Ubezpieczenia zdrowotne: Polacy coraz częściej sięgają po prywatną opiekę

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych, liczba osób korzystających z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych na koniec drugiego kwartału 2023 r. wynosiła 4,56 mln. To o 15,4% więcej niż rok wcześniej.

Dynamika przyrostu liczby ubezpieczonych utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie już od lat. Składają się na to moim zdaniem dwa główne czynniki. Po pierwsze, Polacy w ostatnich latach zaczęli uważniej przyglądać się swojemu zdrowiu i dbać o profilaktykę. Po drugie, długie kolejki do lekarzy specjalistów i badań diagnostycznych w ramach publicznej służby zdrowia skłaniają nas do szukania pomocy prywatnie. A wykupienie ubezpieczenia, zwłaszcza w formie grupowego ubezpieczenia zdrowotnego, niejednokrotnie jest korzystniejsze finansowo niż płacenie za każdą wizytę i świadczenie osobno.

Choć nieustający wzrost liczby ubezpieczonych jest korzystny dla rynku, to chciałabym zwrócić uwagę na jedną „pułapkę” tego zjawiska. W efekcie korzystamy z ubezpieczeń zdrowotnych inaczej niż z innych produktów ubezpieczeniowych. Traktujemy polisy zdrowotne jak abonament medyczny i w ramach ubezpieczenia realizujemy wszystkie świadczenia medyczne, nawet te, które w ramach NFZ nie wiążą się z długimi kolejkami. Przykładowo, czas oczekiwania na wizyty internistyczne, czy realizację podstawowych badań laboratoryjnych, jest podobny w placówkach publicznych i prywatnych. Trzeba też zaznaczyć, że coraz częściej jakość usług jest na zbliżonym poziomie. Warto o tym rozmawiać z ubezpieczonymi – to nasza rola, towarzystw ubezpieczeniowych. W końcu im częściej ubezpieczony korzysta z polisy, tym większe ryzyko, że będzie musiał się liczyć ze wzrostem składki w kolejnym roku. To naturalny mechanizm w każdym rodzaju ubezpieczeń.

W sytuacji idealnej polisa powinna być zabezpieczeniem w razie nieprzewidzianych dodatkowych, poważnych komplikacji. Moim zdaniem, jako rynek, powinniśmy dążyć do modelu, w którym NFZ i ubezpieczenia zdrowotne są w stanie symbiozy. Gdzie z ubezpieczeń korzystamy w momencie, kiedy pomoc publiczna nie jest w stanie zapewnić nam szybkiej konsultacji specjalistycznej lub wykonania pilnych badań.

Beata Tylke, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych i Pracowniczych w Saltus Ubezpieczenia

Polska traci ukraińskich uchodźców na rzecz Niemiec. Decydują czynniki społeczne i ekonomiczne

Posiadanie przyjaciół i znajomych w Niemczech, wyższe zarobki i świadczenia socjalne to główne powody, dla których ukraińscy uchodźcy wyjeżdżają z naszego kraju do Niemiec, jednak Polska może o nich jeszcze zawalczyć – wynika z badania „Z Polski do Niemiec. Nowe trendy ukraińskiej migracji uchodźczej” przeprowadzonego na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Według danych Eurostatu na koniec czerwca 2023 roku w Niemczech zarejestrowanych było ok. 1,1 mln obywateli Ukrainy, podczas gdy w Polsce było to prawie 975 tys. Oznacza to, że od sierpnia 2022 roku liczba zarejestrowanych uchodźców w Polsce zmalała o ponad 350 tys. osób, a w Niemczech – wzrosła o ponad 410 tys. w tym samym czasie.

Uchodźcy jadą przede wszystkim do przyjaciół i znajomych

Z badań wynika, że największy wpływ na decyzję uchodźców o przeprowadzeniu się z Polski do Niemiec miał czynnik społeczny – posiadanie w Niemczech przyjaciół i znajomych (43%). Według autorów badania zbiega się to z poprzednim trendem migracji ekonomicznych ukraińskich obywateli, gdzie właśnie polecenia znajomych były głównym motywatorem wyboru kraju pobytu w celu zarobkowym.

Istotną rolę odegrały też kwestie materialne tj. bardziej atrakcyjne świadczenia socjalne w Niemczech (42%), możliwość zgromadzenia większych oszczędności (38%) oraz oferty pracy z wyższym wynagrodzeniem (27%).Wykres 1

Pobyt uchodźców w Polsce trwał średnio 4 miesiące

Ponad połowa uchodźców z Ukrainy (52%) zrealizowała decyzję o przeprowadzeniu się z Polski do Niemiec w ciągu trzech pierwszych miesięcy pobytu w naszym kraju. Blisko co trzeci respondent (32%) spędził w Polsce od 4 do 6 miesięcy. Z kolei średnia długość pobytu ankietowanych uchodźców w Polsce wynosi 4 miesiące.

Badanie pokazało, że największa migracja ukraińskich uchodźców z Polski do Niemiec odbyła się w III kwartale 2022 roku – dotyczyła ona aż 41% respondentów.

Po 24 lutego 2022 roku Niemcy odpowiedziały na napływ uchodźców z Ukrainy poprzez wprowadzenie najbardziej liberalnych przepisów dot. dostępu cudzoziemców do rynku pracy, szybkich, a często obowiązkowych, kursów językowych oraz zawodowych, korzystając jednocześnie z wysokiego poziomu kwalifikacji zawodowych ukraińskich obywateli. Działania te, w połączeniu z dotkliwym brakiem rąk do pracy na niemieckim rynku, wskazują na prawdopodobieństwo dalszego wzmocnienia tego trendu migracyjnego” – komentuje wyniki badań Andrzej Korkus, prezes EWL.

Polska może jeszcze zawalczyć o uchodźców

Zaledwie 13% ankietowanych rozważa powrót z Niemiec do Polski, zaś trzykrotnie więcej (38%) owego powrotu nie planuje. Natomiast interesującym z punktu widzenia przyszłości polskiego rynku pracy jest fakt, że niemal połowa (49%) uchodźców, którzy wyjechali z Polski do Niemiec, wciąż sygnalizuje niezdecydowanie w kontekście ewentualnego powrotu do naszego kraju.

Oznacza to, że uchodźcy z Ukrainy, którzy zdecydowali się opuścić Polskę i wyjechać do Niemiec, nie skreślają całkowicie naszego kraju. Z badań wynika, że mogą rozważyć powrót do Polski pod warunkiem znalezienia satysfakcjonującego zatrudnienia (50%) oraz zwiększenia poziomu wynagrodzenia nad Wisłą (49%). Niepowodzenie zawodowe w Niemczech (27%) także może skłonić ukraińskich uchodźców do powrotu do Polski.

„Pragnę zachęcić Państwa do spokojnej debaty dotyczącej problemów migracyjnych. Zbyt silne emocje, towarzyszące tej kwestii, mogą w pewnym stopniu zniechęcić uchodźców do pozostania w Polsce, zwłaszcza teraz, gdy cała Unia przyjmuje ukraińskich migrantów. Zapotrzebowanie na odpowiedzialną i starannie przemyślaną politykę migracyjną nigdy nie było tak duże, jak dzisiaj” – podkreśla Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej UW.

Raport powstał po przeanalizowaniu wyników badania sondażowego „Z Polski do Niemiec. Nowe trendy ukraińskiej migracji uchodźczej”, które zostało przeprowadzone w sierpniu 2023 roku w Niemczech przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP. Przebadanych zostało łącznie 400 obywateli Ukrainy, którzy po wybuchu wojny przyjechali do Polski, a następnie wyjechali do Niemiec. Partnerami badania są Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Instytut Zachodni.Wykres_4 Wykres_3 Wykres_2

Słaby złoty: presja nie słabnie

Przed nami kolejny odcinek telenoweli o słabnącym polskim złotym. Kurs euro osiąga 4,69 PLN, a krajowa waluta nie może znaleźć argumentów do zahamowania swojej deprecjacji. We wtorek otrzymaliśmy dane z brytyjskiej gospodarki. W Hiszpanii inflacja zmienia kierunek.

Presja

Początek tygodnia nie przynosi zmiany kierunku na wykresach naszego orła do głównych walut. Lot swobodny trwa, a siła nośna wznosi kursy coraz wyżej. Notowanie EUR/PLN od środy ubiegłego tygodnia przypomina schody, przy czym wchodzenie na każdy kolejny stopień wymagało znikomego wysiłku. Presja na złotym występuje także na wykresach do walut rynków wschodzących (HUF, RON) czy skandynawskich koron. Osłabienie miało miejsce nawet na notowaniach NOK/PLN, mimo że wczoraj w Norwegii odnotowano spadek inflacji konsumenckiej, a to nie jest odczyt, który zwykł umacniać lokalną walutę. W zahamowaniu deprecjacji złotego nie pomogły nawet wczorajsze wzrosty na eurodolarze. Powyższe pokazuje skalę wpływu ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej na PLN. Mimo że kalendarz makroekonomiczny we wtorek ponownie nie zawiera istotnych odczytów, to już o godzinie 9:00 po raz kolejny odnotowujemy wzrost kursów xxxPLN, co potwierdza problemy polskiej waluty.

Dane z Wysp

Dziś poznaliśmy mieszane dane z Wielkiej Brytanii. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wzrost stopy bezrobocia o 0,1 punktu procentowego do 4,3%. Jest to trzeci z rzędu ruch w kierunku północnym. Jeszcze w kwietniu bezrobocie wynosiło 3,8%. Mimo statystycznie wyższej liczby osób bez pracy spadła liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do ok. 900 sztuk. Zgodnie z danymi zwiększyło się średnie tygodniowe wynagrodzenie w ujęciu rocznym o 8,5%. W momencie, gdy inflacja konsumencka to 6,8% oznacza to realny wzrost płac. Dzisiejsze publikacje nie miały istotnego wpływu na kursy funta szterlinga, z wyjątkiem umocnienia się do PLN, jednak to jest związane z osłabieniem krajowej waluty. Jutro dane z Wysp zostaną uzupełnione o PKB, wyniki produkcji przemysłowej oraz bilans handlu zagranicznego.

Wzrost cen

Zgodnie z oczekiwaniami rośnie inflacja konsumencka w Hiszpanii. W ujęciu rocznym jest to 2,6% (poprzednio 2,3%). W zestawieniu miesięcznym 0,5%. Znajdujemy się zatem w punkcie, gdzie ceny z miesiąca na miesiąc rosną i dodatkowo wygasa efekt bazy, gdyż w Hiszpanii inflacja miała swój szczyt w lipcu 2022 roku. Oznaczać to może dalszy jej wzrost w następnych miesiącach, a to przy niskim PKB (odczyt lipcowy – 0,4% k/k) i znaczącym bezrobociu (11,6%) może pogorszyć sytuację tamtejszej gospodarki. Już jutro o godzinie 14:30 poznamy kolejny odczyt inflacji konsumenckiej, tym razem zza oceanu, któremu inwestorzy nadają dużą wagę. W przypadku USA prognozy również wskazują na wzrost cen. Środowy odczyt może wprowadzić zmienność na rynkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne: 15,4% wzrost w II kwartale 2023 r.

Liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wyniosła w II kwartale br. 4,56 mln – to wzrost o 15,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Przez 6 pierwszych miesięcy 2023 r. Polacy wydali na ochronę ubezpieczeniową ponad 786 mln zł. Coraz więcej osób decyduje się na zakup prywatnych polis i korzystanie z pomocy ubezpieczycieli w dotarciu m.in. do specjalistów i diagnostyki, z uwagi na rosnące problemy w publicznym systemie opieki zdrowotnej.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne po II kwartale 2023 roku:

  • 4,56 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce
  • 786,1 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych

Naprawa systemu ochrony zdrowia priorytetem

Wysokość finansowania ochrony zdrowia w 2024 roku ma wynieść blisko 191 mld zł. W porównaniu z 2023 rokiem, gdy kwota ta wyniesie w przybliżeniu 170 mld zł, wzrost r/r będzie na poziomie 12 proc. Jak komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń:

Zdrowie powinno być traktowane jako priorytet, zwłaszcza że sytuacja zdrowotna Polaków jest dziś bardzo trudna. To, że na ten obszar zarezerwowano więcej pieniędzy w przyszłorocznym budżecie, może jednak nie rozwiązać problemów i nie przezwyciężyć inflacji ogólnej. Utrzymuje się ona na poziomie dwucyfrowym, a inflacja w sektorze ochrony zdrowia jest zdecydowanie wyższa, spowodowana zarówno wzrostem cen usług medycznych, jak i trudną sytuacją kadrową w ochronie zdrowia.

Wieczne kolejki obawą pacjentów

– Rosnące zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi to wyraz racjonalnego wyboru pacjentów, którzy chcą dzięki temu sprawniej zarządzać kwestiami zdrowotnymi i uniknąć długiego oczekiwania – bywa, że aż ponad rocznego na wizyty specjalistyczne bądź badania. Izba od dawna postuluje wsparcie przez państwo rynku prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, które pomogłoby rozwiązać ten problem, z korzyścią dla pacjentów, budżetu i systemu opieki zdrowotnej – mówi Dorota M. Fal.

Kolejki są jednym z najważniejszych czynników, przez który coraz więcej osób decyduje się na prywatną wizytę lekarską oraz wykup ubezpieczenia, przenoszącego ryzyko zdrowotne na ubezpieczyciela. Alternatywą jest często zbyt późna diagnoza i leczenie, co ma wpływ na ogólny poziom zdrowia Polaków. Z danych NFZ wynika, że w ostatnim kwartale 2022 roku do neurologa czekało prawie 300 tysięcy pacjentów, z czego prawie 40 tysięcy to przypadki pilne. 30-tysięczną kolejkę naglących przypadków odnotowano do kardiologa i ponad 20-tysięczną do okulisty. Jak wynika z sondażu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który sprawdzał, z jakimi największymi problemami zmagają się pacjenci, aż 70 proc. respondentów wskazało długi czas oczekiwana na wizyty u lekarza, zabiegi planowe oraz badania diagnostyczne (50 proc. wskazań).

Polacy akceptują prywatną opiekę zdrowotną. Dlatego powinno się ją włączyć w formie ubezpieczenia do istniejącego modelu jako dodatkowe rozwiązanie i ułatwić korzystanie z dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych poprzez wsparcie fiskalne. To sposób na poprawę stanu zdrowia Polaków i zmniejszenie długu zdrowotnego oraz zwiększenie zasobów ludzkich zdolnych do wykonywania pracy w polskim społeczeństwie – dodaje Dorota M. Fal.

Czy wrześniowa obniżka stóp procentowych będzie ostatnią w tym roku?

Obniżka stóp procentowych o 75pb przy ponad 10% inflacji jest faktem. Decyzja jest ogromnym zaskoczeniem. Stopa referencyjna będzie wynosić teraz 6%. Przed decyzją dyskutowaliśmy o dwóch scenariuszach, obniżce o 25pb lub braku obniżki. Obie drogi były prawdopodobne i nie zmieniłyby tak wiele w ogólnym spojrzeniu na kierunek polityki monetarnej. Obok zmiany o 75pb nie można jednak przejść obojętnie – pisze ekspert Michael / Ström Domu Maklerskiego. Decyzja już wpłynęła w znaczącym stopniu na wyceny aktywów, rentowności obligacji i kurs walutowy. Przed decyzją uczestnicy rynku już wyceniali szybki cykl obniżek stóp procentowych, ale w stopniowych ruchach po 25pb. Kolejne posiedzenia pokażą dokładny kierunek polityki monetarnej.

Wydaje się jednak, że tak dużej jednorazowej obniżki już nie zobaczymy. Naszą uwagę będziemy kierować już na posiedzenia powyborcze. Wtedy powinniśmy dowiedzieć się czy jest to rzeczywisty początek cyklu obniżek, chociaż ponowna pauza jest teraz bardziej prawdopodobna po tak dużym jednorazowym ruchu, który objął swoim zasięgiem oczekiwane obniżki do końca roku.

Trudno jednoznacznie uzasadnić tak duży jednorazowy ruchu na stopach procentowych już teraz. Wstępny sierpniowy odczyt inflacji wyniósł 10,1% r/r, jeszcze dwucyfrowo, jednak to nie było przeszkodą, żeby obniżka nastąpiła. Jak wskazał prezes NBP na konferencji następnego dnia po decyzji, obecnie inflacja jest już poniżej 10%, ponieważ odczyt dotyczył sierpnia, a minął już tydzień września, więc w warunkach dezinflacji, z pewnością inflacja jest już jednocyfrowa. Sam odczyt inflacji w okolicy 10% z pewnością nie jest argumentem za obniżką stóp, ale ta okrągła liczba stała się swoistym punktem odniesienia dla cięcia stóp procentowych. Uzasadnieniem obniżki stóp procentowych może być głównie słabszy popyt w gospodarce czy też szorujący po dnie indeks koniunktury w polskim przemyśle. Te zjawiska mają jednak również swoje podstawy w wysokiej inflacji, która według mnie nie została jeszcze opanowana. W listopadzie poznamy kolejny raport o inflacji, być może wtedy dowiemy się więcej, jakie konkretnie dane stały za tak mocną decyzją RPP.

W dalszym ciągu pozostają argumenty przemawiające za dłuższym utrzymaniem wysokich stóp. Jest to dotychczasowa projekcja NBP, według której inflacja nie wraca do celu (2,5%) w horyzoncie prognozy, czyli końca 2025 r. To wszystko przy założeniu utrzymania stóp procentowych na poziomie 6,75%. Dodatkowo należy wskazać na projekt budżetu państwa na 2024 r., który zakłada nominalnie rekordowy deficyt, co nie będzie sprzyjać obniżaniu inflacji.

Nierównowaga pomiędzy popytem a podażą na rynku mieszkaniowym

W lipcu 2023 r. deweloperzy i inwestorzy indywidualni oddali do użytku nieco ponad 14 tys. lokali mieszkalnych – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To najniższy wynik od blisko pięciu lat i niższy nawet niż w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19.

Aktualnie na rynku mieszkaniowym obserwujemy nierównowagę pomiędzy popytem a podażą. Popyt wzrósł głównie za sprawą kredytu 2%, z kolei podaż nie nadąża za tym wzrostem. W szczególności dotyczy to nieruchomości z segmentu popularnego, czyli mieszkań często finansowanych kredytem i mieszczących się w kryteriach programu rządowego. Deweloperzy w okresie spowolnienia sprzedaży ograniczyli rozpoczynanie nowych budów, w dużej mierze właśnie w tym segmencie. Teraz gdy popyt wzrósł ponownie powraca problem z dostępnością gruntów i długością procedur administracyjnych dla nowych inwestycji. Ze względu na powyższe ceny na rynku pierwotnym szybko rosną.

W pierwszym półroczu tego roku do użytku w Warszawie oddano zaledwie 18,7 tys. mkw. powierzchni biurowej. Jest to najgorszy wynik od lat. Ograniczona podaż przekłada się na wzrost stawek czynszów i wydłużenie czasu trwania umów. Obserwujemy lukę podażową, która wynika m.in. ze spowolnienia gospodarczego, rosnących kosztów utrzymania nieruchomości i pandemii w tym zmianach w sposobie wykonywania pracy (praca hybrydowa).

Rosnący dług publiczny

Luka w finansach państwa i przyrost długu publicznego będą w przyszłym roku znacznie większe od wcześniejszych prognoz rządowych. To m.in. efekt dużych obietnic wyborczych. Co ciekawe, rynek finansowy przyjął tę informację spokojnie. Deficyt całego sektora instytucji publicznych wyniesie 4,5% PKB wobec 5% w 2023 r. Jednocześnie wskaźnik długu sektora ma zwiększyć się z 49 do 54% PKB

Kredyty mieszkaniowe

Wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 roku wzrosła w Polsce o 47,4 proc. rdr do 4,164 mld zł – podało Biuro Informacji Kredytowej (BIK). Z kolei liczba zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023 r. wzrosła o 299,9% r/r. W porównaniu do lipca 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła jednak o 10,5%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 410,4 tys. zł i była wyższa o 21,9% w relacji do wartości z sierpnia 2022 r. W danych widać ogromne zainteresowanie programem Bezpieczny Kredyt. Średnia wartość kredytu rośnie natomiast wraz ze wzrostem cen nieruchomości. Tak duże dynamiki wynikają również w dużej mierze z efektu niskiej bazy z roku poprzedniego.

EURPLN

Jedna decyzja, a następnie konferencja prasowa spowodowały mocne osłabienie złotówki. Kurs EURPLN wzrósł w ciągu 24 godzin o ponad 12 groszy. W tym czasie złotówka oddała praktycznie całe dwumiesięczne umocnienie, które obserwowaliśmy od połowy kwietnia do połowy czerwca. Perspektywy dla umocnienia złotego pozostają słabe patrząc na wypowiedzi prezesów FED czy EBC, którzy jeszcze tak mocno nie sygnalizują nadchodzących obniżek stóp procentowych.

Bartosz Wałecki, Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Mocna amerykańska gospodarka równa się mocny dolar

Kiepskie dane z niemieckich fabryk za lipiec i kolejne sygnały dotyczące spowolnienia w Chinach uderzyły w rynki akcji na całym świecie, mimo to amerykańskie rentowności wzrosły. Co nie zaskakuje, dolar zyskał na tych obawach – szczególnie że gospodarka USA póki co nie poddaje się słabości, a dane o wysokiej częstotliwości przeważnie zaskakują w górę. Niemal wszystkie główne waluty osłabiły się w zeszłym tygodniu względem dolara.

Ten tydzień zapowiada się jako istotny dla rynków finansowych. W środę (13.09) poznamy prawdopodobnie najistotniejszy odczyt gospodarczy na świecie, czyli raport o inflacji CPI w USA w sierpniu. Ostatnie wzrosty cen energii w skali globalnej oznaczają, że prawdopodobnie zaobserwujemy wzrost amerykańskiej inflacji konsumenckiej, jak zawsze jednak ważniejsza jest miara bazowa.

W czwartek (14.09) odbędzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. W dyskusji o kolejnej decyzji EBC po jednej stronie są kiepskie dane gospodarcze, po drugiej zaś uporczywa presja inflacyjna, a argumenty nie przechylają mocno szali zwycięstwa na żadną ze stron.

PLN

Ubiegły tydzień był najgorszy dla złotego od marca 2022 r. (krótko po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę). Czynniki zewnętrzne miały pewne znaczenie, najistotniejszym była jednak decyzja Narodowego Banku Polskiego, który zaskoczył wszystkich w środę (06.09), obniżając stopy procentowe o 75 pb., znacznie mocniej od oczekiwań. Ruch ten wzbudził wiele kontrowersji, szczególnie przez wzgląd na odbywające się w przyszłym miesiącu wybory parlamentarne.

Uzasadniając decyzję, Rada wskazała na słabość aktywności gospodarczej, pogarszające się warunki zewnętrzne i malejącą inflację. Prezes Glapiński w trakcie swojej konferencji prasowej dzień po decyzji dał jasno do zrozumienia, że bank będzie traktował priorytetowo raczej wzrost gospodarczy niż inflację (którą Glapiński nie wydawał się szczególnie niepokoić). Wydaje się, że NBP nie chce widzieć dodatnich realnych stóp procentowych, co może być pewną wskazówką w kontekście jego przyszłych działań. Rynki przygotowują się na kolejne cięcia skoncentrowane przede wszystkim w krótkim terminie. Kontrakty FRA wyceniają ok. 125 pb. w ciągu najbliższych trzech miesięcy. To dla złotego zły sygnał.

Wielokrotnie wspominaliśmy, że polityka NBP jest jednym z głównych czynników ryzyka dla złotego i obecnie to ryzyko się materializuje. Powyższe może nas zmusić do rewizji naszego dotychczas bardzo optymistycznego poglądu na perspektywy polskiej waluty.

EUR

Zeszły tydzień przyniósł kolejne niekorzystne dane ze strefy euro. Sierpniowe wskaźniki PMI zostały zrewidowane w dół, a i tak już wskazywały na kurczenie się aktywności gospodarczej. Dane dotyczące PKB spotkało to samo, co dodatkowo potwierdza faktyczną stagnację gospodarki strefy euro. Szczególnie ponure były dane z niemieckich fabryk w lipcu.

Położenie EBC przed najbliższym posiedzeniem wydaje się szczególnie trudne. Z jednej strony przybywa oznak zastoju gospodarczego, z drugiej zaś wciąż nie widać wyraźnych oznak trendu spadkowego inflacji, przynajmniej nie w kontekście jej miary bazowej. Mimo wszystko zaczęliśmy się skłaniać ku podwyżce stóp procentowych, która powinna pomóc euro podnieść się z niskich poziomów.

USD

Szereg danych z ubiegłego tygodnia sugeruje, że Stany Zjednoczone opierają się grawitacji. Publikowane równolegle do danych S&P dane PMI od ISM, okazały się lepsze od oczekiwań, podobnie jak liczba cotygodniowych deklaracji bezrobotnych. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych są bliskie najwyższych poziomów od roku, a dolar rzecz jasna zyskuje na różnicy w wynikach gospodarczych po obu stronach Atlantyku.

Środowe dane o inflacji będą niezwykle istotne. Miara główna może się nieco odbić, rynki oczekują jednak, że miesięczna miara bazowa będzie zgodna z poziomem poniżej 3% w ujęciu zanualizowanym, co powinno dać Rezerwie Federalnej szansę na wstrzymanie cyklu podwyżek na wrześniowym posiedzeniu.

GBP

Indeksy PMI dla aktywności biznesowej doświadczyły w zeszłym tygodniu niezwykle dużej rewizji w górę. Nie pomogło to zbytnio funtowi, który zakończył tydzień w dolnej części zestawienia walut G10, ponieważ rynki wciąż obniżają swoje oczekiwania dotyczące ostatecznego poziomu stóp procentowych Banku Anglii.

Najważniejsze dla decyzji Komitetu Polityki Monetarnej w dalszej części miesiąca będą tegotygodniowe dane z rynku pracy. Jeśli raport nie będzie bardzo słaby, a nie spodziewamy się tego, Bank Anglii powinien ponownie podnieść stopy procentowe, by walczyć z uporczywą inflacją płacową, co z kolei powinno wesprzeć funta.

CNY

Ubiegły tydzień był dla juana historyczny – spadł on do najniższego od 2007 r. poziomu względem ogólnie silniejszego dolara. Nie można jednak powiedzieć, że chińska waluta sama w sobie była słaba – wręcz przeciwnie. W ujęciu ważonym handlem juan umocnił się o 0,6% do najmocniejszego poziomu od czerwca. Tydzień zaczynamy od dalszego umocnienia – waluta zyskuje po werbalnej interwencji Ludowego Banku Chin (PBoC) towarzyszącej kolejnym silniejszym od oczekiwań fixingom i lepszym od oczekiwań danym o finansowaniu.

Dane gospodarcze z Chin nie są najlepsze, ale nie zawodzą już na wszystkich frontach. Odczyt Caixin PMI dla usług był wprawdzie słabszy od oczekiwań i najsłabszy w tym roku, ogólnie jednak zbiorczy PMI jest od lipca na niemal niezmienionym poziomie – niekorzystne dane z sektora usługowego zostały zrównoważone odbiciem danych dotyczących produkcji. Zgodnie z oczekiwaniami Chiny wyszły w sierpniu z krótkiego okresu deflacji konsumenckiej – inflacja CPI wzrosła do 0,1%. Co jednak najważniejsze, dane dotyczące handlu zaskoczyły w górę, pokazując w sierpniu niższe spadki eksportu i szczególnie importu. Warto również zaznaczyć, że Country Garden spłacił odsetki od swoich dolarowych obligacji przed upływem 30-dniowego okresu karencji, unikając tym samym bankructwa.

W tym tygodniu poznamy wiele odczytów z Chin. Rozpoczęliśmy od lepszych od oczekiwań danych dotyczących finansowania. Wzrost liczby zaciąganych kredytów wzmacnia wrażenie, że w końcu może następować pewna stabilizacja. Inwestorzy skupią się na szeregu odczytów w piątek (15.09) i decyzji PBoC dotyczącej stopy 1-rocznych kredytów MLF (Medium-term Lending Facility) tego samego dnia. Zmiana stopy nie jest oczekiwana, tym samym uwaga powinna skupić się na rolowaniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wojna w Ukrainie: walka o wartości i kształt światowego porządku

Inwazja rosyjska na Ukrainę spowodowała wiele procesów w wielu obszarach – i nie tylko w Ukrainie. Ta wojna toczy się w Europie i na świecie. Jest to de facto konflikt wartości. Trzeba sobie odpowiedzieć, jakim wartościom hołdujemy, czy pozwolimy rządom autorytarnym, dyktatorom na używanie siły i wprowadzanie swojego porządku siłą, czy nie? Odpowiedź jest oczywista – ale żeby do tego doprowadzić, musimy jako społeczeństwa wspierać walczących, tak jak Ukrainę. Bez tego następnym ruchem będzie wejście rządów dyktatorskich na nasze podwórko. Dziś Ukraina walczy za wolność swoją i naszą, światową. Rosja oddziałuje też na społeczeństwa. Ma na celu rozbicie jedności pomocy dla Ukrainy – bo ta jedność i pomoc powoduje, że Ukraina skutecznie przeciwstawia się agresorowi.

– Wiemy dziś, że bez dostaw sprzętu, broni, amunicji Ukraina prawdopodobnie nie poradziłaby sobie – albo straciła jeszcze więcej terytoriów. Byłaby to co najmniej połowa – czyli część wschodnia, albo może i całość terytorium – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – A więc narracja kremlowska, działania wywiadowcze, polityczne są ukierunkowane na rozbicie solidarności. Widzimy wiele trendów tzw. prorosyjskich – działanie partii politycznych w krajach Europy Środkowej, Europy Zachodniej, na własnym podwórku, w Hiszpanii, Francji. Cel jest jeden. Skłonić społeczeństwa krajów Europy Zachodniej do tego, aby nie chciało nam się już wspierać Ukrainy. Byśmy naszymi głosami wybrali takich ludzi, takich polityków, którzy spowodują ustanie pomocy. To jest kazus z chociażby prezydenta Trumpa – który jasno w swojej narracji mówi, że zakończyłby konflikt w trzy dni albo w jeden dzień. Zadaję sobie pytanie, w jaki sposób? Czy to znaczy, że pozwoliłby Rosjanom na utrzymanie terytoriów zagrabionych Ukrainie? Bo nie ma innego sposobu na zatrzymanie Rosji tu i teraz. Dziś światowy podział przebiega nie pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi, a pomiędzy Chinami, a Stanami Zjednoczonymi. Rosja schodzi z podium pierwszoligowego gracza i staje się już graczem drugoligowym – wyjaśnia Matysiak.

W I półroczu udaremniono przeszło 4 tys. prób wyłudzeń kredytów na blisko 104 mln zł

W pierwszym półroczu 2023 roku udaremniono ponad 4,4 tys. prób wyłudzeń kredytów, czyli o 18,4% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Jednocześnie zmniejszyła się ich łączna kwota. Ostatnio wynosiła ona 103,7 mln zł. To oznacza spadek o 2,4% rdr. Widać też, że najwięcej prób wyłudzeń kredytów powstrzymano w woj. mazowieckim, śląskim, dolnośląskim oraz wielkopolskim. Tak wynika z danych udostępnionych przez Związek Banków Polskich.

Według danych Związku Banków Polskich, w pierwszym półroczu 2023 roku udaremniono 4 404 próby wyłudzeń kredytów. To o 18,4% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy takich sytuacji odnotowano 3 721. Zdaniem ekonomisty Marka Zubera, za ten wzrost odpowiadają dwa czynniki. Jednym z nich jest pogarszanie się sytuacji gospodarczej i ubożenie społeczeństwa. Konsekwencją tego, że ludziom żyje się trudniej, są próby pozyskania finansowania w nieuczciwy sposób. Dotyczy to także przedsiębiorców. Rozmówca zwraca też uwagę na spadający wskaźnik PMI, który obrazuje koniunkturę w danej branży.

– Takie warunki zawsze sprzyjają próbom wyłudzenia pieniędzy po to, by poprawić swoją sytuację. Drugim powodem ww. wzrostu są nowe możliwości i narzędzia, które służą nieuczciwym osobom. Myślę, że są też organizacje przestępcze, które próbują finansować się w ten sposób – uważa Zuber.

Jednocześnie w omawianym okresie łączna kwota udaremnionych prób wyłudzeń kredytów wyniosła 103,7 mln zł. To o 2,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to 106,2 mln zł. Jak zaznacza Grzegorz Kondek z Centrum Procesów Bankowych i Informacji, koordynator Kampanii Informacyjnej Systemu „DOKUMENTY ZASTRZEŻONE”, na tego typu statystyki w danym okresie największy wpływ ma to, ile jest prób podejmowanych na bardzo wysokie kwoty. A rekordowy przypadek to 25 mln zł.

– Jeżeli w kwartale są próby na kwoty przekraczające kilka czy kilkanaście milionów, to siłą rzeczy łączna kwota znacząco wzrasta. W okresie objętym badaniem, a więc od 2008 roku, zablokowano ponad 112 tys. prób na łączną kwotę 5,6 miliarda zł. To poważne sumy – istotne zarówno z punktu widzenia sektora bankowego, ale i naszych klientów. Zastrzeżenie utraconego dokumentu, niezależnie czy z powodu zgubienia czy kradzieży, ułatwia blokowanie prób wyłudzeń na bardzo wczesnym  etapie – zanim dojdzie do przekazania pieniędzy przestępcom. To oznacza, że oszczędza się sporo czasu i kłopotów związanych z procesem dowodowym dotyczącym tego, kto faktycznie kredyt wziął – przestępca korzystający z cudzej tożsamości czy klient – wyjaśnia Grzegorz Kondek.

Z kolei Piotr Kuczyński, główny analityk z DI Xelion, nie uważa, by wskazane kwoty udaremnionych wyłudzeń w ww. półroczach, nawet gdyby doszły do skutku, uderzały w sytuację banków. – W stosunku do zysku tych instytucji finansowych, który liczy się w wielu miliardach złotych, ponad 100 mln zł to jest naprawdę znikoma suma. One spokojnie sobie z tym poradzą – mówi Kuczyński.

Grzegorz Kondek również uważa, że wskazany wzrost nie jest na tyle wysoki, by budził niepokój. Przypomina, że równoważy je wysoka liczba zastrzeganych dokumentów. To wpływa na zwiększenie szczelności i skuteczności Systemu „DOKUMENTY ZASTRZEŻONE” i może być jednym z głównych powodów wzrostu wykrywanych działań oszustów. Ekspert dodaje też, że nie można określić, ile prób wyłudzeń kredytu miało miejsce w pierwszym półroczu tego roku, gdyż brakuje danych zbiorczych z całego sektora. Ponadto ze względów bezpieczeństwa banki nie podają tego typu informacji do publicznej wiadomości.

Biorąc natomiast pod uwagę podział na województwa, w I połowie br. najwięcej prób wyłudzeń kredytów udaremniono w woj. mazowieckim – 703 (I poł. 2022 roku – 576), śląskim – 556 (527), dolnośląskim – 419 (401), wielkopolskim – 383 (334) oraz małopolskim – 323 (288). Natomiast na drugim końcu listy są świętokrzyskie – 88 (63), opolskie – 101 (74) i podlaskie – 104 (91).

– W zasadzie to efekt skali. Woj. mazowieckie oraz śląskie oczywiście są najgęściej zaludnione. Zarejestrowanych jest tam również najwięcej przedsiębiorstw. I stąd wynika cała sytuacja – podsumowuje analityk Piotr Kuczyński.

Mabion z solidnymi wynikami w II kwartale 2023 roku

Mabion opublikował wyniki finansowe za 2Q 2023 roku, w którym wypracował solidne przychody i dwucyfrowe zyski na wszystkich poziomach rachunku wyników, dzięki sprawnej realizacji usług CDMO (ang. Contract Development and Manufacturing Organization), utrzymując jednocześnie wysoką marżę EBITDA ponad 50% (nie uwzględniając materiałów)

W 2Q 2023 roku Mabion wypracował:

  • 35,4 mln PLN przychodów (bez przychodów z zakupu materiałów), +87% r/r
  • 19,2 mln PLN EBITDA, +242% r/r
  • 17,5 mln PLN EBIT, +465% r/r
  • 15,2 mln PLN zysku netto, +198% r/r

W 1H 2023 roku Mabion wypracował:

  • 74,7 mln PLN przychodów (bez przychodów z zakupu materiałów), +73% r/r
  • 39,0 mln PLN EBITDA, +156% r/r
  • 35,5 mln PLN EBIT, +248% r/r
  • 31,7 mln PLN zysku netto, +152% r/r
  • Stabilne i przewidywalne przychody z rozliczenia kontraktu z Novavax, dyscyplina kosztowa oraz perspektywa działań zaplanowanych na 2H 2023 pozwoliły podnieść oczekiwania co do wyników na 2023 rok. Zarząd podtrzymuje możliwość zrealizowania poziomu spodziewanych przychodów, podnosząc jednocześnie oczekiwaną marżę EBITDA na cały 2023 rok na poziom przekraczający 30% (w porównaniu do poprzednio oczekiwanej marży na poziomie ok. 25%)
  • Posiadane środki pieniężne (38,5 mln PLN na koniec 2Q 2023), przewidywane przepływy operacyjne w kolejnych kwartałach oraz dostępny kredyt z EBOR na 15 mln USD (którego uruchomienie spodziewane jest w najbliższym czasie) zabezpieczają transformację w CDMO oraz modernizację zakładu w Konstantynowie Łódzkim
  • Współpraca z Novavax rozwija się pomyślnie i stabilnie, generując dla Mabion znaczne przepływy finansowe. W 1H 2023 Spółka otrzymała płatności z tytułu realizacji umowy w wysokości 10,3 mln USD. Od początku współpracy w marcu 2021 roku do dnia publikacji sprawozdania (12.09.2023) płatności z Novavax przekroczyły 67 mln USD
  • Mabion ukończył z sukcesem walidację i wytwarzanie GMP kolejnego (drugiego) produktu w ramach kontraktu z Novavax – antygenu przeciwko wariantowi Omicron oraz zakończył produkcję serii technicznej w procesie transferu technologii dla wariantu Kraken (podwariant Omicron)
  • Zgodnie z założeniami Strategii na lata 2023-2027, Mabion realizuje zaplanowany na okres czerwiec-listopad 2023 roku proces modernizacji istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim, polegający m.in. na instalacji zestawu bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem oraz wymiany 2 bioreaktorów w technologii orbital shaking na 2 nowe w tej samej technologii
  • Celem modernizacji zakładu jest dywersyfikacja technologiczna i zwiększenie elastyczności oferty usług CDMO poprzez rozszerzenie panelu dostępnych technologii bioreaktorowych, co będzie skutkować większą elastycznością Spółki w rozmowach z przyszłymi klientami i powinno doprowadzić do dywersyfikacji biznesowej
  • Wzmożone inicjatywy nakierowane na pozyskanie nowych klientów, między innymi zaawansowana rekrutacja eksperta na stanowisko Business Development Director, który będzie wspierać działania sprzedażowe Mabion na terenie USA
Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.
Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z solidnych wyników za drugi kwartał tego roku oraz wypracowanej marży na wszystkich poziomach, osiągniętej dzięki wysokiej efektywności procesowej oraz zachowanej dyscyplinie kosztowej. To trzeci kwartał z rzędu, kiedy Mabion wygenerował ponad 15 mln PLN zysku netto. Wypracowana nadwyżka finansowa wraz z posiadanymi środkami pieniężnymi i dostępnym kredytem EBOR na kwotę 15 mln USD, pozwolą nam zrealizować przedstawione w Strategii ambitne plany rozwoju, w tym pierwszy etap inwestycji w modernizację zakładu Mabion I. Dzięki osiągnięciu do końca roku dywersyfikacji technologicznej obecnego zakładu oraz dynamicznej transformacji w kierunku rozwoju usług CDMO, oceniamy potencjał wypracowania w całym 2023 roku przychodów (razem z materiałami) na poziomie ok. 150 mln PLN. Jednocześnie podnosimy oczekiwania co do marży EBITDA w 2023 roku, która powinna kształtować się na poziomie powyżej 30% (w porównaniu do poprzednio oczekiwanego poziomu marży EBITDA ok. 25%). Zgodnie z założeniami Strategii, rozpoczęliśmy w czerwcu modernizację Zakładu, co wpłynie na nasze wyniki w drugiej połowie roku”komentuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Wyniki finansowe 2Q 2023

W 2Q 2023 roku Spółka wygenerowała solidne przychody z działalności operacyjnej, które wyniosły 36,0 mln PLN, z czego 35,4 mln PLN z tytułu realizacji usług CDMO razem z komponentem leasingowym. Pozostałą, nieznaczącą część przychodów stanowi wartość zakupionych materiałów do realizacji usług wytwarzania kontraktowego (komponent bezmarżowy). Mabion uzyskał bardzo dobrą rentowność na wszystkich poziomach wyników, osiągając 77,5% marży brutto ze sprzedaży (bez materiałów), 54,2% marży EBITDA (bez materiałów) oraz 49,4% marży EBIT (bez materiałów). Na poziomie EBITDA Spółka zanotowała wynik w wysokości 19,2 mln PLN (+242% r/r), a zysk operacyjny EBIT wyniósł 17,5 mln PLN (+465% r/r). Zysk netto wzrósł blisko trzykrotnie do 15,2 mln PLN, wobec 5,1 mln PLN zysku netto w 2Q 2022 roku i trzeci kwartał z rzędu utrzymał się na poziomie powyżej 15 mln PLN.

“Ponownie uzyskaliśmy bardzo dobrą marżę na wszystkich poziomach wyników i jesteśmy zadowoleni z rezultatów osiągniętych przez Mabion w 2Q 2023 roku. To już kolejny kwartał, w którym udowadniamy skuteczność i efektywność naszych procesów, a także potwierdzamy właściwy kierunek przyjętej w kwietniu br. Strategii na lata 2023-2027. Podtrzymujemy jednocześnie, zgodnie z prezentowaną strategią, potencjał rocznych przychodów w latach 2023-2027 na poziomie 150-200 mln PLN, a od 2024 roku marżę EBITDA na poziomie 20-30%” mówi Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Realizacja strategii i rozpoczęcie modernizacji zakładu Mabion I

W kwietniu br. Mabion przyjął długoterminową Strategię na lata 2023-2027, która ma na celu transformację Spółki w kierunku w pełni zintegrowanej firmy CDMO o profilu biologicznym oraz zbudowanie pozycji rozpoznawalnego podmiotu na globalnym rynku kontraktowego rozwoju i wytwarzania leków na zlecenie.

Kluczowym elementem Strategii Mabion jest rozwój mocy i osiągnięcie dywersyfikacji technologicznej w istniejącym zakładzie w Konstantynowie Łódzkim (Mabion I) w ramach rozpoczętej pod koniec 2Q 2023 roku modernizacji, której zakończenie przewidywane jest do końca bieżącego roku. W toku prac wymienione zostaną dwa istniejące bioreaktory w technologii orbital shaking na dwa nowe bioreaktory w tej technologii oraz nastąpi doposażenie zakładu o system bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem. Efektem dywersyfikacji technologicznej będzie wzrost atrakcyjności oferty usług CDMO Mabion, poprzez zapewnienie większej elastyczności i pełniejszego dopasowania do potrzeb potencjalnych klientów, którzy będą mogli korzystać zarówno z bioreaktorów Spółki w technologii orbital shaking, jak i nowych bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem.

„Rozpoczęta modernizacja zakładu Mabion I jest odpowiedzią na obserwowane trendy i oczekiwania potencjalnych odbiorców usług CDMO i stanowi kolejny krok w kierunku dywersyfikacji biznesowej oraz pozyskania nowych kontraktów. Efektem naszych działań są zawarte w ostatnich miesiącach aneksy i umowy związane z dostawami bioreaktorów do zakładu w Konstantynowie Łódzkim – w trzecim kwartale oczekujemy dostaw nowych bioreaktorów, a następnie w czwartym kwartale nastąpi ich instalacja, testy kwalifikacyjne oraz finalny odbiór urządzeń. Ponadto we wrześniu podpisaliśmy umowę na dostarczenie linii do kontroli szczelności i inspekcji optycznej opakowań bezpośrednich, która pozwoli na przyspieszenie procesów kontroli jakości produktów gotowych i umożliwi realizację usług kontroli jakości w znacznie większym wolumenie niż dotychczas”dodaje Krzysztof Kaczmarczyk.

22 maja 2023 roku Spółka zawarła aneks do umowy z 2021 roku na dostawę bioreaktorów do istniejącego zakładu Mabion I ze spółką Adolf Kühner AG ze Szwajcarii. Pierwotnie umowa dotyczyła zakupu czterech bioreaktorów w technologii orbital shaking o pojemności 2.500 litrów każdy wraz z usługami dodatkowymi. W wyniku zawarcia aneksu, szwajcarski partner dostarczy w trzecim kwartale 2023 roku do Mabion dwa nowoczesne bioreaktory w technologii orbital shaking o pojemności 2.500 litrów każdy, wartość netto umowy wyniosła 1,8 mln EUR. Aneks związany jest z realizacją Strategii i zaplanowaną dywersyfikacją technologiczną.

11 lipca 2023 roku Mabion zawarł umowę ze spółką z grupy Cytiva (Global Life Sciences Solutions Polands Sp. z o.o.) na zakup zestawu bioreaktorów Xcellerex XDR w technologii z konwencjonalnym mieszaniem, wartość netto umowy wyniosła 3,2 mln EUR. Dostawca wyprodukuje i zainstaluje w Mabion I na przestrzeni trzeciego i czwartego kwartału br. zestaw bioreaktorów, obejmujący 7 urządzeń o łącznej pojemności 4.510 litrów, z czego dwa największe bioreaktory mają pojemność po 2.000 litrów każdy.

W wyniku zawartych aneksów i umów, do końca roku Mabion będzie dysponować czterema nowoczesnymi bioreaktorami w skali komercyjnej: dwoma bioreaktorami orbital shaking oraz dwoma bioreaktorami w technologii z konwencjonalnym mieszaniem, dotychczas niewykorzystywanych przez Mabion, jak również szeregiem bioreaktorów do procesów w skalach technicznych i klinicznych. Łączna objętość bioreaktorów w Spółce przeznaczonych do realizacji procesów w standardzie GMP w różnych skalach przekroczy 10.000 litrów.

„Finansowanie modernizacji zakładu jest zapewnione dzięki posiadanym i możliwym do uzyskania z realizacji kontraktu z Novavax środkom pieniężnym oraz zawartemu z EBOR kredytowi na kwotę 15 mln USD, który niebawem powinien być uruchomiony. Harmonogram modernizacji i związany z nią przejściowy przestój w możliwości świadczenia usługi produkcji jest uzgodniony z Novavax i nie wyklucza rozpoznawania przychodów z rozliczenia kontraktu. Modernizacja wpłynie jednak na zróżnicowany poziom generowanych przepływów operacyjnych w drugiej połowie tego roku. Spodziewamy się, że tegoroczne nakłady na CAPEX wyniosą około 60 mln PLN, zgodnie z opublikowanymi przez nas założeniami przy ogłaszaniu Strategii na lata 2023-2027komentuje Grzegorz Grabowicz.

Ponadto w 2Q 2023 roku Mabion zakończył transfer technologii i z sukcesem ukończył wytwarzanie serii walidacyjnych na drugi produkt wytwarzany kontraktowo – antygen szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron. Obecnie Spółka uczestniczy w pracach Novavax w zakresie wariantu Kraken (podwariant Omicron), dla którego zrealizowano już udaną produkcję serii technicznej.

„Sprawnie realizujemy kolejne procesy transferu technologii, skutecznie wykorzystując wypracowane i stale rozwijane przez ostatnie lata kompetencje. Dywersyfikacja technologiczna naszego zakładu pozwoli nam z kolei wykorzystywać zalety dwóch zupełnie różnych technologii, dzięki czemu będziemy mogli jeszcze lepiej odpowiadać na oczekiwania naszych potencjalnych klientów i świadczyć najwyższej jakości usługi w zakresie kontraktowego rozwoju i wytwarzania leków biologicznych mówi dr Sławomir Jaros, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Operacyjnych i Naukowych.

6 września 2023 roku Mabion zawarł umowę z Bonfiglioli Engineering srl z siedzibą we Włoszech, której przedmiotem jest wyprodukowanie i dostawa linii do kontroli szczelności i inspekcji optycznej opakowań bezpośrednich, wraz z powiązaną dokumentacją i usługami. W ramach umowy w siedzibie Spółki dostarczone i zainstalowane będzie urządzenie do automatycznej kontroli szczelności pierwszorzędowych opakowań farmaceutycznych, fiolek zawierających gotowy, sterylny produkt leczniczy oraz kontroli optycznej napełnionych opakowań i produktu wewnątrz opakowania. Urządzenie cechuje się najnowocześniejszym systemem pomiarowym i kontrolnym, a jego konstrukcja jest zgodna z wymogami GMP. Dostawa urządzenia zaplanowana jest na trzeci kwartał 2024 roku, po czym nastąpi jego montaż, instalacja i rozruch. Linia będzie wykorzystywana na etapie fill&finish, umożliwiając znaczące zwiększenie wolumenu badanych produktów, jednocześnie istotnie skracając procesy kontroli jakości i umożliwiając obsługę większej ilości projektów. Wartość netto umowy wyniosła około 3,7 mln PLN. Inwestycja pozwoli na przyspieszenie procesów kontroli jakości produktów gotowych i umożliwi realizację usług kontroli jakości produktów gotowych w znacznie większym wolumenie niż dotychczas, co jest zgodne z realizacją Strategii Mabion na lata 2023-2027.

Postępujący wzrost aktywności business development

Mabion kontynuuje działania nakierowane na wsparcie procesów sprzedażowych poprzez m.in. rozwój struktur business development – w 1H 2023 liczebność zespołu rozwoju biznesu uległa podwojeniu i wynosi obecnie 6 osób. Ponadto Mabion jest na finalnym etapie procesu rekrutacji na stanowisko Business Development Director w USA, który będzie wspierać działania sprzedażowe Spółki na rynku Ameryki Północnej. Wyłonienie i zatrudnienie kandydata jest przewidywane do końca 2023 roku. Osoba z wysokimi kwalifikacjami i międzynarodową siecią kontaktów, a także potwierdzonym track-record pozyskanych klientów, stanowić będzie istotny element budowania pozycji Mabion na arenie międzynarodowej jako rozpoznawalnego podmiotu na rynku CDMO.

Spółka intensyfikuje również swoją obecność na najważniejszych targach i konferencjach branżowych na świecie, biorąc udział w takich wydarzeniach jak m.in. BIO International Convention w Bostonie w czerwcu br. Obecnie Mabion przygotowuje się do udziału w targach CPHI w Barcelonie 24-26 października, gdzie będzie prezentował szeroką ofertę CDMO na własnym stoisku.

„Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu budowy struktur business development na kluczowym rynku Ameryki Północnej. Nie będziemy otwierać tam dedykowanego biura, natomiast jesteśmy na finalnym etapie wyłaniania wysokiej klasy eksperta, który jako Business Development Director istotnie wesprze nasze działania nakierowane na dywersyfikację biznesową i pozyskanie kolejnych klientów. Równolegle do tych działań kontynuujemy rozmowy z potencjalnymi odbiorcami naszych usług, z którymi nawiązaliśmy relacje m.in. dzięki obecności na konferencji DCAT w Nowym Jorku w marcu br. czy konferencji BIO International Convention w Bostonie w czerwcu, gdzie odbyliśmy około 100 spotkań biznesowych. Widzimy realne korzyści ze zwiększonej aktywności na tych najważniejszych globalnie wydarzeniach w naszej branży, a referencja w postaci współpracy z takim partnerem jak Novavax istotnie ułatwia prowadzone rozmowy. Pozostajemy silnie zmotywowani do przekucia naszych działań w nowe kontrakty i docelowo dywersyfikacji strumienia naszych przychodów” komentuje Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Tabela 1. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu kwartalnym

Dane w mln PLN 1Q 21 2Q 21 3Q 21 4Q 21 1Q 22 2Q 22 3Q 22 4Q 22 1Q 23 2Q 23   
Przychody razem (w tym) 1,6 55,3 38,6 43,9 38,5 42,9 39,5 36,0  
     Przychody ze sprzedaży 18,2 22,3 17,5 14,1 36,7 38,2 34,3  
     Przychody z tytułu leasingu 1,3 1,8 1,4 1,3 1,1 1,2 1,1  
     Przychody z zakupu materiałów 14,9 14,5 25,0 23,1 5,1 0,2 0,6  
     Przychody z tytułu bezzwrotnych zaliczek* 20,8  
    Przychody z tytułu usług R&D 1,6  
Koszt własny sprzedaży i zakupionych materiałów -21,0 -21,8 -33,3 -29,9 -13,0 -9,1 -8,6  
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 34,3 16,8 10,7 8,6 29,9 30,5 27,4  
Marża brutto ze sprzedaży bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 69,1% 69,7% 56,2% 55,7% 79,2% 77,5% 77,5%  
Marża brutto na sprzedaży n/a 100% n/a 39,1% 43,5% 24,3% 22,3% 69,7% 77,0% 76,1%  
Koszty R&D i ogólnego zarządu -13,8 -6,6 -16,4 -6,9 -9,7 -8,0 -14,3 -11,8 -12,5 -10,2  
EBITDA (11,9) (2,3) (14,2) 27,4 9,6 5,6 (4,4) 26,4 19,8 19,2  
Marża EBITDA bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 33,8% 39,9% 29,6% n/a 69,7% 50,4% 54,2%  
Marża EBITDA n/a n/a n/a 19,2% 24,9% 12,8% n/a 61,4% 50,1% 53,3%  
Amortyzacja 2,2 2,1 2,1 2,4 2,5 2,5 2,0 1,9 1,8 1,7  
EBIT (14,1) (4,4) (16,3) 25,0 7,1 3,1 (6,4) 24,5 18,0 17,5  
Marża EBIT bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 21,5% 29,4% 16,3% n/a 64,7% 45,9% 49,4%  
Marża EBIT n/a n/a n/a 12,2% 18,4% 7,0% n/a 56,9% 45,6% 48,5%  
Zysk/strata brutto (17,1) (2,5) (15,6) 24,9 7,4 5,1 (5,1) 14,5 16,5 15,2  
Podatek dochodowy (12,2) (1,2)  
Zysk/strata netto (17,1) (2,5) (15,6) 37,1 7,4 5,1 (5,1) 15,7 16,5 15,2  

*W 4Q’21 zdarzenie jednorazowe w postaci rozpoznania przychodów z tytułu bezzwrotnej zaliczki dotyczącej MabionCD20

Tabela 2. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu półrocznym

Dane w mln PLN 1H 2021 1H 2022 1H 2023   
Przychody razem (w tym) 1,6 82,6 75,6  
     Przychody ze sprzedaży 39,8 72,5  
     Przychody z tytułu leasingu 3,3 2,3  
     Przychody z zakupu materiałów 39,5 0,9  
    Przychody z tytułu usług R&D 1,6  
Koszt własny sprzedaży i zakupionych materiałów -55,1 -17,7  
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 27,5 57,9  
Marża brutto ze sprzedaży bez przychodów materiałowych 63,8% 77,5%  
Marża brutto na sprzedaży 100% 33,3% 76,6%  
Koszty R&D i ogólnego zarządu -20,4 -17,8 -22,7  
EBITDA (14,2) 15,3 39,0  
Marża EBITDA bez przychodów materiałowych 35,4% 52,2%  
Marża EBITDA n/a 18,5% 51,6%  
Amortyzacja 4,3 5,1 3,5  
EBIT (18,5) 10,2 35,5  
Marża EBIT bez przychodów materiałowych 23,7% 47,5%  
Marża EBIT n/a 12,4% 47,0%  
Zysk/strata brutto (19,6) 12,6 31,7  
Zysk/strata netto (19,6) 12,6 31,7  

Pracodawcy w Polsce planują ponad 17% wzrost zatrudnienia w IV kwartale 2023 r.

Jak wskazują dane z najnowszego Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, w IV kwartale 2023 roku 33% pracodawców w Polsce chce powiększać swoje zespoły, podczas gdy redukcję stanowisk deklaruje 16% organizacji. Niemal połowa firm (47%) nie planuje zmian w zatrudnieniu. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na najbliższy kwartał wynosi +17% – to wynik wyższy o 5 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na lipiec-wrzesień, a także wzrost o 17 punktów procentowych w stosunku do wskaźnika deklarowanego przez organizacje przed rokiem. Na chęć rekrutacji nowych talentów wskazują pracodawcy we wszystkich ośmiu analizowanych sektorach. Największe zapotrzebowanie na kandydatów zgłaszają pracodawcy z branży finansów i nieruchomości, a także energetyki i usług komunalnych. Analizując dane dla regionów można zauważyć, że na najwięcej ofert w tym kwartale mogą liczyć mieszkańcy Polski centralnej.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na czas od października do końca grudnia. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał, wynosi +17%, co oznacza więcej ofert pracy niż w ostatnich miesiącach. To wynik wyższy o 5 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na lipiec-wrzesień, a także wzrost o 17 punktów procentowych w stosunku do wskaźnika deklarowanego przez organizacje na IV kwartał 2022 roku. Pozyskanie nowych rąk do pracy planuje 33% badanych przedsiębiorstw, na konieczność redukcji etatów wskazuje 16% ankietowanych firm. Niemal połowa, bo 47% organizacji nad Wisłą mówi o chęci pozostawienia struktury zatrudnienia na dotychczasowym poziomie, a na brak decyzji wskazuje 4% z nich.

– Czwarty kwartał tego roku pokazuje, że pracodawcy w całej Polsce patrzą w przyszłość z dobrą myślą, a ostatnie miesiące 2023 roku przyniosą wiele możliwości na rynku pracy – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Wzrost prognozy netto zatrudnienia o 5 punktów procentowych w ujęciu kwartalnym, a także o 17 punktów procentowych rok do roku to bardzo doby sygnał. W analogicznym czasie 2022 roku mieliśmy bowiem do czynienia ze swego rodzaju stagnacją rynku pracy, niepewnością, a firmy pełne obaw dość sceptycznie patrzyły w przyszłość, nie planując tym samym zbyt wielu rekrutacji. Aktualnie kontynuujemy również trend powrotu do dwucyfrowych prognoz zatrudnienia notowanych przed pandemią, co tylko potwierdza coraz lepsze nastroje polskich przedsiębiorców – dodaje ekspert.

Centrum i Południe Polski z największym optymizmem rekrutacyjnym

Barometr ManpowerGroup Perspektyw ZatrudnieniaFirmy z całej Polski przewidują wzmożone działania rekrutacyjne. Najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać organizacje z Centrum (+28%), Południa (+19%) oraz Południowego Zachodu (+17%) kraju. W nieco mniejszym stopniu swoje zespoły chcą powiększać firmy zlokalizowane we wschodniej (+11%) i północnej (+9%) części Polski. Najmniejsze, choć wciąż optymistyczne prognozy rekrutacyjne deklarują organizacje w regionie północno-zachodnim (+7%).

– Jak pokazują prognozy zatrudnienia dla regionów, pracodawcy w całej Polsce planują nowe rekrutacje. Najwięcej ofert pracy w nadchodzących miesiącach mogą spodziewać się kandydaci z Centrum, Południa, a także południowego zachodu naszego kraju. Ten optymizm w powiększaniu kadr wynika między innymi z otwarcia nowych inwestycji, ale także sezonowości związanej z czasem wzmożonych działań w segmencie produkcji, handlu, e-commerce czy logistyce – mówi Tomasz Walenczak.

Finanse i nieruchomości oraz energetyka i usługi komunalne branżami z dużym apetytem na nowe talenty

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia sektoryRaport ManpowerGroup prezentuje prognozy zatrudnienia dla 8 sektorów rynku. Jak pokazują deklaracje ankietowanych, pracodawcy z każdej branży chcą w nadchodzących miesiącach zatrudniać nowych pracowników. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z obszaru finansów i nieruchomości (+26%), energetyki i usług komunalnych (+22%), a także transportu, logistyki i motoryzacji (+18%). To również branże, które zanotowały najwyższe wzrosty porównując wyniki z tymi deklarowanymi przez pracodawców na III kwartał tego roku – odpowiednio o 22 oraz 21 punktów procentowych. W nieco mniejszym stopniu powiększanie zespołów planują przedsiębiorstwa sektora dóbr i usług konsumenckich (+17%) oraz IT (+16%), które odnotowały największy spadek deklaracji pracodawców w ujęciu kwartalnym odpowiednio o 12 i 10 punktów procentowych. Prognozę netto zatrudnienia na najbliższe miesiące na poziomie +14% zadeklarowały firmy sektora przemysłu i surowców, a także usług komunikacyjnych. Wśród analizowanych obszarów, w najmniejszym stopniu swoje zespoły planują powiększać organizacje branży opieki zdrowotnej i nauk przyrodniczych (+12%).

– Pracodawcy w Polsce, pomimo nieustannych wyzwań związanych otoczeniem ekonomicznym, inflacją, kosztami prowadzenia działalności, chcą rozwijać swoje firmy, wzmacniać zespoły niezależnie od branży. Można śmiało stwierdzić, że utrzymaliśmy pozytywną perspektywę, widoczną w badaniu na poprzedni kwartał tego roku i patrzymy na zbliżający się koniec roku z większą dozą pewności. To cieszy, ponieważ inwestowanie organizacji w zespół to jeden z najlepszych sposobów na rozwój i zachowanie przewagi rynkowej – podsumowuje Tomasz Walenczak.

Duże organizacje z największym optymizmem rekrutacyjnym

Barometr ManpowerGroup pokazuje, że w IV kwartale 2023 roku najbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże firmy (+20%), zatrudniające powyżej 250 pracowników, a także średnie organizacje (+19%) (50-249 pracowników). Nieco mniej nowych ofert pracy (+12%) przewidują w nadchodzących miesiącach małe przedsiębiorstwa (10-49 pracowników). Najmniejsze potrzeby rekrutacyjne deklarują natomiast mikroprzedsiębiorstwa, zatrudniające do 10 osób, z prognozą netto zatrudnienia +10%.

Polska na tle regionu EMEA

Jak wskazują dane dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, wszystkie badane kraje odnotowują dodatnią prognozę netto zatrudnienia. Oznacza to większą niż w ostatnich miesiącach chęć pozyskania nowych pracowników. Wśród państw regionu EMEA z najmniejszymi potrzebami rekrutacyjnymi znalazły się Czechy (+11%), Węgry (+13%) oraz Słowacja (+15%). W największym stopniu swoje zespoły chcą powiększać pracodawcy ze Szwajcarii (+38%), Południowej Afryki (+35%), Portugalii (+35%), a także Holandii (+35%).

Krytyczna opinia BCC na temat budżetu państwa na rok 2024

Głównym tematem wrześniowego posiedzenia plenarnego Rady Dialogu Społecznego była ustawa o budżecie państwa na rok 2024. Strona społeczna bardzo krytycznie oceniła zaakceptowany przez rząd projekt. Posiedzeniu przewodniczył Łukasz Bernatowicz – prezes Związku Pracodawców Business Centre Club.  

Zaakceptowany przez Rząd budżet na 2024 r. składa się z trzech głównych filarów tj. – obronności (158 mld zł) polityki społecznej (137 mld zł) i ochrony zdrowia (190 mld zł). Jak te założenia mają się do realiów, a także do Krajowego Planu Odbudowy pozostaje pytaniem otwartym.

Przedstawiciel Ministerstwa Finansów – Sebastian Skuza przedstawił budzące kontrowersje założenia projektu budżetu, przewidującego między innymi: (nieracjonalny zdaniem m.in. BCC) wzrost dochodów kasy państwa, wzrost i wypłatę dodatkowych świadczenia dla rodzin (800+), a także 13. i 14 emerytury, wzrost płac oraz inflację średnioroczną na poziomie 6,6 proc.

Projekt ustawy o budżecie państwa został oceniony krytycznie, jako budzący wątpliwości i mało realny, przez większość przedstawicieli strony społecznej.

Strona pracodawców poruszyła między innymi zagadnienia związane z deficytem budżetowym, wskaźnikiem wzrostu wynagrodzeń i wysokością płacy minimalnej oraz prognozowanymi wpływami z podatku CIT i VAT.

Obecny na posiedzeniu wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji              i lobbingu, Witold Michałek przypomniał rekomendacje unijne dotyczące lepszego ukierunkowanie polskiej polityki społecznej i zwrócił uwagę, że polski Rząd nie dostosował się do tych rekomendacji. Ekspert skupił się głównie na stronie wydatkowej budżetu państwa na 2024 rok i ocenił ją negatywnie.

Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu
Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu

BCC podtrzymuje krytyczną ocenę programu Rodzina 500+ (obecnie 800+) uznając, że wsparcie dla rodzin z dziećmi zdecydowanie powinno zawierać kryterium dochodowe. Bardzo dobrze i dobrze sytuowane rodziny nie korzystałyby wtedy z publicznego wsparcia, finansowanego m.in. przez podatki płacone przez osoby ubogie lub te o niskich dochodach. Natomiast zwiększenie wysokości takiego wsparcia dla rodzin o niskich dochodach powinno nastąpić już wcześniej, w okresie kiedy zostały one najbardziej dotknięte skutkami wysokiej inflacji. Z kolei istotne zmniejszenie ogólnej sumy wydatków budżetowych wskutek zmiany sposobu i racjonalizacji finansowania wsparcia jedynie dla rzeczywiście potrzebujących tego rodzin z dziećmi, przyczyniłoby się także do zmniejszenia presji inflacyjnej wpływającej na ogólny poziom inflacji. – podkreślił Witold Michałek.

Podczas posiedzenia przedstawiciel BCC odniósł się także do obecnego kształtu świadczenia „Doby start”, przysługującego na każde uczące się dziecko w rodzinie, bez kryterium limitu dochodu.

Wsparcie w wysokości 300 zł, jest dla rodzin o przeciętnych nawet dochodach sumą bez większego znaczenia. Natomiast dla rodzin wielodzietnych, o niskich dochodach – może być już znacząca, choć zdecydowanie niewystarczająca, szczególnie w okresie nadal wysokiej inflacji. Zatem te rodziny powinny otrzymać wsparcie w wysokości istotnie wyższej, także realnie, ale kosztem znacznej redukcji lub wycofania wsparcia dla rodzin o wyższych dochodach. – podkreślał ekspert.

BCC podtrzymało wcześniejsze, krytyczne stanowisko dotyczące wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 13 emerytury) Polskiego państwa nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych niezależnie od wysokość emerytury lub renty.

Ubodzy i niezamożni podatnicy (w tym np. samozatrudnieni) nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty. Zaoszczędzone fundusze można wykorzystać znacznie efektywniej np. na istotne podwyższenie świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych – niezależnie od tego, czy ta niepełnosprawność wynika z choroby przewlekłej czy po prostu z niedołężności wieku starczego. mówił Witold Michałek.

Zdaniem BCC wypłata dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 14 emerytura), z uwagi na jej zależność od wysokości emerytury – wprawdzie mieści się w logice świadczenia socjalnego, ale jej racjonalność ekonomiczna jest wątpliwa, ponieważ istnieją inne ważne cele społeczne wymagające istotnego i szybkiego dofinansowania.

Zdaniem wiceprezesa BCC, w przypadku projektu budżetu na 2024 rok – preferencja sfinansowania tzw. 14 emerytury wydaje się mieć przede wszystkim podłoże polityczne.

BCC ponownie odniosło się także do projektu podwyżek w sferze budżetowej. W związku z niedostatecznymi podwyżkami w latach ubiegłych, organizacja wspierała aż 20 proc. podwyżkę, ale w zamian za istotnie niższe tempo wzrostu płacy minimalnej.

W sytuacji, w której rząd zignorował sygnały płynące od organizacji pracodawców, BCC popiera wzrost funduszu wynagrodzeń o wskaźnik przewidywanej inflacji.

W projekcie budżetu rząd sumuje dwa rodzaje podwyżek dla państwowej sfery budżetowej w 2024 roku – o 6,6 proc. jako wzrost tzw. kwoty bazowej oraz 5,7 proc. podwyżki jako wzrost funduszu wynagrodzeń. Choć nie jest jasne, jak te fundusze zostaną w praktyce rozdysponowane, to większość z nich zostanie niestety przeznaczona na zniwelowanie silnego spłaszczenia wynagrodzeń, spowodowanego bardzo wysoką, 20-procentową podwyżką płacy minimalnej w 2024 roku. Absurdem jest, że na takie podwyżki w państwowej sferze budżetowej rząd znajduje dodatkowe, pochodzące z podatków środki, a cały sektor prywatnych firm i podmiotów musi je na taki sam cel sam wygospodarować, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa.

Wzrost cen energii w czwartym kwartale 2023 r.

  • Zapasy i zmiana kierunku dostaw – uniezależnienie od paliw z Rosji jest faktem
  • Niepewność pozostaje – pogoda tej zimy (i kwestia dostatecznych zapasów gazu) jest niewiadomą; pewny jest natomiast długofalowy wzrost chińskiego popytu, windujący ceny
  • Silna pozycja OPEC+ – organizacja skutecznie ogranicza podaż, co podnosi ceny

Ponieważ cel zapełnienia magazynów w 90% został już osiągnięty – znacznie przed terminem wyznaczonym na 1 listopada – Europa prawdopodobnie wejdzie w sezon zimowy 2023-2024 z pełnym zapasem gazu.

UE zdołała znacznie zmniejszyć swoją zależność od rosyjskiego gazu, który stanowi obecnie mniej niż 20% całkowitego importu (w porównaniu do 41% przed wojną). Import skroplonego gazu ziemnego (LNG) od alternatywnych dostawców (zwłaszcza USA) odnotował wyraźny wzrost, a Europa importowała w 2023 o ponad 20% więcej LNG niż w poprzednim roku. Oprócz tych zmian w podaży, na korzyść Europy działała kombinacja czynników. Łagodniejsze temperatury zimowe w latach 2022-2023, które były znacznie niższe niż średnia z dekady, odegrały znaczącą rolę w zmniejszeniu zużycia energii na kontynencie. W połączeniu z szeroko zakrojonymi inicjatywami na rzecz oszczędzania energii oznaczało to, że Europa zużyła znacznie mniej niż przewidywano: zapotrzebowanie na gaz było o 13% niższe od średniej w pierwszym kwartale 2023 roku.

Poziom zapełnienia magazynów gazu w UE (%)

Poziom zapełnienia magazynów gazu w UE

Źródła: AGSI, Allianz Research

Jednak , europejski krajobraz energetyczny pozostaje pełen niepewności. Podczas gdy oszczędności osiągnięte przez przedsiębiorstwa powinny być trwałe, większość oszczędności gospodarstw domowych wynikała z efektów pogodowych, co może stanowić ryzyko w przyszłości. Ostrzejsza zima może nadal nadwyrężyć rezerwy energetyczne kontynentu. Jeśli ostrej zimie towarzyszyć będzie słaba wydajność odnawialnych źródeł energii (słonecznej i wiatrowej), popyt może przewyższyć podaż, co doprowadzi do wyczerpania zapasów energii na wiosnę przyszłego roku i potencjalnych napięć w cenach energii dla europejskich gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Rzeczywiście, ceny gazu ziemnego, które cieszyły się względną stabilnością przez większość 2023 r., są podatne na zmienność. Allianz Trade prognozuje, że ceny gazu ziemnego wyniosą średnio 45 EUR/MWh w IV kwartale 2023 r. (w porównaniu do blisko 35 EUR/MWh obecnie).

Kolejnym źródłem niepewności dla europejskiego gazu jest potencjalny wpływ chińskiego ożywienia gospodarczego. W 2022 r., gdy w kraju obowiązywała ścisła polityka zerowego COVID-19, popyt na energię i LNG z Chin pozostawał stłumiony. W tym kontekście łagodniejsze niż oczekiwano odbicie chińskiego wzrostu jest ulgą dla cen gazu. Jednak w dłuższej perspektywie Europa stanie w obliczu zaostrzonej konkurencji z Chinami. Wraz z dążeniem tego kraju do przejścia z węgla na czystsze źródła energii, LNG staje się preferowaną alternatywą. W rezultacie Europa będzie konkurować z Chinami nie tylko pod względem cen, ale także dostępności dostaw. Ta wzmożona konkurencja może potencjalnie nadwyrężyć bezpieczeństwo energetyczne Europy, zwłaszcza w okresach napięć podażowych, podkreślając pilną potrzebę dywersyfikacji źródeł energii i ostatecznego zmniejszenia zależności od importu LNG.

Silna pozycja OPEC+ oznacza, że ropa pozostanie droga. Ostatnie wydarzenia na globalnym rynku ropy naftowej sygnalizowały zacieśnienie podaży, a dwaj główni gracze, Arabia Saudyjska i Rosja, przedłużyli dobrowolne cięcia wydobycia. Arabia Saudyjska ogłosiła w ostatni wtorek, że przedłużyła swoje cięcie o
1 mln baryłek dziennie (bpd) do końca 2023 r., co podkreśla determinację tego kraju do wzrostu cen. Rosja również zdecydowała się przedłużyć cięcia eksportu ropy o 300 000 baryłek dziennie do końca roku. Decyzje te, podjęte w kontekście niestabilnych rynków, pchnęły ceny Brent powyżej progu 90 USD/bbl po raz pierwszy od listopada 2022 roku. Allianz Trade oczekuje, że ceny Brent wyniosą średnio 84 USD za baryłkę w IV kwartale 2023 r. ze względu na łagodne tło makroekonomiczne i prognozujemy średnią cenę 85 USD za baryłkę w 2024 r., ponieważ podaż powinna pozostać ograniczona w przyszłym roku.

Prognozy cen ropy naftowej

Prognozy cen ropy naftowej
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Złoty łapie oddech i czeka na kolejne wyzwania

W nowy tydzień wchodzimy spokojnym krokiem. Brak istotnych odczytów pozwala na odreagowanie poprzedniego oraz przygotowanie się do wydarzeń kolejnego tygodnia. Na uspokojeniu emocji korzysta złoty, który wreszcie może złapać oddech.

Z pustego i dolar nie naleje

To już powoli tradycja, że poniedziałkowe kartki z kalendarza makro świecą pustkami. Kilka pozycji oczywiście się na niej znajdzie, jednak brak tych najważniejszych, czy choćby istotnych. Dlatego szukający wrażeń muszą ratować się odczytami z peryferii poważnych rynków. Dziś można zwrócić uwagę na odczyt inflacji z Norwegii oraz Czech. Ten pierwszy bardzo pozytywnie zaskoczył, dynamika cen zarówno głównego indeksu CPI, jak i bazowej wariacji hamuje. Podobny scenariusz jest realizowany u naszych południowych sąsiadów, którzy nie muszą wchodzić na szczyty kreatywności, aby pochwalić się jednocyfrowym wynikiem. Zgodnie z oczekiwaniami inflacja w Czechach wyniosła 8,2%. Niepokojąco wygląda produkcja przemysłowa na Słowacji, gdzie skurczyła się o ponad 5% rdr. Jest to kolejne potwierdzenie, że nasze otoczenie może nas ciągnąć w dół. Podczas sesji poznamy jeszcze predykcje gospodarcze Komisji Europejskiej i to będzie zamykać temat dzisiejszej kartki z kalendarza.

Dużo się działo

Ta chwila oddechu pozwala z trochę większym dystansem zerknąć na wydarzenia z poprzedniego tygodnia. Wrzesień statystycznie jest ciężkim miesiącem dla bardziej ryzykownych aktywów, zwłaszcza dla indeksów giełdowych i widać, że w tym roku może być podobnie. Początek ostatniego miesiąca trzeciego kwartału został zdominowany przez pesymistyczne wyniki chińskiej gospodarki. Wzmogło to obawy o wzrost gospodarczy największej gospodarki świata, a tym samym rośnie ryzyko globalnej recesji. W zeszłym tygodniu eurodolar naruszył poziom 1,07$, choć zarysowana formacja na wykresie może dawać nadzieję na choć chwilę odpoczynku od dalszych spadków.

Uspokojenie nastrojów na pewno przyda się naszemu złotemu. Tylko w zeszłym tygodniu dolar podrożał o 20 groszy, pozostałe główne waluty również zaliczyły znaczący ruch w górę. Dzisiaj złoty również traci na szerokim rynku, jednak zmiany nie są już tak znaczące i widać pewne wyciszenie. Euro kosztuje 4,62 zł, co oznacza, że cofnęliśmy się już do poziomów z kwietnia. Funt dobija do 5,40 zł, frank oscyluje przy 4,83 zł. I jedynie dolar dziś nieznacznie tanieje, kosztując 4,30 zł.

Nadchodzący tydzień

Handel w tym tygodniu powinien rozkręcać się powoli. Jutrzejsza sesja również zapowiada się spokojnie. Z Niemiec napłynie indeks ZEW, który w ostatnim czasie nie rozpieszcza. Warto również zerknąć na zmianę zapasów ropy w USA, skoro jej kurs jest w przełomowym momencie. Najważniejsze rzeczy będą działy się jednak w środę, która zrekompensuje stagnację z początku tygodnia. Przede wszystkim poznamy inflację w Stanach Zjednoczonych, do tego produkcję przemysłową w strefie euro, a i funt otrzyma pokaźną paczkę danych. Czwartek z kolei to decyzja EBC w temacie stóp procentowych, która będzie kluczowa dla dalszych losów wspólnej waluty, a i dla złotego nie będzie bez znaczenia. Piątek będzie za to już studził emocje, choć impulsów do gry zabraknąć nie powinno.
powoli będzie się skupiać na zbliżających się posiedzeniach banków centralnych, gdzie pewnie nie zobaczymy tak szokujących ruchów jak wczoraj by RPP, ale będą się decydować dalsze losy zacieśniania monetarnego, więc dla walut USD i EUR będzie to kluczowa sprawa.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Pracownicy i zarządzający o nowych technologiach – badanie EY

Badanie EY wskazuje, że zdecydowana większość pracowników (89%) uważa, że wdrażanie nowych technologii jest korzystne dla ich firmy. Jednocześnie według ponad połowy (59%) zarząd i kadra wyższego szczebla decydują się na ich adopcję zbyt wolno. W efekcie dla 52% ankietowanych rozwiązania, które mogłyby ułatwić im pracę, stają się przestarzałe, kiedy w końcu trafiają do organizacji. Obecnie najpowszechniej wykorzystywanym rozwiązaniem w firmach jest chmura (75%), a najrzadziej narzędzia oparte o wirtualną rzeczywistość (24%). Jednocześnie największy odsetek respondentów (60%) chciałby w przyszłości oddelegowywać AI swoje powtarzalne zadania.

EY zapytał ponad tysiąc amerykańskich pracowniczek i pracowników, którzy zadeklarowali znajomość choć jednej nowoczesnej technologii (m.in. sztuczna inteligencja / uczenie maszynowe, VR/AR, metaverse, blockchain, internet rzeczy, cyfrowy bliźniak), o to, jak oceniają wprowadzanie tego typu rozwiązań do swoich organizacji. Co zaskakujące, większość z nich patrzy entuzjastycznie na zmiany, jakie przynosi rewolucja cyfrowa, widząc w niej szansę na zwiększenie efektywności codziennej pracy i rozwój biznesu. Ponad połowa respondentów (53%) wolałaby pracować w firmie, która jest otwarta na nowoczesne technologie.

Choć gospodarka amerykańska jest dużo bardziej zaawansowana od polskiej, to nie wszystkie tamtejsze organizacje decydują się na technologiczną transformację. Zdaniem 74% ankietowanych z USA ich firma zaczęła wdrażać lub w pełni wdrożyła co najmniej jedną nową technologię w ciągu ostatnich trzech lat. To oznacza, że co czwarty przedsiębiorca na razie z nich nie korzysta, co nie jest pozytywnie odbierane przez pracowników. Niemal połowa z nich (48%) jest zdania, że kadra wyższego szczebla nie widzi wartości we wdrażaniu nowoczesnych technologii.

– Aby zapewnić sprawną i pomyślną adopcję nowych rozwiązań, należy najpierw spełnić szereg wymagań, począwszy od kwestii finansowych, procesowych, wyszkolenia pracowników, a na zasadach bezpieczeństwa kończąc. Mniejsza chęć transformacji cyfrowej wśród kadry wyższego szczebla może wynikać z patrzenia na nią przez pryzmat długofalowych wyzwań, a nie korzyści końcowych. Efektywne wdrożenie nowej technologii wiąże się z przekwalifikowaniem lub podnoszeniem kompetencji pracowników, by w pełni uwolnić ich potencjał. To dla nich konkretna wartość, która przekłada się na entuzjazm wobec nowych rozwiązań. Zazwyczaj pracownicy są niechętni zmianom, jednak przykład USA pokazuje, że obawiamy się tego, czego nie znamy. Pracownicy zaznajomieni z najnowocześniejszymi technologiami widzą w nich korzyści zarówno dla samych siebie, jak i dla firmy – komentuje Radosław Frańczak, Partner, lider obszaru Technology Consulting w EY Polska.

AI daleka od powszechności

Ankietowani z USA wskazują, które technologie są już dobrze zaadoptowane lub przynajmniej powoli rozwijane w ich miejscu pracy. Wśród najczęściej wprowadzonych w ciągu ostatnich 3 lat wymieniono chmurę (75%), przetwarzanie brzegowe (70%) oraz Internet rzeczy (62%). Na drugim biegunie znalazły się VR/AR (24%), metaverse (28%) oraz AI/ML (35%), które podbijały nagłówki gazet, ale medialna popularność nie poszła w parze z faktycznym biznesowym wykorzystaniem. Co ciekawe, zdaniem połowy respondentów sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe zaczną być szeroko stosowane w ciągu najbliższych 3 lat.

Wykres: Technologie wprowadzane do firm w przeciągu ostatnich 3 lat
Technologie wprowadzane do firm w przeciągu ostatnich 3 lat

Choć od wielu miesięcy słyszymy o coraz większych możliwościach AI, biznes zachowuje powściągliwość także pod kątem zastępowania pracowników przez sztuczną inteligencję. Z badania „Wpływ AI na rynek pracy”, przeprowadzonego na zlecenie EY Polska, wynika, że rodzime firmy zamierzające wprowadzić to rozwiązanie napotykają głównie na bariery organizacyjne (26%) i techniczne (25%). Na dalszych miejscach znalazły się aspekty związane z brakiem odpowiednich kompetencji (16%) lub niskim poczuciem bezpieczeństwa (15%). Mimo że dużo się mówi o tym, że AI mogłaby pomóc w realizacji powtarzalnych zadań, tylko 6% przedstawicieli firm w Polsce widzi możliwość wykorzystania tego potencjału. Natomiast pracownicy mają zupełnie odmienne oczekiwania – aż 60% amerykańskich ankietowanych liczy na to, że już wkrótce będzie mogła oddelegowywać AI swoje powtarzalne zadania.

Główne ryzyko – cyberbezpieczeństwo

Respondenci entuzjastycznie nastawieni do nowych technologii mają jednak świadomość ryzyk, które wiążą się z szerszą adopcją tych rozwiązań w ich organizacji. Jako największe wyzwanie wskazują zapewnienie odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa – głównie pod kątem przeszkolenia pracowników. Osoby, które były dobrze zaznajomione z AI/ML, wśród innych obaw wymieniły kwestie etyczne i moralne (38%) oraz niedobór wykwalifikowanej kadry (37%). Z kolei brak szkoleń i możliwości podnoszenia kwalifikacji był barierą podnoszoną przez respondentów zaznajomionych z cyfrowym bliźniakiem (33%).

Część przedsiębiorstw zdecydowało się na pracę w systemie hybrydowym, co powoduje, że zmieniają się oczekiwania co do współczesnego lidera. Zawsze była to między innymi umiejętność budowania otwartej komunikacja z pracownikami czy zbudowanie celu i zaufania co do obranego kierunku. Obecnie dochodzi większa rola empatii, często realizowanej w formie cyfrowej. W tym procesie konieczne jest znajomość nowoczesnych technologii, które coraz częściej wspierają realizację celów biznesowych. Otwartość do tego co nowe powinni przedstawiać przede wszystkim pracownicy wyższego szczebla. To właśnie od nich idzie przykład dla całej firmy, tak ważny w sytuacji gdy wiele osób obawia się negatywnego wpływu nowoczesnych technologii na ich stanowisko pracy. Umiejętność przezwyciężania tych barier, mówienie również językiem długofalowych korzyści, odegra kluczową rolę w procesie zmiany w kulturze organizacyjnej, która stoi przed każdą firmą. Umiejętne przeprowadzenie tego procesu i zaangażowania całych zespół będzie budowało przewagę konkurencyjną. Również na rynku pracy, gdyż pracownicy chcą być zatrudnieni w nowoczesnych organizacjach, które chcą i potrafią wprowadzać najnowocześniejsze rozwiązania – dodaje Artur Miernik, Partner EY Polska i Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

O badaniu
Badanie „Emerging Tech at Work” zostało przeprowadzone online w pierwszym kwartale 2023 r. wśród 1001 pracowników w USA. Byli oni zaznajomieni z co najmniej jedną nowoczesną technologią: sztuczną inteligencją/ uczeniem maszynowym, wirtualną rzeczywistością /rozszerzoną rzeczywistością, metaversum, blockchainem, Web3, Internetem rzeczy, cyfrowym bliźniakiem, quantum computing, chmurą obliczeniową, biometrią, przetwarzaniem brzegowym lub generatywną sztuczną inteligencją.

Jen japoński się umacnia. Dolar pod presją danych inflacyjnych i decyzji EBC

Na rynku walutowym aktualnie oprócz słabości złotego, mówi się o chwilowej aprecjacji jena japońskiego, który zyskał po wypowiedzi prezesa Banku Japonii. Para USD/JPY „otworzyła” tydzień luką spadkową i przez cały dzisiejszy poranek sukcesywnie schodzi na niższe poziomu w okolice 146,00.

Chwilę po tym jak notowania USD/JPY przetestowały tegoroczne maksima na poziomie 147,80, na rynek napłynęła informacja o wywiadzie gubernatora Banku Japonii, w którym powiedział on, że instytucja prawdopodobnie będzie miała wystarczającą ilość informacji do końca roku, żeby móc ocenić, czy płace będą nadal rosły, tworząc w ten sposób warunki do dostosowania wsparcia monetarnego. Te uwagi wystarczyły do tego, żeby jen uległ aprecjacji, choć spoglądając na wykres wspomnianej pary walutowej, nie doszło do przełomowego ruchu. Ueda podkreślił w wywiadzie prasowym, że pożądane jest, aby jen poruszał się zgodnie z warunkami gospodarczymi. Oznacza to, żę BoJ chciałby silniejszej waluty.

W średnim terminie sytuacja JPY powinna ulec mimo wszystko poprawie, ponieważ globalnie zbliżamy się do końca cyklu podwyżek stóp procentowych (USA, strefa euro), a to będzie wspierać wycenę japońskiej waluty.

Oczywiście nie można wykluczyć takiego scenariusza, że pod koniec roku Ueda stosunkowo łatwo znajdzie nowe powody, dla których mniej ekspansywne nastawienie polityki monetarnej nie będzie jeszcze wystarczająco uzasadnione.

Para USD/JPY wciąż porusza się w średnioterminowym kanale wzrostowym. Nowy impuls rozpoczął się na początku tego roku. W marcu oraz w lipcu widoczna była znaczna korekta kursu, ale ostatni ruch w górę, który trwa od połowy lipca wywindował notowania blisko poziomu 148 i tym samym dystans do szczytu z ubiegłego roku (okolice 152,00) zdecydowanie się skurczył.

W tym tygodniu rynek będzie skupiny na danych inflacyjnych z USA oraz decyzji EBC. Ostatnia aprecjacja USD była napędzana solidnymi danymi gospodarczymi z USA, które skłoniły uczestników rynku do odłożenia oczekiwanych obniżek stóp procentowych przez Fed na dalszy termin. Pierwsze cięcia są wyceniana na mniej więcej połowę przyszłego roku. Optymizm co do danych może być jednak przesadzony a wysoki koszt pieniądza może jesienią coraz mocniej przekładać się na koniunkturę, wówczas ostatnia siła dolara może szybko wyparować.

Wg prognoz inflacja bazowa z USA ma w relacji rok do roku spaść, choć wskaźnik zasadniczy może zostać podbity ze względu na wyższe ceny benzyny. Z kolei sprzedaż detaliczna ma nadal być solidna (czwartek).

Jesteśmy aktualnie w okresie „black out”, co oznacza, że rynek nie otrzyma żadnych wypowiedzi przedstawicieli Fed-u dotyczących przyszłości polityki pieniężnej. Ocenę Rezerwy Federalnej otrzymamy zatem w postaci nowych projekcji w trakcie decyzji o stopach, która zaplanowana jest na przyszły tydzień.

W czwartek decyzja EBC. Dane makro dają przestrzeń zarówno do przerwy jak i do dalszego zacieśniania monetarnego. Być może bank będzie chciał „kupić” trochę czasu aby jeszcze lepiej ocenić dotychczasowy wpływ podwyżek o łącznie 425 punktów bazowych. Z drugiej strony protokół z ostatniego posiedzenia jak również ostatnie wypowiedzi płynące z instytucji sugerują, że EBC wciąż jednak ma większą tolerancję na negatywne niespodzianki dotyczące wzrostu gospodarczego niż na nieoczekiwane zmiany inflacji. Konsensus rynkowy wskazuje na pauzę a wycena rynkowa daje niespełna 35 proc. szans na ruch w górę.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Pokój za 1200 złotych, kawalerka za 2000 złotych. Na rynku wynajmów ceny podobne jak przed rokiem

– Nie widzimy spadku cen na rynku wynajmów – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Czy to oznacza, że jesienią na rynku nieruchomości nic się nie zmieni? Nie do końca. Eksperci nie mają wątpliwości, że w ostatnich miesiącach zwolniła się duża ilość mieszkań na wynajem. Nie będzie więc takiej rywalizacji o wolne pokoje i o wolne mieszkania jak w ubiegłym sezonie. – Rodziny starają się o kredyty w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, a wiele osób z Ukrainy decyduje się albo na zakup własnego lokum albo wraca do swojego kraju. Spodziewamy się, że studenci znów będą jedną z głownych grup wynajmujących mieszkania, a w ubiegłych sezonach te proporcje się zmieniły – mówi Mirosław Król.

Na rynek wróciło dużo mieszkań. Znikają wynajmujące rodziny i uchodźcy wojenni

Na rynku jest na pewno więcej nieruchomości na wynajem niż w roku 2022. Eksperci nie zauważają jednak korekty w dół jeżeli chodzi o ceny.

– Popyt jest trochę mniejszy niż w latach ubiegłych, ale pamiętajmy, że od zawsze na rynku nieruchomości w Szczecinie mieliśmy niedobór wolnych mieszkań, szczególnie kawalerek. Ta podaż więc nie spadła dramatycznie, nawet jeżeli z rynku znikają głównie wynajmujące rodziny oraz uchodźcy wojenni – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Kto więc obecnie poszukuje mieszkań na wynajem?

– Wrzesień to czas, gdy studenci szukają dla siebie lokum. To oni będą znów grupą docelową na rynku nieruchomości. Poza tym widzimy, że wciąż silną grupą są młode osoby, których nie stać jeszcze na własne mieszkanie oraz pracownicy tymczasowi – mówi Mirosław Król.

Przy decyzji o wynajmie mieszkania najważniejsze czynniki to cena, lokalizacja, skomunikowanie z uczelniami oraz miejscem pracy wynajmującego.

– Na rynek wróciło sporo mieszkań, ale nie widzimy, by pojawiały się nowe lokalizacje. Deweloperzy, którzy jeszcze rok temu chętnie wynajmowali mieszkania, które z powodu kryzysu się nie sprzedawały, teraz zwykle decydują się na ich wycofanie z rynku wynajmu i sprzedaż – mówi Król.

Pokoje i kawalerki nadal trzymają ceny. „O kawalerki jest największy bój na rynku nieruchomości”

W przypadku cen, eksperci mówią, że zmian niemal nie ma w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wynajem pokoju kosztuje tyle samo. Delikatnie mogły wzrosnąć ceny kawalerek, bo to ich poszukują studenci. Ceny dużych mieszkań nie zmieniły się lub nawet minimalnie spadły.

– Za pokój w dużym studenckim mieszkaniu trzeba zapłacić od 900 do 1200 złotych. Kawalerka to koszt od 1600 do 2200 złotych w zależności od lokalizacji i standardu. Mniej zapłacimy za mieszkanie dwupokojowe. Ceny zaczynają się od 2200 złotych, ale mamy też oferty za 3000 złotych, więc tutaj rozpiętość jest największa. Spadły ceny dużych mieszkań i czasem za trzy pokojowe mieszkanie na wynajem zapłacimy mniej niż za dwupokojowe – mówi Mirosław Król.

– Może zdarzyć się, że przedsiębiorcy będą skłonniejsi do negocjacji z wynajmującymi jeżeli chodzi o ceny. Nie należy spodziewać się jednak przesadnych obniżek. Myślę, że decydujące mogą być najbliższe dwa tygodnie. Wówczas okaże się ilu studentów wróci do dużych miast i jaka będzie zasobność ich portfeli – dodaje ekspert.

Niecałe 16% energii ze źródeł odnawialnych w Polsce – jak wypadamy na tle innych krajów?

Według najnowszych danych Eurostatu udział energii ze źródeł odnawialnych (OZE) w końcowym zużyciu energii brutto wynosi w Polsce 15,6%. Czy jest to powód do dumy, czy raczej smutku? Jak wypadamy na tle innych krajów? Odpowiadając na te pytania, warto pamiętać, że w marcu 2023 r. Parlament wynegocjował z Radą wstępne porozumienie w sprawie zwiększenia wiążącego celu UE w zakresie energii ze źródeł odnawialnych na 2030 r. do co najmniej 42,5% z myślą o osiągnięciu 45%, co prawie podwaja obecny udział energii ze źródeł odnawialnych w UE. Jak widać mamy więc jeszcze wiele do nadrobienia.

OZE – kto da więcej?

Unijne prawodawstwo dotyczące promowania odnawialnych źródeł energii uległo znacznym zmianom na przestrzeni ostatnich piętnastu lat. W 2018 r. przywódcy UE wyznaczyli cel dotyczący udziału energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii w UE na poziomie 32% do 2030 r. Zgodnie z dążeniem UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. współprawodawcy uzgodnili w marcu br., że należy zwiększyć cel dotyczący energii z OZE na 2030 r. do 42,5%, z myślą o osiągnięciu 45%. Trwają też rozmowy na temat aktualizacji ram polityki dotyczącej energii ze źródeł odnawialnych do 2030 r. i na okres po 2030 r.

Analizując udostępnione w sierpniu 2023 roku dane Eurostatu nt. udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto Polska plasuje się raczej na dole listy europejskich krajów. Zdecydowanie liderami są m.in. takie kraje jak: Islandia (85,8%), Norwegia (74,1%), Szwecja (62,6%), Finlandia (43,1%). Gorzej od nas wypadają jedynie Węgry (14,1%), Belgia (13%), Niderlandy (13%), Irlandia (12,5%), Malta (12,2%) oraz Luksemburg (11,7%).

Analizując udział odnawialnych źródeł energii, warto patrzeć na to zagadnienie szerzej, a nie tylko jako obowiązek narzucony przez Unię Europejską. Sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami, możemy się więc spodziewać coraz częstszych komunikatów o smogu. Jedną z najważniejszych jego przyczyn jest emisja szkodliwych pyłów i gazów na niskiej wysokości, wywołana głównie spalaniem paliw stałych, szczególnie niskiej jakości węgla. Mogłoby się więc wydawać, że lepszym rozwiązaniem jest gaz ziemny, który obecnie jest jednym z głównych źródeł emisji CO2 do atmosfery, a także bezpośrednich emisji metanu występujących w całym łańcuchu dostaw gazu, od jego wydobycia do ostatecznego wykorzystania. Jeśli uwzględnić emisje metanu, gaz ziemny ma podobny wpływ na zmiany klimatu co węgiel – według raportu CEE Bankwatch Network oraz Polskiej Zielonej Sieci. Udział OZE zdecydowanie pomógłby w walce z tym „palącym” problemem.

Zielona przyszłość

Z niedawno przeprowadzonego badania przez firmę Opinia24 na zlecenie Euros Energy wynika, że znacząca większość Polaków jest za inwestowaniem w odnawialne źródła energii (OZE). Aż 91% respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak” lub „raczej tak” na pytanie, czy Polska powinna inwestować w rozwój OZE. Zaledwie 7% respondentów jest przeciwna takim inwestycjom.

Stawiając na energię odnawialną, Polska nie tylko odpowiada na globalne wyzwania, ale również otwiera drzwi do przyszłości pełnej innowacji, zrównoważonego rozwoju i większego dobrobytu dla wszystkich. Energia odnawialna pozwala na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń. Co więcej, zapewnia nam większą niezależność od importu surowców energetycznych i krok ku większej suwerenności i stabilności ekonomicznej – wskazuje Tomasz Walczak, CTO Euros Energy. Nie zapominajmy również o tym, że sektor energii odnawialnej może stać się źródłem nowych, specjalistycznych miejsc pracy, co sprzyjać będzie rozwojowi gospodarki i wzrostowi jakości życia obywateli – dodaje.

Euro w Polsce? Połowa badanych opowiada się za, połowa przeciw

Kurs na euro to nie gwałtowna zmiana, a dobre dla gospodarki reformy. Badamy stosunek Polaków do przyjęcia europejskiego pieniądza w perspektywie lat.

To na kogo zagłosujemy w najbliższych wyborach przybliży nas bądź oddali od Unii Europejskiej i wpłynie na termin dołączenia do strefy euro. Miejsce w strukturze społecznej nie ma większego znaczenia dla poparcia przyjęcia euro w Polsce – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej, która prowadzi kampanię „Kurs Na Euro”. Jego wyniki wskazują, że o przyjęciu euro powinno mówić się jako o kilkuletnim procesie, kursie, który należy obrać, a nie gwałtownej zmianie.

W maju 2023 roku firma SW Research, na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej (FWG), przeprowadziła sondaż CAWI na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski. Autorami koncepcji badania byli dr Robert Sobiech (Collegium Civitas) i prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa), a jego celem było poznanie społecznych postaw wobec wprowadzenia euro w Polsce. Badanie ujawniło niektóre obawy związane z pomysłami wprowadzenia wspólnej waluty.

Najważniejsze wnioski:

  • Wyborcy obecnej opozycji deklarują silne poparcie dla przyjęcia euro w Polsce, zupełnie przeciwne zdanie mają za to zwolennicy rządu. Przyjęcie euro odrzuca 76,4% wyborców Zjednoczonej Prawicy. Sprzeciw wobec euro deklaruje ponad połowa (55,9%) wyborców Konfederacji.
  • Blisko połowa badanych (43,7%) opowiada się za rozpoczęciem przygotowań do wejścia Polski do strefy euro.
  • Miejsce w strukturze społecznej nie ma większego znaczenia dla poparcia przyjęcia euro w Polsce.

Długi proces wprowadzenia euro

Marek Tatała, CEO Fundacji Wolności Gospodarczej, zwraca uwagę na brak wiedzy obywateli o euro i jego zdaniem, zbyt małe zaangażowanie instytucji publicznych, których obowiązkiem jest informowanie o euro. Przypomina, że Polska już 20 lat temu zobowiązała się euro przyjąć, podpisując traktat akcesyjny do Unii Europejskiej. – Brakuje działań edukacyjno-informacyjnych rządu i banku centralnego na temat euro, a dodatkowo niektóre instytucje publiczne zajmują się obecnie demonizowaniem euro i propagandą przeciwko unijnej walucie – komentuje ekonomista.  – Dlatego jako organizacja pozarządowa wyręczamy w tym rząd, prowadząc kampanię KursNaEuro.pl – dodaje.

Poprzednie badania w ramach kampanii wykazały, że wprowadzenie euro jest w dużym stopniu postrzegane w kategoriach szybkiej zmiany, niosącej wiele zagrożeń zarówno dla codziennego życia, jak i funkcjonowania nieprzygotowanych do takiej zmiany instytucji państwa.  Istniejące, nieliczne sondaże przeprowadzone przez polskie ośrodki badają na ogół opinie na ten temat tak, jak gdyby chodziło o wprowadzenie w Polsce euro praktycznie natychmiast. Nic więc dziwnego, że w warunkach wysokiej inflacji, wojny za wschodnią granicą i antyunijnej propagandy górę biorą obawy i ponad połowa badanych deklaruje, że jest przeciwna euro – zwracają uwagę autorzy koncepcji badania dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra.

Dlatego założeniem badania było odtworzenie społecznych postaw wobec euro w sytuacji, kiedy jego wprowadzenie nie będzie traktowane jako szybka zmiana, ale jako dłuższy proces przyłączania się Polski do kolejnej grupy wysoko rozwiniętych państw.  M. in. dlatego pytano o przyjęcie wspólnej waluty za kilka lat albo używano konsekwentnie sformułowania „przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty”, zamiast sformułowania „wprowadzenia euro”, stosowanego w wielu wcześniejszych badaniach.

Jakie dało to wnioski? Co drugi badany obawia się wprowadzenia euro, nawet kiedy ma to nastąpić za kilka lat. Za przyjęciem euro opowiada się blisko co trzeci badany. Połowa badanych (50,6%) jest przeciwna wprowadzeniu wspólnej waluty. 14% badanych nie ma zdania w tej kwestii.

Według Tatały to wynik celowego demonizowania euro przez polityków. – Rządzący powinni na temat euro rzetelnie informować i edukować, zamiast straszyć nim obywateli. Szczególnie, że wbrew wielu mitom, doświadczenia innych krajów strefy euro nie potwierdzają, że doszło w nich do skokowego wzrostu cen czy nagłego pojawienia się „drożyzny” po przyjęciu euro – komentuje.

Polacy o wspólnej walucie euro

źródło: “Polacy o wspólnej walucie euro”, sondaż CAWI,
reprezentatywna próba dorosłych mieszkańców Polski (N=1020). Wykonawca: SW Research. Realizacja: maj 2023

Postawy wobec euro zależą przede wszystkim od zainteresowania polityką i podziałów politycznych

Na postawy wobec wspólnej waluty największy wpływ ma zainteresowanie polityką (mierzone deklaracjami udziału w wyborach) oraz preferencje partyjne. Za przyjęciem euro opowiada się 43,5% badanych zdecydowanych wziąć udział w wyborach parlamentarnych i 13,6% badanych, którzy nie zamierzają brać udziału w wyborach, a także 15,4% badanych, którzy nie podjęli jeszcze decyzji o udziale w wyborach.

Jak wynika z badania, wyborcy obecnej opozycji deklarują silne poparcie za przyjęciem euro w Polsce, zupełnie przeciwne zdanie mają za to zwolennicy rządu. Wyborcy Konfederacji i niezdecydowani wyborcy są podzieleni w tym temacie – dostrzega Marek Tatała.

Większość wyborców KO (67,9%), Lewicy (62,1%) i w nieco mniejszym stopniu Trzeciej Drogi (44,9%) jest za przyjęciem euro w nadchodzących latach. Zdecydowany sprzeciw ma miejsce wśród wyborców Zjednoczonej Prawicy. Przyjęcie w przyszłości euro odrzuca 76,4% wyborców tego ugrupowania. Za jest jedynie 16,3%. Sprzeciw wobec euro deklaruje ponad połowa (55,9%) wyborców Konfederacji, ale za to co trzeci wyborca tej partii opowiada się za jego wprowadzeniem w dłuższej perspektywie. Podobnie sytuacja ma miejsce wśród wyborców niezdecydowanych na oddanie głosu na którąś z partii. 49,3%  badanych w tej grupie jest przeciw, 29,6% jest za.

Postawy wobec euro w kontekście miejsca w strukturze społecznej

Postawy wobec euro w niewielkim stopniu wynikają z różnic społeczno-demograficznych badanych. Tak np. przeciwnikami przyjęcia euro jest 50% najmłodszych badanych (w wieku do 28 lat) i 52,5% najstarszych badanych (w wieku powyżej 60 lat). Na poglądy badanych nie wpływa też wielkość miejscowości, w której mieszkają. Przeciwnicy euro stanowią 48,3% mieszkańców największych miast (pow. 0,5 mln. mieszkańców), 50,3% mieszkańców najmniejszych miast (poniżej 100 tys. mieszkańców) i 52% mieszkańców wsi.

Poparcie dla wprowadzania euro nie różnicuje także wykształcenie badanych. Niewielkie różnice pojawiały się w przypadku płci, gdzie kobiety częściej niż mężczyźni udzielały odpowiedzi „trudno powiedzieć”.

Choć droga do wprowadzenia euro jest długa, blisko połowa badanych opowiada się za rozpoczęciem przygotowań

Przyjęcie wspólnej waluty euro poprzedza długi okres przygotowań, polegający na spełnieniu warunków wejścia do strefy euro. Do jej przyjęcia konieczne m.in. jest obniżenie stopy inflacji, obniżenie stóp procentowych oraz stabilny kurs złotego wobec euro. Zdaniem Prof. Artura Nowak-Fara, doradcy programowego ds. euro w Fundacji Wolności Gospodarczej, obecny rząd próbuje narzucić narrację, jakoby nieprzyjmowanie euro to jego wybór – Rząd zwyczajnie nie jest w stanie spełnić większości wymaganych kryteriów przystąpienia, a tę swoją niemożliwość zapewnienia dobrej, zdyscyplinowanej polityki gospodarczej chce „sprzedać” jako świadome działanie przeciwko przyjęciu euro – komentuje ekspert.

Jednak wbrew głosom płynącym z obozu rządzącego, blisko połowa badanych (43,7%) opowiada się za rozpoczęciem przygotowań do wejścia Polski do strefy euro. Wśród nich 18,5% badanych opowiada się, za jak najszybszym rozpoczęciem tego procesu. Opcję, że Polska powinna rozpocząć takie przygotowania, ale w obecnej sytuacji nie powinniśmy się spieszyć, wybiera 25,2% badanych. Jedynie 26,9% badanych uważa, że Polska w ogóle nie powinna przyjmować euro.

Te postawy również zbadano na tle preferencji politycznych.70% wyborców KO i Lewicy uważa, że Polska powinna rozpocząć przygotowania do przyjęcia euro, w tym 40% uważa, że powinny się one zacząć jak najszybciej. Za rozpoczęciem przygotowań jest 55% z wyborców Trzeciej Drogi. Podobnego zdania jest 45% wyborców Konfederacji. Jedynie wyborcy PiS są przeciwni. Na tym tle widoczna jest znacząca izolacja wyborców Zjednoczonej Prawicy. Tylko co piąty wyborca popiera rozpoczęcie przygotowań, a blisko połowa zdecydowanie wyklucza przyjęcie euro przez Polskę.

Polacy o wspólnej walucie euro

źródło: “Polacy o wspólnej walucie euro”, sondaż CAWI,
reprezentatywna próba dorosłych mieszkańców Polski (N=1020). Wykonawca: SW Research. Realizacja: maj 2023

Żeby mieć euro w Polsce musimy obniżyć inflację, mieć zrównoważone finanse publiczne, pilnować limitu publicznego, musimy przywrócić praworządność. Choćby dla tych aspektów warto przygotować Polskę do tego kroku – tłumaczy Marek Tatała.

Co Polacy wiedzą o euro?

Okazuje się, że poparcie dla wprowadzenia euro nie jest silnie związane z deklaracjami o posiadaniu wiedzy o wspólnej walucie.

Blisko połowa badanych (46,8%) uważa się za bardzo dobrze lub dobrze poinformowanych o wspólnej walucie euro. Jedynie 10% badanych twierdzi, że nie posiada żadnej wiedzy w tym temacie.

70% badanych, zdecydowanie popierających wprowadzenie euro to osoby, które uważają się za bardzo dobrze lub poinformowane o wspólnej walucie. Najmniejszą wiedzę o euro posiadają osoby, które nie mają sprecyzowanych poglądów dotyczących przyjęcia wspólnej waluty. Zwraca uwagę wysoki odsetek osób uważających się za dobrze poinformowanych osób (51%), wśród zdecydowanych przeciwników euro.

Posiadanie wiedzy o wspólnej walucie nie jest związane ani z wiekiem, ani z miejscem zamieszkania, ani z uzyskiwanymi dochodami. Nie odnotowano także związku pomiędzy posiadanym wykształceniem a wiedzą o euro. Jedyną znaczącą zmienną okazała się płeć badanych. Za bardzo dobrze lub poinformowanych uważa się 56% mężczyzn i 36% kobiet. Posiadanie wiedzy o euro związane jest silnie z deklaracjami udziału w wyborach. Wśród osób zdecydowanie deklarujących udział w wyborach 56% badanych uznało się za osoby bardzo dobrze lub poinformowane. Wśród osób zdecydowanie odmawiających udziału w wyborach – 24%.

Wiedza o euro w podobnym stopniu charakteryzuje wyborców większości partii. Posiadanie takiej wiedzy deklaruje 63% wyborców Zjednoczonej Prawicy, 49% wyborców KO, 48% wyborców Trzeciej Drogi, 47% wyborców Lewicy i 53% wyborców Konfederacji. Najgorzej poinformowani okazują się niezdecydowani wyborcy – tylko 34% z nich twierdzi, że posiada wiedzę o wspólnej walucie.

Szef Fundacji Wolności Gospodarczej widzi w tych wynikach dużą rolę dla organizacji pozarządowych i takich kampanii jak KursNaEuro.pl. – Polska kiedyś będzie miała euro, dlatego tym bardziej należy prowadzić debatę na temat przystąpienia Polski do strefy i rzetelnie informować o korzyściach płynących z przyjęcia wspólnej waluty. Szczególnie, że wiąże się to z dobrymi dla gospodarki reformami – przekonuje.

Polacy potrzebują wiarygodnych źródeł informacji

W badaniu także zapytano uczestników o źródła ich wiedzy na temat europejskiej waluty, uważane za wiarygodne. Najczęściej wymieniano ekspertów i naukowców, Narodowy Bank Polski, Unię Europejską, jak i władze państwowe, 

Dla zwolenników wprowadzenia euro (połączone kategorie odpowiedzi „zdecydowanie za” i „raczej za”) najbardziej wiarygodnymi źródłami informacji są: naukowcy i eksperci (40% wskazań w tej grupie badanych) oraz Instytucje Unii Europejskiej (44%). Znacznie rzadziej wskazywano na Narodowy Bank Polski (24%) i organizacje pozarządowe. Z kolei przeciwnicy przyjęcia wspólnej waluty (połączone kategorie odpowiedzi „zdecydowanie przeciw” i „raczej przeciw”) wskazywali najczęściej na Narodowy Bank Polski (35% wskazań w tej grupie), ekspertów i naukowców (30%) oraz władze państwowe (29%). Podobna kolejność miała miejsce wśród niezdecydowanych (badani udzielający odpowiedzi „trudno powiedzieć”).

Zwraca uwagę niska ocena wiarygodności dziennikarzy oraz opozycyjnych partii politycznych. Zdecydowanie odrzucane są informacji pochodzące od instytucji wyznaniowych i związków zawodowych.

– Temat euro będzie pewnie obecny w kampanii wyborczej niezależnie od tego, czy zwolennicy euro odważą się sami go podnieść. Będzie on użyty do budzenia i pogłębiania obaw społecznych związanych z euro i będzie jeszcze jednym narzędziem do atakowania opozycji. Jednocześnie uciekanie od tematu przez przedstawicieli opozycji pozbawi jej zwolenników, spośród których rekrutuje się gros zwolenników wejścia na drogę do euro, ważnego i wiarygodnego głosu dotyczącego przyszłości – zwracają uwagę dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra. 

Prof. Artur Nowak-Far przyznaje, że w ostatnich latach kwestia euro nie była pierwszorzędnym tematem debaty politycznej w naszym kraju, a ten brak jest poniekąd rezultatem powściągliwego zachowania ugrupowań politycznych. Jednocześnie podkreśla, że wejście do strefy euro leży w interesie Polski i jej obywateli. – Należy pilnie zadbać o interesy Polski, silną pozycję w UE, dobre funkcjonowanie naszej gospodarki i przyjąć euro – stwierdza jednoznacznie ekspert.

Upadłości i restrukturyzacje firm w II kw. 2023 r.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w pierwszej połowie 2023 roku 208 firm ogłosiło upadłość, a wobec 2160 wszczęto postępowanie restrukturyzacyjne. Analizując dane z perspektywy kwartałów, widać, że drugi kwartał bieżącego roku przyniósł mniejszą liczbę upadłości niż pierwszy (103 wobec 105), ale większą liczbę restrukturyzacji (1108 wobec 1052). Zmniejszyła się nieco natomiast łączna wartość zadłużenia, jakie po sobie zostawili niewypłacalni przedsiębiorcy (64 mln zł wobec blisko 70 mln zł w I kwartale) – wynika z analiz Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Upadłości i restrukturyzacje firm w II kw. 2023 r

W II kwartale br. 60 proc. bankrutujących firm była wpisana do KRD w dniu ogłoszenia upadłości. Wśród nich 14 proc. stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze, a 86 proc. spółki prawa handlowego. Co zaskakujące, JDG-i mają do oddania aż 7 mln zł a spółki 5,5 mln zł.

Z kolei z firm, które ogłosiły restrukturyzację w II kwartale 2023 r., 38 proc. było wpisanych do KRD w dniu ogłoszenia restrukturyzacji. W tym wypadku aż 65 proc. stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze, a 35 proc. spółki prawa handlowego. Łącznie nie opłaciły one zobowiązań finansowych na kwotę ponad 51,2 mln zł. Z tego większość, bo 28,6 mln zł również należała do JDG-ów.

Wśród niewypłacalnych firm można więc zaobserwować pewien trend, który utrzymuje się już od wielu kwartałów: jednoosobowe działalności gospodarcze chętniej wybierają restrukturyzację, z kolei upadłość ogłaszana jest częściej wobec spółek prawa handlowego.

Śląskie zagłębiem bankrutów

Najwięcej przedsiębiorstw, które ogłosiły upadłość, znajduje się w województwie śląskim. To łącznie 14 podmiotów, które mają do oddania ponad 7 mln zł. Drugie miejsce województwo pomorskie dzieli z mazowieckim. W każdym z nich sześć firm ma do zwrotu kolejno 600 tys. zł oraz 500 tys. zł. Trzecie miejsce należy ex aequo do województwa warmińsko-mazurskiego oraz małopolskiego, gdzie pięć firm ma do oddania 500 tys. zł i niecałe 800 tys. zł.

Największe należności mają do odzyskania wierzyciele z branży finansowo-ubezpieczeniowej, ich dłużnicy muszą zwrócić prawie 6 mln zł. Na blisko 2 mln zł czeka handel. Nieco mniej, bo 1,4 mln zł mają zamrożone firmy wytwarzające i zaopatrujące w energię elektryczną.

Co prawda liczba wierzycieli bankrutujących firm zmalała w ujęciu kwartał do kwartału, ale zwiększyła się liczba wierzycieli, których dłużnicy rozpoczęli proces restrukturyzacji. Mówimy o setkach firm w Polsce, które mogłyby uniknąć współpracy z dłużnikiem i trudnych do odzyskania należności, gdyby sprawdzały i monitorowały jego kondycję finansową. Co czwarta nierzetelna firma widniała w bazie danych KRD już na dwa lata przed ogłoszeniem upadłości. Na 3 miesiące przed upadłością była już tam wpisana ponad połowa firm. Prawdopodobieństwo, że jako przedsiębiorcy trafimy na niewypłacalnego kontrahenta jest więc ogromne – wyjaśnia Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Analizując dane KRD z perspektywy branż dłużników, największa nieuregulowana suma zobowiązań widnieje na koncie branży wydawniczej – 4,6 mln zł, zaraz za nią plasuje się przemysł – 3,6 mln zł. Sektorową trójkę zamyka rolnictwo, na którym ciąży milion zł długu.

Ponad 1100 firm na drodze restrukturyzacyjnej

Firmy, które zdecydowały się na restrukturyzację w II kwartale 2023 r., i w dniu jej ogłoszenia były notowane w KRD, pozostawiły po sobie 3,5 tys. nieuregulowanych zobowiązań finansowych na łączną kwotę 51 mln zł. Najwięcej takich dłużników działało w województwie mazowieckim, w którym 77 firm ma do zwrotu ponad 10 mln zł. Obok nich 28 firm z województwa małopolskiego z 6 mln zł długu. Niechlubne podium zamyka Wielkopolska, gdzie 52 firmy zadłużyły się na 5 mln zł. Najmniej do oddania mają przedsiębiorcy z województwa lubuskiego i świętokrzyskiego – 700 tys. zł.

Na niewypłacalność nie powinno się patrzeć przez pryzmat wielkości pozostawionych długów. One mogą być niewielkie, ale w przypadku małych firm to może być wystarczające, by stracić zdolność do regulowania zobowiązań. Trzeba jednak też pamiętać, że po drugiej stronie są wierzyciele. Im mniejsi, tym bardziej dotkliwy jest dla nich jest brak zapłaty kilkunastu, czy nawet kilku tysięcy złotych. To wcale nie są rzadkie przypadki, że tacy wierzyciele trafiają potem do KRD jako dłużnicy, bo przez to, że im nie zapłacono, sami przestali płacić. Dlatego tak bardzo apelujemy zawsze do przedsiębiorców, zwłaszcza tych najmniejszych, aby weryfikowali swoich kontrahentów. Także tych stałych, znanych od dawna. U nas ich kłopoty widać, zanim staną się widoczne dla innych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Spośród przedsiębiorstw, które w II kwartale 2023 r. rozpoczęły restrukturyzację, w najgorszej sytuacji są firmy budowlane – na ich koncie widnieje prawie 10 mln zł nieopłaconych zobowiązań. W równie złej kondycji jest przemysł, którego zadłużenie w restrukturyzacji wynosi 9,2 mln zł, i handel – 8 mln zł.

Wśród wierzycieli największą kwotę do odzyskania mają firmy z branży finansowo-ubezpieczeniowej – aż 14,5 mln zł, zaraz po nich są firmy handlowe (ponad 10 mln zł). Na końcu wśród najbardziej poszkodowanych są przedsiębiorcy z sektora nauki i techniki – te firmy czekają na zwrot ponad 6 mln zł.

Według badania „Audyt windykacyjny”, jakie przeprowadziliśmy na przedsiębiorcach, niemal 60 procent z nich przyznaje, że doświadcza problemów z regulowaniem faktur na czas przez kontrahentów, a co 5. firma zmaga się z tym zdecydowanie często. Żadna natomiast nie wskazała, by takie sytuacje w ogóle nie miały miejsca. Problem efektywnego przepływu pieniędzy jest więc powszechny, różny jest tylko jego kaliber. Obecna trudna sytuacja gospodarcza powinna skłonić firmy do staranniejszego dobierania kontrahentów do współpracy i szczególnego dbania o zachowanie płynności finansowej. Jak pokazują dane KRD, ryzyko natknięcia się na dłużnika będącego u progu upadłości jest bardzo duże. Dobrze, aby przedsiębiorcy mieli opracowane scenariusze działania na wypadek, gdy kontrahenci ociągają się z zapłatą. Taki plan to przejaw odpowiedzialności za stabilność finansową swojej firmy. Czekanie aż klient sam zapłaci, utwierdza go w przekonaniu, że uregulowanie faktur można odwlekać w nieskończoność, aż do bankructwa. Wtedy jednak odzyskanie pieniędzy jest bardzo trudne i wymaga dużo determinacji – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

77% firm uważa, że AI jest technologią o największym wpływie na dotychczasową działalność organizacji

Prezesi największych spółek na świecie uważają sztuczną inteligencję (AI) za przełomową technologię, która w dużym stopniu będzie oddziaływać na wszystkie gałęzie gospodarki. AI wpłynie w istotny sposób na plany inwestycyjne światowych liderów. 6 na 10 respondentów badania postrzega generatywną sztuczną inteligencję jako szansę na zwiększenie wydajności, udziału w rynku i przychodów oraz uzyskanie przewagi konkurencyjnej. W badaniu KPMG ankietowani CEO zwracają jednak uwagę na niepewność takich inwestycji w kontekście wciąż niejasnych regulacji dot. rozwoju AI – wynika z raportu KPMG pt. „Generative AI: From buzz to business value”.

Liderzy biznesu na całym świecie z dużym zainteresowaniem przyglądają się rozwojowi sztucznej inteligencji, uznając, że jest ona prawdziwym przełomem. Z badania KPMG wynika, że ponad trzy czwarte (77%) kadry kierowniczej największych firm, niezależnie od branży w jakiej funkcjonują, uważa, że sztuczna inteligencja to rozwijająca się technologia o zdecydowanie największym potencjalnym wpływie na ich dotychczasową działalność.

Możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji do zmiany sposobu, w jaki przedsiębiorstwa tworzą treści, angażują użytkowników, rozwijają oprogramowanie i analizują dane wydają się nieograniczone. Aż 60% respondentów biorących udział w globalnym badaniu KPMG postrzega generatywną sztuczną inteligencję jako szansę na zwiększenie wydajności, udziału w rynku i przychodów oraz uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Jednak podobnie, jak w przypadku wielu pojawiających się technologii, droga od początkowego entuzjazmu do stworzenia realnej wartości biznesowej nie jest prosta ani jednoznaczna. Zanim kadra kierownicza zainwestuje w implementację rozwiązań opartych na AI, w firmach niezbędna będzie weryfikacja takich kwestii jak zapewnienie bezpieczeństwa, niezawodność technologii, wpływ na miejsca pracy czy potencjalna wartość tej technologii dla organizacji.

Po raz pierwszy w historii dysponujemy technologią, która może bezpośrednio wspomagać ludzi w tworzeniu wiedzy i wpływać na wszystkie obszary prowadzenia biznesu. Liderzy każdej gałęzi gospodarki są z jednej strony zaintrygowani potencjalnymi możliwościami rozwoju ich firm w oparciu o AI, z drugiej jednak zastanawiają się czy są przygotowani do natychmiastowej adopcji zmian związanych z tą technologią. W tej grze kluczowe będzie przemyślane, choć czasem wymagające podjęcia ryzyka, działanie – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Data Science & AI Leader w KPMG w Polsce.

Co stoi na przeszkodzie wdrożeń AI w organizacjach?

Zdaniem ankietowanych prezesów głównymi barierami wdrożenia rozwiązań AI są przede wszystkim: brak kompetencji wśród pracowników w tym zakresie, kwestie kosztów oraz niejasne sposoby wykorzystania tych rozwiązań. Pomijając bariery organizacyjne, respondenci badania wskazują, że są nieprzygotowani do natychmiastowego wdrożenia AI, zwłaszcza biorąc pod uwagę scenariusz nieplanowanego i niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji w wyniku którego może ucierpieć jeden z najważniejszych aktywów biznesowych – zaufanie.

72% przedstawicieli kadry kierowniczej biorącej udział w badaniu KPMG uważa, że generatywna sztuczna inteligencja może odegrać kluczową rolę w budowaniu i utrzymywaniu zaufania interesariuszy. Jednak prawie połowa (45% wskazań) twierdzi, że ta technologia może negatywnie wpłynąć na działalność prowadzonych przez nich firm, jeśli nie zostaną wdrożone odpowiednie narzędzia zarządzania ryzykiem. Zdecydowana większość respondentów (92%) obawia się ryzyka związanego z implementacją rozwiązań opartych na AI. Poważną obawą światowych CEO jest również kwestia niejasnych regulacji w zakresie AI – 77% liderów twierdzi, że niepewny i zmieniający się krajobraz regulacyjny wpływa na ich decyzje inwestycyjne w zakresie generatywnej sztucznej inteligencji, ale równocześnie zaznaczają, że czują się pewnie w zakresie radzenia sobie z wymogami regulacyjnymi.

Tłumaczenia dokumentacji medycznej: 5 zasad, które powinieneś znać

Kiedy po raz pierwszy decydujesz się na zlecenie tłumaczenia dokumentacji medycznej, możesz czuć się przytłoczony ilością różnorodnych ofert. Jak dokonać właściwego wyboru? Czy powinieneś kierować się ceną? Dlaczego tłumaczenie w trybie ekspresowym może być problematyczne? W trakcie tego procesu warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych zasad, które pomogą Ci podjąć najlepszą decyzję, wybierając profesjonalnego tłumacza.

  1. Tłumaczenia medyczne to nie każda specjalizacja

Na początek ważne jest, abyś zrozumiał, że nie każdy tłumacz lub biuro tłumaczeń jest w stanie podjąć się przekładu dokumentacji medycznej. W tym przypadku potrzebne są nie tylko doskonałe umiejętności językowe, ale także głęboka wiedza i doświadczenie w dziedzinie medycyny. Tłumacz musi znać specjalistyczne terminy, skróty, oraz rozumieć złożoność treści. Dokumenty medyczne często są wykorzystywane w trakcie konsultacji lekarskich, dlatego precyzja i dokładność są kluczowe. Nie ma tu miejsca na interpretacje.

  1. Nie zawsze wymagane tłumaczenie uwierzytelnione

Niektórzy mogą mylnie uważać, że dobrej jakości tłumaczenie musi być uwierzytelnione przez tłumacza przysięgłego. To nieprawda. Przysięgły tłumacz niekoniecznie zna się na medycynie, jego główną dziedziną jest prawo. Poświadczenie przekładu nie wpływa na jakość tłumaczenia, jest to potrzebne jedynie wtedy, gdy instytucja lub firma wyraźnie tego wymagają. Oczywiście, istnieje możliwość uwierzytelnienia każdego dokumentu, ale nie jest to konieczne w każdym przypadku.

  1. Korekta native speakera nie zawsze jest konieczna

Nie jest prawdą, że każde tłumaczenie medyczne musi być skorygowane przez native speakera. Nawet osoba mówiąca w danym języku od urodzenia niekoniecznie zna specjalistyczne słownictwo medyczne. Brak tej wiedzy może spowodować, że błędy zostaną wprowadzone tam, gdzie ich nie było. Przed zleceniem korekty przez native speakera, warto dowiedzieć się, czy osoba ta ma doświadczenie w tłumaczeniach medycznych i czy rozumie specjalistyczną terminologię.

  1. Tłumaczenie specjalistyczne jest drogie, ale warte swojej ceny

Tłumaczenie dokumentacji medycznej jest trudniejsze i bardziej czasochłonne niż tłumaczenie standardowych dokumentów. Tłumacz musi nieustannie doskonalić swoją wiedzę, badać wszelkie niejednoznaczności, co sprawia, że jest to kosztowna usługa. Nie warto więc kierować się jedynie ceną, ponieważ oszczędności mogą być nieporównywalne z potencjalnymi konsekwencjami błędów.

  1. Tłumaczenia dokumentacji medycznej – szybko nie znaczy dobrze

Tłumaczenia medyczne wymagają szczególnej uwagi i precyzji. Dlatego zlecenie tłumaczenia w trybie ekspresowym może być ryzykowne. Nawet najmniejszy błąd może skomplikować proces leczenia. Jeśli to możliwe, warto unikać pilnych realizacji i pozwolić tłumaczowi na odpowiedni czas do wykonania zadania.

Podsumowując, wybór profesjonalnego tłumacza dla dokumentacji medycznej wymaga zrozumienia specyfiki tej dziedziny. Postępując zgodnie z powyższymi zasadami, możesz być pewien, że Twoje tłumaczenie będzie dokładne i wiarygodne. Nie warto oszczędzać na czymś tak ważnym jak przekład medyczny.

Dyspareunia: Gdy ból zakłóca satysfakcję seksualną

Nawet jedna na pięć kobiet boryka się z dolegliwościami bólowymi podczas stosunku. To sygnał dyspareunii – dysfunkcji, która wpływa na codzienne życie pacjentek nie tylko w sferze intymnej. Co warto wiedzieć na jej temat i jakie podejście oferują specjaliści?

Dlaczego ból?

Dyspareunia, ujęta w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10 pod numerem F52,6, to problem, z którym zmagają się nawet 20% kobiet. Ból występujący podczas stosunku może być na tyle intensywny, że przerywa życie seksualne. Warto jednak pamiętać, że jego przyczyny mogą być różne. Jak mówi Barbara Larwa, fizjoterapeutka uroginekologiczna z Osteohelp: „Ból podczas współżycia to jedna strona medalu. Może on pojawić się także podczas wkładania tamponów czy badania ginekologicznego. Nierzadko jest spowodowany nadmiernymi napięciami, które często są skutkiem stresu.”

Fizjologia vs. psychika

Podczas gdy niektóre problemy z dyspareunią mają korzenie w fizjologii – endometrioza, nadżerki czy mięśniaki to tylko kilka z nich – wiele z nich ma podłoże psychiczne. Istnieje wiele czynników psychologicznych, takich jak urazy z dzieciństwa, nadużycia seksualne, obniżone poczucie własnej wartości czy brak edukacji seksualnej. To wszystko może wpłynąć na doświadczenie bólu podczas stosunku.

Kompleksowe podejście do leczenia

Dyspareunia to nie tylko problem fizyczny, ale również psychiczny. Leczenie powinno więc być holistyczne. Fizjoterapia koncentruje się na pracy z ciałem, pomagając złagodzić napięcia, które mogą prowadzić do bólu. Psychoterapia z kolei pomaga pacjentkom zrozumieć i stawić czoło psychologicznym przyczynom ich dolegliwości.

Technologia, w tym aplikacje, staje się również coraz bardziej pomocna w procesie leczenia. Pomagają one pacjentkom w ćwiczeniach, edukacji i śledzeniu przebiegu miesiączek.

Wspólna praca z partnerem

Choć to kobiety najczęściej zgłaszają się na leczenie, proces ten dotyczy również ich partnerów. Wielu specjalistów zaleca konsultacje partnerskie lub indywidualne dla partnera, aby cały proces był bardziej efektywny.

W walce z dyspareunią kluczem jest interdyscyplinarne podejście, które łączy wiedzę medyczną, psychoterapeutyczną i fizjoterapeutyczną. Poprzez zrozumienie korzeni problemu i zaangażowanie właściwych specjalistów, kobiety mogą znaleźć ulgę i wrócić do pełnego, satysfakcjonującego życia seksualnego.

Żródła:

Ból podczas stosunku u kobiet – fashionmedia.pl

Fizjoterapia Uroginekologiczna – osteohelp.pl

Tylko 1/3 Polaków z nietrzymaniem moczu zgłasza się do lekarza

W Polsce miliony osób zmagają się z problemem zespołu pęcherza nadreaktywnego (OAB), odmiany nietrzymania moczu (NTM). Choroba ta, dotykająca blisko 50 milionów ludzi w całej Europie, jest często lekceważona i niedoceniana, co prowadzi do dramatycznych skutków w życiu pacjentów.

OAB, jako jedna z odmian nietrzymania moczu, jest nadal postrzegana w społeczeństwie jako dolegliwość wstydliwa. Tymczasem, jej konsekwencje mogą być bardziej dewastujące niż skutki cukrzycy czy nadciśnienia. Pacjenci zmagający się z tym problemem często wycofują się z życia zawodowego i społecznego, narażeni są na ryzyko depresji, a także utraty rodzin i wykluczenia społecznego.

Statystyki są alarmujące. Jak informuje Stowarzyszenie UroConti, z OAB cierpi niemal jedna szósta polskiego społeczeństwa. Co więcej, choroba ta dotyka 27% kobiet i 10,8% mężczyzn powyżej 18 roku życia. A choć częstość występowania zwiększa się wraz z wiekiem, OAB nie jest naturalnym skutkiem starzenia się.

Jednak pomimo dużej liczby cierpiących, wielu pacjentów opóźnia wizytę u lekarza. Często toczy się z nim walka o uznawanie choroby, jej diagnozę i leczenie. Jak wskazuje Elżbieta Żukowska z UroConti, tylko jedna trzecia osób zgłasza się do specjalisty, a dwie trzecie robią to dopiero po dwóch latach od wystąpienia pierwszych objawów.

Pacjenci z OAB wymagają wsparcia zarówno w formie edukacji, jak i dostępu do odpowiednich środków leczenia. Leczenie zachowawcze, jak ćwiczenia pęcherza i zmiana diety, może przynieść znaczące ulgi. Jednak dla wielu pacjentów niezbędne jest również wsparcie farmakologiczne. W Polsce dostęp do leków jest jednak ograniczony, a refundacja nierefundowanych leków może stanowić barierę finansową dla wielu pacjentów.

Eksperci wskazują także na potrzebę lepszej edukacji w zakresie dostępnych terapii, w tym fizjoterapii urologicznej, która może być kluczem do poprawy jakości życia pacjentów. Niemniej jednak, bariery finansowe i brak świadomości wśród pacjentów oraz lekarzy nadal pozostają problemem.

Podsumowując, zespół pęcherza nadreaktywnego jest poważnym problemem zdrowotnym w Polsce, który wymaga natychmiastowego działania. Potrzeba lepszej edukacji, dostępu do leczenia i wsparcia społecznego dla pacjentów, aby zapobiec negatywnym skutkom tej choroby. W walce o lepszą jakość życia pacjentów z OAB, kluczem jest zwiększenie świadomości i dostępu do skutecznych terapii.

Źródło: Fizjoterapia nietrzymania moczu – Ostoehelp Kraków

Skutki nieoczekiwanej decyzji RPP

Najnowsza decyzja RPP wywołała rozpaczliwą wyprzedaż na polskim złotym. Rynek walutowy bardzo źle zareagował na decyzję, a inwestorzy są zdezorientowani.

RPP zdecydowała o obniżeniu poziomu stóp procentowych o 75 punktów bazowych, podczas gdy oczekiwania rynkowe zakładały cięcie jedynie o 25 pb. 2/3 analityków rynkowych spodziewało się właśnie takiej obniżki, a 1/3 oceniała, że do obniżek nie dojdzie. Nie było analityka, który prognozowałby obniżkę podstawowej stopy do 6,00%, a więc o 75 pb.

– Za nami pierwsze półrocze, gdy złoty radził sobie bardzo dobrze i zaskakiwał wzmocnieniem wobec euro i szczególnie wobec dolara, mieliśmy moment, gdy za dolara płaciliśmy mniej niż 4 zł, gdy jesienią 2022 r. aż ponad 5 zł. Teraz ten trend się odwrócił. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Złoty jest bardzo podatny na nastroje na globalnych rynkach, często dominując krajowe czynniki, dlatego oceniam, że gdyby RPP podjęła decyzję zgodną z oczekiwaniami rynku nie byłoby żadnej reakcji na złotym.

W oświadczeniu wydanym przez Radę trudno znaleźć racjonalny powód, który tłumaczyłby aż tak duży ruch. Członkowie zwrócili uwagę na spadek inflacji oraz stwierdzili, że obniżka nie wpłynie negatywnie na osiągnięcie celu w zakładanym terminie, a sama decyzja zapewne nie została podjęta jednogłośnie, takie szczegóły dopiero poznamy.

Prezes NBP na konferencji prasowej stwierdził, że inflacja w Polsce jest już jednocyfrowa i że będzie ona wynosiła prawdopodobnie 8,5% we wrześniu. Jednak inflacja jest dwucyfrowa (10,1%), a warunkiem obniżki stóp procentowych miała być właśnie jednocyfrowa inflacja. Prezes powiedział także, że w kolejnym kwartale należy spodziewać się dalszego spadku inflacji i nie ma mowy o żadnym negatywnym zaskoczeniu. Zapytany o dalsze kroki, prezes odpowiedział, że na razie bankierzy będą przyglądali się sytuacji i na tej podstawie podejmować decyzje. Przekaz prezesa NBP był bardzo optymistyczny, wielokrotnie podkreślał on, że jest to „radosny moment” i że inflacja w Polsce wkroczyła w „umiarkowaną” – poniżej 10%. Dodał on także, że pod koniec roku inflacja ma zbliżyć się do 5%.

Jeśli chodzi o złotego, prezes NBP powiedział, że kurs naszej krajowej waluty jest dla banku bardzo ważny i że ostatnio PLN umocnił się aż o 17% do dolara. Stwierdził też, że mimo środowego załamania kursu, na razie nie są potrzebne interwencje, jednak że w razie czego jesteśmy gotowi na podjęcie kroków, dodając „mamy kilkaset ton złota, na wszelki wypadek”.

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej wpłynęła jednak tragicznie na wycenę złotego, co dalej z nasza krajową walutą? Niestety perspektywy nie są zbyt dobre. Oprócz zaskakującej decyzji RPP, globalne umocnienie dolara amerykańskiego nie wspiera złotego. Jeśli na głównej parze walutowej EURUSD kontynuowany będzie trend spadkowy, złoty może w dalszym ciągu znajdować się pod presją.

– Rynek nie wie co dalej, bo od bankierów centralnych oczekuje, że zrobią to co wcześniej zapowiadali – komentuje ekspert XTB. – Rynek oczekiwał obniżki o 25 pb i kolejnych obniżek o takiej skali, a teraz rynek nie wie co dalej z obniżkami.

W ciągu trzech sesji po decyzji RPP złoty osłabił się 18 groszy do dolara oraz 16 gr do euro. Notowania USDPLN przekroczyły poziom 4,30 zł i jeżeli ruch w górę będzie kontynuowany, niewykluczony jest nawet ruch w kierunku 4,40 zł. Z kolei EURPLN dotarł wczoraj do oporu przy 4,63 zł, a jeśli zostałby on przekroczony, droga w kierunku 4,70 zł zostanie otwarta. Dla frankowiczów zła wiadomość, frank podrożał do poziomu 4,82 zł.

Patrząc z kolei na notowania EURUSD mimo niewielkiego odreagowania, kurs pozostaje poniżej kluczowej strefy oporu przy 1,0750. Wydaje się, że dopóki notowania nie wrócą powyżej, bazowym scenariuszem jest dalszy ruch na niższe poziomy. W przypadku realizacji takiego scenariusza niewykluczony jest atak na wsparcie przy 1,0640.

Rynek obawia się powrotu do wyższej inflacji. Ta wprawdzie spadała, ale 10,1%, to rezultat 4-krotnie wyższy od celu inflacyjnego, uznawanego przez NBP za korzystny dla polskiej gospodarki. Nie sposób wykluczyć ryzyka, że za kilka miesięcy (ale już po wyborach parlamentarnych) trzeba będzie powrócić do podwyżek stóp procentowych.

– Rynek chce się dowiedzieć czy powrót do akceptowalnego poziomu inflacji, wyznaczonego przez cel inflacyjny, dalej jest priorytetem RPP – podsumowuje P.Kwiecień z XTB. – Porzucenie celu inflacyjnego byłoby bardzo negatywnym scenariuszem dla złotego.

Dla przypomnienia, mocny złoty miał sprzyjać zwalczaniu inflacji, co podkreślała sama RPP.

Europejski Bank Centralny – jeszcze jedna podwyżka stóp, czy już jastrzębia pauza?

  • Posiedzenie Rady Prezesów EBC – wysoka inflacja, ale również realne niebezpieczeństwo ostrego spowolnienia (m.in. spadek popytu na kredyty największy od 2003r.)
  • Analiza sekwencyjna danych inflacyjnych, w przeciwieństwie do porównań rok do roku, ujawnia nieco szybszą jej trajektorię spadkową (w strefie euro)
  • Chociaż nadal oczekujemy, że EBC dokona ostatecznej podwyżki o 25 pb, aby osiągnąć szczytową stopę na poziomie 4% (stopa depozytowa), istnieje rosnące ryzyko, że decydenci mogą zdecydować się na jastrzębią pauzę w przyszłym tygodniu

Posiedzenie Rady Prezesów EBC – jeszcze jedna podwyżka czy jastrzębia pauza?

Wraz ze zbliżającym się 14 września kolejnym posiedzeniem Rady Prezesów europejskiego Banku Centralnego , decydenci EBC zmagają się z coraz bardziej złożonym krajobrazem gospodarczym. Podczas gdy inflacja jest nadal niedopuszczalnie wysoka, szereg wskaźników wyprzedzających wskazuje na rosnące prawdopodobieństwo ostrzejszego spowolnienia gospodarczego (wykres 1). Wskaźnik nastrojów gospodarczych (ESI) odnotował najsłabsze wyniki od czasu kryzysu w strefie euro, z wyjątkiem okresu pandemii. W międzyczasie indeks menedżerów ds. zakupów (PMI) znalazł się poniżej ekspansywnego progu 50 zarówno dla sektora produkcyjnego, jak i usługowego. Po stronie finansowej, ankieta dotycząca kredytów bankowych (BLS) wskazuje na najszybszy spadek popytu na kredyty od 2003 r. – obrazowi temu towarzyszy wyraźny spadek agregatów monetarnych i danych dotyczących kredytów bankowych (M1: -9,5% r/r).

Isabel Schnabel, wpływowa i zwykle bardzo jastrzębia członkini zarządu EBC, przyznała w zeszłym tygodniu, że „(przyrost) nowych kredytów gwałtownie spadł” w związku z wyższymi stopami procentowymi oraz że „aktywność i wielkość portfela zamówień w sektorze produkcyjnym gwałtownie spadły do poziomów zwykle obserwowanych tylko w głębokich recesjach. Podczas gdy rynek pracy nadal stanowi zagadkowy kontrast, a stopa bezrobocia utrzymuje się na historycznie niskim poziomie, to podobnie jak inflacja dane te są wskaźnikami o pewnym opóźnieniu i łatwo mogą przejść na mniej korzystne obszary. Innym niepokojącym wymiarem jest „realny spadek dochodów„, którego doświadczają europejskie gospodarstwa domowe. Inflacja znacznie przewyższyła nominalny wzrost płac, powodując realną utratę dochodów o około 4%. Sugeruje to, że konsumpcja gospodarstw domowych, największy składnik PKB, może w najbliższym czasie znacznie ucierpieć, jeśli konsumenci dostosowywać będą do tego swoje zachowania związane z wydatkami.

Wykres 1: Wiodące wskaźniki ekonomiczne strefy euro (wskaźniki Z) i PKBWiodące wskaźniki ekonomiczne strefy euro (wskaźniki Z) i PKB

Źródła: Refinitiv, Allianz Research. Uwaga: Ekstremalne stopy wzrostu PKB podczas pandemii w 2020 r. nie są wyświetlane ze względu na ograniczenia skali.

Analiza sekwencyjna danych inflacyjnych, w przeciwieństwie do porównań rok do roku, ujawnia nieco szybszą trajektorię spadkową. Pomimo niepożądanego ponownego przyspieszenia w komponencie energetycznym w sierpniu, najnowsza stopa inflacji 3m/3m annualizowana i wyrównana sezonowo wyniosła 3,0% (rdzeń: 3,9%) w porównaniu z oficjalną stopą 5,3% r/r (rdzeń: 5,3%, wykres 2). Inflacja w usługach również spadła z lipcowego szczytu, dając decydentom pewną ulgę. Trwająca dezinflacja zbiega się w czasie ze znaczącą zmianą strategii komunikacyjnej EBC. Podczas gdy w czerwcu nadal koncentrowano się na ryzyku trwałej i wysokiej inflacji, od tego czasu ton przesunął się w kierunku ryzyka skurczenia się gospodarki. W swoim przemówieniu na sympozjum ekonomicznym w Jackson Hole prezes EBC Christine Lagarde podkreśliła obecną niepewność gospodarczą. Zwróciła również uwagę na wyzwanie dla banków centralnych, jakim jest radzenie sobie ze wstrząsami po stronie podaży, takimi jak pandemia Covid-19, wojna na Ukrainie i zmiany klimatu. Niemniej jednak powtórzyła konieczność utrzymania „stóp procentowych na wystarczająco restrykcyjnych poziomach”, aby osiągnąć średniookresowy cel inflacyjny na poziomie 2%, nie dając jednak żadnej wskazówki, gdzie jest ten poziom.

Wykres 2: Inflacja (bazowa) w strefie euro w ujęciu rocznym i sekwencyjnym

Inflacja (bazowa) w strefie euro w ujęciu rocznym i sekwencyjnymInflacja (bazowa) w strefie euro w ujęciu rocznym i sekwencyjnym 2

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Chociaż nadal oczekujemy, że EBC dokona ostatecznej podwyżki o 25 pb, aby osiągnąć szczytową stopę na poziomie 4% (stopa depozytowa), istnieje rosnące ryzyko, że decydenci mogą zdecydować się na jastrzębią pauzę w przyszłym tygodniu. W czerwcu prezes Lagarde pozostawiła otwarte opcje, stwierdzając, że przyszłe decyzje będą zależeć od napływających danych i nowych prognoz makroekonomicznych. Biorąc pod uwagę rozczarowującą trajektorię wiodących wskaźników wzrostu gospodarczego i powolną, ale trwającą dezinflację, istnieje obecnie duże prawdopodobieństwo, że Rada Prezesów może zdecydować się na jastrzębią pauzę. W takim przypadku komunikat prawdopodobnie podkreśli potrzebę utrzymania stóp procentowych na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas, zachowując jednocześnie opcję dodatkowych podwyżek stóp, jeśli będzie to uzasadnione. Niezależnie od decyzji, spotkanie zapowiada się jako kluczowe wydarzenie, ponieważ zostaną na nim również zaprezentowane nowe prognozy ekspertów, oferujące wgląd w średnioterminowe perspektywy gospodarcze i polityki pieniężnej.

Nadal oswajamy się z decyzją RPP

Echa środowej decyzji polskich decydentów nie milkną. Wczoraj odbyła się konferencja prasowa prof. Adama Glapińskiego. Wycena ropy naftowej nie chce spadać. Spada za to dynamika cen w Niemczech i na Węgrzech, jednak jej wartości nadal pozostawiają wiele do życzenia.

Konferencja prezesa NBP

Wczorajsza wypowiedź przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej była w większym stopniu wyważona niż poprzednie, jednak styl został zachowany. Mimo szoku jaki przeżyliśmy w środę, prof. Adam Glapiński postanowił brnąć dalej w swoją narrację, przekonując słuchaczy o słuszności silnej obniżki stóp procentowych w Polsce. Głównym argumentem było zmniejszenie wysokości rat kredytowych, dzięki któremu w kieszeniach kredytobiorców pozostanie więcej pieniędzy. Czy to nie brzmi jak dolanie paliwa do inflacyjnego silnika? Kolejnym argumentem był fakt, że niższe stopy procentowe to tańszy pieniądz, co potencjalnie zwiększy konkurencyjność krajowej gospodarki w aspekcie globalnym, gdyż dla zagranicznych kontrahentów polskie produkty staną się tańsze. Zgodzę się, ale osłabienie krajowej waluty nie prowadzi jednocześnie do obniżania inflacji, co jest celem NBP. A faktem jest, że środowa decyzja osłabiła polskiego złotego, wystarczy sprawdzić wszystkie wykresy PLN do głównych walut. Nawet jeżeli w najbliższych miesiącach inflacja konsumencka będzie wykazywać tendencję spadkową, to pamiętajmy, że będzie to w dużej mierze zasługa efektu bazy. Ruchy na stopach procentowych oddziaływują na dynamikę cen z opóźnieniem, co może stać się problemem jej ponownego wzrostu w 2024 roku. A to w połączeniu z drożejącą ropą naftową (która wyceniana jest w dolarze) i dalszym umacnianiem dolara może sprawić, że zmartwienie dwucyfrową inflacją wróci do nas za rok albo i prędzej ze zdwojoną siłą (jeżeli krótkoterminowo uda się zejść do jednocyfrowych poziomów CPI, a moim zdaniem jest to możliwe).

“Czarne złoto” wciąż drogie

Skoro wspomniałem o drożejącej ropie, to nie pozostanę gołosłowny. W środę oprócz decyzji RPP dowiedzieliśmy się o przedłużeniu ograniczenia wydobycia ropy przez Arabię Saudyjską i Rosję. Mniejsza podaż przy stabilnym popycie to w teorii wzrost wycen. W ciągu ostatnich dwóch dni dowiedzieliśmy się również o spadku zapasów ropy w USA o ponad 5,5 mln baryłek, co potwierdziły raporty Energy Information Administration oraz American Petroleum Institute. Mniejsze zapasy również wskazują na mniejszą podaż, co dodatkowo napędza wyceny “czarnego złota”. Indeks odmiany BRENT w tym tygodniu doszedł do poziomu 91 USD, WTI do 88 USD. Dziś wieczorem poznamy liczbę wież wiertniczych dla rynku ropy w USA. Jeżeli i ta spadnie, będzie to kolejny cios dla inflacji na całym świecie.

Dynamika cen w Europie

Sierpniowa inflacja konsumencka głównego motoru napędowego unijnej gospodarki została potwierdzona. Zgodnie z konsensusem odczyt na poziomie 6,1% jest o 0,1 punktu procentowego niższy od poprzedniego. Publikacja nie jest szokująca w takim stopniu jak środowa decyzja RPP, zatem i reakcja rynków była znikoma. W piątkowe przedpołudnie na wykresie EUR/USD obserwujemy próbę wymazania wybicia do poziomów 1,072 i ponownego zejścia poniżej 1,07. Wysoka inflacja konsumencka doskwiera także naszym bratankom. Na Węgrzech ceny w ujęciu rocznym spadły do 16,4%, jednak tak jak w niemieckim przypadku, cały czas znajdujemy się poza celem inflacyjnym obydwóch banków centralnych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – Sytuacja na rynku pracy

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

W niektórych miastach ceny mieszkań wzrosły już o ponad 20% w ciągu roku

Bardzo szybko kurczy się oferta nowych mieszkań, a te, które w niej pozostały są coraz droższe. Szczególnie w Krakowie i Trójmieście sytuacja jest dramatyczna. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl alarmują, że w sierpniu średnia cena metra kwadratowego była tam o ponad jedną piątą wyższa niż przed rokiem!

W sierpniu średnia cena metra kwadratowego lokali dostępnych w ofercie krakowskich firm deweloperskich zbliżyła się do 15 tys. zł za m kw. i była wyższa niż w Warszawie miesiąc wcześniej.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika z kolei, że oferowane przez deweloperów w Krakowie mieszkania podrożały w sierpniu średnio aż o 5% w przeliczeniu na metr kwadratowy. Mimo to stolica nie dała się zepchnąć z pozycji lidera. Średnia cena metra kwadratowego poszła tu bowiem w górę aż o 6%. Tym samym z nawiązką przekroczyła próg 15 tys. zł.Wyk. 1 - Ceny mieszkań-sierpień 2023-cenyM

Na trzecim miejscu cenowego podium utrzymuje się Trójmiasto. Również i tam sierpień przyniósł bardzo gwałtowny, bo aż 5% wzrost średniej ceny metra kwadratowego. Niestety, cenowe przyspieszenie miało miejsce także w Poznaniu i Wrocławiu, gdzie z miesiąca na miesiąc średnia podskoczyła o odpowiednio: 4% i 3%.

Mam nadzieję, że ten wyścig cenowy wreszcie się skończy. W przeciwnym razie czekałyby nas w tym roku rekordowe wzrosty średniej ceny metra kwadratowego – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Przede wszystkim w Krakowie, ale także w Trójmieście powinien już głośno zabrzmieć sygnał alarmowy. W ciągu 12 miesięcy nowe mieszkania podrożały tam średnio na metrze o 25% i 22%. Tuż za nimi uplasowały się wzrosty w Warszawie (+15%) oraz w Górnośląsko – Zagłębiowskiej Metropolii (+14%). Spośród analizowanych miast najwolniej ceny rosły w Łodzi (+11%).Wyk. 2 - Ceny mieszkań-sierpień 2023-cenyR

Ekspert nie ma wątpliwości, że lawinowo rosnąca średnia cena metra kwadratowego jest głównie efektem rosnących kosztów budowy, w warunkach wysokiej inflacji, oraz gwałtownie kurczącej się podaży mieszkań. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ofercie krakowskich firm deweloperskich było pod koniec sierpnia aż o 44% mniej mieszkań niż jeszcze osiem miesięcy temu. We Wrocławiu oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 37%, w Warszawie – o 34%, a w Trójmieście – o 29%. Wyk. 3 - Ceny mieszkań-sierpień 2023-ofertaK

–  W sytuacji, gdy po kredyty sięga coraz więcej osób, a prawdziwą furorę na rynku robi dotowany przez państwo „Bezpieczny Kredyt 2%”, z oferty deweloperów znikają w pierwszej kolejności mieszkania z segmentu popularnego. I to dlatego wystrzeliła średnia cena metra kwadratowego tych, które w niej zostały – tłumaczy Marek Wielgo.

Potwierdzają to dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, z których wynika, że średnia cena mieszkań, na które krakowscy deweloperzy znaleźli chętnych wynosiła ok. 12,4 tys. zł za m kw.  Podobnie było niemal we wszystkich metropoliach. Wyjątkiem były miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Niestety, sierpień był kolejnym miesiącem, w którym deweloperzy nie dostarczyli na rynek tylu mieszkań, by zaspokoić popyt na nie. Dlaczego tak się dzieje? Istnieją obawy, że o ile duzi deweloperzy włączyli wyższy bieg, bo mają grunty i zapewnione finansowanie swoich inwestycji, to wielu małym i średnim firmom właśnie ta druga kwestia mocno podcina skrzydła.  Ponadto firmy deweloperskie  zwracają uwagę na zbyt małą podaż działek oraz nadmierną biurokrację.

Autor: RynekPierwotny.pl

Develia podnosi cel sprzedaży do 2500-2600 lokali w 2023 roku

Develia zaktualizowała cele na 2023 rok, zwiększając docelowy poziom sprzedaży mieszkań do 2500-2600 lokali, co oznacza wzrost o 60-70% wobec oczekiwań z początku roku. Spółka dąży do przekazania 2500-2600 mieszkań oraz wprowadzenia do oferty i rozpoczęcia budowy 2700-2900 lokali. Aktualizacja celów jest wynikiem poprawy sytuacji na rynku nieruchomości mieszkaniowych oraz przejęcia przez Develię polskich spółek Nexity.

W ramach aktualizacji celów na 2023 rok Develia dąży do:

  • Osiągnięcia poziomu sprzedaży 2500-2600 lokali, wobec 1450-1650 lokali deklarowanych na początku roku, co oznacza wzrost o ok. 60-70%.
  • Przekazania klientom 2500-2600 lokali, wobec poprzedniego celu 1900-2050 mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 30%.
  • Wprowadzenia do oferty i rozpoczęcia budowy 2700-2900 lokali, wobec zakładanych wcześniej 1850-2050 mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 45%.
  • Dalszego prowadzenia negocjacji z potencjalnymi inwestorami instytucjonalnymi na rynku PRS.

– Zdecydowaliśmy się na zwiększenie celów, jakie wyznaczyliśmy sobie na 2023 rok, ponieważ sytuacja w branży w ostatnich miesiącach poprawiła się, a popyt istotnie wzrósł, m.in. ze względu na powrót klientów kredytowych do biur sprzedaży. Kolejnym istotnym czynnikiem, który wpłynął na weryfikację celów jest przejęcie w lipcu br. polskich spółek Nexity mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Zwiększony popyt na mieszkania przełoży się na tegoroczną sprzedaż. Dążymy do tego, by osiągnąć wynik na poziomie 2500-2600 lokali, czyli 60-70% więcej niż zakładaliśmy na początku roku. Dzięki przejęciu Nexity jesteśmy w stanie jeszcze lepiej na ten popyt odpowiedzieć – chcemy zwiększyć liczbę wprowadzeń mieszkań z rozpoczętą budową o ok. 45% wobec poziomu, jaki planowaliśmy w lutym. Zrealizowanie tegorocznych celów istotnie umocni pozycję Develii w czołówce deweloperów mieszkaniowych – dodaje Andrzej Oślizło.

W związku ze zmianą otoczenia rynkowego i niskim poziomem podaży mieszkań na rynku Develia aktualnie skupia się na zaspokojeniu popytu ze strony klientów indywidualnych. Nadal będzie prowadzić rozmowy z inwestorami instytucjonalnymi, ponieważ zarząd ocenia rynek PRS jako perspektywiczny, jednak w obecnych realiach finalizacja pierwszej transakcji ma dla spółki niższy priorytet. Nadrzędnymi strategicznymi celami Develii są zwiększenie skali działania w segmencie mieszkaniowym do poziomu sprzedaży 3100 mieszkań oraz zwrotu z kapitału własnego (ROE) do minimum 15% rocznie nie później niż w 2025 roku.

– Przejęcie projektów realizowanych przez Nexity, z uwagi na ich wysoki poziom zaawansowania, wpłynęło na podniesienie tegorocznego celu przekazań. Przełoży się to na lepsze wyniki finansowe Develii za 2023 rok. Transakcja pozwoliła nam też na zwiększenie potencjału sprzedażowego Develii, ponieważ duża część projektów z banku gruntów Nexity posiada zgody administracyjne umożliwiające rozpoczęcie budowy – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

W lipcu br. Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów polskich spółek zależnych od Nexity, francuskiej firmy deweloperskiej, za 100 mln euro. Transakcja zwiększyła skalę działalności Develii w Warszawie i Krakowie oraz umożliwiła wejście na rynek poznański.

REIT-y: nowa szansa dla polskich inwestorów

Polacy chcą inwestować w nieruchomości. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w 2022 roku 70 proc. mieszkań kupiono inwestycyjnie. Inaczej jest w przypadku obiektów komercyjnych, gdzie udział polskiego kapitału wynosi niecałe 2 proc. – wynika z danych CBRE. To znacznie mniej niż w innych krajach regionu. W Czechach i w Niemczech lokalni inwestorzy odpowiadają za 60 proc. kapitału zainwestowanego np. w biura czy magazyny, a w Rumunii 45 proc. Pozwalają im na to na przykład REIT-y, czyli fundusze umożliwiające inwestycje w nieruchomości komercyjne osobom indywidualnym. To rozwiązanie, które sprawdziło się długofalowo, ale jego największą wartość widać szczególnie w czasach kryzysu i wysokiej inflacji.

REIT to rodzaj funduszu inwestycyjnego, który pojawił się po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych i funkcjonuje z powodzeniem od kilkudziesięciu lat w wielu krajach. Wśród nich są m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Finlandia i Szwecja. REIT-y mają obowiązek inwestowania w nieruchomości komercyjne, są zwolnione z podatku CIT, a lwią część swojego zysku wypłacają inwestorom w postaci dywidendy. Dzięki dużej skali inwestycji, a co za tym idzie, dywersyfikacji produktów na nawet kilkaset obiektów komercyjnych, są postrzegane jako atrakcyjne i stabilne fundusze. Tym bardziej, że inwestorzy indywidualni mają wpływ na rodzaj kupowanych aktywów, co powoduje, że patrzą na nie przychylniejszym okiem. Dużym atutem tego typu inwestycji jest także, potwierdzony danymi J.P Morgan, najwyższy zwrot z inwestycji w perspektywie ostatnich dwóch dekad, w porównaniu z innymi instrumentami finansowymi.

Odporne na inflację

Polska jest dwa razy większym rynkiem nieruchomości komercyjnych niż np. Czechy. Mimo to wartość kapitału od rodzimych inwestorów lokowana w naszym kraju sięga niecałych 2 proc. U naszych południowych sąsiadów wynosi obecnie ok. 60 proc., podobnie w Niemczech. Natomiast w Rumunii czy na Węgrzech ok. 45 proc. W tych krajach lokalne fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne funkcjonują z powodzeniem. Inwestorzy indywidualni chętnie z nich korzystają, postrzegając inwestycje na lokalnym rynku jako mniej ryzykowne niż te poza granicami kraju. Dzięki temu zwiększają stabilność i płynność rodzimego sektora nieruchomości komercyjnych, który jest mniej zależny od decyzji zagranicznych podmiotów. Ograniczenie wpływu zawirowań gospodarczych zapewnia także fakt, że umowy na nieruchomości w tym systemie są corocznie indeksowane inflacją, co zmniejsza ryzyko związane z tym czynnikiem dla inwestorów. Dlatego REIT-y i fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne stanowią jeden z korzystniejszych instrumentów finansowych dla osób indywidualnych, które chcą chronić swoje pieniądze przed utratą wartości.

REIT-y narzędziem dla przedsiębiorczych

Polacy mają długą historię i doświadczenie w inwestowaniu w nieruchomości, co widać chociażby w obecnym popycie na rynku mieszkaniowym. Jak wynika z danych NBP, gros mieszkań jest kupowanych w celach inwestycyjnych. W 2022 roku w tym celu nabyto aż 7 na 10 zakupionych lokali mieszkalnych. Tylko 30 proc. stanowiły więc zakupy na własne potrzeby. Co więcej, znaczący udział (oscylujący wokół 50 proc.) w transakcjach mieli klienci gotówkowi i ci z przewagą środków własnych. Inwestycję w mieszkania traktują m.in. jako sposób na ochronę swojego kapitału przed inflacją. Postrzegają rynek nieruchomości jako stabilny i odporny na zawirowania gospodarcze i z braku innych łatwo dostępnych możliwości, lokują pieniądze w mieszkania. Atrakcyjne dla nich mogą być właśnie REIT-y, które rozszerzają możliwości lokowania kapitału o rynek nieruchomości komercyjnych dla inwestorów indywidualnych. To może pozytywnie wpłynąć na sytuację nabywców mieszkań, przesuwając część kapitału inwestowanego obecnie w mieszkaniówkę na obszar nieruchomości komercyjnych, co mogłoby uwolnić więcej lokali dla kupujących na własne potrzeby.

Fundusze REIT mają potwierdzoną skuteczność jako impuls do rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych i czynnik zapewniający większą stabilność gospodarczą, dzięki bazowaniu na popycie wewnętrznym. Od lat stanowią ważny i zdrowy element rynku inwestycyjnego w wielu krajach Europy i w Stanach Zjednoczonych. W Polsce też stanowiłyby pozytywny bodziec dla ekonomii, zwiększając niezależność od czynników zewnętrznych, a przy okazji wpływając pozytywnie na rynek mieszkaniowy.

Autor: Michał Berski, dyrektor zespołu inwestycyjnego w CBRE

Vivid Games zaprezentowała wyniki za sierpień

Przychody wygenerowane przez portfolio Vivid Games w sierpniu są zbliżone do lipcowych. Spółka spodziewa się, bazując na danych z poprzednich lat, że jesienią i zimą zaangażowanie odbiorców cyfrowej rozrywki wzrośnie, co pozytywnie wpłynie na sprzedaż, także w grach.

Wynik netto za sierpień wyniósł 0,02 mln zł, a EBITDA narastająco za osiem miesięcy sięga 2,7 mln zł. W sierpniu Spółka praktycznie zakończyła realizację układu, spłacając przedterminowo ostatnią ratę za obligacje.

Wyniki za sierpień są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Nadal odczuwamy skutki sezonowego zmniejszenia zaangażowania użytkowników. Przewidujemy, że począwszy od września zaangażowanie graczy będzie stopniowo wzrastać, w związku z zakończeniem wakacji” – podkreśla Piotr Gamracy, CEO Vivid Games. “W sierpniu praktycznie zakończyliśmy realizację układu, spłacając ostatnią ratę za obligacje. Jest to dla Spółki symbol zamknięcia starych spraw i nowy początek. Intensywnie rozwijamy prototyp Real Boxing 3 oraz kreowaną w kooperacji z Boombit grę Easy Boxing. Wierzę, że spotkania zrealizowane podczas targów Gamescom, przyniosą niebawem kolejne możliwości, o których z przyjemnością poinformujemy ”- dodaje Prezes.

Bloober Team podpisał umowę z Meta Platforms Technologies. Stworzy grę o nazwie Projekt I w technologii VR

Bloober Team zgodnie z przedstawioną długoterminową strategią dokonuje znaczącego kroku na rynku virtual reality (VR). Mistrzowie horroru podpisali umowę z Meta Platforms Technologies z siedzibą w USA na wsparcieowego projektu o kodowej nazwie Projekt I. Poza istotnym wsparciem finansowym amerykański gigant będzie zaangażowany również w działania promocyjne.  n

Zgodnie z nową strategią Bloober Team rozszerza swoje działania również na rynku VR. Po przejęciu pakietu kontrolnego w spółce Played With Fire nastąpił kolejny istotny kamień milowy tego planu. Mistrzowie horroru zawarli właśnie umowę z Meta Platforms Technologies na istotne finansowe i marketingowe wsparcie produkcji, nowej gry o kodowej nazwie Projekt I w technologii VR. Zostanie ona wyprodukowana przez Bloober Team we współudziale ze wspomnianym Played With Fire, w której ostatnio Bloober Team nabył ponad połowę udziałów. Produkcja zostanie finansowo wsparta przez Metę i wydana przez nią na platformie Oculus Quest. Premiera planowana jest na 2025 r.

Dopięliśmy umowę z liderem tego rynku. Chcąc stać się liderem gatunku horror intensyfikujemy nasze działania w branży VR, która pozwala graczom na najbardziej immersyjne doznania. Uważamy, że w następnych latach wirtualna rzeczywistość będzie rosnąć znacznie szybciej niż pozostałe sektory rynku gier. Zarówno inwestycja w Played With Fire, jak i obecna umowa, mają nam pomóc osiągnąć pozycję lidera w tym sektorze i naszym gatunku. Pracujemy wspólnie z naszym nowym partnerem nad niezwykle ciekawym IP i nie możemy się doczekać pierwszej prezentacji. Co ważne, nie jest to port żadnego naszego brandu, tylko zupełnie nowe przedsięwzięcie. Zdecydowanie największe w historii naszej przygody z wirtualną rzeczywistością – komentuje Piotr Babieno, Prezes Bloober Team.

Meta Platforms Technologies to jedna z największych firm technologicznych na świecie, do której należą takie marki jak Facebook, Facebook Messenger, Threads, Instagram czy WhatsApp. Firma Marka Zuckerberga jest jedną z dziesięciu największych korporacji notowanych na giełdzie NASDAQ w Stanach Zjednoczonych. W 2014 r. spółka dostrzegła potencjał rynku gamingowego i zakupiła Oculus VR za 2,3 miliarda dolarów, który w 2016 roku wypuścił swój pierwszy zestaw do rzeczywistości wirtualnej.

W 2022 roku rynek gier VR wygenerował 1,8 mld USD przychodów. Szacuje się, że w 2024 roku przychody z tego segmentu sięgną kwoty 3,2 mld USD.

NBP podważa swoją wiarygodność: złoty i WIG20 w odwrocie

Złoty jest najsłabszy względem euro oraz dolara amerykańskiego od kwietnia. W relacji do franka czy funta widzimy poziomy nienotowane od I kwartału tego roku. Skala deprecjacji jest ogromna, choć Narodowy Bank Polski nie wykazuje większego zmartwienia z tego powodu. Ten tydzień spowodował, że umocnienie PLN z ostatnich kilku miesięcy zostało roztrwonione w błyskawiczny sposób. Dalsze obniżki stóp w Polsce są wysoce prawdopodobne, co nie będzie sprzyjać naszej walucie. Jeśli do tego dojdzie pogorszenie nastrojów na globalnych rynkach, nasza waluta może znaleźć się w jeszcze większych tarapatach. Można powiedzieć, że rynek wycenił wiarygodność naszego banku centralnego.

Profesor Adam Glapiński na wczorajszej konferencji próbował bronić środowej decyzji. Przypomnijmy, że stopy procentowe zostały obniżone o 75 punktów bazowych. Nie obyło się bez „wycieczek” politycznych i odniesień do kampanii wyborczej, w której trakcie jesteśmy. Prezes NBP starał się podkreślić niezależność instytucji. Nieprzewidywalność decyzji banku centralnego jest jednak duża i to widzi cały świat i jest wyceniane przy rynki. Wcześniej podkreślano, że obniżki będą w skali 25 punktów bazowych. Rzeczywistość okazała się całkowicie odmienna. Pomimo porównań w słowach profesora Glapińskiego do szefowej EBC Christine Lagarde, konferencja prasowa oraz decyzje podejmowane wcześniej przez NBP w żadnym wypadku nie przypominają tych, które obserwujemy na zachodzie Europy.

Cały czas prezes NBP starał się uwypuklić sukces, jakim nazwał spadek inflacji z rekordowych poziomów ponad 18 proc. Komunikacja z rynkiem pozostawia jednak wiele do życzenia.

Musimy wziąć pod uwagę fakt, że coraz wyższe poziomy cen ropy naftowej, które spowodowane są decyzjami Rosji oraz Arabii Saudyjskiej, w połączeniu ze zdecydowanym słabszym złotym, mogą w średnim oraz długim terminie spowodować, że inflacja zostanie „podbita” a szacunki NBP mogą się nie zrealizować. Tym samym powrót dynamiki wzrostu cen do celu NBP może potrwać dużo dłużej.

Złoty w relacji do euro od początku tygodnia stracił 14 groszy, do dolara prawie 19. Skala jest zatem ogromna, ale przez NBP nazwana została jako niewielka i podkreślono, że tak naprawdę będzie miało to niewielki wpływ na wskaźniki CPI. Prof. Glapiński wspomniał, że NBP woli silniejszego złotego, bo to pomaga w walce z inflacją. Widzę tu pewnego rodzaju nieścisłości i zakładam, że nie tylko ja.

Uważam również, że spadek wiarygodności banku centralnego jest odzwierciedlony także w spadkach indeksu WIG20, który gromadzi w dużej mierze kapitał zagraniczny. Inwestorzy wycofują swoje pieniądze z miejsca, do którego nie mają przekonania i gdzie widzą większe ryzyko.

Z technicznego punktu widzenia WIG20 znalazł się w trudnym położeniu. Negatywnym sygnałem już wcześniej było wyjście dołem z kanału wzrostowego, który trwał od marca. W szybkim tempie notowania indeksu spadły do 1990 pkt. Potem obserwowaliśmy próbę odbicia w kierunku 2055 pkt. W środę w godzinach poranny została przełamana teoretyczna linia szyi dość dużej formacji RGR. Jej zasięg to poziom 1780 pkt. Po drodze jeszcze mamy wsparcie horyzontalne w okolicach 1900 pkt. i wszystko wskazuje na to, że w tym kierunki zmierza indeks.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Mazowieccy podatnicy winni są skarbówce ponad 54 mld zł. To blisko 45 proc. zadłużenia całego kraju

Według danych uzyskanych z Ministerstwa Finansów, należności pozostałe do zapłaty z tytułu podatków na koniec pierwszego półrocza br. w skali całego kraju wyniosły lekko ponad 121 mld zł. To oznacza spadek o 0,9% rdr. Z przywołanych statystyk wynika również, że największe zaległości podatkowe mieli mieszkańcy woj. mazowieckiego, bo nieco ponad 54,3 mld zł. Do tego w pierwszej piątce najbardziej zadłużonych województw widać śląskie, wielkopolskie, dolnośląskie oraz małopolskie. Zadłużenie oscylowało tam od blisko 5,8 mld zł do przeszło 13,5 mld zł. Zestawienie zamknęły woj. świętokrzyskie, opolskie i warmińsko-mazurskie – z długami od prawie 1,3 mld zł do ponad 1,4 mld zł.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, należności pozostałe do zapłaty z tytułu podatków wg stanu na dzień 30 czerwca 2023 r. wyniosły 121,382 mld zł. To o 0,9% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Czy to wynik bardziej skutecznych działań skarbówki czy innych okoliczności? Anna Słomińska-Wernik, ekspertka Departamentu Podatkowego Konfederacji Lewiatan, jest zdania, że ten niewielki spadek wynika z faktu, iż organy podatkowe cały czas prowadzą działania egzekucyjne i w niewielkim zakresie odzyskują zaległe podatki.

– Biorąc pod uwagę, że przytłaczająca większość tych zaległości jest trwale nieściągalna, nie należy spodziewać się, aby kwoty niezapłaconych podatków szybko malały. Większość z nich przypada na firmy, które zbankrutowały albo zrobią to w niedalekiej przyszłości i zostaną zlikwidowane. Podmioty te nie posiadają majątku i organy skarbowe nie będą miały z kogo wyegzekwować tych należności. Kwoty zaległości z wykrytych przestępstw również będą niezwykle trudne do ściągnięcia, ponieważ wykrycie oszustwa i określenie zaległości podatkowej jest w takiej sytuacji łatwiejsze niż późniejsze ich odzyskanie – uważa ekspertka Departamentu Podatkowego Konfederacji Lewiatan.

Aż 44,8% należności pozostałych do zapłaty z tytułu podatków przypada na województwo mazowieckie – 54,345 mld zł. Monika Wolska-Bryńska z Kancelarii Mariański Group nie jest zaskoczona nadreprezentacją województwa mazowieckiego w ogólnym zestawieniu. Wyjaśnia, że to konsekwencja tego, iż jest tam zarejestrowanych najwięcej podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, a to właśnie one najczęściej zalegają z wierzytelnościami na rzecz Skarbu Państwa – mówi ekspertka.

Na inny aspekt zwraca uwagę dr Anna Wojciechowska, doradca podatkowy, partner w SOLVEO ADVISORY i była Naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku. Zauważa ona, że z punktu widzenia organów skarbowych znacznie bardziej opłacalne jest „doszukiwanie się nieprawidłowości” u większych podatników, gdyż skala tych nieprawidłowości oraz potencjalne korzyści dla budżetu państwa z ich wyegzekwowania mogą być zdecydowanie większe niż w przypadku małych podatników.

– W tym kontekście mam wrażenie, że kierując się hasłem „szukajcie, a znajdziecie”, organy podejmują w tych regionach więcej postępowań kontrolnych oraz wykrywają więcej uchybień, skutkiem czego jest omawiane zestawienie. Nawet bez względu na powyższe, sama statystyka przemawia za postawieniem na podium najbardziej rozwiniętych województw – większa liczba dużych przedsiębiorstw zawsze przekłada się na wyższe należności podatkowe, w tym te nieściągnięte – dodaje dr Wojciechowska.

Pod względem zaległości podatkowych zaraz za województwem mazowieckim widać śląskie – 13,570 mld zł (rok wcześniej – 14,088 mld zł), wielkopolskie – 11,592 mld zł (11,804 mld zł), dolnośląskie – 7,079 mld zł (7,067 mld zł), a także małopolskie – 5,788 mld zł (poprzednio 5,928 mld zł). Na końcu zestawienia widzimy świętokrzyskie – 1,274 mld zł (poprzednio – 1,201 mld zł), opolskie – 1,428 mld zł (1,480 mld zł) oraz warmińsko-mazurskie – 1,452 mld zł (1,799 mld zł).

Wysoki poziom zadłużenia podmiotów z województwa mazowieckiego to niejedyny czynnik, który odróżnia wyniki dla tego województwa od innych. Interesujący jest także fakt, że należności pozostałe do zapłaty z tytułu podatków spadły rdr. w skali kraju, a w tym samym okresie w województwie mazowieckim wzrosły. Dr Anna Wojciechowska jest zdania, że to pokłosie wspomnianej już liczby podatników i wielkości osiąganych przez nich dochodów.

– Poważne problemy finansowe podatników są widoczne w całej Polsce. W dobie wysokiej inflacji, w związku z podwyżkami cen niemal wszystkich nośników energii, firmy znajdują się w naprawdę trudnych sytuacjach. Wiele z nich jest na skraju upadku. Na statystyki w poszczególnych województwach może mieć wpływ liczba prowadzonych w danych miastach restrukturyzacji i ogłaszanych w nich upadłości – stwierdza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Monika Wolska-Bryńska uważa natomiast, że dalszy wzrost zadłużenia w województwie mazowieckim, przy ogólnym spadku w skali kraju, potwierdza, iż mamy do czynienia z kryzysem gospodarczym. Aktualnie zmaga się z nim cały świat wobec takich czynników, jak inflacja, wojna w Ukrainie czy skutki pandemii.

Anna Słomińska-Wernik z Konfederacji Lewiatan zauważa, że spowolnienie gospodarcze, z jakim mamy obecnie do czynienia, najczęściej pociąga za sobą zwiększenie zadłużenia podatników i większe trudności z egzekwowaniem zaległości. Podejrzewa ona, że spłacona zostanie jedynie niewielka część zadłużenia. Z kolei dr Anna Wojciechowska obawia się, że próba oszacowania, jaka część należności może zostać faktycznie spłacona, może być zadaniem wręcz niemożliwym do wykonania.

– Z pewnością jednak zarówno ustawodawca jak i organy podatkowe będą coraz skuteczniej dążyły do efektywnego zaspokojenia interesu fiskalnego państwa. W ostatnich latach ustawa o postępowaniu egzekucyjnym w administracji była kilkakrotnie nowelizowana, co pokazuje aktywne działania ustawodawcy do jak najsprawniejszego urzeczywistniania dochodów budżetowych. Nie jest także możliwe spojrzenie na omawianą kwestię w całkowitym oderwaniu od uwarunkowań politycznych – wydatki budżetowe w najbliższych latach będą systematycznie rosły, co stwarza domniemanie, że organy podatkowe mogą uzyskiwać coraz skuteczniejsze narzędzia prawne do tego, żeby takie należności z powodzeniem egzekwować – podsumowuje dr Wojciechowska.

Black Pearls VC z kolejnym udanym exitem po przejęciu Solwit przez ALTEN Group

Fundusz kapitałowy Black Pearls VC ogłasza wyjście ze spółki Solwit, która została przejęta przez międzynarodową grupę konsultingową ALTEN. Jest to kolejne udane wyjście dla funduszu, który osiągnął zwrot 3,16-krotny zwrot z inwestycji.

Solwit, założony przez Leszka Pankiewicza – byłego prezesa Intel Poland i Wojciecha Wasiukiewicza – managera ds. inżynierii w Intel, jest firmą świadczącą usługi inżynierii oprogramowania, która współpracuje z klientami z różnych branż. Spółka powstała w 2011 roku i w krótkim czasie stała się jedną z najważniejszych firm technologicznych w Gdańsku. Black Pearls VC współpracę z Solwit rozpoczęło na przełomie 2015 i 2016 roku, zapewniając finansowanie nowych innowacyjnych rozwiązań. Obecnie spółka zatrudnia ponad 300 inżynierów dostarczających niezawodne rozwiązania programistyczne dla swoich klientów.

Jesteśmy dumni, że mogliśmy pomóc w transakcji akwizycji naszej spółki portfelowej Solwit przez Alten Group z Francji. To kolejny udany exit dla nas w Black Pearls VC, i co więcej, moment zmieniający życie dla założycieli, z którymi mieliśmy przyjemność współpracować. Płynne przejęcie spółki było możliwe dzięki wspólnej pracy ramię w ramię z zespołem zarządzającym spółki. Życzymy Solwit i Alten Group wielu sukcesów w ich przyszłych przedsięwzięciach. Jako fundusz będziemy kontynuować nasze działania w zakresie wspierania wizjonerów w realizacji ich marzeń”. Marcin P. Kowalik, Managing Partner, Black Pearls VC

Grupa ALTEN jest jedną z wiodących europejskich firm konsultingowych, która świadczy usługi obejmujące doradztwo inżynieryjne i usługi rozwoju IT, dzięki zaangażowaniu 54 000 pracowników w 30 krajach na całym świecie. Przejęcie przez Grupę ALTEN jest dowodem ekspertyzy technicznej Solwit, jakości oferowanych usług i potencjału do dalszego rozwoju spółki. Przejęcie zapewni również Grupie ALTEN znaczącą obecność na polskim rynku i oraz ekspansję w sektorze inżynierii oprogramowania w Europie Wschodniej. Transakcja z Solwit to druga strategiczna inwestycja ALTEN Group w 2023 roku i 10 przejęcie od początku 2022 roku. Akwizycje doprowadziły grupę do wzrostu przychodów ze sprzedaży do ponad 3,78 mld euro w 2022 r., co stanowi wzrost o 29,3%, z czego 68,9% przychodów pochodzi z rynków międzynarodowych.
12-letnia przygoda biznesowa Solwitu byłaby znacznie trudniejsza, gdybym nie miał wokół siebie ludzi i partnerów skupionych na wspólnym budowaniu wartości naszej firmy. Solwit, jak każda innowacyjna firma, zmagał się z wyzwaniami nadmiaru pomysłów i niedoboru zasobów – w takiej sytuacji pojawienie się Black Pearls VC było dla nas niezbędne. Wspólne podejmowanie wielu wyzwań biznesowych w przeszłości, gdy byliśmy mali, dało nam możliwość świętowania osiągnięcia naszych strategicznych celów. Dziś jesteśmy gotowi wkroczyć na ścieżkę, na której działają duże i globalne firmy. Dzięki Black Pearls VC, że uwierzyliście w Solwit we właściwym miejscu i czasie. – Leszek Pankiewicz, założyciel i CEO Solwit

Niedawne wyjścia z inwestycji potwierdzają tezę inwestycyjną funduszu Black Pearls VC, pokazując, że firmy technologiczne z Europy Środkowo-Wschodniej są atrakcyjnymi celami do akwizycji dla partnerów z Europy Zachodniej, którzy cenią sobie zdolność funkcjonowania firm w zmieniających się realiach rynkowych i efektywność kapitałową, którą oferuje region, oraz dostęp do dużej bazy talentów technicznych. Europa Środkowo-Wschodnia oferuje coraz więcej możliwości inwestycyjnych, a w ciągu ostatnich pięciu lat był to najszybciej rozwijający się obszar w Europie pod względem aktywności funduszy VC. Lokalne firmy są także dobrze przygotowane na obecne spowolnienie rynkowe ze względu na swoją wydajność.

Jako partner zarządzający odpowiedzialny za tę transakcję z naszej strony, jestem dumny z naszej zdolności do prowadzenia naszych spółek portfelowych od etapu zalążkowego aż do wyjścia z inwestycji. To przejęcie jeszcze bardziej ugruntowuje historię naszych sukcesów, z czterema owocnymi wyjściami w ciągu ostatnich dwóch lat, w tym przejęciem Skyrise.tech przez notowany na NASDAQ Etteplan czy też łotewskiego fintechu Nordigen przez GoCardless. Cieszymy się, że nasza strategia inwestycyjna pozwala nam generować zwroty dla naszych LPsów. – Marcin P. Kowalik, Managing Partner, Black Pearls VC

Black Pearls VC jest jednym z aktywniejszych funduszy venture capital działających w regionie basenu Morza Bałtyckiego. W poprzednim roku fundusz zrealizował jedenaście inwestycji w tym cztery transakcje follow on, natomiast w tym roku przeprowadził już pięć kolejnych wejść kapitałowych. Dzięki realizacji strategii inwestycyjnej, na przestrzeni ostatnich dwóch lat fundusz wyszedł z czterech inwestycji zwracając z zyskiem kapitał do inwestorów. W ramach portfela inwestycyjnego fundusz posiada udziały w jednej spółce określanej mianem unicorna wycenianej na ponad 2mld euro, a aż 57% najnowszego portfela stanowią startupy zagraniczne. Zespół zarządzający Black Pearls VC przygotowuje się do kolejnych wyjść ze spółek portfelowych oraz do uruchomienia nowego funduszu o zasięgu geograficznym obejmującym kraje basenu morza bałtyckiego.

Black Pearls VC pragnie serdecznie podziękować współinwestorom za ich wzajemne wsparcie dla spółki i zarządu. Życzymy ALTEN Group i Solwit powodzenia w ich przyszłych przedsięwzięciach i mamy nadzieję, że uda im się osiągnąć synergię na wspólnej drodze.

All in! Games zmienia strategię i zapowiada emisję akcji

Ambitne plany, nowe horyzonty i determinacja w osiąganiu celów – Grupa Kapitałowa All in! Games S.A. nie zwalnia tempa. Krakowska spółka, która początkowo zasłynęła jako wydawca gier, ewoluowała w kreatywny hub produkujący gry. Teraz zapowiada emisję nowych akcji serii J.

Emisja obejmuje wprowadzenie do obrotu 8 milionów akcji w cenie 1,20 PLN za sztukę. W ten sposób pozyskane 9,6 mln zł zostanie w pełni przeznaczone na realizację nowej strategii.

Ogłoszona w maju 2023 r. nowa strategia All in! Games opiera się na trzech zasadniczych filarach:

  • Znacząca redukcja zaangażowania w rynku wydawniczym,
  • Rozwój i wzmacnianie kompetencji produkcyjnych,
  • Produkcja gier przez wewnętrzne studia w kooperacji z globalnymi wydawcami.

Nowa strategia jest także odzwierciedleniem ambicji rozwoju Grupy Kapitałowej.

Każde z wewnętrznych studiów developerskich specjalizuje się w konkretnym gatunku gier, odpowiadającym doświadczeniu oraz zainteresowaniom członków zespołu. Wizja spółki polega na tym, aby te studia stały się liderami w swoich kategoriach i były rozpoznawalne wśród graczy na całym świecie.

Maciej Łaś, Wiceprezes Zarządu, komentuje: „Dostrzegamy przed sobą nowe horyzonty, które z niecierpliwością pragniemy eksplorować. Emisja nowych akcji symbolizuje nasze zaangażowanie i adaptację do dynamicznie zmieniającej się branży. Uważamy, że skupiając się na kluczowych obszarach naszej strategii, otwieramy nowe perspektywy oraz umacniamy naszą pozycję na wymagającym, międzynarodowym rynku gier.”

Tylko 1% aktywów banków w Polsce kwalifikuje się do Taksonomii UE

Banki w Polsce w ograniczony sposób finansują działalność kwalifikującą się do Taksonomii: w zdecydowanej większości banków badanych przez EY udział zielonego finansowania (tzw. kwalifikującego się do taksonomii) w aktywach nie przekracza 1%. Brak ujednoliconej polityki raportowania wpływu banków na środowisko naturalne uniemożliwia podejmowanie odpowiednich decyzji inwestycyjnych.

Dla sektora bankowego ujawnienia ESG (ang. environmental, social, governance) są nowością, mimo że raportowanie niefinansowe obowiązuje od 2018 roku. Póki co ani rynek, ani regulator nie wypracowali jednolitych standardów prezentowania informacji obejmujących kwestie klimatyczne. Powoduje to daleko idące rozbieżności i utrudnione porównywanie danych – wynika z raportu EY „Ujawnienia ESG w sektorze bankowym”. Należy jednak pamiętać, że ujawnienia obejmowały w 2022 roku tylko niektóre banki w Polsce i że najważniejsze informacje dotyczące zgodności z Taksonomią dwóch celów środowiskowych (łagodzenie i adaptacja do zmian klimatu) poznamy w raportach niefinansowych banków za 2023 r.

Taksonomia

Taksonomia to potoczna nazwa rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 z 18 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje. Rozporządzenie wymusza podawanie do publicznej wiadomości informacji dotyczących wpływu działalności gospodarczej na środowisko naturalne. Celami Taksonomii jest łagodzenie zmian klimatycznych, adaptacja do nich, zrównoważone wykorzystywanie i ochrona zasobów wodnych oraz morskich, przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym, zapobieganie zanieczyszczeniu i jego kontrola, a także ochrona i odbudowa bioróżnorodności oraz ekosystemów.

Taksonomia obejmuje wszystkie przedsiębiorstwa podlegające pod unijną dyrektywę dotyczącą raportowania niefinansowego (NFRD).

Początkowo przedsiębiorstwa muszą ujawnić czy ich działalność kwalifikuje się do Taksonomii (ang. eligibility), a później czy jest zgodna z Taksonomią (ang. aligment). W przypadku sektora bankowego dotyczy to nie tylko jego codziennych operacji, ale przede wszystkim udzielonego finansowania (kredyty). Do tego od 2024 dochodzi raportowanie wskaźnika zielonych aktywów (GAR).

Z badania EY wynika, że banki w Polsce w sposób ograniczony finansują działalność kwalifikującą się do Taksonomii. W zdecydowanej większość banków udział takiego finansowania w aktywach nie przekracza 1%. Tylko w przypadku dwóch banków wskaźnik ten wynosi prawie 20%, co wynika z przyjętych przez banki założeń. Jeden z nich wziął pod uwagę gospodarstwa domowe, a drugi ocenił wszystkich klientów podlegających pod NFRD.

Reszta analizowanych banków do tegorocznych ujawnień wykorzystała KPI przedsiębiorstw za 2021 rok. Dwa próbując ustalić, czy dana działalność kwalifikuje się do Taksonomii analizowały PDK spółek.

Biorąc pod uwagę tak mały udział działalności kwalifikującej się do Taksonomii w portfelach banków należy przypuszczać, że liczba firm, których działalność jest zgodna będzie jeszcze mniejsza – mówi Paweł Flak, Associate Partner, EY Polska.

Raport EY pokazał, że gdyby wszystkie przedsiębiorstwa w Polsce objęte wymogiem ujawniania informacji niefinansowych były zrównoważone, to i tak ich udział w całkowitym finansowaniu przez badane banki wyniósłby zaledwie 1,8%, czyli 1,4 mld zł aktywów.

Obecnie prawie 30% aktywów badanych przez EY banków to przedsiębiorstwa niepublikujące informacji na temat Taksonomii. A te, które publikują koncentrują się wyłącznie na dwóch celach środowiskowych: łagodzeniu zmian klimatycznych oraz adaptacji do nich.

Tylko jeden bank z 10 w swoich ujawnieniach odniósł się do najnowszego wymogu Taksonomii, czyli działalności związanej z energią jądrową oraz gazem ziemnym.

Banki w Polsce w ograniczony sposób finansują działalność kwalifikującą się do Taksonomii

Kolejne etapy wdrażania Taksonomii

W 2023 roku banki nadal muszą ujawniać, jaki jest udział działalności kwalifikującej oraz niekwalifikującej się do Taksonomii. Kolejnym elementem jest udział w aktywach przedsiębiorstw nieobjętych obowiązkiem NFRD oraz informacje dotyczące energii jądrowej i gazu ziemnego. Docelowo informacje powinny obejmować także GAR, co oznacza konieczność oceny zgodności z Taksonomią również gospodarstw domowych i samorządów terytorialnych.

Docelowo banki powinny podać, na ile zgodne z Taksonomią są udzielone gwarancje czy aktywa przyjęte w zarządzanie, a także portfel handlowy czy – na kolejnym etapie wdrożenia taksonomii – przychody z tytułu opłat i prowizji. Warto też pamiętać, że od 2024 roku będzie obowiązywać Dyrektywa CSRD, czyli przepisy o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. To oznacza, że zwiększy się liczba podmiotów mających obowiązek publikowania informacji niefinansowych – mówi Paweł Flak.

Najpierw CSRD obejmie największe podmioty – jednostki zainteresowania publicznego, których liczba pracowników przekracza 500 osób. Rok później pierwsze raporty przedstawią pozostałe duże jednostki, a małe i średnie spółki giełdowe ujawnią informacje po raz pierwszy w raportach za rok obrotowy 2026.

Ujawnienia ESG w ramach Filara III

Rozporządzenie dotyczące ujawnień ESG w porządku CRR (o ujawnianiu informacji na temat rodzajów ryzyka z zakresu ochrony środowiska, polityki społecznej i ładu korporacyjnego) z listopada 2022 narzuciło na duże instytucje, w tym finansowe, obowiązek ujawniania informacji dotyczących rodzajów ryzyka związanych z ESG. Z dziesięciu wzorów ujawnień pięć znalazło się w raportach za 2022 rok. Póki co zrobiły to 4 banki, które nie są spółkami-córkami unijnych banków.

Jednym z wymogów jest przedstawienie wartości bilansowej brutto kredytów zabezpieczonych nieruchomościami komercyjnymi i mieszkaniowymi wg poziomu ich efektywności energetycznej. Badanie EY pokazało, że banki nie mają informacji ze świadectw charakterystyki energetycznej budynków, ponieważ do tej pory nie było takich wymogów w procesie udzielania finansowania. Tylko w trzech bankach niewielka część zabezpieczeń miała takie świadectwa. W jednym banku było to 0,18% wartości bilansowej brutto ekspozycji zabezpieczonej na nieruchomości. W drugim było to 0,30%, a w trzecim 1,1%.

Ślad węglowy

Ślad węglowy to ilość emitowanych gazów cieplarnianych. W przypadku banków pod uwagę bierze się także emisje finansowanych przedsiębiorstw, czyli emisje bezpośrednie (będące wynikiem produkcji), pośrednie (związane z produkcją wykorzystywanej energii) oraz inne pośrednie (wynikające z pozostałej działalności). Jeden z wiodących banków sfinansował w 2022 roku 5,8 mln ton emisji CO2.

Na razie instytucje finansowe muszą ujawniać informacje o udziale 20 największych na świecie emitentów w ich portfelach. Do tego najczęściej korzysta się z zestawienia zrobionego przez Carbon Majors lub Thomson Reuters.

W 2023 roku osiem analizowanych banków opublikowało poziom emisji gazów z pierwszego i drugiego zakresu. Siedem z nich uwzględniło także trzeci zakres, ale tylko w niektórych kategoriach. Tylko jeden bank podał dane obejmujące cały trzeci zakres, choć tylko dla części swojego portfela.

Ponad połowa analizowanych banków deklaruje osiągnięcie zerowej emisyjności netto w 2050 roku. Część wyznaczyła sobie cele krótkoterminowe, np. osiągnięcie zerowej emisyjności tylko w zakresie pierwszym i drugim.

Ujawnione przez banki poziomy emisji w zakresach 1-3 oraz intensywność emisji (poziom emisji CO2e na 1 mln zł aktywów banku)

Ujawnione przez banki poziomy emisji
Źródło: opracowanie własne EY

Wpływ banków na walkę ze zmianami klimatycznymi

Banki mogą bezpośrednio wpłynąć na ograniczenie zmian klimatycznych poprzez wstrzymanie finansowania sektorów zagrażających środowisku naturalnemu. Dlatego powszechnie uznaje się je za kluczowe w walce o zrównoważoną gospodarkę.

Warto pamiętać, że to działa w obie strony. Z jednej strony duża część sektora finansowego powinna się zobowiązać do finansowania celów związanych z ochroną klimatu. A z drugiej – jeśli banki nadal będą wspierały wysokoemisyjne firmy to osiągnięcie celów Porozumienia Paryskiego będzie niemożliwe – mówi Paweł Flak.

Kredytując działalność niskoemisyjnych przedsiębiorstw oraz inwestycje mające na celu walkę ze zmianami klimatycznymi banki pośrednio wpłyną na pozostałe podmioty, które chcąc otrzymać finansowanie będą zmuszone do zredukowania swoich emisji CO2.

O badaniu

Badanie przeprowadzono w I połowie 2023 roku na podstawie ujawnień 10 największych pod względem aktywów giełdowych banków komercyjnych działających w Polsce. Analizie poddano obowiązkowe ujawniania taksonomiczne, ujawnienia w zakresie filara III oraz publikacje dotyczące śladu węglowego upowszechniane przez banki w ramach raportów niefinansowych (w tym sprawozdań zarządów z działalności) łącznie ze sprawozdaniami finansowymi za rok 2022. Badanie przeprowadzili eksperci EY Polska z zespołu Financial Risk & Analitics, Risk Consulting.

Zespół cieśni nadgarstka – bezoperacyjne metody leczenia

Zespół cieśni nadgarstka jest schorzeniem, które z roku na rok dotyka coraz większą liczbę ludzi. Wielu z nas zadaje sobie pytanie – czy można go wyleczyć bez konieczności przeprowadzania operacji? W dzisiejszym artykule postaramy się odpowiedzieć na to pytanie, przyglądając się przyczynom oraz nowoczesnym metodom leczenia tej dolegliwości.

Przyczyny zespołu cieśni nadgarstka

Współczesne tempo życia i praca w siedzącej pozycji często prowadzi do powstawania monotonnych ruchów dłoni, które mogą skutkować mikrourazami. Skutkiem tych mikrourazów jest zwężenie kanału nadgarstka, przez który przechodzi nerw pośrodkowy. Wywołuje to bólowe dolegliwości, drętwienie dłoni oraz osłabienie palców.

Niezależnie od zawodu, który wykonujesz – czy to praca przy komputerze, czy w warsztacie samochodowym – zespół cieśni nadgarstka może dotknąć każdego z nas.

Kluczem do zrozumienia tej dolegliwości jest poznanie jej przyczyn. Zespół cieśni nadgarstka występuje, gdy nadmierne i powtarzalne użycie dłoni prowadzi do mikrourazów, które mogą zwężać kanał nadgarstka. Przez ten kanał przechodzi nerw pośrodkowy odpowiedzialny za czucie i ruch w dłoniach. W wyniku tego zwężenia pacjenci często skarżą się na ból, drętwienie i osłabienie w obszarze nadgarstka i dłoni.

Rozpoznanie zespołu cieśni nadgarstka

Kluczowe symptomy to silny ból w nadgarstku i przedramieniu, drętwienie palców, uczucie osłabienia ręki i uczucie obrzęku bez widocznych oznak. Jeżeli występują takie objawy, ważne jest skonsultowanie się z lekarzem, który postawi dokładną diagnozę i zaleci odpowiednie leczenie.

Alternatywy dla operacji

Chociaż chirurgiczne leczenie jest dostępne i polega na przecięciu więzadła poprzecznego nadgarstka, nie zawsze jest to konieczne. W wielu przypadkach pacjenci odnoszą korzyści z fizjoterapii i osteopatii, które mogą skutecznie łagodzić objawy.

Fizjoterapia oferuje różne metody leczenia, takie jak:

  • ćwiczenia manualne,
  • krioterapia,
  • elektrostymulacja punktowa,
  • masaż podwodny wirowy.

Dla lepszego efektu, pacjenci mogą również przyjmować suplementy, takie jak witamina B6, która pomaga w zmniejszeniu bólu i poprawia krążenie, czy bromelina, która łagodzi stany zapalne.

Prewencja i codzienne zalecenia

W celu zmniejszenia ryzyka wystąpienia zespołu cieśni nadgarstka lub łagodzenia jego objawów, pacjenci mogą również stosować się do kilku prostych wskazówek:

  • Regularne przerwy podczas wykonywania monotonnych czynności,
  • okłady z lodu w celu złagodzenia bólu,
  • utrzymanie dłoni w pozycji podniesionej podczas snu,
  • dostosowanie stanowiska pracy, by było bardziej ergonomiczne.

Współpraca z fizjoterapeutą może pomóc w dostosowaniu planu leczenia do indywidualnych potrzeb pacjenta, dając mu szansę na wyleczenie bez potrzeby przeprowadzenia operacji.

Źródło: Zespół cieśni nadgarstka – Osteohelp

Nowe regulacje ZUS związane z pracą zdalną za granicą – jakie będą konsekwencje podatkowe?

Praca zdalna stała się powszechnym modelem pracy, również zza granicy. Należy jednak pamiętać, że wykonywanie obowiązków służbowych w innym kraju niż ten, gdzie znajduje się siedziba pracodawcy, wiąże się z ważnymi konsekwencjami podatkowymi zarówno dla pracowników, jak i przedsiębiorstw. Od początku lipca 2023 roku obowiązują też nowe regulacje ZUS dotyczące transgranicznej pracy zdalnej. Dzięki nim można dłużej pracować za granicą, nie tracąc jednocześnie prawa do ubezpieczenia w Polsce.

Definicja pracy zdalnej w kodeksie pracy została uregulowana w kwietniu 2023 roku – jako praca wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, w szczególności z wykorzystaniem środków porozumiewania się na odległość. Od 1 lipca tego roku obowiązują przepisy europejskiej Umowy Ramowej, która wprowadziła ułatwienia dotyczące ubezpieczeń społecznych dla zdalnych pracowników transgranicznych. Oprócz Polski umowę podpisały m.in. Niemcy, Francja, Szwecja czy Holandia.

Nowe regulacje zwiększyły wymiar czasu, w którym można pracować zdalnie poza krajem zamieszkania. – Dotychczas, aby nie musieć płacić składek na ubezpieczenie społeczne w kraju, który nie jest siedzibą pracodawcy, wymiar pracy zdalnej musiał być mniejszy niż 25 proc. całkowitego czasu pracy. Po podpisaniu przez Polskę Umowy Ramowej wymiar ten został zwiększony i dzisiaj musi być niższy niż 50 proc. całkowitego czasu pracy – tłumaczy Patrycja Gwizdek, księgowa w firmie inFakt. Dzięki tej zmianie pracownicy mogą dłużej pracować za granicą, nie tracąc jednocześnie prawa do ubezpieczenia w Polsce. Warto przypomnieć, że zatrudniony może podlegać ubezpieczeniom tylko w jednym kraju. Ta regulacja obowiązuje w całej Unii Europejskiej.

Kto może skorzystać z nowych zasad?

Z przepisów wprowadzonych Umową Ramową skorzystają pracownicy zatrudnieni u jednego pracodawcy, ale też ci zatrudnieni u kilku, jeśli ich zarejestrowane siedziby znajdują się w tym samym państwie członkowskim UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego lub w Szwajcarii. – Przedłużony czas pracy zdalnej za granicą obejmie również osoby pracujące standardowo w kraju, w którym znajduje się statutowa siedziba pracodawcy oraz te, które wykonują pracę zdalną w państwie zamieszkania dla zagranicznego kontrahenta. Oznacza to, że pracując na etacie w Polsce i wykonując co jakiś czas obowiązki zza granicy, np. w ramach workation, możemy skorzystać z przedłużonego wymiaru pracy zdalnej. Z przepisów nie skorzystają natomiast osoby prowadzące własną działalność gospodarczą – tłumaczy ekspertka inFakt.

Ważny formularz do ZUS

Aby móc skorzystać z przedłużonego wymiaru pracy zdalnej za granicą osoba zatrudniona u polskiego pracodawcy lub sam przedsiębiorca musi złożyć wniosek US-36 za pośrednictwem platformy ZUS PUE. Po akceptacji wniosku można ubiegać się o wydanie zaświadczenia A1 na formularzu US-34, które potwierdza, że pracownik otrzymuje ubezpieczenie społeczne w Polsce. Dokument A1 upoważnia też do korzystania z publicznej opieki zdrowotnej w kraju, w którym pracownik wykonuje obowiązki służbowe na rzecz polskiego pracodawcy.

Praca za granicą, podatki w Polsce

Nie wszystkie firmy pozwalają swoim pracownikom pracować poza krajem zamieszkania. Jeśli jednak mamy taką możliwość trzeba mieć na uwadze również lokalne przepisy podatkowe. – Według polskich regulacji osoby fizyczne, które posiadają adres zamieszkania na terytorium Polski, podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów w kraju, bez względu na miejsce położenia siedziby firmy – wskazuje Patrycja Gwizdek.

Warunki, jakie należy spełnić, aby wedle przepisów być uważanym za osobę zamieszkałą na terenie RP to:

  1. posiadanie na terytorium RP centrum interesów osobistych lub gospodarczych, czyli np. źródło dochodu, miejsce przebywania najbliższej rodziny lub
  2. przebywanie na terytorium RP dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Jeśli pracownik spełnia warunek do posiadania polskiej rezydencji podatkowej, to całość przychodów rozlicza w Polsce według polskich przepisów podatkowych. Natomiast jeśli zmieni centrum interesów osobistych i np. wyprowadzi się na stałe, to podlegać będzie pod obowiązki podatkowe kraju, w którym aktualnie przebywa.

Wojciech Hann, były prezes Banku Ochrony Środowiska, dołącza do KPMG

Do KPMG w Polsce dołączył Wojciech Hann, który jako Senior Advisor będzie realizować i wspierać doradczo m.in. projekty w zakresie M&A, finansowania, strategii, zielonej oraz technologicznej transformacji i doradztwa biznesowego.

Wojciech Hann posiada ponad 25 lat doświadczenia w doradztwie oraz bankowości, w tym w zarządzaniu multidyscyplinarnymi zespołami i transakcjami z obszaru finansowania przedsiębiorstw, bankowości inwestycyjnej czy doradztwa transakcyjnego. Wspierał klientów z branży energetycznej, paliwowej i gazowej, przemysłowej, finansowej i innych. Wojciech doradzał przy ponad 100 transakcjach, m.in. w energetyce, energetyce odnawialnej i finansowaniu zielonej transformacji.

W obecnej sytuacji makroekoekonomicznej wiele przedsiębiorstw musi sprostać wyzwaniom związanym z koniecznością transformacji biznesowej, optymalizacją procesów, nowymi wymogami regulacyjnymi, przejściem w kierunku nisko- i zeroemisyjnej gospodarki czy planowaniem długoterminowej strategii wzrostu obejmującej fuzje i przejęcia. We wszystkich tych obszarach KPMG oferuje klientom pełne wsparcie. Cieszę się, że będą mógł wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie menedżerskie, jako bankowiec, bankier inwestycyjny i doradca finansowy, aby wspierać dynamicznie rozwijające się zespoły doradcze KPMG – mówi Wojciech Hann, Senior Advisor, Dział Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Przed dołączeniem do KPMG Wojciech Hann pełnił funkcje Prezesa Zarządu Banku Ochrony Środowiska i Członka Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, odpowiedzialnego za obszar sprzedaży i produktów. Był również dyrektorem zarządzającym Ipopema Securities. Wcześniej zdobywał także doświadczenie w globalnych firmach doradczych, a także w bankowości inwestycyjnej w CA IB / Unicredit Markets & Investment Banking.

Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju KPMG w Polsce, która  odpowiada na rosnące potrzeby naszych klientów. Stale poszerzamy ofertę usług doradczych, aby wspierać przedsiębiorstwa w pokonywaniu aktualnych i przyszłych wyzwań rynkowych – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.

Doświadczenie Wojtka, znajomość rynków zarówno polskiego, jak i europejskiego oraz szeroka wiedza stanowią istotną wartość dodaną dla KPMG i dla naszych klientów.  Konsekwentnie rozwijamy multidyscyplinarny zespół ekspertów, który kompleksowo doradza firmom rozważającym i przeprowadzającym transakcje obejmujące sprzedaż, zakup, połączenie przedsiębiorstw, ich wycenę lub restrukturyzację finansową – mówi Alina Wołoszyn, Partner, Szef Działu Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Po sierpniu sprzedaż L2L w Sfinksie wzrosła o 19% r/r

Restauracje sieci Sfinks Polska w sierpniu 2023 r. wypracowały przychody gastronomiczne w wysokości 18,2 mln zł, co oznacza wzrost o 10,5% r/r. To łączne obroty 74 lokali marek SPHINX, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers. W ujęciu narastającym wzrost wyniósł 13,6% a przychody restauracji od stycznia do końca sierpnia osiągnęły poziom 125,76 mln zł. Dynamika wzrostu porównywalnej sieci lokali była jeszcze wyższa.

Przychody porównywalnej sieci restauracji (L2L), czyli działających na koniec sierpnia 2023, jak i na koniec sierpnia 2022, wyniosły w minionym miesiącu 17,59 mln zł, czyli były wyższe o r. o 14,3% r/r. Narastająco sprzedaż sieci porównywalnej za osiem miesięcy roku wyniosła zaś 123,93 mln zł, co oznacza wzrost o 19% r/r.

–  W sierpniu szczególnie cieszy mnie wzrost sprzedaży na restauracjach porównywalnych (L2L) Jest on zauważalnie wyższy niż sierpniowa inflacja. Jednak najważniejsze jest to, że obserwujemy także wzrost liczby odwiedzających nas gości. Wpływ na to oczywiście mają działania prosprzedażowe, ale także rosnąca ocena naszych usług przez gości. W kontekście nieco ostudzonych ogólnych nastrojów i mniejszej chęci do wydawania pieniędzy przez konsumentów, z jaką mierzy się gospodarka, wyniki sprzedażowe należy oceniać tym bardziej pozytywnie. Systematycznie pracujemy na umocnienie tego dobrego trendu oraz nad otwarciem kolejnych restauracji. Na wrocławskim Rynku działa już SPHINX, który do tej lokalizacji wrócił po około rocznej przerwie, uruchomiliśmy też latem nowy SPHINX Coctail Bar w Jarocinie, a kolejne lokale są w przygotowaniu. Niedługo też goście restauracji SPHINX będą mogli wypróbować dań ze specjalnej jesiennej oferty, nad którą jeszcze pracujemy – zapowiada Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży w ramach systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.