Scenariusz wrześniowej podwyżki stóp w USA

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rodzima waluta delikatnie traci na wartości. Czynniki wewnętrzne i ewentualne zacieśnianie polityki monetarnej w USA szkodzą złotówce. Dolar cały czas na fali wznoszącej. Komentarz Stanleya Fischera kluczowy po przemówieniu prezes Fed.

Dzisiejszy dzień przynosi utrzymanie lekkiej presji na spadek wyceny polskiej waluty wobec zagranicznych dewiz. Przypomnieć należy, że wczorajszy dzień z uwagi na dzień wolny handlu w Wielkiej Brytanii odbywał się przy ograniczonej aktywności inwestorów. Nie da się jednak ukryć, że sentyment do rodzimej waluty nieco się schłodził. Szczególnie jeśli porównamy z innymi walutami krajów wschodzących to widać, że złoty nieco odstaje.

Tak jak już wspominaliśmy, jastrzębie sygnały ze strony Fed działają niekorzystnie dla walut krajów wschodzących. Inwestorzy w przypadku podwyżki stóp procentowych w USA skierują tam swój kapitał. Ponadto ciążą dwa czynniki wewnętrzne, ryzyko związane z budżetem Polski na rok 2017. Poza tym 9 września agencja Moody’s dokona rewizji krajowego ratingu. Zagrożenie z obniżką ratingu jest niewielkie, ale biorąc pod uwagę pogrożenie palcem przez agencję w związku z TK wszystko może się zdarzyć. To skutecznie będzie odpychać inwestorów przed kupnem polskiej waluty.

O 10.00 GUS opublikuje dane o polskim PKB. Prognoza zakłada dynamikę na poziomie 3,1% r/r. Mimo wszystko odczyt ten nie powinien wywrzeć wpływu na notowania polskiej waluty. Przypomnieć należy jednak, że wstępny odczyt okazał się rozczarowujący, przede wszystkim ze względu na spadek inwestycji.

Na szerokim rynku dolar cały czas pozostaje mocny. EUR/USD cały czas oscyluje poniżej 1,12. Wczorajsze odczyty wydatków i dochodów Amerykanów okazały się zgodne z przewidywaniami więc żadnej reakcji nie wywołały. Wydaje się, że do piątku sytuacja nie ulegnie zmianie, wtedy poznamy dane z rynku pracy. A zdaniem wiceprezesa Fed Fischera właśnie ten sektor w głównej mierze zdecyduje o podwyżce stóp już 21 września.

Właśnie słowa Fischera spowodowały zwrot na parze EUR/USD. Wystarczyło zdanie komentarza do wypowiedzi Janet Yellen, że podwyżka stóp procentowych jeszcze we wrześniu jest całkiem możliwa, a do końca roku może dojść do jeszcze jednej. A słowa prezes Fed nie do końca na to wskazywały, bo zabrakło konkretów. Jeżeli piątkowe payrollsy będą choćby przyzwoite to wizja podwyżek stóp procentowych jeszcze we wrześniu będzie w grze.

Kalendarz makro nie zawiera dzisiaj bardzo istotnych odczytów, które wniosły by coś nowego na rynek. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę o 11.00 na publikację wskaźników koniunktury ze strefy euro, o 14.00 na inflację CPI z Niemiec, o 15.00 poznamy indeks cen domów S&P/Case-Schiller z USA, o 16.00 Conference Board także z amerykańskiej gospodarki.

Specyfika zarządzania centrami wyprzedażowymi

Polacy polubili centra wyprzedażowe. Dostęp do produktów ulubionych marek w bardzo atrakcyjnych cenach sprzyja rosnącej popularności tzw. outletów. Rozwój nowego formatu i jego specyfika oznacza jednak nowe wyzwania dla zarządców, którzy nie powinni mierzyć regularnych galerii handlowych i centrów wyprzedażowych jedną miarą.

W Polsce funkcjonuje 13 centrów wyprzedażowych o łącznej powierzchni 209 500 mkw., a kilka innych, ciekawych projektów jest w przygotowaniu. O ile główne aglomeracje mają już swoje outlety, to na wielu mniejszych rynkach nadal brakuje centrów wyprzedażowych z prawdziwego zdarzenia. Są to miasta oferujące wystarczająco dużą bazę potencjalnych klientów, aby obiekt tego typu odniósł sukces. Zapotrzebowanie na taki format zakupowy jest m.in. w Bydgoszczy czy Rzeszowie. Dodatkowo, dobre wyniki sprzedażowe i wysoki poziom wynajęcia zachęcają inwestorów do rozbudowywania obiektów już istniejących.

Podobny, ale inny

Możliwość kupienia produktów ulubionych marek w bardzo atrakcyjnych cenach sprawia, że Polacy chętnie odwiedzają centra wyprzedażowe. Marki wiodące w swoich branżach oferują specjalnie linie produktowe, dostępne tylko w takich obiektach. Rozwój tego formatu oznacza też nowe wyzwania dla zarządców nieruchomości handlowych. Outlet rządzi się bowiem innymi prawami niż regularne centrum handlowe i strategia zarządcza powinna tę specyfikę uwzględnić, jeśli obiekt ma odnieść sukces. Dlatego też tak istotne jest, aby firma zarządzająca danym obiektem miała doświadczenie właśnie w tym obszarze rynku i rozumiała zasady funkcjonowania centrów wyprzedażowych.

Outlet to centrum ukierunkowane głównie na ofertę modową, co oznacza m.in., że inaczej rozkłada się w nim ruch i odwiedzalność. Ilość funkcji dodatkowych jest zazwyczaj zredukowana, często nie ma operatora spożywczego. To jednak ulega zmianie i obecnie w niektórych centrach wyprzedażowych funkcjonuje supermarket, drogeria, elementy rozrywkowe czy wzbogacona strefa typu food court. Do centrów wyprzedażowych jedzie się zwykle w weekend, tym bardziej, że są one zazwyczaj zlokalizowane na obrzeżach miast. Zakupy robi się częściej z konkretną listą/zamiarem. Oznacza to, że o ile mniej osób odwiedza centrum wyprzedażowe niż regularną galerię handlową, to współczynnik konwersji (liczby transakcji na tle liczby odwiedzających) może być wyższy.

Promocje, zniżki, okazje – i jeszcze więcej promocji

Istotną część czasu zarządca spędza na planowaniu i nadzorowaniu strategii promocji zakupowych. Regularne centra handlowe działają według pewnych schematów – zgodnie z harmonogramem wyprzedaży letnich, zimowych czy np. akcji niektórych marek dotyczących zniżek z okazji połowy danego sezonu. W centrum wyprzedażowym produkty na co dzień przecenione są o 30-70%, a w niektórych sytuacjach nawet bardziej. Ważne jest, aby promocje w obiekcie typu outlet nie były niższe niż w regularnym centrum handlowym w trakcie wyprzedaży.

Dbałość o politykę cenową jest jednym z najważniejszych obowiązków zarządcy. Kluczem są analizy wewnętrzne w poszczególnych sklepach i weryfikacja obniżek i oznaczeń cenowych produktów. W trakcie takiego audytu porównuje się ceny wybranych towarów z ich cenami w regularnych centrach handlowych. Konkurencyjność cenowa stanowi najważniejszy wabik dla klientów centrów wyprzedażowych, a wiarygodność obniżek komunikowanych przez poszczególnych najemców, jak i całe centrum, buduje lojalność klientów traktujących outlet jako miejsce przemyślanych zakupów i wydawanych w zaplanowany sposób pieniędzy.

Pańskie oko konia tuczy – czyli bliska współpraca z najemcami

Czynsze w centrach wyprzedażowych są relatywnie niższe niż w regularnych galeriach handlowych. Dlatego poziom czynszu od obrotów nabiera szczególnego znaczenia. W związku z tym rolą zarządcy staje się szerokie merytoryczne wsparcie (również szkoleniowe czy w zakresie planowania sklepu) najemców i podsuwanie rozwiązań, które zwiększą sprzedaż. Przy wejściach do sklepów instaluje się kamery liczące, aby badać ilość wejść do danego sklepu vs odwiedzalność w całym obiekcie. Wylicza się również konwersję analizując paragony i wolumen sprzedanych produktów. Zbieranie tak szczegółowych danych, nie tylko dotyczących generowanych obrotów, umożliwia zarządcy ocenę kondycji najemcy, a w rezultacie zaproponowanie pewnych rozwiązań, jeśli sprzedaż idzie poniżej oczekiwań. Dokładna analiza wskaźników pozwala stwierdzić nie tyle czy oferta sklepu jest dobra, ale czy np. sam lokal nie zachęca do odwiedzin. W tej sytuacji być może warto zmienić coś w sposobie aranżacji witryny, aby skłonić więcej osób do wejścia. Zarządca pracuje blisko z najemcą i wspólnie ustalają strategie sprzedaży czy wsparcie merytoryczne dla zespołów sprzedażowych.

Co ciekawe, zespoły zarządców centrów wyprzedażowych są niejednokrotnie większe niż w galeriach handlowych, właśnie ze względu na szeroki kontakt z najemcami i dużą liczbą generowanych analiz i raportów.

Marketing – liczy się styl

Bardzo ważne jest, aby klient odwiedzający outlet czuł się w nim jak w najlepszym centrum handlowym, a nie miał wrażenia, że kupuje w dyskoncie. Zwłaszcza, że na dotarcie do centrum wyprzedażowego poświęca zwykle więcej czasu niż do „zwykłej” destynacji zakupowej. Centra wyprzedażowe również stawiają na dobrze przemyślane kampanie marketingowe. Jednak charakter tych kampanii różni się od komunikacji prowadzonej przez regularne centra handlowe – w związku ze specyfiką działania outletów oferujących niekiedy starsze kolekcje, a nie modowe nowinki. W outletach akcentuje się nie podążanie za chwilową modą, ale istotę wypracowania własnego, niepowtarzalnego stylu. Stawia się na kreowanie mody na odwiedzanie centrów wyprzedażowych oraz smart shopping – inteligentne, przemyślane zakupy. Organizuje się konkretne dni zniżkowe, specjalne wydarzenia na święta, noce zakupów etc. Wszystko zależy od konkretnej strategii, trendów i potrzeb zgłaszanych podczas badań focusowych i ankiet przeprowadzanych wśród klientów centrum. Szczególną uwagę poświęca się przyciągnięciu klientów w dni powszednie. W związku z częstą lokalizacją na obrzeżach miast, w przypadku ograniczonego transportu publicznego klientom zapewnia się specjalne linie autobusowe.

Kwestie standardowe w niestandardowym ujęciu

Zarządca we współpracy z facility managerem nadzoruje kwestie codziennego funkcjonowania centrum wyprzedażowego, takie jak ochrona, sprzątanie, logistyka obiektu czy szeroko pojęta dbałość o aranżację i stan techniczny. Standard takich usług nie odbiega od tego, jaki znajdziemy w centrach handlowych w myśl zasady, że klient nie powinien czuć różnicy w jakości obsługi i otoczenia w galerii handlowej vs outlet.

Profesjonalny zarządca zna i rozumie specyfikę funkcjonowania centrów wyprzedażowych. Prowadzi działania, których celem jest dbałość o kieszeń i satysfakcję klienta, a w rezultacie – budowanie jego lojalności. Zaangażowanie firmy zarządczej z wieloletnim doświadczeniem to jeden z kluczowych warunków sukcesu obiektu na danym rynku.

Lepsze wyniki w e-biznesie dzięki programmatic

Spersonalizowane reklamy i zakup powierzchni reklamowych w modelu programmatic buying najczęściej wykorzystują sklepy internetowe. Jednak bardzo dobre wyniki innych sektorów uświadamiają, że nie jest to technologia zarezerwowana tylko dla e-handlu. W jakich branżach biznesu internetowego reklama spersonalizowana pozwala uzyskać znacznie lepsze efekty i dlaczego?      

Na zachodnich rynkach, takich jak Stany Zjednoczone, na reklamę w modelu programmatic wydaje się już 2/3 budżetów marketingowych, a w przypadku dynamicznie rozwijających się krajów azjatyckich np. Chin – nieco ponad połowę. W Polsce w ubiegłym roku udział programmatic w całości wydatków na e-reklamę szacowano na ok. 10 proc. W tym roku prognozy IAB mówią o tym, że mogą one wzrosnąć 2,5 razy. Jak powyższa technologia może wesprzeć prowadzenie biznesu w różnych branżach, nie tylko w retailu? Wyjaśniają to eksperci z Sociomantic Labs.

Nowy poziom bankowości dzięki personalizacji

Branża finansowa należy do jednej z najbardziej ostrożnych, jeśli chodzi o wykorzystanie danych o klientach w działaniach marketingowych. Trudno się temu dziwić, ponieważ instytucje finansowe przetwarzają więcej istotnych informacji o konsumentach niż jakikolwiek sklep internetowy. Okazuje się jednak, że można dbać o dane swoich klientów i nadal oferować im dostosowane do ich oczekiwań przekazy reklamowe. Marketerzy mogą przygotowywać efektywniejsze kampanie reklamowe (np. takie, których celem jest zwiększenie ilości leadów sprzedażowych) w oparciu o dane cookies np. informacje o wizycie danego internauty na stronie banku i przeglądaną przez niego podstronę z ofertami lokat czy kredytów gotówkowych bez sięgania po dane wrażliwe. Eksperci z Sociomantic Labs podkreślają, że kluczowym elementem w przeprowadzeniu efektywnej kampanii w bankowości jest wykorzystanie takich rozwiązań jak segmentacja użytkowników ze względu na ich aktywność na stronie. Podstawowa segmentacja dotyczy rozdzielenia użytkowników, którzy odwiedzają stronę główną banku w celu zalogowania się do strefy klienta od tych, którzy odwiedzają stronę, aby zapoznać się z oferowanymi produktami finansowymi. Do tych drugich może zostać przygotowana kampania ze spersonalizowanymi bannerami mająca na celu np. skłonienie ich do powrotu na stronę www i wypełnienie formularza kontaktowego. Zastosowanie personalizacji w bankowości może w dłuższej perspektywie oznaczać dla klienta mniej niechcianych telefonów z call center banku, a więcej atrakcyjnych i dopasowanych ofert online.

Telekomunikacja – synergia sił mobile i programmatic

Dla firm telekomunikacyjnych, producentów telefonów i operatorów sieci komórkowych kanał mobilny wydaje się naturalnym środowiskiem, w którym przebywają potencjalni klienci. Co więcej, za wyborem przez nich tego kanału dotarcia do konsumenta przemawia więcej powodów. Po pierwsze, światowe trendy pokazują, że czas spędzany przez internautów na urządzeniach desktopowych stale maleje, podczas gdy sukcesywnie rośnie użytkowanie internetu za pośrednictwem smartfonów i tabletów. Po drugie, liczne badania pokazują, że reklama mobilna osiąga wyższy CTR, przez co bywa skuteczniejsza od tej w desktopie. Jak podaje Sociomantic Labs, w przypadku środowiska mobile najwyższy CTR osiągają reklamy w aplikacjach – uzyskując nawet o 70 proc. wyższą konwersję niż reklamy na m-stronach. Rezultaty kampanii reklamowych okazują się jeszcze lepsze, gdy działania marketingowe w mobile’u prowadzone są z wykorzystaniem technologii programmatic. Użytkownik korzystający z różnych urządzeń jest rozpoznawany jako jedna osoba w programmatic. Niezależnie więc, czy odbiorca reklamy najpierw czytał artykuł o najciekawszych aplikacjach mobilnych na laptopie, a potem np. zaczął przeglądać strony www na smartfonie, to i tak będzie w stanie zobaczyć na nim spersonalizowaną reklamę nowego modelu telefonu komórkowego lub promocyjnej oferty operatora telefonii komórkowej. Przekaz reklamowy dostarczony konkretnemu internaucie, we właściwej chwili i miejscu, może szybko zaowocować pożądaną przez marketera akcją.

Turystyka a real time marketing

Dostępność i ceny biletów lotniczych czy wyjazdów organizowanych w ramach biura podróży potrafią zmieniać się z minuty na minutę. Dla klientów oznacza to konieczność dokonywania szybkich decyzji zakupowych, a dla marketerów błyskawicznego dostosowywania ofert prezentowanych na banerach reklamowych. Właśnie dlatego korzystanie z rozwiązań programmatic w tej branży jest tak istotne i efektywne – nawet kilkukrotnie wyższe wyniki internetowej sprzedaży oraz wzrost lojalności wśród stałych klientów usług turystycznych. Wykorzystanie technologii programmatic przebiega na kilku płaszczyznach. Po pierwsze – technologia RTB. Wykorzystuje się ją w celu zautomatyzowanego licytowania każdej odsłony reklamy tak, aby budżet został najefektywniej wykorzystany, a sama reklama dopasowana pod konkretnego użytkownika. Po drugie – segmentacja. Marketerzy wyodrębniają grupy konsumentów dzieląc ich na podstawie analizy danych ze strony czy bazy CRM na takich, których dana oferta może z dużym prawdopodobieństwem zainteresować np. z racji tego, że w ostatnim czasie szukali biletów lotniczych do danego miasta lub co roku wyjeżdżają we wrześniu na wakacje i wybierają oferty last minute. Po trzecie – data streaming. Kreacje reklamowe są na bieżąco aktualizowane i dostosowywane pod kątem aktualnych cen czy dostępności oferty. W ten sposób marketerzy próbują zminimalizować ryzyko, że kampania reklamowa co prawda odniesie pożądany skutek w postaci zainteresowania konsumenta ofertą, jednak gdy będzie on próbował sfinalizować transakcję okaże się, że dany produkt lub usługa są niedostępne, albo mają inną cenę.

Jak wynika z badania IAB, zdaniem 60 proc. marketerów programmatic stanowi dużą oszczędność czasu i pozwala na precyzyjniejsze dotarcie do grupy docelowej, a 59 proc. badanych respondentów zgadza się, że technologia umożliwia lepszą optymalizację kampanii reklamowej. Nic zatem dziwnego, że programmatic w ciągu najbliższych lat będzie coraz chętniej wykorzystywany przez specjalistów z wielu branż, jako powszechna metoda na zdobycie klienta w ramach prowadzonych działań marketingowych.

Dopiero podwyżka stóp w USA może wywołać gwałtowną reakcję rynków

Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

Podczas swojego przemówienia w Jackson Hole szefowa Fed, Janet Yellen, oceniła, że kondycja amerykańskiej gospodarki szybko się poprawia. Zatrudnienie szybko rośnie, a niższy poziom inflacji (poniżej celu inflacyjnego Fed) jest przejściowy. Te słowa (a także bardziej zdecydowane wypowiedzi wiceszefa banku centralnego USA) zaniepokoiły nieco inwestorów na całym świecie. Wzrosło też prawdopodobieństwo, że Fed podniesie stopy procentowe jeszcze w tym roku.

Reakcja rynków obligacji na wypowiedzi członków Fed była natychmiastowa, ale stosunkowo łagodna. Dla przykładu, w Polsce rentowności 10-letnich obligacji rządowych wzrosły zaledwie o kilka punktów bazowych i ustabilizowały się na poziomie ok. 2,7%.

Warto podkreślić, że tak spokojne zachowanie rynków to nie tylko efekt sezonu urlopowego. Dużo istotniejsze jest to, że inwestorzy przyzwyczaili się do bardzo niskich stóp procentowych oraz łagodnej polityki banków centralnych. W przeciągu ostatniego roku politykę pieniężną zaostrzył tylko Fed, który dokonał jednej, kosmetycznej podwyżki stóp procentowych w USA w grudniu 2015 r. Od tamtej pory amerykański bank centralny wielokrotnie zapowiadał kontynuację cyklu podwyżek, jednak na zapowiedziach się kończyło.

Milowym krokiem dla rynków obligacji będzie moment, w którym Fed rzeczywiście zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Wówczas sentyment rzeczywiście może się pogorszyć. Na jak długo? To już zależy od tego, czy amerykański bank centralny zdecyduje się na trzecią podwyżkę, a jeśli tak, to jak długo przyjdzie nam na nią czekać. Może się bowiem okazać, że po krótkotrwałych zawirowaniach rentowności ponownie zaczną spadać, a na obligacjach – pomimo teoretycznie niesprzyjającego środowiska – będzie można zarobić.

Angel Care: Jest popyt na profesjonalną opiekę dla seniorów

Już 80 seniorów mieszka w Angel Care, centrum seniora we Wrocławiu, 30 kolejnych miejsc jest zarezerwowanych. Ośrodek podsumowuje pierwsze trzy miesiące działania. Okazuje się, że polskich seniorów stać na wysoki standard opieki, oparty na zachodnich wzorcach. Centrum stale się rozwija, wprowadzając nowe usługi m.in. takie jak pobyty czasowe czy bezpłatny Klub Seniora, do którego należy już 100 seniorów.

Angel Care dzieli się na trzy niezależne części: dom opieki, centrum chorób demencyjnych oraz apartamenty dla seniorów z pakietem usług dodatkowych. Ośrodek znajduje się w centrum Wrocławia i korzysta z wzorców opieki sprawdzonych w krajach zachodnich (m.in. indywidualnych programów terapii i aktywizacji). Jak ten model sprawdza się na polskim rynku?

Angel Care rozwija się zgodnie z naszymi założeniami. Łącznie w naszym ośrodku mieszka już 80 seniorów, mamy też 30 kolejnych rezerwacji. W domu opieki i centrum chorób demencyjnych notujemy stałą liczbę 20 przyjęć pacjentów w miesiącu. Okazuje się, że polski rynek jest już gotowy na kompleksową opiekę o wysokim standardzie. W nasz model są wpisane stałe szkolenia dla pracowników, m.in. z udziałem uznanych specjalistów z zagranicy. Dzięki temu bezustannie podnosimy jakość oferty dla seniorów. Dodam, że bardzo dobrym ruchem był także wybór lokalizacji centrum w sercu miasta – mówi Michał Kowalski, dyrektor generalny Angel Care.

Apartamenty z pakietem usług dodatkowych (w tym medycznych), są zupełną nowością w naszym kraju. Jak sprawdza się ta część oferty Angel Care?

Nadal edukujemy rynek w zakresie tej usługi i widzimy już pierwsze efekty. Stopniowo obserwujemy coraz większe zainteresowanie apartamentami chronionymi. Taka oferta była dotąd w Polsce zupełnie nieznana, ale ma potencjał również duży, jak w krajach zachodnich – dodaje Michał Kowalski.

Nowa usługa. Pobyty krótkoterminowe

Angel Care wprowadziło również nową usługę – pobyty czasowe. Formuła jest bardzo elastyczna, ponieważ taki pobyt może trwać tylko jeden dzień. Oferta jest adresowana do osób m.in. z chorobami demencyjnymi i innymi chorobami przewlekłymi, seniorów wymagających terapii ortopedycznej lub rekonwalescencji po wypadkach. Standard opieki jest dokładnie taki sam, jak w przypadku stałych mieszkańców Angel Care.

Odpowiadamy w ten sposób na potrzeby osób starszych oraz ich opiekunów. Pobyt czasowy to dobre rozwiązanie w każdej sytuacji, gdy zapewnienie odpowiedniej opieki w warunkach domowych jest trudne lub niemożliwe. To również dobry sposób na zapoznanie się z ośrodkiem i zbudowanie zaufania. Wielu seniorów po pobycie krótkoterminowych zostaje u nas już na dłużej – wyjaśnia Michał Kowalski.

100 członków Klubu Seniora. Angel Care dla lokalnej społeczności

Wrocławskie centrum uruchomiło również Klub Seniora. To cykl bezpłatnych, codziennych zajęć i spotkań dla seniorów, w tym ćwiczenia fizyczne, trening umysłu, warsztaty artystyczne, wieczorki taneczne, wykłady czy kluby zainteresowań.

Poprzez Klub Seniora otwieramy Angel Care na lokalną społeczność. W tym przypadku nasza oferta również dobrze odpowiada potrzebom seniorów. Pokazuje to ogromne zainteresowanie, z jakim spotkał się nasz Klub Seniora. Należy do niego już 100 osób – podkreśla Michał Kowalski.

Branża motoryzacyjna napędza wzrost gospodarek Europy Środkowej, największe firmy rosną szybciej niż PKB ich krajów

Rok 2015 był okresem ożywionego rozwoju gospodarczego w Europie Środkowej. Najszybciej rozwijały się Czechy, w najgorszej sytuacji jest Ukraina. Przychody 500 największych firm w regionie odnotowały w tym czasie wzrost aż o 3,5 proc. wobec symbolicznego (0,3 proc.) w 2015 roku. Tu znów najlepiej poradziły sobie spółki czeskie (6,9 proc.). Siłą napędową wzrostu była branża motoryzacyjna. Licząc na dalszy wzrost, największe firmy pokładają duże nadzieje w digitalizacji biznesu. W tym wyścigu najbardziej zaawansowane są banki oraz firmy z sektora TMT. Te dwa sektory inwestują także najwięcej pieniędzy w modele biznesowe oparte na strategii cyfrowej – wynika z analizy Deloitte.

Firma doradcza Deloitte po raz dziesiąty przeprowadziła analizę największych przedsiębiorstw w 18 krajach Europy Środkowej (500 firm, 50 banków oraz 50 ubezpieczycieli). „Wzrosty PKB w największych krajach regionu znalazły odzwierciedlenie we wzroście największych przedsiębiorstw. Najlepiej poradziły sobie Czechy, które przewodzą nie tylko w tempie rozwoju gospodarczego, ale także we wzroście przychodów spółek. Największy wpływ na taki wynik miał sektor wyrobów przemysłowych, który napędzany jest w dużej mierze od kilku lat przez dynamiczny wzrost branży motoryzacyjnej – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz, Partner, Lider Działu Doradztwa Finansowego Deloitte.

2015 rokiem wzrostów, początek 2016 nosi pewne znamiona spowolnienia

Czołowe gospodarki regionu odnotowały w ubiegłym roku stosunkowo wysoką dynamikę PKB. Liderem były Czechy (4,6 proc.), następnie Rumunia (3,8 proc.), Słowacja i Polska (po 3,6 proc.) oraz Węgry (2,9 proc.). Polska gospodarka odnotowała wzrost popytu wewnętrznego w wysokości 3,4 proc. oraz eksportu o 6,8 proc. w 2015 roku.

Eksperci Deloitte sprawdzili również, jak firmy, które wzięły udział w badaniu radzą sobie w bieżącym roku. Przeciętna zmiana przychodów w euro dla spółek z rankingu była w pierwszym kwartale 2016 r. ujemna i wyniosła -3,3 proc. (wzrost o 0,9 proc. w walutach lokalnych) w porównaniu do wzrostu na poziomie 1,7 proc. w analogicznym okresie w 2015 r. Odsetek przedsiębiorstw, które w pierwszym kwartale 2016 roku odnotowały wzrost przychodów w porównaniu do pierwszego kwartału 2015 roku, wyniósł 38,8 proc. (przed rokiem było to odpowiednio 55,2 proc.). – Początek 2016 roku studzi nieco entuzjazm po wynikach największych spółek region w minionym roku, jednak musimy pamiętać, że ujemna dynamika mierzona w euro w dużej mierze wynika z deprecjacji części środkowoeuropejskich walut. Ponadto rok temu po pierwszym kwartale wyniki również nie były zbyt wysokie, jednak cały 2015 rok zakończył się solidnymi wzrostami – zaznacza Patryk Darowski, Wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Wyniki badania największych spółek po I kw. 2016 wskazują na tendencje spadkowe, za wyjątkiem sektora farmaceutyków i ochrony zdrowia. Nieznacznie wzrosły przychody firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i transportu. Odwrócenie trendu na spadkowy odnotował sektor wyrobów przemysłowych oraz technologii, mediów i telekomunikacji (TMT). W sektorze energii i zasobów naturalnych widoczne było przejście ze stagnacji w wyraźnie negatywne tendencje.

Największe firmy szybko rosną

Przychody wszystkich spółek z zestawienia wyniosły łącznie 685 mld euro, co oznacza wzrost o 1,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim (673 mld euro). Przychody kwalifikujące spółkę do tegorocznej listy 500 największych firm regionu wyniosły 473 mln euro (przychody ostatniej firmy na liście; dane finansowe za 2015 r.), w porównaniu do 459 mln euro w ubiegłorocznej edycji.

Mediana wzrostu przychodów wyrażonych w euro wśród TOP 500 wyniosła w 2015 roku 3,5 proc. (wobec wzrostu o 0,3 proc. w roku ubiegłym). Na tle przeciętnej rocznej dynamiki przychodów w 2015 roku najlepiej wypadają Czechy (6,9 proc.), reprezentowane przez 74 spółki. Na następnych pozycjach znalazły się Węgry i Rumunia (po ok. 6 proc.). Mediana zmiany przychodów w walutach lokalnych dla ogółu spółek wyniosła natomiast 5,2 proc. Największa rozbieżność przychodów w obu walutach widoczna jest w przypadku Ukrainy (25,9 proc. wzrostu w walucie lokalnej w porównaniu do spadku o 17,4 proc. w euro, będącego rezultatem deprecjacji hrywny o 52,4 proc.).

Polska liderem czempionów

Tak jak przed rokiem, wśród 500 największych firm regionu, najwięcej podmiotów pochodzi z Polski (182). To o 13 więcej niż w poprzedniej edycji zestawienia i jest to jednocześnie największy wzrost liczby podmiotów na liście wśród wszystkich badanych krajów. Na kolejnym miejscu znalazły się Czechy, reprezentowane przez 74 podmioty, a zaraz za nimi Węgry (67 spółek). Kontynuowany jest spadkowy trend liczby spółek z Ukrainy, której reprezentacja zmniejszyła się względem poprzedniego roku o 3 podmioty.

Motoryzacja głównym motorem wzrostu w regionie

Sektor wyrobów przemysłowych odnotował wzrost mediany przychodów w euro na poziomie 7,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, za sprawą firm z branży motoryzacyjnej, której przychody zwiększyły się o 12,9 proc., w czym istotny udział miała produkcja Czech, Węgier i Słowacji. Również polskie przedsiębiorstwa z branży motoryzacyjnej odnotowały znaczne wzrosty na średnim poziomie 8,5 proc.

Najliczniejszy sektor dóbr konsumpcyjnych i transportu, reprezentowany w tegorocznym rankingu przez 183 spółki, odnotował wzrost przychodów w euro na poziomie 4,1 proc., do czego w największym stopniu przyczyniły się wzrosty branż produkcji dóbr konsumenckich (4,6 proc.) oraz handlu detalicznego (4,9 proc.), gromadzących łącznie 70 proc. spółek sektora. Sektor energetyki i zasobów naturalnych utrzymał przychody na niezmienionym poziomie w wyniku spadku przychodów branży paliwowej (8,1 proc.), skompensowanych wzrostem w energetyce. Kolejny rok z rzędu odnotowano wzrost przychodów w sektorze farmaceutyków i ochrony zdrowia (5,7 proc.)

Banki i ubezpieczyciele z solidnym wzrostem

Deloitte analizuje także branże bankową i ubezpieczeniową, biorąc jednak pod uwagę nieco inne kryteria (banki – suma aktywów, ubezpieczenia – składka przypisana brutto). W 2015 r. sektor bankowy kontynuował rozwój, czego efektem był wzrost sumy aktywów 50 największych banków regionu aż o 5,8 proc. (2,3 proc. w 2014 roku). Aż 38 spośród 50 analizowanych banków odnotowało wzrost aktywów wyrażonych w euro w 2015 roku., a mediana ich wzrostu wyniosła 5,9 proc. Podobnie jak w ubiegłym roku najliczniejszą reprezentację wśród największych banków ma Polska, której udział w liście wynosi 30 proc. Kolejne miejsce zajęły Czechy z udziałem na poziomie 16 proc.

W 2015 roku mediana wzrostu składki przypisanej brutto dla ubezpieczycieli wyniosła 4,5 proc. (wobec 1,7 proc. spadku w 2014 roku). W rankingu TOP 50 ubezpieczycieli 64 proc. spółek (32 instytucje) odnotowało wzrost składki przypisanej brutto (o 12 więcej niż przed rokiem). Ponad połowa ubezpieczycieli w rankingu pochodzi z Polski i Czech – odpowiadają oni za ok. 70 proc. wartości uzyskanej składki przypisanej brutto.

Digitalizacja jedną drogą do dalszego wzrostu, banki na czele stawki

W tym roku Deloitte po raz pierwszy przeanalizował także poziom transformacji cyfrowej wśród największych firm w regionie. – Dziewięćdziesiąt procent przebadanych firm uważa, że digitalizacja jest szansą na rozwój biznesu, a nie zagrożeniem ich funkcjonowania. Co więcej, trzy czwarte firm uważa, że będzie to miało wpływ na ich wyniki oraz kształt branży w której działają. Ponad 2/3 największych firm ma już opracowaną strategię funkcjonowania w świecie cyfrowym. Do najbardziej zaawansowanych branż w transformacji cyfrowej zalicza się bankowość oraz obszar technologii, mediów i telekomunikacji. Odpowiednio 95 i 89 proc. firm z tych dwóch segmentów ma już opracowana strategię cyfrową. Co więcej firmy z obu branż mają także model biznesowy oparty na digitalizacji – wyjaśnia Wojciech Górniak, Dyrektor w Deloitte Digital. Obecnie najmniej nastawione na cyfryzację są firmy z sektora dóbr konsumpcyjnych i transportu, zaledwie 64 proc. z nich posiada wizję i strategię transformacji cyfrowej, a dodatkowo tylko 48 proc. posiada model biznesowy takiej transformacji.

– Nasze badanie pokazuje, że to sektor bankowy jest obecnie w awangardzie rewolucji cyfrowej w Europie Środkowej. Praktycznie wszystkie instytucje wskazują, że digitalizacja to dla nich szansa na rozwój biznesu. Jednocześnie 90 proc. jest przekonana, że będzie miało to wpływ na ich wyniki. Aż 95 proc. banków w regionie jest obecnie na etapie wdrażania modelu biznesowego opartego o strategię cyfrową – mówi Daniel Martyniuk, Dyrektor, Deloitte Digital – Potwierdzają to deklaracje w odniesieniu do poziomu inwestycji, 58 proc. podmiotów deklaruje, że są one na poziomie powyżej 10 mln euro. Duża konkurencja oraz posiadanie danych umożliwiających bezpośrednią komunikację sprzyjają zwiększonym działaniom w nowoczesnych kanałach – dodaje.

Sektory wyrobów przemysłowych oraz dóbr konsumpcyjnych i transportu charakteryzują się niższym poziomem nakładów inwestycyjnych na digitalizację. W obu sektorach, połowa graczy w branży zainwestowała poniżej 5 milionów euro.

Badanie Deloitte pokazało także, że branża ubezpieczeniowa ma jeszcze sporo do zrobienia w zakresie planowania i wdrażania strategii cyfrowej. O ile 100 proc. podmiotów uważa, że digitalizacja to szansa na rozwój ich biznesu, to tylko 82 proc. ma strategię cyfrową, a 59 proc. posiada model biznesowy dla transformacji. – Ubezpieczyciele, z uwagi na dużą ilość danych o swoich klientach, mają ogromny potencjał, możliwy do wykorzystania dzięki digitalizacji. Potrzebują impulsu oraz większej determinacji, aby dobrze to wykorzystać – podsumowuje Daniel Martyniuk.

CFI HOLDING publikuje wyniki po I półroczu 2016 r.

CFI HOLDING opublikował wyniki po I półroczu 2016 r. Skonsolidowane przychody netto wyniosły ponad 61 mln zł. Oznacza to wzrost rdr o 49%. Z kolei wynik netto wyniósł blisko 44,5 mln zł (wzrost o  ponad 340% rdr). 

Zysku operacyjny wzrósł o 414%, z poziomu 10,9 mln zł w 2015 r. do 56,6 mln zł w 2016 r. Z kolei zysk brutto wzrósł o blisko 540% w porównaniu do poprzedniego okresu. Zysk netto wzrósł o 345%. Mniejsza dynamika wzrostu zysku netto spowodowana jest rozpoznaniem w bieżącym półroczu 9,3 mln dodatniej różnicy przejściowej miedzy wartością  bilansową  i podatkową aktywów, powodującą w przyszłości wyższą podstawę opodatkowania. Przychody ze sprzedaży w porównaniu do poprzedniego okresu wzrosły o 35%, podczas gdy wzrost kosztów sprzedaży był niższy i wyniósł 28%.

„Pozytywnie na zwiększenie przychodów, a tym samym udziałów Grupy w rynku, wpływa zintensyfikowanie działań marketingowych w ramach poszczególnych jednostek, ich dobra opinia na rynku oraz – w skali makroekonomicznej – wzrost PKB. Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników. Stanowią one dla nas potwierdzenie słuszności obranej przez nas ścieżki biznesowej, którą konsekwentnie kroczymy. Wierzymy też, że takie wyniki będą jasnym sygnałem dla rynku, iż akcje CFI to atrakcyjna inwestycja.” – powiedział Michał Kawczyński, wiceprezes zarządu CFI HOLDING.

Ponadto, na wzrost przychodów w pierwszym półroczu 2016 r. wpływ miały m.in. inwestycje rozpoczęte jeszcze w 2015 r. i kontynuowane przez Grupę obecnie, z założeniem ich zakończenia w 2017 r. Są to modernizacje posiadanych nieruchomości biurowych i handlowych, celem ich długoterminowego najmu. Działania te, w ocenie GK, w wieloletniej perspektywie powinny pozytywnie wpływać na stabilny wzrost przychodów, a tym samym również na znaczący wzrost zysku z tytułu najmu powierzchni komercyjnych.

Jednocześnie, w pierwszym półroczu 2016 r., Grupa zanotowała znaczący wzrost przychodów oraz zysku operacyjnego z segmentu usług hotelowych, co było mi.in. spowodowane szeregiem działań inwestycyjnych podjętych w 2015 jak i 2016 r. (powiększenie bazy noclegowej i konferencyjnej, jaką dysponowała GK, podniesieniem standardu posiadanych obiektów i świadczonych w nich.

„Aktualnie Grupa realizuje kilka inwestycji hotelowych, zarówno w posiadanych nieruchomościach, jak również nieruchomościach nabytych w ostatnim okresie. W perspektywie kilku najbliższych lat, bez podejmowania dodatkowych działań akwizycyjnych sytuacja ta może doprowadzić do podwojenia liczby pokoi hotelowych będących w posiadaniu Grupy, a tym samym ugruntować jej pozycję na rynku usług hotelowych, co z kolei – w ocenie zarządu – pozytywnie przełoży się na wyniki Grupy w tym segmencie.” – dodaje prezes Kawczyński.

Spółka aktywnie prowadzi również działania mające na celu poprawienie płynności akcji CFI HOLDING na GPW. W maju br. przystąpiła do Programu Wspierania Płynności prowadzonego przez GPW, a w sierpniu dokonała splitu akcji (1:40) W ocenie zarządu spółki, przeprowadzenie podziału akcji pozytywnie wpłynie na płynność oraz dostępność akcji spółki na rynku.

Qumak zapewni contact center dla Energa-Operator

Firma Qumak S.A. przez najbliższe trzy lata będzie obsługiwać Telefoniczne Centrum Zgłoszeniowe ENERGA–Operator, jednej z największych spółek dystrybucyjnych energii elektrycznej w kraju. Całkowita potencjalna wartość zlecenia to ponad 11 mln zł netto.

Wygrany przez firmę Qumak kontrakt obejmuje obsługę zgłoszeń telefonicznych oraz elektronicznych dla ENERGA-Operator SA w obszarze awaryjnym pod numerem 991 oraz infolinii dystrybucyjnej 801-404-404.  Zlecenia realizowane w ramach kontraktu podzielone zostały na cztery obszary zadaniowe. Pierwszy z nich obejmuje zlecenia związane z przyjmowaniem, rejestracją i udzielaniem informacji w zakresie m.in.: zgłoszeń zagrożenia życia lub mienia wynikających z procesu dystrybucji energii elektrycznej, zgłoszeń dotyczących przerw w dostawach energii oraz przyłączeń, eksploatacji sieci, rozliczeń i windykacji. Przewidywana liczba obsługiwanych zapytań ze strony klientów ENERGA-Operatora SA to 82,5 tys. w skali miesiąca. Wartość tej części kontraktu to około 7,1 mln złotych netto. Kolejne trzy obszary rozszerzające realizowane zadania są opcjonalne i mogą być zlecone do 30 czerwca 2019 roku. Contact center będzie obsługiwany przez zespół konsultantów pracujących w trybie 24/7/365 w otwartym, na początku sierpnia przez Qumak w Płocku, Centrum Usług Service Desk.

Realizowana przez Qumak obsługa Telefonicznego Centrum Zgłoszeniowego pozwoli na poprawę obsługi zgłoszeń klienta i obniżenie kosztów związanych z funkcjonowaniem centrum.

Zawarty z ENERGA-Operator SA  kontrakt to kolejny krok w kierunku rozwoju naszych usług w zakresie contact center. Zdobyte w tym obszarze doświadczenie połączone z nowoczesnymi narzędziami sprawia, że już w tym momencie utrzymujemy rozwiązania dla 25 milionów abonentów – powiedział Wojciech Strusiński, Wiceprezes ds. Sprzedaży w Qumak S.A.

ENERGA-Operator SA pełni funkcję operatora systemu dystrybucyjnego (OSD). Działa na obszarze sześciu województw, dostarczając energię elektryczną blisko 3 milionom klientów. Jednym z zadań spółki jest obsługa zapytań i udzielanie informacji związanych z dystrybucją energii elektrycznej oraz przyjmowanie zgłoszeń dotyczących awarii sieci energetycznych.

Plany branży winiarskiej na sezon jesienno-zimowy

Nowe produkty, innowacyjne akcje promocyjno-marketingowe oraz wiele wydarzeń. Drugie półrocze w branży winiarskiej będzie bardzo emocjonujące. Członkowie Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa podkreślają,  że do nowego sezonu przygotowywali się długo i intensywnie. Wino Babuni od Firmy Henkell & Co czy też zupełnie nowy, produkt Firmy Jantoń, nad którym prace trwają już ponad 9 miesięcy i której nazwy jeszcze nie znamy oraz nowości firm TIM i Mazurskie Miody, to tylko niektóre premiery produktowe tej jesieni w branży winiarskiej.

Od początku października br. w sprzedaży znajdzie się nowy produkt firmy Henkell & Co. Marka Nalewka Babuni, która od lat cieszy się dużym zaufaniem konsumentów, poszerzy swoją ofertę o  Wino Babuni. Jest to odpowiedź na trendy rynkowe, w ostatnim czasie konsumenci poszukują nie tylko typowych win gronowych, ale coraz częściej są zainteresowani tradycyjnymi winami owocowymi.

Wysoka jakość Nalewki Babuni oraz potwierdzony przez konsumentów wyjątkowy smak sprawiły, że stała się ona jedną z najlepiej rozpoznawalnych marek w swojej kategorii w Polsce.  Takie też będzie Wino Babuni,  wysokiej jakości, stworzone w oparciu o dary natury, ujmujące smakiem  dojrzałych owoców – powiedziała Anna Kalinowska, Członek Zarządu/ Dyrektor ds. Produkcji i Inwestycji Henkell & Co. Jak twierdzą przedstawiciele firmy, w Winie Babuni – już niedługo dostępnym w 3 wariantach smakowych, konsumenci odnajdą smak soczystych słodko-kwaskowatych wiśni, wybornych słodkich truskawek oraz dojrzewających w słońcu aromatycznych gruszek. Warto podkreślić, że Wino Babuni nie zawiera dodatku sztucznych barwników i aromatów. Właściciel marki zapewnia, że to produkt najwyższej jakości, który powinien skosztować każdy znawca win.

Z kolei hiszpańska linia win The Followers to nowość od TiM, która niebawem pojawi się na sklepowych półkach. Cechy charakterystyczne? Nietypowy design oraz informacje o winie przedstawione w postaci messangera. To pierwsza tego typu propozycja dla młodych klientów w wieku 18-25 lat na rynku polskim.

Nowość przygotowuje także firma Jantoń. – Pod koniec roku nasza firma planuje także wdrożenie strategicznego produktu, nad którym pracujemy już od ponad 9 miesięcy. Szczegółów na razie nie zdradzę – mówi Jacek Jantoń, Prezes firmy Jantoń.

Drugie półrocze w wielu firmach obfituje we wzmożone działania  marketingowo-promocyjne. Trzecia edycja „Festiwalu Wina” (która odbędzie się 3 października br. w warszawskim Teatrze Kamienica), słuchowisko radiowe ze  scenariuszem napisanym w charakterze kryminału, pozwalających odkryć tajniki winiarstwa czy premiera filmu z wizyty przedstawicieli firmy TiM S.A. w winiarni DFJ Vinhos (producenta lubianej i często wybieranej przez Polaków linii win Portada)  to tylko niektóre z aktywności planowanych przez firmę TiM.

Ale to nie wszystko. – Jesień i zima 2016 upłyną pod znakiem miodów pitnych. W ramach współpracy z Pasieką Edukacyjną „Skrzydlaci Przyjaciele” budujemy ule w Śląskim Ogrodzie Botanicznym w Mikołowie. Tym działaniem informujemy, że los pszczół, a dokładnie ich wymieranie nie jest nam obojętny. W związku z akcją miody pitne z oferty TiM S.A. – seria Kasztelański, Złota Pasieka i Piwnica Klasztorna opatrzone zostaną specjalną zawieszką informacyjną – powiedział Mariusz Glenszczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu  TiM S.A.

Dla Firmy Jantoń z kolei, początek drugiego półrocza to czas wdrożenia nowej komunikacji marketingowej dla dwóch kluczowych marek: Cydr Dobroński  oraz Monte Santi. Dla Cydru Dobrońskiego są budowane specjalne  Strefy Relaksu na plażach w nadmorskich kurortach oraz łódzkiej Manufakturze, a dla wina Monte Santi została wprowadzona kampania „Bawi subtelną nutką smaku”.

Ważnym okresem w drugim półroczu będzie także jak co roku sezon na wino grzane, w którym to marka Zbójeckie Grzane będzie umacniać pozycję lidera rynku poprzez działania na stokach narciarskich i w miejscach sprzedaży. Oprócz win grzanych firma Jantoń będzie poprawiać swoją pozycję w segmencie win musujących wdrażając specjalne programy wsparcia dla takich marek jak Monte Santi czy Kadarka Prestige.

Na wzroście popularności miodów pitnych oraz sukcesie niesyconego miodu pitnego Trójniak Mazurski na międzynarodowy konkursie w USA nie poprzestają Mazurskie Miody. – Przeprowadzamy liczne degustacje oraz angażujemy się w wydarzenia gastronomiczne. Klienci cenią sobie wysoką jakość naszych produktów, wyjątkowy smak oraz stosowanie technologii niesycenia – mówi Bogdan Piasecki, Prezes i Właściciel firmy Mazurskie Miody. Obecnie firma stawia na popularyzacje miodów pitnych wśród konsumentów. W planach jest wprowadzenie nowych produktów na rynek oraz odświeżenie wizerunku pozycji już dostępnych na rynku. Portfolio poszerzy m.in. o oryginalna Polska Whisky Single Malt, której pierwsza oficjalna degustacja odbędzie się na III Ogólnopolskim Festiwalu Whisky w Jastrzębiej Górze (26-27.08.2016).

Jesień to też czas wielu branżowych imprez. W jednej z nich weźmie udział firma AWE-BIS. –  W czwartym kwartale tego roku planujemy udział w Targach Sakralnych w Rumunii, – mówi Zenon Sarecki z prezes firmy  AWE-BIS – to szczególna nowość, jeśli chodzi o kraj, w którym będziemy mogli zaprezentować nasze wina przeznaczone do celów liturgicznych.

To z pewnością będzie ciekawa jesień – podsumowuje Jerzy Kwaśniewski, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Sezon jesienno-zimowy jest bardzo ważnym okresem dla branży winiarskiej i nasi Członkowie solidnie się do niego przygotowali. Koniec okresu urlopowego i coraz chłodniejsze wieczory są jednocześnie początek wielu winiarskich wydarzeń, premier produktowych i prezentacji zupełnie nowych smaków. Jesienią chętniej sięgamy po rozgrzewające, nieco cięższe trunki takie jak różne odmiany wina czerwonego czy też nalewki. Znajdujemy też czas na testowanie nowości oraz udział w organizowanych degustacjach. Z kolei okres świąteczno-noworoczny to pik sprzedażowy win musujących. W tym okresie pogoda zmusza nas do dłuższego pozostawania w domu, co sprzyja zapraszaniu rodziny i znajomych na obiady czy kolacje oraz spędzaniu czasu przy lampce wybornego wina. Sezon jesienno-zimowy w branży charakteryzuje się wzrostem sprzedaży pewnych kategorii produktowych i często generuje największy dochód (w stosunku rocznym) na tych markach. Dodatkowo są też produkty dedykowane tylko dla tego okresu, takie jak wina grzane.

Firmowy car sharing wchodzi do Polski

  • LeasePlan wprowadza do Polski usługę SwopCar umożliwiającą użytkowanie pojazdów firmowych przez wielu kierowców. Proces obsługiwany będzie za pomocą prostej aplikacji.
  • Nowa usługa usprawniająca mobilność pracowników w obrębie firmy zapewni oszczędność i zoptymalizuje wykorzystanie pojazdów na potrzeby służbowe i prywatne.

SwopCar
SwopCar umożliwia firmom dzielenie pojazdów wśród pracowników na ich żądanie, ułatwiając im podróżowanie. To odpowiedź na rosnące potrzeby mobilności personelu przy jednoczesnej optymalizacji wydatków firmy na utrzymanie firmowych pojazdów, które są racjonalnie wykorzystywane. SwopCar polega na zarządzaniu pojazdami bez dedykowanego użytkownika. Klient dostaje do dyspozycji system rezerwacyjny, który umożliwia prostą i szybką rezerwację wybranego samochodu przez pracowników jego firmy.

Dyrektor ds. Handlowych LeasePlan Fleet Management Artur Sulewski wyjaśnia:Opracowaliśmy usługę SwopCar, by zaspokoić stale rosnący popyt na rozwiązania zapewniające użytkownikom mobilność. Z naszych doświadczeń wynika, że średnio 30 proc. pracowników w firmach ma do dyspozycji samochód służbowy. Pozostali, czyli ok 70 proc. używa aut prywatnych lub transportu publicznego. Potrzeba zapewnienia mobilności wszystkim pracownikom jest wynikiem tendencji rynkowych, z jednej strony intensywnej urbanizacji i pracy na  urządzeniach mobilnych z dowolnego miejsca, a z drugiej rosnącej eko świadomości. Na podstawie tych trendów można przewidzieć zmiany w branży leasingowej – usługi dotąd zorientowane na pojazdy zamieniają orientację na użytkownika, kierowcę.

Aby wyprzedzić te zmiany, LeasePlan opracował SwopCar, elastyczną strategię zapewniającą firmom tzw. mobilność inteligentną. Pracownicy korporacji mogą skorzystać
z pojazdu SwopCar wtedy, kiedy jest im rzeczywiście potrzebny. Usługa ta maksymalizuje wykorzystanie samochodów firmowych bez potrzeby rozbudowywania floty. Za tym idzie redukcja emisji dwutlenku węgla, zmniejsza się też zapotrzebowanie firmy na miejsca parkingowe.

Jak to działa?

SwopCar jest samoobsługową platformą do rezerwacji pojazdu firmowego na potrzeby służbowe lub prywatne. Za pomocą prostej aplikacji on-line (przygotowanej na iOS
i Android) uprawniony pracownik uzyskuje dostęp do platformy rezerwacji samochodu, dzięki czemu może sprawdzić dostępność pojazdu i odpowiednio zaplanować swoją podróż. Dostęp do auta nie wymaga użycia kluczyka – wystarczy smartfon, a cały proces zamyka się w kilku kliknięciach.

Rezerwację potwierdza mail, po którym można rozpocząć podróż. Samochód otwiera wirtualny klucz pobierany z aplikacji. Po zakończeniu podróży wystarczy odstawić samochód w to samo miejsce, z którego został odebrany i zamknąć za pomocą aplikacji.. Obsługą serwisową a nawet na życzenie klienta tankowaniem oraz myciem samochodu zajmuje się LeasePlan.

Usługa SwopCar rozwiązuje też kilka problemów napotykanych przez fleet managerów, przy samochodach pulowych, m.in. potrzebę stałego nadzoru nad tym, który samochód jest dostępny lub kiedy będzie, kto i jak długo nim jeździ lub czy i na jaki okres jest zarezerwowany. Otrzymują oni dokładny i przejrzysty przegląd użytkowania pojazdu, dostarczający cennych informacji na temat kosztów.

Ponadto, osoby zarządzające flotą nie mają kłopotów operacyjnych i administracyjnych związanych np. z zarządzaniem kluczami, sprawdzaniem stanu pojazdu i pilnowaniem zwrotów. Przejrzysty system raportowania generuje m.in. statystyki samochodu pod kątem emisji CO2, co ważne jest dla firm  działających w oparciu o ideę zrównoważonego rozwoju.

Nowa usługa SwopCar bazuje na dużym doświadczeniu LeasePlan w car sharingu korporacyjnym. Usługa pilotowana była początkowo w Holandii i Luksemburgu, a w ciągu najbliższych miesięcy. wprowadzona będzie na całym świecie. W Polsce usługa będzie dostępna już w drugiej połowie września.

Kolejne dyskusyjne o nowym projekcie ustawy o pracy tymczasowej

Trwa opiniowanie rządowej propozycji zmiany przepisów dotyczących zatrudnienia tymczasowego. Nowelizacja ustawy jest skierowana na podniesienie standardów pracy tymczasowej, warunków zatrudnienia pracowników oraz zwiększenie bezpieczeństwa prawnego pracowników. W praktyce jednak propozycja zawiera wiele nieklarownych oraz spornych zapisów. Przedstawiciele Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ),  największej organizacji branżowej, wskazują  m.in. na niejasne zasady naliczania urlopów, niekorzystne rozwiązanie kwestii zatrudniania kobiet w ciąży i nieuzasadnione zrównanie dokumentacji potrzebnej do zatrudnienia tymczasowego na podstawie umowy zlecenia w stosunku do zatrudnienia na podstawie umowy o pracę. Zdaniem ekspertów, wprowadzenie ustawy w życie w obecnym kształcie może skutkować zmniejszeniem zainteresowania pracą tymczasową na korzyść usług outsourcingowych, praktycznie nieregulowanych prawnie na polskim rynku. W efekcie poziom ochrony prawnej pracowników wybierających elastyczne formy zatrudnienia może paradoksalnie ulec dramatycznemu zmniejszeniu.

Z możliwości zatrudnienia tymczasowego w ubiegłym roku skorzystało ponad 700 tyś. Polaków. Ta forma pracy jest rozwiązaniem, które pozwala znaleźć zatrudnienie osobom wykluczonym z rynku pracy albo zagrożonym wykluczeniem, osobom poszukującym swojego pierwszego zajęcia zawodowego. Nowelizacja ustawy o zatrudnieniu pracowników tymczasowych jest inicjatywą, o którą od dawna apelowały organizacje zrzeszające pracodawców, w tym Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia, oraz związki zawodowe. Nowela w zamyśle skierowana jest na zwiększenie ochrony pracowników tymczasowych oraz ich praw, prewencję nadużyć stosowanych przez nieuczciwe agencje zatrudnienia oraz zwiększenie bezpieczeństwa pracodawców użytkowników. Niemniej, z jednej strony zbyt restrykcyjne, a z drugiej nieklarownie sformułowane przepisy mogą doprowadzić do odwrotnego skutku.

Prawo do urlopu

Eksperci SAZ zwracają uwagę w szczególności na kwestię naliczania urlopu pracownikom tymczasowym. Przesłanką nowych zapisów miała być gwarancja, aby każda agencja naliczała urlopy w taki sam sposób. Tymczasem proponowane w noweli rozwiązanie stwarza podstawy do wielu interpretacji sposobu liczenia urlopu wypoczynkowego. Prowadzić to może do niekorzystnych rozliczeń zarówno dla pracowników, jak i klientów i agencji. Nowa regulacja przewiduje uwzględnienie w rozliczeniu urlopowym ostatnich 90 dni pracy, którą wykonał dany pracownik. Brakuje jednak uściślenia jak należy je rozumieć , czy ustawodawcy chodzi o faktycznie okres 90 dni czy w domyśle 3 miesięcy ? A jak postąpić w sytuacji, kiedy przez ostatnie trzy miesiące pracownik tymczasowy pracował na rzecz kilku pracodawców użytkowników otrzymując różne wynagrodzenie godzinowe? Dlaczego obecny pracodawca powinien ponieść koszty poprzedniego pracodawcy użytkownika?

Co więcej, wykorzystywane obecnie komputerowe systemy kadrowo-płacowe nie są przystosowane do prowadzenia rozliczeń zgodnie z proponowanym w noweli systemem. Wspomniane programy nie wyliczają wynagrodzenia za poszczególne dni, aby móc wyliczyć wynagrodzenie za kolejne 90 dni, ale liczą poszczególne elementy wynagrodzenia należne za przepracowany miesiąc. Tak więc proponowany zapis zwiększy koszty usług kadrowo-płacowych pracodawców. Może także wywołać lawinę wniosków o interpretację tego przepisu w poszczególnych sytuacjach, blokując sprawną pracę urzędów.

Zatrudnianie kobiet w ciąży

Kolejny zapis, który może osiągnąć odwrotny do zamierzonego skutek, dotyczy ochrony zatrudnionych tymczasowo kobiet w ciąży. Zgodnie z nową regulacją, umowa o pracy tymczasowej z ciężarną pracownicą będzie przedłużana do dnia porodu, nawet jeśli jej kontrakt kończy się wcześniej. W tym przypadku agencja stanie w obliczu konieczności natychmiastowego oddelegowania pracownicy do innego pracodawcy użytkownika co tak naprawdę po pierwsze wymaga zgody samej zainteresowanej a po drugie zgody i zamówienia od tego drugiego pracodawcy użytkownika. „Proponowane rozwiązanie nie odpowiada realiom rynkowym i w samej rzeczy zakłóca sens istnienia Agencji Zatrudnienia, która zatrudnia pracowników tymczasowych na podstawie konkretnego zamówienia od danego pracodawcy użytkownika. Takie rozwiązanie pogorszy sytuację ponad 300 tys. kobiet zatrudnianych tymczasowo. Zamiast rzeczywistej ochrony, proponowany przez rząd zapis może doprowadzić do sytuacji, w której agencje będą unikać zatrudniania kobiet” – komentuje Jarosław Adamkiewicz, prezes SAZ. „Co więcej, proponowany przez rząd zapis przerzuca odpowiedzialność finansową za lepszą ochronę kobiet w ciąży na pracodawców. Zgodnie z polityką prorodzinną refinansowanie tych kosztów powinno być zapewnione przez państwo” – dodaje Adamkiewicz.

Warto zauważyć, że odsetek zatrudnianych tymczasowo kobiet (47 proc.) oraz mężczyzn (53 proc.) jest obecnie bardzo zbliżony. Po wprowadzeniu w życie nowych regulacji może dojść do wypierania kobiet przez mężczyzn z rynku pracy tymczasowej tak jak to ma miejsce na „kodeksowym” zatrudnianiu na umowę o pracę.

Skutki

Proponowane zmiany legislacyjne wydają się faworyzować zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę i ograniczać obecność elastycznych form zatrudnienia na rynku pracy. Niebezpiecznym skutkiem zaostrzenia przepisów może być zwiększenie popularności usług outsourcingowych wykorzystujących zatrudnianie pracowników na podstawie umów cywilno prawnych, które nie przewidują przywilejów pracowniczych gwarantowanych przy zatrudnieniu tymczasowym. Co więcej, brakuje regulacji określających zasady funkcjonowania usług outsourcingowych w Polsce. W efekcie pracownicy wybierający elastyczne formy zatrudnienia mogą stracić dotychczasową ochronę prawną oraz przywileje pracownicze.

Przyjęcie ustawy w obecnym kształcie może także skutkować ograniczeniem zatrudnienia kobiet, a nie klarowne zapisy zwiększą ilość wniosków o ich interpretację w poszczególnych sytuacjach, co może niekorzystnie wpłynąć na sprawność pracy urzędów. Wzrosną także koszty operacyjne agencji zatrudnienia ograniczając ich konkurencyjność na rynku.

 „Projekt w wielu kwestiach wymaga dalszego dialogu rządu z przedstawicielami związków zawodowych oraz pracodawców. Przedstawiciele Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia złożyli propozycje zmian w proponowanej przez rząd ustawie. Określiliśmy także obszary wymagające dalszej dyskusji. Spodziewamy się, że przyjęcie ustawy o zatrudnieniu pracowników tymczasowych zostanie poprzedzone kolejną rundą konsultacji branżowych” – mówi Jarosław Adamkiewicz.

Rozwiązania w systemie emerytalnym powinny być proste i czytelne

Projekt zmian w systemie emerytalnym to pierwsza od wielu lat konkretna i kompleksowa propozycja. Kierunek, który został obrany, jest dobry. Ważne są szczegóły, aby na końcu system zadziałał i zwiększony został poziom partycypacji społecznej w oszczędzaniu.

– Zależy nam na zmotywowaniu ludzi do oszczędzania, tak aby poziom w programach trzeciofilarowych był na pułapie kilkudziesięciu procent – a nie jak obecnie od 2 do 5% – powiedział agencji eNewsroom.pl Marcin Dyl, prezes zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– W takiej sytuacji Państwo może się czuć bezpieczniej – nie musi obawiać się problemu ubóstwa przyszłych emerytów. Jest to próba rozwiązania problemu społecznego, który jest trudny do zarządzania ze względu na jego długoterminowość. Wiele rządów szuka rozwiązania natychmiastowo – tu i teraz, z roku na rok budżetowy, do kolejnych wyborów. Natomiast programy, których realizacja sięga perspektywy 20-30 lat (np. sytuacji demograficznej w 2050 roku roku), są odkładane na później, jako nie dotyczące obecnego rządu. Przy tworzeniu kolejnych programów, należy zwrócić uwagę, aby projekty umożliwiły jak najwyższy poziom partycypacji społecznej, a zmiany w systemie emerytalnym obejmowały tworzenie produktów prostych i przejrzystych, zachęcających do oszczędzania. Obecnie zgłoszono dwie kluczowe propozycje: przesunięcie środków z OFE do IKE Bis lub do programów pracowniczych. Nasza propozycja polega na uproszczeniu mechanizmu działania obecnych systemów, czyli IKE, IKZE i PPE. Bez wątpienia zaangażowanie w tym zakresie będzie wartością dodaną do całego systemu – dodał Dyl.

Czy wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku przyspieszy?

Polska gospodarka utrzymuje solidne tempo wzrostu gospodarczego. Co prawda pierwsza połowa tego roku okazała się słabsza, ale nie było to zaskoczeniem w obliczu wolniejszego angażowania środków z nowego budżetu unijnego niż miało to miejsce w 2015 r. Lipcowe dane nie napawają jednak optymizmem wskazując, że niska aktywność gospodarcza może ograniczyć wzrost ekonomiczny Polski także w drugiej połowie tego roku.

Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej
Grzegorz SIELEWICZ, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej

Polska gospodarka wrażliwa na zwirowania na rynkach głównych partnerów handlowych.

Podczas zeszłorocznych wakacji polska gospodarka doświadczyła nieoczekiwanego wpływu przerw w dostawach energii spowodowanych upałami. Z kolei w tym roku jeszcze przed wakacjami rynki dowiedziały się o dość niespodziewanej decyzji Brytyjczyków o opuszczeniu Unii Europejskiej. We wzajemnych relacjach handlowych Wielka Brytania jest istotnym partnerem handlowych Polski. W zeszłym roku była drugim największym odbiorcą naszego eksportu. Proces wyjścia z UE będzie rozłożony w czasie, jednak ostatnie miesiące – od czasu brytyjskiego referendum – były okresem niepewności na rynkach. Obrazują to chociażby niższe odczyty wskaźników PMI czy sentymentu sektora biznesowego, przede wszystkim dla Wielkiej Brytanii, ale także dla strefy euro. Tym samym słabe ożywienie gospodarcze Eurolandu otrzymało kolejny negatywny czynnik hamujący jego potencjalne wybicie. Optymizm firm jest istotnym wskaźnikiem determinującym przyszłą aktywność inwestycyjną firm, która stanowi dźwignię dla trwałego wzrostu gospodarczego. Zgodnie z prognozami COFACE wzrost gospodarczy strefy euro sięgnie 1,7 proc. w tym roku, a gospodarka Niemiec, która jest lokomotywą strefy euro oraz głównym partnerem handlowym Polski, wzrośnie o 1,5 proc. Ewentualne spowolnienie Niemiec może być dotkliwe dla Polski, a ostatnie pogorszenie wskaźników aktywności w gospodarce niemieckiej (Ifo, ZEW) wskazują, że takiego scenariusza nie należy wykluczać.

Niepewność jest także czynnikiem ograniczającym rozwój polskich firm. W ramach ostatnich badań przeprowadzonych wśród przedsiębiorstw przez Narodowy Bank Polski właśnie niepewność była jedną z najczęściej wymienianych barier rozwoju. Jest ona spowodowana zarówno przez czynniki wewnętrzne, jak również zewnętrzne – zmiany otoczenia prawnego, wahania kursu walutowego czy możliwe skutki Brexitu.

Wiele czynników kładzie się cieniem na wzrost gospodarczy w 2016 r.

Mizerne dane obrazujące aktywność gospodarczą Polski w lipcu tego roku, w tym niska dynamika produkcji przemysłowej czy rozczarowujące tempo sprzedaży detalicznej, kładą się cieniem na tempo wzrostu całorocznego. Zgodnie z naszą bieżącą prognozą wzrost sięgnie 3,2 proc. w 2016 r. W kolejnych miesiącach konsumpcja gospodarstw domowych będzie umacniać się na miejscu głównej siły napędowej naszej gospodarki. Najniższa stopa bezrobocia od 25 lat, rosnące wynagrodzenia oraz wsparcie programu 500+ będą przekładać się na wyższe wydatki Polaków na towary i usługi. Z kolei firmy pozostaną ostrożne w ocenie rozwoju ich biznesu i podejmowaniu inwestycji w moce wytwórcze, jednak przy utrzymującym się popycie oraz otoczeniu prawnym, które sprzyjałoby biznesowi, niepewność może stopniowo znikać. Dla bardziej widocznego odbicia inwestycji w aktywa trwałe w polskiej gospodarce, konieczne jest wyższe zaangażowanie projektów współfinansowanych ze środków unijnych, co będzie zauważalne dopiero w przyszłym roku. Ze względu na dużą wartość projektów, zwłaszcza infrastrukturalnych, jest to także czynnik, który nadal będzie ograniczał poprawę sytuacji sektora budowlanego w Polsce.

Alstom chce korzystać z nowej perspektywy unijnej i zwiększać swój udział w Polsce. Stawia także na rozwój eksportu

Alstom chce korzystać z nowej perspektywy unijnej i zwiększać swój udział w Polsce. Stawia także na rozwój eksportu 1
Przeszło 100 mld zł może trafić na inwestycje związane z koleją w ramach nowej perspektywy unijnej. Alstom, wiodący producent taboru, chce z tego skorzystać i zwiększać swoją obecność w Polsce. Jak informuje Lesław Kuzaj, prezes polskiego oddziału przedsiębiorstwa, firma przygląda się ogłaszanym przetargom, w wielu zamierza brać udział. Portfel zamówień będzie znany jednak dopiero pod koniec roku.

– Na krajowym rynku wchodzimy obecnie w bardzo ciekawy okres. Rozpoczyna się bowiem nowa perspektywa unijna – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Lesław Kuzaj, prezes zarządu spółki Alstom w Polsce. – Po wybudowaniu wielu dróg betonowych i asfaltowych przychodzi czas na szlaki żelazne. To olbrzymia szansa zarówno dla kraju, jak i dla spółki. Rozwój pójdzie w wielu kierunkach: od budowy taboru, poprzez infrastrukturę, automatykę przytorową, po serwis. Dlatego plany mamy olbrzymie i mniej więcej sprecyzowane do 2022 roku.  

Według Ministerstwa Infrastruktury w nowej perspektywie unijnej na lata 2014–2020 roku rozwój polskiej kolei może być wsparty kwotą przekraczającą nawet 100 mld zł (67 mld zł na inwestycje oraz około 38 mld zł na eksploatację i utrzymanie sieci). W ramach poprzedniego budżetu Unii Europejskiej zmodernizowano około 6,5 tys. kilometrów torów. Do 2020 roku ma to być ok. 8,5 tys. Alstom w Polsce, jak przekonuje prezes spółki, ma ogromne plany. Firma chciałaby zwiększyć swoją obecność w kraju w różnych branżach, co wiąże się również ze wzrostem zatrudnienia.

– Trzeba zaznaczyć, że inne kraje konkurują o możliwości inwestycyjne przedsiębiorstwa. Mamy jednak asa w rękawie podczas wewnętrznych rywalizacji – zapewnia prezes Lesław Kuzaj. – W tej chwili jesteśmy w przededniu wielkich przetargów, ale dopiero na koniec roku będziemy mogli określić portfel zamówień. Szykują się duże postępowania na metro w Warszawie, tramwaje w stolicy, inwestycje w Krakowie. Można długo wyliczać miasta w Polsce, gdzie podobne przetargi się odbędą. Przyglądamy się im bardzo uważnie i chcemy brać w nich udział.

Polski oddział Alstomu stawia także, jak zaznacza prezes Kuzaj, na eksport. Obecnie przedsiębiorstwo pracuje między innymi nad dostarczeniem wagonów metra dla Arabii Saudyjskiej.

– Z Polski mocno walczymy na rynkach międzynarodowych – precyzuje prezes Lesław Kuzaj. – W tej chwili jesteśmy znani z kilku produktów, ale przede wszystkim mamy markę olbrzymiego centrum eksportowego. Jesteśmy największym sprzedawcą zagranicznym taboru dla miast na całym świecie. Natomiast polski rynek, jak wspomniałem, będzie dla nas znakomity przynajmniej przez następne siedem lat.

Sytuacja na rynku surowców, jak zapewnia prezes Lesław Kuzaj, nie wpłynie znacząco na plany przedsiębiorstwa.

– Na świecie wciąż mamy spowolnienie i ceny surowców przez to też najczęściej spadają – zauważa prezes Lesław Kuzaj. – Natomiast nasza firma radzi sobie bardzo dobrze, za ostatni rok wyniki mamy bardzo dobre. Sądzę więc, że wystarczy nam pieniędzy, aby rozwinąć przedsiębiorstwo w Polsce i zwiększyć potencjał.

Od 1 kwietnia 2015 roku do 31 marca bieżącego roku grupa Alstom odnotowała rekordowe wyniki w zakresie działalności handlowej: wartość przyjętych zamówień i w trakcie realizacji wyniosła odpowiednio 10,6 i 30,4 mld euro. W tym samym okresie sprzedaż wzrosła o 12 proc., osiągając wartość 6,9 mld euro. Skorygowany zysk (EBIT) wzrósł do 366 mln euro i był o 23 proc. lepszy niż rok wcześniej.

Podwyżka stóp w USA odbije się na notowaniach na GPW i koszcie obsługi długu Polski

Podwyżka stóp w USA odbije się na notowaniach na GPW i koszcie obsługi długu Polski 2
Po spotkaniu bankierów centralnych w Jackson Hole podwyżka stóp procentowych w tym roku wydaje się bardziej prawdopodobna niż przed nim. Wbrew wcześniejszemu przekonaniu, nie jest wykluczona nawet już we wrześniu. Zdaniem Romana Przasnyskiego z Gerda Broker w dłuższej perspektywie nie będzie to miało większego wpływu na polską gospodarkę, ale krótkoterminowo może spowodować spadki na GPW i wzrost rentowności polskich obligacji.

– Po sympozjum w Jackson Hole dowiedzieliśmy się, że amerykańska Rezerwa Federalna potwierdza swoją determinację w dążeniu do podwyżki stóp procentowych. Nie jest to właściwie nowa, ale jasna i ważna deklaracja, że to dążenie jest aktualne i że warunki gospodarcze w Stanach Zjednoczonych są coraz bardziej sprzyjające podjęciu tej decyzji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Przed ubiegłym weekendem na sympozjum w Jackson Hole szefowa Fed Janet Yellen powiedziała, że w ostatnich miesiącach wzrosło prawdopodobieństwo podniesienia stóp procentowych. Jej zastępca Stanley Fischer wyraził natomiast opinię, że kluczowe dla wrześniowej decyzji będą dane z amerykańskiego rynku pracy. Te zaś zostaną opublikowane 2 września.

– Jeżeliby się okazało, że stopa bezrobocia spadła, a liczba miejsc pracy wzrosła w znaczący stopniu, to być może już we wrześniu zobaczylibyśmy podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych – mówi Przasnyski. – Na ten ruch czeka właściwie cały świat, bo podwyżka kosztu pieniądza Stanów Zjednoczonych będzie dotyczyła nie tylko gospodarki Stanów Zjednoczonych, lecz także sytuacji na rynkach finansowych na całym świecie, głównie jeśli chodzi o rynki wschodzące, do których Polska się zalicza.

Bezrobocie w USA jest na poziomie 4,9 proc., ekonomiści oczekują odczytu za sierpień na poziomie 4,8 proc. Liczba miejsc pracy ma wzrosnąć o 165 tys. po wzroście o 255 tys. w lipcu. Kolejne posiedzenie Fed zaplanowano na 20–21 września.

– Myślę, że wpływ byłby szczególnie odczuwalny na giełdzie i chwilowo mógłby wpłynąć na rynek długu, czyli oprocentowanie obligacji skarbowych skarbu państwa, w jakiś sposób mógłby wpłynąć chwilowo na koszt finansowania potrzeb państwa. Przede wszystkim to są konsekwencje bezpośrednie i ad hoc będą widoczne na GPW – zapowiada główny analityk Gerda Broker.

Podkreśla, że znacznie większym zagrożeniem dla gospodarek jest sytuacja w strefie euro, zwłaszcza w Niemczech, oraz związana z brexitem.

– Natomiast jeśli chodzi o konsekwencje gospodarcze, to będą one miały mniejsze znaczenie i będą się pojawiały w sposób bardziej pośredni. Miejmy nadzieję, że amerykańska gospodarka rzeczywiście jest w takiej kondycji, że podwyżka stóp procentowych jej nie zaszkodzi. Na razie tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki nie jest jakieś bardzo imponujące, ale na tle słabych oczekiwań w innych gospodarkach rozwiniętych jest zupełnie przyzwoite.

T. Kaczor (BGK): W drugiej połowie roku produkcja przemysłowa będzie rosnąć w tempie ok. 5 proc.

T. Kaczor (BGK): W drugiej połowie roku produkcja przemysłowa będzie rosnąć w tempie ok. 5 proc. 3
To dobra sytuacja na rynku pracy i wyniki koniunktury konsumenckiej, a nie spadek produkcji przemysłowej, czy słabsze wskaźniki PMI są najlepszym odbiciem kondycji polskiej gospodarki – przekonuje Tomasz Kaczor z Banku Gospodarstwa Krajowego. Najniższa od 25 lat stopa bezrobocia i stabilny zastrzyk gotówki w postaci programu „Rodzina 500 plus” sprawiają, że Polacy optymistycznie oceniają obecną sytuację finansową. Zdaniem głównego ekonomisty BGK mimo pesymistycznych lipcowych danych w drugiej połowie roku można się spodziewać 4,5-proc. wzrostu produkcji sprzedanej przemysłu.

– Wydaje mi się, że to, co dzieje się na rynku pracy, jest najlepszym odbiciem dobrej sytuacji polskiej gospodarki. To nie spadki produkcji przemysłowej, nie gorsze indeksy PMI, ale właśnie rynek pracy. Przedsiębiorcy naprawdę potrzebują przekonania o tym, że jest dobrze, żeby zatrudniać ludzi, a obecnie zatrudniają na potęgę – ocenia Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Stopa bezrobocia w lipcu wyniosła 8,6 proc., to kolejny spadek w tym roku i najlepszy wynik od 25 lat. Na koniec lipca w urzędach pracy było zarejestrowanych 1,3 mln osób, o 31 tys. osób mniej niż przed miesiącem. Nie brakuje też ofert pracy. Tylko w lipcu pracodawcy zgłosili ponad 127 tysięcy wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej. Z kolei na koniec czerwca tylko jedna na pięć ofert zatrudnienia była niewykorzystana dłużej niż miesiąc.

– Na pewno jest to w pewnej mierze efekt sezonowy, widzimy też pewne efekty dobrej koniunktury, np. w branży turystycznej. Natomiast dynamiki roczne są już wolne od tego efektu i one nie kłamią. 3 proc. więcej ludzi ma pracę w te wakacje niż rok temu, to naprawdę imponująca liczba – przekonuje Kaczor.

O tym, że gospodarka jest w dobrej sytuacji, zdaniem ekonomisty świadczą wskaźniki ufności konsumenckiej. Z danych GUS wynika, że w sierpniu bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) był wyższy o 1,8 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca i ukształtował się na poziomie -3,8. Dla większości składowych odnotowano wartości wyższe niż w lipcu, najbardziej te dotyczące obecnego dokonywania ważnych zakupów (wzrost o 4,8 proc.). W porównaniu do sierpnia 2015 roku obecna wartość BWUK jest wyższa o 4,1 proc.

– Po pierwsze zarabiamy, po drugie nie boimy się utraty pracy. Jesteśmy narodem pesymistów, więcej jest ludzi, którzy uważają, że się pogorszy, niż tych, którzy sądzą, że będzie lepiej. Tak naprawdę po raz pierwszy jesteśmy na granicy, optymistów jest podobna liczba co pesymistów, to coś niebywałego – podkreśla ekspert BGK.

Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej (WWUK), opisujący oczekiwane w najbliższych miesiącach tendencje konsumpcji indywidualnej wzrósł o 3,3 proc. w stosunku do lipca i ukształtował się na poziomie -7,3. Dla porównania w sierpniu 2015 roku było to -13,2 proc.

Zdaniem ekonomisty optymistyczne nastroje to również zasługa programu „Rodzina 500 plus”.

– Dla wielu ludzi to solidny i stabilny zastrzyk gotówki, która nie zniknie, nawet jeśli stracą pracę. To także daje komfort wydawania pieniędzy – wskazuje Kaczor.

Mimo że większość wskaźników świadczy o coraz lepszej sytuacji gospodarczej, dane GUS o produkcji przemysłu w lipcu nie były optymistyczne, była o 3,4  proc. niższa w porównaniu z analogicznym miesiącem 2015 roku, w produkcji budowlano-montażowej odnotowano zaś spadek o 18,8 proc. Jak jednak zaznacza ekspert, na spadek aktywności w przemyśle miała wpływ różnica w liczbie dni roboczych – dwa dni mniej w porównaniu z lipcem 2015 roku.

– Prognozujemy, że już w przyszłym miesiącu produkcja przemysłowa wzrośnie realnie o 6 proc., więc nie ma śladu po spowolnieniu. Myślę, że w drugiej połowie roku będzie kilkuprocentowy wzrost, może nie zawsze 6 proc., ale 4–5 proc., na pewno nie będzie spadku, który zanotowaliśmy w lipcu – ocenia Tomasz Kaczor.

Asseco Poland zwiększa przychody i coraz więcej zarabia. W I półroczu blisko 80 proc. przychodów ze sprzedaży pochodziło z rynków zagranicznych

Asseco Poland zwiększa przychody i coraz więcej zarabia. W I półroczu blisko 80 proc. przychodów ze sprzedaży pochodziło z rynków zagranicznych 4
Przychody Asseco Poland w pierwszym półroczu br. były o 14 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, zysk operacyjny – o 9 proc. Jak przekonuje Marek Panek, wiceprezes zarządu spółki, firma zamierza rozwijać sprzedaż zagraniczną, która obecnie odpowiada za 78 proc. przychodów. Służyć mają temu m.in. nowe produkty.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z pierwszego półrocza w spółce i to pod wieloma względami – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Panek, wiceprezes zarządu w spółce Asseco Poland. – Cieszy nas fakt, że bardzo dobrze rozwijają się nasze operacje zagraniczne. To potwierdzenie słuszności strategii, którą obraliśmy wiele lat temu, czyli rozwoju międzynarodowego. Dzisiaj mniej więcej 78 proc. przychodów grupy pochodzi już z poza Polski.

Przychody Asseco Poland w pierwszym półroczu br. wyniosły 3 771 mln zł i były o 14 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Zysk operacyjny natomiast ukształtował się na poziomie 362 mln zł, o 9 proc. wyższym, a netto – 143 mln zł (wzrost o 4 proc.). Wartość portfela zamówień (tzw. backlog) z kolei wyniosła 6 980 mln zł i była większa o 17 proc.

– Na resztę roku również patrzymy z nadzieją – zapewnia wiceprezes Marek Panek. – Optymizmem na pewno napawa nas backlog, chociaż oczywiście trzeba powalczyć, zrealizować to, co zostało podpisane, i wygrać jeszcze kilka nowych projektów. Cieszy nas, że spółka jest bardzo dobrze zdywersyfikowana. Dzisiaj nie zależymy ani od jednego klienta, ani od rynku. W pierwszym półroczu podpisaliśmy jako Grupa prawie cztery tysiące kontraktów, co jest dowodem dobrej dywersyfikacji.

Z ostatniego sprawozdania finansowego wynika, że 41 proc. klientów Grupy stanowią przedsiębiorstwa, 39 proc. banki i instytucje finansowe, a 21 proc. – podmioty publiczne. Jak przekonuje Marek Panek, spółka pozycjonuje się obecnie przede wszystkim jako producent oprogramowania, czyli firma wytwarzająca aplikacje dla różnych sektorów gospodarki, ale także wdrożeniowa.

– Przez to chcemy być traktowani przez klientów jako główny dostawca odpowiadający za cały projekt, czyli dostarczający zarówno infrastrukturę, jak i oprogramowanie – precyzuje wiceprezes Marek Panek. – Zamierzamy iść w tym kierunku, bo interesuje nas klarowna sytuacja, gdy jedna firma odpowiada za całość. Dla nas to ważne.

W strukturze przychodów Grupy zwraca uwagę rosnący wzrost sprzedaży na rynkach międzynarodowych, która tylko w pierwszej połowie br. była większa o 397 mln zł i osiągnęła poziom 2 396 mln zł. Stanowiło to 78 proc. przychodów (w tym samym okresie 2012 roku było to około 71 proc.). Zysk operacyjny na rynkach międzynarodowych zwiększył się natomiast o 64 proc.

– Cały czas pracujemy nad innowacyjnymi rzeczami, z jednej strony nad rozwojem starych, które od lat są użytkowane przez klientów, z drugiej strony staramy się wymyślać nowe – deklaruje wiceprezes Marek Panek. – Dzisiaj, oczywiście, nie zdradzę naszych projektów. Ale zapewniam, że jest kilka ciekawych.

Jednym z najnowszych produktów Grupy jest wielokanałowe, bazujące na platformie internetowego dostępu do usług finansowych, oprogramowanie dla sektora finansowego.

System pozwala także na zastosowanie więcej niż jednego projektu interfejsu graficznego (UI/UX) oraz dostosowani go do specyficznych cech poszczególnych grup (np. studenci, profesjonaliści, emeryci, itd.). Pozwala również na tworzenie dowolnej liczby wariantów obsługi tego samego produktu czy usługi.

– To rozwiązanie, nad którym pracowaliśmy przez kilka lat – zauważa wiceprezes Marek Panek. – Dzisiaj możemy się pochwalić pierwszymi wdrożeniami. Rozwiązanie pracuje w kilku bankach w Polsce, mamy bardzo dobry odzew z zagranicy. To dobry przykład inwestycji podjętej parę lat temu, która obecnie zaczyna procentować.

Enea kończy prace nad nową strategią. Spółka przygotowuje się do inwestycji w czyste technologie węglowe

Enea kończy prace nad nową strategią. Spółka przygotowuje się do inwestycji w czyste technologie węglowe 5
Ukończenie prac nad strategią jest jednym z priorytetów Enei na najbliższe tygodnie. Spółka weryfikuje różne metody pozyskiwania energii z węgla, łącznie z inwestycjami w czyste technologie węglowe, które pomogą zwiększyć efektywność krajowej energetyki i jednocześnie zmniejszyć obciążenie dla środowiska. W I półroczu mimo trudnego rynku Grupa Enea zwiększyła przychody o jedną piątą, a zysk netto – o blisko 13 proc. Dobre wyniki osiągnęła również należąca do grupy od ponad pół roku LW Bogdanka.

Głównymi priorytetami na najbliższe miesiące są ciągła dbałość o koszty, czyli operacyjna efektywność, zakończenie prac nad strategią, aktywna i konstruktywna współpraca z wykonawcą bloku nr 11 [w Elektrowni Kozienice – red.] oraz przygotowanie się do nowych inwestycji, jakie czekają grupę – mówi agencji Newseria Mirosław Kowalik, prezes Enei.

W ciągu kilku tygodni Grupa Enea planuje przedstawić zaktualizowaną strategię, która ma jej pomóc w dostosowaniu się do wymagającego otoczenia rynkowego. Przedstawiciele grupy podkreślają, że dokument ten uwzględnia również wyzwania stojącego przed całą krajową energetyką, w tym inwestycje w czyste technologie węglowe. Ze względu na to, że węgiel pozostanie dominującym surowcem w miksie energetycznym Polski, spółka weryfikuje różne metody pozyskiwania z niego energii.

W I półroczu Enea obniżyła koszty o 202 mln zł. Plan na cały rok to 362 mln zł oszczędności. To kwota o 10 mln większa niż przed rokiem. Jak podkreśla Kowalik, dbałość o koszty dotyczy każdego segmentu, co miało przełożenie na wyniki finansowe.

Wyniki za I półrocze są dobre, zgodne z oczekiwaniami. Budujemy potencjał rozwojowy firmy. Mamy więcej przychodów rok do roku. W trzech głównych sektorach – wydobycie, wytwarzanie i dystrybucja – osiągnęliśmy lepsze wyniki niż rok temu. To nas mobilizuje – podkreśla Kowalik.

Pierwsze sześć miesięcy roku przyniosły prawie 5,6 mld zł przychodów ze sprzedaży netto, czyli o ponad jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Zysk netto ukształtował się na poziomie 471 mln zł, czyli o 12,7 proc. wyższym niż w I połowie 2015. Skonsolidowana EBITDA wzrosła o blisko 35 proc., a najbardziej dynamiczny wzrost nastąpił w obszarze wytwarzania.

Sprzedaliśmy więcej energii, z dobrą marżą i to pomimo trudnego rynku, czyli mamy lepszą efektywność w tym zakresie. Nasza oferta jest konkurencyjna. Mamy więcej wniosków przyłączeniowych. Praktycznie w całym łańcuchu dostaw poprawiamy wyniki oraz efektywność działania – zapewnia prezes Enei.

Wzrosło zarówno wytwarzanie energii (o 3,6 proc. rdr.), dystrybucja (o 6 proc. rdr.), jak i sprzedaż końcowa (o 6,7 proc. dla energii elektrycznej i paliwa gazowego).

W wydobyciu także poprawiamy efektywność. Chodzi o Bogdankę, która jest firmą autonomiczną notowaną na giełdzie. Skupiamy się na dalszej integracji w ramach grupy i poprawie efektywności kosztowej – zapowiada Mirosław Kowalik.

Enea przejęła LW Bogdanka pod koniec 2015 roku. W I połowie tego roku węglowa spółka wydobyła 4,3 mln ton, a sprzedała 4,4 mln. Całoroczną sprzedaż ocenia na 8,5–9 mln ton. Przychody w I półroczu ukształtowały się na poziomie blisko 850 mln zł, a zysk netto – ok. 75 mln zł. To wynik porównywalny do wyników sprzed roku, jednak zarząd ocenia je jako dobre ze względu na niskie ceny węgla i utrzymującą się nadpodaż.

II półrocze dla Enei upłynie pod znakiem kontynuacji prowadzonych inwestycji i przygotowywania się do nowych.

Ciągle inwestujemy w urządzenia służące ochronie środowiska. Jeśli mówimy o wytwarzaniu, to dostosowujemy nasze urządzenia do wymogów środowiskowych, tak by one mogły pracować przez następne kilka, a nawet kilkanaście lat. Ciągle modernizujemy naszą sieć dystrybucyjną, by poprawić wskaźniki jej dyspozycyjności, tak by klient miał nieprzerwany dostęp do bezpiecznej energii – wymienia Kowalik. – Realizujemy próg tymczasowy na Wiśle, by zabezpieczyć produkcję z Elektrowni Kozienice.

Budowa bloku nr 11 w Kozienicach ma się zakończyć – zgodnie ze zaktualizowanym harmonogramem – w połowie grudnia 2017 roku. Inwestycja jest zaawansowana w 88 proc.

Za 4 lata na świecie będzie 1,2 mld samochodów. Konieczne są nowoczesne rozwiązania zmniejszające emisję

Za 4 lata na świecie będzie 1,2 mld samochodów. Konieczne są nowoczesne rozwiązania zmniejszające emisję 6

W ciągu czterech lat liczba samochodów na świecie wzrośnie o 300 mln i osiągnie poziom 1,2 mld sztuk – wynika z danych BASF. To stawia przed przemysłem poważne wyzwanie, jakim jest zmniejszanie emisji spalin. Istnieją jednak możliwości technologiczne pozwalające ograniczyć emisję szkodliwych gazów nawet o 90 proc. 

W 2050 roku liczba ludności na świecie przekroczy 9,6 mld, z tego ok. 70 proc. będą stanowili mieszkańcy miast. Zapotrzebowanie na żywność w tym czasie wzrośnie o 30 proc., a na surowce energetyczne – o połowę. Rodzi to także określone wyzwania w zakresie mobilności. Rozwiązania w tym zakresie promuje także BASF.

 W 2020 roku według naszych szacunków na świecie będzie 1,2 mld samochodów. To o 300 milionów więcej niż dzisiaj. To oznacza, że konieczne jest ograniczenie emisji spalin, a tu niebagatelną rolę odgrywają katalizatory. Dlatego w naszej fabryce katalizatorów technologia spełnia najbardziej restrykcyjne unijne normy – powiedział agencji informacyjnej Newseria Andreas Gietl, dyrektor zarządzający BASF Polska, podczas jednej z prezentacji innowacyjnych rozwiązań koncernu zorganizowanej na Dolnym Śląsku.

BASF wytwarza katalizatory samochodowe w Środzie Śląskiej pod Wrocławiem. Tamtejszy zakład jest największym tego typu zakładem BASF w Europie.

– Podkreślamy potrzebę zrównoważonego rozwoju. Ma on jednak kilka wymiarów. W dużej mierze zależy od globalnych wyzwań, którym staramy się sprostać. Fabryka katalizatorów w Środzie Śląskiej odpowiada na te wyzwania w dziedzinie transportu – podkreśla Andreas Gietl.

Pochodzące z zakładu w Środzie Śląskiej katalizatory wykorzystywane są przez producentów samochodów osobowych i ciężarowych z silnikiem wysokoprężnym. Jego przedstawiciele podkreślają, że produkty te spełniają surowe normy emisji spalin, w tym obowiązującą od dwóch lat normę Euro VI.

– Rozpoczęliśmy produkcję katalizatorów w 2014 roku. Były trzy główne powody, dla których wybraliśmy Polskę. Po pierwsze, jest to bardzo korzystna lokalizacja pod względem  infrastruktury i logistyki. Po drugie, w regionie wrocławskim mamy dostęp do wysoko wykwalifikowanej i zmotywowanej kadry. Po trzecie, Polska ma przed sobą bardzo interesujące perspektywy rozwoju, szczególnie w branży motoryzacyjnej – mówi dyrektor zarządzający BASF Polska.

Sama budowa fabryki kosztowała 90 mln euro, a cała inwestycja pochłonęła 150 mln euro. W ciągu niespełna dwóch lat osiągnięto docelowy poziom zatrudnienia, czyli 400 osób.

– Dziś priorytetem jest osiągnięcie pełnych mocy produkcyjnych w fabryce katalizatorów i ich wykorzystywanie. Oczywiście nie wykluczamy dalszych inwestycji w przyszłości. To byłoby dla nas bardzo interesujące – mówi Andreas Gietl. – Jeżeli perspektywy biznesowe nadal będą dobre, to będziemy szczęśliwi, mogąc rozbudowywać fabrykę i zatrudniać więcej ludzi z regionu.

Wśród innych rozwiązań BASF dla branży automotive jest także technologia Glasurit, czyli system wodnych lakierów bazowych, który zapewnia producentom aut możliwość spełnienia norm dotyczących redukcji emisji lotnych związków do atmosfery. Produkty te mogą zmniejszyć emisję szkodliwych gazów o około 90 proc., dzięki czemu pojazdy wywierają mniejszy wpływ na środowisko.

– Ponieważ mówimy o stabilnej ścieżce innowacyjności, dziś robimy jeden krok dalej. Chcemy pokazać konkretnie, jakie nasze produkty są dostępne na polskim rynku, jakie wprowadzamy innowacje ukierunkowane na zrównoważony rozwój – podkreśla Andreas Gietl. – Z drugiej strony chcemy nawiązać dialog z naszymi klientami i udziałowcami, rozmawiać z nimi o tym, co wspólnie możemy stworzyć i rozwinąć.

Produkty BASF odpowiadają m.in. na wyzwania w branży budowlanej czy rolniczej, pomagając zwiększać produkcję i chronić żywność przed chorobami.

W najbliższym czasie BASF zamierza promować swoje innowacyjne rozwiązania w Regionie Dolnego Śląska. Tym razem będą mogli się z nimi zapoznać przedstawiciele przemysłu oraz organizacji branżowych podczas Oktoberfestu. Tradycyjne już wydarzenie dla regionu zostanie zorganizowane 9 września we wrocławskim Arsenale przez Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową. W ramach wydarzenia firma BASF przedstawi sposób na możliwość wdrożenia zamkniętego systemu odpadów dzięki innowacyjnemu i w pełni biodegradowalnemu tworzywu sztucznemu.

Tylko co trzeciemu Polakowi udaje się kontrolować swoje finanse. Zarządzanie budżetem dla wielu wiąże się z dużym stresem

Tylko co trzeciemu Polakowi udaje się kontrolować swoje finanse. Zarządzanie budżetem dla wielu wiąże się z dużym <a title=stresem" title="Tylko co trzeciemu Polakowi udaje się kontrolować swoje finanse. Zarządzanie budżetem dla wielu wiąże się z dużym stresem" />

stresem.png” alt=”Michał Nestorowicz, dyrektor ds. Badań i Analiz w Nationale-Nederlanden” align=”left” hspace=”10″ />
Polacy są mniej emocjonalni, a bardzie racjonalni w zarządzaniu swoimi finansami – wynika z globalnego badania GfK przeprowadzonego dla Nationale-Nederlanden. Ze względu na niechęć do ryzyka i brak odpowiedniej wiedzy chętniej oszczędzamy niż inwestujemy. Ponad połowa Polaków w różowych barwach widzi swoją finansową przyszłość, jednak tylko ok. 30 proc. twierdzi, że ma swój budżet pod kontrolą. Niezależnie od sytuacji majątkowej zarządzanie finansami wiąże się ze stresem.

– Brak kontroli nad finansami wiąże się ze stresem. Im więcej mamy pieniędzy, tym ten stres jest większy. Wśród takich osób 83 proc. deklaruje, że odczuwa stres związany z zarządzaniem finansami. Taki wzrost widzimy także w przypadku osób, które mają kogoś na swoim utrzymaniu – mówi agencji Newseria Biznes Michał Nestorowicz, ekspert Nationale-Nederlanden. – W Niemczech 47 proc. społeczeństwa twierdzi, że ma kontrolę nad finansami, podobnie jest w krajach Beneluksu, czyli znacznie więcej niż w Polsce.

Jak podkreśla ekspert, przy takim poziomie stresu Polacy nie mają skłonności do ryzykownych decyzji i coraz częściej wybierają racjonalne strategie.

Z badań GfK przeprowadzonych dla Nationale-Nederlanden w 14 krajach wynika, że emocjonalne podejście do zarządzania własnymi finansami ustępuje miejsca racjonalnemu podejściu. Znajduje to potwierdzenie w badaniu „Diagnoza społeczna”, gdzie jeszcze w 1995 roku strategie emocjonalne deklarowało blisko 40 proc. Polaków, a strategie zadaniowe 48 proc. Obecnie aktywne i pragmatyczne wychodzenie z trudnych sytuacji stosuje blisko 60 proc. społeczeństwa, a odsetek osób wybierających działania o charakterze emocjonalnym spadł do 30 proc.

 Wśród Polaków zdecydowanie dominuje postawa związana z oszczędzaniem, nie z inwestowaniem. Jesteśmy społeczeństwem na dorobku i nie chcemy ryzykować naszego kapitału – podkreśla Nestorowicz. – Polacy nie chcą ryzykownych instrumentów finansowych. Wyraźnie nastąpiła edukacja w tym względzie. Poszukujemy rozwiązań bezpiecznych i pewnych.

Tylko 14 proc. ankietowanych określa siebie mianem inwestorów. Konto oszczędnościowe ma ponad 60 proc. osób, podczas gdy produkt inwestycyjny tylko co dziesiąty badany. Blisko połowa deklaruje, że ma ubezpieczenie na życie, również grupowe w miejscu pracy. Jedną z przyczyn zachowawczego podejścia Polaków do inwestowania może być niechęć do podejmowania ryzyka. Zwolennicy bezpiecznych strategii finansowych są w większości (43 do 33 proc.).

Czynnikiem zniechęcającym do korzystania z bardziej złożonych instrumentów finansowych jest konieczność posiadania odpowiedniej wiedzy, a w tej dziedzinie Polacy nie czują się zbyt pewnie. Tylko niespełna połowa (44 proc.) uważa, że dysponuje wystarczającymi umiejętnościami, żeby zaplanować swoją przyszłość finansową.

– Jednocześnie 40 proc. Polaków mówi, że chciałoby się edukować w kwestii finansów. Co ciekawe, taka postawa jest bardziej wyrazista wśród młodych ludzi, co oznacza, że prawdopodobnie ten trend będzie rosnąć. Wśród osób w wieku od 18 do 25 lat aż połowa deklaruje, że chciałaby się dodatkowo edukować w kwestii zarządzania swoimi finansami – mówi ekspert Nationale-Nederlanden.

Potrzeba zgłębiania tej wiedzy wiąże się z tym, że mamy do dyspozycji coraz więcej pieniędzy. Rośnie liczba gospodarstw domowych, które mają wolne środki.

Zgodnie z badaniem „Diagnoza społeczna” przeprowadzonym w 1995 roku 36 proc. Polaków deklarowało, że stałe dochody pozwalają im na bieżące wydatki. W 2015 roku to jest już ponad 80 proc. To oznacza to, że w większości gospodarstw domowych pojawiły się wolne środki, które można zainwestować – wskazuje Nestorowicz.

Młodzi Polacy znacznie szybciej zyskują poczucie, że ich przyszły poziom życia decyduje się tu i teraz: 37 proc. twierdzi, że ich finansowa przyszłość już się rozpoczęła, a tylko 7 proc. jej start widzi za 10 lat lub więcej. Wśród osób w wieku 35–49 lat tylko połowa ma poczucie, że ich finansowa przyszłość już się zaczęła, a 15 proc. lokuje ją w horyzoncie czasowym wynoszącym 10 lat lub więcej.

Polacy widzą swoją przyszłość w różowych barwach. Ponad połowa uważa, że ich przyszłość finansowa będzie lepsza, niż jest obecnie. To pokazuje, że strategie racjonalne i planowanie swoich finansów jest korzystne. Starają się zaoszczędzić swój kapitał i mieć poduszkę finansową – tłumaczy Michał Nestorowicz.

Z Europejczykami łączy nas odsetek osób żyjących dniem dzisiejszym (ok. 30 proc.). Co piąty Polak nie czuje się odpowiedzialny za kształtowanie swojej przyszłości finansowej. Postrzegamy naszą sytuację jako mało przewidywalną, choć większość z nas to optymiści.

W Polsce jest statystycznie wyższy niż w całej Europie oraz naszym regionie geograficznym odsetek osób wątpiących, które choć w dużym stopniu mają kontrolę nad finansami, to nie czują, aby faktycznie ją miały (16 proc. przy 13 proc. w Unii Europejskiej i 12 proc. wśród najbliższych sąsiadów).

Coraz więcej urzędów i placówek publicznych oferuje usługę wideotłumaczenia dla osób niesłyszących. Można z niej także skorzystać w 43 oddziałach ZUS

Coraz więcej urzędów i placówek publicznych oferuje usługę wideotłumaczenia dla osób niesłyszących. Można z niej także skorzystać w 43 oddziałach ZUS 7

Placówki publiczne, które muszą zapewnić Głuchym dostęp do tłumacza języka migowego, coraz częściej sięgają po usługę wideotłumaczenia. ZUS taką możliwość uruchomił w 43 oddziałach – podkreśla Iwona Marczak z Centrali ZUS.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest przygotowany do obsługi osób niesłyszących. W 243 placówkach ZUS na sali obsługi klientów jest pracownik, który przeszedł szkolenie z języka migowego. W 43 oddziałach ZUS wdrożono nową usługę wideotłumaczenia języka migowego, realizowaną przez pracowników Centrum Obsługi Telefonicznej biegle posługujących się polskim językiem migowym – mówi agencji Newseria Biznes Iwona Marczak z Departamentu Obsługi Klientów w Centrali ZUS.

W każdej placówce ZUS są osoby migające, które mogą obsłużyć osoby z niepełnosprawnością słuchu. W ubiegłym roku z takiej obsługi skorzystało blisko 3,4 tys. klientów. W sprawach bardziej skomplikowanych pomocą służą pracownicy Centrum Obsługi Telefonicznej, którzy przejmują tłumaczenie rozmowy i prowadzą ją w trybie wideokonferencji.

Dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych są też zusomaty. Są one przeznaczone do samodzielnej obsługi spraw. Można z nich skorzystać w 153 placówkach ZUS i kilku urzędach pocztowych.

W większości placówek ZUS zusomaty są dostępne 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Umożliwiają złożenie dokumentów, skorzystanie z usług oferowanych na Platformie Usług Elektronicznych, dostęp do serwisów internetowych ZUS czy bezpłatny kontakt z konsultantem Centrum Obsługi Telefonicznej – tłumaczy Marczak. – Urządzenie ma pętlę indukcyjną generującą pole elektromagnetyczne odbierane przez większość aparatów słuchowych. Pozwala na odczyt tekstu z ekranu na głos. Istnieje możliwość odpowiedniej regulacji głośności. Są też gniazda słuchawek. Przyciski i regulatory są w miejscu dostępnym dla wszystkich klientów.

Przystosowanie urzędów i placówek publicznych do potrzeb osób z problemami słuchu jest istotne. Ze statystyk GUS wynika, że w Polsce wady słuchu ma ok. 850 tys. osób, z czego połowa to osoby niedosłyszące lub niesłyszące. Dla osób niesłyszących naturalnym językiem jest język migowy. Język polski, nawet dla tych urodzonych i żyjących w kraju, jest językiem obcy (70 proc. głuchych ma problemy z pełnym zrozumieniem języka pisanego).

Jeżeli w urzędzie będzie dostęp do osób, które znają język migowy tłumaczy języka migowego, Głusi będą mogli się czuć jak pełnoprawni obywatele naszego kraju, samodzielnie załatwiać swoje sprawy i decydować o sobie. Nie będą musieli prosić znajomych, zaprzyjaźnionych osób czy tłumaczy języka migowego, żeby z nimi poszli do urzędu i pomogli w załatwieniu najprostszej sprawy – przekonuje Krzysztof Kotyniewicz, sekretarz zarządu głównego Polskiego Związku Głuchych.

Ustawa o języku migowym nakłada na wszystkie urzędy i placówki publiczne obowiązek zapewnienia osobom głuchym dostępu do tłumacza języka migowego. Należy jednak zgłosić chęć skorzystania z jego usług trzy dni przed planowaną wizytą w urzędzie. Może być to uciążliwe, dlatego coraz więcej placówek publicznych umożliwia korzystanie z wideotłumacza języka migowego.

Coraz więcej osób zatrudnionych w urzędach jest przeszkolonych z języka migowego. Urzędy i placówki publiczne wykorzystują też system wideotłumacza czy tłumacza online. Dzięki komunikacji online Głuchy może być obsłużony od razu – wskazuje Krzysztof Kotyniewicz.

Browary rzemieślnicze stanowią ok. 2 proc. rynku. Ich udział w ciągu kilku lat może wzrosnąć do 10 proc.

Browary rzemieślnicze stanowią ok. 2 proc. rynku. Ich udział w ciągu kilku lat może wzrosnąć do 10 proc. 8
Piwowarstwo rzemieślnicze stanowi obecnie ok. 2 proc. rynku piwa. W ciągu dekady może jednak sięgnąć 10 proc. udziału w konsumpcji – przekonuje prezes Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych. Kwotowo może to być znacznie większy udział. Takich browarów szybko przybywa, a często pierwszym krokiem do ich powstania jest warzenie piwa w domu.

– Piwowarzy domowi to kuźnia browarów rzemieślniczych. Prawie wszystkie browary rzemieślnicze wywodzą się z piwowarów domowych, czyli ludzi, którzy najpierw warzyli w domu i postanowili wybudować swój prawdziwy duży browar. Obecnie takie browary mają coraz większy udział w rynku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Jaskólski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych.

Z szacunków PSPD wynika, że piwo domowe w Polsce na własne potrzeby warzy od kilku do nawet kilkunastu tysięcy osób. Część zajmuje się już seryjnym warzeniem, a to – zdaniem Jaskólskiego – już cienka granica od warzenia kontraktowego, gdzie nie ma się własnych urządzeń, a wynajmuje się moce produkcyjne w zakładach piwowarskich.

Z raportu „Browary rzemieślnicze i kontraktowe. Nowy trend na rynku polskim. Perspektywy rozwoju” wynika, że łączny udział browarów rzemieślniczych i kontraktowych w rynku sprzedaży wynosi ok. 1,6 proc. Z kolei KPMG w raporcie na temat rynku alkoholi wskazuje, że segment browarów rzemieślniczych i lokalnych w 2013 roku miał 4,7 proc. udziału w rynku. Pięć lat wcześniej było to 3,1 proc.

– Takie inicjatywy rozwijają się bardzo dynamicznie i zdobywają rynek. Obecnie udział piwowarstwa rzemieślniczego w rynku jest raczej nieduży, może 2 proc. rynku, choć trudno to oszacować. Dążymy do uzyskania poziomu 10 proc. udziału w rynku ogólnym sprzedaży piwa, jak w Stanach Zjednoczonych – ocenia prezes PSPD.

Jak podkreśla Jaskólski, rocznie pojawia się nawet kilkadziesiąt browarów rzemieślniczych. Coraz większa świadomość Polaków sprawi, że osiągnięcie dużego wzrostu w najbliższych kilku latach jest możliwe do osiągnięcia.

 Warto zauważyć, że 10-proc. udział w konsumpcji może kwotowo zrównoważyć pozostałe 90 proc. produkcji. Koncerny wytwarzają znacznie tańsze piwo. Rzemieślnicy produkują piwo droższe i wyższej jakości. Dlatego kwotowy udział w rynku może wynieść 50–60 proc., natomiast hektolitry spożycia sięgną maksymalnie do 10 proc. – przekonuje ekspert.

W ubiegłym roku polskie browary sprzedały prawie 40 mln hektolitrów piwa. Średnio Polacy konsumują 98 litrów złocistego trunku rocznie.

– Poza koncernami piwowarskimi najlepiej sprzedają się piwa wykorzystujące amerykańskie chmiele. Wciąż jeszcze jest w Polsce zapotrzebowanie na piwa, które pachną cytrusowo, z wyraźną goryczką. Przebojem wchodzą też piwa kwaśne – mówi prezes PSPD.

Jeszcze niedawno kwaśne piwa były dla konsumentów egzotyką, teraz nie tylko ich próbują, ale przybywa też fanów nowych smaków. Dlatego w ciągu najbliższych dwóch lat kwaśnych piw może być na rynku coraz więcej.

 Przyjdzie również moment na piwa prawdziwie owocowe, czyli warzone z użyciem owoców, a nie soków zagęszczonych. Tego w Polsce jeszcze w tej chwili praktycznie nie mamy, oprócz pojedynczych przypadków, a rynek bardzo tego oczekuje. To widać doskonale po multitapach i imporcie takich piw – zaznacza Jaskólski.

Z analizy firmy Nielsen wynika, że najszybciej rozwijającą się kategorią są tzw. piwne specjalności, czyli radlery, piwa smakowe, pszeniczne, niepasteryzowane oraz niskoalkoholowe.

Ciężki i źle dobrany tornister może pogłębić wady postawy u dziecka. Lekarze odradzają też plecaki na kółkach

Ciężki i źle dobrany tornister może pogłębić wady postawy u dziecka. Lekarze odradzają też plecaki na kółkach 9

Cena i atrakcyjny wygląd nie powinny być jedynymi wytycznymi, którymi kierują się rodzice przy wyborze tornistra szkolnego. Najistotniejszą rolę odgrywa przede wszystkim jego waga i konstrukcja. Zdaniem specjalistów z Amerykańskiej Akademii Pediatrii plecak z zawartością nie może ważyć więcej niż 10–20 proc. masy ciała dziecka. Tylna ścianka powinna być usztywniona, a szelki wzmocnione dodatkową warstwą materiału. Źle dobrany i przepełniony tornister obciąża kręgosłup i przyczynia się do rozwoju wad postawy.

 Optymalne obciążenie plecaka według zaleceń to w przypadku dziecka do 13 roku życia – do 10 proc. masy ciała. Czyli jeżeli dziecko waży 30 kg, to plecak z zawartością powinien ważyć do 3 kg. W przypadku dziecka powyżej 13 roku życia obciążenie może wynosić już do 15 proc. masy ciała, czyli w przypadku dziecka o masie 50 kg – do 7,5 kg – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Mateusz Dawidziuk, lekarz ortopeda z CM Gamma.

Ciężar tornistrów na bieżąco powinni kontrolować nauczyciele i rodzice. Szkoła musi też zapewnić uczniom możliwość pozostawienia części przyborów szkolnych i podręczników w salach lekcyjnych lub w indywidualnych szafkach. Ciężar w plecaku należy rozkładać równomiernie poprzez wkładanie cięższych rzeczy na dno i do środka osi pleców, a lżejszych na górę. Dzięki takiemu rozmieszczeniu tornister nie będzie ciągnąć dziecka w tył i tym samym wykrzywiać jego kręgosłupa. Szelki oprócz standardowej regulacji na wysokości ramion powinny być wyściełane miękkim materiałem. Lekarze alarmują, że plecak przewieszony przez jedno ramię prowadzi do bocznego skrzywienia kręgosłupa.

– Dziecko powinno nosić plecak na obu ramionach. Plecak powinien mieć dobrze wyprofilowane plecy. Najlepiej jeżeli oprócz klasycznych szelek miałby również pas biodrowy. Plecak na kółkach nie jest dobrym rozwiązaniem ze względu na to, że pozwala umieścić w plecaku więcej rzeczy. Choć dzieci ciągną ten plecak za sobą, to i tak muszą go dźwigać, przenosząc po schodach, wnosząc, wynosząc i w ten sposób obciążają tylko jedną stronę ciała – tłumaczy Mateusz Dawidziuk.

Ciężki plecak obciąża kręgosłup i grozi uszkodzeniem płytek chrzęstnych, a tym samym może doprowadzić do zaburzeń wzrostu. Jest też częstą przyczyną wad postawy, m.in. okrągłych pleców, skoliozy, dyskopatii, urazów stawów biodrowych, kolanowych i skokowych.

– Wady postawy dotyczą od 30 do 60 proc. dzieci. U dzieci w okresie od 7–8 lat, kiedy kształtują się kręgosłup i  naturalne krzywizny, w przypadku jakichkolwiek problemów plecak nasila te wady. Najczęściej jest to problem z nadmierną krzywizną kręgosłupa w odcinku piersiowym, która powoduje, że plecy stają się okrągłe, następuje gorsza wentylacja płuc, a następnie pojawiają się bóle w okolicy barków i w okolicy międzyłopatkowej – mówi Mateusz Dawidziuk.

Rodzice powinni bacznie obserwować postawę dziecka tak, by w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości jak najszybciej zareagować i zastosować ćwiczenia korekcyjne.

 Rodzic powinni zwrócić uwagę na to, czy kręgosłup wizualnie jest prosty, czy barki i łopatki są na równej wysokości, czy dziecko siada prosto, czy nie rotuje się, nie skręca. Ważna jest także pozycja podczas snu. Dziecko nie powinno spać na brzuchu, nie powinno mieć zbyt dużej ilości poduszek. Ogólnie kręgosłup powinien układać się w linie prostą, więc wygodny materac i dobra poduszka też mają bardzo duże znaczenie w profilaktyce wad postawy – wyjaśnia Mateusz Dawidziuk.

O kręgosłup najmłodszych trzeba dbać przez cały dzień. Przede wszystkim chodzi o ograniczenie obciążeń oraz zapewnienie odpowiednich warunków do nauki i zabawy.

 Bardzo ważna jest wysokość ławki, odpowiednia pozycja nad zeszytem, nad książką, również plecak odgrywa kolosalne znaczenie. Wskazana jest wszelka forma ruchu ogólnorozwojowego. Wychowanie fizyczne w szkole powinno to zapewnić. Oczywiście rodzice również mogą zapisywać dzieci na wszelkiego rodzaju aktywności ruchowe – mówi Paweł Atłas, fizjoterapeuta, CM Gamma.

Żeby zadbać o prawidłowy rozwój kręgosłupa i zapobiegać wadom postawy, wystarczy regularnie wykonywać proste, symetryczne ćwiczenia.

 Jeżeli ortopeda stwierdzi jakąś wadę postawy, np. skoliozę, co jest bardzo dużym skrzywieniem, wówczas ćwiczenia powinny być dobrane indywidualnie do danego pacjenta. A rehabilitacja musi się odbywać pod kontrolą fizjoterapeuty. Później te same ćwiczenia należy wykonywać w domu pod kontrolą rodziców. Rodzice wówczas są przeszkoleni i ich zadaniem jest pilnować, by dzieci prawidłowo wykonywały te ćwiczenia – dodaje Paweł Atłas.

Mocny dolar i tanie metale szlachetne po Jackson Hole

Piątkowe jastrzębie wystąpienie Jannet Yellen umacnia drugi dzień z rzędu dolara, natomiast poszkodowane są wciąż metale szlachetne. Tym bardziej, iż wystąpienie wsparte zostało przez komentarz wiceprezesa Fed-u Stanleya Fishera, który nie wyklucza podwyżki stóp procentowych już w przyszłym miesiącu. Doprowadziło to do tego, iż szanse na podwyżkę stóp na wrześniowym posiedzeniu Fed-u wzrosły z niecałych 24 proc. aż do 44 proc. Natomiast szanse na podwyżkę w grudniu wynoszą już ponad dwa do jednego. Po tych komentarzach jeszcze większe znaczenie będzie miał piątkowy odczyt danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli „payrollsy” pokażą przyrost miejsc pracy w sierpniu na poziomie w pobliżu 200 tys. będzie to silny argument dla Fed-u by nie zwlekać zbyt długo z podwyżką stóp. Dolar amerykański zyskuje dziś 0,3 proc. do euro, a para EURUSD handluje już w pobliżu 1,1160. Dolar zyskuje 0,4 proc. do funta a para GBPUSD handluje już w pobliżu 1,3080. Dolar zyskuje 0,3 proc. do polskiego złotego, a para USDPLN handluje już powyżej poziomu 3,88.  Złoto traci siódmy dzień z rzędu, handlując już poniżej poziomu 1320 dolarów za uncję. Srebro jest najtańsze od dwóch miesięcy, handlując w pobliżu poziomu 18,5 dolarów za uncję.

Pomimo, iż inwestorzy byli skupieni w piątek na wystąpieniu prezes Fed-u, to również wystąpienie Gubernatora Banku Japonii nie pozostało bez echa. Hauriko Kuroda dał bardzo gołębi przekaz, wspominając o zwiększeniu stymulusu monetarnego w razie potrzeby. Dolar zyskuje 0,4 proc. do jena a para USDJPY handluje już powyżej poziomu 102,20. Na wystąpieniu zyskały też japońskie akcje, a indeks Nikkei225 zakończył dzisiejsze notowania na 2,3 proc. plusie.

Ceny ropy WTI tracą dziś około 1 proc. handlując poniżej poziomu 47 dolarów za baryłkę, gdyż rosną obawy o jakikolwiek kompromis podczas wrześniowych, nieformalnych rozmów członków OPEC. Warto przypomnieć, iż rozmowy mają dotyczyć uzgodnienia zmniejszenia poziomu maksymalnej produkcji w celu stabilizacji rynku, na którym panuje nadpodaż i wysoki stan zapasów surowca. Natomiast podobne propozycje padały już w lutym, a kwietniowe spotkanie państw z grupy OPEC nie przyniosło żadnych zmian. Również ceny ropy Brent tracą z tego samego powodu 0,4 proc. handlując poniżej poziomu 49,50 dolarów za baryłkę.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Lewiatan ocenia pakiet „100 zmian dla firm”

Ograniczenie możliwości weryfikacji przeszłości kryminalnej pracowników wyłącznie do podmiotów podlegających nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego nie pozwoli na rzeczywiste sprawdzanie wiarygodności pracowników – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju pakiet „100 zmian dla Firm”. Pracodawcy popierają regulacje dotyczące świadectw pracy, regulaminu wynagradzania i urlopu wypoczynkowego, których celem jest zmniejszenie obciążeń małych firm.

Karalność pracowników

– Zaproponowana w projekcie zmiana wychodzi naprzeciw, od dawna postulowanemu przez pracodawców, uprawnieniu do pozyskiwania informacji na temat karalności osób zatrudnianych. Umożliwia to jedynie niektórym firmom. Rozwiązanie nie daje takich możliwości podmiotom świadczącym profesjonalne usługi biznesowe również dla sektora finansowego, które nie mogąc sprawdzić przeszłości kryminalnej pracowników nie są w stanie świadczyć wielu zaawansowanych usług z Polski, a tym samym tworzyć tysięcy wysoko płatnych miejsc pracy – mówi Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan.
Kryteria przyznania prawa do weryfikowania karalności pracownika powinny być związane z określonym zakresem obowiązków. Dlatego też Lewiatan proponuje umożliwienie pozyskiwania informacji na temat karalności dotyczącej zasadniczo przestępstw gospodarczych w przypadku pracowników, którzy w ramach wykonywanych obowiązków posługują się mieniem, danymi finansowymi, danymi osobowymi lub dotyczącymi mienia pracodawcy lub osób innych niż pracodawca i które mogą narazić pracodawcę lub osobę trzecią na szkodę.

Zaproponowana zmiana w pełniejszy sposób realizuje potrzebę wzmocnienia bezpieczeństwa informacji poufnych poprzez zapewnienie pracodawcom realnego narzędzia weryfikacji rękojmi pracowników na etapie ich doboru. Sytuacja, w której pracodawca nie ma możliwości zweryfikować wiarygodności kandydata do pracy, w szczególności w przypadku stanowisk umożliwiających dostęp do danych finansowych lub dotyczących mienia osób innych niż pracodawca, może stanowić potencjalne źródło nadużyć finansowych.

Regulamin wynagradzania

Konfederacja Lewiatan pozytywnie ocenia podniesienie progu zatrudnianych pracowników z 20 do 50, z którym wiąże się obowiązek wprowadzenia regulaminu wynagrodzenia.
Pewne wątpliwości budzi propozycja zgodnie z którą pracodawca zatrudniający więcej niż 20 pracowników i mniej niż 50 będzie zobowiązany do przyjęcia regulaminu wynagradzania, jeżeli z takim wnioskiem wystąpi zakładowa organizacja związkowa. Obowiązek przyjęcia regulaminu wynagradzania w praktyce oznacza, iż tacy pracodawcy będą mieli do czynienia z powszechnymi problemami we wprowadzaniu i zmienianiu regulaminu wynagradzania. Istnieje bowiem potrzeba uregulowania prawnego sytuacji, kiedy po wypowiedzeniu układu zbiorowego pracy nie dochodzi do porozumienia między pracodawcą i zakładową organizacją związkową w kwestii dotyczącej obowiązywania prawa wewnętrznego u pracodawcy.

Świadectwa pracy

Konfederacja Lewiatan popiera zaproponowane zmiany w zasadach wydawania świadectw pracy. Regulacje dotyczące obowiązku wydawania świadectwa pracy odrębnie dla umów terminowych i umowy na czas nieokreślony, a także okresu 24 miesięcy na wydanie zbiorczego świadectwa pracy dla umów terminowych, nie mają żadnego uzasadnienia.
Pracodawca powinien mieć możliwość wydawania zbiorczego świadectwa pracy bez względu na rodzaj zawartych umów o pracę. Ponadto przepis powinien uwzględniać możliwość zaistnienia krótkich przerw w zatrudnieniu (7 dni ), które nie obligowałyby pracodawcy do bezwzględnego wydawania świadectwa.

Urlop wypoczynkowy

W kontekście wprowadzanych zmian w zasadach wydawania świadectwa pracy warto rozważyć regulację umożliwiającą przeniesienie prawa do urlopu wypoczynkowego na okres trwania kolejnej umowy o prace w miejsce obowiązku wypłaty ekwiwalentu. Obecnie pracodawca nie ma obowiązku wypłacenia ekwiwalentu pieniężnego, w przypadku gdy strony postanowią o wykorzystaniu urlopu w czasie pozostawania pracownika w stosunku pracy na podstawie kolejnej umowy o pracę zawartej z tym samym pracodawcą bezpośrednio po rozwiązaniu lub wygaśnięciu poprzedniej umowy o pracę z tym pracodawcą.

– Mając na uwadze, iż prawo do urlopu wypoczynkowego powinno być realizowane w naturze, a rekompensata pieniężna powinna mieć charakter wyjątkowy, proponujemy przyznanie stronom stosunku pracy prawa do uzgodnienia przeniesienia prawa do urlopu wypoczynkowego na kolejną umowę o pracę, o ile zawarcie kolejnej umowy o pracę z tymi samymi stronami nastąpi w ciągu 7 dni od dnia rozwiązania poprzedniej umowy o pracę. Forma uzgodnienia gwarantuje, iż w żaden sposób interesy pracodawcy czy pracownika nie zostaną naruszone, a pracownik może zachować prawo do wypoczynku w naturze – mówi Robert Lisicki.

Odwołanie od wypowiedzenia

Konfederacja Lewiatan uznaje zasadność wydłużenia obecnego 7 dniowego terminu na złożenie odwołania od wypowiedzenia umowy o pracę do 14 dni. – W przypadku wypowiedzenia umowy o pracę okres 7 dni nie zawsze pozwala pracownikowi na rozważenie wszystkich okoliczności sprawy – dodaje Robert Lisicki.

Konfederacja Lewiatan

Najważniejsze będą dane z gospodarki

Najważniejsze będą dane z gospodarki 10

W piątkowym przemówieniu w Jackson Hole szefowa Rezerwy Federalnej stwierdziła, że zwiększyło się pole do podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych ze względu na chociażby na dobrą sytuację na rynku pracy oraz zmierzającą do celu inflację. Oświadczenie Janet Yellen nie wystarczyło, żeby dolar się umocnił, ale po wystąpieniu szefowej Fedu wywiadu udzielił Stanley Fisher wiceszef banku i dolar amerykański ruszył na północ.

W wystąpieniu Janet Yellen inwestorom zabrakło konkretów. Z kolei wiceszef Fedu wprost powiedział w udzielonym wywiadzie, że wrześniowa podwyżka jest jak najbardziej prawdopodobna, a do końca roku może dojść do jeszcze jednej. Najważniejsze dla członków FOMC będą dane makroekonomiczne. Piątkowy odczyt rewizji PKB za drugi kwartał okazał się zgodny z prognozami, ale warto przypomnieć, że wstępna publikacja była bardzo słaba w porównaniu z rynkowym konsensusem, gdyż wyniosła 1,2% vs. 2,6%. Te dane pokazują, że gospodarka USA przyhamowała w pierwszym półroczu, ale dla Fedu od zawsze w centrum uwagi jest rynek pracy, a obecnie bezrobocie jest poniżej 5%, czyli de facto mamy do czynienia z pełnym zatrudnieniem, albo bezrobociem naturalnym. Fisher podkreślił, że najbliższe dane z rynku pracy za sierpień zdecydują o podwyżce we wrześniu.

Ostatnie dwa odczyty o zatrudnieniu w sektorze poza rolnictwem mocno zaskoczyły in plus. Prognozy mówiły o wzroście zatrudnienia w okolicach 180 tys., a odczyt za czerwiec wyniósł 287 tys., a za lipiec 255 tys. Gdyby również w sierpniu ukazał się niezły raport dolar powinien kontynuować aprecjację. Raport ukażę się już w najbliższy piątek.

Zmiana zatrudnienia w sektorze poza rolnictwem na tle prognoz w 2016 roku

Najważniejsze będą dane z gospodarki 11

Źródło: Bloomberg

Obecna sytuacja na rynku

EUR/USD w piątek przełamał poziom 1,12 i obecnie zmierza w stronę 1,1150 – 1,11. Gdyby pod koniec tygodnia ukazały się dobre dane z amerykańskiego rynku pracy ten obszar zostałby z łatwością przełamany. Z kolei ostrzejsza retoryka Fedu zaszkodziła polskiemu złotemu, który na EUR/PLN walczy o przełamanie poziomu 4,33 i gdyby ta sztuka udała się kurs powinien zmierzać w stronę 4,35. Natomiast na parze USD/PLN kurs zmierza w stronę okrągłych 3,90.

Bartosz Zawadzki
Dyrektor
Dział Strategii Rynkowych i Analiz

​Perspektywa dla dolara amerykańskiego

​Perspektywa dla dolara amerykańskiego 12

Piątek był dniem członków amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Janet Yellen, prezes FED o godzinie 16:00 przemawiał w Jackson Hole. Pierwsze słowa brzmiały bardziej jastrzębio, Pani Janet podkreśliła, że coraz więcej czynników przemawia za podwyżkami stóp procentowych. Bynajmniej po jastrzębim tonie dodała, że zacieśnianie polityki monetarnej będzie w dalszym ciągu stopniowe, czyli usłyszeliśmy to co zawsze – wielką niewiadomą.

Niemniej jednak dolara amerykańskiego tego samego dnia uratowały słowa wiceszefa FEDu, Stanleya Fischera, który był o wiele bardziej jastrzębi niż Pani Janet Yellen. Podkreślił bowiem, że dzisiejsza wypowiedź Prezesa FED oznacza, że podwyżka stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu jest bardzo prawdopodobna.

Po raz kolejny na rynek spływają informacje o możliwej podwyżce stóp procentowych już na najbliższym posiedzeniu, jednak jak to bywa z Rezerwą Federalną, nigdy nic nie wiadomo. Nic dziwnego, że inwestorzy powoli tracą zaufanie do władz monetarnych w Stanach Zjednoczonych, co przedstawia poniższy wykres.

​Perspektywa dla dolara amerykańskiego 13

Źródło: WSJ

Rynek na podstawie kontraktów terminowych zaczął wyceniać większe prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu, które powinno rosnąć razem z lepszymi danymi makroekonomicznymi z gospodarki amerykańskiej. Na wrześniowym posiedzeniu inwestorzy z 42% prawdopodobieństwem spodziewają się podwyżki kosztu pieniądza.

​Perspektywa dla dolara amerykańskiego 14

Źródło: Bloomberg

Spoglądając na tygodniowy wykres dolar indeksu nie powinniśmy oczekiwać szybkiego rozstrzygnięcia sprawy. Od kilka tygodni byki walczą o utrzymanie poziomu wsparcia 93.05-94.00. Na dzień dzisiejszy z powodzeniem, jednak kontynuacja ostatnich wzrostów w okolicę poziomu 100 jest bardzo mało prawdopodobna. Zatem bazowym scenariuszem pozostanie dalsza konsolidacja notowań w okolicy strefy popytu.

​Perspektywa dla dolara amerykańskiego 15

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych