Wielkanocne zakupy Polaków 2024: cena, jakość, tradycja

Według najnowszego raportu Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach. W stosunku do ub.r. nastąpił spadek o 0,3 p.p. Tym razem 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach. To z kolei o 0,3 p.p. więcej niż poprzednio. Do tego widać, że 38,9% konsumentów postawi na wypróbowane produkty oraz nowości, czyli nieco więcej osób niż rok wcześniej. Największy wpływ na decyzję o zakupie danych towarów wciąż będzie miała cena – 58,3%. Jednak jej znaczenie mocno spadło od zeszłego roku, tj. o 15,8 p.p. W następnej kolejności liczyć się będzie m.in. promocja i jakość.

Jak wynika z cyklicznego raportu pt. „Świąteczne zakupy Polaków 2024”, autorstwa Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach (w ub.r. – 81,5%). Dla 7,3% shopperów nie ma to znaczenia (poprzednio – 7%). 5,6% klientów sklepów jest niezdecydowanych (rok wcześniej – 6,3%). Tylko 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach (5,2%), a 0,4% będzie negocjować na targowiskach lub bazarach (0%).

– Wyniki badania pokazują, że promocje nadal odgrywają kluczową rolę w decyzjach zakupowych Polaków. To jest wyraźnym odzwierciedleniem poszukiwania przez konsumentów najlepszego stosunku wartości do ceny. W obliczu zeszłorocznych podwyżek cen i obecnej niepewności ekonomicznej, rabaty są atrakcyjną opcją, pozwalającą na ograniczenie wydatków. Ułatwiają pilnowanie planowanego budżetu, szczególnie w kosztownym okresie przedświątecznym. Z tego też wynika stabilna popularność promocji. Nieznaczny spadek wskazań może sugerować, że inne czynniki niż cena zaczynają mieć większe znaczenie – mówi Marcin Lenkiewicz, jeden ze współautorów badania z Grupy BLIX.

Z kolei dr Krzysztof Łuczak, drugi współautor badania z Grupy BLIX, zwraca uwagę na niewielki wzrost procentowy osób, które będą kupować w cenach regularnych. Jest on zaskakujący w kontekście ww. podwyżek cen. Natomiast można go zrozumieć, analizując dwa aspekty. – Po pierwsze, część konsumentów mogła przyzwyczaić się do wyższych cen i uznać je za nową normę, co zmniejsza skłonność do poszukiwania promocji. Po drugie, klienci, którzy decydują się na zakup produktów w regularnych cenach, mogą to robić z takich powodów, jak lojalność wobec określonych marek, wyższe wymagania dotyczące jakości produktów czy też unikanie konieczności śledzenia promocji i dostosowywania do nich swoich planów zakupowych – wyjaśnia dr Łuczak.

Badanie też wykazało, że 38,9% ankietowanych kupi wypróbowane produkty oraz nowości (poprzednio – 35,8%). 25,3% respondentów postawi na sprawdzone marki (rok temu – 25,3%). 16,2% uczestników sondażu jest otwartych na nowości – (w zeszłym roku – 18,9%). 10,1% badanych nastawia się na marki własne sieci handlowych (10,4%). Dla 6,3% konsumentów nie ma to znaczenia (wcześniej – 5,2%), a 3,2% shopperów jest niezdecydowanych (4,4%).

– Zwiększenie odsetka osób stawiających na sprawdzone artykuły oraz nowości może wynikać z rosnącej potrzeby stabilności i zaufania do znanych produktów. Jednocześnie mówi to o otwartości na niedostępne wcześniej opcje, które mogą wprowadzić świeżość do świątecznych tradycji. Możliwe, że ww. wzrost jest efektem zwiększonej dostępności informacji o nowych produktach poprzez media cyfrowe i social media. To z reguły ułatwia konsumentom podejmowanie decyzji o ich wypróbowaniu – stwierdza dr Łuczak.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, niezmienna popularność sprawdzonych marek pokazuje, że święta nie są zazwyczaj czasem na eksperymenty zakupowe. – Polacy wolą polegać na produktach, które już znają i preferują. To nie jest zaskakujące, gdyż Wielkanoc to okres, kiedy wielu konsumentów stawia na tradycję i pewność, że ich starannie przygotowane potrawy i desery będą smakować tak, jak się tego oczekuje – podkreśla ekspert.

Ankietowani wskazali też, co w tym roku najbardziej wpłynie na ich decyzję o wyborze danych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Przede wszystkim będzie to cena – 58,3% (rok temu – 74,1%).

– Mniej osób niż rok temu wskazuje cenę jako główny czynnik wpływający na wybór produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Spadek jest znaczący. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że jest to efekt słabnącej inflacji, bez dokładnych danych ekonomicznych potwierdzających tę tendencję. W rzeczywistości, wiele innych czynników mogło wpłynąć na ten trend. Po pierwsze, długotrwałe okresy inflacji mogą prowadzić do tzw. inflacyjnej bezczynności. Oznacza ona, że oczekiwania inflacyjne stabilizują się na wyższym poziomie i cena przestaje być głównym kryterium wyboru. Po drugie, konsumenci zaczynają kłaść większy nacisk na inne wartości, takie jak jakość, pochodzenie produktów czy aspekty zdrowotne i ekologiczne – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Na wybór konkretnych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów wpłyną też takie kwestie, jak promocja – 48,7% (rok wcześniej – 48,4%), jakość – 41,2% (53,3%), własne doświadczenie – 33,2% (29,7%), dostępność – 24% (18,4%), a także bliskość miejsca zakupu – 16,3% (11,5%). – W kontekście ciągłego parcia na oszczędności, promocje mogą być postrzegane jako sposób na uzyskanie dobrego gatunkowo towaru w najniższej możliwie cenie. Zmniejszenie znaczenia jakości w porównaniu z poprzednim rokiem niekoniecznie oznacza, że konsumenci uważają ją za mniej ważną – tłumaczy dr Krzysztof Łuczak.

Natomiast Marcin Lenkiewicz twierdzi, że skłonność do szukania oszczędności przez promocje może być wynikiem nie tylko presji ekonomicznej, ale również coraz większego nacisku na świadome zarządzanie domowym budżetem. Ponadto, w obliczu dużej dostępności informacji o promocjach, za pośrednictwem różnych kanałów, łatwiej jest konsumentom porównywać oferty i wybierać te najkorzystniejsze.

– Widać też, że dostępność i bliskość miejsca zakupu zyskały na znaczeniu. To może odzwierciedlać chęć ograniczenia czasu poświęcanego na zakupy lub być wynikiem optymalizacji logistyki zakupowej i życia w szybszym tempie – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych przez Grupę BLIX na próbie 1294 aktywnych konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację zakupów.

Sfinks z 2,7 mln zł zysku netto w IV kw. 2023 r.

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami SPHINX, Chłopskie Jadło, The Burgers i Piwiarnia, w IV kwartale 2003 r. wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 24,2 mln zł, zysk brutto na sprzedaży w wysokości 7,2 mln zł i zysk netto o wartości 2,7 mln zł – wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Oznacza to, że w całym 2023 roku Sfinks wygenerował na poziomie jednostkowym 98,1 mln zł przychodów ze sprzedaży przy zysku brutto na sprzedaży w wysokości 28,3 mln zł. Wg wstępnych danych spółka w całym 2023 zanotowała wynik netto o wartości -0,7 mln zł.

– Na naszą sytuację korzystnie wpływają aktualne trendy makroekonomiczne. Umocnienie się złotego  w ostatnim kwartale w stosunku do końca III kw. 2023 r. spowodowało istotne zmiany w wycenie naszych zobowiązań i należności z umów najmu, co w rezultacie kontrybuowało do wyniku netto w kwocie 1,9 mln zł. Mamy nadzieję, że jest to dobry prognostyk i po okresie wielu trudnych lat dla gastronomii kolejne miesiące i lata zapewnią bardziej stabilne warunki, w których będziemy mogli realizować zaplanowaną ścieżkę rozwoju. Wstępne wyniki za IV kwartał 2023 roku zawierają również dodatni wpływ zmiany warunków najmu części lokali i podnajęcie ich franczyzobiorcom w kwocie 2,4 mln zł – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. – Wstępne dane potwierdzają, że systematyczna praca nad porządkowaniem naszych sieci i przekształceniem kolejnych lokali na model franczyzowy przekłada się pozytywnie na nasze wyniki. To ważny element naszej strategii rozwoju, przyjętej jesienią ubiegłego roku, którą zamierzamy konsekwentnie realizować – dodaje prezes Sfinksa.

Zaprezentowane wyniki są wynikami wstępnymi i będą podlegały badaniu przez firmę audytorską.

Nowy zarząd spółki Agora Książka i Muzyka

Zarząd Agory podjął decyzję o składzie zarządu spółki Agora Książka i Muzyka, która od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za działalność wydawniczą Agory. W zarządzie spółki znajdą się Robert Kijak, Małgorzata Skowrońska i Beata Gutowska. Wskazany został również przyszły zarząd spółki Czerska 8/10, która będzie zarządzać kwestiami administracyjnymi Agory.

Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. została zarejestrowana 22 sierpnia 2023 r., a od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za Wydawnictwo Agora wraz z jego markami wydawniczymi, wytwórnię Agora Muzyka, dystrybucję muzyczną w ramach Agora Digital Music, a także księgarnie internetowe Publio.pl i Kulturalnysklep.pl.

Do zarządu Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. powołane zostaną trzy osoby: Robert Kijak, odpowiedzialny za wytwórnię Agora Muzyka i za działalność dystrybucyjną w ramach Agora Digital Music, Małgorzata Skowrońska, odpowiedzialna za książkowe Wydawnictwo Agora, oraz Beata Gutowska, odpowiedzialna za zarządzanie księgarnią internetową Publio.pl.

Jednocześnie, zarząd Agory podjął również decyzję o składzie przyszłego zarządu ostatniej z czterech wydzielanych spółek – spółki Czerska 8/10, która będzie odpowiedzialna za zarządzanie główną siedzibą Grupy Agora w Warszawie, usługami administracyjnymi na rzecz spółek w Grupie Agora oraz gastronomią w budynku przy Czerskiej 8/10, czyli stołówką i kawiarnią. W zarządzie spółki znajdą się Marcin Tkaczyk, dyrektor administracji Agory oraz Kamil Pałyska, zastępca dyrektora ds. kontrolingu strategicznego w Grupie Agora.

Robert Kijak pracuje w Agorze od 1990 r. Od 2005 r. odpowiada za projekty wydawnicze – zarówno książkowe, jak i muzyczne. Jest współtwórcą Wydawnictwa Agora, a także wydawcą kilkuset albumów muzycznych. Współtworzył Olsztyn Green Festival, był producentem Najmniejszych Koncertów Świata Radia Roxy i pomysłodawcą wielu projektów wydawniczych. Od 2013 r. kieruje firmą NEXT FILM należącą do Grupy Agora, która zajmuje się dystrybucją i produkcją filmową. Od kwietnia 2023 r. jest Wiceprzewodniczącym Zarządu Związku Producentów Audio Video. Członek Akademii Fonograficznej. Odznaczony przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi (za wkład w kulturę RP) oraz Ministra Kultury RP brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Małgorzata Skowrońska jest współtwórczynią książkowego Wydawnictwa Agora i jedną z osób stojących za sukcesem serii “Biblioteka Gazety Wyborczej”, w ramach której ukazało się ponad 60 kolekcji, wśród nich dzieła m.in. Ryszarda Kapuścińskiego, Stanisława Lema i Tadeusza Konwickiego oraz pionierska seria audiobooków “Mistrzowie słowa”. Pracę w Agorze rozpoczynała w 1998 r. w zielonogórsko-gorzowskim oddziale “Gazety Wyborczej”, gdzie była odpowiedzialna za promocję, a w 2003 r. awansowała na kierownika promocji stołecznego wydania „Wyborczej”. Od 2019 r. jako dyrektorka zarządzająca odpowiada za rozwój i strategię Wydawnictwa Agora. Jest członkinią Rady Polskiej Izby Książki (PIK) i członkinią Zarządu SAiW Copywrite Polska. Reprezentuje Agorę w Radzie Fundacji Powszechnego Czytania.

Beata Gutowska od 2014 r. jest dyrektorką zarządzającą księgarnią internetową Publio.pl. Wcześniej pracowała w Grupie PWN, gdzie była dyrektorką zarządzającą w pionie publikacji referencyjnych i specjalnych oraz dyrektorką wydawniczą ds. projektów specjalnych. Przedtem zarządzała działem książek w G+J RBA, była zastępczynią dyrektora wydawniczego miesięcznika „National Geographic” oraz szefową fotoserwisu i asystentką wydawcy w koncernie prasowym Gruner + Jahr Polska. Reprezentuje Agorę w zarządzie Stowarzyszenia Czytam i Słucham Legalnie.

Realizuje się również jako wykładowczyni, dzieląc się swoją wiedzą ze studentami Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Marcin Skrzypczak awansował w globalnych strukturach Iron Mountain. Odpowiada za region Poland & Nordics

Marcin Skrzypczak to kolejny ekspert Iron Mountain z Polski, który został wyróżniony awansem w globalnych strukturach organizacji. Dotychczasowy Operations Director odpowiedzialny za polski rynek, z początkiem 2024 r. przejął zarządzanie operacjami również w Finlandii, Szwecji, Danii i Norwegii. Jest związany z firmą od blisko 10 lat.

Marcin Skrzypczak dołączył do Iron Mountain w 2015 r., obejmując wówczas stanowisko Branch Operations Managera. W ciągu niespełna 10 minionych lat konsekwentnie piął się po kolejnych szczeblach w wewnętrznych strukturach Działu Operacji. Przez ostatnie 2 lata piastował funkcję Operations Directora na polskim rynku. Od 1 stycznia br. zakres jego odpowiedzialności został rozszerzony o region Nordics, czyli Finlandię, Szwecję, Danię i Norwegię.

To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę rozwijać się w strukturach międzynarodowej organizacji, a tym samym mieć coraz większy wpływ na jej operacje. Obecnie kieruję obszarem Core Service, który obejmuje kluczowe usługi, takie jak transport, składowanie i obsługa dokumentacji, niszczenie, prace archiwistyczne, cyfrowe kancelarie pocztowe, czyli tzw. digital mailroom, oraz digitalizacja danych. Liczby udowadniają, że skala zasługuje na wyróżnienie. Aktualnie zatrudniamy w regionie 600 pracowników na pełny etat, obsługujących klientów w 6 językach, w 22 lokalizacjach. Powierzchnia zarządzanych obiektów magazynowych wynosi ponad 420 tys. m3, a nasza flota liczy 45 samochodów. Rocznie pokonuje ona około 2 milionów km, z czego aż 30% to podróże w pełni elektrycznymi pojazdami. Dzięki temu nasza firma generuje o 90 ton mniej dwutlenku węgla rocznie, co jest równoważne z zasadzeniem 15 tysięcy drzew. Jestem niezmiernie dumny z tego, co udało nam się osiągnąć dotychczas, i nie mogę się doczekać dalszej współpracy z zespołem, aby kontynuować naszą misję polegającą na uwalnianiu potencjału pracy klientów i wspieraniu ich w zrównoważonym rozwoju poprzez rozwiązania technologiczne – mówi Marcin Skrzypczak, Operations Director – Poland & Nordics w Iron Mountain Polska.

Marcin Skrzypczak jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, a także studiów Executive MBA organizowanych przez Politechnikę Wrocławska. Posiada wieloletnie doświadczenie we współpracy z kluczowymi klientami z sektorów: finansowego, energetycznego, publicznego i przemysłowego.

Ceny materiałów budowlanych spadają szósty miesiąc z rzędu

Na krajowym rynku materiałów budowlanych luty okazał się szóstym z rzędu miesiącem korekty cen. Tym razem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, średni poziom dynamiki stawek w relacji rok do roku wyniósł -3,1 proc., z kolei miesiąc do miesiąca spadek cen osiągnął poziom -0,4 proc. Takie wielkości mogą oznaczać okres stabilizacji przeceny na względnie stałym i dość umiarkowanym poziomie.

Utrzymanie  korekty cen materiałów budowlanych drugi miesiąc z rzędu na poziomie -3 proc. oznacza hamowanie średniej dynamiki przeceny, a prawdopodobnie również pierwszy sygnał materializacji  przesłanek zapowiadających zmianę sytuacji rynkowej już w przewidywalnej przyszłości. W najnowszym raporcie Grupy PSB dynamika cen w kanale hurtowym wyniosła -4,2 proc. oraz detalicznym -2,1 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB w lutym br. wskazuje na utrwalony spadek zarówno jej dynamiki jak i liczby pozycji ze szczytów tabeli, czyli wciąż drożejących. W dalszym ciągu liderem wzrostów pozostaje cement-wapno jako grupa asortymentowa najmocniej zwyżkująca rok do roku o niespełna 12 proc., wyprzedzając farby, lakiery (+3,7 proc.) i chemię budowlaną (+1,5 proc.).

Tym razem, jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl, zmienił się stosunek grup towarowych drożejących i taniejących w relacji rok do roku na korzyść tych drugich, wynosząc 5 do 15. Wśród materiałów najszybciej taniejących niezmiennie od miesięcy wyróżniają się płyty OSB z drewnem oraz izolacje termiczne, tym razem z cenowym regresem rdr rzędu odpowiednio 24 i 10 proc.Dynamika cen materiałów budowlanych w lutym 2024

Tym samym, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na razie niewiele wskazuje na ewentualne przesilenie tendencji spadkowej cen materiałów budowlanych już w bezpośredniej perspektywie. Utrzymująca się ujemna ich dynamika i rosnąca obecnie liczba taniejących w relacji rok do roku grup asortymentowych, mogą wskazywać wręcz na rozwojowy charakter obowiązującej tendencji.

Tymczasem coraz głośniejszym echem odbija się w mediach kwestia 137 mld euro środków z KPO, których pozyskanie przez Polskę wydaje się już tylko kwestią czasu, a na wydanie których będziemy mieli czas zaledwie do końca czerwca 2026 roku. Nieunikniona w tej sytuacji wydaje się silna kumulacja wszelkiego typu inwestycji od mieszkaniowych, poprzez drogowe czy kolejowe, na użyteczności publicznej kończąc. W tej sytuacji nieunikniony wydaje się gwałtowny wzrost popytu nie tylko na materiały budowlane, ale jednocześnie na usługi firm budowlanych. Trudno sobie wyobrazić, by nie pociągnęło to za sobą adekwatnie silnego wzrostu cen zarówno materiałów jak i robocizny już w bardzo przewidywalnej przyszłości.

Jakby tego było mało, wielkimi krokami zbliża się „wielka fala renowacji” związana z przyjętą ostatnio przez PE „dyrektywą budowlaną”. Opracowanie, wdrożenie i realizacja wieloletniego planu modernizacji kilku milionów polskich domów i budynków użyteczności publicznej, zapewne na długo zagwarantuje wielu rodzimym producentom materiałów budowlanych nie tylko pełne moce produkcyjne, ale i ceny na poziomach znacznie wyższych od obecnych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W 2023 roku przychody mPay wzrosły o 33,2%, a TTV o 141%

  • mPay, wiodąca polska aplikacja umożliwiająca cyfrowe płatności realizuje strategię wzrostu.
  • Przychody wyniosły 36,34 mln zł w 2023 r., co oznacza wzrost o 33,2% wobec analogicznego okresu ubiegłego roku.
  • Łączna wartość transakcji zrealizowanych przez mPay (TTV) w minionym roku wyniosła 59 mln zł wobec 41,7 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 141% r./r.
  • Liczba użytkowników aplikacji mPay wynosiła 1,451 mln na 31 grudnia 2023 r., co oznacza wzrost o 26,3% r/r, wobec 1,149 mln w grudniu w 2022.
  • mPay podpisał umowy z GPW i GPW Private Market oraz rozpoczął prace nad nowoczesnym systemem obsługi i rozliczania crowdfundingu;
  • mPay wytworzył i wdrożył pierwsze rozwiązania płatnicze dla segmentu B2B opartych o interfejsy API, w tym m.in. API umożliwiające tworzenie własnych walletów płatniczych w zewnętrznych aplikacjach, API dające możliwość tworzenia własnych zamkniętych sieci akceptacji (closed-loop payments api), VAS API umożliwiające wdrożenie usług dostępnych w aplikacji mPay w zewnętrznych systemach i aplikacjach;

W roku 2023, marka mPay kontynuowała efektywne wdrażanie strategii transformacji w superaplikację fintechową. Efektem tych działań był wzrost liczby klientów korzystających z aplikacji, rozszerzenie oferty usług i produktów, jak również zwiększenie obrotów w porównaniu do roku ubiegłego. Zostało to zrealizowane dzięki znacznej modernizacji aplikacji oraz rozpoczęciu działań w zakresie B2B poprzez udostępnianie mechanizmów finansowych i płatniczych innym podmiotom B2B za pośrednictwem API.

– Rok 2023 upłynął pod znakiem rozwoju w kierunku superaplikacji firntechowej. Poza stałą pracą nad rozwojem naszego głównego biznesu, czyli rozwojem portfolio miast, w których świadczymy usługi sprzedaży biletów komunikacji miejskiej oraz opłat za parkowanie, podpisaliśmy szereg ważnych umów, w tym na przewozy regionalne z POLREGIO, LiveKid, GPW i GPW Private Market w zakresie weryfikacji tożsamości i wiele innych, rozwijających portfolio usług finansowych. – opowiada Andrzej Basiak, Prezes Zarządu mPay.

Na koniec 2023 roku liczba kont użytkowników aplikacji mPay przekroczyła 1,45 mln. Spółka także zrealizowała szereg działań umożliwiających jej pozycjonowanie ją w segmencie podmiotów z branży FinTech. Strategia ukierunkowana na przemianę w superaplikację Fintechową zaowocowała zaoferowaniem użytkownikom aplikacji i klientom biznesowym licznych innowacyjnych rozwiązań finansowych i płatniczych.

– Imponujące tempo prac nad wdrażaniem kolejnych funkcji w aplikacji mPay, zarówno z głównego biznesu, jak i Fintechu dla B2C czy B2B pozwala mi sądzić, że podjęte kroki pozwolą aktywnie zwiększać liczbę użytkowników aplikacji, aktywizować bieżących, czy budować pozycję zaufanego partnera biznesowego w branży Fintech. Co doprowadzi do stałego wzrostu przychodów i zysków spółki w 2024 roku. – dodaje Andrzej Basiak

W 2023 roku Spółka mPay postawiła na mocny rozwój rozpoznawalności marki. Wykonano specjalistyczne badania marketingowe, a na podstawie otrzymanych wniosków Spółka przygotowała nową strategię marketingową na 2024 rok. Jednym z jej filarów jest wsparcie przez znaną osobę ze świata sportu oraz influencerów. W trakcie roku mPay rozpoczął rozmowy z Jakubem Błaszykowskim. Podjęte działania doprowadziły do podpisania umowy na użyczenie wizerunku Jakuba Błaszczykowskiego do promocji marki mPay.

mPay wygenerował 36,34 mln zł przychodów w 2023 r., co oznacza wzrost o 33,2 % wobec 27.3 mln zł rok wcześniej. Zysk EBIT wyniósł 0,7 mln mln zł i był wyższy o 69,5% od wyniku z 2022 roku, a zysk netto 0,28 mln zł, co stanowi wzrost 87% w stosunku do wyniku z 2022 r.

Wybrane dane finansowe mPay w 2023 r.

Dane w mln. zł  2022 r. 2023 r.
Przychody księgowe 27,27 36,34
TTV (Total Transaction Value) 41,7 59
EBIT 0,4 0,7
EBITDA 1,19 1,4
Zysk netto 0,15 0,28

 

Spółka spodziewa się, że do końca 2025 r. niemal połowa planowanych przychodów prowizyjnych może pochodzić z usług fintechowych oferowanych przez spółkę, co zostanie osiągnięte przez istotnych wzrostów w liczbie i wartości przetwarzanych transakcji płatniczych a tym samym istotnie powinna ulec zwiększeniu w ciągu najbliższych 2 lat marżowość. Dlatego mPay dalej sukcesywnie będzie rozwijać portfolio produktów zarówno dla użytkowników aplikacji, jak i partnerów B2B oraz aktywnie realizować strategię budowania świadomości marki wśród użytkowników.

Polskie firmy znów na celowniku cyberprzestępców. W żadnym innym kraju nie było tak wielu ataków

Spam może być groźniejszy, niż nam się wydaje. Analitycy ESET wykryli kampanie, w których przestępcy, podszywając się pod prawdziwe firmy i ich pracowników, rozsyłali fałszywe maile i w ten sposób wykradali cenne dane. W drugim półroczu 2023 roku w Polsce powstrzymano 26 000 takich ataków. W żadnym inny kraju nie było ich tak wielu.Polskie firmy znów na celowniku cyberprzestępców

Kampania spamowa była wymierzona w firmy w Polsce, a wykorzystywane w niej wiadomości email dotyczyły ofert współpracy B2B. Aby wyglądać jak najbardziej wiarygodnie, atakujący tworzyli adresy e-mail, imitujące domeny faktycznie istniejących firm. Zmieniali literę w nazwie firmy lub, w przypadku wielowyrazowej nazwy, kolejność słów.

Przestępcy przejmowali także istniejące służbowe konta poczty email, aby wysyłać z nich spam, który do złudzenia przypominał prawdziwe maile z ofertami. W ten sposób nawet jeśli potencjalna ofiara zwracała uwagę na standardowe sygnały ostrzegawcze w wiadomości email, mogła nie rozpoznać ataku.

Przestępcy wykonali imponujący research i wykorzystali istniejące nazwy polskich firm, a nawet wiarygodnie wyglądające stopki, nazwiska pracowników czy właścicieli oraz ich dane kontaktowe. W tej sposób, kiedy ofiara wyszukiwała nadawcę wiadomości np. w wyszukiwarce Google, odnajdowała prawdziwą osobę i była bardziej skłonna otworzyć załącznik zawierający złośliwe oprogramowanie.

Treść wiadomości spamowych w wielu przypadkach była dość rozbudowana. Tego typu wiadomości trzeba uznać za wyjątkowo niebezpieczne, ponieważ odbiegają od standardowych kampanii spamowych pełnych błędów gramatycznych i już na pierwszy rzut oka wyglądających podejrzanie.

Oto przykład takiego maila, który zawiera nawet komunikat z informacją o przetwarzaniu danych osobowych:Treść wiadomości spamowych

Do tego typu maila dołączany był plik, zawierający złośliwe oprogramowanie, które wykradało dane logowania z przeglądarek i klientów poczty email, aby uzyskać dalsze dostępy. Nie wiadomo, czy grupa cyberprzestępcza była bezpośrednio zainteresowana wykradanymi danymi uwierzytelniającymi, czy też zostałyby one później sprzedane innym groźnym podmiotom. Pewne jest natomiast, że dostęp do nich otwiera możliwość dalszych ataków, zwłaszcza poprzez ransmoware.

– Otwieranie załączników z takich wiadomości może mieć poważne konsekwencje tak dla osób prywatnych, jak i firm, w których pracują. Radzimy dokładnie sprawdzać, czy wiadomość jest wiarygodna, jeszcze przed otwarciem załącznika i stale używać niezawodnego oprogramowania zabezpieczającego, które jest w stanie powstrzymać atak – ostrzega Jakub Kaloč, analityk ESET, który odkrył opisywaną kampanię.

W tym samym czasie, kiedy miały miejsce ataki w Polsce, analitycy ESET zarejestrowali również kampanie w Ukrainie, Hiszpanii, Serbii, Słowacji i Bułgarii. Podobnie jak w Polsce, działania przestępców były wymierzone głównie w lokalne firmy.

Wczorajsza decyzja Banku Japonii kontra oczekiwania rynku przed dzisiejszą konferencją Fed

Wczorajsza podwyżka stóp przez Bank Japonii wzbudzała zainteresowanie rynku ale już dziś uwaga przenosi się do USA, co oznacza, że o koszcie pieniądza będzie decydować Fed. Rynek zastanawia czy można oczekiwać czegoś więcej niż jedynie nic nie wnoszącą konferencję Powella. W sumie jest dość jasne, że Rezerwa Federalna zacznie obniżać stopy nie wcześniej niż w czerwcu. Inwestorzy będą skupieni w głównej mierze na nowych prognozach ale także na komentarzach na temat ostatnich wyników inflacyjnych.

Moim zdaniem rynek w dużej mierze będzie oceniał nowy „wykres kropkowy”. Grudniowa projekcja wskazała na 3 obniżki w tym roku. Jeśli tu zobaczymy zmianę, wówczas dolar może reagować bardziej zdecydowanie, bo rynek będzie dostosowywał swoją wycenę. Aktualnie kontrakty Fed Fund Futures wskazują na 3 ruchy w dół w tym roku, każdy po 25 punktów bazowych. Ostatnie dane na temat inflacji oraz aktualnej koniunktury sugerują, że bardziej prawdopodobny może być „jastrzębi” zwrot Fed. Jeśli krzywa będzie wskazywać wyższe stopy w średnim i długim terminie, wówczas dolar może zyskać a Wall Street może otrzymać argument do startu większej korekty technicznej. Zwróćmy uwagę na to, że indeksy giełdowe rosną nieprzerwanie od końca października. Co prawda występowały w tym okresie spadki, ale skala ich nie przekraczała 2,5 proc. Największą korektę spadkową ostatnio mieliśmy w ubiegłym roku, która rozpoczęła się jeszcze w wakacje. Od tego czasu nastroje na rynkach wciąż wskazywały na wysoki apetyt na ryzyko. Pamiętajmy, że od grudnia Fed stał się bardziej ostrożny w odniesieniu do obniżek stóp procentowych. Jeśli taki scenariusz być się zrealizował, kurs EUR/USD mógłby szybko znaleźć się przy okrągłym poziomie 1,08 i jednocześnie wyrównać minima z końca lutego oraz początku marca tego roku. Jeśli skala zaskoczenia byłaby większa, kolejnym pułapem jest 1,07 – to dołek ustanowiony w połowie minionego miesiąca. Zakładam, że ryzyko osłabienia się USD podczas dzisiejszych wydarzeń jest realne, ale wg mnie mniej prawdopodobne.

Jen zamiast umocnić się po wczorajszej decyzji zareagował w odwrotny sposób i tym samym kurs USD/JPY ponownie znalazł się dziś rano w strefie zbliżonej do historycznych rekordów. Fakt ten zwiększa ryzyko nagłej interwencji walutowej ze strony BoJ lub Ministerstwa Finansów. Przypomnijmy, że Bank Japonii podniósł swoją główną stopę procentową, kończąc tym samym politykę ujemnych stóp procentowych. Zrezygnował również z kontroli krzywej dochodowości. Jest jednak mało prawdopodobne, by szybko podjęto kolejne kroki. I to właśnie ten fakt spowodował, że jen zamiast ulec aprecjacji, stracił i to w dość wyraźny sposób, co pokazuje, że oczekiwania rynkowe, które narosły w ostatnich tygodniach były zdecydowanie przesadzone.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sytuacja na rynku kredytowym w lutym 2024 r.: silny wzrost, ale widoczne są pierwsze oznaki wyhamowania

W lutym 2024 r., w porównaniu do lutego 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (+220,8%), ratalnych (+86,4%), gotówkowych (+14,7%) oraz kart kredytowych (+4,8%). Wzrosła również wartość wszystkich udzielonych kredytów: kredytów mieszkaniowych (+305,1%), ratalnych (+31,4%), gotówkowych (+27,9%) oraz limitach na kartach kredytowych (+17,0%).

W okresie styczeń – luty br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+259,3%), ratalnych (+101,1%), gotówkowych (14,7%) oraz wydały więcej kart kredytowych (+4,4%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły o (+351,5%) wyższą wartość kredytów mieszkaniowych, o (40,0%) wyższą wartość kredytów ratalnych, o (+25,7%) kredytów gotówkowych oraz o (+10,1%) wyższą wartość limitów na kartach kredytowych.

Wszystkie produkty kredytowe w lutym 2024 r. utrzymały wzrostowy trend sprzedaży. Aktywność na rynku kredytów gotówkowych potwierdził nie tylko wzrost liczby +14,7%, ale i wartości transakcji +27,9% w lutym br. Równie pozytywnie wypada porównanie dwóch pierwszych miesięcy bieżącego roku z analogicznym okresem zeszłego roku, gdzie wzrost wyniósł +14,7% w liczbie udzielonych kredytów oraz +25,7% w wartości transakcji.

Nadal wysokie dynamiki wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne, zwłaszcza do 1 tysiąca złotych (+118,0%). W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wynosząc (+180,9%). Ten wysoki wzrost niskokwotowych kredytów ratalnych wynika głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach zakupów z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Średnia wartość kredytu gotówkowego udzielonego w lutym 2024 r. wyniosła 24 852 zł – to wzrost o 11,5% w stosunku do lutego 2023 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2024 r. to 1 864 zł i jest ona niższa niż w lutym rok temu o 29,5%.

Warto również zauważyć, że kredyty mieszkaniowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. Co stoi za tak wysoką akcją kredytową? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W lutym 2024 roku banki udzieliły 21,8 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 9,1 mld zł. Wpływ na tak wysoką sprzedaż ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń oraz wydłużanie średniego okresu kredytowania. To z kolei przełożyło się na wyższą wartość udzielanego kredytu. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wynosi obecnie już  417,69 tys. zł i jest o 26,3% wyższa niż przed rokiem. Jednocześnie jest ona na historycznie rekordowym poziomie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że:

– W lutowej akcji kredytowej nadal widać efekt uruchomienia kredytów z Programu „Bezpieczny Kredyt 2%” z puli wniosków złożonych w grudniu 2023 r. Według statystyk BIK, banki udzieliły w ramach tego Programu 10,24 tys. kredytów (47% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych) na kwotę 4,39 mld zł (48% łącznej kwoty wszystkich kredytów). Trzeba jednak zauważyć, że w lutym w relacji do stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 1 mld zł. Brak nowych wniosków z tego programu widać już w liczbie osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – w lutym br. było ich 26,66 tys. wobec 46,34 tys. w grudniu 2023r. Ta sytuacja wpłynie zapewne na istotnych spadek akcji kredytowej w kolejnych miesiącach. Spadek akcji kredytowej wynikający z braku Programu BK2% może być częściowo skompensowany przez kredyty zaciągnięte przez te osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego nie czekając na pojawienie się nowego rządowego programu. Dodatkowo mogą oni obawiać się kolejnego skokowego wzrostu cen nieruchomości w efekcie możliwego uruchomienia w drugiej połowie roku kolejnego programu stymulacyjnego. Podobne zjawisko wystąpiło w zeszłym roku.

W lutym 2024 roku, obserwujemy umiarkowany wzrost popularności kart kredytowych. W porównaniu z lutym poprzedniego roku, liczba wydanych kart wzrosła o 4,8%, a ich wartość o 17,0%. Analiza dwumiesięczna wskazuje na podwojenie wzrostu wartości do 10,1%, co może świadczyć o wzroście zainteresowania kartami kredytowymi o wyższych limitach kredytowych.

Jakość kredytów na bezpiecznym poziomie

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2024 r. wyniósł 1,45%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2023 r. do lutego 2024 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,08 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,3 p.p.). Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wysokich stóp procentowych są bardzo dobrze spłacane. Natomiast pogarsza się jakość kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego. Przyczyną tego zjawiska nie jest jednak ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane z prowadzonymi procesami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,71% – tylko o 0,26 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,60%.

– W porównaniu do lutego 2023 r. wartość zarówno Indeksu Jakości kredytów gotówkowych jak i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 0,49 pkt proc. i o 0,35 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w lutym br. wyniosła 3,74% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. W ujęciu rocznym wartość Indeksu spadła (poprawiła się) o (-0,42 p.p.) – wyjaśnia prof. Rogowski.

Deloitte: Generatywna sztuczna inteligencja oraz metaverse przemysłowy wśród najważniejszych tegorocznych trendów technologicznych

Nowe trendy technologiczne pokazują firmom, że w epoce generatywnych narzędzi najważniejsze jest utrzymanie zintegrowanej strategii biznesowej, solidnych podstaw technologicznych oraz kreatywnego zespołu. Wzrost popularności sztucznej inteligencji stanowi szansę dla organizacji nie tylko na zwiększenie produktywności i wydajności zespołów, ale też zbudowanie nowych modeli biznesowych. Z kolei metaverse rozwija się w kierunku obliczeń przestrzennych na żywo w rozszerzonej rzeczywistości. Według analizy ekspertów, metaświat przemysłowy ma osiągnąć wartość niemal 100 mld dolarów do 2030 r., wynika z raportu Tech Trends 2024, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Piętnasta edycja raportu Deloitte wskazuje liderom biznesowym i technologicznym kierunek rozwoju technologii, umożliwiający zrewolucjonizowanie przedsiębiorstwa. Wśród trendów wskazanych przez ekspertów znalazły się: obliczenia przestrzenne i metaverse przemysłowy, generatywna AI jako katalizator wzrostu oraz nowe sposoby obliczeń danych.

– W ciągu ostatnich kilku lat postęp technologiczny stworzył solidny grunt dla metaświata przemysłowego oraz inwestycji w nowe rozwiązania IT i OT. Cyfrowe bliźniaki, sieci 5G, chmura, czy sztuczna inteligencja przyniosły firmom istotne możliwości rozwoju i rozwiązania ich problemów technologicznych. Procesory graficzne, chipy AI, a już niedługo komputery kwantowe i neuromorficzne zaczynają definiować następną erę obliczeń. Wyłoniliśmy kilka nowych trendów, które przedsiębiorstwa powinny uwzględnić, jeśli chcą nadążyć za transformacją technologiczną – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka, liderka Zespołu Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Metaświat przemysłowy nową szansą na rozwój firm

W miarę jak metaverse przekształca się w narzędzie korporacyjne, technologie przestrzenne zyskują coraz szersze zastosowanie w realizacjach przemysłowych. Firmy wykorzystują dane i sztuczną inteligencję do odwzorowywania zachodzących już procesów w organizacji. Eksperci zapowiadają, że możliwości są obiecujące. Według prognoz przytoczonych w raporcie przychody generowane przez metaświat przemysłowy mogą osiągnąć niemal 100 mld dolarów do 2030 r. Technologia ta wykorzystuje dane przestrzenne i AI do generowania wizualizacji, stanowiących odwzorowanie procesów w czasie rzeczywistym. Takie rozwiązania zmierzają już w nowych kierunkach szerszej dziedziny obliczeń przestrzennych.

Raport Deloitte wskazuje, że web 3.0 ma wyeliminować granicę między treściami cyfrowymi a obiektami fizycznymi, skutecznie łącząc te dwie rzeczywistości. Dzięki interfejsom nowej generacji (jak np. inteligentne okulary), technologia ta może umożliwić interakcję z informacjami w czasie rzeczywistym poprzez geolokalizację czy polecenia biometryczne (takie jak głos i gesty). Biorąc pod uwagę istniejące możliwości, rynek takich obliczeń może przyćmić wcześniejsze szacunki dotyczące metaverse. Eksperci Deloitte zapowiadają, że do 2032 r. będzie on wart ponad 600 mld dolarów.

 Technologie rozszerzonej rzeczywistości przyczyniają się już dziś do wzrostu przychodów organizacji. Na przykład zastosowanie przez producentów odzieży technologii AR w swoich aplikacjach, stronach internetowych i w punktach sprzedaży stacjonarnej umożliwia im jeszcze większe różnicowanie oferty i dotarcie do klienta. Podobnie dzieje się w innych dziedzinach handlu i usług. Przewidujemy, że dzięki generatywnej sztucznej inteligencji wkrótce będziemy wykorzystywać rozszerzoną rzeczywistość do tworzenia modeli 3D z obrazów 2D, co ułatwi sposób obsługi klienta i prezentacji towarów oraz głębiej zaangażuje klientów w procesie sprzedaży – zauważa Ścibor Łąpieś, partner, lider Zespołu Technology & Cyber M&A, Deloitte.

Producenci rozwiązań AR przewidują, że oferowana przez nich technologia będzie miała wpływ także na inne sektory, m.in. medycynę, edukację, rozrywkę czy turystykę. Ulepszone i bardziej dostępne zasoby oraz sprzęt 3D wysokiej jakości mogą utorować drogę do sprawniejszej sieci przestrzennej.

Generatywna AI katalizatorem wzrostu

Odkąd sztuczna inteligencja zaczęła zyskiwać na popularności, wiele przedsiębiorstw zaczęło zastanawiać się, jakie korzyści mogą z niej czerpać dla siebie. Firmy mogą wykorzystać tę technologię do obniżania kosztów, przyspieszania procesów, zmniejszania złożoności, wzrostu zaangażowania klientów czy rozwijania innowacji i budowania zaufania. Najbardziej produktywne zastosowania generatywnej AI nie będą polegać na zastępowaniu ludzi, ale skupią się na wyposażeniu pracowników w narzędzia, które pomogą im rozwijać się i zwiększać ich produktywność, wiedzę i kreatywność. Kadra kierownicza znajduje się pod coraz większą presją, aby przyspieszyć tę transformację i wyprzedzić konkurencję.

Mogłoby się wydawać, że, generatywna sztuczna inteligencja to po prostu kolejny etap rozwoju technologii AI. Systemy uczenia maszynowego, które wspierają automatyzację wykorzystywane są od wielu lat. Teraz jednak automatyzacji poddaliśmy całą istotę pracy, łącznie z funkcjami poznawczymi. Demokratyzacja dostępu do tej technologii stworzyła okazję do zmiany modelu funkcjonowania przedsiębiorstw. Potrzebujemy wyobraźni, aby rozwinąć potencjał firm w nowych, niespotykanych dotąd obszarach – mówi Piotr Mechliński, partner associate, Risk Analytics & AI, Deloitte.

W niedalekiej przyszłości przedsiębiorstwom może być jeszcze łatwiej czerpać korzyści z generatywnej sztucznej inteligencji w swoich branżach dzięki pojawieniu się modeli uczących się na bardziej szczegółowych danych. Liderzy, którzy potrafią znaleźć nowe, kreatywne zastosowania generatywnej AI, mogą wyróżnić się na tle innych podmiotów, skupiających się przede wszystkim na śledzeniu danych.

Firmy optymalizują środowiska obliczeniowe

Od kiedy technologia stała się większym wyróżnikiem przedsiębiorstw, firmy stworzyły coraz bardziej złożone obliczeniowo obciążenia dla ich zaplecza informatycznego. Organizacje w większym stopniu wykorzystują istniejącą infrastrukturę i dodają najnowocześniejszy sprzęt, aby przyspieszyć procesy.

–  Szkolenie modeli sztucznej inteligencji, przeprowadzanie złożonych symulacji i budowanie cyfrowych bliźniaków wymagają dużych zasobów obliczeniowych. Tego typu zaawansowane rozwiązania zaczynają obciążać istniejącą infrastrukturę organizacji. Firmy wymagają obecnie wysoce zoptymalizowanych i wyspecjalizowanych środowisk obliczeniowych, aby zapewnić sobie przewagę konkurencyjną – mówi Ścibor Łąpieś.

Lepsze wykorzystanie istniejących zasobów obliczeniowych może pomóc przedsiębiorstwom przyspieszyć wiele procesów. Z drugiej strony firmy coraz częściej zwracają się w stronę specjalistycznego sprzętu. Procesory graficzne stały się istotnym elementem szkoleń modeli sztucznej inteligencji. Duże firmy z branży technologicznej i mediów społecznościowych, a także wiodące firmy badawcze, telekomunikacyjne i marketingowe wdrażają własne procesory graficzne. Jednak w przypadku mniej rozwiniętych przedsiębiorstw prawdopodobnie najpowszechniejszym podejściem będzie wykorzystanie procesorów graficznych w chmurze. Redukują one koszty szkolenia modeli AI nawet sześciokrotnie w porównaniu z modelami szkoleniowymi na tradycyjnych procesorach.

Badacze i firmy technologiczne opracowują nowe podejścia do przetwarzania danych i budują przy tym zupełnie nowe możliwości. Jednym z najbardziej obiecujących trendów mogą być obliczenia kwantowe — technologia, której wpływ staje się coraz wyraźniejszy. Komputery kwantowe reprezentują zupełnie nowy sposób wykonywania operacji na danych w porównaniu z obecnie stosowanym systemem obliczeń binarnych.

Kolejną obiecującą dziedziną są obliczenia neuromorficzne polegające na naśladowaniu struktury i funkcjonalności ludzkiego mózgu, szczególnie koncentrując się na neuronach i synapsach. Główną korzyścią stosowania tego rozwiązania jest możliwość zwiększenia wydajności pracy bez jednoczesnego wzrostu mocy. Raport Deloitte wskazuje, że nowym podejściem na rynku są również obliczenia fotoniczne. W tym przypadku procesory wykorzystują fale świetlne do przenoszenia i przechowywania danych. Dziedzina ta jest mniej rozwinięta niż informatyka kwantowa i neuromorficzna, ale badania nad nią trwają już w największych firmach technologicznych.

Fed nie zmieni stóp procentowych, ale uwaga skupi się na nowym dot plocie

Nie spodziewamy się, by FOMC, którego od obniżek stóp procentowych dzieli jeszcze co najmniej parę posiedzeń, istotnie zmienił postawę w tym tygodniu. Nie można jednak wykluczyć, że zmienność na rynku walutowym wzrośnie w środę wieczorem, szczególnie jeśli zobaczymy zmiany w dot plocie.

W tym tygodniu Rezerwa Federalna nie zmieni swojej polityki, a stopa fed funds zostanie utrzymana w przedziale 5,25–5,5%. W kontraktach futures prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych na posiedzeniu w marcu jest bliskie zeru, a w maju wyceniane jest na co najwyżej 10%, rynki nie spodziewają się więc dużej zmiany forward guidance, która mogłaby sugerować rychłą obniżkę. Podzielamy ten pogląd i oczekujemy, że Fed w dużej mierze utrzyma swoją ostatnią retorykę względem amerykańskiej gospodarki i stóp procentowych. Uwaga skupiłaby się wówczas zapewne na rewizji dot plotu, który miałby szansę trafić do nagłówków gazet, i to on pokierowałby w dużej mierze zachowaniem dolara i rynków finansowych po środowym oświadczeniu.

Mieszane odczyty nie sprowokują zmian w postawie banku

Od ostatniego posiedzenia FOMC pod koniec stycznia odczyty makroekonomiczne z USA były raczej mieszane, naszym zdaniem nie były jednak tak słabe, by wymusić zmianę postawy Fedu. Zaczynamy dostrzegać wczesne oznaki osłabienia wydatków. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i wskaźniki ISM oraz PMI dla usług za luty były słabsze, niż zakładał konsensus, podobnie jak styczniowe zamówienia środków trwałych, które doświadczyły najsilniejszego spadku od początku pandemii COVID-19. Wzrost gospodarczy USA pozostaje silny, nowcast Fedu z Atlanty dla PKB spadł jednak z 4,2% na początku lutego do 2,3% obecnie.

Ostatnie dane z rynku pracy również rozczarowują. Lutowe dane o zatrudnieniu w sektorach pozarolniczych były solidne, z nawiązką wyrównała to jednak rewizja w dół odczytu za styczeń. Miesięczna dynamika płac była najniższa od dwóch lat, stopa bezrobocia wzrosła, a liczba wakatów niezmiennie spada; wszystkie te zmiany wychodzą jednak z bardzo dobrych poziomów. Liczba odejść (3,39 mln w styczniu) w ostatnim czasie również silnie spadła i po raz pierwszy od szczytu na początku 2022 r. znalazła się na przedpandemicznych poziomach, co może wskazywać na potencjalnie gorszą pozycję pracowników i słabszą presję płacową.

Fed ostrożny przez uporczywą inflację

Opory przed mocniejszym zwrotem w kierunku łagodniejszej polityki i kolejną rewizją dot plotu w dół będą wynikały prawdopodobnie z widocznej w ostatnich odczytach uporczywości inflacji, która jest wciąż zbyt wysoka. Szczególną uwagę zwracamy na oznaki wzrostu miesięcznej miary bazowej. Trzymiesięczna zanualizowana stopa bazowa – preferowany przez nas wskaźnik presji cenowej – ponownie wzrosła w lutym powyżej poziomu 4% i jest obecnie na najwyższym poziomie od dziewięciu miesięcy (4,2%).

Podczas swojego półrocznego sprawozdania przed Kongresem na początku marca przewodniczący FOMC Jerome Powell potwierdził, że Fed prawdopodobnie rozpocznie obniżanie stóp procentowych „w pewnym momencie tego roku”, ostrzegł jednak przy tym, że postępy w kierunku osiągnięcia inflacji na poziomie 2% nie są pewne.

Uważamy, że w środę Powell w dużej mierze powtórzy swoje komentarze, a opublikowane w międzyczasie dane nie powinny spowodować zmiany retoryki. Będzie ostrożnie dobierał słowa i ponownie da rynkom do zrozumienia, że nadchodzą cięcia stóp procentowych, nie rozpalając jednak przy tym nadmiernie zakładów za prędkimi obniżkami, jak stało się w grudniu. Prawdopodobnie powtórzy zdanie, które wypowiedział przed Kongresem: „słabną ryzyka zagrażające osiągnięciu naszych celów zatrudnienia i inflacyjnego”. Oficjele Fedu bez wątpienia będą jednak chcieli zobaczyć więcej dowodów na trwający trend spadkowy inflacji, szczególnie PCE, zanim zobowiążą się do rychłych cięć, a Powell może podkreślić to podczas swojej konferencji prasowej.

Nowy dot plot ryzykiem dla rynku

Jeśli komunikaty w oświadczeniu FOMC i podczas konferencji prasowej Powella nie zmienią się zbytnio, kluczowe dla reakcji dolara będą projekcje stóp procentowych banku (dot plot) i ekonomiczne. W grudniu członkowie FOMC oczekiwali trzech obniżek o 25 pb. w 2024 r. i kolejnych czterech w 2025 r. Nie spodziewamy się zmian medianowych prognoz i uważamy, że nie ma konieczności, by Fed kierował rynki w konkretną stronę.

W kontraktach futures wyceniane jest obecnie niemal 75 pb. cięć amerykańskich stóp procentowych w tym roku, co pokrywa się z grudniowym dot plotem Fedu.

Co prawda nie przewidujemy rewizji w dół median projekcji inflacji, nie bylibyśmy jednak zbytnio zaskoczeni, widząc niewielką zmianę w dot plocie w 2024 r. i obniżenie prognozowanej liczby cięć do dwóch ze względu na utrzymujące się obawy w kontekście inflacji. Byłoby to w krótkim terminie pozytywne dla dolara – nie tylko przesunęłoby oczekiwaną datę pierwszej obniżki stóp procentowych z czerwca na lipiec lub wrzesień, lecz także mogłoby podnieść implikowaną stopę fed funds na koniec roku. Stanowi to naszym zdaniem największe ryzyko dla rynku walutowego w związku ze środowym oświadczeniem i mogłoby obniżyć kurs EUR/USD do minimów z połowy lutego. Taki obrót spraw, oprócz automatycznego podbicia kursu USD/PLN, mógłby również nałożyć presję na samego złotego.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (20.03) o godz. 19:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Prezes Schneider Electric: Nie będzie transformacji energetycznej bez elastycznej dystrybucji

Komisja Europejska poinformowała, że w jej ocenie Polska realizuje unijne warunki, które umożliwiają uruchomienie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Na wsparcie inwestycji z obszaru energetyki i klimatu przewidziano 28 mld euro. Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej, zwraca przy tej okazji uwagę na potrzebę jak najszybszego podjęcia inwestycji w dostosowanie infrastruktury sieciowej do wymogów rozproszonej produkcji energii. Jak wskazuje – nie da się zbudować opartej o OZE sieci energetycznej przyszłości bez wdrożenia na szeroką skalę samobilansujących się, autonomicznych mikrosieci.

Jak wynika z założeń opracowanego w czerwcu 2022 r. Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), jednym z celów jest rozwój sieci przesyłowych oraz inteligentnej infrastruktury elektroenergetycznej. W sumie dla zwiększenia efektywności przesyłu energii oraz stabilności sieci elektroenergetycznej, związanej m.in. z przyłączaniem nowych mocy OZE, planuje się inwestycje w 360 km sieci przesyłowych 400kV. W grę wchodzi także wspieranie rozwoju lokalnych społeczności energetycznych.

Polska zobowiązała się bowiem do rozbudowy mocy wytwórczych w zakresie fotowoltaiki i energetyki wiatrowej na lądzie do co najmniej 23,5 GW do II kw. 2026 r. Oznacza to, że przesyłowa infrastruktura elektroenergetyczna na każdym etapie musi być dostosowana do odbioru mocy ze znacznie większej ilości odnawialnych źródeł energii. Musi być również przystosowana do nowego, prosumenckiego modelu energetyki, opartego m.in. o rozwój lokalnych odnawialnych źródeł energii realizowanych przez wspomniane społeczności energetyczne (w tym klastry energii, spółdzielnie energetyczne oraz inne społeczności energetyczne wynikające z wdrożenia Dyrektywy RED II) oraz grupowo działających prosumentów (prosument zbiorowy i wirtualny) ze szczególnym uwzględnieniem roli JST (w szczególności gminy i związki gmin) tworzących tego typu lokalne społeczności[1].

Wszystko to stanowi część szeroko pojętych inwestycji w dekarbonizację polskiej gospodarki. Zdaniem Jacka Łukaszewskiego, prezesa Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej, muszą być one dobrze przemyślane.

– Nie możemy ulec pokusie wykorzystania środków jedynie na szybkie, nietrafione działania, które na dłuższą metę nie odpowiadają na zasadnicze wyzwania. Właśnie dlatego, moim zdaniem kluczowe są zakrojone na szeroką skalę inwestycje w infrastrukturę sieciową, w tym tę lokalną, która będzie służyć nie tylko przesyłowi, ale i – a może przede wszystkim – bilansowaniu. Niestety, takie inwestycje nie są ani proste, ani szybkie. Jednak bez przystosowania sieci do działania w sposób inteligentny i dwukierunkowy przy dominującym udziale OZE cała transformacja energetyczna spali na panewce. Nasza sieć po prostu nie będzie w stanie przyjąć odpowiednio dużej ilości energii i zapewnić stabilnego funkcjonowania całego systemu – wskazuje Jacek Łukaszewski.

Prezes Schneider Electric podkreśla, że polska infrastruktura przesyłowa, która będzie dostosowana do nowej elastyczności, wymaga dużo więcej automatyki, na przykład układów, które zmieniają moc transformatorów. Niezbędna jest także przebudowa systemów zabezpieczających, jako że większość zabezpieczeń sieciowych dotychczas działała w układzie selektywności czasowej. Choć taki układ sprawdzał się w dotychczasowym modelu funkcjonowania energetyki, przestaje być efektywny, kiedy sieć musi działać dwukierunkowo.

– Konieczne jest przebudowanie układów zabezpieczających na komunikujące się układy elektroniczne, które się sparametryzują się w zależności od tego, jaka jest sytuacja w sieci. Odpowiednia technologia dostępna jest od wielu lat, ale wszystko to wymaga ogromnych nakładów inwestycyjnych w infrastrukturę – dodaje prezes Schneider Electric na obszar Europy Środkowo-Wschodniej.

(Nie)umiejętność kupowania energii zdecyduje o być albo nie być wielu przedsiębiorstw

Większość krajów ze względu na charakterystykę infrastruktury elektroenergetycznej zbudowało ogromne systemy, w których bilansowanie energii odbywa się na poziomie krajowym. Bilansowanie poprzez krajową dyspozycję mocy sprawdzało się wówczas, gdy producentów było stosunkowo niewielu, a poziom produkcji energii nie zmieniał się w sposób gwałtowny. Dotychczasowy stan rzeczy zmieniła szeroka adopcja rozproszonych, odnawialnych źródeł energii. W efekcie bilansowanie musi odbywać się na poziomie lokalnych podsieci, obejmujących np. osiedla mieszkaniowe czy poszczególne zakłady przemysłowe. Powód jest oczywisty – im więcej energii produkowanej i zużywanej jest lokalnie, tym jest to tańsze. Idąc o krok dalej – bilansowanie odbywające się między poszczególnymi mikrosieciami na poziomie lokalnym, również jest tańsze niż poprzez ogólnokrajową infrastrukturę przesyłową wysokiego napięcia.

Następstwem nowej rzeczywistości będzie jednak konieczność dostosowania się do niej spółek energetycznych. Te już wprowadzają bądź wkrótce będą wprowadzać szereg zachęt oraz kar w postaci opłat, nakłaniając odbiorców do elastyczności.

Elastyczność objawia się m.in. we wprowadzaniu jako standardu zmiennych taryf, aby zachęcić odbiorców do wykorzystywania tańszej energii wówczas, kiedy w systemie występuje jej nadwyżka. To także rynek mocy, czyli opłata za utrzymywanie gotowości prosumenta do produkcji energii. W Stanach Zjednoczonych w rynku mocy biorą już udział średniej wielkości magazyny energii, które mogą oddawać energię do sieci, stabilizując system w momentach krytycznych. Kolejnym rozwiązaniem jest DSR (demand side response), co w wielkim skrócie jest odwrotnością rynku mocy – wówczas dużym konsumentom energii, takim jak choćby zakłady przemysłowe, płaci się za obniżenie zużycia na życzenie spółki energetycznej. W grę wchodzi również opłata za profil zużycia w zależności np. od stopnia uzależnienia danego podmiotu od OZE.

– Podobnych rozwiązań będzie coraz więcej, a wszystko po to, aby zbilansować sieć. Spowoduje to, że część bardziej świadomych prosumentów zacznie tworzyć układy bilansowania na niskim poziomie, wdrażając samobilansującą się mikrosieć i generując dzięki temu niekiedy wielomilionowe oszczędności, co będzie miało drastyczny wpływ na poprawę konkurencyjności przedsiębiorstw, zwłaszcza tych o energochłonnym profilu działalności. Umiejętność wykorzystania możliwości technologicznych oraz prawno-ekonomicznych w obszarze energetyki to jedyny sposób na to, aby zapewnić konkurencyjność przedsiębiorstwa. Pasywna konsumpcja energii będzie bowiem coraz bardziej kosztowna – podsumowuje Jacek Łukaszewski.

W sumie w ramach RePowerEU w inwestycje na rzecz morskiej energetyki wiatrowej i systemu energetycznego w Polsce ma zostać ulokowane 21,8 mld euro.

[1] Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności, czerwiec 2022 r.

Zarządzanie finansami w firmie – poradnik eksperta

Umiejętne kierowanie przepływami pieniężnymi, inwestycjami, przychodami i wydatkami – to konieczne do utrzymania płynności finansowej, realizacji planów rozwojowych i wreszcie do sukcesu na rynku. Niezależnie od tego, czy jesteś początkującym przedsiębiorcą, czy doświadczonym managerem, poniższe wskazówki pomogą Ci zwiększyć rentowność Twojej firmy.

Jak zacząć efektywne zarządzanie finansami w firmie?

Pierwszym krokiem w kierunku skutecznego zarządzania finansami jest ustanowienie solidnych podstaw:

  • budżetu;
  • planu finansowego;
  • systemu monitorowania.

Twój budżet to Twój finansowy plan bitwy. Musi uwzględniać wszystkie możliwe przychody i wydatki, a także nieprzewidziane sytuacje.

Następnie opracuj plan finansowy, który będzie mapą Twoich celów finansowych na przyszłość. To nie tylko kwestia liczb, ale strategiczne planowanie inwestycji, rozwoju oraz potencjalnych oszczędności.

Nie zapominaj o systemie monitorowania. Istnieje wiele narzędzi, które mogą Ci w tym pomóc i zautomatyzować żmudne zadania. Korzystając z nich, możesz na bieżąco śledzić swoje finanse, co pozwoli Ci szybko reagować na wszelkie nieprawidłowości.

Programy do księgowości, dashboardy finansowe czy aplikacje do zarządzania przepływem pieniędzy – jest dużo opcji do wyboru. Na przykład oprogramowanie finansowo-księgowe Symfonia pozwala prowadzić wszystkie procesy rachunkowe w jednym ekosystemie, bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Dowiedz się więcej: https://symfonia.pl/oprogramowanie/obszar-finanse-i-ksiegowosc.

Kontrola budżetu – co musisz wiedzieć?

Kontrola budżetu to nic innego, jak regularne sprawdzanie, czy faktyczne przychody i wydatki firmy zgadzają się z tym, co zostało zaplanowane. To fundament zarządzania finansami, który pozwala na szybką reakcję w przypadku odchyleń od planu. Regularna kontrola pozwala nie tylko unikać niepotrzebnych wydatków, ale też identyfikować obszary, w których firma może oszczędzać lub inwestować więcej środków.

Zarządzanie budżetem to również umiejętność balansowania pomiędzy oszczędnościami a inwestycjami. Inwestycje są niezbędne dla rozwoju firmy, ale muszą być dokonywane rozważnie, z uwzględnieniem aktualnej sytuacji finansowej.

Przykład? Inwestycja w nowe technologie może zwiększyć efektywność produkcji i obniżyć koszty w długim terminie, ale musi być poprzedzona dokładną analizą zwrotu z inwestycji.

Jak optymalizować koszty w firmie?

Optymalizacja kosztów to proces, który wymaga ciągłej uwagi i analizy. Zacznij od dokładnego przeglądu wszystkich wydatków i zidentyfikuj te, które można zredukować lub całkowicie wyeliminować. Często firmy płacą za usługi, z których rzadko korzystają lub mogą znaleźć tańsze alternatywy bez utraty jakości.

Następnym krokiem jest negocjacja z dostawcami. Wiele firm przyjmuje pierwszą ofertę cenową, nie próbując negocjować lepszych warunków – to błąd! Regularne przeglądy umów i negocjacje mogą znacząco obniżyć koszty operacyjne.

Wprowadź też kulturę oszczędności w swojej firmie. Pracownicy, którzy są świadomi kosztów i rozumieją, jak ich działania wpływają na finanse firmy, częściej podejmują korzystne dla niej decyzje. Proste zmiany, takie jak wyłączanie sprzętu niebędącego w użyciu czy ograniczenie kosztów podróży służbowych, mogą przynieść znaczące oszczędności.

Najlepsze praktyki w zarządzaniu przepływami pieniężnymi

Zarządzanie przepływami pieniężnymi to sztuka utrzymania równowagi między przychodami a wydatkami, tak aby zawsze mieć wystarczającą ilość gotówki na pokrycie bieżących potrzeb firmy.

  • Jedną z najlepszych praktyk jest tworzenie prognoz przepływów pieniężnych. Pozwala to przewidywać, kiedy i w jakiej wysokości spodziewane są wpływy i wydatki, co umożliwia lepsze planowanie finansowe.
  • Równie ważne jest szybkie wystawianie faktur i skuteczne zarządzanie należnościami. Im szybciej klient zapłaci, tym szybciej te środki będą dostępne dla Twojej firmy. Wykorzystaj technologie, takie jak elektroniczne faktury czy systemy płatności online, aby przyspieszyć ten proces.
  • Pamiętaj też o utrzymywaniu rezerwy finansowej. Niezależnie od tego, jak dobrze zarządzasz finansami, zawsze mogą pojawić się nieprzewidziane sytuacje. Dostęp do rezerwowych środków może być kluczowy dla utrzymania płynności finansowej w trudnych momentach.

Jak mierzyć i analizować wyniki finansowe firmy?

Mierzenie i analizowanie wyników finansowych to nie tylko sprawdzanie, czy firma jest na plusie czy na minusie. To kompleksowa ocena finansowego zdrowia przedsiębiorstwa, która obejmuje analizę wielu wskaźników, takich jak rentowność, płynność finansowa czy efektywność operacyjna.

Do najpopularniejszych narzędzi analizy finansowej należą analiza wskaźnikowa, rachunek zysków i strat czy bilans. Przykładowo wskaźnik rentowności sprzedaży pokaże Ci, jaka część przychodów pozostaje w firmie jako zysk. Z kolei analiza przepływów pieniężnych pomoże zrozumieć, jak środki finansowe przemieszczają się wewnątrz firmy.

Regularna analiza finansowa pozwala nie tylko na bieżące śledzenie postępów w realizacji celów finansowych, ale także na szybkie wykrywanie potencjalnych problemów i reagowanie na nie. Pamiętaj, wiedza to moc, a im więcej wiesz o finansach swojej firmy, tym lepiej możesz nią zarządzać.

Polska jest 5. rynkiem leasingu w Europie i najszybciej rosnącym w Unii Europejskiej

  • Polska jest dziś 5. rynkiem leasingu w Europie i najszybciej rosnącym w Unii Europejskiej – wynika z raportu Związku Polskiego Leasingu przygotowanego wraz z EY-Parthenon.
  • W ciągu ostatnich 18 lat rynek leasingu w Polsce urósł ponad sześciokrotnie: z 16 mld zł sfinansowanych aktywów rocznie w 2005 roku do 102 mld zł w 2023 roku, rozwijając się w średnim tempie ponad 10 proc. rocznie.
  • Branża leasingowa stanowi motor napędowy polskiej gospodarki: leasing finansuje prawie 30 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych w polskiej gospodarce, jest preferowaną formą finansowania dla MŚP, które to przedsiębiorstwa generują niemal 50 proc. PKB w Polsce.
  • Aż 77 proc. firm leasingowych uważa, że koniunktura w sektorze w ciągu następnych 5 lat będzie dobra, a dodatkowe 18 proc., że bardzo dobra.

Związek Polskiego Leasingu (ZPL) opublikował raport „Leasing na ścieżce transformacji. 30 lat napędzamy gospodarkę”, przygotowany wraz z EY-Parthenon. Okazją do jego powstania jest obchodzone w tym roku 30-lecie działania ZPL. Jak wynika z raportu, polski rynek leasingu jest na drodze stałego wzrostu – jest najszybciej rozwijającym się rynkiem w Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę wartość nowych sfinansowanych inwestycji, zajmujemy dziś w Europie 5. miejsce (wg danych Leaseurope za 2022 r.).

Pozycja leasingu rosła w Polsce razem z biznesem naszych klientów. W 2023 roku firmy zrzeszone w Związku Polskiego Leasingu sfinansowały – w oparciu o umowy leasingu oraz umowy pożyczki – inwestycje o wartości ponad 100 mld zł. Na przestrzeni minionych 30 lat rynek leasingowy kilkukrotnie musiał uzbroić się w cierpliwość, obserwując spadek dynamiki inwestycji, który był konsekwencją trudnej sytuacji makroekonomicznej. Jednak żadne perturbacje, zarówno w średniej, jak i dłuższej perspektywie, nie zachwiały stabilnością naszej branży. Zawsze, potrafiliśmy reagować właściwie, w odpowiednim momencie, aktywnie dostosowując finansowanie do potrzeb naszych klientów  mówi Paweł Pach, prezes PKO Leasing, przewodniczący Rady ZPL.

Od 2005 roku rynek leasingu urósł ponad sześciokrotnie: od 16 mld zł sfinansowanych aktywów w 2005 roku do 102 mld zł w 2023 roku. W ubiegłym roku branża przebiła barierę 200 mld zł wartości wszystkich aktywów będących w użytkowaniu ponad 1 miliona klientów. Łączna wartość inwestycji sfinansowanych leasingiem w ciągu 30 lat to kwota aż 1 bln zł.

Po 30 latach Polska stała się 5. rynkiem pod względem wartości sfinansowanych leasingiem aktywów w Europie, doganiając kraje takie jak Wielka Brytania, Niemcy, Francja czy Włochy. Jesteśmy dumni, że przedsiębiorcy nam zaufali do tego stopnia, że od 2005 roku rynek leasingu w Polsce urósł ponad sześciokrotnie, stając się jednym z kluczowych elementów funkcjonowania gospodarki kraju.  Prawie 50 proc. PKB w Polsce jest generowane przez sektory o wysokim udziale leasingu w nakładach inwestycyjnych. W 2022 leasing stanowił 27,5 proc. wszystkich nakładów inwestycyjnych w Polsce – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Jak wynika z raportu, finansowanie środków ruchomych leasingiem i pożyczką leasingową jest wyższe niż finansowanie kredytem inwestycyjnym. Wartość wszystkich środków ruchomych na koniec ubiegłego roku sfinansowana leasingiem wyniosła blisko 200 mld zł, podczas gdy kredytem inwestycyjnym niecałe 170 mld zł. Już ponad połowa nowych pojazdów jest rejestrowana przez firmy leasingowe i wynajmu.

Leasing już dziś dla wielu przedsiębiorców jest preferowaną formą finansowania, daje większą elastyczność oraz wiąże się z mniejszym ryzykiem dla obu stron umowy. Branża będzie się transformować od „finansowania aktywów” do „zarządzania aktywami”, tworząc ekosystemy usług i dostarczać klientom bardziej kompleksowe rozwiązania. Leasing odegra istotną rolę w transformacji energetycznej wielu kluczowych dla Polski sektorów, w których branża leasingowa do tej pory była bardzo aktywna, np. transport, przetwórstwo przemysłowe czy rolnictwo. Dalsze oczekiwane zmiany regulacyjne umożliwią postęp w cyfryzacji, wspierając budowanie percepcji branży jako zwinnej, działającej szybko i skutecznie, oferującej elastyczne i dopasowane rozwiązania dla swoich klientów – mówi Łukasz Sikora, partner EY-Parthenon.

Najważniejsze kwestie, które zdaniem firm leasingowych hamują rozwój rynku, stanowią bariery regulacyjne i prawne. W ramach ankiety przedstawiciele sektora leasingowego wskazali takie bariery oraz ryzyka jak:

  • bariery regulacyjne uniemożliwiające pełną digitalizację sprzedaży (rejestrowanie auta w urzędzie, czy też wymóg podpisu kwalifikowanego przy zawieraniu umów leasingowych na odległość, będący konsekwencją kodeksowego wymogu)
  • bariery prawne w postaci ograniczeń w korzystaniu z dotacji przy finansowaniu inwestycji leasingiem, ustawy konsumenckiej oraz niejednoznaczne podejście do kwalifikacji aktywów (brak precyzyjnej standaryzacji)
  • brak pełnego zrozumienia przez klientów charakterystyki leasingu, zwłaszcza w porównaniu do alternatywnych form finansowania – jak np. kredyt.

Pozytywny jest fakt, że firmy leasingowe dobrze oceniają koniunkturę w następnych 5 latach. Aż 77 proc. respondentów badania EY-Parthenon i ZPL uważa, że koniunktura w sektorze będzie dobra, a dodatkowe 18 proc., że bardzo dobra.

Na tle innych krajów europejskich, leasing w Polsce jest usługą wyjątkowo popularną, wskaźniki penetracji leasingiem są wyższe niż średnia europejska.

wskaźnik penetracji
Źródło: Raport EY-Parthenon i ZPL

Airbus mocno wyprzedza Boeinga w produkcji samolotów

W lutym Airbus dostarczył do swoich klientów 49 samolotów, podczas Boeing – tylko 27 maszyn. Od początku roku, ceny akcji Airbusa zwyżkują o prawie 20 proc., podczas gdy walory Boeinga straciły na wartości ponad 30 proc. Dlaczego wyniki tych dwóch firm tak bardzo się rozjechały, nawet kiedy popyt na latanie i samoloty cały czas rośnie?

Po okresie pandemii, podróżni wrócili do latania. W efekcie, widać ożywienie w krajach z dużym udziałem sektora turystycznego w PKB (takich jak Hiszpania), rośnie także liczba pasażerów linii lotniczych. To wszystko z kolei przekłada się na zamówienia na nowe samoloty.

W roku 2023, dwaj najwięksi producenci samolotów: europejski Airbus oraz amerykański Boeing otrzymali zamówienia na 3775 samolotów. Aż 61 proc. z nich (2319) trafiło do Airbusa, a 39 proc. (1456) – do Boeinga. Obie firmy dostarczyły w poprzednim roku 1263 samoloty, 58 proc. (735) dostarczył Airbus, a 42 proc. (528) wyszło z fabryki Boeinga. Obie firmy mają rekordową liczbę zamówień na nowe samoloty: Airbus na koniec 2023 roku miał ich 8598, podczas gdy Boeing odnotował ich 6216. W ciągu najbliższych trzech lat, Airbus będzie w stanie produkować i dostarczać ponad 1000 maszyn rocznie.

Boeing także zwiększa produkcję, jednak już od 5 lat dostarcza mniej samolotów niż Airbus. Konkurencja wyprzedziła amerykańskiego producenta w efekcie problemów i pierwszego uziemienia samolotów Boeing 737 Max w 2018 roku. Samolot, który miał być dla firmy najważniejszym finansowym sukcesem, okazał się źródłem wielu kłopotów. Po incydencie z 9 stycznia, kiedy w Boeingu 737 Max Alaska Airlines doszło do wyrwania zaślepionego przez producenta fragmentu poszycia kadłuba, kryzys ewidentnie się zaostrzył. Ta sytuacja obnażyła poważne problemy, zarówno na etapie projektowania i certyfikacji samolotów, jak i produkcji. Znacząco osłabiło to reputację firmy jako jednego z liderów amerykańskiej gospodarki oraz, co w lotnictwie niezmiernie ważne, firmy skupionej na bezpieczeństwie. Firma obecnie zmaga się ze skutkami tego kryzysu. Pozwolił on Airbusowi przejąć pierwszeństwo na rynku, jednak Boeing nadal otrzymuje wiele zamówień i zwiększa produkcję. Ma jednak problemy, ponieważ poza poważnymi awariami samolotów, linie zgłaszają także bardzo wiele mniejszych usterek w nowych samolotach. Firma stara się na to odpowiadać, dokonując zmian w zarządzaniu i produkcji, jednak droga do odbudowy dobrej reputacji pozostaje długa i wyboista.

Dane o zamówieniach na nowe samoloty wpływają na notowania obu firm na giełdzie. Od początku roku, akcje Boeinga na giełdzie spadły o 30,94 proc., podczas gdy u Airbusa wzrosły o 19,58 proc. Nawet w sytuacji, gdy w wielu innych branżach, firmy europejskie radzą sobie gorzej od ich amerykańskich odpowiedników. Indeks S&P500 od początku roku wzrósł o 8,5 proc., a europejski STOXX600, o 5,3 proc. Airbus to jednak z niewielu przypadków firm europejskich, które wygrywają z konkurencją zza oceanu.

Z jedną akcję Airbusa trzeba obecnie zapłacić 166 euro, co jest rekordowym poziomem w historii. Spółka spodziewa się, że rekordowy poziom zamówień przedłoży się na rekordowe wyniki finansowe w 2024 roku. Chociaż akcje osiągnęły najwyższy poziom, wskaźnik przyszłego C/Z (forward P/E) pozostaje na zdrowym poziomie 23,15. Wyniki za pierwszy kwartał 2024 roku firma przedstawi na przełomie kwietnia i maja.

Tymczasem, akcje Boeinga są obecnie notowane na poziomie połowy jego maksymalnego kursu. Problemy z samolotami przekładają się na wyniki finansowe i firma od 2020 roku notuje straty. W czwartym kwartale 2023 roku, strata firmy netto wyniosła 30 mln. dolarów, czyli 0,04 dolara na akcję.  Boeing swoje kolejne wyniki kwartalne przedstawi 24 kwietnia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dolar rośnie w siłę. Inflacja bazowa w Polsce rozczarowuje

Po tym, jak inflacja konsumencka zanurkowała, okazuje się, że wskaźnik inflacji bazowej wcale nie pędzi w dół. Dane z Europy nie zaskoczyły. Dolar umacnia się w oczekiwaniu na komunikat po decyzji FED.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczorajsze dane o inflacji bazowej okazały się mniej korzystne od oczekiwań. Inflacja bazowa, czyli taka bez uwzględnienia cen żywności i energii wyniosła 5,4% wobec oczekiwanych 5.3%. Jest to ostrzegawcze światło. Tak bardzo cieszymy się ze spadku cen dla konsumentów, że trochę pomijamy fakt, że spora część tego bazuje na elementach mocno zmiennych jak ceny paliw czy energia. Patrząc na ceny ropy naftowej, efekt spadających cen paliw właśnie się kończy i kolejne miesiące będą znacznie trudniejsze. Z kolei w przypadku energii kiedyś musi przyjść brutalne dla konsumentów urealnienie cen. Oby nie doszło do tego w trakcie trudnych wydarzeń na świecie i skoku cen surowca. O czym zatem mówi nam inflacja bazowa? Biorąc pod uwagę, że przekracza ona inflację konsumpcyjną aż o 2,6%, należy zwrócić uwagę, że mamy potencjał na silny efekt jojo w przypadku cen dla konsumentów.

Finalne dane z Europy

W Europie opublikowano finalne dane na temat inflacji. Biorąc pod uwagę, że dane te publikowane są po tym, jak poznamy dane cząstkowe, publikacja ta nie powinna zaskakiwać rynków. Tak też było wczoraj. Analitycy oczekiwali 2,6% i otrzymali 2,6%. Rynek reagował delikatnym umocnieniem euro po tych danych. Kurs euro podskoczył około 2 groszy. Warto jednak zwrócić uwagę, że więcej drożał dolar. Powodem osłabienia złotego w znacznie większym stopniu była bowiem ucieczka kapitału za ocean.

Dolar najsilniejszy bez danych

Wspomniana przed chwilą ucieczka kapitału za ocean to dość ciekawy proces. Trwa jednak wycofywanie się inwestorów z oczekiwań szybkiego obniżania stóp procentowych. W ostatnich dniach zbliżamy się bowiem do równowagi pomiędzy szansami na obniżkę stóp w czerwcu i brakiem zmian stóp procentowych. Szansami wyznaczanymi na podstawie kwotowań kontraktów terminowych na stopę procentową. Najbliższa decyzja FED będzie jutro, ale tam szanse na zmianę stóp są niemal zerowe. Ważny będzie natomiast komunikat po decyzji, bo to on wskaże kierunek na następne tygodnie. Jeśli komunikat będzie ostrożny, może to przeważyć szanse na obniżki stóp w czerwcu. Tak scenariusz mógłby doprowadzić do dalszego umocnienie dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów danych makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bank Japonii podnosi stopy procentowe po raz pierwszy od 17 lat. Jen reaguje osłabieniem

Wtorkowy poranek przynosi osłabienie japońskiego jena co jest pokłosiem decyzji Banku Japonii, który podniósł dziś rano stopy procentowe po raz pierwszy od 2007 roku. Jednocześnie instytucja zrezygnowała z kontroli krzywej dochodowości. Rynek wciąż jednak nie wie jak będzie wyglądać kształt polityki monetarnej w kolejnych miesiącach. Para walutowa USD/JPY urosła powyżej poziomu 150,00 i tym samym umocnienie JPY z początku marca zostało w pełni zniwelowane.

Bank Japonii faktycznie podniósł dziś rano koszt pieniądza po raz pierwszy od 2007 roku. Krótkoterminowa stopa procentowa jest teraz ustalona między 0 a 0,1 proc. Jednocześnie zrezygnowano z celu dla długoterminowych obligacji rządowych, chociaż BoJ nadal zamierza kupować podobną ich liczbę jak poprzednio, tylko bez wyraźnego celu. Z drugiej strony instytucja przestaje kupować ETF-y i REIT-y, a zakupy papierów komercyjnych i obligacji korporacyjnych będą stopniowo ograniczane i całkowicie wstrzymane w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Pomimo tych dość szeroko zakrojonych działań, jen zareagował negatywnie na tę decyzję. Pozostaje niejasne, co stanie się dalej. Nic nie wskazuje na to, by BoJ planował prawdziwy cykl podwyżek stóp procentowych.

Jen mógłby skorzystać wyłącznie w momencie gdyby bank centralny zasugeruje rzeczywisty cykl zacieśniania monetarnego a nie jedynie dostosowanie warunków monetarnych, którego świadkami byliśmy dziś rano. Sama podwyżka, która się właśnie zmaterializowała, była w pełni wyceniona przez rynek, stąd też wynika reakcja rynku FX.

BoJ zrobił dziś pierwszy krok w kierunku odejścia od ultra-ekspansywnej polityki pieniężnej, nie był to jednak wyraźny „jastrzębi” zwrot, a raczej „gołębia” podwyżka stóp. Teraz kluczem będzie prawdopodobnie inflacja. Jeśli pojawią się dalsze oznaki, że uporczywie utrzymuje się ona na poziomie 2 proc., mogą nastąpić dalsze kroki w kierunku normalizacji polityki pieniężnej.

O stopach decydował dziś również Bank Rezerw Australii. Chociaż było mało prawdopodobne, aby RBA ponownie podniósł stopy procentowe, decyzja o utrzymaniu ich na poziomie 4,35 proc. wywarła pewną presję na AUD. Wydaje się, że niektórzy uczestnicy rynku oczekiwali bardziej jastrzębiego oświadczenia. Biorąc jednak pod uwagę niedawne postępy w zakresie dezinflacji, uważam, że sprawiedliwe było mówienie o bardziej zrównoważonym zestawie ryzyk dla stopy procentowej. W praktyce kolejnym ruchem stóp procentowych będzie prawdopodobnie ich obniżka. RBA jednak utrzyma w najbliższych miesiącach ostrożnościowe podejście i prawdopodobnie do redukcji na stopach dojdzie w II połowi roku. Para AUD/USD spadła do poziomu 0,6510 i znalazł się najniżej od 6 marca.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ponad 60 tys. elektryków na polskich drogach. Rynek rośnie, ale infrastruktura kuleje

Według danych z końca lutego 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 60 276 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W ubiegłym miesiącu ich liczba zwiększyła się o 3743 szt. (o 21% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec lutego 2024 r. po polskich drogach jeździło 104 770 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 54 120 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 50 150 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 184 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 19 607 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 722 169 szt. Pod koniec ubiegłego roku park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1249 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1195 szt., zaś wodorowe – 54 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6213 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3431 stacji). 27% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 63% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lutym uruchomiono 127 nowych punktów.

– Na koniec lutego b.r. w parku samochodowym mieliśmy ponad 60 tys. sztuk samochodów zeroemisyjnych. Warto podkreślić, że Polska jest jednym z europejskich liderów, jeśli chodzi o zeroemisyjne autobusy. W parku jest zarejestrowanych prawie 18 tys. elektrycznych motorowerów i – co trzeba zauważyć – ich zakup nie jest objęty żadnym systemem dopłat. Mamy natomiast nadzieję, że dzięki ogłoszonemu niedawno programowi wsparcia zakupu zeroemisyjnych pojazdów ciężarowych kategorii homologacyjnej N2 i N3, a także do budowy infrastruktury ładowania i tankowania wodorem, w najbliższym roku znacznie zwiększy się ich liczba na naszych drogach. Należy również odnotować, że ok. 4% całego parku samochodów osobowych w Polsce stanowią pojazdy hybrydowe – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Mimo wzrostów, tempo rozbudowy infrastruktury ładowania w Polsce wciąż jest zbyt wolne  i pozostaje jedną z największych barier wpływających na rynek samochodów elektrycznych. Przez pierwsze dwa miesiące b.r. zainstalowano tylko o 16 punktów więcej niż w analogicznym okresie roku 2023. W tym kontekście liczymy na jak najszybsze uruchomienie programu subsydiów do ładowarek dla transportu ciężkiego. Przekazaliśmy już NFOŚiGW uwagi branży dt. projektu zasad dopłat w tym zakresie. Branża liczy również na wznowienie naboru w ramach bardzo ważnego programu „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”, a także na optymalizację tego instrumentu, szczególnie w zakresie procedur – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Jak karteczki samoprzylepne mogą pomóc w zarządzaniu projektem?

Zarządzanie projektem to skomplikowany proces wymagający organizacji, planowania oraz umiejętności szybkiego reagowania na nieprzewidziane zmiany. W dzisiejszym szybko zmieniającym się świecie, gdzie narzędzi do zarządzania projektami jest bez liku, klasyczne kartki samoprzylepne wciąż odgrywają znaczącą rolę. Jeśli chcesz wiedzieć jak mogą one pomóc project managerowi w koordynowaniu zadań i zespołu projektowego koniecznie przeczytaj artykuł do końca!

Poznaj proste, ale nieocenione narzędzie do zarządzania projektami

Karteczki samoprzylepne pomimo swojej prostoty stanowią efektywne narzędzie w arsenale technik zarządzania projektem szczególnie w branży IT czy w marketingu. Dzięki ich wszechstronność i powszechnej dostępności mogą one znaleźć zastosowanie w różnych metodologiach kierowania projektem – od Agile, Scrum po Waterfall i stanowią przejrzysty zamiennik korzystania z aplikacji takich jak: Trello, Asana, Slack, Miro czy Jira. Karteczki samoprzylepne oferują unikalną możliwość wizualizacji postępów, organizacji pracy nad projektem i priorytetyzacji zadań członków zespołu, co jest niezbędne dla efektywnego prowadzenia i monitorowania projektów. Szeroką ofertę karteczek samoprzylepnych oraz innowacyjnych karteczek elektrostatycznych (https://www.ofix.pl/kategoria/karteczki-elektrostatyczne-2711916), które mogą być wielokrotnie przyklejane i odklejane bez utraty przyczepności znajdziesz w sklepie internetowym Ofix.pl.

Karteczka samoprzylepna

Kreatywne sposoby wykorzystania kartek w zarządzaniu zadaniami

Kolorowe karteczki odgrywają znaczącą rolę w planowaniu projektów i organizacji pracy, umożliwiając efektywne dzielenie projektu oraz zidentyfikowanie i wdrożenie podzadań. Szczególną uwagę poświęcamy metodzie tablic Kanban, która jest świetnym przykładem praktycznego zastosowania kartek samoprzylepnych(https://www.ofix.pl/kategoria/karteczki-samoprzylepne-171) do wizualizacji przepływu pracy, zwiększeniu produktywności i postępu poszczególnych zadań w projekcie. Demonstrujemy, jak prosta konfiguracja tablicy – podzielona na sekcje takie jak „Do zrobienia”, „W trakcie” i „Zakończone” – może przynieść rewolucję w sposobie, w jaki zespoły podchodzą do organizacji pracy, ułatwiając monitorowanie postępów i identyfikację wąskich gardeł w projekcie. Wykorzystanie kartek samoprzylepnych w takiej aranżacji nie tylko zwiększa przejrzystość zadania projektowego, ale również sprzyja współpracy i komunikacji w zespole, co jest fundamentem skutecznego zarządzania projektami.

Sprawdź również artykuł: „Jak zorganizować efektywne spotkanie w biurze?”: https://www.ofix.pl/blog/jak-zorganizowac-efektywne-spotkanie-w-biurze

Karteczki samoprzylepne w pracy zdalnej i zespołach rozproszonych

Pomimo fizycznej natury, te proste narzędzia znajdują swoje miejsce w cyfrowym środowisku, wspierając metody wizualizacji zadań i komunikacji. Korzystając z darmowych aplikacji, oprogramowań i narzędzi online, które symulują tablice Kanban i ściany pełne kartek samoprzylepnych, zespoły mogą wirtualnie organizować swoją pracę, m.in. generując listę zadań, a następnie przypisując kolory karteczek i statusy do poszczególnych zadań, co ułatwia szybką orientację w projekcie. Takie cyfrowe odpowiedniki tradycyjnych kartek samoprzylepnych umożliwiają zespołom rozproszonym na całym świecie zintegrować zadania danego projektu i umożliwić łatwe współdzielenie informacji w czasie rzeczywistym, zachowując przy tym elementy wizualne, które są kluczowe dla efektywnej organizacji pracy i komunikacji. Tym samym, karteczki, niezależnie od miejsca pracy, stają się nieocenionym narzędziem współpracy w pracy zdalnej, pomagając zespołom rozproszonym w integracji, a także utrzymaniu jasności, struktury i ciągłości w realizacji projektów. Darmowe wersje aplikacji pozwalają również w intuicyjny sposób stworzyć wykresy Gantta, a także dostępny jest również widok tablicy co umożliwia łatwe prowadzenie projektu. mają również inne narzędzia wspierające

Karteczki samoprzylepne

Podsumowanie

Karteczki samoprzylepne, choć proste, okazują się być niezwykle wszechstronnym narzędziem w zarządzaniu projektami, oferującym znaczące korzyści zarówno w tradycyjnych, jak i cyfrowych środowiskach pracy. Ich zastosowanie w metodach takich jak Kanban ułatwia wizualizację i podział zadań, organizację codziennej pracy i monitorowanie postępów prac, co jest kluczowe dla efektywnego project management. W zespołach rozproszonych, cyfrowe odpowiedniki kartek samoprzylepnych dzieki mobilnym wersjom darmowych aplikacji pozwalają na podgląd i współdzielenie plików i informacji w czasie rzeczywistym, wspierając komunikację i współpracę z dowolnego miejsca. Dzięki temu, kartki samoprzylepne stają się nieocenionym narzędziem, pomagającym zespołom w różnych środowiskach pracy osiągnąć efektywność i sukces w swoich projektach. Zamów już dziś karteczki samoprzylepne w sklepie internetowym Ofix.pl z szybką dostawą do swojego biura i dzięki temu łatwiej zarządzaj dużymi zespołami podczas swojej pracy.

Dobre perspektywy dla rynku magazynowo-przemysłowego w Polsce

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, rok 2023 był jednym z najlepszych w historii rynku magazynowo-przemysłowego w Polsce. Zanotował on drugi najlepszy wynik pod względem nowej podaży (3,7 mln mkw.) oraz trzeci, jeśli chodzi o wolumen zawartych umów najmu (5,6 mln mkw.) i powierzchni będącej w budowie (2,8 mln mkw.). Znaczna dostępność powierzchni magazynowej przyniosła wyczekiwaną stabilizację czynszów.

Na koniec 2023 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 31,7 mln mkw., co oznacza wzrost o 12% w ujęciu rok do roku.

– Pomimo nieznacznego spowolnienia w pierwszych miesiącach 2023 roku sektor powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce powrócił na tory stabilnego wzrostu. Biorąc pod uwagę aktywność na rynku deweloperskim i najmu w ostatnim kwartale, deweloperzy i najemcy patrzą w przyszłość z większym optymizmem. Polska nadal pozostaje jednym z głównych beneficjentów globalnej reorganizacji łańcuchów dostaw, co będzie miało pozytywny wpływ na dalszy rozwój rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych. Przewidujemy, że rynek nadal będzie notował wzrost, jednak jego dynamika może nieznacznie spowolnić w najbliższych latach do ok. 10%. Oznacza to, że całkowite zasoby powierzchni przemysłowej i magazynowej w Polsce przekroczą granicę 35 mln mkw. raczej na początku 2025 roku niż pod koniec tego roku – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Aktywność deweloperów i najemców nadal będzie się skupiać na sześciu głównych rynkach magazynowych w Polsce: Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście. Na te sześć regionów przypada łącznie 80% (ponad 25 mln mkw.) nowoczesnych zasobów powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce.

Podaż powierzchni magazynowej oraz powierzchnia w budowie

W całym 2023 roku nowa podaż wyniosła łącznie ponad 3,7 mln mkw. i była niższa od odnotowanej rok wcześniej o 16%. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w ubiegłym roku były województwa mazowieckie, śląskie i lubuskie, gdzie oddano do użytku odpowiednio 702 500 mkw., 599 100 mkw. i 437 300 mkw. nowej powierzchni.

Pod koniec grudnia 2023 roku w budowie znajdowało się ponad 2,8 mln mkw., tj. o 12,9% więcej niż w III kw. 2023 roku, ale o ponad 17,6% mniej niż w grudniu 2022 roku. Najwięcej nowych obiektów powstawało na Dolnym Śląsku (829 000 mkw.), w województwie mazowieckim (478 900 mkw.), w Polsce Centralnej (402 950 mkw.) oraz w województwie pomorskim (288 300 mkw.). Pomimo posiadania zabezpieczonych działek inwestycyjnych oraz planów realizacji projektów na terenie całej Polski deweloperzy nadal koncentrują się na sześciu głównych rynkach magazynowych, gdzie pod koniec ubiegłego roku w budowie pozostawało ponad 2,5 mln mkw., czyli prawie 90% ogólnego wolumenu powierzchni w przygotowaniu w skali kraju.

Aktywność najemców na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce

W całym 2023 r. najemcy wynajęli ponad 5,6 mln mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi spadek o 16,1% w ujęciu rocznym. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, dolnośląskim i śląskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 25,6%, 17,9% i 16,2%. Prawie 87% całkowitego popytu odnotowanego w 2023 roku przypadło na sześć głównych rynków magazynowych.

W strukturze transakcji zawartych w całym 2023 roku dominowały nowe umowy najmu, w tym dotyczące realizacji projektów typu BTS – Build-To-Suit (50,4%). Renegocjacje również zaznaczyły swój wyraźny udział w popycie w ubiegłym roku – wyniósł on aż 40,2%. Pozostałe 9,4% przypadło na ekspansje. Warto również zaznaczyć, że w 2023 roku najemcy wynajęli prawie 244 000 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Największą transakcją ubiegłego roku była umowa najmu ponad 265 000 mkw. podpisana przez najemcę z sektora e-commerce w trzech budynkach powstających w ramach parku magazynowego P3 Wrocław. Kolejne dwie duże transakcje dotyczyły budowy obiektów BTS o powierzchni przekraczającej 100 000 mkw. – firma Inditex wynajęła 120 000 mkw. w centrum logistycznym DL Invest Park Psary, natomiast spółka Raben podpisała umowę na 110 000 mkw.

w CTPark Warsaw West.

Magazyny do wynajęcia

Według ekspertów Newmark Polska na koniec ubiegłego roku w istniejących obiektach najemcy mieli do dyspozycji ponad 2,3 mln mkw. do wynajęcia w porównaniu z prawie 1,4 mln mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Średni wskaźnik pustostanów dla całego kraju wyniósł 7,4% na koniec IV kwartału 2023 r., co oznacza wzrost o 3,3 p.p. w ujęciu rok do roku. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie świętokrzyskim (18,4%), lubuskim (14,2%) oraz łódzkim (10,2%), natomiast najniższym wskaźnikiem pustostanów charakteryzowały się województwa podkarpackie (1,7%), pomorskie (1,7%) i małopolskie (2,2%).

Czynsze

Czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i przemysłowe ustabilizowały się pod koniec 2023 roku. W niektórych lokalizacjach, charakteryzujących się stosunkowo wysokim wskaźnikiem pustostanów, miała miejsce nieznaczna korekta, a najemcy mogli liczyć na atrakcyjniejsze pakiety zachęt. Najwyższe stawki czynszowe utrzymują się niezmiennie w Warszawie (strefa I). 

Rynek inwestycyjny

W 2023 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce nieznacznie przekroczył 2,1 mld euro i był to najniższy wynik od 2010 roku. Prawie połowa tej kwoty przypadła na sektor magazynowy, który od lat cieszy się największym zainteresowaniem inwestorów – łączna wartość transakcji (odnotowano ich 27) wyniosła niemal 1 mld euro. W porównaniu z rokiem 2022, w którym inwestorzy przeznaczyli na zakupy w tym segmencie rynku 1,95 mld euro, oznacza to spadek o ponad 50%. W ubiegłym roku obserwowana była dalsza dekompresja stóp kapitalizacji.

Dwie największe umowy zawarte w 2023 roku przekroczyły próg 100 mln euro, a dotyczyły przejęcia przez fundusz NREP 80% udziałów w firmie deweloperskiej 7R oraz nabycie przez P3 Logistic Parks kompleksu budynków magazynowych Panattoni Campus 39 we Wrocławiu.

– Miniony rok na rynku inwestycyjnym nieruchomości komercyjnych zarówno w Polsce, jak i w całej Europie upłynął pod znakiem wielu wyzwań i dużej niepewności. Wysokie koszty finansowania oraz trwająca wojna w Ukrainie spowodowały spowolnienie aktywności inwestorów, co przełożyło się na znaczący spadek obrotów w porównaniu z poprzednimi latami. Niemniej prognozy na lata 2024-2025 wskazują na poprawę sytuacji makroekonomicznej i większą stabilność w światowej gospodarce. Spośród wszystkich segmentów rynku nieruchomości komercyjnych sektor przemysłowy i logistyczny, szczególnie budynki z certyfikatami środowiskowymi, spełniające wysokie standardy emisyjności, dekarbonizacji i efektywności energetycznej, nadal będzie cieszyć się największym zainteresowaniem inwestorów w nadchodzących miesiącach – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Trendy rynkowe

Polski rynek powierzchni magazynowych i przemysłowych osiągnął równowagę, a deweloperzy i najemcy patrzą z optymizmem na perspektywy jego dalszego rozwoju.

– Aspekty środowiskowe, społeczne i zarządcze (ESG) będą miały znaczący wpływ na rynek nieruchomości w nadchodzącym roku, dotykając wszystkich uczestników rynku – od właścicieli i inwestorów, po banki, ubezpieczycieli i najemców zarówno na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Do wyzwań, z którymi rynek będzie się mierzył w przyszłości, można zaliczyć także kurczącą się pulę pracowników oraz kwestie związane z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego – podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Uporczywa inflacja w USA wspiera dolara

Inflacja CPI w USA ponownie przekroczyła oczekiwania. Odczyt nie był na tyle wysoki, by silnie zaniepokoić Rezerwę Federalną, jasne wydaje się jednak, że dezinflacyjny trend w USA uległ zatrzymaniu – zanualizowana inflacja bazowa utknęła obecnie na poziomie ok. 4%. Rynki skupiają się na środowym posiedzeniu FOMC, by przekonać się, czy uporczywość inflacji i odporność gospodarki będą miały wpływ na poglądy Fedu.

Rentowności obligacji ponownie wzrosły, co zakończyło wyprzedaż dolara, który wzbił się na szczyt zestawienia walut G10. Opór stawiły mu niemal jedynie waluty Ameryki Łacińskiej, które nad wyraz dobrze radzą sobie jak dotąd w tym roku – na szczytach zestawień walutowych za 2024 r. znajdują się obecnie peso meksykańskie oraz sol peruwiański.

W tym tygodniu w świetle reflektorów znajdą się banki centralne. W centrum uwagi będzie oczywiście posiedzenie Rezerwy Federalnej (środa 20.03), istotna będzie jednak również decyzja Banku Japonii, który we wtorek (19.03) powinien zacząć kierować rynki ku wyższym stopom procentowym. Szczególnie po ubiegłotygodniowym zapewnieniu przez japońskie związki zawodowe dużych podwyżek istnieje realna szansa, że dojdzie w tym tygodniu do pierwszej od 2007 r. podwyżki stóp procentowych w Japonii. Posiedzenie Banku Anglii (czwartek 21.03) może zaś zostać przez rynki w dużej mierze pominięte, inwestorzy nie spodziewają się bowiem ani zmian w polityce banku, ani znaczącego zwrotu w jego postawie.

PLN

Po spadku na początku ubiegłego tygodnia do najniższego poziomu od lutego 2020 r. (4,27) para EUR/PLN odnotowała wzrost, by zakończyć tydzień na niemal niezmienionym poziomie względem poprzedniego (4,30). Jednocześnie złoty radził sobie gorzej niż inne waluty regionu.

Uwaga w ubiegłym tygodniu skupiła się na dynamice cen – odczyt lutowej inflacji CPI napawa optymizmem. Po raz pierwszy od marca 2021 r. inflacja znalazła się w celu NBP (2,5% ± 1 pp.). Odczyt na poziomie 2,8% był istotnie niższy od oczekiwań (3,2%), a ten styczniowy zrewidowano w dół do 3,7%. Co więcej, momentum inflacyjne niespodziewanie zwolniło – w ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,3%. To korzystny obrót sytuacji, który wzmocnił nadzieje, że inflacja w 2024 r. nie będzie tak dużym problemem.

Niemniej wkrótce doświadczymy szybkiego wzrostu dynamiki cen – w kwietniu przywrócony zostanie 5-procentowy podatek VAT na żywność, w wyniku czego inflacja wzrośnie o ok. 1 pp. W połowie roku najpewniej odczujemy dodatkowo efekt wyższych cen energii, nie wiadomo jednak jeszcze, jak silny. Inflacja bazowa również powinna utrzymać się na podwyższonym poziomie, jako że ciasny rynek pracy przeciwdziała pełnej normalizacji presji cenowej. Dzisiejsze dane pokazały, że mimo spadku miara ta pozostaje wysoka – w lutym wyniosła 5,4%.

 

Kilka kolejnych dni przyniesie nam ogrom odczytów za luty, w tym środowe (20.03) dane z rynku pracy i sektora przemysłowego oraz czwartkowe (21.03) dotyczące sprzedaży detalicznej. Istotniejsze dla złotego będą jednak wieści z zewnątrz, szczególnie że czekają nas posiedzenia kluczowych banków centralnych.

EUR

Wstępne odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w marcu to jedyne w tym tygodniu warte uwagi dane ze strefy euro, spodziewamy się więc, że handel wspólną walutą będzie zależał w głównej mierze od wydarzeń w innych obszarach, szczególnie od środowych sygnałów płynących z FOMC. Rynki spodziewają się kolejnego niewielkiego wzrostu PMI dla usług – ekonomiści oczekują najwyższego od ośmiu miesięcy odczytu na poziomie 50,5 pkt (wobec 50,2 pkt w lutym). Powinno to wpłynąć na wzrost wskaźnika zbiorczego tuż poniżej granicznego poziomu 50 pkt.

Powszechny trend wyceniania późniejszych cięć stóp procentowych sprawił, że prawdopodobieństwo obniżki w czerwcu jest wyceniane tylko w 75%. Uważamy jednak, że może to być zbyt późno, a EBC trudno będzie uzasadnić dalsze odsuwanie cięć. W tę środę (20.03) przemawiać będzie prezeska Christine Lagarde, nie spodziewamy się jednak istotnej zmiany retoryki względem ostatniego posiedzenia banku.

USD

Wydaje się, że dezinflacyjny trend w USA utknął obecnie w martwym punkcie. Rynki skupiają się na środowym posiedzeniu FOMC, by przekonać się, czy uporczywość inflacji i odporność gospodarki będą miały wpływ na poglądy oficjeli Fedu. Prezes Jerome Powell prawdopodobnie w dużej mierze powtórzy komunikaty ze swojego niedawnego półrocznego sprawozdania przed Kongresem, sygnalizując, że do cięć dojdzie w tym roku, ale nie zobowiązując się na tym etapie do rozluźniania polityki.

 

Bank przekaże swoje oczekiwania inflacyjne m.in. poprzez dot plot, w którym członkowie FOMC określają swoje przewidywania względem kształtowania się ścieżki stóp procentowych przez kilka kolejnych lat. Jeśli ulegnie on zmianie z prognozowanych w grudniu trzech cięć w 2024 r. do jedynie dwóch, możemy spodziewać się silnej aprecjacji dolara. Spodziewamy się utrzymania mediany na 2024 r. na niezmienionym poziomie, jastrzębi zwrot jest jednak naszym zdaniem znacznie bardziej prawdopodobny niż gołębi, wydaje się więc, że ryzyka dla dolara są skierowane w górę.

GBP

Mnogość publikowanych w tym tygodniu danych gospodarczych i decyzja Banku Anglii wystawią na próbę narrację o stosunkowo odpornym popycie, uporczywej inflacji i banku centralnym, któremu nie spieszno do cięć stóp procentowych. Oczekuje się, że odczyt inflacji CPI w Wielkiej Brytanii (środa 20.03) pokaże istotny spadek zarówno miary głównej, jak i bazowej, a wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej powinny sygnalizować dalszą ekspansję.

Drogę do niewielkiej gołębiej zmiany wśród członków Komitetu utorować mogą w szczególności dane dotyczące dynamiki cen. Nie oczekujemy, że BoE zmieni swoje oświadczenie lub forward guidance – Komitet zapewne ponownie stwierdzi, że potrzebuje więcej dowodów potwierdzających spadkowy trend inflacji i dynamiki płac, zanim zobowiąże się obniżyć stopy procentowe. Możliwy jest jednak gołębi zwrot w rozkładzie głosów – jeden lub oboje spośród jastrzębi mogą zagłosować za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie. Mogłoby to w krótkim terminie stanowić pewne ryzyko dla funta, sądzimy jednak, że taka gołębiość jest w dużej mierze uwzględniona w jego wycenie, tym samym reakcja funta może nie być szczególnie silna.

CHF

Czwartkowe (21.03) posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) sprawia, że tydzień ten będzie dla franka szwajcarskiego niezwykle istotny. Inflacja pozostaje w celu, kształtując się nieznacznie powyżej poziomu 1%. Jest to istotna przesłanka, która pozwala myśleć, że cięcie stóp procentowych byłoby uzasadnione. Rynki wyceniają obniżkę w tym tygodniu w jedynie ok. 25%, co sugeruje, że bilans ryzyk dla franka skierowany jest w dół. Uważamy, że bardziej prawdopodobnym terminem pierwszego cięcia jest czerwiec, szczególnie biorąc pod uwagę, że wyprzedaż szwajcarskiej waluty w początkowej części roku zadziała w swoisty sposób niczym rozluźnianie polityki. Sądzimy również, że SNB może unikać wywołania zbytniego zamieszania ze względu na rezygnację prezesa Thomasa Jordana, który we wrześniu po 12 latach ustępuje ze stanowiska.

Zdecydowana decyzja, by obniżyć stopy procentowe, nie byłaby jednak nietypowa dla SNB, który w przeszłości niejednokrotnie postępował wbrew oczekiwaniom. Poza samą decyzją uwaga rynków skupi się na komunikatach banku, szczególnie na tonie względem franka i zrewidowanych projekcjach inflacji. Nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby nadal łagodzono retorykę w kontekście kursu franka, sygnalizując być może preferencję słabszej waluty. Ponadto spodziewamy się dużej rewizji w dół projekcji inflacyjnych. Naszym zdaniem przygotowałoby to grunt pod cięcie w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Inflacja w Polsce 2,8%

W piątek mieliśmy dużą niespodziankę, jeżeli chodzi o poziom wzrostu cen. Mamy niespodziewanie wolniejsze wzrosty. W Europie z kolei dane są zgodne z oczekiwaniami. Bez niespodzianek w USA.

Niespodzianka ze strony inflacji

W piątek poznaliśmy finalne dane na temat inflacji w Polsce. Zwyczajowo finalny odczyt to tylko upewnienie, że ten wstępny był precyzyjny. Finalne odczyty najczęściej są takie same, czasem zmieniają się o 0,1% w wyniku zaokrągleń. Rzadka jest jednak sytuacja, że różnica jest istotna. Tak jednak było w przypadku polskiej inflacji. Wstępne dane mówiły o 3,2% inflacji, co patrząc na ostatnie lata, jest zdecydowanie bardzo dobrym wynikiem. Finalny odczyt wyniósł jednak 2,8%, czyli jeszcze prawie pół punktu procentowego mniej. W rezultacie, jesteśmy niemal w środku celu inflacyjnego. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku czeka nas odbicie w górę, gdyż rozstaniemy się z zerowym VAT na żywność. Należy pamiętać, że żywność odpowiada za trochę ponad ¼ koszyka inflacyjnego. W rezultacie, jeżeli ceny wzrosną proporcjonalnie, czeka nas wzrost wskaźnika o około 1,3 punktu procentowego. Jak te dane wpłynęły na rynki? Niższa inflacja to szybsze obniżki stóp procentowych. Nie może zatem dziwić, że kurs euro względem złotego szedł w piątek w górę, wracając po 3 dniach nieobecności powyżej poziomu 4,30 zł.

Inflacja w Europie

Piątek to nie tylko odczyt inflacji w Polsce. Jednak tylko my mieliśmy aż taką niespodziankę. Reszta odczytów nie była pozytywna dla portfeli obywateli tych państw. Francja miała pokazać 2,9%, pokazała 3%. Słowacja miała pokazać 3,3%, a pokazała 3,4%. Z kolei Włochy zgodnie z oczekiwaniami pokazały zmianę o 0,8%. Dane te należy jednak traktować jako zgodne z ogólnymi oczekiwaniami i nie powinny one wpływać na oczekiwania względem stóp procentowych. Tym samym tłumaczy to brak wyraźnych ruchów na kursie EURUSD w momencie ich publikacji.

Dane z USA

Również dane zza oceanu nie zatrzęsły rynkami. Zaczęło się od bardzo słabego wyniku Indeksu NY Empire State, który pokazał wynik wyraźnie słabszy od oczekiwań. Symbolicznie lepiej od oczekiwań wypadła z kolei produkcja przemysłowa, która wzrosła niespodziewanie o 0,1%. Do tego doszedł raport Uniwersytetu Michigan, który trafił niemal dokładnie w oczekiwania. W rezultacie rynki potraktowały ten pakiet jako neutralny i mieliśmy spokojne zakończenie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – Kanada – inflacja producencka,

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Spadki na giełdach w Europie i USA

Piątek na Wall Street był zdominowany przez sprzedających czego efektem były spadki głównych indeksów giełdowych. Zmienność była podwyższona również z powodu „dnia trzech wiedźm” – kiedy wygasały opcje oraz kontrakty futures. Rentowności amerykańskich obligacji wzrosły na całej krzywej dochodowości. Kurs EUR/USD zakończył tydzień tuż pod poziomem 1,09. Ten tydzień jest bogaty w decyzje głównych banków centralnych.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie Fed w dniach 19-20 marca. Powszechnie oczekuje się, że Fed pozostawi stopy procentowe na niezmienionym poziomie 5,25-5,50 proc.. Rynki oczekują, że pierwsza obniżka stóp Fed zostanie opóźniona do lipca, ponieważ ostatnie raporty o inflacji wykazały utrzymującą się presję cenową. W ubiegły piątek kontrakty Fed Funds Futures wyceniały zaledwie 15 pb obniżki stóp do czerwca, 26 pb do lipca i łącznie 72 pb do końca roku. Tydzień wcześniej, rynek zakładał redukcję kosztu pieniądza o 23 pb do czerwca i 95 pb do końca roku. Widać tu nieco „jastrzębią” zmianę. Otrzymamy również zaktualizowany wykres kropkowy a także najnowsze prognozy dotyczące PKB, inflacji, zatrudnienia i stóp procentowych.

Oprócz Fed-u, o stopach procentowych decydować będzie również Bank Japonii. Ta decyzja już jutro. Rynek oczekuje, że BoJ zakończy ujemne stopy procentowe i kontrolę krzywej dochodowości w tym tygodniu lub w kwietniu (lub przynajmniej uelastyczni ją). Nie ma oczywiście 100 proc. pewności, że do tego dojdzie. Może się też tak zdarzyć, że ruch w kierunku normalizacji polityki pieniężnej zostanie po prostu ogłoszony w wystarczająco wiążący sposób jutro, ale nie zostanie wdrożony do następnego posiedzenia BoJ, które będzie mieć miejsce 26 kwietnia. Z punktu widzenia rynku walutowego moment faktycznego kroku jest nieistotnym szczegółem. Jedyną rzeczą, która ma teraz istotne znaczenie jest to, czy BoJ rozpocznie cykl zacieśniania czy podwyżka będzie jedynie jednorazowym dostosowaniem polityki monetarnej do aktualnych warunków ekonomicznych.

Obecnie w Japonii siła szoku inflacyjnego wywołana globalnymi skutkami gospodarczymi pandemii słabnie. Z kolei rozkręca się, choć na razie pomału, spirala płacowo – cenowa. W piątek największa konfederacja związków zawodowych w Japonii ogłosiła wyniki obecnej rundy płacowej. Przy średnim wzroście o 5,3 proc. (w tym 3,7 proc. wzrostu płac podstawowych), BoJ ma w ręku argument uzasadniający decyzję o podjęciu startu normalizacji polityki pieniężnej.

Wtorek również przyniesie decyzję Banku Rezerw Australii. Tu jednak oczekuje się mniejszego poziomu ekscytacji. Stopy powinny zostać utrzymane, choć RBA jest postrzegany jako bank o podejściu restrykcyjnym. Po ostatnim posiedzeniu bank nie wykluczył kolejnej podwyżki – tak przynajmniej wynika z oficjalnego oświadczenia. W ostatnich tygodniach dane z Australii nie dały żadnych przesłanek do tego, aby urosła szansa na „gołębi” zwrot. Mimo że inflacja poczyniła ostatnio znaczne postępy, wciąż pozostaje długa droga do osiągnięcia celu inflacyjnego RBA. A biorąc pod uwagę, że spadek inflacji również trwał dłużej niż w krajach zachodnich, istnieją powody do obaw, że dezinflacja w Australii zatrzyma się z pewnym opóźnieniem. Byłoby to także zgodne z najnowszą prognozą RBA, która zakłada stosunkowo powolny spadek wskaźnika CPI do celu.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Branża paliwowa w 2024 roku: między rekordowymi zyskami a wyzwaniami transformacji

Branża paliwowa weszła w 2024 r. z silną pozycją finansową. Globalny popyt na ropę naftową pierwszy raz w historii przekroczył 100 mln baryłek dziennie. Przemysł wydobywczy wygeneruje nawet 4,6 bln dolarów wolnych przepływów pieniężnych z węglowodorów w latach 2023-2030, wynika z raportu 2024 Oil and Gas Industry Outlook, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Zasadniczy wpływ na przyszłość sektora paliwowego będzie miała elektryfikacja branży motoryzacyjnej. Oczekuje się, że udział pojazdów elektrycznych w globalnej sprzedaży samochodów wyniesie między 62 proc. a 86 proc. do 2030 roku.

Sytuacja na rynku energetycznym jest obecnie kształtowana przez cztery dominujące czynniki: geopolityczną niepewność, środowisko makroekonomiczne, zmiany regulacji i przepisów oraz rewolucję technologiczną. Wszystkie te kwestie mogą mieć znaczny wpływ na popyt i podaż oraz handel i inwestycje w branży. Pomimo zakłóceń, globalne zapotrzebowanie na ropę naftową kontynuuje tendencję wzrostową, w 2023 po raz pierwszy przekraczając poziom 100 mln baryłek dziennie.

Branża odnotowała solidny start w 2024 r., po części ze względu na dobrą kondycję finansową i wysokie ceny ropy naftowej. Ta siła sektora prawdopodobnie umożliwi finansowanie zarówno inwestycji, jak i dywidend, a tym samym wesprze program pozyskiwania kapitału i realizację strategii skoncentrowanej na akcjonariuszach. Prognozuje się, że globalna branża wydobywcza utrzyma poziom inwestycji w węglowodory z 2023 r., wynoszący około 580 mld dolarów, i wygeneruje ponad 800 mld dolarów wolnych przepływów pieniężnych w 2024 r.– mówi Robert Karczmarczyk, dyrektor, Risk Advisory, Corporate Risk & Energy Transformation, Deloitte.

Poprawa efektywności operacyjnej i redukcja emisji

Przemysł naftowy i gazowy powinien dążyć do utrzymania dyscypliny kapitałowej i priorytetowego traktowania rentownych projektów niskoemisyjnych, co pozwoli na skuteczne zarządzanie zmieniającym się zapotrzebowaniem na energię. Tymczasem bezpośrednie wydatki firm wydobywczych na paliwa i technologie niskoemisyjne, z wyłączeniem inwestycji mających na celu zwiększenie produktywności i ograniczenie emisji z eksploatowanych aktywów, stanowią zaledwie 4 proc. ich nakładów inwestycyjnych. Jako że globalny przemysł wydobywczy ma wygenerować od 2,5 bln dolarów do 4,6 bln dolarów wolnych przepływów pieniężnych z działalności związanej z węglowodorami w latach 2023-2030, brak kapitału nie jest problemem.

Głównym wyzwaniem okazuje się rozwój innowacji przy jednoczesnym utrzymaniu rentowności i wartości dla akcjonariuszy. W ankiecie Deloitte przeprowadzonej wśród przedstawicieli globalnego przemysłu paliwowego 60 proc. respondentów stwierdziło, że zainwestowałoby w projekty niskoemisyjne, gdyby zwrot z nich przekraczał 12-15 proc. Dla porównania, w 2022 r. stopa zwrotu z głównych projektów związanych z odnawialnymi źródłami energii elektrycznej wahała się od 6 proc. do 8 proc.

– W 2024 r. wydatki w branży skoncentrują się wokół inicjatyw mających na celu poprawę efektywności operacyjnej i redukcję emisji. W przeprowadzonym przez nas badaniu jedna trzecia dyrektorów firm paliwowych uznała te dwa czynniki jako kluczowe elementy oceny postępów transformacji energetycznej. Drugą grupą inwestycji będą w najbliższym okresie niskoemisyjne alternatywy paliwowe. Ponad 40 proc. dyrektorów wymienia gaz ziemny, wychwytywanie dwutlenku węgla, biopaliwa i wodór jako fundamentalne dla ich niskoemisyjnych strategii inwestycyjnych mówi Michał Pieprzny, partner, Consulting Market Leader w Polsce, Deloitte.

Zmniejszenie emisyjności na poziomie przedsiębiorstwa i późniejsza alokacja kapitału są też uzależnione od czynników zewnętrznych, między innymi zmian regulacji. Od 2021 r. na całym świecie wprowadzono wiele nowych polityk dotyczących czystej energii, w tym europejski plan REPowerEU i ustawę o zerowym zużyciu energii netto w przemyśle w Unii Europejskiej (NZIA – Net Zero Industry Act). Z kolei opóźnienia w przeglądach środowiskowych i udzielaniu zezwoleń na eksport skroplonego gazu LNG i rozwój CCS, wraz z wyzwaniami z pozyskaniem akceptacji społecznej dla wydobycia krytycznych minerałów i realizacji części projektów energii odnawialnej, mogą hamować tempo transformacji.

Inwestycje w biopaliwa, CCS i wodór

Globalne moce przerobowe rafinerii od 2019 r. zmniejszyły się o 4,5 mln baryłek dziennie, a eksperci Deloitte przewidują kontynuację trendu spadkowego. Według prognoz, globalny popyt na ropę naftową spowolni w perspektywie długoterminowej, wzrastając co roku o zaledwie 0,4 mln baryłek dziennie do 2027 r. Dla porównania do 2023 r. rósł on o 1,6 mln dziennie. Tymczasem popyt na biopaliwa ma zwiększyć się o 44 proc. w latach 2022-2027, gdyż w coraz większym stopniu zastępują one produkty ropopochodne.

Branża rafineryjna stoi obecnie w obliczu kluczowych przemian. Produkuje i wprowadza na rynek nowe produkty, aby zrównoważyć spodziewany długoterminowy spadek popytu na paliwa kopalne w transporcie, a tym samym przyjmuje podejście jeszcze bardziej zorientowane na klienta. Wprowadzanie niskoemisyjnych paliw alternatywnych, obejmujących na przykład biopaliwa, wodór czy paliwa syntetyczne, w połączeniu z przeprojektowaniem doświadczeń konsumenckich na stacjach paliw, staje się kluczowe dla sukcesu branży – mówi Robert Karczmarczyk.

Rafinerie mogą odegrać ważną rolę w transformacji energetycznej gospodarek, rozwijając nowe możliwości w kilku kluczowych obszarach. Jednym z nich są bez wątpienia biopaliwa. Obecnie rafinerie obsługują już prawie 80 proc. globalnego zapotrzebowania na odnawialny olej napędowy. Jednocześnie często zmagają się ze skutecznym wykorzystaniem dotacji i grantów w celu wzmocnienia łańcucha dostaw biopaliw. W związku z tym rozważenie strategicznych kroków, takich jak zapewnienie spójnych dostaw surowców, radzenie sobie z możliwością przerobu różnych gatunków surowca oraz optymalizacja kosztów transportu i emisji, może ułatwić rozwój rynku biopaliw i stymulować wzrost wyników rafinerii.

Zielony wodór i amoniak mogą stanowić dla rafinerii rozwiązanie umożliwiające nie tylko ograniczenie emisji, ale także zmniejszenia kosztów wytwarzania ciepła na potrzeby realizacji procesów technologicznych, przy jednoczesnym poszerzeniu portfolio produktów dla klientów przemysłowych. Rafinerie i zakłady chemiczne mogą wykorzystywać wychwytywanie CO2 do ograniczania emisji z jednostek takich jak reformery parowe metanu, krakery katalityczne oraz systemy skojarzonego wytwarzania ciepła i energii elektrycznej. W Porthos w Rotterdamie, najbardziej zaawansowanym hubie CCUS (Carbon Capture, Usage, and Storage) w UE, ma być wychwytywane nawet 2,5 miliona ton dwutlenku węgla rocznie.

Coraz więcej samochodów elektrycznych

Zdaniem ekspertów Deloitte, na modele biznesowe i strategie inwestycyjne firm zajmujących się rafinacją i sprzedażą ropy naftowej mogą wpływać czynniki takie jak: sprzedaż pojazdów elektrycznych na całym świecie, zmiany we wzorcach mobilności, innowacje w technologii produkcji akumulatorów, zmiany w łańcuchu wartości obejmujące pozyskiwanie surowców i produkcję oraz postęp w technologiach wytwarzania silników, w tym spalinowych. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej, na poziomie globalnym sprzedaż pojazdów elektrycznych wzrosła o ponad 35 proc. w 2023 r., a jeden na siedem sprzedanych aut to elektryk. Jednoczesny wzrost sprzedaży pojazdów elektrycznych odzwierciedla regionalne różnice w strukturze popytu, gotowości infrastruktury, przyjęciu technologii, polityce regulacyjnej i uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych.

 Według niektórych przewidywań, udział pojazdów elektrycznych w globalnej sprzedaży samochodów może wynieść nawet od 62 proc. do 86 proc. w 2030 roku. Niezależnie od faktycznej wartości oznacza to dużą zmianę dla firm z sektora energetycznego. Oprócz wdrażania stacji ładowania elektryków i oferowania nowych usług mobilności w swoich punktach sprzedaży detalicznej, koncerny paliwowo-energetyczne mają wyjątkową okazję do zbadania różnych zastosowań w sektorze pojazdów elektrycznych. Przykładowo, jedno z amerykańskich przedsiębiorstw energetycznych wykorzystuje specjalistyczny koks do wytwarzania wysokowydajnych materiałów anodowych do produkcji akumulatorów litowo-jonowych – mówi Michał Pieprzny.

Ile kosztuje obsługa prawnika i unieważnienie kredytu we frankach w 2024 roku?

W kontekście zawirowań gospodarczych, jakie dotykają świat w ostatnich latach, szczególną uwagę przyciągają sprawy frankowe. Zainteresowanie nimi jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę, jak wiele osób w Polsce zdecydowało się na kredyty hipoteczne denominowane w tej walucie. W 2024 roku, w obliczu utrzymującej się wysokiej inflacji, koszty usług, w tym również usług prawnych, znacząco wzrosły. Sprawy dotyczące kredytów we frankach, choć obecnie są prostsze i szybsze w realizacji niż kiedyś, wymagają od kredytobiorców znacznych nakładów finansowych na obsługę prawną.

Cenę za pomoc prawnika w sprawach frankowych kształtują różne czynniki, takie jak model wynagrodzenia czy stopień skomplikowania sprawy. Koszt obsługi prawnej waha się zazwyczaj od 15 tysięcy złotych do 40 tysięcy złotych, przy czym warto pamiętać, że niższa cena początkowa oferty nie zawsze oznacza mniejsze koszty w dłuższej perspektywie. W przypadku wygrania sprawy z bankiem, zyski zazwyczaj przekraczają początkowe koszty wynajęcia prawnika.

Istotne jest, aby kredytobiorcy nie kierowali się wyłącznie ceną przy wyborze kancelarii, ponieważ tylko doświadczone kancelarie frankowe prowadzone przez adwokatów lub radców prawnych mogą zagwarantować sprawnie prowadzone postępowanie i pozytywne zakończenie sporu z bankiem. W artykule przedstawiono również różnice w opłatach między tradycyjnymi kancelariami a pseudokancelariami oraz spółkami prawniczymi, podkreślając ryzyko związane z wyborem taniej, ale mniej doświadczonej obsługi prawnej.

W dalszej części artykułu zostaną omówione szczegółowe aspekty wpływające na koszty obsługi prawnej w sprawach frankowych, w tym różnice w modelach wynagradzania prawników i potencjalne skutki wyboru konkretnego rodzaju kancelarii.

Koszty obsługi prawnika w kontekście spraw frankowych w 2024 roku

W obliczu przedłużającej się inflacji, zaobserwowano wzrost cen towarów i usług na całym rynku, co nie ominęło również usług prawniczych. Inflacja, którą szacuje się na poziomie 50% w ciągu ostatnich lat, znacząco wpłynęła na wzrost wynagrodzeń za obsługę prawna, w tym również spraw dotyczących kredytów we frankach. Mimo że sprawy te są obecnie szybsze i łatwiejsze w prowadzeniu niż były kilka lat temu, kancelarie musiały dostosować swoje ceny do obecnej rzeczywistości ekonomicznej.

Przedział cenowy usług prawnych

Koszty obsługi prawnej w sprawach frankowych w roku 2024 oscylują na ogół w okolicach 15 tys. zł do 40 tys. zł. Cena ta zależy głównie od modelu płatności wynagrodzenia przyjętego przez daną kancelarię, stopnia skomplikowania sprawy oraz od tego, czy mamy do czynienia z tradycyjną kancelarią prawną czy też firmą prawniczą nastawioną na zysk. W kontekście wzrostu inflacji i związanych z nim wyższych kosztów prowadzenia działalności, te kwoty mogą wydawać się stosunkowo wysokie, lecz należy pamiętać o potencjalnych korzyściach i zyskach płynących z wygranej sprawy.

Porównanie modele płatności w tradycyjnych kancelariach i spółkach

Kancelarie prawne stosują różnorodne modele płatności, które często obejmują wynagrodzenie ryczałtowe za całą sprawę lub niższą opłatę ryczałtową w połączeniu z premią za sukces, zazwyczaj oscylującą między 3% a 5% korzyści osiągniętej przez klienta. Jak podaje Michał Augustynowicz, redaktor portalu dla Frankowiczów z kolei spółki i pseudokancelarie chętnie oferują niższe opłaty wstępne lub nawet obiecują pokrycie kosztów sądowych, co może jawić się jako atrakcyjna alternatywa cenowa. Niemniej jednak, koniec końców, klienci mogą zostać obarczeni dużo większymi kosztami z tytułu premii za sukces, osiągającymi nawet kilkaset tysięcy złotych.

Różnice między wynagrodzeniem pobieranym przez kancelarie a spółki

Metody kalkulacji opłat wstępnych

W modelu płatności przyjętym przez tradycyjne kancelarie, opłata wstępna oraz ewentualna premia za sukces są zasadniczo jasno określone umowa z klientem. Natomiast spółki i pseudokancelarie często oferują niską opłatę wstępną lub nawet obiecują pokrycie kosztów sądowych, co w perspektywie całego procesu może okazać się pułapką finansową. Takie podejście, mimo początkowo niższych kosztów, może z czasem obciążyć klienta nieproporcjonalnie wysokim wynagrodzeniem za sukces.

Premie za sukces i ich skutki dla klientów

Premie za sukces stanowią znaczący element wynagrodzenia w wielu kancelariach i firmach prawniczych, z tym że metody ich wyliczania znacząco różnią się między poszczególnymi dostawcami usług. W przypadku tradycyjnych kancelarii, premie za sukces często są relatywnie niższe i bardziej predictybelne niż w spółkach, gdzie mogą sięgać nawet 30% kwoty korzyści uzyskanej z wyroku lub ugody. Dla klientów oznacza to, że ostateczne koszty mogą znacznie przekroczyć początkowe oczekiwania.

Wynagrodzenie za obsługę łatwiejszych i trudniejszych spraw

W zależności od złożoności sprawy i rodzaju wzorca umownego, różnice w wynagrodzeniu mogą być znaczące. Tradycyjne kancelarie często oferują tańszą obsługę dla spraw opierających się na łatwiejszych do podważenia umowach. Z kolei trudne sprawy złożone są podstawą dla wyższych opłat wstępnych oraz premii za sukces, co wynika z konieczności poświęcenia większej ilości czasu i zasobów. To zróżnicowanie podkreśla, jak istotny jest wybór odpowiedniego modelu płatności i kancelarii do reprezentacji w sporze frankowym, aby zarówno zoptymalizować koszty obsługi prawnej, jak i zwiększyć szanse na korzystne zakończenie sprawy.

Czynniki wpływające na wysokość cennika kancelarii frankowych

Wiele elementów ma wpływ na ustalanie przez kancelarie prawnicze cenników za obsługę spraw związanych z kredytami we frankach szwajcarskich. Trzy kluczowe czynniki, które w największym stopniu wpływają na ostateczny koszt usług to: stawka VAT na usługi prawne, koszty zastępstwa procesowego oraz czas trwania postępowania sądowego.

Wysokość stawki podatku VAT, obecnie wynoszącej 23% w Polsce, znacząco wpływa na ostateczną cenę usług prawnych. Gdyby rząd zdecydował się na obniżenie tej stawki, na przykład do poziomu 8%, mogłoby to znacząco wpłynąć na obniżenie kosztów obsługi prawnej dla kredytobiorców. Warto pamiętać, że każda kancelaria do swoich stawek musi doliczyć podatek VAT, co bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny usług.

Koszty zastępstwa procesowego mogą znacząco różnić się w zależności od renomowanej kancelarii prawnej do pseudokancelarii. Porządne kancelarie często oferują niższą opłatę wstępną, licząc na premię po wygranej, a ich wynagrodzenie często uwzględnia także koszty zastępstwa, które są zasądzane od przegrywającego banku. Ustalone w Polsce stawki kosztów zastępstwa procesowego przez ministerstwo sprawiedliwości są jednakże dość niskie i nie uległy znaczącemu wzrostowi przez lata, co sprawia, że kancelarie muszą negocjować wyższe opłaty ryczałtowe, aby zabezpieczyć swoje interesy.

Czas, jaki jest potrzebny na zakończenie procesu prawnego dotyczącego kredytu we frankach, bezpośrednio wpływa na ostateczny koszt obsługi. Długotrwałe sprawy generują dodatkowe koszty zarówno dla kancelarii, jak i dla klienta. Z jednej strony, wiele kancelarii prawniczych oferuje możliwość rozłożenia płatności na raty, co może być pomocne dla kredytobiorcy. Z drugiej strony, inflacja oraz wzrost stawek za usługi profesjonalne sprawiają, że długie utrzymywanie sprawy na wokandzie prowadzi do wzrostu kosztów.

Dlaczego nie należy oszczędzać na obsłudze prawnej w sprawach frankowych?

Decydując się na wsparcie prawne w sprawach dotyczących kredytów we frankach szwajcarskich, wiele osób kieruje się przede wszystkim kosztami. Jednakże, oszczędność na początku może okazać się zgubna dla ostatecznego wyniku sprawy.

Doświadczona kancelaria prawna, specjalizująca się w sprawach frankowych, jest w stanie zapewnić odpowiednio wysoką jakość usług, pozytywnie przekładając się na wynik procesu. Ich wiedza oraz doświadczenie gwarantuje, że każdy aspekt sprawy zostanie odpowiednio zaadresowany, co zdecydowanie zwiększa szanse na wygraną.

Wybierając najtańszą ofertę obsługi prawnej, kredytobiorca naraża się na ryzyko niedbałego prowadzenia sprawy lub nawet na pułapką ukrytych kosztów, które mogą się objawić w późniejszym czasie. W przypadku spraw frankowych, decydowanie się na usługi niskiej jakości za niższą opłatą z góry może wiązać się z długofalowymi negatywnymi konsekwencjami, włączając w to niekorzystne rozstrzygnięcie sprawy.

Inwestycja w usługi renomowanej kancelarii prawnej oferuje znacznie większą pewność co do pozytywnego wyniku sprawy i profesjonalnego podjęcia wszystkich koniecznych działań. Co więcej, prawidłowo przeprowadzone postępowanie sądowe i skuteczne wyegzekwowanie wyroku mogą przynieść znaczące korzyści finansowe dla kredytobiorcy, zdecydowanie przewyższające początkowe koszty obsługi prawnej.

unieważnienie kredytu we frankach

Najlepsze kancelarie frankowe i ich wyróżniki

W obliczu wyzwań związanych z unieważnieniem kredytów we frankach, kluczowe staje się wybranie kancelarii prawnej, która nie tylko zagwarantuje profesjonalizm i skuteczność działań, ale zapewni także klientowi spokój oraz pewność, że jego sprawa jest w dobrych rękach. Wśród wielu dostawców usług prawniczych na rynku, najbardziej doświadczone i renomowane kancelarie frankowe wyróżniają się kilkoma kluczowymi cechami.

Doświadczenie oraz skuteczność w uzyskiwaniu korzystnych wyroków stanowią fundament zaufania klientów do kancelarii. W historii najlepszych kancelarii frankowych znajdziemy tysiące wygranych spraw przeciwko instytucjom bankowym, włącznie z tymi uznawanymi za szczególnie trudne do podważenia. Wyspecjalizowane kancelarie, dzięki swojej długiej obecności na rynku oraz zgromadzonej wiedzy, są w stanie efektywnie analizować każdy aspekt prawny i skutecznie prowadzić sprawy nawet najbardziej złożone. Ich reputacja opiera się na transparentności wyników oraz jasno komunikowanych sukcesach, co pozwala klientom na dokonanie świadomego wyboru.

Różnorodność i dostępność materiałów informacyjnych, w tym publikacji wyroków, analiz przypadków oraz sygnatur spraw, to kolejny element, który wyróżnia najlepsze kancelarie frankowe. Transparentność w komunikacji o efektach podejmowanych działań buduje wiarygodność i pozwala potencjalnym klientom na realną ocenę szans na sukces. Dzięki temu, kancelarie utrzymują wysoki poziom zaufania oraz stanowią pierwszy wybór dla osób poszukujących wsparcia w sprawach związanych z kredytami frankowymi.

Rolę postępowania po wyroku w skutecznym rozliczeniu z bankiem

Efektywne prowadzenie sprawy frankowej nie kończy się na uzyskaniu korzystnego wyroku. Równie ważne jest doprowadzenie procesu do ostatecznego rozliczenia klienta z bankiem, w tym wykreślenia hipoteki. Najlepsze kancelarie frankowe wychodzą naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, oferując kompleksowe wsparcie także w zakresie postępowania po wyroku. Ta umiejętność skutecznego egzekwowania wykonania wyroku stanowi jeden z kluczowych elementów, które pozwala wyróżnić wysokiej klasy kancelarie frankowe od pozostałych dostawców usług prawniczych. Dzięki kompleksowemu podejściu, klient ma pewność, że całkowicie rozliczy się z bankiem i uwolni od toksycznego zadłużenia.

Wybór odpowiedniej kancelarii prawnej do prowadzenia sprawy frankowej nie powinien być kwestią losową. Zwracając uwagę na kluczowe wyróżniki najlepszych kancelarii, jakim są doświadczenie, przejrzystość działania oraz wsparcie po uzyskaniu wyroku, można znacząco zwiększyć szanse na pomyślne zakończenie procesu oraz skuteczne rozliczenie z bankiem.

Podsumowanie

Podjęcie decyzji o unieważnieniu kredytu we frankach w 2024 roku łączy się z szeregiem wyzwań, w tym również finansowych. Kluczowe staje się zatem dokonanie przemyślanego wyboru kancelarii, by uniknąć nie tylko dodatkowych kosztów, ale również i rozczarowań związanych z nienależytą obsługą prawną.

Pierwszym i najważniejszym krokiem jest odłożenie na bok kwestii wyłącznie cenowych i skoncentrowanie się na doświadczeniu oraz rzeczywistych osiągnięciach danej kancelarii. Wybór kancelarii, która wykazała się skutecznością w sporach frankowych, daje nie tylko większą szansę na sukces, ale również zapewnia spokój ducha i pewność, że sprawa jest prowadzona z należytą starannością

Podsumowując, unieważnienie kredytu we frankach wiąże się z koniecznością poniesienia pewnych kosztów prawnych, które jednak w perspektywie potencjalnych zysków z wygranej w sądzie mogą okazać się inwestycją wartej swojej ceny. Ważne, by decyzja o wyborze kancelarii opierała się na solidnej analizie i rozeznaniu w ofertach prawniczych, z naciskiem na doświadczenie, renomę i profesjonalizm, zamiast kierować się wyłącznie aspektem finansowym.

Rolnicy kontra Zielony Ład. Czy jest szansa na porozumienie?

Największe niepokoje wśród rolników wywołały te elementy Europejskiego Zielonego Ładu, które bezpośrednio dotyczą rolnictwa, a precyzyjnie technologii produkcji. Są takie trzy zasadnicze kwestie budzące kontrowersje. Po pierwsze, zredukowanie stosowania środków ochrony roślin o 50%. Po drugie, zredukowanie użycia nawozów o 50%. I po trzecie, obowiązek ugorowania określenia części gruntów wchodzących w skład gospodarstwa. Rolnicy w wielu krajach europejskich – także w Polsce – uznali, że jest to niejako zamach na ich swobody, na ich wolność. A z drugiej strony w krajach, które mają słabe gleby – tak jak w Polsce – brak użycia nawozów może oznaczać niższe plony. A niższe plony to mniej produktu do sprzedaży i mniej dochodu dla gospodarstwa. Z kolei redukcja stosowania środków ochrony o 50% będzie oznaczała, że będzie mniej narzędzi do zwalczania chorób i szkodników. W związku z tym produktu będzie na rynku mniej. Natomiast obowiązek ugorowania to zupełnie absurdalny wymysł – bo akurat produkcja roślinna powoduje efekty pozytywne dla klimatu, czyli redukuje dwutlenek węgla. Dlatego wycofanie się z tych 3 polityk rolnicy traktują jako warunek podstawowy do tego, aby zakończyć protesty – albo je przynajmniej osłabić i przenieść na następny okres.

– Mam wrażenie, że pierwsze zapowiedzi Komisji Europejskiej idą w dobrym kierunku. Prawdopodobnie nie będzie trzeba redukować użycia środków ochrony roślin ani użycia nawozów. Komisja wycofała się też z obowiązkowego ugorowania określonej części gospodarstwa – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mirosław Maliszewski, Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Sejmowej Komisji Rolnictwa, Prezes Związku Sadowników. – Jeśli takie rozwiązania wejdą w życie, to myślę, że rolnicy powinni być zadowoleni. Europejski Zielony Ład, a zwłaszcza jego strategia od Pola do Stołu, była dotychczas postrzegana jako ograniczanie produkcji i w efekcie zmniejszanie dochodów. Do tego niepokojące było, że Unia Europejska otwiera swoje rynki na import i produkty z wielu innych części świata, gdzie takie wymaganie nie są stawiane. W takich krajach są inne reżimy produkcyjne i to może powodować trudności zarówno na rynku wewnętrznym, czyli w Polsce, ale także na rynkach eksportowych – tam, gdzie konkurujemy z produktami z Azji, Afryki, Wschodniej Europy czy Ameryki Południowej. Polscy rolnicy mogą tę rywalizację przegrać – bo po prostu nasz produkt będzie droższy. Wydaje się, że wycofanie się z tych polityk nie spowoduje, że strategia Europejskiego Zielonego Ładu ucierpi – a przede wszystkim pozwoli na ochronę rolników produkujących w UE. Jak dotąd na rolnictwo zostały nałożone zbyt duże obowiązki. Dlatego Zielony Ład w części dotyczącej rolnictwa musi ulec modyfikacji – podkreśla Maliszewski.

Zaległości w ZUS. Rekordzista jest winien ponad 822 mln zł

Według danych udostępnionych przez ZUS, na koniec 2023 roku maksymalna kwota zadłużenia aktywnego płatnika wyniosła przeszło 822 mln zł. Rok wcześniej była o 3,5 mln zł mniejsza. Wśród komentujących te dane ekspertów nie brakuje opinii, że dopuszczenie do takiej sytuacji jest skandalem. Z kolei Zakład przekonuje, że sam nie może zmieniać przepisów. Jednak według znawców tematu, ZUS ma odpowiednie narzędzia do ściągania należności i nawet niewielkie kwoty są skutecznie egzekwowane od przedsiębiorców. Do tego po danych widać, że średnie zadłużenie aktywnych płatników wzrosło rok do roku o ponad 3 tys. zł, tj. do wartości blisko 31 tys. zł.

Od grosza do setek milionów

Jak informuje ZUS, według stanu na 31 grudnia 2023 roku, minimalna kwota zadłużenia płatnika aktywnego wynosiła 0,01 zł, a maksymalna na wszystkie fundusze – aż 822,2 mln złotych. Rok wcześniej było to odpowiednio – 0,01 zł i 818,7 mln zł. Dr Marcin Wojewódka, radca prawny z Instytutu Emerytalnego, stwierdza, że przyczyn tak wielkiego zadłużenia może być kilka. Każdy przypadek jest indywidualny, ale musimy pamiętać o tym, że przepisy są dosyć restrykcyjne, odsetki oraz różne dodatkowe opłaty – wysokie. W którymś momencie możemy mówić o swoistej samonakręcającej się spirali zadłużenia.

– Nie wiemy, kto zalega z tak wielką kwotą, ale możemy się domyślać, że sprawa dotyczy wielkiej firmy państwowej. Biorąc pod uwagę poziom inflacji, maksymalne zadłużenie nie urosło zbyt wiele rok do roku. Natomiast skandalem jest to, że mamy do czynienia z tzw. świętami krowami. Nie może być tak, że jakaś firma stoi ponad prawem i nie obowiązują jej ustalone zasady. One są takie same dla wszystkich – komentuje ekonomista prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny firmy PwC.

Jak zaznacza Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, podmioty aktywne gospodarczo nie są w stanie podołać ciężarom nałożonym przez państwo. Mamy do czynienia z opresją fiskalną związaną z podatkiem od pracy, który celowo i fałszywie jest określany jako składka na emeryturę. Do tego dochodzi spora liczba zawieszonych i zlikwidowanych działalności gospodarczych po wdrożeniu Polskiego Ładu. On wprowadził tzw. składkę zdrowotną, która ma charakter czysto fiskalny, a nie jak wskazuje nazwa – zdrowotny. Według eksperta, jeśli ten proces wciąż będzie tak postępował, to będziemy mieć do czynienia z jawnym niszczeniem sektora mikrofirm.

– Przedsiębiorcy, którzy są w trudnej sytuacji mogą skorzystać z ulg. Mam tu na myśli rozłożenie należności na raty czy odroczenie opłacania składek. To rozwiązanie ma na celu uchronić firmy, które mają problemy z płynnością w opłacaniu składek – podkreśla Paweł Żebrowski, rzecznik prasowy ZUS.

ZUS ma związane ręce?

Rodzi się więc pytanie o to, co należałoby zrobić, żeby nie dochodziło do sytuacji, w której aktywny płatnik ma wielomilionowe zadłużenie. Paweł Żebrowski stwierdza, że ZUS nie może sam zmieniać przepisów. Zakład jest urzędem, który wykonuje uchwalone prawo. Do zmian potrzebne są modyfikacje aktów prawnych m.in. ustaw czy rozporządzeń. To nie leży w gestii urzędu.

– Nie jestem przekonany, że należy tutaj coś szczególnego czynić. Zadłużeni płatnicy składek na ubezpieczenia społeczne w Polsce byli, są i z pewnością będą. Oczywiście pytaniem pozostaje ich skala. W każdym systemie muszą pojawiać się anomalia i sytuacje wyjątkowe. Trzeba by spojrzeć w statystyki i zobaczyć, jaki procent płatników ma zaległości i jak duże one są. Dopiero gdyby okazało się, że ten procent jest zauważalny czy znaczący, to można by kierować siły i środki na zwalczanie tego rodzaju sytuacji – mówi dr Wojewódka.

Jak podkreśla prof. Orłowski, ZUS potrafi przecież bardzo skutecznie ścigać przedsiębiorców nawet za dość niewielkie zaległości. Dysponuje do tego odpowiednimi narzędziami, ale może te podmioty ze sporymi długami mają ochronę polityczną, stąd Zakład nie jest w stanie wyegzekwować należności. Z kolei Andrzej Sadowski zwraca uwagę na to, że płatnicy otrzymują papierowe wydruki o zadłużeniu wynoszącym kilka groszy. Informacje te wysyłane są listami poleconymi. Wydatki na takie działania są większe niż kwota do uregulowania wobec instytucji. Trzeba więc zapytać o racjonalizm ekonomiczny takiego zachowania.

– Problemem nie jest istnienie czy brak jakichś przepisów, ale to, że płatnicy mniej boją się nie zapłacić składek niż nie zapłacić podatku. W dużej części to tkwi w mentalności i w przekonaniu, że jakoś to będzie. A potem pojawiają się kłopoty. ZUS nie ma narzędzi pozwalających na uniknięcie takich sytuacji z wielomilionowym zadłużeniem, gdyż nie działa on prewencyjnie. Organ rentowy przecież zawsze może podjąć kroki, wtedy gdy jest już zadłużenie – dodaje ekspert z Instytutu Emerytalnego.

Średnie zadłużenie idzie w górę

Według stanu na 31 grudnia 2023 roku, średnie zadłużenie aktywnych płatników wyniosło 30,8 tys. zł. Rok wcześniej było to 27,5 tys. zł. Jak zaznacza Paweł Żebrowski, obecnie sytuacja FUS jest bardzo dobra. Jego wydolność, czyli stopień pokrycia wydatków na świadczenia ze składek, pozostaje na rekordowym poziomie, tj. 85% w 2022 roku oraz ok. 84% w 2023 roku. Prognoza wskazuje, że w najbliższych latach również będzie stabilnie.

– Matematycznie średnie zadłużenie aktywnych płatników wzrosło rdr. o 12%, czyli mniej więcej w okolicach inflacji z ub.r. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że to jest podobna wartość realna zadłużenia, chociaż oczywiście w liczbach bezwzględnych ono wzrosło i to zauważalnie. Ale ze statystyką trzeba być ostrożnym. Należy uważać ze stwierdzeniami, czy taki zauważalny nominalnie wzrost zadłużenia oznacza „standardowe” czy jakieś dodatkowe obciążenia – analizuje dr Wojewódka.

Natomiast Andrzej Sadowski podkreśla, że w Polsce wzrost gospodarczy jest na rachitycznym poziomie. Jednocześnie mamy zwaloryzowane zobowiązania wobec ZUS-u. Tym samym płatnicy, którzy jeszcze w poprzednim roku dawali sobie radę, w kolejnym płacą wyższe zobowiązania i to niezależnie od wyników ekonomicznych. A przecież nie mają wystarczających przychodów, które pokrywałyby różnicę. Zdaniem eksperta, przy takim mechanizmie poboru podatku, jakim jest składka zusowska, przynajmniej na papierze rosną zobowiązania wobec tej instytucji.

– Zakładając, że gospodarka dobrze się rozwija, rośnie PKB, to co do zasady łatwiejsze powinno być opłacanie składek, a więc pośrednio także zmniejszanie zadłużenia. Tyle w teorii, bo w praktyce zetknęliśmy się w ostatnich latach z różnymi czynnikami ryzyka, m.in. nieprzewidzianymi kryzysami finansowymi, pandemią czy wojną. Wierzę, że 2024 rok będzie korzystniejszy w naszej gospodarce, m.in. dzięki absorbcji pierwszych środków z KPO, a więc pojawi się lepszy klimat do płacenia składek, a co za tym idzie – powinny być mniejsze zaległości – podsumowuje ekspert z Instytutu Emerytalnego.

Minister Nitras: jednym z celów polskiej polityki zagranicznej będzie promocja Polski jako bezpiecznej destynacji turystycznej

„Promujemy Polskę jako bezpieczną destynację turystyczną. To nasz kierunek polityki zagranicznej”.

– Nasz cel jest taki, by turystyka stanowiła 5% PKB . Kurorty nad Bałtykiem nie mają się czego wstydzić. Świnoujście, Kołobrzeg czy Międzyzdroje to miejscowości nadmorskie na europejskim poziomie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. W piątek odbyła się konferencja „Re-start w podejściu do turystyki – nowe projekty i perspektywy”. – Pierwszy raz udało nam się wpisać w kierunkach polityki zagranicznej państwa na rok 2024 promocję polski jako bezpiecznej destynacji turystycznej – mówi Sławomir Nitras, Minister Sportu i Turystyki.

„Turystyka to sektor gospodarki, który najlepiej wykorzystał fundusze europejskie”

Konferencja organizowana przez Północną Izbę Gospodarczą zgromadziła w Świnoujściu ponad 300 uczestników. Wśród gości dominowali przedsiębiorcy związani z sektorem hotelarskim, turystyką i gastronomią. Nie brakowało także samorządowców oraz przedstawicieli świata nauki.

– Nasza obecność tutaj świadczy o tym, że jesteśmy do dyspozycji przedsiębiorców z sektora turystycznego. To, że jesteśmy tutaj w składzie ministerialnym świadczy o tym, jak poważnie myślimy o rozwoju turystyki. Świnoujście może być przykładem jak w ostatniej dekadzie zmieniła się turystyka w Polsce. Zmieniło się całe wybrzeże, oferta, infrastruktura, ludzie, to wszystko się rozbudowało i rozwinęło i jest obecnie na najwyższym poziomie. Polska oferta turystyczna w dekadę przeszła drogę rozwoju, która mogłaby zająć 30-40, a nawet 50 lat. Turystyka to sektor polskiej gospodarki, który najlepiej wykorzystał fundusze europejskie. To pokazuje, że to nie jest tylko poprawa infrastruktury, ale i tworzenie miejsc pracy i generowanie rozwoju całej naszej gospodarki. To jest dobry punkt wyjścia na przyszłość – mówi Sławomir Nitras, Minister Sportu i Turystyki.

Minister Nitras zaproponował organizację wielkiego kongresu polskiej turystyki w Świnoujściu.

– Ten kongres powinien odbyć się w Świnoujściu. Chciałbym, by Polska lepiej poznała Świnoujście, bo mam takie wrażenie, że to kurort, który jest znany w Europie bardziej niż w Polsce. Musimy to zmienić – dodał Minister Nitras. – Ruszamy z KPO i programem, który będzie wspierać turystykę. Umowy zostały podpisane. Mechanizm ten miał wspierać przedsiębiorców po pandemii. Mam nadzieję, że ten mechanizm pomoże przedsiębiorcom, choć jesteśmy świadomi jak mocno KPO jest opóźnione – mówił dalej Minister Sportu i Turystyki. Środki z KPO dla turystyki to 1,2 miliarda złotych.

3 miliony turystów w Świnoujściu w roku 2023. Polska turystyka ma perspektywy, ale przedsiębiorcy mówią także o potrzebach

Przedsiębiorcy mieli okazję zadawać pytania przedstawicielom Ministerstwa Sportu i Turystyki, Polskiej Organizacji Turystycznej czy Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Wśród postulatów było wsparcie turystyki uzdrowiskowej w Polsce, budowa infrastruktury parkingowej w kurortach nadmorskich czy kwestie związane z konkurencją najmu krótkoterminowego w kontekście kondycji sektora HoReCa. Jeden z tematów dotyczył także budowania produktów turystycznych, które całorocznie będą budzić zainteresowanie turystów z Polski i z Europy.

– Żyjemy w czasach, gdy nareszcie z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że Pomorze Zachodnie dysponuje całorocznymi, nadmorskimi, tętniącymi życiem kurortami. To zawsze było wielkie marzenie przedsiębiorców i władz samorządowych, by nasze nadmorskie miejscowości żyły nie tylko od majówki do końca września, ale także jesienią, zimą i wczesną wiosną. Rozwój turystyki na Pomorzu Zachodnim jest dynamiczny, a wiemy jak poważnym problemem i ciosem była pandemia koronawirusa. Szykujemy się na rekordowe zainteresowanie w te wakacje. Wiemy, że turyści z Czech, Słowacji czy Skandynawii coraz poważniej i intensywniej zastanawiają się nad tym czy spędzić u nas wakacje – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Cieszymy się, że Pan minister zagościł w Świnoujściu. Chcemy lobbowania za takimi miejscowościami jak Świnoujście. Warszawa widzi nas jako gminę, która ma 40 tysięcy ludzi, a należy pamiętać, że w naszym mieście w 2023 roku wykupiło nocleg 3 miliony ludzi. Turyści zostawiają w naszym mieście setki milionów złotych. Jednorazowo w Świnoujściu przebywa kilkadziesiąt tysięcy osób, a w sezonie nawet powyżej 100 tysięcy osób. Ci ludzie mają prawo do poczucia bezpieczeństwa i odpowiedniej opieki. Potrzebujemy lobbingu, by myśleć o nas inaczej niż o pasywnej gminie – mówi Piotr Kośmider, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu.

Realizacja zysków czai się za rogiem?

Ten tydzień dostarczył kolejnych obaw związanych z inflacją. Zarówno wskaźniki CPI jak i PPI wypadły wyżej niż oczekiwania, przez co rynek nieco zmniejszył w swojej wycenie szanse na czerwcową obniżkę stóp procentowych, choć nadal w nią wierzy. W najbliższą środę Fed prawdopobnie pozostawi aktualne parametry bez zmian. Będzie dyskutować o tym, jak długo powinien trwać QT a także opublikowane zostaną zaktualizowane prognozy przedstawicieli FOMC.

Ostatnie dane inflacyjne wprowadziły trochę zamętu. Co prawda wszyscy wiedzieli, że ceny zostaną podbite w I połowie roku, ale po cichu rynek liczył, że taki scenariusz się nie zrealizuje. Wciąż stopa bazowa cen konsumpcyjnych jest niewiele niższa od tych poziomów, które obserwowaliśmy w poprzednich miesiącach i wynosi 3,8 proc. Wskaźnik PPI, który z reguły budzi o wiele mniejsze emocje, tym razem mocno zaskoczył w górę i spowodował większą zmienność rynkową niż w przypadku wtorkowego odczytu CPI.

„Ostatnia mila” walki z inflacją wydaje się być zatem co najmniej wyboista. Fed podtrzyma raczej swoje ostrożnościowe podejście i odniesie się do ostatnich publikacji w czasie konferencji prasowej. Dokładny termin pierwszej obniżki stóp będzie w dużej mierze zależał od rozwoju inflacji. Jeśli niedawny trend w kierunku nieco wyższych wskaźników zostanie potwierdzony, obniżka stóp w czerwcu może zostać nieco przesunięta. Rynek byłby zmuszony do modyfikacji swojej wyceny ścieżki, co z pewnością umocniłoby dolara amerykańskiego i spowodowało wzrost rentowności amerykańskich obligacji. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla mocno wykupionego rynku akcyjnego byłby to sygnał być może do większej korekty. Tempo wzrostów widzianych w ostatnich tygodniach nie jest do utrzymania na długą metę. Czy zatem realizacja zysków czai się za rogiem?

Po posiedzeniu Fed opublikuje zaktualizowane prognozy. Zakładam, że „dot plot” będzie przewidywał wciąż trzy obniżki stóp w 2024 r., tak jak w ostatniej aktualizacji z grudnia. Jeśli tu nastąpiłaby „jastrzębia” zmiana (dwie obniżki), wówczas reakcja rynkowa byłaby jeszcze mocniejsza.

Fed ogłosił już, że na marcowym posiedzeniu rozpocznie intensywne dyskusje na temat tego, jak postępować z normalizacją bilansu („zacieśnianie ilościowe”, QT). Do tej pory portfel papierów wartościowych Fed został zmniejszony o ponad 1,4 biliona dolarów, co stanowi spadek o 17 proc.. W szczególności omówiona zostanie docelowa wartość bilansu. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy Fed zmniejszył swoje zasoby papierów wartościowych średnio o około 75 miliardów dolarów miesięcznie. Jeśli proces ten będzie kontynuowany w podobnym tempie i będzie miał wpływ na transakcje „reverse repo”, nadwyżka płynności zostanie zredukowana w ciągu kilku kolejnych miesięcy. Rezerwa Federalna powinien już wtedy rozpocząć stopniowe wycofywanie QT. Przyszłotygodniowe posiedzenie może dostarczyć wstępnych wskazówek na temat tego, jak dokładnie Fed przewiduje ten proces.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Program Maluch Plus ze środków KPO już działa

Krajowy Plan Odbudowy (KPO) w swojej pierwszej części w komponencie A – związanym z odpornością i konkurencyjnością gospodarki – to prawie 20 miliardów złotych. Dotyczy on części dotacyjnej i pożyczkowej na szereg bardzo różnych reform i inwestycji – zaczynając od reformy zagospodarowania przestrzennego, przez inwestycje w szeroko rozumiany obszar rolno-spożywczy, inwestycje na rzecz dywersyfikacji, skracanie łańcuchów dostaw, magazynowanie surowców pochodzenia rolniczego, po inwestycje związane z cyfryzacją, automatyzacją i robotyzacją przedsiębiorstw.

– W CRIDO przygotowaliśmy raport, w którym oceniliśmy stan zaawansowania i realizacji całego Krajowego Planu Odbudowy. Jeśli chodzi o komponent A, wydaje się być najbardziej zaawansowany – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Łukasz Kościjańczuk, partner w CRIDO. – Faktycznie duża część inwestycji jest już rozpoczęta, przygotowana lub w trakcie realizacji. W ramach tego komponentu funkcjonuje jeden z programów najbardziej zaawansowanych w ramach całego KPO – mówię tutaj o programie wspierającym nowe miejsca w żłobkach i klubach przedszkolnych Maluch Plus. Jak w każdym innym komponencie są też inwestycje, które jeszcze nie doczekały się etapu realizacyjnego i czekają na uruchomienie. Takich inwestycji identyfikujemy w ramach tego komponentu 7 i uznajemy je za zagrożone. Generalnie najmniej zaawansowane inwestycje uwzględnione są w części pożyczkowej – zarówno tego komponentu, jak i wszystkich innych komponentów w programie. Wynika to przede wszystkim z faktu, że ta część programu nie mogła być wcześniej prefinansowana środkami krajowymi, które udostępniał Polski Fundusz Rozwoju. I w przypadku komponentu A takimi inwestycjami są między innymi działania zmierzające do wsparcia podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych. Miało powstać zaplecze dotyczące właśnie tego typu działalności. Drugim takim obszarem jest szeroko rozumiane wsparcie na rzecz sektora kosmicznego i technologii satelitarnych – analizuje Kościjańczuk.

Jak CTER realizuje projekty Interim Management – kompleksowy przewodnik

W erze cyfrowej, gdzie wyszukiwanie specjalistycznych usług jest na porządku dziennym, projekt „Interim Management” realizowany przez CTER wyróżnia się na tle ponad 3 milionów wyników wyszukiwania. W tym artykule zaprezentujemy, jak nasze unikalne podejście do projektów interimowych zapewnia sukces zarówno dla naszych klientów, jak i menedżerów. Dowiesz się również, jak dołączyć do elitarnej grupy Interim Managerów CTER i uzyskasz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

Historia i doświadczenie CTER

Założycielka CTER, Joanna Czarnocka-Tworzyńska, przewidując zapotrzebowanie na elastyczny model współpracy menedżerskiej na polskim rynku, zainicjowała projekt „Interim Management”. Pomimo początkowego skupienia na Executive Search, CTER szybko zaadaptowało się do rozwijających się potrzeb rynku, stając się kluczowym graczem w Interim Management Resourcing od 2009 roku i dołączając do prestiżowej organizacji Senior Management Worldwide.

Kto może skorzystać z usług Interim Management?

Nasze usługi są skierowane do szerokiego spektrum klientów – od globalnych korporacji, przez polskie firmy, po przedsiębiorstwa giełdowe i private equity. Pierwszy projekt zrealizowaliśmy w 2009 roku i od tego czasu nasza baza zadowolonych klientów nieustannie rośnie.

Usługi Interim Management są idealne dla firm, które potrzebują:

  • Doświadczonego menedżera „od zaraz” do realizacji strategicznych projektów, restrukturyzacji, zarządzania kryzysowego, optymalizacji procesów, change managementu, integracji po fuzji/podziału, budowy strategii rozwoju, czy nagłego zastępstwa na kluczowym stanowisku.
  • Fachowej wiedzy i kompetencji, których aktualnie brakuje w organizacji.
  • Elastycznego rozwiązania bez konieczności długoterminowego angażowania się w proces rekrutacji i zatrudnienia.

Jak CTER realizuje projekt Interim Management?

Realizacja projektu Interim Management w CTER to proces składający się z kilku kroków, zapewniający szybkie i efektywne dopasowanie menedżerów do potrzeb klientów. Od wstępnej oceny sytuacji, przez podpisanie umowy, aż po wsparcie w organizacji i monitorowanie projektu – nasi klienci mogą liczyć na profesjonalne i kompleksowe podejście.

Współpraca z CTER w ramach projektu Interim Management składa się z 7 etapów:

  1. Wstępna ocena: Po otrzymaniu zapytania od klienta CTER ocenia, czy w jego puli dostępnych menedżerów znajdują się osoby o odpowiednich kompetencjach i doświadczeniu.
  2. Umowa o współpracy: Jeśli wstępna ocena jest pozytywna, strony podpisują umowę o współpracy.
  3. Alternatywne rozwiązania: W przypadku braku odpowiednich kandydatów w puli CTER, firma przedstawia klientowi alternatywne możliwości pozyskania poszukiwanych kompetencji.
  4. Prezentacja kandydatów: CTER przedstawia klientowi potencjalnych Interim Managerów w ciągu 3-5 dni roboczych.
  5. Wsparcie w wyborze: CTER pomaga klientowi w organizacji spotkań z kandydatami i podjęciu optymalnej decyzji o wyborze menedżera.
  6. Formalizacja współpracy: CTER pomaga w sformalizowaniu współpracy i zawarciu umowy między klientem a wybranym menedżerem.
  7. Monitorowanie i wsparcie: CTER monitoruje realizację projektu, pozostając w kontakcie zarówno z klientem, jak i menedżerem. Po zakończeniu projektu firma pomaga w zaplanowaniu przekazania obowiązków.

Pula dostępnych Interim Managerów

CTER posiada bazę blisko 2000 doświadczonych Interim Managerów, którzy przeszli wieloetapowy proces weryfikacji, obejmujący m.in. analizę CV, rozmowę kwalifikacyjną, badanie referencji i autorską procedurę oceny kompetencji. Dzięki temu klienci mają pewność, że współpracują z najlepszymi specjalistami w swojej dziedzinie.

Jak dołączyć do puli Interim Managerów CTER?

Dołączenie do puli Interim Managerów CTER to proces wieloetapowy, mający na celu zapewnienie najwyższej jakości współpracy. Obejmuje analizę doświadczeń zawodowych, wstępną rozmowę telefoniczną, wywiad z konsultantem, badanie referencji oraz podpisanie listu intencyjnego.

Proces kwalifikacji do puli Interim Managerów CTER składa się z 5 kroków:

  1. Analiza CV: CTER analizuje doświadczenie zawodowe kandydata na podstawie CV.
  2. Rozmowa telefoniczna: Konsultant CTER przeprowadza wstępną rozmowę telefoniczną z kandydatem.
  3. Wywiad: Kandydat udziela szczegółowego wywiadu konsultantom CTER.
  4. Badanie referencji: CTER sprawdza referencje zrealizowanych projektów interimowych.
  5. Podpisanie listu intencyjnego: Po pomyślnym przejściu wszystkich etapów kandydat podpis

Wybór CTER jako partnera w projekcie Interim Management gwarantuje dostęp do weryfikowanej bazy ponad 2000 doświadczonych menedżerów, szybkie pozyskanie specjalisty do realizacji strategicznych projektów oraz współpracę z renomowaną firmą będącą częścią globalnej sieci Senior Management Worldwide.

Piotr Goliński

Dolar rośnie, akcje spadają

Ceny producentów w USA przyspieszyły w lutym w szybszym tempie niż oczekiwano, co jest kolejnym sygnałem, że inflacja pozostaje kłopotliwą kwestią dla Rezerwy Federalnej i całej gospodarki amerykańskiej. Dolar zyskał na wartości a kurs EUR/USD spadł poniżej 1,09. Reakcja na rynku FX była niemal dwukrotnie wyższa od tej, którą widzieliśmy po wtorkowym raporcie CPI. Rynek długu zareagował wzrostem rentowności. 2-altki rządu USA urosły do poziomu 4,69. Indeksy na Wall Street odnotowały wczoraj umiarkowanie spadkową sesję.

Indeks cen producentów wzrósł o 0,6 proc. w ciągu miesiąca, podało w czwartek Biuro Statystyki Pracy Departamentu Pracy USA. Było to więcej niż prognozowane 0,3 proc. i nastąpiło po wzroście o 0,3 proc. w styczniu. Wyłączając żywność i energię, podstawowy wskaźnik PPI przyspieszył o 0,3 proc., w porównaniu z szacowanym wzrostem o 0,2 proc.. W ujęciu rok do roku główny indeks wzrósł o 1,6 proc., co było największym ruchem od września 2023 roku. BLS podało, że około dwie trzecie wzrostu głównego wskaźnika PPI pochodziło z 1,2 proc. wzrostu cen towarów, co stanowi największą zwyżkę od sierpnia 2023 roku. Podobnie jak w przypadku CPI, przyspieszenie wynikało z cen energii, które odnotowały wzrost o 4,4 proc.. Ceny benzyny urosły o 6,8 proc. na poziomie hurtowym. PPI jest uważany za wiodący wskaźnik inflacji, ponieważ wskazuje koszty na wczesnym etapie łańcucha dostaw.

Oprócz danych o cenach poznaliśmy również wyniki sprzedaży detalicznej. Ta odbiła wzrastając o 0,6 proc. w ciągu miesiąca, zgodnie z danymi Departamentu Handlu, które są korygowane sezonowo. Wzrost ten pomógł odwrócić zrewidowany w dół spadek o 1,1 proc. w styczniu, ale nadal był poniżej szacunków zakładających wzrost o 0,8 proc..

Wczorajszy zestaw danych był ostatnim istotnym przed dwudniowym posiedzeniem FOMC w przyszłym tygodniu (wtorek-środa). Publikacje przyczyniły się do spadku na Wall Street, a główne amerykańskie akcje nieznacznie spadły. Rentowności obligacji skarbowych wzrosły pod wpływem raportu na całej długości krzywej dochodowości. Widoczne było zdecydowane umocnienie dolara amerykańskiego. Głowna para walutowa obniżyła się i aktualnie znajduje się poniżej 1,09.

Fed prawie na pewno utrzyma swoją referencyjną stopę procentową na niezmienionym poziomie, rynki natomiast będą szukały wskazówek dotyczących przyszłości polityki pieniężnej. Ceny kontraktów terminowych wskazują na to, że Federalny Komitet Otwartego Rynku zacznie obniżać koszt pieniądza w czerwcu, a w tym roku spodziewane są trzy obniżki o ćwierć punktu procentowego. Szanse na redukcję w połowie roku zostały jednak przez rynek zmniejszone do ok 55 proc. Pamiętajmy, że ocenie będzie podlegać również najnowszy wykres kropkowy oraz aktualne projekcje inflacji, PKB oraz stopy bezrobocia.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Grupa Mex Polska szacuje 42,4 proc. wzrost zysku netto w 2023 r.

Notowana na GPW spółka holdingowa Mex Polska spodziewa się osiągnięcia wzrostu wyników finansowych w 2023 r. Skonsolidowane przychody szacowane są na poziomie 95,4 mln zł, co da 16,6% wzrost rdr. Zysk netto powinien osiągnąć prawie 4,1* mln zł, co pozwoli na 42,4%* wzrost rdr. Zysk operacyjny EBIT ma utrzymać stabilny poziom o wartości 5,9* mln zł w porównaniu do 5,4* mln zł z 2022 r. (*po wyeliminowaniu z 2022 r. zdarzeń jednorazowych w postaci umorzenia subwencji PFR oraz rozwiązania rezerwy na Program Motywacyjny w łącznej kwocie 4,4 mln zł oraz z 2023 roku umorzenia subwencji PFR w kwocie 0,3 mln zł). Na osiągnięcie solidnych wyników wpłynęła konsekwentna realizacja strategii rozwoju. Istotną rolę odgrywało także stałe monitorowanie kosztów, systematyczna waloryzacja cen, a w szczególności otwarcia nowych lokali własnych.

Z opublikowanych danych szacunkowych wynika, że w samym Q4 2023 roku skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosą 22 mln zł.

Za nami bardzo pracowity, ale i pomyślny rok. Zdywersykiwany model biznesowy i udane otwarcia nowych lokali własnych pozwalily nam osiągnąć satysfakcjonujące wzrosty, zarówno pod kątem przychodów, jak i wyniku netto. Obecnie, z jeszcze większym optymizmem patrzymy w przyszłość, gotowi na rozwijanie naszych działań w oparciu o solidne fundamenty, jakie udało nam się przez lata zbudować. – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska.

Nadrzędnym celem Mex Polska jest ciągła rozbudowa konceptów i poszukiwanie kolejnych  atrakcyjnych lokali do zagospodarowania, co będzie  miało  wpływ na sukcesywną poprawę sprzedaży przy jednoczesnej koncentracji uwagi na kontroli kosztów i marż.

W 2023 roku Mex Polska szczególną uwagę skoncentrowało na rozwoju segmentu bistro, czyli najbardziej dochodowego obszaru działalności grupy kapitałowej. W tym czasie uruchomione m.in. zostały trzy z czterech aktualnie dostępnych lokali należących do marki  Chicas&Gorillas.

Kilka dni temu, bo 9 marca br., Grupa Mex Polska otworzyła we Wrocławiu czwarty już lokal kultowej Pijalni Wódki i Piwa. Niedawno też zawarte zostały umowy na trzy nowe lokale gastronomiczne przy Starym Rynku w Krakowie, które będą działać pod szyldem ww. Pijalni Wódki i Piwa, a także Chicas&Gorillas oraz Pankejk, a ich uruchomienie planowane jest w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

Grupa kapitałowa liczy obecnie 47 rentownych lokali, a potencjał wzrostu jeszcze w tym półroczu przewiduje uruchomienie 6 nowych lokali. Ma to związek z realizacją inwestycji  obejmującą kolejne miasta tj.: Katowice, Kraków, Nowy Sącz, Zamość i Mławę.

Wybrane dane z szacunkowych wyników za rok 2023 (w tys. zł):

Wyszczególnienie 01.01.2023 – 31.12.2023 po eliminacji zdarzeń jednorazowych 01.01.2022 – 31.12.2022 po eliminacji zdarzeń jednorazowych Zmiana
Skonsolidowane przychody ze sprzedaży 95 425 81 840 16,6%
Skonsolidowany zysk (strata) na działalności operacyjnej 5 949 5 475 8,7%
Skonsolidowany zysk (strata) netto 4 064 2 853 42,4%

 

Czym są pożyczki unijne i czy warto po nie sięgać?

Polskie firmy mogą korzystać obecnie z bardzo wielu źródeł finansowania, o różnym stopniu opłacalności. W związku z tym nie zawsze warto ograniczać się tylko do tych najbardziej znanych rozwiązań, takich jak kredyty komercyjne. Ciekawą alternatywą są zwłaszcza pożyczki unijne, które kuszą korzystnymi warunkami spłaty.

Pożyczki unijne — bezpieczne środki niskim kosztem

Pożyczki unijne, omawiane szeroko po adresem https://www.eif.pl/oferta/pozyczki-unijne/, to specyficzna forma finansowania działalności przedsiębiorców, ale nie tylko ich. Mogą z niej korzystać także między innymi placówki edukacyjne, NGO-sy, a nawet spółdzielnie mieszkaniowe. Jak sama nazwa wskazuje, środki pochodzą z funduszy unijnych, natomiast w Polsce udzielaniem tego typu pożyczek zajmuje się Bank Gospodarstwa Krajowego za pośrednictwem swoich partnerów.

Czym takie zobowiązania różnią się od klasycznych pożyczek i kredytów komercyjnych, na przykład zwykłych kredytów inwestycyjnych? Przede wszystkim niższym oprocentowaniem i (z reguły) zerową prowizją. Wynika to z faktu, że udzielane są tylko na cele strategicznie istotne z punktu widzenia UE, w tym m.in. te związane z energetyką i szeroko pojętą rewitalizacją.

Zakres tematyki inwestycji objętych korzystnym finansowaniem jest więc ograniczony. Natomiast już w zakresie konkretnych wydatków, które można pokryć uzyskanymi środkami, pożyczkobiorcy mają znacznie większą dowolność. Oprogramowanie, środki trwałe, nowoczesne technologie, wprowadzanie nowych usług lub produktów, które mogą zrewolucjonizować branżę — możliwości jest bardzo wiele. W praktyce więc okazuje się, że pożyczki unijne są uniwersalnym rozwiązaniem, które warto rozważyć w niemal każdych okolicznościach.

Jak uzyskać korzystną pożyczkę unijną?

Warunki uzyskania pożyczek unijnych nie są skomplikowane i trudne do spełnienia, co oznacza, że wiele podmiotów może z powodzeniem po nie sięgać. Jest jednak pewien haczyk. Wysoki stopień biurokratyzacji procesów w UE przekłada się na złożoną procedurę uzyskiwania środków.

Inaczej mówiąc, trzeba przygotować się na konieczność dostarczenia sporej ilości różnego typu dokumentacji, w tym na przykład biznesplanu. W ten sposób podmiot finansujący będzie miał pewność, że powierza środki odpowiedniemu pożyczkobiorcy.

Problem ten można w dużej mierze ominąć, decydując się na skorzystanie z usług EIF specjalizującego się w pozyskiwaniu finansowania dla firm, w tym ze środków unijnych. W takiej sytuacji partner przejmie na siebie załatwianie tego typu formalności, tak, aby cały proces przebiegł sprawnie i bezproblemowo. Działanie na własną rękę w tym zakresie to prosta droga do niepotrzebnej frustracji i błędów, które przedłużą czas oczekiwania na otrzymanie potrzebnych funduszy.

ORLEN sprzedał udziały w Gas Storage Poland spółce Gaz-System

ORLEN podpisał umowę sprzedaży udziałów w spółce Gas Storage Poland. Tym samym spełniony został warunek połączenia ORLEN i PGNiG wskazany przez Prezesa UOKiK. Zawarta umowa dotyczy zbycia wyłącznie operatora systemu magazynowania, natomiast same magazyny pozostają własnością Grupy ORLEN. Nabywcą udziałów jest należący do Skarbu Państwa operator systemu przesyłowego, spółka Gaz-System. Ich przejęcie wymaga jeszcze zgody Prezesa UOKiK na koncentrację. Transakcja jest kolejnym ważnym krokiem w kierunku wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Umowę zawartą pomiędzy ORLEN a Gaz-System poprzedziła w lutym br. zgoda Akcjonariuszy koncernu na zbycie 100 proc. udziałów w spółce Gas Storage Poland, pełniącej funkcję operatora systemu magazynowania gazu ziemnego. Operator udostępnia pojemności i moce instalacji magazynowych wszystkim uczestnikom rynku usług magazynowania gazu. ORLEN zawarł z Gas Storage Poland umowę, w ramach której spółka ta zarządza pojemnościami podziemnych magazynów gazu należących do koncernu, zlokalizowanych w Kosakowie, Mogilnie, Wierzchowicach, Brzeźnicy, Swarzowie, Husowie oraz Strachocinie. Ich łączna pojemność magazynowa wynosi aktualnie ponad 3,3 mld m sześciennych.

ORLEN realizuje obecnie inwestycję w rozbudowę pojemności magazynowych PMG Wierzchowice, największego podziemnego magazynu gazu w Polsce, które zwiększą się o 800 mln m sześc. – z obecnych 1,3 mld m sześc. do 2,1 mld m sześc. W wyniku realizacji tej inwestycji zdolności magazynowania gazu w Polsce zwiększą się aż o jedną czwartą do 4,1 mld m sześc. Dzięki temu istotnie wzrośnie bezpieczeństwo dostaw gazu do polskich odbiorców. Zakończenie prac budowlanych planowane jest na przełomie 2025 i 2026 roku.

Rynek najmu w lutym: odbudowująca się baza ofert i stabilizujące się ceny

Po noworocznym ożywieniu na rynku najmu, w lutym zauważalne było dalsze odbudowywanie się bazy mieszkań na wynajem. Pod koniec miesiąca aktywnych było ponad 27 tys. ogłoszeń – o 5% więcej m/m i o 34% r/r. A dane Otodom z początku roku o dostępności ofert, wskazują, że bieżący rok może być rekordowy pod względem podaży w porównaniu z kilkoma ostatnimi latami. Jednocześnie w sektorze widoczne jest też dalsze wyhamowywanie rocznej dynamiki wzrostu kwot najmu. Średnia stawka czynszu w miastach wojewódzkich utrzymała się na zbliżonym do styczniowego poziomie i wyniosła niemal 3600 zł.

W lutym nadal był widoczny wysoki poziom zainteresowania mieszkaniami na wynajem. Co roku, po noworocznym szczycie na rynku najmu, aktywność potencjalnych najemców nieco się obniża. Jednak w tym roku ten spadek wyniósł tylko 8%, podczas gdy w minionych latach było to 16%. To pozwala sądzić, że najemcy, rozglądając się za jak najkorzystniejszymi ofertami, starają się na bieżąco monitorować bazę ogłoszeń. W ostatnim miesiącu liczba wyszukiwań mieszkań na wynajem w serwisie Otodom wyniosła prawie 1,5 miliona – w ujęciu rocznym oznacza to wzrost o 17%.

Na nieco niższe zainteresowanie ze strony najemców w lutym wskazuje także poziom rotacji ofert (czyli liczba ogłoszeń opublikowanych w trakcie całego miesiąca, która została zdjęta z serwisu przed 29 lutego 2024 roku). Wniósł on 6,7 tys., czyli był o 14% niższy niż w styczniu.

Dynamiczny wzrost bazy w Łodzi i dalsze problemy w Krakowie

Osoby rozglądające się za mieszkaniem na wynajem nie mogły narzekać w lutym na brak ofert. W ciągu całego miesiąca miały bowiem do dyspozycji 49 tys. ogłoszeń, a na koniec miesiąca 27 tys. To co prawda niewielki wzrost względem końcówki stycznia (+5%), ale analizując wielkość bazy w ciągu ostatnich lat, widać, jak bardzo poprawiła się sytuacja potencjalnych najemców w większości miast wojewódzkich.

Niekwestionowanym liderem pod względem dynamiki rozwoju bazy najmu okazała się Łódź. Dostępna na łódzkim rynku oferta mieszkań na wynajem zwiększyła się w ciągu ostatnich lat aż o 121%. Długookresowy wzrost liczby ogłoszeń widać było również w Warszawie. W stolicy na przestrzeni lutego aktywnych było ponad 13 tys. ofert – o 16% więcej niż w 2019 roku, czyli przed pandemią i wojną w Ukrainie. W perspektywie długoterminowej wzrost podaży na poziomie 20-50% odnotowały także inne największe miasta, takie jak Wrocław, Poznań czy Trójmiasto.

W ujęciu ogólnopolskim baza mieszkań na wynajem sukcesywnie rosła w ciągu ostatnich kilku lat. Są jednak wyjątki, do których zaliczyć możemy Kraków. Stolica Małopolski ma bowiem wciąż trudności z odbudowaniem oferty mieszkań na wynajem. Wynika to z dwóch czynników. Po pierwsze, Kraków dysponuje jedną z największych baz najmu krótkoterminowego w Polsce, a więc duża część dostępnych tam mieszkań nie trafia na tradycyjny rynek najmu. Po drugie nowa podaż mieszkań w sektorze deweloperskim jest w tym mieście niewystarczająca – tłumaczy Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Efekt skurczonej oferty mieszkań na wynajem obserwowany jest na krakowskim rynku już od IV kwartału 2021 roku,kiedy to baza ogłoszeń w ciągu trzech miesięcy spadła o ponad 48% (do poziomu 4,4 tys.). Natomiast dopiero w lutym tego roku Kraków przebił znacząco próg 5 tys. aktywnych ofert.

Jednak to wciąż o około 1,5 tys. mniej niż średnia z lat 2018-2019 i zdecydowanie na mało, żeby odbudować w tym mieście szeroki wybór mieszkań na długoterminowy wynajem.

Spośród pozostałych polskich miast w ostatnim miesiącu liczba nowo dodanych ogłoszeń najsilniej wzrosła w Katowicach i Białymstoku – odpowiednio o 17% i 14%. Natomiast spadek zanotowały Kielce (-4%), Zielona Góra (-3%) i Trójmiasto. W ujęciu miesięcznym baza Gdańska, Gdyni i Sopotu zmniejszyła się o 3%, co najpewniej jest efektem przekierowania mieszkań z najmu długoterminowego do krótkoterminowego. Można więc sądzić, że wynajmujący zaczynają się już powoli przygotowywać się do majówki i sezonu wakacyjnego.

Średnie stawki najmu nadal hamują – Rzeszów wyjątkiem

W lutym tego roku w miastach wojewódzkich za wynajem mieszkania trzeba było zapłacić średnio  blisko 3600 zł, czyli o 0,5% mniej względem stycznia. Największy spadek cen, bo 5-procentowy, odnotował Rzeszów. W efekcie – poszukującym lokali na wynajem na tamtejszym rynku przyszło zapłacić średnio 2500 zł. To jednak wciąż więcej niż w pozostałych miastach ze wschodniej ściany kraju czy chociażby w Poznaniu lub Katowicach.

Za spadek średnich stawek w Rzeszowie odpowiada struktura dostępnej tam bazy ofert na wynajem. W trakcie miesiąca liczba mieszkań do 40 mkw. zwiększyła się tam o 26%, a średnich (od 40 do 60 mkw.) o 13%. Dodatkowo, przeciętna stawka najmu w segmencie najmniejszych mieszkań spadła o około 80 zł, co także odbiło się na poziomie cen pozostałych nieruchomości.

Z kolei tylko w trzech miastach wojewódzkich odnotowano niewielki skok średniej ceny ofertowej – w Poznaniu, Łodzi oraz w Zielonej Górze. W dwóch pierwszych przypadkach te wzrosty oscylowały wokół zaledwie 0,5%.

Średnie stawki najmu wyraźnie się stabilizują. Baza dostępnych mieszkań na wynajem odbudowuje się po okresie pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie i wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie ten trend się utrzyma. Nie możemy spodziewać się jednak znaczących spadków ofertowych stawek najmu. Przede wszystkim ze względu na rosnące koszty eksploatacyjne i zakupu nieruchomości, która sprawiają, że wynajmujący, chcąc utrzymać rentowność najmu, będą nadal przekładali część tych zobowiązań na najemców – wyjaśnia Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Rośnie liczba ofert na rynku najmu

Jaki jest najpopularniejszy wybór najemców? W lutym w największych miastach najczęściej poszukiwano dwupokojowych lokali w budżecie do 2000 zł w Łodzi, do 2500 zł w Lublinie, Poznaniu i Szczecinie oraz do 3000 zł w Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie, a także w Rzeszowie. Dwupokojowe mieszkania cieszyły się zainteresowaniem również w Warszawie, z tymże tam preferowany przedział cenowy wahał się między 3500-4000 zł.

Toyota zwiększy produkcję baterii do zelektryfikowanych aut – przejmuje Primearth EV Energy

Toyota będzie wyłącznym właścicielem Primearth EV Energy (PEVE), producenta baterii do aut hybrydowych. Firma powstała w 1996 roku ramach strategicznej współpracy Toyoty i Panasonic Holdings Corporation. Lider rynku hybryd przejmuje pełną kontrolę nad spółką, aby rozszerzyć portfolio jej produktów oraz zwiększyć własne możliwości produkcji baterii.

Zgodnie ze strategią wielotorowego rozwoju napędów Toyoty, firma Primearth koncentrująca się dotąd na dostarczaniu baterii do hybryd, uruchomi nowe linie produkcyjne akumulatorów do aut elektrycznych oraz hybryd plug-in. Masowa produkcja baterii do różnych typów zelektryfikowanych pojazdów umożliwi Toyocie elastyczne reagowanie na rosnące zapotrzebowanie rynku i preferencje klientów.

Jako największy producent samochodów na świecie Toyota sprzedaje miliony zelektryfikowanych pojazdów rocznie, realnie obniżając emisyjność transportu na świecie. Nowe inwestycje pozwolą obniżyć koszty i zwiększyć skalę produkcji jednego z najważniejszych komponentów zelektryfikowanych napędów. Dzięki temu gama nisko- i bezemisyjnych modeli Toyoty stanie się jeszcze bardziej konkurencyjna na rynku.

Strategiczne inwestycje w elektryfikację napędów

Do 2030 roku Toyota zainwestuje globalnie 70 miliardów dolarów (8 bilionów jenów) w rozwój i produkcję zelektryfikowanych samochodów. Połowa tej kwoty została przeznaczona na baterie i auta elektryczne. Efektem nowej strategii jest m.in. rozbudowa możliwości produkcyjnych baterii w Japonii i Stanach Zjednoczonych oraz postępy w pracach badawczo-rozwojowych nad nowymi technologiami akumulatorów. Toyota zamierza w drugiej połowie dekady obniżyć o połowę koszty produkcji baterii do samochodów elektrycznych, zaś do 2030 roku zwiększyć ich produkcję do 200 gigawatogodzin.

Do 2030 roku firma chce wprowadzić na rynek cztery nowe technologie o lepszych parametrach ładowania i większej gęstości energii. W 2026 roku zadebiutuje nowa generacja baterii do aut elektrycznych, zapewniających zasięg ponad 800 km. W planach są także tańsze i wydajniejsze bipolarne baterie litowo-żelazowo-fosforanowe, które trafią do popularnych modeli i pozwolą na przejechanie powyżej 600 km. Kolejnym etapem będzie rozpoczęcie produkcji bipolarnych baterii litowo-jonowych z zasięgiem ponad 1000 km. Toyota prowadzi także zaawansowane prace nad zupełnie nową technologią baterii ze stałym elektrolitem, która ma zadebiutować na rynku w 2027 roku. Według aktualnych szacunków, zapewni ona zasięg do 1200 km, a czas ładowania skróci do 10 minut.

Strategia wielotorowego rozwoju napędów

Inwestycja Toyoty w nowe linie produkcyjne baterii, które powstaną w fabrykach firmy Primearth, to element realizacji celu osiągnięcia do 2050 roku neutralności klimatycznej bez ograniczania mobilności ludzi. Toyota chce jak najszybciej spopularyzować na całym świecie nisko- i bezemisyjne pojazdy, dlatego jej gama modelowa opiera się na wszystkich rodzajach zelektryfikowanych napędów. To pozwala marce dostosowywać ofertę do specyfiki każdego rynku, potrzeb klientów i dostępnej infrastruktury. Dzięki temu miliony klientów na całym świecie mogą wymienić konwencjonalne auta spalinowe na niskoemisyjne pojazdy, które najlepiej odpowiadają ich potrzebom.

Rozwój wielu różnych technologii napędowych ma także na celu optymalizację zużycia ograniczonych zasobów, takich jak lit, kobalt czy metale ziem rzadkich. Toyota uważa napędy hybrydowe, elektryczne i wodorowe za komplementarne rozwiązania, które stosowane równolegle ułatwią dekarbonizację różnych gałęzi transportu. Jednocześnie firma prowadzi badania nad paliwami neutralnymi klimatycznie, takimi jak bioetanol, paliwa syntetyczne czy wodór, oraz dostosowanymi do nich silnikami spalinowymi.

Sklepy przyciśnięte wysoką inflacją wydały w 2023 r. więcej gazetek z rabatami niż rok wcześniej. Wzrosty rok do roku są nawet dwucyfrowe

Z analizy blisko 14,5 tys. gazetek promocyjnych wynika, że w ub.r. sieci handlowe wydały ich o 4,1% więcej niż w 2022 roku. Jednak trzy z ośmiu badanych formatów zaliczyły spadki. Wśród nich największy rdr. zanotowały sklepy typu DIY – o 21,7%, a najmniejszy – hipermarkety – o 4,1%. Z kolei pięć segmentów zwiększyło liczbę gazetek. Najmocniejszy przyrost rdr. uzyskały dyskonty – o 17,7%, a najsłabszy – drogerie i apteki – o 0,4%. Autorzy raportu uważają, że w obecnej sytuacji ekonomicznej w Polsce liczba gazetek promocyjnych nie tylko powinna utrzymać tendencję wzrostową, ale może nawet jeszcze o kilka procent powiększyć się rok do roku.

Analiza gazetek promocyjnych wydawanych przez sieci handlowe, wykonana przez ekspertów z platformy UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX, wykazała, że w całym 2023 roku ogólnie sieci handlowe wydały o 4,1% więcej takich publikacji niż w 2022 roku. – Ten wzrost może wynikać z intensyfikacji działań marketingowych sieci handlowych, które dążą do zwiększenia swojego udziału w rynku lub do odzyskania pozycji po spadkach w poprzednich latach. W ciągu roku rynek stał się bardziej konkurencyjny. Rosnąca inflacja skłoniła konsumentów do poszukiwania oszczędności, a sieci handlowe pozytywnie odpowiedziały na ten trend. Gazetki, jako narzędzie promocyjne, są łatwo dostępne i umożliwiają konsumentom szybkie zorientowanie się w aktualnych ofertach – mówi Marcin Lenkiewicz, współautor raportu z Grupy BLIX.

Zdaniem Julity Pryzmont, współautorki ww. analizy z Hiper-Com Poland, kolejnym czynnikiem wzrostu mogła być zmiana strategii promocyjnych. – Sieci zaczęły częściej, ale subtelniej komunikować oferty. To mogło wynikać z chęci zbudowania długoterminowej lojalności klientów. W dobie inflacji sieci handlowe mogły używać gazetek jako sposobu informowania konsumentów o stabilności cen lub o obniżkach. Wzrost liczby gazetek mógł zostać odebrany przez klientów jako zwiększenie dostępności ofert promocyjnych, co mogło być postrzegane bardzo pozytywnie – komentuje Julita Pryzmont.

Patrząc na poszczególne wyniki, można zauważyć, że spośród 8 analizowanych segmentów 3 formaty zmniejszyły liczbę gazetek. Największe spadki rdr. zanotowały sklepy typu DIY (potocznie zwane marketami budowlano-remontowymi) – o 21,7%, a także cash&carry – o 20,2%. – Ich klienci w większym stopniu preferują zakupy online, co jest szczególnie widoczne w segmencie DIY. Tego typu sklepy internetowe często oferują lepsze warunki zakupu, szeroki asortyment i wygodną dostawę. Do tego w obliczu wysokiej inflacji konsumenci i małe firmy budowlane lub remontowe mogły ograniczać wydatki na projekty DIY – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Analitycy z UCE RESEARCH informują również, że niewielki spadek zaliczyły hipermarkety – o 4,1% rdr. – To może wynikać ze specyfiki tego formatu i odzwierciedlać zmianę zachowań konsumenckich. Coraz częściej wybierają oni zakupy online lub w mniejszych, bardziej dostępnych lokalizacjach – uważa współautorka badania z Hiper-Com Poland.

Z raportu wynika też, że 5 badanych formatów zwiększyło liczbę gazetek. Największe przyrosty rdr. zanotowały dyskonty – o 17,7%, sieci typu convenience – o 12%, a także supermarkety – o 10,9%. Oprócz tego na niewielkich plusach są sklepy z RTV i AGD oraz drogerie i apteki – odpowiednio 3,3% i 0,4%. Według autorów badania, największy wzrost liczby gazetek promocyjnych w dyskontach, sieciach convenience i supermarketach można częściowo przypisać ich silnej pozycji negocjacyjnej.

– Dyskonty, mając duży wolumen zakupów, mogą uzyskać znaczące rabaty od dostawców, co umożliwia im oferowanie atrakcyjnych promocji. To z kolei przekłada się na potrzebę komunikowania tych ofert za pomocą gazetek, które wciąż odgrywają ważną rolę w przyciąganiu konsumentów. Z kolei sieci convenience eksperymentują z różnymi metodami dotarcia do klientów, w tym zwiększają liczbę publikacji. Często są one tematyczne, odpowiadając na zmieniające się preferencje zakupowe konsumentów szukających wygody i szybkości zakupów – tłumaczy Marcin Lenkiewicz.

W kontekście obecnej sytuacji w Polsce, twórcy raportu prognozują, że liczba gazetek promocyjnych nie tylko powinna się utrzymać, ale również może wzrosnąć o kilka procent rok do roku. – Będą one jednak ewoluować, stając się bardziej personalizowane i dostosowane do konkretnych tematyk. To pozwoli sklepom na lepsze targetowanie ofert i zwiększenie ich skuteczności. Wzrost personalizacji prawdopodobnie zostanie wsparty przez rozwój technologii i narzędzi analitycznych, które umożliwiają bardziej precyzyjne poznanie potrzeb i zachowań konsumentów. Forma komunikacji tych gazetek też ulegnie zmianie, z większym naciskiem na dystrybucję cyfrową – twierdzi ekspert z Grupy BLIX.

Jeżeli inflacja nadal będzie spadać, to teoretycznie konsumenci mogą odczuwać mniejszą potrzebę szukania promocji, co mogłoby prowadzić do zmniejszenia ilości gazetek. – Jednak w praktyce, nawet przy spadającej inflacji, konsumenci będą chcieli wciąż pozostać ostrożni w wydatkach i nadal szukać oszczędności. Sieci handlowe mogą to wykorzystać, utrzymując lub nawet zwiększając liczbę gazetek promocyjnych emitowanych w tym roku – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Opis metody badawczej

Eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali blisko 14,5 tys. gazetek handlowych z promocjami, wydanych w latach 2023-2022 roku. Łącznie miały blisko 297,8 tys. stron i powierzchnię w wymiarze prawie 13,3 mln cm2. W ww. publikacjach było w sumie 2,1 mln promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

Obniżka stóp w Szwajcarii możliwa już w przyszłym tygodniu

Szwajcarska inflacja w lutym wyniosła 1,2 proc. i jest to najniższy odczyt od początku 2022 roku. Zwiększa to szansę na dokonanie przez Szwajcarski Bank Centralny (SNB) obniżki stóp już 21 marca. Niższe stopy obniżą raty polskich kredytów mieszkaniowych we franku. Ale Szwajcaria to także ciekawy rynek giełdowy o kapitalizacji wynoszącej 170 proc. PKB.

Szwajcaria to jedna z ważniejszych europejskich gospodarek. Dla nas jednak ma znaczenie szczególne, wielu Polaków co miesiąc sprawdza kurs szwajcarskiej waluty i wysokość stóp procentowych, ponieważ wciąż jeszcze spłaca kredyty hipoteczne zaciągnięte właśnie w CHF. Swego czasu polskie banki udzieliły nawet 800 tys. takich kredytów, obecnie aktywnych jest jeszcze około 250 tys. z nich. Ten portfel jednak szybko się kurczy. 5 lat temu kredyty te stanowiły około 40 proc. wartości portfela kredytów hipotecznych w złotym, teraz jest to już tylko około 5 proc.

Ostatnie umocnienie złotego spowodowało, że kurs franka spadł do poziomu 4,45 zł, co jest najniższym poziomem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Od początku frank osłabił się wobec złotego o około 5 proc. (około 25 groszy). Podobnie, bo o około 5 proc., frank osłabł także wobec dolara. To dość nietypowa sytuacja. Frank szwajcarski w okresie zwiększonego napięcia geopolitycznego jest postrzegany jako bezpieczna przystań, do tego Szwajcaria dysponuje ogromną 10 proc. nadwyżką na rachunku obrotów bieżących. Posiada rezerwy walutowe wynoszące 100 proc. PKB oraz tradycyjnie nastawiony interwencjonistycznie bank centralny.

Jednak zbliżająca się perspektywa obniżek stóp procentowych wpływa na spadek wartości franka. Szczególnie po jego ubiegłorocznym widocznym umocnieniu. W lutym inflacja w Szwajcarii spadła do najniższego od 2,5 roku poziomu i wyniosła 1,2 proc. Cel inflacyjny SNB wynosi maksymalnie 2 proc., a podstawowa stopa to obecnie 1,75 p.p., dlatego rynek ocenia, że szansa na obniżkę stóp w przyszłym tygodniu wynosi około 40 proc. Gdyby jednak do obniżki nie doszło w marcu to na każdym z kolejnych posiedzeń jej prawdopodobieństwo będzie coraz wyższe. Taka obniżka mogłaby w ciągu kilku miesięcy przełożyć się na obniżenie rat polskich kredytów hipotecznych we franku. Każda obniżka oprocentowania o 0,25 p.p., to niższa rata kredytu o około 20-30 zł na każde pożyczone 100 tys. zł. To byłaby dodatkowa ulga dla kredytobiorców poza wspomnianym osłabieniem franka wobec złotego.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

AGH oraz KPT wspólnie poprowadzą polski oddział akceleratora innowacji obronnych NATO w ramach programu DIANA

14 marca 2024 r. ogłoszono nową mapę akceleratorów innowacji obronnych NATO w ramach programu Defence Innovation Accelerator for the North Atlantic (DIANA). Zgodnie z nią, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz Krakowski Park Technologiczny wspólnie poprowadzą polski oddział akceleratora innowacji obronnych NATO – Krakow DIANA Accelerator.

Głównymi obszarami działalności Krakow DIANA Accelerator będzie wsparcie realizacji programów akceleracyjnych w obszarze rozwiązań technologicznych potrzebnych do zapewnienia bezpieczeństwa i obronności wszystkich krajów sojuszniczych NATO. Dla Polski to szansa na wsparcie modernizacji technologicznej sektora obronności i rozwój firm w obszarze nowych i przełomowych technologii podwójnego zastosowania, czyli zarówno do celów cywilnych jak i obronnych. Akcelerację biznesową ma zapewnić przede wszystkim KPT, natomiast akcelerację technologiczną oraz dostęp do infrastruktury badawczej i laboratoryjnej – AGH. DIANA współpracuje z wyłonionymi w konkursach start-upami i firmami z całego Sojuszu, wspierając je finansowo, szkoleniowo i mentoringowo oraz zapewniając dostęp do szerokiej sieci inwestorów i przedstawicieli przemysłu.

Celem sieci DIANA, stworzonej przez NATO, jest połączenie kompetencji naukowców, innowatorów oraz start-upów współpracujących nad rozwiązaniami „głębokich technologii” (ang. deep tech) z jednostkami sektora obronnego i wojskowego. W obszarze zainteresowań DIANA znajdą się nowe i przełomowe, technologie (ang. emerging and disruptive technologies), do których zaliczają się m.in. sztuczna inteligencja, technologie kosmiczne, kwantowe, autonomiczne, informacyjne i komunikacyjne, energetyka, a także biotechnologia oraz nowe surowce i materiały, a także produkcja.

Rozwój technologii z potencjałem tzw. podwójnego zastosowania pozwoli na dynamiczny ich rozwój, dalszą komercjalizację oraz szybszą implementację przez sojuszników NATO. Konsorcjum AGH oraz KPT powstało z myślą o zwiększeniu potencjału akceleracyjnego Polski, a dołączenie do sieci DIANA niesie ze sobą ogromną szansę na stworzenie krajowego ekosystemu innowacji, czerpiącego z najlepszych praktyk ekosystemu natowskiego, obejmującego już dzisiaj przeszło 200 podmiotów stowarzyszonych w ramach sieci DIANA.

Jak mówi gen. bryg. Marcin Górka, Dyrektor Departamentu Innowacji, Przedstawiciel Polski w Radzie Dyrektorów DIANA: – Od samego początku naszego udziału w programie DIANA zależało nam na umiejscowieniu jednego z ośrodków akceleratora w Polsce. Jest to bezwzględny warunek do tego, aby nasz kraj mógł w pełni wykorzystać szanse jakie oferuje DIANA – i nie mam tu bynajmniej na myśli samych startupów i innowatorów oraz polskich centrów testowych już włączonych do sieci DIANA, ale również polski ekosystem innowacji w szerszym ujęciu, a więc również fundusze kapitałowe, ośrodki akademickie, podmioty zbrojeniowe i oczywiście nas, żołnierzy. Bardzo się cieszę, że oferta Krakowskiego Parku Technologicznego i Akademii Górniczo-Hutniczej została zaakceptowana przez Radę Dyrektorów.

Prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie podkreśla: – Dla AGH jest to niezwykle istotne wyróżnienie i docenienie naszego naukowego potencjału. Dzięki dołączeniu to prestiżowego grona jednostek budujących akceleratory NATO bierzemy wspólnie z Krakowskim Parkiem Technologicznym odpowiedzialność za dostarczanie rozwiązań na najwyższym poziomie, które będą kluczowe dla bezpieczeństwa w Sojuszu. Traktujemy takie wyzwania z najwyższą powagą. Dla samej AGH to szansa na wzmocnienie i rozwój kluczowych obszarów badawczych. Wsparcie merytoryczne, mentoring ekspertów rynkowych są także nieocenione w tym przedsięwzięciu. Jednocześnie mamy poczucie, że jesteśmy gotowi wnieść do programu DIANA najbardziej innowacyjne rozwiązania powstające w murach naszej uczelni.

Tadeusz Zaremba, prezes zarządu Krakowskiego Parku Technologicznego mówi: Krakowski Park Technologiczny sukcesywnie poszukuje specjalizacji w obszarze wspierania innowacji, a współpraca z NATO w zakresie innowacji obronnych jest przez nas postrzegana jako niepowtarzalna szansa dla innowatorów. Nasze działania podyktowane są zarówno przekonaniem, że to tzw. głębokie technologie budują najsilniejsze przewagi konkurencyjne w biznesie, jak i tym, że przyszłość należy budować na filarach innowacyjności, bezpieczeństwa i współpracy. W KPT wierzymy, że inwestowanie w innowacje obronne to nie tylko kwestia strategiczna, ale również odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń.

Zdaniem Jacka Siewiery, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego,  – Polski Ekosystem Innowacji, zgodnie z międzynarodową decyzją, otrzymał nową, niezwykle kluczową instytucję, utworzoną na bazie krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej oraz Krakowskiego Parku Technologicznego – Krakow DIANA Accelerator, będący częścią Akceleratora Innowacji Obronnych NATO DIANA. BBN konsekwentnie wspierał tę ideę, gdyż współczesne bezpieczeństwo zależy w dużej mierze od tego, czy będziemy w stanie odpowiednio wykorzystać potencjał jednostek badawczo – rozwojowych oraz parków technologicznych oraz od tego, jak skutecznie będziemy w stanie przetransferować i wykorzystać tą wiedzę do zwiększenia bezpieczeństwa państwa. Umocowanie akceleratora właśnie w Polsce pozwoli na usprawnienie współpracy pomiędzy start-upami, inwestorami, podmiotami przemysłu obronnego, środowiskami akademickimi oraz użytkownikiem końcowym. Współpraca sojusznicza w sektorze bezpieczeństwa stanowi podstawę funkcjonowania współczesnych modeli biznesowych i pozytywnie wpłynie na rozwój i wykorzystanie przełomowych technologii oraz istotnie wzmocni odporność państwa polskiego i całego Sojuszu Północnoatlantyckiego.

– Mocną stroną DIANY jest nasza wyjątkowa transatlantycka sieć centrów talentów i liderów innowacyjności działających na rzecz wspólnego celu. Zasięg i różnorodność partnerów w sieci DIANA przyspieszy rozwój i wdrażanie przełomowych rozwiązań dla obronności, bezpieczeństwa i pokoju – mówi Prof. Deeph Chana, Dyrektor Zarządzający Akceleratora Innowacji Obronnych NATO (DIANA), a także Dyrektor Instytutu Nauk o Bezpieczeństwie i Technologii w Imperial College w Londynie.

Udział w akceleratorze jest koordynowany przez Departament Innowacji Ministerstwa Obrony Narodowej, który aktywnie wspiera udział Polski
w programie DIANA.

 

W AGH powołano także pełnomocnika Rektora ds. NATO DIANA, którym została Izabela Albrycht, członkini Grupy Doradczej NATO ds. nowych i przełomowych technologii w l. 2020-2022. KPT powołał pełnomocnika ds. technologii podwójnego zastosowania, został nim Bartosz Józefowski.