Bankowość przyszłości będzie idealnie szyta na miarę. Tradycyjne banki mogą utracić dominującą pozycję na rynku

Bankowość przyszłości będzie idealnie szyta na miarę. Tradycyjne banki mogą utracić dominującą pozycję na rynku 1

Oczekiwania klientów bankowości elektronicznej skupiają się głównie na wygodzie i bezpieczeństwie. Te preferencje – w połączeniu z konkurencją ze strony fintechów i nowymi regulacjami, jak unijna dyrektywa PSD2 – zmuszają banki do rozwijania usług bankowości cyfrowej. Za kilka lat będzie ona bazować w większości na nowych technologiach, takich jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i big data, oraz trendzie otwartej bankowości. Oznacza on, że dostęp do rynku finansowego zyskają nowe, innowacyjne podmioty, które będą mogły zaoferować klientom lepiej dopasowane produkty i usługi.

– Pozabankowe możliwości rozliczeń i bankowość przyszłości będą jeszcze bardziej konkurencyjne i dostosowane do potrzeb klienta. Bankowość przyszłości będzie cechować otwartość, co oznacza, że już nie tylko banki, lecz także inne podmioty będą świadczyć usługi dotychczas zarezerwowane dla sektora bankowego. Otwartość oznacza także, że podmioty trzecie i konsumenci uzyskają dostęp do informacji, które umożliwią im porównywanie ofert banków. To przełoży się na możliwość skorzystania z lepszej oferty bankowej lub wynegocjowanie dużo lepszej oferty u aktualnego dostawcy usług bankowych – mówi agencji Newseria Biznes Michał Niedzielski, dyrektor działu wsparcia sprzedaży w Fiserv Polska.

Koncepcja otwartej bankowości jest powiązana z unijną dyrektywą PSD2, która na nowo reguluje rynek płatniczy, z uwzględnieniem cyfryzacji i rozwoju nowych firm. Podmioty trzecie będą mogły się komunikować z bankami poprzez otwarte API (otwarty interfejs programowania aplikacji), zyskując dostęp do danych zarezerwowanych do tej pory wyłącznie dla sektora bankowości (dane transakcyjne, informacje zgromadzone na rachunku bankowym). W praktyce banki staną się platformami, za których pośrednictwem fintechy będą mogły oferować klientom udoskonalone produkty i usługi finansowe lepiej dopasowane do ich potrzeb.

 Otwarta bankowość jest ogromną szansą na zbudowanie lojalności klientów i długofalowej przewagi konkurencyjnej. Z drugiej strony jest też zagrożeniem związanym z utratą klientów i udziałów w rynku – wskazuje Michał Niedzielski.

Jak wynika z tegorocznego badania „PSD2: Voice of the Consumer” firmy doradczej Deloitte, w Polsce około 5,2 mln klientów może zmienić bank z powodu unijnej dyrektywy PSD2 i nowych usług, które się dzięki niej pojawią na rynku finansowym.

– Z pewnością otwarta bankowość stworzy nowe produkty i nowoczesne usługi biznesowe. Będą one łączyły dotychczas świadczone przez banki tradycyjne usługi z usługami oferowanymi przez podmioty z sektora pozabankowego – mówi Michał Niedzielski.

Ekspert Fiserv Polska ocenia, że oczekiwania konsumentów e-bankowości skupiają się głównie na wygodzie i bezpieczeństwie. Dlatego musi ona im oferować łatwość obsługi, niezakłóconą dostępność, szybkość działania i gwarancję bezpieczeństwa. Konsumenci oczekują także usług, które są szyte na miarę i oferują dodatkowe możliwości personalizacji, tak aby mogli korzystać z usług bankowych jak, kiedy i gdzie chcą.

– Należy się spodziewać, że w przyszłości banki będą powszechnie wykorzystywać najnowsze technologie cyfrowe, uczenie maszynowe, zaawansowaną analitykę oraz sztuczną inteligencję. Klienci nowoczesnej bankowości będą używać przede wszystkim kanałów samoobsługowych, w których będą obsługiwani przez roboty i automaty wykorzystujące najnowsze technologie cyfrowe – mówi Michał Niedzielski.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „HASHfinanseprzyszłosci, czyli jak Polacy wyobrażają sobie swój bank w 2018 i 2028 roku”, przygotowanego na zlecenie Banku Millenium, polscy klienci są bardzo otwarci na innowacje i technologiczne ułatwienia w kontaktach z bankiem. Zdaniem 90 proc. w ciągu 10 lat własnoręczny podpis zostanie zastąpiony elektronicznym, a obsługa w większości oddziałów będzie automatyczna. 92 proc. sądzi, że za 10 lat założenie lokaty lub wzięcie pożyczki będzie się już odbywać z pomocą wirtualnej rzeczywistości. Ponad połowa uważa, że do banku czy bankomatu będzie można się logować odciskiem palca, komendą głosową lub spojrzeniem prezentującym tęczówkę oka.

Oczekiwania klientów, konkurencja ze strony fintechów oraz nowe regulacje zmuszają banki do rozwijania usług bankowości cyfrowej – to z kolei wniosek z tegorocznego raportu Digital Banking Maturity 2018, przygotowanego przez globalną firmę doradczą Deloitte. Na podstawie badania przeprowadzonego w 238 bankach i 10 fintechach z 38 krajów Europy i Bliskiego Wschodu, w tym Polski, eksperci stwierdzili, że jak na razie większość banków nie wychodzi poza cyfryzację tradycyjnych produktów. To oznacza, że banki oferują klientom w kanałach cyfrowych głównie te usługi, które wcześniej były dostępne w oddziałach. O ich konkurencyjności na rynku w przyszłości zdecyduje tzw. open banking, czyli otwarta bankowość i usługi pozabankowe (beyond banking). Polski sektor bankowy, który w tej chwili jest jednym z cyfrowych liderów, musi inwestować w otwartą bankowość, aby utrzymać się w europejskiej czołówce – wynika z prognoz Deloitte.

– Dla osób przywiązanych do tradycyjnej bankowości dobra wiadomość jest taka, że ona nie zniknie. Banki nadal będą oferować swoje usługi i produkty przez sieć placówek, jednak będą też zachęcać konsumentów do korzystania z kanałów samoobsługowych. A równolegle do bankowości tradycyjnej powstanie także nowoczesna, otwarta bankowość – mówi dyrektor działu wsparcia sprzedaży w Fiserv Polska.

80 proc. młodych naukowców chce zostać w kraju. Rozwój kariery na uczelniach blokują niskie zarobki i mała liczba ofert pracy

80 proc. młodych naukowców chce zostać w kraju. Rozwój kariery na uczelniach blokują niskie zarobki i mała liczba ofert pracy 2

Prawie 80 proc. młodych badanych naukowców chciałoby znaleźć zatrudnienie na polskich uczelniach lub w instytutach badawczych. Rozwój kariery w kraju hamują jednak mała liczba ofert pracy w sektorze akademickim, niskie zarobki oraz czasowe umowy o pracę. Dlatego zdecydowana większość bierze pod uwagę wyjazd za granicę, jeśli nie znajdzie satysfakcjonującej ich pracy. Pomóc to zmienić może Konstytucja dla Nauki.

Z badań, które przeprowadziliśmy w ramach „Projektu Naukowiec” finansowanego przez Komisję Europejską wynika, że 80 proc. młodych polskich naukowców chciałoby zostać w sektorze akademickim, czyli pracować na uczelniach i w instytutach badawczych. To jest ich największe marzenie, nie myślą wcale o wyjazdach za granicę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Wiśniewska, koordynator w obszarze „Działania Marii Skłodowskiej-Curie w programie Horyzont 2020”, koordynator w Centrum Informacji dla Naukowców EURAXESS.

Z raportu EURAXESS „Potrzeby i oczekiwania młodych naukowców związane z rozwojem zawodowej kariery naukowej” wynika, że zdecydowana większość, bo blisko 80 proc. młodych naukowców chciałoby przyczyniać się do rozwoju polskiej nauki. Jednak ponad 65 proc. rozważa wyjazd za granicę, jeśli nie znajdzie satysfakcjonującej ich pracy.

– Jest to dzwonek alarmowy. Powinniśmy rozważyć jakieś kroki, które powinny być podjęte. Młodzi naukowcy twierdzą, że są właściwie przygotowani do pracy za granicą. Nie boją się języka, bo uważają, że go znają, są też merytorycznie przygotowani do takiego wyjazdu i do podjęcia takiego wyzwania – ocenia Anna Wiśniewska.

Badanie wskazuje, że za największe bariery w rozwoju kariery na rynku krajowym młodzi naukowcy uważają małą liczbę ofert pracy w sektorze akademickim, niskie zarobki oraz czasowe umowy o pracę. Narodowy Kongres Nauki podaje, że Polska ma o połowę mniej pracowników nauki w porównaniu do liczby mieszkańców niż Wielka Brytania czy Niemcy – na 10 tys. mieszkańców mamy 20,7 naukowców. W Niemczech jest ich ponad 43, a Wielkiej Brytanii – 45. W Szwecji czy Finlandii wskaźnik wynosi ok. 70.

– Ofert w sektorze akademickim nie ma zbyt dużo. Co prawda światowe tendencje mówią o tym, że 90 proc. doktorantów i tak nie znajdzie pracy w sektorze akademickim i muszą jej szukać w sektorze nieakademickim, ale Polska pod względem liczby naukowców na liczbę mieszkańców jest poniżej średniej Unii Europejskiej – zaznacza przedstawicielka EURAXESS.

Młodzi wskazują też na trudności w pogodzeniu pracy akademickiej z życiem rodzinnym – wyjazdy naukowe i staże nie przewidują zazwyczaj wyjazdu z rodziną, a stosunkowo niskie zarobki powodują, że osoby, które mają na utrzymaniu rodzinę, szukają pracy w środowisku pozaakademickim.

Młodzi chcieliby mieć pracę stabilną, która pozwalałaby im na rozwijanie ich pasji naukowych. Mają bardzo wiele dobrych pomysłów, które chcieliby realizować, ale chcieliby również połączyć pracę z życiem prywatnym. To jest kwestia, która pojawiała się bardzo często w naszych badaniach – stabilna praca pozwalająca na rozwijanie pasji, ale jednocześnie na posiadanie rodziny – mówi Anna Wiśniewska.

Młodzi naukowcy narzekają na dużą hierarchię w środowisku akademickim, biurokrację i trudności we współpracy z będącą już na wydziale kadrą akademicką. Dla doktorantów problemem jest brak wsparcia w realizacji badań naukowych. Podkreślają, że często promotor zamiast stanowić wsparcie, jest obciążeniem.

– Młodzi naukowcy widzą kilka barier, ale tak naprawdę w badaniach przejawiały się dwie rzeczy. To przede wszystkim brak odpowiedniego finansowania nauki jako całości. Procent, który idzie na naukę z budżetu państwa, nie jest zbyt duży. Mamy europejskie fundusze strukturalne, które w tym pomagają, ale one służą finansowaniu różnego rodzaju grantów. Nie ma stabilizacji, bo nie wiadomo, czy ten grant się dostanie – wyjaśnia Anna Wiśniewska.

Druga kwestia to niskie zarobki. Badani podnosili, że często doktoranci albo pracują na uczelniach bez żadnego wynagrodzenia, albo jest ono niewielkie. Ten stan rzeczy ma zmienić Ustawa 2.0. o szkolnictwie wyższym. Zgodnie z rozporządzeniem resortu nauki od 1 stycznia wzrosną pensje na uczelniach publicznych. Podwyżki otrzyma blisko połowa nauczycieli akademickich, a najbardziej ten wzrost odczują m.in. adiunkci, asystenci, wykładowcy.

Z kolei doktoranci będą otrzymywać stypendium w wysokości ponad 2,3 tys. zł, a po ewaluacji w połowie studiów kwota ta wzrośnie do 3,6 tys. zł. brutto.

– Zmiana, która jest proponowana w ustawie 2.0, że wszyscy doktoranci będą mieli jakieś wynagrodzenie, jest bardzo słusznym posunięciem i krokiem w dobrą stronę. To jest to, co może ich zatrzymać w kraju. Może wtedy nie będą myśleli o wyjeździe zagranicznym – mówi Anna Wiśniewska. – Chociaż ja uważam, że powinni wyjeżdżać, bo rozwój kariery młodego naukowca bez wyjazdu zagranicznego nie jest pełny. Wtedy się nawiązuje kontakty, widzi rzeczywistość w innych ośrodkach, jak te badania są prowadzone, jak wyglądają procedury, poznają nowe technologie, nowych ludzi. Te wszystkie elementy są bardzo istotne.

Rośnie sprzedaż samochodów luksusowych w Polsce. Powstają dla nich SPA

Rośnie sprzedaż samochodów luksusowych w Polsce. Powstają dla nich SPA 3

Mniej więcej co siódmy nowy samochód rejestrowany w Polsce w 2017 roku był modelem marki premium lub luksusowej – wynika z danych KPMG. Pod względem sprzedaży najdroższych pojazdów gonimy Europę. Za tym podąża też rozwój usług premium na rynku okołomotoryzacyjnym. Nowym trendem jest np. SPA dla samochodów.

– Segment samochodów luksusowych i premium w Polsce w zeszłym roku odnotował rekord sprzedaży. W tym roku również mamy premiery nowych marek, które wchodzą do sprzedaży – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Zaborowski, prezes Gtechniq Polska, firmy działającej w branży autodetaling.

Z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że w 2017 roku zarejestrowano w Polsce ponad 486 tys. nowych samochodów (wzrost o blisko 17 proc. rdr.). Grudniowe badanie KPMG na temat rynku dóbr luksusowych wskazuje, że ponad 61 tys. spośród nich mogły stanowić auta marek premium, a samochodów marek luksusowych zarejestrowano niemal 200. Już co siódme nowe auto w Polsce jest sprzedawane przez markę premium, w Europie średnio co czwarte.

– Perspektywy rozwoju w najbliższym czasie są jak najbardziej obiecujące. To pokazują liczby sprzedanych nowych aut w segmencie luksusowym. Raport KPMG wskazuje na to, że rynek samochodów luksusowych i premium to 60 proc. całego rynku dóbr luksusowych, więc jeżeli to będzie się tak rozwijało jak w pozostałych krajach europejskich, to perspektywy są bardzo dobre – ocenia Michał Zaborowski.

Jak wynika z danych serwisu PremiumMoto.pl, marki premium notują wzrost siódmy rok z rzędu (tym razem blisko 24-proc., czyli szybciej niż cała sprzedaż na rynku motoryzacyjnym). Wszystkie badane przez serwis marki mogą się pochwalić rekordowymi wynikami, notując wzrosty między 15 a 33 proc. względem 2016 roku. Najchętniej kupowaną marką premium jest w Polsce BMW (blisko 16 tys. w 2017 roku), Mercedes Benz (ponad 15 tys.) i Audi (13 tys.). Do tych trzech marek należy ok. 70 proc. segmentu premium w naszym kraju. Szybko rośnie sprzedaż samochodów marki Infinity – w ubiegłym roku było ich 786, co stanowi ponad 45-proc. wzrost.

Sprzedaż aut luksusowych – według KPMG – mogła w ubiegłym roku sięgnąć 176 sztuk. Do luksusowych marek firma zalicza Maserati, Ferrari, Bentley, Roll-Royce, Aston Martin, Lamborghini, Lotus. Jak podaje KPMG, segment aut premium i luksusowych w ubiegłym roku był wart 12,3 mld zł, czyli o 17 proc. więcej niż w 2016 roku. Do końca 2021 roku jego wartość może osiągnąć poziom bliski 20 mld zł (czyli o 61 proc. więcej niż w 2017 roku).

Większa sprzedaż droższych samochodów to efekt rosnącej zamożności Polaków. Do kategorii osób najlepiej zarabiających KPMG zalicza 1,1 mln osób.

 Polacy się bogacą. Widać to choćby po samochodach, jakie do nas trafiają. Kiedyś były głównie używane, teraz w dużej mierze są to auta nowe. Obserwujemy również wzrost zainteresowania usługami dla nowych samochodów. Zasobność portfela sprawia, że również branża okołomotoryzacyjna w postaci producentów różnych preparatów, kosmetyków czy organizatorów szkoleń, jak również innowacji w tej przestrzeni, jest dynamiczna – przekonuje prezes Gtechniq Polska.

Stosunkowo nowym trendem na rynku okołomotoryzacyjnym jest auto detailing, czyli usługi zaawansowanej i profesjonalnej pielęgnacji samochodów.

 Kiedy kupujemy nowe auto, nasza historia okołomotoryzacyjna dopiero się zaczyna, ponieważ możemy zabezpieczyć wszystkie jego elementy zewnętrzne, które są narażone m.in. na działanie promieni słonecznych i chemii – mówi Zaborowski.

Pielęgnacja samochodów uznawana jest za dobro luksusowe, z których korzystają przede wszystkim posiadacze drogich aut. Za samochodowe SPA klient musi zapłacić jednorazowo od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Z oferty można zamówić ręczne mycie premium, renowację lakieru, ręczną aplikację wosków czy pranie tapicerki.

 Możemy zabezpieczyć wnętrze powłokami antybakteryjnymi, co ma wielkie znaczenie w przypadku alergików i osób spędzających bardzo dużo czasu w aucie. Naniesienie takich powłok sprawia, że bakterie nie mają tam środowiska dogodnego do rozwoju – wskazuje Michał Zaborowski. – To również dodatki, które poprawiają bezpieczeństwo podróżowania, czyli powłoki hydrofobowe na szybę. Sprawiają, że deszcz w złych warunkach pogodowych mknie przez szybę do góry bez potrzeby używania wycieraczek.

Możliwe jest też nakładanie specjalnych powłok kwarcowych lub ceramicznych, które zabezpieczają lakier przed zarysowaniem, działaniem promieni UV, soli oraz substancji zawartych w środkach myjących.

 Także kwaśne deszcze nie uszkodzą lakieru, co w przypadku samochodów luksusowych, których wartość przekracza milion złotych, ma ogromne znaczenie. Lakierowanie byłoby o wiele bardziej kosztowne i wiązałoby się z utratą wartości samochodu, aniżeli zrobione na początku zabezpieczenie, które może przed tym uchronić – przekonuje Michał Zaborowski.

Połowa Polaków zamierza ograniczyć spożycie mięsa. Żywność wegetariańska coraz bardziej dostępna

Połowa Polaków zamierza ograniczyć spożycie mięsa. Żywność wegetariańska coraz bardziej dostępna 4

Szkodliwość czerwonego mięsa dietetycy porównują dziś z negatywnym oddziaływaniem słodzonych napojów. Zbyt duża ilość tego produktu w codziennej diecie zwiększa ryzyko wystąpienia miażdżycy, otyłości oraz chorób nowotworowych. Już połowa Polaków zamierza zastosować się do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia i ograniczyć spożycie mięsa. Naprzeciw zmieniającym się zwyczajom kulinarnym Polaków wychodzą popularne supermarkety, które coraz częściej oferują żywność wegetariańską i wegańską.

Polacy pozostają narodem przywiązanym do mięsnego jadłospisu. Według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej rocznie spożywają ponad 78 kilogramów mięsa. Te preferencje żywieniowe pozostają w sprzeczności z wytycznymi dietetyków, którzy zalecają znaczne ograniczenie spożycia mięsa, zwłaszcza czerwonego i przetworzonego. Według Światowej Organizacji Zdrowia nadmierne spożywanie tych produktów zwiększa ryzyko wystąpienia takich chorób jak otyłość, miażdżyca oraz niektóre rodzaje nowotworów, m.in. jelita grubego, trzustki i prostaty.

– Czerwone mięso jest przez niektóre organizacje dietetyków na całym świecie stawiane obok puszek napojów gazowanych i wyrzucane z piramidy żywieniowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Otrębski, strategic partnership manager w kampanii RoślinnieJemy.

Całkowita rezygnacja z jedzenia mięsa nie jest konieczna ani rekomendowana, zawiera ono bowiem wiele cennych składników odżywczych. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem zaleca ograniczenie spożywania nieprzetworzonego mięsa do maksymalnie 750 gramów tygodniowo. Jak pokazują badania przeprowadzone na potrzeby kampanii RoślinnieJemy, już połowa Polaków zamierza zmniejszyć ilość spożywanego mięsa na rzecz produktów roślinnych. Wbrew stereotypom odpowiednio skomponowana dieta oparta przede wszystkim na warzywach i kaszach nie powoduje niedoborów składników odżywczych, a tym samym nie szkodzi zdrowiu.

– Najlepszym dowodem są badania przeprowadzone m.in. przez Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyków, które po szeregu wieloletnich badań stwierdziło, że dieta roślinna czy wegetariańska jest odpowiednia dla wszystkich na każdym etapie rozwoju, czyli także dla dzieci, niemowląt, karmiących matek oraz osób aktywnych fizycznie – mówi Maciej Otrębski.

Najrozsądniejszym sposobem przechodzenia na dietę roślinną jest stopniowe ograniczanie spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych. Zacząć można nawet od jednego bezmięsnego dnia w tygodniu. Dzięki temu możliwe jest nie tylko przyzwyczajenie organizmu do nowego sposobu odżywiania, lecz także spróbowanie bardziej radykalnych diet, takich jak wegetariańska lub wegańska. Taki sposób odżywiania nie wymaga obecnie rezygnacji z jedzenia na mieście, bo coraz więcej lokali gastronomicznych oferuje bowiem produkty i dania roślinne. Nie jest to również dieta kosztowna, bazuje bowiem na łatwo dostępnych produktach.

– W tym momencie produkty roślinne są o wiele bardziej dostępne w sieciach handlowych, np. w Biedronce, Lidlu czy Kauflandzie, więc nie musimy  się wybierać do specjalistycznych sklepów ekologicznych, które są często drogie. Możemy się zaopatrywać w jedzenie, które jest dla nas w pełni odżywcze w lokalnym sklepie – mówi Maciej Otrębski.

Zaletą diety roślinnej, oprócz benefitów zdrowotnych, jest także poszerzenie wyobraźni kulinarnej i wzbogacenie jadłospisu o nowe produkty. Brak mięsa lub jego ograniczona ilość wymusza szukanie alternatywnych dań i produktów żywnościowych, a tym samym poznawanie smaków innych niż te znane z tradycyjnej kuchni polskiej.

