W stolicy nowe mieszkania kosztują już ponad 10 tys. zł/mkw. w połowie dzielnic

Koronawirus nie zatrzymał podwyżek cen mieszkań w stolicy, które według raportu opracowanego przez firmę Emmerson Evaluation w skali roku wzrosły na rynku pierwotnym średnio o 7%, a na wtórnym o 8%. Już w połowie dzielnic cena za mkw. od dewelopera przekroczyła pułap 10 tys. zł, a w co trzeciej takie stawki osiągały też lokale na rynku wtórnym. W ubiegłym roku warszawski rynek mieszkań dotknęły również spadki, jednak dotyczyły one całkowitego poziomu oferty, jak i liczby nowo wprowadzonych do oferty mieszkań.

Warszawa pozostała wiceliderem wśród najdroższych mieszkań w Polsce z medianą[1] ceny transakcyjnej mkw. zbliżającą się do 11 tys. zł. W ubiegłym roku za mkw. nowego lokalu trzeba było zapłacić 10,8 tys. zł, a za mieszkanie z drugiej ręki 9,8 tys. zł/mkw. Stolicę pod względem cen wyprzedza Sopot z medianą w wysokości 16,7 tys. zł. Podium najdroższych miast zamyka Kraków (9,8 tys. zł/mkw), wynika z raportu „Evaluer Index 2021”, w którym eksperci Emmerson Evaluation przeanalizowali rynki mieszkaniowe największych polskich miast oraz ich dzielnic.

Rekordowe ceny w dzielnicach

Na warszawskim rynku nieruchomości od lat liderem pod względem cenowym pozostaje Śródmieście, gdzie mediana cen mkw. w 2020 r. wzrosła o 4% osiągając wartość 20 tys. zł. Drogo było także w pozostałych dzielnicach centralnych, a także w rejonie I i II linii metra. Na Woli, która w ostatnich latach stała się bardzo popularna, mediana cen mkw. wzrosła o 9% i  wyniosła 13,4 tys. zł. Większość inwestycji deweloperskich zintensyfikowana jest na Odolanach, gdzie ceny mieszkań oscylują w granicach 11 tys. zł/mkw. Ze względu na intensywną rozbudowę wschodniej części Woli, w okolicy ronda Daszyńskiego pozostały w sprzedaży nieliczne inwestycje mieszkaniowe, które ze względu na bliskość Śródmieścia i standard są znacznie droższe – wymienia Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation

Największą podwyżkę cen odnotowano  na Bielanach, gdzie w ciągu roku wzrosły one aż o 16%, osiągając poziom 12,6 tys. zł/mkw. Takie stawki kupujący płacili również za mieszkania na Mokotowie, gdzie ceny wzrosły o 14% r/r. Na Ochocie odnotowano medianę cen mkw. w wysokości 13,5 tys. zł, czyli o 13% więcej niż w 2019 r.  Natomiast ceny mieszkań na Żoliborzu okazały się dość stabilne (wzrost o 3%), lokale w tej dzielnicy kosztowały 12,4 tys. zł/mkw. Deweloperzy w głównej mierze wprowadzają w tych rejonach projekty w podwyższonym standardzie, co także przekłada się na wyższe ceny nieruchomości, wskazują autorzy raportu.

W prawobrzeżnej części miasta najdroższymi dzielnicami pozostają obydwie Pragi. Na Pradze-Północ analitycy Emmerson Evaluation odnotowali medianę cen przekraczającą 13,5 tys. zł/mkw, co było kwotą o 11% wyższą niż jeszcze rok wcześniej. Jedne z droższych mieszkań w tej dzielnicy znalazły się w inwestycjach zlokalizowanych w rejonie ulicy Okrzei. Przyczyną wzrostu popularności, a w konsekwencji i podwyżek cen mieszkań mogło być przedłużenie II linii metra o stację Szwedzka, podobnie jak na Targówku (wzrost cen o 3% r/r), gdzie otwarto nowe stacje oraz planowane jest kolejne przedłużenie linii metra. Z kolei na Pradze-Południe mediana cen nowych lokali ukształtowała się na poziomie 10,2 tys. zł/mkw (wzrost o 6%). Nadal intensywnie rozwijają się tereny Kamionka i Grochowa. Znacznie droższe inwestycje znajdowały się na terenie Gocławia, gdzie za mkw. mieszkania trzeba było płacić ponad 12 tys. zł. Najtańsze mieszkania z pierwszej ręki można było znaleźć na Rembertowie (7,5 tys. zł/mkw.), Wesołej (7,7 tys. zł/mkw.) i Białołęce (7,9 tys. zł/mkw.), gdzie ceny w ciągu roku wzrosły nieznacznie, bo w granicach 4-5%W stolicy nowe mieszkania kosztują już ponad 10 tys zł mkw w połowie dzielnic

Podwyżki nie ominęły rynku wtórnego

Dobra sytuacja na rynku pierwotnym przełożyła się na rynek wtórny, gdzie odnotowaliśmy wzrost median cen we wszystkich częściach miasta. Dynamiczne wzrosty (9% r/r) cen zaobserwowaliśmy w dzielnicach bardzo dobrze skomunikowanych z centrum i od lat cieszących się powodzeniem wśród kupujących, jak Ochota, Wola, Praga-Północ. Na atrakcyjności zyskały również tereny, w których planowane są kolejne etapy II linii oraz powstanie III linii metra – wskazuje Robert Korczyński.

Na rynku wtórnym podium najdroższych dzielnic zajmują Śródmieście (12,7 tys. zł/mkw. ze wzrostem 3% r/r), Żoliborz (11,4 tys.), gdzie wzrost cen mieszkań (o 6%) był wyższy niż na rynku pierwotnym i Wola, gdzie w skali roku mieszkania zdrożały najmocniej, bo o 9% do poziomu 11 tys. zł/mkw. Najtańsze mieszkania z drugiej ręki, podobnie jak w przypadku nowych mieszkań, można było natomiast znaleźć na Rembertowie (6,9 tys. zł/mkw.) i Wesołej (7 tys. zł/mkw.) oraz na Wawrze (7,5 tys. zł/mkw.), gdzie ceny w ciągu roku wzrosły minimalnie, w granicach 2-3%.

Największe szanse na mieszkanie na Białołęce

Liderem pod względem wielkości oferty deweloperskiej w Warszawie pozostała Białołęka, gdzie na koniec ubiegłego roku znajdowało się ok. 19% wszystkich dostępnych mieszkań w Warszawie. To właśnie w tej dzielnicy w 2020 r. deweloperzy w największym stopniu zasilili ofertę w nową podaż mieszkań (ponad 3 tys. lokali). Najwięcej inwestycji prowadzonych było na Żeraniu, Tarchominie i Nowodworach. Inwestycje deweloperskie były przede wszystkim kolejnymi etapami realizowanych osiedli mieszkaniowych. Duża podaż nowych inwestycji występowała również na Mokotowie (15% wszystkich dostępnych mieszkań), gdzie deweloperzy w ubiegłym roku wprowadzili prawie 2,5 tys. nowych lokali mieszkalnych do sprzedaży.

Nadal intensywnie rozwijają się tereny na Stegnach i w rejonie Służewca. Praktycznie w każdym rejonie dzielnicy można znaleźć nowe inwestycje. Pod względem cenowym jedne z droższych odnotowaliśmy w rejonie I linii metra, w pobliżu Pola Mokotowskiego. Drogie były także mieszkania w okolicy Łazienek, gdzie powstają przede wszystkim kameralne inwestycje o podwyższonym standardzie – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Zdaniem ekspertów Emmerson Evaluation w perspektywie najbliższego roku można się spodziewać kontynuacji wzrostów cen mieszkań. Według prognoz z raportu Evaluer Index 2021 podwyżki na rynku mieszkań w największych miastach w Polsce mogą wahać się między 3-8%, a popyt jest wystarczająco duży, żeby odpowiednio napędzić rynek do kolejnych rekordów.

[1] W analizie cen mkw. przyjęto wartość środkową, czyli medianę, która lepiej niż średnia odzwierciedla informację na temat cen, gdyż na jej wartość nie wpływają pojedyncze, nietypowe transakcje (jak np. zakup jednej wyjątkowo luksusowej nieruchomości).

Co z tą inflacją?

Odczyt inflacji bazowej utrudni zaklinanie rzeczywistości decydentom, chociaż nadal panuje opinia o przejściowym charakterze wzrostu cen. Patrząc z perspektywy naszych portfeli, byłaby to bardzo dobra informacja, oby tak się wydarzyło.

Inflacja bazowa wciąż wysoka

W kwietniu wskaźnik inflacji bazowej wskazywał 2,6% i już był najwyższy od początku pandemii. Wczorajszy odczyt wynoszący 4% potwierdza jednak, że obecny wzrost inflacji nie jest pojedynczą anomalią i powinniśmy jeszcze przygotować się na przynajmniej kilka wysokich rezultatów. W tym miejscu warto zauważyć, że o ile inflacja w Polsce na tle Unii jest wyjątkowo wysoka, to nasi przyjaciele z Południa mają gorzej. Węgrzy pokazali ostatnio wynik wynoszący 5,1%. Inflacja rośnie zresztą w większości państw rozwiniętych, strefa euro trzyma się dobrze, ale USA też pokazują wysoki wynik wynoszący 4,2%. Nie można zatem tego problemu uprościć do polskiego podwórka, jak część osób stara się to zrobić. Nie znaczy to oczywiście, że rozwiązanie ograniczenia tego problemu nie znajduje się w Polsce. RPP ostatnio znacznie silniejszy akcent kładzie na stymulację wzrostu gospodarczego, dlatego nadal mało prawdopodobne jest nawet symboliczne podniesienie stóp procentowych. Pierwsze głosy za podwyżkami się pojawiają i niewykluczone, że wraz z kolejnymi odczytami będzie ich coraz więcej. To właśnie perspektywa podniesienia stóp procentowych stoi za ostatnim umocnieniem złotego.

Dolar najsłabszy od lutego

Wczorajsze dane zza oceanu okazały się zgodne z oczekiwaniami. Zarówno indeks NY Empire State, jak i indeks rynku nieruchomości NAHB nie zaskoczyły analityków. Widać było jednak, że część inwestorów tylko czekała na te dane, by ponownie rozpocząć sprzedaż dolarów. Ruch przyspieszył wyraźnie dzisiaj na otwarciu rynków w Europie, w rezultacie dolar jest już najsłabszy względem euro od końca lutego. Otwarcie rynków w USA pokaże nam, czy ten ruch się utrzyma, czy będziemy świadkami szybkiej korekty.

Rynek pracy na Wyspach

Poranne dane z Wielkiej Brytanii mogą napawać optymizmem. Wbrew oczekiwaniom analityków stopa bezrobocia spadła z 4,9% do 4,8%. Należy pamiętać, że szczyt z grudnia wynosił 5,1% i był głównie wynikiem strachu, co się stanie po brexicie. Patrząc na drugi odczyt, czyli spadającą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, można się spodziewać, że tendencja ta ma prawo się utrzymać. Nie może zatem dziwić, że funt znowu zyskuje na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – strefa euro – PKB,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fed nadal nie zamierza nic zmieniać

W ostatnim czasie otrzymaliśmy jastrzębie sygnały od niektórych banków centralnych. Przedstawiciele czeskiej instytucji w swoich komentarza napomknęli o normalizacji polityki pieniężnej. Z kolei Wiceprezes węgierskiego banku centralnego wczoraj wydał komunikat o planowanej pierwszej podwyżce stóp już w czerwcu. Bank Kanady z kolei podjął decyzję o redukcji wielkości skupu aktywów na początku kwietnia. Coraz więcej krajów budzi się z pandemicznego paraliżu i zaczyna reagować na poprawiającą się sytuację gospodarczą i rosnącą inflację. Rezerwa Federalna nadal jednak wstrzymuje się z jakąkolwiek zmianą parametrów prowadzonej polityki pieniężnej.

Na wczorajszym wystąpieniu wiceprzewodniczący Fed – Richard Clarida powtarzał do znudzenia, że podwyższony poziom inflacji jest tymczasowy i zasygnalizował, że jest zbyt wcześnie aby dokonać ograniczenia skupu aktywów. Cokolwiek innego z pewnością byłoby zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ostatnie rozczarowujące dane z rynku pracy. Niezmienione podejście Fed-u to niekorzystna konfiguracja dla dolara. EUR/USD jest dziś już kwotowany po 1,22. W tym tygodniu niewiele jest istotnych danych z USA. Wczoraj poznaliśmy indeks NY Empire State, który okazał się lepszy od konsensusu i wyniósł 24,3 pkt. To daje drugi najlepszy wynik od początku pandemii. Z pewnością oczy inwestorów będą skupione na jutrzejszych minutkach FOMC, które będą poprzedzone wystąpieniami innych członków FOMC, których wymieniałem wczoraj.

Słabość dolara i wysokie oczekiwania inflacyjne napędzają notowania złota, które osiągnęły już poziom 1870 USD za uncję. Cena bez problemu poradziła sobie z technicznym oporem i tym samym za królewski metal trzeba zapłacić najwięcej od początku lutego. Widać poprawę na rynku ETF. Do funduszy replikujących metal w fizyczny sposób napłynął w ostatnim tygodniu kapitał o wartości ponad 13 ton złota. Tu zdecydowanie na lidera wysunął się rynek europejski.

W przypadku funta widzimy kolejną falę aprecjacyjną. GBP umocnił się w relacji zarówno do USD jak i EUR. Funt pozostaje silny pomimo ostatnich komentarzy Gertjana Vliehe z BoE, który zasugerował, że gospodarka brytyjska nadal potrzebuje wielu bodźców. Indyjski wariant wirusa, który pojawił się w Wielkiej Brytanii nie stanowi jeszcze problemu dla rynku walutowego. Dominuje optymizm związany ze stworzoną przez rząd mapą drogową, która pokazuje w jaki sposób wyjść z sytuacji pandemicznej. Za około miesiąc na Wyspach mają zostać zniesione wszystkie ograniczenia. Optymizm do funta trwa w najlepsze. Przewaga UK nad innymi państwami w Europie ulega redukcji, zatem jak ten czynnik wygaśnie uwaga rynku może ponownie przenieść się na problemy wynikające z brexitu.

W przypadku EUR spekuluje się, że na czerwcowym posiedzeniu EBC może zapaść decyzja o redukcji programu PEPP. W ostatnim czasie rentowności niemieckich oraz włoskich obligacji ponownie wzrosły. Jednak pogorszenie warunków finansowania, w szczególności dl biedniejszych krajów członkowskich, będzie trudne do zignorowania przez europejską instytucję.
Złoty jest nieco silniejszy w relacji do EUR oraz USD. Nasza waluta traci jedynie do funta szterlinga. Wczoraj poznaliśmy wartość inflacji bazowej za kwiecień, która wyniosła 3,9 proc r/r. (prog. 3,7 proc. r/r). Wbrew oczekiwaniom wartość inflacji bazowej (po wyłączeniu cen energii i żywności) nie spadła, co sugeruje, że presja cenowa może utrzymać się w naszym kraju dłużej. EUR/PLN jest aktualnie na 4,5280.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Iwona Słomska dołączyła do zarządu Kredyt Inkaso SA

Do zarządu Kredyt Inkaso SA dołącza Iwona Słomska, menedżerka o bogatym doświadczeniu w branży zarządzania wierzytelnościami. Wesprze władze spółki w obszarach związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi, komunikacją korporacyjną, compliance, zarządzaniem projektami, procesami oraz zmianą.
W dniu 17 maja 2021 r. Rada Nadzorcza Kredyt Inkaso podjęła decyzję o powołaniu Iwony Słomskiej w skład zarządu spółki. W randze wiceprezes tego organu odpowiadać będzie za zarządzanie zasobami ludzkimi oraz kształtowanie kultury organizacyjnej w ramach grupy kapitałowej, strategię komunikacji zewnętrznej oraz wewnętrznej, compliance, zarządzanie projektami, procesami oraz zmianą.
„Cieszę się, że doświadczenie, jakie zdobyłam przez lata pracy w branży zarządzania wierzytelnościami będę mogła wykorzystać w spółce o tak dużym potencjale. Zdecydowałam się na ten krok, bo zespół zarządowy, do którego dołączam, jest naprawdę zgrany i doskonale komplementarny. Wierzę, że dobrze będę do niego pasować i wspólnie przyspieszymy rozwój spółki. Zarówno Kredyt Inkaso, jak i cała branża po ostatnich latach turbulencji, najlepsze czasy mają jeszcze przed sobą. Chciałabym uczestniczyć w tym wyzwaniu i maksymalizować jego efekty.
Jednocześnie chcę współtworzyć firmę z wyjątkową kulturą organizacyjną – atrakcyjną dla partnerów i pracowników ceniących sobie zarządzanie przez wartości, etyczne rozwiązania biznesowe, transparentną komunikację, rozwój osobisty i szacunek dla naszych klientów (osób zadłużonych). Wierzę, że takie podejście do biznesu zawsze procentuje wzmocnieniem pozycji rynkowej i lepszymi niż oczekiwane wynikami finansowymi” – powiedziała Iwona Słomska, wiceprezes zarządu Kredyt Inkaso SA.

„Wsparcie, jakie otrzymujemy wraz z pojawieniem się Iwony Słomskiej na pokładzie Kredyt Inkaso pomoże nam jako spółce w pełni wykorzystać perspektywy stojące przed branżą zarządzania – zarówno w Polsce, jak i na naszych rynkach zagranicznych. Osoba o tak wyjątkowej znajomości branży i tak szerokim doświadczeniu w zarządzaniu organizacjami o międzynarodowym zasięgu stanowi świetne uzupełnienie naszego zespołu. Z takim zarządem w komplecie nabieramy wiatru w żagle i stawiamy sobie ambitne cele biznesowe. Zwłaszcza, że w misji tej uczestniczy również grono zdolnych i mocno zaangażowanych menedżerów wszystkich szczebli. Mam poczucie, że z takim zespołem można przenosić góry” – powiedział Maciej Szymański, prezes zarządu Kredyt Inkaso SA.

Warto zauważyć, że wraz z powołaniem Iwony Słomskiej w skład zarządu Kredyt Inkaso w organie tym osiągnięta została pełna równowaga w zakresie reprezentacji kobiet i mężczyzn. Jest to obecnie jedyny podmiot z branży zarządzania wierzytelnościami w Polsce, w którym kobiety zajmują 50 proc. stanowisk w zarządach spółki. Sytuacja ta jest także wyjątkowa dla spółek z rynku kapitałowego.
Iwona Słomska jest menadżerką z bogatą znajomością branży zarządzania wierzytelnościami. Swoją karierę zawodową rozpoczęła jako dziennikarka radiowa, następnie zarządzała działaniami public relations i marketingu w bankach (GBPZ, BWE) oraz instytucjach pożyczkowych (SKK Kredyt). W latach 2004-2020 związana była z Grupą KRUK SA – liderem w branży zarządzania wierzytelnościami w Europie Centralnej. Początkowo jako dyrektor departamentu marketingu i PR, a od 2009 r. jako członek zarządu odpowiedzialny za zarządzanie zasobami ludzkimi, marketing, PR, obsługę prawną, compliance, ochroną danych osobowych, zarządzanie ryzykiem operacyjnym i bezpieczeństwem. Nadzorowała w tym zakresie zarówno rynek polski, jak i 6 rynków zagranicznych, na których Grupa KRUK działała operacyjnie. Specjalizuje się także w doskonaleniu procesów biznesowych, zarządzaniu kulturą organizacyjną oraz w zakresie rozwoju osobistego pracowników i menedżerów.

Iwona Słomska ukończyła studia magisterskie w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Wykształcenie wzbogacała w Polsko-Amerykańskim Studium Komunikacji Społecznej w Organizacji i Zarządzaniu (na Politechnice Wrocławskiej). Uzyskała dyplom MBA Wyższej Szkole Bankowej i Franklin University (USA). Płynie porozumiewa się w języku angielskim.

Co Polski Ład oznacza dla przedsiębiorców?

Rząd zaprezentował nowy plan rozwoju państwa – Polski Ład. Dotyczy on przede wszystkim rozwiązań gospodarczych, a wśród nich najbardziej odznaczają się reformy podatkowe. W planowanych ustawach rząd chce zawrzeć podwyższenie kwoty wolnej od podatku oraz drugiego progu podatkowego. Kwota wolna podskoczyć ma do 30 tys. złotych, a drugi próg do 120 tys. Według rządu ta zmiana ma znacząco podwyższyć poziom życia Polaków – szczególnie tych najmniej zarabiających i zostawić w ich portfelach więcej pieniędzy. Jest jednak grupa, której przyszłość finansową Polski Ład stawia pod znakiem zapytania – klasa średnia, a dokładniej przedsiębiorcy i samozatrudnieni.

– Składka zdrowotna będzie stanowić proporcję do dochodu przedsiębiorcy, wykazanego w zeznaniach podatkowych. To spowoduje, że duża część z nich zapłaci wyższą niż do tej pory składkę – dotychczas płaconą ryczałtowo. A nowe reformy sprawią, że nie będą mogli jej odliczyć od podatku. To spowoduje, że dla przedsiębiorcy zarabiającego miesięcznie powyżej 5 tys. zł obciążenia podatkowo-składkowe będą na wyższym poziomie – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – To otwiera pole do wielu pytań dotyczących tego, jak będą liczyć składki przedsiębiorcy płacący podatki w inny sposób. Na przykład w formie ryczałtu, karty podatkowej, czy korzystając z podatku liniowego. Czy im będzie przysługiwała kwota wolna od podatku? Obecnie im nie przysługuje. Jeśli w dalszym ciągu jednak będą pozbawieni możliwości dokonywania tego rodzaju odliczenia w podatku – to skutki podwyższenia składki zdrowotnej będą dla nich bardzo poważne. Efektywna stawka podatkowa tych przedsiębiorców wzrośnie nawet o 10 punktów proc – co jest dosyć poważną zmianą. Więc wyjaśnienie tych kwestii z pewnością jest bardzo istotne. Warto też pamiętać, że w zamian za wyższą składkę nie dostajemy nic konkretnego w zamian. W tym sensie bardziej przypomina ona podatek niż składki ubezpieczeniowe. Dlaczego przedsiębiorcy mieliby płacić wyższą składkę zdrowotną, często nawet wyższą niż składka emerytalna, a wciąż otrzymywać najniższą gwarantowaną przez państwo emeryturę? Liczymy, że rząd odpowie na pytanie, jaki faktycznie wpływ będzie miało wprowadzenie Polskiego Ładu na działalność gospodarczą – apeluje Kozłowski.

Spółka QubicGames sprzedała ponad 0,5 miliona gier pierwszym kwartale br

O 8% wzrosły jednostkowe przychody QubicGames ze sprzedaży w Q1 2021 w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku, natomiast jednostkowy zysk ze sprzedaży wzrósł o 70%. Jednocześnie spółka przeprowadziła szeroko zakrojone inwestycje związane z przyszłymi grami spółki oraz całej Grupy Kapitałowej QubicGames, w którą wchodzi m.in doświadczony zespół wydawniczy Untold Tales.

W pierwszym kwartale 2021 spółka wypracowała ponad 3,5 miliona złotych przychodu ze sprzedaży, wobec 3,3 milionów wygenerowanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. Równocześnie w okresie od stycznia do marca 2021 r. QubicGames sprzedał łącznie 522.118 sztuk gier na konsolę Nintendo Switch. Stanowi to wzrost o ponad 150% w stosunku do czwartego kwartału roku 2020, oraz o 5% w stosunku do rekordowego dotychczas pod względem sprzedaży pierwszego kwartału 2020 roku. Wyniki są tym bardziej imponujące w związku ze zmianami w sklepie Nintendo eShop, utrudniającymi agresywną politykę wyprzedażową. Pokazuje to, że QubicGames szybko przystosował się do zaistniałych zmian i wprowadził niezbędne korekty w sposobie sprzedawania gier na platformie Nintendo Switch..

– Mimo zmian w strategii sprzedażowej gier na Nintendo Switch związanych z wprowadzeniem znaczących modyfikacji w sklepie Nintendo eShop udało nam się wygenerować rekordowe w naszej historii wyniki sprzedażowe. Unikalna strategia promocyjna związana z 17. urodzinami QubicGames odniosła sukces i stanowiła ważne źródło przychodów spółki w tym okresie. Obecnie przygotowujemy się do kolejnego dużego wydarzenia – Summer Countdown, w skład którego będą wchodzić promocje dla naszych użytkowników, promocje dla wszystkich graczy Nintendo Switch oraz releasy trzech nowych gier – Tiny Lands, Arcane Arts Academy i Epistory: Typing Chronicles – komentuje prezes spółki Jakub Pieczykolan.

QubicGames zarówno w sprawozdaniu jednostkowym, jak i skonsolidowanym wykazał zysk z działalności operacyjnej mimo intensywnych inwestycji w kolejne projekty oraz spółki zależne. Główny podmiot grupy kapitałowej o tej samej nazwie do końca roku planuje ponad 20 premier, głównie na Nintendo Switch, z czego 3 gry ukażą się jeszcze w Q2 2021.

Projekty wydawane przez QubicGames nie stanowią jednak jedynych gier dystrybuowanych przez Grupę Kapitałową – już 28 maja na konsolach Nintendo Switch i PlayStation 4 zadebiutuje BEAUTIFUL DESOLATION, wydawana przez spółkę zależną Untold Tales.

Wielka Brytania po brexicie, czy obawy się sprawdziły?

Brytyjczycy rozpoczęli właśnie piąty miesiąc poza Unią Europejską. Oto właśnie mamy rzeczywistość brexitową w pełnej krasie. Już teraz na wstępie można powiedzieć, że niemal każdy w tej sprawie się mylił – mowa zarówno o zwolennikach brexitu, jak i przeciwnikach. Wiele dywagacji, jak będzie wyglądała Wielka Brytania po wyjściu z UE, po prostu się nie sprawdziło.

Przeciwnicy brexitu jako główne argumenty wskazywali długą i głęboką recesję, jaka nawiedzi Wielką Brytanię po wyjściu z UE. Nastąpi odpływ firm, spadną inwestycje, a także, że kraj mocno straci na arenie międzynarodowej. Do tego bali się, że po nowym referendum Szkocja opuści Zjednoczone Królestwo.

Z kolei zwolenników wyjścia z UE przekonywały takie tematy jak: koniec swobody przepływu osób z Unii i ochrona własnego rynku pracy, stanowienie swoich praw bez oglądania się na nikogo, swoboda w zawieraniu umów handlowych z kim się chce i na własnych warunkach, a także to, że równowartość wpłat członkowskich do unijnego budżetu może być skierowana do publicznej służby zdrowia i podnieść jej efektywność.

Mylili się wszyscy

W tym sporze zwolenników i przeciwników wyjścia z UE można powiedzieć, że nikt w całości nie miał racji. Faktem jest, że Wielka Brytania wpadła w recesję w II kwartale 2020 roku, ale nie można tego przypisywać tylko brexitowi, a raczej pandemii, która nawiedziła świat. Wyspiarze jednak „wstali z kolan” i są prymusem w walce z koronawirusem, a szczególnie w tempie szczepienia obywateli. Byli jednym z pierwszych krajów, gdzie udało się osiągnąć odporność stadną, czyli zaszczepienie ponad 60% obywateli. Dzięki temu szybko udało się wrócić na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

Alarm się zaświecił

Obawa o masowe przenoszenie firm, szczególnie z sektora finansowego również się nie sprawdziła. Niemniej jednak sygnał ostrzegawczy wysłał ostatni raport o obrotach giełdowych. Okazuje się, że Londyn stracił pierwsze miejsce na rzecz Amsterdamu. W temacie umów handlowych, to również sytuacja w tej kwestii nie wygląda najgorzej. Owszem nadal nie podpisano umowy z USA, ale tutaj ważnym czynnikiem okazała się zmiana prezydenta za oceanem, co nieco przedłuża negocjacje. Jednak poza tym na polu umów handlowych Wielka Brytania co rusz chwali się podpisaniem nowych, ale są to raczej te, którymi była już objęta, będąc członkiem UE. Niemniej głosy o tym, że Brytyjczycy stracą na arenie międzynarodowej, były przesadzone. Wielka Brytania od lat pozycjonuje się jako lider walki ze zmianami klimatycznymi, co przy obecnym nastawieniu świata (polityki i biznesu) powinno przynieść tylko korzyści. „Zielona polityka” to również konik Joe Bidena, co może znacznie pomóc w transatlantyckich relacjach handlowych.

Zmiany w strukturze handlu

Wracając jeszcze do stosunków handlowych z UE, to zauważalna w ostatnich latach była zmiana udziału w handlu ogólnym. Zmniejszała się zależność od krajów Unii na rzecz państw trzecich i nie była to konsekwencja brexitu. Niemniej jednak warto zauważyć, że brexit o wiele bardziej „boli” Wielką Brytanię, aniżeli UE. Import z Unii stanowi 50% brytyjskiego importu, podczas gdy, z Wysp do UE zaledwie 4%. Załamanie się importu, szczególnie żywności, może oznaczać małą katastrofę gospodarczą. Dlatego też Brytyjczycy postanowili działać powoli, deklarując pełne kontrole celne na granicach dopiero od 1 października tego roku. Wprowadzenie kontroli już teraz mogłoby skutkować pustymi półkami w sklepach. Powód takiej sytuacji jest prosty: Wielka Brytania produkuje za mało. Jej produkcja przemysłowa to zaledwie 8,6% PKB, podczas gdy dla Niemiec wskaźnik wynosi 20%, w naszym kraju 17%. Wyspiarze są skazani na import, w szczególności żywności, i to może być największy problem, z którym po brexicie będzie się trzeba zmierzyć.

Wymiana handlowa „siada”

W tym miejscu warto się pochylić nad „sprawą polską” po brexicie. Wystarczy tylko spojrzeć na dane statystyczne i odpowiedź będzie prosta. Eksport w styczniu spadł o 24,9%, podczas gdy import o 57%. Warto wspomnieć, że listopad i grudzień 2020 roku były pod każdym względem rekordowe, ale miał tu znaczenie niebagatelny fakt, że do końca roku Wielka Brytania była jeszcze członkiem UE, więc brytyjscy producenci budowali zapasy w obawie, co będzie od nowego roku. Niemniej jednak widać, że handel zagraniczny z Brytyjczykami się kurczy, a Polacy zwracają uwagę na problemy biurokratyczne jako główny czynnik blokujący. Widać więc jak na dłoni, że po brexicie wymiana towarowa z Wielką Brytanią dla naszego kraju się zmieni, już widzimy zmianę w pozycji krajów, do których Polska eksportuje towary. Do niedawna Wyspiarze byli na drugim miejscu, a teraz spadli na piąte miejsce.

Problemy są i będą

Przed Zjednoczonym Królestwem czas pełen wyzwań. Można śmiało wysnuć tezę, że brexit w otoczeniu pandemii stał się jedną z większych korzyści. Brytyjczycy szybko poradzili sobie z epidemią, dzięki czemu jako jedyni w Europie mają już gotowy plan na odejście od restrykcji, podczas gdy Europa nadal zmaga się z biurokratycznymi problemami ze szczepionkami, czy programem odbudowy. Wielka Brytania dostała szansę na zdecydowanie szybsze odbicie gospodarcze i jeśli z niego skorzysta, to nikt o brexicie nie będzie myślał w złych kategoriach.

Rozpad Wielkiej Brytanii odległym zagrożeniem

Zagrożeń oczywiście na horyzoncie nie brakuje. Można w tym miejscu wskazać możliwą secesję Szkocji wskutek referendum, a być może nawet referendum w Irlandii i wyrażenie chęci połączenia z Irlandią Północną. Brexit dał Szkotom szczególnie duży argument na drodze do niepodległości. Wybory, które właśnie odbyły się w tym kraju i brak bezwzględnej większości wygranej partii (o nastawieniu niepodległościowym), może jednak utrudnić te zapędy. Wygląda więc na to, że droga do czarnego scenariusza i rozpadu Wielkiej Brytanii jeszcze długa i kręta.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl i Walutomat

Spowolnienie na regionalnych rynkach biurowych nadal trwa

Ostatnie 3 lata na regionalnych rynkach biurowych odznaczały się rekordową aktywnością najemców i przyzwyczaiły nas do dobrych wyników. W I kwartale 2021 r. na 8 rynkach wynajęto łącznie jedynie 98 300 m kw. powierzchni, z czego najwięcej w Trójmieście (głównie w Gdańsku) i w Krakowie. Rynek biurowy w regionach przez ponad rok trwania pandemii COVID-19 odczuł również systematyczny wzrost poziomu powierzchni niewynajętej, by na koniec I kwartału osiągnąć rekordowy poziom 12,9%.

Na koniec marca 2021 r. całkowite zasoby biurowe na ośmiu największych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin, Lublin) wyniosły ponad 5,8 mln m kw. Jedynie 46 400 m kw. nowej powierzchni biurowej dostarczono w I kwartale tego roku, co oznacza spadek odpowiednio o 47% i 42% w porównaniu do IV kwartału 2020 r. i analogicznego okresu 2020 r. Tak niski poziom nowej podaży to efekt oddania do użytkowania nowej powierzchni tylko w 2 miastach: Trójmieście i Krakowie. Rynek krakowski powiększył się o trzy projekty biurowe: Equal Business Park D (11 650 m kw.), Ocean Office Park A1 (7775 m kw.) i Lubicz I Business Centre (2000 m kw.). Z kolei na rynek trójmiejski dostarczono: Palio A (16 500 m kw.) i wybudowany na potrzeby własne biurowiec LPP Fashion Lab I (8500 m kw.).
Na rynkach regionalnych łącznie w budowie znajduje się obecnie około 695 000 m kw., z terminem dostarczenia do końca 2022 r.

Realizowane obecnie projekty w większości przypadków zostały rozpoczęte jeszcze przed pandemią. Deweloperzy są obecnie bardzo ostrożni w podejmowaniu decyzji odnośnie rozpoczynania nowych inwestycji, obserwują rynek, analizują popyt, przysłuchują się dyskusjom o powrotach do biura i wyczekują dogodnego momentu na start nowej inwestycji. Taka sytuacja może jednak doprowadzić do wystąpienia luki podażowej w kolejnych latach. – Klaudia Okoń, Konsultant, Business Intelligent Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland

Katowice to obecnie rynek z największą ilością metrów w budowie, odpowiadający za 25% wszystkiego, co się dziś buduje w regionach. Do największych realizowanych inwestycji na tym obszarze należą: Global Office Park A1 i A2 (27 700 m kw. i 27 500 m kw.) oraz KTW II (42 000 m kw.). Drugim rynkiem, odpowiadającym za 22% powierzchni w budowie, jest Kraków z największym realizowanym projektem, którym jest Brain Park I faza (30 000 m kw.). Trójmiasto z kolei odpowiada za prawie 20% realizowanych obecnie biur, a największym realizowanym projektem jest 3T Office Park (38 500 m kw.).

W I kwartale 2021 r. w regionach wynajęto 98 300 m kw. powierzchni biurowej, co oznacza 54% spadek popytu w stosunku do analogicznego okresu w 2020 r., który jeszcze funkcjonował w realiach przed-pandemicznych. Obecna sytuacja spowodowała, że renegocjacje notują najwyższy – 45% udział w strukturze popytu w regionach. Nowe umowy z kolei odpowiadają łącznie za 42% zrealizowanego popytu. Największymi transakcjami zawartymi od stycznia do marca 2021 roku były umowy zawarte w Krakowie i Trójmieście, w tym: renegocjacja umowy klienta poufnego z branży IT w budynkach Galileo, Newton i Edison w Krakowie o łącznej powierzchni 11 300 m kw. oraz odnowienie umowy Intel w Tryton Business House w Gdańsku na 9800 m kw.

Rynek, z którym obecnie mamy do czynienia przechyla się na stronę najemcy, w postaci wielu różnorodnych zachęt jakie wynajmujący oferują podczas prowadzonych negocjacji. Dotyczy to zarówno długości trwania umowy, możliwości optymalizacji powierzchni podczas okresu najmu, atrakcyjnego okresu zwolnienia z czynszu, który bezpośrednio wpływa na poziom czynszów efektywnych czy też wyższe niż dotychczas dofinansowanie do prac aranżacyjnych. – Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec I kwartału 2021 roku współczynnik pustostanów oszacowany dla ośmiu głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 12,9%, co daje łącznie 753 000 m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz (poziom wyższy zarówno od tego w poprzednim kwartale – o 0,2 p.p. jak i od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,4 p.p.). Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (16,9%), zaś najniższy w Szczecinie – 7,4%.

W I kwartale 2021 roku wywoławcze stawki czynszu w miastach regionalnych pozostały na stabilnym poziomie, choć rynek najemcy może spowodować wzrost spreadu pomiędzy czynszami bazowymi i efektywnymi w kolejnych kwartałach.

Legimi z dynamicznym wzrostem przychodów w I kw. 2021 r.

Legimi, pionier na polskim rynku e-książki, podsumowuje I kw. 2021 r. W minionym okresie Spółka dynamicznie zwiększyła skalę swojego biznesu. Przychody wzrosły rdr. o 71 proc. do 10,7 mln zł. Z kolei EBITDA wyniosła 1,7 mln zł, a zysk netto ponad 1 mln zł. Dynamiczny wzrost przychodów to efekt powiększenia bazy abonenckiej, która w I kw. 2021 r. zwiększyła się o 67 proc. rdr.

Miniony kwartał ponownie zdominowany był pandemią COVID-19 i jej tzw. trzecią falą. Podobnie, jak w zeszłym roku, przełożyło się to na wzrost zainteresowania cyfrową rozrywką, w tym także usługą Legimi, co spotęgowane było dodatkowo m.in. przez fakt czasowego zamknięcia, w tym okresie, stacjonarnych punktów pozyskiwania publikacji książkowych, takich jak księgarnie czy biblioteki. Wpłynęło to na istotny wzrost po stronie przychodowej, ale również wiązało się ze zwiększonymi kosztami. Pomimo tego w I kw. 2021 r. wypracowaliśmy EBITDA na poziomie ponad 1,7 mln zł i zysk netto w wysokości przeszło 1 mln zł. – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.

W I kw. 2021 r. istotnie poprawiły się kluczowe KPI biznesu Legimi. Łączna liczba klientów (abonenci oraz klienci korporacyjni i biblioteczni) zwiększyła się rdr. o 55 proc. do 135,9 tys. Z kolei liczba abonentów wzrosła o 67 proc. rdr. i zbliżyła się do ważnego kamienia milowego 100 tys., wynosząc na koniec zeszłego kwartału 97,1 tys. Legimi konsekwentnie obniża zadłużenie i poprawia sytuację płynnościową, co widać m.in. poprzez obniżenie wskaźnika dług netto/EBITDA, który na dzień 31.03.2021 wyniósł 1,0 wobec 2,0 w zeszłym roku.

Obserwujemy także stabilizację wskaźników rentowności operacyjnej, co wskazuje na trwały trend zwiększania bazy płacących użytkowników, przy jednocześnie niskim wskaźniku rezygnacji. Możemy śmiało powiedzieć, że zdecydowana większość nowych klientów, pozyskana w okresie pandemii, zostaje z Legimi na dłużej i kontynuuje opłacanie abonamentu. – dodaje Mikołaj Małaczyński.

W minionym kwartale Legimi rozpoczęło prace nad nową wersją aplikacji określaną roboczo, jako Legimi 4.0. Nową odsłonę uzupełni technologia rekomendacyjna wykorzystująca algorytmy sztucznej inteligencji. Pomoże ona znacznie zwiększyć lojalność i rentowność bazy klientów. Legimi w kwietniu br. pozyskało na rozwój nowej technologii 3,7 mln zł dofinansowania z NCBiR.

W I kw. 2021 r. Legimi zrealizowało m.in. projekt „Legimi dzieciom”, który ma na celu popularyzację czytelnictwa wśród dzieci. Akcja ta cieszy się dużym zainteresowaniem. W pierwszych miesiącach od uruchomienia, program emitowany w mediach społecznościowych odnotował ponad milion wyświetleń. Dodatkowo w minionym kwartale trwały przygotowania do wydarzenia BookTarg – imprezy online dla czytelników, stanowiącej alternatywę dla braku możliwości organizacji Targów Książki w Warszawie. Współorganizatorami BookTargu były firmy Allegro, LubimyCzytać.pl, Legimi pod patronatem Polskiej Izby Książki.

Tegoroczne zbiory zmarnieją, jeżeli obcokrajowcy nie przyjadą do pracy – apelują polscy rolnicy

Rolnicy poszukują pracowników sezonowych ze Wschodu.  W Polsce pod koniec maja rozpoczyna się sezon zbiorów, truskawek, czereśni, porzeczek i malin. Przedsiębiorcy narzekają, że połowa ich zbiorów zmarnieje, jeśli obcokrajowcy nie wrócą do pracy sezonowej. Pomimo iż w Polsce z powodu pandemii zostają rodzimi pracownicy, którzy od lat wyjeżdżali do krajów europy zachodniej, nie rozwiązuje to problemu niedoboru rąk do pracy w rolnictwie. Dodatkowo branża HoReCa po zniesieniu części obostrzeń rządowych boryka się z brakami kadrowymi i pilnie potrzebuje pomocy.

Z informacji pozyskanych od Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw wiemy, że w szczycie sezonu polscy rolnicy potrzebują około 100 tys. pracowników, a są to w większości Ukraińcy. Polscy pracownicy sezonowi wyjeżdżają głównie do Niemiec, Holandii i krajów skandynawskich, gdzie płacą więcej dla Ukraińców te rynki są nadal niedostępne z powodu pandemii oraz braku członkostwa w UE.

Portale rekrutacyjne pełne są ogłoszeń poszukujących pracowników sezonowych: zbieranie rzodkiewki, ogórków, pomidorów, od połowy maja – truskawki, wiśnie do lipca, potem porzeczki i borówki.

“Pracę w rolnictwie charakteryzuje okresowość i sezonowość. O ile w niektórych porach roku gospodarstwa nie wymagają zatrudnienia osób trzecich i wystarczająca jest wyłącznie praca właścicieli, o tyle w innych zatrudnienie musi się zwiększyć nawet do kilkuset osób. Jednym z najpopularniejszych rodzajów pracy w Polsce wśród ukraińskich pracowników sezonowych są zbieracze warzyw i owoców,  pomoc w przetwórstwie warzywnym owocowym i mięsnym.” – tłumaczy dyrektor działu rekrutacji Gremi Personal, Anna Dzhobolda.

Z najnowszych danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że do 480 tys. wzrosła liczba obcokrajowców z ważnymi zezwoleniami na pobyt w Polsce. To o 5 proc. więcej niż pod koniec ubiegłego roku i prawie o jedną dziesiątą więcej niż wiosną 2020 r., gdy wybuch pandemii wywołał falę wyjazdów imigrantów zarobkowych. W tym roku rolnicy nie doświadczają tak dotkliwego niedoboru pracowników, ponieważ polski rząd rok temu uprościł procedury legalizacyjne związane z wydawaniem pozwoleń na pobyt  i pracę Ukraińców w Polsce. Była to odpowiedź na rozpaczliwy apel rolników i producentów.  Obecnie pracownicy sezonowi nie mają problemu z przekroczeniem granicy, wystarczy wykonać test na koronawirusa (wielu pracodawców rekompensuje jego koszty), po wcześniejszym załatwieniu pozwolenia na pracę sezonową i wyrobieniu paszportu biometrycznego albo uzyskaniu wizy robotniczej.

HoReCa

Podobny problem mają przedsiębiorcy z branży HoReCa, która to również ma sezonowy charakter. Portale społecznościowe pełne są ogłoszeń rekrutacyjnych. W tym roku pojawiło się dużo więcej niż zazwyczaj ofert pracy związanych z gastronomią i hotelarstwem – pilnie kelner, barman, barista, pokojowa, pomoc kuchenna, kucharz – potrzebuje od zaraz. Pandemia najbardziej uderzyła w HoReCa, która cofnęła się o kilka lat. Obostrzenia wprowadzone przez rząd wymusiły na przedsiębiorcach tych sektorów, wprowadzenie nagłych zmian lub cięcia kosztów. W efekcie dochodziło do zwalniania pracowników, wysyłania ich na bezpłatne urlopy, obniżania wymiaru czasu pracy lub zmniejszenia uposażenia. Z najnowszych danych GUS wynika, że w minionym roku w branży HeReCa zlikwidowano 24,1 tys. miejsc pracy, a utworzono 18,8 tys.  Z rynku zniknęło 5,3 tys. etatów. Wraz z nimi zniknęli także pracownicy, którzy zaczęli się przebranżawiać i szukać zajęcia w innych gałęziach gospodarki. W momencie ogłoszenia uwolnienia branży w maju, jak grzyby po deszczu namnożyły się oferty pracy, pilnie poszukujących rąk do pracy w branży.

”Rząd zapowiedział stopniowe znoszenie obostrzeń od połowy maja, można organizować imprezy okolicznościowe przy zachowaniu wymogów sanitarnych i ilościowych, rozpoczną się również wakacje, a wraz z nimi wyjazdy urlopowe. Duże restauracje i hotele rozpoczynają swoją działalność, problem może pojawia się z odpowiednią ilością obsługi, brakuje pracowników fizycznych i specjalistów, którzy zdążyli się już przekwalifikować i nie chcą wrócić na stanowiska do tak niepewnej w obecnych czasach branży. Brakuje im stabilizacji. Wrócą pojedyncze osoby, ale to nie wystarczy. Przedsiębiorcy dużych lokali gastronomicznych i hotelarskich zwracają się do naszej agencji, już od początku kwietnia przewidując odmrażanie wprowadzonych obostrzeń przez rząd, ponieważ nie są w stanie w krótkim czasie zatrudnić tak dużej ilości sezonowych pracowników. Ratunkiem są dla nich agencje zatrudnienia, które na podstawie outsourcingu w szybki, legalny i bezproblemowy sposób zapewniają odpowiednią ilość pracowników ze Wschodu. Zgłosiło się już do nas około 20 przedsiębiorców, którzy pilnie potrzebują od 5 do 20 pracowników”. – dodaje Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal

Pomimo powrotów polskich pracowników sezonowych z Niemiec, Wielkiej Brytani i Holandii praca sezonowa dla pracowników ze Wschodu jest. Wynika to między innymi z dużej rozbieżności płacowej, polski pracownik sezonowy zarobi 3 razy więcej za granica niż u siebie, a praca jest równie ciężka. Wracając do Polski, woli podjąć się mniej obciążającej pracy i zarobić więcej, albo nie pracować wcale, korzystając z zasiłków państwowych.

Kvarko inwestuje w inteligentną platformę medyczną Medtransfer

  • Medtransfer to internetowa platforma do przesyłania i odczytu dużych plików obrazowych.
  • Dofinansowanie kwotą 1 mln zł pozwoli na rozwój nowej funkcjonalności platformy, opartej na sztucznej inteligencji.
  • Rozwiązanie zoptymalizuje diagnostykę obrazową i zabiegi z zakresu chirurgii ortopedycznej.

Wrocławski fundusz Kvarko inwestujący w projekty związane z naukami ścisłymi, m.in. z zakresu medycyny i biotechnologii, wesprze rozwój internetowej platformy Medtransfer, usprawniającej komunikację między pacjentem a lekarzem i wspomagającej diagnostykę dzięki innowacyjnym metodom przetwarzania obrazów.

Medtransfer jest przełomową odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku obrazowania medycznego. Projekt jest umiejscowiony w obszarze telemedycyny i inteligentnych rozwiązań diagnostyki obrazowej. Według danych WHO na świecie wykonywanych jest rocznie ponad 3,5 mld badań obrazowych rocznie. Jak podaje OECD, w Europie wykonuje się ich co roku blisko 300 mln, z czego na Polskę przypada ok. 25 mln badań.

Tradycyjnie wyniki badań obrazowych – takie jak zdjęcia RTG, USG, wyniki rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej – wymagają zapisu na nośnikach fizycznych lub wydruku. Nierzadko pozyskanie kopii badania wiąże się z koniecznością osobistej wizyty pacjenta w placówce. Jest to uciążliwe, czasochłonne, generuje koszty i obciąża środowisko. W przypadku długofalowego procesu leczenia wymaga od pacjenta wielokrotnego przedkładania obszernej dokumentacji, a od lekarza jej każdorazowej analizy. Nawet posiadanie wyników badań obrazowych w formie elektronicznej nie załatwia sprawy; pozostaje problem przesyłania wielkich plików, kompatybilności oprogramowania do ich odczytu oraz przechowywania wrażliwych danych pacjenta. wyjaśnia Innocenta Dźwierzyńska, pomysłodawczyni Medtransfer oraz twórczyni Mednavi, platformy wspierającej procesy leczenia pacjentów onkologicznych od strony organizacyjnej. – Doświadczyłam tego typu utrudnień osobiście. Zdając sobie sprawę, że ich wyeliminowanie zwiększy szanse na szybkie, a więc i skuteczniejsze leczenie, zaprojektowałam narzędzie usprawniające komunikację lekarz-pacjent.

We współpracy z software housem – firmą Codete, Innocenta Dźwierzyńska stworzyła narzędzie służące przesyłaniu i odczytywaniu dużych plików obrazowych bezpośrednio z poziomu przeglądarki. Innowacja rozwiązuje również problem z przechowywaniem danych wrażliwych.

Dofinansowanie kwotą 1 mln zł. pozwoli twórcom platformy rozbudować jej nowe funkcjonalności – Medtransfer zostanie wzbogacony o algorytmy bazujące na metodach deep learning, wykorzystujące głębokie sieci neuronowe.

Medtransfer to platforma oparta na technologii chmurowej. Dzięki naszemu wsparciu powstanie pierwszy z planowanych modułów automatycznej analizy danych medycznych wspieranych przez sztuczną inteligencję. Zautomatyzowana zostanie jedna z najczęściej wykonywanych, a zarazem wymagających wysokiej precyzji procedur w diagnostyce medycznej – osteotomia. – informuje dr Paweł Wielgus, prezes funduszu Kvarko. – Pozwoli to rozwiązać szereg problemów, z którymi mierzy się obecnie rynek ochrony zdrowia. Przede wszystkim zoptymalizuje pracę lekarzy, co jest niezwykle cenne wobec niedoborów personelu medycznego, z jakimi borykamy się w kraju. Co więcej, dzięki wykorzystaniu metod data science, zebrane i zanonimizowanie dane medyczne pacjentów posłużą do dalszych badań i rozwoju nauki.

Wdrożenie platformy jest testowane w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.

Rozwiązanie Medtransfer przyniesie wymierne korzyści nie tylko indywidualnym pacjentom i lekarzom, ale całym placówkom medycznym – szpitalom publicznym czy prywatnym ośrodkom zdrowia. Pozwala ono przyspieszyć i usprawnić procesy diagnostyczne, a przy tym ograniczać koszty związane z przechowywaniem danych w archiwach i na serwerach. Rokrocznie wykonujemy w Polsce niezliczoną ilość badań obrazowych. Rezygnacja z fizycznych nośników przekłada się na realną oszczędność dla placówek, z jednoczesną korzyścią dla pacjentów. Wierzymy, że nowoczesne rozwiązania cyfrowe są przyszłością medycyny, dlatego z otwartymi ramionami przyjmujemy tego typu innowacje. – komentuje Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pozytywny pilotaż rozbudowanej platformy MedTransfer stworzy podstawy do rozszerzenia jej zastosowania na potrzeby innych dziedzin medycyny wykorzystujących diagnostykę obrazową, takich jak neurologia, onkologia, leczenie chorób wieńcowych i wielu innych.

Wartość globalnego rynku diagnostyki obrazowej w 2019 roku wyniosła ponad 33,5 mld USD. Do 2027 r. przewiduje się jej wzrost do 43 mld USD. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w badanym okresie wyniesie 5,1%.

Wartość europejskiego rynku telemedycyny w 2019 roku wyniosła 6 mld USD i będzie wzrastać w tempie 27,5% r/r. Przewiduje się, że w 2030 roku rynek ten osiągnie wartość 32,5 mld USD.

Inwestycja została zrealizowana w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez NCBR.

93% Polaków twierdzi, że ich firmy dbają o ochronę danych osobowych

Po blisko trzech latach stosowania RODO aż 93% Polaków potwierdza, że ich pracodawca dba o kwestie ochrony danych osobowych. Warto również wiedzieć, że aż 43% osób pracujących deklaruje, że każda zatrudniona osoba w firmie jest informowana o procedurach i odbywa szkolenie. Czy według polskich pracowników, unijne rozporządzenie zwiększyło dbałość pracodawców o ochronę danych osobowych? Co jeszcze się zmieniło po wprowadzeniu nowych przepisów?

Cele RODO

25 maja 2021 r. upłyną trzy lata, odkąd europejski prawodawca zreformował i ujednolicił system ochrony danych osobowych na obszarze całej Unii Europejskiej. Wprowadzona reforma stanowiła ogromne wyzwanie dla przedsiębiorców, którzy zostali zmuszeni do wdrożenia nowych rozwiązań. Przedsiębiorcy podjęli wysiłek dostosowania swoich organizacji, pod presją kar przewidzianych w RODO, a nakładanych przez krajowe organy nadzorcze – wskazuje Maciej Kaczmarski, prezes ODO 24.

Jednym z celów wprowadzonej reformy było ułatwienie realizacji praw, jakie każdy człowiek ma względem swoich danych osobowych, np. swojego imienia, nazwiska, numeru PESEL czy każdej innej informacji, która osobę identyfikuje. Europejski prawodawca uznał, że dla realizacji praw osób, kluczowe jest upowszechnienie świadomości o ich istnieniu.

Równie ważnym celem RODO było zapewnienie skutecznej ochrony danych przed naruszeniami, np. ujawnieniem danych osobom nieupoważnionym. Odpowiednie zabezpieczenie zapewnić mogły zarówno środki techniczne, takie jak zamki, klucze, szyfry, specjalistyczne programy komputerowe, ale także środki organizacyjne, takie jak edukacja pracowników, w jaki sposób należy postępować z danymi osobowymi.

Czy wdrażanie RODO zakończyło się sukcesem?

Wyniki badania firmy ODO 24 potwierdzają, że tylko 7,5% Polaków uważa, że ochrona danych osobowych nie stanowi dla pracodawcy kluczowego aspektu działalności. Respondenci wskazywali przy tym na różne działania, które podjęto w ich firmach, a które miały być dowodem dbałości pracodawcy o ochronę danych. Największa grupa badanych uznaje, że dowodem takiej dbałości jest konieczność odbycia przez każdego pracownika szkolenia z zakresu RODO (42,8%). Dla części badanych (18,9%), dowodem szczególnej dbałości o dane osobowe jest gotowość firmy do niezwłocznego działania w przypadku wycieku danych. Prawie jedna trzecia (30,8%) badanych potwierdza, że pracodawca dba o ochronę danych, przy czym kwestiami tego typu zajmuje się dział prawny, bez angażowania pracowników z innych działów.

W trakcie badania zapytano pracowników także o to, co ich zdaniem jest najważniejsze w ochronie cennych firmowych informacji oraz danych osobowych? Zdaniem 39,4% respondentów najważniejsze są zabezpieczenia fizyczne (alarmy, bramki) i technologiczne (oprogramowanie). W skuteczność tych środków wierzy prawie co drugi pracownik (48,2%) w wieku do 24 lat.  Starsi respondenci (25-34 lat oraz 35-49 lat) ufają środkom technicznym w mniejszym stopniu (wynik to odpowiednio 42,7% i 41,2%). Pracownicy powyżej 50 roku życia najmniej wierzą w skuteczność tego typu środków (34,6%).

Tylko 19,4% badanych wskazuje, że skuteczną metodą zabezpieczenia danych jest budowanie świadomości zagrożeń wśród pracowników – w tym regularne szkolenia oraz jasne procedury postępowania. Odpowiednio 17,4% oraz 12,7% respondentów wskazuje, że w skutecznym zabezpieczeniu danych pomóc mogą dobrzy prawnicy zatrudnieni przez firmę, oraz współpraca z wyspecjalizowaną firmą zapewniającą wsparcie w aspektach prawnych i doboru odpowiednich zabezpieczeń technicznych.

Trzy lata stosowania przepisów RODO dały efekt, w postaci zwiększającej się świadomości pracodawców i pracowników w obszarze ochrony danych. Stało się to możliwe dzięki kampaniom informacyjnym prowadzonym przez instytucje publiczne i prywatne, a także dzięki specjalistycznym szkoleniom, które pracodawcy zapewniają sobie i swoim pracownikom – tłumaczy Maciej Kaczmarski, prezes ODO 24. Pomimo sukcesów w tym obszarze, pozostaje wiele do zrobienia. W szczególności niepokój wzbudza fakt, że w co trzeciej firmie kwestie ochrony danych zostały powierzone działowi prawnemu, bez angażowania innych pracowników. Za ślepą uliczkę należy uznać przesadną wiarę blisko połowy respondentów w zabezpieczenia techniczne. Takie środki są oczywiście ważne, pod warunkiem, że zostaną prawidłowo dobrane i wdrożone, ale nawet najlepsze zabezpieczenia techniczne będą całkowicie nieskuteczne, jeżeli personel nie będzie odpowiednio uwrażliwiony i wyedukowany. Z tego względu cieszy mnie, że blisko połowa badanych wskazuje szkolenia, jako kluczowy element dbałości pracodawców o ochronę danych osobowych – dodaje.

Polacy rzucili się na używane auta. 2 na 3 zarejestrowane pojazdy pochodzą z zagranicy

Ponad 321,5 tys. samochodów osobowych zostało zarejestrowanych w Polsce w pierwszym kwartale 2021 roku. Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Cyfryzacji, przeszło 63% z nich stanowiły pojazdy używane, sprowadzone z zagranicy. Ich liczba była o około 10 tys. większa niż na początku zeszłego roku. Z kolei o przeszło 40 tys. więcej było ponownych rejestracji samochodów już zarejestrowanych na terenie Polski. Ostatnio najwięcej takich przypadków odnotowano w województwie mazowieckim. Natomiast wielkopolskie otwiera zestawienie dot. rejestracji aut używanych, sprowadzonych z zagranicy. 

Jak informuje Ministerstwo Cyfryzacji, w pierwszym kwartale 2021 roku zarejestrowano 321 556 samochodów osobowych. To więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 301 281. Większość w tych statystykach stanowią pojazdy używane, które sprowadzono z zagranicy. Od stycznia do marca br. ich liczba wyniosła 204 093, a wcześniej – 194 131.

– Te dane nie pokazują, ile rzeczywiście aut trafia do Polski. Nie ma kontroli na granicach i nadzoru nad tym, ile osób sprzedaje w szarej strefie. Te pojazdy są widoczne przez nasze władze nie w momencie wjazdu do kraju, a dopiero później – przy uregulowaniu akcyzy. Zwykły Kowalski przychodzi rejestrować pojazd, który sam teoretycznie przywiózł. Ale mamy pandemię i pewnie 99% takich nabywców nie było za granicą po samochód, a do transakcji doszło w Polsce – komentuje Maciej Szymajda, prezes zarządu Stowarzyszenia Komisów.

Jak zauważa Marcin Barankiewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów, z roku na rok ceny nowych samochodów są coraz wyższe. Ale zamożność społeczeństwa nie rośnie proporcjonalnie. Wiele osób może pozwolić sobie tylko na zakup używanego pojazdu. A w pandemii wzrosło zapotrzebowanie na posiadanie własnego auta. Wpływ na to miał m.in. strach przed zakażeniem. Sporo Polaków uznało, że to będzie najbezpieczniejszy środek transportu.

– W marcu ub.r. ze względu na pandemię zaczęły się problemy ze sprowadzaniem pojazdów. Ludzie kupowali, co popadło. Ceny wariowały i dalej tak się dzieje. Natomiast wielu analityków mówi, że ten wzrost rejestracji ma także związek z elementami psychologicznymi. Pandemia spowodowała upadek i kompromitację komunikacji zbiorowej. W efekcie ogromna ilość ludzi potrzebowała drugiego, trzeciego czy nawet czwartego samochodu, żeby się bezpiecznie poruszać – podkreśla Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Od stycznia do marca br. było ponad 560 tys. ponownych rejestracji samochodów już zarejestrowanych na terenie Polski. Natomiast w danych z początku 2020 roku widzimy przeszło 520 tys. takich przypadków.

– Ponowne rejestracje to przede wszystkim transakcje wewnątrzkrajowe. Ale zdarzają się też samochody, które jako nowe wyjechały z kraju i teraz do niego wróciły jako używane. W Polsce mamy między 2 a 3 mln transakcji kupna-sprzedaży różnych pojazdów rocznie – dodaje ekspert Stowarzyszenia Komisów.

Analizując statystyki dotyczące pojazdów używanych sprowadzonych z zagranicy, widać, że najwięcej zarejestrowano ich w województwie wielkopolskim – 26 979 (w analogicznym okresie 2020 roku – 25 041). Dalej jest mazowieckie – 25 706 (24 019) i śląskie – 20 375 (19 398). Na końcu zestawienia znajduje się opolskie – 5 126 (4 728). Natomiast, biorąc pod uwagę ponowne rejestracje pojazdów już zarejestrowanych w Polsce, stawkę otwiera mazowieckie – 86 961 (81 089). Kolejne pozycje należą do śląskiego – 63 795 (58 208) i wielkopolskiego  – 59 320 (52 379). Najmniej takich przypadków odnotowano w opolskim – 12 990 (11 846).

– Wielkopolska to zagłębie importerów aut. Na jej obszarze mamy m.in. Gniezno, Wągrowiec czy inne miejscowości znane właśnie z tego typu działalności. Podobnie sytuacja wygląda na Mazowszu i Śląsku. Dlatego tam dokonuje się najwięcej rejestracji pojazdów sprowadzanych z zagranicy – podkreśla prezes zarządu PISKP.

Z kolei Maciej Szymajda zaznacza, że w województwie mazowieckim za mekkę firm handlujących samochodami uchodzi Ostrów Mazowiecka. Można się o tym przekonać, wpisując nazwę tego miasta do wyszukiwarek w portalach z ogłoszeniami motoryzacyjnymi. Natomiast Śląsk to przede wszystkim duże skupisko mieszkańców, co też przekłada się na liczbę kupowanych aut używanych.

– W ub.r. ze względu na pandemię przedłużono z 30 do 180 dni termin na rejestrację samochodu sprowadzonego z zagranicy. Ale to były przepisy przejściowe, obowiązujące do końca grudnia. Teraz znów jest tak jak na początku 2020 roku. Dlatego wiele komisów szybko rejestruje pojazdy, aby nie narazić się na karę administracyjną od 200 do 1000 zł. I to przekłada się na statystyki we wspomnianych zagłębiach importerów aut – dodaje Barankiewicz.

Pandemia sprawiła, że proces decyzyjny ws. zakupu auta jest szybszy. Przede wszystkim ze względu na mniejszy wybór, co podkreśla Marek Konieczny. Ekspert ZDS dodaje, że większe zainteresowanie samochodami używanymi jest chwilowe. Prawdopodobnie pod koniec roku wyhamuje. Wówczas będzie około miliona sprowadzanych pojazdów rocznie.

Szok inflacyjny w USA podbił zmienność na rynku

Aktywa ryzykowne na całym świecie oscylują blisko rekordowo wysokich poziomów. Ich sytuacja jest jednak bardziej niepewna po tym, jak w zeszłym tygodniu dane o amerykańskiej inflacji pokazały wyraźny wzrost, wywołując zamieszanie na rynku.

Biorąc pod uwagę skalę zaskoczenia, nieco dziwi, że natychmiastowy wzrost rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wyniósł zaledwie 4 pb. Niemniej ruch ten wystarczył, aby wzburzyć rynek surowcowy i wywołać wahania walut rynków wschodzących, których większość zakończyła tydzień osłabieniem względem amerykańskiej waluty.

W tym tygodniu w środę poznamy minutki z posiedzenia Fedu. Spodziewamy się, że nie będą miały one dużego wpływu na rynek – zaskoczenie inflacyjne sprawia, że są niejako nieaktualne. Naszym zdaniem dla rynków w tym tygodniu najważniejsze będą wstępne odczyty indeksów PMI dla gospodarek USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii, które poznamy w piątek. Poza tym rynek zdaje się nadal trawić duży wzrost przynajmniej krótkoterminowej presji inflacyjnej w USA. Uważamy, że gdy skończy, dolar nadal będzie tracić.

PLN

Kluczowym krajowym wydarzeniem dla złotego w zeszłym tygodniu miała być publikacja uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów. Po kilkugodzinnym posiedzeniu Sąd postanowił jednak zasięgnąć opinii pięciu instytucji (RPO, RPD, KNF, NBP i Rzecznika Finansowego). Informacja o istotnym odsunięciu w czasie publikacji uchwały nie przełożyła się na słabość złotego. Polska waluta, wspierana przez pozytywny sentyment i wzmacniana dodatkowo przez rosnące oczekiwania względem zacieśniania polityki pieniężnej w Polsce, znalazła się pod koniec tygodnia na najwyższym od nieco ponad miesiąca poziomie w parze z euro.

Obecnie rynek zaczął wyceniać jedną pełną podwyżkę stóp procentowych (o 25 pb.) przed końcem roku. Uważamy za bardziej prawdopodobne, że do wzrostu stóp procentowych dojdzie dopiero w 2022 r. Wzrost kosztów kredytu wydaje się jednak coraz bliższy, zwłaszcza biorąc pod uwagę dobre perspektywy polskiej gospodarki i oczekiwaną dość wysoką dynamikę cen. Szczególnie że zarówno wzrost, jak i inflacja powinny zostać wzmocnione przez planowane przez rząd zmiany w polityce fiskalnej w ramach zaprezentowanego w sobotę programu Polski Ład.

EUR

Zeszłotygodniowe wskaźniki nastroju inwestorów w strefie euro potwierdziły zmianę na lepsze w oczekiwaniach względem sytuacji w Europie, co wzmocniło sygnał wysyłany przez wiodące wskaźniki ekonomiczne. Uważamy, że jednym z kluczowych czynników finansowych i ekonomicznych w 2021 r. będzie przebieg odbicia europejskiej gospodarki w stosunku do amerykańskiej – zarówno w kontekście jego prędkości, jak i towarzyszącej mu presji inflacyjnej. Ze względu na wsteczność danych nie uzyskamy jednak jasnego obrazu sytuacji aż do połowy lata.

Póki co skupimy się na wiodących wskaźnikach aktywności gospodarczej, takich jak indeksy PMI, które zostaną opublikowane w piątek. Kolejna pozytywna niespodzianka w przypadku indeksu dla usług mogłaby wesprzeć euro pod koniec tygodnia.

USD

Od dawna oczekiwany gwałtowny wzrost inflacji w USA w zeszłym tygodniu ukazał się w pełni. Inflacja w kwietniu wzrosła o 4,2% w ujęciu rocznym. Co bardziej złowieszcze, stabilniejsza miara bazowa, która nie uwzględnia zmian cen najbardziej wahających się komponentów, czyli energii i żywności, odnotowała najwyższy skok od 1981 r. (+0,9% m/m), a jej trzymiesięczna zanualizowana stopa wzrostu to obecnie 5,6%.

W najbliższym czasie kluczowa będzie reakcja Fedu. Ich komunikacja była gołębia i sugerowała niereagowanie na krótkoterminowy wzrost presji cenowej oraz utrzymanie polityki w trybie silnej stymulacji. Możliwe, że mimo to niektórych członków Rezerwy Federalnej poruszył gwałtowny wzrost inflacji. Jeśli chodzi o rynek walutowy, bardzo niskie stopy procentowe i rosnąca inflacja rzadko bywają pozytywnym połączeniem dla jakiejkolwiek waluty i nie oczekujemy, że tym razem będzie inaczej.

GBP

Ulgę po ogłoszeniu wyników wyborów w Szkocji wywołuje m.in. brak perspektyw do ponowienia dążeń niepodległościowych w najbliższym czasie. Była ona wzmocniona przez pasmo bardzo dobrych wieści dotyczących cen domów, miesięcznego PKB w marcu i sprzedaży detalicznej BRC. Funt doświadczył umocnienia w zeszłym tygodniu, kończąc go wyżej w stosunku do wszystkich głównych walut G10 i rynków wschodzących.

W najbliższych dniach, poza jak zawsze kluczowymi indeksami PMI, których wstępne majowe odczyty poznamy w piątek, wyczekujemy środowych danych o inflacji. Rynki oczekują niewielkiego odbicia miary bazowej. Dane pomogą odpowiedzieć na pytanie, czy duża niespodzianka inflacyjna w USA z zeszłego tygodnia jest fenomenem ogólnoświatowym, czy na tę chwilę dotyczy tylko amerykańskiej gospodarki.

CHF

Frank zakończył ostatni tydzień niewielką zmianą w stosunku do euro, mniej więcej w połowie stawki w porównaniu do pozostałych walut G10. W trakcie tygodnia zmienności jednak nie brakowało. Gwałtowne ruchy waluty można w większości wytłumaczyć dwoma czynnikami: zaskoczeniem dotyczącym danych z USA, które pociągnęły za sobą silne ruchy rentowności obligacji i szerokiego rynku walutowego, oraz zwiększonymi interwencjami Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) na rynku.

Biorąc pod uwagę dane SNB o depozytach na żądanie, wygląda na to, że w ciągu kilku ostatnich tygodni interwencje banku centralnego wyraźnie przybrały na sile. W pierwszym tygodniu maja wartość tych depozytów wzrosła o 3,6 mld franków, co było największym skokiem od lipca 2020 r., a w zeszłym – o kolejne 2,8 mld. Może to być tymczasowa reakcja na odporność franka. Sytuacja prawdopodobnie unormuje się w dalszej części roku, jeśli poprawa sentymentu do ryzyka i rentowności amerykańskich obligacji znowu wywrą presję na walutę. W krótkim terminie niezmiennie skupiamy się na wieściach z zewnątrz, obserwując jednocześnie zmiany w danych o depozytach na żądanie i pozycjonowaniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Moc przyłączeniowa dla stanowisk postojowych związanych z budynkami – ustalono wymogi minimalne

PSPA: 14 maja opublikowano długo oczekiwane rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie sposobu ustalania minimalnej mocy przyłączeniowej dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkami użyteczności publicznej oraz budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi.

Podstawą prawną dla wydania rozporządzenia jest art. 12 ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, który przewiduje obowiązek zapewnienia mocy przyłączeniowej w nowych budynkach obu kategorii, pozwalającej na instalację punktów ładowania o mocy nie mniejszej niż 3,7 kW  – mówi Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA. Celem regulacji ma być zabezpieczenie mocy umożliwiającej instalację punktów ładowania oraz stopniowe zwiększanie ich liczby, z uwzględnieniem potrzeb zaspokojenia bieżącego zapotrzebowania na energię elektryczną wynikającego z używania tych budynków. Przepis ustawy, a w konsekwencji – przepisy rozporządzenia – odnoszą się jedynie do gmin, o których mowa w art. 60 ust. 1 ustawy, a więc nie obejmują swoim zakresem gmin o liczbie mieszkańców niższej niż 100 000.

W rozporządzeniu przewidziano, że minimalna moc przyłączeniowa dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkiem użyteczności publicznej stanowi iloczyn 20% liczby wszystkich stanowisk postojowych związanych z tym budynkiem i wartości mocy 3,7 kW, jednak nie mniej niż 3,7 kW, chyba że z tym budynkiem nie są związane żadne stanowiska postojowe. Minimalna moc przyłączeniowa dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkiem mieszkalnym wielorodzinnym ma natomiast stanowić iloczyn 50% liczby wszystkich stanowisk postojowych związanych z tym budynkiem i wartości mocy 3,7 kW, jednak nie mniej niż 3,7 kW, chyba że z tym budynkiem nie są związane żadne stanowiska postojowe.

Przyjęcie rozporządzenia kończy długotrwały proces legislacyjny, który rozpoczął się w 2019 r. Podmioty realizujące inwestycje budowlane zyskują jasność co do reguł, na których mają opierać wyliczenie minimalnej mocy przyłączeniowej dla budynku na poczet mających w nim powstać punktów ładowania.

Mając jednak na uwadze potrzebę zapewnienia odpowiedniej mocy przyłączeniowej, pozwalającej na instalację punktów ładowania w budynkach powstających w całej Polsce, konieczne będzie poszerzenie delegacji ustawowej zawartej w art. 12 ust. 2, tak aby zakresem rozporządzenia objąć również budynki znajdujące się w gminach liczących poniżej 100 000 mieszkańców.

Rozporządzenie wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Link do rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 7 maja 2021 r. w sprawie sposobu ustalania minimalnej mocy przyłączeniowej dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkami użyteczności publicznej oraz budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi: https://dziennikustaw.gov.pl/D2021000089201.pdf

Polski Ład wymaga rzetelnych konsultacji ze środowiskiem pracodawców i związków zawodowych

  • Zaproponowane w Polskim Ładzie zmiany w składce zdrowotnej oznaczają dla firm małych i większych, ale także dla ogromnej rzeszy specjalistów, wzrost obciążeń, który pogorszy warunki prowadzenia działalności, inwestycji, ale także świadczenie pracy.
  • Zwiększenie nakładów na politykę społeczną, a w szczególności na ochronę zdrowia, musi wynikać z dochodów, które biorą się z aktywności gospodarczej i wzrostu zatrudnienia, a nie wyłącznie ze wzrostu obciążeń – uważa Konfederacja Lewiatan.

Polski Ład ma być odpowiedzią na zagrożenia w obszarze gospodarczym i społecznym po ponad rocznym okresie ograniczeń w działalności gospodarczej i świadczenia pracy spowodowanych walką z pandemią. Jego celem powinno być zarysowanie perspektywy powrotu do normalności i wejścia na szybką ścieżkę rozwoju gospodarczego. Nie bez znaczenia są ogromne zaległości i problemy w sferze zdrowia publicznego obywateli, poprawy sytuacji dochodowej, ale także dążenia do uzyskania równowagi makroekonomicznej, zwłaszcza w tak mocno nadwyrężonych finansów publicznych.

– Z perspektywy społecznej, a zwłaszcza gospodarczej oczekiwano na zintegrowany program inwestycji w gospodarkę, zachęt do ich podejmowania, ale także czekano na inwestycje w jakość pracy i zdrowie publiczne. I mimo, że planów inwestycyjnych w Polski Ładzie jest wiele, sposób ich realizacji może budzić szereg pytań. Czy zarysowane cele i działania oraz metoda realizacji zapewnią szybki powrót na ścieżkę rozwoju? Czy obok inwestycji publicznych pojawią się tak oczekiwane inwestycje prywatne? Czy biznes uwierzy w warunki stabilnego rozwoju? – pyta prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i przewodniczący Zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych w RDS.

Składka zdrowotna zwiększy koszty

Polski Ład koncertuje się przede wszystkim na celach polityki społecznej i planach inwestycji publicznych. Zaskakuje tak mocna zmiana systemu podatkowego, która dzięki zastosowaniu instrumentów fiskalnych zmniejsza obciążenia najniżej zarabiających, zwiększając obciążenie osób osiągających wyższe dochody, a zwłaszcza przedsiębiorców. Szczególnie nowa konstrukcja składki zdrowotnej, która z pewnością zapewni wzrost dochodów Narodowego Funduszu Zdrowia, wydaje się bardzo radykalna, wręcz szokowa z perspektywy kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

– Tak dla małych firm, jak dla większych, ale także dla ogromnej rzeszy specjalistów zatrudnionych w gospodarce, nowa koncepcja składki zdrowotnej to wzrost obciążeń, który pogorszy warunki prowadzenia działalności, inwestycji, ale także warunki świadczenia pracy. Zaproponowany kształt reformy wymaga racjonalnych korekt – podkreśla prof. Jacek Męcina.

Zwłaszcza, że mimo głębokiego uzasadnienia dla zwiększania inwestycji w zdrowie publiczne, w Polskim Ładzie nie przedstawiono przekonywujących reform, które przełożą się na wyższą efektywność funkcjonowania systemu. Należy poprawiać płace w służbie zdrowia, zwiększyć liczbę kształconych lekarzy i pielęgniarek, należy też rozwijać programy badań profilaktycznych, ale trzeba też wprowadzić przejrzyste zasady zarządzania zasobami i infrastrukturą zdrowia, tak aby nakłady rzeczywiście wpływały na poprawę funkcjonowania systemu. Takiej reformy na tym etapie w Polskim Ładzie brak, a prosty wzrost nakładów, choć kierunkowo słuszny, może przyczynić się ograniczenia działalności gospodarczej i w dłuższym okresie czasu przyczynić się do spadku dochodów NFZ.

Zwiększenie nakładów na politykę społeczną, a w szczególności na ochronę zdrowia musi wynikać z dochodów, które oznaczają wzrost aktywności gospodarczej i związanej z pracą, a nie wyłącznie ze wzrostu obciążeń. Zwłaszcza dla części biznesu najbardziej dotkniętego skutkami pandemii oraz dla części pracujących, program może okazać się zapowiedzią pogorszenia perspektyw rozwoju i sygnałem dla ograniczenia inwestycji, czy aktywności zawodowej.

Niekorzystne zmiany na rynku pracy

Drugi, kluczowy obszar Polskiego Ładu to zatrudnienie i rynek pracy. O ile rozwiązanie związane ze zmniejszeniem klina podatkowego dla pracowników o niskich dochodach ma sens, bo może zwiększyć zatrudnienie najsłabszych grup na rynku pracy i korzystnie wpłynąć na ograniczenie szarej strefy, to dość radykalny wzrost obciążeń dla lepiej zarabiających budzi już poważne zastrzeżenia. Oczywiście w perspektywie dwóch lat, kiedy uporamy się ze skutkami pandemii wzrost obciążeń jest racjonalnym rozwiązaniem, ale nie w tym momencie i nie tak radykalnie. Dziś zapowiedzi obciążenia składką zdrowotną wszystkich dochodów samozatrudnionych i przedsiębiorców oraz znacząca podwyżka obciążeń dla dobrze zarabiających specjalistów są złą wiadomością. Te zmiany uderzą w specjalistów, tak potrzebnych dla unowocześniania polskiej gospodarki. Mogą oznaczać ograniczenie działalności na polskim rynku, czy wręcz decyzje o przenoszeniu działalności, co pogłębi problemy rynku pracy.

Z zapowiedzią ozusowania umów zleceń zdążyliśmy się oswoić, ale wdrożenie jednolitego kontraktu bez pokazania perspektywy tak potrzebnych form pracy dorywczej może niepokoić część przedsiębiorców. Podobnie przejrzystych decyzji wymaga dziś uregulowanie pracy zdalnej, która po kilku miesiącach konsultacji wymaga wreszcie kompromisowego projektu.

Dobry pomysł na reformę urzędów pracy

– Pozytywnie należy ocenić zapowiedź reformy usług świadczonych przez publiczne służby zatrudnienia, choć brak informacji o sposobie zwiększenia potencjału usług rynku pracy dzięki współpracy z siecią prywatnych agencji i organizacjami pozarządowymi. Więcej konkretów wymaga też pozytywnie odbierana przeze mnie zapowiedź większych nakładów na kształcenie ustawiczne i zwiększenie dostępu do środków Krajowego Funduszu Szkoleniowego dla przedsiębiorców i pracowników – dodaje prof. Jacek Męcina.

Z tej perspektywy Polski Ład wymaga rzetelnych konsultacji ze środowiskiem pracodawców i związków zawodowych. Lewiatan liczy na otwarty dialog z rządem, bo sporo zapowiedzi może budzić niepokój, a inne bardziej przyjazne biznesowi rozwiązania wymagają doprecyzowania. Dobrą okazją do takiej dyskusji będzie planowane na 20 maja posiedzenie plenarne Rady Dialogu Społecznego. Ta pierwsza debata powinna być zapowiedzią odpowiedzialnych konsultacji, w trakcie których możliwe będzie korygowanie, lub zmiana niektórych propozycji.

TransactionLink – startup inkubowany przez GPW Tech S.A. rozpoczyna działalność i zapowiada przełom w usługach otwartej bankowości

  • TransactionLink jest start-upem inkubowanym przez GPW Tech S.A.
  • Firma zajmie się upowszechnianiem nowych rozwiązań z zakresu otwartej bankowości oraz pomocą w budowie „polskich jednorożców” w branży fintech
  • Start-up rozpoczął właśnie oficjalnie działalność na polskim rynku

Na podstawie unijnej dyrektywy PSD2, banki zobowiązane są do udostępniania połączenia podmiotom zewnętrznym, tak aby te miały dostęp do historii transakcji użytkowników. Otwiera to drogę do rozwoju nowym dostawcom technologii. Produkty TransactionLink pozwalają bezpiecznie łączyć dane bankowe za pomocą jednego API oraz wzbogacać i analizować płynące dane.

– Dyrektywa PSD2 otworzyła drogę do rewolucji w usługach otwartej bankowości. Chcemy pozwolić każdemu, nawet najmniejszemu i niezwiązanemu z finansami biznesowi, na czerpanie korzyści z tej sytuacji. Z naszych usług mogą korzystać rozwinięte spółki oferujące kredyty, pożyczki, ubezpieczenia, wynajem mieszkań, leasing czy faktoring. Przede wszystkim jednak zależy nam na wsparciu młodych fintechów, które mogłyby stać się pierwszymi „polskimi jednorożcami”. Dzięki naszej technologii, spółki te mogą szybko zbudować swój biznes właściwie od zera i od razu stanąć w szranki z najlepszymi – mówi Mateusz Pniewski, CEO TransactionLink.

Jako podmiot AISP, TransactionLink jest nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Spółka otrzymała również wsparcie od GPW Tech S.A. w ramach programu inkubacji perspektywicznych polskich start-upów, zainicjowanego przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

– W ramach realizacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, zadaniem GPW jest m.in. inkubacja nowoczesnych technologii. Od 2018 roku wyinkubowaliśmy już sześć spółek. W dalszym rozwoju postanowiliśmy wspierać spółkę TransactionLink, ponieważ rozwijana przez założycieli technologia może zrewolucjonizować rynek kapitałowy w Polsce i na świecie. Cieszę się, że dwa renomowane międzynarodowe fundusze venture capital są naszymi koinwestorami w tym przedsięwzięciu – mówi Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni GK GPW za wsparcie i już dziś wiemy, że na tym nasze kontakty z Giełdą się nie zakończą – nasz model biznesowy zakłada bowiem rozwój od fazy pre-seed aż po potencjalne, przyszłe IPO. Chcemy budować świat finansów, który jest bezpieczniejszy, prostszy i bardziej zrozumiały dla użytkowników. Dzięki nam, klienci różnych przedsiębiorstw będą mogli sprawniej wynająć mieszkanie, założyć konto maklerskie, wykupić ubezpieczenie lub komfortowo zweryfikować swoją tożsamość – dodaje Mateusz Pniewski.

TransactionLink oferuje elementy składowe do zbudowania dowolnego produktu finansowego, szytego na miarę indywidualnych potrzeb klienta. Dane pobierane z banku za pomocą połączeń PSD2 mogą zostać wzbogacone o zewnętrzne źródła danych, przetworzone przez zaufanych partnerów, a doświadczenie użytkownika końcowego rozbudowane poprzez zaoferowanie mu dowolnej metody weryfikacji tożsamości w procesie. Wszystkie te funkcjonalności dostępne są natychmiastowo, a platforma umożliwia korzystanie z nich już po kilku minutach integracji technicznej.

Podstawę bezpieczeństwa danych stanowi certyfikacja PCI DSS (Payment Card Industry Data Security Standard) – norma bezpieczeństwa stosowana w środowiskach, gdzie przetwarzane są dane posiadaczy kart płatniczych. Standard został wprowadzony, aby objąć skrupulatną kontrolą proces przetwarzania danych i zapewnić najwyższy poziom bezpieczeństwa klientom.

Schemat działalności TL – podstawowe produkty i wtyczki

Schemat działalności TL – podstawowe produkty i wtyczki

Ceny usług hotelowych, gastronomicznych i artystycznych mocno w górę

Będzie czwarta fala? Czy klienci wrócą? Czy odmrożenie gospodarki jest na stałe czy tylko na chwilę? Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi… mniej. Przedsiębiorcy od 14 miesięcy żyją w permanentnym stanie niepewności, który nie sprzyja temu, by prowadzić spokojną działalność gospodarczą. Jak mówią przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska w ostatnim czasie kancelaria zasypywana jest pytaniami związanymi z optymalizacją działania czy kwestiami dotyczącymi rentowności działania w reżimie sanitarnym. – Entuzjazm z otwarcia gospodarki to jedno, a chłodny rachunek ekonomiczny to drugie. Nie ukrywamy, że wielu przedsiębiorców cieszy się mniej gdy policzy, jakie ryzyka mogą nieść ze sobą najbliższe miesiące – mówi Filip Kiżuk.

Pogoda, uwolnienie ruchu transgranicznego, sympatia klientów – od tego zależy sukces odmrażania gospodarki

O jakich ryzykach mowa? Pandemia koronawirusa nie ustąpiła i tak naprawdę trudno jest stwierdzić czy nadejdzie czwarta fala lub czy niebawem nie przyjdzie nam się mierzyć z kolejnym wariantem koronawirusa. Niepewne jest także czy nasze społeczeństwo nabędzie odporność populacyjną czy nie. Biorąc pod uwagę wszystkie ryzyka wielu przedsiębiorców wstrzymuje się z inwestycjami czy z decyzjami o odmrażaniu działalności.

– Nie wszystkie hotele otworzyły się w maju, nie wszystkie restauracje podjęły decyzje o powrocie do działania. Jest duża niepewność czy warto już teraz wracać i rekrutować pracowników. Jeżeli restauracja może działać tylko w 50% obłożeniu to w wielu przypadkach nawet jeżeli będzie otwarta i będzie mieć wielu klientów to i tak nie jest w stanie wygenerować zysków, a koszty są większe. Choćby kwestia zatrudniania pracowników. Podobnie jest w usługach, turystyce, handlu czy hotelarstwie. Tylko pełne odmrożenie i np. uwolnienie ruchu transgranicznego może zagwarantować zyski. Bez tego jest to tylko delikatne poprawienie sytuacji branż, które objęte były lockdownem przez wiele miesięcy – mówi Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

– Przedsiębiorcy patrzą na przyszłość na pewno spokojniej niż kilka tygodni temu, ale nie ma tutaj nadal „hurra-optymizmu”. Wiele zależy od czynników na które przedsiębiorcy nie mają zupełnie wpływu. To kwestia np. pogody, decyzji o uwolnieniu ruchu transgranicznego czy kwestii powrotu konsumentów – dodaje Filip Kiżuk.

Duże wzrosty cen za usługi objęte lockdownem w ostatnich miesiącach

Jak powinno wyglądać więc mądre odmrażanie gospodarki? Eksperci nie mają wątpliwości, że przedsiębiorcy wiele tygodni przygotowywali się na otwarcie swoich działalności. Ci, którzy przetrwali na pewno będą stawiać na wysoką jakość obsługi oraz będą zachęcać konsumentów do korzystania ze swoich usług. Nie ma jednak wątpliwości, że przed nami wysoki wzrost cen w sektorach, które były zamknięte w ostatnich miesiącach.

– To już widać w pasie nadmorskim. Pobyty w hotelach są droższe niż przed pandemią. Wzrosły również ceny w restauracjach i kawiarniach. Zaskoczyła mnie w miniony weekend cena lodów nad morzem, gdzie jedna gałka kosztuje 6 złotych, a w ubiegłym roku było to maksymalnie 4,50. Na pewno droższe będą również wydarzenia muzyczne, koncerty, spektakle. Tego po prostu nie da się uniknąć po tak długim i bolesnym lockdownie – mówi Katarzyna Michalska. – Tu pojawia się pytanie: czy klienci dopiszą? Czy będziemy chcieli płacić więcej za korzystanie z restauracji i dóbr kultury? Z jednej strony jestem pewna, że wiele osób tylko czekało na możliwość wyjazdu nad morze czy do innego miasta, by zatrzymać się w hotelu czy wypić kawę w restauracyjnym ogródku. Z drugiej mam też wrażenie, że trochę się od pewnych wydatków odzwyczailiśmy. Przedsiębiorcy muszą więc bardzo zwinnie balansować na granicy pomiędzy opłacalnością swojego biznesu i tolerancji klientów – dodaje Katarzyna Michalska.

Hossa na rynku materiałów budowlanych. Ceny rosną jak szalone!

Materiały budowlane stanowią zasadniczy koszt każdej budowy, stąd tendencje cenowe ich dotyczące mają podstawowe znaczenie dla kształtowania stawek metra kwadratowego mieszkań deweloperskich. Pytanie, czy sygnały przyśpieszenia hossy na rynku materiałów budowlanych, zasygnalizowane dość wyraźnie na początku tego roku, zdążyły już doczekać się swojej materializacji

Jeszcze w styczniu br. dynamika cen materiałów budowlanych, choć od bardzo dawna nieprzerwanie na plusie, pozostawała pod wpływem wyraźnie spadkowej linii trendu, której kontynuacja w kolejnych miesiącach dawała szansę na długo oczekiwaną korektę. Niestety, kolejne 3 miesiące zaowocowały bardzo silnym odreagowaniem, w efekcie którego tendencja powróciła do wzrostowej, a średnia dynamika cen z zaledwie 1 proc. we wrześniu 2020 r. wzrosła w kwietniu br. do blisko 5 proc.

Jak wskazuje RynekPierwotny.pl ceny materiałów budowlanych oraz perspektywy ich kształtowania w bliższej i dalszej przyszłości są niezwykle ważnym elementem planowania wszelkich inwestycji na rynku mieszkaniowym. Wynika to z faktu bardzo wysokiego, grubo ponad 50-procentowego ich udziału w kosztach budowy każdej nieruchomości mieszkaniowej. W ostatnich latach jednym z koronnych argumentów tendencji wzrostowej cen mieszkań było bowiem powszechne przekonanie o nieuchronności „wiecznej” hossy na rynku materiałów budowlanych.

Decydujący wpływ na trendy cenowe rynku materiałów budowlanych wywierają publikowane co miesiąc gusowskie dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego. Dotyczy to głównie statystyk nowo rozpoczynanych budów oraz nowych pozwoleń na budowę. Te w pierwszorzędnym stopniu determinują obecny oraz przewidywany w przyszłości popyt na materiały budowlane. Tymczasem dane GUS budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od komplikującej się sytuacji gospodarczej kraju na skutek pandemii, wciąż sygnalizują bardzo wysoką aktywność inwestycyjną mieszkaniowego rynku pierwotnego.

Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl swoje robi też zapewne rekordowy popyt na nowe mieszkania, jaki zanotowano w trzech pierwszych miesiącach br. Konieczność uzupełniania oferty deweloperów będzie nakręcała statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki, a te zapotrzebowanie na kolejne dostawy tysięcy ton materiałów. Do tego dochodzi systematycznie windowanie kursów surowców na światowych giełdach, rosnące ceny paliw i coraz wyraźniej nabierająca wiatru w żagle inflacja.17.05 Tabela – Dynamika cen

Jak zatem wynika z publikowanych co miesiąc danych Grupy Polskie Składy Budowlane (PSB), hossa na rodzimym rynku materiałów budowlanych  nie tylko wciąż ma się bardzo dobrze, ale od początku roku uległa znacznemu przyśpieszeniu. Na wypracowanie blisko 5-procentowej dynamiki złożyły się przede wszystkim takie pozycje jak:

  • płyty OSB (skok dynamiki z 11 proc. w styczniu do 32,4 proc. w kwietniu),
  • oświetlenia, elektryki (z 3,2 proc. do 9,6 proc.),
  • izolacje termiczne (z 0,7 proc. do 7,9 proc.), czy
  • instalacje, ogrzewanie (z 3,5 proc. do 7,1 proc.).

W sumie na 20 monitorowanych grup towarowych w 19 przypadkach zanotowano wzrosty, przy jedynie pojedynczym spadku cen w relacji rok do roku (ściany, kominy). Co więcej, stan koniunktury rynkowej nie wskazuje na rychłe wyhamowanie średniej dynamiki wzrostów, która w najbliższych miesiącach powinna dalej rosnąć nawet w okolice 7-8 proc.17.05 – Wykres – Dynamika cen materiałów budowlanych

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

U progu odblokowania konieczna pomoc sektorowa dla targów

O bezwzględne i pilne przyznanie pomocy sektorowej dla firm pracujących dla targów zwraca się ponownie do rządu Komitet Obrony Branży Targowej. Pochodzące z takiego wsparcia środki zrekompensowałyby dotkliwe straty, jakie od początku pandemii ponoszą przedsiębiorstwa targowe. Dzięki „zastrzykowi finansowemu” zajmujące się np. budową stoisk czy spedycją targową firmy pozostałyby w branży, doczekując do końca epidemii. Branża targowa potrzebuje przy tym wskazania daty jej odmrożenia z co najmniej 3 miesięcznym wyprzedzeniem, odbudowania zasobów ludzkich, a także stworzenia alternatywnego rozwiązania (w tym także rekompensaty) wobec zamienionych na covidowe szpitale ośrodków targowych czy wsparcia całej infrastruktury około targowej – z biurami, hotelami, gastronomią i miejscami spotkań, które również żyją z targów.

Kolejne tarcze pomocowe pomijają firmy pracujące dla branżowych targów. Działa ich w Polsce około 4 i pół tysiąca. Do wybuchu pandemii prosperowały bardzo dobrze, realizując zlecenia dla rodzimych i zagranicznych (głównie niemieckich) organizatorów imprez wystawienniczych. Dziś przedsiębiorcy tej branży zostawieni są sami sobie i domagają się wsparcia od państwa.

– Potrzebna jest bezwzględnie i pilnie pomoc sektorowa, która zrekompensuje nam dotkliwe starty, które ponieśliśmy. Potrzebny jest zastrzyk finansowy dla tych firm, które chcą pozostać w branży i prowadzić nadal działalność w zakresie wspomagania rozwoju biznesu – uważa Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, zasiadający jednocześnie w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zwraca uwagę, że obecnie potrzeba środków na rozruch i restart targowych przedsiębiorstw, i to tu i teraz. – Firmy z przemysłu spotkań – targów, konferencji oraz eventów zostały najbardziej dotknięte skutkami pandemii. Jest szansa na to, żeby tę branżę jeszcze uratować, ale potrzebna jest precyzyjna pomoc finansowa.

Teraz organizację imprez blokują: strach potencjalnych uczestników przed zakażeniem, zajęcie infrastruktury targowej na cele związane z walką z epidemią (gł. na szpitale tymczasowe), a wreszcie – brak formalnej decyzji czy wskazania nawet orientacyjnego terminu ponownego uruchomienia imprez targowych. W Niemczech, gdzie podobnie jak w całej Europie targi i konferencje zostały ze względu na pandemie odwołane, rząd przyznał wszystkim pracującym w tych segmentach gospodarki firmom specjalną pomoc sektorową w wysokości 642 milionów euro. Zgodziła się na to Komisja Europejska. Oprócz tego przedsiębiorstwa otrzymują tam od rządu wsparcie na zasadach ogólnych, a jedynym kryterium jest spadek przychodów. Podobnej pomocy i decyzji rządzących chciałby w Polsce, zrzeszający firmy około targowe Komitet Obrony Branży Targowej. W szczególności rządowe decyzje dotyczyłyby:

  1. okresu rozbiegowego. Branża targowa potrzebuje od wskazania daty odmrożenia okresu około 3 miesięcy na wystartowanie z pierwszymi imprezami. Ten czas to okres intensywnej pracy z klientami oraz prowadzenie działań marketingowo – promocyjnych. To również czas dla wszystkich firm świadczących usługi okołotargowe na kompletacje zleceń – przygotowanie projektów oraz elementów stoisk. W przypadku firm wystawienniczych, odmrożenie z okresu letargu dostawców wyposażenia – mebli, sprzętu AV itp., doprowadzenie do stanu gotowości bazy noclegowej oraz gastronomicznej – w tym usług cateringowych. Czas rozruchu po tak długim okresie braku aktywności to okres intensywnego inwestowania środków w odbudowę zarówno kapitału ludzkiego, jak i zapasów materiałowych. Potrzebny jest zatem kapitał obrotowy, którego w naszych firmach już po prostu nie ma.
  2. Konieczności zaakceptowania – zarówno przez rządzących, jak i branże targową – istnienia szpitali tymczasowych na terenach targowych ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zarówno Poznań, Kielce, Kraków, Gdańsk, Łódź oraz Lublin posiadają zajętą powierzchnię hal targowych przez szpitale tymczasowe. Część ośrodków z pewnością pozostanie z tym problemem do końca roku, a część stanie przed dylematem – pozostać ze szpitalem i minimalnym pokrywaniem kosztów utrzymania hal, czy też swoje zasoby z powrotem przeznaczyć na cele targowe, wracając do swojej właściwej działalności, jednak bez pewnej przyszłości w tym zakresie. O ile rządzący rekompensują w minimalnym zakresie gestorom obiektów koszty utrzymania hal przeznaczonych pod szpitale tymczasowe, o tyle organizatorzy targów oraz firmy świadczące usługi okołotargowe nie otrzymują żadnej rekompensaty z tytułu tego, że swoich usług na tych halach świadczyć nie mogą. Przecież nie da się wybudować stoiska targowego bez hali, na której odbywają się targi, ale nie da się też zorganizować targów bez stoisk dla poszczególnych wystawców. Tutaj również potrzebne jest rozwiązanie finansowe wspomagające tych, którzy poprzez obecność szpitali tymczasowych zostali pozbawieni możliwości pracy.
  3. Odbudowy zasobów ludzkich. Środki pomocowe, jakie uzyskały firmy z branży spotkań, wspomogły utrzymanie naszych przedsiębiorstw, ale w żadnym razie nie były wystarczające na pokrycie wszystkich zobowiązań przy normalnie funkcjonującym przedsiębiorstwie. Podjęte decyzje o skorzystaniu z subwencji PFR, powiązane z utrzymaniem stanów zatrudnienia, to często dramatyczne wybory podejmowane w maju 2020 roku z perspektywami restartu branży w końcu roku 2020. Niestety sytuacja zweryfikowała prognozy i znaczna część firm musiała się przebranżowić. Spora grupa już nie powróci do swojej podstawowej działalności. W jaki sposób zostaną zatem przeprowadzone największe imprezy targowe w Polsce, ale też w Europie, jeśli nie będzie miał ich kto obsługiwać, jeśli nie wrócą do swojej pracy projektanci stoisk targowych czy też firmy budujące często bardzo wyszukane ekspozycje targowe? Tutaj również potrzebny jest kapitał na odbudowę straconych kadr fachowców w tej branży. Na przygotowanie wykwalifikowanego pracownika potrzeba przynajmniej kilku miesięcy – okresu bez wpływów z koniecznością płacenia wynagrodzenia.
  4. Kondycji finansowej tych przedsiębiorstw, którym udało się doczekać i chcą dalej pracować na targach. Tutaj jest tragedia. Wyprzedany majątek – co się dało i udało, zaciągnięte zobowiązania pewnie na najbliższe 10 lat i perspektywa dalszej niepewności przez kolejne miesiące. Taki jest stan faktyczny tych pasjonatów, którzy właśnie z pasji i zamiłowania do tego, co robili przez ostatnie 5, 10, 30 lat chcą nadal pozostać w branży. Sprawa dotyczy nie tylko tego najbliższego kręgu firm pracujących przy organizacji targów, ale też całej szeroko pojętej turystyki biznesowej. Żaden hotel rezydujący w dużym mieście targowym nie przetrwa bez obecności wystawców i gości targowych. Ta cała duża grupa stanowiąca bazę noclegową dla gości przyjeżdżających – nie na wakacje do naszych miast – jest również na krawędzi możliwości finansowania dalszego utrzymania swojego potencjału. Bez wsparcia finansowego nie uda się doczekać do restartu branży. Kto przyjedzie na targi, jeśli nie będzie miał możliwości skorzystania z noclegu oraz restauracji?

– Rozwiązanie wszystkich powyższych problemów sprowadza się niestety do pozyskania źródła finansowania – twierdzi Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej, wskazując jednocześnie, że w zaprezentowanym właśnie przez rząd Polskim Ładzie na próżno szukać rozwiązań, które pomogłyby unieruchomionym przez pandemię branżom w wyjściu z kryzysu. Mało tego, duża część tego sektora opiera się na podmiotach pracujących jako Jednoosobowa Działalność Gospodarcza, która, jak zapowiada rząd, ma zostać teraz „dotknięta cudownym zabiegiem opodatkowania”. – Każdy z nas pamięta z pewnością z autopsji następującą sytuację: dobiegamy na przystanek, na którym stoi autobus. W momencie, gdy już zbliżamy się do pojazdu, drzwi zamykają się nam przed nosem i autobus odjeżdża – taką analogie do obecnej sytuacji branży targowej przedstawia Krzysztof Szofer i kontynuuje: – Branża targowa, konferencyjna oraz powiązane z nią branże z zakresu obsługi turystyki biznesowej znalazły się w sytuacji takiego właśnie niedoszłego pasażera. Po ponad 14 miesięcznym okresie lockdownu, przy nabierającym tempa procesie szczepień, spadku ilości zakażeń i konkretnych planach odmrażania poszczególnych dziedzin naszego życia codziennego – nikt nadal nie potrafi wskazać terminu odmrożenia dla tej ważnej gałęzi gospodarki – boleje Krzysztof Szofer, powołując się na to, co zauważa Rzecznik MŚP Adam Abramowicz, że wiele branż np. targowa, zostało pominiętych w rządowym harmonogramie odmrażania gospodarki. A tymczasem specyfika branży powoduje szereg problemów. – Apelujemy więc, aby rządzący nie zamykali nam drzwi w odjeżdżającym autobusie, ale podali pomocną rękę. A że to się opłaci w dłuższej perspektywie, to jest to oczywiste – domaga się w imieniu firm około targowych Krzysztof Szofer, zauważając jednocześnie, że władze polskie z pewnością dostrzegają gospodarczo promocyjny potencjał targów, bo same, i to z dużym rozmachem, chwalą się przygotowaniami Polski do udziału w najważniejszej imprezie targowej świata czyli Expo w Dubaju. – Z jednej strony rząd wydaje ogromne środki na urządzanie stoiska czyli polskiego pawilonu czy na polską delegację i jej spotkania z zainteresowanymi przedstawicielami biznesu, z drugiej jednak – w ogóle pomija targi u siebie, skazując je de facto na śmierć i przekazanie ich do innych krajów, które ostrzą sobie aż zęby na organizowanie ich u siebie – zauważa Krzysztof Szofer.

Z rządowej pomocy w postaci tzw. tarcz korzysta zaledwie 10 procent całej branży – oceniła niedawno Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Rząd pomija rodzime firmy świadczące usługi dla imprez targowych przy tworzeniu złożonych z kodów PKD określonych rodzajów sektorów list przedsiębiorstw zakwalifikowanych do otrzymywania w ramach pomocy środków finansowych. Jedynie PFR zdecydował się na początku roku umieścić kod 73.11.Z, któremu podlegają projektujące i budujące stoiska firmy, na swojej tarczy. Straty polskiej branży targowej przekraczają dziś 2 miliardy złotych.

Dolar znów w odwrocie, korekta na bitcoinie

Pakiet piątkowych danych musiał pogrążyć dolara. Nie były one wyjątkowo złe, ale były bardzo konsekwentne, wszystkie najważniejsze publikacje okazały się słabsze od oczekiwań analityków.

Piątek słabszy dla dolara

Dane makroekonomiczne publikowane na koniec tygodnia nie pomogły dolarowi. Amerykańska waluta po raz kolejny znalazła się w odwrocie po publikacji zmian sprzedaży detalicznej. Ta zamiast rosnąć o 1% w kwietniu utrzymała się na niezmienionym poziomie. Co gorsza, subindeks bez sprzedaży samochodów zanotował spadek o 0,8% pokazując, że to sprzedaż aut utrzymuje obecne poziomy. Wolniej wzrasta również produkcja przemysłowa, a co za tym idzie wykorzystanie mocy produkcyjnych. Na dodatek słabiej od oczekiwań wypadł raport Uniwersytetu Michigan. W rezultacie, nie może dziwić, że dolar znów jest niemal najsłabszy od końca lutego względem euro.

Złoty wciąż silny

W mediach słyszymy ostatnio bardzo dużo o Nowym Ładzie, nie jest to jednak temat, który na razie zaprząta głowy inwestorów walutowych. Są oni zainteresowani oczywiście źródłami finansowania tego dobrobytu, który ma nastać, ale z punktu widzenia kwotowań złotego są teraz ważniejsze tematy. Chociażby wolniejsze odbicie PKB w pierwszym kwartale tego roku pokazujące, że aż tak różowo nie jest. Z drugiej strony na rynku rosną oczekiwania względem podwyżek stóp procentowych. Widać to nie tylko po umacniającym się złotym, ale również po rosnącej rentowności obligacji skarbowych.

Korekta na bitcoinie

Był taki moment, kiedy rynki światowe śledziły Twittera prezydenta USA, zastanawiając się, czy to, co napisze, będzie miało wpływ na notowania walut. Teraz to samo przeżywają osoby zainteresowane notowaniami kryptowalut z Twitterem Elona Muska. Po tym, jak Tesla zapowiedziała wycofanie się z transakcji bitcoinem oraz ogłosiła, że poszuka bardziej ekologicznych kryptowalut, rozpoczęły się spadki. Teraz oliwy do ognia dolała odpowiedź, w której Elon Musk potwierdził, że inwestorzy mieliby się biczować, gdyby okazało się, że Tesla sprzeda swoje bitcoiny. Okazuje się, że w przypadku aktywów, które są mocno niestabilne, konto twitterowe o dużym zasięgu może być głównym powodem do przeceny sięgającej 30%. Nie jest to pierwsza istotna przecena tego aktywa i jest to ważne ostrzeżenie dla osób, które chcą tam zaangażować swoje oszczędności.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża lotnicza odradza się, ale bardzo powoli

To był ekstremalnie trudny rok dla branży lotniczej. Dziś swoje wyniki za rok finansowy kończący się 31 marca przestawił Ryanair. Spółka w ciągu roku straciła 815 mln. euro w porównaniu do 1 mld euro zysku w roku poprzednim. Spółka przewiozła tylko 27,5 mln pasażerów, tj. 81 proc. mniej niż rok wcześniej. Zadłużenie spółki wzrosło o 28 proc. do 5,8 mld euro. Ruch lotniczy odradza się powoli z powodu wolniejszego tempa szczepień w Europie niż w USA.

Lepsze wyniki linii lotniczych powinniśmy poznać w sierpniu, gdy podsumowany będzie kwartał kończący się w czerwcu br. Ryanair już wznowił lub zapowiedział wznowienie wielu tras z Polski, a także planuje utworzenie zupełnie nowych połączeń. Kryzys w branży lotniczej i spadki liczby pasażerów powodują, że Ryanair będzie teraz częściej latał na główne lotniska zamiast jak poprzednio na te tańsze i bardziej oddalone od miast. Tak będzie np. w Sztokholmie.

Powolne tempo znoszenia barier w podróżowaniu dotyka wszystkich linii lotniczych. W zeszły wtorek obserwowaliśmy znaczące spadki cen akcji Ryanair, Wizzair, EasyJet oraz innych, kiedy rząd Wielkiej Brytanii poinformował, że na liście krajów, do których Brytyjczycy będą mogli bez przeszkód podróżować, znalazło się tylko 12 państw. EasyJet swoje wyniki za pierwszy kwartał 2021 przedstawi 20 maja, a Wizzair opublikuje raport za rok kończący się 31 marca w dniu 2 czerwca.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Mocny wzrost inflacji w USA, ale jeszcze większy w Polsce

Amerykańska inflacja w kwietniu wzrosła o 4,2 proc r/r, czyli znacznie powyżej oczekiwań (3,6 proc. r/r). To najwyższy wzrost od sierpnia 2008 roku, czyli początku poprzedniego kryzysu finansowego. To powoduje, że rosną oczekiwania co do wcześniejszego od dotychczasowych prognoz (2023-2024) zacieśnienia polityki fiskalnej przez FED oraz wzrostu oprocentowania 10-letnich obligacji USA. Wzmaga to także rotację kapitału na giełdach od spółek technologicznych do spółek cyklicznych, w tym finansowych, surowcowych i przemysłowych, które zwykle są beneficjentami szybszego wzrostu gospodarki połączonego z inflacją. Inflacja to efekt ogromnego skumulowanego popytu, jaki pojawił się na amerykańskim rynku po pandemii. W portfelach Amerykanów są zarówno oszczędności z ostatnich miesięcy, jak i dodatkowe pieniądze, które otrzymali w ramach pakietów stymulacyjnych. Cały czas otwarte pozostaje pytanie o to, do jakiego poziomu inflacja wzrośnie i jak długo się utrzyma. W piątek opublikowano dane o wzroście o 0,7 proc. m/m cen towarów importowanych do USA w kwietniu. To najniższy odczyt od 5 miesięcy, co może wpłynąć na osłabienie wzrostu inflacji.

Polska inflacja CPI przebiła amerykańską, rosnąc w kwietniu o 4,3 proc. r/r, wobec 3,2 proc. r/r w marcu. W ujęciu miesięcznym ceny towarów wzrosły o 0,9 proc. a usług o 0,3 proc. Żywność zdrożała o 1,1 proc. m/m, a transport o 2,5 proc. m/m. Te dane dotyczą miesiąca w prawie pełnym lockdownie, nie ma więc wątpliwości, że z bardziej otwartą gospodarką w maju przyjdzie jeszcze wyższa inflacja. A dziś poznamy dane o inflacji bazowej za kwiecień.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Polski Ład PiS to ścieżka do nowych upadłości?

“Polski Ład” to pomysł Prawa i Sprawiedliwości na wyjście z kryzysu po pandemii. Będzie składał się z pięciu filarów, jego głównym fundamentem będą zmiany podatkowe. Najbardziej ucierpią samozatrudnieni oraz prowadzący mały biznes. Eksperci ostrzegają, że to oni najbardziej ucierpieli na pandemii, a to w połączeniu z nowymi obciążeniami podatkowymi, może spowodować nagły wzrost ogłaszanych bankructw. 

“Nowy Ład” przygotowywany przez Prawo i Sprawiedliwość od co najmniej kilku miesięcy, tuż przed ogłoszeniem programu zmienił on nazwę na “Polski Ład”.  Ujawnienie planu, który zdaniem rządzącej partii ma za zadanie m.in. pomóc polskiej gospodarce przejść okres po pandemiczny, przekładane było kilka razy. Ostatnio przeszkodą był wybuch III fali pandemii oraz ciągłe kłótnie wśród polityków tworzących Zjednoczoną Prawicą. Ostatecznie koalicyjny obóz doszedł do porozumienia i plan przedstawił wspólnie, a prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział zmiany podatkowe.

Rewolucja podatkowa – nie każdy będzie się uśmiechał

Z zapowiedzi szefa PiS wynika, że podniesiony zostanie drugi próg podatkowy z 85 tys. do 120 tys. Akurat waloryzacja progu, od którego będzie się opłacało 32% podatek nie budzi wielkiego sporu, gdyż nie był zmieniany kilkanaście lat. PiS chce też podwyższyć kwotę wolną do 30 tysięcy złotych.  To według Zjednoczonej Prawicy oznacza niższe podatki dla 18 milionów Polek i Polaków.

Trzecim podatkowym – i najbardziej kontrowersyjnym – elementem “Polskiego Ładu” – ma być likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej w rozliczeniu PIT.  Dziś z 9% składki aż 7,75% można odjąć od podatku, który płacimy.  Teraz to się zmieni, bo jeśli plan wejdzie w życie to odliczeń nie będzie.

Niepokój samozatrudnionych…

Dodatkowo składka ma być zawsze wyliczana proporcjonalnie od dochodów i nie będzie można skorzystać ze zryczałtowanej formy, a tak robią to teraz osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Jest ich w Polsce już ponad 3 miliony. Dziś w przypadku składki zdrowotnej niezależnie od tego, do jakich ubezpieczeń został zgłoszony przedsiębiorca, podstawę jej naliczania stanowi 75% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw za IV kwartał roku poprzedniego. W 2021 roku wynosi ona więc ok. 382 złote. W propozycji PiS ci, których dochód z prowadzonej działalności wyniesie ok. 10 tys. zł mogą zapłacić nawet ponad dwa razy tyle składki zdrowotnej.

– Co w połączeniu ze spodziewanym zabraniem ulgi w odliczeniu powoduje znaczny wzrost obciążeń. Na zmianach nie stracą jedynie osoby na samozatrudnieniu, ale także podatnicy na etacie, którzy zarabiają powyżej 6 tys. zł. Kwota wolna będzie korzystna dla wszystkich zarabiających poniżej tej kwoty, a konsekwencją radykalnej podwyżki kwoty wolnej będzie z kolei zwolnienie z podatku PIT emerytur i rent do wysokości 2,5 tys. zł – tłumaczy Marek Czyżewski, z serwisu Pravna.pl, który zajmuje się pomocą prawną skierowaną do sektora biznesu.

Dodatkowo prezes PiS zapowiedział likwidację “umów śmieciowych” i wprowadzenie jednego “kontraktu na pracę”. Jak zmieni to sytuację samozatrudnionych jeszcze nie wiadomo i czekać trzeba na szczegóły, które mają wpływać z każdym tygodniem.

…przed bankructwem?

Czyżewski zwraca uwagę, że sytuacja pandemiczna nie pomogła w prowadzeniu biznesu większości przedsiębiorców w tym samozatrudnionym. – Wielu z nich było narażonych na przedłużające się kolejne lockdown’y. Mówimy m.in. o. wolnych zawodach jak fryzjerzy czy ludzie świadczący usługi kosmetyczne, a nie wspominając już o branży gastronomicznej. Nie dość, że ciężko było uzyskać pomoc z rządowych programów, to musieli np. opłacać czynsz, mimo że nie świadczyli usług. Nie każdy właściciel nieruchomości był wyrozumiały. Dla nich kolejne obciążenie może oznaczać stan niewypłacalności finansowej– uważa założyciel Pravna.pl

Ogłoszenie stanu niewypłacalności jest dla wielu ostatecznością, ale obowiązujące – wielokrotnie nowelizowane przepisy – znacznie uprościły procedurę, choć nadal jest ona żmudna i czasochłonna. Bankructwo mogą ogłosić ci, którzy nie radzą sobie ze swoimi zobowiązaniami dłużej niż trzy miesiące.

Jeszcze w 2014 roku w Polsce ogłosiły upadłość zaledwie 32 osoby, a rok później już ponad 2 tys. Z roku na rok liczba przypadków rośnie, a po ostatniej zmianie przepisów szacuje się, że w 2020 roku ogłoszono upadłość konsumencką przeszło 13 tysięcy osób. Nowe przepisy sprawiają też, że sądy oddalają znacznie mniej wniosków. Do końca kwietnia 2021 roku – według Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej – aż 6 tys. razy ogłoszono upadłość konsumencką. To może oznaczać, że na koniec roku przekroczona zostanie bariera 20 tys. bankructw.

Mimo wszystko jeszcze mało osób wie, że może wyjść ze spirali długów. Ogłoszenie upadłości naprawdę ratuje ludziom życie i warto podejść do niej dobrze przygotowanym. Jest to bowiem proces wywołujący ogromny stres. Pomoc prawnika w takim momencie nie jest jednak zbytkiem czy luksusem. To dobrze wydane pieniądze, bo źle przygotowany wniosek zostanie odrzucony, a ponownie starać się o oddłużenie można dopiero po dziesięciu latach – mówi Czyżewski.

W obecnych przepisach istnieje możliwość skorzystania z upadłości również przez osoby na samozatrudnieniu czy prowadzących własną działalność gospodarczą. Sąd bada wtedy czy niewypłacalność wynika z prowadzonej działalności i jeśli tak jest po formalnym zamknięciu biznesu sędzia przychyli się do takiego wniosku o ile wszystkie inne formalności zostaną dochowane.

Przypomnijmy, że według nowych przepisów bankructwo mogą ogłosić także osoby, które doprowadziły do zadłużenia z własnej winy, ale w ich przypadku zachodzi konieczność spłaty części zobowiązań. Całkowite umorzenie długów możliwe jest jedynie wtedy, gdy dłużnik udowodni, że nie posiada majątku. – W marcu 2019 roku Ministerstwo Finansów szacowało, że nawet ok. 2 milionów osób może nie poradzić sobie ze spłatą swoich zobowiązań. Działo się to na rok przed wybuchem pandemii. Obecnie możemy spodziewać się niestety wyłącznie zwiększonego zainteresowania, a szykowane w Nowym Ładzie podwyżki obciążeń tylko mogą pogorszyć sytuację – uważa CEO Pravna.pl.

Paweł Barski nowym Dyrektorem Komunikacji i Marketingu w UNICEF Polska

Paweł Barski, wieloletni Dyrektor Marketingu w Ricoh Polska, został nowym Dyrektorem Komunikacji i Marketingu w UNICEF Polska. Będzie odpowiedzialny za strategię marketingową organizacji, działania wizerunkowe, media społecznościowe oraz komunikację wewnętrzną i zewnętrzną.

Paweł Barski jest związany z marketingiem od prawie 30 lat. Posiada szerokie doświadczenie w budowaniu strategii marketingowych, rozwoju marek, produktów i komunikacji. Przez wiele lat w roli Managera Marketingu w sektorze biznesowym.

Paweł Barski najdłużej był związany z Ricoh Polska, gdzie przez wiele lat pełnił funkcję Dyrektora ds. Marketingu. Odpowiadał za kreowanie i realizację strategii marketingowych dwóch marek Ricoh i Pentax w segmencie B2B i B2C. Zarządzał kilkunastoosobowym działem marketingu. Laureat wielu wyróżnień i nagród, m.in. finalista konkursu „Dyrektor Marketingu Roku”, „Osobowość Roku Mice Poland” czy „Grand Prix w kategorii Najlepszy Zespół Marketingu w Polsce”.

Temat pomocy potrzebującym dzieciom zawsze był mi bardzo bliski, dlatego cieszę się, że jestem w UNICEF Polska. Dołączam do organizacji, która od 75 lat niesie wsparcie najmłodszym na całym świecie. To ogromny zaszczyt, ale i wyzwanie, mówi Paweł Barski. Wierzę, że moja wiedza i doświadczenie pomogą organizacji w realizacji jej misji, dodaje.

Cieszę się, że naszej organizacji udało się pozyskać tak doświadczonego profesjonalistę, któremu nieobca jest również działalność pomocowa. Jestem przekonana, że jego wiedza i umiejętności przyczynią się do dalszego rozwoju organizacji, a także wzmocnienia jej wizerunku na rynku polskim. To zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym miejscu, skomentowała Renata Bem, Zastępca Dyrektora Generalnego UNICEF Polska.

Rzecznik MŚP przypomina: po publikacji wyroku TSUE biegnie termin na złożenie wniosków o wznowienie postępowań podatkowych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przypomina przedsiębiorcom, że biegnie termin na złożenie wniosków o wznowienie postępowań. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-895/19 został opublikowany 10 maja 2021 r. w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej C-895/19 podatnicy spełniający odpowiednie warunki mogą w ciągu miesiąca składać wniosek o wznowienie postępowań podatkowych. Podstawą prawną takiego wniosku jest art. 240 § 1 pkt 11 w związku z art. 241 § 2 pkt 2 Ordynacji podatkowej. Żądanie strony dotyczące wznowienia postępowania podatkowego powinno zostać wniesione w terminie miesiąca od dnia publikacji sentencji orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

W przypadku postępowania sądowo-administracyjnego podstawą takiego wniosku jest art. 272 § 3 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Żądanie strony dotyczące wznowienia postępowania sądowo-administracyjnego powinno zostać wniesione w terminie trzech miesięcy od dnia publikacji sentencji orzeczenia Trybunału.

Publikacja orzeczenia TSUE w sprawie C-895/19 nastąpiła w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej z dnia 10 maja 2021 r. (seria C, nr 182, str. 16). Od tej daty należy liczyć terminy, w których podatnicy są uprawnieni do składania wniosków o wznowienie postępowania.

Fiskus nie może nakładać na przedsiębiorców sankcji karnych za błędne rozliczenia bez rozróżnienia, czy są oni oszustami, czy nie

Sprawa polskiej spółki trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Spółka nabyła nieruchomość po cenie brutto wraz z VAT-em, który następnie odliczyła. Skarbówka stwierdziła, że firma nie miała prawa do odliczenia, bo dostawa nieruchomości jest co do zasady zwolniona z VAT, a strony transakcji nie złożyły oświadczenia o zrzeczeniu się tego zwolnienia. Spółka dostosowała się do wskazań organu. Skorygowała deklarację VAT i kwotę podatku zgodnie ze wskazaniami organu. Naczelnik urzędu skarbowego przyjął korektę, ale mimo to nałożył na przedsiębiorcę sankcję karną w postaci dodatkowego zobowiązania, wynoszącego 20% kwoty zawyżenia zwrotu VAT. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu wystąpił do unijnego trybunału z pytaniem, czy takie karanie przedsiębiorców jest dopuszczalne.

Przedsiębiorca nabył nieruchomość na fakturę i zapłacił VAT

Grupa Warzywna sp. z o.o. nabyła nieruchomość za cenę ustaloną w akcie notarialnym w kwocie brutto, zawierającą podatek od towarów i usług. Zbywca wystawił spółce fakturę VAT sprzedaży. Przedsiębiorca po uregulowaniu faktury uznał, że kwota naliczonego na niej VAT podlega odliczeniu. W złożonej w Urzędzie Skarbowym w Trzebnicy deklaracji podatkowej wykazał w związku z tym nadwyżkę VAT naliczonego nad należnym i wystąpił o jej zwrot.

W wyniku kontroli spółka skorygowała deklarację VAT

Urząd przeprowadził w spółce kontrolę i stwierdził, że zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku od towarów i usług sprzedaż nieruchomości podlega zwolnieniu z VAT, chyba że strony transakcji sprzedaży zrzekną się tego zwolnienia, co w tej sprawie nie nastąpiło. Spółka nie miała więc prawa do odliczenia VAT. Dostosowując się do wskazań organu, firma złożyła korektę deklaracji VAT, w pełni uwzględniając ustalenia przeprowadzonej kontroli i znacznie zmniejszając kwotę wykazanej nadwyżki zapłaconego podatku.

Organ korektę przyjął, ale karę nałożył

Jak się jednak okazało, Naczelnik Urzędu Skarbowego w Trzebnicy, wydając decyzję potwierdzającą zgodność kwoty nadwyżki VAT wykazanej przez spółkę w skorygowanej deklaracji, a jednocześnie powołując się na art. 112b ust. 2 ustawy o VAT, nałożył na przedsiębiorcę sankcję karną w postaci dodatkowego zobowiązania podatkowego w wysokości 20% kwoty zawyżenia nienależnie żądanego zwrotu VAT. Decyzję naczelnika podtrzymał organ II instancji.

Czy taka sankcja jest proporcjonalna do charakteru popełnionego błędu i wagi naruszenia?

Przedsiębiorca wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Sąd powziął wątpliwość, czy stosowanie takiej sankcji jest zgodne z fundamentalnymi zasadami proporcjonalności i neutralności VAT w sytuacji, gdy błędna kwalifikacja podatkowa transakcji przez przedsiębiorcę nie spowodowała uszczuplenia należnego fiskusowi podatku. Zdaniem wrocławskiego sądu ustanowienie sankcji w art. 112b ustawy o VAT miało na celu przekonanie podatników do rzetelnego i starannego wypełniania deklaracji podatkowych, a więc miała ona spełniać rolę prewencyjną. Natomiast zastosowana tak, jak w tej sprawie, ma charakter opresyjny. Regulacja tego artykułu nie przewiduje bowiem sytuacji, gdy nieprawidłowe rozliczenie VAT jest efektem błędnej oceny zakresu opodatkowania transakcji przez obie jej strony.

WSA we Wrocławiu postanowił więc wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem o zgodność z prawem wspólnotowym nakładania na podatników takiej sankcji w sytuacji, gdy wykracza ona poza swój cel, jakim jest zwalczanie przestępczości podatkowej, nie uwzględnia charakteru ani wagi popełnionego przez podatnika błędu ani tego, że Skarb Państwa wskutek tego błędu nie doznał uszczerbku.

Nie można automatycznie karać przedsiębiorców, nie bacząc, czy są oszustami, czy tylko popełnili błąd

Trybunał w Luksemburgu przypomniał, że państwa członkowskie UE mogą ustanawiać przepisy, które służą im do zapewnienia prawidłowego poboru VAT i zapobiegania oszustwom podatkowym. Jednak zobowiązane są przy tym do poszanowania unijnego prawa, w tym takich zasad, jak zasada proporcjonalności. Oznacza to, że ustanawiane regulacje, sankcje nie mogą wykraczać poza to, co jest niezbędne do realizacji ww. celów. A zatem dla dokonania oceny, czy sankcja nie narusza tej zasady, konieczne jest w szczególności uwzględnienie charakteru i wagi dokonanego przez podatnika naruszenia.

Orzekając na korzyść przedsiębiorcy, Trybunał stwierdził, że ustalanie i nakładanie na podatników sankcji z art. 112b polskiej ustawy o VAT powinno uwzględniać charakter popełnionego błędu i rozróżniać, czy w danej sytuacji doszło do naruszenia w wyniku niezamierzonej pomyłki, czy raczej wskutek celowego oszustwa:

„…art. 273 dyrektywy VAT i zasadę proporcjonalności należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie przepisom krajowym, które nakładają na podatnika, który błędnie zakwalifikował transakcję zwolnioną z VAT jako transakcję podlegającą temu podatkowi, sankcję wynoszącą 20% kwoty zawyżenia zwrotu VAT nienależnie żądanej, w zakresie, w jakim sankcja ta ma zastosowanie bez rozróżnienia zarówno w sytuacji, w której nieprawidłowość wynika z błędu w ocenie popełnionego przez strony transakcji co do podlegania przez dostawę opodatkowaniu, który to błąd cechuje brak przesłanek wskazujących na oszustwo i uszczuplenia wpływów do skarbu państwa, jak i w sytuacji, w której nie występują takie szczególne okoliczności” (wyrok TSUE z 15 kwietnia 2021 r. w sprawie C‑935/19, Grupa Warzywna sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu).

Wyrok szansą dla ukaranych przedsiębiorców

Wyrok Trybunału jest niezwykle istotny, gdyż dostarcza przedsiębiorcom oręża do walki z automatycznym karaniem przez organy skarbowe sankcjami w postaci dodatkowych zobowiązań podatkowych za nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. Zarówno ci, którzy zostali już ukarani, jak i ci, na których taka sankcja zostanie w przyszłości nałożona, mogą użyć tego rozstrzygnięcia jako argumentu przeciw takiemu machinalnemu stawianiu ich w jednym szeregu ze wszystkimi oszustami podatkowymi. Zwłaszcza, mając na uwadze fundamentalną zasadę państwa prawa, która brzmi, że nikogo nie można nazywać oszustem, dopóki oszustwo nie zostanie udowodnione.

Jak podkreślił w swym wyroku TSUE: „…sposób ustalania omawianej sankcji, stosowany automatycznie, nie daje organom podatkowym możliwości zindywidualizowania nałożonej sankcji w celu zapewnienia, by nie wykraczała ona poza to, co jest niezbędne do realizacji celów polegających na zapewnieniu prawidłowego poboru podatku i zapobieganiu oszustwom podatkowym”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Maciej Oniszczuk: „Polski Ład” to cios w samozatrudnionych. Będą szukać optymalizacji podatkowej?

Jak przekonują politycy obozu Zjednoczonej Prawicy, „Polski Ład” ma przynieść ulgę podatkową 18 milionom Polek i Polaków. Jest jednak grupa, która „zrzuci” się na tę grupę. To ponad 60% samozatrudnionych, którzy zapłacą wyższe podatki. Część najbogatszych Polek i Polaków może zdecydować się na zmianę rezydentury podatkowej i ucieczkę przed wyższymi podatkami. 

„Polski Ład” to program, który zdaniem obozu rządzącego ma za zadanie m.in. pomóc polskiej gospodarce poradzić sobie ze skutkami pandemii. Ogłoszenie dokumentu było przekładane kilkukrotnie m.in. ze względu na wybuch trzeciej, bardzo poważnej w skutkach, fali pandemii oraz tarć koalicyjnych. Już sama nazwa ma się dobrze kojarzyć – New Deal – to był przecież pakiet reform wprowadzonych przez prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta w latach 1933-1939, który pomógł wyjść Ameryce z wielkiego światowego kryzysu z lat 1929-1933. Dopisek do nazwy programu „nowa nadzieja” również nawiązuje do USA, ale już popkulturowo. Według Zjednoczonej Prawicy aż 18 milionów Polek i Polaków ma zyskać nadzieję na niższe podatki, ale są grupy społeczne, które będą musiały zapłacić więcej.

Uderzenie w 60% samozatrudnionych

“Polski Ład” przyniesie rewolucję fiskalną. Nowy plan podatkowy partii Jarosława Kaczyńskiego oparty został na trzech filarach. Zapowiedziano – długo oczekiwane – podniesienie drugiego progu podatkowego – z 85 tys. do 120 tys. zł. PiS chce też podwyższyć kwotę wolną do 30 tys. zł. To zaskakująca zmiana – eksperci spodziewali się podwyższenia z obecnych 8 tys. do maksymalnie 15 tys. zł.

Trzecim – najbardziej kontrowersyjnym – elementem “Polskiego Ładu” ma być likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej w rozliczeniu PIT. Dziś z 9% składki aż 7,75% można odjąć od podatku, który płacimy.

Dodatkowo składka ma być zawsze wyliczana proporcjonalnie od dochodów i nie będzie można skorzystać ze zryczałtowanej formy, a tak robią to teraz osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. W 2021 roku wynosi ona 382 zł. Dla osób zarabiających ponad 10 tys. brutto złotych podwyżka składki może być nawet dwukrotna.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec kwietnia ponad 2,5 mln Polek i Polaków prowadziło działalność gospodarczą.

Ministerstwo Finansów wprost akcentuje, że na “Polskim Ładzie” skorzysta jedynie ok. 40% samozatrudnionych. To oznacza, że pozostałe 1,5 mln osób będzie musiało płacić wyższe podatki – komentuje Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą. W weekend kancelaria – zaraz po ogłoszeniu planu – zanotowała bardzo wymowny pięciokrotny wzrost wejść na swoją stronę internetową.

Zyskają ci, którzy zarabiają maksymalnie 6 tys. złotych brutto. Zarabiający więcej będą tracić.
Dodatkowo prezes Kaczyński zaakcentował chęć pozbycia się tzw. „śmieciówek” i wprowadzenie jednolitego kontraktu o pracę. Jednoosobowa działalność gospodarcza nie wpisuje się w to wprost, ale rozwiązania „Polskiego Ładu” mają zachęcać do przechodzenia na umowę o pracę tych lepiej zarabiających. Od lat mówię klientom, że większa firma w formie działalności to problemy z ochroną majątku przed długami, sukcesją oraz ZUS. Teraz stanie się to też nieopłacalne podatkowo – dodaje Oniszczuk.

Emigranci wrócą? Czy wyjadą inni?

PiS chciałoby zachęcić do powrotu polską emigrację, bo projekt zakłada, że od 2022 r. w zeznaniach będzie można wskazać kwotę do opodatkowania niższą o 50 tys. zł, a w kolejnym baza do opodatkowania miałaby być niższa o 50 proc. Część emigrantów może wrócić, ale inna grupa może z Polski wyjechać.

Niektóre propozycje “Polskiego Ładu” wydają się wzajemnie wykluczać. Podwyższając podatki sprawia się, że wielu najbogatszych będzie szukało rozwiązań optymalizacji podatkowej i wyjazdu z kraju – przekonuje Maciej Oniszczuk.

Jednym ze sposobów może być rezydencja podatkowa innego kraju, choć jak zauważa Oniszczuk nie jest to rozwiązanie dostępne dla każdego samozatrudnionego. Po pierwsze, żeby przestać być polskim rezydentem podatkowym, nie wystarczy tylko nie przebywać na terenie kraju przez 183 dni. Istotnym kryterium oceny jest też kwestia tzw. centrum interesów życiowych. Rodzina mieszkająca w kraju lub posiadane nieruchomości, mogą stanowić dla Urzędu Skarbowego argumenty przemawiające za tym, że centrum to – mimo nie przebywania podatnika w ojczyźnie – nadal znajduje się w Polsce.

– Rezydentura to też koszty, np. wynajmu nieruchomości, zatroszczenia się o byt w nowym miejscu czy też opłacenia kosztów związanych z usługami prawniczymi – wylicza ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates.

Należy też spełnić wymagania kraju przyjmującego. Dla przykładu – programista, który chciałby pracować na Cyprze, musi przebywać tam co najmniej 60 dni, prowadzić działalność lub być zatrudniony, a także wynajmować nieruchomość i pilnować, żeby nie zdobyć innej rezydencji podatkowej np. poprzez przebywanie w Polsce przez 183 dni.

Wtedy prow­­­adzona przez niego jednoosobowa spółka LTD może zejść z podatkiem w ramach IP BOX do 2%, a dywidenda dla udziałowca jest zwolniona od podatku. Oznacza to, że globalne opodatkowanie dochodu naszego informatyka wyniesie 2% – kończy Oniszczuk.

Obecnie, obok Cypru, najkorzystniejsze warunki do zdobycia rezydentury podatkowej oferują Malta i Portugalia.

Victoria Dom zakłada dalszy skokowy rozwój działalności

Victoria Dom opublikowała wyniki finansowe za 2020 r. zgodnie z którymi w tym okresie osiągnęła rekordowe wyniki wypracowując 453,8 mln zł skonsolidowanych przychodów oraz 88,7 mln zł zysku netto. W ramach posiadanego dużego banku ziemi Zarząd Victoria Dom zakłada dalszy skokowy rozwój działalności w perspektywie co najmniej kolejnych dwóch lat.

– Miniony rok był dla nas bardzo udany. Był to jednocześnie okres wielkich wyzwań, jakie sprawiła pandemia w Polsce i na świecie. Restrykcyjne podejście banków do finansowania klientów stawiały duże wyzwania do prowadzenia biznesu deweloperskiego. Przeszliśmy ten okres w bardzo bezpieczny sposób, silniejsi finansowo i wzmocnieni o kolejne doświadczenia. Osiągnęliśmy także rekordowe wyniki finansowe utrzymując ponadprzeciętną rentowność. Ugruntowaliśmy wiodącą pozycję na rynku warszawskim, rozpoczynając jednocześnie ekspansję w Krakowie. Nasza oferta kompaktowych i funkcjonalnych mieszkań w atrakcyjnej lokalizacji jest cały czas bardzo dobrze przyjmowana przez klientów – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

W minionym roku Grupa Victoria Dom osiągnęła 453,8 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o blisko 3% w porównaniu do poprzedniego roku. Spółka wypracowała jednocześnie rekordowy zysk netto na poziomie 88,7 mln zł, poprawiając wynik z poprzedniego roku również o blisko 3%. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła w zeszłym roku o 29,5% do 277,7 mln zł. – Na przestrzeni ostatnich 5 lat nasze roczne przychody ze sprzedaży wzrosły pięciokrotnie. Średnioroczne tempo wzrostu wyniosło jednocześnie około 40% i było najwyższe w grupie czołowych polskich deweloperów – dodał Waldemar Wasiluk.

W minionym roku Victoria Dom ukończyła realizację 11 inwestycji: Osiedle Classic IX i X, Viva Garden 11 i 12, Mieszko 4, Połczyńska 1 i 2, Przystanek Tarchomin, Variant Praga II, Ursus Factory 3 oraz Miasteczko Nova Ochota. Powierzchnia wybudowanych mieszkań wyniosła rekordowo blisko 61 tys. m2 PUM. Na koniec marca br. w budowie było 1917 lokali powstających w ramach 14 inwestycji w 7 lokalizacjach w Warszawie, o łącznej powierzchni 89,4 tys. m2. Victoria Dom realizowała również swój pierwszy projekt w krakowskich Mistrzejowicach, składający się z 147 lokali o powierzchni 7,4 tys. m2. Z wszystkich inwestycji planowanych do ukończenia w tym roku na koniec marca br. zakontraktowanych było łącznie 87% lokali.

– Cały czas widzimy bardzo silny popyt na rynku. Aktualne zamierzenia rządu dotyczące wsparcia osób w zakresie zakupu mieszkań z pewnością pozytywnie wpłyną również na nasz rozwój. Rozbudowany bank ziemi oraz wypracowane w minionym roku wyniki finansowe dają bardzo solidną podstawę, żeby skokowo powiększyć nasz biznes o 100% w ciągu następnych dwóch lat – podkreślił Waldemar Wasiluk

Rok pandemii w Polsce – wyniki badania nastrojów pracowników

Pomimo niedogodności i zagrożeń wynikających z pandemii, pracownicy w Polsce zdążyli się do obecnej sytuacji w pewnym sensie przyzwyczaić. Większość osób (64%) deklaruje, że ich motywacja do pracy pozostała bez zmian. Polski rynek pracy stoi jednak przed wieloma wyzwaniami. Co zatem obecnie niepokoi polskich pracowników? – o tym m.in. mówią wyniki badania agencji Insight Lab z Grupy Komunikacja Plus.

Już ponad rok pracownicy w Polsce zmagają się z konsekwencjami zawodowymi wynikającymi z pandemii COVID-19. Pomimo zmian dotyczących trybu oraz sposobu pracy, na podstawie przeprowadzonego przez Insight Lab badania, można oszacować, że pracownicy zdążyli oswoić się z obecną sytuacją pandemiczną. Większość osób (64%), które w 2021 roku odpowiadały na pytanie dot. motywacji do pracy w czasie pandemii COVID-19 deklaruje, że pozostała ona bez zmian. Dany odsetek wzrósł o 14% względem roku 2020 (z 50% na 64%). Jednocześnie spadła liczba respondentów, którzy twierdzą, że ich motywacja do pracy w czasie pandemii COVID-19 uległa zmniejszeniu (z 28% w roku 2020 do 23%). Podobny kierunek zmian dotyczy pracowników, których motywacja się zwiększyła (spadek z 12% do 8%).

Warto zauważyć, że w dobie gwałtownych zmian, najbardziej optymistyczne podejście do pracy wykazują bardzo młodzi pracownicy. Młodzi dobrze odnaleźli się w nowej, bardziej wirtualnej rzeczywistości zawodowej. Osoby w wieku 18-24 lat, częściej niż inne grupy wiekowe twierdzą, że ich motywacja do pracy uległa zwiększeniu (21% vs 4%-11%)  mówi Ewa Eron, Operations Director w Insight Lab. 

Pozytywne i negatywne konsekwencje pandemii

Optymizm płynie również z danych dotyczących relacji ze współpracownikami oraz przełożonymi. Pomimo zwiększenia udziału pracy zdalnej w polskich firmach, pracownicy najrzadziej deklarują pogorszenie się aspektów relacyjnych w codzienności zawodowej (odpowiedzi negatywne dot. współpracowników: 20% oraz przełożonych: 16%). Tryb „home office” nie stanowi również większej bariery w komunikowaniu się pomiędzy pracownikami w firmie. Zdecydowane pogorszenie w kontaktach deklaruje jedynie 8% zatrudnionych.

Przedłużająca się sytuacja pandemiczna w Polsce ma również swoje negatywne konsekwencje. Niepewność w sferze zawodowej w szczególności dotyczy pogorszenia nastrojów pracowników w obszarze uczucia bezpieczeństwa. Co trzeci badany czuje pogorszenie kondycji finansowej firmy oraz integracji ze współpracownikami. Podobny odsetek badanych osób obawia się utraty pracy.

W Polsce możemy w dalszym ciągu zauważyć dużą niepewność o to, co przyniosą nam nadchodzące miesiące, czy lata. To sprawia, że aż 44% respondentów deklaruje pogorszenie poczucia bezpieczeństwa. Ten niepokój dotyczy w szczególności naszej sytuacji zawodowej – przyznaje Ewa Eron.

O badaniu

„Badanie opinii pracowników na temat wpływu pandemii COVID-19” zostało zrealizowane metodą CAWI w dniach 5-8 kwietnia br. Specjaliści Insight Lab przeanalizowali opinie o życiu zawodowym 641 pracowników. W badaniu wzięli udział mieszkańcy Polski 18+.

Czy Polski Ład może pomóc złotemu? Euro tańsze o kilkanaście groszy

Nie przyczyni się do szybszego wprowadzenia stóp procentowych, może pogorszyć parametry fiskalne Polski i ocenę agencji ratingowych, a finansowo najbardziej wspomoże tych, którzy cechują się niską skłonnością do oszczędzania. Czy realizacja założeń nowego rządowego programu Polski Ład wspomoże złotego w odrabianiu pandemicznych strat?

Zaprezentowany w sobotę program Polski Ład i wchodzące w jego skład reformy systemu podatkowego nie mogą pozostać bez wpływu na fundamenty notowań złotego.

W 2022 r. PKB Polski złamie barierę 5 proc

W dużym uproszczeniu rząd chce m.in., by finansowo zyskali emeryci z najniższymi uposażeniami oraz najmniej zarabiający zatrudnieni kosztem pracowników z najwyższymi pensjami.

Innymi słowy, na największe zwiększenie dochodu rozporządzalnego mogą liczyć te grupy społeczne, które cechuje stosunkowo niska skłonność do oszczędzania. Co to oznacza? Bodziec dla zwiększenia konsumpcji, a to z kolei perspektywę wzrostu PKB. Już w tym roku, po dość łagodnym przejściu polskiej gospodarki przez trzecią falę zachorowań na COVID-19, rozwój może zbliżyć się do 5 proc. Jest niemal pewne, że w 2022 r. bariera ta zostanie złamana, a wówczas najważniejszy atut złotego, czyli szybki wzrost gospodarczy, dodatkowo się wzmocni twierdzi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Istotna wydaje się kwestia, że bodziec dla konsumpcji zwiększa prawdopodobieństwo scenariusza, w którym miejsce impulsów podażowych windujących wskaźniki inflacji zajmą czynniki popytowe. W rezultacie, dynamika cen nie będzie szybko powracać do celu – wbrew obecnemu nastawieniu Rady Polityki Pieniężnej, które jest typowe dla większości banków centralnych na świecie, z Rezerwą Federalną na czele.

Odległy cel inflacyjny, ale ważniejsze wychodzenie z kryzysu

Oddziaływanie zwiększającej się konsumpcji na inflację powinno być najbardziej ewidentne w przypadku wskaźnika bazowego, który już teraz – zamiast obniżać się – uparcie pozostaje blisko ryzykownie wysokiego poziomu 4 proc. r/r. Utrzymywanie się takiego stanu rzeczy wywoływać będzie potrzebę silniejszej, bardziej śmiałej reakcji ze strony władz monetarnych, czyli gwałtowniejszego podniesienia stóp procentowych. Z zasady byłaby ona jednoznacznie pozytywna dla złotego. Z drugiej jednak strony jest to miecz obosieczny, ponieważ potencjalna kontynuacja skrajnie łagodnego kursu i bagatelizowanie narastającej presji cenowej uderzyłyby w atrakcyjność odsetkową waluty.

Polski Ład nie przybliża naszym zdaniem terminu wprowadzenia pierwszej podwyżki stóp procentowych. Powinna ona mieć miejsce w połowie przyszłego roku. Może jednak oznaczać, że gdy cykl się już zacznie, to będzie musiał być bardziej zdecydowany. Nie zmienia także naszych prognoz walutowych i pozytywnego długoterminowego spojrzenia na kurs EUR/PLN. Spodziewamy się, że na koniec tego roku za wspólną europejską walutę będziemy płacić ok. 4,40 zł, czyli o kilkanaście groszy mniej niż obecnie, by w kolejnym roku kontynuować zniżki. Wprawdzie zmiany w systemie podatkowym będą pogarszać parametry, ale obecnie jest to mało istotne z punktu widzenia złotego. Przed pandemią wskaźniki oddające kondycję finansów publicznych w Polsce nie niepokoiły międzynarodowych agencji ratingowych, a dziś dużo ważniejszy jest impet ożywienia i wychodzenia z koronawirusowego kryzysu. To właśnie ten czynnik w najbliższych kwartałach powinien stać się istotnym motorem notowań naszej waluty wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

Columbus Energy w I kw. zwiększył przychody i dokonał ważnych inwestycji

W minionym kwartale Grupa Kapitałowa Columbus Energy osiągnęła prawie 158 mln zł przychodów, czyli o ponad 25% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Wartość EBITDA Grupy wyniosła ponad 20 mln zł i była porównywalna z pierwszym kwartałem 2020 r. Grupa koncentrowała się na inwestycjach w nowe technologie, projekty farmowe i zasoby ludzkie.

Zgodnie z opublikowanym dziś raportem kwartalnym GK Columbus Energy za pierwszy kwartał 2021 r., przychody Grupy wyniosły 157,89 mln zł wobec 125,89 mln zł w analogicznym okresie 2020 r. Z kolei wartość EBITA była porównywalna do tej z w pierwszego kwartału 2020 r. i wyniosła 20,05 mln zł. Poza czynnikami makroekonomicznymi, związanymi z kolejną falą pandemii COVID-19 i zastojem gospodarczym, na wyniki Grupy w omawianym kwartale miały wpływ poczynione w tym czasie inwestycje. Jedną z nich było opracowanie innowacyjnej usługi “Prąd Jak Powietrze”, ogłoszonej w lutym br., dzięki której możliwe jest efektywniejsze wykorzystanie energii z fotowoltaiki. Po wielomiesięcznych przygotowaniach, Columbus już w najbliższych tygodniach zacznie dostarczać usługę bilansowania i sprzedaży energii dla prosumentów, dzięki czemu nawiąże z nimi trwałą, wieloletnią współpracę. Obecnie społeczność Columbus tworzy już 38 tys. prosumentów i użytkowników rozwiązań opartych o OZE.

W omawianym okresie Grupa zwiększyła udział w rynku podstawowej linii biznesowej, czyli fotowoltaiki i pomp ciepła dla gospodarstw domowych, utrzymując oczekiwaną marżę na sprzedaży. Znacząco zwiększyła też portfel projektów farm fotowoltaicznych, którego moc – łącznie z negocjowanymi przejęciami – przekracza już 5 GW. Jest to jeden z największych, jeśli nie największy, portfel w Polsce.

  • Należy pamiętać, że rozwój biznesu farm fotowoltaicznych, którego jeszcze nie widać w przychodach i wyniku EBIDTA naszej Grupy, to również duży zespół inżynierów i managerów, którzy pracują nad rozwojem projektów, późniejszą ich budową i utrzymaniem – wyjaśnia Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Te inwestycje będą w przyszłości filarem wartości Grupy, a zarządzanie gigawatami mocy z OZE przyniesie dodatkowe premie.

Jak podkreśla Zarząd Columbus, w ciągu ostatnich miesięcy Grupa rozbudowała też wewnętrzne zasoby ludzkie w obszarach nowoczesnej energetyki, a do organizacji dołączyło wielu znakomitych managerów.

  • Powiększyliśmy zespoły techniczne i montażowe, dedykowane do pomp ciepła i magazynów energii – komentuje Dawid Zieliński. – Dzięki temu jesteśmy przygotowani na wzrost rynku w tych segmentach (najnowszy dokument rządowy Polski Ład zapowiada, że program Mój Prąd 3.0 będzie obejmował magazynowanie energii). Rozwinęliśmy również zespół specjalistów w obszarze elektromobilności i jesteśmy gotowi na wzrosty post-pandemiczne w sprzedaży infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych.

Warto dodać, że w minionym kwartale Columbus nabył też spółkę obrotu energią Vortex Energy Obrót Sp. z o.o., oraz prowadzi akwizycję Archeton Sp. z o.o. – spółki sprzedającej gotowe projekty domów. Plany rozwoju Grupy w związku pierwotnym rynkiem domów zostaną szerzej omówione przez Columbus w nowej strategii, którą Spółka zakomunikuje w III kwartale br.

  • Dzisiaj najważniejsze jest dla nas zdobywanie przestrzeni rynkowej, lojalizowanie właścicieli domów i przedsiębiorców, budowanie własnych zielonych aktywów oraz rozwijanie nowych produktów i usług – dodaje Dawid Zieliński. – To oznacza ciągłe inwestycje, które w większości realizujemy z marży, zysków, zielonych obligacji i kredytów. Inaczej niż większość spółek z naszego sektora, stawiamy nie na krótkoterminowy konsumpcjonizm i szybkie benefity dla inwestorów, tylko na budowanie wartości Grupy, która dzięki dzisiejszemu skupieniu na rozwoju przez kolejne dekady będzie generować stabilny i pewny zysk, a rynek kapitałowy będzie mógł to docenić i odpowiednio zdyskontować.

Zarząd Spółki wskazuje, że będzie rekomendować akcjonariuszom, aby przenieść walory Columbus na rynek regulowany GPW jeszcze w tym roku.

W pandemii rosły apetyty na usługi telekomunikacyjne, ale spadały możliwości regulowania rachunków

Zadłużenie osób i firm wobec telekomów podwyższyło się przez rok o 280 mln zł do niemal 1,8 mld zł, a liczba dłużników o ponad 52 tys. do blisko 408 tys. Największa telekomunikacyjna zaległość – prawie 8 mln zł należy do firmy z Mazowsza, ale konsument rekordzista też ma spory dług,  niemal 1,7 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przygotowanych z okazji Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego przypadającego na 17 maja.

Bez telefonu i Internetu jak bez ręki, szczególnie w czasie pandemii. Wyniki badania zrealizowanego dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej, pokazały, że w ostatnich miesiącach z oferty firm telekomunikacyjnych, w większym stopniu zaczęła korzystać aż połowa Polaków. Ankietowani w okresie lockdownów i ograniczeń najczęściej rozmawiali, a także sięgali po komunikatory internetowe, mówiła o tym co druga z badanych osób. Prawie co trzecia wymieniała potrzebę zaglądania na portale społecznościowe, wysyłania wiadomości SMS i nieco rzadziej robienie zakupów online. Aż 92 proc. ankietowanych używających telefonu komórkowego korzysta też z mobilnego Internetu. 80 proc. używa w smartfonie komunikatorów internetowych, a najczęściej wybieraną aplikacją jest Messenger. Najpopularniejszym rodzajem dostępu do sieci jest jednak łącze stacjonarne, z którego korzysta blisko dwie trzecie przebadanych Polaków.

Same usługi telekomunikacyjne jak i ich jakość była w zeszłym roku szczególnie ważna m.in., ze względu na powszechna naukę online, a także fakt, że co czwarty ankietowany Polak wykonywał pracę zdalną, większość w pełnym wymiarze, a pozostali ok. 10 dni roboczych miesięcznie. Jakość świadczonych usług w czasie pracy zdalnej z pewnymi wyjątkami była oceniana pozytywnie. Gorsze doświadczenia miały jednak osoby uczące się online, niezadowolona była co piąta. Najczęstszymi problemami w czasie e-learningu, były usterki techniczne związane z aplikacjami oraz przerwy w dostępie do Internetu – obie kwestie dotyczyły połowy tych pytanych.

Pandemia sprzyja opóźnianiu płatności nawet na pracy i nauce zdalnej

Gdyby nie szeroki dostęp do usług telekomunikacyjnych, strach sobie wyobrazić, jak wyglądałoby funkcjonowanie w czasie obowiązywania zakazów i ograniczeń. Infrastruktura telekomunikacyjna uchroniła wszystkich przed bardzo mocną recesją, pozwoliła na w miarę sprawną pracę z domu i naukę zdalną. Udźwignęła gwałtowny wzrost ruchu masowo organizowanych spotkań online czy biznesowych webinarów, a także boom na zakupy w sieci.

Ale nie ma nic za darmo, bo wynikająca z koronawirusa sytuacja, owszem sprzyja większemu wykorzystaniu usług telekomunikacyjnych, ale niestety jednocześnie nie pomaga płatnościom. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że firmy telekomunikacyjne przekonały się o tym dotkliwie. Gdy liczba dłużników, zarówno firm jak i konsumentów, od marca ub.r. do marca br. w bazie BIG InfoMonitor nie zmieniła się, a suma ich zaległości podwyższyła się o 3 proc., telekomom przybyło 15 proc. nowych dłużników, a kwota nieuregulowanych faktur wzrosła o 18 proc.

– Nie ma wątpliwości, że firmy telekomunikacyjne odczuły problemy finansowe przedsiębiorstw i konsumentów znacznie bardziej niż inni. Z naszych danych wynika, że pandemia przyspieszyła przyrost kwoty zaległych rachunków za telefon. Jeszcze rok wcześniej, między marcem 2019 r. a końcem marca 2020 r., statystyki były znacznie lepsze. Tempo przyrostu zaległości było niższe o 4 proc., a w przypadku liczby dłużników odnotowano nawet spadek o 3,6 proc. Koronakryzys jednak sporo zmienił zarówno w budżetach, jak i podejściu do płatności. Wystarczy podać, że jeśli chodzi o konsumentów to po wybuchu pandemii 27 proc. osób, ze względu na niepewną sytuację finansową, odczuwało przyzwolenie na opóźnianie bieżących płatności – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Niepłacący rachunków muszą jednak brać pod uwagę, że gdy nie wywiązują się z terminów, czyli łamią warunki umowy, firma telekomunikacyjna może np. dodać do długu udzielone wcześniej rabaty, a także opłatę karną za opóźnienie. Na poczet długu nalicza też wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania umowy. W rezultacie dwa nieopłacone rachunki, mogą uruchomić lawinę zaległości – dodaje.

Zaległość konsumentów przekracza 3 tys. zł, firm sięga 11 tys. zł

Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej osoby prywatne wydają miesięcznie na rachunki za usługi telekomunikacyjne średnio 108 zł. Za telefon płacą 52 zł miesięcznie, a za Internet – 55,7 zł. Jednak, gdy mowa o średnim zaległym rachunku za telefon konsumenta czy firmy, w grę wchodzą już tysiące złotych. Przysłowiowy Kowalski ma na minusie 3 356 zł, a przedsiębiorstwo prawie 11 000 zł. Firmy generują też rekordowe zaległości – podmiot z Mazowsza ma do oddania niebotyczną kwotę wynoszącą niemal 8 mln zł. Wśród wojewódzkich rekordzistów znajdują się tylko dwie osoby prywatne: mężczyźni z Małopolski i Lubelszczyzny mający do spłaty odpowiednio prawie 1,7 mln zł i blisko 300 tys. zł.

Najwyższe zaległości na Mazowszu, ale dłużników najwięcej na Śląsku

zaległości wobec telekomów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Kto częściej nie radzi sobie z płaceniem za telefon w terminie?

Wśród konsumentów z długami wobec telekomów przeważają mężczyźni (58 proc.) i osoby między 25. a 44. rokiem życia (52 proc.). Największą grupę niepłacących rachunków stanowią osoby w wieku 25-34 lata – 96 547 oraz 35-44 lat – 97 301. Wśród najmłodszych klientów między 18. a 24. rokiem życia, zaległości ma 33 127 osób, podobnie wygląda to w gronie klientów od 65 lat wzwyż – 35 616. W każdej grupie wiekowej, z wyjątkiem seniorów, dominują mężczyźni.

Nie płacisz, trafisz do rejestru dłużników

Do rejestru dłużników można trafić za opóźnione płatności wynoszące w sumie co najmniej 200 zł w przypadku konsumentów i co najmniej 500 zł, jeśli klientem jest firma. Zanim jednak wierzyciel zgłosi dłużnika na listę, 30 dni wcześniej ma obowiązek wysłać do niego ostrzegawcze wezwanie do zapłaty. Może to zrobić samodzielnie lub zlecić to BIG-owi prowadzącemu rejestr dłużników, nadawcą listu może być więc dłużnik lub prowadzący rejestr dłużników BIG. Jeśli niesolidny klient nie zareaguje, jest już na prostej drodze do rejestru, a co za tym idzie konsekwencji i komplikacji jakie z tego wynikają. Banki, firmy pożyczkowe, operatorzy telewizji kablowych, no i oczywiście telekomy oraz wiele innych przedsiębiorstw weryfikują rzetelność płatniczą potencjalnych klientów w bazie BIG. Mogą więc niesolidnemu dłużnikowi odmówić sprzedaży usług czy towaru. Z rejestru można zostać skreślonym dopiero po całkowitej spłacie zadłużenia.

Rok 2021 zapowiada się optymistycznie dla telekomów

Według ekspertów z branży, telekomy okazały się być odporne na pandemię, bo usługi telekomunikacyjne stały się dobrem pierwszej potrzeby. Klienci nie rezygnują z zakupów i nie przechodzą też na oferty z niższej półki cenowej. Wprawdzie przynajmniej w niektórych przypadkach operatorzy zanotowali trochę niższe przychody ze sprzedaży sprzętu, a wszyscy mniejsze wpływy z roamingu, to jednak nie był to trend trwały i najbardziej istotny z punktu widzenia całego biznesu. Zakładając, że nie będzie kolejnego lockdownu i pełnego zamknięcia gospodarki, 2021 rok powinien być dla telekomów dobry.

Devo Energy planuje instalację 980 stacji ładowania do samochodów elektrycznych w ciągu 3 lat

Notowana na rynku NewConnect spółka Devoran (w trakcie zmiany nazwy na Devo Energy) przyspiesza z realizacją budowy sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych. Pierwsza lokalizacja zostanie oddana do użytku do końca września tego roku. Zgodnie z ustaleniami spółka ma zamówić w ciągu trzech lat 980 stacji. Projekt będzie realizowany we współpracy z siecią supermarketów, przy których będą stawiane stacje szybkiego ładowania. Dostawcą technologii będzie chiński Shenzen Sinexcel Electric Co. Ltd..

Partner z Chin to spółka notowana na giełdzie w Shenzen działająca w branży technologii energetycznych. Shenzen Sinexcel Electric zajmuje się sprzedażą rozwiązań i produktów takich jak stacje szybkiego ładowania z systemami płatności. Dodatkowo, firma oferuje też integrację wiat garażowych z systemami fotowoltaicznymi i magazynami energii, przy wykorzystywaniu energii odnawialnej.

– Jesteśmy na najlepszej drodze, aby włączyć się do wyścigu w działaniach na rzecz zwiększenia dostępności do elektromobilności w naszym kraju. Planowo pierwsze stacje przystosowane do ładowania samochodów elektrycznych będą działały od września tego roku. Jesteśmy w trakcie rozmów z popularną siecią supermarketów i w ciągu najbliższych miesięcy przedstawimy szczegóły związane z naszą kluczową inwestycją – mówi dr Michał Krzyżanowski, Prezes Devoranu.

Pierwotnie projekt stacji ładowania aut elektrycznych powstał w spółce w 2015 r. 1 maja tego roku spółka podpisała umowę z chińskim producentem tych instalacji. Zgodnie z planem średnioterminowym ogłoszonym 6 kwietnia Devoran planuje budowę 24 stacji ładowania samochodów elektrycznych. Docelowo do końca 2024 spółka zamierza zrealizować blisko tysiąc instalacji.

Klabater: wyniki Q1 2021 to efekt przygotowań do najważniejszych premier spółki

Klabater odnotował 37% wzrost marży ze sprzedaży swoich gier w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Spółka przygotowuje się do dużych premier planowanych na kolejne kwartały – The Crossroads Inn na Xbox Series X/ Xbox One, a także The Amazing American Circus i Moonshiners na wszystkie platformy.

– W Q1 uzyskaliśmy ponad 860 tys. złotych przychodu. Pomimo przygotowań do premier, spółka nie wygenerowała istotnych strat. Odnotowaliśmy za to wzrost marży ze sprzedaży produktów dzięki niższym kosztom sprzedaży – komentuje Robert Wesołowski, Joint-CEO.

Spółka odnotowała 0,86 mln złotych przychodu ze sprzedaży gier, w porównaniu do 0,99 mln złotych w Q1 2020. Pomimo braku istotnej premiery w Q1 2021, Klabater miał zaledwie 15 tys. złotych straty netto. To kolejny kwartał, w którym głównym źródłem przychodów były tytuły z back-catalogu: Crossroads Inn oraz Heliborn – kluczowe filary stabilizujące wyniki Spółki. W drugim kwartale br. zaplanowane są premiery obu w/w gier na konsolach Xbox i PlayStation, a już w przyszłym tygodniu rozpoczną się szeroko zakrojone publiczne beta testy gry The Amazing American Circus na platformie Steam.

Nasz kalendarz wydawniczy w 2021 roku jest bogaty w wydarzenia. Ostatnie miesiące poświęciliśmy przede wszystkim na przygotowania związane z The Amazing American Circus i konsolową wersją Crossroads Inn. 

W okresie od maja do grudnia planujemy wydać łącznie 10 tytułów na wszystkich najważniejszych platformach sprzętowych: PC, PlayStation, Nintendo Switch oraz Xbox. Sprawdzamy również możliwość ekspansji na smartfony, chcielibyśmy aby The Amazing American Circus była pierwszą grą z naszego portfolio, która zadebiutuje na urządzeniach mobilnych. Ważnym projektem będzie też planszowa wersja gry Crossroads Inn – kontynuuje Michał Gembicki.

W segmencie wydawniczym i portingowym Klabater również planuje realizację interesujących projektów. Do katalogu gier lifestylowych, skierowanych do rodzin i najmłodszych graczy, wkrótce trafią produkcje Castle on the Coast oraz May’s Mysteries: A Puzzle Adventure Journey. Uzupełnią one bestsellerową ofertę gier zręcznościowo-logicznych spółki na platformach konsolowych, która obecnie zawiera Roarr! The Adventures of Rampage Rex oraz Golazo! Niedawno spółka podpisała również kolejną głośną umowę – tym razem z Devolver Digital, na bazie której adaptację gry Weedcraft Inc na konsole PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series X i Nintendo Switch. Ten kontrakt pozwoli na znaczne wzmocnienie katalogu silnych gier strategiczno-symulacyjnych Spółki, do których należy wydany wcześniej Big Pharma, wchodzący do sprzedaży Heliborne i Crossroads Inn oraz dwie pozyskane od Starni Games tytuły z serii Startegic Minds.

Bloober Team z najlepszymi wynikami finansowymi wśród spółek sektora gamingowego na NewConnect

O 277%, do 5,8 mln. zł wzrósł zysk netto Bloober Team w pierwszym kwartale 2021 r. w porównaniu z poprzednim, rekordowym rokiem. Najnowsza gra studia – The Medium – okazała się największym sukcesem finansowym w historii spółki. 

Pierwszy kwartał był rekordowy dla Bloober Team zarówno pod względem sprzedaży produktów, jak i stanu gotówki. Odniesione przez spółkę historyczne wyniki są związane z premierą dotychczas największej produkcji krakowskiego studio – The Medium. Fundusze przeznaczone na stworzenie i promocję okazały się być trafioną inwestycją – tytuł w niecałą dobę zwrócił koszty produkcji i marketingu. w USD. Gra zdobyła uznanie fanów gatunku, co potwierdzają opinie użytkowników – aż 89% ocen pozytywnych na portalu Steam (blisko 3800 recenzji), a wielu recenzentów twierdzi, że jest to tytuł przełomowy.

Już teraz możemy potwierdzić, że The Medium odniosło sukces artystyczny, ale również i komercyjny. Prezentowane wyniki dotyczą zaledwie dwóch miesięcy od premiery – na ostateczne przychody wygenerowane przez tytuł należy zaczekać. Szczególnie, że jest to gra z długim ogonem sprzedażowym. Spółka zgodnie z zasadami będzie rozliczać przychody i koszty z produkcji związane z produkcją przez proporcjonalnie dłuższy okres. Pozwala nam to liczyć na rekordowy rok pod kątem zarówno wyników sprzedażowych, jak i stanu gotówki. Mamy ciekawe plany inwestycyjne, które powinny dać całej grupie przyspieszenie pewnych działań – komentuje prezes Bloober Team – Piotr Babieno.

Zespół pracuje obecnie nad dwoma projektami, których szczegóły nie są jeszcze publicznie znane. Pierwszy z nich, o kodowej nazwie ‘Black’, powstaje we współpracy z partnerem, z którym spółka nawiązała współpracę w 2019 roku.  Drugi z nich natomiast to kolejna autorska gra spółki. Jej szczegóły jednak wciąż owiane są tajemnicą.

– Zgodnie z naszymi planami pragniemy, aby z każdą grą zwiększać skalę naszych produkcji. Przedsmakiem tego, co czeka naszą firmę w przyszłości jest umowa z globalnym wydawcą i światowym liderem branży. Zarówno pod kątem wartości całego kontraktu jak i samego projektu to jedno z największych przedsięwzięć polskiego rynku gier. “Black” będzie też pierwszym tytułem, który zdecydowanie bardziej opowiadać będzie historię przez akcję. Podczas kiedy The Medium było grą przełomu – pomiędzy dwoma sposobami narracji, nasza nowa produkcja będzie już całkowicie osadzona wśród gier typowo mainstreamowych. Na razie nie możemy zdradzić szczegółów dotyczących nadchodzących tytułów, ale pierwszych informacji związanych z naszymi grami można spodziewać się jeszcze w tym roku – kontynuuje Babieno – W czerwcu natomiast planujemy specjalną konferencję dla Akcjonariuszy – kończy.

W międzyczasie Bloober Team dąży do zwiększenia dostępności istniejących już tytułów na wszystkich najpopularniejszych urządzeniach – w ostatnich tygodniach spółka wydała Layers of Fear w wersji na gogle PSVR oraz ustaliła na 16 lipca datę premiery Observer: System Redux na Playstation 4 oraz Xbox One. Natomiast już w najbliższy czwartek – 20 maja zadebiutuje na rynku Layers of Fear 2 na platformę Nintendo Switch. Poprzednia część gry była dużym sukcesem.

MedApp S.A. raportuje korzystne wyniki I kwartału 2021 roku

MedApp, notowana na NewConnect spółka działająca w segmencie medtech, oferująca rozwiązania oparte m.in. na sztucznej inteligencji, mieszanej rzeczywistości oraz obrazowaniu 3D w I kwartale 2021 roku osiągnęła przychody netto ze sprzedaży w wysokości 1 944 tys. zł co oznacza kontynuację dynamicznych wzrostów przychodów ze sprzedaży oraz zysków z końca ubiegłego roku.

I kwartał 2021 był bardzo dobrym początkiem roku dla MedApp, zarówno pod względem finansowym, jak i operacyjnym. Przychody netto w raportowanym okresie wyniosły 1 944 tys. zł, przy 16 tys. zł w porównywalnym okresie 2020 r. Natomiast zysk netto osiągnął poziom 376 tys. zł i jest to wzrost o 244% względem I kwartału 2020 r., kiedy to Spółka odnotowała wynik (stratę) -260 tys. zł.

Oprócz dalszego rozwoju oferty produktowej czas między styczniem a marcem br., spółka wykorzystała na kontynuację działań komercjalizacyjnych poszerzając liczbę klientów zarówno w kraju, jak i za granicą.

Cieszę się, że oddając w ręce inwestorów raport bieżący za I kwartał 2021 roku, mam poczucie dobrze realizowanej strategii komercjalizacji rozwiązań MedApp S.A. To najlepszy wynik pierwszego kwartału, jaki dotychczas wypracowała Spółka. Cały nasz zespół włożył ogromny wysiłek, by efekty działań jakie podejmujemy, były widoczne zarówno w aspekcie operacyjnym jak i finansowym. Zawarliśmy umowy dystrybucyjne z partnerami z Wielkiej Brytanii i  Francji. Umacniamy naszą pozycję, dzięki współpracy z liderami poszczególnych rynków jak Diagnostyka czy Microsoft. Wszystkie te działania pozwalają nam optymistycznie patrzeć w przyszłość komentuje Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp S.A.

I kwartał 2021 r. to dla Spółki przede wszystkim koncentracja na działaniach sprzedażowych. W styczniu br., MedApp zawarł pierwszą zagraniczną umowę dystrybucyjną z firmą Insight Direct (UK) Ltd. Brytyjski partner jest częścią grupy Insight Enterprises, Inc. – światowego lidera oferującego nowoczesne rozwiązania technologiczne dla sektora medycznego. Insight Direct Ltd będąc dystrybutorem technologii obrazowania holograficznego 3D CarnaLife Holo oraz HoloComm, ma zapewnić MedApp szersze dotarcie do brytyjskich podmiotów publicznych m.in. uniwersytetów medycznych oraz szpitali. Swoją międzynarodową pozycję MedApp umocnił także podpisując w kwietniu br. umowę dystrybucyjną z francuskim partnerem – FP Business SAS. Umowa obejmująca rozwiązanie CarnaLife Holo dotyczy działań na terytorium Francji i Luxemburga. Oferta na rynku francuskim kierowana będzie głównie do lekarzy i szpitali specjalizujących się w obszarach kardiologii, onkologii, ortopedii, radiologii oraz laryngologii.

MedApp rozwijał również w I kwartale 2021 r. działalność na rynku krajowym. Spółka zawarła umowę współpracy z Diagnostyką – największą polską siecią laboratoriów medycznych. Umowa dotyczy dwuletniej współpracy w zakresie dodania nowych funkcjonalności do aplikacji CarnaLife System – zaawansowanej platformy medycyny cyfrowej wspomagającej diagnozowanie i monitoring pacjentów.

Rozwój i zacieśnienie współpracy z dotychczasowymi partnerami Spółki, był istotnym elementem operacyjnym raportowanego okresu. Z początkiem roku MedApp został wybrany przez firmę Microsoft do programu partnerskiego Microsoft Mixed Reality Partner Program (MRPP) otrzymując status Silver Partner.  Niedługo później Spółka jeszcze bardziej zacieśniła współpracę z Microsoft, uzyskując status Mixed Reality Distributor – Managed Partner (DMP). Oba te statusy pozwalają Spółce uczestniczyć w działaniach marketingowo-sprzedażowych organizowanych przez Microsoft oraz sprzedawać własne oprogramowanie wraz z produktem HoloLens 2 Microsoft.

Początek 2021 roku był dla Spółki także czasem podjęcia nowych projektów naukowo-badawczych. Od kwietnia br., spółka jest uczestnikiem unijnego programu Maria Skłodowska-Curie – Horyzont 2020 na rzecz badań i innowacji oraz wspierania rozwoju kariery zawodowej i szkoleń pracowników naukowych.  Ponadto w marcu br. MedApp został zaproszony do prowadzonego przez Grupę NEO Hospital programu Living Lab, skierowanego do twórców innowacyjnych usług i rozwiązań cyfrowych.

– Koncentrujemy się na komercjalizacji naszych rozwiązań w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych oraz dalszym udoskonalaniu obecnych i wdrażanie nowych funkcjonalności każdego z czterech głównych produktów Spółki: CarnaLife System, CarnaLife Holo, Cyfrowa Przychodnia czy HoloComm. Zadaniem nadrzędnym kolejnych okresów, jest dla nas oferowanie wsparcia technologicznego dla pacjentów i lekarzy w ramach innowacyjnych rozwiązań medycznych, opartych na technologii sztucznej inteligencji, analizie big data czy obrazowaniu trójwymiarowemu. Liczymy, iż rozpoczęte prace badawczo-rozwojowe, bezpośrednio przyczynią się do dalszego poszerzenia listy rozwiązań MedApp, jednocześnie zwiększając konkurencyjność Spółki na rynku nowych technologiikomentuje Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp S.A.

Prezes Hanna Mojsiuk o Polskim Ładzie: Przedsiębiorcy nie są niewyczerpalnym źródłem środków na programy socjalne

Prezes Hanna Mojsiuk o Polskim Ładzie: „Biorąc pod uwagę rozmach programu Polski ład przedsiębiorcy mają obawy, że mogą być  źródłem pieniędzy na realizację programów socjalnych”

–  Kiedy  rząd  prezentuje   program, który ma być wyznacznikiem gospodarczego kierunku na najbliższe lata to nie sposób nie podchodzić do tego tematu emocjonalnie. Pięć Fundamentów Polskiego Ładu brzmi bardzo optymistycznie : 7% PKB na zdrowie, obniżka  podatków dla 18 mln Polaków, inwestycje  które wygenerują 500 tys. nowych miejsc pracy, mieszkanie bez wkładu własnego  i emerytury  bez podatku  do 2500 PLN.   Przedsiębiorcy do planów polityków zwykle podchodzą  ostrożnie i często zadają sobie pytanie: czy to nie my będziemy finansować kolejne obietnice o charakterze socjalnym? Tutaj również takich pytań nie brakuje. Program „Polski ład” ma bardzo dużo zalet  ale rodzi wiele pytań i budzi pewien niepokój – komentuje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

„Przedsiębiorcy powinni być partnerem, a nie podmiotem w dyskusji o Polskim Ładzie”

W minioną sobotę partia rządząca zaprezentowała swój program gospodarczo-społeczny na najbliższe lata. Polski Ład rozgrzał ekonomistów, analityków i przedsiębiorców do czerwoności.

– Program podatkowy Polskiego Ładu zakłada poprawę  sytuacji osób o dochodach minimalnych  co należy oceniać pozytywnie, ale zwiększa inne  obciążenia składkowe i podatkowe. Pozytywnym  akcentem jest również podniesienie progu podatku dochodowego  do 120.000 zł jak i zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30.000 zł. Jednak niepokojącym czynnikiem, może być to, że samorządy terytorialne, które  mają  50% udział we wpływach  z podatku dochodowego od osób fizycznych odczują spadek źródła przychodów z tego tytułu, co  może ograniczyć inwestycje lokalne i uzależni od dotacji rządowych. Zmiana  ryczałtu na NFZ na % od dochodu bez możliwości odliczenia od podatku  dla przedsiębiorców znosi degresywny system podatkowy, ale bardziej obciąża klasę średnią. Z szacunków wynika , że korzyści kończą się zaraz po przekroczeniu średniej krajowej , która wyniosła w gospodarce  w IV kwartale 2020: 5.458 zł  brutto a w I kwartale 2021 : 5.929 zł brutto – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Osobiście mam wrażenie, że  ten plan nie uwzględnił tego, że przedsiębiorcy przez 14 miesięcy żyli i funkcjonowali w czasie pandemii. Niektórzy się zadłużali, inni notowali wielkie straty, inni funkcjonowali świetnie i planowali rozwój. Czy można od wszystkich wymagać tyle samo? Nie. Mam wrażenie, że „gospodarka” została potraktowana tu jak jednolita sfera, z której można wciąż czerpać. Mam głęboką nadzieję, iż rząd przemyśli  to, że  przedsiębiorcy to nie jest niewyczerpalne źródło pieniędzy na realizację programów socjalnych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej podkreśla, że widzi zarówno pozytywy jak i zagrożenia płynące z zapowiedzi partii rządzącej: – Uzależnianie składki zdrowotnej od dochodów jest bardzo poważnym obciążeniem dla jednoosobowych działalności gospodarczych. Likwidacja umów cywilnoprawnych bardzo mocno odbije się na pracownikach oraz pracodawcach. Nie każdy stosunek pracy powinien być formalizowany, rynek pracy powinien zachować pewną elastyczność, która właśnie zostaje zlikwidowana. Chciałabym  aby w Polskim Ładzie  znajdowali jednak oni swoje miejsce jako partnerzy, a nie jako źródło z którego czerpane będą środki na realizacje programów socjalnych – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Michał Wojtas: „Dobrobytu ludzi nie buduje się zniechęcając do prowadzenia własnej firmy”

Skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Michał Wojtas zwraca uwagę na kwestie rozwiązań podatkowych zaproponowanych podczas sobotniej konferencji: – W sferze podatków – premiowani są emeryci i niskopłatni pracownicy. Im zostanie podniesiona kwota wolna i próg skali podatkowej. To dobrze, przy obecnym wzroście inflacji i poziomu cen jest to działanie potrzebne. Z Planu wyłania się jednak wniosek, że sfinansuje go biznes – i to ten mały i średni – poprzez zakaz odliczenia składek zdrowotnych od PIT i z ogromnego wzrostu tej składki – liczonej od dochodu firmy. Plan wskazuje na potrzebne zwiększenie finansowania służby zdrowia – tylko że mały i średni biznes z niej prawnie nie korzysta, bo dba o siebie, żeby swój biznes prowadzić. Przedsiębiorcy nie chodzą na L4. Przedsiębiorca odpowiada często całym swoim majątkiem, odpowiada za pracowników, za realizację kontraktów, musi być efektywny – by konkurować, rozwijać się, inwestować. Teraz ta efektywność zostanie mu opodatkowana. Dobrobytu ludzi i kraju nie buduje się zniechęcając do prowadzenia własnej firmy – komentuje Michał Wojtas.

Michał Wojtas zwraca również uwagę na zmiany w rozliczeniu pracy do których dojdzie, gdy zlikwidowane zostaną umowy cywilnoprawne: – Umowa o pracę to nie jest już atrakcyjna dla młodego pokolenia. Działalność teraz już też nie będzie – do liniowej stawki 19% PIT doliczy się bowiem 9% liniowej składki zdrowotnej – nowego para-podatku, zatem opodatkowanie małego i średniego biznesu wzrośnie do 28%. Czyli wchodzimy na poziom opodatkowania całej Europy Zachodniej i Skandynawii – komentuje Michał Wojtas.

Dyrektor Izby wskazuje zalety Polskiego Ładu: kwestie zdrowotne, rozwój cyfrowy, rozwój infrastrukturalny

Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny koszty Polskiego Ładu będą bardzo wysokie: – Ambitny plan Rządu, który ma kosztować ok. 70 mld zł rocznie, to w dużej mierze obietnice socjalne i „opieka” państwa nad różnymi grupami społecznymi. W dojrzałych państwach demokratycznych solidarność społeczna jest ważna, a pomoc najsłabszym niezbędna. Pytanie jednak kto za to wszystko zapłaci? Jakim kosztem Państwo chce „opiekować” się wybranymi grupami? Okazuje się, że najbardziej stracić mają nie tylko najbogatsi, ale i też klasa średnia. Czy to jest właściwa droga do budowania nowoczesnego, zamożnego i produktywnego społeczeństwa. To klasa średnia najwięcej i najciężej pracuje – komentuje dyrektor Wolny.

– Plan jest bardzo ambitny i zakłada wiele ważnych rozwiązań takich jak inwestycje infrastrukturalne czy w system ochrony zdrowia. Pochwalić również należy kwestię planów rozwoju cyfrowego i energetycznego, czy podnoszenia poziomu usług publicznych. Brakuje jednak bardzo istotnej kwestii, jaką jest edukacja – dodaje dyrektor Wolny.

Bio Planet poprawia wyniki w I kwartale 2021 r.

Bio Planet S.A., lider polskiego rynku konfekcjonowania i dystrybucji żywności ekologicznej, przedstawił wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Spółka pomimo wymagającego, pandemicznego okresu zauważalnie poprawiła parametry finansowe. Bio Planet wygenerowała niemal 59 mln PLN przychodu netto, odnotowując wzrost o niemal 6% w stosunku do roku ubiegłego. Zysk netto w porównaniu z I kwartałem 2020 wzrósł o 30%.

Dane finansowe:

  Q1 2020 Q1 2021 Zmiana rdr
mln PLN mln PLN wartość proc.
Przychody ze sprzedaży 55,824 58,949 +3,125 +5,6%
EBITDA 4,222 4,248 +0,026 +0,61
Zysk netto 2,202 2,863 +0,661 +30%
Zysk brutto 2,966 3,613 +0,647 +21,8%

 

Spółka Bio Planet wypracowała w pierwszym kwartale 2021 roku niemal 59 mln przychodów ze sprzedaży, przy około 3 mln zł zysku netto (+30% rdr). Wartość EBITDA wzrosła w porównaniu rdr o ponad 0,6%. Oznacza to, że wyniki minionego kwartału są wyższe niż rezultaty z analogicznego okresu w roku ubiegłym.

– Pierwszy kwartał był dla nas czasem intensywnej pracy. Sfinalizowaliśmy kilka projektów i wystartowaliśmy z kolejnymi. Rozpoczęliśmy wewnętrzne prace koncepcyjne nad budową nowego zakładu przetwórczego, który chcielibyśmy zrealizować do końca 2023 roku. Jesteśmy przekonani, że to przełoży się na jeszcze wyższą wydajność i umożliwi nie tylko magazynowanie produktów, ale również ich przetwarzanie. Pozwoli to również w dużej mierze zoptymalizować ponoszone przez nas koszty – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Najważniejszą inwestycją, jaką spółka podjęła, było uruchomienie pierwszej część rozbudowanego centrum logistyczno-magazynowego. Jego pełne uruchomienie przewidywane jest w II kwartale 2021 r. Spółka uruchomiła również maszynę do paczkowania świeżych warzyw i owoców, co umożliwi Spółce zwiększenie ilości oferowanych świeżych warzyw i owoców.

– Skupiliśmy się również na wprowadzaniu do oferty licznych, nowych produktów zarówno w markach własnych jak i w markach dystrybuowanych. Wprowadziliśmy łącznie 350 nowych produktów, większość z nowości to produkty dostawców od lat współpracujących z Bio Planet. Poszerzyliśmy również naszą ofertę o azjatyckie makarony pod marką Perfect Earth oraz włoskie pieczywo chrupkie marki La Buona Terra. Od niedawna oferujemy również produkty nabiałowe oraz nowości marki Biominki – dodaje Prezes Strużyna.

Jak zapewnia prezes Bio Planet, w kolejnych miesiącach Spółka planuje kolejne inwestycje i ekspansję na nowe rynki.

– Widzimy duży potencjał w rynkach zagranicznych i analizujemy możliwość ekspansji w tym kierunku. Pracujemy również nad poszerzeniem asortymentu dostępnego dla naszych klientów. Jesteśmy przekonani, że inwestycje, zarówno te zrealizowane, jak i planowane pozwolą pomnożyć zyski już w kolejnych miesiącach – zapewnia Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Creepy Jar zanotował drugi najlepszy kwartał w historii

O ponad 31% wzrosły przychody Creepy Jar w I kw. 2021 r. w porównaniu do ostatniego kwartału roku ubiegłego (596% rok do roku), wynika ze wstępnych rezultatów opublikowanych przez spółkę. W zakończonym kwartale warszawski developer wypracował 5,2 mln zł zysku brutto (wzrost o 505% r/r), a stan gotówki na koniec marca zwiększy się o ponad 8,2 mln zł osiągając poziom 36,2 mln zł.

Jesteśmy zadowoleni z efektów sprzedaży pierwszej z trzech części dodatku do Green Hell- Spirt of Amazonia (SoA). Wysoka sprzedaż na PC to kolejne potwierdzenie, że nasz produkt jest longsellerem, który będzie generował stabilne przychody przez kolejne kwartały nie tylko tego roku, ale i kolejnych lat- podkreśla Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar. Wyniki spółki w I kw. 2021 r. były lepsze nie tylko niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, ale co ważniejsze były również wyższe od rezultatów wypracowanych w ostatnim kwartale roku ubiegłego, kiedy to Creepy Jar wciąż zarabiał na wydania tzw. wersji coop.

Miniony kwartał pokazuje również, że warszawski developer potrafi utrzymać wysoką zdolność do generowania gotówki oraz utrzymać wysoką rentowność pomimo rosnących kosztów produkcji i działalności. Warto podkreślić dodatkowo, że w kosztach znaczący udział mają pozycje niegotówkowe wynikające z rozliczania kolejnych etapów programu motywacyjnego.

Kolejnym sprawdzianem siły Green Hell, będzie premiera gry na konsole XboxOne i PS4. – Więcej szczegółów na temat premiery podamy wkrótce. Wszystko idzie zgodnie z planem. Teraz pałeczka jest po stronie producentów konsol- komentuje prezes. W tym roku spółka wyda również kolejne dwa epizody Spirits of Amazonia, którego pierwsza część odpowiadała za świetne wyniki minionego kwartału.