Dane zza zachodniej granicy. Kurs funta idzie w górę

Niemcy pokazują ostatnio bardzo słabe dane. To właśnie problemy największej gospodarki strefy euro odpowiadają po części za ostatnie utraty wartości europejskiej waluty względem dolara.

Słabe dane z Niemiec

Poznaliśmy dzisiaj dwa odczyty od naszego zachodniego sąsiada. Z jednej strony w skali roku zgodnie z oczekiwaniami mamy deflację na poziomie 0,2%. Z drugiej indeks instytutu ZEW, będącego swoistym barometrem tamtejszej gospodarki, wyraźnie spada. Analitycy spodziewali się spadku z 77,4 pkt na 73 pkt. Wynik wyniósł zaledwie 56,1 pkt, co pokazuje, że optymizm wśród managerów biorących udział w badaniu wyraźnie spada. Dane te powodują, że dolar ponownie odrabia straty względem euro ponownie zbijając cenę euro poniżej dolara i 18 centów.

Dobre dane z Wysp

Sygnały płynące z Wielkiej Brytanii trzeba podzielić na dwie grupy. Z jednej są to kwestie związane z brexitem i wypowiedzi polityków. Z drugiej dane makroekonomiczne. Dzisiaj poznaliśmy znacznie niższą od oczekiwań liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, stopę bezrobocia równą zaledwie 4,5% oraz utrzymanie średniego poziomu wynagrodzeń bez zmian. Informacje te spowodowały, że pomimo ryzyk związanych z brexitem funt idzie dzisiaj w górę.

Złoty znów odzyskuje wartość

Polska waluta powoli, ale stabilnie zyskuje na wartości względem euro. Po wyskoku w górę na przełomie września i października mieliśmy do czynienia z nagłą korektą, ale od tego czasu złoty wciąż zyskuje pomimo sytuacji epidemiologicznej w kraju. O ile nam może się wydawać, że mamy niesamowite problemy okazuje się, że ta sytuacja nie dotyczy tylko Polski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Mikrofirmy dostały o 4 mld zł mniej niż rok temu – pandemia uderzyła w finansowanie firm

Większość narzędzi finansowania biznesu odnotowała w pierwszym półroczu duże spadki. Banki wypłaciły mikrofirmom o około 4 mld zł mniej niż w pierwszym półroczu 2019, 1/4 firm pożyczkowych, które zapewniały awaryjne środki, w ogóle zniknęła z rynku.
Małe biznesy mierzą się z ogromnym spadkiem dostępności finansowania, przy równoczesnym wzroście zapotrzebowania na zewnętrzne środki. Mikrofirmy, które zazwyczaj miały największe problemy, teraz są bardziej elastyczne i zaczynają dostrzegać finansowanie pozabankowe.

Spadkom w branży finansowej oparł się faktoring, który od września został objęty gwarancjami Banku Gospodarstwa Krajowego wartymi 11,5 mld zł.

Podstawowym źródłem finansowania małych firm (poza środkami własnymi) są kredyty bankowe. Konsekwencje pandemii i ostrożność banków, które obecnie ograniczają ryzyko, spowodowały jednak drastyczny spadek zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Od początku roku do lipca banki udzieliły mikrofirmom 73,9 tys. kredytów wartych 9,18 mld zł. Spadek wartości (o 30,6 proc. – dane Biuro Informacji Kredytowej) oznacza, że do małego biznesu trafiło o około 4 mld zł mniej niż w zeszłym roku.

Do tego doliczyć należy ograniczenie (w wyniku serii regulacji ustawowych) działalności firm oferujących pożyczki pozabankowe. Dla wielu mikroprzedsiębiorców były planem B uruchamianym w przypadku odmowy finansowania w banku. W pierwszym półroczu 2020 r. firmy pożyczkowe udzieliły o 26,6 proc. mniej pożyczek, a wartościowo zmniejszyły finansowanie o 35,7 proc. w stosunku do analogicznego okresu zeszłego roku (dane CRIF). 1/4 firm pożyczkowych w ogóle zniknęła z rynku w ostatnich miesiącach. Regres ma miejsce nawet w przypadku firmowych kart kredytowych, które dla niektórych przedstawicieli small biznesu były opcją awaryjną. Na koniec II kwartału 2020 banki obsługiwały 116 tys. firmowych kart kredytowych, to o 1,9 tys. mniej niż kwartał wcześniej i o 2,5 tys. mniej niż w II kwartale ubiegłego roku*.

– W przypadku small biznesu wyraźnie widoczne są dwie przeciwstawne tendencje: spadek możliwości pozyskiwania finansowania zewnętrznego, przede wszystkim ze strony banków i firm pożyczkowych oraz niemalejące zapotrzebowanie na środki zewnętrzne ze strony firm. W efekcie pandemii przedsiębiorcy zalegają z płatnościami i opóźniają je. Wg badań Krajowego Rejestru Dłużników, niemal co czwarty mały lub średni przedsiębiorca przetrzymuje pieniądze, aby zabezpieczyć swoją działalność. To powoduje niebezpieczny efekt kuli śniegowej, a cierpią na tym inni przedsiębiorcy – mówi Piotr Gąsiorowski, prezes eFaktor.

Nowy standard finansowania z gwarancjami BGK

Przedsiębiorcy zbyt ryzykowni dla systemu bankowego w pandemii częściej zwracają się w kierunku finansowania pozabankowego. Jednym z niewielu narzędzi, które nie zostało ograniczone, a wręcz zyskuje, jest faktoring. Pozwala firmom zachować płynność i łagodzi konsekwencje nawarstwiających się w gospodarce zatorów płatniczych. Nie obciąża przy tym zdolności kredytowej, a niektórzy faktorzy przyjmują do finansowania nawet pojedyncze faktury (zamiast pakietów). Taka otwartość spowodowała, jak podaje Polski Związek Faktorów, że firmy zrzeszone w PZF zakończyły I półrocze 2020 r. z 2,4 – procentowym wzrostem obrotów. Nabyły wierzytelności o łącznej wartości 135,1 mld zł.

– Faktoringiem rzeczywiście interesuje się coraz większa grupa firm – ilość zgłoszeń po finansowanie wzrosła u nas w pierwszym półroczu o ponad 30%. Ta forma finansowania, w odróżnieniu od kredytu, sprawdza się w trudnych czasach, w warunkach kryzysu, bo przy ocenie scoringowej kluczowe znaczenie ma realna sprzedaż i jej perspektywy, a nie zdolność kredytowa firmy. W ostatnich miesiącach to się potwierdziło – taki model finansowania zdał egzamin podczas pandemii. Przedsiębiorcy podejmowali przemyślane i odpowiedzialne decyzje, a mimo to stali się zbyt ryzykowni dla systemu bankowego, szukali więc pomocy u faktorów i często ją tam znajdywali. W zamian za prowizję uzyskiwali skrócenie cyklu rotacji należności. To otwierało i otwiera przed nimi nowe możliwości np. udziału w przetargach czy inwestowania w rozwój firmy – mówi Piotr Gąsiorowski z eFaktor.

Nowy impuls tej metodzie finansowania może dać wart 11,5 mld zł program gwarancji Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), który zapewnia spłaty limitów faktoringowych. BGK podpisał już pierwsze umowy z faktorami. Zmienia się też nastawienie do faktoringu. Ostatnie pół roku pokazało, że jest coraz większa grupa świadomych przedsiębiorców, którzy traktują to narzędzie nie jako ostateczność, a nowy standard finansowania. Taki model wsparcia mikrobiznesu częściej obecnie proponują też brokerzy finansowi – z oczywistych powodów, ci którzy pozostali przy tradycyjnych źródłach bankowych mają niewiele do zaproponowania.

*Polska Bankowość w liczbach – II kwartał 2020, ankieta PrNews.

Coroczne badanie rynku pokazuje tempo, w jakim pandemia COVID-19 przyspiesza transformację cyfrową

Dostawcy usług cyfrowych przewidują, że w okresie od 2019 do 2023 r. przepustowość prywatnych łączy internetowych zwiększy się pięciokrotnie w wyniku większego zapotrzebowania ze strony przedsiębiorstw chcących zniwelować różnice na brzegu sieci.

Jak wynika z najnowszego corocznego badania Global Interconnection Index (GXI) publikowanego przez firmę Equinix, pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na plany przedsiębiorstw dotyczące infrastruktury cyfrowej w perspektywie najbliższych trzech lat. Według czwartej edycji raportu (Vol. 4) dostawcy usług cyfrowych w branżach takich jak telekomunikacja, usługi informatyczne i chmurowe, tworzenie treści i media cyfrowe, jak również dostawcy technologii przewidują pięciokrotne zwiększenie przepustowości prywatnych łączy internetowych do 2023 r. w wyniku większego zapotrzebowania ze strony przedsiębiorstw chcących zniwelować różnice na brzegu sieci.

Pandemia przyspiesza przechodzenie na rozwiązania cyfrowe. Przewiduje się, że przedsiębiorstwa wspierające pracę zdalną, takie jak firmy telekomunikacyjne czy dostawcy usług informatycznych i chmurowych, będą odpowiadać za 54% wzrostu łącznej przepustowości połączeń bezpośrednich w Europie, na Bliskim Wschodzie i Afryce (EMEA), wyprzedzając inne branże w tym regionie. W Europie za wzrost przepustowości połączeń bezpośrednich będą w największej mierze odpowiadać metropolie, takie jak Frankfurt, Amsterdam, Paryż i Londyn, a udział całego regionu w prognozowanej zainstalowanej przepustowości globalnej wyniesie 23% (3782 Tb/s).

Autorzy raportu przewidują również, że w regionie EMEA składana łączna stopa wzrostu (CAGR) dla przepustowości połączeń bezpośrednich, czyli miary prywatnych połączeń sieciowych w celu przesyłania danych między przedsiębiorstwami, w okresie od 2019 do 2023 r. wyniesie 45%. Największy wpływ na ten spodziewany wzrost ma transformacja cyfrowa, zwłaszcza w wyniku zwiększonego zapotrzebowania ze strony przedsiębiorstw, które rozszerzają swoją infrastrukturę cyfrową z lokalizacji scentralizowanych do rozproszonych lokalizacji brzegowych. Ma to związek z tym, że obecnie przedsiębiorstwa skalują i obsługują interakcje w czasie rzeczywistym przez strategiczne łączenie przepływów pracy dotyczących ludzi, rzeczy, lokalizacji, chmur i danych. Wspomniana przepustowość jest równa 64 zetabajtom udostępnianych danych. Żeby zobrazować tę wielkość, wystarczyłaby ona na przesłanie pełnego łańcucha DNA każdego człowieka na ziemi (7,8 mld) w ciągu godziny.Global Interconnection Index (GXI) Volume 4 Combined Regional View of Interconnection Bandwidth Forecast Global Interconnection Index (GXI) Volume 4 Interconnection Bandwidth Forecast by Industry

Informacje dotyczące poszczególnych branż

Raport GXI Vol. 4 zawiera informacje na temat tego, jak globalne trendy makro oraz pandemia COVID-19 wpłynęły na niektóre segmenty rynku:

  • Zmieniają się sposoby wdrażania rozwiązań cyfrowych w reakcji na zawirowania na świecie
    • Jak czytamy w raporcie GXI Vol. 4, zmieniły się sposoby wdrażania rozwiązań cyfrowych. Obecnie przewiduje się, że dostawcy usług zapewnią niemal dwukrotnie większą przepustowość połączeń bezpośrednich (10 284 Tb/s do 2023 r.) niż przedsiębiorstwa.
    • Jednakże większość tego zapotrzebowania ze strony dostawców usług będzie mieć na celu wsparcie przedsiębiorstw dokonujących transformacji cyfrowej w oczekiwaniu na ożywienie gospodarcze po pandemii.
    • Autorzy raportu przewidują również, że przedsiębiorstwa z infrastrukturą cyfrową zwiększą swoją przewagę nad konkurencją i będą nadal szybko się rozwijać, a przedsiębiorstwa niedysponujące taką infrastrukturą będą się zmagać z problemami i będą uzależnione od dostawców usług, jeśli chodzi o transformację swoich modeli biznesowych.
  • Tradycyjne przedsiębiorstwa przenoszą swoje obciążenia do architektury brzegowej
    • Według raportu GXI Vol. 4 do 2023 r. tradycyjne przedsiębiorstwa w sektorach takich jak bankowość i ubezpieczenia, produkcja przemysłowa oraz usługi biznesowe i specjalistyczne będą odpowiadać łącznie za 30% globalnej przepustowości połączeń bezpośrednich. Główną przyczyną tego zjawiska jest potrzeba przenoszenia obciążeń na brzeg sieci przy jednoczesnym skalowaniu głównej infrastruktury informatycznej. Oczekuje się, że do 2023 r. wzrost zapotrzebowania na przepustowość połączeń bezpośrednich ze strony tych tradycyjnych przedsiębiorstw wyniesie 50% rocznie.
    • Jeśli chodzi o tradycyjne przedsiębiorstwa, największy wzrost zapotrzebowania na przepustowość odnotują sektory takie jak ochrona zdrowia, nauki przyrodnicze, administracja publiczna i szkolnictwo, z uwagi na realizację prywatnych i publicznych projektów w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Składana łączna stopa wzrostu przepustowości w tych sektorach w okresie od 2019 do 2023 r. wyniesie 47%.
  • Przedsiębiorstwa korzystają z „efektu sieciowego”
    • Przedsiębiorstwa starają się maksymalnie wykorzystywać przewagę cyfrową przez zwiększanie swojej obecności w lokalizacjach o największej liczbie użytkowników i dostawców oraz o największym natężeniu ruchu. Zjawisko to jest znane jako „efekt sieciowy”. Według IDC do 2025 r. 80% liderów cyfrowych skorzysta na połączeniu z wieloma ekosystemami, w tym zapewni korzyści swoim klientom końcowym[1]. Potrzeba udostępniania aplikacji w środowiskach cyfrowych w celu zwiększania zaangażowania w czasie rzeczywistym jest kluczowa dla przedsiębiorstw i tworzy tzw. efekt sieciowy. W raporcie GXI Vol. 4 przewiduje się, że pojemność łączy dostarczana przez usługodawców sieciom i dostawcom usług chmurowych i informatycznych będzie stanowić dwa główne źródła przepustowości dla całego ekosystemu, a jej składana łączna stopa wzrostu w okresie od 2019 do 2023 r. ma wynieść 49%.

Raport GXI Volume 4 prezentuje wnioski wynikające z monitorowania, pomiaru i prognozowania wzrostu przepustowości połączeń bezpośrednich, czyli całkowitej pojemności łączy udostępnianych na potrzeby prywatnej, bezpośredniej wymiany danych, z udziałem różnych partnerów i dostawców, w rozproszonych punktach wymiany informacji znajdujących się w kolokacyjnych centrach przetwarzania danych niezależnych od operatora.

  • David Cappuccio, wiceprezes i starszy analityk, oraz Henrique Cecci, dyrektor i starszy analityk w firmie Gartner:

„Ponieważ usługi połączeń bezpośrednich, usługi chmurowe, chmury rozproszone, usługi brzegowe i usługi SaaS zyskują na popularności, pozostawanie wyłącznie przy tradycyjnym centrum przetwarzania danych będzie przynosić ograniczone korzyści. Zmiany w podejściu do świadczenia usług klientom i przedsiębiorstwom nie następują z dnia na dzień. Jest to proces ewolucyjny. Trend ten — w połączeniu z nową rzeczywistością, w której czynniki zewnętrzne mogą ograniczyć fizyczny dostęp do centrum przetwarzania danych (np. nagła kwarantanna) — wymusza nowe spojrzenie na planowanie infrastruktury[2].”

  • Debika Bhattacharya, wiceprezes ds. globalnych rozwiązań w firmie Verizon Business:

„Jako że pandemia wywołała nagłe przejście na pracę zdalną w skali globalnej, nasi klienci ponownie docenili potrzebę niezawodnych rozwiązań sieciowych. Nadanie priorytetu transformacji cyfrowej i łączności w chmurze jest dziś konieczne. Naszym najwyższym priorytetem jest dostarczanie klientom zróżnicowanych rozwiązań zwiększających elastyczność biznesową, tak aby mogli osiągać swoje cele i ograniczać ryzyko.”

  • Claire Macland, wiceprezes Equinix ds. marketingu:

„Liderzy cyfrowi muszą przygotować się na ożywienie gospodarcze po ustąpieniu pandemii przez zaplanowanie i wdrożenie odpowiednich projektów cyfrowej transformacji już teraz. Naszym zdaniem te przedsiębiorstwa, które mają infrastrukturę bazową łączącą różne miejsca, partnerów i możliwości, uzyskają w dłuższym okresie przewagę nad konkurencją.”

  • Eugene Bergen Henegouwen, prezes Equinix w regionie EMEA:

„Pandemia COVID-19 przyspieszyła transformację cyfrową, którą przedsiębiorstwa z regionu rozpoczęły już wcześniej. Składana łączna stopa wzrostu w Europie na poziomie 45% świadczy o zwiększonym zapotrzebowaniu ze strony przedsiębiorstw na pojemność łączy bezpośrednich w celu konkurowania w coraz bardziej cyfrowej gospodarce. Obecnie jeszcze bardziej kluczowe dla przedsiębiorstw stało się znalezienie innowacyjnych sposobów łączenia się z klientami i partnerami, aby uzyskiwać przewagę nad konkurencją w coraz bardziej zdalnym i rozproszonym środowisku.”

  • Robert Busz, dyrektor zarządzający Equinix w Polsce:

„Dostęp do globalnej infrastruktury cyfrowej i możliwość przejścia na hybrydowe środowiska wielochmurowe są obecnie kluczowym źródłem przewagi konkurencyjnej dla przedsiębiorstw każdej wielkości i podstawowym wymogiem dla firm, które chcą rozwijać się w coraz bardziej cyfrowej gospodarce. Jak przekonaliśmy się za sprawą COVID-19, firmy muszą być przygotowane na każdą sytuację. Elastyczność, zwinność, odporność na dynamicznie zmieniające się wyzwania oraz umiejętność nadążenia za rosnącymi potrzebami klientów mają kluczowe znaczenie biznesowe dla firm w Polsce. Pomagamy naszym klientom to osiągnąć dzięki świadczonym przez nas usługom połączeń bezpośrednich.”

[1] „ IDC FutureScape Webcast: Worldwide Digital Transformation 2020 Predictions”, IDC, Doc # US46287720, maj 2020 r.

[2] „Your Data Center May Not Be Dead, but It’s Morphing”, Gartner, 17 września 2020 r.

Polak, który uratował Teslę (dwa razy)

To jego mistrzowska kalkulacja uratowała Tesla Model S, a szybkie decyzje umożliwiły prezentację nowego modelu miłośnikom marki w zaplanowanym pierwotnie terminie. Asertywność Polaka, a przede wszystkim efekty niekonwencjonalnego działania, zyskały ogromne uznanie Elona Muska oraz jego bliskich współpracowników. Kiedy jeden z nich postanowił odejść z Tesli i założyć największą w Europie fabrykę litowo-jonowych baterii – to właśnie do niego zgłosił się z propozycją współpracy. Adam Drewniany – bo o nim mowa – już 3 listopada zaprezentuje case studies projektów realizowanych dla Tesli podczas „Industry NEXT. The New Reality” – Kongresu będącego częścią największych targów przemysłowych ITM Industry Europe 2020.

Z Teslą jestem związany od 2001 roku. W tamtym czasie samochód elektryczny nie istniał w marzeniach młodych entuzjastów sportów motorowych, eleganckiej klienteli salonów samochodowych, czy po prostu zwykłych użytkowników aut. Był akceptowalną formą transportu jedynie na polu golfowym lub w zakładach przemysłowych, gdzie przewóz produktów z wykorzystaniem silnika elektrycznego był po prostu mniej uciążliwy – w porównaniu do awaryjności i zapachu, jaki pozostawiały za sobą silniki spalinowe. I to właśnie wtedy w jednym umyśle pojawił się koncept samochodu sportowego, który nie dość, że miał cechować się niesamowitym wyglądem, to miał dorównywać w przyspieszeniach większości egzotyków produkowanych we włoskich i niemieckich fabrykach. Tak, Elon Musk miał tę wizję. Miał też ogromną chęć wzniecenia rewolucji w motoryzacji i niesamowitą ilość energii do ciężkiej pracy. Pewnie miał też trochę szczęścia i – mam nadzieję – że drobną jego częścią byłem ja. W tamtym okresie moje zakłady były zlokalizowane w San Carlos w Kalifornii – w miejscowości, w której urodziła się Tesla. Prawdopodobnie to właśnie ze względu na sąsiedztwo i moją ówczesną reputację, dostałem do przeanalizowania i wyceny produkcję podzespołów do samochodu przyszłości – Tesla Roadster – i od tego się zaczęło – mówi Adam Drewniany.

Tesla Model S

Tesla S
Tesla S

Model S powstał w 2008 r., a już w 2009 r. jego prototyp został zaprezentowany światu. Po sukcesie Roadstera nowy model Tesli wzbudzał ogromne zainteresowanie – niekończące się zamówienia płynęły od entuzjastów samochodów przyszłości z całego świata. Cały zespół Tesli pod kierunkiem Muska pracował bez ustanku nad wykonaniem i dopasowaniem tysięcy części składających się na końcowy produkt o niekwestionowanej perfekcji. Wizualizacje Tesla Model S obiegły media na całym świecie – premiera została wyznaczona na lato 2012 r. – W maju 2012 r. otrzymałem telefon od VP Global Supply Tesli z informacją, że pojawił się duży problem, który nigdy nie powinien się pojawić i że w pewnym sensie może on zrujnować wizerunek Tesli. Wszystkie baterie – serce samochodu – produkowane były w ograniczonych ilościach na prototypach doświadczalnych. Produkcja Battery Pack na masową skalę musiała się rozpocząć w ciągu trzech miesięcy, ponieważ światowe wejście na rynek Modelu S zostało już zapowiedziane na 1 września. Niestety, żadna firma działająca w branży produkcji Battery Pack nie podejmie się ustawienia produkcji w czasie krótszym niż 10 – 14 miesięcy. Zgodnie z harmonogramem – do 1 września musiało zostać wyprodukowanych 300 setów Battery Pack, a produkcja miała być zwiększana do 1800 setów tygodniowo. Aby przybliżyć skalę problemu dodam, że skorupa modułu Battery Pack jest największą częścią w tym samochodzie. Obróbka takich części wymaga maszyn, które nie były dostępne na rynku w tamtym czasie. Wymaga dużej hali, która pomieści maszyny oraz szeregu ludzi, którzy będą w stanie te maszyny obsługiwać. I znowu pojawia się ten znajomy cykl odczuć: wizja, praca i szczęścia łut. To pierwsze zaczyna się już kształtować, ale kolejne obarczone są wieloma znakami zapytania. Swojej pracy mogę być pewien, ale tu potrzebna jest praca dziesiątek, może setek ludzi. Odpowiadam: tak. Jednak pod warunkiem, że Elon Musk, wykorzystując swoją pozycję w tym biznesie, przekona właścicieli firmy Hass, aby zmienili produkcję maszyn, dostosowując ją do mojej koncepcji i moich wymagań – dodaje Adam Drewniany.

Dalsza historia toczy się lawinowo. Teksas ma mniej ograniczeń dla rozwoju przemysłu niż Kalifornia – stąd wybór pada na Teksas. Czerwiec: Adam Drewniany kupuje budynek starej szkoły i przerabia pod produkcję dedykowaną dla Tesla Battery Pack. Lipiec: trwa poszukiwanie pracowników – udaje się nawiązać współpracę z lokalnym więzieniem i pozyskać więźniów do pracy w zakładzie (oczywiście tylko tych z pozwoleniem na przepustki). Koniec lipca: instalacja, programowanie i uruchomienie maszyn Hass. Wszystkie niesamowicie skomplikowane procesy, inspekcje, testy bezpieczeństwa mechanicznej wytrzymałości produktu robione są na czas. – Produkcja zostaje uruchomiona. Pod koniec sierpnia dostarczam do Tesli 300 nowych Battery Pack. Wiadomość o sukcesie Tesli szybko przedostaje się do mediów. Wartość firmy momentalnie się podwaja, potraja – i pozostawia w tyle pozostałe koncerny. Po tym niezwykłym i pełnym wyzwań doświadczeniu, do dzisiaj produkuję Battery Pack do Modelu S, a także X – podsumowuje Adam Drewniany.

COVID-19 wymusza zmianę misji służb specjalnych

Według „The New York Times”, światowa rywalizacja o wynalezienie szczepionki przeciw COVID-19 spowodowała zmianę misji głównych agencji wywiadowczych na całym świecie, co „przypomina wyścig kosmiczny”. To zmiana – według przytaczanych ekspertów – która należy do najszybszych w historii.

W opinii dziennika każda większa służba szpiegowska na świecie próbuje dowiedzieć się, co robią inni w badaniach nad koronawirusem i wykraść informacje o tych badaniach. Duża część tego biomedycznego szpiegostwa ma miejsce w instytucjach międzynarodowych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), gdzie szpiedzy próbują uzyskać dostęp do przydatnych danych z rywalizujących krajów. Centralna Agencja Wywiadowcza i inne zachodnie agencje szpiegowskie uważnie obserwują swoich rywali, w tym chińskich i rosyjskich agentów, wewnątrz WHO.

Federalne Biuro Śledcze podjęło się ochrony amerykańskich uniwersytetów i korporacji, wykonujących najbardziej zaawansowane prace nad wirusem, w tym Uniwersytetu Północnej Karoliny (UNC). Według źródeł gazety, Departament Epidemiologii UNC został ostatnio poddany ciągłemu atakowi ze strony zagranicznych hakerów, podobnie jak główne amerykańskie firmy farmaceutyczne, w tym Gilead Sciences, Novavax i Moderna. W niektórych przypadkach szpiedzy próbowali uzyskać bezpośredni kontakt z naukowcami biomedycznymi.

Jednym z powodów, dla których administracja prezydenta USA Donalda Trumpa zdecydowała o zamknięciu chińskiego konsulatu w Houston w lipcu 2020 r. było – zdaniem gazety – przekonanie, że chińscy szpiedzy wykorzystali go jako bazę, z której nawiązywano kontakty z amerykańskimi naukowcami.

Pomimo, że oficjalnie stanowisko USA w sprawie wyścigu szpiegowskiego dotyczącego koronawirusa jest czysto obronne, to jednak amerykańskie agencje wywiadowcze również próbują dowiedzieć się, jaką wiedzę posiadają rosyjscy, chińscy i irańscy naukowcy.

Źródło: The New York Times z 05.09.2020 r.

Prawie 300 proc. wzrost wartości transakcji za zakupy spożywcze online

Według danych Tpay średnia wartość e-koszyka w kategorii zakupów artykułów spożywczych wzrosła ze 105 PLN w pierwszym kwartale br. do 226 PLN w czasie lockdownu. Nadal utrzymuje się tendencja wzrostowa e-koszyka osiągając 239 PLN w okresie wakacyjnym. Restrykcje związane z pandemią na stałe zmieniły nawyki zakupowe Polaków – konsekwentnie wzrasta ilość wykonanych transakcji przelewem +8 proc. oraz BLIKIEM +43 proc.

Branża spożywcza w czasie pandemii odnotowała znaczący wzrost liczby transakcji online, aż o +128 proc. Wartość obrotu również wzrosła o +276 proc. Ta tendencja utrzymuje się również po okresie lockdownu, osiągając 125 proc. wzrost liczby transakcji oraz 284 proc. wzrost wartości transakcji w porównaniu z okresem z początku roku. Widzimy, że zmiany zachowań konsumenckich – zapoczątkowane utrzymaniem bezpiecznego dystansu społecznego, przekształciły się w wygodne, codzienne rozwiązania zakupowe, komentuje Paweł Działak, Prezes Tpay – integratora płatności online.

Zmiany preferowanych form płatności

W efekcie rekomendacji utrzymania dystansu społecznego i unikania płatności gotówką, konsumenci zaczęli korzystać z płatności online i zakupów z dostawa do domu. Według danych NBP po II kw. br. ogólna liczba operacji kartowych spadła z 1,6 mld w II kw. 2019 r. do 1,5 mld w II kw. 2020 r. W tym czasie liczba transakcji gotówkowych zmniejszyła się ze 176 mln do 122 mln.

Znacznie wzrosło zainteresowanie e-przelewami i płatnościami pay-by-link o +22 proc. oraz bezdotykowymi transakcjami BLIKIEM o +38 proc. Według danych Mastercard, 32 proc. “ubankowionych” Polaków deklaruje, że w trakcie pandemii częściej kupuje online. 25 proc. z nich zamierza utrzymać ten nawyk[1].

Nowa grupa konsumencka

Podczas lockdownu, do grupy zaznajomionej już z zakupami internetowymi, dołączyli nowi uzytkownicy. Co trzecia osoba powyżej 60. roku życia zapłaciła kartą wyłącznie ze względu na pandemię[2]. Aktywacja starszych użytkowników wpłynęła na wzrost zakupów wykonywanych z komputerów stacjonarnych[3] – aż 51 proc. robiło zakupy z komputera, 47 proc. z urządzenia mobilnego, a 2 proc. stanowiły transakcje wykonane z tabletu. Użytkownicy 60+ stanowili 5 proc. wszystkich osób wchodzących na panel transakcyjny Tpay. Największą grupę tworzyły osoby w wieku 25-34 (42 proc.) oraz 35-44 (19 proc.), z czego 55 proc. to mężczyźni.

Dane Tpay – okresy porównawcze:

  • przed pandemią: 01.01-15.03.2020
  • pandemia/lockdown: 16.03-31.05.2020
  • po lock down: 01.06-15.08.2020

[1] Money.pl

[2] badanie Santander Consumer Banku, 18 maja 2020

[3] dane wewnętrzne Tpay – I i II kw. 2020 r. w okresie przed pandemią: 01.01-15.03.2020 vs 16.03 do 31.05.2020

Elektryczne hulajnogi w Europie – na kim może wzorować się Polska

Bruksela planuje wymagać od operatorów wykorzystywania zielonej energii, Mediolan stworzył rozbudowaną sieć parkingów, a Paryż wybrał 3 dostawców pojazdów. Europejskie metropolie kwestie e-hulajnóg porządkują we własnym zakresie. Regulacje w Polsce stanęły natomiast w martwym punkcie.

Prace polskiego rządu nad regulacjami dot. UTO przeciągają się, a szczątkowe informacje wypływające do opinii publicznej nie są jednoznaczne. Władze poszczególnych miast powoli zaczynają brać sprawy w swoje ręce – w Gdańsku zaprojektowano bowiem 200 przystanków dla hulajnóg oraz rozpoczęto prace nad wyznaczeniem obszarów, w których powinno dojść do ograniczenia prędkości. Przykład mogą czerpać z europejskich metropolii.

Przetarg na dostawców w Paryżu

Władze Paryża postanowiły mieć dużą kontrolę nad operatorami działającymi w obrębie miasta. 23 lipca br. rozstrzygnięto przetarg – wyłoniono w nim 3 firmy, które otrzymały licencję na działalność przez kolejne 2 lata. Będą one mogły wystawić w mieście flotę 5 tys. e-hulajnóg.

– Wszyscy operatorzy, którzy wzięli udział w przetargu, zostali ocenieni według trzech kluczowych kryteriów: odpowiedzialności za środowisko, bezpieczeństwa użytkowników oraz zarządzania operacjami, czyli procesami ładowania czy serwisami pojazdów. Każda hulajnoga Dotta w Paryżu będzie wyposażona w wymienną baterię, ładowaną energią odnawialną, a nad niezawodnością całej floty czuwa wyspecjalizowany zespół wewnętrzny – mówi Borys Pawliczak, General Manager w Dott Polska.

Ponadto miasto stworzy 2,5 tys. specjalnych miejsc parkingowych, w których będzie można zostawić hulajnogi.

Zielona energia w Brukseli

Działalność operatorów w Brukseli została uregulowana 1 lutego 2019 r. Wśród głównych zapisów dot. e-hulajnóg znajdują się wymogi dot. specyfikacji technicznej pojazdów, a także wobec samych operatorów. Muszą oni posiadać specjalne licencje, przedstawiać sprawozdania operacyjne, a także mają nakaz uczestniczenia w otwartym systemie umożliwiającym geolokalizację wszystkich hulajnóg na publicznie dostępnej platformie. Ponadto muszą posiadać ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej.

Dodatkowo belgijski rząd zaczął rozważać regulacje, wymuszające na operatorach ładowanie e-hulajnóg zieloną energią. Miasto współpracuje również z gminami, aby zdefiniować obszary, w których pojazdy te powinny być zupełnie zakazane.

Mediolan z rozbudowaną strefą parkingową

W Mediolanie hulajnogi można parkować na poboczu drogi (jeśli nie jest to wyraźnie zabronione) bądź na specjalnie stworzonych parkingach (pierwotnie służących dla rowerów). Jest ich obecnie ponad 32 tys. i liczba ta stale rośnie. W dzielnicy Cerchia dei Navigli wypożyczenia można zacząć i zakończyć tylko w tego typu strefach parkingowych. Takie strefy rozwiązują problem porozrzucanych po ulicach pojazdów. Nie zmniejszają przy tym komfortu korzystania z UTO, ponieważ dostępne są one praktycznie na każdym kroku.

Operatorzy w Mediolanie działają na podstawie specjalnej licencji. W drodze przetargu wybrano 3 firmy, które mogą świadczyć swoje usługi w mieście. Poza tym władze mają wpływ na liczebność floty – w tym momencie każdy z podmiotów może posiadać 700 pojazdów, ale rozważane jest już zwiększenie tego limitu oraz rozszerzenie strefy z pozwoleniem na przemieszczanie się e-hulajnogami o kolejne dzielnice.

FBI reorganizuje swoje jednostki ds. zwalczania cyberprzestępczości i cyberszpiegostwa

Federalne Biuro Śledcze Stanów Zjednoczonych reorganizuje swoje wydziały ds. cyberprzestępczości i cyberszpiegostwa. Chodzi o usprawnienie dochodzeń w sprawie włamań komputerowych, których dopuszczają się zorganizowani cyberprzestępcy, a także obce państwa, które wykradają tajemnice rządowe i korporacyjne.

Według agencji Reutera, FBI podjęło decyzję o reorganizacji swoich działów cybernetycznych po tym, jak przestępstwa internetowe i przypadki szpiegostwa wzrosły w 2019 roku do bezprecedensowego poziomu. Częściowo wynikało to z epidemii COVID-19. Oprócz szkód wyrządzonych bezpieczeństwu narodowemu, odnotowuje się olbrzymie straty finansowe.

W wywiadzie dla agencji Reuters Matt Gorham, zastępca dyrektora Wydziału Cyberprzestępczości FBI (założonego w 2002 r.), powiedział, że reorganizacja obejmuje zarówno Biura ds. Cyberprzestępczości, jak i jednostkę zwalczającą zagraniczne szpiegostwo w cyberprzestrzeni. Większa rola zostanie nadana Narodowej Wspólnej Grupie Roboczej ds. Cyberprzestępczości (NCIJTF), będącej forum specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa z ponad 30 agencji federalnych USA, w tym Secret Service, Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA), Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego i Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA).

W nowym systemie NCIJTF będzie służyć jako organ koordynujący wysiłki rządu USA w zakresie cyberbezpieczeństwa. Ponadto FBI tworzy „centra misji” zlokalizowane w różnych jednostkach cybernetycznych, które będą skupiać się na konkretnych aktorach cyberszpiegostwa, takich jak Iran, Korea Północna, Chiny czy Rosja. Wreszcie zrestrukturyzowany NCIJTF zintensyfikuje kontakty z krajowymi i zagranicznymi organami ścigania, takimi jak Australijska Policja Federalna, a także z dostawcami usług telekomunikacyjnych, którzy stanowią pierwszą linię walki z cyberprzestępczością i szpiegostwem internetowym.

Decyzja zapadła po roku, w którym amerykańskie centrum skarg internetowych otrzymało łącznie 467 361 zgłoszeń o przypadkach włamań i kradzieży, co spowodowało straty w wysokości ponad 3,5 miliarda dolarów (2,7 miliarda funtów) dla osób fizycznych i firm.

Źródło: Reuters News z 01.10.2020 r.

Konieczne działania uszczelniające w systemie ceł i podatku VAT dla zagranicznych sprzedawców e-commerce

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w najnowszym raporcie przyjrzał się systemowi celnemu oraz podatkowemu dla przesyłek od pozaunijnych sprzedawców e-commerce. ZPP zauważa swoim w opracowaniu, że sektor e-commerce zyskuje na znaczeniu w światowej, a tym samym polskiej gospodarce. Wpływ na to zjawisko ma m.in. epidemia koronawirusa. Jak podaje Związek, w Polsce rynek urośnie o 1/5 w 2020 roku.

E-kanały umożliwiły przetrwanie rodzimych producentów w okresie kryzysu epidemicznego przez zapełnienie ubytków sprzedaży w kanałach tradycyjnych. Do 2025 roku, sprzedaż w e-kanałach stanowić będzie 20% rynku. Innymi słowy, kto za 5 lat nie będzie sprzedawał w sieci, straci co czwartego klienta – pisze ZPP.

– Polska jest dużym i atrakcyjnym rynkiem dla platform i sprzedawców e-commerce. Polacy masowo polubili zakupy online. Pole gry dla sprzedawców i konsumentów jest jednak nierówne. Nie ma równych zasad konkurowania między polskim a chińskim e-commerce. Chińskie przedsiębiorstwa mają do dyspozycji szereg instrumentów rodzimego wsparcia publicznego oraz wykorzystują luki w polskim systemie danin publicznych w sposób daleko niekonkurencyjny – mówi Marcin Nowacki, Wiceprezes ZPP.

– Wszyscy chcemy płacić za towary jak najmniej. To oczywiste. Zapewnienie jak największej różnorodności produktów, konkurencji i liczby podmiotów działających w branży e-commerce leży w interesie nas wszystkich. Jednocześnie, zasady działania w sektorze musza być równe i przejrzyste – zauważa Piotr Palutkiewicz, zastępca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawił szereg rekomendacji mających na celu zapewnienie uczciwej i wysokiej konkurencji w branży e-commerce. Wśród rozwiązań znalazła się m.in. konieczność wprowadzenie systemu informatycznego w ramach e-administracji służącego opłacaniu stawek celnych oraz jego integracja z systemami platform e-commerce.

– Równolegle dzięki wprowadzeniu nowoczesnego i przyjaznego klientom systemu do opłacania ceł, łatwiejsza będzie kontrola, ewentualne opodatkowanie i clenie przesyłek pocztowych z rynków pozaunijnych. Dzięki temu Skarb Państwa może zyskać rokrocznie ponad 2 mld zł – uzupełnia Marcin Nowacki.

ZPP wskazuje również, że należy wykorzystać unijne środki finansowe z Krajowego Planu Odbudowy po kryzysie COVID-19 na wprowadzanie rozwiązań właśnie w zakresie e-administracji celnej i podatkowej.

– Przed Polską są także prace związane z wdrożeniem do polskiego porządku prawnego, unijnych reguł dotyczących zasad zawierania umów na odległość oraz skuteczne egzekwowanie standardów obowiązujących na terenie Wspólnoty – dodaje Piotr Palutkiewicz.

Autorzy raportów wskazują także na kolejne konieczne działania, takie jak ustanowienia w państwach Unii Europejskiej przez sprzedawców spoza UE przedstawiciela, który będzie odpowiedzialny za prawidłową egzekucję przepisów konsumenckich, czy podjęcie przez Pocztę Polską działań ułatwiających polskim eksporterom sprzedaż produktów na rynkach pozaunijnych (szczególnie chińskim) w kanale e-commerce. Pozwoliłoby to osiągnąć Poczcie Polskiej dodatkowe przychody. ZPP apeluje również o zainicjowanie i aktywne uczestnictwo Polski w reformie systemu opłat pocztowych z Chin obowiązujących w ramach UPU. Działanie to powinno być prowadzone zarówno na forum unijnym, jak również innych forach międzynarodowych.

– Na skutek wdrożenia naszych rekomendacji, ograniczone zostanie zjawisko nieuczciwej konkurencji ze strony chińskich sprzedawców i platform e-commerce. Zapewniona zostanie ochrona polskiego konsumenta na równym poziomie, bez względu na lokalizację platformy zakupu. Dzięki temu konkurencja polskich i zagranicznych sprzedawców oraz platform sprzedaży online odbywać się będzie na równych zasadach, a polskie podmioty działające w branży e-commerce będą miały równe szanse na ekspansję na rynkach międzynarodowych – zauważa Nowacki.

W co inwestować w czasie kryzysu?

Obecny kryzys gospodarczy na wiele sposobów oddziałuje na rynki finansowe i kapitałowe. Inwestorzy, aby osiągnąć dodatni zwrot z inwestycji, będą musieli korzystać z bardziej ryzykownych instrumentów. Czy są na to gotowi i czy potrafią ograniczać ryzyko?

Nie ma wątpliwości, że obecna sytuacja gospodarcza staje się bardzo niekorzystna dla inwestorów i posiadaczy oszczędności. Prawie zerowe stopy procentowe utrudniają instytucjom finansowym oferowanie atrakcyjnych produktów depozytowych, podczas gdy wskaźnik inflacji, mimo deflacyjnego charakteru kryzysu wzrósł do 3,2 proc.. Oznacza to, że pieniądze zdeponowane w formie lokat bankowych będą szybko tracić na wartości, a szczególnie trudna stanie się sytuacja osób oszczędzających długoterminowo. Utrata 3 proc. wartości kapitału rocznie przy procencie składanym oznacza, że nasze oszczędności stopnieją o połowę w zaledwie 15 lat. Zakładając, że zostaną utrzymane niskie stopy procentowe, jest to sytuacja bardzo korzystna dla zadłużonych i niekorzystna dla inwestorów. Jak wiadomo, aktualnie najbardziej zadłużonymi podmiotami na świecie są rządy państw. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że mając wpływ na wysokość stóp procentowych, będą zainteresowane odniesieniem korzyści z istniejącej sytuacji. Inwestorzy nie mają wyjścia i muszą ratować zgromadzone przez siebie środki.

Wyraźnie widać jednak, że niektóre instrumenty finansowe od początku kryzysu przyniosły całkiem niezłe dochody. Złoto od początku roku podrożało o około 24 proc. Srebro na początku kryzysu taniało, aby od końca marca do sierpnia podrożeć prawie trzykrotnie. Amerykańskie giełdy są w okolicy historycznych rekordów, a technologiczny indeks Nasdaq 100 od końca marca wystrzelił do góry aż o 80 proc. Obecnie wielu inwestorów boi się kupować akcje tak drogo. Inwestycje w akcje i w złoto są postrzegane jako coraz bardziej ryzykowne. Przy tak wysokich cenach zakupu stopy zwrotu wcale nie muszą okazać się atrakcyjne.

Startupy odpowiedzią na potrzeby inwestorów

Inwestorzy mają jednak do dyspozycji coraz więcej metod inwestowania w przedsiębiorstwa nienotowane na giełdzie. Szczególną popularność zdobyły w ostatnich latach inwestycje w startupy, czyli przedsiębiorstwa, najczęściej z branży technologicznej, które znajdują się w początkowej fazie rozwoju i mają wysoki potencjał wzrostu. Zachętą dla inwestorów jest możliwość uzyskania bardzo wysokich stóp zwrotu, często sięgających tysięcy procent. Należy jednak pamiętać o tym, że takie inwestycje wymagają specjalistycznej wiedzy. W przeciwieństwie do spółek giełdowych, startupy nie mają określonych prawem obowiązków informacyjnych. Również obrót ich udziałami jest trudniejszy, a inwestor musi być w stanie ocenić szanse rynkowe przedsiębiorstwa, jego strategię marketingową i sytuację finansową.

Niestety w Polsce wyraźnym problemem wydaje się być niewielka wiedza inwestorów i posiadaczy oszczędności. Szczególnie wyraźne było to w przypadku afery Amber Gold. Bardzo trudno zrozumieć, czemu tak duża liczba klientów, chcąc zainwestować w złoto, zamiast kupić sztabkę lub monetę w kantorze, zdecydowała się zlecić zakup nierzetelnemu pośrednikowi. Brak umiejętności oceny ryzyka przez polskich inwestorów detalicznych to bardzo zła wiadomość w czasie, gdy dochody można osiągnąć tylko dzięki ryzykownym instrumentom, przy czym afera GetBack pokazuje, że problem dotyczy również inwestorów profesjonalnych.

Gdzie szukać wiedzy o inwestowaniu w startupy?

Dla osób chcących inwestować w rynek startupów, ale nieposiadających wystarczającej wiedzy ekonomicznej, rozsądną opcją wydaje się skorzystanie z oferty alternatywnych funduszy inwestycyjnych. Są to specjalistyczne przedsiębiorstwa działające pod lupą Komisji Nadzoru Finansowego, które zgodnie z prawem mogą przyjmować środki od inwestorów oraz alokować je zgodnie ze swoją polityką inwestycyjną. Takie fundusze zatrudniają specjalistów, których podstawowym zadaniem jest redukcja ryzyka inwestycyjnego, dzięki wiedzy z zakresu rozwoju przedsiębiorstw, prawa, marketingu i finansów. Nie bez znaczenia jest fakt, że alternatywna spółka inwestycyjna, będąc również inwestorem, ma interes w powodzeniu finansowym przedsięwzięcia. Jej cele są więc zbieżne z interesem inwestora, podczas gdy tradycyjne fundusze inwestycyjne często spotykają się z zarzutem, że są zainteresowane głównie prowizją a nie wynikami inwestycji.

Ponadto alternatywne spółki inwestycyjne mogą pełnić dość ważną rolę dla samych startupów. Nie tylko dostarczają im kapitału niezbędnego dla funkcjonowania i rozwoju, ale również są doradcą w zakresie biznesowego know how. Jest to kolejny element redukcji ryzyka inwestycyjnego, dzięki któremu młode przedsiębiorstwa mogą skoncentrować się na pracy nad swoim projektem, czyli na tym, na czym najlepiej znają się ich założyciele, podczas gdy spółka inwestycyjna pomaga im w spełnianiu zadań formalnych i administracyjnych.

Banki często rezygnują z finansowania startupów. Powodem jest zarówno wysoki poziom ryzyka, jak i brak wystarczającej historii kredytowej. Oznacza to, że banki z własnej woli rezygnują z finansowania najbardziej dynamicznej gałęzi gospodarki. Istniejący od kilkuset lat model biznesowy banków, polegający na gromadzeniu depozytów i udzielaniu kredytów, staje pod znakiem zapytania, przynajmniej na innowacyjnych rynkach technologicznych. Rolę banków muszą więc przejąć alternatywne spółki inwestycyjne oraz nowoczesne przedsiębiorstwa z sektora technologii finansowych.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Andrzej Klimek dołączył do zespołu Fracht FWO Polska

Z początkiem października do Fracht FWO dołączył Andrzej Klimek, obejmując stanowisko dyrektora ds. rozwoju biznesu.

Andrzej Klimek ma kilkunastoletnie doświadczenie managerskie w kierowaniu dużymi zespołami i złożonymi procesami w obszarze logistyki, produkcji i handlu. Z sukcesem zrealizował wiele projektów optymalizacyjnych oraz restrukturyzacyjnych, także w spółkach z udziałem Skarbu Państwa (H. Cegielski – Poznań, STOMIL – Poznań). Był członkiem Rad Nadzorczych kilkunastu spółek m.in.: C. Hartwig – Gdynia, Śląskie Centrum Logistyki w Gliwicach, OT Port Świnoujście, Kolej Bałtycka czy Deutsche Binnenreederei AG (DBR AG). Pełnił też funkcję Członka Rady Promocji Żeglugi Śródlądowej przy Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej oraz Członka Komitetu Sterującego Rewitalizacji Dróg Wodnych przy Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Jest absolwentem Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Poznańskiej, wieloletnim wykładowcą akademickim na Politechnice Poznańskiej, Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Lesznie oraz Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu. Ukończył studia podyplomowe i liczne kursy z zakresu zarządzania produkcją i logistyką.

Jego głównym zadaniem jako dyrektora ds. rozwoju biznesu we Fracht FWO będzie pozyskiwanie nowych klientów oraz efektywny rozwój usług w różnych obszarach działalności. Dzięki dotychczasowemu doświadczeniu zawodowemu będzie także wzmacniał kompetencje zespołu Fracht FWO Polska z zakresu m.in. żeglugi śródlądowej, środowiska portowego i transportu kolejowego.

– Chcę, aby nasza oferta jako operatora logistycznego spełniała oczekiwania coraz większej grupy klientów. To proces bardzo złożony, czasochłonny, wymagający szerokiego zakresu umiejętności. Stawiam na pracę zespołową, dobrą komunikację, wzajemne uzupełnianie się z doświadczonym zespołem oraz ścisłą współpracę z menedżerami poszczególnych działów. Wiem z własnego doświadczenia, że synergia w tego typu działaniach przynosi spodziewane efekty – zapowiada Andrzej Klimek, nowy dyrektor ds. rozwoju Fracht FWO Polska.

Fracht FWO Polska funkcjonuje na polskim rynku logistycznym od 14 lat i w tym czasie osiągnął wiele znaczących sukcesów. Fracht zdobył wysoką pozycję pośród klientów z sektora energetycznego i przemysłu ciężkiego, branży chemicznej, automotive, FMCG oraz farmaceutycznej. Potencjał logistyczny firmy wzmacnia globalna sieć partnerów Grupy Fracht, która działa na 6 kontynentach.

– Zmieniające się otoczenie gospodarcze, rozwój naszego kraju i Europy, nieustanne procesy globalizacji handlu, usług i produkcji są dla nas olbrzymim wyzwaniem, ale również niepowtarzalną szansą na kompleksowy rozwój i umacnianie biznesowej pozycji. Oczekiwania i wymagania klientów branży TSL rosną z dnia na dzień. Jestem przekonany, że wzmocnienie zespołu Fracht FWO Polska dzięki dołączeniu Andrzeja Klimka zapewni nam poszerzenie działalności i wspólny sukces – powiedział Andrzej Bułka, prezes zarządu Fracht FWO Polska.

– Jestem optymistą. Od dawna uczestniczę w rozwoju rynku usług logistycznych, także jako autor niekonwencjonalnych rozwiązań i widzę jak dynamicznie rozwija się branża TSL.  Zamierzam całą tę wiedzę wykorzystać w pracy dla Fracht FWO Polska i jestem przekonany o sukcesie – podsumował Andrzej Klimek.

Praca zdalna zostanie, ale nie zastąpi biur w post-covidowej rzeczywistości

Kiedy w połowie marca w Polsce ogłoszono stan epidemii, firmy musiały z dnia na dzień przenieść się z biur do domów. Praca zdalna stała się dominującym modelem funkcjonowania w większości przedsiębiorstw w naszym kraju i na świecie. Wiele organizacji funkcjonuje w nim do dziś. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy praca z domu rzeczywiście jest na dłuższą metę dobrym rozwiązaniem.

Masowa praca zdalna sprawiła, że zaczęliśmy zadawać sobie pytania o sens przestrzeni biurowej. Powszechne technologie mobilne powodują, że pracownicy nie są już związani z jedną lokalizacją, a lockdown nauczył wszystkich nowego trybu działania. Z pewnością nie ma już powrotu do typowej pracy biurowej od 9 do 17 pięć dni w tygodniu, jednak wpływ całkowitej wirtualizacji pracy i kontaktów służbowych na kreatywność i morale zespołu jest dyskusyjny przede wszystkim dlatego, że home office oferuje zdecydowanie mniej możliwości interakcji i nawiązywania kontaktów z koleżankami i kolegami.

Przekonujemy się też o tym z coraz to nowszych badań, które do nas napływają. Praca z domu na tak wielką skalę, z jaką mamy do czynienia przez ostatnie pół roku, to eksperyment na niespotykaną wcześniej skalę, który trafił pod lupę wielu naukowców. Już kilka lat temu profesor Timothy Golden, psycholog i koordynator obszaru zarządzania przedsiębiorstwem i organizacją w Rensselaer Polytechnic Institute w Troy w stanie Nowy Jork, w swoich badaniach przekonywał, że praca zdalna powoduje izolację społeczną i zawodową, mniejsze możliwości wymiany informacji oraz zacieranie się granic między życiem zawodowym a osobistym. Z jednej strony obowiązki rodzinne i społeczne mogą łatwo pojawić się w godzinach pracy, ale badania pokazują też, że częściej to jednak obowiązki zawodowe wkraczają w życie prywatne. Eksperci twierdzą, że bez postawienia zdecydowanych granic pracownicy mogą doświadczyć chronicznego zmęczenia i szybkiego wypalenia zawodowego.

Relacja z zespołem nie do zastąpienia

Niestety praca zdalna niesie ze sobą ryzyka, a całkowita wirtualizacja kontaktów służbowych nie jest dobrym pomysłem, bo tracimy to wszystko, co jest trudno odtworzyć w przestrzeni wirtualnej, jak wymiana informacji ad hock, iskra kreatywności, która bierze się z tego, że ludzie siedzą razem w jednej przestrzeni i nawiązują ze sobą relacje, nie tyko w wymiarze stricte służbowym, ale też znają się jako ludzie, śmieją się razem, narzekają razem – buduje się więź. Ta relacja przekłada się na efektywność biznesową danego zespołu i na to, jak skutecznie jest w stanie reagować na różnego typu problemy oraz jaki poziom innowacyjności i kreatywności jest w stanie z siebie wykrzesać.

Przed pandemią bardzo często bywałam w biurze, ponieważ kontakt z ludźmi daje mi energię, a równocześnie napędza do działania pracowników, gdy widzą, że szef jest obecny i interesuje się tym, co robią. Taka bliska relacja buduje poczucie wspólnoty, co jest niezwykle ważne w kulturze naszej organizacji. W obliczu pracy zdalnej pozostał nam jedynie kontakt wirtualny. I choć w XXI wieku możliwości technologiczne pozwalają na wiele, wideokonferencje nigdy nie zastąpią nam spotkań twarzą w twarz.

Aby utrzymać więź w zespole oraz nie dopuścić do poczucia izolacji, na początku lockdownu organizowaliśmy regularne, codzienne krótkie spotkania, w czasie których dzieliliśmy się swoimi emocjami i doświadczeniami. Kiedy oswoiliśmy się nieco z sytuacją, czas ten stał się platformą do wymiany wiedzy, a w końcu do rozmowy o biznesie i jego przyszłości w zmieniającym się świecie. Wsłuchanie się w uczucia zespołu było równie ważne, co zadbanie o stronę biznesową. Dzięki zaangażowaniu kadry menadżerskiej i pracowników dbaliśmy o swoje samopoczucie, pielęgnowaliśmy relacje i mogliśmy wspierać się w tym trudnym okresie. Ten mechanizm został z nami, z czasem zmieniły się tylko cele i poruszane zagadnienia.

Biuro w post-covidowej rzeczywistości

Skoro pandemia pokazała, że możemy efektywnie pracować z domu, działki czy kawiarni, to można by zadać pytanie, po co nam właściwie biura? Przede wszystkim dla zdrowia – psychicznego i fizycznego. Są one dla nas okazją do interakcji, źródłem inspiracji, pomagają w rozgraniczeniu świata zawodowego od prywatnego, a nasze stanowisko pracy w biurze jest zwykle o wiele bardziej ergonomiczne od tego w domu.

Z przeprowadzonych przez Colliers ankiet wynika, że większość osób chciałaby pracować zdalnie 1-2 dni w tygodniu, ale 38% ankietowanych już teraz doświadcza izolacji społecznej. Pracownicy deklarowali, że w obecnej sytuacji (całkowitej lub przeważającej pracy zdalnej) brakuje im spotkań ze współpracownikami, spontanicznych rozmów przy kawie oraz wyraźnego rozgraniczenia życia zawodowego i osobistego. To tylko jeden z dowodów na to, że środowisko biurowe jest nam potrzebne.

Rynek biur przyszłości będzie się rozwijał w kierunku human-centered, czyli tworzenia rozwiązań skupionych na człowieku, jego zdrowiu i dobrym samopoczuciu. Biura będą oferować coś więcej, niż tylko biurko – będą technologicznie zaawanasowane, by dostosowywać się do potrzeb pracowników i oferować większą elastyczność.

Elastyczność jest kluczowa

Nieprzewidywalność cykli biznesowych jest w tej chwili tak duża, że elastyczność i zdolność adaptacji stają się kluczowymi aspektami strategii biznesowej. Idąc za tym trendem Colliers International wprowadził na polski rynek innowacyjne narzędzie – Colliers Mobility Pass. Jest to wirtualna platforma, która pozwala rezerwować przestrzenie coworkingowe za pośrednictwem łatwej w nawigacji aplikacji na smartfony. Pracodawca wykupuje abonament, dzięki któremu pracownicy mają dostęp do ponad 5 tys. lokalizacji powierzchni elastycznych w 70 krajach. Przez intuicyjną aplikację mobilną każdy może zarezerwować sobie biurko, prywatny gabinet czy salę konferencyjną w dowolnym miejscu w Polsce i na świecie oraz korzystać ze wszystkiego, co oferuje taka przestrzeń.

Wiele organizacji skupia się obecnie na generowaniu oszczędności, jednak w przyszłości będą oni skłonni płacić więcej za elastyczność, aby nie wiązać się długoletnimi umowami najmu. Coraz więcej firm będzie myślało o włączeniu powierzchni flex do swojej strategii utrzymania biznesu. To pozwoli odpowiednio zarządzać ryzykiem i kosztami, np. planując część powierzchni w tradycyjnym układzie, a pozostałą w coworkach, w zależności od bieżących potrzeb. Taki kierunek obierały już od dawna zachodnie korporacje, przez co rynek powierzchni elastycznych rósł tam o wiele szybciej niż w Polsce. Obecnie w Londynie flexy stanowią ponad 5% wszystkich powierzchni biurowych, na Manhattanie jest to aż 15%, a w Warszawie jedynie 2,5%.

Natomiast pojawia się pytanie jak mierzyć kluczowe wskaźniki pozwalające określić, czy przyjęty tryb pracy jest efektywny, czy nie przesadziliśmy z wirtualizacją, jak zarządzać czasem, który ludzie spędzają w biurze. Te wszystkie aspekty muszą być w świadomy sposób kształtowane przez pracodawcę, aby nie zaburzyć funkcjonowania danej organizacji.

Właściciele budynków będą zaś zmuszeni do większego dopasowania obiektów do potrzeb najemców. Na całym świecie, a szczególnie na Zachodzie, rozwijają się modele co-working, co-living czy live-work-play. Jednak zarówno najemcy, jak i właściciele budynków muszą zastanowić się, jakie zmiany należy jeszcze wprowadzić i jak kształtować ten model, by miał sens w perspektywie długoterminowej.

Komentarz Moniki Rajskiej-Wolińskiej, partner zarządzającej Colliers International w Polsce

SunRoof pozyskał od inwestorów 2 mln euro na rozwój produktu i międzynarodową ekspansję

SunRoof, polsko-szwedzki startup tworzący solarne dachy i fasady 2w1 oraz rozwiązania wspierające inteligentne zarządzanie energią, pozyskał 2 mln euro w rundzie late seed na rozwój produktu, platformy digitalowej i ekspansję zagraniczną.

Runda została przeprowadzona przez SMOK Ventures przy wsparciu LT Capital, EIT InnoEnergy, FD Growth Capital, KnowledgeHub oraz kilku Aniołów Biznesu.
To pierwszy raz, kiedy SunRoof pozyskał kapitał od funduszy VC. Dotychczas finansowany był przez założycieli.

Lech Kaniuk – współzałożyciel i CEO SunRoof, stojący za sukcesami takich marek jak Delivery Hero, PizzaPortal czy iTaxi oraz jego brat Karol Kaniuk – pomysłodawca dachów solarnych, również uczestniczyli w obecnej rundzie.

W rozwój startupu zaangażowani są też seryjni przedsiębiorcy: Marek Zmysłowski, współzałożyciel HotelOnline.co i Jumia.com oraz Rafał Plutecki, były szef Google Campus Warsaw, założyciel i CEO m.in. Internet Technologies oraz Tempo.

Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na start nowego etapu SunRoof. Jestem przekonany, że niedługo energia odnawialna stanie się światowym standardem. Finansowanie wykorzystamy na rozwój technologii solarnej oraz platformy digitalowej do monitorowania i zarządzania prądem naszych klientów. Na bazie Redlogger, który przejęliśmy ponad miesiąc temu, tworzymy już unikatowy marketplace energetyczny. Wzmacniamy też naszą pozycję w Szwecji, Polsce oraz Norwegii i wprowadzamy SunRoof na kilka rynków w Europie. Mamy ambicję stać się “europejską” Teslą – mówi Lech Kaniuk, CEO SunRoof.

SunRoof rośnie w błyskawicznym tempie

SunRoof powstał w 2013 roku w Szwecji i za cel przyjął sobie stworzenie dachu solarnego w nowoczesnym designie, zastępującego tradycyjny dach i produkującego ekologiczną energię elektryczną bez instalowania na nim paneli fotowoltaicznych. Rozpędu nabrał po tym, jak w 2018 roku dołączył do niego Lech Kaniuk.

Już rok później SunRoof odnotował wzrost 500% r/r i to zanim jeszcze rozpoczął ekspansję zagraniczną. Dziś ma doświadczenie w realizacji ponad 100 projektów i wyznacza nowe możliwości dla inteligentnych, ekologicznych domów.

Rekordowo szybka, w całości zdalna runda podczas lockdown

SunRoof poszukiwał inwestorów w wymagającym czasie pandemii koronawirusa. W obliczu kryzysu, fundusze VC podchodziły ostrożniej do nowych inwestycji niż kiedykolwiek wcześniej. Nie podcięło to jednak skrzydeł perspektywicznym startupom, prowadzonym przez doświadczone, uzupełniające się zespoły.

Deklaracja od pierwszego inwestora, SMOK Ventures, pojawiła się już w ciągu godziny od wysłania pierwszego pitch decka. Cały proces przeprowadzono zdalnie, bez spotkań i zamknięto elektronicznie podpisanymi umowami.

Jak tylko dowiedziałem się, że Lech Kaniuk zbiera pierwszą rundę finansowania dla swojego nowego projektu, złapałem za telefon i od razu do niego zadzwoniłem. Chłopaki nie kryli zdziwienia, bo zwykle to startup “ugania się” za inwestorami. SunRoof to jednak wyjątkowy projekt, stworzony przez trzy legendy polskiej przedsiębiorczości. Wierzę, że w ciągu kilku lat będzie to największa i najbardziej rozpoznawalna firma z Polski. Cieszę się, że będziemy jej częścią jako fundusz – mówi Borys Musielak, Partner Zarządzający SMOK Ventures.

Inwestorzy wierzą, że w najbliższej przyszłości odnawialne źródła energii zdominują rynek energetyczny. Zmiany klimatyczne skłaniają do podejmowania coraz aktywniejszych, międzynarodowych działań na rzecz zrównoważonej gospodarki. Widać to najlepiej w strategii Unii Europejskiej, która w „Europejskim Zielonym Ładzie” zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej Europy oraz zeroemisyjności do 2050 roku. To szczególnie ważne w kontekście stale rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną i elektromobilności.

Skłonność banków do finansowania inwestycji nieruchomościowych w Polsce

W pierwszym półroczu 2020 r. na sześciu głównych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej zainwestowano ponad 6 mld euro w sektorze nieruchomości, przy czym Polska odpowiadała za blisko połowę wolumenu (47%). Po wybuchu pandemii w regionie CEE ze wszystkich klas aktywów banki najchętniej finansowałyby inwestycje przemysłowo-magazynowe. W dobie COVID-19 najmniejszą popularnością wśród respondentów z banków cieszą się nieruchomości hotelowe – wynika z globalnego badania KPMG oceniającego skłonność banków w Europie Środkowo-Wschodniej do finansowania inwestycji nieruchomościowych.

W tegorocznej edycji badania KPMG wzięło udział ponad 60 respondentów reprezentujących instytucje finansowe z 11 krajów Europy, w tym z Polski. Ankietowani odpowiadali na pytania dotyczące m.in. poziomu kredytów z utratą wartości, znaczenia finansowania nieruchomości w strategii banku, średnich wielkości kredytów oraz preferowanych klas aktywów.

Spadek gospodarczy spowodowany COVID-19 i jego znaczenie dla sektora nieruchomości

Tegoroczna edycja badania KPMG została przeprowadzona w bezprecedensowym dla światowej gospodarki czasie. Obecna sytuacja spowodowana pandemią koronawirusa z pewnością będzie miała duży wpływ na perspektywę tworzenia portfela kredytowego oraz skłonność do finansowania inwestycji na rynku nieruchomości w przyszłości. Uczestnicy badania KPMG jednomyślnie prognozują, że warunki makroekonomiczne na ich rynkach będą miały wpływ zarówno na sytuację w sektorze nieruchomości w zakresie projektów już rozpoczętych, jak również na to, jakie podejście przyjmą pomioty udzielające kredytów, w tym odnośnie preferowanych rodzajów nieruchomości.

Pomimo skutków pandemii COVID-19 sektor nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej wykazuje stały wzrost od czasu globalnej recesji 2008 r. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020 r. łączny wolumen inwestycji w sześciu głównych krajach Europy Środkowo-Wschodniej (Czechy, Polska, Węgry, Rumunia, Słowacja i Bułgaria) utrzymywał tendencję wzrostową. Było to jednak spowodowane głównie transakcjami, które zostały wstępnie zawarte już w 2019 r., zanim pandemia dotknęła region. Całkowity wolumen inwestycji w pierwszym półroczu br. wyniósł 6,26 mld euro, co stanowi wzrost o 12% w porównaniu z tym samym okresem w 2019 r. W I półroczu 2020 r. inwestycje w Polsce stanowiły blisko połowę całkowitego wolumenu transakcji regionalnych (47%), a w Czechach (31%) – oba te kraje stanowiły blisko 80% całkowitych inwestycji w CEE. Co ciekawe Bułgaria odnotowała największy wzrost w porównaniu z I półroczem 2019 r., wykazując stopę wzrostu na poziomie 101%. Z kolei Węgry były jedynym krajem, który zanotował spadek rok do roku, a wolumen inwestycji zmniejszył się o 29%.

Finansowanie inwestycji w nieruchomości przemysłowo-magazynowe najbardziej popularne wśród banków w CEE

W porównaniu do wyników poprzednich edycji badania oceniającego skłonność banków w CEE do finansowania inwestycji nieruchomościowych, najbardziej na zainteresowaniu banków zyskało finansowanie inwestycji w nieruchomości przemysłowo-magazynowe.

Skłonność do finansowania nieruchomości handlowych w Polsce zmniejszała się w ostatnich latach. Sytuacja spowodowana pandemią COVID-19 przyspieszyła ten spadek, a banki obecnie wskazują na ograniczoną gotowość do finansowania nieruchomości handlowych. Ponadto, pandemia sprawiła, że banki obecnie niechętnie finansują również nieruchomości hotelowe. Z drugiej strony, banki są nadal otwarte na finansowanie nieruchomości biurowych i przemysłowych w Polsce, choć na bardziej rygorystycznych warunkach – mówi Steven Baxted, partner, lider doradców dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Ankietowani przedstawiciele banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mają mieszane odczucia w związku z perspektywą rozwoju powierzchni biurowych, biorąc pod uwagę, że wiele firm w całym regionie wdrożyło w czasie pandemii politykę pracy zdalnej. 39% respondentów badania wskazało, że ich zdaniem zasady dotyczące dystansu społecznego i polityki pracy zdalnej nie zmienią (lub nawet mogą zwiększyć) zapotrzebowanie na powierzchnię biurową, podczas gdy 31% ankietowanych spodziewa się spadku popytu na powierzchnię biurową, a 30% nie jest pewnych co do przyszłości.

Bój o przetrwanie – uproszczona restrukturyzacja ratunkiem w obliczu niewypłacalności

Zgodnie z ostatnimi danymi Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, ponad połowa małych i średnich firm skarży się, że ich klienci nieterminowo płacą za produkty lub usługi. Z kolei Coface wskazuje, że w trzecim kwartale 2020 roku wzrosła liczba niewypłacalności polskich przedsiębiorstw. Co zrobić w przypadku osiągnięcia braku wypłacalności ze względu na problemy kontrahenta? Jak sobie poradzić z własnymi zobowiązaniami i wyjść z kryzysu? Według specjalistów PMR Restrukturyzacje, wiodącej kancelarii doradzającej przedsiębiorcom zagrożonych niewypłacalnością, jednym z rozwiązań jest skorzystanie z tzw. uproszczonej restrukturyzacji.

We wrześniu Krajowy Rejestr Długów opublikował wyniki badania na temat zatorów płatniczych. Ponad połowa ankietowanych małych i średnich przedsiębiorstw zadeklarowała, że klienci nieterminowo płacą za ich produkty lub usługi. Główna przyczyna zatorów płatniczych w czasie pandemii nie jest zaskoczeniem. Aż 95% spośród badanych MŚP, którym zdarzają się opóźnienia w płatnościach twierdzi, że wynikają one ze spadku sprzedaży i zleceń.

Z kolei według informacji opublikowanych w październiku przez firmę Coface, ubezpieczyciela należności B2B, po stabilizacji liczby niewypłacalności firm w Polsce w pierwszej połowie 2020 r., wzrosła ona w trzecim kwartale. Łącznie od początku 2020 r. zanotowano 795 upadłości i restrukturyzacji, co oznacza wzrost na poziomie 8 proc. względem pierwszych trzech kwartałów roku ubiegłego. Eksperci podkreślają, że statystyki upadłościowe nie wskazują na znaczne pogorszenie sytuacji płynnościowej biznesu w Polsce, ale trzeba wziąć pod uwagę m.in. pomoc państwa w postaci tarczy antykryzysowej w marcu, która poprawiła krótkookresowo płynność wielu firm. Zdaniem ekspertów, firmy w Polsce odczuwają już pogorszenie koniunktury i należy spodziewać się wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w Polsce w 2021 r. pomimo, że gospodarka ponownie zacznie odnotowywać dodatnią dynamikę rozwoju gospodarczego.

Uproszczona restrukturyzacja, czyli nadzieja dla dłużników

Jednym z ciekawszych rozwiązań wprowadzonym w ramach ostatniej tarczy antykryzysowej 4.0, które powinno zainteresować przedsiębiorstwa mające problemy z wypłacalnością, jest nowy model uproszczonej restrukturyzacji. Gwarantuje on, że postępowanie naprawcze dla firm staje się nie tylko szybkie, ale także przewidywalne, a jego przepisy zwiększają wpływ przedsiębiorcy na jej przebieg. Może z niego skorzystać każdy przedsiębiorca, bez względu na wielkość i obszar działalności firmy, który poszukuje efektywnych narzędzi do ochrony przed upadłością, windykacją i egzekucją komorniczą.

– Warto pamiętać, że problemy finansowe firm nie zawsze wynikają z niegospodarności oraz zaniedbań w zakresie zarządzania finansami wewnątrz spółki, ale często są efektem problemów jej kontrahentów czy partnerów biznesowych. Czas pandemii po raz kolejny zwrócił uwagę nas wszystkich na fakt gospodarki będącej siecią naczyń ze sobą połączonych. Konsekwencje związane z lockdownem oraz spowolnieniem gospodarczym potrafią w sposób nieoczywisty dotknąć każdą firmę. Szybkie, ale jednocześnie przemyślane działania pozwolą zminimalizować ewentualne problemy ze spłatą należności. W przypadku osiągnięcia punktu, w którym realnym zagrożeniem staje się ryzyko utraty płynności finansowej, z pomocą przychodzi uproszczona restrukturyzacja, która w realny sposób może nas ochronić przed koniecznością ogłoszenia upadłości – mówi Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes PMR Restrukturyzacje.

Otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego pozwala m.in. na zamrożenie zobowiązań lub znaczne ich umorzenie poprzez zawarcie układu z wierzycielami, zawieszenie egzekucji, ochronę przed agresywną windykacją, ochronę kluczowych zasobów a także ochronę kluczowych umów.

Rosnące zobowiązania w ramach umów… A co z kredytami?

Zawarte przez przedsiębiorstwa umowy stają się jedną z priorytetowych kwestii w sytuacji kryzysowej, szczególnie wobec niespodziewanych skutków pandemii COVID-19, a także podczas postępowania restrukturyzacyjnego. W oparciu o nie przygotowywane są propozycje układowe, które mogą m.in. obejmować odroczenie terminu wykonania, rozłożenie spłaty na raty, zmniejszenie wysokości lub zmianę bądź uchylenie prawa zabezpieczającego określoną wierzytelność. Otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego, wiąże się też z ochroną szerokiego zakresu umów wzajemnych, kluczowych dla zapewnienia szybkiego powrotu do niezbędnej efektywności.

– Każde postępowanie restrukturyzacyjne ma swoją specyfikę. Waga poszczególnych umów dla przedsiębiorstwa i procesu restrukturyzacji ma różne znaczenie w zależności od branży i przyjętych modeli działalności rynkowej przedsiębiorstwa. Z naszego doświadczenia w prowadzeniu procesów restrukturyzacji wynika, że na pewno warto zwrócić szczególną uwagę na umowy najmu i umowy leasingowe. Są one często kluczowe z punktu widzenia przedsiębiorstw, a problemy z ich wykonywaniem wręcz mogą doprowadzić do całkowitego paraliżu działalności operacyjnej firmy – dodaje Małgorzata Anisimowicz.

Niemniej istotne są umowy kredytowe. W trakcie procesu restrukturyzacyjnego bank nie będzie mógł wypowiedzieć takiej umowy z uwagi na okoliczności, które miały miejsce przed wszczęciem postępowania restrukturyzacyjnego. Utrzymanie więc kluczowych umów, w tym obowiązujących umów kredytowych pozwala przedsiębiorstwu w restrukturyzacji na odzyskanie płynności finansowej, a w rezultacie zawarcie i realizację układu. Jest to szczególnie ważne dla dobra ogółu wierzycieli, ponieważ jak wskazuje praktyka, banki są trudnym partnerem w procesie restrukturyzacji.

Wsparcie wyspecjalizowanych ekspertów – na wagę złota

Warto pamiętać, że przedsiębiorca nie musi zostać sam w wypracowaniu i wykorzystaniu dedykowanych mu wszystkich możliwych procedur ratowania przedsiębiorstwa. Tę rolę powinni przejąć wyspecjalizowani w tym obszarze doradcy restrukturyzacyjni, przewidziani z mocy Ustawy Prawo Restrukturyzacyjne. Wskażą oni odpowiednie rozwiązanie prawne czy też opracują awaryjne scenariusze restrukturyzacyjne. W ramach współpracy z powołanymi przez nich w tym celu zespołami eksperckimi, przeprowadzą audyt zasobów przedsiębiorstwa, przygotują plany restrukturyzacyjne, zapewnią wsparcie w pozyskania finansowania i poprowadzą negocjacje z wierzycielami. Doradztwo w tym zakresie obejmuje także przygotowania do restrukturyzacji, połączenie kwestii prawnych z ekonomicznymi i wybór odpowiedniego modelu działań naprawczych. Zostaje stworzony wówczas kompleksowy plan restrukturyzacji, który później jest wdrażany razem z klientami przy jednoczesnym wsparciu i nadzorze każdego kolejnego etapu zmian.

Gorsze nastroje inwestorów. Johnson & Johnson wstrzymuje badania nad szczepionką na SARS-CoV-2

Schłodzenie nastrojów dosięga rynki, a inwestorom zostało przypomniane, że droga do opracowania szczepionki nie jest prosta i należy liczyć się z przeszkodami. Rynek akcji ma dzień na złapanie oddechu. Rynek FX kolejny raz jest odzwierciedleniem ostrożnej postawy.

Joe Biden wciąż prowadzi w sondażach, a na uchwalenie pakietu fiskalnego przed wyborami się nie zanosi. Taki stan rzeczy mamy teraz i taki był 24 godziny temu. Nadzieje na „blue sweep” (zagarniecie Białego Domu i Kongresu przez Demokratów) dalej unoszą się w powietrzu, ale optymizm potrzebuje ciągłego dostarczania świeżego paliwa. Dziś jednak inwestorzy muszą się zmierzyć z gorzką prawdą o szczepionkach – ich opracowanie nie jest proste. Nastroje na rynkach uległy pogorszeniu po doniesieniach, że Johnson & Johnson wstrzymuje badania nad szczepionką z powodu niewyjaśnionej choroby u uczestnika. Mamy powtórkę sytuacji, jaka wcześniej wystąpiła z badaniami AstraZeneca. Obawy nie powinny jednak ciążyć na rynkach zbyt długo – wszak nikt chyba nie liczył, że lekarstwo będzie gotowe w tym roku (nawet jeśli prezydent Trump chciał szczepionki jeszcze przed wyborami). Zatem dzisiejsze spadki na giełdach powinny być fazą oczyszczenia niż mocnym zwrotem. Podstawowym motywem pozostaje spadek prawdopodobieństwa kwestionowania wyniku wyborów w USA, biorąc pod uwagę ok. 10-punktową przewagę Bidena nad Trumpem w sondażach. Na ten moment i ja nie będę kwestionował argumentacji rynków. Od siebie dodam tylko, że w 2016 r. na podobnym etapie kampanii wyborczej Donald Trump tracił do Hilary Clinton 7 pkt.

Wczoraj rynek walutowy na krótko obserwował napływ apetytu na ryzyko i na przestrzeni dnia nastroje zobojętniały. To pomaga dziś, gdzie czerwoność z rynku akcji nie przekłada się na silną ucieczkę kapitału w dolara. EUR/USD cofnął się pod 1,18, ale nie ucieka głęboko niżej. Wciąż silne pozostają oczekiwania, że usunięcie ryzyka wyborów w USA będzie impulsem do pociągnięcia kursu wyżej, ale niepewność przed 3 listopada nakazuje ostrożne budowanie pozycji i poziomy przy 1,18 wydają się za drogie. Podobnie GBP/USD 1,30 nie jest atrakcyjnym pułapem do ustawiania się pod porozumienie handlowe między UE i Wielką Brytanią. Generalnie rynek chce być gotowy na rajd ulgi w reakcji na zawarcie umowy, ale po drodze za dużo może się zepsuć, żeby oczekiwać jednostajnego ruchu w górę. Pierwszy lepszy szokujący nagłówek sugerujący szantaż i ostre targi między stronami zepchnie kurs 1 proc. niżej.

Złoty dziś rano kopiuje wczorajsze notowania i EUR/PLN odbija od 4,46 w górę. Do uwzględnienia w wycenie mamy spadającego EUR/USD oraz wprowadzenie lockdownu u sąsiada Polski (Czechy). Sądzę, że tylko śledzenie sentymentu na EUR/USD ma odbicie w wahaniach złotego. Inwestorzy są już na tyle zaznajomieni z tematem Covidu, że nie stosują prostej ekstrapolacji działań czeskich władz na przyszłą reakcję polskiego rządu. Czeskie restrykcje jeszcze nie sięgnęły poziomów z wiosny, a tamtejszy rząd liczy na opanowanie sytuacji do listopada. Bez istotnego czynnika ryzyka EUR/PLN powinien zatrzymywać wzrosty przed 4,49.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

EKF 2020: celny impuls fiskalny kluczem do przygotowania gospodarki na drugą falę pandemii koronawirusa

Wśród prelegentów otwierających X Europejski Kongres Finansowy dominowało przekonanie, że polska gospodarka jest dobrze przygotowana na nadejście drugiej fali pandemii koronawirusa. Jednocześnie przekonywano o stymulującej rozwój gospodarczy roli polityki fiskalnej, szczególnie w sferze inwestycji publicznych.
Jak powiedział Leszek Pawłowicz, dyrektor Gdańskiej Akademii Bankowej i jednocześnie koordynator Europejskiego Kongresu Finansowego (EKF), o zmianie formy wydarzenia na hybrydową zadecydowano już w marcu, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa. Od tamtej pory udało się zorganizować około 40 spotkań online.

O wyzwaniach gospodarczych najbliższych miesięcy opowiedział Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju. W jego opinii druga fala pandemii będzie mieć inny charakter od pierwszej. Krajowy system gospodarczy ma być jednak dobrze przygotowany do tego, aby jej sprostać.

„Wchodząc w drugą falę pandemii jestem przekonany, że polska gospodarka jest do tego dobrze przygotowana. W sektorze przedsiębiorstw depozyty są wyższe o ponad 50 miliardów zł niż były jeszcze w marcu, więc firmy dysponują dość solidną poduszką płynnościową” – stwierdził prezes PFR.

Zdaniem Pawła Borysa obecna aktywność gospodarcza stanowi ok. 93-95 proc. stanu sprzed pandemii, zaś zasoby finansowe na okres co najmniej trzech miesięcy deklaruje blisko 50 procent przedsiębiorstw. Teraz największym wyzwaniem dla gospodarki jest spadek wydatków inwestycyjnych firm oraz wydatków konsumentów.
Minister Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej, Tadeusz Kościński, pandemię koronawirusa określił jako jeden z największych wstrząsów gospodarczych ostatnich kilkudziesięciu lat. Według niego ważne jest, aby odpowiedź na tak globalne wyzwanie była wielopoziomowa. Kluczowa ma być tu odważna i ekspansywna polityka fiskalna.

„Musimy przełamać niepewność sektora prywatnego, która może ograniczać skalę inwestycji i konsumpcji. Potrzebujemy dobrze wycelowanego impulsu fiskalnego. Chodzi przede wszystkim o inwestycje publiczne, które w dobie kryzysu i bardzo niskich stóp procentowych wpływają pozytywnie na gospodarkę” – podkreślił szef resortu finansów.

Dodatkowym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki są wydatki na cele społeczne, których w opinii Ministra Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej nie należy ograniczać. Wzrost długu publicznego, który nieuchronnie nadejdzie, uda się ograniczyć w kolejnych latach. To podejście do polityki antykryzysowej mają potwierdzać agencje ratingowe.

Swoje prognozy związane z inflacją w ramach wykładu inauguracyjnego EKF 2020 przedstawił Charles Goodhart, emerytowany profesor bankowości i finansów w Centrum Badawczym Financial Markets Group na London School of Economics. Jego zdaniem silniejszą presję inflacyjną może wymusić między innymi starzejące się społeczeństwo.
Charles Goodhart wyjaśnił, że wzrost współczynnika obciążenia demograficznego (stosunek liczby dzieci i emerytów w społeczeństwie do liczby osób w wieku produkcyjnym) w naturalny sposób podniesie inflację. Spadająca wraz z nim dostępność siły roboczej wpłynie na zwiększenie jej kosztów i przyczyni się do podniesienia naturalnej stopy bezrobocia.

Zwiększenie współczynnika obciążenia demograficznego zdaniem Goodharta zawdzięczamy w dużej mierze wzrostowi średniej długości życia. Jednocześnie seniorzy będą wymagać coraz większych nakładów na ochronę zdrowia, ze względu na rosnący odsetek chorób neurodegeneracyjnych, takich jak Alzheimer czy choroba Parkinsona.
Wśród konkluzji przytoczonych przez Charlesa Goodharta dominowało przekonanie, że obecna pandemia koronawirusa przyspieszy wzrost inflacji. Przed gospodarką światową stanie również trudne wyzwanie wyjścia z pułapki zadłużenia. Z kolei wzrost wydatków związanych ze starzeniem się społeczeństwa będzie wymagać podniesienia podatków.

Jubileuszowy X Europejski Kongres Finansowy pod hasłem „Odpowiedzialne finanse w obliczu kryzysu” ze względu na pandemię koronawirusa odbywa się w formule online w dniach 12-14 października 2020. Szczegółowy program wydarzenia oraz transmisje online można znaleźć na oficjalnej stronie https://www.efcongress.com

Deloitte: Defensywne strategie transakcyjne kluczowe w dobie pandemii

56 proc. respondentów wskazuje zmianę otoczenia rynkowego i działalność konkurencji, jako powód aktywności dezinwestycyjnej.

Jeszcze przed wybuchem kryzysu wywołanego koronawirusem, wielu ekspertów rozważało możliwość nadejścia spowolnienia gospodarczego na rynku transakcyjnym. Z badania „2020 Global Divestiture Survey” firmy badawczej Deloitte wynika, że przedsiębiorstwa przewidujące konieczność dostosowania się do rzeczywistości, którą przyniosła pandemia, powinny przygotować się na motywowane biznesowo dezinwestycje. Za największą przeszkodę w ich przeprowadzeniu 49 proc. badanych uznaje zmiany zachodzące w otoczeniu rynkowym.

Załamanie rynkowe, choć spodziewane po długotrwałym okresie wzrostu w obszarze fuzji i przejęć (M&A), nadeszło w nieoczekiwanych okolicznościach – pandemii koronawirusa. Po podjęciu wstępnych działań zaradczych, firmy muszą w wielu przypadkach zmienić swój sposób funkcjonowania. Dezinwestycje, czyli działania, mające poprawić sytuację firmy poprzez zmiany w posiadanym majątku i strukturze jej własności są kluczowe w defensywnych strategiach transakcyjnych i w wyborze aktywów odpowiednich w „nowej normalności”.

Zdaniem respondentów, obecnie firmy rzadziej oceniają zasoby przeznaczone do sprzedaży w kontekście osiąganych przez nie wyników lub pozycji strategicznej. W najnowszym badaniu Deloitte odpowiedziało tak 45 proc. z nich, podczas gdy w 2017 roku odsetek ten wynosił 53 proc. Powszechniej stosowaną metodą jest regularna weryfikacja portfolio przedsiębiorstwa w ramach szerszej strategii optymalizacyjnej.

Powody działalności dezinwestycyjnej

Jak pokazuje badanie Deloitte, obecnie znacznie częściej powodem aktywności dezinwestycyjnej jest zmiana otoczenia rynkowego i działalność konkurencji – tak wskazało 56 proc. respondentów (wzrost z 44 proc. w 2017 r.). Trzy lata temu najczęstszą odpowiedzią (57 proc.) było pozbywanie się niekluczowych aktywów, co jest teraz istotne dla 47 proc. badanych. Wzrósł też odsetek odpowiedzi dotyczących wykorzystania przez zainteresowanych sprzyjającej sytuacji (z 16 proc. do 29 proc.) oraz potrzeby pozyskania dodatkowych funduszy (z 18 proc. do 24 proc.). Obecnie firmy są też znacznie mniej podatne na naciski udziałowców dotyczące sprzedaży aktywów – spadek od 2017 roku o 7 pp.

Znaczenie procesu przygotowania transakcji

– Procesy dezinwestycyjne nie należą do najłatwiejszych i doświadczenie kadry zarządzającej pokazuje, że ich staranne planowanie pomaga nie tylko w bezproblemowym przeprowadzeniu transakcji, ale też zwiększa zyski zbywającego. Jak wynika z naszych danych, zaledwie 8 proc. sprzedających planuje przygotowania krótsze niż trzymiesięczne. Trzy czwarte z nich uważa, że należy na to poświęcić od 4 do 12 miesięcy, z czego większość skłania się do tego dłuższego okresu mówi Piotr Siezieniewski, radca prawny, Partner w kancelarii Deloitte Legal.

Badanie Deloitte pokazuje też, że do najważniejszych kwestii wymagających przygotowania przed zaoferowaniem aktywów na rynku należą: opracowanie wyodrębnionych sprawozdań finansowych (60 proc.), przeprowadzenie szczegółowej analizy wyceny (57 proc.), zbadanie potencjalnych wersji umowy (50 proc.), rozważenie możliwości podatkowych i prawnych (41 proc.) oraz określenie planu motywującego zarządzenie zakładanymi celami (39 proc.).

Technologia w służbie akwizycji

Rozwój technologiczny i wykorzystanie innowacyjnych rozwiązań w obszarze zarządzania biznesem najlepiej widać po blisko dwukrotnym od 2017 r. wzroście liczby danych wytwarzanych co roku na świecie. Jest ich 25 razy więcej niż 10 lat temu. Sprzedający coraz częściej potrzebują wnikliwych analiz zebranych informacji, aby móc docierać do bardziej doświadczonych nabywców i efektywnie kształtować procedurę zbycia. Brak takiego badania na wczesnym etapie sprzedaży może spowolnić przepływ informacji lub stworzyć zaskakujące sytuacje na późniejszym etapie tego procesu, potencjalnie prowadząc do spadku ceny.

15 proc. badanych przez Deloitte deklaruje, że nie skorzystało z analizy danych podczas swoich transakcji. Gdy jednak sięgali po takie narzędzia, najczęściej było to modelowanie potencjalnych scenariuszy transakcyjnych (58 proc.), badanie danych rynkowych (53 proc.), modelowanie popytu/podaży (35 proc.) i analiza potencjału siły roboczej (33 proc.).

Coraz powszechniejsze wykorzystanie analizy danych przez sprzedawców, w celu odpowiedniego zaprezentowania wartości zbywanych aktywów, oznacza także technologiczne usprawnienie procesów fuzji i przejęć. Dzieje się tak dzięki możliwości wykorzystania potencjału analityki do szybkiego tworzenia modeli opartych o aktualne dane, szybkiego adresowania różnych zakresów zapytań kupujących wraz z postępem negocjacji, ograniczenia potencjalnych zagrożeń i niespodzianek oraz ostatecznie zwiększeniu zysku uzyskiwanego przez sprzedającego. Jednocześnie, choć sprzedający mają świadomość korzyści wynikających z wykorzystania zaawansowanej analityki danych, jest to dla nich nadal dużym wyzwaniem mówi Ścibor Łąpieś, Dyrektor, Technology M&A Deloitte.

Perspektywa transakcji M&A

Choć wybuch pandemii koronawirusa spowodował spadek liczby potencjalnych kupujących, zainteresowanych transakcjami, przedsiębiorstwom udało się w ostatnich latach wzrostu zakumulować rekordowe poziomy gotówki, co może mieć interesujący wpływ na rynek fuzji i przejęć w najbliższym czasie.

– Ograniczona liczba oferentów jest głównym powodem, dla którego proponują oni wartość transakcji niższą od oczekiwanej. Odpowiedziało tak aż 65 proc. naszych ankietowanych. Zwykle w sytuacjach kryzysowych nabywców jest mniej, co dodatkowo podkreśla potrzebę uczynienia aktywów jak najbardziej atrakcyjnymi przed i w trakcie procesu transakcyjnego mówi Michał Wróblewski, Partner Associate w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Transgraniczne transakcje są podatne na coraz częściej pojawiające się tendencje protekcjonistyczne, mające na celu ochronę krajowych przedsiębiorstw przed przejęciami przez kapitał zagraniczny, przez co zdaniem ekspertów Deloitte daje się zaobserwować zwrot w stronę rynków krajowych. Dotyczy to przede wszystkim funduszy private equity.

– Choć koronawirus zmienił powody i tempo wykorzystania dezinwestycji, ich podstawowe założenia nie ulegną zmianom. W perspektywie krótkoterminowej będą wykorzystywane zarówno ofensywne, jak i defensywne strategie transakcyjne, zmierzające do zabezpieczenia pozycji rynkowej firm, przyspieszające transformację i umożliwiające osiągnięcie pozycji lidera rynkowego. W dłuższej perspektywie, kluczowe dla długotrwałego sukcesu biznesowego i zachowania pozycji mimo potencjalnych kryzysów w przyszłości, będzie stworzenie odpornego portfela aktywów, efektywnego niezależnie od okoliczności – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

MedApp planuje wprowadzić pierwszą w Polsce w pełni Wirtualną Przychodnię

MedApp S.A., dynamicznie rozwijająca się spółka z branży medtech (software as a medical device), wykorzystująca mieszaną rzeczywistość, sztuczną inteligencję oraz analizę dużych zbiorów danych w celu poprawy zdrowia pacjentów wprowadza na rynek rozwiązanie, które będzie rozszerzeniem dotychczasowej aplikacji CarnaLife System i będzie oferowane jako Wirtualna Przychodnia. Jest to pierwsze w Polsce oprogramowanie umożliwiające placówkom medycznym prowadzenie zdalnej opieki w zakresie nie tylko konsultacji, ale przede wszystkim diagnostyki i monitoringu zdrowia pacjenta. Rozwiązanie wykorzystuje sztuczną inteligencję oraz analizę dużych zbiorów danych medycznych (big data analytics). Wirtualna Przychodnia bazuje na oferowanej już placówkom medycznym i szpitalom certyfikowanej technologii CarnaLife System.

Rozwiązanie Wirtualna Przychodnia usprawni funkcjonowanie zarówno małych placówek medycznych, szpitali jak i rozwiniętych sieci medycznych i będzie dla nich realnym wsparciem w zakresie pełnej obsługi pacjentów, co jest szczególnie ważne w dobie trwającej walki z pandemią Covid-19.  Pacjenci otrzymują możliwość umówienia wizyty za pośrednictwem platformy telemedycznej.

– Pojawienie się pandemii spowodowało przyspieszenie rozwoju zdalnych rozwiązań w medycynie. Do niedawna takie rozwiązania jak e-recepty, czy wideokonsultacje były traktowane jako coś nietypowego. Dzisiaj, gdy wielu ludzi starszych oraz z chorobami przewlekłymi znalazło się w strefie podwyższonego ryzyka, pojawiła się potrzeba wprowadzenia do systemu ochrony zdrowia takich rozwiązań, które pozwolą przeprowadzić proces konsultacji lekarskich oraz zorganizować podstawowe badania bez konieczności wychodzenia z domu. Nasza Wirtualna Przychodnia to nowa jakość na rynku ochrony zdrowia. Jest to aplikacja bazująca na technologii CarnaLife System i jest odpowiedzią na wspomniane wcześniej zapotrzebowanie. W połączeniu ze zdalnym monitoringiem takich parametrów jak m.in. ciśnienie, puls, czy temperatura przy jednoczesnym wykorzystaniu nowoczesnych algorytmów AI, otrzymujemy rozwiązanie umożliwiające kompleksowe wsparcie procesu leczenia – komentuje Krzysztof Mędrala, prezes MedApp S.A.

Dzięki wykorzystaniu certyfikowanych urządzeń telemedycznych, lekarz będzie w stanie  zarejestrować wyniki badań w czasie rzeczywistym. Wszystkie badania przeprowadzone bez udziału lekarza np. EKG, badanie ciśnienia czy pulsoksymetria, zostaną przeanalizowane przez sztuczną inteligencję i w przypadku niepokojących zmian oznaczone jako wymagające interwencji lekarskiej. System zapewnia pełne bezpieczeństwo transmisji oraz przechowywania dokumentacji medycznej dzięki szyfrowaniu przesyłanych danych.   Wirtualna Przychodnia umożliwi zdalną rejestrację pacjenta przez placówkę czy szpital oraz prowadzenie zdalnego monitoringu i konsultacji przez lekarza.

Naszą Wirtualną Przychodnię kierujemy zarówno do pojedynczych przychodni, szpitali, sieci placówek ale też samych lekarzy prowadzących indywidualne praktyki. Jesteśmy skupieni na tym czego oczekują pacjenci i lekarze. Przy wsparciu naszej Rady Naukowej przygotowaliśmy harmonogram dalszego rozwoju naszych rozwiązań. Wierzymy, że nasza aplikacja podniesie jakość obsługi zarówno osób ze schorzeniami przewlekłymi a także tych którzy poszukują pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej – dodaje Krzysztof Mędrala.

 

Nowa usługa, którą MedApp planuje wkrótce wprowadzić na rynek, będzie poszerzeniem narzędzi oferowanych przez aplikację CarnaLife System. Jest to zaawansowana platforma telemedyczna, która umożliwia lekarzowi ocenę i monitorowanie stanu zdrowia pacjentów z różnymi schorzeniami oraz przeprowadzanie konsultacji o dowolnej porze dnia i w dowolnym miejscu. CarnaLife System jest modułem analitycznego systemu CarnaLife, który jest certyfikowany jako wyrób medyczny klasy IIb.

Puls rynku pracy: Jak firmy reagowały w obliczu pandemii? Porównanie sektorowe

Głównym wyzwaniem dla działów HR podczas pandemii stało się zapewnienie bezpiecznych warunków pracy przy jednoczesnej poprawie komunikacji kanałami online. Jednocześnie 71% firm nadal prowadziło procesy rekrutacyjne na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie, podczas gdy co czwarta firma podjęła decyzje o zwolnieniach. Badanie Antal „Puls rynku pracy” prowadzone było od początku kwietnia do końca sierpnia bieżącego roku i objęło łącznie 810 firm reprezentujących kluczowe branże. Wyniki przedstawiają założenia strategii krótkoterminowej przedsiębiorstw oraz działania i plany w zakresie polityki personalnej.antal_wyniki_badania_c_mondaynews

Główne działania

Organizacje działające na polskim rynku w największej mierze postawiły na usprawnienie komunikacji kanałami online (39%). W ślad za tym poszedł rozwój infrastruktury technologicznej oraz rozbudowa sieci e-commerce (17%). Co piąta firma (21%) zainwestowała w ulepszenie oferowanych produktów czy usług. Jednocześnie działaniom o charakterze innowacyjnym towarzyszyły te, mające na celu optymalizację kosztów. 34% badanych firm zdecydowało się na ograniczenie korzystania z usług dostawców zewnętrznych, 30% na zniwelowanie wydatków marketingowych, a 25% na rezygnację bądź zmniejszenie dodatków pozapłacowych dla pracowników.

– Wobec coraz większej liczby pozytywnych sygnałów płynących od firm o poprawie ich sytuacji ekonomicznej dotychczasowe, wprowadzone krótkoterminowo ograniczenia mogą stanowić szansę na uporządkowanie i zmaksymalizowanie efektywności procesów. Jest to okres podsumowania współpracy z dostawcami zewnętrznymi, co może przełożyć się na większe zyski dla tych najbardziej efektywnych, określenia wartości benefitów dla pracowników i dalsze inwestowanie w te najbardziej pożądane. Warto teraz bardziej niż kiedykolwiek śledzić trendy rynkowe, badać potrzeby wewnętrzne, aby wejść w 2021 rok z nową energią – komentuje Artur Skiba, prezes Antal.

Polityka personalna

Firmy w kontekście polityki personalnej zachowały dalece idącą ostrożność. Z jednej strony w większości nadal prowadzą procesy rekrutacyjne na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie (71%). Jednocześnie 24% przedsiębiorstw zadeklarowało plany zwolnień wobec przedstawicieli średniej i wyższej kadry. Z kolei 25% badanych organizacji zrezygnowało lub zmniejszyło liczbę dodatków pozapłacowych, 20% zdecydowało się na czasowe obniżenie wynagrodzeń, a 19% na wstrzymanie awansów w organizacji.

Najlepsza sytuacja panuje w branży SSC/BPO, w której aż 90% pracodawców kontynuuje procesy rekrutacyjne. Stabilność deklarują również instytucje finansowe, z których 89% aktywnie poszukuje pracowników. W najtrudniejszej zaś sytuacji znajdują się agencje marketingowe, reklamowe i PR, z których co druga (50%) zdecydowała się na zwolnienia. Może to być bezpośrednim wynikiem deklarowanych przez rynek oszczędności, które dotyczą właśnie wydatków marketingowych.

– Na chwilę obecną w branży SSC/BPO tylko w Antal mamy otwarte 303 wakaty, w obszarze IT – 279. Na inżynierów, którzy mocno odczuli okres spowolnienia wywołanego pandemią oczekuje 61 atrakcyjnych propozycji i ta liczba sukcesywnie rośnie. To są specjalizacje, w których dynamika zatrudnienia wraca do czasów sprzed pandemii, i w których warto rozglądać się za ciekawymi ofertami pracy – informuje prezes  Skiba.

Wyzwania na przyszłość

Przedsiębiorcy najczęściej jako wyzwanie wskazują zapewnienie bezpiecznych warunków pracy (47%), a także dostosowanie zakresu obowiązków do ograniczeń, jakie niesie praca zdalna, a także właściwe dostosowanie technologiczne organizacji pod tym kątem (30%).

– Przedsiębiorcy są zgodni, że kolejny lockdown nie jest praktycznie uzasadnionym rozwiązaniem. Jednak większość z nich stawia sobie pytanie, czy ich organizacje są przygotowane, aby bezpiecznie wejść w jesienny okres chorobowy. Nikt nie chce narażać na zachorowania pracowników, a co za tym idzie ryzykować zachowania ciągłości procesów biznesowych. Przekłada się to na wzrost zainteresowania usługami audytów sanitarnych i szkoleń z zakresu bezpieczeństwa pracy w kontekście zagrożeń epidemicznych – podsumowuje Artur Migoń, wiceprezes Antal.

Analiza GfK: Polacy rzadziej chodzą do sklepów, ale jednorazowo kupują więcej

W pierwszym półroczu br. Polacy odwiedzali sklepy o 12% rzadziej niż przed rokiem. Mniejszą frekwencję nadrabialiśmy jednak pełnymi koszykami. Dzięki temu w relacji rok do roku średnia wartość jednorazowych zakupów realizowanych przez polskie gospodarstwa domowe wzrosła aż o 20%. Takie dane płyną z analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Polscy nabywcy od lat słynęli z wyjątkowo częstych zakupów produktów FMCG i odwiedzania rekordowej liczby sklepów. Wiele jednak wskazuje, że przedłużająca się pandemia COVID-19 może przyczynić się do znacznego osłabienia tego trendu. – Jak wynika z danych dla pierwszych sześciu miesięcy br., średnia liczba wykonywanych przez nas zakupów spadła aż o 12% rok do roku, co było największym spadkiem w zestawieniu z innymi porównywanymi krajami naszej części Europy. Od stycznia do czerwca br. polskie gospodarstwo domowe wykonało średnio 165 wizyt w sklepach. Dla porównania w analogicznym okresie 2019 roku było ich aż 187wylicza Rafał Dobrowolski, Strategic Insight Manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Rzadsze wizyty w sklepach nie spowodowały jednak spadku całkowitej wartości sprzedaży w sektorze FMCG. Mniejszą liczbę wizyt shopperzy nadrabiali 20% wzrostem wartości średnich jednorazowych zakupów, co było z kolei jednym z największych wzrostów w naszej części Europy.

Kupowaliśmy tam, gdzie było blisko

W pierwszej połowie roku istotnie zmienił się także model konsumpcji polskich nabywców, którzy podczas zakupów częściej niż dotychczas poszukiwali korzystnych cen i promocji. Na takie zachowania wpłynęło kilka czynników. Już 17% Polaków zagrożonych jest utratą pracy lub zostało dotkniętych bezrobociem. 51% gospodarstw domowych deklaruje także, że pomimo braku bezpośredniego zagrożenia utraty pracy, ich sytuacja finansowa odczuwalnie się pogorszyła.

Taka ocena własnej sytuacji ekonomicznej błyskawicznie przełożyła się na zachowania zakupowe. Nabywcy, a zwłaszcza Ci którzy ucierpieli na skutek pandemii, częściej niż dotychczas odwiedzali dyskonty, gdzie mogli znaleźć m.in. bardzo szeroką ofertę produktową marek własnych. Swój sukces w ostatnich miesiącach dyskonty zawdzięczają jednak przede wszystkim bardzo dobrej dostępności, opartej na gęstej sieci sklepów. – W czasie pandemii koronawirusa bliskość sklepu stała się niezwykle istotnym czynnikiem wyboru miejsca zakupów. Nabywcom bardzo zależało na unikaniu zbędnego kontaktu, np. w postaci korzystania ze środków transportu publicznego. Dlatego częściej niż przed laty wybierali punkty będące w zasięgu spaceru. Takie podejście shopperów w pierwszej połowie roku wywindowało także wyniki supermarketów lokalnych oraz małych sklepów sieciowych – tłumaczy Rafał Dobrowolski.

Silni stali się jeszcze silniejsi

Z analizy Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia wynika, że największymi „przegranymi” pierwszej połowy bieżącego roku były drogerie, supermarkety z międzynarodowych sieci oraz hipermarkety, które odnotowały spadek całkowitej sprzedaży. W tym samym okresie małe sklepy niesieciowe oraz sklepy specjalistyczne (mięsne, piekarnie, warzywniaki) nieznacznie zwiększyły sprzedaż. W ogólnym rozrachunku, w wyniku skokowego wzrostu wyników dyskontów, nie przełożyło się to jednak na wzrosty w udziałach rynkowych.

W sektorze FMCG okres pandemii okazał się przełomowy także dla kanału e-commerce, który choć wciąż stanowi niewielką część całego rynku, konsekwentnie umacnia na nim swoją pozycję.  W wyniku większego zainteresowania zakupami online od stycznia do czerwca br. kategoria eFMCG odnotowała 50% wzrost sprzedaży rdr. – W czasie pandemii coraz więcej konsumentów wykorzystuje ten kanał nie tylko do zakupu książek, ubrań czy kosmetyków, ale także żywności i innych produktów FMCG. Tylko w pierwszym kwartale 2020 aż 24% gospodarstw domowych dokonało zakupu różnego rodzaju produktów FMCG przez internet, w porównaniu do 15% w analogicznym okresie roku ubiegłego. Zwiększone zainteresowanie dało impuls do rozwoju całego systemu i infrastruktury handlu on-line, co w kolejnych miesiącach z pewnością jeszcze mocniej napędzi jego popularność – podsumowuje Rafał Dobrowolski.

Ile kosztuje OC? – barometr wrzesień 2020

Wiemy już, jak kształtowała się średnia cena OC w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku. Czy kierowcy mogli cieszyć się obniżkami kosztów obowiązkowego ubezpieczenia?

Wrześniowy barometr OC przygotowany przez Ubea.pl jest szczególnie ważny, ponieważ podsumowuje zmiany cen obowiązkowych polis w trakcie minionych trzech kwartałów. Jeżeli chodzi o ten okres, to trudno się w nim dopatrzeć stałego trendu dotyczącego kosztów obowiązkowych ubezpieczeń OC.

Dla przykładu sierpień przyniósł niewielką podwyżkę, która nastąpiła po najniższym wyniku od początku roku. Jak było we wrześniu? Czy nadszedł czas obniżek OC?

Barometr OC – jak jest przygotowywany?

W przypadku barometru cen OC przygotowywanego przez Ubea.pl stałym punktem odniesienia jest przeciętna składka obowiązkowego ubezpieczenia ze stycznia. Powstaje ona po obliczeniu średniego kosztu OC na podstawie ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji internautów w porównywarce.

Na początku 2020 r. przeciętna składka OC wyniosła 1345 zł. Ta kwota stanowi punkt wyjściowy barometru na bieżący rok (składka ze stycznia = 100 w barometrze) – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Barometr OC we wrześniu 2020 = 100↗ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 97↗

cena OC wrzesień 2020Jakie są ceny OC na jesień 2020?

Przeprowadzona analiza wskazuje, że we wrześniu koszt OC powrócił do poziomu cen ze stycznia.

Zamieszczony wykres pokazuje, że to nie pierwsza taka sytuacja. W maju 2020 barometr OC również wskazał wartość „100”.

„W ujęciu realnym uwzględniającym tegoroczną inflację obowiązkowe ubezpieczenia OC jednak nieco potaniały względem początku 2020 roku. Tę kwestię również trzeba brać pod uwagę, bo ubezpieczyciele znajdują się pod presją rosnących kosztów części samochodowych oraz robocizny” – wskazuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

8/10 firm przyspiesza cyfrową transformację

Trzecia edycja realizowanego co 2 lata Digital Transformation Index prezentuje, w jaki sposób organizacje przyspieszają realizację projektów związanych z cyfrową transformacją, badając ponad 4 300 liderów biznesu w 18 krajach.

Kluczowe informacje:

  • Transformacja cyfrowa jest postrzegana jako kluczowy czynnik ożywienia gospodarczego
  • 81% polskich organizacji (80% globalnie) priorytetyzuje programy cyfrowej transformacji
  • Liczba organizacji Digital Adopters wzrosła w Polsce w ciągu 2 lat o 19 punktów procentowych, a liczba Digital Followers spadła o 23 punkty procentowe
  • Według polskich firm, największa bariera rozwoju transformacji to zmiany legislacyjne i regulacje, a głównym katalizatorem – wzmocnienie cyberbezpieczeństwa. Kluczowa inwestycja to z kolei 5G.
  • 14% polskich organizacji obawa się, że ich firma może nie przetrwać kolejnych lat, a niewiele ponad połowa opracowuje nowe modele biznesowe.

Firma Dell Technologies opublikowała dziś wyniki globalnego badania Digital Transformation Index (DT Index), które realizuje co dwa lata wśród tysięcy organizacji na całym świecie. Tegoroczny indeks, w którym udział wzięło 4300 liderów biznesu z całego świata (w tym 180 z Polski) pokazuje, że organizacje przyspieszają wdrażanie cyfrowej transformacji i w ciągu ostatnich miesięcy osiągnęły poziom, który w normalnych warunkach zająłby lata.

W jednym z pierwszych globalnych badań tego roku, mającym na celu zmierzenie zachowań biznesowych, DT Index wykazał, że w 2020 r. aż 8 na 10 organizacji przyspieszyło realizację niektórych programów transformacji cyfrowej (średnia europejska – 75%, Polska – 81%).

Nowa krzywa cyfrowej transformacji

W porównaniu do DT Index z 2018 roku, tegoroczne wyniki pokazują pierwszy wzrost liczby Digital Leaders (najbardziej dojrzałych cyfrowo organizacji) do 6%. (W Polsce od 5% do 9%). Digital Adopters (druga najbardziej dojrzała cyfrowo grupa) wzrosła z 23% w 2018 roku (Polska: 24%) do 39% w 2020 roku (Polska: 43%) – wzrost o 16 punktów procentowych (W Polsce aż o 19 punktów procentowych).

DT Index odnotowuje również spadek od 2018 roku liczby Digital Laggards (najmniej dojrzałej cyfrowo grupy) o 6 punktów procentowych (W Polsce o 3 punkty procentowe) a także gwałtowny spadek w drugiej od końca grupie, Digital Followers, o 17 punktów procentowych (Polska: aż 23 punkty procentowe). Organizacje te przeszły do bardziej zaawansowanych grup – Digital Adopter i Digital Evaluator.Nowa krzywa cyfrowej transformacji 2 Nowa krzywa cyfrowej transformacji

Spoglądając w przyszłość widzimy, że organizacje, które obecnie przyspieszają swoją cyfrową transformację, będą przygotowane na sukces w Erze Danych, która rozwija się już teraz na naszych oczach – podsumowuje wyniki badania Michael Dell, Prezes i Dyrektor Generalny Dell Technologies.

Bariery i szanse dla cyfrowej transformacji

Rok 2020 staje się katalizatorem cyfrowej transformacji na całym świecie, lecz nie zmienia to faktu, że jest ona wciąz wyzwaniem: 94% organizacji napotyka bariery przy wdrażaniu transformacji. Zgodnie z DT Index, możemy zdefiniować trzy kluczowe bariery dla sukcesu cyfrowej transformacji wśród polskich organizacji:

  1. Regulacje lub zmiany legislacyjne: 32%
  2. Trudności w wydobyciu cennych insightów ze względu na przeciążenie danymi i/lub informacjami: 31%
  3. Brak budżetu i środków: 29%Bariery i szanse dla cyfrowej transformacjiZ kolei zapytani o główne katalizatory transformacji, polscy liderzy biznesu wymieniają w większości te same czynniki co firmy europejskie:
    1. Wzmocnienie cyberbezpieczeństwa: 52%
    2. Rozwijanie możliwości pracy zdalnej: 47%
    3. Zmiana sposobu, w jaki dostarczamy cyfrowe doświadczenia/Transformacja wdrożeń Edge 35%.

główne katalizatory transformacji

Kluczowe inwestycje przyszłości i optymizm Polaków

Przed pandemią inwestycje biznesowe były silnie skoncentrowane na technologiach podstawowych, a nie na technologiach powstających. Zdecydowana większość, bo aż 89% wszystkich badanych firm przyznaje, że w tym roku potrzebują bardziej zwinnej, skalowalnej infrastruktury informatycznej, aby zapobiec niespodziewanym zdarzeniom. Myśląc o przyszłości, polskie firmy wymieniają trzy kluczowe inwestycje:

  1. Infrastruktura 5G: 50%
  2. Gotowy hardware 5G: 44%
  3. Rozwiązania w zakresie cyberbezpieczeństwa: 41%Kluczowe inwestycje przyszłościDT Index zapytał również liderów biznesu o ich oczekiwania dotyczące przyszłości. I tak aż 32% film globalnych i 28% europejskich obawia się, że ich organizacje mogą nie przetrwać kolejnych lat. Wśród polskich liderów biznesu odsetek ten wynosi tylko 14%. Ten optymizm przekłada sie również na wyniki związane z mobilizacją organizacji do kreowania nowych modeli biznesowych – myśli o tym aż 79% firm globalnych I 72% europejskich – wśród polskich firm to nieco ponad połowa – 58%.

    Metodologia badania DT Index 2020

    W lipcu i sierpniu 2020 r. firma Dell Technologies nawiązała współpracę z niezależną firmą badawczą Vanson Bourne, która przeprowadziła badania wśród 4 300 liderów biznesu, od MŚP po korporacje w 18 krajach, tworząc globalny benchmark wskazujący na stan transformacji przedsiębiorstw. Vanson Bourne sklasyfikował działania biznesowe przedsiębiorstw w zakresie technologii cyfrowych, badając ich strategię informatyczną, inicjatywy związane z transformacją zatrudnienia i wydajnością w odniesieniu do podstawowego zespołu cyfrowych atrybutów biznesowych. Jest to trzecia odsłona DT Index (pierwsza pojawiła się w 2016 roku, druga w 2018 roku)

Wielka walka o ubój

Kwestia zakazu uboju rytualnego rozpaliła dyskusję pomiędzy przedstawicielami branży mięsnej, którzy przekonują, że bez uboju religijnego zawali się polskie rolnictwo, a politykami, którzy twierdzą, że ubój taki ma marginalne znaczenie dla gospodarki. Naukowcy z ZOBSiE postanowili sprawdzić, kto ma rację. Wyniki okazały się zaskakujące.

Znaczna część zwierząt ubijanych w Polsce z przeznaczeniem na mięso przed samym uśmierceniem jest pozbawiana świadomości, aby oszczędzić im dodatkowego cierpienia. Jednak część zwierząt – z przyczyn religijnych – jest także zabijana przez poderżnięcie gardła bez uprzedniego pozbawienia świadomości. Ubój taki wiąże się z bardzo dużym cierpieniem zwierząt, ale – jak przekonują hodowcy bydła – jest opłacalny, ponieważ w zdecydowanej większości trafia na eksport. Nad problemem tym postanowili pochylić się parlamentarzyści i we wrześniu niemal jednogłośnie przegłosowali nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która zakazuje tego rodzaju uboju za wyjątkiem potrzeb grup wyznaniowych mieszkających w Polsce.

Mimo tego, że wcześniej temat uboju zwierząt bez pozbawienia świadomości był marginalny i występował jedynie na peryferiach oficjalnych raportów poświęconych eksportowi polskiego mięsa, od początku września kolejni politycy i przedstawiciele branż hodowlanych podają na jego temat dane niewiadomego pochodzenia i zupełnie nieprzystające do siebie szacunki liczbowe – tłumaczy Ilona Rabizo ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Naukowcy z Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych postanowili powiedzieć „sprawdzam” i przyjrzeć się liczbom podawanym w toku dyskusji nad ograniczeniem uboju bez ogłuszenia.

Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) podczas wywiadu radiowego wskazywał na to, że 40% eksportu polskiego drobiu to mięso pochodzące z uboju na cele religijne. Analiza odsetku ludności muzułmańskiej zamieszkującej kraje głównych kierunków eksportu polskiego drobiu wykazała, że zaledwie 5,5% eksportu stanowi mięso z uboju na cele religijne. Kosiniak-Kamysz zawyżył zatem wielkość takiego eksportu aż siedmiokrotnie.

Jeszcze bardziej pomylił się (bądź celowo wprowadził w błąd opinię publiczną) poseł PSL, Marek Sawicki. Szacował on wartość eksportu mięsa z uboju rytualnego na 20 mld złotych. Autorzy raportu na podstawie analizy danych GUS w odniesieniu do ostatnich 10 lat wskazują, że wartość eksportu produktów pochodzących z uboju rytualnego wynosi niespełna 1,5 mld. To trzynastokrotnie mniej niż twierdził poseł Sawicki.

Nie jestem szczególnie zdziwiony tym, że przedstawiciele branży mięsnej są w stanie aż tak zawyżać dane i opowiadać, że bez uboju rytualnego upadnie polskie rolnictwo – mówi Cezary Wyszyński z Fundacji Viva! – Wcześniej futrzarze odprowadzający rocznie zaledwie 10 milionów złotych podatków twierdzili, że bez nich zabraknie pieniędzy na program 500+, którego realizacja to ponad 40 miliardów złotych, a w 1997 r. gdy zakazywano przymusowego tuczu gęsi, przekonywano, że bez tego upadnie polska gospodarka. Te metody się nie zmieniają – dodaje Wyszyński.

Co więcej, dokładna analiza pokazała, że mimo tego, że w latach 2013-2014 obowiązywał w Polsce zakaz uboju rytualnego, w żaden sposób nie wpłynęło to na ówczesną produkcję drobiu.

Mógł mieć na to wpływ fakt, że w Europie Zachodniej aż w 80% przypadkach uboju halal stosuje się ogłuszanie przed uśmierceniem zwierzęcia. Jest to tzw. ubój miękki i pozostaje zgodny z religijnymi wytycznymi – tłumaczy Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – W Polsce sytuacja może wyglądać podobnie – dodaje Rawicki.

Badacze wskazują, że także Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego, wprowadzał w błąd polskich parlamentarzystów mówiąc, że udział wołowiny koszernej i halal w polskim eksporcie wynosi aż 70%. Liczby tej nie potwierdzają żadne dane ani analizy, a realny udział produktów pochodzących z uboju rytualnego w eksporcie wołowiny oscyluje wokół 20%.

Jednocześnie, jak zauważają autorzy raportu, wprowadzenie zakazu uboju bez ogłuszenia w Nowej Zelandii w 2010 roku nie spowodowało spadku produkcji mięsa drobiowego ani wołowego, a także spadku eksportu mięsa, a mięso uznawane za halal jest ciągle wywożone do innych krajów.

Być może prawdziwą motywacją dla której hodowcy drobiu podnoszą w tej chwili alarm jest fakt, że wprowadzenie ograniczenia uboju bez ogłuszenia wiązałoby się dla nich z dodatkowymi kontrolami służb państwowych? – zastanawia się Jarosław Urbański z ZOBSiE, jeden z autorów raportu. – Do tej pory w opracowaniach i raportach branżowych kwestia dotycząca wielkości produkcji koszernej i halal nie była szczególnie analizowana, czego należałoby się spodziewać w świetle obecnych deklaracji na temat rangi tego typu produkcji dla polskiego rolnictwa i gospodarki – dodaje Urbański.

Opublikowany przez ZOBSiE raport jest pierwszym raportem analizującym wpływ ograniczenia uboju bez ogłuszenia na polską gospodarkę.

Wierzę, że merytoryczna dyskusja nad wprowadzeniem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt powinna bazować na faktach, a nie na domysłach i myśleniu życzeniowym przedstawicieli branży mięsnej. Bardzo się cieszę, że wreszcie pojawiają się fakty, a w konfrontacji z nimi deklaracje niektórych polityków wyglądają naprawdę absurdalnie – mówi Mikołaj Jastrzębski z Fundacji Viva!

Przedstawiciele organizacji działających na rzecz ochrony zwierząt zaznaczają, że zamierzają przesłać raport do wszystkich parlamentarzystów, aby odczarować wielokrotnie zawyżane w debacie publicznej dane.

Priorytety i innowacje w czasie pandemii COVID-19 według marketerów

Isobar opublikował wyniki ekskluzywnego badania zrealizowanego wśród ponad 1350 szefów marketingu z całego świata. W specjalnej ankiecie oceniają oni ewolucję customer experience, która dokonała się w czasie pandemii COVID-19.

Badanie Isobar Creative Experience Survey wykazało, że 64% CMO „całkowicie lub umiarkowanie” zmieniło swoją strategię CX w odpowiedzi na kryzys COVID-19, a 1 na 5 „całkowicie” zmieniło swoje podejście. Wśród tych CMO, którzy zmienili swoją strategię, inwestycje w innowacyjne nowe produkty i usługi są najbardziej popularną strategią wśród przedsiębiorstw każdej wielkości i skali, przyjętą przez 45% wszystkich CMO i 49% CMO większych organizacji.

Z raportu wynika, że jesteśmy świadkami ciągłego rozwoju „Creative Experience” oraz zupełnie nowego podejścia do doświadczeń klientów. Publikacja opisuje pierwszą falę „Customer Experience” (CX) jako skupiającą się na usuwaniu barier, w świecie, w którym przez jedno kliknięcie (lub brak kliknięcia) marki mogą stać się coraz bardziej niezauważalne – i coraz bardziej niewidoczne.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • CMOs stawiają na innowacyjne wykorzystanie technologii (58%), kluczowego składnika budującego zróżnicowane doświadczenia klientów;
  • Commerce i e-commerce stały się wyraźnymi priorytetami;
  • 39% CMOs poświęciło commerce’owi więcej uwagi, a 36% wdrożyło podejście Direct-to-Consumer;
  • Kreatywne podejście (36%), innowacje (35%) i zdolności do tworzenia nowych produktów (33%) to 3 najważniejsze wymagania CMOs wobec agencji dostarczającej strategii CX;
  • Sztuczna inteligencja jest obecnie najczęściej wykorzystywaną nową technologią przez około 36% CMO, a jej udział w CMO dużych firm wzrasta do 50%;
  • Interfejsy głosowe i oparte na czacie wybierane są przez 29% i 28% szefów marketingu;
  • Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość również wkraczają do głównego nurtu (28 i 27%).

W czasie pandemii byliśmy i jesteśmy świadkami rozwoju niesamowitej kreatywności. Również w naszej ankiecie szefowie marketingu deklarują zaangażowanie i chęć zadbania o rozwój innowacyjności i kreatywności w swoich firmach. – Jean Lin, CEO, Creative, dentsu & Isobar Global Chairman

Raport stworzony przez zespół globalnych ekspertów Isobar w dziedzinie kreatywności i innowacji, zapewnia wgląd w strategiczny kierunek rozwoju współczesnej branży marketingowej oraz identyfikuje kluczowe narzędzia i technologie. Raport zawiera również studia przypadków globalnych klientów Isobar, m.in.: Cisco, KFC i Cadillac.

Susza nadal stanowi zagrożenie. Zwiększanie retencji wód to konieczność

13 października przypada Międzynarodowy Dzień Ograniczania Skutków Katastrof. Organizacja Narodów Zjednoczonych podnosi w ten sposób świadomość społeczeństwa na temat rosnącego ryzyka występowania negatywnych zjawisk naturalnych. Należą do nich m.in. susze, pożary i nawałnice, które obserwowane są również w Polsce. Ważne jest nie tylko reagowanie na ich skutki, ale także zapobieganie im. Szczególnie dużo każdy z nas może zrobić w obszarze gospodarowania wodą.

W Polsce wciąż występuje susza. Jak podaje Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, w dwunastu województwach obowiązują ostrzeżenia dotyczące suszy hydrologicznej (stan na 7 października 2020 r.)[1]. W miesiącach wakacyjnych na terenie wszystkich województw występowała susza rolnicza[2], a średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego, według raportów IUNG-PIB[3], pozostaje ujemna.

Skutki suszy z roku na rok są w Polsce coraz bardziej widoczne. Analizy przeprowadzane wiosną tego roku wskazywały na największe zagrożenie tym zjawiskiem od kilkudziesięciu lat. Nie zniwelowały go nawet wyższe sumy opadów w kolejnych miesiącach roku. Niedobory wody w pierwszej kolejności powodują problemy w rolnictwie, ale skutki suszy, np. w postaci pożarów, problemów w dostawach wody i energii czy wzrostu cen żywności, możemy odczuć wszyscy – mówi Anna Sawicka, ekspert ds. rozwoju strategii ekologicznej Banku Ochrony Środowiska.

Kłopoty związane z suszą są zarówno efektem mniejszych opadów, jak i niedostatecznej retencji. Dziś w Polsce magazynuje się około 6,5 proc. objętości wody, jaka w ciągu roku odpływa z naszych rzek. Warunki fizyczne i geograficzne Polski stwarzają jednak możliwość podniesienia tego wskaźnika do 15 proc.[4]

Wszyscy mogą przeciwdziałać problemowi

Skutki zmian klimatu są coraz bardziej odczuwalne. Wydłużające się okresy bez opadów przeplatają nawalne deszcze powodujące lokalne podtopienia. Dlatego tak ważne jest podejmowanie działań zmierzających do retencjonowania wody na wyższym niż dotychczas poziomie. – Postępująca urbanizacja sprawia, że kolejne obszary pokrywane są przez materiały nieprzepuszczalne. Wody opadowe w znacznej mierze trafiają do kanalizacji deszczowej, nie zasilając tym samym zasobów wód podziemnych. Konieczna jest popularyzacja inwestycji w infrastrukturę, która poprawi tę sytuację – wskazuje Anna Sawicka.

Powierzchnie nieprzepuszczalne, uniemożliwiające wsiąkanie wody opadowej do gruntu, są w głównej mierze bolączką miast. Dbanie o istniejące, a także tworzenie nowych parków czy skwerów, z uwzględnieniem zasad poszanowania zasobów wody, w następnych latach powinno stać się priorytetem. W ten sposób można poprawić równowagę wodną, a także ograniczyć efekt tzw. miejskiej wyspy ciepła, który zwłaszcza w miesiącach letnich jest dokuczliwy dla mieszkańców największych aglomeracji.

Warto zauważyć, że infrastruktura wodna może być tworzona nie tylko przez wyspecjalizowane podmioty, a pieniądze nie muszą stanowić bariery. Pozytywne efekty przyniesie zamiana przydomowego trawnika na łąkę kwietną oraz rezygnacja z brukowanego chodnika na rzecz tzw. eko-krat. To działanie proekologiczne, a jednocześnie niewymagające angażowania znacznych funduszy. Dodatkowo, w Polsce prowadzone są programy rządowe i samorządowe, w ramach których wspierane są przedsięwzięcia retencjonujące wodę. Jeden z nich to Moja Woda, realizowany przez Wojewódzkie Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Umożliwia on otrzymanie dotacji do 80 proc. wartości inwestycji (nie więcej niż 5 tys. zł). W ten sposób dopuszczalne jest sfinansowanie m.in. budowy podziemnego lub naziemnego zbiornika retencyjnego czy instalacji pozwalającej na wykorzystanie wód opadowych bądź roztopowych. Rozwiązaniem może być też wybór oferty komercyjnej w banku specjalizującym się w inwestycjach proekologicznych.

[1] https://wody.gov.pl/images/Pliki_do_pobrania/Sytuacja_Hydrologiczna_Raporty/Sytuacja_hydrologiczna_2020-10-07.pdf

[2] http://www.susza.iung.pulawy.pl/komentarz/2020,11/

[3] Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowy Instytut Badawczy

[4] https://wody.gov.pl/mala-retencja/retencja-korytowa/stop-suszy-retencja-korytowa-skuteczna-metoda-w-zwalczaniu-skutkow-suszy

Unia Owocowa w Estonii o polskim ogrodnictwie

14 października Estońskie Muzeum Narodowe w Tartu stanie się miejscem wymiany poglądów estońskich i polskich ekspertów branży ogrodniczej. „Wizja Estońskiego Stowarzyszenia Ogrodniczego” to konferencja skupiająca się na najważniejszych aspektach finansowych, produkcyjnych, klimatycznych i technologicznych sektora. Unia Owocowa, partner wydarzenia, wspólnie z przedstawicielami z całego sektora ogrodniczego przedstawi polskie sadownictwo podczas 7. edycji wydarzenia, tym razem pod nazwą „Estonia liderem w sadownictwie UE – jak osiągnąć ten cel? Polskie doświadczenie”.

Estońskie Stowarzyszenie Ogrodnicze jest wiodącą organizacją w Estonii, zrzeszającą instytucje edukacyjne i badawcze, producentów i dostawców. Producenci będący członkami stowarzyszenia produkują około 90% krajowej uprawy owoców, warzyw, kwiatów i sadzonek. Podczas nadchodzącego cyklu wykładów, to nasi rodzimi prelegenci zaprezentują estońskiej publiczności sytuację sektora w Polsce.

Wydarzenie online skupi się na ważnych w branży i poruszanych na szczeblu europejskim kwestiach, m.in. sposobach finansowania, problemach klimatycznych, czy rozwiązaniach ekologicznych i technologicznych. Raivo Külasepp, Prezes ESO, przedstawi uczestnikom obszary obecnych działań stowarzyszenia. Pozostali prelegenci przeprowadzą aktualny przegląd estońskiego ogrodnictwa. Porównując estońską i polską sytuację sektora, Waldemar Guba, dyrektor Departamentu Strategii i Analiz w MRiRW, opowie o wyzwaniach, które spotykają polskich plantatorów. Dr Paweł Krawiec (Horti Team) zaprezentuje rozwiązania w uprawie malin oraz borówek, a plantator Paweł Karpiński zwróci uwagę na techniki uprawy warzyw. Z kolei Dominik Woźniak z ramienia Unii Owocowej, w imieniu całej branży sadowniczej, skupi się na innowacyjnych sukcesach, stosowanych praktykach oraz perspektywach na najbliższą przyszłość.

– Polsko-estońska współpraca i wspólnie organizowana konferencja potwierdzają, że jesteśmy silnym i zauważalnym podmiotem na innych rynkach europejskich. Bardzo się cieszymy, że estońscy eksperci branży chcą poznać nasze doświadczenia i prowadzoną strategię. Konferencja będzie świetną okazją i platformą do wymiany poglądów i wiedzy – podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Eksperci Unii Owocowej zgodnie twierdzą, że współpraca organizacji reprezentujących branżę warzywno-owocową, a nie konkurencja, może przynieść długofalowe korzyści dla sektora.

Transmisję można obejrzeć na żywo: https://www.aiandusliit.ee/visioonikonverents-2020/online/. Z kolei nagranie dostępne będzie po wydarzeniu pod linkiem: https://www.aiandusliit.ee/visioonikonverents-2020/programm-2020/ .

Metale szlachetne wracają do trendu wzrostowego

Podczas piątkowej sesji złoto zyskało na wartości więcej niż 2%, a srebro ponad 5%. Wydaje się, że była to kluczowa sesja dla dalszych wzrostów, ponieważ tak dynamiczne dzienne wzrosty nie są częste. Metale szlachetne niezmiennie stanowią ciekawą inwestycję i ostatnia korekta była okazją do ich kupna.

Ostatni tydzień był bardzo dobry dla amerykańskiego rynku akcji – S&P 500 wzrósł 3,84%, a NASDAQ 100 4,18%. Sentyment na rynku poprawiły szybki powrót do zdrowia Donalda Trumpa oraz oczekiwania dotyczące kolejnego pakietu fiskalnego, aby wspomóc amerykańską gospodarkę w trudnych czasach pandemii.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała niewielki wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG w skali tygodnia zyskał na wartości 0,30%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zyskały 0,09%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 spadł o 0,30%, a mWIG40 wzrósł o 0,87%. Słabość polskiej giełdy w stosunku do zagranicy wynika między innymi z pogarszającej się sytuacji epidemicznej. Z pozytywów dzisiaj ma miejsce IPO Allegro, po którym Allegro stało się największą spółką na GPW.

W bieżącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona przede wszystkim na danych o nowych zachorowanych na świecie oraz na dalszych negocjacjach dotyczących Brexitu. W ostatnim tygodniu mieliśmy rekordy zachorowań w naszym regionie, co skutkuje nowymi obostrzeniami. Jest ryzyko dalszych ograniczeń w gospodarce, co może wpłynąć zwiększeniem niepewności na rynkach finansowych. Do czwartku (15.10.2020) muszą być zakończone negocjacje dotyczące umowy o wolnym handlu Wielkiej Brytanii z UE. Jeśli tak się nie stanie, to Boris Johnson może zerwać dalsze negocjacje. W piątek (16.10.2020) poznamy dane odnośnie sprzedaży detalicznej m/m w USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Cena mąki wzrośnie. To nieuniknione

W swojej ostatniej prognozie produkcji zbóż opublikowanej w dniu 30 września, Główny Urząd Statystyczny podał szacunki polskich zbiorów 2020. Wynika z nich, że produkcja pszenicy wyniosła prawie 12 mln ton (11,95) – to najwyższy zbiór od 5 lat!

– Jesteśmy już 2 miesiące po żniwach, które w tym roku były nieco opóźnione, ale przeprowadzone były szybko i sprawnie. Pogoda nie zepsuła jakości pszenicy (choć w południowej części kraju mamy nieco większy udział pszenicy paszowej – główny powód to podwyższony poziom mykotoksyn, porażenie fusariosą i problemy z niską liczbą opadania). Wydawałoby się, że przy tak dobrym zbiorze ceny powinny być niskie i stabilne. Jednakże tak się nie dzieje. Praktycznie cały czas od żniw ceny rosną i dziś cena pszenicy jest wyższa o przeszło 100 PLN, tj. ponad 20% więcej niż w połowie sierpnia bieżącego roku – mówi Krzysztof Gwiazda, Prezes Zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa, podawanych przez Zintegrowany System Rolniczej Informacji Rynkowej, cena pszenicy konsumpcyjnej jest dziś wyższa o przeszło 13% w porównaniu do tego samego okresu roku poprzedniego, roku suszowego, w którym zbiór pszenicy był przecież niższy od tegorocznego o ponad 6%.

Jednocześnie ceny mąki pszennej piekarniczej pozostają praktycznie bez zmian. Tak więc absolutnie nie odzwierciedlają tego co się dzieje z cenami surowca, który stanowi nawet do 80% kosztów produkcji mąki.

– Taka sytuacja nie może się utrzymać, należy spodziewać się silnych wzrostów cen mąki. Co więcej, aktualna sytuacja na światowym rynku pszenicy uprawnia do stwierdzenia, że jest to dopiero początek dalszych zwyżek – ocenia Krzysztof Gwiazda.

Dlaczego tak się dzieje? Główną (choć nie jedyną) przyczyną jest eksport i popyt na polskie zboża, w tym pszenicę, na rynkach europejskich oraz światowych. Ceny za pszenicę w Polsce są dziś pod bardzo silnym wpływem cen światowych i stanowią pochodną cen giełdowych – głównie giełd w Chicago i Paryżu – a te rosną. Notowania cen pszenicy na giełdzie w Chicago osiągnęły najwyższy poziom od 5 lat.

– Na giełdzie paryskiej (Matif) przebiliśmy magiczną cenę 200 EUR/t (wzrost o ponad 20 EUR od połowy sierpnia bieżącego roku), a do tego mamy względnie słabą złotówkę o kursie do euro w granicach 4,5 PLN – dodaje Prezes Zarządu Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego. – Zanotowaliśmy też znacznie mniejszą produkcję w Europie. Na przykład Francja zebrała prawie 10 mln t pszenicy mniej niż rok temu, mniej pszenicy wyprodukowano także w Rumunii, Bułgarii oraz w Niemczech.

Wszystkie te kraje są istotnymi eksporterami pszenicy, a mniejsza podaż pszenicy z tych rynków spowodowała znacznie większe zainteresowanie zakupami w Polsce oraz na Litwie i Łotwie.

Inny ważny powód wzrostu cen, to obawa o stan zasiewów pszenicy ozimej w Rosji, na Ukrainie, ale także ostatnio w USA. Brak opadów opóźnia znacznie siewy i oczywiście wschody już zasianej pszenicy. Nie bez znaczenia jest także rola inwestorów kapitałowych, różnej maści funduszy inwestycyjnych czy spekulacyjnych, które to poszukują miejsc, gdzie mogłyby zainwestować zarządzane przez siebie środki.

Istnieją oczywiście czynniki wewnętrzne, krajowe, które sprzyjają wzrostowi cen. I tu trzeba wymienić niechęć producentów do sprzedaży pszenicy w sytuacji wzrostu cen.

– Podaż jest marna, zaś oczekiwanie na dalsze wzrosty powszechne. Musimy pamiętać, że w minionym sezonie 2019/20 zanotowaliśmy drugi w historii największy eksport pszenicy z Polski – blisko 4 mln t. A licząc eksport wszystkich zbóż łącznie było to 6,95 mln t. To najwięcej w naszej historii. Tak więc magazyny rolnicze przed tegorocznymi żniwami opustoszały – mówi Krzysztof Gwiazda. – Niektórzy wiążą nadzieje na zahamowanie wzrostu cen z ograniczeniem popytu paszowego w związku z ustawą o zakazie uboju rytualnego. Ale musimy pamiętać, że zboża, a w tym pszenica, mają bardzo ograniczone zastosowanie w żywieniu bydła. Nie wiadomo też w jakim kształcie ostatecznie wspomniana ustawa będzie uchwalona. Być może będą wprowadzone długie okresy przejściowe. Co więcej, nie jest znane ostateczne stanowisko prezydenta, który może odrzucić ustawę lub znacznie spowolnić jej wejście w życie.

Ograniczenie popytu paszowego, jeśli nastąpi, prawdopodobnie będzie odsunięte w czasie (może nie mieć więc żadnego wpływu na bieżący sezon) i jednak ograniczony zakres, w tym szczególnie jeśli chodzi o pszenicę.

Ponadto potencjalne przyszłe nadwyżki pszenicy będą łatwo mogły być wyeksportowane. Potencjał i moce eksportowe istnieją i nie są zasadniczym ograniczeniem – samej pszenicy nasz kraj wyekspediował w rekordowym miesiącu blisko 650 tys. ton (marzec 2020) a łącznie wszystkich zbóż 990 tys. ton (także w marcu 2020) – łącznie drogą morską i lądową.

Podsumowując aktualną sytuacje, jeszcze raz trzeba wyraźnie podkreślić, że pomimo bardzo dobrego zbioru pszenicy w tym roku – ceny na polskim rynku są i będą kształtowane przez rynek światowy i kurs złotówki do euro.

Aktualnie nie widać zasadniczych przesłanek do spadku cen na rynku światowym, a co za tym idzie na rynku polskim. A to musi oznaczać droższą mąkę. Rentowność młynarstwa jest bardzo niska. Koszt surowca – ziarna pszenicy – to prawie 80% kosztu produkcji mąki. Nikt nie może sobie pozwolić na generowanie strat w dłuższym okresie. Kalkulacja jest prosta. Przy strukturze kosztowej produkcji mąki, gdzie koszty zmienne, czyli surowiec i energia, to dwie główne pozycje – lepiej ograniczyć przemiał i realizować tylko zamówienia, które dają choćby minimalną marżę.

Aktywność fizyczna wzmacnia odporność. Zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji górnych dróg oddechowych o 30 proc.

0

Regularne ćwiczenia są niezbędnym warunkiem dobrego stanu zdrowia i prawidłowej odporności. – Osoba, która ćwiczy regularnie, o 30 proc. rzadziej zapada na infekcje dróg oddechowych – podkreśla dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych. Aktywność fizyczna to także odpowiedź na choroby cywilizacyjne takie jak cukrzyca czy miażdżyca, a to one – mimo zagrożenia koronawirusem – są główną przyczyną zgonów w krajach rozwiniętych. Eksperci radzą więc, by nie porzucać ćwiczeń w sezonie jesienno-zimowym, tym bardziej że w siłowniach i klubach fitness obowiązuje rygorystyczny reżim sanitarny, który minimalizuje ryzyko zakażenia.

– Choroby związane z miażdżycą, takie jak zawał serca oraz udar, to dwie najczęstsze przyczyny zgonów, na trzecim miejscu lokują się nowotwory. One i pozostałe choroby cywilizacyjne, takie jak cukrzyca, nadwaga, hipercholesterolemia i nadciśnienie, są związane z niezdrowym trybem życia i mają związek z niedoborem wysiłku fizycznego. Polskie społeczeństwo jest w zasadzie w całości zagrożone przez brak tego wysiłku, który jest niezbędny do zachowania zdrowia – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych i medycyny sportowej, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ekspert podkreśla, że efekty dadzą tylko ćwiczenia wykonywane systematycznie.

– Pandemia to specjalna sytuacja, jednak wysiłek fizyczny jest potrzebny regularnie. Jakakolwiek przerwa przekraczająca dwa tygodnie ma niekorzystny wpływ na nasze zdrowie i naszą odporność – dodaje.

Badania naukowe prowadzone w czasie pandemii grypy AH1N1pdm09 wykazały, że regularny wysiłek fizyczny zmniejsza o około 30 proc. ryzyko zakażeń dróg oddechowych.

– Regularna aktywność fizyczna poprawia chemię naszego organizmu, szczególnie hormony, które powodują, że czujemy się lepiej, a to jest bezcenne dla naszego zdrowia psychicznego – mówi Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Świadomość w tym zakresie buduje ogólnopolska kampania edukacyjna „Ćwicz odporność”, w której aktywny udział bierze sześć sieci fitness: Zdrofit, Fabryka Formy, Fitness Academy, S4, Step One i My Fitness Place. Klienci tych sieci mogą nabyć pakiety, które będą skłaniać do regularnych ćwiczeń – nie tylko w klubach, ale też w ramach treningów online na platformie Yes2Move.com.

– Kluby fitness czy siłownie stają się centrami zdrowia, w których jesteśmy w stanie przeciwdziałać chorobom cywilizacyjnym i pomagać sobie w psychofizycznej kondycji w tym trudnym jesienno-zimowym okresie – dodaje Tomasz Groń.

W obiektach sportowych obowiązują podwyższone zasady sanitarne zgodne z aktualnymi wytycznymi GIS. Podstawowe wymogi to dystans społeczny w wymiarze 1,5 metra i częsta dezynfekcja rąk. Od 10 października na jedną osobę musi przypadać 7 mkw. w klubach znajdujących się w strefach żółtych, a 10 mkw. – w strefach czerwonych. Ponadto w obiektach sportowych niemal standardem jest klimatyzacja, która wymusza obieg powietrza i szybko je filtruje. Sale treningowe są wietrzone i dezynfekowane tak, żeby można było utrzymać odpowiednią sterylność urządzeń. Po ćwiczeniach wszyscy użytkownicy są zobowiązani do dezynfekcji urządzenia, aby chronić siebie i kolejnych ćwiczących.

– Podobne zasady dotyczące reżimu sanitarnego obowiązują praktycznie w całej Europie. W Anglii zaraz po tym, jak kluby zostały otwarte, zrobiono badania – na 8 mln wizyt było tylko kilkanaście przypadków z potwierdzonym COVID-19 – mówi dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Jak wskazuje dr Ernest Kuchar, tak niski odsetek odwiedzin klientów z COVID-19 w klubach fitness najprawdopodobniej ma związek z faktem, że w czasie gorszego samopoczucia z reguły rezygnujemy z treningów. – Osoba, której organizm walczy w danej chwili z koronawirusem, musi czuć się gorzej i zwykle nie ma ochoty na wysiłek fizyczny i wizytę w siłowni. To jest zachowanie instynktowne.

Zdaniem ekspertów, powołujących się na badania norweskich naukowców, obiekty sportowe, które przestrzegają aktualnych wytycznych GIS, są miejscem podwyższonego ryzyka epidemicznego. Jednak w klubach fitness czy na siłowni znacznie łatwiej niż w innych miejscach użyteczności publicznej można realizować wyśrubowane normy sanitarne.

Na rynku wynajmu przybywa mikroapartamentów. Chętnych przyciągają lokalizacja w centrum miast i funkcjonalnie urządzone wnętrza

Mikroapartamenty, czyli lokale o powierzchni 16–30 mkw., mogą być udostępniane wynajmującym zarówno na krótki, jak i na długi czas. Powstają one w budynkach o funkcji hotelowej, zwykle w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach w centrach miast. – To właśnie najważniejszy czynnik, który przyciąga wynajmujących. Drugim jest multifunkcjonalność takiego wnętrza – mówi Ewa Skibińska z grupy By Made, która realizuje taką inwestycję przy ulicy Legnickiej we Wrocławiu. Tego typu projekty przyciągają też coraz więcej inwestorów zainteresowanych bezpieczną lokatą kapitału.

Mikroapartamenty wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych, konkretnie z Nowego Jorku. Do Polski dotarły w 2013 roku. Pierwsza tego typu inwestycja została zrealizowana we Wrocławiu. Obserwujemy ciągły wzrost tego rynku. W samym Wrocławiu jest około 910 inwestycji tego typu realizowanych przez duże firmy deweloperskie. Kolejne znajdują się w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. Obserwujemy duże zainteresowanie tym formatem mieszkaniowym, zarówno ze strony deweloperów, jak i kupujących – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Skibińska, menadżer ds. marketingu w By Made Mikroapartamenty.

Wynajem kameralnych lokali w wysokim standardzie to propozycja głównie dla młodych ludzi rozpoczynających samodzielne życie, studentów, a także turystów. To alternatywa dla osób, którym zależy na małym lokalu, ale w bardzo dogodnej lokalizacji w centrum miasta. Mieszkańcy mikroapartamentów grupy By Made przy Legnickiej 60C będą mogli szybko dojść lub dojechać do pracy komunikacją miejską. Inwestycja znajduje się w ścisłym centrum miasta, tuż obok kompleksu biurowego Business Garden w centrum zachodniej strefy biznesu, na tyłach największej galerii handlowej we Wrocławiu.

Ten segment to odpowiedź na potrzeby użytkowników. Sytuacja mieszkaniowa się zmienia, mamy dużo singli, którzy poszukują wygodnych przestrzeni w centrum miasta, blisko miejsca pracy – mówi menadżer ds. marketingu w By Made Mikroapartamenty.

Ustawa o własności lokali rozróżnia dwa typy lokali – mieszkalne oraz o innym przeznaczeniu (niemieszkalne). Budowane mikroapartamenty należą do tej drugiej kategorii.

One realizowane są w budynkach aparthotelowych. To są budynki, które bardziej przypominają hotel niż typowe mieszkania – wyjaśnia Ewa Skibińska. – Są sprzedawane z 23-proc. stawką VAT, podczas gdy na mieszkania obowiązuje 8-proc. podatek. Przyjęło się, że mikroapartamenty są oferowane w opcji pod klucz, czyli z kompleksowym wykończeniem i wyposażeniem.

Jak podkreśla, w mikroapartamentach – mimo kategorii lokali niemieszkalnych – da się wygodnie mieszkać. Dlatego też mogą być przeznaczone zarówno na krótkoterminowy, jak i na długoterminowy wynajem. Wszystko zależy od projektu wykończenia. By Made stawia przede wszystkim na mobilność wnętrza.

Mamy tutaj albo jedną przestrzeń, która pełni funkcję wypoczynkową, jadalnianą, gdzie znajduje się też wydzielona łazienka, albo też dwa osobne pokoje, które są już wygodniejszą i bardziej mieszkaniową opcją dla użytkowników – mówi przedstawicielka dewelopera. – Multifunkcjonalność to klucz do sukcesu. Meble często są zaprojektowane tak, żeby były wygodne w składaniu, żeby przestrzeń w pomieszczeniu, które ma 18–20 mkw., była wygodna i mogła pełnić różne funkcje.

Budynki z mikroapartamentami często mają recepcję, strefy coworkingu, restaurację oraz inne części wspólne dla mieszkańców.

– Całość jest zautomatyzowana, użytkowanie nie wymaga klucza, tylko karty dostępu. Przed budynkiem zapewniamy miejsca postojowe oraz parking dla rowerów – wymienia Ewa Skibińska.

Tego typu inwestycje coraz częściej przyciągają też inwestorów, ponieważ oferują gwarantowaną stopę zysku w wysokości 7 proc. Kupują je głównie osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, które mają już doświadczenie na tym rynku. Zdarza się, że nabywają od razu kilka lub kilkanaście lokali. Inna grupa kupujących to osoby, które chcą bezpiecznie ulokować swoje oszczędności.

Najważniejszą rzeczą dla kupujących jest to, że mikroapartamenty mogą być produktem bezobsługowym. Można powierzyć zarządzanie nimi profesjonalnej firmie. Są to operatorzy, którzy podpisują z właścicielem umowę i zajmują się od A do Z jego mikroapartamentem, wypłacając co miesiąc stały zysk – mówi przedstawicielka dewelopera.

Mikroapartamenty o powierzchni 18,5 mkw. we Wrocławiu kosztują ok. 230 tys. zł netto z wykończeniem pod klucz. Budowa apartamentowca przy Legnickiej we Wrocławiu rozpoczęła się w czerwcu i będzie realizowana do końca 2021 roku. W budynku znajdzie się 129 mikroapartamentów inwestycyjnych o powierzchni od 16 do 30 mkw. Operator oferuje przyszłym właścicielom jeden z trzech pakietów zarządzania najmem do wyboru oraz pomoc doradców kredytowych i podatkowych.

Niemal 1/4 Polaków zmaga się z zaburzeniami psychicznymi. Stereotypy i negatywny język utrudniają im walkę z chorobą

Psychopata, wariat, świr, czubek – takie określenia odnoszące się do osób z zaburzeniami psychicznymi są powszechnie używane w potocznym języku, ale równie często przewijają się w social mediach, internecie, a nawet w publicznej debacie. – Takie słowa stygmatyzują i ranią tych ludzi – podkreśla dr hab. Katarzyna Kłosińska z Rady Języka Polskiego PAN. Mimo że z zaburzeniami psychicznymi zmaga się prawie 25 proc. Polaków, wciąż pozostają one tematem tabu, przedmiotem drwin i stygmatyzacji. Dlatego też przy okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego, ustanowionego przez WHO 10 października, ruszyła kampania edukacyjna „Wrażliwi na słowa. Wrażliwi na ludzi”, która ma zwracać uwagę na obraźliwe wyrażenia.

– Wzrasta świadomość dotycząca zaburzeń psychicznych. Wciąż mamy do czynienia z wielowiekowymi zaległościami, które prowadziły do społecznego odrzucenia, stygmatyzowania osób z tymi zaburzeniami. Z drugiej strony działania edukacyjne prowadzone w ostatnich latach powodują, że z coraz większym zrozumieniem mówi się o zaburzeniach psychicznych. depresja jest tego dobrym przykładem – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Sławomir Murawiec, członek zarządu i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Szacuje się, że na zaburzenia psychiczne cierpi około 8 mln dorosłych Polaków, z których co roku 1,5 mln trafia do szpitali psychiatrycznych. Jak pokazało ogólnopolskie badanie EZOP I (Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej), prawie co czwarty Polak (23,4 proc.) zmaga się z przynajmniej jednym zaburzeniem psychicznym. Najpowszechniejsza jest depresja – określana mianem epidemii XXI wieku – na którą cierpi ok. 10 proc. rodaków, ale do najczęstszych zaburzeń psychicznych zaliczają się też m.in. nerwice i zaburzenia lękowe, napady paniki, fobie społeczne i choroby takie jak schizofrenia.

Te liczby rosną z roku na rok, bo do coraz powszechniejszego występowania zaburzeń psychicznych wśród Polaków przyczyniają się też stres i szybki tryb życia. Według ubiegłorocznych danych ZUS generują one najwyższe wydatki na świadczenia związane z niezdolnością do pracy (15,8 proc. z 233,8 mln zł). Innymi słowy: najwięcej Polaków dostaje L4 właśnie z powodu zaburzeń psychicznych. Pomimo tego są one wciąż tematem tabu, a osoby cierpiące na nie borykają się ze społeczną stygmatyzacją.

– W potocznym języku przyjęło się opisywanie ich za pomocą takich określeń jak: ma nierówno pod sufitem, nie po kolei w głowie czy kuku na muniu itd. Te różne powiedzenia i frazeologizmy, które funkcjonują od wielu lat, utrwaliły obraz osoby z zaburzeniami jako odbiegającej od normy, z którą jest coś nie tak – mówi dr hab. Katarzyna Kłosińska, przewodnicząca Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN.

Stygmatyzacja i wykluczenia wynikają m.in. z braku zrozumienia specyfiki takich chorób. W efekcie utrwalił się stereotypowy obraz osób z zaburzeniami psychicznymi, na który składają się przekonania o ich nieprzewidywalności, mniejszej sprawności intelektualnej, agresywności czy niezdolności do świadomego kierowania swoim postępowaniem.

Do utrwalenia tych stereotypów przyczynia się język stosowany w social mediach, internecie, w debacie publicznej i środkach masowego przekazu. Ankiety przeprowadzone przez Fundację „Hej, Koniku!” wśród osób cierpiących na zaburzenia psychiczne pokazały, że do najbardziej obraźliwych określeń należą m.in.: psychopata/psychopatka albo wariat/wariatka.

– Język używany w debacie publicznej, mediach czy reklamach może być raniący i trudny dla osób ze spektrum zaburzeń psychicznych. Dlatego ważne jest to, w jaki sposób się wypowiadamy, warto zważać na słowa – podkreśla Tomasz Skrzypczak, dyrektor zarządzający Janssen Polska.

Pejoratywne i stygmatyzujące określenia, które pojawiają się m.in. w mediach, mają destrukcyjny wpływ na samopoczucie osób borykających się z zaburzeniami psychicznymi. Negatywny język i stereotypy nie tylko podcinają im skrzydła, ale też sprzyjają społecznej izolacji i utrudniają proces leczenia i radzenia sobie z chorobą.

– Język może budować nici porozumienia albo może je niszczyć. Intencja i sposób, w jaki mówi się o osobach z zaburzeniami psychicznymi, są niesłychanie ważne. Język może sprawiać, że takie osoby poczują się akceptowane, zrozumiane i włączane do społeczeństwa. Natomiast negatywny język może odrzucać, stygmatyzować i prowadzić do tego, że osoby z zaburzeniami psychicznymi czują się nierozumiane, gorsze, odrzucone, gdzieś poza nawiasem – wskazuje Sławomir Murawiec.

– Kampania „Wrażliwi na słowa. Wrażliwi na ludzi” ma na celu uwrażliwienie społeczeństwa na to, w jaki sposób się wyrażamy i jakich skrótów myślowych używamy w odniesieniu do osób z zaburzeniami psychicznymi. Zależy nam na tym, żeby każda taka osoba, oglądając telewizję czy poruszając się w sieci, czuła się bezpiecznie i nie czuła się stygmatyzowana – dodaje Tomasz Skrzypczak.

Kampania edukacyjna „Wrażliwi na słowa. Wrażliwi na ludzi” ruszyła 10 października z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego ustanowionego przez WHO. W jej ramach psychiatrzy oraz językoznawcy z Rady Języka Polskiego PAN opracowali specjalną publikację. Zwracają w niej uwagę na szkodliwość określeń takich jak np. „wariat”, „świr”, „psychiatryk”, „psychotropy” oraz wskazują zamienne, niestygmatyzujące formy językowe.

– Jest duża grupa potocznych słów odnoszących się do osób chorych psychicznie bądź z zaburzeniami psychicznymi, które naszym zdaniem zdecydowanie nie powinny być używane np. w artykułach prasowych. Ale zachęcamy, żeby nie używać ich też w prywatnych rozmowach – podkreśla dr hab. Katarzyna Kłosińska. – Jeżeli nie chcemy kogoś stygmatyzować, mówmy „osoba z zaburzeniem psychicznym” czy „osoba ze schizofrenią”, tak jak mówimy np. „osoba z niepełnosprawnościami”. Pokazujemy w ten sposób, że to jest osoba, że to jest człowiek, który ma jakąś cechę. Natomiast kiedy mówimy „schizofrenik”, pokazujemy tylko tę jedną cechę.

W ramach kampanii „Wrażliwi na słowa. Wrażliwi na ludzi” planowane są działania skierowane do różnych środowisk, które mają wpływ na kształtowanie języka, np. nauczycieli języka polskiego, dziennikarzy i agencji reklamowych, a także warsztaty edukacyjne przeznaczone dla osób z zaburzeniami psychicznymi i ich rodzin, uświadamiające rolę pozytywnego mówienia o swojej chorobie lub chorobie swoich bliskich. Organizatorami kampanii są Fundacja Pomocy Młodzieży i Dzieciom Niepełnosprawnym „Hej, Koniku!”, Rada Języka Polskiego, Polskie Towarzystwo Psychiatryczne oraz Janssen.

Polska branża meblarska walczy o nowe kierunki eksportowe. Szansą dla niej jest większa obecność na rynku amerykańskim i chińskim

Polska branża meblowa produkuje w 90 proc. na rynki zagraniczne i jest jedną z głównych gałęzi polskiego eksportu. Przez wybuch pandemii w marcu br. drastycznie spadły zamówienia, a więc i produkcja. Według danych NBP na spadek całego eksportu w II kwartale br. (o 11,6 proc.) duży wpływ miała obok branży motoryzacyjnej również branża meblowa. Lipcowe dane pokazały jednak wyraźny wzrost sprzedaży zagranicznej polskich producentów mebli. – Trzeba myśleć o nowych rynkach, takich jak Stany Zjednoczone, Chiny czy kraje z Półwyspu Arabskiego – mówi Michał Strzelecki z OIGPM.

– Polska branża meblarska jest w zasadzie oparta na eksporcie – 90 proc. naszej produkcji trafia na rynki eksportowe, około 10 proc. zostaje w kraju. Pandemia i zatrzymanie sfery handlowej na rynkach światowych spowodowały, że nasze fabryki się zatrzymały. Nie mieliśmy zamówień, nie mogliśmy sprzedawać mebli. Na szczęście pod koniec maja powoli na rynkach europejskich handel wrócił do tradycyjnych poziomów i w tej chwili można powiedzieć, że sytuacja wygląda dobrze – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Z danych OIGPM wynika, że w 2019 roku wartość sprzedaży polskich mebli wyniosła ok. 50,5 mld zł. Pierwsze dane po wybuchu pandemii i zamknięciu zagranicznego handlu wskazywały, że straty mogą być ogromne. Jeszcze w marcu i kwietniu eksperci oceniali, że spadek może sięgnąć 35 proc., a ograniczenia zamówień dotknęły 72 proc. firm. Najnowsze prognozy B+R Studio i OIGPM wskazują jednak na odwrócenie tej tendencji. W tym roku wynik produkcji sprzedanej może być o 2,5 proc. wyższy niż przed rokiem i wynieść 51,8 mld zł.

– Najbliższe miesiące dla branży to na pewno jeszcze duża niepewność. Dzisiaj nikt nie wie, co się wydarzy na jesieni, jak zareagują rynki na ponowną pandemię i wzrost liczby osób zarażonych. To duży znak zapytania, ale wierzymy, że zamknięcie rynków już nie nastąpi, a handel będzie działał w miarę normalnie. Pozwoli to naszej branży nadal się rozwijać, może nie tak dynamicznie, jak miało to miejsce w ostatnich latach, ale te wzrosty powinny zostać utrzymane – podkreśla dyrektor OIGPM.

Na poprawę sytuacji w branży wpłynęły trzy czynniki: szybsze niż prognozowano otwarcie handlu, większe inwestycje Europejczyków w wyposażenie mieszkań w konsekwencji rezygnacji z wakacyjnych wyjazdów oraz niski kurs złotego do euro. Branża widzi wyraźny wzrost zamówień, a partnerzy zagraniczni nie wykazują obaw co do zleceń.

Zdaniem OIGPM w celu odbudowy kondycji branży firmy muszą odbudować kapitały i wdrożyć rozwiązania zapobiegające podobnym kryzysom w przyszłości. Branży potrzebne są instrumenty pobudzające popyt krajowy i przede wszystkim zagraniczny.

– Szanse na zdobycie nowych rynków zawsze są, jest to tylko kwestia tego, czy jesteśmy dzisiaj na tyle otwarci i zdeterminowani, żeby na te rynki dalekie wychodzić. Rynki europejskie mamy opanowane i tutaj pewnie już nic więcej w dużym zakresie nie da się zrobić. Jednak trzeba myśleć o takich rynkach jak Stany Zjednoczone, Chiny czy kraje Półwyspu Arabskiego – wymienia ekspert.

Obecnie najwięcej polskich mebli trafia do Unii Europejskiej, przede wszystkim Niemiec. Polscy producenci mogliby zwiększyć swoją obecność w USA pośrednio dzięki trwającej wojnie handlowej z Chinami. Jak wskazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, przez nałożenie ceł w ubiegłym roku meble były jedną z kategorii produktów, których dostawy z Państwa Środka do USA zmalały (najbardziej siedzenia oraz ich części o ok. 20 proc., pozostałe meble i ich części – o 30 proc.).

– Bardzo dużo mebli trafiało do Stanów Zjednoczonych właśnie z rynku chińskiego. W tej chwili tych dostaw nie ma, część mocy produkcyjnych została przerzucona do takich krajów jak Wietnam, ale te gospodarki nie są na tyle wydajne, żeby sprostać temu popytowi. To olbrzymia szansa dla polskich firm, natomiast musimy mieć możliwość trafić na ten rynek – tłumaczy Michał Strzelecki.

Obecnie najtrudniejsza sytuacja dotyczy firm działających na rynku kontraktowym, w szczególności dostarczających meble na rynek HoReCa. Kondycja branży jest kluczowa z punktu widzenia polskiej gospodarki.

– Mamy ponad 29 tys. przedsiębiorstw meblarskich. To firmy mikro-, małe i duże, które zatrudniają ponad 200 tys. osób. Ten wpływ i oddziaływanie naszej branży na gospodarkę jest olbrzymi. Generalnie generujemy około ponad 2 proc. polskiego PKB, więc to pokazuje siłę i znaczenie polskich mebli – przekonuje dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Eksperci OIGPM i B+R Studio wskazują, że wyzwaniem dla firm mogą być kwestie kadrowe. We wrześniu wprawdzie 17 proc. firm deklarowało wzrost poziomu zatrudnienia w ujęciu rocznym, ale dalsze pozyskanie siły roboczej do zwiększenia potencjału produkcyjnego może okazać się dużym wyzwaniem.

Deepfake: Manipulacja coraz groźniejsza i bardziej zaawansowana. Sztuczna inteligencja może już spreparować wypowiedź nawet zmarłej osoby

Dynamiczny rozwój rozwiązań z zakresu uczenia maszynowego oraz algorytmów sztucznej inteligencji doprowadził do wytworzenia się nowej dziedziny nauki bazującej na technologii deepfake. Wykorzystanie zbiorów Big Data w zakresie przetwarzania i analizy informacji wizualnych oraz dźwiękowych pozwala wykorzystać inteligentne algorytmy do zautomatyzowanego procesu syntezowania zdjęć i mowy. Technologia pozwala m.in. generować obrazy oraz dźwięki imitujące brzmienie i wygląd znanych oraz nieistniejących osób.

– Analizujemy i łączymy coraz więcej danych, dzięki czemu można wytwarzać różnego rodzaju sztuczne dane. W Techmo zajmujemy się głównie syntezowaniem głosów, robiliśmy przymiarki takich komunikatów jak prezydent Obama mówiący w języku polskim. Tutaj jest bardzo duże pole do różnego rodzaju nadużyć. Łatwo wytworzyć komunikat audio znanej osoby i powiedzieć jej głosem coś, czego nigdy nie powiedziała. Wygenerowanie wywiadu z kimś, kto nie istnieje, nie jest w tej chwili żadnym problemem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. Bartosz Ziółko, prezes zarządu Techmo.

Mimo że technologia deepfake zrodziła się w internecie i jest powszechnie wykorzystywana m.in. do zamieniania twarzy aktorów w materiałach filmowych, jej potencjał wykracza daleko poza aspekty rozrywkowe. Wykorzystując zdobycze sztucznej inteligencji w procesie zautomatyzowanej obróbki danych wizualno-dźwiękowych, można syntezować sztuczne dane imitujące konkretne obiekty bądź odgłosy.

Firma Techmo wykorzystała tę technologię, aby usprawnić autorskie rozwiązania z zakresu syntezowania mowy. Inżynierowie sięgnęli po algorytmy uczenia maszynowego, aby wyszkolić sztuczną inteligencję w procesie imitowania mowy wskazanego użytkownika. Dzięki temu firma może tworzyć personalizowane boty głosowe, które imitują brzmienie wybranej osoby. Algorytmy Techmo analizują dźwięki źródłowe dostarczone przez klienta i na tej podstawie tworzą profil syntezowania danego głosu.

– Technologia deepfake potrzebuje danych i algorytmów. I obie te części w ostatnich latach nabrały zupełnie nowych wymiarów, są dużo większe bazy zdjęć, nagrań wideo czy audio. To jest bardzo szybko rosnąca branża. Są też różnego rodzaju algorytmy oparte na sieciach neuronowych, temu trendowi sprzyja też coraz silniejsza architektura komputerów, coraz większe możliwości przetwarzania danych – zauważa ekspert.

Potencjał tej technologii docenili także inżynierowie firmy Nvidia. Zaprojektowali narzędzie Maxine, które jest zdolne do generowania obrazów typu deepfake na potrzeby wideorozmów. Oprogramowanie analizuje obraz z kamery komputerowej i w czasie rzeczywistym przetwarza go w taki sposób, aby rozmówca wyglądał jak najkorzystniej podczas rozmowy. Algorytmy potrafią przeskalować stream do wyższej rozdzielczości, zwiększyć płynność nagrania, a nawet obrócić twarz w taki sposób, aby rozmówca mówił prosto do kamery.

O krok dalej poszli twórcy aplikacji Avatarify, która umożliwia użytkownikom Skype’a, Zooma oraz Slacka wcielenie się niemal w dowolną osobę podczas rozmowy. Oprogramowanie analizuje obraz przechwycony przez kamerę i wykorzystuje dane analityczne opisujące ruchy mimiczne rozmówcy w procesie animowania statycznego obrazu. Tym samym zasilając bazę danych aplikacji dowolnym zdjęciem, można wcielić się w zilustrowaną postać.

– Siła mediów jest duża, a fałszywe komunikaty mają silne oddziaływanie. Pod kątem reklamowym i kreowania światopoglądu jest duże pole do popisu, komercjalizowalność tego typu technik jest spora. Czasami łatwiej wygenerować nieprawdziwe treści, niż tworzyć prawdziwe, za którymi trzeba chodzić, analizować i odpowiednio przygotować. Są też inne zastosowania, jak np. generowanie wypowiedzi osób już nieżyjących. To mogą być zarówno osoby, które niedawno zmarły, a jest planowana kontynuacja serialu, czy jakiejś gry, mogą to być też komunikaty osób historycznych – wymienia Bartosz Ziółko.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

Polskie firmy dostrzegają wpływ innowacji na przychody i wzrost liczby klientów. Potrzebne są zwłaszcza szybsze sieci i digitalizacja procesu zarządzania

W Polsce tylko co trzecia firma należy do grona innowacyjnych i najczęściej dotyczy to dużych przedsiębiorstw. Zmiany technologiczne są jednak opłacalne. Firmy dostrzegają wpływ innowacji m.in. na przychody i przyrost bazy klientów. – Aby szybko i sprawnie transformować się w obecnych czasach, potrzeba nam coraz lepszych, wydajniejszych sieci – podkreśla Juliusz Brzostek z NASK. Technologią, która ma zapoczątkować nowy etap cyfrowej rewolucji w polskich firmach, będzie sieć 5G.

– Aby szybko i sprawnie transformować się w obecnych czasach, potrzeba nam coraz lepszych, wydajniejszych sieci. Dlatego konieczne są implementacje kolejnych rozwiązań, standardów, które będą zapewniały lepszą, bardziej przepustową, szybszą komunikację, bo dopiero na tej warstwie można budować usługi i poprawiać jakość funkcjonowania biznesów, ale także jakość życia obywateli – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Juliusz Brzostek, dyrektor ds. cyberbezpieczeństwa w Państwowym Instytucie Badawczym NASK

W Polsce w ciągu ostatnich trzech lat blisko 35 proc. firm było aktywnych innowacyjnie, pracując nad ulepszaniem swoich produktów bądź procesów – wynika z trzeciej edycji badania PARP „Monitoring innowacyjności polskich przedsiębiorstw”. W gronie firm innowacyjnych przeważają te duże, które najczęściej same ponoszą koszty wdrażania zmian. W ocenie przedsiębiorstw główne korzyści z wdrażania innowacji to lepsza obsługa klientów i umiejętność dostosowania się do ich wymogów oraz poprawa jakości wyrobów i usług, co umożliwiło zdobycie nowych klientów.

– Transformacja cyfrowa jest bardzo istotnym procesem rozwoju każdego przedsiębiorstwa – mówi ekspert z NASK. – Każda firma, która zdecyduje się na wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, będzie pierwsza w dziedzinie, która się rodzi, bądź ma pierwsze wdrożenia, może liczyć na zdecydowaną przewagę względem tych, które będą wchodziły później. Oczywiście jest również pewne ryzyko, bo będąc pierwszym, można popełnić znacznie więcej błędów. Czasami lepiej być jednak tym pierwszym, bo zysk z bycia liderem rozwiązań jest znacznie większy.

Jak wynika z badania PARP, 44 proc. firm ocenia, że technologie ICT mają duże lub bardzo duże znaczenie zarówno w procesie przygotowania, jak i testowania innowacyjnych rozwiązań. Przedsiębiorstwa, które prowadzą działalność innowacyjną, dość szeroko je wykorzystują. 60 proc. z nich korzysta z oprogramowania zbierającego dane o sprzedaży. Na drugim miejscu jest chmura obliczeniowa, z której korzysta 27 proc. firm. Co czwarta firma używa też kanałów elektronicznej komunikacji do wymiany informacji z dostawcami i odbiorcami, natomiast 17 proc. stosuje oprogramowanie typu ERP lub CRM.

– Aby firma mogła skutecznie się rozwijać, potrzebuje nowych rozwiązań, technologii, doskonalenia swoich produktów i usług. Dostarczenie takiej technologii, która daje większe możliwości, otworzy również szanse na zaoferowanie lepszych produktów. Jednocześnie wielu konsumentów i odbiorców, którzy ostatecznie będą korzystali z tych nowych produktów i usług, jeszcze w tej chwili nie jest świadomych, jakie korzyści owa technologia może im przynieść. I będzie to niewątpliwie dłuższy proces – mówi Juliusz Brzostek.

– Z opublikowanej przez Ministerstwo Rozwoju „Strategii produktywności w Polsce 2030” jednoznacznie wynika, że czynnikiem niezbędnym do wzrostu produktywności naszego przemysłu jest zastosowanie różnego rodzaju narzędzi informatycznych, czyli digitalizacja zarówno procesów zarządzania przedsiębiorstwami, jak i procesów produkcyjnych. Tak więc jeżeli chcemy się załapać na kolejną rewolucję przemysłową, to digitalizacja wszystkich procesów ma zasadnicze znaczenie – dodaje Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Technologią, która zapoczątkuje nowy etap cyfrowej rewolucji w polskich firmach, może być sieć 5G. Nowy standard telekomunikacyjny ma napędzić innowacyjność całej gospodarki. Umożliwi tworzenie nowych modeli biznesowych i upowszechnienie na dużą skalę usług takich jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy inteligentne miasta. Jak wynika z opublikowanej w 2018 roku „Strategii 5G dla Polski”, wdrożenie sieci nowej generacji wygeneruje w naszym kraju dodatkowe przychody w wysokości 13 mld euro rocznie do 2025 roku, głównie w takich sektorach jak finanse, motoryzacja i transport publiczny, opieka zdrowotna czy energetyka.

Z raportu Accenture „5G Economic Impact – Poland” wynika, że wprowadzenie 5G w Polsce do 2028 roku ma przyczynić się do wzrostu PKB o 62,3 mld zł (czyli o 1,2 proc.) i do powstania 98 tys. nowych miejsc pracy. Największym beneficjentem wdrożenia sieci 5G na szeroką skalę ma stać się branża motoryzacyjna.

– Dzisiaj czeka się na samochód, bo produkuje się go pod konkretne potrzeby zamawiającego klienta. Niewiele aut jest na składzie i najczęściej są to te, z których ktoś zrezygnował. Ten przemysł, który chcemy modernizować, musi się nauczyć inaczej funkcjonować, a technologie informatyczne są podstawą do tego, aby można było wykonać ten skok – mówi Wiesław Paluszyński. – Nasze przedsiębiorstwa muszą nauczyć się produkować nie na skład, na magazyn, ale zgodnie z zapotrzebowaniem klienta.

Inwestycje infrastrukturalne w Polsce – co z transportem publicznym, koleją i CPK?

Inwestycje publiczne – nie tylko w naszym kraju – są jedną z recept na wychodzenie z kryzysu gospodarczego. Dzisiaj spodziewamy się bardzo dużych środków, które trafią do Polski w ramach funduszu odbudowy z Unii Europejskiej. Czekamy także na nowy budżet unijny. Pieniądz publiczny jest więc pewniejszy od pieniądza prywatnego. W sektorze prywatnym miały już miejsce cięcia inwestycji, a spodziewanych jest ich jeszcze więcej. Podobnie, mimo sporych oszczędności, sytuacja wygląda w samorządach. W kolejnych latach także należy spodziewać się tu cięć. Istnieje obawa, że dotkną ona także transport publiczny. Biorąc pod uwagę, że przez kilka ostatnich lat udało się odbudować zaufanie do tego sektora, powinien on zniknąć spod tego noża. Tymczasem w Krakowie ogłoszono decyzję o podwyżce cen biletów. Choć w Warszawie nie została ona zapowiedziana – prawdopodobnie w przyszłym roku czeka nas cięcie rozkładu. Jeśli chodzi o transport kolejowy – został on póki co uratowany przez pieniądze z funduszu antycovidowego w budżecie, który obejmuje ponad 900 milionów złotych. Wypłacano także środki za ulgowe przejazdy pociągami studentów i uczniów, które się nie odbyły.

– W spółkach przewozowych nie ma groźby utraty płynności i podnoszenia larum – mimo obaw odnośnie wprowadzenia obostrzeń jesienią, np. co do liczby podróżnych. Oznaczałoby to mniejszą sprzedaż biletów i konieczność dopłacania kolejnych środków do transportu – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Wydaje się, że rząd obrał dobrą drogę działań. Póki co nie zgadza się na propozycję zachęcania do powrotu do autobusów i pociągów przez zniesienie podatku VAT i większe promocje cenowe, np. w popularnym Pendolino. Dzisiaj pociągi te nie są wypełnione po brzegi. Tymczasem trwa oczekiwanie na zatwierdzenie przez Komisję Europejską pomocy publicznej dla polskich lotnisk. Niemniej 142 miliony są niewystarczające – przy stratach, które sięgają zapewne już ponad 500 milionów złotych. Część lotnisk dostała jednak wcześniej dofinansowanie ze strony właścicieli, np. samorządów. Wprowadzono także cięcia płac i innych kosztów, aby utrzymać się na powierzchni. Kilka sygnalizuje niestety, że mogą być postawione przed koniecznością złożenia wniosków o ogłoszenie upadłości. W tym kontekście często pojawia się pytanie o celowość realizacji wielkiej inwestycji, jaką ma być Centralny Port Komunikacyjny. Na razie jest ona tylko w planach, bo prace budowlane nie zostały jeszcze podjęte. Być może dobrze byłoby poczekać na wyjście z kryzysu lotniczego. Wtedy należałoby policzyć, jak będzie wyglądał ruch – jaki będzie miał charakter i z jakich kierunków będzie się odbywać. Chociaż oficjalnie nie zostało to powiedziane, przesunięcie tej inwestycji będzie nieuniknione. Rok 2027 jest nierealną datą, jeśli chodzi o uruchomienie tego lotniska. Już teraz ma ono opóźnienie sięgające co najmniej trzech lat – ocenia Furgalski.

Tegorocznymi laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii zostali Robert B. Wilson i Paul Milgrom

Tegorocznymi laureatami Nagrody Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie ekonomii zostali Robert B. Wilson i Paul Milgrom.

Komentarze ekspertów centrum informacyjnego Tygodnia Noblowskiego Centrum Współpracy i Dialogu UW:

– Nagrodzone osiągnięcie w dziedzinie ekonomii jest sytuacją szczególną, która łączy osiągnięcia abstrakcyjne i teoretyczne z praktycznym zastosowaniem. W przeszłości badania dzisiejszych noblistów były przytaczane jako przykład ekonomii, która wydaje się mieć małe znaczenie dla rzeczywistości. Z drugiej zaś strony, miały one konkretne zastosowanie do przeprowadzania aukcji. W istocie osiągnięcia te i nowy rodzaj aukcji, który wprowadzili Robert B. Wilson i Paul Milgrom, zostały rzeczywiście wykorzystane w praktyce w Stanach Zjednoczonych i zyskały znaczenie m.in. w przeprowadzaniu publicznych aukcji częstotliwości telekomunikacyjnych. Dzięki temu udało się uzyskać dużo większe przychody dla państwa, a to obrazuje praktyczny rezultat ich zastosowania prof. ucz. dr hab. Michał Brzeziński, Katedra Ekonomii Politycznej, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

– Cała teoria stojąca u podstaw dorobku laureatów, próbuje wziąć pod uwagę, że osoby, które chcą wejść do aukcji mają swoje cele, podobnie jak osoby, które na niej sprzedają. Tegoroczni zdobywcy Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii rozwinęli ogromną część matematyki, która służy całej teorii gier, stanowiąc obszerną część ekonomii – prof. dr hab. Joanna Tyrowicz, Katedra Metod Ilościowych, Wydział Zarządzania.

– Pierwsza moja reakcja zdecydowanie zderzyła się z pytaniem czy samo odkrycie koresponduje z bieżącymi wyzwaniami. Jednak po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że uderzamy w formę organizacji rynku, która będzie rosła w siłę z uwagi na to, że zmianie ulega struktura samych rynków – od tych scentralizowanych do zdecentralizowanych. To wszystko wiąże się z tym, że sami stajemy się konsumentami, współudziałowcami i współtwórcami usługi. To są właśnie te elementy, które w dużej mierze dotykają charakterystyki aukcji dr Grzegorz Tchorek, Katedra Gospodarki Narodowej, Wydział Zarządzania UW.

– Komitet Noblowski nie po raz pierwszy zajął się aukcjami, gdyż parę lat temu nagroda również została przyznana za nowe pomysły dotyczące aukcji. Każdy wie, czym jest aukcja, natomiast to, dlaczego jedne z nich idą lepiej, a drugie gorzej i dlaczego są bardziej lub mniej trafne, nie każdy potrafi określić. Pewne aspekty organizacji aukcji mogą prowadzić do tego, że idzie ona lepiej w tym sensie, że daje uczestnikom motywację, żeby trafnie przewidywali i proponowali ceny – prof. dr hab. Tomasz Żylicz, Katedra Mikroekonomii, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii

W swoim testamencie Alfred Nobel nie wymienił nauk ekonomicznych jako dziedziny, w której miano nagradzać związane z nią osoby. Wyróżnienie powstało z inicjatywy Banku Szwecji i zbiegło się z trzechsetną rocznicą jego założenia. Od 1969 roku wyróżnienie przyznaje się rokrocznie. Pierwszymi zwycięzcami zostali Ragnar Frisch i Jan Tinbergen za „wkład w opracowanie modeli dynamicznych i ich zastosowanie do analizy gospodarczej”. Frisch jest uznawany za twórcę systemu rachunkowości narodowej, który odegrał znaczącą rolę w procesach planowania gospodarczego w Norwegii, natomiast Tinbergen to pionier w zakresie ekonometrii oraz stosowania metod statystycznych i matematyki w ekonomii.

Polska fundacja rodzinna – znamy wstępne założenia opodatkowania

Znane są już wstępne założenia dotyczące opodatkowania polskich fundacji rodzinnych. Fundacja ma być podstawowym narzędziem sukcesji dla średniego i dużego biznesu, a ustawa wchodziłaby w życie na początku 2022 r.

Efekt podatkowy dla beneficjentów fundacji ma być co do zasady tożsamy z efektem dla spadkobierców z pierwszej grupy podatkowej, którzy cieszą się neutralnością podatkową.

– Samo wniesienie aktywów funduszu właścicielskiego do fundacji rodzinnej byłoby neutralne podatkowo – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Tomczykowski, partner zarządzający w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Natomiast fundacja korzystałaby ze zwolnienia w podatku dochodowym od osób prawnych, a zwolnienie dotyczyłoby przede wszystkim otrzymywanych dywidend i także przychodów otrzymywanych z tytułu zbycia udziałów czy akcji.

Ministerstwo Rozwoju wraz z Ministerstwem Finansów upubliczniając informacje dotyczące koncepcji podatkowej zapowiedziały, że wstępny projekt nowych przepisów powinien być w całości upubliczniony już w październiku br. Natomiast ustawa wchodziłaby w życie na początku 2022 r.

Pozostały do rozstrzygnięcia jeszcze bardzo istotne kwestie związane z samą konstrukcją cywilno-prawną i ochroną interesów wierzycieli (dotyczy to m.in. świadczeń alimentacyjnych i zachowków).

– Beneficjenci, czyli osoby wskazane przez fundatora w akcie założycielskim lub regulaminie fundacji, które otrzymywałyby świadczenia pieniężne z fundacji rodzinnej, korzystałyby ze zwolnienia w podatku od spadków i darowizn, w takiej wysokości, w jakiej wpłacony został fundusz założycielski  – wyjaśnia Paweł Tomczykowski, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Natomiast nadwyżka ponad kwotę funduszu byłaby opodatkowana stawką wstępnie określoną na 19 proc., a to oznaczałoby wprowadzenie nowego progu podatkowego w podatku od spadków i darowizn.

Polscy studenci nauczą Europę przedsiębiorczości

W nowym roku szkolnym na licealistów czeka 7. edycja konkursu High School Business Challenge. Tym razem polscy uczniowie będą zdobywali wiedzę na temat biznesu, rywalizując ze swoimi rówieśnikami z Czech, Słowacji i Węgier. To największa tego typu inicjatywa w Europie, a stoją za nią studenci Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

High School Business Challenge jest konkursem biznesowym skierowanym do uczniów szkół średnich krajów grupy wyszehradzkiej: Polski, Węgier, Czech i Słowacji. Uczestnicy podczas 4 etapów konkursu mierzą się z prawdziwymi wyzwaniami biznesowymi, gdzie mają okazję sprawdzić swoją wiedzę, kreatywność i elastyczność. Zadania konkursowe oparte są na formule biznesowych case study, następnie uczestnicy prezentują wypracowane rozwiązania przed praktykami i teoretykami biznesu. Dzięki takiej formie konkurs oprócz rozwoju przedsiębiorczości wspiera rozwój kompetencji „jutra” przydatnych w życiu i dalszej karierze zawodowej takich jak: inteligencja społeczna, umiejętność pracy w zróżnicowanym zespole czy myślenia poza schematem i szukania nowych rozwiązań. W tym roku celem organizatorów jest poszerzenie wiedzy z tych obszarów co najmniej 10000 uczniów, uczestniczących w pierwszym etapie HSBC, i dotarcie do kolejnych 100 000 poprzez media społecznościowe.

Działania studentów skomentował dr hab. Piotr Wachowiak, Rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie „Konkurs High School Business Challenge wspieram od samego początku. Bardzo cieszy mnie jego dynamiczny rozwój. Projektowi, jak i mi osobiście, bliska jest misja kształtowania umiejętności przedsiębiorczych wśród młodzieży, pozwalają one dostosować się do dynamicznego otoczenia i realizować własne cele. Forma konkursu w odpowiedni sposób próbuje zaciekawić młodych ludzi przedsiębiorczością, bowiem stawia na praktykę i rozwiązywanie konkretnych problemów biznesowych” – zauważa.

Realizacja projektu na taką skalę możliwa jest dzięki wsparciu V4. Polskim studentom z Europejskiej Fundacji Przedsiębiorczości udało się pozyskać jeden z najwyższych grantów, przyznawanych przez Fundusz Wyszehradzki. Dzięki temu mogą zorganizować międzynarodowy konkursu, promujący przedsiębiorczą postawę wśród licealistów.

„W Funduszu Wyszehradzkim wierzymy, że edukacja kształtująca przedsiębiorczość jest siłą napędową przyszłego rozwoju i pomoże nam inspirować przedsiębiorców jutra. Zdecydowaliśmy się więc wesprzeć projekt High School Business Challenge realizowany przez Europejską Fundację Rozwoju Przedsiębiorczości wspólnie z partnerami wyszehradzkimi. Jeśli nasz region chce pozostawać konkurencyjnym, musimy inwestować w młodzież i doskonalić jej umiejętności z zakresu innowacyjności. Oznacza to, że musimy zachęcać do realnej zmiany mentalności w regionie w kierunku postaw przedsiębiorczych, a to zaczyna się od rozwijania ducha przedsiębiorczości od wczesnych etapów edukacji” – zwraca uwagę przedstawicielka Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego, Anna Adamczyk.

Europejska Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości to organizacja założona przez studentów Szkoły Głównej Handlowej, którym nie jest obca działalność społeczna. Misją fundacji jak i realizowanego projektu jest swoista praca u podstaw poprzez szerzenie wiedzy ekonomicznej oraz kształcenie kompetencji i umiejętności przydatnych w życiu codziennym jak i zawodowym. Jak podkreślają organizatorzy ich działania mają stanowić uzupełnienie wiedzy zdobywanej w szkole o część praktyczną. Dodają, że konkurs HSBC nie jest jedynym narzędziem jakie chcą stosować do podnoszenia świadomości ekonomicznej młodych Polaków i Europejczyków. O kolejnych planach będą informować wkrótce.

Istotne polityczne rozstrzygnięcia coraz bliżej

Ponownie odżywające nadzieje na wdrożenie znacznej pomocy fiskalnej w USA przyniosły ulgę rynkom akcji i kredytowym. Większość głównych walut zareagowała umocnieniem w parze z dolarem amerykańskim.

Wzrostom przewodziły waluty surowcowe, którym sprzyjało zwiększenie nadziei na szybsze ożywienie gospodarcze, gorzej radziły sobie natomiast jen i funt brytyjski. Ten ostatni walczy o stabilność, co nie jest łatwe, gdyż rynki niepokoją się stanem negocjacji w sprawie Brexitu. W krajach walut G10 krótkoterminowe stopy procentowe utrzymują się na minimalnych poziomach, rośnie też presja polityczna na zwiększenie pomocy fiskalnej. Wskutek tego krzywe dochodowości stają się coraz bardziej strome, gdyż inwestorzy uwzględniają fale emisji obligacji rządowych.

Różnica w sondażach między Demokratami a Republikanami na korzyść tych pierwszych zwiększa się, a perspektywa sporu wyborczego staje się coraz mniej prawdopodobna, stąd też w tym tygodniu uwaga inwestorów przenosi się z USA na Stary Kontynent, gdzie w środku tygodnia odbędzie się szczyt UE. Boris Johnson ogłosił, że data jego rozpoczęcia będzie swoistym „deadlinem” na osiągniecie porozumienia ws. Brexitu. Wtorkowe dane inflacyjne z USA również powinny skupić na sobie część uwagi ze względu na rozbieżność między sytuacją tam, gdzie dynamika cen nie odbiega istotnie od poziomów sprzed pandemii, a w strefie euro, gdzie inflacja bazowa ostatnio spadła do najniższego poziomu w historii odczytów.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w parze z euro pomimo pogorszenia się sytuacji pandemicznej w kraju i ogłoszenia nowych obostrzeń, które weszły w życie w sobotę. Podobnie jak innym kluczowym walutom regionu, złotemu sprzyjała poprawa rynkowego sentymentu i wzrost pary EUR/USD.

Zeszłotygodniowe spotkanie Rady Polityki Pieniężnej przeszło bez echa. Stopy procentowe pozostają bez zmian i nic nie wskazuje na to, żeby miały ewoluować w perspektywie najbliższych miesięcy czy kwartałów. Pod koniec tego tygodnia czeka nas publikacja danych o inflacji, jednak nie powinna mieć one znaczenia dla kształtowania się kursu złotego. Istotniejsze będą informacje z frontu walki z pandemią i ogólny sentyment rynkowy.

EUR

Euro w ubiegłym tygodniu doświadczyło odbicia, zyskując na poprawie sentymentu do ryzyka. Zaczynamy jednak dostrzegać narastające krótkoterminowe ryzyka dla tej waluty. Po pierwsze, liczba nowych zakażeń koronawirusem rośnie: właśnie przekroczyła poziomy obserwowane w USA. Konsekwencją są nowe obostrzenia, które będą miały przełożenie na sytuację gospodarczą strefy euro. Po drugie, „minutki” z wrześniowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego uwypukliły zaniepokojenie instytucji ryzykiem deflacji. Dyskusja ta nastąpiła jeszcze przed publikacją ponurych wrześniowych danych o dynamice cen. Rosną szanse na to, że EBC w grudniu zdecyduje się na większe rozluźnienie polityki pieniężnej. Ostatecznie długie pozycje spekulacyjne na euro po tym, jak osiągnęły pod koniec sierpnia rekordowe poziomy, zaczęły być redukowane jedynie w niewielkim stopniu. Podsumowując, dostrzegamy pewne ryzyko tymczasowego osłabienia euro w perspektywie najbliższych kilku tygodni.

USD

Najbliższe dni nie będą obfitowały w istotne publikacje z USA, stąd też dla dolara największe znaczenie powinna mieć polityka. Inwestorzy będą wypatrywali nowych sondaży, które pozwolą stwierdzić, jak prawdopodobne jest zwycięstwo Demokratów z na tyle dużą przewagą, żeby nie doszło do sporu wyborczego i żeby w 2021 roku pojawiła się dodatkowa pomoc fiskalna. W krótszej perspektywie nadal sądzimy, że prawdopodobne jest osiągnięcie kompromisu w kontekście pakietu fiskalnego przed wyborami, co też w coraz większym stopniu wyceniają rynki. Byłoby to jednoznacznie pozytywne dla walut rynków wschodzących, jednak wpływ na kurs EUR/USD jest trudniejszy do przewidzenia. Wracając do kwestii wyborów: Joe Biden obecnie utrzymuje przewagę rzędu ok. 9 punktów procentowych w ostatnim zbiorczym sondażu (poll of polls). Liderzy Demokratów dominują obecnie niemal we wszystkich kluczowych swing states.

GBP

Inwestorzy skupiają się obecnie na 15 października, czyli terminie wyznaczonym przez Borisa Johnsona na wycofanie się z negocjacji w sprawie Brexitu, jeśli do tego czasu nie uda się osiągnąć porozumienia. Sądzimy, że termin ten niemal na pewno zostanie odsunięty w czasie – z obu stron docierają pozytywne sygnały o postępie w negocjacjach. Wtorkowy raport o zatrudnieniu prawdopodobnie zostanie przyćmiony przez negocjacje na linii UE-UK tuż przed szczytem UE, jednak przyniesie kluczowe informacje o wpływie drugiej fali pandemii na rynek pracy. Inwestorzy będą również zwracać uwagę na jakiekolwiek zmiany w brytyjskiej strategii walki z koronawirusem w związku z silnym wzrostem liczby rejestrowanych nowych zakażeń w ciągu ostatnich kilku tygodni.

CHF

Frank szwajcarski zakończył ubiegły tydzień w niewielkiej odległości od poziomu, na jakim go rozpoczął w parze z euro, kolejny raz był jednak najlepiej radzącą sobie walutą safe haven.

Chociaż dane gospodarcze ze Szwajcarii w ostatnim tygodniu pozytywnie zaskoczyły, pokazując nieoczekiwany spadek stopy bezrobocia, wieści z kraju były w znacznej mierze negatywne. Podobnie jak w sąsiednich państwach, w Szwajcarii rośnie liczba zakażeń. W zeszłym tygodniu osiągnięty został niechlubny rekord – liczba nowych zakażeń przebiła marcowe szczyty. Te okropne wieści przyćmiły zarówno wspomniane dane makro, jak i przemówienie prezesa Narodowego Banku Szwajcarii (SNB), które było raczej uspokajające, ale nie wniosło wiele ponad to, co już wiemy. Kluczowym wnioskiem jest to, że działania SNB nie stanowią zagrożenia dla stabilności franka oraz że bank jest dość elastyczny, dostosowując się do warunków rynkowych.

Obserwując wzrost liczby infekcji koronawirusem, warto skupić się na wieściach z tego frontu, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii w tym tygodniu jest niemal pusty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Ebury na drugim miejscu w rankingu Bloomberga

Analitycy Ebury ponownie znaleźli się w gronie najdokładniejszych prognostów dla kluczowej pary walutowej EUR/USD, zajmując drugie miejsce w rankingu prognoz agencji Bloomberg w III kwartale 2020 r. Prognozy zespołu Ebury dla pary w tym okresie okazały się lepsze od prognoz 61 konkurencyjnych zespołów analitycznych, w tym także tych reprezentujących największe banki komercyjne i inwestycyjne świata.