– Weganizm przestał być niszowy, a raczej stał się stylem życia. To nie jest już coś, co trafia do ograniczonej, niszowej grupy odbiorców. W tym momencie każdy zna kogoś, kto nie je mięsa i to nas trochę zachęca, ułatwia, poszerza nasze horyzonty i jest też zdrowe – mówi Maciej Otrębski.

Kropki kwantowe i asystenci głosowi będą standardem w najnowszych telewizorach. Na początku przyszłego roku do sprzedaży trafi nowa, rewolucyjna technologia

Kropki kwantowe i asystenci głosowi będą standardem w najnowszych telewizorach. Na początku przyszłego roku do sprzedaży trafi nowa, rewolucyjna technologia 5

Na rynku telewizorów trwa nieustanna pogoń za innowacjami. Najnowsze technologie, w jakie są wyposażane nowoczesne telewizory, to kropki kwantowe, dzięki którym możliwe jest bardzo wierne odwzorowanie kolorów. Już niebawem na rynku pojawi się jednak kolejna technologia, pozwalająca na uzyskanie jeszcze lepszego obrazu przy jednocześnie znacznie trwalszych diodach. Telewizory microLED zadebiutują już na początku 2019 roku. W międzyczasie producenci telewizorów mocno stawiają na komunikację na linii urządzenie – człowiek, inwestując we wspieranych przez sztuczną inteligencję asystentów głosowych.

– Najnowszą technologią montowaną w telewizorach, odpowiedzialną za jakość obrazu, jest Quantum Dot (kropki kwantowe – przyp.red.). Technologia pozwala na uzyskanie realistycznego obrazu, zobaczenia na telewizorze tego, co widział reżyser, co widziała kamera. Do tej pory było to niemożliwe –przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Maciejewski, dyrektor ds. rozwoju produktu TCL w Europie.

Kropki kwantowe to niewidzialne gołym okiem kryształki o wielkości kilku nanometrów, które potrafią absorbować, a potem wyemitować światło o różnych długościach fal. Telewizory wyposażone w powłokę wykonaną z kropek kwantowych są w stanie wyświetlić obraz z pełnym odwzorowaniem barw uchwyconych przez kamerę. Oznacza to, że filmy i seriale wyświetlane na takim telewizorze wyglądają dokładnie tak, jak widział je ich twórca.

– Kropki kwantowe pozwalają pokryć w całości zakres barw, który widzi nasze oko, czyli to światło, które jest odbijane przez słońce i które zobaczy kamera. Do tej pory sygnał wysyłany do telewizora zawierał bardzo ograniczone informacje o kolorze. Z kropkami kwantowymi możemy odtworzyć to, co widzi kamera, i to wszystko, co może odbić słońce – czyli naturalny obraz. Bez kropek kwantowych tego zrobić się nie da – tłumaczy Marek Maciejewski.

Pomimo pojawiania się na rynku coraz to nowszych technologii, takich jak organiczne diody elektroluminescencyjne (OLED), czy właśnie Quantum Dot, wciąż rozwijana jest technologia LED. W przyszłym roku Samsung planuje wprowadzić na rynek telewizor z technologią microLED, w której podobnie jak w technologii OLED, niezależnie rozświetlane są pojedyncze piksele na wyświetlaczu. Przy czym wykorzystywane w nowej technologii nieorganiczne diody microLED z azotku galu są znacznie trwalsze, mniej podatne na wypalenie i jaśniejsze niż ich organiczne odpowiedniki. Do tego mogą pobierać nawet o połowę mniej energii od telewizorów OLED.

Coraz bardziej zaawansowane technologie wyświetlania obrazu i podążająca za nimi chęć otrzymania jak najbardziej płaskiego ekranu sprawiły, że ewoluować musiała także technologia dźwięku. Na rynku pojawiły się soundbary, zapewniające dźwięk przestrzenny bez potrzeby rozstawiania w pokoju zestawu kina domowego. Firma JBL poszła o krok dalej i zintegrowała soundbar Sonos Beam z inteligentną asystentką głosową Alexa od Amazonu, dzięki czemu użytkownicy mogą kontrolować telewizor za pośrednictwem komend głosowych.

– Dzisiaj zmierzamy w stronę łatwości obsługi telewizora, powoli mamy rozwiązania komunikacji głosowej z telewizorem. Kiedyś mogliśmy do telewizora mówić, ale były to proste polecenia, dzisiaj telewizor zaczyna rozumieć nasze polecenia, możemy rozmawiać naturalnym językiem, dostajemy odpowiedzi. Telewizor staje się naszym głównym oknem na świat, może również zarządzać naszym kalendarzem, który mamy w telefonie, więc te telewizory powoli integrują się z całym cyfrowym światem, który nas otacza – twierdzi ekspert.

Coraz więcej producentów wprowadza do swoich telewizorów inteligentnego asystenta, który nie tylko rozpoznaje głos, lecz także uczy się nawyków językowych oraz preferencji każdego z użytkowników telewizora, dzięki czemu szybciej i sprawniej odpowiada na zapytania. Algorytmy mogą także wykorzystywać wyszukiwarkę Google, aby odpowiadać np. na pytania dotyczące obsady filmu, prognozy pogody czy wyników meczów. Coraz częściej, choć ciągle w ograniczonym zakresie, komunikować się z telewizorem możemy także w języku polskim, jak w przypadku telewizorów LG ThinkQ, czy TCL C76.

Analitycy MarketsandMarkets szacują, że w 2018 roku rynek kropek kwantowych osiągnie wartość niemal 2,6 mld dol. Do 2023 ma wzrosnąć do blisko 8,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 27 proc.

Według Grand View Research globalny rynek telewizorów Smart TV przekroczy w 2025 roku wartość 292 mld dol.

Naukowcy pracują nad innowacyjnymi substancjami organicznymi emitującymi białe światło. Mogą być o wiele tańszym źródłem światła

Naukowcy pracują nad innowacyjnymi substancjami organicznymi emitującymi białe światło. Mogą być o wiele tańszym źródłem światła 6

Polscy fizycy opracowują materiały luminescencyjne nowej generacji, które emitują białe światło o widmie ciągłym obejmującym praktycznie cały zakres widzialny. Taką właściwość mają tzw. białe fluorofory, które mogą się okazać przełomowym rozwiązaniem w dziedzinie organicznych diod luminescencyjnych (OLED). W odróżnieniu od dotychczasowych OLED-ów, w których białe światło wytwarza się poprzez złożenie emisji dwóch lub trzech różnych substancji (np. czerwonej, zielonej i niebieskiej), białe fluorofory są substancjami, w których biała emisja występuje na poziomie pojedynczej cząsteczki. Takie materiały emisyjne pozwolą znacznie uprościć konstrukcję oraz poprawić parametry i trwałość eksploatacyjną białych OLED-ów, a w efekcie także obniżyć koszty ich produkcji. 

– Białe fluorofory organiczne to substancje organiczne, które emitują białe światło. Ich podstawowa cecha, czyli emisja białego światła, jest czymś wyjątkowym w świecie substancji organicznych, dlatego że fluorescencja związków organicznych zazwyczaj charakteryzuje się określoną barwą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Jerzy Karpiuk z Instytutu Fizyki PAN.

Współczesna technika nie dysponuje materiałami, które mogłyby emitować światło białe w sposób nietermiczny, tj. bez rozgrzewania ich do bardzo wysokiej temperatury, rzędu kilku tysięcy stopni Celsjusza. Emisja nietermiczna, czyli wzbudzana światłem lub prądem elektrycznym luminescencja znanych związków nieorganicznych lub organicznych, pozwala uzyskiwać jedynie światło o określonej barwie, ponieważ jest wynikiem przejścia elektronowego między najniższym stanem wzbudzonym, a stanem podstawowym cząsteczki. Dzięki odpowiednio dobranej strukturze, cząsteczki białych fluoroforów mogą emitować fluorescencję nie z jednego, ale z dwóch stanów wzbudzonych o najniższej energii, co pozwala uzyskiwać szerszą spektralnie i obejmującą więcej barw emisję z jednego materiału.

Białe fluorofory umożliwią opracowanie materiałów luminescencyjnych nowej generacji.

– Uzyskanie tak szeroko emitujących materiałów, w których podstawowa jednostka jest pojedynczą cząsteczką, będzie niewątpliwie stanowiło przełom w dziedzinie materiałów luminescencyjnych. Szukamy takich cząsteczek, które będą w stanie emitować zarówno światło fioletowe, jak i zielone, niebieskie i czerwone, dając w efekcie praktycznie całe pokrycie obszaru widzialnego – mówi dr hab. Jerzy Karpiuk.

Współczesne diody OLED wykorzystują do generowania różnych barw matryce składające się z zestawów trzech subpikseli – emitujących światło zielone, czerwone i niebieskie. Światło białe wytwarza się poprzez zmieszanie emisji wszystkich subpikseli, co nie jest efektywne energetycznie. Opracowanie materiałów organicznych umożliwiających bezpośrednią emisję białego światła, pozwoli stworzyć OLED-y zużywające mniej energii i zapewniające wyższy wskaźnik oddawania barw.

– Poszukiwania organicznych substancji emitujących światło białe są prowadzone w wielu laboratoriach na świecie, z efektem jak do tej pory dość skromnym, dlatego że trudno jest opracować takie cząsteczki, których fluorescencja pokrywałaby się w dużej części z widmem światła słonecznego. Znalezienie takich właśnie układów z całą pewnością może stanowić rodzaj rewolucji w dziedzinie materiałów świecących, dlatego że te materiały będą wówczas pojedynczymi jednostkami zdolnymi do emisji światła białego – przekonuje dr hab. Jerzy Karpiuk.

W ramach Programu Badań Stosowanych NCiBR, polscy naukowcy z Instytutu Fizyki PAN poszukują związków organicznych, w których zachodzą procesy prowadzące do powstawania dwóch emitujących stanów wzbudzonych, a w efekcie do szerokiej spektralnie fluorescencji. Celem badań jest poznanie zależności między strukturą wybranych, nowo zsyntezowanych grup związków organicznych a ich właściwościami luminescencyjnymi, i na tej podstawie –optymalizacja struktury białych fluoroforów z punktu widzenia wydajności ich luminescencji.

– Materiałem, w którym pierwotnie odkryliśmy ten efekt, była cząsteczka mająca zupełnie inne zastosowania, produkowana w tysiącach ton na świecie, o nazwie lakton fioletu krystalicznego. Niestety, ta emisja nie jest zbyt wydajna, dlatego zdecydowaliśmy się podjąć badania, w ramach których poszukujemy struktur powiększających tę wydajność. Poszukujemy także takich struktur, w których zachodziłyby nieco inne reakcje w stanie wzbudzonym, które prowadzą do emisji białej fluorescencji – tłumaczy ekspert.

Analitycy z firmy badawczej MarketsandMarkets oszacowali, że wartość globalnego rynku OLED w 2023 roku wzrośnie do blisko 49 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15,2 proc.

Rozdrażnienie, kłopoty z koncentracją, bóle głowy? Nakarm swój mózg w pracy!

Już 40 lat temu naukowcy udowodnili, że istnieje ścisły związek między sprawnością intelektualną, a dostarczaniem organizmowi witamin i minerałów. Odpowiednie działanie mózgu jest ściśle związane z tym – co jemy. Właściwe odżywianie wpływa na naszą efektywność i zdrowie, a co za tym idzie zmniejsza ilość dni, kiedy przebywamy na zwolnieniach.

Pracodawcy w Polsce coraz częściej zwracają uwagę na zależność miedzy odżywianiem, a efektywnością i zdrowiem pracowników. Prowadzą kampanie prozdrowotne, promują ruch, zdrowe odżywianie wśród pracowników, wprowadzają zdrowe menu do stołówek pracowniczych. Czasami też wystarczy prosta rzecz – wymiana automatów vendingowych z niezdrowymi przekąskami na np. dostawy owoców czy innych zdrowych przekąsek. Według obliczeń firmy Dailyfruits specjalizującej się w dostawach owoców i warzyw do biur i zakładów pracy obecnie ok. 500 tys. pracowników firm korzysta z tego rodzaju benefitu.

Pracodawcy coraz częściej  zauważają, że działania zmierzające do poprawy stanu zdrowia pracowników się opłacają i wprowadzenie programów prozdrowotnych w firmach jest potrzebne –  także dla codziennego funkcjonowania w biurze” – podkreśla Jacek Kwiecień z firmy Dailyfruits.

Te słowa potwierdza dietetyk Dr Ewa Chojnowska: „Z mojego  wieloletniego doświadczenia  w pracy z pacjentami wynika, że większość Polaków podczas pracy nie myśli o tym, że nie tylko dla zdrowia, ale również efektywności,  koncentracji i   odporności należy regularnie, najlepiej w każdym posiłku dostarczać warzywa i owoce. To szczególnie ważne, kiedy nasz  układ nerwowy pracuje na „najwyższych obrotach”

Biuro to świetne miejsca, gdzie możemy łatwo i szybko sięgnąć po zdrową przekąskę w postaci owoców i dostarczyć sobie odpowiednią dawkę energii, szczególnie tej potrzebnej dla mózgu.

Jakie zdrowe przekąski w biurze mogą poprawić nasze samopoczucie?

Banany – to super pamięć !

Dieta bogata w te owoce wspomaga układ nerwowy. Średni banan zawiera niemal tyle samo magnezu, co garść orzechów. Pierwiastek ten bierze udział w dostarczaniu energii dla mózgu. To dlatego banany mają taki wpływ na pamięć i koncentrację.

Winogrona – świetne owoce do biura!

Usprawniają proces dotlenienia mózgu, wspierają spostrzegawczość i zwiększają chłonność umysłu. Oprócz potasu zawierają żelazo i magnez, który zmniejsza objawy stresu oraz witaminy z grupy B –  tak ważne dla sprawnego działania naszego mózgu.

Śliwki

Zawierają witaminy B1 i B3, które łagodzą objawy stresu i korzystnie wpływają na pracę umysłową.

Gruszki – Pomagają utrzymać równowagę psychiczną

Średniej wielkości gruszka zawiera 15% dziennego zapotrzebowania na miedź. Ten minerał wpływa na naszą zdolność uczenia się i zapamiętywania.

Mózg lubi orzechy

Koncentrację najlepiej wspomagają orzechy włoskie – pod tym względem biją na głowę orzechy laskowe. Ze względu na dużą ilość fosforu, który doskonale wpływa na działanie mózgu – orzechy polecane są dla osób, które dużo i intensywnie pracują lub uczą się. Są także dobrym źródłem magnezu, żelaza, cynku, wapnia i potasu.

Kiedy nasz układ nerwowy pracuje „na najwyższych obrotach” szczególnie ważne jest dostarczanie mu składników odżywczych oraz regularna porcja ruchu. Niestety, z najnowszego raportu Human Power „Mental Master” (badanie na 2300 osobach) wynika, że aż  63,3% respondentów je mniej , niż 0,5 kg warzyw i owoców dziennie, co odbija się na zdrowiu i samopoczuciu także w miejscu pracy. Ciągły stres, duża ilość zadań powoduje, iż zwiększają się oczekiwania pracowników wobec roli pracodawcy także w sferze dbania o zdrowie personelu i edukacji prozdrowotnej. – podsumowuje dietetyk, Ewa Chojnowska

Ujemne ceny energii w Polsce

Polskie elektrownie zawsze otrzymywały wynagrodzenie za dostarczany na rynek prąd. To się jednak zmieni. Od przyszłego roku mogą zdarzać się godziny, w których elektrownie dopłacą, aby móc produkować energię. Zmiany idą też w drugą stronę – o ponad 33 razy wzrośnie maksymalna cena prądu na giełdzie.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne przygotowały zmianę przepisów, w efekcie których znacznie rozszerzy się przedział cen na rynku energii elektrycznej. PSE proponują aby od przyszłego roku ceny wahały się od minus do plus 50 tys. zł/MWh. Dziś widełki cen na Rynku Bilansującym prądu wynoszą 70-1500 zł/MWh, nie przewidują więc w ogóle ceny ujemnej, a cena maksymalna jest kilkadziesiąt razy niższa od tej, która ma obowiązywać od 2019 roku.

Proponowane przez PSE nowe minima i maksima cenowe to efekt umowy polskiego rządu z Komisją Europejską. Bruksela zaakceptowała pomoc publiczną dla polskich elektrowni w postaci rynku mocy, pod warunkiem, że Warszawa uelastyczni handel prądem tak, jak ma to miejsce na wielu innych europejskich rynkach.

Podwyższenie maksymalnej ceny energii elektrycznej z 1,5 tys. do 50 tys. zł/MWh stworzy szanse na uzyskanie wysokich przychodów w sytuacji niedoborów mocy, ale powoduje także ryzyko, że jeżeli któraś z naszych elektrowni będzie mieć awarię, to będziemy musieli dokupić energię na rynku po bardzo wysokich cenach.

Wysokie ceny w okresie napiętej sytuacji na rynku energii sprawią, że firmom energetycznym bardziej opłacać będzie się inwestowanie w technologie wykorzystywane przy takich okazjach – wirtualne elektrownie (przenoszące zapotrzebowanie na moc u odbiorców energii), magazyny energii elektrycznej, akumulatory ciepła w elektrociepłowniach czy najprostsze rozwiązanie: dieslowskie agregaty prądotwórcze.

– Jest możliwe, że wtedy, gdy Kowalski będzie ładować swoje auto elektryczne, to on będzie na tym zarabiać, zamiast płacić za energię elektryczną – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Dopłaty zachęcą do PPK

Bez względu na to, jak pomysłodawcy będą nazywali PPK – to będą one adresowane do 11 milionów potencjalnych uczestników. Liczba ta nie stanowi jeszcze o powszechności – do OFE należy 16 milionów członków. Wprowadzamy PPK, które już u zarania niekoniecznie jest rozwiązaniem powszechnym, ponieważ zostawia poza swoim działaniem część obywateli. To nie zmienia faktu, że trzeba zastanowić się nad czynnikami sukcesu. Co zrobić, aby adresaci programu chcieli w nim uczestniczyć? W tym projekcie jest wiele dobrych pomysłów i postanowień. Przykładem jest automatyczny zapis wszystkich, którzy są zatrudnieni i opłacają składki na ubezpieczenia – pod warunkiem, że są w wieku do 55 lat. Jeżeli ktoś jest w wieku od 55 lat do 70 lat – będzie musiał złożyć wniosek. Każdy uczestnik będzie mógł odstąpić od PPK. Jak zachęcić osoby do pozostania w programie?

– Ustawodawca proponuje między innymi zachęty finansowe w postaci składki powitalnej z funduszu pracy – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Składka dla osób, którzy przystąpią w ciągu pierwszych 2 lat i pozostaną w ramach PPK, będzie wynosić 250 zł. Proponowane będą także dopłaty roczne – w tej chwili na poziomie projektowym będą one wynosić 240 zł. Kwoty te mogą się zwiększyć i mają skłonić uczestników do regularnego opłacania składek. Państwo zastosuje mechanizmy behawioralne – „dopłacimy, jeśli odłożysz środki”. Mimo wszystko, diabeł tkwi w szczegółachHistorie takie, jak z OFE, powodują spadek zaufania do instytucji grupowego dodatkowego oszczędzania. Z tym będzie bardzo trudno się zmierzyć. Trzeba zastanowić się i podjąć działania przekonujące ludzi do oszczędzania w ramach PPK. Musimy szukać sojuszników do oszczędzania, ponieważ cel jest jak najbardziej zbożny – dodał Wojewódka.

SMS marketing – jak zbudować własną bazę numerów?

SMS marketing – jak zbudować własną bazę numerów?SMS marketing to skuteczne, nowoczesne oraz tanie narzędzie, które chętnie wykorzystują firmy do prowadzenia swoich kampanii promocyjnych. Aby było możliwe przeprowadzenie skutecznych akcji reklamowych konieczne jest jednak posiadanie odpowiednio dużej bazy numerów telefonów klientów, na które możliwe będzie wysyłanie SMS-ów reklamowych. Jak szybko i sprawnie zbudować taką bazę?

Baza danych własna czy odkupiona?

O skuteczności danej kampanii reklamowej decyduje nie tylko korzystanie ze sprawdzonych i godnych zaufania narzędzi do wysyłki SMS-ów, do których należą rozwiązania dostępne na https://www.apifonica.com, ale także sposób kompletowania bazy danych odbiorców. Wiele firm idzie dziś niestety na łatwiznę i zniechęcone długim oraz skomplikowanym procesem budowania własnej bazy klientów decyduje się zakupić już gotową. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest jednak budowanie od podstaw własnej bazy klientów. Dlaczego?

Decydując się na systematyczne gromadzenie numerów telefonów oraz informacji o naszych klientach zyskujemy bowiem pewność, że nasze działania nie spotkają się ze sprzeciwem odbiorców. Bardzo często w przypadku odkupienia już gotowej bazy nie mamy 100% pewności, czy dostępne w niej dane zostały uzyskane za zgodą klienta, czy też nie, co może rodzić nieprzyjemne konsekwencje w trakcie kampanii reklamowej. Ponadto, samodzielnie zbudowana baza danych daje nam pewność, że zdecydowana większość znajdujących się w niej osób jest zainteresowanych oferowanymi przez nas produktami oraz usługami. Mamy więc większe szanse, że nasza kampania odniesie sukces oraz spotka się z pozytywnym odzewem klientów.

Posiadanie własnej bazy danych oraz korzystanie z nowoczesnych i funkcjonalnych rozwiązań na https://www.apifonica.com pozwala także na sortowanie leadów na podstawie określonych kryteriów. Dzięki temu możemy wysyłać treści dostosowane do rodzaju grupy docelowej oraz personalizować je ze względu na wiek, płeć, a także zainteresowania odbiorców. Dzięki temu znacznie zwiększamy swoje szanse na sukces oraz uzyskanie odkreślonej reakcji odbiorców SMS-ów promocyjnych.

Jak szybko i skutecznie zbudować własną bazę danych od podstaw?

O budowaniu bazy danych każda firma powinna pomyśleć już na samym początku swojej działalności. Im wcześniej zaczniemy bowiem gromadzić dane naszych klientów tym nasza baza szybciej się rozbuduje oraz będzie mogła zostać z powodzeniem wykorzystana do działań marketingowych. Warto jednak mieć świadomość, że zbieranie własnej bazy danych jest długotrwałym oraz trudnym procesem. Istnieją jednak pewne sposoby, które mogą go znacznie skrócić i ułatwić.

W tym celu możemy np. wykorzystać naszą stronę internetową umieszczając na niej formularz, w którym poprosimy odwiedzających zainteresowanych naszymi usługami o pozostawienie ich numeru telefonu oraz imienia. Aby zachęcić internautów do podania swoich danych powinniśmy zaproponować im jednak określoną korzyść. Może być to np. zniżka do wykorzystania przy kolejnym zakupie, dostęp do darmowego e-booka czy bezpłatnych próbek produktów. Podobnie możemy postąpić, w przypadku profilów w mediach społecznościowych.

Warto jednak pamiętać, aby zawsze uzyskać zgodę odbiorcy na otrzymywanie przez niego komunikatów marketingowych. Samo podanie przez niego numeru telefonu nie uprawnia nas jeszcze bowiem do jego wykorzystania w kampaniach SMS marketingowych. Posiadając już własną bazę danych możemy ją w prosty sposób zintegrować z narzędziami służącymi do masowej wysyłki SMS-ów promocyjnych. Sprawdzone i nowoczesne rozwiązania tego typu znaleźć można na stronie https://www.apifonica.com.

Warszawskie biurowce połączone ze stacjami metra

Przy stacjach warszawskiego metra powstają najbardziej spektakularne inwestycje biurowe w mieście, na zakup których nie brakuje chętnych     

Żadna, inna część Warszawy nie rozwija się w tak widowiskowy sposób, jak rejon ronda Daszyńskiego, dookoła którego rośną wysokościowce, zarówno biurowe, jak i  mieszkalne. Motorem zmian w tym rejonie miasta jest metro. Od momentu uruchomienia drugiej linii warszawskiego metra stołeczne centrum biznesowe rozrasta się na zachód, w kierunku Woli. – I to właśnie przede wszystkim przy tej nitce komunikacyjnej ogniskują się największe, realizowane aktualnie w Warszawie inwestycje, które za dwa trzy lata przyniosą około pół miliona metrów kwadratowych nowoczesnej powierzchni, zauważa Mateusz Strzelecki, Partner w Walter Herz.

– Wśród powstających obiektów są takie, które oferują bezpośrednie przejście do metra, co zwiększa komfort ich użytkowania, dając tym samym właścicielom nieruchomości przewagę na coraz bardziej konkurencyjnym, warszawskim rynku. Deweloperzy realizujący inwestycje usytuowane przy metrze dokładają wszelkich starań, by budynki miały jak najlepsze połączenie ze stacjami metra. Takie rozwiązanie podnosi nie tylko atrakcyjność, ale i wartość inwestycji. Nowe obiekty, które powstały w pobliżu stacji metra są niewątpliwie świetnym produktem inwestycyjnym. Chętnych do ich zakupu nie brakuje. Niejednokrotnie znajdują nabywców natychmiast po zakończeniu budowy, czy komercjalizacji, czego przykładem może być Gdański Business Center i Q22 – wyjaśnia Mateusz Strzelecki.

Korytarze prowadzące z biurowców na perony metra i Dworzec Centralny

Budynki połączone z metrem powstają w kilku punktach miasta. Duże projekty komercyjne prowadzone są przy stacji Świętokrzyska, rondo ONZ i rondo Daszyńskiego, czy Szwedzka. Bezpośrednie przejście do Dworca Centralnego zaoferuje również kompleks Varso budowany przy ulicy Chmielnej i alei Jana Pawła II, gdzie stanie m.in. wysokościowiec, który będzie najwyższym budynkiem w Polsce.

Pierwszy warszawski kompleks biurowo-handlowy, którego podziemie zostało połączone z korytarzem stacji metra został już oddany do użytku. Kompleks Centrum Marszałkowska z nowym Sezamem, który zastąpił kultowy, społemowski Sezam zyskał podziemne połączenie z antresolą stacji metra Świętokrzyska. Inwestor projektu, firma BBI Development przeniosła jedno z wyjść ze stacji C11 z chodnika w podcień nowego budynku.

Antresola stacji metra znajduje się nieco niżej poziomu Sezamu, dlatego pasażerowie i klienci sklepu muszą pokonać kilka schodów w dół, żeby się dostać na peron metra. Nowy korytarz zyskał dodatkowe schody ruchome i został wykończony oryginalną, odrestaurowaną ceramiką, pochodzącą z budynku DT Sezam, tak by nawiązywał do wystroju wejść dawnego budynku Spółdzielni Społem Śródmieście.

Nowy Sezam i podziemny korytarz, prowadzący z metra do lokali handlowych na poziomie -1 i stanowiący samodzielną część budynku, zostały otwarte w czerwcu br. Do biur, które mieszczą się w Centrum Marszałkowska najemcy wprowadzą się jesienią tego roku.

Wieża nadbudowana nad skrzyżowaniem dwóch linii metra

Wyjście ze stacji metra Świętokrzyska wtopione będzie również w podziemia biurowca Central Point firmy Immobel Poland, usytuowanego po północno-zachodniej stronie skrzyżowania Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Budowa 22-kondygnacyjnego biurowca, która wymagała szerokich uzgodnień z Metrem Warszawskim, ruszyła wiosną tego roku. Kilka pięter nadziemnych będzie częściowo wspierać się na korpusie stacji A14, która została tak zaprojektowana, żeby znieść obciążenie przyszłą zabudową.

86 metrowy budynek będzie powiązany konstrukcyjnie z miejscem przecięcia dwóch linii metra czterema kondygnacjami podziemnymi. W opracowanie tak wymagającego projektu zaangażowani byli m.in. naukowcy z Politechniki Krakowskiej, Politechniki Warszawskiej, ITB i pracownie inżynieryjne BWL i Metroprojekt. Central Point, w odróżnieniu od Centrum Marszałkowska, nie będzie jednak związany komunikacyjnie ze stacją metra Świętokrzyska. Budynek zostanie nadwieszony nad istniejącą windą oraz wyjściem z metra w kierunku ulicy Zielnej, które nie ulegną zmianie. Ma być gotowy w połowie 2020 roku.

Trzy wieżowce na 100 metrowym podium

Ze stacją metra Rondo ONZ połączony zostanie natomiast biurowiec, który PHN zbuduje przy ulicy Świętokrzyskiej 36 w miejscu starego, rozebranego biurowca. Powstanie tam 155 metrowa wieża, która zaoferuje około 40 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Użytkownicy budynku będą mieli bezpośredni dostęp do kolejki podziemnej. Zakończenie budowy obiektu zaplanowane zostało na 2021 rok.

Największą inwestycją, zapewniającą bezpośredni dostęp do metra jest zaś The Warsaw Hub firmy Ghelamco. Kompleks powstający przy rondzie Daszyńskiego, który zaoferuje około 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej przestrzeni, składał się będzie z trzech budynków, które wypełnią wielkomiejską pierzeję wzdłuż ulicy Towarowej. Przy samym rondzie usytuowany będzie 86-metrowy budynek, przypominający w przekroju elipsę, obok którego staną dwie wieże o wysokości 130 metrów. Budynki będą połączone naziemnym, blisko 100 metrowym podium i sześcioma podziemnymi kondygnacjami.

Kompleks pomieści najwyższej klasy przestrzenie biurowe i handlowo-usługowe, centrum konferencyjne, strefę coworkingową oraz trzy i czterogwiazdkowy hotel. Oddanie The Warsaw Hub planowane jest na koniec 2019 roku. Niedawno ruszyła budowa podziemnego tunelu, którym bez konieczności wychodzenia na zewnątrz będzie można dostać się z metra do biurowca. Przejście do handlowo-usługowego pasażu znajdującego się w budynku na poziomie -1 i na perony metra ma być ukończone przed oddaniem obiektu do użytkowania.

Biura w restaurowanych zabudowaniach dawnej fabryki

Ze stacją metra Szwedzka i siecią zjazdów ulicą Strzelecką połączona zostanie także Bohema. Na warszawskiej Pradze firma Okam prowadzi obecnie prace nad rewitalizacją zabudowań dawnej fabryki Pollena Uroda. W kilkunastu odrestaurowanych, XIX-wiecznych budynkach znajdą się biura i powierzchnia handlowo-usługowa. Historyczne zabudowania uzupełniać będą nowoczesne budynki mieszkalne. Na terenie kompleksu pojawić ma się również aparthotel. Inwestycja realizowana jest etapowo do 2022 roku.

Podziemna kondygnacja Bohemy zostanie połączona z usługowym piętrem budowanej pod ulicą Strzelecką stacji metra Szwedzka, której otwarcie planowane jest w połowie 2019 roku. Pod koniec przyszłego roku będzie natomiast gotowy pierwszy etap inwestycji, w którym oddane zostaną budynki z około 300 mieszkaniami oraz zrewitalizowany, zabytkowy gmach z powierzchniami komercyjnymi.

Deweloperzy realizujący inwestycje przy stacjach metra aranżują projekty tak, by powstające budynki miały możliwie najlepszy dostęp do stacji kolejki. Pomiędzy budynkiem A kompleksu Gdański Business Center, a wejściem do stacji Dworzec Gdański firma HB Reavis zbudowała schody, które skracają dojście do metra. W ukończonym niedawno przy ulicy Inflanckiej zespole czterech budynków, który oferuje blisko 100 tys. mkw. powierzchni najmu, powstał też ogólnodostępny dziedziniec rekreacyjny z elementami zieleni i małej architektury.

Tunel prowadzący z najwyższego budynku w kraju na Centralny

Przy stacji metra Wilanowska z kolei wiosną br. oddany został biurowiec Villa Metro, a wraz z nim powstały dwa nowe wejścia do kolejki podziemnej. Budynek, który stanął przy ulicy Puławskiej ma całkowicie przeszkloną fasadę ozdobioną charakterystyczną, romboidalną strukturą w kolorze przygaszonej bieli. Nieciekawe, przykryte pleksi konstrukcje dawnych wejść do stacji metra z lat 90. zastąpiły zaś nowe pawilony, stylistyką nawiązujące do biurowca.

Najdłuższe podziemne połączenie z głównym, warszawskim węzłem komunikacyjnym  będzie miał natomiast kompleks Varso, powstający u zbiegu Chmielnej i alei Jana Pawła II. Trzy budynki, które realizowane są w ramach tego projektu zostaną połączone z podziemną galerią przy Dworcu Centralnym, która prowadzi dalej do stacji PKP Śródmieście. W planach PKP jest także budowa łącznika pomiędzy Dworcem Centralnym, a stacją metra Centrum, który ma powstać podczas remontu linii średnicowej.

Aktualne na budowie Varso, w którym znajdzie się 145 tys. mkw. powierzchni najmu,  trwa realizacja płyty fundamentowej. Wszystkie trzy budynki mają osiągnąć poziom zero jesienią bieżącego roku. Niższe wieżowce zostaną ukończone w 2019 roku, a mierząca 310 metrów z iglicą Varso Tower, która będzie najwyższym budynkiem w Polsce, będzie oddana rok później. Wieża i jeden z niższych budynków mają mieć funkcję biurową. W drugim, 90 metrowym wieżowcu powstanie pierwszy w Polsce hotel marki Nyx, należący do sieci Leonardo Hotels. Na parterze kompleksu znajdzie się kryty pasaż ze sklepami i gastronomią.

Autor: Walter Herz

W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego

Złoty zyskuje od połowy sierpnia, jednak do gry wracają czynniki ryzyka. Turcja, Francja, Chiny, stopy procentowe. W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 20.08.2018-27.08.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2630 3,7321 3,6707 4,7140
Maksimum 4,3150 3,7940 3,7730 4,8130

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNNa wykresie USDPLN ewidentnie widzimy, że drogo to już było. To, co dolar zyskał w pierwszej połowie miesiąca wobec złotego, w całości już oddał w ostatnich dwóch tygodniach. Miało na to wpływ przede wszystkim wyciszenie głównych czynników ryzyka. Kryzys turecki został przykryty kurzem przez miejscowe tygodniowe święto. Ten chiński też jakby zszarzał, zwłaszcza że ostatnio rynek uczepił się nadziei związanej ze wznowieniem negocjacji na niższym szczeblu. Złotemu pomogła też sytuacja techniczna. Po raz kolejny okazało się, że nie tak łatwo pokonać poziom 3,80 zł i że jest to pułap, który zmienia krajobraz na rynku. Jak widać, inwestorzy nie są jeszcze gotowi na taką zmianę. Perspektywy nie są jednak zbyt optymistyczne. Przede wszystkim opisane wyżej problemy zostały zamiecione pod dywan, a nie rozwiązane, więc pewnie prędzej czy później wrócą na scenę w blasku kryzysowej chwały. Nie należy zapominać także, że wrzesień będzie miesiącem kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach, co również będzie wspierać “zielonego”.

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNPodobnie wygląda wykres EURPLN. Tutaj też widzimy słabego złotego w pierwszych dwóch tygodnia sierpnia oraz przejście do ofensywy mniej więcej w połowie miesiąca. Perspektywy na wrzesień są zgoła odmienne. Wspólnej walucie również może ciążyć mocny dolar, zwłaszcza że na horyzoncie pojawiają się także wewnętrzne problemy. Tu w pierwszym szeregu stoi Macron, który nie miał jeszcze tak słabej pozycji od momentu elekcji. Z początku po cichu, ostatnio jednak coraz głośniej mówi się, że to może być bardzo gorąca jesień zwłaszcza na podparyskich przedmieściach. Prezydent Republiki wciąż nie porzucił swoich ambicji o reformach gospodarczych, jednak opozycja konsoliduje się i wspólnie planuje falę protestów przeciw coraz mniej popularnemu Macronowi. Należy również pamiętać, że z wakacji wróci rząd Włoch, który prawdopodobnie jak żaden inny będzie miał łatwość w wywoływaniu mniejszych bądź większych zawirowań na rynku. Euro czeka więc trudny okres i prawdopodobnie będzie traciło na szerokim rynku, co jednak nie oznacza, że będzie tanieć wobec złotego.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNZamieszanie, które powoli się szykuje, zapewne będzie wspierać notowania franka szwajcarskiego. Kurs CHFPLN w ostatnim czasie solidarnie spadał, aż dotarł do górnego ograniczenia przedziału, w którym tkwił znaczną część wakacji. Gdyby udało się je pokonać, możliwy byłby scenariusz kolejnej konsolidacji w najbliższym czasie. Wiele wskazuje jednak na to, że poziom 3,73 zł zostanie wykorzystane jako wsparcie, które zakończy dwutygodniowy trend spadkowy. Wybronienie tego pułapu spowoduje, że znów realny będzie powrót w okolice 3,80 zł, a przy odpowiednim nasileniu negatywnych czynników nawet wyżej. Z perspektywy faktu, że w ostatnim czasie każde kolejne lokalne maksimum wypada coraz wyżej, możliwy jest atak na 3,90 zł.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLNFunt na fali ostatniego umocnienia złotego stracił już 14 groszy, przez co dotarł do ważnej linii wsparcia przy 4,72 zł. W ostatnich chwilach nawet je przełamał, ale jest zdecydowanie za wcześnie, by przesądzać wynik tego ruchu. Nie zmienia to faktu, że jeszcze półtora miesiąca temu brytyjska waluta kosztowała prawie 5 złotych, a teraz oczy inwestorów są raczej zwrócone w kierunku 4,65 zł. W tych okolicach wypada tegoroczne minimum, które było wielokrotnie testowane, więc kolejna próba nie będzie nikogo dziwić. Funt cały czas trochę z dystansem śledzi wydarzenia na szerokim rynku, cały czas koncentrując się na bataliach wokół brexitowych. Pomóc może przyjść ze strony banku centralnego, który jednak jak na razie waha się w sprawie potencjalnych podwyżek stóp procentowych.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Społeczna odpowiedzialność biznesu – kilka złotych zasad

CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu, to dbanie o środowisko oraz społeczeństwo przez firmy, które także należą do tego obszaru. Eksploatując zasoby naturalne, przedsiębiorstwa powinny realizować określone działania, które choć w części przyczynią się do naprawy ekosystemu oraz pozwolą pracownikom na rozwijanie ich umiejętności. Każda firma, której zależy na wizerunku, musi prowadzić działania CSR-owe nie tylko po to, by wpływać na to, jak inni postrzegają markę, ale także po to, by zapewniać sobie jak najlepszy personel.

Co daje CSR?

O korzyściach, jakie daje strategia odpowiedzialności biznesu, przekonują się przedsiębiorstwa, które aktywnie ją prowadzą (wśród nich wymienić można chociażby http://bridgestone-stargard.pl). Co daje CSR? Z pewnością poprawia relacje z lokalnymi władzami oraz społecznością – ludzie widzą, że firma angażuje się w życie społeczne i kulturalne, co nie tylko poprawia jej wizerunek, ale dodatkowo czyni go przyjaźniejszym. To z kolei przekłada się na zwiększenie lojalności konsumentów i firm współpracujących – wzrost świadomości społecznej sprawia, że marka staje się rozpoznawalna i co za tym idzie – obdarza się ją większym zaufaniem. A zainteresowanie ze strony odbiorców wpływa na wzrost zainteresowania inwestorów – inne firmy chętniej nawiązują współpracę z kimś, kto cieszy się powszechnym uznaniem. Pozytywne działania CSR-owe pozwalają też na przewagę nad konkurencją oraz kształtują pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na rynku pracy, co z kolei przekłada się na pozyskiwanie najlepszych pracowników.

Jak prowadzić skuteczny CSR?

Wszystkie działania CSR-owe powinny być przemyślane, a ich cele długofalowe. Sama strategia CSR-owa musi być starannie przygotowana i opracowana z myślą o przyszłych korzyściach. Od czego najlepiej zacząć? Do najszerzej stosowanych narzędzi należą m.in.: kampanie społeczne, programy etyczne dla pracowników, marketing wspierający CSR, ograniczenie emisji odpadów, organizowanie akcji społecznych, kulturalnych czy inwestycje społecznie. Wybór metody zależy od takich czynników jak wielkość przedsiębiorstwa oraz cele, jakie chce ono osiągnąć. Wielkie kampanie społeczne skierowane są raczej do dużych firm z solidnym kapitałem. Mniejsze spółki powinny skupić się na działaniach wspierających lokalną władzę i społeczeństwo. Nie wolno zapominać o jednym – CSR nie ma być efektowną reklamą (choć poprawnie prowadzony z pewnością jest), tylko szeregiem działań na rzecz ludzi i środowiska w celu ich ulepszenia czy odbudowy.

Przykłady dobrych działań

Akcją społeczną na szeroką skalę jest organizowana od 10 lat inicjatywa „Bezpieczna droga do szkoły” – pomysł marki Bridgestone. Ma ona za zadanie zwiększać świadomość dzieci na temat zagrożeń na drodze i metod ochrony przed nimi. W jej ramach tworzone są rozmaite konkursy i turnieje, które skierowane są do najmłodszego odbiorcy. Co więcej, firma podobną akcję prowadzi również dla swoich pracowników, edukując ich z zakresu zasad BHP.

Sterowanie numeryczne dla laików

Jeżeli interesujemy się nawet w drobnym stopniu przemysłem produkcyjnym, to na pewno przynajmniej kilka razy natknęliście się na słowa „sterowanie numeryczne”. Nic w tym dziwnego, gdyż jest to podstawa automatyzacji naszych linii produkcyjnych. O co w nim chodzi i jak to działa, że maszyny takie jak spawarki, tokarki i frezarki działają samoczynnie? Pozwólcie, że wam wyjaśnimy!

Garść informacji o sterowaniu numerycznym

2
Źródło: https://www.fanuc.eu/pl/pl/cnc/systemy-sterowania

Przede wszystkim, sterowanie numeryczne nieodzownie łączy się z trzyliterowym skrótem CNC, który po rozwinięciu brzmi „computerized numerical control” i to właśnie ta kontrola jest kluczem do zrozumienia tego, jak działa to sterowanie. Opiera się ono o mikrokomputer, który działa w pewnym układzie współrzędnych, a my dzięki odpowiedniej wiedzy, jesteśmy w stanie zaprogramować go w taki sposób, aby wykonywał on określone czynności. Dzięki takim wprowadzeniu komend do systemu jesteśmy w stanie swobodnie pozostawić maszynę, aby wykonywała wybrane czynności, wraz z dokładnym określeniem położenia – a to wszystko w obrębie jednego układu!

Kiedyś i dziś

Jak jednak programuje się takie maszyny? Niegdyś było to bardzo trudne, gdyż wymagało to bezbłędnego wprowadzenia wielu linijek kodu i jak można się domyślić – nie było tam miejsca na błędy! Dziś jednak jest to znacznie prostsze, gdyż korzystamy najczęściej z gotowych poleceń już w postaci wspomnianego kodu, które maszyna przetwarza na impulsy elektryczne. Następnie te dane są wykorzystywane przez urządzenie, do obrabiania elementów o wskazanym kształcie, elementach i fakturze. Dzięki temu możliwe jest masowe wytwarzanie produktów o jednorakiej charakterystyce, co przy wszechobecnej konkurencji jest kluczowe do osiągania dobrych wyników produkcyjnych i przede wszystkim – do terminowych dostaw wraz z zadowoleniem Klientów, a to przecież źródło naszego przyszłego sukcesu!
Sterowanie numeryczne

Podsumowanie

Jak więc sami widzicie, sterowanie numeryczne jest czymś, co może całkowicie odmienić to, w jaki sposób przebiegać będzie produkcja. Dziwilibyśmy się, jeżeli jeszcze nie zaimplementowaliście rozwiązań z jej zakresu w swojej firmie. Bez tego nie da się faktycznie konkurować na tak „ciasnym” i mocnym rynku, stąd tez mamy nadzieję, że zainwestujecie już niedługo w przyszłość swojej organizacji!

Ropa naftowa wciąż drożeje. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?

Po czterech dniach świąt znów dzień pracujący w Turcji. Ropa naftowa wciąż drożeje pomimo konfliktu handlowego głównych potęg gospodarczych. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?

Koniec spokoju w Turcji

Cztery dni wolnego pozwoliły w miarę wyciszyć nastroje na lirze tureckiej. Dzisiaj jednak po otwarciu rynków wyraźnie części inwestorów puściły nerwy. Lira turecka bardzo szybko przeskoczyła z 5,9 liry za dolara na 6,1 liry i to pomimo tego, że otworzyła się w nocy korzystniej niż zamknięcie z piątku. Powodem jest pytanie co dalej. Powody dla których lira traciła na wartości wcale nie zniknęły. Gospodarka wciąż ma swoje problemy, a bank centralny staje na głowie by walczyć z inflacją nie podnosząc ceny pieniądza. W rezultacie kredyt udzielany jest tylko na krótszy okres, gdyż w ten sposób koszt pożyczania jest wyższy co pozwala dusić narastającą inflację.

Wraca optymizm na rynki

Pomimo postępującego konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami oraz ryzyka odcięcia Iranu od dostaw ropy na rynki światowe czarne złoto drożeje. Od 10 dni cena ropy systematycznie rośnie, a w piątek osiągnęła ponad 76 dolarów na giełdzie w Londynie. Nowojorska giełda wycenia ropę na 69 dolarów. Nie są to jeszcze poziomy z przełomu czerwca i lipca, ale wyraźnie widać wzrosty. Dlaczego cena ropy jest taka ważna? Skoro rośnie to znaczy, że inwestorzy wierzą, że w przyszłości popyt na ropę wzrośnie. Skoro ma wzrosnąć, to znaczy, że nie spodziewają się wyhamowania w światowej gospodarce.

Coraz więcej niepokojących sygnałów

Z kolejnych źródeł nadciągają informacje o nadchodzącym szczycie dobrej koniunktury. Gdyby było to prawdą przyjdzie nam kilka słabszych lat. Biorąc w tym momencie pod uwagę, że wejdziemy w nie z rozdmuchanymi wydatkami budżetowymi aż strach pomyśleć jak to się skończy. Również w ramach polityki monetarnej nie mamy za dużego pola do manewru. Warto natomiast zwrócić uwagę na kilka spraw. Po pierwsze trochę stereotypowej polskiej mentalności – inni mają gorzej. Polskie stopy procentowe na tle innych państw regionu wciąż mogą uchodzić za wysokie. Po drugie fakt, że mamy właśnie najlepszy moment w cyklu i czeka nas spowolnienie, nie musi wcale oznaczać recesji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Michel Paulin nowym CEO grupy OVH

Z dniem 24 sierpnia 2018 r. Octave Klaba wyznaczył Michela Paulina na stanowisko Prezesa grupy OVH.

Michel PaulinMichel Paulin posiada poparte sukcesami doświadczenie w branży nowych technologii, Internetu oraz telekomunikacji. Pełnił funkcję prezesa spółki telekomunikacyjnej Neuf Cegetel, gdzie zarządzał jej debiutem giełdowym, firmy Méditel (obecnie Orange Maroko) oraz spółki SFR. Nominacja ta łączy się z nowym etapem rozwoju OVH. Michel Paulin poprowadzi realizację strategii Smart Cloud, której celem jest wzmocnienie roli OVH jako alternatywnego lidera chmury. Szczegółowy plan zostanie przedstawiony na zbliżającym się szczycie OVH, 18 października 2018 r.

Korzystając ze swojego ogromnego doświadczenia oraz znakomitych kompetencji przywódczych, Michel Paulin wesprze nas w przyspieszeniu wdrożenia nowego planu strategicznego – wraz z moją osobą – w roli Prezesa Zarządu. Jestem przekonany, że cechy osobiste Michela Paulina w połączeniu z mocną kulturą organizacyjną zespołów OVH zapewnią rozwój grupy” – komentuje Octave Klaba.

Dołączenie do OVH jest dla mnie wielkim zaszczytem. Z niecierpliwością czekam na objęcie przewodzenia załodze OVH, liczącej 2500 pracowników, grupy działającej na czterech kontynentach w służbie klientomi w duchu innowacji. Cieszę się także, że mogę pracować z Octavem – osobą, która łączy cechy wizjonera, znakomitego przedsiębiorcy, a przy tym wielkiego człowieka” – dodaje Michel Paulin.

W lutym 2017 r. Octave Klaba ponownie objął funkcję CEO, z założeniem realizacji planu Następnego Poziomu (Next Level). Rozwój OVH został wzmocniony poprzez pierwszą dużą akwizycję (vCloudAir od VMware), a także ekspansję grupy w USA i regionie Azji i Pacyfiku, otwarcie 12 nowych centrów danych i wprowadzenie innowacyjnej strategii produktów i usług cloud. OVH tym samym podjęło wyzwanie związane z suwerennością danych i konkurencją wobec graczy GAFAM* oraz firm, takich jak Alibaba i Tencent.

Z chwilą powierzenia Michelinowi Paulinowi zarządzania grupą OVH, Octave Klaba w pełni skoncentruje się na zadaniach Prezesa Zarządu. „Rynek Cloud będzie podlegał globalnej konsolidacji w nadchodzących latach i pragnę, aby OVH, europejski lider, w pełni odegrał swoją rolę. Grupa dopiero rozpoczyna pozaeuropejską ekspansję i wykorzystam moją wiedzę i doświadczenie, aby przyspieszyć jej rozwój. Jako przedsiębiorca chcę także pracować nad promowaniem naszej kultury, naszych wartości i naszych metod tworzenia przedsiębiorstw. Jestem całkowicie przekonany, że Europa musi zbudować i rozwinąć ekosystem europejskich firm, aby zachować cyfrową niezależność od Amerykanów i Chińczyków.”

GAFAM – (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft)

Allegro Smart! pionierski krok w historii polskiego e-commerce

Allegro Smart!Dziś wystartowała nowa usługa o nazwie Allegro Smart! Płacąc 49 złotych na rok będzie można skorzystać nawet z 365 darmowych dostaw. Dzięki sieci ponad 15 tysięcy paczkomatów i punktów odbioru, usługa Allegro Smart! dostępna jest dla klientów w całym kraju. Allegro Smart! to kolejny pionierski krok w historii Allegro, który zmienia reguły gry w polskim handlu elektronicznym.

Allegro od 18 lat ułatwia życie klientom, oferując przez internet niemal nieograniczony wybór produktów w doskonałych cenach, co pozwala Polakom zaoszczędzić pieniądze i czas. Z Allegro Smart! zakupy online w Polsce staną się jeszcze wygodniejsze i jeszcze tańsze.

„Allegro Smart! to produkt przygotowany z myślą o klientach, którzy oczekują maksymalnej wygody zakupów online oraz niskich kosztów dostaw. Każdy może teraz zamówić w ciągu roku nawet 365 darmowych przesyłek do paczkomatów lub punktów odbioru za jedyne 49 zł.

Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro
Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro

Koszt usługi zwraca się już po 6-7 dostawach, podczas gdy klienci dokonują na Allegro przeciętnie znacznie większej liczby zakupów w ciągu roku. Usługę celowo oparliśmy
o paczkomaty i punkty odbioru, ponieważ są to metody dostawy chętnie wybierane przez naszych klientów, dla których często są one najwygodniejsze. Widzimy istotny wzrost zainteresowania tymi metodami dostawy. Już na starcie na Allegro dostępnych jest 30 milionów ofert oznaczonych ikoną Allegro Smart!” –
mówi Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro.

W ciągu ostatniego roku liczba zakupów realizowanych z dostawą do paczkomatów
i punktów odbioru wzrosła na Allegro o 40 procent. Natomiast w ciągu ostatnich dwóch lat liczba oferowanych produktów, które można zamówić do punktów odbioru lub paczkomatów wzrosła na Allegro prawie trzykrotnie.

Francois Nuyts, prezes Allegro
Francois Nuyts, prezes Allegro

“W Allegro jesteśmy całkowicie skupieni na potrzebach kupujących. Dlatego od lat szybko dostosowujemy się do ich oczekiwań i wykorzystujemy technologię do tworzenia usług, dzięki którym ich życie staje się łatwiejsze. Ogromny wybór ofert i najlepsze ceny sprawiają, że Allegro co miesiąc odwiedza 17 milionów klientów. Allegro Smart! to prawdziwy przełom w polskim e-commerce. Dzięki tej usłudze można zapomnieć o kosztach dostawy i skupić się na przyjemności zakupów” – uważa Francois Nuyts, prezes Allegro. “Już dziś klienci kupują na Allegro bardzo często. Liczę, że dzięki Allegro Smart! uda nam się zachęcić ich do jeszcze częstszych zakupów. Nowa usługa nie tylko uczyni ich życie łatwiejszym, ale będzie także impulsem do dalszego rozwoju polskiego e-commerce. To ogromna szansa dla 125 tysięcy polskich przedsiębiorców – głównie małych i średnich firm – sprzedających na Allegro” – dodaje Francois Nuyts.

Wszystko w zasięgu pieszych i rowerzystów – kompleksowe planowanie zrównoważonych miast

Odpowiednio zaplanowana przestrzeń miejska nie tylko staje się przyjaznym miejscem do życia dla mieszkańców, lecz także pozwala chronić środowisko naturalne, m.in. dzięki unikaniu emisji zanieczyszczeń. Wielofunkcyjne kompleksy budynków, dobrze zaplanowana komunikacja miejska, farmy fotowoltaiczne czy ogrody na dachu – to przykłady rozwiązań, które temu sprzyjają.

Polskie miasta, które realizują ideę zrównoważonego rozwoju, mogą wziąć udział w konkursie ECO-MIASTO skierowanym do samorządów lokalnych. Organizatorami projektu ECO-MIASTO są Ambasada Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, DK Energy i TIRU – grupa Dalkia, a także WSPÓLNIE – Fundacja LafargeHolcim.

Częstym problemem współczesnych miast jest budowanie osiedli mieszkaniowych na obrzeżach ośrodków miejskich, gdzie brakuje odpowiedniej infrastruktury (takiej jak sklepy, biura, komunikacja miejska itp.). Wiąże się z tym konieczność codziennych dojazdów na duże odległości, co prowadzi do emisji zanieczyszczeń oraz negatywnie wpływa na jakość życia ze względu na stratę czasu w korkach. Dlatego niezbędna jest zmiana sposobu myślenia o  rozbudowie miast, tak aby powstawały osiedla czy dzielnice, które pozwalają na miejscu zaspokoić wszystkie potrzeby mieszkańców. Jeśli będą oni mieli w zasięgu spaceru czy krótkiej podróży rowerem lub komunikacją miejską wszystkie usługi oraz miejsce pracy, możliwe będzie ograniczenie korzystania z samochodu.

Rewitalizacja terenów przemysłowych

Przykładem takiego podejścia może być rewitalizowana dzielnica poprzemysłowa Coresi w Braşov w Rumunii. Projekt jest realizowany dzięki współpracy miasta i firmy Ceetrus na obszarze przekraczającym 100 ha, który obejmuje aż ok. 8% powierzchni miasta. W bliskim sąsiedztwie znajdą się kompleks mieszkaniowy oraz biurowy, a także centrum handlowe. Część budynków uzyskała już certyfikat BREEAM, dotyczący zrównoważonego rozwoju i poszanowania dla środowiska. Dzięki temu, że budynki biurowe powstały przy zachowaniu istniejących struktur przemysłowych, udało się również zaoszczędzić 10 000 m3 materiałów budowlanych, takich jak beton i cegła, a 50 000 m3 pozostałości po wyburzeniach zostało ponownie wykorzystanych.

Nowa dzielnica z kompletną infrastrukturą

W południowej części miasta Luksemburg powstaje natomiast zupełnie nowa dzielnica. W Cloche d’Or znajdą się miejsca pracy, liczne lokale mieszkalne, sklepy i restauracje, a w sąsiedztwie – nowy park. Mieszkańcy będą mieli również dobry dostęp do komunikacji miejskiej: obszar będzie obsługiwany przez tramwaj jadący do centrum miasta oraz linie autobusowe, powstaną również ścieżki rowerowe. Łączna powierzchnia obiektów realizowanych w ramach wszystkich projektów to 650 000 m2. Dzielnica uzyskała pre-certyfikat DGNB na poziomie złotym. Przy projekcie współpracują deweloperzy mieszkaniowi i biurowi. Jeszcze w tym roku ma zostać otwarta część realizowana przez firmę Ceetrus.

Zielona energia i ogrody na dachu

Planowanie zrównoważonych miast ma znaczenie także na mniejszą skalę – ważne jest odpowiednie wykorzystanie przestrzeni w budynkach. Coraz bardziej popularne staje się użytkowanie dachów. Tworzone tam ogrody umożliwiają ograniczenie nagrzewania się dachu, a nawet mogą posłużyć do lokalnej produkcji żywności – dzieje się tak, gdy na dachu uprawia się rośliny jadalne. Przykładowo na dachu parkingu centrum handlowego Cailure w Lyonie powstał ogród o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych.

Dachy można również wykorzystywać do wytwarzania energii odnawialnej. Na dachu Centrum Handlowego Auchan Płock zainstalowano 95 paneli fotowoltaicznych. Instalacja dzięki akumulatorom pozwoli w nocy zasilić oświetlenie korytarza oraz parkingu pod budynkiem.

ECO-MIASTO

A jak w dziedzinie zrównoważonego rozwoju radzą sobie polskie miasta? Swoje osiągnięcia mogą zaprezentować w konkursie ECO-MIASTO. Zgłoszenia w kategoriach gospodarka o obiegu zamkniętym, mobilność zrównoważona, gospodarka wodna, efektywność energetyczna budynków oraz zieleń a powietrze są przyjmowane do 10 września 2018 r.  Formularze zgłoszeniowe można znaleźć na stronie www.eco-miasto.pl Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 27 września 2018 r. w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej podczas konferencji INNOWACYJNE ECO-MIASTO 2018.

CERN i Oracle rozszerzają współpracę badawczo-rozwojową

Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN przedłuża współpracę z firmą Oracle na kolejne trzy lata. Współpraca ta odbywa się w ramach zorganizowanego przez laboratorium programu badawczo-rozwojowego o nazwie CERN openlab, który zapewnia unikatową platformę badawczą, umożliwiającą naukowcom i czołowym przedsiębiorstwom informatycznym wspólną pracę. Jednym z celów współpracy z firmą Oracle jest stworzenie wydajnej infrastruktury chmurowej, która jest w stanie przechowywać i analizować olbrzymie ilości danych z przyrządów – takich jak np. dane wygenerowane przez infrastruktury badawcze używane w laboratorium do badania początków wszechświata. Oracle może też wykorzystać modele wypracowane w programie do udostępniania swoim klientom niezwykle zaawansowanych i przyszłościowych technologii chmurowych.

Program CERN openlab od 2001 r. stanowi jedyne w swoim rodzaju środowisko współpracy nauki i przemysłu. W jego ramach CERN razem z czołowymi firmami informatycznymi pracuje nad wydajnymi technologiami do prowadzenia badań podstawowych w dziedzinie fizyki. Firma Oracle należy do partnerów programu od 2003 r., a w 2018 r. rozpoczęła kolejny trzyletni cykl projektowy. Jako jeden z największych członków programu Oracle bierze udział w czterech aktualnych projektach CERN openlab. Oprócz tego co roku 40 studentów z całego świata ma szansę uczestniczyć w bieżących projektach podczas trwających dziewięć tygodni zajęć szkoły letniej.

„CERN openlab to program przynoszący korzyści wszystkim uczestnikom” — powiedział Eric Grancher, dyrektor działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Współpracującym z nami firmom zapewnia cenne informacje zwrotne, ponieważ umożliwia im testowanie ich rozwiązań w jednym z najbardziej złożonych i zaawansowanych środowisk technologicznych na świecie. My w CERN możemy natomiast ocenić potencjał nowych technologii pod kątem przyszłych zastosowań na wczesnych etapach ich rozwoju. Dodatkowo CERN openlab stwarza neutralne środowisko naukowe, w którym przedsiębiorstwa mogą ze sobą rozmawiać”.

„Bardzo się cieszymy z przedłużenia naszej współpracy z firmą Oracle na kolejne trzy lata” — powiedziała Eva Dafonte Perez, zastępca dyrektora działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Z firmą Oracle łączy nas nie tylko 15-letnia partnerska relacja w programie CERN openlab, lecz także współpraca w innych obszarach od 1982 r. W przyszłości będziemy potrzebować kolejnych wydajnych, a przede wszystkich szybko skalowalnych rozwiązań, aby móc przechowywać i analizować rosnące ilości danych rejestrowanych przez nasze przyrządy. Oracle oferuje elastyczność, ponieważ rozwiązania tej firmy są dostępne zarówno w wersji lokalnej, jak i w chmurze”.

Znajdujący się w Genewie ośrodek CERN zajmuje się prowadzeniem badań podstawowych w dziedzinie fizyki. CERN wykorzystuje swój Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), największy na świecie akcelerator cząstek, do badania fundamentalnej struktury wszechświata. W akceleratorze tym cząstki elementarne są przyspieszane i zderzane, aby odwzorować warunki panujące zaledwie ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu. Eksperymenty w Wielkim Zderzaczu Hadronów generują obecnie ok. 50 PB danych rocznie, co stanowi odpowiednik mniej więcej 2000 lat treści wideo HD.

Nasza aktualna wiedza o fizyce pozwala wyjaśnić tylko materię widoczną, która stanowi ok. 5% całkowitej energii wszechświata. Dlatego Wielki Zderzacz Hadronów ma stać się jeszcze potężniejszy, aby generować jeszcze więcej zderzeń między cząstkami i pomóc w zbadaniu takich tajemnic jak ciemna materia i ciemna energia. CERN musi też dysponować odpowiednio zaawansowaną infrastrukturą informatyczną, a współpraca laboratorium z firmą Oracle odgrywa w tym obszarze kluczową rolę.

„Cele badawcze CERN są niezwykle fascynujące, a technologie opracowywane w laboratorium wywierają znaczny wpływ na nasze codzienne życie. Przykładowo, technologie stworzone w CERN pomogły już w udoskonaleniu leczenia niektórych typów raka. Z prawdziwą przyjemnością przedłużamy więc naszą współpracę w ramach programu CERN openlab i mamy nadzieję, że wspólnie stworzymy jeszcze bardziej zaawansowane technologie, które pozwolą zrobić krok do przodu zarówno nauce, jak i przemysłowi” — powiedział David Ebert, dyrektor działu rozwiązań dla sektorów administracji publicznej, edukacji i opieki zdrowotnej w regionie Oracle EMEA.

Grupa Nowy Szpital podsumowała pierwsze półrocze. W planach kolejne inwestycje

  • Placówki GNS przyjęły więcej pacjentów i z nawiązką wykonały ryczałt
  • Grupa szczególny nacisk kładzie na zapewnienie pacjentom dostępu do kompleksowego leczenia oraz dobrej opieki

W pierwszym półroczu 2018 r. szpitale należące do Grupy Nowy Szpital, przyjęły ponad 55 tys. pacjentów, zrealizowały świadczenia medyczne o wartości 138 mln zł i wykonały ryczałt z NFZ na poziomie prawie 107%. Grupa chce pozyskać większe finansowanie w kolejnych okresach rozliczeniowych.

Od października 2017 r. w Polsce funkcjonuje system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, tzw. sieć szpitali. Szpitale zakwalifikowane do sieci mają zagwarantowane finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia, w ramach którego otrzymują określoną kwotę pieniędzy na realizację świadczeń medycznych dla pacjentów. Finansowanie świadczeń jest realizowane na zasadzie ryczałtu, którego wysokość zależy m.in. od liczby i struktury świadczeń udzielonych przez szpitale w poprzednich okresach sprawozdawczych.

W pierwszym półroczu 2018 r. wszystkie placówki należące do „sieci szpitali” otrzymały od NFZ kwotę 11,1 mld zł. Szpitale zarządzane przez Grupę Nowy Szpital, podpisały na ten okres kontrakty na łączną kwotę 130,7 mln zł. Liczba zrealizowanych przez nie świadczeń na rzecz pacjentów przekroczyła limit, co potwierdza sprawność i jakość usług medycznych w szpitalach prowadzonych przez Grupę, a także ich rolę dla lokalnych społeczności.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy szpitale należące do Grupy, przyjęły 55 029 pacjentów i zrealizowały usługi medyczne o łącznej wartości ok. 138 mln zł. Przekroczyły tym samym o ponad 6% ryczałt określony w kontrakcie z NFZ na pierwsze półrocze. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku kontrakt przyznany szpitalom Grupy był o 14,6 mln zł wyższy niż w pierwszym półroczu 2017 r., co umożliwiło Grupie wykonanie większej ilości procedur medycznych dla pacjentów.

Obecnie szpitale nie mają gwarancji zwrotu kosztów za leczenie pacjentów ponad limit usług określony w umowie z NFZ, za wyjątkiem świadczeń, które zostały udzielone osobom ubezpieczonym w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Świadczeniodawcy mogą jednak liczyć na to, że w związku z wypracowanymi nadwykonaniami pozyskają wyższy kontrakt na kolejne okresy rozliczeniowe.

– Zadowolenie pacjentów z usług medycznych ma znaczny wpływ na poziom wykonanego kontraktu. Dzięki nadwykonaniom można liczyć na większe finansowanie w kolejnym okresie rozliczeniowym, dlatego duży nacisk kładziemy na kontakty z pacjentami. Oprócz fachowej opieki medycznej, pacjenci potrzebują również dobrych relacji z personelem medycznym i to jest to, nad czym pracujemy i co staramy się poprawiać – mówi Marcin Szulwiński, prezes Grupy Nowy Szpital.

Inwestycje Grupy Nowy Szpital

Do obsługi coraz większej liczby pacjentów i pozyskiwania finansowania z NFZ konieczne są m.in. inwestycje, w szczególności w rozwój nowych oddziałów, poradni specjalistycznych, a także modernizację szpitali. W pierwszym półroczu br. Grupa Nowy Szpital zrealizowała inwestycje o wartości ponad 11 milionów złotych, w tym w modernizację szpitalnych oddziałów w Olkuszu, Świeciu i Świebodzinie oraz zakup nieruchomości w Wąbrzeźnie.

– Staramy się odpowiadać na potrzeby zdrowotne pacjentów i otwieramy nowe zakresy leczenia finansowane przez NFZ. W tym roku Grupa pozyskała kontrakty, m.in., na programy lekowe i nowe poradnie specjalistyczne, co wymaga inwestycji – wyjaśnia Marcin Szulwiński.

Zakupiono m.in. nowoczesny, specjalistyczny sprzęt do diagnostyki i leczenia, w tym aparaty RTG i USG, urządzenia do masażu serca, respiratory i aparaty do znieczulenia, zestawy do laparoskopii, monitory diagnostyczne, endoskopy, wideogatroskopy i wideokolonoskopy oraz defibrylatory. Grupa realizuje również znaczące inwestycje w IT.

W całym 2018 roku Grupa Nowy Szpital planuje zrealizować inwestycje o łącznej wartości co najmniej 21 mln zł.

Dobre perspektywy dla branży ochrony zdrowia

Perspektywy dla dobrze zarządzanych grup medycznych, w tym sieci szpitali, będących solidnym partnerem dla samorządów, są sprzyjające. W lipcu br. parlament przyjął nowelizację ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z nowymi przepisami, nakłady na ochronę zdrowia w Polsce w 2018 roku mają być nie niższe niż 4,78 proc. PKB, co oznacza kwotę 94,7 mld zł. Ponadto w kolejnych latach nakłady mają stopniowo się zwiększać – do poziomu 6 proc. PKB od 2024 r.

Przeważająca część tych pieniędzy trafi do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. W zaktualizowanym planie finansowym na 2018 rok NFZ założył 82,7 mld zł na realizację swoich zadań, w tym 79,6 mld zł na koszty świadczeń opieki zdrowotnej. Ponad połowa tej kwoty, 41,4 mld zł, zostanie przeznaczona na leczenie szpitalne. Z kolei w 2019 roku Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wydać na realizację swoich zadań 87 mld zł, z tego 83,5 mld zł ma trafić na świadczenia zdrowotne.

Wakacyjne zwyczaje Polaków

Serwis Prezentmarzeń realizując badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zapytał 1083 respondentów czy w trakcie urlopu potrafią oderwać się od pracy? Aż 66% zadeklarowało, że zdecydowanie tak, 22% przyznało, że zabiera ze sobą laptopa i od czasu do czasu pracuje, a 12% nie potrafi na urlopie oderwać się od służbowych obowiązków.

Jak pokazały wyniki badania serwisu, co trzeci Polak na letnim wypoczynku spędzi w tym roku do 7 dni, 24% skorzysta z 10-dniowego urlopu, a 22% nigdzie nie wyjedzie.

Spośród 1083 respondentów, 28% zamierza letni wypoczynek spędzić tylko w kraju, 35% najchętniej nad morzem, a 27% podróżując po Polsce. Ponad połowa Polaków niezależnie czy wybierze się na krajowe czy zagraniczne wakacje, organizuje urlop samodzielnie, a 16% chętnie dołączy do wyjazdu planowanego przez rodzinę lub przyjaciół.

Jeśli już zdecydujemy się na oderwanie od pracy, to coraz częściej stawiamy na aktywny wypoczynek. Jak wynika z opinii 43% respondentów badania, czas urlopu to czas szaleństw. Dlatego coraz więcej Polaków deklaruje również chęć spróbowania podczas letniego wypoczynku sportów ekstremalnych. Taką możliwość rozważa aż 42% zapytanych, a 21% jest zdecydowania za.

Coraz więcej Polaków decyduje się na aktywny wypoczynek podczas urlopu, dlatego rośnie zainteresowanie niestandardowymi i ciekawymi atrakcjami, takimi jak na przykład lot motolotnią, Flyboard czy Bubble Football. Z roku na rok Polacy przeznaczają na letni wypoczynek związany ze sportem, rekreacją i realizacją marzeń coraz większe budżety. Nawet jeśli spędzają wakacje w kraju, to szukają w miejscu wypoczynku ciekawych i oryginalnych rozrywek. Aktywny urlop pozwala na regenerację organizmu i pomaga złapać dystans zarówno do życia zawodowego, jak i prywatnego. – komentuje Grzegorz Rożalski z serwisu Prezentmarzeń.

Podczas urlopu największą wagę przywiązujemy do atrakcyjności turystycznej miejsca – 29% wskazań oraz możliwości skorzystania z lokalnych rozrywek – 38% odpowiedzi. Dla 24% respondentów równie ważny jest komfort i wygoda zakwaterowania.

Ponad 66% zapytanych przez serwis Prezentmarzeń potrafi na urlopie całkowicie oderwać się od służbowych obowiązków, 22% od czasu do czasu zdalnie pracuje, a 12% cały czas sprawdza służbowe maile i odbiera służbowe telefony. Dla 37% zapytanych urlop jest sposobem na regenerację, a dla 29% odpoczynkiem od codziennych obowiązków. Według 14% urlop to przede wszystkim sposób na odcięcie się od pracy.

Psychologowie od lat alarmują o nieumiejętności postawienia granicy między życiem zawodowym i prywatnym, która dotyka coraz większą liczbę pracujących osób. Pomimo czasu przeznaczonego na wypoczynek służący regeneracji fizycznej i psychicznej, wciąż towarzyszy nam stres – co zastaniemy po powrocie z urlopu do pracy. Dlatego tak istotny jest pomysł na aktywny urlop bez nudy, korzystanie z różnych form aktywności, uprawianie sportów, które dodają energii i pomagają złapać dystans do życia.

Spośród 1083 respondentów badania „Wakacyjne zwyczaje Polaków” 46% deklaruje, że na letni wypoczynek wydaje do 3 000 zł, 27% do 2 000 zł, a 19% do 4 000 zł. Tylko 8% zapytanych na wakacje wydaje powyżej 4 000 zł. Ponad połowa zapytanych Polaków (54%) finansuje swój wyjazd na urlop z oszczędności, 35% z bieżących zarobków, a 11% zapożycza się.

*Badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zostało zrealizowane przez serwis Prezentmarzeń na próbie 1083 respondentów w lipcu 2018. Badanie zostało zrealizowane w formie ankiety online.

Firma opodatkuje sprzedaż prawa do utworu jak zysk kapitałowy

W marcu 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej podjął temat podatku dochodowego od osób prawnych w kontekście sprzedaży prawa do utworu. Chodziło o ustalenie, czy uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych generują obowiązek prezentowania ich jako zysków kapitałowych. Zajęcie takiego stanowiska oznaczałoby, że po stronie przedsiębiorcy istnieje konieczność dokonania osobnego wyliczenia uzyskanego dochodu i niemożność ewentualnego łączenia takich zysków ze stratą z innych źródeł przychodów. Jakie zagrożenia się z tym wiążą? Kto ucierpi najbardziej?

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – podatnika podatku dochodowego, który zajmuje się działalnością marketingową i reklamową. W swojej ofercie posiada między innymi tworzenie haseł reklamowych oraz wzorów reklamowych, co stanowi działania twórcze i artystyczne. W zawartych między spółką a klientami umowach podmiot ten wyrażał zgodę na przeniesienie na nabywcę wszelkich autorskich praw majątkowych. Czy zatem uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych stanowią zyski kapitałowe? W ocenie wnioskodawcy, zwracającego się do organu o wydanie interpretacji podatkowej, uzyskane ze sprzedaży autorskich praw majątkowych dochody nie powinny być wykazywane jako przychody z zysków kapitałowych, ale jako przychody z innych źródeł dochodów. Spółka powołała się na fakt, iż intencją prawodawcy, tworzącego zmiany w obowiązujących przepisach, było ograniczenie fiskalnych skutków, związanych z ewentualnym sztucznym kreowaniem straty w operacjach gospodarczych. Biorąc natomiast pod uwagę fakt, iż sprzedaż praw autorskich przy działalności marketingowo-reklamowej stanowi olbrzymi fragment tego typu fachu, takie generowanie sztucznej straty nie jest możliwe. Spółka nie należy zatem do kręgu podmiotów, które mogłyby zyskać na optymalizacji związanej z tworzeniem fałszywej straty. W konsekwencji, w ocenie wnioskodawcy zyski ze sprzedaży autorskich praw majątkowych nie powinny być uwzględniane jako zyski kapitałowe i podlegać osobnemu rozliczeniu.

Nieprawidłowe stanowisko wnioskodawcy

Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych za przychody z zysków kapitałowych uważa się również przychody z praw majątkowych, tj. między innymi z autorskich lub pokrewnych praw majątkowych, licencji, know-how, o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, wykorzystywanych przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddanych przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub innych określonych przepisami prawa. Dodatkowo ustawa wskazuje, że w tej sytuacji chodzi również o zbycie wyżej wymienionych praw.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, rozpatrując wniosek, uznał, iż stanowisko wnioskodawcy jest błędne. Obowiązujące przepisy wprost wskazują na zamknięty katalog zysków kapitałowych. Jedyne wyłączenie ustawa czyni wobec licencji bezpośrednio związanych z uzyskaniem przychodów, niezaliczanych do zysków kapitałowych. Mimo iż ustawodawca rzeczywiście wskazał, że motywami zmian była walka z działaniami optymalizacyjnymi, podejmowanymi przez wielu przedsiębiorców, służącymi uzyskaniu korzyści fiskalnej, to jednak znowelizowane przepisy stosuje się bezwzględnie do wszystkich podmiotów, a więc nawet tych, u których generowanie takiej sztucznej straty byłoby fizycznie niemożliwe. Drugim powodem wprowadzonych zmian było dążenie do zwiększenia wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych i temu przede wszystkim służą przepisy ustawy o CIT oraz konstrukcja zysków kapitałowych. Nie jest zatem zasadne zawężanie kręgu podmiotów, których dotyczą zapisy ustawy czy też inne rozumienie zysków kapitałowych, do czego wyraźnie dąży wnioskodawca.

Konsekwencje dla przedsiębiorców

Ustawodawca zadbał o to, aby zyski kapitałowe nie były solą w oku instytucji finansowych, banków oraz SKOK-ów, niejako wyłączając je z wprowadzonych zmian. Zapomniał jednak o podmiotach prowadzących taką działalność reklamową, marketingową, a także inną, opartą głównie na osiąganiu przychodu z zysków kapitałowych. Takie niekorzystne uwzględnianie strat może natomiast negatywnie wpłynąć na sytuację finansową firm. To nie tylko kwestia innego rozliczenia, ale wizja realnych strat, sięgających tysięcy, a nawet milionów złotych w przypadku większych podmiotów prawa gospodarczego. Przedsiębiorca zostanie z ogromnymi, niepodlegającymi odliczeniu wydatkami, których (biorąc pod uwagę charakter swojej działalności, generującej zysk przeważnie po stronie zysków kapitałowych) nie zdąży rozliczyć w ciągu ustawowego terminu, tj. pięciu lat. Chociaż należy również przyznać, że wprowadzone zmiany to niemała rewolucja także w księgowości, a zatem i w samym sposobie rozliczania. Wiąże się ona między innymi z koniecznością dostosowania prowadzonej ewidencji rachunkowej, bowiem od teraz konieczny jest wyraźny podział na dwa różne typy dochodów. Więcej pracy pojawi się również przy kwalifikowaniu kosztów pośrednich, które raz trafią do „worka” zysków kapitałowych, a raz do pozostałej działalności gospodarczej. Nie wiadomo natomiast do końca, według jakiego klucza należałoby dokonywać takiego podziału. W najbliższym czasie będzie to z pewnością powodowało duże problemy i chaos – zarówno w środowisku przedsiębiorców, prawników, jak i osób zajmujących się księgowością i rachunkowością.

Czy agencje marketingowe zakończą działalność?

Nowelizacja przepisów ustawy o CIT to ogromny cios dla agencji marketingowych i innych podmiotów uzyskujących „lwią” część przychodów z zysków kapitałowych. Możliwe, że ten ruch ze strony polskiego ustawodawcy zmusi wiele firm do zakończenia prowadzonej działalności lub wpędzi je w spiralę długów. W takiej sytuacji warto zasięgnąć rady wykwalifikowanych doradców podatkowych i prawników, którzy pomogą znaleźć odpowiednie, indywidualnie dobrane dla przedsiębiorcy rozwiązanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Analitycy Domu Analiz SII wycenili akcje Sescom

Dom Analiz SII opublikował rekomendację inwestycyjną dla akcji Sescom S.A. Cena docelowa w perspektywie 12-miesięcznej dla tych walorów ustalona została na poziomie 55,97 zł, co przy cenie zamknięcia notowań z 24 sierpnia 2018 roku oznacza potencjał wzrostu na poziomie 135,2%.

Grupa Sescom specjalizuje się w świadczeniu usług Facility Management, tj. serwisu technicznego budynków oraz urządzeń, rozwijając również inne usługi, komplementarne do podstawowej działalności. W jej ofercie znajdują się między innymi usługi serwisu klimatyzacji, ogrzewania i wentylacji (HVAC), utrzymania elementów infrastruktury IT, a także usługi montażowe i budowlane.

W ostatnich miesiącach kurs notowań akcji Sescom spadł z poziomu około 45 zł do ponad 20 zł, a w konsekwencji rynkowa kapitalizacja Spółki obniżyła się z poziomu około 95 mln zł do ponad 42 mln zł. Naszym zdaniem rzeczona przecena nie miała fundamentalnego uzasadnienia. Rok obrotowy 2017/2018 jest dla Grupy Sescom rekordowy pod względem notowanych wyników finansowych.

Po trzech kwartałach jej skonsolidowane przychody wyniosły 94,5 mln zł wobec 66,8 mln zł w analogicznym okresie rok wcześniej (+41,4% rdr), wynik EBITDA zwiększył się z poziomu 5,1 mln zł do 10 mln zł (+96,9% rdr), a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej z poziomu 2,7 mln zł do 6,7 mln zł (+150,9% rdr) – podsumowano w raporcie.

Analitycy Domu Analiz SII zwrócili uwagę, że na wyniki finansowe ostatniego raportowanego kwartału istotnie wpłynęła realizacja jednorazowego, wysokomarżowego zlecenia w segmencie IT Infrastructure. Między innymi ze względu na efekt wysokiej bazy poprawa zysków w następnym roku obrotowym może okazać się zatem wyzwaniem, jednak w długim terminie perspektywy dalszego rozwoju dla Sescom wciąż pozostają atrakcyjne.

Naszym zdaniem motorem napędowym wyników Spółki w najbliższych latach będzie m.in. zakończenie integracji nowo powołanych jednostek i przejętej ZCP Cube.ITG, rozwój nowych segmentów działalności (Digital i Intelligence) oraz dalsza ekspansja zagraniczna. Ponadto Sescom nie wyklucza kolejnych przejęć, czego dowodem są plany akwizycji firmy Dozór Techniczny – napisano w raporcie.

Zgodnie z szacunkami Domu Analiz SII Grupa Sescom osiągnie w bieżącym roku obrotowym 125,5 mln zł przychodów ze sprzedaży (+30,4% rdr), 13,6 mln zł wyniku EBITDA (+55,4% rdr) i 9,2 mln zł zysku netto (+75,7% rdr). Przy kursie notowań akcji Sescom z 24 sierpnia 2018 roku implikuje to wartość wskaźnika C/Z na poziomie 5,4.

Rekomendacja została wydana 27 sierpnia o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 27 sierpnia, godz. 8:00. Autorami raportu są Paweł Juszczak i Adrian Mackiewicz.

Dom Analiz SII zawarł ze spółką Sescom umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Problemy z płatnościami firm z branży e-commerce

Sprzyja jej koniunktura, nawyki klientów, a od niedawna też zakaz handlu w niedzielę, mimo tego ryzyko nieotrzymania płatności z branży e-commerce rośnie. W pół roku, o niemal jedną czwartą zwiększyła się liczba firm posiadających problemy w rozliczeniach, a suma ich zaległości wzrosła do 126 mln zł – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK. Kondycja finansowa przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą wysyłkową i internetową jest jednak lepsza niż wcześniej – podaje wywiadownia gospodarcza Bisnode Polska.

Europejski rynek e-commerce był wart w 2017 r. 534 mld euro o 11 proc. więcej niż rok wcześniej, podaje Ecommerce Europe*. W 2018 r. ma to być już 602 mld euro. W Polsce wzrost sięgnął 13 proc. r/r, a wartość rynku szacowana jest na około 40 mld zł. m.in. dlatego, że systematycznie zwiększa się odsetek Polaków, którzy robią zakupy za pośrednictwem internetu. Według raportu „E-commerce w Polsce 2017”** już 54 proc. z nas zdecydowało się na zakupy w sieci wobec 50 proc. rok wcześniej. Badani uważają, że są one wygodne (44 proc.), szybkie (39 proc.) i tańsze (33 proc.) niż tradycyjne. Spada też udział osób postrzegających je jako niebezpieczne, aktualnie obawy ma 38 proc. ankietowanych.

Dodatkową szansą dla dynamicznego rozwoju e-handlu w przyszłości są ograniczenia działalności tradycyjnych sklepów w niedziele. O ile w 2018 r. będzie 39 niedziel wolnych od handlu, to już rok później sprzedaż będzie możliwa jedynie w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, a w 2020 r. będzie zaledwie siedem niedziel handlowych. Niemal co piąty badany przez Gemius deklaruje, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę będzie więcej kupował online. Bez wątpienia handlowi w sieci będzie też sprzyjać rosnąca w gospodarce rola pokolenia Y i wejścia na rynek pokolenia Z.

Połowa sklepów internetowych w dobrej kondycji finansowej

E-sklepy inwestują w rozwój, nowe firmy próbują swoich sił i zdarza się, że mają problem z udźwignięciem finansowych zobowiązań. W efekcie rośnie liczba dostawców usług i towarów dla firm branży e-commerce, nie otrzymujących płatności na czas. Jak pokazują nasze statystyki, wierzyciele nie czekają jednak z założonymi rękami i wpisują dłużników do rejestru BIG InfoMonitor – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Według danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej, problemy z płatnościami wobec kontrahentów i banków ma ponad 23 proc. firm, więcej niż pół roku wcześniej. Na koniec czerwca niesolidnych dłużników z e-commerce było 3 364 wobec 2 724 na koniec 2017 r. Łączne zaległości tej branży, czyli płatności przeterminowane o minimum 30 dni, na co najmniej 500 zł wzrosły natomiast o 19 proc. i wyniosły po I połowie roku ponad 126 milionów zł.

Wygląda na to, że zwiększenie problemu z zaległościami to przede wszystkim wynik większej determinacji wierzycieli w dochodzeniu swoich należności i wzrostu biznesu e-commerce, bo kondycja finansowa sklepów internetowych wygląda obecnie lepiej niż pół roku wcześniej.

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018
Źródło: Bisnode Polska

Z badania przeprowadzonego przez Bisnode Polska wynika, że spośród ponad tysiąca polskich sklepów internetowych połowa jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. Z czego niemal połowa proc. jest w co najmniej dobrej sytuacji finansowej. W porównaniu z początkiem roku, swoją kondycję poprawiło ponad 6 proc. podmiotów. Ubyło szczególnie firm w których było źle.

Problemy z płatnościami e-commerce mniej powszechne niż wśród wszystkich branż

Intensywny rozwój rynku, nie jest wolny od problemów, ale nie ma potrzeby bić na alarm, bowiem kłopoty z płatnościami ma 4,2 proc. firm tej branży, podczas gdy wśród wszystkich przedsiębiorstw problemy widoczne w bazach BIG InfoMonitor i BIK ma 5 proc. firm. Branża e-commerce wypada więc lepiej. Nie zmienia to faktu, że pół roku wcześniej niesolidnych przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą w sieci było jedynie 3,4 proc. – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Przeważająca liczba dłużników została wpisana do Rejestru BIG InfoMonitor przez kontrahentów, jednak na sumę zaległości w większym stopniu wpływają opóźnienia w spłacie rat kredytów bankowych. Opóźnione kredyty wynoszą 97,7 mln zł, podczas gdy przeterminowane zobowiązania pozakredytowe sumują się do 28,4 mln zł.

Najwięcej zaległości na Mazowszu i Śląsku

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018 2
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Największe łączne zaległości należą do e-sklepów z Mazowsza, Śląska oraz Małopolski, odpowiednio jest to 21,5 mln zł, 20,8 mln zł oraz 12,4 mln zł. Podobną dominację widać wśród województw w kategorii liczby firm z problemami finansowymi. Najwięcej zarejestrowanych jest na Mazowszu i Górnym Śląsku. Sporo jest także w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku oraz w Małopolsce i w Łódzkiem. Średnia zaległość to 37 475 zł. Najwyższe średnie zaległe zobowiązania – ponad 49 109 zł należy do firm internetowych z Podlasia.

W Polsce zarejestrowanych jest 79,3 tys. firm e-commerce, które jako podstawową działalność zgłosiły „sprzedaż detaliczną prowadzoną przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet”. Aktywnych jest znacznie mniej. Handel w sieci to jednak również druga strona działania sklepów tradycyjnych. Staje się to już standardowym modelem biznesu w branży detalicznej.

* https://www.ecommerce-europe.eu/press-item/european-b2c-ecommerce-still-growing-fast-national-markets-moving-different-speeds/

** Raport „E-commerce w Polsce 2017”** zrealizowanego przez Gemius dla e-Commerce Polska

Ponad połowa firm z sektora MŚP kupuje samochody używane – głównie w komisach i centrach poleasingowych

Niemal 55 proc. z prawie 2 milionów polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP kupuje samochody używane – wynika z badania zrealizowanego w 3. kwartale 2018 r. na zlecenie Carefleet S.A., jednej z czołowych na polskim rynku firm zajmujących się finansowaniem i zarządzaniem flotami pojazdów. Samochody „z drugiej ręki” mikro, mali i średni przedsiębiorcy nabywają przede wszystkim w komisach oraz centrach sprzedaży pojazdów pokontraktowych i poleasingowych.

Jak wynika z badania, w sektorze MŚP pojazdy z rynku wtórnego najczęściej nabywają przedsiębiorstwa z branży budowlanej (81,8 proc. ankietowanych, którzy potwierdzili, że w reprezentowanych przez nich firmach kupuje się samochody używane) oraz transportowej (68 proc. wskazań). Najrzadziej auta „z drugiej ręki” nabywają mikro, małe i średnie firmy zajmujące się produkcją i handlem – odpowiednio 48,7 proc. i 51,2 proc. wskazań.

Bartosz Olejnik – Carefleet SA Dyrektor Sprzedaży i Marketingu
Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A.

–  Budownictwo i transport to branże, w których firmowe samochody są często eksploatowane bardzo intensywnie i szybko ulegają zużyciu. Dlatego też wysoki odsetek firm prowadzących tego typu działalność decyduje się na zakup aut na rynku wtórnym. Często są to pojazdy kilkuletnie, użytkowane w firmach aż do ich śmierci technicznej – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A.

Im mniejsza firma, tym częściej nabywa auta na rynku wtórnym

Ponadto, jak wynika z badania, pojazdy „z drugiej ręki” są najczęściej kupowane przez najmniejsze firmy, zatrudniające od 1 do 9 osób. Posiadanie samochodów używanych w swoich flotach deklaruje niemal 73 proc. badanych przedstawicieli mikroprzedsiębiorstw.

– Im mniejsza firma, tym częściej nabywa samochody z rynku wtórnego. Należy jednak zauważyć, że mikroprzedsiębiorstwa użytkują zazwyczaj tylko jedno lub dwa auta – twierdzi Bartosz Olejnik. – Z kolei we flotach średnich firm znajduje się przeważnie kilkanaście, kilkadziesiąt pojazdów. W związku z tym mamy do czynienia z zupełnie inną polityką zakupu aut i innymi formami ich finansowania. W tego rodzaju przedsiębiorstwach zdecydowanie rzadziej nabywane są samochody używane, a większą popularnością cieszą się outsourcingowe modele finansowania floty, takie jak wynajem długoterminowy – dodaje.

Jak wynika z odpowiedzi respondentów biorących udział w badaniu, dokładnie połowa małych firm w Polsce nabywa samochody z rynku wtórnego. W przypadku średnich firm odsetek ten wynosi z kolei zaledwie 27 proc.

Centra sprzedaży samochodów pokontraktowych i poleasingowych coraz popularniejsze

Najwięcej, bo ponad 26 proc. firm z sektora MŚP, które deklarują posiadanie we flotach samochodów używanych, nabywa je w komisach. Z roku na rok coraz większą popularnością, zarówno wśród osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, cieszą się centra sprzedaży samochodów poleasingowych i pokontraktowych, które w Polsce stanowią stosunkowo nową grupę podmiotów na wtórnym rynku motoryzacyjnym. Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A., w samochody używane zaopatruje się w nich już ponad 23 proc. mikro, małych i średnich firm.

– Centra sprzedaży poleasingowej i pokontraktowej, które oferują pojazdy po zakończonych umowach leasingu i wynajmu długoterminowego, cieszą się rosnącą popularnością, szczególnie wśród mikro i małych firm.  Jeszcze 2–3 lata temu bardzo trudno było znaleźć nabywców na samochody z przebiegami powyżej 160 tys. km, czyli takie, które stosunkowo często trafiają do nas po zakończeniu umów wynajmu długoterminowego. Obecnie kilkuletnie pojazdy z przebiegami nawet powyżej 200 tys. km, odpowiednio utrzymane i posiadające wiarygodny przebieg oraz pełną historię serwisową, są dla wielu przedsiębiorców ciekawą i pewniejszą alternatywą np. dla aut importowanych z zagranicy – mówi Bartosz Olejnik. – Warto również dodać, że w związku z tym, iż umowy najmu czy leasingu samochodów są zawierane na krótszy okres niż miało to miejsce jeszcze parę lat temu, coraz więcej aut po zakończonych umowach trafia do sprzedaży na rynek wtórny. W konsekwencji do dyspozycji kupujących są bardziej nowoczesne pojazdy, o wyższym standardzie i w lepszym stanie.

Na trzecim miejscu wśród najpopularniejszych źródeł pozyskiwania samochodów używanych, przedstawiciele firm z sektora MŚP, którzy zadeklarowali zakup pojazdów „z drugiej ręki”, wymienili markowe sieci dealerskie (19,1 proc.). Z kolei 18,7 proc. z nich zaopatruje się w auta sprowadzane z zagranicy, a 10 proc. dokonuje transakcji na giełdach samochodowych. Marginalną rolę w sektorze MŚP (1,2 proc. wskazań) odgrywa wykup aut od pracowników i udział w licytacjach komorniczych.

Ostatnia chwila na zgłoszenie do tegorocznej Rundy Inwestycyjnej InnoEnergy

EIT InnoEnergy ogłasza datę zakończenia naboru wniosków do Rundy Inwestycyjnej 2018, wspierającej nowatorskie rozwiązania. Aby przejść z powodzeniem proces selekcji przed końcem roku, należy złożyć wniosek do 4 października br.

Runda Inwestycyjna – czym jest i dla kogo?

Runda Inwestycyjna skierowana jest przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), których sprawdzone rozwiązania technologiczne przyczynią się do transformacji przemysłu energetycznego w Europie. Od uruchomienia Rundy w 2011 roku, EIT InnoEnergy zainwestowało już 190 mln EUR w projekty z całej Europy – wspierając projekty, których łączna wartość przychodów ze sprzedaży szacowana jest na poziomie 3 mld EUR.

Oprócz finansowania, EIT InnoEnergy oferuje wnioskodawcom możliwość skorzystania z wiedzy i kontaktów dostępnych w ramach ekosystemu innowacji energetycznych, składającego się z 385 partnerów branżowych reprezentujących obszar energii, czystych technologii i mobilności.

Gdzie potrzebne jest wsparcie dla MŚP w sektorze innowacji energetycznych?

InnoEnergy  postrzega komercjalizację jako priorytetową potrzebę biznesową małych i średnich przedsiębiorstw przy wprowadzaniu nowatorskiego produktu. Poza tym niezwykle ważne jest skrócenie czasu wejścia z produktem na rynek, jego umiędzynarodowienie, zwiększenie skali działalności  oraz dostęp do stabilnego,  przewidywalnego finansowania. Tak aktualnie wygląda zapotrzebowanie MŚP w sektorze innowacji energetycznych – podsumowuje Marcin Lewenstein, Innovation Officer w InnoEnergy Central Europe.

  • Komercjalizacja produktu

Zadaniem EIT InnoEnergy jest zidentyfikowanie i umożliwienie dostępu do partnerów, którzy pomogą w zdefiniowaniu i dotarciu do grupy docelowej podczas wprowadzania rozwiązania na rynek. Przy wykorzystaniu wsparcia, możliwe jest przyspieszenie momentu wystartowania z produktem.

  • Zwiększenie skali i uprzemysłowienie

Uruchomienie produkcji na dużą skalę jest jedną z faz, która wymaga większego nakładu inwestycyjnego. EIT InnoEnergy zapewnia wiedzę, a dzięki temu pomaga w uniknięciu typowych błędów, które mogą przyczyniać się do utrudnienia procesu uprzemysłowienia.

  • Pozbawione ryzyka, przewidywalne finansowanie

Finansowane przez EIT InnoEnergy projekty najczęściej wymagają rozwoju technologii czy prototypów, dlatego też wiążą się z wysokimi nakładami. Współpraca z EIT InnoEnergy umożliwia szybkie uruchomienie funduszy i sprawną realizację projektu innowacyjnego.

Polskie projekty korzystają – przykłady

EIT InnoEnergy wsparło również szereg polskich projektów i rozwiązań. Przykłady produktów, które odniosły sukces to, m.in. BioEcoMatic oraz XSensor.

  • BioEcoMatic to nowy, wysoko wydajny, zautomatyzowany kocioł na biomasę, głównie słomę. To rozwiązanie pozwala rolnikom, przedsiębiorstwom wiejskim oraz lokalnej społeczności na korzystanie z lokalnych, czystych źródeł paliw do ogrzewania.
  • Xsensor to innowacyjna linia czujników bezprzewodowych opracowanych w celu usprawnienia zarządzania i eksploatacji urządzeń dzięki zastosowaniu tzw. diagnostyki predykcyjnej.Rozwiązanie to pozwala lepiej monitorować pracę urządzeń i przewidywać potencjalne usterki, dzieki czemu korzystające z niego firmy uzyskują znaczną poprawę w zakresie kosztów serwisu i remontów oraz wydajności operacyjnej.

Naszą misją jest przyspieszenie przejścia na czystą energię w Europie. Dlatego identyfikujemy, inwestujemy i współpracujemy z najbardziej innowacyjnymi przedsiębiorcami, aby zapewnić im bezpieczne i przewidywalne finansowanie, pomóc w zwiększeniu skali i skróceniu czasu wprowadzania produktu na rynek – mówi Jakub Miller, CEO w InnoEnergy Central Europe.

Zależy nam na prawdziwej współpracy. Całościowo pomagamy naszym partnerom i znacznie wykraczamy tu poza finansowanie. Łączymy przedsiębiorców z potencjalnymi klientami, partnerami biznesowymi i dystrybutorami. Redukujemy biurokrację, jednocześnie pomagamy skoncentrować się na zadaniach generujących wartość. Znamy rynek, dlatego wdrażamy tylko przemyślane narzędzia zaprojektowane w celu szybszego rozwoju modeli biznesowych i towarzyszących im strategii. Co równie ważne dla MŚP, stosujemy elastyczne podejście inwestycyjne i uczestniczymy w podziale ryzyka – dodaje Jakub Miller.

Rafał Benecki: Umocnienie złotówki możliwe dopiero pod koniec roku

Większość lokalnych czynników sprzyja polskiej walucie i obligacjom. Największym ryzykiem wciąż jest sytuacja, jaka ma miejsce poza Polską. Do pozytywnych krajowych czynników należy całkiem mocny wzrost gospodarczy. Drugi kwartał okazał się dużo lepszy niż oczekiwano. Spowolnienie gospodarcze w Strefie Euro z pierwszej połowy roku w bardzo niewielkim stopniu wpłynęło na koniunkturę w Polsce. Łączny wzrost PKB w 2018 roku może wynieść 4,8 proc. W najbliższych miesiącach wzrost ten będzie  utrzymywać się na poziomie 4,5 proc. Pozytywnie na sytuację naszej waluty wpływać będzie także sytuacja budżetowa. Całoroczny deficyt sektora finansów publicznych wyniesie ok 1,5 proc. PKB. Oznacza to również korzystne, wciąż niskie podaże obligacji. To, co ogranicza potencjał wzrostowy złotówki, to sytuacja zagraniczna. Głównym czynnikiem jest niepewność odnośnie wzrostu w Strefie Euro, wojny handlowe, duża zmienność dolara. Wszystko to wpływa negatywnie na inne rynki wschodzące.

– Gdyby nie otoczenie zewnętrzne, kurs złotego byłby dużo mocniejszy – w okolicach 4,10 wobec euro. Łącznie z niekorzystnymi czynnikami zagranicznymi widać miejsce na umocnienie się polskiej waluty wobec euro do ok. 4,20 na koniec 2018 roku – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, analityk ING Banku Śląskiego – Okres wzrostu dolara, który miał miejsce w drugim kwartale, prawdopodobnie dobiega końca. Sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump podkreśla, że nie podoba mu się moc amerykańskiej waluty. To kompensuje jego zabiegi protekcjonistyczne, mające poprawić bilans USA. Sytuacja gospodarcza w Europie także się poprawia. Zmniejszają się obawy, że to początek spowolnienia. Euro powinno zyskiwać już teraz, jednak cały czas można spodziewać się dalszej retoryki protekcjonistycznej i dyskusji o kolejnych cłach zza oceanu. Dotyczy to amerykańskich relacji z Europą, ale również z Chinami. Trudno więc spodziewać się istotnego odbicia europejskiej waluty w najbliższym czasie. Potencjał ten będzie o wiele większy w drugiej połowie roku, po wyborach cząstkowych w Stanach Zjednoczonych. Umocnienie złotówki do dolara możliwe jest dopiero pod koniec 2018 roku, razem z odbiciem eurodolara na świecie. Wtedy kurs ten może spaść do 3,40-3,50 zł – ocenił Benecki.

O dwóch takich co osłabili dolara

Dolar w poprzednim tygodniu został wyraźnie przeceniony. Stoi za tym dwie ważne osoby. Najpierw Donald Trump skrytykował Fed za podnoszenie stóp. Potem stojący na czele Rezerwy Federalnej Powell nie dostarczył rynkowi powodów by kupować dolara podczas sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole przyczyniając się tym samym do dalszego wypłaszczania się przebiegu krzywej rentowności długu. A to buduje w części inwestorów oczekiwania, że Fed może nie dokonać pięciu zapowiadanych do końca 2019 roku podwyżek stóp. Skorzystało na tym przede wszystkim euro, kurs EUR/USD w ubiegłym tygodniu podniósł się o 1,6 proc. a dziś w nocy rósł do 1,1650. Tym samym została wymazana przecena, którą napędzał turecki kryzys i obawy o jego rozlanie się na sektor bankowy Starego Kontynentu.
W krótkim terminie i z obecnych pułapów nie widzimy jednak znacznej przestrzeni do zwyżki i spodziewamy się prób wygaszania tego ruchu. Nastroje pozostają pozytywne Wall Street piątkową sesję kończyło najwyżej w historii, a poniedziałkowa sesja to silne zwyżki także chińskich indeksów. W takim środowisku do dolara mogą zyskiwać bardziej ryzykowni przedstawiciele G-10, m.in. mający co odrabiać po zawirowaniach na scenie politycznej AUD. EUR/PLN tydzień zaczyna pod 4,28,ale nie widzimy podstaw by oczekiwać wyraźnego umocnienia rodzimej waluty. W poniedziałek w Wielkiej Brytanii wypada Święto Bankowe, co powinno skutkować spokojnym przebiegiem sesji i ograniczonymi zmianami wartości walut i instrumentów finansowych. Odczyt dnia to niemiecki indeks Ifo. A co interesującego czeka nas w całym tygodniu?

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Zużywamy coraz więcej danych. Orange Polska wprowadza więc internet o prędkości 1 Gb/s

Zużywamy coraz więcej danych. Orange Polska wprowadza więc internet o prędkości 1 Gb/s 7

Średni transfer danych w gospodarstwach domowych jest dwukrotnie wyższy niż jeszcze w 2016 roku, a zapotrzebowanie na szybki internet jest coraz większe. To sprawia, że operatorzy stale pracują nad ulepszeniem swoich ofert. Orange Polska wprowadza internet o prędkości 1 Gb/s oraz inteligentne Wi-Fi, które zapewni lepsze pokrycie sygnałem w całym domu. W ten sposób klienci mogą w jak najszerszym stopniu korzystać z możliwości, jakie daje sieć światłowodowa. Pokazujemy drogę rozwoju dla innych rynków, wyznaczając standardy prędkości internetu domowego – podkreśla Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

– Internet światłowodowy o prędkości sięgającej 1 Gb/s oferowany na tę skalę to absolutna nowość na polskim rynku, zwłaszcza że już dziś jest on dostępny w 1,7 mln gospodarstw domowych w Polsce. To innowacja, nad którą pracowaliśmy w Orange Polska od ponad pół roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes zarządu Orange Polska.

Zapotrzebowanie na transfer danych, a tym samym na prędkość internetu, szybko rośnie. W pierwszym półroczu przez sieć szkieletową Orange przepłynęły ponad 42 mln GB danych. Znacznie więcej przesyłają klienci sieci stacjonarnej – dziennie średnio trzy razy więcej niż klienci mobilni). Coraz więcej danych płynie przez światłowód. W ciągu ostatnich dwóch lat ilość danych, jakie średnio przesyłał w ciągu miesiąca użytkownik najszybszego dostępnego dotychczas w sieci Orange łącza – 600 Mb/s – wzrosła dwukrotnie. To już ponad 200 GB. Dlatego Orange Polska oferuje klientom internet o prędkości nawet 1 Gb/s.

Zapotrzebowanie rośnie. Gigabitowa prędkość, jaką właśnie wprowadzamy do oferty i proponujemy klientom, jest odpowiedzią na to, jak zmieniają się potrzeby naszych klientów – zapewnia Jean-François Fallacher. – W świecie powszechnego dostępu do internetu, a znam tę branżę od 20 lat, widać, że jeśli zaoferuje się ludziom większą prędkość, to będą z niej korzystać. Internet i Wi-Fi stały się nieodzownymi elementami naszego życia – korzystamy z nich nieustannie. Również w domach, w których coraz częściej z internetu korzysta wiele osób równocześnie, na wielu urządzeniach, np. oglądając filmy na smartfonach. Zwiększamy także prędkość wysyłania danych, co jest bardzo dobrą wiadomością np. dla graczy, którzy potrzebują najwyższych prędkości.

Obecnie operator ma 300 tys. klientów internetu światłowodowego FTTH i 3 mln gospodarstw domowych w jego zasięgu. Gigabitowe łącze będzie dostępne dla nowych klientów, lecz także dla dotychczasowych, którzy znajdują się w zasięgu ofert 600 Mb/s, czyli w sumie 1,7 mln gospodarstw domowych.

Jak podkreśla prezes spółki, korzystanie z szybkiego internetu ma być teraz również znacznie wygodniejsze. Nawet na większej liczbie urządzeń podłączonych do sieci, a to może być w przyszłości prawdziwym wyzwaniem. Jak prognozuje Cisco, w 2021 roku globalnie wyniesie ona 27 mld, przy 17 mld w 2016 roku.

 Wprowadzamy również nowości w zakresie łączności Wi-Fi. W dużych mieszkaniach zdarza się, że w niektórych miejscach nie ma sygnału Wi-Fi. Dzięki nowemu produktowi, który wprowadzamy na rynek, sygnał będzie docierał do każdego miejsca w domu czy mieszkaniu. Nazwaliśmy tę usługę Smart Wi-Fi, ponieważ dostosowuje się ona do potrzeb użytkownika. Wraz z uruchomieniem tej funkcji na modemach Funbox 3.0 oraz wprowadzeniem do oferty specjalnego wzmacniacza sygnału, klienci otrzymują prostą w użyciu aplikację, która mierzy siłę sygnału Wi-Fi i pomaga umieścić urządzenia w optymalny sposób, tak aby móc się cieszyć dobrą jakością sygnału w każdym miejscu naszego domu – wskazuje Jean-François Fallacher.

To właśnie na jakość sieci Wi-Fi – mimo dobrego łącza – klienci skarżą się najczęściej. Tymczasem jak wynika z raportu Polska jest MOBI, 79 proc. Polaków używa w swoich domach Wi-Fi.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie UKE wynika, że w 2017 roku z internetu stacjonarnego korzystało 70 proc. mieszkańców Polski, a z internetu mobilnego – 25 proc. Średnia prędkość w przypadku stacjonarnego internetu wynosiła 83 Mb/s.

Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne

Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne 8

Polacy mają coraz większe zaufanie do zakupów internetowych, także z sektora turystycznego. Już nawet 65 proc. miejsc noclegowych, zwłaszcza apartamentów wakacyjnych, nad polskim morzem rezerwowanych jest online. Na popularności zyskuje zwłaszcza kanał mobilny – rezerwacji za pośrednictwem smartfona jest o ok. 1/3 więcej niż przed rokiem. Rośnie także znaczenie mediów społecznościowych – goście dopytują o warunki oferty, zdjęcia, a nawet rezerwują noclegi.

Internet i nowe technologie w coraz większym stopniu oddziałują na branżę turystyczną. W szybkim tempie rośnie przede wszystkim znaczenie internetowych kanałów sprzedaży. Jak pokazują dane VacationClub, tradycyjne rezerwacje telefoniczne stanowią już tylko 35 proc. wszystkich zamówień, przy czym ich liczba stale maleje. Współcześni turyści wolą sprawdzić miejsce noclegowe w sieci, dzięki czemu minimalizują możliwość rozminięcia się ich oczekiwań z rzeczywistością.

Coraz mniej gości dzwoni na infolinię czy dział rezerwacji, dopytując o ofertę, a coraz więcej osób sprawdza ją w internecie. Nie chcą jechać na wakacje w ciemno, weryfikują zdjęcia danego hotelu, sprawdzają udogodnienia oraz opinie gości, którzy przebywali w danym apartamencie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Wróblewska, założycielka platformy rezerwacyjnej VacationClub.

Polacy coraz chętniej korzystają z internetowych serwisów turystycznych, które umożliwiają pozostawienie opinii o danym miejscu noclegowym, a nawet opublikowanie zdjęć przedstawiających faktyczny stan pokoju. Jednocześnie rośnie znaczenie mediów społecznościowych – potencjalni goście oczekują bowiem obecnie natychmiastowej odpowiedzi ze strony hotelu, przesłania szczegółowej oferty oraz zdjęć obiektu w prywatnej wiadomości. Chętnie też dokonują rezerwacji za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

 O popularności kanałów online przede wszystkim decyduje dostępność oraz zmiana nawyków konsumentów. Konsumenci oczekują informacji w każdym możliwym, dogodnym dla nich momencie. Sprawdzają zdjęcia hotelu, cenę, weryfikują wszystkie udogodnienia i robią to w dogodnej dla nich chwili, zgodnie z ich rytmem pracy – mówi Krystyna Wróblewska.

Możliwość zweryfikowania oferty to jednak nie jest jedyna zaleta rezerwacji online. Równie duże znaczenie dla ich rosnącej popularności ma szybkość i wygoda, nocleg można bowiem zarezerwować z dowolnego miejsca, o dowolnej porze. Jest to możliwe dzięki urządzeniom mobilnym, którym Polacy ufają coraz bardziej. W Polsce jedynie 30 proc. wejść na strony odbywa się przez komputer, pozostałe 70 proc. to odwiedziny ze smartfona.

 Na przestrzeni lat widzimy wyraźny wzrost liczby wejść na portale rezerwacyjne i strony hotelowe z urządzeń mobilnych, a nie komputerów. Teraz ten stosunek wynosi 70 do 30 proc., natomiast w zeszłym roku było to 50 do 50 – mówi Krystyna Wróblewska.

Smartfony pozwalają na bieżąco śledzić najlepsze oferty, dlatego w ten sposób Polacy szczególnie chętnie dokonują zakupów z oferty last minute. Jak wynika z danych VacationClub, stanowią one w tym sezonie ok. 30 proc. wszystkich rezerwacji. Na rezerwacje online coraz chętniej decydują się, wybierając apartament wakacyjny, a nie hotel.

VacationClub to istniejący od dwóch lat serwis z siecią apartamentów i domków letnich nad Bałtykiem: w Kołobrzegu, Świnoujściu i Mielnie. Należy do holdingu Zdrojowa Invest & Hotels.

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach 9

Elektromobilność to jeden z najważniejszych trendów w dzisiejszym transporcie i jedno z największych wyzwań przede wszystkim dla konstruktorów baterii. Obecnie stosowane ogniwa nie są w stanie zapewnić odpowiedniego zasięgu nie tylko samochodom osobowym, lecz także elektrycznym autobusom miejskim. Trwają prace nad ogniwami nowej generacji, ale równocześnie opracowywane są alternatywne projekty, które pozwoliłyby na zmniejszenie emisji spalin do środowiska, a jednocześnie zapewniłyby mobilność transportu. Nad jednym z nich pracują Polacy, którzy do końca 2018 roku chcą oddać do testów hybrydowy trolejbus niewymagający rozbudowywania sieci trakcyjnej.

– Projekt TrolBaSi to hybrydowy trolejbus nowej generacji, czyli trolejbus, który oprócz klasycznego pantografu zasilanego z sieci, ma również na pokładzie baterie. Widzimy w Europie i na świecie renesans trolejbusów, które kiedyś były bardzo popularne. Obecnie w Polsce tylko trzy miasta utrzymały sieć trolejbusową. Utrzymanie tej sieci jest drogie i skomplikowane oraz czasami zaburza przestrzeń miejską, bo trakcja wisi w niewygodnych miejscach, a jej budowanie na nowych osiedlach jest trudne. W związku z tym razem z Solarisem opracowaliśmy trolejbus wyposażony w baterię dojazdową – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, wiceprezes Impact Clean Power Technology.

Hybrydowe trolejbusy będą pobierać energię zarówno z pantografu zasilanego za pośrednictwem trakcji elektrycznej, jak i z baterii dojazdowej. Dzięki dodatkowym ogniwom trolejbusy mogłyby dojechać tam, gdzie miasto nie byłoby w stanie zbudować sieci trakcyjnej, czy to ze względów finansowych, czy logistycznych. Jedyną inwestycją, jaką musiałyby poczynić zakłady transportu publicznego, byłoby zmodernizowanie taboru tak, aby mógł pobierać energię elektryczną nie tylko z trakcji, lecz także z baterii.

– Tabor musi być wyposażony w nowoczesną baterię. Taka bateria zostanie rozładowana na trasie dojazdowej oraz z powrotem naładowana w trakcji elektrycznej, to jest całe serce tego projektu, żeby zaprojektować algorytmy i sposoby, w jaki sposób ta bateria może być używana w trolejbusie i doładowana z trakcji – tłumaczy Bartłomiej Kras.

Projekt TrolBaSi pozwoli rozwijać sieci trolejbusowe tam, gdzie dotychczas nie było to możliwe. Firmy transportowe będą mogły na bieżąco reagować na rozrost i zmianę tkanki miejskiej, posyłając trolejbusy tam, gdzie aktualnie są najbardziej potrzebne: do nowo wybudowanych osiedli czy na trasy objazdowe wyznaczone np. na czas remontu lub rozbudowy sieci trakcyjnej.

– Miasto będzie mogło dalej inwestować w sieć trolejbusową bez konieczności budowy trakcji trolejbusowej, czyli właściwie tylko inwestując w tabor,  a nie w bardzo kosztowną sieć. Będzie mogło np. zrezygnować z części trakcji trolejbusowej w bardzo newralgicznych miejscach, np. na starówce lub na mostach. Z punktu widzenia naszego systemu elektroenergetycznego będzie można lepiej balansować odbiory i w pewnym sensie oszczędzać energię elektryczną – przekonuje ekspert.

Potencjał trolejbusów dostrzegły władze Berlina, które w latach 2019–2023 chcą zrezygnować z autobusów elektrycznych ładowanych w zajezdniach na rzecz sieci trolejbusowej. Działania te są częścią programu proekologicznego, który zakłada, że do 2030 roku miejski transport publiczny będzie całkowicie bezemisyjnie. W ciągu najbliższych dziesięciu lat Berlin planuje wybudować aż 240 km trakcji elektrycznej dla hybrydowych trolejbusów.

Trolejbusy po 46 latach nieobecności wróciły także do czeskiej Pragi. Stało się to możliwe głównie dzięki wykorzystaniu technologii hybrydowego zasilania. Jedynie 15 proc. trasy pokrywa trolejbusowa sieć trakcyjna, resztę dystansu pojazdy przebywają, korzystając z energii zgromadzonej w baterii, która ładowana jest w trakcie postoju na pętli.

– Opracowujemy całą strategię używania trolejbusów bateryjnych w sieci trakcyjnej, które umożliwią oszczędzanie energii przez operatora czy miasto lub sprawią, że bilans energetyczny całej sieci trakcyjnej będzie korzystny poprzez to, że możemy czasowo wyłączać pewne trolejbusy z trakcji i przełączać je na zasilanie bateryjne w szczycie energetycznym. Obecnie budujemy prototyp pierwszego systemu i do końca roku zamierzamy już wprowadzić go do testów – zapewnia przedstawiciel Impact Clean Power Technology.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Publicznego (UITP) chce podwoić liczbę osób podróżujących transportem publicznym do 2025 roku, co oznaczałoby zaoszczędzenie ok. 170 mln ton ropy naftowej i uniknięcie emisji około 550 mln ton dwutlenku węgla.

Według analityków Research and Markets, globalny rynek elektrycznych autobusów w 2038 roku osiągnie wartość 500 mld dol.

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw 10

Coraz częściej sztuczna inteligencja towarzyszy człowiekowi. Wspierane przez SI są już smartfony, telewizory, a nawet samochody i samoloty. Wkrótce SI może opanować niemal każdą dziedzinę naszego życia. Sztuczna inteligencja ma jednak też ciemną stronę. Władze w Pekinie do 2020 roku planują wprowadzić System Zaufania Społecznego, który będzie inwigilował wszystkich obywateli. Mieszkańcy Chin będą oceniani pod kątem wypłacalności, kontaktów międzyludzkich oraz przyzwyczajeń zakupowych. Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie SI i technologii przetwarzania obrazu do przewidywania przestępstw.

– Zaproponowany przez Chiny system ma polegać na tym, że rząd będzie przetwarzał informacje o obywatelach i przyznawał im punkty. Jeśli nie mamy odpowiedniej liczby punktów, to np. nie możemy wejść do pociągu, ponieważ władza uważa, że nie płacimy rachunków albo jesteśmy elementem wywrotowym, który może spowodować zamieszanie w pociągu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Mieczkowski, dyrektor wykonawczy Fundacji Digital Poland.

Chiny w sztucznej inteligencji upatrują szansę na robotyzację przemysłu i wzrost gospodarczy, chcą dzięki niej zdominować świat. Obecnie chiński rynek to przede wszystkim trzy wielkie firmy – Baidu (odpowiednik Google’a), Alibaba (platforma sprzedażowa) i Tencent (odpowiednik Facebooka). Za każdą z nich stoi silne zaplecze technologiczne, własne centra badawcze sztucznej inteligencji oraz ogromne inwestycje w start-upy zajmujące się SI.

W rozwój SI zaangażowane są także bardzo mocno chińskie władze. Rząd chce, aby do 2030 r. Chiny stały się liderem technologicznym w obszarze SI z rynkiem o wartości 150 mld dol. Dla porównania analitycy MarketsandMarkets przewidują, że globalny rynek SI w 2025 r. ma być wart 190 mld dol. Jednym z elementów opierającym się na sztucznej inteligencji będzie System Zaufania Społecznego.

– Przypomnijmy, że to jest naród, który ma prawie 1,4 mld ludności. Rząd chiński nie chce dopuścić do zamieszek, więc chce faktycznie wykorzystać przetwarzanie danych i uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję, do zarządzania społeczeństwem. Informacje będą zbierane z szeregu danych, czyli z mediów społecznościowych, z informacji od banków dotyczących tego, czy spłacam rachunki na czas, od różnego rodzaju usługodawców, czy wywiązuję się ze zobowiązań, z jakich usług korzystam, jakie mam np. przewinienia – tłumaczy Piotr Mieczkowski.

Według raportu Fundacji Digital Poland łącznie w Chinach jest ponad siedemset spółek zajmujących się sztuczną inteligencją. Od kwietnia 2018 r., najbardziej wartościowym start-upem SI na świecie jest chiński SenseTime Group Ltd, którego wartość przekracza 3 mld dol. Firma specjalizuje się w przetwarzaniu obrazu i rozpoznawaniu twarzy. Właśnie na technologii rozpoznawania twarzy ma się opierać system SZS.

– Chiny bardzo mocno rozwijają przetwarzanie danych wokół zachowania i poruszania się obywateli. Mają największą bazę kamer wizyjnych na świecie, wiedzą, jak obywatele się przemieszczają, poszukują także w ten sposób przestępców. My takie kamery dopiero testujemy, np. aby wpuścić dany samochód na autostradę bez opłat gotówkowych czy wyjechać z galerii handlowej na bazie tablicy rejestracyjnej bez rozliczania, natomiast w Chinach faktycznie jest to kontrola społeczeństwa – mówi ekspert.

Kamery miejskie podłączone są do państwowego systemu monitorowania oraz identyfikacji obywateli, który potrafi automatycznie rozpoznać w tłumie m.in. osoby, za którymi wydano list gończy. O skuteczności tego systemu najlepiej świadczy przypadek poszukiwanego mężczyzny, którego kamery monitoringu rozpoznały i wskazały do aresztowania wśród sześćdziesięciotysięcznego tłumu bawiącego się na koncercie piosenkarza Jackie Cheunga.

Chińczycy chcą jednak pójść o krok dalej i wykorzystać sztuczną inteligencję nie tylko do aresztowania przestępców, lecz także do przewidywania zbrodni. Wykorzystując przeszło 170 mln zainstalowanych w Chinach kamer, technologię przetwarzania obrazu i różnego rodzaju dane, takie jak punkty z programu SZS, bilingi czy informacje o podróżach, testowany jest już system, który w porę ostrzeże służby o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Tworzone są listy osób niebezpiecznych, które obarczone są wyższym ryzykiem popełnienia zbrodni.

– Pierwsze takie przypadki przewidywania już się pojawiają. Spółka IBM w Nowym Jorku po przeanalizowaniu danych, gdzie najczęściej dochodzi do przestępstw i o której godzinie, potrafiła przewidzieć, gdzie wysłać patrol policyjny, aby do takich zdarzeń mogło nie dojść. Oczywiście nie były wskazane konkretne osoby, ale bardziej godziny, miejsca i punkty, gdzie taka policja powinna się pojawić. Faktycznie w Chinach to idzie jeszcze dalej, dlatego że bardziej dąży to do prewencji – mówi przedstawiciel Fundacji Digital Poland.

Z narzędzi inwigilacyjnych korzysta nie tylko chiński rząd, który nie ukrywa swoich działań, oficjalnie wprowadzając system punktowania. W 2013 roku Edward Snowden za pośrednictwem amerykańskiej prasy, ujawnił inwigilacyjne działania amerykańskiego rządu. W ramach programu PRISM amerykańskie agencje mogły podsłuchiwać, podglądać i czytać korespondencję wszystkich ludzi na świecie. Tymczasem wielkie korporacje takie jak Google czy Facebook nieustannie zbierają dane swoich użytkowników, wykorzystując je do tworzenia profili osobowych ułatwiających właściwe targetowanie reklam.

Według raportu CB Insights, na sto najbardziej obiecujących spółek SI aż siedem pochodzi z Chin, z czego pięć ma status jednorożca (ich wartość przekracza 1 mld dol.).

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko 11

Dobre perspektywy przed branżą tworzyw sztucznych w Polsce. W ostatnich latach rozwija się szybciej niż całą gospodarka i inne sektory przemysłu. Zapotrzebowanie na tworzywa rośnie przede wszystkim w sektorze opakowań, budownictwie i motoryzacji, ale produkcja krajowa zapewnia tylko połowę tego zapotrzebowania. Wyzwaniem dla branży jest ograniczenie negatywnego wpływu tworzyw sztucznych na środowisko. Obecnie mniej niż 30 proc. odpadów podlega recyklingowi. Do 2030 roku poziom recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych musi osiągnąć co najmniej 60 proc.

– Polski rynek tworzyw sztucznych od 10 lat rozwija się w znakomitym tempie. Z analizy wskaźników wzrostu wynika, że jest to dwa razy szybciej niż średni wzrost PKB w Polsce. Trzeba jednak powiedzieć, że tylko jego część związana z przetwórstwem, czyli produkcją wyrobów z tworzyw sztucznych, rozwija się tak szybko – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

W Polsce szybko rośnie zapotrzebowanie na tworzywa sztuczne. W 2017 roku zużyto 3,5 mln ton, co oznacza 9-proc. wzrost w stosunku do 2016 roku. Dla porównania rynek tworzyw sztucznych w Europie rósł w tempie ok. 3,5 proc., a na świecie – 3,8 proc. Raport roczny PlasticsEurope wskazuje, że w ujęciu długoterminowym, przez ostatnie dziesięć lat, średnia stopa wzrostu rocznego branży tworzyw sztucznych w Polsce wyniosła 8,4 proc. i była o 60 proc. wyższa od stopy wzrostu całego przetwórstwa przemysłowego i ponad dwukrotnie wyższa od średniego rocznego wzrostu PKB.

– W Polsce branża rośnie szybciej, niż wynosi średnia europejska, szybko gonimy Europę. Wiąże się to też z faktem, że jeszcze 10–15 lat temu wiele firm z Europy Zachodniej przenosiło swoją produkcję do Polski z uwagi na niższe koszty, głównie osobowe. Ta przewaga się powoli kończy, bo w Polsce koszty osobowe również rosną. Z drugiej strony, ten przemysł jest w tej chwili jednym z bardziej nowoczesnych w Europie, wygrywając przewagi konkurencyjne jakością produkcji i jakością kadry, mamy więc nadzieję, że utrzyma wysokie tempo wzrostu – mówi Kazimierz Borkowski.

Pod względem zapotrzebowania na tworzywa sztuczne Polska jest na 6. miejscu w Europie, po Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Główne dziedziny ich zastosowania to przemysł opakowaniowy (32,5 proc.), budowlany (blisko 26 proc.), motoryzacja (ok. 10 proc.) i produkcja urządzeń elektrycznych i elektronicznych (6,4 proc).

 W Europie dużo większy jest udział opakowań, można więc wnioskować, że ten sektor również w Polsce będzie się rozwijał szybko. Patrząc na dynamikę wzrostu i otoczenie biznesowe, wydaje się, że szybko rosło będzie zużycie tworzyw w motoryzacji do produkcji pojazdów i części samochodowych. Polska jest ważnym europejskim producentem części, w tym części z tworzyw sztucznych do samochodów – ocenia dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

Lokalna produkcja tworzyw sztucznych w Polsce nie zaspokaja istniejącego zapotrzebowania. W dużej mierze to efekt braku nowych inwestycji w produkcję polimerów. Dlatego importujemy duże ilości polimerów, głównie z Niemiec. Ujemne saldo wymiany handlowej z zagranicą pogłębia się i w 2017 roku wyniosło już 2,2 mln ton (o wartości ponad 3 mld euro).

Jak podkreśla ekspert, wyzwaniem dla branży jest zahamowanie negatywnego wpływu odpadów na środowisko. Choć stosowanie tworzyw sztucznych jest niezbędne w gospodarce i przyczynia się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, to z drugiej strony ich rosnące zastosowanie połączone z niewłaściwymi zachowaniami konsumentów (śmiecenie) i brakiem wystarczającej infrastruktury do zagospodarowania odpadów sprawia, że duże ilości odpadów trafiają prosto do środowiska.

 W związku z pracami nad wdrożeniem pakietu gospodarki o obiegu zamkniętym, który Komisja Europejska zaproponowała trzy lata temu, tworzywa stały się jednym z wyróżnionych materiałów. Stanowią bardzo ważny składnik gospodarki i są niezbędne zarówno dla przemysłu, jak i dla naszego codziennego życia, niemniej ich widoczne oddziaływanie na środowisko, np. śmieci w środowisku morskim, jest sygnałem do podjęcia walki z zanieczyszczeniem środowiska – mówi Kazimierz Borkowski.

Ocenia się, że tylko na terenie Europy wytwarzanych jest corocznie blisko 26 mln ton odpadów tworzyw sztucznych. Około 30 proc. z nich poddawanych jest recyklingowi. Branża dobrowolnie zobowiązała się zwiększyć powtórne wykorzystanie oraz recykling, zapobiegać przedostawaniu się tworzyw do środowiska oraz poprawić efektywności wykorzystania zasobów. Do 2030 roku poziom powtórnego użycia i recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych ma osiągnąć 60 proc., a w 2040 roku wszystkie opakowania mają być zdatne do ponownego użycia, recyklingu lub odzysku.

 Tworzywa sztuczne to nie jest jeden materiał, ale cała gama materiałów różniących się właściwościami, które aby skutecznie je poddać recyklingowi, należy najpierw rozdzielić na poszczególne polimery. Jak najbardziej wskazana jest tutaj współpraca konsumentów, bo to oni pośrednio decydują o powodzeniu recyklingu poprzez swoje zachowanie, czyli prawidłową segregację odpadów już w domu – stwierdza Kazimierz Borkowski. – Niestety, wydaje nam się, że nieprawidłowe zachowania konsumentów są ciągle największą barierą dla zmniejszenia wpływu odpadów tworzyw na środowisko.

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze

0

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze 12

Polscy przedsiębiorcy odpowiadają na rosnącą liczbę ukraińskich pracowników. Pojawiają się promocje dla obcokrajowców zakładających konta w polskich bankach, kupujących pakiety startowe w sieciach komórkowych, uruchamiane są strony internetowe i infolinie po ukraińsku, a restauracje wprowadzają menu w tym języku. Także w części kin można oglądać filmy w języku ukraińskim. Ofert dla naszych wschodnich sąsiadów będzie przybywać. Tym bardziej że coraz więcej Ukraińców deklaruje, że chce się osiedlić w Polsce na stałe.

 Ukraińcy to na polskim rynku bardzo duża i ciekawa grupa nowych klientów, wobec których firmy nie mogą przejść obojętnie. W tej chwili mamy już do dyspozycji oferty firm telekomunikacyjnych, operatorów sieci komórkowych dla Ukraińców, mamy tanie połączenia z Ukrainą. Jest to bardzo ważne dla osób, które przyjeżdżają do nas, by mogły relatywnie tanio i skutecznie kontaktować się ze swoimi bliskim – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Kołodziejczyk, dyrektor rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres.

Według oficjalnych danych od 2010 roku do maja 2018 roku do Polski przybyło ponad 535 tysięcy Ukraińców. To jednak tylko osoby zarejestrowane. Szacunki mówią, że w Polsce pracuje ponad dwa miliony obywateli tego kraju, a do końca tego roku ich liczba może sięgnąć trzech milionów. To sprawia, że dla usługodawców stają się oni istotną grupą potencjalnych klientów. Dlatego przybywa ofert skierowanych bezpośrednio do nich.

Potencjał biznesowy w coraz liczniejszej grupie Ukraińców przebywających w Polsce jako pierwsza dostrzegła branża telekomunikacyjna. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce”, 92 proc. z nich korzysta z oferty polskich operatorów komórkowych. Do branży telekomunikacyjnej stopniowo dołączają kolejne.

– Firma Progres współpracuje z bankami, które otwierają dla Ukraińców konta, umożliwiają ich bezpłatne prowadzenie, oferują obsługę, serwis i infolinię w języku ukraińskim. Jest to bardzo dobre i pozwala w łatwy sposób cudzoziemcom się zaaklimatyzować – podkreśla Kołodziejczyk. – Kolejny krok to oferta kredytowa, która też już w bankach się pojawia i jest dostosowana do możliwości pracownika ukraińskiego. Mówimy o kredytach gotówkowych czy na zakup samochodu, a także kredytach hipotecznych. 

Większość banków ma specjalne sekcje na swoich stronach internetowych przeznaczone dla Ukraińców. Dostosowują kanały obsługi do klienta ze Wschodu –  pojawiają się obcojęzyczne ulotki czy nowe wersje językowe infolinii. Część banków zachęca promocyjnymi warunkami przelewów pieniężnych na Ukrainę czy ułatwieniami przy zakładaniu konta. W niektórych placówkach pomocą służy też obsługa w języku ukraińskim. Z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce” wynika, że już 68 proc. z nich ma w Polsce konto bankowe.

 Mało jest natomiast jeszcze typowo ukraińskich produktów spożywczych dostępnych w sklepach. Pracujący u nas cudzoziemcy żalą się, że niektóre produkty, które znają z domu, u nas są niedostępne – zaznacza dyrektor w Grupie Progres.

Ponad połowa Ukraińców robi codziennie zakupy w dyskontach, a blisko 40 proc. w hiper- i supermarketach. Sieci handlowe zaczynają reagować na ich potrzeby – niedawno Carrefour rozszerzył asortyment ukraińskich produktów. Ukraińska półka jest wprowadzana w ramach konceptu Kuchnia Świata. Do sprzedaży trafiło prawie czterdzieści ukraińskich produktów, głównie słodyczy i przekąsek.

 Instytucje starają się dotrzeć do cudzoziemców poprzez reklamę, ale także coraz częściej wybierają kanał, jakim są firmy rekrutacyjne, czyli zgłaszają się do nas, ponieważ wiedzą, że my takich pracowników zatrudniamy. Proponując nam współpracę i wymianę usług, mamy sytuację win-win. Z jednej strony my, jako firma rekrutacyjna, możemy przyjeżdżającemu do nas pracownikowi pomóc się wyposażyć, zaaklimatyzować relatywnie szybko, ponieważ on może te wszystkie usługi u nas otworzyć na miejscu w jednym okienku, a bank czy firma ubezpieczeniowa zwiększają sprzedaż – tłumaczy Marcin Kołodziejczyk.

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów 13

Jak wynika z danych z bazy Mintel Global New Products Database (GNPD), jeszcze dziesięć lat temu zaledwie 17 proc. spożywczych nowości produktowych obecnych na sklepowych półkach opatrzonych było informacjami o ekologicznym procesie produkcji, naturalnym pochodzeniu lub składzie pozbawionym GMO. Obecnie ich odsetek wzrósł do 29 proc. Jeszcze większy skok odnotowano w przypadku wyrobów powstałych w zgodzie z zasadami zrównoważonego rolnictwa czy sprawiedliwego handlu – z 1 proc. do 22 proc. To efekt rosnącej świadomości konsumentów.

 Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Chcą wiedzieć więcej na temat produktów spożywczych, składników i historii, które stoją za produktami. Według naszych badań konsumenckich sześciu na dziesięciu respondentów mówi o tym, że są w stanie zaufać bardziej danej marce spożywczej, jeżeli na jej opakowaniu znajdują się informacje o pochodzeniu składników. Jest to szczególnie istotne dla kategorii produktów nabiałowych czy mięsnych, gdzie pochodzenie ma bardzo duże znaczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Honorata Jarocka, starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel. – Wiąże się to poniekąd z patriotyzmem zakupowym. Rodzime marki coraz chętniej podkreślają, że są z Polski. Na naszym rynku jest to duża wartość dodana.

Z raportu firmy Mintel na 2018 rok wynika, że na globalnym rynku spożywczym ważnych jest pięć kluczowych trendów, na które starają się odpowiadać producenci. Pełna jawność (full disclosure) to jeden z nich, wynikający przede wszystkim z braku zaufania do producentów po nagłaśnianych przypadkach wycofywania produktów z obrotu oraz coraz wyższej świadomości na temat wpływu dodatków spożywczych na zdrowie i samopoczucie człowieka. Konsekwencją tej tendencji jest kolejny trend, określony jako samospełniające się praktyki (self-fulfilling practices).

Konsumenci, żyjący w pośpiechu i stresie, nieustannie bombardowani niepokojącymi informacjami ze świata, szukają sposobu na relaks i dobrostan, także w jedzeniu. Mając świadomość szkodliwości niektórych składników i produktów, szukają dla siebie złotego środka – indywidualnej diety, która zapewni im zarówno chwile przyjemności, jak i będzie źródłem zdrowia. Skutkiem tego zjawiska jest między innymi demokratyzacja zdrowej żywności, do tej pory uznawanej za dobro luksusowe, także ze względu na cenę.

Z drugiej strony konsumenci chcą też odczuwać dozę przyjemności, czyli sięgnąć po produkty, które być może nie są tak zdrowe, ale umiarkowanie akceptowalne, jak napoje gazowane o obniżonej zawartości cukru czy chipsy o obniżonej zawartości tłuszczu, pieczone w piecu albo czekolada z wysoką zawartością kakao. Niemal siedmiu na dziesiąciu respondentów lubi sobie dogadzać, sięgać po coś dobrego okazjonalnie.

– Nowe wrażenia zmysłowe (new sensations) to kolejny trend, który jest przede wszystkim istotny, gdy chcemy dotrzeć do młodego konsumenta – tłumaczy Honorata Jarocka. – Ośmiu na dziesiąciu respondentów w wieku 16–20 lat mówi o tym, że są zainteresowani produktami, które oferują nowe doznania, jeżeli chodzi o teksturę. Na rynku polskim pojawiają się zatem np. napoje o żelowych konsystencjach, które powodują, że są one bardziej sycące. 

Inne przykłady to herbaty mrożone z cząstkami owoców, soki z ziarnami zbóż czy ciastka z chrupiącymi dodatkami. Aż 36 proc. polskich konsumentów zadeklarowało, że chętnie skosztowałoby żywności i napojów o nietypowych konsystencjach. To więcej niż wśród Niemców, Włochów (po 22 proc.) czy Francuzów (26 proc.).

Czwarty trend – preferencyjne traktowanie (preferential treatment) – nie do końca odnosi się do asortymentu na półce sklepowej, ale dotyczy zakupów internetowych i mobilnych oraz związaną z nimi technologią, która umożliwia pozyskiwanie danych o indywidualnych preferencjach konsumentów. Ma to służyć przede wszystkim wygodzie i skróceniu czasu dokonywania zakupów online, a te są coraz popularniejsze. Przykładowo 65 proc. Chińczyków między 20 a 49 rokiem życia częściej robi zakupy spożywcze za pomocą telefonu komórkowego niż komputera lub laptopa – to szczególnie znaczący odsetek, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że aż 77 proc. osób z tej grupy wiekowej kupuje produkty spożywcze online, z dostawą do domu. Z kolei więcej niż co trzeci Brytyjczyk (35 proc.) robiący zakupy spożywcze przez internet uważa możliwość uzupełniania listy zakupów przy użyciu technologii sterowania głosem za atrakcyjną opcję.

Pojawiają się rozwiązania, które sprzyjają personalizacji, np. Amazon Dash w połączeniu z asystentką Alexa, która pomaga dokonywać zakupów instant, dodatkowo może podpowiedzieć, jakie przepisy wykorzystać. Coca-Cola z kolei wypuściła maszynę vendingową, która uczy się preferencji konsumentów, o których mówią oni otwarcie np. w mediach społecznościowych.

Piąty trend – strawa naukowa (science fare) – wiąże się z możliwościami, jakie przemysłowi spożywczemu dają nowoczesne technologie produkcji.

– Przede wszystkim chodzi o branżę mięsną, ponieważ mówimy o rozwiązaniach technologicznych, które pozwalają stworzyć nowe produkty, takie jak mięso hodowane laboratoryjnie. Jest to odpowiedź na potencjalny brak żywności oraz wyzwanie związane z odpowiedzialnością środowiskową i mięso jest tu idealnym przykładem. Firmy takie jak Beyond Meat czy Impossible Foods są jednymi z bardziej znanych graczy, którzy zainwestowali w tę niszę ­– mówi Honorata Jarocka.

Już w 2017 roku 26 proc. Hiszpanów, 13 proc. Polaków, 11 proc. Francuzów, 9 proc. Włochów i 8 proc. Niemców powyżej 16 roku życia deklarowało, że mięso produkowane w laboratoriach, hodowane z komórek macierzystych lub wytwarzane syntetycznie jest dla nich atrakcyjne.

– Pojawiają się też rozwiązania w kategorii win, są plany wejścia w kategorię czekolady, kawy. To bardzo duży potencjał, czasami nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, dokąd branża spożywcza może nas zaprowadzić, ale okazuje się, że czeka na nas dużo do tej pory niewiarygodnych rozwiązań – przekonuje starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel.

Pracodawcy RP: Ministerstwo zakazuje, pacjent zapłaci

Przepis oferujący lekarzom publicznych szpitali podwyżkę pensji w zamian za rezygnację z dodatkowej pracy jest tak niejasny, że może przynieść nieodwracalne szkody pacjentom. Grozi bowiem znaczącym wydłużeniem kolejek: lekarze specjaliści będą mogli przyjmować tylko w jednym, publicznym szpitalu i nigdzie indziej.

Resort zdrowia realizując wcześniejsze zapowiedzi podwyżek dla lekarzy dodał w nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej nieoczekiwany warunek. Lekarze mogą otrzymać podwyżkę i zarabiać do 6750 zł – ale tylko jeśli podpiszą „lojalkę”. Zobowiązać się w niej muszą do tego, że nie będą podejmować pracy w innych jednostkach realizujących kontrakty NFZ i nie będą w nich udzielać takich świadczeń jak w jednostce macierzystej.

Podstawowym problemem jest niejasność tego przepisu. O ile nie ma wątpliwości, że lekarz nie będzie mógł pracować na oddziałach dwóch różnych szpitali, to przepis można jednak tak interpretować, że pozostaje możliwość pracy na oddziale w jednym i w przychodni drugiego. Czy jednak dyrektorzy publicznych szpitali będą ryzykować i wypłacać podwyżki lekarzom w takich mniej klarownych sytuacjach? W razie kontroli i zakwestionowania przez NFZ ich decyzji, będą musieli pokryć podwyżki z budżetów szpitali, a środki otrzymane na podwyżki od NFZ – zwrócić.

Zdaniem Pracodawców RP taka niejasność przepisów i brak jednoznacznej interpretacji już na etapie implementacji prawa jest bardzo groźna. Dyrektorzy szpitali będą „na wszelki wypadek” wymuszać podpisanie „lojalek” lub nie będą wypłacać podwyżek – bo w razie bardzo powszechnej w Polsce zmiany interpretacji przepisów ich szpitale mogą ponieść ogromne obciążenia finansowe.

Ministerstwo Zdrowia co prawda w przepisach zawarło „wentyl bezpieczeństwa” – w przypadku braków kadrowych szpital będzie mógł wypłacić podwyżkę nawet bez „lojalki”. Czy jednak braki kadrowe stwierdzone przez dyrekcję będą tak samo oceniane przez kontrolerów NFZ? Tej pewności nie ma, więc dyrektorzy szpitali znów w trosce o finanse zarządzanych jednostek nie będą skłonni ryzykować.

Eksperci Pracodawców RP zwracają też uwagę na inny, groźny dla pacjentów scenariusz. Lekarze rezygnując z dodatkowej pracy spowodują tym samym ograniczenie dostępu do poszczególnych świadczeń. Lekarz pracujący na częściowych etatach w kilku szpitalach będzie musiał wybrać teraz jeden, lub zrezygnować z podwyżki. Pacjenci pójdą za swoim lekarzem – i kolejka w tej jednej lecznicy znacząco się wydłuży.

Jaka może być skala tego problemu nie wiadomo, bo Ministerstwo Zdrowia ani w uzasadnieniu, ani w ocenie skutków regulacji nie przedstawiło danych na ten temat. Zagrożenie wydłużeniem kolejek jest jak najbardziej realne – a nie wiadomo, czy nie dotyczy funkcjonowania publicznej służby zdrowia w całym kraju! Tymczasem oczywistym jest, że dłuższe kolejki to zwiększenie zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów. Zdaniem Pracodawców RP resort zdrowia nie powinien wprowadzać przepisów, które potencjalnie mogą zaszkodzić chorym w Polsce.

Jako Pracodawcy RP wskazujemy jeszcze jedno zagrożenie. Podpisanie zobowiązania udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie, które jest warunkiem uzyskania podwyżki, może doprowadzić lekarzy do decyzji o porzuceniu pracy w sektorze publicznym i przejściu wyłącznie do sektora komercyjnego. Lekarze mogą mieć dość niepewności sytuacji prawnej, niespełnianych obietnic i wybrać pracę w lepszych warunkach.

Dlatego Pracodawcy RP wystąpili do Ministra Zdrowia o usunięcie wątpliwości interpretacyjnych. Zmiana ustawy zawiera zbyt wiele nieścisłości i nieprecyzyjnych określeń . W szczególności:

– ostrzegliśmy resort, że wprowadzenie podwyżek dla lekarzy specjalistów pod warunkiem udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie może doprowadzić do fali wypowiadania umów o pracę

– zwróciliśmy uwagę, że oświadczenie o zakazie konkurencji nie daje lekarzowi możliwości leczenia pacjentów w podmiotach prywatnych, które mają podpisany kontrakt z NFZ

– podkreśliliśmy nasze oczekiwania, że mając na uwadze kryzys kadrowy Ministerstwo Zdrowia podejmie działania zwiększające dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, zwiększy dostęp pacjentów do personelu medycznego – tymczasem zmiany zmierzają do komercjalizacji świadczeń zdrowotnych.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia – mając na względzie dobro i bezpieczeństwo pacjentów – jak najszybciej usunie wszystkie zagrożenia, jakie wniosła nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Bezrobocie nadal poniżej 6 proc.

Bezrobocie w lipcu wyniosło 5,9 proc., czyli tyle samo ile w czerwcu, ale było niższe niż przed rokiem w tym samym czasie – podał GUS.

Największy odsetek osób bez pracy był w województwie warmińsko – mazurskim (10,0 proc.) i mazowieckim regionalnym (9,8 proc.), najniższy – w regionie warszawskim stołecznym (2,6 proc.) i województwie wielkopolskim (3,3 proc.). Porównując stopę bezrobocia dla poszczególnych województw z wartościami tego wskaźnika z czerwca 2018 widać, że w pięciu województwach o najwyższej stopie bezrobocia nastąpiła (choć nieznaczna) poprawa sytuacji, tylko w województwie świętokrzyskim bezrobocie wzrosło o 0,1 pp. Powyższe dane wskazują, że w części województw nastąpiło wyczerpanie możliwości pozyskiwania pracowników z grona osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy. Te regiony coraz mocniej będą odczuwały z jednej strony brak rąk do pracy i silniejszą presję płacową, z drugiej – ograniczenie możliwości rozwoju działalności przedsiębiorstw lub nawet utrzymania jej na dotychczasowym poziomie.

Nieznacznie również spadła liczba zarejestrowanych bezrobotnych – w lipcu w powiatowych urzędach pracy było zarejestrowanych 961,8 tys. osób, co oznacza spadek w ciągu miesiąca o 6,1 tys. osób. Najwięcej osób bez pracy było w regionie mazowieckim – 93,7 tys. i województwie śląskim – 82,7 tys. Otwartym pytaniem pozostaje z jednej strony na ile te osoby są chętne i gotowe do podjęcia pracy, a z drugiej – na ile oferowane miejsca pracy są w zasięgu tych osób. Dla części bezrobotnych znaczną barierą w podjęciu pracy są kwestie dojazdu czy brak możliwości zmiany miejsca zamieszkania.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nowy tydzień na rynkach powinien rozpocząć się ospale w związku ze świętem bankowym w Wielkiej Brytanii w poniedziałek. W Europie pod lupą będą nastroje niemieckich przedsiębiorców (Ifo) i wstępne szacunki inflacji. W USA interesujące będzie, czy optymizm konsumentów dalej utrzymuje się rekordowo wysoko? Ponadto PMI z Chin i PKB z Kanady mogą przyciągnąć uwagę.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów/Chicago PMI/Michigan z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, CPI/PKB z Polski, PMI z Chin, CAPEX z Australii, PKB z Kanady

USA

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Wielka Brytania

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Polska

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

Azja

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

Australia

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Kanada

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Korporacja aptekarska straszy przedsiębiorców. Prawo farmaceutyczne nie zakazuje franczyzy

Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Bussines Centre Club, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET protestują przeciwko straszeniu polskich przedsiębiorców przez samorząd aptekarski utratą koncesji na prowadzenie apteki poprzez kreatywną i życzeniową interpretację prawa. Jest to kolejny przykład wpływania korporacji aptekarskiej na kształt rynku aptecznego, który tym razem nosi także znamiona czynu nieuczciwej konkurencji.

Naczelna Izba Aptekarska ponownie zaprezentowała własną, kreatywną wykładnię przepisów prawa. Tym razem została ona zawarta w komunikacie z 20 sierpnia br. w sprawie zawierania umów franczyzowych przez farmaceutów – właścicieli aptek, sugerując, że są one formą „obejścia prawa” i mogą „skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenie apteki”.

Organizacje pracodawców z całą mocą protestują przeciwko tego typu sugestiom, nie wynikającym z przepisów prawa, i podkreślają, chcąc uspokoić tysiące polskich przedsiębiorców – właścicieli aptek, że umowy franczyzy to działanie legalne tak w świetle przepisów prawa cywilnego, jak i regulacji dotyczących rynku aptecznego.

Co więcej, organizacje pracodawców przypominają, że franczyza to jeden z podstawowych sposób rozwijania działalności gospodarczej przez małych polskich przedsiębiorców, którzy w ten sposób zyskują stabilizację i bezpieczeństwo biznesowe, dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych i organizacyjnych, wsparcie dużej organizacji, szkolenia, rozpoznawalną markę oraz poprawę wyników finansowych. Z tych powodów franczyza od lat cieszy się dużą popularnością także na bardzo konkurencyjnym rynku aptecznym.

Żaden z przepisów Prawa farmaceutycznego nie zakazuje takiego działania. Twierdzenia samorządu są także w sposób jawny sprzeczne z „Konstytucją dla biznesu”, przyjętą przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego na początku br. W tym kontekście należy przypomnieć, że zgodnie z art. 8 ustawy – Prawo przedsiębiorcy „Przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa. Przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa”. W konsekwencji zawarcie umowy franczyzy nie może skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenia apteki franczyzobiorcy.

Także, wbrew twierdzeniom samorządu, zawartych w komunikacie NIA z 20 sierpnia br., art. 99 ust. 3 pkt 2 i 3 Prawa farmaceutycznego:

dotyczy wyłącznie sytuacji udzielania nowego zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej, nie odnosi się w żaden sposób do nabycia apteki w inny sposób czy tym bardziej do rozpoczęcia współpracy na zasadach franczyzy.

Posiadanie nie więcej niż 1% aptek w województwie nie jest warunkiem wykonywania działalności. Zatem prowadzenie większej ilości placówek nie uzasadnia także zastosowania art. 37ap Prawa farmaceutycznego i odbierania przedsiębiorcom zezwoleń aptecznych, co sugeruje w swoim komunikacie NIA.

Samorząd aptekarski już kolejny raz próbuje wprowadzić do opinii publicznej interpretację sugerującą, że działania zgodne z prawem są niedopuszczalne. Warto przypomnieć, że dotychczasowe próby podobnych działań kończyły się porażkami korporacji. Dotyczyło to tak:

sprawy tzw. „1%” (gdzie samorząd twierdził, że nie można posiadać więcej niż 1% aptek w województwie w drodze sukcesji uniwersalnej), jak i sprawy wydawania opinii ws. udzielania lub cofania zezwoleń na prowadzenie apteki (gdzie samorząd przyznawał sobie kompetencję do wydania opinii na podstawie przepisów współdziałania organów w postępowaniu administracyjnym).

W obu sprawach argumentacja NIA została odrzucona przez sądy administracyjne.

Warto także przypomnieć, że samorząd aptekarski został już kilkukrotnie ukarany w zw. z naruszeniem prawa konkurencji. Spośród sześciu takich przypadków można wymienić choćby sprawy:

uchwały uznającej za niedozwolone otwieranie przez aptekarzy własnych aptek w najbliższym sąsiedztwie już istniejących lub przyjmowanie stanowiska kierownika w tak usytuowanej aptece (2000 r.) oraz opiniowanie wniosków o udzielenie koncesji na prowadzenie apteki na podstawie pozaustawowych kryteriów (1994 r.) Mimo wielokrotnego karania i napominania korporacji aptekarskiej za czyny niezgodnie z prawem konkurencji, NIA kolejny raz podejmuje podobne działania, tym razem biorąc na cel systemy franczyzowe.

Ta sytuacja ponownie pokazuje, że samorząd aptekarski nie działa tylko jako samorząd zawodowy, lecz przede wszystkim jako organizacja przedsiębiorców, która próbuje wpływać na reglamentację działań rynkowych konkurentów.

Jest to także kolejny – obok ostatniego bezpardonowego sprzeciwu wobec wprowadzenia możliwości nabywania w aptekach internetowych leków na receptę przez osoby niepełnosprawne – przykład, że w celu realizacji własnych interesów ekonomicznych, samorząd aptekarski zdaje się lekceważyć interesy pacjentów czy małych i średnich przedsiębiorców.

Pracodawcy RP: Pochopne wprowadzenie exit tax zaszkodzi przedsiębiorcom

Exit tax, tak zwany podatek od przeprowadzki czy też podatek od wyjścia, ma zgodnie z zapowiedziami resortu finansów zacząć obowiązywać już od 2019 r. To o rok szybciej niż wymaga tego dyrektywa Unii Europejskiej. Pośpiech w tym przypadku jest niewskazany. Wyjście poza cele dyrektywy i profiskalne ujęcie nowej daniny uderzy bowiem w przedsiębiorców i naruszy fundamentalne zasady swobodnego przepływu kapitału i osób.

Celem dyrektywy 2016/1164 jest zapewnienie, aby podatki były płacone w miejscu, gdzie są generowane zyski i wytwarzana jest wartość. Jednym z elementów, który ma się przyczynić do realizacji tego celu jest właśnie wprowadzenie podatku od wyjścia. Zgodnie z treścią dyrektywy ma on polegać na opodatkowaniu niezrealizowanych zysków kapitałowych w przypadku przeniesienia aktywów, rezydencji podatkowej lub stałego zakładu. W skrócie, chodzi o walkę z agresywną optymalizacją podatkową i uciekaniem z majątkiem za granicę. Unijne przepisy przewidują, że ta nowa danina ma zacząć obowiązywać we wszystkich państwach członkowskich od 2020 r. Nasz resort finansów zapowiedział jednak, że wprowadzi exit tax już w 2019 r.

Skąd ten pośpiech? Znając priorytety, jakimi w ostatnim czasie kieruje się Ministerstwo Finansów, chodzi zapewne o zagwarantowanie dodatkowych wpływów do budżetu państwa. Należy zaznaczyć, że Unia Europejska pozostawiła państwom członkowskim dużą dowolność w implementacji dyrektywy. Ten właśnie aspekt budzi szczególny niepokój o kształt przepisów, jakie zaprezentuje resort finansów. Przedsiębiorcy obawiają się, że polskie przepisy, jak to niejednokrotnie miało miejsce w przeszłości, wykroczą poza zakres i cele dyrektywy oraz ograniczą swobodę przemieszczania się.

Nie ulega wątpliwości, że zwalczanie agresywnego planowania podatkowego jest działaniem słusznym i potrzebnym. Taki sposób optymalizacji pozbawia bowiem budżet państwa należnych mu wpływów, jak również godzi w zasady uczciwej konkurencji. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę, iż do końca roku nie zostało dużo czasu. Skoro resort finansów planuje, aby exit tax wszedł w życie już w 2019 roku, to znaczy, że prace nad uchwaleniem ustawy będą prowadzone w pośpiechu. To nie służy dobrej legislacji. Taki sposób procedowania uniemożliwi również przeprowadzenie rzetelnych i szerokich konsultacji społecznych. W związku z tym za zasadne należy uznać wprowadzenie nowej daniny zgodnie z terminem wyznaczonym przez Unię Europejską, tj. w 2020 r. Pozwoli to na wypracowanie dobrych przepisów, które pozwolą uniknąć sytuacji, w których opodatkowane zostaną podmioty nie stosujące agresywnej optymalizacji. Takie racjonalne działanie Ministerstwa Finansów wpłynęłoby także pozytywnie na nadszarpnięte poczucie pewności prawa.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej