Indeks PMI dla przemysłu. Ćwierćwiecze bez recesji w Australii

Indeksy PMI dla przemysłu w Unii Europejskiej bez większych niespodzianek. Znacznie lepiej od oczekiwań wypadła Szwajcaria. Wzrost gospodarczy w Australii. Dane z USA.

Indeksy PMI dla przemysłu

Dzisiaj poznaliśmy wyniki ankiet PMI dla przemysłu za luty. Są to badania w których menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia oceniają sytuację na rynku. Im większy wynik tym lepsze perspektywy ich zdaniem się malują. Równowaga pomiędzy rozwojem a recesją to równe 50 pkt. Wyniki powyżej tego pułapu świadczą o optymizmie, poniżej o pesymizmie. W przypadku Polski odczyt był dobry – 54,2 pkt. Warto natomiast zwrócić uwagę, że oczekiwano wyniku o 0,6 pkt lepszego. Łączny wynik dla Unii europejskiej wyniósł 55,4 pkt wobec oczekiwanych 55,5 pkt. Na tym wyniku zaważyły przede wszystkim delikatnie słabsze dane z Niemiec i Francji. Znacznie gorzej wypadła Hiszpania, za to nadspodziewanie dobrze Włochy. W rezultacie wynik musiał być zbliżony do oczekiwań. Niespodzianka miała natomiast miejsce w przypadku Szwajcarii. Tamtejszy indeks niespodziewanie wzrósł do 57,8 pkt wobec oczekiwanych 55,6 pkt. Jest to dość ciekawa sytuacja, gdyż tamtejsza gospodarka ostatnimi laty wyraźnie cierpi na mocnym franku. Jest to też zła wiadomość dla polskich kredytobiorców. Gdyby w tamtejszej gospodarce źle się działo byłby to sygnał do obniżki na franku. Tak dobry odczyt powinien go z kolei umacniać.

Wzrost gospodarczy w Australii

Australia opublikowała wynik wzrostu PKB. W ujęciu rocznym jest to 2,4% a w kwartalny 1,1%. Oznacza to, że po ostatnim spadkowym kwartale znów mamy wzrosty. Jest to o tyle ważne, że w ekonomii o recesji można mówić dopiero przy drugim z rzędu spadkowym kwartale. W rezultacie Australia utrzymała wzrostową historię ciągnącą się już ponad 25 lat. Dobre dane umacniają dolara australijskiego.

Dane z USA

Wczoraj opublikowano serię ważnych danych z USA. Po pierwsze zrewidowano w dół wzrost gospodarczy. Nie wynosi on już 2,1% PKB a zaledwie 1,9%. Z drugiej strony Lepiej od oczekiwań wypadł indeks Chicago PMI oraz indeks zaufania konsumentów Conference Board. Rynki zareagowały dość spokojnie w ostatecznym rachunku uznając dane o PKB za ważniejsze i osłabiając dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – wstępny odczyt inflacji,
  • 14:30 – USA – dochody i wydatki amerykanów,
  • 16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co dalej z kursem złotego? – Techniczny przegląd rynków

Od ponad 9 dni na parze walutowej USD/PLN nie wydarzyło się nic ciekawego. Byki starają się wybić nowy szczyt, ale niedźwiedzie bez najmniejszego problemu odpierają ataki. Strefa oporu 4.09-4.12 zdaje się być nie do przebicia, niemniej jednak trzeba uważać na ewentualne kontry byków.

Wykres numer 1: Para walutowa USD/PLN, interwał dzienny

Para walutowa USD/PLN, interwał dzienny
Źródło: Admiral Markets

Zadanie byków jest utrudnione zdaje się być utrudnione przez wskazania oscylatora stochastycznego, którego wartości podczas wzrostu notowań opadały. Ponadto na korzyść polskiej waluty przemawia sezonowość.

Wykres numer 2: sezonowość na parze walutowej USD/PLN. Kolor czerwony oznacza spadek USD/PLN, zielony wzrost USD/PLN

sezonowość na parze walutowej USD/PLN. Kolor czerwony oznacza spadek USD/PLN, zielony wzrost USD/PLN
Źródło: Bloomberg

Od 2002 roku para walutowa USD/PLN w marcu cechowała się większymi spadkami niż wzrostami. Średni spadek dla tego miesiąca z ostatnich 15 lat wyniósł 0.26 proc. Co więcej, podobną sytuację mieliśmy w kwietniu, ale skala spadków była o wiele większa i oscylowała w okolicy  1.48 proc.

Na korzyść rodzimej waluty przemawia również Giełda Papierów Wartościowych, a dokładniej główny indeks – WIG 20. Giełda oraz waluta w przypadku Polski jest ze sobą ściśle powiązana, z tego też powodu obserwując bardzo bycze nastawienie do indeksu WIG 20 możemy spodziewać się dalszego umacniania Złotego w stosunku do Dolara amerykańskiego.

Przy tak byczych sygnałach przeważających na korzyść polskiego złotego możemy oczekiwać spadku pary walutowej USD/PLN ponownie w okolicę poziomu wsparcia 3.965-3.965, natomiast docelowym poziomem będzie 3.90.

Podwyżki stóp procentowych za oceanem – analiza indeksu dolara

W ostatnim czasie po wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej inwestorzy zaczęli brać pod uwagę marcową podwyżkę stóp procentowych. William Dudley z nowojorskiej Rezerwy Federalnej stwierdził, że szanse na podwyżkę stóp procentowych w ostatnim czasie wzrosły, a sam wzrost gospodarczy jest wystarczający. Oliwy do ognia dolał John Williams z San Francisco, który potwierdził, że marcowa podwyżka stóp procentowych jest poważnie rozważana. Wszystkie te informacje skutkowały wzrostem prawdopodobieństwa na marcową podwyżkę stóp procentowych.

Wykres numer 3: Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na marcowym posiedzeniu

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na marcowym posiedzeniu
Źródło: Bloomberg

Przez niespełna kilkanaście dni prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na marcowym posiedzeniu zostało podwojone. Aktualnie inwestorzy już z 80-procentowym prawdopodobieństwem wyceniają podwyżkę o kolejne 25 punktów bazowych na najbliższym posiedzeniu. Pomimo tak jednostronnego nastawienia w stronę zacieśniania polityki monetarnej indeks dolara nie podrożał nawet o 2 punkty. Z tego też powodu, pomimo nadchodzącej podwyżki stóp procentowych  indeks dolara po raz kolejny może znaleźć się w okolicy 99 punktów.

Wykres numer 4: indeks dolara, interwał dzienny

indeks dolara, interwał dzienny
Źródło: Admiral Markets

Scenariusz spadkowy zostanie potwierdzony dopiero po przerwaniu dolnej bandy kanału wzrostowego. Na chwile obecną kupujący starają się przełamać ostatnie szczyty w okolicy poziomu 101.71.

Krajowa Administracja Skarbowa – jak bardzo zmieni życie podatników?

Od 1 marca 2017 roku obowiązuje ustawa o Krajowej Administracji Skarbowej. Uchwalaniu ustawy towarzyszył cały szereg mitów – podatnicy obawiali się niezapowiedzianych nalotów ze strony skarbówki, urzędników z bronią pojawiających w asyście specjalnie wyszkolonych owczarków niemieckich. Najbliższy czas pokaże, jak to będzie wyglądało w praktyce. 

Najważniejsze zmiany wynikające z ustawy dotyczą zasad kontroli oraz samej struktury organów skarbowych.

Znikają urzędy kontroli skarbowej oraz urzędy celne, a powstają nowe organy kumulujące dotychczasowe kompetencje tych dwóch organów – urzędy celno-skarbowe.

– Urzędy celno-skarbowe będą odpowiadać za kontrole, które były do tej przeprowadzane przez te dwa organy – powiedziała agencji eNewsroom.pl Małgorzata Sobońska-Szylińska, adwokat, partner w kancelarii Gekko Taxens – Istotna różnica w nowej procedurze kontroli wiąże się ze wszczęciem kontroli bez zapowiedzi.

Urzędnik przyjdzie, pokaże upoważnienie do wszczęcia kontroli, po czym może ją natychmiast rozpocząć – podatnik nie ma możliwości się do niej przygotować. Kolejną zmianą jest umożliwienie podatnikowi złożenia skorygowanego zeznania podatkowego już po wszczęciu kontroli, w ciągu pierwszych 14 dni. Prawo do skorygowania zeznania pojawi się po raz kolejny po zakończeniu kontroli, przy czym kontrola przeprowadzona według nowych zasad kończy się wynikiem kontroli (nie, jak dotychczas, protokołem). 

W wyniku kontroli organ opisuje zidentyfikowane przez siebie nieprawidłowości, a podatnik ma 14 dni na złożenie korekty deklaracji zeznania podatkowego. Brak złożenia takiej korekty będzie to oznaczał, że podatnik nie zgadza się z zarzutami kontrolujących. W takim przypadku postępowanie kontrolne przekształci się w zwykłe postępowanie podatkowe. Po przeprowadzeniu takiego postępowania urząd celno-skarbowy wydaje decyzje wskazującą zaniżenie podatku, a podatnik ma prawo do odwołania się od takiej decyzji. I tu pojawia się kolejna różnica w stosunku do dotychczasowego postępowania.

Podatnik składa odwołanie nie do organu wyższego stopnia, lecz do tego samego organu. Krytycy tego rozwiązania twierdzą, że jest ono sprzeczne z konstytucją, gdyż wypacza sens kontroli instancyjnej. 

Czy tak jest? Poczekamy na rozstrzygniecie Trybunału Konstytucyjnego. Z drugiej strony, spłaszczenie instancyjności paradoksalnie może przyczynić się do przyśpieszenia postępowania. Nie będzie ono w nieskończoność wydłużane poprzez kierowanie sprawy do organu pierwszej instancji w celu ponownego rozpoznania. Po powtórnym zbadaniu sprawy, urząd celno-skarbowy wydaje decyzję jako organ II instancji. Decyzja ta może być zaskarżona – jak to było do tej pory – do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego – powiedziała Sobońska-Szylińska.

Marek Kowalski o Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju

Nowa wizja rozwoju Polski, którą przygotowało Ministerstwo Rozwoju we współpracy z innymi resortami oraz partnerami społecznymi jest bardzo pozytywnie oceniona przez przedsiębiorców. Widać szereg ułatwień i udogodnień, których od jakiegoś czasu przedsiębiorcy oczekiwali.

– Wprowadzony program jest dobry – powiedział agencji eNewsroom.pl Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Uwzględnia on wiele udogodnień w miejscach, gdzie przedsiębiorcy borykają się z problemami. Przykładem jest biurokracja oraz ewentualne – diabeł tkwi w szczegółach – uregulowanie konkurencyjności na rynku, przez wyrównanie warunków działalności gospodarczej dla wszystkich działających podmiotów – ocenił Kowalski.

Polska giełda silna na tle innych rynków wschodzących

Robert Burdach, zarządzający funduszami akcji Union Investment TFI
Robert Burdach, zarządzający funduszami akcji Union Investment TFI

Czy wyceny spółek na warszawskiej giełdzie są już skrajnie wysokie? Naszym zdaniem nie. W tej chwili odrabiamy stracony czas. To sprawia, że jesteśmy silni na tle innych rynków wschodzących. Szczególnie spory dystans do nadgonienia ma WIG20. W ciągu ostatnich lat indeks największych spółek zachowywał się dużo gorzej od indeksu WIG czy mWIG40, który grupuje średnie spółki.

Po kolei rosną poszczególne sektory

Pozytywny ruch – tak najkrócej można opisać sytuację na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW). Obecnie widzimy, jak po kolei uruchamiają się kolejne spółki i sektory, które wcześniej nie uczestniczyły we wzrostach. Na początku były to PZU i KGHM, potem szerzej sektor finansowy, później energetyka, a w końcu spółki sektora paliwowego. Teraz prawdopodobnie będziemy obserwować powtórkę tego cyklu.

Możliwa korekta, ale sentyment pozostanie pozytywny

Od listopada WIG20 urósł już ponad 30%. Niedługo jakaś korekta może się wydarzyć, ale jeśli globalny sentyment się nie zmieni i ktoś nie wsadzi „kija w szprychy”, to akcje powinny pozostać silne. Poza powrotem kapitału zagranicznego na GPW, silnym wsparciem dla rynku akcji jest otoczenie makroekonomiczne w Polsce. Dobre prognozy na 2017 r., a zwłaszcza ruszające inwestycje dają nadzieje na dalsze wzrosty.

Polska liderem regionu

Polska wydaje się obecnie rynkiem z największym potencjałem. Giełdy w Czechach i na Węgrzech dużo lepiej radziły sobie przez ostatnie 2 lata, przez co w Warszawie mamy teraz sporo do nadrobienia. Dobre widoki na przyszłość potwierdzają dane z ostatnich 3 miesięcy, według których jesteśmy jednym z najsilniejszych rynków. Podobne zdanie o Polsce ma Goldman Sachs. Amerykański bank inwestycyjny wskazał Polskę jako jedyny europejski kraj, w którym rynek akcji ma duży potencjał wzrostu, tuż obok Brazylii i Indii.

Analiza EY: 8 priorytetów dla zarządów firm na 2017 rok

Ryzyka geopolityczne, zmiany napędzane przez cyfrową transformację, reforma audytu oraz ryzyka podatkowe to najważniejsze kwestie, które zarządy powinny wziąć pod uwagę przy realizowaniu zadań w 2017 roku. W swoich codziennych działaniach, zarządzający muszą także uwzględniać zgodność z regulacjami, wdrożyć strategię CSR, ulepszyć ład korporacyjny i zadbać o odpowiednie zarządzanie talentami – wynika z analizy EY „Agenda zarządów 2017. Priorytety zarządów i komitetów audytu w Europie”.

Zmieniający się rynek, spowolniony wzrost gospodarczy czy konkurencja ze strony nowych graczy sprawiły, że ubiegły rok był trudny dla europejskich przedsiębiorstw. W 2017 roku wyzwań wcale nie ubędzie. Według ekspertów EY, zarządy oraz komitety audytu muszą wziąć pod uwagę 8 kluczowych obszarów, które pozwolą na lepsze sformułowanie priorytetów.

Ryzyko geopolityczne

Czynniki geopolityczne zawsze miały wpływ na funkcjonowanie gospodarki. Jednak postępująca globalizacja powoduje obecnie, że problemy jednego regionu świata wpływają na pozostałe dużo szybciej niż kiedyś. Według Światowego Forum Ekonomicznego, w ciągu najbliższych miesięcy 3 spośród 5 najważniejszych źródeł ryzyka będzie związanych ze zmieniającą się sytuacją geopolityczną. Należą do nich: kryzysy wewnątrzpaństwowe, konflikty międzynarodowe a także błędy polityków poszczególnych krajów.

Brexit i włoskie referendum konstytucyjne pokazują, że decyzje podejmowane przez poszczególne kraje wpływają na wszystkich członków Unii Europejskiej, która nie potrafiła w ostatnim czasie poradzić sobie z poważnymi problemami, jak np. kryzys uchodźców.

– Coraz trudniej jest przewidzieć potencjalne konsekwencje gospodarcze związane z poszczególnymi źródłami ryzyka geopolitycznego. A mogą mieć one wpływ na wszystkie aspekty działalności przedsiębiorstw: modele biznesowe, sprzedaż czy kształt łańcuchów dostaw. Obecnie można oczekiwać dwóch rzeczy, po pierwsze, w najbliższych miesiącach będzie utrzymywał się podwyższony poziom niepewności związanej z czynnikami geopolitycznymi. Po drugie, rola Chin w światowej gospodarce będzie nadal szybko rosła – szczególnie biorąc pod uwagę wyniki wyborów prezydenckich w USA – mówi dr Marek Rozkrut, Partner i Główny Ekonomista EY.

Cyfrowa transformacja

Cyfryzacja, nazywana Czwartą Rewolucją Przemysłową, spowodowała gwałtowny wzrost sposobów komunikacji oraz ilości danych. Sztuczna inteligencja, powszechny dostęp do internetu, technologie 3D, analiza predykcyjna i łańcuchy bloków (ang. blockchain) rewolucjonizują sektory gospodarki. Jednocześnie zmienia się postawa konsumentów, którzy czują się silniejsi mając dostęp do informacji oraz mediów społecznościowych.

Jednym z wyzwań związanych z cyfryzacją jest zabezpieczenie istniejącego poziomu przychodów i generowanie nowych. Zarządy muszą odpowiedzieć na pytanie: czy jest to możliwe w ramach obecnej struktury. A jeśli nie – jakie kulturowe, strategiczne, organizacyjne i technologiczne zmiany są konieczne.

– Najważniejszy jest czas. Rewolucja cyfrowa, jak każda inna, ma gwałtowny przebieg. Członkowie zarządów muszą mieć świadomość, że nawet jeżeli ich branży jeszcze nie dotknęła, ewentualnych opóźnień nie da się nadrobić. Dlatego już teraz trzeba dostosowywać modele biznesowe do możliwości oferowanych przez technologie cyfrowe – mówi Tomasz Kibil, Dyrektor w Dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Cyfryzacja to nie tylko nowe możliwości, ale i nowe ryzyka. Wśród najistotniejszych można wymienić niebezpieczeństwo związane z paraliżem działalności poprzez ataki typu denial-of-service, podważanie wiarygodności czy manipulowanie zachowaniami klientów poprzez sieci społecznościowe czy zagrożenie bezpieczeństwa danych. Każda organizacja powinna mieć zidentyfikowane kluczowe zasoby i informacje, tak, aby nakłady inwestycyjne związane z bezpieczeństwem, były nakierowane tam, gdzie jest największe ryzyko. Bezpieczeństwo systemów to podstawa przetrwania każdej organizacji – dodaje Kazimierz Klonecki, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego EY.

Reforma audytu

W czerwcu 2016 roku weszła w życie unijna Dyrektywa 2014/56/EU oraz Rozporządzenie 537/2014. Nowe przepisy przewidują wprowadzenie obowiązkowej rotacji audytorów co 10 lat. Wymuszają także zmianę lokalnego prawodawstaw. Polski projekt nowelizacji ustawy o biegłych rewidentach jest o wiele bardziej restrykcyjny niż Dyrektywa i zakłada rotację audytorów co 5 lat.

– Polska byłaby jedynym państwem wprowadzającym tak krótki, maksymalny okres świadczenia usług. Dajmy możliwość doboru audytora radzie nadzorczej czy też Walnemu Zgromadzeniu i nie wprowadzajmy nadregulacji, która w wielu sytuacjach ważnych dla badanych jednostek, np. emisji akcji czy obligacji, nie pozwoli w danym momencie na wybór najbardziej odpowiedniego audytora wyłącznie z powodu restrykcyjnych przepisów – stwierdza Jacek Hryniuk, Partner Zarządzający, Dział Audytu, EY.

Unijne przepisy wprowadzają także ograniczenia w świadczeniu usług nieaudytowych, wprowadzając m.in. konieczność uzyskania zgody komitetu audytu. Dodatkowo określają maksymalną wysokość wynagrodzenia – nie więcej niż 70% średniego wynagrodzenia za badanie sprawozdań finansowych. Polski projekt idzie dalej – wymaga zgody całej rady nadzorczej, a wynagrodzenie ustawia na poziomie 50%.

– Taka nadregulacja wpłynęłaby na ograniczenie konkurencji na rynku usług doradczych, a tym samym odbiłaby się negatywnie na jakości i dostępności kosztów usług doradczych, nie mówiąc już o wzroście cen za nie – dodaje Jacek Hryniuk.

Polska chce także wprowadzić obowiązek wspólnego badania sprawozdań finansowych przez dwóch audytorów. Jacek Hryniuk zwraca uwagę, że w Europie stosuje to jedynie Francja oraz Bułgaria. – Pozostałe kraje UE uznały, iż obowiązkowy, wspólny audyt to więcej ryzyka niż korzyści i nie przyjęły takich rozwiązań. W dodatku nie ma żadnych standardów, którymi mieliby kierować się biegli prowadzący wspólne badanie – dodaje.

Wszystkie te zmiany dotyczą jednostek zainteresowania publicznego, które będą musiały – jeśli do tej pory nie miały – powołać komitety audytu.

Ryzyka podatkowe

Coraz większym wyzwaniem staje się zgodność z prawem podatkowym oraz z inicjatywami OECD, UE czy poszczególnych państw, zwłaszcza w zakresie transferu zysków. Kwestie podatkowe są także przedmiotem rosnącego zainteresowania opinii publicznej.

Najważniejszym wyzwaniem dla zarządów jest BEPS, czyli erozja podstawy opodatkowania i przerzucanie zysków. Polega na celowym pomniejszaniu podstawy opodatkowania i przesuwaniu dochodów do kraju o niższych lub zerowych stawkach podatkowych. Projekt regulacji przewiduje, że międzynarodowe firmy mające minimum 750 milionów EUR obrotu będą musiały tworzyć raporty finansowe na temat swoich spółek w każdym kraju, w którym operują. Raporty mają być udostępniane miejscowym władzom skarbowym, a UE chce, by były również publikowane w internecie.

Unia chce także ograniczenia podatkowej konkurencji między państwami. Od zeszłego roku kraje członkowskie muszą wymieniać się informacjami o zawartych umowach i/lub ugodach podatkowych z organizacjami, ponieważ Komisja Europejska sprawdza, czy nie jest to ukryta, niedozwolona pomoc publiczna.

– W tych warunkach udział zarządów w kształtowaniu polityki podatkowej grupy, wynikającej z niej alokacji dochodów oraz w kontroli związanego z nią ryzyka musi być większy niż do tej pory. Niezbędne jest wdrożenie odpowiednich procesów komunikacji, dzięki którym decyzje podatkowe podejmowane na poziomie grupy będą w zgodzie z regulacjami i wymogami każdego kraju. Zwłaszcza, że wymagania dotyczące przejrzystości polityki podatkowej nie będą malały, a regulacje i kontrole będą coraz ostrzejsze – mówi Aneta Błażejewska-Gaczyńska, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Zgodność z regulacjami

W powszechnym rozumieniu zgodność z regulacjami to zgodność z przepisami prawa, wewnętrznymi politykami, publicznie podjętymi zobowiązaniami oraz zapisami wynikającymi z zawartych umów. Największym ryzykiem jest więc korupcja, monopol oraz konkurencja. Ochrona danych i bezpieczeństwo to kolejne ryzyka.

– Zachowania sprzeczne z regulacjami mogą być wyjątkowo szkodliwe. Śledztwa negatywnie wpływają na codzienne funkcjonowanie biznesu, spada zaufanie do zarządu i funkcji kontrolnych w firmie. Mogą też oznaczać wysokie kary finansowe i utratę reputacji – mówi Mariusz Witalis, Partner w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY.

Aktywne zarządzanie ryzykiem wymaga wdrożenia systemu zarządzania zgodnością – CMS. Pozwala nie tylko zapobiegać nadużyciom, ale także rozwiązywać już istniejące problemy. CMS zmniejsza ryzyko i łączy zapobieganie nieprawidłowościom z wartościami firmy. To daje zrównoważoną przewagę konkurencyjną.

– Nie wolno zapominać o zmianach oraz o nowych przepisach. W tym roku wchodzi w życie czwarta już Dyrektywa o zapobieganiu praniu pieniędzy, a także Dyrektywa o audycie i niefinansowych informacjach ujawnianych w sprawozdaniach. Organizacje muszą mieć systemy, struktury, ludzi, procesy oraz jednostki kontrolne, które będą efektywnie zapobiegać nadużyciom i wykrywać zachowania niezgodne z regulacjami – dodaje Mariusz Witalis.

Zarządzanie talentami

Każdy zarząd organizacji powinien składać się z osób posiadających odpowiednią wiedzę, doświadczenie i umiejętności do pełnienia tej funkcji. Zarząd przedsiębiorstwa ogrywa kluczową rolę nie tylko w przeprowadzaniu rekrutacji i zatrzymaniu w firmie doświadczonych menedżerów, ale także we wdrażaniu polityk szkoleniowych na każdym poziomie organizacji.

– Jednym z największych wyzwań jest jednak zapewnienie sukcesji prezesa i dyrektora finansowego. Przygotowanie planu sukcesji jest niezwykle ważne, ponieważ pozwala uniknąć ryzyka utraty przywództwa. Powinien on też być stale aktualizowany, niezależnie od stanu zdrowia czy kadencyjności obecnego prezesa – twierdzi Marek Jarocki, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Niewystarczająca liczba kobiet w zarządach powoduje niepokój inwestorów, którzy nie mają pewności czy jednolity zarząd jest wystarczająco niezależny oraz czy potrafi patrzeć na firmę z różnych punktów widzenia.

Efektywne zarządy umieją łączyć punkty widzenia wieloletnich oraz nowych członków. Odpowiednio skonstruowany zarząd potrafi lepiej rozpoznać i monitorować istniejące oraz potencjalne ryzyko. Wtedy może też wprowadzać program rozwoju talentów wewnątrz firmy.

Społeczna Odpowiedzialność Biznesu

CSR przestaje być dobrowolną działalnością firm i staje się elementem obowiązkowym. Powodem jest między innymi Dyrektywa UE o raportowaniu niefinansowym. Dyrektywa 2014/95 wymaga, by jednostki zainteresowania publicznego mające 500 lub więcej pracowników ujawniały w sprawozdaniu zarządu z działalności lub oddzielnym raporcie informacje związane z ochroną środowiska, kwestiami społecznymi czy pracowniczymi. Dodatkowo, konieczne jest ujawnianie informacji związanych z prawami człowieka oraz walką z korupcją i nadużyciami. Kolejnym elementem jest informacja o polityce różnorodności na poziomie administracyjnym, zarządczym oraz nadzorczym.

– Odbiorcy sprawozdań finansowych chcą wiedzieć, gdzie jest tworzona wartość – mówi Robert Sroka, menedżer w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY. – Z badań EY wynika, że 97% dużych spółek notowanych na Rynku Głównym GPW nie ujawnia informacji niefinansowych lub ujawnia je niewystarczająco. Większość tych firm stoi teraz przed wyzwaniem wdrożenia odpowiednich polityk i zebraniem istotnych wskaźników, by spełnić wymagania Dyrektywy, które już zostały wprowadzone do Ustawy o rachunkowości – dodaje Robert Sroka.

Relacje inwestorskie

Kryzys finansowy zmienił krajobraz relacji inwestorskich. Regulatorzy zachęcają inwestorów instytucjonalnych, by angażowali się w ulepszanie ładu korporacyjnego, m.in. poprzez patrzenie na organizację szerzej niż tylko z perspektywy własnych korzyści finansowych. Unia Europejska planuje poprawkę do Dyrektywy o prawach akcjonariuszy, która ułatwi inwestorom aktywniejsze wpływanie na organizację. Wypełniając powiernicze zadania akcjonariusze powinni angażować się nie tylko w relacje z zarządem, ale także z radą nadzorczą.

– Każdy inwestor powinien interesować się sytuacją firmy, szczegółami strategii i postępami w jej wdrażaniu – mówi Artur Żwak, Partner Zarządzający Działem Audytu EY. – Te kwestie to wyłączna odpowiedzialność zarządu. I to on powinien stworzyć jasne zasady komunikacji z inwestorami. Zwłaszcza, że w 2017 roku należy spodziewać się zwiększonego zainteresowania z ich strony – podsumowuje Artur Żwak.

Interim Manager – czyli specjalista od tymczasowego zarządzania

Kariery kierownicze przyjmują wiele form a doświadczeni managerowie dysponują szeregiem możliwości dotyczących wyboru dalszej drogi zawodowej. Jedną z nich jest praca Interim Managera, czyli specjalisty od tymczasowego zarządzania firmą, jej częścią czy wybranym projektem. Ta rola jest coraz częściej wybierana także przez Polaków. Najważniejszym zadaniem pracy na tym stanowisku jest podniesienie wartości organizacji w danym obszarze i realizacja konkretnego celu.

wiek inter managerów w EuropieDoświadczeni dyrektorzy dysponują szeregiem możliwości, gdy dokonują wyboru dalszej kariery zawodowej, począwszy od objęcia kolejnego stanowiska w pełnym wymiarze godzin, poprzez przejście na emeryturę, skupienie się na pracy w radzie nadzorczej lub formę zatrudnienia tymczasowego w roli interim managera. Globalna sieć Senior Management Worldwide (SMW), która specjalizuje się we współpracy z managerami wyższego szczebla pragnącymi pracować na zasadzie doraźnej, przeprowadziła badanie z udziałem 13.000 managerów z 27 krajów, którzy wybrali tę formę zatrudnienia – w tym także z Polski. Celem badania było określenie kim jest i czym się zajmuje interim manager.

Piotr Goliński Partner Zarządzający CTER
Piotr Goliński Partner Zarządzający CTER Sp. z o.o. członka SMW w Polsce

W Polsce dość często rola interim managera jest błędnie rozumiana, np. bywa mylona z rolą project managera, konsultanta czy managera zatrudnionego na umowę czasową. Interim manager to osoba, która decyduje się na podjęcie powierzonego zadania i wykonania go w określonym czasie. To wysokokwalifikowany agent do zadań specjalnych. – mówi Piotr Goliński Partner Zarządzający CTER Sp.  z o.o. członka SMW w Polsce.

Interim Manager nad Wisłą

Doświadczenie jako Interim Manager w latachW Polsce rynek interim managementu rozwija się od kilku lat. Według szacunków CTER obecnie działa w Polsce kilkuset. Ok. 200 z nich funkcjonuje na tym rynku już od kilku lat. Ta forma współpracy będzie coraz częściej wybierana przez pracodawców oraz pracowników. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której z jednej strony nasz rynek pracy coraz mocniej łączy się z rynkami pozostałych krajów – a więc polscy managerowie coraz częściej pracują poza granicami kraju, zaś z drugiej strony – z roku na rok rośnie liczba doświadczonych managerów gotowych podejmowania się zadań w formule interim.

Kto może zostać Interim Managerem

wszyscy badaniCoraz większa liczba pracowników wyższego szczebla dostrzega zalety pracy w roli interim managera. Blisko 70% dyrektorów, którzy wzięli udział w badaniu SMW, to osoby pomiędzy 45 a 60 rokiem życia. To pokazuje, iż niezależność zawodowa nie jest celem wyłącznie dla emerytowanych dyrektorów, którzy nie są gotowi „nic nie robić” w pełnym wymiarze godzin. W Polsce więcej niż połowa badanych znajduje się w tym przedziale wiekowym, przy czym ponad ¼ to osoby pomiędzy 46 a 50. Rolę interim managerów coraz częściej pełnią panie – w Polsce odsetek kobiet w tej branży to 25% – tyle samo co w Szwecji, natomiast w Wielkiej Brytanii jest to ponad 30%.

Joanna Czarnocka-Tworzyńska, Partner Zarządzająca CTER
Joanna Czarnocka-Tworzyńska, Partner Zarządzająca firmy CTER

Atutem interim managera jest jego doświadczenie, a co za tym idzie również i wiek, zazwyczaj powyżej 50 roku życia. Praca ta to zadanie dla osób dojrzałych z wieloletnim stażem, którzy swoje doświadczenie zdobywali w Polsce oraz poza jej granicami. – podsumowuje Joanna Czarnocka-Tworzyńska, Partner Zarządzająca firmy CTER.

 

Sytuacja na złotówce po wystąpieniu Trumpa

Nocne przemówienie Donalda Trumpa wpłynęło pozytywnie na dolara pomimo braku retoryki dotyczącej podatków. Dolar umocnił się do wszystkich walut. Wczoraj w godzinach popołudniowych ergokantor.pl sprzedawał dolara po 4,06 natomiast już dziś o poranku, trzeba zapłacić 2 grosze więcej. Dodatkowo wzrost do 70% prawdopodobieństwa podniesienia stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w przyszły piątek będzie powodował dalsze umocnienie się dolara także do polskiej złotówki. W przypadku oczekiwanych wzrostów USDPLN powinien przetestować lokalne szczyty na poziomie 4,10, a w przypadku dalszych wzrostów poziom 4,15 gdzie wypada zakończenie formacji geometrycznej 1 do 1, a ponadto mamy tu do czynienia z price action, gdyż cena historycznie reagowała już na ten poziom. W przypadku spadków możliwe przetestowania poziomu 4,00.

USD/PLNergokantor-pl_internetowykantor_usdpln

EUR/PLN

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami PLN umocniło się do EUR, rysując prawe ramie formacji RGR. Oczekujemy spadku do poziomu 4,29, a następnie nawet do poziomu 4,25. W przypadku wzrostów możliwe jest przetestowanie lokalnych szczytów na poziomie 4,32. Ze względu na spadek wartości eurodolara po wystąpieniu Trumpa bardziej prawdopodobne jest umocnienie złotówki względem euro przynajmniej w krótkim terminie.ergokantor-pl_internetowykantor_eurpln

GBP/PLN

Funt wczoraj w godzinach popołudniowych wybił się dołem z kanału wzrostowego, co było dla nas scenariuszem bazowym. Obecnie możliwe jest przetestowanie z drugiej strony linii kanału, czyli wzrost do 5,06 a po jego przełamaniu powrót do kanału wzrostowego w przypadku globalnego umocnienia się GBP. W przypadku spadków oczekujemy zaksięgowanie poziomu 5,0135, gdzie wyznaczamy mierzenie FIBO 61,8%, po czym może nastąpić lokalna korekta. W razie większych spadków oczekujemy przetestowania poziomu 4,97 – 4,95ergokantor-pl_internetowykantor_gbppln

źródło: ergokantor.pl

Czy transportowa hossa nadal będzie wspierała leasingodawców?

Finansowanie środków transportu ciężkiego jest jednym z filarów branży leasingowej w Polsce. W 2016 roku transportowcy wyleasingowali sprzęt o łącznej wartości ponad 17,2 mld złotych. Co sprawiło, że w ubiegłym roku branża transportowa była wyjątkowo skłonna do inwestycji? Czy należy się obawiać pogorszenia sytuacji czy hossa pozostanie z nami na dłużej?  

Na początku 2016 roku wydawało się, że branża transportowa wkroczyła w trudny okres. Transportowców niepokoiły zmiany spowodowane kolejnymi ograniczeniami dot. płacy minimalnej w coraz większej liczbie państw europejskich oraz trwające rosyjskie embargo. Jednak odwilż nastąpiła niemal natychmiastowo. Leasingodawcy odczuli ją już po pierwszym półroczu. Transakcje dotyczące pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 t. wzrosły wtedy o 38,3 %. Ostatecznie łączna wartość finansowania w ubiegłym roku wyniosła 17,2 mld zł i była wyższa o ponad 27,7 proc. w porównaniu do roku 2015.

Piotr Warmuła, Dyrektor Sprzedaży ds. Rynków Strategicznych w Raiffeisen Leasing
Piotr Warmuła, Dyrektor Sprzedaży ds. Rynków Strategicznych w Raiffeisen Leasing

Ten świetny wynik nie byłby możliwy do osiągnięcia, gdyby nie doskonała kondycja polskiego transportu. Ożywienie w tym sektorze było dostrzegalne w 43 proc. wzroście rejestracji nowych ciężarówek pow. 6 ton. Głównym czynnikiem powodującym wymianę pojazdów była wymiana używanego taboru na nowe, bardziej ekonomiczne pojazdy zgodne z normą Euro 6 komentuje Piotr Warmuła, Dyrektor Sprzedaży ds. Rynków Strategicznych w Raiffeisen Leasing

Polski transport rośnie i inwestuje

Nie tylko wyniki leasingodawców potwierdzają, że polski transport jest w najlepszej kondycji od lat. W 2016 roku Polska awansowała w unijnym rankingu transportowym, publikowanym cyklicznie przez Komisję Europejską. Obecnie znajdujemy się 23. miejscu wśród 28 państw UE. Nie jest to wynik rewelacyjny jednak należy pamiętać, że w 2014 r. byliśmy na ostatnim miejscu, a w 2015 r. – na przedostatnim.

Firmy transportowe w Polsce coraz prężniej się rozwijają i, co za tym idzie, inwestują w nowe pojazdy. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że   w ubiegłym roku zarejestrowano 26 628 nowych pojazdów ciężarowych powyżej 3,5 tony, czyli o 18,7% niż rok temu. Od początku roku najwięcej przybyło samochodów najcięższych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 16 ton (24 431 zarejestrowane sztuki, wzrost o 20,7% w skali roku).

– Warto dodać, że ważnym czynnikiem stymulującym branżę transportową jest wciąż rosnąca wartość polskiego eksportu. Bardzo dobre wyniki za rok 2015 oraz utrzymująca się dodatnia dynamika w roku 2016 sprzyjają branży. – dodaje Piotr Warmuła z Raiffeisen Leasing

Co przyniesie 2017 rok? Czy będzie kolejna okazja do świętowania?

W 2017 roku firmy transportowe prawdopodobnie będą kontynuowały proces wymiany starego taboru na nowe pojazdy ciężarowe zgodne z normą spalania Euro 6. Natomiast bieżące analizy wskazują, że utrzyma się także tempo wzrostu polskiego eksportu. W związku z tym Związek Polskiego Leasingu prognozuje, że branża leasingowa może spodziewać się ponad 14% wzrostu w obszarze finansowania dla transportu ciężkiego.

– Spodziewamy się utrzymania tendencji wzrostowej w zakresie finansowania leasingiem. Jednak 2017 rok może być trudniejszy dla branży leasingowej niż poprzedni. Główną barierę widzę w kształtowaniu się rynku wtórnego pojazdów ciężarowych i jego wpływie na spadek wartości końcowych pojazdów. W dzisiejszym portfelu firm leasingowych jest to spora grupa transakcji. Obniżki wartości końcowych istotnie wpłyną na wysokości czynszów miesięcznych. To może spowodować ograniczenie inwestycji firm transportowych i tym samym zmniejszenie zapotrzebowania na nowe pojazdy i ich finansowanie. Jednak póki co nie ma poważnych powodów do obaw, a pierwszy miesiąc roku pokazuje, że wciąż mamy do czynienia z pozytywnym nastawieniem transportowców do inwestycji – prognozuje  Piotr Warmuła z Raiffeisen Leasing.

Sławomir Jarosz z ABS Investment S.A. podsumowuje 2016 r.

2016 rok był bardzo udany dla najważniejszych spółek portfelowych ABS Investment S.A., wchodzących w skład tzw. „TOP10”. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. zakończyła miniony rok zyskiem netto w wysokości 671 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 771 tys. zł, rozwijając przy tym segment doradczy oraz inwestycyjny. Z kolei spółka InBook S.A., w której ABS Investment S.A. posiada akcje stanowiące blisko 30% udziału w kapitale zakładowym, wypracowała w 2016 r. zysk netto na poziomie 26 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 4.350 tys. zł. Była to bardzo wyraźna poprawa wyników finansowych w ujęciu rdr. Poprzedni rok był również bardzo dobry dla spółki SferaNET S.A., w której Emitent posiada akcje stanowiące ponad 11% udziału w kapitale zakładowym, bowiem zakończyła go ona zyskiem EBITDA na poziomie 1.113 tys. zł oraz zyskiem netto w kwocie 302 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 4.509 tys. zł. Spółka przekroczyła w ten sposób podwyższone prognozy finansowe na 2016 r. W lutym br. SferaNET S.A. złożyła wniosek o dofinansowanie projektu dotyczącego budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim w ramach działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, w ramach którego zamierza wybudować sieć światłowodową (za wyjątkiem przyłączy do klientów) w powiecie bielskim oraz cieszyńskim o długości ok. 1.300 kilometrów. Szacowana wartość całego projektu sięga ok. 43,8 mln zł, a wnioskowana wartość dofinasowania wynosi 34,1 mln zł.

„Sytuację finansową w kluczowych spółkach dla ABS określiłbym jako bardzo dobrą. Uzyskane w 2016 roku wyniki oraz standing finansowy tych firm ukształtował się powyżej moich oczekiwań. W 2016 roku BBC wypracowało drugi raz z rzędu dobry wynik. Struktura wyniku pokazuje, że firma ewoluuje w ostatnich latach z firmy doradczej w kierunku firmy inwestycyjno-doradczej. Moim zdaniem jest to dobry kierunek. Na sumę bilansową 7,5 mln zł składają się głownie akcje i udziały oraz środki pieniężne, co powoduje ogromne bezpieczeństwo prowadzenia działalności, którego nie mają firmy typowo doradcze, funkcjonujące od zlecenia do zlecenia. Rok 2016 był również bardzo dobry dla firmy InBook, która umocniła swoją pozycję rynkową, zdywersyfikowała działalność i wypracowała dodatni wynik finansowy. SferaNET zasługuje na ogromną pochwałę za zrealizowanie bardzo ambitnych prognoz w 2016 roku oraz za złożenie już w tym roku bardzo pracochłonnego wniosku o dotację w kwocie 34,1 mln zł.” – ocenia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Dobrym wynikiem finansowym zakończyła 2016 r. spółka portfelowa UHY ECA S.A., która zanotowała na poziomie skonsolidowanym ponad 731 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 8.895 tys. zł. ABS Investment S.A. wiąże bardzo duże nadzieje ze spółką LS Tech-Homes S.A., która w ostatnim czasie bardzo mocno rozbudowała swój portfel zamówień. Jego wartość wynosi obecnie ok. 124 mln zł. LS Tech-Homes S.A. podpisała w lutym br. list intencyjny z niemieckim partnerem, deklarującym zainteresowanie wykorzystaniem technologii modułowej oferowanej przez spółkę i planuje ją uwzględnić w pracach projektowych w ramach realizowanego przedsięwzięcia w Berlinie, którego szacowana wartość wynosi 150 mln EUR. Zarząd ABS Investment dobrze ocenia również perspektywy rozwoju dla spółki SFK Polkap S.A., w której posiada akcje stanowiące ponad 6% udziału w kapitale zakładowym. Podmiot ten zakończył 2016 r. jednostkowym zyskiem netto w wysokości 2.732 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 14.914 tys. zł.

„Dobre wyniki UHY ECA i SFK Polkap stały się już normą. Mam nadzieję, że w tym roku do tego grona dołączy LS Tech-Homes. Jest to spółka wyjątkowa w portfelu ABS, ponieważ  w tym przypadku inwestowaliśmy w start-up, co się nam zdarzyło w drodze wyjątku. LS Tech-Homes zakończył w 2016 roku ogromny proces inwestycyjny i od razu pojawiły się duże i mocno referencyjne kontrakty. Również pozostałe spółki z TOP10 -Orion Investment, Outdoorzy, Robinson Europe i Unima2000, dobrze spisywały się w zeszłym roku. W tym roku w sposób jeszcze bardziej widoczny powinny się pojawić efekty pozyskanych środków z emisji w spółkach Robinson Europe oraz Outdoorzy.” – dodaje Jarosz.

ABS Investment S.A. zakończyła 2016 r. zyskiem netto w wysokości 3.216 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie ponad 1 mln zł, realizując tym samym swoje prognozy finansowe. Zakładały one osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Emitent zanotował w minionym roku zysk brutto w łącznej wysokości 4.019 tys. zł, a więc w przeliczeniu na 1 akcję było to ponad 0,50 zł, czyli 100% dolnej granicy prognozy finansowej. Z kolei prognozowana wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję miała wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł, co udało się zrealizować z sukcesem, bowiem sięgnęła ona poziomu 3,97 zł, a więc ponad 110% dolnej granicy prognozy.

„Z dużym optymizmem patrzę na cały portfel ABS w perspektywie 2-3 lat. Jest on mocno zdywersyfikowany, co jest istotne zarówno w kontekście ograniczania ryzyka, jak i zamykania poszczególnych inwestycji. W okresie ostatnich 5 lat ABS zamknął definitywnie 30 pozycji inwestycyjnych. W ostatnich dwóch latach roczne przychody z tego tytułu kształtowały się na poziomie 4-5 mln zł. Mam nadzieję, że ten trend zostanie utrzymany, co zaowocuje coraz lepszymi wynikami finansowymi, którymi chętnie podzielimy się z Akcjonariuszami.” – zakończył Prezes Jarosz.

Emitent wypłacił w minionym roku dywidendę z zysku za 2015 r. w kwocie 0,06 zł na akcję. Spółka realizuje także dwa programy skupu akcji własnych – skup A prowadzony poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem.

Udział inwestorów w obrotach akcjami na Głównym Rynku GPW w 2016 r.

  1. Udział inwestorów indywidualnych w obrotach akcjami na Głównym Rynku GPW w 2016 r. wyniósł 13%. Tym samym po raz pierwszy od siedmiu lat nastąpiło odwrócenie trendu spadkowego.
  2. Inwestorzy zagraniczni umocnili swoją pozycję w obrocie akcjami na Głównym Rynku GPW. W 2016 r. odpowiadali oni za 53% obrotów na tym rynku.

Główny Rynek GPW

W 2016 r., podobnie jak w poprzednich latach, za największą część obrotów na Głównym Rynku akcji GPW odpowiadali inwestorzy zagraniczni. Ta grupa w całym 2016 r. wygenerowała 53% obrotów akcjami, co oznacza wzrost o 2 pkt proc. rdr.

Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych wyniósł 34%, czyli o 3 pkt proc. mniej niż przed rokiem. W II poł. 2016 r. wśród instytucji nadal dominowały TFI (udział na poziomie 36%), na drugim miejscu ponownie uplasowały się podmioty świadczące usługi animatorów (28%), na trzecim zaś otwarte fundusze emerytalne (13%).

Udział inwestorów indywidualnych w całym 2016 r. wyniósł 13% (wzrost o 1 pkt proc. rdr), co pokazuje, że obserwowany w ostatnich kilku latach trend spadkowy odwraca się. Udział ten wzrósł także w ujęciu wartościowym (z 48,8 mln zł w 2015 r. do 49,3 mln zł w 2016 r.), i to mimo, że w całym 2016 r. obroty akcjami były niższe niż rok wcześniej o ponad 28 mln zł (licząc dwie strony transakcji).

Większa aktywność inwestorów indywidualnych była widoczna także we wzroście liczby aktywnych rachunków maklerskich (wzrost na koniec 2016 r. o 36 tys. rachunków w porównaniu z końcem czerwca 2016 r. i wzrost o 5,5 tys. rachunków w porównaniu z końcem 2016 r.).

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect nadal dominującą rolę odgrywają inwestorzy indywidualni, którzy w 2016 r. odpowiadali za 73% obrotów (spadek o 1 pkt proc. rdr). W tym samym okresie inwestorzy zagraniczni odpowiadali za 8% obrotów (wzrost o 1 pkt proc. rdr). Udział instytucji krajowych w obrotach na tym rynku pozostał taki sam jak w ubiegłym roku i wyniósł 19% w 2014 r. prezentowały one wynik lepszy o 4 pkt proc.). W minionym roku na NewConnect wśród instytucji dominowały firmy, które w II pół. 2016 r. odpowiadały za 43% obrotów akcjami. Udział TFI wzrósł o 10 pkt proc. rdr do 31 proc.

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

Również na rynku derywatów w 2016 r. wiodącą rolę odgrywali krajowi inwestorzy indywidualni. Na rynku kontraktów terminowych ich udział w obrotach kształtował się na poziomie 46% (spadek o 1 pkt proc. rdr). Na rynku opcji ich udział wyniósł 51% (wzrost o 4 pkt proc. rdr).

W 2016 r. udział instytucji krajowych oraz inwestorów zagranicznych w obrotach kontraktami kształtował się na poziomach – odpowiednio – 36% i 18% (spadek o 2 pkt proc. rdr i wzrost o 3 pkt proc. rdr). Na rynku opcji w analizowanym okresie inwestorzy zagraniczni wygenerowali obroty na poziomie 16% (wzrost o 4 pkt proc. rdr), a udział instytucji krajowych wyniósł 33% (spadek o 8 pkt proc. rdr). Należy zauważyć, że udziały w obrotach kontraktami dotyczą całkowitego obrotu wszystkimi rodzajami kontraktów, tzn. kontraktów na indeksy, waluty, akcje, WIBOR i obligacje.

Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Griffin Premium RE.. zamierza zadebiutować na GPW

  • Griffin Premium RE.. B.V. („Spółka”), pierwsza w Polsce spółka skoncentrowana na nieruchomościach biurowych i biurowo-handlowych, założona przez Griffin Real Estate, zamierza przeprowadzić pierwszą publiczną ofertę akcji („Oferta”) oraz ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Spółka jest właścicielem atrakcyjnego, zrównoważonego portfela dziewięciu nieruchomości położonych w centrach lub przy głównych ulicach największych miast Polski, osiągając stabilne dochody z wynajmu tych nieruchomości.
  • Griffin Premium RE.. działa w formule zbliżonej do REIT i planuje regularnie wypłacać akcjonariuszom w formie dywidendy około 65% wyniku z działalności operacyjnej pomniejszonego o koszty finansowania bankowego.
  • Strategia Spółki zakłada rozwój portfela nieruchomości, który powinien przynosić atrakcyjną stopę zwrotu dla akcjonariuszy, m.in. poprzez dalsze akwizycje obiektów biurowych spełniających restrykcyjne kryteria.

O Ofercie

Przeprowadzenie Oferty planowane jest w pierwszym półroczu 2017 r., przy czym ostateczny termin uzależniony będzie m.in. od oceny warunków rynkowych. Planowana Oferta będzie obejmować zarówno emisję nowych akcji Spółki, z oczekiwanymi wpływami na poziomie około 30 mln euro, które przeznaczone będą na akwizycje kolejnych projektów, jak i sprzedaż istniejących akcji przez dotychczasowych akcjonariuszy, Griffin Netherlands II B.V. i GT Netherlands III B.V., tj. podmioty pośrednio kontrolowane przez globalny fundusz inwestycyjny Oaktree Capital Group LLC, aby zapewnić free-float (udział akcji w wolnym obrocie) na poziomie 50% lub wyższym.

Oferta będzie obejmować publiczną ofertę akcji skierowaną do inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych w Polsce oraz ofertę prywatną do inwestorów instytucjonalnych poza Stanami Zjednoczonymi (z wyłączeniem Polski), zgodnie z Regulacją S Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych z 1933 r. Nie zostanie przeprowadzona żadna publiczna oferta akcji poza granicami Polski.

Griffin Premium RE.. będzie ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Oferta oraz rozliczenie zostaną dokonane w polskich złotych, za pośrednictwem Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych.

Szczegóły dotyczące Oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez holenderską Komisję Nadzoru Finansowego, po jego paszportowaniu do Polski oraz po jego publikacji.

Funkcję globalnych koordynatorów oraz współzarządzających księgą popytu będą pełnić Bank Zachodni WBK S.A. oraz Joh. Berenberg, Gossler & Co. KG, natomiast Dom Maklerski BOŚ S.A. będzie pełnić funkcję współmenedżera Oferty.

Informacje o Griffin Premium RE..

Spółka powstała w grudniu 2016 r. poprzez wyodrębnienie dziewięciu istniejących, atrakcyjnych nieruchomości z portfela stworzonego i zarządzanego przez grupę Griffin Real Estate, wiodącego i dynamicznie rozwijającego się inwestora na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.

Spółka jest zarejestrowana w Holandii i działa w formule zbliżonej do REIT (ang. Real Estate Investment Trust), czyli podmiotu, który osiąga dochody głównie z wynajmu nieruchomości, a wypracowywane zyski wypłaca regularnie udziałowcom w formie dywidendy.

Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Griffin Premium RE..
Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Griffin Premium RE..

– Jesteśmy właścicielem wysokiej klasy nieruchomości biurowych i biurowo-handlowych położonych w centrach lub przy głównych ulicach największych miast Polski. Budynki te przynoszą stabilne dochody dzięki temu, że odsetek wynajętych powierzchni jest wysoki, a umowy zawarte z renomowanymi najemcami są długoterminowe. Wypracowanymi zyskami zamierzamy regularnie dzielić się z naszymi akcjonariuszami. Planujemy wypłacać w formie dywidendy około 65% wyniku z działalności operacyjnej pomniejszonego o koszty finansowania bankowego – powiedziała Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Griffin Premium RE..

Działalność Spółki koncentruje się na perspektywicznym rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Dlatego też intencją Griffin Premium RE.. jest przekształcenie się w przyszłości w polską spółkę akcyjną spełniającą wymogi podmiotu typu REIT. Będzie to możliwe w momencie, gdy w Polsce przyjęte zostaną odpowiednie przepisy regulujące funkcjonowanie tego typu podmiotów oraz przy założeniu, że przekształcenie to będzie korzystne dla akcjonariuszy Spółki. Griffin Premium RE.. może być zatem pierwszym polskim REIT-em notowanym na GPW, który będzie posiadał zdywersyfikowany portfel nieruchomości i przynosił atrakcyjne stopy zwrotu dla inwestorów – dodała Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Spółki.

Portfel nieruchomości Griffin Premium RE.. jest zrównoważony i zdywersyfikowany biznesowo oraz geograficznie. Obecnie znajduje się w nim dziewięć nieruchomości komercyjnych o łącznej powierzchni najmu wynoszącej ponad 170 tys. m2 (GLA), w tym sześć projektów biurowych i trzy obiekty biurowo-handlowe. Wszystkie znajdują się w znakomitych lokalizacjach w pięciu z siedmiu największych miast Polski: Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Krakowie i Katowicach.

Łączna wartość rynkowa nieruchomości w portfelu Spółki wynosiła na koniec 2016 r. około 514 mln euro, a zannualizowany dochód operacyjny netto (ang. net operating income, NOI) z wynajmu tych nieruchomości sięgnął około 34 mln euro.

Kluczowi menedżerowie Griffin Premium RE.. są ekspertami z wieloletnim doświadczeniem w branży nieruchomości, zarówno w zakresie akwizycji, zarządzania, jak i modernizacji czy finansowania nieruchomości. Kadra menedżerska wywodząca się z Griffin Real Estate posiada dogłębną wiedzę na temat projektów wchodzących w skład portfela nieruchomości Spółki – menedżerowie odpowiadali m.in. za udane rewitalizacje i budowę kluczowych obiektów z portfela Spółki, w tym Hali Koszyki w Warszawie, czy Supersamu w Katowicach.

Doświadczony zespół zarządzający Griffin Premium RE.. dba o wysoki standard i zdywersyfikowaną bazę najemców nieruchomości z portfela Spółki, reprezentujących szeroką gamę branż i sektorów. Menedżerowie przykładają wagę do długofalowych relacji biznesowych z kluczowymi partnerami, które owocują wieloletnimi umowami najmu. Wśród głównych najemców znajdują się takie firmy jak Infosys, Hewlett-Packard, International Paper, Philips, Multimedia, Eneris czy EuroZet (właściciel m.in. Radia Zet), oraz wiele innych rozpoznawalnych i uznanych przedsiębiorstw.

Strategia Spółki zakłada rozwój portfela, między innymi poprzez dalsze akwizycje nieruchomości spełniających restrykcyjne kryteria, które pozwolą akcjonariuszom Spółki uzyskać atrakcyjną i stabilną stopę zwrotu. Będą to budynki biurowe lub biurowo-handlowe w atrakcyjnych lokalizacjach głównych miast Polski. Griffin Premium RE.. planuje nabywać obiekty w wysokim standardzie technicznym, ze zróżnicowaną grupą najemców lub posiadające długoterminową umowę najmu z wiodącym najemcą, skupiając się przy tym na nieruchomościach w pełni lub niemal całkowicie wynajętych. Każda nowa nieruchomość będzie uzupełniać istniejący portfel, podnosząc jego atrakcyjność zarówno pod kątem dywersyfikacji, jak i stabilnych dochodów, gwarantując stały i regularny zwrot akcjonariuszom Spółki.

Deloitte Digital: Sztuczna inteligencja niepostrzeżenie oplata ludzkość

Paweł Iwanowski, menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte Digital, zespół Salesforce
Paweł Iwanowski, menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte Digital, zespół Salesforce

Ludzkość gromadzi ogromne ilości danych – sam Google tworzy przez dwa dni więcej informacji niż wygenerował łącznie przez pierwsze 5 lat swojego istnienia. Moc obliczeniowa komputerów jest obecnie bilion razy większa niż 60 lat temu. Koszty przetwarzania danych znacząco spadły. Ludzie przyzwyczaili się już do tego, że wiele aplikacji czy programów samodzielnie przelicza i przetwarza za nich różnego rodzaju informacje. Coraz częściej staje się to wręcz oczekiwaniem kierowanym pod adresem firm i instytucji – wskazuje w swojej analizie Paweł Iwanowski, menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Sztuczna Inteligencja to koncept stworzenia maszyn, które potrafiłyby „myśleć jak człowiek” – innymi słowy wykonywać zadania takie jak rozumowanie, planowanie, uczenie się, wyciąganie wniosków czy rozumienie języka. Dla większości z nas przykładem takiej maszyny będzie pewnie – znany z serii filmów o Terminatorze – Skynet, czy postaci z tegorocznego hitu HBO – czyli serialu Westworld. Wyobrażenia kreowane przez produkcje science fiction często przesłaniają jednak fakt, że już dziś sztuczna inteligencja ma ogromny wpływ na życie większości z nas, a w najbliższym czasie możemy wręcz tak się do niej przyzwyczaić, że trudno będzie nam akceptować jej brak.

Rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję stają się coraz bardziej powszechne, a przez to niedostrzegalne przez użytkownika. Droga w kierunku SI była raczej formą ewolucji niż rewolucji. Systemy i algorytmy stawały się coraz bardziej zaawansowane, a przejście było płynne. Spowodowało to, że większość z nas nie jest świadoma w jak wielu aspektach ich codziennego życia wspiera ich SI.

Wirtualni asystenci w smartfonach rozpoznają naszą mowę, rozumieją kontekst wypowiedzi i potrafią podpowiadać nam rozwiązania. Aplikacje do streamingu muzyki czy filmów znają nasze preferencje i tworzą dedykowane playlisty oraz podpowiadają nowe utwory, które mogą nam się spodobać. Sklepy internetowe rekomendują nam produkty zgodne z naszymi zainteresowaniami oraz wcześniejszymi wyborami. Algorytmy serwisów społecznościowych potrafią rozpoznawać ludzi na zdjęciach  – w przypadku Facebooka – nawet z ponad 90. procentową skutecznością.

Przyzwyczajenia cyfrowe tworzą się szybko

Konsumenci bardzo szybko absorbują korzyści, jakie czerpią z rozwiązań technologicznych, zaczynając poszukiwać podobnych usprawnień w kolejnych dziedzinach życia. Wiedzą, że firmy przetwarzają informacje o ich zachowaniach i oczekują w zamian coraz lepiej dopasowanej, szybkiej i inteligentnej obsługi. Oczekują, że każdy sprzedawca będzie potrafił zaoferować im produkt lub usługę w oparciu o ich wcześniejsze wybory. Ktoś, komu smartfon codziennie podpowiada najszybsza trasę powrotu do domu, lub komu aplikacja każdego dnia wybiera kilka najlepiej dopasowanych do jego upodobań płyt z muzyką, zaczyna szukać takiego samego podejścia u sprzedawcy garniturów czy jedzenia.

Samodzielnie nie da się jednak przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Czy to oznacza, że w niedalekiej przyszłości każda, najmniejsza nawet firma będzie zmuszona do inwestowania w ogromne systemy analityki danych, zespoły inżynierów oraz olbrzymią infrastrukturę technologiczną?

Do stworzenia SI potrzebny jest zespół naukowców i programistów aby wydobyć i przygotować odpowiednie informacje, zbudować odpowiednie modele, a następnie zintegrować wyniki z systemami CRM. Wszystko to powoduje, że SI jest niedostępne dla firm, które nie są w stanie zainwestować olbrzymich ilości pieniędzy, aby zatrudnić specjalistów i przygotować infrastrukturę.

Jednak przyszłość rysuje się przed nami zgoła inna. Tak jak w przypadku kreatorów stron internetowych czy pakietów biurowych udostępnianych w chmurze, nawet małe firmy będą mogły wykorzystać rozwiązania oferujące zaawansowane mechanizmy analityczne oparte o sztuczną inteligencję. Jednym z przykładów takiego podejścia może być zaprezentowany ostatnio przez giganta technologicznego Salesforce system Einstein. System ten nie tylko podpowiada określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazuje prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Szuka on wzorców w posiadanych przez nas danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć.

Maszyna nie ulega stereotypom

Pierwsze przykłady zastosowania tego typu rozwiązania przynoszą spektakularne wręcz efekty. Jedna z amerykańskich firm zajmujących się opieką zdrowotną potrzebowała przygotować raport dotyczący przyczyn hospitalizacji pacjentów. Firmy analityczno-doradcze proponowały przeanalizowanie danych i przygotowanie raport zawierającego blisko 250 różnych parametrów (wiek, choroby, wskaźnik BMI, itp.) w ciągu kilku miesięcy. Wykorzystanie Einsteina, analizując jednocześnie zdecydowanie więcej danych, skróciło ten czas do DWÓCH godzin i dało dosyć zaskakujące rezultaty. Okazało się bowiem, że 49 proc. procent kobiet z cukrzycą było hospitalizowanych. Liczba ta wydaje się tak ogromna, że wszyscy powinni o tym wiedzieć, a jednak nikt nie dostrzegł wcześniej takiej zbieżności. Ludzie opierali bowiem swoje analizy na przekonaniach, uprzedzeniach i stereotypach. W związku z tym, generalnie młodzi ludzie oraz kobiety mają niski odsetek hospitalizacji nikomu nie przyszło do głowy, żeby w ogóle przyglądać się takiej grupie docelowej. Podczas takiej analizy wszyscy patrzyli na starszych mężczyzn. Sztuczna inteligencja wykryła jednak pewną regułę – gdy chorzy na cukrzycę nie biorą insuliny ich organizm nie radzi sobie z przetwarzaniem cukru, co prowadzi do utraty masy ciała. Okazało się, że młode kobiety traktowały ten fakt jako swoistą strategię żywieniową i celowo nie przyjmowały insuliny, by stracić wagę – częstym efektem ubocznym były późniejsze hospitalizacje. Odkrycie tego związku pozwoliło na podjęcie rzeczowego dialogu z kobietami – uświadomienie im konsekwencji, a finalnie znaczne zmniejszenie liczby hospitalizacji w tej grupie.

Paweł Iwanowski, menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte Digital, zespół Salesforce.

Bill Dudley z Fed skradł show Donaldowi Trumpowi

Bill Dudley z Fed skradł show Donaldowi Trumpowi, przynosząc istotniejsze skutki dla rynku dolara. Rynek coraz poważniej rozważa podwyżkę stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu, a przy zejściu Trumpa na dalszy plan, USD może zacząć nadganiać fundamenty. Dziś PCE Core i ISM dla przemysłu dadzą więcej wskazówek.

Prezydent Donald Trump swoim przemówieniem w Kongresie USA spełnił oczekiwania swoich krytyków – jak zwykle mówił dużo, ale ponownie bez zagłębiania się w konkrety. Jego komentarze dotyczące gospodarki skupiły się na głównych obszarach działania, ale nie dowiedzieliśmy się nic na temat tego, co dokładnie będzie robione, jak finansowane i kiedy zostanie wdrożone. Z jednej strony jest to rozczarowanie dla tych, którzy liczyli na więcej klarowności, choć z drugiej działa myślenie, że zawsze mogło być gorzej. Trump nie skupił się zbytnio na niewygodnych tematach (np. imigracji), ale dalej pamięta o swoich obietnicach na rzecz pobudzenia wzrostu. To łagodzi ogólny odbiór wystąpienia, a ponieważ rynek jeszcze przed przemówieniem prezydenta zyskał nowy temat do skupienia, USD został uratowany.

Bez wątpienia wydarzeniem ostatnich godzin jest wywiad Billa Dudleya, który trafił na rynek pod koniec nowojorskiej sesji i wyraźnie narobił zamieszania w nastawieniu rynku. Przede wszystkim Dudley powtórzył za swoimi kolegami z FOMC, że posiedzenie w marcu jest otwartą opcją dla podwyżki. Jego ocena gospodarki miała jastrzębi wydźwięk, a komentarze Dudleya są o tyle istotne, że jest członek z permanentnym prawem głosu, zwykle o dość gołębich poglądach, a co więcej, jego nastawienie jest zbliżone do prezes Yellen. Nowością była sugestia, że Fed niekoniecznie musi czekać szczegóły polityki fiskalnej, a wystarczy wiedza, że kierunek polityki jest w stronę pobudzenia gospodarki. To razem mocno podnosi szanse na ruch Fed na najbliższym posiedzeniu i obecnie prawdopodobieństwo podwyżki o 25 pb 15 marca wynosi 80 proc., dwa razy tyle, co na początku tygodnia. Rentowności 10-latek USA skoczyły o 5 pb do 2,41 proc., ale sam USD zaliczył relatywnie małą aprecjację. To mogło być związane z tonowaniem emocji na wypadek niespodzianki w przemówieniu Trumpa, ale teraz, kiedy czynnik ryzyka już za nami, rynek walutowy może nadganiać sygnały z rynku stopy procentowej.

Otwiera to przed dolarem potencjał przede wszystkim względem walut o niskiej becie (EUR, JPY, CHF). W stosunku do walut ryzykownych hamulcowym będzie generalnie pozytywny sentyment rynkowy – kontrakty futures na S&P500 zyskuje dziś 0,2 proc., a z Chin otrzymaliśmy lepsze dane z przemysłu (PMI: 51,7, prog. 50,8). Jednocześnie trzeba pamiętać, że rynek jest płochliwy po tym, jak wiele razy już się sparzył na nieoczekiwanych zwrotach akcji w tym roku. W efekcie dalszy rozwój rynnowych oczekiwań w stosunku do Fed będzie zależał od napływających danych. Dziś mamy indeks PCE Core, preferowana przez Fed miara inflacji, oraz ISM dla przemysłu. Z Fed usłyszymy od Kaplana (jastrząb, głosujący), a w nocy od Brainard (gołąb, głosująca). W kolejnych dniach uwaga skupi się na przemówieniach Fischera i Yellen (piątek) oraz naturalnie danych z rynku pracy (10 marca).
Poza światem dolara dzieje się równie dużo. Zaczynamy nowy miesiąc, więc następuje wysyp indeksów PMI dla przemysłu. W Europie najważniejszy powinien być odczyt z Wielkiej Brytanii, gdyż ostatnie dane z tej gospodarki pierwsze negatywne skutki niepewności związanej z Brexitem. Po południu poznamy decyzję Banku Kanady. Uważamy, że Bank Kanady nie ma powodu do zmiany polityki i w środę pozostawi główną stopę procentową na 0,5 proc. W komunikacie spodziewamy się z utrzymania tonu ze stycznia. Lepsze dane z rynku pracy i wyższa inflacja znajdą przeciwwagę w niepewności o przyszłą politykę USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Za trzy lata internet zdecydowanie przyspieszy. Ponad 3 mld zł trafi na rozbudowę sieci szerokopasmowej

Za trzy lata internet zdecydowanie przyspieszy. Ponad 3 mld zł trafi na rozbudowę sieci szerokopasmowej 1

Cyfryzacja jest jednym z sześciu obszarów decydujących o osiągnięciu celów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, którą w połowie lutego przyjął rząd. W tym procesie kluczowe będą inwestycje w szybki internet. W ciągu kolejnych trzech lat na rozbudowę sieci szerokopasmowych trafi 3,2 mld zł z II konkursu programu operacyjnego Polska Cyfrowa. O środki z tego rozdania stara się także notowana na NewConnect spółka SferaNET.

– Zapotrzebowanie na rynku telekomunikacyjnym i multimedialnym na usługi ciągle rośnie. To pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość, jeśli chodzi o inwestycje. Natomiast to, jak ten rynek będzie się kształtował, zdeterminuje najbliższy wynik konkursu POPC – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Stanaszek, prokurent spółki SferaNET. – Na szali leżą 3 mld zł, które będą zainwestowane w najbliższych trzech latach na rynku telekomunikacyjnym.

Nabór wniosków zakończył się w połowie lutego. Uczestnicy drugiego konkursu o środki z 1. Osi POPC złożyli 144 wnioski o dotacje do inwestycji w sieć szerokopasmowego dostępu do internetu na w sumie 67 obszarach spośród 79 wyznaczonych przez Ministerstwo Cyfryzacji i podległe mu Centrum Programów Polska Cyfrowa. Łączna kwota to ponad 2,6 mld zł.

– Dopuszczone w konkursie są dwie technologie: LTE i sieć światłowodowa. Po tych trzech latach klienci odczują zdecydowaną poprawę, jeśli chodzi o dostęp do infrastruktury szerokopasmowej – prognozuje Stanaszek.

W konkursie SferaNET wnioskuje o 34,1 mln zł dofinansowania, a wartość jej projektu to 43,8 mln zł. Za tą kwotę planuje inwestycje w 1,3 tys. km sieci światłowodowej o zasięgu ok. 30 tys. punktów adresowych.

– SferaNET planuje rozbudować sieć w powiecie bielskim, żywieckim, na Śląsku Cieszyńskim. To nasz naturalny teren rozwoju, gdzie działamy blisko 14 lat. Nasza filozofia budowania to przede wszystkim ośrodki mniej zurbanizowane, budujemy w terenach podmiejskich. Efektywność biznesu jest rozkładana na dłuższy czas w takich miejscach, natomiast mamy szanse na długoterminową relację z klientem i to jest dla nas ważne – wymienia Stanaszek. – Budowanie na terenach górskich niczym nie różni się od budowy w pozostałych miejscowościach. To operatorzy GSM czy LTE mają problem z pokryciem na tym terenie stu procent obszaru.

W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju rząd deklaruje, że podejmowane będą działania, które umożliwią rozwój szybkich sieci szerokopasmowych. Wśród nich są likwidacja barier administracyjnych i prawnych oraz przyspieszenie inwestycji w infrastrukturę, szczególnie w obszarach, gdzie nie można zapewnić dostępu do internetu na warunkach rynkowych.

– Trudno o jednoznaczną odpowiedź, czy rynek jest już nasycony, ponieważ jest to uzależnione właściwie od obszaru geograficznego kraju. Są miejsca, gdzie wciąż mamy białe plamy i dostęp do internetu szerokopasmowego jest bardzo ograniczony. Są też takie miejsca, jak Warszawa czy inne duże miasta, gdzie operatorów na jednym osiedlu mieszkaniowym może być nawet sześciu. Natomiast z naszej obserwacji wynika, że w województwach śląskim i małopolskim jeszcze jest duży rynek do zainwestowania i dostarczenia usług – wymienia Stanaszek.

Jak poinformowano w Strategii, w zaktualizowanym Narodowym Planie Szerokopasmowym mają się znaleźć nowe europejskie cele cyfrowe. Zgodnie z nimi do 2025 roku ma być zapewniony gigabitowy dostęp do internetu dla wszystkich miejsc stanowiących główną siłę napędową rozwoju społeczno-gospodarczego (szkoły, węzły transportowe, główne miejsca świadczenia usług publicznych, a także przedsiębiorstwa prowadzące intensywną działalność w internecie). Wszystkie gospodarstwa domowe do tego czasu mają mieć dostęp do internetu o prędkości łącza (pobierania) wynoszącej co najmniej 100 Mbps z możliwością jej zwiększenia do prędkości mierzonej w gigabitach.

– Dziś obserwujemy, że najszybciej rośnie konsumpcja danych. Natomiast w najbliższej perspektywie spodziewamy się, że wysyłanie po stronie klientów danych do chmury czy udostępnianie streamingu będzie coraz bardziej powszechne. Zatem klienci będą oczekiwać po stronie usługodawcy możliwości szybszego przesyłania – wyjaśnia Anna Stanaszek.

Według badania konsumenckiego przeprowadzonego przez Urząd Komunikacji Elektronicznej w 2016 r. najpopularniejszą usługą telekomunikacyjną jest telefonia komórkowa. Korzystało z niej 87,5 proc. ankietowanych. Drugą pod względem popularności usługą był internet (61,6 proc. badanych). Badani korzystali często z wielu rodzajów dostępu. Najczęściej był to internet stacjonarny (62,4 proc.). Uczestnicy badania łączyli się z siecią także za pomocą internetu mobilnego w telefonie (47,2 proc.) lub z wykorzystaniem innego urządzenia (26,3 proc.).

– Dzisiaj najpopularniejszą usługą jest dostęp do internetu. Badania pokazują, że Polacy niechętnie wybierają pakiety produktów. Myślę, że to wynika z tego, że mogą traktować to jako sztuczki marketingowe operatorów. Tendencja na rynku konsumenckim w branży telekomunikacyjnej podąża za tym, żebyśmy dostarczali klientom usługi à la carte, czyli to, czego klient żąda w danym momencie. Klienci sami chcą komponować swoje portfolio usług – zaznacza przedstawicielka SferaNET.

Raport UKE za ubiegły rok wskazuje, że faktycznie niewielki badanych korzystało z usług wiązanych. Tylko 14 proc. respondentów zadeklarowało, że ma taką usługę.

Niemal 15 proc. badanych przez UKE dostrzegło pozytywną ewolucję rynku komunikacji elektronicznej. Do pozytywnych zmian klienci zaliczyli przede wszystkim obniżkę cen, większą liczbę ofert oraz dynamiczny rozwój technologii.

Od dziś administracja skarbowa działa na nowych zasadach. Zmieniona struktura ma poprawić ściągalność podatków

Od dziś administracja skarbowa działa na nowych zasadach. Zmieniona struktura ma poprawić ściągalność podatków 2

1 marca wchodzi w życie ustawa o Krajowej Administracji Skarbowej. Nowa struktura pozwoli lepiej zarządzać skarbówką, ma też poprawić efektywność kontroli podatkowych. Ta zmiana to krok w dobrym kierunku, ale ustawa powiela dotychczasowe ułomności przepisów prawnych – ocenia dr Irena Ożóg, doradca podatkowy. Ustawa podważa również dwuinstancyjność, bo odwołanie od decyzji naczelnika urzędu celno-skarbowego będzie składać się do tego samego organu.

Krajowa Administracja Skarbowa zaczęła działać 1 marca. Kompetencje urzędów skarbowych, celnych i urzędów kontroli skarbowej zostają zebrane w jednej ustawie, choć same procedury kontrolne pozostają raczej niezmienione.

Skupienie w jednych rękach różnych pionów administracji skarbowej pozwala na lepsze zarządzanie nią. Mając na uwadze, że to od jakości i sprawności administracji podatkowej zależy poziom realizacji dochodów budżetowych, ta zmiana idzie w dobrym kierunku. Oczywiście nie może to oznaczać opresyjności nowej administracji podatkowej w odniesieniu do podatników – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Irena Ożóg, doradca podatkowy Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Jak przekonuje, zmiana struktury skarbówki dla podatników będzie praktycznie nieodczuwalna. W większości przypadków wciąż będą rozliczać się z urzędami skarbowymi. Jedna z istotnych zmian dotyczy odwoływania się od decyzji wydanych przez naczelników urzędów skarbowych. Teraz – w trybie odwołania – formalnie odwołanie ponownie trafi do tego samego organu. Zdaniem ekspertów to wątpliwe konstytucyjnie rozwiązanie, bo narusza dwuinstancyjność postępowania.

– Dla wszystkich podatników, którzy uczciwie płacą podatki i rzetelnie rozliczają się ze swoich obowiązków zmieni się niewiele albo nic. Będzie ich obsługiwał ten sam urząd skarbowy w takim samym zakresie uprawnień – przekonuje doradca podatkowy.

Jak wskazuje Ożóg, ustawa o KAS sankcjonuje aktualną, choć wadliwą, praktykę wszczynania postępowania bez zawiadomienia podatnika, uzasadniając to żądaniem organu prowadzącego postępowanie karne skarbowe lub weryfikacją zasadności zwrotu VAT. Nowe przepisy utrwalają taką sytuację.

Obawy budzą działania urzędów celno-skarbowych, które mają wykrywać i zwalczać nieprawidłowości, a będą mogły m.in. zakładać podsłuchy czy wchodzić do podatników z bronią. Jak jednak przekonuje ekspertka, nie jest to żadna nowość, bo i dotychczas tego typu działania były dopuszczalne.

W przepisy prawa ubrano dotychczasową praktykę stosowania prawa. Skuteczność kontroli zależy od tego, jakie wytyczne dostają organy, w jaki sposób prowadzą one selekcję do kontroli i samą kontrolę i od tego, jakich środków przymusu używają. Miejmy nadzieję, że nie wzrośnie opresyjność, a służby skarbowe podniosą swoją efektywność, zwłaszcza przy ściganiu oszustów podatkowych i tych, którzy świadomie nie płacą podatków – ocenia Ożóg.

Zdaniem doradcy podatkowego w ustawie brakuje możliwości przeprowadzenia przed organem I instancji rozprawy, w trakcie której mogłoby dojść do wyjaśnienia z urzędnikami okoliczności sprawy, w której uczestniczyliby także świadkowie lub biegli.

Biznes przyjmuje tę ustawę z pewną bojaźnią. Tym bardziej że media wciąż straszą. Nie ma czego się bać, trzeba uczciwie płacić podatki i mieć nadzieję, że nie nastąpi pogorszenie jakości obsługi podatników, a administracja skarbowa zwiększą swoją efektywność w ściganiu rzeczywistych przestępców – podkreśla dr Irena Ożóg.

Nowotwór szpiku kostnego daje takie same objawy jak grypa czy reumatyzm. By go wykryć, trzeba regularnie robić badania krwi

Nowotwór szpiku kostnego daje takie same objawy jak grypa czy reumatyzm. By go wykryć, trzeba regularnie robić badania krwi 3

Mielofibroza jest groźnym i rzadkim nowotworem układu krwionośnego. Atakuje najczęściej po 55 roku życia. Jest trudno wykrywalna i w początkowym stadium – z powodu niespecyficznych objawów takich jak zmęczenie czy utrata wagi – może być mylona z grypą czy reumatyzmem. Eksperci przestrzegają, że kluczowe dla skutecznego leczenia mielofibrozy jest jej właściwe diagnozowanie.

Włóknienie szpiku kostnego, inaczej mielofibroza, to nowotwór krwi, na który choruje w Polsce zaledwie około tysiąca pacjentów. Mielofibroza jest najrzadszym i jednocześnie najbardziej uciążliwym spośród wszystkich nowotworów mieloproliferacyjnych (związanych z nieprawidłowym funkcjonowaniem szpiku kostnego). W szpiku osoby dotkniętej mielofibrozą niemożliwe jest powstawanie prawidłowych komórek krwi. W początkowej fazie choroba daje bardzo niecharakterystyczne objawy, co utrudnia jej wykrycie na wczesnym etapie.

Są to objawy związane z rozwijającą się anemią, a więc osłabienie, kołatania serca, duże zmęczenie, duszności. Szybko pojawia się uczucie sytości po posiłku, bóle brzucha, uczucie wypełnienia w jamie brzusznej. Dolegliwości są też związane z bólami kostnymi, ponieważ mielofibroza rozwija się w kościach. Występują bóle stawów, stany podgorączkowe i gorączka, wzmożona potliwość, spadek apetytu i wagi ciała. Na początku choroby te objawy mogą powodować trudności w postawieniu właściwej diagnozy. Pacjenci czują się po prostu źle i myślą, że to jest grypa albo pospolite łamanie w kościach –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Tomasz Sacha, hematolog z Kliniki Hematologii Collegium Medicum UJ w Krakowie.

Na mielofibrozę chorują głównie osoby starsze – mediana zachorowań oscyluje wokół 55–60 roku życia. W pojedynczych przypadkach zdarza się, że mielofibroza zostaje rozpoznana już u dwudziestolatków.

– Na mielofibrozę chorują głównie ludzie w średnim i starszym wieku. Niestety, jest to choroba dewastująca, postępująca i spośród przewlekłych nowotworów szpiku kostnego ten rokuje najgorzej, a średni czas przeżycia jest najkrótszy – mówi prof. Tadeusz Robak, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

W zaawansowanym stadium choroby produkcja krwi przenosi się do śledziony i wątroby, co powoduje znaczne powiększenie tych narządów. Waga śledziony u pacjenta z mielofibrozą potrafi się zwiększyć ze 150 gramów do kilku kilogramów i stanowi najbardziej dotkliwy objaw tej choroby. Podejrzenie mielofibrozy może postawić lekarz rodzinny.

– Jeżeli lekarz rodzinny czy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej stwierdzi u pacjenta niedokrwistość i dużą śledzionę, to z dużym prawdopodobieństwem może brać pod uwagę chorobę układu krwiotwórczego i mielofibrozę – mówi prof. Tadeusz Robak.

– U większości chorych na mielofibrozę występuje powiększona śledziona. Niebagatelizowanie tego objawu i natychmiastowe wysłanie pacjenta do hematologa skróci drogę do właściwej diagnozy – dodaje prof. Tomasz Sacha.

Pacjent z podejrzeniem mielofibrozy musi przejść kompleksową diagnostykę, której podstawą jest badanie histopatologiczne szpiku kostnego. Dlatego lekarz pierwszego kontaktu, który podejrzewa u chorego mielofibrozę, powinien jak najszybciej skierować go do hematologa, który pokieruje dalszą diagnostyką i leczeniem.

Rozpoznanie opiera się o badanie histopatologiczne szpiku. Trzeba dokładnie ocenić jego wygląd, włóknienie, stan zaawansowania włóknienia w szpiku. Można to zbadać tylko w wyspecjalizowanych ośrodkach hematologicznych – mówi prof. Joanna Góra-Tybor, kierownik Oddziału Chorób Układu Krwiotwórczego w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie.

– W celu potwierdzenia diagnozy chory powinien trafić do ośrodka hematologicznego, gdzie wykonuje się trepanobiopsję (badanie szpiku pobranego z kości biodrowej) i badania molekularne – wyjaśnia prof. Andrzej Hellmann z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jedyną metodą dającą szansę na wyleczenie jest transplantacja szpiku, jednak kwalifikuje się do niej ok. 2025 proc. chorych. Nawet w tej grupie – z uwagi na wiek pacjentów i schorzenia towarzyszące – przeszczep wiąże się z dużym ryzykiem. Wśród dostępnych metod leczenia u pacjentów z mielofibrozą stosuje się również transfuzje krwi, chemioterapię, leczenia celowane, a także operacyjne usunięcie śledziony.

Prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów podkreśla, że w ostatnich latach nastąpił istotny postęp w leczeniu pacjentów z mielofibrozą. Od 1 stycznia br. polscy pacjenci mogą korzystać z pierwszej terapii celowanej, która poprawia komfort życia chorego i może znacznie wydłużyć przeżycie.

Ponieważ przebieg choroby może być bardzo różny, w zależności od stadium zaawansowania musimy dostosowywać leczenie indywidualnie – podkreśla prof. Joanna Góra-Tybor.

By mieć szansę na wczesne wykrycie choroby, konieczne są regularne badania.

Jako hematolodzy zawsze podkreślamy, że każdy przynajmniej raz na dwa lata powinien wykonać morfologię krwi. Odchylenia w badaniu będą widoczne, a jeżeli pacjent regularnie się bada, to powiększona śledziona też zostanie zauważona, a choroba wykryta – zaznacza prof. Andrzej Hellmann.

Branża transportowa bije na alarm. Kierowcy ucierpią na nowych przepisach o delegowaniu pracowników

Branża transportowa bije na alarm. Kierowcy ucierpią na nowych przepisach o delegowaniu pracowników 4

Firmy transportowe i logistyczne stracą na planowanych przez Komisję Europejską zmianach w przepisach o delegowaniu pracowników. Jeśli branża nie zostanie wyłączona z tych przepisów, to kierowca przejeżdżający przez dany kraj będzie traktowany jak pracownik oddelegowany, a to oznacza, że będą mu przysługiwać takie same stawki wynagrodzenia czy urlopy jak osobom pracującym w danym kraju. To zwiększy obowiązki administracyjne firm i wprowadzi duże zamieszanie w rozliczaniu pracy kierowców.

– Rewizja dyrektywy o delegowaniu sprowadza się do tego, że każdy z pracowników wysyłanych do pracy na terytorium innego państwa będzie musiał podlegać wszystkim, obowiązującym rygorom prawnym kraju przyjmującego – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Wroński, prezes zarządu Związku Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”. – Rzecz dotyczy także układów zbiorowych, co oznacza, że wysokość należności za pracę, dni urlopu, liczba godzin zatrudnienia w tygodniu i wszelkie przywileje pracownicze także będą musiały być zachowywane.

Chodzi o procedowany obecnie projekt rewizji unijnej Dyrektywy o delegowaniu pracowników (96/71/WE), który przewiduje stosowanie takich samych zasad wynagradzania i pracy pracowników na terenie danego kraju członkowskiego. Oznacza to, że zarówno pracownicy krajowi, jak i delegowani będą za taką samą pracę musieli otrzymywać identyczne wynagrodzenia. Przysługiwać im mają również takie same uprawnienia dodatkowe (wynikające na przykład z prawa pracy i układów zbiorowych) jak obowiązujące miejscowych.

– Da się to obronić w przypadku pracowników wyjeżdżających do danego kraju na kilka miesięcy czy dłużej, bo oni rzeczywiście przebywają na terytorium obcego kraju – precyzuje Maciej Wroński. – Politycy unijni dążą natomiast do tego, aby dyrektywa i jej postanowienia obejmowały także kierowców wykonujących międzynarodowy transport drogowy. Nas to oburza.

Jak podkreśla, praca wykonywana przez kierowcę w transporcie drogowym nie powinna być traktowana jako delegowanie. Jest on w ciągłym ruchu, a ośrodek interesów życiowych się nie zmienia – po krótszym lub dłuższym czasie wraca on do swojego domu.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska”, przeszło 80 proc. wymiany towarowej w Unii Europejskiej odbywa się po drogach, głównie z wykorzystanie tzw. ciągników, czyli popularnych TIR-ów. Nowe wymagania będą trudne do spełnienia przez prowadzących tego rodzaju działalność przedsiębiorców. W ciągu nawet najkrótszego okresu rozliczeniowego kierowcy bardzo często przebywają bowiem w kilku państwach członkowskich Unii Europejskiej, na terenie których obowiązują zupełnie różne regulacje.

Narodowe systemy prawne, prócz minimalnej stawki wynagrodzenia, w odmienny sposób określają między innymi sposób naliczania nadgodzin, prowadzenia dokumentacji związanej z delegacjami, rejestracji wysyłanych do pracy za granicą osób czy też wymiar przysługującego pracownikom urlopu.

– Nawet jeżeli będziemy się mogli dostosować do prawa francuskiego, to już niekoniecznie do niemieckiego, którego postanowienia są zupełnie różne, a składniki wynagrodzenia nie są ekwiwalentne – tłumaczy Maciej Wroński. – Inne terminy dni świątecznych obowiązują we Francji, inne w Niemczech, a mamy jeszcze Hiszpanię, Włochy, generalnie całą Unię Europejską, czyli 28 krajów.

Brak wyłączenia sektora transportu spod projektowanych przepisów znacznie zwiększy obciążenia administracyjne firm, które często prowadzą działalność w kilku krajach UE. Ze względu na to, że większość sektora stanowią niewielkie przedsiębiorstwa, dodatkowe obowiązki mogą być dla nich nie do udźwignięcia.

Według Maciej Wrońskiego należy się liczyć z tym, że w rezultacie wprowadzenia zmian w obecnym kształcie drastycznie wzrośnie liczba przewozów na pusto, za które jednak ktoś będzie miał zapłacić. Zwiększy się więc ponoszony przez zleceniodawcę koszt usługi, a na końcu za wszystko i tak zapłacą konsumenci. Rezultatem większej liczby pustych przewozów będą także zatory na drogach i większa emisja spalin do atmosfery.

– Niewątpliwie wymusi to zmianę modelu biznesowego – prognozuje Maciej Wroński. – Przewoźnicy być może będą ograniczać działalność wyłącznie do przewozów i to w ramach jednego kraju, czyli nastąpi specjalizacja. Podniesie to oczywiście również koszty transportu, bo w tej chwili wysyłając samochód do Francji, jeżeli nie ma ładunku powrotnego do Polski, kierowca zabiera towar z Francji do Niemiec, stamtąd do Czech i wreszcie Polski. Po wprowadzeniu nowych regulacji nie będzie to możliwe.

Dodatkowo kierowcy stracą stabilność zatrudnienia. Może się bowiem okazać, że za ten sam czas i warunki pracy jeden kierowca – w zależności od trasy, jaką obsługuje – dostanie kilkukrotnie niższą pensję niż drugi.

Zdaniem autorów raportu sektor transportu i związane z nim branże są jednym z większych pracodawców w Europie. Jedno na 20 miejsc pracy w UE jest związane z tym sektorem. Dlatego problemy branży odczują także inne gałęzie gospodarki.

– Nie wyobrażam sobie spełnienia wszystkich wymagań w ramach transportu na długie trasy – wskazuje Maciej Wroński. – Dlatego być może import i eksport, wymiana towarowa pomiędzy państwami unijnymi w wielu przypadkach stanie się po prostu nieopłacalna, a firmy ograniczą działalność do terytorium własnego kraju.

Nowe bariery administracyjne, jak ostrzega TLP, doprowadzą do ograniczenia dostępu do rynku przewozów w UE, w szczególności dla małych i średnich przedsiębiorstw. Mogą także osłabić dynamikę ich wzrostu i innowacyjność. To w rezultacie całkowicie może wykluczyć je ze świadczenia usług na terenie UE.

– Łączne koszty nowych regulacji nie są w tym momencie możliwe do oszacowania – ocenia Maciej Wroński. – Praktycznie każda branża w Unii Europejskiej musi korzystać z transportu drogowego, w Polsce najbardziej motoryzacyjna, rolno-spożywcza, artykułów przemysłowych wysoko przetworzonych. Sektory te najbardziej i bezpośrednio odczują skutki nowych regulacji. Ale także na przykład banki i instytucje finansowe – branża pokrywa przecież koszty zakupu pojazdów. Łączne zadłużenie krajowych przewoźników w bankach i firmach leasingowych szacowane jest obecnie na kilkanaście miliardów złotych.

Na obecnym etapie prac urzędnicy unijni w przygotowywanej dyrektywie nie biorą pod uwagę wprowadzenia odrębnych przepisów dotyczących międzynarodowego transportu drogowego uwzględniających specyfikę tej branży.

Polski rynek hotelowy kwitnie. Rodzimej branży sprzyjają m.in. obawy o bezpieczeństwo w Europie

Polski rynek hotelowy kwitnie. Rodzimej branży sprzyjają m.in. obawy o bezpieczeństwo w Europie 5

Rosnący ruch turystów z kraju napędza polski rynek hotelowy, przez co jest on atrakcyjny dla inwestorów i deweloperów. Rośnie również liczba gości z zagranicy, a Polska staje się coraz bardziej rozpoznawalnym kierunkiem turystycznym. Rodzimej branży sprzyjają też rosnące obawy o bezpieczeństwo w Europie. Wskaźniki frekwencji i przychodów rosną, a eksperci są zgodni, że polska branża hotelowa ma przed sobą dobre perspektywy.

Każdy inwestor szuka wysokich zwrotów z inwestycji i branża hotelarska takie zwroty zapewnia. Biorąc pod uwagę to, że rynek rośnie z roku na rok, coraz więcej turystów przyjeżdża do Polski i rośnie siła nabywcza konsumentów odwiedzających hotele, przyszłość rysuje się w jasnych barwach. To dobry czas dla branży i dla inwestorów szukających możliwości inwestycyjnych i dwucyfrowych zwrotów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Gilles Clavie, prezes hotelowej grupy Orbis.

Z informacji międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że polski rynek hotelowy znajduje się w fazie stabilnego wzrostu, na co wpływa między innymi silny popyt wewnętrzny, dogodna lokalizacja i dobre połączenia z całą Europą, atrakcyjne ceny usług hotelowych i możliwości rozwoju.

Liczba noclegów udzielonych w Polsce rośnie nieprzerwanie od 2009 roku. W 2015 roku wyniosła 32,6 mln, co stanowiło 9-procentowy wzrost do poprzedniego roku. Jak informuje Cushman & Wakefield, najnowsze dane wskazują, że od maja ubiegłego roku wskaźnik RevPAR (Revenue Per Available Room – przychody na jeden dostępny pokój, najważniejszy wskaźnik dla operatorów hotelowych), wzrósł o 10,4 proc. Polski rynek doceniają zarówno krajowi, jak i zagraniczni inwestorzy i deweloperzy.

Profil polskiego rynku jest nieco inny niż w pozostałych krajach regionu, może poza Rumunią. Oba kraje mają bardzo silne, duże rynki wewnętrzne, które są bardzo perspektywiczne dla branży. Jeśli mówimy o realizacji inwestycji w Polsce, to rynek staje się coraz bardziej nasycony – mówi Gilles Clavie.

Prezes hotelowej grupy zaznacza, że Orbis jest w Polsce obecny w 42 lokalizacjach i obecnie nie widzi już tak wielu szans inwestycyjnych, jak jeszcze kilka lat temu. Dlatego spółka skupia się głównie na zarządzaniu swoimi aktywami i poszukiwaniu partnerów chętnych, aby dołączyć do sieci i otwierać obiekty hotelowe na zasadzie franczyzy.

Rynek jest już wystarczająco dojrzały, więc ten model będzie się rozwijał – uważa Gilles Clavie.

Mimo coraz większego nasycenia polskiego rynku Orbis zamierza utrzymać wysoką dynamikę inwestycji. W minionym roku sieć otworzyła dwa kolejne własne hotele: krakowski Mercure Stare Miasto i ibis Stare Miasto w Gdańsku. Poza tym urosła o siedem nowych hoteli działających na zasadach franczyzy, które powiększyły bazę noclegową o 700 pokoi. Podpisała też 13 umów dotyczących kolejnych otwarć, zabezpieczając swój rozwój w kolejnych miesiącach.

W 2017 roku więcej zainwestujemy w renowację i modernizację hoteli. Takie inwestycje planujemy m.in. w Poznaniu i Budapeszcie. Budujemy też kilka nowych hoteli, które zostaną otwarte w 2018 roku – mówi Gilles Clavie.

Ekspert podkreśla, że zarówno na polski, jak i na europejski rynek hotelowy bardzo wpływa geopolityka. W związku z falą terroryzmu w Europie Zachodniej przy wyborze celu podróży klienci coraz częściej kierują się kwestiami bezpieczeństwa. To działa na korzyść Polski jako kierunku turystycznego.

– To, co dzieje się w Europie Zachodniej, uświadomiło nam, jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa. Polscy turyści ze względu na bezpieczeństwo zostają w kraju, a zagraniczni wybierają na wypoczynek Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Region, w tym również Polska, staje się coraz bardziej widoczny na arenie międzynarodowej – mówi Gilles Clavie.

Prezes grupy Orbis zauważa, że w ciągu ostatnich lat Polska obejmowała prezydencję w UE, organizowała piłkarskie mistrzostwa Europy EURO 2012 i niedawny szczyt NATO. Wszystko to złożyło się na większą międzynarodową rozpoznawalność Polski.

Wszystkie te wydarzenia pokazały całemu światu, że Polska ma wielki potencjał organizacyjny i oferuje wysoki poziom usług. Widać to także na blogach i w mediach społecznościowych, gdzie coraz więcej pisze się o takich krajach jak Polska, Rumunia czy Węgry. To zwiększa zainteresowanie turystów. Widzimy więc wyraźnie, że sytuacja w naszej branży jest dobra, a wydatki na turystykę rosną. To dobry znak na przyszłość – mówi Gilles Clavie.

Z ubiegłorocznego raportu raport Christie & Co, globalnej firmy doradczej specjalizującej się w rynku hotelowym, wynika, że od 2006 roku liczba hoteli zwiększyła się o 79 proc., natomiast liczba turystów korzystających z usług hoteli wzrosła o 86 proc. Jedna piąta (20 proc.) pobytów hotelowych została zarezerwowana przez gości zza granicy, głównie z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.

Gilles Clavie zauważa, że w branży mocno odczuwalny jest wzrost oczekiwań klientów, zarówno indywidualnych, jak i biznesowych. Coraz większy nacisk kładziony jest na usługi spersonalizowane i jakość obsługi. Hotele muszą wdrażać indywidualne rozwiązania, żeby wyróżnić się na tle konkurencji.

Goście szukają czegoś unikalnego, oczekują wyjątkowych doświadczeń i profesjonalnego kontaktu z personelem. Szukając pracowników, mniejszą uwagę zwracamy na kwalifikacje zawodowe, a większą na kompetencje interpersonalne. Potrzebujemy kogoś, kto będzie w stanie zadbać o gości i przewidywać ich prośby. Wszystko zmierza w kierunku większej personalizacji – mówi Gilles Clavie.

Ubiegłoroczne wyniki Orbisu odzwierciedlają dobrą sytuację polskiego rynku. Grupa poprawiła wyniki finansowe i zwiększyła zysk. Odnotowała również wzrost frekwencji o 2,4 pkt proc., a wskaźnik RevPAR zwiększył się o 11,2 proc. powyżej rynkowej średniej.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu 2016 r. z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało 12,9 mln turystów, w tym 20,8 proc. turystów zagranicznych (2,7 mln). W porównaniu do analogicznego okresu 2015 r. odnotowano wzrost liczby turystów ogółem i turystów zagranicznych o 7 proc. Na polskim rynku działa blisko 2,4 tys. hoteli.

Zdecydowana większość konsumentów chce kupować przez internet. W przyszłości głównie za pomocą smartfonów i urządzeń mobilnych

Zdecydowana większość konsumentów chce kupować przez internet. W przyszłości głównie za pomocą smartfonów i urządzeń mobilnych 6

Cyfrowe technologie mają ogromny wpływ na handel. Prawie połowa konsumentów łączy różne kanały zakupowe, a zdecydowana większość chce mieć możliwość zarezerwowania online produktów i odebrania ich osobiście w sklepie. Taka multikanałowość to coraz wyraźniejszy trend w polskim e-commerce. Podąża za nim także francuski Leroy Merlin, który w marcu wprowadzi we wszystkich swoich sklepach cyfrową platformę dla klientów i wyposaży prawie 10 tys. pracowników w smartfony i mobilne narzędzia do wsparcia sprzedaży.

– Stawiamy właśnie pierwsze kroki na drodze do cyfrowej rewolucji w handlu. Dotychczasowy model, w którym cena i produkt były najważniejsze, powoli odchodzi do lamusa. Coraz większą rolę odgrywają za to technologie cyfrowe i mobilne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kordulewski, prezes zarządu Leroy Merlin Polska.

Prezes budowlanej sieci zauważa, że zmiany w branży handlowej są spowodowane przyzwyczajeniami klientów, którzy w coraz szerszym stopniu wykorzystują internet i kanały mobilne jako narzędzie pomocnicze w decyzjach zakupowych. Jak wynika z badania sondażowego „Zakupy w 2025 roku”, przeprowadzonego przez SW Research dla Leroy Merlin Polska, 40 proc. klientów wskazało, że za 10 lat będzie robić zakupy przez smartfony i aplikacje mobilne. Podobna grupa wskazała, że będzie wykorzystywać ten kanał do komunikacji ze sklepem.

– Handel poprzez wykorzystanie platform internetowych, sklepów e-commerce, opinii klientów, ale też pozytywnych doświadczeń z bezpośrednich wizyt w sklepach i indywidualnej relacji ze sprzedawcą będą odgrywały największą rolę w rozwoju branży – mówi Krzysztof Kordulewski.

Zdaniem prezesa zarządu Leroy Merlin w handlu obecnie trwa cyfrowa rewolucja podyktowana oczekiwaniami klientów, którzy wymagają wygody, indywidualnego podejścia i szerokiej oferty, dostępnej nie tylko stacjonarnie i online, lecz także na specjalne zamówienie.

– Coraz większą rolę odgrywa społeczność i opinie innych użytkowników dotyczące danego produktu. Na bazie tych opinii klienci podejmują decyzje zakupowe. To wyraźny trend. Już prawie każdy, zanim dokona zakupu, sprawdza cenę i szczegóły oferty w internecie. Ma możliwość rozpoczęcia zakupów w sieci i dokończenia w punkcie sprzedaży. Te kanały będą się przenikać coraz bardziej – mówi Krzysztof Kordulewski.

Badania przeprowadzone w 2015 roku przez GfK Polonia na zlecenie i-systems pokazały, że 40 proc. klientów łączy różne kanały zakupowe. 23 proc. zapoznaje się z ofertą w sklepie stacjonarnym, a następnie kupuje w sieci. W przypadku 17 proc. konsumentów ten proces jest odwrotny.

Prawie wszyscy (96 proc.) klienci chcieliby mieć możliwość zwrotu produktu zamówionego w sklepie internetowym w jego filii stacjonarnej. Taki sam odsetek chce móc sprawdzić przez internet dostępność produktów w sklepie stacjonarnym. 90 proc. konsumentów chce mieć możliwość zarezerwowania online produktów i odebrania ich osobiście w sklepie.

– Handel w swojej definicji jest dość prosty. Tak naprawdę chodzi o to, aby cały czas odczytywać potrzeby klientów i jak najlepiej na nie odpowiadać – podkreśla prezes Leroy Merlin.

Francuska sieć budowlanych hipermarketów w marcu wprowadzi we wszystkich swoich sklepach platformę Mobility, która ma służyć obsłudze sprzedażowej oraz budowaniu relacji z klientami. 9,5 tys. pracowników sieci zostanie wyposażonych w smartfony z internetem, zainstalowaną platformą do obsługi klientów oraz aplikacjami do komunikacji wewnętrznej i wsparcia sprzedaży. Dzięki temu klienci mają mieć zapewnioną szybką i kompleksową obsługę, niezależnie od tego, w jaki sposób skontaktują się ze sprzedawcą.

– Leroy Merlin wchodzi w nowe rozwiązania cyfrowe. Technologie umożliwiają tworzenie unikalnych doświadczeń, pozytywnych relacji między handlowcem a klientem. Przestaniemy być anonimowi, klient będzie mógł się bezpośrednio kontaktować z naszymi doradcami, wysyłać do nich e-maile i dzwonić. Będzie mógł w dowolny sposób rozpocząć swoją ścieżkę zakupową i zakończyć ją w sklepie – mówi Krzysztof Kordulewski.

Cyfryzacja w Leroy Marlin ma objąć wszystkich pracowników, niezależnie od szczebla, w każdym z 55 hipermarketów sieci w Polsce. W praktyce oznacza to, że do każdego ze sprzedawców będzie można zadzwonić z pytaniem o ofertę albo szczegóły danego produktu. Pracownicy będą się lepiej komunikować między sobą, ponadto poprawi się również obsługa posprzedażowa.

Sieć Leroy Merlin zamierza w tym roku otwierać też nowe hipermarkety budowlane. W planach na nadchodzące miesiące są otwarcia kolejnych sklepów we Wrocławiu, Bełchatowie i Pile. W 2016 roku sieć powiększyła się o sześć nowych sklepów wielkopowierzchniowych. Leroy Merlin od kilku lat rozwija omnichannel (synergia między sprzedażą internetową i tradycyjną) i wprowadza nowe kanały kontaktu z klientem. Od blisko trzech lat działa platforma mobilna na iOS, Android oraz Windows Phone umożliwiająca zakupy z poziomu smartfona.

Polskie szkoły nie rozwijają kompetencji potrzebnych w praktyce. Większość umiejętności okazuje się nieprzydatna na rynku pracy

Polskie szkoły nie rozwijają kompetencji potrzebnych w praktyce. Większość umiejętności okazuje się nieprzydatna na rynku pracy 7

Zmiany zachodzące na rynku pracy sprawiają, że coraz większe znaczenie mają kompetencje miękkie. Pod względem kreatywności, pracy zespołowej czy rozwiązywania problemów wyprzedza nas większość rozwiniętych krajów. Polskie szkoły nie rozwijają potrzebnych kompetencji, wytrzymałości psychicznej, nie uczą, jak rozwiązywać problemy i prowadzić trudne rozmowy – przekonuje Robert Krool z Fundacji LifeSkills. Konieczne jest przeformułowanie lekcji, a nie samej podstawy programowej.

– Zaczynając od szkoły średniej, a kończąc na studiach, większość kierunków nic nie wnosi do kompetencji, które są oczekiwane na rynku, zarówno przez osoby, które idą w kierunku przedsiębiorcy, jak i pracownika. Na prostej rekrutacji widać, że ktoś, kto kończy szkołę czy uczelnie, kompletnie nic nie umie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Krool z Fundacji LifeSkills.

Raport „New Vision of Education” opracowany przez Boston Consulting Group i Światowe Forum Ekonomiczne wskazuje, że pod względem kompetencji językowych (czytanie ze zrozumieniem, wykorzystanie języka pisanego), nauk przyrodniczych i kompetencji matematycznych Polska znajduje się w czołówce krajów OECD. Pod względem wysławiania się 91 proc. polskich uczniów osiągnęło poziom co najmniej biegły (przy średniej światowej 81 proc.). Gorzej wygląda sytuacja z edukacją finansową, użyciem technologii teleinformatycznych czy kreatywnością i samodzielnym rozwiązywaniem problemów. Niedostosowanie systemu edukacji do potrzeb rynku pracy tworzy zaś lukę kompetencyjną.

– W części krajów panuje system „lemingowy”, gdzie uczniowie tańczą, śpiewają i malują. Jest też system przedpotopowy, „pruski”, czyli 45-minutowe lekcje w niewygodnej pozycji i uczenie na pamięć. Środkiem idzie niewiele, a te dwie skrajne metody nie budują kompetencji użytecznych życiowo, począwszy od wytrzymałości psychicznej, przez rozwiązywanie problemów, po umiejętność przeżywania trudnych rozmów – podkreśla Krool.

W Polsce edukacja nastawiona jest przede wszystkim na sprawdzanie umiejętności uczniów poprzez powtarzanie informacji przekazanych podczas lekcji. Nie kładzie się nacisku na samodzielne poszukiwanie możliwych rozwiązań, analizy, a zamiast na umiejętność zadawania pytań stawia się na uczenie się odpowiedzi na pamięć. Jak wskazuje ekspert Fundacji LifeSkills, w trybie odpowiedzi mózg nie myśli, a recytuje. W modelu antycznym kształcenie polega na umiejętności zadawania pytań – bezpośrednio związanych z tekstem, wychodzących poza tekst, które są podstawą logiki, po pytania, które pomogą uczynić dany tekst lepszym.

 Jeśli spojrzymy na te dwa systemy kształcenia, antyczny i współczesny, to ten pierwszy kształcił ludzi, którzy byli kimś. Współczesny kształci ludzi do zwykłej, odtwórczej pracy i wokół niej człowiek ma sobie zbudować szczęście w życiu. Oznacza to, że w zasadzie dwa kierunki nie są kryte. Po pierwsze, człowiek wychodzi ze szkoły i nie jest samodzielny, po drugie – nie umie być szczęśliwy – przekonuje Krool.

Autorzy raportu wskazują, że na rynku pracy coraz bardziej liczą się kompetencje miękkie, umiejętność krytycznego i analitycznego myślenia oraz wykorzystania wiedzy w praktyce. Na 16 kompetencji XXI wieku, oprócz sprawności bazowych i technicznych, istotne są kompetencje emocjonalne, m.in. zarządzanie ryzykiem, wytrzymałość psychiczna, umiejętność przystosowania się. W Polsce problemem jest też współpraca przy rozwiązywaniu problemów.

 Jeśli chodzi o rozwiązywanie problemów, to musimy przeformułować formę lekcji, a nie podstawę programową, która tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma forma lekcji, to, czy człowiek potrafi pracować samodzielnie, czy potrafi wypracować rozwiązanie z zespołem, czy umie poradzić sobie z bezradnością i bezsilnością, czyli z tym, z czym każdy z nas na co dzień musi sobie radzić – mówi ekspert.

Jak przekonuje Krool, trudno wskazać, jakie konkretne umiejętności będą potrzebne za kilka lat na rynku pracy, bo sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Według szacunków World Economic Forum 65 proc. najmłodszych rozpoczynających naukę będzie pracowało w zawodach, które dziś nie istnieją.

– Nie wiemy, jakie kompetencje i technologie będą poszukiwane na rynku za kilka lat. Technologia jednak jest asystentem do spraw prezentacji, nie zastąpi samodzielnego myślenia i poszukiwania, umiejętności zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi – podkreśla Robert Krool.

Stężenie szkodliwych substancji w kabinie auta jest wyższe niż na zewnątrz. Konieczne jest stosowanie filtrów kabinowych

Stężenie szkodliwych substancji w kabinie auta jest wyższe niż na zewnątrz. Konieczne jest stosowanie filtrów kabinowych 8

Na zanieczyszczenia powietrza narażeni są przede wszystkim kierowcy. Stężenie szkodliwych substancji w kabinie samochodu może być nawet kilkukrotnie większe niż na zewnątrz. Standardowe filtry kabinowe nie zatrzymują zanieczyszczeń smogowych. Warto więc stosować filtry z aktywnym węglem i regularnie je wymieniać. W walce ze smogiem może także pomóc wprowadzenie kar za poruszanie się pojazdem z usuniętym filtrem cząstek stałych. Na Zachodzie mandaty sięgają kilku tysięcy euro.

– Z punktu widzenia właściciela pojazdu można zadbać o swoje zdrowie poprzez okresowe kontrole samochodu i sprawdzanie jego stanu technicznego. Przy tej okazji można się zainteresować filtrem kabinowym. Na pewno należałoby go wymienić dwa razy do roku. Warto kupować nieco droższe filtry, które zawierają węgiel aktywny. Wówczas poza samym zapyleniem, zatrzymujemy część gazów, które są dezaktywowane, co jest naprawdę istotną sprawą, zwłaszcza w centrum miasta – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Niedbała, zastępca dyrektora sprzedaży ds. wyposażenia warsztatów w Inter-Team.

Z danych Health & Environment Alliance wynika, że tylko 3 proc. Polaków oddycha powietrzem, które spełnia standardy WHO. Rocznie z powodu zanieczyszczonego powietrza umiera ponad 40 tys. osób. Szczególnie narażeni są kierowcy, zwłaszcza że stężenie szkodliwych substancji w kabinie samochodu może być nawet kilkukrotnie większe niż na poboczu drogi. W dużej mierze odpowiedzialne są za to spaliny z silników diesla, uznane przez WHO za rakotwórcze. Nadmierną emisję spalin ograniczać mają filtry cząstek stałych montowane przez producentów aut, jednak część kierowców w poszukiwaniu oszczędności (wymiana zapchanego filtra to koszt kilku, a nawet kilkunastu tysięcy złotych) decyduje się na ich demontaż.

 Usunięcie filtra cząstek stałych nie jest zwykle lekarstwem na całe zło. Klienci robią to, kiedy nie mogą już sobie poradzić z samochodem, bo filtr się zapycha, a tak dzieje się często ze względu na uszkodzony układ wtryskowy. Usunięcie filtra nie naprawia auta, za to może spowodować duże wydatki, bo samo usunięcie to koszt rzędu 12 tys. zł, a dopiero później zabieramy się za kosztową naprawę samochodu – tłumaczy Tomasz Niedbała.

Filtry mają za zadanie ograniczyć nadmierną emisję spalin poprzez zatrzymywanie cząstek stałych i ich wypalanie wewnątrz filtra. Usunięcie filtrów sprawia, że cząstki wydostające się z układu wydechowego unoszą się w powietrzu, a jest to związek rakotwórczy. Jak wskazuje ekspert, można łatwo stwierdzić, czy dany pojazd ma zamontowany taki filtr.

– Samochód z filtrem cząstek stałych nie dymi, nie ma takiej możliwości. Jeżeli mamy sprawny samochód, nie ma takiej możliwości, żeby z tyłu wydobywał nam się dym podczas normalnej pracy silnika. Jeśli tak jest, na pewno nie ma tam filtra cząstek stałych lub zachodzi właśnie proces jego regeneracji – tłumaczy przedstawiciel Inter-Team.

Teoretycznie demontaż filtrów cząstek stałych jest nielegalny. W Polsce nie jest jednak w żaden sposób kontrolowany. Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów w styczniowych rekomendacjach proponuje, by badanie jakości spalin było elementem kontroli drogowej i okresowego badania technicznego. Takie rozwiązania zostały już wprowadzone w innych krajach.

 Na zachodzie Europy inspekcje drogowe sprawiają, że kierowca nie może sobie pozwolić na ryzyko poruszania się niesprawnym pojazdem, bo zostanie zatrzymany – zaznacza ekspert. – Co więcej, kary są drakońskie, bo mandaty sięgają w przeliczeniu kilku tysięcy złotych. Jeżeli kierowca zostanie złapany z samochodem z wymontowanym filtrem cząstek stałych, który pierwotnie tam był, nie można się tym samochodem dalej poruszać – podkreśla Tomasz Niedbała.

MBR Finance z zyskiem ponad 1,8 miliona zł w 2016 roku

MBR Finance zakończyło ubiegły rok z zyskiem w wysokości ponad 1,8 miliona zł. Według wewnętrznych prognoz w 2017 i 2018 roku, Spółka odnotuje wzrost pożyczonego kapitału do poziomu 15 milionów. Planowane przychody ze sprzedaży, w tym okresie, wyniosą niemal 15 milionów a zysk brutto 8 milionów.

W porównaniu do zeszłego roku, suma bilansowa MBR Finance wzrosła o ponad 174% i wyniosła ponad 15 milionów. Na koniec roku nieaudytowany zysk Spółki wyniósł ponad 1,8 miliona, co stanowi prawie trzykrotny wzrost rok do roku. Badanie sprawozdania finansowego Spółki za 2016 rok zostało powierzone jednej z największych firm audytorskich świata Ernst & Young Audyt Polska.

Główną pozycją majątku Spółki wskazanego w aktywach na dzień 31 grudnia 2016 r. były udzielone pożyczki. Stanowi to 70% aktywów trwałych Spółki oraz 36,8% sumy bilansowej. W skład aktywów trwałych wchodzi również wartość, wynikająca z umowy nabycia 49% udziałów w spółce MBR Leasing.

Zgodnie z zapisami umowy przedwstępnej, jaką podpisaliśmy w ramach nabycia spółki MBR  Leasing, zobowiązaliśmy się nabyć do końca II kw. 2017 r. pozostałe 51% udziałów w spółce, która będzie platformą do oferowania leasingu – komentuje Roman Wyszomirski, Prezes MBR Finance S.A.. W ramach jednego z naszych produktów, zabezpieczeniem udzielanych pożyczek są pojazdy mechaniczne będące własnością pożyczkobiorców. Ponad połowa portfela naszych klientów zabezpieczona jest samochodami w wieku 6-10 lat. 70% stanowią pojazdy o wartości od 10 000 do 30 000 złotych – dodaje Wyszomirski.

Obecnie w portfelu klientów MBR Finance przeważają osoby prowadzące działalność gospodarczą. Wśród klientów Spółki 59% stanowią mężczyźni a 41% kobiety. Ponad 55% pożyczkobiorców jest w wieku od 31 do 50 lat. Znaczącą grupę stanowią również osoby w wieku 26-30 lat (15%) oraz 51-60 lat (14%). Ponad połowę portfela pożyczkowego (59%) stanowią pożyczki udzielone w kwocie od 5 000 do 15 000 zł. Najczęściej pożyczki udzielane są na okres 24 miesięcy, w przedziale od 12 do 36 miesięcy znajduje się 73% udzielonych pożyczek.

Według danych BIK, zadłużenie osób prywatnych na koniec marca 2016 wynosiło 548,8 mld zł i było wyższe o 73,5 mld niż w 2014.

W ciągu ostatnich 4 lat można zauważyć, że wzrosło zadłużenie osób prywatnych, przy jednoczesnym spadku liczby kredytobiorców. Może to świadczyć o tym, że zwiększyły się kwoty udzielanych pożyczek. W III kw. 2016 r. odnotowano wzrost klientów firm pożyczkowych o 21,4 tys. osób. O tyle samo wzrosła liczba osób, które mają czynne kredyty w sektorze bankowym. Można stąd wywnioskować, że firmy pożyczkowe w znacznym stopniu przejmują finansowanie klientów – podsumowuje Roman Wyszomirski, Prezes MBR Finance.

Spółka MBR Finance działa na rynku pożyczek gotówkowych oferowanych przez pozabankowe instytucje finansowe. Rynek pożyczek zabezpieczonych pojazdami jest nadal rynkiem niszowym w Polsce a Spółka MBR Finance jako pierwsza w Polsce na taką skalę opracowała i wdrożyła zabezpieczenie pożyczki w formie przewłaszczenia pojazdu.

Do 2020 rynek BDaaS wart będzie ponad 7 mld dolarów

Big Data as-a-Service (BDaaS), czyli przetwarzanie w chmurze obliczeniowej wielkich zbiorów danych, to dziś najszybciej rozwijająca się gałąź IT. Najnowszy raport firmy analitycznej MarketsandMarkets wskazuje na 31 proc. wzrost wartości rynku BDaaS rok do roku. Emocje studzą dane opublikowane przez GUS. Wynika z nich, że polski biznes wciąż pozostaje w tyle, a strategiczne decyzje podejmowane przez menedżerów w przytłaczającej większości nie są poparte analityką Big Data.

Przedsiębiorcy w coraz większym stopniu dostrzegają potencjał analityki danych, ale niekoniecznie chcą inwestować we wdrożenia własnych narzędzi Big Data – to główny wniosek, jaki nasuwa się po lekturze raportu MarketsandMarkets. Dobrze ilustruje to poziom inwestycji w rozwiązania chmurowe – rynek usług Big Data as a Service ma rosnąć do 2020 r. aż o 31 % rocznie. – W analizie danych kluczowe są dwie kwestie: znalezienie odpowiednich powiązań pomiędzy informacjami i w efekcie ich monetyzacja oraz czas, w jakim można to zrobić. Przetwarzanie i dostarczanie danych „na żądanie” jest nie tylko tańsze, ale też znacznie szybsze w porównaniu do scenariusza, w którym od podstaw budujemy własną infrastrukturę Big Data – wyjaśnia fenomen szybkiego rozwoju usług BdaaS Piotr Prajsnar z Cloud Technologies, największej w Europie hurtowni danych przetwarzającej informacje o preferencjach i zainteresowaniach internautów.

Dane jako usługa

Do narodzin analityki danych realizowanej w systemie Big Data as-a-Service (BDaaS) przyczynił się rozwój cloud computingu, czyli technologii chmury obliczeniowej. To jeden z filarów cyfrowej transformacji przedsiębiorstw, która, zdaniem IDC, przyśpiesza także w Polsce. Drugim istotnym czynnikiem w tym procesie jest lawinowo rosnąca liczba danych w Internecie, zawierających m.in. cenne informacje zarówno o działalności przedsiębiorstw, jak i użytkowników sieci. Z raportu „Data Never Sleeps 4.0” wynika, że w ciągu jednej minuty Internauci przeglądają ponad 159 tys. stron, publikują 400 godzin materiałów wideo w serwisie YouTube i dzielą się ponad 216 tys. zdjęć na Facebooku. Oracle prognozuje, że do 2020 roku globalna Sieć będzie liczyła już ponad 45 Zettabajtów danych. To w dużej mierze jeszcze nieodkryty kapitał.

Standardowe, statyczne systemy BI (Business Intelligence), obecne w średnich i dużych przedsiębiorstwach, ograniczają się do przetwarzania danych zbieranych wewnątrz organizacji, a analiza wielkich nieustrukturyzowanych zbiorów, pochodzących z tak wielu źródeł, wykracza poza ich technologiczne możliwości. Tymczasem, zdaniem ekspertów IDC w cyfrowej gospodarce sukces odniosą te firmy, które zautomatyzują proces data harvestingu i zyskają zdolność monetyzacji przetwarzanych danych. Do 2018 roku przepływ zewnętrznych informacji cyfrowych w przedsiębiorstwach ma wzrosnąć pięciokrotnie, zaś liderzy cyfrowej transformacji mają zwiększyć ilość danych wychodzących co najmniej 500-krotnie. W ich przetwarzaniu pomagają usługi Big Data as-a-Service i platformy DMP (Data Managing Platform), które nie tylko analizują w chmurze obliczeniowej pochodzące z wielu źródeł, wielkie, zbiory nieustrukturyzowanych danych, lecz także dostarczają takie analizy do systemów BI, CRM czy ERP w czasie rzeczywistym.

Zdaniem Piotra Prajsnara, CEO Cloud Technologies, tworzenie własnej platformy DMP wewnątrz organizacji w większości przypadków jest nieopłacalne. – Zakup infrastruktury, wdrożenie oprogramowania do analityki Big Data czy zatrudnienie odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, którzy będą potrafili zrobić użytek z danych, to czasochłonny i kosztowny proces. Dużo prościej jest podłączyć funkcjonujące już systemy CRM, ERP czy BI do platformy DMP, przetwarzającej dane z różnych źródeł w chmurze obliczeniowej. Takie rozwiązanie zdejmuje z firm konieczność prowadzenia żmudnych analiz i korzystania z przestarzałych metod, by zrobić z danych jakikolwiek użytek. Inteligentne algorytmy, którymi posługują się rozwiązania BDaaS, automatyzują i usprawniają procesy analityczne, pomagają namierzyć źródła problemów wewnątrz przedsiębiorstwa, a korzystając z anonimowych danych o internautach, kreślą 360-stopniowe profile klientów, sprawiając, że ich segmentacja wchodzi na nowy, nieznany wcześniej poziom – tłumaczy Piotr Prajsnar. Według analizy przeprowadzonej przez Regalix, przychody firm, które zdecydowały się wykorzystać w działaniach marketingowych analitykę danych wzrosły nawet o ponad 50 proc.

Zderzenie z rzeczywistością

Na polskim podwórku analityka Big Data wciąż traktowana jest jednak po macoszemu. Jak wynika z badania zrealizowanego przez InsightExpress aż 8 na 10 polskich menedżerów IT jest zdania, że Big Data stanowiło będzie trzon strategii biznesowej ich przedsiębiorstw w ciągu najbliższych pięciu lat. W ciągu najbliższych dwóch lat 7 na 10 przedsiębiorstw planuje zwiększenie wydatków na analizę dużych zbiorów danych. Wiele wskazuje jednak, że rodzimy optymizm na razie kończy się na deklaracjach. Badania przeprowadzone przez Główny Urząd Statystyczny, kreślą smutny obraz białoczerwonej rzeczywistości, w której zaledwie 5,9% firm korzysta z analizy dużych zbiorów danych. Najczęściej sięgają one po dane geolokalizacyjne (3,9%) oraz informacje generowane przez media społecznościowe (2,1%).

Z badania przeprowadzonego przez Intel wynika, że zaledwie co piąta firma działająca w Polsce (18 proc.) poddaje analizie informacje marketingowe o swoich klientach. To musi się jednak zmienić. – Polskie firmy konkurują coraz częściej na globalnym rynku i aby się na nim utrzymać, muszą postawić na cyfrową transformację, tak jak robią to konkurenci działający na rozwiniętych rynkach. Wkraczamy w okres głębokich przemian na globalnym rynku, których największym katalizatorem jest rozwój analityki Big Data. Na szczęście, dzięki usługom BDaaS proces ten nie musi być trudny i kosztowny. Nie korzystając z potencjału danych firmy zwyczajnie tracą pieniądze – zwraca uwagę Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Widać to doskonale choćby w reklamie on-line. Kampanie realizowane przy wykorzystaniu Big Data cieszą się ponad 85 proc. wzrostem liczby konwersji, przy obniżeniu ich kosztu o ponad 30 proc. Z badania przeprowadzonego przez Computing Technology Industry Association (CompTIA) na grupie ponad 400 specjalistów IT z całego świata wynika, że dla 72 proc. badanych, wdrożenie mechanizmów służących analityce Big Data w chmurze obliczeniowej nie tylko sprostało ich oczekiwaniom, ale nawet je przerosło.

PKB w 2017 r. urośnie o 3,5%. To dobry scenariusz dla rynku akcji

Wyraźne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale 2016 r. skłania nas do utrzymania naszej prognozy wzrostu PKB w Polsce w 2017 r. na poziomie 3,5%.

Dane GUS-u dotyczące wzrostu PKB za cały 2016 rok (2,8%) okazały się zdecydowanie niższe od prognoz rządu sprzed roku (3,8%) i w ogólnym odbiorze mogą być rozczarowujące. My jednak dostrzegamy w nich silny impuls do przyspieszenia wzrostu gospodarczego w tym roku. Oczekujemy, że wzrost PKB w Polsce wyniesie ok. 3,5% już w pierwszym kwartale 2017 roku.

Najnowsze dane z realnej gospodarki wspierają pozytywny scenariusz dla polskiego rynku akcji. W połączeniu z masowym napływem zagranicznego kapitału do Polski tworzą bardzo solidny fundament do generowania atrakcyjnych zysków przez fundusze akcyjne.

Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Rekordowe wskaźniki rentowności GK GPW – dynamiczny wzrost w zmiennym otoczeniu rynkowym

  • Najwyższy zysk netto w wysokości 131,1 mln zł od 2011 r.
  • Rekordowy wynik EBITDA w wysokości 183,7 mln zł
  • Spadek kosztów operacyjnych o 13,9% w 2016 r. i najniższy roczny wskaźnik kosztów do przychodów w historii GK GPW na poziomie 48,3%
  • Wypłata 2,36 zł dywidendy na akcję i osiągnięcie rekordowej stopy dywidendy 6,7%

W 2016 r. działania Grupy GPW koncentrowały się na dwóch obszarach: dalszym budowaniu płynności oraz na działaniach optymalizacyjnych i efektywnościowych, umożliwiających redukcję kosztów w kluczowych obszarach działalności. W efekcie Grupa Kapitałowa GPW wypracowała w 2016 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 310,9 mln zł oraz zysk netto w wysokości 131,1 mln zł. Jest to najwyższy poziom od 2011 r. Zysk EBITDA osiągnął rekordowy poziom: 183,7 mln zł. Koszty operacyjne w 2016 r. były niższe o 24,2 mln zł niż rok wcześniej i wyniosły 150,2 mln zł. Wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na historycznie najniższym poziomie 48,3%.

Inwestorzy postrzegają GPW coraz bardziej pozytywnie, co jest efektem rosnącego zaufania do naszej spółki. To zaś ma bardzo wymierny wyraz finansowy. Raport z działalności GK GPW w 2016 r. jest tego najlepszym dowodem. Dobra kondycja finansowa GPW mierzona jej kapitalizacją i wzrostem kursu akcji, rekordowe zwyżki obrotów akcjami oraz ich średnia dzienna wartość dobitnie pokazują, że dla inwestorów liczą się, przede wszystkim, silne fundamenty polskiej gospodarki oraz stabilna perspektywa zysków. Bardzo dobra koniunktura, jaka obecnie trwa na warszawskiej giełdzie, pozwala przypuszczać, że przyspieszenie, którego nabiera polska gospodarka, to kluczowe czynniki umożliwiające szybki rozwój GK GPW i polskiego rynku kapitałowego – powiedziała prof. Małgorzata Zaleska, Prezes GPW.

W 2016 r. działania na rynku finansowym skupiały się przede wszystkim na aktywizowaniu obecnych inwestorów i pozyskiwaniu nowych. Efekty tych rozwiązań pozwoliły na osiągnięcie przychodów z rynku finansowanego na poziomie 184,0 mln zł (59,2% udziału w przychodach Grupy), pomimo trudnego otoczenia zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym. Jest to zasługą m.in. wprowadzenia licznych programów zachęt dla inwestorów odpowiedzialnych za budowanie płynności oraz konsekwentne poszerzanie oferty produktowej. Warszawska giełda utrzymała także dobrą dynamikę pozyskiwania nowych emitentów. Według raportu PwC IPO Watch Europe w 2016 r. GPW była 3. rynkiem w Europie pod względem liczby debiutów (28) i znalazła się wśród 10 najlepszych rynków europejskich pod względem wartości ofert.

W 2016 r. przychody z rynku towarowego utrzymały się na stabilnym poziomie i wyniosły 124,9 mln zł (spadek o 0,2 % rdr) i w efekcie wygenerowały 40,2% przychodów Grupy GPW. W 2016 r. odnotowano rekordowy poziom przychodów na rynku gazu: 9,2 mln zł oraz wzrost przychodów z rozliczania transakcji do poziomu 39,2 mln zł, w efekcie rozwoju usługi raportowania transakcji w ramach RRM oraz wzrostu liczby członków na rynku gazu i Rejestru Świadectw Pochodzenia.

Dzięki konsekwentnej pracy i wysokiej dyscyplinie kosztowej w 2016 r. GPW osiągnęła wynik netto 131,1 mln zł, i to mimo wymagającego otoczenia rynkowego. Warto podkreślić, że jest to najwyższa jego wartość od 2011 r. Obniżyliśmy koszty operacyjne o 13,9%, dzięki czemu wskaźnik kosztów do przychodów wyniósł 48,3%, a tym samym ukształtował się najniższym historycznie poziomie – powiedział Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za IV kw. 2016 r. i 2016 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w IV kw. 2016 r. wyniósł 33,0 mln zł, o 19,1% więcej niż rok wcześniej. W całym 2016 r. Grupa wypracowała wynik netto na poziomie 131,1 mln zł, o 7,9% więcej niż w 2015 r. Jest to najlepszy wynik od 2011 r. Wzrost w IV kw. 2016 r. względem IV kw. 2015 r. to przede wszystkim wynik wyższych przychodów z rynku finansowego (+1,7%) oraz konsekwentnie realizowanej dyscypliny kosztowej , dzięki której odnotowano spadek kosztów operacyjnych o 8,2 mln zł, czyli o 17,8% rok do roku. Z kolei w skali całego roku 2016 przychody z rynku finansowego spadły o 8,0% względem 2015 r., a koszty z działalności operacyjnej były niższe o 13,9%.

Przychody z rynku finansowego

W IV kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 49,8 mln zł, co oznacza poprawę względem poprzedniego roku o 1,7% oraz o 6,5% kwartał do kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły 60,9% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 63,5% w III kw. 2016 r. i 58,4% rok wcześniej. W całym 2016 r. przychody z rynku finansowego wyniosły 184,0 mln zł, a ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW stanowił 59,2% wobec 61,0% rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W IV kw. 2016 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym utrzymały się na takim samym poziomie jak rok wcześniej i wyniosły 33,2 mln zł. W całym 2016 r. przychody z obsługi obrotu w segmencie finansowym wyniosły 119,1 mln zł i spadły o 13,0% względem roku 2015. W skali roku największy wpływ na obniżenie przychodów w tej linii miał spadek przychodów z obrotu na rynku akcji (-17,1%). Spadek przychodów z obrotu akcjami i innymi instrumentami o charakterze udziałowym wynika z wprowadzonej obniżki opłat od transakcji od 1 stycznia 2016 r. oraz od listopada 2016 r. Dodatkowo w 2016 roku nastąpił wzrost udziału (do 10,2%) uczestników programu HVP/HVF, który charakteryzuje się niższymi stawkami opłat, w całkowitej wartości obrotów akcjami. W 2016 r odnotowano wzrost przychodów z instrumentów pochodnych o 5,4 % w stosunku do roku poprzedniego, który był w głównej mierze spowodowany wzrostem wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeks WIG20.

Obsługa emitentów

W IV kw. 2016 r. przychody Grupy GPW z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,1 mln zł, co oznacza wzrost o 1,7% względem IV kw. 2015 r. i wzrost o 6,0% kdk. W całym 2016 r. przychody z obsługi emitentów stanowiły 7,7% całkowitych przychodów Grupy GPW i wyniosły 23,9 mln zł wobec 24,5 mln rok wcześniej (-2,3%). Główną przyczyną spadku przychodów z tego tytułu jest mniejsza liczba debiutów oraz wartość akcji wprowadzonych do obrotu w 2016 r. Przychody z tytułu opłat za wprowadzenia spadły do poziomu 4,0 mln zł, o 23,8% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Przychody z opłat za notowanie wzrosły rok do roku o 3,6%, przy czym należy podkreślić, że podstawą ich naliczania w 2016 r. była kapitalizacja na koniec 2015 r.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w IV kw. 2016 r. osiągnęły rekordowy poziom 10,4 mln zł, co oznacza wzrost o 7,0% rok do roku i jednocześnie wzrost o 3,8% względem III kw. 2016 r. W całym 2016 r. przychody z tej linii wyniosły 41,0 mln zł co oznacza wzrost o 6,5% względem roku 2015 i stanowi 13,2% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW.

Przychody z rynku towarowego

W ostatnim kwartale 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 31,2 mln zł, wobec 34,2 mln zł, o 8,8% mniej niż rok wcześniej i jednocześnie o 17,3% więcej niż w III kw. 2016 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy w IV kw. 2016 r. wyniósł 38,2%. W całym 2016 r. przychody z rynku towarowego wyniosły 124,9 mln zł co oznacza spadek o 0,2% i przekłada się na 40,2% udziału w całkowitych przychodach Grupy. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w IV kw. 2016 r. spadły o 6,5% względem IV kw. 2015 r., do poziomu 16,5 mln zł. W całym 2016 r. przychody z obrotu na rynku towarowym wyniosły 60,9 mln zł odnotowując spadek o 2,7%. O spadku przychodów z segmentu towarowego w głównej mierze zadecydował spadek o 38,0% tj. 4,4 mln zł przychodów z obrotu energią na rynku terminowym, co miało związek z dużą niepewnością na rynku energii i spadkiem poziomu tzw. obliga obrotu energią elektryczną poprzez rynek regulowany. Przełożyło się to na zmianę struktury zawieranych kontraktów, gdzie uczestnicy częściej kontraktowali na okresy krótsze. Przychody z rynku spot wzrosły o 7,8% w stosunku do roku poprzedniego. Jednocześnie przychody z obrotu gazem osiągnęły rekordowy poziom 9,2 mln zł, co oznacza wzrost o 11,1%. Przychody Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2016 r. wyniosły 9,4 mln zł, w porównaniu do 7,5 mln zł w 2015 r., co oznacza wzrost 26,0 %. Znaczny wzrost przychodów Grupy z tytułu innych opłat od uczestników rynku towarowego w 2016 r. wynika z opłat za usługi związane z raportowaniem transakcji w ramach RRM.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W IV kw. 2016 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 3,7 mln zł, o 33,6% mniej niż rok wcześniej. W całym 2016 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 24,9 mln zł, o 3,1% więcej niż rok wcześniej. Pomimo znacznego wzrostu umorzonych praw majątkowych do poziomu 42,9 TWh (+ 92,3%), nastąpił nieznaczny wzrost przychodów w porównaniu do 2015 r., co jest wynikiem spadku wolumenu wystawionych praw majątkowych (o 6,1 %), które mają największy wpływ na przychody.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji w IV kw. 2016 r. 11,1 mln zł, tyle samo co w IV kw. 2015 r., przy jednoczesnym wzroście o 46,9% kwartał do kwartału. W całym 2016 r. rozliczanie transakcji przyniosło Grupie 39,2 mln zł, czyli o 1,8% więcej niż rok wcześniej. Wzrost rok do roku wynika ze wzrostu wolumenów obrotu na rynku gazu w porównaniu do 2015 r.

Koszty działalności operacyjnej

W IV kw. 2016 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 37,7 mln zł, czyli 8,2 mln zł mniej niż rok wcześniej (-17,8%). W całym roku 2016 koszty operacyjne wyniosły 150,2 mln zł, a konsekwentna dyscyplina kosztowa wygenerowała oszczędności na poziomie 24,2 mln zł (-13,9% rdr). Wskaźnik kosztów do przychodów w 2016 r. ukształtował się na historycznie najniższym poziomie 48,3%., w porównaniu do 53,2 % w 2015 r. Spadek kosztów operacyjnych był efektem przede wszystkim spadku opłat na rzecz KNF w wyniku zmiany systemu finansowania nadzoru nad rynkiem kapitałowym na rzecz KNF. Opłaty na rzecz KNF za 2016 rok dla całej Grupy wyniosły 9,1 mln zł, co oznacza spadek o 58,6% tj. 12,9 mln zł. Ponadto spadek kosztów był wynikiem spadku kosztów osobowych i innych kosztów osobowych o 6,9 mln zł (-10,2%). Na obniżenie kosztów w 2016 r. wpłynęły także: spadek amortyzacji o 1,0 mln zł (-3,9%), obniżenie kosztów usług obcych o 1,0 mln zł (-2,6%) oraz spadek pozostałych kosztów operacyjnych o 1,3 mln zł (-19,8%).

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W IV kw. 2016 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 1,2 mln zł w porównaniu do starty w wysokości 1,7 mln zł w IV kw. 2015 r. W całym 2016 roku zysk z tego tytułu wyniósł 3,5 mln zł. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W 2016 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 7,7 mln zł w porównaniu do 4,6 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w 2016 r. stratę, z której 4,5 mln zł przypadło na Grupę GPW (w porównaniu do 6,5 mln zł straty w 2015 r.).

Ranking cytowań mediów w styczniu 2017 r.

Dzienniki ogólnopolskie

W styczniu liderem zestawienia w grupie dzienników ogólnopolskich została Rzeczpospolita (227).  W  prasie często odwoływano się do artykułu opublikowanego na stronie internetowej Rzeczpospolitej pt. „Wysoka pensja Kijowskiego w KOD”. Autorzy ujawnili, że z kont Komitetu Obrony Demokracji przelewano pieniądze na konta firmy informatycznej należącej do Mateusza Kijowskiego i jego żony Magdaleny. Faktury na łączną wartość ponad 90 tys. (sześć pism, każde na taką samą kwotę 15 tys. 190 zł i 50 gr brutto) upublicznił też portal Onet.pl. Drugie miejsce zajęła Gazeta Wyborcza (159), a na trzecim uplasował się Przegląd Sportowy (139).  Na kolejnych pozycjach znalazły się: Fakt (84), Super Express (63), Dziennik Gazeta Prawna (33), Puls Biznesu (27), Gazeta Polska Codziennie i Nasz Dziennik (po 6), Trybuna (2) .

wykres1 (1)Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszej pozycji uplasował się Głos Wielkopolski (17).  Drugie miejsce należało do Polski The Times (16), a na trzecim miejscu znalazły się Gazeta Krakowska i Dziennik Zachodni (po 8).

wykres2 (1)

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszej pozycji znalazł się Newsweek Polska (66). Odwoływano się m.in. do artykułu Cezarego Michalskiego pt. „Kaczyńskiego przemysł pogardy”. Drugie miejsce w naszym rankingu zajął tygodnik Polityka (44), a trzecie – Do Rzeczy (41).wykres3

Dzienniki ogólnopolskie

Wśród dzienników ogólnopolskich najczęściej pisano o Gazecie Wyborczej (271). Na drugim miejscu znalazła się Rzeczpospolita (247), a na trzecim Przegląd Sportowy (153). Najwięcej informacji tradycyjnie pojawiło się na temat Gazety Wyborczej (112). wykres4

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu znalazł się Głos Wielkopolski (21), na drugim Polska The Times (18), a na trzecim Dziennik Polski (14). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Dziennika Polskiego (10).wykres5

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszym miejscu znalazły się ex aequo Polityka i Newsweek Polska (po 99), na drugim Tygodnik Powszechny (83), a na trzecim Do Rzeczy (70). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Tygodnika Powszechnego (65).

wykres6

Największe projekty biurowe 2016 roku

Ubiegły rok był najbardziej owocny w całej historii polskiego rynku biurowego. Nigdy wcześniej nie powstało tak wiele znaczących projektów  

W 2016 roku do użytku oddane zostało około 60 proc. powierzchni biurowej więcej niż średnio w ostatnich latach. Przybyło niespełna 900 tys. mkw. biur, z czego ponad 400 tys. mkw. w aglomeracji warszawskiej, podają specjaliści Walter Herz.

W Warszawie oddane zostało 21 inwestycji, a wśród nich 3 projekty, które wyraźnie wybijają się swoim potencjałem. 220 metrowa wieża Warsaw Spire, która stanęła przy placu Europejskim, niedaleko ronda Daszyńskiego dostarczyła ponad 59 tys. mkw. powierzchni biurowej. W dwóch budynkach kompleksu Gdański Business Center przy Dworcu Gdańskim oddane zostało łącznie 48 tys. mkw. biur.

W drugim, ukończonym w ubiegłym roku, 155 metrowym, warszawskim wysokościowcu powstało 52 tys. mkw. powierzchni. Zaprojektowana przez pracownię Kuryłowicz & Associates, przypominająca odłamany kryształ kwarcu, szklana wieża biurowa Q22 stanęła u zbiegu Grzybowskiej i alei Jana Pawła II.

W minionym roku zakończyła się też budowa inwestycji Eurocentrum Office Complex Delta (25 tys. mkw.) przy alejach Jerozolimskich, biurowca Astrum Business Park I przy Łopuszańskiej (22,5 tys. mkw.) i Atrium II (20,2 tys. mkw.) przy ulicy Pereca, tuż obok ronda ONZ oraz projektu Prime Corporate Center (20,1 tys. mkw.) przy Grzybowskiej.

Podobną ilością ukończonych w 2016 roku inwestycji jak Warszawa może się pochwalić się Kraków. Do największych obiektów oddanych w zeszłym roku w stolicy Małopolski należą trzy budynki kompleksu DOT Office (łącznie 21,3 tys. mkw.) usytuowane przy ulicy Czerwone Maki i biurowiec Axis (19,3 tys. mkw.), który stanął przy rondzie Mogilskim. W północnej części miasta, przy ulicy Opolskiej oddany został projekt O3 Business Campus (19 tys. mkw.), a przy Marii Konopnickiej biurowiec CH2M Center (15 tys. mkw.).

We Wrocławiu, który jest trzecim rynkiem biurowym w Polsce, oddany został m.in. biurowiec Business Garden I (37 tys. mkw.) przy ulicy Legnickiej i budynki kompleksu  Pegaz (łącznie 18,5 tys. mkw.) u zbiegu ulic Kazimierza Wielkiego, Grabarskiej i Ruskiej. A na potrzeby firmy Kaufland przy alei Armii Krajowej i Ziębickiej zrealizowany został projekt o powierzchni 16 tys. mkw.

Na trójmiejski rynek weszło w tamtym roku 6 obiektów biurowych. W Gdańsku ukończone zostały m.in. biurowce Tryton Business House (21,3 tys. mkw.) przy Jana z Kolna i C200 (17 tys. mkw.) przy Marynarki Polskiej, a w Gdyni budynki Tensor X i Y (łącznie 13 tys. mkw.).

W Katowicach w 2016 roku oddane zostało dwa razy więcej powierzchni biurowej niż rok wcześniej. Rynek zasiliło osiem projektów. Największe z nich to Silesia Star II B (13 tys. mkw.) położony przy Uniwersyteckiej, trzeci etap kompleksu A4 Business Park (12 tys. mkw.) zlokalizowanego przy Francuskiej i kolejna faza inwestycji Silesia Business Park (12 tys. mkw.) usytuowanej przy Chorzowskiej.

W Poznaniu deweloperzy oddali do użytku siedem biurowców, spośród których największym jest Maraton (łącznie 24 tys. mkw.) zlokalizowany przy Królowej Jadwigi i Maratońskiej.  W Łodzi w 2016 roku ukończone zostało pięć inwestycji, w tym University Business Park II (19,4 tys. mkw.) przy Wólczańskiej. Dwie fazy Technic Office Park (7,1 tys. mkw.) oddane zostały w Lublinie, a w Szczecinie do użytku wszedł projekt Storrady Park Offices (7,4 tys. mkw.).

Specjaliści Walter Herz prognozują, że ten rok może być dla rynku biurowego równie udany, jak ubiegły. W budowie pozostaje ponad 1,5 mln mkw. biur, z czego niemal połowa w Warszawie. Jak szacują eksperci, w bieżącym roku deweloperzy mają szansę oddać do użytku kolejne 900 tys. mkw. powierzchni, z tego ok. 350 tys. mkw. w aglomeracji warszawskiej.

Autor: Walter Herz

Cierpliwość i dywersyfikacja dotychczas się sprawdzały

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström
Piotr Ludwiczak, Head of Research, Dom Maklerski Michael / Ström

Od kilku lat na rynkach finansowych mamy do czynienia ze zmiennością, która nie ułatwia inwestowania. Mam tutaj na myśli inwestorów, którzy chcieliby się „podłączyć” do trendu wzrostowego i widzieć nawet niewielkie, ale za to systematyczne zyski. Oczywiście, nie zawsze rynki rosną, dlatego w idealnym świecie można by przeczekać bessę i wejść na rynek, gdy „dołek” będzie za nami. Jednak wskazanie momentu, gdy ceny osiągają najniższy (i najwyższy) poziom jest wysoce nieprawdopodobne, dlatego inwestowanie jest szczególnie trudne w trendzie bocznym, ponieważ takie poziomy trzeba by wielokrotnie trafnie wskazywać. Na polskim rynku akcyjnym od jakiegoś czasu mamy do czynienia z trendem bocznym, ale czy to oznacza, że nie można było na nim zarobić? A jak wyglądała sytuacja na rynku światowym do którego polscy inwestorzy mają coraz łatwiejszy dostęp?

Do porównywania stóp zwrotu niejednokrotnie będę brał wartość indeksów giełdowych, dlatego warto przypomnieć, że niektóre indeksy są dochodowe (np. WIG, WIG20TR, S&P 500 TR), a inne cenowe (np. WIG20, mWIG40, sWIG80, S&P 500). Indeksy dochodowe uwzględniają zarówno ceny zawartych w nim akcji, jak i dochody z dywidend i praw poboru. Natomiast w indeksach cenowych nie uwzględnia się dochodów z dywidend i praw poboru. Z uwagi na ww. różnice porównywanie indeksów dochodowych z cenowymi nieco zaburza wyniki na korzyść dochodowych. Dodatkowo, trzeba mieć świadomość, że składy indeksów na przestrzeni czasu ulegają zmianom, co także nieco zaburza analizę. Niemniej jednak wydaje się, że porównywanie wartości indeksów w długim terminie jest relatywnie dokładne i obiektywne.

Na początku przyjrzyjmy się średniorocznym (geometrycznym) stopom zwrotu indeksów giełdowych na rynku polskim w okresie 5, 10 i 15 lat. Biorąc pod uwagę indeksy dochodowe, WIG w okresie 5 lat średniorocznie rósł o 4 proc., 10 lat – 0 proc., a 15 lat – 9 proc. Natomiast WIG20TR spadał o odpowiednio 1 proc. i 1 proc. (brak danych za okres 15 lat) rocznie. Przechodząc do indeksów cenowych, to najgorsze wyniki generował WIG20 (odpowiednio -5 proc., -5 proc. oraz 3 proc. rocznie). Porównanie WIG20TR oraz WIG20 pokazuje jak duże różnice mogą wynikać z powodu uwzględniania (bądź też nie) dochodów z tytułu dywidend i praw poboru. Bezapelacyjnym zwycięzcą w długim terminie okazał się sWIG80, który ww. okresach zyskiwał średniorocznie 9 proc., 2 proc. oraz 15 proc. Natomiast w najkrótszym analizowanym terminie (5 lat) najwięcej zyskiwał mWIG40 (12 proc. rocznie), a w okresie 10-15 lat stopa zwrotu wynosiła średniorocznie 2 proc. oraz 10 proc.

Pozostając na polskim „podwórku”, inwestorzy zniechęceni sytuacją na krajowym rynku kapitałowym lub chcący zdywersyfikować swoje aktywa niejednokrotnie kupowali nieruchomości, w tym szczególności mieszkania, licząc na wzrost ich cen oraz dochody z tytułu najmu. Dochód mógł sięgać kilku procent w skali roku, a jak wyglądała średnioroczna zmiana cen mieszkań? Warto w tym miejscu posłużyć się danymi publikowanymi przez Narodowy Bank Polski dotyczącymi cen transakcyjnych na rynku pierwotnym za 1 m2. Dane porównawcze będą dotyczyły średniorocznych zmian cen w okresie 5 oraz 9,75 lat (10 lat bez jednego kwartału). Ceny transakcyjne w Warszawie w ciągu 5 lat utrzymywały się na podobnym poziomie, natomiast w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o 3 proc. Zgoła inaczej wyglądała sytuacja w Krakowie, gdzie wg danych NBP ceny spadały średniorocznie o 2 proc. oraz 1 proc. Natomiast w takich miastach jak Łódź, Wrocław i Poznań ceny w okresie niespełna 10 lat rosły średniorocznie o odpowiednio 5, 7 oraz 6 proc., podczas gdy w okresie 5 lat zmieniały się średniorocznie o -2, +1 oraz -1 proc.

Inwestować w nieruchomości można także poprzez nabywanie certyfikatów REIT. O ile w Polsce ta forma inwestycji jest w trakcie tworzenia, o tyle na Zachodzie zyskała już swoją popularność. REIT (ang. Real Estate Investment Trust) to inaczej fundusz inwestycyjny zarabiający na czynszach z nieruchomości, których jest właścicielem. Certyfikaty inwestycyjne REIT notowane są na giełdach. Przykładami takich funduszy o ponad piętnastoletniej historii notowań jest m.in. Simon Property Group (kapitalizacja ok. 65 mld USD) oraz Equity Residential (kapitalizacja ok. 23 mld USD). Średnioroczna stopa zwrotu w Simon Property Group w okresie 5, 10, 15 lat wynosiła w dolarach 11, 8 oraz 16 proc., a w złotówkach 16, 11 oraz 15 proc. Analizując historię notowań Equity Residential można stwierdzić, że średnioroczna stopa zwrotu w certyfikaty tego funduszy wynosiła 8, 5 oraz 9 proc., a uwzględniając zmiany kursu walutowego USDPLN: 13, 7 oraz 9 proc.

Wracając do akcji, ale tym razem na rynku amerykańskim, S&P 500 TR w okresie 5, 10, 15 lat średniorocznie rósł o odpowiednio 14, 7 oraz 7 proc. Po przeliczeniu na złotówki, polski inwestor w tych okresach mógł średniorocznie zarobić odpowiednio 19, 10 oraz 7 proc.

Przejdźmy teraz do najcenniejszego kruszcu, tj. złota, którego niektórzy inwestorzy nazywają także „bezpieczną przystanią”. Wydawać by się mogło, że skoro na akcjach notowanych przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych można było przyzwoicie zarobić, to już na złocie niekoniecznie. Nic bardziej mylnego. Notowania złota co prawda w ciągu 5 lat średniorocznie spadały o 6 proc. (-1 proc. w PLN), natomiast w okresie 10-15 lat średniorocznie rosły one o 8 proc. (11 proc. w PLN) oraz 11 proc. (10 proc.).

Popularną klasą aktywów są także obligacje. O ile przy obecnych rentownościach obligacji skarbowych trudno oczekiwać zadawalających wyników w przyszłości o tyle obligacje korporacyjne mogą dalej zyskiwać na znaczeniu. No właśnie, w Polsce nie doczekały się one jeszcze żadnego oficjalnego indeksu, a sam rynek obligacji korporacyjnych (Catalyst) istnieje zaledwie 7 lat. Natomiast na bardziej rozwiniętych rynkach, obligacje korporacyjne mają duże większe znaczenie. Opierając się na części indeksów obligacji korporacyjnych przygotowanych przez Bank of America Merrill Lynch można stwierdzić, że w analizowanych okresach na obligacjach spółek z krajów rozwijających się (tzw. Emerging Markets) można było średniorocznie zarabiać ok. 6 proc., z tym że obligacje typu High Yield dawały średniorocznie zysk o ok. 2 pkt. proc. wyższy, podczas gdy obligacje z ratingiem na poziomie inwestycyjnym o ok. 1 pkt. proc. niższy.

Biorąc pod uwagę analizowane klasy aktywów i ich długoterminowe (15 lat) stopy zwrotu można dojść do wniosku, że wspomniane inwestycje dały zarobić. Wśród liderów znajdują się certyfikaty ww. REIT-ów, indeksy cenowe mWIG40 czy też sWIG80 oraz złoto. Otrzymane wyniki pokazały, że w długim terminie, nawet przy „chwilowo” (tj. w okresie nawet kilku lat) niesprzyjających warunkach, warto było inwestować. Gdyby analizować stopy zwrotu za okres 5 lat, to nie wszystkie inwestycje okazałyby się trafne, co może skłaniać do wniosku, że cierpliwość i dywersyfikacja popłacają, a przynajmniej zdały egzamin w przeszłości.

Lidl vs. Biedronka – porównanie asortymentu w styczniu 2017 r.

Z najnowszego raportu instytutu badawczego ABR SESTA na temat asortymentu 2 największych sieci dyskontowych wynika, że w styczniu br. w Biedronce pojawiło się aż 806 nowych artykułów, natomiast w Lidlu – 812. W pierwszej sieci nowe produkty dzielą się blisko po połowie na markę własną i narodową. Z kolei w Lidlu wśród nowego towaru przeważa marka własna.

Powszechnie wiadomo, że sieci bardzo uważnie obserwują wzajemnie swoje działania i czasem wręcz kopiują „pomysły” konkurencji. Wprowadzanie inspirujących „nowości” to podstawa strategii dyskontów, które co do zasady oferują mniejszą ilość artykułów, niż inni gracze na rynku. Badanie porównawcze ww. sklepów, których asortyment liczy ponad 2 tys. pozycji, wykazało, że udział produktów nowych w Lidlu, w zestawieniu ze spisem grudniowym, jest na poziomie 33%, a w Biedronce – 30% artykułów. Oczywiście w obu sieciach, wśród nowych produktów, dominuje FMCG, w Lidlu 84%, a w Biedronce 87%. Zwykle zakres tego asortymentu ww. sklepach obejmuje blisko 90%. To stała taktyka.

– Najistotniejsze jest analizowanie, jaki procent towaru stanowi nowość w konkretnej kategorii. I tak w ramach rynku FMCG Biedronka wprowadziła 28% nowych produktów, w Świeżych – 39% i w artykułach przemysłowych – 81%. Z kolei, w Lidlu – w FMCG – 31%, Świeże – 40% i art. przemysłowe – 62%. Wprowadzone zmiany są dla mnie imponujące. Co ciekawsze, dla sieci dyskontowych wymiana co miesiąc aż kilkuset produktów to standardowa praktyka. A przecież to i tak spore wyzwanie. Planowanie promocji oraz ustalanie, gdzie i w jakich cenach powinny być eksponowane artykuły wymaga intensywnej pracy – ocenia Sebastian Starzyński, Prezes Zarządu instytutu badawczego ABR SESTA.

Analogie i różnice strategii

W jednym z największych formatów handlowych Biedronki, w styczniu 2017 roku wystąpiło 2494 starych i nowych produktów z rynku FMCG, co stanowi aż 93% całego asortymentu sieci. Natomiast w Lidlu w styczniu 2017 roku było ich 2177, czyli 89% całości towaru. Widać więc bardzo zbliżoną wielkość udziału tego typu artykułów w obu badanych sieciach. Zdaniem eksperta, stosowanie podobnych strategii przez liderów rynku dyskontowego w przyszłości będzie się nadal utrzymywało, ponieważ muszą one stale monitorować działania konkurencji i zachowywać balans, pomiędzy wprowadzaniem nowości i nieprzekraczaniem dopuszczalnej wielkości asortymentu.

– W styczniu 2017 roku Biedronka zanotowała największy spadek liczby SKU w kategorii Żywność, w porównaniu ze spisem grudniowym. To aż 147 produktów mniej na półkach tej sieci. W grudniu było ich 1349, a w styczniu – 1202. Ubytek wystąpił w związku z ograniczaniem asortymentu po okresie świątecznych promocji. Lidl wówczas poszerzył liczbę produktów, zaliczanych do Żywności. W grudniu 2016 roku oferował ich 1117, a w styczniu 2017 roku – 1159, czyli o 42 artykuły więcej. Różnice w spadkach i wzrostach między Lidlem i Biedronką, w najważniejszej części ich asortymentu, to jednak bardziej kwestia sezonowych fluktuacji, niż zasadniczych zmian strategii – stwierdza prezes Starzyński.

Kolejna kategoria, w której Biedronka ograniczyła swój asortyment, a Lidl zwiększył, to Napoje i Tytoń. W Lidlu pojawiło się 28 nowych tego typu artykułów. W styczniu 2017 roku było ich 360, a w grudniu ubiegłego roku – 332. W Biedronce zanotowano spadek aż o 82 artykuły. W grudniu 2016 roku występowały w liczbie 521, a w styczniu 2017 roku – 439. Jest to związane z mniejszym zapotrzebowaniem na różnorodność artykułów z tej kategorii po sezonie świąteczno-noworocznym. Biedronka zawęziła ilość towaru do „typowych” produktów konsumowanych na co dzień.

– Z naszego badania wynika, że liderzy rynku dyskontowego w różny sposób potraktowali kategorię Warzyw i Owoców. W grudniu 2016 roku Biedronka miała 68 produktów, a w styczniu tego roku – 67, więc zmniejszyła asortyment tylko o 1 artykuł. Natomiast, Lidl poszerzył go aż o 13 nowych towarów. W grudniu 2016 roku oferował ich 92, a w styczniu 2017 roku – 105. Niezwykle trudno na podstawie zaledwie jednego miesiąca obserwacji określić, czy Lidl na stałe powiększy tę część produktów, czy jest to tylko chwilowa zmiana, np. związana z aktualnym kalendarzem promocji. Potrzebne do tego są dalsze analizy i obserwacja podejmowanych działań – mówi Sebastian Starzyński.

Spadek popytu

– Obserwowane wahania w asortymencie przemysłowym nie są przejawem zmiany strategii, ale jedynie świadczą o dostosowaniu do danego sezonu. Grudzień, jak zawsze, był najważniejszym miesiącem w handlu. Kilka okazji zwiększyło popyt na różne produkty z tej kategorii, m.in. zabawki czy ozdoby choinkowe. Natomiast, w styczniu nie mamy Bożego Narodzenia, Walentynek czy też Dnia Kobiet. Dlatego, sieci muszą same stworzyć temat przewodni, czyli tzw. mikrosezon. Może nim być np. majsterkowanie. Wówczas sprzedawane są wiertarki i tego typu produkty – zaznacza Starzyński.

Art. przemysłowe to, jak podkreśla ekspert, częściowo asortyment stały. Należą do niego np. worki na śmieci czy też folia do pieczenia. Mimo tego, co roku w styczniu widoczne są spadki popytu na artykuły z tej kategorii. Zakres produktów przemysłowych należało zawęzić tak, aby oczywiście w całości zostały sprzedane. Biedronka zachowała pewną równowagę, oferując 97 produktów w grudniu 2016 roku i 85 w styczniu 2017 roku. Tymczasem, Lidl zanotował spadek z 176 towarów w grudniu 2016 roku do 135 artykułów w styczniu 2017 roku.

Między sezonami

– Należy wyraźnie podkreślić, że Lidl, w przeciwieństwie do Biedronki, utrzymał w styczniu bardzo  intensywną promocję, na poziomie porównywalnym do grudnia. Miało to oczywiście wpływ na poszerzenie całego jego asortymentu. Warto także zauważyć, że Lidl podwyższył liczbę wszystkich towarów z grudnia 2016 roku, która wynosiła wtedy 2283, do 2434 produktów w styczniu 2017 roku. Dzięki temu, w pierwszym miesiącu tego roku oferował aż o 151 artykułów  więcej, niż w sezonie świątecznym. Tym samym, analizując pełną ofertę sieci, nastąpił wzrost o 7% – wyjaśnia Sebastian Starzyński.

Natomiast w Biedronce liczba wszystkich artykułów (2679) w styczniu 2017 roku spadła o 8%, w porównaniu do grudnia 2016 roku (2902). Jak wyjaśnia ekspert z instytutu badawczego ABR SESTA, wiele towarów zostało sprzedanych podczas gorączki grudniowych zakupów, a część artykułów musiała być usunięta z półek, aby pomieściły się nowe produkty z oferty styczniowej. W Lidlu oczywiście również wycofano stare elementy asortymentu, ale wprowadzenie kolejnych promocji wiązało się z poszerzeniem oferty. Na tym polega różnica w taktyce obu sieci na początku 2017 roku.

Porównywalny udział

– Analizując z kolei udział marki własnej i narodowej, trzeba zauważyć, że proporcje w obu sieciach są dość mocno porównywalne. Widać wprawdzie niewielkie wahania na poziomie 1-2 p.p. Jednak to z pewnością wynika z mniejszych możliwości Biedronki do generowania nowości w marce własnej, w porównaniu ze swoim największym konkurentem. Natomiast liczba produktów jest w miarę stabilna zarówno w Lidlu, jaki i Biedronce, co bezpośrednio wynika z podobnych strategii – podsumowuje Sebastian Starzyński.

W styczniu 2017 roku Biedronka miała w swoich sklepach blisko 1251 produktów marek narodowych, co stanowiło 47% całego asortymentu sieci. Tymczasem, Lidl oferował tylko 644 tego typu produktów, które obejmowały 26% wszystkich towarów. Będąc siecią międzynarodową, w większym stopniu wykorzystuje on marki własne do wprowadzania nowych produktów. Może je bowiem testować w innych krajach. Biedronka nie ma takiej możliwości. W styczniu udział marki własnej w całym asortymencie Biedronki wynosił 51%, a w Lidlu – 69% spisanych SKU. Produkty niemarkowe, przeważnie należące do kategorii Świeże, stanowiły 2% w Biedronce i 5% w Lidlu.

Pracodawcy nie dotrzymują tempa rewolucji technologicznej

Obecny sposób prowadzenia działalności przez najbardziej wydajne firmy na świecie jest diametralnie różny od obowiązującego jeszcze 10 lat temu. Wiele przedsiębiorstw jednak nadal działa według modeli sprzed 100 lat. Obciążają je przestarzałe praktyki, systemy oraz zachowania, które trudno porzucić. Budowanie organizacji przyszłości to priorytet numer jeden dla niemal 90 proc. szefów działów HR i prezesów firm. Na taki stan rzeczy wpływają rewolucja cyfrowa oraz zmiany demograficzne, polityczne i społeczne. W piątej edycji raportu „Global Human Capital Trends 2017. Zmiana zasad w erze cyfryzacji” eksperci Deloitte zwracają uwagę, że pracodawcy muszą całkowicie zmienić struktury organizacyjne, systemy zarządzania talentami i strategie kadrowe, by móc dotrzymać tempa rewolucji technologicznej.

Badanie objęło ponad 10 tys. szefów działów HR i prezesów firm ze 140 krajów i jest największą pod względem liczby respondentów i zasięgu geograficznego ankietą przeprowadzoną przez Deloitte.

Wysoce wydajne organizacje działają jak udoskonalone sieci, które łączy: kultura, systemy informatyczne i mobilność pracowników. Z badania Deloitte wynika, że firmy starają się zmienić model organizacji, a niemal połowa z nich w sposób aktywny analizuje i opracowuje nowe struktury. Wiele przedsiębiorstw nie tylko projektuje, lecz również faktycznie buduje nowe struktury. Liderzy rynkowi wdrażają nowe modele organizacyjne, uwzględniające sieciowy charakter dzisiejszego biznesu. Wzrost wydajności nie zawsze jednak idzie w parze z postępem technologicznym. Zdaniem Deloitte wynika to z faktu, że działy HR z trudem nadążają za zmieniającymi się w zawrotnym tempie trendami. Tylko 35 proc. specjalistów HR uznaje, że poziom wydajności ich działów jest „dobry” lub „bardzo dobry”, a jedynie 11 proc. respondentów wie, jak stworzyć organizację przyszłości.

Zmiany technologiczne zachodzą w niespotykanym tempie, całkowicie przekształcając nasze życie, pracę i sposoby komunikowania się. Oznacza to zmianę zasad działania biznesu i działów HR. Gwałtowna zmiana nie ogranicza się do technologii, obejmuje również życie społeczne. Firmy nie mogą nadal funkcjonować w oparciu o stare paradygmaty. Muszą zmienić sposób myślenia o wszystkich aspektach swojej działalności” – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

W miarę jak technologia, sztuczna inteligencja i robotyka przekształcają modele działalności gospodarczej i pracy, pracodawcy powinni poddawać weryfikacji stosowane praktyki zarządcze i modele organizacyjne. Być może dlatego, aż 88 proc. z nich uznało budowanie organizacji przyszłości za najważniejszą kwestię na 2017 rok. Podstawową cechą nowej organizacji jest elastyczność – firmy prześcigają się w zastępowaniu sztywnych hierarchii organizacyjnych sieciami zespołów, które posiadają kompetencje do podejmowania konkretnych działań.

„Tworzenie organizacji przyszłości to trudny projekt, realizowany często metodą prób i błędów. To nieustanny, dynamiczny i – w pewnym sensie − niekończący się proces. Jednak firmy, które sprostają wyzwaniu, czeka nagroda w postaci wyników finansowych, wydajności, zaangażowania pracowników oraz szereg innych korzyści” – mówi 59.

Technologie wyłapują talenty

Na drugim i trzecim miejscu wśród najważniejszych priorytetów w świecie HR znalazły się: kariera i kształcenie oraz pozyskiwanie talentów, które za ważne lub bardzo ważne uznało odpowiednio 83 i 81 proc. respondentów. Nowe modele kształcenia podważają koncepcję statycznej kariery zawodowej i odzwierciedlają skracanie się okresu przydatności kwalifikacji istotnych dla współczesnych organizacji. Z kolei, pracownicy jako zbiorowość podlegają ewolucji i muszą nastawić się na pracę w sieci zespołów. Rekrutacja i kształcenie odpowiedniego personelu są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Choć z badania wynika, że technologie kognitywne pomagają szefom firm w pozyskiwaniu talentów, to zaledwie 22 proc. badanych uznało, że ich firmy świetnie sobie radzą z budowaniem zróżnicowanego doświadczenia pracownika. Co więcej, różnica między wagą przypisywaną pozyskiwaniu talentów a możliwością zaspokojenia tego zapotrzebowania zwiększyła się o 14 punktów procentowych w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Lider w świecie cyfrowym

Przywództwo, niezmiennie od kilku lat, znajduje się w czołówce listy najważniejszych trendów w HR. W tym roku wskazało na nie 78 proc. respondentów. Z badania Deloitte wynika, że w procesie odchodzenia od starych systemów i hierarchii pracodawcy powinni wdrożyć rozwiązania umożliwiające stały rozwój i kształcenie przywódców, którzy pewnie poruszają się w świecie technologii cyfrowych.

Udział firm oferujących programy dla liderów wzrósł niemal o 20 pp. (z 47 proc. w roku 2015 do 64 proc. w roku bieżącym).

„Nieustannie obserwujemy duże zapotrzebowanie na silnych przywódców, zwłaszcza że współczesny biznes potrzebuje ludzi o elastycznych kwalifikacjach, obeznanych z technologiami cyfrowymi” – mówi Michał Olbrychowski.

Cyfrowy HR wspiera biznes

W miarę postępującej cyfryzacji szefowie firm i działów HR powinni rozważyć zastosowanie przełomowych technologii, które mogą pomóc zaspokoić potrzeby kadrowe. Z badania wynika, że 56 proc. firm modyfikuje programy kadrowe w taki sposób, by umożliwiały korzystanie z narzędzi cyfrowych i mobilnych, zaś 33 proc. już korzysta z różnych form aplikacji opartych o sztuczną inteligencję, służących rozwiązywaniu problemów z zakresu HR.

Według Deloitte działy HR przechodzą właśnie szeroko zakrojony proces „zmiany tożsamości”. Aby osiągnąć pozycję czołowego doradcy działów biznesowych, HR musi zapewnić ich sprawną obsługę, wprowadzić wysokiej jakości programy zarządzania talentami oraz przyjąć „cyfrowe” podejście do pracy.

Pracodawcy muszą otworzyć się na nowe kategorie pracowników

Trendy opisane w tegorocznym raporcie dowodzą fundamentalnych zmian na wszystkich frontach, nie wyłączając stanowisk pracy. Obecnie personel firmy to nie tylko pracownicy etatowi, ale również przedstawiciele wolnych zawodów, pracownicy sezonowi, na zlecenie czy osoby „zatrudnione w tłumie” (z ang. crowd employment). Jako nowy rodzaj personelu pracodawcy powinni postrzegać również roboty, narzędzia kognitywne i systemy sztucznej inteligencji. W tym roku 41 proc. respondentów potwierdziło pełne wdrożenie lub znaczący postęp we wdrażaniu technologii kognitywnych i sztucznej inteligencji w swoich firmach. Jednak zaledwie 17 proc. członków zarządu jest gotowych do zarządzania personelem złożonym z ludzi, robotów i sztucznej inteligencji. Jest to najniższy poziom obserwowany od pięciu lat w badaniu Global Human Capital Trends.

„Choć wiele stanowisk ulega całkowitej transformacji wskutek zmian technologicznych, a niektóre zadania ulegają automatyzacji, z badania Deloitte wynika, że typowo ludzkie aspekty pracy, takie jak empatia, komunikacja i rozwiązywanie problemów, są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej” – zauważa Michał Olbrychowski.

Tendencja ta zwraca uwagę na znaczenie analityki kadrowej, która umożliwia firmom pogłębioną analizę możliwości pracowników. Mało kto jednak wykorzystuje te możliwości. Tylko 8 proc. badanych twierdzi, że posiadają użyteczne dane, zaś 9 proc. uważa, że dobrze orientuje się, jakie czynniki dotyczące talentów decydują o wynikach w tych zupełnie odmiennych warunkach.

„Umiejętność wykorzystania danych o swoich pracownikach po to, żeby lepiej zrozumieć ich potrzeby oraz potrzeby firmy ma dziś coraz większe znaczenie i pozwala obniżyć koszty organizacji poprzez podniesienie efektywności zasobów ludzkich. W świecie dużych ilości danych, zrozumienie informacji i zależności zapisanych w systemach przedsiębiorstwa sceduje się na rozwiązania technologiczne wyposażone w inteligencję kognitywną” – mówi Rafał Milewski, Dyrektor w zespole Analytics & Information Management Deloitte.

Dziesięć najważniejszych trendów w HR na świecie w 2017 roku:

  • Organizacja przyszłości – 88 proc. uznało ją za ważną i bardzo ważną
  • Kariera i kształcenie – 83 proc. uznało je za ważne i bardzo ważne
  • Pozyskiwanie talentów – 81 proc. uznało je za ważne i bardzo ważne
  • Doświadczenie pracowników – 79 proc. uznało je za ważne i bardzo ważne
  • Zarządzanie wynikami – 78 proc. uznało je za ważne i bardzo ważne
  • Zmiana modelu przywództwa – 78 proc. uznało ją za ważną i bardzo ważną
  • Cyfrowy HR – 73 proc. uznało go za ważny i bardzo ważny
  • Analityka kadrowa – 71 proc. uznało ją za ważną i bardzo ważną
  • Różnorodność i integracja – 69 proc. uznało ją za ważną i bardzo ważną
  • Przyszłość pracy – 63 proc. uznało ją za ważną i bardzo ważną

O raporcie:

Badanie przeprowadzone w roku 2017 to największe z dotychczasowych, o najszerszym zasięgu. Objęło 10400 szefów firm i działów HR ze 140 krajów, z tego 22 proc. respondentów z dużych firm (zatrudniających ponad 10 tys. pracowników), 29 proc. z firm średnich (od 1 do 10 tys. pracowników) i 49 proc. z firm małych (poniżej 1 tys. pracowników). Respondenci z Ameryki Płn. i Płd. stanowili 31 proc. ogółu badanych; 51 proc. pochodziło z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, zaś 18 proc. – z regionu Azji i Pacyfiku. Badanie obejmowało szeroki przekrój branż: usługi finansowe, dobra konsumpcyjne, technologię, media i telekomunikację oraz produkcję. Specjaliści HR stanowili 63 proc. badanych, zaś pozostałe 37 proc. to inni członkowie kadry kierowniczej. 30 proc. respondentów (ponad 3100 osób) to członkowie naczelnego kierownictwa.

Przemówienie Donalda Trumpa w Kongresie USA (start 3:00 nad ranem)

Rynki finansowe wyczekują wystąpienia prezydenta Trumpa w Kongresie USA i nikt nie zamierza się wyrywać przed szereg z zajęciem pozycji, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność wypowiedzi Trumpa. Poza tym rozgrzewa się dyskusja przed marcową decyzją FOMC. A do tego mamy jeszcze koniec miesiąca.

Rynki finansowe będą uważnie przysłuchiwać się przemówieniu prezydenta Donalda Trumpa w Kongresie USA (start 3:00 nad ranem). Inwestorzy, którzy budowali swoje strategie na ten rok w oparciu o tzw. „reflation trade” w ostatnich tygodniach mogli czuć się rozczarowani brakiem konkretów planów budżetowych i teraz liczą, że przemówienie ta sytuację odmieni. Niepewność jest wysoka, gdyż Trump jak zwykle może mówić dużo z obfitym użyciem epitetów, a jednak finalnie dalej możemy nie dowiedzieć się niczego o tym, w którym kierunku zamierza administracja Białego Domu. Jeszcze wczoraj prezydent zdradził kilka szczegółów, o czym będzie mówił. Usłyszeliśmy, że wydatki na obronę wzrosną o ok. 10 proc. (54 mld USD), prezydent planuje „duże” wydatki infrastrukturalne, jak również pojawią się szczegóły odnośnie reformy planu medycznego Obamacare. Ale o najważniejszej kwestii – reformie podatkowej – cisza. Zatem nie można wykluczyć, że wystąpienie w Kongresie posłuży do przerzucenia uwagi z reformy podatkowej na prezentację bodźców fiskalnych. Jeśli Trump dobrze to rozegra, tj. postawi na wizję wydatków infrastrukturalnych przy jednoczesnym zapewnieniu o współpracy z Kongresem w kwestiach podatkowych, USD może zareagować pozytywnie. Z kolei całkowite zmarginalizowanie kwestii podatkowej w połączeniu z ogólnikowym przedstawieniem założeń polityki gospodarczej na najbliższe miesiące może nie wystarczyć, by zadowolić inwestorów.

Nawet jeśli Trump okazałby się nieprzychylny dla USD, wątpię, aby reakcja utrzymała się na długo. Inwestorzy przeskakując między kolejnymi tematami szybko zwrócą uwagę w stronę marcowego posiedzenia FOMC (a po drodze na dane z rynku pracy USA). Wczoraj Robert Kaplan z Fed w Dallas ożywił dyskusję na temat potencjalnej podwyżki 15 marca. Wycena rynkowa podskoczyła do 50 proc. i dla Fed może to być okazja, by odpowiedzieć na solidną postawę gospodarki, jednocześnie nie ryzykując nadmiernego zaskoczenia rynku. Osobiście jestem daleki od stwierdzenia, że marcowa podwyżka jest przesądzona (podtrzymujemy prognozy na ruch w czerwcu), ale od strony krótkoterminowych wahań rynku, jest to zasady argument, by całkowicie nie porzucać dolara.

Od strony reakcji rynkowej, po wczorajszych informacjach USD i rentowności obligacji skarbowych USA poszły w górę, choć generalnie był to jedynie odwrót po wcześniejszej słabości, więc rynek mniej więcej jest w punkcie wyjścia. Handel dodatkowo gmatwa fakt końca miesiąca, co przynosi nieskorelowane z wydarzeniami przetasowania w portfelach inwestycyjnych. Wczoraj do tej grupy można było zaliczyć redukcję krótkich pozycji w EUR (głównie na EUR/GBP i EUR/JPY), gdyż zeszłotygodniowy skok obaw o wynik wyborów we Francji nie znalazł kontynuacji. Dodatkowo biorąc pod uwagę, że w lutym widzieliśmy wzrosty S&P500 o prawie 4 proc., zagraniczni inwestorzy są skłonni do dostosowania zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym, co oznacza podaż USD.

Dane makro nie będą dziś w centrum uwagi, nawet jeśli zestaw zapowiada się interesująco. W Polsce GUS przedstawi wstępny szacunek PKB za IV kw. z rozbiciem na komponenty. Szacunek flash zaskoczył wyższym wynikiem (2,7 proc. vs 2,5 proc.), co naszym zdaniem było zasługą wyższego wkładu wydatków rządowych przerzuconych na koniec roku z pierwotnych planów ich realizacji dopiero w 2018 r. Odczyt powinien być neutralny dla złotego, który pozostaje bardziej wrażliwy na czynniki zewnętrzne. Generalnie widzimy większe ryzyka dla ruchu EUR/PLN w górę. Po południu z USA otrzymamy drugi szacunek PKB z USA, Chicago PMI i indeks nastrojów konsumentów, choć dane będą tylko tłem w oczekiwaniu na przemówienie Trumpa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PKN ORLEN wyposaży stacje paliw w turbiny wiatrowe

​PKN ORLEN rozpoczął projekt zmierzający do wyposażenia obiektów stacji paliw Koncernu w turbiny wiatrowe. To kolejny krok, obok pilotażu mikroinstalacji fotowoltaicznych, w kierunku zwiększenia samowystarczalności energetycznej stacji paliw.

Zgodnie z założeniami turbina wiatrowa o pionowej osi obrotu i mocy w zakresie 20-40 kW ma jednocześnie stanowić funkcję „witacza”, masztu reklamowego. Celem projektu jest sprawdzenie potencjału nowatorskiego rozwiązania, łączącego źródło wytwarzania energii elektrycznej z istniejącymi lub zupełnie nowymi konstrukcjami. Instalacja pierwszej turbiny wiatrowej na wybranej stacji paliw została zaplanowana w 2018 r. Jeżeli pilotażowa konstrukcja okaże się atrakcyjna biznesowo, ma szansę zostać rozpropagowana na szerszą skalę, stanowiąc element zaangażowania PKN ORLEN w rozwój energetyki w obszarze OZE.

Siłownia wiatrowa umożliwi częściowe pokrycie zapotrzebowania obiektów na energię elektryczną. Uniezależnienie od kierunku wiatru oraz możliwość pracy nawet przy bardzo słabym wietrze pozwala na generowanie energii praktycznie przez cały rok. Konstrukcje o pionowej osi charakteryzują się cichą, niemal bezgłośną pracą. W związku z tym eksploatacja urządzenia nie wpłynie na komfort użytkowników oraz pracowników stacji.

W ramach wykorzystania odnawialnych źródeł energii, PKN ORLEN wdrożył również pilotażowe mikroinstalacje (o mocy do 40 kWp) fotowoltaiczne na jedenastu starannie wybranych, własnych stacjach paliw, rozmieszczonych w całym kraju, co umożliwia weryfikację produktywności jednostek przy różnym poziomie nasłonecznienia. Z zainstalowanych 190 kWp uzyskano w pierwszych sześciu miesiącach blisko 80 MWh energii elektrycznej, zużytej niemal w całości na potrzeby własne stacji. Obecnie monitorowane są wszystkie najważniejsze parametry instalacji i dokonywane niezbędne korekty.

Energia elektryczna generowana ze światła słonecznego zasila część potrzeb własnych stacji przynosząc zarówno efekt ekologiczny w postaci pozyskania czystego źródła prądu, jak też efekt ekonomiczny poprzez ograniczenie zakupu energii z sieci. Moduły fotowoltaiczne umieszczone zostały na dachach i wiatach stacji paliw, wkomponowując się tym samym w dotychczasową architekturę obiektów. Ilości energii generowanej ze słońca, a także wielkość zredukowanej w ten sposób emisji, prezentowane są na zainstalowanych w pawilonach sklepowych monitorach.

W celu zwiększenia energetycznej samowystarczalności stacji paliw, PKN ORLEN planuje jednocześnie zabudowę pilotażowej instalacji do magazynowania energii elektrycznej. Obecnie trwa proces zakupowego badania rynku, umożliwiający składanie ofert przez poszczególnych dostawców tego typu rozwiązań. Zabudowa układu magazynowania energii elektrycznej stanowi kompleksowe rozwiązanie problemu nieprzewidywalności i stabilności jednostek wytwórczych OZE. Instalacja pilotażowej jednostki, wyposażonej w akumulatory energii pozwoli na oszacowanie potencjału wykorzystania magazynu do integracji OZE.

Trójmiejskie magazyny – Rok 2016 rekordowy pod względem podaży i popytu

Rok 2016 na rynku trójmiejskim był rekordowy pod względem podaży i popytu. Nadchodzące miesiące zapowiadają się równie dobrze.

Jak wynika z szacunków międzynarodowej agencji doradczej Colliers International w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy w Trójmieście znaleźli się chętni na około 110 000 mkw. powierzchni magazynowych –  to wynik najlepszy w historii tego rynku. Z drugiej strony równie aktywni, co najemcy byli deweloperzy, którzy w tym czasie oddali do użytku ponad 80 000 mkw. Warto przy tym zaznaczyć, że poziom pustostanów wciąż utrzymuje się na dość niskim poziomie, wynoszącym ok. 5,8 proc., czyli mniej więcej tyle samo co w ubiegłym roku. Zdecydowaną większość, bo około 88 proc. transakcji zawartych w analizowanym okresie stanowiły nowe umowy.

Łukasz Grupa
Łukasz Grupa

To dobry znak dla całego rynku. Pokazuje optymizm zarówno wśród inwestorów, jak i najemców. W pewien sposób jest to też potwierdzenie dobrej sytuacji ekonomicznej w całym kraju, nie tylko na rynku lokalnym – podkreśla Łukasz Grupa, Senior Associate, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Duży mały rynek

Mimo, że w porównaniu z sytuacją sprzed pięciu, sześciu lat, kiedy na rynku trójmiejskim ciężko było znaleźć choć jeden nowoczesny obiekt magazynowy, widoczny jest znaczący przeskok, to nadal dostępnej powierzchni nie jest dużo.

Marzena Zaczkiewicz, Leasing Manager 7R Logistic
Marzena Zaczkiewicz, Leasing Manager 7R Logistic

Decyzja 7R Logistic o rozpoczęciu budowy pierwszego magazynu w Gdańsku – Kowalach osiem lat temu była podyktowana brakiem odpowiedniej powierzchni magazynowej na rynku. Jako jeden z pierwszych inwestorów dostrzegliśmy potencjał tej lokalizacji. Potwierdzeniem słuszności tej decyzji jest duże zainteresowanie każdym z budowanych przez nas obiektów. Obecnie dobiega końca budowa piątego z sześciu magazynów, które powstaną na terenie Parku Logistycznego Gdańsk – Kowale, a w planach spółka ma już kolejne inwestycje w regionie – mówi Marzena Zaczkiewicz, Leasing Manager 7R Logistic.

Według wyliczeń Colliers International na całym rynku trójmiejskim podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej wynosi obecnie około 380-400 tys. mkw. Biorąc pod uwagę, że w całej Polsce jest ponad 11 mln mkw., jest to niewielki odsetek.

Trójmiasto, a głównie Gdańsk, bo to przede wszystkim tam powstają nowe parki logistyczne, jest stosunkowo niewielkim rynkiem w skali kraju, ale jednocześnie jednym z ważniejszych regionów na magazynowej mapie Polski. Nie jest to co prawda poziom głównych ośrodków takich jak – Polska Centralna, Śląsk, Poznań, Wrocław czy Warszawa, jednak bez wątpienia Gdańsk ma większy potencjał niż inne mniejsze lokalne rynki i miasta – dodaje Łukasz Grupa.

Szerokie horyzonty

Ze względu na dwa dobrze działające terminale – gdański, który powiększył się w ostatnim czasie dwukrotnie i gdyński, zacieśnia się współpraca z krajami położonymi na północ od Polski. Zdaniem ekspertów w dłuższej perspektywie może to być duży atut sprzyjający rozwojowi regionu i wpływający na zwiększone zapotrzebowanie na nowoczesne obiekty magazynowe.

Doskonałe położenie Parku Logistycznego Gdańsk – Kowale, w niedużej odległości od terminala kontenerowego DCT, w pobliżu drogi S6, będącej częścią obwodnicy Trójmiasta oraz autostrady A1 jest atutem dostrzeganym przez naszych najemców – mówi Marzena Zaczkiewicz.

Dla deweloperów magazynowych szczególnie atrakcyjne grunty leżą przy obwodnicy –  w rejonie Pruszcza aż do Kowal, a także w rejonie Kokoszek Przemysłowych. Druga oś to rejon rafinerii, czyli dawnej drogi krajowej nr 7. W każdym z tych obszarów jest jeszcze potencjał do zabudowy.

W niedługim czasie zakończymy budowę pierwszego z naszych parków w Gdańsku o łącznej powierzchni ponad 140 000 mkw. Według naszych obserwacji popyt na najlepsze powierzchnie magazynowe w Trójmieście nie słabnie, wciąż pojawiają się nowe firmy zainteresowane wynajmem. Dlatego też 7R Logistic planuje budowę kolejnych inwestycji magazynowych w regionie – wyjaśnia Marzena Zaczkiewicz.

W trójmiejskich magazynach obecni są zarówno przedstawiciele branży FMCG, sieci handlowych, jak i logistycy z lokalnymi hubami.

Operatorzy logistyczni z całej Polski zdają sobie sprawę ze znaczenia trójmiejskiego rynku, dlatego lokalizują tu swoje oddziały przeznaczone głównie do obsługi północnej części kraju.   Co więcej, w ostatnim czasie wielu z nich intensyfikuje swoje działania i chętnie zwiększa powierzchnię zajmowaną na Wybrzeżu – wyjaśnia Łukasz Grupa.

Czynsze w Trójmieście już od jakiegoś czasu są historycznie jednymi z najniższych, ale są stabilne.

Widoczne jest bardzo duże zainteresowanie najemców, nie tylko ze względu na atrakcyjne czynsze, które utrzymują się na dość niskim poziomie w całym kraju, ale także ze względu na możliwość wynajęcia powierzchni dopasowanej do ich indywidualnych potrzeb. Jako deweloper współpracujemy z firmami z wielu branż m.in. FMCG, logistycznej, odzieżowej, elektronicznej czy chemicznej. Niektórzy nasi klienci prowadzą też lekką produkcję. Zawsze staramy się sprostać oczekiwaniom naszych klientów – mówi Marzena Zaczkiewicz.

Deweloperzy obecni w Trójmieście są gotowi, żeby rozpoczynać kolejne inwestycje i zapewne takie nowe projekty pojawią się już w tym roku.

W naszej ocenie trójmiejski rynek magazynowy będzie się rozwijać podobnie jak w minionych latach, czyli dosyć dynamicznie. Wciąż nie będzie to skala projektów z Górnego Śląska, Wrocławia, czy Polski Centralnej, ale prognozy wyglądają obiecująco – podsumowuje Łukasz Grupa.

Ponad połowa MŚP finansuje inwestycje leasingiem

W sektorze MŚP wracają nastroje do inwestowania, a co za tym idzie do korzystania z finansowania zewnętrznego. Z „Barometru EFL[1]” wynika, że w I kwartale br. ponad trzy razy więcej przedsiębiorców oczekuje wzrostu finansowania zewnętrznego w ich firmach, niż jego obniżenia (17,1% vs. 5%). Najchętniej wykorzystywanym instrumentem finansowym pozostaje leasing – wybiera go 55,3% firm. Biorąc pod lupę branże, swoje inwestycje leasingiem finansują najczęściej firmy transportowe (69,5%), produkcyjne (66%), budowlane (63,3%) i HoReCa (58,8%).

barometrefl2017_q1– Od początku tego roku dolatuje do nas coraz więcej jaskółek, które zwiastują nadejście wiosny w polskiej gospodarce. Mam tutaj na myśli zarówno obiektywne wskaźniki makroekonomiczne jak dane GUS za styczeń dotyczące rosnącej rok do roku sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej jak i subiektywne opinie i plany samych przedsiębiorców, o które zapytaliśmy w ramach naszego kwartalnego badania. Z pierwszego w tym roku „Barometru” wynika, że niemal jedna trzecia małych i średnich przedsiębiorców zamierza więcej inwestować w I kwartale, najwięcej od początku 2015 roku. Czyli sektor MŚP uważa, że najgorsze już za nim i kluczowe dla krajowej gospodarki jest utrzymanie tej dynamiki w całym roku. A warunkiem do stworzenia środowiska sprzyjającego rozwojowi biznesu jest dostęp do finansowania zewnętrznego, którego do rozwoju swojego biznesu potrzebuje już co szósta firma – podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Im większa firma tym częściej korzysta z leasingu

Podstawowe źródło finansowania sektora MŚP to środki własne (76,7% wskazań). Jednak, biorąc pod uwagę zewnętrzne wsparcie, leasing kolejny kwartał dominuje nad kredytem bankowym – 55,3% vs. 50,6%. Tylko co siódma firma korzysta z ubezpieczenia majtku firmy (14,2%), a 7,3% z faktoringu.

Niezmiennie widać wyraźną tendencję w korzystaniu z instrumentów finansowych spoglądając na wielkość podmiotów. Zgodnie z nią, im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 42,3% zarządzających bazuje na leasingu, to wśród małych ten odsetek wynosi 59,7%, a wśród średnich podmiotów 2/3 przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Wynik ten koresponduje z największym optymizmem wśród „średniaków” dotyczącym planów inwestycyjnych na najbliższe miesiące.

Transport, produkcja, budowlanka i HoReCa z leasingiem za pan brat

Każda branża ma swój własny zestaw źródeł finansowych. Główną uwagę zwracają cztery branże, których przedstawiciele najczęściej do finansowania swoich inwestycji wykorzystują leasing. Są to branża transportowa (69,5%), produkcyjna (66%), budowlana (63,3%) i HoReCa (58,8%). Wyraźnie większe znaczenie środków własnych, a mniejsze leasingu i kredytu bankowego, widać natomiast w branży usługowej – 82% stawia na gotówkę, 48,2% na leasing, a 46,8% na kredyt. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w handlu, gdzie tylko 40,5% firm decyduje się na kredyt, a 37,1% na leasing.

Warto także zwrócić uwagę na dużo większe zainteresowanie ubezpieczeniem majątku firmy w branży HoReCa. Decyduje się na nie aż 30% hoteli i restauracji, podczas gdy w budowlance ten odsetek wynosi 8,9%, a w handlu 11,2%.

Z rosnącym znaczeniem leasingu w finansowaniu inwestycji polskich firm mamy do czynienia w Polsce już od kilku lat. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że na koniec 2016 roku wartość aktywnego portfela branży leasingowej w kwocie 105,1 mld zł była tylko niewiele niższa od wartości salda kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki (114,5 mld zł). – Ubiegły rok był siódmym z rzędu, który branża leasingowa zakończyła na plusie. Jeśli polska, a pośrednio europejska gospodarka, w najbliższych miesiącach przyspieszy tak jak wszyscy tego sobie życzymy, wzrost sektora leasingowego będzie się utrzymywał – mówi Radosław Kuczyński z EFL.

[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 3-10 lutego 2017 r.

Tech Data finalizuje przejęcie działalności biznesowej Avnetu

Firma Tech Data Corporation, notowana na giełdzie papierów wartościowych NASDAQ: TECD, ogłosiła w dniu dzisiejszym sfinalizowanie transakcji przejęcia działalności biznesowej firmy Avnet, Inc., notowanej na giełdzie nowojorskiej NYSE: AVT, w zakresie rozwiązań technologicznych (Technology Solutions). W wyniku zjednoczenia powstaje wiodący w skali światowej dystrybutor całościowych rozwiązań IT o niedoścignionych możliwościach i niezwykle zróżnicowanych rozwiązaniach, począwszy od centrów danych po urządzenia domowe.         

Bob Dutkowsky, dyrektor generalny Tech Data
Bob Dutkowsky, dyrektor generalny Tech Data

„To epokowy dzień w historii naszej firmy i z prawdziwą radością witamy naszych utalentowanych kolegów z Technology Solutions w zespole Tech Data” – mówi Bob Dutkowsky, dyrektor generalny Tech Data. „Nasza zjednoczona firma ma idealną pozycję w samym centrum całego ekosystemu technologii informatycznej – posiada odpowiednie rozmiary i zasięg, aby móc świadczyć usługi na dynamicznych rynkach całego świata, dając naszym klientom dostęp do całościowego portfolio rozwiązań IT oraz skutecznie oferując produkty naszych dostawców nowym klientom na rosnącej liczbie rynków. Wspólna kultura panująca w naszych organizacjach, wspólne wartości i zaangażowanie, aby zapewniać naszym klientom światowej klasy rozwiązania posłuży jako fundament dla nowej Tech Data. Wspólnie stworzymy jeszcze silniejszą organizację, która dla naszych partnerów biznesowych będzie w stanie zrobić więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Jesteśmy przekonani, że nabycie działalności biznesowej w zakresie rozwiązań technologicznych to doskonałe połączenie sił zarówno dla naszych klientów, dostawców i udziałowców, jak również dla pracowników obu organizacji”.

Włączenie dziedziny rozwiązań technologicznych w znaczący sposób poszerza przynoszącą duże zyski działalność dystrybucyjną Tech Data, zwiększając zdolność firmy do umożliwiania swoim partnerom korzystania z technologii następnej generacji, i jednocześnie rozwijając zdolności rynkowe firmy przy pomocy dodatkowych umiejętności, rozszerzonych relacji z dostawcami oraz nowych populacji klientów. Zjednoczona firma ma większy i bardziej zrównoważony zasięg geograficzny, w tym obecność w regionie Azji i Pacyfiku – nowym rynku dla Tech Data. Firma prowadzi działalność w 40 krajach, zatrudnia 14 tysięcy pracowników i obsługuje około 115 tysięcy klientów w ponad 100 krajach.

Firma ogłosiła także przejęcie globalnego przywództwa wykonawczego, jak również kilku nowych funkcji w skali regionalnej i globalnej. Osoby bezpośrednio podległe dyrektorowi Bobowi Dutkowsky’emu to:

  • Chuck Dannewitz, wiceprezes wykonawczy, dyrektor ds. finansowych
  • Rich Hume, wiceprezes wykonawczy, dyrektor ds. operacji
  • Beth Simonetti, wiceprezes wykonawczy, dyrektor ds. zasobów ludzkich
  • John Tonnison, wiceprezes wykonawczy, dyrektor ds. informacji
  • David Vetter, wiceprezes wykonawczy, dyrektor ds. prawnych

Osoby bezpośrednio podległe wiceprezesowi Richowi Hume to:

  • William Chu, prezes, Azja-Pacyfik
  • Jaideep Malhotra, prezes, Global Computing Components (części komputerowe)
  • Joe Quaglia, prezes, Ameryka Północna i Południowa
  • Patrick Zammit, prezes, Europa
  • Els Demeester, wiceprezes korporacji, Integration (integracja)
  • Michael Urban, wiceprezes korporacji, Strategy, Transformation and Global Vendor Management (strategia, transformacja i globalne zarządzanie dostawcami)

Warunki finansowe

Łączna cena zakupu w momencie finalizowania transakcji wynosiła około 2,6 mld USD (z zastrzeżeniem pewnych korygowań po finalizacji), w tym 2,4 mld USD w gotówce oraz 2.785.402 akcji Tech Data, co reprezentuje 7,3 procent całkowitej liczby akcji Tech Data (po emisji nowych akcji). Tech Data sfinansowała gotówkową część ceny zakupu w drodze połączenia następujących funduszy: 1,0 mld USD z niedawnej emisji długu publicznego, 1,0 mld USD z bankowych pożyczek terminowych, a pozostałość kwoty ze środków pieniężnych w kasie.

Oczekuje się, że w pierwszym pełnym roku transakcja będzie miała znaczny kumulacyjny wpływ na zysk przypadający na jedną akcję Tech Data według obliczeń innych niż GAAP. Firma spodziewa się osiągnąć obniżenie rocznych kosztów o około 100 mln USD w ciągu 24 miesięcy, przy czym jednorazowe koszty osiągnięcia tych oszczędności szacuje się na około 150 mln USD.

Szczegółowe dane dotyczące dynamiki polskiego PKB. Rynki czekają na Trumpa

We wtorek w centrum uwagi znajdą się m.in. amerykańskie dane o PKB oraz nocne przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Kongresie. Dane o polskim PKB będą natomiast wydarzeniem na krajowym rynku walutowym.

Dzisiejszy poranek upływa pod znakiem stabilizacji notowań EUR/USD oraz towarzyszących temu niewielkich wahań złotego. O godzinie 09:12 kurs EUR/USD testował poziom 1,0587, czyli dokładnie ten sam co w poniedziałek na zamknięciu, gdy dzień zakończył się nieudaną próbą mocniejszej zwyżki notowań tej pary. W tym samym czasie za euro trzeba było dziś zapłacić 4,3160 zł, dolar kosztował 4,0757 zł, szwajcarski frank 4,0443 zł, a funt 5,0647 zł. Za wyjątkiem tej ostatniej waluty, wszystkie inne obecnie lekko zyskują do złotego, tym samym odreagowując spadki z wczoraj.

Wydarzeniem dnia w kraju będzie publikacja szczegółowych danych dotyczących dynamiki polskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za ostatni kwartał 2016 roku. Na świecie będzie to zaś publikacja analogicznych danych o PKB dla USA, której towarzyszyć będą m.in. indeksy Chicago PMI i zaufania amerykańskich konsumentów. To wszystko zaś będzie okraszone czekaniem na nocne przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Kongresie poświęcone tematom gospodarczym.

O godzinie 10:00 inwestorzy poznają szczegóły raportu nt. polskiego PKB za ostatni kwartał 2016 roku. Oczekuję, że GUS potwierdzi wstępny odczyt PKB za IV kwartał ub.r. na poziomie 2,7% R/R wobec 2,5% kwartał wcześniej. Tak jak to miało miejsce wcześniej, wzrost będzie przede wszystkim napędzany przez konsumpcję, której roczna dynamika zapewne będzie kształtowała się powyżej 4%. Z punktu widzenia rynków, ale też i kształtowania się oczekiwań co do przyszłej koniunktury, istotne będzie jednak to, jak w ostatnim kwartale zachowały się inwestycje.

W zależności od skali zaskoczeń raport o PKB może wpływać na notowania złotego. Nie należy jednak mieć złudzeń, że ten bezpośredni wpływ będzie szczególnie duży. A to dlatego, że raport o PKB bardziej będzie wpływał na oczekiwania co do przyszłości polskiej gospodarki (skali przyspieszenia wzrostu gospodarczego w tym roku), więc sam wpływ na złotego będzie bardziej długoterminowy. Krótkoterminowo zaś kluczowe dziś będą sygnały płynące z rynków globalnych. Głównie z USA. Najpierw będą to dane makroekonomiczne. Później nocne przemówienie prezydenta Trumpa w Kongresie.

Dziś o godzinie 14:30 zostaną opublikowane zrewidowane szacunki amerykańskiego PKB za IV kwartał ub.r. W tym okresie oczekuje się wyhamowania wzrostu do 2,1% z 3,5% (w ujęciu annualizowanym) w III kwartale. To wynik nieco lepszy niż ujawnił wstępny odczyt tych danych, który ukształtował się na poziomie 1,9%. Jako, że historycznie rewizja PKB potrafi mocno różnić się od prognoz i wstępnych danych, więc możemy być świadkami większych wahań dolara w reakcji na nią. Oczywiście im lepszy wynik, tym mocniejszy dolar. I odwrotnie.

Raport o PKB nie jest jedynym, jaki dziś spłynie z USA. Tych będzie więcej. Na uwagę zasługuje jeszcze zaplanowana na godzin 15:45 publikacja lutowego indeksu Chicago PMI (prognoza: 53 pkt.) i publikowanego kwadrans później indeksu zaufania amerykańskich konsumentów (prognoza: 111 pkt.). Wszystkie te publikacje będą analizowane w kontekście ewentualnej marcowej podwyżki stóp procentowych przez Fed. Wzrost prawdopodobieństwa takie podwyżki wesprze dolara, ale jednocześnie wpłynie na pogorszenie klimatu inwestycyjnego na rynkach, przekładając się m.in. na osłabienie złotego.

Rynki walutowe, zerkając na publikowane dziś dane makroekonomiczne, cały czas będą też czekały na nocne przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Kongresie. Rozpocznie się ono o godzinie 03:00 (polskiego czasu) z wtorku na środę i będzie poświęcone gospodarce. Inwestorzy mają nadzieje, że wreszcie zostaną ujawnione szczegóły i terminy przygotowywanych zamian podatkowych i innych planów fiskalnych zmierzających do wsparcia tamtejszej gospodarki. W ogólnym założeniu przyjmuje się, że reforma podatkowa może być bardzo silnym impulsem dla dolara. Stąd też poznanie ich szczegółów będzie miało korzystny wpływ na notowania amerykańskiej waluty. Brak takich konkretów lub odłożenie decyzji w czasie miałoby negatywne przełożenie na dolara, ale jednocześnie wsparłoby waluty rynków wschodzących. W tym złotego.

Na rynku EUR/USD od tygodnia trwa korekta mających swój początek w pierwszych dniach lutego spadków tej pary, w efekcie których przed weekendem notowania jej na krótko zeszły poniżej 1,05. Aktualny układ sił na wykresie dziennym EUR/USD sugeruje możliwość spadku do 1,03-1,04. Na gruncie czynników fundamentalnych takie zejście byłoby możliwe, gdyby prezydent Trump ujawnił więcej szczegółów odnośnie planów gospodarczych i fiskalnych lub gdyby wzrosło prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych przez Fed jeszcze w marcu.

Przyszłe zachowanie EUR/USD będzie determinować również zachowanie złotego w relacji do głównych walut. Analizując ich wykresy natomiast można na tę chwilę postawić tezę, że obserwowane na przełomie roku umocnienie złotego kulminowało na początku lutego, a testowane wówczas poziomy poniżej 4,30 zł za euro, poniżej 4 zł za dolara oraz okolice 4 zł za szwajcarskiego franka inwestorzy uznali za bardzo atrakcyjne do kupna tych walut. I to pomimo, że jednocześnie z polskiej gospodarki płynęły pozytywne dane makroekonomiczne.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Kurs dolara może poszybować do 4,45 zł. Europę czeka kolejny wstrząs?

Większość członków Fed przewiduje w tym roku 3 podwyżki stóp procentowych. To działanie obciąży samych Amerykanów, dla których zdrożeją pożyczki i obsługa kredytów. Dla Polaków dalsze umacnianie dolara będzie oznaczało przede wszystkim coraz mniej opłacalny import towarów, m.in. nabywanej w tej walucie ropy czy gazu.

Należy wyraźnie podkreślić, że dobro gospodarki amerykańskiej to dla Systemu Rezerwy Federalnej co najwyżej sprawa drugorzędna. Może, lecz nie musi, być ona zbieżna z celem głównym, a tym jest zapewnienie zysków właścicielom Fed. Dla wyjaśnienia, jednym z akcjonariuszy banku centralnego w USA, który oficjalnie to potwierdził, jest Citigroup (15% udziałów), kontrolowany przez rodzinę Rockefellerów. Ponadto, w gronie znanych posiadaczy znajduje się Chase Bank (14%), JP Morgan Trust Bank Limited (9%), Chemical Bank (8%) i Hanover Bank, podległy rodzinie Rothschildów (7%).

Trzeba być świadomym tego, że tak naprawdę od interesów właścicieli Systemu Rezerwy Federalnej zależy cała strategia Fed, m.in. w kwestii podnoszenia poziomu stóp procentowych. Akcjonariusze są ze sobą mocno powiązani i działają w różnych przedsięwzięciach finansowych, a także politycznych na skalę światową. Prywatne instytucje bankowe wpływają więc na sytuację w całych Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie, w tym oczywiście również w Polsce.

Oficjalna wersja

Według średniej prognozy Fed, podwyżka stóp procentowych do grudnia 2017 roku będzie wynosiła 1,375 proc. (na początku 2016 roku przewidywano 1,125 proc.) i wskazuje na co najmniej 3 wzrosty w obecnym roku. Pierwszego z nich można spodziewać się w marcu lub kwietniu. Natomiast przeciętna przewidywań względem podwyżek stóp procentowych na koniec 2018 roku wskazuje na 2,125 proc. (na początku 2016 roku zakładano 1,875 proc.). To również powinno oznaczać minimum trzy podwyżki w przeszłym roku.

Większość członków Systemu Rezerwy Federalnej potwierdza, że gdy gospodarka amerykańska zacznie rosnąć w szybszym tempie, podwyżki stóp procentowych staną się konieczne. Dzięki temu, bank centralny Stanów Zjednoczonych będzie kontrolował inflację. Według prognoz Fed, ma ona wzrosnąć z 1,5% w 2016 roku do 1,9 proc. i 2 proc. w latach 2017 i 2018. Spodziewane, w związku z tym, wzrosty stóp procentowych wpłyną na sytuację milionów Amerykanów, w tym nabywców domów, oszczędzających i inwestorów.

Oszczędności Amerykanów

Kredyty mieszkaniowe ze zmienną stopą procentową są aktualizowane raz w roku. Jeśli Fed podniesie stopy 3 lub nawet 4 razy przed następnym dostosowaniem wysokości kredytów, zadłużeni zauważą znaczny wzrost stóp procentowych, przy spłatach rat kredytu mieszkaniowego. W przypadku, gdy rosnące stopy procentowe nie spowodują recesji, to koszty pożyczek na mieszkania i zakup samochodów mogą znacznie wzrosnąć, co z pewnością będzie stanowić dodatkowe obciążenie dla amerykańskich konsumentów.

Od wysokości stóp procentowych zależy m.in. wielkość oprocentowania kredytów i depozytów w bankach. Dlatego właśnie, zmianę poziomu stóp procentowych odczują przede wszystkim przeciętni Amerykanie, dla których droższe będą pożyczki oraz bieżąca obsługa ich zobowiązań finansowych. Ponadto, przedsiębiorstwom w Stanach Zjednoczonych może być znacznie trudniej zdobyć finansowanie dla nowych inwestycji. Z drugiej strony, łatwiej będzie im oszczędzać, bo oprocentowanie na lokatach bankowych wzrośnie.

Korzyści powinni odnosić wszyscy, którzy trzymają swoje pieniądze na rachunku bankowym. Zgodnie z danymi Fed, amerykańskie gospodarstwa domowe i organizacje non-profit łącznie posiadają niewiele ponad 8,3 bln dolarów na rachunkach oszczędnościowych. Sam wzrost stóp procentowych w grudniu 2016 roku o 0,25% mógł im przynieść dodatkowe 21 mld dolarów w odsetkach lub ok. 163 dolary na gospodarstwo domowe w skali roku. Nie jest jednak pewne, czy banki rzeczywiście przekażą te dodatkowe odsetki oszczędzającym w nich klientom.

Mocny dolar dla Polaków

Wyższe stopy procentowe w USA zwiększają atrakcyjność dolara dla inwestorów. Taka reakcja rynkowa jest też uzasadniona w świetle spodziewanej strategii nowej administracji amerykańskiej. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona polegać na rozluźnieniu strategii fiskalnej w połączeniu z bardziej restrykcyjną polityką pieniężną. Dzięki temu, dolar wciąż będzie zyskiwał na wartości. Obecnie kurs wymienny euro do amerykańskiej waluty jest najniższy od 14 lat i bliski parytetowi, czyli 1 do 1. Ten zaś może wystąpić w II kwartale 2017 roku. W związku z tym, złoty znacznie straci względem dolara, ale też wobec euro.

Przez długie lata panował pogląd, że słaba złotówka jest dla nas korzystna ekonomicznie, bo dobrze wpływa na sprzedaż polskich produktów za granicę. Oczywiście eksporterzy będą dostawali więcej pieniędzy za swoje towary na „dolarowych” rynkach. Ale znaczna część tych produktów należy do zagranicznych firm, które mają swoje filie w Polsce. Jednak przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że cała nasza gospodarka jest istotnie otwarta na import surowców, ropy, gazu i komponentów do dalszej produkcji, które często sprowadzamy z Dalekiego Wschodu, więc płacimy w dolarach.

Ponadto, podwyżki stóp procentowych w USA, odczują polscy importerzy sprzętu elektronicznego, odzieży czy kosmetyków, a także wszyscy kupujący produkty, np. na amerykańskich portalach aukcyjnych. Będziemy płacić więcej, niż dotychczas, za artykuły nabywane w dolarach. Według wielu prognoz, do połowy 2017 roku amerykańska waluta podrożeje nawet do 4,45 zł. To oznacza, że ceny paliw na rynkach będą rosły, co z pewnością przełoży się na koszty ponoszone przez przeciętnych konsumentów.

Europa straci

Wzrost wartości dolara może trwać długo. Przewiduje się dużą zmienność kursów walutowych, załamanie rynków finansowych, a w konsekwencji nawet światowy kryzys. To ryzyko potęguje niepewna obecnie sytuacja w Europie. Unii Europejskiej brakuje jedności w wielu kwestiach społeczno-gospodarczych. Ponadto, nie wiadomo, co przyniesie Brexit. Na to i wiele innych pytań dotyczących przyszłości samej UE nie ma konkretnych odpowiedzi. Dlatego, USA zyskują na inwestycyjnej atrakcyjności, a Stary Kontynent wyraźnie straci.

Co ciekawe, Fed do tej pory podnosił stopy procentowe w momencie, gdy bank centralny w Europie obniżał je, aby pobudzić swoje gospodarki. System Rezerwy Federalnej raczej będzie kontynuował tę politykę, kierując się interesami swoich akcjonariuszy i przesłankami politycznymi. Wówczas sytuacja na rynku stanie się jeszcze bardziej niestabilna. Europejski Bank Centralny może wykorzystać osłabienie własnej waluty, aby usprawnić swoje wiodące gospodarki i podbić krajowe inflacje. Ale to wzmocniłoby asymetrię w światowych kursach walut, prowadząc do dalszego wzrostu siły dolara amerykańskiego.

Zagrożone gospodarki

Przewidywane wzrosty stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będą miały znaczący wpływ na globalną gospodarkę. Przypomną słabym gospodarkom wschodzącym, szczególnie zadłużonym w dolarze, że ich pole manewru zmniejsza się coraz bardziej. Jednym z najbardziej wrażliwych na działania Systemu Rezerwy Federalnej, rynków jest pogrążona w kryzysie Brazylia. Tamtejsze firmy w ostatniej dekadzie pożyczyły miliardy dolarów. I jeśli amerykańska waluta zyska na wartości, to ich długi oczywiście się drastycznie zwiększą.

Zagrożona działaniami Fed jest też Turcja, ponieważ znacznie więcej importuje, niż eksportuje. Droższy dolar będzie dla niej oznaczał zwiększenie kosztów zakupu towarów poza granicami kraju. Warto pamiętać o tym, że gospodarki Rosji, Wenezueli, RPA czy Nigerii również zależą od wywozu surowców. To stanowi znaczącą część ich dochodów budżetowych. W związku z tym, że handel międzynarodowy odbywa się w amerykańskiej walucie, ceny ich produktów mogą spaść jeszcze bardziej, gdy dolar się umocni.

Podsumowując, w przypadku gospodarek wschodzących, poprawną reakcją na podwyższanie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych nie jest dostosowywanie do nich polityki pieniężnej. Nie powinno się również nakładać ograniczeń w przepływie kapitału w celu zapobiegania niestabilności. Właściwe jest za to wprowadzenie zmian na rynku finansowym w taki sposób, aby poprawić alokację środków. Należy też wdrażać reformy po stronie podażowej, w celu zwiększania jej wydajności i promowania zrównoważonego wzrostu.

Autorem publikacji jest Łukasz Białek
Ekonomista, analityk gospodarczy, publicysta. Doktorant Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Wyższej Szkoły Zarządzania i Prawa im. H. Chodkowskiej oraz Executive MBA – Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN i Vienna Institute for International Studies.

Samochód głównym powodem zadłużeń Polaków w 2016 roku

Najnowszy raport „Sytuacja materialna Polaków”[1], stworzony na zlecenie Lindorff SA, podsumowuje zachowania konsumenckie i finansowe Polaków w minionym 2016 roku. Na co zatem Polacy zaciągnęli zobowiązania w zeszłym roku oraz z jakich produktów finansowych skorzystali w tym celu?

Zakupy na raty, karta kredytowa i pożyczka gotówkowa – najpopularniejsze produkty finansowe w 2016 r.

Ankietowani zostali zapytani w badaniu czy i z jakich produktów finansowych korzystali w ubiegłym roku. Aż 50% respondentów wskazało, iż nie skorzystało z żadnej formy pożyczki. Jak rozkładają się wyniki drugiej połowy badanych? ¼ wszystkich ankietowanych kupiła coś na raty,19% badanych korzystało z karty kredytowej, a 17% wszystkich ankietowanych przyznało się do zaciągnięcia pożyczki lub kredytu gotówkowego. Z najniższym wynikiem uplasowało się wykorzystanie limitu na karcie debetowej lub na koncie bankowym – 15%. Wyraźne różnice w popularności produktów kredytowych widać przy podziale odpowiedzi na płeć. Do kupowania za pieniądze pożyczone od banku lub innej instytucji przyznaje się aż 57% mężczyzn i tylko 44% kobiet. Ponadto, ponad dwa razy więcej mężczyzn (21%) niż kobiet (9%) korzysta z debetu w koncie bankowym.

Mężczyźni częściej i śmielej korzystają z produktów finansowych, nie mają problemów z przyznaniem się do zaciągania pożyczek, korzystania z rat i kart kredytowych. Ciekawie koreluje to z wynikami pytania na temat planowania budżetu w polskich gospodarstwach domowych. Obie płcie przyznają, że planowanie wydatków to domena kobiet. Według 41% pytanych kobiet to one decydują o domowym budżecie. Wśród mężczyzn przypisywanie sobie tego zadania oscyluje na poziomie zaledwie 26%. Takie wyniki niekoniecznie jednak muszą świadczyć o większej zaradności kobiet. Być może to świadectwo podziału ról w polskich rodzinach, w których za codzienne wydatki częściej odpowiada kobieta, jednak decyzje finansowe, także te dotyczące zaciągania kredytu i decyzji o karcie kredytowej, są częściej podejmowane przez mężczyznę.wykres1

Co na kredyt?

Respondenci zostali również zapytani, jakie były cele zaciągniętych przez nich zobowiązań. Wśród zaproponowanych odpowiedzi najczęściej wybieraną był samochód lub wydatki z nim związane – 29% wszystkich wskazań. Niepokojące jest to, iż na drugim miejscu znalazła się odpowiedź „bieżąca konsumpcja (codzienne wydatki itp.)” – na nią zdecydował się aż co piąty ankietowany. Wśród tych respondentów aż 15 procentom kobiet i 24 procentom mężczyzn nie wystarcza poborów na realizację podstawowych potrzeb! Trzecie miejsce zajęły wyjazdy i podróże – 17%. Na dalszych pozycjach znalazły się takie odpowiedzi jak: odzież (8%), hobby (7%), edukacja (5%) czy jedzenie poza domem (5%). Co ciekawe, odpowiedzi wskazujących na inne niż te standardowe jest łącznie aż 40% wskazań.

wykres2Powyższe wyniki wskazują na kilka tendencji. Przede wszystkim – Polacy zaciągają zobowiązania na bardzo różne cele, czego wynikiem jest wysoki poziom rozdrobnienia odpowiedzi i równie wysoki odsetek odpowiedzi „żadne z powyższych”. Wśród powodów wymienianych przez największą liczbę osób najwięcej wydatków generuje zakup samochodu lub wręcz sam fakt posiadania auta.. Ponadto, to mężczyźni częściej się zadłużają, często przewyższając statystyki kobiet o kilka czy kilkanaście punktów procentowych. Mężczyźni potrafią także klarowniej zarysować cel swoich zadłużeń.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Wystąpienie Donalda Trumpa a kurs dolara amerykańskiego

Najistotniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia, a nawet tygodnia będzie, nocne wystąpienie Donalda Trumpa w Kongresie, który zaprezentuje swoje podejście do polityki gospodarczej, budżetu oraz koncepcji podatków. Zapowiedzi sprzed 3 tygodni, że „coś się zmieni” w podatkach dało impuls wzmacniający dolara na rynku walut. Z naszego punktu widzenia najważniejsze jest, czy Trump przedstawi dziś konkretne rozwiązania, czy też pójdzie w stronę złagodzenia retoryki i kompromisu.

W kampanii wyborczej Trump zapowiadał, iż dolar jest zbyt mocny, co szkodzi gospodarce. Co ciekawe dotychczas po wyborze Trumpa na Prezydenta, ku zaskoczeniu analityków, dolar znacząco się umocnił. Jednak już jego wystąpienia prasowe bardzo rozczarowywały neutralną retoryką, co wpływało negatywnie na kurs dolara.

Z punktu widzenia kursu USDPLN właśnie ta retoryka dzisiejszego wystąpienia ma największe znaczenie. Fundamentalnie dolar będzie się umacniał w dłuższym terminie do wszystkich walut. Natomiast jaki będzie jego kurs w krótkim terminie, zależy w dużej mierze właśnie od dzisiejszego nocnego wystąpienia.

Należy podkreślić, że brak istotnych konkretów dotyczących podatków, budżetu czy planowanego programu zbrojeń, będzie odebrane przez rynek negatywnie. Dolar porusza się w konsolidacji pomiędzy 4,10 a 4,04 z szansą na przebicie wsparcia i dotarcie ceny w rejon 4,00 złotych w przypadku negatywnego odbioru wystąpienia.

W momencie przełamania oporu cena może dojść do poziomu 4.15 nawet jutro rano. W związku z powyższym w godzinach popołudniowych i jutro jest możliwa duża zmienność na parach walutowych z dolarem, a także możliwe jest także wystąpienie luk cenowych.

kurs
źródło: ergokantor.pl

Powyższy komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Komentarz został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o. i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.