Popołudniowy komentarz walutowy z 16.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Generacja Y (pokolenie millenialsów) – między pracą a życiem osobistym

Do 2025 roku 75% pracowników na świecie będą stanowili przedstawiciele millenialsów. To pokolenie 18-33-latków, które jest bardzo skoncentrowane na pracy, ale stawia równocześnie na elastyczne warunki zatrudnienia. Jest też skłonne do podejmowania trudnych decyzji i poświęceń, żeby lepiej zrównoważyć życie osobiste i pracę. Pracodawcy muszą nadążać za potrzebami tej generacji, inaczej trudno im będzie utrzymać wartościowych pracowników – to wniosek płynący z raportu EY „Światowe pokolenia: globalne badanie wyzwań w obszarze równowagi między pracą a życiem osobistym”. W badaniu przeanalizowano potrzeby trzech generacji: pokolenia Y, X i tzw. boomersów.

Trudniej o równowagę

Zdaniem 33% badanych ogółem i 35% millenialsów utrzymanie równowagi między życiem osobistym a pracą w ciągu ostatnich 5 lat stało się trudniejsze. Blisko połowa ankietowanych uważa, że wynika to z faktu, że w tym czasie wynagrodzenie wzrosło nie tak bardzo jak wydatki. 48% badanych zadeklarowało, że równocześnie zwiększył się zakres ich obowiązków zawodowych. Pozostałe powody to: wzrost liczby obowiązków domowych (39%), większa liczba godzin w pracy (36%) i posiadanie dzieci (23%). Zachowanie równowagi między życiem zawodowym i osobistym jest największym wyzwaniem dla Niemców (49%) i Japończyków (44%). W Chinach jako problem ten czynnik wskazało zaledwie 16% pracowników.

Tydzień = 40 godzin?

Blisko połowa (46%) badanych pracuje ponad 40 godzin tygodniowo, a 4 na 10 twierdzi, że ilość czasu spędzanego w pracy w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła. Spośród tej grupy około 2/3 stwierdziło, że czas pracy zwiększył się o 2 do 4 godzin tygodniowo, a 1/3, że o 5 lub więcej. Ponad połowa menedżerów w Meksyku (61%), USA (58%), Indiach (55%) i Brazylii (51%) pracuje ponad 40 godzin w tygodniu. Co ciekawe, w Chinach ten odsetek wynosi zaledwie 19%. Połowa przedstawicieli pokolenia boomersów pracuje ponad 40-godzin tygodniowo. To większy odsetek niż pokolenia X (45%) czy Y (44%).

Gospodarka napędza zmiany na rynku pracy

Coraz więcej osób podejmuje świadome decyzje dotyczące zatrudnienia na podstawie czynników makroekonomicznych. W ciągu ostatnich 5 lat około 1/3 (31%) badanych zmieniła pracę z powodu zmian w gospodarce – najbardziej skłonni do tego byli przedstawiciele millenialsów (37%). Ponad 1/5 ankietowanych zachęciła swojego partnera lub partnerkę do ponownego podjęcia pracy, a co czwarty do nieodchodzenia z pracy albo do niezmniejszania wymiaru godzinowego. 23% pracowników zadeklarowało, że nie zdecydowało się na posiadanie większej liczby dzieci, a 1 na 5 opóźnił moment rodzicielstwa ze względów ekonomicznych.

Powody rezygnacji z pracy

Wśród głównych przyczyn odejścia z pracy, ankietowani wskazali niski wzrost płac (76%), brak szans na awans (74%), nadgodziny (71%), brak atmosfery sprzyjającej pracy w grupach (71%) a także przełożonego, który nie pozwala na elastyczne warunki pracy (69%). – Na pierwszych trzech miejscach znajdują się elementy związane z wyceną pracy poszczególnych osób. Pracodawcy często nie nadążają za wzrostem kompetencji pracowników – nie potrafią wykorzystać ich doświadczenia i potencjału. Często też pracodawcy tracą kontakt z rynkiem – nie dostrzegają, że pojawiają się atrakcyjne oferty dla ich pracowników od nowych firm na rynku, lub firm, które przyjmują agresywną politykę wynagrodzeniową w celu pozyskania najlepszych pracowników kosztem ich konkurencji. W takiej sytuacji korzystają zatem Ci pracodawcy, którzy są najbardziej dynamiczni na zmieniającym się rynku pracy i dobrze znają wartość swoich pracowników – wskazuje dr Karol Raźniewski, Dyrektor zespołu Human Capital w EY Polska. Na kolejnym miejscu znalazł się „stygmat elastyczności”, czyli omijanie osób, które korzystają z elastycznego czasu pracy przy promocjach i podwyżkach. Pokolenie millenialsów jest mocniej wyczulone na niesprzyjające czynniki i co za tym idzie bardziej skłonne do zmiany pracy – szczególnie zależy im na elastycznych warunkach pracy. – Pracodawca nowoczesny to pracodawca, który zapewnia pracownikom pewną swobodę i rozlicza ich z efektów pracy, a nie przywiązania do miejsca pracy – komentuje raport ekspert EY.

Czego kandydaci oczekują od pracodawcyPorównanie pokolenia x y boomerzy - jakie czynniki są ważne w pracy

Przy poszukiwaniu pracy najbardziej liczy się konkurencyjna płaca i benefity, elastyczne warunki pracy a także brak konieczności zbyt częstych nadgodzin. Najwyżej zatem znajdują się elementy stanowiące szeroko rozumiany system motywacyjny. Dobrze dopasowany system motywacyjny pomaga przyciągnąć wartościowych kandydatów do pracy oraz zatrzymać najzdolniejszych pracowników. Wśród najważniejszych czynników wskazywanych przez pracowników znalazło się także połączenie elastycznego czasu pracy i możliwości awansu a także współpraca z zespołem i przełożonym, umożliwiająca osiąganie osobistych i zawodowych celów. Dla millenialsów ważniejsza jest możliwość uzyskania płatnego urlopu macierzyńskiego (74%) niż dla innych pozostałych pokoleń. Co ciekawe, 2/3 ankietowanych zadeklarowało, że byłoby skłonnych do zmiany miejsca pracy albo przeniesienia do innego oddziału firmy aby być bliżej rodziny. Ten czynnik znalazł się wyżej niż ograniczenie podróży służbowych z noclegiem czy możliwość odpoczynku od służbowych telefonów lub maili.

– W EY staramy się odpowiadać na zmieniające się potrzeby obecnych i przyszłych pracowników – mówi Anna Woźniak, Menedżer ds. Rekrutacji i Employer Brandingu w EY Polska. – Między innymi dlatego w ramach projektu Workplace of The Future tworzymy w naszych biurach nowy rodzaj przestrzeni, która sprzyja zarówno pracy indywidualnej jak i zespołowej. Sale spotkań ze ścianami pokrytymi warstwą, po której można swobodnie pisać, duże i w pełni wyposażone kuchnie oraz specjalnie przygotowane playroomy to tylko niektóre elementy przestrzeni, którą stworzyliśmy w dużej mierze według pomysłów pracowników. – dodaje.

O badaniu

Badanie EY „Światowe pokolenia: globalne badanie wyzwań w obszarze równowagi między pracą a życiem osobistym” zostało przeprowadzone na grupie 9 699 osób w wieku 18-67 lat, zatrudnionych na pełen etat, mieszkających w ośmiu krajach: Stanach Zjednoczonych Ameryki, Niemczech, Japonii, Chinach, Meksyku, Brazylii, Indiach i Wielkiej Brytanii. Pokolenie Y / millenialsi (18-33 lat), pokolenie X (34-49), boomersi (50-68).

Polska najbardziej atrakcyjną lokalizacją w Europie dla centrów nowoczesnych usług biznesowych

W Polsce istnieje ponad 650 centrów usług biznesowych, zatrudniających ponad 150 tys. osób. Czynnikami przyciągającymi inwestorów do Polski są przede wszystkim dostępność dobrze wykwalifikowanych i zmotywowanych do pracy specjalistów, coraz bardziej rozwinięta infrastruktura oraz stabilna sytuacja polityczno-gospodarcza kraju. O atrakcyjności Polski świadczy też dywersyfikacja lokalizacji, w których istnieją silne centra akademickie, stanowiące naturalne zaplecze kadrowe. Analiza KPMG w Polsce jest przewodnikiem dla zagranicznych inwestorów planujących budowę nowego lub rozbudowę istniejącego centrum usług biznesowych.

Dobrze wykwalifikowana kadra

Polska oferuje obecnie najbardziej atrakcyjne lokalizacje do budowy centrów usług biznesowych spośród wszystkich miast europejskich. Jednym z kluczowych czynników przyciągających inwestorów do Polski jest dostępność dobrze wykwalifikowanych i zmotywowanych do pracy specjalistów. W 2014 r. studia ukończyło w Polsce 450 tys. osób, a liczba studentów (1,6 mln) plasuje nasz kraj na 4. pozycji w Europie, zaraz po Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji. Polska klasyfikuje się również na 10. miejscu na świecie w globalnym rankingu umiejętności poznawczych i osiągnięć edukacyjnych (Index of Cognitive Skills and Educational Attainment 2014) oraz na 6. miejscu pod względem biegłości w języku angielskim w globalnym rankingu EF (English Proficiency Index 2014). W aktualnie działających centrach z kapitałem zagranicznym Polacy wykorzystują znajomość 40 języków.

Polska jest jedną z najbardziej atrakcyjnych na świecie lokalizacji dla budowy centrum usług biznesowych, a międzynarodowi inwestorzy doceniają zarówno kwalifikacje zawodowe polskich specjalistów, jak i ich entuzjazm oraz chęć do dalszego kształcenia. Naszą przewagą w odniesieniu do innych krajów regionu Europy Środkowej i Wschodniej jest dywersyfikacja lokalizacji, w których istnieją silne ośrodki akademickie, stanowiące naturalne zaplecze kadrowe dla zaawansowanych centrów usług biznesowych. Zgodnie z wynikami opublikowanego w marcu b.r. badania pt. IT Outsourcing Service Provider Performance & Satisfaction Study, Polska zajmuje 2. miejsce na świecie i 1. w Europie na outsourcing usług IT. Ponadto warto wspomnieć, że Kraków znajduje się na 9. miejscu wśród najlepszych lokalizacji na całym świecie według raportu TOP 100 Outsourcing Destinations 2015
– mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w zakresie strategii i operacji w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Stabilność polityczno-gospodarcza i infrastruktura

Stabilność polityczna oraz nasze członkostwo w NATO i Unii Europejskiej daje inwestorom poczucie bezpieczeństwa inwestycji w Polsce. Doceniane są też systematycznie prowadzone działania na rzecz walki z korupcją – w corocznym rankingu Transparency International pt. Corruption Perception Polska awansowała z 61. pozycji w 2007 roku na miejsce 35. w 2014 roku.

Kolejnym czynnikiem przemawiającym za otwarciem centrum usług biznesowych w Polsce jest dobrze rozwinięta infrastruktura biurowa. W ostatnich 10 latach podwoiła się powierzchnia dostępnych nowoczesnych biur, przy jednoczesnym zachowaniu konkurencyjnych stawek najmu. Inwestorzy pozytywnie oceniają również infrastrukturę drogową, sieć lotnisk i wygodnych połączeń lotniczych z największymi miastami na świecie.

Inwestorów zachęca stabilność polskiej gospodarki – od 2007 r. wzrost naszego produktu krajowego brutto jest o ponad 20% większy od średniego wzrostu krajów Unii Europejskiej. Fundusze unijne oraz przygotowania do EURO 2012 to również czynniki, które miały ogromny wpływ na rozwój infrastruktury w Polsce. Przez lata bowiem mało atrakcyjna infrastruktura wpływała na utratę inwestorów na rzecz Czech i Węgier
– dodaje Violetta Małek, dyrektor w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Koszty pracy

Koszty pracy ponoszone przez inwestorów w Polsce są zdecydowanie wyższe niż w Indiach czy w Bułgarii lub Rumunii. Dlatego też międzynarodowi inwestorzy wybierają Polskę głównie w sytuacji, gdy planują budowę centrów zaawansowanych usług biznesowych. Dobrą ilustracją tego trendu jest umiejscowienie w Polsce kilkanaście międzynarodowych grup centrów badawczo-rozwojowych, zatrudniających specjalistów technicznych.

W Polsce powstaje coraz więcej tzw. globalnych centrów biznesowych, w ramach których są realizowane zaawansowane procesy biznesowe takie, jak np. zarządzanie podatkami całej międzynarodowej grupy, oraz nadzoruje się dostarczanie usług biznesowych dla organizacji przez wewnętrzne centra usług wspólnych, oraz zewnętrznych dostawców tzw. outsourcerów. Inwestycje w centra zaawansowanych usług biznesowych są więc korzystne dla Polski, gdyż tworzą dobrze płatne miejsca pracy dla wykwalifikowanych specjalistów
– podsumowuje Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w zakresie strategii i operacji w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Młodzi Polacy najczęściej płacą kartą

1 na 5 Polaków przed 30-stką ma kartę kredytową, jednak tylko 6 proc. tę formę płatności wybiera najczęściej. Młodzi Polacy za zakupy częściej płacą kartą debetową do konta (63 proc.) lub gotówką (27 proc.) – wynika z badania instytutu 4P research mix przeprowadzonego na zlecenie Banku Zachodniego WBK. Przyzwyczajenia młodych jednak powoli się zmieniają.

Zdecydowana większość Polaków przed 30-stką ma konto osobiste (86 proc.), dwie trzecie respondentów dysponuje kartą debetową (69 proc.), a ponad połowa ma otwarte konto oszczędnościowe (54 proc.). Wciąż najmniej popularnym produktem bankowym jest karta kredytowa – w jej posiadaniu jest 22 proc. młodych Polaków. Z obserwacji Banku Zachodniego WBK wynika, że karty kredytowe stają się w Polsce coraz popularniejsze. W minionym roku sprzedaż kart kredytowych w BZ WBK wzrosła o blisko 14% r/r, a Bank posiada w swoim portfelu już 700 tys. takich kart. Nadal jednak produkt ten jest kojarzony z luksusem i wieloma wymogami do spełnienia.

– W Banku Zachodnim WBK postanowiliśmy to zmienić wprowadzając naszą ofertę promocyjną „Karta na start” skierowaną do osób, które nie posiadały u nas jeszcze karty kredytowej. Główne zalety kart kredytowych MasterCard Silver w promocji to brak opłat za wypłatę gotówki z bankomatów BZWBK24 i przewalutowanie transakcji zagranicznych przez pierwsze dwa lata użytkowania karty oraz brak prowizji za uruchomienie usługi spłaty ratalnej RATIO w pierwszych dwóch latach od zawarcia umowy o kartę kredytową. Nasza „Karta na start” to idealny sposób na rozpoczęcie przez młodych Polaków przygody z bardziej zaawansowanymi produktami bankowymi łatwo, szybko i bez ponoszenia wysokich kosztów – mówi Tadeusz Kościński, Dyrektor Obszaru Direct Banking w Banku Zachodnim WBK.

Zgodnie z wynikami badania najczęściej wybierana przez osoby poniżej 30 r. ż. forma płatności to karta debetowa do konta – korzysta z niej 63 proc. respondentów. Na drugim miejscu znalazła się gotówka z 27 proc., a na najniższym stopniu podium uplasowała się karta kredytowa (6 proc.). Przedstawiciel Banku Zachodniego WBK zwraca uwagę, że zarówno karta debetowa, jak i gotówka przestają być w dzisiejszym świecie wystarczające. Na znaczeniu zyskuje możliwość płatności kartą kredytową. Wiele transakcji internetowych, jak np. kupno biletu lotniczego czy rezerwacja noclegu nie może być zrealizowanych za pomocą zwykłej karty debetowej lub gotówki. Co więcej, karta kredytowa to również możliwość szybkiego i łatwego dostępu do dodatkowych środków, które mogą pomóc w nagłej potrzebie lub upolowaniu świetnej okazji.

– Widząc jak dużo miejsca w wydatkach naszych klientów, również tych z grupy wiekowej do 30 lat, stanowią zakupy w Internecie, także użytkownikom „karty na start” dajemy możliwość korzystania zprogramu rabatowego przygotowanego przez Bank wspólnie z najpopularniejszymi sklepami internetowymi w Polsce. Dzięki temu młodzi klienci będą mogli liczyć na rabaty w wysokości od 5% do nawet 55% od płatności dokonanej kartą Banku – dodaje Tadeusz Kościński z Banku Zachodniego WBK.

Metodologia badania
„Badanie osób młodych (do 30 roku życia) – potrzeby, oczekiwania wobec usług bankowych oraz styl życia” przeprowadziła firma 4P research mix na zlecenie Banku Zachodniego WBK w grudniu 2014 r. Badanie przeprowadzono na próbie 1600 respondentów w wieku do 30 r. ż. Próba dla poszczególnych grup respondentów wynosiła odpowiednio: młodzi (osoby w wieku 18-19 lat) – 100; studenci – 700; absolwenci – 400 i czynni zawodowo (z wykluczeniem studentów i absolwentów) – 400. Uzyskane dane zostały przeważone, aby struktura każdego segmentu wewnętrznie odpowiadała strukturze badanej populacji pod względem płci, wieku oraz miejsca zamieszkania. Dodatkowo zastosowano ważenie uwzględniające proporcję między 4 badanymi segmentami.

Piotr Winnicki dyrektorem Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu w HSBC Bank Polska S.A.

Piotr Winnicki objął stanowisko Dyrektora Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu w HSBC Bank Polska S.A. Będzie odpowiadał za rozwój działalności banku w segmencie instrumentów finansowania handlu i zarządzania należnościami.

„Polskie firmy coraz odważniej rozwijają działalność poza granicami kraju. Świadczy o tym choćby stały wzrost eksportu. Aby móc skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych, potrzebują wiedzy na temat lokalnych uwarunkowań, instrumentów finansowych dostosowanych do ich potrzeb oraz doświadczonych partnerów. Będąc częścią instytucji o 150-letniej tradycji wspierania handlu międzynarodowego, działającej na ponad 70 rynkach na całym świecie, możemy i chcemy im w tym pomóc”, mówi Michał Mrożek, Prezes Zarządu HSBC Bank Polska S.A. „Piotr dołącza do naszego zespołu, wnosząc kilkunastoletnie doświadczenie zdobyte w różnych obszarach finansowania handlu. Jestem przekonany, że z takim specjalistą „na pokładzie” będziemy mogli jeszcze lepiej wspierać naszych klientów w podboju rynków zagranicznych”, dodaje.

Piotr Winnicki dyrektor Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu w HSBC Bank Polska S.A.
Piotr Winnicki dyrektor Departamentu Finansowania Handlu i Faktoringu w HSBC Bank Polska S.A.

Piotr Winnicki posiada 15-letnie doświadczenie w obszarze finansowania handlu, obejmujące zarządzanie sprzedażą, rozwojem oferty produktowej i procesami operacyjnymi. Zanim dołączył do zespołu HSBC, pracował w Citi Handlowym oraz w Raiffeisen Bank Polska, piastując stanowiska od specjalisty do dyrektora departamentu. Jest absolwentem studiów magisterskich na kierunku „Finanse i bankowość” w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studiów podyplomowych na kierunku „Psychologia w zarządzaniu rozwojem organizacji” w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Rekordowa liczba nowych budów, rekordowa liczba sprzedanych mieszkań

Rekordowa liczba nowych budów, rekordowa liczba sprzedanych mieszkań, rekordowo tani kredyt Najwyższy czas zauważyć, że eldorado nie będzie trwać wiecznie. Kredyty będą droższe, a deweloperom będzie trudniej sprzedać nowe mieszkania – przestrzega Lions Bank.

47,7% (r/r) – aż o tyle wzrosła sprzedaż mieszkań wśród 12 firm deweloperskich, które pochwaliły się już wynikami sprzedaży. Jest to bardzo dobry wynik, bo oznacza, że od kwietnia do kończ czerwca br. zaledwie 12 firm podpisało umowy na sprzedaż ponad 4 tysięcy lokali mieszkalnych, czyli o 1,3 tys. więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem.

Mało danych, ale szybko

Dane na temat liczby sprzedanych mieszkań są publikowane głównie przez firmy giełdowe i dotyczą liczby podpisanych umów niezależnie od poziomu zaawansowania inwestycji. W statystykach tych znaleźć więc można mieszkania, które są w budowie jak i te ukończone – ważne, aby nabywca przynajmniej zobowiązał się do zakupu lokalu. Szybkie reagowanie na zmianę otoczenia rynkowego jest niekwestionowaną przewagą tych danych. Z drugiej strony minusem jest mała próba. Tylko kilkunastu deweloperów chwali się swoimi wynikami sprzedaży, podczas gdy na rynku działa przynajmniej kilkuset graczy.

Pięć firm sprzedało prawie 3 tysiące mieszkań

W drugim kwartale najwięcej umów podpisały: Polnord, Atal, Budimex Nieruchomości, Robyg i Dom Development. Spółki te pochwaliły się sprzedażą od prawie 500 do niemal 600 mieszkań w zaledwie trzy miesiące.

Wyniki sprzedaży deweloperów

Deweloper Liczba sprzedanych mieszkań
II kw. ’14 I kw. ’15 II kw. ’15 zmiana (kw./kw.) zmiana (r/r)
Archicom 128 151 129 -14,6% 0,8%
Atal 254 315 491 55,9% 93,3%
Budimex Nieruchomości 278 499 580 16,2% 108,6%
Dom Development 463 467 598 28,1% 29,2%
Inpro SA 117 98 139 41,8% 18,8%
JW. Construction 248 373 352 -5,6% 41,9%
Marvipol 136 146 116 -20,5% -14,7%
Polnord SA 313 344 489 42,2% 56,2%
ROBYG 480 534 597 11,8% 24,4%
Ronson Development 210 186 224 20,4% 6,7%
Vantage Development 43 92 242 163,0% 462,8%
Wikana 54 32 67 109,4% 24,1%
Łącznie 2724 3237 4024 24,3% 47,7%
Opracowanie Lion’s Bank na podstawie własnych szacunków, informacji prasowych deweloperów oraz PAP

 

Firma Atal może się ponadto pochwalić nie tylko wolumenem, ale też dynamiką sprzedaży. W drugim kwartale br. sprzedaż wyniosła bowiem 491 mieszkań – prawie dwa razy więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Jeszcze większy przyrost zanotował Vantage Development. Ale uwaga, wzrost ten spółka zawdzięcza głównie sprzedaży 133 lokali na rzecz funduszu mieszkań na wynajem powołanego przy BGK, co trudno będzie powtórzyć w kolejnych kwartałach.

Dobra sprzedaż rozbudza chciwość

Tak dobre wyniki sprzedaży powodują, że deweloperzy z optymizmem patrzą w przyszłość. Nie byłoby przesadą mówienie nawet o euforii, bo dane GUS pokazują, że w ciągu zaledwie 5 miesięcy br. rozpoczęli oni budowy prawie 34 tys. mieszkań. To o 30% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem, a ponadto najwięcej w historii. Do tej pory rekordem było 30,7 tys. mieszkań, których budowę deweloperzy rozpoczęli w okresie od stycznia do maja 2008 roku.

W obliczu łamania kolejnych rekordów nie wypadałoby jednak rozpalać kolejnych nadziei na jeszcze lepsze wyniki. Powoli trzeba raczej zacząć się od nich odzwyczajać. Wiele wskazuje bowiem na to, że już w najbliższych miesiącach przerzedzą się tłumy odwiedzające biura sprzedaży deweloperów. Co prawda gwałtownych zmian nie należy się spodziewać, ale powolna erozja jest niemal nieunikniona. Spójrzmy na konkrety. Dotychczas działały przynajmniej trzy mechanizmy, na których korzystali deweloperzy. Przede wszystkim – niskie stopy procentowe.

Dzięki nim wciąż kredyt jest rekordowo tani, a lokaty nisko oprocentowane. Oba te czynniki działają pozytywnie na rynek nieruchomości. Tani kredyt ułatwia decyzję o zakupie własnego „M”, a niskooprocentowane lokaty powodują, że część osób posiadających kapitał, w poszukiwaniu większych zysków, kupuje mieszkania na wynajem. Drugim ważnym elementem są regulacje Komisji Nadzoru Finansowego. Te każą od stycznia br. posiadać min. 10% wkładu własnego przy zakupie mieszkania. Na tym paradoksalnie korzystają deweloperzy.

Trzeba bowiem pamiętać, że aby kupić mieszkanie, trzeba posiadać nie tylko wkład własny, ale też gotówkę na pokrycie kosztów transakcyjnych. Te na rynku pierwotnym można wycenić na około 1-2% wartości nieruchomości, podczas gdy na wtórnym już na 5-6% wartości nieruchomości. W efekcie chcąc kupić używane mieszkanie na kredyt trzeba posiadać 15-16% jego ceny w gotówce, a w przypadku lokalu nowego wystarczy 11-12% ceny. Cierpią na tym sprzedający lokale używane, a korzystają deweloperzy, którzy oficjalnie przyznają, że konieczność posiadania narzuconego rekomendacją S wkładu własnego (w 2014 r. 5%, a w 2015 r. 10% wartości nieruchomości) nie jest dla nich nadmiernym problemem. Ten efekt potęguje fakt, że jeszcze przez pewien czas, jedynie kupując nowy lokal można korzystać z dopłat w programie „Mieszkanie dla młodych”. W efekcie firmy budujące mieszkania nie narzekają na słabą sprzedaż lokali.

Droższy kredyt i większa konkurencja

Co przyniesie przyszłość? Po pierwsze zmiany w programie „Mieszkanie dla młodych”. Będzie można dzięki niemu kupić też mieszkania używane – przeważnie wyraźnie tańsze niż nowe. Bazując na doświadczeniach poprzednio działającego programu wsparcia „Rodzina na swoim” można szacować, że około 30-50% dofinansowania do kredytów zacznie dzięki zmianom trafiać na rynek wtórny.

Z każdym dniem zbliżamy się też do pierwszej decyzji o podniesieniu stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Prognozy co do tego jak szybko do takiej podwyżki dojdzie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Raz mowa jest o przełomie 2016/17, a w miesiąc później już 2015/16. Najświeższe przewidywania (z połowy lipca 2015 r.) sugerują pierwsze podwyżki stóp w połowie 2016 roku. Jak wcześniej wspomniano od kosztu pieniądza zależy wysokość rat kredytów mieszkaniowych, ale też to jak dużo chcą banki pożyczać swoim potencjalnym klientom oraz to jak wysokie odsetki są skłonne zaproponować na lokatach. Im wyższy zysk będą oferowały niemal bezobsługowe lokaty, tym mniej osób decydować się będzie na inwestowanie w mieszkania na wynajem. Bez wątpienia odczują to deweloperzy. Wystarczy przytoczyć szacunki NBP, z których wynika, że osoby, które kupiły nowe mieszkania na 7 największych rynkach wydały na ten cel ponad 2,7 mld zł i to jedynie w okresie od stycznia do marca br. Kwota ta odpowiada wartości 9,2 tys. lokali wycenionych na 300 tys. zł. Bez wątpienia spora część z grona nabywców gotówkowych zdecydowała się kupić mieszkanie w celu czerpania zysków z wynajmu, bo w ten sposób mogą zarobić więcej niż zanosząc pieniądze do banku.

Bartosz Turek, Lions Bank

Sprzedaż mieszkań bije rekordy, ale rynek pozostaje stabilny

W okresie kwiecień – czerwiec tego roku deweloperzy wprowadzili do sprzedaży ok. 13,2 tys. mieszkań tj. o 17 % więcej niż w poprzednim kwartale. Mimo to, oferta wzrosła tylko nieznacznie i wyniosła na koniec czerwca niecałe 48,5 tys. Wszystko to za sprawą dużego zainteresowania po stronie klientów, które zaowocowało kolejnym rekordem sprzedaży, o 11% przewyższającym wynik z marca – czytamy w najnowszym raporcie REAS „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2015 roku”.

Liczba transakcji jakie odnotowano w drugim kwartale 2015 roku w sześciu aglomeracjach o największej skali obrotów na rynku pierwotnym wyniosła ponad 12,7 tys. Oznacza to, że w ostatnich czterech kwartałach (od czerwca 2014 roku) sprzedano na analizowanych rynkach 45,8 tys. lokali – o ponad 27% więcej, niż w rekordowych dotychczas latach 2007 i 2013.

Co ciekawe, ceny mieszkań utrzymują się na stabilnym poziomie niemal we wszystkich miastach, dla których REAS prowadzi monitoring rynku. Wahania wyniosły w minionym kwartale zaledwie +/- 2%. Jedyną aglomeracją, w której wzrost cen ofertowych był wyraźny, było Trójmiasto, gdzie wzrost o 6,8% był w znacznej mierze wynikiem wprowadzenia w minionym kwartale kilkunastu inwestycji o ponadprzeciętnych cenach.

Deweloperzy dość dobrze odczytują zapotrzebowanie ze strony kupujących. Liczba wprowadzeń tylko nieznacznie przewyższyła popyt, w rezultacie czego oferta, liczona łącznie dla 6 rynków, w ciągu kwartału wzrosła tylko o ok. 700 lokali. Jedynym miastem, gdzie odnotowano naprawdę znaczny wzrost, był Poznań. Liczba mieszkań czekających na nabywców zwiększyła się tu w porównaniu z końcem marca o ponad 800 lokali, czyli o 22% kwartał do kwartału, zbliżając się do poziomu 4,5 tysiąca mieszkań. Oprócz Poznania dodatni wynik osiągnęło jeszcze tylko Trójmiasto, w którym oferta wzrosła o 5,4%. W Krakowie i Warszawie liczba dostępnych w sprzedaży mieszkań utrzymała się na takim samym poziomie, a we Wrocławiu i Łodzi zauważalnie zmalała (odpowiednio o 6% i 8,4%).

Liczba mieszkań w ofercie rynkowej na koniec II kwartału 2015
Liczba mieszkań w ofercie rynkowej na koniec II kwartału 2015

– Przy obecnym tempie sprzedaży relacja pomiędzy wielkością oferty a sprzedażą jest bezpieczna dla branży deweloperskiej. Kluczowe dla przyszłej sytuacji na rynku pytanie brzmi: jak długo tak wysoka sprzedaż się utrzyma? Jeśli wysoki popyt jest przede wszystkim skutkiem dopalacza w postaci MdM-u oraz efektem niskich stóp procentowych, to powinien zacząć maleć w perspektywie dwóch-trzech kwartałów. Jeśli jednak opiera się głównie o akceptowalną dla nabywców relację ceny do dochodu i o atrakcyjność stóp zwrotu z najmu mieszkań, to dobra koniunktura może utrzymać się także w 2016 roku, jeśli prognozy dotyczące utrzymywania się niskich stóp procentowych okażą się trafne. -komentuje Kazimierz Kirejczyk, prezes zarządu REAS.

Skala wsparcia rynku przez program MdM nadal rośnie. W II kwartale liczba wniosków o dopłaty składanych w ramach programu Mieszkanie dla Młodych w większości analizowanych miast, zgodnie z danymi BGK, wzrosła w porównaniu z kwartałem poprzednim. Największy wzrost – o 24% – miał miejsce w Krakowie. O 20% wzrosła liczba wniosków w Gdańsku, o 18% we Wrocławiu. W Łodzi wzrost wyniósł 7%, zaś w Poznaniu liczba wniosków była taka sama jak kwartał wcześniej. Tylko w Warszawie miał miejsce spadek (o 7%), ale łącznie we wszystkich analizowanych miastach w II półroczu 2015 złożono o ponad 54% więcej wniosków, niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Udział wniosków o dofinansowanie w MdM w liczbie sprzedanych mieszkań, na tle liczby złożonych wniosków
Udział wniosków o dofinansowanie w MdM w liczbie sprzedanych mieszkań, na tle liczby złożonych wniosków

– Jeśli w wyniku rozszerzenia programu MdM o rynek wtórny środków w ramach programu zacznie brakować, będzie to z pewnością niemiłe zaskoczenie dla firm deweloperskich, które znaczną część obecnie wprowadzanych inwestycji przygotowały z myślą o nabywcach korzystających z dopłat. Ponieważ jednak wypłaty z MdM działają na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy”, popyt na niedrogie mieszkania może w tym roku i w pierwszej połowie kolejnego roku jeszcze wyraźnie wzrosnąć.

Poszerzenie programu o rynek wtórny może mieć jeszcze jeden efekt. Ponieważ kupujący mieszkania na rynku pierwotnym nie wykorzystywali pełnej kwoty alokowanej przez rząd na dopłaty, to ożywienie na rynku wtórnym może sprzyjać zamianom starszych mieszkań na nowe. Generalnie, dzięki nowelizacji na cały rynek mieszkaniowy wpłynie więcej pieniędzy, choć możliwe, że od 2016 roku łączna kwota dopłat na zakup wyłącznie nowych mieszkań zmaleje rok do roku. Część tych funduszy popłynie zapewne także do mniejszych miast, gdzie nowe budownictwo to raczej domy jednorodzinne niż mieszkania.- komentuje Kazimierz Kirejczyk.

Więcej informacji o rynkach mieszkaniowych poszczególnych miast, a także strukturze oferty i czasie wyprzedaży oferty znajdą Państwo w raporcie „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2015”.

———————–
REAS

Średniej wielkości bank wydaje 30 mln zł rocznie na… papier

Średniej wielkości bank wydaje 30 mln zł rocznie na papier i zarządzanie dokumentami. Same koszty bezpośrednie to 7 mln zł rocznie. Eksperci są zgodni – w XXI wieku papier to przeżytek, a podpis długopisem to anachronizm.

W przyszłości nie ma papieru

Optymalizacja procesów w bankach to m.in. eliminacja obiegu papierowego i zamiana podpisu tradycyjnego na podpis elektroniczny. Przy czym podpis elektroniczny kwalifikowany nie przyjął się i niestety wciąż, jak od 5 tys. lat, podpisujemy się w ten sam sposób. Świat pędzi do przodu, mamy telefony, tablety i komputery a podpis czy deklaracji woli wciąż wyglądają tak samo – stwierdza Bartosz Łopiński, prezes Billennium – spółki zajmującej się m.in. wdrażaniem podpisu biometrycznego.

W Hiszpanii CECA Bank wdrożył system podpisu biometrycznego w oddziałach co okazało się sukcesem – system się przyjął, a bank generuje kilkanaście milionów euro oszczędności rocznie. Ekspert zaznacza jednak, że taka optymalizacja opłaca się tylko dużym firmom i instytucjom. Na eliminacji jednej kartki papieru firma zyskuje kilkanaście groszy. Takich kartek musi być tysiące by zwróciły się koszty zakupu, wdrożenia i utrzymania systemu „bez papieru”. Jeśli się dłużej zastanowić to proces wygląda tak, że ktoś sadzi drzewo, które wiele lat później jest ścinane, trafia do tartaku a następnie robi się z niego papier, który tylko przez chwilę jest w użyciu, by ostatecznie trafić do niszczarki.

– Papiery są podpisywane, archiwizowane a potem niszczone. Są w użyciu tylko przez chwilę by zarejestrować pewien fakt – stwierdza Łopiński.

Z badań firmy IBM wynika, że w ciągu ostatnich dwóch lat ludzkość wyprodukowała 90% informacji. Liczba danych rośnie logarytmicznie.

Naturalnie eliminacja papieru niesie za sobą dużo zagrożeń. Podpis biometryczny jest trudny do podrobienia, ale jest to możliwe. Na przeszkodzie stoją też przyzwyczajenia i różne nieścisłości prawne. Pełna eliminacja papieru z obiegu to na razie odległa przyszłość, ale możliwe są rozwiązania pośrednie, np., klient wciąż otrzymuje wydrukowaną kopię, a bank zatrzymuje tylko wersję elektroniczną.

Sezon wakacyjny – ropa tanieje, benzyna drożeje

Przez ostatnie dwa miesiące ropa w Londynie potaniała o ponad 17%, a w tym samym czasie ceny benzyny na polskich stacjach wzrosły o ponad 6%. Tym razem nie wszystko da się zrzucić na karb mocnego dolara.

6 maja cena ropy Brent po raz pierwszy od grudnia 2014 zbliżyła się do poziomu 70 USD za baryłkę. Przez następne dwa miesiące „czarne złoto” taniało i w czwartek rano było notowane po 57,25 USD/bbl – czyli o przeszło 17% mniej. W tym samym czasie średnia detaliczna cena litra benzyny bezołowiowej w Polsce wzrosła z 4,79 zł do 5,06 zł i w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy od listopada 2014 przekroczyła psychologiczny poziom pięciu złotych.

Zwykle tego typu zmiany na rynku paliw tłumaczone są wpływem kursu dolara. Polskie rafinerie kupują ropę za dolary, a sprzedają benzynę za polską walutę. Stąd wzrost kursu „zielonego” przekłada się na wyższe ceny przy dystrybutorach. Przez ostatnie dwa miesiące kurs dolara wzrósł z 3,52 zł do 3,77 zł, czyli aż o 7,1%. Lecz tym razem mocny dolar nie wyjaśnia benzyny po 5 zł za litr.

Jednym z powodów wzrostu cen benzyny jest nowy podatek, który rząd wprowadził na początku roku. Tzw. „opłata zapasowa” przyczyniła się do wzrostu cen paliw o 4-6 groszy na litrze. Ale nowy podatek w najlepszym razie odpowiada tylko za 14% tegorocznego wzrostu ceny Pb95 i nawet łącznie z wpływem dolara nie tłumaczy tak drogiego paliwa.

Przyczyny fenomenu drożejących paliw przy taniejącej ropie należy szukać po prostu w kalendarzu. W USA i w Europie panuje w tym względzie silna sezonowość: ceny na ogół rosną wiosną i latem, gdy zaczyna się sezon urlopowy. Więcej ludzi pokonuje większe niż zwykle odległości, co zwiększa popyt na benzynę i prowadzi do wzrostu cen. Po uśrednieniu danych za ostatnie 10 lat wychodzi, że roczne maksimum cen benzyny przypada w Polsce na 30. tydzień roku, a sezonowa drożyzna trwa od połowy czerwca do końca września – w tym okresie ceny są średnio o 10% wyższe. Teraz trwa 29. tydzień roku, co pozwala oczekiwać spadku cen benzyny w nadchodzących tygodniach – wyjaśnia Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

W najbliższy weekend 18-19 lipca w salonach Toyoty w Polsce debiutuje najnowsza odsłona hybrydowego Aurisa

W najbliższy weekend 18-19 lipca we wszystkich salonach Toyoty w Polsce debiutuje najnowsza odsłona hybrydowego Aurisa Toyoty Auris. Jest to zarazem ostatnia okazja, by skorzystać ze specjalnej oferty przedsprzedażowej na wersję hybrydową nowego Aurisa.

Ofertą przedsprzedażową objęty jest wyłącznie Auris Hybrid w cenie 79 900 zł. Model jest standardowo wyposażony w automatyczną skrzynię biegów, będącą integralnym elementem układu hybrydowego Toyoty. Dodatkowo już w podstawowej wersji Auris Hybrid ma m.in. 7 poduszek powietrznych, automatyczną klimatyzację, radio z systemem Bluetooth, felgi aluminiowe czy kolorowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny o przekątnej 4,2 cala, umiejscowiony między zegarami.

Do tej pory hybrydowego Aurisa w przedsprzedaży zamówiło już ponad 600 klientów. Aż 45% zamówień przypadło na wersję Comfort z pakietem Style, a 33% na najbogatszą wersję Prestige. Zdecydowana większość zamówień pochodzi od klientów indywidualnych, co potwierdza lawinowo rosnącą popularność napędu hybrydowego wśród Polaków.

Nowa Toyota Auris debiutuje w polskich salonach z trzema wersjami napędowymi. Poza innowacyjnym napędem hybrydowym dostępne będą trzy silniki benzynowe, w tym nowa jednostka turbodoładowana 1.2 (116 KM), oraz dwa silniki Diesla. Cena startowa nowego Aurisa nie uległa zmianie i wynosi 59 900 zł.

Zmiany w Zarządzie INEA SA

Od dnia 24 lipca br. Zarząd INEA będzie czteroosobowy. Rezygnację z funkcji Członka Zarządu ds. Operacyjnych złożył Ryszard Hordyński.

Swoją decyzję motywuje względami osobistymi. Prezes Janusz Kosiński wraz z Radą Nadzorczą podziękowali p. Hordyńskiemu za jego zaangażowanie i wkład w trakcie wspólnej pracy. Ryszard Hordyński nadal będzie wspierał Zarząd INEA w charakterze doradcy. Departamenty pionu operacyjnego INEA znajdą się w ramach pozostałych struktur grupy.

Jak ustalić wysokość zasiłku macierzyńskiego?

Mimo ciągle publikowanych przez ZUS nowych wyjaśnień, wskazanie podstawy wymiaru zasiłku macierzyńskiego nadal sprawia wielu pracodawcom problem. Najwięcej wątpliwości budzą takie kwestie jak dodatki do wynagrodzenia i urlopy: wychowawczy oraz wypoczynkowy.

Julita Podhorodecka Specjalista ds. Prawa pracy i Ubezpieczeń wfirma.pl
Julita Podhorodecka Specjalista ds. Prawa pracy i Ubezpieczeń wfirma.pl

Zasiłek macierzyński – obliczanie podstawy wymiaru

Wysokość podstawy zasiłku macierzyńskiego ustalana jest według zasad stosowanych przy wyznaczaniu podstawy zasiłku chorobowego – będzie to zatem wynagrodzenie pracownicy za okres 12 miesięcy kalendarzowych przepracowanych przez nią przed miesiącem, w którym urodziła dziecko.

Jako wynagrodzenie rozumiemy z kolei przychód osiągany przez pracownicę, będący podstawą wymiaru składki na ubezpieczenie chorobowe, po odjęciu składek na ubezpieczenie społeczne. W przypadku, gdy pracownica była przed urlopem macierzyńskim niezdolna do pracy z powodu choroby, przy obliczaniu podstawy zasiłku macierzyńskiego bierze się pod uwagę kwotę wynagrodzenia, na podstawie której wyliczono wysokość zasiłku chorobowego.

Jeśli pracownica w ciągu ostatnich 12 pełnych kalendarzowych miesięcy zatrudnienia nie osiągnęła wynagrodzenia (na przykład z powodu usprawiedliwionych nieobecności), do obliczenia wysokości podstawy wymiaru zasiłku macierzyńskiego bierze się wynagrodzenie uzupełnione – za okres, w którym przepracowała przynajmniej połowę obowiązującego ją czasu pracy. Wynagrodzenie uzupełnione rozumiemy jako wysokość przychodu za dany miesiąc przy założeniu, że pracownik pracowałby w pełnym wymiarze pracy.

Zasiłek macierzyński – elementy nieuwzględnione w podstawie

Jak zostało już wspomniane, kwestia wliczenia do podstawy zasiłku macierzyńskiego wynagrodzenia za urlop wypoczynkowy stanowi dla przedsiębiorców znaczny problem. ZUS mówi jednak jasno: wynagrodzenie za urlop jest częścią składową podstawy.

Istnieje jednak kilka elementów, których się w tym kontekście nie uwzględnia. Są to:

  • ekwiwalent za niewykorzystany urlop wypoczynkowy,
  • wynagrodzenie za czas choroby, wypłacane na podstawie art. 92 k.p. i zasiłków z ubezpieczenia społecznego,
  • składniki wynagrodzenia, określone w art. 41 ust. 1 ustawy zasiłkowej (premie, nagrody, dodatki), do których pracownica zachowuje prawo w trakcie pobierania zasiłku macierzyńskiego zgodnie z postanowieniami układów zbiorowych pracy lub przepisami o wynagradzaniu.

Zasiłek macierzyński a poród w okresie urlopu wychowawczego

W kontekście zasiłków, także zasiłku macierzyńskiego, urlop wychowawczy traktowany jest tak samo, jak świadczenie pracy. Jeżeli więc pracownica urodzi w trakcie urlopu wychowawczego dziecko, wymiar podstawy zależy od długości czasu, w którym przebywała na urlopie przed porodem. Szczególnie ważne jest, czy było to 12 miesięcy, czy mniej.

W przypadku, gdy urlop trwa przez 12 miesięcy kalendarzowych poprzedzających miesiąc, w którym nastąpił poród, podstawą wymiaru zasiłku macierzyńskiego jest wysokość wynagrodzenia, jakie pracownica otrzymałaby, gdyby przepracowała cały miesiąc, w którym nabyła prawo do zasiłku.

Jeśli natomiast urlop jest krótszy niż 12 miesięcy, jako podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego przyjmuje się wynagrodzenie za 12 miesięcy poprzedzających miesiąc, w którym pracownica urodziła dziecko. Nie bierze się jednak pod uwagę miesięcy, w których  przepracowała ona mniej niż połowę czasu – w takiej sytuacji stosuje się wynagrodzenie uzupełniające.

Warszawa ponownie najbardziej medialnym miastem w Polsce

Warszawa ponownie została okrzyknięta najbardziej medialnym miastem! W trakcie II kwartału tego roku na jej temat ukazało się 401 tys. informacji, co stanowiło 20 proc. ogółu materiałów opublikowanych na temat 18 miast wojewódzkich w Polsce. Stolicę goni jednak Poznań, który w ciągu 3 miesięcy odnotował największy przyrost – na poziomie 30 proc.

Warszawa najbardziej medialna, Poznań najbardziej dynamiczny
Warszawa najbardziej medialna, Poznań najbardziej dynamiczny

W okresie od kwietnia do czerwca na temat miast wojewódzkich opublikowano w sumie prawie 2 mln informacji – wynika z cyklicznego raportu „Stolice Regionów” przygotowanego przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”. Na czele zestawienia znalazła się stolica, a następnie: Poznań (237,7 tys. materiałów), Kraków (198,1 tys.), Wrocław (173,4 tys.), Gdańsk (140,2 tys.) oraz Łódź (135,4 tys.). W pierwszej dziesiątce uplasowały się także Katowice, Szczecin, Lublin i Bydgoszcz.

Dla porównania – najrzadziej informowano o Gorzowie Wlkp. W ciągu 3 miesięcy odnośnie miasta ukazało się zaledwie 24,9 tys. doniesień medialnych.

– Tak duża przepaść pomiędzy liczbą publikacji na temat Warszawy a materiałami, które zamieszczono w nawiązaniu do pozostałych miast wynika przede wszystkim z faktu, że wydarzenia, mające miejsce w stolicy, są istotne dla mieszkańców całego kraju. Z tego powodu można o nich przeczytać często także poza granicami województwa mazowieckiego. Warszawa pozostaje niekwestionowanym liderem tego raportu – mówi Marlena Sosnowska, ekspert „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Włodarze miast są coraz bardziej świadomi, jakie efekty mogą przynieść odpowiednio poprowadzone działania promocyjno-medialne. Analitycy obliczyli wartość ekwiwalentu reklamowego, czyli ilość pieniędzy, jaką należałoby wydać na publikację lub emisję danego przekazu dla każdej aglomeracji. Rekordzistą została po raz kolejny Warszawa. Materiały na temat stolicy były warte 2,6 mld złotych. Na drugim miejscu, lecz ze znacznie niższym wynikiem, uplasował się Kraków. AVE materiałów odnośnie stolicy województwa małopolskiego osiągnęło wartość 1,1 mld złotych. Z kolei na trzeciej pozycji znalazł się Poznań (1 mld złotych).

Największy udział w doniesieniach na temat stolicy miały źródła internetowe, które stanowiły aż 80 proc. ogółu informacji. Znacznie rzadziej Warszawa pojawiała się w mediach tradycyjnych – w prasie zaledwie 10 proc, w radiu 6 proc., a w telewizji 4 proc. Analiza rozkładu publikacji w czasie pokazuje, że aktywność dziennikarzy była równomierna.

Kraków i Poznań ponownie w czołówce

Warszawa została także liderem zestawienia pod względem wskaźnika dotarcia. Materiały na temat stolicy mogły dotrzeć do 280 miliardów czytelników. Jednak na podium znalazły się także Kraków i Poznań. Stolica województwa małopolskiego wygenerowała dotarcie na poziomie 115 mld kontaktów informacji z odbiorcami, a stolica wielkopolskiego – 103 mld.

O Lublinie i Gorzowie Wielkopolskim głównie regionalnie

Biorąc pod uwagę materiały na temat wszystkich analizowanych stolic województw, ponad 56,5 procent pochodziło z tytułów lokalnych. Źródła regionalne przede wszystkim pisały o Lublinie (66,1 proc.), Gorzowie Wielkopolskim (65,6 proc.), ale także o Poznaniu (62,6 proc.) oraz Łodzi (62,4 proc.). Z kolei w mediach ogólnopolskich najczęściej można było znaleźć informacje o Warszawie (55,5 proc.), Szczecinie (50,3 proc.) oraz Krakowie (45,6 proc.).

O Lublinie najczęściej wspominały gazety „Dziennik Wschodni”, „Polska – Kurier Lubelski” oraz „Gazeta Wyborcza – Lublin”. W przypadku portali największą aktywnością w stosunku do miasta wykazali się dziennikarze z Moje.radio.lublin.pl i Kultura.lublin.eu. Z kolei o Gorzowie Wielkopolskim przede wszystkim pojawiały się informacje w „Gazecie Lubuskiej”, „Gazecie Wyborczej – Zielona Góra” oraz na stronach internetowych Gorzow.com i Sportowefakty.pl.

Łódź najczęściej w tytułach

Aż 1,2 tys. razy wymieniono stolicę województwa łódzkiego w tytułach publikacji. Warszawa tym razem uplasowała się dopiero na czwartym miejscu z wynikiem 784 wzmianki, tuż za Krakowem (1 tys.) oraz Poznaniem (0,9 tys.).

O badaniu

Raport „Stolice Regionów” to kwartalne badanie „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”, które porównuje wizerunek miast wojewódzkich w mediach. Analizie poddano materiał pochodzący z monitoringu ponad 1100 tytułów prasowych, 5 mln źródeł internetowych oraz 100 stacji radiowych i telewizyjnych.

Zakres czasowy: 1.03-30.06.2015 r.

Metoda: ilościowa analiza danych.

Polska może stracić na umowie handlowej pomiędzy UE a USA

Rozmowy pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, dotyczące rozszerzenia strefy wolnego handlu (TTIP), prowadzone są od dwóch lat. Obejmują one towary i usługi, inwestycje, zamówienia publiczne, przepisy sanitarne, energię, bariery pozacelne, ochronę środowiska i własności intelektualnej. Obecnie trwa dziesiąta runda negocjacji.

Łukasz Białek
Łukasz Białek

Szacuje się, że Polska niewiele zyska na zawarciu porozumienia, osiągając jedynie 0,5% PKB w skali kilkunastu lat. Umowa może być niekorzystna dla naszego kraju ze względu na fakt, że słabsza gospodarka zawsze przegrywa w zakresie konkurencyjności z państwami wysokorozwiniętymi i silnymi ekonomicznie. Przykładem takiej sytuacji jest zawarcie umowy o strefie wolnego handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Kanadą a Meksykiem w 1992 roku.

– Konsekwencją dla kraju słabszego gospodarczo, czyli Meksyku, było to, że około 300 tysięcy prywatnych, często rodzinnych, firm zniknęło z rynku. Obecnie 40 procent wszystkich produktów spożywczych jest importowanych bezpośrednio od amerykańskich wytwórców i międzynarodowych korporacji, mówi Łukasz Białek, analityk gospodarczy.

W Polsce na umowie najbardziej straci m.in. sektor rolnictwa, spożywczy, chemiczny, przemysłowy i energetyczny. Jednak obecnie trudno jest ocenić, jakie branże amerykańskie będą zainteresowane rozwijaniem biznesu w Polsce. Ponadto regulacje i mechanizm sądu arbitrażowego, które będą rozszerzone wraz z podpisaniem umowy TTIP, są bardzo opłacalne dla międzynarodowych korporacji, a niebezpieczne dla naszego kraju.

– Gdy korporacja uzna, że wprowadzany przez dane państwo zapis naraża jej planowane zyski, wtedy może je pozwać przed Trybunał Sądu Arbitrażowego, który jest organem całkowicie skomercjalizowanym. Wiąże się z to z potencjalnymi, bardzo wysokimi, wielomiliardowymi karami dla kraju, dodaje Łukasz Białek.

Polska obecnie zajmuje ósme miejsce na świecie, a drugie w Europie (po Czechach) pod względem pozwów wytaczanych przeciwko państwu. Mechanizm arbitrażowy ISDS, który dla wielu rządów europejskich jest nie do przyjęcia, stanowi jeden z elementów negocjacji umowy TTIP. Sprzeciw przeciwko jego rozszerzeniu wyrażają Niemcy, Austria, Francja, ale nie Polska.

Mimo negatywnych skutków umowa partnerstwa o strefie wolnego handlu może również przynieść pewne korzyści także Polsce. Taka szansa może pojawić się zwłaszcza przed sektorem innowacyjności.

– Polska gospodarka, o ile położyłaby szczególny nacisk na rozwinięcie sektora nowych technologii, mogłaby skorzystać na podpisaniu tej umowy, podkreśla Łukasz Białek.

Dla społeczeństwa jednym z pozytywnych efektów otwarcia rynku europejskiego będzie możliwość zakupu towarów pochodzących ze Stanów Zjednoczonych, często w cenach niższych niż dotychczas. Wynika to ze zniesienia taryf i ceł.

Przewiduje się, że negocjacje pomiędzy Komisją Europejską a rządem USA zostaną zakończone przed końcem kadencji obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, a więc pod koniec 2016 roku. Zgodnie z deklaracją chce on podpisać porozumienie z Unią Europejską, aby zapewnić USA dominującą pozycję na rynku globalnym.

Jak powinna wyglądać nowa ordynacja podatkowa

0

Podczas prac nad nową ordynacją podatkową z jednej strony w sposób przemyślany należy podejść do wprowadzania „nowości” takich jak katalog praw podatnika, z drugiej zaś należy zmienić te instytucje, które w swoim obecnym kształcie budzą zastrzeżenia. Ważne jest też, aby nowy dokument był napisany w  sposób zrozumiały dla przeciętnego podatnika – twierdzą eksperci PwC w raporcie „Nowa ordynacja podatkowa – głos w dyskusji”.

Zasada rozstrzygania wątpliwości prawnych na korzyść podatnika

Wprowadzenie przepisu, który wprost nakazuje rozstrzyganie wątpliwości prawnych na korzyść podatnika, jest potrzebne i przyczynia się to do polepszenia jakości stosowania prawa podatkowego, zapewniając podatnikowi lepsze gwarancje ochrony jego praw.

  • Równie istotny jest także postulat o unormowanie tej zasady również w jej aspekcie procesowym, w przepisach regulujących postępowanie dowodowe.
  • Aspekt proceduralny zasady „in dubio pro tributario” powinien służyć realizacji zasady prawdy obiektywnej przez organ, kładąc nacisk na wyczerpujące i rzetelne przeprowadzenie postępowania dowodowego. Tym samym wzmocniłoby to pozycję podatnika w postępowaniu podatkowym, ponieważ w przypadku niedających się usunąć wątpliwości faktycznych organ byłby obowiązany rozstrzygnąć je na korzyść podatnika.

Katalog praw podatnika

  • Prace nad nowa ordynacją podatkową powinny zakładać konsultacje, zarówno z ekspertami, jak i z zainteresowanymi osobami, których nowe prawo będzie dotyczyć. Okres konsultacji powinien być na tyle długi by umożliwiał sformułowanie przemyślanych i wartościowych stanowisk. Wszelkie postulaty i wnioski winny być zgłaszane pisemnie i publicznie dostępne.
  • Postanowienia nowej ordynacji podatkowej powinny być napisane tak, aby zrozumiał je przeciętny podatnik, który nie posiada specjalistycznej wiedzy z podatków.
  • W ramach postulatu ochrony praw podatnika zasadne jest wprowadzenie wprost przepisów eliminujących podwójne opodatkowanie

Postępowanie kontrolne a kontrola podatkowa

  • Niezbędne wydaje się wyznaczenie jednoznacznej granicy pomiędzy postępowaniem kontrolnym wszczynanym przez dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej a prowadzoną w jego ramach kontrolą podatkową.
  • Należy postulować o wskazanie w ustawie katalogu czynności kontrolnych, które organy będą mogły wykonywać jedynie w ramach kontroli podatkowej. Pozwoli to podatnikom zorientować się z jakim postępowaniem mają do czynienia, jaka jest właściwa procedura i jej ograniczenia, a także jakie uprawnienia im przysługują.

Przedłużanie postępowań podatkowych i kontroli

  • Warte rozważenia wydaje się wprowadzenie silniejszych gwarancji przestrzegania przez organy podatkowe terminów załatwiania spraw. Być może zdyscyplinowanie organów podatkowych byłoby większe, gdyby ustawa przewidywała, iż po upływie dodatkowego terminu wskazanego w drugim (czy trzecim) zawiadomieniu o przedłużeniu postępowania organ nie może już wydać decyzji na niekorzyść podatnika, a w przypadku postępowania wszczętego z wniosku podatnika o stwierdzenie nadpłaty musi uwzględnić w całości jego żądania.

Interpretacje podatkowe

  • Coraz częściej dyrektorzy izb skarbowych odmawiają wydawania interpretacji. Jedną z zasadniczych przyczyn takiego stanu rzeczy są zapytania wnioskodawców dotyczące przepisów prawa procesowego, które – w ocenie organów podatkowych – nie mogą podlegać interpretacji. Sytuacja ta powinna być poddana głębszej refleksji ustawodawcy, ponieważ utrzymywanie obecnego stanu rzeczy przeczy intencji, która przyświecała wprowadzeniu do systemu prawa podatkowego interpretacji indywidualnych.

Rozprawa przed organami

  • Ustawodawca nie wprowadza w Ordynacji podatkowej instrumentów prawnych, które w praktyce mogą doprowadzić do wyeliminowania rozbieżności stanowisk podatnika i organu podatkowego bez angażowania stron sporu w postępowanie odwoławcze czy sądowe. Tymczasem bezpośredni kontakt z urzędnikiem może przyczynić się do poszukiwania rozwiązań korzystnych zarówno dla strony postępowania podatkowego, jak i organu podatkowego.
  • Reforma instytucji rozprawy powinna oczywiście iść w parze z wprowadzeniem rozwiązań prawnych zmierzających do wprowadzenia w systemie prawa podatkowego instytucji ugody administracyjnej.

„Ordynacja podatkowa powinna być sprawnym narzędziem regulującym stosunki między podatnikami a administracją podatkową. Niekoniecznie idealnym, ale dość dobrym, a przede wszystkim zrozumiałym, kierującym się akceptowalnymi powszechnie wartościami, dającym szansę obrony czy nawet naprawy błędów, tam gdzie podatnik zagubił się w materii prawa podatkowego. Nie istnieje doskonała wykładnia przepisów prawa podatkowego, dlatego popieramy propozycje opierające się na przyjęciu tego faktu do wiadomości, jak rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika czy ugodowe załatwianie spraw. Propozycje, o których piszemy w raporcie, stanowią część istotnych zagadnień, ważnych dla podatników, a nie dość mocno sygnalizowanych w dotychczasowej debacie nad kształtem nowej ordynacji” – mówi Mariusz Marecki, doradca podatkowy PwC, współautor raportu „Nowa ordynacja podatkowa – głos w dyskusji”.

Bartosz Kwiatkowski dołącza do zespołu ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów PwC

0

Do zespołu ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów w dziale prawno-podatkowym firmy doradczej PwC dołączył Bartosz Kwiatkowski, obejmując stanowisko Public Policy Managera. Będzie odpowiedzialny za wspieranie klientów PwC w zakresie doradztwa regulacyjnego i polityki gospodarczej.

Bartosz Kwiatkowski
Bartosz Kwiatkowski

Bartosz Kwiatkowski ma 10-letnie doświadczenie w doradztwie regulacyjnym w Polsce, współpracował także przy projektach lobbingowych na poziomie Unii Europejskiej. W ostatnich latach prowadził m.in. projekt doradczy związany z realizacją polskiego programu jądrowego, a w przeszłości jego klientami były m.in. firmy reprezentujące branżę samochodową, cementową, farmaceutyczną, odpadową oraz handlową, a także oferujące technologie płatnicze i zgazowania węgla.

„Jednym z istotnych celów PwC jest budowania rozpoznawalnej na polskim rynku praktyki doradztwa regulacyjnego oraz analiz politycznych i ekonomicznych. W tym unikatowym zespole już teraz łączymy wiedzę i doświadczenie prawników, podatkowców i ekonomistów. Dołączenie Bartosza w znaczący sposób poszerza nasze kompetencje o sprawy polityki gospodarczej i komunikację strategiczną” – mówi Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym w PwC.

Bartosz Kwiatkowski jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Stopień MBA uzyskał na Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie. Od 2006 do 2015 roku współpracował z CEC Government Relations, gdzie w ostatnim czasie pełnił funkcję doradcy zarządu. W latach 2012-2015 był ekspertem w projekcie Instrument Szybkiego Reagowania PARP. Przed podjęciem pracy w sektorze prywatnym w latach 2004-2005 pracował w Kancelarii Prezydenta RP.

Zespół ds. doradztwa regulacyjnego i rozwiązywania sporów w PwC wspiera klientów PwC w zakresie zmian regulacyjnych, analiz i ocen skutków regulacji, udziału w procesie tworzenia prawa opartego na dowodach (evidence-based policy making), współtworzenia dyskusji publicznej oraz mediacjach i negocjacjach z centralnymi i lokalnymi organami administracji.

Koszty utrzymania mieszkania rosną dwa razy szybciej niż inflacja

Choć przez ostatnie 12 miesięcy GUS informuje nieprzerwanie o deflacji, to przez cały ten czas rosną koszty utrzymania mieszkań. Te drugie w ciągu ostatnich lat wzrosły dwa razy mocniej niż ogólny poziom cen.

Już po raz 12 z rzędu GUS poinformował, że w Polsce mamy do czynienia z deflacją, czyli spadkiem ogólnego poziomu cen. Oczywiście fakt, że mamy do czynienia z deflacją nie znaczy, że wszystko tanieje. W ostatnich 12 miesiącach najmocniej podrożały: łączność (1,4% r/r), restauracje i hotele (1,3% r/r), rekreacja i kultura (1,2% r/r) oraz edukacja (1,1% r/r). Więcej niż przed rokiem trzeba też płacić za dobra i usługi zaliczane do kategorii „zdrowie” (1% r/r) oraz „mieszkanie” (0,7% r/r). W większości przywołanych przypadków wzrosty są niewielkie, ale wyniki te i tak są wyraźnie wyższe niż ogólny wskaźnik deflacji sugerujący przeciętny spadek cen wszystkich dóbr i usług o 0,8% (r/r). Z drugiej strony w czerwcu mniej trzeba było płacić za: transport (o 7,3% r/r, głównie za sprawą taniejących paliw), odzież i obuwie (0 4,8% r/r) oraz żywność, napoje i tytoń (o 1,2% r/r).

Ceny związane z użytkowaniem nieruchomości na tle inflacji

ceny związane z użytkowaniem nieruchomości na tle inflacjiKoniec deflacja przed końcem bieżącego roku

Już niebawem deflacja zmieni się w inflację – wynika z lipcowej projekcja inflacji (NBP). Sugeruje ona, że w całym 2015 roku średni spadek cen będzie na poziomie 0,8%, a w kolejnym inflacja wyniesie już 1,5%.

Ciekawe dane publikuje też cyklicznie Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC), które co miesiąc przygotowuje prognozę dotyczącą możliwych zmian wskaźnika inflacji (obecnie deflacji). Opublikowany przez nich Wskaźnik Przyszłej Inflacji w czerwcu zanotował skromny wzrost. I choć do takiego ruchu doszło po raz trzeci z rzędu, to eksperci biura uważają, że presja na wzrost cen jest niewielka.

Wciąż są to więc prognozy pozytywne z punktu widzenia osób zadłużonych lub tych, które myślą o zaciągnięciu długu. Obie grupy mogą korzystać na rekordowo niskim koszcie kredytu hipotecznego, co skutkuje nie tylko niskim poziomem comiesięcznych rat, ale też wzrostem zdolności kredytowej, a więc kwoty, którą banki są skłonne pożyczyć. Niestety coraz więcej danych każe im przygotować się na stopniowo rosnący koszt kredytu. Z najnowszych prognoz wynika, że na pierwszą od dłuższego czasu podwyżkę stóp procentowych przyjdzie czekać do połowy 2016 roku.

892 zł miesięcznie za mieszkanie

Na koszty utrzymania mieszkania składają się m.in. koszty eksploatacyjne, wywóz śmieci, kanalizacji, energii i wody. Na podstawie tempa wzrostu cen można szacować, że dziś na utrzymanie mieszkania czteroosobowa rodzina wydaje 892 zł. Wynik ten jest identyczny jak przed miesiącem, a w perspektywie ostatnich 12 miesięcy podniósł się o skromne 8,9 zł – niby niewiele, ale w tym samym czasie ogólny poziom cen dóbr i usług spadł. Warto w tym miejscu zauważyć, że w dłuższym terminie koszt utrzymania nieruchomości rośnie przeważnie znacznie szybciej niż inflacja. Na przykład przez ostatnie 5 lat rachunki związane z mieszkaniem wzrosły przeciętnie o ponad 17%, podczas gdy inflacja w tym czasie wyniosła niecałe 8,4%, czyli wzrost ogólnego poziomu cen był ponad dwa razy mniejszy.

Koszt użytkowania nieruchomości na osobę w gospodarstwie domowym

koszt użytkowania nieruchomości na osobę w gospodarstwie domowym
Lion’s Bank

Bartosz Turek, Lions Bank

Polskie kluby piłkarskie coraz lepiej zarządzane

0

Nasze ekstraklasowe kluby piłkarskie zarabiają coraz więcej pieniędzy i systematycznie zmniejszają swoje zadłużenie. W 2014 r. siedem z nich (na 16 możliwych) osiągnęło zyski, a prawie wszystkie zwiększyły przychody – wynika z najnowszego raportu „Ekstraklasa piłkarskiego biznesu”. W porównaniu z sytuacją sprzed jeszcze kilku lat widać ogromną poprawę.

Raport został opracowany przez firmę doradczą EY i spółkę Ekstraklasa S.A. Znajduje się w nim szczegółowa analiza sytuacji finansowej klubów grających w sezonie 2014/2015 na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce oraz ich osiągnięć sportowych, marketingowych i medialnych. „Nasz raport jest pewnego rodzaju zabawą. Ma głównie walor informacyjny” – mówi serwisowi infoWire.pl Marcin Opiłowski z EY.

Zwycięzcą rankingu biznesowego, który przedstawiono w raporcie, został mistrz Polski – Lech Poznań. Drugie miejsce zajęła Legia Warszawa (wicemistrz kraju), a trzecie – Lechia Gdańsk. Na końcu zestawienia znalazły się Górnik Łęczna, PGE GKS Bełchatów i Zawisza Bydgoszcz. „Ten ranking to podsumowanie ostatniego sezonu w takich obszarach, jak: wynik sportowy, wynik finansowy i kwestie związane z medialnością i marketingiem” – informuje wiceprezes spółki Ekstraklasa S.A. Marcin Animucki.

Lech został uznany również za klub najlepiej zarządzający finansami. Za nim uplasowały się Legia i Cracovia Kraków. Wicemistrz Polski osiągnął natomiast w 2014 r. największe przychody w całej lidze (115 mln zł). Dwa ekstraklasowe kluby miały z kolei w ubiegłym roku wpływy niższe niż w roku 2013. Są to Śląsk Wrocław i Górnik Zabrze. W kategorii marketingu i medialności wygrała wyraźnie Legia przed Lechem i Wisłą Kraków. Ostatnią klasyfikacją braną pod uwagę przy ustalaniu rankingu biznesowego była efektywność sportowa. Tu najlepszy okazał się Lech, który zostawił za plecami Legię i Lechię.

„Z perspektywy naszego raportu sukces odniósł Lech, który w rankingu biznesowym pokonał Legię. Mówić można jednak o sukcesie obu tych klubów […]. Nie są one już drogimi drużynami ze słabą administracją, tylko dużymi organizacjami biznesowymi, które wiedzą, na czym zarabiać pieniądze. A kilka kolejnych klubów aspiruje do tego, aby móc tak o nich powiedzieć” – zauważa Krzysztof Sachs, Partner EY.

Sprawdź: Przychody klubów Ekstraklasy w sezonie 2014/2015

Jeśli chodzi o kwestie biznesowe, w porównaniu z sytuacją sprzed kliku lat polskie ekstraklasowe kluby piłkarskie poprawiły się we wszystkim. Przykładowo uzyskują wyższe przychody, są mniej zadłużone, przyciągają na stadiony i przed telewizory większą liczbę widzów czy też sprzedają w swoich sklepach więcej koszulek. Ciągle jest jednak wiele rzeczy, które należy poprawić – jak np. przyciąganie sponsorów czy zarabianie na tzw. dniu meczowym – a może wtedy sukces biznesowy przerodzi się w sukces sportowy polskich drużyn na arenie międzynarodowej.

Spotkanie klubowe Executive Club 15 września 2015 roku: w siedzibie Google o nowych technologiach.

Już trzecie w tym roku spotkanie klubowe Executive Club będzie poświęcone innowacyjnemu zarządzaniu. Swój głos w debacie pod hasłem: ,,Innowacyjne zarządzanie. Nowe technologie w służbie biznesu” przedstawią reprezentanci spółek, które mogą  poszczycić się bardzo wysokim poziomem zastosowania nowoczesnych rozwiązań technologicznych.

Spotkanie klubowe Executive Club 15 września 2015 roku

Trudno sobie wyobrazić bardziej adekwatne miejsce do dyskusji na temat innowacyjnych technologii niż siedziba polskiego oddziału Google. Spotkanie w warszawskiej siedzibie firmy, usytuowanej w Warsaw Financial Center, otworzy prezentacja, którą przedstawi Magdalena Dziewguć – Head of Google for Work CEE. Do dyskusji na temat nowych technologii zaproszeni zostali: Agnieszka Hryniewicz-Bieniek – Country Director Google Polska, Dariusz Fabiszewski – Dyrektor Generalny Cisco Systems Poland, Adam Leszkiewicz – Prezes Zarządu Grupy Azoty ZAK S.A., Maciej Nuckowski – Dyrektor Działu Usług Global Document Outsourcing w Xerox Polska, prof. dr hab. Piotr Płoszajski – Kierownik Katedry Teorii Zarządzania w Szkole Głównej Handlowej.

Program spotkania klubowego skoncentruje się wokół aspektów jak: szanse i zagrożenia związane z implementacją nowych technologii dla przedsiębiorstw, fenomen serwisów społecznościowych i platform komunikacyjnych w strategii rozwoju przedsiębiorstw, zastosowanie innowacyjnych rozwiązań i jego wpływ na konkurencyjność przedsiębiorstw, prognozowane trendy technologiczne na 2016 rok.

Inicjatywa spotkań klubowych Executive Club jest nieodłącznym elementem strategii organizacji, która w tym roku będzie obchodzić swój jubileusz dziesięciolecia. Executive Club z powodzeniem promuje najlepsze standardy przywództwa i  zrzesza reprezentantów managementu polskich przedsiębiorstw oraz wybitne osobistości świata nauki i polityki. Organizowane przez klub spotkania odbywają się średnio raz na kwartał, a ich tematyka dotyczy najbardziej aktualnych tematów gospodarczych. Ważnym obszarem działalności spółki jest organizacja renomowanych konferencji branżowych oraz European Executive Forum – międzynarodowego summitu dla przywódców politycznych i liderów ze świata biznesu oraz nauki.

Partnerami wydarzenia są: Grupa Azoty, Xerox Polska, Google Polska.

Szefowa FED straszy podwyżką stóp

Sytuacja z Grecją rozwija się bez większych komplikacji. Giełda w Chinach nie budzi już aż takich emocji. Do gry wrócił za to FED. Pojawiła się deklaracja o możliwej podwyżce stóp procentowych jeszcze w tym roku. Czy to możliwy wariant? Obecnie wydaje się niemal nierealny, ale rynki nauczyły nas ostatnimi laty, że wiele rzeczy potencjalnie nierealnych się wydarzyło.

Grecki parlament uchwalił pakiet oszczędnościowy. Poparło go ¾ deputowanych. Na uwagę zasługuje fakt, że z 64 przeciwników porozumienia aż 38 pochodziło z koalicji rządowej. Wedle relacji komentatorów dyskusja poprzedzająca była burzliwa, a wszyscy powtarzali, że bardzo nie chcą, ale w zależności od wersji – muszą lub nie mogą. Cipras przyznał, że porozumienie jest sprzeczne z obietnicami wyborczymi oraz referendum, ale uznał je za konieczne i niemające alternatyw. Co ciekawe były minister finansów Janis Warufakis głosował przeciwko porozumieniu, a obecna wiceminister finansów złożyła rezygnację.

Janet Yellen szefowa FED wyraziła przekonanie, że stopy procentowe mogą wzrosnąć jeszcze w tym roku. Oczywiście gospodarka przyspiesza, bezrobocie spada i w ogóle. Przypominamy, że FED nie podniósł stóp już prawie 10 lat. Od ponad 5 lat są one rekordowo niskie. Nie wykluczony jest scenariusz brytyjski. Jeszcze rok temu mówiło się, że należy bacznie obserwować posiedzenia Banku Anglii, bo lada moment podniosą stopy. Owszem dane makroekonomiczne były przyzwoite, ale państwa te nie żyją w próżni. Liberalne gospodarki anglosaskie lepiej wychodzą z kryzysu, ale ich wymiana handlowa w dużej mierze oparta jest na krajach, które przeżywają poważne spowolnienie. Obecnie do listy problemów dołączają Chiny. Gdyby patrzeć tylko na USA, deklaracja FED jest jak najbardziej prawdopodobna. Ze względu na sytuację na świecie, trzeba jednak spojrzeć na nią ze znacznie większym dystansem. Pamiętajmy, gdy stopy procentowe rosną, waluta się umacnia. USA już ma problem z za mocnym dolarem, co dodatkowo powoduje, że przewidywane podwyżki stóp są mniej realne.

Spełniły się słowa Bronisława Komorowskiego z kampanii prezydenckiej. Na Wyspach Brytyjskich jednak rośnie bezrobocie. Jest to co prawda pierwszy taki wzrost od dwóch lat. Analitycy są zdziwieni takim obrotem sprawy. Wzrost jest minimalny, z 5,5% na 5,6%, ale towarzyszy mu nadal wyraźny brak ludzi do pracy w większości regionów i branż. Nie chodzi tylko o wysoko wykwalifikowany personel, ale również o zwykłych pracowników fizycznych.

Złoto znowu spada. Powodów tej tendencji jest kilka. Po pierwsze cena tego kruszcu wyrażana jest w umacniającej się amerykańskiej walucie. Po drugie inwestorzy nie zignorowali zupełnie deklaracji Janet Yellen o możliwej podwyżce stóp procentowych. Jeżeli na rynku pojawiają się “bezpieczne” instrumenty, dające wyższe stopy zwrotu, surowce tracą. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że potencjalny kryzys w Chinach daje słabsze perspektywy długoterminowe dla tego surowca.

EUR/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1100, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 16.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.04.2015 do 16.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co zyskasz płacąc z góry za mieszkanie w budowie

Czy dostaniemy rabat, jeśli wpłacimy całość za mieszkanie, zamiast dokonywać wpłat według harmonogramu w miarę postępu prac na budowie? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl sprawdzili, czy w takim przypadku deweloperzy udzielają upustu i co kupujący mogą zyskać w drodze indywidualnych negocjacji.

Andrzej Przybek, dyrektor sprzedaży Grupy Kapitałowej Euro Styl

W większości realizowanych przez nas inwestycji prowadzimy rachunki powiernicze, co powoduje, że zapłata gotówką za mieszkanie nie ma wpływu na jego ostateczną cenę. Pieniądze wpłacone przez klienta trafiają do banku, a nie do dewelopera. Bank uwalnia środki stopniowo, w zależności od stopnia realizacji projektu. Reasumując, deweloper i tak nie otrzymuje całości płatności z góry, tylko w transzach rozłożonych w czasie do momentu zakończenia budowy.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Przez 25 lat działalności i zdobytemu w trakcie tych lat doświadczeniu stworzyliśmy stabilną politykę cenową w ramach, której wykorzystujemy różne narzędzia promocyjne. Do każdego klienta podchodzimy indywidualnie, udzielając rabatów nie powielamy schematów.
Zasadniczy wpływ na formę płatności ma zawansowanie budowy. Jeżeli inwestycja jest w trakcie realizacji wówczas klient wpłaca środki zgodnie z harmonogramem, który jest indywidualnie ustalany z klientem. Natomiast, jeżeli projekt jest zakończony klient przed obiorem mieszkania wpłaca całość środków.

Aktualnie mamy klika promocji okresowych. W inwestycji Kamyk Zielony udzielamy rabatu 30 tys. zł na gotowe mieszkania z ogrodem, z kolei na segmenty w Rembertowie dajemy 10 proc. rabatu. Na Ochocie obniżyliśmy cenę gotowych mieszkań do kwoty 7100 zł/m kw., a w inwestycji Miasteczko Rubikon przy zakupie MiniApartamentów powyżej 25 m kw. klienci mają wykończenie mieszkania w cenie zakupu. Nabywcy mieszkań w inwestycji w Częstochowie otrzymują w prezencie miejsce postojowe w garażu podziemnym.

Tomasz Kaleta, dyrektor ds. sprzedaży LC Corp S.A.

Nie ma możliwości wcześniejszej wpłaty, jest to bowiem sprzeczne z zapisami ustawy deweloperskiej, która mówi o tym, że wypłaty dokonywane przez klienta mają odzwierciedlać koszty faktycznie poniesione przez dewelopera w związku z realizacją danej inwestycji.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Rabaty negocjujemy z klientami indywidualnie i trudno mówić o „średnich” upustach, bez względu na to, czy nabywca płaci od razu całą kwotę gotówką, czy też posiłkuje się kredytem hipotecznym. Mamy elastyczne podejście w ustalaniu harmonogramu wpłat rat za zakup lokum w każdym projekcie.

Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowy w Atlas Estates

W związku ze zmianami legislacyjnymi w ostatnich latach zmniejszyły się możliwości negocjowania rabatu przez nabywców, którzy z góry wpłacają całą kwotę za nowe mieszkanie. Od 2012 roku deweloperzy mają prawny obowiązek stosowania rachunków powierniczych. Co prawda zwiększa to finansowe bezpieczeństwo klienta, ale oznacza też, że deweloper nie może otrzymać całości środków finansowych w początkowej fazie budowy osiedla. Przelewanie kolejnych transz przez bank obsługujący rachunek powierniczy na konto dewelopera jest bowiem uzależnione od postępu prac na budowie. Innymi słowy, dziś deweloperzy z zasady nie mogą skorzystać finansowo na wpłacie przez klienta całej kwoty z góry, są więc mniej skłonni udzielać z tego tytułu rabatów.

W tym kontekście, atrakcyjniejsze są upusty przyznawane nabywcom mieszkań w ramach okresowych promocji, na przykład na samym początku budowy lub na zakończenie projektu inwestycyjnego. Z tą ostatnią sytuacją mamy do czynienia w przypadku oferty „Ostateczna wyprzedaż”, która aktualnie obowiązuje w naszym budynku ConceptHouse Mokotów. Znacznie obniżone ceny za m kw. sprawiają, że łączna wartość rabatu może sięgać w tym przypadku nawet 10 proc. wartości cennikowej lokalu.

Wojciech Stisz, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing w Barc Warszawa S.A.

W przypadku wcześniejszej wpłaty za mieszkanie nabywane w inwestycji Tarasy Dionizosa, którą realizujemy na warszawskiej Białołęce, możemy zaproponować klientom upust w wysokości 10 tys. zł.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Jesteśmy elastyczni w negocjacjach z klientami, ale sytuacje w której klienci wpłacają całość za mieszkanie oddawane za rok, czy półtora praktycznie się nie zdarzają.
Rabaty w naszych inwestycjach – gdańskim Wolnym Mieście i warszawskim Hubertusie są ustalane indywidualnie z każdym klientem. Nie możemy tutaj generalizować. Jeżeli klient jest zainteresowany przecenionym mieszkaniem rabat jest minimalny, jeżeli natomiast chce kupić na przykład 3 mieszkania, może liczyć na większy upust.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Klienci, którzy nabywają lokale za gotówkę, chcąc bezpiecznie ulokować oszczędności w celu osiągnięcia zysku, mogą obecnie skorzystać z 15 procentowego rabatu w ramach promocji, która obejmuje wybrane mieszkania we wszystkich naszych inwestycjach. Zdarza się, że klient negocjuje cenę zakupu mieszkania i uzyskuje upust, ale są to indywidualne przypadki, a gotowość zapłaty z góry nie jest wtedy jedynym argumentem w negocjacjach.

Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom S.A.

Zgodnie z ustawą deweloperską nasze inwestycję mieszkaniowe są chronione rachunkiem powierniczym. Środki klientów trafiają najpierw na rachunek powierniczy banku, a nie na rachunek spółki, na który są wypłacane transzami po zrealizowaniu poszczególnych etapów przedsięwzięcia. Zapłata całej kwoty z góry nie skraca terminu przekazania środków z banku do spółki. Skutkowałoby to tylko tym, że środki klienta leżałyby dłużej w banku.
Zatem deweloper nie ma żadnych korzyści z zapłaty z góry, ponieważ tych pieniędzy i tak nie otrzymuje. Tym samym niestety nie mamy podstawy do przyznawania z tego tytułu upustów. Inaczej jest w przypadku sprzedaży domów w naszych inwestycjach, gdzie zapłata z góry jak najbardziej jest podstawą do negocjowania warunków i uzyskania korzystniejszej ceny.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Wszystkie nasze inwestycje mają zapewnione finansowanie. Ze względu na bezpieczeństwo naszych klientów, pieniądze przez nich wpłacane trafiają na rachunek powierniczy, z którego bank według harmonogramu pobiera określoną kwotę. Kwestia rabatów ustalana jest indywidualnie w drodze negocjacji.

Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest

Po wejściu w życie ustawy deweloperskiej, a w ślad za nią rachunków powierniczych, kwestia dokonania wcześniejszej wpłaty przez klientów jest sprawą dość skomplikowaną. Według przepisów obowiązujących od 2012 roku, pieniądze z rachunku powierniczego, deweloper otrzymuje po zakończeniu kolejnego etapu prac budowlanych. Tak więc klient może dokonać wcześniejszej wpłaty, przedpłacając niewykonane jeszcze etapy prac, ale deweloper uzyska te pieniądze dopiero po wykonaniu danych etapów realizacji inwestycji.

W przypadku nieruchomości przekazanych do użytkowania sytuacja wygląda inaczej. Nie obowiązują przepisy ustawy deweloperskiej, ale mieszkanie jest już gotowe, a harmonogram realizacji inwestycji wykonany. W inwestycjach zrealizowanych udzielamy rabatów w wysokości ustalanej indywidualnie z klientem. Gotowe mieszkania mamy w sprzedaży na warszawskiej Pradze Południe i na Bemowie.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Polski Prąd inwestuje w sprzedaż paneli słonecznych

Paweł Owczarski

Według ostatniego raportu New Energy Outlook, przygotowanego przez Bloomberg New Energy Finance, energia słoneczna stanie się tak tania, że wyprzedzi paliwa kopalne. Dzięki spadkowi cen samych paneli fotowoltaicznych w ciągu następnych 25 lat ten rodzaj odnawialnych źródeł energii być może prześcignie węgiel. Stąd już dziś producenci i dystrybutorzy prądu poświęcają temu zagadnieniu szczególną uwagę.

Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Owczarski, prezes zarządu firmy Polski Prąd SA, istnieje ogromne zainteresowanie fotowoltaiką, zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorców.

Rozpoczęliśmy sprzedaż tego typu instalacji w ostatnich miesiącach – mówi Paweł Owczarski. – Klienci są świadomi tego, że fotowoltaika jest ekonomicznie opłacalna i korzystna dla naszej planety – wyjaśnia.

Wzrost zainteresowania panelami słonecznymi wynika przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Jak wynika z raportu BNEF, spadek cen samych instalacji doprowadzi do tego, że będzie to najtańsze źródło produkcji energii. Już w ciągu najbliższych dziesięciu lat wielkopowierzchniowe farmy fotowoltaiczne będą sporą konkurencją dla tradycyjnych elektrowni, a w ciągu następnych 25 lat koszty ich produkcji i utrzymania mają spaść aż o połowę. Do 2040 roku natomiast fotowoltaika będzie stanowić jedną trzecią rynku wytwarzania energii.

Jak przypomina Paweł Owczarski, trzeba pamiętać o tym, że z tego powodu coraz więcej gospodarstw i firm będzie wytwarzać prąd samodzielnie.

Z racji tego, że klient wyprodukuje sobie część energii z własnego źródła, wolumen energii dostarczonej przez nas spadnie. Można zatem powiedzieć, że nasze przychody też spadną – wyjaśnia prezes Polskiego Prądu. – Ale z drugiej strony, po pierwsze, umożliwiamy zbudowanie długoterminowej relacji z klientem. Ten będzie potrzebował pomocy przy utrzymaniu i serwisowaniu instalacji. Jesteśmy przekonani, że będziemy w stanie zrobić dobry biznes i na tym zarobić.

Plany spółki są odpowiedzią na zmieniający się rynek, zarówno w Polsce, jak i w Europie.

Myślę, że są dwa trendy, które w nas uderzą w ciągu najbliższych lat. Pierwszy z nich to spadające hurtowe ceny energii. Polska zwiększy portfel energii odnawialnej, a jednocześnie zwiększy przepustowość konektorów transgranicznych, dlatego zostaniemy wystawieni na import tańszej energii z Niemiec i Czech – wymienia Paweł Owczarski. – I to jest oczywiście wyzwanie dla sprzedawców energii elektrycznej, bo spadające ceny, to też niższe marże – dodaje.

W pierwszym kwartale br. w Polsce wybudowano instalacje fotowoltaiczne o mocy 12,7 MW. W 2014 roku moc paneli słonecznych w naszym kraju przekroczyła 23 MW. W 2013 roku było to tylko 2 MW. Według prognoz Instytutu Energetyki Odnawialnej w całym 2015 roku ilość sprzedanych paneli słonecznych umożliwi wytworzenie 100 MW.

Ustawa o odnawialnych źródłach energii, obowiązująca od początku maja, wprowadziła w naszym kraju możliwość wytwarzania energii w domowych instalacjach o niewielkiej mocy. Od przyszłego roku natomiast elektrownie będą miały obowiązek odbierać nadwyżki wyprodukowane przez przydomowe instalacje.

Według statystyk, przeciętne polskie gospodarstwo domowe będzie w stanie wytworzyć ok. 1000 kWh rocznie za dużo. Stawki za sprzedaną energię są określone przez ustawę o OZE i wynoszą w przypadku instalacji o mocy do 3 kW 75 groszy za kilowatogodzinę, a do 10 kW 65 groszy za kilowatogodzinę. W czerwcu jednak rząd zgłosił projekt nowelizacji ustawy. Ministerstwo Gospodarki chce wprowadzić minimalną i maksymalną kwotę wsparcia, a te mogą się znacznie różnić od obecnych stawek.

Reputacja w Internecie – dlaczego recenzja hoteli ma znaczenie?

Z rankingu Global Review Index (GRI), będącego częścią raportu PwC „Reputacja w Internecie. Dlaczego recenzja hoteli ma znaczenie i jak hotele się z tym mierzą” wynika, że użytkownicy Internetu najlepiej oceniają hotele w regionie Europy Wschodniej, choć to Cape Town zajmuje pierwsze miejsce w tym zestawieniu. Warszawa znalazła się na 7. pozycji.

Global Review Index jest zestawieniem ocen klientów zebranych ze 142 agencji podróży on-line i stron internetowych, na których zamieszczane są recenzje hoteli. Dane dotyczą okresu marzec 2014 – luty 2015 i hoteli 3-, 4- oraz 5-gwiazdkowych w 48 miastach (ponad 11 tysięcy obiektów), zgrupowanych w cztery regiony: Europa Środkowa i Zachodnia, Europa Wschodnia, Środkowy Wschód i Afryka oraz Indie.

W czołówce najlepiej ocenianych miast pod względem jakości hoteli nie znajdziemy wielu popularnych turystycznych destynacji. Za to aż 4 miasta z Europy Wschodniej znajdują się w pierwszej dziesiątce tego zestawienia (Wilno, Praga, Warszawa, Ryga). W podziale na regiony to właśnie hotele z Europy Wschodniej wypadają najlepiej (81,5%), na kolejnej pozycji znajduje się Środkowy Wschód i Afryka (80%), a dopiero później Europa Zachodnia (79,4%) i Indie (76,1%).

Global Review Index – pierwsze 10 pozycji

Pozycja w rankingu

Miasto

Ocena

1

Cape Town

86,0%

2

Wilno

84,6%

3

Johannesburg

84,2%

4

Edynburg

83,7%

5

Marrakesz

83,5%

6

Praga

83,4%

7

Warszawa

83,0%

8

Lizbona

82,7%

9

Ryga

82,6%

10

Abu Dhabi

82,3%

Czystość i położenie to jedne z najmocniejszych stron ocenionych hoteli, zaś pokoje i cena wypadają zdecydowanie najsłabiej.

Polacy słyną z gościnności, która stała się przysłowiowa, więc wysoka pozycja Warszawy nie jest zaskoczeniem. Ponadto znani jesteśmy ze świetnej kuchni, a zaplecze gastronomiczne hoteli jest bardzo istotne dla wielu gości” – mówi Ewa Biernacik, menedżer ds. zakupów w PwC. „W porównaniu z krajami Europy Zachodniej mamy stabilniejszą kadrę. W miastach takich jak Londyn, Oslo czy Berlin rotacja personelu jest ogromna, czego konsekwencją jest spadek jakości usług. Od zagranicznych gości coraz częściej słyszymy pochlebne opinie na temat obiektów hotelowych w Warszawie i wszystko wskazuje na to, że ten trend się utrzyma” – dodaje Biernacik.

Jak dowodzą autorzy raportu PwC menedżerowie hoteli zdają sobie sprawę ze znaczenia ocen wystawianych ich hotelom przez internautów i coraz częściej wykorzystują te informacje, aby poprawić swój serwis.

Polskie firmy nie wykorzystują potencjału pracowników w wieku 55+

Polska znalazła się na 30. miejscu wśród przebadanych 34 krajów OECD w rankingu PwC „Golden Age Index”, oceniającym poziom wykorzystania potencjału osób w wieku 55+ w pracy. Gdyby stopa zatrudnienia osób 55+ w Polsce była taka jak w Szwecji, PKB mogłoby wzrosnąć od ok. 4% do nawet ok. 8%, szacują eksperci PwC.

Ranking „Golden Age Index” obejmuje wszystkie 34 kraje z grupy OECD, oceniając je na podstawie 7 kluczowych wskaźników, m.in. liczby zatrudnionych osób w wieku powyżej 55 lat, ich zarobków, udziału w szkoleniach czy liczby umów na część etatu.

Na pierwszym miejscu rankingu niezmiennie od 2003 roku znajduje się Islandia. Kolejne pozycje zajmują Nowa Zelandia i Szwecja. Polska plasuje się na 30. miejscu (w poprzedniej edycji rankingu z 2007 r. była na 33.).

Miejsce w rankingu

Kraj

2003

2007

2013

1

1

1

Islandia

9

9

2

Nowa Zelandia

3

4

3

Szwecja

12

11

4

Izrael

2

7

5

Norwegia

14

13

6

Chile

4

5

7

Stany Zjednoczone

6

6

8

Korea Płd.

5

3

9

Japonia

13

8

10

Estonia

26

33

30

Polska

Autorzy raportu PwC zwracają uwagę, że właściwa aktywizacja zawodowa osób w wieku 55+ ma znaczenie nie tylko w wymiarze korzyści biznesowych dla danej firmy, ale także ekonomicznym dla całego kraju.

Stopa zatrudnienia w grupie wiekowej 55+ w Polsce wynosi obecnie ok. 23%, podczas gdy w Szwecji, która ze wszystkich krajów UE jest najwyżej w rankingu Golden Age Index, wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 34%. Należy pamiętać, że aktywna zawodowo grupa osób starszych ma bezpośredni wpływ na wartość PKB. Według szacunków PwC, gdyby stopa zatrudnienia osób 55+ w Polsce była taka jak w Szwecji, nasze PKB – w zależności od produktywności tej grupy wiekowej – mogłoby wzrosnąć od ok. 4% do nawet ok. 8% – twierdzi Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC.

Firmy w Polsce rzadko posiadają przemyślane, wieloletnie strategie zatrudnienia, które określałyby kluczowe kompetencje niezbędne do rozwoju biznesu w przyszłości. Niewiele przedsiębiorstw zadaje sobie również pytanie o strukturę demograficzną swoich zespołów w horyzoncie kilkuletnim i pod jej kątem planuje programy rozwojowe” – zwraca uwagę Katarzyna Sowińska-Bonder, menedżer w dziale doradztwa biznesowego PwC.

W efekcie braku wieloletniej strategii zatrudnienia organizacje wpadają w dwie pułapki:

  • nie kształcą pracowników pod kątem przyszłościowych potrzeb, więc pozwalają na stopniową degradację kompetencji pracowników 55+
  • jeśli szkolą to nieefektywnie, nie dostosowując metod ani narzędzi do potrzeb pokoleń 55+

Aby zwiększyć w Polsce wykorzystanie pracowników 55+, należy podchodzić długofalowo do rozwoju kluczowych kompetencji w organizacji oraz dostosowywać programy rozwoju i szkoleń do schematów uczenia się osób dorosłych” – dodaje Sowińska-Bonder.

 

Ebury Polska chce pozyskać klientów wśród polskich małych i średnich firm handlujących z zagranicą

0

Jakub Makurat

Ebury Polska liczy na zdobycie nawet kilkudziesięciu tysięcy klientów wśród małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Firma zajmująca się rozliczaniem transakcji w walutach obcych ocenia nasz kraj jako bardzo perspektywiczny i chce z niego osiągać kilka procent przychodów w skali globalnej. Potencjał tkwi w rosnącym handlu zagranicznym polskich firm.

Głównym odbiorcą naszych usług będą małe i średnie firmy. To jest dla nas najistotniejsze, żeby ofertę kierować właśnie do tych przedsiębiorstw. Rynek małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce jest najbardziej dynamiczną częścią gospodarki. Oceniamy, że jest kilkadziesiąt, a nawet sto tysięcy przedsiębiorstw, z którymi chcielibyśmy porozmawiać o zabezpieczeniu ryzyka kursowego – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska.

Ebury jest światowym koncernem, który dopiero wchodzi do Polski. Zajmuje się głównie rozliczaniem i zabezpieczeniem transakcji walutowych małych i średnich przedsiębiorstw. Oferuje m.in. wiele rozwiązań opartych o transakcje terminowe, co redukuje ryzyko wahań kursowych. W swojej ofercie ma 140 walut.

Firma ocenia Polskę jako bardzo perspektywiczny rynek, ponieważ przedsiębiorstwa z naszego kraju coraz częściej handlują z zagranicznymi kontrahentami. Z uwagi na zdobywanie nowych rynków transakcje te coraz częściej nie są rozliczane w euro czy dolarach, lecz w bardziej egzotycznych i mniej stabilnych walutach.

Grupa rozwija się dosyć dynamicznie, ale polski rynek wydaje się jednym z najbardziej ciekawych przede wszystkim dlatego, że polscy importerzy i eksporterzy coraz bardziej wychodzą w świat, są coraz bardziej odważni we wkraczaniu na nowe rynki i chcemy im ten rozwój umożliwić i przyspieszyć – mówi Makurat.

Dodaje, że w początkowym okresie rozwoju firmy w Polsce kilka procent przychodów całej Grupy Ebury ma pochodzić z naszego kraju.

Makurat podkreśla, że spółka cały czas inwestuje w rozwój nowych produktów. Według niego to podstawa sukcesu na rynku finansowym.

To są na pewno miliony euro rocznie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że na rynku finansów bez innowacji niewiele można zrobić w obecnym świecie – mówi Makurat.

Już teraz spółka oferuje innowacyjne produkty. Jednym z nich jest możliwość zawierania kontraktów terminowych. Dzięki umowie z Ebury przedsiębiorca ma gwarancję, że należność otrzymana od zagranicznego kontrahenta lub zapłata dla niego zostanie rozliczona po przewidywalnym kursie.

To pozwala ograniczyć ryzyko związane ze zmianami kursów walut. Korzystają na tym szczególnie firmy handlujące ze spółkami z Nigerii, Tajlandii czy Meksykiem. Wszystkie te waluty notują w ostatnich miesiącach dużą zmienność wobec dolara.

U nas można zrobić tego typu operacje, zabezpieczyć ten kurs, umówić się, że rozliczenie nastąpi przy pewnym poziomie kursowym i nie będzie on podlegał wahaniom – mówi Makurat.

M. Jasiewicz (Grupa Recykl): Pierwsza dywidenda już w połowie 2017 roku. Do inwestorów trafi 20-25 proc. zysku

0

Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl

Według planów notowanej na rynku NewConnect Grupy Recykl wypłata dywidendy nastąpi już w połowie 2017 roku. Wcześniej, bo już na początku przyszłego roku, poznamy szczegółowe plany dotyczące przejęcia jednego z producentów wyrobów gumowych. Finalizacja procesu akwizycji ma nastąpić w ciągu kilkunastu miesięcy. Według informacji zarządu przejmowanym podmiotem może zostać m.in. jeden z dotychczasowych kontrahentów grupy. Wartość transakcji ma wynieść ok. do 6-7 mln zł.

Obecnie oprócz tego, że zbieramy sami opony, przerabiamy je, robimy granulaty, które są wykorzystywane przez producentów, nie robimy jeszcze wyrobów gotowych. Jest to jedyna rzecz, której nam brakuje w całym łańcuchu naszej strategii – tłumaczy Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl.

Obecnie zarząd spółki dogłębnie analizuje wszystkie możliwe formy finansowania transakcji. W grę wchodzi zaciągnięcie kredytu lub emisja nowych akcji. Ostateczną decyzję poznamy już w pierwszym kwartale przyszłego roku.

Spółki, o których mówię, to podmioty działające na polskim rynku już od kilku lat, które cały czas rozszerzają swoją linię produktową. Gama tych produktów jest dostępna w całej Europie i właśnie z takim podmiotem chcielibyśmy się związać na najbliższe lata – mówi prezes Jasiewicz.

Szacunkowa wartość planowanego przejęcia nie powinna przekroczyć ok. 6-7 milionów zł. Na podobną kwotę opiewała transakcja kupna spółki ABC Recykling, która została sfinalizowana przez Grupę Recykl SA pod koniec 2013 roku. Dokonana akwizycja pozwoliła na skokowe zwiększenie przychodów spółki. W raporcie finansowym za 2014 rok Grupa wykazała 30,2 mln zł przychodów ze sprzedaży. Wzrost w stosunku do poprzedniego roku wyniósł ponad 50 proc. Z kolei zysk netto wyniósł 1,22 mln zł, czyli o 280 proc. więcej w skali roku.

Grupa Recykl jest największym podmiotem zajmującym się recyklingiem opon na polskim rynku. Obecnie przerabiamy ponad 60 tys. opon rocznie – informuje Maciej Jasiewicz.

Spółka ma łącznie trzy zakłady produkcyjne – w Śremie, na terenie cementowni Chełm oraz w Krośnie Odrzańskim, należący przed przejęciem do PGE Energia Odnawialna i działający pod szyldem ABC Recykling.

Wspomniane przejęcie z całą pewnością pozwoli nam zwiększyć skalę działalności, zarówno w zakresie wzrostu przychodów, jak i rentowności, gdyż potencjalnie sprzedaż wyrobów gotowych jest wysokomarżowym segmentem naszego biznesu. Natomiast tempo tego wzrostu uzależnione będzie od wielkości przejmowanych udziałów oraz szczegółów technicznych związanych z procesem akwizycji – mówi wiceprezes giełdowej spółki.

Pierwsze efekty akwizycji powinny być widoczne już w skonsolidowanym raporcie finansowym spółki za drugie półrocze 2016 roku. Jak mówi przedstawiciel notowanej na NewConnect Grupy Recykl SA, transakcja otworzy również drogę do skompletowania całego łańcucha produkcji, począwszy od zbiórki i przerobu zużytych opon, aż po wytworzenie gotowych wyrobów.

Oferujemy trzy podstawowe rodzaje produktów: paliwo alternatywne dla cementowni, granulat SBR, wykorzystywany przez producentów wyrobów gotowych oraz na potrzeby budowy boisk sportowych, a także drut stalowy – wylicza Maciej Jasiewicz, pytany o perspektywy wzrostu dla głównych segmentów działalności spółki.

Wiceprezes Grupy Recykl SA prognozuje, że w zakresie produkcji paliw dla cementowni wielkość sprzedaży może wzrosnąć nawet dwukrotnie. Z kolei w przypadku drutu stalowego ograniczeniem są jedynie moce produkcyjne spółki, a dynamika przychodów w tym segmencie wykaże w tym roku ok. 10-proc. wzrost.

W planach spółki jest również przejście na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Do tej pory plany komplikowała sytuacja ekonomiczna Grupy i brak odpowiedniej kapitalizacji.

Zakładamy, że po przejęciu producenta wyrobów gotowych będziemy już w stanie tego skoku dokonać. Chcielibyśmy również, żeby odbyło się to w ciągu najbliższych 2-3 lat – mówi prezes Jasiewicz.

Wewnętrzne analizy Grupy Recykl zakładają możliwość podzielenia się z inwestorami zyskiem za 2016 rok. Oznacza to, że już za dwa lata udziałowcy otrzymają pierwszą w historii spółki dywidendę. Rekomendacja zarządu będzie przewidywać wypłatę ok. 20-25 proc. osiągniętego zysku netto.

Polska powyżej unijnej średniej pod względem dostępności do internetu mobilnego. Korzysta z niego 6 mln Polaków

Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej

Wartość rynku internetowego w ubiegłym roku wzrosła o 11,5 proc. – wynika z raportu UKE. Coraz więcej osób wybiera internet mobilny. Tylko za pośrednictwem modemów, kluczy i kart z dostępu mobilnego korzysta już blisko 6 mln użytkowników. Pod względem dostępności do sieci mobilnej Polska jest w czołówce państw unijnych. W kraju odsetek ten przekracza 80 proc. i jest o 14 pkt proc. wyższy niż unijna średnia.

Ponad 7 mln abonentów korzysta z internetu stacjonarnego, prawie 6 mln korzysta z internetu mobilnego i co warto podkreślić, pod względem dostępności internetu mobilnego jesteśmy na piątym miejscu w Europie, czyli dwa miejsca wyżej niż rok wcześniej. Ponad 80 proc. populacji ma dostęp do internetu mobilnego, w Unii Europejskiej ten wskaźnik kształtuje się na poziomie około 67 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Z raportu UKE wynika, że dostęp do sieci ma już 90 proc. gospodarstw domowych. Ubiegłoroczny wynik jest lepszy o 7 pkt proc. od sytuacji z 2013 roku. Najczęściej użytkownicy korzystają z dostępu do sieci o przepustowości 2-10 Mbps (45 proc.).

Ponad 1/5 przyłączy internetowych to szybki stacjonarny internet między 30 a 100 Mbps, który pozwala na korzystanie z bardzo zaawansowanych usług wymagających internetu o dużej przepustowości, a to tak naprawdę w znacznym stopniu przybliża nas do celów wyznaczanych przez Agendę Cyfrową – mówi Dawid Piekarz.

W ubiegłym roku wartość rynku internetowego wzrosła o 11,5 proc. i przekroczyła 5 mld zł. Dane UKE wskazują, że ceny internetu – zarówno stacjonarnego, jak i mobilnego – są w Polsce zbliżone do średniej europejskiej lub od niej niższe.

To wynika z bardzo dużej konkurencyjności naszego rynku – mówi rzecznik UKE. – Operatorzy, rywalizując ze sobą, obniżają ceny, co czyni usługi internetowe z roku na rok coraz tańszymi i coraz bardziej dostępnymi dla przeciętnego obywatela.

Cały rynek telekomunikacyjny w ubiegłym roku był wart 39,2 mld zł. Jego wartość spadła rok do roku o 2,6 proc., na co największy wpływ miał wzrost konkurencyjności rynku – z jednej strony abonenci więcej dzwonią i częściej korzystają z internetu, z drugiej strony operatorzy obniżają ceny, co wpływa na ich przychody.

Przeciętny przychód z jednego abonenta w przypadku usług dostępu do internetu to w 2014 roku 32,90 zł, a więc o 2,24 zł mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła długość prowadzonych rozmów i o ponad 100 proc. wzrosła liczba danych przesyłanych przez internet w sieciach mobilnych. To pokazuje, że pomimo korzystania z coraz większej liczby usług czy coraz większej intensywności korzystania z tych usług ze względu na bardzo konkurencyjny rynek spadają ich ceny, a to oznacza, że za te usługi płacimy mniej – mówi Dawid Piekarz.

Największy spadek – o 12,7 proc. – odnotował segment telefonii stacjonarnej. Zmalała też liczba jej klientów.

Z kolei przychody telefonii mobilnej to 45 proc. wartości całego rynku telekomunikacyjnego – mówi Piekarz. – W 2014 roku operatorzy mieli zarejestrowanych w swoich bazach prawie 58 mln kart SIM, czyli przeciętny Polak ma 1,5 karty SIM, której używa do różnych usług. To oznacza 150-proc. penetrację rynku, a więc bardzo wysoką.

Największą część przychodów generują użytkownicy post-paid, czyli korzystający z usług abonamentowych, wciąż jednak dominują klienci pre-paid, czyli korzystający z usług na kartę (54 proc. rynku). W ubiegłym roku rekordowo dużo osób zdecydowało się na zmianę operatora – 1,8 mln klientów (o blisko 17 proc. więcej niż rok wcześniej).

Coraz większy segment rynku stanowią usługi wiązane, które w ubiegłym roku wygenerowały blisko 2 mld zł przychodów. Korzysta z nich już ponad 4 mln Polaków. Najpopularniejszy pakiet to internet stacjonarny z telewizją.

Optymistyczne prognozy NBP dla Polski. Deflacja napędzi konsumpcję, a ta wzrost gospodarczy

Jacek Kotłowski, wicedyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP

Coraz lepsza sytuacja na rynku pracy, niskie ceny oraz rosnąca dynamika inwestycji przedsiębiorców napędzą wzrost polskiego PKB. NBP szacuje, że gospodarka wzrośnie w tym roku o 3,6 proc., a w kolejnych dwóch latach tempo będzie zbliżone. Bank prognozuje także spadek bezrobocia, powrót inflacji przed końcem tego roku oraz stopniowe umacnianie złotego.

Polska gospodarka znajduje się w fazie ożywienia. Spodziewamy się, że w tym roku i w kolejnych dwóch latach tempo wzrostu będzie stosunkowo wysokie, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej. W tym roku będzie to 3,6 proc., a w kolejnych dwóch latach 3,4  proc. i 3,6 proc. – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Kotłowski, wicedyrektor Instytutu Ekonomicznego NBP. – Myślę, że jest to scenariusz ostrożnie umiarkowany.

Wzrost PKB będzie wynikał przede wszystkim ze zwiększenia popytu wewnętrznego, a szczególnie poziomu konsumpcji gospodarstw domowych. Jak podkreśla Kotłowski, będzie on rósł z uwagi na coraz lepszą sytuację na rynku pracy oraz utrzymujący się niski poziom cen. Drugim czynnikiem gwarantującym wzrost PKB jest wysoka dynamika inwestycji przedsiębiorców.

Poza utrzymującym się na poziomie 3,4-3,6 proc. rocznie wzrostem PKB bank centralny prognozuje także dalszy spadek bezrobocia. Jak przyznaje Kotłowski, powodem są dwa czynniki: z jednej strony coraz większa liczba osób pracujących, z drugiej strony spadek aktywności zawodowej. Stopa bezrobocia odnosi się bowiem tylko do osób, które szukają i nie mogą znaleźć pracy, nie obejmuje zaś osób, które w ogóle zrezygnowały z jej poszukiwania.

Właściwie już od paru kwartałów obserwujemy, że przedsiębiorstwa dużo chętniej zatrudniają pracowników – przypomina Kotłowski.

W ocenie NBP jeszcze przed końcem tego roku powinna zakończyć się deflacja, a ceny znów powinny rosnąć. Inflacja ma powrócić mimo presji związanej z niskimi cenami paliw oraz deflacją w Europie Zachodniej. Jak zwraca uwagę Kotłowski, dopóki towary tanieją na Zachodzie, dopóty w Polsce nie są możliwe podwyżki ich cen.

Bardzo duża część dóbr importowanych jest tania dlatego, że ich ceny w strefie euro są niskie, a kurs złotego w horyzoncie ostatnich kilku kwartałów jest relatywnie stabilny – tłumaczy Kotłowski. Dodaje: – Mamy niską dynamikę cen, co będzie podnosiło dochody gospodarstw domowych w ujęciu realnym i stwarzało im możliwości wydawania więcej na inne kategorie niż żywność i energia. Spodziewamy się również spadku stopy bezrobocia. Dla konsumentów to scenariusz optymistyczny.

Prognoza NBP mówi też o stopniowym umacnianiu się złotego. Bank centralny nie przewiduje kursów poszczególnych par walut, zamiast tego ocenia tzw. efektywny kurs walutowy. Wskaźnik ten uwzględnia kurs najpopularniejszych walut (m.in. euro i dolara) i jest korygowany inflacją.

Realny efektywny kurs walutowy w horyzoncie naszej projekcji stopniowo się aprecjonuje, co wynika z tego, że gospodarka polska przechodzi proces realnej konwergencji, czyli stopniowo zbliża się poziomem rozwoju do gospodarek rozwiniętych – tłumaczy Kotłowski.

Ekspert podkreśla, że prognozy dla Polski są szczególnie dobre na tle całej UE i regionu. Zaznacza jednak, że trudno odnosić się do całej UE lub strefy euro, bo są w niej bardzo różnorodne kraje: od dobrze radzących sobie Niemiec, przez skutecznie odbijające się Włochy i Hiszpanię, po znajdujące się w najsłabszej kondycji Portugalię i Grecję.

Coraz trudniejszy dostęp do inżynierów. Akcje edukacyjne mają zachęcać najmłodszych do nauk ścisłych

Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik

Rosnące zapotrzebowanie na surowce oraz rozwój nowych technologii i źródeł energii sprawiają, że energetyka jest perspektywiczną branżą na rynku pracy. Eksperci ostrzegają jednak, że dostęp do wykwalifikowanej kadry inżynierów jest coraz trudniejszy. Poprawić zasoby kadrowe mają akcje edukacyjne, zresztą już prowadzone wśród najmłodszych, które mają zachęcać do nauk ścisłych. 

W tej chwili powstaje nieprawdopodobnie dużo nowych miejsc pracy w branżach związanych z naukami przyrodniczymi, niekoniecznie w nauce, ale właśnie przemyśle. Często brakuje jednak informacji na temat tego, jak fascynująca i ciekawa jest to praca oraz czym w ogóle jest dzisiaj praca inżyniera. A ta się diametralnie różni od pracy inżyniera sprzed 30 czy 40 lat – mówi Robert Firmhofer, dyrektor Centrum Nauki Kopernik.

Popularyzowanie wiedzy na temat energetyki, zwłaszcza na temat skroplonego gazu ziemnego (LNG), to zadanie, które postawiła przed sobą spółka Polskie LNG, odpowiedzialna za budowę terminalu LNG w Świnoujściu. Firma od dwóch lat współpracuje w tym zakresie z Centrum Nauki Kopernik, prowadząc różne akcje edukacyjne kierowane również do najmłodszych.

Energetyka jest bardzo perspektywiczną dziedziną i jej znaczenie będzie rosło. Z kolei LNG będzie odgrywał coraz ważniejszą rolę w światowym miksie energetycznym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Kryczka z Polskiego LNG. – Dlatego właśnie zależy nam na przekazywaniu wiedzy na temat rynku gazu, rynku LNG. Chcemy, by jak najwięcej Polaków dowiedziało się, czym tak naprawdę jest LNG, na czym polega regazyfikacja [zmiana gazu skroplonego w lotny – red.]. W końcu z gazem większość z nas spotyka się na co dzień. Warto zatem wiedzieć skąd on się bierze i jakie ma dodatkowe zastosowania.

Część problemu związanego z brakiem zainteresowania naukami przyrodniczymi i ścisłymi wiąże się ze sposobem, w jaki uczymy przyrody i matematyki. Trochę uczymy ich jak religii, czyli tłumaczymy coś na wiarę, rzadko zaś pokazujemy jako dziedzinę, która pozwala na dużo twórczości i kreatywności. To jest coś, czemu można oczywiście zaradzać – mówi Robert Firmhofer.

Współpraca firm z instytucjami naukowymi pozwala młodym poznać potencjał nauk ścisłych, często poprzez praktykę.

Polskie LNG jest partnerem laboratorium fizycznego w Centrum Nauki Kopernik. Warszawskie laboratorium edukacyjne odwiedza rocznie około 10 tys. uczniów z całej Polski. Tam z bliska prezentowane są badania z wykorzystaniem profesjonalnych urządzeń pomiarowych. Zainteresowanie jest bardzo duże.

W laboratorium zorganizowaliśmy specjalne pokazy, podczas których uczniowie mogli dowiedzieć się, na czym polega proces regazyfikacji. Mogą z bliska poznać procesy, które tam zachodzą. W ciągu 6 miesięcy w tych spotkaniach wzięło udział ponad 2 tys. osób. W zorganizowanych w tamtym roku wspólnie z Centrum Nauki Kopernik dniach „Fizyka na zimno” wzięło udział ponad 6 tys. osób. Uczestnicy dowiedzieli się, czym jest skroplony gaz ziemny – mówi Dariusz Kryczka.

Najważniejszym eksperymentem, który wykonywaliśmy w laboratorium, było pokazanie, że gaz przy przejściu z fazy lotnej do ciekłej drastycznie zmniejsza swoją obecność – tłumaczy Jacek Błoniarz-Łuczak z Centrum Nauki Kopernik. – Eksperyment miał pokazać, jak istotna jest ta cecha z punktu widzenia dywersyfikacji dostaw gazu. Przykładowo jeden metanowiec wypełniony ciekłym gazem ziemnym potrafił przetransportować tyle tej substancji, że gdybyśmy ją z powrotem ulotnili, to potrzebnych do jej przewiezienia byłoby aż sześćset takich statków – wyjaśnia naukowiec.

Prognozy mówią, że znaczenie LNG w miksie energetycznym będzie coraz większe. Do tej pory na terenie Świnoujścia wybudowano dwa zbiorniki, które pozwolą przyjmować nawet do 5 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Na początku kwietnia br. została podpisana umowa na opracowanie Studium Wykonalności w zakresie budowy trzeciego zbiornika na terenie powstającego terminalu w Świnoujściu, który zwiększyłby możliwości regazyfikacyjne nawet do 7,5 mld metrów sześciennych rocznie oraz pozwoliłby na świadczenie nowych usług, w tym bunkrowanie statków czy przeładunek na mniejsze jednostki.

Nowa polityka energetyczna krajów Europy polegająca na budowie terminali LNG i połączeń rurociągowych służy uniezależnieniu się od dostaw z jednego kierunku. Obecnie w Polsce aż 80 proc. zużywanego gazu pochodzi zza wschodniej granicy.

Duże zainteresowanie Funduszem Mieszkań na Wynajem. W Poznaniu 64 proc. lokali znalazło najemców

Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości

Fundusz Mieszkań na Wynajem przyciąga młodych ludzi. W inwestycji w Poznaniu wynajęto dwie trzecie ze 124 mieszkań. Projektem zainteresowane są przede wszystkim osoby w wieku 25-35 lat, single lub pary z dzieckiem, na początku kariery zawodowej i z małymi szansami na kredyt. Najchętniej wynajmowane są kawalerki i mieszkania dwupokojowe. Fundusz udostępnił kolejną inwestycję – 122 mieszkania w Piasecznie. Od sierpnia mieszkania na wynajem dostępne będą również dla firm.

Pierwsze projekty, które przedstawiliśmy najemcom, cieszą się dużym zainteresowaniem. Do tego w Poznaniu w pierwszych dniach zgłosiło się kilkaset chętnych osób do wynajmu 124 mieszkań. Obecnie zweryfikowane propozycje wynajmu mieszkań doprowadziły do tego, że ponad 60 proc. mieszkań zostało wynajętych. Większość z nich to kawalerki i mieszkania dwupokojowe – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości, który utworzył i finansuje Fundusz Mieszkań na Wynajem.

Program przyciąga przede wszystkich osoby w wieku 25-35 lat, singli i rodziny, najczęściej z jednym dzieckiem. Taki wynajem to dla nich często jedyna możliwość na własne M. To zwykle osoby na początku kariery zawodowej, z niewysokimi zarobkami, więc na kredyt hipoteczny szanse mają niewielkie, tym bardziej że przy jego zaciągnięciu wymagany jest 10-proc. wkład własny, a w kolejnych latach udział będzie rósł.

Profil osób, które zgłaszały się do poznańskiej inwestycji, to osoby będące na początku swojej kariery zawodowej, które jeszcze nie są w stanie spełnić kryteriów kredytowych, by nabyć nieruchomości na własność – wskazuje Słowiński.

Od sierpnia projekt BGK może się cieszyć znacznie większym zainteresowaniem. Wówczas w ofercie pojawi się również możliwość wynajęcia mieszkań firmom.

Od 14 lipca dostępne są mieszkania w podwarszawskim Piasecznie. 122 lokale przy ul. Jana Grochowskiego, w przeciwieństwie do dotychczas dostępnych w Funduszu, są kompletnie wyposażone w meble, sprzęt AGD, RTV i drobny sprzęt codziennego użytku.

Podobnie jak w przypadku Poznania również lokalizacja w Piasecznie jest dobrze skomunikowana. Dojazd do największego w Polsce centrum biurowego przy ulicy Domaniewskiej zajmuje kilkanaście minut – przekonuje prezes BGK Nieruchomości.

Słowiński liczy na to, że mieszkania w Piasecznie również spotkają się z dużym zainteresowaniem. Najmniejszy lokal o powierzchni 34 mkw. będzie można wynająć za niewiele ponad 1 tys. zł. To kilkanaście procent mniej niż wynosi cena rynkowa.

Zainteresowane osoby mogą zgłaszać się poprzez rejestrację na stronie Funduszu lub dzwonić do centrum obsługi telefonicznej.

Procedura jest bardzo prosta, a liczy się przede wszystkim kolejność zgłoszeń. Osoby zgłaszające się podlegają procedurze weryfikacji zdolności do uiszczenia czynszu i po spełnieniu tych kryteriów każdy może wynająć mieszkanie – tłumaczy Słowiński.

Przygotowywane są następne inwestycje, w Gdańsku Wrzeszczu, na warszawskich Bielanach i Żoliborzu, w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Łącznie do 2018 roku zostanie udostępnionych ponad 1000 mieszkań.

Rynek produktów ekologicznych w Polsce rośnie w tempie 20 proc., ale wciąż jest dużo mniejszy niż na Zachodzie

Jacek Skowroński, prezes zarządu spółki Symbio, producenta zdrowej żywności

Polski rynek produktów ekologicznych wyceniany jest na 600-650 mln złotych. Mimo 20-proc. wzrostów jego udział w całym ryku spożywczym to zaledwie 0,3 proc. Na Zachodzie jest on dziesięciokrotnie większy, a dynamika wzrostu nie słabnie.

Polska jest w zasadzie na początku rozwoju rynku produktów ekologicznych, czyli certyfikowanych. W krajach zachodnich, które mają ten rynek o wiele bardziej rozwinięty, jego udział w całym rynku spożywczym to ok. 3 proc. W Polsce kształtuje się on na poziomie 0,3 proc. – mówi Jacek Skowroński, prezes zarządu spółki Symbio, producenta zdrowej żywności.

Początkowa faza rozwoju oznacza przede wszystkim dobre perspektywy dla rynku. Sprzedaż co roku rośnie w tempie dwucyfrowym – ok. 20 proc. rocznie. Rynek żywności ekologicznej jest jednak inaczej postrzegany przez firmy na nim działające i konsumentów. Firmy utożsamiają go z segmentem żywności certyfikowanej.

Są to produkty, których wytworzenie jest kontrolowane na każdym etapie: począwszy od zasadzenia ziarna w glebie, poprzez proces dojrzewania, proces zbioru, przetwarzania produktu, aż do momentu dostarczania go do sklepów. To jest regulowane przepisami i dlatego ten produkt ma certyfikat ekologiczności. Ogólnie jest to produkt uprawiany bez stosowania nawozów sztucznych, pestycydów czy ulepszeń genetycznych – wyjaśnia Skowroński.

Wśród konsumentów takie postrzeganie rynku nie jest powszechne. Patrzą na niego szerzej, zaliczając do niego również zdrową żywność, która jednak certyfikatów nie ma. Ekspert podkreśla, że uznanie żywności za zdrową odbywa się arbitralnie. Producenci oferujący produkty tego typu przyjmują jedynie, że zaspokajają potrzeby zdrowotne organizmu człowieka.

Prezes Symbio liczy na to, że spółka zdoła znacząco zwiększyć jej udział w rynku. Podstawę do tak optymistycznych założeń daje między innymi analiza tendencji na zagranicznych rynkach.

Pracujemy dosyć mocno na rynkach eksportowych, w krajach zachodnich, i tam tempo wzrostu jest podobne. Dynamika się nie zatrzymała, mimo że udział jest znaczący. To pozwala nam wyciągnąć wniosek, że w Polsce przez najbliższe dziesięciolecia będziemy mieli mocny wzrost rynku, który wynika z rosnącego zainteresowania ludzi ekologiczną żywnością – prognozuje Jacek Skowroński.

Spółka Symbio w jednostkowym raporcie rocznym za 2014 roku wykazała przychody ze sprzedaży netto na poziomie 18,2 miliona złotych. Oznacza to wzrost o ponad 13 proc. w stosunku do 2013 roku. Choć poprzedni rok zakończył się stratą na poziomie 470 tys. zł, to jednak była ona dwukrotnie mniejsza niż w poprzednich czterech kwartałach. W I kwartale br. sprzedaż produktów detalicznych była o 42 proc. większa niż przed rokiem.

Media społecznościowe kluczowe dla budowania wizerunku firm. Mogą być skuteczniejsze niż reklama

Piotr Bucki, wykładowca, trener, specjalista od komunikacji w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku

Rośnie odsetek firm w Polsce, które aktywnie korzystają z internetu, wciąż jednak możliwości sieci nie są przez nie w pełni wykorzystywane. Tylko co piąta firma prowadzi sprzedaż przez internet i jest obecna w mediach społecznościowych. Social media pomagają budować relacje z klientami, słuchać ich opinii i odpowiednio na nie reagować. Dobrze prowadzana komunikacja w internecie może być skuteczniejsza niż reklama.

Zdecydowanie warto być social. Media społecznościowe wymagają od nas szczególnej kompetencji, bardzo bliskiej kompetencjom związanym z komunikacją interpersonalną. Firmy często o tym zapominają i zdarzają się sytuacje, że jest monolog zamiast dialogu. Portale społecznościowe służą budowaniu relacji, a te buduje się mikro-, a nie metanarracją – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Piotr Bucki, wykładowca, trener, specjalista od komunikacji w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Dzięki mediom społecznościowym możemy obserwować reakcje klientów, słuchać ich opinii i natychmiastowo odpowiadać na ich komentarze. Eksperci wskazują, że prowadzenie dialogu z konsumentami jest dla firmy kluczowe. Z badań firmy Locowise wynika jednak, że to wciąż rzadkość i 87 proc. wpisów pozostaje bez odpowiedzi. Odpowiednie zareagowanie na komentarze można przekuć w sukces, co pokazuje przykład firmy Virgin Trains.

Młody człowiek, który korzystał ze składu tej komunikacji, napisał twitta o braku papieru toaletowego. Mądra marka monitoruje to i od razu idzie z odsieczą – mówi Bucki. – To dobry przykład, po akcji całość została opublikowana przez takie pisma, jak „The Guardian” czy „New York Post”. Poszedł sygnał, że to jest marka, która w każdej chwili – jak Spiderman czy Batman – ratuje z opresji.

Wciąż jednak nawet te firmy, które decydują się na obecność w portalach społecznościowych, ograniczają aktywność do wrzucania postów. Nie reagują na komentarze, nie odpowiadają na pytania. To błąd, przekonuje Bucki i podkreśla, że wystarczą do tego proste narzędzia do monitoringu marki, które umożliwiają szczegółową analizę wizerunku w oczach potencjalnych klientów.

Warto też skorzystać z pomocy community managera, czyli osoby, która będzie odpowiednio zarządzać tworzącą się wokół danej marki społecznością.

Marka może nawet sprawdzić, czy ktoś robi sobie zdjęcie z jej atrybutem, logotypem. Mądre marki robią to dobrze. Starbucks prawie nic nie wydaje na tradycyjne, ATL-owe formy marketingu, bazuje na własnej społeczności i tym, co ta społeczność opublikuje na Instagramie czy Facebooku. Marka Go Pro z bohaterów marki robi swoich użytkowników – mówi specjalista od komunikacji.

Z raportu CBOS wynika, że regularnie z internetu korzysta 64 proc. dorosłych mieszkańców Polski, z czego blisko połowa regularnie zagląda na portale społecznościowe. Firmy wciąż jednak nie potrafią wykorzystać potencjału internetu. Badania Millward Brown pokazują, że choć rośnie liczba firm, które mają własną stronę w sieci (71 proc. przy 47 proc. w 2012 roku), to z mediów społecznościowych korzysta zaledwie 20 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. Dla porównania w UE jest to 42 proc.

Dla wielu marek, a w szczególności dla małych firm, to bardzo istotne, żeby budować takie relacje. Oczywiście dużym obciążeniem dla kogoś, kto prowadzi własny biznes, jest monitorowanie marki i badanie, co na jego temat mówią fani. Ale reagowanie i normalna rozmowa czasami potrafią zbudować o wiele lepszą relację, niż wydawanie pieniędzy na tradycyjne formy reklamy – przekonuje Piotr Bucki.

Ekspert podkreśla, że profesjonalna obecność w mediach społecznościowych może zdziałać tyle, co dobry rzecznik prasowy, który nawet negatywny komunikat potrafi obrócić w coś pozytywnego. W internecie trzeba liczyć się również z falą agresji, istotne jest to, by umieć ją ukrócić, często w formie żartu.

Norweski Burger King miał na swoim profilu 30 tys. fanów, jednak część z nich to byli hejterzy, wielbiciele McDonalds. Firma postanowiła dać takim osobom talon na cheeseburgera z McDonald&HASH39;s i możliwość odlubienia fanpage’a, ale bez powrotu. Część z antyfanów z tego skorzystała, a Burger King został z mniejszą liczbą fanów, ale za to zaangażowanych w markę – wskazuje Bucki.

Związek Banków Polskich: Za pomysły PO zapłacą klienci

Propozycja PO w zakresie przewalutowania kredytów walutowych hipotecznych jest próbą poszukiwania kompromisu pomiędzy bardzo złym rozwiązaniem i złym rozwiązaniem – mówi dr Mieczysław Groszek ze Związku Banków Polskich.

Gdyby ją oceniać w kategoriach mniejszego zła, to można powiedzieć, że dobrze, że się pojawiła. Jednak w kategoriach absolutnych, to można by powiedzieć, że ona musi przynieść negatywne skutki dla systemu bankowego.

Jako reprezentant tego systemu nie mogę o tym mówić z entuzjazmem. To rozwiązanie przynosi mierzalne skutki dla obniżenia jakości i odporności systemu bankowego na różnego rodzaju szoki kryzysowe. Banki zostaną bardzo obciążone, ale część kosztów zapłacą klienci – mówi dr Mieczysław Groszek ze Związku Banków Polskich.

Kryzys w Grecji silnie wpływa na oceny przyszłej sytuacji gospodarczej Europy

Wyniki barometru europejskich nastrojów konsumenckich GfK Consumer Climate Europe za drugi kwartał 2015 roku

Długie negocjacje między Grecją a jej wierzycielami wyraźnie wpłynęły na nastroje konsumenckie w większości państw europejskich w drugim kwartale tego roku. Równie negatywny wpływ na nastroje Europejczyków, zwłaszcza w państwach Europy Wschodniej, ma trwający konflikt między Rosją a Ukrainą. Pomimo tych niesprzyjających okoliczności barometr europejskich nastrojów GfK Consumer Climate Europe dla 28 krajów Unii wzrósł od marca br. o 1 punkt i wynosi obecnie 10,8 punktu.

GfK Consumer Climate Europe

Kryzys w Grecji negatywnie wpływał na nastroje europejskich konsumentów w drugim kwartale tego roku. Tendencja ta w wielu krajach objawiła się m.in. stagnacją lub pogorszeniem notowań wskaźnika ocen przyszłej sytuacji gospodarczej, czyli jednego ze składowych wskaźników całego indeksu nastrojów. Równocześnie należy podkreślić zbieżność terminu ostatniej fali badania z czerwcowym załamaniem negocjacji między Grecją a jej wierzycielami, co bez wątpienia wzbudziło dodatkowy niepokój wśród europejskiej opinii publicznej. Co więcej w sondażu nie miały szansy znaleźć odzwierciedlenia także późniejsze znaczące wydarzenia: zamknięcie banków greckich, referendum, wreszcie końcowe uzgodnienia otwierające drogę do porozumienia i uratowania Grecji przed bankructwem i wyjściem ze strefy euro.

Pomimo, przynajmniej tymczasowego, pozytywnego rozstrzygnięcia, analitycy GfK prognozują, iż dalsze spadki nastrojów europejskich konsumentów mogą się utrzymać w kolejnym kwartale, głównie w państwach należących do strefy euro. Niekorzystne prognozy dotyczą w szczególności takich państw jak Niemcy, Włochy, Francja i Hiszpania, które albo spłacają większą część długów Grecji, albo też same borykają się z trudną wewnętrzną sytuacją gospodarczą.

Kierunek zmian w zakresie kolejnych składowych wskaźników głównego barometru, czyli ocen przyszłej sytuacji własnej gospodarstwa domowego oraz skłonności do zakupów, różni się między poszczególnymi krajami. Wpływ okoliczności i uwarunkowań wewnętrznych, specyficznych dla poszczególnych rynków, w drugim kwartale był silniejszy niż wizja skutków ewentualnego wyjścia Grecji z europejskiej unii walutowej. Niemniej jednak główny barometr GfK Consumer Climate Europe dotyczący wszystkich 28 krajów wzrósł od marca o 1 punkt i na koniec drugiego kwartału wyniósł 10,8 punktu.

Polska: nastroje konsumenckie nieznacznie pogorszyły się pomimo poprawy danych ekonomicznych

Polska: nastroje konsumenckie nieznacznie pogorszyły się pomimo poprawy danych ekonomicznych

Pomimo, iż gospodarka Polski jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się w Europie, polscy konsumenci nie oceniają jej przyszłej sytuacji adekwatnie do pozytywnych wskaźników makroekonomicznych. Na koniec czerwca poziom wskaźnika ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju wyniósł 19,2 punktu, niecałe 5 punktów mniej niż w marcu i spadek ten z pewnością nie jest powiązany ze skalą pozytywnych sygnałów płynących z rynku. Pomimo kwartalnego spadku należy jednocześnie przypomnieć, iż jeszcze w kwietniu wskaźnik osiągnął 25,6 punktu, czyli najwyższy poziom od października 2008 roku. Obserwowany obecny spadek ocen przyszłej sytuacji gospodarczej kraju może być, tak jak i w większości krajów unii, spowodowany kryzysem w Grecji i niepokojem konsumentów o kierunek jego rozwoju i ewentualne skutki. Na nastroje panujące w Polsce bez wątpienia wpływa także niejasna sytuacja za wschodnią granicą i nieustanne napięcia między UE a Rosją.

Wyniki barometru europejskich nastrojów konsumenckich GfK Consumer Climate Europe za drugi kwartał 2015 roku

Analogicznie do wskaźnika ocen ogólnej sytuacji gospodarczej kraju, także i oceny przyszłej sytuacji własnej gospodarstwa domowego spadły w ostatnim kwartale. Obecnie wartość tego wskaźnika wynosi 16,4 punktu i jest niższa o 1,5 punktu w stosunku do marca. Jednocześnie poziom wskaźnika z kwietnia (26,2 punktu) również był najwyższą wartością od marca 2010 roku.

Dodatkowe informacje o badaniu

GfK Consumer Climate Europe jest badaniem nastrojów konsumenckich prowadzonym w krajach Unii Europejskiej i współfinansowanym przez Komisję Europejską. Co miesiąc ankietowanych jest około 40 000 respondentów we wszystkich 28 państwach członkowskich. Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem wyliczanym według niezmienionej formuły od roku 1985. Z comiesięcznego zestawu 12 pytań, do opracowania głównego indeksu nastrojów wybrano pięć składowych – oczekiwania gospodarcze, cenowe i dochodowe, skłonność do zakupów oraz do oszczędzania.

Indeks jest obliczanych w następujący sposób:

  • podstawą obliczania poszczególnych składowych są salda odpowiedzi pozytywnych i negatywnych udzielanych w poszczególnych pytaniach – składowych indeksu
  • sumy pozytywnych odpowiedzi (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego poprawi się w istotny sposób) jest odejmowany od sumy odpowiedzi negatywnych (np. sytuacja finansowa gospodarstwa domowego pogorszy się w istotny sposób).
  • w kolejnym kroku, sumy są ujednolicane przy wykorzystaniu standardowych metod statystycznych, a następnie przeliczane tak, że długoterminowa średnia wskaźnika wynosi 0 punktów, przy teoretycznym zakresie wartości od +100 do -100 punktów. Na podstawie empirycznych danych gromadzonych od 1980 roku do analiz przyjmuje się wartości składowych w przedziale +60 i -60 punktów.
  • dodatnia wartość składowej świadczy o ocenie tej zmiennej powyżej średniej w ujęciu długookresowym; odwrotna sytuacja ma miejsce dla wartości ujemnych. Standaryzacja ułatwia porównywanie wyników z różnych krajów, likwidując różnice kulturowe, charakterystyczne dla danej populacji.

Pełne wyniki badania, wyniki szczegółowe dla składowych wskaźników barometru, mapy – na stronie www.gfk.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Dekpol: blisko 45% wzrost sprzedaży mieszkań w I półroczu 2015 r.

Giełdowa spółka Dekpol odnotowała blisko 45% wzrost sprzedaży mieszkań w pierwszym półroczu 2015 roku w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. W okresie od stycznia do czerwca br. firma podpisała łącznie 97 umów deweloperskich w ramach 6 inwestycji zlokalizowanych w województwie pomorskim.

Ponad 88% mieszkań sprzedanych przez Dekpol SA w pierwszych sześciu miesiącach 2015 roku stanowią lokale w ramach inwestycji: Nowe Rokitki w miejscowości Rokitki przy ulicy Tczewskiej oraz Osiedle Zielone w Gdańsku przy ulicy Potęgowskiej. W pierwszym półroczu 2015 roku firma rozpoczęła realizację kolejnej inwestycji w Rokitkach – Nowe Rokitki II oraz sprzedała ostatnie mieszkania dostępne w kameralnej inwestycji Delta w Tczewie.

Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA
Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA

„Obserwujemy systematyczny wzrost sprzedaży w inwestycjach realizowanych przez Dekpol. W ubiegłym roku odnotowaliśmy wzrost sprzedaży o 134%, podpisując 220 umów deweloperskich. Osiągnięte wyniki w I półroczu tego roku pozwalają nam optymistycznie patrzeć na przyszłość” – powiedział Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA.

Nowością w ofercie dewelopera są apartamenty w kompleksie Nowa Motława na Wyspie Spichrzów w Gdańsku, gdzie powstanie aparthotel oraz 298 lokali mieszkalnych o powierzchniach od 27 do 74 m2. Projekt inwestycji autorstwa pracowni Kozikowski Design przewiduje szereg nowoczesnych udogodnień. Do dyspozycji zarówno mieszkańców, jak i gości hotelowych będzie m.in. strefa wellness o powierzchni 453 m2 z basenem wewnętrznym o powierzchni 80m2, a także saunami, jacuzzi i siłownią. Deweloper prowadzi również rozmowy w sprawie rozbudowy infrastruktury nadbrzeża i zbudowania mariny jachtowej przy inwestycji. Inna, obecnie realizowana przez Dekpol SA inwestycja mieszkaniowa, to malowniczo położone osiedle Młoda Morena przy ul. Dolne Migowo
w Gdańsku.

Łączna liczba mieszkań pozostających w aktualnej ofercie sprzedaży dewelopera na dzień 30 czerwca 2015 roku wyniosła 533 lokale.

Zarobki członków zarządów spółek z WIG20, mWIG40 i sWIG80

W niniejszym artykule prezentujemy analizy wynagrodzeń w spółkach należących do trzech głównych indeksów publikowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych: WIG20, mWIG40 i sWIG80.

W 2014 roku najwyższe pensje otrzymywały osoby zarządzające spółkami z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych wynagrodzeń wyniosła 1,6 mln PLN. Menedżerowie spółek zaliczanych do indeksu mWIG40 zarabiali o 498 tys. mniej – 1,1 mln PLN. Najniższe pensje otrzymali zarządzający spółkami z sWIG80. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 711,8 tys. i była o 36% niższa niż w przypadku menedżerów z mWIG40 oraz o 56% niższa niż mediana wynagrodzeń menedżerów z WIG20.

Schemat 1. Mediana wynagrodzeń finansowych osób zarządzających w spółkach zaliczanych do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby pracujące cały 2014 rok)

Schemat 1. Mediana wynagrodzeń finansowych osób zarządzających w spółkach zaliczanych do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby pracujące cały 2014 rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat największe wzrost wynagrodzeń, o 42% odnotowano w średnich firmach zaliczanych do indeksu mWIG40. Mediana wynagrodzeń w tych spółkach w 2010 roku wyniosła 782,5 tys. PLN, a w 2014 – 1,1 mln PLN. Natomiast najmniejsze wahania wynagrodzeń top menedżerów występowały w spółkach z WIG20. W odniesieniu do roku 2010 ich wynagrodzenia wzrosły o 8%.

W porównaniu z rokiem ubiegłym największy wzrost wynagrodzeń menedżerów – 21% wystąpił w spółkach z indeksu mWIG40. Natomiast w spółkach z WIG20 wynagrodzenia kadry zarządzającej były na porównywalnym poziomie jak w roku 2013, a w spółkach z sWIG80 wzrosły o 4%.

Wykres 1. przedstawia medianę wynagrodzeń top menedżerów zarządzających spółkami zaliczanymi do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 w latach 2010 – 2014.

Wykres 1. Mediana wynagrodzeń menedżerów w spółkach zaliczanych do różnych indeksów w latach 2010-2014

Wykres 2. Mediana wynagrodzeń prezesów zarządów spółek z różnych indeksów giełdowych w latach 2010-2014r (osoby, które przepracowały cały rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Schemat 2 prezentuje mediany wynagrodzeń prezesów zarządów w 2014 roku.
Najlepiej wynagradzani w 2014 roku byli prezesi pracujący przez cały rok w spółkach z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych zarobków sięgnęła 2,2 mln PLN i była 1,6 razy wyższa od mediany wynagrodzeń prezesów spółek z mWIG40 oraz 2,7 razy wyższa niż wynagrodzenia prezesów spółek z sWIG80.

Schemat 2. Mediana wynagrodzeń finansowych prezesów zarządów spółek zaliczanych
do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby, które przepracowały cały 2014 rok)

Schemat 2 prezentuje mediany wynagrodzeń prezesów zarządów w 2014 roku.  Najlepiej wynagradzani w 2014 roku byli prezesi pracujący przez cały rok w spółkach z indeksu WIG20. Mediana ich rocznych zarobków sięgnęła 2,2 mln PLN i była 1,6 razy wyższa od mediany wynagrodzeń prezesów spółek z mWIG40 oraz 2,7 razy wyższa niż wynagrodzenia prezesów spółek z sWIG80.  Schemat 2. Mediana wynagrodzeń finansowych prezesów zarządów spółek zaliczanych  do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80 (osoby, które przepracowały cały 2014 rok)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Wykres 2. prezentuje wynagrodzenia osób pełniących funkcje prezesów zarządów w latach 2010-2014. Wśród spółek zaliczanych do indeksu WIG20 najwyższe pensje prezesów odnotowano w 2010 r, kiedy mediana ich wynagrodzeń wyniosła 2,22 mln PLN. Natomiast w 2014 roku zrobili oni o 24 tys. PLN mniej (mediana 2,2 ,mln PLN). Prezesi zarządzający spółkami z mWIG40 otrzymywali najwyższe wynagrodzenia (1,5 mln PLN) w 2012 roku, natomiast prezesi spółek z sWIG80 w 2010 roku – 1,03 mln PLN.

Wykres 2. Mediana wynagrodzeń prezesów zarządów spółek z różnych indeksów giełdowych w latach 2010-2014r (osoby, które przepracowały cały rok)

Wykres 1. Mediana wynagrodzeń menedżerów w spółkach  zaliczanych do różnych indeksów w latach 2010-2014

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW” ukazuje się po raz jedenasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 276 menedżerów (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok) z 347 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Raport składa się z pięciu części:

  1. W części I przedstawiono analizę praktyk w zakresie udzielania przez spółki informacji na temat wynagrodzeń menedżerów.
  2. Część II zawiera analizy ogólne na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2014 roku.
  3. W części III przedstawiono analizy wynagrodzeń w poszczególnych spółkach. Analizy przeprowadzono w zależności od takich charakterystyk jak: wielkość aktywów, przychodów, zatrudnienia, wynik finansowy czy poziom EBITDA, EBIT czy EPS. Dane przedstawiono z uwzględnieniem menedżerów pracujących cały rok.
  4. Część IV zawiera analizy całkowitych funduszy przeznaczonych na wynagrodzenia top menedżerów.
  5. Część V zawiera zestawienia i rankingi wynagrodzeń menedżerów.

Fundusz Sekurytyzacyjny Pragmy Inkaso po 2 kwartale 2015 r.

15 lipca br. Zarząd Pragma Inkaso SA przedstawił dane finansowe dotyczące Pragma 1 FIZ Niestandaryzowanego Funduszu Sekurytyzacyjnego za II kwartał 2015 roku. Fundusz w tym okresie odnotował wysoki poziom wpłat gotówkowych z portfela wierzytelności tj. 3.613 tys. zł (wzrost o 76 proc. w stosunku do I kwartału br.), co po rozliczeniu kosztów operacyjnych pozwoliło wygenerować 3.194 tys. zł gotówki (w porównaniu z I kwartałem stanowi 81 proc. wzrost) i po pomniejszeniu o odpisy amortyzujące w czasie wartość portfeli, dało kwartalny wynik brutto na poziomie 1.294 tys. zł (61 proc. wzrost w stosunku do I kwartału). O 126 proc. w porównaniu z I kwartałem br. wzrosła również wartość portfeli wierzytelności osiągając wartość 32.001 tys. zł. 

Wybrane dane finansowe Pragma 1 FIZNFS za II kwartał 2015 r. (w tys. zł)

Wpłaty z portfela 3 613
Koszty operacyjne* 419
Wynik brutto 1 294
Ebitda gotówkowa** 3 194
Aktywa 36 251
w tym:
Portfel wierzytelności 32 001
Gotówka 4 250
Aktywa netto 25 470
Zobowiązania*** 10 781
Wpłaty/wartość portfela na początek kwartału 25%

* w tym: koszty stałe funkcjonowania Funduszu, wynagrodzenie serwisera, nakłady na windykację portfeli
(opłaty sądowe i egzekucyjne)

** wpłaty pomniejszone o koszty operacyjne Funduszu
*** w tym: zobowiązanie z tytułu nabycia portfela wymagalne po 30.06.2015, zobowiązania z tytułu umów przedwstępnych zbycia składników aktywów Funduszu (otrzymane od potencjalnych nabywców zaliczki gotówkowe), zobowiązania bieżące.

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Rozwój funduszu Pragma 1 jest kluczowym elementem strategii Grupy. Zgodnie z założeniami zwiększamy swój udział w rynku windykacji biznesowych portfeli bankowych. Planujemy w tym roku osiągnąć w nim udział na poziomie przekraczającym 20% Ten segment rynku w mojej ocenie ma ogromny potencjał rozwoju z uwagi na wciąż sporo niższy poziom sprzedaży przez banki portfeli gospodarczych niż to ma miejsce na bardziej dojrzałym rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję w stosunku do rynku detalicznego, przy stosunkowo dużych barierach wejścia.komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA.

Strategia Grupy Kapitałowej Pragma Inkaso zakłada nabywanie wyłącznie portfeli o charakterze biznesowym. Ten segment rynku w ocenie Zarządu ma duży potencjał rozwoju z uwagi na dotychczas stosunkowo niski poziom podaży biznesowych portfeli bankowych wobec bardziej dojrzałego rynku portfeli detalicznych oraz mniejszą konkurencję.

Pragma Inkaso S.A. posiada wyjątkowe predyspozycje, by znaleźć się wśród liderów tego rynku. Wyróżnia nas wysoka specjalizacja w zakresie obrotu gospodarczego, postępowania egzekucyjnego, poszukiwania majątku, doświadczenie kadr oraz wypracowany przez lata know-how.dodaje Tomasz Boduszek.

Wartość nominalna portfeli wierzytelności nabytych przez fundusz Pragma 1 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Niestandaryzowany Fundusz Sekurytyzacyjny w II kwartale r. wyniosła 519,4 mln zł,

a łączna wartość portfela osiągnęła wartość 748,3 mln zł. Całość portfela Funduszu stanowią wierzytelności o charakterze gospodarczym (przede wszystkim należności nabywane od banków w stosunku do przedsiębiorców z sektora MSP, w zakresie windykacji którego od kilkunastu lat specjalizuje się Pragma Inkaso), w tym należności zabezpieczone rzeczowo (głównie hipotecznie).

Dobry, gotówkowy wynik Funduszu przełożył się na wycenę jego certyfikatów – po II kwartale br. aktywa netto przypadające na każdy certyfikat wzrosła o 5,3%.

Będzie więcej zamówień i pracy w branży motoryzacyjnej w Polsce

Z trzeciej edycji „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” przeprowadzonego przez Exact Systems, firmę kontrolującą części samochodowe, wynika, że przedstawiciele sektora motoryzacyjnego w Polsce są bardzo optymistyczni, jeśli chodzi o produkcję i zatrudnienie w branży. Aż 59% przedstawicieli Automotive spodziewa się, że produkcja w ich fabrykach w najbliższych sześciu miesiącach wzrośnie. Jest to wynik o 11 p.p. wyższy w porównaniu do poprzedniego roku i jednocześnie najlepszy, od kiedy badanie jest realizowane. Co więcej, 39% przedsiębiorstw zamierza w drugiej części tego roku zwiększyć zatrudnienie.

– Aby celnie ocenić szanse i perspektywy branży motoryzacyjnej w naszym kraju, należy w pierwszej kolejności spojrzeć na rynek europejski, od którego jesteśmy uzależnieni. A tam dzieje się bardzo dobrze. Sprzedaż samochodów osobowych rośnie nieprzerwanie od niemal dwóch lat, a w związku z tym i fabryki europejskie więcej produkują.Co więcej, od kilku miesięcy mamy do czynienia z utrzymującymi się niskimi cenami ropy, co lekko stymuluje rynek i zachęca do zakupów,To pozytywnie wpływa na kondycję zakładów motoryzacyjnych w Polsce, których wyroby w ponad 80% trafiają do państw Unii Europejskiej, w tym głównie do Niemiec – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Dobry klimat w branży potwierdzają opinie samych dostawców części samochodowych, których prognozy, zarówno w zakresie wzrostu produkcji jak i zatrudnienia, są najlepsze od trzech lat. Takie informacje w połączeniu z dobrymi wskaźnikami makroekonomicznymi i danymi dotyczącymi polskiego przemysłu skłaniają mnie do optymistycznego przypuszczenia, że obecny rok będzie bardzo dobry dla branży motoryzacyjnej w Polsce – dodaje Paweł Gos.

Dostawcy będą produkować więcej części samochodowych

Tegoroczna edycja „Badania opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” pokazuje, że w odniesieniu do przewidywanej produkcji mamy do czynienia z największym optymizmem przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce od trzech lat. Więcej niż połowa respondentów (59%) spodziewa się, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy produkcja w ich fabrykach wzrośnie. Jest to wynik o 11 p.p. lepszy niż rok temu (2014r.: 48%). Jedna czwarta zapytanych uważa, że wartość produkowanych przez nich części pozostanie na podobnym poziomie (24%, 2014 r.:50%), a tylko 3%, że spadnie (2014 r.: 2%).

Produkcja w sektorze Automotive w ciągu najbliższych 6 miesięcy

 

Skąd tak dobra ocena koniunktury w polskiej motoryzacji? – Polska od lat jest postrzegana jako kraj o stabilnej sytuacji politycznej, silnym otoczeniu prawnym i ekonomicznym, z rozwijającą się i nowoczesną infrastrukturą. Jeśli dodamy do tego konkurencyjne koszty pracy i wysokiej jakości zaplecze inżynierskie z szeroką bazą już istniejących fabryk dostawców dla Automotive, to mamy argumenty, aby definiować Polskę jako Best Cost Country. Już nie mówimy o naszym kraju „Low Cost Country”, gdyż ten termin przesunął się obecnie w kierunku Rumunii, Bułgarii czy krajów bałkańskich. To polskim fabrykom daje szanse na kolejne zamówienia, a całemu krajowi na nowe inwestycje motoryzacyjne w perspektywie kolejnych lat – ocenia Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

… i zatrudniać więcej pracowników                    

Rosnące zamówienia na części i podzespoły samochodowe będą miały efekt w postaci zwiększenia zatrudnienia. Aż 39% zapytanych przez Exact Systems przedstawicieli sektora Automotive planuje w drugiej części tego roku wzrost liczby etatów w swoich fabrykach. Jest to wynik podobny do ubiegłorocznego (2014 r.: 38%). Ogłoszenia rekrutacyjne będą dotyczyć głównie pracowników produkcyjnych (59%), koordynatorów (8%), a 5% przedsiębiorców deklaruje, że będzie poszukiwać menadżerów i kierowników. Jedna trzecia respondentów (34%) zamierza utrzymać zatrudnienie na podobnym poziomie, co obecnie. Tylko 2% myśli o jego redukcji, a jedna czwarta nie potrafiła określić, jakie są plany firmy dotyczące zatrudnienia.

Zatrudnienie w sektorze Automotive w ciągu najbliższych 6 miesięcy

 

Jeśli spojrzymy na plany przedsiębiorców dot. wynagrodzenia pracowników, to widzimy, że 5% z nich planuje podwyższenie płac, a 17% ich utrzymanie na niezmienionym poziomie. O obniżce myśli tylko 1%.

Obserwacje przedstawicieli Work Service, największej agencji zatrudnienia w Polsce, potwierdzają wyraźne ożywienie w branży Automotive. – W ostatnich miesiącach motoryzacja notuje jedne z największych wzrostów zapotrzebowania na pracowników. Mamy w tym sektorze powoli do czynienia z rynkiem pracownika, ponieważ deficyty zatrudnienia przekraczają już 30%. W takich regionach jak Wielkopolska czy Śląsk, gdzie mamy do czynienia z relatywnie niskim poziomem bezrobocia i gdzie lokowane są największe inwestycje motoryzacyjne, występują w wielu przypadkach trudności ze znalezieniem odpowiednich specjalistów. Dlatego to wykwalifikowani pracownicy zaczynają w coraz większym stopniu dyktować warunki na rynku, co branża Automotive zaczyna wkalkulowywać w swoich budżetach po stronie potencjalnych wzrostów wynagrodzeń – mówi Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service S.A.

Mniejsze nadzieje na nowy zakład i model samochodu

Zdaniem przedstawicieli polskiego Automotive, w najbliższych trzech latach siłą napędową polskiej motoryzacji może być uruchomienie nowego zakładu produkcyjnego lub produkcja nowego modelu samochodu w Polsce. Jednak w porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania takie przekonanie jest mniej wyraźne. Podczas gdy rok temu aż 31% respondentów dostrzegało największą możliwość rozwoju polskiej motoryzacji w nowym zakładzie produkcyjnym, w tym roku zadeklarowało tak 23% zapytanych osób. Na nowy model samochodu liczyło w 2014 r. 30% firm, w tym roku tylko 18%. Podobnie jak rok temu, na kolejnych miejscach znalazły się systematyczna poprawa jakości (15%) i rozwój nowych technologii (14%).

– Na prosperity w branży motoryzacyjnej w danym kraju wpływają przede wszystkim dwa czynniki – uruchomienie produkcji nowego modelu auta w już istniejącym zakładzie lub zbudowanie nowej fabryki pod produkcję nowych podzespołów samochodowych. One w konsekwencji przynoszą polskiej gospodarce kilka tysięcy nowych miejsc pracy oraz lepszą infrastrukturę. Tego życzą sobie nie tylko przedstawiciele branży motoryzacyjnej, co wynika z naszych badań, ale także polski rząd, który dokłada wszelkich starań, żeby przyciągnąć do Polski nowych inwestorów. Jak wynika z ostatnich danych PAIiIZ, motoryzacja była branżą, w której w pierwszym półroczu tego roku zostało zrealizowanych najwięcej inwestycji zagranicznych – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

Czy rzeczywiście Polska ma szansę na nowe inwestycje? – W ostatnich miesiącach pojawiły się nowe wieści o planach budowy fabryki przez Jaguar Land Rover należącego do indyjskiego producenta samochodów Tata Motors. Lista rozważanych lokalizacji skróciła się obecnie do Polski i Czech. Jeśli udałoby nam się taką inwestycję zdobyć, zatrudnienie otrzymałoby ok. 6 tysięcy osób – dodaje Opala.

Metodologia badania

„Badanie opinii i nastrojów przedstawicieli Automotive” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems w maju i czerwcu 2015 r. na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora Automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczek, szyb samochodowych, dachów, kolumn kierowniczych czy elementów bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 100 respondentów. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI).