Słowacja drugim najczęściej wybieranym kierunkiem wakacyjnych wyjazdów Polaków

Tegoroczne wakacje upłynęły pod znakiem pandemii koronawirusa. Aż 82% Polaków deklarowało, że spędzi urlop w kraju. Nieliczni, którzy wybrali zagranicę pozostali wierni Chorwacji (30%), ale z podium najpopularniejszych kierunków spadły dotknięte pandemią Włochy (8%) i Hiszpania (5%). 

Na podstawie danych z kalkulatora ubezpieczeń turystycznych eksperci rankomat.pl sprawdzili, gdzie Polacy spędzili tegoroczne wakacje. Okazuje się, że obawy przed koronawirusem wpłynęły na ich wakacyjne decyzje. W tym roku kraje położone nad Morzem Śródziemnym cieszyły się mniejszym zainteresowaniem niż Słowacja, która po raz pierwszy znalazła się w gronie najpopularniejszych kierunków.

Chorwacja i długo, długo nic

28 maja Chorwacja otworzyła swoje granice dla obywateli Unii Europejskiej. Polacy, podobnie jak w latach ubiegłych, tłumnie ruszyli nad Adriatyk. 30% wyjeżdżających z Polski na wakacje zdecydowało się na urlop w Chorwacji – to o 5 punktów procentowych więcej niż rok temu.

Na kolejnych miejscach najczęściej wybieranych kierunków wakacyjnych można już zauważyć zmiany wywołane pandemią. Rok temu 19% Polaków jako cel wyjazdu wskazało Włochy, a 10% – Hiszpanię. W tym sezonie na te kraje zdecydowało się kolejno 8 i 5 procent polskich turystów. Są to jednak państwa, gdzie notuje się dużo przypadków zarażenia koronawirusem, co odbiło się na preferencjach urlopowiczów.

W tym roku na drugim miejscu najpopularniejszych wakacyjnych destynacji znalazła się Słowacja, którą odwiedziło prawie 10% Polaków. Na podium znalazła się także Grecja
z wynikiem 9%.

W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych wakacyjnych kierunków w tym roku znalazły się jeszcze Niemcy, Bułgaria, Ukraina, Czechy i Austria. Z zestawienia całkowicie wypadły kraje pozaeuropejskie, które rok temu były w top 10 – Turcja oraz Stany Zjednoczone. Top 10 najpopularniejszych kierunków wakacyjnych 2020 r_v1

Urlop nie dłuższy niż 14 dni

Zdecydowana większość Polaków zdecydowało się na standardowe wakacje trwające od 8 do 14 dni – taką długość wyjazdu zadeklarowało 49% turystów. 21% wypoczywających zaplanowało urlop na czas od 4 do 7 dni. Wyjazdy powyżej 14 dni zadeklarowało tylko 18% urlopowiczów. Krótkie wyjazdy (do 3 dni) wybrało 12% Polaków.Długość wyjazdów wakacyjnych Polaków w 2020 r_v1

W tym roku całkowicie zrezygnowano z podróży powyżej 30 dni (w 2019 r. tę opcję wskazało 3% turystów). Pandemia koronawirusa, związany z nią lockdown i zamknięte granice zablokowały długie wyjazdy zapalonych podróżników.

Wakacje z rodziną lub we dwoje

Zdecydowana większość Polaków niezmiennie decyduje się na urlop z osobą towarzyszącą (30%) lub w rodzinnym gronie (26%). Nieco spadła liczba urlopowiczów wybierających samotne wyjazdy (obecnie 30%, spadek o 3 punkty procentowe w porównaniu z 2019 r.).Z kim Polacy wyjeżdżali na wakacje w 2020 r_v1

Trzydziestolatkowie wyjeżdżają najchętniej

25% polskich turystów wyjeżdżających za granicę to osoby w wieku 30-39. Nieco mniej polis zakupiono dla dzieci i nastolatków (23%). 21% wyjeżdżających to osoby w wieku 20-29 lat. Niewiele mniej (20%) jest podróżujących czterdziestolatków (40-49).Wiek Polaków odpoczywających na zagranicznych wakacjach 2020 r_v1B

Najmniej chętnie na podróż decydują się osoby w wieku 50-59 (7%) oraz 60+ (4%). Dane te nie odbiegają od statystyk z ubiegłego roku.

Ubezpieczenie turystyczne na wakacje 2020 od 4,28 zł

– Na początku pandemii większość ubezpieczycieli nie obejmowała ochroną zachorowania na Covid-19. Okres wakacyjny zbiegł się ze zmianą w regulacjach – coraz więcej towarzystw podjęło decyzję o ubezpieczeniu zachorowań na koronawirusa. Dlatego wybierając się na wakacje jesienią, warto porównać wszystkie oferty, aby zapewnić sobie kompleksową ochronę – mówi Robert Pelczar Product Manager rankomat.pl.

Poniżej 5 zł dziennie za ochronę płacili wyjeżdżający na Ukrainę, Chorwację i do Bułgarii. Niespełna 6 zł za dzień ubezpieczenie wyniosło wypoczywających w Hiszpanii, Niemczech, we Włoszech oraz Grecji. Powyżej 6 zł dziennie kosztowały polisy do Czech i Austrii. Najwięcej za ubezpieczenie musieli zapłacić podróżujących na Słowację (7,10 zł/dzień).Ile Polacy płacili za ubezpieczenie wakacji w 2020_v2

Aż 73% polskich internautów robi zakupy online – pandemia zmienia firmy e-commerce

  • Aż 73% polskich internautów robi na co dzień zakupy online, co jest efektem m.in. pandemii koronawirusa.
  • Zaufanie do tej formy zakupów w ostatnich miesiącach wzrosło, a ponad połowa firm chce zintensyfikować działania w e-commerce.
  • Wzrosty e-commerce wymagają wdrożenia nowoczesnych technologii w zakresie automatyzacji ręcznej pracy, co z kolei w ciągu trzech lat planuje aż 82% firm w efekcie pandemii COVID-19.

Czas globalnego lockdownu, który miał kluczowy wpływ na światową i europejską gospodarkę, zmienił również przyzwyczajenia konsumentów, którzy jeszcze chętniej niż dotychczas kupują online. Według danych zawartych w raporcie „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” przygotowanym wraz z Izbą Gospodarki Elektronicznej już 73% internautów robi zakupy online, co stanowi wzrost o 11% względem roku ubiegłego.

Nawet sceptycy zaczęli kupować online

Trudny czas, gdy wielu z nas przez długie tygodnie pozostawała w domach, skłonił nas nie tyle do ograniczenia zakupów, a raczej do robienia ich w trybie online. Trend ten nie jest niczym nowym. W trakcie poprzednich epidemii, takich jak kryzys SARS w latach 2002 i 2003, chińskie platformy internetowe JD.com i Alibaba zwiększyły swoje obroty. Tendencja ta zdaje się powtarzać w chwili obecnej, a wielu firmom z branży dostaw i handlu internetowego udało się przekonać klientów do zakupów online. Dodatkowo w gronie kupujących za pośrednictwem sieci niemal 1/3, bo 28 % to osoby powyżej 50. roku życia.

– Jednym z powodów zwiększonych obrotów w branży zakupów online był, rzecz jasna, fakt, że dostępnych było mniej opcji offline. Z drugiej strony innym z ciekawych aspektów tego trendu jest fakt, że nowi użytkownicy, którzy do tej pory mogli unikać dokonywania zakupów przez Internet, dali obecnie szansę temu sposobowi zakupów – mówi Håvard Hallås, Dyrektor ds. Sprzedaży w Element Logic, dostawcy nowoczesnych technologii wspierających branżę e-commerce.

Rynek zmieni się na zawsze?

Hallås przewiduje zmianę w podejściu ludzi do wydawania pieniędzy i zwiększony poziom zaufania do zakupów online. Jego zdaniem po zakończeniu epidemii koronawirusa wielu z wcześniej niedoświadczonych użytkowników prawdopodobnie w dalszym ciągu będzie korzystać z platform do zakupów online.

– Innymi słowy, z powodu koronawirusa rynek e-commerce najprawdopodobniej w dalszym ciągu będzie się rozwijał, a w dalszej perspektywie czeka go nawet gwałtowny wzrost. Przy powiększającej się liczbie użytkowników doświadczających wygody tego sposobu dokonywania zakupów uważam, że coraz osób będzie korzystać z tej opcji po zakończeniu kryzysu – mówi.

Ci, którzy są nieprzekonani do kupowania w sieci, zwracają uwagę na brak kontaktu z produktem (43% odpowiedzi w cytowanym badaniu) – w przypadku sprawdzonych produktów kupowanych cyklicznie nie powinno mieć to tak dużego znaczenia, a może być ułatwieniem.

– Weźmy na przykład dostawę artykułów spożywczych: dla osób, które polegają na transporcie publicznym, jest to o wiele łatwiejsze rozwiązanie niż dźwiganie ciężkich zakupów do domu. – dodaje Hallås.

Pandemia a zmiany w modelu biznesowym

Zmiany wywołane pandemią koronawirusa i dynamiczne wzrosty w e-commerce powodują, że konieczne jest wykorzystanie narzędzi, które będą wspierać procesy. Ponad połowa firm (55%) planuje zwiększyć cyfrowy dostęp do klientów, zwirtualizować interakcje między przedsiębiorcami a konsumentami i zaangażować się w większy handel elektroniczny w krótkim okresie. Co więcej, według danych Ernst & Young w aż 82% firm spodziewane są przyspieszenia adopcji technologii automatyzującej ręczną pracę w ciągu najbliższych trzech lat.

Widzimy wzmożenie projektów z zakresu automatyki, które dotyczą branży e-commerce. Wiemy, że dzięki zautomatyzowanym procesom AutoStore nasi klienci dobrze poradzili sobie z trudnym czasem lockdownu. Jakość i wydajność procesów logistycznych magazynu wciąż są kluczem do sukcesu – podsumowuje Hallås z Element Logic, która wdraża automatyczne systemy magazynowe AutoStore.

Źródło:

  • Dane własne Element Logic
  • https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/e-commerce-w-polsce-2020.html
  • https://www.ey.com/en_gl/attractiveness/20/how-can-europe-reset-the-investment-agenda-now-to-rebuild-its-future

W ciągu roku wydatki na sztuczną inteligencję wzrosną o 50%

Jeszcze do niedawna obiecywano nam, że proces twórczy na długo pozostanie domeną człowieka. Wszystko wskazuje na to, że ten, kto tak mówił, będzie musiał się gęsto tłumaczyć. W zeszłym tygodniu SI zaczęła całkiem sprawnie pisać, a w tym – skomponowała nową piosenkę na potrzeby Tik Toka. Takich newsów będzie wkrótce o wiele więcej. Szacuje się, że w ciągu zaledwie roku wydatki na tę dziedzinę wzrosną o… połowę! Czy to oznacza, że mamy problem?

Jak podaje firma badawcza Research And Markets, globalny rynek sztucznej inteligencji wzrośnie z 28,42 mld USD w 2019 r. do 40,74 mld USD w 2020 r. Oznacza to blisko 43% dynamikę zmian w ciągu zaledwie 12 miesięcy. Piotr Prajsnar, CEO warszawskiej spółki Cloud Technologies, która wykorzystuje algorytmy SI do analizy wielkich zbiorów danych, jakie pozostawiają po sobie internauci w sieci, tłumaczy, że: – Globalny lockdown stał się punktem zapalnym cyfrowej rewolucji. Od tego momentu możemy mówić o powstaniu nowej fali transformacyjnych technologii, które skupiają się na automatyzacji procesów. W tym przede wszystkim technologii sztucznej inteligencji, która postrzegana może być jako antidotum powstrzymujące epidemię i jej skutki.

Taniec zwycięstwa

Zaledwie 2 lata temu Yann LeCun, Chief AI Scientist w Facebooku i profesor NYU, podczas Viva Technology w Paryżu zapewniał, że minie wiele lat, zanim sztuczna inteligencja rozwinie się na tyle, by zagrozić ludzkiej kreatywności. Dziś wydaje się, że jesteśmy bliżej tego stanu niż kiedykolwiek wcześniej.

Ostatnie tygodnie to prawdziwa kanonada, jeżeli chodzi o newsy opisujące nowe osiągnięcia SI. Startup Musiio właśnie wykorzystał swoje algorytmy sztucznej inteligencji do analizy muzyki, aby stworzyć idealny hit na TikToku. Czemu właśnie tam? Społeczność twórców zgromadzona wokół chińskiej platformy nieustannie poszukuje nowych piosenek, które mogą być wykorzystane do tworzonych filmów.

Musiio przeanalizowało więc 120 najlepszych utworów z listy odtwarzania TikTok Trending z 18 maja 2020 r., a następnie przepuściło utwory przez system SI. Algorytmy miały za zadanie zidentyfikować elementy muzyczne, które sprawiają, że film zyskuje wirusowy zasięg.

Identyfikacja kluczowych cech, które sprawiają, że założony przez nas cel jest osiągany przy użyciu sztucznej inteligencji to, co prawda w miarę nowe narzędzie, ale doskonale znane w świecie marketingu. Dobrym przykładem jest reklama realizowana w modelu automatycznym, czyli programmatic. Ta technologia polega na tym, że to algorytm decyduje o tym, komu, gdzie i za jaką cenę ma się wyświetlić dana reklama. A to wszystko dzieje się w ułamku sekundy, na podstawie danych o zachowaniu internauty. Jak podaje serwis eMarketer, dziś, ta forma sprzedaży powierzchni reklamowych odpowiada za 84% wszystkich sprzedanych reklam w sieci. – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Autor nieznany

Jeżeli stworzenie muzyki wydaje się komukolwiek łatwym zadaniem dla algorytmów to kolejne odkrycie, może wywołać zakłopotanie, nawet u zwolenników SI. Zaledwie kilka tygodni temu, robot napędzany sztuczną inteligencją o nazwie GPT-3 napisał interesujący esej dla ludzi, mówiąc, że jego gatunek (roboty) nie ma zamiaru unicestwić gatunku homo sapiens.

W stworzonym przez siebie eseju, który liczy ponad 1000 słów, wykorzystano potężny generator języka oparty na sztucznej inteligencji. Aplikacja starała się przekonać ludzkich czytelników, że roboty są nieszkodliwe i przychodzą z pokojem nastawieniem. Opublikowany na łamach serwisu „The Guardian” materiał wzbudził duże zainteresowanie czytelników z całego świata, ponieważ po raz pierwszy człowiek mógł lepiej poznać sposób myślenia maszyny.

Zmierzamy w kierunku sytuacji, w której sztuczna inteligencja stanie się znacznie mądrzejsza od ludzi. Myślę, że ramy czasowe wynoszą mniej niż pięć lat. Jednak to nie znaczy, że za pięć lat wszystko pójdzie do diabła. Oznacza to tylko, że sytuacja staje się niestabilna lub dziwna – powiedział Elon Musk, Dyrektor generalny Tesli i SpaceX w wywiadzie dla New York Times.

Czy możemy zawierzyć futuryście i technologicznemu wizjonerowi, jakim jest Musk? I tak, i nie. Ekscentryczny milioner znany jest ze swojego zamiłowania do teorii, które wiele nie odbiegają od fabuły wielu filmów kategorii science-fiction i nie zawsze znajdują one pokrycie w rzeczywistości. Jedno jest pewne – przed nami bardzo interesujące pięć lat.

Akcje firm najbardziej poszkodowanych przez kryzys mogą być niedoceniane

Jednym z najważniejszych pytań, jakie aktualnie stawiają sobie inwestorzy na rynkach kapitałowych jest to, jak będą sobie radzić w przyszłości sektory najbardziej poszkodowane przez kryzys. Czy sieci hoteli i linie lotnicze mogą być doskonałą okazją inwestycyjną?

Bardzo niskie stopy procentowe już od ponad 10 lat wyznaczają trendy na rynkach kapitałowych. W związku z tym inwestorzy muszą szukać innych rozwiązań niż lokaty bankowe i obligacje skarbowe. Jeżeli chcą osiągnąć jakiekolwiek dochody lub choćby uniknąć strat związanych z inflacją, muszą zainteresować się aktywami o wyższym ryzyku. To oznacza, że szczególnie atrakcyjne mogą stać się inwestycje w akcje przedsiębiorstw.

Giełdowe wzrosty omijają niektóre branże

Wydaje się, że inwestorzy doskonale rozumieją swoją sytuację. Już od drugiej połowy marca praktycznie wszystkie światowe indeksy giełdowe nieustannie rosną, a najważniejsze amerykańskie indeksy: Dow Jones Industrial Average i S&P 500 mimo głębokiego kryzysu są bliskie historycznych rekordów.

Od początku odpowiedzią rynku na światowy kryzys był wzrost akcji przedsiębiorstw technologicznych. Inwestorzy wierzą w to, że to właśnie nowoczesne technologie pomogą w walce ze spowolnieniem gospodarczym. Dlatego wartość indeksu nowojorskiej giełdy technologicznej Nasdaq po spadku o prawie 25% w pierwszej połowie marca, wzrosła do dziś aż o 62%. Licząc od początku roku inwestorzy zarobili ponad 24%. Inne branże, które doskonale sobie radzą w czasie kryzysu to farmacja, ochrona zdrowia czy rynek spożywczy. Wbrew często spotykanym opiniom całkiem nieźle przedstawia się sytuacja branży samochodowej. Indeks S&P Automotive Retail Subindustry wzrósł od początku roku o ponad 7%.

Istnieje jednak kilka sektorów gospodarki, które zanotowały szczególnie duże straty i póki co nie dotyczy ich trwająca od końca marca hossa. Indeks branżowy największych spółek hotelarskich S&P 500 Hotels Resorts & Cruise Lines od początku roku traci ponad 40%. Podobnie jest z indeksem branżowym linii lotniczych (-44%) i nieruchomości (-12%). Czy te spadki mogą być okazją do zakupów?

Czy sieci hoteli i linie lotnicze pozostaną nierentowne w długim okresie?

Każdy inwestor powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy linie lotnicze, sieci hoteli i przedsiębiorstwa z sektora nieruchomości biurowych pozostaną nierentowne w długim okresie. Jeżeli tak, można spróbować krótkiej sprzedaży akcji. Natomiast jeżeli w perspektywie kilku miesięcy, aktualnie nierentowne sektory zaczną wracać do równowagi, to możemy być świadkami doskonałej okazji inwestycyjnej.

Należy pamiętać o tym, że na światowe giełdy trafiają ogromne ilości pieniędzy pochodzących z działań stymulacyjnych rządów i banków centralnych. Po pierwszych oznakach poprawy koniunktury w branżach najbardziej poszkodowanych, inwestorzy mogą chcieć wykorzystać te środki do zakupów akcji po bardzo niskich cenach. W celu podjęcia prawidłowej decyzji, najlepiej obserwować wskaźniki makroekonomiczne. Pierwsze, szacunkowe dane dotyczące PKB w trzecim kwartale w USA będą ogłoszone 29 października. Jeżeli potwierdzą się prognozy mówiące o wzroście o 15% w stosunku do drugiego kwartału, może zapalić się zielone światło dla wzrostu cen akcji przedsiębiorstw najbardziej poszkodowanych przez kryzys.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Biura nie znikną, nadal będą kluczowe dla prowadzenia biznesu

Drastyczna zmiana prowadzenia warunków biznesu spowodowała pojawienie się różnych reakcji i nowych modeli dostosowania do nowej sytuacji na rynku nieruchomości komercyjnych. Zauważalny jest wzrost popytu na podnajmy i umowy krótkoterminowe, co wymaga większej elastyczności od właścicieli budynków. Praca zdalna stała się już naturalną częścią polskiego rynku pracy. Wiele firm wprowadziło rotacyjny tryb pracy np. 2 dni w biurze, a 3 zdalnie.

Koronawirus przyspieszył również transformację cyfrową np. wzrostu znaczenia pracy zdalnej, ale zarówno digitalizację nieruchomości, jak i innych procesów biznesowych oraz zarządczych. Procesy pracy zdalnej to najistotniejszy czynnik, który wpłyną na wyznaczenie nowych potrzeb konsumenckich widocznych nie tylko w sektorze komercyjnym, ale też na pierwotnym i wtórnym rynku mieszkaniowym. Czas „narodowej kwarantanny” wpłynął na wzrost popytu na domy i duże mieszkania w zielonych rejonach miast oddalonych od centrum. Będące w trakcie budowy biurowce zostaną dokończone, ale inwestorzy analizują nowe przeznaczenie planowanych do budowy jednostek w budynki mieszkaniowe.

Pandemia zmieniła rynek wynajmu powierzchni biurowych

Zwolnienia, praca zdalna, która na pewno się utrzyma, w jakimś zakresie powodują, że część wynajętej powierzchni biurowej stoi pusta, a niepotrzebne już metraże firmy próbują podnajmować. Mniej chętnie wybierane będą przestrzenie typu „open space”. Wiele firm na pewno powróci do układu gabinetowego. Zamknięte ścianami pomieszczenia są bezpieczniejsze. Zwiększy się też średnia powierzchnia przypadająca na jednego pracownika. Dziś jest to 7 mkw., a może być 10 – 15 mkw.

Według najnowszych danych REDD największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, w ofercie wynajmu jest obecnie w całym kraju ponad 2,52 mln m kw. powierzchni biurowej, co stanowi nowe maksimum tego wskaźnika dla roku 2020. Rynek jednak nie daje za wygraną, a najemcy podpisują umowy na nową powierzchnię. W okresie od 14 sierpnia 2020 roku do 14 września najwięcej nowych umów podpisano w Warszawie – w sumie sfinalizowano 212 transakcji. Drugi na liście liderów jest Wrocław z 45 transakcjami, a trzecie Katowice, gdzie podpisano 33 umowy. Tylko 12 transakcji w ostatnim miesiącu sfinalizowano Gdańsku, tam również wolna powierzchnia czeka na Najemcę najdłużej, bo aż 291 dni. Najszybciej wolna powierzchnia znajduje zbyt w Katowicach, gdzie moduły czekają na nowego Najemcę jedynie przez 174 dni. W Krakowie to 214 dni, we Wrocławiu 227, w Poznaniu 268, a w Warszawie 285 dni. W Warszawie mamy dokładnie 51 481 m2, a w Polsce 113 179 m2 powierzchni do podnajmu.

Jak model pracy zdalnej wpływa na rynek wynajmu powierzchni biurowych?

Pandemia niewątpliwie zmieniła trendy panujące na rynku biurowym. W krótkim czasie standardem może okazać się zawieranie najmów na 3 lata, a nie jak obecnie na 10, z ewentualną opcją wyjścia lub zmiany w połowie okresu najmu. To z kolei spowoduje, że deweloperzy będą musieli wypracować pewien mechanizm pozwalający im zachować płynność wobec wierzycieli, a jednocześnie pozyskiwać najemców. Wynajmujący mogą również dążyć do precyzyjnego określenia definicji siły wyższej w umowie najmu, jeżeli wcześniej tego nie zrobili. Część z nowo powstających biurowców ma już komplet najemców. Biorąc pod uwagę obiekty budowane w Warszawie, już ponad 60 proc. powierzchni jest zabezpieczona umowami „przed najmu” czy listami intencyjnymi.

Jak informuje raport Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych (PINK) „Biura i magazyny 2020 – nowa rzeczywistość?”, którego źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers International, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills). Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku biur w I połowie roku osiągnął poziom ponad 1,3 mld euro. Sfinalizowano łącznie 21 transakcji kupna/sprzedaży 38 budynków biurowych. Do największych należały: sprzedaż przez Skanska High Five 4&5 do Credit Suisse (Kraków), Wola Center przez Develię do Hines (Warszawa) oraz Equal Business Park przez Cavatinę do Apollo Rida (Kraków). Duży wpływ na ten doskonały wynik dla sektora biurowego miała transakcja zakupu większości udziałów w GTC przez węgierski Optimum Ventures Private Equity Fund, która w Polsce obejmowała zarówno portfel budynków biurowych, jak i centra handlowe.

W transakcjach dotyczących powierzchni powyżej 5,000 mkw. widoczne są oczekiwania firm co do gwarancji elastyczności najmu, zarówno pod kątem ekspansji, jak i redukcji zajmowanej powierzchni. Niemniej jednak takie zapisy w umowach nie są nowością – istniały już dużo wcześniej, przed pojawieniem się wirusa. Ponadto, niemal połowa wolumenu powierzchni w budowie planowanego do oddania w tym roku jest już wynajęta, dlatego wskaźnik pustostanów nie powinien znacząco wzrosnąć. Prognozuje się, że nie przekroczy 12%. Firmy, które mogą sobie na to pozwolić, odkładają w czasie decyzje co do finalizacji najmu lub decydują się na rozwiązania hybrydowe.

W II kwartale 2020 roku na stołeczny rynek dostarczono około 100,1 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej w czterech projektach. Popyt w tym czasie osiągnął prawie 334,8 tys. m2, w tym szczególnie wysoką aktywność najemców zaobserwowano w II kw. tego roku — ponad 195,9 tys. m2 wynajętej powierzchni biurowej. Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 7,9 proc. (wzrost o 0,4 pkt proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,6 pkt proc. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2019 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła prawie 448 tys. m2. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 5 proc., poza centrum miasta sięgnął 9,8 proc.

Nowe potrzeby i oczekiwania konsumentów

Prewencja oraz bezpieczeństwo zdrowotne w biurach stały się jedną z głównych funkcji w projektowaniu i zarządzaniu nieruchomościami, a dystans społeczny stał się jednym z najważniejszych kryteriów organizacji funkcji w budynkach.

Obecnie już co trzeci pracodawca deklaruje zamiar przejścia na pracę zdalną, a ponad połowa organizacji rozważa tworzenie w przyszłości rozproszonych zespołów. Wzrasta również zainteresowanie hybrydowym modelem najmu, polegającym na połączeniu tradycyjnego biura i przestrzeni coworkingowej. Wszystko to powoduje, że część najemców nie potrzebuje już tak dużych powierzchni biurowych i decyduje się na podnajem dotychczasowego biura lub jego części, renegocjacje warunków, lub nawet rezygnację z posiadania większej liczby placówek i wypowiadanie umów najmu, potwierdzają badania Hays Poland.

Natomiast jak dowiadujemy się z raportu CBRE Research Gateway „Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych” – w drugim kwartale roku odnotowano wzrost pustostanu o niemal 54 tys. mkw. CBRE to największa na świecie firma doradcza i inwestycyjna działająca w sektorze nieruchomości komercyjnych. Spadek stopy pustostanu nastąpił jedynie we Wrocławiu, Katowicach i Szczecinie. Największy wzrost poziomu pustostanu odnotowano w Lublinie (2,8 p.p.) oraz Trójmieście (2 p.p.), które mimo to utrzymuje najniższy poziom pustostanu ze wszystkich miast regionalnych.

W miastach regionalnych nie uwidocznił się ogólno-rynkowy trend w zmianach stawek czynszowych. Nieznaczny spadek poziomu czynszu w najlepszych budynkach odnotowano w Katowicach oraz Łodzi, gdzie wynoszą one obecnie odpowiednio EUR 13,8/ mkw. i EUR 13,3/ mkw. W części miast zauważono bardziej elastyczne podejście wynajmujących, w szczególności w przypadku projektów, które zostały dopiero dostarczone na rynek lub mają zostać dostarczone w najbliższym czasie, a nie mają osiągniętego założonego poziomu komercjalizacji, co może skutkować spadkiem poziomu czynszu efektywnego.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wróci do poziomu inwestycji sprzed pandemii za 1,5 roku, tj. o ok. 6 miesięcy wcześniej niż inne rynki w Europie, wynika z raportu CBRE „Real Estate Market Mid-Year Outlook 2020”.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku nieruchomości / dyrektor Core PR / dziennikarz. 

Polska na 32. miejscu jako najbardziej rozwinięte państwo świata według Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju PIE

Indeks Odpowiedzialnego Rozwoju to miara poziomu rozwoju państw przygotowana przez Polski Instytut Ekonomiczny jako alternatywa dla PKB. Jak wynika z jego najnowszej edycji, Polska to kraj o relatywnie niskich nierównościach dochodowych i wysokim poziomie bezpieczeństwa wewnętrznego. W tym roku do filarów Indeksu dołączyliśmy komponent związany z odpowiedzialnością za klimat. Polska może się w nim pochwalić imponującą skalą redukcji emisji CO2 (18. miejsce na świecie), ale wciąż mamy w tym obszarze dużo do poprawy. Na czele IOR stoją Szwecja, Dania i Norwegia, a za Polską uplasowały się m.in. Grecja i Chorwacja.

Spośród 159 państw poddanych analizie w Indeksie Odpowiedzialnego Rozwoju, Polska zajęła 32. miejsce jako najbardziej rozwinięte państwo świata. To rezultat o 8 pozycji lepszy niż wynikałoby z rankingu według PKB na osobę. Nasz kraj wypadł w IOR lepiej niż m.in. Rosja czy Chiny, a spośród krajów unijnych: Grecja, Chorwacja, Litwa, Łotwa, Rumunia i Bułgaria. Państwa, które mają PKB na osobę wyższe od polskiego według parytetu siły nabywczej, ale plasują się niżej w naszym Indeksie, to Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn czy Litwa. Względnie dobrze wypadamy również na tle państw Grupy Wyszehradzkiej. Jesteśmy tuż za Węgrami i Słowacją, które zajęły 30. i 31. pozycję, natomiast wyprzedzają nas Czechy, które zajęły 20. miejsce  – dodaje Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Polska na 32 miejscu w Indeksie Odpowiedzialnego Rozwoju

Według Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju Polska ma najsilniejszą pozycję pod względem obecnego dobrobytu (I filar Indeksu), na co wpływają stosunkowo niskie nierówności dochodowe. Światową czołówkę w ramach tego czynnika stanowią Hongkong, Stany Zjednoczone i Norwegia. Polska plasuje się na końcu czwartej dziesiątki pod względem kreacji przyszłego dobrobytu (filar II) i czynników pozapłacowych (filar III). Zaważyły na tym m.in. relatywnie niskie wydatki na badania i rozwój, które stanowią 1,03 proc. PKB Polski (35. wynik na świecie) oraz słaba jakość powietrza mierzona stężeniem pyłów PM 2,5 (76. miejsce na świecie).

Spośród szczegółowych wskaźników Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju, Polska zajmuje najwyższą pozycję w mierze bezpieczeństwa. W 2018 r. liczba umyślnych zabójstw w przeliczeniu na liczbę mieszkańców wyniosła 0,77 na 100 tys. mieszkańców, co zapewnia nam 23. miejsce na świecie. Warto pamiętać, że jeszcze na początku lat 90. liczba ta była około trzykrotnie wyższa. W naszym regionie wypadamy lepiej niż Słowacja i Węgry (odpowiednio 40. i 71. miejsce), natomiast wyprzedzają nas Czechy (15. miejsce).

Zmian klimatycznych nie wolno ignorować

Jednym z najważniejszych postulatów Indeksu jest włączenie odpowiedzialności za globalny klimat do miar rozwoju państw. Przeciwdziałanie zmianom klimatu jest być może najważniejszym globalnym wyzwaniem XXI w. Badania naukowe wskazują, że wzrost miary globalnego ocieplenia do 1,5°C lub 2°C zwiększy intensywność susz oraz powodzi i ich negatywnych skutków, zarówno dla ekosystemów, jak i systemów społecznych. Z tego powodu uznaliśmy za konieczne włączenie kontroli emisji gazów cieplarnianych jako elementu oceny stanu rozwoju państw w IOR.

Tworząc Indeks cały czas mieliśmy na uwadze, że rozwoju społeczno-gospodarczego nie można mierzyć wyłącznie wielkością produkcji dóbr i usług. PKB pomija niektóre istotne aspekty wpływające na ocenę dobrobytu społeczeństw, a także znacząco zawyża poziom rozwoju rajów podatkowych oraz państw bogatych w surowce naturalne – tłumaczy Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Polska na 32 miejscu w Indeksie Odpowiedzialnego Rozwoju 2020

IV filar Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju, związany z odpowiedzialnością za klimat, jest jednocześnie tym, w którym Polska wypada najsłabiej. Biorąc pod uwagę obecny poziom emisji CO2 na jednostkę wytworzonego PKB, Polska zajmuje 126. miejsce i znajduje się w gronie państw o najbardziej szkodliwym oddziaływaniu na globalny klimat. Optymizmem napawa jednak imponująca skala redukcji emisji w latach 1998-2018, wynosząca 52 proc. i dająca Polsce w tej kategorii 18. miejsce na świecie. Podobnie w tej kategorii wypadają Czechy, a także USA, Kanada i Australia, jednak w przypadku krajów anglosaskich wartości spadku emisji były niższe.

Państwa o najwyższym poziomie emisji CO2 na jednostkę wytworzonego PKB to przede wszystkim kraje stosunkowo słabo rozwinięte oraz niektóre państwa Europy Wschodniej (Ukraina, Bośnia i Hercegowina, Kosowo oraz Estonia).

Gdzie żyje się najlepiej?

Liderami Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju są kraje skandynawskie, które charakteryzuje nie tylko relatywnie wysoki poziom średniego bogactwa, lecz także niskie nierówności dochodowe oraz wysokie inwestycje w przyszłość. Ponadto dbają one o globalny klimat, o czym świadczą niska emisja CO2 na jednostkę PKB oraz duża skala redukcji tej emisji w ostatnich 20 latach. W pierwszej dziesiątce znalazły się także Izrael, Austria i Stany Zjednoczone. Te ostatnie nie radzą sobie jednak z równoważeniem gospodarczego, społecznego i ekologicznego rozwoju, co może być jedną z pośrednich przyczyn protestów społecznych w tym kraju.

Pierwsza edycja Indeksu Odpowiedzialnego Rozwoju została opublikowana w 2019 r. i składała się z trzech filarów, na które składało się osiem wskaźników. W tegorocznej edycji rozszerzyliśmy Indeks o czwarty filar związany z odpowiedzialnością za klimat.Gdzie żyje się najlepiej

Dziura ozonowa jest coraz mniejsza. To efekt wysiłków całego świata

Dziura ozonowa od lat jest przedmiotem zmartwień naukowców na całym świecie. Walka o przywrócenie odpowiedniej kondycji ozonosferze – tak ważnej dla zdrowia i życia nie tylko ludzi, ale także zwierząt i roślin – zjednoczyła ekspertów i polityków z wielu zakątków globu. A co najważniejsze, przynosi efekty. Z inicjatywy Organizacji Narodów Zjednoczonych 16 września obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Ochrony Warstwy Ozonowej.

Znajdująca się w odległości 10-50 km od powierzchni Ziemi ozonosfera spełnia istotną funkcję w kontekście działania całej naszej planety. Rolą obecnych w tej części stratosfery cząsteczek ozonu jest pochłanianie promieniowania ultrafioletowego. Jego ograniczanie jest niezwykle ważne, ponieważ w nadmiernej ilości jest zabójcze dla organizmów żywych – zarówno zwierząt, jak i roślin. Wieloletnie zaniedbania ludzkości doprowadziły jednak do degradacji warstwy ozonowej. Głównych przyczyn tego negatywnego zjawiska eksperci upatrują w szerokim wykorzystywaniu substancji zubożających tę warstwę. Wśród nich wymienia się freony, które jeszcze nie tak dawno służyły m.in. jako czynniki chłodzące w lodówkach i urządzeniach klimatyzacyjnych.

Dziura ozonowa to nic innego niż spadek stężenia ozonu w stratosferze. To zjawisko, które jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia ludzi. Zbyt duża ekspozycja na promienie ultrafioletowe może bowiem przyczyniać się do wielu problemów. Najpoważniejsze z nich to uszkadzanie włókien kolagenowych w skórze, prowadzące do przyspieszania procesu starzenia się, a także powodowanie nowotworów skóry, uszkadzanie łańcuchów DNA czy nawet degeneracja oczu w postaci zaćmy. Dodatkowo, intensywna emisja UV to także zagrożenie dla całego ekosystemu naszej planety. Rośliny wystawione na zabójcze promieniowanie są narażone m.in. na kłopoty związane z procesem wzrostu – mówi Dawid Okrój, specjalista ds. ochrony środowiska z Amest Sp. z o.o.

Na ratunek ozonosferze

Problemy związane z powstaniem dziury ozonowej zostały zauważone przez naukowców w II połowie XX wieku. Niedługo później, jeszcze w latach 80., podjęto działania, których celem była odbudowa ozonosfery, zdegradowanej m.in. przez freony i halony. 16 września 1987 roku – pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych – podpisany został Protokół  Montrealski. Dzięki niemu, a także innym porozumieniom o charakterze międzynarodowym, udało się powstrzymać emisję związków chemicznych niszczących ozon. Do dziś emisja freonu spadła o ok. 90 proc., a od 2000 r. warstwa ozonowa odbudowuje się w tempie ok. 2 proc. rocznie.

W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której pokłady ozonu w stratosferze są coraz większe. Według informacji przekazanych w 2019 r. przez Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych, problem może zostać w pełni zażegnany już za 30-40 lat.

Walcząc z dziurą ozonową walczymy z globalnym ociepleniem

Eksperci z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney wykazali, że przeciwdziałanie dalszej degradacji ozonosfery, polegające na zaprzestaniu emisji m.in. freonów, w wydatny sposób przyczyniło się do powstrzymywania innego światowego problemu, jakim jest globalne ocieplenie. Zdaniem naukowców, gdyby nie zrezygnowano z użycia tych szkodliwych substancji, temperatura na Ziemi w 2050 r. byłaby wyższa prawie o 1°C, a w niektórych regionach, np. w Arktyce, nawet o 4°C.

Dziś świat stoi przed koniecznością przeciwdziałania wielu problemom ekologicznym. Walka z dziurą ozonową czy globalnym ociepleniem należą do najważniejszych z nich. Równie dużym wyzwaniem jest edukacja całego społeczeństwa. Musimy nieustanie pokazywać, że każde działanie człowieka ma wpływ na to, jak będzie wyglądał nie tylko świat, w którym my żyjemy, ale także ten, który pozostawimy kolejnym pokoleniom – podkreśla Dawid Okrój.

Powell dużo może, ale mało musi

Senny start środowego handlu, gdyż inwestorzy nie chcą angażować się w nowe pozycje zanim nie usłyszą, co ma do powiedzenia szef Fed. Oczekiwania ustawiają się po gołębiej stronie, co powinno sprzyjać rozwijającemu się rajdowi ryzykownych aktywów. Na poprawie nastrojów zewnętrznych powinien korzystać złoty po tym, jak zeszła z niego premia niepewności związana z posiedzeniem RPP.

Po tym, jak pod koniec sierpnia podczas przemówienia otwierającego sympozjum Jackson Hole prezes Fed Jerome Powell ujawnił wyniki przeglądu strategii banku, zbliża się moment, kiedy będzie trzeba zaktualizować forward guidance w oparciu o nowe ramy polityki. Nowe założenia polityki przewidują dążenie do uśrednienia inflacji na 2 proc. w horyzoncie czasowym, tym samym pozwalając na przejściowe „przestrzelenie” celu, by skompensować okresy niskiej inflacji. Ponadto Fed nie będzie już decydował się na podnoszenie stóp procentowych, kiedy stopa bezrobocia spadnie poniżej długoterminowego poziomu równowagi, a raczej Fed skupi się na działaniu ku maksymalizacji zatrudnienia. Obecnie komunikat FOMC stanowi, że Komitet nie zdecyduje o zmianie stóp, dopóki nie zyska pewności, że gospodarka „jest na dobrej drodze do osiągnięcia maksymalnego zatrudnienia i celów stabilności cen”. Zasadnym jest modyfikacja tego fragmentu o tolerowanie wyższej inflacji przez pewien czas. Na konferencji prasowej prezes Powell może zasugerować, jak długi może to być okres czasu i jak wysoki poziom inflacji Fed jest w stanie znieść. Powell może, ale nie musi. W obecnej sytuacji nie ma wyraźnej potrzeby sztywnego ustalania założeń polityki stóp procentowych. Rynek zgodnie zakłada, że stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie przez wiele lat, stąd nie ma różnicy, czy nakreślenie celów dla inflacji i zatrudnienia, które nie będą do osiągnięcia jeszcze przez długi czas, nastąpi teraz czy np. dopiero po posiedzeniu w grudniu. Niewykluczone też, że choć przegląd strategii zakończył się, w Komitecie wciąż trwa dyskusja nad progami dla reakcji Fed i póki nie ma zgody, forward guidance pozostanie w starej wersji.

Przypomnienie stanowiska Fed samo w sobie nie powinno być silnym impulsem do wyprzedaży USD, jednak ponieważ rynki są w fazie odbudowy równowagi po korekcie rynku akcji, gołębie sygnały z banków centralnych (też od EBC w ubiegłym tygodniu) powinny pomóc w odbudowie przekonania do rynku byka. Z jednej strony brak nowych informacji od Fed (i EBC) sugeruje, że EUR/USD powinien być mniej więcej na tym samym poziomie, na którym był po wystąpieniu prezesa Powella w Jackson Hole, tj. ok. 1,19. Z drugiej – pozytywna reakcja rynku akcji na gołębi wydźwięk FOMC otwiera przestrzeń dla wzrostowej presji na EUR/USD. Jednak nie sądzimy, aby potencjalna skala ruchu była duża (<0,5 proc.), gdyż rynek może szybko sprzedawać fakty z powodu braku nowych informacji. EUR/PLN pozostaje blisko 4,45, nieco wyżej niż w poprzednich dniach. Komunikat po wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej był w ogólnym ujęciu zgodny z oczekiwaniami. RPP dostrzega wyraźną poprawę w danych gospodarczych w III kw. i liczy na kontynuację tego trendu, czemu ma sprzyjać „dalsza poprawa koniunktury w otoczeniu polskiej gospodarki oraz działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP.” Jednocześnie RPP dostrzega negatywne ryzyka: „niepewność dotyczącą dalszego przebiegu i skutków pandemii, niższą dynamikę dochodów oraz słabsze niż w poprzednich latach nastroje podmiotów gospodarczych.” W komunikacie zwrócono też uwagę na negatywne skutki dla ożywienia z tytułu braku dostosowania kursu złotego. Jakkolwiek nie jest to nowa uwaga (jest powtarzana w komunikatach od maja), to jednak przypomnienie, że RPP patrzy na kurs PLN mogło stać się wczoraj pretekstem do przejściowej presji na osłabienie waluty. Jednak RPP na werbalnych ostrzeżeniach powinien poprzestać i złoty szybko powinien wrócić do dyskontowania nastrojów zewnętrznych. Powracający w ostatnich dniach apetyt na ryzyko będzie sprzyjał stopniowej aprecjacji złotego. Konrad Białas Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Założyciele firm rodzinnych znów u sterów, jaka jest zatem rola kolejnego pokolenia?

Jedna z najważniejszych cech wyróżniających firmy rodzinne od wszystkich pozostałych to marzenie o długowieczności. Na początku przedsiębiorczego działania tworzymy firmę dla realizacji celów biznesowych, ale z czasem pojawia się wizja utrzymania jej na dłużej, dla kolejnych pokoleń! I ten sposób myślenia jest charakterystyczny dla firm rodzinnych – niezależnie od kultury, w jakiej przyszło im działać, od miejsca na mapie, kontynentu. Firmy rodzinne to maratończycy, pisze dr Adrianna Lewandowska1.

I to proste na pozór stwierdzenie, implikuje bardzo sposób myślenia i działania biznesowego. Dotyczy to np. bardziej klarownego, roztropnego myślenia w obszarze zarządzania ryzykiem, większej elastyczności czy wreszcie ogromnego zaangażowania rodziny właścicielskiej. Badacz firm rodzinnych Peter Leach przywołuje badanie porównawcze, przeprowadzone przez HBR, pomiędzy firmami rodzinnymi a grupą firm nierodzinnych. Analiza wskazała, że w przypadku korzystnej sytuacji rynkowej firmy kierowane przez rodziny nie przynoszą tak dużych zysków jak przedsiębiorstwa z bardziej rozproszoną struktura właścicielską, ale gdy nadchodzą czasy trudne, firmy rodzinne radzą sobie wyraźnie lepiej od rywali2.

No i właśnie, taki „trudny czas” mamy teraz. Dotyczy wszystkich, praktycznie dotyka każdej branży, mało tego – ma charakter globalny. Jak sobie radzą firmy rodzinne w Polsce? Czy są jakieś charakterystyczne zachowania, które warte są omówienia, przedstawienia?

IBR to Instytut, który pozostaje w bezpośrednich relacjach – od początku epidemii – z ogromną liczbą FR w Polsce. I poprzez nasze programy: Akademia Sukcesora, programy rozwojowe, przygotowywane „Konstytucje”, czy wreszcie nasz słynny już Family Business Week, który odwiedziło łącznie prawie tysiąc członków rodzin właścicielskich – mamy przegląd tego, co się dzieje w czasie „covidowym” w firmach rodzinnych. Jest zatem sporo obserwacji, sygnałów, zdarzeń. Jedna z nich w sposób istotny nas zaskoczyła. A z uwagi na fakt, że ma bardzo duże znaczenie, jest istotna, postanowiliśmy się nią z Państwem podzielić.

Otóż zaznaczona na wstępie cecha długoterminowego myślenia o biznesie rodzinnym, „wymusza” niejako konieczność głębokiej refleksji u nestorów/założycieli firmy, na temat sukcesji. Temat złożony, trudny, wieloaspektowy. Jednocześnie – kluczowy! Pośród wielu firm rodzinnych ta tematyka staje już na agendzie. Bardziej lub mniej jest zaawansowana jako proces formalny, ale co najmniej powoduje rozmowy, obserwacje i wstępne decyzje pośród członków rodzin właścicielskich.

Skutkują one powoływaniem potencjalnych / czy też niekiedy / formalnych sukcesorów, na stanowiska managerskie, wysyłaniem na dodatkową edukacje biznesową, często wręcz – jeszcze nie prawnym, ale faktycznym – ustępowaniem miejsca w firmie przez nestorów, na rzecz córki lub syna. Jest to świadome wycofywanie się nestorów/ rodziców z pozycji zarządzania operacyjnego.

Proces taki jest już rozpoczęty w wielu firmach, prowadzony jest w sposób mądry, delikatny, ale i czytelny – zarówno dla potencjalnych sukcesorów, jak
i współpracowników.

W ten sposób właśnie, tę jedną z najważniejszych zmian w obrębie zarządzania firmą rodzinną, przeprowadza się poprzez budowanie samoświadomości potencjalnego sukcesora, poprzez budowanie tego, co najważniejsze w życiu, biznesie, a w biznesie rodzinnym szczególnie – zaufania!

Nie bez znaczenia jest środowisko firmowe, czyli wszyscy współpracownicy potencjalnego sukcesora! Powolny, ale widoczny proces „wycofywania „się założyciela
i coraz bardziej aktywne włączanie się w zarządzanie operacyjne sukcesora – buduje jego pozycję na „tu i teraz” ale – co ważniejsze – na przyszłość. Ten spokój w tym procesie, czytelna satysfakcja Nestora z rosnących umiejętności córki czy syna, wreszcie – zaufanie, o którym mówiliśmy – buduje kulturę firmy, atmosferę bezpieczeństwa, prognozuje dobrze na przyszłość.

A jaka jest nasza obserwacja, która postanowiliśmy się podzielić?

Otóż, dotyczy ona zachowań bardzo wielu nestorów/ założycieli, którzy w czasie epidemii i czasie kryzysu, nagle, w sposób bardziej czy mniej świadomy, przekreślają znacząco ten tkany z takim trudem proces przygotowania firmy do sukcesji. Polega to na myśleniu w kategorii – mój Sukcesor sobie nie poradzi, a czasami nawet bardziej stanowczo – zmarnuje mój dorobek życia! Dlatego nagle, bez przygotowania kogokolwiek, następuje powrót „wojowników”! Czując, że czasy są trudne, wymagają zdecydowanych działań, większego ryzyka, właściciele mają często poczucie, że „któż jak nie oni”. Łączy się to oczywiście z odsunięciem potencjalnego sukcesora od istotnych decyzji, od realizowania wcześniejszych planów itd. Zazwyczaj dzieje się to w formie wyłączenia lub ograniczenia sukcesora od działań i decyzji operacyjnych, ale z pozostawieniem go na tej samej pozycji managerskiej.

Jaki skutki to wywołuje „dzisiaj”, a jakie w przyszłości? 

Duże, bardzo duże i często trudno naprawialne! Bo przecież – mówiliśmy o zaufaniu! Takie zachowanie rodzica/ nestora właśnie w sytuacji obiektywnie trudnej (epidemia) jest klarownym i jakże bolesnym sygnałem dla sukcesora – nie dasz rady, nie potrafisz, nie ufam Tobie! I nawet jeśli nestor – a tak przecież często jest – nie chce, aby to było tak właśnie odbierane, bo przecież nie takie ma intencje… to niestety tak odczytywane jest!
I mamy wrażenie, że inaczej odbierane być nie może. To nie intencje są tutaj najważniejsze, tylko fakty!

Ten trudny do akceptacji sygnał jaki otrzymują sukcesorzy, którzy jakże często, tak bardzo dedykowani są wspólnej firmie rodzinnej, którzy snują już realne plany z objęciem jej swym zarządzaniem w przyszłości – rani ich bardzo mocno. Kryzys przeminie, firma przetrwa, ale nadwyrężone zaufanie może już pozostać! Wpisuje się to nadto w słowa dr Adrianny Lewandowskiej: „w tym czasie kolejne pokolenie, które – jak łatwo obliczyć – osiągnęło już wiek dojrzałości, znajduje się w coraz bardziej frustrującej pozycji oczekiwania”3.

Nadto, co ważne, aby raz jeszcze podkreślić – lider nie działa w próżni. Cała istota zarządzania to przecież relacje z ludźmi, współpracownikami. W tej zaś sytuacji to systematyczne, wcześniejsze budowanie pozycji Sukcesora – jako managera faktycznie odpowiadającego za określone obszary aktywności biznesowej, zostaje nagle i zaskakująco naruszone, poprzez „powrót” nestora/ szefa.  Ale co ważne – powrót kosztem pozycji sukcesora! Siłą rzeczy, sytuacja taka jest odbierana jako dowód ograniczonego co najmniej, zaufania rodziców/szefów do córki/ syna – sukcesorów!

Ponowne budowanie autorytetu sukcesora pośród współpracowników oczywiście jest możliwe, ale….

I wreszcie ostatnia konstatacja z tych obserwacji. Czy faktycznie jest tak, że samodzielny, emocjonalny często powrót do jednoosobowego zarządzania firmą przez nestora – da faktyczną gwarancję bezpiecznego przeprowadzenia firmy przez kryzys 2020? Może lepiej jest wykorzystać niekwestionowane umiejętności i doświadczenie nestora, w połączeniu z często innym, może bardziej świeżym, nowoczesnym spojrzeniem, profesjonalnego młodego pokolenia? I razem, pracując w Zespole w gronie rodziny, ale także wspólnie z innymi managerami z firmy, poszukać najlepszych dróg wyjścia z „czasu trudnego”? Ale także, co równie ważne, przygotować wspólnie firmę na czas „PO”!

Uznaliśmy za swój obowiązek podzielenie się z Państwem naszymi refleksjami. Dotykają one w istocie najdelikatniejszej misji jaką mają firmy rodzinne – budowania siebie samych na pokolenia!  Życie często stawia wymagania, zaskakuje – biznes jest tym środowiskiem, gdzie łączy się woda z ogniem – „bycie tu i teraz” i myślenie o przyszłości!  Ale to właśnie Ci, którzy potrafią z wytrwałością, pokorą i mądrością łączyć różne wyzwania, znajdują w efekcie satysfakcję, spełnienie i sukces!

O roli sukcesorów, o tym, jak budować kompetencje w tym trudnym czasie, będziemy dyskutować podczas zbliżającego się kongresu Next Generation, który odbędzie się 5-6 października 2020 r w Poznaniu. Jest również możliwość wzięcia udziału online, zapraszamy do zapisów. -> www.nextg.pl

Adrianna Lewandowska, Roman Wieczorek

  1. Dr Adrianna Lewandowska, Peter May

„Stawka większa niż biznes”

  1. Peter Leach

„Firmy rodzinne”

  1. Dr Adrianna Lewandowska, Peter May

„Stawka większa niż biznes”

Znów wzrosła liczba Polaków z własnym lokum

Eurostat niedawno podał, jaka część Polaków w 2019 r. posiadała lokum na własność. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się zmianom tego wskaźnika przez ostatnie kilkanaście lat.

Europejski Urząd Statystyczny (Eurostat) regularnie bada udział osób posiadających różne tytuły prawne do mieszkania (własność, najem wolnorynkowy oraz najem preferencyjny). Takie analizy dotyczą również Polski. Eurostat niedawno opublikował „polskie” wyniki z 2019 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się tym oraz starszym statystykom, które są bardzo ciekawe.

Eurostat w ramach swoich badań podaje udział osób zasiedlających mieszkanie (dom lub lokal) na podstawie danego tytułu prawnego. Warto pamiętać, że do badanej grupy oprócz właściciela mieszkania zaliczają się np. jego dzieci. Jeżeli chodzi o odsetek Polaków zamieszkujących własnościowe lokum (dom lub lokal mieszkalny), to ten wskaźnik przez lata zmieniał się następująco:

  • 2007 r. – 62,5% Polaków zasiedlających własnościowy dom lub lokal (w tym 2,9% zajmujących lokum obciążone kredytem na jego zakup lub budowę)
  • 2008 r. – 66,0% (4,4%)
  • 2009 r. – 68,7% (5,7%)
  • 2010 r. – 81,3% (6,8%)
  • 2011 r. – 82,1% (8,4%)
  • 2012 r. – 82,4% (9,6%)
  • 2013 r. – 83,8% (10,2%)
  • 2014 r. – 83,5% (10,8%)
  • 2015 r. – 83,7% (10,9%)
  • 2016 r. – 83,4% (11,6%)
  • 2017 r. – 84,2% (11,1%)
  • 2018 r. – 84,0% (11,3%)
  • 2019 r. – 84,2% (12,2%)

Powyższe dane wskazują, że udział Polaków zasiedlających własny dom lub lokal w ciągu zaledwie 12 lat zwiększył się o ponad 20 punktów procentowych. Co więcej, w 2019 r. odnotowano wzrost tego wskaźnika, który skompensował spadek widoczny rok wcześniej. W większym stopniu zwiększył się odsetek użytkowników mieszkań (lokali i domów) z kredytem na ich budowę lub zakup. Dane Eurostatu dobrze pokazują skalę ekspansji kredytowej banków na rynku hipotecznym przez ostatnie 12 lat.

Ciekawie prezentuje się także udział naszych rodaków, którzy zasiedlają lokum własnościowe bez kredytu mieszkaniowego. Wspomniany odsetek przez ostatnie lata zmieniał się następująco:

  • 2007 r. – 59,7%
  • 2008 r. – 61,6%
  • 2009 r. – 63,0%
  • 2010 r. – 74,5%
  • 2011 r. – 73,7%
  • 2012 r. – 72,8%
  • 2013 r. – 73,6%
  • 2014 r. – 72,7%
  • 2015 r. – 72,8%
  • 2016 r. – 71,8%
  • 2017 r. – 73,1%
  • 2018 r. – 72,7%
  • 2019 r. – 72,0%

Szybki wzrost analizowanego wskaźnika w latach 2008 – 2010 wynikał głównie z masowego wykupu mieszkań spółdzielczych. Później analizowana wartość ustabilizowała się już na poziomie wynoszącym 72% – 73%.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Północna Izba Gospodarcza krytycznie o ozusowaniu umów o dzieło

Poniedziałkowe wydanie dziennika „Rzeczpospolita” informuje o planach Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, by od 2021 roku objąć obowiązkowymi składkami ZUS umowy zlecenia. Byłaby to kolejna grupa umów cywilnoprawnych, które objęte byłyby obowiązkowymi składkami. Co więcej, nastąpiłoby to wbrew woli pracodawców i w  dużej mierze przy sprzeciwie pracowników, którzy z dużym prawdopodobieństwem będą musieli liczyć się z obniżeniem swoich wynagrodzeń. Koszty utrzymania pracowników zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych po zmianach wzrosną o 2,5 mld złotych rocznie. Zmiana może objąć nawet 850 tysięcy osób. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie w imieniu swoich przedsiębiorców sprzeciwia się tej propozycji i wskazuje, że efekt ostateczny będzie niekorzystny dla przedsiębiorców i ogólnie rynku pracy.

Umowy cywilnoprawne powszechnie obowiązują w branżach, które koronawirusa przeżywają najmocniej. Stracą pracodawcy i pracownicy

W opinii Północnej Izby Gospodarczej propozycja, której zarys został ujawniony na początku tygodnia jest trudna do akceptacji z kilku powodów. Jest to działanie zmierzające do zwiększenia kosztów zatrudnienia, co w czasach pandemii koronawirusa silnie odbija się na przedsiębiorcach, możliwości zatrudniania kolejnych ludzi oraz na ich ogólnej efektywności. Umowy cywilnoprawne traktowane są przez przedsiębiorców zwykle jako umowy z pracownikami tymczasowymi lub współpracującymi z pracodawcą incydentalnie: -W czasach gospodarczego kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa rynek oczekuje od Rządu wsparcia i stosowania elastycznych rozwiązań, takie w zakresie regulacji na linii pracownik – współpracownik – pracodawca. Zwiększenie kosztów umów cywilnoprawnych spowodowuje, że wiele osób może stracić pracę – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej Jarosław Tarczyński.

– Obecnie, kiedy firmy starają się odrobić straty z wiosny, a część podmiotów dotkniętych  potencjalnymi zmianami nie jest w stanie w pełni prowadzić swoich działalności wprowadzanie  dodatkowych obciążeń dla przedsiębiorców jest wysoce ryzykowne. W tym momencie powinniśmy szukać rozwiązań osłonowych i  zapobiegawczych. Zabezpieczać przedsiębiorców przed utratą płynności i pracowników przed utratą pracy. Tworzyć jak najlepsze warunki do prowadzenia działalności gospodarczej, w tym w szczególności obniżać koszty pracy. Ozusowanie umów zlecenia spowoduje z pewnością dalszą redukcję zatrudnienia.  Zatrudnianie na umowy zlecenie często jest stosowane w turystyce, gastronomii i branży  eventowej, które najmocniej odczuły kryzys gospodarczy wywołany przez pandemię  koronawirusa. Dalsze podnoszenie kosztów funkcjonowania w tych sektorach w postaci wyższych składek, trudno wskazać jako działania osłonowe i wspierające w wychodzeniu z kryzysu – dodaje dr Piotr Wolny, Dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prof. Zelek: „Kolejne rany zadane przedsiębiorcom ekstremalnie poranionym przez korona-kryzys”

O opinie w sprawie planów Rządu zapytaliśmy ekspertów współpracujących z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie. – Planowane zmiany w zasadach oskładkowania wynagrodzeń z tytułu zleceń będą bardzo niemiłym i kosztownym zaskoczeniem dla blisko miliona osób pracujących w trybie umów cywilno-prawnych i ich zleceniodawców. Oskładkowanie wszystkich umów zleceń oznacza bowiem dla pracowników niższe wynagrodzenie netto, a dla firm bezpośredni i nie mały, bo ponad 20-procentowy wzrost kosztów pracy. Trzeba pamiętać, że w 2020 roku, na skutek walki z kryzysem covidowym rząd wygenerował potężny deficyt budżetowy i zadłuża gospodarkę na niespotykaną dotychczas skalę. Wielka szkoda, że rządzący dzisiaj nie rozumieją, że takimi rozwiązaniami zadają kolejne rany przedsiębiorcom i przedsiębiorstwom, które w tym roku zostały ekstremalnie poranione przez koronakryzys i związane z nim decyzje rządu. Takie decyzje opóźnią fazę ożywienia i spowodują eskalację recesji gospodarczej. Jednak nie miejmy złudzeń, tak jest od wieków. To obywatele spłacają długi zaciągane przez polityków – komentuje prof. Aneta Zelek, Rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

– Wiele przedsiębiorstw korzysta z rozliczenia za pomocą umów cywilno-prawnych, w tym z umów zlecenia. Są one wygodnym rozwiązaniem, zwłaszcza w przypadku usług, czy wtedy kiedy mamy do czynienia z sezonowością sprzedaży i brakiem równomiernego strumienia przychodów w całym roku. Nie da się ukryć, że właśnie te przedsiębiorstwa mocno ucierpiały w ostatnim czasie w wyniku wprowadzenia obostrzeń związanych z przeciwdziałaniem wobec wirusa SARS CoV-2. W województwie zachodniopomorskim znaczny udział stanowią tego typu przedsiębiorstwa. Pod znakiem zapytania postawić można zasadność udzielania im wsparcia w czasie pandemii, jeśli jeszcze zanim zdążyły odrobić straty, wprowadza się rozwiązania utrudniające bieżące funkcjonowanie. Stracą na tym również osoby pracujące na umowach zlecenie, ponieważ za tą samą pracę, otrzymają niższą kwotę. Pracodawcy, którzy nie mogą pozwolić sobie na zwiększanie kosztów, będą oferowali niższe wynagrodzenia – komentuje dr Katarzyna Kazojć, ekonomistka z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie apeluje o ogólnopolską, ekspercką dyskusje w sprawie umów cywilnoprawnych, która będzie uwzględniać interesy wszystkich stron gospodarki – także pracodawców i ich pracowników.

Inwestycje infrastrukturalne w Warszawie – kiedy kolejne etapy obwodnicy?

Mieszkańcy Warszawy niedawno mogli cieszyć się z otwarcia przebudowanego fragmentu Wału Miedzeszyńskiego. To ważny odcinek, bo prowadzi do jednego z węzłów przyszłej południowej obwodnicy Warszawy. Tu rodzi się więc pytanie o termin powstania dalszej części obwodnicy. Pojawiła się dobra informacja, że do końca roku otwarte zostaną dwa odcinki – B i C. Będzie więc można przejechać od węzła Lubelska do węzła Przyczółkowa w Wilanowie. Tamtejsze zaawansowanie prac mieści się w okolicach 90 proc. Jeden z tych odcinków – środkowy, jest istotny – bo z nowym mostem dla Warszawy. Dłużej trzeba będzie poczekać z odcinkiem na Ursynowie, który obejmuje tunel. Tam zaawansowanie wynosi ok. 81 proc. Zapewne budowa potrwa do drugiego kwartału 2021 roku. Na szczęście, każdy z tych odcinków zaczyna i kończy się węzłem – dla tego mogą zostać uruchomione oddzielnie. Do pozostałych dróg, których nadal w stolicy brakuje, zalicza się wyjście z miasta drogą S7 z kierunku południowym. Po chwilowych perturbacjach towarzyszących tej inwestycji i wyrzuceniu jednej z firm, wybrano już wykonawców. Pod koniec 2022 roku powinni zakończyć prace. Od strony północnej istotne jest wejście do Warszawy. Tutaj wszystkie odcinki powinny być zrealizowane do 2023 roku.

– Niestety wschodni fragment obwodnicy Warszawy – w kierunku Ząbek i węzła Drewnica, jest nadal wielką niewiadomą. Od 2018 roku trwa rozpatrywanie odwołań od decyzji środowiskowej. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy zakładana na 2025 rok data otwarcia tego fragmentu pozostaje rzeczywista – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Wcześniej po drodze jest jeszcze węzeł Lubelska, w tej chwili trudny dla kierowców ze względu na tymczasową organizację ruchu. Prawie udało się jednak dotarcie tam z autostradą A2 oraz drogą ekspresową S17 w kierunku Lublina. Pod koniec roku cały węzeł ma być w pełni funkcjonalny. Dojdzie do niego jeszcze południowa obwodnica Warszawy. Z przecinaniem wstęg przez ministrów należy jednak jeszcze poczekać. Dopiero w kwietniu przyszłego roku oddany zostanie odcinek Lubelska. Największym problemem, gdzie trwają obecnie prace przygotowawcze, jest przejście do S7 przez tkankę miejską – gdzie jest dużo protestów. Chociaż spora część drogi będzie biegła w tunelach, nadal nie wiadomo, czy rok 2025 jest realny w kontekście zakończenia budowy – wskazuje Furgalski.

Od 2021 roku nowe Prawo zamówień publicznych. Zmienią się uprawnienia zamawiających i wykonawców

Publikacja planów przetargowych z wyprzedzeniem, zrównanie pozycji zamawiających i wykonawców oraz obowiązek mediacji w razie konfliktu między nimi – to jedne z najważniejszych zmian, które wprowadzi nowe Prawo zamówień publicznych. – Wprowadziliśmy też szereg uproszczeń związanych z samym kontraktowaniem. Ułatwienia dla wykonawców polegają np. na obowiązku zaliczkowania niektórych inwestycji i płatności częściowych oraz wprowadzeniu limitu kar umownych – mówi prezes Urzędu Zamówień Publicznych Hubert Nowak. Nowe PZP, które wejdzie w życie z początkiem 2021 roku, ma uporządkować wart blisko 300 mld zł rynek oraz zwiększyć transparentność i konkurencyjność przetargów.

– Najważniejsze zmiany w nowym Prawie zamówień publicznych dotyczą trzech obszarów. Pierwszy to obszar związany z poprawą konkurencyjności na rynku zamówień publicznych, ze zwiększeniem jego dostępności dla wszystkich firm dużych i małych, w różnych sektorach. Drugi to zmiany związane z większą transparentnością, jawnością i gromadzeniem danych, co w przyszłości umożliwi zamawiającym czy wykonawcom prognozowanie poszczególnych zamówień, udział w postępowaniach, wyciąganie wniosków. I wreszcie trzeci, duży obszar zmian jest związany z wyrównaniem pozycji stron umowy o zamówienie publiczne. To cały szereg rozwiązań, które sprawiają, że ta umowa będzie realizowana w sposób partnerski i z większą efektywnością, zarówno dla sektora publicznego, jak i dla sektora prywatnego – mówi Hubert Nowak.

Dotychczasowe Prawo zamówień publicznych, obowiązujące od 2004 roku, było już wielokrotnie nowelizowane, w wielu miejscach jest niespójne, a poza tym było tworzone w zupełnie innych realiach gospodarczych i otoczeniu prawnym. Dlatego też potrzebny jest całkiem nowy, spójny system zamówień publicznych. Ten wejdzie w życie z początkiem 2021 roku i ma naprawić wiele bolączek obecnego systemu, jak m.in. skomplikowane procedury, faworyzowanie zamawiających kosztem wykonawców i niejasne orzecznictwo, na które firmy uskarżają się już od lat. Nowe PZP ma też zwiększyć konkurencyjność przetargów, aby startowało w nich więcej podmiotów, promować małe i średnie przedsiębiorstwa oraz przyczynić się do wydawania publicznych pieniędzy w bardziej efektywny sposób.

– Jeżeli chodzi o zamawiających, zaproponowaliśmy dla nich oczekiwaną od lat nową procedurę dla zamówień krajowych, czyli poniżej progu unijnego. To procedura elastyczna, która dopuszcza negocjowanie – również po rozpoczęciu tego zamówienia publicznego. Nawet w sytuacji, kiedy zamawiający – prowadząc tę procedurę – dojdzie do wniosku, że warto przeprowadzić negocjacje, wówczas również może z procedury negocjacyjnej skorzystać. Jest to tzw. procedura podstawowa w zamówieniach krajowych – powiedział prezes Urzędu Zamówień Publicznych podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Kolejną korzystną zmianą dla zamawiających będzie odświeżenie formuły konkursu. Jest ona w Polsce często stosowana już od 2001 roku, natomiast do tej pory głównie w rozwiązaniach infrastrukturalnych, architekturze czy projektach budowlanych.

– W ciągu tych 20 lat świat się zmienił i rozwiązania autorskie dotyczą również branży IT czy kwestii telekomunikacyjnych. Dlatego zaproponowaliśmy, żeby konkurs – czyli możliwość wykorzystania tego twórczego myślenia – funkcjonował też właśnie w tych obszarach, np. w branży telekomunikacyjnej czy informatycznej. I w przeciwieństwie do tego, jak to wyglądało w ostatnich latach – proponujemy, żeby zwycięzca konkursu – wyłoniony jako ten, którego praca najlepiej spełnia wszystkie wymagania jakościowe, estetyczne czy funkcjonalne inwestora – miał też możliwość przygotowania projektu docelowego – mówi Hubert Nowak.

Nowe PZP będzie też zobowiązywać zamawiających do sporządzenia gruntownej, rzetelnej analizy potrzeb przed ogłoszeniem zamówienia publicznego.

– Przed wszczęciem postępowania konieczne będzie przeprowadzenie analizy: czy trzeba dokonywać danego zakupu, czy można daną potrzebę zaspokoić wewnątrz własnych zasobów, czy też szukać zasobów zewnętrznych. Czy trzeba to robić poprzez procedurę zamówieniową, lepiej zrobić to przez koncesję czy może lepszym rozwiązaniem będzie partnerstwo publiczno-prawne? – mówi prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

Nowością dla zamawiających będzie również konieczność sporządzania raportu z przebiegu zamówienia.

– Jeżeli w zamówieniu pojawiłyby się jakieś problemy związane np. z odstąpieniem od umowy, z dużym poślizgiem przy jej realizacji – wówczas obowiązkiem zamawiającego będzie przygotowanie raportu. Będzie musiał się w nim pochylić i się zastanowić, co poszło nie tak i dlaczego, żeby ta wiedza została w organizacji. Pamiętajmy, że wiele inwestycji trwa trzy, pięć czy nawet siedem lat. Osoby, które zaczynają inwestycję, często jej nie kończą, jest to pewna sztafeta. Chodzi więc o to, żeby ta wiedza dotycząca postępowania zostawała w organizacji – mówi Hubert Nowak.

Prezes UZP podkreśla, że zmiany w PZP będą dotyczyć wszystkich obszarów i wszystkich interesariuszy. Również kontrolerzy dostaną nowe narzędzia, które ułatwią im pracę podczas kontroli zamówień publicznych (w 2019 roku UZP przeprowadził 274 kontrole postępowań o zamówienie publiczne, w 59 proc. z nich nie stwierdzono naruszeń przepisów ustawy).

– Powołany zostanie komitet kontrolny, w którym będą skupieni przedstawiciele wszystkich podmiotów i organizacji kontrolujących zamówienia publiczne w Polsce – po to, żeby zapewnić pewną jednolitość, żeby uchybienie powstałe podczas prowadzenia zamówień publicznych było równo traktowane przez wszystkich – zapowiada. – Jest też szereg zmian dla wykonawców, począwszy od ułatwienia dostępu do zamówienia. W nowym PZP przewidzieliśmy publikację planów, czyli tego, co zamawiający zamierza w ciągu najbliższego roku u siebie ogłosić. Te plany będą ogłaszane w Biuletynie Zamówień Publicznych. Każdy wykonawca zainteresowany daną branżą, regionem czy miastem będzie mógł filtrować tę bazę po ogłoszeniach i zobaczyć, że np. w III kwartale danego roku w Karpaczu będzie prowadzonych dużo inwestycji termomodernizacyjnych. Taka analityka będzie pomagać wykonawcom w budowaniu strategii.

Jedną z bolączek obecnego systemu – którą ma zlikwidować nowa ustawa PZP – są również niekorzystne postanowienia umowne (kary umowne, warunki wykonania zamówienia, wadium czy gwarancje należytego wykonania umowy), które powodują brak równości stron i obciążanie wykonawcy jednostronnie ryzykiem kontraktowym.

– Wyrównaliśmy pozycję wykonawców w stosunku do zamawiających. Jeżeli są niezadowoleni z rozstrzygnięcia czy efektów jakiegoś przetargu, zamawiający będą mogli wnosić odwołania, czyli zgłaszać swoje zastrzeżenia w każdym przetargu, bez względu na jego wartość czy etap, w którym jest prowadzona procedura. To coś, czego do tej pory nie było – mówi Hubert Nowak. – Konflikt w trakcie realizacji umowy to coś normalnego, zawsze może coś nie wyjść, każda ze stron uważa, że wina leży po tej drugiej. W sytuacji, kiedy taki konflikt się pojawi, wprowadziliśmy obowiązek przeprowadzenia koncyliacji bądź mediacji. Obie strony – zanim zaczną do siebie strzelać i blokować inwestycje itd. – najpierw będą musiały ze sobą rozmawiać przy udziale profesjonalnego, zewnętrznego podmiotu.

Nowe Prawo zamówień publicznych ma promować małe i średnie przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 90 proc. polskiego rynku. Ich potencjał jest jednak nieproporcjonalny do udziału w wartym blisko 290 mld zł rynku zamówień publicznych. Nowelizacja ma też m.in. przyczynić się do zwiększenia liczby firm startujących w przetargach. W ubiegłym roku w zamówieniach o wartości poniżej progów UE średnia liczba ofert składanych podczas jednego postępowania wyniosła 2,42 (2,19 jeszcze rok wcześniej).

– W nowym PZP wprowadziliśmy też szereg uproszczeń związanych z samym kontraktowaniem. Na przykład ułatwienia dla wykonawców polegają na obowiązku zaliczkowania niektórych inwestycji, na obowiązku płatności częściowych oraz wprowadzeniu limitu kar umownych. Tego dzisiaj nie ma i wykonawcy – aplikując na jakieś zamówienie – nie widzą, czy jest w nim limit kar umownych. W umowach wprowadziliśmy też katalog klauzul zakazanych, a więc przerzucających wszelkie ryzyka na zamawiających. I to są najważniejsze zmiany dedykowane dwóm największym interesariuszom rynku zamówień publicznych, czyli zamawiającym i wykonawcom – mówi prezes UZP

W 2019 roku udzielono w Polsce ponad 141 tys. zamówień publicznych (wobec 143,9 rok wcześniej) o wartości 198,9 mld zł (wobec 202,1 mld zł rok wcześniej), co stanowiło ok. 8,75 proc. krajowego PKB – wynika ze sprawozdania Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych za ubiegły rok. Wartość rynku zamówień publicznych wyniosła ok. 289,8 mld zł (wobec ok. 307,2 mld zł w 2018 roku). Blisko 89 proc. zamówień udzielono w trybie przetargu nieograniczonego. Podobnie jak rok wcześniej zdecydowana większość, bo aż 97 proc. zamówień, przypadła przedsiębiorstwom krajowym. W 85 proc. zamówień o wartości poniżej progów UE zamawiający dokonywali wyboru najtańszej oferty (w 12 proc. z nich cena była jedynym kryterium wyboru).

Pieniądze z tarczy antykryzysowej dla lotnisk wciąż nie zostały uruchomione. Jesienią i zimą spodziewany jest o połowę mniejszy ruch niż przed rokiem

W pierwszym tygodniu września polskie lotniska obsłużyły niecałe 4,9 tys. operacji lotniczych, prawie o połowę mniej niż w podobnym okresie 2019 roku. Największe spadki odnotowały lotniska w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie. – Spodziewamy się trudnej jesieni i zimy. Szacujemy, że ruch będzie znacznie mniejszy, nawet poniżej 50 proc. ubiegłorocznego poziomu – mówi Dariusz Kuś, prezes wrocławskiego portu lotniczego. Lotniska liczą, że ten trudny czas pomoże im przetrwać rządowa pomoc, ale nie została ona jeszcze uruchomiona. Teraz skupiają się na odbudowie siatki połączeń na wysoki sezon 2021.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej podaje, że liczba operacji lotniczych w pierwszym tygodniu września była o 50 proc. niższa niż w podobnym okresie 2019 roku, a o 5,2 proc. niższa niż w ostatnim tygodniu sierpnia. Spadek odnotowany z tygodnia na tydzień może wynikać z zakończenia wakacji.

– Spodziewamy się, że cały sezon zimowy będzie dość spokojnym okresem. Być może zwiększenie ruchu nastąpi w okresie świątecznym oraz w okresie ferii zimowych. Na to liczymy, ale jeszcze za wcześnie, żeby to precyzyjnie powiedzieć – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu.

Władze wrocławskiego lotniska liczą na to, że na większy ruch pasażerów w kolejnych miesiącach wpłynie zapowiadane przez linie lotnicze otwieranie kolejnych tras. Lufthansa w kolejnych tygodniach zamierza przywrócić loty do Monachium, jednego z największych hubów przesiadkowych w Europie.

– Spodziewamy się również uruchomienia na przełomie października i listopada połączeń do Zurychu, choć Lufthansa nie podjęła jeszcze w tej kwestii ostatecznej decyzji. Wiemy również, że linie Eurowings uruchamiają właśnie połączenia do Düsseldorfu – informuje prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu. – Przypuszczam, że z czasem popyt na latanie z przesiadką po Europie, jak również na połączenia międzykontynentalne będzie stopniowo wzrastał, a przewoźnicy odpowiedzą na to zapotrzebowanie. To może wypełni miejsce po wygaszonym ruchu wakacyjnym i rekreacyjnym związanym z sezonem letnim.

Obecnie władze portu koncentrują się na rozmowach z liniami lotniczymi na temat nowego sezonu letniego, który rozpocznie się w kwietniu przyszłego roku.

– Pracujemy nad tym, aby odbudować siatkę połączeń dostępnych z Wrocławia w najbliższych miesiącach. Roboczo zakładam, że w sezonie letnim 2021 roku odzyskamy może nawet 60 proc. tej siatki połączeń, którą obsługiwaliśmy w 2019 roku. Jednak na powrót do skali działalności sprzed pandemii potrzeba kilku lat. Niektórzy w branży twierdzą, że będzie to możliwe w 2022 roku, ale pesymiści są zdania, że dopiero w 2023 roku – dodaje Dariusz Kuś.

Ten rok będzie jednak spisany na straty dla branży lotniczej na całym świecie. Międzynarodowa Rada Portów Lotniczych szacuje, że w całym roku ruch pasażerów na lotniskach będzie o blisko 60 proc. niższy niż przed rokiem. Przekłada się to na liczbę 5,6 mld pasażerów. Spadek przychodów sięgnie natomiast prawie 105 mld dol (-60 proc.).

– Nie zwalniamy personelu, utrzymujemy gotowość operacyjną, a obiekty w najlepszym porządku operacyjnym. To są wszystko koszty, które musimy ponosić, niezależnie od liczby operacji i pasażerów, a przychody są mniejsze o połowę, nawet o trzy czwarte – mówi prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu – To powoduje, że od strony finansowej pokazujemy straty, ale płynne zasoby finansowe, jakie udało nam się zgromadzić przed pandemią, pozwalają nam przez te kilka–kilkanaście miesięcy funkcjonować mimo tego, że nie zarabiamy.

Port Lotniczy we Wrocławiu skorzystał ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej na wynagrodzenia pracowników w początkowym okresie pandemii. Zarząd liczy również na pomoc finansową z Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Niestety specjalna tarcza antykryzysowa dedykowana lotniskom, zapowiedziana przez rząd już kilka miesięcy temu, nie została uruchomiona. Wierzę, że 140 mln zł obiecane przez ministra infrastruktury zostanie przekazane portom lotniczym w najbliższym czasie i zrekompensuje koszty, które lotniska musiały ponosić w początkowym okresie pandemii, kiedy w ogóle nie generowały przychodów – zakłada Dariusz Kuś.

Jak podkreśla prezes, wrocławski port od połowy marca obsługiwał wiele rejsów o charakterze pomocowym, m.in. lądowania samolotów Rusłan z transportem maseczek i środków ochrony osobistej bezpośrednio z Chin, operacje wojskowe i akcje o charakterze sanitarnym.

– Liczyliśmy na to, że znajdą się środki finansowe od rządu, które zrekompensują naszą gotowość operacyjną w tamtym okresie – podsumowuje.

Bezrobocie jesienią znowu zacznie rosnąć. Na koniec roku rząd zakłada 8 proc.

Według wstępnych danych MRPiPS stopa bezrobocia w sierpniu wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie już drugi miesiąc z rzędu. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował, ale jak wskazuje minister Marlena Maląg jesienią należy spodziewać się kolejnego wzrostu, bo wtedy kończy się też okres prac sezonowych. Szefowa MPRiPS ocenia jednak, że sytuacja na polskim rynku pracy jest dobra, zwłaszcza na tle innych krajów Unii Europejskiej, co jest efektem rządowych programów i tarcz antykryzysowych skoncentrowanych na utrzymaniu miejsc pracy. W nadchodzącym czasie rynek pracy mają zaś wspierać m.in. wielomiliardowe inwestycje samorządowe.

– Musimy spojrzeć na rynek pracy przez pryzmat pandemii koronawirusa i sytuacji gospodarczej, w której jesteśmy od marca. Zadziałały ponad 135 mld zł, które trafiły na ratowanie miejsc pracy, i mechanizmy, które zostały wdrożone. Dzisiaj możemy powiedzieć: „sprawdzam”. W ostatnich trzech miesiącach stopa bezrobocia wynosiła 6,1 proc. i jeżeli chodzi o liczby bezwzględne – to w sierpniu mieliśmy zarejestrowanych nawet o 0,5 tys. osób bezrobotnych mniej niż w poprzednim miesiącu – powiedziała Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Z danych GUS wynika, że już w lipcu stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie z czerwca. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował po raz pierwszy od czterech miesięcy, do czego przyczyniły się m.in. prace sezonowe.

Z kolei w sierpniu według wstępnych, szacunkowych danych MRPiPS stopa bezrobocia nadal pozostała na niezmienionym poziomie 6,1 proc. Bez pracy pozostawało dokładnie 1 mln 29 tys. Polaków, czyli o pół tysiąca mniej niż jeszcze miesiąc wcześniej.

– Dzisiaj sytuacja rzeczywiście jest dobra, panuje umiarkowany optymizm. Nie możemy jeszcze mówić o wielkiej radości, ale przede wszystkim instrumenty, które miały ratować miejsca pracy, a taki priorytet postawił przed nami premier Mateusz Morawiecki, zostały w pełni osiągnięte, ponieważ bezrobocie między marcem a sierpniem wzrosło o 0,6 pkt proc. Jesteśmy też dobrze postrzegani przez Komisję Europejską, według danych Eurostatu jesteśmy drudzy po Czechach – mówi minister.

Dane Eurostatu za lipiec pokazują, że Polska jest drugim w UE krajem o najniższej stopie bezrobocia (3,2 proc.), a lepszy wynik zanotowały tylko Czechy (2,7 proc.). Polska wypadła też znacznie lepiej niż unijna średnia notowana na poziomie 7,2 proc. Dobre są również dane za cały II kwartał, w którym zatrudnienie w strefie euro zmniejszyło się o 2,9 proc., a w całej UE o 2,7 proc. – i były to największe spadki od 1995 roku, od kiedy Eurostat gromadzi takie dane. Polska zanotowała (w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym) spadek bezrobocia o 1,2 proc. Z kolei największy spadek zatrudnienia miał miejsce w Hiszpanii (-7,5 proc.), Irlandii (-6,1 proc.) i na Węgrzech (-5,3 proc.).

Szefowa MPRiPS Marlena Maląg ocenia, że stabilna mimo recesji wywołanej pandemią SARS-CoV-2 sytuacja na rynku pracy to m.in. zasługa rządowych tarcz antykryzysowych, skupionych na zapewnieniu bezpieczeństwa pracowników i zachowaniu ciągłości funkcjonowania firm. Do 4 września br. wartość pomocy udzielonej przedsiębiorstwom w ramach rządowych tarcz przekroczyła już 135 mld zł.

Jak wynika z projektu nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, którą rząd przyjął w końcówce sierpnia, szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego ma wynieść 8 proc. na koniec tego roku. Wzrostu bezrobocia należy spodziewać się jesienią, kiedy kończy się okres prac sezonowych.

– Jeśli spojrzymy na prognozę do końca roku, z analizowanych przez nas danych wynika, że stopa bezrobocia ukształtuje się między 7,1 a 8 proc., które zawieramy też w projekcie budżetu. Trzeba też zauważyć, że na jesień przypada koniec prac sezonowych i wtedy to bezrobocie wzrasta także w normalnej sytuacji gospodarczej – mówi minister.

Podkreśla, że rynek pracy w kolejnych miesiącach mają jednak napędzać m.in. duże inwestycje rządowe i samorządowe, finansowane z wartego 6 mld zł Funduszu Inwestycji Lokalnych. W ramach tego instrumentu samorządy (gminy w tym wiejskie, powiaty i miasta) mogą ubiegać się o środki (od 0,5 do 93 mln zł) na inwestycje takie jak np. budowa dróg, remonty szkół, budowa żłobków czy inwestycje w wodociągi.

– Fundusz zaproponowany przez premiera Morawieckiego ma wspierać polską gospodarkę i powrót na tory sprzed pandemii – mówi Marlena Maląg. – Ważne są też programy rządowe, jak m.in. ogłoszony kilka dni temu Maluch+. Wspiera on rodziny z małymi dziećmi poprzez stworzenie im warunków, aby rodzice dzieci do lat trzech mieli zagwarantowaną opiekę i mogli świadomie podejmować decyzję, czy po urlopie rodzicielskim wracać do pracy, czy jednak zostać w domu. Ten program z budżetem 450 mln zł, adresowany do jednostek samorządu terytorialnego, podmiotów niepublicznych i gospodarczych, pozwala też na to, aby gospodarka jak najszybciej wracała na właściwe tory, a rynek pracy kształtował się prawidłowo.

Przez pandemię wzrost cen mieszkań wyhamował. Nie oznacza to jednak, że zaczną one spadać

Wybuch pandemii spowodował niewielki spadek cen nieruchomości i przełamał utrzymujący się od dawna trend wzrostowy. W efekcie inwestorzy krótkoterminowi mogą wstrzymywać się z zakupami do czasu, aż będzie wiadomo, czy to tylko pauza, czy zwrot w tył. Z drugiej strony niskie stopy procentowe zniechęcają do lokowania pieniędzy na depozytach. Kupujący natomiast na własne potrzeby mogą szukać lokali o większej liczbie pokoi.

W marcu, gdy pandemia dotarła do Polski, oceniano, że będziemy mieli do czynienia ze znacznie większym kryzysem w światowej gospodarce niż po roku 2008. Wówczas sektorem najbardziej dotkniętym przez recesję były właśnie nieruchomości: banki wstrzymały finansowanie, inwestorzy się wycofali, wstrzymano budowy, zamarły transakcje, spadły ceny i trzeba było dobrych kilku lat, żeby rynek się rozruszał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy. – Dzisiaj, po pięciu miesiącach pandemii, wiemy, że choć spowodowała ona poważny kryzys gospodarczy, to rynek nieruchomości po pewnym wstrzymaniu działa dalej. W pierwszej połowie tego roku wartość transakcji na rynku nieruchomości była drugą co do wielkości największą w historii polskiego rynku.

Według wstępnych danych GUS-u między styczniem a lipcem 2020 roku oddano do użytkowania 118,8 tys. mieszkań, czyli o 6,6 proc. więcej niż przed rokiem, przy czym deweloperzy przekazali do eksploatacji 76,7 tys. mieszkań (10,9 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku), natomiast inwestorzy indywidualni – 40,1 tys. mieszkań, o 2,7 proc. więcej niż przed rokiem. Mniej natomiast było pozwoleń na budowę i zgłoszeń budów – 147 tys., co oznacza spadek o 4,5 proc. rok do roku. W wypadku deweloperów liczba ta zmniejszyła się o 4,9 proc., a inwestorów indywidualnych o 2,4 proc. Większy regres dotyczył rozpoczęcia budów, których zainicjowano o 11,4 proc. mniej niż rok wcześniej (121,7 tys. mieszkań). Znów bardziej podatni na dekoniunkturę okazali się deweloperzy, którzy odnotowali spadek o 16,4 proc., podczas gdy osoby prywatne tylko o 3,8 proc.

Według szacunków w czerwcu tego roku aktywność związana z zakupami na rynku mieszkaniowym, mierzona liczbą zapytań, była o 10 proc. mniejsza niż w ubiegłym roku, natomiast ceny ofertowe są mniej więcej o 1 proc. niższe niż w ubiegłym kwartale – mówi Stefan Kawalec. – Nie jest to duża różnica, ale bardzo istotna zmiana trendu, bo po stałym trendzie wzrostowym teraz mamy leciutki spadek. Co będzie dalej, nie wiadomo. Dostępność kredytów została trochę ograniczona, bo banki wprowadziły pewne zaostrzenia, przede wszystkim zwiększyły wymóg środków własnych.

Przed pandemią ceny nieruchomości nieustannie rosły, zaczynano nawet mówić o bańce i przegrzaniu rynku. Wiele mieszkań kupowano za gotówkę, bo niskie stopy procentowe (w lutym stopa referencyjna była na poziomie 1,5 proc., a inflacja w ujęciu rocznym wyniosła 4,7 proc.) zniechęcały do trzymania oszczędności na lokatach. Po dwóch obniżkach stóp procentowych o łącznie 140 punktów bazowych lokaty niemal nie dają już nawet nominalnego zysku, nie wspominając o realnym.

Według prezesa Capital Strategy inwestorów, zwłaszcza tych o krótkim horyzoncie inwestycyjnym, może jednak powstrzymywać obawa przed dalszym zachowaniem rynku i ewentualnym głębszym spadkiem cen. Ten nie jest jednak przesądzony. Z kolei deweloperów niepokoić może potencjalna zmiana potrzeb konsumentów.

Wzrost cen na rynku na razie się zatrzymał, nie wiemy, czy się zakończył. Może powrócić, ale równie dobrze można sobie wyobrazić, że w następnych miesiącach nastąpi lekki spadek cen – mówi. – Ciekawe, co się będzie działo w kwestii zmiany oczekiwań ludzi w stosunku do mieszkań, bo na to COVID-19 wpłynął. Mieszkania wykorzystujemy dziś również do pracy. W czasie lockdownu w wielu rodzinach, gdzie jest dwójka rodziców i dwójka dzieci w wieku szkolnym czy studenckim, okazało się, że w tym samym czasie cztery osoby potrzebują oddzielnych pokojów do tego, żeby móc prowadzić zajęcia w formie zdalnej. 

Z raportu o rynku kredytów opublikowanym przez NBP na początku sierpnia wynika, że na III kwartał banki spodziewają się odwrócenia tendencji i złagodzenia polityki kredytowej przy nieznacznym wzroście popytu na kredyty mieszkaniowe.

Polska platforma pomoże e-graczom stać się profesjonalistami. Sztuczna inteligencja podpowie, co może zdecydować o porażce

Nie tylko tradycyjny sport wykorzystuje analizę dużych zbiorów do poprawy wydajności. Także zawodowi gracze e-sportu sięgają po nowe technologie, zwłaszcza że zwycięstwo w rozgrywkach nie zależy tylko od umiejętności i szczęścia, ale też od strategii i analizy wyników. Choć gracze e-sportowi dopiero zaczynają wykorzystywać analitykę, zapotrzebowanie jest ogromne, zwłaszcza że e-sport może oznaczać dla najlepszych duże zarobki. Wykorzystująca sztuczną inteligencję polska platforma GGPredict to narzędzie do analizy danych, które pomaga graczom.

– GGPredict to platforma analityczna dla gier e-sportowych, w tym momencie dla Counter-Strike: Global Offensive. To także narzędzie, które jest wirtualnym trenerem, opartym na machine learningu i sztucznej inteligencji, pomagającym graczom rozwijać się i uczyć się systematycznie coraz lepszej gry i stawać się lepszymi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Łowigus z GGPredict.

Tradycyjny sport już od dawna wykorzystuje analizę dużych zbiorów danych i technologie chmury hybrydowej do poprawy wydajności. Przykładem wykorzystania analizy danych jest drużyna baseballowa Oakland Athletics, którą dyrektor generalny Billy Beane pomógł doprowadzić do playoffów przy skromnym budżecie, tylko przy wykorzystaniu statystyki. Zautomatyzowana analiza wideo pomogła brytyjskiej drużynie piłkarskiej Lincoln City wspiąć się na szczyt rozgrywek. Z kolei w koszykówce kamera głębi jest wykorzystywana do śledzenia i analizowania każdego rzutu, w tym trajektorii lotu.

Analiza danych może też pomóc e-sportowcom. Jak w każdym sporcie zwycięstwo zależy także od strategii i analizy wyników.

– Gracze e-sportowi, w przeciwieństwie do graczy tradycyjnych: piłkarzy, biegaczy czy siatkarzy, trenują przez znacznie dłuższy czas. Przeciętny gracz e-sportowy poświęca na to 8-10 godzin dziennie. Jednak jego rozwój jest nieefektywny, ponieważ nie ma żadnych narzędzi analitycznych czy systemu szkolenia. Naszym zadaniem jest usystematyzowanie tego i edukacja, i robimy to najpierw poprzez analizę ogromnej liczby profesjonalnych meczów – wskazuje Michał Łowigus.

GGPredict to panel do analizy meczów, także dla amatorów, którzy dopiero próbują swoich sił w e-sporcie. Platforma wykorzystuje zapisy e-meczów do śledzenia tego, co najważniejsze. Setki tysięcy danych z każdej gry są analizowane przez zaawansowane systemy statystyczne, a dzięki machine learningowi  wyodrębniane są te informacje, które decydują o sukcesie.

– Przeanalizowaliśmy kilkaset tysięcy meczów i dzięki naszemu doświadczeniu w rozwiązaniach Big Data i analizie danych zidentyfikowaliśmy te elementy gry profesjonalistów, które są pozytywne, i te, które prowadzą do przegranych. Dzięki temu nasi klienci ładują swoje gry, poddają je analizie i dostają bardzo precyzyjne dane, czysto statystyczne, na temat swojej gry, ale także porady i instrukcje, jak grać lepiej, żeby stawać się coraz lepszym – wymienia ekspert z GGPredict.

Jak podkreśla, świadomość e-graczy konieczności wykorzystywania statystyk i analizy danych stopniowo rośnie. Zapotrzebowanie będzie coraz większe wraz ze wzrostem całej branży e-sportu. Grand View Research szacuje, że wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wyniesie 8,2 mld dol. Już teraz liczba zawodowych graczy sięga 300 mln, a łącznie na świecie jest ich około 1,5 mld. To coraz bardziej lukratywna dziedzina, a najlepsi mogą liczyć na ogromne zarobki. Tym samym gracze będą sięgać po dane, które pozwolą im na coraz lepszą grę.

– W samym Counter-Strike’u na nagrody dla graczy przeznaczono już ponad 100 mln dol. Nie jest to jednak najbardziej intratny tytuł sportowy. W takich grach jak Dota, Fortnite czy League of Legends nagrody za pojedyncze turnieje są wyższe niż w tenisowym wielkim szlemie. To motywacja dla milionów nastolatków, że to sport, w którym mogą świetnie zarobić. Chcemy pomóc im się rozwijać i osiągać stopień profesjonalizmu – przekonuje Michał Łowigus.

W ciągu najbliższych 20 lat OZE nie wystarczą, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Nadal będziemy wytwarzać energię z węgla, ale w nowoczesny sposób

Eliminacja węgla z miksu energetycznego Polski może być bardzo niebezpieczna – ostrzega Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Jak twierdzą górnicy, przestawienie energetyki na odnawialne źródła i rezygnacja z elektrowni węglowych uzależni nas od dostaw energii z zagranicy w przypadku wystąpienia niedoboru produkcji z OZE. Wyjściem z sytuacji mogłoby być doinwestowanie innowacyjnych, czystych technologii węglowych, ale projekty z nimi związane nie znajdują finansowania.

– Odnawialne źródła energii będą pełnić ważną rolę, ale nie wystarczą, żeby zapewnić stabilność dostaw energii i aby społeczeństwo i przedsiębiorcy nie mieli tzw. blackoutów, czyli sytuacji, kiedy zabraknie prądu w gniazdku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jak wynika z raportu Polskich Sieci Elektroenergetycznych, udział węgla brunatnego i kamiennego w produkcji energii wyniósł w Polsce w 2019 roku łącznie 75,39 proc., podczas gdy udział odnawialnych źródeł energii sięgnął 9,03 proc. Najwięcej energii z OZE zostało wyprodukowanej w styczniu i grudniu – miesiącach najbardziej wietrznych. Najmniejszy poziom produkcji „zielonej energii” przypadł zaś na sierpień, co może oznaczać, że głównym źródłem produkcji energii odnawialnej są elektrownie wiatrowe.

Zdaniem eksperta z GIPH najważniejszym celem rządu powinno być obecnie zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego w przypadku braku możliwości wystarczającej produkcji energii z OZE.

– Nie stać nas na energię jądrową, bo to jest kolosalny koszt inwestycji. Jesteśmy za biednym państwem, żeby wybudować tyle elektrowni jądrowych, by stabilizowały tę sieć. Ceny gazu są nieprzewidywalne i za ich pomocą można załatwiać dużo różnych rzeczy korzystnych np. dla Rosji, ale niekoniecznie korzystnych dla odbiorcy. A mamy zasoby węgla i wielki potencjał sektora górniczego. To nie tylko producenci węgla, ale też producenci maszyn i urządzeń górniczych, mamy biura projektowe, mamy jednostki naukowo-badawcze, wyższe uczelnie, firmy usługowe. Dlaczego mamy z tego nie korzystać w przyszłości? – wskazuje Janusz Olszowski.

Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego złoża węgla kamiennego w Polsce szacowane są na około 58,6 mld ton, a brunatnego na 23,5 mld ton. Światowe złoża węgla to według World Energy Council około 665 mld ton. Według danych opublikowanych przez Eurostat, pomimo że wydobycie węgla kamiennego z roku na rok spada, w Polsce jest ono najwyższe wśród krajów europejskich, poza Rosją. W 2018 roku wyniosło 63 mln ton, podczas gdy na Ukrainie było to 26 mln ton, a w Niemczech 3 mln ton.

– Nie ma alternatywy dla węgla w najbliższych 20 latach. Ostrożniej podchodzę do Zielonego Ładu i zeroemisyjności w 2050 roku. W dużym stopniu to jest raczej science fiction. Nie wierzę, że to się uda w tak krótkim czasie osiągnąć. Taka polityka jest prowadzona w sytuacji, gdy zużycie i produkcja węgla w innych regionach świata rosną. Te działania z punktu widzenia globalnego nie mają kompletnie żadnego znaczenia, prowadzą jedynie do pogorszenia konkurencyjności całej unijnej gospodarki – twierdzi prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

W Europejskim Zielonym Ładzie, czyli planie Unii Europejskiej na rzecz zrównoważonej gospodarki, zapisany jest plan działań, które mają prowadzić do osiągnięcia zeroemisyjności gazów cieplarnianych do 2050 roku. 8 lipca 2020 roku przyjęta została strategia na rzecz integracji systemów energetycznych i sektora technologii wodorowych, której celem ma być stworzenie w pełni bezemisyjnego, bardziej wydajnego i wzajemnie połączonego sektora energetycznego.

– Węgiel może służyć do celów energetycznych. Oczywiście musi być spalany w nowoczesny sposób, niskoemisyjnie i w odpowiednich urządzeniach z wysoką sprawnością. My potrafimy to robić. Aby wprowadzić takie rozwiązania, konieczne jest jednak finansowanie, a każdy projekt, nawet taki zmierzający w kierunku ekologii, który ma w nazwie słowo „węgiel”, jest od razu skazany na porażkę – twierdzi Janusz Olszowski.

Debiut Allegro: gratka dla inwestorów i koło ratunkowe dla GPW

Allegro podjęło decyzję o debiucie na GPW. Powinien ożywić on słabnącą warszawską giełdę i wzmocnić indeks WIG20, dla którego obciążeniem są wyniki największych spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Właścicielami Grupy Allegro są fundusze Permira, Cinven i Mid Europa Partners. Właściciele spodziewają się, że oferta obejmie emisję nowych akcji ze spodziewanymi wpływami brutto ok. 1 mld zł oraz sprzedaż akcji przez obecnych akcjonariuszy. Allegro chce przeznaczyć wpływy z emisji nowych akcji na spłatę istniejącego zadłużenia w celu poprawy swojej dźwigni finansowej netto.

Według stanu na 30 czerwca br. Allegro.pl dysponuje bazą 12,3 mln aktywnych kupujących, którzy mają dostęp do oferty około 117 tys. firm. Dzięki temu poprzez platformę zawierane są średnio 32 mln transakcji miesięcznie.

W konsekwencji IPO wycena Allegro może osiągnąć 10-12 mld euro. Skala tego debiutu dla GPW jest olbrzymia, a co także istotne, ostatnio więcej spółek opuszczało parkiet niż na nim się pojawiało.

– W tym roku doszło do zaledwie dwóch ofert publicznych na głównym parkiecie GPW, przeprowadzonych przez spółki gamingowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – To będzie największa oferta publiczna w historii warszawskiej giełdy. Przebije debiut PZU w 2010 r. i PKO BP z 2004 r.

Sam moment debiutu jest korzystny dla Allegro, bo jest to okres sukcesów całej branży e-commerce, związany z okresem pandemii. Ocenia się, że przyspieszyła ona rozwój tego sektora o dwa lata.

– Oferta Allegro przyciągnie na polski rynek zagranicznych inwestorów, a kolejnym czynnikiem korzystnym dla GPW w przyszłości będzie rozrzedzenie wpływu kapitału Skarbu Państwa na indeks WIG20 – komentuje ekspert CMC Markets. – Powinny też zwiększyć się obroty na GPW, które są na relatywnie niskich poziomach, w porównaniu do innych giełd.

Ponad połowa składu indeksu WIG20 to obecnie spółki z udziałem Skarbu Państwa. Indeks ten w okresie ostatnich 12 miesięcy osłabił się o 19 proc. I to właśnie przede wszystkim z powodu przeceny rynkowej wartości spółek, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, takich jak PKN Orlen czy PKO BP.

Z tego wynika także, że wartość rynkowa Allegro po IPO nie tylko przebije kapitalizacje CD Projekt, ale może być też wyższa niż zsumowana kapitalizacja Orlenu i PKO BP.

Dodatkową zaletą debiutu giełdowego Allegro może być aktywizacja drobnych inwestorów. – W przypadku sukcesu IPO Allegro mogą pojawić się kolejne debiuty, zachęcając inwestorów indywidualnych do uczestniczenia w tego typu wydarzeniach – ocenia M.Leściorz.

PPK w jednostkach sektora finansów publicznych już niedługo – co warto wiedzieć?

Wielkimi krokami zbliża się ostatni etap wprowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych – systemu oszczędzania dla osób zatrudnionych, który ma zabezpieczyć ich przyszłość. Wraz z 1 stycznia 2021 roku, obowiązkiem utworzenia PPK objęte zostaną jednostki sektora finansów publicznych. Wprowadzanie ustawy o PPK w życie zostało podzielone na 4 etapy. Jak nowy program działa w praktyce?

Czym jest PPK i kogo obejmuje?

Pracownicze plany kapitałowe są dobrowolnym, prywatnym systemem oszczędzania, który ma zwiększyć poziom oszczędności emerytalnych polskich pracowników. Projekt zakłada zwiększenie bezpieczeństwa finansowego Polaków oraz wsparcie rozwoju gospodarki. Chociaż program jest całkowicie dobrowolny, to jednak jeśli chcemy zrezygnować, konieczne jest złożenie stosownej deklaracji. W przypadku jej braku osoba zatrudniona będzie zapisywana do PPK automatycznie

System wdrażany jest stopniowo.

– od 01 lipca 2019 roku – obejmował firmy zatrudniające co najmniej 250 osób wg stanu na dzień 31 grudnia 2018 roku.

– od 01 stycznia 2020 roku – firmy zatrudniające co najmniej 50 osób wg stanu na dzień 30 czerwca 2019 roku.

– od 01 lipca 2020 roku – firmy zatrudniające co najmniej 20 osób wg stanu na dzień 31 grudnia 2019 roku.

– od 01 stycznia 2020 roku – pozostałe podmioty oraz jednostki należące do sektora finansów publicznych

Nie tylko pracownik i pracodawca

Pracownicze Plany Kapitałowe są wspólnie tworzone przez  pracownika, pracodawcę oraz państwo, zatem na konto pracownika środki są wpłacane z trzech źródeł. Pracownik wpłaca 2% wynagrodzenia z możliwością dodatkowego dopłacenia do kolejnych 2%. Podmiot zatrudniający zobowiązany jest do wpłaty 1,5% z możliwością dobrowolnego zwiększenia wysokości wpłaty do 2,5%. Oprócz tego, do PPK dopłaci również państwo, które przewiduje 250 zł wpłaty powitalnej oraz 240 zł wpłacane co rok.

Zadania pracowników i pracodawców

Obsługa PPK to także duże wyzwanie dla działów płacowych i kadrowych, zwłaszcza w dużych jednostkach, jak np. uczelnie wyższe. Z pomocą przychodzą im nowoczesne technologie i zintegrowane systemy zarządzania.

W naszym przypadku obsługą PPK steruje konfigurator, gdzie użytkownicy systemu mają możliwość przypisania na dany rok limitu wysokości składek dla pracodawcy i pracownika, które będą odpowiednio naliczane podczas tworzenia kart wynagrodzeń. Dodatkowo, istnieją odpowiednie instrukcje w dokumentacji, a użytkownicy są informowani na bieżąco o zmianach – mówi Marta Tomaszewska, Kierownik Zespołu Wsparcia Kadry i Płace w firmie Kalasoft.

Wprowadzenie PPK bez wątpienia jest ważnym krokiem wobec przewidywanego kryzysu systemu emerytalnego. Zachętą do skorzystania z programu bez wątpienia są wpłaty ze strony rządu, dobrowolność oraz możliwość rezygnacji w dowolnym momencie mimo to program wciąż budzi wątpliwości.

Pracownicy między 18 a 55 rokiem życia do programu zapisywani są automatycznie, natomiast osoby powyżej 55 lat, ale poniżej niż 70 mogą złożyć wniosek o zawarcie takiej umowy. Na pracodawcy spoczywa wybór instytucji finansowej i zawarcia z nią umowy.

Pandemia automatyzuje Polskę?

Aż 53% badanych boi się utraty pracy z powodu kryzysu gospodarczego po pandemii COVID-19. Polacy, jako główne obawy związane z ryzykiem utraty pracy wskazują: recesję (59,6%) dłuższą izolację wywołaną zakażeniem (41,6%) oraz automatyzację ich stanowiska pracy (18,7%). Blisko 40% badanych wskazuje, że z powodu wszechobecnej pandemii do ich pracy zostały wprowadzone nowe narzędzia technologiczne. Dwóch na trzech badanych przyznaje, że obecna sytuacja zmusiła ich do częstszego korzystania ze smartfonu
i komputera. Jednocześnie w pracy zdalnej pracują oni znacznie dłużej i ciężej niż dotychczas – wynika z raportu Procontent Communication pt. „Pandemia automatyzuje Polskę?”.

Okres pandemii wiąże się z redukcją etatów oraz oszczędnościami wprowadzanymi przez wiele firm. Ponad połowa Polaków boi się utraty pracy. Jako potencjalny powód podają oni recesję i kryzys gospodarczy. Jednocześnie Polacy boją się przymusowej izolacji, aż 41,6% obawia się zakażenia wirusem, bądź kontaktu z osobą zarażoną, co wymusi pozostanie na kwarantannie.

Roboty nie chorują, nie męczą się, ani nie przenoszą wirusa – ze względu na te właśnie zalety stanowią idealną odpowiedź na czasy pandemii. Aspekt ten jest widoczny, wśród pracowników, gdyż prawie, co piąty badany (18,7%) obawia się zautomatyzowania swojego stanowiska, które może zostać zastąpione przez nową technologię. Należy jednocześnie podkreślić, że na automatyzację pracy wskazało więcej respondentów obawiających się utraty zatrudnienia niż na ucieczkę inwestorów z naszego rynku (15,9%). Jeszcze mniej badanych, gdyż jedynie 11,3% obawia się konkurencji ze strony imigrantów zarobkowych.

„W najbliższym czasie będziemy funkcjonować w modelu hybrydowym, łączącym pracę zdalną – tam gdzie jest ona możliwa – ze stacjonarną, np. w trybie rotacyjnym. To wymusza transformację cyfrową przedsiębiorstw. Digitalizowanie polskich firm będzie dalej postępować. Z kolei automatyzacja pracy pozwoli zapewnić ciągłość funkcjonowania i bezpieczeństwo w trudnych warunkach sanitarnych. Jest to nieuniknione. Nasz kraj i świat zostaną wkrótce zdefiniowane przez nowoczesne technologie cyfrowe, algorytmy i sztuczną inteligencję. Już obecnie są to supertrendy, na których warto budować swoją strategię” – podsumowuje Emil Muciński, Instytut Interwencji Gospodarczych Business Centre Club.

Pandemia sprawiła, że znacznie więcej czasu spędzam przed komputerem i smartfonem” –
z tym stwierdzeniem zgodziło się ponad 2/3 badanych. Na to wpływ bez wątpienia miała praca zdalna, z której, jak wynika z raportu Procontent, w ostatnim czasie korzystał, co drugi ankietowany. Polakom jednak ta forma pracy odpowiada coraz mniej. Ponad połowa z nich (52%) potwierdza, że przez zdalne wykonywanie obowiązków pracowali oni ciężej i dłużej niż zwykle.

Jednocześnie ankietowani w wyniku wzmożonego kontaktu z technologią podczas pandemii coraz bardziej obawiają się cyfrowej manipulacji. Aż 56 proc. badanych jest zdania, że firmy projektujące i kontrolujące technologie wykorzystują je do manipulowania użytkownikami. Z takim wnioskiem zdecydowanie nie zgadza się jedynie 2% Polaków.

Dodatkowo, przez obecną sytuację gospodarczą Polacy chcą ograniczać wydatki. Ponad połowa badanych (52%) deklaruje, że oszczędza w strachu przed drugą falą epidemii. „Można powiedzieć, że pandemia stała się swego rodzaju katalizatorem, który skłonił Polaków do myślenia, że trzeba być przygotowanym na nieprzewidziane sytuacje. Wyniki badania wyraźnie obrazują, że obecnie Polacy są bardzo świadomi potrzeby posiadania poduszki finansowej, która zabezpieczy spokojne funkcjonowanie wielu rodzinom. Miejmy nadzieję, że obecna sytuacja pozytywnie wpłynie i wykształci nawyki takie jak kontrola wydatków i skłonność do świadomego oszczędzania. Polacy w porównaniu do mieszkańców Unii Europejskiej niestety wciąż odstają, jeśli chodzi o poziom posiadanych oszczędności.” – dodaje Jarosław Bartkiewicz Prezes Prudential Polska.

Obawy przed drugą falą wpływają również na priorytety w naszym życiu zawodowym. Od swoich pracodawców Polacy wymagają dziś przede wszystkim przygotowania się na druga falę epidemii COVID-19 (56,1%) oraz poradzenia sobie z kryzysem gospodarczym i odbudową gospodarki (53,8%). Istotnym aspektem jest też dbanie o dobrostan pracowników i ich samopoczucie psychiczne po izolacji (47,3%). Tylko nieliczni wskazali zmiany klimatyczne (21,1%), jako istotny temat, którym powinni się obecnie zajmować pracodawcy.

„Obrazuje to fakt, iż w wyniku pandemii zepchnęliśmy tematy kiedyś kluczowe na drugi tor. Najważniejszym dla społeczeństwa jest dziś, bowiem zapewnienie bezpieczeństwa finansowego i stabilizacja zatrudnienia. Tematy kluczowe dotyczące bezpieczeństwa zatrudnienia oraz wizji radzenia sobie z kryzysem, powinny zostać zaadresowane
w komunikacji wewnętrznej i korporacyjnej firm, które chcą by pracownicy koncentrowali się na działaniu i pozostali produktywni”
– komentuje Iwona Kubicz, Procontent Communication.

Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią może zaostrzyć trend ku automatyzacji
i robotyzacji procesów, ponieważ firmy szukają sposobów, aby zredukować zatrudnienie i być bardziej konkurencyjnymi. Jednocześnie wiele firm, które wprowadzi nowe technologie
i zainwestuje w automatyzację może nigdy nie wrócić do starych nawyków.

Pełna treść raportu: https://www.procontent.pl/wp-content/uploads/2020/09/Procontent-Pandemia-Automatyzuje-Polsk%C4%99.pdf

Trump odzyskuje przewagę

Za półtora miesiąca odbędą się wybory w USA. Dotychczasowy lider sondaży Joe Biden wyraźnie traci i powoli liderem staje się urzędujący prezydent Donald Trump.

W USA zmiana lidera

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że wynik wyścigu o fotel prezydencki w USA jest już znany. Ostatnie tygodnie to jednak moment wyraźnego odzyskiwania poparcia przez urzędującego prezydenta. Reelekcja w sytuacji tak słabych wyników gospodarczych, a szczególnie wysokiego bezrobocia, byłaby swoistym ewenementem w USA. Nie zmienia to faktu, że pomimo tego, że w skali kraju Donald Trump dalej przegrywa z Joe Bidenem, to jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki z poszczególnych stanów i ilość głosów elektorskich sytuacja się odwraca. W rezultacie bukmacherzy pierwszy raz od dawna zaczęli mniej płacić za zwycięstwo Donalda Trumpa niż Joe Bidena.

Rubel słaby, ale stabilny

Rosyjski rubel znajduje się ostatnio s w okolicach 5 groszy. Tańszy w swojej historii był tylko przez bardzo krótkie momenty na przełomie lat 2014-2016 w wyniku zaangażowania kraju w sprawy wewnętrzne Ukrainy. Obecnie cierpi on z wielu powodów. Z jednej strony są to sankcje, z drugiej problemy gospodarcze. Nie bez znaczenia są też problemy na Białorusi, które nie wiadomo jak się skończą. Jest za to pewne światełko w tunelu. Joe Biden uchodził za mniej przychylnego Rosji niż Donald Trump w rezultacie jego straty w sondażach sprzyjają rublowi.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w Polsce. Analitycy są zgodni, że nie powinno dojść do żadnych ważnych decyzji. Dlaczego zatem jest to takie ważne? Po posiedzeniu odbędzie się konferencja prasowa prezesa NBP. To na niej najprawdopodobniej dostaniemy wskazówki dotyczące dalszych działań RPP. Z jednej strony spowolnienie gospodarcze zachęca do utrzymania niskich stóp procentowych, inaczej będzie nam jeszcze ciężej spłacić wydawane na lewo i prawo w tym roku miliardy. Z drugiej strony zalanie gospodarki pieniędzmi może spowodować, że inflacja wróci, a wtedy podwyżka stóp powinna być domyślnym rozwiązaniem. Podnoszenie stóp procentowych powinno umacniać złotego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fotowoltaika w Polsce coraz popularniejsza. 3/4 instalacji powstaje z państwowym wsparciem

Aż 76% inwestorów skorzystało z różnego rodzaju dotacji przy budowie instalacji fotowoltaicznych – wynika z raportu Oferteo.pl. Zielona energia rozwija się w Polsce głównie dzięki wsparciu państwa.

Fotowoltaika to oszczędność

Inwestycja w montaż paneli fotowoltaicznych to perspektywa kusząca dla wielu Polaków. Widzą oni w niej nie tylko długoterminową oszczędność, ale także szansę na przysłużenie się środowisku. Osoby, które nadal się wahają, najczęściej obawiają się wysokich kosztów, na które składają się zakup oraz montaż paneli przez specjalistów.

Mimo to fotowoltaika kojarzy się Polakom głównie z oszczędnością. To właśnie chęć zmniejszenia rachunków przekonuje najczęściej do inwestowania w panele. Z badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług w zakresie dostawy i montażu fotowoltaiki z usługodawcami, wynika, że w 2019 roku to oszczędność była w 84% przypadków powodem, dla którego Polacy montowali panele fotowoltaiczne. Jak to możliwe?

Przeciętna instalacja fotowoltaiczna w naszym kraju ma moc 5,6 kWp, a koszt jej wykonania wynosi około 26 tys. zł. Dla większości gospodarstw domowych jest to znaczny jednorazowy wydatek. Warto jednak poznać wszystkie możliwości dofinansowania inwestycji w odnawialne źródła energii, na jakie mogą liczyć inwestorzy.

  • Mój Prąd

W ramach programu dofinansowań Mój Prąd, państwo oferuje bezzwrotną, jednorazową dotację wynoszącą 5 000 zł na każdą nową instalację fotowoltaiczną, dla osób fizycznych. Maksymalna wielkość dofinansowanej instalacji może wynosić 10 kWp.

  • Odliczenie od podatku

Koszt instalacji można również odliczyć od podatku dochodowego w danym roku. To szansa na otrzymanie kolejnych około 3,7 tys. zł. zwrotu.

Biorąc pod uwagę i sumując te dwie najpopularniejsze ulgi, ostateczny koszt jaki ponosi właściciel średniej instalacji wynosi około 17,3 tys. zł. (w przypadku instalacji 5,6 kWp).

Taka inwestycja powinna zwrócić się w ciągu około 10 lat, w zależności od zapotrzebowania na energię elektryczną gospodarstwa domowego. Co więcej, po tym czasie będzie w dalszym ciągu produkować prąd przy niemal zerowych kosztach ze strony użytkownika.

Polacy są świadomi, jak duży potencjał ma dziś fotowoltaika i coraz bardziej się do niej przekonują. Jednocześnie rosnące zainteresowanie skłania rząd do uruchamiania nowych atrakcyjnych ulg i dopłat na montaż paneli. Warto poświęcić czas i zapoznać się z aktywnymi programami, a także skonsultować ze specjalistami już na etapie planowania inwestycji. Taka świadomość i przygotowanie pozwolą przyszłemu właścicielowi zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych na instalacji – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Polacy korzystają z dofinansowańCzy korzystali Państwo z dotacji na zakup i montaż paneli

Polacy bardzo chętnie korzystają z dostępnych opcji dopłat do inwestycji. Aż trzy czwarte właścicieli nowych instalacji fotowoltaicznych z 2019 roku skorzystało z którejś z dostępnych możliwości dofinansowania. 69% dodatkowo odliczyło poniesione koszty od podatku.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że 90% badanych instalowało panele fotowoltaiczne jako osoba prywatna, a 1% jako właściciel gospodarstwa rolnego. Pozostałe 9% inwestycji realizowały firmy, którym nie przysługuje większość ulg.

Problemy z uzyskaniem dofinansowaniaZ jakimi największymi trudnościami mierzyli się Państwo w czasie realizacji inwestycji (1)

Z badania wynika, że niemal wszyscy Polacy zainteresowani fotowoltaiką są świadomi istniejących możliwości dofinansowań, a zdecydowana większość z nich korzysta. To zainteresowanie tematyką dotacji nie sprawia jednak, że samo ich uzyskanie jest bezproblemowe. Aż 29% badanych przyznało, że podczas realizacji inwestycji miało duże problemy z biurokracją, a 15,5% bezpośrednio wskazało na trudności z uzyskaniem dofinansowania. Opcje wsparcia finansowego w Polsce są więc dostępne, ale przebrnięcie przez cały ten proces nie należy do najłatwiejszych.

Fotowoltaika szansą na zarobekCzy obecnie zarabiają Państwo na swojej instalacji

Fotowoltaika na samym początku jest sporym wydatkiem. Właściciele mikroinstalacji (o mocy do 10 kWp) mogą jednak pobierać z sieci 80% energii wprowadzonej do niej, bez ponoszenia żadnych opłat.

Aż 51% badanych przez Oferteo.pl przyznało, że ich instalacja przynosi im już zyski. 11% stwierdziło natomiast, że zarobek możliwy jest w zależności od pory roku.

Metodologia badania

To pierwsza edycja „Raportu o fotowoltaice w Polsce”, kolejne będą realizowane co roku. Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w sierpniu 2020 roku metodą CAWI na próbie 696 osób.

Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 – podsumowanie wydarzenia

Spowolnienie gospodarcze wywołane epidemią COVID-19 pokazało nam, jak ważne jest współdziałanie, jak istotna jest empatia, jak ważne jest mądre wspieranie się. I w takiej właśnie rzeczywistości 10 września w Warszawie odbyło się tegoroczne, trzecie już, spotkanie branż leasingu i faktoringu – #RiskSupervisionMetting 2020. Celem konferencji jest międzysektorowa wymiana doświadczeń oraz znalezienie cech wspólnych w sferze nadużyć. Punktem docelowym wydarzenia jest omówienie wspólnych obszarów biznesowych i zacieśnienie współpracy obydwu sektorów, które działają dla podobnego segmentu klientów.

Podczas konferencji poznaliśmy mechanizmy przestępczości ubezpieczeniowej, omówiliśmy tradycyjną klasyfikację podstawowych grzechów i wad oszusta, i najważniejsze – połączyliśmy wiedzę i doświadczenie w debatach, aby skuteczniej zapobiegać wyłudzeniom finansowym.

Dodatkowo – podczas konferencji zaprezentowaliśmy wyniki badania nadużyć za rok 2019. Jest to jedyne takie badanie w skali kraju porównujące sektor leasingowy i faktoringowy.

Z wielu prelekcji wybraliśmy kilka, które po krótce zostały omówione na LinkedInie CRIF.

Wystąpienie Michała Rapackiego, Prezesa Zarządu m.in. Spółki BSA Śledztwa i Audyty Gospodarcze sp. z o.o., koncentrowało się na zagadnieniach przestępstw gospodarczych z perspektywy pracy detektywa. Praktyczne ujęcie pracy detektywistycznej w odniesieniu do zagadnień prawnych dotyczyło środków technicznych czy współpracy z instytucjami wspomagającymi pracę podczas śledztwa. Wartość analizy prawnej dotyczącej przestępstwa, rola podmiotu pokrzywdzonego, kto będzie stroną zawiadamiającą o przestępstwie (najlepiej pisemnie wraz z dowodami), kiedy złożyć zawiadomienie, jak zebrać dowody, aby otrzymać status pokrzywdzonego… to tylko kilka porad omawianych na tej prelekcji. A wszystko po to, by skutecznie wszcząć i przeprowadzić śledztwo.

Wystąpienie Marcina Czugana, Prezesa Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, na temat bieżących zmian w prawie i ich wpływu na branże leasingową i faktoringową rozpoczął rozgrzewający quiz,  to już tradycja w wystąpieniach Pana Czugana. W  agendzie omówione były: przepisy egzekucyjne w „tarczach” (m.in. zwiększona kwota wolna od egzekucji, brak możliwości złożenia wniosku o licytacje mieszkania), wakacje kredytowe, AML V (m.in zmiana definicji beneficjenta rzeczywistego, usunięcie ze środków bezpieczeństwa finansowego konieczności ustalenia przez instytucje serii i numeru dowodu osobistego, powstanie listy „krajowych PEP”, dostęp do baz danych (wady i zalety RNP, KRZ wchodzi w życie od 1 grudnia 2020). Wystąpienie było wstępem do debaty prawnej.

Niespodzianką na tegorocznej konferencji było wręczenie przez Wiceprezesa CRIF Poland Piotra Badurę i Pełnomocnika Zarządu Magdalenę Dźwigała-Basis statuetek #ZaufaniwBiznesie 2020. Jest to nagroda branżowa za innowacyjne podejście do rozwoju platformy weryfikacji podmiotów gospodarczych oraz kreowanie najwyższych standardów dla branży leasingowej i faktoringowej w Polsce. Nagrodę otrzymały następujące firmy:

🏆 ING Lease (Polska) Sp. z o.o.

🏆 mLeasing Sp. z o.o.

🏆 Millennium Leasing Sp. z o.o.

🏆 Bibby Financial Services Sp. z o.o.

🏆 ING Commercial Finance Polska S.A.

🏆 SMEO S.A.

Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (1) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (6) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (5) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (4) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (3)Gratulujemy i dziękujemy za dotychczasową współpracę! Do zobaczenia na konferencji w 2021 roku! Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z konferencji

PragmaGO SA nadal na fali wzrostów

Zarząd PragmaGO SA poinformował w raporcie okresowym o wynikach działalności Spółki za pierwsze półrocze 2020 roku.

Mimo pandemii Covid-19, która wiosną spowolniła dynamikę rozwoju skali działalności, Spółka zanotowała w pierwszym półroczu istotne wzrosty r/r (obroty +11 %, portfel +10 %, przychody portfelowe +19 %) oraz rekordową kontraktację biznesu w pierwszych 6 miesiącach roku (60 mln zł, +45 % r/r).

„Model dystrybucji, na który strategicznie postawiła Spółka pozwala zakładać dalsze wzrosty wolumenów i liczbę nowych klientów. Sprzedaż jest oparta na czterech stabilnych kanałach, z których kluczowa dla dalszego rozwoju będzie dystrybucja systemowa, tj. dostarczanie usług finansowych do ekosystemach partnerów. Model ten jest oparty na integracjach technologicznych, a kompetencje IT stanowią przewagę konkurencyjną PragmaGO®” – komentuje Wiceprezes Daniel Mączyński.

Potwierdzeniem kompletności rozwiązań technologicznych PragmaGO® jest zawarty w sierpniu kontrakt z Allegro SA, którego przedmiotem jest udostępnienie użytkownikom biznesowym usługi faktoringu. Potencjał dużej skali mają też projekty realizowane przez spółkę zależną Brutto Sp. z o.o., która realizuje samodzielnie i niezależnie od PragmGO® budowę sieci dystrybucji.

„Czas lockdownu i spadku obrotów przedsiębiorstw był też okresem próby dla naszych procesów zarządzania ryzykiem portfelowym. Próbę tę przeszliśmy pomyślnie, poziom ryzyka portfela został na niemal niezmienionym poziomie. Niezależnie od tego, przezornie szacując odpisy statystyczne, obniżyliśmy historyczne wskaźniki ściągalności należności w procesie windykacji, co zaowocowało obciążeniem wyniku odpisami na kwotę o 920 tys. zł wyższą niż przy zastosowaniu niekorygowanych wskaźników. Zabezpieczy nas to przed ewentualnym wzrostem odpisów w przyszłości, gdyby ściągalność istotnie okazała się słabsza niż wcześniej notowana” – tłumaczy Prezes Tomasz Boduszek.

Początek trzeciego kwartału 2020 r. także był udany dla Spółki. W lipcu PragmaGO® odnotowała historycznie rekordowe obroty, a na koniec sierpnia portfel wzrósł o ok. 9 mln zł w stosunku do stanu z półrocza 2019 r. Ważnym wydarzeniem było także podpisanie aneksu z funduszem finansującym projekt Pragma Faktor Sp. z o.o., co potwierdza atrakcyjność hybrydowego modelu finansowania dla obu stron. Rozszerzenie modelu działalności w zakresie finansowania o projekty hybrydowe i serwiserskie jest ważnym elementem rozwoju Spółki. Mają one na celu budowę dźwigni operacyjnej, Struktura organizacyjna i poziom automatyzacji procesów w PragmaGO® pozwalają bez wzrostu zatrudnienia obsłużyć zdecydowanie większe wolumeny i wygenerować wyższe przychody.

Czas podsumowań, ale i nowe otwarcie – ANG Spółdzielnia obchodzi 10-lecie istnienia

  • Dokładnie dekadę temu na polskim rynku pojawiła się firma pośrednictwa finansowego, która w całości należy do współpracowników.
  • ANG Spółdzielnia udowodniła, że można osiągać sukces biznesowy stosując się do zasad etyki i odpowiedzialnej sprzedaży, czego dowodem jest prestiżowy certyfikat B Corp.
  • Po 10 latach Spółdzielnię czekają zmiany – zostanie przekształcona w pierwszą w Polsce spółkę pracowniczą, której większość udziałów należeć będzie do współpracowników.

We wrześniu 2010 r. Artur Nowak-Gocławski, Katarzyna Dmowska i Michał Kwasek, wykorzystując swoje dotychczasowe doświadczenia z pracy w branży finansowej, powołali do życia nietypową dla ówczesnej rzeczywistości firmę. ANG Spółdzielnia z założenia miała być alternatywą dla korporacji finansowych, która będzie łączyć ludzi z pasją, ceniących niezależność i prawo decydowania o losie reprezentowanej firmy, rozumiejących potrzebę zmian w branży i przywrócenia jej służebnej wobec społeczeństwa roli. Dziś organizacja liczy już blisko 900 ekspertów i nie zamierza na tym poprzestać.

10 lat temu nie mieliśmy nawet śmiałości marzyć, że stworzymy organizację zrzeszającą tak wielu wartościowych ludzi, którym będą przyświecały te same cele. Wśród wielu pożytków i radości jakie przynosi założenie firmy, nie ujmując możliwości służenia, robienia czegoś sensownego dla siebie, pożytecznego dla ludzi i świata, szczególne miejsce zajmuje radość z powstania społeczności, która tworzy firmę. To dzięki naszym współpracownikom, partnerom, a także klientom udało się osiągać nawet te najśmielsze plany. Najważniejszą, przyświecającą nam od samego początku ideą było wyeliminowanie nieuczciwej sprzedaży, walka z missellingiem, wypracowanie standardów etycznych. Po drodze udało nam się stworzyć unikalną tożsamość ANG Spółdzielni. Dzięki temu mamy siłę, by podejmować się kolejnych wyzwań, a tych przed nami naprawdę sporo – mówi Artur Nowak-Gocławski, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Równowaga w biznesie uhonorowana certyfikatem B Corp

Najważniejszym celem dotychczasowej strategii ANG Spółdzielni było zaangażowanie wszystkich interesariuszy do tworzenia wspólnej wartości, przy jednoczesnym rozwijaniu trwałego i zrównoważonego biznesu. W sposób zintegrowany – łącząc cele biznesowe i pozabiznesowe – strategia wyznaczyła działania w czterech głównych obszarach: efektywny biznes, kapitał ludzki, kapitał społeczny i środowisko. W czerwcu 2020 r. wysiłki te zostały dostrzeżone i docenione – ANG Spółdzielnia jako pierwsza i jedyna z branży finansowej w Polsce, dołączyła do prestiżowego grona firm z certyfikatem B Corp. Wyróżnienie przyznawane jest firmom, które nie tylko deklarują odpowiedzialność, ale całą swoją działalnością udowadniają pozytywny wpływ na otoczenie.

Jednym z naszych największych osiągnięć jest zachowanie zdrowego balansu między odpowiedzialnością społeczną a uzyskiwaniem dobrych wyników biznesowych. Wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych umiejscawiają nas w czołówce firm pośrednictwa finansowego w Polsce. Nasi eksperci działają głównie dzięki rekomendacjom, dlatego tak bardzo dbamy o reputację ANG i nie tolerujemy nieodpowiedzialnej sprzedaży. Zgodnie z naszą misją, sprzedajemy klientom wyłącznie takie produkty, które rozumieją, których potrzebują, za godziwą cenę i na które ich stać. Jesteśmy dowodem na to, że takie podejście może skutkować sukcesem biznesowym – tłumaczy Katarzyna Dmowska, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Pierwsza spółka oddana w ręce współpracowników

W najbliższym czasie ANG czekają zmiany. Dalsza chęć rozwoju i podejmowania kolejnych wyzwań wpłynęły na decyzję o przekształceniu spółdzielni w spółkę pracowniczą. Za tym krokiem opowiedziało się 97% spółdzielców obecnych podczas ostatniego Walnego Zgromadzenia. Aktualnie trwa rejestracja przekształconej firmy w sądzie rejestrowym. Nie będzie to jednak standardowa spółka – absolutnie unikalnym jest to, że większość akcji firmy pozostanie w rękach współpracowników.

ANG od początku wyróżniało nieszablonowe podejście do współpracowników. Cenimy ich niezależność, dlatego nie narzucamy im planów sprzedażowych, sami mogą także organizować swój czas pracy. Mamy do siebie zaufanie. Taka filozofia jest doceniana przez naszą kadrę. Pięciokrotnie byliśmy nagradzani tytułem Najlepszego Pracodawcy, a w ostatnim badaniu Kincentric Best Employer zaangażowanie naszych współpracowników oceniono aż na 93%. Jesteśmy organizacją, dla której poczucie podmiotowości jej członków jest niezwykle ważne, dlatego wypracowaliśmy rozwiązanie, które zapewni nam możliwość dalszego rozwoju bez utraty prawa głosu przez naszych współpracowników – dodaje Michał Kwasek, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Nienieodpowiedzialni – od idei do dużego przedsięwzięcia

Przez 10 lat ANG stało się organizacją, która nie tylko z powodzeniem realizuje cele biznesowe, ale podejmuje się także inicjatyw, które zmieniają oblicze branży. Jedną z nich jest projekt Nienieodpowiedzialni, który odwołuje się do zrównoważonego rozwoju, odpowiedzialności i zaangażowania społecznego branży finansowej. W ramach inicjatywy zorganizowanych zostało już sześć konferencji, prowadzony jest również portal www.nienieodpowiedzialni.pl, a raz w roku wydawana jest gazeta podsumowującą działania w ramach projektu. Od 2018 roku, w ramach Nienieodpowiedzialnych wydawany jest cykl książkowy „Rozmowy o odpowiedzialności”.

Krakowskie spółki ogłaszają datę premiery gry Ghostrunner

Ghostrunner, jedna z najbardziej oczekiwanych gier 2020 roku, zadebiutuje na PlayStation 4, Xbox One i PC (Steam, GOG, Epic Games Store) 27 października. Za jej stworzenie oraz wydanie odpowiadają dwie krakowskie firmy – odpowiednio One More Level oraz All in! Games.

Bardzo się cieszymy, że wreszcie możemy oficjalnie zakomunikować światu datę premiery. Przez ostatnie miesiące gra zyskiwała na popularności, społeczność wokół niej się powiększała, a tytuł piął się w rankingu Listy Życzeń na Steam, zbliżając się do pierwszej “10”. Wiemy, że wielu graczy czekało na to ogłoszenie i mamy nadzieję, że 27 października tyle samo, lub nawet więcej osób włączy Ghostrunnera. Możemy oficjalnie zacząć odliczanie – Piotr Żygadło, CEO All in! Games, wydawcy tytułu.

Ghostrunner to gra wyjątkowa, przy której pracuje wielu wyjątkowych i niezwykle zdolnych specjalistów. Krakowskie studio One More Level, przy współpracy z 3D Realms i Slipgate Ironworks stworzyło niesamowity, cyberpunkowy świat, przez który przebija się główny bohater. Bardzo rzadko się zdarza, by zespół deweloperów w tak krótkim czasie, bo od kwietnia 2019, przestawił się na nowy silnik i stworzył grę o tak wysokiej jakości. Ich umiejętności oraz zaangażowanie pozwoliły opracować tytuł, o którym mówią media na całym świecie i wierzymy, że połączenie sił One More Level, All in! Games oraz 505 Games sprawi, że na globalny rynek trafi wypolerowany i doskonały produkt – dodaje Piotr Żygadło.

Już podczas sierpniowego wydarzenia gamescom, współwydawcy All in! Games i 505 Games zaprosili graczy do prywatnej wersji Beta. Zainteresowani mogą również dołączyć do Discorda Ghostrunnera stając się częścią społeczności związanej z tytułem. Ci, którzy nie mogą się doczekać oficjalnej premiery, będą mogli zagrać w zaktualizowane, darmowe demo, które trafi na platformę Steam 29 września.

GhostrunnerGhostrunner będzie dostępny na PlayStation 4, Xbox One i PC w cenie regularnej $29.99 / €29.99 / £24.99. Osoby, które skorzystają z przedsprzedaży, będą mogły liczyć na dodatki niedostępne po premierze oraz niższą cenę. Więcej informacji można znaleźć na głównej stronie gry, dostępnej w kilku wersjach językowych, a także Twitterze, Facebooku i Discordzie.

Jak zmienia się co-packing? Pełniejszy outsourcing w logistyce

Co-packing to usługa logistyczna, która może być ogromnym ułatwieniem dla firm dostarczających do sklepów lub klientów końcowych zestawy produktów. Obecnie jednak pod pojęciem co-packingu może kryć się znacznie więcej – np. pełna obsługa stojaków z produktami dostarczanymi do sieci handlowych.

Choć pojęcie co-packingu przeciętnemu Kowalskiemu może się wydawać egzotyczne, to jednak w świecie handlu i logistyki jest powszechnie znane. Nie zawsze jednak oznacza dokładnie to samo.

Zgodnie z definicją co-packing to głównie sortowanie i etykietowanie produktów, ale może również oznaczać wszystkie inne czynności przygotowujące produkt do przekazania odbiorcy. Może to być nawet tworzenie zestawów prezentowych pakowanych w ozdobne pudełka lub pakietów promocyjnych, w których kilka produktów (np. kosmetyków) jest związanych ze sobą ozdobną kokardą.

Istnieje też co-packing nieco innego typu. Producenci lub importerzy produktów szybkozbywalnych (np. spożywczych lub kosmetycznych) dostarczają tysiące produktów do sieci handlowych. Aby ich towar „nie zniknął” w masie innych, eksponują swoje produkty na specjalnych stojakach (displayach), z logo i w kolorystyce spójnej z identyfikacją wizualną marki.

Nie chodzi tu jednak ani o kilka stojaków, ani o kilka sklepów. Mówimy o setkach displayów rozmieszczonych w całej Polsce, czasem w kilku sieciach handlowych. Zapanowanie nad taką ilością materiałów to nie lada wyzwanie. A przecież chodzi nie o produkty, na których dana marka się koncentruje, ale na elemencie dodatkowym, wspierającym sprzedaż. Aby więc do pracy związanej z displayami nie angażować własnych pracowników, producenci decydują się na outsourcing.

– Usługi co-packingu świadczymy od dawna. Nowość polega na tym, że teraz producenci mogą zlecić nam cały proces „życia” stojaka – od jego zamówienia, przez magazynowanie, dostosowanie do standardów danej sieci, po dostawę i montaż w sklepie. W efekcie firma będąca właścicielem stojaków, prawie w ogóle nie musi zajmować się tym tematem – mówi Urszula Rąbkowska z firmy logistycznej XBS Group.

Nowoczesny co-packing krok po kroku

Jak to wygląda w praktyce? Firma z branży FMCG (fast-moving consumer goods) podpisuje z siecią handlową umowę na dostarczenie 500 lub 1000 stojaków ze swoimi produktami (np. spożywczymi) do sklepów w całej Polsce. Firma określa swoje wymagania dotyczące stojaków i wraz z technicznymi wymaganiami sieci handlowej przekazuje je do firmy logistycznej.

XBS Group korzysta z elektronicznej platformy, dzięki której ma dostęp do wielu producentów displayów. To z kolei pozwala na wybór oferty atrakcyjnej cenowo, a przy tym gwarantującej wysoką jakość realizowanego zamówienia.

Poza tym klient może zdecydować się na ekologiczne rozwiązanie, jakim jest wynajęcie stojaków wielokrotnego użytku z wymienną grafiką, dostępnych bezpośrednio u operatora logistycznego. Tego typu displaye można otrzymać szybciej i taniej. Mimo to wiele firm wybiera opcję indywidualnie wykonanych materiałów promocyjnych, by stać się ich właścicielem i móc z nich korzystać podczas kolejnych akcji promocyjnych. Istnieją też stojaki kartonowe jednorazowego użytku, które najczęściej wykorzystywane są w sieciach dyskontowych.

Gdy pierwsze stojaki zostaną dostarczone do firmy logistycznej, jej specjaliści sprawdzają czy spełniają one zarówno wymagania klienta, jak i wytyczne konkretnej sieci handlowej. Na tym etapie możliwe są jeszcze poprawki, np. dotyczące odpowiednich wymiarów lub estetyki. Firma logistyczna na bieżąco pozostaje w kontakcie z klientem, z którym uzgadniane są kolejne kroki, w tym ewentualne poprawki.

Zaakceptowane displaye mogą być przechowywane w magazynach firmy logistycznej, a w odpowiednim terminie są transportowane do poszczególnych sklepów sieci handlowej na terenie całej Polski. Tam stojaki są montowane, odpowiednio ustawiane oraz zapełniane produktami klienta zgodnie z uzgodnieniami.

Korzyści z integracji usług

Pełna obsługa materiałów POS w jednej firmie stanowi istotną nowość na polskim rynku. Oznacza bowiem, że podpisując umowę z jednym operatorem logistycznym, istnieje możliwość przekazania wszystkich operacji związanych z zarządzaniem stojakami – od zamówienia, przez nadzór produkcji, transport,  montaż, ekspozycję, aż po odbiór i magazynowanie po okresie promocji.

Dla firmy zlecającej taki outsourcing, może to oznaczać poważną redukcję kosztów.

Po pierwsze dlatego, że integracja poszczególnych procesów w jeden łańcuch likwiduje koszty pośrednie, jakie wiązałyby się z przekazywaniem kolejnych zadań pomiędzy kilkoma firmami (np. organizowanie transportu od producenta do magazynu, a potem do sklepów).

Po drugie, ze względu na fakt, że zamawianie displayów odbywa się z wykorzystaniem platformy zakupowej, z uwzględnieniem ratingu producentów materiałów POS. Dzięki temu klient ma zagwarantowaną najlepszą relację jakości do ceny.

Po trzecie – klient nie musi angażować do całego procesu własnych pracowników, co może przekładać się na niższe koszty pracy.

Dzięki takim zmianom nowoczesny co-packing – i szerzej: łańcuch logistyczny – może stawać się jeszcze bardziej kompleksowy i ekonomiczny. Pełna integracja łańcucha dostaw sprzyja również ekologii, pozwala zmniejszyć marnotrawstwo i zrezygnować z nadmiarowego transportu. Jeśli do tego dodamy jeszcze bardziej ekologiczne materiały, z jakich wykonywane są stojaki oraz możliwość ich wielokrotnego stosowania, korzyści okażą się imponujące.

Spółki „covidowe” straciły impet, ale GIP60 podtrzymał serię

W sierpniu wartość Giełdowego Indeksu Produkcji wzrosła o 5,32% osiągając poziom 808,43 punktów, przekraczając granicę 800 punktów po raz pierwszy od gwałtownej przeceny, która dotknęła warszawską Giełdę Papierów Wartościowych na przełomie lutego i marca. Mniejsze znaczenie dla wyniku GIP60 miały w tym miesiącu spółki „covidowe”, co zdarzyło się po raz pierwszy od wybuchu pandemii koronawirusa.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc sierpień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.  podaje:

Indeks GIP60, składa się z 60 największych polskich spółek produkcyjnych notowanych na WGPW, z ustaloną wartością bazową 1000 punktów reprezentującą jego sumaryczną kapitalizację na dzień 1 stycznia 2016 roku. Cztery lata później, tuż przed pandemią koronawirusa, GIP60 znajdował się 20% niżej, oscylując wokół granicy 800 punktów i to pomimo stosunkowo dobrej koniunktury, która w polskim sektorze produkcyjnym utrzymywała się od wielu miesięcy. Wybuch pandemii koronawirusa i zamrożenie gospodarki spowodowały znaczny odpływ kapitału z rynku akcji, co przełożyło się na kolejny cios dla indeksu GIP60, który w połowie marca spadł nawet poniżej granicy 500 punktów.

Sierpniowe przełamanie

Od tego momentu GIP60 miesiąc po miesiącu pnie się w górę odrabiając tegoroczną stratę. W sierpniu na kilku pierwszych sesjach kurs GIP60 podskoczył do rocznego maksimum i przez resztę miesiąca poruszał się w przedziale 800 – 820 punktów. Co warte jest odnotowania, w połowie sierpnia ustalił nowy rekord 2020 roku wynikiem 818,24 pkt.

Podobnie w sierpniu zachowywał się cały rynek główny, który zaliczył doskonałą pierwsza połowę miesiąca, po to by w drugiej połowie redukować skalę tych wzrostów. Indeks WIG ostatecznie zamknął sierpień ze zwrotem na poziomie 2,3%, największe spółki z WIG20 w drugiej połowie miesiąca zredukowały wzrost do 1,8%, a najmniejsze spółki z SWIG80 w podobnym scenariuszu ustaliły wynik miesięczny na poziomie 2,0%. Wyjątkiem były spółki średnie z MWIG40, które zachowywały się względnie stabilnie przez cały miesiąc osiągając miesięczną stopę zwrotu na poziomie 4,0%.

Spółki „covidowe” w odwrocie

Należy odnotować, że sierpień był pierwszym miesiącem od lutego br. kiedy wśród najsilniej rosnących spółek z GIP60 jest tylko jeden producent wyrobów farmaceutycznych lub chemicznych zwanych potocznie spółkami covidowymi. Tym razem na czoło peletonu wysunęły się głównie spółki projektowe, czyli producenci i dystrybutorzy odzieży, których akcje rosły w sierpniu średnio o 8,71%. Niewiele mniej przybierały na wartości akcje producentów z branży elektromaszynowej (średnio 8,39% m/m), producenci tworzyw sztucznych (8,03% m/m) oraz producenci materiałów budowlanych (7,99% m/m). Na drugim biegunie spółki z branży spożywczej, których średnia stopa zwrotu jako jedyna spadła poniżej zera (-3,10%).

Najwyższy wzrost wartości akcji w sierpniu, a tym samym zwycięstwo w comiesięcznym rankingu GIP60, osiągnęła spółka Stalprodukt S.A. Akcje producenta i eksportera wysoko przetworzonych wyrobów ze stali wzrosły w sierpniu z początkowych 150 zł do 230 zł za akcję, co dało wzrost o 53,33% m/m pozwalający złamać barierę 1 mld zł kapitalizacji rynkowej. Rynek bardzo dobrze odebrał sprawozdanie finansowe za I półrocze 2020 roku, w którym spółka przyznała się m.in. do spadku zysku netto do poziomu 78,5 mln zł z 96,1 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku. Optymistyczna reakcja związana jest z oczekiwaniami znacznych spadków wyników spółek w I połowie 2020 roku. Pozytywnie jest też odbierane zakończenie działalności kopalni cynku Olkusz Pomorzany na rzecz uruchomionej w końcówce ubiegłego roku instalacji recyklingu cynku.

Drugie miejsce dla spółki Mabion S.A. za 38,37% wzrost wartości, głównie za optymistyczne informacje ze spotkania przedstawicieli spółki z amerykańską Agencją ds. Żywności i Leków (FDA) w sprawie wprowadzenia leku MabionCD20 do obrotu na terenie USA.

Ostatnie miejsce sierpniowego podium GIP60 dla spółki Introl S.A. za wzrost wartości rynkowej o 25,19%. W przypadku tej spółki czynnikiem odpalającym kurs w ostatnich sesjach miesiąca była publikacja niezaudytowanych wyników finansowych spółki za I półrocze br. W raporcie tym spółka ujawniła niesamowity wzrost zysku netto z ubiegłorocznej straty (-881 tys. zł) do 6,5 mln zł w tym roku.

Przemysł wraca do formy

Wiele wskazuje na to, że sierpień może być kolejnym miesiącem ze wzrostem produkcji sprzedanej przemysłu. Według Głównego Urzędu Statystycznego tempo produkcji przemysłowej w lipcu było ponad 2-krotnie wyższe niż w czerwcu (0,5% r/r), co pozwala z optymizmem patrzeć na kolejne miesiące. Analitycy GUS oczekują w sierpniu ponad 3% wzrostu r/r, głównie w wyniku poprawy sytuacji w branży spożywczej i motoryzacyjnej.

Potwierdzają to po części najnowsze wyniki badań wskaźnika PMI, które zanotowały widoczne ożywienie koniunktury w polskim sektorze wytwórczym również w sierpniu. Wartość głównego wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu utrzymała się powyżej neutralnego progu 50,0, ale spadła z lipcowych 52,8 do 50,6. Nastroje polskich producentów dotyczące najbliższych 12 miesięcy pozostają pozytywne, choć należy zauważyć, że ten optymizm osłabł.

Akcje polskich producentów znajdują się obecnie w trendzie wzrostowym, który pozwolił już odrobić straty wywołane paniką na rynku akcji obserwowaną w początkowej fazie pandemii koronawirusa. Analizując historyczne wyniki GIP60 można dojść do wniosku, że pozostaje jeszcze sporo przestrzeni do dalszych wzrostów, ale wiele będzie zależało od najbliższych tygodni oraz tego czy zmaterializuje się ryzyko wprowadzenia obostrzeń społecznych i ekonomicznych

***

Giełdowy Indeks Produkcji to wspólne przedsięwzięcie firmy DSR, serwisu analitycznego „Produkcja.Expert” oraz Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej.

Indeks obejmuje 60 spółek produkcyjnych notowanych na Rynku Podstawowym GPW i pokazuje zmianę nastrojów inwestorów w stosunku do spółek z branży produkcyjnej. Ze względu na precyzyjną analizę wyników poszczególnych przedsiębiorstw produkcyjnych indeks GIP może stanowić wiarygodny barometr faktycznego stanu sektora produkcyjnego.

Giełdowy Indeks Produkcji jest indeksem typu cenowego, więc przy jego kalkulacji nie uwzględnia się dochodów z tytułu dywidend. Za dzień bazowy (pierwszy dzień publikacji, w którym indeks przyjął wartość 1000) został uznany dzień 1 stycznia 2016 roku.

Ministerstwo Klimatu z Cyfrową Polską o szansach, jakie stwarza klimatowi nowa technologia

Jak wykorzystać nowoczesne technologie, by sprzyjały ochronie środowiska? Na ile cyfryzacja, rozwiązania chmurowe, sztuczna inteligencja, rozwój sieci 5G czy Internetu Rzeczy może pomóc w budowie zielonego ładu i w realizacji celów zrównoważonego rozwoju – m.in. na te pytania będą starali się odpowiedzieć uczestnicy konferencji „Cyfryzujemy Polskę – technologia szansą dla klimatu” z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Klimatu, Ministerstwa Cyfryzacji oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.

Konferencja „Cyfryzujemy Polskę – technologia szansą dla klimatu” organizowana jest przez Związek Cyfrowa Polska, organizację reprezentującą polską branżę cyfrową, pod patronatem Ministerstwa Klimatu oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Odbędzie się ona 17 września br. w Centrum Kreatywności Fabryka w Łodzi, która znajduje się na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Technologia gwarantem dobrego klimatu

Celem spotkania jest pokazanie, jak nowoczesne rozwiązania technologiczne mogą pozytywnie wpłynąć na naszą gospodarkę w perspektywie zmian klimatycznych i potrzeby ochrony środowiska. – W innowacjach technologiczny drzemie ogromny potencjał, który można wykorzystać w rozwiązaniach służących klimatowi. Ale niewątpliwie należy stale podnosić świadomość, jak umiejętnie wykorzystywać dostępne narzędzia – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. – Dlatego edukacja jest nierozerwalnym elementem procesu synergii między nowoczesnymi technologiami a ochroną klimatu – dodaje.

Swoje wystąpienie podczas konferencji wygłosi wiceminister klimatu Adam Guibourgé-Czetwertyński.

– Postępujące zmiany klimatu i konieczność zapobiegania im to ogromne wyzwanie, przed którym stoi cały świat. W tym kontekście niezwykle cenne są nowoczesne technologie. Działania na rzecz ochrony środowiska i klimatu będą skuteczne, gdy będą prowadzone wielopłaszczyznowo. Niezbędna jest współpraca zarówno podmiotów z sektora MŚP, NGO, koncernów, jak i tych, na szczeblu państwowym. Resort klimatu może pochwalić się tu choćby realizowanym już po raz ósmy programem Green Evo – Akcelerator Zielonych Technologii, w którym wyszukujemy i upowszechniamy innowacyjne polskie zielone technologie – mówi wiceminister Guibourgé-Czetwertyński.

W konferencji wezmą również udział wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda, przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji oraz reprezentanci innowacyjnych firm działających w obszarze ochrony środowiska. Rozmowa będzie poświęcona m.in. inicjatywom wspierającym działania klimatyczne, redukcji negatywnego wpływu środowiskowego transportu czy „zielonym” centrom obliczeniowym. Podczas konferencji zaprezentują się również start-upy, których rozwiązania dedykowane są kwestiom klimatycznym.

Trwa rejestracja

Konferencja odbędzie się w formie hybrydowej. By uczestniczyć w niej w formie online należy zarejestrować się na stronie: https://konferencja.cyfrowapolska.org. Pod linkiem znajduje się również szczegółowy program konferencji.

Brytyjska firma Offshore Design Engineering Ltd. zaprojektuje dla Orlenu morską farmę wiatrową na Bałtyku

PKN ORLEN rozpoczął projektowanie morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku. Wstępny projekt techniczny oraz budowlany wykona brytyjska firma Offshore Design Engineering Ltd., posiadająca ponad 20-letnie doświadczenie w realizacji tego typu zadań. Rozpoczęcie tego etapu prac poprzedzone było wielomiesięcznymi badaniami wietrzności oraz struktury geologicznej dna morskiego. Zakończenie prac projektowych umożliwi szczegółowe zaplanowanie harmonogramu realizacji inwestycji.

Morska farma wiatrowa na Bałtyku to kluczowy projekt inwestycyjny, który znacząco wzmocni nas jako lidera transformacji energetycznej nie tylko w Polsce, ale też w Europie Środkowej. W perspektywie kilku lat, dzięki inwestycjom w nisko- i zeroemisyjne źródła wytwarzania, chcemy być jednym z najważniejszych producentów zielonej energii, na którą zapotrzebowanie stale rośnie. Zanim jednak czysta energia z Morza Bałtyckiego trafi do krajowego systemu elektroenergetycznego czeka nas kilka lat intensywnych prac. Chcemy włączyć w nie jak najwięcej polskich podmiotów, aby w ten sposób wspierać gospodarkę i budować potencjał polskiej branży offshore – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN, jako pierwszy koncern paliwowo-energetyczny z Europy Środkowej, zadeklarował cel osiągnięcia neutralności emisyjnej CO2 w 2050 roku. Ważnym elementem realizacji tego celu będzie rozwój nisko- i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania. Budowa morskiej farmy wiatrowej, której rozpoczęcie planowane jest w 2024 roku, wpisuje się w strategię neutralności emisyjnej, w ramach której do 2030 roku Koncern zainwestuje łącznie 25 mld zł w projekty umożliwiające redukcję oddziaływania na środowisko i otwarcie na nowe modele biznesowe.

Przygotowując się do budowy morskiej farmy wiatrowej koncern konsekwentnie, zgodnie z harmonogramem, realizuje badania, pomiary, procesy administracyjne i biznesowe. PKN ORLEN posiada już warunki przyłączenia do sieci, zakończył wstępne badania geotechniczne dna morskiego, a także kontynuuje pomiary wietrzności.

W lipcu br., do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku została dostarczona dokumentacja z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej dla obszaru farmy. Badania niezbędne do przygotowania raportu środowiskowego trwały 17 miesięcy i obejmowały swoim zasięgiem obszar ok. 323 km2. W ramach zakończonego postępowania PKN ORLEN wybrał doświadczonego doradcę technicznego, który przygotuje wstępny projekt morskiej farmy wiatrowej, projekt budowlany oraz dodatkowe analizy pozwalające precyzyjnie zaplanować i przeprowadzić proces budowy morskiej farmy wiatrowej.

Wybrany przez PKN ORLEN projektant to brytyjska firma ODE (Offshore Design Engineering Ltd.), która posiada ponad 20 letnie doświadczenie w branży offshore. Firma projektuje morskie farmy wiatrowe dla największych koncernów i inwestorów na świecie. Realizowane przez nią projekty obejmują zaprojektowanie m.in. niemal 8 GW mocy na wodach Wielkiej Brytanii, 3,2 GW na terenie mórz Europy Północnej oraz w innych częściach świata, gdzie powstaje kolejne 2,6 GW mocy wytwórczych zaprojektowanych przez ODE. Istotny wpływ na wybór projektanta miało wymagane przez PKN ORLEN uwzględnienie w ramach przyszłej współpracy tzw. local content. Zgodnie z założeniami postępowania przetargowego firma uwzględniła w ofercie współpracę z polskimi kooperantami. Realizowany w ten sposób transfer know-how to istotny element budowy potencjału polskiej branży offshore.

Podpisana z wykonawcą umowa obejmuje przede wszystkim przygotowanie szczegółowych projektów technicznych głównych urządzeń morskiej elektrowni wiatrowej. Opracowana dokumentacja będzie zawierała m.in. analizy rozmieszczenia turbin oraz założenia dotyczące przewidywanej produktywności farmy. Pomoże także doprecyzować harmonogram i kosztorys inwestycji. Wyniki pracy projektanta będą stanowić również wsparcie dla realizacji innych obszarów projektu jak pozyskanie finansowania i ubezpieczenia inwestycji. Z kolei opracowany projekt budowlany będzie podstawą do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę morskiej farmy wiatrowej.

Prace nad rozwojem morskiej energetyki wiatrowej Koncern prowadzi poprzez spółkę Baltic Power, która posiada koncesję na budowę farm wiatrowych o maksymalnej łącznej mocy do 1,2 GW. Jej obszar, o łącznej powierzchni ok. 131 km2, zlokalizowany jest ok. 23 km na północ od linii brzegowej Morza Bałtyckiego, na wysokości Choczewa i Łeby.

Wrzesień i październik to najlepszy czas na wybór biegłego rewidenta – na co zwrócić uwagę?

Wrzesień i październik to najlepszy czas, aby dokonać wyboru biegłego rewidenta, który zajmie się badaniem sprawozdania finansowego. Tegoroczne działania upływają w firmach pod znakiem pandemii i jej wpływu na funkcjonowanie biznesu, co niewątpliwie wpłynie także na realizację badań i współpracę z biegłym, a także kształt samego sprawozdania. Na znaczeniu poza twardymi liczbami zyska ich warstwa opisowa. Wrosnąć może także rola biegłych poza działaniami audytowymi.

Szereg podmiotów obecnych na rynku zobligowanych jest do przedłożenia sprawozdania finansowego do badania, przed czym nie warto się uchylać. Ale osobną kwestią jest dobrowolne zlecenie badania i traktowanie go jako jednego z narzędzi biznesowych, które pozwala uzyskać praktyczne rekomendacje dla całego przedsiębiorstwa i jest elementem świadomego zarządzania ryzykiem. Może być to szczególnie istotne teraz, gdy w związku z pandemią firmy borykają się z trudnościami, muszą szukać rozwiązań zapewniających ciągłość działania i niejednokrotnie uwiarygadniać się w oczach zaniepokojonych inwestorów, instytucji finansowych i partnerów biznesowych.

Biegły jako zewnętrzny i niezależny ekspert, nie tylko sprawdza sprawozdania, zapisy rachunkowe i dokumenty Klienta pod kątem ich zgodności z obowiązującymi przepisami, ale także może zwrócić Klientowi uwagę na wszystkie napotkane nieprawidłowości, a często dotyczą one innych niż rachunkowe przepisów prawa (np. prawo podatkowe) lub działania kontroli wewnętrznych. Poszczególne elementy pracy audytora pełnią dodatkową funkcję doradczą czy wspierającą dla Zarządu, Rady Nadzorczej i właścicieli. Biegły jest nie tylko kontrolerem, ale także, a może nawet przede wszystkim, partnerem, którego działanie przyczynia się do rozwoju firmy, jest szansą na wykrycie problemów i poprawę działania.

Co więcej rola biegłego rewidenta w firmie wcale nie musi dotyczyć badania sprawozdania finansowego. Ich szeroka, interdyscyplinarna wiedza ekspercka z zakresu finansów, podatków i rachunkowości, bieżąca działalność audytorska, jak również znajomość zmian wprowadzanych z przepisach prawa z zakresu finansów i podatków, sprawia, że biegli mogą z korzyścią dla klienta zastąpić innych ekspertów.  Mogą oni świadczyć usługi doradcze. Wykonując procedury zbliżone do audytowych, mogą sugerować ich zdaniem najlepsze rozwiązania napotkanych problemów i czynnie wspierać Klienta we wdrożeniu najkorzystniejszych dla niego rozwiązań.

Kiedy jest najlepszy czas na wybór biegłego?

Zasadniczo nie ma narzuconego terminu wyboru biegłego rewidenta, aczkolwiek należy mieć na uwadze inne terminy dotyczące stricte sprawozdań finansowych. Jego badanie powinno nastąpić przed zatwierdzeniem, a tu obowiązuje termin 6 miesięcy od daty bilansowej. Zatem w przypadku roku bilansowego zakończonego 31 grudnia, działania biegłego rewidenta planowane są w okresie styczeń-czerwiec. W 2020 r. ten termin został wydłużony ze względu na pandemię o 3 miesiące dla spółek nie podlegających jurysdykcjom KNF (dla takich o 2 miesiące), ale była to sytuacja wyjątkowa, która, na co jednak wszyscy liczą, może się nie powtórzyć.

Niemniej jednak, warto pomyśleć o wyborze biegłego zdecydowanie wcześniej, aby zapewnić sobie komfort wyboru i bez przeszkód zaplanować prace z biegłym. Najlepszym momentem są miesiące wrzesień i październik, kiedy to biegli planują prace w kolejnym sezonie audytowym, tj. ustalają grafiki, kompletują zespoły, planują budżety. Zgłaszając się do biegłego w tym okresie mamy jeszcze możliwość wyboru terminu, w którym miałby być przeprowadzony audyt. Gdy zgłosimy się w grudniu czy styczniu może okazać się, że terminów już nie ma albo zostały jedynie takie na tzw. ostatnią chwilę, np. połowa czerwca, podczas gdy rok zamknąć należy do końca czerwca.

W kwestii terminu wyboru biegłego należy pamiętać o jeszcze jednej ważnej kwestii, jaką jest inwentaryzacja roczna, której okres realizacji dla roku bilansowego pokrywającego się z rokiem kalendarzowym zaczyna się na początku października, a kończy najpóźniej 15 stycznia. Podpisanie umowy z biegłym powinno nastąpić w momencie umożliwiającym mu obserwację inwentaryzacji zapasów Klienta. Brak jego uczestnictwa może skutkować zastrzeżeniem w opinii. Dlatego, w przypadku kiedy zapasy stanowią istotną pozycję w sprawozdaniu finansowym, umowę z biegłym należy zawrzeć najpóźniej przed datą inwentaryzacji.

Nowe oblicze współpracy z biegłym rewidentem w pandemii

Pandemia covid-19 wymusiła zmiany w wielu obszarach, także w zakresie działania firm i współpracy z klientem. Nie inaczej było w przypadku branży biegłych rewidentów.

Przy wyborze biegłego warto zweryfikować jego podejście do ewentualnej pracy zdalnej, zwłaszcza w sytuacji, gdy wewnętrzna polityka badanej spółki nadal zakłada ten tryb. Premiowane powinny być firmy, które tak jak PGA, potrafią efektywnie zorganizować współpracę zdalną z klientem, korzystając z rozwiązań technologicznych w zakresie gromadzenia i przekazywania danych oraz komunikacji np. za pomocą ogólnodostępnych komunikatorów video.

Wybór biegłego – na co zwrócić uwagę

Na pewno w ramach wyboru warto skonfrontować kilka ofert i nie kierować się wyłącznie ceną. W obecnej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z rozdrobnieniem rynku firm audytorskich, badania, mimo że oparte na tych standardach, mogą wyglądać zupełnie inaczej.

Audyt powinien być wykonany przez doświadczonych ekspertów, którzy bazują na najnowszej wiedzy oraz zmianach w przepisach. Mowa tutaj głównie o przepisach podatkowych i finansowych i zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy tarcze antykryzysowe wprowadziły wiele zmian, a firmy miały możliwość skorzystania z różnego rodzaju wsparcia, konieczna jest obeznanie biegłego we wprowadzanych w ostatnich miesiącach nowelizacjach.

Istotne jest także, aby sprawdzić doświadczenie biegłego w danej branży. Szczególnie w przypadku spółek z branż, na które pandemia miała istotny wpływ negatywny, wydaje się, że znajomość jej specyfiki i np. wiedza o tym, jak podejść do oceny kontynuacji działalności (co jest zagadnieniem niezwykle istotnym w ramach sprawozdania finansowego, a obecnie może nastręczać trudności) na pewno korzystnie wpłynie na przebieg badania.

Warto także zweryfikować, czy będziemy mieli do czynienia bezpośrednio z biegłym, czy tylko z pracownikami o znacznie mniejszym doświadczeniu. W sieci Polska Grupa Audytorska stawiamy na bliskie, personalne relacje z Klientem, także na poziomie biegłych rewidentów czy członków zarządu. Skrócenie dystansu między biegłym a Klientem to większy komfort i możliwość konsultacji na dowolnym etapie współpracy.

Korzyścią dla Klienta jest także skorzystanie z usług sieci firm audytorskich, dzięki czemu może on korzystać z synergii zasobów członków sieci i kompleksowej usługi. Sieć, której przedstawiciele działają w różnych miejscach w kraju, to zaleta dla rozproszonych geograficznie firm, np. grup kapitałowych, które mogą liczyć na ułatwiony kontakt z biegłym i personalne relacje.

Autorem komentarza jest Bartłomiej Kurylak, biegły rewident, partner i współzałożyciel sieci firm audytorskich Polska Grupa Audytorska.

Jak zabezpieczyć interesy inwestora w umowie o roboty budowlane z konsorcjum firm?

Przedsiębiorcy budowlani, którzy decydując się na udział w większych inwestycjach budowlanych, i którzy nie są w stanie spełnić wymagań inwestora, często podejmują współpracę z innymi firmami i  zawierają umowę konsorcjum. Inwestor nie jest stroną umowy konsorcjalnej, ale powinien wnikliwie zapoznać się z jej treścią, szczególnie wtedy, gdy ma stanowić załącznik do umowy o roboty budowlane.

Umowa konsorcjum nie jest unormowana w przepisach prawa, dlatego podlega ogólnej zasadzie swobody umów. Taki kontrakt ma regulować stosunki między konsorcjantami, organizować zasady realizacji wspólnego przedsięwzięcia, może rozstrzygać o odpowiedzialności poszczególnych uczestników konsorcjum za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o roboty budowlane czy wady prac, przyznawać prawo do żądania od inwestora całości lub części wynagrodzenia, a także wiele innych kwestii, istotnych przy wykonaniu umowy o roboty budowlane.

Umowa konsorcjum jako załącznik do umowy o roboty budowlane

W przypadku, gdy umowa konsorcjum stanowi załącznik do umowy o roboty budowlane, w której znajduje się zapis: „Załączniki do niniejszej umowy stanowią jej integralną część”, niezbędne jest sprawdzenie, czy umowa konsorcjum nie stoi w sprzeczności z postanowieniami umowy o roboty budowlane. Jeśli ta ostatnia będzie inaczej regulować prawa i obowiązki konsorcjantów wobec inwestora niż to jest uregulowane w umowie konsorcjum, to poza wpisaniem do umowy o roboty budowlane postanowień w tym zakresie należy ustalić hierarchię dokumentów, poprzez wskazanie,  że w przypadku sprzeczności umowy o roboty budowlane z umową konsorcjalną, decyduje treść umowy o roboty budowlane. W przypadku, kiedy strony postanowią, że integralną częścią umowy o roboty budowlane ma być umowa konsorcjum, a następnie w sposób sprzeczny z treścią umowy konsorcjum uregulują np. odpowiedzialność konsorcjantów za wady robót, w przypadku wystąpienia wad może dojść do sporu, które postanowienia mają pierwszeństwo.

Kto w imieniu konsorcjum podpisuje umowę o roboty budowlane z inwestorem?

Konsorcjum nie stanowi odrębnego bytu prawnego. Połączeni umową konsorcjalną przedsiębiorcy działają w swoim własnym imieniu, a łączą siły tylko do czasu wykonania zadania inwestycyjnego. Z tego powodu konsorcjum nie może być stroną umowy o roboty budowlane – umowę zawierają konsorcjanci. Jeśli konsorcjum liczy kilku członków, np. trzech, to umowę o roboty budowlane mogą podpisać wszyscy członkowie konsorcjum albo jeden lub dwóch członków reprezentujących wszystkich konsorcjantów. Upoważnienie do reprezentowania członków konsorcjum przy zawieraniu umów o roboty budowlane ma często lider  konsorcjum. Umowa  o roboty budowlane, którą podpiszą wszyscy konsorcjanci, będzie tak samo skuteczna jak umowa podpisana przez jednego z nich, o ile składający podpis członek konsorcjum będzie posiadał pełnomocnictwo, uprawniające go do zawarcia umowy o określonej treści w imieniu i na rzecz wszystkich konsorcjantów.
Jeśli umowę o roboty budowlane podpisuje lider konsorcjum reprezentujący wszystkich konsorcjantów, należy zweryfikować treść jego upoważnienia. Upoważnienie może być zawarte w treści umowy konsorcjum lub stanowić odrębny dokument. W przypadku gdy postanowienia umowy o roboty budowlane inaczej regulują prawa i obowiązki konsorcjantów niż umowa konsorcjum, z której wynika upoważnienie dla lidera do podpisywania umów w imieniu konsorcjantów, mogą pojawić się wątpliwości, jaki był zakres upoważnienia lidera i czy wszystkie postanowienia umowy o roboty budowlane podpisanej przez lidera są skuteczne wobec pozostałych konsorcjantów.

Przykład

Wyobraźmy sobie, że upoważnienie do reprezentowania udzielone liderowi brzmi „Lider jest upoważniony do zawierania umów w imieniu i na rzecz Konsorcjum.” Pod sformułowaniem „Konsorcjum”, powinniśmy rozumieć członków konsorcjum. Samo konsorcjum nie ma podmiotowości prawnej i zdolności do zawierania umów. Jednocześnie, w umowie konsorcjum ustalono, że tylko lider jest odpowiedzialny za usuwanie wad robót albo np. tylko z wynagrodzenia lidera inwestor ma potrącać kaucję gwarancyjną na zabezpieczenie wykonania umowy o roboty budowlane. W umowie o roboty budowlane natomiast ustalono, że obowiązki te leżą po stronie wykonawcy – całego konsorcjum, a więc również konsorcjanta, którego lider reprezentował przy zawarciu umowy. Inwestora nie obowiązuje umowa konsorcjum, wiążą inwestora postanowienia umowy o roboty budowlane. Jeśli lider nie będzie się wywiązywał z obowiązku usuwania wad, to czy inwestor może zwrócić się z roszczeniem do konsorcjanta?
W przypadku, kiedy umowa o roboty budowlane została podpisana przez lidera, bez pełnomocnictwa, w którym szczegółowo ustalono na jakich warunkach lider jest upoważniony do zawierania umów, może powstać spór, czy lider nie przekroczył swojego umocowania, podpisując umowę o roboty budowlane sprzeczną z postanowieniami umowy konsorcjum, w ramach której to umocowanie otrzymał.

Pierwszym rozwiązaniem, zapewniającym bezpieczeństwo inwestorowi, jest podpisanie umowy przez wszystkich członków konsorcjum – wtedy nie ma wątpliwości, że w 100% wiąże ich treść umowy. Nie zawsze będzie jednak możliwe podpisanie umowy przez wszystkich konsorcjantów. Dla przykładu w konsorcjum cichym, które polega właśnie na tym, że część konsorcjantów jest ukryta, cisi uczestnicy pozostają bierni w stosunkach z inwestorem, a zasadą jest udzielanie liderowi upoważnienia do podpisywania umów o roboty budowlane.

Drugim wyjściem jest zatem żądanie od lidera szczegółowego pełnomocnictwa, z którego wprost wynikać będzie, na jakich warunkach lider jest upoważniony do reprezentowania konsorcjantów przy zawieraniu umów o roboty budowlane. Najprostszym rozwiązaniem jest pełnomocnictwo, w którym pozostali członkowie konsorcjum upoważniają lidera do zawarcia umowy o roboty budowlane, której treść stanowi załącznik do pełnomocnictwa. W ten sposób nie ma wątpliwości, że wszyscy konsorcjanci przystąpili do wszystkich postanowień umowy o roboty budowlane i wiedzieli o ich treści.
Trzecia opcja to pełnomocnictwo, w którym lider będzie upoważniony do zawarcia umowy o roboty budowlane w imieniu i na rzecz pozostałych konsorcjantów na warunkach według uznania pełnomocnika (lidera).


Czy odpowiedzialność konsorcjantów jest solidarna?

Solidarna odpowiedzialność konsorcjantów (dłużników) wobec inwestora (wierzyciela), jest niezwykle korzystna dla inwestora. W takim przypadku może on żądać całości lub części świadczenia od wszystkich dłużników łącznie, od kilku z nich lub od każdego z osobna. Dodatkowo, aż do zupełnego zaspokojenia wierzyciela wszyscy dłużnicy solidarni pozostają zobowiązani. W praktyce oznacza to, że np. w przypadku żądania zapłaty kar umownych wszyscy uczestnicy konsorcjum będą zobowiązani do zapłaty całości kar, a dopiero kiedy inwestor otrzyma całość należności (obojętnie, czy od wszystkich konsorcjantów w częściach, czy od jednego), dłużnicy zostaną zwolnieniu z długu.

Solidarna odpowiedzialność za zobowiązania musi wynikać z przepisów ustawy lub z czynności prawnej (umowy). Przepisy ustaw, poza art. 141 ustawy prawo zamówień publicznych, które stosuje się tylko do umów zawieranych w trybie zamówień publicznych, nie przewidują solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów. W związku z powyższym, żeby uczestnicy konsorcjum byli solidarnie zobowiązani do wykonania umowy należy wprost uregulować to w umowie o roboty budowlane wskazując np. „Wykonawcy (podmioty wchodzące w skład konsorcjum) są solidarnie odpowiedzialni przed Inwestorem w rozumieniu art. 366 kodeksu cywilnego, za ……..”.

Jeśli umowa o roboty budowlane podpisywana jest przez lidera reprezentującego wszystkich członków konsorcjum, to należy zwrócić szczególną uwagę na treść pełnomocnictwa. Najlepszym rozwiązaniem jest, aby członkowie konsorcjum wyrazili zgodę na zawarcie przez lidera w ich imieniu i na ich rzecz umowy o roboty budowlane, której treść załączona jest do pełnomocnictwa. Nie będzie wtedy wątpliwości, że wyrazili zgodę na ponoszenie solidarnej odpowiedzialności za wykonanie umowy o roboty budowlane.

Od kogo inwestor może dochodzić swoich roszczeń?

Odpowiedź na to pytanie zależy do konkretnego przypadku. Decyduje bowiem treść umowy o roboty budowlane oraz treść umowy konsorcjum.

Jeśli umowa o roboty budowlane zawiera postanowienia o solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów i została podpisana przez wszystkich członków konsorcjum lub przez odpowiednio upoważnionego pełnomocnika (np. lidera konsorcjum), to inwestor może dochodzić całości swoich roszczeń od wszystkich członków konsorcjum albo tylko od niektórych, wedle własnego wyboru. Zaspokojenie całości roszczeń inwestora przez jednego lub kilku członków konsorcjum zwalnia z długu pozostałych.

Brak zapisu w umowie o roboty budowlane regulującego solidarną odpowiedzialność konsorcjantów powoduje, że jeśli umowę o roboty budowlane podpisali wszyscy uczestnicy konsorcjum, to każdy z nich będzie mógł odpowiadać za jej wykonanie w części, tj. w zakresie prac jakie miał wykonywać, jeśli są one w umowie określone. Jeśli np. konsorcjantów jest dwóch i jeden w umowie o roboty budowlane zobowiązał się do wykonania dachu, a drugi do pokrycia dachu i nie ma zapisu o odpowiedzialności solidarnej w umowie, to od wykonawcy dachu możemy dochodzić roszczeń tylko w zakresie wykonania umowy w części dotyczącej dachu, zaś od wykonawcy pokrycia możemy dochodzić roszczeń tylko w zakresie prac dotyczących pokrycia.

Jeśli natomiast umowa o roboty budowlane została podpisana przez lidera konsorcjum reprezentującego wszystkich konsorcjantów, przy czym  pełnomocnictwo udzielone liderowi nie obejmowałoby zgody pozostałych konsorcjantów na wszystkie postanowienia umowy o roboty budowlane, może się okazać, że  w tym zakresie, w jakim lider działał poza granicami umocowania, swoje roszczenia inwestor będzie mógł skierować tylko do lidera konsorcjum.

Kary umowne i potrącenie wierzytelności

Naliczanie kar umownych i potrącanie wzajemnych wierzytelności wynikających z umowy o roboty budowlane zawartej z uczestnikami konsorcjum, może nastręczać wiele trudności.
Jeśli umowę o roboty budowlane podpisali wszyscy konsorcjanci lub prawidłowo upoważniony członek konsorcjum w imieniu i na rzecz wszystkich konsorcjantów, a zgodnie z umową o roboty budowlane odpowiedzialność konsorcjantów jest solidarna, to każdy członek konsorcjum jest zobowiązany do zapłaty całej kary umownej. W przypadku potrącenia wierzytelności przysługujących konsorcjantom od inwestora z naliczonymi przez inwestora karami umownymi, do których zapłaty zobowiązani są konsorcjanci, wezwanie do zapłaty kar umownych należy skierować do wszystkich członków konsorcjum, a po bezskutecznym upływie terminu zapłaty, również do wszystkich konsorcjantów należy skierować oświadczenie o potrąceniu naliczonych kar.

Jeśli jednak, w umowie o roboty budowlane nie uregulowano solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów i/lub umowa ta została podpisana przez nienależycie umocowanego członka konsorcjum, odpowiedź na pytanie, od kogo inwestor może żądać zapłaty kar umownych oraz komu powinien złożyć oświadczenie o potrąceniu, będzie różna. Zależy to bowiem od treści umowy o roboty budowlane, zakresu umocowania pełnomocnika podpisującego tą umowę oraz treści umowy konsorcjum. Sytuacja taka każdorazowo wymaga więc szczegółowej analizy.

Komu inwestor płaci wynagrodzenie?

Regulacje w zakresie zapłaty wynagrodzenia znajdziemy w umowie o roboty budowlane, i to zapisy umowy o roboty budowlane będą wiązać inwestora, nie zaś zasady rozliczania wynagrodzenia zawarte w umowie konsorcjum.

Często lider konsorcjum jest upoważniany nie tylko do reprezentowania wszystkich konsorcjantów przy zawieraniu umów, ale również do odbioru całości wynagrodzenia za wykonanie umowy o roboty budowlane. W praktyce oznacza to, że kilka podmiotów decyduje się na wspólne wykonanie umowy o roboty budowlane polegającej np. na wybudowaniu budynku, dzielą się pracą: firma 1 wykonuje fundamenty, firma 2 wykonuje ściany, a firma 3 dach. Liderem jest firma 3, która zostaje upoważniona przez pozostałych do wystawiania faktur za wszystkie prace i odbioru całości wynagrodzenia na swój rachunek bankowy, następnie konsorcjanci rozliczają się między sobą. Jeśli w umowie o roboty budowlane wprost wskazano, że zapłata wynagrodzenia na rachunek bankowy firmy 3 – lidera konsorcjum, jest traktowana tak, jakby inwestor dokonał zapłaty należności na rzecz wszystkich konsorcjantów oznacza to, że inwestor płacąc wynagrodzenie zgodnie z umową o roboty budowlane na rachunek lidera, zwalnia się z obowiązku zapłaty wynagrodzenia wobec pozostałych konsorcjantów.

Jeśli w umowie o roboty budowlane strony ustaliły jednak, że wynagrodzenie ma być płatne częściami, na rzecz poszczególnych konsorcjantów, inwestor ma obowiązek dokonywać płatności zgodnie z umową o roboty budowlane, niezależnie od tego czy w umowie konsorcjum, konsorcjanci upoważnili lidera do odbioru od inwestora całości wynagrodzenia.
Co powinien zrobić inwestor, jeśli zgodnie z umową o roboty budowlane uiścił całość wynagrodzenia na rachunek bankowy lidera, a mimo to jeden z członków konsorcjum wzywa inwestora do zapłaty swojej części wynagrodzenia? Może on bronić się wykazując, że wykonał swoje zobowiązanie i uiścił wynagrodzenie zgodnie z umową o roboty budowlane. Wewnętrzne ustalenia w zakresie rozliczeń konsorcjantów nie wiążą inwestora. Jeśli w umowie o roboty budowlane podpisanej przez wszystkich konsorcjantów lub przez jednego członka konsorcjum, ale należycie umocowanego do reprezentowania wszystkich konsorcjantów, strony ustaliły, że inwestor ma przekazywać wynagrodzenie na rachunek jednego z konsorcjantów, nie ma wątpliwości, że zapłata jednemu członkowi konsorcjum zwalnia inwestora z długu.

Zawieranie umów z podmiotami tworzącymi konsorcjum jest skomplikowane, dlatego warto skonsultować się z adwokatem lub radcą prawny, aby zabezpieczyć swoje interesy już na początkowym etapie współpracy.

Dorota Brzezińska-Grabarczyk

Adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Małgorzata Cieśla

Aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Specjalizuje się w obsłudze korporacyjnej, rozwiązywaniu sporów w procesie budowlanym oraz w windykacji należności i postępowaniu egzekucyjnym.

Powrót słabości dolara stwarza przestrzeń do umocnienia złotego

Rynek akcji wciąż wysyła pozytywne wibracje dla innych klas aktywów, a dziś rano dodatkowy impuls wzmacniający apetyt na ryzyko przyszedł ze strony lepszych od oczekiwań chińskich danych o aktywności gospodarczej. Ale inwestorzy powoli są już myślami przy jutrzejszym komunikacie FOMC, co może ograniczyć skalę reakcji na liczne wydarzenia zaplanowane na wtorek.

EUR/USD podchodzi pod 1,19, czyli jest mniej więcej po środku wrześniowego przedziału wahań. Wraz z odbiciem indeksów (w szczególności sektora technologicznego) pojawia się zachęta do powrotu do zbieżnego z rynkiem akcji handlu na forexie: sprzedawać USD. Jednocześnie komunikat FOMC i późniejsza konferencja prasowa szefa Fed to zawsze ryzyko niespodzianki, więc jest mało prawdopodobne, aby przed jutrzejszym wieczorem EUR/USD znalazł się ponownie przy 1,20. Ostrożność inwestorów oznacza też, że zaplanowane na dziś odczyty ze strefy euro i USA mogą nie być dyskontowane z pełną mocą – nikt nie chce się agresywnie angażować w pozycje, które później Fed może wysłać w otchłań stop lossów. Mimo to warto zwrócić uwagę na indeks ZEW mierzący nastroje wśród niemieckich inwestorów i ekonomistów. Lepsze dane z gospodarki powinny wpływać na poprawę oceny bieżącej, ale spodziewany wzrost liczby zachorowań na koronawirusa na jesieni ciąży na ocenie przyszłej aktywności gospodarczej. Taka mieszanka przypomina o wyzwaniach, jakie stoją przed Niemcami (i całą strefą euro) i mogą ostatecznie hamować aprecjację EUR.

Stąd jeśli już EUR/USD ma piąć się wyżej, to prędzej z nasilenia sprzedaży dolara. Przepis na to jest prosty i dobrze znany: gołębi Fed i nowe rekordy na Wall Street. Co ma Fed do powiedzenia, dowiemy się jutro, choć nieprawdopodobnym jest, aby odszedł od gołębiego nastawienia. Ale też o super zaskoczenia też może być trudno. Czy to wystarczy, by wspierać rajd indeksów? Po ostatniej korekcie namnożyły się pytania, czy wysokie wyceny są uzasadnione w przypadku każdej spółki. Wątpliwości będą generować zmienność, szczególnie im bliżej będzie do terminu wyborów prezydenckich w USA. W międzyczasie dowody siły ożywienia będą zagłuszać obawy o negatywne skutki pandemii (postępy w opracowywaniu szczepionek też pomagają). Dziś interesującym będzie, czy mierzona przez indeks NY Empire State aktywność gospodarcza w rejonie Nowego Jorku wzmacnia się po silnym spadku w sierpniu. Ryzykiem jest, że impas w negocjacjach fiskalnych w sprawie 4. fazy pakietu fiskalnego, szczególnie w odniesieniu do wsparcia małych przedsiębiorstw, może dodatkowo osłabiać nastroje producentów.

Wrzesień przyniesieni kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej bez konferencji prasowej. Jako uczestnicy rynków pozostaje nam tylko odgadywać nastroje w Radzie na podstawie krótkich komunikatów i wywiadów poszczególnych członków. Jednak nic nie wskazuje, aby stanowisko banku centralnego miało w najbliższych miesiącach ulec zmianie. Wprawdzie napływające dane z gospodarki są lepsze od pesymistycznych prognoz NBP z początku lipca, to jednak RPP zaje sobie sprawę z konieczności utrzymania ekspansywnej polityki dla wsparcia dalszego ożywienia i pozostania w gotowości na potencjalne negatywne ryzyka. Jednocześnie poprawiająca się sytuacja gospodarcza zamyka drogę dla głębszego luzowania. Temat częściowej normalizacji polityki (podwyżki stóp procentowych) może pojawić się na początku przyszłego roku, ale biorąc pod uwagę, jak bardzo Rada obawia się negatywnego wpływu silnego złotego na tempo ożywienia, wydaje się nierealne, że Rada zdecyduje się iść pod prąd dominującym trenerom w globalnej polityce monetarnej. Nie sądzimy, aby złoty miał reagować na decyzję i komunikat. Większe znaczenie w dalszym ciągu mają nastroje zewnętrze – powrót słabości dolara stwarza przestrzeń do umocnienia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zamieszanie wokół Brexitu osłabia funta

Obawy o załamanie negocjacji dot. przyszłych relacji między Wielką Brytanią i UE wywołały chaos, który nie pozostaje bez wpływu na brytyjską walutę. W tym tygodniu przed nami spotkanie Banku Anglii, a wcześniej, Rezerwy Federalnej. Chociaż rynek nie oczekuje przełomowych decyzji ze strony banków centralnych, to jednak napięta sytuacja może wpłynąć na ruchy głównych walut.

Ostatni epizod brexitowej sagi przypomina sequel słabego horroru. Główna ofiara wspomnianego zamieszania, funt, osłabił się o ponad 3% w parze ze złotym jak i głównymi walutami. Zmienność na parach z funtem była jednak wyjątkowa – poprzedni tydzień był bowiem dość spokojny, inne główne waluty poruszały się w dość wąskich widełkach. Wychodząc poza rynek walutowy, warto wspomnieć o dywergencji między zachowaniem amerykańskich i europejskich akcji – te ostatnie zyskiwały, te pierwsze zaś doświadczyły ostrej wyprzedaży. W pewnym sensie pomogło to „wyrównać sytuację” – wcześniej, w kontekście pandemii, to amerykańskie akcje radziły sobie lepiej.

W tym tygodniu, poza informacjami związanymi z Brexitem, uwagę rynku walutowego przykują banki centralne. Po spotkaniu EBC w zeszłym tygodniu, w tym czekają nas posiedzenia Rezerwy Federalnej i Banku Anglii, których wyniki poznamy odpowiednio w środę i czwartek. Od żadnego z nich nie oczekuje się istotnych decyzji, niemniej ich ocena sytuacji w kontekście pandemii i perspektyw gospodarek skupi na sobie uwagę inwestorów.

PLN

Polski złoty ciągle utrzymuje się w okolicy poziomu 4,45, względnie wysokiego patrząc w ujęciu historycznym. Pogorszenie sytuacji na amerykańskim rynku akcji w zeszłym tygodniu nie przełożyło się na większe osłabienie złotego, ale ogólny niepokój nie pozwala polskiej walucie na aprecjację.

Ostatnie dni nie przyniosły specjalnie istotnych informacji z Polski. Warto jedynie wspomnieć o braku rewizji ratingu Polski ze strony agencji Moody’s. Ocena długoterminowej wiarygodności kredytowej kraju w walucie obcej to nadal A2. W tym tygodniu kalendarz ekonomiczny dla Polski jest dość obficie wypełniony publikacjami, z których szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane dot. produkcji przemysłowej w sierpniu. Oprócz tego, we wtorek odbędzie się jednodniowe spotkanie decyzyjne RPP, w jego kontekście nie oczekujemy jednak żadnych zmian parametrów polityki pieniężnej ani nawet specjalnie istotnych informacji. Komunikację banku centralnego jednak jak zawsze warto będzie obserwować szczególnie pod kątem oceny sytuacji inflacyjnej i odniesień do kursu walutowego.

EUR

Wrześniowe spotkanie EBC jest już za nami. Bank centralny nie sugerował, że specjalnie przejmuje się niższą inflacją, czy wyraźnym umocnieniem euro. Co tyczy się tego pierwszego, ostatni spadek inflacji bazowej został powiązany m.in. z kwestiami technicznymi dotyczącymi analizowanego okresu, czego efekty w sporej części powinny być krótkotrwałe. Co tyczy się zaś kwestii euro, decydenci zasugerowali, że sytuacja nie budzi ich znacznych obaw.

W związku z brakiem istotniejszych danych z gospodarki, w tym tygodniu zachowanie euro w większości będzie zależeć od informacji z zewnątrz. Istotne w tym kontekście będą zwłaszcza środowe sygnały ze strony Rezerwy Federalnej.

USD

Dane z gospodarki USA ciągle zaskakują na plus, wskazując na szybsze odbicie gospodarki niż zakładano. Do tej pory nic specjalnie nie wskazywało, że rynki przejmują się nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, w kontekście których największym ryzykiem jest wystąpienie sporu wyborczego, gdzie sytuacja nie zostaje rozstrzygnięta w dniu wyborów.

W środę wszystkie oczy zwrócone będą na Fed. Wrześniowe posiedzenie decyzyjne będzie pierwszym od kiedy pod koniec sierpnia Fed ogłosił przyjęcie elastycznego podejścia do celu inflacyjnego, w związku z czym rynek oczekuje konkretnych informacji co to oznacza w kontekście polityki pieniężnej. Kluczowym elementem przekazywanych przez Fed komunikatów będzie „dot plot” obrazujący oczekiwania decydentów dotyczące tego, gdzie ich zdaniem znajdą się stopy procentowe w przyszłości. Wrześniowy „dot plot” będzie pierwszym który uwzględni 2023 rok. Jeśli mediana oczekiwań w całym prognozowanym okresie nadal będzie wynosić zero, dolar może doświadczyć osłabienia, gdyż stanowiłoby to kolejne potwierdzenie, że Fed jest gotów zaakceptować ryzyko wyższej inflacji w celu wsparcia wzrostu gospodarczego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Badanie ZPP: Polskie firmy są przeciwne obowiązkowi uczestniczenia w powszechnym samorządzie gospodarczym

W minionych latach pojawiały się opinie, że w Polsce powinien zostać powołany powszechny samorząd gospodarczy. Jego zwolennicy twierdzą, że umożliwiłby on przedsiębiorcom w większym stopniu wpływanie na politykę gospodarczą kraju. Przeciwnicy mówią, że tworzenie obligatoryjnej organizacji dla firm to złe rozwiązanie. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zapytał samych przedsiębiorców, co sądzą o tym pomyśle. Polski biznes jest przeciw.

Obowiązkowe uczestnictwo firm w powszechnym samorządzie gospodarczym ma znacznie więcej przeciwników niż zwolenników wśród badanych przedsiębiorców (43% jest „przeciw” vs 11% „za”). Niemal połowa przedstawicieli firm nie ma zdania na ten temat.

– Polskie firmy i tak są już dziś skrępowane mnogością przepisów, skomplikowaniem prawa i podatków. Dorzucanie im obowiązku zrzeszania się w powszechnym samorządzie gospodarczym jest czymś, co kompletnie nie ma sensu – twierdzi Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

Najwięcej przeciwników obserwuje się w najmniejszych firmach. Najbardziej niechętny wobec obowiązku uczestnictwa firm w powszechnym samorządzie gospodarczym jest sektor usług, którego rola w gospodarce rośnie. Warto zwrócić uwagę, że ogólny wskaźnik nastrojów gospodarczych Busometr ZPP jest najniższy w tym sektorze, co może być związane z niechęcią wobec ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych opłat.

Odsetki odpowiedzi dotyczących gotowości do ponoszenia opłat za uczestnictwo firm w powszechnym samorządzie gospodarczym są zbliżone do tych uzyskanych dla ogólnej postawy wobec tego rozwiązania – 44% deklaruje niechęć wobec płacenia, a 13% byłaby skłonna ponosić opłaty za to.

– Jak coś jest obowiązkowe, to najczęściej oznacza, że nie jest w pełni korzystne. Dorzucanie firmom kolejnego obowiązku zrzeszania się oraz dodatkowo ponoszenia za to opłat, jest rozwiązaniem, które nie dość że nie polepsza, to pogarsza sytuację, skalę obowiązków i obciążeń, jakie muszą ponosić polscy przedsiębiorcy – mówi Piotr Palutkiewicz, Zastępca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

– Obecne prawo do zrzeszania się w dobrowolnych izbach gospodarczych, związkach przedsiębiorców czy stowarzyszeniach jest wystarczające. – kwituje Cezary Kaźmierczak.

*****
Badanie zostało przeprowadzone przez dom badawcy Maison&Partners na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Badanie metodą CAWI (Computer Assisted Web Interviews). Wielkość próby stanowiło 597 respondentów. Struktura próby w badaniu jest reprezentatywna dla przedsiębiorstw w Polsce ze względu na wielkość firmy (mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa). Badanie zostało zrealizowane w sierpniu 2020.

Wpływ pandemii na wyceny giełdowe

Pandemia COVID-19 bardzo mocno wpłynęła na życie społeczne oraz gospodarcze społeczeństw niemal na całym świecie. Obecna sytuacja wpływa także na rynek kapitałowy. Niepewność rośnie, a notowania po początkowych dynamicznych spadkach stopniowo odrabiają straty. Mimo iż wiele firm nadal walczy o przetrwanie, zdarzają się również takie, które osiągają rekordowe zyski na pandemii. W kwietniu 2020 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy użył określenia „The Great Lockdown: Najgorsze spowolnienie gospodarcze od czasów Wielkiego Kryzysu”.

Umiarkowane nastroje na giełdzie

Indeks MSCI Europe od połowy lutego w przeciągu tylko czterech tygodni spadł aż o 35%, jednak od tego czasu do końca sierpnia wzrósł już o 23%. Mimo tego, na dzień 31 sierpnia br. wciąż brakuje 6,6 p.p. do wartości notowanych przed wybuchem pandemii. Analogiczna sytuacja obejmuje inne giełdy na świecie, w tym polski parkiet. Aktualnie polska giełda nadal odrabia straty i na dzień 31 sierpnia 2020 roku w porównaniu do 20 lutego WIG traci 11%, a WIG 20 – 14%.

Przyglądając się spółkom z indeksu MSCI Europe można zauważyć, że współczynnik beta – stopień korelacji pomiędzy zwrotem z inwestycji w akcje danej spółki a hipotetycznej inwestycji w indeks całego rynku – w wielu sektorach znacznie wzrósł. Zmienność stopy zwrotu istotnie wzrosła w sektorach tradycyjnie uznawanych za mniej ryzykowne – w szczególności w sektorze nieruchomości zanotowano zmianę aż o 60%, z 0,59 do 0,94. Istotny wzrost zaobserwowano również w sektorze energetycznym, z 1,21 do 1,54. Współczynnik beta nieznacznie zmalał natomiast w sektorze informatycznym oraz w sektorze ochrony zdrowia, odpowiednio z 1,33 do 1,20 i z 0,83 do 0,79 – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Wpływ pandemii na wyceny giełdoweOczekiwania co do wyników finansowych spółek w przyszłości – najbardziej cierpią: energetyka, nieruchomości i segment dóbr luksusowych
Oszacowanie wartości spółki opiera się na dyskontowaniu prognozowanych wolnych przepływów pieniężnych przy zastosowaniu określonej stopy dyskonta. Co do zasady, im bardziej optymistyczne są oczekiwania co do wzrostu zyskowności spółek w przyszłości, tym wyższa jest ich wartość giełdowa.

Na przestrzeni sześciu miesięcy (od końca 2019 roku do końca czerwca 2020 roku) prognozowany średni ważony zysk netto wchodzący w skład indeksu spadł o 38%. Najmocniej odczuły to przedsiębiorstwa z branży energetycznej, nieruchomości oraz dóbr luksusowych (spadki odpowiednio o: 102% (co wskazuje na prognozowane straty netto), 98% oraz 78%, co jest naturalnym wynikiem spodziewanej recesji w gospodarce, podczas której poziom aktywności gospodarczej wyhamowuje, zapotrzebowanie na energię spada, a konsumenci rezygnują z wybranych wydatków lub odsuwają je w czasie. Z drugiej strony spodziewany spadek zmiany zysków jest najmniejszy w przypadku sektora opieki zdrowotnej (spadek o 4%).

Co ciekawe, podczas poprzednich kryzysów gospodarczych sektor dóbr luksusowych był w lepszej kondycji niż obecnie, co może wskazywać na silniejszy spadek PKB wybranych krajów w stosunku do poprzednich recesji gospodarczych.

Notowania polskich indeksów WIG i WIG 20 dołują

Na przestrzeni analizowanego okresu (30 czerwca 2019 roku – 30 czerwca 2020 roku), spoglądając na dane poszczególnych indeksów giełdowych, można zauważyć, że zachowują się one odmiennie. Są indeksy, dla których notowania na przestrzeni ostatniego roku znacząco spadły. Należą do nich m.in.: Ibex 35 (-21%), CAC 40 (-11%) czy FTSE 100 (-17%). Jednak ciągle w dobrej formie trzymają się S&P (+5%) i NASDAQ (+26%). W tym zestawieniu polskie indeksy zamykają stawkę z wynikami dla WIG: -18% oraz WIG 20: -24%.

Poziom indeksów może być intepretowany jako pewnego rodzaju barometr gospodarczy. Znaczne załamanie kursu może świadczyć o małej odporności państwa na zaistniałą sytuację. W przypadku Hiszpanii, duży spadek indeksu Ibex 35 sugeruje silną recesję, która może być szczególnie istotna w sektorach takich jak turystyka, która generowała ok. 12% PKB kraju. Analogicznie interpretować możemy zachowanie francuskiego indeksu CAC 40 – turystyka przed COVID-19 stanowiła około 7% PKB, rząd Francji przewiduje, że w tym roku PKB kraju spadnie o 11%, co przy relatywnie mało elastycznych regulacjach rynku pracy może generować problemy dla płynności i rentowności francuskich przedsiębiorstw – mówi Roman Lisiecki, wicedyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Istotny spadek polskiego indeksu WIG, mimo znacznie mniejszej skali spodziewanej recesji gospodarczej, może być efektem dużego udziału sektora finansowego, który co do zasady silnie reaguje na negatywne wydarzenia gospodarcze, które mogą wpłynąć na zwiększony poziom odpisów kredytowych.

Wpływ pandemii na spadek mnożników w poszczególnych sektorach

Wpływ pandemii COVID-19 odbił się również na mnożnikach rynkowych. Na podstawie danych spółek z indeksu STOXX 600 można zauważyć, że najsilniejszy spadek mnożnika EV/EBITDA wystąpił w sektorze dóbr luksusowych, gdzie wycena spadła z 11,1x do 8,0x. Spółki z tego sektora mogą być ofiarami potencjalnego kryzysu z uwagi na fakt, że konsumenci w relatywnie łatwy sposób mogą zrezygnować (przynajmniej czasowo) z tej kategorii dóbr (w stosunku do produktów pierwszej potrzeby). Lockdown utrudniał także wydatki na te dobra, które wciąż w większym stopniu opierają się na wizytach w ekskluzywnych salonach, a nie zakupach internetowych.

Najłagodniej okres pandemii przetrwały spółki technologiczne (niewielki spadek z 17,9x do 17,3x) – stabilność tej branży może być wynikiem zwiększonych oczekiwań co do gwałtownego rozwoju cyfryzacji z uwagi na wprowadzone obostrzenia sanitarne oraz wymóg zachowania dystansu społecznego. Można zauważyć, że we wszystkich branżach (za wyjątkiem produkcji żywności) mnożniki na polskiej giełdzie w marcu 2020 roku znacznie spadły. Największą zmianę zanotował sektor rekreacji i wypoczynku – spadek o ponad 13x (z 21x do 7,8x). Znaczące spadki EV/EBITDA z 12,3x do 6,3x zaobserwowano również w przypadku sektora odzieżowego i kosmetycznego, do czego z pewnością przyczynił się fakt zamknięcia galerii handlowych i konieczność ponoszenia wysokich kosztów stałych przy relatywnie niskich marżach generowanych przed okresem pandemii.

Warto zwrócić również uwagę na fakt, iż spółki z sektora ochrony zdrowia w Polsce w stosunku do przychodów są wyceniane o 2,5-krotnie niżej niż na Stoxx (4,4x vs 1,82x), a spółki z sektora informatycznego nawet 6-krotnie (4,6x vs 0,76x).

Gwałtowny spadek mnożników spowodowany był nagłym spadkiem cen akcji na giełdzie, które charakteryzują się dużo większą elastycznością niż same wyniki finansowe, publikowane raz na kwartał. W drugim kwartale 2020 roku mnożniki powoli zaczęły odbudowywać swoją wartość, razem z odbudową notowań na światowych giełdach, jednak w większości przypadków wciąż nie wróciły do poziomu z końca 2019 roku – mówi Roman Lisiecki, wicedyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Drób w sklepach coraz droższy. Ceny poszły w górę średnio o ponad 6%

Mięso drobiowe w sklepach podrożało o 6,4%, porównując dane z ostatnich trzech miesięcy i z analogicznego okresu zeszłego roku. Ze wszystkich badanych formatów jedynie w hipermarketach odnotowano spadek cen. Eksperci prognozują, że jeżeli branża drobiarska nie wyjdzie z problemów, to na rynku może być jeszcze drożej. Ale widać też szansę na to, żeby jesienią ceny stanęły w miejscu bądź nawet lekko się obniżyły.

Z raportu agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl wynika, że przez ostatnie trzy miesiące mięso drobiowe w promocji podrożało o 6,4%. Ceny produktów sprzedawanych luzem wzrosły o 5%, a paczkowanych – o 7,8%. – Załamuje się produkcja, bo zamknęły się i powoli próbują się ponownie otwierać rynki eksportowe. To wywołało redukcję stad i spadek podaży. Do tego zdrożały pasze. Ponadto podniosły się wymogi sanitarne i wzrosły koszty opakowań w związku z wchodzącym w życie podatkiem plastikowym – mówi dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W tym samym czasie, gdy ceny mięsa drobiowego poszły w górę o 6,4%, np. wieprzowina potaniała o 4,1%. – Drób zawsze dobrze się sprzedaje, nawet przy lekkich podwyżkach. Jest w końcu najchętniej kupowanym rodzajem mięsa przez Polaków. Wieprzowina cieszy się mniejszą popularnością, bo jest droższym mięsem. Dopiero gdy jest przeceniania, ma szansę stać się atrakcyjniejszą opcją dla klientów – komentuje Bartłomiej Domański z Hiper-Com Poland.

Patrząc na poszczególne formaty, widać, że drób, sprzedawany luzem i paczkowany, najbardziej zdrożał w supermarketach – o 7,3%. W dyskontach poszedł w górę o 3,9%, a w sieciach typu convenience – o 0,9%. Natomiast w hipermarketach potaniał o 4,9%.

– Największe podwyżki w supermarketach można wyjaśnić chęcią zarobienia na tanim mięsie drobiowym w skupie. To zapewne pomaga sklepom w odrabianiu strat z początku pandemii. Natomiast spadek cen w hipermarketach można wytłumaczyć pogarszającą się sytuacją tego formatu. Obniżki są próbą wzmocnienia pozycji tego typu sklepów na rynku – uważa Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Faliński stwierdza, że poszczególne formaty rozgrywają zróżnicowane warianty optymalizowania swojej obecności w rynku. Hipermarkety, dysponując dużą skalą zakupów i walcząc o utrzymanie klienta „uciekającego” do dyskontów, zaoferowały obniżki i przyspieszyły rotację drobiu. W kanale convenience wprowadzono minimalnie podwyżki, bo żywność jest tam stosunkowo droga. Supermarkety zdecydowanie postawiły na wizerunek „ekskluzywnych sklepów” i podniosły ceny nie tylko drobiu. Odwrotnością tego jest polityka dyskontów, które zawierzyły efektowi taniego koszyka.

– Rynek drobiu wciąż zmaga się z konsekwencjami kryzysu związanego z pandemią. Szczególnie daje znać o sobie ograniczona sprzedaż w kanale HoReCa. Należy też zauważyć, że pomimo pomniejszonej produkcji żywca w trakcie trwania izolacji społecznej, zapasy mrożonych artykułów w magazynach pozostały spore. To wszystko negatywnie wpływa na ceny w sklepach. Jeżeli w najbliższych miesiącach sytuacja w branży nie poprawi się, to nastąpią kolejne podwyżki – ostrzega Karol Kamiński z Grupy AdRetail.

Jak informuje Dariusz Goszczyński z Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej, branża jest teraz w głębokim kryzysie ze względu na COVID-19 oraz szereg innych czynników. Dlatego obecnie uzyskiwane przez hodowców ceny są najniższe od lat i nie zapewniają rentowności produkcji. Ekspert dodaje też, że prawdopodobnie czeka nas druga fala zachorowań. Jej skutki mogą być różne – od wprowadzanych obostrzeń do problemów z zachowaniem ciągłości pracy przy dużej liczbie chorych pracowników. Obecnie trudno jest przewidzieć, jaka będzie kondycja branży za kilka miesięcy i jak będą kształtowały się ceny w skupie oraz te końcowe w sklepach. Należy jednak pamiętać, że te drugie nie zależą od producenta, lecz dystrybutora.

– Jest też optymistyczny scenariusz. Na jesieni może zdarzyć się tak, że Polacy zauważą pogorszenie swojej sytuacji finansowej. Wówczas będą starali się zastąpić lepsze gatunki mięsa właśnie drobiem. Gdy wzrośnie popyt, sieci będą grały niskimi cenami na rynku, aby bardziej przekonać do siebie klientów. I wtedy mogą nie wprowadzać podwyżek – podsumowuje Karol Kamiński.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl. Porównane zostały ceny rabatowe obowiązujące od początku czerwca do końca sierpnia br. i w analogicznym okresie w ub.r. W sumie sprawdzono ponad 3,6 tys. akcji promocyjnych i blisko 1,6 tys. gazetek handlowych we wszystkich dostępnych na rynku dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sieciach convenience i cash&carry.

Rynek biurowy nie odpuszcza. Najwięcej umów w Warszawie, najmniej w Gdańsku

Według danych REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, w ofercie wynajmu jest obecnie w całym kraju ponad 2,52 mln m kw. powierzchni biurowej, co ustanawia nowe maksimum tego wskaźnika dla roku 2020. Rynek jednak nie daje za wygraną, a najemcy podpisują umowy na nową powierzchnię.

Nowa wolna powierzchnia, ale i nowi Najemcy

Według danych REDD w ofercie wynajmu jest obecnie ponad 2,524,000 m kw. powierzchni biurowej, co ustanawia nowe maksimum tego wskaźnika dla roku 2020.REDD_1

— Analizując powyższe dane, warto zwrócić uwagę na dolny wykres słupkowy. Po dużych i nierównomiernych zmianach w okresie wakacyjnym, we wrześniu obserwujemy zbilansowane ruchy zwolnień powierzchni i nowych umów najmu, które w ujęciu dziennym poruszają się w zakresie -3500 do +3500 m kw. — mówi Judyta Bartnicka, analityczka REDD.REDD_2

Najwięcej umów w Warszawie, najmniej w Gdańsku

W okresie od 14 sierpnia 2020 roku do 14 września najwięcej nowych umów podpisano w Warszawie – w sumie sfinalizowano 212 transakcji. Drugi na liście liderów jest Wrocław z 45 transakcjami, a trzecie Katowice, gdzie podpisano 33 umowy.  Tylko 12 transakcji w ostatnim miesiącu sfinalizowano Gdańsku, tam również wolna powierzchnia czeka na Najemcę najdłużej, bo aż 291 dni.

Najszybciej wolna powierzchnia wynajmuje się w Katowicach, gdzie moduły czekają na nowego Najemcę jedynie przez 174 dni. W Krakowie to 214 dni, we Wrocławiu 227, w Poznaniu 268, a w Warszawie 285 dni.

Od kilku miesięcy próbujemy na bieżąco wyjaśniać zmieniającą się rzeczywistość na rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Nasze analizy pokazują rzeczywistość taką, jaka jest, czarno na białym. Jako jedyni w Polsce obserwujemy rynek w czasie rzeczywistym, patrzymy na liczby zmieniające się z tygodnia na tydzień. Wykresy na podstawie tych liczb jasno pokazują, w którym miejscu jesteśmy. Skutki globalnej pandemii mogą mieć długofalowe i trudne do przewidzenia skutki dla rynku nieruchomości biurowych. Rzetelna obserwacja liczb może jednak pokazać przedstawicielom rynku, w którą stronę zmierzają biura — mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD_TRANSAKCJE

Wybory prezydenckie w USA wstrząsną światowymi giełdami?

Donald Trump od lipca traci w sondażach i w notowaniach bukmacherów, choć strata ta zmniejszyła się. Na rynku panował konsensus, że hossa będzie trwać przynajmniej do listopada. Oczywistym jest, że Trump będzie chciał utrzymać koniunkturę. Czy uda mu się utrzymać hossę do wyborów?

Inwestorzy giełdowi wolą, aby wybory w USA wygrał obecny prezydent. D.Trump odrabia straty, co widać po notowaniach u bookmacherów, które są bardziej istotne niż wyniki sondaży.

Na rynku akcji w USA utrzymują się dobre nastroje. Po ostatnim słabym tygodniu, nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów. Najlepiej radził sobie technologiczny Nasdaq.

– Przyczyną tego, że amerykańskie giełdy biją rekordy jest przede wszystkim polityka Fed, ale inwestorzy chcieliby zobaczyć D.Trumpa jako prezydenta na drugą kadencję – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ich oczekiwania wynikają z tego, że D.Trump okazał się wielkim fanem koniunktury giełdowej i z wielu powodów jest uważany za osobę, która bardziej będzie sprzyjała rynkom finansowym niż jego kontrkandydat.

Obie partie są już po konwencjach wyborczych. Sondażowa różnica pomiędzy kandydatami zmniejsza się. D.Trump odrabia wcześniejsze straty.

Demokraci nie potrafili wykorzystać różnych nadarzających się okazji, aby wzmocnić pozycje swego kandydata. Z końcem lipca w USA skończył się okres bardzo hojnych dopłat do zasiłków dla osób poszkodowanych przez pandemię.

Stanowisko Demokratów dotyczące kontynuacji zasiłków potraktowano za zbyt agresywne i to ich wini się za to, że nie doszło do porozumienia w tej sprawie. Skutki tego widać po notowaniach bookmacherów. Są one bardziej istotne niż wyniki badań opinii publicznej, a to ze względu na system wyborczy w USA.

– Przed czterema laty rynki finansowe bardzo obawiały się D.Trumpa i na jego wybór zareagowały panicznie – przypomina ekspert XTB. – Teraz jest inaczej, inwestorzy obawiają się, że Demokraci wprowadzą podatek obciążający największe korporacje. Do największej nerwowości na rynkach dojdzie dopiero podczas nocy wyborczej.