Rafako czeka na układ PBG z wierzycielami

0

CEO Magazyn Polska

Rafako jest w dobrej kondycji finansowej, ale przyszłość spółki zależy od wyniku układu, jaki zawrzeć ma z wierzycielami jej główny udziałowiec, czyli PBG. Wierzyciele zażądali zastawu na akcjach Rafako jako gwarancji dla emisji obligacji, a zaplanowane na koniec kwietnia zgromadzenie wierzycieli ma zostać przesunięte o dwa miesiące. Dla producenta kotłów i instalacji ochrony środowiska od pomyślnego zakończenia tych rozmów zależą gwarancje niezbędne do realizacji kolejnych kontraktów. Tych zaś powinno przybywać.

– Cały czas pracujemy nad pozyskaniem nowych limitów gwarancyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes zarządu, dyrektor generalny Rafako. – Część z nich udało się już pozyskać w tym roku, co jest dużym sukcesem firmy, bo rzeczywiście nie jest to łatwy moment ze względu na to, że nasza spółka matka będzie miała niedługo głosowanie nad układem.

Prezes Rafako podkreśla, że spółka nie ma problemu z finansowaniem bieżących kontraktów. Liczy jednak na kolejne zamówienia i będzie potrzebować nowych umów z bankami.

– Będziemy chcieli pozyskiwać większe kontrakty i będziemy musieli wypełnić obecny portfel zamówień przede wszystkim na 2016 i 2017 rok, to właśnie druga połowa roku będzie prawdopodobnie, tak samo jak do tej pory, skoncentrowana na pozyskiwaniu nowych limitów gwarancyjnych. Spodziewamy się tego, że rynek wreszcie odblokuje się na Rafako, bo pod względem jakości i historii dostaw od Rafako rynek nie powinien mieć wątpliwości – mówi Agnieszka Wasilewska-Semail.

Zgromadzenie wierzycieli PBG miało się odbyć w dniach 27-29 kwietnia, zostało jednak przełożone na wniosek spółki w porozumieniu z wierzycielami, a nowy termin prawdopodobnie zostanie wyznaczony na czerwiec. Grupa wyemituje w ramach układu obligacje, których zabezpieczeniem będzie zastaw na akcjach Rafako.

W zeszłym roku przychody ze sprzedaży Rafako przekraczały 1,1 mld zł i były o ponad 400 mln wyższe niż w 2013 roku. Zysk netto spółki przekraczał 23 mln zł, w porównaniu do 138 mln zł straty w poprzednim roku.

Rafako miało pewien trudny okres w swojej niedawnej historii, jednak wychodzi na prostą – ocenia Agnieszka Wasilewska-Semail. Wyniki na koniec 2014 roku były już dobre, pokazujące kwartał do kwartału poprawę sytuacji. Wracamy pod względem finansów na ścieżkę prawidłowego wzrostu. Mamy też bardzo ciekawy portfel zamówień na dziś. W kolejnych latach musimy się pozycjonować również jeśli chodzi o nasze badania i rozwój w tym, w czym będziemy się specjalizować.

Obecnie działalność Rafako opiera się na dwóch rzeczach. Pierwsza to technologie kotłowe, bloki parowo-gazowe dla energetyki, kotły tradycyjne w technologiach węglowych, spalające biopaliwa czy biomasę, wreszcie spalarnie do utylizacji odpadów komunalnych. Druga gałąź to technologie związane z ochroną środowiska, odpylania, odsiarczania i odazotowania spalin.

Zakładamy, że ten segment będzie się rozwijał – prognozuje prezes Rafako.Tutaj będą się rozwijały nie tylko te technologie, które już mamy i które są w naszym portfelu. Tematem, nad którym ostatnio intensywnie pracujemy, jest kwestia wychwytywania związków rtęci. To są bardzo niebezpieczne związki dla organizmów żywych, dlatego to jest temat zyskujący na znaczeniu. Stąd też inwestujemy w zupełnie nowe obszary. Poza tym normy środowiskowe się cały czas zaostrzają, a z naszego punktu widzenia każde zaostrzenie niesie ze sobą dodatkowe tematy prac badawczych.

Rynek rękawic medycznych w Polsce wart jest 250 mln złotych

CEO Magazyn Polska

Wartość światowego rynku rękawic medycznych szacowana jest nawet na 6,5 mld dolarów. Polski rynek wart jest 250 mln zł. Pod względem zużycia rękawic nasz rynek jest pośrodku stawki, ale w krajach Europy Zachodniej jest ono ponad dwa razy większe, a w USA – nawet dziesięciokrotnie.

Jest wiele rynków, gdzie zużywa się jeszcze mniej rękawic niż w Polsce. My jesteśmy w środku stawki, ale rynki Europy Zachodniej zużywają nadal jeszcze 2-2,5 razy więcej rękawic – powiedział agencji informacyjnej Newseria dr Wiesław Żyznowski, prezes zarządu Mercator Medical.

Rekordzistą są jednak USA, gdzie trafia połowa wszystkich rękawic medycznych świata. W Stanach Zjednoczonych zużywa się ich 10 razy więcej na głowę niż w Polsce.

Im bardziej sprocedurowane jest leczenie, im wyższy poziom opieki zdrowotnej, tym zużycie rękawic jest wyższe. Każdy, kto miał kontakt ze służbą zdrowia w Stanach Zjednoczonych, wie, że wszyscy zawsze używają rękawic medycznych, a na dodatek mają procedurę, żeby te rękawice zmieniać co chwilę. Pielęgniarka, mając kontakt z pacjentem przez 20-30 minut, zdąży zmienić kilka par rękawic, w Polsce jeszcze tak nie jest – mówi Żyznowski.

Jak podkreśla, do służby zdrowa – zarówno w Polsce, jak i za granicą – trafia ok. 50 proc. sprzedaży spółki.

Prezes Mercator Medical przyznaje, że rynek rękawic rośnie jak na drożdżach, ale też jest bardzo konkurencyjny. Na polski rynek trafia dziś 40 proc. sprzedaży. To oznacza, że by się rozwijać, spółka musi szukać zbytu za granicą.

Cała reszta jest sprzedawana w Europie Środkowo-Wschodniej i 40 innych krajach świata – mówi dr Wiesław Żyznowski. – Chcielibyśmy dojść do takiej zdrowej proporcji: od 10 do kilkunastu procent w Polsce, reszta – na rynki zagraniczne. To się bierze z tego, że jesteśmy graczem w dość wąskiej branży. Rękawice medyczne to jest biznes około 5-6 mld dol. rocznie, dlatego jeśli chcemy rozwijać sprzedaż, to musimy to robić za granicą.

Jedyny rejon, gdzie Mercator Medical nie jest silnie obecny, to Europa Zachodnia. Spółka ma własną infrastrukturę logistyczną, magazynową i sprzedażową w sześciu najważniejszych krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz fabrykę rękawic w Tajlandii, w której w marcu uruchomiła czwartą i ostatnią z planowanych linię produkcyjną. Jak podkreśla dr Wiesław Żyznowski, spółka sprzedaje swoje produkty do większości ważnych krajów na świecie, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Na razie szerokim łukiem omijamy Europę Zachodnią. Jesteśmy spółką giełdową, więc inwestorzy pytają nas o to, co z Europą Zachodnią, my ciągle odpowiadamy, że na razie jeszcze nie mamy strategii na Europę Zachodnią. Sprzedajemy w Azji, Afryce, krajach Bliskiego Wschodu, sprzedawaliśmy w Japonii, Australii, krajach Ameryki Południowej i USA, natomiast praktycznie nie sprzedajemy w Europie Zachodniej – mówi prezes Mercator Medical.

W zeszłym roku przychody spółki ze sprzedaży sięgnęły niemal 168,5 mln zł i były o ponad 20 mln wyższe niż rok wcześniej. Zysk netto spółki przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej przekraczał 10 mln zł i był o ponad 3 mln wyższy niż w 2013 roku. Największy udział w sprzedaży eksportowej miała w ubiegłym roku Arabia Saudyjska, która wyprzedziła Rosję i USA. Z krajów starej Europy odbiorcami produktów Mercator Medical były jedynie Hiszpania i Włochy, które zakupiły je za kwoty odpowiednio 5,5 mln zł i 271 tys. zł.

W tej chwili mamy około 1,5 proc. rynku globalnego, ale chcielibyśmy mieć więcej – zadeklarował podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach prezes zarządu Mercator Medical. – W pewnym momencie nie możemy omijać Europy Zachodniej i myślimy o niej cały czas, ale jeszcze nie mamy oficjalnej strategii.

W Polsce powstaje coraz więcej concept store

CEO Magazyn Polska

Autorskie kolekcje ubrań, niszowe kosmetyki i oryginalne przedmioty codziennego użytku  to najczęstszy asortyment concept store&HASH39;ów, które zyskują coraz większą popularność wśród Polaków. Są to sklepy skierowane przede wszystkim do ludzi ceniących indywidualizm, oryginalność i wysoką jakość.

Concept store to połączenie sklepu, butiku i galerii. Jest to sklep z oryginalnymi towarami stworzony według określonej myśli przewodniej lub idei. Tą myślą koncepcyjną może być gust właściciela sklepu, temat przewodni lub wąska specjalizacja, np. wyłącznie odrestaurowane meble. Najczęściej placówki typu concept store działają w branży modowej, kulinarnej, wnętrzarskiej lub związanej ze sztuką. Pierwsze sklepy koncepcyjne powstały we Francji i Włoszech – paryski Colette i Corso Como w Mediolanie do dziś przez miłośników tego typu sklepów są uważane za kultowe miejsca. W Polsce concept store&HASH39;y zaczynają zdobywać coraz większą popularność.

 Coraz więcej ludzi szuka przedmiotów, które ktoś dla nich wybrał z zalewu nowości. Nie wszyscy przychodzą do concept store&HASH39;ów po to, żeby się ubrać od stóp do głów. Są to osoby, których bardzo zaciekawi jakaś publikacja, nowy album czy np. wybiorą sobie perfumy, bo niekoniecznie lubią chodzić do perfumerii, dlatego że wybór tam jest ogromny i bardzo ich przytłacza. A w takim miejscu jak concept store selekcja wstępna została już dokonana – mówi Ewelina Kustra, współwłaścicielka She/s a Riot, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

W She/s a Riot znajdują się starannie dobrane kolekcje ubrań, elegancka biżuteria, książki i magazyny, m.in. „Monitor” i „Vogue”, niszowe perfumy oraz kosmetyki do pielęgnacji ciała i włosów, artykuły papiernicze, np. notesy i pióra czy pachnące świece. Właściciele sklepu stawiają na rzeczy najlepszej jakości, ale także unikatowe i pięknie zaprojektowane. Dlatego wybrali takie marki, jak Balmain, Tom Pigeon, Henrik Vibskov, Ittar czy Kaweco. Wszystkie oferowane przez sklep produkty idealnie wpisują się w koncept placówki, czyli przyjemność codziennego życia. Ewelina Kustra, współwłaścicielka She/s a Riot Concept Store, postawiła sobie bowiem za cel ulepszanie codzienności poprzez otaczanie się pięknymi przedmiotami.

Chciałam tutaj zgromadzić rzeczy, które sprawiają, że nawet codzienne czynności stają się przyjemne. Jeżeli robimy listę zakupów w notatniku, który jest pięknie wykonany, np. ręcznie robiony, i na dodatek ma jeszcze coś w sobie ciekawego, np. pięknie zaprojektowaną okładkę, i używamy do tego pięknego pióra, to prozaiczna wycieczka do sklepu nabiera trochę innego wymiaru. To jest idea, która mi przyświeca. Staram się oczywiście wybierać polskie produkty, ale nie tylko – mówi Ewelina Kustra.

Placówki typu concept store znajdują się obecnie w większości dużych miast Polski. Często są to miejsca, które stają się ośrodkiem życia kulturalnego okolicy – urządzane są tam spotkania artystów, wystawy obrazów i fotografii, a nawet minipokazy mody.

Zdaniem Eweliny Kustry klienci concept store&HASH39;ów to osoby lubiące otaczać się pięknymi przedmiotami, doceniające drobne radości codziennego życia, gotowe zainwestować w rzeczy, które będą cieszyły swoim designem, a jednocześnie długo im służyły. Są to ludzie, którzy cenią indywidualność, dlatego chętnie kupują produkty marek niedostępnych w zwykłych sklepach. Kustra twierdzi, że Polacy są bardzo świadomi tego, czego szukają, ale też bardzo chętnie uczą się o nowych rzeczach.

To jest dla mnie bardzo inspirujące, kiedy patrzę, że ktoś jest zadowolony, bo znalazł jakiś produkt, którego nie znał. Bardzo ciekawe są też spotkania z obcokrajowcami, którzy do nas wpadają. Ostatnio miałam gości z Portugalii, którzy byli totalnie zaskoczeni, że mamy manufaktury z Porto, ręcznie robione mydła, ponieważ to jest produkt bardzo niszowy również w Portugalii. Byli pod wrażeniem, jak to jest w ogóle możliwe, że znaleźliśmy coś takiego. Każde z tych spotkań jest dla mnie bardzo inspirujące. Myślę, że to jest przyszłość – mówi Ewelina Kustra.

She/s a Riot mieści się w Warszawie przy ul. Mysiej 3.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Rynek Pracy Specjalistów HR w pierwszym kwartale 2015 r.

W pierwszym kwartale 2015 roku na Pracuj.pl opublikowano 4 058 ofert pracy dla osób odpowiedzialnych za obszar HR. To wzrost o 14,2%, porównując do analogicznego okresu w 2014 roku. Największe zapotrzebowanie na ekspertów HR zgłosiły branże bankowość, finanse, ubezpieczenia, handel i sprzedaż, przemysł oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie. Tymczasem sami specjaliści zajmujący się zasobami ludzkimi niechętnie zmieniają pracę.

Analiza ofert pracy na Pracuj.pl w pierwszym kwartale 2015 roku potwierdza wyraźny już od 2013 r. wzrost zapotrzebowania na osoby odpowiedzialne za HR. Zmieniający się rynek pracy, wyraźne ożywienie i optymizm wśród pracodawców przekładają się na zdecydowane wzrosty w publikowanej liczbie ofert pracy dla specjalistów ds. rekrutacji i specjalistów od zarządzania zasobami ludzkimi. Rok 2014 zamknął się wzrostem zapotrzebowania na osoby odpowiedzialne za HR na poziomie 23,9% rok do roku. Pierwszy kwartał 2015 r. pokazuje, że tendencja ta się utrzymuje i zapotrzebowanie na ekspertów z tej specjalizacji nadal rośnie – o 13,2% w stosunku do IV kwartału 2014 r. i o 14,2% rok do roku.

W pierwszym kwartale tego roku najbardziej poszukiwani byli specjaliści zajmujący się rekrutacją i employer brandingiem, dla tych ekspertów opublikowano 2 279 ofert pracy, co przekłada się na wzrost rok do roku o 10%.  Osobom odpowiedzialnym za kadry/wynagrodzenia dedykowano 1 625 ogłoszeń, co oznacza 14,8% wzrostu w porównaniu z piwerwszym kwartałem ubiegłego roku. Widać też, w ogłoszeniach publikowanych przez pracodawców, zapotrzebowanie na specjalistów ds. zarządzania HR – liczba ogłoszeń dedykowanych tym ekspertom wzrosła o 8,3% rok do roku.

HR – barometrem trendów

Analiza tego, jakie branże najintensywniej powiększają działy HR, może być jednym z barometrów kondycji branży. W pierwszym kwartale bieżącego roku największe zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za HR zgłosiła branża bankowość, finanse, ubezpieczenia – opublikowano 555 ofert pracy (14% wszystkich ogłoszeń dla HR-owców pochodziło z tej branży), dając 18% wzrost liczby ofert rok do roku. Drugą pod względem największej liczby ogłoszeń o pracę dla osób odpowiedzialnych za HR była branża handel i sprzedaż z 401 ofertami (10% wszystkich ogłoszeń dla HR-owców). Także w telekomunikacji i zaawansowanych technologiach, przemyśle oraz w branży produkcji dóbr szybkozbywalnych pojawiło się wiele ogłoszeń dla osób zajmujących się obszarem HR.

Gdzie najwięcej pracy dla osób odpowiedzialnych za HR?

Najwięcej ogłoszeń dla ekspertów HR opublikowały firmy z następujących województw: mazowieckiego – ponad jedna czwarta wszystkich ofert (28,4%), małopolskiego (13,5% wszystkich ofert), dolnośląskiego (10,9% udziału w całości) i wielkopolskiego (10,5% udziału w całości).

Niezależnie od swej wielkości, firmy zwiększały zapotrzebowanie na specjalistów HR w pierwszym kwartale 2015 r . Największy wzrost rok do roku, o 21%, zaobserwowano w przedsiebiorstwach największych (zatrudniających 250 i więcej pracowników). W firmach średnich (zatrudniających od 51 do 250 pracowników) wzrost rok do roku wyniósł 16,2%, natomiast w mikrofirmach (zatrudniających poniżej 10 pracowników) zapotrzebowanie w porównaniu z poprzednim rokiem wzrosło o 10,8%, a w firmach małych (zatrudniających od 11 do 50 pracowników) nastąpił wzrost o 8%, porównującz analogicznym okresem 2014 roku.

HR-owiec pożądany, ale niechętny do zmiany pracy

Jak wynika z raportu Pracuj.pl „HR-owca portret własny” (dane z 2014 r.), praca w HR jest stabilna i charakteryzuje się niskim poziomem fluktuacji. Aż 26% specjalistów pracuje w tej samej firmie dłużej niż 5 lat. Dla 13% badanych obecna praca jest nowa, rozpoczęli ją krócej niż rok temu. 31% badanych pracuje w tej samej organizacji od dwóch do pięciu lat. Specjaliści ds. zarządzania zasobami ludzkimi są zadowoleni ze swej pracy. Aż 44% badanych stwierdziło, że nie zamieniłoby zawodu, który wykonują, na żaden inny.

Firmy rodzinne wytwarzają ponad 18 proc. PKB

Największa część firm rodzinnych funkcjonuje na rynku już ponad 20 lat – przeszło 37 proc. (działających dłużej niż 20 lat firm nierodzinnych jest 25,5 proc.). A to oznacza, że część z nich powstała jeszcze przed 1989 r. i skutecznie dostosowała się do gospodarki rynkowej. Ale w grupie tych ponad 20 -latków jest także wiele firm założonych zaraz po transformacji – wynika z badania Konfederacji Lewiatan.

W polskiej gospodarce działa ok. 1,8 mln przedsiębiorstw. To dane GUS, który informuje także ile jest wśród nich mikro, małych, średnich i dużych firm, ile firm działa w poszczególnych sektorach gospodarki, ile co roku przybywa nam nowych firm, ile zamyka i wyrejestrowuje działalność, jaka jest przeżywalność firm, ile mamy firm z kapitałem zagranicznym i jak one radzą sobie na polskim rynku.

Nie mamy natomiast informacji z GUS o firmach rodzinnych – ile ich jest, jaka jest ich przeżywalność, jak sobie radzą. Wydaje się, że to efekt braku jednoznacznej definicji firmy rodzinnej. Może należałoby jednak zdecydować się na wybór jednej i spróbować je badać. A jest się czemu przyglądać, bowiem polskie firmy rodzinne powoli, ale systematycznie budują swoją pozycję na rynku, budują swoje marki, a Polacy coraz częściej to dostrzegają. Wiele z nich jest znana i rozpoznawalna w branży także w Europie i poza nią.

Konfederacja Lewiatan, badając w 2014 r. przedsiębiorstwa mikro, małe i średnie (12. edycja badań MMŚP; badane firmy, w których pracują co najmniej 2 osoby) zadała pytanie właścicielom i osobom zarządzającym firmami, czy ich przedsiębiorstwa są firmami rodzinnymi. Nie wprowadziliśmy definicji firmy rodzinnej pozostawiając decyzję respondentom. W efekcie otrzymaliśmy informację, że prawie 1/3 MMŚP to firmy rodzinne (32,3 proc.). Wśród firm rodzinnych prawie 40 proc. to mikroprzedsiębiorstwa , 46 proc. to firmy małe i ponad 14 proc. to firmy średnie.

– Wśród mikroprzedsiębiorstw w których pracują co najmniej 2 osoby prawie 1/3 to firmy rodzinne. Więcej, bo prawie 37 proc. jest ich w gronie firm małych, a wśród firm średnich jest ich ponad 27 proc. Są zatem dość silnie reprezentowane we wszystkich grupach, niezależnie od wielkości, w tym także w sektorze firm dużych, gdzie należy oceniać, że jest ich ok. 12-13 proc. A to wskazuje, że stereotyp myślenia o firmie rodzinnej jako mikroprzedsiębiorstwie, w którym pracują głównie członkowie rodziny,  dalece nie odpowiada rzeczywistości – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Dane z badania MMŚP oraz szacunki dla dużych firm pozwoliły ocenić wkład firm rodzinnych w tworzenie PKB, w zatrudnienie, udział w nakładach inwestycyjnych.

Wytwarzają ponad 18 proc. PKB

Firmy rodzinne tworzą ponad 18 proc. całości PKB, a ¼ PKB wytwarzanego przez sektor przedsiębiorstw. Poza tym, że z reguły pracują w swoich firmach ich właściciele i członkowie ich rodzin, w firmach rodzinnych pracuje 24 proc. zatrudnionych w całym sektorze przedsiębiorstw. Ponad 21 proc. wszystkich wydatków na inwestycje, to nakłady firm rodzinnych. Kawał gospodarki!

Z badania MMŚP wynika, że największa część firm rodzinnych funkcjonuje na rynku już ponad 20 lat – ponad 37 proc. (działających ponad 20 lat firm nierodzinnych jest 25,5 proc.). A to oznacza, że część z nich powstała jeszcze przed 1989 r. i skutecznie dostosowała się do gospodarki rynkowej. Ale w grupie tych ponad 20 -latków jest także wiele firm założonych zaraz po transformacji. To Ci, którzy pierwsi zauważyli szanse i, jak widać, skutecznie z nich skorzystali.

Efektem „wieku” firm rodzinnych może być struktura wykształcenia ich właścicieli – relatywnie więcej niż wśród firm nierodzinnych jest tu osób z wykształceniem poniżej średniego. Jednocześnie jednak więcej jest tu osób z wykształceniem wyższym z tytułem naukowym (aczkolwiek jest to tylko 5,2 proc.).

Firmy rodzinne częściej niż firmy nierodzinne zarejestrowane są w mniejszych miastach, a także na obszarach wiejskich. Wskazuje to na powiązanie firm rodzinnych ze „miejscem urodzenia”, lokalną społecznością. Ale wcale nie oznacza lokalności działania, bowiem wiele firm rodzinnych działa nie tylko na całym rynku krajowym, ale także zagranicą. Przy dzisiejszych możliwościach, które dają nowe technologie informatyczne, a także przy poprawiającej się infrastrukturze drogowej, lokalność „miejsca zamieszkania” nie stanowi obciążenia, a często może stanowić atut – rozpoznawalności, niższych obciążeń podatkowych, dostępu do rynku pracy.

Najwięcej firm w handlu

Najwięcej firm rodzinnych działa w sektorze handlu hurtowego i detalicznego – 22,6 proc. To nie dziwi jeśli weźmie się pod uwagę, że firmy handlowe to prawie 30 proc. wszystkich firm działających w Polsce. Wiele firm rodzinnych (więcej niż nierodzinnych) działa także w przemyśle (18,6 proc.). Więcej jest ich także wśród restauratorów i hotelarzy. Ale mniej w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej. Dane te wskazują, że trzeba obalić kolejny stereotyp – firmy rodzinne działają nie tylko w usługach, ale także w przemyśle.

Ciekawą informacją jest to, że prawie 1/3 właścicieli firm rodzinnych to kobiety. Ale podobnie jest w grupie firm nierodzinnych.

Przedsiębiorstwa rodzinne prowadzą takie same biznesy jak firmy nierodzinne. Zatem ich modele biznesowe są, bo muszą być, podobne. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną z różnic – firmy rodzinne w większym stopniu niż firmy nierodzinne budują swoją pozycję konkurencyjną na rynku na jakości produktów i usług, a w mniejszym stopniu niż firmy nierodzinne – na cenie. Model biznesowy oparty na jakości mówi wiele o przedsiębiorstwie. Wskazuje na dłuższą perspektywę działania, nie koncentrowanie się na minimalizowaniu kosztów, na skłonność (i zdolność) do inwestycji, w tym inwestycji w innowacje.

I takie firmy rodzinne są – ze względu na swój „rodzinny” status przedsiębiorstwa te nie patrzą na swoją działalność krótkookresowo, dla nich prawdziwą perspektywą jest perspektywa więcej niż jednego pokolenia. Z tego względu są stabilnymi płatnikami podatków dochodowych (i wszelkich innych), stabilnymi pracodawcami, stabilnymi partnerami w biznesie. Może są nieco bardziej konserwatywne w zarządzaniu, ale przed polskimi firmami rodzinnymi sukcesje. Wchodzi nowe, młode pokolenia, przygotowane do zarządzania rodzinnymi firmami, z profesjonalną wiedzą i chęcią ( a nawet wewnętrznym przymusem) pokazania jej w praktyce. Te firmy, w których młode pokolenie dołączyło do rodziców, mają szansę szybciej się rozwijać i z tego korzystają. Aczkolwiek nie we wszystkich firmach jest szansa na rodzinną sukcesję (młodzi ludzie miewają jednak inne pomysły na życie).

Firmy rodzinne wchodzą zatem w nowy etap swojego działania. Potrzebują wymiany wiedzy i doświadczeń miedzy sobą, potrzebują wsparcia w budowaniu wizerunku związanego z „rodzinnością”, który będzie pozytywnie oddziaływał na budowanie przez nich marki. Dlatego pojawiła się inicjatywa utworzenia Rady Firm Rodzinnych przy Lewiatanie. Ma ona nie tylko wskazywać Konfederacji obszary regulacyjne  istotne dla zachowania rodzinnego charakteru przez firmy, ale ma także integrować środowisko, pozwalać mu oddziaływać nie tylko lokalnie, ale także wspierać wiedzę o przedsiębiorczości (chociażby przez takie inicjatywy jak książka dla dzieci „Świat pieniądza”) i przedsiębiorczość młodych ludzi. I budować wizerunek, na który firmy rodzinne w pełni zasługują – przedsiębiorstw rozwijających się, rosnących, otwartych na nowe rozwiązania, stabilnych, odpowiedzialnych, patrzących długookresowo.

Przy Konfederacji Lewiatan ukonstytuowała się Rada Firm Rodzinnych. Wśród członków założycieli znalazło się 16 małych, średnich i dużych przedsiębiorstw.

Kontrowersyjne przepisy o reklamowaniu żywności przy programach dla dzieci

Konfederacja Lewiatan jest przeciwna wprowadzeniu ograniczeń dotyczących reklamowania żywności przy programach dla dzieci. Nowe przepisy objęłyby dzieci do 16 roku życia, a nie jak do tej pory do 12 lat.

Takie ograniczenia są zawarte w projektach ustaw o radiofonii i telewizji oraz o zdrowiu publicznym.
– W naszej opinii zmiany są bezprzedmiotowe. Od 1 stycznia 2015 r. obowiązuje bowiem porozumienie nadawców telewizyjnych mające na celu zapewnienie szczególnej ochrony dzieci przed szkodliwymi dla nich treściami – mówi Krzysztof Kajda, dyrektor departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Zgodnie z ich deklaracją od 1 stycznia br. audycjom dla dzieci w wieku do lat 12 nie towarzyszą reklamy wybranych artykułów spożywczych i napojów zawierających niezdrowe składniki (m.in. słodyczy, dżemów, chipsów). Porozumienie jest dobrowolne.

W związku z koniecznością przeciwdziałania promocji niezdrowego odżywiania nadawcy przyjęli opracowany przez Polską Federację Producentów Żywności – Związek Pracodawców dokument pn. „Kryteria żywieniowe do samoregulacji dotyczącej reklamy żywności skierowanej do dzieci poniżej 12. roku życia”. Dokument został pozytywnie zweryfikowany przez Instytut Żywności i Żywienia. Jest on również zgodny dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/13/UE w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych.

W dokumencie pracodawcy zapewnili, że reklamy i wskazania sponsorskie przekazane nadawcom bez oświadczenia o ich zgodności z przyjętymi kryteriami nie zostaną wyemitowane przy audycjach dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat i w godzinach 6:00 ‒ 20:00.
Przyjęta granica 12 roku życia jest powszechnie stosowana w oznaczaniu treści, które są nieodpowiednie dla dzieci, również w innych krajach UE, jak Francja czy Wielka Brytania.

Oczywiście dokonanie rzetelnej oceny efektywności przyjętych rozwiązań będzie możliwe po dłuższym okresie funkcjonowania porozumienia nadawców. Jednakże, wziąwszy pod uwagę jej powszechność (wszyscy nadawcy, wszystkie reklamy przy programach dla dzieci), należy się spodziewać dużej skuteczności.
Kryteria zaproponowane przez przemysł zmuszą wielu producentów do przeformułowania swoich produktów. W ten sposób produkty o pozytywnych walorach żywnościowych zyskują swoistą przewagę konkurencyjną, a samoregulacja prowadzi do innowacji i jednocześnie gwarantuje dalszy rozwój polskiego sektora rolno-spożywczego.

Tymczasem proponowane w projektach ustaw rozwiązania jednoznacznie przekreślają dorobek nadawców oraz wielu organizacji, które były zaangażowane w proces stworzenia i wdrożenia dokumentu „Kryteria żywieniowe do samoregulacji dotyczącej reklamy żywności skierowanej do dzieci poniżej 12. roku życia”.

W opinii członków zrzeszonych w Konfederacji Lewiatan podejmowanie działań, które mogą prowadzić do podziału na żywność „zdrową” i „niezdrową” może mieć negatywny wpływ nie tylko na obszarze polskim, ale również być dodatkowym argumentem dla zagranicznych przeciwników polskich produktów.

Już w trakcie prac nad poselskim projektem ustawy o zmianie ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia dotyczącym ograniczenia w sprzedaży w szkołach niektórych środków spożywczych przedsiębiorcy zwrócili uwagę na możliwe konsekwencje ustawowych regulacji, które mogą taki podział wprowadzić. Bardzo pozytywny odzew i zrozumienie ze strony posłów i rządu w pracach nad tym projektem rodzą nadzieję, że również w przypadku procedowanych projektów ustaw (projektu ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz projektu ustawy o zdrowiu publicznym) uda się znaleźć kompromis.

FSM w zarządzaniu pracą mobilnych pracowników

Rosnąca liczba zadań realizowanych w terenie to dodatkowa potrzeba optymalizacji kosztów związanych z koordynacją oraz kontrolą pracy wykonywanej przez zdalnych pracowników. W sprawnym zarządzaniu firmą mają pomóc aplikacje webowe i mobilne oparte na koncepcji Field Service Management.

Potrzeba strategicznego delegowania zadań oraz zarządzania pracą pracowników jest szczególnie silna w tych przedsiębiorstwach, w których realizacja codziennych obowiązków odbywa się w terenie. Mowa o firmach zatrudniających m.in. serwisantów, monterów, kurierów czy pracowników sprzedaży bezpośredniej. W przedsiębiorstwach o takim profilu działalności oparcie strategii biznesowej na koncepcji Field Service Management (FSM) to realne oszczędności czasowo-kosztowe. Znaczenia nabierają kompletne rozwiązania IT umożliwiające planowanie, organizowanie oraz wspieranie realizacji zadań w terenie. Mowa o narzędziach webowo-mobilnych, które działając w czasie rzeczywistym nie tylko zwiększają elastyczność biznesową firmy, ale przede wszystkim wpływają na wzrost produktywności oraz efektywności zatrudnionych pracowników.

Mobile wspiera pracę zdalnych pracowników

Kontrola oraz harmonizacja pracy pracownika działającego w terenie to zadanie szczególnie utrudnione. Prywatne eskapady w trakcie pracy, wybieranie nieoptymalnych tras przekładających się na wzrost kosztów eksploatacyjnych i czasowych, brak bieżących informacji o pozycji czy statusie realizacji zleconych prac, opóźniony dostęp do dokumentacji powykonawczej, która składana jest dopiero po powrocie do siedziby firmy. Rzeczywiście, to trudne bariery, których występowanie uniemożliwia przedsiębiorstwom osiąganie kolejnych etapów rozwoju. Właśnie z tego powodu coraz głośniej mówi się o wykorzystaniu nowoczesnych technologii webowych oraz mobilnych pozwalających na wsparcie planowania, realizowania i monitorowania mobilnych zadań. Szczególnie, że w dobie taniej transmisji danych, gdzie posiadanie służbowego smartfona czy tabletu jest praktycznie na porządku dziennym, wdrożenie rozwiązań mobilnych optymalizujących zarządzanie firmą nie jest żadną trudnością.

To właśnie te sektory, w których przedsiębiorstwa realizują usługi oparte na pracy zdalnej stają się naturalnym środowiskiem dla tworzenia oraz implementacji aplikacji biznesowych działających w czasie rzeczywistym. Dlaczego? Ponieważ w tych firmach niezwykle ważne jest optymalizowanie pracy personelu oraz skuteczne harmonizowanie realizowanych obowiązków. A właśnie taką szasnę dają nowoczesne systemy ERP instalowane w urządzeniach mobilnych, dzięki którym dział koordynujący ma kontrolę nad pozycją mobilnych pracowników, może wyznaczać plany dnia, trasy oraz śledzić postępy i efekty wykonywanych zadań – tłumaczy Michał Soloch z firmy QSG S.A. dostarczającej system e-Service.

Mobilne wyzwania w wielu branżach

Jakie firmy mogą wyrazić szczególne zainteresowanie aplikacjami dla mobilnych pracowników? Przykładowo podmioty działające w branży serwisowej. Z dedykowanych aplikacji mobilnych i webowych może korzystać centrala czy kierownictwo danego obiektu, którzy uruchamiając narzędzie w momencie wystąpienia awarii kierują zgłoszenie do firmy serwisowej. Stamtąd, poprzez aplikację webową, zlecenie wykonania prac naprawczych wędruje do serwisanta korzystającego z aplikacji mobilnej na smartfonie czy tablecie. Taki pracownik otrzymuje harmonogram prac oraz ich lokalizacje, łatwo też trafia do celu dzięki modułowi GSP. Z kolei koordynator oraz klient widzą nanoszone przez niego zmiany statusów prac oraz ich zakończenie pieczętowane protokołem powykonawczym podpisywanym na ekranie urządzenia mobilnego. – Dzięki takim rozwiązaniom dostawca usług może wydajnie planować i realizować prace zlecone przez klienta, posiada też stałą kontrolę nad mobilnymi pracownikami. Może monitorować koszty i ustalać planowane przychody. Pamiętajmy, że dzięki nowoczesnej technologii ma dostęp do wszystkich zgłoszeń, zleceń oraz postępów prac w czasie rzeczywistym – dodaje Michał Soloch.

Serwis techniczny urządzeń to oczywiście nie jedyna branża, w której można zastosować aplikacje biznesowe zgodne z FSM. Narzędzia IT oddawane zdalnym pracownikom idealnie sprawdzą się także w logistyce, przy koordynacji kontaktu na linii kierowca – operator logistyczny – fabryka. Wdrożenie może nastąpić także w firmach z branży infrastrukturalnej, w których operator telekomunikacyjny zleca wykonanie naprawy sieci światłowodowej firmie zewnętrznej zatrudniającej instalatorów oraz techników pracujących w terenie. Kontrolę nad pracą zdalnego personelu zyska także branża finansowa, która będzie znała kroki rzeczoznawców majątkowych wykonujących operaty szacunkowe kredytowanego majątku.

Prawie 4 tysiące oszczędności?

Bazując na obserwacjach rynku, firma QSG S.A. przeprowadziła ciekawą symulację pozwalającą oszacować poziom oszczędności, które może odnieść firma zatrudniająca trzech mobilnych pracowników oraz jednego koordynatora, realizująca przynajmniej  trzy zlecenia dziennie (na każdym z nich po dwa zadania). W wyliczeniu pod uwagę wzięto oszczędności kosztowe wynikające z eliminacji papierowego obiegu dokumentów (koszt tworzenia, druku i wysyłek) oraz mniejszej eksploatacji pojazdów dzięki planowaniu tras przez GPS (zużycie paliwa, łączenie zadań w bliskich lokalizacjach, odciążenie dyspozytorów). Symulacja uwzględniła także oszczędności czasowe będące rezultatem zdalnego kontaktu pomiędzy koordynatorem a mobilnym liderem. Po podliczeniu wszystkich wypadkowych okazało się, że firma korzystająca z aplikacji biznesowych dla mobilnych pracowników może oszczędzić nawet 3872,61 zł miesięcznie!

Jak widać, nowoczesne aplikacje ERP/FSM do zarządzania zadaniami mobilnymi mogą przynosić realne oszczędności czasowo-ekonomiczne. Zapewniają pracownikom stabilne, uporządkowane warunki pracy, a koordynatorom kompetencje do obsługi jeszcze większej liczby zleceń. To także korzyści dla klientów firm pracujących mobilnie, zyskujących dostęp do jeszcze szybszej i bardziej wydajnej obsługi zleceń. – Dziś takie rozwiązania dopiero pojawiają się na rynku, ale za kilka lat trudno będzie znaleźć przedsiębiorstwo niewykorzystujące tego typu technologii – podsumowuje Michał Soloch.

 

Pakiet onkologiczny w mediach – raport 2

Analitycy firmy NEWTON Media zbadali ponownie, jak często i w jaki sposób pakiet onkologiczny był omawiany w mediach. W okresie od 16 marca do 19 kwietnia na temat pakietu onkologicznego ukazały się w sumie 1872 informacje, w tym 248 w prasie, 306 w radiu bądź telewizji oraz 1318 na portalach internetowych. Raport powstał przy współpracy z Polską Koalicją Pacjentów Onkologicznych, Fundacją Wygrajmy Zdrowie oraz Obywatelskim Porozumienia na rzecz Onkologii.   

 W odniesieniu do poszczególnych mediów najwięcej, bo 84 artykuły pojawiły się na portalu rynekzdrowia.pl, jeśli chodzi o prasę, najczęściej na temat pakietu onkologicznego pisała Gazeta Wyborcza – 27 publikacji, w przypadku telewizji był to Polsat News – 28 audycji, a radia – Polskie Radio Program I oraz RMF Fmpo 20 audycji. Ekwiwalent reklamowy informacji z prasy wyniósł 3 203 733 zł. Dniem, w którym ukazało się najwięcej materiałów był czwartek, 16 kwietnia (149 publikacji). Najczęściej kwestie związane z pakietem onkologicznym poruszała prasa regionalna – 54%, dzienniki ogólnopolskie – 27%, a także prasa medyczna – 11%. W 1734 informacjach wymieniono hasło: pakiet onkologiczny, w 433 – karta DILO, w 214 – karta pacjentaa w 25 – szybka ścieżka diagnostyczna. Niemal 13% wszystkich publikacji prasowych ukazało się na pierwszych stronach gazet.

– To już nasz drugi raport dotyczący pakietu onkologicznego w mediach. Tym razem chcieliśmy sprawdzić, w jaki sposób odebrano propozycje zmian dotyczących pakietu i w jaki sposób zareagowało na nie środowisko medyczne, pacjenci, a także społeczeństwo – powiedział Szymon Chrostowski, Prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie. – Temat pakietu onkologicznego wciąż wzbudza kontrowersje. A to przekłada się bezpośrednio na poczucie bezpieczeństwa społeczeństwa – czyli pacjentów. Brak tego aspektu może w wielu wzbudzić niepotrzebny niepokój, brak zaufania do lekarza. – dodał Szymon Chrostowski.

W zakresie zmian w pakiecie onkologicznym wypowiadał się w mediach m.in. Minister Zdrowia, Bartosz Arłukowicz:

Objęcie pakietem onkologicznym kolejnych rodzajów nowotworów, uelastycznienie sposobu działania konsyliów lekarskich, które podejmują decyzje o sposobie leczenia – to niektóre zmiany, które zapowiedział w środę minister zdrowia Bartosz Arłukowicz po spotkaniu z premier Ewą Kopacz. Jak poinformował minister, pierwsze zmiany w pakiecie onkologicznym mogą zostać wprowadzone w ciągu kilku tygodni. (pap.pl, 15.04.2015, „Arłukowicz: będą zmiany w pakiecie onkologicznym”).

Tłumaczenia Ministra nie spotkały się jednak ze zrozumieniem ekspertów, m.in.: Adama Maciejczyka, dyrektora Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu, który komentował:Reforma uderza w finansowanie szpitali onkologicznych. Przykład? Zmniejszono wycenę hospitalizacji pacjentów chemioterapii i radioterapii (to znaczy, że szpital na ich leczenie dostaje mniej pieniędzy – przyp. red.). Wszystkie uwagi zgłaszamy ministerstwu, ale ono niestety milczy. (Gazeta Wyborcza, 17.03.2015, str.1, „Lekarze punktują ministra”).

W podobnym tonie wypowiadał się także Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej: Na dużych świadczeniodawców wywierany jest nacisk, by pakiet onkologiczny był sukcesem. Tymczasem system jest nieelastyczny. Pakiet zmienia sprawozdawczość i tylko sprawozdawczość. (Służba Zdrowia, 17.04.2015, str.6, „CYTATY MIESIĄCA”);

– Negatywne komentarze i sceptyczne opinie są nieuniknione przy wdrażaniu nowych rozwiązań i wprowadzaniu zmian przyznał Szymon Chrostowski, Prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie. – Najważniejsze jest jednak to, aby wszelkie planowane działania miały na celu dobro pacjenta, a także ochronę jego zdrowia i życia – dodał Szymon Chrostowski.

Pakiet onkologiczny został wprowadzony w życie z dniem 1 stycznia 2015 roku. Jego celem było skrócenie diagnozowania i leczenia nowotworów złośliwych przez wprowadzenie szybką terapię onkologiczną, która ma na celu szybkie poprowadzenie pacjenta przez poszczególne etapy diagnostyki i samego leczenia.

Taxminutes: ostatnie dni na zgłaszanie krótkich filmów o iluzjach podatkowych

0

Tylko do 30 kwietnia można przesyłać prace konkursowe przez stronę internetową www.taxminutes.pl (link otwiera nowe okno w serwisie zewnętrznym). Konkurs Taxminutes rozpoczął się 1 marca. Zadaniem uczestników jest zobrazowanie pojęć związanych z podatkami w prosty i przyjazny sposób w krótkich klipach – do 1,5 minuty. Organizatorami konkursu jest Szkoła Główna Handlowa i Uniwersytet Warszawski. Ministerstwo Finansów objęło nad nim patronat.

Konkurs kierowany jest do studentów z całej Polski, niezależnie od tego, co studiują i na jakiej uczelni. Klipy konkursowe mogą nawiązywać do określonych pojęć podatkowych np. celu opodatkowania, rodzajów podatków, konstrukcji podatkowych czy wpływu podatków na życie społeczne. Filmy mogą być kręcone dowolną techniką: telefonem, kamerą, aparatem. Mogą też przybrać dowolna formę: np. animacji, wywiadu, poklatkowych zdjęć, sondy, reklamówki czy pantomimy.

Autorów najlepszych filmów wyłoni jury, w którym są m.in. językoznawca Jerzy Bralczyk i reżyser Robert Gliński oraz przedstawiciele Ministerstwa Finansów. Dla zwycięzców przewiduje się nagrody rzeczowe oraz staże ufundowane przez Ministerstwo Finansów lub staże w mediach patronujących konkursowi: PR 1 Polskiego Radia i dzienniku Rzeczpospolita. Wyniki zostaną ogłoszone podczas uroczystej gali w połowie czerwca 2015 r. Zwycięskie filmy ma szansę zobaczyć cała Polska. Patronat medialny nad konkursem objęli także TVP Info, Przegląd Podatkowy, Wolters Kluwer, INN Poland, Forbes oraz Krajowa Izba Doradców Podatkowych.

Minister finansów na sesji MFW i Banku Światowego

O globalnych wyzwaniach stojących przed Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) i krajami członkowskimi dyskutowano podczas wiosennego spotkania gubernatorów MFW i Banku Światowego (BŚ), które odbyło się w Waszyngtonie w dniach 17-19 kwietnia br.

Minister finansów Mateusz Szczurek, jako gubernator Polski w MFW, uczestniczył w spotkaniach z udziałem ministrów finansów i prezesów banków centralnych krajów należących do MFW. Podczas dyskusji w trakcje sesji plenarnej dyrektor zarządzająca MFW Christine Lagarde wymieniła Polskę jako jeden z zaledwie kilku jasnych punktów na gospodarczej mapie świata. Polska znalazła się tam dzięki sukcesom w prowadzeniu odpowiedzialnej polityki fiskalnej i wdrażaniu reform strukturalnych.

Dodatkowo minister Szczurek odbył w Waszyngtonie wiele spotkań dwustronnych. Rozmawiał m.in. z zastępcą dyrektora zarządzającego MFW Davidem Liptonem, wiceprezesem Banku Światowego Laurą Tuck, z dyrektorem Departamentu Europejskiego MFW Paulem Thomsenem, odpowiedzialnym za programy pomocowe MFW m.in. dla krajów strefy euro i Ukrainy, sekretarzem generalnym OECD Angelem Gurrią, głównym ekonomistą MFW Olivierem Blanchardem oraz ministrem finansów Ukrainy Natalią Jaresko.

Przy okazji sesji odbyło się również spotkanie polskiej konstytuanty MFW/BŚ z udziałem przedstawicieli jej pozostałych członków: Szwajcarii, Serbii, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu oraz Uzbekistanu. Wyzwania stojące przed konstytuantą były też tematem rozmów z prezesem banku centralnego Szwajcarii Thomasem Jordanem oraz ministrem finansów tego kraju Eveline Widmer-Schlumpf.

Mateusz Szczurek wygłosił ponadto na Uniwersytecie Georgetown wykład na temat bieżących ekonomicznych i politycznych wydarzeń w UE z perspektywy Polski.

Zniknie ulga podatkowa na zakup technologii, zostanie wprowadzona ulga na wydatki na badania i rozwój

Zniknie ulga podatkowa na zakup technologii, zostanie wprowadzona ulga na wydatki na badania i rozwój zapowiedział Jarosław Neneman z ministerstwa finansów podczas sesji „Ryzyko w innowacjach” w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC).

Ministerstwo Finansów pracuje nad systemem ulg podatkowych na prace badawczo-rozwojowe – to dobra wiadomość. Zła – że nowe przepisy nie wejdą w życie wcześniej niż nie zostanie zniesiona procedura nadmiernego deficytu.

– Dopóki jesteśmy w procedurze nadmiernego deficytu można zapomnieć o wszelkich nowych ulgach – stwierdził Jarosław Neneman, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów RP. – Wyjście z procedury widać już jednak na horyzoncie – dodał.

– Z jednej strony słyszymy, że chcemy prostych podatków, z drugiej pamiętajmy, że każda ulga komplikuje system podatkowy – podkreślał na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, dodając, że czasem też trudno jednoznacznie określić, co jest działalnością badawczo-rozwojową, a co nie. Mimo tych wątpliwości ministerstwo chce wprowadzić ulgę na tę działalność. Według wstępnych założeń ulgą nie będą objęte wydatki np. na budowę laboratorium.

Resort, pracując nad ulgami, oparł się na raporcie Komisji Europejskiej na temat mechanizmów wsparcia dla badań i rozwoju. Wnioski? Ulgi silniej oddziałują na małe i średnie firmy, mniej na duże, a najlepsze efekty przynoszą jeśli dotyczą kosztów osobowych. Kolejny wniosek, to, że lepiej wspomagać tworzenie, a nie komercjalizację. Na tych właśnie założeniach opiera się projekt resortu finansów, nad którym wciąż trwają prace.

Ministerstwo planuje, że część wydatków na badania i rozwój będzie można doliczyć do kosztów uzyskania przychodu według odpowiedniego przelicznika – decyzja w sprawie jego wysokości jeszcze nie zapadła, ale wiadomo, że będzie korzystniejszy dla mniejszych firm. Resort nie zamierza też zapomnieć o startupach.

– W ich przypadku ulga jest nieefektywna, bo firmy na początku działalności nie uzyskują przychodów, a to oznacza, że nie mogą skorzystać z ulgi. Dlatego chcemy zaproponować wprowadzenie zwrotu gotówkowego tej części ulgi, z której firma nie może skorzystać. Chcemy też promować zwiększanie wydatków na badania i rozwój – stwierdził Neneman.

Jego zdaniem, jeśli będzie wola polityczna stosowne przepisy mogą zostać uchwalone jeszcze w tej kadencji parlamentu. – Będą mogły jednak wejść w życie dopiero po zniesieniu procedury nadmiernego deficytu – przypomniał Neneman.

Temat innowacyjności przewijał się przez wszystkie dni obrad Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Już podczas otwarcia Kongresu prezydent RP Bronisław Komorowski mówił: – Złożyłem ambitny projekt Ustawy o wspieraniu innowacyjności zawierający m.in. możliwość odliczenia 150 proc. wartości wydatków na badania i rozwój od kosztów przedsiębiorstwa. Tę inicjatywę legislacyjną podjąłem z myślą o młodych Polkach i Polakach. Naszą ambicją jest bowiem eksport technologii, a nie technologów, patentów, a nie ich twórców. Musimy stawiać sobie ambitne cele. Takim zadaniem jest – o ile wspomniana ustawa wejdzie w życie – by Polska w ciągu 10 lat weszła do dziesiątki najbardziej innowacyjnych gospodarek Europy (obecnie jest w 3. dziesiątce).

–W Unii Europejskiej inwestujemy w badania i rozwój około 2 proc. PKB. W USA inwestycje są większe i wynoszą 2,7 proc. PKB. Przyczyną tej różnicy nie jest poziom inwestycji publicznych, a mniejsze w Unii Europejskiej inwestycje ze środków prywatnych – oceniał na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach Carlos Moedas, komisarz UE ds. badań, nauki i innowacji.

Liderami innowacyjnej gospodarki, daleko przed Unią Europejską, są USA, Japonia i Korea Południowa. Jak daleko teraz od nich jesteśmy i czy Europie kiedykolwiek uda się dognić liderów?

– Z polską innowacyjnością nie jest tak źle, jak się wydaje – mówiła Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, podczas sesji „Liderzy innowacji”.

Prezes PARP zaprezentowała najnowszy report Agencji „Innowacyjna przedsiębiorczość firm”. Raport zawiera dane do 2012 roku a jego wymowa jest dwuznaczna. Złą wiadomością jest liczba firm uznawanych za innowacyjne. W porównaniu z poprzednim badaniem liczba innowacyjnych firm w Polsce spadła z 28 proc. do 23 proc. Będziemy analizować te wyniki, pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że to tendencja ogólnoeuropejska – mówiła Lublińska-Kasprzak.

Są jednak i lepsze wiadomości. – Co ciekawe, te polskie firmy, które są już innowacyjne zwiększają nakłady na tę działalność. Średnio wydatki wzrosły z ok 750 tys. euro na firmę do 1 mln euro. To nas zbliża do średniej europejskiej – powiedziała prezes PARP.

Drugą dobrą wiadomością jest to, że firmy przekonują się do innowacji. – Ci przedsiębiorcy, którzy skorzystali z funduszy unijnych i zainwestowali w innowacje, inwestują nadal w tą działalność już na własną rękę. Przekonali się, że wydatki na innowacje sprawiły, że ich firmy stają się bardziej konkurencyjne, mają lepsze wyniki, zwiększają eksport, zwiększają zatrudnienie. Firmy widzą, że opłaca się być innowacyjnym – stwierdziła Bożena Lublinska-Kasprzak.

Kolejną miłą niespodzianką jest podejście do innowacyjnej działalności przez mikrofirmy. Według przeprowadzonych przez PARP badań 60 proc. mikroprzedsiębiorców zadeklarowało innowacyjną działalność w ostatnich trzech latach. – Mamy dobrą podstawę, by w najbliższych latach stać się bardziej innowacyjnym krajem – podsumowała Bożena Lublińska-Kasprzak.

***

Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach to trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem sześciu tysięcy gości z Polski, Europy, świata. W blisko 100 sesjach bierze co roku udział kilkuset panelistów, komisarze unijni, premierzy i przedstawiciele rządów państw europejskich, prezesi największych firm, naukowcy i praktycy, decydenci, mający realny wpływ na życie gospodarcze i społeczne. W opiniotwórczym gronie, w formie otwartej debaty publicznej, prowadzone są rozmowy o kwestiach najistotniejszych dla rozwoju Europy.

Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy. Tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane.

KNF reguluje rynek ubezpieczeń komunikacyjnych

Dzięki RPP kredytobiorcy oszczędzają co miesiąc 518 mln zł

0

Zapoczątkowane jeszcze w 2012 roku obniżanie stóp procentowych skutkuje dziś znacznie niższymi ratami kredytów złotowych. Przeciętny posiadacz mieszkaniowej hipoteki może się dziś cieszyć miesięczną ratą o około 420 zł niższą niż niecałe 3 lata temu. Oszczędność wszystkich „złotówkowiczów” może wynosić 518 mln zł miesięcznie – wynika z szacunków Lion’s Bank.

Zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów Rada Polityki Pieniężnej utrzymała dziś stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Tym samym stopa referencyjna pozostała na poziomie najniższym w historii. Jest to dobra informacja dla kredytobiorców, którzy korzystają na rekordowo niskim oprocentowaniu kredytów.

518 milionów co miesiąc

Warto przypomnieć, że zanim Rada zaczęła obniżać stopy procentowe (listopad 2012 r.) podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75%. W efekcie każdy miesiąc, w którym stopa ta utrzymywana będzie na poziomie 1,5% oznacza w sumie o około 518 mln zł niższy koszt obsługi kredytów dla osób, które, aby kupić mieszkanie, zaciągnęły dług w złotym – wynika z szacunków Lions Bank opartych o dane NBP i ZBP. Taka kwota co miesiąc zostaje do dyspozycji zadłużonych gospodarstw domowych (średnio po około 420 zł na kredyt).

Odsetki w dół

Jak to wygląda w przypadku pojedynczego kredytu? Przyjmijmy, że dług na zakup mieszkania w kwocie 300 tys. zł został zaciągnięty na 30 lat i doszło do tego przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych (np. w sierpniu 2012 r.), kiedy przeciętna marża kredytowa wynosiła 1,5% (dziś jest to już około 1,8%). Wtedy rata modelowego kredytu wynosiła 1918 zł. Do połowy kwietnia br. oprocentowanie długu zmalało niemal o połowę (z około 6,6% do niespełna 3,5%), a wraz z nim rata modelowego kredytu zmalała do 1339 zł, a więc aż o 579 zł.

Bardziej uniwersalnym wskaźnikiem jest przeliczenie miesięcznej raty na 100 tys. zł pożyczonego kapitału. Taka informacja pozwala potencjalnemu kredytobiorcy łatwo obliczyć z jaką ratą powinien się liczyć zadłużając się na zakup mieszkania. Pożyczając 200 tysięcy musi bowiem taki wynik pomnożyć razy 2, a pożyczając 450 tysięcy zastosować mnożnik 4,5. Zadłużając się przed rozpoczęciem przez RPP cyklu obniżek stóp procentowych, trzeba było się liczyć z ratą na poziomie 639,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł na 30 lat. Dziś miesięczna rata takiego długu wynosi 446,3 zł na każde pożyczone 100 tys. zł.

Podwyżki stóp najwcześniej na przełomie 2016/17

Prognozy na najbliższe miesiące sugerują, że raty o ile jeszcze spadną, to już nieznacznie. Tak przynajmniej wynika z aktualnych notowań kontraktów terminowych na stopę procentową. Wynika z nich, że WIBOR 3M może spaść do poziomu 1,55% w perspektywie 2-3 kwartałów. Kolejne miesiące mogą za to przynieść podwyżki WIBOR-u. W dłuższym horyzoncie czasowym (21-miesięcznym) kontrakty na WIBOR 3M notowane są na poziomie 1,72%, a więc wyżej niż dzisiejszy poziom WIBORu (1,65%). Liczby te są o tyle ważne, że składnikiem oprocentowania kredytu mieszkaniowego w Polsce bardzo często jest właśnie WIBOR 3M. W efekcie gdy jest on niższy, raty maleją i odwrotnie.

Powyższe liczby świadczą o wierze graczy rynkowych w utrzymaniu stóp procentowych w 2015 roku na niezmienionym poziomie. Świadczą one także o przewidywanej podwyżce stóp na przełomie 2016 /17 – tak przynajmniej rynek wycenia dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Bartosz Turek, Lion’s Bank

Ceny mieszkań zaczęły rosnąć

Trudno na razie wyrokować, ale na pewno warto bacznie obserwować, co dzieje się z cenami mieszkań w najważniejszych ośrodkach miejskich w Polsce. Najnowsze dane Home Brokera i Open Finance wskazują bowiem, że zaczęły one rosnąć.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance rośnie drugi miesiąc z rzędu, aktualny odczyt to 830,61 pkt, co jest wartością najwyższą od stycznia 2012. Jednocześnie po raz pierwszy od maja 2013 r. indeks wykroczył poza przedział 800-820 pkt, w którym przebywał przez 21 miesięcy. 830,61 pkt to o 3,8 proc. więcej niż rok temu i o 7,1 proc. więcej niż przed dwoma laty. Indeks wyliczany jest na podstawie transakcji na rynku mieszkaniowym dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance, pokazuje on realną zmianę cen na rynku mieszkaniowym w największych miastach.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance
CEO Magazyn PolskaŹródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Większe wahania cen w mniejszych miastach

W większości badanych przez Home Brokera i Open Finance miast ceny w ostatnim roku wzrosły. Z pięciu największych miast stawki najbardziej zmieniły się w Warszawie, gdzie zanotowaliśmy podwyżkę o 3,8 proc. O 3,5 proc. drożej niż przed rokiem jest we Wrocławiu, a o 1,2 proc. w Krakowie. W Gdańsku i Poznaniu ceny spadły, odpowiednio o 0,8 i 1,3 proc.

Na mniejszych rynkach dochodzi do mniejszej liczby transakcji i kilka droższych lub tańszych mieszkań może relatywnie łatwo wpływać na medianę ceny transakcyjnej. Gdy dodamy do tego efekt niskiej bazy, z jaką mamy do czynienia w niektórych ośrodkach miejskich, to okazuje się, że np. w Łodzi ceny mieszkań wzrosły w ciągu ostatniego roku o ponad 15 proc. Oprócz wspomnianych Warszawy i Wrocławia, kilkuprocentowe wzrosty zanotowano jeszcze w Bydgoszczy i Lublinie. Największa obniżka cen mieszkań miała miejsce w Toruniu – mediana ceny metra kwadratowego mieszkania spadła tam w ciągu roku o 6,1 proc. do poziomu 3943 zł.

Przeciętna cena metra kwadratowego mieszkania w Toruniu stanowi 54,5 proc. stawki warszawskiej. Ceny w stolicy są oczywiście najwyższe, aktualna mediana to 7233 zł, o 100 zł (1,4 proc.) więcej niż przed miesiącem. Drugi na liście najdroższych miast jest niezmiennie Kraków (6357 zł za mkw., o 1,2 proc. więcej niż rok temu), a kolejne Wrocław (5571 zł za mkw.) oraz Poznań (5458 zł za mkw.). Stawki w Gdańsku, Gdyni i Lublinie mieszczą się w zakresie 5-5,5 tys. zł, a w pozostałych miastach poniżej progu 5 tys. zł za mkw.

Źródło: Home Broker i Open Finance; na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Komentarz i prognoza

Marcowy wzrost Indeksu Cen Transakcyjnych ponad górną granicę zakresu, w którym przebywał prawie dwa lata może być sygnałem, że na rynku zaczyna się coś dziać.

Potwierdzeniem tego są najnowsze dane firmy analitycznej REAS, która poinformowała, że w pierwszym kwartale 2015 r. deweloperzy sprzedali w sześciu największych miastach rekordowe 11,5 tys. mieszkań, co jest wartością większą od poprzedniego kwartału o 2,2 proc. Jednocześnie REAS zauważa, że deweloperzy utrzymują wysoką dynamikę wprowadzania kolejnych inwestycji do sprzedaży. W poprzednim kwartale na sześciu największych rynkach pojawiło się 11,3 tys. mieszkań, o 7 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i o 19 proc. więcej niż rok temu. Mamy więc minimalną przewagę sprzedaży nad uzupełnianiem oferty, co może skutkować lekkim wzrostem cen.

Rynek bez większych problemów obronił się przed spadkami cen, które groziły mu w związku ze wzrostem obowiązkowego wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Pomogła mu w tym ostatnia obniżka stóp procentowych, która sprowadziła stawkę WIBOR 3M (na jej podstawie wylicza się oprocentowanie kredytów) do poziomu 1,65 proc. Niskie oprocentowanie nie tylko zachęca do zaciągania kredytów, ale i zniechęca do zakładania lokat w bankach, co sprawia, że rośnie liczba osób kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych.

Bardziej znaczący niż w poprzednich kwartałach wzrost cen nieruchomości to bez wątpienia sygnał, że na rynku zaczyna się dziać coś ciekawego. Nie ma jednak co oczekiwać, że co miesiąc ceny będą rosły o 1 czy 2 proc. Oczekujemy raczej utrzymania kilkuprocentowego wzrostu w ujęciu rok do roku. Oprócz wymienionych już czynników, wpływ na ceny mieszkań mają także limity cenowe w programie Mieszkanie dla Młodych, a te na początku kwietnia w większości miast wzrosły.

Marcin Krasoń

Polacy zmieniają pracę dla pieniędzy

Tomasz HanczarekAż 53% Polaków myśli o zmianie pracy z powodu zbyt niskiego poziomu swojego wynagrodzenia. Co trzeci pracownik zamierza szukać nowego pracodawcy, bo obecny nie daje mu możliwości samorealizacji, a 22% nie widzi szans na awans – wynika z badania przeprowadzonego przez Millward Brown na zlecenie Work Service S.A. Podobnie jak rok temu, przy poszukiwaniu nowego miejsca zatrudnienia Polacy najczęściej liczą na znajomości (60%), będą przeglądać ogłoszenia (59%) oraz samodzielnie wysyłać aplikacje do firm (57%).

Polski rynek pracy jest obecnie jednym z najstabilniejszych w całej Europie, a z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Potwierdzają to najnowsze dane GUS dot. sektora przedsiębiorstw – w marcu wzrosło rok do roku zarówno zatrudnienie jak i wynagrodzenia. Lepsze nastroje udzielają się także statystycznemu Polakowi, który ma coraz większe oczekiwania związane ze swoim stanowiskiem pracy.I w odróżnieniu od ubiegłorocznej fali naszego badania, te najważniejsze dotyczą jego wynagrodzenia – mówi Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service S.A.

Rośnie presja płacowa

Z badania Work Service wynika, że co piaty Polak planuje w tym roku zmienić pracę. Czemu? Głównym powodem, na jaki wskazała ponad połowa zapytanych przez firmę pracowników, jest zbyt niski poziom płac (53% wskazań, sierpień 2014 r. – 49%). Na drugim miejscu, respondenci wskazali chęć samorealizacji (32%, sierpień 2014 r. – 52%), a jako trzeci powód wymienili brak perspektywy awansu (22%, sierpień 2014 r. – 59%). Skąd tak silna presja płacowa ze strony pracowników? W wielu branżach mamy już do czynienia z rynkiem pracownika i to oni zaczynają dyktować warunki a nie pracodawcy.Z jednej strony jest to następstwo rosnącej liczby rekrutacji prowadzonych przez firmy w Polsce, i to zarówno na pracowników wykształconych jak i tych najsłabiej wykwalifikowanych. Coraz większa liczba ogłoszeń sygnalizuje polskiemu pracownikowi, że jest lepiej.Z drugiej strony, oczekiwania pracowników rosną proporcjonalnie do wzrostu minimalnej płacy czy przeciętnego wynagrodzenia – podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.

Liczą się znajomości

Podobnie jak w ubiegłym roku, przy poszukiwaniu pracy najczęściej liczymy na znajomych – 60% zapytanych respondentów myślących o zmianie pracy zamierza skorzystać z ich pomocy (sierpień 2014 r. – 73%). 59% pracowników planuje przeglądać ogłoszenia w prasie i Internecie, a 57% stawia na proaktywność i zamierza samodzielnie wysłać aplikacje do wybranych przez siebie firm. Przy poszukiwaniu nowego pracodawcy wciąż najchętniej korzystamy z pomocy naszych znajomych, choć już nie tak często jak rok temu. Jednak w coraz większym stopniu mamy do czynienia z automatyzacją procesów rekrutacyjnych i wkraczania w ten obszar nowych technologii. Dziś to Internet staje się głównym źródłem informacji, a jednocześnie kanałem komunikacji kandydata z potencjalnym pracodawcą – mówi Krzysztof Inglot i dodaje: Jednocześnie istotne stają się najnowsze narzędzia aktywnego zarządzania wizerunkiem przez pracodawców. Prawdziwym hitem stają się employer branding oraz projektowe wspieranie pionów zasobów ludzkich w realizacji trudnych projektów zarządczych.

Warto podkreślić, że osoby w wieku powyżej 34 roku życia częściej liczą na znajomych niż ich młodsi koledzy na rynku pracy – odpowiednio 68% i 50% wskazań. Ponadto, kobiety częściej przeglądają ogłoszenia w prasie i w Internecie (59%) niż mężczyźni (52%).

Metodologia badania:

Dane zaprezentowane w materiale prasowym są częścią Barometru Rynku Pracy 3 i zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie osób pracujących (N=522) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1004 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania). Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w styczniu 2015 r.

Work Service

Strategiczne partnerstwo Raiffeisen Polbank i EVO Payments International w zakresie rozwoju biznesu terminalowego

0

Raiffeisen Polbank zawarł umowę z EVO Payments International (EVO), co do strategicznego partnerstwa w zakresie rozwoju biznesu terminalowego w Polsce.

W ramach współpracy Raiffeisen Polbank przekaże zarządzanie biznesem terminalowym do nowej spółki stworzonej przez EVO do współpracy z bankiem. EVO, prowadzące działalność w USA, Kanadzie i Europie, zaoferuje z kolei firmom, które używają w swoim biznesie terminali i są klientami banku, szereg najnowocześniejszych rozwiązań w zakresie obsługi transakcji kartowych oraz alternatywnych metod realizacji płatności, jak również będzie uczestniczyć w pozyskiwaniu udziałów w rynku. Przewiduje się, że po uzyskaniu niezbędnych zgód ze strony organów nadzoru realizacja umowy nastąpi w trzecim kwartale 2015 roku.

Pragniemy zaoferować naszym klientom możliwość korzystania z obsługi płatności kartowych na najwyższym poziomie. Dlatego poszukiwaliśmy partnera, który zapewni im skuteczne realizowanie transakcji z wykorzystaniem terminali i zaproponuje najbardziej innowacyjne rozwiązania produktowe, a jednocześnie będzie posiadał ugruntowane doświadczenie we współpracy z instytucjami finansowymi. Strategiczne partnerstwo z EVO odpowiada na te potrzeby. Będziemy aktywnie uczestniczyć w rozwoju naszego wspólnego przedsięwzięcia, oferując swoim obecnym i nowym klientom nowoczesne i praktyczne rozwiązania wspierające rozwój biznesu. Dzięki współpracy planujemy zwiększenie udziałów nie tylko w segmencie mikroprzedsiębiorstw, ale również korporacji” – powiedział Piotr Czarnecki, Prezes Zarządu Raiffeisen Polbank.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z nawiązania współpracy z Raiffeisenem w Polsce” powiedział James G. Kelly, dyrektor generalny EVO Payments International. „Ten alians umacnia naszą pozycję na polskim rynku i zapewnia dodatkowe możliwości wynikające ze współpracy z wiodącą instytucją finansową. Oczekujemy, że zasięg naszego działania ulegnie rozszerzeniu dzięki dostarczaniu poprzez naszą platformę zaawansowanych rozwiązań płatniczych klientom Raiffeisen Polbank. Dzięki współpracy z EVO z kompleksowych, innowacyjnych rozwiązań na rynku płatności elektronicznych i obsługi kart będą mogli korzystać zarówno obecni, jak i potencjalni klienci Raiffeisen Polbank.”

W ramach aktualnie prowadzonej promocji nowego konta dla mikroprzedsiębiorstw (Wymarzone Konto dla Biznesu) bank oferuje w dzierżawie terminale za 1 zł przez okres przez okres dwóch miesięcy. Po tym czasie firmy będą mogły korzystać z urządzeń, płacąc 39 zł miesięcznie.

Branża odzieżowa korzysta na niskich stopach procentowych

W otoczeniu niskich stóp procentowych dobrze radzą sobie przede wszystkim firmy odzieżowe. Zdaniem Wojciecha Juroszka, zarządzającego w AgioFunds TFI, wyniki tej branży także w przyszłości nie powinny być pod presją, o ile spółki poradzą sobie z ryzykiem kursowym.

Ogólnie oczekuje się, że przy rekordowo niskich stopach procentowych w Polsce będą inwestycje i kredyty, ale tego nie widać, bo wszyscy się boją, jest awersja do ryzyka, jednak branża odzieżowa dobrze sobie radzi w takiej sytuacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wojciech Juroszek, zarządzający AgioFunds TFI. – Społeczeństwo uznaje, że przy niższym bezrobociu i niższych stopach procentowych lepiej jest zrobić coś dla siebie i wydać więcej pieniędzy na rzeczy, które mniej kosztują.

Przyszłość branży odzieżowej – według zarządzającego AgioFunds TFI – też wygląda dobrze. Firmy z tego sektora na polskim rynku publikują korzystne miesięczne wyniki sprzedaży, mające nierzadko dwucyfrową dynamikę. Również rosnąca sprzedaż i marża w przeliczeniu na tę samą co rok wcześniej powierzchnię sprzedaży jest zadowalająca. To oznacza, że przychody rosną nie tylko z powodu nowych otwarć, lecz także z powodu zwiększania się sprzedaż w przeliczeniu na metr kwadratowy sklepu. Zagrożenia jednak istnieją.

Trzeba pamiętać o tym, że jest ryzyko kursu walutowego – przypomina Juroszek. – Niektóre spółki przeliczają wpływy z kolekcji jesienno-zimowych przy dużo wyższym dolarze niż rok temu. Produkcja natomiast zlecana jest głównie w krajach azjatyckich, więc jest rozliczana w dolarze. Powstaje więc ryzyko, że marże mogą być pod presją. Ale jeśli przedsiębiorstwa sobie z tym poradzą, to jest szansa na zniwelowanie tego negatywnego wpływu. Rezultaty zobaczymy jednak w przyszłości. Dopiero jesteśmy po pierwszym kwartale.

W innych segmentach, np. sektorze bankowym, trzeci kwartał ubiegłego roku, a w przypadku niektórych spółek – czwarty, był rekordowy pod względem wyników, które trudno będzie powtórzyć w najbliższych miesiącach. Obecnie – zdaniem zarządzającego AgioFunds TFI – instytucje finansowe na skutek obniżek stóp procentowych i wciąż nierozwiązanej kwestii kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich będą raczej odnotowywały gorsze wyniki. To przełoży się na spółki indeksu WIG20, który gromadzi dużo banków. Nie pomagają też tanie surowce.

– Z wyjątkiem KGHM-u, którego wyniki finansowe są zgodne z oczekiwaniami, spółki surowcowe raczej słabo wyglądają – wskazuje Juroszek. – Jeśli chodzi o firmy ze średniego segmentu, to wydaje się, że w 2015 roku PKP Cargo może pokazać dobre wyniki. W przypadku dużych spółek odzieżowych, takich jak LPP czy CCC, rezultaty są raczej pod presją. Widać, że sprzedaż tzw. like’ów, czyli na powierzchniach porównywalnych, spada.

Na warszawskim parkiecie jest notowanych niewiele przedsiębiorstw, które korzystają na spadającym kursie euro. Ogólnie spółki przemysłowe, w szczególności prowadzące handel z krajami Europy Zachodniej, mogą być – według Wojciecha Juroszka – narażone na pogorszenie wyników w przypadku, gdyby kurs euro do złotówki spadał dalej. Od początku roku notowania spadły o 6-7 proc.

Jedyny beneficjent takiej dewaluacji, który przychodzi mi do głowy, jest Cyfrowy Polsat, który ma dług w euro, około 2 mld w przeliczeniu na złote, więc na pewno powstanie z tego tytułu korzyść w postaci przeszacowania jego wartości – zauważa Juroszek. – Natomiast większość spółek, szczególnie przemysłowych, takich jak Amica, czy inne przedsiębiorstwa eksportujące dużo w euro, mogą znaleźć się z tego powodu pod presją. Również fabryka mebli Forte sprzedaje chyba w europejskiej walucie. Oczywiście firma jest od tego zabezpieczona. Pojawia się jednak pytanie o ilość tego zabezpieczenia w relacji do przychodów.

Marzec był miesiącem większego niż w poprzednich miesiącach zainteresowania inwestorów akcjami spółek, choć jak podkreśla Juroszek, napływy do funduszy inwestycyjnych wciąż nie spełniają oczekiwań rynku.

Wszyscy oczekują napływów do funduszy inwestycyjnych, akcyjnych, na co czekamy tak naprawdę od kilku już lat – zauważa Wojciech Juroszek, zarządzający AgioFunds TFI. – Gospodarka w ubiegłych latach nie chciała szybko rosnąć. Teraz wydaje się, że są czynniki przemawiające za tym, by wreszcie się ożywiała. Natomiast na razie nie widać istotnego zrywu, więc napływów do funduszy inwestycyjnych też jakoś istotnie nie ma.

Jak podaje spółka Analizy Online w marcu krajowe TFI pozyskały z rynku ponad 3,7 mld zł, z czego 1,7 mld zł w funduszach detalicznych. W całym pierwszym kwartale fundusze te zwiększyły swe aktywa o 5,4 mld zł, czyli ponad dwa razy więcej niż w I kwartale 2014 roku. Wyraźnie też widać było wzrost zainteresowania funduszami akcji.

Marzec był już w miarę w porządku, jest więc jakaś jaskółka – informuje Juroszek. – Natomiast nie są to napływy na dużą skalę, więc rozbudzone oczekiwania na razie są nieco na wyrost.

Można oczekiwać dużej zmienności na rynku kontraktów terminowych na surowce

CEO Magazyn Polska

Na międzynarodowych rynkach surowcowych można oczekiwać dużej zmienności w najbliższych miesiącach. To efekt niespokojnej sytuacji politycznej i gospodarczej w wielu regionach świata. Dla inwestorów handlujących kontraktami terminowymi to szansa na duże zyski, ale i ryzyko dużych strat.

Mamy do czynienia z bardzo dużą liczbą czynników zmiennych. Dla niektórych niestety, dla niektórych na szczęście, zmienność będzie duża mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Kwiatek, członek rady nadzorczej OSTC Poland.Niespokojnie jest na Dalekim Wschodzie, tam cały czas coś się dzieje, nikt nie wie, co się stanie z Państwem Islamskim. Także sytuacja na naszej wschodniej granicy przyczynia się do destabilizacji. Rynki energii i gazu są też pod dużym wpływem tego, co się dzieje w Stanach. Nie bez znaczenia są również Chiny, które zaczynają wchodzić na ścieżkę stymulowania gospodarki.

W ciągu ostatniego roku ropa naftowa straciła ponad 40 proc. swojej wartości, ale od początku 2015 roku podrożała już o kilka procent. Gaz natomiast nadal tanieje, podobnie jak pszenica, choć cena kontraktów na nią w ciągu ostatnich 12 miesięcy spadły „tylko” o 25 proc. Nie widać końca spadków kontraktów na ryż, soję, kawę i cukier.

– Dla nas, jako firmy, która handluje kontraktami terminowymi na największych giełdach w Chicago, Londynie, Nowym Jorku czy dalekiej Azji, najciekawsze są rynki energii, bo na nich się dzieje najwięcej, oraz rynki produktów rolnych: kawa, kakao, pszenica i rzepak – podkreślał podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Tomasz Kwiatek.

Na tle niespokojnej sytuacji międzynarodowej nieco blakną europejskie problemy z Grecją. Wydaje się, że pytanie o możliwość opuszczenia przez ten kraj strefy euro przestało już elektryzować inwestorów. Większość najwyraźniej uznała, że Europa z problemem Grecji sobie poradzi.

Na szczęście, tak jak chyba już wszyscy mówią, Europa jest już przygotowana nawet na negatywny scenariusz w Grecji mówi członek rady nadzorczej OSTC Poland, sam jednak dystansuje się od tego spokoju. – Osobiście nie spodziewam się, żeby było tak, że Grecja wyjdzie i nie stanie się kompletnie nic. Jeżeli do tego dojdzie, to nastąpi fundamentalna zmiana. To będzie zupełnie nowa jakość, a to na pewno nie uspokoi rynków.

Dla Polski, jako dla dużego producenta pszenicy, rzepaku, kukurydzy i oczywiście bydła, największe znaczenie mają rynki rolne. Ceny tych towarów jak wszystkich na rynkach podlegają skokom. Jak mówi Tomasz Kwiatek, rozsądnie używane kontrakty mogą uchronić rolników przed stratami.

Polscy hodowcy roślin czy zwierząt bardzo szybko się zmieniają podkreśla Tomasz Kwiatek z OSTC Poland.Słyszymy od naszych partnerów, że to już nie jest rolnik, który kompletnie nie wie, co się dzieje na rynkach. To są ludzie, którzy w tej chwili na bieżąco obserwują, co się dzieje na MATIF-ie, czyli giełdzie francuskiej, czy na amerykańskiej giełdzie. Doskonale wiedzą, co się dzieje na rynkach, obserwują je i wydaje mi się, że oni będą coraz bardziej starali się zabezpieczyć ryzyko zmian cen swoich płodów rolnych. To według mnie będzie bardzo ciekawy rynek w Polsce, jeżeli ktoś będzie potrafił pomóc im ustrzec się tego ryzyka zmian płodów rolnych.

Enea notuje kilkukrotny wzrost sprzedaży energii w pakietach z innymi usługami

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż energii elektrycznej w połączeniu z usługami medycznymi czy finansowymi przeżywa dynamiczny rozwój, choć w ogólnych obrotach spółek energetycznych ma w dalszym ciągu niewielki udział. Poznańska Enea sukcesywnie wprowadza do swojej oferty kolejne produkty łączone – ostatnim z nich jest dostępny na rynku od połowy kwietnia pakiet medyczny.

Sprzedaż łączona osiąga bardzo duży postęp procentowy, idący w setki procent – mówi agencji Newseria Inwestor Krzysztof Zamasz, prezes zarządu Enea SA. – Natomiast jeśli popatrzymy na wolumeny i dochodowość, to ten segment dopiero raczkuje.

Jak dodaje, perspektywy sprzedaży łączonej energii są bardzo obiecujące, a Enea jest nim zainteresowana, dlatego zamierza rozwijać sprzedaż w tym zakresie.

Oferujemy produkty, które łączą energię elektryczną, która jest już naszym podstawowym, core&HASH39;owym produktem, z gazem. Poza tym mamy w swojej ofercie instrumenty finansowe i produkty ubezpieczeniowe. Staramy się być aktywni, kreatywni, badamy rynek i wychodzimy jemu i oczekiwaniom naszych klientów naprzeciw, żeby zapewnić jak największy komfort w zakresie terminowości dostaw – tłumaczy Zamasz.

Klienci Enei od 15 kwietnia mogą nabyć pakiet, który łączy sprzedaż energii elektrycznej z dostępem do opieki medycznej placówek LUX-MED (Energia + Zdrowie). Mają oni dostęp do konsultacji zarówno z lekarzem POZ, jak i specjalistą. W przypadku pakietu wraz z ochroną ubezpieczeniową PZU (Energia + Spokój) – klienci uzyskują ubezpieczenie od utraty pracy i następstw nieszczęśliwych wypadków skutkujących niezdolnością do pracy. Poza tym klient w razie utraty źródła dochodów może zyskać do 600 zł na pokrycie opłat za energię. Polisa zawiera także jest usługę assistance, oferującą klientom pomoc w poszukiwaniu nowej pracy.

Firma zapewnia również usługi finansowe we współpracy z Getin Bankiem. Od każdego zapłaconego za jego pośrednictwem rachunku przysługuje m.in. zwrot 15 proc. opłaty za prąd (do 200 zł rocznie). Z kolei przedsiębiorcom Enea od jesieni 2014 roku sprzedaje gaz ziemny w ofercie dual fuel. Podobną usługę ma zaoferować w tym roku klientom indywidualnym.

Mamy również ofertę związaną z płatnościami. Myślę, że nasi klienci są z tego bardzo zadowoleni, co widać po odnowionych kończących się umowach, ten klient do nas po prostu wraca – wyjaśnia Zamasz.

Prezes Enei podkreśla, że poziom odnawiania umów jest w spółce wysoki, bo przekracza 90 proc. Firma pozyskuje także nowych klientów. Jak mówi Krzysztof Zamasz, Enea w 2014 roku pozyskała nowy wolumen na 2,5 TWh (łączna sprzedaż energii odbiorcom końcowym przekroczyła 16 TWh).

Trzeba podwoić eksport spożywczy

Jeśli w ciągu 2-3 lat nie uda się podwoić eksportu produktów spożywczych, to będziemy mieli poważne problemy – przestrzega Janusz Piechociński. Przy coraz większej produkcji i coraz większej konkurencji potrzebne jest intensywne poszukiwanie nowych rynków zbytu. Polski eksport jest już na tyle silny, że nie zaszkodziły mu nawet zmiany na rynku walutowym.

Mamy wyższą cenę dolara, mamy spadek wartości euro, co przy 77-proc. wymianie z rynkiem Unii Europejskiej powinno nam ze względu na relację złoty/euro hamować eksport. Tak się nie dzieje, co pokazuje, że jesteśmy gospodarką wyjątkowo elastyczną, stabilną i przewidywalną – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

Polski eksport (liczony w euro) w 2014 roku wzrósł o 5,2 proc. i przekroczył 163 mld euro. Wynik był o ponad 2,4 mld euro niższy od importu, który wzrósł o 5,5 proc. W tym roku, jak policzył Główny Urząd Statystyczny, eksport nadal rósł. Po styczniu i lutym był o 2,2 proc. wyższy niż rok wcześniej. Jednocześnie import zmniejszył się w tym czasie o 4,3 proc.

W eksporcie produktów spożywczych Polska miała w 2014 roku 6,5 mld euro nadwyżki. Mimo utrudnień na kierunku wschodnim była ona o 1 mld euro wyższa w porównaniu z 2013 rokiem. Cały polski eksport spożywczy w zeszłym roku sięgał 21,5 mld euro.

Zeszły rok był jeszcze bardziej imponujący, niż sądzimy, dlatego że marże były niższe – podkreśla wicepremier i minister gospodarki. – Sprzedaliśmy w tonażu zdecydowanie więcej. Mieliśmy nie tylko wyzwania związane z embargiem rosyjskim. To był również bardzo udany surowcowo rok na świecie. Stąd w tych 6,5 mld nadwyżki eksportowej jest zdecydowanie więcej masy towarowej.

Wicepremier Piechociński liczy na to, że w tym roku uda się poprawić konkurencyjność polskiego sektora rolno-spożywczego. Kryzys na Wschodzie spowodował nadwyżkę w produkcji żywności, a w konsekwencji spadek cen i zyskowności. Receptą na te problemy jest zdobywanie nowych rynków eksportowych w Ameryce, Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Wzrost eksportu oznacza bowiem wyższe ceny skupu.

Jesteśmy trochę zakładnikami swojego sukcesu – przyznaje Piechociński. – To jest nie tylko 3,5 mln ton jabłka polskiego i pierwsze miejsce w eksporcie. To jest także wielki sukces polskiego drobiarstwa, bo w ciągu pięciu lat zwiększyliśmy produkcję o 40 proc. Stąd taka presja na zdobywanie nowych rynków, bo przy nasycaniu się produkcji i zmniejszaniu przewag konkurencyjnych, które mamy na rynku Unii Europejskiej, jeśli w ciągu 2-3 lat nie podwoimy eksportu, to będziemy mieli potężne problemy.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w marcu wartość produkcji sprzedanej przemysłu była o 8,8 proc wyższa niż przed rokiem. To najlepszy wynik od przeszło trzech lat (ostatnio szybsza dynamika była w styczniu 2012 roku, gdy produkcja wzrosła w ujęciu rocznym o 9 proc.) i potwierdza dobrą kondycję polskiej gospodarki.

Mamy najnowszego „Economista”, który podaje świeże dane, zestawienia kilkudziesięciu krajów światowej produkcji przemysłowej – mówi Piechociński. – Ze wzrostem w I kwartale 4,6 proc. jesteśmy w pierwszej trójce, jak dobrze pamiętam. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego na wschód od Polski, jeśli nie będzie tąpnięcia w strefie euro, a nie powinno być, bo ten bilion euro dopompowywany przez Europejski Bank Centralny do europejskiej gospodarki ją stabilizuje, to jesteśmy dzisiaj bardzo konkurencyjną gospodarką.

Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych do 2017 r. uruchomi inwestycje warte ponad 300 mld euro

CEO Magazyn Polska

Jeszcze przed wakacjami ma zacząć funkcjonować nowy Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych. Najważniejszym celem unijnego funduszu jest pobudzenie w Europie inwestycji o wartości co najmniej 315 mld euro. Kolejne kraje zapowiadają swój wkład finansowy w EFSI. Również polskie władze zadeklarowały 8 mld euro przez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polskie Inwestycje Rozwojowe.

W miniony wtorek doszło do zawarcia porozumienia ministrów finansów krajów Unii Europejskiej w sprawie projektu powołującego Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych. Tworzony podmiot będzie dysponował bazą kapitałową w wysokości 21 mld euro, z czego 16 mld euro stanowić będą gwarancje budżetu UE, a 5 mld euro wyasygnuje Europejski Bank Inwestycyjny (EBI). Dzięki lewarowaniu na rynkach finansowych zdolność inwestycyjna EFSI ma wzrosnąć do 60 mld zł. Komisja Europejska liczy na to, że w skali najbliższych trzech lat powinno to doprowadzić do wygenerowania inwestycji o wartości co najmniej 315 miliardów euro.

Nowy Europejski Fundusz Inwestycji Strategicznych może sobie radzić bez żadnych wkładów krajowych. Cieszy nas jednak, że wiele państw deklaruje tworzenie krajowych platform inwestycyjnych przy pomocy ich banków rozwojowych. Fundusz brałby na siebie część ryzyka, co byłoby wartością dodaną takiej platformy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jyrki Katainen, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz ds. miejsc pracy, wzrostu, inwestycji i konkurencyjności.

Według deklaracji ministra finansów Mateusza Szczurka Polska poprzez rządowe podmioty, takie jak BGK oraz PIR, zasili fundusz kwotą wynoszącą do 8 miliardów euro. Nasz kraj nie jest jedynym, który zadeklarował tak wysokie kwoty.

Francja, Włochy i Niemcy zadeklarowały wpłacić po około 8 miliardów euro na inwestycje finansowane przez EFSI. Hiszpania ogłosiła, że wpłaci 1,5 miliarda euro, a Luksemburg około 100 milionów – wylicza Jyrki Katainen w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Wytyczne Rady Europejskiej mówią, że utworzenie EFSI powinno nastąpić nie później niż do końca czerwca 2015 roku. Na wtedy zaplanowano również rozpoczęcie wsparcia dla konkretnych projektów inwestycyjnych. Nad wyborem poszczególnych przedsięwzięć czuwać ma grupa niezależnych ekspertów, a priorytetowe będą realizacje związane z infrastrukturą, energetyką oraz badaniami i rozwojem.

Europejski Bank Inwestycyjny zadeklarował przeprowadzenie pewnych operacji jeszcze przed startem EFSI. Finansowanie inwestycji w sektorze małych i średnich firm powinno przyspieszyć przed latem. EBI obiecał więc realizację tak szybko, jak to będzie możliwe – zaznacza komisarz.

Na wstępnej liście projektów zgłoszonych przez Polskę znajduje się około 250 inwestycji dotyczących między innymi inwestycji w odnawialne źródła energii, budowy nowego bloku energetycznego w elektrowni Kozienice czy rozbudowy kopalni węgla brunatnego w Lubinie.

Rosną wydatki polskich firm na innowacyjność

0

CEO Magazyn Polska

Polskie innowacyjne przedsiębiorstwa coraz więcej pieniędzy przeznaczają na działalność innowacyjną. Średnio wydają na ten cel 1 mln euro (wobec 785 tys. w 2010 roku) i zbliżają się poziomu średnich wydatków w UE (1,15 mln euro). Jednocześnie spada jednak odsetek innowacyjność firm – wynika z badania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.  

Dobra informacja jest taka, że rośnie średni poziom wydatków dokonywanych przez firmy na innowacyjność. Dochodzimy już prawie do średniej europejskiej, która wynosi 1 mln euro na firmę. Natomiast gorsza wiadomość jest taka, że spadł nam w ostatnich latach odsetek firm innowacyjnych w Polsce – do 23 proc. – powiedziała agencji Newseria Biznes Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Średni poziom nakładów innowacyjnych w firmie w Polsce rośnie i jest już tylko nieco niższy od średniej dla 28 krajów UE (1 mln wobec 1,15 mln euro). Łącznie w 2013 r. roku przedsiębiorstwa przemysłowe wydały na innowacje jednak mniej o 2,7 proc. niż w 2012 r., a firmy usługowe aż o 21 proc.

Z danych Eurostatu wynika, że w latach 2010-2012 w większości krajów UE spadła liczba firm podejmujących działalność innowacyjną. W Polsce odsetek ten spadł z 28 proc. w latach 2009-2011 do 23 proc. Dane GUS wskazują na pewne odbicie w latach 2011-2013, ale tylko w przypadku firm przemysłowych (udział innowacyjnych firm zwiększył się z 17,7 do 18,4 proc.).

To jest coś, co na pewno musimy poprawić, choć ta tendencja spadkowa jest obserwowana w całej Europie, a w Niemczech udział zmniejszył się najbardziej – mówi prezes PARP.

Badania PARP wskazały jednak, że firmy, które podejmują działalność innowacyjną, zwykle ją kontynuują i zwiększają wydatki na badania i rozwój.

To oznacza, że stają się permanentnymi innowatorami i mają dowody na to, że opłaca się być innowacyjnym – podkreśla Lublińska-Kasprzak. – Bardzo ciekawe jest również to, że mamy bardzo wysoki odsetek innowacyjnych mikrofirm.

Jak podkreśla, ta grupa przedsiębiorstw ogólnie nie jest objęta statystyką publiczną, mierzącą poziom innowacyjności firm, co wcale nie oznacza, że nie ma wśród nich innowatorów. Doskonałym przykładem są różnego typu innowacyjne start-upy. Z badania PARP wynika, że w ostatnich trzech latach innowacje w swoich firmach wprowadziło blisko 60 proc. mikroprzedsiębiorców. Co trzeci postawił na innowacje produktowe, co piąty – na innowacje procesowe. Co ważne, blisko połowa z inwestujących twierdzi, że inwestycja była opłacalna.

Jak przyznają, najpoważniejszą barierą w innowacyjności jest brak środków na prowadzenie prac nad nowymi rozwiązaniami. Mimo to nieco ponad połowa mikrofirm planuje wdrożyć innowacje w ciągu kolejnych miesięcy.

Najważniejsze przesłanie jest takie, że musimy wspierać i budować otoczenie innowacyjnego biznesu, które wpłynie na to, że kolejnych firm innowacyjnych będzie przybywało – mówi Bożena Lublińska-Kasprzak.

Orange inwestuje w nowe technologie telefonii komórkowej i stacjonarnej

0

CEO Magazyn Polska

Dostęp do internetu LTE w sieci Orange ma dziś niemal trzy czwarte Polaków. W ciągu kolejnych dwóch lat zasięg obejmie całą Polskę. Inwestycje w nowe technologie będą dotyczyć także telefonii stacjonarnej. W tym roku Orange zainwestuje niemal pół miliarda złotych w światłowody, które doprowadzi bezpośrednio do 650 tysięcy domów i mieszkań.

Naszym priorytetem w telefonii komórkowej jest rozwój sieci LTE. Już teraz 74 proc. populacji ma dostęp do internetu w tej technologii. Mocno rozwijaliśmy ją w ostatnich miesiącach i nadal będziemy. Dla nas istotne jest nie tylko pokrycie, lecz także jakość dostępu. Chcemy, by klienci mogli swobodnie korzystać z LTE nie tylko na zewnątrz, lecz także wewnątrz budynków czy w metrze – mówi agencji Newseria Biznes Bruno Duthoit, prezes Orange Polska

Od początku tego roku zasięg sieci 4G LTE Orange zwiększył się z 61 do 74 proc. Plany firmy zakładają, że najpóźniej za dwa lata technologia LTE będzie dostępna praktycznie w całym kraju.

Spółka stawia na innowacyjne technologie również w segmencie stacjonarnym.

To dla nas wciąż bardzo istotny rynek. Planujemy na nim przełomowe zmiany, chcemy by sieć światłowodowa była w tym segmencie powszechniejsza. W tym roku przeznaczymy do 450 milionów złotych na okablowanie światłowodami około 650 tysięcy domów i mieszkań w Polsce – mówi Duthoit.

Zapowiada, że to dopiero pierwszy etap inwestycji. Orange planuje również wiele innych przedsięwzięć.

W najbliższych latach chcemy całkowicie wycofać starsze technologie, które funkcjonują jeszcze w naszej sieci. To ważna modernizacja, która nie będzie bezpośrednio widoczna dla klientów, ale polepszy jakość naszych usług – zapowiada prezes Orange Polska.

Postawienie na nowe technologie, a co za tym idzie – na zwiększenie jakości oferowanych usług, ma pomóc firmie utrzymywać konkurencyjność na coraz trudniejszym rynku telekomunikacyjnym. Drugim kluczowym elementem będzie poprawianie kontaktu z klientami.

Chcemy, żeby doświadczenia naszych klientów były tylko pozytywne, a oferowane usługi na najwyższym poziomie. Dlatego musimy wykazać się przejrzystością oraz zapewnić jak najwyższą jakość zarówno technologii obsługi, jak i kontaktów w punktach sprzedaży. To dla nas priorytet – przekonuje Bruno Duthoit.

Orange wprowadził nowe pakiety taryfowe, usprawnia też obsługę klientów. Salony Orange i pozostałe kanały sprzedaży będą się lepiej uzupełniać. W salonach klienci będą mogli skorzystać m.in. z obsługi na recepcji i załatwić wiele prostych spraw od ręki. Stopniowo Orange będzie wdrażać inteligentny system zarządzania ruchem w salonie. W najbliższych dniach firma planuje też otwarcie w Warszawie pierwszego w Polsce tzw. smart store, czyli interaktywnego salonu przyszłości.

Na rynku funkcjonuje tylko około tysiąca pracowniczych programów emerytalnych

CEO Magazyn Polska

Pracownicze programy emerytalne nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Na koniec 2014 roku objętych nimi było 381 tys. osób, czyli nieco ponad 2 proc. pracujących. Nie przybywa nowych programów, od kilku lat liczba oscyluje w okolicach tysiąca. Pracodawcy wolą zaoferować swoim pracownikom bardziej elastyczne rozwiązania pozaustawowe. Zachęcić ich mogłyby jednak zmiany w prawie.

Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec 2014 roku pracowniczymi programami emerytalnymi, czyli tworzonymi przez pracodawców systemami dobrowolnego oszczędzania na emeryturę, objętych było 381 tys. osób (o 6 tys. więcej niż w 2013 roku). Wartość zgromadzonych aktywów wyniosła 10,2 mld zł, co oznacza ponad 8-proc. wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem.

Wrażenia nie robi ani liczba pracodawców, którzy założyli programy, ani tempo ich rozwoju. Tych programów od kilku lat jest około tysiąca, ale  jeśli porównamy nominalną liczbę założonych programów rok do roku, to okaże się, że w ostatnich latach ona maleje. Wykreślane są kolejne programy emerytalne, a nie przybywa nowych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Nowak, członek zarządu w firmie doradczej Mercer Polska.

Na rynku PPE od kilka lat panuje stagnacja. Liczba programów wzrosła znacząco tak naprawdę tylko w latach 2004-2005 (z 290 do 700), kiedy część grupowych ubezpieczeń na życie została przekształcona w PPE. Obecnie członkami programów jest zaledwie 2,4 proc. zatrudnionych, a średnie oszczędności wynoszą ok. 20 tys. zł na osobę. Statystyki są nieco lepsze, biorąc pod uwagę strukturę zatrudnienia, czyli liczbę osób pracujących na umowach cywilnoprawnych lub samozatrudnionych. Mimo to trudno ocenić 15 lat funkcjonowania PPE jako sukces.

Liczymy jednak, że pewien rozwój będzie następował – mówi ekspert Mercer Polska. – Mogłoby pomóc wprowadzenie do PPE zachęt, np. na wzór indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego, czy ujednolicenie warunków funkcjonowania pracowniczych programów emerytalnych z IKE i IKZE, tak aby te wszystkie trzy konstrukcje były do siebie zbliżone. Wówczas można byłoby się spodziewać, że pracownicy będą korzystać z zachęt fiskalnych i sami zainteresują się oszczędzaniem w PPE – prognozuje.

Potrzebne są także rozwiązania, które będą sprzyjały pracodawcom. Ekonomiści z Towarzystwa Ekonomistów Polskich w raporcie „Dodatkowy system emerytalny w Polsce – diagnoza i rekomendacje zmian” wskazują, że przyczynami niskiego poziomu uczestnictwa w PPE są m.in. słabe zachęty ekonomiczno-fiskalne dla pracodawców czy brak możliwości zróżnicowania poziomu składki dla różnych grup pracowników. To wszystko sprawia, że pracodawcy nie są zainteresowani wspieraniem takich programów i wybierają rozwiązania pozaustawowe.

Chodzi np. o plany oszczędnościowe albo programy czwartofilarowe czy pozaustawowe, czyli takie, które są tworzone poza przepisami ustawy o pracowniczych programach emerytalnych. Tego typu rozwiązania cieszą się w ostatnich latach zdecydowanie większym zainteresowaniem, ale ciągle nie można mówić o przełomie. To wciąż rozwiązanie bardzo elitarne, oferowane przez nie więcej niż 30-40 proc. najlepszych pracodawców – przekonuje Nowak.

Zdaniem eksperta warto pomyśleć o takim rozwiązaniu, które wpłynie na większą powszechność III filara emerytalnego. Polacy rzadko oszczędzają na emeryturę. Nieco ponad 5 proc. ma założone indywidualne konta emerytalne. Jeszcze mniej (3,2 proc.) oszczędza na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego.

Najwyższy czas pomyśleć o pewnej powszechności programów emerytalnych rozumianych jako przymus zakładania i umożliwiania pracownikom oszczędzania w takich rozwiązaniach. Pracodawcy byliby de facto zobligowani do tworzenia programów emerytalnych, choć nie do płacenia składek – tłumaczy Krzysztof Nowak.

W PPE podstawowa składka jest bowiem odprowadzana przez pracodawcę.

Im trudniejsza sytuacja gospodarcza, tym większa sprzedaż loterii

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż loterii na świecie w 2014 roku była o około 10 proc. większa niż rok wcześniej i wyniosła 285 mld dol. Największe wzrosty odnotowała Ameryka Łacińska (prawie 23 proc.) oraz region Azji i Pacyfiku (ok. 15,6 proc.). Europejski rynek – z przychodami w wysokości 110 mld dol. – wzrósł o ponad 5 proc. Loteriom sprzyja trudniejsza sytuacja gospodarcza danego regionu.

Wzrost na rynkach w różnych regionach można podsumować prostą zależnością: im trudniejsza sytuacja ekonomiczna, tym większa skłonność do grania wśród ludzi, którzy chcą podreperować swój budżet ewentualną wygraną – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Włodarczyk, prezes zarządu oferującej rozwiązania dla tej branży firmy GTECH Poland (Grupa IGT). – Ta zależność spowodowała m.in. wzrost, który zaobserwowaliśmy w Azji.

Według World Lottery Association (WLA), stowarzyszenia skupiającego 140 największych loterii rządowych na całym świecie (ponad 70 krajów), oraz magazynu „La Fleur’s” sprzedaż na światowym rynku loteryjnym wzrosła rok do roku o 10 proc., po zaledwie 5-proc. wzroście w 2013 roku. Branża mówi więc o oznakach ożywienia.

Największe wzrosty sprzedaży osiągnęły loterie w państwach regionu Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Łacińskiej. W tym pierwszym regionie progres wyniósł 15,6 proc., w drugim – ponad 23 proc. Jak podkreślają eksperci GTECH są to jednak obszary słabiej rozwinięte pod względem oferty i technologii loteryjnych. Na tak dynamiczne wzrosty miało wpływ np. dostarczanie nowych produktów, które w Europie funkcjonują od dawna i osiągnęły już na rynku pewien poziom nasycenia. Ważne są także uwarunkowania kulturowe danego regionu.

W Ameryce Południowej rynek loteryjny jest stosunkowo mały, w związku z tym jakiekolwiek zmiany, jak np. wprowadzenie nowych produktów, powodują znaczne wzrosty – potwierdza Włodarczyk. – Największa loteria z tego regionu, z rocznymi obrotami rzędu 300 mln dol., działa w Meksyku. W porównaniu do chińskiej, która ma 30 mld dol. rocznych przychodów, jest więc stosunkowo mała. Ale w Chinach oraz w regionie Azji i Pacyfiku ubiegłoroczne wzrosty także były skutkiem wprowadzenia nowych produktów, takich jak chociażby gra przez internet.

Loterie chińskie są siłą napędową światowego rynku. Największa – China Welfare Lottery – w ubiegłym roku zanotowała blisko 17-proc. wzrost, a druga pod względem wielkości – China Sports Lottery – aż o jedną trzecią. Z kolei sprzedaż loterii w Ameryce Północnej wzrosła zaledwie o 0,4 proc.

W Europie sprzedaż loterii wzrosła o 5,1 proc. i wyniosła blisko 110 mld dol. Prym w regionie środkowo-wschodnim Starego Kontynentu wiedzie węgierska Szerencsejáték Zrt., która odnotowała wzrost o prawie 25 proc., oraz czeska Sazka. Biorąc pod uwagę wskazaną zależność skłonności do grania od kondycji gospodarki, nie są zaskoczeniem wyniki loterii greckiej. Tamtejsza OPAP odnotowała wzrost na poziomie 14,8 proc. Korzystny rezultat osiągnęła także loteria polska.

Rozwój branży loteryjnej jest determinowany przez takie same czynniki, jak w każdym innym obszarze. Napędza go dostarczanie nowych produktów i świadczenie kolejnych usług – wyjaśnia Wojciech Włodarczyk.

Jak podkreśla, z roku na rok gracze stają się coraz bardziej wymagający. Stąd niedawna decyzja spółki GTECH o rozszerzeniu portfolio usług i połączeniu z dostawcą rozwiązań dla kasyn – firmą IGT. Nowy podmiot będzie funkcjonować pod marką IGT z logo GTECH.

Prasa najczęściej cytowanym medium w marcu

CEO Magazyn Polska

„Gazeta Wyborcza”, „Wprost” i „Rzeczpospolita” były najczęściej cytowanymi tytułami w marcu. Pierwszą piątkę zamykają stacja TVN24 i radio RMF FM. W mediach najczęściej komentowano kampanię prezydencką, katastrofę samolotu linii Germanwings i kontrowersje wokół SKOK-ów.

Zgodnie z najnowszym rankingiem Instytutu Monitorowania Mediów najbardziej opiniotwórczymi mediami w marcu były „Gazeta Wyborcza”, tygodnik „Wprost” i dziennik „Rzeczpospolita”, a na kolejnych miejscach stacje TVN24 i RMF FM – mówi Monika Tomsia z Instytutu Monitorowania Mediów.

„Gazeta Wyborcza” obroniła pozycję z lutego i dodatkowo zwiększyła przewagę nad „Wprost” i „Rzeczpospolitą”. W marcu powołano się na nią 714 razy, a na kolejne dwa tytuły odpowiednio 386 i 370 razy. Tygodnik „Wprost” w marcu powrócił do ścisłej czołówki rankingu.

W ubiegłym miesiącu zajmował nieco niższą pozycję. W tym miesiącu prawdopodobnie jest to spowodowane, po pierwsze, echami afery związanej z Kamilem Durczokiem, po drugie, zmianą na stanowisku redaktora naczelnego tygodnika – wyjaśnia Tomsia.

W rankingu tygodników kolejne miejsca zajęły „Newsweek” (200 cytowań) i „Polityka” (72 cytowania). Najbardziej opiniotwórczym radiem jest RMF FM (325 cytowań, piąte w rankingu najczęściej cytowanych mediów), a za nim Radio ZET (192) i TOK FM (83). W rankingu telewizyjnym zdecydowanym liderem pozostaje TVN24 i ma znaczącą przewagę nad konkurentami – 340 cytowań wobec 122 odnotowanych przez TVN i 66 przez TVP Info.

Najbardziej opiniotwórczym miesięcznikiem marca był „Forbes”, który opublikował raport o najbogatszych ludziach na świecie – mówi Monika Tomsia.

Marzec w mediach upłynął przede wszystkim pod znakiem wyborów prezydenckich i aktywności kandydatów na to stanowisko. Z kampanią wyborczą związany był też inny dominujący w mediach temat, czyli kontrowersje wokół SKOK-ów i powiązania jednego z kandydatów z tą sprawą.

Często pisano i mówiono również o podsłuchach w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, katastrofie samolotu linii lotniczych Germanwings oraz skandalu w zakładzie karnym w Łodzi. Tenże skandal przyczynił się do wysokiej pozycji w rankingu tytułu „Polska Dziennik Łódzki”, który stał się najbardziej opiniotwórczym medium regionalnym – podkreśla przedstawicielka IMM.

Kolejne miejsca w tym rankingu zajęły Radio Gdańsk oraz „Polska Gazeta Krakowska”.

Najpopularniejszym portalem w marcu był serwis wPolityce.pl (56 cytowań), który wyprzedził Tvn24.pl (51 cytowań) i dotychczasowego lidera – Onet.pl (41 cytowań). Wśród mediów ekonomicznych najczęściej cytowane były „Dziennik Gazeta Prawna”, „Puls Biznesu” oraz „Forbes”.

Rozpoznawalność firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią rośnie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż bezpośrednia w Polsce systematycznie się rozwija. Rosną nie tylko obroty firm, lecz także ich rozpoznawalność wśród klientów. Konsumenci coraz częściej potrafią sami, bez podpowiedzi, wskazać firmy działające w tej branży. Rozpoznawalne są przede wszystkich duże, międzynarodowe podmioty z branży kosmetycznej, jak Avon czy Oriflame.

Badania przeprowadzone przez Instytut Homo Homini na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej wskazują, że wzrasta świadomość klientów i rozpoznawalność firm sprzedaży bezpośredniej. Z taką formą sprzedaży miało styczność 70 proc. respondentów.

Spontaniczna znajomość jest kilkuprocentowa, ale kiedy przedstawiamy ankietowanym listę firm, to rozpoznawalność potrafi wzrosnąć nawet do ok. 80 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej (PSSB).

Liderem skojarzeń spontanicznych, czyli bez podpowiedzi, jest firma Avon (18 proc.). Największy wzrost rozpoznawalności zanotowało zaś Oriflame (10 proc.). Kilkuprocentową rozpoznawalność notują firmy Amway (5 proc.) i Zepter (4 proc.). Przy badaniach wspomaganych, czyli z listą firm do wyboru, klienci również najczęściej wskazywali firmy kosmetyczne. Liderem jest Avon (83 proc.). Drugie miejsce zajął Oriflame (wzrost rozpoznawalności wspomaganej o 7 proc.). Zaledwie 8 proc. badanych nie znało żadnej ze wskazanych marek (spadek o 4 proc. względem 2014 roku).

Wraz ze wzrostem rozpoznawalności poprawiają się także wyniki sprzedażowe. Branża, choć wciąż jest mniejsza niż w krajach zachodnich, co roku notuje wzrosty.

Ubiegły rok był dla firm bardzo dobry. Wzrost obrotów wyniósł 4 proc. Oczywiście kondycja zależy od firmy, od produktu i od tego, w jakim stadium rozwoju znajduje się dana firma. Niektóre z nich miały rok płaski, a nawet zakończyły go pod kreską – zaznacza Luboń. – Wiele zależy od tego, jak firmy pracują z dystrybutorami czy konsultantkami, bo o wszystkim właściwie decydują ludzie.

Przedsiębiorstwa skupione w PSSB odnotowały blisko 3 mld zł obrotów. Na tle Unii Europejskiej to niewiele (łącznie 23 mld euro), jednak wartość branży rośnie. W 2013 roku obroty wyniosły niecałe 2,7 mld zł. Największą popularnością w tej formie sprzedaży cieszą się kosmetyki, choć ich udział w sprzedaży maleje (z 85 proc. w 2005 roku to 68 proc. w ubiegłym roku). Coraz chętniej kupujemy natomiast ubrania i akcesoria (do 9 proc.).

Światowa sprzedaż czytników e-booków o 20 proc. większa niż przed rokiem

Sprzedaż czytników e-booków w Europie w ubiegłym roku wzrosła o 30-40 proc. – wynika z szacunków firmy PocketBook. Na całym świecie była o jedna piątą większa. Książki w wersji elektronicznej stają się coraz popularniejsze również w Polsce – w ubiegłym roku blisko 12 proc. czytelników miało kontakt z e-bookami, a trzy lata temu – 7,3 proc. Najpopularniejszym czytnikiem nadal jest Kindle.

Dobry czytnik, czyli z ekranem e-ink, który nie odbija światła, jak w przypadku tabletów, można kupić już za około 300 zł – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Bednarczyk z firmy Virtualo. – Oczywiście są też urządzenia droższe. Wszystko zależy od potrzeb, czy chcemy mieć urządzenie z ekranem dotykowym, czy potrzebujemy internetu. Zakres cenowy jest bardzo szeroki. Natomiast od 300 zł można kupić już porządne urządzenie, na którym wygodnie będzie się konsumowało treści.

Jak wynika z danych Virtualo ubiegłoroczna sprzedaż książek w formie cyfrowej wyniosła ok. 40 mln zł. W tym roku rynek może wzrosnąć o kolejne 20 mln zł.

Według danych firmy PocketBook, producenta czytników, sprzedaż urządzeń w zeszłym roku na terenie Unii Europejskiej wzrosła o ponad 30 proc. w porównaniu z 2013 rokiem. Globalnie wzrost ten oceniany jest na około 20 proc.

– Sprzedaż czytników, podobnie jak e-booków, wartościowo rośnie – mówi Martyna Bednarczyk. – Widzimy ogromne zainteresowanie czytnikami szczególnie w okresach świątecznych, wakacyjnych, kiedy ludzie chętniej sięgają po książki elektroniczne niż drukowane. Jest to dla nich wtedy wygodniejsza platforma.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez TNS na zlecenie Biblioteki Narodowej blisko 12 proc. ankietowanych Polaków miało w ubiegłym roku kontakt z e-bookiem, podczas gdy w 2012 roku zaledwie 7,3 proc.

Konsumenci sięgają po książki zarówno w formie e-booka, jak i papierowej – komentuje Bednarczyk. – Wynika to z tego, że spora liczba pozycji wciąż nie jest dostępna w wersji elektronicznej. Najnowsze tytuły wchodzą na rynek zazwyczaj także jako e-booki, ale sporo starszych tytułów jest dostępnych wyłącznie w wersji drukowanej. Jeśli ktoś jest zainteresowany książką z 2005 roku, to prawdopodobnie znacznie łatwiej dostanie ją w wersji drukowanej niż elektronicznej.

Jak wynika z raportu Virtualo najpopularniejsza platformą jest nadal Kindle (73 proc.). Na tabletach firmy Apple (iPad) i Samsung e-booki czyta zaledwie 2,3 proc. konsumentów tego rodzaju treści.

Szacujemy, że podobnie jak w zeszłym roku będą rządziły Kindle. Tak naprawdę na nich głównie opiera się obecnie rynek – twierdzi Martyna Bednarczyk.

PocketBook prognozuje, że w tym roku priorytetem producentów urządzeń będzie koncentracja na usługach dodatkowych oraz usprawnienie procesu zakupu elektronicznych książek, przesyłania ich na urządzenie i czytania. Możliwości takie daje ekosystem zintegrowany z czytnikiem i innymi urządzeniami, internetowymi księgarniami, bibliotekami i usługami. Podstawą dla niego może być technologia chmury, która w najbliższych latach ma być jednym z najszybciej rozwijających się rozwiązań technologicznych.

23 kwietnia jest Światowym Dniem Książki.

Rekordowy nabór wniosków na budowę mieszkań socjalnych i komunalnych

Po raz kolejny w historii rządowego programu dopłat do budownictwa socjalnego i komunalnego, wartość wniosków złożonych przez samorządy przekroczyła zarezerwowaną pulę środków finansowych. Do Banku Gospodarstwa Krajowego wpłynęło 76 wniosków o łącznej wartości ponad 65 mln zł, dzięki którym ma powstać  1 119 mieszkań dla najuboższych. Już dziś można stwierdzić, że 17 edycja naboru wniosków jest  rekordowa.

Pula środków wynosząca 63 mln zł została przekroczona o ponad 2 mln zł, a wartość złożonych wniosków wzrosła o ponad 70 proc. w porównaniu z ostatnią edycją, która odbyła się jesienią 2014 r. Podobnie jak w poprzednich latach najbardziej zainteresowane programem są gminy z południowych regionów Polski – blisko 1/3 wniosków wpłynęła z województwa śląskiego.

–  Od 2011 roku wszystkie pozytywnie ocenione projekty uzyskały dofinansowanie. Sprawdzamy teraz poprawność złożonych przez gminy wniosków, by zweryfikować, jak duże będzie faktyczne wykorzystanie przydzielonej na edycję puli środków finansowych. Mamy nadzieję, że i tym razem kwalifikację uzyskają wszystkie wnioski poprawne od strony formalnej – mówi dyrektor Bogusław Białowąs z Banku Gospodarstwa Krajowego.

Polsce powstało już ponad 11 tysięcy lokali socjalnych, komunalnych, mieszkań chronionych, miejsc w noclegowniach i domach dla bezdomnych. Od 2007 r.  Bank Gospodarstwa Krajowego przyznał bezzwrotne dotacje w łącznej wysokości ponad 0,5 mld zł, co pozwoliło na realizację ponad 900 przedsięwzięć
mieszkaniowych o wartości przekraczającej 1,8 mld zł. BGK zapewnia obsługę finansową i promocję programu rządowego funkcjonującego w ramach Funduszu Dopłat. Państwo za pośrednictwem BGK dopłaca gminom, powiatom lub organizacjom pożytku publicznego od 30 do 50% wartości inwestycji mieszkaniowej. Wnioski można składać w BGK dwa razy do roku od 1 do 31 marca oraz od 1 do 30 września.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski. Stanowi centrum kompetencyjne w finansowaniu projektów infrastrukturalnych, eksportu, spółek komunalnych i samorządów. Rozwija systemy poręczeń i gwarancji mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań. Zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Jest instytucją wiodąca w procesie konsolidacji finansów publicznych.

Źródło: BGK

BZ WBK Leasing w pierwszej trójce po pierwszym kwartale 2015 r.

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że po pierwszym kwartale 2015 roku BZ WBK Leasing zajął trzecie miejsce dzięki rekordowej wartości sfinansowanych aktywów 788 mln zł z dynamiką blisko +21% r/r, tj. wyższą niż rynek o niemalże 18%. Cała branża leasingowa sfinansowała środki o wartości ponad 10,5 mld zł, czyli o 3% więcej niż przed rokiem. W samym marcu spółka była liderem, a odnotowany wzrost wyniósł blisko +38% w stosunku do marca 2014r.

– Z kwartału na kwartał systematycznie poprawiamy wyniki, zwiększając nasz udział w finansowaniu praktycznie każdej kategorii środków trwałych i potwierdzając silną pozycję na rynku. Należymy do najlepszej trójki firm leasingowych w Polsce z jednym z najwyższych wzrostów +20,9% r/r w pierwszym kwartale. Doskonałe wyniki zawdzięczamy jakości obsługi klientów, bardzo dobrej ofercie produktowej oraz systematycznemu rozwojowi sieci sprzedaży. –stwierdza Szymon Kamiński, Prezes Zarządu BZ WBK Leasing S.A.

W pojazdach wyprzedzamy rynek

Po pierwszym kwartale 2015 roku firma BZ WBK Leasing sfinansowała pojazdy o łącznej wartości 367,34 mln zł, z 7,5% dynamiką r/r, podczas gdy cały rynek odnotował spadek -1,4% r/r, głównie z uwagi na bazę roku poprzedniego związaną z efektem „kratki”. W całym segmencie największe wzrosty BZ WBK Leasing osiągnął w pojazdach osobowych (170,32 mln zł , +49,6% r/r), samochodach ciężarowych o masie powyżej 3,5 t (39,42 mln zł, +115,6% r/r) oraz ciągnikach siodłowych (70,17 mln zł, +44,9% r/r).

– Dane dotyczące koniunktury zaprezentowane przez GUS wskazują na poprawę nastrojów w większości sektorów gospodarki. – komentuje Szymon Kamiński.- W ostatnich miesiącach polski eksport do głównych odbiorców z UE wzrasta, a oczekiwany wzrost PKB, tj. ponad 3,5% w 2015 roku, pozwala na optymizm co do dalszego przyspieszenia inwestycji we wszystkich segmentach rynku. – dodaje Szymon Kamiński.

Bezkonkurencyjni w maszynach i urządzeniach

Początek 2015 roku BZ WBK Leasing po raz kolejny zamyka na pozycji lidera w sektorze finansowania maszyn i urządzeń z ponad 12,3% udziałem w rynku. Po pierwszym kwartale firma sfinansowała maszyny i urządzenia o wartości 403,3 mln zł, co dało jej wzrost na poziomie ponad 33% r/r, przy +12,5% dynamice całego rynku. Na tak dobry wynik wpływ miało przede wszystkim finansowanie dla rolnictwa, gdzie spółka od dłuższego czasu znajduje się w gronie liderów. Po pierwszym kwartale firma sfinansowała maszyny rolnicze na kwotę ponad 187 mln zł, co dało jej wzrost o prawie +17% r/r oraz ponad 23,4% udział w rynku.

– W I kwartale 2015 r. rynek maszyn rolniczych wzrósł o 9%, co pokazuje iż mimo braku nowych dotacji rolnicy nadal są skorzy do inwestowania, potwierdzają to także nasze wyniki oraz rosnąca z kwartału na kwartał liczba zawieranych umów.– mówi Tomasz Sudaj, Dyrektor Zarządzający ds. Strategii Rynkowej w BZ WBK Leasing. – W dłuższej perspektywie widzimy wysoki potencjał inwestycyjny w segmencie agro. Aktualnie rolnicy czekają na uruchomienie kolejnej transzy środków PROW. Rynek stymulowany poprzez środki unijne z pewnością odnotuje wzrosty w perspektywie najbliższych lat. – dodaje Tomasz Sudaj.

– Specjalizujemy się w finansowaniu polskiego rolnictwa, które stanowi dla nas jeden z kluczowych segmentów rynku. Wsłuchujemy się w potrzeby sektora i wprowadzamy nowe rozwiązania ułatwiające współpracę z naszymi obecnymi i przyszłymi klientami. Od 13 kwietnia br. finansowanie maszyn i urządzeń w postaci leasingu oraz pożyczki dostępne jest w ramach szybkiej procedury uproszczonej, co znacznie przyspiesza proces udzielania finansowania i ogranicza wymagania dokumentowe w stosunku do naszych klientów. Do wniosku wystarczą jedynie podstawowe dokumenty rejestrowe gospodarstwa, oświadczenia o skali prowadzonej działalności oraz uzyskiwanych dochodach. – dodaje Tomasz Sudaj.

Ożywienie w sektorze budownictwa i produkcji przemysłowej

Do końca pierwszego kwartału 2015 roku BZ WBK Leasing sfinansował sprzęt budowlany o wartości pond 33 mln zł, co daje dynamikę na poziomie blisko +80%. W segmencie finansowania maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metalu spółka sfinansowała środki trwałe za niemalże 36 mln zł (+87% r/r).

– Wyniki branży budowlanej są lepsze od prognozowanych na początku roku. Spodziewamy się, że rynek maszyn i urządzeń budowlanych odnotuje kilkunastoprocentowy wzrost. Istotnymiczynnikami będą inwestycje w sektorze energetycznym, kolejowym oraz budownictwie drogowym. Niski poziom stóp procentowych oraz możliwość korzystania przez przedsiębiorców z programów unijnych będą dodatkowymi czynnikami skłaniającymi do inwestycji.komentuje Szymon Kamiński.

– Na tle konkurencji wyróżnia nas szybkość obsługi klienta zapewniana przez wyspecjalizowaną sieć 400 mobilnych doradców. W kwietniu wprowadziliśmy zmiany w ofercie finansowania maszyn i urządzeń budowlanych które dzięki ograniczeniu ilości niezbędnych dokumentów pozwolą na jeszcze większą oszczędność czasu naszych klientów. – dodaje Tomasz Sudaj.

Dyrektorzy finansowi będą poszukiwać inspiracji do innowacyjnego zarządzania biznesem

28 kwietnia 2015 r. w Sopocie odbędzie się kolejne prestiżowe spotkanie dla CFO, które jest częścią ogólnopolskiego cyklu pięciu kongresów dyrektorów finansowych. Finał nastąpi w Warszawie, kiedy to zostanie rozstrzygnięta jubileuszowa, X edycja konkursu Dyrektor Finansowy Roku.

Cykl spotkań dyrektorów finansowych oraz konkurs Dyrektor Finansowy Roku jest inicjatywą niekomercyjną, powstałą we współpracy podmiotów: Stowarzyszenie ACCA (the Association of Chartered Certified Accountants), Euler Hermes – wiodący ubezpieczyciel transakcji i należności handlowych oraz magazyn biznesowy Forbes. W zamyśle organizatorów jest zaaranżowanie miejsca i czasu dla merytorycznej dyskusji i wymiany doświadczeń pomiędzy osobami, które w sposób profesjonalny prowadzą finansową politykę firm w Polsce.

Na uroczystości, organizowanej w sopockim hotelu Sheraton, spotkają się dyrektorzy finansowi polskich przedsiębiorstw funkcjonujących głównie w obrębie województw: pomorskiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. W trakcie prezentacji oraz paneli dyskusyjnych, eksperci wspólnie przedstawicielami biznesu, będą dyskutować o wyzwaniach w takcie codziennej pracy działu finansowego oraz podzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat zmian w sposobie zarządzania finansami przedsiębiorstw. Poruszone zostaną tematy: Ryzyka podatkowe oraz karne dyrektorów finansowych w związku z dokumentowaniem, ewidencjonowaniem i rozliczaniem podatku od towarów i usług, Jak zarządzać wartością firmy i budować przewagę konkurencyjną w konfrontacji z rzeczywistością prawno-podatkową?, Korytarze handlowe – perspektywa krótko i długoterminowa, Jak wykorzystać szanse pojawiające się ze strony rynków wschodzących?, Jak efektywnie zarządzać środkami pieniężnymi w firmie?, Instrumenty finansowania wzrostu – jak wykorzystać nadarzającą się szansę?, CFO: strateg, innowator, czy strażnik biznesu – ekspansja firmy w realiach zmieniającego się otoczenia rynkowego, Pracownik działu finansów – sprawny analityk czy partner dla biznesu? Innowacje, jako sposób pozyskiwania nowych źródeł przychodów. Najlepsze strategie innowacyjności.

Gościem specjalnym lokalnych kongresów będzie prof. dr hab. Witold Modzelewski, Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Spotkanie w Sopocie (28 kwietnia) to druga w kolejności impreza dla finansistów, odbywająca się w ramach cyklu pięciu kongresów dyrektorów finansowych. Pierwsze spotkanie miało miejsce 14 kwietnia w Poznaniu. Kolejne wydarzenia odbędą się w Katowicach (12 maja) oraz Rzeszowie (14 maja). Uroczysta gala Konkursu Dyrektor Finansowy Roku, wieńcząca cykl kongresów, odbędzie się w Warszawie w dniu 23 września. Wówczas zostaną ogłoszeni laureaci jubileuszowej, X edycji konkursu Dyrektor Finansowy Roku. Nagrody zostaną przyznane w dwóch kategoriach: „Dyrektor Finansowy Małych i Średnich Firm” (kryterium: obrót firmy do 200 mln zł. lub zatrudnienie do 250 osób) oraz „Dyrektor Finansowy Dużych Przedsiębiorstw” (kryterium: obrót powyżej 200 mln zł. lub zatrudnienie powyżej 250 osób).

Euro znów pod presją

Opublikowany w nocy protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia zawierał stosunkowo umiarkowane wytyczne po wczorajszych uwagach wygłoszonych przez prezesa Glenna Stevensa na temat prawdopodobieństwa dalszego spadku kursu AUD.

Uwagi te przyczyniły się do spadku AUD w znacznie większym stopniu, niż protokół z posiedzenia, który zasadniczo nie wpłynął na oczekiwania dotyczące stóp. Obecne poziomy kursu w parze AUD/USD po raz pierwszy zostały osiągnięte pod koniec stycznia, a zatem przez niemal trzy miesiące AUD de facto pozostawał w granicach przedziału.

USD zdołał wczoraj umocnić się z kluczowych poziomów wsparcia, jednak potencjał przekroczenia ostatnich przedziałów przed zaplanowanym na przyszłą środę posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku jest wątpliwy. Ponadto – jakie konkretnie dane od ostatniego posiedzenia wskazują na to, że Fed podejmie jakiekolwiek inne działania, niż ogłosi „pas”?

Głównym argumentem na to, że USD się nie umocni, jest fakt, iż oczekiwania rynku i tak są już wyjątkowo umiarkowane, a Fed może kolejny raz przyjąć pobłażliwe podejście i zatrzymać wszystkie opcje do własnej dyspozycji.

Dziś poznamy wyniki niemieckiego badania ZEW, jednak uwaga Europy skupia się głównie na Grecji i efekcie zarażenia peryferii UE: rentowności trzyletnich greckich obligacji ponownie wzrosły – wczoraj zamknęły się na poziomie powyżej 28%.

Podstawowa różnica pomiędzy obecną sytuacją a ubiegłym tygodniem, kiedy euro zyskało na wartości, jest taka, że wydarzenia te nie wpłynęły na ogólne podejście do ryzyka, dzięki czemu możliwa była wyprzedaż euro (zgodnie z dominującym motywem transakcji carry).

Wykres: EUR/USD w ujęciu czterogodzinnym

Dziś rano para EUR/USD zeszła poniżej istotnego poziomu 1,0700 w wyniku doniesienia, że EBC rozważa zawężenie parametrów awaryjnego mechanizmu wspierania płynności (ELA). Kolejnym ważnym poziomem jest rosnąca linia konsolidacji powyżej poziomu 1,0500.

USD: USD wczoraj został przyparty do muru w najważniejszych parach i zdołał się umocnić, jednak w dłuższej perspektywie nie jest pewne, czy rajd się utrzyma w kontekście braku nowych danych i faktu, iż następne posiedzenie FOMC najprawdopodobniej nie przyniesie żadnych nowych informacji. Naturalnie możliwy jest rajd spowodowany negatywnymi doniesieniami dotyczącymi innych walut, co widać było dziś rano w parze EUR/USD, jednak w pierwszej kolejności należy uważać na poziomy 119,50/120,00 w parze USD/JPY i na poziom 1,0500 w parze EUR/USD.

EUR: główny nacisk położony jest na apetyt na ryzyko (przy założeniu, że transakcje w euro są z nim negatywnie skorelowane) i na wydarzenia w Grecji, a także na to, w jakim stopniu negatywnie wpłyną na spready rentowności obligacji państw peryferyjnych. Same dane ekonomiczne napływające z Europy mogą wywołać niewielkie reakcje. W chwili, gdy piszę te słowa, otrzymaliśmy doniesienie, że EBC rozważa możliwość podwyższenia kryteriów mechanizmu ratunkowego ELA dla Grecji, ponieważ „coraz liczniejsza mniejszość” najwyraźniej sprzeciwia się udzielenia pomocy temu krajowi w ramach ELA.

JPY: wczoraj miała miejsce wyprzedaż tej waluty po tym, jak para USD/JPY odbiła się od poziomu kluczowego wsparcia, natomiast w pozostałych parach z JPY liczba transakcji spadła. Premier Japonii, Shinzo Abe, od 26 kwietnia do 3 maja będzie z wizytą w Stanach Zjednoczonych, dlatego w tym okresie nie należy się spodziewać żadnych wzmianek na temat nowych inicjatyw w zakresie luzowania, zarówno ze strony polityków, jak i ze strony BoJ.

GBP: para GBP/USD zeszła do pierwszego poziomu wsparcia Fibonacciego w rejonie 1,4870; w przypadku kontynuacji rajdu USD kolejne wsparcie plasuje się w okolicach poziomu 1,4750. Jeżeli rajdu USD nie będzie, GBP może się nieco umocnić i podjąć próbę przekroczenia poziomu 1,5000. Pamiętajmy, że 7 maja odbędą się wybory.

CHF: spadek w parze EUR/CHF wydaje się nabierać tempa; zanim uznamy, że kurs osiągnie dno, zaczekajmy na przełamanie kanału niżej. Akcja cenowa sugeruje, że poziom 1,0250 może chwilowo stanowić pewną przeszkodę. W parze USD/CHF kluczowym wsparciem jest 200-dniowa średnia ruchoma i minima przedziału w okolicy poziomu 0,9500.

AUD: waluta w nocy straciła na wartości po publikacji protokołu RBA. Rajd w parze AUD/USD wydaje się już w pełni zakończony, mimo iż mamy nadal do pokonania zniesienie Fibonacciego o 61,8% na poziomie 0,7665, jeżeli kurs miałby niezwłocznie osiągnąć minima cyklu. AUD jest słaby również w parach walutowych ze względu na powrót scenariusza testu parytetu w parze AUD/NZD.

CAD: wyprzedaż nie jest już tak intensywna, jednak obszar 1,2270 to obecnie strefa oporu, a dwuletnie kanadyjskie stopy swap ponownie wynoszą powyżej 1,00%, natomiast różnica w porównaniu ze stopami amerykańskimi od połowy lutego znajduje się w okolicy minimów. Może to wskazywać na dalszą presję spadkową, o ile nie nastąpi znaczna wyprzedaż ropy.

NZD: uwaga na parytet w parze AUD/NZD i na rejony 0,7600 w parze NZD/USD, które potwierdzą, czy NZD pozostanie mocny.

SEK: uwaga na dzisiejszy raport w sprawie bezrobocia, który może okazać się katalizatorem; obecny przedział w parze EUR/SEK to 9,2250-9,40.

NOK: uwaga na opór w parze EUR/NOK w okolicach poziomu 8,50; zobaczymy, czy niższy przedział zdoła się utrzymać.

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Szwecja: stopa bezrobocia w marcu (07:30)
  • Niemcy: wyniki badania ZEW w kwietniu (09:00)
  • Strefa euro: wyniki badania ZEW w kwietniu (09:00)
  • Węgry: decyzja banku centralnego w sprawie stóp (12:00)
  • Strefa euro: wystąpienie Nouy z EBC (16:30)
  • Japonia: bilans handlowy w marcu (23:50)
  • Australia: CPI w I kw. (01:30)

John J Hardy, Saxo Bank

Niemieccy inwestorzy z optymizmem patrzą w przyszłość

Maciej JedrzejakPodczas wczorajszej sesji uwagę inwestorów z Europy przyciągnęły informacje napływające zza Odry, gdzie w ubiegłym miesiącu indeks instytutu ZEW spadł z poziomu 54.8 pkt do 53.3 pkt. Zdaniem ekonomistów, pogorszenie nastrojów panujących wśród niemieckich analityków i inwestorów instytucjonalnych jest związane przede wszystkim ze spowolnienia światowej gospodarki, co w istotny sposób wpływa m.in na ograniczenie perspektyw dla eksportu. Mimo to, większość analityków w dalszym ciągu oceania aktualną sytuację ekonomiczną Niemiec jako dobrą, co powinno sprzyjać hossie na tamtejszym parkiecie. Ponad połowa ankietowanych spodziewa się w najbliższym czasie kontynuacji wzrostów zarówno europejskiego indeksu Stoxx 50, jak i niemieckiego DAX – ten od początku roku wzrósł o prawie 22%.

Dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji danych dotyczących bilansu handlu zagranicznego Japonii oraz dynamiki inflacji CPI w Australii. O godz. 10.30 został także opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia BoE. Popołudniu poznamy natomiast informacje obrazujące kondycję amerykańskiego rynku nieruchomości.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Debata o innowacyjności z udziałem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego

Debata o innowacyjności z udziałem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i przedstawicieli innowacyjnych spółek giełdowych
W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 22 kwietnia odbyła się debata pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego „Innowacyjność fundamentem konkurencyjnej gospodarki”.
Debatę otworzył Paweł Tamborski, Prezes GPW, który mówił m.in. o tym, że innowacyjność jest ważna dla rozwoju gospodarki, a poprzez rynek kapitałowy mogą być finansowane również przedsięwzięcia o wyższym poziomie ryzyka, w tym przedsięwzięcia innowacyjne.
Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, przedstawił prezentację o wpływie innowacji na rozwój gospodarczy Polski.
Prezydent RP Bronisław Komorowski, w swoim wystąpieniu zwrócił uwagę, że w środę Sejm zajmie się jego projektem dotyczącym wspierania innowacyjności. Podkreślił, że trzeba myśleć o nowych narzędziach sprzyjających rozwojowi polskich przedsiębiorstw. Prezydent RP dodał, że GPW jest dobrym miejscem, aby rozmawiać o innowacyjności i najważniejszych wyzwaniach stojących przed polską gospodarką, ponieważ giełda sama w sobie jest symbolem gospodarki rynkowej w Polsce i jest jednym z jej ważniejszych filarów.
Po wystąpieniu Prezydent Bronisław Komorowski uderzył w giełdowy dzwon, co symbolicznie miało podkreślać znaczenie innowacyjności dla rozwoju polskiej gospodarki.
W drugiej części debaty przedstawiciele spółek giełdowych Tomasz Piec, Członek Zarządu Synthos, Adam Kiciński, Prezes CD Projekt, dr Marek Dziubiński, Prezes Medicalgorithmics oraz ekspert prof. Karol Grela, laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dyskutowali o rozwoju dzięki innowacjom.
Debatę skomentowali Włodzimierz Karpiński – Minister Skarbu Państwa, Aleksandra Magaczewska – Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, Edward Tomasz Połaski – Prezes Fundacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Grzegorz Napieralski – zastępca Przewodniczącego Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

GPW

Arctic Paper skupia się na dalszej restrukturyzacji. Chce zwiększyć sprzedaż w dolarach i nie wyklucza ograniczenia inwestycji

0

CEO Magazyn Polska

Branża papiernicza należy do tych nielicznych, które muszą się szykować na trudny, a przynajmniej niepewny kolejny rok. Dlatego Arctic Paper, właściciel papierni w Kostrzynie, zamierza skoncentrować się głównie na dalszej restrukturyzacji swojej działalności.

Do najpoważniejszych problemów, z jakimi zmaga się szwedzki koncern w Polsce, należy duża niepewność panująca na rynku walutowym.

Największym problemem przy kursach wymiany jest duża zmienność – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wolfgang Lübbert, prezes zarządu, dyrektor Arctic Paper. – Kształtowanie się kursu dolara amerykańskiego w ostatnich miesiącach nie sprzyjało naszej branży i naszym działaniom. Trudno mi też powiedzieć, jaki kurs wymiany byłby dla nas akceptowalny. Bardzo ważna jest dla nas relacja polskiego złotego do szwedzkiej korony. Również zmiany kursu euro mają dla nas znaczenie, bo to oczywiście także rzutuje na cenę celulozy. Stosujemy hedging, ale nie w 100 proc. W związku z tym bardzo ważny jest dla nas również poziom dolara.

Dlatego szef Arctic Paper zapowiedział, że spółka zamierza zwiększyć sprzedaż do krajów i regionów świata, które rozliczają się w dolarze amerykańskim, co pozwoli skorzystać na sile tej waluty. Pod uwagę brane są zwłaszcza rynki północnoamerykańskie, południowoamerykańskie i afrykańskie.

Przychody ze sprzedaży Grupy Arctic Paper w 2014 roku sięgnęły 3,1 mld zł i był to poziom zbliżone do uzyskanego rok wcześniej. EBITDA spółki przekroczyła  238 mln zł,  co oznacza wzrost o ponad 227 proc. Zysk netto wyniósł przeszło 78 mln zł przy stracie ponad 152 mln w 2013 roku. Tak dobre wyniki firma zawdzięcza restrukturyzacji.

– Plany restrukturyzacyjne cały czas będą realizowane – deklaruje Wolfgang Lübbert. – W tym również te zorientowane na usługi wspólne czy usługi dzielone, tak jak było to w przypadku rozwiązania przyjętego w roku ubiegłym w zakresie wspólnej logistyki dla naszych czterech papierni. Z kolei co do nakładów inwestycyjnych i capeksu, to przewidujemy, że będzie na poziomie porównywalnym z rokiem ubiegłym.

W 2014 roku Arctic Paper zainwestował ok. 50 mln zł. Spółka nie wykluczyła jednak rewizji planów na rok bieżący w dół, o czym ma poinformować jeszcze w kwietniu.

Europejska branża papiernicza ma sporo problemów, gdyż popyt na papier spada, podobnie jak ceny, a unijna polityka klimatyczna dodatkowo przyczynia się do wzrostu kosztów papierni. Jak deklaruje prezes spółki, portfel zamówień Arctic Paper jest na razie porównywalny do tego z 2014 roku, choć zastrzega, by nie traktować tej deklaracji jak oficjalnej prognozy.

Sytuacja na rynku była i jest oczywiście trudna – ocenia prezes zarządu i dyrektor Arctic Paper. – 2014 rok był okresem poniekąd wyjątkowym, kiedy popyt był silniejszy. Ale z całą pewnością na takich rynkach, jak rynek polski, niemiecki, czy w ogóle na rynkach europejskich sytuacja pozostaje trudna, jest pod silną presją.

Kolejnym wyzwaniem dla papierni są ceny celulozy. Wprawdzie po wzrostach w 2013 roku ceny spadły, jednak na koszty papierni wpłynęły rosnące ceny dolara, w którym rozlicza się transakcje surowcowe.

Sami nie przedstawiamy naszych prognoz cen celulozy – zaznacza prezes Wolfgang Lübbert  z Arctic Paper. – Odnosimy się do prognoz, które są przygotowane przez źródła neutralne – analityków, którzy przewidują, że w najbliższym okresie ceny zarówno celulozy długowłóknistej, jak i celulozy krótkowłóknistej będą lekko spadały. Gdyby tak się rzeczywiście stało, to poprawiłoby to naszą sytuację.

Dojrzały wiek nie dyskryminuje na rynku pracy

Tylko co drugi 50-latek jest aktywny zawodowo, a w przyszłości może być jeszcze gorzej. Eksperci zalecają jednak, by nie poddawać się i podnosić swoje kwalifikacje. Poważny wiek nie skreśla bowiem z listy pożądanych pracowników.

Osoby w wieku dojrzałym, które chcą zwiększyć szanse na rynku pracy, powinny obserwować trendy i nie zapominać o swoim rozwoju. „Warto skorzystać z pomocy doradcy zawodowego. Podpowie on, jakie są aktualne potrzeby pracodawców. Wskaże też bezpłatne szkolenia, dzięki którym przekwalifikowanie się nie będzie stanowiło dużego wydatku” – mówi serwisowi infoWire.pl Hanna Więcewicz z agencji zatrudnienia Manpower. Informacji o nich warto szukać również w internecie.

Ważne jest także odpowiednie przygotowanie swojego CV. Eksperci radzą, aby osoby ponadpięćdziesięcioletnie usunęły z niego informacje o roku urodzenia, dacie ukończenia szkoły oraz pierwszych okresach zatrudnienia. Wszystko po to, aby potencjalny pracodawca nie zidentyfikował od razu wieku kandydata. Kolejnym krokiem jest uwypuklenie osiągniętych sukcesów, kwalifikacji i umiejętności.

„Nawet jeżeli zaproponowane stanowisko nie spełnia naszych kryteriów, ponieważ mamy dużo większe kwalifikacje, a do tego nie zadowala nas zaoferowane wynagrodzenie, jako osoba bezrobotna powinniśmy zdecydować się na tę pracę” – radzi rozmówczyni. „Najważniejsze jest, aby wejść na rynek. Pamiętajmy, że każda praca może pomóc w znalezieniu stanowiska docelowego w niedalekiej przyszłości” – dodaje.

Osoby w wieku powyżej 50 lat stanowią coraz liczniejszą grupę na polskim rynku pracy. Mówi się o nich, że są mniej wydajne, nieenergiczne i wolniej uczą się nowych rzeczy. To nieprawda. Poza tym dla pracodawców liczą się też doświadczenie, cierpliwość czy lojalność, a tego osobom w wieku dojrzałym nie brakuje.