Creotech w perspektywie 2 lat spodziewa się kosmicznych zysków

Creotech w perspektywie 2 lat spodziewa się kosmicznych zysków 1

Creotech Instruments, firma, która jako lider konsorcjum uruchomiła ostatnio repozytorium zdjęć satelitarnych dostępnych do przetwarzania i korzystania w chmurze, zamierza zacząć zarabiać na projektowaniu układów satelitarnych w ciągu najbliższych 24 miesięcy. Liczy też na duży kontrakt na dostawę systemów obsługi dużych akceleratorów w przyszłym roku. Intensywnie inwestuje w zaplecze produkcyjne.

– Mamy szereg projektów kosmicznych, które przeszły z fazy R&D, czyli z fazy wstępnej obdarzonej największą niepewnością i największym ryzykiem niepowodzenia, do fazy wykonawczej czy nawet produkcyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments. – W związku z tym mamy nadzieję, że ten obszar naszej działalności, czyli projektowanie układów satelitarnych i podsystemów, przełoży się już na konkretne zyski, może nie w perspektywie 6–12 miesięcy, ale 24 na pewno.

Creotech to działająca od 2008 r. firma oferująca aparaturę naukową, urządzenia przemysłowe, produkcję kontraktową elektroniki oraz projekty przemysłu kosmicznego. Jej ostatnim głośnym sukcesem jest uruchomienie repozytorium zdjęć satelitarnych w chmurze. Oferuje ono możliwość pozyskania i przetwarzania dużych plików poza własną infrastrukturą (bo obciążałoby to pamięć komputerów). Zdjęcia z satelitów ESA, czyli Europejskiej Agencji Kosmicznej – Sentinel, Envisat, Landsat – możliwe są do otrzymania nawet w dwie godziny po ich wykonaniu. Z repozytorium EO Cloud korzystać mogą zarówno firmy i naukowcy, jak i osoby prywatne w Europie, a częściowo – także poza nią.

– Zakończyliśmy też działania związane z budową innych obszarów naszej działalności, m.in. zakończyliśmy znaczną część projektów związanych z systemami obsługi dużych akceleratorów czy dużych elektrowni jądrowych – informuje Brona. – Mamy już wypracowane pewne systemy elektroniczne, które zaczynamy sprzedawać. W przyszłym roku spodziewamy się bardzo dużego kontraktu na dostawę takich systemów do jednego z wiodących ośrodków, więc właściwie wszystkie linie biznesowe, które były obdarzone dużą niepewnością, gdzie musieliśmy podejmować duże inwestycje, wydają się już teraz przechodzić do tego obszaru, gdzie niepewność jest znacznie mniejsza, a z drugiej strony zyski są znacznie większe.

Kolejnym sukcesem z udziałem produktów spółki może być spodziewane 19 października lądowanie misji ExoMars na Marsie. W skład misji wchodzi m.in. satelita, w którym zamontowana jest kamera, której zasilacz kamery stworzyli specjaliści z Centrum Badań Kosmicznych PAN, a Creotech Instruments zamontował w niej elementy systemu zasilania kamery.

W związku ze spodziewanymi dalszymi zamówieniami firma intensywnie inwestuje w swoje zaplecze produkcyjne, by sprostać spodziewanemu zapotrzebowaniu na jej produkty i usługi. Jej prezes spodziewa się nawet trzykrotnego wzrostu.

– W tej chwili podejmujemy inwestycje rozszerzające nasze zaplecze produkcyjne. Okazuje się, że w ostatnich 18 miesiącach udało nam się doprowadzić do tego, że dysponujemy zarówno maszynami, ludźmi, jak i procedurami praktycznie światowej jakości, jeśli chodzi o produkcję elektroniki specjalistycznej – mówi prezes Creotechu. – Mamy zamówienia z wielu krajów europejskich i pozaeuropejskich, w związku z tym musimy przyspieszyć nasze linie produkcyjne, aby podołać liczbie zamówień. Planujemy dalszy bardzo szybki rozwój i przeskalowanie się w tempie 200 proc. rocznie w następnych 2–3 latach.

R. Przasnyski: notowania złota będą zależeć w największym stopniu od determinacji Rezerwy Federalnej w dążeniu do podwyżek stóp procentowych

R. Przasnyski: notowania złota będą zależeć w największym stopniu od determinacji Rezerwy Federalnej w dążeniu do podwyżek stóp procentowych 2

Po zdecydowanej hossie z pierwszego półrocza notowania złota są obecnie w trendzie spadkowym. Kilka dni temu wartość kruszcu spadła jednego dnia o 3 proc. Zdaniem Romana Przasnyskiego z firmy Gerda Broker notowania złota w największym stopniu będą teraz zależeć od stopnia determinacji Rezerwy Federalnej w dążeniu do podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

W ostatnich dniach mieliśmy bardzo gwałtowny spadek ceny złota, korygujący silną zwyżkę z pierwszej połowy tego roku i następnych miesięcy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Roman Przasnyski, główny analityk firmy Gerda Broker. – Kilka dni temu mieliśmy do czynienia z bardzo poważnym, ponadtrzyprocentowym tąpnięciem, jednym z największych w ciągu ostatnich lat jednodniowym spadkiem.
W br. notowania kruszcu wzrosły o kilkanaście proc. 31 grudnia ubiegłego roku uncja złota na londyńskiej giełdzie towarowej wyceniana była na 1060 dol. Obecnie jej wartość wynosi ponad 1250 dol. Pod koniec września płacono za nią jednak nawet 1340 dol.

Notowania złota w najbliższej przyszłości będą zależały od tego, jak silna okaże się determinacja amerykańskiej Rezerwy Federalnej w dążeniu do podwyższenia stóp procentowych – prognozuje Roman Przasnyski. – Pojawiają się jednak prognozy najbardziej pesymistyczne, które mówią, że kruszec w tej chwili jest przewartościowany o jakieś 20–25 proc., co by sugerowało, że poziomem równowagi według na przykład analityków Deutsche Banku jest poziom zbliżony do 1000–1050 dol. za uncję.

Notowaniom uważanego za bezpieczny wehikuł inwestycyjny w trudnych czasach złota sprzyjają sondaże wskazujące na wygraną Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Rosnąca liczba zwolenników postrzeganej jako osoba przewidywalna Hillary Clinton gwarantująca status quo powoduje natomiast, że wartość kruszcu spada.

Wygrana Donalda Trumpa mogłaby wynieść cenę złota o jakieś sześć procent w porównaniu do obecnych poziomów – precyzuje Roman Przasnyski. – Ale jest też inny czynnik ryzyka, czyli przypomniana sprawa brexitu, rychłego podjęcia rozmów dotyczących sposobu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Są także inne zagrożenia związane na przykład z kondycją europejskich banków. Wszystkie działają w przeciwnym niż amerykańska polityka pieniężna kierunku i sprzyjają wzrostowi wartości kruszcu.

Z dynamiką zmian cen złota, jak zauważa Roman Przasnyski, jest ściśle związana wycena srebra. Tegoroczna hossa spowodowała, że jego wartość wzrosła z 13,84 dol. za uncję pod koniec grudnia do około 17,5 dol.

Dynamika zmian notowań srebra była nieco niższa, ale tutaj też można się spodziewać wysokich różnic, podobnych co do kierunku, jak w przypadku złota – wskazuje Roman Przasnyski. – Zresztą o podobnej tendencji można mówić w odniesieniu do niemal wszystkich metali szlachetnych, czyli także platyny i palladu.

Przewidywana przez analityków i inwestorów grudniowa podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych przez FED z pewnością będzie wpływać na obniżkę wartości złota. Dzięki takiemu ruchowi ze strony tamtejszej Rezerwy Federalnej dolar, który uważany jest za bezpieczną walutę, zyska na atrakcyjności, bo banki komercyjne będą mogły zaoferować inwestorom wyższe oprocentowanie złożonych w tej walucie depozytów. To jednak nie spowoduje zdaniem Romana Przasnyskiego spadku cen do poziomu 1050 dol. za uncję, który jakiś czas temu był wskazywany jako docelowy przez analityków Deutsche Banku.

Gdyby nawet do tego doszło, to wydaje mi się, że byłaby to dobra okazja do kupowania, ponieważ amerykańska polityka gospodarcza w dłuższym horyzoncie, jak sądzę, nie będzie tak ostra i na następną, trzecią podwyżkę też prawdopodobnie będziemy czekać około roku, czyli tak długo, jak wynosił odstęp między pierwszą a ewentualnie drugą – prognozuje Roman Przasnyski. – Powinno to mieć korzystny wpływ na notowania złota, które moim zdaniem mogą się kształtować mniej więcej na poziomach 1250–1350 dol. za uncję.

Spośród surowców i metali szlachetnych największy wpływ na polską gospodarkę mają ceny ropy naftowej oraz miedzi.

Skutkiem wahań cen tej pierwszej jest widoczna, zmniejszająca się skala deflacji (spadku cen produktów – red.), wkrótce czynnik ten będzie wpływał na powrót tendencji inflacyjnych – wyjaśnia Roman Przasnyski. – Jeżeli chodzi o srebro, to trudno mi się wypowiadać. W przypadku miedzi wiele będzie zależało od tego, jak będzie radziła sobie w najbliższych tygodniach gospodarka chińska. Ale okolice 4500–4800 dol., może pięć tys. dol. za tonę to, jak uważam, aktualny poziom równowagi.

Start-up byłego prezesa BRE Banku liczy na co najmniej dwie licencje w Europie w ciągu roku

Start-up byłego prezesa BRE Banku liczy na co najmniej dwie licencje w Europie w ciągu roku 3

Sektor fintech wyrasta na poważnego rywala banków. Start-upy z tej branży oferują często szybkie, niesformalizowane usługi finansowe i celują zwłaszcza w zamożnych Europejczyków. Jednym z nich jest projekt Sławomira Lachowskiego, byłego prezesa BRE Banku.

– Fintechy to start-upy, które szybciej i lepiej wykorzystują technologię dla zaspokajania potrzeb finansowych bez konieczności posiadania licencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Lachowski, były prezes zarządu BRE Banku, twórca mBanku, obecnie rozwijający w Gibraltarze projekt z kategorii fintech. – Widać, że fintechy mają niezwykle silną pozycję w kilku dziedzinach, przede wszystkich w płatnościach, przekazach i w wymianie walut. Mają coraz silniejszą pozycję w doradztwie kryzysowym (wealth management), mają coraz lepszą pozycję w wykorzystywaniu technologii big data dla analiz finansowych i oceny ryzyka kredytowego.

Firmy z sektora fintech to alternatywa dla usług bankowych, oferująca szybszy i tańszy dostęp do usług finansowych. G Rock Sławomira Lachowskiego to projekt konkurencyjny wobec usług private bankingu celującego w najzamożniejszych klientów. Były prezes BRE Banku uważa, że dzięki inicjatywie będzie mógł zaproponować nową jakość zamożnym klientom.

– To, czym obecnie się zajmuję, to również fintech rozumiany jako dostarczanie niezwykłej jakości i nowej generacji usług finansowych. Z tym, że nie jest to już kolejny bank detaliczny, jakim był mBank czy później Bank Smart, lecz nowa generacja usług finansowych, które chcemy dostarczać osobom zamożnym, które dzisiaj nie potrzebują już private bankingu i wątpliwej jakości doradztwa banków tradycyjnych – przekonuje. – Dzisiaj samodzielni klienci zamożni mogą się obsługiwać sami lepiej, szybciej, wygodniej. Pracuję nad innowacją, która może zmienić oblicze bankowości prywatnej i która będzie w pełni cyfrowa. Zakładam, że w ciągu 12 miesięcy otrzymamy licencję co najmniej w dwóch krajach Unii Europejskiej i będziemy dostępni globalnie.

Tylko między 2013 a 2014 rokiem wartość sektora fintech wzrosła trzykrotnie do ponad 12 mld dolarów. W przeciwieństwie do banków firmy fintech nie mają rozbudowanej machiny korporacyjnej, w której obieg informacji zabiera czas, nie wymagają od klientów czekania w kolejkach do okienka w banku, oszczędzają też na kosztach. Tam, gdzie liczy się czas, np. przy kredycie inwestycyjnym, są atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnego sektora bankowego.

–Fintechy świetnie sobie radzą w oferowaniu prostych kredytów dla klientów, którzy potrzebują ich bardzo szybko. Dzisiaj faktem jest, że zainwestowano w fintechy już ponad 100 mld dol., a wycena tysiąca przedsiębiorstw, które powstały jako start-upy i działają do dziś, osiągnęła niesamowity poziom 876 mld dol. Jak widać, te start-upy to nie są maleńkie firmy za rogiem, to są już istotne firmy, które zatrudniają również pokaźną liczbę ludzi – przekonuje Lachowski. – Na przykład w Wielkiej Brytanii zatrudniają 60 tys. osób. W porównaniu ze 160 tys. osób zatrudnionych w sektorze finansowym w Polsce to już jest liczba, która da się pokazać.

Choć Brytyjczycy są liderami innowacji, Polska też nie ma się czego wstydzić. Rodzime firmy już od kilku lat zagospodarowują ten sektor z widocznym sukcesem.

– Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że fintechy w Polsce już działają. Fintechem jest Cinkciarz. To po prostu wykorzystanie nowoczesnej technologii do zaspokojenia potrzeby finansowej, jaką jest przekaz i wymiana walut online. Cinkciarz należy dzisiaj po kilku latach działalności do jednej z największych firm nowej generacji w Polsce. Jak pokazuje rzeczywistość, fintech już widać i to na duża skalę w Polsce.

Grupowy zakup energii elektrycznej w Raciborskiej Izbie Gospodarczej

Raciborska Izba Gospodarcza jest organizacją zrzeszającą przedsiębiorstwa i osoby prowadzące działalność gospodarczą. Umowa na dostawę energii elektrycznej w ramach grupowych zakupów to jedna z form wsparcia firm, będących członkami RIG.

Warto wiedzieć, że nie jest to pierwsze tego typu działanie Raciborskiej Izby Gospodarczej. Pierwsze takie przedsięwzięcie odbyło się w 2015 roku. – Grupowy zakup energii to kolejne działanie Raciborskiej Izby Gospodarczej, które wspiera przedsiębiorców. Muszę zaznaczyć, że w tym roku z naszej oferty skorzystało dwa razy więcej firm, niż w roku poprzednim. To jednak nie wszystko, ponieważ cena jaką uzyskaliśmy jest także zdecydowanie mniejsza niż w 2015 roku, co uważam jest ogromnym sukcesem – powiedział Tadeusz Ekiert, Prezes Raciborskiej Izby Gospodarczej.

Efektem podpisania umowy na dostawę energii elektrycznej, w ramach grupowych zakupów jest też rozwój i umacnianie współpracy między raciborskimi przedsiębiorstwami. – RIG przede wszystkim promuje ideę wspierania siebie nawzajem, bo to przekłada się na gospodarczy rozwój firm. W związku z tym serdecznie zapraszamy firmy, które wyrażą chęć podpisania tego typu umów- dodał na koniec Prezes Raciborskiej Izby Gospodarczej.

* * *
Autor tekstu i zdjęć: Magdalena Matusik / Adventure Media

Sektor usług kosmicznych będzie dynamicznie rosnąć w ciągu kolejnych kilku lat. Największy potencjał mają technologie satelitarne

Sektor usług kosmicznych będzie dynamicznie rosnąć w ciągu kolejnych kilku lat. Największy potencjał mają technologie satelitarne 4
Globalny rynek technologii kosmicznych wart jest ponad 330 mld dol., z czego 60 proc. stanowią usługi oparte o te technologie, m.in. związane z wykorzystaniem danych satelitarnych. Polski rynek usług dopiero się rozwija – ocenia Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments. Przy szerszym wykorzystaniu danych satelitarnych może on jednak wzrosnąć kilkukrotnie w ciągu kolejnych 3–4 lat. Potencjał jest duży, tym bardziej że służąca do przetwarzania danych infrastruktura jest gotowa.

Polska dopiero rozpoznaje obszary, w których można wykorzystywać dane satelitarne, tak aby przynosiły rzeczywiste korzyści firmom i instytucjom. Świat dostrzegł ten potencjał już dawno, istnieją wyspecjalizowane firmy zajmujące się przetwarzaniem tych danych. W naszym kraju działa ich niewiele, zaledwie kilkanaście. Należy się jednak spodziewać, że przy szerszym wykorzystaniu danych satelitarnych polski rynek będzie szybko rósł. W ciągu 3–4 lat przeskaluje się co najmniej o czynnik 10 – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

Jak przekonuje, możliwości wykorzystania zobrazowań satelitarnych są bardzo duże zarówno przez administrację, jak i firmy. Mogą się okazać przydatne przy zarządzaniu kryzysowym, np. w przypadku powodzi, a także przy planowaniu optymalnych tras linii wysokiego napięcia czy dróg szybkiego ruchu.

Można je także wykorzystać w instytucjach państwowych, które chcą wiedzieć dokładnie, za co pobierają podatki, oraz w różnych obszarach gospodarki, nauki, geologii, nauki o ekosystemach. Ciekawostką jest to, że nawet misie polarne liczy się, bazując właśnie na danych satelitarnych – wyjaśnia prezes Creotech Instruments.

Wykorzystanie w systemach podatkowych dobrze obrazuje przykład Grecji, gdzie podatnicy uiszczają specjalny podatek od wielkości przydomowego basenu. Dzięki zastosowaniu danych z satelitów grecki fiskus może z łatwością zlokalizować i wyliczyć wielkość podatku od powierzchni takich obiektów. W ten sposób odkryto, że w samych Atenach znajduje się kilkanaście tysięcy przydomowych basenów, czyli znacznie więcej niż dotychczas przypuszczano.

Kolejnym obszarem, który w dużym stopniu może skorzystać z danych satelitarnych, jest rolnictwo.

Przykładowo w polskich warunkach można wykorzystywać takie dane przy obliczaniu powierzchni pól. Można zobaczyć, jakie dokładnie odmiany zboża uprawiają rolnicy, na których polach i w związku z tym przewidzieć również ceny zboża w przyszłym roku czy za dwa lata. Można zobaczyć, które części pola rozwijają się lepiej, na których gorzej rozwija się wegetacja i w związku z tym dobrać odpowiednie nawozy do takiego pola, co również sprzyja odpowiednim oszczędnościom dla samych już rolników – wymienia Grzegorz Brona.

Szersze wykorzystanie danych satelitarnych ma ułatwić EO Cloud, czyli repozytorium zdjęć satelitarnych z całego świata. Inwestycję na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej zrealizowało konsorcjum, na czele którego stanęła Creotech Instruments. W jego skład weszły również niemiecki producent oprogramowania Brockmann Consult Ltd. oraz polska spółka CloudFerro sp. z o.o., specjalizująca się w przetwarzaniu danych w chmurze. Projekt zapewni użytkownikom komercyjnym i naukowym narzędzia do pozyskiwania, poszukiwania i przetwarzania danych satelitarnych.

– Dzięki usłudze, która właśnie wystartowała, możemy udostępniać dane satelitarne firmom, zarówno tym nowym, jak i już istniejącym na polskim rynku. Są to dane darmowe, zbierane bardzo szybko, bo już po dwóch godzinach trafiają z satelity do naszego repozytorium. Mamy nadzieję, że wykorzystanie tego narzędzia znacznie przyspieszy wzrost polskiego sektora wykorzystującego dane satelitarne – mówi Grzegorz Brona.

Na platformie znajdą się zdjęcia z satelitów Europejskiej Agencji Kosmicznej (gromadzone m.in. w ramach misji Landsat, Evisat, Sentinel) zarówno archiwalne, jak i najnowsze. Dostęp do nich mają uzyskać zarówno instytucje badawcze i naukowe, jak i sektor biznesowy, w tym małe firmy oraz indywidualni użytkownicy.

Zdaniem prezes Creotech Instruments rynek usług satelitarnych czeka przełom, który sprawi, że za kilka lat satelity będą dostępne dla każdego państwa i każdej dużej firmy, co ułatwi im korzystanie z pozyskanych w ten sposób danych.

Spodziewam się, że w ciągu kolejnych 5, może 10 lat większość korporacji, w tym polskich, będzie mogła się doposażyć w takie satelity i pozyskiwać dane z powietrza albo nabyć zdolności bezpiecznego przesyłania danych poprzez łącza satelitarne umieszczone na własnych jednostkach kosmicznych. Powoli następuje przełom technologiczny, który otwiera rynek na znacznie większą liczbę graczy i klientów, którzy byliby zainteresowani budową i wystrzeleniem takich obiektów oraz korzystaniem z danych dopasowanych bezpośrednio do ich potrzeb – ocenia Grzegorz Brona.

Polska zbyt wolno awansuje w rankingach innowacyjności. Duże firmy muszą się uczyć od start-upów

Polska zbyt wolno awansuje w rankingach innowacyjności. Duże firmy muszą się uczyć od start-upów 5
Polska jest w ogonie państw europejskich pod względem innowacyjności, zajmując dopiero 22. miejsce w rankingu Komisji Europejskiej. W ostatnim globalnym rankingu awansowała jednak o siedem pozycji, na 39. miejsce. Zdaniem Witolda Orłowskiego, rektora Akademii Vistula, innowacyjność to nie wynalazek, ale stan umysłu, czyli gotowość do myślenia o zupełnie nowych rozwiązaniach i do podejmowania ryzyka. Tego duże firmy muszą się uczyć od start-upów.

Ludzie zwykle mówią, że innowacje to wynalazki często związane z internetem i aplikacjami mobilnymi. A innowacja to jest pewien stan umysłu, gotowość do myślenia o zupełnie nowych narzędziach, nowych rozwiązaniach, które innym nawet nie przychodzą do głowy. Innowacja to jest gotowość podejmowania ryzyka. Zwłaszcza jeśli mówimy o przełomowych innowacjach, czyli takich, które naprawdę zmieniły świat – mówi agencji Newseria Biznes prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Z opublikowanego w połowie września raportu Polskiej Rady Biznesu i DELab wynika, że pod względem innowacyjności wypadamy słabo na tle innych państw. Niska pozycja Polski wynika między innymi z niewielkich nakładów na badania i rozwój. W skali krajowej Polska wydaje na innowacje 0,94 proc. swojego PKB, czyli o połowę mniej niż państwa wysoko rozwinięte (dla porównania średnia w krajach OECD wynosi 2,4 proc. PKB). Przedsiębiorcy przeznaczają na ten cel 0,44 proc. PKB. Choć ze względu na regulacje podatkowe mogą być to zaniżone dane, to jednak poziom wydatków pozostaje niesatysfakcjonujący.

Zdaniem prof. Orłowskiego w tym zakresie duże firmy mogą się wiele nauczyć od start-upów, Polska zajmuje bowiem 25. miejsce na 31. badanych przez OECD krajów pod względem innowacyjności dużych firm.

Start-upom łatwiej jest podejmować ryzykowne decyzje, ponieważ pracują na własny rachunek. W dużych firmach trudniej jest przebić się z wariackim pomysłem, a więc trudniej również o przełomowe innowacje. Dlatego duże firmy i korporacje powinny się nauczyć od start-upów, że bez porażek nie ma szans, aby dojść do czegoś rewolucyjnego. Powinny pracować nad ryzykiem, wydzielić odpowiednie obszary, w których to ryzyko jest dozwolone, a nawet pożądane – uważa Witold Orłowski.

Rządowy program zakłada, że wydatki na badania i rozwój zostaną zwiększone i do 2020 roku wyniosą 1,7 proc. PKB. Eksperci PRB i DELab wskazują, że na tle Unii mamy kilka atutów, które stwarzają szansę na nadrobienie zaległości. Są to m.in. wysoki odsetek populacji z wyższym wykształceniem, liczba chronionych wzorów przemysłowych oraz rosnące zatrudnienie w rozwijających się sektorach gospodarki.

Z danych fundacji Startup Poland i Politechniki Warszawskiej opublikowanych we wrześniu wynika, że w Polsce działa około 2,7 tys. innowacyjnych mikroprzedsiębiorstw skupionych w czterech głównych ośrodkach start-upowych: Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Poznaniu. Dokładnie połowa finansuje się wyłącznie z własnych środków. Niemal tyle samo (52 proc.) deklaruje, że ich biznesy generują regularne dochody. Co czwarty polski start-up podwoił sprzedaż swojego produktu w ciągu ostatniego półrocza. Średnio co drugi sprzedaje swoje produkty za granicą.

Na tle ogółu polskich przedsiębiorstw start-upy wypadają bardzo dobrze pod względem patentów. 14 proc. z nich ma patent bądź jest w trakcie procedury patentowej w kraju lub za granicą.

Polska scena podzielona jest pomiędzy start-upy zajmujące się tworzeniem oprogramowania i usług dla urządzeń mobilnych (14,2 proc.) a tworzeniem oprogramowania dla firm (13,8 proc.). Kolejne 13,8 proc. działa w obszarze e-commerce, w edukacji (11,4 proc.), internecie rzeczy (10,4 proc.) i big data (10,1 proc.). To rozwój nowych technologii napędza czwartą rewolucję przemysłową, która będzie się opierać na wzajemnym przenikaniu wirtualnego i rzeczywistego świata, stanowiąc trzon procesu produkcyjnego.

Tempo rozwoju technologii przyspiesza niesłychanie gwałtownie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że żyjemy w świecie, który zmienia się niewyobrażalnie szybko z punktu widzenia historii. Naszym głównym problemem jest teraz to, jak tą technologię wykorzystać w sensowny sposób. Szacuje się, że w ciągu kilku najbliższych lat każdy mieszkaniec Ziemi będzie miał smartfona, którego moc obliczeniowa będzie większa niż komputera, który sterował lądowaniem Apollo 11 na Księżycu. To, czy umiemy z tego skorzystać, to już inna sprawa – ocenia prof. Witold Orłowski.

Szpitale chciałby przejąć serwisowanie aparatury medycznej od autoryzowanych firm. Pozwoliłoby to ograniczyć koszty sięgające kilku miliardów złotych

Szpitale chciałby przejąć serwisowanie aparatury medycznej od autoryzowanych firm. Pozwoliłoby to ograniczyć koszty sięgające kilku miliardów złotych 6
Poziom zabezpieczenia świadczeń przez szpitale i ich dostępność dla pacjentów są na dobrym poziomie, istotnym problemem jest jednak poziom finansowania – ocenia Marian Świerz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Henryka Klimontowicza w Gorlicach. Wysokie koszty w szpitalach generuje serwisowanie aparatury medycznej wyłącznie przez autoryzowane firmy. Środowisko medyczne chce przejęcia części serwisu przez fachowców i inżynierów ze szpitali oraz uczelni.

– Największe wyzwania dotyczą infrastruktury technicznej szpitali. To poważny problem wpływający na wyniki finansowe szpitali, a równocześnie, w sposób bezpośredni, na bezpieczeństwo pacjentów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes  Marian Świerz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Henryka Klimontowicza w Gorlicach.

Większość szpitali dysponuje nowoczesną aparaturą laboratoryjną i aparatami medycznymi. Obecnie placówki ochrony zdrowia mają obowiązek serwisowania wyrobów medycznych zgodnie z zaleceniami producenta, co teoretycznie pozytywnie wpłynie na stan infrastruktury technicznej w ochronie zdrowia i gwarantuje lepszą ochronę pacjentów i samego personelu. W praktyce wiąże się to jednak dla szpitali z dużymi wydatkami.

– Zmiany, które proponujemy jako Towarzystwo Inżynierii Medycznej, mają na celu przejęcie części zadań przez same szpitale, przez osoby wykwalifikowane na uczelniach, technologów, inżynierów, specjalistów w danej grupie, którzy będą mogli serwisować tę aparaturę, jeśli będą mieć takie uprawnienia. Konieczna jest zmiana prawa w tym zakresie, bo niejednokrotnie mamy do czynienia z monopolem firm, co powoduje, że koszty niebotycznie szybują w górę – ocenia Świerz.

Zapotrzebowanie na wyroby medyczne jest coraz większe, przede wszystkim ze względu na konieczności jego wymiany z powodu zużycia, postępu technologicznego i technicznego oraz konkurencyjności rynku usług. W 2018 roku rynek może osiągnąć wartość ok. 3 mld dol. Koszty serwisowania aparatury medycznej w polskich szpitalach szacuje się na kilka miliardów złotych.

– W naszym szpitalu działalność badawcza związana jest z szerokim zagadnieniem medycznym leczenia pacjentów. Staramy się przyciągnąć uczelnie i producentów tak, aby m.in. nasz szpital stał się poletkiem doświadczalnym, gdzie nowe aparaty, nowe technologie medyczne będą wdrażane, oceniane i w ten sposób weryfikowane – tłumaczy dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Gorlicach.

Pod względem wyposażenia placówkom medycznym w Polsce daleko jest do europejskiej i światowej czołówki. Choć sytuacja z roku na rok się poprawia, to pod względem nowoczesnej aparatury medycznej, diagnostycznej i terapeutycznej mamy sporo do nadrobienia. Platformą spotkań są targi medyczne, jak np. Międzynarodowe Targi Medyczne WIHE, które dają możliwość nawiązania kontaktów z producentami i uczelniami.

– To nawiązanie współpracy z producentami dobrego sprzętu po rozsądniej cenie, a także uczelniami, aby móc rozpocząć współpracę mającą na celu wdrażanie niektórych technologii medycznych – wskazuje ekspert.

Szpitale dbają nie tylko o infrastrukturę, lecz także o rozwój świadczonych usług. W przyszłym roku wedle zapowiedzi resortu zdrowia ma się zmienić system kontraktowania świadczeń szpitalnych, zapowiadana jest likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia.

– W polskiej służbie zdrowia nie ma raczej problemu z dostępem do specjalistów w przypadku zagrożenia życia i zdrowia. Zdecydowana większość szpitali świadczy usługi na wysokim poziomie, dysponując nowoczesną aparaturą laboratoryjną i aparatami medycznymi. Natomiast istotnym problemem jest poziom finansowania. W każdym szpitalu część oddziałów jest dochodowa, choć ich liczba maleje, i znaczna część oddziałów, które są pod kreską, zwłaszcza oddziały zabiegowe – podkreśla ekspert.

Szacuje się, że poziom zadłużenia polskich szpitali na koniec 2015 roku osiągnął 14 mld zł. Dane PwC wskazują, że sytuacja z roku na rok jest coraz gorsza, a bez kolejnej ingerencji ze strony państwa sektor publiczny może osiągnąć poziom zadłużenia, który spowoduje, że jego obsługa bieżąca nie będzie już możliwa. Koszty dla szpitali generują też planowane nakłady inwestycyjne na dostosowanie szpitalnej infrastruktury do wymogów rozporządzenia Ministra Zdrowia.

 Z jednej strony są wymagania Narodowego Funduszu Zdrowia, oczekiwania pacjentów, podejście, że wszystko im się należy, a z drugiej strony poziom finansowania pozostaje właściwie niezmienny od kilku lat. Rosnące wymagania NFZ i malejąca wycena to główny problem w finansowaniu służby zdrowia – przekonuje Marian Świerz.

Wydatki Polski na ochronę zdrowia nie przekraczają 4,4 proc. PKB. Średnia europejska to ok. 7 proc., a WHO ocenia, że dla krajów naszego regionu optymalnym poziomem jest 6 proc. PKB. Brakuje nam także do światowych gigantów (USA – 18 proc. PKB, Niemcy – 11,3 proc., Japonia – ponad 10 proc.).

Wirtualny targ żywności Rano Zebrano dywersyfikuje metody dostawy. Do połowy 2017 roku produkty będzie można odebrać w kilkudziesięciu chłodzących paczkomatach

Wirtualny targ żywności Rano Zebrano dywersyfikuje metody dostawy. Do połowy 2017 roku produkty będzie można odebrać w kilkudziesięciu chłodzących paczkomatach 7
Internetowy targ żywności RanoZebrano.pl rozwija swoją działalność. Produkty od rolników z Mazowsza można odebrać z chłodzonych terminali – coolomatów. Obecna liczba maszyn ma wzrosnąć z 5 do kilkudziesięciu do połowy 2017 roku.

Od początku września uruchomiliśmy usługę dostarczania produktów prosto od rolników z Mazowsza do automatycznych miejsc odbioru – coolomatów. Jest ich w tej chwili w Warszawie 5, do końca 2017 roku wspólnie z firmą coolomat Polska zamierzamy uruchomić kolejnych kilkadziesiąt – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Przemysław Sendzielski, założyciel RanoZebrano.pl.

Obecnie coolomaty zlokalizowane są przy głównych arteriach wylotowych z Warszawy: w stronę Piaseczna, Nadarzyna, Truskawia, Pruszkowa, Izabelina i Marek na stacjach benzynowych Statoil. Jak wskazuje Sendzielski, obecnie produkty od rolników są dostarczane w konkretne dni w konkretnych przedziałach czasowych (od godz. 18 do 11 następnego dnia).

Usługa jest uruchomiona testowo. W najbliższym czasie planujemy jednak zwiększyć liczbę dni i liczbę godzin odbioru oraz wspólnie z Coolomatami udostępnić możliwość odbierania zakupów z Rano Zebrano także w innych urządzeniach – mówi założyciel internetowego targu żywności.

Rano Zebrano to wirtualny targ lokalnej żywności, na którym warszawiacy mogą kupić potrzebne produkty prosto od rolników z Mazowsza. Firma stawia na sezonowość, konkretne warzywa i owoce można znaleźć w naturalnym okresie zbiorów. Łącznie firma oferuje ok. 800 artykułów (oprócz warzyw i owoców również nabiał, wędliny, chleb i przetwory) pochodzących od blisko 50 dostawców.

Osoba, która zamawia produkty prosto od rolnika lub rzemieślnika przez internet z dostawą, odbiera je później w dogodnym dla siebie czasie i miejscu na terenie miasta, korzystając z kodu, który został mu wysłany na telefon – tłumaczy Sendzielski.

Zamówienie można odebrać w coolomacie bez względu na rodzaj produktów i wielkość zakupów. Jak wskazuje założyciel wirtualnego targu, to rozwiązanie dla osób aktywnych, których tryb życia jest na tyle intensywny, że 2–3 godz. oczekiwania na kuriera to zbyt długo.

Dużo łatwiej im będzie w dogodnym dla nich czasie podjechać do coolomatu, który jest blisko nich, i odebrać paczkę z Rano Zebrano. Szacuję, że w Warszawie jest to grupa kilkunastu tysięcy osób, które dbają o swoje zdrowie, dbają o swoją kondycję, a jednocześnie prowadzą intensywny tryb życia, pracują i będą potrzebowały wolności odbierania paczek z coolomatów – analizuje założyciel Rano Zebrano.

Zamówiony towar mogą również dostarczyć kurierzy w wybranym jednym z dwugodzinnych okienek: w godz. 18–20 lub godz. 20–22. Zamówienie należy złożyć najpóźniej do godziny 10 rano dnia poprzedzającego dostawę. Zakupy można też odebrać w jednym z punktów odbioru.

Rano Zebrano wprowadza rozwiązania technologiczne, które ułatwiają dostęp klientów do ekologicznej żywności.

Zamówienie można zrobić zarówno z komputera, jak i z urządzenia mobilnego, podróżując do pracy, z pracy lub w domu wieczorem –  wskazuje Przemysław Sendzielski.

Nestmedic jeszcze w tym roku wejdzie na polski rynek z przenośnym urządzeniem do KTG. Docelowo chce wejść na globalne rynki, zwłaszcza te gdzie najszybciej rozwija się telemedycyna

Nestmedic jeszcze w tym roku wejdzie na polski rynek z przenośnym urządzeniem do KTG. Docelowo chce wejść na globalne rynki, zwłaszcza te gdzie najszybciej rozwija się telemedycyna 8
Jeszcze w tym roku na rynek trafi przenośne urządzenie do KTG, które pozwala kontrolować stan płodu w dowolnym miejscu i czasie. Firma Nestmedic dzięki Pregnabitowi chce stać się  liderem rynku mobilnego KTG dla ciąż tzw. fizjologicznych, czyli niepatologicznych, które stanowią ok. 80 proc. wszystkich. Firma szuka globalnych partnerów, duże perspektywy widzi przede wszystkim na rynkach, gdzie rozwijają się telemedyczne rozwiązania. 

Pregnabit to urządzenie bardzo małe, mobilne i łatwe w użyciu – kardiotokograf, dzięki któremu jesteśmy w stanie wykonać badanie KTG w dowolnym miejscu i porze. Po 30 minutach badanie trafia do Medycznego Centrum Telemonitoringu, gdzie wykwalifikowany personel medyczny na bieżąco analizuje wszystkie zapisy i w razie potrzeby kieruje kobietę do ośrodka zdrowia, a gdy jest wszystko w porządku, są wykonywane kolejne badania z odpowiednią częstotliwością – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Inwestor dr Patrycja Wizińska-Socha, prezes zarządu Nestmedic.

KTG, czyli kardiotokografia, to podstawowe badanie wykonywane u ciężarnych kobiet, zazwyczaj w ostatnich tygodniach ciąży. Pozwala ono monitorować pracę serca płodu przy jednoczesnym zapisie czynności skurczowej macicy. Obecnie badanie to można przeprowadzić wyłącznie w ośrodkach medycznych za pomocą wyspecjalizowanego personelu. Zespół dr Patrycji Wizińskiej-Sochy opracował pierwsze na świecie mobilne, telemedyczne urządzenie do KTG. Umożliwia stałe kontrolowanie przebiegu ciąży, co jest szczególnie ważne w przypadku ich nieprawidłowego przebiegu.

Jeszcze w tym roku pojawimy się na rynku komercyjnie. Dwa lata zajęło nam dopracowanie tego urządzenia. Chcieliśmy, jak najbardziej profesjonalnie podejść do zagadnienia, nasz sprzęt jest certyfikowanym rozwiązaniem medycznym, mamy więc do czynienia z profesjonalną kardiotokografią i pełną telemedycyną – podkreśla dr Wizińska-Socha.

Za swoje osiągnięcie dr Patrycja Wizińska-Socha została wyróżniona przez „MIT Technology Review”, najstarszy na świecie magazyn technologiczny wydawany przez Massachusetts Institute of Technology. Otrzymała honorowy tytuł Innovators Under 35 in Poland oraz specjalne wyróżnienie Innovator of the Year 2016. Konkurs wyłania młodych liderów w różnych dziedzinach nowych technologii, którzy przyczyniają się do rozwiązania globalnych problemów oraz poprawy jakości życia na świecie.

Proponujemy innowacje zarówno na poziomie sprzętowym, jak i technicznym, to również kompleksowość tego rozwiązania. To, że jest to sprzęt w pełni profesjonalny wyróżnia nas na tle innych rozwiązań, które nie używają dokładnie takich samych sond, ultradźwiękowych FHR do monitorowania akcji serca płodu – przekonuje prezes Nestmedic.

Docelowo sprzęt ma trafić nie tylko na rynek polski, lecz także na zagraniczny. Pregnabit jest rozwiązaniem skierowanym do prywatnej służby zdrowia, oferta kierowana jest wyłącznie do gabinetów i nie będzie dostępne w sprzedaży dla pacjentów. System integruje samo urządzenie (mobilne KTG) oraz związaną z nim usługę (Centrum Monitoringu teleKTG).

Zrobiliśmy dużo pogłębionych wywiadów i badań. Widzimy ogromne zapotrzebowanie kobiet w ciąży na tego typu rozwiązania. Przede wszystkim z racji tego, że jest problem z dostępnością do profesjonalnego sprzętu medycznego, a istnieje potrzeba badania jeszcze nienarodzonego dziecka – wskazuje ekspertka.

Ciąże fizjologiczne, czyli niepatologiczne, stanowią ok. 80 proc. wszystkich ciąż. Tylko w Polsce wielkość tego rynku szacuje się na 300 tys. pacjentek rocznie i ponad 2,7 mln badań KTG do wykonania. Potencjał jest jednak znacznie większy. Firma szuka globalnych partnerów, dzięki którym wejdzie na nowe rynki.

Rynek jest liczony przez liczbę urodzin dzieci w danym państwie. Natomiast są rynki, które mają ogromne zapotrzebowanie z racji braków kadrowych czy chęci rozwoju telemedycznych rozwiązań – mówi dr Wizińska-Socha.

Szacuje się, że telemedycyna może przynieść znaczne oszczędności dla budżetów. Badanie przeprowadzone przez PwC i GSMA9 wskazuje, że mZdrowie do 2017 roku może pomóc oszczędzić ok. 100 mld euro na kosztach opieki zdrowotnej w Unii Europejskiej. Najwięcej można byłoby oszczędzić w zakresie prewencji (69 mld euro) oraz kuracji i monitoringu (32 mld). Telemedycyna może też zwiększyć dostępność do świadczeń opieki zdrowotnej.

Wiemy, które rynki w pierwszej kolejności w naszym odczuciu powinny być szczególnie zainteresowane takim rozwiązaniem: tam, gdzie jest dobrze rozwinięta prywatna służba zdrowia czy potrzebna jest zwiększona opieka okołoporodowa – przekonuje prezes Nestmedic.

W pierwszej kolejności planowana jest ekspansja na 30 największych rynków, które charakteryzują się wysokim wskaźnikiem urodzeń, wielkością rynku badań KTG i wydatkami zdrowotnymi na dziecko. Firma uczestniczy w międzynarodowych targach medycznych, by znaleźć globalnych partnerów.

Poszukujemy partnerów globalnie. Nasz pierwotny rynek to rynek polski, na którym znajdziemy się jeszcze w tym roku, ale bardzo mocno myślimy o rozwiązaniach globalnych. Telemedycyna nie zna granic – podkreśla dr Patrycja Wizińska-Socha.

Rośnie wpływ dzieci na decyzje zakupowe rodziców. Mają coraz więcej do powiedzenia jako konsumenci

Rośnie wpływ dzieci na decyzje zakupowe rodziców. Mają coraz więcej do powiedzenia jako konsumenci 9
Dzieci mają coraz większy wpływ na decyzje zakupowe rodziców. Najmłodsi współdecydują już nie tylko o swoich podstawowych potrzebach, lecz także o istotnych sprawach rodzinnych dotyczących na przykład zakupu mebli czy wakacji. Jak wynika z raportu „Kids’ Power”, przeprowadzonego przez agencję badawczą IQS, wzrasta również rola dzieci jako konsumentów. Prawie połowa dysponuje własnymi pieniędzmi z kieszonkowego albo zarobionymi dzięki pracom dorywczym.

Potwierdza się powszechny dzieciocentryzm, o którym tyle się ostatnio mówi. Dzieci mają coraz większy wpływ na decyzje zakupowe. Przenosi się on z podstawowych przedmiotów, takich jak ubrania, buty i artykuły szkolne, na poważniejsze rzeczy, jak meble, wakacje, a nawet wybór samochodu. Prawie połowa matek przyznaje, że to właśnie dzieci współdecydują o tak poważnych zakupach – podkreśla Katarzyna Krzywicka-Zdunek, liderka projektu „Kids’ Power” w IQS w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Z badania „Kids’ Power” wynika, że dzieci coraz częściej są współdecydentami decyzji konsumenckich na równi z dorosłymi. 49,4 proc. ankietowanych kobiet przyznało, że ich dzieci mają również wpływ na wybór dodatków do wyposażenia wnętrz, współdecydują o wakacjach (41,9 proc.), zakupie mebli (34,6 proc.) czy o wyborze restauracji na rodzinny obiad (13 proc.).

Wpływ dzieci na poważniejsze decyzje, na przykład zakup samochodu, jest nieco mniejszy, ale w porównaniu z poprzednim badaniem widzimy, że jednak rośnie – mówi Katarzyna Krzywicka-Zdunek.

Dzieci mają coraz więcej praw, a coraz mniej obowiązków – brzmi jeden z głównych wniosków tegorocznej edycji badania „Kids’ Power”. Autorzy opracowania wskazują, że dzieciocentryzm przekłada się bezpośrednio na wzrost roli dziecka w rodzinie. Rośnie nie tylko ich wpływ na decyzje zakupowe, lecz także ich rola jako konsumentów, ponieważ niemal połowa dysponuje już własnymi pieniędzmi.

Wzrasta odsetek dzieci, które dostają kieszonkowe. W grupie 11–16 lat wynosi około 48 proc. Zauważyliśmy również, że wśród gimnazjalistów potrzeby finansowe rosną i część z nich ma już własne pieniądze, zarobione dzięki pracy dorywczej. O ile z poprzedniej edycji badania wynikało, że gimnazjaliści wydają te pieniądze na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb, tak teraz widzimy, że starają się oszczędzać na gadżety elektroniczne, nowy telefon albo rzeczy, którymi mogą się pochwalić wśród rówieśników – stwierdza Katarzyna Krzywicka-Zdunek.

15 proc. matek nastolatków w wieku 15–16 deklaruje ich dzieci pracują dorywczo, zdobywając w ten sposób dodatkowe pieniądze. Chęć zarobkowania wynika z rosnących potrzeb: gimnazjaliści chcą nie tylko modnie się ubrać czy wyjść z kolegami, lecz także mieć przedmioty, które budują ich pozycję w grupie rówieśniczej. Nastolatkowie, którzy oszczędzają pieniądze, najczęściej przeznaczają je na nowy smartfon (33 proc.) lub nowy komputer (27 proc.).

Z badania wynika, że im starsze dzieci, tym odsetek otrzymujących kieszonkowe od rodziców jest wyższy. Spada jednak odsetek młodzieży, która dostaje pieniądze w zależności od swoich potrzeb. Rodzice traktują bowiem kieszonkowe jako rodzaj edukacji finansowej – uczą w ten sposób dzieci rozsądnie gospodarować swoim budżetem.

O zmianach postaw w rodzinach eksperci z całej Europy będą debatować podczas zbliżającego się Family Thinking Forum, które odbędzie się 16 listopada w Warszawie. Agencja IQS jest partnerem badawczym wydarzenia.

Polski rynek tłumaczeń jednym z najszybciej rozwijających się w Europie. Branżę wartą 1 mld zł czeka konsolidacja

Polski rynek tłumaczeń jednym z najszybciej rozwijających się w Europie. Branżę wartą 1 mld zł czeka konsolidacja 10
Polski rynek tłumaczeń, wart ok. 1 mld zł rocznie, rozwija się prężnie, ale jest bardzo rozdrobniony. W ciągu kilku najbliższych lat czeka go nieuchronna konsolidacja, podobnie jak dzieje się to na całym świecie – oceniają przedstawiciele Summa Linguae. Firma, która jest jednym z kluczowych graczy na rodzimym rynku, przejęła dotychczas sześć mniejszych podmiotów i szykuje kolejne akwizycje. W przyszłym roku otworzy centrum oferujące usługi outsourcingu małym i średnim podmiotom z branży tłumaczeń.

Branża usług tłumaczeniowych na świecie generuje około 40 mld dol. przychodów i od wielu lat ciągle rośnie. Tempo wzrostu wynosi kilka procent rocznie. Branża ma to do siebie, że jest bardzo zdywersyfikowana.100 największych biur tłumaczeń na świecie ma tylko 10 proc. całego rynku, poza tym istnieje wiele mniejszych podmiotów – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Zdanowski, prezes zarządu Summa Linguae.

Polski rynek tłumaczeń jest jednym z najszybciej rozwijających się w Europie, a przy tym najbardziej rozdrobnionych. Według ubiegłorocznych danych GUS działa na nim ok. 60 tys. podmiotów. Zdecydowana większość to jednoosobowe działalności gospodarcze. Małych biur tłumaczeń jest ok. 1500, natomiast liczących się graczy, spełniających międzynarodowe standardy jest nie więcej niż 40. Wartość całego rynku szacuje się na około miliard złotych rocznie.

W Polsce największe biuro tłumaczeń generuje kilkanaście milionów złotych przychodu. Po nawiązaniu współpracy z indyjskim partnerem przekraczamy  jednakten przychód i jesteśmy aktualnie największym podmiotem na rodzimym rynku tłumaczeń – mówi Zdanowski.

W pierwszej trójce największych biur tłumaczeń na polskim rynku znajduje się założone pięć lat temu Summa Linguae. Już kilka miesięcy później spółka przejęła dwa inne podmioty z branży: warszawskie Busy B oraz krakowskie Spectraling, co było początkiem budowania strategii konsolidacyjnej polskiego rynku LSP (language service providers). Od tamtej pory Summa Linguae przeprowadziła cztery kolejne akwizycje, a w 2015 roku zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych. Strategia rozwoju spółki opiera się w dużej mierze na dalszych akwizycjach i konsolidacji polskiego rynku.

Stosunkowo dużo jest małych podmiotów i w tym widzimy naszą przewagę. Na tak rozdrobnionym rynku konsolidacja jest naturalnym procesem, który na świecie obserwujemy już od kilku lat – mówi Krzysztof Zdanowski.

Kluczowa dla Summa Linguae jest również nawiązana we wrześniu współpraca z indyjskim dostawcą usług językowych Mayflower Language Services, który specjalizuje się w tłumaczeniu i lokalizacji oprogramowania, stron www i aplikacji oraz rekrutacji pracowników dla klientów z wielu branż. 28 września firmy podpisały list intencyjny dotyczący współpracy w zakresie outsourcingu pracowników. Pierwszym efektem tej współpracy będzie otwarcie w Krakowie centrum oferującego usługi outsourcingu małym i średnim podmiotom z branży LSP.

Wiele dużych biur tłumaczeń, o przychodach liczonych w setkach milinów dolarów, otwiera swoje siedziby w Polsce, Czechach, Rumunii czy w Indiach, posiłkując się tańszą siłą roboczą. Mniejszych podmiotów na to nie stać. Dlatego jako pierwsi w branży otwieramy centrum outsourcingu dla małych i średnich biur tłumaczeń, których jest na rynku znakomita większość. Dzięki temu mniejsze podmioty zajmujące się usługami tłumaczeniowymi będą miały dostęp do synergii kosztowych i potencjału outsourcingowego, z których korzystali do tej pory tylko duzi gracze – wyjaśnia prezes zarządu Summa Linguae.

Krakowskie centrum będzie pierwszym w Polsce i jednym z niewielu takich na świecie. Główne cele inwestycji to obniżenie i optymalizacja kosztów dla klientów oraz usprawnienie zarządzania projektami. Dzięki dostępowi do specjalistów znających języki obce spółka zamierza zaoferować małym i średnim biurom tłumaczeń usługi outsourcingu project i vendor managementu, usług HR oraz zadań polegających na digitalizacji i archiwizacji dokumentów. W tym celu zatrudni project managerów i specjalistów ds. administracji oraz HR, którzy będą pracować w biurach Summa Linguae w Krakowie, Warszawie oraz Bengaluru.

Mamy nadzieję, że w przeciągu kilku miesięcy uda nam się zatrudnić ludzi i uruchomić ten projekt. Myślę, że w I kwartale przyszłego roku pojawią się klienci. Centrum otwieramy w Krakowie i częściowo Warszawa, oczywiście posiłkujemy się też naszymi zasobami w Bengaluru w Indiach, gdzie mamy dostęp do pracowników branży tłumaczeniowej. Zainwestowaliśmy w rozwój tego projektu, w powierzchnię biurową, stanowiska pracy, infrastrukturę i marketing kilkaset tysięcy złotych i mamy nadzieję na szybki zwrot z tej inwestycji – mówi Krzysztof Zdanowski.

Cyfrowe środowisko pracy zyskuje na znaczeniu. Firmy odpowiadają w ten sposób na potrzeby pokolenia millenialsów

Cyfrowe środowisko pracy zyskuje na znaczeniu. Firmy odpowiadają w ten sposób na potrzeby pokolenia millenialsów 11

Komunikacja wewnętrzna w firmie wpływa na motywację, zaangażowanie pracowników, kondycję firmy i realizację strategii. Digitalizacja komunikacji wpisuje się w globalny trend związany z potrzebą stałego dostępu do informacji i  nieustannej interakcji. Jest też doskonałą odpowiedzią na potrzeby i preferencje pokoleń homo informaticus, czyli millenialsów i wchodzącej na rynek pracy generacji Z, dla których nowinki technologiczne, internet oraz media społecznościowe są na porządku dziennym.

– Pracodawcy sygnalizują obecnie trzy potrzeby. Pierwsza z nich to kwestia zbudowania nowego środowiska komunikacji. Silniejsza niż dotychczas jest też konieczność wspierania wymiany wiedzy, współpracy pomiędzy ludźmi, dzielenia się wiedzą. Istotne jest również budowanie wizerunku pracodawcy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Teresa Olszewska, prezes zarządu Gavdi Polska, firmy dostarczającej usługi związane z rozwiązaniem SAP HR i SAP SuccessFactors.

Komunikacja wewnętrzna ma istotny wpływ na motywację, zaangażowanie pracowników, kondycję firmy i realizację strategii. Dostęp pracowników do wiedzy, wymiana informacji na każdym szczeblu działania organizacji budują zaufanie, a także scalają firmę i pozwalają na efektywne działanie zespołów, wzmagają też poczucie przynależności do firmy. Zdaniem Olszewskiej stworzenie cyfrowego środowiska pracy jest konieczne ze względu na coraz szersze wchodzenie na rynek pokolenia millenialsów, czyli osób urodzonych w latach 1983–2001.

– Millenialsi to osoby, które w środowisku cyfrowym działają w sposób naturalny. Portale społecznościowe czy urządzenia mobilne to dla nich naturalne środowisko. Z badań Deloitte przeprowadzonych w 2015 roku wynika, że w 2025 roku millenialsi i osoby z pokolenia Z, następcy millenialsów, będą stanowić aż 75 proc. pracowników w naszych firmach. Dlatego powinniśmy myśleć już dziś o tym, jak zrealizować ich preferencje – przekonuje prezes Gavdi.

Milenialsi szybko angażują się w życie organizacji. Praca to dla nich nie tylko wykonywanie obowiązków w firmie. Chcą stać się jej częścią i mieć na nią realny wpływ. Jak wynika z globalnego badania Deloitte „The 2016 Deloitte Millennial Survey. Winning over the next generation of leaders”, lojalność millenialsów wobec organizacji, w których pracują, jest zależna m.in. od elastyczności warunków oraz poczucia, że wykonywana praca ma cel i sens.

– Inną bardzo ważną kwestią jest zapewnienie pracownikom możliwości pracy zdalnej. Według badania zrealizowanego przez serwis AfterCollege, aż 68 proc. młodych pracowników bardzo ceni fakt, że pracodawca oferuje możliwość pracy w takim właśnie modelu – wskazuje ekspertka.

Młode pokolenie coraz częściej funkcjonuje w świecie wirtualnym, tam w dużej mierze przeniosło swoje relacje międzyludzkie. Media społecznościowe, internet i nowinki technologiczne są dla nich na porządku dziennym, dlatego wdrożenie cyfrowego środowiska pracy jest naturalną odpowiedzią na ich potrzeby i preferencje.

– Jednym ze sposobów na stworzenie cyfrowego środowiska pracy jest wdrożenie firmowego portalu społecznościowego, takiego jak SAP SuccessFactors JAM. Z takiego rozwiązania od 15 czerwca tego roku korzysta Grupa Neuca – wyjaśnia Teresa Olszewska.

Wewnętrzny serwis społecznościowy SAP SuccessFactors JAM, z którego od niedawna korzysta Grupa Neuca, umożliwia pracownikom utrzymywanie stałego kontaktu z pozostałymi członkami zespołu niezależnie od miejsca i czasu pracy. Daje też możliwość współdzielenia dokumentów i plików multimedialnych w czasie rzeczywistym, usprawnia współpracę między pracownikami czy całymi działami i tym samym przekłada się na efektywność pracy.

– JAM to część większej układanki. Budowie takiego środowiska przyświecała digitalizacja środowiska pracy oraz chęć dostosowania go do potrzeb i oczekiwań millenialsów – tłumaczy Andrzej Zieliński, dyrektor Departamentu Polityki Personalnej w Grupie Neuca.

Jak wskazuje Zieliński, przewagą systemu jest jego dostępność na urządzeniach mobilnych. Jednocześnie intuicyjna w obsłudze aplikacja chmurowa jako jedyna stwarza potencjał realnego zwiększenia poziomu zaangażowania pracowników.

– W JAM-ie wszelkiego rodzaju kontent jest współdzielony przez pracowników, a przez to jest bardziej wiarygodny. Źródłem wiedzy są nie tylko komunikaty od zarządu, lecz także informacje publikowane i przekazywane przez pracowników w wewnętrznym serwisie firmowym. Im więcej kontentu biznesowego z emocjami, tym lepiej. Właśnie tak millenialsi szukają wiedzy – przekonuje dyrektor w Grupie NEUCA.

Jak mówi Zieliński, wdrożenie takiego rozwiązania chmurowego było dużym wyzwaniem. Do wewnętrznej promocji modułu JAM w firmie aktywnie włączyli się dyrektorzy departamentów i członkowie zarządu, którzy zostali pierwszymi użytkownikami platformy. Zaprosili też do korzystania z tego narzędzia wszystkich pracowników, tworząc krótkie filmy wideo w żartobliwy sposób prezentujące nową aplikację. Jak podkreśla Zieliński, rozwiązanie zostało entuzjastycznie przyjęte przez pracowników, w dużej mierze właśnie dzięki tak zaplanowanej komunikacji wewnętrznej.

Krótkie nagrania wideo zyskały dużą popularność. Później jak grzyby po deszczu powstawały nowe grupy, pracownicy zaczęli dzielić się plikami, informacjami oraz zaczęli delegować sobie zadania, dzielić się wiedzą ważną w projektach i wyszukiwać rzeczy, które są im niezbędne do codziennej pracy – przekonuje Andrzej Zieliński.

9. Warsaw International Media Summit już za nami!

12-13 października 2016 roku w Hotelu Westin w Warszawie odbyła się 9. edycja Warsaw International Media Summit, wydarzenia poświęconego tematyce najnowszych strategii i trendów obowiązujących na rynku telekomunikacyjnym i mediów. W Kongresie uczestniczyło ponad 350 gości, a wśród nich m.in. prezesi kluczowych firm sektora telekomunikacyjnego i mediów, regulatora, główni przedstawiciele administracji centralnej oraz instytucji związanych z branżą.

Uroczystego otwarcia Konferencji dokonał Przemysław Kurczewski – Przewodniczący Rady Programowej Warsaw International Media Summit, Prezes Zarządu EmiTel.

Tematyka pierwszego dnia Kongresu skupiona była wokół technicznych zmian emisji i dostępu do treści, problematyki dotyczącej nadzoru i finansowania, a także powinności misyjnych mediów. Podjęto również dyskusję na temat zmian modelu konsumpcji mediów i ich wpływie na finansowanie oraz potrzeb kreowania nowych taktyk obecności na rynku. Pierwszy dzień Konferencji zakończył panel dotyczący polskiego rynku TV. W dyskusjach udział wzięli m.in.: Witold Kołodziejski – Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Maciej Maciejowski – Członek Zarządu ds. Rozwoju Biznesu,TVN S.A., Michał Kozicki – Prezes Zarządu, HBO Polska, Dariusz Dąbski – Prezes Zarządu, TV Puls, Andrzej Matuszyński – Prezes Zarządu, Eurozet, Włodzimierz Strzemiński – Dyrektor Akademii Telewizyjnej, Telewizja Polska, Jakub Brzeczkowski – Prezes Zarzadu, Eutelsat, Bartosz Dobrzyński – Członek Zarządu, Dyrektor ds. Marketingu, P4.

Drugi dzień Konferencji otworzył panel dotyczący monetyzacji usług medialnych i modeli biznesowych przyszłości. Następny blok tematyczny skupiony był wokół nowoczesnych technologii w telekomunikacji. Podjęto również debatę m.in. na temat sposobów dystrybucji treści, sieci szerokopasmowych, cyfryzacji radia oraz refarmingu częstotliwości. Dyskusja kończąca drugi dzień objęła problematykę piractwa, w tym m.in. ścigania sprawców przestępstw oraz współpracy z instytucjami rządowymi. Wśród Prelegentów drugiego dnia byli m.in.:  Jacek Niewęgłowski – Członek Zarządu, Dyrektor ds. Strategii, P4, Maciej Staszak – Wiceprezes Zarządu, EmiTel, Grażyna Piotrowska-Oliwa – Prezes Zarządu, Virgin Mobile Polska, Maciej Zengel – Dyrektor Projektów Infrastrukturalnych i Rozwoju, Orange Polska, Cezary Albrecht – Dyrektor Biura Strategii i Spraw Regulacyjnych, T-Mobile Polska, Teresa Wierzbowska – Doradca Zarządu ds. Public Affairs Cyfrowy Polsat SA, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Sygnał, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Sygnał, Jarosław Kordalewski – Wiceprezes Zarządu ds. Technologicznych i IT, NC+, Anna Wiśniewska – Prokurator, Departament Postępowania Przygotowawczego, Prokuratora Okręgowa, Jarosław Mojsiejuk –  Dyrektor Biura Wykrywania Nadużyć TV, Cyfrowy Polsat.

Warsaw International Media Summit od 9 edycji wpisał się w kalendarz spotkań decydentów sektora w Polsce. Kongres z powodzeniem gromadzi wybitne grono przedstawicieli polskiego rynku telekomunikacyjnego i medialnego. Stanowi unikalną platformą wymiany myśli, opinii i doświadczeń pomiędzy osobami zainteresowanymi kluczowymi aspektami rozwoju rynku.

Partnerzy 9. edycji Warsaw International Media Summit:

  • Partnerzy Strategiczni: EmiTel, Atos
  • Partnerzy: Play, Astra, Asseco, Eutelsat, OKI, Starter24, W.P.iP., Abak, Profescapital, Call Page.
  • Partner Technologiczny: Meeting Application
  • Private Tailoring Partner: Balthazar

Zachęcamy do zapoznania się z fotorelacją z 9. Warsaw International Media Summit oraz stroną internetową wydarzenia:  www.telekomunikacjaimedia.pl

 

Podsumowanie 9. Konferencji Sieci Szerokopasmowe

13 października 2016 roku w Hotelu Westin w Warszawie odbyła się 9. edycja Konferencji Sieci Szerokopasmowe, wydarzenia, którego celem jest stworzenie unikalnej platformy wymiany myśli i opinii osób zainteresowanych rozwojem sieci szerokopasmowych w Polsce. Wydarzenie zgromadziło ponad 250 gości, a wśród nich kluczowe na rynku podmioty: regulatora, administracji rządowej i samorządowej, firm, izb i instytucji.

Podczas konferencji na scenie, przy jej oficjalnym otwarciu odbył się wywiad z Minister Cyfryzacji Anną Streżyńską. Przewodnim tematem wywiadu była odpowiedź na pytanie: Czy uda się wyeliminować trwale białe plamy z telekomunikacyjnej mapy Polski? W roli prowadzącego rozmowę, wystąpił Łukasz Dec, Redaktor Naczelny serwisu TELKO.in, ekspert w tym temacie.

W trakcie Konferencji poruszono wiele kluczowych kwestii związanych z cyfryzacją naszego kraju. Tematem pierwszego panelu, podczas którego Prelegenci podjęli próbę odpowiedzi na pytanie: A co jeżeli nie zbudujemy sieci szerokopasmowych?, był Program Operacyjny Polska Cyfrowa. Podniesiono również temat edukacji dotyczącej bezpieczeństwa w sieci. Znaczącą część dyskusji poświęcono przyszłości świata cyfrowego w obliczu koniecznego rozwoju infrastruktury kablowej i bezprzewodowej. Ostatni panel dyskusyjny dotyczył użytkownika oraz nowych wizji dla Europy. Zastanawiano się nad planami Unii Europejskiej po 2020 roku, technologiami bezpieczeństwa, smart living i IoT oraz przyszłością dla technologii i komunikacji.

Wysoki poziom merytoryczny Konferencji zapewnił udział Prelegentów, będących wybitnymi przedstawicielami branży. Wśród nich znaleźli się m.in.: Piotr Woźny – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Cyfryzacji, Krzysztof Sągolewski – Solution Director, Huawei Polska, Jacek Niewęgłowski – Chief Strategy Officer, P4, Przemysław Kurczewski – Prezes Zarządu, EmiTel,  Krzysztof Witoń – Wiceprzewodniczący Rady Programowej i Eksperckiej Konferencji Sieci Szerokopasmowe, Ekspert Rynku Telekomunikacji, Andrzej Dulka – Prezes Zarządu, Nokia Polska, Janusz Kosiński – Prezes Zarządu, INEA, Krzysztof Heller – Właściciel, Inforstrategia, Dariusz Kowalczyk-Tomerski – Prezes Zarządu, TP Teltech.

Powszechny dostęp do szybkiego Internetu we współczesnym świecie staje się jedną z najważniejszych przewag konkurencyjnych gospodarek i sposobem zapewnienia długofalowego wzrostu gospodarczego. W ramach Konferencji Sieci Szerokopasmowe, dyskusjom zostają poddane kierunki rozwoju sieci oraz możliwości ich finansowania, planowane modele inwestycyjne, współpraca administracji lokalnej, centralnej oraz firm działających na rynku. Jak pokazały dotychczasowe nasze doświadczenia, konferencje, które organizujemy są niezwykle efektywną platformą dialogu dla kluczowych uczestników poszczególnych branż i administracji.

Partnerzy 9. edycji Konferencji Sieci Szerokopasmowe:

  • Główny Partner Strategiczny: Orange Polska
  • Partnerzy Strategiczni: Atos, Asseco, Vector
  • Partnerzy: Play, Nokia, Huawei, OKI, W.PiP., Starter24, Abak, PROFESCAPITAL, Call Page.
  • Partner merytoryczny: FTTH Council Europe
  • Partner Technologiczny: Meeting Application
  • Private Tailoring Partner: Balthazar

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z 9. edycji Konferencji Sieci Szerokopasmowe oraz stroną internetową wydarzenia: http://polskainfrastruktura.pl/

Co wiadomo o Aliexpress w Polsce

Co wiadomo o Aliexpress w Polsce? Przede wszystkim to, że ma wejść na nasz rynek w przyszłym roku. Obecnie jego popularność można porównać do Groupona, który już teraz prowadzi aktywne działania marketingowe. Specjalizuje się w telefonach, zegarkach i odzieży. Niebawem istotnie wpłynie na kształt rynku promocji e-commerce, będzie istotnym reklamodawcą i wprowadzi do kalendarza marketingowego Dzień Singla.

alibaba-logo

We wrześniu Komputer Świat podał informację, że Alibaba planuje na poważnie wejść do Polski. Chwilę później na Antyweb pojawił się opis kilku możliwych scenariuszy związanych z obecnością Aliexpress na polskim rynku. Media rozpisały się obecności Aliexpress w Polsce. Co już teraz wiadomo o Aliexpress?

Aliexpress prawdopodobnie przez pewien czas nie będzie sprzedawał produktów z Polski, czyli nie będzie znaczącą konkurencją dla polskich producentów – po prostu zmniejszy pewien rynek (np. lokalnych producentów urządzeń mobilnych, którzy i tak produkują swoje urządzenia w Chinach). Najwięcej w Polsce mogą na tym stracić międzynarodowi gracze. Aliexpress niewątpliwie będzie starał się dominować wśród takich kategorii, jak zegarki, telefony, odzież i kosmetyki. Dla planerów na pewno istotnie wpłynie na planowanie Gwiazdki.

W jakim miejscu Aliexpress jest obecnie?

Na razie w Polsce Aliexpress jest nieco częściej wyszukiwany niż Groupon (to oczywiście w ogóle nie jest porównywalne z popularnością Allegro). Nie przyjęła się jak dotąd jeszcze jedna nazwa serwisu i usługi. Internauci najczęściej w kontekście Google szukają porad i informacji o konkretnych produktach (na razie to buty i zegarki).

Najczęściej wyszukiwane słowa w kontekście Allegro i Aliexpress
Co wiadomo o Aliexpress w Polsce 12

Co było do tej pory kluczowe dla tego serwisu?
W lipcu 2015 Aliexpress wprowadził Przelewy24 i możliwość realizacji przelewów z polskich banków. Popularność „Aliexpress” zaczęła się dopiero w 2016 roku i powoli rośnie.

Najczęściej wyszukiwane frazy w Google dla Aliexpress / styczeń 2015 – sierpień 2016
dynamika-google

Dyskusje w mediach społecznościowych toczą się głównie na temat produktów i realizacji zamówienia. Mocno upraszczając dominują treści dotyczące cen telefonów na Aliexpress. Najbardziej popularne produkty to telefony i zegarki.

Najczęściej pojawiające się słowa w dyskusjach o Aliexpress

Co wiadomo o Aliexpress w Polsce 13

 

Oczywiście są problemy i dotyczą niepewności co do losów przesyłki z produktem. Tutaj już są gotowe serwisy pomagające śledzić paczki (alipaczka) i dedykowane aplikacje mobilne, chociaż na razie w Polsce nie są jeszcze bardzo popularne. Czy problem z przesyłkami się zmniejszy – nie wiadomo. Niewątpliwie sektor śledzenia przesyłek i automatycznych powiadomień będzie się rozwijał.

 

Aliexpress – Najczęściej wyszukiwane kategorie fraz w Google
kategorie-google

W social media kanałem, na którym pojawia się (…) wypowiedzi jest Wykop (zdecydowanie częściej niż dla innych e-commerce’ów). Jest to związane między innymi z trendem cebula deals (który obejmuje również inne platformy e-commerce). Część serwisów i społeczności Aliexpress w Polsce w ogóle explicite odwoływała się do tej nazwy i fenomentu. I to właśnie na Wykopie „chłopaki cebulaki” piszą o tym, że zaraz rozpoczyna się cebula (czyli kolejne odsłony działań promocyjnych).

Facebook to jeden z kluczowych kanałów
Dla Aliexpress Facebook jest bardzo ważnym kanałem komunikacji i źródłem użytkowników. Na polskiej odsłonie serwisu 19% odwiedzających pochodzi z Facebooka. Na Facebooku działa zamknięta grupa Aliexpress Polska (166 tyś. użytkowników), a fanpage CiekawostkiAli ma 67 tyś. fanów (to jeszcze bardzo mało); lwia część odnośników z Facebooka na stronę główną pl.aliexpress.com to generycznie udostępniane treści.

Już teraz są lojalni użytkownicy serwisu

Wojna z lokalnymi graczami na pozycjonowanie produktów w Google jeszcze się nie zaczęła. Na polski serwis Aliexpress 39% źródeł ruchu to wejścia bezpośrednie, a 23% – pochodzi z Google. Zdecydowana większość wyszukań Aliexpress w Google to wpisywanie nazw (lub jej odmian) bezpośrednio do wyszukiwarki. To znaczy że obecni użytkownicy bardzo często najpierw wchodzą na serwis, a potem zastanawiają się, co kupić (i jeszcze nie wchodzą tam startując od wyszukiwania produkty w Google).

 

Źródła ruchu na polskim serwisie WWW Aliexpress
www-zrodlaruchu

Dzień singla to kluczowy dzień

11 listopada odbywa się największe święto Alibaby – szał zakupów, czyli dzień intensywnych promocji – kiedyś dla singli, a teraz dla wszystkich. Na świecie to dość istotne wydarzenie. W Polsce w 2015 roku ten dzień był drugim najpopularniejszym wydarzeniem w Google (najczęściej wyszukiwane hasła w 2015 roku dotyczyły płatności z polskimi bankami). Dla tej marki to wydarzenie jak dotąd wywołuje nawet więcej wyszukań niż Gwiazdka.

Korzystanie z mobilnej aplikacji Aliexpress to tylko kwestia czasu

W Polsce na Androidzie najbardziej popularną aplikacją mobilną jest AliExpress Shopping App, która wg Mobience ma w tej kategorii 3% zasięgu (sierpień 2016). Ta aplikacja na świecie jest najbardziej popularna w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanni i Francji – te dane podaje Similarweb. W Polsce na razie Aliexpress jeszcze nie wychował swoich mobilnych użytkowników – Allegro ma 34% wyszukań mobilnych, a Aliexpress – 31%.

Ekosystem serwisów Alibaby

Już teraz można spotkać mniej lub bardziej popularne serwisy i społeczności poświęcone wyłącznie zakupom w Alibabie. Dotyczą – oczywiście – promocji i rekomendacji produktów, a także umożliwiają śledzenie zamówień. Z drugiej strony, inne serwisy związane z promocjami (takie jak cebula.online) tworzą odrębne sekcje dla chińskiego sklepu.

Częstotliwość odwiedzin na witrynach Alibaby
www-otoczenie

 

Jakie będą losy Aliexpress w Polsce? Jest kilka możliwych scenariuszy:

  • Aliexpress może zmieść Allegro i pozostałe sklepy, jak Tatarzy Polskę w XIII wieku (Tatarzy jednak nie byli chińczykami i jak dotąd Chiny nigdy nad nami bezpośrednio nie dominowały).
  • Aliexpress może zagospodarować kategorię Polaków, które są omijane przez wiodące, aspirujące marki i docierać do tych, którzy naprawdę chcą kupić bardzo taniego smartphone’a. To kluczowe zwłaszcza dlatego, że niektórzy wieszczą koniec drogich „flagowców”. Polski biznes będzie „udawał”, że Aliexpress tak na prawdę nie ma w Polsce i to w ogóle nie jest dla nikogo konkurencja.
  • Aliexpress może powoli wchodzić w porozumienia z dużymi korporacjami – zarówno z międzynarodowymi (gdzie Polska będzie „jednym z rynków w pakiecie”) albo polskimi dużymi firmami, którym będzie zależało na dużych dostawach tanich produktów. Przykładem takiego porozumienia jest ta z Mondelezem
  • Aliexpress może przejąć lokalnego gracza – Allegro lub kogoś innego
  • Aliexpress może wdać się w nurt politycznego trendu współpracy Polski z Azją i korzystać ze współpracy z Rządem RP (Chińczycy to istotny gracz na rynku budowy infrastruktury, dlaczego nie ma więc czegoś zrobić z ministerstwem cyfryzacji albo rozwoju?)
  • to wszystko może się okazać wielkim niewypałem (to mało prawdopodobne)

Autor: Interactive Research Center Sp. z o.o.

Kupuj akcje Wirtualnej Polski – zalecają analitycy DM PKO BP

0

Zdaniem analityków Domu Maklerskiego PKO BP akcje WP są notowane na GPW poniżej jej potencjału. Dlatego wystawili rekomendację KUPUJ, wyznaczając cenę docelową na poziomie 66 zł (obecnie spółka notowana jest w okolicach 55 zł). Podkreślają, że spółka zyskuje na dynamicznie rosnącym rynku reklamy internetowej, a także segmencie e-commerce, którego znaczenie w wynikach spółki sukcesywnie rośnie w związku z finalizacją kolejnych przejęć.

Analitycy DM PKO BP prognozują, że w 2016 roku zysk netto spółki wyniesie 54 mln zł, a w 2017 roku wzrośnie do 74 mln zł. Przychody w tym okresie mają wzrosnąć do 459 mln zł z 410 mln zł w 2016 roku.

Od początku roku walory WP zyskały już ponad 40 proc., a od debiutu giełdowego 60 proc.

W 3 lata wiele OFE nie wypracowało nawet złotówki zysku. Dotyczy to 8 mln Polaków

Wartość zainwestowanych 3 lata temu pieniędzy blisko 8 milionów przyszłych emerytów, mających rachunek w OFE, zmniejszyła się. Kolejne 8,5 miliona zarobiło grosze. Największymi wygranymi są Towarzystwa Emerytalne, które rocznie tylko za zarządzanie pobierają łącznie około 750 milionów złotych. Przedstawicielka PTE uważa, że jak na bardzo restrykcyjne przepisy, OFE i tak dobrze dbają o powierzone im środki. Z kolei Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych przyczyn kiepskiego wyniku OFE upatruje w słabej kondycji warszawskiej giełdy.

Co pół roku Komisja Nadzoru Finansowego podaje informacje na temat wyników inwestycyjnych Otwartych Funduszy Emerytalnych. Według najnowszych danych, w ciągu trzech lat fundusze dla swoich klientów oszczędzających na emeryturę, nie zarobiły praktycznie nic. Tzw. średnia ważona stopa zwrotu w okresie wrzesień 2013-2016 to dokładnie 0,133 procent. To znaczy, że z każdego tysiąca złotych, które leżą na rachunku, OFE wypracowały 1 złoty i 33 grosze. W tej chwili nie trudno znaleźć w banku lokatę, która tylko w rok da zarobić 10-krotnie więcej.

Oczywiście wyniki inwestycyjne w każdym z dwunastu OFE nieco różnią się od siebie. I tak, fundusze zarządzane przez MetLife i PKO BP w trzy lata zwiększyły wpłacone oszczędności emerytalne o nieco ponad 3 procent. Z drugiej jednak strony, pięć funduszy nie tylko nic nie zarobiło, ale nawet straciły część zainwestowanych środków. Najwięcej Generali OFE – prawie 5 procent.

Pod kreską znalazł się też fundusz z największą liczbą klientów – Nationale-Nederlanden OFE (dawniej ING OFE). Ponad 3 miliony przyszłych emerytów musi pogodzić się ze stratą na poziomie 2,14 procent. Zresztą również drugi najczęściej wybierany fundusz należący do Aviva i BZ WBK jest na minusie.

więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/wyniki-ofe-inwestycje-emerytura-stopy-zwrotu,212,0,2171860.html

Autor: Damian Słomski

Inflacja w Polsce wciąż na minusie

W tym tygodniu poznaliśmy wrześniowe wyniki indeksu CPI oraz inflacji bazowej. Indeks CPI w zestawieniu rocznym spadł o 0,5%. Inflacja bazowa pozostaje w minusie -0,4%.

Poziom cen w Polsce będzie nadal spadał, ale tempo inflacji spowalnia. Należy podkreślić, że wbrew temu, że wg wielu ekonomistów deflacja ma negatywny przykładzie Polski widać, że nie zawsze sprawdzać. Polska gospodarka rośnie, bezrobocie spada a zatem nic nie wskazuje, żeby krajowi mogła zagrażać spirala deflacyjna. Ponadto, jeżeli spełni się prognoza NBP, w której szacuje się, że w przyszłym roku powinien wzrosnąć o 1,3%, a w roku 2018 o 1,5%, to nie ma powodu obawiać się obecnych wyników. Również z tego powodu – na razie – NBP nie mówi o obniżeniu stóp procentowych lub złagodzeniu polityki pieniężnej, jak ma to miejsce w przypadku innych banków centralnych w Europie.

Pozytywne perspektywy polskiej gospodarki zapowiadają również wyniki indeksu nastrojów gospodarczych ZEW w Niemczech i całej strefie euro. W Niemczech wartość indeksu w październiku wzrosła do 6,2 pkt, a w strefie euro na 12,3 pkt. Ten wiodący wskaźnik zwiastuje pozytywne perspektywy gospodarce europejskiej, co powinno mieć dobry wpływ również na polską gospodarkę.

W mijającym tygodniu rynki walutowe były stosunkowo spokojne. Złoty nieznacznie się osłabił na 4,3 EUR/PLN i 3,9 USD/PLN, ale po jego umocnieniu w ostatnich tygodniach jest to głównie korekta techniczna.

Niebezpieczne ogłoszenia rekrutacyjne

Ciekawe obowiązki, atrakcyjne wynagrodzenie, niskie wymagania wobec kandydata – takie ogłoszenia przyciągają wiele osób. Ale mało kto wie, że w ten sposób oszuści starają się zdobyć dane osobowe do celów przestępczych. Swoją niefrasobliwością narażamy się na wiele nieprzyjemnych sytuacji.  

Dla oszustów najważniejsze jest zdobycie skanów dokumentów tożsamości oraz doprowadzenie do tego, by kandydat wykonał przelew na rachunek bankowy wskazany przez rzekomego przyszłego pracodawcę. Kwota przelewu jest przy tym kwestią wtórną, ponieważ nie służy on kradzieży środków (przelewy często opiewają na kwotę 10 gr.), a potwierdzeniu tożsamości kredytobiorcy w banku lub firmie pożyczkowej.mówi Tomasz Ochocki, ekspert ds. ochrony danych osobowych w ODO 24.

Szukasz pracy – nie trać czujności podczas rekrutacjiW fikcyjnych procesach rekrutacjach wykorzystywana jest nasza uśpiona czujność, a także brak znajomości przepisów prawa. Niestety sami dzielimy się zbyt dużą ilością danych na swój temat i często bez zastanowienia wykonujemy polecenia fałszywych pracodawców.

Jak przestępcy próbują pozyskać informacje o nas? Publikują wzbudzające zainteresowanie oferty na popularnych portalach ogłoszeniowych. Kuszą w nich wysoką pensją i skromnymi oczekiwaniami. Odpowiedź na jedną z nich powoduje, że kontaktują się z nami przedstawiciele „przyszłego pracodawcy”. Prosząc o dopełnienie formalności starają się wyłudzić dane osobowe kandydata. Najczęściej oczekują uszczegółowienia CV, skanu dowodu osobistego oraz przelewu z konta bankowego. Na podstawie zdobytych w taki sposób danych można m.in. zaciągnąć pożyczkę, wynająć mieszkanie lub pokój hotelowy, kupić na raty sprzęt AGD, RTV, założyć fałszywą działalność gospodarczą i wyłudzić np. zwrot podatku.

Warto wiedzieć, że według obowiązujących przepisów podczas procesu rekrutacyjnego można od nas żądać podania tylko: imienia (imion) i nazwiska, imion rodziców, daty urodzenia, miejsca zamieszkania (adresu do korespondencji), wykształcenia i przebiegu dotychczasowego zatrudnienia. – wskazuje ekspert ODO 24 i dodaje: – Wszystkie pozostałe informacje (np. numer telefonu, adres e-mail, zdjęcie) osoba ubiegająca się o pracę podaje dobrowolnie.

Biorąc udział w rekrutacji nawet na wymarzone stanowisko nie powinniśmy zapominać o bezpieczeństwie.  – Przede wszystkim oszczędnie dzielmy się swoimi danymi osobowymi i uważajmy na wszelkie próby wyłudzenia ich argumentowane potwierdzeniem naszej tożsamości. Sprawdzajmy firmy i osoby, które nas rekrutują. To czy dana organizacja w ogóle istnieje najlepiej zweryfikować np. w bazach Krajowego Rejestru Sądowego lub Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. – radzi Tomasz Ochocki.

Wszystkie dodatkowe informacje potrzebne do podpisania umowy czy skorzystania ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy, takie jak nr PESEL, powinniśmy podawać dopiero po zakończeniu procesu rekrutacyjnego.

Podsumowanie III kwartału 2016 r. na rynku nieruchomości handlowych w Polsce

Na koniec III kw. 2016 r. całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,11 mln mkw. w ramach takich formatów jak: centra handlowe – 9,3 mln mkw., parki i wielkopowierzchniowe magazyny handlowe – 3,59 mln mkw. oraz centra wyprzedażowe – 0,21 mln mkw. III kwartał był wyjątkowo spokojny pod względem nowych otwarć. Rynek centrów handlowych wzbogacił się o zaledwie 7 500 mkw. nowej powierzchni, w ramach rozbudowy Galerii Rynek w Tomaszowie Lubelskim. Otwarto również park handlowy o powierzchni 3 800 mkw. w Radomsku. Sytuacja ulegnie jednak zmianie w końcówce roku.

Rynek nieruchomości handlowych przyśpieszy w IV kw. 2016 r.

„Z naszych analiz wynika, że IV kwartał będzie intensywny biorąc pod uwagę planowane otwarcia nowych obiektów. Jeśli założenia deweloperów zostają zrealizowane w terminie, polski rynek może się wzbogacić o prawie 276 000 mkw. nowej powierzchni najmu w ramach centrów handlowych, z czego najwięcej przypadnie na Poznań – 99 000 mkw. oraz Aglomerację Warszawską – 45 000 mkw.”, wymienia Agnieszka Tarajko – Bąk, Starszy Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Na koniec III kw. 2016 r. w budowie pozostawało 663 000 powierzchni handlowej w ramach wszystkich formatów, z czego prawie 591 000 mkw. przypadało na centra handlowe. Największy projekt, jaki odda się do użytku już w IV kw. tego roku, to Posnania (99 000 mkw. GLA) w Poznaniu. Inne projekty o bardzo dużej skali obecnie w budowie to Galeria Północna w Warszawie, Wroclavia we Wrocławiu czy Forum Gdańsk, których otwarcia przewidziane są na 2017 r.

Anna Wysocka JLL
Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL

„Wraz z rosnącą konkurencją i pojawianiem się nowych projektów handlowych, dostosowanych swoją wielkością i ofertą do obecnych potrzeb rynkowych, właściciele niektórych starszych obiektów przeprowadzają gruntowne zmiany. Rośnie liczba centrów poddawanych modernizacji, rozbudowie lub całkowitej przebudowie. Coraz częściej można zaobserwować powstawanie wielofunkcyjnych projektów łączących różne funkcje i formaty: mieszkaniowe, biurowe, hotelowe i handlowe, w tym np. hybrydowe centra wyprzedażowe z rozbudowaną ofertą spożywczą, sportową czy gastronomiczno-rozrywkową”, wyjaśnia Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Przykładem takiego hybrydowego obiektu jest Metropolitan Outlet w Bydgoszczy.

„Białych plam na mapie Polski jest coraz mniej, a niski współczynnik nasycenia powierzchnią handlową nie jest już gwarantem sukcesu. Rozwijają się inne kanały handlu – e-commerce, bio-bazary, targi modowe, obiekty wielofunkcyjne, które cieszą się rosnącą popularnością. Inwestorzy muszą zatem dziś stawiać nie tylko na standardową ofertę zakupową, żeby przyciągnąć klienta”, informuje Anna Wysocka.

Popyt

Polski rynek nadal przyciąga nowe sieci handlowe. Najwięcej debiutów na przestrzeni tego roku odnotowano właśnie w III kw. To właśnie w tym okresie swoje sklepy otworzyły m.in. Lego Store w Galerii Mokotów (Warszawa), Forever 21 i Steve Madden w Manufakturze (Łódź), Navigare w Plac Unii City Shopping (Warszawa), Tezenis w Poznań Plaza oraz Elena Miro przy ul. Pięknej (Warszawa). W tym samym czasie Kari, Brice oraz Dairy Queen podjęły decyzję o zamknięciu swoich sklepów w Polsce.

„Warto zauważyć, że najemcy poddają szczegółowej analizie wszystkie nowo powstające obiekty i racjonalnie realizują plany rozwoju, a część z nich optymalizuje portfele zamykając nierentowne lokalizacje na rzecz tych bardziej dochodowych. Niektóre sieci wprowadzają nowe koncepty sklepów i wciąż poszukują nowych lokalizacji, czego najlepszym przykładem jest rozwój m.in. H&M, CCC czy Grupy LPP”, dodaje Anna Wysocka.

Czynsze

Czynsze “prime”, które dotyczą najlepszych lokali o powierzchni 100 mkw. przeznaczonych dla branży moda i dodatki, w wiodących centrach handlowych, nadal pozostają najwyższe w Warszawie (do 130 euro za mkw. miesięcznie). W innych głównych aglomeracjach miesięczne stawki kształtują się w przedziale 45 – 55 euro za mkw.

Rynek inwestycyjny

Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL
Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

Agata Sekuła, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Handlowych w Europie Środkowo-Wschodniej, JLL, komentuje: „W III kw. 2016 r. całkowita wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce wyniosła ok. 370 mln euro, w większości dzięki kupnie Bonarka City Center przez Rockcastle od TPG za 361 mln euro. To największa tegoroczna transakcja w sektorze handlowym, której przedmiotem był pojedynczy obiekt. Od początku roku właściciela zmieniły nieruchomości handlowe o łącznej wartości ok. 1,39 mld euro. Biorąc pod uwagę podpisane umowy przedwstępne i transakcje w zaawansowanym stadium z finalizacją planowaną w ostatnim kwartale 2016, przewidujemy, że łączna wartość transakcji na rynku nieruchomości handlowych w tym roku będzie zbliżona do poziomu z 2015, czyli przekroczy 2 mld euro”.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych pozostają na poziomie 5,0%.

Jak szkodliwy dla dolara jest silny dolar?

Za nami dobry tydzień w wykonaniu dolara odbywającym się na prostym założeniu, że jeśli nie ma się co martwić o szanse Trumpa w wyborach prezydenckich, coraz bardziej realna jest podwyżka Fed przed końcem roku. Problem w tym, że zbyt silny dolar nie jest czymś, co raduje Fed.

Dwa miesiące (decyzja FOMC 14 grudnia) to mnóstwo czasu z perspektywy rynków finansowych, dlatego niebezpiecznym jest spokój ducha inwestorów, że w międzyczasie nie stanie się nic, co mogłoby stanąć Fed na drodze do dokonania kolejnej podwyżki stóp procentowych. Przekleństwem tego samozadowolenia jest cementowanie na wysokich poziomach prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki (obecnie prawie 70 proc.), wypychanie w górę rentowności amerykańskich obligacji i umacnianie USD – jest to mechanizm transmisyjny, który w 2015 r. odwlekał pierwszą podwyżkę stóp procentowych. Jeśli rynek będzie zbytnio wybiegał z reakcją rynkową przed faktyczny ruch Fed, Yellen i spółka mogą znowu wystraszyć się, że pogorszenie konkurencyjności gospodarki USA na rynkach zewnętrznych ogranicza pole dla normalizacji polityki monetarnej. Choćby z tego powodu grudniowa podwyżka będzie miała gołębi wydźwięk, tj. będzie okraszona komunikatem wykluczającym kolejny ruch przez następne co najmniej 6 miesięcy.

W efekcie nowym (a raczej „odkurzonym”) czynnikiem ryzyka dla USD jest, że Fed będzie próbował stonować jastrzębie zapędy rynku w temacie oczekiwań ścieżki polityki Fed. Miła odmiana po kilku miesiącach opornych prób przekonywania sceptycznie nastawionych inwestorów, że Fed na poważnie chce podnieść stopy w tym roku chociaż raz.

Przyszły tydzień: CPI z USA/WB/NZ, debata nr 3, ECB, BoC, PKB Chin

W przyszłym tygodniu z USA poznamy dane, które dopełnią obrazu stanu gospodarki we wrześniu. Główna uwaga będzie dotyczyć odczytu inflacji CPI (wt), która ma przyspieszyć do 1,5 proc. r/r z 1,1 proc. Wzrost CPI wynika z wyższej bazy cen paliw sprzed roku, stąd inflacja bazowa ma się utrzymać na 2,3 proc. Potwierdzenie odbicia inflacji jest ważne pod kątem osłabienia niechęci gołębi w Fed do podwyżki stóp procentowych. Poza tym produkcja przemysłowa (pon) ma pokazać częściowe odbicie sierpniowej słabości (0,2 proc. m/m vs -0,4 proc.), po danych o rozpoczętych budowach domów (śr) oczekuje się wzrostu (1175 tys., poprz. 1142 tys.), a sprzedaż domów na rynku wtórnym (czw) ma wzrosnąć o 0,3 proc. m/m. Tła dopełnią regionalne wskaźniki aktywności biznesowej: NY Empire State (pon) i Philly Fed (czw) z oczekiwaniami w przeciwnych kierunkach (poprawa w Nowym Jorku, pogorszenie w Filadelfii). Przy pozytywnym sentymencie względem USD i przeważającym przekonaniu o nieuchronności grudniowej podwyżki stóp procentowych Fed widzimy większą wrażliwość USD na negatywne zaskoczenia.

Nieco na drugi plan spada trzecia i ostatnia debata między Hillary Clinton a Donaldem Trumpem (w nocy ze środy na czwartek), kiedy dwie poprzednie nie przyniosły znaczącego wpływu na zmienność aktywów. To w pewnym sensie czyni rynek bezbronny na wypadek odbudowy poparcia przez Trumpa, choć poprzeczka do wzbudzenia awersji do ryzyka z tytułu niepewności politycznej wisi coraz wyżej. Od strony Fed uwagę przyciągnie Fisher (pon), Williams i Kaplan (śr), Dudley (czw) oraz Tarullo i Williams (pt).

W strefie euro na pierwszym planie będzie czwartkowa decyzja ECB i konferencja prasowa prezesa Draghiego. Panuje powszechne przekonanie, że do zmian w polityce pieniężnej może dojść dopiero w grudniu. Obecny program QE zakłada skup obligacji skarbowych w tempie 80 mld EUR/mies. do marca 2017 r. Konferencja może przynieść szczegóły, jakie opcje modyfikacji programu ECB bierze pod uwagę, ale nikłe są szanse na twarde deklaracje. Prawdopodobne jest osłabienie spekulacji o redukcji programu w najbliższym czasie. Ogólnie nie widzimy tutaj podstaw do umocnienia EUR.

W Wielkiej Brytanii inflacja CPI (wt) ma wzrosnąć we wrześniu do 1,4 proc. r/r z 1,3 proc. w sierpniu, co sugeruje brak presji ze strony gwałtownej deprecjacji funta. Silniejszy odczyt obudzi spekulacje, czy jastrzębi zwrot Banku Anglii nie nastąpi szybciej, co mogłoby wesprzeć GBP. Dane z rynku pracy (śr) i sprzedaż detaliczna (czw), w przypadku rozczarowań, raczej nie zaszkodzą bardziej funtowi. Ogólnie tło polityczne związane z negocjacji w sprawie Brexitu pozostają jako główny generator zmienności funta.
Przyszły tydzień przyniesie podstawowe informacje o kondycji polskiej gospodarki we wrześniu z danymi z rynku pracy (wt), przemysłu i handlu (śr). Efekty sezonowe wpłyną na spowolnienie wzrostu produkcji przemysłowej, ale po sprzedaży detalicznej, zatrudnieniu i wynagrodzeniach oczekuje się solidnych odczytów. Protokół z ostatniego posiedzenia RPP (czw) prawdopodobnie potwierdzi, że Rada nie spieszy się do zmian w nastawieniu w żadnym z kierunków. Bilans ryzyk zewnętrznych w dalszym ciągu oferuje więcej zagrożeń niż szans dla złotego, w rezultacie spodziewamy się kilkugroszowych wzrostów EUR/PLN w drugiej części października.

Reszta Europy oferuje mało w danych makro. Stopa bezrobocia ze Szwecji, bilans handlowy z Norwegii i Szwajcarii nie będą miały większego wpływu na odpowiadające waluty. EUR/CHF pozostaje w dryfie, NOK śledzi zachowanie ropy Brent, a rozczarowanie ostatnimi danymi o inflacji pozostaje ciężarem dla SEK.

W Azji kalendarz z Japonii nie zawiera kluczowych wydarzeń, zatem USD/JPY pozostanie pod wyłącznym wpływem kształtowania się rentowności obligacji skarbowych USA.

Wyznacznikiem sentymentu w przyszłym tygodniu może się stać publikacja dynamiki PKB Chin (śr). Konsensus zakłada 6,7 proc. r/r w trzecim kwartale po takich samych wynikach w pierwszym i drugim kwartale. Słabe dane o wrześniowym bilansie handlowym podnoszą ryzyko gorszego odczytu wzrostu gospodarczego, które może wzniecić wątpliwości o siłę ożywienia. Może to być cios dla apetytu na ryzyko i aktywów rynków wschodzących.

W Nowej Zelandii odczyt inflacji CPI za III kwartał (pon) ma potwierdzić słabość inflacji (0,1 proc. r/r, poprz.0,4 proc.) i prawdopodobnie przypieczętuje obniżkę stopy procentowej RBNZ w listopadzie. Przy wzroście rentowności obligacji skarbowych USA, atrakcyjność względnie wysokich stóp rynkowych w Nowej Zelandii spada, a NZD pozostanie pod presją wyprzedaży.

W Australii minutki z październikowego posiedzenia RBA mogą zainteresować pod kątem oceny sytuacji na rynku nieruchomości, gdyż fragmenty w komunikacie tuż pod decyzji miały gołębi wydźwięk. Po danych z rynku pracy (czw) oczekuje się wzrostu zatrudnienia o 15 tys. wobec -3,9 tys. w sierpniu, ale przy wzroście stopy bezrobocia z 5,6 proc. do 5,7 proc. Ogólnie pozytywny sentyment rynkowy powinien być podstawowym paliwem dla siły AUD z największym ryzykiem w danych z Chin.

W Kanadzie po decyzji BoC (śr) oczekuje się utrzymania głównej stopy procentowej na 0,5 proc., ale uwagę skupi Raport Polityki Monetarnej i nowe prognozy. Ostatnia seria danych z gospodarki w większości przynosiła negatywne zaskoczenia, stąd bardziej realne są pesymistyczne rewizje w ocenie perspektyw gospodarczych. Dalej CPI i sprzedaż detaliczna (pt) także mogą być istotne dla zachowania CAD w równym stopniu, co trendy na rynku ropy naftowej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Najczęściej 200-399 tys. złotych na 30 lat. Raport o kredytach hipotecznych w Polsce

Dla wielu osób zaciągnięcie kredytu hipotecznego to jedyna szansa na zakup wymarzonego mieszkania czy domu. Jak pokazują wyniki badania serwisu Oferteo.pl, najczęściej szukamy kredytu o wartości od 200 do 399 tys. złotych w celu sfinansowania zakupu nieruchomości, a preferowany okres spłaty kredytu to 30 lat.

Według danych Narodowego Banku Polskiego wartość kredytów hipotecznych udzielonych przez banki w II kwartale 2016 roku to 11,6 mld złotych. Łączne zadłużenie gospodarstw domowych w Polsce związane z kredytami hipotecznymi wyniosło na koniec 2015 roku ok. 374,5 mld złotych. Osoby starające się o uzyskanie kredytu hipotecznego od 2016 roku muszą wnieść przynajmniej 15% wkładu własnego wartości kredytowanej nieruchomości.

Na jakie kwoty zadłużają się Polacy?

Na jakie kwoty zadłużają się Polacy?Analiza zapytań o kredyty hipoteczne złożonych przez użytkowników Oferteo.pl, serwisu łączącego w czasie rzeczywistym poszukujących produktów i usług z ich dostawcami, pokazuje, że najczęściej poszukujemy kredytu w kwocie od 200 do 249 tys. złotych. Na taki przedział wskazało 20 proc. użytkowników serwisu. Niewiele mniej, 19 proc., poszukiwało kredytu o wysokości 300–399 tys. złotych. Stosunkowo niewiele zapytań dotyczyło kredytów poniżej 100 tys. złotych – 7 proc. Z kolei o kredyty przekraczające pół miliona złotych zapytało 8% użytkowników Oferteo.pl.

Na jak długo bierzemy kredyt?

Na jak długo bierzemy kredyt?Użytkownicy Oferteo.pl najczęściej byli zainteresowani spłatą kredytu w ciągu 30 lat. Wskazało tak 57 proc. z nich. Na czas spłaty wynoszący 20 lat decydowało się 28 proc. badanych. Tylko 15 proc. było zainteresowanych spłatą kredytu w czasie 10 lat.

Na co przeznaczamy kredyt?

Na co przeznaczamy kredyt?Najczęściej wskazywanym celem zaciągnięcia kredytu hipotecznego była budowa domu. Wskazało tak 42 proc. badanych. Zakup domu lub mieszkania był przyczyną zainteresowania kredytem dla 36 proc. użytkowników serwisu. Co ciekawe, 3 proc. wskazało, że kredyt miałby zostać wykorzystany do spłaty kredytu hipotecznego w innym banku. Pozostali badani wskazali inny cel lub nie zadeklarowali, na co kredyt miałby zostać przeznaczony.

Skąd pochodzą zapytania o kredyt?

Skąd pochodzą zapytania o kredyt?Najwięcej zapytań o kredyt hipoteczny w serwisie Oferteo.pl złożyli mieszkańcy województwa śląskiego – 14 proc., nieco mniej zapytań pochodziło z woj. mazowieckiego – 13 proc. Tuż za nimi uplasowały się województwa: dolnośląskie, małopolskie i wielkopolskie, skąd padło po 10 proc. zapytań o kredyt.

Co ciekawe, według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 roku najwięcej nowych mieszkań oddano do użytkowania w woj. mazowieckim, natomiast dolnośląskie i małopolskie znajdowały się w ścisłej czołówce zestawienia.

Z kolei najmniejsze zainteresowanie kredytem hipotecznym wykazywali mieszkańcy województwa podlaskiego, którzy złożyli 2 proc. zapytań w serwisie.

Kiedy chcemy skorzystać z kredytu?

Kiedy chcemy skorzystać z kredytu?Użytkownicy Oferteo.pl byli w przeważającej części zainteresowani uzyskaniem kredytu w ciągu miesiąca – wskazała tak niemal połowa z nich. Natomiast 38% użytkowników jako preferowany termin wskazało 2–3 miesiące. – Załatwianie wszystkich formalności kredytowych może potrwać nawet kilka tygodni. Warto więc planować jego zaciągnięcie z odpowiednim wyprzedzeniem, dokładnie sprawdzając oferty z przynajmniej kilku banków – mówi Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl. – Poszukiwania warto prowadzić w Internecie, gdzie po złożeniu zapytania otrzymamy oferty dopasowane do naszych potrzeb, dzięki czemu oszczędzimy sporo czasu i nie będziemy musieli odwiedzać każdej placówki osobiście.

Pamiętajmy, że decyzja o zaciągnięcia kredytu hipotecznego powinna zostać poprzedzona dokładną analizą ofert banków i realną oceną własnych możliwości finansowych. Powinniśmy też mieć na uwadze, że oprocentowanie kredytu jest zmienne i za kilka lat rata, którą musimy oddać do banku, może być wyższa nawet o kilkadziesiąt procent niż w chwili zaciągania pożyczki.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 1,1 tys. zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez osoby zainteresowane kredytem hipotecznym.

Rynek Pracy Specjalistów w III kw. 2016 roku

W III kwartale 2016 r. na portalu Pracuj.pl opublikowano 124 359 ofert pracy. Oznacza to prawie 12% wzrost liczby ogłoszeń o pracę w porównaniu do analogicznego kwartału w ubiegłym roku. Najwięcej ofert pochodziło z branż: handel i sprzedaż, bankowość/finanse/ubezpieczenia oraz przemysł ciężki. Pracodawcy poszukiwali głównie specjalistów ds. handlu i sprzedaży, obsługi klienta oraz ekspertów IT. Spośród województw na czele zestawienia pod względem liczby ogłoszeń znalazły się: mazowieckie, dolnośląskie i małopolskie.

 

  • Wzrost całkowitej liczby ofert pracy o 11,56% w porównaniu do III kwartału 2015 r.
  • Najwięcej ofert pracy z branży handel i sprzedaż, o 10,9% więcej niż
    w III kwartale 2015 r.
  • 25% więcej ofert pracy z branży produkcja dóbr szybkozbywalnych – FMCG
    w porównaniu do III kwartału 2015 r.
  • 20,7% wzrostu zapotrzebowania na specjalistów z zakresu obsługi klienta w porównaniu do
    III kwartału 2015 r.
  • 17,4 więcej ofert pracy skierowanych do specjalistów ds. logistyki w porównaniu do III kwartału 2015 r.

                                              

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, we wrześniu poziom bezrobocia wyniósł 8,4% i jest to wynik o 0,1 pkt proc. niższy niż przed rokiem. Utrzymująca się bardzo dobra koniunktura na rynku pracy jest także widoczna
w kwartalnych danych Pracuj.pl.

 

Jakie branże zatrudniały w III kwartale 2016 r.?

 

Z analizy ogłoszeń opublikowanych przez pracodawców na portalu Pracuj.pl wynika, że największe zapotrzebowanie na pracowników zgłosili w III kwartale 2016 pracodawcy
z branży handel i sprzedaż. Opublikowali oni 24 373 ogłoszeń o pracę, co stanowiło prawie 20% wszystkich ofert z tego okresu. Kolejnymi branżami z największą liczbą opublikowanych ofert pracy były bankowość, finanse, ubezpieczenia oraz przemysł ciężki. W tych branżach zanotowano także znaczące wzrosty liczby opublikowanych ofert pracy, w porównaniu do III kw. 2015.

 

Jak podaje GUS w sierpniu br. produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 7,5% w porównaniu z sierpniem ub. roku, natomiast w okresie styczeń – sierpień br. produkcja sprzedana przemysłu była o 3,7% wyższa w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku, kiedy notowano wzrost o 4,5%. Z kolei dane Markit pokazują, że we wrześniu tempo wzrostu wielkości produkcji oraz liczby nowych zamówień było najszybsze od marca, głównie dzięki wzmożonemu napływowi kontraktów eksportowych. Wszystkie te dane znajdują odzwierciedlenie nie tylko w liczbie ogłoszeń publikowanych na Pracuj.pl przez firmy z branży przemysłowej, ale i we wzrostach zapotrzebowania na pracowników jakie z tych firm napływają – dla przemysłu lekkiego było to 15,6% wzrostu rok do roku, a dla przemysłu ciężkiego wzrost wyniósł on 8,8%. Inne znaczące wzrosty odnotowane w omawianym okresie to wzrost zapotrzebowania na pracowników w branży produkcja dóbr szybkozbywalnych – FMCG o 25% rok do roku, oraz branży IT o 14,8% rok do roku.

 

Jakich specjalistów poszukiwali pracodawcy w III kwartale 2016 r.?

 

W III kw. 2016 r. najczęściej poszukiwanymi specjalistami byli pracownicy: handlu
i sprzedaży, obsługi klienta oraz specjaliści IT. Tradycyjnie pracownicy handlu i sprzedaży znajdują się na pierwszym miejscu wśród najbardziej poszukiwanych specjalistów. W III kwartale 2016 r. popyt na specjalistów handlu i sprzedaży zwiększył się o prawie 9% w porównaniu rok do roku.

 

Znaczący wzrost zapotrzebowania na pracowników logistyki, który wyniósł w III kwartale 2016 r. 17,4% w porównaniu rok do roku, potwierdza prognozy ekspertów, którzy przewidywali, że 2016 będzie rokiem wzrostów w branży transportowo-logistycznej.

 

W III kwartale pracodawcy znacząco zwiększyli zapotrzebowanie na specjalistów IT – wzrost ofert skierowanych do nich w stosunku do analogicznego kwartału 2015 r. wyniósł 13,9%. Wzrosło także zapotrzebowanie na inżynierów – o 10,7% w ujęciu rok do roku. Wciąż także obserwuje się rosnące zapotrzebowania na pracowników produkcji, w III kwartale 2016 r. wzrost zapotrzebowania na tych specjalistów wyniósł 17,1% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Nadal obserwuje się znaczące, bo ponad 12% wzrosty zapotrzebowania na specjalistów HR – co jest wynikiem systematycznych wzrostów rynku pracy. Pracodawcy częściej sięgają po pracowników HR, którzy nie tylko mogą wspierać ich w efektywnych i skutecznych rekrutacjach, ale w zarządzaniu wielopokoleniowymi zespołami oraz dbaniu o wizerunek firmy, jako dobrego pracodawcy.

Gdzie najłatwiej było o pracę?

Niezmiennie, jeśli chodzi o rozkład ogłoszeń według województw, dominuje woj. mazowieckie; w III kw. 2016 r. pracodawcy z tego województwa opublikowali 27 576 ofert (ponad 22% ogólnej liczby ogłoszeń w tym kwartale). Na kolejnych miejscach znalazły się województwo dolnośląskie i małopolskie. Znaczna liczba ofert pracy pochodziła także z województw wielkopolskiego i śląskiego. Zapotrzebowanie na pracowników wzrosło najbardziej w województwach wielkopolskim (o 20% rok do roku) oraz pomorskim (o 18% rok do roku).

W omawianym okresie zapotrzebowanie na nowych pracowników zgłaszały najczęściej firmy duże zatrudniające powyżej 251 pracowników – opublikowały one łącznie 37 692 ofert pracy. Niewiele mniej, bo 33 912 ogłoszeń, opublikowały firmy średnie, zatrudniające pomiędzy 51-250 osób. W III kwartale 2016 r. zapotrzebowanie na pracowników wzrosło najbardziej w firmach małych zatrudniających pomiędzy 11 a 50 osób, o ponad 15% w stosunku do analogicznego kwartału w roku 2015.

Komentarz Przemysława Gacka, prezesa zarządu Grupy Pracuj S.A.:

W III kwartale 2016 r. na Pracuj.pl opublikowano ponad 124 tys. ofert pracy, ponad 11% więcej niż przed rokiem – co potwierdza, że kondycja naszego rynku pracy nadal jest bardzo dobra. Jednak należy także zwrócić uwagę na sygnały napływające od instytucji międzynarodowych, które w swych raportach zrewidowały w dół prognozy dla polskiej gospodarki. Najbliższe kwartały pokażą nam czy PKB bliższe 3 niż 4% będzie mieć wpływ także na rynek pracy.

Siłą napędową gospodarki w III kwartale 2016 r. był znaczący wzrost konsumpcji przekładający się zarówno na wzrosty produkcji przedsiębiorstw przemysłowych, jak i na sprzedaż detaliczną. Jak wynika z danych Pracuj.pl to właśnie branża handel i sprzedaż zgłosiła największe zapotrzebowanie na pracowników w omawianym kwartale, notując także znaczący, bo prawie 11% wzrost. Znaczący wzrost konsumpcji przekłada się także na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów ds. obsługi klienta, w III kwartale 2016 r. pracodawcy opublikowali 25 683 ofert pracy skierowanych do tych specjalistów, a zapotrzebowanie na nich wzrosło o 20,7%, w ujęciu rok do roku.

Podobnie, jak w drugim, także w trzecim kwartale 2016r. odnotowaliśmy znaczące wzrosty zapotrzebowania na pracowników z obszaru produkcji. Z branży przemysł ciężki napłynęło 10 460 ofert pracy, a z branży przemysł lekki 7 084 ofert. Dynamicznie, o 17,1%, wzrosło także zapotrzebowanie na pracowników produkcji.

Tak dobre wyniki z rynku pracy nie pozostają bez wpływu na zapotrzebowanie pracodawców na specjalistów ds. HR. Oferty skierowane do nich stanowiły w III kwartale 2016 r. prawie 4% wszystkich ofert pracy, a wzrost liczby ofert pracy skierowanych do tych pracowników wyniósł 12,2% rok do roku. Pracownicy HR są odpowiedzialni nie tylko za procesy rekrutacyjne, ale także za budowanie wizerunku pracodawcy oraz kwestie związane z oceną i rozwojem, co nabiera szczególnego znaczenia przy obecnej sytuacji na rynku pracy.

Maciej Makowski w zarządzie KERRIS Group

Maciej Makowski, Account Director w KERRIS Group wszedł do zarządu spółki. Objęcie przez niego nowego stanowiska ma umożliwić szerszy nadzór nad zespołami projektowymi i przyspieszyć realizację kluczowych procesów. Awans jest pochodną dynamicznego rozwoju firmy, która nieustannie poszerza grono obsługiwanych klientów, powiększając jednocześnie zespół managerów i specjalistów. 

Maciej Makowski
Maciej Makowski

Maciej Makowski jest absolwentem Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ze spółką KERRIS Group związany jest 2012 roku, czyli od początku jej istnienia. Swoją karierę rozpoczął jako Junior Project Manager, by w niedługim czasie awansować na stanowisko seniorskie, a następnie przejąć odpowiedzialność za dział zarządzania projektami. Jako socjolog pasjonuje się kapitałem społecznym i jego atomizacją w polskim społeczeństwie oraz wpływem rozwoju technologii informacyjnych na funkcjonowanie grup społecznych. Czas wolny najchętniej spędza grając w squasha.

KERRIS jest jedną z najszybciej rozwijających się agencji interaktywnych na polskim rynku. Projektuje i dostarcza usługi z zakresu kreacji, nowych technologii i performance marketingu. Spośród dziesiątek rozwiązań dostępnych na rynku, wdraża te właściwe, skutecznie realizując cele biznesowe swoich partnerów. Należą do nich takie marki jak Porsche, L’Oréal Polska, Grupa LOTOS SA, Grohe Polska, Lexus, Regenersis, Uber, oraz czołowe domy mediowe i wiele inspirujących startupów.

EUR/USD pod wpływem Fed, a wkrótce ECB

Rosnące przekonanie, że Fed w grudniu podwyższy stopy procentowe, zepchnęło wczoraj kurs EUR/USD poniżej 1,10 dolara. Wprawdzie ostatecznie atak na tę barierę się nie powiódł, ale proces umocnienia dolara może być kontynuowany w przyszłym tygodniu. O ile we wszystko nie wmiesza się ECB.

Piątkowe przedpołudnie upływa pod znakiem umocnienia dolara. O godzinie 12:27 kurs EUR/USD testował poziom 1,1020. Nie jest to jednostkowy przypadek. Dolar zyskuje również do innych walut. W tym do szwajcarskiego franka, japońskiego jena, ale też złotego. Za tego ostatniego trzeba było zapłacić 3,9890 zł.

Wczoraj kurs EUR/USD, pierwszy raz od 27 lipca, spadł poniżej 1,10 dolara. Wprawdzie spadek ten okazał się krótkotrwały i po wyznaczeniu minimum na 1,0985 dolara, notowania na koniec dnia wróciły do 1,1047, ale dziś dolar ponownie zyskuje na wartości. Jeżeli tylko dostanie on „zielone światło” ze strony dzisiejszych danych makroekonomicznych, to tydzień zamknie poniżej 1,10, a w przyszłym może kontynuować spadki. Najpierw w kierunku 1,09, a później 1,08 dolara. Oczywiście pod warunkiem, że we wszystko nie wmiesza się Europejski Bank Centralny (ECB).

Pierwotnym impulsem który zepchnął notowania EUR/USD poniżej 1,10 były „minutki” z ostatniego posiedzenia Fed. Kilku członków FOMC uznało, że przy postępującej dalszej poprawie sytuacji w amerykańskiej gospodarce, wkrótce należy podnieść stopy procentowe w USA, można było przeczytać w opublikowanym w środę wieczorem protokole z wrześniowego posiedzenia FOMC. To wpisuje się w trend rosnących oczekiwań na grudniową podwyżkę stóp procentowych, co systematycznie winduje w górę notowania dolara. W czwartek indeks dolarowy (Dollar Index) wzrósł do 98,10 z poziomu 95,37 jeszcze 2 tygodnie wcześniej i znalazł się najwyżej od 10 marca br.

Po wczorajszym wystrzale i późniejszej zdecydowanej korekcie notowań, dziś dolar ponownie zyskuje na wartości. Ponownie też grają stare tematy. Mianowicie rosnące oczekiwanie, że w grudniu Fed poniesie stopy procentowe. Nie jest wykluczone, że kolejnym krokiem przybliżającym nas do tej decyzji będą publikowane po południu dane. O godzinie 14:30 inwestorzy poznają wrześniowe raporty o inflacji PPI (prognoza: 0,6% R/R) i sprzedaży detalicznej (prognoza: 0,6% M/M) oraz październikowy odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan (prognoza: 92 pkt.). To wszystko zaś zostanie okraszone wystąpieniem Janet Yellen, która weźmie udział konferencji zorganizowanej przez Oddział Fed z Bostonu.

Przy obecny prodolarowych nastrojach już zgodne z konsensusem dane, a także oszczędna w słowach Yellen, będą wsparciem dla amerykańskiej waluty. Słabsze wyniki zaś nie muszą wcale jej w sposób trwały osłabić. Dlatego też istnieje spore prawdopodobieństwo, że EUR/USD zakończy tydzień poniżej 1,10.

W przyszłym tygodniu dolar może dalej umacniać się do euro płynąc na fali podwyżki stóp procentowych w USA. O ile w to wszystko nie wmiesza się ECB. Posiedzenie banku zaplanowane jest na najbliższy czwartek. Wówczas też tradycyjnie z dziennikarzami spotka się Mario Draghi. Wprawdzie zmiana polityki nie jest oczekiwana, ale rynki interesować będzie, jakie plany ma ECB odnośnie programu skupu aktywów. Nie tak dawno pojawiły się plotki, że bank może wydłużyć sam program, ale jednocześnie zmniejszyć jego skalę w sytuacji, gdy kondycja europejskiej gospodarki będzie się poprawiać. Gdyby taka sugestia padła to byłby silny impuls wzmacniający euro i  przerywający marsz EUR/USD na południe. Tyle tylko, że to dość mało prawdopodobny scenariusz. Raczej należy oczekiwać, że na najbliższym posiedzeniu ECB przedyskutuje wszystkie opcje, ale z decyzjami i ich komunikacją wstrzyma się do posiedzenia grudniowego. Takie sugestie zresztą już na rynku się pojawiły. To oznacza, że konferencja Draghiego będzie nudna, a gorącym tematem na rynkach finansowych wciąż pozostanie Fed, a także dane z chińskiej gospodarki (PKB za III kw.) i sezon wyników na Wall Street. Tym samym scenariusz zakładający spadek EUR/USD w kierunku 1,08 jest bardzo realny. Aczkolwiek samo osiągnięcie tego poziomu w przyszłym tygodniu jest mało realne. To raczej nieco dłuższa perspektywa.

Wykres dzienny EUR/USD

Wykres dzienny EUR/USD
Źródło: easyMarkets

Potencjalne zejście EUR/USD do 1,08 jeszcze w październiku dolara, co musiałoby się wiązać z dalszym wzrostem przekonania inwestorów co do grudniowej podwyżki stóp procentowych, oznaczałoby również wzrost obaw o perspektywy gospodarek wschodzących. To automatycznie uderzyłoby w złotego. Jeżeli w to jeszcze wpisałyby się gorsze od prognoz przyszłotygodniowe dane z polskiej gospodarki (zwłaszcza produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna), to złoty mógłby się gwałtownie osłabić do dolara. W takim scenariuszu kurs USD/PLN wraca powyżej 4 zł, który to poziom testowany był ostatnio 15 lipca. Niemniej jednak nawet bez słabych danych USD/PLN ma szansę wzrosnąć do 3,95 zł jeszcze w tym miesiącu.

Wykres dzienny USD/PLN

Wykres dzienny USD/PLN
Źródło: easyMarkets

Marcin Kiepas  – główny analityk easyMarkets

Wyzwania zrównoważonego rozwoju branży energetycznej – nowa analiza Forum Odpowiedzialnego Biznesu

Bezpieczeństwo energetyczne i ochrona środowiska, edukacja, współpraca i dialog, a także kwestie strategiczne i raportowanie to kluczowe obszary, wyodrębnione przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu w pierwszej analizie tematycznej dotyczącej wyzwań zrównoważonego rozwoju w branży energetycznej.

Sektor energetyczny jest branżą obejmującą w większości spółki o znaczeniu strategicznym dla państwa. Wymaga szczególnej uwagi także ze względu na ogromne wyzwania środowiskowe i społeczne, związane z prowadzonymi, często trudnymi, inwestycjami, skalę zatrudnienia i uzwiązkowienia, a przede wszystkim – podstawowe wyzwanie branży – konieczność zapewnienia nieprzerwanych dostaw energii.

Autorzy publikacji „Wyzwania branży energetycznej w ramach zrównoważonego rozwoju” szukają odpowiedzi na pytania: jaka jest polska branża energetyczna? Czy stopień jej dojrzałości jest na miarę wyzwań, przed którymi stoi? Czy rozwój technologii związanych m.in. z odnawialnymi źródłami będzie stopniowo zmieniać miks energetyczny, niezależnie od różnych przeszkód i innych uwarunkowań?

W analizie zaprezentowano przekrój dobrych praktyk firm w kontekście wyzwań zrównoważonego rozwoju ukazano rozpiętość działań branży i rosnącą świadomość odpowiedzialności biznesu.

Wśród przedstawicieli firm wypowiadających się w publikacji znaleźli się (w kolejności alfabetycznej firm): Izabella Rokicka, CEMEX Polska; Barbara Boineau, EDF Polska; Anna Mikosz, Gaspol Energy; Adam Burak, Grupa LOTOS; Andrzej Stangret, PGE Polska Grupa Energetyczna; Marcin Szczudło, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Agnieszka Wójcik, Grupa TAURON.

Publikacja powstała w ramach Programu Partnerstwa FOB i jest rezultatem spotkania pt. „Okrągły stół branży energetycznej” – zorganizowanego po raz pierwszy w 2016 r. przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu wspólnie ze spółką PGNiG. Analizę opracowała ekspertka CSR, Katarzyna Mróz we współpracy z przedstawicielkami FOB: Marzeną Strzelczak, Magdaleną Andrejczuk i Martą Górską.

Analiza do pobrania w wersji PDF na stronie: odpowiedzialnybiznes.pl/publikacje/wyzwania-branzy-energetycznej-ramach-zrownowazonego-rozwoju/

Rynek pracy w dobie globalizacji nie posiada żadnych barier

W dniach 19-20 października Warszawę odwiedzi Andy Tryba CEO i założyciel firmy Crossover i twórca konkurenta firmy Uber – aplikacji RideAustin. W trakcie swojej wizyty Andy Tryba odbędzie liczne spotkania z przedstawicielami władz oraz biznesu. Będzie brał udział w różnych debatach, think-tankach i opowie o swoim pomyśle na zrewolucjonizowanie rynku pracy na świecie.

Rewolucja rynku pracy

Andy Tryba spędził ostatnie 15 lat na stanowiskach CEO wielu udanych startupów. Był dyrektorem strategii w Intel Corporation i doradcą w Białym Domu. Doradzał w sprawach przyszłości rynku pracy i rozwoju inżynierii. Wspólnym wątkiem tych wszystkich stanowisk jest jego pasja do „przyszłość rynku pracy” w zrozumieniu globalnym, połączonego z potrzebami społeczeństwa.

Wprowadzał innowacyjne rozwiązania technologiczne zarówno w firmach z listy Fortune 500, jak i w start-upach. Posiada duże doświadczenie w prowadzeniu globalnych zespołów przynoszących wiele miliardów dolarów zysku. Rozwijał długoterminowe strategie, wprowadzając inicjatywy sektora publicznego i prywatnego do rozwijania start-upów.

Od maja 2014 roku założyciel i CEO Crossover – międzynarodowej firmy mającej na celu globalną zmianę rynku pracy. Założeniem firmy jest wprowadzenie 100% zdalnie pracujących zespołów, składających się z najlepszych specjalistów z całego świata. Ostatnim projektem stworzonym przez Andy’ego wspólnie ze społecznością miasta Austin w Teksasie jest aplikacja Ride Austin – lokalne usługi transportowe wykorzystujące model non-profit.

„Rynek pracy w dobie rozwoju technologii zmienia się bardzo dynamicznie. Proste czynności wkrótce będą mogły wykonywać za nas roboty i sztuczna inteligencja. Jednak branże wymagające wysokich kwalifikacji wciąż będą w cenie i pozwolą na rozwój nie tylko gospodarki, ale będą miały wpływ na wiele różnych aspektów naszego codziennego życia. Wzrost miejsc pracy wymagających wysokich kwalifikacji pozwoli podnieść standard życia na całym świecie”- ocenił Andy Tryba, CEO w firmie Crossover.

Crossover

Crossover to obecnie największy projekt Andy’ego. Celem firmy jest promowanie modelu Remote Work – pracy zdalnej. Firma działa już na 80 rynkach świata – również w Polsce i poszukuje pracowników z branży m. in.: IT, finansów czy kadr zarządzających oferując im pracę dla gigantów z listy Fortune 1000. Specjaliści swoją pracę wykonują zdalnie i otrzymują za nią amerykańskie wynagrodzenie. Dodatkowo Crossover nie pobiera procentu z zarobku pracowników jak ma to miejsce w przypadku firm outsourcingowych. Z oferty chętnie korzystają również Polscy specjaliści, którzy już od 2014 zatrudniani są przez oddział Crossover w Polsce i pracują dla najlepszych firm IT na świecie. Firma obecnie zatrudnia ponad 2000 osób. W Polsce dzięki Crossover zdalnie pracuje ponad 50 pracowników, których średnie zarobki wahają się między 10, a 65 tysięcy złotych miesięcznie. Firma planuje zatrudnić ponad 1000 pracowników w Polsce do końca przyszłego roku.

Konkurencja dla Ubera w systemie non-profit

Andy Tryba nie poprzestał na jednym pomyśle na biznes. Korzystając z potencjału informatyków, których zatrudnia przy projekcie Crossover postanowił rozwinąć swój interes.  Wykorzystując fakt wycofania się z Austin w Teksasie firm transportowych Uber i Lyft uruchomił usługę RideAustin. RideAustin to firma z branży TNC (transportation network company) i konkurent firmy Uber. Innowacyjnym rozwiązaniem firmy jest połączenie usług transportowych z usługami non-profit, dzięki czemu kierowcy zarabiają więcej, a pasażerowie mogą dodatkowo składać dobrowolne darowizny na cele charytatywne.

Ta ustawa spowoduje wzrost cen nieruchomości Wrocławia, Krakowa i Warszawy

Obowiązująca od maja br. ustawa regulująca obrót gruntami rolnymi uderza w rozwój miast. Dotyczy to szczególnie Wrocławia, Krakowa i Warszawy. I spowoduje wzrost cen nieruchomości.

Ustawa miała chronić grunty rolne przed ich wykupem przez cudzoziemców, co jest marginalnym problemem. Wywołała jednak wiele problemów. Obrót gruntami zamarł, co bardzo uderzyło finansowo rolników. Jednak ustawa jest też problemem dla rozwoju miast, gdyż uniemożliwia obrót gruntami jeżeli nie są one objęte planem zagospodarowania przestrzennego z przeznaczeniem tych gruntów na cele inne niż rolnicze.

Z tego powodu znaczące obszary miast są gruntami, których nie może kupić nikt inny poza rolnikami.

– W Warszawie to aż 30 proc. terenów miasta, w Krakowie 45 proc., a we Wrocławiu aż 55 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zięba, partner zarządzający w kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP).

KZP została nominowana do tytułu „Kancelaria Roku: Europa Środkowa” przyznawanego przez najbardziej prestiżowy międzynarodowy magazyn prawny „The Lawyer”, w organizowanym corocznie konkursie „The European Awards”.

– Ustawa spowoduje wzrost cen na rynku nieruchomości – dodaje R.Zięba z KZP.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 13.10.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Włączenie KNF w struktury NBP zwiększy bezpieczeństwo sektora bankowego

Pomysł rządu, aby włączyć KNF w struktury banku centralnego jest dobry, tak uważa większość ekonomistów.

– W niektórych sytuacjach zagrożenia trzeba bardzo szybko działać, dlatego jest to dobry pomysł – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Andrzej S.Bratkowski, były wiceprezes NBP i były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Wzrost chińskiej inflacji uspokoił rynki

Światowe indeksy giełdowe i surowce odreagowują wczorajsze spadki po pierwszym od 2012 roku wzroście cen producenckich w Chinach. Inwestorzy odetchnęli z ulgą po wczorajszym szoku wywołanym 10 proc. spadkiem chińskiego eksportu. Inflacja PPI wzrosła w wrześniu o 0,1 proc. rok do roku, gdy spodziewano się 0,3 proc. spadku cen. Również inflacja konsumencka CPI wzrosła powyżej oczekiwań, o 1,9 proc. rok do roku wobec prognozy 1,6 proc. wzrostu. Uwaga inwestorów zwróci się dziś na publikację wyników finansowych za III kwartał przez czołowe amerykańskie banki, takie jak JP Morgan Chase & Co., Citigroup Inc. oraz Wells Fargo & Co. Również w kręgu zainteresowań pozostaną dane odnośnie amerykańskiej sprzedaży detalicznej oraz wystąpienie szefowej Fed-u Janet Yellen podczas konferencji w Bostonie.

Europejskie indeksy zyskują dziś na wartości, wsparte głownie przez spółki wydobywcze, takie jak Rio Tinto Group czy BHP Biliton Ltd. Giełdy zostały również wsparte przez amerykańskie indeksy, którym po burzliwej czwartkowej sesji udało się obronić poziomy wsparcia z zeszłego miesiąca. Indeks S&P 500, który w pewnym momencie tracił ponad 1 proc., handlując najniżej od początku lipca, odbił się i zakończył wczorajsze notowania, z jedynie 0,3 proc. stratą. Niemiecki DAX rozpoczął notowania od wzrostów i obecnie zyskuje już 1,6 proc. handlując powyżej poziomu 10580 punktów. Francuski CAC 40 zyskuje jeszcze więcej, bo aż 1,8 proc. handlując w pobliżu 4490 punktów. Brytyjski FTSE 100 zyskuje skromne 0,5 proc., mając problemy z pokonaniem psychologicznego poziomu 7000 punktów. Akcje spółki z branży finansowej Man Group Plc zyskują 16 proc. po tym, jak grupa ogłosiła skup akcji własnych oraz zakup Aalto Invest Holding AG, aby wejść na rynek private banking. WIG 20 nie potrafi podnieść się po wczorajszej mocno spadkowej sesji. Akcje 20 największych polskich spółek zyskują jedynie 0,3 proc., handlując niewiele powyżej poziomu 1730 punktów.

Ropa naftowa WTI zyskuje ponad 1 proc., handlując w pobliżu poziomu 51 dolarów za baryłkę po tym, jak czwartkowy raport amerykańskiej rządowej agencji EIA pokazał, iż zapasy w Cushing, w stanie Oklahoma, spadły do najniższego poziomu od grudnia 2015 roku. Zapasy destylatów i benzyny również mocno spadły, ze względu na mniejsze moce przerobowe rafinerii. Ropa Brent także zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 52,40 dolarów za baryłkę. Ceny aluminium wzrosły do najwyższego od 5 miesięcy poziomu, po tym jak Chińczycy wprowadzili nowe prawo zakazujące przeciążania ciężarówek transportowych, co wpływa negatywnie na terminowość dostaw metalu. Miedź nie potrafi się podnieść po wczorajszym spadku i traci obecnie 0,4 proc., handlując w pobliżu poziomu 2,11 dolarów za funta.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Sytuacja na rynku IPO w Polsce i reszcie Europy III kwartał 2016

Jak wynika z raportu „IPO Watch Europe. III kwartał 2016” koniunktura na rynku pierwszych ofert publicznych w Europie stopniowo odbudowuje się po załamaniu spowodowanym głosowaniem w sprawie Brexit. Eksperci PwC szacują, że łączna wartość IPO w 2016 r. przekroczy 25 mld euro.

  • Na rynku IPO w Warszawie miało miejsce jedynie 5 IPO o łącznej wartości 4,3 mln euro.
  • Łączna wartość IPO w Europie w trzecim kwartale 2016 r. była tylko o 17% niższa w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
  • Jednocześnie aż 92% łącznej wartości wszystkich ofert przypadło na Europę kontynentalną.
  • Na rynku IPO w Londynie w dalszym ciągu utrzymuje się dekoniunktura – łączna wartość ofert spadła aż o 50% w porównaniu do trzeciego kwartału 2015 r. Aż 6 z 9 debiutów miało miejsce na rynku alternatywnym AIM.
  • Perspektywy na nadchodzące miesiące wydają się obiecujące. W całym 2016 r. łączna wartość IPO powinna przekroczyć poziom 25 mld euro.

Sytuacja na rynku IPO w Warszawie

Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale miało miejsce tylko pięć IPO (wszystkie na NewConnect) o łącznej wartości zaledwie 4,3 mln euro. Największą ofertą było IPO spółki deweloperskiej Tower Investments (2,4 mln euro).

„Niestety, nasz rynek kapitałowy został dotknięty przez szereg negatywnych czynników jednocześnie – zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych, ogólny odpływ inwestorów zagranicznych z naszego regionu, zawirowania polityczne powodujące niepewność na rynku oraz działania skarbu państwa wobec kontrolowanych przez niego spółek z GPW godzące w interesy akcjonariuszy mniejszościowych, czy też liczne nieprawidłowości na rynkach NewConnect i Catalyst. W tej sytuacji iskierką nadziei może być kilka przeprowadzanych właśnie ofert publicznych, które powinny oznaczać poprawę statystyk rynku pierwotnego w Warszawie w czwartym kwartale. Jednak brak wśród nich dużych podmiotów, które miałyby szansę zrównoważyć ubytek w postaci coraz większej liczby wycofywanych z obrotu giełdowego spółek” – podsumowuje Filip Gorczyca, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych.

Sytuacja na rynku IPO w Europie

Słabe pierwsze półrocze 2016 r. na europejskim rynku pierwotnym miało swoją kontynuację również w minionym kwartale wskutek wyniku referendum związanego z Brexitem. Łącznie w Europie odnotowano 52 IPO o wartości 3,8 mld euro, co stanowi wartość o 17% niższą niż w trzecim kwartale 2015 r. (53 IPO, 4,6 mld euro). Jednak zarówno kilka transakcji przeprowadzonych pomyślnie we wrześniu, jak i oferty zapowiadane na nadchodzące miesiące wskazują, że koniunktura na rynku pierwotnym powoli się odbudowuje.

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2007 roku

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2007 roku

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

 Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

W trzecim kwartale br. zdecydowana większość ofert przypadła na Europę kontynentalną. Aż 55% łącznej wartości IPO stanowiła przeprowadzona we wrześniu oferta spółki Nets A/S na giełdzie w Kopenhadze (2,1 mld euro). Z kolei pięć ofert na włoskiej Borsa Italiana o łącznej wartości 0,8 mld euro stanowiło 21% wszystkich IPO w Europie, głównie ze sprawą oferty prywatyzacyjnej zajmującej się kontrolą ruchu lotniczego spółki Enav SpA.

„Aktywność na rynku IPO w Europie była w minionym kwartale niska, podobnie jak w całym bieżącym roku. Spore grono potencjalnych emitentów przełożyło lub odwołało plany debiutu w związku z wynikiem głosowania w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii. Jednak w ostatnich tygodniach sytuacja ulega stopniowej poprawie, gdyż spółki starają się wykorzystać chwilowe uspokojenie na rynkach, zwłaszcza że jednocześnie antycypują ryzyko możliwych dalszych turbulencji związanych z wyborami prezydenckimi w USA. Lista spółek, które zapowiedziały ostatnio IPO, przedstawia się obiecująco i na tej podstawie należy oczekiwać udanego początku czwartego kwartału” – mówi Filip Gorczyca, wicedyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych.

Aż 90% ubezpieczycieli obawia się utraty części udziałów w rynku na rzecz insurtech-ów

Aż 90% ubezpieczycieli obawia się utraty części udziałów w rynku na rzecz coraz prężnie działających firm technologicznych – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Jak ubezpieczeniowe firmy technologiczne zmieniają branżę”. Według szacunków PwC inwestycje w ubezpieczeniowe start-upy (tzw. insurtech) na świecie w ciągu ostatnich 3 lat wzrosły 5-krotnie, a ich łączne finansowanie od 2010 roku wyniosło 3,4 mld dolarów.

Branża finansowa, tak jak wszystkie pozostałe segmenty rynku, od wielu lat poddawana jest zmianom związanym z transformacją cyfrową. Ich wynikiem są coraz prężniej działające w segmencie finansowym nowoczesne firmy technologiczne, zwane fintech-ami. Wyróżnikiem ich strategii jest wykorzystywanie nowoczesnych technologii w pełnym zakresie: od tworzenia produktu, poprzez sprzedaż, kontakt z klientem i zarządzanie relacją z nim. Fintech-y, rozwojowi których sprzyjają m.in. zmiany regulacyjne i coraz większe oczekiwania klientów, stają się coraz poważniejszym konkurentem dla tradycyjnych graczy, takich jak banki czy firmy ubezpieczeniowe.

Z raportu PwC „Jak ubezpieczeniowe firmy technologiczne zmieniają branżę”, wynika, że aż 90% ubezpieczycieli obawia się utraty części udziałów w rynku na rzecz insurtech-ów. Jednocześnie, prawie połowa respondentów (48%) twierdzi, że w ciągu kolejnych 5 lat może stracić do 20% swojej działalności na rzecz niezależnych technologicznych spółek finansowych. O tym, jak poważnie traktowane jest zagrożenie ze strony insurtech-ów świadczy także to, że 68% badanych przez PwC ubezpieczycieli  przyznało, że już podjęło konkretne działania związane z wdrożeniem i wykorzystaniem nowych technologii w swoich firmach.

Oprócz zagrożeń, takich jak utrata części udziałów w rynku czy większa presja na marże, ubezpieczyciele wskazali także na szanse, jakie stwarza wykorzystanie nowych technologii w ich branży – 81% respondentów widzi w tym możliwość redukcji kosztów. Eksperci PwC podkreślają, że samo wykorzystanie technologii opartych na chmurze mogłoby zmniejszyć koszty aż 10-krotnie. Dodatkowe oszczędności mogą przynieść także ograniczenie liczby pośredników w procesie sprzedaży i automatyzacja części działań operacyjnych.

Dane zebrane w raporcie PwC pokazują także skalę rozwoju nowoczesnych firm technologicznych. Okazuje się, że w ciągu ostatnich 3 lat inwestycje w innowacyjne start-upy ubezpieczeniowe wzrosły 5-krotnie, a od 2010 r. ich łączne finansowanie wyniosło 3,4 mld dolarów.

Czy insurtech-y zmienią polski rynek ubepzieczeń?

Insurtech-y w Polsce zaczynają się dopiero kształtować.  W odróżnieniu od bankowości, polski rynek ubezpieczeniowy nie jest w europejskiej czołówce jeżeli chodzi o innowacje technologiczne. Choć widać pierwsze oznaki obecności isurtech-ów, np. w obszarach wykorzystania telematyki czy zakupów grupowych lub na żądanie, na ten moment mają one raczej charakter nowinki technologicznej, nie są jeszcze kluczowym elementem strategii rozwoju zakładów ubezpieczeń. To powoduje, że na razie na polskim rynku brak jest istotnych strategicznych partnerstw pomiędzy ubepzieczycielami a start-upami technologicznymi, co mogłoby stanowić istotną dźwignię rozwoju tego rynku. Partnerstwa takie dla star-upów są konieczne w celu pokonywania bariery regulacyjnej oraz kapitałowej. Z drugiej strony dla zakładów ubezpieczeń isurtech-y dają szansę na przezwyciężenie kluczowych problemów, z jakimi branża zmaga się od lat – np. dochodowość ubezpieczeń komunikacyjnych czy percepcja wartości ubezpieczeń na życie. Spodziewam się, że właśnie z tego kierunku nadejdą pierwsze zmiany” – mówi Arkadiusz Kramza, wicedyrektor w zespole ds. ubezpieczeń PwC.

Ubezpieczyciele i fintech-y – szansa na współpracę?

Według raportu PwC 32% ubezpieczycieli na świecie w żadnym zakresie nie współpracuje jak dotąd z insurtech-ami, a 38% uważa, że działania związane z wdrażaniem nowych technologii nie stanowią kluczowego elementu ich strategii.  Jedynie 5% ubezpieczycieli otworzyło spółkę insurtech lub przejęło taką spółkę z rynku. Partnerstwo z insurtech-ami zadeklarowało 28% respondentów.

Ubezpieczyciele, jako największą barierę utrudniającą współpracę z technologicznymi start-upami, wymieniają bezpieczeństwo informacji. Z kolei dla samych start-upów wyzwaniem w tej relacji jest różnica w zarządzaniu i kulturze organizacyjnej.

Zdaniem autorów raportu PwC, firmy ubezpieczeniowe, odpowiadając na wyzwanie związane z rozwijaniem się insurtech-ów, powinny skupić się na czterech kluczowych elementach:

  • Identyfikować nowe trendy i innowacje, które znacząco wpływają na branżę
  • Nawiązywać współpracę ze start-upami
  • Wdrażać nowe technologie poprzez tworzenie własnych inkubatorów innowacyjności czy przejmowanie innych firm technologicznych
  • Rozwijać nowe produkty odpowiadające zmieniającym się potrzebom klientów

Technologie dronowe w branży ubezpieczeniowej

Jednym z ciekawych przykładów jak nowe technologie wpływają na branżę ubezpieczeniową są drony. Ubezpieczyciele korzystają z dronów na różnych etapach procesu ubezpieczeniowego. Jeszcze przed podpisaniem umowy ubezpieczeniowej, dzięki inspekcji dronem, ubezpieczyciel jest w stanie zidentyfikować ryzyka związane ze stanem obiektu, czy ukształtowaniem terenu, co pozwala mu na dokładniejsze wyliczenie składki, albo rezygnację z udzielenia ubezpieczenia, na przykład z uwagi na zbyt duże ryzyko zalania terenu.  Dane pozyskane podczas inwentaryzacji stanu zerowego obiektu za pomocą dronów są również wykorzystywane na kolejnych etapach procesu ubezpieczeniowego, np. w przypadku wystąpienia szkody. Inspekcje dronowe dokonane przed podpisaniem umowy, a następnie powtórzone po wystąpieniu szkody, pozwalają zebrać niepodważalne materiały dowodowe, które mogą stanowić podstawę do wyceny szkody, a w przypadku sporów prawnych, mogą być dowodem w procesie sądowym.

Znacznie szybsza niż dotychczas możliwość pozyskiwania wysokiej jakości danych dotyczących trudno dostępnych miejsc i obiektów jest argumentem, który przekonał już gigantów ubezpieczeniowych do stosowania dronów, stając się przykładem symbiozy pomiędzy tradycyjnymi firmami a insurtech-ami.

Od 1 stycznia 2017 r. większe ulgi podatkowe na działalność innowacyjną

6 października br. Sejm uchwalił ustawę zmieniającą niektóre ustawy określające warunki prowadzenia działalności innowacyjnej. Zgodnie z zamierzeniami projektodawców część przepisów ma wejść w życie już 1 stycznia 2017 r. Projekt ustawy przewiduje m.in. rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych jako działalność B+R, podwyższenie progów kwot podlegających odliczeniu oraz wydłużenie okresu dokonywania odliczeń.

Rozszerzenie zakresu ulgi B+R

Nowa ustawa zakłada wprowadzenie do katalogu kosztów kwalifikowanych kosztu pozyskania patentu, prawa ochronnego na wzór użytkowy lub prawa z rejestracji wzoru przemysłowego, co ma dotyczyć całego procesu od opracowania dokumentacji do rejestracji, wraz z opłatami okresowymi. Jednak koszty te będą dotyczyły wyłącznie małych i średnich przedsiębiorstw.

Podwyższenie wysokości odpisów z tytułu ulgi B+R

Obecnie małe i średnie przedsiębiorstwa odpisują dodatkowo od podstawy opodatkowania 30% z tytułu wynagrodzeń i 20% z tytułu pozostałych kosztów. Od 2017 r. MŚP na wszystkie rodzaje kosztów będą mogły korzystać z odpisu w wysokości 50%. Duże przedsiębiorstwa korzystają obecnie z dodatkowych odpisów: 30% na wynagrodzenia i 10% na pozostałe koszty – oba te progi wzrosną odpowiednio do 50% i do 30%.

Nowe wysokości odpisów oznaczają, że na przykład na kosztach wynagrodzeń przedsiębiorcy zyskają 9,5% tych kosztów, w formie niezapłaconego podatku. Można więc przyjąć, że o tyle właśnie będą dla nich tańsi pracownicy wykonujący prace B+R.” – mówi Beata Tylman, dyrektor w zespole Innowacje i B+R w PwC.

Dzięki uchwalonej przez Sejm nowelizacji, od 1 stycznia 2017 r. korzyści podatkowe z ulgi B+R mogą osiągnąć poziom porównywalny do poprzednio obowiązującej ulgi na nabycie nowych technologii, obowiązującej do końca 2015 r.” – dodaje Marcin Sidelnik, dyrektor w dziale-prawno-podatkowym PwC.

Eksperci PwC zwracają uwagę, że ustawa nowelizująca m.in. ulgę B+R przewiduje również szereg innych zmian dla podatników prowadzących działalność B+R, m.in.:

  • Zwrot gotówkowy dla nowych przedsiębiorców prowadzących działalność B+R
    Nowo powstałe przedsiębiorstwa, które nie wygenerują zysku podatkowego w odpowiedniej wysokości, będą uprawnione do otrzymania kwoty odpowiadającej iloczynowi nieodliczonej ulgi B+R i stawki podatku. Za nowe przedsiębiorstwa uznawani są podatnicy rozpoczynający działalność.
  • Wydłużenie okresu odliczenia
    Zwiększenie okresu odliczenia (odpowiednio w całej kwocie lub w pozostałej części) z 3 lat do 6 lat w przypadku straty podatkowej lub zbyt małej podstawy opodatkowania do rozliczenia kosztów kwalifikowanych za dany rok podatkowy.
  • Wyłączenie z przychodów aportu własności intelektualnej
    Od 1 stycznia 2017 r. ma również na stałe zniknąć opodatkowanie podatkiem dochodowym aportu własności intelektualnej i przemysłowej wnoszonego przez podmiot komercjalizujący.

Dyrektywa hipoteczna

Brałeś kiedyś kredyt hipoteczny? Procedura jego udzielania była nieczytelna? Sam produkt był skomplikowany? Kredytodawca, wykorzystując twoją niewiedzę, próbował ci sprzedać wraz z nim inny, powiązany, produkt, np. ubezpieczenie? Brzmi znajomo. W przyszłości takie sytuacje mają już nie mieć miejsca. Wszystko dzięki dyrektywie hipotecznej, której zadaniem jest lepsza ochrona kredytobiorców w kontaktach z bankami.

„Dyrektywa ma na celu przede wszystkim uporządkowanie relacji na rynku kredytów hipotecznych między kredytodawcami a kredytobiorcami” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Mirosław Bieszki, doradca ekonomiczny Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Chodzi o doprowadzenie do sytuacji, w której klient nie będzie miał problemu ze zrozumieniem, co tak naprawdę kupuje. Do tej pory nie zawsze było to normą.

W wyniku wprowadzenia postanowień dyrektywy hipotecznej zmieni się relacja między klientem a bankiem, ale również między klientem a pośrednikiem. Jest to o tyle ważne, że większość kredytów hipotecznych jest sprzedawana właśnie przez pośredników. Po wejściu w życie zmian będą oni podlegali kontroli Komisji Nadzoru Finansowego.

Bardzo istotną kwestią jest także powstanie rejestru kredytodawców kredytu hipotecznego. Ułatwi on nadzorowanie firm udzielających kredytów i sprawdzanie, czy przestrzegają przyjętych zasad dobrych praktyk. Przyczyni się to do podniesienia standardów obowiązujących na rynku.

Wojna informacyjna a biznes

Zmienić pracę? Inwestować i rozwijać przedsiębiorstwo? Czy może raczej poczekać, ponieważ sytuacja na rynku jest niekorzystna? Codziennie podejmujemy decyzje biznesowe na podstawie informacji płynących ze świata. Co jednak, jeśli te wiadomości są nieprawdziwe? Jak uchronić się przed atakami informacyjnymi?

Funkcjonowanie na rynku wymaga od firm ciągłego informowania klientów, a także potencjalnych inwestorów, o swoich planach i dokonaniach. „Jednocześnie jesteśmy narażeni na ataki informacyjne, czyli świadomie planowane kampanie, które mają wpływać na to, jakie decyzje podejmujemy każdego dnia. Brak skutecznej obrony przed tymi atakami może skutkować niekorzystnymi wyborami podczas planowania biznesowych przedsięwzięć” – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną infoWire.pl Michał Szapiro z firmy Szapiro Business Advisory.

Każdy z nas powinien poddawać swoje źródło wiadomości konstruktywnej krytyce. Tymczasem Polacy często idą na łatwiznę. 85% badanych przy wyborze platformy informacyjnej kieruje się wyłącznie łatwością dostępu do niej. Wiarygodność mediów znajduje się dopiero na drugim miejscu i jest ważna dla 49% ankietowanych. A z jakich źródeł czerpiemy wiedzę najczęściej? Dla starszego pokolenia są to głównie serwisy telewizyjne – korzysta z nich 73% osób w wieku 46–60 lat. Młodzi wolą internet (47%). Optymalne jest zaś łączenie wielu źródeł informacji, tak by osiągnąć jak najbardziej obiektywny obraz sytuacji.

Ważne, aby firmy w sposób uporządkowany podchodziły zarówno do zbierania wiadomości, jak i realizowania własnej strategii komunikacyjnej. Świadomie budowana polityka informacyjna ma wspierać naszą organizację, pozwalać docierać do właściwej grupy odbiorców i budować pozytywny wizerunek marki.

Łukasz Piechowiak – czy roboty mogą stać się bankierami?

Program komputerowy sam zrobi przelew, podpowie gdzie zrobić zakupy, odpowie na pytania a może zostanie nawet bankierem – to wcale nie musi być sificion. Już technologia jest wykorzystywana w świecie finansów. A co może stać się w przyszłości?

– Fizycznie nie będzie żadnej maszyny, która będzie siedziała za biurkiem i wydawała polecenia swoim pracownikom, innym robotom. Raczej będziemy mówić o programach. Zresztą programy komputerowe już są wykorzystywane w świecie finansów – mówi newsrm.tv Łukasz Piechowiak, redaktor naczelny Fintek.pl i dodaje. – Można śmiało zaryzykować tezę, że niekiedy, gdy nie wiemy kogo winić za jakiś krach, to być może za tym stoi jakaś firma programistyczna, która dany program tak, czy inaczej zaprogramowała.

W Davos nawet mówiło się, że do 2020 roku w zasadzie w administracji biurowej, sektorze finansowym, instytucjach publicznych programy komputerowe wyeliminują od 5 do 10 milionów etatów. Czy pracownicy mogą czuć się zagrożeni. – Niekoniecznie – odpowiada Łukasz Piechowiak – Ktoś musi programy programować, o nie dbać, nimi zarządzać. Poza tym jeżeli przesuniemy kogoś z pracy, która wymaga automatyzacji do sektorów bardziej twórczych może być tylko na plus.

Gdzie już komunikujemy się z programami? Pytając np. o pogodę bardzo często odpowiadają nam boty. Takie rozwiązanie wykorzystywane jest także, gdy np. pytamy o stan konta. – Jeśli chodzi o zarządzanie finansami to my to robimy ale program komputerowy może je wspomagać. Podpowiadać, gdzie możemy wydawać mniej, albo gdzie te wydatki będą bardziej efektywne – tłumaczy Łukasz Piechowiak.

Brexit będzie drogi. Kosztowna ustawa frankowa

Realizacja referendum w sprawie opuszczenia UE przez Wielką Brytanie okazuje się coraz droższa. Prezydencka ustawa antyspreadowa wcale nie tak tania. Dobre dane z Chin i USA.

Koszty Brexitu rosną

Na łamach Times’a poznaliśmy wyliczenia kosztów Brexitu. W wyliczeniach pojawiły się wartości, które wcześniej przez zwolenników tej operacji były absolutnie ignorowane. Są to zobowiązanie wobec unijnych projektów. Sam fakt, że Wielka Brytania wyjdzie z UE nie powoduje, że UK jak za dotknięciem magicznej różdżki odcina swoje wcześniejsze deklaracja. Jej udział w projektach infrastrukturalnych czy gwarancjach kredytowych wciąż pozostaję przecież w mocy. Co ciekawe, kwota ta wyceniona została na 20 miliardów euro. To więcej niż polski roczny deficyt budżetowy. Szansa na wyjście z tych projektów w drodze negocjacji oceniana jest przez specjalistów bardzo negatywnie.

Drugim problemem, który ciągnie wartość funta w dół jest umowa handlowa pomiędzy UE a Wielką Brytanią. Gdyby nie doszło do porozumienia i wyspiarze mieliby korzystać ze standardowych warunków WTO straty coroczne mogą sięgnąć 20% wymiany handlowej, co w czarnym scenariuszu przekracza wartość polskiego budżetu. Warto zwrócić uwagę, że przywódcy unijni bardzo jednoznacznie wypowiadają się na temat pomysłów tzw. miękkiego Brexitu. Proces ten miałby polegać na tylko częściowym opuszczeniu wspólnoty. Jest to jednak wariant nieakceptowalny dla UE. Jak reaguje brytyjska waluta? Od kilku dni jest w miarę stabilna. Warto jednak zwrócić uwagę, że od Brexitu straciła na wartości względem złotego złotówkę.

Koszt prezydenckiej ustawy frankowej

Poznaliśmy wyliczenia KNF na temat prezydenckiego projektu pomocy dla frankowiczów. Wedle wyliczeń kancelarii prezydenckiej cała ustawa miała kosztować banki 3,6-4 miliardów złotych. Wyliczenia KNF sięgają z kolei 9,2 miliardów złotych. Kto ma rację? Odpowiedź może być zadziwiająca. Obie strony mają rację, tylko symulacji podlegały różne warianty ustawy. KNF doliczył do swojej symulacji kwotę 5,8 miliardów złotych, która to kwota jest spreadem od przyznanej kwoty kredytu. Kalkulacja kancelarii zawiera tylko spread od rat kredytowych.

Jak zmienia sytuację wejście w życie tej ustawy? Zysk banków za 2016 rok jako całego sektora oczywiście spada. Jest to redukcja z 11,3 miliardów złotych do 3,7 miliardów złotych. Warto zwrócić również uwagę, że z 28 banków 9 powinno zakończyć rok stratą. Przed wejściem ustawy szacowało się, że tylko jeden bank będzie na minusie. Nie jest to kwota, która zagrozi polskiemu systemowi bankowemu, aczkolwiek jej zapłacenie spowoduje braki w kapitałach własnych kilku banków. Jaki będzie to mieć wpływ na rynki. Spadek wiarygodności sektora bankowego przekłada się na cały kraj. Powinno to działać na osłabianie złotego i wzrost kosztu obsługi długu. Z drugiej strony analitycy spodziewali się takiego projektu, więc nie należy spodziewać się paniki.

Dane makroekonomiczne

Wczoraj poznaliśmy kolejne lepsze od oczekiwań dane z USA. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych utrzymała się drugi tydzień z rzędu poniżej symbolicznej granicy 250 000 wniosków. Rosną zapasy ropy naftowej w USA. Co ciekawe nie pociągnęło to za sobą spadków cen surowca. Poznaliśmy inflację w Chinach. Wynosi ona 1,9% wobec oczekiwanych 1,6%. Wzrost cen jest sygnałem, że pomimo ostatnich słabszych danych wewnętrzny rynek jest wciąż silny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Huckleberry Games S.A. rozpoczęła zapisy na akcje

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, rozpoczęła w dniu dzisiejszym przyjmowanie zapisów na akcje w ramach przeprowadzanej oferty publicznej po maksymalnej cenie emisyjnej wynoszącej 20,00 zł za akcję. Emitent chce pozyskać z niej środki w wysokości do 4 mln zł i ma zamiar zadebiutować na rynku NewConnect do końca 2016 r.

Oferta publiczna akcji serii E obejmuje do 200.000 szt. akcji, a cena emisyjna ustalona na podstawie budowy księgi popytu wynosi 20,00 zł za akcję. Zapisy na akcje będą przyjmowane w dniach 14.10-24.10.2016 r. Oferującym jest Dom Maklerski Capital Partners S.A. Członkiem Konsorcjum Oferującego jest również Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. Środki pozyskane przez Huckleberry Games S.A. z emisji  akcji serii E Spółka planuje wykorzystać na produkcję nowych gier przeznaczonych na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”.

„Jesteśmy niezwykle zadowoleni z rezultatów procesu book-building’u, a ustalenie ceny emisyjnej na maksymalnym poziomie, a więc w wysokości 20,00 zł za akcję, napawa Spółkę dużym optymizmem. Liczymy, że uda nam się przeprowadzić z sukcesem subskrypcję akcji, co przyczyni się do dalszego rozwoju Huckleberry Games. Środki pozyskane z oferty publicznej chcemy przeznaczyć na realizację naszych kluczowych projektów: produkcję innowacyjnej gry na urządzenia w technologii VR „Edengrad: Arena”,  wieloplatformowej i wysokojakościowej gry „Stay Hungry” oraz rozwijanie naszego flagowego produktu, jakim jest oczywiście „Edengrad”. Stworzenie nowych gier będzie możliwe dzięki rozszerzeniu naszego zespołu o międzynarodowych specjalistów w tej branży.” – ocenia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG i pracuje obecnie na produkcją wieloosobowej gry o nazwie „Edengrad”. Premiera tej gry została zaplanowana na koniec 2016 r. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Emitenta, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową.

Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. przewiduje dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmowała się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Emitent chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikowali z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole. Jej premiera w wersji Early Access została planowana na rok 2017/2018.

„Gra „Edengrad”, która jest aktualnie naszym flagowym produktem, znajduje się na etapie ukończenia i w listopadzie wydajemy ją w ofercie cyfrowej na platformie Steam w modelu Early Access. Gra zostanie zaprezentowana po raz trzeci już 21 października br. podczas targów Poznań Game Arena. Tym razem już jako dopracowana wersja Alfa. Spółka pracuje także nad swoimi kolejnymi produkcjami m.in. „Edengrad: Arena”, która ma nam zapewnić wejście na nienasycony jeszcze rynek VR. Będzie to gra bitewna, w której gracz wciela się w rolę postapokaliptycznego gladiatora. Z kolei gra „Stay Hungry” pokaże nową i całkowicie inną jakość gier RolePlay.” – podsumowuje Borowski.

W tym roku Spółka przeprowadziła już kampanię crowdfundingową na platformie Kickstarter, z której pozyskała ponad 230 tys. zł. Była to kwota wyższa od pierwotnych założeń na poziomie 200 tys. zł. Emitent przez kilka miesięcy przygotowywał się do kampanii na Kickstarterze i odniósł bardzo duży sukces podczas kampanii poprzedzającej na Headtalkerze.

Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES. W lutym 2015 r. fundusz zainwestował w Huckleberry Games S.A. środki, które umożliwiły Spółce realizację prac nad rozwojem gry „Edengrad”.

Dylemat więźnia – ropa naftowa

Po doniesieniach o porozumieniu kartelu OPEC w sprawie ograniczenia wydobycia ropy naftowej jej cena próbuje ustabilizować się powyżej 50 USD za baryłkę. W ramach przypomnienia 28 września kartel po 8 latach (de facto przez ten czas przestał być kartelem) stworzył konsensus i zamierza obniżyć swoją produkcję ropy naftowej nawet do 32.5 mln baryłek dziennie. Tak optymistyczna wiadomość została przez rynek przyjęta pokaźnymi wzrostami. Bynajmniej 28 września OPEC tylko zadeklarował swoją gotowość do cięcia produkcji. OPEC powołał specjalną komisję, która wskaże państwa mające ograniczyć produkcji. Raport poznamy 30 listopada.

Patrząc na ostatnie doniesienia z rynku ropy o rosnącej produkcji państw OPEC maleje prawdopodobieństwo zmniejszenia wydobycia „czarnego złota” na świecie.

Dylemat więźnia - ropa naftowa 14

Źródło: OPEC

Najnowsze dane od OPEC pokazują kolejny wzrost produkcji we wrześniu, tym razem o 220 tysięcy baryłek dziennie. Jest to historyczna produkcja OPEC, zatem jakie są szanse na ograniczenie wydobycia przez te państwa? Nawet jeżeli uczestnicy rynku zadeklarują się do wykonania poleceń OPEC, to czy na pewno to zrobią?

W tym momencie pojawia się przysłowiowy dylemat więźnia i zaufania względem siebie. Kartel przestał być kartelem wtedy, gdy większość jego uczestników zaczęła przekładać swoje interesy nad sprawę całej grupy. W takim momencie kontynuacja oraz możliwość działania jest znacznie ograniczona. Nawet, jeżeli zostaną podjęte jakieś działania, to mogą okazać się jedynie „zasłoną dymną”.

Dodatkowym państwem, które zadeklarowało swoją gotowość do działania jest Rosja. Z tym, że Rosja produkuje ponad 11 milionów baryłek dziennie. Działania Rosji będą na kierunkowane na zamrożenie wydobycia, a nie cięcia.

Dylemat więźnia - ropa naftowa 15

Źródło: Bloomberg

W całym porozumieniu jest sporo niewiadomych, które mogą zepchnąć cenę ropy naftowej po raz kolejny w okolicę 40 USD za baryłkę. Gdyby jednak doszło do porozumienia na szerszą skalę, a produkcja globalna ropy naftowej zostałaby obniżona o 1 milion baryłek, to notowania WTI mogą wzrosnąć w okolicę 60 USD.

Dylemat więźnia - ropa naftowa 16

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano globalną produkcję ropy naftowej na tle globalnego popytu. W 2016 roku popyt góruje nad podażą. Jest to główny powód niskich cen ropy. Natomiast w 2017 roku analitycy spodziewają się, że popyt powinien zrównać się z podażą, ewentualne zmniejszenie produkcji doprowadziłoby do szybszej równowagi na rynku, a to przełożyłoby się na wzrost ceny ropy naftowej.

Gdyby jednak do porozumienia nie doszło, to należy pamiętać o 2015 roku, gdzie pod koniec roku zaliczyliśmy kolejną przecenę.

Dylemat więźnia - ropa naftowa 17

Źródło: Bloomberg

Sporą przecenę mogą spowodować również rosnące zapasy, tak wynika z sezonowości. Wykres poniżej.

Dylemat więźnia - ropa naftowa 18

Źródło: Bloomberg

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych