecuje, zbudować tunelu pod Ursynowem. Firma Astaldi zobowiązała się zrealizować zlecenie za 1,2 mld zł. Pozostali uczestnicy przetargu deklarowali wykonanie prac za kwoty zbliżone do budżetu założonego przez dyrekcję lub drożej (nawet do 2,4 mld zł).

Zasadniczo problem polega na tym, że nawet w przypadku nieuwzględnienia zarzutów przez Krajową Izbę Odwoławczą, mogą się potem pojawić problemy związane z realizacją zamówienia poniżej pewnej wartości kosztorysowej. W praktyce wygląda to tak, że w trakcie realizacji okazuje się, że występują dodatkowe koszty, których nie przewidział, najczęściej pojawia się wtedy roszczenie dodatkowe, finansowe i terminowe, i wysokość wynagrodzenia ostatecznie wynosi tyle, ile zaproponowali wykonawcy, którzy byli na dalszych miejscach – mówi Sebastian Pietrzyk. – Nie chcę przesądzać, że w tym przypadku będzie podobnie, ale  niestety taka była u nas praktyka.

Eksperci Izby mieli zastrzeżenia również do przejrzystości systemu odwoławczego z uwagi na fakt, że zdecydowaną większość spraw KIO rozpatruje w składzie jednoosobowym. Ich zdaniem nie gwarantuje to wszechstronnego i obiektywnego rozpoznania sprawy. Dlatego postulują wprowadzenie w systemie zamówień publicznych zasady rozpoznawania odwołań w składzie co najmniej dwuosobowym i wyeliminowanie uznaniowości decyzji prezesa KIO w ocenianiu zawiłości sprawy.

Od 2016 roku możliwe większe prawa dla przedsiębiorców

Mariusz Haładyj, wiceminister gospodarki

Projekt ustawy prawo działalności gospodarczej trafił do Komitetu Rady Ministrów. Nowe przepisy mają wzmocnić gwarancje dla przedsiębiorców. Resort chce wprowadzić 15 zasad prowadzenia biznesu. Uporządkowane mają zostać relacje między przedsiębiorcami a organami administracji. Rynek korzystnie ocenia propozycje ustawy, przede wszystkim domniemanie dobrej woli czy uczciwości przedsiębiorcy. 

W konsultacjach społecznych, które trwały do 19 czerwca, oddźwięk był pozytywny, oczywiście z pewnymi propozycjami modyfikacji. Część uwag uwzględniliśmy, natomiast nie są to zmiany zasadnicze – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Haładyj, wiceminister gospodarki.

Projektem ustawy z uwzględnionymi zmianami zajmie się teraz rząd.

Wprowadzenie nowego Prawa działalności gospodarczej może znacznie ułatwić przedsiębiorcom jej podejmowanie. Ustawa zawiera 15 podstawowych zasad prowadzenia biznesu, które przede wszystkim wzmacniają prawa przedsiębiorców. Efektem regulacji ma być zagwarantowanie, że przy indywidualnych sprawach organy administracji będą stosować naczelne zasady prawa gospodarczego.

Do tej pory takich ogólnych zasad prawa gospodarczego brakowało, dlatego ich przyjęcie zostało pozytywnie odebrane. To przede wszystkim zasady domniemania dobrej woli przedsiębiorcy czy uczciwości – wskazuje Haładyj.

Domniemanie uczciwości oznacza, że nawet jeśli pozostaną wątpliwości dotyczące oceny stanu faktycznego, administracja będzie zobowiązana do rozstrzygania niewyjaśnionych kwestii na korzyść przedsiębiorcy.

Jak podkreśla, wpisuje się to w dyskusję, która wynikła w trakcie prac nad nowelizacją Ordynacji podatkowej. Uchwalone w ubiegłym tygodniu przez Sejm nowe przepisy wprowadzają zasadę rozstrzygania wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika.

Resort podkreśla, że przedsiębiorcy szczególnie pozytywnie przyjęli również zasadę proporcjonalności czy uprawnionych oczekiwań.

Te zasady mają taki walor, że będą oddziaływać na przepisy prawa gospodarczego szerzej niż tylko na ustawę o działalności gospodarczej – podkreśla Haładyj.

Nowe przepisy mają być kompletną regulacją. Obecnie działalność wymagającą zezwolenia reguluje 27 ustaw, dwie kolejne regulują uzyskanie licencji, a jeszcze inna – otrzymanie zgody na działalność.

Rząd chce, by nowa ustawa weszła w życie możliwie jak najszybciej.

Jeśli ścieżka legislacyjna zakończy się pozytywnie, czyli projekt zaakceptują Rada Ministrów, Sejm, Senat i prezydent, to może ona obowiązywać od 1 stycznia 2016 roku – mówi Mariusz Haładyj.

Nowe prawo zastąpi ustawę obowiązującą od 2004 roku.

Polski przemysł może mniej płacić za prąd. Trzeba jednak zwiększyć efektywność energetyczną

prof. Krzysztof Żmijewski

Droższa o 1/3 energia elektryczna uniemożliwia polskiemu przemysłowi rywalizację z konkurentami z Niemiec. Nie dość, że krajowe firmy płacą więcej za energię, to jeszcze zużywają jej więcej, bo niższa jest efektywność energetyczna. Istnieje jednak potencjał do obniżki kosztów energii nawet o połowę.

W Polsce mamy dosyć trudną sytuację, bo u naszych zachodnich sąsiadów ceny energii są znacznie niższe. U nas to 44 euro za 1 MWh, a w Niemczech 33 euro. Z tej energii korzysta przemysł polski i niemiecki, które mają ze sobą konkurować. Więc przemysł polski mówi, że z taką ceną konkurować nie może – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz Społecznej Rady ds. Zrównoważonego Rozwoju Energetyki.

Prof. Żmijewski podkreśla, że przez wiele lat w Polsce energia była tańsza niż na Zachodzie. Dlatego wiele osób dziwi się, gdy przemysł narzeka na wysokie ceny prądu. Do takiej sytuacji trzeba się jednak przyzwyczaić. Według prof. Żmijewskiego trudno będzie obniżyć cenę energii w Polsce do poziomu niemieckiego.

Wysoka cena prądu to nie jest jednak jedyny problem polskiego przemysłu. Dużym wyzwaniem jest też jakość tej energii, która jest gorsza niż na Zachodzie. Problemem jest też efektywność energetyczna. Według eksperta polskie fabryki potrzebują rocznie aż dwukrotnie więcej energii do wyprodukowania tej samej wartości dóbr co w Niemczech.

Prof. Żmijewskiego uważa, że to właśnie w efektywności energetycznej tkwi szansa na obniżenie kosztów energii. Nawet jeśli ceny jednostkowe będą się utrzymywać na stałym poziomie, to możliwe jest wydawanie mniejszych sum.

Koszty to jest cena razy ilość zużytej energii, a tej możemy zużywać mniej, jeżeli będziemy to robili rozsądniej, jeżeli np. w polskich domach nie będą jeździły puste oświetlone windy – tłumaczy prof. Żmijewski. – Jeżeli efektywność energetyczna gospodarki niemieckiej jest dwa razy większa niż w Polsce, to by znaczyło, że można obniżyć zużycie średnio o połowę.

Dostęp do nowych technologii spowodował zmiany w zachowaniu konsumentów. Firmy szukają sposobów na zwiększenie sprzedaży

Simon Kaluža

Cyfrowa rewolucja w światowym handlu sprawia, że firmy, by za nią nadążyć, muszą się skupić na dopasowaniu produktów i usług do indywidualnych potrzeb klienta. Dzięki cyfrowej transformacji biznesu firmy będą miały szansę lepiej poznać potrzeby klientów i łatwiej zarobić na ich zaspokojeniu.

Cyfrowa transformacja to zmiana biznesu, w której klient znajduje się w centrum uwagi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Simon Kaluža, dyrektor zarządzający SAP na region Europy Środkowo-Wschodniej. – To nowa rzeczywistość, która wymaga zrozumienia tego, w jaki sposób kontaktować się z klientem, jak się z nim komunikować, jak dostosować swoją ofertę tak, by mogła spełnić jego potrzeby. Musimy gromadzić wszystkie informacje zwrotne, które przychodzą od klientów i na podstawie tych danych możemy kształtować swój biznes zgodnie z jego potrzebami.

Najważniejsza jest dziś jego zdaniem wiedza. Musimy wiedzieć, czego klienci oczekują, zarówno od dostawców usług, jak i od sprzedawców towarów, oraz jak będą konsumowali to, co kupują. Następnie zaś trzeba znaleźć sposób komunikowania się z nimi za pośrednictwem różnych kanałów, m.in. przez strony internetowe, media społecznościowe czy osobiście

Klienci dzisiaj zachowują się inaczej niż kiedyś. Dziś konsument, gdy chce kupić nowy produkt, może najpierw poszukać go w internecie, potem zebrać opinie na jego temat w mediach społecznościowych, a następnie pójść do stacjonarnego sklepu i tam dokonać zakupu. Jeśli jesteśmy dostawcą usług, musimy bardzo pilnie śledzić wszystkie komunikaty oraz to, co i jak mówi się o produkcie za pośrednictwem wszystkich kanałów – podkreśla Kaluža.

SAP Polska dostrzega, że polskie firmy doceniają znaczenie cyfrowej transformacji. Zdają sobie sprawę z tego, że są muszą się przystosować, aby przyciągnąć ludzi i ulepszać swoją firmę. Kluczem do sukcesu jest to, aby zrozumieć, jak dziś zachowuje się pokolenie dwudziesto- i trzydziestolatków.

Polska pod względem analizy danych jest liderem – ocenia dyrektor zarządzający SAP na region Europy Środkowo-Wschodniej. – Dużo rozmawiamy z firmami o wykorzystaniu omnichannel w handlu elektronicznym, o tym jak szukać różnych dróg dotarcia do klienta, w jaki postępować z dużymi zbiorami danych. Nie chodzi tu tylko o radzenie sobie z big data, ale o to, w jaki sposób wyciągnąć z tych źródeł naprawdę przydatne informacje do jeszcze lepszej obsługi klientów. W Polsce jest kilka firm, które robią olbrzymie postępy w tym zakresie, tutaj, na polskim rynku.

Cyfrowa transformacja oznacza też odwrót od tradycyjnych strategii zarządzania. Przez lata firmy stawały się coraz bardziej skomplikowanymi tworami. Gdy dwadzieścia lat temu przedsiębiorstwa zmagały się z wyzwaniami w biznesie, by sobie z nimi poradzić, zaczęły wprowadzać procesy, czyli procedury prowadzące do rozwiązania problemu.

Dzięki wprowadzaniu procesów i porządkowaniu spraw biznes się rozwijał – opowiada Simon Kaluža. – Firmy stawały się coraz bardziej globalne, bardziej powiązane ze sobą, częściej korzystały z outsourcingu. Wraz z rozwojem wprowadzały coraz więcej procesów. Problem polega na tym, że w pewnym momencie te procesy nawarstwiły się do tego stopnia, że zaczęły blokować biznes. I wtedy konieczne było obranie innego kursu. Trzeba wszystko upraszczać, a to oznacza, że trzeba się skoncentrować na tym, co ma znaczenie, iść za klientem i wiedzieć, jak mu służyć.

Marka modowa Ewy Minge na giełdzie. Projektantka i spółka Esotiq & Henderson będą rozwijać segment odzieżowy i bieliźniany

0

Ewa Minge

Spółka Esotiq & Henderson, której marki odzieżowe sygnowane są nazwiskiem Ewy Minge, znanej polskiej projektantki mody, przeszła w czwartek z NewConnect na główny parkiet GPW. Ponad 17 mln zł pozyskanych z oferty publicznej zostanie przeznaczonych na rozwój salonów FemeStage i Esotiq w Polsce. Ewa Minge zapewnia, że zapytania o nowe kolekcje płyną również z zagranicy.

To projekt, który będzie przynosił nam wszystkim i inwestorom duże zyski. Chcemy je lokować w rozwój tego projektu. Pieniądze będziemy starali się wydawać w rozsądny sposób. Mamy w tym duże doświadczenie i realnie chcemy nimi dysponować – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Minge, projektantka i dyrektor kreatywna FemeStage Eva Minge. – Plany ekonomiczne są tak zaplanowane, że pozwolą nam przez długie lata się rozwijać i zarabiać duże pieniądze.

Esotiq & Henderson pozyskała od inwestorów 17 mln zł. Pieniądze trafią na rozwój dwóch brandów – marki bieliźniarskiej Esotiq i nowej marki odzieżowej FemeStage Eva Minge.

Ok. 65 proc. przeznaczonych jest na FemeStage – mówi Adam Skrzypek, prezes zarządu Esotiq & Henderson.

Z rozwojem nowego brandu odzieżowego spółka i projektantka wiążą duże nadzieje.

FemeStage Eva Minge jest teoretycznie najtańszą marką sieciową z naszego portfela marek. Mamy do zaoferowania fantastyczny produkt – mówi Ewa Minge. – Wyobrażamy sobie, że tych sklepów w Polsce i nie tylko w Polsce będzie bardzo wiele. Na pierwszej prezentacji naszej marki, która się odbywała poza granicami Polski, pokazaliśmy kolekcję, która w tej chwili jest w sprzedaży, i jej odbiór był bardzo pozytywny.

Podkreśla, że pojawiły się zapytania z rynków zagranicznych o możliwość dystrybucji kolekcji na innych rynkach. Przede wszystkim jednak chce się koncentrować na rozwoju marki w Polsce.

Nie jest to jeszcze ten moment, chcemy na razie ukształtować markę okresu dziecięcego w Polsce, a później wyjść w świat – zapowiada Minge. – Chcielibyśmy stworzyć wielopokoleniowy dom modowy, w którym jednym ze składników jest FemeStage Eva Minge. Budować luksusową markę uczyłam się od najlepszych, w tym od doradcy Armaniego, z którym współpracowałam przez 20 lat.

Sieć spółki to w tej chwili ponad 200 salonów marki Esotiq w Polsce i Niemczech oraz osiem salonów FemeStage Eva Minge w kraju. Do końca roku sieć Esotiq ma się powiększyć do niemalże trzystu salonów. FemeStage natomiast ma otworzyć kolejnych siedemnaście.

Polski rynek z pewnością nie jest łatwy. Działa tu praktycznie cała konkurencja z innych rynków, czy to w branży bieliźnianej, czy w odzieżowej. Myślę jednak, że polskie firmy mają bardzo dużo atutów. U nas jest nim Eva Minge, najlepsza polska projektantka, znana na całym świecie – mówi Skrzypek.

Jak podkreśla, spółka chce w ciągu najbliższych 3-4 lat zdobyć pozycję lidera na rynku bielizny.

Pod względem liczby sklepów już jesteśmy liderem. Na rynku odzieżowym chcemy zająć przede wszystkim pozycję firmy produkującej odzież ciekawą i niekonwencjonalną, ale w rozsądnych cenach – wyjaśnia Adam Skrzypek.

Spółka Esotiq & Henderson jest 12. tegorocznym debiutantem na głównym parkiecie GPW. Spółka zaoferowała do 450 tys. akcji. Cena emisyjna jednej wyniosła 38,50 złotych, tym samym spółce udało się uzyskać 17,3 mln złotych brutto.

Gdańska Wyspa Spichrzów doczeka się zabudowy. Apartamenty wybuduje tam m.in. firma Dekpol SA

Sebastian Barandziak

W Gdańsku coraz więcej deweloperów koncentruje swoje plany projektowe wokół morza i wody. W takich przymorskich dzielnicach jak Brzezno, Przymorze, Zaspa czy Jelitkowo w ostatnich miesiącach pojawiają się kolejne budowy. Firma Dekpol SA, która oprócz prac budowlanych zajmuje się też działalnością deweloperską, rozpoczęła sprzedaż lokali w inwestycji Nowa Motława na Wyspie Spichrzów.

– Wyspa Spichrzów od czasów II wojny światowej jest niezabudowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Sebastian Barandziak, dyrektor ds. nieruchomości w firmie Dekpol SA. – Zamierzamy wybudować tam 298 apartamentów oraz aparthotel z 174 pokojami hotelowymi.

Inwestycja składa się z 298 apartamentów mieszkalnych o powierzchni od 27 do 74 mkw. i 174 apartamentów hotelowych o powierzchni od 22 do 41 mkw. Będą one sprzedawane w systemie condo, w którym prywatny inwestor może nabyć własny pokój hotelowy i mieszkać w nim np. przez miesiąc w roku, po czym wynajmować pod okiem zarządcy przez resztę roku.

W pierwszym etapie budujemy aparthotel i pierwszą część mieszkalną. Zamierzamy ją skończyć w grudniu przyszłego roku, czyli w 2016 roku. Drugi etap rozpocznie się mniej więcej za pół roku i proporcjonalnie w połowie 2017 roku powinien zostać oddany, oczywiście w zależności od tempa sprzedaży – mówi Barandziak.

Jak mówi, koszt inwestycji zależeć będzie od przebiegu prac budowlanych.

W Gdańsku prowadzimy na obecnie trzy inwestycje, poza Nową Motławą jest to Osiedle Zielone, II etap, oraz osiedle Młoda Morena, budowane w dzielnicy Piecki Migowo – mówi dyrektor.

Według raportu Domiporta.pl i Home Brokera Gdańsk jest jedynym w Polsce miastem, w którym przeciętna rentowność najmu mieszkań wynosi ponad 5 proc. netto. Obecnie za metr kwadratowy trzeba tam zapłacić 5 242 złote, a mediana ceny za wynajem to 34,64 złote za metr kwadratowy. Jak podkreślają autorzy raportu, po uwzględnieniu czynszu do administracji i podatku rentowność z takiej inwestycji może oscylować wokół 5,21 proc. rocznie. Oznacza to, że mieszkanie zwróci się po około 19 latach.

W Gdańsku najbardziej popularne są małe mieszkania – mówi Sebastian Barandziak. – Dwupokojowe, od 35 do 40 mkw. Wszystko związane jest z zasobnością portfeli klientów, bo są to zazwyczaj osoby młode, które kupują pierwsze mieszkanie – dodaje.

Wynagrodzenia w górę, jednak zmniejsza się tempo wzrostu

Przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach w czerwcu br. wzrosło w ujęciu rocznym o 2,5 proc., zaś zatrudnienie zwiększyło się o 0,9 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny.

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w czerwcu wyniosło 5577,8 tys. osób i było tylko nieznacznie wyższe niż w maju. W stosunku do czerwca poprzedniego roku przybyło niemal 52 tys. zatrudnionych, jednak tempo wzrostu nieco osłabło w stosunku do poprzednich miesięcy z ok. 1,1% do 0,9%. Jest to m.in. efekt coraz wyższej bazy. W ubiegłym miesiącu odnotowano najwyższy poziom zatrudnienia w firmach zatrudniających ponad 9 osób od 2005 r., od kiedy zaczęto liczyć te dane. Wzrosty zatrudnienia postępują wyraźnie od połowy 2014 r. Czerwcowe spowolnienie może oznaczać moment, w którym przedsiębiorcy wstrzymują się z decyzją o dalszym zwiększaniu zatrudnienia, testując, czy obecny poziom zasobów pracy nie jest wystarczający dla zaspokojenia popytu. Wydają się to potwierdzać dane wskaźnika PMI dla produkcji przemysłowej w czerwcu.

Wprawdzie główny wskaźnik PMI wzrósł wyraźnie w stosunku do maja i wyniósł 54,3 pkt. Wzrósł także po raz kolejny subwskaźnik nowych zamówień, jednak wskaźnik dotyczący zatrudnienia zmalał i to już po raz trzeci z rzędu. Być może przedsiębiorcy boją się zwiększać zatrudnienie, ze względu na rosnącą niepewność sytuacji na rynku pracy w przyszłości. W dalszym ciągu nie udało się ustalić wysokości płacy minimalnej na przyszły rok, Sejm przyjął zmiany kodeksu pracy zaostrzające warunki zatrudnienia na czas określony, a niepewny wynik wyborów parlamentarnych, może oznaczać pogorszenie warunków do zatrudnienia pracowników.

Zmniejszyło się także tempo wzrostu wynagrodzeń. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wyniosło 4039,70 zł, czyli o 2,5% więcej niż w czerwcu zeszłego roku. Jest to wzrost nieco wolniejszy niż w poprzednich miesiącach roku, kiedy wynosił przeciętnie ok. 3,6%.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

Greckie tak dla reform pomoże przedsiębiorcom

W nocy z środy na czwartek grecki parlament przegłosował bolesne reformy, by uniknąć bankructwa. Będzie więc dalsza pomoc dla Grecji.

Z uznaniem przyjęliśmy wyniki głosowania w greckim parlamencie poświęconego przyjęciu pakietu reform strukturalnych, od uruchomienia których uzależniona jest wypłata finansowania pomostowego i dalsze negocjacje z eurogrupą w sprawie spłaty greckiego zadłużenia. Pomimo ogromnych perturbacji politycznych i protestów społecznych należy docenić wysiłek premiera, który pomimo sprzeciwu własnej partii zdecydował się na przyjęcie warunków wymaganych przez wierzycieli. Stawia to jego przyszłość polityczną pod znakiem zapytania. Ale warto podkreślić, że pomimo wyników referendum sprzed tygodnia, obecnie prawie 70 proc. Greków popiera porozumienia ze strefą euro. Decyzja Grecji zapewnia tak ważną dla przedsiębiorców stabilizację strefy euro, pozwala uniknąć testowania dalszej cierpliwości państw członkowskich strefy euro, ale przede wszystkim pozwala po raz pierwszy od wielu lat rozpocząć reformy, które w dalszej perspektywie wpłyną na odzyskanie tempa wzrostu gospodarczego, ograniczą wydatki i umożliwią redukcję zadłużenia. Podniesienie podatków i zmiany w systemie emerytalnym to ważne kroki dla uzyskania kolejnej transzy finansowania – prawie 90 mld euro.

Dla polskich przedsiębiorców oznacza to stabilniejszą w najbliższych tygodniach sytuację w eksporcie, przy jednoczesnej stabilizacji kursów walut.

Komentarz Jakuba Wojnarowskiego, zastępcy dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan.