ORLEN sprzedał udziały w Gas Storage Poland spółce Gaz-System

ORLEN podpisał umowę sprzedaży udziałów w spółce Gas Storage Poland. Tym samym spełniony został warunek połączenia ORLEN i PGNiG wskazany przez Prezesa UOKiK. Zawarta umowa dotyczy zbycia wyłącznie operatora systemu magazynowania, natomiast same magazyny pozostają własnością Grupy ORLEN. Nabywcą udziałów jest należący do Skarbu Państwa operator systemu przesyłowego, spółka Gaz-System. Ich przejęcie wymaga jeszcze zgody Prezesa UOKiK na koncentrację. Transakcja jest kolejnym ważnym krokiem w kierunku wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Umowę zawartą pomiędzy ORLEN a Gaz-System poprzedziła w lutym br. zgoda Akcjonariuszy koncernu na zbycie 100 proc. udziałów w spółce Gas Storage Poland, pełniącej funkcję operatora systemu magazynowania gazu ziemnego. Operator udostępnia pojemności i moce instalacji magazynowych wszystkim uczestnikom rynku usług magazynowania gazu. ORLEN zawarł z Gas Storage Poland umowę, w ramach której spółka ta zarządza pojemnościami podziemnych magazynów gazu należących do koncernu, zlokalizowanych w Kosakowie, Mogilnie, Wierzchowicach, Brzeźnicy, Swarzowie, Husowie oraz Strachocinie. Ich łączna pojemność magazynowa wynosi aktualnie ponad 3,3 mld m sześciennych.

ORLEN realizuje obecnie inwestycję w rozbudowę pojemności magazynowych PMG Wierzchowice, największego podziemnego magazynu gazu w Polsce, które zwiększą się o 800 mln m sześc. – z obecnych 1,3 mld m sześc. do 2,1 mld m sześc. W wyniku realizacji tej inwestycji zdolności magazynowania gazu w Polsce zwiększą się aż o jedną czwartą do 4,1 mld m sześc. Dzięki temu istotnie wzrośnie bezpieczeństwo dostaw gazu do polskich odbiorców. Zakończenie prac budowlanych planowane jest na przełomie 2025 i 2026 roku.

Rynek najmu w lutym: odbudowująca się baza ofert i stabilizujące się ceny

Po noworocznym ożywieniu na rynku najmu, w lutym zauważalne było dalsze odbudowywanie się bazy mieszkań na wynajem. Pod koniec miesiąca aktywnych było ponad 27 tys. ogłoszeń – o 5% więcej m/m i o 34% r/r. A dane Otodom z początku roku o dostępności ofert, wskazują, że bieżący rok może być rekordowy pod względem podaży w porównaniu z kilkoma ostatnimi latami. Jednocześnie w sektorze widoczne jest też dalsze wyhamowywanie rocznej dynamiki wzrostu kwot najmu. Średnia stawka czynszu w miastach wojewódzkich utrzymała się na zbliżonym do styczniowego poziomie i wyniosła niemal 3600 zł.

W lutym nadal był widoczny wysoki poziom zainteresowania mieszkaniami na wynajem. Co roku, po noworocznym szczycie na rynku najmu, aktywność potencjalnych najemców nieco się obniża. Jednak w tym roku ten spadek wyniósł tylko 8%, podczas gdy w minionych latach było to 16%. To pozwala sądzić, że najemcy, rozglądając się za jak najkorzystniejszymi ofertami, starają się na bieżąco monitorować bazę ogłoszeń. W ostatnim miesiącu liczba wyszukiwań mieszkań na wynajem w serwisie Otodom wyniosła prawie 1,5 miliona – w ujęciu rocznym oznacza to wzrost o 17%.

Na nieco niższe zainteresowanie ze strony najemców w lutym wskazuje także poziom rotacji ofert (czyli liczba ogłoszeń opublikowanych w trakcie całego miesiąca, która została zdjęta z serwisu przed 29 lutego 2024 roku). Wniósł on 6,7 tys., czyli był o 14% niższy niż w styczniu.

Dynamiczny wzrost bazy w Łodzi i dalsze problemy w Krakowie

Osoby rozglądające się za mieszkaniem na wynajem nie mogły narzekać w lutym na brak ofert. W ciągu całego miesiąca miały bowiem do dyspozycji 49 tys. ogłoszeń, a na koniec miesiąca 27 tys. To co prawda niewielki wzrost względem końcówki stycznia (+5%), ale analizując wielkość bazy w ciągu ostatnich lat, widać, jak bardzo poprawiła się sytuacja potencjalnych najemców w większości miast wojewódzkich.

Niekwestionowanym liderem pod względem dynamiki rozwoju bazy najmu okazała się Łódź. Dostępna na łódzkim rynku oferta mieszkań na wynajem zwiększyła się w ciągu ostatnich lat aż o 121%. Długookresowy wzrost liczby ogłoszeń widać było również w Warszawie. W stolicy na przestrzeni lutego aktywnych było ponad 13 tys. ofert – o 16% więcej niż w 2019 roku, czyli przed pandemią i wojną w Ukrainie. W perspektywie długoterminowej wzrost podaży na poziomie 20-50% odnotowały także inne największe miasta, takie jak Wrocław, Poznań czy Trójmiasto.

W ujęciu ogólnopolskim baza mieszkań na wynajem sukcesywnie rosła w ciągu ostatnich kilku lat. Są jednak wyjątki, do których zaliczyć możemy Kraków. Stolica Małopolski ma bowiem wciąż trudności z odbudowaniem oferty mieszkań na wynajem. Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze, Kraków dysponuje jedną z największych baz najmu krótkoterminowego w Polsce, a więc duża część dostępnych tam mieszkań nie trafia na tradycyjny rynek najmu. Po drugie nowa podaż mieszkań w sektorze deweloperskim jest w tym mieście niewystarczająca – tłumaczy Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Efekt skurczonej oferty mieszkań na wynajem obserwowany jest na krakowskim rynku już od IV kwartału 2021 roku,kiedy to baza ogłoszeń w ciągu trzech miesięcy spadła o ponad 48% (do poziomu 4,4 tys.). Natomiast dopiero w lutym tego roku Kraków przebił znacząco próg 5 tys. aktywnych ofert.

Jednak to wciąż o około 1,5 tys. mniej niż średnia z lat 2018-2019 i zdecydowanie na mało, żeby odbudować w tym mieście szeroki wybór mieszkań na długoterminowy wynajem.

Spośród pozostałych polskich miast w ostatnim miesiącu liczba nowo dodanych ogłoszeń najsilniej wzrosła w Katowicach i Białymstoku – odpowiednio o 17% i 14%. Natomiast spadek zanotowały Kielce (-4%), Zielona Góra (-3%) i Trójmiasto. W ujęciu miesięcznym baza Gdańska, Gdyni i Sopotu zmniejszyła się o 3%, co najpewniej jest efektem przekierowania mieszkań z najmu długoterminowego do krótkoterminowego. Można więc sądzić, że wynajmujący zaczynają się już powoli przygotowywać się do majówki i sezonu wakacyjnego.

Średnie stawki najmu nadal hamują – Rzeszów wyjątkiem

W lutym tego roku w miastach wojewódzkich za wynajem mieszkania trzeba było zapłacić średnio  blisko 3600 zł, czyli o 0,5% mniej względem stycznia. Największy spadek cen, bo 5-procentowy, odnotował Rzeszów. W efekcie – poszukującym lokali na wynajem na tamtejszym rynku przyszło zapłacić średnio 2500 zł. To jednak wciąż więcej niż w pozostałych miastach ze wschodniej ściany kraju czy chociażby w Poznaniu lub Katowicach.

Za spadek średnich stawek w Rzeszowie odpowiada struktura dostępnej tam bazy ofert na wynajem. W trakcie miesiąca liczba mieszkań do 40 mkw. zwiększyła się tam o 26%, a średnich (od 40 do 60 mkw.) o 13%. Dodatkowo, przeciętna stawka najmu w segmencie najmniejszych mieszkań spadła o około 80 zł, co także odbiło się na poziomie cen pozostałych nieruchomości.

Z kolei tylko w trzech miastach wojewódzkich odnotowano niewielki skok średniej ceny ofertowej – w Poznaniu, Łodzi oraz w Zielonej Górze. W dwóch pierwszych przypadkach te wzrosty oscylowały wokół zaledwie 0,5%.

Średnie stawki najmu wyraźnie się stabilizują. Baza dostępnych mieszkań na wynajem odbudowuje się po okresie pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie i wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie ten trend się utrzyma. Nie możemy spodziewać się jednak znaczących spadków ofertowych stawek najmu. Przede wszystkim ze względu na rosnące koszty eksploatacyjne i zakupu nieruchomości, która sprawiają, że wynajmujący, chcąc utrzymać rentowność najmu, będą nadal przekładali część tych zobowiązań na najemców – wyjaśnia Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Rośnie liczba ofert na rynku najmu

Jaki jest najpopularniejszy wybór najemców? W lutym w największych miastach najczęściej poszukiwano dwupokojowych lokali w budżecie do 2000 zł w Łodzi, do 2500 zł w Lublinie, Poznaniu i Szczecinie oraz do 3000 zł w Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie, a także w Rzeszowie. Dwupokojowe mieszkania cieszyły się zainteresowaniem również w Warszawie, z tymże tam preferowany przedział cenowy wahał się między 3500-4000 zł.

Toyota zwiększy produkcję baterii do zelektryfikowanych aut – przejmuje Primearth EV Energy

Toyota będzie wyłącznym właścicielem Primearth EV Energy (PEVE), producenta baterii do aut hybrydowych. Firma powstała w 1996 roku ramach strategicznej współpracy Toyoty i Panasonic Holdings Corporation. Lider rynku hybryd przejmuje pełną kontrolę nad spółką, aby rozszerzyć portfolio jej produktów oraz zwiększyć własne możliwości produkcji baterii.

Zgodnie ze strategią wielotorowego rozwoju napędów Toyoty, firma Primearth koncentrująca się dotąd na dostarczaniu baterii do hybryd, uruchomi nowe linie produkcyjne akumulatorów do aut elektrycznych oraz hybryd plug-in. Masowa produkcja baterii do różnych typów zelektryfikowanych pojazdów umożliwi Toyocie elastyczne reagowanie na rosnące zapotrzebowanie rynku i preferencje klientów.

Jako największy producent samochodów na świecie Toyota sprzedaje miliony zelektryfikowanych pojazdów rocznie, realnie obniżając emisyjność transportu na świecie. Nowe inwestycje pozwolą obniżyć koszty i zwiększyć skalę produkcji jednego z najważniejszych komponentów zelektryfikowanych napędów. Dzięki temu gama nisko- i bezemisyjnych modeli Toyoty stanie się jeszcze bardziej konkurencyjna na rynku.

Strategiczne inwestycje w elektryfikację napędów

Do 2030 roku Toyota zainwestuje globalnie 70 miliardów dolarów (8 bilionów jenów) w rozwój i produkcję zelektryfikowanych samochodów. Połowa tej kwoty została przeznaczona na baterie i auta elektryczne. Efektem nowej strategii jest m.in. rozbudowa możliwości produkcyjnych baterii w Japonii i Stanach Zjednoczonych oraz postępy w pracach badawczo-rozwojowych nad nowymi technologiami akumulatorów. Toyota zamierza w drugiej połowie dekady obniżyć o połowę koszty produkcji baterii do samochodów elektrycznych, zaś do 2030 roku zwiększyć ich produkcję do 200 gigawatogodzin.

Do 2030 roku firma chce wprowadzić na rynek cztery nowe technologie o lepszych parametrach ładowania i większej gęstości energii. W 2026 roku zadebiutuje nowa generacja baterii do aut elektrycznych, zapewniających zasięg ponad 800 km. W planach są także tańsze i wydajniejsze bipolarne baterie litowo-żelazowo-fosforanowe, które trafią do popularnych modeli i pozwolą na przejechanie powyżej 600 km. Kolejnym etapem będzie rozpoczęcie produkcji bipolarnych baterii litowo-jonowych z zasięgiem ponad 1000 km. Toyota prowadzi także zaawansowane prace nad zupełnie nową technologią baterii ze stałym elektrolitem, która ma zadebiutować na rynku w 2027 roku. Według aktualnych szacunków, zapewni ona zasięg do 1200 km, a czas ładowania skróci do 10 minut.

Strategia wielotorowego rozwoju napędów

Inwestycja Toyoty w nowe linie produkcyjne baterii, które powstaną w fabrykach firmy Primearth, to element realizacji celu osiągnięcia do 2050 roku neutralności klimatycznej bez ograniczania mobilności ludzi. Toyota chce jak najszybciej spopularyzować na całym świecie nisko- i bezemisyjne pojazdy, dlatego jej gama modelowa opiera się na wszystkich rodzajach zelektryfikowanych napędów. To pozwala marce dostosowywać ofertę do specyfiki każdego rynku, potrzeb klientów i dostępnej infrastruktury. Dzięki temu miliony klientów na całym świecie mogą wymienić konwencjonalne auta spalinowe na niskoemisyjne pojazdy, które najlepiej odpowiadają ich potrzebom.

Rozwój wielu różnych technologii napędowych ma także na celu optymalizację zużycia ograniczonych zasobów, takich jak lit, kobalt czy metale ziem rzadkich. Toyota uważa napędy hybrydowe, elektryczne i wodorowe za komplementarne rozwiązania, które stosowane równolegle ułatwią dekarbonizację różnych gałęzi transportu. Jednocześnie firma prowadzi badania nad paliwami neutralnymi klimatycznie, takimi jak bioetanol, paliwa syntetyczne czy wodór, oraz dostosowanymi do nich silnikami spalinowymi.

Sklepy przyciśnięte wysoką inflacją wydały w 2023 r. więcej gazetek z rabatami niż rok wcześniej. Wzrosty rok do roku są nawet dwucyfrowe

Z analizy blisko 14,5 tys. gazetek promocyjnych wynika, że w ub.r. sieci handlowe wydały ich o 4,1% więcej niż w 2022 roku. Jednak trzy z ośmiu badanych formatów zaliczyły spadki. Wśród nich największy rdr. zanotowały sklepy typu DIY – o 21,7%, a najmniejszy – hipermarkety – o 4,1%. Z kolei pięć segmentów zwiększyło liczbę gazetek. Najmocniejszy przyrost rdr. uzyskały dyskonty – o 17,7%, a najsłabszy – drogerie i apteki – o 0,4%. Autorzy raportu uważają, że w obecnej sytuacji ekonomicznej w Polsce liczba gazetek promocyjnych nie tylko powinna utrzymać tendencję wzrostową, ale może nawet jeszcze o kilka procent powiększyć się rok do roku.

Analiza gazetek promocyjnych wydawanych przez sieci handlowe, wykonana przez ekspertów z platformy UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX, wykazała, że w całym 2023 roku ogólnie sieci handlowe wydały o 4,1% więcej takich publikacji niż w 2022 roku. – Ten wzrost może wynikać z intensyfikacji działań marketingowych sieci handlowych, które dążą do zwiększenia swojego udziału w rynku lub do odzyskania pozycji po spadkach w poprzednich latach. W ciągu roku rynek stał się bardziej konkurencyjny. Rosnąca inflacja skłoniła konsumentów do poszukiwania oszczędności, a sieci handlowe pozytywnie odpowiedziały na ten trend. Gazetki, jako narzędzie promocyjne, są łatwo dostępne i umożliwiają konsumentom szybkie zorientowanie się w aktualnych ofertach – mówi Marcin Lenkiewicz, współautor raportu z Grupy BLIX.

Zdaniem Julity Pryzmont, współautorki ww. analizy z Hiper-Com Poland, kolejnym czynnikiem wzrostu mogła być zmiana strategii promocyjnych. – Sieci zaczęły częściej, ale subtelniej komunikować oferty. To mogło wynikać z chęci zbudowania długoterminowej lojalności klientów. W dobie inflacji sieci handlowe mogły używać gazetek jako sposobu informowania konsumentów o stabilności cen lub o obniżkach. Wzrost liczby gazetek mógł zostać odebrany przez klientów jako zwiększenie dostępności ofert promocyjnych, co mogło być postrzegane bardzo pozytywnie – komentuje Julita Pryzmont.

Patrząc na poszczególne wyniki, można zauważyć, że spośród 8 analizowanych segmentów 3 formaty zmniejszyły liczbę gazetek. Największe spadki rdr. zanotowały sklepy typu DIY (potocznie zwane marketami budowlano-remontowymi) – o 21,7%, a także cash&carry – o 20,2%. – Ich klienci w większym stopniu preferują zakupy online, co jest szczególnie widoczne w segmencie DIY. Tego typu sklepy internetowe często oferują lepsze warunki zakupu, szeroki asortyment i wygodną dostawę. Do tego w obliczu wysokiej inflacji konsumenci i małe firmy budowlane lub remontowe mogły ograniczać wydatki na projekty DIY – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Analitycy z UCE RESEARCH informują również, że niewielki spadek zaliczyły hipermarkety – o 4,1% rdr. – To może wynikać ze specyfiki tego formatu i odzwierciedlać zmianę zachowań konsumenckich. Coraz częściej wybierają oni zakupy online lub w mniejszych, bardziej dostępnych lokalizacjach – uważa współautorka badania z Hiper-Com Poland.

Z raportu wynika też, że 5 badanych formatów zwiększyło liczbę gazetek. Największe przyrosty rdr. zanotowały dyskonty – o 17,7%, sieci typu convenience – o 12%, a także supermarkety – o 10,9%. Oprócz tego na niewielkich plusach są sklepy z RTV i AGD oraz drogerie i apteki – odpowiednio 3,3% i 0,4%. Według autorów badania, największy wzrost liczby gazetek promocyjnych w dyskontach, sieciach convenience i supermarketach można częściowo przypisać ich silnej pozycji negocjacyjnej.

– Dyskonty, mając duży wolumen zakupów, mogą uzyskać znaczące rabaty od dostawców, co umożliwia im oferowanie atrakcyjnych promocji. To z kolei przekłada się na potrzebę komunikowania tych ofert za pomocą gazetek, które wciąż odgrywają ważną rolę w przyciąganiu konsumentów. Z kolei sieci convenience eksperymentują z różnymi metodami dotarcia do klientów, w tym zwiększają liczbę publikacji. Często są one tematyczne, odpowiadając na zmieniające się preferencje zakupowe konsumentów szukających wygody i szybkości zakupów – tłumaczy Marcin Lenkiewicz.

W kontekście obecnej sytuacji w Polsce, twórcy raportu prognozują, że liczba gazetek promocyjnych nie tylko powinna się utrzymać, ale również może wzrosnąć o kilka procent rok do roku. – Będą one jednak ewoluować, stając się bardziej personalizowane i dostosowane do konkretnych tematyk. To pozwoli sklepom na lepsze targetowanie ofert i zwiększenie ich skuteczności. Wzrost personalizacji prawdopodobnie zostanie wsparty przez rozwój technologii i narzędzi analitycznych, które umożliwiają bardziej precyzyjne poznanie potrzeb i zachowań konsumentów. Forma komunikacji tych gazetek też ulegnie zmianie, z większym naciskiem na dystrybucję cyfrową – twierdzi ekspert z Grupy BLIX.

Jeżeli inflacja nadal będzie spadać, to teoretycznie konsumenci mogą odczuwać mniejszą potrzebę szukania promocji, co mogłoby prowadzić do zmniejszenia ilości gazetek. – Jednak w praktyce, nawet przy spadającej inflacji, konsumenci będą chcieli wciąż pozostać ostrożni w wydatkach i nadal szukać oszczędności. Sieci handlowe mogą to wykorzystać, utrzymując lub nawet zwiększając liczbę gazetek promocyjnych emitowanych w tym roku – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Opis metody badawczej

Eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali blisko 14,5 tys. gazetek handlowych z promocjami, wydanych w latach 2023-2022 roku. Łącznie miały blisko 297,8 tys. stron i powierzchnię w wymiarze prawie 13,3 mln cm2. W ww. publikacjach było w sumie 2,1 mln promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

Obniżka stóp w Szwajcarii możliwa już w przyszłym tygodniu

Szwajcarska inflacja w lutym wyniosła 1,2 proc. i jest to najniższy odczyt od początku 2022 roku. Zwiększa to szansę na dokonanie przez Szwajcarski Bank Centralny (SNB) obniżki stóp już 21 marca. Niższe stopy obniżą raty polskich kredytów mieszkaniowych we franku. Ale Szwajcaria to także ciekawy rynek giełdowy o kapitalizacji wynoszącej 170 proc. PKB.

Szwajcaria to jedna z ważniejszych europejskich gospodarek. Dla nas jednak ma znaczenie szczególne, wielu Polaków co miesiąc sprawdza kurs szwajcarskiej waluty i wysokość stóp procentowych, ponieważ wciąż jeszcze spłaca kredyty hipoteczne zaciągnięte właśnie w CHF. Swego czasu polskie banki udzieliły nawet 800 tys. takich kredytów, obecnie aktywnych jest jeszcze około 250 tys. z nich. Ten portfel jednak szybko się kurczy. 5 lat temu kredyty te stanowiły około 40 proc. wartości portfela kredytów hipotecznych w złotym, teraz jest to już tylko około 5 proc.

Ostatnie umocnienie złotego spowodowało, że kurs franka spadł do poziomu 4,45 zł, co jest najniższym poziomem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Od początku frank osłabił się wobec złotego o około 5 proc. (około 25 groszy). Podobnie, bo o około 5 proc., frank osłabł także wobec dolara. To dość nietypowa sytuacja. Frank szwajcarski w okresie zwiększonego napięcia geopolitycznego jest postrzegany jako bezpieczna przystań, do tego Szwajcaria dysponuje ogromną 10 proc. nadwyżką na rachunku obrotów bieżących. Posiada rezerwy walutowe wynoszące 100 proc. PKB oraz tradycyjnie nastawiony interwencjonistycznie bank centralny.

Jednak zbliżająca się perspektywa obniżek stóp procentowych wpływa na spadek wartości franka. Szczególnie po jego ubiegłorocznym widocznym umocnieniu. W lutym inflacja w Szwajcarii spadła do najniższego od 2,5 roku poziomu i wyniosła 1,2 proc. Cel inflacyjny SNB wynosi maksymalnie 2 proc., a podstawowa stopa to obecnie 1,75 p.p., dlatego rynek ocenia, że szansa na obniżkę stóp w przyszłym tygodniu wynosi około 40 proc. Gdyby jednak do obniżki nie doszło w marcu to na każdym z kolejnych posiedzeń jej prawdopodobieństwo będzie coraz wyższe. Taka obniżka mogłaby w ciągu kilku miesięcy przełożyć się na obniżenie rat polskich kredytów hipotecznych we franku. Każda obniżka oprocentowania o 0,25 p.p., to niższa rata kredytu o około 20-30 zł na każde pożyczone 100 tys. zł. To byłaby dodatkowa ulga dla kredytobiorców poza wspomnianym osłabieniem franka wobec złotego.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

AGH oraz KPT wspólnie poprowadzą polski oddział akceleratora innowacji obronnych NATO w ramach programu DIANA

14 marca 2024 r. ogłoszono nową mapę akceleratorów innowacji obronnych NATO w ramach programu Defence Innovation Accelerator for the North Atlantic (DIANA). Zgodnie z nią, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz Krakowski Park Technologiczny wspólnie poprowadzą polski oddział akceleratora innowacji obronnych NATO – Krakow DIANA Accelerator.

Głównymi obszarami działalności Krakow DIANA Accelerator będzie wsparcie realizacji programów akceleracyjnych w obszarze rozwiązań technologicznych potrzebnych do zapewnienia bezpieczeństwa i obronności wszystkich krajów sojuszniczych NATO. Dla Polski to szansa na wsparcie modernizacji technologicznej sektora obronności i rozwój firm w obszarze nowych i przełomowych technologii podwójnego zastosowania, czyli zarówno do celów cywilnych jak i obronnych. Akcelerację biznesową ma zapewnić przede wszystkim KPT, natomiast akcelerację technologiczną oraz dostęp do infrastruktury badawczej i laboratoryjnej – AGH. DIANA współpracuje z wyłonionymi w konkursach start-upami i firmami z całego Sojuszu, wspierając je finansowo, szkoleniowo i mentoringowo oraz zapewniając dostęp do szerokiej sieci inwestorów i przedstawicieli przemysłu.

Celem sieci DIANA, stworzonej przez NATO, jest połączenie kompetencji naukowców, innowatorów oraz start-upów współpracujących nad rozwiązaniami „głębokich technologii” (ang. deep tech) z jednostkami sektora obronnego i wojskowego. W obszarze zainteresowań DIANA znajdą się nowe i przełomowe, technologie (ang. emerging and disruptive technologies), do których zaliczają się m.in. sztuczna inteligencja, technologie kosmiczne, kwantowe, autonomiczne, informacyjne i komunikacyjne, energetyka, a także biotechnologia oraz nowe surowce i materiały, a także produkcja.

Rozwój technologii z potencjałem tzw. podwójnego zastosowania pozwoli na dynamiczny ich rozwój, dalszą komercjalizację oraz szybszą implementację przez sojuszników NATO. Konsorcjum AGH oraz KPT powstało z myślą o zwiększeniu potencjału akceleracyjnego Polski, a dołączenie do sieci DIANA niesie ze sobą ogromną szansę na stworzenie krajowego ekosystemu innowacji, czerpiącego z najlepszych praktyk ekosystemu natowskiego, obejmującego już dzisiaj przeszło 200 podmiotów stowarzyszonych w ramach sieci DIANA.

Jak mówi gen. bryg. Marcin Górka, Dyrektor Departamentu Innowacji, Przedstawiciel Polski w Radzie Dyrektorów DIANA: – Od samego początku naszego udziału w programie DIANA zależało nam na umiejscowieniu jednego z ośrodków akceleratora w Polsce. Jest to bezwzględny warunek do tego, aby nasz kraj mógł w pełni wykorzystać szanse jakie oferuje DIANA – i nie mam tu bynajmniej na myśli samych startupów i innowatorów oraz polskich centrów testowych już włączonych do sieci DIANA, ale również polski ekosystem innowacji w szerszym ujęciu, a więc również fundusze kapitałowe, ośrodki akademickie, podmioty zbrojeniowe i oczywiście nas, żołnierzy. Bardzo się cieszę, że oferta Krakowskiego Parku Technologicznego i Akademii Górniczo-Hutniczej została zaakceptowana przez Radę Dyrektorów.

Prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie podkreśla: – Dla AGH jest to niezwykle istotne wyróżnienie i docenienie naszego naukowego potencjału. Dzięki dołączeniu to prestiżowego grona jednostek budujących akceleratory NATO bierzemy wspólnie z Krakowskim Parkiem Technologicznym odpowiedzialność za dostarczanie rozwiązań na najwyższym poziomie, które będą kluczowe dla bezpieczeństwa w Sojuszu. Traktujemy takie wyzwania z najwyższą powagą. Dla samej AGH to szansa na wzmocnienie i rozwój kluczowych obszarów badawczych. Wsparcie merytoryczne, mentoring ekspertów rynkowych są także nieocenione w tym przedsięwzięciu. Jednocześnie mamy poczucie, że jesteśmy gotowi wnieść do programu DIANA najbardziej innowacyjne rozwiązania powstające w murach naszej uczelni.

Tadeusz Zaremba, prezes zarządu Krakowskiego Parku Technologicznego mówi: Krakowski Park Technologiczny sukcesywnie poszukuje specjalizacji w obszarze wspierania innowacji, a współpraca z NATO w zakresie innowacji obronnych jest przez nas postrzegana jako niepowtarzalna szansa dla innowatorów. Nasze działania podyktowane są zarówno przekonaniem, że to tzw. głębokie technologie budują najsilniejsze przewagi konkurencyjne w biznesie, jak i tym, że przyszłość należy budować na filarach innowacyjności, bezpieczeństwa i współpracy. W KPT wierzymy, że inwestowanie w innowacje obronne to nie tylko kwestia strategiczna, ale również odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń.

Zdaniem Jacka Siewiery, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego,  – Polski Ekosystem Innowacji, zgodnie z międzynarodową decyzją, otrzymał nową, niezwykle kluczową instytucję, utworzoną na bazie krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Krakowskiego Parku Technologicznego – Krakow DIANA Accelerator, będący częścią Akceleratora Innowacji Obronnych NATO DIANA. BBN konsekwentnie wspierał tę ideę, gdyż współczesne bezpieczeństwo zależy w dużej mierze od tego, czy będziemy w stanie odpowiednio wykorzystać potencjał jednostek badawczo – rozwojowych oraz parków technologicznych oraz od tego, jak skutecznie będziemy w stanie przetransferować i wykorzystać tą wiedzę do zwiększenia bezpieczeństwa państwa. Umocowanie akceleratora właśnie w Polsce pozwoli na usprawnienie współpracy pomiędzy start-upami, inwestorami, podmiotami przemysłu obronnego, środowiskami akademickimi oraz użytkownikiem końcowym. Współpraca sojusznicza w sektorze bezpieczeństwa stanowi podstawę funkcjonowania współczesnych modeli biznesowych i pozytywnie wpłynie na rozwój i wykorzystanie przełomowych technologii oraz istotnie wzmocni odporność państwa polskiego i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego.

– Mocną stroną DIANY jest nasza wyjątkowa transatlantycka sieć centrów talentów i liderów innowacyjności działających na rzecz wspólnego celu. Zasięg i różnorodność partnerów w sieci DIANA przyspieszy rozwój i wdrażanie przełomowych rozwiązań dla obronności, bezpieczeństwa i pokoju – mówi Prof. Deeph Chana, Dyrektor Zarządzający Akceleratora Innowacji Obronnych NATO (DIANA), a także Dyrektor Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie i Technologii w Imperial College w Londynie.

Udział w akceleratorze jest koordynowany przez Departament Innowacji Ministerstwa Obrony Narodowej, który aktywnie wspiera udział Polski
w programie DIANA.

 

W AGH powołano także pełnomocnika Rektora ds. NATO DIANA, którym została Izabela Albrycht, członkini Grupy Doradczej NATO ds. nowych i przełomowych technologii w l. 2020-2022. KPT powołał pełnomocnika ds. technologii podwójnego zastosowania, został nim Bartosz Józefowski.

Ropa naftowa drożeje, Europa zwalnia, funt stabilny – analiza rynków

Ropa naftowa po spadku zapasów w USA znów idzie w górę. Dane o produkcji przemysłowej z Europy nie napawają optymizmem, za to dane z Wielkiej Brytanii nie zaskakują.

Czarne złoto szuka szczytów

Ceny ropy naftowej znów idą w górę. Bezpośrednim impulsem do obecnego wzrostu były wczorajsze dane z USA. W danych o zmianach zapasów paliw mimo pozytywnych oczekiwań spadły dość wyraźnie zapasy ropy. W dół bardzo silnie poszły też rezerwy paliw. Liczby były na tyle istotne, że cena baryłki wyskoczyła o 1,5 dolara w górę. Trzeba pamiętać, że z wyjątkiem krótkiego wybicia w dół ceny baryłki w ostatnim miesiącu poruszały się w korytarzu pomiędzy poziomem 82 i 84 dolarów. Obecne wzrosty pozwoliły dotrzeć cenie ropy do szczytów z listopada. Problem w tym, że z perspektywy analizy technicznej to wybicie w górę z kanału może być początkiem nieciekawego ruchu dla naszych portfeli.

Słabsze dane ze strefy euro

Wczoraj poznaliśmy odczyty produkcji przemysłowej z kilku państw europejskich, ale najważniejszy był chyba łączny dla strefy euro. Produkcja przemysłowa w ciągu roku spada bowiem aż o 6,7%. Rynki spodziewały się redukcji, ale o 2,9%, mamy zatem negatywną niespodziankę. Do tego publikowano jeszcze dane z Węgier i Rumunii, w obydwóch tych krajach produkcja przemysłowa również się kurczy, odpowiednio o 3,6% i 3,4%. Jest to słaby prognostyk dla Europy na przyszłość. Z drugiej strony strefa euro miała lepszy wynik miesiąc temu, ale przedtem trzy miesiące pokazywały podobne spadki jak obecnie. To prawdopodobnie dlatego inwestorzy nie przejęli się tymi danymi.

Dane z Wysp bez niespodzianek

Środa to również dane z Wielkiej Brytanii. Poznaliśmy zarówno odczyt PKB za styczeń, produkcję przemysłową oraz bilans handlu zagranicznego. Wszystkie te dane były jednak zgodne lub niemalże zgodne z oczekiwaniami. W rezultacie nie widzieliśmy rewolucji w przypadku kursu funta brytyjskiego. Wczoraj co prawda na fali umocnień polskiej waluty zobaczyliśmy zbliżenie się do psychologicznej bariery 5 zł. Ostatnio poniżej tego pułapu oglądaliśmy kurs GBP w listopadzie i grudniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – inflacja producencka,
13:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

AstraZeneca ogłosiła finalizację przejęcia dwóch firm biotechnologicznych: Gracell Biotechnologies Inc. i Icosavax

Z początkiem roku 2024 firma AstraZeneca sfinalizowała zakup dwóch biotechnologicznych spółek, prowadzących zaawansowane badania kliniczne w obszarze onkologii, chorób autoimmunologicznych, a także przeciwdziałania groźnym chorobom wirusowym układu oddechowego. 

– Nabycie obu spółek wynika z celów strategicznych AstraZeneca, jakimi są rozwijanie innowacyjnych terapii m.in. nowotworów i chorób autoimmunologicznych oraz wspieranie profilaktyki i zaspokajania rosnących potrzeb w zakresie zapobiegania chorobom zakaźnym układu oddechowego. Nasza firma stale rozwija swoje zaangażowanie na rzecz pacjentów wykorzystując osiągnięcia nauki do pokonywania dotychczas nierozwiązanych problemów zdrowotnych. W AstraZeneca stawiamy na współpracę, bo dzięki niej możemy tworzyć lepszą przyszłość i zdrowe społeczeństwo – mówi Edyta Wojtkiewicz, dyrektor finansowa AstraZeneca.

Gracell Biotechnologies Inc., zakupiona w lutym br., to globalna firma biotechnologiczna prowadząca badania kliniczne w obszarze innowacyjnych terapii komórkowych przeznaczonych do leczenia raka i chorób autoimmunologicznych. Przejęcie to poszerza ofertę AstraZeneca o GC012F, terapię chimerycznym receptorem antygenowym (CAR) komórek T z antygenem dojrzewania limfocytów B (BCMA) o podwójnym ukierunkowaniu na CD19, opracowaną na nowej platformie FasT CAR-T. Terapia ta ma duży potencjał w leczeniu nowotworów krwi i chorób autoimmunologicznych. Gracell będzie funkcjonować jako spółka zależna należąca w całości do AstraZeneca.

Icosavax, spółka biotechnologiczna AstraZeneca pozyskana w styczniu br., koncentruje się na opracowywaniu szczepionek przy użyciu innowacyjnej platformy białkowych cząsteczek wirusopodobnych (ang. virus-like particle, VLP). Połączenie z Icosavax umożliwi rozwijanie portfolio AstraZeneca w obszarze przeciwdziałania RSV i ludzkiemu metapneumowirusowi (hMPV). Wirusy te stanowią główną przyczynę ciężkich zakażeń układu oddechowego i hospitalizacji osób dorosłych w wieku 60+ oraz osób z chorobami przewlekłymi, takimi jak choroby układu krążenia, nerek i układu oddechowego1-3. W wyniku przejęcia firma Icosavax stała się spółką zależną AstraZeneca.

Nieoczywisty sposób na poprawę sprzedaży i reputacji Twojej marki

Obecnie znaczna większość działań marketingowych ma miejsce w internecie. Reklamy w mediach społecznościowych, tworzenie firmowego bloga, budowanie pozytywnego wizerunku marki, komunikowanie się z klientami. Za pomocą tych wszystkich działań starasz się poprawiać sprzedaż i reputację Twojej firmy. Działa w ten sposób większość firm, którym jednocześnie zdarza się zapomnieć, że najważniejszy jest końcowy produkt zakupiony przez konsumenta. W niczym nie pomogą Ci rozbudowane kampanie marketingu internetowego, jeśli produkt nie dopasuje się jakością do Twoich internetowych działań. Jak tego uniknąć i wykorzystać maksymalny potencjał nieoczywistych i prostych form marketingu? Tego dowiesz się w dzisiejszym artykule. Zapraszamy!

3 rzeczy, dla których warto zainwestować w solidne i ładnie zaprojektowane opakowania

1. Jakościowe opakowania robią dobre pierwsze wrażenie, dzięki czemu przyciągają konsumentów

Produkt zapakowany w wysokiej jakości opakowanie od razu wyróżnia się spośród pozostałych przeciętnie opakowanych produktów. Dzięki temu solidne opakowania sprawią, że Twoje produkty będą się rzucać w oczy klientom. I to niezależnie, czy kiedykolwiek słyszeli o Twojej firmie bądź widzieli Twoją reklamę w mediach społecznościowych. Solidne opakowanie zrealizuje swoje zadanie niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Taka zależność najlepiej pokazuje, że stare zasady marketingu działają zawsze i wszędzie.

Jakościowe opakowanie wykonane przez profesjonalną firmę, taką jak https://lagraf.com.pl, to gwarancja pozyskania uwagi konsumenta. A to prosta droga do poszerzania grona odbiorców Twoich produktów. Zwłaszcza że przemyślane opakowania dają szerokie możliwości rozwijania świadomości konsumentów, co będzie kluczowe przy budowaniu solidnej reputacji i skutecznej komunikacji Twojej marki.

2. Odpowiednio zaprojektowane opakowania to prosty sposób na spójną i aktywną komunikację marki

Kolorystyka firmowej strony internetowej, postów w mediach społecznościowych, wszechobecne loga Twojej marki. To najprostsze sposoby na zbudowanie spójnej komunikacji firmy. Warto do tych wszystkich elementów prowadzonych w ramach kampanii internetowych dorzucić również opakowania Twoich produktów. Dzięki takim spójnym kolorystycznie formom marketingu stworzysz u Twojej grupy docelowej konkretny obraz marki.

W taki sposób sprawisz, że konsumenci już zawsze będą kojarzyć daną kolorystykę z Twoją marką. Ponadto połączą ją ze świetnymi odczuciami z korzystania z produktów Twojej firmy – zakładając, że zainwestujesz w porządne opakowania. Więcej takich praktycznych wskazówek dotyczących marketingu i nie tylko znajdziesz na stronie https://lagraf.com.pl/baza-wiedzy – Kliknij i sprawdź sam.

3. Porządne opakowanie zapewnia konsumentowi wygodne korzystanie z Twojego produktu

Solidne opakowania dają Ci gwarancję, że zapewniasz klientowi najważniejszą rzecz decydującą o kolejnych zakupach bądź ich braku. Jeśli Twoje produkty są zapakowane w słabej jakości opakowania, to nie licz na to, że dany konsument będzie je regularnie kupował. 1 zakup wystarczy konsumentowi, żeby zaznajomić się z wygodą użytkowania Twojego produktu. Jeśli nie spełnisz jego oczekiwań, to szybko „odejdzie” i poszuka sobie czegoś lepszego u konkurencji. Nie możesz sobie na to pozwolić. Zainwestuj w solidne opakowania, a konsumenci z pewnością docenią to regularnymi zakupami.

Podsumowanie

Marketing to nie tylko działania w mediach społecznościowych, czy strona internetowa. Prowadzenie regularnych i skutecznych działań w tych 2 kanałach komunikacji z pewnością przybliży Cię do poszerzenia grona klientów. Ale w ostatecznym rozrachunku i tak najważniejsza będzie wygoda użytkowania oraz przywiązanie klientów do Twojej marki. Te 2 efekty możesz osiągnąć z pomocą firmy Lagraf Partners, która zajmuje się produkcją solidnych opakowań i nie tylko. Przejdź na ich stronę i dowiedz się więcej!

Ceny wciąż rosną, choć wolniej niż rok temu. Obecnie w sklepach jest drożej średnio o 3,9 proc. r/r

W lutym w sklepach było średnio o 3,9% drożej niż przed rokiem. Tak wynika z analizy blisko 60 tys. cen detalicznych. Na 17 monitorowanych kategorii 10 wykazało rdr. jednocyfrowe wzrosty, a 2 grupy towarów zaliczyły dwucyfrowe skoki cen. Natomiast 5 kategorii odnotowało spadki. Liderem drożyzny są teraz dodatki spożywcze, tj. ketchupy, majonezy, musztardy i przyprawy z cenami wyższymi o 12,1% rdr. Za nimi są słodycze i desery, które zdrożały o 10,5% rdr. W pierwszej trójce jest też chemia gospodarcza z podwyżką o 9,4% rdr. Z kolei najmocniej z całego zestawienia poszły w dół ceny art. tłuszczowych – o 16,7% rdr. Oprócz nich na minusie widać też używki, nabiał i owoce.

Luty był kolejnym miesiącem ze stopniowo hamującym tempem wzrostu cen najczęściej kupowanych produktów spożywczych i chemicznych. Codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,9% rdr. (po podwyżkach rdr. sięgających 4,9% w styczniu i 5,6% w grudniu). Tak wynika z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito. Badanie obejmuje 17 kategorii i 100 towarów. Tym razem zestawiono ze sobą blisko 60 tys. cen z prawie 28 tys. sklepów należących do 55 sieci handlowych.

– Zwiększenie liczby kategorii, których ceny rosną w tempie jednocyfrowym, jest związane z obserwowaną stabilizacją cen. Odpowiada też prognozowanemu scenariuszowi na 2024 rok. Przewidywano bowiem, że w tym roku inflacja znacznie wyhamuje, a wzrost cen w sklepach będzie oscylował na średnim poziomie od 3% do 5% – mówi dr Anna Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito Gdańsk.

Z badania też wynika, że w lutym na siedemnaście monitorowanych kategorii dziesięć wykazało jednocyfrowe wzrosty cen w ujęciu rocznym. W styczniu było ich osiem. Ponadto tym razem już tylko dwie grupy towarów zaliczyły dwucyfrowe skoki cen. W poprzednim miesiącu takich przypadków naliczono aż pięć. Do tego raport wykazał, że w lutym br. pięć kategorii było tańszych niż rok temu, a we wcześniejszym miesiącu – cztery.

– To, że większość kategorii wykazała jednocyfrowy wzrost cen, ma bezpośredni związek ze spadkowym trendem inflacji i ustabilizowaniem się części czynników powodujących duże podwyżki – zauważa dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito Warszawa. – Trzeba brać pod uwagę fakt, iż część kategorii w dalszym ciągu będzie utrzymywać stosunkowo wysoki poziom zwyżek cen, ale czas dwucyfrowych wzrostów procentowych większości kategorii mamy już raczej za sobą – dodaje ekspert.

Raport donosi również, że w lutym nowym liderem drożyzny została kategoria dodatków spożywczych, obejmująca ketchupy, majonezy, musztardy i przyprawy. W jej przypadku wzrost cen wyniósł 12,1% rdr. W styczniu podwyżka rdr. była na poziomie 12,8%, co dało kategorii wówczas trzecią pozycję wśród najmocniej rosnących. Dynamika wzrostu cen nieco się osłabia, ale dodatki spożywcze są dalej w czołówce najbardziej drożejących kategorii.

– To dość specyficzna kategoria. Jej popyt ma częściowo charakter sezonowy, a dodatkowo okresy świąteczne wpływają na zwiększone zainteresowanie nią. Utrzymujący się wysoki poziom wzrostu cen w okresie zimowym rok do roku może świadczyć o tym, iż producenci nie odczuwają presji rynkowej na zmniejszenie tempa podwyżek, a popyt jest dla nich satysfakcjonujący – dodaje ekspert z WSB Merito Warszawa.

Na drugim miejscu w rankingu najmocniej drożejących pozycji są słodycze i desery ze wzrostem cen o 10,5% rdr. Ta kategoria drugi miesiąc z rządu mocno trzyma się w ścisłej czołówce. Poprzednio zdrożała o 14,3% rdr. – Wysoką dynamikę wzrostu cen słodyczy można wiązać ze znacząco drożejącym surowcem, jakim jest kakao. Niższe ceny cukru, podobnie jak zmiany na rynkach walutowych, nie są w stanie na razie zniwelować tego efektu. Wzrosty cen w tej kategorii dodatkowo wspierają silnie rosnące koszty wynagrodzeń – komentuje dr Mariusz Dziwulski z Departamentu Analiz Ekonomicznych i Zespołu Analiz Sektorowych w PKO BP.

Trzecie miejsce w rankingu zajęła chemia gospodarcza ze średnim wzrostem cen o 9,4% rdr. W styczniu podrożała o 10,9% rdr. Teraz czwartą pozycję mają napoje bezalkoholowe z podwyżką o 8,7% rdr. Miesiąc wcześniej mocniej zdrożały, czyli o 13,8% rdr. Zestawienie TOP5 zamykają środki higieny osobistej z podwyżką o 8,4% rdr. Poprzednio odnotowały dużo mniejszy wzrost, bo o 2,7% rdr. – Styczniowe, poświąteczne i noworoczne promocje sprawiły, że środki higieny osobistej były dużo tańsze niż zwykle. W lutym te akcje już się zakończyły, co zaowocowało znaczącym wzrostem cen. Dodatkowo tę kategorię cechują wysokie koszty produkcji – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu WSB Merito Warszawa.

Zaraz za TOP5 są art. dla dzieci ze średnim wzrostem rdr. o 6,5%. Zdrożały mniej niż w styczniu – wówczas o 7,1% rdr. Następne w zestawieniu są warzywa – 4,4% rdr., których ceny poprzednio poszły w górę o 10,5% rdr. – Zmiany cen warzyw na początku roku wynikają głównie z poziomu zbiorów w roku ubiegłym, tempa upłynniania zapasów oraz sezonowości produkcji. – Za spadek tempa wzrostów cen warzyw w lutym odpowiada głównie mniejszy popyt niż zakładany. Do tego sezonowość cenowa zakłada znacznie wolniejsze tempo wzrostu pod koniec pierwszego kwartału roku niż zwykle – tłumaczy Jakub Jakubczak, analityk Sektora Food and Agri z Banku BNP Paribas.

Ekspert podkreśla też, że trend cenowy, który obserwujemy, nie jest odstępstwem od reguły. – Jednak został on dodatkowo wzmocniony przez niższe zbiory w roku ubiegłym. W 2023 roku praktycznie każdy produkt w tej kategorii zanotował spadek produkcji na poziomie średnio 3-5% w porównaniu do roku 2022 – zaznacza Jakub Jakubczak.

Na dalszej pozycji są karmy dla zwierząt – 2,9% rdr. Lekko poszły też w górę rdr. takie kategorie, jak ryby, mięso i wędliny – odpowiednio o 2,7%, 2,5% i 1,7%. – Mięso drożeje coraz wolniej i prawdopodobnie ta tendencja utrzyma się w najbliższych kilku miesiącach. Gdyby nie zniesienie zerowego VAT-u na żywność z końcem marca, nie byłoby wykluczone, że w najbliższej perspektywie obserwowalibyśmy nawet lekką deflację w tej kategorii – przekonuje dr Mariusz Dziwulski.

Analitycy UCE RESEARCH zwracają uwagę na kategorie, które w lutym potaniały w relacji rocznej. Nieznacznie zmniejszyły się rdr. ceny owoców – o 0,1%, nabiału – o 0,4%, a także używek – o 1,4%. Największy spadek zaliczyły art. tłuszczowe – aż o 16,7% rdr. Jak stwierdza dr Anna Semmerling, w przypadku nabiału nie ma żadnych przesłanek, które wskazywałyby na to, że w najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu cen. Podobnie, jak w innych ww. kategoriach, należy raczej mówić o stabilizacji.

– Art. tłuszczowe to był hit wzrostu cen w czasie wysokiej inflacji. Wówczas eksperci cały czas podkreślali, że odnotowywane wzrosty nie są wynikiem tylko czynników zewnętrznych, a pewnej polityki producentów. Widoczne już od dłuższego czasu spadki mają dwa źródła. Pierwsze z nich to obniżenie ceny w stosunku do wcześniej zawyżanej. Drugie to walka o klienta. Sklepy zaobserwowały, że promocje na produkty tłuszczowe przyciągają konsumentów. Przez to obniżki ich cen stały się ważnym elementem kampanii promocyjnych – podsumowuje ekspertka z WSB Merito Gdańsk.

Branża obróbki metali stawia na innowacje: rosną inwestycje w park maszyn i automatyzację

Jeden na trzech (34 proc.) przedsiębiorców z branży obróbki metali planuje zwiększyć nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń (MiU) w najbliższych miesiącach. Taki sam odsetek zamierza podnieść poziom automatyzacji produkcji. Warto podkreślić, że co drugi przedstawiciel z branży przy realizacji inwestycji w maszyny i urządzenia korzysta z finansowania zewnętrznego (56 proc.).

Wyniki badania Siemens Financial Services w Polsce wskazują, że 36 proc. przedstawicieli branży obróbki metali zwiększyło nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń w 2023 r. Niewiele mniejszy odsetek (30 proc.) przedsiębiorców podniósł również poziom automatyzacji procesów produkcji. Co ciekawe, w najbliższych miesiącach można spodziewać się podobnego zaangażowania w rozwój tych obszarów. Jedna trzecia przedstawicieli firm z branży obróbki metali planuje zwiększyć nakłady na park MiU oraz na automatyzację (w obu przypadkach po 34 proc.).
nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń

– Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce przedstawiciele branży obróbki metali starają się inwestować w maszyny i urządzenia. Ankietowani przedsiębiorcy dostrzegają także pewne trendy w tym obszarze. Najpopularniejszym z nich jest ich zdaniem wzrost liczby maszyn „szytych na miarę”. Tak odpowiedział co trzeci respondent zapytany o to, jakiego typu sprzęt będzie zyskiwał na popularności. Z kolei co piąty wskazał, że na rynku będzie coraz więcej urządzeń, które nie wymagają częstych konserwacji – mówi Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Sub-indeks MiU dla branży obróbki metali rośnie

Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce przedstawiciele firm z branży obróbki metali zwiększyli zdolność do konkurowania w porównaniu do poprzedniego badania. Sub-indeks MiU dla tej branży wzrósł o ponad 3 pkt i obecnie wynosi 49,55 pkt. Na odczyt wskaźnika wpłynęło m.in. zwiększenie nakładów na odnowienia parku MiU, poziomu automatyzacji oraz udziału finansowania zewnętrznego.

Sami badani przedsiębiorcy również prognozują poprawę swojej konkurencyjności pod względem posiadanego parku MiU. Według 37 proc. przedstawicieli firm z branży obróbki metali ich przygotowanie do konkurowania polepszy się w najbliższych miesiącach. Z kolei co drugi ankietowany uważa, że pozostanie ono bez zmian (54 proc.). Zaledwie 1 proc. jest zdania, że się pogorszy.

Zewnętrzne finansowanie maszyn i urządzeń

Z raportu Index MiU 2023 wynika, że ponad połowa ankietowanych firm (56 proc.) korzysta z finansowania zewnętrznego przy realizacji inwestycji w maszyny i urządzenia: prawie 41 proc. łączy fundusze zewnętrzne z własnymi, a ponad 15 proc. wybiera wyłącznie finansowanie zewnętrzne. Z kolei 44 proc. inwestuje w park MiU tylko przy pomocy własnego kapitału.
nakłady na odnowienia parku maszyn i urządzeń finansowanie– Warto zaznaczyć, że korzystanie z finansowania zewnętrznego może być bardzo pomocne w realizacji inwestycji w rozwój parku MiU. Takie środki, pozyskane od wyspecjalizowanych podmiotów, pozwalają bowiem na szybszą modernizacje zakładów i nieodkładanie tego na przyszłość. Czas realizacji inwestycji jest kluczowy w tak dynamicznym otoczeniu biznesowym, w którym funkcjonują obecnie przedsiębiorcy. Odpowiednio dopasowane finansowanie zewnętrzne pozwala na inwestowanie nawet bez angażowania kapitału własnego, co może przełożyć się na utrzymanie wyższej zdolność do konkurowania – podsumowuje Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 100 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2023 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży obróbki metali z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

***

Siemens Financial Services (SFS) – spółka z grupy Siemens – zapewnia rozwiązania finansowe dla przedsiębiorstw. Dzięki wyjątkowemu połączeniu wiedzy finansowej, zarządzania ryzykiem i wiedzy branżowej, SFS tworzy innowacyjne rozwiązania finansowe dostosowane do indywidualnych potrzeb przedsiębiorstw. Dzięki temu, SFS wspiera rozwój, buduje wartość, zwiększa konkurencyjność i pomaga klientom uzyskać dostęp do nowych technologii. Spółka wspiera inwestycje poprzez leasing, pożyczki korporacyjne, inwestycje kapitałowe oraz finansowanie projektów i strukturyzowane. Portfolio SFS uzupełniają rozwiązania w zakresie finansowania handlu i wierzytelności. Dzięki międzynarodowej sieci SFS jest dobrze dostosowana do wymagań prawnych w poszczególnych krajach i jest w stanie zapewniać rozwiązania finansowe na całym świecie. W grupie Siemens, SFS jest ekspertem w zakresie ryzyka finansowego. Siemens Financial Services ma swoją globalną siedzibę w Monachium w Niemczech i zatrudnia prawie 3000 pracowników na całym świecie. www.siemens.com/finance.

Monopol państwowy – pułapka dla przedsiębiorstw, państwa i społeczeństwa

Wbrew pozorom, monopol i własność państwowa nie jest korzystnym rozwiązaniem dla żadnego przedsiębiorstwa, a tym bardziej dla organów państwa i polityków, którzy go kreują lub pozwalają kreować.

W latach 70. XX wieku grupa polskich ekonomistów – m.in. L. Balcerowicz, W. Balicki, J. Beksiak, U. Grzelońska, J. Lipiński, A. Lipowski, S. Nowacki i K. Porwit – opisywała zjawisko, które nazwano w literaturze światowej moral hazard, czyli pokusa nadużycia. Polegało ono np. na tym, że – w socjalizmie, czyli w gospodarce tzw. planowej – duże przedsiębiorstwa państwowe nie dawały się skutecznie regulować, ponieważ wykorzystywały przewagę informacyjną nad organami rządowymi (tzw. asymetrię informacji) i praktycznie mogły bezkarnie realizować swoje marnotrawne „strategie rozwojowe”. Opis tego zjawiska w światowej literaturze przyniósł wiele nagród imienia Nobla w dziedzinie ekonomii. Niestety, nie znalazł się wśród laureatów żaden polski ekonomista (chyba, że pochwalimy się absolwentem prawa Uniwersytetu Warszawskiego Leonidem Hurwiczem, wzbogacającym jednak statystyki USA). Wielka to szkoda, ponieważ mieliśmy w Polsce przed 1989 rokiem nadmiar „bogactwa materiału badawczego” dotyczącego zjawiska moral hazard, dobrze opracowanego teoretycznie, i była wielka szansa na Nobla dla wspomnianych wyżej ekonomistów, choć na pewno nie wymarzona.

Śledząc współczesne praktyki polskich „państwowych monopoli”, ostatnio coraz drastyczniej odkrywane i nagłaśniane, można ulec wrażeniu, że znów pojawia się (nie) wymarzona szansa dla polskiej ekonomii opisania zjawiska, które może zrobić furorę w światowej literaturze. Aż prosi się, by je nazwać (aluzyjnie lub nie) oiliness hazard, czyli pokusa wazeliniarstwa. Polega ono na realizacji przez duże polskie przedsiębiorstwa – kontrolowane przez państwo i mające często pozycje monopolistyczne lub dominujące na rynku – działań, które nie służą dobrze ani interesom firmy, ani gospodarce, ale mają na celu przypodobanie się politykom. To że w ramach oiliness hazard działania państwowych monopoli mogą się podobać jednym politykom mniej, a innym więcej, ma drugorzędne znaczenie. Bardziej istotne jest to, że najważniejsi politycy nie muszą się martwić zjawiskiem asymetrii informacji, jak to było w przypadku moral hazard, ponieważ ich zadowolenie czyli – jak to mówią ekonomiści – ich funkcje użyteczności są maksymalizowane.

Stawia to na głowie dotychczasowe poszukiwania teorii ekonomii oraz nauk o organizacji i zarządzaniu, które od dziesiątek lat próbują rozwiązać wielki dylemat sprzeczności interesów i asymetrii informacji pomiędzy – mówiąc kolokwialnie – „górą” a „dołem” (tzw. principal agent problem). W ramach tych poszukiwań wymyślono wiele sposobów zmniejszania  asymetrii informacji i wiele sposobów motywowania „dołu” przez „górę”, aby uzyskać upragnione win-win, czyli największe korzyści dla jednych i drugich, w efekcie też dla całej gospodarki i społeczeństwa.

Wielką więc „innowacją” dla teorii ekonomii oraz nauk o organizacji i zarządzania staje się teraz zjawisko oiliness hazard – pokusa wazeliniarstwa. Rzuca ono nowe światło na spór o własność i pozycje dominujące lub monopolistyczne wielkich przedsiębiorstw, ale i wykracza też daleko poza ten spór: może dotyczyć też funkcjonowania banku centralnego, prokuratury, sądów, a nawet premierów i prezydenta.

Prywatne przedsiębiorstwa, które zdobywają pozycje dominujące lub monopolistyczne na rynku, często się uważa za bardzo niebezpieczne dla interesów obronnych, emocjonalnych, strukturalnych i społecznych kraju. W polityce, i niestety niekiedy także w teorii, uważa się, że jeśli się im założy podwójnego nelsona, czyli upaństwowi i ochroni przed konkurencją, to będą skutecznie realizować tę długą listę interesów kraju. Pomińmy w tym miejscu kwestię, znaną z licznych już badań, że prywatne przedsiębiorstwa, nawet silne międzynarodowe, o wiele bardziej się boją narażać interesom kraju, w którym działają niż przedsiębiorstwa państwowe (a szczególnie owe „monopole państwowe”). Są o wiele bardziej kontrolowane i  bardziej surowo karane za nawet najdrobniejsze uchybienia, muszą rygorystycznie dotrzymywać terminów realizacji oraz poziomów jakości. I przede wszystkim są zdecydowanie bardziej efektywne w działaniach na rzec interesów kraju niż przedsiębiorstwa państwowe i organa administracji państwowej. Tym ostatnim wiele się wybacza i co najwyżej zwalnia się w nich menedżerów z wysokimi odprawami finansowymi. Dlatego nawet Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki marzyli o rozwoju sieci prywatnych więzień w Polsce.

„Państwowe monopole” w wyniku narastania zjawiska oiliness hazard oddalają się od szans win-win i wpadają w pułapkę lose-lose, o czym donoszą codziennie media. I nawet można to dostrzec w próbach pogłębionych raportów analityków oraz polityków związanych z poprzednią władzą. W znanej anegdocie „Pan Bóg powiadał do Jana Styki: Ty mnie nie maluj na kolanach. Ty mnie maluj dobrze”. „Góra”, zadowolona i silnie obłaskawiana przez „dół”, nie dostrzega, że pozbywa się potężnego stymulatora dobrej roboty jakim jest konkurencja. Wbrew pozorom monopol nie jest korzystnym rozwiązaniem dla żadnego przedsiębiorstwa, a tym bardziej dla organów państwa i polityków, którzy go kreują lub pozwalają kreować.

Konkurencja pozwala na ujawnianie prawdy, motywację, podpatrywanie lepszych rozwiązań, dopuszczanie do działania nowych ludzi i organizacji, wycenę wartości, dzielenie odpowiedzialności oraz przede wszystkim współtworzenie. Idylliczna harmonia nie tylko jest nierealna, ale też i niepożądana. Wcale nie paradoksalnie to właśnie konkurencja tworzy silniejszą i dynamiczniejszą wspólnotę.

Wszystko wskazuje na to, że pogłębione badania wykażą silny wpływ zjawiska oiliness hazard na zbyt długo utrzymującą się i zbyt wysoką inflację w Polsce, niszczącą długoletnie oszczędności, na duże opóźnienia restrukturyzacji technologicznej i rynkowej sektora paliwowego oraz energetycznego, na brak w tym sektorze inwestycji prywatnych i zagranicznych (bo po co ryzykować!), na wysokie ceny energii dla gospodarstw domowych, a także paraliż systemu prawnego, a nawet protesty rolników przeciwko Zielonemu Ładowi.

Prof. Adam Noga pracuje w Katedrze Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, jest autorem m.in. takich prac: jak „Teorie przedsiębiorstw”, czy „Teoria konkurencji. Ekonomiczna teoria wszystkiego”. Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Polacy budują skoczka księżycowego i mają szansę zmienić sposób eksploracji ciał niebieskich

Wczoraj w Centrum Badań i Technologii Kosmicznych Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA-ESTEC) polscy inżynierowie z firmy Astronika zaprezentowali ukończony mechanizm nogi skoczka księżycowego. Polacy na zlecenie ESA pracują nad alternatywą dla łazików, bo te nie zawsze są w stanie poradzić sobie w trudnym terenie i nieprzewidzianych warunkach. Skoczek, ze swej natury, nie będzie miał problemów w regionach górzystych, które kryją najwięcej ciekawych dla naukowców informacji o innych ciałach niebieskich.

W zakończonej już sukcesem pierwszej fazie projektu zaprojektowane, wykonane i przetestowane zostały nogi skoczka. Jak łatwo się domyślić, ich mechanizm jest kluczowy dla działania całego robota. Po udanej prezentacji inżynierowie z Astroniki liczą na kontynuację projektu i zlecenie przez ESA wykonania pełnego modelu, docelowo z przeznaczeniem na misje księżycowe i planetarne. Już na tym etapie można powiedzieć, że jest to bardzo prawdopodobne, zwłaszcza że w tej dekadzie planowanych jest bardzo wiele misji na Księżyc i asteroidy.

Polska specjalizacja?

Technologia, którą opracowali Polacy jest teraz bardzo pożądana, bo rozwiązuje wiele problemów z jakimi spotykały się dotychczasowe misje lądujące na ciałach niebieskich (np. przewrócone lądowniki, lądowania w trudniejszym niż przewidywany terenie). Co ważne, testowane dotąd roboty skaczące innych producentów, ze względu na małą energię skoku, mogły skutecznie przemieszczać się jedynie w mikrograwitacji i tej samej technologii nie można zastosować na Księżycu czy Marsie. Inne bazują na wieloczłonowych kroczących konstrukcjach, ale przez to wymagają zużycia dużo energii w krótkim czasie, co skraca czas operacyjny i ogranicza eksplorację większego terenu. Skoczek Astroniki jest bardzo lekki (mniej niż 10kg) i efektywny energetycznie i ma osiągać na Księżycu skoki na wysokość nawet powyżej 3 metrów.

– Nasze rozwiązanie wykorzystuje koncepcję odpychania się od powierzchni za pomocą lekkich nóg tak jak robi to konik polny. Raz zaprojektowany do grawitacji księżycowej, jest łatwo skalowalny także do mniejszych grawitacji. Nasza konstrukcja bazuje na prostocie i wytrzymałości, przy bardzo małym poborze mocy – mówi Łukasz Wiśniewski, kierownik projektu.

Nasi inżynierowie są więc jednymi z pionierów w rozwoju tej innowacyjnej technologii – właśnie oni mogą dokonać przełomu w sposobie eksploracji ciał niebieskich. To dobra wiadomość dla całego polskiego sektora kosmicznego, ponieważ projektowanie i budowa od A do Z robotów skaczących dedykowanych różnym misjom będzie wymagała współpracy wielu podmiotów, a co za tym idzie, będziemy mieli okazję budować unikalny know-how i naszą narodową specjalizację.

Prace nad technologią skoczka zostały sfinansowane przez Europejską Agencję Kosmiczną w ramach programu PLIIS (Polish Industry Incentive Scheme) we współpracy z Centrum Badań Kosmicznych PAN i były możliwe dzięki dobrej koordynacji pomiędzy polskim sektorem kosmicznym a Ministerstwem Rozwoju i Technologii oraz Polską Agencją Kosmiczną.

Co taki robot będzie potrafił?

Podczas misji księżycowej skoczek będzie realizował takie zadania jak: charakteryzacja pyłu księżycowego, pomiary spektrometryczne, badanie stężenia hydrazyny, fotografowanie lądownika-matki z różnych perspektyw oraz analiza nośności powierzchni. Dzięki wykorzystaniu unikalnej zdolności do skoków oraz zestawowi kamer, robot będzie również badał właściwości mechaniczne oraz morfologię regolitu. Wszystkie te działania powiększą naszą wiedzę o wpływie regolitu na mobilność planetarną, a w konsekwencji, z pomocą niewielkiego zasobu jakim jest Skoczek, wpłyną na bezpieczeństwo, planowanie oraz obniżą koszt przyszłych misji kosmicznych.

A jak będzie wyglądał?

Ostateczna konfiguracja będzie potwierdzona w kolejnym etapie rozwoju platformy, ale jednym z założeń jest połączenie funkcji kół z funkcją skaczących nóg: koło będzie umieszczone na nodze, która w razie potrzeby umożliwi odbicie się wysoko w powietrze za pomocą już opracowanego aktuatora.

O to, jak robot skaczący zmieni sposób eksploracji planet pytamy kierownika projektu Łukasza Wiśniewskiego:

– Dotychczas większość misji eksploracyjnych planowanych było bardzo zachowawczo. Łaziki i lądowniki wysyłano tylko na stosunkowo płaski, bezpieczny teren, który niestety daje informację naukową tylko na temat najświeższej historii ciała niebieskiego (a i tak często maszyny te lądowały w nieprzewidzianie trudnych warunkach albo przewracały się i stawały się powoli bezużyteczne!). Dużo ciekawsze jest dostarczenie instrumentów naukowych w tereny trudno dostępne, np. klify, skały i kaniony, w których widać przekrój historii ciała niebieskiego. Nikt jednak nie odważy się wysłać łazika wartego kilkaset milionów euro w potencjalnie samobójczą misję. Mały robot skaczący jest stosunkowo niedrogi dla misji i łatwo go zabrać na pokład. Jest niczym sprytny i pomocny skaut, który może wykonać zwiad w ryzykownym terenie, zanim wjedzie tam łazik. Nie tylko zwiększa bezpieczeństwo całej misji, ale też maksymalizuje jej zwrot naukowy. Dodatkowo dostarcza cennej informacji nt. właściwości mechanicznych powierzchni, co pozwala zwiększać dokładność planowania ruchu. Jeżeli Skoczek gdzieś ugrzęźnie, to nie szkodzi! Takie właśnie jest jego zadanie, aby dotrzeć tam, gdzie jeszcze nikt nie próbował i wykonać pionierskie pomiary. Jednocześnie misja nie utraci zdolności wykonania swoich głównych celów poprzez lądownik-matkę czy łazik-matkę – opowiada.

Czekając na FOMC: Spokój przed burzą na rynkach?

Po wtorkowych danych o inflacji w USA mamy już za sobą wszystkie publikacje pierwszego rzędu, które mogą mieć jakikolwiek wpływ na przyszłotygodniową decyzję Rezerwy Federalnej. Dziś zobaczymy jeszcze sprzedaż detaliczną oraz dynamikę cen producenckich. Z pewnością mogą one wywołać większą zmienność, zwłaszcza jeśli będą słabsze niż oczekiwano, potwierdzając trend z ostatnich kilku tygodni. Nie oczekuję jednak, że ich wyniki zmienią cokolwiek w kwestii podejścia FOMC.

Do momentu przyszłotygodniowej decyzji FOMC wiele na rynku eurodolara nie powinno się wydarzyć. Posiedzenie Rezerwy Federalnej zapowiada się ciekawie, ponieważ oprócz samej decyzji o stopach (oczekiwane jest utrzymanie aktualnego poziomu) otrzymamy aktualizację wykresu „dot plot” oraz nowe projekcje makro dotyczące inflacji, wzrostu gospodarczego oraz bezrobocia. Rynek będzie miał co interpretować. Do tego czasu nie oczekuję większego przełomu zarówno na rynku FX jak i rynku indeksów giełdowych.

Optymizm na rynkach cały czas dominuje. Giełda na Wall Street za bardzo nie przejęła się lekko wyższymi odczytami inflacyjnymi we wtorek. Indeks strachu wciąż wskazuje bardzo niskie poziomy, nie ma zatem żadnego sygnału ostrzegawczego. Dziś raczej dane PPI oraz sprzedaż detaliczna nie powinny „namieszać” na wykresach indeksów giełdowych. Start korekty technicznej, która prędzej czy później rozpocznie się, powinno zainicjować ważniejsze wydarzenie, a takie będzie mieć miejsce w kolejną środę.

Spadki na giełdach mogłyby zostać rozpoczęte przez wyraźną zmianę mediany oczekiwań członków FOMC dotyczącą przyszłej ścieżki stóp procentowych. Grudniowy wynik wskazywał na trzy cięcia łącznie o 75 pb. Jeśli z nowego wykresy kropkowego będzie wynikać, że zobaczymy mniejszą redukcję a stopy procentowe w kolejnych latach ukształtują się na wyższym poziomie niż wcześniej oczekiwano, rynek może zareagować spadkami, bo byłby to wówczas wyraźnie jastrzębi zwrot w nastawieniu banku centralnego Stanów Zjednoczonych.

Z wczorajszych danych europejskich na uwagę zasługuje produkcja przemysłowa, która obniżyła się w styczniu o 3,2 proc. w ujęciu miesięcznym. Spadek okazał się silniejszy od prognoz. W ujęciu rocznym otrzymaliśmy również spadek na poziomie 6,7 proc. Słabość przemysłu można po części łączyć z zaburzeniami w łańcuchu dostaw po tym, jak wzrosły napięcia na Bliskim Wschodzie.

Po publikacji euro zaczęło zyskiwać względem dolara. Kurs głównej pary walutowej z poziomu 1,0920 urósł do 1,0960 i tym samym nastąpiło „wybicie” notowań z potencjalnej, krótkoterminowej formacji „flagi”. Wzrosty dominują i powinny być utrzymane przynajmniej do połowy przyszłego tygodnia.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy WallStreetBets popsuje plany Reddita?

Reddit ma wielkie plany, ale użytkownicy chcą to popsuć. Czy WallStreetBets znów pokaże siłę?

Po niemal dwuletnim marazmie na amerykańskiej giełdzie doczekaliśmy się IPO, o którym mówi cały świat, nie tylko finansowy. Mowa o giełdowym debiucie największego niezależnego forum internetowego na świecie, Reddit. Notowania na nowojorskie NYSE mają ruszyć już 21 marca. Medium zyskało popularność wśród inwestorów giełdowych w latach 2020-2021, gdy detaliczni traderzy zrzeszeni w grupie WallStreetBets wstrząsnęli giełdą i akcjami Gamestop. Czy teraz Reddit ucierpi na skutek giełdowych ambicji?

O potencjalnym IPO Reddita spekulowano od dawna, jednakże spółka ciągle czekała na odpowiedni moment na debiut. Wydaje się, że ten właśnie nadszedł, bowiem od miesięcy na Wall Street trwa regularna hossa, a stosunek do ryzyka uległ znacznej poprawie. Po drugie, gospodarka USA, skąd Reddit generuje prawie 50% ruchu, pozostaje mocna. Po trzecie, blisko 2-letnia seria strat wreszcie została przerwana, a ostatni kwartał 2023 roku przyniósł spółce zysk. Reddit zamierza ten trend utrzymywać w kolejnych kwartałach, a Wall Street będzie się temu z pewnością przyglądać. Według anonimowych źródeł Bloomberga, zaznajomionych z ofertą IPO, Reddit dąży do wyceny między 6 a 6,5 miliarda dolarów. Cena za akcję ma wynieść od 31 do 34 USD. Inwestorzy pytają: czy warto?

WallStreetBets kontra Reddit?

W IPO ponad 15 mln akcji zostanie sprzedanych przez Reddita, a kolejne 7 mln przez inwestorów, którzy są de facto jego pracownikami. Nie dziwi więc, że jak najwyższa wycena jest w interesie udziałowców, jak i samej spółki, dla której może być jedyną okazją na pozyskanie kapitału z giełdy. Dotychczasowi akcjonariusze oraz członkowie ich rodzin, dla których wyemitowane zostaną udziały, chcą pozyskać z oferty publicznej nawet 748 milionów dolarów. Około 8% walorów zostanie zarezerwowanych dla kadry kierowniczej, pracowników i moderatorów forum, umożliwiając im współdzielenie ryzyka jak i ewentualnych profitów z nowymi inwestorami.

Chociaż na rynkach panuje optymizm, to w przypadku debiutu giełdowego Reddita podkreślane są liczne kontrowersje. Inwestorom indywidualnym nie podobają się widełki wyceny, które na przestrzeni ostatnich miesięcy zmieniały się kilkukrotnie i nawet tuż przed debiutem istnieje wiele sprzecznych opinii co do wartości spółki. Do tego dochodzi brak regularnej rentowności i duża konkurencja na polu mediów społecznościowych. To wszystko powoduje, że wywodząca się z tego forum grupa WallStreetBets zamierza shortować akcje Reddita w momencie ruszenia notowań. Czy w ten sposób zrzeszeni inwestorzy pogrążą spółkę, psując sentyment? A może zobaczymy odwet wielkich instytucji, które po ostatnich „meme stocks” będą chciały niejako zrewanżować się członkom WallStreetBets? Z pewnością warto będzie śledzić to rynkowe starcie, bowiem może to być kolejne wydarzenie finansowe komentowane na całym świecie, nie tylko w mediach branżowych.

5 … 10 … 15 ?

Branża mediów społecznościowych radzi sobie obecnie lepiej niż na początku 2023 roku. Najwięksi gracze zgarniają lwią część rynku, korzystając z wsparcia technologii AI i wzmożonego optymizmu reklamodawców. Reddit przez wiele lat utrzymywał swoją pozycję na rynku, tworząc unikalną niszę niezależną od gigantów takich jak Meta czy ByteDance. W 2023 roku Reddit odnotował blisko 850 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie. Szacuje się, że średnia liczba dziennych aktywnych użytkowników w tym roku wyniesie około 63 milionów, a do 2025 roku wzrośnie o 12%, osiągając około 70 milionów dziennych aktywnych użytkowników już w październiku 2023 roku.

Spółka upatruje szansy w sektorze reklamowym, gdzie wciąż znajduje się na wczesnym etapie rozwoju. W ocenie zarządu reklamodawcy mieli dostrzec unikatowe możliwości docierania do specyficznej grupy użytkowników, nieobecnych nigdzie indziej. To może być szczególnie ważny obszar, biorąc pod uwagę lepszą sytuację makroekonomiczną na świecie, z którą naturalnie będą wiązały się większe budżety reklamowe dużych koncernów. To jednak nie wszystko, bowiem Reddit również chce załapać się na trend związany ze sztuczną inteligencją.

Nie wydaje się jednak, by na wózku ‘AI’ mógł zajechać bardzo daleko. Ale jak na IPO w hossie napędzanej sztuczną inteligencją, wątek AI przecież musiał się pojawić. Firma jest na etapie sprzedaży pozwoleń na dostęp do danych na platformie. Mają one posłużyć do trenowania kolejnych modeli językowych. Ich szacowana wartość to ok. 203 mln USD, na dwu lub trzyletniej licencji. Z tego tytułu Reddit liczy na dodatkowe 66,4 mln USD i ma już pierwszą umowę z Google.

Jeszcze w styczniu tego roku spółka rozważała wycenę na poziomie 5 miliardów dolarów, którą ostatecznie podniesie prawdopodobnie do ponad 6 miliardów USD. To nadal znacznie poniżej wyceny bliskiej 15 miliardów dolarów, z czasów pandemii. Obecnie inwestorzy są bardziej ostrożni, stopy procentowe znacznie wzrosły, a rynki nie osiągają już astronomicznych wycen z przełomu lat 2020 i 2021. Mimo niższej oczekiwanej wyceny Reddita, jest ona daleka od bycia uważaną za okazyjną.

Wycena daleka od okazji

Stosunek wyceny Reddita względem innych notowanych spółek z branży mediów społecznościowych i reklam nie wydaje się szczególnie atrakcyjny. Gdyby średnia dzienna liczba użytkowników (baza przychodów) była podobna do aplikacji z rodziny Meta Platforms (ok. 3,2 bln aktywnych użytkowników w ramach Facebook, Instagram, WhatsApp), wycena Reddita mogłaby wynieść ok. 2,7 bln USD wobec 1,2 mld USD wyceny samej Meta. Ale nawet takie porównanie nie wydaje się przybliżać tej skali, ponieważ w 2023 roku, przychody na użytkownika (ARPU) Reddita wyniosły ok. 0,78 USD wobec 44,6 USD generowanych przez Meta.

Także jeśli zestawimy wycenę z innymi spółkami operującymi w sektorze reklam i internetu np. a akcjami Opera widzimy, że wycena jest wysoka. Opera posiada ok. 350 milionów użytkowników i dysponując ponad 1,4 USD ARPU, dynamicznie rosnącym zyskiem netto i niemal zerowym zadłużeniem, wyceniana jest na poziomie 1,4 mld USD. Faktem jest jednak, że rentowność Reddita stopniowo ulega poprawie. W 2023 roku Reddit miał 90,8 mln USD straty netto, przy rekordowych przychodach w wysokości 804 mln USD. W 2022 roku było to 158,6 mln USD straty, przy przychodach 666,6 mln USD. Można zadać pytanie retoryczne: czy zatem inwestorzy nie wycenią spółki przedwcześnie zbyt wysoko?

Ponad dwa lata po pierwszym poufnym wniosku do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), inwestorzy mają ponownie szansę na zakup akcji swojego „ulubionego forum”. Wydaje się, że inwestorzy skłonni do ryzyka mogą napędzać akcje RDDT, licząc na ponadprzeciętną zmienność. Uwaga Wall Street skupia się teraz na Reddicie, ale wygląda na to, że w najbliższych miesiącach będziemy świadkami kilku interesujących IPO. Na rynku amerykańskim są to między innymi wspierana przez Microsoft Rubrik, specjalizująca się w bezpieczeństwie danych, oraz Waystar Technologies, działająca w sektorze opieki zdrowotnej. W Europie warto zwrócić uwagę na nadchodzące debiuty giełdowe firm takich jak Douglas czy Golden Goose.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Rynek biurowy dostosowuje się do nowych realiów

Popyt na biura utrzymuje się na wysokim poziomie, ale w budowie jest najmniej powierzchni od kilkunastu lat. Rynek nieruchomości biurowych ulega coraz większym zmianom.

Jeszcze cztery lata temu sektor biurowy w Polsce był jednym z rynków, które zwiększały swoje zasoby najszybciej w Europie. Dziś w Warszawie, największym ośrodku biurowym w kraju zaplecze biurowe kurczy się na skutek wyburzeń przestarzałych biurowców, zmiany ich funkcji oraz wycofania budynków z użytkowania na czas modernizacji. W 2023 roku warszawski rynek biurowy zmniejszył się o około 40 tys. mkw., pomimo że oddane zostało 60 tys. mkw. nowych powierzchni.

Jak podaje Walter Herz, Warszawa dysponuje obecnie 6 239 000 mkw. powierzchni biurowych. W budowie pozostaje około 300 tys. mkw. biur. Nieznacznie więcej niż w 2022 roku, ale kilkakrotnie mniej niż w czasie rynkowej hossy, kiedy w realizacji było 800 – 850 tys. mkw. powierzchni.  Od kilku lat ilość powierzchni w budowie spada. Pomimo, iż w ostatnich miesiącach aktywność deweloperów w Warszawie nieco wzrosła, ten rok nie przyniesie wiele więcej nowych biur niż ubiegły. Z danych Walter Herz wynika, że oddane zostanie tylko około 90 tys. mkw. powierzchni.

Brak dostępnych powierzchni do wynajęcia na rynku warszawskim odczuwalny jest przede wszystkim w centrum miasta, gdzie współczynnik pustostanów wynosi zaledwie 3-4 proc. W całej aglomeracji wolnych biur jest tylko 10 proc.

Poradzą sobie tylko nowoczesne budynki

– Rynek biurowy w Polsce zwolnił i znalazł się w niełatwym momencie swojego rozwoju. Upowszechnienie pracy zdalnej, wysokie koszty realizacji inwestycji, drogie finansowanie oraz horrendalne ceny gruntów i ich niska podaż czy konieczność uwzględnienia wymogów ESG zmuszają deweloperów biurowych do zmiany założeń inwestycyjnych. W ubiegłym roku w Warszawie zostały wydane tylko trzy pozwolenia na budowę. Ogromnym wyzwaniem dla sektora jest też starzenie się budynków, z których część nie będzie w stanie sprostać wymogom ekologicznym i unijnym wytycznym dotyczącym emisyjności. W najbliższych latach właściciele starszych biurowców będą zmuszeni do inwestycji w modernizację obiektów. Zdobycie na ten cel środków może być jednak łatwiejsze, bo zmienia się polityka banków, które zaczynają bardziej aktywnie finansować sektor nieruchomości – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Powolny przyrost powierzchni widoczny jest, zarówno w Warszawie, jak i regionach. A analitycy Walter Herz prognozują jeszcze większe spowolnienie, jeśli chodzi o nowe inwestycje. W 2023 roku w siedmiu największych miastach w Polsce przybyło łącznie około 315 tys. mkw. nowych biur. Najwięcej w Krakowie (77 tys. mkw.), Wrocławiu (75,7 tys. mkw.) i Warszawie (60 tys. mkw.). Na rynek trafił m.in. katowicki Craft, budynek E w poznańskim kompleksie Nowy Rynek, Ocean Office Park B i Kreo w Krakowie, Intel Technology Poland – IGK6 w Trójmieście, czy Leakside w Warszawie.

W budowie w głównych ośrodkach biurowych w kraju pozostaje ogółem ponad 630 tys. mkw. powierzchni. Drastyczny spadek realizacji nowych projektów widoczny jest w całej Polsce. Z analiz Walter Herz wynika, że najwięcej biur w regionach buduje się we Wrocławiu – 112 tys. mkw. W Poznaniu w realizacji pozostaje 72 tys. mkw. biur, w Trójmieście – 49 tys. mkw., w Katowicach – 46 tys. mkw., w Łodzi – 49 tys. mkw., a w Krakowie – ponad 39 tys. mkw.

W odróżnieniu od Warszawy, na rynkach regionalnych zwiększa się dostępność powierzchni do pracy. W Trójmieście i Poznaniu współczynnik pustostanów biurowych wynosi 13-14 proc., ale już w Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, czy Katowicach sięga 19-21 proc.

Praca zdalna nie wyhamowała popytu

Mimo wkroczenia na rynek hybrydowego systemu pracy, biura pozostały dla firm kluczowe i popyt na nowoczesne powierzchnie jest nadal spory. W minionym roku na siedmiu kluczowych rynkach biurowych w kraju zakontraktowane zostało 1406 100 mkw. powierzchni. Na tak dobry wynik zapracowała zarówno Warszawa (750 tys. mkw.) i główne rynki regionalne, na których łączny popyt okazał się w ubiegłym roku rekordowo wysoki. Chłonność warszawskiego rynku była nieco niższa niż w wyjątkowym pod tym względem 2022 roku, ale znacznie wyższa w porównaniu z latami 2020-2021.

– Na rynku obserwować możemy dużą aktywność najemców, którzy jednak konsekwentne optymalizują i redukcją zajmowane powierzchnie. Inflacja, wysokie ceny mediów i kosztów utrzymania budynków spowodowały w 2023 roku poważny wzrost kosztów eksploatacyjnych. Najbardziej, o kilkanaście procent stawki skoczyły w Warszawie i Wrocławiu. O około 4 proc. r/r. wzrosły też czynsze za najlepsze powierzchnie w warszawskim centrum. Firmy starają się ograniczyć wydatki, ale jednocześnie podnoszą atrakcyjność swoich biur, by zachęcić pracowników do pracy stacjonarnej. Najemcy decydujący się na relokację, zmieniają lokalizacje na bardziej centralne, wybierają nowocześniejsze biura w budynkach spełniających wysokie normy środowiskowe – przyznaje Mateusz Strzelecki.

Zwraca uwagę, że zmieniają się także warunki podpisywanych umów. – W nowoczesnych biurowcach okres, na jaki kontraktowane są powierzchnie wydłuża się, natomiast w starszych budynkach negocjowane są krótsze okresy najmu. Firmy zastrzegają sobie też prawo do zmiany powierzchni w czasie trwania umowy, jeśli okazałoby się, że ze względu na pracę zdalną częściowo jej nie wykorzystają – dodaje.

Zarówno właściciele budynków, jak i najemcy stawiają na nowe technologie, które stają się kluczowe dla poprawy efektywności w zarządzaniu nieruchomościami, ale także pozwalają firmom i ich pracownikom lepiej wykorzystywać biura i korzystać z wachlarza usług dostępnych w budynkach.

Rynek powierzchni magazynowych wyhamował, ale nadal jest w cenie

Analizując dane zawarte w raporcie „At a Glance, IV kwartał 2023 roku, sektor powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce” przygotowanym przez BNP Paribas Real Estate Poland, wyniki popytu i podaży zanotowały spowolnienie, jednak nadal są na dobrym poziomie. Na koniec 2023 roku zaobserwowano wzrost wskaźnika pustostanów i czynszów. Na popularności będą zyskiwać magazyny miejskie i obiekty szyte na miarę potrzeb najemców.

Wyhamowanie tempa nowych inwestycji i popytu

Na koniec grudnia 2023 r. popyt brutto na powierzchnie magazynowe wyniósł 5,6 mln m kw., co wskazuje na spadek wartości o 15% rok do roku. Mniejsza aktywność najemców wynika z wysokiej wartości bazowej, bowiem w latach 2021–2022 rynek powierzchni przemysłowo- logistycznych cieszył się największym zainteresowaniem w historii. W ostatnim kwartale roku podpisano z kolei umowy na 1,9 mln m kw.

Jeśli chodzi o podaż, w samym tylko IV kwartale 2023 r. deweloperzy magazynowi dostarczyli na rynek prawie 0,58 mln m kw. powierzchni magazynowej, a w całym 2023 roku ponad 3,7 mln m kw.

W 2023 r. sektor powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce cechowało spowolnienie, jednak wszystko wskazuje na to, że w 2024 r. zanotuje odbicie. Wyniki uzyskane w 2023 roku pod względem popytu, podaży czy rozpoczętych inwestycji możemy uznać za bardzo dobre, biorąc pod uwagę warunki makroekonomiczne , w jakim przyszło nam funkcjonować. Nadzieją napawa również zwiększenie wolumenu powierzchni w budowie, który na koniec roku wyniósł 2,8 mln m kw. W 2024 roku zasoby rynku wyraźnie powinny przekroczyć poziom 34 mln m kw., a pozycję lidera wzmocni rynek warszawski (strefa Warszawa I & II), gdzie całkowita podaż powierzchni przemysłowo-logistycznych zbliży się do granicy 7 mln m kw. – podkreśla Tomasz Arent, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

W okresie październik-grudzień 2023 r. najwięcej powierzchni magazynowej w budowie znajdowało się w strefach: Dolny Śląsk (729 400 m kw.), Polska Centralna (402 900 m kw.) oraz Warszawa II (376 800 m kw.). Z kolei najwięcej nowej powierzchni magazynowej w IV kwartale dostarczono w strefach: Górny Śląsk (127 500 m kw.), Warszawa II (125 900 m kw.) oraz Polska Centralna (86 800 m kw.). Do największych obiektów w budowie w analizowanym okresie należy rozbudowa parku P3 Wrocław o budynek 1 i 3 (ponad 200 tys. m kw. dodatkowej powierzchni) oraz nowa inwestycja Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (90 tys. m kw.). Warto odnotować, że wskaźnik wynajęcia projektów w budowie sięgnął około 51% oraz notuje trend wzrostowy, porównując dwa ostatnie kwartały 2023 roku.

Wzrost pustostanów i czynszów

Miniony rok charakteryzował się wzrostem stopy pustostanów. Wskaźnik ten w IV kwartale 2023 roku osiągnął poziom 7,4%, co stanowi spadek o 0,4 pp., w porównaniu do poprzedniego kwartału. Wartość wskaźnika pustostanów w ujęciu rocznym to wzrost o 3,2 p.p, jednakże według analityków BNP Paribas Real Estate Poland, w najbliższych kwartałach spodziewane jest ograniczenie trendu wzrostowego. Z drugiej strony, obecny poziom pustostanów niewątpliwie wpływa na zwiększenie konkurencyjności rynku powierzchni przemysłowo- magazynowych i pozwala na łatwiejsze znalezienie odpowiedniej powierzchni dla najemców.

Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland przygotowujący raport za IV kwartał 2023 roku, zwracają uwagę na wysoki udział renegocjacji w strukturze umów – stanowiły one 40% wszystkich zawartych transakcji. Zauważalny jest także trend przedłużania się procesów decyzyjnych dotyczących wynajmowanych powierzchni. Do największych transakcji ostatniego kwartału 2023 roku można zaliczyć dwie transakcje w P3 Wrocław, gdzie operator z sektora e-commerce wynajął łącznie ponad 220 tys. m kw. oraz przedłużenie wynajmu powierzchni magazynowej GLP Poznań II Logistics Centre (ponad 80 tys. m kw.) przez Grupę Muszkieterów.

Od początku 2023 roku obserwowany jest także wzrost zarówno stawek bazowych, jak i czynszów za powierzchnie przemysłowo-logistyczne. Wyższe opłaty wynikają m.in. ze wzrostu cen paliw i materiałów budowlanych, wyższych kosztów finansowania projektów oraz pogorszenia się nastrojów funduszy inwestycyjnych. Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, relatywnie duża dostępność istniejących powierzchni przemysłowo- logistycznych może spowodować w 2024 roku lekką presję na obowiązujące stawki, co może prowadzić do zatrzymania trendu wzrostowego, a w niektórych przypadkach nawet obniżenia czynszów.

Popularność magazynów miejskich

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują w swoim raporcie na coraz większą popularność magazynów miejskich. Jak sama nazwa wskazuje powstają one w granicach aglomeracji miejskich, a nawet w ich ścisłych centrach. Są to niewielkie obiekty, które stanowią odpowiedź na szybki rozwój i rosnące wymagania branży e-commerce.

– Magazyny miejskie są jedną z prób rozwiązania problemu rosnących kosztów obsługi zamówień w handlu internetowym. Przeniesienie logistyki do centrów miast może poprawić organizację procesu i tempo ostatniego etapu dostawy bezpośrednio pod drzwi odbiorcy końcowego. Logistyka ostatniej mili z kolei generuje wysokie koszty i stwarza największe ryzyko opóźnień, pomyłek czy nawet zagubienia przesyłek. Niewielkie magazyny miejskie pozwalają skrócić dystans dzielący magazyn centralny od odbiorcy końcowego – wskazuje Piotr   Załęski,   Zastępca   Dyrektora,   Dział   Powierzchni   Przemysłowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Takie rozwiązanie przyciąga przedsiębiorców różnych branż – od logistyki, przez e-commerce, produkcję, po serwisy i laboratoria. Koszt wynajmu powierzchni magazynowej w magazynie miejskim jest uzależniony głównie od lokalizacji. W strefie Warszawa I cena za taki magazyn dochodzi nawet do 9,75 EUR za m kw. miesięcznie.

Magazyny szyte na miarę

Raport zwraca uwagę także, że w sektorze nieruchomości przemysłowych wzrósł popyt na projekty szyte na miarę – tzw. built to suit (BTS). Jest to model biznesowy, w którym deweloper zobowiązuje się do budowy obiektu na podstawie specyfikacji i indywidualnych potrzeb klienta, tworząc powierzchnie produkcyjne, magazynowe czy biurowe dopasowane do wymagań danej firmy.

W miarę postępu technologii tradycyjne budynki przemysłowe mogą nie sprostać zaawansowanym wymaganiom procesów produkcyjnych, stąd zapotrzebowanie na nowoczesne i efektywne powierzchnie przemysłowe. Projekty BTS oferują możliwość integrowania najnowszych technologii, systemów energooszczędnych i automatyzacji. Dodatkowo projektowane są z myślą o długoterminowym użytkowaniu na 10-25 lat, co gwarantuje najemcy zachowanie ciągłości i bezpieczeństwa produkcji.

Coraz więcej firm skłania się ku przenoszeniu produkcji i operacji logistycznych do miejsc znajdujących się geograficznie blisko rynków zbytu, zgodnie z trendem nearshoringu. Zjawisko to napędza budowę obiektów BTS. Często są to inteligentne budynki, w pełni zautomatyzowane w zakresie bezpieczeństwa dostępu, energooszczędności, optymalizacji produkcji i minimalizowania śladu węglowego.

Inflacja w USA rośnie, ale bez rewolucji. Niemcy stabilne, Czechy zaskakują wzrostem sprzedaży

Odczyt wzrostu cen miał być najważniejszym wydarzeniem w kalendarzach danych makroekonomicznych w tym tygodniu. Lekki wzrost nie zaskoczył rynków. W tle stabilne dane z Niemiec i lepsze od oczekiwań z Czech.

Inflacja za oceanem bez rewolucji

Najważniejszym odczytem dnia miał być odczyt inflacji konsumenckiej w USA. Sama inflacja nie zaskoczyła mocno rynków. Była faktycznie większa od oczekiwań, ale o symboliczne 0,1%. Do tego warto zwrócić uwagę, że wspomniany wzrost z 3,1% na 3,2% nakładał się na pewną narrację efektu jojo. Już dwukrotnie w ciągu ostatniego roku mieliśmy odbicie po silnych spadkach a potem powrót. Na szczęście dla portfeli Amerykanów każde z tych odbić jest słabsze, co daje nadzieję na trwałe zejście wzrostu cen do długoterminowego celu. Rynki przyjęły te dane lekkim umocnieniem dolara. Wyższa inflacja to przecież jeszcze niższe szanse na podwyżki stóp. Nadal jednak dominuje scenariusz czerwcowej obniżki. Nie należy się zatem spodziewać zmian stóp procentowych na przyszłotygodniowym posiedzeniu.

Za Odrą bez zmian

Finalny odczyt inflacji u naszych zachodnich sąsiadów jest równie stały jak niechęć do wysyłania broni dalekiego zasięgu na pomoc Ukrainie. Luty zakończył się bowiem dokładnie jak we wstępnych danych wynikiem 2,5%, czyli najniższym poziomem od czerwca 2021 roku. Mamy zatem prawie trzyletnie minima wzrostu cen. Z drugiej strony 2,5% to obiektywnie dużo jak na Niemcy. Przed wspomnianym czerwcem ostatni raz tak wysoka inflacja była w 2008 roku. Same dane nie spowodowały dużych zmian na rynku. Z jednej strony zgodne dane zwyczajowo ich nie powodują, z drugiej rynki i tak czekały na dane z USA, licząc tam na rewolucję, której nie były.

Lepsze dane z Czech

Wczoraj poznaliśmy również dane z Czech. Sprzedaż detaliczna jest ważnym odczytem, ale nie jest to absolutnie pierwsza liga odczytów. Niemniej wzrost sprzedaży w Czechach o 2,4% zamiast oczekiwanych 0,4% to bardzo dobry prognostyk dla rynku. Czesi mają zresztą dopiero trzeci miesiąc wzrostu sprzedaży detalicznej po 1,5 roku spadków miesiąc w miesiąc. W wyniku tych danych rynki spojrzały przychylniej na koronę czeską, która zyskiwała wyraźnie na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Indeksy w USA rosną pomimo inflacji, dolar silniejszy, złoto tanieje

Indeksy giełdowe w USA ponownie zyskały pomimo gorszych danych o inflacji. Dolar amerykański uległ aprecjacji a złoto zredukowało swoją wycenę. Rentowności amerykańskich obligacji urosły zarówno na krótkim jak i na długim końcu krzywej dochodowości. Wczoraj wzrosły obawy, że wskaźnik CPI nie spada tak szybko, jak chciałby tego Fed.

Miesiąc temu gwałtowny wzrost cen konsumpcyjnych w USA w styczniu, zwłaszcza mierzony wskaźnikiem bazowym z wyłączeniem zmiennych cen energii i żywności, wzbudził wątpliwości wielu inwestorów, że inflacja szybko spadnie do celu banku centralnego. W związku z tym oczekiwano, że wczorajsze dane za luty rzucą światło na to, w jakim stopniu były to efekty jednorazowe lub czy spadek inflacji ulega zahamowaniu.

Ceny konsumpcyjne w USA wzrosły w lutym o 0,4 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem, zgodnie z oczekiwaniami. Wskaźnik rok do roku zwyżkował z 3,1 proc. do 3,2 proc.. Ważniejszy indeks bazowy, który nie obejmuje energii i żywności, wyniósł 0,4 proc. miesiąc do miesiąca, nieco powyżej konsensusu. W ujęciu rok do roku spadł z 3,9 proc. do 3,8 proc..

Usługi wciąż stanowią główne źródło dynamiki wzrostu cen. Urosły one o 0,5 proc. co odzwierciedla znaczny wzrost płac. W poprzednim miesiącu ceny towarów częściowo to rekompensowały, teraz urosły one o 0,1 proc. Ogólny CPI wypadł wyżej ze względu na wzrost cen paliw. Zdrożały również ceny biletów lotniczych. To co może cieszyć Fed to spadek inflacji „supercore”, która wyklucza żywność, energię oraz kategorię tzw. schronienia.

Po wczorajszej publikacji rynek nie zmienił swojej wyceny przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA. Wciąż daje on lekko ponad 60 proc. szans na to, że cykl obniżek rozpocznie się w czerwcu. Założenia rynku są już w tym momencie zbliżone do grudniowych wniosków płynących z wykresu „dot plot”, które sugerowały 3 cięcia w 2024 roku łącznie o 75 punktów bazowych. W przyszłym tygodniu otrzymamy aktualizację mediany oczekiwań przedstawicieli Fed-u, która może rzucić nowe światło na dalsze perspektywy polityki monetarnej.

Wczorajsze dane potwierdzają ostrożność Fed, który nie ogłosił jeszcze zwycięstwa nad inflacją i wolał poczekać na kolejne publikacje. Jeśli te okażą się negatywne (czytaj: wyższe), wówczas Fed może odrzucić klasyczny cykl regularnych obniżek a zdecydować się jedynie na stopniowe dostosowanie kluczowych parametrów swojej polityki pieniężnej, co byłoby korzystne dla USD. Taki jednak obrót spraw jak na razie jest czysto teoretyczny.

Kurs EUR/USD zniżkował wczoraj do okrągłego poziomu 1,09 i obecnie znajduje się lekko powyżej tego poziomu. Złoto spadło do 2160 USD i oddaliło się tym samym od rekordów wyznaczonych w piątek po danych NFP. Rynek akcyjny pomimo wyższych wskaźników CPI urósł, technologiczny Nasdaq Composite zyskał1,5 proc. a szeroki SP500 1,1 proc. Złoty stracił na wartości. Kurs EUR/PLN urósł powyżej 4,29 a USD/PLN znalazł się nad 3,93.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

1,4 mld zł – tyle w dwa miesiące wpłacili inwestorzy do funduszy obligacji korporacyjnych

Inwestorzy w lutym wpłacili netto do funduszu obligacji korporacyjnych kolejne 694 mln zł. W styczniu wpłaty netto sięgnęły 699 mln zł. Tym samym aktywa tej grupy aktywów osiągnęły dawno niewidziany poziom 12,492 mld zł. Oznacza to wzrost o 765 mln zł m/m (+6,50 proc.), a od początku roku aktywa te wzrosły o ponad 1,5 mld zł.

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych rosną napędzane nie tylko napływami netto, ale też wysokimi przeciętnymi stopami zwrotu funduszy. Średnia dla tej grupy za ostatnie 12 miesięcy (na 29.02.2024) wyniosła 10,60 proc., a w samym lutym wzrosła o 0,50 proc.

Luty był dziewiątym miesiącem z rzędu, w którym inwestorzy wpłacili do funduszy obligacji korporacyjnych więcej niż z nich wypłacili. Suma wpłat netto w tym okresie wyniosła ponad 3,4 mld zł.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

PFR Ventures inwestuje 10 mln EUR w Radix Ventures

PFR Ventures zainwestował 10 mln EUR w polski fundusz VC Radix Ventures, dołączając do  Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EIF) w ramach tzw. first close. To szósta inwestycja w ramach programu PFR Green Hub FoF. Radix Ventures będzie inwestować w spółki z obszaru deep tech wspierające zieloną transformację z Polski oraz innych krajów regionu CEE.

Radix Ventures to fundusz założony przez grupę doświadczonych przedsiębiorców technologicznych i inwestorów, z Pawłem Bochniarzem, Wojciechem Ratymirskim oraz Michałem Urbanowskim na czele. Wcześniej zarządzali Valuetech Seed, funduszem, który wspierał spółki deep tech na wczesnym etapie rozwoju. W gronie ich inwestycji znajdowały się m.in. notowana na NewConnect Noctiluca oraz przejęta w 2022 roku przez Photon Energy Group spółka Lerta Energy.

PFR Ventures inwestuje 10 mln EUR w Radix Ventures w ramach tzw. first close, dołączając do Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, którego udział wynosi 25 mln EUR. Radix Ventures będzie inwestować przede wszystkim na polskim rynku, ale fundusz planuje też współpracę z tzw. venture partners w Rumunii, Ukrainie i Węgrzech. Docelowa kapitalizacja funduszu to 60 mln EUR, z przeznaczeniem na 16-20 inwestycji z pierwszymi ticketami
o wartości 1,5-3 mln EUR.

– Radix Ventures dołącza do naszego zróżnicowanego portfela zielonych funduszy inwestycyjnych z Polski i Europy. Partnerzy funduszu mają już doświadczenie w identyfikowaniu i wspieraniu innowacyjnych spółek deep tech o dużym potencjale, które tworzą rozwiązania dla przemysłu. Wierzymy, że ich znajomość branży i doświadczenie we wspieraniu startupów od zalążka po rozwój pomoże w przyspieszeniu rozwoju zielonych innowacji w Polsce – mówi Małgorzata Walczak, dyrektorka inwestycyjna PFR Ventures.

Inwestycja i zaufanie zespołu PFR Green Hub mają dla nas bardzo duże znaczenie. PFR Green Hub jako pierwszy tego typu fundusz funduszy w Unii Europejskiej, stawiający na inwestycje w zielone technologie, doskonale wpisał się w naszą strategię. Obok Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, będzie on prawdopodobnie drugim największym inwestorem w Radix Ventures. Współpraca z PFR Green Hub pozwoli nam zaoferować wsparcie inwestycyjne dla najbardziej zaawansowanych technologicznie startupów z Polski na etapie późno zalążkowym (ang. late seed), gdzie dostęp do finansowania był dla nich jak dotąd ograniczony – dodaje Paweł Bochniarz, Partner Zarządzający Radix Ventures.

Inwestycja w Radix Ventures odbywa się w ramach PFR GreenHub FoF, pierwszego tego typu zielonego funduszu funduszy w Unii Europejskiej, powstałego w maju 2021 roku. Celem programu jest wspieranie zespołów venture capital i growth equity zainteresowanych finansowaniem innowacyjnych projektów greentech.

Radix Ventures to piąta inwestycja w polski zespół venture capital, którą PFR Ventures ogłasza w 2024 roku. Wszystkie z nich zostały dokonane przy użyciu środków z Polskiego Funduszu Rozwoju, a negocjacje z zespołami zarządzającymi prowadzone były na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. W najbliższych miesiącach uruchomione zostaną też kolejne nabory do programów zasilonych środkami unijnym (Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki). Korzystając z tych pieniędzy, PFR Ventures planuje dokonać około 40 inwestycji w fundusze VC.

Bain&Co.: Fundusze private equity dokonały 20% mniej przejęć w Polsce w 2023 r.

Liczba przejęć z udziałem funduszy private equity spadła w Polsce o ponad 20 proc. w 2023 roku, wynika z analiz Bain & Company. Powodem był utrzymujący się wysoki kosztu kapitału oraz niepewna sytuacja makroekonomiczna i geopolityczna. Eksperci przewidują jednak, że wraz z oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych na świecie oraz dzięki znacznym środkom zgromadzonym na inwestycje, międzynarodowe fundusze mogą w tym roku zwiększyć aktywność na rynku.

Według szacunków Bain & Company, w ubiegłym roku fundusze private equity oraz ich spółki portfelowe zrealizowały w Polsce łącznie 33 przejęcia. Oznacza to spadek wobec 2022 roku, gdy dokonano 42 transakcji. Wśród największych inwestycji przeprowadzonych przez inwestorów finansowych w Polsce było przejęcie mniejszościowego udziału operatora sieci paczkomatów InPost przez Grupę PPF, nabycie udziałów w spółce Autostrady Wielkopolskie przez francuski fundusz infrastrukturalny Meridiam oraz inwestycja Accel-KKR w producenta oprogramowania Symfonia z portfela Mid Europa Partners.

– Ostatni rok nie był łatwy dla rynku private equity przede wszystkim ze względu na utrzymującą się wysoką inflację i znaczny koszt pozyskania kapitału. Niepewność związana z sytuacją geopolityczną również mogła skłonić część międzynarodowych funduszy do zmniejszenia aktywności w naszym regionie – mówi Paweł Szreder, partner Bain & Company. – Jednak najgorsze wydaje się być za nami i spodziewamy się w tym roku większego zaangażowania zagranicznych funduszy na naszym rynku.

Eksperci Bain & Company szacują, że oprócz przejęć nowych aktywów w ubiegłym roku fundusze private equity dokonały w Polsce także około 10 wyjść z inwestycji, z czego większość dotyczyło sprzedaży spółek na rzecz inwestorów finansowych. Wśród największych tego typu transakcji była zamknięta w tym roku sprzedaż PKP Energetyka przez CVC Capital Partners, wyjście Abrisu z inwestycji w spółkę Velvet CARE czy sprzedaż firmy Dr Gerard przez Bridgepoint.

– Polska przyciąga uwagę wielu inwestorów zagranicznych, zarówno branżowych jak i z rynku private equity. Sprzyjają temu perspektywy szybszego niż w Europie Zachodniej wzrostu gospodarczego oraz atrakcyjne możliwości konsolidacji aktywów w wielu sektorach – dodaje Paweł Szreder. – W transakcjach sprzedaży spółek przez fundusze PE po stronie kupujących widzimy zarówno inwestorów branżowych, jak i inne fundusze, które przejmują atrakcyjne aktywa z zamiarem budowania regionalnych czempionów.

Jak podkreślają eksperci Bain & Company, w strategiach wielu funduszy private equity globalnie i w Polsce kluczową rolę odgrywają transakcje typu „buy and build”, czyli konsolidacji wybranych sektorów gospodarki, która wymaga dokonania wielu przejęć przez spółki portfelowe. Wysokie stopy procentowe negatywnie wpływają na korzyści z takiej strategii wynikające z rosnącego wykorzystania dźwigni finansowej i wzrostu mnożnika w wycenach przejmowanych firm.

Coraz większą rolę w poprawie efektywności i zwiększaniu wartości spółek portfelowych, a także przy przeprowadzaniu samych transakcji odgrywa sztuczna inteligencja (AI). Wiele funduszy i firm portfelowych zaczęło na większą skalę wykorzystywać Generatywne AI do usprawniania procesów podejmowania decyzji inwestycyjnych i przeprowadzania badania due diligence oraz szukania rozwiązań pozwalających zwiększyć zyski spółek.

Na rynku europejskim łączna wartość przejęć spółek dokonanych przez fundusze private equity spadła w ubiegłym roku niemal o połowę do 140 mld dolarów, co było najsłabszym wynikiem od 2016 roku, wynika z raportu Bain & Company. Łączna liczba przejętych spółek przez fundusze w Europie spadła rok do roku o 13 procent do 1133. Najwięcej przejęć dokonano w 2023 roku w sektorze technologicznym i przemysłowym. Jednocześnie wartość środków zgromadzonych przez fundusze na inwestycje wzrosła o 4 procent do najwyższego w historii poziomu 821 mld dolarów.

Cały raport Bain & Company nt. globalnego rynku private equity w 2023 roku dostępny jest na stronie: bain_report_global-private-equity-report-2024.pdf

Sytuacja w rolnictwie wciąż jest trudna. Fala bankructw może być nie do zatrzymania [Dane z rejestrów]

Rolnicy wciąż borykają się z milionowymi długami. Wydłuża się też okres przeterminowania wierzytelności. Zadłużony rolnik zalega ze spłatą zobowiązań średnio już prawie 2,5 roku. 

Jeden z rejestrów dłużników podaje, że w ub.r. odsetek zadłużonych w sektorze rolnym wzrósł o 1,1%. Z kolei inny podmiot wskazuje, że spadł on o 5,3% rdr. Łączna kwota zaległości – w zależności od bazy danych – zwiększyła się rdr. od 0,1% do 4%. Natomiast przeciętny dług zmniejszył się o 1% rdr. bądź urósł o 9,8% rdr. Krajowy Rejestr Długów wskazuje, że na koniec ub.r. statystyczny dłużnik zalegał ze spłatą zobowiązań średnio już prawie 2,5 roku, czyli o 43 dni więcej niż rok wcześniej. Eksperci komentujący te dane przekonują, że nie oddają one fatalnej sytuacji na rynku rolnym. I tłumaczą, że różnice w wynikach mogą świadczyć o przenoszeniu niespłaconych zobowiązań z obszaru kredytu bankowego do kupieckiego. Znawcy rynku alarmują też, że potrzebne są znaczące zmiany w polityce rządu, mające na celu zabezpieczenie interesów rolników. Inaczej będą oni wpadać w coraz większą pętlę zadłużenia, co może prowadzić do fali bankructw.

Radykalnych zmian nie widać

Jak wynika z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 1,1% rdr. wzrósł odsetek dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec ub.r. było ich nieco ponad 1,5 tys. Rok wcześniej było prawie tak samo. Z kolei w Krajowym Rejestrze Długów (KRD) na koniec 2023 roku widniało 3,6 tys. zadłużonych rolników. To o 5,3% mniej niż rok wcześniej, kiedy było ich 3,8 tys.

– Zmiany te nie odzwierciedlają fatalnej sytuacji rolników. Problemy z płynnością finansową w wielu przypadkach nie są rejestrowane, bo producenci z tego sektora są zadłużeni wobec podmiotów, z którymi współpracują od wielu lat, a swoją działalność operacyjną mają dostosowaną do cyklu produkcji rolnej – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się w sektorze rolnym

Z kolei dr hab. inż. Dorota Czerwińska-Kayzer z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wyjaśnia, że Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK zbiera dane nt. zadłużenia wobec banków. Z kolei KRD gromadzi informacje w zakresie kredytów kupieckich. Zdarza się, że dany dłużnik jest uwzględniony w jednym rejestrze, a w innym – nie. Z tego wynikają wskazane rozbieżności. – Natomiast faktyczny obraz jest taki, że grupa rolników nie reguluje zobowiązań i jest zgłaszana do tych rejestrów. Ich liczebność jest praktycznie stała, a wzrosty bądź spadki rdr. oscylują w granicach 1,5-5% – dodaje ekspertka.

Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że o 0,1% rdr. wzrosła kwota zaległości dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. 31 grudnia ub.r. wyniosła 503,1 mln zł, a rok wcześniej – 502,6 mln zł. Według danych KRD, na koniec 2023 roku całkowite zadłużenie rolników szacowano na 264,7 mln zł. To o 4% więcej niż poprzednio – 254,6 mln zł.

– Informacja o tym, że w KRD wzrosła o 4% kwota niezapłaconych zobowiązań, przy spadku liczby dłużników, wskazuje na to, że mają oni więcej do spłacenia swoim kontrahentom. Powodem tego były w ub.r. wyższe ceny surowców. Natomiast zmiana o 0,1% w połączeniu z liczbą zadłużonych pokazuje, że sytuacja kredytowa w bankach rdr. prawie się nie zmienia. Może być tak, że rolnicy, którzy wcześniej zalegali ze spłatą rat kredytów, przenieśli się w obszar kredytu kupieckiego. Niemniej jednak aktualna sytuacja nie sprzyja łatwemu regulowaniu zobowiązań zarówno tych w banku, jak i wobec kontrahentów. Główną przyczyną są niskie ceny w handlu hurtowym – podkreśla dr hab. inż. Czerwińska-Kayzer.

Średnie zaległości mówią więcej

Według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, średnia kwota zaległości spadła rdr. o 1% w kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec ub.r. wyniosła 324,6 tys. Poprzednio była na poziomie 327,8 tys. zł. Jak wynika z danych KRD, 31 grudnia 2023 roku średnie zadłużenie rolnika było na poziomie 73,1 tys. zł. To 9,8% więcej niż rok wcześniej – 66,5 tys. zł.

– Po danych z dwóch rejestrów ewidentnie widać, że następuje przeniesienie niezapłaconych zobowiązań z obszaru kredytu bankowego do kupieckiego, ponieważ banki ostrożniej udzielają kredytów. W najbliższym czasie to zjawisko może się pogłębiać, gdyż producenci środków produkcji lub hurtownicy, chcąc dokonać sprzedaży, będą udzielać wyższych kredytów kupieckich i w przypadku nieuregulowania długów takie informacje trafią do KRD – ostrzega ekspertka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Zdaniem mec. Adriana Parola, średnie zadłużenie ma szczególne znaczenie. Jego analiza w perspektywie kilkuletniej pozwala na ocenę sytuacji finansowej rolników z danego sektora produkcji rolnej. Obecna sytuacja jest mocno niepokojąca w każdym z nich. I nie ma takiego, który byłby zyskowny dla producentów rolnych. Istotne jest też to, co się dzieje na rynkach lokalnych, krajowych i międzynarodowych. Rolnicy prowadzący gospodarstwa w pobliżu dużych ośrodków miejskich mają lepsze warunki do prowadzenia biznesu z uwagi na możliwość łatwiejszego zbycia produkcji rolnej i ukierunkowania produkcji na zaspokojenie potrzeb ośrodka miejskiego.

– Niestety wśród rolników wciąż pokutuje problem z brakiem umiejętnego przewidywania przyszłych problemów, a często też zrozumienia samej idei przedsiębiorczości. Szczególnie chodzi o starsze pokolenie, chociaż to też się zmienia. Rolnicy wciąż popełniają klasyczne błędy, które potem – pomimo dobrych intencji – mszczą się na nich w postaci problemów finansowych – zauważa Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się w sektorze rolnym z kancelarii GKPG.

Fala bankructw (nie) do zatrzymania

Krajowy Rejestr Długów informuje, że na koniec ub.r. statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 904 dni. To 43 dni więcej niż 31 grudnia 2022 roku – 861 dni. W opinii mec. Parola, wydłużenie okresu zalegania ze spłatą zobowiązań ewidentnie świadczy o dalszym pogorszeniu sytuacji finansowej rolników. Wpadają oni w coraz większą pętlę zadłużenia, co może prowadzić do fali bankructw. Z tak postawioną tezą zgadza się również mec. Goszczyński, który dodaje, że rejestry nie oddają stanu rzeczywistego. Rolnicy są w naprawdę fatalnej kondycji, czego dają np. wyraz podczas swoich zakrojonych na szeroką skalę protestów. Według eksperta, jeżeli nic się nie zmieni w podejściu rządu do rolników, to będzie tylko gorzej.

– Fala bankructw to bardzo realny scenariusz. Rolnicy mają teraz poważne problemy ze zbyciem produktów z poprzedniego roku i sprzedają je poniżej kosztów wytworzenia. Nie posiadają też wystarczających środków na uruchomienie produkcji w bieżącym roku. Oznacza to dalsze, coraz większe zadłużanie się, bez realnej perspektywy uzyskania zyskowności. Ceny uzyskiwane za produkty często są nawet poniżej rzeczywistych kosztów produkcji – alarmuje mec. Adrian Parol.

Z kolei dr Piotr Rachwał z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie nie przewiduje, żeby fala bankructw miała zalać rolników. Zwłaszcza duże podmioty, które posiadają np. 100 hektarów ziemi, mogą ją sprzedawać po hektarze wartym ok. 50 tys. zł. To jest ich kapitał, jakiego nie mają właściciele przedsiębiorstw, działający w innych branżach. Oczywiście w gorszej sytuacji są właściciele 2-3 hektarów, a tych jest w Polsce najwięcej. Jednak oni nie obsługują rynku, ewentualnie ten okoliczny. – Niektórzy rolnicy sprzedają część swoich gospodarstw w celu uregulowania zobowiązań, które na nich ciążą. Zmniejszają ich powierzchnię, by przetrwać. I właśnie dzięki temu udaje im się ocalić swoje gospodarstwo – wyjaśnia dr Rachwał.

Ekspert z kancelarii GKPG również dostrzega takie zjawisko. Jednak jest zdania, że tego typu sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca. Ziemia to dla większości właścicieli w Polsce to ojcowizna, która nie powinna nigdy trafić w obce ręce. Często dla rolników jest to większym problemem niż samo zadłużenie, które z czasem mogą spłacić. A z odzyskaniem gruntów jest już dużo gorzej, bo traci się je bezpowrotnie. Natomiast dr Piotr Rachwał wskazuje na duże gospodarstwa, które zaciągają kredyty krótkoterminowe na spłatę kredytów długoterminowych i wpadają w pętlę zadłużenia. Z każdym kolejnym rokiem mają coraz większy problem ze spłatą długów, nawet w wydłużonych terminach. I w ich przypadku jedynym ratunkiem bywa sprzedaż części ziemi.

– Polscy rolnicy – mimo trudności – starają się płacić zaciągnięte zobowiązania w terminie. Z czasem mogą ograniczyć ilość stosowanych środków produkcji, by zmniejszyć koszty i nie obarczać się zbyt dużymi zobowiązaniami. Wynikać to będzie zarówno z niechęci do zadłużania się przy wysokich kosztach kapitału, jak i minimalizowania ryzyka spłaty długu. Takie ostrożne działanie może w istocie ratować przed bankructwem – uważa ekspertka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Podsumowując, mec. Adrian Parol twierdzi, że nowy rząd powinien uporządkować ten sektor, zapewniając rolnikom możliwość sprzedaży produktów po cenach pozwalających na przywrócenie zyskowności produkcji rolnej. I dodaje, że potrzebne są znaczące zmiany w ogóle w polityce rządu, mające na celu zabezpieczenie interesów rolników. W podobnym tonie wypowiada się mec. Łukasz Goszczyński, który zapewnia, że trzeba wypracować długofalową i czytelną strategię w kwestii podniesienia bezpieczeństwa rolników w zakresie całego procesu produkcji. Nie mogą oni stale martwić się, czy w kolejnym sezonie znów będą na minusie. Taka atmosfera tylko pogarsza i tak już słabe nastroje. Jak mówi dr Rachwał, pomoc rządowa musi najpierw obejmować uregulowanie rynków i ustabilizowanie cen. Później należy myśleć o ewentualnym wprowadzaniu dopłat do ratowania zagrożonych podmiotów.

Rynek magazynowy w Polsce w 2023 r. – wolniejszy, ale nie słabszy

Po bardzo udanych latach 2021 i 2022, nazywanych złotym okresem rozwoju rynku magazynowego w Polsce, 2023 r. był okresem większych wyzwań w związku ze zmianą sytuacji makroekonomicznej. Głównych przyczyn upatrywano w wysokiej inflacji, która to wpłynęła na siłę nabywczą konsumentów, utrzymujących się wysokich stopach procentowych, a także niepewności za wschodnią granicą. Rynek rozwijał się, ale wolniej, zwłaszcza w pierwszej połowie roku, aby przyspieszyć pod koniec 2023 r. Aktywność deweloperska w okresie od stycznia do grudnia 2023 r. wyniosła 3,7 mln mkw. (-16% r/r), a w jej wyniku całkowite zasoby sektora wzrosły do 31,7 mln mkw. (+13% r/r). W budowie pozostaje kolejne 2,8 mln mkw. (-16% r/r), z których około połowa nie była objęta podpisaną umową najmu. Popyt brutto (nie obejmujący krótkoterminowych umów najmu) wyniósł 5,6 mln mkw. i pomimo niższego wyniku versus lata 2021-2022, był zdecydowanie wyższy niż w okresie przed pandemią tj. w latach 2018-2019. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, AXI IMMO, prezentuje raport „Rynek magazynowy w Polsce 2023”.

Inwestycje: ostrożność inwestorów trwa

Po roku przerwy w 2023 r. sektor magazynowy wrócił na pierwsze miejsce na rynku inwestycyjnym. Udział aktywów przemysłowo-logistycznych wyniósł 966 mln EUR (-52% r/r) i odpowiadał za 46% zrealizowanego wolumenu. Średnia pięcioroczna dla rynku inwestycyjnego wskazuje, że przejęcia produktów magazynowych wyniosły ok. 39% (2021 r. najwyższy udział sektora 51%, 2019 r. najniższy udział ok. 16%). W ubiegłym roku na ok. 25 transakcji kupna-sprzedaży największymi zarejestrowanymi były przejęcie 80% udziałów w firmie 7R przez NREP oraz sprzedaż Panattoni Campus 39 we Wrocławiu do P3.

Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych i Wycen, AXI IMMO, mówi: „Pomimo ogólnie słabszego roku inwestorzy są nadal zainteresowani aktywami przemysłowymi i logistycznymi i to w tym sektorze upatrują największej stabilności. Od około połowy ubiegłego roku obserwujemy, że stopy kapitalizacji pozostają w trendzie wzrostowym i na koniec 2023 r. dla produktów typu prime wynosiły ok. 6,5-6,75%. Na rynku oczekuje się na decyzje EBC i FED w kontekście obniżenia stóp procentowych, które mogą uruchomić większą aktywność inwestorów, ale dopiero pod koniec 2024 r. Innymi wyczekiwanymi pozytywnymi informacjami są te o ustabilizowaniu się inflacji, a także o zażegnaniu konfliktu za wschodnią granicą Polski. W perspektywie długoterminowej mogą mieć one kluczowe znaczenie m.in. dla decyzji o przenoszeniu produkcji do naszej części Europy”.

Popyt: dołek już za nami

Zgodnie z oczekiwaniami w wyniku spowolnienia koniunkturalnego w 2023 r. część z aktywnych dotychczas grup najemców zdecydowała się ograniczyć plany dotyczące ekspansji i akwizycji nowych powierzchni. W ujęciu rocznym decyzje te nieznacznie wpłynęły na statystyki popytu brutto (z wyłączeniem umów krótkookresowych), który na koniec grudnia ub.r. wyniósł 5,6 mln mkw. (-15% r/r). Ostatecznie trzeci najwyższy w historii rynku wynik w połowie 2023 r. wydawał się trudny do osiągnięcia biorąc pod uwagę, że w ramach całkowitej aktywności najemców zamknięto transakcje na nieco powyżej 1 milion mkw. Z kolei popyt netto uwzględniający nowe umowy i ekspansje w 2023 r. wyniósł 3,4 mln mkw. (-24% r/r), co jasno wskazuje, że w ub.r. najemcy częściej decydowali się na przedłużenia umów, które stanowiły ok. 40% zrealizowanych transakcji. W trójce najaktywniejszych regionów znalazły się mazowieckie (1,4 mln mkw., +4% r/r), dolnośląskie (1 mln mkw., +23% r/r) i śląskie (910 tys. mkw., -25% r/r). W 2023 r. ponownie zamknięto jednostkowe transakcje na ponad 100 tys. mkw., w tym dla klienta z branży e-commerce w parku P3 Wrocław (265,1 tys. mkw.), poufnego klienta z branży modowej w DL Invest Psary/Czeladź (120 tys. mkw.) oraz wejście logistyka do CTPark Warsaw West (Wiskitki) na 110 tys. mkw.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, omawia: „W 2023 r. mogliśmy zaobserwować dwa tempa występujące w popycie na polskim rynku magazynowym. Pierwsza połowa ub.r. była dość wyczekująca, przy czym to AXI IMMO doradzało przy największej transakcji z tego okresu. W Małopolsce, w okolice Krakowa zdecydował się wejść operator logistyczny MCG EastBridge, który zajmie 56 200 mkw. w GLP Kraków III Logistics Centre. Druga połowa roku to punkt kulminacyjny i wyraźne odbicie w popycie, kiedy to podpisano trzy duże umowy na łącznie ok. 0,5 mln mkw. Niemniej w całym 2023 r. wyraźnym trendem były konsolidacje wynikające z chęci optymalizacji, z kolei w przypadku relokacji najemcy byli solidarni i wybierali nową powierzchnię w ramach tej samej mikro lokalizacji”.

Podaż: lekka poprawa nastrojów

Podobnie do sytuacji w popycie, analitycy AXI IMMO wskazują, że po stronie podażowej również mogliśmy zaobserwować dwa tempa rozwoju. Roczna aktywność deweloperów zakończyła się oddaniem na koniec grudnia 2023 r. 3,7 mln mkw. (-16% r/r) nowoczesnej powierzchni magazynowej, co powiększyło całkowite zasoby sektora do ok. 31,7 mln mkw. (+13% r/r). W ub.r. zdecydowanie więcej powierzchni dostarczono w pierwszej połowie roku, tj. 2,59 mln mkw., co odpowiada za ok. 70% wszystkich projektów zrealizowanych w 2023 r. W przypadku niższego wolumenu podaży dostarczonej od lipca do końca grudnia 2023 r. należy wspomnieć o zmianie struktur finansowania nowych inwestycji, które wymagały wyższego udziału umów przednajmu przed rozpoczęciem budowy. Niemniej regionami z największą nową podażą były mazowieckie (702 tys. mkw., 19% dostarczonych zasobów), śląskie (blisko 600 tys. mkw., 16%) oraz lubuskie (437 tys. mkw., 12%). W przypadku ostatniego rynku warto nadmienić, że nie dostarczono tam żadnego nowego projektu w IV kw. 2023 r. Z kolei wśród największych zrealizowanych inwestycji o powierzchni ponad 100 tys. mkw. znalazły się Panattoni BTS Zalando Bydgoszcz (kujawsko-pomorskie, 146 tys. mkw.), Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (dolnośląskie, 125 tys. mkw.), DL Invest Psary/Czeladź (śląskie, 120 tys. mkw.) oraz CTPark Iłowa (lubuskie, 111,3 tys. mkw.). Zgodnie z zapowiedziami deweloperów na koniec grudnia 2023 r. w budowie znajdowało się ok. 2,8 mln mkw. (-16% r/r), z których ok. 49% pozostaje bez podpisanych umów najmu. Niekwestionowanym liderem wśród regionów jest woj. dolnośląskie (829 tys. mkw. w budowie), wyprzedzające woj. mazowieckie (478,8 tys. mkw.) i łódzkie (402,9 tys. mkw.).

Poziom pustostanów: możliwe dalsze wzrosty

Na koniec 2023 r. współczynnik powierzchni niewynajętej na polskim rynku magazynowym wyniósł 7,4% (+3,2 p.p. r/r). Najwyższy pustostan zanotowano w woj. świętokrzyskim (18,4%), lubuskim (14,2%) i łódzkim (10,2%). Po drugiej stronie skali znajdują się woj. pomorskie i podkarpackie (po 1,7%), małopolskie (2,2%) oraz warmińsko-mazurskie (2,6%). Z kolei w liczbach bezwzględnych najwięcej powierzchni od zaraz do wynajęcia znajduje się w województwach mazowieckim (503 tys. mkw.), łódzkim (461 tys. mkw.), śląskim (334 tys. mkw.) i dolnośląskim (333 tys. mkw.).

Średnie stawki bazowe na głównych rynkach, w inwestycjach typu big box, wahały się w przedziale 3,6 – 4,3 euro/mkw./m-c w przypadku starszych obiektów, oraz 4,0 – 4,7 euro/mkw./m-c w nowych inwestycjach. Trend spadkowy był widoczny w stawkach efektywnych, zwłaszcza w lokalizacjach z dużą konkurencją. Niezmiennie najdroższą lokalizacją pozostaje Warszawa Miasto, gdzie średnie ceny ofertowe w nowych inwestycjach osiągają pułap nawet do 7,0 euro, a w starszych utrzymują się na poziomie około 6 euro/mkw. Ponadto w wybranych projektach w regionie Krakowa ofertowe czynsze sięgają nawet 6,5 euro.

Renata Osiecka, Partnerka Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „Spodziewamy się, że w 2024 r. będziemy nadal obserwować równomierny rozwój rynku magazynowego w Polsce. Korzystając z dojrzałości naszego sektora, wypracowanych schematów, doświadczenia oraz lokalizacji na mapie Europy, pozostajemy ważnym rynkiem dla firm zainteresowanych skracaniem łańcuchów dostaw i przenoszeniem z Azji produkcji bliżej rynków zbytu. Po stronie popytu przewidujemy także, że wiele firm będzie dążyć do dalszej optymalizacji kosztów, w tym konsolidacji, z kolei deweloperzy skupią się na rozwoju projektów w lokalizacjach z mniejszą dostępnością powierzchni. W tej sytuacji spodziewamy się stopniowej stabilizacji poziomu pustostanów. Wskaźniki makroekonomiczne, zwłaszcza te związane z  rynkiem konsumenckim, wykazują pozytywny sentyment, co może dodatnio przełożyć się na popyt na powierzchnie magazynowe ze strony tej grupy najemców. Z drugiej strony nadal słabe nastroje wśród firm produkcyjnych w krajach Europy Zachodniej mogą w krótkim okresie ograniczyć rozwój najemców-dostawców obecnych w naszym kraju”.

XTB ułatwia inwestowanie na rynkach zagranicznych – uruchamia wewnętrzną wymianę walut

We wtorek, 12 marca, XTB, polski fintech, umożliwił inwestorom wymianę walut pomiędzy swoimi kontami. To kolejna nowość, dzięki której inwestycje na rynkach zagranicznych staną się jeszcze atrakcyjniejsze niż miało to miejsce wcześniej.

Polscy inwestorzy na platformie XTB mogą prowadzić konta w trzech różnych walutach – polskim złotym, dolarze amerykańskim oraz euro. Konto w rodzimej walucie najlepiej sprawdza się przy lokowaniu kapitału w aktywach notowanych w złotówkach. Natomiast przy realizacji Planów Inwestycyjnych związanych z rynkami zagranicznymi warto rozważyć założenie konta w odpowiedniej walucie obcej. W tym kontekście klienci szukali możliwości efektywnego doładowywania swoich środków, aby uniknąć niepotrzebnych prowizji.

Od 12 marca, każdy użytkownik platformy inwestycyjnej XTB będzie mógł wymienić walutę pomiędzy swoimi kontami. Nowa funkcjonalność jest dostępna w Pokoju Inwestora w zakładce “Przelew wewnętrzny”. Aby dokonać przewalutowania, należy posiadać co najmniej dwa konta inwestycyjne w różnych walutach. Limit dla jednego przewalutowania wynosi 14 000 EUR. Inwestorzy, którzy mają kilka kont w tej samej walucie, będa mogli również swobodnie przesyłać środki pomiędzy nimi.

Omar Arnaout, prezes zarządu XTB
Omar Arnaout, prezes zarządu XTB

To kolejny krok w kierunku demokratyzacji inwestowania. Naszym celem jest minimalizowanie barier inwestycyjnych dla każdego, kto chciałby inwestować swoje środki na giełdach zagranicznych. Dzięki wprowadzeniu naszej wewnętrznej wymiany walut, inwestorzy będą mogli przejść cały proces wyłącznie w XTB, bez potrzeby szukania alternatywnych opcji na rynku – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Co ważne, wymiana walut za pośrednictwem XTB może być związana jedynie z późniejszym lokowaniem środków na platformie inwestycyjnej. W przypadku naruszenia zasad, które szerzej są opisane w Regulaminie Świadczeń Usług Maklerskich, XTB może zablokować użytkownikowi możliwość skorzystania z tej usługi.

Swobodna wymiana walut pomiędzy kontami to kolejne usprawnienie usług inwestycyjnych wprowadzone przez XTB w 2024 roku. W styczniu uruchomiono możliwość automatycznego inwestowania w ramach Planów Inwestycyjnych. W kolejnych tygodniach można spodziewać się nowości, które zostały już zapowiedziane, m.in. usługi social czy inwestowania w obligacje.

Inflacja w USA nie hamuje

Inflacja CPI w USA wyniosła w lutym 3,2 proc. r/r. Wskaźnik już od czerwca utrzymuje się w przedziale 3,0-3,7 proc. Konsensus rynkowy wynosił 3,1 proc. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,4 proc. Inflacja bazowa z kolei wyniosła 3,8 proc. r/r wobec konsensusu 3,7 proc.

Inflacja zmierza do celu wyznaczonego przez FED. Wydaje się jednak, że FED w dalszym ciągu nie uzyskał pewności, że inflacja trwale spadnie do celu, w związku z czym obniżki stóp procentowych w najbliższych miesiącach nie znajdą pełnego uzasadnienia. W danych widać pewne zagrożenia, w szczególności wskazuję tutaj na utrzymującą się inflację w podstawowych usługach.

Oczekiwany przez nas scenariusz „wyżej na dłużej” się spełnia. W bazowym scenariuszu pierwszych obniżek stóp procentowych spodziewamy się najwcześniej w czerwcu, ale nie wykluczamy, że może nastąpić to jeszcze później.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

ArcelorMittal Poland inwestuje ponad 40 mln zł w modernizację trzech pieców Maerza w dąbrowskiej wapnialni

W wapnialni dąbrowskiego oddziału ArcelorMittal Poland rozpoczęła się modernizacja drugiego z trzech pieców Maerza, w których wypala się wapno wykorzystywane w dalszych etapach produkcji stali. Równolegle remontowane są także przyporządkowane piecom filtry. Po modernizacji będą spełniały surowe wymogi Najlepszych Dostępnych Technik (BAT) europejskiej dyrektywy o emisjach przemysłowych. Gruntowna przebudowa instalacji oczyszczania spalin pozwoli znacząco ograniczyć oddziaływanie tego zakładu na środowisko – emisje pyłowe zmniejszą się nawet pięciokrotnie. Inwestycja, która zakończy się jeszcze w tym roku będzie kosztowała ponad 40 mln zł.

Pierwszy z trzech pieców Maerza, w których wypala się wapno potrzebne do oczyszczania stali w konwertorach został wyremontowany w ubiegłym roku. W potężnej operacji, która zajęła łącznie ponad 2000 godzin, brali udział pracownicy dąbrowskiej huty i firmy zewnętrzne. W lipcu 2023 r. wraz z uruchomieniem tej instalacji do użytku został oddany także filtr odpylający, który również przeszedł kapitalny remont.

Obecnie nowy filtr zapewnia skuteczność oczyszczania spalin do 10 mg/m3 i tym samym spełnia wszystkie najostrzejsze normy i wymagania konkluzji BAT – podkreśla Wojciech Koszuta, dyrektor generalny ArcelorMittal Poland. – Bardzo poważnie podchodzimy do tematu ochrony środowiska biorąc pod uwagę również oczekiwania naszych sąsiadów w tym zakresie, dlatego sukcesywnie dostosowujemy nasze instalacje do wymogów wynikających z dyrektyw, znacząco zmniejszając nasze oddziaływanie na środowisko – podkreśla.

To na razie jeden piec i jeden odpylający go filtr. Tymczasem właśnie rozpoczął się remont drugiego z trzech pieców. W instalacji zostanie wymieniona m.in. ceramika ogniotrwała, a na poszczególnych poziomach pieca – również pancerz. Dodatkowo zaplanowana została modernizacja systemu odpowiedzialnego za sterowanie całym procesem produkcji wapna. Przy remoncie, który potrwa ok. 100 dni i zakończy się latem, będzie pracowało dziennie nawet do 100 osób.Nowy elektrofiltr wyremontowanego pieca

Zaraz po uruchomieniu drugiego pieca – jeszcze w wakacje – rozpoczną się prace modernizacyjne przy ostatniej instalacji. Co istotne – równolegle z remontami dwóch pozostałych pieców Maerza modernizowane są również dwa filtry odpowiadające za ich odpylanie. – Podczas tych zakrojonych na dużą skalę prac w każdym z filtrów zamontujemy po 576 sztuk worków filtracyjnych, wymienimy także kanały spalin i wentylatory odciągowe – wylicza Rafał Kostka, dyrektor dąbrowskiego Zakładu Stali i Półwyrobów w ArcelorMittal Poland. – Po zakończeniu całej modernizacji, jeszcze przed końcem roku, wszystkie filtry pieców Maerza będą spełniać wymagania BAT, a same instalacje będą bardziej niezawodne i wydajne – podsumowuje.

Projekcja NBP trzęsie rynkiem

Wczorajszy dzień upłynął pod dyktando nowej projekcji inflacji i wzrostu PKB. Inflacja w Czechach kolejny miesiąc mieści się w celu. Japonia prezentuje mniej złe wyniki gospodarcze.

Projekcja inflacyjna umacnia złotego

Wczoraj opublikowano projekcję inflacji NBP. Rynek zareagował istotnym ponad dwugroszowym umocnieniem złotego. Problem w tym, że inflacja w nowej projekcji jest znacznie niższa, zatem teoretycznie powinna przyspieszać obniżki stóp procentowych. Niższe stopy procentowe to z kolei słabsza waluta. Dlaczego zatem złoty się umacniał? Kluczem do tego zjawiska wydaje się druga część prognozy, czyli wzrost PKB. Ten z kolei wypada dużo lepiej. Prognoza na 2024 roku wzrosła z 2,9% na 3,5%. Na 2025 mamy wzrost z 3,5% na 4,2%. Są to bardzo istotne zmiany. Na tyle duże, że jak widać, wygrały na rynku z potencjalnie zbliżającą się trochę szybciej, niż sądzono, obniżką stóp procentowych. Z drugiej strony o tej zmianie prognoz prezes Adam Glapiński powinien wiedzieć, kiedy wygłaszał hipotezę o braku większości do obniżek w tym roku. To z kolei jeszcze zmniejsza wpływ tej prognozy na potencjalne przyspieszenie obniżek stóp procentowych.

Inflacja w Czechach

Nasi południowi sąsiedzi od początku roku niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyłączyli problemy z inflacją. Jeszcze w grudniu było to 6,9%, natomiast w styczniu 2,3%, w lutym 2,0%. Wygląda więc na to, że cel został osiągnięty, a efekt jojo na razie nie występuje. Oczywiście po tak szybkim spadku może się on pojawić, ale obecne dane są mocno optymistyczne. Korona czeska wczoraj miała moment silnego umocnienia względem kursu euro, kiedy to inwestorzy kupowali ją razem z polskim złotym. Zaraz potem jednak dane o inflacji spowodowały, że kurs wrócił do punktu wyjścia.

Lepsze wyniki Japonii

Wczoraj poznaliśmy również dane z Kraju Kwitnącej Wiśni. Okazuje się, że PKB w IV kwartale rósł tam o 1,2%. Analitycy spodziewali się wzrostu o 1%. Mamy zatem lepsze od oczekiwań dane, aczkolwiek z drugiej strony warto pamiętać, że to najsłabszy odczyt kwartalny od roku. Dane te spowodowały, że kontynuowany był ruch umacniający jena japońskiego względem dolara, będącego głównym punktem odniesienia dla japońskiej waluty. Wczorajsza korekta dolara wobec euro przerwała jednak słabość dolara nie tylko względem europejskiej waluty, ale również jena.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – inflacja konsumencka.

Należy zwrócić uwagę, że przez zmianę czasu w USA dane te są godzinę wcześniej niż zwykle.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ministerstwo Finansów ogłasza koniec obniżonej stawki VAT na żywność

Ministerstwo Finansów poinformowało, że obniżona stawka VAT 0% na podstawowe produkty spożywcze nie zostanie przedłużona po 31 marca 2024 roku. Decyzja ta została podjęta na podstawie danych o inflacji oraz prognoz dynamiki cen żywności.

Obniżona stawka VAT obowiązywała od 1 lutego 2022 roku. Została wprowadzona w odpowiedzi na wysoką inflację, która w styczniu 2022 roku wyniosła 9,2% (r/r).

Według wstępnych danych GUS inflacja w styczniu 2024 roku spadła do 3,9% (r/r). Jest to najniższy poziom od marca 2021 roku. Tempo wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych również spadło do 4,9% (r/r), najniżej od września 2021 roku.

Szacuje się, że inflacja i tempo wzrostu cen żywności utrzymają się w trendzie spadkowym w lutym i marcu 2024 roku. Spadkowym tendencjom cen żywności sprzyjają spadki na światowych rynkach rolnych oraz silny efekt bazy, wynikający z wysokiego wzrostu cen żywności w 2023 roku.

Dane o inflacji i cenach żywności za styczeń i luty 2024 roku (z uwzględnieniem nowych wag) GUS opublikuje 15 marca 2024 roku.

Czy inflacja w USA zaskoczy? Dolar i giełdy czekają na kluczowe dane

Dziś głównym daniem dla rynku będzie publikacja inflacji w USA za luty. Dolar z pewnością będzie reagował na dane a skala zmian na rynku walutowym będzie uzależniona od wielkości niespodzianki, jeśli w ogóle ją otrzymamy. Kurs głównej pary walutowej po wyznaczeniu w piątek lokalnego maksimum na 1,0980 znajduje się poniżej tego poziomu ale cały czas powyżej 1,09. Giełda na Wall Street wczoraj zachowywała się w sposób mało zdecydowany. Nasdaq Composite oraz SP500 straciły a Dow Jones lekko zyskał. Złoto po wyznaczeniu przed weekendem nowego rekordu, konsoliduje się.

W ostatnich miesiącach wydawało się, że dezinflacja nieco utknęła w martwym punkcie. Oczywiście roczne stopy nadal spadały, choć nie tak szybko jak kilka miesięcy temu. Stopa bazowa prawdopodobnie będzie kontynuować zniżki, ale tempo nie będzie tak imponujące jak w 2023 roku.

Co ważniejsze, miesięczne wskaźniki zmian wykazują ostatnio tendencję wzrostową. Prognozy wskazują, że CPI urośnie z 0,3 proc. do 0,4 proc. natomiast bazowy ma lekko się obniżyć z 0,4 proc. do 0,3 proc. W ujęciu rocznym konsensu rynkowy wskazuje stabilizację głównej miary na poziomie 3,1 proc. oraz spadek bazowej z 3,9 proc. do 3,7 proc. Początek roku przyniósł znaczący wzrost cen usług. W lutym widoczny będzie z pewnością wzrost cen paliw. Ceny towarów bazowych prawdopodobnie obniżyły się. Mimo, że preferowaną przez Fed miara inflacji jest deflator PCE, rynek będzie prawdopodobnie mocno reagował w przypadku zaskoczeń w publikacji. Dzieje się tak dlatego, że wskaźniki CPI są przedstawiane wcześniej i dają pewnego rodzaju wskazówkę, jak mogą wypaść miary PCE.

Rynek przez pryzmat dzisiejszych danych będzie oceniał szanse na obniżkę stóp przez Fed już w czerwcu. Na ten moment zakłada, że szansa na start na początku wakacji plasuje się w okolicach 60 proc. Niższa od oczekiwań inflacja powinna spowodować, że wzrośnie to prawdopodobieństwo, przestrzeń do korekty jest dość duża.

Wciąż wysoko znajduje się złoto, które w piątek wyznaczyło poziom ATH (all time high). W krótkim terminie tak dynamiczne wzrosty, które obserwowaliśmy w ostatnim tygodniu są nie do utrzymania, więc naturalną koleją rzeczy będzie techniczna korekta spadkowa. Czy ją zobaczymy dziś? Niewykluczone. Sugerowałbym obserwowanie poziomu ok 2135 USD – czyli poprzedniego rekordu ustanowionego na początku grudnia 2023 roku. Uncja obecnie kosztuje blisko 2180 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Akt o usługach cyfrowych (DSA) – co zmieni w e-commerce?

Pod koniec lutego w życie weszło ostatecznie rozporządzenie Unii Europejskiej, znane powszechnie jako „akt o usługach cyfrowych” (DSA – Digital Services Act). Nowe regulacje mają znaczący wpływ na e-sklepy, platformy internetowe oraz wyszukiwarki. Jakie zmiany dla e-commerce niosą nowe przepisy? Oto opinia eksperta IdoSell.

Akt o usługach cyfrowych zaczyna od definicji hostingu, opisując go jako proces przetwarzania informacji przekazanych przez użytkownika oraz na jego żądanie. Na jego mocy firmy hostingowe, działające w chmurze, zostaną zobowiązane do stosowania tych regulacji. W praktyce oznacza to, że muszą dostosować swoje regulaminy usług tak, żeby uwzględniały wszystkie aspekty wskazane przez DSA. Jednym z kluczowych elementów nowych przepisów jest wprowadzenie mechanizmów umożliwiających zgłaszanie nielegalnych treści. Dlatego każdy dostawca usług hostingowych powinien udostępnić na swojej stronie internetowej odpowiedni formularz do składania takich zgłoszeń.

– Kluczowym elementem jest tu przeniesienie procedury, dotychczas regulowanej przez artykuł 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, do nowego aktu prawnego. Procedura ta dotyczy działań podmiotu hostingowego w przypadku otrzymania oficjalnego zawiadomienia lub wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze przechowywanych danych na stronach internetowych – wyjaśnia Rafał Malujda, radca prawny w IdoSell – najbardziej efektywnej sprzedażowo polskiej platformie sklepowej. – To przeniesienie wprowadza istotne zmiany w obowiązkach hostingodawcy w sytuacjach, gdy otrzyma on uzasadnione informacje o potencjalnych naruszeniach prawa.

Regulacje dotyczące usług hostingowych stanowią podstawę również dla przepisów dotyczących platform internetowych, które są ich szczególną podkategorią. Platforma internetowa, będąc usługą hostingu, przechowuje i udostępnia informacje na żądanie użytkownika. Malujda zwraca tu uwagę na kwestie związane z wiarygodnością informacji pochodzących np. z zagranicznych sklepów internetowych oraz na konieczność podjęcia decyzji przez hostingodawcę – czy zgodnie z nowym rozporządzeniem, może on usunąć treści z danego serwisu internetowego, któremu udostępnia swoją usługę.

– Jednym z głównych celów „aktu o usługach cyfrowych” jest przeciwdziałanie dezinformacji i wprowadzaniu w błąd, w tym stosowaniu tzw. „zwodniczych interfejsów” (ang. „dark patterns”) – szczególnie tym związanym z opisami produktów czy informacjami o towarach, które mogą wpłynąć na decyzje zakupowe. Choć niektóre z tych praktyk były już nielegalne, nowe przepisy ukierunkowane są na jeszcze bardziej skuteczne zwalczanie nieetycznych działań – wyjaśnia Rafał Malujda z IdoSell. – Dostawcy platform internetowych nie mogą bowiem projektować, organizować ani obsługiwać swoich interfejsów internetowych w sposób, który wprowadza w błąd odbiorców usługi lub nimi manipuluje lub w inny istotny sposób zakłóca lub ogranicza zdolność odbiorców ich usługi do podejmowania wolnych i świadomych decyzji.

W świetle DSA operatorzy platform będą musieli teraz podjąć tzw. „działania moderacyjne” w przypadku uzasadnionych informacji o nielegalnych treściach. W praktyce oznacza to wstrzymywanie publikacji i usuwanie treści naruszających regulamin.

– W DSA wprost wskazane są przykłady takich nielegalnych treści, którymi może być udostępnianie obrazów przedstawiających niegodziwe traktowanie dzieci w celach seksualnych, bezprawne udostępnianie prywatnych obrazów bez zgody, cyberstalking, sprzedaż produktów niespełniających wymogów lub podrobionych, sprzedaż towarów lub świadczenie usług z naruszeniem prawa ochrony konsumentów, nieuprawnione wykorzystanie materiałów chronionych prawem autorskim, nielegalne oferowanie usług zakwaterowania lub nielegalna sprzedaż żywych zwierząt – wymienia Rafał Malujda.

Jak zaznacza prawnik, na akt o usługach cyfrowych powinni zwrócić uwagę głównie ci sprzedawcy, którzy sprzedają w modelu cross-border.

– Ważne jest zwracanie uwagi na przepisy obowiązujące w państwie dostawy, aby uniknąć ryzyka naruszenia prawa. Nowe przepisy mają na celu przeciwdziałanie praktykom szkodliwym, a ich skutki będą odczuwalne już w najbliższych miesiącach – podkreśla radca prawny IdoSell.

Zarówno DSA, jak i planowane regulacje, takie jak „AI Act”, kierują branżę e-commerce w stronę nowych wyzwań, nakładając konieczność dostosowania się do rozwiniętych standardów i przepisów. Wprowadzanie tych zmian wymaga od rynków e-commerce dostosowania swoich praktyk do coraz bardziej rygorystycznych norm regulacyjnych.

Lider na miarę transformacji biznesowej to lider elastyczny i dojrzały

Rok 2023 był czasem wyzwań i zmian na rynku pracy. Zawirowania gospodarcze i brak stabilizacji wpływały na trendy w zatrudnieniu, także w odniesieniu do wyższego szczebla zarządzania. Aktualne wyzwania to efektywne planowanie sukcesji talentów oraz potrzeba nowego zdefiniowania roli zespołów. W tych warunkach szczególnie ważny stał się dojrzały leadership, czyli umiejętność odnalezienia się w transformacji biznesowej. To wnioski z ogólnopolskiego badania Page Executive, firmy rekrutującej kadrę kierowniczą.

Leadership na miarę czasów

W minionym roku wiele firm zetknęło się z problemem ograniczonego potencjału wzrostu przychodów, który wynikał wprost ze słabnącego popytu wewnętrznego. Organizacje stanęły więc przed koniecznością zawieszenia planów rozwojowych. Większość przedsiębiorstw starała się nie ograniczać zatrudnienia. Jednak dużym wyzwaniem okazał się deficyt dostępnych talentów i rosnące oczekiwania kandydatów. Takie warunki wykreowały nowe oblicze leadershipu, na miarę czasów i aktualnych potrzeb. Świadome przywództwo, myślenie ukierunkowane na zarządzanie zmianą, empatia i relacyjność to cechy nowoczesnego lidera, który jest w stanie odnaleźć się w zmiennych i nieprzewidywalnych warunkach transformacji biznesowej. Organizacje poszukiwały przede wszystkim osób, które potrafią zainspirować swoje zespoły, nakreślić przed pracownikami perspektywy rozwoju, przekonać ich do pozostania w firmie i zbudować ścieżkę sukcesji.

2024 rok to będzie czas ludzi, którzy mają bardzo duże doświadczenie, którzy zarządzali już w niestandardowych sytuacjach i wcześniej sobie z nimi poradzili. Ten pożądany leadership zakłada doświadczenie pełnego „overview”, czyli kompleksowego spojrzenia na organizację. A poza tym „hands on” –  czyli nowy lider to nie jest przywódca, który zarządza wielką idealną strukturą i ma stu wykonawców. Lider na miarę obecnych czasów nie powinien siedzieć w swojej pięknej wieży i jedynie wytyczać nowe drogi. To ma być człowiek, który zejdzie do niższego poziomu i zrozumie, jakie ludzie mają problemy, będzie z nimi blisko, będzie dla nich inicjatywą jak i nową perspektywą. Powinien wdrażać docelową strategię, natomiast wszystko z ludźmi, a nie obok nich – przekonuje Marta Grochal, Senior Partner & Head of Page Executive Poland & Baltics.

Paweł Wierzbicki, Executive Director także zwraca uwagę na specyficzne warunki, które dziś określają funkcjonowanie w biznesie.

Obecny czas to forma dynamicznej transformacji multipoziomowej. Wymaga ona podejścia i zdefiniowania siebie na nowo. Postawienia pytania: kto to jest lider? Dziś wszystkie dogmaty z ostatnich 30 lat, które wypracowaliśmy,  zostały wywrócone do góry nogami. Ten stół się przewrócił. Dlatego musimy być dzisiaj otwarci i chcieć zrozumieć, że te dogmaty będą się układać na nowo, a być może już nigdy nie zostaną ułożone i wszystko będzie po prostu płynne – dodaje ekspert Page Executive.

Przystosować się na nowo

Ostatnie miesiące były wyzwaniem dla przedsiębiorców, którzy obawiali się trudności
w pozyskaniu pracowników.  Zmiany personalne nie zachodziły tak dynamicznie, jak w minionych latach, a mniejsza rotacja w zespołach była m.in. efektem spadku skłonności pracowników do częstej zmiany pracy w warunkach prognozowanego spowolnienia.  Osoby decydujące się na podjęcie nowego zatrudnienia spodziewały się wynagrodzenia wyższego nawet o 20-30% od dotychczasowego. W większości przypadków firmy nie były w stanie sprostać takim wymaganiom. Z trudem przychodziło im także spełnianie oczekiwań finansowych własnych pracowników. Na największe podwyżki (ok. 6-12%), mogły liczyć osoby zajmujące stanowiska specjalistyczne i eksperckie. W procesie budowania jak i poszerzania zespołów szczególne znaczenie zyskała umiejętność wpasowania się w zastaną strukturę.

– Tak naprawdę punktem wyjściowym, w tym przypadku dla właścicieli, stało się pytanie: Czy ci ludzie będą w stanie ze sobą pracować nie za rok, za dwa, ale czy będzie z tego tak naprawdę faktyczny owoc za pięć do dziesięciu lat? A to nie jest kwestia kompetencji samych w sobie. Chodzi o dopasowanie kulturowe – na ile poszczególne osoby jako jednostki będą w stanie ze sobą współpracować? Na ile zarówno jedna jak i druga strona potrafi być elastyczna  i chce zrozumieć tego drugiego człowieka? Dopasowanie kulturowe jest kluczowe, a dopiero później pojawia się sam challenge. I tak naprawdę od tego rozpoczyna się rozmowa z większością kandydatów: „Czy ja do nich pasuję?” – mówi Marta Grochal, Senior Partner & Head of Page Executive Poland & Baltics.

Jak przyciągnąć talenty?

Wśród kluczowych czynników przyciągających talenty na szczeblu zarządzającym były
w ubiegłym roku i zgodnie z prognozami będą nadal – elastyczność, możliwości rozwoju i programy motywacyjne. Stymulująca dla pracowników okazała się premia za wyniki i długoterminowy plan motywacyjny. Dlatego standardem w wielu branżach są dziś programy LTI (ang. long term incentives). Organizacje, które ich nie oferują, są postrzegane jako mniej atrakcyjni pracodawcy. Jednak na tym lista oczekiwań się nie kończy.

– Bardzo często kandydaci oczekują też, że będą mieli poczucie wpływu – chcą o czymś realnie decydować. Chcą poczuć, że są traktowani po partnersku. Odbiór spotkania rekrutacyjnego jako takiego to jedno, ale drugie to negocjacje, gdzie coraz częściej kadra menedżerska pyta o możliwość otrzymania części pakietu finansowego na np. udziały w spółce. Ludzie, którzy są na wysokich stanowiskach i mają ogromną wiedzę, chcą poczuć, że budują coś więcej dla siebie niż tylko pensję i bonus roczny. Pojawia się myślenie refleksyjne na zasadzie „jestem już na zaawansowanym poziomie seniorskim, nikomu nie muszę już nic udowadniać, ponieważ udowodniłem już sobie i światu. Teraz już chcę sobie przygotować te najbliższe 10 lat w kontekście przyszłej emerytury.”  Bo to jest przecież faktycznie 10-15 ostatnich lat, aby zbudować swój kapitał emerytalny –  zauważa  Paweł Wierzbicki, Executive Director Page Executive.

Podejście zrównoważone i inkluzywne

Trudności, z jakimi w ostatnich miesiącach mierzyły się firmy działające na polskim rynku, nie zahamowały trwających w organizacjach procesów, stanowiących odpowiedź na obserwowane zmiany społeczne i wyzwania środowiskowe. Świadczy o tym wciąż rosnące znaczenie takich obszarów jak ESG czy DE&I i wzrost zapotrzebowania na ekspertów w tych dziedzinach. Zagadnienia te zyskały na znaczeniu także w oczach samych kandydatów. W swoich decyzjach o przyjęciu lub odrzuceniu oferty, uwzględniali oni takie aspekty, jak choćby korzyści dla społeczeństwa, wynikające z działalności danej spółki. Działaniami potencjalnego pracodawcy w obszarze zrównoważonego rozwoju większe zainteresowanie przejawiali kandydaci na stanowiska Top Executives. Na uwagę zasługuje także zmiana poziomu wynagrodzeń w tym obszarze. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na role w tym zakresie, osoby odpowiedzialne za ESG mogły liczyć na wyraźnie korzystniejsze warunki finansowe niż przed rokiem.

Pełen raport do pobrania: https://www.pageexecutive.com/advice/region/continental-europe/salary-survey/poland/2024.

31% firm w Polsce planuje nowe rekrutacje, ale 46% nie przewiduje zmian kadrowych. O zwolnieniach myśli już 21% pracodawców

W II kwartale 2024 roku 31% organizacji w Polsce wskazuje na chęć wzmacniania kadr, a 46% z nich nie chce niczego zmieniać w swoich strukturach. Z ewentualnością zwolnień liczy się 21% pracodawców, co jest wynikiem o 5 p.p. wyższym niż w pierwszych miesiącach tego roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na nadchodzący II kwartał, będąca odzwierciedleniem nastrojów rekrutacyjnych, to +11%. Takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od kwietnia do końca czerwca 2024. Jakie branże deklarują największe potrzeby rekrutacyjne, a które z obszarów myślą o zwolnieniach? W którym z regionów Polski będzie najwięcej ofert pracy? Jakie organizacje chcą w największym stopniu wzmacniać zespoły? Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na drugi kwartał 2024 roku. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wyniosła tym razem +11%, co jest wynikiem niższym o 5 punktów procentowych w porównaniu z prognozą deklarowaną na pierwsze miesiące tego roku, ale wyższym o 1 punkt procentowy w porównaniu rocznym. Oznacza to, że rynek pracy jest nieco mniej dynamiczny, nieco się ustabilizował, ale firmy nadal planują powiększanie zespołów, choć z mniejszym optymizmem niż zimą.

– Po umiarkowanie optymistycznym starcie tego roku, na rynku można zauważyć stabilizację i oznaki wyhamowania wielu branż. Choć prognoza netto zatrudnienia jest niższa od tej deklarowanej przez firmy nad Wisłą jeszcze kilka miesięcy temu, nie możemy zapominać o tym, że wciąż jest to optymistyczny, dwucyfrowy wynik – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Żyjemy w czasach, gdy regularnie powracać do nas będą huragany związane z globalną sytuacją ekonomiczno-polityczną- musimy do nich przywyknąć, przygotować się do wyzwań płynących z tego typu turbulencji. Organizacje muszą mierzyć się nie tylko z niedoborem talentów, brakiem pracowników sezonowych, ale też wieloma sytuacjami zupełnie nie do przewidzenia – takimi jak wojny, konflikty polityczne czy wzrosty cen surowców. Rynek pracy jest bardzo wrażliwy na wszelkie tego typu zawirowania, dlatego zauważalna jest ostrożność w planowaniu nowych rekrutacji ze strony organizacji – dodaje ekspert.

Zatrudnienie nowych pracowników planuje 31% badanych przedsiębiorstw, o konieczności zwolnień mówi 21% organizacji, a jedynie 2% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzący czas. Pozostawienia kadr na identycznym poziomie jak dotychczas chce 46% pracodawców znad Wisły.

Jak podkreśla Tomasz Walenczak, drugi kwartał tego roku przyniesie adaptację i skupienie organizacji na reskillingu, upskillingu pracowników. – Firmy śmielej implementują elementy sztucznej inteligencji, optymalizują za jej pomocą procesy i podnoszą efektywność. Pamiętajmy jednak, że w centrum AI niezmiennie pozostaje człowiek, a skupienie pracodawców na swoich zespołach z pewnością jest najlepszą formą inwestycji – uspokaja ekspert.

Branża dóbr i usług konsumpcyjnych najbardziej otwarta na nowe talenty

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pokazuje, że w II kwartale 2024 roku firmy w sześciu z ośmiu analizowanych obszarów planują zwiększenie liczby pracowników. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci obszaru dóbr i usług konsumpcyjnych (+32%), nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (+30%), a także energetyki i usług komunalnych (+26%). Nieco niższe, choć wciąż optymistyczne prognozy zatrudnienia deklarują pracodawcy branży finansów i nieruchomości (+16%), przemysłu i surowców (+14%) oraz IT (+6%). Na niewielkie redukcje etatów powinni być przygotowani przedstawiciele transportu, logistyki & motoryzacji (-5%), a także usług komunikacyjnych (-12%).

– Pracodawcy branż transportu, logistyki i motoryzacji, a także usług komunikacyjnych liczą się z koniecznością niewielkiej redukcji etatów. Z drugiej jednak strony, nadchodzące miesiące rozpoczynają wzmożony sezon wielu branż, stąd między innymi chęć nowych rekrutacji ze strony pracodawców dóbr i usług konsumpcyjnych. Wzrosty zatrudnienia w obszarze nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej to natomiast konsekwencja rozwoju obszaru badań klinicznych, organizacje i startupy otrzymały też granty do rozwoju, co generuje zapotrzebowanie na talenty sprawujące opiekę nad projektami, działające w tym obszarze. Duże firmy farmaceutyczne wciąż przenoszą także część swojej działalności do Polski, co także wpływa za wzmocnienie prognoz zatrudnienia. Firmy branży energetyki i usług komunalnych będą w najbliższych miesiącach wciąż wzmacniać swoje zespoły w związku z nowymi inwestycjami, ale także rozwojem obszaru zielonej energii. Wzrost zapotrzebowania na pracowników wynika dodatkowo z umacniania pozycji Polski jako globalnego lidera produkcji baterii do samochodów elektrycznych – mówi Tomasz Walenczak.

W centrum Polski rekrutacje, a na północy zwolnienia

Analiza ManpowerGroup prezentuje dane w podziale na regiony Polski. Wynika z nich, że firmy zlokalizowane w centralnym (+17%) oraz południowo-zachodnim (+12%) obszarze kraju mają największy apetyt rekrutacyjny. W nieco mniejszym stopniu, na podobnym poziomie powiększanie zespołów planują pracodawcy z Polski Wschodniej (+9%), południowej (+8%), a także południowo-zachodniej (+7%). Firmy zlokalizowane na północy zadeklarowały prognozę zatrudnienia na poziomie -2%, co oznacza niewielkie zwolnienia.

– Patrząc na dane dla regionów Polski można zauważyć, że pracodawcy w znacznej części Polski patrzą na drugi kwartał tego roku z umiarkowanym optymizmem, planują rekrutacje. Największe potrzeby zgłaszają firmy z centrum i północnego-zachodu Polski. To rezultat nie tylko wspomnianych sezonowości, ale również planowanych nowych inwestycji. W północnym regionie kraju prognoza zatrudnienia jest ujemna, co w praktyce oznacza, że kandydaci poszukujący zatrudnienia będą mieli niestety mniej możliwości zmiany niż dotychczas – dodaje dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce.

Duże firmy z najwyższymi prognozami rekrutacyjnymi

Analiza planów rekrutacyjnych pracodawców ManpowerGroup uwzględnia podział na sześć wielkości organizacji. Dane wskazują, że w II kwartale 2024 roku najbardziej otwarte na powiększanie zespołów są spółki mające w swoich strukturach powyżej 5000 talentów (+33%) oraz 1000-4999 pracowników. Na nieco niższy optymizm rekrutacyjny na podobnym poziomie wskazują firmy z kadrami na poziomie 250-999 osób (+11%) a także w przedziale 10-49 pracowników (+10%). Na najmniejsze zapotrzebowanie na nowe talenty wskazują przedsiębiorstwa, których kadra mieści się w przedziale 50-249 pracowników (+7%) a także mikrofirmy (do 10 pracowników) z prognozą +5%.

Polska na tle regionu EMEA

Analizując dane na drugi kwartał 2024 roku dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) można zauważyć, że średni wynik dla wszystkich zlokalizowanych w nim krajów to +15%, co jest wynikiem niższym o 6 punkty procentowe w porównaniu kwartalnym, a także spadkiem o 4 punkty procentowe rok do roku. Firmy zlokalizowane w Holandii (+32%), Południowej Afryce (+29%), a także Szwajcarii (+29%) deklarują największą potrzebę rozbudowywania zespołów. Na konieczność niewielkiej redukcji zatrudnienia wskazują natomiast pracodawcy z Rumunii (-2%).

Złoty najsilniejszy od czterech lat

Złoty w poniedziałkowy poranek sięgnął najwyższych od lutego 2020 r. poziomów względem referencyjnego euro. Wśród czynników korzystnych dla polskiej waluty w ostatnim czasie uwaga koncentruje się na kwestii różnicy w perspektywach stóp procentowych między Polską a głównymi gospodarkami.

Podczas gdy Europejski Bank Centralny zasugerował cięcie stóp w czerwcu, nie wykluczając jednak przy tym całkowicie ruchu w kwietniu, słabszy raport z amerykańskiego rynku pracy pozwala przewidywać podobny terminarz w przypadku Rezerwy Federalnej. Bardziej uporczywa inflacja w Wielkiej Brytanii oznacza zaś, że perspektywa cięć stóp ze strony Banku Anglii jawi się jako bardziej odległa.

Ubiegłotygodniowe ruchy walut odzwierciedlały powyższe: dolar osłabił się względem pozostałych walut G10, funt zaś radził sobie lepiej niż euro. Zwycięzcą tygodnia był jednak jen japoński, który doświadczył silnej aprecjacji po sygnałach sugerujących, że Bank Japonii może rozpocząć podnoszenie stóp procentowych z ujemnych poziomów nawet w tym miesiącu.

Ten tydzień będzie niezwykle istotny dla narracji, zgodnie z którą inflacja jest pod kontrolą, a banki centralne są gotowe na cięcia, we wtorek (12.03) poznamy bowiem lutowy raport dotyczący inflacji CPI w USA. Najważniejsza będzie miesięczna miara bazowa, która nie uwzględnia zmiennych cen żywności i energii. W strefie euro nie będzie działo się wiele, dla funta ten tydzień może być jednak pełen zmienności – we wtorek (12.03) opublikowany zostanie raport z brytyjskiego rynku pracy w lutym, a w środę (13.03) miesięczny PKB w styczniu. Publikacje makroekonomiczne z rodzimego rynku nie będą liczne, a uwaga skupi się na piątkowym (15.03) odczycie lutowej inflacji, która – zgodnie ze słowami prezesa Glapińskiego z czwartkowej konferencji – znajdzie się u celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pp.).

PLN

Złoty zakończył tydzień na szczycie regionalnej tabeli walut. Co więcej, na początku obecnego tygodnia para EUR/PLN spadła do najniższego od lutego 2020 r. poziomu 4,27. W kraju uwaga w ostatnich dniach skupiła się na posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, w szczególności na retoryce prezesa Adama Glapińskiego i nowych projekcjach makroekonomicznych. Bank spodziewa się silniejszego wzrostu gospodarczego i niższej inflacji niż przewidywał w listopadzie.

Jednocześnie wciąż obecna jest niepewność dotycząca cen regulowanych, a mało prawdopodobny, najczarniejszy z przedstawionych przez bank scenariuszy zakłada wzrost inflacji do 8,4% w IV kwartale. Rynek w ostatnich dniach ponownie ograniczył oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce. Nie możemy wykluczyć dalszego umocnienia złotego, jeśli NBP nie będzie rozluźniał polityki monetarnej, podczas gdy w głównych gospodarkach stopy zaczną spadać. W tym tygodniu najistotniejsze będą dane o lutowej inflacji (piątek 15.03). Oczekuje się, że po blisko trzech latach inflacja w końcu powróci do celu (2,5 ± 1 pp.), a konsensus Bloomberga przewiduje odczyt na poziomie 3,2%. Warte uwagi będą również publikowane tego samego dnia dane o rachunku bieżącym, chociaż szanse, że odczyt ten wywrze istotny wpływ na złotego, są niewielkie.

EUR

Zeszłotygodniowe posiedzenie EBC pozostawiło na rynkach wrażenie, że wielkimi krokami zbliżają cięcia stóp procentowych – nie na kwietniowym posiedzeniu, ale na kolejnym, w czerwcu. Prezeska Christine Lagarde powiedziała, że nie rozpoczęto jeszcze dyskusji o obniżkach stóp, EBC zrewidował jednak w dół swoje projekcje inflacji, a Lagarde wprost stwierdziła, że do czasu czerwcowego posiedzenia bank będzie miał więcej informacji.

Przebłyski dobrych wieści w ostatnich danych gospodarczych wspierają obniżkę później niż w kwietniu – wskaźniki PMI podniosły się z minimów, wciąż jednak wykazują co najwyżej stagnację. Dzięki wysokim wpływom z turystyki – szczególnie od odwiedzających z USA – Francja, Hiszpania i Włochy radzą sobie powyżej oczekiwań, kompensując bardzo słabe notowania niemieckiego przemysłu. Wciąż jednak istnieje przepaść między wynikami gospodarczymi po obu stronach Atlantyku, uważamy więc, że aprecjacja euro może być krótkotrwała.

USD

Raport z rynku pracy nieco zawiódł. Mimo że liczba nowych miejsc pracy utrzymała się na dobrym poziomie, odnotowaliśmy pokaźną rewizję w dół danych za styczeń, co zgasiło optymizm. Stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła o 0,2 pp. (wciąż jednak znajduje się na niskim poziomie), a co ważniejsze, rozczarował wzrost płac, który w skali miesiąca był najniższy od dwóch lat – trzymiesięczna średnia spadła tuż poniżej 4% w ujęciu zanualizowanym.

Raport ten potwierdza narrację Fedu, zgodnie z którą trend dezinflacyjny utrzymuje się, gospodarka nie nabiera tempa i potrzebne może być pewne rozluźnienie polityki monetarnej, najprawdopodobniej w czerwcu. Wskutek tego ucierpiał dolar, osłabienie było jednak stonowane, nowe dane nie wpłynęły bowiem w znacznym stopniu na różnice w oczekiwaniach dotyczących wysokości stóp procentowych w USA i pozostałych gospodarkach G10 – rozluźniania polityki oczekuje się również we wszystkich innych głównych gospodarkach z wyjątkiem Japonii.

GBP

Wiosenny budżet nie zaskoczył rynków – zawarta w nim stymulacja podatkowa była umiarkowana i w dużej mierze wyceniana. Jak oczekiwano, składki na ubezpieczenie społeczne zostały obniżone o 2 pp. do 8%, rozszerzono podatek od nadzwyczajnych zysków dla producentów ropy i gazu, progi podatku dochodowego pozostały zaś niezmienione. Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility, OBR) zrewidowało w górę prognozy wzrostu do 2026 r., zgodnie z lepszymi odczytami z brytyjskiej gospodarki, które obserwujemy w tym roku.

Istotniejsze będą publikowane w tym tygodniu dane z rynku pracy i miesięczny PKB. Oczekuje się, że rynek pracy jest wciąż w stanie pełnego zatrudnienia, dynamika płac wynosi ponad 6%, a gospodarka powraca do wzrostu. Odczyty te będą kluczowe dla przyszłotygodniowego (21.03) posiedzenia Banku Anglii. Obecnie rynki nie wyceniają w pełni obniżki stóp procentowych przed sierpniem – to stosunkowo jastrzębia postawa, która zapewnia funtowi solidne wsparcie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

49% firm produkcyjnych inwestuje w rozwiązania AI, a 21% już je wdrożyło

Przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją przemysłową coraz odważniej implementują sztuczną inteligencję, aby wykorzystać jej transformacyjny potencjał. Z badania EY – CEO Outlook Survey – wynika, że 45% CEO z branży produkcyjnej uważa tę technologię za siłę napędową, która może mieć pozytywny wpływ na wydajność biznesową i innowacje. Już teraz blisko połowa przedsiębiorstw z tego sektora (49%) aktywnie inwestuje w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Podobną aktywność wykazują producenci nad Wisłą. Badanie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – pokazuje, że 21% ankietowanych z branży zakończyło już implementację, zaś kolejne 41% jest w trakcie tego procesu.

Podczas gdy przedsiębiorstwa produkcyjne od dłuższego czasu wykorzystują dobrze znane rozwiązania oparte na AI, takie jak uczenie maszynowe (ML), upowszechnienie generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI) wzbogaca możliwości tej technologii i wpływa na plany rozwojowe wielu organizacji. Jak wskazują wyniki globalnego badania EY, już teraz 49% ankietowanych zajmujących się zaawansowaną produkcją aktywnie finansuje innowacje oparte na sztucznej inteligencji, a w przeciągu roku planuje to zrobić kolejne 41% firm z tego sektora. Oznacza to, że tylko 10% organizacji nie zamierza na razie rozwijać się w oparciu o AI.

Na tym tle przedsiębiorstwa z Polski wypadają dobrze pod kątem poziomu implementacji nowej technologii. Z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wynika, że co piąta średnia i duża firma produkcyjna (21%) korzysta już z tego rozwiązania wewnątrz organizacji, zaś kolejne 41% właśnie je wdraża. Zaledwie 9% ankietowanych nie planuje podjęcia żadnych działań związanych z AI w perspektywie dwóch najbliższych lat. Co ciekawe, połowa (51%) z przedsiębiorstw produkcyjnych które wdrożyły lub są w trakcie procesu implementacji narzędzi AI, należy do nowych użytkowników rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, stosując je od maksymalnie 2 lat. Oznacza to, że niekoniecznie mają wdrożone własne rozwiązania, ale wykorzystywali te, które były powszechnie dostępne. Dużą grupę w tym gronie organizacji (39%) stanowią ankietowani, którzy aktywnie stosują technologię AI od 2 do 5 lat, zaś 7% firm to prekursorzy, którzy bazują na niej od 5 do 10 lat.

Wpierw cyberbezpieczeństwo, potem AI

Aby bezpiecznie i w pełnym wymiarze wdrożyć rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, w pierwszym kroku sektor produkcyjny musi zadbać o kwestię swojej cyfrowej odporności. Główną bolączką w procesie rozwijania AI w firmach są kwestie związane z prywatnością i zarządzaniem danymi. Organizacje, które nie mają odpowiednich kompetencji w tym zakresie, często opóźniają proces implementacji nowoczesnych technologii. Co piąty ankietowany (20%) z sektora produkcyjnego w Polsce stwierdził, że jedną z istotnych barier w podjęciu decyzji o wdrożeniu rozwiązań z obszaru sztucznej inteligencji były obawy o bezpieczeństwo, w tym danych.

– Inwestycja w poprawę poziomu cyberbezpieczeństwa jest kluczowa, dla procesu transformacji w branży produkcji przemysłowej. Wraz ze wzrostem poziomu cyfryzacji i skomplikowania systemów produkcyjnych, a także generowaniem coraz większej ilości danych podatność na ataki wzrasta. Inwestycje w cyberbezpieczeństwo ograniczają ryzyko strat związanych m.in. z przestojami instalacji technologicznych. Dopiero w bezpiecznym, odpornym na cyberataki środowisku wdrażanie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji przyniesie spodziewany efekt – zauważa Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług doradztwa biznesowego OT/IoT.

NIS2 motorem zmian

Dla firm produkcyjnych motywacją do usprawnienia działań w obszarze cyberbezpieczeństwa może być wejście w życie 18 października br. dyrektywy NIS2. Nowa odsłona unijnych przepisów nakłada obowiązek zapewnienia zgodności z przepisami o cyberbezpieczeństwie na większą liczbę podmiotów oraz umożliwia nakładanie kar. Wśród tzw. podmiotów ważnych znajdą się m.in. producenci żywności. Niepokoi fakt, że co trzecie przedsiębiorstwo (32%) nie zwiększy swojego budżetu na cyberbezpieczeństwo mimo większych potrzeb, na co wskazuje raport – W oczekiwaniu na NIS2: stan przygotowań – opracowany przez CSO Council, EY Polska oraz Trend Micro.

– Wiele firm z Polski wciąż nie wprowadziło wymaganych usprawnień w zakresie cyberbezpieczeństwa, a nawet nie wie, że są objęte dyrektywą NIS2. Dlatego w pierwszym kroku przedstawiciele branży produkcyjnej – o ile jeszcze tego nie zrobili – powinni sprawdzić, czy obejmują ich nowe regulacje. Zwodnicze może być kierowanie się wyłącznie kryterium wielkości. Dyrektywa NIS2 obejmie bowiem także mikro i małe przedsiębiorstwa, jeśli spełniają one warunki wskazujące na ich kluczową rolę dla społeczeństwa, gospodarki czy określonych branż lub typów usług. Obserwujemy, że organizacje, które były już ujęte w ramach NIS lub podlegały wytycznym sektorowym, są bardziej zaawansowane w przygotowaniach. Z kolei pozostałe podmioty w większości przypadków czeka dużo pracy, by dostosować się do nowych wytycznych. A czasu zostało niezwykle mało – stwierdza Patryk Gęborys, Partner EY, Zespół Bezpieczeństwa Informacji i Technologii.

Wprowadzenie NIS2 jest odpowiedzią na coraz częstsze i bardziej wyrafinowane cyberataki, na które narażone są także firmy produkcyjne. Tego typu zagrożenia mogą doprowadzić do przestojów, generując nie tylko duże straty finansowe, ale także negatywnie wpływając na odbiór przedsiębiorstwa w oczach jego partnerów biznesowych, a także zakłócając łańcuchy dostaw. Wymogi płynące z dyrektywy unijnej pokazują kluczowe działania w obszarze ryzyk teleinformatycznych, których spełnienie pomoże firmom zbudować cyfrową odporność na coraz bardziej wymagającym i nieprzewidywalnym środowisku cyberprzestrzeni.

Niepewne łańcuchy dostaw i niedobór pracowników

Obok kwestii cyberbezpieczeństwa sektor produkcji przemysłowej zmaga się z innymi wyzwaniami. Pierwszą bolączką jest konieczność dostosowania łańcuchów dostaw w celu zwiększania odporności. Z badania EY CEO Outlook Survey 2023 wynika, że zdaniem 29% dyrektorów generalnych z tej branży będzie to jedno z najważniejszych działań strategicznych w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Z drugiej strony niemal co trzeci ankietowany (32%) twierdzi, że opóźnił swoje plany dotyczące łańcucha dostaw w związku ze zmieniającym się krajobrazem geopolitycznym. Prawie połowa (49%) dyrektorów generalnych ds. produktów przemysłowych dostosowuje łańcuchy dostaw poprzez dywersyfikację dostawców, gromadzenie zapasów, inwestycje technologiczne, wzmocnioną współpracę i przenoszenie produkcji bliżej domu.

Ambicje firm przemysłowych w zakresie sztucznej inteligencji mogą zostać zahamowane także przez brak odpowiednich talentów technologicznych. Zdaniem 27% dyrektorów generalnych z branży zaawansowanej produkcji jednym z ich najważniejszych celów w ciągu najbliższych sześciu miesięcy jest przyjęcie nowych modeli pracy i opracowanie strategii w zakresie przyciągania i zatrzymywania pracowników. Dla co czwartej firmy (26%) niedobór i koszt pozyskania talentów z odpowiednimi kompetencjami stanowią największą przeszkodę w rozwoju ich działalności. W związku z tym 35% organizacji planuje zwiększyć inwestycje w pracowników, chcąc także zadbać o ich dobrostan i rozwój umiejętności.

– W kontekście rozwoju sztucznej inteligencji sektor produkcyjny znajduje się w szczególnym położeniu, w znaczącym stopniu opierając się na fizycznej pracy przy liniach montażowych. Choć w coraz większym stopniu pracowników wspierają roboty, rola ludzi w dalszym ciągu jest kluczowa. Dlatego tak ważne będzie zbudowanie zaufania do innowacji wśród pracowników, aby mieli przeświadczenie, że AI to najlepszy asystent człowieka. Firmy, które poradzą sobie z połączeniem tych dwóch zasobów, czyli ludzi wspieranych przez sztuczną inteligencję, będą zdobywać przewagę rynkową – podsumowuje Artur Miernik, Partner EY Polska, Lider zespołu People Consulting.

Pięć kroków do efektywniejszego wdrożenia AI

Eksperci EY wskazali pięć inicjatyw, które pozwolą firmom z branży produkcji przemysłowej wdrożyć rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji w sposób strategiczny i efektywny operacyjnie, a jednocześnie przynoszący komercyjną opłacalność.

Utworzenie zespołu dbającego o realizację celów związanych ze stosowaniem AI.

Jego rolą będzie kontrolowanie zasobów związanych ze sztuczną inteligencją oraz przekładanie jej wykorzystania na wyniki biznesowe. Kolejne ważne zadanie stanowi dzielenie się wiedzą z zakresu tej technologii ze wszystkimi pracownikami

Dostosowanie strategii AI do rynku i dyrektyw międzynarodowych.

Identyfikując korzyści związane z implementacją sztucznej inteligencji, firmy mogą skuteczniej alokować zasoby i ustalać priorytety, by budować swoją przewagę konkurencyjną. Jednocześnie muszą działać zgodnie z międzynarodowymi regulacjami, m.in. AI Act czy NIS2. Skuteczne wdrożenie AI nie będzie możliwe bez zadbania o kwestie cyberbezpieczeństwa i ochrony danych.

Opracowanie planu przekwalifikowania pracowników.

Dzięki regularnym szkoleniom pracowników ze wszystkich szczebli będą oni mogli skutecznie wykorzystywać AI w codziennej pracy. To pozwoli się im rozwinąć w nowych obszarach, w których do tej pory mogło im brakować odpowiednich kompetencji.

Stworzenie mapy drogowej w celu uaktualnienia architektury danych.

Ma to kluczowe znaczenie dla skutecznego wdrożenia AI w całej organizacji. Duże modele językowe (LLM) powinny zostać przeszkolone w zakresie procedur operacyjnych i najlepszych firmowych praktyk. Jednak wiele z tych informacji często znajduje się tylko w głowach pracowników i może nie być formalnie skodyfikowana, a tym bardziej przechowywana w formie cyfrowej.

Rozwijanie partnerstw w ekosystemie AI.

Firmy produkcyjne są przyzwyczajone do zarządzania złożonymi ekosystemami partnerów w łańcuchu dostaw, gdzie zakres działań jest podobny jak w przypadku wdrożenia nowej technologii. Kluczową rolę odgrywa weryfikacja partnerów, ustalenie standardów wydajności i zarządzanie kosztami. W przypadku partnerstw AI wymagana jest jeszcze większa złożoność działań, ponieważ te rozwiązania muszą łączyć się z systemami centralnymi, być adaptowalne i zarządzane w czasie. Dodatkowo każdy partner technologiczny zwiększa koszty integracji, a w przypadku nieskutecznej współpracy może wyrządzić większe szkody niż tradycyjni partnerzy w łańcuchu dostaw.

O badaniu
Komunikat powstał na bazie globalnych badań EY przeprowadzonych w 2023 r. wśród członków wyższej kadry zarządzającej z sektora produkcyjnego w ramach CEO Outlook Survey. Dodatkowo wykorzystano dane z lokalnego badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – zrealizowanego w sierpniu i wrześniu 2023 r. metodą CATI i CAWI. Próba objęła 501 średnich i dużych firm, z których 40% stanowiły przedsiębiorstwa produkcyjne. Ostatnim źródłem danych jest raport W oczekiwaniu na NIS2: stan przygotowań opracowany przez CSO Council, EY Polska oraz Trend Micro.

Marcin Gołębiewski Dyrektorem Generalnym UPS na Europę Środkową

Marcin Gołębiewski został powołany na stanowisko Dyrektora Generalnego UPS w Europie Środkowej. Będzie odpowiedzialny za nadzór operacji logistycznych oraz kierowanie rozwojem biznesu i strategią Regionu obejmującego 6 rynków: Polskę, Czechy, Słowację, Rumunię, Węgry i Ukrainę.

„Cieszę się, że mogę wrócić do Polski. Tutaj rozpoczynałem swoją karierę, a teraz będę miał zaszczyt pracować z wyjątkowym zespołem oraz rozwijać biznes w Regionie, który jest jednym z najbardziej dynamicznych w Europie. Przed nami wiele zadań. Jednym z nich jest wspieranie lokalnych przedsiębiorców, aby otworzyć przed nimi nowe możliwości handlowe, zarówno w kraju jak i za granicą.” – mówi Marcin Gołębiewski.

UPS w Europie Środkowej zatrudnia ponad 2100 pracowników i posiada 5 wiodących obiektów logistycznych zlokalizowanych również w Polsce, m.in. w Mysłowicach i Łazach. Obiekty te mają na celu wsparcie rynku Europy Środkowej, na którym przodują Czechy i Słowacja biorąc pod uwagę użytkowników internetu kupujących towary i usługi online (E-shoppers) na poziomie 85% i 84%. Według najnowszego raportu eCommerce Europe, odsetek ten wynosi odpowiednio 78% i 73% na Węgrzech i w Polsce.

Marcin Gołębiewski dołączył do UPS w 2004 r. jako Kierownik ds. Księgowości. Na przestrzeni lat obejmował wiele ról finansowych w Regionie, w Polsce i we Włoszech, aby następnie awansować na stanowisko Dyrektora Finansowego UPS na Europę Środkową, Bliski Wschód i Afrykę. Przed objęciem aktualnego stanowiska Marcin koncentrował się rozwoju komercyjnym i usprawnieniach operacyjnych zwiększających konkurencyjność UPS. Z sukcesem prowadził kilka projektów wpływających pozytywnie na satysfakcję klientów i mających istotny wpływ na optymalizację operacji.

Marcin Gołębiewski swoje obowiązki będzie realizował w Warszawie, a jego bezpośrednim  przełożonym została Kim Ruymbeke, która właśnie objęła stanowisko Prezeski Dystryktu East EMEAI UPS. Kim nadzorujerealizację strategii UPS w Niemczech i krajach Alpejskich, w Europie Środkowej, Turcji, a także na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Jej przywództwo odegra kluczową rolę we wspieraniu synergii między tymi zróżnicowanymi regionami, aby zapewnić ciągły rozwój i doskonałość w świadczeniu usług.

Polacy wciąż niechętnie kupują online za granicą – badanie UCE RESEARCH

Według najnowszego sondażu, łącznie 33,2% konsumentów regularnie kupujących online nabywa produkty w zagranicznych e-sklepach. Ale tylko 10,2% z nich stale robi takie zakupy, a 10,9% niezbyt często to praktykuje. Z kolei 12,1% przyznaje, że naprawdę bardzo rzadko korzysta z ww. możliwości. Ponadto 1,9% respondentów nie pamięta, czy im się to zdarza. Do tego największa grupa ankietowanych w ogóle nie dokonuje zakupów w tego typu sklepach – 64,9%. Te osoby tłumaczą swoją niechęć głównie obawą o ewentualny proces zwrotu towaru. Następnie wskazują na barierę językową, a także na długi czas oczekiwania na produkt. Często też twierdzą, że boją się wysokich kosztów dostawy, jak również obsługi posprzedażowej. Natomiast najrzadziej zniechęca je utrudniony proces śledzenia przesyłek, obawa przed podrobionym towarem, a także brak zaufania do zagranicznych podmiotów.

Z sondażu UCE RESEARCH wynika, że 33,2% konsumentów regularnie nabywających produkty w sieci dokonuje zakupów w zagranicznych e-sklepach. Wśród nich 10,2% robi to z bardzo dużą częstotliwością, 10,9% – niezbyt często, a 12,1% – naprawdę bardzo rzadko. – Tylko co trzeci respondent deklaruje, że przynajmniej od czasu do czasu kupuje w zagranicznych e-sklepach. To wyraźnie pokazuje, że istnieje znaczny potencjał wzrostu dla międzynarodowego handlu elektronicznego. Jednak też widać, że Polacy wciąż obawiają się zagranicznych zakupów, choć – w mojej opinii – nie do końca słusznie. Do tego tracą mnóstwo dobrych okazji, oczywiście pod warunkiem, że przestrzegają zasad zdrowego rozsądku – mówi Maciej Tygielski, współautor badania, wieloletni obserwator i ekspert rynku e-commerce.

Ekspert podkreśla również, że w niektórych krajach UE, ze względu na mniejszy rynek wewnętrzny lub wyższe zaufanie do zagranicznych e-sklepów, odsetek konsumentów często robiących w nich zakupy może być wyższy. – Oceniając wyniki, warto jednak podkreślić, że otwartość na zagraniczny e-commerce zależy od naprawdę wielu czynników, w tym m.in. od dostępności lokalnych alternatyw, oferujących podobne produkty lub lepsze warunki – dodaje współautor badania.

Ponadto badanie wykazało, że 64,9% shopperów w ogóle nie dokonuje zakupów w zagranicznych e-sklepach. Z kolei 1,9% konsumentów nie pamięta, czy nabywa coś w takich sklepach. – Fakt, że dwóch na trzech badanych nie robi takich zakupów, może świadczyć o istnieniu pewnych barier – kulturowych, językowych czy ekonomicznych – hamujących większą otwartość na międzynarodowy e-commerce. W niektórych przypadkach może też chodzić o uprzedzenia wobec jakości, np. produktów z Chin, które w Polsce mocno się promują, szczególnie w social mediach. Jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. I konsumenci – w przeważającej większości – to widzą – twierdzi Maciej Tygielski.

Z kolei analitycy z UCE RESEARCH uważają, że w wielu przypadkach istotnym ograniczeniem może być brak świadomości o możliwościach zakupów za granicą lub niski poziom zaufania do nieznanych, nawet z nazwy, sprzedawców. Obawy może budzić już samo bezpieczeństwo transakcji. Ponadto niechęć może wynikać ze złożoności procesu zwrotów czy reklamacji. Do tego dochodzi bariera językowa i mamy całe najważniejsze spektrum problemów, które – w ocenie konsumentów – mogą być nie do przejścia.

– Odsetek klientów nierobiących zakupów w zagranicznych e-sklepach może zmieniać się w kolejnych latach w zależności od kilku czynników. Wśród nich można wymienić m.in. rozwój infrastruktury logistycznej i zmiany w regulacjach celnych. Do tego należy dodać też poprawę świadomości konsumentów o prawach kupujących w UE, której wciąż brakuje. Z jednej strony rosnąca globalizacja i ułatwienia w międzynarodowym handlu mogą przyczynić się do wzrostu zakupów w zagranicznych e-sklepach. Z drugiej strony jednak silny lokalny e-commerce i poprawa oferty mogą utrzymać konsumentów przy zakupach wewnętrznych. Bez interwencji, mających na celu zmniejszenie barier, odsetek na poziomie blisko 65% może pozostać stabilny lub zmieniać się bardzo powoli – przewiduje ekspert rynku e-commerce.

Uczestnicy sondażu, którzy nie robią zakupów w zagranicznych e-sklepach, wskazali 5 głównych powodów braku takiej praktyki. Z ich odpowiedzi wynika, że najczęściej obawy budzi ewentualny proces zwrotu towarów – 36,7%, kwestia bariery językowej – 33,4%, a także długi czas oczekiwania na produkt – 29,4%. Do tego konsumenci boją się wysokich kosztów dostawy – 20,8%, jak również obsługi posprzedażowej – 18,4%.

– Powody te bezpośrednio wiążą się z ryzykiem oraz niepewnością związaną z tego typu zakupami. Proces zwrotu może być skomplikowany lub kosztowny, szczególnie w przypadku przesyłek międzynarodowych. Bariera językowa utrudnia zrozumienie opisu produktu, warunków zakupu czy procesu reklamacji. Długi czas oczekiwania i wysokie koszty dostawy mogą być demotywujące, szczególnie gdy lokalne e-sklepy oferują szybszą i pewniejszą wysyłkę. Obawy dotyczące obsługi posprzedażowej wiążą się z trudnościami w komunikacji oraz ewentualnymi problemami w rozwiązywaniu sporów. Te powody są istotne, bo bezpośrednio wpływają na zadowolenie i doświadczenie klienta – stwierdza Tygielski.

Natomiast najrzadziej podawanym powodem braku zakupów w zagranicznych e-sklepach jest utrudniony proces śledzenia przesyłek – 4,7%. Dosyć rzadko konsumenci wskazują też na obawę przed podrobionym towarem – 7,1%, a także na brak zaufania do zagranicznych podmiotów – 9,2%.

– Te powody mogą być postrzegane jako mniej istotne, ponieważ dotyczą aspektów, które są albo niepowszechne, albo łatwiejsze do zweryfikowania przed zakupem. Utrudniony proces śledzenia może być mniej problematyczny dzięki rozwijającym się technologiom i usługom. Obawa przed podrobionym towarem może być mniejsza w przypadku zakupów w zaufanych, renomowanych sklepach zagranicznych. Nieufność do obcych podmiotów może być kwestią indywidualną lub zależeć od konkretnych doświadczeń, ale nie jest to bariera uniwersalna dla wszystkich konsumentów. W miarę globalizacji i wzrostu ufności do międzynarodowego handlu elektronicznego, te obawy mogą być jeszcze mniej znaczące – podsumowuje Maciej Tygielski.


***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH na próbie 1007 dorosłych Polaków, którzy regularnie (tj. przynajmniej kilka razy w miesiącu) robią wszelkiego rodzaju zakupy online.

Prowadzenie fanpage’a firmy na FB – jak to zrobić?

Facebook jest jednym z popularniejszych kanałów społecznościowych – możesz go wykorzystać do skutecznej komunikacji ze swoimi klientami. Dowiedz się jak założyć firmowy fanpage na FB i wykorzystać go, aby zwiększyć widoczność i budować wizerunek marki.

Dlaczego warto posiadać firmową stronę na Facebooku?

Dzięki biznesowej stronie na Facebooku możesz promować swoją markę, budować zaufanie, a także informować o nowościach w ofercie i generować sprzedaż. Kluczowe korzyści z prowadzenia fanpage’a na Facebooku to również wzrost rozpoznawalności i dotarcie do nowych grup odbiorców.

Firmowy fanpage na FB – czego potrzebujesz?

W prowadzeniu firmowego fanpage’a przyda Ci się niezawodny internet. Brak szybkiego transferu danych może wpłynąć negatywnie na wydajność firmy, co obniży satysfakcję klientów. Mobilny internet z dużą ilością GB jest kluczowy do zarządzania profilem firmy na FB z każdej lokalizacji – dzięki temu szybko odpowiesz na zapytania klientów w messengerze.

Szybki i bezpieczny internet (w tym z zasięgiem 5G) w abonamencie komórkowym znajdziesz w Orange. W każdym planie zyskasz 300 GB na pół roku z możliwością dodania 5 GB przy zakupie online. Sprawdź szczegóły oferty dla firm: https://www.orange.pl/male-srednie-firmy/abonament-dla-firm

 Jak stworzyć fanpage na Facebooku krok po kroku?

Nie wystarczy po prostu tworzyć losowych postów na Facebooku – najlepiej mieć jasną strategię content marketingową. Oto jak założyć fanpage na FB:

1.    Zdefiniuj cel prowadzenia fanpage’a

Zanim zaczniesz publikować treści na Facebooku, określ, jaki cel i strategię chcesz realizować np.:

  • zwiększenie świadomości marki;
  • przekierowanie ruchu na stronę internetową;
  • zbieranie opinii i recenzji.

2.    Stwórz atrakcyjny profil firmy

Firmowy fanpage na FB to wizytówka Twojej marki w social media. Dlatego warto zadbać o to, aby strona na Facebooku prezentowała się atrakcyjnie i profesjonalnie. Najważniejsze elementy to:

  • nazwa – zgodna z nazwą Twojej firmy i łatwa do zapamiętania;
  • zdjęcie profilowe – wyraźne i kojarzące się z Twoją marką, np. logo;
  • zdjęcie w tle – oddające klimat firmy, np. zdjęcie zespołu, biura, grafika w kolorach marki;
  • opis – krótki i zachęcający z podstawowymi informacjami o ofercie i wartościach.

3.    Twórz wartościowe i zróżnicowane treści

Treści, które publikujesz, są kluczowe dla budowania zasięgu i zaangażowanej społeczności. Oto najważniejsze zasady ich tworzenia:

  • dostarczaj wartość – twórz treści, które rozwiązują problemy, odpowiadają na pytania, dostarczają wiedzy i inspirują odbiorców.
  • dopasuj treści do grupy docelowej – zbadaj zainteresowania i zachowania swoich odbiorców. Następnie pisz treści ich językiem!
  • używaj różnych formatów – wykorzystuj różne typy contentu, np. tekst, zdjęcia, wideo, grafiki, quizy, ankiety, live, stories, aby zwiększyć atrakcyjność i zainteresowanie.
  • zachęcaj do interakcji – zadawaj pytania, proś o opinie, organizuj konkursy, inicjuj dyskusje i odpowiadaj na komentarze.
Stwórz harmonogram publikacji
Uwzględnij święta oraz dni specjalne, a także zaplanuj różnorodne serie postów. Dobrze, aby Twoja komunikacja nie skupiała się jedynie na promocji produktów i usług, ale również na pokazywaniu pracy „od kuchni”.

4.    Zajmij się promocją i optymalizacją

Chcesz dotrzeć do jak największej liczby odbiorców? Musisz nie tylko tworzyć, ale także promować i optymalizować swoje treści. Niektóre ze sposobów to:

  • płatne reklamy – wykorzystaj możliwości, jakie oferuje FB Ads, aby zwiększyć zasięg i konwersje, np. poprzez promowanie postów, tworzenie kampanii, targetowanie grup i testowanie wariantów reklam.
  • wykorzystuj organiczny ruch – możesz też zwiększyć swoją widoczność organicznie, czyli bez płatnych reklam, np. poprzez dodawanie hashtagów, tagowanie innych firm, osób i stron, udostępnianie treści na innych kanałach i grupach na Facebooku oraz współpracę z influencerami.

Zacznij skutecznie prowadzić stronę firmową na FB

Prowadzenie fanpage’a firmy na Facebooku wymaga czasu i zaangażowania. W śledzeniu wyników i wyciąganiu wniosków pomogą Ci wewnętrzne narzędzia analityczne – „Meta Business Suite” oraz Menedżer firmy w Meta.

Potrzebujesz internetu do prowadzenia fanpage’a na Facebooku? Orange oferuje rozwiązania skrojone na potrzeby biznesu. Z abonamentu komórkowego dla firm skorzystasz już za 0 zł przez pierwsze 6 miesięcy przy zamówieniu online! 

Mieszane dane z USA: indeksy giełdowe na minusach, bitcoin rośnie

W piątek rynek żył publikacją danych na temat amerykańskiego rynku pracy. Wyniki okazały się mieszane. Indeksy giełdowe zakończyły dzień na minusach a Nasdaq Composite stracił 1,2 proc. Kurs EUR/USD wzrósł po publikacji do 1,0980 ale dzień zakończył na nico niższym poziomie. Rentowności amerykański obligacji spadły ale w drugiej części dnia zredukowały część tego ruchu. Rynek miał problem z jednoznaczną interpretacją. Dziś rano cena bitcoina przekracza poziom 71 tys. USD.

Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym w USA wzrosło w lutym o 275 tys. osób, czyli więcej niż oczekiwano (konsensus 200 tys.). Poziom styczniowy został jednak zrewidowany w dół o 167 tys. Stopa bezrobocia wzrosła z 3,7 proc. do 3,9 proc. (prognoza 3,7 proc.). Średnie zarobki godzinowe wzrosły zaledwie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca, a wskaźnik rok do roku spadł z 4,4 proc. 4,3%.

Dzisiejszy raport o zatrudnieniu po raz kolejny pokazuje, jak ważne jest, aby nie przywiązywać zbyt dużej wagi do poszczególnych miesięcznych danych, zwłaszcza, że często podlegają one znacznym korektom. Na przykład cztery tygodnie temu raport o zatrudnieniu za styczeń zaskoczył ogromnym wzrostem nowych miejsc pracy, podczas gdy liczba przepracowanych godzin była słaba, a płace gwałtownie wzrosły. Teraz wzrost zatrudnienia w grudniu i styczniu został zrewidowany w dół do odpowiednio 229 i 275 tysięcy (zamiast 333 i 353 tysięcy), podczas gdy liczba przepracowanych godzin została zrewidowana w górę w obu miesiącach, a płace w dół. Wzrost stopy bezrobocia, który opiera się na mniej wiarygodnym badaniu prywatnych gospodarstw domowych, jest tym razem równie zaskakujący. Zmienne dane mogą odzwierciedlać fakt, że odsetek odpowiedzi w odpowiednich ankietach znacznie spadł, przez co wyniki są mniej reprezentatywne.

Ogólny obraz rynku pracy wskazuje na dość stabilną sytuację. Nie ma sygnałów alarmowych zatem wizja recesji na ten moment jest mało prawdopodobna. Sytuacja nieco się pogarsza, ale proces ten jest umiarkowany i postępuje bardzo wolno. Niedawno opublikowane dane dotyczące wolnych miejsc pracy (dalszy niewielki spadek) i wskaźnika rezygnacji z pracy (powrót do poziomów sprzed pandemii) również wskazują na dalszą normalizację na rynku pracy. Fed może zatem poczekać na dalsze dane przed zainicjowaniem oczekiwanych cięć stóp procentowych. Bank centralny nie ma powodu na ten moment, żeby działać szybciej ale z drugiej strony brak też argumentów za tym, aby start łagodzenia warunków monetarnych przesunąć znacznie w przyszłość. Rynek w tym momencie wycenia ok 65 proc. szans na to, że czerwiec przyniesie pierwszą obniżkę i aktualnie nie ma powodów, żeby zakładać inny scenariusz.

Dziś kalendarz makro jest ubogi. Brak pozycji opisujących stan amerykańskiej gospodarki. Inwestorzy czekają na wtorkowe dane CPI, które pokażą w jaki sposób kształtowała się dynamika wzrostu cen konsumenckich w lutym.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dolar słabnie, bitcoin rośnie – co słychać na rynkach?

Ostatnia seria danych z USA nie wpłynęła korzystnie na notowania dolara. Biorąc pod uwagę, że bezrobocie podskoczyło o 0,2%, nie można się dziwić. Jest jednak światełko w tunelu. Inflacja spada na Węgrzech, a cyfrowy pieniądz bije kolejne rekordy.

Odwrotu od dolara ciąg dalszy

Ostatnie dni na rynkach są bardzo trudne dla amerykańskiej waluty. Piątkowe dane z rynku pracy nie odwróciły tej tendencji. Inwestorzy mocno wystraszyli się wzrostu bezrobocia do poziomu 3,9%. Wzrost o 0,2% w ciągu miesiąca to obiektywnie dużo. Warto jednak zwrócić uwagę na pewną specyfikę kalendarza. W tych miesiącach przeważnie mamy wzrosty bezrobocia w USA. Zjawisko to spowodowane jest sezonowością pewnych prac. W zeszłym roku w lutym też bezrobocie podskoczyło o dokładnie 0,2%, po czym kolejne dwa miesiące znów spadało. To, co zasługuje na uwagę, to lepsze dane z rynku pracy. Jak tylko na rynku skończy się lęk przed zbliżaniem się bezrobocia do ważnego symbolu, jakim jest wartość 4%, dane te powinny przekładać się na umocnienie amerykańskiej waluty. Wyższa od oczekiwań liczba nowych miejsc pracy powinna jednak sugerować stabilizację. Powinna, jednak po samych danych dolar wyraźnie testował ruch w stronę poziomu 1 dolara i 10 centów za 1 euro. Gdyby doszło do osiągnięcia tego poziomu, trafilibyśmy na głównej parze świata na poziomy z przełomu grudnia i stycznia.

Spadek inflacji na Węgrzech

Po tym, jak w zeszłym miesiącu tempo wzrostu cen spadło z 5,5% na 3,8%, oczekiwano efektu jojo i delikatnego odbicia w górę. Dane za luty okazały się nie iść na 4%, tylko być kolejnym spadkiem do 3,7%. Co ciekawe, dane te spowodowały umacnianie się forinta względem euro. Dlaczego jest to takie dziwne? Szybciej spadająca inflacja zwyczajowo powoduje, że przyspieszają oczekiwania względem spadku stóp procentowych. To z kolei zwyczajowo osłabia walutę, gdyż perspektywy na stopy zwrotu z niej maleją. Tutaj jednak mieliśmy efekt dokładnie odwrotny. Powodem jest fakt, że tempo spadku stóp procentowych na Węgrzech już jest określane przez niektórych jako szalone. Nie wygląda na to, jakby w ogóle była opcja na jego przyspieszenie, nawet przez szybciej spadającą inflację.

Bitcoin wyznaczył nowe szczyty

Jeszcze w piątek doszło do próby przebicia kolejnego ważnego psychologicznego poziomu. Mowa o bitcoinie za 70 000 dolarów. Próba okazała się nieudana i kurs szybko odbił. W weekend byliśmy świadkami kolejnych prób, gdyż w przeciwieństwie do większości tradycyjnych giełd, tutaj notowania nie są wstrzymywane. Odbicie weekendowe nie było tak silne jak z piątku, co mogło sugerować to, co wydarzy się od rana. Od momentu otwarcia europejskich parkietów zaczął się szał. Bitcoin bardzo szybko wyskoczył o około 5%, przebijając nie tylko poziom 70 000 dolarów, ale meldując się na czas pisania tego tekstu na poziomie 71 500 dolarów. Przy aktualnym kursie dolara jest to już ponad 280 000 złotych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych, aczkolwiek warto brać pod uwagę, że Amerykanie już zmienili czas na letni.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl