Rynek pracodawcy wraca do IT? Średnio ponad 56 proc. więcej aplikacji na jedną ofertę pracy niż przed rokiem

W ciągu roku średnia liczba CV wysyłanych na jedną ofertę pracy wzrosła we wszystkich specjalizacjach IT, jak wynika z najnowszych danych No Fluff Jobs – w kategorii Frontend nawet o 180 proc. Jedyną specjalizacją, w której odnotowano odwrotny trend, jest Game Dev. Jednak utraty pracy w najbliższym czasie obawia się tylko 14,3 proc. zatrudnionych w IT. Ponad 58 proc. szukających pracy w tej branży decyduje się aplikować również na oferty o wymaganym niższym poziomie doświadczenia, niż posiadają.

71,4 proc. specjalistów i specjalistek IT jest zdania, że szukanie pracy w tej branży jest obecnie trudniejsze niż rok temu, jak wynika z najnowszego raportu „Bezrobocie w IT. Czy to już realna perspektywa?” od No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami o pracy, który od 10 lat wyznacza standardy rekrutacji. Liczba ofert zatrudnienia w tej branży w 1. kwartale 2024 r. jest o blisko 14 proc. niższa, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Od kilku miesięcy obserwujemy, że sytuacja w IT na polskim rynku jest niespokojna, niepodobna do niczego przedtem. W bardzo krótkim czasie dały o sobie znać skutki zamrożeń projektów i zwolnień za oceanem, wymieszane z lokalnym wyzwaniami: wojną w Ukrainie i inflacją. W efekcie stworzyło się coś w rodzaju tymczasowego rynku pracodawcy, a branża nie jest w tej chwili w stanie zapewnić tylu miejsc pracy, co jeszcze przed rokiem – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Coraz więcej CV na jedną ofertę pracy w niemal wszystkich specjalizacjach IT

Średnia liczba CV wysyłanych na jedną ofertę pracy w IT jest aktualnie o 56 proc. większa niż przed rokiem. Najtrudniejsza jest sytuacja w specjalizacji Frontend, w której średnia liczba aplikacji na jedną ofertę rok do roku wzrosła aż o 180 proc. – z 67 do 187. W kategorii Agile/Scrum Master odnotowano wzrost o blisko 53 proc., w Testingu o 48 proc., a w UX/UI/Design – o 23 proc. Kilkunastoprocentowe wzrosty w średniej liczbie aplikacji można zauważyć w większości kategorii IT. Jedyną, w której występuje trend przeciwny, jest Game Dev, gdzie zainteresowanie kandydatów i kandydatek rok do roku spadło o 40 proc. (ze średnio 20 aplikacji na jedno ogłoszenie do 12).

Blisko 60 proc. aplikuje na oferty wymagające niższego doświadczenia

Osoby szukające pracy w branży IT wysyłają średnio ponad 14 CV tygodniowo. Spośród kandydatów i kandydatek, którzy dopiero chcą rozpocząć karierę w IT ponad 90 proc. aplikuje również na oferty bez podanej wysokości wynagrodzenia. W grupie osób, które pracują już w branży, ale rozglądają się za nową, ten odsetek jest też wysoki, ale spada do 70,1 proc. Na oferty o wymaganym wyższym poziomie doświadczenia, niż obecnie posiadane, aplikuje 67,2 proc. kandydatów i kandydatek, a 58,4 proc. decyduje się aplikować również na stanowiska o niższym poziomie wymaganego doświadczenia. Ponad ⅓ aplikujących szuka zatrudnienia także w innych specjalizacjach niż ta, w której obecnie pracują.

Specjaliści i specjalistki IT nie boją się utraty pracy

Nieco ponad 70 proc. specjalistów i specjalistek IT deklaruje, że ma aktualnie pracę, a jej utraty w najbliższym czasie obawia się tylko 14,3 proc. W ostatnim czasie zatrudnienie straciło 17,9 proc., czy to z powodu dobrowolnego odejścia, czy zwolnienia. Jak na razie, 60 proc. spośród bezrobotnych w IT pozostaje bez pracy krócej niż trzy miesiące. Jednak aż co piąta osoba szuka nowego zajęcia już ponad pół roku. Co dziewiąta ankietowana osoba chce dopiero wejść do świata IT, czy to pracując na razie w innej branży, czy też szukając dopiero swojego pierwszego zajęcia.

Europejski rynek IPO odnotował najsilniejszy pierwszy kwartał od rekordowego 2021 r.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosła 4,8 mld euro (łącznie 13 debiutów). To wzrost o 300% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (1,2 mld euro, łącznie 10 debiutów). Malejąca inflacja, perspektywy na obniżki stóp procentowych oraz zwiększona stabilność na rynkach finansowych stworzyły sprzyjające warunki do przeprowadzenia ofert publicznych oraz nadzieje na ożywienie na rynku IPO – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Na GPW w Warszawie w I kwartale 2024 r. odnotowano kontynuację wzrostów głównych indeksów, jednak początek roku upłynął bez IPO na rynku głównym, natomiast z jednym debiutem na alternatywnym rynku NewConnect.

Podsumowanie I kwartału 2024 r. na GPW w Warszawie

Pierwszy kwartał 2024 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wykazał minimalną aktywność w zakresie ofert publicznych.  Odnotowano tylko jeden debiut na alternatywnym rynku NewConnect, którego wartość wyniosła 2,74 mln zł (około 602 tys. euro), co oznacza spadek o 24% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku, kiedy to przeprowadzono dwie oferty o łącznej wartości 3,62 mln zł (około 793 tys. euro). Jedynym debiutantem na NewConnect w tym okresie była spółka Consoleway S.A., specjalizująca się w świadczeniu usług portowania, kompleksowej pomocy w wydawaniu oraz dodatkowym wsparciu marketingowym dla gier komputerowych.

“Główne polskie indeksy WIG i WIG20, w ślad za najważniejszymi indeksami europejskimi i światowymi, wzrosły w pierwszym kwartale 2024 roku o odpowiednio 7% i 6%, co stanowiło kontynuację wzrostów z roku ubiegłego. Rodzime indeksy osiągnęły poziomy odnotowane podczas hossy z 2021 roku, a złoty na koniec marca był tak samo silny jak na początku 2020 roku (tuż przed pandemią). Taki początek roku jest pozytywnym sygnałem dla inwestorów i spółek, które wstrzymały swoje prace nad IPO i czekały na lepszy moment. Czy to oznacza, że momentalnie pojawi się fala debiutów na polskim rynku? Raczej nie, natomiast niewykluczone, że zobaczymy w tym roku próby uplasowania ofert przez poważniejszych graczy, a w tym fundusze private equity chcące w końcu zrealizować swoje plany w ramach upływających horyzontów inwestycyjnych” – mówi Kamil Wardzyński, senior manager PwC Polska, zespół ds. rynków kapitałowych.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2024 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA” pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł znaczne ożywienie na europejskim rynku IPO. Łączna wartość ofert pierwotnych wyniosła 4,8 mld euro (wzrost o 300% względem analogicznego okresu w poprzednim roku), co stanowiło najlepszy rezultat za pierwszy kwartał od czasu rekordowego 2021 roku. W I kwartale br. zadebiutowało na europejskich giełdach 13 spółek (w tym jedna mega oferta o wartości powyżej 1 mld euro), w porównaniu z 10 debiutami w analogicznym okresie poprzedniego roku. Rynki akcji wspierane przez stabilne warunki makroekonomiczne, takie jak spadająca inflacja i perspektywy obniżek stóp procentowych, napędzały optymizm inwestorów i otwierały nowe możliwości dla emitentów.

Wśród największych europejskich IPO znalazły się oferty Galderma i Douglas – spółek portfelowych funduszy private equity. IPO Galderma na szwajcarskiej giełdzie SIX Swiss Exchange było największym debiutem na tym rynku od 2017 roku (wartość oferty 2 mld euro). Z kolei debiut Douglas na Deutsche Börse był największym debiutem na niemieckim rynku od 2022 roku (wartość oferty 889 mln euro).

Ponadto, debiuty z pierwszego kwartału 2024 roku co do zasady przyniosły zyski inwestorom po IPO – w przypadku czterech z pięciu największych europejskich IPO ceny akcji na koniec kwartału znajdowały się powyżej ceny emisyjnej. Rekordowy wzrost – ponad 150% względem ceny emisyjnej – odnotowała  RENK Group (Deutsche Börse, wartość oferty 448 mln euro).

“Wzrost aktywności w zakresie IPO w Europie jest wyraźnym sygnałem poprawy nastrojów na rynkach kapitałowych. Wyraźne zainteresowanie ze strony funduszy private equity oraz rekordowa wartość zarządzanych przez nie aktywów czekających na realizację wartości może przełożyć się na regularny napływ atrakcyjnych emitentów na rynek. Z kolei stabilizujące się warunki makroekonomiczne oraz niska zmienność na rynku tworzą sprzyjające okoliczności dla nowych emisji.  Kombinacja tych pozytywnych czynników, o ile utrzyma się, może przyciągnąć więcej emitentów, w szczególności spółek portfelowych funduszy, w nadchodzących miesiącach” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska, zespół ds. rynków kapitałowych.

Jawność wynagrodzeń – o zarobkach czasem nie rozmawiamy nawet z rodziną

Na pytanie „Kto wie, ile zarabiasz?” 7 proc. specjalistów odpowiada „nikt”. Jeśli Polacy dzielą się informacją o swoich zarobkach, to zazwyczaj z najbliższymi osobami – partnerami, rodzicami i przyjaciółmi. Jednak jak wynika z raportu Hays i kancelarii Baker McKenzie, w gronie pracowniczym wynagrodzenia wciąż spowija mgła tajemnicy, a w firmach zasadniczo nie rozmawia się o płacach.

Wyniki badania opisanego na łamach raportu „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?” stworzonego przez Hays Poland we współpracy z kancelarią Baker McKenzie pokazują, że polscy specjaliści wciąż niechętnie rozmawiają o swoich zarobkach. W zdecydowanej większości zgadzają się ze stwierdzeniem, że wynagrodzenia stanowią w Polsce temat tabu.

Odpowiedzi respondentów badania pokazują, że informacjami o swoich zarobkach najczęściej dzielą się z partnerem lub partnerką (81 proc.), rodzicami (56 proc.) oraz najbliższymi przyjaciółmi (43 proc.), natomiast nieco rzadziej – z rodzeństwem (34 proc.). Nie każdy jednak decyduje się na ujawnienie swoich zarobków komukolwiek, gdyż blisko co dziesiąty specjalista zachowuje tę informację wyłącznie dla siebie.

Kto wie, ile zarabiasz?

Perspektywa pracowników

81% Partner/ partnerka
56% Rodzice
34% Rodzeństwo
43% Najbliżsi przyjaciele
15% Koledzy i koleżanki z zespołu
10% Znajomi
7% Nikt nie wie

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

W Polsce rozmowy o pieniądzach bardzo często budzą dyskomfort, a czasem wręcz są interpretowane jako brak taktu lub próba pochwalenia się. Wiele osób traktuje je jako ryzykowne, uważając, że lepiej nic nie mówić i mieć przysłowiowy święty spokój, niż przez przypadek wystawić się na nieprzyjemności czy potencjalne konflikty. W Polsce wciąż powszechne jest bowiem przekonanie, że wysoka pensja nie zawsze zależy od kompetencji, lecz sympatii i znajomości – komentuje Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

ILE ZARABIA WSPÓŁPRACOWNIK?

O ile w sferze prywatnej raczej niechętnie mówimy o pieniądzach, to w sferze zawodowej temat ten stanowi prawdziwe tabu. Zaledwie 15 proc. specjalistów i menedżerów deklaruje, że wysokość ich pensji jest znana najbliższym współpracownikom. Zwyczaj nie jest to jednak wynikiem obowiązującej w firmie jawności wynagrodzeń, lecz rozmów z kolegami i koleżankami z zespołu.

Skąd Twoi najbliżsi współpracownicy wiedzą, ile zarabiasz?

Perspektywa pracowników

77% Rozmawiamy o tym między sobą
14% W mojej firmie są jawne przedziały wynagrodzeń na określonych stanowiskach
6% W mojej firmie są jawne wynagrodzenia w obrębie działu
3% W mojej firmie są jawne konkretne kwoty zarabiane przez konkretne osoby

Wyłącznie osoby, których zarobki są znajome ich kolegom i koleżankom z pracy

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

Jak zauważa Agnieszka Czarnecka z Hays, kwestia uzyskiwanej płacy w polskiej kulturze jest traktowana jako sprawa wyjątkowo poufna i prywatna – coś, co powinno zostać zachowane pomiędzy pracownikiem a pracodawcą: – Z jednej strony chęć rozmowy o zarobkach – czy jej brak – powinna być decyzją pracownika. Z drugiej natomiast brak transparentności firm i traktowanie nawet przedziałów wynagrodzeń jako informacji całkowicie poufnych nie działa na korzyść zatrudnionych, ponieważ sprzyja utrzymywaniu nieuzasadnionych dysproporcji wynagrodzeń – zauważa ekspertka.

PRACOWNICY W UJAWNIANIU PŁAC DOSTRZEGAJĄ SZANSE, ALE TEŻ ZAGROŻENIA

Pomimo wyraźnych obaw przed ujawnianiem swojego wynagrodzenia współpracownikom, aż 79 proc. pracowników dostrzega sens działań na rzecz większej jawności płac oraz wdrażania zasad zwiększających przejrzystość płac w firmie. Jako najważniejszą szansę uznają wzrost transparentności i przyspieszenie procesów rekrutacyjnych (78 proc.). W ujawnianiu płac pokładają także nadzieje związane z eliminacją nieuzasadnionych nierówności oraz utrudnieniem pracodawcom stosowania niesprawiedliwych praktyk wynagradzania.

Respondenci dostrzegają jednak również ryzyko. Najczęściej obawiają się konfliktów ze współpracownikami (54 proc.) oraz popsucia atmosfery w zespole (44 proc.). Obawiają się również, że w warunkach jawnych przedziałów wynagrodzeń na określonych stanowiskach trudniej im będzie wynegocjować podwyżkę.

Jakie dostrzegasz ryzyko związane z ujawnianiem wynagrodzeń?

Perspektywa pracowników

54% Konflikt ze współpracownikami w obliczu nieuzasadnionych różnic
44% Popsucie atmosfery w zespole
43% Firmy nie będą rzetelnie raportować informacji o różnicach
43% Trudniej będzie uzyskać podwyżkę i/lub premię
23% Obawiam się, co się stanie, jeśli okaże się, że zarabiam więcej od innych na tym samym stanowisku
19% Obawiam się, co się stanie, jeśli okaże się, że zarabiam mniej od innych na tym samym stanowisku
19% Nie dostrzegam żadnego ryzyka

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

Co ciekawe, więcej specjalistów i specjalistek obawia się sytuacji, w której miałoby się okazać, że są lepiej wynagradzani od swoich najbliższych współpracowników (23 proc.) niż gdyby zarabiali od nich mniej (19 proc.).

Pokazuje to, jaki cel przyświeca pracownikom wspierającym zwiększenie jawności. Chcą być sprawiedliwie traktowani i mieć pewność, że ich zarobki są adekwatne oraz zależne wyłącznie od kompetencji i wyników. Nie chcą natomiast, aby ujawnianie płac prowadziło do konfliktów i narażało ich na sytuację, w której muszą się niejako tłumaczyć z otrzymywanej pensji. Wiele pracy jest zatem do wykonania po stronie organizacji, które mając na uwadze zmiany prawa zaplanowane na rok 2026, już dzisiaj powinny zacząć przyglądać się swoim siatkom płac i eliminować nieuzasadnione dysproporcje – dodaje Agnieszka Czarnecka.

Dodatkowy rabat i bonus na nową Teslę Model 3

Tesla Model 3, jedna z najpopularniejszych opcji w segmencie samochodów elektrycznych, stała się jeszcze bardziej dostępna dzięki wprowadzeniu nowych rabatów i bonusów dla potencjalnych nabywców. Ta inicjatywa Tesli ma na celu przyciągnięcie większej liczby kierowców do ekologicznej jazdy, jednocześnie umacniając pozycję firmy jako lidera w produkcji elektrycznych samochodów.

Aby skorzystać z atrakcyjnej oferty rabatowej na zakup Tesli Model 3, wystarczy kliknąć w poniższy link referencyjny. Przekieruje Cię on bezpośrednio do strony Tesli, gdzie będziesz mógł skorzystać z promocji: Kliknij tutaj, aby przejść do oferty

Co oferuje promocja na nową Teslę 3?

Nowa promocja na zakup Tesli Model 3 obejmuje nie tylko obniżone ceny, ale także szereg dodatkowych bonusów, które mają zachęcić konsumentów do przesiadki na elektryczne rozwiązania. Rabat jest dostępny dla klientów, którzy skorzystają z systemu poleceń przez specjalny link, co umożliwia dodatkowe korzyści zarówno dla polecającego, jak i nabywcy.

Jakie Korzyści Wynikają z Promocji?

  1. Obniżona cena zakupu – Dzięki zastosowanemu rabatowi, Tesla Model 3 staje się bardziej przystępna cenowo, co jest istotnym argumentem dla osób rozważających zakup swojego pierwszego elektrycznego samochodu.
  2. Dodatkowe bonusy – Bonusy mogą obejmować darmowe miesiące korzystania z superchargerów Tesli, co znacznie obniża koszty użytkowania samochodu, zwłaszcza na dłuższych trasach.

Dlaczego Tesla Model 3?

Model 3 jest znany z doskonałego zasięgu, wysokiej wydajności i zaawansowanych funkcji bezpieczeństwa, które razem tworzą jedną z najbardziej konkurencyjnych ofert na rynku samochodów elektrycznych. Auto oferuje również dostęp do rozwijającej się sieci superchargerów, co czyni podróże długodystansowe wygodniejszymi niż kiedykolwiek.Tesla 3 rabat promocja

Prawie połowa Polaków nie wyjedzie na tegoroczną majówkę – wyniki badania PAYBACK Opinion Poll

Głównie w domu, odpoczywając, a jeśli na wyjedzie, to zdecydowanie samochodem – to najczęstsze wskazania Polaków dotyczące ich planów na pierwsze dni maja tego roku, jakie padły w badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Majówka w domu, przy dobrej książce lub na działce

Jak pokazują wyniki badania, 50% Polaków planuje spędzić tegoroczny długi weekend majowy w swoim miejscu zamieszkania. Zdecydowana większość ma zamiar w tym czasie oddać się wypoczynkowi w domu, np. nadrabiając zaległości książkowe i filmowe (34%) lub spędzić czas na działce/w ogrodzie (28%). Wielu ankietowanych zamierza też spotkać się z rodziną i znajomymi (14%).

Jeśli wyjazd to przede wszystkim krajowy

Zgodnie z deklaracjami ankietowanych, tegoroczna majówka będzie dla wielu oznaczać wzmożony ruch na polskich drogach. Ponad 21% Polaków ma bowiem zamiar ruszyć w Polskę, a tylko 8% osób wybiera się w podróż zagraniczną. W przypadku osób decydujących się spędzić majówkę na wyjazdach krajowych dwoma najpopularniejszymi kierunkami są jeziora i góry.

Majówkowe podróże po Polsce będą odbywały się przede wszystkim samochodem, z którego planuje skorzystać aż 89% badanych osób. Dalekie drugie miejsce pod tym względem zajął pociąg, który jako planowany środek transportu wskazało jedynie 6% ankietowanych. Osoby podróżujące po Polsce najczęściej planują przy tym zatrzymywać się u rodziny lub znajomych (24%). Dużą popularnością cieszą się również domki letniskowe (19%) i hotele (14%), mniej popularne w tym roku mogą okazać się pensjonaty (4%) oraz hostele (0,5%).

Za granicą najpopularniejsza Europa

Wyniki raportu PAYBACK pokazują, że wśród kierunków zagranicznych popularnością cieszą się przede wszystkim kraje europejskie (88%). Podium z identycznymi wynikami, uzupełniły Azja i Afryka (po 4%). Najczęściej wskazywanym środkiem transportu w przypadku podróży zagranicznych okazał się samolot (48%). Drugim najczęściej wybieranym ma być samochód (33%). W podróżach zagranicznych nieco większą popularnością cieszy się również pociąg (8%). Najczęściej zagraniczny nocleg w trakcie majówki Polacy planują w hotelach (42%) i mieszkaniach oraz apartamentach na wynajem (26%).

Organizacja wyjazdów w większości na własną rękę

Wśród wszystkich wyjeżdżających na majówkę, zarówno planujących eskapadę po Polsce, jak i za granicą, zdecydowanie dominują ci, którzy samodzielnie organizują swoją podróż (97%), najczęściej dokonując rezerwacji noclegów i biletów przez internet (82%) lub aplikacje mobilne (11%).

Informacje i inspiracje dotyczące kierunków wyjazdów Polacy czerpią przede wszystkim z poleceń rodziny i znajomych (33%) oraz z mediów społecznościowych (29%). 22% respondentów wskazało, że nie szuka inspiracji, bo jeździ w miejsca, które już osobiście sprawdzili.

Najczęściej na majówkowe wojaże Polacy wydadzą do 1000 złotych (58%). Część z tych pieniędzy zasili kasę lokalnych restauracji, w których planuje stołować się 41% podróżujących. Majówkowe budżety zostaną wydane również w sklepach spożywczych – 31% respondentów zadeklarowało bowiem, że planuje samodzielnie przygotowywać posiłki w trakcie wycieczki.

Dla większości długi weekend nie taki długi

Wyniki badania PAYBACK pokazują, że 46% Polaków nie planuje w trakcie majówki brać dodatkowego urlopu, zadowalając się jedynie dniami świątecznymi. Wśród najczęstszych powodów takiej decyzji wymienianie były – brak możliwości wzięcia urlopu w tym okresie (23%) oraz fakt spędzania długiego weekendu w swoim miejscu zamieszkania (22%). Rzadziej wskazywanymi, ale również dość popularnymi powodami były nadmiar pracy (13%) i brak planów na majówkę (12%).

Wśród 33% Polaków planujących urlop na długi weekend majowy, dominują osoby, które wzięły 3 dni urlopu, aby mieć wolny cały tydzień (43%) lub 1 dzień urlopu na wypadający w czwartek 2.05 (32%).

Czy znasz swoją grupę docelową? Sprawdź to!

Czy zdarzyło Ci się zapewniać – np. na stronie internetowej albo w katalogu branżowym – że Twoja firma „dostosowuje ofertę do potrzeb klienta”? Świetnie, ale… którego konkretnie klienta? Czy jesteś w stanie zaspokoić oczekiwania każdego, kto będzie chciał złożyć zamówienie? Niekoniecznie. Dlatego określenie grupy docelowej to jeden z filarów skutecznej sprzedaży. Zobacz, jak to zrobić.

Target – co to jest?

Nazywa się ich targetem, grupami docelowymi… Jednak bez względu na terminologię chodzi po prostu o osoby, które są lub potencjalnie będą odbiorcami Twoich produktów lub usług. Będą to ludzie, których potrzeby i oczekiwania mogą być zaspokojone dokładnie tym, co znajduje się w Twojej ofercie.

Przykład? Wyobraź sobie, że produkujesz ekskluzywne ogrodzenia kute – eleganckie, solidne, a przy tym bardzo kosztowne. W czyje oczekiwania trafi Twój produkt? Na pewno nie w potrzeby tych, którzy chcą stworzyć tani, tymczasowy płot dookoła działki albo terenu budowy ani do klientów z mocno ograniczonym budżetem, prawda? Twoim targetem będą raczej grupy klientów zamożniejszych – np. chcących ogrodzić rodzinną rezydencję, elegancki hotel czy zabytkowy dworek albo pałac lub dopiero planujących budowę tego typu obiektu. 

Im lepiej zrozumiesz, kim są Twoje docelowe grupy klientów, tym łatwiej będzie Ci działać zgodnie z (już nie tak sztampową) obietnicą o dopasowaniu swojej oferty do ich potrzeb.

Po co jest potrzebne określenie grupy docelowej?

Czy na pewno trzeba opisywać grupy docelowe i inwestować czas w ich definiowanie? Wielu przedsiębiorców podchodzi do tej kwestii z niechęcią lub bardzo pobieżnie. W końcu każdy prowadzący biznes, wie mniej więcej, kto od niego kupuje.

No właśnie: mniej więcej. A im mniej wiesz o swoich docelowych grupach klientów, tym bardziej na oślep działasz! W efekcie możesz np.:

  • „przepalać budżet” na marketing, który nie przynosi efektów (bo np. Twoje reklamy trafiają do osób, które i tak od Ciebie nie kupią);
  • tracić czas na kontakt z potencjalnymi klientami, z którymi nie sfinalizujesz transakcji (np. tymi z drugiego końca Polski, u których nie wykonasz swojej usługi);
  • nie dostrzegać konieczności wprowadzenia zmian, np. w specyfikacji produktu albo sposobie obsługi klientów z grupy docelowej, tak aby jeszcze lepiej do nich trafić.

To właśnie powód, dla których warto „odrobić tę lekcję” – tak aby nastawić tryby działania firmy na długofalowy sukces.

Rodzaje klientów i kryteria ich podziału, czyli jak przygotować opis grupy docelowej

Stereotypowo opis grupy docelowej to określenie „suchej demografii” – a zatem cech takich jak płeć, wiek czy miejsce zamieszkania osób z poszczególnych grup klientów. Czy to wystarcza? Niekoniecznie! Warto jak najbardziej „wgryźć się” w potrzeby i oczekiwania grupy docelowej klientów. Zrozumieć, o czym marzą albo z jakimi problemami się mierzą, oczywiście w kontekście rozwiązań, które można im zaoferować. To pozwoli określić, co firma musi dać klientowi od siebie, aby chciał on to kupić. Realistycznie i życiowo, tak aby te informacje dało się łatwo przełożyć na specyfikę produktów czy procesy obsługi. 

Warto zatem:

  • pomyśleć o opisie grupy klientów w szerszej perspektywie i przełożyć demografię na konkretne potrzeby i oczekiwania;
  • wskazać problemy i wyzwania, z których rozwiązaniu mogą pomóc produkty/usługi Twojej firmy (np. oferowane przez Ciebie materace mogą być wsparciem przy bólach kręgosłupa, a eleganckie ogrodzenia – sposobem na podniesienie wartości prywatności posesji i „podbicie” designu budynku);
  • spróbować jak najlepiej zrozumieć procesy, które stoją za tym, że klient wybiera Ciebie, a nie konkurencję.

Finalizacja sprzedaży

Określenie grup docelowych klientów to prosty sposób na skrócenie drogi do zamknięcia sprzedaży.

Charakterystyka potencjalnych klientów w praktyce – jak to zrobić?

Wiesz już, że aby określić grupę docelową, nie możesz polegać na własnych wyobrażeniach i suchych danych. Co zatem możesz zrobić? Najlepiej będzie, jeżeli przeprowadzisz co najmniej kilka wywiadów z klientami, z którymi już współpracowałeś. Warto z nimi porozmawiać (w miarę możliwości) nieco dłużej, aby zrozumieć m.in.: 

  • czemu wybrali Twoje produkty;
  • jakie problemy rozwiązała Twoja oferta;
  • co ich przekonało do Ciebie, a nie do konkurencji;
  • co uznają za najlepszy aspekt współpracy z Tobą, a co im przeszkadzało.

Uwaga! Takie dyskusje warto nagrać, tak aby można je było odtworzyć, spisać i przeanalizować – bardziej obiektywnie.

Opisany sposób tworzenia charakterystyki grup klientów pomoże Ci „wyjść ze swojej bańki” i spojrzeć na biznes z perspektywy  tych, którym chcesz sprzedawać produkty. Dzięki temu zrozumiesz, czego naprawdę oczekują i będzie Ci łatwiej planować działania marketingowe. 

Z czasem zauważysz wyraźne efekty w postaci przypływu nowych klientów oraz optymalizacji kosztów ich pozyskania. Skrócisz też drogę odbiorców w dół lejka zakupowego. To wszystko doprowadzi do większej sprzedaży i pomoże w stabilnym rozwoju biznesu. Właśnie dlatego warto poświęcić czas i energię na zdefiniowanie grup odbiorców. Powodzenia!

Silver Tsunami – aktywizacja pracowników pokolenia 50+. Nowa kultura współpracy międzypokoleniowej w organizacji

Dane demograficzne dla Polski nie są optymistyczne – od 10 lat liczba kandydatów do pracy zmniejsza się w konsekwencji niskiego przyrostu naturalnego społeczeństwa. W konsekwencji pracodawcy będą mierzyć się rosnącym rynkiem pracowników pokolenia 50+.

Tymczasem, jak wynika z analiz, pracodawcy nie są do końca zainteresowani sięganiem po kandydatów w wieku dojrzałym, a zjawisko ageizmu (dyskryminacji ze względu na wiek) ma się na rynku pracy bardzo dobrze. Pracownicy poniżej 30. roku życia otrzymują zaproszenia na rozmowę rekrutacyjną średnio dwa razu częściej niż osoby w wieku 50+.

Czas na uświadomienie, że doświadczenia, kompetencje i perspektywa pracowników 50+ są niezbędne na rynku pracy. Warto zatem już dzisiaj tworzyć taką kulturę pracy, w której i młodzi, i bardziej doświadczeni pracownicy mogą czerpać od siebie nawzajem i tworzyć lepsze, bardziej efektywne zespoły – twierdzi Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Potwierdzają to badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z których wynika, że 62% osób wchodzących na rynek pracy chce mieć możliwość uczenia się od doświadczonych kolegów.

Reprezentanci różnych pokoleń dostrzegają wartość w różnorodności w miejscu pracy Wyniki badania Pracuj.pl (2023) wskazują, że blisko 80 proc. pracowników pokolenia Z uważa, że osoby starszej generacji stanowią pozytywną i unikalną wartość dla środowiska pracy. Pogląd ten podziela aż 83 proc. badanych w przedziale wiekowym 55-65 lat.

Podobnie jest z postrzeganiem możliwości osiągnięcia lepszych wyników przez firmy, które podejmują wyzwanie walki z ageizmem. Aż 68 proc. badanych sądzi, że firmy zatrudniające różne pokolenia mogą osiągać lepsze wyniki. Młodsi u starszych najbardziej doceniają nie tylko doświadczenie, wiedzę, lojalność czy opanowanie, ale także empatię i pracowitość.

Silversi cenią natomiast u młodszych stażem kolegów i koleżanek, nie tylko świeże spojrzenie, nowe umiejętności technologiczne, ale także chęć kreowania nowych rozwiązań i otwartość na zmianę. A to ważny czynnik, który może decydować o sukcesie strategii mentoringu, coraz bardziej popularnej wśród polskich firm. – Taka zmiana optyki menedżerów i liderów – z tej skupionej na problemach wynikających z różnic na taką, która podkreśla komplementarność różnorodnych spojrzeń, zalet i kompetencji – ma korzystny wpływ nie tylko na motywację zespołów, ale także wyzwala większy potencjał do innowacji – podkreśla Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Starsi pracownicy mają wiele powodów, dla których chcą pozostać na rynku pracy, począwszy od osobistych aspiracji do zaangażowania społecznego, ciekawej pracy i poszukiwania nowych możliwości kariery, po potrzeby finansowe czy dłuższe i zdrowsze życie.

Jak inwestować w złote monety inwestycyjne?

Monety bulionowe, to obok sztabek najpopularniejsza forma inwestowania w złoto fizyczne. Na rynku dostępnych jest wiele monet pochodzących z różnych zakątków świata. Na które warto zwrócić uwagę i jak bezpiecznie kupić monety inwestycyjne?

Czym dokładnie są monety bulionowe?

Monety bulionowe to monety wykonane z metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro, platyna lub pallad, które są emitowane w celach inwestycyjnych, tzn.:

  • są bite w celu lokowania kapitału, a nie jako środek płatniczy,
  • ich wartość zależy przede wszystkim od rynkowej wartości kruszcu w nich zawartego, a nie od nominału (który ma znaczenie symboliczne).

Wagę monet bulionowych wyraża się w uncjach trojańskich – najczęściej jest to 1 uncja, czyli 31,1 gramów. W kwietniu 2024 roku za taką monetę należy zapłacić około 9 500 zł. Dla inwestorów dysponujących mniejszym kapitałem, dostępne są także monety o wadze 1/2, 1/4, 1/10, czy 1/25 oz – proporcjonalnie tańsze. Jednocześnie warto pamiętać, że im większą monetę kupujemy, tym mniej zapłacimy za każdy gram złota. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: https://ascoin.pl/Ile-kosztuje-gram-zlota-news-pol-1609329960.html 

Najpopularniejsze monety inwestycyjne na świecie

Pierwszą – i do tej pory najpopularniejszą – monetą bulionową jest złota moneta Krugerrand. Krugerrand 1 oz zawiera pełną uncję trojańską złota, a oprócz tego niewielki dodatek miedzi, co nadaje mu charakterystyczny brązowy odcień, a także zwiększa jego odporność na zarysowania.

Najbardziej rozpoznawalne monety bulionowe świata, które charakteryzują się dużą płynnością (można je łatwo sprzedać i zbyć w razie potrzeby, w niemal każdym zakątku globu), to na przykład:

  • Kanadyjski Liść Klonu
  • Amerykański Orzeł
  • Australijski Kangur
  • Britannia
  • Wiedeński Filharmonik
  • Chińska Panda

Monety te są łatwo rozpoznawalne, a dodatkowo szczegółowo zdobione, dzięki czemu relatywnie trudno je podrobić. Pochodzą z renomowanych krajowych mennic, a ich zdobienie nawiązuje do historii i tradycji kraju, z którego pochodzą.

Złota moneta Krugerrand 1 oz
Złota moneta Krugerrand 1 oz

Gdzie bezpiecznie kupić monety i złoto inwestycyjne?

Współcześnie złoto inwestycyjne – sztabki i monety bulionowe – można bezpieczne kupić przez internet. Należy jednak pamiętać, aby wybrać odpowiedniego sprzedawcę. Najlepszym wyborem będzie podmiot, który prowadzi działalność gospodarczą związaną z obrotem kruszcami, czyli dealer metali szlachetnych. Tacy sprzedawcy wysyłają wyroby ubezpieczonymi przesyłkami, a często też prowadzą stacjonarne punkty sprzedaży, gdzie można obejrzeć wyroby inwestycyjne lub skonsultować zakup z ekspertem. Przykładem jest ASCOIN, który prowadzi salon sprzedaży w Warszawie przy ul. św. Barbary 4, a także sklep internetowy pod adresem www.ascoin.pl.

Dla bezpieczeństwa transakcji najlepiej unikać zakupów od anonimowych osób w portalach aukcyjnych, lokalnych lub w grupach na mediach społecznościowych – wszystkich miejsc, gdzie trudno zweryfikować sprzedającego.

O czym jeszcze warto pamiętać?

Nie każda złota moneta kwalifikuje się jako złoto inwestycyjne. Złotem inwestycyjnym są tylko monety, które:

  • Mają wysoką próbę – co oznacza, że są wykonane w całości lub prawie w całości z czystego złota. Złoto powinno stanowić minimum 90% stopu, co oznacza, że próba złota to minimum 900 tysięcznych.
  • Są lub były obowiązującym środkiem płatniczym w kraju pochodzenia.
  • Zostały wybite po 1 800 roku.

I co ważne, są sprzedawane po cenie, która nie przekracza o więcej niż 80% rynkowej ceny złota, które jest zawarte w monecie. To właśnie odróżnia produkty inwestycyjne od monet historycznych czy numizmatów (których cena nie wynika przede wszystkim z aktualnej ceny złota). Warto też wiedzieć, że złoto inwestycyjne jest zwolnione z podatku VAT, a sprzedając je z zyskiem po minimum 6 miesiącach od zakupu, nie trzeba odprowadzać podatku na zasadach ogólnych ani też tzw. podatku Belki.

Sąd orzeka o żądaniu ewentualnym pozwu tylko gdy oddali żądanie główne

Powód wnosząc powództwo dąży do zapewnienia ochrony swojego interesu prawnego. W niektórych okolicznościach pozostaje w niepewności co do skuteczności wybranego roszczenia. Wówczas z ostrożności procesowej może zgłosić żądanie ewentualne. W jednej ze spraw dotyczących bankowych umów kredytowych Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił korzystny dla kredytobiorców wyrok sądu I instancji, bo ten rozpoznając żądanie główne nie rozpoznał ewentualnego. W lutym 2024 r. w sprawie wypowiedział się Sąd Najwyższy.

Kumulacja roszczeń cywilnoprawnych

Na mocy art. 191 Kodeksu postępowania cywilnego, powód może dochodzić jednym pozwem kilku roszczeń przeciwko temu samemu pozwanemu, jeżeli nadają się one do tego samego trybu postępowania, a sąd jest właściwy ze względu na ogólną wartość roszczeń. Jednym pozwem można dochodzić również kilku żądań różnego rodzaju, pod warunkiem jednak, że dla któregoś z nich nie jest przewidziane postępowanie odrębne ani też nie zachodzi niewłaściwość sądu.

Żądanie ewentualne jest szczególnym przypadkiem kumulacji roszczeń cywilnoprawnych. W przypadku powództw wytaczanych bankom roszczeniem głównym jest najczęściej żądanie uznania umowy kredytu za nieważną od chwili jej zawarcia i na tej podstawie domaganie się zwrotu nienależnie pobranych przez bank środków. A w ramach roszczenia ewentualnego kredytobiorcy domagają się np. uznania niektórych postanowień umowy za niewiążące z uwagi na ich abuzywny charakter i w oparciu o to wysuwają roszczenie zwrotu dokonanych na podstawie tychże postanowień nadpłat.

Nierozpoznanie istoty sprawy

Sąd Okręgowy w Legnicy w marcu 2022 r. uznał za nieważną umowę kredytu zawartą w 2008 roku i zasądził na rzecz kredytobiorców od pozwanego banku kwotę ponad 185 tys. zł. Bank złożył apelację. Wyrokiem z 5 stycznia 2023 r. (sygn. akt I ACa 1252/22) Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał, że legnicki sąd choć rozpoznał sprawę w zakresie żądania głównego, to nie rozpoznał żądania ewentualnego. W związku z tym, na podstawie art. 386 § 4 K.p.c. uchylił jego rozstrzygnięcie z powodu nierozpoznania istoty sprawy.

O roszczeniu ewentualnym sąd rozstrzyga tylko gdy nie uwzględni żądania głównego

Kredytobiorcy wnieśli zażalenie od wyroku sądu apelacyjnego. Sąd Najwyższy orzekł, że do nierozpoznania istoty sprawy dochodzi wówczas, gdy sąd nie zbada materialnej podstawy żądania albo merytorycznych zarzutów strony, mylnie uznając, że istnieje przesłanka materialnoprawna unicestwiająca roszczenie albo wykluczająca jego skuteczne dochodzenie. Jako przykład SN wskazał błędne uznanie przez sąd, że dochodzone roszczenie uległo przedawnieniu.

Roszczenie ewentualne zgłaszane jest jako dodatkowe na wypadek nieuwzględnienia przez sąd żądania głównego. Sąd orzeka więc w pierwszej kolejności o żądaniu zasadniczym, a dopiero w sytuacji jego oddalenia orzeka o żądaniu ewentualnym. Stąd rozstrzyganie o roszczeniu ewentualnym uzależnione jest od podjęcia negatywnego rozstrzygnięcia co do roszczenia głównego.

Nierozpoznanie żądania ewentualnego nie oznacza nierozpoznania istoty sprawy

Sąd Najwyższy stwierdził więc, że w przedmiotowej sprawie sąd apelacyjny mógł zmienić zaskarżony wyrok ale w zakresie, w jakim uznałby, że zasądzone przez sąd I instancji roszczenie główne jest niezasadne. Wtedy mógłby orzec o tym roszczeniu wedle swojej oceny i oddalić w tym zakresie powództwo. Fakt, że sąd I instancji nie rozpoznał żądania ewentualnego nie oznacza, że sąd ten nie rozpoznał istoty sprawy, i nie daje podstaw do uchylenia z tej przyczyny wyroku. Sąd apelacyjny nie ma jednocześnie podstaw do rozstrzygania o żądaniu ewentualnym. To pozostaje bowiem w wyłącznej gestii sądu I instancji, który powinien o nim orzec po upływie terminu do wniesienia skargi kasacyjnej od wyroku sądu drugiej instancji co do żądania głównego albo ewentualnym zakończeniu postępowania kasacyjnego w tym zakresie (postanowienie SN z 12 lutego 2024 r., sygn. akt III CZ 61/23).

Podsumowanie

To ciekawy kazus pokazujący, że nawet przedstawiciele cieszącego się najwyższym autorytetem zawodu prawniczego popełniają proceduralne błędy i zdarza im się nieprawidłowo interpretować przepisy. Z drugiej strony podkreśla istotę korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika na potrzeby zapewnienia ochrony interesu prawnego osób szukających tej ochrony w sądzie. Bez wsparcia prawnika, znającego przepisy prawa i procedury sądowe, uczestnik procesu może zostać jej pozbawiony.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Czeka nas droższa filiżanka kawy

KAWA: Ceny wzrosły w tym roku o 25 proc., ponieważ zła pogoda dotknęła uprawy w Brazylii, będącej głównym producentem kawy arabica, oraz w Wietnamie, gdzie uprawiana jest robusta. Jest to najnowszy spadek cen w rolnictwie spowodowany podażą (po soku pomarańczowym w zeszłym roku i kakao już w 2024). Sprawił on, że rolnictwo stało się najlepiej prosperującym segmentem towarowym w 2024 r., wzrastając o 27 proc. w porównaniu z 4 proc. dla szerszych towarów. Detaliczne ceny kawy w USA spadły o 2 proc. w ciągu ostatniego roku, ale teraz wydają się być gotowe nadrobić zaległości, ponieważ producenci i sieci kawowe, od Nestlé po Starbucksa, kontynuują swoje strategie premiumizacji cen.

KONSUMENT: Europa wypija 30 proc. kawy świata, a pięć krajów skandynawskich średnio 9,5 kg na osobę, czyli ponad czterokrotnie więcej niż Stany Zjednoczone. Azja jest drugim co do wielkości konsumentem, a spożycie w przeliczeniu na jednego mieszkańca szybko rośnie. Ziarna stanowią jedynie ułamek końcowej ceny kawy, ale ostatni wzrost cen towarów, prawdopodobnie pójdzie w parze z rosnącymi kosztami pracy i energii oraz strategiami cenowymi firm. Przeciętna wysokość rachunku w Starbucks wzrosła o 4 proc. w ostatnim kwartale w porównaniu z 1 proc. wzrostu w liczbie transakcji. Przeciętna gorąca latte kosztuje obecnie w USA 4,62 dolara. Jednostka Nestlé Nespresso odnotowała w ubiegłym roku ponad dwukrotnie szybszy wzrost cen niż wolumenów.

HANDEL: Delikatniejsza i trudniejsza w uprawie arabica stanowi 60 proc. całkowitej podaży i dominuje na rynku droższej i wysokojakościowej kawy mielonej, podczas gdy robusta dominuje na rynku kawy rozpuszczalnej i jest średnio o 30 proc. tańsza. Najnowszy niedobór produkcji zagraża prognozie Międzynarodowej Organizacji Kawy, dotyczącej powrotu do niewielkiej nadwyżki na rynku kawy w tym roku po dwóch latach dużych deficytów. Globalna produkcja wzrosła o 6 proc.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Sprzedaż detaliczna w Polsce zwalnia, Węgrzy obniżają stopy procentowe

Poznaliśmy indeksy PMI. Przemysł znów nurkuje, ale bardzo solidne poziomy pokazały usługi. Sprzedaż detaliczna w Polsce zwalnia, ale nadal jest na solidnych poziomach. Węgrzy kontynuują cykl obniżek stóp procentowych.

Indeksy koniunktury w Europie

Wczoraj od rana dostaliśmy serię odczytów indeksów PMI dla głównych europejskich gospodarek. Opublikowano wstępne dane zarówno dla usług, jak i dla przemysłu. Indeksy te to badania ankietowe wśród menedżerów odpowiadających za zamówienia. Wybrano tę grupę, gdyż ma ona dużą możliwość wpływania na sytuację. Jeżeli dominuje pesymizm i zmniejszą oni zamówienia, sami mogą wywołać efekt zgodny z przewidywaniami. Z kolei im więcej optymistów, tym większe powinny być zamówienia. Dla strefy euro słabiej od oczekiwań wypadł indeks PMI dla przemysłu. 45,6 pkt to aż o 0,9 pkt poniżej przewidywań i najsłabszy wynik od grudnia. Lepiej od oczekiwań wypadł z kolei indeks dla usług. Wzrósł on do 52,9 pkt, czyli 1,1 pkt powyżej tego, co przewidywali analitycy. Jest to z kolei najlepszy wynik od maja. Co ciekawe, po tych danych euro zyskało względem dolara. Jest to ciekawe, gdyż zwyczajowo przykłada się większą wagę do odczytów przemysłowych niż tych dla usług.

Sprzedaż detaliczna zwalnia

Wtorkowe dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce są negatywnym zaskoczeniem. Rynek oczekiwał wzrostu o 6,6%, a otrzymał 6%. Teoretycznie rewelacyjnie wyglądały dane miesięcznie. Wzrost o 14,6% w ujęciu miesiąc do miesiąca to świetny wynik. Warto jednak zwrócić uwagę, że niemal co roku mamy taki wynik w marcu. Spory wpływ na to ma fakt, że ma on jednak wyraźnie więcej dni niż luty, nawet w roku przestępnym. Trzeba pamiętać, że dane te trafiły na rynek równo z łącznym indeksem PMI dla strefy euro. W rezultacie ciężko stwierdzić, jaka część reakcji przypadła na te dane.

Węgrzy zwalniają tempo

Wczoraj Bank Węgier po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Obniżka o 0,5% była zgodna z oczekiwaniami. Nowa stawka wynosi 7,75%. Jest to 7 z rzędu obniżka i w sumie stopa procentowa w tym czasie spadła o 5,25%. Tak silne spadki są możliwe oczywiście tylko dlatego, że stopy podniesiono do absurdalnie wysokiej (z perspektywy innych państw Unii Europejskiej) wartości 13%. Rynki przyjęły to relatywnie spokojnie lekkim umocnieniem. Powodem jest fakt, że tempo obniżek zwalnia. Część analityków sądziła, że zostanie utrzymane i spadek wyniesie 0,75%, co było dominującą wartością w tym cyklu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rok 2023 w Grupie TIM: spora odporność na rynkową dekoniunkturę, rekord liczby klientów

Drugie najwyższe w historii przychody ze sprzedaży, niemal 100 tysięcy klientów i również rekordowa wycena TIM-u, związana z wyborem inwestora, który wesprze TIM SA i 3LP SA w dalszym rozwoju. Oto wydarzenia i parametry, które zdominowały rok 2023 w Grupie Kapitałowej TIM.

Skonsolidowane i jednostkowe przychody ze sprzedaży nie uległy w 2023 r. znaczącej zmianie w stosunku do roku poprzedniego i wyniosły odpowiednio 1,45 i 1,39 mld zł (-4,8% i -4,6% rdr.). Z inną sytuacją mamy do czynienia w przypadku takich parametrów jak zysk netto czy EBITDA. Na poziomie skonsolidowanym pierwszy z nich (55 mln zł) był niższy o 46,2% w porównaniu z 2022 r., zaś drugi (99,3 mln zł) – o 38%.

– Tak niewielki spadek na poziomie przychodów potwierdza skuteczność i wysoką odporność modelu biznesowego TIM-u na dekoniunkturę na rynku dystrybucji elektrotechniki, którą znacznie wyraźniej widać w przypadku innych parametrów wynikowych. Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że pomimo tych spadków osiągnięty wynik finansowy oraz ponad 92 miliony złotych dodatnich przepływów pieniężnych na działalności operacyjnej to duży sukces Grupy Kapitałowej TIM – zauważa Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA.

Klienci siłą TIM-u

O prawdziwym załamaniu można mówić w przypadku rynku odnawialnych źródeł energii. Przychody TIM-u ze sprzedaży produktów wyłącznie z obszaru instalacji fotowoltaicznych zmniejszyły się w 2023 r. o 55,3% rok do roku, do niespełna 42,3 mln zł.

– Rok upłynął pod znakiem spadającego zainteresowania inwestowaniem w odnawialne źródła energii i to pomimo możliwości uzyskania dopłat do instalacji fotowoltaicznej skojarzonej z pompą ciepła. Z każdym miesiącem spadały ceny produktów stosowanych w instalacjach fotowoltaicznych, co oczywiście mocno przełożyło się na wartość realizowanych przychodów z tego asortymentu – wylicza Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – Jeśli spojrzeć całościowo na przychody ze sprzedaży TIM-u, tak niewielki ich spadek rok do roku zawdzięczamy w dużej mierze rekordowej, niemal stutysięcznej liczbie klientów. Znaczący wzrost ich liczby rok do roku to trend, z którym mamy do czynienia już od kilku lat – dodaje.

W 2023 r. TIM obsłużył dokładnie 99 945 klientów, zarówno z sektora B2B, jak i B2C, tj. o niemal 19% więcej w porównaniu z rokiem 2022. 68% wygenerowanych przez nich przychodów pochodziło ze zrealizowanej samodzielnie sprzedaży online.

Tymczasem przychody ze sprzedaży logistycznej spółki 3LP wyniosły w 2023 r. 169,4 mln zł, co oznacza wzrost o 3,86% rok do roku. Ze 184 do ponad 247 tysięcy mkw. wzrosła także łączna  powierzchna magazynowa zarządzana przez spółkę w sześciu lokalizacjach.

Pożegnanie z rynkiem kapitałowym

W marcu 2023 r., w efekcie wielomiesięcznego, bardzo konkurencyjnego procesu w ramach przeglądu opcji strategicznych, Zarząd TIM SA wybrał FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH – spółkę z międzynarodowej Grupy Würth – na inwestora, który wesprze Grupę Kapitałową TIM w dalszym rozwoju. Nowy inwestor chciałby wycofać akcje TIM SA z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Zwieńczeniem ponad ćwierć wieku obecności TIM-u na rynku kapitałowym jest osiągnięcie bardzo atrakcyjnej wyceny, przekraczającej 1,1 mld zł, a wynikającej z ceny (50,69 zł/akcję) w wezwaniu do zapisywania się na sprzedaż akcji TIM SA, jaką zaoferował inwestor. Kolejne miesiące, aż do stycznia 2024 r. upłynęły na procesowaniu  przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgody na transakcję.

Aktualnie TIM czeka na pozytywną odpowiedź Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego na złożony przez Spółkę wniosek o udzielenie zezwolenia na wycofanie akcji z obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

– Prawdopodobnie po raz ostatni prezentujemy nasze wyniki roczne w formule wynikającej ze statusu spółki publicznej. W lutym 2024 roku minęło dwadzieścia sześć lat od pierwszej giełdowej sesji, podczas której były notowane akcje TIM-u. Widząc, w którym miejscu jest dzisiaj TIM, wiem, że nie bylibyśmy w nim bez decyzji o wejściu Spółki na rynek kapitałowy oraz zaufania, jakim obdarzyli nas akcjonariusze – podkreśla Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Z całego serca, w imieniu Zarządu i pracowników TIM-u serdecznie za to dziękuję. Zachęcam do dalszego obserwowania naszej działalności i trzymania kciuków za Grupę Kapitałową TIM – dodaje.

Usługi w Europie rosną, przemysł słabnie. Amerykańska gospodarka spowalnia. EURUSD testuje opór techniczny

Usługi w Europie radzą sobie dobrze. Gorzej jest z przemysłem. Tak przynajmniej wynika z opublikowanych wczoraj wstępnych wskaźników PMI. Te same dane dotyczące amerykańskiej gospodarki pokazały spadek w obydwu tych obszarach, co jest kolejnym dowodem na to, że amerykańska gospodarka spowalnia, mimo, że do tej pory była zadziwiająco odporna na podwyżki stóp procentowych. Kurs EURUSD urósł do poziomu 1,07, gdzie przebiega istotny opór techniczny. Indeksy na Wall Street zanotowały kolejną dobrą sesję w tym tygodniu i odrabiają straty poniesione w drugim oraz trzecim tygodniu kwietnia. Wzrostom przewodził sektor technologiczny przed kluczowymi raportami o zyskach w tym tygodniu.

Indeks menedżerów zakupów dla sektora usług dla strefy euro wzrósł zaskakująco mocno do 52,9 w kwietniu. Pozytywnie zaskoczyły również wskaźniki dla Niemiec (53,3 pkt.), Francji (50,5 pkt.) oraz Wielkiej Brytanii (54,9 pkt.).

Wynik dla całej strefy euro już trzeci miesiąc z rzędu znajduje się powyżej granicznej bariery (50 pkt.), co wskazuje na rozwój sektora. Z kolei wskaźnik produkcji (45,6 pkt.) po raz kolejny zawiódł oczekiwania, zaprzeczając silnemu odbiciu.

Pierwsze wstępne szacunki PKB za I kwartał zostaną opublikowane w najbliższy czwartek. Poprawa indeksów PMI dla usług rodzi nadzieje na kontynuację tego trendu w kolejnych miesiącach. Z drugiej strony optymizm jest w pewnym stopniu gaszony przez dekoniunkturę w przemyśle. Światełkiem w tunelu jest poprawa oczekiwań dotycząca kondycji sektora w następnych miesiącach.

Dynamiczne podwyżki kluczowych stóp procentowych EBC prawdopodobnie nie zostały jeszcze w pełni „przetrawione”, a obniżki, które spodziewane są od czerwca, prawdopodobnie nie pobudzą gospodarki do 2025 r. ze względu na opóźnienie czasowe.

To z czego EBC może być zadowolony to fakt, że subkomponent cen sprzedaży nie kontynuował trendu wzrostowego. Zarówno w sektorze usługowym, jak i produkcyjnym, wartość ta niewiele się zmieniła w kwietniu. Można wyciągać wnioski, że podstawowa presja na wzrost cen na nasiliła się.

Euro zyskało po danych PMI we wczorajszych godzinach przedpołudniowych. Następnie dolar stracił popołudniu po tym samym odczycie dla amerykańskiej gospodarki. Kurs EUR/USD dotarł do poziomu 1,0710 ale dziś rano lekko zniżkuje. W średnim terminie notowania głównej pary walutowej wciąż przebiegają w dość szerokim kanale spadkowym a wzrosty z tego tygodnia wyglądają na razie jedynie jako korekta wzrostowa poprzednich, dynamicznych spadków. Powiększenie się dywergencji w nastawieniu do polityki monetarnej Fed-u oraz EBC powinno wciąż kierować kurs EUR/USD niżej, przynajmniej do poziomu 1,0450 – minima z początku października 2023 roku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne niezgodny z RODO – konieczne są poprawki

Projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne w obecnym kształcie jest niezgodny z RODO i wymaga poprawek.

Projektodawca poselskiego projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne nie przeprowadził oceny skutków dla ochrony danych osobowych. Przez to nie wykazał niezbędności przetwarzania określonych danych dla realizacji zakładanego celu ani konieczności tworzenia kolejnego, co do zasady jawnego rejestru publicznego – uważa Mirosław Wróblewski, Prezes UODO, w uwagach do projektu tej ustawy. Zgodnie z tym projektem w nowotworzonym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne mają być przetwarzane takie dane jak: imię, nazwisko, miejsce zamieszkania, numer PESEL, pełniona funkcja, imię nazwisko i numer PESEL małżonka, wstępnych i pełnoletnich zstępnych pierwszego stopnia oraz pełnoletniego rodzeństwa, a także elektroniczne kopie oświadczeń majątkowych.

„Taki zakres danych i sposoby ich przetwarzania mogą powodować szeroki wachlarz ryzyk dla prywatności i danych osobowych osób pełniących funkcje publicznych, ale i osób trzecich” zaznacza Prezes UODO.

W uwagach do projektu, przekazanych Dariuszowi Salamończykowi, Zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu RP, Prezes UODO zwraca uwagę, że cel utworzenia tego rejestru jest niesprecyzowany. Projektodawca wskazał jedynie, że rozwiązania te mają przełożyć się na transparentność życia publicznego.

W projekcie brakuje także definicji osoby publicznej, a w uzasadnieniu projektu funkcjonuje pojęcie osoby eksponowanej publicznie, co świadczy też o tym, że projektodawca nie używa spójnych i jednoznacznych pojęć.

Prezes UODO zwraca także uwagę na to, że dane do rejestru ma wprowadzać i aktualizować samodzielnie osoba publiczna, po dokonaniu uwierzytelnienia. W projekcie nie określono jednak statusu takiej osoby zamieszczającej dane, a jako administratora danych wskazano Ministra Sprawiedliwości. Tak skonstruowane przepisy spowodują, że nie będzie wiadomo, kto ma odpowiadać za realizację praw podmiotów danych, zgłaszanie naruszeń, jakość danych, czy prawidłowość danych w rejestrze.

Wśród całej listy zastrzeżeń do projektu Prezes UODO wskazuje także na to, że wiele z proponowanych rozwiązań jest nieprecyzyjnych. Ponadto propozycja nowych regulacji nie reguluje kwestii związanej z zabezpieczeniem tego rejestru i dostępami różnych podmiotów do jego zasobów. Nie wiadomo nawet w jakim trybie będą udostępniane te dane – czy w trybie wnioskowym, czy bezwnioskowym i przy zachowaniu jakich warunków.

Obawy Prezesa UODO budzi też okres przechowywania danych w rejestrze, który ma wynieść 8 lat.

Z innymi uwagami do projektu ustawy oraz pogłębioną analizą propozycji, do których organ nadzorczy ma zastrzeżenia, można zapoznać się w opinii PUODO, która w całości jest załączona poniżej.

Rynek kredytowy w marcu: gwałtowny wzrost kredytów ratalnych i mieszkaniowych, spadek popularności kart kredytowych

W marcu 2024 r., w porównaniu do marca 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: ratalnych o (+89,5%), kredytów mieszkaniowych (+87,3%), gotówkowych (+3,8%). Spadła liczba wydanych kart kredytowych (-10,1%). Natomiast w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość we wszystkich produktach kredytowych: kredytach mieszkaniowych (+129,2%), ratalnych (+26,7%), gotówkowych (+12,6%) oraz limitach na kartach kredytowych (+5,8%).

W okresie styczeń – marzec br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+185,7%), ratalnych (+96,9%) i gotówkowych (+10,7%), wydały mniej kart kredytowych (-1,0%).

Wszystkie produkty kredytowe w marcu 2024 r. utrzymały wzrostowy trend sprzedaży w ujęciu wartościowym. Pozytywną sytuację na rynku kredytów gotówkowych potwierdził nie tylko wzrost liczby +3,8%, ale przede wszystkim wartości akcji kredytowej +12,6% w marcu br. Równie pozytywnie wypada porównanie pierwszego kwartału bieżącego roku z analogicznym okresem zeszłego roku, gdzie wzrost wyniósł +10,7% w liczbie udzielonych kredytów oraz +20,8% w wartości akcji kredytowej.

Nadal wysokie dynamiki wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne (+10,7%), zwłaszcza do 1 tysiąca złotych. W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wynosząc (+89,5%). Ten wysoki wzrost zawdzięczamy głównie niskokwotowym kredytom ratalnym i wynika on głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach zakupów z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Średnia wartość kredytu gotówkowego udzielonego w marcu 2024 r. wyniosła 25 010 zł – to wzrost o 8,4% w stosunku do marca 2023 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w marcu 2024 r. to 1 881 zł i jest ona niższa niż w marcu rok temu o 33,2%.

Warto również zauważyć, że kredyty mieszkaniowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem i to pomimo braku Programu Bezpieczny Kredyt 2%. Co stoi za tak wysoką akcją kredytową? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W marcu 2024 roku banki udzieliły 18,5 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 7,7 mld zł. Wpływ na nadal wysoką sprzedaż ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń (ok. 10%) oraz stabilizacja stóp procentowych. To z kolei przełożyło się na wyższą wartość udzielanego kredytu. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wynosi obecnie już 416,51 tys. zł i jest o 22,4% wyższa niż przed rokiem – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że:

– W marcowej akcji kredytowej jest jeszcze efekt uruchomienia kredytów z Programu „Bezpieczny Kredyt 2%” z puli wniosków złożonych w grudniu 2023 r. Według statystyk BIK, banki udzieliły jeszcze w marcu w ramach tego Programu 3,83 tys. kredytów (21% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych) na kwotę 1,71 mld zł (22% łącznej kwoty wszystkich kredytów). Pomimo tego w marcu w relacji do historycznie rekordowego stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 2,6 mld zł. Brak nowych wniosków z tego programu widać już w liczbie osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – w marcu br. było ich 29,66 tys. wobec 46,34 tys. w grudniu 2023r. W kwietniu raczej nie będzie już uruchomień kredytów z ubiegłorocznego programu wsparcia. Do czasu uruchomienia nowego programu, należy oczekiwać dalszego spadku akcji kredytowej w kolejnych miesiącach. Brak programu może obniżyć akcję kredytową w porównaniu do marca br. o około 1,5 mld zł. Spadek akcji kredytowej może być jednak częściowo kompensowany przez kredyty mieszkaniowe zaciągane przez osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o kredycie. Pojawienie się bowiem nowego rządowego programu, może podziałać stymulująco na wzrost cen nieruchomości. Podobne zjawisko miało już miejsce w ubiegłym roku. A jak wiemy, historia lubi się powtarzać.

W marcu 2024 roku, obserwujemy spadek popularności kart kredytowych. W porównaniu z marcem poprzedniego roku, liczba wydanych kart spadła o 10,1%, ale ich wartość wzrosła o 5,8%.

Lepsza jakość spłacanych kredytów

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2024 r. wyniósł 1,23%. W ostatnich 12 miesiącach (od marca 2023 r. do marca 2024 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,43 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu Jakości jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,18 p.p.). Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wyższych stóp procentowych są bardzo dobrze spłacane. W tej sytuacji trudno jest uzasadnić celowość przedłużenia moratoriów kredytowych w tym roku, zwłaszcza dla kredytów zaciągniętych na okresowo stałą stopę procentową. Dla osób, które mogą mieć trudności w spłacie zaciągniętych kredytów mieszkaniowych służy dedykowany instrument, którym jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK), do którego dostęp też ma zostać zliberalizowany.

– Osobnym zjawiskiem jest natomiast pogarszająca się jakość kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego. W tym przypadku przyczyna nie wynika z ryzyka kredytowego, lecz z ryzyka prawnego, które jest związane z postępowaniami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Bieżący, marcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,47% – tylko o 0,24 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Marcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,43%.

– W porównaniu do marca 2023 r. wartość obu Indeksów Jakości kredytów gotówkowych i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 0,66 p.p. i o 0,44 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w marcu br. wyniosła 3,64% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. Trzeba jednak odnotować, że w ujęciu rocznym wartość Indeksu kart kredytowych spadła (poprawiła się) o (-0,49 p.p.) – mówi główny analityk BIK.

Fatalne wyniki Tesli. Czy Elon Musk ma problem?

Producent samochodów elektrycznych pokazał wyniki mocno poniżej rynkowych oczekiwań. Tesla mocno odczuwa konkurencję z chińskiego rynku, która zmuszą ją do mocnych obniżek cennika. W połączeniu z zatłoczeniem rynku samochodowego, w którym widać tendencje konsumentów do sięgania po samochody hybrydowe.

Mimo wyników mocno poniżej oczekiwań, uwagę inwestorów przykuła wiadomość o przyspieszeniu planów produkcyjnych dotyczących nowych modeli w drugiej połowie 2025 r. Zawieszenie między dostosowaniem obecnych linii produkcyjnych, a wprowadzeniem nowych produktów stanowi na razie największe wyzwanie ściągające wyniki spółki w dół. Wobec takiej informacji cena Tesli w notowaniach po zamknięciu rynku wzrosła o 6,8%.

Spółka zaraportowała przychody w wysokości 21,30 mld $ (-8,7% r/r), co oznacza aż o -8,7% niższy wynik niż zakładał rynek. Niższe wolumeny sprzedaży, które finalnie wyniosły 386,81 tys. pojazdów (-9% r/r) w połączeniu z obniżką cen zepchnęły przychody spółki poniżej rynkowych oczekiwań. Spośród trzech segmentów działalności spółka zanotowała poprawę w Generowaniu i Przechowywaniu Energii (+6,93% r/r) oraz Usługach i pozostałych (+24,12% r/r). To jednak nie wystarczyło, by zredukować spadki w najważniejszym segmencie Pojazdów, w którym sprzedaż spółki spadła o -13% r/r i była niższa o -11% od oczekiwań.

W 1Q24 ucierpiała także rentowność spółki. Na poziomie zysku operacyjnego Tesla zanotowała 1,17 mld $, co oznacza aż -32,5% niższy wynik niż zakładał konsensus i -56% niższy wynik r/r. Mocny spadek rentowności wynika przede wszystkim ze wzrostu wydatków operacyjnych w związku z rozwojem projektów m.in. wykorzystujących sztuczną inteligencję.

Spółka zwraca uwagę na to, że pogorszenie wyników w 1Q24 związane jest z serią wyzwań z jakimi Tesla musiała się mierzyć w ciągu pierwszych 3 miesięcy tego roku, m.in. atakiem podpalaczy w Gigafactory w Berlinie, a także konfliktem nad Morzem Czerwonym. Globalny rynek samochodów elektrycznych doświadcza teraz wyzwań związanych z mocną konkurencją ze strony samochodów hybrydowych. Mimo ciężkiego otoczenia spółka dynamicznie inwestuje w dalszy rozwój swoich projektów, co nie pozostaje bez wpływu na generowaną przez nią gotówkę. Operacyjne przepływy pieniężne spółki wyniosły jedynie 242 mln $, co stanowi najgorszy wynik od 3 lat.

Na poziomie EPS Tesla zaraportowała 1,54 $ (-24,1% wobec oczekiwań i -39% r/r), zaś skoryg. poziom EBITDA przyjął najniższe od 2Q22 wartości i kontynuuje trwający od połowy 2023 r. trend spadkowy.

Problemy Tesli. Wyniki znacznie poniżej oczekiwań
Źródło: opracowanie własne

Autor: Tymoteusz Turski, analityk XTB

ORLEN VC inwestuje w EUROLOOP – producenta ultraszybkich stacji ładowania pojazdów elektrycznych

Fundusz ORLEN VC zainwestował w EUROLOOP – producenta ultraszybkich stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Ładowarki polskiego startupu, z których korzystają już kierowcy w 7 krajach Europy, są jednymi z najszybszych na rynku. Zapewniają dostęp do prądu stałego o mocy do 720 kW.

Rozwiązanie przygotowane przez EUROLOOP znacznie skraca czas ładowania pojazdu, tym samym poprawia komfort korzystania z urządzenia. Moc 720 kW sprawia, że każdy dostępny obecnie pojazd elektryczny może naładować się ze swoją maksymalną mocą. Dzięki zastosowaniu technologii wykorzystującej węglik krzemu, stacja ładowania pozwala osiągnąć 97% sprawności w procesie przekształcania energii z prądu przemiennego (AC) na prąd stały (DC). Istotną przewagą konkurencyjną spółki jest także technologia dynamicznego współdzielenia mocy (wersja produktu S-Hub) między dwoma połączonymi stacjami ładowania. Obie funkcjonalności istotnie wpływają na redukcję kosztów utrzymania stacji ładowania. Dzięki połączonemu układowi dwie ładowarki działają jak jedna, współdzieląc moc między sobą i dostosowując ją w zależności od zapotrzebowania. Pozwala to na ładowanie nawet ośmiu samochodów jednocześnie, przy dynamicznym zarządzaniu obciążeniem modułów i prędkościami ich ładowania.

– Zgodnie ze zaktualizowaną Strategią Grupy ORLEN do 2030 r. ma powstać 10 tysięcy punktów ładowania samochodów elektrycznych w Europie Środkowej. To duże wyzwanie w zakresie budowy infrastruktury i zapewnienia lokalizacji, ale także wyboru dostawcy technologii, która będzie odpowiadała na coraz wyższe oczekiwania klientów. Jesteśmy przekonani, że priorytety założycieli EUROLOOP, czyli wysoka efektywność, moc i elastyczność ładowarek oraz niższe koszty eksploatacji, doskonale wpisują się w zapotrzebowanie Grupy ORLEN. Fundusz sfinalizował transakcję w grudniu 2023 r., utrzymując wysoką aktywność inwestycyjną i kolejny raz pokazując jak skutecznie łączyć inwestycje w nowoczesne technologie z poszukiwaniem potencjalnych synergii – wskazuje Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

Spółka EUROLOOP sprzedaje ładowarki pod marką WILLBERT w Europie Zachodniej, a dzięki nawiązaniu współpracy z ORLEN VC, będą one dostępne także w Polsce. Dodatkowo udostępnia klientom autorski system do zarządzania stacjami ładowania pod marką HAWKe, który obejmuje m.in. kompleksowy system płatności ad-hoc z terminalem płatniczym. Środki pozyskane od ORLEN VC spółka przeznaczy także na rozwój sprzedaży na rynkach zagranicznych, wzrost mocy produkcyjnych i kapitał obrotowy.

– Ładowarki EUROLOOP łączą w sobie dwie funkcje – elastyczność ładowarek rozdystrybuowanych z prostotą ładowarek wolnostojących. Przewagą WILLBERT Amber II w technologii S-Hub jest znaczne ograniczenie liczby urządzeń koniecznych do zainstalowania, co ogranicza koszty kapitałowe i zmniejsza ingerencję w otoczenie. Przemyślania konstrukcja ładowarki w wersji 2-stronnej o zwiększonym zasięgu, pozwala na jednoczesne ładowanie od 4 do 8 pojazdów (przy 2 stacjach w wersji S-Hub), dzięki czemu stacje ładowania EUROLOOP mogą w przyszłości zastąpić dystrybutory paliwa na stacjach paliw bez istotnej zmiany układu przestrzeni. To wielka przyjemność móc rozwijać naszą działalność z tak poważnym partnerem, jak ORLEN VC – mówi Marek Gutt-Mostowy, CEO i Założyciel EUROLOOP Sp. z o.o.

EUROLOOP to już dziesiąta inwestycja ORLEN VC. W ciągu dwóch lat działalności fundusz dołączył do grona największych i najbardziej aktywnych funduszy venture capital z regionu Europy Środkowej. W swoim portfelu posiada także dwa zagraniczne fundusze venture capital. Zgodnie z przyjętymi założeniami ORLEN VC planuje dokonywać rocznie 5-6 inwestycji, skupiając się na najbardziej perspektywicznych spółkach, posiadających innowacyjne i gotowe do komercjalizacji technologie, które będą wspierać cele przyjęte w strategii ORLEN2030.

Kondycja i perspektywy Polski w kosmosie tematem Forum Sektora Kosmicznego 2024

Polska Strategia Kosmiczna, technologie kosmiczne w służbie bezpieczeństwa oraz współpraca z podmiotami zagranicznymi – to główne tematy czwartej edycji Forum Sektora Kosmicznego. W jego trakcie spotkają się polscy przedsiębiorcy związani z kosmosem, przedstawiciele rządu i administracji oraz goście z Europejskiej Agencji Kosmicznej i czołowych europejskich firm. Najważniejsze gospodarcze wydarzenie na kosmicznej mapie Polski odbędzie się 4 czerwca w Warszawie.

Ostatnie lata były dla polskiego sektora kosmicznego czasem intensywnego rozwoju. Podniesienie składki członkowskiej do Europejskiej Agencji Kosmicznej, ogłoszenie udziału Polaka w locie na Międzynarodową Stację Kosmiczną czy podjęcie decyzji o stworzeniu polskiej konstelacji satelitów to tylko niektóre wydarzenia ostatnich miesięcy. O kluczowych osiągnięciach, ale przede wszystkim szansach i wyzwaniach stojących przed polskim sektorem kosmicznym będą rozmawiać uczestnicy najważniejszej konferencji kosmicznej w Polsce – Forum Sektora Kosmicznego.

W trakcie Forum odbędą się trzy panele dyskusyjne poświęcone tematom: Polskiej Strategii Kosmicznej oraz Krajowego Planu Kosmicznego, możliwości współpracy między Polską a podmiotami europejskimi, oraz Space Security.

Polski sektor kosmiczny stabilnie rozwija się już od dekad, jednak ostatnio widzimy, że zmiany w jego obrazie zachodzą znacznie szybciej. Dlatego podczas tegorocznej edycji Forum Sektora Kosmicznego chcemy zaprosić uczestników do rozmowy o tym, jaka jest kondycja naszego sektora, jak mądrze wykorzystać szanse, które się przed nami otwierają w związku z udziałem w programach ESA, ale też z jakimi wyzwaniami, chociażby w zakresie bezpieczeństwa, przyjdzie nam się zmierzyć w nadchodzących latach – wskazuje Paweł Wojtkiewicz, Prezes Zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Forum Sektora Kosmicznego odbędzie się 4 czerwca na terenie Expo XXI przy ul. Prądzyńskego w Warszawie, powracając do formuły stacjonarnej po spotkaniu online z 2021 roku. To już czwarta edycja wydarzenia organizowanego przez Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego od 2016 roku. Za każdym razem w Forum bierze udział około 400 uczestników: przedstawicieli firm, ośrodków naukowych, rządu i administracji. Wydarzenie składa się z części merytorycznej, stanowiącej platformę wymiany wiedzy i doświadczeń sektora kosmicznego, oraz części wystawienniczej, w której polskie przedsiębiorstwa prezentują swoje najnowsze technologie i projekty. Uczestnicy będą mogli skorzystać również z warsztatów skierowanych do firm i instytucji działających w sektorze kosmicznym. Trwają prace nad szczegółowym programem wydarzenia, który zostanie ogłoszony niebawem.

Współorganizatorami Forum Sektora Kosmicznego 2024 są Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Polska Agencja Kosmiczna oraz Agencja Rozwoju Przemysłu. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE przy NCBR objęły wydarzenie patronatem honorowym, a patronami zostały Europejska Fundacja Kosmiczna oraz New Space Foundation.

JR Holding ogłasza nową strategię na 2024-2027

Polska firma inwestycyjna JR Holding ASI S.A., która miesiąc temu przeniosła się po 12 latach z NewConnect na główny rynek GPW opublikowała nową strategię na lata 2024-2027. JR Holding chce w ciągu czterech lat zainwestować około 300 mln zł, pieniądze będą pochodzić od nowych inwestorów, w tym kolejnych planowanych funduszy Smartlink oraz z wyjść z inwestycji.

Spółka zapowiada dalsze uporządkowanie portfela oraz skupienie na sześciu najbardziej perspektywicznych branżach, których zakres zostanie doprecyzowany. Pierwszą z wymienionych branż jest „transformacja energetyczna”, czyli poszerzony zakres inwestycyjny OZE. Branże Deeptech i przemysł kosmiczny zostaną w myśl nowej strategii, połączone w jeden obszar, natomiast do projektów biotech dołączą projekty med-tech. Ze względu na obecność w aktualnym portfelu spółek, których działalność jest oparta o sztuczną inteligencję oraz atrakcyjne perspektywy takich projektów dotychczasowa branża „cyfrowy biznes” (digital business) zmieni się w  „AI & cyfrowy biznes”. Nową kategorią inwestycyjną będą projekty z obszaru „sustainability & circular economy”, uwzględni ona w założeniach inwestycyjnych kryteria ESG. Spółka nie będzie kontynuować inwestycji w projekty określane dotychczas mianem „nowe media” natomiast inwestycje w projekty gamingowe niezmiennie pozostaną w obszarze zainteresowania JR Holding.JR Holding po wejściu na GPW publikuje nową strategię

Aktualizacja branż w które inwestujemy pokazuje naszą ocenę jakie branże będą w perspektywie opublikowanej strategii najbardziej atrakcyjne inwestycyjnie, a także pokazują zmiany jakie już zaszły w naszym portfelu, na przykład obecność spółek wykorzystujących AI. Inwestycje w spółki OZE chcemy poszerzyć o inne projekty wpisujące się w działania wspierające transformację energetyczną. W odpowiedzi na potrzeby klimatyczne i ekologiczne chcemy wspierać też projekty z obszaru zrównoważonego rozwoju i wspierające zamknięty obieg w gospodarce – powiedział Artur Jedynak, Partner w JR Holding S.A.

Opublikowana strategia JR Holding zakłada również redukcję w 2024 roku zobowiązań spółki i dalsze utrzymanie ich na poziomie do około 3% wartości portfela. Firma inwestycyjna zapowiada również pozyskanie nowych funduszy zarówno do JR Holding jak i do planowanych nowych funduszy Smartlink. Sumarycznie ma to być 300 mln zł. Strategia zakłada również, dzięki debiutowi na GPW, pozyskiwanie nowych inwestorów instytucjonalnych. JR Holding zapowiada wyjścia inwestycyjne z wybranych projektów, rotację portfela i przeznaczenie pozyskanych środków w większości na reinwestycje. Co najmniej 10% środków z wyjść z inwestycji firma chce podzielić się z inwestorami przeznaczając je na skup akcji własnych.

Nową strategią chcemy podkreślić, że wchodzimy w kolejny, jeszcze bardziej dojrzały etap rozwoju JRH. Skupimy się na szybko rosnących firmach technologicznych, ale też regularnie przeprowadzać wyjścia z poszczególnych projektów. Będziemy zarówno pozyskiwać nowych inwestorów do naszej spółki jak i przeznaczać środki z wyjść na reinwestycje. W ten sposób chcemy budować ponadprzeciętną wartość dla naszych akcjonariuszy. Oczywiście wiele będzie zależało od koniunktury i geopolityki, ale jeśli nie nastąpią negatywne zmiany to zakładamy, że na koniec okresu strategii wartość naszego portfela przekroczy 1 mld zł – deklaruje January Ciszewski, założyciel, główny akcjonariusz i Prezes JR Holding.

Aktualizacji ulegnie również model inwestycyjny JR Holding, zakładając inwestycje na poziomie 4-50 mln zł w rundach od Scale Up do Pre IPO. Uzupełnieniem ekosystemu inwestycyjnego będą realizujące inwestycje na poziomie 2-8 mln zł w etapach seed i growth fundusze Smartlink, z których pierwszy już działa, a w perspektywie strategii mają zostać uruchomione kolejne. Na etapie Pre-seed kontynuowana będzie współpraca z AIP Seed ASI. Strategia zakłada również koinwestycje z funduszami krajowymi i zagranicznymi.

Już dziś proces inwestycyjny jest w pełni profesjonalny, zamierzamy jednak włączyć w opiniowanie decyzji komitetu inwestycyjnego wybitnych ekspertów z grona naukowców oraz reprezentujących specjalizacje inwestycyjne, zrobimy to w ramach „Rady Ekspertów” którą zamierzamy stopniowo powołać. Chcemy też rozszerzyć naszą komunikację z rynkiem organizując więcej okazji do spotkań inwestorów z Zarządem i publikując dodatkowe materiały o naszych spółkach portfelowych. Zmianie ulegnie także nasza strona internetowa. Z częścią tych zmian czekaliśmy na debiut na GPW i teraz możemy je wdrażać. Wisienką na torcie i takim symbolicznym podkreśleniem nowego etapu będzie formalna zmiana, przez skrócenie, nazwy naszej spółki na JRH ASI S.A. Już dziś najczęściej sami tak się nazywamy i tak mówią o nas inwestorzy i partnerzy – postanowiliśmy to sformalizować – dodaje January Ciszewski.

400 mln zł z Funduszy Europejskich na studia bez barier

400 mln zł na zapewnienie, że z oferty szkół wyższych będą mogły bez przeszkód korzystać osoby ze szczególnymi potrzebami, w tym z niepełnosprawnościami, przeznaczy Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w konkursie „Uczelnie coraz bardziej dostępne”. Środki z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego pomogą w znoszeniu nawet takich barier, które nie wszyscy potrafią zauważyć. Przypominamy, że nabór wniosków potrwa do 28 czerwca br.

W konkursie mogą wziąć udział uczelnie, które w ostatnich latach solidnie pracowały nad tym, żeby otworzyć się na studentów ze szczególnymi potrzebami wynikającymi ze stanu zdrowia. Mowa o podmiotach, które w Programie Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) zrealizowały z sukcesem projekty w ramach ścieżek: MINI+MIDI, MIDI albo MAXI, a teraz chcą kontynuować, rozwijać i udoskonalać proces wdrażania dostępności, podążając ścieżką Rozwój+.

– Uczelnie są ośrodkami, których doświadczenia, także w zakresie szeroko rozumianej dostępności, promieniują na cały kraj. Dlatego dążymy do tego, żeby kształcenie odbywało się w duchu równych szans. Zdaję sobie sprawę, jak złożone jest to zadanie i jak poważnych nakładów wymaga. Ale jednocześnie obserwuję, że ośrodki, w których dostępność nie jest jedynie hasłem reklamowym bez pokrycia, rzeczywiście przyciągają studentów, są też dobrym miejscem pracy dla kadry naukowo-dydaktycznej i administracyjnej. Tym bardziej zachęcam do zgłaszania swoich propozycji w ogłoszonym przez NCBR konkursie – powiedział Dariusz Wieczorek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

– W naborze „Uczelnie coraz bardziej dostępne” do składania wniosków zapraszamy szkoły wyższe bardziej dojrzałe w obszarze dostępności. To znaczy takie, które korzystając ze wsparcia Funduszy Europejskich, skutecznie działały na rzecz dostosowania np. swojej organizacji, programów kształcenia, rozwiązań edukacyjnych i architektonicznych, procedur czy stron internetowych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Czekamy więc na kolejne pomysły uczelni, które potrafiły już w pewnym zakresie wzmocnić otwartość społeczności akademickiej na osoby dotąd niesłusznie pomijane. Liczę na to, że wkraczając na ścieżkę Rozwój+, w pełni rozwiną skrzydła i pokażą, że nowoczesne kształcenie nikogo nie wyklucza. Dostępność musi być standardem, aby wszyscy studenci mogli bez przeszkód korzystać ze swoich praw – podkreślił prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

To kolejny konkurs uruchomiony przez NCBR w programie Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego z myślą o zwiększaniu dostępności szkolnictwa wyższego. W poprzednim, zakończonym w lutym br. naborze „Dostępność podmiotów szkolnictwa wyższego” aplikowały uczelnie z mniejszym doświadczeniem w tym zakresie, które nie realizowały projektów w POWER lub realizowały je tylko w ramach ścieżki MINI. Obecnie trwa w nim ocena wniosków.

„Uczelnia dostępna” i krok dalej

Dzięki wsparciu z Funduszy Europejskich w perspektywie finansowej 2014-2020 już ponad 200 polskich szkół wyższych, które uczestniczyły w trzech edycjach konkursu NCBR „Uczelnia dostępna”, podjęło konkretne działania na rzecz niwelowania barier w edukacji.

Konkurs „Uczelnie coraz bardziej dostępne”, ogłoszony w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS), to kontynuacja i rozwinięcie tej idei. NCBR po raz kolejny pomoże uczelniom podjąć aktywne działania, dzięki którym jak najszerzej otworzą się na osoby ze szczególnymi potrzebami, oraz wesprze je w zapewnianiu równego dostępu do dobrej jakości, włączającego kształcenia i szkolenia. Zwiększy to zarazem szanse zagrożonych wykluczeniem absolwentów na znalezienie satysfakcjonującego zatrudnienia.

Budżet konkursu „Uczelnie coraz bardziej dostępne” wynosi 400 mln zł. Jest on przeznaczony na wsparcie projektów, które pozwolą spełnić wymagania określone dla ścieżki Rozwój+. Dofinansowanie może pokryć do 97 proc. wartości wydatków kwalifikowalnych projektu i będzie udzielane w maksymalnej wysokości 8 mln zł. Po stronie wnioskodawców wymagany jest niewielki wkład własny.

W celu realizacji zasady równości szans, zwłaszcza w odniesieniu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, wnioskodawca ma możliwość wprowadzenia do wniosku o dofinansowanie wydatków w ramach cross-financingu (tzw. elastyczne finansowanie jednofunduszowych programów operacyjnych UE) w wysokości 25 proc. kosztów kwalifikowalnych projektu. Środki te można przeznaczyć na zakup infrastruktury lub adaptację budynków, pomieszczeń, otoczenia budynków w związku z dostosowaniem uczelni do potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami.

Wniosek uczelnia składa samodzielnie lub w partnerstwie np. z inną uczelnią. NCBR czeka na projekty, które dają rękojmię wszechstronnej i trwałej poprawy poziomu dostępności.

Ścieżka Rozwój Plus: od diagnozy do trwałych efektów

Na etapie przygotowania wniosku uczelnia zobowiązana jest do przeprowadzenia diagnozy stanu dostępności z wykorzystaniem karty samooceny. Karta ma na celu przedstawienie obecnego poziomu dostępności danej uczelni, z uwzględnieniem efektów projektu realizowanego w konkursie „Uczelnia dostępna” w ramach POWER, celu, do którego dąży, a także narzędzi i metod, które temu posłużą. Karta powinna dostarczyć informacji, na podstawie których eksperci będą mogli podjąć decyzję, czy proponowane w projekcie działania są racjonalne i uzasadnione.

Aby właściwie zdiagnozować dalsze potrzeby uczelni w obszarze dostępności i zaplanować efektywne działania, zalecana jest realizacja projektu – na każdym jego etapie – we współpracy ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami. W każdym zespole zarządzającym projektem powinna znaleźć się m.in. osoba z doświadczeniem zawodowym w zapewnianiu dostępności, w tym w obszarze szkolnictwa wyższego. Realizacja projektu – w zakresie działań merytorycznych – wymaga też ścisłej współpracy z przedstawicielami uczelnianej jednostki do spraw dostępności oraz włączenia jej pracowników do zespołu kierującego projektem i wszelkich działań w projekcie.

Projekty będą służyć wzrostowi szeroko rozumianej dostępności uczelni dla osób ze szczególnymi potrzebami – studiujących, pracujących, współpracujących lub korzystających z oferty uczelni. W efekcie uczelnia powinna zapewniać warunki do pełnego uczestnictwa wszystkich osób, w tym osób z niepełnosprawnościami i innych osób ze szczególnymi potrzebami, w życiu uczelni i społeczności akademickiej – na zasadzie równości z innymi. Dotyczy to m.in. rekrutacji, kształcenia, prowadzenia badań naukowych, udziału w wydarzeniach kulturalnych i sportowych oraz zatrudnieniu.

Działania zaplanowane w projekcie muszą obejmować 8 obszarów wsparcia:

  • struktura organizacyjna,
  • dostępność architektoniczna,
  • dostępność informacyjno-komunikacyjna,
  • dostępność cyfrowa,
  • technologie,
  • procedury,
  • usługi wspierające edukację,
  • działania podnoszące świadomość niepełnosprawności.

Szczegółowe działania i ich zakres są określone w dokumencie „Opis ścieżki Rozwój+”, który stanowi załącznik do Regulaminu wyboru projektów. Wszystkie one zmierzają do osiągnięcia w przyszłości pełnej dostępności uczelni, z uwzględnieniem wszystkich aspektów jej funkcjonowania. Wnioskodawcy muszą zarazem wziąć pod uwagę, że efekty realizacji projektu powinny być kontynuowane po jego zakończeniu, przy wykorzystaniu funduszy pozyskanych z innych źródeł.

Podejmowane działania, na każdym ich etapie, muszą być przeprowadzone z możliwie szerokim zastosowaniem zasad projektowania uniwersalnego. Oznacza to, że należy dążyć do takiego projektowania produktów, środowiska, programów i usług, aby w możliwie największym stopniu mogły z nich korzystać wszystkie osoby, w tym osoby z niepełnosprawnością, bez konieczności stosowania specjalnych dostosowań czy usług wspierających. Dopiero w sytuacji braku możliwości zastosowania projektowania uniwersalnego należy sięgnąć po racjonalne usprawnienia.

W procesie oceny wniosków dodatkowo premiowane będą kryteria związane z zatrudnieniem osób z niepełnosprawnościami lub zdobywaniem przez nich nowych kompetencji przy realizacji działań projektowych, a także kryteria promujące udział w projektach podmiotów ekonomii społecznej, w tym przedsiębiorstw społecznych.

Ze względu na szeroki zakres i kompleksowe podejście do zapewniania dostępności przewidziany okres realizacji projektów to nawet cztery lata. Nabór wniosków zakończy się 28 czerwca br.

Chcesz wiedzieć więcej? Weź udział w spotkaniu informacyjnym

8 maja br. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaprasza przedstawicieli zainteresowanych uczelni na spotkanie informacyjne poświęcone założeniom naboru „Uczelnie coraz bardziej dostępne”, realizowanego w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027. Spotkanie odbędzie się w formule hybrydowej – warunkiem zgłoszenia jest rejestracja do 26 kwietnia br. O zakwalifikowaniu na listę uczestników spotkania decyduje kolejność zgłoszeń oraz liczba osób zgłoszonych w ramach jednostki. Pierwszeństwo będą miały uczelnie uprawnione do aplikowania w naborze.

Ponad 62 tys. elektryków na polskich drogach. Infrastruktura ładowania również się rozwija

Według danych z końca marca 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 62 629 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W ubiegłym miesiącu ich liczba zwiększyła się o 5916 szt. (o 8% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2024 r. po polskich drogach jeździło 108 331 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 56 270 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 52 061 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 387 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 19 953 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 747 932 szt. Pod koniec ubiegłego roku park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1280 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1226 szt., zaś wodorowe – 54 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6490 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3583 stacje). 28% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 62% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

W I kwartale b.r. w Polsce uruchomiono prawie 560 nowych, ogólnodostępnych punktów ładowania. Ponad połowę tej liczby stanowiły szybkie punkty ładowania DC, a udział takich urządzeń stale rośnie. Ten trend pewno cieszy, ale nadal są to zdecydowanie zbyt niskie liczby pod kątem realizacji celów rozporządzenia AFIR, którego przepisy są stosowane w państwach członkowskich od 13 kwietnia. Podobnie jak w 2021 r., gdy wprowadzenie AFIR zapowiedziano po raz pierwszy, tak i dziś potrzeby branży są takie same: krótsze terminy budowy przyłączy, warunki przyłączeniowe lepiej dostosowane do realiów rynku i skuteczne programy wsparcia. Bez podstawowych zmian w tym zakresie Polska nie ma szans na terminową realizację wymogów rozporządzenia – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSNM.  

Ostatnie miesiące, jeśli chodzi o rejestracje pojazdów zeroemisyjnych w Polsce i w całej Europie, okazały się niestety gorsze niż w latach poprzednich. Liczba zarejestrowanych pojazdów osobowych i autobusów m/m wzrosła o kilka procent, zaś spadła liczba elektrycznych samochodów dostawczych. Wyraźnie wzrosty odnotowały zeroemisyjne autobusy, motocykle i mikropojazdy. Kategorią, która odnotowała blisko 50% wzrost rejestracji, są klasyczne hybrydy. Wyniki te pokazują, że niezbędna jest kontynuacja dopłat w ramach programu Mój elektryk – zarówno do samochodów osobowych, samochodów dostawczych jak i infrastruktury do nich. Absolutnie niezbędne jest ponadto jak najszybsze wprowadzenie zapowiadanego programu dopłat dla pojazdów ciężarowych oraz dedykowanej dla tych pojazdów infrastruktury. Warto podkreślić, że rośnie liczba elektrycznych autobusów, co bardzo cieszy, bo oznacza to poprawę jakości powietrza w naszych miastach – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Nieznaczny spadek obrotów w faktoringu. Perspektywa wzrostów już w drugim kwartale

Pierwszy kwartał 2024 roku na rynku faktoringu przyniósł nieznaczny spadek obrotów w relacji do analogicznego okresu rok temu. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów w trakcie pierwszych trzech miesięcy wykupiły wierzytelności na łączną kwotę 111,9 mld zł. To o 1,7% mniej niż przed rokiem, kiedy zanotowały obroty o wartości 113,8 mld zł.

Jak wynika z raportu Polskiego Związku Faktorów, łączna wartość wypłaconych zaliczek wyniosła 49,4 mld zł i była o 7% wyższa niż w 2023 roku. Przedsiębiorstwa zrzeszone w PZF obsłużyły 24,8 tys. firm – o 10,5% więcej niż rok temu, przedstawiając do wykupu 7 mln faktur – o 10% więcej niż przed rokiem.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Obecnie zrzesza 24 członków: pięć banków komercyjnych i 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania w ramach umów faktoringu.

Na wyniki badania największy wpływ wywiera spowolnienie gospodarcze, które jest ciągle widoczne. Malaje również siła nabywcza konsumentów, a stopy procentowe utrzymują się na wysokich poziomach już od wielu miesięcy. Skala finansowania faktoringu została również wstrzymana ze względu na wymagającą sytuację gospodarczą kluczowych partnerów z perspektywy naszego kraju, jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Wiąże się to ze spadkiem eksportu towarów do wspomnianych krajów. – Spadek obrotów wydaje się być niewielki i wierzę w to, że się nie powiększy, ponieważ krajowi faktorzy wykazują się dużą zdolnością do sprawnego reagowania na negatywne dla branży zjawiska. Potrafimy szybko dostosować się do potrzeb klientów, zaoferować nowe rozwiązania produktowe i techniczne, a także zwiększyć elastyczność w ocenie transakcji faktoringowej. Widać to choćby po rosnącej liczbie przedsiębiorców sięgających po ten prosty i efektywny rodzaj finansowania należności – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Na faktoring przeważnie decydują się firmy produkcyjne i dystrybucyjne. Ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one z reguły faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia, że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring daje im szybki dostęp do gotówki oraz regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność i oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zakupu towarów – dodaje Katarzyna Chmielecka, koordynatorka ds. marketingu i komunikacji w BNP Paribas Faktoring.

Dane wskazują, że stale rośnie zarówno liczba klientów korzystających z faktoringu, jak i liczba faktur, które przedstawiają do finansowania. Spada natomiast ich wartość. Rynek faktoringowy dąży do odbudowania swojej pozycji z pierwszej połowy 2023 roku. Na horyzoncie widnieje perspektywa wzrostów wynikających z wdrożenia innowacyjnych narzędzi produktowych oraz stabilizacji prawnej. Krokiem naprzód może okazać się zaawansowana digitalizacja, która na wielu płaszczyznach będzie wspierać proces przekazywania faktur do sfinansowania.

Deloitte: Ponad 5 mln miejsc pracy w Polsce jest związanych z jednolitym rynkiem UE

W tym roku mija 20. rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jedną z korzyści wynikających z członkostwa było otwarcie jednolitego rynku unijnego dla polskich firm. Jak wynika z analizy ekspertów ekonomicznych firmy doradczej Deloitte, w Polsce ponad 5 mln miejsc pracy powiązanych jest z eksportem towarów i usług do pozostałych krajów Unii Europejskiej, co przekłada się na 29 proc. w strukturze zatrudnienia. Dla porównania fundusze unijne podtrzymują w Polsce około 600 tys. miejsc pracy.

Od chwili powstania w 1993 r. europejski jednolity rynek dąży do zagwarantowania czterech swobód: przepływu towarów, kapitału, usług i osób. Obejmujący 464 milionów Europejczyków obszar zintensyfikował możliwości zwiększania skali działalności przedsiębiorstw, jednocześnie otwierając je na konkurencję podmiotów z innych państw członkowskich. Z kolei większa konkurencja zmusza firmy do poprawy wydajności i dzielenia się zyskami z konsumentami. Silniejsza konwergencja gospodarcza na jednolitym rynku europejskim wynika w dużej mierze z szeroko zakrojonych reform strukturalnych, których wymaga się od krajów kandydujących do Unii Europejskiej.

Na początku lat 90. kraje Europy Środkowej rozpoczęły transformację w kierunku gospodarki rynkowej i zaaplikowały o członkostwo w Unii Europejskiej. Proces akcesyjny trwał dekadę, a w przypadku Polski zakończył się wstąpieniem do struktur unijnych w 2004 roku. – Reguły jednolitego rynku przyczyniły się do dalszej harmonizacji instytucji, zmniejszając bariery dla konkurencji. Rozbieżności instytucjonalne zmniejszyły się wraz ze wzrostem wolności gospodarczej i zniwelowaniem barier regulacyjnych, pomagając tym samym w konwergencji gospodarczej – mówi dr Aleksander Łaszek, starszy menedżer, Zespół Analiz Ekonomicznych, Deloitte.

Większe możliwości, ale też większa konkurencja

Po wstąpieniu do Unii Europejskiej polskie firmy działają na obszarze 12 razy większym pod względem liczby mieszkańców i 26 razy większym pod względem wielkości gospodarki niż rynek krajowy. Dzięki temu mogą łatwiej skalować swoją działalność i rozwijać się. Otwarcie gospodarek krajowych na konkurencję na europejskim jednolitym rynku zmusiło firmy do zmierzenia się z rywalami z całej Europy. To z kolei dodatkowa presja na wzrost jakościowej i cenowej atrakcyjności produktów, co obserwujemy m.in. pod postacią niższych marż przedsiębiorstw na bardziej konkurencyjnych rynkach. Konieczność sprostania tej konkurencji skłania firmy do innowacji w celu zwiększenia produktywności, a tym samym przyspiesza wzrost gospodarczy. Jak wynika z wyliczeń Deloitte na jednolitym rynku unijnym marże spadły z 20 proc. w 1995 r. do 18 proc. w 2019 r. W Polsce był to spadek o 2.6 p.p. Mimo to marże w Europie Środkowej pozostają wciąż o ponad 2 proc. wyższe niż w Europie Zachodniej, co wskazuje na przestrzeń dla dalszego wzrostu konkurencji.

Badania naukowe pokazują, że to właśnie zniesienie barier celnych i regulacyjnych dla handlu oraz spadek marż na jednolitym rynku są główną długookresową korzyścią z członkostwa w UE, skutkując wzrostem produktywności i poziomu życia. Dla Polski ta korzyść była szacowana kilka lat temu za pomocą modelu Komisji Europejskiej na trwale wyższe PKB (o ponad 10 proc.).

Skala wpływu na rynek pracy

Jednolity rynek unijny ma również znaczny wpływ w krótkim okresie. W Polsce liczba pracowników w sektorach związanych z eksportem na jednolity rynek unijny szacowana jest na ponad 5 mln osób, co przekłada się na 29 proc. zatrudnionych. Co składa się na ten wynik?

Eksport do Unii Europejskiej wyniósł w 2022 r. prawie 40 proc. polskiego PKB. W związku z tym, choć dotyczył on przede wszystkim sektorów o wysokiej produktywności, w produkcji na jego cele bezpośrednio zatrudnione było ponad 2,3 mln osób (ponad 13 proc. pracujących w gospodarce).

Jednocześnie produkcja eksportowa tworzyła popyt na półprodukty, tworząc dalsze miejsca pracy w łańcuchu dostaw. Wpływ ten na rynek pracy mógł być zbliżony do bezpośredniego. Pośrednie zatrudnienie przy produkcji na jednolity rynek może więc wynosić nawet ponad 2,2 mln osób, co przekłada się na blisko 13 proc. pracujących. Co równie ważne, pracujący pośrednio i bezpośrednio przy produkcji na jednolity rynek UE stanowią istotną grupę konsumentów – mówi dr Rafał Trzeciakowski, starszy ekonomista, Zespół Analiz Ekonomicznych, Deloitte. Obsługa ich popytu tworzy blisko 0,5 mln dodatkowych miejsc pracy (ok. 2,8 proc. pracujących).

Do tych krótkookresowych korzyści można doliczyć otrzymywane fundusze unijne, które są jednak wyraźnie mniejsze. Z analizy Deloitte wynika, że tworzą one ok. 590 tys. miejsc pracy, z czego ok. 325 tys. bezpośrednio, 165 tys. pośrednio, a przez wzrost popytu – kolejne 100 tys. posad.

Równowartość funduszy unijnych otrzymywanych przez Polskę odpowiada ok.7 proc. wartości eksportu na jednolity rynek unijny. Jednocześnie środki otrzymywane z UE są skupione na sektorach bardziej pracochłonnych, jak np. rolnictwo, przez co generują one łącznie ponad 11 proc. miejsc generowanych w związku z eksportem.

Nowi CEO w InPost UK i Mondial Relay

Nowi dyrektorzy zarządzający dołączają do Grupy InPost i obejmą stanowisko CEO na kluczowych rynkach. Neil Kuschel został dyrektorem zarządzającym w InPost w Wielkiej Brytanii, natomiast Laurent Bendavid w Mondial Relay – odpowiadając za Francję, Belgię, Niderlandy i Luksemburg.

– Po sukcesie w Polsce, Grupa InPost stawia na rozwój swojej aktywności na innych rynkach europejskich – dlatego niezwykle się cieszę, że dołączyli do nas dwaj wybitni liderzy, którzy pomogą nam zrealizować nasze strategiczne cele rozwoju na dwóch kluczowych dla nas rynkach. Przyspieszenie ekspansji w Wielkiej Brytanii oraz Francji wymaga olbrzymiej wiedzy i doświadczenia w działalności operacyjnej. Ponadto wyzwania, które przed sobą postawiliśmy, potrzebują ciągłej inwestycji w talenty. Jestem przekonany, że kompetencje Neila oraz Laurenta umocnią pozycję Grupy InPost na rynkach europejskich oraz pomogą osiągnąć ambitne cele – powiedział Rafał Brzoska, CEO i założyciel Grupy InPost.

W ubiegłym roku we Francji, pomimo wyjątkowo wymagającego otoczenia, Grupa InPost nie tylko rosła szybciej niż rynek, ale także zanotowała wzrost wolumenów B2C na poziomie 23% rok do roku. W ciągu zaledwie dwóch lat Mondial Relay stał się numerem 1 wśród sieci maszyn paczkowych we Francji.

W Wielkiej Brytanii rok 2023 był dla InPost przełomowy. Marka zajmuje obecnie czołowe miejsce pod względem wielkości sieci w UK. Grupa nabyła udziały operatora logistycznego Menzies Distribution, co zwiększyło jej kontrolę nad procesem logistycznym. Ponadto, InPost UK osiągnął zdecydowany wzrost obsługiwanych wolumenów oraz rentowność na poziomie EBITDA.

Michael Rouse, CEO InPost International podkreślił – Mondial Relay wkracza teraz w kolejną fazę transformacji zorientowanej na konsumenta, przyspieszając nasze ambicje w zakresie wzrostu udziału w rynku, rozbudowy sieci i jakości dostaw. W Wielkiej Brytanii zamierzamy kontynuować nasz dynamiczny plan rozwoju bazując na zeszłorocznym sukcesie, w tym nasze strategiczne partnerstwo z Menzies i ogólnokrajową ekspansję naszej sieci.

Laurent Bendavid posiada szerokie doświadczenie zdobyte na stanowiskach kierowniczych w sektorze B2C i B2B. W ciągu ostatnich pięciu lat pełnił funkcję dyrektora generalnego w Alliance Healthcare France, części globalnej organizacji Cencora, lidera rozwiązań farmaceutycznych. W ciągu zaledwie 18 miesięcy przywrócił zyskowność francuskiej organizacji, osiągając dwucyfrowy dodatni wynik EBIT, a jednocześnie rozwijając sieć 80 magazynów na terenie całego kraju. Wcześniej był dyrektorem generalnym w Logista France, nadzorującym dystrybucję dla ponad 50 tysięcy punktów sprzedaży artykułów spożywczych, napojów i innych produktów. Od 1994 do 2013 roku Laurent zajmował różne stanowiska związane z obszarem B2C w Grupie Carrefour, pracując we Francji, Ameryce Południowej, Bułgarii oraz na szczeblu międzynarodowym jako wiceprezes ds. handlowych i rozwoju nowych koncepcji.

Neil Kuschel posiada bardzo różnorodne doświadczenia zdobyte jako dyrektor generalny czy doradca zarządu, ale także na wysokich stanowiskach kierowniczych związanych z logistyką i technologią w e-commerce. Przez ponad 12 lat na stanowiskach na szczeblu wykonawczym pomagał brytyjskim i europejskim markom w ekspansji, doskonaląc je w zakresie sprzedaży bezpośredniej do konsumenta (D2C). Wcześniej, przez 5 lat był dyrektorem generalnym platformy Global-e w Europie – światowego lidera rozwiązań cross-border. Dołączył do firmy na wczesnym etapie jej rozwoju w 2017 roku i odegrał kluczową rolę we wzroście liczby sprzedawców detalicznych z 64 do ponad 1000 w 2022 roku oraz osiągnięciu sprzedaży w transakcjach międzynarodowych na poziomie 2,4 miliarda dolarów. Wcześniej przez 20 lat Neil pracował w DHL, działając w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Jako wiceprezes ds. sprzedaży DHL w Wielkiej Brytanii, był odpowiedzialny za wszystkie działania sprzedażowe w kraju.

Grupa InPost jest obecna w 9 krajach, w których na koniec 2023 roku dysponowała ponad 66 000 punktów OOH, w tym ponad 35 000 urządzeń Paczkomat® InPost.

W UK Grupa zarządza już blisko 6 500 swoimi maszynami oraz prawie 1 500 punktami PUDO. InPost ma już 7 000 punktów nadania i odbioru (w tym urządzeń Paczkomat®) w Hiszpanii oraz 2 000 w Portugalii. Sieć w Portugalii wzrosła o 100% w ciągu ostatniego roku, a niedawno uruchomiono pierwsze urządzenie Paczkomat® w tym kraju. We Francji Mondial Relay ma już 5 000 urządzeń Paczkomat®. Dodatkowo Grupa posiada na tym rynku ponad 11 000 punktów odbioru i nadania (PUDO), realizuje również strategiczne partnerstwa z wieloma globalnymi graczami, m.in. Zalando czy Vinted.

W 2023 roku Grupa InPost dostarczyła 892,1 mln przesyłek, o 20% więcej niż rok wcześniej. W Polsce wolumen przesyłek wyniósł 589,5 mln przesyłek (+16%). Na rynkach międzynarodowych wolumen wyniósł 302,6 mln sztuk (+28%), w tym Mondial Relay dostarczył 239,9 mln przesyłek (+13%). W Wielkiej Brytanii, drugim co do wielkości międzynarodowym rynku, InPost dostarczył 46,5 mln paczek – co oznacza wzrost o blisko 127% r/r.

Optymistyczne prognozy dla rynku mieszkaniowego. GUS: rośnie liczba pozwoleń na budowę i rozpoczętych inwestycji

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszym kwartale 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż ma decydujący wpływa na liczbę nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z danych GUS wynika, że w pierwszych trzech miesiącach roku lokali mieszkalnych oddanych do użytku było o 12% mniej niż przed rokiem. Jednak firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 4% mniej lokali niż w 2023 roku, podczas gdy inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 22,5% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że w obu tych grupach inwestorów (deweloperów i gospodarstw domowych) o słabszych wynikach kwartalnych zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu.

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszym kwartale tego roku liczba uzyskanych na realizację nowych inwestycji pozwoleń. Na 33% więcej pozwoleń od stycznia do marca złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 72% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich.

O optymizmie firm deweloperskich najdobitniej świadczy przede wszystkim liczba rozpoczętych budów. Statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych w pierwszym kwartale bieżącego roku wskazuje na ożywienie we wszystkich kategoriach inwestorów (nawet mieszkań zakładowych jest o 100% więcej niż przed rokiem co oznacza, że rozpoczęto budowę 2 takich lokali). Tu również zadecydowały wyniki firm deweloperskich, które rozpoczęły budowę o 79% większej liczby mieszkań niż rok temu. Skala ożywienie po stronie deweloperów zasługuje na szczególną uwagę ponieważ rosnąca z miesiąca na miesiąc liczba rozpoczynanych budów realizowanych na sprzedaż lub wynajem (deweloperzy w terminologii GUS) jest porównywalna z poziomem odnotowanym w pierwszym kwartale 2021 rokiem, kiedy to deweloperzy rozpoczęli budowy ponad 166 tys. mieszkań.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics

Średnia płaca w marcu ponad 8400 zł, nieznaczny spadek zatrudnienia

Wynagrodzenia w marcu niesione premiami rocznymi wybijają szczyty. Reszta danych z kraju nie jest już aż tak optymistyczna. Na rynku ropy naftowej pomimo zamieszania na Bliskim Wschodzie nadal stabilne poziomy.

Kolejny rekord wynagrodzeń

Wczorajsze dane na temat wynagrodzeń pokazały najwyższy poziom w historii. W marcu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8408,79 zł. Analizując te dane, należy pamiętać o kilku ważnych elementach. Po pierwsze marzec jest miesiącem, w którym w wielu organizacjach wypłacane są premie wynikowe roczne, co powoduje, że jest on zwyczajowo rekordowym miesiącem. Po drugie średni roczny wzrost wynagrodzeń to 12%, w związku z czym pokonywanie kolejnych rekordów płacowych nie jest niczym nadzwyczajnym. Siła anomalii marcowej jest jednak tak duża, że pensje za marzec są większe o ponad 400 zł niż za luty. Warto też spojrzeć na ubiegły rok. Mimo szybkiego wzrostu wynagrodzeń wynik z marca został pobity dopiero w październiku. Co z tego wynika? Można oczekiwać, że kwietniowe dane będą niższe. Nie zmienia to faktu, że w kraju, w którym wynagrodzenia rosną o 12% rocznie, jeżeli nie wydarzy się coś bardzo złego, za kilka miesięcy znów zobaczymy rekordy wszechczasów płac. Z drugiej strony trochę niepokoi spadek zatrudnienia, na szczęście jest on relatywnie mały i wynosi -0,2%.

 Pozostałe dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy nie tylko dane z rynku pracy. Produkcja przemysłowa spadła o 6% w skali roku. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w ciągu roku spadły o 9,6%, co mocno ogranicza presję na wzrosty cen dla konsumentów. Z drugiej strony nadal rosną ceny produkcji budowlano-montażowej, co boleśnie widać na rynku. Sama produkcja budowlano-montażowa jednak w ciągu roku skurczyła się o 13,3%. Pytanie, jak zachowa się ten wskaźnik, jeżeli dojdzie do wdrożenia bezpiecznego kredytu 0% lub jakiejś modyfikacji programu zalewania rynku nieruchomości gotówką. Rynki zareagowały na te dane lekką przeceną polskiego złotego. Głównym powodem był fakt, że dane te mogą skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do szybszej rewizji poziomu stóp procentowych. Nie mylmy jednak szybszej rewizji z szybką rewizją. Nadal nie zanosi się na szybkie obniżki.

Ropa stabilna mimo wydarzeń na Bliskim Wschodzie

Wydawać by się mogło, że konflikt pomiędzy Izraelem a Iranem spowoduje, że ceny ropy naftowej podobnie jak w poprzednich dużych konfliktach na Bliskim Wschodzie, poszybują w górę. Tak się jednak nie dzieje. Co więcej, surowiec jest obecnie relatywnie blisko minimów cenowych z kwietnia. Powodem jest produkcja w USA. Jeszcze nie tak dawno temu kraj ten był olbrzymim importerem surowca. W rezultacie był on bardzo silnie zależny od tego, co zostanie wyeksportowane przez kraje Zatoki Perskiej. Obecnie USA dzięki znacznym wzrostom produkcji jest wręcz eksporterem surowca. W rezultacie rynek nie reaguje już tak nerwowo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Transformacja energetyczna napędza sprzedaż w przemyśle chemicznym, a recykling staje się kluczem do konkurencyjności

Transformacja energetyczna generuje wzmożone zapotrzebowanie na produkty przemysłu chemicznego, co może pomóc w przezwyciężeniu spowolnienia w sektorze. Dla zachowania konkurencyjności w branży chemicznej kluczowym krokiem okażą się inwestycje cyrkularne –wynika z raportu 2024 Chemical Industry Outlook, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W 2024 r. istotna dla branży chemicznej okazuje się również zmiana strategii w zakresie łańcucha dostaw i poszukiwanie nowych możliwości geopolitycznych w tym zakresie.

W 2023 roku doszło do spowolnienia popytu na produkty przemysłu chemicznego na całym świecie. Przyczyniło się do tego wiele czynników, w tym recesja w Europie, inflacja w Stanach Zjednoczonych i mniejsze niż oczekiwano odbicie popytu ze strony Chin. W rezultacie produkcja chemiczna wzrosła o mniej niż 1 proc. rok do roku w pierwszych ośmiu miesiącach 2023 r., a wiele segmentów odnotowało niższą produkcję. Część przedsiębiorstw skupiła się na redukcji kosztów i poprawie wydajności, aby pomóc zrównoważyć spadek produkcji.

Otoczenie rynkowe branży znacznie się zmienia, a presja interesariuszy oraz polityki rządów zachęcają do inwestycji w dekarbonizację. W ostatnich latach następuje na przykład przyspieszenie konwergencji sektorów związanych z transformacją energetyczną. Niektóre spółki naftowo-gazowe koncentrują się na wydobyciu i przetwarzaniu minerałów krytycznych, rolnictwie i chemikaliach, aby zabezpieczyć łańcuchy dostaw czystej energii. Jednocześnie część przedsiębiorstw chemicznych inwestuje w przetwarzanie litu, produkcję baterii i czystego amoniaku z podobnych powodów.

– Przed firmami chemicznymi pojawiają się nowe możliwości, ale jednocześnie sektor coraz mocniej konkuruje z innymi branżami, które często dysponują większymi przepływami pieniężnymi, takimi jak koncerny naftowe i gazowe. Przemysł chemiczny powinien zrównoważyć cele krótko i długoterminowe, aby przejść przez nieco trudniejszy obecny okres niepewności i przygotować się na przyszłość. W Polsce minimalizowanie ryzyk, nawet tych wynikających z nadchodzących zmiany w podatku od nieruchomości, będzie miało kluczowe znaczenie w obszarze inwestycji mówi Paweł Banasik, partner, lider Zespołu ds. Podatku od nieruchomości, lider Grupy Industrials, Deloitte.

Transformacja energetyczna a zwiększony popyt na chemikalia

Zmiany energetyczno-środowiskowe generują wzmożoną falę produkcji opartej na substancjach chemicznych. Podczas gdy całkowity popyt na produkty przemysłu chemicznego w 2023 r. nie był imponujący, oczekuje się zmiany tej sytuacji w 2024 r. i późniejszym okresie, ze względu na nowe regulacje związane z transformacją oraz rosnące zapotrzebowanie na materiały. Szacuje się, że już w 2023 r. w energię zainwestowano na całym świecie 2,8 bln dolarów, z czego ponad 60 proc. w technologie czystej energii, takie jak odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne i magazynowanie energii w akumulatorach.

Przemysł chemiczny uczestniczy w produkcji ponad 75 proc. wszystkich technologii redukcji emisji potrzebnych do osiągnięcia celów zerowej emisji netto do 2050 roku. Przykładowo, przemysł ten produkuje materiały akumulatorowe do pojazdów elektrycznych, czynniki chłodnicze do pomp ciepła, żywice epoksydowe, poliuretanowe i smary do turbin wiatrowych oraz rozpuszczalniki do półprzewodników. Dla polskiego sektora chemicznego wysoki priorytet ma kwestia utrzymania stabilnej pozycji i konkurencyjności. Bez wsparcia finansowego i regulacyjnego ciężko będzie sprostać aktualnym wymaganiom w zakresie dalszej transformacji energetycznej– mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Deloitte.

W lutym 2023 r. Komisja Europejska ogłosiła plan przemysłowy Zielonego Ładu, aby zapobiec odpływowi działalności przemysłowej z Europy. Ponadto w maju 2023 r. przyjęto graniczny podatek węglowy (CBAM), który ma pomóc w wyrównaniu szans między Unią Europejską a zagranicznymi producentami poprzez wprowadzenie ceny emisji dwutlenku węgla na niektóre produkty wysokoemisyjne. Oczekuje się, że skutki mechanizmu CBAM zostaną w pełni zrealizowane najwcześniej w 2026 r. Mechanizm może podzielić światowe rynki na te o większej i mniejszej intensywności emisji dwutlenku węgla, co potencjalnie będzie miało znaczny wpływ na cały światowy przemysł chemiczny.

Dążenie do eliminacji PFAS w UE i USA

W ostatnich latach na spadek zaufania do firm z sektora chemicznego wpłynęły badania dotyczące obecności szkodliwych substancji per- i poliuoroalkilowych (PFAS) w wodzie. Przykładowo US Geological Survey wykazało, że w Stanach Zjednoczonych 45 proc. wody kranowej może zawierać co najmniej jedną substancję PFAS. W reakcji na problem szkodliwych substancji, organy regulacyjne w Europie i Stanach Zjednoczonych zaproponowały zmiany przepisów. W ramach Zielonego Ładu ogłoszonego w 2020 r. Komisja Europejska zobowiązała się do wdrożenia ograniczeń w zakresie produkcji, wprowadzania do obrotu i stosowania do 2030 r. tysięcy niebezpiecznych chemikaliów, w tym PFAS. Regulacje nie zostały jeszcze wprowadzone, ale przepisy najprawdopodobniej wejdą w życie w najbliższych latach.

W Stanach Zjednoczonych Agencja Ochrony Środowiska (EPA) zaproponowała uznanie niektórych PFAS za substancje niebezpieczne na mocy ustawy o kompleksowym reagowaniu na środowisko, odszkodowaniach i odpowiedzialności, co zwiększyłoby przejrzystość w zakresie uwalniania tych chemikaliów. Sprawę komplikuje fakt, że nie wszystkie PFAS wykazują równie szkodliwe właściwości.   Wielu przedstawicieli branży chemicznej uważa w większości wycofane uoropolimery za substancje o niskim stopniu zagrożenia zgodnie z kryteriami Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Jednocześnie obecnie brakuje alternatywy dla uoropolimerów w niektórych zastosowaniach, takich jak panele słoneczne, zielony wodór i baterie litowo-jonowe. W oczekiwaniu na to, czy organy regulacyjne dokonają rozróżnienia między związkami PFAS w nadchodzących przepisach, niektóre firmy ogłosiły, że wycofają się z produkcji i stosowania PFAS, zaś inne organizacje angażują się w innowacje w zakresie alternatyw.

Recykling i inwestycje cyrkularne

Liderzy branży chemicznej poszukujący przewagi konkurencyjnej zdają sobie sprawę z ogromnych możliwości wdrażania działań w myśl gospodarki o obiegu zamkniętym. Może ona z jednej strony stanowić ścieżkę do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju m.in. poprzez minimalizację ilości generowanych odpadów czy redukcję emisji w trzecim zakresie, który obejmuje łańcuch dostaw przedsiębiorstw. Z drugiej strony – zachowując wartość ekonomiczną już raz pozyskanych surowców, możliwe jest osiągnięcie realnych korzyści ekonomiczno-ekologicznych – mówi Joanna Leoniewska-Gogola, liderka zespołu circular economy, Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte w 2024 r. w miarę ogłaszania i uruchamiania nowych projektów rola inwestycji cyrkularnych będzie rosła. Oczekuje się, że podpisanie traktatu ONZ w sprawie wyeliminowania zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi nastąpi do końca 2024 r. Szczegóły traktatu mogą spowolnić lub przyspieszyć działania w zakresie zamykania obiegu tworzyw sztucznych.

Obecnie, globalnie jedynie około 9 proc. tworzyw sztucznych jest poddawanych recyklingowi. Chociaż przyjmuje się, że recykling mechaniczny powoduje mniejszą emisję gazów cieplarnianych niż recykling chemiczny, ma on znaczne ograniczenia, takie jak wymaganie określonego typu tworzyw sztucznych o niskim poziomie zanieczyszczenia przy jednoczesnym wytwarzaniu produktu o niższej jakości. Podczas gdy recykling mechaniczny odpowiada obecnie za około 96 proc. całkowitej mocy przetwórczej recyklingu tworzyw sztucznych, ze względu na ograniczenia surowcowe, zwiększa się popyt na recykling chemiczny. Jeśli wszystkie zapowiadane projekty zostaną ukończone, wydajność recyklingu chemicznego może wzrosnąć ponad trzykrotnie w latach 2023-2026. W ostatnich latach rośnie również popularność recyklingu baterii litowo-jonowych. Podczas gdy Chiny mogły do 2021 r. pochwalić się największą zdolnością recyklingu, zarówno tą istniejącą, jak i planowaną, Stany Zjednoczone i Europa przyspieszyły rozwój w tym zakresie. W najbliższych latach obiecująco zapowiada się również rozwój alternatywnych dla tworzyw sztucznych surowców pochodzenia biologicznego.

Kluczem do sukcesu rozwiązań cyrkularnych okaże się zbudowanie odpornego łańcucha dostaw. Jak dotąd firmy chemiczne wykazywały się zdolnością do wprowadzania innowacji poprzez nowe modele biznesowe i partnerstwa. Wiele organizacji podpisało długoterminowe umowy z dostawcami surowców i podmiotami zajmującymi się recyklingiem, aby zminimalizować ryzyko biznesowe. Część firm rozszerzyło działalność pionowo, aby działać na większej części łańcucha dostaw. Inne zacieśniają współpracę w celu zbudowania bardziej rozległej sieci dostępu do surowców i przetwarzania. Zwiększenie kooperacji w ramach łańcucha dostaw pozostaje zasadniczym celem na najbliższe lata.

Wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel za pierwszy kwartał 2024 r.

Pierwszy kwartał 2024 roku: spadek zysków i intensyfikacja kosztów.

Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 5,508 6,748 -18%
Zysk brutto 2,076 2,394 -13%
Wynik operacyjny (EBITDA) 576 803 -28%
EBIT 376 612 -39%
Zysk za okres 278 462 -40%

Początek roku obrotowego 2024 charakteryzował się nieznaczną poprawą popytu na usługi transportowe w logistyce morskiej i lotniczej. Obroty netto Grupy Kuehne+Nagel w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 5,5 mld CHF, przy EBIT w wysokości 376 mln CHF i zysku przed opodatkowaniem w wysokości 278 mln CHF. Wyniki były ogólnie niższe i wpłynęły na nie ujemne efekty kursowe w wysokości 3% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Współczynnik konwersji, który opisuje stosunek EBIT do zysku brutto wyniósł 18% w pierwszym kwartale 2024 r., znacznie powyżej wartości sprzed Covid-19 wynoszącej 12% w pierwszym kwartale 2019 r. Generalnie, wskaźniki te są powyżej odpowiednich poziomów sprzed pandemii.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„W pełnym wyzwań otoczeniu, Kuehne+Nagel rozpoczęło rok biznesowy 2024 z solidnymi, ale niższymi wynikami rok do roku. Nasza koncentracja na wydajności i usprawnionych strukturach pozwoliła nam obniżyć koszty dywizji morskiej o 12% i 14% w logistyce lotniczej. Rezygnując ze struktury regionalnej, stworzyliśmy podstawę do dalszego wzrostu i umożliwiliśmy bardziej bezpośredni dostęp do naszych klientów na całym świecie. Ponadto wzmocniliśmy naszą ofertę dla klientów z Azji Południowo-Wschodniej poprzez strategiczne przejęcie City Zone Express, dostawcy usług logistyki drogowej z siedzibą w Penang w Malezji”.

Logistyka morska

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,926 2,667 -28%
Zysk brutto 503 686 -27%
EBIT 197 344 -43%

Obroty netto działu logistyki morskiej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,9 mld CHF, a zysk operacyjny (EBIT) 197 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 39%. Do końca marca 2024 r. wolumen frachtu morskiego osiągnął 1,0 mln TEU. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku ta dywizja odnotowała wzrost wolumenu o 1,5% rok do roku.

Ponadto platforma seaexplorer została rozszerzona o harmonogramy dla przesyłek drobnicowych (LCL). Z uwagi na kryzys na Morzu Czerwonym klienci z powodzeniem optymalizowali planowanie transportu, korzystając z informacji dostarczanych w czasie rzeczywistym przez platformę seaexplorer.

Logistyka lotnicza

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,583 1,862 -15%
Zysk brutto 392 488 -20%
EBIT 94 154 -39%

Obroty netto dywizji lotniczej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,6 mld CHF, przy EBIT w wysokości 94 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 24%. Wolumen frachtu lotniczego osiągnął 491 000 ton do końca marca 2024 r., czyli o 3,4% więcej niż w roku poprzednim.

Na lotnisku JFK w Nowym Jorku, w punkcie logistyki lotniczej Kuehne+Nagel, dołączona została nowa strefa z kontrolowaną temperaturą, obejmując łącznie 7 200 mkw. powierzchni magazynowej. Lokalizacja ta odgrywa kluczową rolę w dalszym rozwoju logistyki dla opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych.

Logistyka drogowa

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 860 956 -10%
Zysk brutto 325 349 -7%
EBIT 30 52 -42%

Obroty netto drogowej jednostki biznesowej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 860 mln CHF, przy EBIT w wysokości 30 mln CHF. W tym okresie zrealizowano około 5,6 miliona zamówień.

W marcu 2024 r. Kuehne+Nagel ogłosiło przejęcie południowo-wschodnioazjatyckiego dostawcy usług logistyki drogowej City Zone Express. Firma zatrudnia ponad 500 pracowników i znacznie rozszerzy ofertę Kuehne+Nagel w zakresie transportu transgranicznego w Azji.

Logistyka kontraktowa

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,139 1,263 -10%
Zysk brutto 856 871 -2%
EBIT 55 62 -11%

Obroty netto działu logistyki kontraktowej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,1 mld CHF, przy zysku EBIT w wysokości 55 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 6%.

Kuehne+Nagel uruchomiło nowy obiekt logistyki kontraktowej w Stanach Zjednoczonych w Piscataway, New Jersey. Centrum dystrybucyjne o powierzchni około 10 000 mkw. obsługuje branżę modową i luksusową i jest wyposażone w najnowocześniejszą automatykę i robotykę.

Odbudowuje się rynek wtórny mieszkań

Ogromna dziura podażowa, która powstała w 2023 r. na skutek Bezpiecznego Kredytu 2%, jest już zasypywana. Od stycznia zaobserwowano ponad 12-procentowy wzrost liczby ogłoszeń w ofercie mieszkań z rynku wtórnego. – Osoby poszukujące mają wybór i przede wszystkim czas na podjęcie decyzji – komentuje Michał Kurczycki, dyrektor zarządzający Nieruchomosci-online.pl.

20 proc. – mniej więcej o tyle spadła w ubiegłym roku na rynku wtórnym liczba ogłoszeń mieszkań na sprzedaż. Był to efekt dużego popytu wywołanego m.in. przez Bezpieczny Kredyt 2%. W efekcie, na niektórych lokalnych rynkach kupujący wprost nie mieli w czym wybierać. Najnowsze dane pokazują jednak, że rynek wyraźnie się odbudowuje.

– Popyt na rynku wtórnym jest obecnie dość stabilny, a liczba ofert rośnie. Ta ogromna dziura podażowa, która powstała w 2023 r., jest już zasypywana. Patrząc na to, ile ogłoszeń mieliśmy na początku roku, a ile mamy w kwietniu, wzrost jest ponad 12-procentowy. To pokazuje, jak bardzo narozrabiał na rynku Bezpieczny Kredyt 2% – mówił Michał Kurczycki, dyrektor zarządzający portalu Nieruchomosci-online.pl, podczas konferencji „Szoki na rynku nieruchomości mieszkaniowym” w Łodzi.

– Na rynku nieruchomości, oprócz słupków i analiz, przede wszystkim są ludzie, którzy potrzebują czasu, aby kupić mieszkanie. I osoby poszukujące teraz odzyskują ten czas. Widzimy, że nasze parametry, które ten aspekt analizują, powoli się poprawiają. Mamy w czym wybierać, mamy czas na podjęcie decyzji – dodał Michał Kurczycki.

Na rynku wtórnym nie dojdzie do szoku podażowego?

Także prognozy na najbliższe miesiące wydają się być obiecujące dla rynku wtórnego. Jak wynika z badania nastrojów przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl w marcu na grupie 1,2 tys. agentów nieruchomości, jedynie 15 proc. z nich przewiduje, że w II kwartale br. liczba ogłoszeń spadnie.

– Jeżeli spełnią się oczekiwania strony rządowej i rzeczywiście Kredyt #naStart będzie zakładał kwartalny limit wniosków, to jest szansa, że w momencie startu programu nie będziemy mieli takiego szoku podażowego jak przy Bezpiecznym Kredycie 2% – przewiduje Michał Kurczycki.

Deweloperzy: są trudności w realizacji nowych inwestycji

Podczas konferencji „Szoki na rynku nieruchomości mieszkaniowych” analizowano też sytuację na rynku pierwotnym. Tam I kwartał 2024 r. również stał pod znakiem odbudowy podaży – w wielu miastach do oferty trafiło więcej mieszkań niż było sprzedanych. Deweloperzy dyskutowali jednak, jak sytuacja może wyglądać już podczas działania programu Kredyt #naStart.

– Proces inwestycyjny jest długi, dlatego mam obawy, że kiedy popyt przyspieszy w reakcji na programy pomocowe, podaż nie nadąży. Strona popytowa ruszy na zakupy, ale może nie być wystarczającej liczby ofert – mówił Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate.

Deweloperzy zwracali też uwagę na brak gruntów pod budowę i inne trudności w realizacji nowych inwestycji.

– Prawo planistyczne jest coraz bardziej skomplikowane. Co chwilę zatrzymujemy się na zapisach, które są zaskakujące i dla nas, i dla urzędników. Nagle pojawia się problem, o którym pół roku wcześniej nie wiedzieliśmy, że w ogóle może istnieć. Proces planistyczny komplikuje się i nie widać przestrzeni, aby miało to się zmienić. Dlatego nie widzę możliwości, aby ceny zaczęły spadać w wyniku nagłego wzrostu podaży. To wydaje się niemożliwe – komentował Maciej Drozd, wiceprezes ds. finansowych w Echo Investment.

Mmałe firmy obecnie najbardziej boją się rosnących kosztów działalności i nierzetelnych kontrahentów

Ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej otwierają ranking obecnych obaw mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Tak deklaruje 41,3% respondentów. Nieznacznie mniej wskazań dotyczy problemu nierzetelnych kontrahentów, bo 39,7%. Z kolei 28,2% ankietowanych niepokoi podnoszenie składek zusowskich. Badanie też pokazuje, że uczestnicy sondażu najmniej obawiają się niestabilności politycznej kraju, kontaktów z bankami lub firmami leasingowymi, a także spowolnienia gospodarczego.

Najnowsze badanie UCE RESEARCH przynosi odpowiedź na pytanie, czego obecnie najbardziej obawiają się mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy. 41,3% respondentów wymienia ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Jak stwierdza Adrian Parol, ekspert rynku finansowego, a także jeden ze współautorów badania, takie wskazanie jest zrozumiałe. Wzrost kosztów działalności znacząco zmniejszył rentowność prowadzonych biznesów, a niejednokrotnie postawił pod znakiem zapytania sens dalszego ich utrzymywania. Jedynie część powiększających się obciążeń przedsiębiorcy są w stanie przerzucić na odbiorców swoich usług lub produktów.

– Tego typu przedsiębiorstwa z reguły prowadzą swoją działalność lokalnie. Nie mają możliwości skompensowania rosnących kosztów poprzez wzrost wolumenu sprzedaży lub podniesienie ceny produktów. Obawiają się bowiem spadku konkurencyjności na rynku lokalnym. Koszty prowadzenia działalności gospodarczej rosną od wielu lat. Jednak wskutek wybuchu pandemii, wojny w Ukrainie i wysokiej inflacji, wzrost ten okazał się bardzo gwałtowny – komentuje Łukasz Goszczyński, wieloletni ekspert ds. restrukturyzacji, drugi ze współautorów badania.

39,7% ankietowanych obawia się nierzetelnych kontrahentów, a 28,2% – podnoszenia składek na ZUS. Łukasz Goszczyński zaznacza, że tego typu przedsiębiorcy dysponują ograniczonym kapitałem własnym i w znacznej części finansują swoją działalność kredytem. W przypadku wystąpienia zatorów płatniczych mają trudności w spłacie swoich zobowiązań. To z kolei wpływa negatywnie na ich scoring bankowy, co w skrajnej sytuacji może doprowadzić nawet do wypowiedzenia umowy kredytu i bankructwa firmy. Zatem obawa przed nierzetelnymi kontrahentami nie jest wynikiem daleko posuniętej ostrożności, lecz realnym zagrożeniem, któremu przedsiębiorcy nie mogą w 100% sami zapobiec.

– Zmieniły się zasady opłacania składek na ZUS, a tym samym znacząco wzrosły obciążenia z tego tytułu, które przedsiębiorcy muszą ponosić. W przypadku braku płatności narażają się oni na egzekucję administracyjną i paraliż ich działalności. Co więcej, są to koszty, które ciężko jest optymalizować w ramach działalności prowadzonej przez właściciela firmy – dodaje Adrian Parol.

Z kolei 21,3% respondentów obawia się utraty płynności finansowej. Według Łukasza Goszczyńskiego, to nie powinno nikogo dziwić, ponieważ zdrowo myślący przedsiębiorca zawsze ma taki scenariusz z tyłu głowy. Takie podejście jest uzasadnione, bo od połowy ubiegłego roku widać na rynku wzmożone problemy z terminowymi płatnościami. Szczególnie dotyczy to właśnie tych najmniejszych podmiotów.  Natomiast nieznacznie mniej wskazań mają zmiany w przepisach, które zamykają czołową piątkę zestawienia z wynikiem 20,9%.

– W ostatnich latach byliśmy świadkami szybkich zmian przepisów, bez przeprowadzenia rzetelnej analizy następstw przygotowanych działań. Niestety, ale niejednokrotnie takie podejście skutkowało nieopłacalnością dalszego prowadzenia działalności. Wdrażanie zmian w ten sposób uniemożliwia przedsiębiorcom planowanie rozwoju biznesu w dłuższym okresie – dodaje Adrian Parol.

Na kolejnych miejscach zestawienia widzimy takie obawy, jak brak odpowiednich pracowników – 20,4%, podnoszenie podatków – 20,2%, podjęcie złych decyzji biznesowych – 14,3%, a także kontrola skarbówki – 14,1%. Dalej pojawiają się odpowiedzi związane z działaniami konkurencji – 13,5%, kontrolą ZUS-u – 11,3%, a także brakiem zamówień i klientów – 11,3%.

– Sam fakt przeprowadzania kontroli przez organy do tego powołane nie wpływa bezpośrednio na firmy. Przedsiębiorcy wiedzą, jakie obowiązki na nich spoczywają. Natomiast brak pracowników czy też wzrost opodatkowania może zburzyć dotychczasowy model biznesowy i doprowadzić do bankructwa firmy. Stąd też tego typu odpowiedzi, zresztą zasadnie, znalazły się w środku tego rankingu – analizuje Łukasz Goszczyński.

Według przeprowadzonego badania, najmniej obaw mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy mają w kwestiach niestabilności politycznej kraju – 3,1%. Wyżej są odpowiedzi dotyczące kontaktów z bankami lub firmami leasingowymi – 5,9%, a także spowolnienia gospodarczego – 9,3%.

– Te wyniki świadczą o tym, iż przedsiębiorcy póki co dobrze ocenią obecną władzę. Z kolei w zakresie kontaktów z bankami czy firmami leasingowym nastąpiła znacząca poprawa w relacjach pomiędzy tymi podmiotami. Przedsiębiorcy mają możliwość skorzystania z instrumentów restrukturyzacyjnych, dostosowując poziom swoich obciążeń finansowych do przewidywanych przepływów finansowych. Natomiast spowolnienie gospodarcze jest problemem, ale tutaj przedsiębiorcy mają szersze pole manewru i możliwość elastycznego reagowania na takie ryzyko – podsumowuje Adrian Parol.

Opis metody badawczej

Badanie zostało wykonane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Czynności badawcze były prowadzone w dniach 20.03-03.04.2024 r. Analizą objęto wyłącznie mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy, które w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 50 osób. Do tego ich zeszłoroczny obrót lub całkowity bilans roczny nie przekroczył 10 milionów euro. W ankiecie wzięło udział 597 podmiotów. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo. Dane firm pozyskano z ogólnodostępnych źródeł rejestrowych.

Sztuczna inteligencja ludzi „nie zwolni”, bo ich brakuje. Za to ułatwi nam pracę

Jeśli myślicie, że sztuczna inteligencja zlikwiduje część zawodów i wpłynie negatywnie na rynek pracy, to macie rację, ale nie do końca. Jednym z głównych powodów sięgania po AI przez firmy jest bowiem potrzeba zasypania deficytu na rynku pracy – twierdzą analitycy firmy doradczej IDC.

Programiści, korektorzy, graficy, twórcy video, specjaliści odpowiedzialni za SEO i media społecznościowe – jeśli wierzyć prognozom, to oni mają przede wszystkim ucierpieć z powodu cyfrowej rewolucji i rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. Same firmy przyznają, że już na temat zastąpienia pracowników przez AI dyskutują. Według badań IDC dotyczy to 28% największych firm działających na naszym kontynencie. Co więcej, aż 78% planuje zastąpić do 20% swojej siły roboczej „cyfrowymi współpracownikami”. Gdyby bezwzględnie wierzyć tym liczbom, oznaczałoby to ogromne zmiany na rynku pracy. – I taki scenariusz jest prawdopodobny, szczególnie w krótkiej perspektywie. Pierwsze oznaki już widać, choćby w mediach, gdzie okazuje się np., że korektorów można chcieć zastąpić technologią – zauważa Ewa Zborowska, Research Director z firmy doradczej IDC.

Przyjmijmy, że jedna duża firma zatrudnia w Europie ponad 100 tys. osób, z tego w Polsce kilkanaście tysięcy. Z prostego rachunku wynika więc, że pracę mogłoby stracić – tylko w jednej firmie, w jednym kraju – nawet kilka tysięcy osób. W szerszej skali te liczby wyglądają znacznie bardziej przerażająco. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Kilka milionów rąk do pracy mniej

– Sztuczna inteligencja wykorzystywana jest w naszych systemach informatycznych od kilku lat i pozytywnie wpływa na zatrudnienie. Do tworzenia takich rozwiązań niezbędni są bowiem specjaliści. Z kolei w przypadku naszych klientów widzimy, że automatyzacja bardzo często jest receptą na kadrowe braki. Doskonale widać to na przykładzie cyfryzacji magazynów, w których brakuje rąk do pracy. Zauważamy to szczególnie w magazynach e-commerce, gdzie obsługa zamówień jest realizowana przez manualne procesy. Sztuczna inteligencja nie wyeliminuje pracy ludzkiej, ale będzie ją wspierać, pomagając zoptymalizować obsługę procesów i wyeliminować błędy – zwraca uwagę Mikołaj Garbarek, dyrektor działu Systemy dla Logistyki i Transportu Publicznego w PSI Polska.

Wtóruje mu Karolina Pietz-Drapińska, odpowiedzialna za pion marketingu w Komputronik, który również wdraża narzędzia oparte na AI – Eksperymentujemy ze sztuczną inteligencją już od jakiegoś czasu i dostrzegamy obszary, które z powodzeniem można zautomatyzować. AI postrzegamy jednak w kategoriach usprawnienia pracy, dostarczenia dodatkowej wartości dla klientów dzięki współpracy człowieka z technologią, a nie redukcji etatów. Sztuczna inteligencja ma być wsparciem a nie konkurencją dla pracowników – przekonuje.

Z danych IDC wynika, że 78% firm w Europie już korzysta z automatyzacji albo realizuje pilotażowe wdrożenia tej technologii i jako główny powód podaje bynajmniej nie chęć zwolnień pracowników i redukcji kosztów, ale przeciwnie – właśnie zrekompensowanie ich braku. Szacuje się bowiem, że do 2030 r. liczba zatrudnionych na naszym kontynencie spadnie z 265 do 258 milionów. A to nie jedyny problem, z jakim muszą zmierzyć się pracodawcy.

Są obszary, w których nie brakuje pracowników, ale w wielu innych jest deficyt. Dotyczy to nie tylko Polski, ale krajów UE. Dobitnie widać to w obszarze AI, gdzie tworzy się całkowicie nowy rynek pracy. Ktoś tę technologię musi zrozumieć, obsłużyć, wdrożyć, wprowadzić do organizacji w wymiarze zarówno technologicznym, jak i czysto ludzkim. Widzimy, że tych kompetencji nam dziś bardzo brakuje. Jednocześnie w pewnych obszarach, gdzie automatyzacja procesów może zastąpić ludzi, pracowników można zaangażować do nowych zadań pod warunkiem ich przeszkolenia i przekwalifikowania – zwraca uwagę Ewa Zborowska, Research Director z IDC.

Tomasz Kuciel z firmy Editel Polska zajmującej się automatyzacją komunikacji B2B zwraca uwagę także na inne kwestie, które zdają się przeczyć tezie o masowych zwolnieniach i fundamentalnej zmianie na rynku pracy z powodu rozwoju technologii, w tym także generatywnej sztucznej inteligencji.

– Pamiętajmy o tym, że w warunkach niżu demograficznego rąk do pracy jest i będzie coraz mniej. Europa się starzeje. Według danych Komisji Europejskiej połowa populacji na kontynencie ma ponad 44 lata, a 21% ponad 65 lat. Równolegle obserwujemy ewolucję oczekiwań pracowników (szczególnie młodszego pokolenia) wobec pracodawców oraz natury pracy – dążą oni do samorealizacji, angażowania się w zadania, które uznają za wartościowe, często preferując przy tym krótszy czas pracy. W rezultacie, gotowość do wykonywania rutynowych, powtarzalnych zadań drastycznie spada, co rodzi wyzwania dla firm. Właśnie tutaj ukazuje się obszar, w którym AI ma nie tylko możliwość, ale i pole do popisu, aby pokazać swoje możliwości – przekonuje Tomasz Kuciel z Editel Polska.

Faktycznie, w Europie jest coraz większy problem z obsadzeniem niektórych stanowisk. W drugim kwartale 2023 r., w krajach UE na rynku pracy było 2,7% wakatów. W skali krajów te liczby wyglądają już inaczej. W Holandii i Belgii szacowano je na 4,7%, natomiast w Austrii na 4,4%.

3-dniowy tydzień pracy? Możliwy, ale mało realny

Eksperci IDC podkreślają, że dzięki temu, że do 2025 roku już 45% dużych firm w regionie EMEA będzie wykorzystywać GenAI, podwoi się efektywność pracowników biurowych. To oznacza uwolnienie ich czasu. Czy oznacza to, że możliwe będzie wprowadzenie 3- lub 4-dniowego tygodnia pracy? Niekoniecznie. Deklaracje jasno wskazują, że uwolnione zasoby pracowników firmy będą chciały spożytkować na realizację innych ważnych dla nich projektów. W praktyce oznacza to, że pracownicy będą mogli wykorzystywać swój potencjał tam, gdzie będzie on najbardziej potrzebny, znacząco zmniejszając swoje zaangażowanie w realizację monotonnych i nudnych czynności, które można zautomatyzować. Może to dotyczyć m.in. przetwarzania danych – sortowania i kategoryzacji dokumentów oraz automatycznego generowania raportów i analiz czy też odpowiadania na standardowe zapytania klientów.

Spójrzmy na proces przetwarzania faktur. Dziś w większości firm ten proces jest analogowy – wymaga manualnego przetworzenia dokumentów, ich przygotowania, wysłania – pocztą tradycyjną lub mailowo, akceptacji, powiązania faktur z zamówieniami, etc. Czynność ta nie dość, że jest czasochłonna, pracochłonna i kosztowna, to sprzyja też powstawaniu błędów. Ten proces można z powodzeniem zautomatyzować i proszę mi wierzyć: księgowi za to podziękują, nie będą protestować. W dużych firmach przetwarza się manualnie niekiedy setki tysięcy dokumentów księgowych miesięcznie. To nie ma sensu – przekonuje Tomasz Kuciel z Editel Polska, firmy będącej operatorem rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania.

Pozytywnym aspektem rozwoju technologii sztucznej inteligencji będą też inwestycje w pracowników. Zdaniem analityków IDC 60% dużych firm zmodernizuje sprzęt i oprogramowanie, aby poprawić ich doświadczenia i zmniejszyć liczbę odejść. Co więcej, przedsiębiorstwa będą inwestować w rozwój umiejętności pracowników, szczególnie tych technologicznych, co pozwoli zwiększyć firmom produktywność o 1 mld dolarów do 2026 roku.

Technologie bez człowieka nie mają sensu

Z analiz IDC płynie też inny ciekawy wniosek. Otóż okazuje się, że wdrażanie rozwiązań technologicznych opartych na sztucznej inteligencji zwiększa wydajność tylko wtedy, gdy w proces są zaangażowani pracownicy. Innymi słowy: wdrożenie technologii i pozostawienie jej samej sobie nie przyniesie oczekiwanych efektów.

– Zapytaliśmy firmy, które inwestują w automatyzację, o to, jaki ich zdaniem wpływ będzie miało wdrożenie generatywnej sztucznej inteligencji. Odpowiedzi były dość jednoznaczne. Najwięcej, bo 32% respondentów liczy na to, że AI oszczędzi czas i zwiększy produktywność pracowników, 30% spodziewa się lepszego przepływu informacji, a 23% możliwości realizacji bardziej dopasowanych szkoleń. Tyle samo ankietowanych wskazało, że oczekuje od AI podejmowania szybszych decyzji i wyeliminowania realizacji powtarzalnych czynności. Nikt z badanych nie wskazał na zmniejszenie kosztów wynikające z możliwej redukcji personelu – zwraca uwagę Ewa Zborowska z IDC.

Paradoksalnie wiele wskazuje na to, że w dłuższej perspektywie AI nie tylko nie doprowadzi do masowych zwolnień, ale wygeneruje popyt na nowe zawody. Z jednym zastrzeżeniem – Ktoś powiedział kiedyś, że AI nie zabierze ci pracy, ale człowiek, który umie korzystać z AI, już tak – zaznacza Ewa Zborowska z IDC.

Polacy zadłużają się na potęgę. Pożyczki pozabankowe rosną w zawrotnym tempie

W marcu 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 189 tys. nowych pożyczek o wartości 1,722 mld zł. W porównaniu do marca 2023 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły o +251% więcej pożyczek na kwotę wyższą o +110%.

W I kwartale 2024 roku firmy pożyczkowe udzieliły zobowiązań na kwotę 4,85 mld zł, co oznacza wzrost o 111% w porównaniu z I kwartałem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 3,25 mld zł (+70% r/r), pożyczek celowych 1,41 mld zł (+371% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,2 mld zł (+128% r/r).

– Sektor pożyczek pozabankowych rośnie w szybkim tempie zarówno pod względem liczby, jak i wartości. Marcowa wartość sprzedaży była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w marcu udzielono na również rekordową kwotę 1,14 mld zł. Warto zauważyć, że największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych powyżej 5 tys. zł, gdzie dynamika przekroczyła +90% r/r. Argumentem decydującym o wysokim zainteresowaniu pożyczkami udzielanymi przez firmy pozabankowe może być łatwy i szybki dostęp do finansowania – wyjaśnia Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Biura Informacji Kredytowej.

W marcowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 60,6% stanowiły pożyczki celowe, 38,1% pożyczki gotówkowe oraz 1,4% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 29,6% to pożyczki celowe, 66,3% pożyczki gotówkowe oraz 4,1% karty i limity pożyczkowe.

Specyfika polskiego rynku pożyczek pozabankowych pozostaje niezmienna, charakteryzuje ją odmienna struktura liczbowa i wartościowa. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, natomiast pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w marcu 2024 r. wyniosła 2 524 zł i była o 12% wyższa do średniej kwoty udzielonej w marcu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w marcu 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 753 zł i była o 80% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Mieszkańcy Podkarpacia, Świętokrzyskiego i Małopolski najrzetelniej płacą rachunki

Miejsce na podium najbardziej rzetelnych konsumentów, czyli takich, którzy swoje zobowiązania spłacają na czas, utrzymują mieszkańcy województw: podkarpackiego, świętokrzyskiego i małopolskiego. W najnowszym Rankingu Rzetelności Konsumentów Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i Rzetelnej Firmy najmniej sumienni okazali się mieszkańcy Śląska, Pomorza oraz Warmii i Mazur. Swoją sytuację poprawił Dolny Śląsk, który w poprzedniej edycji zajął ostatnie miejsce, a tym razem znalazł się poza ostatnią trójką.Mieszkańcy Podkarpacia, Świętokrzyskiego i Małopolski najrzetelniej płacą rachunki

Opracowana na koniec I kwartału 2024 roku analiza Rzetelnej Firmy oraz Krajowego Rejestru Długów pokazuje, jak wygląda rzetelność polskich konsumentów w poszczególnych regionach kraju. Eksperci wzięli pod uwagę łączny dług w każdym województwie w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, średnią wartość zaległości statystycznego dłużnika w każdym z nich oraz wielkość odsetka osób zadłużonych wśród wszystkich mieszkańców.

Jak wynika z naszych danych, najmniej pieniędzy łącznie do oddania mają mieszkańcy Podlaskiego – 918 mln zł, Świętokrzyskiego, którzy muszą zwrócić 948 mln zł, a także Opolskiego, którego zadłużenie w sumie wynosi 1 mld zł. Z kolei najwyższą kwotę zobowiązań, opiewającą na niemal 6,5 mld zł, uzbierali Mazowszanie oraz Ślązacy, którzy są winni wierzycielom 6,2 mld zł. Wartość zadłużenia przypadająca na konkretny region nie świadczy jednak o rzetelności płatniczej jego mieszkańców, ponieważ jest pochodną liczby mieszkańców. Dopiero przeliczenie tego długu na 1000 mieszkańców, uwzględnienie średniej zaległości statystycznego dłużnika oraz jaki odsetek stanowią oni wśród wszystkich zamieszkujących województwo pozwala na identyfikację regionów z lepszą lub gorszą rzetelnością finansową – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Każde z tych kryteriów było punktowane osobno, zgodnie z zasadą że im mniejszy dług i odsetek dłużników, tym więcej punktów. Ich suma decydowała o pozycji w rankingu.

Rzetelność we krwi

To kolejna edycja Rankingu Rzetelności, w której pierwsza piątka pozostaje bez zmian. Sumienność w regulowaniu zobowiązań można na stałe przypisać mieszkańcom województw podkarpackiego, świętokrzyskiego, małopolskiego, wielkopolskiego i podlaskiego. Zmianie uległa jednak pozycja lidera. W tym wydaniu rankingu Podkarpacie zastąpiło Małopolskę, która spadła na trzecie miejsce. Jest to spowodowane m.in. skalą wzrostu średniego zobowiązania na dłużnika w KRD. W porównaniu do poprzedniej edycji z grudnia 2023 roku w obu województwach ono wzrosło, tyle że w podkarpackim mniej, bo o 721 zł (z 20 253 zł do 20 974 zł), podczas gdy w małopolskim o 1902 zł (z 19 808 zł do 21 710 zł).

Obejmując pozycję lidera, mieszkańcy Podkarpacia otrzymali 41 punktów w aktualnej edycji Rankingu Rzetelności, mimo że ich łączne zadłużenie wcale nie jest najniższe i wynosi 1,1 mld zł (14 miejsce w Polsce). Za to dłużnicy stanowią wśród nich zaledwie 3,23 proc. (najmniej w Polsce), najniższy jest też dług w przeliczeniu na 1000 mieszkańców (677,2 tys. zł). Drugie miejsce, z 37 punktami, zajęło województwo świętokrzyskie, w którym zaległe zobowiązania do zwrotu ma 4,61 proc. mieszkańców, a dług na 1000 mieszkańców wynosi 966,2 tys. zł. Zadłużony konsument ma do spłaty przeciętnie 20 964 zł. Podium zamyka Małopolska uzyskując 35 punktów. Wśród mieszkańców tego regionu do KRD wpisanych jest 4,18 proc. osób, a kwota do oddania na 1000 zamieszkujących wynosi 907 tys. zł.

Duży spadek Śląskiego

Niechlubną ostatnią pozycję w najnowszym Rankingu Rzetelności zajęło województwo śląskie, którego spadek w porównaniu do poprzedniej edycji jest dotkliwy. Z 10. pozycji zajmowanej na koniec 2023 roku przesunęło się na ostatnią otrzymując zaledwie 11 punktów. Choć odsetek zadłużonych konsumentów w tym regionie jest obecnie nieco niższy i wynosi 7,95 proc. mieszkańców (poprzednio 8,46 proc.), to wzrosła zarówno wartość długu w przeliczeniu na 1000 osób, jak i średnie zadłużenie statystycznego dłużnika. Średnie zobowiązanie na konsumenta na Śląsku wynosi obecnie 22 045 zł, a jeszcze kilka miesięcy temu było to 19 726 zł. Natomiast zadłużenie na 1000 mieszkańców urosło o niemal 84 tys. zł i opiewa na kwotę ponad 1,75 mld zł.

Tak samo jak w poprzednim wydaniu rankingu, w ostatniej trójce znalazły się województwa pomorskie, które uzyskało 13 punktów i warmińsko-mazurskie, z 15 punktami. Do KRD wpisanych jest 7,73 proc. mieszkańców Pomorza. Zadłużenie na 1000 konsumentów wynosi tam ponad 1,75 mld zł, a średnie zobowiązanie na jedną osobę opiewa na 22 662 zł. Z kolei wśród zamieszkujących Warmię i Mazury pieniądze do oddania ma 8,2 proc. Zadłużenie na 1000 mieszkańców przekracza 1,73 mld zł, a na jedną osobę wynosi przeciętnie 21 183 zł.

Dolny Śląsk spłaca długi

W aktualnej edycji rankingu są także województwa, których mieszkańcy zdołali poprawić swoją pozycję finansową, przesuwając się o jedno miejsce w rankingu. O spektakularnym sukcesie mogą mówić Dolnoślązacy. Województwo dolnośląskie, które w ostatnich analizach nie opuszczało ostatniej trójki, tym razem awansowało aż o 3 miejsca na 13 pozycję. Odsetek konsumentów znajdujących się w KRD spadł tutaj z niemal 9 proc. do 8,43 proc., dług na 1000 mieszkańców zmniejszył się z ponad 1,82 mld zł do 1,72 mld zł. W poprawie sytuacji regionu w rankingu nie przeszkodził lekki wzrost średniego zadłużenia na jedną osobę, który obecnie wynosi 20 413 zł – poprzednio 20 348 zł.

W rejonach, które zamieszkuje najwięcej ludzi zadłużenie jest zazwyczaj największe. Sytuacja Dolnego Śląska dodatkowo pokazuje, że w takim miejscu zmiany mogą zachodzić dość dynamicznie. W końcu jest to województwo, w którym ciągle przybywa podmiotów gospodarczych, a więc szanse na znalezienie pracy są spore. Dodatkowo, jak wynika z danych GUS za luty br., średnie wynagrodzenie brutto w Dolnośląskim wynosi 8213 zł, czyli więcej niż przeciętne w całym kraju, sięgające 7979 zł. Mieszkańcy takich obszarów mają więcej możliwości zmiany pracy na lepiej płatną i redukcji swojego zadłużenia niż zamieszkujący mniej aktywne gospodarczo regiony. Jednak to nie wystarczy, co pokazuje przykład województwa śląskiego. To także region rozwinięty gospodarczo, w którym płace są jeszcze wyższe i wynoszą prawie 8489 zł, a znalazło się ono na końcu naszego zestawienia. Oprócz wysokości zarobków w spłacaniu długów kluczową rolę odgrywa mobilizacja i uczciwość konsumentów – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Sektor usług w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł

PMI dla przemysłu w kwietniu w strefie euro wyniósł 45,6 wobec 46,1 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy niż wskazywały prognozy (46,5). Po raz kolejny szczególnie patrzymy na odczyt z Niemiec, gdzie jeszcze na początku roku wydawało się, że przemysł najgorsze ma za sobą, a PMI wynosił 45,5. Przemysł wpadł jednak w kolejny dołek, a niemiecka gospodarka, która jest mocno zależna od przemysłu, okazuje dalszą słabość. W kwietniu wskaźnik dla przemysłu wyniósł 42,2. Podobną tendencję obserwujemy we Francji, gdzie wskaźnik w kwietniu wyniósł 44,9 (wobec 47,1 dwa miesiące wcześniej).

Odmienną sytuację mamy w sektorze usług. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wzrósł do 52,9 wobec 51,5 miesiąc wcześniej. Odczyt jest pozytywnym zaskoczeniem, konsensus rynkowy wynosił 51,8. Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł. Tutaj również wyróżniają się dane z Niemiec. Wskaźnik dla sektora usług wyniósł 53,3 pkt, prognozy wskazywały na wzrost jedynie do 50,6 pkt.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 51,4 wobec 50,3 miesiąc wcześniej. Odczyt istotnie powyżej poziomu 50 pkt. Pomimo utrzymującej się słabości sektora produkcyjnego, mocne odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Utrzymywanie się dobrej koniunktury w sektorze usług pomoże w uniknięciu recesji w kolejnych kwartałach.

Dane z sektora usług będą szczegółowo analizowane w kontekście polityki monetarnej EBC. Uczestnicy rynku oczekują pierwszej obniżki stóp procentowych w czerwcu. Pytaniem pozostaje jednak, czy inflacja w sektorze usług nie będzie się utrzymywać, a to może wpłynąć na kolejne decyzje i tempo obniżek.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Biurowce stają się mini centrami handlowymi – 64% warszawskich biurowców oferuje lokale usługowo-handlowe

Już 64% warszawskich biurowców oferuje przynajmniej jeden lokal usługowo-handlowy – wynika z raportu „Retail @ Office” przygotowanego przez ekspertów międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield. Niska podaż nowej, typowo handlowej powierzchni w Warszawie skłania sieci handlowe i usługodawców do szukania alternatywnych lokalizacji. Jednocześnie ostatnie lata przyniosły wiele zmian w preferencjach użytkowników w zakresie wykorzystania przestrzeni biurowej oraz rodzaju usług dostępnych w biurowcach. Jak wynika z analiz Cushman & Wakefield:

  • 6% powierzchni – tyle średnio w Warszawie zajmują lokale usługowo-handlowe w budynkach biurowych.
  • 87% lokali handlowo-usługowych znajduje się na parterze, co podkreśla ich strategiczne umiejscowienie dla maksymalnej widoczności i dostępności.
  • 390 000 mkw. w 1400 lokalach w ponad 360 lokalizacjach – to zasób powierzchni usługowo-handlowej w biurowcach w Warszawie według stanu na koniec 2023 roku.

Centrum i Centralny Obszar Biznesowy (COB) łącznie koncentrują ponad połowę wszystkich lokali handlowych w biurowcach, przy czym to w COB jest najwyższe nasycenie powierzchnią handlowo-usługową w obiektach biurowych – ponad 1,5 mkw. na osobę.

Powierzchnie handlowo-usługowe w biurowcach zyskują na popularności. W nowszych projektach stanowią już nawet 7% powierzchni. Wpływ na to mają zmiany zachodzące w tkance miejskiej związane z ewolucją potrzeb użytkowników biur i mieszkańców warszawskich dzielnic, trend tworzenia przestrzeni wielofunkcyjnych oraz kurczące się zasoby dostępnych gruntów w kluczowych dla biznesu lokalizacjach.

W Warszawie zasób nowoczesnej powierzchni handlowej (wyłączając wolnostojące magazyny handlowe, a także powierzchnie w centrach handlowych zajmowane przez wielkopowierzchniowe hipermarkety spożywcze), to 1,2 mln mkw. w 45 lokalizacjach. Przy czym w ostatnich dwóch latach dostarczone zostało zaledwie 37 000 mkw.

Wobec niedostępności powierzchni w centrach handlowych, najemcy poszukują̨ innych lokalizacji, a ich uwaga w naturalny sposób kieruje się w stronę lokali w budynkach biurowych i mieszkalnych. Znajdujące się w ogromnej większości w parterze biurowców powierzchnie tworzą strefy usługowo-handlowe coraz bardziej otwarte na ruch z zewnątrz. Analizując dane dotyczące handlu w biurowcach skupiliśmy się na budynkach klasy A i B, ale pominęliśmy projekty typu mixed-use, które mają nieco inną specyfikę” – tłumaczy Ewelina Staruch, Analityk rynku handlowego, Cushman & Wakefield.

Wszystko blisko

Zmiany w modelu pracy, mocno widoczne między innymi w stolicy, wpłynęły na preferencje użytkowników w zakresie korzystania z biur oraz rodzaju usług dostępnych w budynku. W raporcie “Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze” firma Cushman & Wakefield przedstawiła wnioski z badania analizującego praktyczne zachowania użytkowników oraz ich oczekiwania związane z projektowaniem przestrzeni do pracy.
Respondenci wskazali, że aż 45% z nich korzysta ze stref gastronomicznych w biurowcu przynajmniej raz w miesiącu, 1/3 wskazała też ofertę usługową, a blisko 30% kluby fitness. Pracownicy często też korzystają ze stref relaksu, jak ogródki, ławki czy leżaki – tak odpowiedziało 36% badanych” – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Potwierdza to wyniki wcześniejszej ankiety Cushman & Wakefield przeprowadzonej w 2022 roku wśród zarządców biur. Jako najważniejszą usługę wskazali oni wtedy restaurację/kantynę (67%). Na kolejnych miejscach znalazły się: bankomat (43%), sklep spożywczy (30%), kawiarnia (21%) oraz paczkomaty (19%).

Wszystkie te wybory wskazują kierunek, w jakim powinni podążać właściciele obiektów biurowych, aby uzyskać przewagę konkurencyjną i stworzyć tętniący życiem obiekt pełen najemców” – dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

55 000 mkw. do wzięcia

Chociaż średnio w Warszawie powierzchnia handlowo-usługowa zajmuje 6% budynku biurowego, to dla obiektów oddanych do użytku w ciągu ostatnich 10 lat jest to już 7%. Jeszcze w 2013 roku lokale tego typu posiadało 60% biurowców, na koniec 2023 roku było to już 64%. Eksperci Cushman & Wakefield szacują, że w 2025 roku ten udział jeszcze wzrośnie.

Największą koncentrację powierzchni handlowej w centrach biznesowych obserwujemy w COB, Służewcu i Centrum, jednak warto zaznaczyć, że w Ścisłym Centrum mówimy też o najmniejszych lokalach – średnio niewiele ponad 200 mkw. Najwyższą średnią powierzchnię lokalu, oscylującą wokół 400 mkw., oferuje strefa biurowa Zachód“ – tłumaczy Magdalena Gniazdowska, Leasing Manager, Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Aktualnie niewynajęte pozostaje 257 lokali handlowo-usługowych w warszawskich biurowcach o łącznej powierzchni 53 000 mkw., czyli 18,2%. Dla porównania, w centrach i parkach handlowych wskaźnik pustostanów wynosi 9,3%. Najwięcej niewynajętej powierzchni handlowo-usługowej znajduje się w najnowszych budynkach biurowych, oddanych do użytku w latach 2020-2024. Aż 157 dostępnych lokali oferuje powierzchnię od 100 do 500 mkw., co ogranicza wachlarz potencjalnych najemców.

Przeważająca liczba lokali dostępnych obecnie do wynajęcia na rynku nie przekracza 500 mkw. Jednym z kluczowych wyzwań dla właścicieli budynków biurowych jest odpowiedzenie na potrzeby najemców i uzupełnienie deficytu dużych lokali. Marki handlowe aktywnie poszukujące powierzchni większych niż 500 mkw. spotykają się z bardzo ograniczoną ofertą. Wynika to z niskiej podaży oraz dużego obłożenia, a co za tym idzie niskiego poziomu pustostanów. Tylko 8% wolnych lokali dostępnych obecnie na rynku można zaklasyfikować jako duże lub największe (o powierzchni ponad 500 mkw.)”- dodaje Ewelina Staruch.

Najwyższy poziom pustostanów, biorąc pod uwagę ich powierzchnię w odniesieniu do całkowitego zasobu, występuje w strefach Wschód (28,4%) i Służewiec (21,9%).

Biurowce jako przedłużenie ulic handlowych

Jak wynika z raportu firmy Cushman & Wakefield, handel w biurowcach zdominowany jest przez gastronomię (26%) i usługi (22%). Co ciekawe, te lokalizacje wybierają też chętnie centra medyczne (105 placówek, czyli 9%), a także sklepy spożywcze (7%).

Możemy mówić o synergii oferty dzielnic biznesowych i centrów handlowych. Należy jednak zaznaczyć, że w tych drugich zdecydowanie więcej jest punktów z kategorii moda, zdrowie i uroda, wyposażenie domu czy też elektronika. Tego typu sklepy wymagają przeważnie większych powierzchni niż te dostępne w biurowcach i preferują wyższą odwiedzalność, także, albo przede wszystkim, w weekendy”, – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz.

Autorzy raportu wskazali, że w biurowcach w Warszawie obecnych jest aktualnie 806 unikalnych marek handlowych, z czego TOP 6 z największą liczbą lokali stanowią: Żabka, Gorąco Polecam, Zdrofit, Green Caffe Nero, drogeria Rossmann oraz Lux Med.

Widzimy ewolucję handlu w dużych miastach, zwłaszcza w Warszawie. Obserwujemy też sukcesywną odbudowę zainteresowania ulicami handlowymi. Powierzchnie handlowo-usługowe w biurowcach stanowią rozwinięcie czy też uzupełnienie tego konceptu. Warto zauważyć, że czynsze za te lokale w najlepszych biurowych lokalizacjach wynoszą dziś 50-60 EUR/mkw., podczas gdy w centrach handlowych mówimy nawet o 150-170 EUR. Oczywiście minusem handlu w biurowcach jest kwestia niższych obrotów w weekendy, brak wielkopowierzchniowych propozycji oraz trudności w zachowaniu kompromisu estetycznego pomiędzy budynkami biurowymi a handlowymi. Jednak dogodna lokalizacja i profil klienta mogą rekompensować te niedogodności”, – podsumowuje Magdalena Gniazdowska.

Rozpoczęcie prac nad pierwszym w Polsce Regionalnym Planem Adaptacji do Zmian Klimatu

Adaptacja do zmian klimatu to proces dostosowywania się społeczeństw, ekosystemów i gospodarek do zmian warunków klimatycznych, które już występują lub są przewidywane w przyszłości. Analizy Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego wykazały, że z powodu zjawisk ekstremalnych, których występowanie skorelowane jest ze zmianami klimatu, Polska traci rocznie średnio 6 mld zł, a w sumie, w ciągu niespełna dwóch dekad ekstremalne zjawiska pogodowe spowodowały około 115 mld zł strat bezpośrednich[1]. Aby uniknąć tego typu nakładów w przyszłości, konieczne jest opracowanie Planu Adaptacji do Zmian Klimatu. Województwo Śląskie to pierwszy samorząd w kraju, który podjął decyzję o przygotowaniu takiego opracowania na poziomie regionalnym.

Adaptacja do zmian klimatu polega na podjęciu działań, których celem jest zminimalizowanie negatywnych skutków zmian klimatu oraz zwiększenie odporności na nie. Adaptacja obejmuje szereg różnorodnych działań na wielu poziomach, od indywidualnych przez lokalne aż do globalnych, w celu zmniejszenia podatności społeczeństw i środowisk na skutki zmian klimatu, jak również wykorzystania szans z nimi związanych.

Dlaczego adaptacja na poziomie regionalnym jest tak ważna?

Adaptacja do zmian klimatu na poziomie regionalnym jest istotna, ponieważ poszczególne regiony doświadczają zróżnicowanych zagrożeń i mają unikalne potrzeby związane ze skutkami zmianami klimatu. Działania adaptacyjne na tym poziomie pozwalają dostosować strategie do konkretnych warunków lokalnych oraz wykorzystać istniejące zasoby
i infrastrukturę. Ponadto działania adaptacyjne na poziomie regionalnym mogą przyczynić się do budowy większej odporności społeczeństwa na skutki zmian klimatu poprzez wzmocnienie zdolności mieszkańców do radzenia sobie z zagrożeniami i reagowania na kryzysy. Współpraca i koordynacja pomiędzy różnymi sektorami oraz instytucjami na poziomie regionalnym przyczynia się również do wypracowania skuteczniejszych rozwiązań. Podejmowanie działań adaptacyjnych to również szansa na rozwój regionu – aktywizują mieszkańców, wpływają, na jakość i komfort życia w mieście. Adaptacja na poziomie regionalnym to także działania mające na celu ochronę środowiska i różnorodności biologicznej, co przyczynia się do zachowania unikalnych ekosystemów i gatunków w regionie.

Regionalny Plan Adaptacji do Zmian Klimatu to element kształtowania polityki rozwoju i wizji regionu w kontekście coraz bardziej odczuwalnych zmian klimatu. Dokument, który na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego przygotują eksperci Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego będzie zawierał plan działań adaptacyjnych na podstawie przeprowadzonej diagnozy, w tym analizy zjawisk klimatycznych oraz identyfikacji najbardziej wrażliwych obszarów i sektorów. Opracowanie określi priorytety i ramy dla działań adaptacyjnych niezbędnych do podjęcia na szczeblu regionalnym i lokalnym.

Dokument ma przygotować mieszkańców do coraz bardziej odczuwalnych zmian klimatu – zmniejszyć podatności na zjawiska ekstremalne oraz zwiększyć potencjał do przeciwdziałania i zwalczania skutków tych zjawisk.

Opracowanie Regionalnego Planu Adaptacji do zmian klimatu będzie realizowane w ramach projektu zintegrowanego LIFE „IP LIFE dla Adaptacji Terenów Pogórniczych” [LIFE20 IPC/CZ/000004 – LIFE-IP COALA], współfinansowanego ze środków instrumentu finansowego LIFE w ramach środków Unii Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także budżetu Województwa Śląskiego. Beneficjentem koordynującym ten projekt jest Kraj Morawsko-Śląski (Republika Czeska) – w opracowaniu dokumentu zostaną wykorzystane dobre praktyki oraz doświadczenia tego regionu w opracowaniu planów adaptacji do zmian klimatu.

Regionalny Plan Adaptacji będzie uwzględniał również  tereny pogórnicze – specyficzne dla naszego regionu. Za opracowanie tej części dokumentu odpowiadać będzie Główny Instytut Górnictwa – partner w projekcie zintegrowanym LIFE-IP COALA.

[1] https://klimada2.ios.gov.pl/files/2023/Atlas_skutkow_zjawisk_ekstremalnych_w_Polsce.pdf

CPS GfK: Udział marek własnych w koszykach Polaków stale rośnie

Popularność marek własnych jest coraz większa. Wartość tego sektora na polskim rynku wzrosła o 19 proc. rdr. i w 2023 r. przekroczyła 50 mld złotych. Ponadto 27 proc. konsumentów deklaruje, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy chce kupować jeszcze więcej takich produktów. Kluczowym argumentem dla nabywców są konkurencyjne ceny, przy jednoczesnym utrzymaniu satysfakcjonującej jakości. Takie dane płyną z raportu „Behaviour Change” opracowanego przez Consumer Panel Services GfK.

Zgodnie z danymi CPS GfK udział marek własnych na polskim rynku w 2023 r. wzrósł o 1,3 punktu procentowego rdr. i wyniósł 22,6 proc. Rosnący trend utrzymuje się już od kilku lat, dzięki czemu wartość tego rynku w naszym kraju przekroczyła już 50 mld złotych. Według raportu „Behaviour Change” CPS GfK Polacy chcą kupować jeszcze więcej takich artykułów. – Już co 4 konsument planuje zwiększyć swoje wydatki na produkty z logo marek własnych. Jednocześnie zaledwie 5 proc. Polaków deklaruje takie zamiary wobec artykułów markowych. To jasny sygnał dla producentów, że w tej kategorii tkwi przestrzeń do dalszego, dynamicznego rozwoju i stałego zwiększania popytu mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający w Consumer Panel Services GfK.

Mimo sporego zainteresowania markami własnymi, Polacy nadal są poniżej średniej europejskiej – więcej takich produktów planuje kupować aż 32 proc. Europejczyków. Polskich nabywców znacząco wyprzedzają Francuzi (49 proc.), Austriacy (37 proc.) czy Hiszpanie (42 proc.).

Cena nadal króluje

Głównym wyróżnikiem marek własnych jest postrzeganie cen przez konsumentów. Jest to szczególnie ważny aspekt w dobie kryzysu ekonomicznego. Potwierdzają to także dane CPS GfK z raportu „Behaviour Change”, zgodnie z którym blisko połowa nabywców (46 proc.) decyzję o wyborze między produktami markowymi a markami własnymi podejmuje w oparciu o finanse. Warto jednak podkreślić, że jest to najniższy wynik spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dla porównania – na podstawie własnego budżetu tę decyzję zakupową podejmuje aż 63 proc. Węgrów, 58 proc. Chorwatów czy 57 proc. Bułgarów.

Obecnie aż 36 proc. polskich gospodarstw domowych przyznaje, że mierzy się z ograniczonym budżetem zaznacza Szymon Mordasiewicz.W sytuacji, kiedy konsumenci mają do wyboru dwa produkty z których oba spełniają potrzebę, są satysfakcjonujące pod względem jakości i w tej samej cenie, to aż 57 proc. z nich włoży do koszyka produkt markowy. Jedynie 18 proc. wybierze markę własną. Jeśli producenci chcą skutecznie konkurować o koszyki nabywców, to muszą zachować konkurencyjne ceny. Mają one gigantyczne znaczenie dla konsumentówdodaje ekspert Consumer Panel Services GfK.

Powyższe dane pochodzą z 6. edycji cyklicznego raportu „Behaviour Change”, który zawiera informację o nastrojach konsumentów z 21 rynków europejskich. Badanie objęło 15 tys. respondentów i pokazuje, jaki wpływ na decyzje zakupowe nabywców mają kwestie społeczne. Autorem raportu jest Consumer Panel Services GfK, który obejmuje ponad 100 000 gospodarstw domowych na całym kontynencie.

W styczniu 2024 r. Consumer Panel Services GfK został przejęty przez YouGov. Dzięki temu partnerzy biznesowi YouGov i CPS GfK będą mogli jeszcze lepiej zrozumieć każdy etap decyzji zakupowych – co, gdzie, dlaczego i w jaki sposób kupują nabywcy. Co więcej, YouGov zapewni partnerom biznesowym CPS GfK dostęp do aktualnych badań opinii publicznej przeprowadzanych na 26 milionach zarejestrowanych członków panelu na 55 rynkach.

Cloud Technologies: Rekordowy rok i dynamiczny wzrost w 2024 r.

Spółka Cloud Technologies w zeszłym roku odnotowała najlepszy w swej historii rok pod względem rozwoju sprzedaży danych. W 2024 roku, mimo wysokiej bazy, kontynuuje rozwój organiczny. W styczniu br. sprzedaż danych do kluczowych klientów w walucie bazowej, czyli USD, wzrosła o 15 % r/r., a w lutym o 16% r./r. Równolegle do rozwoju sprzedaży notowana na GPW spółka pracuje nad zwiększeniem zakresu wykorzystania posiadanych danych, m.in. na potrzeby nauki systemów sztucznej inteligencji, czemu służy program Data Seed.

– Bardzo dobre miesięczne wyniki sprzedaży danych to powód do zadowolenia, ale i motywacja do dalszej pracy, by Cloud Technologies rozwijało się zgodnie z przyjętą strategią. Raportowane przez nas wyniki potwierdzają efektywność naszego modelu biznesowego. Sprzyja nam również rynek, w szczególności pozytywne zjawiska na kluczowym dla nas rynku reklamowym USA. Dane o nim nie pozostawiają żadnych wątpliwości – według najnowszego raportu IAB przychody z reklam cyfrowych w USA w 2023 r. osiągnęły 225 mld USD, co oznacza wzrost o 7,3% r./r. Rośniemy więc szybciej niż rynek – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. 

Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych, spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na dynamiki mają wpływ różnice kursowe (w Q1 2024 średni kurs USD/PLN był o około 10% niższy niż w 2023 roku). Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie. Według prognoz eMarketera globalne wydatki na reklamę online będą rosły co najmniej do 2027 roku w tempie dwucyfrowym, a udział reklamy online w całkowitych wydatkach na reklamy sięgnie 74%. Z kolei z danych z raportu agencji badawczej Grand View Research wynika, że prognozowana wartość światowego rynku AdTech, na którym działa Cloud Technologies, wzrośnie do 2,4 tryliona USD w 2030 roku, co oznacza CAGR na poziomie 13,7% w okresie 2023-2030. Cloud Technologies, która dzięki autorskiej technologii stworzyła chmurę danych z informacjami o 5 mld użytkowników z ponad 200 rynków na całym świecie, ma potencjał, by dalej rosnąć na tym perspektywicznym rynku.

W 2023 roku Cloud Technologies ponownie poprawiła wyniki sprzedaży danych osiągając w tym zakresie najlepsze wyniki w historii. Mimo bardzo wysokiej bazy (38,5 mln PLN w 2022 r.) roczne przychody ze sprzedaży danych wzrosły o 15,8% r./r. (23,5% w walucie bazowej, czyli USD), do 44,6 mln PLN. W raportowanym okresie wartość wskaźnika EBITDA wyniosła 27,6 mln PLN, co oznacza wzrost o 18,4% r./r. EBITDA kluczowego segmentu sprzedaży danych w minionym roku wzrosła o 18,7% r./r. i wyniosła 29,7 mln PLN. W 2023 roku marżowość EBITDA tego segmentu wyniosła 66,8 %.

Fundusz Unfold.vc inwestuje w Network Perspective. Wrocławska spółka rusza do USA

  • Network Perspective z Wrocławia stworzył technologię wspierającą firmy w podnoszeniu efektywności zespołów poprzez zautomatyzowaną interpretację nawyków współpracy. Wykorzystuje do tego algorytmy AI i innowacyjną metodę analizy sieci organizacji (ONA – Organizational Network Analysis).
  • Na rozwój produktu – m.in. synchronizację z nowymi źródłami danych oraz rozwój algorytmów deep learning – spółka otrzymała właśnie 1 mln zł od funduszu vc. Jej celem jest dostarczenie firmom spersonalizowanych i inteligentnych asystentów pomagających pracować wydajniej.
  • Network Perspective celuje w międzynarodowych klientów. Wchodzi z ofertą do USA, gdzie wdrożył już swoje rozwiązanie w zatrudniającej ponad 1000 osób Grupie Adaptavist, będącej wiodącym, globalnym partnerem firmy Atlassian i wspierającej ponad połowę spółek z listy Fortune 500. Do polskiej technologii przekonali się też m.in. CD Projekt Red czy Allegro. W gronie dotychczasowych inwestorów jest fundusz Ataraxy Ventures, tworzony m.in. przez Macieja Nogę, założyciela Pracuj.pl.

Z wyliczeń spółki Network Perspective wynika, że już po 3 miesiącach korzystania z jej autorskiej technologii, zespoły są o 8 proc. bardziej produktywne, zyskując nawet pół dnia w tygodniu na tzw. deep-work, czyli pracę głęboką (np. kodowanie w przypadku deweloperów). Zmiany możliwe są do osiągnięcia na poziomie nawet kilku tysięcy osób, co w kontekście zasobów ma gwarantować setki tysięcy zaoszczędzonych godzin rocznie. To ważne, bo w popandemicznym świecie wzrasta zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i modele pracy przy jednoczesnej optymalizacji zaangażowania pracowników w powtarzalne i często niepotrzebne procesy, które według danych wrocławskiej spółki pochłaniają nawet 70 proc. czasu pracy. Na wagę złota są więc cyfrowe narzędzia poprawiające efektywność działań. Usprawnienia poszukiwane są w rozmaitych dziedzinach: od zdalnej rekrutacji i onboardingu, po podtrzymywanie relacji w firmie i rewizję doświadczeń współpracy zespołowej.

Ten ostatni obszar postanowił zagospodarować właśnie Network Perspective, koncentrujący się na wsparciu firm z branży technologicznej w Polsce i coraz silniej akcentujący swoją obecność w USA. Wspiera go w tym wrocławski fundusz Unfold.vc. Właśnie zainwestował w spółkę 1 mln PLN.

Network Perspective to wyjątkowy projekt. Na podstawie zagregowanych danych pozwala zweryfikować tezy, które w firmach technologicznych, zwłaszcza zatrudniających powyżej 500 osób, były dotychczas jedynie w sferze intuicji liderów prowadzących zespoły. Network Perspective odkrywa przyczyny, nie tylko objawy przeciążenia współpracą, a także wyzwania w budowaniu relacji. Inwestycja w spółkę jest wynikiem naszej współpracy z nowojorskim akceleratorem WEVE. Startup przeszedł przez weryfikację ekspertów z USA, która zakładała udział w akceleracji jedynie zespołów mających potencjał na rozwój biznesu w Stanach. Zyskał dzięki temu wartościowe kontakty, know-how i szansę na efektywną ekspansję. Fakt ten był dla nas nie jednym, ale ważnym aspektem decyzyjnym w procesie inwestycyjnym mówi Magda Surowiec z funduszu Unfold.vc.

Otrzymany kapitał spółka przeznaczy na rozwój platformy, składającej się obecnie z trzech części: dane, inteligencja i akcje.

W praktyce oznacza to m.in. synchronizację z nowymi źródłami danych, np. repozytoria kodu, czy rozwój algorytmów deep learning oraz integrację z LLMs (large language models) w obszarze akcji. Chcemy  dostarczyć organizacjom spersonalizowanych i inteligentnych asystentów pomagających pracować sprytniej i podnosić efektywność zespołów tłumaczy dr Anita Zbieg, co-founderka i CEO Network Perspective.

Twórcy mocno skupiają się przy tym na ochronie prywatności, podkreślając wysoki poziom bezpieczeństwa i anonimizację danych – metadane w locie zamieniane są na ciąg znaków, bez pobierania treści, a raporty tworzone są wyłącznie na poziomie zespołów.

Cenny feedback

Technologia startupu analizuje metadane z systemów IT (email, kalendarz, czaty), odtwarzając niejako sieć współpracy, a następnie dostarcza liderom i ich zespołom regularną zbiorczą informację zwrotną, wartości referencyjne oraz propozycje akcji i mikroautomatyzacji, których wdrożenie w mierzalny sposób ma wpływać na poprawę jakości pracy. Analizowany jest m.in. czas poświęcony na spotkania, pracę głęboką i tzw. przełączanie kontekstu, a także więzi w zespole i pomiędzy zespołami. Analizy te pozwalają na poprawę komunikacji, sprawną i precyzyjną wymianę wiedzy i doświadczeń w firmie, a także monitorowanie poziomu obciążenia i eliminowanie nieefektywnych praktyk. Network Perspective szacuje, że dla firmy zatrudniającej 1000 osób wdrożenie rozwiązania to w sumie 12 tys. dni zaoszczędzonych rocznie. – Można sobie wyobrazić, że to czas równoważny kilkudziesięciu etatom pracy przez cały rok – tłumaczą founderzy i wierzą, że światowy popyt na ich technologię będzie rósł.

Network Perspective już może pochwalić się klientem z USA. To zatrudniająca blisko 1000 osób Grupa Adaptavist, będąca globalnym partnerem Atlassian i wspierająca ponad połowę firm z listy Fortune 500. Wrocławski startup do swojego rozwiązania przekonał ponadto m.in. CD Projekt Red czy Allegro.

Z nauki do biznesu

Spółka powstała w 2020 r. jako odpowiedź na rosnącą potrzebę transformacji firm w kierunku hybrydowych i zdalnych modeli pracy. Założyciele wywodzą się ze świata nauki. Dr Anita Zbieg, korzystając ze swojego doświadczenia z doktoratu w obszarze ONA (Organizational Network Analysis), od ponad 10 lat pracuje jako ekspert w analizie sieci oraz wzorców współpracy biznesowej, wspierając na przestrzeni lat m.in. World Bank i Aspen Institute. W prężnym rozwoju Network Perspective pomogło też doświadczenie drugiego z founderów, dr. Błażeja Żaka, który ma już na koncie tworzenie technologii w startupach. Pierwszy tech-biznes stworzył w 1998 r., a największym technologicznym sukcesem był Extradom.

W Network Perspective adresujemy potrzeby biznesów poszukujących innowacyjnych sposobów pracy z naciskiem na maksymalizację efektywności zespołów. Ten trend jest już wyraźnie zauważalny w czołowych firmach technologicznych, dostrzegających potrzebę analizy dynamiki współpracy w takich obszarach jak alokacja czasu na spotkania, zmiana kontekstu czy praca intensywna – podkreśla dr Błażej Żak i przywołuje eksperyment przeprowadzony przez firmę Atlassian, która poprzez wprowadzenie bloku czasowego na tzw. pracę głęboką doprowadziła do zwiększenia osiągnięć tygodniowych celów u 70% pracowników.

Kolejnym przykładem jest Uber, który poszedł o krok dalej, dodając aspekt skupienia do tradycyjnych metryk oceny wyników dla wszystkich zespołów inżynieryjnych. W naszym podejściu doskonale wpisujemy się zatem w istotne światowe trendy związane z przestrzenią pracy. To przede wszystkim rewizja doświadczeń i nawyków współpracy zespołowej oraz zapewnienie sprawnego i łatwego dostępu do aktualnych danych pochodzących z wielu różnych systemów współpracy celem zwiększenia produktywności zespołów. Nasze inteligentne rozwiązania się sprawdzają i działają w pełni automatycznie, dzięki czemu możemy pochwalić się świetną retencją klientów – podsumowuje Anita Zbieg.

Założyciele startupu podkreślają, że spółka już na tym etapie jest bliska osiągnięcia pełnej rentowności i ma stuprocentową retencję zarówno wśród klientów, jak i pracowników. Procesuje metadane opisujące miliony godzin pracy i biliony interakcji, którymi karmione są inteligentne algorytmy rozwijane we współpracy z polskimi profesorami pracującymi w obszarze sztucznej inteligencji.

Dotychczas w ramach rund inwestycyjnych i grantów Network Perspective zebrał łącznie w sumie 5 mln zł finansowania. W rundzie pre-seed w Network Perspective zainwestował fundusz Ataraxy Ventures, tworzony m.in. przez Macieja Nogę, założyciela Pracuj.pl.

Bain&Co.: Sektor bankowości korporacyjnej czeka spowolnienie

Sektor bankowości korporacyjnej czeka w najbliższych latach znaczne spowolnienie z powodu niekorzystnego otoczenia makroekonomicznego i wysokich stóp procentowych, wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Kluczowym źródłem nowych przychodów będzie finansowanie zielonych inwestycji oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji.

Eksperci Bain & Company spodziewają się, że przychody sektora w latach 2023-25 będą rosnąć średnio o nie więcej niż 2 proc. rocznie w porównaniu do 8 proc. w latach 2019-22. Najbardziej pesymistyczny scenariusz opracowany na podstawie sondażu przeprowadzonego wśród menedżerów największych banków korporacyjnych na świecie zakłada, że przychody branży mogą spadać średnio nawet o 2 proc rocznie w najbliższych latach.

Pomimo spodziewanego luzowania polityki monetarnej przez banki centralne, stopy procentowe pozostaną na wysokim poziomie w porównaniu do lat ubiegłych, co przełoży się na osłabienie popytu na kredyty ze strony przedsiębiorstw. Wielu przedstawicieli bankowości inwestycyjnej spodziewa się również, że aktywność w sektorze fuzji i przejęć pozostanie na relatywnie niskim poziomie ze względu na mniejszą liczbę transakcji z udziałem funduszy private equity i wysoki koszt kapitału – mówi Paweł Kozub, młodszy partner w Bain & Company.

Ponad połowa ankietowanych (52 proc.) określa perspektywy dla bankowości korporacyjnej jako „przeciętne” i spodziewa się, że recesyjne trendy, zwłaszcza w Europie, negatywnie przełożą się na ich działalność. Jak wynika z sondażu, kredyty dla przedsiębiorstw, które generują około połowy przychodów sektora, odnotują roczną dynamikę wzrostu na poziomie od -0,5 proc. do +3,2 proc. w najbliższych latach.

Dodatkową presję na wyniki finansowe banków wywierają również rosnące koszty inwestycji w systemy informatyczne. Obecnie banki korporacyjne przeznaczają średnio 8-10 proc. przychodów na inwestycje w IT, wynika z szacunków Bain & Company. Wdrażanie innowacyjnych rozwiązań staje się niezbędne w sytuacji, gdy ponad trzy czwarte ankietowanych uważa, że obecnie stosowane technologie nie spełniają oczekiwań co do generowania odpowiedniej wartości.

Skuteczne wdrażanie zaawansowanych technologii staje się kluczem do sukcesu. Nowoczesne technologie, takie jak platformy bankowe „cloud-native” i procesy wspierane przez sztuczną inteligencję, mogą umożliwić bankom automatyzację złożonych zadań, a tym samym zapewnić klientom obsługę w czasie rzeczywistym przy niższych kosztach – twierdzi Paweł Kozub. – Duże wyzwanie dla banków korporacyjnych stanowi jednak optymalizacja inwestycji w IT, które często są chaotyczne i nie przyczyniają się do osiągnięcia strategicznych celów.

Aż 72 proc. przedstawicieli branży uważa, że generatywna AI fundamentalnie zmieni sposób działania banków, które już teraz używają jej do opracowywania analiz dla klientów korporacyjnych, optymalizacji podstawowych procesów, w tym automatyzacji udzielania pożyczek, a także zarządzania wymogami regulacyjnymi.

Finansowanie zielonej transformacji stanowić może cenne źródło przychodów dla banków korporacyjnych. Eksperci Bain & Company szacują, że inwestycje związane z ochroną klimatu wymagać będą finansowania na poziomie 1,4 bln dolarów rocznie do 2030 roku, z czego 550 mld dolarów przypaść może na banki korporacyjne. Mogłoby to generować 37 mld dolarów rocznych przychodów dla sektora, głównie z tytułu udzielonych kredytów. Dodatkowe źródło przychodów stanowić będą transakcje związane z rynkiem handlu emisjami CO2, tzw. carbon credits.

Ponad połowa ankietowanych (57 proc.) uważa, że banki są odpowiednio przygotowane do realizacji agendy klimatycznej. Jednak, wiele z nich postrzega obszar inwestycji klimatycznych jako trudny do zoperacjonalizowania, szczególnie pod względem raportowania i pozyskiwania odpowiednich danych. Problemem może być także brak woli działania po stronie klientów.