Elektroniczna ewolucja w służbie zdrowia

Ośrodki zdrowia bez kolejek do rejestracji, szybkie informowanie pacjentów o wynikach badań, uporządkowana i łatwo dostępna dokumentacja medyczna. Czy i kiedy te marzenia pacjentów mają szansę się ziścić? Być może nastąpi to już niebawem, trwają bowiem prace nad specjalnym systemem informatycznym, którego celem jest budowa elektronicznej platformy usług publicznych w zakresie ochrony zdrowia. Platforma umożliwi organom administracji publicznej i pacjentom gromadzenie, analizę i udostępnianie informacji o zdarzeniach medycznych w wersji cyfrowej. Dzięki elektronizacji procesów istotnych dla efektywnego zarządzania, polska służba zdrowia ma przed sobą szansę na ważne, jakościowe zmiany. Doświadczenia placówek opieki medycznej już wykorzystujących podpis elektroniczny, jako jedno z takich rozwiązań, dostarczają konkretnych argumentów za dalszą cyfryzacją rynku usług medycznych.

Postępująca informatyzacja stopniowo usprawnia funkcjonowanie administracji publicznej. Według danych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, w 2013 r. aż 43 proc. ogółu urzędów wprowadziło usługi elektroniczne. Było to możliwe dzięki dużym nakładom finansowym. W ciągu ostatnich 10 lat na informatyzację usług publicznych przeznaczono w Polsce ok. 4 mld zł. – Zmiany na lepsze są odczuwalne zarówno dla firm i klientów, którzy coraz więcej spraw administracyjnych mogą załatwić bez wychodzenia z domu, jak i samych urzędników. Pozytywny przykład, jaki daje administracja jest bodźcem do rozszerzania zakresu usług publicznych dostępnych w formie elektronicznej na nowe obszary – przekonuje Elżbieta Włodarczyk, dyrektor Linii biznesowej podpis elektroniczny w Krajowej Izbie Rozliczeniowej S.A.

Elektroniczna ewolucja w służbie zdrowia

Pierwszym krokiem do cyfryzacji służby zdrowia jest planowane upowszechnienie elektronicznej formy przechowywania i udostępniania dokumentacji medycznej. Stopniowa rezygnacja z papierowych recept, skierowań czy kart pacjenta znacznie uprości i przyspieszy działanie placówek opieki medycznej. Obowiązek prowadzenia e-dokumentacji miał dotyczyć ośrodków służby zdrowia już od tego roku. Jednak brak odpowiednich systemów informatycznych i środków na ich przygotowanie spowodował opóźnienie. Z raportu przygotowanego przez Korporację Badawczą Pretendent oraz firmę Fortinet wynika, że pełną, prawie pełną lub przeciętną gotowość do wdrożenia zakładanych zmian deklaruje dziś 81 proc. szpitali (41 proc. wskazało odpowiedź „pełna” lub „prawie pełna”, 40 proc. – „przeciętna”). Co dziesiąta placówka jest przygotowana „bardzo źle”, a 5 proc. „raczej źle”.[1]

Mimo opóźnień, elektronizacja służby zdrowia nadal pozostaje jednym z priorytetów rządzących. W czerwcu br. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia, która dopuszcza prowadzenie papierowej dokumentacji medycznej jeszcze tylko przez trzy lata. W planach jest wdrożenie kolejnych cyfrowych rozwiązań, m.in. elektronicznych kart ubezpieczenia zdrowotnego, internetowego konta pacjenta, e-recepty (zgodnie z planem mają obowiązywać od 01.08.2016 r.) oraz e-skierowania (od 01.03.2017 r.).[2] Oznacza to, że w bliskiej perspektywie stosy papierowych dokumentów poświadczających nasz stan zdrowia zostaną zastąpione cyfrowymi danymi gromadzonymi na serwerach.

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Od czerwca 2007 r. wszystkie Zakłady Opieki Zdrowotnej mają możliwość sporządzania dokumentacji medycznej w formie elektronicznej. Jednak wrażliwe  i poufne informacje o stanie zdrowia pacjentów wymagają odpowiedniego uwierzytelnienia oraz zabezpieczenia. Podstawą prawną regulującą te kwestie jest Rozporządzenie Ministra Zdrowia z grudnia 2010 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej w zakładach opieki zdrowotnej oraz sposobu jej przetwarzania, które jako jedną z form potwierdzania autentyczności dokumentów dopuszcza stosowanie e-podpisu i znakowanie czasem.

– Bezpieczny podpis elektroniczny, którym mogą być opatrzone dokumenty sporządzane w wersji cyfrowej jest równoważny pod względem skutków prawnych podpisowi własnoręcznemu, a jego nieautoryzowane użycie jest znacznie trudniejsze niż w przypadku podpisu tradycyjnego – mówi E. Włodarczyk. – E-podpis jest ściśle połączony z danymi, których dotyczy i umożliwia bezbłędną identyfikację osoby, która go złożyła oraz wykrycie jakichkolwiek zmian wprowadzonych po podpisaniu dokumentu. Ponadto, dzięki znakowaniu dokumentów czasem, możliwe jest również dokładne poświadczanie istnienia danych w konkretnym momencie. Raz sygnowana e-podpisem treść nie może zostać zmieniona – dodaje E. Włodarczyk.

Oszczędność czasu i pieniędzy

Elektroniczna dokumentacja medyczna, z wykorzystaniem podpisu elektronicznego oferowanego przez KIR S.A., jest już prowadzona m.in. w Szpitalu Wolskim, sieci LUX MED oraz w wielu prywatnych laboratoriach diagnostyki medycznej. – Doświadczenie placówek i firm medycznych współpracujących z naszym Centrum Obsługi Podpisu Elektronicznego SZAFIR pokazuje, że elektronizacja dokumentacji medycznej skutkuje wzrostem efektywności. To dwustronna korzyść – tak dla jednostek służby zdrowia, jak i dla pacjentów. Oszczędność pieniędzy i czasu przekłada się na lepszą jakość opieki medycznej – mówi E. Włodarczyk.

Potwierdza to Piotr Sitkowski, Dyrektor Pionu IT w  grupie Diagnostyka, obejmującej sieć laboratoriów medycznych, współpracujących z kilkoma tysiącami placówek ochrony zdrowia w całym kraju. Do podstawowych i najbardziej odczuwalnych korzyści z wdrożenia elektronicznego obiegu dokumentacji medycznej zalicza wzrost poziomu bezpieczeństwa i szybkości przepływu informacji pomiędzy laboratorium a pacjentem. – Opisy wyników badań mogą być przekazywane pacjentom tego samego dnia, w którym zostały wykonane lub też mogą być udostępnione w Internecie, na specjalnych elektronicznych kontach pacjenta. Dane są odpowiednio zabezpieczone i dostępne tylko dla uprawnionych osób – wylicza P. Sitkowski. –Przechowywane w formie elektronicznej wyniki badań są łatwiejsze w archiwizacji. Co więcej, mogą być one wielokrotnie kopiowane zachowując status oryginału, co w przypadku dokumentacji papierowej jest niemożliwe, gdyż każda kopia musi być potwierdzona przez uprawnioną do tego osobę – dodaje P. Sitkowski.

To, co dziś dostępne jest dla osób korzystających z licznych placówek prywatnej opieki medycznej ma stać się niebawem standardem w publicznej służbie zdrowia. Planowane wdrożenie elektronicznego konta pacjenta ma szanse znacznie uprościć życie pacjentów i lekarzy. – Dokumentacja medyczna danej osoby będzie zgromadzona w jednym miejscu, do którego dostęp będzie możliwy niemal wszędzie i o dowolnej porze – oczywiście przy zastosowaniu odpowiednich zabezpieczeń. To znacznie ułatwi pracę specjalistom, a pacjentów zwolni z obowiązku przedstawiania swoich wyników i historii choroby przy każdej wizycie. Elektroniczne recepty czy skierowania na badania, zabezpieczone bezpiecznym podpisem elektronicznym, ograniczą uciążliwy obieg papierowych dokumentów i przyczynią się do poprawy efektywności pracy placówek medycznych ­– wylicza E. Włodarczyk.

E-podpis przyda się nie tylko w laboratorium

W Polsce, lista zastosowań bezpiecznego podpisu elektronicznego wydłuża się wraz z kolejnymi nowelizacjami prawa oraz rosnącą liczbą instytucji i urzędów umożliwiających korzystanie z tego narzędzia. Obecnie możemy go stosować m.in. do  uwierzytelniania integralności e-faktur i deklaracji podatkowych, składania dokumentów do KRS, formularzy z danymi do GIODO oraz podań i wniosków do urzędów. Ponadto e-podpis umożliwia uczestniczenie w przetargach i aukcjach elektronicznych. Zestaw do e-podpisu można kupić lub odnowić w firmie świadczącej usługi certyfikacyjne w zakresie bezpiecznego podpisu elektronicznego. W przypadku Krajowej Izby Rozliczeniowej S.A. i jej e-podpisu SZAFIR jest to sieć kilkunastu placówek w całej Polsce oraz kilkuset banków spółdzielczych współpracujących z Izbą (adresy dostępne są na stronie www.elektronicznypodpis.pl).

Za kilka lat ponad połowa przychodów LPP ma pochodzić z zagranicy. Niemcy, Chorwacja i Bliski Wschód priorytetowymi kierunkami ekspansji

0

LPP planuje otworzyć w tym roku cztery sklepy Reserved w Niemczech, a docelowo ma ich przybywać co roku dziesięć. Gdańska spółka wchodzi obecnie na rynek w Katarze i hamuje inwestycje w Rosji mimo ponad 20-proc. dynamiki sprzedaży. Po tym, jak marka Reserved zdobędzie uznanie klientów, LPP chce oferować na rynkach zagranicznych inne brandy i w perspektywie kilku lat przewiduje wzrost udziału zagranicy w przychodach do 50 proc., a potem przekroczenie tego progu.

Od wielu lat rozwijamy się w dużym tempie i w każdym okresie szykujemy się do rozwoju w kolejnym. W pierwszym półroczu tego roku bardzo dużo zrobiliśmy, przygotowując się do wejścia na rynek niemiecki, chorwacki oraz do otwarcia pierwszych sklepów franczyzowych na Półwyspie Arabskim – mówi z agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dariusz Pachla, wiceprezes zarządu LPP SA.

W pierwszym półroczu 2014 r. LPP odnotowało 152,74 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 139,03 mln zł zysku rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły w tym okresie 2,13 mld zł  wobec 1,74 mld zł w pierwszej połowie 2013 r.

Mimo trwającego konfliktu między Rosją a Ukrainą LPP zwiększyło sprzedaż na Ukrainie i w Rosji do 500,3 mln zł (wzrost o 19,9 proc. rok do roku). Na polskim rynku dynamika wzrostu sprzedaży wyniosła 22,7 proc. w ujęciu rocznym, z kolei w pozostałych krajach UE – 25,1 proc. rok do roku. W pierwszym półroczu LPP otworzyło 168 sklepów o łącznej powierzchni około 85 tys. mkw., w tym 91 sklepów za granicą. W drugiej połowie 2014 r. gdańska spółka chce otworzyć 4 sklepy w Niemczech i 5 w Chorwacji. W planach są także inne rynki Europy Zachodniej, a także Bliski Wschód, gdzie LPP zaczyna ekspansję od Kataru.

Naszą największa marką jest oczywiście Reserved około 50 proc. przychodów ze sprzedaży realizujemy dzięki tej marce. Jest to brand, który ma w swojej ofercie produkty dla najszerszego grona klientów, bo od niemowlaka aż do starszego pana, krótko mówiąc, każdy może tam znaleźć coś dla siebie – mówi Pachla.

W pierwszych 6 miesiącach 2014 r. sprzedaż marki Reserved wyniosła 1,055 mld zł, Cropp – 0,33 mld zł, House – 0,269 mld zł, Mohito – 0,243 mld zł oraz Sinsay – 0,088 mld zł. Pachla twierdzi, że żadna z nich nie jest obecnie priorytetowa pod względem nakładów inwestycyjnych. Spółka pracuje jednak nad nową marką, która ma się pojawić w połowie 2016 r.

Wszystkie marki mają zbliżone wyniki, jeśli uwzględnimy wielkości sieci sklepów. Nie ma takiego brandu, w który należałoby szczególnie inwestować. Nasze inwestycje dotyczą raczej rozwoju sieci – zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami – uważa Pachla.

Obecnie 1/3 przychodów LPP jest generowana na rynkach zagranicznych, ale ich udział będzie się konsekwentnie zwiększał, bo ambicją spółki jest być firmą globalną, jak zapewnia Dariusz Pachla.

Struktura przychodów zmienia się od kilku lat na rzecz zwiększenia udziału tych spoza granic Polski i będzie zmieniała się w dalej z tego powodu, że rynek polski jest już bardzo nasycony naszymi sklepami. Sądzę, że w ciągu kilku najbliższych lat 50 proc. naszych przychodów będziemy osiągali poza granicami Polski – przewiduje wiceprezes LPP.

PZU: Wzrost zysku netto w I półroczu o 2,7 proc.

0

Zysk netto grupy PZU wzrósł o 2,7 proc. do 1,7 mld zł. Spółka ma nadzieję na dalsze wzrosty dzięki przejęciom, zarówno na rynku krajowym, jak i za granicą.

Składki ubezpieczeniowe przypisane brutto PZU spadły w I półroczu 2014 r. o 0,7 proc. do poziomu 8,4 mln zł. Dochód z działalności inwestycyjnej grupy PZU wyniósł w omawianym okresie 1,4 mld zł i był wyższy rdr o 40 proc. Zysk netto był wyższy o 2,7 proc. i przekroczył 1,7 mld zł.

Składka przypisana brutto w wysokości 4294 mln zł [w II kwartale] była o 1,0 proc. niższa niż w I półroczu 2013 roku, na skutek spadku przypisu w ubezpieczeniach komunikacyjnych – tłumaczy PZU w komunikacie.

PZU zauważa poprawę warunków gospodarczych społeczeństwa – wyższe płace, poprawa na rynku pracy, ożywienie gospodarcze. Niskie stopy mogą być jednak zagrożeniem dla przychodów spółki.

Tymczasem niskie rynkowe stopy procentowe kreują ryzyko dla sektora ubezpieczeń i funduszy emerytalnych. Utrudniają bowiem między innymi osiągnięcie gwarantowanych stóp zwrotu przez ubezpieczycieli na życie i fundusze emerytalne – tłumaczą autorzy raportu finansowego.

Posiadając wysoką bazę kapitałową Grupa PZU poszukuje możliwości inwestycyjnych zarówno w kraju, jak i za granicą.

Ważnym wydarzeniem w pierwszej połowie 2014 roku dla realizacji strategii rozwoju Grupy PZU było podpisanie umowy, która przewiduje przejęcie w Polsce wiodącego gracza ubezpieczeń direct  Link4 oraz liderów rynków: litewskiego  Lietuvos Draudimas AB, łotewskiego  AAS Balta oraz estońskiej spółki Codan Forsikring A/S – przypomina PZU.

Innowacyjność potrzebuje wsparcia promocyjnego i marketingowego

Wykreowanie innowacyjnego pomysłu nie zawsze wystarczy, aby odnieść sukces. Często potrzeba także znacznych środków finansowych, aby go wdrożyć. Istotną rolę w procesie komercjalizacji odgrywają działania marketingowe. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju ogłosiło konkurs „Innowacja plus” – na najlepszą promocję projektów B+R, które uzyskały dofinansowanie z Programu Innowacyjna Gospodarka. Termin nadsyłania zgłoszeń mija 3 września. Patronat nad konkursem objęła firma doradcza Deloitte.

Konkurs ma celu wskazanie najbardziej efektywnych form promocji, które wspierają komercjalizację wyników projektów badawczo-rozwojowych. Zostaną one opisane w publikacji pokonkursowej. Stworzony katalog najlepszych praktyk będzie mógł służyć jako inspiracja dla wszystkich podmiotów korzystających z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, a także dla przyszłych beneficjentów Programu Inteligentny Rozwój (2014-2020). Zbiór ten pozwoli także poszerzyć rynkową wiedzę na temat projektów realizowanych i finansowanych w ramach Programu. „Innowacyjne projekty są zazwyczaj ryzykowne biznesowo i bardzo często bywają wysoko kapitałochłonne. Stąd istnieje potrzeba ich marketingowego wsparcia. Jak jednak wynika z naszego doświadczenia dla wielu polskich przedsiębiorców jest to istotne wyzwanie w związku z koniecznością dysponowania odpowiednią wiedzą, narzędziami i know-how. Dlatego inicjatywy takie jak „Innowacja plus”, nad którą patronat objął Deloitte, są tak cenne, bo pomagają wypromować i wesprzeć polską innowacyjność, a także pozwalają przedsiębiorcom dotrzeć do ich grupy docelowej. ” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołem R&D and Government Incentives w Europie Środkowej w Deloitte.

Do konkursu mogą zgłaszać się podmioty, które miały lub mają podpisane umowy o dofinansowanie projektu w ramach PO IG. Kapituła, w której zasiadać będzie przedstawiciel Deloitte, wyłoni trzech laureatów. Zwycięzca otrzyma pomoc przy opracowaniu i wydaniu dwujęzycznego folderu oraz realizację filmu promującego jego innowacyjną działalność. Drugie i trzecie miejsce nagrodzone będą szkoleniami z zakresu PR oraz zarządzania projektami. Dodatkowo przygotowano także nagrody rzeczowe w postaci, m.in.: tabletów. Przewidziane są również wyróżnienia specjalne. Najlepsi skorzystają z pakietu dodatkowych działań promocyjnych, dzięki którym dotrą ze swoim projektem do szerszego kręgu odbiorców.

Zgłoszenia przyjmowane są do 3 września 2014 r. Na stronie www.innowacjaplus.pl znajduje się formularz zgłoszeniowy i regulamin. Przygotowanie zgłoszenia i materiałów konkursowych ułatwi specjalny poradnik.

Odpowiedź na list otwarty Związku Przedsiębiorców i Pracodawców

0

Warszawa, dnia 26 sierpnia 2014 r.

RZECZPOSPOLITA POLSKA
MINISTERSTWO FINANSÓW
Podsekretarz Stanu
Jacek Kapica
PA3-033-7/2014/FLL/2

Pan
Cezary Kaźmierczak
Prezes
Związku Zawodowego Przedsiębiorców i Pracodawców

Panie Prezesie

W odpowiedzi na Pański list otwarty skierowany do Premiera Donalda Tuska zgodnie z kompetencjami uprzejmie informuję:

Zgodnie z art. 84 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej „Każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie„. Właściwe organy Państwa dbają o równą realizację tego obowiązku przez wszystkie podmioty, bez względu na ich wielkość i pochodzenie kapitału. Niedopuszczalna jest sytuacja budowania przewagi konkurencyjnej, gromadzenia kapitału w wyniku niepłacenia podatków, a zdecydowanej reakcji wymagają oszustwa podatkowe i przestępczość gospodarcza. Nadużycia te dzieją się kosztem społeczeństwa i równej konkurencji.

Tak, nie było miesiąca aby organy podatkowe, celne, czy skarbowe nie wykazywały oszustw podatkowych i unikania płacenia danin przez różne podmioty w sferze: obrotu złomem, stalą, złotem, paliwami, telefonami komórkowymi, spirytusem skażonym, tytoniem; nielegalnego hazardu, importu tekstyliów, czy elektroniki a także nierejestrowania transakcji. To nie zawsze była zorganizowana przestępczość gospodarcza. To często były podmioty, które działały myśląc, że kontrola ich ominie, że nikt ich nie zauważy, że wytłumaczą się niewiedzą. Funkcjonując na granicy prawa sądziły, że jakoś się uda. Ostatecznie czują się poszkodowane przez Państwo, a to przecież ich zarządzający decydowali o takiej, a nie innej realizacji obowiązku podatkowego i organizacji działalności biznesowej. Jeżeli ktoś nie płaci podatków i myśli że mu się uda – to się myli, że jak będzie protestował, lobbował, wywierał naciski to otrzyma taryfę ulgową – to jest w błędzie.

Taka działalność dotyczy wyłudzeń podatku VAT lub niepłacenia akcyzy, wprowadzania do obrotu towarów nieopodatkowanych, zaniżania wartości celnej, zmiany klasyfikacji taryfowej, urządzania nielegalnych gier hazardowych, a także nierejestrowania sprzedaży w księgach i kasie fiskalnej. To rak toczący Państwo, nowotwór na tkance uczciwej konkurencji i zdrowej gospodarki. Wtedy wszyscy pozostali obywatele i podmioty gospodarcze muszą ponosić większy ciężar danin. Nie można dopuścić do sytuacji, w której jeden podmiot nie płaci podatku, a drugi musi go uiścić i jest przez to niekonkurencyjny. Tego dotyczą działania kontrolne organów podatkowych, celnych i skarbowych, nawet jeżeli wywołują protesty tych, którzy uchylają się od swych obowiązków i oczerniają tych, którzy egzekwują prawo.

Za każdym przypadkiem unikania opodatkowania musi iść adekwatna reakcja Państwa i za każdym razem będzie ona wiązała się z wyliczeniem należnych podatków od momentu rozpoczęcia nielegalnej działalności. Zgodnie z obowiązującymi od lat przepisami Ordynacji podatkowej (art. 70) zobowiązania podatkowe przedawniają się w terminie 5 lat, od końca roku w którym przypadał termin płatności podatku. Przepisy te nie zmieniły się i są wyrazem ponoszenia odpowiedzialności za obowiązek świadczeń na rzecz Państwa.

Trzeba jednocześnie wskazać, że w skali kraju niewielki jest rozmiar wszczynania przez urzędy skarbowe kontroli podatkowych za okresy rozliczeniowe, w którym bieg terminu przedawnienia kończy się z upływem roku tj. przeprowadzonych tuż przed upływem 5-cio letniego okresu przedawnienia zobowiązania podatkowego. W 2012 roku kontrole podatkowe wszczęte tuż przed upływem 5-letniego okresu przedawnienia zobowiązania podatkowego stanowiły 0,98% ogólnej liczby przeprowadzonych kontroli, w 2013 stanowiły 1,36% ogólnej liczby przeprowadzonych kontroli, a wg danych za I półrocze 2014 roku 1,65% ogólnej liczby kontroli.

Jednocześnie takie kontrole były podejmowane w następujących przypadkach:

  • w związku ze złożeniem przez podatników korekt deklaracji VAT-7 za okresy, których bieg terminu przedawnienia upływał w roku złożenia danej korekty deklaracji;
  • w związku z otrzymanymi informacjami od zagranicznych administracji podatkowych lub innych organów w tym Prokuratury, dotyczących nieprawidłowości w transakcjach realizowanych przez podatników;
  • w związku z ujawnionymi przez urząd transakcjami internetowymi;
  • z uwagi na uzupełniające kontrole w zakresie podatku VAT, po ustaleniach dokonanych w zakresie podatku dochodowego;
  • w związku z otrzymanymi doniesieniami o nieprawidłowościach w wykonywaniu zobowiązań podatkowych;
  • w związku z niezgłoszoną do opodatkowania działalnością gospodarczą ujawnioną na podstawie ustaleń właściwego urzędu skarbowego.

W świetle przedstawionych danych zarzut dotyczący opieszałości działań organów podatkowych w zakresie prowadzonych kontroli podatkowych należy uznać za nieuprawniony, bowiem regułą jest prowadzenie przez urzędy podległe Ministrowi Finansów kontroli bieżących okresów rozliczeniowych i przerywania na wczesnym etapie procederu nadużyć i unikania opodatkowania.

Zadaniem Ministra Finansów zgodnie z art. 14 a Ordynacji podatkowej jest obowiązek cyt. „(…) zapewnienia jednolitego stosowania przepisów prawa podatkowego przez organy podatkowe oraz organy kontroli skarbowej (…)„. A zgodnie z art. 10 ust 3 Ustawy o Służbie Celnej „Szef Służby Celnej kieruje Służbą Celną oraz zapewnia sprawne i efektywne wykonywanie jej zadań„, m.in. przez sprawowanie nadzoru nad działalnością dyrektorów izb celnych i naczelników urzędów celnych. Narady kadry kierowniczej to nic innego jak jedno z narzędzi służących do realizacji tych obowiązków, mobilizowania i motywowania podległych urzędników do dynamicznego działania, reagowania na nadużycia oraz przeciwdziałania szarej strefie wyłudzeń i unikania opodatkowania. Wszystkim nam zależy aby administracja była sprawna i skuteczna w swym działaniu oraz bez zwłoki reagowała na nieprawidłowości, które pojawiły się w związku ze zmianą prawa.

Należy również ze szczególną mocą podkreślić, iż nikt nie zamyka prawidłowo działających zakładów. Nie można jednak dopuścić do sytuacji, kiedy nieprawidłowo skażony alkohol etylowy będzie dostarczany na rynek poza systemem nadzoru. Taki alkohol sprzedawany do konsumpcji w nielegalnym obrocie jest szkodliwy dla zdrowia i stanowi nielegalną konkurencję dla podmiotów leganie produkujących i sprzedających wyroby alkoholowe. Szczegółowe informacje na ten temat przedstawiono na stronie:http://www.mf.gov.pl/sluzba-celna/wiadomosci/komunikaty. Jednocześnie trudno aby organy nie reagowały, jak mamy do czynienia z działalnością nielegalną zagrażającą zdrowiu konsumentów.

Podmioty chcące działać zgodnie z przepisami mają szereg instrumentów podnoszących ich pewność i bezpieczeństwo prowadzenia biznesu. Są to dostępne dla każdego interpretacje indywidualne i wydawane przez Ministra Finansów interpretacje ogólne. Od 1 stycznia 2009 r. obowiązuje zmiana ustawy Ordynacja podatkowa, na podstawie której decyzja nieostateczna z wymiarem podatku nie podlega wykonaniu, chyba że decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Dla celów klasyfikacji towarów można posługiwać się Wiążącymi Informacjami Taryfowymi, a obecnie wprowadzana jest instytucja Wiążącej Informacji Akcyzowej.

Trudno obrażać się o to, że środowiska biznesu motywują Ministerstwo Finansów i podległe mu organy do intensywnych działań przeciwko szarej strefie i nielegalnej konkurencji, używając różnych argumentów, czasami demagogicznych, ale uzasadnionych celem. Zadziwiające jest natomiast to, że powodem oskarżeń jest skuteczne przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania, wyłudzeniom, nieuczciwej konkurencji oraz działalności zagrażającej zdrowiu konsumentów.

Po agresywnej wymowie Pańskiego listu i nieuprawnionych porównaniach mam złudne nadzieje na osiągnięcie zrozumienia, ale może warto aby Pan pomyślał o tych przedsiębiorcach, którzy płacą podatki i muszą ścigać się z konkurencją tych, którzy ich unikają. Wtedy znaleźlibyśmy wspólną płaszczyznę merytorycznej aktywności.

Dziękuję za uwagę
Jacek Kapica

TVN miał w I półroczu zysk w wysokości 126 mln zł

0

TVN wypracował w I półroczu 2014 r. 126,2 mln zł zysku przypadającego na akcjonariuszy TVN wobec straty 73,7 mln zł rok temu. Przychody wzrosły o 1,6 proc.

Przychody grupy w I półroczu 2014 r. wyniosły 784,3 mln zł wobec 771,8 mln zł przed rokiem. Zysk operacyjny był wyższy niż rok temu o 14 proc. i sięgnął 244,23 mln zł. Zysk przypadający na akcjonariuszy TVN wyniósł 126,2 mln zł wobec ubiegłorocznej straty 73,7 mln zł.

Mimo lepszych wyników, zarząd Grupy TVN wskazuje w komunikacie na ryzyka związane z profilem działalności nadawcy.

– Efekty postępu technologicznego, takie jak VOD, nowe formaty wideo, możliwości przesyłania strumieniowego i pobierania za pośrednictwem Internetu, zwiększyły możliwości wyboru mediów i formy rozrywki przez konsumentów i zintensyfikowały wyzwania jakie stawia fragmentacja widowni. Te zwiększone możliwości wyboru mogą nie tylko negatywnie oddziaływać na popyt konsumentów na nasze produkty i usługi, ale również na chęć reklamodawców do zakupu naszych usług reklamowych. Jeśli nie zareagujemy odpowiednio na wzrost możliwości wyboru formy spędzania wolnego czasu i korzystania z rozrywki przez konsumentów lub na zmiany w ich oczekiwaniach, może to mieć negatywny wpływ na naszą pozycję konkurencyjną i przychody – ostrzega spółka w komunikacie. 

Będzie trudno znaleźć pracę w małych firmach

W trwającym półroczu 86,5 proc. mikro- i małych firm nie zatrudni żadnego nowego  pracownika. Jednak pozostałe firmy częściej będą zatrudniać niż zwalniać. Ostrożność w kwestii zatrudnienia wynika z wciąż niepewnej sytuacji finansowej oraz barier w postaci zbyt wysokich kosztów pracowniczych – wynika z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wyniki badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Zawiera on m.in. szczegółową analizę poziomu zatrudnienia w mikro- i małych firmach w Polsce w minionym półroczu, a także prognozy na drugą połowę 2014 roku.

Za nami trudne półrocze

Jak wynika z analizy odnośnie miejsc pracy w sektorze mikro- i małych firm, w minionym półroczu przedsiębiorcy najczęściej utrzymali zatrudnienie na tym samym poziomie (79,2 proc.). W grupie pozostałych firm, częściej malała liczba pracowników (11,1 proc.) niż następował jej wzrost (9,7 proc.).

Trudna sytuacja panowała w każdej branży. Jedynie w sektorze usług tendencja przyjęła charakter wzrostu, gdzie przedsiębiorcy częściej zwiększali liczbę pracowników (8,7 proc.), niż ją ograniczali (7,4 proc.).

Gdzie jest praca w Polsce w małych firmach?

Tendencja obniżenia poziomu zatrudnienia nie wystąpiła jednak we wszystkich województwach.  W pierwszym półroczu tego roku firmy częściej przyjmowały niż zwalniały w województwach: łódzkim, lubuskim, podlaskim, warmińsko-mazurskim, małopolskim i wielkopolskim. W pozostałych województwach nastąpiła tendencja spadkowa zatrudnienia.

W trwającym półroczu tendencja wzrostowa zmiany poziomu zatrudnienia w małych firmach obejmie liczniejszą grupę województw. Wprawdzie przedsiębiorcy we wszystkich województwach najczęściej utrzymają stały poziom zatrudnienia, ale w grupie pozostałych firm, przedsiębiorcy częściej będą zatrudniać niż zwalniać. Odwrotna sytuacja jest przewidywana jedynie w województwach: łódzkim, kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim.

Zmiany zatrudnienia w zależności od wielkości firmy w minionym półroczu…

W I połowie br. ponad połowa przedsiębiorców reprezentujących firmy mikro (zatrudniających od 1 do 9 pracowników) i małe (zatrudniających od 10 do 49 pracowników), najczęściej utrzymała niezmieniony poziom zatrudnienia. W grupie pozostałych, częściej firmy zwiększały liczbę pracowników niż ją zmniejszały.

W przypadku przedsiębiorców, którzy obecnie nie zatrudniają pracowników, czyli prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą (samozatrudnienie), przeważająca grupa w okresie minionego półrocza nie zmieniła poziomu zatrudnienia (92,7 proc.). Wśród pozostałych, częściej nastąpiło zmniejszenie (5,5 proc. – co oznacza, że w 2013 roku zatrudniali oni jeszcze pracowników) niż ich zwiększenie (1,8 proc.).

…i bieżącym

W okresie nadchodzących 6 miesięcy należy oczekiwać, że prawie niezmieniona grupa osób prowadzących własną działalność gospodarczą (87,3 proc.) nie zatrudni dodatkowej osoby w swojej firmie. 9,4 proc. przedsiębiorców planuje wzrost zatrudnienia, natomiast 3,3 proc. osób podejmie decyzję o redukcji etatów.

Podobna sytuacja dotyczy również firm mikro, w których można oczekiwać tendencji wzrostu. Delikatnej tendencji spadkowej zatrudnienia oczekiwać należy w przypadku firm małych, które zatrudniają 10-49 pracowników. Ponad połowa firm małych utrzyma stały poziom zatrudnienia (67,4 proc.). Pozostali przedsiębiorcy częściej będą zmniejszali (17,4 proc.), niż zwiększali liczbę osób zatrudnionych (15,2 proc.).

W sumie w trwającym półroczu najwięcej firm utrzyma poziom zatrudnienia na tym samym poziomie (78,2 proc.). I chociaż zatrudniać planuje znacznie więcej firm (13,5 proc.) niż zwalniać (8,3 proc.), to jednak dane te oznaczają, że aż 86,5 proc. mikro- i małych firm nie zatrudni żadnego nowego pracownika do końca tego roku.

Zawody poszukiwane przez małe firmy

Przedsiębiorcy deklarujący plany w zakresie wzrostu zatrudnienia w drugiej połowie br., poszukiwać będą na rynku pracy różnej kategorii specjalistów (35 proc.), pracowników ds. sprzedaży/obsługi klienta (34,3 proc.) oraz pracowników fizycznych/pracowników produkcji (33,8 proc.). O wiele mniejsze zapotrzebowanie deklarują w przypadku pracowników administracyjno-biurowych (12,7 proc.) oraz pracowników ds. marketingu i promocji (9,6 proc.).

Przyczyny braku wzrostu poziomu zatrudnienia w małych firmach

W trwającym półroczu firmy nie chcą zatrudniać nowych pracowników ze względu na brak takiej potrzeby, wskazujący na optymalny obecnie poziom zatrudnienia w firmach (38,6 proc.). Nieznacznie mniejszy odsetek przedsiębiorców uważa, że barierą wzrostu zatrudnienia są zbyt wysokie koszty pracownicze ponoszone przez pracodawcę (37,7 proc.).

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone w czerwcu 2014 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1362 przedstawicieli małych firm (54,5 proc. firm jednoosobowych, 41 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 4,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (62,4 proc.), 11,8 proc. – budowlaną, 5,8 proc. – przemysłowo-produkcyjną, 19,10 proc. – handlową, a ok. 0,9 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Rynek Pracy Specjalistów w II kwartale 2014

Jak wynika z kwartalnego raportu Pracuj.pl, sytuacja na rynku pracy w II kwartale tego roku była zadecydowanie lepsza niż przed rokiem. Pracodawcy opublikowali w tym serwisie blisko 98 tys. ofert pracy, czyli o 8,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2013. W końcu więcej etatów dostępnych było w budownictwie, więcej propozycji czekało także na pracowników marketingu.

  • 97 698 tys. ofert pracy opublikowały firmy w serwisie Pracuj.pl w II kwartale 2014 roku
  • 32 proc. – o tyle wzrosła liczba ofert pracy w branży TSL w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 roku
  • 28 proc. – o tyle w ciągu roku wzrosła liczba ofert pracy dla specjalistów HR

Na znalezienie pracy największe szanse mieli specjaliści, z przynajmniej 2-letnim doświadczeniem zawodowym, do nich skierowane było aż 71 proc. ofert dostępnych na Pracuj.pl. Warto jednak zauważyć, że o 30 proc. względem ubiegłego roku wzrosło zapotrzebowanie na pracowników na stanowiska asystenckie. Może to świadczyć o tym, że polepszyły się warunki prowadzenia biznesu dla pracodawców, dlatego odważniej inwestują również w pracowników bez doświadczenia.

Najwięcej ofert pracy pochodziło z dużych firm, zatrudniających powyżej 250 pracowników. Co jednak warte podkreślenia o 1/5, w porównaniu do II kwartału 2013, wzrósł popyt na pracowników w firmach małych, zatrudniających do 10 osób. Ta dana również pokazuje, że warunki dla rozwoju firm są coraz lepsze.

Raport Rynek Pracy Specjalistów stanowiska.png

KTO ZATRUDNIAŁ

Tradycyjnie już największy popyt na pracowników odnotowano w branży handel i sprzedaż – co piąta oferta pracy pochodziła z tego sektora. Na kolejnych miejscach znalazły się: bankowość/finanse/ubezpieczenia(16 proc. wszystkich ofert) oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie (9 proc. wszystkich ofert), choć w przypadku tego ostatniego sektora odnotowano znaczący spadek zapotrzebowania – liczba ogłoszeń spadła w ciągu roku o 18 proc.

Po raz kolejny odnotowano wzrost popytu na pracowników w branży logistycznej. W porównaniu do I kwartału 2014 wzrost był na poziomie 18 proc., a w porównaniu do II kwartału 2013 roku liczba oferowanych etatów wzrosła aż o 1/3. Tak dynamiczny wzrost zapotrzebowania na pracowników w tym sektorze wyraźnie świadczy o lepszej koniunkturze w gospodarce.

Widać też zdecydowaną poprawę w branży budowlanej. Względem analogicznego okresu w 2013 roku, pracodawcy z tego sektora opublikowali w serwisie Pracuj.pl o 22 proc. więcej ofert. O tym, iż faktycznie następuje ożywienie w tej branży, świadczy fakt, że w II kwartale tego roku było więcej ofert dla budowlańców (o 13 proc.), czyli szukano przede wszystkim osób, które będą realizowały nowe inwestycje.

Raport Rynek Pracy Specjalistów branże.png

KOGO SZUKANO

Najczęściej poszukiwanymi specjalistami pozostają handlowcy i specjaliści od sprzedaży – w II kwartale 2014 roku co czwarta ofert skierowana była właśnie do nich. Na drugim miejscu znaleźli się pracownicy obsługi klienta, dla których tym razem było jednak nieco mniej propozycji niż w I kwartale, bo 18,5 tys. (spadek o 7 proc.), a na trzecim pracownicy działów finansowych. Dla nich z kolei na Pracuj.pl było ponad 17 tys. ofert, czyli o 5 proc. więcej niż w I kwartale tego roku i aż o 1/5 więcej niż przed rokiem.

Największy przyrost liczby ofert rok do roku odnotowano jednak w przypadku specjalistów ds. HR ispecjalistów ds. nieruchomości – odpowiednio o 28 proc. i 25 proc więcej. Specjalistów ds. HRnajczęściej szukały firmy z sektora finansowego oraz handlowego.

Lepsze wieści napłynęły w końcu także dla specjalistów od marketingu. Choć w samej branży przyrost ofert był ledwie odczuwalny, to ci specjaliści poszukiwani byli przez inne sektory, przede wszystkim: handlowy, FMCG oraz telekomunikacyjny. W sumie ofert dla tych osób było o 14 proc. więcej niż przed rokiem. Największy przyrost w tej specjalizacji odnotowano w przypadku specjalistów ds. PR, propozycji dla nich było więcej aż o 40 proc. więcej.

GDZIE BYŁA PRACA

Najwięcej ofert, bo ponad 1/5, pochodziło z Mazowsza, a w zasadzie z Warszawy, bo blisko ¾ propozycji pracy z tego województwa to ogłoszenia ze stolicy. Drugie w kolejności było województwo dolnośląskie, a trzecie wielkopolskie, choć nadal w tych dwóch regionach było w sumie mniej ofert pracy niż w woj. mazowieckim. Na Mazowszu odnotowano też największy roczny przyrost liczby ofert pracy (o prawie 26 proc.), choć znaczącymi wzrostami mogą się również pochwalić województwa: wielkopolskie (wzrost o 19 proc.), dolnośląskie (o 12 proc.) i małopolskie o (11 proc.).

Niestety rynek pracy nadal pozostaje spolaryzowany – z jednej strony mamy Warszawę z największym rynkiem pracy w Polsce, z drugiej województwa, gdzie ofert jest bardzo mało. Nic też nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się szybko poprawić, bo w województwach, w których jest najmniej ofert pracy, co kwartał ich jeszcze ubywa. W województwie podlaskim odnotowano na przykład spadek liczby ogłoszeń o 11 proc., a w regionie świętokrzyskim o 12 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2013 roku.

Komentarz Przemysława Gacka, prezesa zarządu Grupy Pracuj SA

Wiele przesłanek wskazuje na to, że sytuacja osób poszukujących pracy poprawia się z kwartału na kwartał, a z pewnością jest zdecydowanie lepsza niż przed rokiem. Firmy coraz śmielej inwestują i w związku z tym poszukują nowych rąk do pracy. Z marazmu wychodzi branża budowlana, która do tej pory zatrudniała przede wszystkim handlowców, których zadaniem było sprzedanie tego, co zostało jeszcze na rynku. Teraz coraz częściej pracodawcy szukają inżynierów i budowlańców. Nasze dane potwierdzają prognozy firmy PRM, według której ten rok będzie przełomowy dla sektora. Zdaniem ekspertów tej firmy przybędzie inwestycji infrastrukturalnych, co również widzimy już w zestawieniu naszych ogłoszeń. W porównaniu do I półrocza 2013 liczba ofert skierowanych do specjalistów z tego obszaru zwiększyła się o 18 proc.

Stałym już trendem, potwierdzającym ożywienie w gospodarce, jest ponowny wzrost liczby ofert z sektora TSL, który w II kwartale poszukiwał przede wszystkim specjalistów od spedycji, zarządzania transportem i flotą, sprzedaży oraz kierowców. Taki rozkład zapotrzebowania na pracowników pokazuje, że firmy mają więcej zleceń i w związku z tym dynamicznie powiększają zespoły.

Coraz więcej firm zaczyna inwestować w pracowników działów wspierających, takich jak marketing czy PR. Firmy nie inwestują w rozwój tych zespołów w okresie dekoniunktury, więc tak duży przyrost liczby ofert dla tych specjalistów, szczególnie ds. komunikacji, świadczy o tym, że sytuacja jest na tyle dobra, że firmy zaczynają myśleć o swojej strategii długoterminowo, a nie tylko doraźnie zwiększając zespoły sprzedażowe.

Informacja o raporcie: Raport „Rynek pracy specjalistów w II kwartale 2014 roku” został przygotowany na podstawie analizy 97 698 tys. ofert pracy, które zamieszczono w analizowanym okresie w serwisie Pracuj.pl. W zestawieniu wzięto pod uwagę branżę ogłoszeniodawcy i specjalizację poszukiwanegopracownika. Ogłoszenia zamieszczone w serwisie, mogą być przez pracodawców przypisane maksymalnie do dwóch branż i dwóch kategorii. Od I kwartału 2011 analizie poddawane są oferty pracy z działów: administracja biurowa oraz szkolenia/edukacja. Nie są natomiast prezentowane dane dla działów prawnych i działów tłumaczeń.

Enea: Wzrost zysku netto o 37,4 proc. rdr

0

Enea poprawia wyniki, także dzięki niższym kosztom i niższej cenie zakupionej energii.

W I półroczu 2014 r. Grupa Kapitałowa Enea wypracowała 4,8 mld zł przychodów ze sprzedaży netto – po odliczeniu podatku akcyzowego, czyli o 5,3 proc. więcej rdr. Zysk netto wzrósł o 37,4 proc. do poziomu 625 mln zł.

Zysk operacyjny zwiększył się w I półroczu o 37,6 proc. do 759 mln zł.

Na wyniki grupy w I półroczu 2014 r. pozytywnie wpłynęło rozpoznanie przychodu z tytułu rekompensaty na pokrycie kosztów osieroconych, który zasilił wynik EBITDA kwotą 258 mln zł. Niższa cena węgla z transportem przyczyniła się do spadku kosztów zużycia materiałów i surowców oraz wartości sprzedanych towarów. Wyniki wsparte zostały również wyższym wolumenem zakupionej energii przy niższej o 12,5 proc. średniej cenie zakupu – tłumaczy zarząd Enei w raporcie.

Pierwsza praca rzadko związana z kierunkiem studiów

Brak doświadczenia zawodowego, sytuacja w gospodarce oraz nieadekwatność wiedzy zdobytej na studiach do potrzeb firm – to główne przeszkody, które widzą młode osoby na swojej drodze zawodowej. Jak wynika z badania Pracuj.pl „Student na rynku pracy”, 64% studentów i absolwentów, wybierając kierunek studiów, brało pod uwagę sytuację na rynku pracy, ale tylko nieco ponad połowa z ankietowanych obecnie pracuje.

Jeśli młode osoby pracują, to jednak bardzo często wykonują pracę niezgodną z profilem swojego kształcenia. Tylko w przypadku 53% osób z grupy pracujących studentów i absolwentów obecna praca związana jest z kierunkiem ukończonych studiów. Dość długo zajmuje im również znalezienie pierwszej pracy – 4 z 10 ankietowanych szukało pracy do pół roku, a 16% nawet rok. Ponad ¼ badanych musiała też wysłać przeszło 50 aplikacji zanim dostała pierwszą pracę.

Z badania Pracuj.pl wynika, że studenci i absolwenci najchętniej pracowaliby jako pracownicy działów administracyjnych, technologicznych lub finansowych, ale także w obszarze marketingu, PR i HR. Częściej chcieliby pracować w firmie państwowej (26% wskazań) niż w międzynarodowej korporacji (24% wskazań), jednak największy odsetek badanych (29%) chciałoby po ukończeniu studiów prowadzić własną firmę.

 Te oczekiwania mijają się nieco z tym, co oferuje obecnie rynek pracy, bo jak wynika z raportu Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów w I kwartale 2014” zatrudnienie najszybciej można teraz znaleźć w działach sprzedaży, obsługi klienta, a także finansów i IT. Co prawda liczba ofert w działach HR dynamicznie ostatnio wzrosła (w porównaniu do IV kw. 2013 ofert pracy dla tych specjalistów było o 12 proc. więcej, a w porównaniu do sytuacji sprzed roku aż o 1/3),ale jest to raczej tymczasowa oznaka polepszenia się sytuacji w gospodarce. Z kolei w marketingu i PR od dłuższego czasu mamy do czynienia ze stagnacją (propozycji było średnio o 1/5 mniej niż przed rokiem) i szanse na znalezienie pracy mają tu przede wszystkim osoby specjalizujące się w tzw. „nowych mediach”.

Informacja o badaniu: Badanie „Studenci na rynku pracy” zostało zrealizowane w dniach 23.04-05.05 2013 metodą ankiety internetowej. Wzięło w niej udział 1686 studentów i absolwentów, posiadających konto na portalu Pracuj.pl, w wieku 18-30 lat, którzy ukończyli studia w 2012 lub 2013 roku.

O. Pietrzak (Skarbiec TFI): rozwojowi polskiego rynku obligacji korporacyjnych szkodzi nieefektywne prawo i postępowania upadłościowe

CEO Magazyn Polska

Posiadacze obligacji korporacyjnych w Polsce mogą odzyskać co najwyżej kilka procent wartości inwestycji, jeśli emitent ogłosi upadłość. Na rozwiniętych rynkach zagranicznych jest to od 20 do 40 proc. To ryzyko muszą brać pod uwagę zwłaszcza kupujący obligacje o wysokiej rentowności, które są czasami emitowane przez spółki o niskiej wiarygodności lub wysokim profilu ryzyka.

Bardzo bezpieczne, krótkoterminowe obligacje solidnych emitentów – instytucji finansowych czy obligacje bankowe – to rentowność około 1 punktu procentowego nad stopy WIBOR. Przesuwając się dalej w obszarze ryzyka możemy dojść pomiędzy 2 a 3 procent nad WIBOR w przedsiębiorstwach dużych o zysku netto od 30 do 100 mln zł i oczywiście bardzo wysokie rentowności w przedziale od 5 nawet do 10 proc. nad stopy WIBOR. Są to jednak instrumenty już bardziej ryzykowne, na ogół spółek, które mają krótką historię bądź chcą realizować jakieś ryzykowne przedsięwzięcia i mają po prostu mniejszą wiarygodność – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Olaf Pietrzak, zarządzający funduszami Skarbiec TFI SA.

Rynek obligacji korporacyjnych zyskuje na popularności, bo przy niskich stopach procentowych pozwala osiągnąć korzystniejszy zwrot niż np. lokaty bankowe. Jednak kupując papiery dłużne o wysokiej rentowności, inwestorzy indywidualni powinni zapoznać się ze sprawozdaniem finansowym emitenta oraz poznać specyfikę jego działalności – radzi zarządzający w Skarbiec TFI. To dlatego, że wymaganie wysokiej rentowności prowadzi do selekcji takich spółek i projektów inwestycyjnych, które mają wysoką oczekiwaną stopę zwrotu, ale i wysokie ryzyko.

Popyt na wysoką rentowność powoduje, że często emitenci, którzy nie mają zbyt wysokiej jakości kredytowej, starają się uplasować tego typu obligacje. Możemy zaobserwować sytuację, w której emitenci wychodzą z założeniem, że: „nieważne, po ile można pożyczyć pieniądze, ważne, że dają te pieniądze”. I tu pojawia się dość duże ryzyko zetknięcia się z emitentami, którzy nie do końca mają pomysł na wykorzystanie tych pieniędzy i w zależności od tego, ile tych pieniędzy dostaną, realizują poszczególne przedsięwzięcia inwestycyjne – uważa Olaf Pietrzak.

Takie sytuacje nadużyć czy niedoinformowania inwestorów nie ograniczają się tylko do rynku obligacji i mogą mieć miejsce także na rynkach akcji, zwłaszcza na alternatywnych systemach obrotu. Zapobieganie takim przypadkom jest rolą, a także leży w interesie organizatorów emisji, którzy prowadzą audyt w spółce emitującej akcje lub obligacje.

Jeśli instytucja pośrednicząca w emisji obligacji z 10 emisji będzie miała 5, które zbankrutowały, to traci reputację oraz wiarygodność i nikt nie będzie traktował jej jako wiarygodnego partnera, więc zniknie po prostu z rynku. Tutaj ten wstępny filtr mimo wszystko zawsze będzie miał miejsce – twierdzi zarządzający Skarbiec TFI.

Konieczność uważnej selekcji obligacji korporacyjnych o wysokim ryzyku jest dodatkowo wzmacniana przez nieefektywne prawo i postępowania upadłościowe w Polsce. Mimo że posiadacze obligacji mają pierwszeństwo w zaspokojeniu swoich roszczeń przed akcjonariuszami, to likwidacja majątku emitenta zazwyczaj pozwala odzyskać im co najwyżej kilka procent wartości inwestycji – uważa Pietrzak.

Zdecydowanie lepiej jest na rynkach zagranicznych, gdzie współczynnik recovery rate, czyli odzyskania, plasuje się w przedziale od 20 do 40 proc. Czyli tam jakość windykacji jest na zdecydowanie wyższym poziomie – podsumowuje zarządzający Skarbiec TFI.

PGE: Do 2016 r. 1,7 mld zł na rozwój OZE i 0,7 mld zł na atom

0

PGE utrzymuje przychody, poprawia zysk i planuje wydatki na zwiększenie mocy wytwórczych, w tym na rozwój odnawialnych źródeł energii i energetyki jądrowej.

Przychody PGE w I półroczu 2014 r. wyniosły 14,2 mld zł i są nieco niższe niż w tym samym okresie ub.r., kiedy było to 15,1 mld zł. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł o prawie 14 proc. do poziomu 2,5 mld zł.

Zysk operacyjny wzrósł do 3,13 mld zł z 2,77 mld zł przed rokiem.

W celu wzmocnienia pozycji lidera w wytwarzaniu energii elektrycznej w Polsce, Grupa PGE planuje w latach 20142020 przeznaczyć około 34 mld zł na odtworzenie, modernizację i budowę nowych aktywów wytwórczych. Kwota ta uwzględnia wydatki modernizacyjno-odtworzeniowe w odniesieniu do istniejących aktywów w wysokości około 16,3 mld zł oraz nakłady inwestycyjne na budowę nowych mocy wytwórczych w wysokości około 15,2 mld zł. Grupa PGE planuje ponadto przeznaczyć 1,7 mld zł na budowę nowych mocy OZE oraz 0,7 mld zł na przygotowanie uruchomienia programu jądrowego do 2016 roku – podała spółka w raporcie.

Rynek franczyzy w Polsce zdominowany jest przez sieci gastronomiczne

Sieci gastronomiczne od lat cieszą się największą popularnością wśród przedsiębiorców. Fakt ten potwierdza najnowsza analiza Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych z której wynika, że koncepty gastronomiczne stanowią ponad 20 proc. wszystkich ofert franczyzowych w naszym kraju.

Franczyza pozwala na prowadzenie własnej działalności gospodarczej pod szyldem znanej marki. Licencjobiorcy otrzymują sprawdzony pomysł na biznes, dostęp do know-how firmy oraz bieżące wsparcie. W zamian za to właściciele sieci oczekują, że firma będzie rozwijać się poprzez koncept franczyzowy.

Gastronomia nadal na topie

Według najnowszych danych ARSS, gastronomia to wciąż najpopularniejsza branża wśród biznesów franczyzowych. Z badań ekspertów wynika, że koncepty gastronomiczne stanowią ponad 20 proc. wszystkich ofert franczyzowych w Polsce. Co więcej, w tej branży jest największy ruch i każdego roku powstają setki nowych restauracji, barów i kawiarni.

Duży „ruch w interesie” oznacza też, że wiele nowopowstałych lokali zostaje zamkniętych. Powodują to zmieniające się tendencje na rynku. Nowa moda sprawia, że jedne lokale rosną w siłę, a inne upadają. Gastronomia jest specyficzną branżą w biznesie. Wymaga ona od przedsiębiorcy przewidywania nadchodzących trendów i wykorzystywania ich na swoją korzyść.

„Obecnie w Polsce można zaobserwować wzrost świadomości konsumentów w zakresie zdrowego odżywiania. Restauracje SUBWAY® świetnie wpisują się w owy trend i wyróżniają się na tle konkurencji oferując polskim konsumentom produkt świeży i przygotowywany na ich oczach. Nasi franczyzobiorcy obserwują rynek, a także potrafią słuchać swoich klientów oraz identyfikować ich potrzeby, ponieważ oprócz generowania zysków chcą odpowiadać na społeczne potrzeby Polaków i robią to” – stwierdza Irena Schlosserova, koordynator rozwoju sieci SUBWAY® w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Gastronomiczni franczyzobiorcy najbardziej lubią proste systemy, niewymagające dużych nakładów finansowych, a gwarantujące spory zysk. Zaledwie za 30-40tys. złotych można otworzyć fastfood, pizzerię, czy postawić punkt z lodami. Na otwarcie najtańszych kawiarni wystarczy już kilka czy kilkanaście tysięcy złotych.

Dobry moment na własny biznes

Rosnąca w siłę kultura jedzenia na mieście zdecydowanie sprzyja rozwojowi branży gastronomicznej. Najnowszy raport „Polska na talerzu 2014” ujawnia, że wśród najmłodszej grupy wiekowej (18-24 lata) aż 63,9 proc. osób co najmniej raz w tygodniu jada poza domem. Badania sugerują, że jest to nowa tendencja na polskim rynku. Starszym ludziom rzadziej zdarza się jeść posiłki poza domem, a wśród osób powyżej 65 roku życia, w lokalach jada zaledwie 7,6 proc. ankietowanych.

To wygoda sprawia, że młodzi ludzie coraz chętniej jedzą na mieście. Ponad 40 proc. ankietowanych wybiera właśnie wygodę, jako czynnik decydujący o ich nawykach żywieniowych. Oszczędność czasu również odgrywa dla młodych ważną rolę. Tę odpowiedź wybrała około 1/3 respondentów.

Franczyzobiorcy chętnie wykorzystują tę zmianę obyczajów. W Polsce wciąż przybywa lokali, w których można, za niewysoką cenę, zjeść posiłek na miejscu lub kupić go na wynos.

„Rynek restauracyjny w Polsce nabiera tempa i z roku na rok ma się coraz lepiej, co w naszym mniemaniu potwierdza na przykład fakt, że w przeciągu ostatnich 13 tygodni polscy przedsiębiorcy zakupili aż 4 licencje na prowadzenie lokali sieci SUBWAY®. W tym samym czasie zostały także podpisane 4 nowe umowy najmu oraz została otwarta kolejna restauracja naszej sieci” – dodała Irena Schlosserova.

W najbliższym czasie nic nie zapowiada odwrócenia dotychczasowej tendencji wzrostowej spożywania posiłków poza domem, a to może oznaczać, że duża część polskich franczyzobiorców miała rację stawiając na branżę gastronomiczną.

BIEC: Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury w sierpniu br. 153,5

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury mniejszy mdm o 0,1 pkt. Od trzech miesięcy wynik jest poniżej szczytu z kwietnia br.

Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury BIEC, który prognozuje przyszłe tendencje w gospodarce z wyprzedzeniem od 3 do 12 miesięcy, w sierpniu 2014 roku niemal nie zmienił swej wartości w stosunku do poprzedniego miesiąca, podał BIEC w komunikacie. Wyniósł w sierpniu 153,5 wobec 153,6 w lipcu br. po rewizji danych.

Od trzech miesięcy wskaźnik znajduje się poniżej swego ostatniego lokalnego szczytu z kwietnia br. Również jego miary pomocnicze, informujące o sile wzrostu i stopniu rozprzestrzeniania się pozytywnych lub negatywnych tendencji już od kilku miesięcy wskazują na wytracanie impetu gospodarki.

Gospodarstwa domowe ostrożne w zakupach

W lipcu br. sprzedaż detaliczna, w ujęciu rocznym, wzrosła o 2,1 proc. i nieco przyspieszyła po czerwcowym słabym wzroście o 1,2 proc. – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej -Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji LewiatanJak widać, pozytywne informacje płynące z rynku pracy – wzrost zatrudnienia, wynagrodzeń, spadek bezrobocia – nie przekładają się na wyraźny wzrost konsumpcji, który co prawda był w lipcu wyższy niż w czerwcu, ale poniżej możliwości gospodarstw domowych wynikających z ich dochodów i poprawiającej się sytuacji zatrudnieniowej.
Gospodarstwa domowe, swoją poprawiającą się sytuację wyrażają nie przez zakupy dóbr trwałego użytku (sprzęt RTV, AGD, meble czy samochody), ale przede wszystkim przez rosnące zakupy odzieży i obuwia, a także kosmetyków, co jest charakterystyczne dla tzw. efektu szminki, czyli sytuacji, w której z jednej strony nie chcemy istotnie zwiększać wydatków, ale z drugiej chcemy korzystać z całkiem przyzwoitych dochodów i malejących zagrożeń ze strony rynku pracy. 

W lipcu odnotowaliśmy natomiast wyraźny wzrost sprzedaży detalicznej żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Większa była również sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach, czyli hiper i supermarketach. Można to wiązać z dużą aktywnością w handlu przygranicznym z naszymi wschodnimi sąsiadami, którzy zwiększyli popyt na towary żywnościowe ze względu na ich rosnące ceny na swoich rynkach.

Jednocześnie obserwujemy słabą dynamikę sprzedaży dóbr trwałego użytku, co też ma pewien związek, tym razem negatywny, z handlem przygranicznym. Zostały wprowadzone bowiem obostrzenia dotyczące maksymalnej wagi towarów sprowadzanych w ramach handlu przygranicznego.

Warto zwrócić również uwagę na to, że pierwszy raz zdarzyło się, że wzrost sprzedaży detalicznej we wszystkich grupach towarów był w cenach bieżących niższy niż w cenach stałych, co oznacza, że mamy deflację nie tylko na rynku żywności.

Dane o sprzedaży detalicznej w lipcu, a także wcześniej opublikowane dane dotyczące produkcji sprzedanej przemysłu w lipcu br. potwierdzają wstrzemięźliwość tak firm (produkcyjną), jak i gospodarstw domowych (konsumpcyjną), co może spowolnić wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku.

Konfederacja Lewiatan

 

Niemieccy konsumenci coraz mniej optymistyczni

Indeks GfK spadł we wrześniu do poziomu 8,6 punktów.

Indeks zaufania konsumentów GfK w Niemczech spadł według wstępnych szacunków we wrześniu do 8,6 wobec zrewidowanych danych za sierpień na poziomie 8,9 punktów (poprzednio podano 9 pkt). Analitycy oczekiwali w sierpniu odczytu na poziomie 9 pkt.

Porównując z poprzednim miesiącem, zarówno oczekiwania płacowe, jak i chęć do zakupów znacznie spadły. Ogólne oczekiwania co do przyszłości gospodarki Niemiec załamały się z powodu zaognionego stanu stosunków międzynarodowych, tłumaczy w raporcie GfK. Wynik spadł o 35,5 pkt do poziomu 10,4 i jest to największy miesięczny spadek od 1980 r.

M. Klimczak (BOŚ): druga połowa roku powinna być lepsza dla banku mimo nasilającej się konkurencji i możliwych obniżek stóp procentowych

Bank Ochrony Środowiska czeka na uruchomienie dofinansowania z programu Prosument, który wspiera inwestycje w mikroinstalacje OZE. Prezes BOŚ szacuje wartość tego rynku na kilkaset milionów złotych, ale wyraźny wzrost sprzedaży spodziewany jest dopiero na przełomie roku. W rezultacie drugie półrocze w przypadku BOŚ powinno być lepsze od pierwszego, nawet jeśli RPP zdecyduje się na cięcie stóp procentowych.

Od strony sprzedażowej to może będzie dobry rok, szczególnie w obszarze odnawialnych źródeł energii. W naszej strategii zakładaliśmy zwiększenie udziału finansowania w obszarze zarówno klienta detalicznego, jak i korporacyjnego, szczególnie w inwestycjach dotyczących ochrony środowiska, natomiast zmniejszenie naszego zaangażowania, jeżeli chodzi o jednostki samorządów terytorialnych. I to ma miejsce. Natomiast druga połowa roku, szczególnie IV kwartał, z reguły jest lepsza niż początek roku, dlatego też z nadzieją patrzę na kolejne miesiące – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mariusz Klimczak, prezes Banku Ochrony Środowiska.

W pierwszym półroczu 2014 r. BOŚ odnotował 34,85 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej, podczas gdy rok wcześniej było to 39,32 mln zł. W II kwartale wynik odsetkowy wzrósł o 14,6 proc. w ujęciu rocznym do 75,9 mln zł, z kolei wynik prowizyjny zmniejszył się o 6,6 proc. do 24,4 mln zł. Na wynik netto banku negatywnie wpłynęła działalność handlowa, gdzie zysk obniżył się o blisko 2/3 w ujęciu rocznym do 7,8 mln zł. W II kwartale br. BOŚ dokonał także odpisów netto w wysokości 14,2 mln zł, a więc o 143 proc. więcej niż rok wcześniej.

 Myślę, że nie jest lekko, banki rywalizują, co jest korzyścią dla klienta, bo ma to oczywiście wpływ na ceny produktów, szczególnie po stronie finansowania. I myślę, że to są takie elementy, które będą powodować, że oferta zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla firm będzie coraz lepsza – uważa Klimczak.

W najbliższych kwartałach wyniki banków mogą być dodatkowo obniżone przez możliwą obniżkę stóp procentowych. W lipcu wystąpił po raz pierwszy od 1989 r. spadek cen w ujęciu rocznym, co dodatkowo wzmocniło oczekiwania rynków, że RPP obniży jeszcze koszt pieniądza o 50 punktów bazowych. Według Klimczaka taka skala obniżki nie będzie silnym, negatywnym impulsem, bo przy rosnącej gospodarce oraz popycie na kredyty banki mogą utrzymać poziom marż.

To, o czym w tej chwili się mówi, czyli poziom 0,25 czy 0,5 punktu procentowego, to nie jest już poziom, który będzie w sposób zasadniczy wpływał na tę opłacalność. Z drugiej strony wydaje mi się, że jeżeli obserwowalibyśmy rozwój gospodarki, to też jest szansa mimo wszystko na utrzymanie odpowiedniego poziomu marż, ponieważ ogólny koszt dla kredytobiorcy i tak uległby zmniejszeniu – uważa prezes BOŚ.

Bank zakłada, że w następnych kwartałach motorem wzrostu sprzedaży będzie przede wszystkim finansowanie OZE. Obecnie w obszarze korporacyjnym kredyty na finansowanie zielonych technologii stanowią blisko 50 proc. sprzedaży. W przypadku klientów indywidualnych BOŚ spodziewa się przyspieszenia na przełomie roku, kiedy zostaną uruchomione pieniądze na mikroinstalacje w ramach programu Prosument. Całkowity budżet tego programu to 600 mln zł, na co składa się 150 mln zł w formie dotacji oraz 450 mln zł pożyczek.

Według naszej obecnej wiedzy może to być końcówka roku, dlatego bardziej nastawiamy się na przygotowywanie mocnego uderzenia na początku przyszłego roku. Uważamy, że ten rynek może liczyć nawet kilkaset milionów złotych dla naszego banku, mówimy tu o finansowaniu klienta indywidualnego w ramach programu Prosument – twierdzi Klimczak.

KGHM zwiększa oszczędności i zapowiada automatyzację wydobycia

CEO Magazyn Polska

Jesienią KGHM Polska Miedź przedstawi inwestorom nowe inicjatywy oszczędnościowe i ich potencjalny wpływ na kondycję finansową spółki. W ramach programu budowania wartości (Value Creation Plan) miedziowy koncern ogranicza już zużycie energii i wdraża innowacyjne rozwiązania w zakresie produkcji.

Jesienią planujemy podzielić się z inwestorami naszymi inicjatywami oszczędnościowymi i podać im potencjalny finansowy wpływ na funkcjonowanie KGHM-u w kolejnych okresach. Myślę, że taka informacja spotka się z pozytywnym odbiorem inwestorów – zapewnia Jarosław Romanowski, I wiceprezes zarządu KGHM Polska Miedź.

Jak podkreśla, w wielu obszarach Value Creation Plan jest już wdrażany. Dotyczy on zarówno działalności koncernu w Polsce, jak i KGHM International.

Mamy już oszczędności w zużyciu energii. Myślimy o innych innowacyjnych rozwiązaniach w zakresie produkcji. Chcemy również obniżyć koszty produkcji w naszych kopalniach. W związku z tym, że realizujemy programy innowacyjne, będziemy też mogli odzyskiwać znacznie więcej miedzi na etapie przerobu – podkreśla Romanowski w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

W długim terminie największe oszczędności przyniesie zmiana technologii. Jest ona konieczna również z tego względu, że KGHM od kilku miesięcy pracuje na złożach na poziomie 1200 metrów pod ziemią.

Panuje tam bardzo wysoka temperatura, wilgotność, pojawiają się również inne zagrożenia. Dlatego myślimy o tym, żeby w jak największym stopniu zautomatyzować produkcję, a docelowo nawet ją zrobotyzować – mówi I wiceprezes KGHM Polska Miedź SA.

Wdrażanie innowacyjnych rozwiązań jest wymogiem w każdej firmy górniczej, która chce zwiększać swoją konkurencyjność.

Coraz mniej mamy na świecie kopalni odkrywkowych, rośnie natomiast liczba tych podziemnych – zauważa Romanowski. – KGHM w tym obszarze jest ekspertem, dlatego powinien wdrażać jak najwięcej innowacyjnych rozwiązań. Tu widzimy obecnie największą szansę na obniżenie kosztów, które generuje koncern.

 

PKO BP ze zgodą na uruchomienie PKO Banku Hipotecznego. Planuje sprzedawać kredyty o wartości 300 mln zł miesięcznie

CEO Magazyn Polska

KNF wyraził we wtorek zgodę na utworzenie PKO Banku Hipotecznego. Będzie to pierwszy tak specjalistyczny bank w segmencie klientów detalicznych. Według planów PKO Bank Hipoteczny ma sprzedawać kredyty o wartości 300 mln zł miesięcznie. Jego rozwój – podobnie jak konkurentów – będzie jednak zależał od nowelizacji ustaw, które odblokują rynek listów zastawnych. We wtorek rząd przyjął projekt założeń nowelizacji.

PKO Bank Hipoteczny będzie koncentrował się wyłącznie na udzielaniu kredytów mieszkaniowych dla osób fizycznych, czyli dla każdego Polaka. Zakładamy, że bank uzyska około 30-proc. udział w sprzedaży kredytów hipotecznych, jaki realizuje PKO Bank Polski. W jaki sposób? Z punktu widzenia klienta jedyną zauważalną zmianą na etapie składania wniosku kredytowego będzie fakt, że taki wniosek będzie kierowany do dwóch banków jednocześnie, czyli do PKO Banku Polskiego oraz do PKO Banku Hipotecznego – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Kozłowski, szef projektu PKO Bank Hipoteczny.

PKO BP udziela co miesiąc około 1 mld zł kredytów hipotecznych, wobec czego plan dla PKO Bank Hipotecznego zakłada poziom sprzedaży na poziomie ok. 300 mln zł. Potencjał rozwoju tego – oraz konkurencyjnych banków – będzie zależał przede wszystkim od wprowadzonych zmian w ustawach. 25 sierpnia rząd przyjął projekt założeń nowelizacji ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych, którego celem jest zniesienie barier krępujących rozwój bankowości hipotecznej.

– Dzisiaj w zasadzie w 100 proc. Polacy kredytowani są przez banki uniwersalne. W naszej ocenie rynek, podobnie jak ma to miejsce w innych krajach Unii Europejskiej, będzie stopniowo przesuwał kredyty hipoteczne do banków specjalistycznych, czyli banków hipotecznych. W efekcie spodziewamy się, że do dwóch istniejących banków hipotecznych, czyli do banku z grupy UniCredit oraz do banku z grupy Commerzbanku dołączą w Polsce inne banki hipoteczne – przewiduje Kozłowski.

Utworzenie banku hipotecznego rozważa m.in. BZ WBK należący do hiszpańskiego Santandera. Powstanie w niedługim czasie kolejnych banków specjalistycznych jest prawdopodobne, ponieważ zmiany w polskim prawie wynikają z wymogów UE. Od 2015 r. nowe przepisy w zakresie płynności banków ograniczą możliwość finansowania długoterminowych aktywów (np. kredytów hipotecznych) krótkoterminowymi pasywami. W przypadku braku zmian w prawie część banków byłaby zmuszona ograniczyć akcję kredytową, co zaszkodziłoby gospodarce – napisano w uzasadnieniu założeń do projektu.

Rozwój rynku listów zastawnych będzie korzystny z punktu widzenia nie tylko banków i ich klientów, lecz także podmiotów trzecich, jak OFE czy TFI. Obecnie te instytucje praktycznie nie mają możliwości dywersyfikacji ryzyka w oparciu o listy zastawne, gdyż wartośćinstrumentów będących obecnie w obrocie to zaledwie 3 mld zł. To odpowiada jedynie 0,7 proc. wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych, bo dwa działające w Polsce banki hipoteczne kredytują wyłącznie działalność komercyjną – wyjaśnia Kozłowski.

Co prawda mBank Hipoteczny z grupy Commerzbanku umożliwił kredytowanie klientów indywidualnych od września ubiegłego roku, ale skala tej działalności nie jest jeszcze istotna dla emisji listów zastawnych przez mBank Hipoteczny – ocenia szef projektu PKO Bank Hipoteczny.

G. Ogonek (ING BSK): Obniżka stóp procentowych przez RPP nie osłabi złotego. Głównym źródłem wahań kursu będzie Fed

CEO Magazyn Polska

Inwestorzy czekają na wrześniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która może zapowiedzieć wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych. Taka decyzja prawdopodobnie osłabi polską walutę. Złoty może się jednak umocnić, jeśli EBC na jesieni rozpocznie program skupu aktywów. Decyzje RPP ws. stóp procentowych nie powinny wpływać na złotego, bo rynek już je uwzględnił w cenach.

Zakładamy wysoką zmienność w miesiącach jesiennych i jednak pewne uspokojenie w związku z kumulacją oczekiwań co do zmiany retoryki Fed i tym, co może on pokazać. Naszym zdaniem może być moment, kiedy zobaczymy 4,22 zł za euro, wkrótce potem może być 4,12 zł. Tak właśnie skończy się odparowanie pewnego ryzyka, jeżeli będzie też łagodny dalszy przebieg konfliktu na Ukrainie, być może deeskalacja – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Wysoka zmienność w parze dolar/złoty w najbliższych miesiącach może być skutkiem niejednoznacznych sygnałów, jakie będzie wysyłała amerykańska gospodarka oraz Rezerwa Federalna. Choć prezes Fed Janet Yellen wypowiada się ostrożnie o możliwości szybszej niż zakładano podwyżki stóp procentowych, to jednak rośnie różnica zdań wewnątrz FOMC – odpowiednika polskiej RPP.

Kwiecień przyszłego roku to będzie moment, kiedy padnie pierwsza podwyżka i będzie to też czas pewnych zawirowań. Inny problem jest taki, że rynki szykują się już na jesień, licząc na to, że być może już to najbliższe posiedzenie we wrześniu będzie przełomowe. Wydaje się, że nastąpi subtelna zmiana komunikacji, ale cały czas pozostająca za danymi – uważa Ogonek.

Inwestorzy z uwagą będą śledzić dane zarówno z amerykańskiego rynku pracy, jak i te dotyczące inflacji, w tym wzrostu cen nieruchomości. Zdaniem Grzegorza Ogonka po wysokich wzrostach cen na rynku nieruchomości można spodziewać się z pewnym opóźnieniem wzrostu kosztów najmu, a to podniesie wskaźniki inflacji.

– Właściwie każdy czuje, że przełoży się to w końcu na wskaźnik inflacji CPI. Czekamy tylko na to, czy pojawi się w kolejnych miesiącach liczba pokazująca, że to już się zaczęło, że być może trzeba zrewidować w górę oczekiwania inflacyjne, a to odbije się na rynkach – tłumaczy ekonomista ING BSK.

W kierunku umacniania złotego będzie oddziaływała w najbliższych miesiącach polityka EBC, który bezskutecznie stara się pobudzić gospodarki 18 państw strefy euro. Zdaniem Ogonka rynki coraz wyżej wyceniają prawdopodobieństwo uruchomienia luzowania ilościowego przez EBC. To dodatkowo umocniłoby polską walutę, która według prognoz ma i tak zyskiwać przez program TLTRO, czyli długoterminowych kredytów dla instytucji finansowych w strefie euro.

Już we wrześniu ruszy pierwsza transza TLTRO, nowego narzędzia dostarczania płynności, które pośrednio działa tak, że prowadzi do skupu najlepiej oprocentowanych aktywów w Europie. Zwykle duża część tego popytu trafia do Polski, co przekłada się na naszą walutę. Jest to miękka polityka EBC, ale pośrednio przez rynek obligacji może pomagać złotemu – ocenia Ogonek.

Dużego znaczenia dla kursu euro/złoty oraz dolar/złoty nie powinna mieć za to ewentualna obniżka stóp procentowych przez RPP.

Dużo już zostało zdyskontowane. W zasadzie instrumenty dłużne i instrumenty rynku pieniężnego mówią o wycenie rzędu 50 punktów, może nawet więcej. Nie wykluczamy, że ta wycena pójdzie jeszcze dalej i sięgnie 75 punktów bazowych, ale to będzie już pewne przestrzelenie – uważa ekonomista ING BSK.

Rada Polityki Pieniężnej najbliższą swoją decyzję oznajmi za tydzień w środę.

Komentarz indeksowy BossaFX 27 sierpnia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 27 sierpnia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

ABC Data podtrzymuje prognozę na 2014 rok

0

Strategia rozwoju ABC Data S.A., spółki portfelowej MCI Management, przynosi efekty. Przychody wiodącego dystrybutora sprzętu elektronicznego w Polsce wzrosły w pierwszym półroczu o 17% w stosunku do analogicznego okresu roku 2013, sięgając 2 560 mln zł. EBITDA zwiększyła się o prawie 19%, osiągając poziom 37,6 mln zł. Zysk netto Grupy wzrósł o 1% do poziomu 20,4 mln zł. Zysk netto jednostkowy, z którego Spółka wypłaca dywidendę, sięgnął natomiast 28,8 mln zł, co oznacza 68% wzrostu rok do roku.

Realizacja rocznej prognozy ABC Data przebiega zatem zgodnie z planem. Zakładała ona, że przychody Spółki w 2014 r. mają wynieść 5 762 mln zł, natomiast zysk EBITDA 92,1 mln zł. Wyniki finansowe po pierwszym półroczu wskazują na realizację rocznego planu w 44% dla przychodów, natomiast w przypadku zysku EBITDA w 42%.

Rząd przyjął założenia do ustawy o listach zastawnych. Z kolei KNF wydał zgodę na utworzenie przez PKO BP banku hipotecznego

Projekt zmian w ustawie o listach zastawnych i bankach hipotecznych ma zwiększyć bezpieczeństwo wierzycieli.

Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych, które zostały przedłożone przez ministra finansów.

Zmiany zawarte w założeniach do ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych powinny pozytywnie wpłynąć na rozwój listów zastawnych emitowanych przez banki hipoteczne. Listy zastawne są długookresowymi instrumentami dłużnymi o wysokim poziomie bezpieczeństwa i płynności – przekonuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Wprowadzenie rozwiązań mających na celu rozwój listów zastawnych ma zmniejszyć stopień finansowania wieloletnich kredytów, głównie hipotecznych przez krótkoterminowe depozyty, umacniając bezpieczeństwo sektora bankowego.

W ramach zmian przewidziano obowiązek utrzymywania przez banki hipoteczne co najmniej 10-proc. nadzabezpieczenia listów zastawnych, które będzie liczone od wartości emisji. Założono także utworzenie „bufora płynności” na zabezpieczenie obsługi odsetek od listów zastawnych w okresie 6 kolejnych miesięcy. Przewidziano zwiększenie limitu emisji listów zastawnych, na podstawie kredytów udzielanych na cele mieszkaniowe z 60 do 80 proc. bankowo-hipotecznej wartości nieruchomości.

Założono, że sąd – na wniosek banku hipotecznego, z którym zostanie zawarta umowa kredytowa na nabycie mieszkania, a wcześniej umowa nabywcy z deweloperem o sprzedaż mieszkania – będzie dokonywał „z urzędu” wpisu w księdze wieczystej (w ramach  przedsięwzięcia deweloperskiego) roszczenia banku hipotecznego o ustanowienie na jego rzecz hipoteki (chodzi o zabezpieczenie spłaty kredytu na nieruchomości lokalowej, jednocześnie z wyodrębnieniem lokalu przez dewelopera).

Jednocześnie KNF wyraził dziś jednogłośnie zgodę na utworzenie przez największy polski bank PKO BP banku hipotecznego.

Od 1 września system viaTOLL obejmie 264 km nowych tras

1 września zostanie poszerzona sieć dróg płatnych dla samochodów ciężarowych. W przyszłym tygodniu do systemu viaTOLL zostanie włączonych około 264 km tras różnych kategorii. Miesiąc później płatna sieć powiększy się o kolejne 58 km.

System w tym roku powiększy się do 2917 km. Rozszerzenie będzie następowało w dwóch etapach: 1 września i 1 października – mówi agencji informacyjnej Newseria Dorota Prochowicz, rzeczniczka systemu viaTOLL.

Od września płatne stanie się osiem nowych odcinków dróg, w tym dwa odcinki autostrady A1, od węzła Czerniewice do węzła Włocławek Zachód oraz od Świerklan do granicy w Gorzyczkach, odcinek autostrady A4 od węzła Jarosław Zachód do Korczowej. Płatne będą również dwa odcinki drogi S8, od węzła Syców Wschód do węzła Wieluń i od węzła Łask do węzła Rzgów, odcinek od węzła Pabianice Północ do węzła Róża na trasie S14, odcinek od węzła Rzeszów Zachód do węzła Świlcza na trasie S19 oraz na drodze krajowej nr 90 odcinek pomiędzy miejscowościami Jeleń i Baldram z mostem na Wiśle w Kwidzynie.

W październiku system viaTOLL obejmie jeszcze dwa odcinki dróg, od węzła Włocławek Zachód do węzła Kowal na autostradzie A1 oraz od węzła Dębica Wschód do węzła Rzeszów Północ na A4.

Dzienne wpływy z systemu osiągają 3,8 mln zł – informuje Prochowicz. – Najbardziej dochodowymi drogami w Polsce są autostrady, zwłaszcza A4, gdzie wpływy z ostatniego półrocza sięgnęły 180 mln zł, i A2, gdzie wyniosły one 80 mln zł. Kolejnymi drogami w tym rankingu są S8, S7, DK92 oraz A1.

Docelowo w roku 2018 elektroniczny system poboru opłat viaTOLL ma objąć w całej Polsce ok. 7 tys. km dróg. O poszerzeniu systemu decyduje Rada Ministrów, wydając stosowne rozporządzenie.

Nowe podejście do konsumpcjonizmu w odniesieniu do rozwoju gospodarczego

Aż czterech na pięciu polskich respondentów odbiera zjawisko nadmiernej konsumpcji jako zagrożenie dla naszego społeczeństwa. 62% polskich badanych uważa, że obecne modele ekonomiczne się nie sprawdzają, a 73% jest zdania, że nasze społeczeństwo byłoby lepsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współdzielenie. Najnowszy raport agencji Havas Worldwide Nowy typ konsumentów i gospodarka oparta na współdzieleniu” wskazuje na nowe podejście do konsumpcjonizmu w odniesieniu do rozwoju gospodarczego i indywidualnych wyborów konsumentów oraz na role, jakie w tej rzeczywistości będą odgrywać marki.

Kupowanie a strach przed kryzysem

Choć większość Polaków twierdzi, że obecne modele ekonomiczne się nie sprawdzają, to jednak jest świadoma, że konsumpcja ma związek z miejscami pracy i stabilnością ekonomiczną. Być może dlatego aż trzy czwarte badanych w naszym kraju obawia się, że zmniejszenie konsumpcji będzie miało fatalne skutki dla rynku pracy, a blisko 70%  kupowanie produktów postrzega jako swój patriotyczny obowiązek, ponieważ w ten sposób wzmacnia krajową gospodarkę.

Inteligentna konsumpcja

Raport pokazuje, że kluczem do rozwiązania problemu jest postawienie na bardziej inteligentną konsumpcję. Oznacza to odejście od zwiększania konsumpcji na rzecz poprawy jej jakości − tak twierdzi 88% badanych z próby globalnej i 82% respondentów w Polsce. Lepsza konsumpcja to aż dla  97% Polaków nabywanie wyłącznie tych rzeczy, których naprawdę potrzebują. Aż 80% badanych uważa, że najważniejszymi wskaźnikami lepszej konsumpcji są jakość i trwałość produktów. Postrzeganie jakości produktu przez badanych ma też bezpośrednie powiązanie z zaufaniem do producenta i wartości reprezentowanych przez daną markę.

Niechęć wobec nadmiernego konsumpcjonizmu nie wynika jedynie z troski o społeczeństwo i środowisko, powody są też bardziej osobiste: 52% polskich respondentów przyznaje, że doskonale może się obejść bez większości posiadanych rzeczy. Obserwuje się odwrót od adorowania bogactwa i ostentacyjnej konsumpcji – aż 75% ogółu badanych szanuje i podziwia osoby, które dążą do jej ograniczenia.

Coraz mniej osób uznaje za coś wstydliwego kupowanie rzeczy używanych – dziś tylko jeden na pięciu respondentów twierdzi, że nie lubi kupowania towarów z drugiej ręki. Wskazywane korzyści z takich zakupów to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też względy społeczne, jak ochrona środowiska czy zwyczajnie sentyment do rzeczy z „historią”.

Inteligentna konsumpcja to również nabywanie produktów od miejscowych wytwórców w celu wspierania lokalnej społeczności – 61% ogółu badanych woli, jeśli to tylko możliwe, kupować bezpośrednio od indywidualnego producenta zamiast w sklepie czy w centrum handlowym.

Konsumenci zaczęli przedkładać ostrożność i pragmatyzm nad pogoń za przyjemnością czy skłonność do manifestacji konsumeryzmu. Używanie coraz częściej stawiają ponad posiadaniem, równowaga i zdrowy rozsądek zaczynają wygrywać z chęcią natychmiastowego zadowolenia i gratyfikacji – zauważa Marek Staniszewski, chief strategy officer w Havas Worldwide w Polsce.

Nowy trend – współdzielić, nie posiadać

Dwie trzecie respondentów z próby globalnej uważa, że społeczeństwo byłoby zamożniejsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współużytkowanie, a w mniejszym − na posiadanie. W Polsce z tym stwierdzeniem zgadza się aż 82% badanych. Koncepcja współdzielenia zyskuje coraz większą popularność u przedstawicieli wszystkich pokoleń, chociaż najważniejszą rolę w eksperymentowaniu z formami współdzielenia i współużytkowania produktów odgrywa generacja osób w wieku od 16 do 34 lat. Do stwierdzenia, że społeczeństwo byłoby lepsze, gdyby ludzie w większym stopniu stawiali na współużytkowanie, przychyla się 75% ogółu badanych. Atrakcyjność współdzielenia według respondentów w Polsce to dla 75% przede wszystkim oszczędność pieniędzy, poczucie aktywności i własnej użyteczności (tak uważa 54% badanych), ale również możliwość poznania nowych ludzi (58%) czy doświadczenie czegoś nowego (50%).

Podkreślany w raporcie aspekt współdzielenia jest przejawem coraz wyraźniej widocznej postawy zrównoważonej. Współdzielenie pozwala na zaoszczędzenie pieniędzy, ponowne wykorzystanie dóbr, bycie bardziej przyjaznym planecie i wyrównywanie szans społecznych. Kształtuje także nowy model „ekonomii w sam raz”. Współdzielenie, współużytkowanie przeciwstawiają się ekonomii gromadzenia i nadmiernej konsumpcji, z którymi sami konsumenci czują się coraz mniej komfortowo. Biznes nie może przejść obok tego obojętnie, jeśli myśli o swoim rozwoju w perspektywie długofalowej – komentuje wyniki badań Mirella Panek-Owsińska, prezeska Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Rola marek do 2050 roku…

Gospodarka oparta na współdzieleniu została wskazana w raporcie jako trend zdecydowanie wzrastający, jednak kluczowym wyzwaniem konsumpcji opartej na współużytkowaniu jest zaufanie. Z badań wynika, że aż trzy czwarte respondentów z ogólnej próby chciałoby, aby rolę gwarantów produktów sprzedawanych online odgrywały marki. Niemal sześciu na dziesięciu badanych widzi marki jako pośredników między sobą a osobami, od których kupują lub którym sprzedają. W Polsce aż 94% respondentów chciałoby, aby marki stanowiły gwarancję jakości i autentyczności produktów sprzedawanych przez internet, zaś 87% uważa, że gwarancje marki powinny obejmować każdego, kto kupuje produkt, nie zaś tylko pierwszego nabywcę.

Znaczna większość respondentów oczekuje, że marki ułatwią przejście na konsumpcję bezpieczniejszą dla planety i zdrowia społeczności. Blisko 91% ankietowanych podziwia firmy, które szukają sposobów mających pomóc klientom w ograniczeniu marnotrawstwa. Coraz większa liczba marek ułatwia swoim klientom odsprzedaż lub oddanie towarów, których ci już nie potrzebują. W Polsce 95% badanych podziwia marki zachęcające swoich klientów do recyklingu/odsprzedaży produktów zakupionych od firmy, a 75% uważa, że firma powinna pomóc klientom w odsprzedaży swoich towarów.

Zaprezentowane w raporcie globalne tendencje, obecne − jak się okazuje − także w Polsce, pokazują, że konsumpcja staje się działaniem nie tylko coraz bardziej inteligentnym, ale też coraz bardziej świadomym i dojrzałym. Wiele wskazuje na to, że konsekwencje promowanych jeszcze do niedawna natychmiastowości, jednorazowości czy dążenia wszelkimi środkami do stanu „przesytu” i „przestymulowania” okazały się dla współczesnych konsumentów po prostu nazbyt oczywiste i ocenione jednoznacznie negatywnie. Wiele tworzących marki firm prędzej czy później będzie musiało zrewidować swoje podejście do tego, na czym właściwie polega ich misja i jakie wartości faktycznie zechcą w przyszłości promować. Umiar, gospodarność, solidność czy przezorność – czyli to, o czym jeszcze do niedawna nader często zapominano, powoli, ale konsekwentnie wracają do łask – podsumowuje raport M. Staniszewski.

Lekkie ożywienie akcji kredytowej w drugim kwartale

W drugim kwartale 2014 r. akcja kredytowa w segmencie kredytów mieszkaniowych lekko przyspieszyła. Wyniki są powrotem do poziomu osiąganego w III oraz IV kwartale 2013 roku. Banki udzieliły łącznie 45,5 tys. nowych kredytów o wartości 9,6 mld zł. To wzrost odpowiednio o 8,48% i 8,17% wobec pierwszego kwartału.

Drugi kwartał 2014 r. przyniósł lekkie ożywienie akcji kredytowej w polskich bankach. Wzrost dotyczył zarówno wartości jak i liczby nowo podpisanych umów kredytowych. Łączna liczba nowych umów wyniosła 45 499 sztuk i wzrosła o 8,48% w odniesieniu do I kwartału 2014 roku. Wartość nowych umów wyniosła 9,577 mld zł a jej wzrost wyniósł 8,17% w porównaniu do poprzedniego okresu.

– Po nietypowym pierwszym półroczu 2013 roku, drugi kwartał 2014 r. potwierdził  cykliczność zjawisk zachodzących na rynku kredytów hipotecznych w odniesieniu do wyników zrealizowanych przez sektor bankowy w poprzednich trzech kwartałach. Nie można jednak jeszcze ocenić, czy obserwowany wzrost liczby i wartości kredytów wobec poprzedniego kwartału zwiastuje odbicie czy tylko sezonową korektę – mówi Jacek Furga, Prezes Centrum Prawa Bankowego i Informacji, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP.

Zainteresowanie udziałem w programie „Mieszkanie dla Młodych” było w II kwartale relatywnie mniejsze. Banki zaakceptowały 3842 wnioski na łączną kwotę 88,5 mln złotych. Tym samym, udział kredytów z dofinansowaniem w liczbie nowych umów spadł z 10% w I kwartale do 8,4% w drugim.

– Trudno o ocenę efektywności programu po zaledwie sześciu miesiącach jego funkcjonowania. Musimy również pamiętać, że MdM jest działaniem doraźnym, ukierunkowanym na bardzo wąski segment rynku. W Polsce potrzebne jest natomiast rozwiązanie systemowe. ZBP wypracował dostosowane do polskich uwarunkowań makroekonomicznych założenia działania kas oszczędnościowo-budowlanych, eliminujące obawy o zbyt wysokie koszty i związane z tym zagrożenia dla budżetu państwa z tytułu wspierania skłonności do oszczędzania w tym systemie. Projekt ten został przedłożony właściwym organom władzy. Uruchomienie w Polsce systemu długoterminowego oszczędzania na cele mieszkaniowe w formule kas budowlanych będzie miało kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju rynku finansowania budownictwa mieszkaniowego – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP.

Po drugim kwartale, wartość całego portfela kredytów mieszkaniowych osiągnęła poziom 339,244 mld zł. Oznacza to wzrost o 1,25% (o 4,172 mld zł) w porównaniu do I kwartału bieżącego roku. W tym czasie, liczba czynnych umów o kredyt mieszkaniowy wzrosła nominalnie o 34 773 (1,91%), wynosząc łącznie 1 855 439 sztuk.

GDDKiA: 7 ofert na budowę obwodnicy Inowrocławia, najtańsza konsorcjum Mirbudu

Obwodnicę Inowrocławia chce budować 7 firm, poinformowała GDDKiA. Najtańsza ofertę złożyło konsorcjum Mirbudu i Erbedimu.

Budową pierwszego etapu obwodnicy Inowrocławia w ciągu drogi krajowej nr 15 i 25 zainteresowanych jest siedem firm. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia kwotę niecałe 390,4 mln zł brutto. Po otwarciu ofert okazało się, że wybudować obwodnicę poniżej tej kwoty chcą cztery firmy: Budimex, która może wykonać prace za 384,4 mln zł, Bilfinger Infrastructure S.A. – za 380,5 mln zł, konsorcjum Pol-Aquy i hiszpańskiego Dragadosa – za 365,42 mln zł oraz konsorcjum Mirbudu i Erbedimu za 359 mln zł.

Pozostałe firmy, które złożyły oferty, to: konsorcjum Mosty-Łódź, Gotowski Budownictwo Komunikacyjne I Przemysłowe I Drogi I Mosty Henryk Boczek, które oferuje wykonanie prac za 421, 1 mln zł, konsorcjum firm Strabag i Heilit+Woerner za 408,6 mln zł oraz Astaldi S.p.A. za 425,4 mln zł.

Wszystkie firmy, które złożyły oferty zaproponowały termin wykonania 27 miesięcy i 10-letni okres gwarancji.

W 2015 r. o jedną czwartą więcej miejsc w samolotach Wizz Air

Wizz Air zwiększa liczbę samolotów i połączeń w Polsce. Łącznie zwiększy się o 25 proc. liczba oferowanych pasażerom miejsc w samolotach linii.

Wizz Air zwiększy liczbę samolotów i połączeń w Polsce, dzięki czemu w 2015 r. o 25 proc. wzrośnie liczba oferowanych miejsc. Liniom przybędą 2 nowe samoloty i łącznie Wizz Air będzie miał ich w Polsce 18. Jeden z nich będzie miał bazę w Poznaniu, drugi w Katowicach. Podobnie jak poprzednie, nowe samoloty to modele Airbus A320. Samolot do Katowic zostanie dostarczony 29 marca, do Poznania – 21 maja.

Wizz Air uruchomi także na początku 2015 r. pięć nowych połączeń: z Gdańska do Molde w Norwegii i Frankfurtu Hahn w Niemczech, z Katowic do Belfastu w Irlandii Północnej, z Poznania do Malmö w Szwecji oraz z Lublina do Sztokholmu Skavsta w Szwecji. Przewoźnik zwiększy także częstotliwość lotów na najpopularniejszych trasach w całej polskiej siatce połączeń.

Płatności wykonywane przy użyciu smartfonów oraz inteligentnych zegarków

Pojawianie się nowych technologii i rosnąca liczba ich użytkowników powodują zmiany w wielu obszarach życia. Jednym z nich są płatności, które z tradycyjnych, wykonywanych przy użyciu gotówki i kart, powoli przeistaczają się w mobilne, dokonywane za pomocą urządzeń łączących się z siecią GSM lub internetem. 

Prym wiodą póki co rozwiązania przeznaczone na smartfony. Jak pokazują badania, już teraz dużo bardziej prawdopodobne jest, że wychodząc z domu zostawimy w nim portfel niż komórkę.  Z szacunków firmy Gartner wynika, że wartość transakcji dokonywanych za pomocą telefonów wyniesie w 2016 r. 600 mld dolarów, przy czym kwota ta nie uwzględnia wypłat gotówkowych  z bankomatów realizowanych przy użyciu smartfonów oraz zakupów w internecie.

Dzięki rosnącej funkcjonalności aplikacji, urządzeniami przenośnymi można obecnie nie tylko płacić  w sklepach, wypłacać gotówkę z bankomatu czy robić przelewy, ale także opłacać postój w strefach płatnego parkowania, kupować bilety do kina, na autobus i pociąg czy doładowywać telefony na kartę.

Możliwości oferowanych przez aplikacje przeznaczone do płatności mobilnych już jest dużo, a będzie ich coraz więcej m.in. za sprawą rosnącej liczby sprzedawców i usługodawców akceptujących tę formę regulowania należności. Skoro już teraz można za pomocą smartfona m.in. płacić za postój samochodu w mieście używając usługi mobiParking czy regulować domowe rachunki korzystając  z jednej z funkcji aplikacji SkyCash, to nie ma żadnych ograniczeń, by płatności mobilne objęły wszystkie dziedziny życia” – mówi Dariusz Mazurkiewicz, Prezes SkyCash S.A.

Jego zdaniem w najbliższej przyszłości rosnąć będzie popularność płatności mobilnych z użyciem aplikacji przeznaczonych na telefony i tablety, ale wraz z rozwojem tzw. inteligentnych akcesoriów, jak zegarki, opaski na rękę czy okulary (np. Google Glass), to właśnie one przejmą większość rynku. „Mobilność zyskuje na znaczeniu, a znajdujące się stale pod ręką rozwiązania z zakresu tzw. technologii ubieralnych sprawią, że znacznie łatwiej i szybciej można będzie wykonywać wiele działań, w tym dokonywać płatności. Jeśli wystarczać będzie do tego kilka kliknięć we właściwe ikony  w zegarku czy wydanie polecenia głosem, to trudno oczekiwać, aby użytkownicy odrzucili takie ułatwienie. Tym bardziej, że aplikacja zainstalowana w urządzeniu dobierze np. stawkę opłaty za postój w strefie płatnego parkowania do miejsca, gdzie będzie przebywać kierowca, lokalizując go z użyciem GPS-u” – stwierdza Dariusz Mazurkiewicz.

Z polskiego rynku zniknąć może nawet 30 proc. aptek

  • Wydłużenie terminów spłaty należności przez tradycyjne apteki – dostosowanie do ich możliwości finansowych.
  • Hurtownie farmaceutyczne buforem dla producentów leków: to one biorą na siebie dłuższe kredytowanie aptek, będących w gorszej kondycji.
  • Koncentracja rynku: sieci aptek tworzone przez głównych dystrybutorów jak i grupy zakupowe zrzeszające apteki stopniowo przejmują rynek.
  • Koncentracja w sprzedaży farmaceutyków: wspieranie niezależnych aptek dla zachowania udziałów w rynku nie wyklucza równoczesnego tworzenia przez dystrybutorów własnej sieci afiliowanych punktów.
  • W ciągu najbliższych 5 lat ilość aptek zmniejszy się o około 30%.

Sygnały dochodzące z rynku dystrybucji farmaceutycznej są niejednoznaczne: obok negatywnych zaobserwować można także i pozytywne. Z jednej strony widzimy bowiem wolniejsze rozliczanie się aptek z dystrybutorami farmaceutycznymi. Ale tez jednocześnie hurtownicy w mniejszym stopniu przenoszą ten dłuższy obieg należności na producentów, w dużej części biorą go na siebie.

– Hurtownicy pełnią rolę swoistego bufora na rynku farmaceutycznym – biorą na siebie ten wydłużony przez apteki średni okres spłaty należności, w małym stopniu lub w ogóle nie przenosząc tej tendencji na swoich dostawców – producentów – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor analiz Branżowych w Euler Hermes. Z czego to wynika? Dla uzyskania jak najlepszych warunków transakcji ( dobrych cen – upustów za krótkie terminy płatności) hurtownicy nie przedłużają terminów płatności u producentów leków. Dzięki temu utrzymują dobre ceny kupowanych farmaceutyków, dzięki czemu ich własne afiliowane sieci aptek mogą oferować bardziej atrakcyjne ceny i w efekcie zdobywać przewagę rynkową.

Dystrybutorzy leków zaopatrują bowiem jednocześnie niezrzeszone apteki, jak i tworzone przez siebie własne sieci aptek. Własna sieć aptek pozwala osiągać wyższe marże (z handlu hurtowego, jak i detalicznego) a jednocześnie zdobyć w sposób trwały własny udział w rynku detalicznym. Tradycyjne, niezrzeszone apteki płacą obecnie wolniej – hurtownicy oferują im warunki współpracy pozwalające utrzymać poziom sprzedaży, a tym samym własny udział w rynku dystrybucji. Z drugiej strony zachęcają apteki do przystąpienia do swoich programów – oferując wsparcie marketingowe i oczywiście niższe ceny wynikające z zakupów grupowych.

Dłuższy w stosunku do roku ubiegłego okres spłaty należności przez tradycyjne apteki świadczy o ich bieżącej kondycji tej grupy. Rynek apteczny jest przesycony, a jednocześnie jasno podzielony. Główny podział ma miejsce ze względu na lokalizację: na apteki oferujące leki refundowane (centra miast i osiedli) jak i te mające większy udział leków nierefundowanych (jak i innych produktów: suplementów, kosmetyków etc.), mające siedzibę m.in. w centrach handlowych. Podział ten jest trwały – ciężko znaleźć w tym modelu rezerwy. Oddzielną kategorią, która wytworzyła się w ciągu kilku ostatnich lat są apteki w pobliżu lub w samej siedzibie centrów medycznych, siedzib placówek służby zdrowia. Z reguły nastawiają się one na obrót popularnymi medykamentami, osiągając niską marżę ale realizując wysokie obroty (stąd nierzadko zaopatrują się bezpośrednio u producentów).

Kiedy na stałe nastąpi skrócenie obiegu należności w dystrybucji do aptek? – Spodziewamy się, iż aptek nadal będzie ubywać – nawet pójście im na rękę w kwestii dłuższego kredytowania przez hurtowników nie zmieni sytuacji na rynku: dużej konkurencji, zbyt małej liczby klientów i konkurowania głównie ceną – w czym nie mogą dorównać aptekom działającym w ramach sieci – ocenia Grzegorz Hylewicz, dyrektor windykacji w Euler Hermes. – Nie wszystkie tradycyjne apteki mają równoważący to atut w postaci świetnej lokalizacji. Stąd z czasem, w ciągu powiedzmy 5 lat zniknąć z rynku może według naszych szacunków nawet 30% z obecnej liczby aptek. O ile dystrybutorzy będą na to przygotowani – nie poniosą zbyt dużych strat z tym związanych i z czasem obieg należności ulec może skróceniu. Świadczyć to będzie o zdobywaniu silniejszej pozycji na rynku detalicznym przez hurtownie farmaceutyczne.

Gospodarka krajów OECD urosła w II kwartale o 0,4 proc. wobec I kwartału 2014

PKB państw OECD wzrosło w II kwartale o 0,4 proc. kdk i o 1,9 proc. rdr. Końmi pociągowymi wzrostu okazały się Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Gospodarka USA urosła w II kwartale o 1 proc. wobec I kwartału, w którym zaszkodziła jej sroga zima, co odbiło się 0,5-proc. spadkiem. Wielka Brytania odnotowała wzrost o 0,8 proc., kraje strefy euro – o 0,2 proc., a całej Unii Europejskiej – o 0,1 proc.

Największy spadek PKB wystąpił w Japonii, gdzie gospodarka skurczyła się o 1,7 proc. Niewielki spadek odnotowały też Niemcy i Włochy – po 0,2 proc.

W ujęciu rocznym grupa krajów OECD zwiększyła PKB o 1,9 proc. po wzroście o 2,1 proc. w I kw., przy czym największy skok nastąpił w Wielkiej Brytanii, o 3,2 proc. oraz w USA – o 2,4 proc. Kraje Unii Europejskiej miały 1,2-proc. wzrost, zaś sam Euroland 0,7-proc. Japoński PKB nie zmienił się wobec II kwartału 2013 r., natomiast włoski spadł o 0,3 proc.

Według danych GUS polska gospodarka urosła w II kwartale o 3,2 proc rdr i 0,6 proc. kdk po wzrostach odpowiednio o 3,4 proc. i 1,1 proc. w I kwartale br.

Banki z rynków wschodzących mają szansę na globalną ekspansję

Po roku 2015 za wytworzenie ponad 50 proc. globalnego PKB będą odpowiadać rynki wschodzące. Szybko rozwijające się gospodarki w regionie Ameryki Południowej i Azji wpływają na dynamiczny rozwój tamtejszego sektora bankowego. Raport firmy doradczej Deloitte „Banking across borders. International expansion opportunities for emerging markets-based banks” wskazuje, że banki z rynków wschodzących są gotowe do globalnej ekspansji, tym bardziej, że sprzyjają im rosnąca wymiana handlowa, rozwijająca się klasa średnia oraz rozwój nowoczesnych technologii.

Jak wskazuje raport, banki z rynków wschodzących mogą pójść podobną drogą, którą pod koniec poprzedniego stulecia przebyły m.in.: angielski HSBC czy japoński Mitsubishi UFJ Financial Group, które są dziś obecne na kilku kontynentach. „Banki z rynków wschodzących mają już ogromne doświadczenie zdobyte w zmiennym otoczeniu gospodarczym. Poza tym dysponują wystarczająco wysokim kapitałem, który nie ucierpiał zbytnio w czasie kryzysu gospodarczego. Banki wiedzą, jak dotrzeć do nowych klientów, zarówno tych którzy nie korzystają z usług bankowych w ogóle, jak tych –  objętych obsługą bankową w niewystarczającym stopniu. Ekspansja w rodzimych krajach już nie daje im wystarczających możliwości rozwoju, stąd będą stopniowo decydować się na podbój zagranicznych rynków, w tym także w krajach rozwiniętych” – tłumaczy Tomasz Ochrymowicz, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Finansowego Deloitte.

Eksperci Deloitte wskazują, że ekspansja odniesie sukces, jeśli banki będą gotowe sprostać kilku wyzwaniom, jak chociażby różnicom językowym i kulturowym czy lokalnym regulacjom prawnym.

W ciągu ostatnich lat banki zlokalizowane na rynkach wschodzących realizowały różne strategie dotyczące  poszerzania swojej działalności na skalę międzynarodową. Przykładowo brazylijski Itaú Unibanco, jedna z największych grup bankowych w Ameryce Południowej, korzystał zarówno z organicznych jak i z nieorganicznych możliwości rozwoju na rynkach regionalnych i międzynarodowych. Sberbank – największy bank w Rosji i na terenie dawnej Wspólnoty Niepodległych Państw, przeprowadzał transakcje przejęć w celu wejścia na rynki krajów ościennych. Sukces w skali globalnej odniósł też obecny w 36 krajach, w tym także w Polsce, Bank of China.

Według danych Banku Światowego, liczba przejęć dokonywanych przez banki zlokalizowane na rynkach wschodzących wciąż rośnie. Prognozy wskazują, że roczna wartość transgranicznych fuzji i przejęć podwoi się do 2025 roku, wyprzedzając wzrost PKB w ich rodzimych krajach.*

„W miarę jak klienci korporacyjni tych banków wkraczają na nowe rynki, a obywatele emigrują, instytucje finansowe poszukują możliwości rozwoju międzynarodowego, który polega m.in. na aktywności na rynku fuzji i przejęć” – wyjaśnia Tomasz Ochrymowicz. „Do tej pory, polskie instytucje finansowe (tj. PKO BP, Getin, mBank), w większym stopniu kierowały się możliwościami skorzystania ze wzrostu czy poprawy efektywności zagranicznych celów akwizycji.”

Rosnąca rola rynków wschodzących:

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że za wytworzenie światowego PKB w ubiegłym roku odpowiadały w równym stopniu rynki wschodzące i rozwinięte.**  Jednak w przyszłości stopniowo coraz większa część PKB na świecie będzie pochodzić z rynków wschodzących. Już w 2015 roku 52 proc. światowego PKB zostanie wytworzone na rynkach wschodzących, a 48 proc na rozwiniętych.

Ponadto liczba firm świadczących usługi finansowe z Ameryki Północnej i Europy notowanych na liście magazynu Fortune „Global 500” spadła na rzecz tych pochodzących z Azji, Ameryki Środkowej i Południowej.***  Także dynamicznie rosnąca wymiana handlowa wpływa na rozwój gospodarek krajów Ameryki Południowej i Azji, co przyczynia się z kolei do bogacenia społeczeństwa i kształtowania się klasy średniej.

Recepta na udaną ekspansję:

Raport Deloitte wskazuje, że banki z rynków wschodzących, które planują międzynarodową ekspansję, powinny podjąć następujące kluczowe działania:

  • Strategia: Rozpoznanie segmentów rynku, na których należy się skoncentrować. Według badania Światowego Forum Ekonomicznego, najlepsze możliwości na rynkach wschodzących można znaleźć w trzech następujących obszarach: detaliczne usługi finansowe, usługi dla sektora MŚP oraz usługi korporacyjne.****
  • Wprowadzenie w życie strategii ekspansji: Po jasnym określeniu strategii, banki zlokalizowane na rynkach wschodzących powinny skupić się na tym, w jaki sposób zamierzają zrealizować swoje plany.
  • Infrastruktura: Banki muszą dysponować odpowiednią technologią i systemami biznesowymi. Na niektórych rynkach wschodzących zasoby infrastrukturalne – począwszy od solidnych usług transportowych po źródła energii elektrycznej – są ograniczone lub mało dostępne.
  • Talenty: Zasoby ludzkie to jeden z najważniejszych i najbardziej niezbędnych elementów przy rozszerzeniu działalności. Banki muszą mieć pracowników, którzy dobrze rozumieją kulturę, język i praktyki biznesowe na rynkach wschodzących. Ponadto bank, który jest w stanie zaoferować praktyki zagraniczne swoim pracownikom, przyciągnie utalentowanych ludzi również na rynku krajowym.
  • Prawo i regulacje: Zrozumienie niuansów lokalnych przepisów, wypracowanie relacji z organami regulacyjnymi oraz wiedza na temat przepisów są niezbędne. Banki, które rozszerzały swoją działalność trzydzieści czy czterdzieści lat temu nie podlegały obowiązującej dziś surowej kontroli regulacyjnej.

Raport został opublikowany w maju br. przez Deloitte USA.

ABC Data rozważa wejście na rynki w południowej lub zachodniej Europie. Nowe centrum logistyczne najwcześniej w przyszłym roku

0

CEO Magazyn Polska

ABC Data podtrzymuje prognozy na 2014 r. W I półroczu dystrybutor sprzętu IT i oprogramowania zwiększył przychody i zysk operacyjny, ale zysk netto spadł o niemal 30 proc. Spółka jest zadowolona ze sprzedaży w Niemczech i Rumunii i rozgląda się już za kolejnymi rynkami. Najbardziej prawdopodobna lokalizacja to południe lub zachód Europy, ale będzie to najprawdopodobniej wymagało otworzenia nowego centrum logistycznego.

– Zgodnie z tym co zapowiadaliśmy, drugi kwartał przyniósł wyraźną poprawę wyników ABC Daty. Inwestycje poczynione w pierwszym kwartale, związane z rozwojem działalności na rynkach rumuńskim i niemieckim, zaczęły już wyraźnie procentować. Wyniki za pierwsze półrocze świadczą o tym, że realizacja prognozy, którą opublikowaliśmy w maju, przebiega zgodnie z planem – komentuje Norbert Biedrzycki, prezes zarządu ABC Data S.A.

W I półroczu ABC Data miała 2,56 mld zł przychodów wobec 2,19 mld zł rok temu. Wzrósł także zysk operacyjny – do 34,11 mln zł z 30,67 mln zł przed rokiem. Natomiast zysk netto okazał się niższy od ubiegłorocznego i zamknął się kwotą niespełna 18 mln zł wobec 25,3 mln zł w I półroczu 2013.

ABC Data rozwija się w sposób ewolucyjny i to jest element naszej strategii. To nie jest tak, że rozwijamy się za wolno. Chcemy rozwijać się w taki sposób, żeby skonsumować możliwości biznesowe, które się pojawiają. W zeszłym roku rozpoczęliśmy sprzedaż w Rumunii i Niemczech, w tym roku chcemy ją rozwinąć i ustabilizować. O kolejnych rynkach będziemy myśleć w najbliższych latach – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Garszczyński, menadżer ds. PR, komunikacji i relacji w ABC Data SA.

Spółka wyklucza wejście na rynki wschodnie w najbliższych latach, co wynika z niestabilnego otoczenia, choć dostrzega w nich duży potencjał rynkowy. Po rozpoczęciu działalności w Niemczech i Rumunii ABC Data rozgląda się za kolejnymi rynkami na zachód i południe od Polski. To będzie jednak najprawdopodobniej wymagało rozszerzenia sieci dystrybucji o nowe centrum logistyczne, które pozwoli zagwarantować możliwość realizacji dostaw w ciągu jednej doby. Obecnie spółka dostarcza towary z magazynów w Warszawie i Sosnowcu.

 Nie da się tak daleko dostarczać produktów z polskich magazynów w ciągu 24 godzin. W związku z tym, jeżeli chcemy zachować konkurencyjność i utrzymać możliwość dostarczania w 24 godziny, to będziemy musieli poszerzyć nasza sieć logistyczną o kolejne centrum, przypuszczalnie gdzieś na południu Europy – uważa Garszczyński.

Dystrybutor sprzętu IT oraz oprogramowania jeszcze nie podjął decyzji dotyczącej lokalizacji nowego centrum logistycznego. Spółka nie będzie budowała obiektu za własne pieniądze, lecz zdecyduje się na wynajem. Na razie priorytetem dla zarządu jest umocnienie pozycji rynkowej w Niemczech i Rumunii, które mocno różnią się od siebie pod względem struktury sprzedawanych produktów i zachowań konsumentów. Choć rynek rumuński cechuje się szybszym wzrostem, to atutem Niemiec – w porównaniu z rynkiem polskim – są wyższe marże.

Jeśli chodzi o sprzedaż, to zarówno rynek rumuński, jak i niemiecki rozwijają się zgodnie z naszymi planami. Niewątpliwie zdecydowanie łatwiej jest osiągnąć znaczącą pozycję w Rumunii niż w Niemczech. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami w Niemczech zajmie to więcej czasu, ale dzisiejsze wyniki na obu tych rynkach pozwalają nam podtrzymać opublikowaną prognozę – mówi Rafał Garszczyński.

Grupa ABC Data spodziewa się, że w całym 2014 r. zanotuje skonsolidowane przychody w wysokości 5,76 mld zł oraz skonsolidowany zysk EBITDA na poziomie 92,07 mln zł.

Przewidywalność jest dla naszych akcjonariuszy jednym z głównych atutów ABC Daty. Pozwala im ona myśleć o inwestycji w naszą firmę długofalowo. A my chcemy po prostu realizować wyniki, które wcześniej obiecujemy – twierdzi manager w ABC Data.

S. Tokarski (Tauron PE): OZE nie zastąpi węgla, ale spółka będzie zwiększać elastyczność w segmencie wydobycia i wytwarzania

CEO Magazyn Polska

Tauron planuje utrzymać swoje moce węglowe na dotychczasowym poziomie, ale pracuje nad zwiększeniem elastyczności wydobycia. Wzrost udziału OZE w produkcji energii wymaga istnienia odpowiednich rezerw mocy oraz infrastruktury przesyłowej, dlatego do 2023 r. spółka chce zainwestować w segment dystrybucji 21 mld zł. W segmencie sprzedaży Tauron chce oferować klientom m.in. gaz i węgiel.

–  Patrząc na możliwości przesyłu energii i produkcji energii z innych źródeł, zarówno węgiel kamienny, jak i brunatny pozostanie paliwem energetycznym. Budowane dzisiaj cztery jednostki na węgiel kamienny oraz blok w Turowie na węgiel brunatny to są jeszcze nie wszystkie bloki węglowe, które muszą powstać w Polsce. Pomiędzy rokiem 2025 i 2030 z systemu elektroenergetycznego wypadnie 12 tysięcy MW mocy węglowych, więc przynajmniej część z nich musi być zastąpiona projektami węglowymi, bo nie możemy zastąpić tego dwunastoma tysiącami na gazie, na wietrze czy panelami fotowoltaicznymi – ocenia w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Inwestor Stanisław Tokarski, wiceprezes zarządu ds. strategii i rozwoju, Tauron Polska Energia SA.

Według zaktualizowanej w pierwszej połowie 2014 r. strategii Grupa Tauron zamierza przeznaczyć na inwestycje 37 mld zł do 2023 r. Z tej kwoty blisko 21 mld zł zostanie wydanych w obszarze dystrybucji, a drugim najważniejszym obszarem inwestycji ma być wytwarzanie, gdzie Tauron planuje uruchomić moce wytwórcze o ok. 2200 MW.

Środki na inwestycje mają pochodzić m.in. z emisji długu o wartości 2 mld zł, którą spółka planuje przeprowadzić na przełomie września i października. Grupa energetyczna liczy na to, że spodziewany popyt ze strony OFE pozwoli uplasować obligacje na dobrych warunkach rynkowych. Innym źródłem kapitału jest trwający program oszczędności w latach 2013–2015, dzięki któremu spółka ma zyskać ponad 900 mln zł.

Nie zakładamy istotnego zwiększenia naszych mocy węglowych, ale część z nich odtworzymy w technologiach węglowych. W związku z tym w obszarze wydobycia chcemy mieć 80 proc. elastycznych własnych zdolności produkcyjnych, tak żeby również te jednostki mogły pracować, kiedy będą potrzebne w systemie. Gdyby założyć dużą ilość generacji energii nieciągłej odnawialnej i wprowadzić rynek mocy, który będzie utrzymywał te jednostki węglowe w systemie jako moce rezerwowe, w niektórych latach można będzie produkować więcej energii odnawialnej, w niektórych mniej – wyjaśnia Tokarski.

W tym roku nakłady inwestycyjne mają wynieść 4 mld zł, choć w pierwszych 6 miesiącach zamknęły się w kwocie 1,25 mld zł. Ponad 60 proc. tych wydatków przypadło na segment dystrybucji, w tym budowę nowych przyłączy. Tauron modernizował także bloki w Elektrowni Jaworzno III i Łaziska oraz wybudował nowy poziom w Zakładzie Górniczym Janina.

Udział bloków węglowych w produkcji energii elektrycznej obniżył się w pierwszym półroczu 2014 r., co wynikało ze spadku popytu na energię, wyższego importu energii oraz wzrostu produkcji w farmach wiatrowych – wynika z komunikatu spółki. Tauron obserwował w tym okresie spadek średniego zużycia energii przez małe przedsiębiorstwa oraz odbiorów indywidualnych i rosnącą konkurencję na rynku klientów biznesowych. Negatywny wpływ otoczenia makroekonomicznego i rosnąca konkurencja sprawiają, że Tauron planuje poszerzyć ofertę dla gospodarstw domowych.

W strategiach handlowych poza energią elektryczną chcemy naszym klientom również zaoferować inne produkty. Mając kompetencje w zakresie handlu, myślimy o sprzedaży gazu i węgla. Co prawda część naszych klientów korzysta do ogrzewania z ciepła centralnego, które sprzedajemy w aglomeracji śląskiej, część jednak korzysta z węgla, zwłaszcza na jej obrzeżach, czyli tam, gdzie nie ma systemów centralnych. Stąd nasza propozycja na ten sezon – mówi wiceprezes Tauronu.

Arguido – mobilna platforma rozszerzonej rzeczywistości

Wystartowało Arguido – platforma mobilna, które daje użytkownikom smartfonów i tabletów narzędzie do budowania własnych rzeczywistości rozszerzonych. Rozwiązanie, jedyne w tej skali na rynku polskim, pozwala na tworzenie i aktualizacje w czasie rzeczywistym własnych tras do zwiedzania i udostępniania na Facebooku. W biznesie Arguido może być wykorzystane jako przewodnik turystyczny, miejski lokalizator punktów sprzedaży czy atrakcji podczas wydarzeń masowych. 

Użytkownicy smartfonów i tabletów mogą już korzystać z Arguido, innowacyjnej platformy  mobilnej działającej w technologii rozszerzonej rzeczywistości (Augmented Reality).Rozwiązanie, poprzez kamerę wbudowaną w urządzenie przenośne, pozwala połączyć obraz rzeczywisty z wirtualnym. W ten sposób można, np. oglądać Pałac Kultury i Nauki i jednocześnie uzyskać dodatkowe informacje na jego temat. Arguido umożliwia wybranie jednej z kilkudziesięciu tras opracowanych przez przewodników turystycznych lub tworzyć dowolne trasyw oparciu o własne preferencje, opisy i zdjęcia. Opracowaną samodzielnie, unikalną ścieżkę zwiedzania miasta lub określonego terenu, można aktualizować w czasie rzeczywistym, jak również udostępniać na Facebooku.

Arguido pozwala również precyzyjnie zlokalizować znajdujące się w pobliżu użytkownika obiekty, np. wprowadzone do systemu bankomaty, kina, muzea, punkty gastronomiczne czy handlowo-usługowe oraz podawać do nich dogodną trasę. Użytkownicy komercyjni mogą wykorzystać to narzędzie do unikalnych działań promocyjnych. Można w ten sposób kierować klientów do punktów sprzedaży, tworzyć przewodniki turystyczne, wspierać wydarzenia promocyjne, czy kreować mapy gier terenowych. Klienci biznesowi mogą skorzystać z dedykowanej wersji Arguido i uruchamiać rzeczywistości rozszerzone oznaczone logo danej marki.

– Arguido to platforma do tworzenia rozszerzonych rzeczywistość przez użytkownikówurządzeń przenośnych i firmy – mówi Maciej Długosz, prezes zarządu firmy AGM Reality, która opracowała aplikację. – System powstał z myślą o turystyce, ale jego możliwe zastosowanie wykraczają daleko poza tę branżę. Kolejnym krokiem rozwoju technologii Arguido to współpraca z tzw. beaconami, które mogą wyświetlać na ekranie smartfonów informacje o towarach znajdujących się na wystawach czy półkach sklepowych – dodaje Długosz.

Arguido jest dostępne na telefony oraz tablety działające pod kontrolą systemu Android. Wkrótce pojawi się także wersja przeznaczona dla posiadaczy iPhone’ów. Aplikacja jest bezpłatna dla użytkowników prywatnych i można ją pobrać ze sklepu Google Play. Firma planuje również wdrożenie kilku wersji językowych Arguido, w tym angielskiej, niemieckiej i francuskiej.

 ARGUIDO W PIGUŁCE:

  • technologia rzeczywistości rozszerzonej (Augmented Reality) dla każdego
  • pozwala budować własne rozszerzone rzeczywistości
  • umożliwia oznaczanie w przestrzeni różnorodnych obiektów, np. kin, restauracji, ale także bankomatów
  • pozwala na tworzenie własnych tras turystycznych
  • wprowadzanie i aktualizacja treści w czasie rzeczywistym
  • dzielenie się trasami poprzez Facebook

 

Mirbud: Zysk netto wzrósł o jedną piątą rdr

0

Mirbud poprawia wyniki głównie dzięki kontraktom spółki zależnej na A1.

Przychody ze sprzedaży grupy Mirbud wyniosły w I półroczu 2014 r. 501,3 mln zł. To o wzrost o 114 proc. rdr. Zysk netto przypadający a akcjonariuszy jednostki dominującej wzrósł o 19 proc. do poziomu 12,125 mln zł.

W pierwszym półroczu 2014 roku. Grupa Mirbud osiągnęła przychody o 114 proc. wyższe niż w 2013 roku, co wynikało głównie z znacznego wzrostu skali działalności PBDiM Kobylarnia S.A. z uwagi na realizowane kontrakty dokończenia budowy autostrady A1 – tłumaczy spółka w raporcie finansowym. – Wszystkie spółki z grupy osiągnęły dodatni wynik finansowy wypracowany w oparciu o nowo realizowane kontrakty a także stabilne przychody z działalności deweloperskiej oraz wynajmu powierzchni handlowych.

Do grupy Mirbud wchodzą, poza spółką Mirbud S.A., Przedsiębiorstwo Budowy Dróg i Mostów Kobylarnia S.A , Mirbud–Kazachstan Sp. z o.o. oraz JHM Development S.A. wraz z czterema spółkami celowymi, w tym firma Marywilska 44.

Mirbud największe przychody osiąga ze świadczenia usług budowlano-montażowych (niemal 90 proc.), z czego 60 proc. przypada na roboty inżynieryjno-drogowe. Rentowność sprzedaży na całej działalności grupy spadła w I półroczu do 7,43 proc. z 13,2 proc. przed rokiem.

B. Kruszyński (Redan): Cena akcji spółki nie uwzględnia jeszcze restrukturyzacji dokonanej w części modowej

0

Redan widzi duży potencjał wzrostu w swoim segmencie modowym, gdzie zakończyła się już restrukturyzacja. Zdaniem wiceprezesa inwestorzy nie dostrzegają jeszcze pozytywnych tendencji, co wynika także z negatywnego wpływu konfliktu na Ukrainie. Segment dyskontowy również może mieć niedoszacowaną wartość, o czym świadczy cena zaoferowana przez fundusz private equity za 25 proc. akcji spółki prowadzącej sklepy Textil Market.

Staramy się rozwijać równolegle zarówno biznes dyskontowy, który idzie bardzo dobrze, jak i część modową, w której widzimy w krótkim okresie największy potencjał wzrostu wartości. Dzisiaj niewątpliwie ten biznes jest obciążony historią i oceną tej historii. Natomiast wprowadzamy wiele zmian, a te historyczne oceny powodują, że ich wartość jest minimalna, jeżeli jakkolwiek odzwierciedlona w cenach akcji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bogusz Kruszyński, wiceprezes zarządu Redan SA.

W pierwszym półroczu 2014 r. Redan zanotował 2 mln zł straty netto wobec 2,2 mln zł rok wcześniej. Wynik ze sprzedaży na poziomie grupy wyniósł 3,3 mln zł, na co złożyła się poprawa w segmencie dyskontowym oraz w części modowej w Polsce. Pogorszył się jednak wynik w części modowej na rynkach zagranicznych, co jest głównie efektem wojny na Ukrainie. Według Kruszyńskiego pozytywną informacją jest to, że w segment modowy w Polsce notuje wzrosty, co pozytywnie wpłynie na wycenę spółki.

Proste uzdrowienie tego biznesu i podstawowa rentowność powodują, że nagle wartość wzrośnie bardzo szybko. Dlatego też zależy nam na tym, żeby jeszcze lekko zainwestować w część modową, a dzięki temu ujawnić tę wartość, co na pewno będzie miało bardzo pozytywny wpływ na wartość akcji – uważa prezes Redanu.

W ciągu 2 sesji (21.08 i 22.08) spółka zyskała już blisko 33 proc., na co wpływ miała także informacja o pozyskaniu inwestora finansowego dla spółki zależnej Redanu, która zarządza sklepami Textil Market. Fundusz private equity 21 Concordia 1 chce nabyć 25,12 proc. akcji Adesso za 35 mln zł. To oznacza, że cała spółka Adesso powinna być wyceniona na blisko 140 mln zł, tymczasem giełdowa kapitalizacja całej grupy Redanu sięga ok. 58 mln zł, z kolei wartość księgowa – 45,9 mln zł.

Środki uzyskane z transakcji sprzedaży 25 proc. pakietu akcji Adesso przeznaczymy trochę na uregulowanie bieżących zobowiązań, które co prawda nie są wymagalne, ale trochę nas ograniczają, a resztę w dużej części przeznaczymy na rozwój segmentu modowego – mówi prezes Redanu.

Kruszyński podkreśla, że spółka zakończyła już wszystkie procesy restrukturyzacyjne. Redan koncentruje się obecnie na rozwoju sieci własnych sklepów Textil Market, w tym roku ma przybyć kolejne 20 lokali w Polsce. Kruszyński ocenia docelową chłonność rynku w kraju na 500 sklepów Textil Market w perspektywie 3-4 lat (obecnie Redan ma w Polsce niecałe 300 sklepów). W części modowej łódzka spółka chce otwierać głównie sklepy franczyzowe. Pierwszy własny sklep w tym segmencie zostanie otwarty pod koniec sierpnia w łódzkiej Manufakturze.

To będzie taki eksperyment, żebyśmy przekonali się, czy to faktycznie zaczęło działać. Jeżeli zacznie, to myślę że w połowie przyszłego roku będziemy rozważać jakiś plan kolejnych otwarć – zapowiada Bogusz Kruszyński.

Spółka planuje także dalszy rozwój segmentu dyskontowego na rynkach zagranicznych. W tym roku spółka ma otworzyć kolejne 4 sklepy Textil Market w Czechach i na Słowacji, które mają być dla Redanu pomostem do dalszej ekspansji zagranicznej.

Tutaj mamy dużą szansę na zbudowanie zdolności operacyjnej do prowadzenia działalności na rynkach zagranicznych. Zależy nam na tym, żeby to zrobić dobrze, nie od razu na dużą skalę, ale tak, by mieć pewność, że jak zaczniemy to robić na większą skalę, to będzie to dopięte od strony procesowej, a tym samym będzie przynosiło oczekiwane efekty – wyjaśnia Kruszyński.

Grupa Redan w ubiegłym roku zarobiła 3,2 mln zł. Jak zapowiada zarząd, w tym roku liczy na wyższy zysk.

Zysk netto Ferro rośnie o 35 proc. rdr

0

Producent komponentów sanitarnych i grzewczych notuje w I poł. br. niewielki wzrost przychodów i znaczną poprawę zysku netto.

Grupa Ferro, producent armatury oraz komponentów branży instalacji sanitarnych i grzewczych, zanotował skonsolidowane przychody w I półroczu 2014 r. 130,4 mln zł i były wyższe o 1,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2013. Zysk netto wyniósł 13,99 mln zł i jest to wzrost o 35,0 proc. w stosunku do wyniku wypracowanego w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Grupa zajmuje się produkcją oraz sprzedażą armatury sanitarnej i instalacyjnej pod własnymi markami Ferro, Metalia i Titania oraz elementów instalacji grzewczych pod własną marką Weberman, jak również pod markami odbiorców Grupy. Ferro działa przede wszystkim na rynkach: polskim, czeskim, słowackim, rumuńskim.

W I półroczu 2014 roku największy zysk wypracował segment baterii i akcesoriów (24,3 mln zł, o 1 mln zł więcej niż rok temu). Segment armatury instalacyjnej wzrósł do 11,4 mln zł z 9,3 mln zł rok temu.

Geograficznie wciąż największym rynkiem grupy jest Polska z ponad 60 mln zł przychodów. Sprzedaż na polskim rynku wzrosła nieznacznie wobec I półrocza 2013. Wzrost zanotowano także w Rumunii – do 11,5 mln zł z 8,25 mln zł rok temu. Natomiast rynki czeski i słowacki delikatnie spadły (do 38,33 mln zł i 10,52 mln zł).

Staż – doświadczenie, rozwój… i wyzysk

Z badania opinii studentów przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK) wynika, że doświadczenie, nauka i rozwój oraz…brak wynagrodzenia, wyzysk i wykorzystywanie to najczęstsze skojarzenia studentów z pojęciem stażu czy praktyki. Tymczasem, ponad połowa badanych uznaje wysokość wynagrodzenia za ważny czynnik świadczący o wysokiej jakości stażu czy praktyki.

Spośród 1661 studentów, którzy wzięli udział w badaniu, ok. 53 proc. skojarzyło pojęcie stażu i praktyki z doświadczeniem, a 50 proc. z nauką, rozwojem i nabywaniem nowych umiejętności. Wyniki badania dowodzą, że staże i praktyki według młodych osób stanowią skuteczne narzędzie nabywania wiedzy praktycznej. – Fakt, że staże i praktyki nie kojarzą się już tylko z parzeniem kawy i kserowaniem dokumentów świadczy o zmianach, jakie następują na polskim rynku pracy. Z jednej strony pracodawcy dostrzegają potencjał jaki drzemie w organizacji staży i praktyk wysokiej jakości, z drugiej – studenci nie chcą już tracić czasu na stażach, które w żaden sposób nie wpływają na ich rozwój i zdają sobie sprawę, że rzetelne kształcenie praktyczne u dobrego pracodawcy to nierzadko preludium do rozpoczęcia kariery – komentuje Mariola Raudo, Kierownik Działu Rekrutacji i HR Business Partner z Nestlé Polska – firmy odznaczonej przez PSZK Znakiem Jakości przyznawanym rzetelnym programom staży i praktyk.

Udział w stażach i praktykach związanych z kierunkiem studiów to najczęściej wskazywana przez studentów forma dodatkowej aktywności mającej na celu zwiększenie szans na rynku pracy – 45 proc. badanych deklaruje chęć udziału w stażach i praktykach. Istotnym punktem pozostaje kwestia wynagrodzenia – staż czy praktyka kojarzą się z darmową pracą  26 proc. ankietowanych studentów, przy czym aż 62 proc. badanych wskazuje wynagrodzenie jako czynnik świadczący o wysokiej jakości stażu czy praktyki. – Warto zaznaczyć, że wynagrodzenie, prestiż firmy czy projekty, przy których pracują stażyści są obecnie jedną z kart przetargowych w konkurencji o najbardziej obiecujące młode talenty. Świadomi biznesowo pracodawcy organizują programy staży i praktyk, które są wartościowe pod względem merytorycznym, ale również, coraz częściej, płatne – mówi Maciej Hassa, Kierownik Zespołu Marki Pracodawcy z PZU – firmy również odznaczonej przez PSZK Znakiem Jakości.

Badanie opinii studentów zrealizowane zostało  w czerwcu br.  w ramach kampanii społecznej „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”, a jego celem było poznanie stanowiska młodych ludzi na temat staży i praktyk, ich preferencji dotyczących współpracy z pracodawcami oraz aktywności podczas studiów. W badaniu wzięło udział 1661 studentów z 81 uczelni wyższych, znajdujących się w 22 miastach Polski, w tym w największych ośrodkach akademickich. Wyniki badania są dostępne na stronie www.stazeipraktyki.pl.

Kampania społeczna „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” ma na celu zmotywowanie uczniów i studentów do świadomego kierowania swoją karierą. Organizatorem kampanii jest Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami. Mecenasami kampanii są: Nestlé, Orange, PZU oraz Siemens. Partnerem merytorycznym kampanii są Wyższe Szkoły Bankowe, z kolei Partnerem Technologicznym – eRecruiter. Więcej informacji na temat kampanii można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl, na portalu Facebook, oraz na kanale You Tube.

Ocena stanu wdrażania standardów społecznej odpowiedzialności biznesu

0

Społeczna Odpowiedzialność Biznesu staje się coraz częściej domeną nie tylko dużych międzynarodowych korporacji ale także małych i średnich firm działających lokalnie. W związku z postępującą urbanizacją oraz rozwojem ośrodków przemysłowych i stref ekonomicznych, CSR coraz częściej dotyczy także generalnych wykonawców. Inwestycja budowlana to proces, który nie ogranicza się jedynie do placu budowy, ważne jest również otoczenie, w którym prowadzony jest projekt.

Badanie przeprowadzone przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości dotyczące oceny stanu wdrażania standardów społecznej odpowiedzialności biznesu wraz z opracowaniem zestawu wskaźników społecznej odpowiedzialności w mikro, małych, średnich i dużych przedsiębiorstwach pokazało, że tylko 1/3 firm działających w Polsce zetknęła się z pojęciem CSR i jedynie 60% przedsiębiorców dostrzega korzyści, jakie może przynieść odpowiedzialność społeczna biznesu.

Odpowiedzialność w budownictwie to nie tylko odpowiedzialność inwestycyjna, ale także społeczna  i środowiskowa. Realizując dane projekty priorytetem jest tworzenie dla społeczeństwa jak najlepszych warunków do życia i pracy w przyjaznym środowisku. Istotnym aspektem środowiskowym występującym na każdej budowie są odpady. Aby zmniejszyć oddziaływanie na środowisko, na placach budowy MCKB obowiązkowo stosowana jest selektywna zbiórka odpadów.

– Tworząc dla budowy plan gospodarki odpadami, zmniejszamy ich ilość oraz ograniczamy zużycie wody i energii świadomie obniżając emisję CO2 – mówi Piotr Grabowicz, Prezes Zarządu MCKB, Generalnego Wykonawcy zaawansowanych technologicznie obiektów przemysłowych.

– Projektowanie zrównoważone umożliwia także technologia Modelowania Informacji o Budynku BIM, która pozwala zmniejszyć emisję CO2 o 20% i dostosować budynki przyszłości  do standardów takich stowarzyszeń ekologicznych jak LEED czy BREEAM.

Firma MCKB jest mocno zorientowana na ekologię, dostosowuje procesy, technologie i organizację prowadzenia robót budowlanych do wymogów ochrony środowiska naturalnego. Przykładem takiego działania jest np. akcja ochrony ryb przeprowadzona na placu budowy podczas inwestycji realizowanej dla japońskiego koncernu w Łyszkowicach, która wymagała złożonego podejścia i ekologicznej wrażliwości. Konsekwencją inwestycji było przebudowanie odkrytego kanału wodnego w podziemny. Pracownicy MCKB zorganizowali specjalną akcję i przenieśli „mieszkańców” przekształcanego zbiornika wodnego do płynącej obok rzeki.

Podczas realizowanych projektów firmy budowlane często napotykają także na wyjątkowe, niespodziewane okoliczności wymagające odpowiedzialnego, perspektywicznego podejścia pracowników na placu budowy  i zmysłu architektonicznego. Podczas prowadzenia prac  rewitalizacji zabytkowej Fabryki Ludwika Grohmana w Łodzi odnaleziono XIX wieczny dzwon przeciwpożarowy. Pracownicy MCKB odrestaurowali dzwon, który dziś wisi na swoim pierwotnym miejscu. Wcześniej wprawiała go w ruch woda, teraz – prąd elektryczny. Dzwon stał się symbolem zakończonej z sukcesem rewitalizacji. Dzisiaj dzwon jest uruchamiany w dni, kiedy wręczane są kolejne zezwolenia na prowadzenie działalności w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

MCKB chętnie angażuje się we wszystkie działania charytatywne. Na początku wakacji na placach budowy firmy pojawiły się specjalnie oznakowane puszki, do których pracownicy mogą wrzucać pieniądze przeznaczone na zakup wyprawki na nowy rok szkolny dla dzieci z Klubu św. Mateusza – świetlicy środowiskowej działającej przy parafii św. Mateusza Ewangelisty w Łodzi. Szczytna inicjatywa zorganizowana przez MCKB cieszy się bardzo dużym odzewem wśród pracowników, którzy nie pozostali obojętni na los potrzebujących dzieci z ubogich rodzin. Puszki systematycznie zapełniają się kolejnymi datkami. Finał akcji „Wyprawka” planowany jest na wrzesień gdy rozpocznie się nowy rok szkolny.

– Wdrażamy zasady odpowiedzialnego biznesu także wewnątrz spółki. Jako firma odpowiedzialna społecznie chcemy dawać dobry przykład dlatego działamy zawsze z poszanowaniem zasad etycznych i moralnych,  traktując wszystkich pracowników i podwykonawców  z szacunkiem i zaufaniem oraz tworząc warunki do indywidualnego rozwoju – dodaje Piotr Grabowicz.

W MCKB funkcjonuje „Kodeks postępowania”. Zawiera on reguły dotyczące odpowiedzialności społecznej, właściwego zachowania w miejscu pracy, dozwolonych i niedozwolonych praktyk biznesowych, korzystania z technologii, oprogramowania i respektowania praw autorskich.

Najnowsza opinia Inspektora Nadzoru Budowlanego wykazała, że place budowy często nie są odpowiednio zabezpieczone, nie przestrzegane są podstawowe zasady BHP, na placach budowy panuje nieporządek, tereny budowy są nieprawidłowo zagospodarowane,  często nie są ogrodzone bądź ogrodzone są tylko fragmentarycznie. Zaledwie kilkanaście placów budowy na kilkadziesiąt skontrolowanych przez Inspektorat Nadzoru Budowlanego spełnia standardy bezpieczeństwa. MCKB utrzymuje i narzuca podwykonawcom wysokie standardy jakości i bezpieczeństwa pracy. Charakterystyczne dla firmy jest wyjątkowe nastawienie na jakość, dbanie
o porządek i przestrzeganie przepisów oraz prawidłowe oznakowane placów budowy realizowanych inwestycji. Budowy MCKB są w 100% bezwypadkowe.