Ustawa wiatrakowa, czyli czego powinniśmy się spodziewać?

Ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych wprowadziła istotne ograniczenia w zakresie budowy i lokalizacji elektrowni wiatrowej. Zgodnie z jej zapisami elektrownię wiatrową będzie można postawić w odległości nie mniejszej niż 10-krotność jej wysokości. Sytuację dodatkowo komplikuje kwestia uwzględniania farm i turbin w planach zagospodarowania przestrzennego.

Argumenty „za” i „przeciw”

Grupy sprzeciwiające się ustawie podnosiły takie argumenty jak znaczne zwiększenie obciążeń finansowych, prowadzących do strat na produkcji oraz możliwość zahamowania nowych inwestycji poprzez fakt, że nowy limit odległościowy spełnia ok. 0.1% powierzchni kraju. Oznacza, to, że fizycznie trudno będzie znaleźć miejsce, w którym będzie można zbudować nową farmę. Jak można było przewidzieć, następne miesiące przyniosły z jednej strony zatrzymanie wszystkich nowych inwestycji. Nowych farm już nikt nie buduje ani nie planuje. Dodatkowym argumentem jest niepokój o wypełnienie przez Polskę zobowiązań europejskich dotyczących produkcji energii odnawialnej, kiedy rozwój energetyki wiatrowej zostanie zatrzymany.

Strony opowiadające się uchwaleniem ustawy pokazywały szereg opracowań o szkodliwości działania turbin wiatrowych na mieszkańców oraz powoływali się na idące w wielu krajach europejskich zmiany regulacyjne. Problem odległości wiatraków od domów mieszkalnych nie jest oczywiście wyłącznie problemem polskim, a regulacje europejskie są niespójne. W każdym kraju zachodzi swoisty przetarg lobbystyczny pomiędzy grupami interesów za, a grupami przeciw. Tutaj przykładem może być Bawaria, gdzie zgodnie z uchwałą lokalnego parlamentu w zależności od typu terenu, limity budowy elektrowni wiatrowej wynoszą 500-1500 metrów. W Polsce zaś obowiązuje jeden z największych limitów.

Po wejściu ustawy w życie właściciele elektrowni, potencjalni inwestorzy w energetykę wiatrową, a przede wszystkim samorządy domagają się korekt i modyfikacji. Wydaje się jednak, że zwycięża świadomość konieczności zmian i modyfikacji ustawy, bo w Ministerstwie Energii już trwają prace nad zmianą niektórych artykułów. Ruch wyprzedzający wykonała opozycja składając wniosek o modyfikację (Projekt Poselski z 9 sierpnia) i m.in. proponując uściślenie formuły czym jest elektrownia wiatrowa oraz zmianę zapisu „odległościowy” na 800 metrów zamiast 10 krotnej wysokości. Proponuje się także zniesienie obowiązku określania potencjalnych farm w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania gminy. Jednak obecnie ta propozycja legislacji ma charakter propagandowo-opozycyjny i trudno uwierzyć, że wniosek opozycji zostanie zaakceptowany.  Nawet jeśli zawiera istotne modyfikacje, które są sensowne.

Czego powinniśmy finalnie się spodziewać?

Chyba wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że ustawa w pierwotnej wersji poszła „za daleko”. Na pewno warto rozważyć sensowne ograniczenie wysokości podatku od nieruchomości. Osobiście uważam, że kryterium odległościowe powinno jednak odnosić się do krotności wysokości turbiny wiatrowej, ponieważ ze względu na postęp technologiczny wymiary będą się zwiększać, przykładowo ich wysokość na przestrzeni ostatnich 10 lat zwiększyła się z kilkudziesięciu do nawet 200 metrów. Warto więc wprowadzić kryterium, które będzie skalowalne na przyszłość. Niemniej jednak 10- krotna odległość absolutnie blokuje wszelkie działania. Sensowne jest też zniesienie ograniczeń związanych z granicami gmin, ponieważ te obszary są najczęściej niezamieszkane. Kolejnym elementem, którego w ustawie nie ma dziś, to problem tzw. repoweringu, czyli wymian starych turbin na nowe, przy okazji których na przykład można zwiększać moc zmniejszając poziom hałasu.

Reasumując: ustawa obowiązuje, ale prawdopodobnie zmienią się jej zapisy

W idealnym modelu możliwe byłoby przygotowanie jednej wersji ustawy, która zadowoli wszystkich, w rzeczywistości będziemy mieli cykl propozycji, odrzuceń, poprawek i modyfikacji. Dojście do końcowego modelu może okazać się trudne i czasochłonne.

Źródło: http://konradswirski.blog.tt.com.pl/wiatraki-reaktywacja-czyli-proby-odwrocenia-ustawy-odleglosciowej/

Restrukturyzacja kopalń pozwoli na uratowanie polskiego górnictwa

Program restrukturyzacji polskiego sektora górniczego opiera się przede wszystkim na dwóch elementach. Pierwszym jest zespolenie zakładów górniczych tak, aby zmaksymalizować oszczędności. Jest to konieczne, aby Komisja Europejska zgodziła się na polski plan ratowania sektora górniczego i notyfikowała go.

– To dlatego z początkiem lipca z 11 zakładów górniczych pozostało 5. Ich zadaniem jest kontynuacja działalności i dalsze wydobycie węgla – powiedział agencji eNewsroom.pl Bartłomiej Sawicki, redaktor serwisu BiznesAlert.pl

– drugim niezwykle ważnym z punktu widzenia sektora górniczego elementem jest kwestia osiągnięcia jak najlepszych wyników i wydobycia węgla, na który popyt rynkowy jest największy. Czy możemy spodziewać się wizyty górników w Warszawie jesienią? Wydaje mi się, że patrząc na politykę obecnego rządu oraz spółek, które rozmawiają ze związkami zawodowymi, aktualny dialog jest spokojny i wyważony.

Przykładem jest m.in. kopalnia Sośnica, gdzie udało się rządowi wynegocjować przyszłość tego zakładu. Zgodnie z ustaleniami, do 2017 roku zakład ten powinien wyjść na zero. Jeśli tak się jednak nie stanie, kopalnia trafi do Spółki Restrukturyzacji Kopalń i najprawdopodobniej zakończy swoją działalność. Polska Grupa Górnicza daje więc szanse kopalni na osiągnięcie konkretnego wyniku tak, aby w przyszłości cała Grupa Górnicza stała się rentowna. Jest to konieczne, aby Komisja Europejska zgodziła się na polski plan ratowania sektora górniczego i notyfikowała go. Ministerstwo Energii jest cały czas w konsultacjach z KE. Problem jest jednak w tym, ze polska strona co chwilę zmienia swoje plany, przez co KE nie ma pewności, jaki będzie finalny kształt projektu – dodał Sawicki.

Silny sektor bankowy wsparciem dla rynków

Notowania na europejskich rynkach we wtorek zakończyły się wzrostami bazowych indeksów. Stało się tak za sprawą sektora bankowego, który zarówno w zachodniej Europie, jak i w Polsce ciągnął indeksy w górę. Widać, jak duże znaczenie dla inwestorów ma kwestia poziomu stóp procentowych w USA oraz to, czy Fed zdecyduje się na taką podwyżkę już na wrześniowym posiedzeniu.

Wczorajsze notowania wskazują, że taki scenariusz powoli zaczyna się „rysować”. Wiceszef amerykańskiej Rezerwy Federalnej, Stanley Fisher dał jasno do zrozumienia, że dane z rynku pracy  są dla Fed jednym z najistotniejszych drogowskazów w kwestii prowadzenia polityki monetarnej. Im lepsze wyniki, tym większe szanse na podwyższanie stóp. Jednak kluczowe, oficjalne dane z rynku pracy w USA, czyli tzw. non-farm payrolls poznamy dopiero w piątek.

Tymczasem wczoraj bazowe indeksy w Europie od samego systematycznie rana rosły. W rezultacie niemiecki DAX zakończył dzień wzrostem o 1,07%, francuski CAC40 zyskał 0,75%, jedynie brytyjski FTSE100 zakończył notowania „pod kreską”, tracąc 0,25%. Wzrostem zakończyły się również notowania przy ul. Książęcej w Warszawie, gdzie indeks WIG20 zyskał 1,17% przy znacznie większych obrotach, które na całym rynku wyniosły ponad 800 mln zł.

Spośród publikowanych wczoraj danych makroekonomicznych, uwagę przyciągnęły między innymi dużo lepszy odczyt amerykańskiego Indeksu zaufania konsumentów, Conference Board, który odnotował wzrost z 96,7 pkt. do 101,1 pkt. Dane z Polski były zgodne z wcześniejszymi wyliczeniami i odczyt PKB w II kwartale 2016 r. wzrósł o 0,9% w ujęciu kwartalnym oraz o 3,1% w ujęciu rocznym. Słabiej od prognoz wypadły natomiast odczyty inflacji CPI z Niemiec, która w sierpniu w ujęciu miesięcznym wyniosła 0,0% (oczekiwania 0,1%), natomiast w ujęciu rocznym 0,4% (oczekiwania 0,5%).

Dziś w kalendarium makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na wyniki sprzedaży detalicznej za lipiec w Niemczech, jak i wysokość stopy bezrobocia u naszych zachodnich sąsiadów. W Polsce zostanie opublikowany wstępny odczyt inflacji CPI.  Po południu pojawi się natomiast kilka istotnych odczytów z USA – o godz. 14:15 raport prywatnej firmy Automatic Data Processing (ADP), który określa szacunkową zmianę zatrudnienia poza rolnictwem w obszarze prywatnym. Raport ten często określa się jako wstęp do Payrolls. O godz. 15:45 poznamy z kolei odczyt indeksu Chicago PMI.

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w USA zamknął wtorkowy handel spadkami. W momencie zamknięcia, na Giełdzie w Nowym Jorku, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,26%, S&P500 spadł o 0,20%, a Nasdaq Composite o 0,18%.

Waluty:

Wtorkowe notowania dla EURUSD zakończyły się spadkiem o 0,41% do poziomu 1,1143.

Kurs EURGBP zakończył dzień stratą 0,25% do poziomu 0,8518, natomiast EURJPY zyskał 0,61%, docierając do poziomu 114,73.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3586PLN za euro, 3,9103 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9789PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1417 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

Złoto zakończyło wtorkowe notowania spadkiem o 0,85% do poziomu 1311,70 USD za uncję. Srebro straciło natomiast 1,38% i osiągnęło poziom 18,60 USD za uncję. W przypadku ropy naftowej, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 46,35 USD za baryłkę, tracąc tym samym 1,34%, natomiast odmiana Brent straciła 1,81% i była notowana po 48,37 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko, Head of Support, Patron FX

Banki będą zmuszone dobrowolnie przewalutować kredyty?

Niedługo minie miesiąc od momentu zaprezentowania prezydenckiego projektu ustawy frankowej. Pierwsza, bardzo pozytywna reakcja inwestorów giełdowych na te zapowiedzi wygasła bardzo szybko. Powód? Propozycja przedstawiona przez Kancelarię Prezydenta nie zdjęła z banków największego ryzyka – konieczności przewalutowania kredytów hipotecznych denominowanych w walutach obcych.

Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI
Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI

– W krótkim terminie propozycja powoduje, że banki nie będą musiały przewalutować kredytów udzielonych w frankach szwajcarskich, tylko zwrócić koszty spreadów. Kancelaria Prezydenta szacuje, że cały system bankowy poniesie koszty ok. 4 mld zł. Natomiast w średnim czy długim terminie nie wiemy jak problem zostanie rozwiązany. Mówi się nawet, że banki będą zmuszone dobrowolnie przewalutować kredyty – mówi newsrm.tv Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji Union Investment TFI.

Jak ocenia ekspert obawy inwestorów o to, w jaki sposób ustawodawca oraz nadzór finansowy w Polsce rozwiążą ten problem, będą powracać i tym samym negatywnie wpływać na notowania spółek zgromadzonych w subindeksie WIG-Banki.

Jak wskazuje Tomasz Matras najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że poza zwróceniem niesłusznie naliczonych spreadów, banki zostaną zmuszone, aby „dobrowolnie” przewalutować kredyty. Na to, że prędzej czy później problem przewalutowania kredytów będzie musiał zostać rozwiązany – poprzez jednorazowe decyzje bądź systemowo – wskazują także ostatnie wydarzenia. Uwagę zwraca m.in. istotny pogląd UOKiK wyrażony w temacie sporu jednego z banków z frankowiczami oraz orzeczenie polskiego sądu nakazujące innemu bankowi oddanie kredytobiorcy pieniędzy nadpłaconych w ratach kredytu frankowego wraz z odsetkami.

Poza bankami słabszy okres przeżywają także spółki z indeksu WIG20. Na tym tle dużo lepiej prezentują się małe i średnie spółki. Bardzo wiele z nich zaprezentowało niezłe wyniki finansowe za II kwartał 2016 r. Kilka, m.in. AmRest, Kęty czy UNIWHEELS, wyróżniło się zdecydowanie na plus. Patrząc całościowo, wyceny spółek z indeksów mWIG40 i sWIG80 nie są już niskie. Mimo to wciąż da się zbudować portfel złożony z akcji „misiów”, który do końca roku może przynieść przyzwoitą, dodatnią stopę zwrotu.

Przedsmak piątkowych danych z USA

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Czynniki wewnętrzne hamulcem dla polskiej waluty. Możliwy wzrost spekulacji co do przyszłych działań RPP. Wystąpienie wiceprezesa Fed bez wpływu na rynki. Raport prywatnej firmy Automatic Data Processing w centrum uwagi. Uwaga na dane o inflacji ze strefy euro.

Rodzima waluta od początku tygodnia pozostaje cały czas pod rynkową presją. W końcu do inwestorów dociera fakt, że perspektywa fiskalna ulega pogorszeniu, a realizacja przyszłorocznego budżetu może być problemowa. Przekroczenie deficytu ponad 3% PKB wydaje się bardzo realne. Szczególnie, że tegoroczny PKB wyniósł jedynie 3,1%, a ministerstwo zakłada w przyszłym roku 3,5-3,6%. Struktura PKB także budzi spore wątpliwości bo ciążą mniejsze wydatki inwestycyjne, zanotowany został spadek o 4,9% rok do roku. Widać to szczególnie w samorządach, które właśnie ograniczają inwestycje, ta niepokojąca tendencja rozpoczęła się jeszcze w 2015 roku.

Od początku tygodnia złotówka najbardziej traci do dolara amerykańskiego, wynika to z ruchów na EUR/USD. Ponad 1% wzrost mamy na EUR/PLN, co pozwoliło przebić poziom 4,35. Zachowanie innych walut krajów wschodzących pokazuje jednak, że polskiej walucie ciążą czynniki wewnętrzne.

Wydaje się, że ta lekka gospodarcza zadyszka to tylko efekt przejściowy, a inwestycje choćby sektora publicznego powinny przyśpieszyć. Niemniej jednak, takie chwilowe zawieszenie może spowodować, że aktywność sektora prywatnego może nie rosnąć w tempie wcześniej zakładanym. Cała sytuacja może powodować, że będą rosnąć spekulacje co do obniżki stóp procentowych przez RPP.

Na szerokim rynku cały czas występuje presja spadkowa na EUR/USD. Wczorajsze wystąpienie wiceprezesa Fed Fischera dla Bloomberga nie wiele w tej kwestii zmieniło. Niekorzystny dla euro okazał się odczyt inflacji z Niemiec. Odczyt był gorszy od prognoz, mimo, że efekt niższych cen energii zaczyna być mniejszy. Bardzo możliwe więc, że dzisiejszy odczyt inflacji ze strefy euro również rozczaruje. Póki co jednak nie ma nawet tematu zwiększenia skali skupu aktywów przez EBC.

W dzisiejszym kalendarzu makro na pierwszy plan wychodzi publikacja raportu ADP z USA. Jest to swoisty wstęp do oficjalnych danych z rynku prac w piątek. Warto jednak zwrócić uwagę, że dane te często odbiegają od tzw. payrollsów. Wskazują one zmianę zatrudnienia poza rolnictwem, a także w sektorze prywatnym. Te dane są wskazówką dla Fed, co do prowadzenia polityki monetarnej. Im lepsze wyniki tym większe szanse na zacieśnianie polityki pieniężnej. Jeśli w piątek takowe będą to możliwy jest ruch na EUR/USD w kierunku 1,1045.

Pylon S.A. zainwestuje część środków z emisji akcji serii H w park maszynowy do obróbki metalu

Pylon S.A. polski producent zestawów oraz obudów głośnikowych, notowany od 2013 roku na rynku NewConnect – zainwestuje 0,33 mln zł w kompleksowy park maszynowy do obróbki metalu. Spółka sfinansuje zakup dzięki pożyczce celowej, pozyskanej od Fameg Sp. z o.o., a finalnie środki na uregulowanie zobowiązań zamierza pozyskać w ramach emisji akcji serii H. Maszyny uruchomione zostaną w nowym zakładzie produkcyjnym w Jarocinie, do którego Pylon S.A. przeniesie działalność już we wrześniu 2016 roku.

Pylon S.A. szacuje, że przychód ze sprzedaży produktów i akcesoriów audio – wyprodukowanych w oparciu o nowe zaplecze produkcyjne – już po pierwszym roku stanowić będzie co najmniej równowartość wyceny nabywanego parku maszynowego. Inwestycja w zaplecze produkcyjne możliwa jest dzięki funduszom celowym skierowanym do spółki przez Fameg Sp. z o.o., producenta mebli giętych, sprzedającego swoje wyroby na całym świecie, łączącego 130-letnią tradycję firmy z nowoczesnymi procesami produkcyjnymi i projektowymi. Zawarta umowa pożyczki, opiewająca na kwotę 0,33 mln zł, pozwala Fameg Sp. z o.o. na objęcie akcji firmy Pylon S.A., zgodnie z zasadami emisji akcji serii H. Tym samym, spłata zobowiązania może nastąpić przez jej potrącenie wraz z odsetkami z kwoty stanowiącej równowartość oferowanych akcji Pylon S.A. objętych ewentualnie przez Fameg Sp. z o.o. Jednocześnie inwestor nie wyklucza dalszych inwestycji w jarocińską spółkę.

Szczegółowe cele emisji akcji serii H

Poza zakupem maszyn do obróbki metalu, Pylon S.A. planuje przeznaczyć środki z emisji akcji serii H z prawem poboru m.in. na:

  • Rozszerzenie oferty produktowej:
    • rozwój nowych linii produktowych w postaci aktywnych zestawów głośnikowych, uzupełniających dostępne kina domowe (Pearl, Topaz, Sapphire, Opal), jak i stanowiących samodzielne systemy nagłośnieniowe (w tym technologia systemów bezprzewodowych)
    • wyposażanie zestawów głośnikowych w przetworniki elektroakustyczne sygnowane marką Pylon Audio
    • wprowadzenie do produkcji nowych linii pasywnych zestawów głośnikowych
    • wprowadzenie do produkcji nowej linii produktowej w postaci profesjonalnych akcesoriów audio takich, jak: antywibracyjne stoliki audio oraz podstawki audio, których prototypy zostały zaprezentowane podczas targów High End Munich w Monachium
  • Spłatę pożyczki w kwocie 850 tys. zł, otrzymanej od akcjonariusza – PH „Maks” sp. z o.o. – i wykorzystanej jako wkład własny w ramach sfinansowania zakupu 1,09 ha nieruchomości zabudowanej w Jarocinie, na której Pylon S.A. uruchomi jeszcze w 2016 roku nowy zakład produkcyjny o łącznej powierzchni ponad 3,3 tys. m2

Uszczegółowienie celów emisji, w tym przekierowanie potencjalnych środków na dodatkowe aktywności – poza częściową spłatą zobowiązań wynikających z zakupu nieruchomości zabudowanej w Jarocinie – wynika przede wszystkim z dynamicznego tempa ekspansji zagranicznej, którą realizujemy od kilku miesięcy. Rozważając emisję akcji serii H na początku bieżącego roku, wiodącym rynkiem zbytu zestawów i obudów głośnikowych Pylon Audio był rynek krajowy. W maju 2016 roku, po targach w Monachium sytuacja ta znacząco się zmieniła. Zainteresowanie naszymi produktami na terenie Europy na tyle wzrosło, że zaledwie trzy miesiące później zestawy głośnikowe Pylon Audio trafiają już – poza Polską i Norwegią – na siedem nowych rynków zagranicznych, w tym do: Niemiec, Austrii, Francji, Belgii, Turcji, Hiszpanii i Szwajcarii. Tempo, w którym obsługujemy międzynarodowe zlecenia, a co więcej – równolegle pojawiające się zapotrzebowanie na asortyment, którego co prawda nie ma jeszcze w naszym portfolio, ale jak najbardziej nasze kompetencje i doświadczenie branżowe pozwalają nam na jego produkcję – sprawiają, że priorytetem stały się inwestycje w nowe linie produktowe, a tym samym w uzupełnienie i rozszerzenie zaplecza produkcyjnego wyjaśnia Mikołaj Rubeńczyk, wiceprezes zarządu Pylon S.A.

Własne zaplecze obróbki umożliwi spółce – poza pośrednim zmniejszeniem kosztów produkcji i zwiększeniem marżyrozszerzenie procesu prototypowania i wytwarzania autorskich produktów. Dzięki nowym maszynom Pylon S.A. zyska również elastyczność w odniesieniu do liczby tworzonych produktów danej serii. Ponadto, rozbudowa zaplecza produkcyjnego pozwoli Pylon S.A. na realizację zleceń zewnętrznych, co wpłynie na amortyzację kosztów i dywersyfikację przychodów w kolejnych latach użytkowania nowego sprzętu.

W I półroczu 2016 roku spółka odnotowała 85 proc. wzrost liczby sprzedanych zestawów głośnikowych, zwiększając o 76 proc. – do 1,71 mln zł – przychody ze sprzedaży produktów własnych względem I półrocza 2015. Zysk netto producenta z Jarocina wyniósł po dwóch kwartałach 2016 roku 71,62 tys. zł i wzrósł o 320 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. EBITDA Pylon S.A. za I półrocze 2016 roku osiągnęła poziom 0,22 mln zł. W tym okresie  Pylon S.A. sprzedał łącznie 1125 autorskich zestawów głośnikowych marki Pylon Audio w porównaniu do 1455  zestawów głośnikowych w całym 2015 roku.

Jaki wpływ na pracowników ma aranżacja biura?

We współczesnych firmach ludzie pracują obok siebie, mając okazję do bieżącej wymiany informacji i budowania relacji. Jednak ten ciągły szum informacyjny to dla większości hałas, który poważnie ogranicza wydajność pracowników, a co za tym idzie wpływa na wyniki firmy.  

Biura, szczególnie te zaaranżowane w otwartej przestrzeni (tzw. open space), mają służyć przede wszystkim usprawnieniu komunikacji i kooperacji oraz wymianie wiedzy i informacji. Jednak wystarczy zaledwie kilka godzin, aby zacząć odczuwać pierwsze uciążliwości związane z pracą w takim biurze. Fragmenty rozmów współpracowników, dźwięk dzwoniących telefonów, trzaskanie drzwiami – to szereg dźwięków, które dochodzą do nas jednocześnie, tworząc niepożądany hałas. Dla pracownika, który codziennie spędza co najmniej 8 godzin w biurze oznacza to wiele niedogodności, które wpływają na jego efektywność pracy:

  • Brak prywatności
  • Rozdrażnienie i podenerwowanie
  • Utrata koncentracji
  • Spadek motywacji
  • Stres i ogólny wpływ na stan zdrowia

Nie są to niedogodności rzadkie, gdyż aż 70% pracowników (jak wynika z ostatniego raportu Lessman Review) jest niezadowolona z poziomu hałasu w biurze. Każdorazowo pracownicy potrzebują aż 10-15 min, aby skoncentrować się na zadaniu, które zostało przerwane przez niechciany hałas!

Magda Szubert, która w firmie Ecophon Saint-Gobain zajmuje się akustyką biur i jej wpływem na pracowników twierdzi, że spadek wydajności to problem, który drogo kosztuje firmy. Wraz ze zwiększonym poziomem hałasu wzrasta poziom stresu u pracowników, co może mieć wpływ na podwyższone ciśnienie krwi, spadek efektywności, a w efekcie na zwiększoną ilość zwolnień chorobowych. Zatem poprawa akustyki biura i obniżenie poziomu hałasu może pozytywnie wpłynąć na wyniki całej firmy – kontynuuje Magda Szubert.

Ogromny wpływ na obniżenie poziomu hałasu ma aranżacja biura – wykończenie sufitów, ścian oraz umeblowanie. Takiej aranżacji można dokonać w każdym momencie, także w trakcie funkcjonowania obiektu. Wykorzystanie właściwych materiałów dźwiękochłonnych, np. sufitów podwieszanych,  paneli ściennych, czy wolnostojących ekranów akustycznych, pozwoli ograniczyć zasięg dźwięku i zapewnić prywatność rozmów między grupami pracowników.

Czy można było zapobiec wyciekowi danych z przeglądarki Opera?

Twórcy przeglądarki Opera właśnie poinformowali, że hakerzy skradli dane co najmniej 1,7 mln użytkowników tego rozwiązania. Łupem cybeprprzestępców padły informacje zapisane w usłudze Opera Sync, która umożliwia synchronizowanie urządzeń stacjonarnych z mobilnymi. Wśród danych, które wyciekły znajdowały się m.in. hasła do zewnętrznych serwisów internetowych, historia przeglądanych stron i zakładki. Przechwycone loginy i hasła byłyby bezwartościowe, gdyby serwisy online były dodatkowo zabezpieczone rozwiązaniem 2FA (2-Factor Authentication), które oznacza dwustopniowe uwierzytelnianie dostępu realizowane przy użyciu SMS-ów dostarczanych na urządzenie mobilne użytkownika.

Dwueatapowa weryfikacja dostępu do serwisu online wymaga wpisania poprawnego identyfikatora użytkownika i hasła uwierzytelniającego, a następnie kodu, do którego dostęp posiada tylko właściwy posiadacz konta w określonym serwisie. Kod najczęściej dostarczany jest na urządzenie mobilne użytkownika w formie wiadomości SMS. Usługa łączy w sobie element, który użytkownik zna (hasło) z elementem, który posiada (telefon, który pozwala generować jednorazowe hasło PIN).

„Wyciek loginów i haseł z usługi Opera Sync pokazuje, że proste połączenie nazwy użytkownika i hasła nie jest już wystarczające, aby zagwarantować odpowiedni poziom bezpieczeństwa danych w serwisach online. Cyberprzestępcy nieustannie wyszukują słabe ogniwa w systemach informatycznych, aby przechwycić dane logowania do rozmaitych serwisów internetowych, zwłaszcza bankowych. Zabezpieczenie serwisu dwustopniowym mechanizmem autoryzacji dostępu z wykorzystaniem SMS ogranicza do minimum ryzyko włamania na konto użytkownika. Dzisiaj prawie każdy posiada telefon komórkowy lub smartfona, na który możemy dostarczyć SMS z jednorazowym hasłem dostępu. W ten sposób urządzenie mobilne zmienia się w narzędzie, które stanowi dodatkową warstwę bezpieczeństwa, bez konieczności inwestowania w dodatkową infrastrukturę IT. Takie dwustopniowe uwierzytelnianie zaczynają wdrażać np. dostawcy przestrzeni dyskowych (np. Dropbox) oraz portale społecznościowe, aby chronić dane użytkowników. Rozwiązanie 2FA może wdrożyć każda firma chcąca zwiększyć poziom bezpieczeństwa w obszarze dostępu do kont użytkowników.”– powiedział Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

Zadanie przechwytywania danych hakerom ułatwiają sami użytkownicy, którzy dość niefrasobliwie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa wykorzystywanych przez nich haseł. Badanie firmy TeleSign pokazuje, że dwie trzecie mieszkańców Wielkiej Brytanii używa w Internecie tego samego hasła dostępowego do  wszystkich usług online. Autorzy badania ostrzegają, że główną konsekwencją takiego zachowania użytkowników może być „efekt domina”, polegający na wykorzystaniu przez hakerów haseł wykradzionych z jednego serwisu, do uzyskania dostępu do wielu innych kont użytkownika.

W 2014 roku polski oddział firmy AVG przeprowadził ankiety wśród przedsiębiorców, menadżerów i pracowników dotyczących polityki bezpieczeństwa haseł w polskich firmach. 64% ankietowych zadeklarowało, że pamięta wszystkie firmowe hasła, 12% respondentów twierdziło, że wykorzystuje jedno hasło do ochrony większości kont.

Z opublikowanego w 2013 roku raportu fundacji BezpieczniejwSieci.org co piąty polski internauta nie zna żadnego sposobu ochrony przed zagrożeniami podczas korzystania z sieci, a aż 14
proc. używa w Internecie tego samego hasła dostępowego do wszystkich usług
 online, także finansowych.

Veolia wdraża gospodarkę cyrkularną w Poznaniu

Należąca do Grupy Veolia spółka EKO-ZEC podpisała umowę na odbiór i zagospodarowanie żużli pochodzących z poznańskiej spalarni odpadów. Zgodnie z zasadami gospodarki cyrkularnej będą one wykorzystywane m.in. w budownictwie drogowym, co przyczynia się do ochrony zasobów naturalnych.

EKO-ZEC
Foto: D. Masłowski, © Eko-Zec

W ramach wspomnianej umowy SITA Energia z Odpadów – operator  Instalacji Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych dla Miasta Poznania – powierzyła EKO-ZEC odbiór i zagospodarowanie żużli stanowiących mineralną pozostałość powstałą w procesie spalania odpadów komunalnych.

Żużle, odbierane rocznie w ilości około 30 tysięcy ton , będą stosowane m.in. jako kruszywo do produkcji hydraulicznie związanych podbudów drogowych. Żużle będą poddawane sezonowaniu, a ich parametry ściśle kontrolowane, co pozwoli uzyskać stałą jakość. Produkcja materiałów dla budownictwa drogowego będzie się odbywała w węźle betoniarskim należącym do EKO-ZEC, przy wykorzystaniu sprawdzonej w Europie, choć niewykorzystywanej dotychczas w Polsce metody.

– Współpraca z firmą EKO-ZEC jest dla nas o tyle ważna i istotna, iż mamy do czynienia z doświadczonym Partnerem, który przez lata funkcjonowania na rynku nie tylko wyrobił sobie markę, ale jest też kreatorem nowoczesnych i proekologicznych rozwiązań dotyczących zagospodarowania odpadów poprocesowych. To właśnie wyjątkowy profesjonalizm Firmy EKO-ZEC oraz bliskie sąsiedztwo stało się  podstawą zawartej
w ostatnich dniach umowy – Szymon Cegielski,
Dyrektor Kontraktu, SITA

– Ochrona i odnawianie zasobów świata należą do najważniejszych wartości Grupy Veolia. Dzięki naszym technologiom jesteśmy w stanie efektywnie zagospodarować żużle pochodzące ze spalania odpadów, dając im nowe życie pod postacią materiałów budowlanych. To praktyczna realizacja idei gospodarki cyrkularnej wspierająca Poznań i umożliwiająca rozwój miasta na bazie własnych zasobów – mówi  Gérard Bourland, Dyrektor Generalny grupy Veolia w Polsce.

Kontrakt został zawarty na czas nieokreślony. Jego wartość osiągnie około 1,5 mln złotych rocznie po zakończeniu etapu rozruchu instalacji.

Nowe mieszkanie tańsze niż używane?

Nowe czy używane? To jedno z pierwszych pytań, na jakie powinny sobie odpowiedzieć osoby planujące zakup mieszkania. Przed rozpoczęciem poszukiwań może się wydawać, że lokal z drugiej ręki będzie tańszy niż od dewelopera. Tymczasem wnioski mogą być zupełnie odwrotne…  

Lokalizacja przede wszystkim

Na wartość nieruchomości składa się szereg czynników. Standard i jakość wykończenia, układ mieszkania, infrastruktura osiedla, położenie lokalu w inwestycji, dostępność komunikacji miejskiej czy prestiż dzielnicy – to tylko kilka z nich.

Jednak najczęściej to lokalizacja ma największy wpływ na cenę nieruchomości. Liczy się przede wszystkim to, czy mieszkanie znajduje się w większej metropolii, czy też w mniejszym mieście. Ogromne znaczenie ma również odległość od centrum.

– Analizując oferty rynkowe doskonale widać, że to właśnie lokalizacja w największym stopniu wpływa na ostateczną cenę – przekonuje Piotr Kijanka, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo. – W ten sposób można wytłumaczyć to, że w niektórych miastach lokale z drugiej ręki, położone na starszych osiedlach, ale bliżej centrum są droższe niż deweloperskie – wyjaśnia.

Z drugiej ręki drożej w Krakowie, Warszawie i Gdańsku

Gdzie nowe „M” będzie tańsze? Jak podaje NBP, w I kwartale 2016 roku w Krakowie średnia cena ofertowa nowego lokalu wyniosła 6547 zł/m2. Natomiast m2 na rynku wtórnym był niemal o 300 zł droższy.

Niektóre dane wskazują na podobną tendencję w Gdańsku. Według raportu otodom.pl przygotowanego dla Bankier.pl w maju 2016 roku mieszkania z rynku wtórnego były tam droższe o 113 zł/m2.

Największą różnicę odnotowano jednak w Warszawie – informuje NBP. Tam m2 z drugiej ręki był wart średnio ponad 8,6 tys. zł, czyli prawie 800 zł więcej niż od dewelopera.

Dane najlepiej zobrazować przykładem. Jeżeli młode małżeństwo chce kupić 50-metrowe lokum w Krakowie, to na rynku pierwotnym zapłaci średnio ok. 327 tys. zł. Natomiast własne „M” z rynku wtórnego będzie warte już ponad 341 tys. zł. W Warszawie te kwoty wyniosłyby odpowiednio – 398 tys. zł i 432 tys. zł.

Liczy się każdy grosz? Nie ulegaj stereotypom! 

Analiza sytuacji rynkowej potwierdza, że nie warto ulegać stereotypom i zakładać z góry, że nowe mieszkania są droższe, mniej osiągalne – podkreśla Piotr Kijanka z Grupy Geo.

Planując zakup należy również pamiętać, że w przypadku takiej inwestycji liczy się „każdy grosz”.  Zaoszczędzoną kwotę można przecież przeznaczyć na remont lub meble. Do racjonalnego gospodarowania kapitałem zachęca także stosunkowo wymagająca polityka kredytowa.

NBP w najnowszym raporcie podaje, że III kwartale 2016 roku banki ponownie zaostrzyły warunki udzielania kredytów mieszkaniowych. Zmiany dotyczyły przede wszystkim wkładu własnego, a także zabezpieczeń, marż i kosztów pozaodsetkowych.

W efekcie, im większy będziemy chcieli zaciągnąć kredyt, wyższe będą koszty obsługi zadłużenia. Pozostaje pytanie, czy nie lepiej za te pieniądze urządzić swoje wymarzone, nowe „M”?

„Wyciek” z systemu PESEL – jakie konsekwencje może on mieć dla osób, o których pobrane zostały informacje

W ostatnich dniach wiele emocji wzbudza „wyciek” danych z systemu PESEL. Maciej Jurczyk, inżynier ds. bezpieczeństwa informacji z firmy ODO 24 wskazuje, jakie konsekwencje może on mieć dla osób, o których pobrane zostały informacje.

W systemie przechowywane są dane dotyczące nie tylko osób, które zostały w nim umieszczone, ale również ich małżonków oraz rodziców. Przestępcy mogli więc uzyskać dostęp do szczegółowych informacji o bardzo wielu ludziach. W systemie PESEL zbierane są takie dane jak numer i seria dowodu osobistego, data i miejsce urodzenia, adresy zameldowania itp. – mówi Marcin Jurczyk i kontynuuje

Na ich podstawie można wynająć mieszkanie, drogi samochód (i już go nie oddać) czy otrzymać pożyczkę, bo firmy je udzielające rzadko sprawdzają nasze historie finansowe. Może to prowadzić do tego, że długi osób znajdujących się w systemie wzrosną lub członkowie ich rodzin obciążeni zostaną nieświadomie zobowiązaniami wobec różnych pomiotów.

Należy pamiętać, że wyciek danych nie dotyczy tylko dłużników, ale również osoby, które po prostu zapomniały zapłacić w terminie mandat lub oddać książkę do biblioteki. One również zostały narażone na negatywne konsekwencje wykorzystania ich danych osobowych przez osoby trzecie oraz na straty wizerunkowe.  – wskazuje ekspert ODO 24.

Polacy zakładają coraz więcej kont emerytalnych w TFI

Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI
Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI

System emerytalny w Polsce ulega istotnym przeobrażeniom. Rola II filaru (OFE) jest stopniowo ograniczana, a powszechnie coraz częściej mówi się o konieczności samodzielnego oszczędzania na emeryturę. Najnowsze dane opublikowane przez KNF (Informacje liczbowe o rynku IKE i IKZE za I półrocze 2016 r.) pokazują, że coraz większa liczba Polaków dostrzega tę potrzebę i zakłada Indywidualne Konta Emerytalne oraz Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego.

W I półroczu 2016 roku widać przede wszystkim podtrzymanie pozytywnego trendu w liczbie otwieranych rachunków IKE (35 706) i IKZE (26 635). Jednocześnie warto zauważyć, że ponad połowę nowych klientów IKZE stanowili klienci towarzystw funduszy inwestycyjnych, dzięki czemu TFI wyprzedziły zakłady ubezpieczeń. W przypadku IKE klienci TFI stanowili ponad 60%. Wydaje się, że systematyczna edukacja prowadzona przez część instytucji finansowych zaczyna przynosić pierwsze efekty. Nie bez znaczenia jest również stale poszerzająca się oferta TFI. Osoby oszczędzające w ramach IKE i IKZE mają możliwość skorzystania z różnorodnych portfeli inwestycyjnych. W ich ramach mogą zainwestować zarówno bardziej bezpiecznie, jak i bardziej ryzykownie, co w długim terminie może przynieść większe zyski. Część klientów docenia również wygodę takich rozwiązań, m.in. automatyczne dostosowywanie udziału poszczególnych funduszy inwestycyjnych w portfelu do wieku osoby oszczędzającej.

Pozytywne efekty przynoszą niedawne zmiany zasad opodatkowania przy wypłacie dodatkowej emerytury z IKZE (10% ryczałt zamiast skali podatkowej) oraz natychmiastowa ulga podatkowa od wpłat (przy rozliczaniu PIT). Środki zgromadzone w ramach IKZE wzrosły aż o 23%. Dynamika jest dużo wyższa niż w IKE, gdzie przyrost wyniósł tylko ok. 6%.

Pod względem wysokości średniej wpłaty liderami są banki (4,1 tys. zł dla IKE i 4,3 tys. zł dla IKZE) oraz domy maklerskie (8,1 tys. zł dla IKZE i 3,9 tys. zł dla IKE). Najniższa średnia wpłata była kierowana do TFI (1,1 tys. zł dla IKZE i 2,6 tys. zł dla IKE). Może to wynikać z tego, że towarzystwa już od dłuższego czasu starają się umożliwić dostęp do IKE i IKZE każdemu, nawet mniej zamożnemu klientowi.

Najnowsza propozycja reformy emerytalnej zakłada powstanie nowych form oszczędzania – Pracowniczych lub Indywidualnych Planów Kapitałowych. Uważam, że to duża szansa dla rozwoju polskiego systemu emerytalnego, jednak finalna ocena proponowanych rozwiązań będzie możliwa po zaprezentowaniu zmian ustawowych.

WORK SERVICE: Wyniki finansowe za II kwartał 2016 r.

Po pierwszych 6 miesiącach 2016 roku Grupa Work Service odnotowała przychody przekraczające 1,2 mld złotych, czym poprawiła ubiegłoroczny wynik o ponad 23%. O niemal 1/3 wzrósł zysk brutto ze sprzedaży, który wyniósł ponad 129 mln zł. Zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację osiągnął 40,08 mln zł, a EBIT 32,17 mln zł. Osiągnięte wyniki są zgodne z zapowiedziami zarządu z początku roku. W ostatnich miesiącach Grupa rozpoczęła proces reorganizacji, w celu poprawy efektywności i integracji działań. Poprawie koniunktury sprzyja również umacniający się w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej rynek pracy.

W pierwszym półroczu 2016 roku Grupa Kapitałowa Work Service osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 1 mld 203,17 mln złotych, co stanowiło wzrost o 23,13%, w stosunku do analogicznego okresu w 2015 r. W tym samy czasie odnotowano również stabilny wzrost zysku z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (EBTIDA) o ponad 4%, a także 30-procentową poprawę zysku brutto ze sprzedaży. EBIT osiągnął poziom zbliżony do ubiegłorocznego i wyniósł 32,17 mln złotych.

Wyniki pierwszego półrocza są zgodne z naszymi zapowiedziami i oczekiwaniami. Utrzymujemy ponad 23-procentową dynamikę poprawy przychodów, przy utrzymaniu zeszłorocznych poziomów wyników operacyjnych. Dziś nasz rozwój jest oparty w dużej mierze na solidnym wzroście organicznym, który wyniósł 14%, a także osiąganiu maksymalizacji efektów z akwizycji w CRS czy na rynku węgierskim i w krajach bałkańskich. Dzięki temu obecnie ponad 45% naszych przychodów pochodzi z działalności międzynarodowej, a przy tym nadal rośniemy dwukrotnie szybciej niż nasz sektor w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. Dzięki umacniającemu się rynkowi pracownika w całym naszym regionie, odnotowujemy wzmożone zapotrzebowanie na nasze usługi. Firmy wobec rekordowo niskich poziomów bezrobocia i rosnących trudności rekrutacyjnych, coraz częściej korzystają z usług wyspecjalizowanych agencji zatrudnienia. Chcąc w pełni skorzystać z pojawiającej się koniunktury zmieniamy nasze modele funkcjonowania, a także przeprowadzamy zapowiadane działania restrukturyzacyjne – dodaje Maciej Witucki.

Po okresie dużej aktywności w zakresie akwizycji w ostatnich latach, Grupa Work Service rozpoczęła proces optymalizacji struktury, jak i wykorzystywania efektów synergii, które płyną ze zróżnicowanej biznesowo oraz geograficznie organizacji. Jednym z filarów przyjętego w marcu br. planu rozwoju na lata 2016-17 jest konsolidacja struktur. W ostatnich miesiącach, po przeprowadzeniu integracji spółek odpowiedzialnych za delegowanie pracowników, doszło również do połączenia jednostek odpowiedzialnych za doradztwo personalne. Od 1 lipca w skład struktur Antal Polska wszedł zespół Work Service Professional, dzięki czemu zintegrowano know-how i kompetencje w zakresie rekrutacji specjalistycznych. W tym samym czasie został wprowadzony nowy model organizacji w ramach Work Service S.A. W głównej mierze dotyczył on połączenia struktur handlowych i operacyjnych na poziomie regionalnym w całej Polsce. Dzięki uproszczeniu systemu osiągnięto większą przejrzystość kompetencyjną. W ramach procesów wewnętrznych, Zarząd rozpoczął również realizację optymalizacji kosztowej, przy zachowaniu działań inwestycyjnych, na rzecz rozwijania nowych zamówień. Pierwsze decyzje już zostały podjęte i wdrożone. Ponieśliśmy z tego tytułu zobowiązania finansowe, ale wierzę, że osiągniemy zamierzone cele. Wprowadzone przez nas zmiany zaczęły obowiązywać już po zamknięciu okresu raportowania, dlatego ich pierwsze efekty spodziewamy się zobaczyć na koniec bieżącego roku. Pełne rezultaty reorganizacji będą widoczne do końca II kwartału 2017 roku – podkreśla Maciej Witucki.

Rynek pracownika tworzy koniunkturę

Z danych Eurostat wynika, że stopa bezrobocia w całej Unii Europejskiej spada, a w regionie CEE osiąga rekordowo niskie wskazania: w Czechach 4,1%, Niemczech 4,2%, na Węgrzech 5,2%, a w Polsce 6,2%. To pokazuje, że w krajach, w których działa Grupa Work Service, od wielu miesięcy utrzymuje się rynek pracownika. Trudności z pozyskaniem kandydatów na rynku skłaniają firmy do korzystania z zewnętrznego wsparcia. Efekt tego czynnika widać we wzrostach przychodowych po stronie spółek specjalistycznych działających w ramach Grupy: ITKontakt +42% r/r, Antal 11,8% r/r. i Exact Systems +42,6% r/r. Jednocześnie Prohuman utrzymuje na rynku węgierskim pozycję lidera, dzięki poprawie sprzedaży o 23,6%. W efekcie, w pierwszym półroczu przychody całej Grupy z zagranicy zwiększyły się o ponad 26% r/r.

Nasze działania akwizycyjne i rozwój geograficzny przyniosły zakładane efekty. Dziś, z pozycji lidera regionalnego świadczymy kompleksowe usługi HR na rynkach całej Europy Środkowo-Wschodniej, która na tle krajów „starej Unii” charakteryzuje się dużo większym zapotrzebowaniem na wsparcie rekrutacyjne. To otwiera nam duże możliwości do dalszego dynamicznego rozwoju międzynarodowego i dywersyfikacji prowadzonego biznesu – podsumowuje Tomasz Misiak, Prezydent Rady Nadzorczej Work Service S.A.

Podstawowe dane finansowe Grupy Kapitałowej Work Service S.A. za okres od 1 stycznia 2016 roku do 31 czerwca 2016 r. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego:

 

Dane skonsolidowane (w tys. zł)

 

H1 2016

 

H1 2015

 

Zmiana r./r.

Przychody 1 203 169 977 115 + 23,13%
Zysk brutto ze sprzedaży 129 041 98 770 + 30,64%
EBITDA (wynik operacyjny + amortyzacja) 40 081 38 505 + 4,09%
Zysk EBIT 32 173 32 890 – 2,18%
Zysk netto 8 012 13 210 – 39,35%

Ranking wynagrodzeń prezesów zarządów spółek giełdowych

Stanowisko prezesa zarządu jest najważniejszym w hierarchii każdej spółki. To on odpowiada za wyniki całej organizacji i jest rozliczany z ich realizacji przez właścicieli spółki, czyli akcjonariuszy. W niniejszym artykule zostaną zaprezentowane analizy wynagrodzeń prezesów zarządów spółek notowanych na GPW w 2015 roku. Wszystkie dane pochodzą z raportu opracowanego przez Sedlak & Sedlak

Prezesi bez podwyżek

W 2015 roku mediana rocznych wynagrodzeń prezesów zarządów wyniosła 601 tys. PLN i w porównaniu do roku 2014 była na porównywalnym poziomie. Co czwarta osoba otrzymała pensję w wysokości co najmniej 1,15 mln PLN, natomiast 10% najlepiej opłacanych prezesów zarobiło ponad 2 mln PLN.

Roczne wynagrodzenia prezesów zarządów w 2015 roku

Roczne wynagrodzenia prezesów zarządów w 2015 roku
Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku”, Sedlak & Sedlak

Czy prezesi są wynagradzani za wyniki?

Jednym z najważniejszych kryteriów oceny rentowności spółki dla akcjonariuszy jest wskaźnik EPS mówiący ile zysku netto przyda na jedną wyemitowaną akcję spółki. Określa on nie tylko sytuację rynkową spółki, często również służy jako kryterium efektywności w programach motywacyjnych menedżerów

Na wykresie poniżej zaprezentowano wynagrodzenia prezesów zarządów w spółkach o różnej wielkości EPS. Z przeprowadzonych analiz wynika, iż wynagrodzenia prezesów zarządów rosły wraz ze wzrostem osiągniętego zysku na akcję. Najwyższe pensje – ponad 1,3 mln PLN – otrzymywali prezesi spółek, w których EPS był najwyższy i wyniósł 10 PLN i więcej. W spółkach o zysku na akcję wynoszącym od 2 – 9,9 PLN prezesi zarabiali o 14% mniej. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 1,1 mln PLN. Najniższe wynagrodzenia otrzymywali prezesi spółek w których zysk netto był ujemny – 430 tys. PLN. Zaniepokojenie inwestorów powinien budzić fakt, iż wynagrodzenia w spółkach, które generują straty były tylko o 17% niższe od wynagrodzeń w spółkach, które osiągnęły najniższy poziom zysków.

Wynagrodzenia prezesów zarządów w spółkach różnej wielkości wskaźnika EPS (osoby, które przepracowały cały rok)

Wynagrodzenia prezesów zarządów w spółkach różnej wielkości wskaźnika EPS
Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku”, Sedlak & Sedlak

Wynagrodzenia prezesów w spółkach z różnych branżach

Najwyższe pensje otrzymywali zarządzający bankami, mediana ich rocznych zarobków wyniosła prawie 3 mln PLN. Na drugim miejscu w rankingu uplasowali się prezesi spółek z branży chemicznej, a na trzecim z branży motoryzacyjnej. Zarobili oni odpowiednio, 1,26 mln PLN i 1,21 mln PLN. Najniższe pensje otrzymały osoby pełniące funkcje prezesa zarządu w spółkach sektora finansowego – 364 tys. PLN. Ich pensje były 8 razy niższe niż wynagrodzenia prezesów banków.

Wynagrodzenia prezesów zarządów w spółkach z różnych branż

Wynagrodzenia prezesów zarządów w spółkach z różnych branż
Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku”, Sedlak & Sedlak

Kto zarobił najwięcej?

Wśród prezesów, którzy przepracowali cały rok 2015 najwyższe wynagrodzenie otrzymał Janusz Filipiak – 15,4 mln PLN. Na drugim miejscu w rankingu znalazł się Luigi Lovaglio prezes Banku Pekao SA z roczną pensją 9,5 mln PLN. Trzecie miejsce, z roczną pensją w wysokości 7,5 mln PLN zajął prezes Wawel SA – Dariusz Orłowski. Pięciu najlepiej wynagradzanych prezesów łącznie otrzymało 42,3 mln PLN.

Ranking najlepiej wynagradzanych prezesów zarządów spółek giełdowych w 2015 (osoby, które przepracowały cały rok)

Ranking najlepiej wynagradzanych prezesów zarządów spółek giełdowych
Źródło: Raport „Wynagrodzenia członków zarządów w 2015 roku”, Sedlak & Sedlak

O raporcie
Raport „Wynagrodzenia członków zarządów” ukazuje się po raz dwunasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 361 menedżerów (w tym 932 osób, które przepracowały cały 2015 rok) z 353 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.
Raport składa się z sześciu części:

Cześć I zawiera analizy ogólne na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2015 roku. Ponadto przedstawiono w niej analizę struktury wynagrodzeń oraz popularności programów motywacyjnych.

Część II zawiera analizy na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych zaliczanych do różnych indeksów m.in.. indeksów RESPECT INDEX, czy indeksów sektorowych.

W części III przedstawiono wynagrodzenia menedżerów w spółkach o różnym poziomie zyskowności. Analizy przeprowadzono w oparciu o takie charakterystyki jak: zysk netto, zysk operacyjny, EBITDA czy zysk na akcję.

W części IV zaprezentowano analizy wynagrodzeń menedżerów w spółkach o różnej wielkości: przychodów, aktywów, kapitałów własnych, kapitalizacji rynkowej, zatrudnienia.

Część V zawiera analizy całkowitych środków przeznaczonych na wynagrodzenia top menedżerów.

Część VI zawiera zestawienia i rankingi wynagrodzeń menedżerów.

Źródło: Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Polnord wyniki w II kw. 2016 r.

W drugim kwartale 2016 r. Polnord SA wypracował 35,8 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży w porównaniu do 30,3 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 18,2 proc rdr. Zysk netto wyniósł w tym okresie 2,9 mln zł w porównaniu do 27 tys. zł straty odnotowanej w II kwartale 2015 r. EBITDA wyniosła 2,6 mln zł, natomiast zysk operacyjny 2,2 mln zł. Liczby przewyższają również konsensus rynkowy.

Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.
Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A.

Wypracowane przez Grupę wyniki dowodzą, że realizacja strategii na lata 2016-2019 nabiera tempa. Na uwadze należy mieć jednak fakt, iż bieżący rok staramy się wykorzystać na ustabilizowanie Polnordu i zbudowanie solidnych podstaw dla przyszłych wzrostów. Na osiągnięte w II kwartale br. wyniki pozytywny wpływ miała m.in. aktualizacja wartości inwestycji. W rok 2017 chcemy wejść bez balastu przeszłych zdarzeń, by móc w pełni uwolnić potencjał Spółki – mówi Prezes Zarządu Polnordu Dariusz Krawczyk.

W wyniku Grupy Kapitałowej Polnord w II kwartale 2016 r. rozpoznano 163 lokale przekazane klientom, w tym 39 lokali wydanych przez współkontrolowane przez Polnord SA: Grupę Kapitałową Fadesa Polnord Polska oraz Semeko Aquasferę (według danych ważonych udziałem Polnord w poszczególnych spółkach). Ważona sprzedaż mieszkań Grupy Polnord wyniosła w tym okresie 259 szt.

W II kwartale 2016 r. Grupa wprowadziła do realizacji i sprzedaży dwa projekty. Budynek A2 osiedla Brzozowy Zakątek w Wilanowie uzupełnił ofertę dewelopera o 129 lokali, a kolejne 65 lokali zostało udostępnione do sprzedaży w projekcie Neptun II w Ząbkach. Oba zostaną oddane do użytku do końca 2017 roku. Do sprzedaży trafiły także budynek nr 8 osiedla Tęczowy Las II (87 lokali) oraz dwa pierwsze budynki realizowanego od marca br. osiedla Chabrowe Wzgórze z Kowalach na pograniczu Gdańska,  gdzie powstaną 152 mieszkania z terminem odbioru w II połowie 2017 r. Spółki współzależne od Polnord uruchomiły dwa projekty o łącznej liczbie 102 lokali (dane ważone udziałem Polnord).

Do końca br. GK Polnord planuje uruchomienie siedmiu kolejnych inwestycji w Warszawie, Trójmieście, Szczecinie i Wrocławiu, które wprowadzą do oferty 1022 lokali o łącznej powierzchni blisko 55 tys. mkw. PUM. Dwa spośród nich to zupełnie nowe projekty.

FOR: obniżanie wieku emerytalnego spowoduje w ciągu 2–3 lat problemy z dopięciem budżetu

FOR: obniżanie wieku emerytalnego spowoduje w ciągu 2–3 lat problemy z dopięciem budżetu 1
Najwyższy deficyt w historii, jaki zaplanował rząd w przyjętym przez siebie projekcie, spowoduje szybsze narastanie długu publicznego i zwiększy jego koszty. Jeśli dodatkowo rząd spełni obietnicę obniżenia wieku emerytalnego, to w krótkim czasie budżet może przestać się dopinać, uważa główny ekonomista FOR. 

– Budżet na 2017 rok niestety wpisuje się w dotychczasowe działania rządu, czyli zwiększanie wydatków i wzrost deficytu sektora finansów publicznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Łaszek, główny ekonomista fundacji FOR. – Rząd centralny i budżet państwa są głównymi źródłami deficytu sektora finansów publicznych. Możemy wydzielić ZUS i różne sposoby jego finansowania, ale to minister finansów decyduje o kształcie deficytu i o sposobie finansowania Zakładu.

Zgodnie z przyjętym w ubiegłym tygodniu projektem ustawy budżetowej dochody państwa w 2017 roku wynieść mają 324,05 mld zł, zaś wydatki – 383,4 mld zł. Maksymalny poziom deficytu ustalono na poziomie 59,35 mld zł i jest to rekordowa kwota. Koszt obsługi długu zaplanowano na 30,4 mld zł.

– Wzrost deficytu w sektorze finansów publicznych oznacza, że różnica między dochodami a wydatkami państwa będzie coraz większa, a przez to dług publiczny będzie szybciej rósł. Ponadto, jeżeli państwo się zadłuża, tzn. że pieniądze gospodarstw domowych zamiast finansować inwestycje przedsiębiorstw finansują przede wszystkim wydatki państwa – mówi Aleksander Łaszek.

Wydatki państwa zaplanowane na przyszły rok są o prawie 15 mld zł wyższe, niż zaplanowane na rok bieżący. Różnica w planowanym deficycie to tylko niespełna 5 mld zł, bo wyższe mają też być dochody. Największym nowym obciążeniem dla budżetu jest program „Rodzina 500 plus”, jednak zanosi się na to, że to nie koniec wydatków.

– To, co niepokoi szczególnie w budżecie, to zapowiedzi obniżenia wieku emerytalnego, co o ile jeszcze w ciągu najbliższych 2–3 lat nie bardzo bolesne dla finansów publicznych, o tyle potem z roku na rok konsekwencje tego populistycznego działania będą coraz większe i w następnych kadencjach kolejne rządy będą miały dużo większe problemy z dopięciem budżetu – przewiduje główny ekonomista FOR.

Jak tłumaczy, widać już pierwsze efekty podatku bankowego, który powoduje, że bankom nie opłaca się pożyczać pieniędzy na inwestycje firm. Taniej jest kupować obligacje skarbowe, bo nie muszą odprowadzać od nich podatku. W efekcie przedsiębiorstwa mają mniejsze szanse na bankowe finansowanie przedsięwzięć.

– Jeżeli bank pożycza przedsiębiorstwu tysiąc złotych, to będzie musiał od tego co roku zapłacić 4,40 zł podatku. Jeżeli bank pożyczy państwu te same pieniądze żadnego podatku nie zapłaci. Efekt jest taki, że w I półroczu banki kupiły obligacje państwowe za ponad 57 mld zł, czyli banki pożyczyły państwu ponad 57 mld zł, jednocześnie pożyczając przedsiębiorstwom mniej niż 6 mld zł – przedstawia liczby Aleksander Łaszek.

Pieniądze to w ostateczności trafiły do obywateli w ramach programu „Rodzina 500 plus”. W krótkim terminie powinny przynieść wzrost konsumpcji, a więc wyższą sprzedaż detaliczną, wyższe wpływy z VAT czy akcyzy.

– Jednocześnie stanowi to zagrożenie dla długookresowego wzrostu polskiej gospodarki, bo zamiast inwestować zadłużamy się i na bieżąco przejadamy te środki – przestrzega.

Polacy boją się o swoje zdrowie i samodzielność w starszym wieku. Większość liczy na pomoc rodziny

Polacy boją się o swoje zdrowie i samodzielność w starszym wieku. Większość liczy na pomoc rodziny 2
69 proc. Polaków  boi się utraty sprawność fizycznej oraz samodzielności finansowej w wieku senioralnym – wynika z badań firmy Bupa, do której należy LUX MED. Większość liczy na opiekę ze strony rodziny, a 18 proc. na instytucje opiekuńcze. Rodzina może jednak nie być w stanie sprostać tym oczekiwaniom, a liczba miejsc oferowanych przez takie instytucje jest niewystarczająca – ocenia Grzegorz Juszczyk z Grupy LUX MED.

– Badania przeprowadzone przez Bupa potwierdzają powszechne obserwacje. Polacy obawiają się o stan zdrowia i możliwości realizacji swoich pasji, a także o to, czy będą potrafili samodzielnie funkcjonować w wieku senioralnym – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Juszczyk, dyrektor Biura Edukacji Zdrowotnej Grupy LUX MED.

Badanie opinii publicznej „Attitudes towards ageing” wskazuje, że dla 90 proc. badanych największą wartością jest zdrowie, a dla 70 proc. – samodzielność życiowa. Fakt, że w wieku senioralnym może tego zabraknąć, niepokoi 69 proc. ankietowanych. Połowa badanych boi się poważnej choroby, a 60 proc. wystąpienia demencji, a co za tym idzie – uzależnienia się od innych.

Często wskazywaną przyczyną zaniepokojenia jest także pogorszenie sytuacji materialnej. Dla 77 proc. badanych w jesieni życia ważna jest samodzielność finansowa, która pozwoli na podróże (80 proc.), korzystanie z wydarzeń kulturalnych (44 proc.), aktywności sportowej (39 proc.) czy rozrywki (34 proc.).

– Według badań nadal główną instytucją, która w razie konieczności powinna zapewniać seniorom wsparcie i opiekować się nimi w tym okresie, jest rodzina. Takie jest oczekiwanie 66 proc. badanych. Zaledwie 18 proc. badanych wskazało różne inne instytucje jako te, które mogłyby im udzielać wsparcia w tym okresie – mówi Juszczyk.

Wprawdzie zdecydowana większość badanych (81 proc.) deklarowała poczucie odpowiedzialności za rodziców, ale nie zawsze najbliżsi są w stanie samodzielnie zapewnić pełną opiekę.

 Młode osoby opuszczają swoje miasta rodzinne, oddalają się od rodziców, wyjeżdżają także za granicę. W związku z tym nawet przy bliskiej relacji będzie im trudno samodzielnie wspierać osoby starsze – mówi Grzegorz Juszczyk. – To o tyle niepokojące, że dziś liczba instytucji opieki i miejsc przez nie oferowanych jest niewystarczająca. Przewidujemy, że będzie ich powstawało więcej, żeby zaspokoić potrzeby i oczekiwania seniorów.

Paymax chce w ciągu dwóch lat podbić polski rynek płatności bezgotówkowych. Szykuje się także do ekspansji zagranicznej

Paymax chce w ciągu dwóch lat podbić polski rynek płatności bezgotówkowych. Szykuje się także do ekspansji zagranicznej 3
W Polsce płatności bezgotówkowe oferuje tylko 5 proc. firm. Przyszłością rynku mogą być urządzenia mPOS, kieszonkowe terminale, które umożliwiają transakcję za pomocą smartfona lub tabletu. Paymax, pierwszy polski dostawca urządzeń, stawia na rozwiązania zintegrowane z programem lojalnościowym. W ciągu najbliższych dwóch lat firma chce się skupić na sprzedaży w Polsce. Trwają już jednak prace nad przygotowaniem systemów do sprzedaży poza granicami kraju, przede wszystkim w Europie.

– Sprzedaż rozpoczęliśmy w czerwcu tego roku. Ubiegły rok poświęcony był na pilotażowe wdrożenia sprzedażowe tak, żeby sprawdzić produkt i przygotować się od strony procesowej do obsłużenia rynku. Oferujemy przede wszystkim mPOS, który przez bluetooth komunikuje się z aplikacją zainstalowaną w telefonie i daje możliwość akceptacji kart płatniczych – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Katarzyna Zubrzycka, prezes Paymax.

Mobilne terminale są przyszłością rynku płatności. Cieszą się dużym zainteresowaniem w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. We Włoszech tylko w ciągu pół roku od ich wprowadzenia na zakup zdecydowało się 45 tys. przedsiębiorców. W tym czasie przeprowadzono ok. 1 mln transakcji. Raport Smart Insight prognozuje, że w 2018 roku będzie działać już 52 mln tych urządzeń, a łączna wartość transakcji przekroczy 5,4 mld dolarów. W Polsce urządzenia dopiero zaczynają się pojawiać na rynku, dlatego – jak podkreśla Zubrzycka – obecnie konieczne jest zaistnienie w świadomości klientów.

– Przeszliśmy wszystkie certyfikacje Visa i MasterCard, pozyskaliśmy również certyfikację PCI DSS, więc jest to produkt, który ma bardzo duże szanse rozwoju. Musimy jednak pokazać, że w przyszłości może on częściowo zastąpić zwykłe terminale. Badania wskazują, że na świecie w 2019 roku mPOSy mogą stanowić 46 proc. urządzeń – zaznacza prezes Paymax.

Urządzenia typu mPOS łączą się za pomocą bluetooth z urządzeniem mobilnym i w ten sposób umożliwiają przyjmowanie płatności dokonywanych za pomocą kart płatniczych. Produkt ma się szanse sprawdzić w Polsce, zwłaszcza że jak wskazują badania, większość z nas praktycznie nie rozstaje się ze smartfonem. Wedle badania Payback, 60 proc. Polaków korzysta z urządzenia przynajmniej co godzinę, a dla większości telefon jest pierwszym po co sięgają po pobudce.

– Naszą aplikację można też w łatwy sposób zintegrować z różnego rodzaju aplikacjami, np. sprzedażowymi czy lojalnościowymi. Chcemy przedsiębiorcom zaoferować nie tylko urządzenie do akceptacji kart płatniczych, czyli ten ostatni etap, zakończenie procesu sprzedaży, lecz także chcemy zaoferować wspólnie z partnerami specjalne umowy, które będą pomagały rozwijać biznes. Taka jest nasza strategia – podkreśla Zubrzycka.

Dzięki integracji systemów Paymax i TapOn firmy handlowo-usługowe będą mogły wykorzystać potencjał ponad 35 mln kart płatniczych funkcjonujących na polskim rynku. Rozwiązanie umożliwia dodatkowe nagradzanie konsumentów za korzystanie z kart płatniczych, pozwala na optymalizację kosztów transakcji po stronie przedsiębiorcy, ma też ułatwić pracę sprzedawców.

Jak podkreśla prezes Paymax, przez najbliższe lata firma zamierza się skupić na sprzedaży urządzeń w kraju.

– Priorytetem jest Polska, chcemy w znaczący sposób pokazać się na rynku. To cel dwuletni, w którym chcielibyśmy zaproponować klientom dużą liczbę urządzeń – zapowiada.

Obecnie w Polsce tylko niewielki procent firm, z badania firmy Polasik Research wynika, że zaledwie ok. 5 proc. małych firm, akceptuje płatności kart. Badanie Vise Europa wskazuje, że pozostałe firmy tracą na tym nawet co czwartego klienta. Paymax zapowiada, że po mocnym wejściu na polski rynek nie wyklucza zaistnienia poza granicami.

– Następnym krokiem jest wyjście za granicę. Już rozpoczęliśmy pracę nad przygotowaniem systemów do tego, żeby móc oferować ten produkt poza Polską. Myślimy przede wszystkim o Europie – wskazuje Katarzyna Zubrzycka.

Informatyzacja administracji publicznej nabiera tempa. Państwo wyda miliardy na IT

Informatyzacja administracji publicznej nabiera tempa. Państwo wyda miliardy na IT 4
Najbliższe lata upłyną pod znakiem informatyzacji państwa. Na realizację tego procesu w najbliższych latach trafi gros z ok. 10 mld zł pochodzących ze środków krajowych oraz unijnych w ramach programu Polska Cyfrowa. Wśród priorytetowych działań jest cyfryzacja urzędów i służby zdrowia. Poszczególne instytucje zamierzają też inwestować w cyberbezpieczeństwo, transmisję danych i centra danych. Na nowe zamówienia liczą firmy z branży IT.

– W naszej ocenie informatyzacja administracji publicznej to obszar, który będzie się rozwijał bardzo dynamicznie, zwłaszcza w najbliższym czasie. Digitalizacja jest koniecznością, a jednocześnie próbą dogonienia światowej czołówki w zakresie przetwarzania i gromadzenia danych – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Zaklika, wiceprezes ATM SA, właściciela marki Atman. – Na pewno nacisk na digitalizację procesów w administracji publicznej staje się coraz większy, jednak podobne procesy zachodzą także w innych sektorach, np. w służbie zdrowia.

Podkreśla, że uregulowania prawne czy stworzenie samego ministerstwa związanego z e-administracją jest sygnałem dla rynku, że cyfryzacja staje się ważna dla państwa. Ministerstwo Cyfryzacji powstało w ubiegłym roku w drodze przekształcenia wcześniejszego Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. W ramach programu Polska Cyfrowa 2014–2020 do wydania jest w sumie ok. 2,2 mld euro w trzech obszarach: najwięcej – 1,2 mld euro – zostanie przeznaczone na Internet szerokopasmowy, ok. 950 mln euro na projekty e-administracji, a reszta na zwiększanie kompetencji cyfrowych społeczeństwa.

– Coraz bardziej widać potrzebę, aby urzędy i procesy w nich zachodzące były w pełni zdigitalizowane, a przy tym uproszczone i przyjazne dla społeczeństwa. My już się do tego przygotowujemy. Staramy się tworzyć na bazie naszej infrastruktury odpowiednie funkcje oraz kompetencje, które pomogłyby przekonać administrację państwową do przyśpieszenia projektów cyfryzacji. To pomoże zdynamizować działania, uprościć często zagmatwane i niezrozumiałe procesy oraz pomoże w relacjach ze społeczeństwem – wyjaśnia Zaklika.

Jak wynika z szacunków IDC, instytucje związane ze służbą zdrowia muszą się przygotować na największy wzrost wydatków na IT. Eksperci oceniają, że do 2019 roku na informatykę przeznaczać będą one o 5,5 proc. więcej niż dziś.

 Sztandarowym projektem w służbie zdrowia jest e-Zdrowie, czyli projekt, który scentralizuje dane, oraz usprawni i przyśpieszy komunikację między pacjentem a lekarzem. To pozwoli na wydajniejszą wymianę informacji, czy to z obecnym NFZ, czy to z innymi podmiotami, które będą zasilały w dane projekt e-Zdrowie – ocenia Robert Zaklika. – Cyfryzacja może wpłynąć na rozwiązanie problemu kolejek do lekarzy. Na to przedsięwzięcie należy patrzeć z perspektywy całego złożonego projektu, który docelowo pozwoli na poprawę funkcjonowania całej służby zdrowia.

E-zdrowie to największy projekt informatyczny realizowany obecnie w Polsce. Jego wartość wynosi 712 mln zł. W tej chwili trwają prace nad Projektem P1, w ramach którego powstanie platforma udostępniająca szereg usług elektronicznych. Zgodnie z przyjętym w grudniu harmonogramem, w latach 2016–2017 planowane jest uruchomienie elektronicznych recept bazujących na internetowym koncie pacjenta, zaś w 2018 roku wprowadzone mają zostać e-skierowania.

Dla firm z branży IT zachodzące procesy oznaczają nowe, liczne zlecenia. W czerwcu Atman zwyciężył w przetargu na obsługę strategicznego projektu P1, czyli Elektronicznej Platformy Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych. Podpisana umowa obejmuję kolokację infrastruktury w dwóch warszawskich centrach danych spółki (oddania własnych serwerów w ręce ekspertów Data Center). Atman zestawi dla zamawiającego szyfrowane łącza i dostarczy system antyDDoS zapewniający ochronę przed cyberatakami. Wartość kontraktu to blisko 118 tys. zł miesięcznie. Jak podkreślają przedstawiciele operatora, P1 to bardzo wymagający system, który ma dokonywać ok. 1,1 mld cyfrowych operacji na wrażliwych danych.

– Nasze plany w zakresie informatyzacji administracji są dość szerokie. Chcemy być wiodącym partnerem dla e-administracji w obszarze outsourcingu infrastruktury IT. Potrafimy to robić, mamy już kilku klientów z administracji państwowej i chcemy dynamicznie wspierać rozwijanie tej usługi w tej gałęzi państwa – mówi Robert Zaklika.

Z usług Atmana korzystają m.in. Ministerstwo Finansów, Telewizja Polska SA, Naczelna Izba Lekarska, Urząd Dozoru Technicznego, GIODO, Wojskowa Akademia Techniczna oraz wiele instytucji finansowych, w tym banków.

Od września 60 tys. chorych na schizofrenię zostanie pozbawionych dostępu do nowoczesnego leczenia

Od września 60 tys. chorych na schizofrenię zostanie pozbawionych dostępu do nowoczesnego leczenia 5
Nowa lista leków refundowanych, która wchodzi w życie 1 września, dyskryminuje znaczną część chorych na schizofrenię – alarmują psychiatrzy. Wprowadza wprawdzie refundację jednego spośród nowoczesnych leków o przedłużonym działaniu, równocześnie jednak ogranicza możliwości ich stosowania. W ten sposób dostępu do nowoczesnej terapii pozbawionych zostanie ok. 60 tys. pacjentów.

Schizofrenia to przewlekła choroba umysłowa zaburzająca postrzeganie siebie i otaczającego świata oraz odczuwanie emocji. Dotyka głównie ludzi młodych, między 25 a 35 rokiem życia. W Polsce cierpi na nią blisko 400 tys. osób. Zdecydowana większość wycofuje się z życia zawodowego i społecznego oraz wymaga stałej opieki bliskiej osoby. Obecnie podstawą leczenia schizofrenii w Polsce jest terapia farmakologiczna – chorzy codziennie muszą przyjmować leki. Schizofrenia zaburza jednak funkcje poznawcze i pamięciowe, dlatego pacjenci często zapominają o przyjmowaniu tabletek lub negują fakt, że cierpią na chorobę psychiczną. W związku z tym możliwość podania leku w zastrzyku raz w miesiącu bądź raz na kwartał jest tak ważna dla ciągłości leczenia i kondycji chorego.

– Pacjenci nie do końca stosują się do zaleceń lekarzy, a pacjenci ze schizofrenią w szczególności. Poziom stosowania się do zaleceń jest naprawdę niski z różnych przyczyn, pacjenci nie pamiętają, nie jest to dla nich wygodne albo nie chcą, bo to jest dla nich stygmatyzacja – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Agata Szulc z Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie.

Normalne funkcjonowanie i utrzymanie w społeczeństwie zapewniają chorym na schizofrenię nowoczesne leki o przedłużonym działaniu. Mają one postać zawiesiny i są podawane pacjentom w postaci iniekcji raz na 4 tygodnie. Lek utrzymuje się w organizmie aż do następnego zastrzyku, zapobiega więc nawrotom choroby. Na nowej liście leków refundowanych, która wejdzie w życie 1 września, znalazła się jednak tylko część tego typu leków.

– Nowa lista leków refundowanych to duży krok naprzód, ale zostawia pewien niedosyt. Nie ma na niej leku, który umożliwia kontynuację dotychczasowego leczenia lekiem stosowanym raz na dwa tygodnie. Może więc być pewna grupa pacjentów, która dobrze czując się po tym leku, nie będzie miała możliwości kontynuacji leczenia zastrzykami podawanymi raz na miesiąc czy na trzy miesiące – mówi dr Iwona Patejuk-Mazurek, specjalista psychiatra z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie.

Na nowej liście leków refundowanych znalazł się lek o nazwie aripiprazolum. Zgodnie z wytycznymi resortu zdrowia będzie on stosowany wyłącznie u chorych, którzy wcześniej przyjmowali doustną formę aripiprazolu. Oznacza to, że bez dostępu do nowoczesnej formy terapii w zastrzykach pozostaną wszyscy pacjenci do tej pory leczeni rysperydonem, którzy mogliby kontynuować leczenie paliperydonem podawanym raz na miesiąc. Ten lek nie został jednakże objęty finansowaniem.

 Nawet ok. 60 tys. osób może mieć kłopoty. To osoby, które np. są już na leku podawanym raz na dwa tygodnie i mogłyby przejść na lek raz na cztery tygodnie. To dla nich byłoby zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Jest też grupa pacjentów, która w ogóle mogłaby zaczynać od takiego leku – mówi dr Iwona Patejuk-Mazurek.

Na nowej liście leków refundowanych nie znalazł się paliperydon podawany w formie iniekcji raz w miesiącu. Lek jest objęty refundacją w niemal wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej, nie jest finansowany jedynie w Polsce oraz na Cyprze. Na świecie podawany jest już także zaledwie raz na kwartał.

 Z puli czterech nowoczesnych leków o przedłużonym działaniu mamy już trzy refundowane. Każdy z tych leków ma swoją specyfikę i jest wskazany dla innej grupy pacjentów. To i tak jest duży krok naprzód. Jest jednak sporo ograniczeń refundacyjnych, które nie pozwalają tak szeroko stosować leczenia, jak byśmy chcieli – mówi prof. Agata Szulc.

Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wystosowało list otwarty do wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza, w którym wyraża zaniepokojenie kształtem nowej listy leków refundowanych. Zdaniem ekspertów obostrzenia odnośnie do stosowania leków o przedłużonym uwalnianiu to dyskryminacja znacznej części chorych.

Płatności internetowe będą bezpieczniejsze. Nowe przepisy unijne wprowadzą podwójne uwierzytelnianie transakcji

Płatności internetowe będą bezpieczniejsze. Nowe przepisy unijne wprowadzą podwójne uwierzytelnianie transakcji 6

Płatności elektroniczne rozwijają się bardzo dynamicznie na fali ekspansji zakupów internetowych i handlu mobilnego. Jednym z warunków dalszego wzrostu jest zapewnienie jak najwyższego bezpieczeństwa transakcji online, co jest kluczową kwestią dla kupujących w internecie. Do jego zwiększenia ma przyczynić się nowa unijna dyrektywa PSD2.  Na jej wdrożenie państwa członkowskie mają czas do połowy stycznia 2018 roku.

 Internauci zwracają bardzo dużą uwagę na bezpieczeństwo płatności. To ma zapewnić m.in. dyrektywa PSD2, która przewiduje silne uwierzytelnianie  płatności w internecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Bereśniewicz-Kozłowska, prezes zarządu eCard.

Jak wskazują eksperci Deloitte, nowa dyrektywa w sprawie usług płatniczych PSD2 to odpowiedź na wyzwania związane z rozwojem innowacyjnych technologii w płatnościach elektronicznych i mobilnych oraz pojawianiem się nowych usług płatniczych. Jej postanowienia znacząco wpłyną na kształt rynku.

– Dyrektywa PSD2 umożliwia dostawcy usług płatniczych świadczenie nowych usług, przede wszystkim usługi dostępu do rachunku oraz usługi inicjowania płatności. Pozwoli to na rozwój innowacyjnych usług płatniczych i otworzy integratorom dostęp do nowych segmentów tego rynku – zauważa Ewa Bereśniewicz-Kozłowska.

Nowe przepisy regulują także m.in. sposób przeprowadzania uwierzytelniania klienta i określają sytuacje, kiedy potrzebne będzie tzw. silne uwierzytelnienie. Ma ono polegać na zastosowaniu co najmniej dwóch elementów uwierzytelniania. Powinno ono znaleźć zastosowanie m.in. w sytuacji, gdy klient uzyskuje dostęp do swojego rachunku płatniczego w trybie online i inicjuje elektroniczną transakcję płatniczą.

– Z kolei w przypadku kart bardzo dobrą drogą jest tokenizacja. Wówczas wymiana informacji pomiędzy podmiotami biorącymi udział w transakcji odbywa się z użyciem tzw. tokena, a nie poprzez podanie atrybutów karty, które w przypadku przechwycenia, mogłyby być wykorzystywane do oszustw przy płatnościach internetowych – mówi Ewa Bereśniewicz-Kozłowska.

W jej ocenie karty płatnicze w płatnościach internetowych mają przed sobą dobre perspektywy.

– Kartę wydaje bank, a klient ma do niego zaufanie, bo tam trzyma na rachunku swoje pieniądze. To jest siła kart – stwierdza prezes eCard. – Czy ona będzie fizyczna, czy wirtualna, czy zdigitalizowana w urządzeniu mobilnym, jak np. w rozwiązaniu typu HCE, zawsze będzie to karta wydana przez tę instytucję, w której użytkownik trzyma swoje pieniądze.

Obszarem, z którym wielu graczy na rynku usług płatniczych wiąże duże nadzieje, są płatności mobilne takie jak BLIK.

– Trwa dyskusja, czy płatności mobilne obejmą jeszcze niezagospodarowane partie m-commerce’u i e-commerce’u, czy będą zagarniały rynek istniejący. Wydaje mi się, że możliwe jest i jedno, i drugie – mówi Ewa Bereśniewicz-Kozłowska.

Rynkowych graczy zajmować będzie także temat rozwoju płatności transgranicznych. Z danych firmy Gemius wynika, że ok. 13 proc. polskich internautów kupuje w zagranicznych e-sklepach. Zdaniem prezes eCard ten segment zakupów ma przed sobą duży potencjał wzrostu.

 Nowy podmiot, który stworzymy z Dotpay, będzie zainteresowany rynkami zagranicznymi i wydaje nam się, że dużo może tam zdziałać – mówi Ewa Bereśniewicz-Kozłowska.

W efekcie połączenia Dotpay z eCard ma powstać uniwersalna platforma oferująca szereg różnych usług płatniczych dla branży e-commerce. Obejmie ona m.in.: transakcje kartowe, przelewy elektroniczne oraz płatności mobilne.

Średni czas oczekiwania na zapłatę faktury spada. Firmy jednak wciąż borykają się z zaległymi należnościami

Średni czas oczekiwania na zapłatę faktury spada. Firmy jednak wciąż borykają się z zaległymi należnościami 7
Średnio 3 miesiące wynosi okres przeterminowania należności. To 17 dni krócej niż w I kwartale – wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”. Odsetek przeterminowanych faktur spadł do 20,8 proc., wciąż jednak z problemem tym walczy wiele firm. Co więcej, odsetek firm, które deklarują coraz częstsze problemy z otrzymaniem zapłaty wzrósł z 11,5 do 13,7 proc. Rozwiązaniem w takiej sytuacji mogą być usługi faktoringowe.

– W Polsce możemy mówić o problemie, jeżeli nie patologii, z terminami płatności faktur – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Gąsiorowski, prezes zarządu w spółce eFaktor. – Opóźnienia w ich realizacji powodują, że wiele przedsiębiorstw ma kłopot z zachowaniem płynności. Są firmy, które otrzymują należność po 90, a nawet 120 dniach od dostarczenia towaru lub wykonania usługi. W niektórych branżach trzeba do tego doliczyć tzw. kontrolowany poślizg wynoszący 28, a nawet więcej dni. Robi się więc z tego naprawdę długi czas oczekiwania, którego przedsiębiorstwo może nie przetrwać.

Badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej oraz Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, wskazuje na poprawę w tym zakresie. Średni okres przeterminowania należności jest najkrótszy w historii badania (od 2009 roku). Rekordowo niski jest też udział przeterminowanych faktur w portfelach firm, jednak nie wszystkie wyniki badania są optymistyczne. Grupa firm deklarujących, że nie ma problemu z przeterminowanymi należnościami lub że skala problemu się zmniejsza, skurczyła się z 43,8 do 39 proc. Przedsiębiorcy obawiają się też pogorszenia ich sytuacji finansowej.

– Opóźnienie w płatnościach powoduje, że po pierwsze firmy nie płacą swoim dostawcom, przez to łańcuch przeterminowanych należności wpływa na sytuację kolejnych przedsiębiorców. Z drugiej strony większość firm z tego właśnie powodu ogranicza przeznaczanie środków na inwestycje, przez to nie rozwijają się tak, jak by mogły, gdyby dostęp do kapitału i płynność były zachowane – wyjaśnia Piotr Gąsiorowski.

Jego zdaniem w sytuacji braku płynności rozwiązaniem dla firm może być faktoring. Faktor „wykupuje” od firmy wystawione faktury, dzięki czemu od razu otrzymuje ona pieniądze, które może przeznaczyć na inwestycje lub zamówienia. W takim przypadku wymagania odnośnie do przedsiębiorcy są niższe niż przy ocenie kredytowej (pod uwagę brane są faktury wystawione i niekwestionowane). Dlatego – jak podkreśla Gąsiorowski – nawet przy braku problemów z zatorami płatniczymi faktor sprawdzi się jako alternatywa dla kredytu bankowego.

Jest to usługa, z której jeszcze ciągle korzysta stosunkowo niewiele firm w Polsce. Obecnie czynnie działających jest około 1,8 mln przedsiębiorstw, a w ubiegłym roku niewiele ponad 7 tys. skorzystało z faktoringu. Widzimy z jednej strony, że nie jest to jeszcze usługa bardzo popularna, ale z drugiej strony widzimy potencjał wzrostu rynku faktoringowego w Polsce – ocenia prezes eFaktor.

Jak wynika z danych Polskiego Związku Faktorów, 21 firm należących do PZF w I półroczu odnotowało obroty o 21 proc. wyższe niż rok wcześniej (73,5 mld zł). Branża notuje dynamiczny, dwucyfrowy wzrost od 2010 roku. Liczba klientów wzrosła o 8 proc.

Za tydzień startują igrzyska paraolimpijskie. Rafał Wilk wzbudza największe zaangażowanie w social mediach

Za tydzień startują igrzyska paraolimpijskie. Rafał Wilk wzbudza największe zaangażowanie w social mediach 8

Do Rio de Janeiro pojedzie prawie setka polskich paraolimpijczyków. Zmagania sportowców będzie można obserwować od 7 do 18 września. W ostatnich tygodniach w internecie i mediach społecznościowych widać rosnące zainteresowanie przygotowaniami do rywalizacji – wynika z danych IMM. Największa liczba publikacji dotyczyła Natalii Partyki, ale to Rafał Wilk, dwukrotny mistrz paraolimpijski w handbike’u, zbiera najwięcej lajków.

– Na chwilę przed zbliżającymi się igrzyskami paraolimpijskimi ponownie przyjrzeliśmy się bliżej wizerunkowi medialnemu polskich paraolimpijczyków. Na temat paraolimpiady od 1 czerwca do 22 sierpnia pojawiło się prawie 4 tys. informacji, z czego 2 tys. dotyczyło stricte paraolimpijczyków – mówi agencji Newseria Karolina Masalska, specjalistka ds. PR w IMM.

Najpopularniejszym sportowcem jest tenisistka stołowa Natalia Partyka, ale to Rafał Wilk wzbudził najwięcej interakcji w mediach społecznościowych – dwukrotnie więcej niż tenisistka stołowa. Wilk jest byłym żużlowcem, który po tragicznym wypadku stracił czucie w nogach. Teraz trenuje handbike, czyli jazdę na rowerze z napędem ręcznym przeznaczonym do użytku dla sportowców niepełnosprawnych. Zdobył już dwa złote medale na Igrzyskach Paraolimpijskich w Londynie, Puchar Świata czy Puchar Europy.

– Rafał Wilk jest określany mianem człowieka ze stali. Udowadnia wszystkim, że chcieć to móc, a sami internauci nie pozostają obojętni wobec medialnych doniesień dotyczących jego sportowych osiągnięć – mówi Masalska.

Polubienia były najczęstszą formą aktywności użytkowników mediów społecznościowych – 93,7 proc., komentarze i udostępnienia stanowiły odpowiednio 2,5 proc. i 3,8 proc.

Wyraźny wzrost liczby informacji pojawił się w tygodniu między 11 a 17 lipca.

– Największe zainteresowanie wzbudziły publikacje na temat  kampanii 4F „Zacznij. Wytrwaj”, w której Rafał wystąpił razem z Marią Andrejczyk, startującą w rzucie oszczepem. Przedstawienie paraolimpijczyka i olimpijczyka w jednej reklamie pokazuje walkę ze stereotypowym myśleniem na temat sportowców niepełnosprawnych. Zarówno paraolimpijczyk, jak i olimpijczyk muszą poświęcić tyle samo czasu na treningi, na ćwiczenia, na swój sportowy rozwój i mają wspólny cel, czyli realizację swoich sportowych marzeń – wyjaśnia Karolina Masalska.

Szeroko komentowano także udział Rafała Wilka w akcji „Pomoc Mierzona Kilometrami” oraz opowiadający o jego życiu film „Rafał Wilk – człowiek ze stali”, który pokazała TVP Sport.

 Najbardziej aktywnym źródłem informacji był Facebook. Na nim pojawiło się ponad 20 proc. wszystkich publikacji na temat Rafała Wilka. Sam sportowiec miał w tym duży udział, ponieważ regularnie i na bieżąco zamieszcza informacje z treningów, przygotowań i wyjazdów oraz pokazuje zakulisowe przygotowania do Rio. Sportowa zawziętość i pewność tego, że przywiezie złoty medal podoba się internautom, ponieważ inspiruje ich do działania – mówi specjalistka ds. PR w IMM.

Na swojej stronie na Facebooku Wilk zgromadził ponad 12 tys. fanów.

Wśród najpopularniejszych paraolimpijczyków oprócz Natalii Partyki i Rafała Wilka znalazł się także lekkoatleta Maciej Lepiato. 

SOFORT GmbH wyniki po II kwartałach 2016 r.

Dostawca bezpośredniej metody płatności SOFORT w pierwszej połowie br. odnotował 28% wzrost. Z tego względu firma spodziewa się, że rok zamknie całkowitym wynikiem jeszcze lepszym niż w 2015 r. SOFORT jest obecnie dostępny w 36 000 sklepach, lecz każdego dnia zgłasza się średnio 50 kolejnych, zainteresowanych współpracą. Znacznie też zwiększyła się liczba osób korzystających z tej metody płatności – już około 5 mln transakcji miesięcznie jest przeprowadzanych poprzez SOFORT.

Wśród głównych przyczyn stojących za kontynuacją sukcesów SOFORT należy wymienić stale wzrastający poziom świadomości konsumentów na temat głównych zalet tej metody płatności – szybkość, prostota i wygoda. Ponadto, w skali europejskiej, można zauważyć, że wzrost napędzany jest również poprzez coraz bardziej rozwijającą się współpracę z sektorem bankowym.

Zauważalny jest również trend pokazujący, że SOFORT jest na większą skalę wykorzystywany przez sklepy internetowe w rozwoju handlu transgranicznego. Na przykład 21 000 z 36 000 sklepów online udostępnia dokonywanie płatności online przez austriackich konsumentów. Również międzynarodowe partnerstwa z globalnymi graczami, takimi jak: Worldpay, Globalcollect czy Adyen, są siłą napędową wzrostu i szybkiej ekspansji.

– Polska stanowi istotną składową obserwowanych wzrostów. Nasz rynek, w porównaniu do krajów Zachodniej Europy, przy bardzo dynamicznym tempie rozwoju, posiada jeszcze ogromne pokłady potencjału wzrostowego. Bardzo nas cieszy, że systematycznie powiększa się liczba sklepów zainteresowanych współpracą z nami. Oznacza to, że nasze główne zalety – bezpieczeństwo, wygoda, szybkość, łatwość integracji oraz konkurencyjne stawki, są w coraz to większym stopniu dostrzegane. Dla wielu polskich firm bardzo interesujące są także atuty SOFORT w kontekście otwierania i prowadzenia działalności na innych rynkach europejskich – mówi Dagmara Kruszewska, Country Manager SOFORT GmbH w Polsce.

Jens Lütcke, CEO SOFORT GmbH
Jens Lütcke, CEO SOFORT GmbH

Kolejnym istotnym czynnikiem wspomagającym ekspansję SOFORT były działania Komisji Europejskiej zapobiegające geoblockingowi. W tej sposób władze Unii chcą pozwolić właścicielom sklepów internetowych na lepszy dostęp do rozwiązań wspierających rozwój na rynkach zagranicznych. – Metody płatności, z których można korzystać tylko na jednym rynku często kosztują więcej zachodu, niż są tego warte – powiedział Jens Lütcke, CEO SOFORT.

Trend wzrostowy jest też kontynuowany na rodzimym dla SOFORT rynku niemieckim. – Chociaż SOFORT jest dostępny w ponad 64% wszystkich największych niemieckich sklepach internetowych, udziały naszej metody płatności rosną obecnie głównie za sprawą nowych modeli biznesowych B2B zwiększających potencjał w obszarze e-commerce. Dodatkowo, wiele niemieckich sklepów internetowych także zyskuje na popularności w innych krajach europejskich. Tutaj SOFORT jest silnym partnerem dzięki wysokiemu stopniowi penetracji rynku. Z tego powodu, globalne marki takie jak Adidas, Spotify czy Lufthansa również polegają na naszej metodzie płatności – podsumowuje Jens Lütcke.

Pracodawcy chcą interpretacji ogólnej dotyczącej podatku od handlu

Konfederacja Lewiatan apeluje do ministerstwa finansów o szybkie wydanie interpretacji ogólnej dotyczącej podatku od sprzedaży detalicznej. Wzbudza on nadal wiele wątpliwości, np. czy jest zgodny z dyrektywą VAT. Ich rozstrzygnięcie jest ważne dla przedsiębiorców.

Pojawiają się wątpliwości co do zgodności przepisów ustawy z dyrektywą VAT, ze względu na dużą zbieżność cech tego podatku z podatkiem od wartości dodanej. Wprawdzie ustawa określa wprost w art. 5, iż przedmiotem opodatkowania jest przychód – co by wskazywać mogło, że podatek ten jest formą podatku dochodowego lub podatku od obrotu nie będącym podatkiem od wartości dodanej – jednakże z dalszych przepisów, w tym z art. 6 ust. 2 i ust. 3 należy wywnioskować, iż podstawą opodatkowania jest „sprzedaż” w rozumieniu przepisów o VAT, co z kolei oznacza podwójne opodatkowanie tego samego zdarzenia – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Nie ma przy tym znaczenia, iż nie każdy „obrót” VAT (czynność podlegająca VAT) jest opodatkowany podatkiem od sprzedaży detalicznej, gdyż można to uznać za formę zwolnienia lub wyłączenia z opodatkowania, która również występuje w podatku VAT. Wskazanie w ustawie, jak i wprost – w rozporządzeniu oraz deklaracji podatku – iż podatek wylicza się od podstawy, którą stanowi obrót zaewidencjonowany przy pomocy kas rejestrujących, zgodnie z przepisami o podatku VAT – oznacza, iż opodatkowaniu podatkiem od sprzedaży podlegają te same czynności, co w przypadku opodatkowania podatkiem VAT.

Zatem przedmiotem opodatkowania jest przychód, a przychodem jest obrót, którym jest kwota sprzedaży zaewidencjonowana przy pomocy kas rejestrujących zgodnie z przepisami o podatku VAT. Oznacza to, iż przedmiotem opodatkowania, de facto, jest sprzedaż towarów zgodnie z ustawą o podatku VAT.

Do takich samych wniosków prowadzi analiza definicji podstawy opodatkowania. Przyjęcie za ustawą o VAT tych samych czynności opodatkowanych oznacza de facto przyjęcie również takich samych cech konstrukcyjnych tego podatku:

– podstawy opodatkowania
– momentu powstania obowiązku podatkowego.
– przedmiotu opodatkowania.

Tożsamość tak istotnych cech może prowadzić do uznania, iż podatek od sprzedaży jest formą podatku od towarów i usług, co nie jest zgodne z dyrektywą VAT.

Drugim problemem jest wykorzystanie w ustawie pojęcia przychodu znanego z innych ustaw i nadanie mu innego znaczenia oraz niespójne (nieprawidłowe) zdefiniowanie przedmiotu i podstawy opodatkowania.

Zdaniem ekspertów Rady Podatkowej takie niespójności, wręcz sprzeczności, stanowią bardzo istotne przeszkody we właściwym stosowaniu przepisów przez przedsiębiorców. Warto podkreślić, że za wszelkie nieprawidłowości to oni ponoszą odpowiedzialność osobistą – karną i majątkową.

Ponadto definicje przychodu i sprzedaży detalicznej w połączeniu z definicją konsumenta nakładają na podatnika obowiązek ustalenia, czy przychód z określonej sprzedaży podlega opodatkowaniu, czy też nie. W konsekwencji, aby uznać czy klient jest konsumentem, a co za tym idzie, czy dana sprzedaż jest sprzedażą detaliczną w rozumieniu ustawy, należy uzyskać dane osobowe klienta i zweryfikować (np. w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, czy też w Krajowym Rejestrze Sądowym), czy ten prowadzi działalność gospodarczą, ewentualnie uzyskać od klienta oświadczenie w tym zakresie (którego nieprawdziwość będzie rodziła skutki uszczuplenia przez podatnika podatku). Wyjaśnienia wymaga sposób w jaki sprzedawca zobowiązany jest ustalić, czy sprzedaż dokonywana jest na rzecz konsumenta.

Wątpliwości budzi także, czy w sytuacji kiedy w danym miesiącu następuje sprzedaż towaru, za którą płatność nastąpi w kolejnych miesiącach, podatnik powinien opodatkować ją miesiącu sprzedaży, czy otrzymania należnej kwoty. Nie wiadomo czy niestandardowe rozliczenie należności, np. w postaci potrącenia z przyszłych należności także należy uznać za „otrzymanie kwoty”?

Wyjaśnienia wymaga także stosowanie przypisów ustawy do sprzedaży na raty w odniesieniu do umów sprzedaży zawartych przed dniem jej wejścia w życie ustawy.

Zgodnie z zasadą demokratycznego państwa prawnego przepisy podatkowe powinny być jednoznaczne i nie pozostawiać miejsca żadnym wątpliwościom interpretacyjnym.

Konfederacja Lewiatan

5 najważniejszych wyzwań dla Polski

Podczas tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI), przedstawiciele rządu, pracodawcy i związkowcy zastanowią się nad wyzwaniami, przed którymi stoi gospodarka w Polsce i Unii Europejskiej. System emerytalny, ustawa o związkach zawodowych, ustawa o pracy tymczasowej czy mechanizmy dialogu społecznego to największe punkty sporne, których rozstrzygnięcie może mieć kluczowe znaczenie dla gospodarczej przyszłości Polski.

Okrągły Stół pracodawców, związków zawodowych i polityków podczas EFNI – jedna z najważniejszych debat Forum – dotknie spraw najwyższej wagi dla polskiej i unijnej gospodarki. Hasłem przewodnim tegorocznego EFNI jest „Przyszłość pracy. Realia, marzenia, mrzonki”. Dlatego też podczas debaty trójstronnej na wokandzie znajdzie się 5 najważniejszych tematów dotyczących rynku pracy w Polsce, budzących największe kontrowersje w dyskursie publicznym. Wezmą w niej udział przedstawiciele rządu, pracodawców oraz reprezentanci największych organizacji związkowych w Polsce i Europie, m.in.:

• Stanisław Szwed – sekretarz stanu i wiceminister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej,
• Jerzy Kwieciński – sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju,
• Agnieszka Lenartowicz-Łysik – doradca Prezydenta RP,
• Piotr Duda – przewodniczący Rady Dialogu Społecznego i NSZZ „Solidarność”,
• Jerzy Bartnik – prezes Związku Rzemiosła Polskiego,
• Jan Guz – przewodniczący OPZZ,
• Marek Mnich – wiceprzewodniczący Forum Związków Zawodowych,
• Wojciech Warski – przewodniczący Konwentu Business Centre Club,
• Luca Visentini – sekretarz generalny Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych ETUC,
• Henryka Bochniarz – prezydent Konfederacji Lewiatan i wiceprezydent BusinessEurope,
• Markus Beyrer – dyrektor generalny BusinessEurope,
• Jacek Krawczyk – przewodniczący Grupy Pracodawców EKES.

Uczestnicy będą dyskutować, jak pogodzić rozwój gospodarki ze społecznymi oczekiwaniami, zwłaszcza w kontekście systemu emerytalnego, bezpieczeństwa i elastyczności rynku pracy czy efektywnego dialogu społecznego.

Gdzie przebiegają główne osie kontrowersji?

Po pierwsze, system emerytalny. Związki zawodowe popierają prezydencki projekt obniżenia wieku emerytalnego i dodatkowo postulują umożliwienie przejścia na emeryturę bez względu na wiek osobom mającym staż ubezpieczeniowy (praca, urlopy macierzyńskie i wychowawcze) 35-40 lat. Zdaniem pracodawców wiek emerytalny powinien być uzależniony od długości trwania życia. Podwyższanie wieku emerytalnego kobiet powinno być kontynuowane w dotychczasowym tempie, a w przypadku mężczyzn, może być powstrzymane na poziomie 66 lat, do czasu zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.

Po drugie, nowe prawo pracy. We wrześniu tego roku prace rozpocznie Komisja Kodyfikacyjna ds. Prawa pracy, która ma na celu wypracowanie bardziej elastycznych regulacji dostoswanych do dynamicznych zmian na rynku. Pracodawcy i pracownicy zgadzają się, że polski Kodeks Pracy, który powstał w 1974 r. i był wielokrotnie nowelizowany, wymaga gruntownej modernizacji.

Grzegorz Baczewski, dyrektor Departamentu Pracy, Dialogu i Spraw Społecznych: Wszyscy są zgodni, że przepisy powinny być jasne i stabilne i nie zmieniać się częściej niż raz do roku. Punktem spornym jest natomiast kwestia zatrudniania i czas pracy. Dyskutowany jest m.in. pomysł wdrożenia, wzorem innych państw, tzw. jednolitego kontraktu, który dopuszczałby jeden typ umowy o pracę. Głównym wyzwaniem jest wyważenie przepisów gwarantujących pracodawcom elastyczność zatrudnienia, przy jednoczesnych gwarancjach bezpieczeństwa dla pracowników. Debata Okrągłego Stołu na EFNI może być dobrym miejscem do wypracowania konkretnych rozwiązań, satysfakcjonujących wszystkie strony dialogu.

Po trzecie, ustawa o związkach zawodowych. Od kilku lat związki zawodowe wspólnie z organizacjami pracodawców prowadzą dialog dotyczący możliwych zmian w przepisach zbiorowego prawa pracy, w tym w ustawie o związkach zawodowych. Pewne kwestie zostały wyjaśnione i ukształtował się wstępny kompromis organizacji związkowych, pracodawców i rządu. Dobrym przykładem jest tu chociażby realizacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego w zakresie przyznania prawa tworzenia i wstępowania do związków zawodowych osobom świadczącym pracę na innej podstawie niż stosunek pracy. Jednak szereg kontrowersji budzą propozycje towarzyszące rozszerzeniu tego prawa. Zasadnicze kontrowersje budzą propozycje towarzyszące rozszerzeniu ww. prawa m.in. dotyczące szczególnej ochrony.

Po czwarte, ustawa o pracy tymczasowej. Istotą ustawy jest ograniczenie stosowania pracy tymczasowej do 18 miesięcy (podczas okresu 36 miesięcy wykonywania pracy dla danego pracodawcy). Wprowadzono także szereg kar dla firm. Zdaniem pracodawców, przepisy regulujące sankcje będą budzić w praktyce szereg wątpliwości. Ponadto pracodawcy postulują o wydłużenie okresu wykonywania pracy na rzecz jednego pracodawcy użytkownika do 24 miesięcy, zakładając, że podstawą zatrudnienia będzie umowa o pracę.

Po piąte, mechanizmy dialogu społecznego. Powołana blisko rok temu przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Rada Dialogu Społecznego zastąpiła Trójstronną Komisję do Spraw Społeczno-Gospodarczych. W dyskursie publicznym pojawiają się jednak pytania, w którą stronę mógłby ewoluować model dialogu między rządem, pracodawcami i związkowcami w Polsce i czy obecne rozwiązania są wystarczające.

***
Europejskie Forum Nowych Idei to międzynarodowy kongres środowisk biznesowych z udziałem wybitnych przedstawicieli świata polityki, kultury, nauki i mediów. Organizowane jest od 2011 r. przez Konfederację Lewiatan we współpracy z BusinessEurope, Miastem Sopot oraz polskimi i międzynarodowymi firmami i instytucjami. Celem Forum jest wypracowywanie pomysłów na silną Europę i konkurencyjną gospodarkę, otwartą na trendy cywilizacyjne i technologiczne. Tegoroczna edycja EFNI odbędzie się w dniach 28-30 września w Sopocie, a jej hasłem przewodnim będzie „Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki”.

Więcej informacji: www.efni.pl
Patronat honorowy Parlament Europejski
Partnerzy instytucjonalni Grupa Pracodawców EKES, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, Rada Dialogu Społecznego
Strategiczni partnerzy medialni „Dziennik Gazeta Prawna”, Grupa Onet.pl
Partner Gali otwarcia Bank Pekao S.A.
Partner Gali zamknięcia MetLife
Partnerzy główni BMW Group, Citi Handlowy, „Do Rzeczy”, Fiat Chrysler Automobiles, „Forbes”, France 24, Intel, „Newsweek”, Orange Polska, „Parkiet”, Polskie Forum HR, Radio Zet, Remontowa Holding SA, Związek Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan
Partnerzy wspierający AMS, „Bloomberg BusinessWeek Polska”, „Gazeta Wyborcza”, Havas Media Group, Ikea, „Liberté!”, LINKLEADERS, „My Company Polska”, PAP, „Puls Biznesu”, Quatro Por Quatro, Radio TOK FM, „Warsaw Business Journal Observer”, Związek Pracodawców Motoryzacji i Artykułów Przemysłowych
Partnerzy merytoryczni Centrum Stosunków Międzynarodowych, ECFR, Polityka Insight, THINKTANK, Global Compact w Polsce – Inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact, Światowa Akademia Sztuki i Nauki.

Słabe inwestycje – wolniejszy wzrost gospodarczy

PKB wzrósł w 2. kwartale 2016 r. o 3,1 proc. r/r głównie dzięki spożyciu

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
i zbiorowemu – podał w szybkim szacunku GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Jesteśmy w piątce krajów UE o najwyższym wzroście gospodarczym. A jednak jest się czym niepokoić. Nie dynamiką, bo 3,1 proc. wzrostu PKB to dobry wynik, ale strukturą tego wzrostu. Gospodarka rośnie, ale prawie cały wzrost daje spożycie – indywidualne i zbiorowe. Przyczynia się do niego także wzrost zapasów, co raczej nie rokuje dobrze.

Wzrost gospodarczy budowany na konsumpcji i zapasach nie jest trwały. Bez inwestycji nie mamy szans na utrzymanie dynamiki PKB na poziomie ponad 3 proc. Bez wzrostu gospodarczego powyżej 3 proc. zaczniemy mieć problemy z rynkiem pracy i na rynku pracy. Te problemy będą przekładać się na konsumpcję gospodarstw domowych, która dzisiaj jest główną siłą wzrostu PKB.

Mamy zatem dwa problemy ze wzrostem gospodarczym – pierwszy to inwestycje, ich zbyt niski poziom, bo po 6. miesiącach były one niższe o 3,6 proc. w stosunku do 1. półrocza 2015r., a w samym 2. kwartale br. o prawie 5 proc. Drugi to szybko rosnące spożycie publiczne, czyli wartość wyrobów i usług nierynkowych przekazywanych gospodarstwom domowym nieodpłatnie (ochrona zdrowia, opieka społeczna, edukacja, kultura, kultura, sport) oraz wartość wyrobów i usług nierynkowych, które nie posiadają konkretnych indywidualnych odbiorców (administracja państwowa, obrona zewnętrzna i bezpieczeństwo wewnętrzne, działalność naukowo-badawcza). W ciągu 6. miesięcy ich wartość realna wzrosła o 4,4 proc.

Z jednej strony zatem przedsiębiorstwa, samorządy i rząd inwestują mniej niż w zeszłym roku (sądząc po sytuacji w budownictwie mieszkaniowym – gospodarstwa domowe nie zmniejszyły swoich inwestycji), z drugiej strony – państwo wydaje zdecydowanie więcej na dobra i usługi publiczne.

Państwo wydaje zatem na dobra i usługi dostarczane bezpośrednio gospodarstwom domowych, a także pośrednio całemu społeczeństwu coraz więcej, a coraz mniej inwestuje. A przez niepewność, niestabilność polityczną, sądowniczą i regulacyjną wpływa ono także na mniejszą skłonność przedsiębiorstw do inwestowania – po 6. miesiącach 2016 r. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych były mniejsze o ponad 7 proc. w stosunku do tego samego okresu 2015 r. Aczkolwiek różna jest sytuacja w różnych sektorach gospodarki. Tu zapewne dodatkowe znaczenie mają ryzyka zewnętrzne, ciągle niejasny, niejednoznaczny trend rozwoju gospodarki globalnej, a także sytuacji w samej UE po referendalnej decyzji o Brexit’cie.

Wszystko wskazuje na to, że niestabilność polityczna i regulacyjna wpływa także na decyzje inwestycyjne samorządów, które – sądząc po ich nadwyżce budżetowej – są niższe niż w zeszłym roku i niższe niż mogłyby być. A przecież jednostki samorządu terytorialnego (JST) mają także do dyspozycji dość duże pieniądze unijne, które są jak na razie słabo uruchamiane – w niektórych regionach stopień ich wykorzystania nie przekracza 1 proc. Widocznie samorządy boją się te środki uruchamiać, nie tylko dlatego, że trwają teraz w nich kontrole wydatków w latach ubiegłych, w tym z funduszy unijnych, ale także dlatego, że rząd uruchomił program 500+, za który odpowiadają samorządy. Program ten finansowany jest z budżetu państwa, ale samorządy robią zapewne rezerwy na wypadek opóźnień w napływie środków. Rząd planuje także reformę szkolnictwa (m.in. likwidację gimnazjów), co obarczy kosztami samorządy. Trudno się zatem dziwić ich inwestycyjnej wstrzemięźliwości.

Kluczem do odbudowania drugiej, niezbędnej dla wzrostu gospodarczego „nogi” – inwestycji – jest zatem ograniczenie niepewności w polskiej gospodarce. Będziemy mieć wtedy szanse na modernizację gospodarki i wzrost PKB zdecydowanie wyższy niż 3 proc. ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami dla rynku pracy.

Konfederacja Lewiatan

Banki centralne zgłaszają coraz mniejszy popyt na złoto

Banki centralne zgłaszają coraz mniejszy popyt na złoto 9

W II kwartale 2016 zakup złota przez banki centralne spadł o 40% porównując do analogicznego kwartału poprzedniego roku. Według danych z Bloomberga jest to najniższy poziom od 2011 roku. Ponadto jest to trzeci, spadkowy kwartał z rzędu, gdzie banki centralne ograniczają swoje zakupy, jest to najdłuższy okres od co najmniej 5 lat.

Banki centralne zgłaszają coraz mniejszy popyt na złoto 10

Spoglądając na wykres tygodniowy malejące zakupy złota ze strony banków centralnych powinny doprowadzić do korekty, która jest jak najbardziej zasłużona. Bazowym scenariuszem pozostanie spadek cen kruszcu w okolicę poziomu 1300. Gdyby wspomniany poziom został pokonany, to celem sprzedających może okazać się strefa popytu 1208-1224. Złoto jest krótkoterminowo drogie, jednak nie zmienia to faktu, że jest to początek długoterminowego trendu wzrostowego.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

WTI – pod presją

WTI - pod presją 11

W bieżącym roku kalendarzowym ropa naftowa jest jednym z bardziej zmiennych aktywów. Na początku 2016 roku za jedną baryłkę ropy naftowej należało zapłacić 27 USD, po kilku miesiącach prawie dwa razy więcej, a teraz płacimy 46 USD za baryłkę. Aktualnie na wykresie tygodniowym stronie kupującej udało się obronić wsparcie 40.00-42.50, jednak zatrzymali się na oporze w okolicy 50 USD za baryłkę. Poniżej przedstawiamy czynniki krótkoterminowe oraz długoterminowe, od których będzie zależeć cena ropy naftowej w przyszłości:

Krótki termin:

  • Iran zwiększa produkcję ropy naftowej. W lipcu produkcja wyniosła 4,78 mln baryłek dziennie w porównaniu do 4,44 mln na koniec ubiegłego roku. Iran chce odzyskać swój udział rynku w OPEC.
  • Od 26 września do 28 września odbędzie się nieformalne spotkanie OPEC w Algierii. Podczas wrześniowego spotkania omawiane będzie ograniczenie produkcji surowca.
  • Produkcja Państw OPEC wzrosła w lipcu o kolejne 130 tysięcy baryłek dziennie, jest najwyższa w historii.

Długi termin:

  • Największe firmy działające w sektorze ropy naftowej jak ExxonMobil, Chevron itp. podwoiły swoje zadłużenie od 2014 roku z 70 miliardów do 140 miliardów USD.
  • Średni koszt wydobycia ropy naftowej w USA wynosi 60 USD , poniżej tego poziomu firmy nie są rentowne. Aktualna cena oscyluje w okolicy 47 USD.
  • Według firmy konsultingowej Wood Mackenzie Ltd, wydatki na poszukiwanie nowych złóż ropy naftowej spadły z 100 miliardów USD w 2014 roku do 40 miliardów USD w bieżącym roku.
  • Iran (4.4% udziału w rynku) oraz Arabia Saudyjska (13.1% udziału w rynku) , czyli kluczowi eksporterzy ropy naftowej są na skraju wojny.
  • Pogarszają się stosunki dyplomatyczne Stany Zjednoczone – Arabia Saudyjska.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Apple zapłaci 13 mld euro zaległych podatków

Akcje giganta technologicznego Apple Inc. tracą już prawie 2 proc. na przedsesyjnym handlu na nowojorskiej giełdzie kontraktów po tym jak Komisja Europejska uznała, iż koncern musi zapłacić 13 mld euro plus odsetki zaległych podatków.

Kara ta jest nałożona za niepłacenie podatków od zysków ze sprzedaży w sklepach na terenie Unii Europejskiej w latach 2003-2014. Jest to najwyższy w historii Unii Europejskiej rachunek za niepłacenie podatków, ponad 10 razy wyższy od poprzedniego rekordzisty – toru wyścigowego Formuły 1 Nuerburgging. Musiał on zapłacić niemieckiemu urzędowi podatkowemu 1,29 mld euro zaległych podatków. Apple nie płacił podatków, ponieważ miał wynegocjowane porozumienie z rządem Irlandii, gdzie posiada swoją europejską siedzibę. Teraz Komisja Europejska uznała to porozumienie za sprzeczne z unijnymi zasadami pomocy publicznej, gdyż państwa członkowskie nie mogą przyznawać korzyści podatkowych wybranym przedsiębiorstwom. Nawet jeśli decyzja Komisji Europejskiej zostanie teraz potwierdzona przez sąd, to Apple ma z czego zapłacić zaległe podatki, gdyż z czerwcowego raportu wynika, iż posiada rekordowe 231,5 mld dolarów w gotówce i papierach wartościowych.

Dolar trzeci dzień z rzędu zyskuje na wartości do większości walut w oczekiwaniu na komentarz ze strony wiceprezesa Fed-u Stanleya Fishera, który ma udzielić wywiadu telewizji Bloomberg. Spodziewane jest potwierdzenie jego piątkowych słów, iż podwyżka stóp procentowych we wrześniu jest jak najbardziej możliwa. Dolar zyskuje około 0,2 proc. do euro, a para EURUSD jest w pobliżu poziomu 1,1170. Dolar zyskuje piąty dzień z rzędu do japońskiego jena, handlując w pobliżu poziomu 102,30 jenów. Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy będą kluczowe dla wrześniowej decyzji Fed-u i ewentualnego dalszego umocnienia dolara. Analitycy oczekują przyrostu 180 tys. miejsc pracy w sierpniu, wobec 255 tys. przyrostu w lipcu. Odczyt w okolicy 200 tys. lub powyżej powinien umocnić dolara.

Polski złoty zignorował zrewidowane dane o PKB za II kwartał roku, które z godnie z oczekiwaniami pokazały 3,1 proc. wzrost rok do roku. Złoty handluje stabilnie do większości walut, para EURPLN porusza się w okolicy poziomu 4,34, para USDPLN w okolicy poziomu 3,88 a para CHFPLN w okolicy poziomu 3,97. Za osłabienie złotego w ostatnich dniach odpowiada wzrost szans na podwyżkę amerykańskich stóp procentowych we wrześniu, mocny kurs dolara oraz zeszłotygodniowy komunikat agencji Moody’s, rewidujący perspektywę ratingu polskiego długu na negatywną.

Funt brytyjski traci do dolara czwarty dzień z rzędu po tym jak raport pokazał spadek liczby pożyczek konsumenckich i hipotecznych w lipcu do najniższego od 18 miesięcy poziomu.  Jest to efekt czerwcowego głosowania Brytyjczyków za wyjściem z Unii Europejskiej. Funt obecnie traci do dolara około 0,2 proc. handlując w pobliżu 1,3080.

Ropa naftowa odreagowuje dziś wcześniejsze straty po informacji ze strony firmy consultingowej Wood Mackenzie Ltd., iż odkrycia nowych złóż w tym roku mogą być rekordowo niskie. W 2015 roku odkryto złoża wycenianie jedynie na 2,7 mld baryłek, najmniej od 1947 roku, a w tym roku może być jeszcze gorzej. Ropa WTI zyskuje obecnie około 0,7 proc., handlując w okolicy 47,30 dolarów za baryłkę, a ropa Brent zyskuje obecnie około 0,3 proc. handlując w pobliżu 49,60 dolarów za baryłkę. Złoto dalej traci na wartości handlując już poniżej poziomu 1320 dolarów za uncję ze względu na mocnego dolara, w którym jest wyceniane. Raport World Global Council pokazał, iż banki centralne zmniejszyły w II kwartale zakupy kruszcu o 40 proc. w porównaniu z II kwartałem 2015 roku, do poziomu najniższego od 2011 roku.

Apple zapłaci 13 mld euro zaległych podatków 12Andrzej Kiedrowicz Chief Operating Officer
KOI Capital

Podsumowanie wyników spółek S&P 500 do 26 sierpnia

Podsumowanie wyników spółek S&P 500 do 26 sierpnia 13

Źródło: Factset

Do 26 sierpnia 98% spółek wchodzących w skład indeksu S&P 500 opublikowało swoje wyniki finansowe. Poniżej przedstawiamy najważniejsze rzeczy:

  • 71% spółek osiągnęło wyniki lepsze od zakładanych
  • 53% spółek osiągnęło sprzedaż lepszą od zakładanej
  • Zyski firm w Q2 2016 spadły o 3.2% w porównaniu do Q2 2015 – jest to piąty spadkowy kwartał z rzędu
  • W czerwiec spodziewany spadek profitu szacowany był na poziomie 5.5%, jest 3.2%
  • Wskaźnik cena/zysk wynosi 19.9. Mediana 10 letnia jest na poziomie 14.3

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 30.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

I Kongres Gospodarki Rolnej i Przemysłu Spożywczego

Rozwój polskich przedsiębiorstw oraz branży spożywczej był przedmiotem I Ogólnopolskiego Kongresu Gospodarki Rolnej i Przemysłu Spożywczego. Była to okazja do dyskusji pomiędzy przedstawicielami władz, nauki i biznesu.

Wydarzenie miało miejsce 26 sierpnia 2016 r. w Kępie k. Sochocina. Rozmawiano o rozwoju gospodarki rolnej oraz promocji polskich przedsiębiorców na rynkach zagranicznych.

Kongres uświetnili swoją obecnością przedstawiciele władz krajowych, m.in.:

  • Wicepremier, Minister Rozwoju, Mateusz Morawiecki,
  • Członek Rady Ministrów, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów, Minister Henryk Kowalczyk,
  • Członek Rady Polityki Pieniężnej, Grażyna Ancyparowicz.

Obecni byli parlamentarzyści, przedstawiciele władz samorządowych, świata nauki oraz prezesi wielu firm z branży rolniczej, spożywczej oraz innych sektorów gospodarki.

(…) W dużym stopniu o mechanizmach gospodarczych, o sukcesie gospodarczym, o zdolności do uzyskiwania zysków decydują regulacja i kapitał (…) Czynnikiem, który jest dużo bardziej ukryty dla nas przedsiębiorców, dla nas konsumentów, dla nas obywateli, dla Polaków jest właśnie element regulacyjny, który tworzy przestrzeń gospodarczą, który determinuje jaki jest poziom marż, jakie są normy, standardy, czasami standardy techniczne. A to z kolei przekłada się później na zdolność poszczególnych przemysłów, poszczególnych branż do generowanie wyższej lub niższej jakości dodanej, wyższej lub niższej jakości danego produktu czy danej usługi (…) – mówił podczas panelu dyskusyjnego Wicepremier, Minister Rozwoju, Mateusz Morawiecki.

Podczas spotkania odbyły się trzy panele dyskusyjne:

  1. Innowacje i inwestycje w przemyśle spożywczym jako klucz do rozwoju polskiej gospodarki

 

Podczas dyskusji zwrócono uwagę na znaczenie patriotyzmu gospodarczego, podkreślając wagę edukacji młodszych pokoleń w tym obszarze. Rozmawiano m.in. o znaczeniu nauki dla biznesu oraz biznesu dla nauki w sektorze rolno-spożywczym, rozumieniu innowacji                                    w przemyśle spożywczym oraz przyszłości tej branży.

W panelu wzięli udział:

  • Wicepremier, Minister Rozwoju, Mateusz Morawiecki,
  • Prezes Zarządu Cedrob S.A. – Andrzej Goździkowski,
  • Rektor Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu – prof. dr hab. inż. Tadeusz Trziszka,
  • Prezes Colian Sp. z o.o. – Jan Kolański,
  • Wiceprezes Zarządu ZL Nałęczów Zdrój Sp. z o.o., Sp.k. – Paweł Witaszek,
  • Burmistrz Miasta Rypin – Paweł Grzybowski.

Panel prowadził Jacek Karnowski.

  1. Państwo a przedsiębiorcy – skuteczna współpraca w kształtowaniu gospodarki rolnej i przemysłu spożywczego

Podczas panelu rozmawiano o promocji polskich przedsiębiorców na rynkach zagranicznych, roli państwa oraz nowych regulacjach prawnych, m.in. zakazie handlu w niedzielę oraz    umowie TIPP. Dyskutowano również o tym jak tworzyć prawo służące dynamicznemu rozwojowi biznesu.

W panelu wzięli udział:

  • Członek Rady Polityki Pieniężnej – Grażyna Ancyparowicz,
  • Wiceprezes Zarządu Cedrob S.A. – Włodzimierz Bartkowski,
  • Właściciel Browarów Regionalnych Jakubiak Sp. z o.o. – Marek Jakubiak,
  • Prezes Biura Promocji Jakości, wydawcy magazynu Bezpieczeństwo i Higiena Żywności oraz członek  zespołu ds. reformy Urzędowej kontroli żywności – Tadeusz Wojciechowski,
  • Członek Zarządu PKN ORLEN – Zbigniew Leszczyński.

Panel prowadził Michał Karnowski.

  1. Drogi do sukcesu w gospodarce rolnej

W ramach panelu dyskutowano o tym co oznacza sukces i jakie czynniki go określają, gdzie kończy się rolnictwo, a zaczyna gospodarka oraz czy pojęcia ilość i jakość wykluczają się, czy właśnie odwrotnie – duży producent jest gwarantem jakości. Poruszono również temat tego, czy dla rozwoju przedsiębiorstw oraz branży lepsze są dotacje czy kredyty.

W panelu wzięli udział:

  • Członek Rady Ministrów, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów – Minister Henryk Kowalczyk,
  • Przewodniczący Rady Nadzorczej Cedrob S.A. – Mirosław Koźlakiewicz,
  • Dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – prof. dr. hab. Andrzej Kowalski,
  • Prezes Banku Spółdzielczego w Płońsku – Teresa Kudlicka,
  • Poseł, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi w latach 2005     do 2007, od 2007 do 2010 doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. wsi i rolnictwa, poseł na Sejm VII i VIII kadencji –  Jan Krzysztof Ardanowski.

Panel prowadził Krzysztof Skowroński.

Organizatorem Kongresu była firma Cedrob S.A, która w tym roku obchodzi 25-lecie istnienia. Zbudowane od podstaw przedsiębiorstwo osiągnęło ogromny sukces. Produkowane przez firmę mięso i przetwory drobiowe eksportowane są obecnie na rynek europejski, azjatycki oraz arabski. Jednoczenie Cedrob S.A. pozostaje największą firmą z branży z rodzinnym kapitałem.

Nie rezygnujemy z poszukiwania nowych możliwości inwestycyjnych w innych branżach, pokrewnych względem prowadzonej działalności – takich, które ją wspomagają lub uzupełniają. W najbliższych latach rozpoczniemy kolejny rozdział w historii Grupy Cedrob – zapowiada Andrzej Goździkowski, Prezes Zarządu Cedrob S.A.

I Kongres Gospodarki Rolnej i Przemysłu Spożywczego pozwolił na wymianę poglądów między przedstawicielami władz, biznesu oraz nauki w najważniejszych aspektach rozwoju branży rolno-spożywczej.

Żołnierzowi nie można wypowiedzieć umowy o pracę

Pracownik otrzymał powołanie do wojska 10 lipca. 9 dni później otrzymał od swojego pracodawcy wypowiedzenie. 25 lipca pracownik przekazał pracodawcy kopię dokumentu powołania do wojska. Czy w takiej sytuacji wypowiedzenie ma moc prawną?

Odpowiedź brzmi: nie. Pracodawca powinien takie wypowiedzenie wycofać. Zgodnie z art. 118 ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. 1967 Nr 44, poz. 220 ze zm), od momentu doręczenia pracownikowi powołania do wojska do dnia odbycia przez niego służby, pracodawca nie może wypowiedzieć ani rozwiązać z nim stosunku pracy. Może to nastąpić jedynie na żądanie zatrudnionego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, wypowiedzenie wręczone przez pracodawcę po dacie doręczenia powołania pracownikowi, jest po prostu bezskuteczne.

Odstępstwa od reguły

Od tej zasady istnieją jednak wyjątki, które zachodzą w szczególnych sytuacjach. Po pierwsze – z takim pracownikiem pracodawca ma prawo rozwiązać umowę bez wypowiedzenia z winy pracownika. Po drugie – rozwiązanie umowy jest również możliwe, jeżeli zakład pracy ogłosi upadłość lub likwidację. W tych przypadkach rozwiązanie stosunku pracy następuje na zasadach ogólnych.

Co ciekawe, pracownikowi powołanemu do zasadniczej (lub okresowej) służby wojskowej pracodawca ma obowiązek wypłacić odprawę w wysokości dwutygodniowego wynagrodzenia – jest to świadczenie jednorazowe i nie przysługuje w razie ponownego powołania do tej samej służby. Jednocześnie należy udzielić pracownikowi bezpłatnego urlopu na czas odbywania służby, podczas którego zachowa wszystkie uprawnienia wynikające ze stosunku pracy, z wyjątkiem prawa do wynagrodzenia.

Pracownikowi przysługują również (na jego wniosek) dwa dni zwolnienia (bez zachowania prawa do wynagrodzenia), jeżeli otrzymał powołanie do zasadniczej lub okresowej służby wojskowej lub jeden dzień, jeżeli są to ćwiczenia wojskowe, które mają trwać powyżej 30 dni. Nie ma to zastosowania w sytuacji, jeżeli powołanie jest ze skutkiem natychmiastowym.

A co potem?

Po odbyciu służby wojskowej, pracownik powinien zgłosić się do pracodawcy w ciągu 30 dni od jej zakończenia. Pracodawca zobowiązany jest zatrudnić pracownika na takim samym lub równorzędnym stanowisku, pod względem rodzaju pracy oraz wysokości wynagrodzenia. Jeżeli zatrudniony nie zgłosi się w ciągu 30 dni do pracy, wtedy stosunek pracy wygaśnie (chyba, że niezgłoszenie gotowości do pacy w tym terminie jest usprawiedliwione np. chorobą). Jeżeli natomiast pracownik w trakcie odbywania służby wojskowej podniósł swoje kwalifikacje, wtedy pracodawca (na wniosek pracownika) powinien w miarę możliwości zatrudnić go na stanowisku odpowiadającym nabytym przez pracownika umiejętnościom.

*Podstawa prawna:

ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. 1967 Nr 44, poz. 220 ze zm.

Hanna Prusik, Impel Business Solutions

Konrad Mikołajko: Sesja na rynkach kompletnie bez wyrazu

Poniedziałkowe notowania w większości zamknęły się spadkami bazowych indeksów. Handel od rana nie zapowiadał się interesująco z racji Letniego Święta Bankowego i nieczynnego rynku w Londynie. Inwestorom pozostało, po weekendowych przemyśleniach, zareagować na piątkowe wypowiedzi prezes Fed Janet Yellen podczas sympozjum w Jackson Hole. I tak też się stało. Rynki Starego Kontynentu oddały piątkowe wzrosty – niemiecki DAX stracił na koniec dnia 0,41%, a francuski CAC40 spadł o 0,40%. Na tym tle nieco lepiej zaprezentował się nasz rodzimy indeks. WIG20 zyskał symboliczne 0,08%, jednak przy bardzo niskich obrotach, które na całym rynku wyniosły zaledwie 500 mln zł.

Kluczowe wydarzenia w tym tygodniu to jutrzejszy raport ADP z rynku pracy USA, PMI i ISM dla przemysłu Stanów Zjednoczonych w czwartek, a także piątkowy pakiet tzw. „payrollsów”. W ich ramach poznamy wysokość bezrobocia, zmianę zatrudnienia czy też płacę godzinową. Powyższe dane powinny w znaczący sposób przybliżyć lub też oddalić perspektywę podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną USA.

Wczoraj poznaliśmy z kolei dane odnośnie dochodów i wydatków Amerykanów, które były jedną z nielicznych publikacji. W lipcu dochody wzrosły o 0,4% w ujęciu miesięcznym (poprzedni odczyt 0,3%), natomiast wydatki wzrosły o 0,3% (poprzedni odczyt 0,5%). W obu przypadkach publikacje były zgodne z oczekiwaniami analityków. Dowiedzieliśmy się również, jak kształtuje się sprzedaż detaliczna w Szwecji, która w lipcu w ujęciu rocznym wzrosła o 1,1%.

Dziś w nocy pojawiły się już dane z Japonii. Sprzedaż detaliczna za lipiec spadła o 0,2% r/r (prognoza spadku o 0,9%), także odczyt nie był zły. Wydatki gospodarstw domowych również spadły w mniejszym stopniu niż zakładano. Poza tym dowiemy się jeszcze, jak kształtują się ceny importu w Niemczech (ich dynamikę lipcową r/r i k/k), poznamy dane dotyczące sprzedaży detalicznej we Włoszech, a także wskaźniki koniunktury gospodarczej dla strefy euro. Po południu natomiast w kalendarzu czekają nas odczyty sierpniowej inflacji CPI dla Niemiec, a także odczyt indeksu domów S&P/Case-Shiller i indeksu Conference Board zaufania konsumentów ze Stanów Zjednoczonych. Uwagę rodzimych inwestorów przyciągnie natomiast finalny odczyt PKB za II kwartał z Polski.

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w Stanach Zjednoczonych zamknął poniedziałkowy handel wzrostami głównych indeksów. W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average zyskał 0,58%, S&P500 wzrósł o 0,52%, a Nadaq Composite o 0,26%.

Waluty:

Poniedziałek dla EURUSD zakończył się spadkiem o 0,08% do poziomu 1,1189.

Kurs EURGBP wzrósł o 0,16% i osiągnął poziom 0,8539, natomiast EURJPY spadł o 0,01% i dotarł do poziomu 114,03.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3365 PLN za euro, 3,8830 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9636 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,0785 PLN za funta szterlinga. 

Surowce:

W trakcie poniedziałkowej sesji zyskiwało złoto, które zakończyło notowania wzrostem o 0,11% do poziomu 1322,90 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 1,27% i osiągnęło poziom 18,86 USD za uncję. Wyraźnie spadły ceny ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 46,98 USD za baryłkę, tracąc tym samym 1,39%, natomiast odmiana Brent spadła o 1,32% i była notowana po 49,26 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

Raport: „Polak Oszczędny 2016 – Czy Oszczędność jest dziedziczna?”

Jak pokazują dane z najnowszego raportu BGŻOptima „Polak oszczędny 2016 – czy oszczędność jest dziedziczna?” to nie nastolatki, ale ich rodzice i dziadkowie prezentują postawę YOLO[1] jeśli chodzi o kwestie finansów i oszczędzania. Podczas gdy wśród dorosłych Polaków oszczędza mniej niż połowa, w populacji nastolatków w wieku 15-18 lat odkładanie pieniędzy deklaruje aż 90 proc. Co ważne, spora grupa oszczędzających bo niemal 20 proc. robi to bez żadnego konkretnego celu. Pozytywne nastawienie młodzieży do oszczędzania zdecydowanie odróżnia ją od starszych generacji. To bowiem właśnie preferencja dla wydawania „tu i teraz”, a nie brak faktycznych możliwości finansowych jest w naszym kraju największą przeszkodą w kumulowaniu indywidualnego majątku na przyszłość.  

Przeciętne aktywa finansowe polskiego gospodarstwa domowego to zaledwie 20 proc. średniej dla strefy euro. Przy majątku na poziomie 7,7 tys. euro, 10 proc. najbardziej zamożnych Polaków jest biedniejsze od połowy Niemców i 70 proc. Belgów. Pod kątem oszczędzania zawstydzają nas nie tylko mieszkańcy zasobnego zachodu, ale też Słowacy, Czesi i Węgrzy. Przykładowo, przy niemal identycznej średniej pensji i tempie wzrostu PKB, stopa oszczędzania netto słowackiej rodziny to 3,85 proc., podczas gdy polskiej -0,71 proc. Co więcej, pod względem udziału osób oszczędzających w całej populacji, wyprzedzają nas takie kraje jak Rwanda, Botswana, Irak czy Białoruś. Z myślą o emeryturze odkłada tylko ok. 16 proc. Polaków, tymczasem na Litwie jedna czwarta obywateli, a na Słowacji czy w Czechach prawie 40 proc.

Podczas, gdy cały świat oszczędza z myślą o przyszłości, w miarę jak długość życia się wydłuża, a społeczeństwa starzeją, Polacy pozostają poza tym trendem – mówi Piotr Marciniak, Dyrektor Zarządzający BGŻOptima. – Winna jest postawa, którą najkrócej określić można „finansowym YOLO”: nie oszczędzamy, bo po prostu wolimy wydawać pieniądze zamiast rezygnować z przyjemności z myślą o przyszłości – wyjaśnia Marciniak. Według danych OECD, pod względem skłonności do konsumpcji „tu i teraz” ustępujemy tylko mieszkańcom Armenii.

Jak pokazała analiza BGŻOptima kolejne pokolenia Polaków zarządzały swoimi zaskórniakami do tej pory w taki sam sposób, jak poprzednicy. Pod względem struktury aktywów portfel dzisiejszego 40-latka niewiele różni się od tego, jak swoje oszczędności zdywersyfikowali jego rodzice. Dominują depozyty, przy minimalnym udziale funduszy inwestycyjnych. Większość majątku stanowią aktywa rzeczowe, czyli np. nieruchomości i samochody. Eksperci BGŻOptima sprawdzili, czy rodzice dzieci do lat 18 przekazują wiedzę na temat oszczędzania swoim potomkom i na ile w praktyce uczą ich podstawowych zasad finansowej gospodarności.

Polscy rodzice są pełni dobrych chęci, jeśli chodzi o przekazanie dzieciom wiedzy na temat pieniędzy. Prawie 90 proc. osób biorących udział w badaniu zadeklarowało, że stara się wyrabiać u pociech nawyk oszczędzania. Regularnie ze swoimi dziećmi rozmawia na temat finansów 86 proc. rodziców. Nieco częściej robią to kobiety. Warto zwrócić uwagę, że okazjami do rozmów na taki temat są w pierwszej kolejności sytuacje związane z konsumpcją – wspólne zakupy, czy też moment realizacji dużego wydatku na rzecz dziecka (odpowiednio 56 i 40 proc. wskazań). W przypadku co trzeciego dziecka taką okazją jest wypłacanie kieszonkowego.  Najczęściej o sprawach finansowych rozmawiają z dziećmi rodzice uzyskujący najniższe dochody (93 proc. wskazań wśród osób deklarujących dochód na poziomie do 1 tys. zł netto miesięcznie, przy 75 proc. w grupie uzyskującej najwyższe dochody, przekraczające 10 tys. zł).

Choć możliwość zarządzania własnymi pieniędzmi to drugi najczęściej wskazywany przez rodziców czynnik sprzyjający wyrabianiu u dziecka nawyku oszczędzania, kieszonkowe wypłaca swoim dzieciom regularnie 42 proc. badanych. Najwięcej wypłacających kieszonkowe jest wśród rodziców 18 latków (65 proc.). Co ciekawe, skłonność do wypłacania kieszonkowego nie rośnie wraz z wysokością dochodu. Regularnie daje pieniądze dzieciom w wieku 6-18 lat 60 proc. osób o najniższych dochodach, podczas gdy wśród osób zarabiających powyżej 10 tys. zł 36 proc. Statystyczne polskie dziecko może liczyć na kieszonkowe w wysokości ok. 61 zł miesięcznie[2].

Szukając odpowiedzi na pytanie czy oszczędność jest dziedziczna eksperci BGŻOptima zbadali też nastawienie do finansów w grupie nastolatków w wieku 15-18 lat. Pod jednym względem rodzice i nastolatki są zgodni – to rodzina ma największe znaczenie dla kształtowania finansowej świadomości i nawyku oszczędzania. Dla 43 proc. nastolatków rodzice są najważniejszym źródłem wiedzy na ten temat. Co ciekawe, jeśli chodzi o pieniądze, są oni dla młodzieży większym autorytetem niż szkoła (32 proc.), czy nawet Internet (35 proc. wskazań).

Jak komentuje Piotr Marciniak, nadzieją mogą napawać przede wszystkim wyniki badania dotyczące postaw nastolatków względem oszczędzania. Ponad połowa badanej młodzieży była zdania, że niezależnie od tego ile się ma pieniędzy, zawsze można oszczędzać z myślą o przyszłości. Aż 90 proc. nastolatków deklaruje, że oszczędza część lub całość pieniędzy, którymi dysponuje. Wśród nich prawie 40 proc. ma zwyczaj systematycznego oszczędzania i odkłada za każdym razem, kiedy ma do dyspozycji jakieś nowe środki. Co piąty robi to w większości przypadków. Pieniądze nastolatki otrzymują przede wszystkim od rodziców i dziadków (61 proc.). Co trzeci deklaruje, że zarabia samodzielnie.

Ci, którzy oszczędzają, robią to przede wszystkim z myślą o przyjemnościach. Wymarzone ubrania, gry, książki, komputer czy rower zadeklarowało 27 proc. badanych. Co jednak ważne, aż 19 proc. nastolatków oszczędza bez sprecyzowanego celu, a spora grupa, bo 14 proc. z myślą o zabezpieczeniu finansowym na czarną godzinę. –  Młodzi Polacy, dysponujący ograniczonymi środkami mogą być przykładem dla swoich rodziców ilustrującym znaną prawdę, że mając określony cel, na który się oszczędza, zawsze można coś odłożyć, niezależnie od tego jak zasobny ma się portfel – mówi Piotr Marciniak. ­ I podkreśla, że jak pokazują dane z rynku depozytów, na oszczędzanie zawsze jest dobry czas – nawet, kiedy nominalne oprocentowanie lokat może nie być imponujące. Przy inflacji na poziomie -0,9 proc. dziś realna stopa procentowa lokat rocznych zakładanych w maju 2015 roku wynosi 2,74 proc.

Pełen raport „Polak Oszczędny 2016 – Czy Oszczędność jest dziedziczna?” dostępny jest na stronie: https://www.bgzoptima.pl/raport

Badanie „Polak Oszczędny – czy oszczędność jest dziedziczna” zrealizowane zostało przez TNS Polska na zlecenie BGŻOptima w dniach 29 czerwca – 6 lipca 2016 roku metodą wywiadów telefonicznych (CATI) na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej osób w wieku co najmniej 15 lat. Zastosowano losowy dobór próby. Wyniki zaprezentowano dla grupy rodziców dzieci w wieku 0-18 lat (próba ważona N=1093) oraz grupy młodzieży w wieku 15-18 lat (próba ważona N=332).

[1] YOLO – „You Only Live Once”

[2] Mediana wysokości kieszonkowego deklarowanej przez rodziców dzieci w wieku 6-18 lat

Pracownicy z obawami utraty pracy pomimo rekordowych planów rekrutacji

Walka o pracowników rozgorzała na rynku pracy na dobre. Aż 29,9% firm planuje rekrutacje w najbliższym czasie w celu zwiększenia lub utrzymania zatrudnienia, a 1 na 10 przedsiębiorców przewiduje podwyżki – wynika z VI edycji „Barometru Rynku Pracy” przygotowanego przez Work Service S.A. Jednak w tym otoczeniu nastroje pracowników wcale nie są optymistyczne. Co czwarty zatrudniony obawia się utraty zatrudnienia, a ponad 53% nie odczuwa poprawy sytuacji na polskim rynku pracy. Według ekspertów to efekt niedopasowania realiów rynkowych do rosnących aspiracji, a także braku umiejętności dopasowania się do zmieniających się warunków.

– Większość wskaźników makroekonomicznych wskazuje na to, że warunki na rynku zatrudnienia są bardzo dobre. Mamy rekordowo niską stopę bezrobocia, rosną zarobki, zwiększa się liczba dostępnych miejsc pracy. Jednak w nastrojach samych zatrudnionych entuzjazmu nie widać. Co czwarty pracownik boi się, że straci zatrudnienie, ale już co drugi oczekuje podwyżki, i to właśnie ten drugi element najprawdopodobniej powoduje, że ponad 53% badanych nie odczuwa poprawy sytuacji zawodowej – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Pracodawcy chcą zatrudniać, ale ich możliwości dotyczące wzrostu wynagrodzeń są ograniczone. Wypływa na to utrzymująca się deflacja oraz sezonowość. Jest druga połowa roku, a podwyżki zazwyczaj przyznawane są w pierwszych miesiącach kalendarzowych. Warto jednak podkreślić, że tak długo jak pracownicy nie będą czuli, że ich pensje zbliżają się do poziomów europejskich, ich optymizm będzie raczej zachowawczy, co potwierdzają nasze badania – dodaje Maciej Witucki.

Rosną obawy, ale nie słabnie mobilność

obawa utraty pracy

Z najnowszego „Barometru Rynku Pracy VI” wynika, że wzrósł odsetek Polaków niepokojących się o swoje miejsce pracy – z 18,6% w I kwartale tego roku do 24% w obecnej edycji (+5 p.p.). Obawy o utratę zatrudnienia są jednak odroczone – dotyczą najczęściej perspektywy 1-2 lat. Najbardziej niepewne swojego miejsca zatrudnienia są najstarsi pracownicy – 29,8% osób powyżej 55 roku życia w porównaniu do 19,6% osób w wieku 35 do 44 lat. Dodatkowo, utraty zatrudnienia rzadziej obawiają się mężczyźni (21,3% wskazań) niż kobiety (27,5%). – Rosnące obawy o zatrudnienie mogą się wiązać z brakiem umiejętności dostosowania się do szeroko rozumianej zmiany. W myśl zasady „change is a new constant”, ciągła adaptacja do nowych warunków zaczyna być koniecznością, którą doskonale rozumieją zarówno pracodawcy, jak i pracownicy sektora usług – komentuje Wojciech Popławski, Wiceprezes ABSL, Dyrektor Zarządzający, Accenture Operations.

Mimo że obawy o uratę pracy rosną, to nie słabną deklaracje poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia. Od początku realizacji badania taką chęć wyraża co piąty pracujący. Maleje za to optymizm Polaków dotyczący szybkości znalezienia nowego zatrudnienia. W tej edycji badania 34,7% respondentów twierdzi, że znajdzie zatrudnienie w czasie nieprzekraczającym miesiąca, podczas gdy na początku roku było to 39,1%. Oznacza to spadek o prawie 5 p.p. na przestrzeni 6 miesięcy.

Wzrost płac nie nadąża za rekordowymi planami zatrudniania

rekrutacja work service

Pracodawcy zgłaszają duże potrzeby kadrowe – aż 29,9% przedsiębiorców otworzy rekrutacje w celu utrzymania lub zwiększenia poziomu zatrudnienia. Jest to najwyższy wynik w historii badania. W największym stopniu poszukiwani będą pracownicy niższego szczebla, na których zapotrzebowanie zgłasza aż 70,9% pracodawców. Co druga firma zdecyduje się na otwarcie rekrutacji na pracowników średniego szczebla. – Szansę na przyciągnięcie najlepszych pracowników mają dziś te firmy, które umożliwiają dynamiczny rozwój kariery i są w stanie w nieszablonowy sposób dotrzeć do kandydatów. Chodzi tu przede wszystkim o nowatorskie techniki rekrutacyjne i retencyjne, uwzględniające siłę mediów społecznościowych oraz employer brandingu – dodaje Wojciech Popławski.

Rzeczywistość nie nadąża za aspiracjami

Co ciekawe, coraz większe trudności pracodawców ze znalezieniem odpowiedniej kadry nie skutkują znaczącym wzrostem deklaracji o przyznawaniu podwyżek. Tylko 9,4% pracodawców planuje wzrost płac. A to oznacza, że nie zmniejsza się luka między oczekiwaniami pracowników (co drugi liczy, że będzie zarabiał więcej) a deklaracjami przedsiębiorców. To natomiast powoduje, że rozdźwięk między odczuciami pracodawców i pracowników jest dosyć duży i hamuje optymizm zatrudnionych. – W warunkach rosnących deficytów na rynku pracy wzrost wynagrodzeń powinien stanowić magnes przyciągający odpowiednich kandydatów. Należy oczywiście pamiętać, że warunki finansowe nie są jedyną receptą, ale stanowią istotny czynnik, na który pracodawcy powinni mocniej postawić – podsumowuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

***

Metodologia badania:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy VI zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

 

  • Pracowników – badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=498) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku
  • Pracodawców – Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku

Najnowsze dane z BIK: podsumowanie 1 półrocza 2016 r. w kredytach.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w 1 półroczu 2016 r. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, udzielono o 2,2% mniej kredytów konsumpcyjnych, lecz na kwotę wyższą o 1,2%. Wydano o 9,0% mniej kart kredytowych, przy czym zadłużenie na kartach wzrosło o 4% względem poprzedniego roku. W segmencie kredytów mieszkaniowych BIK odnotował zarówno wzrost o 4,1% liczby udzielonych kredytów, jak również ich wartości o 5,8%. W segmencie niskokwotowego finansowania widać rosnący trend do zaciągania pożyczek, udział pożyczek w finansowaniu w kwocie do 1 tys. zł. wynosi już 43%. A wszystko to w bardzo sprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym: najniższym od 1991 r poziomie bezrobocia 8,6%, wyższym o 2,5% r./r. przeciętnym wynagrodzeniu brutto; wzroście w II kwartale PKB o 3,1%. wzroście sprzedaży detalicznej r./r o 5%, rekordowo niskim poziomie stóp procentowych oraz relatywie stabilnych kursach walutowych.

Kredyty konsumpcyjne

Spada liczba udzielanych kredytów konsumpcyjnych, przy jednoczesnym wzroście wartości podpisanych umów. W pierwszym półroczu udzielono 3,5 mln szt. kredytów konsumpcyjnych, czyli o 2,2% mniej w stosunku do pierwszego półrocza 2015 r. Wartość podpisanych umów była jednak wyższa o 1,2% (39,1 mld zł w pierwszym półroczu 2015 r. vs 39,569 mld zł w pierwszym półroczu 2016 r.)

Odnotowaną wyższą wartość udzielanych kredytów konsumpcyjnych tłumaczyć można większą liczbą udzielanych kredytów na wyższe kwoty. Spowodowało to wzrost średniej kwoty kredytu konsumpcyjnego do 11,4 tys. zł przy wartości 11,0 tys. zł w roku ubiegłym – mówi dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej. – Warto przy tym zaznaczyć, że dobra koniunktura w okresie pierwszych sześciu miesięcy tego roku idzie w parze ze sprzyjającym otoczeniem makroekonomicznym: bezrobocie jest najniższe od 1991 roku, a przeciętne miesięczne wynagrodzenie wzrosło o 2,5%,  ponadto z programu 500+ wypłacono dotychczas 4,9 mld zł. a dodatkowe pieniądze w budżecie domowym mogą podnieść zdolność kredytową rodzin. zauważa Prezes BIK.

Obserwowany w I półroczu trend jest zgodny z prognozami BIK z początku roku.

Kredyty mieszkaniowe

Potwierdziły się również prognozy BIK w zakresie kredytów mieszkaniowych – banki i SKOK-i zrealizowały bardzo dobrą sprzedaż kredytów mieszkaniowych w 1 półroczu 2016 r. Banki i SKOK-i udzieliły o 4,1% więcej kredytów niż rok wcześniej. Wzrost wartości udzielonych kredytów był nieznacznie wyższy i wyniósł 5,8%. Kredytów udzielono na łączną wartość 21,3 mld zł (20,1 mld zł w 1 półroczu 2015 r.). – Choć w obu pierwszych kwartałach zanotowaliśmy wyraźnie pozytywne dynamiki liczby i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych, to BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wskazuje na osłabienie koniunktury w czerwcu i lipcu – podsumowuje Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence BIK. – W najbliższym czasie okaże się czy to znaczący symptom, czy też sprzyjające ceny mieszkań (niższe niż w okresie 2007 r. – 2011 r.) i rekordowo niskie stopy procentowe przełamią letnie osłabienie koniunktury na rynku kredytów hipotecznych. 

Podobne sygnały pochodzą z badań NBP prowadzonych w bankach, które potwierdzają zaostrzanie polityk kredytowych i jednocześnie widoczne jest mniejsze zainteresowanie kredytami ze strony klientów. 

Karty kredytowe

W czerwcu 2016 r. w portfelach Polaków znajdowało się 6 mln rachunków kart kredytowych (6,2 mln w czerwcu 2015 r.) z czego 3,77 mln aktywnych, czyli takich, na których występuje zadłużenie minimum 200 zł. Kart kredytowych wydano w I półroczu 2016 o 9 % mniej niż w roku poprzednim. Spadek w wartość przyznanych limitów był natomiast znacznie niższy i wyniósł tylko 1,5%. Świadczy to o tym, że kart wydaje się mniej, ale wydawane są za to na wyższe kwoty przyznanych limitów. Systematycznie rośnie zadłużenie w kartach kredytowych. Obecnie wynosi 12,8 mld zł i jest wyższe o 4% niż rok wcześniej. Jednocześnie obserwujemy nieznaczne wzrosty w poziomie wykorzystania przyznanych limitów kart kredytowych. Jest to jednak wciąż bezpieczny poziom.

Segment firm pożyczkowych

37 firm pożyczkowych spośród świadczących usługi na polskim rynku współpracuje obecnie z BIK. W bazie BIK znajduje się już 3,4 miliona pożyczek udzielonych łącznie 610 tys. pożyczkobiorcom. Czynne pożyczki posiada obecnie 353 tys. klientów na łączną kwotę 1,2 mld zł. Im niższa kwota finansowania tym wyższy udział pożyczek w rynku finansowania gospodarstw domowych. Statystyki BIK potwierdzają, że w przypadku finansowania na kwoty do 4 tys. zł, pożyczki posiadają obecnie 25% udział w rynku, natomiast w przypadku finansowania do kwoty 1 tys. zł udział rynkowy pożyczek wynosi już 43%.

Jak wynika z analiz BIK 80% pożyczkobiorców posiada jednocześnie kredyty w sektorze bankowym. Warto przy tym zaznaczyć, że klienci firm pożyczkowych reprezentują wyższe ryzyko kredytowe. Blisko 40% pożyczkobiorców posiada przeterminowania ponad 90 dni (w sektorze pożyczkowym lub sektorze bankowym). Dla porównania klienci, którzy posiadają tylko kredyty (nie posiadają jednocześnie pożyczek)  udział osób z przeterminowaniem ponad 90 dni wynosi jedynie 8,2%.

Debata- Innowacyjna Energetyka już 3 października w Warszawie

Liderzy branży energetycznej będą dyskutować o przyszłości sektora już 3 października w hotelu Bristol w Warszawie. Wydarzenie organizowane przez Executive Club, które objęte zostało patronatem honorowym Ministra Energii, poruszy aktualną tematykę zmian, jakie mają dokonać się w najbliższych latach na polskim rynku energetycznym, a Partnerami debaty są spółki ATENDE SA, ING Bank Śląski SA, GE, Oracle Polska, PwC Polska, Schneider Electric oraz Seen Holding.

W debacie udział wezmą wybitni reprezentanci branży, wśród których znaleźli się między innymi: Roman Szwed – Prezes Zarządu ATENDE, Dorota Dębińska-Pokorska – Partner, Lider Grupy Energetycznej, PwC, Mieczysław Koch – Prezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A., Rafał Lipiński – Prezes Zarządu, SEEN Holding Sp. z o. o., ATENDE S.A. oraz Piotr Witczyński – Dyrektor Generalny Oracle Polska.

Polski i europejski rynek energii i paliw energetycznych zmieniają się bardzo szybko, a zawrotne tempo zmian podyktowane jest między innymi dynamiczną sytuacją międzynarodową oraz globalnymi trendami. Energetyka i sektor paliw muszą podjąć wyzwanie – właśnie teraz, kiedy realizują kluczowe dla swojej przyszłości inwestycje. W jakich formach energetyka ma realizować idee innowacyjności, która może być kluczem do sukcesu w obliczu zmiany struktury miksu paliwowego i zwrotu od paliw nieodnawialnych do odnawialnych? W jaki sposób energetyka – przede wszystkim jej sektor handlowo-dystrybucyjny – dostosowuje się do nowej sytuacji na rynku z uwzględnieniem wymogów ochrony środowiska i wahań cen?  Debata „Innowacyjna Energetyka” ma również odpowiedzieć na pytanie, który wariant byłby efektywniejszy w długoterminowej perspektywie: rodzime wdrażanie pionowej integracji poprzez połączenie sektora energetyki z wytwarzaniem w ramach ciągłości łańcucha dostaw czy też likwidacja tych części biznesu, które są najmniej wydajne. Executive Club stawia sobie za cel podejmowanie tematów najistotniejszych dla polskiej gospodarki. Merytoryczna, ekspercka debata o przyszłości polskiej energetyki będzie katalizatorem istotnych zmian oraz inspiracją dla świata biznesu.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 30.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.