Inwestycje napędzą polski sektor metalurgiczny, ale branżę czekają nowe wyzwania

Sektor branży metalurgicznej po trudnym okresie pandemii zdołał odbić się od dna szybciej, niż wielu przewidywało, odnotowując silny wzrost w 2021 roku. Wiele kluczowych przedsiębiorstw w Polsce planuje rozbudowę lub modernizację swoich zakładów wytwórczych. Inwestycje mają na celu zwiększenie mocy produkcyjnych.

Polska jest jednym z największych importerów netto półproduktów i gotowych produktów ze stali. W 2020 r. kraj zajął piąte miejsce na świecie i pierwsze w Unii Europejskiej. Jak podaje Eurostat w tym samym roku w całym sektorze zatrudnionych było ponad 72 tys. osób, co pozwoliło Polsce uplasować się na trzecim miejscu w Europie po Niemczech i Włoszech. Eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group zauważają, że gdy po recesji spowodowanej pandemią wiele sektorów wykorzystujących stal, takich jak budownictwo, AGD czy motoryzacja, powróciło na ścieżkę wzrostu, popyt zaczął rosnąć do tego stopnia, że europejscy producenci niekiedy nie byli w stanie za nim nadążyć. Ceny takich produktów jak stalowe pręty zbrojeniowe, osiągnęły poziom niespotykany od kilkunastu lat – w 2022 roku jest to średnio 3000 złotych za 1 sztukę. Na koniec 2021 roku Polski Instytut Ekonomiczny szacował, że po pandemii polska gospodarka zużywa więcej stali niż przed nią, a popyt dwukrotnie przewyższa krajową podaż.

Troska o środowisko w parze z innowacyjnością

Polski sektor przetwórstwa metali ma długoletnie tradycje, znaczne zasoby, dobrze rozwiniętą infrastrukturę i wiedzę branżową, które stanowią solidną podstawę dla jego rozwoju. Siłą napędową tej gałęzi gospodarki jest jej wysoki poziom innowacyjności. Wielu producentów, zwłaszcza stali i aluminium, przechodzi proces modernizacji swoich zakładów wytwórczych czy zwiększania mocy produkcyjnych. Przykładowo firma ArcelorMittal planuje renowację dużych pieców hutniczych w Dąbrowie Górniczej, a CMC Poland budowę nowej, trzeciej linii walcowniczej. Umożliwi to sprzedaż wyżej cenionych wyrobów gotowych zamiast półwyrobów o niższej marży.

Oprócz zwiększenia  wydajności, inwestycje koncentrowały się również na ograniczeniu negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Udział bardziej przyjaznej dla środowiska technologii EAF w polskich zakładach wytwórczych stale wzrasta i obecnie jest ona wykorzystywana w 50% całkowitej produkcji stali w Polsce. Według Polskiego Stowarzyszenia Producentów Stali przyczyniło się to do znacznej poprawy efektywności energetycznej przemysłu. Przykładem jest polska huta miedzi KGHM w Legnicy, której strategia zakłada uzyskanie niezależności energetycznej. Polski gigant miedziowy inwestuje w budowę własnych mocy wytwórczych i planuje, że w 2030 roku połowa jego zapotrzebowania na energię elektryczną będzie pochodzić z własnych lub odnawialnych źródeł.

Obiecujący rok dla przemysłu stalowego w Polsce

Główny konsument stali, sektor budowlany, prawdopodobnie będzie kontynuował swoją wzrostową tendencję, napędzając popyt na ten surowiec. Oczekuje się wzrostu nie tylko w sektorze mieszkaniowym, ale również komercyjnym i inżynierii lądowej. Przykładem może być planowana przez polski rząd budowa ponad 2 tysięcy kilometrów dróg ekspresowych i autostrad do 2025 roku, ponad 100 mostów i obwodnic oraz przebudowa 50 tysięcy kilometrów dróg w ramach założeń Polskiego Ładu. Do 2030 roku natomiast rząd chce połączyć za pomocą tras szybkiego ruchu wszystkie województwa.

Istnieją segmenty przemysłu metalurgicznego, w których w najbliższych latach spodziewany jest silny wzrost. Należą do nich produkcja miedzi i aluminium, na które popyt ma być napędzany przez globalne projekty infrastrukturalne oraz rozwój czystej energii i pojazdów elektrycznych, a także przez popyt na samochody, domy, sprzęt elektryczny i urządzenia wykorzystujące energię odnawialną.

Wyzwania dla polskiego sektora metali

Przed sektorem przetwórstwa metali stoją również liczne wyzwania. Są one związane z rosnącymi kosztami emisji gazów cieplarnianych oraz cenami energii elektrycznej w kraju. Dodatkowo, polscy producenci muszą konkurować z firmami spoza Unii Europejskiej, których nie ograniczają dyrektywy unijne. Istotnym wyzwaniem jest niski poziom rentowności, wynikający z wysokich kosztów surowców i produktów.

Sektor przetwórstwa metali jest bardzo energochłonny, co stoi w sprzeczności z celami Unii Europejskiej: obniżeniem emisji dwutlenku węgla i osiągnięciem neutralności klimatycznej do 2050 r. Cena uprawnień do emisji CO2 stale rośnie, co z kolei powoduje wzrost kosztów energii elektrycznej. Uzależnienie polskiej gospodarki od węgla stawia krajowe przedsiębiorstwa w trudnej sytuacji i sprawia, że są one mniej konkurencyjne.

Wciąż jednak podejmowane są działania mające zmienić ten stan rzeczy. Do 2019 roku ilość CO2 wytwarzanego przy produkcji jednej tony stali została zredukowana do 1,83 tony z 3 ton, a eksperci EMIS szacują, że obecnie jest to zaledwie 0,92 tony. Pod koniec sierpnia 2019 roku uchwalono ustawę, która przyniosła korzyści przemysłom energochłonnym, zapewniając rekompensaty kosztów emisji CO2 zawartych w cenach energii. Łączna roczna ilość wypłat została ograniczona do 890 milionów złotych w latach 2020-2021. W lutym 2022 roku Senat przyjął poprawkę do tych limitów, podnosząc je do ponad 45 miliardów złotych na lata 2022-2031.

Źródło: Poland Metal Processing Sector Report 2022-2023

Klientów znacznie mniej, ale ceny mieszkań rosną

Rosnące stopy procentowe i spadająca zdolność kredytowa ograniczyły znacząco popyt na mieszkania w I kw. 2022 r. Jednocześnie we wszystkich analizowanych miastach na rynku pierwotnym oraz w większości miast na rynku wtórnym ceny mieszkań ponownie wzrosły. Najnowszą analizę rynku mieszkaniowego i kredytowego przygotowali eksperci Metrohouse, Credipass oraz RynekPierwotny.pl.

Sytuację na rynku wtórnym mieszkań należy rozpatrywać w świetle zachodzących zdarzeń, które nie są bez znaczenia dla kształtowania się popytu i cen nieruchomości. Podwyżki stóp procentowych oraz niepewna sytuacja na rynku będąca wynikiem wojny za naszą wschodnią granicą nie sprzyjają podejmowaniu decyzji o zakupie. Coraz bardziej rynek mieszkaniowy zamyka się też na klientów kredytowych, których zdolność do finansowania zakupu spada z każdym kwartałem.

Mimo wszystko ceny mieszkań idą w górę

W tym kontekście warto przyjrzeć się cenom, które pojawiły się w transakcjach w I kw. 2022 r. Pierwsza i szczególnie ciekawa obserwacja to spadek średniej ceny transakcyjnej w Warszawie, która znów nie przekracza 12 000 zł za m kw. i jest niż o 5,4 proc. w odniesieniu do IV kw. 2021 r. Z kolei w dwóch miastach – Krakowie i Gdańsku dzięki wzrostom cen po raz pierwszy w naszym zestawieniu udało się przebić barierę 10 000 zł za m kw., mówi Marcin Jańczuk, współtwórca raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

Średnie ceny mieszkań w tych dwóch lokalizacjach są niemal identyczne, choć dane historyczne wskazują, że zwykle Stolica Małopolski charakteryzowała się wyższymi cenami niż w Gdańsku. Kolejne miasto z wysokimi cenami mieszkań to Wrocław, lecz tutaj nie odnotowano znaczących zmian w porównaniu do poprzedniego kwartału, a średnia cena zbliża się do 9000 zł za m kw. Kilkaset złotych taniej za m kw. jest w Poznaniu. Rekordzistą wzrostów jest jednak Łódź, gdzie kwartalne tempo wzrostów imponuje (8,8 proc.). Obecnie za m kw. lokalu w tym mieście płacimy ponad 6200 zł. Podobnie jak w Gdańsku wzrosty r/r wynoszą 15,5 proc. Nie są to jednak rekordy roczne podwyżek. Liderem jest Kraków, gdzie ceny wzrosły o ponad 17 proc. Już dziś wysokie ceny przekładają się na mniejsze zainteresowanie zakupem oraz na wydłużenie czasu sprzedaży mieszkań.

Ostatnie dane z rynku pierwotnego, które opracował portal RynekPierwotny.pl wskazują, że we wszystkich analizowanych miastach ceny mieszkań wzrosły od 2 do 8 proc. w skali kwartału. Spośród największych miast, jedynie w Łodzi i Poznaniu ceny nie przekraczają jeszcze 10 tys. zł za m kw. –Bardzo sugestywny wydaje się fakt, że podwyżki względem IV kw. 2021 r. odnotowano na terenie wszystkich badanych metropolii. Wyniki dotyczące Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Poznania są szczególnie istotne. W marcu Stolica Wielkopolski bardzo zbliżyła się już do poziomu 10 000 zł za m kw. i wszystko wskazuje, że zostanie on przekroczony. Warto pamiętać, że w Poznaniu popyt na nowe „M” od grudnia 2021 r. do marca 2022 r. utrzymywał się na stabilnym i dość wysokim poziomie, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Pod względem stabilności popytu, poznański rynek był wyjątkiem w grupie analizowanych miast. Znaczenie może mieć fakt, że Poznań wciąż cechuje się dość dużym udziałem nowych „M” z ceną ofertową nie większą niż 8000 zł za m kw.

Jak można było oczekiwać droższy pieniądz przełożył się na mniejsze zainteresowanie zakupami inwestycyjnymi. Według raportu Barometr Metrohouse i Credipass pod koniec 2021 r. zakup inwestycyjny deklarowało 41 proc. klientów podczas gdy w I kw. 2022 r. wskaźnik ten spadł do 32 proc. Najczęściej kupujemy mieszkania w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych, a wśród nabywców przeważają osoby dokonujące transakcji pierwszy raz w życiu.

Wiele zmian na rynku kredytów

Podwyżki stóp procentowych to odczuwalny dla wszystkim wzrost aktualnych rat kredytowych oraz spadek zdolności kredytowej dla nowych kredytobiorców. – Analizując rok do roku widzimy spadek zdolności w zależności od banku o 45% do nawet 65%. Przyczyną tego spadku jest również rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która weszła w życie 1 kwietnia 2022, zalecająca liczenie zdolności z buforem 5,0% czyli zakładając wzrost oprocentowania kredytu o taką wartość. Dotychczasowe założenia rekomendowały liczenie zdolności z buforem 2,5%. W ciągu ostatnich 12-stu miesięcy raty kredytów wzrosły już o około 80%. Przyjmując pod uwagę projekcje wzrostu stóp, pewnie niedługo przekroczymy dwukrotność wysokości raty przed serią podwyżek, komentuje Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Credipass.

Pierwszy raz w historii mamy przypadek, gdzie średnie oprocentowanie kredytu ze stopą stałą jest niższe niż ze stopą zmienną. Wynika to z tego, że część banków nie zaktualizowała jeszcze swojej oferty o ostatnią dużą podwyżkę stóp procentowych. Aktualnie średnie oprocentowanie kredytu ze zmienną stopą procentową wyniosło ok. 7,55% a ze stopą stałą ok. 7,3%. Dla przypomnienia, jeszcze dwa kwartały temu ta różnica wynosiła 1,46% na niekorzyść oprocentowania stałego. Pozytywną informacją płynącą z rynku jest widoczna obniżka marż kredytu. Już praktycznie każdy bank obniżył mniej lub więcej swoje marże w stosunku do wartości jakie były w zeszłym roku. W aktualnie trudnych realiach rynku kredytowego banki będą starały się przyciągnąć do siebie klientów właśnie przez obniżanie marż.

Zysk netto Cloud Technologies rośnie o 144% w I kw. 2022 r. Sprzedaż danych napędza rozwój spółki

  • Cloud Technologies, spółka koncentrująca się na sprzedaży cyfrowych danych, wypracowała w I kw. 2022 r. zysk netto w wysokości 2,2 mln zł. EBITDA w I kw. tego roku notowanej na NewConnect spółki wyniosła 4,5 mln zł, co oznacza wzrost o 51% r.d.r.
  • Za dynamiczny rozwój Cloud Technologies odpowiada sprzedaż danych, której udział w przychodach wynosi 75%. W pierwszym kwartale 2022 r. przychody z tego tytułu wzrosły o 66% do poziomu 7,5 mln zł. Q1 2022 był również drugim najlepszym kwartałem w historii spółki pod względem sprzedaży danych.
  • Ponad 80% przychodów ze sprzedaży danych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i jest rozliczana w dolarach amerykańskich, co dodatkowo zwiększa rentowność spółki.

– Wyniki za I kwartał tego roku to powód do satysfakcji, a przede wszystkim potwierdzenie słuszności przyjętej strategii i kierunków rozwoju. Wzrost zysków oraz rentowności potwierdzają słuszność naszych decyzji dotyczących koncentracji wokół segmentu sprzedaży danych, którego marża wynosi ponad 62%. Powyższe czynniki świadczą o stabilności, skalowalności oraz globalnym charakterze naszego modelu biznesowego, co powinno implikować dynamikę wzrostów w kolejnych okresach. Wyniki osiągnięte w I kwartale 2022 roku pozwalają z optymizmem patrzeć na dalszy rozwój Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pod względem osiągniętego zysku netto, I kw. 2022 roku był dla Cloud Technologies najlepszym pierwszym kwartałem na przestrzeni ostatnich czterech lat. Wynik finansowy netto spółki wzrósł również w stosunku do IV kw. 2021 r., o 83%. Na wzrost zysków oraz rentowności Cloud Technologies miał wpływ coraz większy udział sprzedaży danych w przychodach spółki, który wynosi obecnie 75%. Kluczowy dla spółki segment charakteryzuje się wysoką marżą na poziomie ponad 62%.

Rozwojowi spółki i poprawie wyników w I kw. tego roku towarzyszył skup akcji własnych, związany z planowanym programem motywacyjnym. W ramach pierwszych dwóch transz Cloud Technologies skupiło od inwestorów 37,7 tys. akcji własnych o łącznej wartości 1,2 mln zł. Beneficjentami programu motywacyjnego zostaną członkowie wyższej kadry kierowniczej i organów zarządczych spółki. Uczestnicy programu zostaną upoważnieni do objęcia do 250 000 akcji w 2024 roku przy spełnieniu KPI w postaci skumulowanego EBITDA w wysokości 55 mln zł.

Spółka rozpoczęła nowy rok notując wysoki wzrost dynamiki sprzedaży danych w pierwszych miesiącach. I kw. 2022 r. był drugim najlepszym kwartałem w historii spółki pod względem sprzedaży danych. Wynik ten jest szczególnie warty odnotowania ze względu na specyfikę i sezonowość rynku, gdzie I kw. jest historycznie najgorszym okresem w ciągu roku.

Pierwszy kwartał 2022 roku był dla nas bardzo udany. Dobre wyniki finansowe w pierwszym kwartale zapowiadają udany rok dla Cloud Technologies, z uwagi na sezonować branży, gdzie pierwszy kwartał jest z reguły najsłabszym okresem w ciągu roku. Dzięki konsekwentnej realizacji strategii stale poprawiamy wyniki – rośnie nasz wynik netto, EBITDA oraz rentowność spółki. Rozwijamy się organicznie, a akwizycje planowane zgodnie z przyjętą strategią, powinny zwiększyć dynamikę wzrostów w przyszłości – dodaje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Cloud Technologies prowadzi działalność na dynamicznie rozwijającym się globalnym rynku danych, którego wartość w 2021 roku wyniosła 52 mld USD według raportu OnAudience. Skumulowany roczny wskaźnik (CAGR) na globalnym rynku danych za lata 2017-2021 wynosi 29%, z czego dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, będące kluczowym rynkiem Cloud Technologies. Wraz z globalnym rynkiem danych rosną wydatki na reklamę online. Według agencji Zenith wskaźnik CAGR globalnych wydatków na reklamę online w latach 2017- 2021 wyniósł 15%.

Polski pracownik w obliczu inflacji

Pomimo sytuacji gospodarczej, wojny w Ukrainie oraz pandemii, wielu Polaków jest gotowych do zmiany miejsca zatrudnienia. Czynnikiem szczególnie wpływającym na postawy zawodowe jest inflacja. Wpływa ona na raty kredytowe Polaków, strukturę ich wydatków, oszczędności, a przede wszystkim na wielkość realnych zarobków. Trudno się więc dziwić, że ze względu na inflację aż 44% Polaków jest bardziej skłonnych do zmiany pracy na lepiej płatną, niż jeszcze przed rokiem. Co wpływa na obawy Polaków? Na te i inne pytania odpowiadamy w materiale prasowym poświęconym badaniu Pracuj.pl „Nowe oblicza pracy”.

Najważniejsze ustalenia:

  • 44% Polaków myśli o zmianie pracy przez wpływ inflacji na pensję.
  • Blisko połowa badanych strała się o podwyżkę w obliczu inflacji.
  • Znaczna większość Polaków coraz bardziej zwraca uwagę na swoją pensję.
  • Co trzeci utrzymałby się z oszczędności przez maksymalnie 2 miesiące.
  • Dzięki pracy zdalnej Polacy znacząco oszczędzają na wydatkach.
  • 71% szukających pracy chętniej aplikuje na oferty pracy z widełkami zarobków.

Koniec „taniego życia”?

Ostatnie ponad dwa lata przyniosły serię finansowych wyzwań zarówno dla pracowników, jak i przedstawicieli biznesu. Na znaczeniu zyskały modele pracy zdalnej i hybrydowej, które nie tylko wpłynęły na styl i kulturę pracy, ale także na strukturę wydatków Polaków. Zapotrzebowanie na pracę sprawiło, że przyspieszyło tempo wzrostu wysokości pensji, co jednak generowało także wzrosty cen. Kolejne fale pandemii, obostrzenia, zaburzenie łańcuchów dostaw długo wpływały na sytuację gospodarczą i wartość pieniądza m.in. poprzez tarcze antykryzysowe. Ponadto kilka miesięcy temu wojna w Ukrainie zachwiała globalną gospodarką, przyczyniając się dodatkowo do wzmocnienia czynników wpływających na wartość pieniądza.

W konsekwencji w kwietniu 2022 roku inflacja w Polsce wyniosła 12,2% rok do roku oraz 2% miesiąc do miesiąca. Natomiast inflacja bazowa CPI bez cen żywności, energii i paliw wyniosła 7,7%. Można się spodziewać, że te liczby mają wpływ także na rynek pracy. By sprawdzić, jak wzrost cen i spadek realnej wartości wypłacanych pensji przekłada się na postawy pracowników, przeprowadziliśmy kolejne badanie z serii „Nowe oblicza pracy”, oparte na odpowiedziach reprezentatywnej grupy 2128 Polaków z marca 2022 roku.

Inflacja rośnie, a z nią poczucie niepewności

Jak inflacja odbija się na naszych budżetach domowych i możliwościach finansowych Polaków? Sytuacja gospodarcza, siła nabywcza pieniądza i regulacje nie pozostają bez wpływu na nasze portfele. Aż 76% respondentów Pracuj.pl uważa, że obecna pensja wystarczy im na mniej, niż jeszcze 12 miesięcy temu. Taka sama część badanych oceniła, że inflacja ma negatywny wpływ na ich wynagrodzenie. Dodatkowo, 59% respondentów ocenia, że inflacja istotnie wpływa na faktyczną wartość (siłę nabywczą) ich pensji.

Między innymi z powodu inflacji aż 80% ankietowanych Polaków zwraca coraz większą uwagę na strukturę swoich wydatków. Powoduje to, że decyzje zakupowe są bardziej rozważne i przemyślane. Nacisk na wyższe wynagrodzenia wynika także z niewielkich oszczędności, nie gwarantujących dłuższego utrzymania się w sytuacji rezygnacji z pracy lub jej utraty. Aż 19% Polaków jest w stanie utrzymać się z odłożonych środków przez maksymalnie miesiąc. Oszczędności na powyżej 6 miesięcy posiada zaledwie co trzeci badany.

Polski Ład kontra wynagrodzenia

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów związanych z wynagrodzeniami Polaków w ostatnich latach okazał się Polski Ład. To reforma podatkowa, która weszła w życie w styczniu 2022 roku, a następnie została skorygowana w kwietniu br. W założeniach ma ona na celu m.in. usprawnienie systemu podatkowego w Polsce. W praktyce jednak spotkała się z bardzo różnorodnym odzewem, a nawet niechęcią wielu odbiorców.

W obliczu inflacji i napięć dotyczących wynagrodzeń nowe regulacje generowały dodatkową niepewność części pracowników. Dowodzą tego badania Pracuj.pl, przeprowadzone w marcu 2022 roku – jeszcze przed najnowszą zmianą w Polskim Ładzie. 53% Polaków badanych przez zespół serwisu określało swój poziom zrozumienia zasad i regulacji tego programu jako niski. W tym samym czasie aż 46% Polaków oceniło negatywnie wpływ Polskiego Ładu na swoje zarobki, 40% neutralnie, a 24% pozytywnie.

Zmiany w regulacjach i wartości pieniądza wpływają niewątpliwie na zainteresowanie tematyką finansową. 59% respondentów deklaruje, że śledzą informacje na temat gospodarki i jej podstawowych wskaźników, np. stopy inflacji, średniej pensji, bezrobocia, zapotrzebowania na pracowników. Z kolei 51% uważa, że są na bieżąco z pojawiającymi się zmianami dotyczącymi obowiązujących i nowo ustanawianych podatków, które są odprowadzane od ich zarobków.

Z perspektywy pracownika różnorodność zdarzeń gospodarczych, wpływających na jego zarobki, potrafi być przytłaczająca. Niepewność pogłębiana jest przez jednoczesne działania przeciw i pro-inflacyjne obserwowane na rynku. Z jednej strony pracownicy korzystają np. z tarcz obniżających ceny paliwa koniecznego do dojazdów do pracy, z drugiej część z nich płaci wyższe raty kredytów, a wszyscy odczuwają wzrosty cen żywności. Wszystko to prowadzi do sytuacji, w której wynagrodzenia są szczególnie istotną motywacją do zmiany zawodowej, napędzając wyścig na płace – komentuje Konstancja Zyzik, Menedżerka ds. Pozyskiwania Talentów i Rozwoju Pracowników w Grupie Pracuj.

Inflacja napędza rekrutację i… negocjacje

Wszystkie wspomniane wcześniej warunki wpływają na postawy rekrutacyjne Polaków. Z ostatnio opublikowanych badań przeprowadzonych przez Pracuj.pl wynika, że 36% respondentów obecnie aktywnie szuka nowego miejsca pracy. 44% badanych jako katalizator skłaniający do myślenia o zmianie pracodawcy wskazuje właśnie inflację. Ponadto aż 65% osób szukających obecnie nowej pracy jako motywację wskazuje nieodpowiednią wysokość zarobków.

Jednocześnie jednak spadek wartości pieniądza wpływa nie tylko na poszukiwania nowych pracodawców, ale i negocjacje z obecnymi. 41% Polaków badanych przez Pracuj.pl przyznaje, że ze względu na inflację starało się o podwyżkę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W wielu wypadkach taki krok sprowadza się do zachowania tzw. płacy realnej, czyli takiej, na jaką pracownik umówił się z pracodawcą przy podpisaniu porozumienia. Przy osłabianiu siły nabywczej przez zewnętrzne czynniki, taki krok dla wielu osób okazuje się koniecznością.

Z miesiąca na miesiąc inflacja w Polsce rośnie. W konsekwencji rosną ceny towarów i usług, co ma przełożenie na budżet każdego Polaka. Część pracodawców przyznawała raz w roku podwyżkę inflacyjną. Natomiast jeśli pracownik samodzielnie prosił o podwyżkę, to pracodawca swoją decyzję podejmował w oparciu o ponadprzeciętne wyniki swojego pracownika. Ze względu na to, że ceny towarów codziennego użytku rosną z miesiąca na miesiąc, pracownicy coraz bardziej wywierają presję na skorygowanie swojego wynagrodzenia w oparciu o bieżącą sytuację gospodarczą, a nie jedynie o osiągane wyniki. Jeśli nie mogą tego zrobić, często zaczynają się rozglądać za inną, lepiej płatną pracą. Inflacja i pościg za zachowaniem realnego wynagrodzenia stały się więc dodatkowym czynnikiem, zachęcającym pracowników do szukania wyższych wynagrodzeń oraz przeglądania ofert. Dlatego w przyciąganiu pracowników jeszcze ważniejsze staje się dziś komunikowanie widełek zarobków w ogłoszeniach o pracę

Presja płacowa na pracodawców, a rekrutacja

Według danych GUS wzrost wynagrodzeń w Polsce napędzany może być w dużym stopniu wzrostem inflacji, a nie wzrostem gospodarczym. W stosunku do roku poprzedniego wzrost płac za marzec 2022 roku wynosił rekordowe 12,4%.

Powyższa dana wskazuje na zwiększającą się presję płacową na pracodawców, którzy wiedzą, że pracownicy z powodu inflacji chętniej rozglądają się za nowym pracodawcą. W tej sytuacji ważne stają się widełki zarobków w ogłoszeniach. Publikowanie przez pracodawców klarownych informacji o wynagrodzeniu w ofertach pracy skutkuje bowiem wzmocnieniem zainteresowania ich ofertą rekrutacyjną. Aż 71% osób poszukujących pracy jest bardziej skłonne do zaaplikowania na stanowisko posiadające informację o widełkach płacowych.

Wiedząc, że taka informacja uatrakcyjnia ofertę, pracodawcy zmieniają swoje podejście do samego procesu rekrutacji. Ta istotna zmiana zwiększa konkurencyjność wśród kandydatów na dane stanowisko. Z badań Pracuj.pl wynika, że 48% Polaków dostrzega częstsze zamieszczanie widełek płacowych przez pracodawców w ofertach pracy. Ponadto 71% respondentów uważa, że oferty, które przedstawiają proponowane zarobki, są bardziej skuteczne od pozostałych ogłoszeń.

Warto zaznaczyć, że kwestie podejścia do płac różnią przedstawicieli różnych płci. Według badań Pracuj.pl to mężczyźni częściej występują o podwyżkę wynagrodzenia (44%) niż kobiety (38%). Co ciekawe, mężczyźni zwracają mniejszą uwagę na swoje wydatki i wynagrodzenie (76%) niż kobiety (85%). W porównaniu z rokiem ubiegłym, skłonność do zmiany pracy jest podobna zarówno u kobiet (45%), jak i u mężczyzn (43%).

Quo vadis, pracowniku?

Uwzględniając makroekonomiczne turbulencje, presja płacowa nakładana na pracodawców jest bardzo wysoka. Mobilność w obliczu inflacji może dotyczyć zwłaszcza młodszych kandydatów. Jak wynika z badania Pracuj.pl, im jesteśmy starsi, tym jesteśmy mniej aktywni na rynku pracy. Mniej więcej po 35. roku życia Polacy zaczynają bardziej doceniać stabilizację i pracę w znanym im środowisku wykonywania swoich obowiązków. W tym kontekście to najmłodsi pracownicy będa bardziej skłonni reagować na presję inflacyjną zmianą pracy, starsi za to częściej zaakceptują warunki w firmie, w imię oszczędności rezygnując z niektórych wydatków.

Jednym ze sposobów wprowadzenia stabilności na rynku pracy i budowy porozumienia z pracownikami jest otwarta komunikacja o przedziale wynagrodzeń, kryteriach zadań oraz benefitach. Polacy częściej spoglądają na strukturę swojego domowego budżetu. Dzięki temu następuje większa świadomość cen towarów i usług. Tym samym każdy Polak tworzy swój „koszyk inflacyjny”, dzięki któremu może ocenić, jak bardzo istotnie inflacja wpływa na utrzymanie jego stylu życia. Taka kalkulacja prowadzić może z kolei do decyzji, że czas na zmianę zawodową.

Dobry początek 2022 r. dla Bloober Team

Bloober Team po raz kolejny rekordowo zaczyna rok.  Aż o 39%, do 17,22 mln. zł wzrosły przychody netto spółki ze sprzedaży w pierwszym kwartale 2022 r. w porównaniu z poprzednim rokiem. We współpracy ze światowymi gigantami w branży gamingowej spółka kontynuuje prace nad dwoma dużymi projektami – Projektem B i Projektem C. 

Rekordowy wynik przychodów związany jest przede wszystkim z wysokim poziomem sprzedaży The Medium oraz Observer System Redux, a także z realizacją umów z globalnymi wydawcami. Ostatnia produkcja studia, The Medium, która swoją premierę miała w 2021r. okazała się największym sukcesem finansowym w historii spółki. Gra zdobyła uznanie fanów gatunku, co potwierdzają opinie użytkowników – aż 88% pozytywnych ocen na portalu Steam (ponad 4800 recenzji). Tak dobra sprzedaż oraz mniejszy przyrost kosztów operacyjnych pozwoliły spółce osiągnąć zysk netto w wysokości prawie 5,2 mln. zł.

Spółka obecnie dalej realizuje swoje plany i rozwija dwa duże projekty – Projekt B (wcześniej projekt Black) i Projekt C. Gry tworzone przez spółkę powstają we współpracy z największymi podmiotami w branży gamingowej – japońskim gigantem KONAMI, wytwórnią wydawniczą Take Two – Private Division i Rouge Games. W zeszłym roku zaufanie do krakowskiego gamedewelopera pokazał także jeden z największych koncernów technologicznych i inwestycyjnych – Tencent, który objął mniejszościowy pakiet akcji spółki.

– Niezmiernie cieszę się, że The Medium nadal tak dobrze się sprzedaje. Początek roku przyniósł kolejne wyróżnienia dla naszej gry m.in. zwycięstwo w rankingu najlepszych gier 2021 organizowanym przez serwis Gamerweb, nominacje w SXSW Awards 2022 w kategoriach Indie Game of the Year oraz Excellence in Original Score – komentuje Piotr Babieno, prezes spółki. – Stabilnie realizujemy nasze cele i długoterminową strategię by ugruntować naszą pozycję światowego lidera w tworzeniu gier z gatunku horror. Cały czas zatrudniamy nowe osoby i budujemy trwały, doświadczony zespół, który mam nadzieję, zostanie z nami długie lata. Od dawna podkreślam, że stawiamy na ludzi i ich umiejętności. Wierzę, że stworzenie dobrego planu i trzymanie się go przyniesie duże profity zarówno całej firmie, jak i jej pracownikom. Zawierane przez nas współprace z największymi graczami na rynku tylko pokazują, że nasza praca jest dostrzegana i doceniana.

W wyniku agresji Rosji na Ukrainę spółka aktywnie włączyła się w charytatywne działania pomocowe. Już w pierwszych dniach Bloober Team poinformował o uruchomieniu specjalnego programu stażowego dla osób, które schroniły się w Polsce. Ponadto 1 marca jako pierwsza gamingowa spółka w kraju podjęli decyzję o blokadzie sprzedaży swoich tytułów na terytorium Federacji Rosyjskiej oraz Białorusi.

– Wybuch wojny tuż za naszą granicą miał zdecydowanie duży wpływ na atmosferę w pracy, ale nie zakłócił w żaden sposób harmonogramów prowadzonych projektów. Nasi pracownicy okazali niesamowite wsparcie ukraińskim sąsiadom – wielu z nich wyruszyło do pomocy uchodźcom na granicę z Ukrainą, bądź́ zaoferowało im schronienie. Niezmiernie mnie cieszy, że pracuje z tak wspaniałymi ludźmi, którzy potrafią się tak zjednoczyć w trudnych momentach – kończy Piotr Babieno.

5 rzeczy stworzonych z myślą o firmach pogrzebowych

Mogłoby się wydawać, że branża pogrzebowa jest zawodem, dla którego nie ma miejscu w rozwijającym się świecie. I to bardzo mylne stwierdzenie, bo chociaż śmierć jest niezmienną kwestią, to oferty pogrzebowe są stale udoskonalane. Bez jakich usług pogrzebowych nie obejdzie się współczesna firma pogrzebowa?

Wirtualne nekrologi

Czasy prasy codziennej dawno odeszły. Chociaż rodziny nadal chętnie decydują się na publikowanie nekrologów w prasie codziennej, to nie spełnia to już takiej roli, jak jeszcze 10 lat temu. Dzisiaj to media społecznościowe stanowią główny nośnik informacji. To właśnie na tablicę na Facebook większość osób kieruje swoją uwagę kilka razy dziennie. To wszystko wywołało potrzebę stworzenia nowoczesnych e-Nekrologów, które będą dopasowane do powagi sytuacji, ale jednocześnie umożliwią rodzinie ich łatwe udostępnianie. Właśnie takie nekrologi stworzył portal pogrzebowy Funer: e-nekrologi.com, to rozwiązanie dla firm pogrzebowych w całej Polsce. Prosty moduł na stronę zakładu pozwala rodzinie bezpośrednio ze strony firmy pogrzebowej udostępnić informacje o zbliżającym się pogrzebie w swoich mediach lub poprzez SMS. Ponadto każdy e-Nekrolog może zostać wyposażony w funkcję pinezki, po której kliknięciu wyświetli się mapa z dojazdem do kościoła lub na cmentarz.

Transmisje online

Transmitowanie pogrzebów online znane było od zawsze. Dotychczas jednak wszystko realizowane było z myślą o osobach zasłużonych dla kraju lub pełniących ważne funkcje. Dzięki temu pogrzeb księżnej Diany lub Jana Pawła II mógł obejrzeć każdy ze swojego domu. Dzisiejszy świat nie jest tym samym co rzeczywistość w ubiegłym wieku. Coraz więcej osób podróżuje lub przeprowadza do innych państw. Tym samym przyjazd na pogrzeb członka rodziny nie zawsze jest możliwy. Ostatnie lata również mocno pokazały, że pandemia i odgórnie narzucone obostrzenia mogą utrudnić obecność na pożegnaniu. Z tego powodu coraz częściej rodziny komunikowały pracownikom zakładów pogrzebowych potrzebę transmitowania pogrzebu online. Rozwiązania świadczone przez największe media jak YouTube, czy Facebook nie zawsze przynosiły pożądany efekt. Meta może wyciszyć lub nawet zablokować transmisję za wykorzystanie utworów żałobnych, które pojawiają się w tle. W takiej sytuacji najbezpieczniejszym rozwiązaniem okazuje się transmitowanie pogrzebów online bezpośrednio przez stronę zakładu. Funer: Pogrzeby Online to rozwiązanie stworzone z myślą o wszystkich osobach, które, mimo że na odległość, chcą być obecne przy pogrzebie bliskiego. Coraz więcej zakładów pogrzebowych w Polsce decyduje się na dodanie do oferty transmisji online. Jeszcze kilka lat temu taka usługa nie była przez nikogo świadczona.

Prezentacja firmy — bądź tam, gdzie cię szukają

Serwis pogrzebowy Funer to jedna z największych platform pogrzebowych w Polsce, która oferuje prezentacje zakładów pogrzebowych. Wystarczy wybrać miasto, a strona wyświetli listę zakładów pogrzebowych z obszernym opisem, przedstawieniem usługi, historii zakładu i danymi teleadresowymi. Osoby poszukujące zakładu pogrzebowego w danym mieście, często wybierają portal z usługami pogrzebowymi Funer, który pozwoli im porównać ze sobą oferty zakładów. Tym samym zyskują wszystkie zakłady, które są w serwisie.

Ogłoszenia

Każda firma ma swoje potrzeby. Zakłady pogrzebowe jak każda inna działalność musi realizować swoje usługi profesjonalnie. Dlatego w serwisie Funer dostępna jest obsługa

informacje branżowe, sprzedaż i ogłoszenia. Miejsce, w którym można dodać ogłoszenia o sprzedaży karawanów, odzieży dla pracowników zakładu oraz aktualnych informacji dotyczących branży pogrzebowej. Tablica ogłoszeń spersonalizowana szczegółowo pod potrzeby zakładów pogrzebowych.

Wszystkie rozwiązania oferowane przez portal pogrzebowy Funer stworzone są z myślą o osobach działających dla branży pogrzebowej. W jednym miejscu można znaleźć wszystko to, co potrzebne jest do promocji swojej firmy i wzbogacenia oferty swojego zakładu.

Polski Ład. Mamy 34 proc. wzrost skarg do WSA na indywidualne interpretacje podatkowe

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych w całym kraju wpłynęło o przeszło 34% więcej skarg na indywidualne interpretacje podatkowe niż było to w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej z nich było związanych z podatkiem VAT, a tylko nieznacznie mniej dotyczyło obszaru PIT. Komentujący dane eksperci z branży podatkowej prognozują, że w kolejnych kwartałach tego roku podatnicy zintensyfikują swoje działania, przede wszystkim ze względu na Polski Ład.

Więcej skarg

Według danych udostępnionych przez Krajową Informację Skarbową (KIS), w pierwszym kwartale 2022 roku do Wojewódzkich Sądów Administracyjnych (WSA) złożono 289 skarg na indywidualne interpretacje przepisów podatkowych. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich 215.

– Wzrost jest efektem funkcjonowania bardzo skomplikowanego i niejasnego systemu podatkowego. Od kilku lat możemy obserwować, że zmiany w ustawach podatkowych są wprowadzane dość chaotycznie, często w nieuzasadnionym pośpiechu. Daje to organom podatkowym narzędzie do interpretacji przepisów na niekorzyść podatników. Tym samym instytucja WSA, która umożliwia merytoryczne rozstrzyganie sporów zaistniałych między tymi dwiema stronami, jest coraz częściej wykorzystywana – zaznacza doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak stwierdza prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, wykazany wzrost jest związany prawdopodobnie ze zmianami w przepisach prawa (chodzi o Polski Ład), zresztą wyjątkowo niskiej jakości legislacyjnej. Podatnicy chcieli uzyskać afirmację urzędową dla swoich poglądów. Zdaniem eksperta, władza przestała panować nad tym, co sama robi w legislacji.

– Odnotowana w I kwartale 2022 roku liczba skarg do WSA jest wynikiem tego, jakie przepisy obowiązywały w latach 2020-2021. Moim zdaniem, Polski Ład nie miał jeszcze przełożenia na ww. dane, ponieważ zmiany w prawie podatkowym zostały wprowadzone w styczniu 2022 roku. Lawina skarg do WSA dopiero nadciąga i niestety mocno ją odczujemy w kolejnych miesiącach tego roku – przewiduje Ewa Flor.

Natomiast Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, podkreśla, że w całym 2021 roku KIS wydała ponad 23 tys. indywidualnych interpretacji. Liczba skarg złożonych w I kwartale br. wygląda więc na niewielką, ale nie dziwi jej wzrost, m.in. ze względu na wprowadzane zmiany. Ekspert dodaje, że termin wydania interpretacji indywidualnej przez KIS został wydłużony z trzech do sześciu miesięcy ze względu na pandemię. Z kolei na złożenie skargi do WSA podatnik ma 30 dni od momentu doręczenia interpretacji.

– W mojej opinii, wzrost skarg na interpretacje indywidualne jest znaczący, lecz niezaskakujący. Od dłuższego czasu organy podatkowe interpretują przepisy prawa podatkowego na niekorzyść podatnika. Z uwagi na niejasne regulacje, praktyką stało się teraz składanie wniosków o interpretację co do każdej czynności istotnej dla podatnika – komentuje dr Radosław Bulejak, ekspert BCC ds. postępowań podatkowych i administracyjnych.

VAT na czele

W pierwszym kwartale br. najwięcej skarg do WSA na indywidualne interpretacje podatkowe dotyczyło VAT-u – 100. To o 54% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku. Wówczas było ich 65, co oznaczało drugie miejsce w zestawieniu.

– Prawdopodobnie wzrost skarg na interpretacje w przedmiocie VAT wynika z dwóch znaczących noweli, tj. wprowadzenia nowej procedury wewnątrzwspólnotowej sprzedaży towarów na odległość, w ramach VAT e-commerce oraz SLIM VAT 2, zmieniających m.in. zasady korygowania faktur i deklaracji. Trzeba też pamiętać o tym, że nieprawidłowe rozliczenia VAT wiążą się z dolegliwymi sankcjami. Naturalną konsekwencją takich ryzyk podatkowych są wnioski o interpretacje indywidualne oraz skargi do sądów – dodaje dr Bulejak.

Natomiast z obserwacji Ewy Flor wynika, że VAT nastręcza podatnikom największą ilość problemów. Ustawa o podatku od towarów i usług jest stale aktualizowana i najbardziej skomplikowana ze wszystkich. W ocenie ekspertki ostatnie zmiany mogły dostarczyć Polakom szeregu wątpliwości. Dlatego wzrost liczby skarg nie jest zaskakujący.

– Z VAT-em dzieje się ostatnio wyjątkowo źle. Zupełnie nie wiadomo, jaki jest sens wprowadzania większości nowych przepisów, które są zbędne i z reguły błędne. Komplikowanie jest nazywane upraszczaniem. Obywatele czują się niepewnie, a w takiej sytuacji częściej chcą uzyskać potwierdzenie swojego poglądu – wyjaśnia prof. Modzelewski.

W pierwszym kwartale br. nieznacznie mniej skarg było związanych z zakresem PIT – 94 (w I kw. 2021 roku – 60, wówczas trzecie miejsce w rankingu), a następnie z CIT – 70 (79, poprzednio pierwsze miejsce). Dalej w tegorocznym zestawieniu widzimy skargi dotyczące interpretacji dotyczących akcyzy – 19 (3), z kategorii „Inne” – 5 (1), SD – 1 (2), PCC – 0 (5) oraz OP – 0 (0). Jak zauważa Ewa Flor, pod względem skomplikowania ustawa o podatku akcyzowym jest porównywalna do ustawy o podatku od towarów i usług. Jednak podmiotów podlegających pod nią jest nieporównywalnie mniej niż podatników VAT, co przekłada się na kilkakrotnie mniejszą liczbę skarg.

– PIT i CIT generują co roku te samy problemy, tj. zasady stosowania ulg w tych podatkach oraz zakres zwolnień. Nieznacznie przewaga interpretacji w przedmiocie PIT może wynikać z tego, że w zeszłym roku nadal sporne było, jak rozliczać podatkowo dofinansowania z uwagi na stan epidemii. W tym roku i w następnym przybędzie spraw CIT-owskich i to znacząco. Zapowiadane są bowiem kolejne korekty Polskiego Ładu – stwierdza ekspert z BCC.

Nadchodzące spory

W opinii doradcy podatkowego Ewy Flor, w tym roku zdecydowanie wzrośnie liczba skarg do WSA, co będzie efektem wprowadzenia Polskiego Ładu. W związku z tym najprawdopodobniej o kilka miesięcy wydłuży się czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy, który i tak nie jest krótki. Może to mieć bardzo niekorzystny wpływ na gospodarkę. Nadal najwięcej pytań będzie w sprawie VAT-u, PIT-u i CIT-u. Z kolei Marek Niczyporuk uważa, że wkrótce większość interpretacji będzie dotyczyła zagadnień z zakresu Polskiego Ładu. Tym samym przybędzie sporów.

– Skarg nie będzie więcej niż w ostatnich miesiącach. Te, które wpłynęły do WSA w minionych tygodniach, są jeszcze z okresu, w którym ludzie byli zainteresowani podatkami. Teraz ich one dużo mniej obchodzą, bo podatnicy stracili zaufanie do kompetencji twórców wprowadzanych zmian – tzw. ludzi z rynku. Nastąpiła destrukcja świadomości podatkowej obywateli. A kiedy oni nie interesują się prawem, to znaczy, że przestaje faktycznie obowiązywać – przekonuje były wiceminister finansów.

Natomiast jak podsumowuje dr Bulejak, ten rok będzie szczególny. Obejmie zarówno Polski Ład, jak i projektowaną korektę tej reformy. Ponadto należy spodziewać się kolejnych zmian w ustawie VAT – pakietu SLIM VAT 3. Czas oczekiwania na rozpoznanie skargi przez sąd administracyjny bez wątpienia znacząco się wydłuży.

ABB: Firmy walczą o przetrwanie, ¼ wszystkich wydatków pochłania energia

Galopujących cen i kosztów prowadzenia biznesu nie da się powstrzymać. Na każde 1000 PLN, które firma musi przeznaczyć na swoje utrzymanie, 230 PLN stanowią wydatki na energię, podaje w badaniu ABB. Nic dziwnego, że aż 97 proc. ankietowanych firm podjęło lub za chwilę podejmie działania, które pozwolą na zwiększenie efektywności energetycznej.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w porównaniu do pierwszego kwartału 2021 roku cena prądu podrożała aż o 229,30 zł za MWh. To niemal 100 proc. podwyżka. Patrząc szerzej i jeśli porównywać pierwsze kwartały ostatnich 12 lat to okaże się, że mamy do czynienia z najwyższym historycznie wzrostem średniej ceny. To nie koniec złych wieści. Prezes URE wskazuje, że cena prądu może być wkrótce jeszcze wyższa.

Rodzime przedsiębiorstwa wciąż są bardziej energochłonne niż ich odpowiedniki w krajach zachodnich. Potencjał efektywności jest więc olbrzymi. Wzrostem cen zagrożony jest szczególnie przemysł, który odpowiada za około ⅓ całego krajowego zużycia energii elektrycznej – zwraca uwagę Robert Szczotka, dyrektor biznesu Systemów Napędowych ABB w Polsce.

Biznes w stanie mobilizacji

Zdecydowana większość menedżerów, którzy wzięli udział w badaniu ABB (89 proc.) deklaruje, że ich firmy w ciągu najbliższych pięciu lat na pewno podniosą poziom wydatków na poprawę efektywności energetycznej.

Twórcy raportu podkreślają, że ponad połowa (54 proc.) firm już inwestuje, a 43 proc. planuje rozpoczęcie projektów, które mają podnieść efektywność energetyczną. Co drugie przedsiębiorstwo biorące udział w badaniu (52 proc.) planuje w tym samym okresie osiągnąć poziom zerowej emisji netto. – Oznacza to osiągnięcie zerowej emisji gazów cieplarnianych w danej firmie albo dla danego produktu czy projektu. Na początku wyznacza się poziom emisji, następnie ogranicza je w możliwie największym stopniu, a potem kompensuje pozostałe nieuniknione emisje poprzez unikanie emisji w innym miejscu czy procesie lub offsetowanie – tłumaczy Robert Szczotka z ABB.

Mimo sporych wyzwań, które się z tym wiążą, ponad połowa uczestników badania (52 proc.) zadeklarowała, że planuje osiągnąć poziom zerowy netto w ciągu pięciu lat. Trzy procent respondentów stwierdziło, że już osiągnęło status neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla.

Spośród tych firm, które już inwestują w zwiększenie efektywności wykorzystania energii, prawie dwie trzecie (65 proc.) modernizuje swój sprzęt, aby uzyskać najlepsze w swojej klasie wskaźniki efektywności, np. instaluje wysokowydajne silniki elektryczne i napędy o zmiennej prędkości obrotowej. Szacuje się, że w skali globu na zasilenie wszystkich silników elektrycznych w budynkach i aplikacjach przemysłowych zużywanych jest aż 45 proc. światowych zasobów energii elektrycznej. Zmiana w tym obszarze może więc przynieść korzyści na wielu poziomach.

Hamulec transformacji

Raport, choć w gruncie rzeczy dość optymistyczny, zwraca uwagę również na pewne negatywne aspekty. Połowa respondentów (50 proc.) wymieniła koszty jako największą przeszkodę w poprawie efektywności energetycznej, a 37 proc. uznało, że problemem jest czas przestoju, który jest nieunikniony przy tak dużych projektach wdrożeniowych. Niepokojące jest również to, że tylko 4 na 10 (41 proc.) respondentów uważa, że posiada wszystkie potrzebne informacje na temat narzędzi niezbędnych do poprawy efektywności energetycznej.

Z drugiej strony, mimo że koszty stanowią istotną barierę dla inwestycji w poprawę efektywności energetycznej, to potencjał oszczędności był najważniejszym powodem inwestycji (59 proc.). Innymi istotnymi argumentami „za” były wzrost konkurencyjności (44 proc.) i poprawa reputacji marki (40 proc.).

W dobie rosnących kosztów energii przyjęcie energooszczędnej technologii oferuje stosunkowo szybki zwrot z inwestycji przy jednoczesnym zmniejszeniu emisji CO2. W zależności od zastosowania, wydatki mogą się zwrócić już po upływie 6 do 24 miesięcy, przynosząc jednocześnie długoterminowe oszczędności. To zysk dla biznesu i dla środowiska.

Raport ABB „Energy Efficiency Investment Survey 2022” został przygotowany przy współpracy z firmą badawczą Sapio Research. Badanie objęło 2,3 tys. firm różnej wielkości reprezentujących sektory przemysłu i transportu z 13 krajów.

Pojazdy elektryczne zdominują 70% rynku już w 2040 r.

Popyt na całkowicie elektryczne samochody (BEV) wzrośnie w Europie do ok. 50% w 2030 r. i do ok. 70% w 2040 r. – wynika z analizy Element Energy i Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), która objęła siedem europejskich rynków. Autorzy raportu „Elektromobilność – Czy to jedyna droga?”, wskazują ponadto, że zdynamizowanie popytu na zeroemisyjne samochody o ok. 30%, może nastąpić w przypadku wczesnego upowszechnienia dedykowanych platform lub o 8% przy zintensyfikowanym rozwoju publicznej infrastruktury ładowania. Niezmiennie kluczowym wzywaniem sektora e-mobility pozostaje cena zakupu. 

Raport „Elektromobilność – Czy to jedyna droga?” zawiera szereg scenariuszy rozwoju rynku w zakresie popytu na poszczególne rodzaje napędów do 2050 r. Analiza objęła siedem europejskich rynków (Hiszpania, Francja, Włochy, Niderlandy, Niemcy, Wielka Brytania, Polska) w których w ciągu roku rejestruje się łącznie ok. 80% nowych samochodów w Europie.

– Badanie konsumenckie realizowane w ramach niniejszego raportu było dotychczas największym tego typu projektem w Europie.  Do ankiet przystąpiło ponad 14 tys. respondentów, którzy są nabywcami wyłącznie nowych samochodów. Łącznie zebrano ponad 112 tys. odpowiedzi, na podstawie których dokonano 35 wariantowych analiz dla każdego badanego rynku – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Na kursie do elektromobilności

Autorzy raportu przewidują, że od 2025 r. popyt wśród europejskich nabywców nowych samochodów na pojazdy całkowicie elektryczne (BEV), który w 2020 r. stanowił ok. 5%, przewyższy inne układy napędowe, a do roku 2030 i 2040 osiągnie odpowiednio poziom ok. 50% i 70%. W przypadku pozostałych napędów zelektryfikowanych popyt na klasyczne hybrydy (HEV) osiągnie szczyt w 2024 r. i zmniejszy się poniżej 10% do 2040 r. W przypadku hybryd typu plug-in (PHEV) popyt wzrośnie w krótkim okresie do 20% (w 2025 r.), napędzany spadającymi cenami akumulatorów, a następnie zmniejszy się do 10% do 2050 r.

– Wyniki badania jednoznacznie obalają tezy mówiące, że europejscy nabywcy nowych pojazdów nie chcą kupować samochodów całkowicie elektrycznych. Kluczowym czynnikiem wpływającym na decyzje zakupowe pozostaje niezmiennie cena pojazdu, którą w głównej mierze determinuje koszt akumulatorów trakcyjnych. W tym zakresie oczekujemy utrzymania trendu spadkowego, który obserwujemy od 2010 r. Z raportu wynika, że koszty produkcji pojazdów BEV zostaną obniżone o 25%, a do 2028 r. ceny zakupu dla wszystkich segmentów samochodów zrównają się. Ma na to wpływ m.in. obniżenie kosztów produkcji baterii. W latach 2010-2021 koszt jednej kWh (akumulator litowo-jonowy) spadł o 89%, a w latach 2020-2030 możemy oczekiwać kolejnych spadków o 58%, co w połączeniu z unijnymi i lokalnymi regulacjami może przyczynić się do gwałtownego rozwoju elektromobilności – komentuje Maciej Mazur.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat

Boom na pojazdy elektryczne w Polsce

W najbliższych latach możemy oczekiwać, że polski rynek będzie rozwijał się z podobną tendencją jak: hiszpański, włoski, brytyjski czy francuski – wynika z analizy Element Energy. Przewiduje się, że do 2025 r. popyt na BEV będzie większy niż na jakikolwiek inny układ napędowy, a do 2035 r. osiągnie między 54% a 91% całkowitego popytu na nowe samochody, w zależności od rynku. Potwierdza to również opracowana przez PSPA, najnowsza edycja cyklicznego raportu „Polish EV Outlook”, z której wynika, że udział nowych, BEV wyniesie w Polsce 13,9% w 2025 r. Potencjał wzrostu tego segmentu odnotowywano już we wcześniejszych latach. W 2021 r. na krajowym rynku zarejestrowano prawie 2-krotnie więcej samochodów całkowicie elektrycznych niż w roku 2020 r. i niemal 4-krotnie więcej niż w 2019 r.

– Flota samochodów całkowicie elektrycznych w Polsce będzie stale się powiększać i to jest niezwykle pozytywny sygnał dla całego naszego rynku. Ponadto, fakt, że pod względem poziomu popytu nie pozostajemy w tyle za resztą Europy, napawa optymizmem na kolejne lata. W tym zakresie nie możemy oczywiście oczekiwać wolumenów sprzedażowych zbliżonych do poziomu przykładowo Francji czy Wielkiej Brytanii, gdzie w 2020 r. sprzedawano ponad 1,5 mln nowych samochodów podczas gdy w Polsce było to ok 0,4 mln sztuk.  Musimy pamiętać, że dane prezentowane w raporcie to stosunki procentowe ogólnej sprzedaży, zatem wyniki końcowe w naszym kraju będą kilkukrotnie mniejsze stosownie do parku nowo rejestrowanych pojazdów – komentuje Maciej Mazur.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-02

Syntetyczne paliwa nie są rozwiązaniem

W raporcie Element Energy poruszono również kwestię e-paliw, czyli neutralnych pod względem emisji dwutlenku węgla paliw syntetycznych, wytwarzanych z odnawialnych źródeł energii. Nawet w optymistycznych scenariuszach, dotyczących przyszłych kosztów syntetycznych paliw kopalnych, pojazdy spalinowe napędzane e-paliwami nie stanowią w opinii konsumentów atrakcyjnej alternatywy dla wariantów całkowicie elektrycznych. Wprowadzenie e-paliw zwiększa bowiem koszty eksploatacji samochodów dla wszystkich konsumentów, zachęcając nabywców nowych aut do wyboru wariantów całkowicie elektrycznych, a zarazem najmocniej uderzając w najbiedniejsze grupy społeczne. Zgodnie z prezentowanym raportem, e-paliwa mogłyby zyskać ekonomiczną rentowność w przypadku długoterminowych dotacji rządowych oraz zniesienia opłaty paliwowej do czasu zrównania się cen z konwencjonalną benzyną. Eksperci zakładają jednak, że mogłoby to nastąpić dopiero w 2037 r. Bardziej opłaclane z perspektywy konsumentów są nowe pojazdy BEV. Według optymistycznego scenariusza, oszczędności w zakresie całkowitych kosztów posiadania (TCO) mogą wynieść nawet 23% w odniesieniu do wariantów konwencjonalnych zasilanych e-paliwami.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-03

Czynniki, które mogą zwiększyć popyt na BEV

Na potrzeby raportu założono również scenariusze nadprogramowe, których zadaniem było wskazanie, jak kluczowe z perspektywy konsumenta czynniki, takie jak np. cena czy dostęp do rozbudowanej infrastruktury ładowania, mogą wpłynąć na popyt na EV. Analizy wykazały, że upowszechnienie dedykowanych platform do pojazdów elektrycznych pozwala na wzrost popytu na poziomie nawet ok. 30%, podczas gdy wczesny rozwój punków ładowania pozwala zwiększyć ten wskaźnik o 7%.PSPA_Element_Energy_Elektromobilnosc_Czy_to_jedyna_droga_Raport_grafika_komunikat-04

Ożywienie na warszawskim rynku biurowym

Na warszawskim rynku biurowym da się zaobserwować oznaki długo wyczekiwanego ożywienia, podaje firma doradcza Savills. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku wynajęto 273 200 m kw. powierzchni i był to jeden z najwyższych kwartalnych wyników w historii stołecznego rynku. Zgodnie z prognozami Savills, malejąca dostępność powierzchni w centrum będzie postępować, co skutkuje stopniowym wzrostem czynszów, który może się znacząco nasilić w przyszłym roku.

Jak wynika z najnowszego raportu Savills, w I kw. 2022 roku całkowita podaż warszawskiego rynku biurowego wyniosła 6,23 mln m kw., z czego 2,77 mln m kw. stanowiły obiekty zlokalizowane w centralnej części miasta. Od początku roku w Warszawie oddano sześć nowych biurowców o łącznej powierzchni 93 400 m kw. Wśród największych inwestycji znalazły się: Forest Tower (51 500 m kw.), Lixa C (19 400 m kw.), Skysawa (8500 m kw.) oraz Fabryka PZO II (5000 m kw.).

Na stołecznym rynku w budowie znajduje się obecnie 323 800 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 201 800 m kw. znajduje się w strefach centralnych. Największe projekty w budowie to m.in. Varso Tower (66 300 m kw.), The Bridge (47 000 m kw.) oraz Skyliner II (38 000 m kw.), spośród których pierwszy zostanie oddany do użytku jeszcze w tym roku.

Na rynku biurowym można zaobserwować  napływ firm z Ukrainy, które chcą przenieść swój biznes do Polski. Wśród firm wchodzących do Polski szczególnie poszukiwane są elastyczne przestrzenie biurowe, które dają możliwości dostosowania powierzchni do aktualnej liczby pracowników.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 12,2% i spadł o 0,5 pp. w ujęciu kwartalnym. W I kw. 2022 r. miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie, a na Służewcu – największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy – wyniosły 13-15 euro za m kw. miesięcznie.

„Część najemców zainteresowana lokalizacjami centralnymi, ze względu na malejącą dostępność powierzchni i tym samym ograniczoną możliwość relokacji, a także z powodu coraz bardziej nieprzewidywalnych w swojej skali wzrostów kosztów aranżacji, może w najbliższym czasie częściej decydować się na przedłużenie obecnych umów najmu. Spadek dostępności powierzchni w ścisłym centrum miasta będzie postępował i w przyszłym roku może przełożyć się na odczuwalny wzrost czynszów, który obecnie dotyczy głownie czynszów bazowych i pozostawia jeszcze pole do negocjacji w zakresie zachęt dla najemców” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Czy inflacja pokrzyżuje plany remontowe Polaków?

Rosnące ceny materiałów budowlanych pokrzyżują plany remontowe Polaków? *Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll.

Wiosna i lato to doskonały czas, aby odświeżyć wystrój kuchni czy salonu, naprawić uciążliwe usterki albo przeprowadzić generalny remont mieszkania lub domu. Jak jednak wyglądają nasze plany remontowe w zderzeniu z rosnącymi kosztami materiałów budowlanych i robocizny? Jaki odsetek konsumentów planuje w nadchodzącym czasie remont i ile na niego wyda? Odpowiedzi na te i inne pytania znaleźć można w nowym badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Coraz wyższa inflacja znacząco wpływa na zawartość koszyków zakupowych Polaków i sieje spustoszenie w naszych portfelach. Ten negatywny trend dotyczy również tych konsumentów, którzy w ostatnim czasie wykonywali remont lub dopiero go planują. Potwierdza to najnowsze badanie PAYBACK, w którym 92% ankietowanych zadeklarowało, że odczuli oni wzrost cen produktów do wykończenia wnętrz, materiałów budowalnych i kosztów związanych z usługami remontowymi.

Niestety, dalszego wzrostu kosztów obawia się aż 94% respondentów PAYBACK Opinion Poll. Z tego powodu, 40% osób w tej grupie musiało zweryfikować swoje plany i przeprowadzi remont w mniejszym zakresie niż pierwotnie planowany – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.rosnace-ceny-materialow

Drugie życie domu

Koszty kosztami, jednak jaki procent z nas planuje w najbliższym czasie jakikolwiek remont? W kolejnych miesiącach do odświeżenia wnętrz swoich mieszkań lub domów przymierza się 43% ankietowanych, najczęściej biorąc za cel prace w łazience (19%), kuchni (17%) lub sypialni (12%). W większości przypadków motywacją do działania jest chęć zmiany wyglądu pomieszczeń (43%) lub w przypadku co czwartego respondenta – wiek domu czy mieszkania. W tym celu 33% z nas zabierze się za malowanie ścian. Z kolei na wymianę podłogi, mebli albo glazury zdecyduje się odpowiednio 18%, 17% i 16% osób.jakich-pomieszczen-bedzie-dotyczyl-remont

Do grona szczęśliwców mogą natomiast siebie zaliczyć ci, którzy zdążyli przed drastycznym skokiem poziomu inflacji. Co czwarty respondent badania PAYBACK przeprowadził remont w ciągu ostatniego roku/półtora, a 22% ankietowanych 2-3 lata temu. Najczęściej prace remontowe dotyczyły kuchni lub salonu – te pomieszczenia wskazało 28% i 27% ankietowanych. O kilka procent mniej respondentów wyremontowało z kolei sypialnię (22%) i łazienkę (21%). I znowu – wśród głównych powodów remontu znalazła się chęć zmiany wyglądu (48%) lub wiek mieszkania czy domu (22%).

Polacy to złote rączki?

Co ciekawe, ponad polowa ankietowanych zamierza przeprowadzić remont na własną rękę lub z pomocą bliskich. W przypadku 27% osób część pracy uda się wykonać we własnym zakresie, a część dzięki zatrudnieniu specjalistów. Ci z nas, którzy w całości powierzą remont fachowcom, są zatem w mniejszości (19%).

A jaki budżet planujemy przeznaczyć na remont? Około 30% ankietowanych zamierza wydać pomiędzy 1000 zł a 5000 zł, 23% pomiędzy 5000 zł a 10 000 zł, natomiast 21% z nas – pomiędzy 10 000 zł a 20 000 zł. Ponad połowa respondentów sfinansuje remont sięgając do oszczędności, co czwarty ankietowany wykorzysta bieżące dochody, a 13% zaciągnie kredyt lub pożyczkę.jaki-budzet-planujemy-przeznaczyc

W przypadku tych z nas, którzy remont mają za sobą, prace udało się najczęściej zamknąć w kwocie 1000-5000 zł (27%). Co czwarty respondent wydał pomiędzy 5000 zł a 10 000 zł, a 17% pomiędzy 10 000 zł a 20 000 zł. I znowu, podobnie jak w przypadku planowanych prac, remonty były przede wszystkim finansowane z oszczędności (55%), bieżących dochodów (26%) lub kredytu/pożyczki (13%).

Duże markety górą

A gdzie najchętniej kupujemy materiały i artykuły niezbędne do remontu? W tej kategorii bezwzględnie wygrywają duże markety budowlane, które wybiera 72% z nas. W mniejszych sklepach zaopatruje się zaledwie 13% respondentów, w internecie – 7%, a w salonach sprzedaży konkretnych producentów – 4%. Wybierając niezbędne produkty, zdecydowanie częściej niż na cenę (29%) zwracamy uwagę na jakość i wydajność, którą wskazała przeważająca część ankietowanych (63%).gdzie-kupujemy-materialy-do-remontu

Największy szturm klientów markety i sklepy budowlane mogą przeżywać w miesiącach wiosenno-letnich, które uznajemy za najlepsze do przeprowadzenia prac remontowych. Blisko 50% jako odpowiedni czas na remont uznało czerwiec, a po 40% – maj lub lipiec.

Oczywiście, remont to nie tylko malowanie ścian czy układanie podłóg, ale również wybór odpowiednich artykułów do wyposażenia wnętrz, które najchętniej kupujemy w sklepach stacjonarnych. Wybiera je aż 75% respondentów. Zanim jednak wyruszymy po odpowiednią lampę, dywan czy kanapę, szukamy inspiracji. Wtedy z pomocą przychodzą nam media społecznościowe – wskazał je co trzeci badany, portale i blogi wnętrzarskie (29%) czy sklepy lub gazetki z artykułami wyposażenia wnętrz (24%).

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 21-25 kwietnia 2022 r. metodą ankiety online na grupie 880 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Czy wykluczenie cyfrowe zatrzyma dyrektywę o sygnalistach?

Polskie przedsiębiorstwa stanęły przed ważnym wyzwaniem wdrożenia europejskiej Dyrektywy o sygnalistach. Wciąż brakuje jednak krajowych przepisów w tym zakresie, co sprawia, że firmy zwlekają z wprowadzeniem odpowiednich zmian. Nie warto jednak czekać na ostatni moment, tym bardziej że działania sygnalistów mogą przynieść biznesowi poważne korzyści. W zgodnej z przepisami ochronie ich praw pomogą doradcy i narzędzia IT.

Sygnalista, po angielsku Whistleblower, to osoba, która zgłasza zauważone przez siebie nieprawidłowości w działaniu swojej firmy lub instytucji administracji publicznej, samorządowej albo innej organizacji pożytku publicznego. Co ważne, dokonuje takiego zgłoszenia w dobrej wierze, nie odnosząc przy tym osobistych korzyści.

Przekazywanie takich informacji może się jednak spotkać z negatywnym odbiorem współpracowników, pracodawcy lub społeczeństwa. To dlatego Unia Europejska przygotowała Dyrektywę o sygnalistach, która ma chronić sygnalistów przed akcjami odwetowymi. Dyrektywa od 17 grudnia 2021 r. obejmuje przedsiębiorstwa oraz podmioty z sektora publicznego zatrudniające co najmniej 250 osób. Termin wdrożenia przepisów w firmach, które mają od 50 do 249 pracowników, został przesunięty na 17 grudnia 2023.

Polskie prawo wciąż nie jest gotowe na europejskie zmiany. W parlamencie jest projekt ustawy, który wejdzie w życie trzy miesiące po przeprocesowaniu (w obecnej proponowanej formule) i zobowiąże firmy do posiadania rozwiązań, procedur i narzędzi do przyjmowania zgłoszeń od sygnalistów.

Sygnalista – przyjaciel czy wróg?

Choć idea sygnalisty jest jasna, wiele osób mylnie utożsamia działalność takiej osoby z donoszeniem. Nic bardziej mylnego. Sygnalista informuje o wielu różnych nieprawidłowościach, ale – co ważne – sam nie ponosi z tego tytułu żadnych korzyści. Nie dostaje dodatkowego wynagrodzenia, nie poprawiają się warunki jego pracy, nie jest specjalnie traktowany. Po prostu widzi błędy i pokazuje je swojemu pracodawcy lub instytucji, z którą współpracuje.

Sygnalista zgłasza zmiany, które mogą poprawić działalność operacyjną firmy. Zauważa na przykład, że firma nie stosuje wystarczających środków bezpieczeństwa, co może zakończyć się wypadkami i koniecznością wypłaty ogromnych odszkodowań. Lub widzi, że przedsiębiorstwo płaci za system, z którego w rzeczywistości nie korzysta – naraża się więc na niepotrzebne koszty. Takich przykładów jest dużo. Firma nie zawsze sobie je uświadamia, dlatego pomoc ze strony pracowników, którzy obserwują działanie przedsiębiorstwa oddolnie, jest nieoceniona. Pomaga oszczędzać i poprawiać wydajność oraz bezpieczeństwo organizacji. Buduje poczucie współodpowiedzialności za biznes. Najważniejsze jest jednak to, by stworzyć pracownikom poczucie bezpieczeństwa, komfort. Tylko w takich warunkach będą szczerze dzielić się spostrzeżeniami – mówi Anna Tomczyk, Lead Consultant w GFT Technologies.

Dyrektywa o sygnalistach ma zapewnić pracownikom strefę komfortu w tym działaniu. Zobowiązuje bowiem pracodawców do wdrożenia procedur oraz narzędzi, które pomogą informować o nieprawidłowościach, chroniąc dane sygnalistów. Przewiduje też sankcje w przypadku utrudniania dokonania zgłoszenia, podejmowania działań odwetowych wobec sygnalisty czy naruszenia obowiązku zachowania poufności jego danych.

Co ważne, procedowana w Polsce ustawa wymaga też podjęcia konkretnych działań naprawczych oraz potwierdzenia zgłoszenia w terminie 7 dni od jego wpłynięcia.

Wykluczenie cyfrowe zatrzyma dyrektywę?

Jak firmy mogą przygotować się do wprowadzenia tych wytycznych? Pomogą oczywiście technologie. Przedsiębiorcy mają do wyboru kilka różnych rozwiązań – subskrypcję gotowego programu, system on-premises instalowany na własnej infrastrukturze lub nakładkę na działające już w firmie narzędzia informatyczne.

Podobne regulacje istnieją już choćby w branży finansowej. Teraz po prostu zostaną przeniesione na inne branże. I tu może się pojawić problem, bo dyrektywa dotyczy także sektorów, w których pracownicy są dużo mniej „ucyfryzowani”. Osoby zatrudnione choćby w budowlance nie mają nieustannego dostępu do komputerów czy firmowych smartfonów. Jak zatem pomóc im zgłosić naruszenie? I na to są rozwiązania – mówi Aleksander Rujna, Senior Business Analyst w GFT Technologies.

Przede wszystkim dyrektywa nie wymaga wprowadzania narzędzi elektronicznych. W firmach wciąż mogą funkcjonować skrzynki wrzutowe lub dedykowane infolinie. Oczywiście zgłoszenie elektroniczne jest wygodniejsze, pozwala bowiem jednocześnie śledzić, co się z nim dzieje. Dodatkowo – z założenia narzędzie takie musi być dostępne nie tylko dla pracowników firmy, ale też dla kontrahentów, partnerów, podwykonawców, stażystów itd. – innym słowem dla wszystkich osób związanych z daną organizacją. Najlepiej więc powiązać je ze stroną WWW.

Wciąż zdarzają się firmy, które nie mają aktywnych stron internetowych. Jednak i to nie jest problemem we wdrażaniu dyrektywy. Wykluczenie cyfrowe nie będzie więc przeszkodą w dostosowaniu się do przepisów, zwłaszcza jeśli w proces wdrażania ustawy zaangażowane zostaną podmioty, które mają doświadczenie we wprowadzaniu rozwiązań w obszarze compliance – dodaje Aleksander Rujna. – W GFT mamy wiele pomysłów, które możemy zaproponować polskim firmom, a które opierają się na naszej wiedzy wynikającej z wieloletniej współpracy z instytucjami finansowymi. Co chyba najważniejsze w kontekście wymagań Unii Europejskiej – zapewniamy, że każde z tych rozwiązań będzie bezpieczne i będzie chronić dane wrażliwe. A jakie to będzie narzędzie? To zależy od oczekiwań i możliwości konkretnego przedsiębiorstwa. Całe szczęście dyrektywa daje tu sporą elastyczność.

Czy wdrożenie nowych przepisów musi być drogie? Niekoniecznie. Rozwiązania oparte na chmurze zdejmują z firmy konieczność zapewnienia odpowiedniej infrastruktury. Cała aplikacja jest hostowana po stronie dostawcy chmury. Koszty użytkowania natomiast łatwo dostosować w tym przypadku do poziomu faktycznego zużycia aplikacji. Gdy nie będzie zgłoszeń, hostowanie będzie tanie.

Choć polskie prawo wciąż nie jest gotowe na wprowadzenie Dyrektywy o sygnalistach, firmy muszą już dziś wdrożyć rozwiązania, które będą pomagać w zgłaszaniu nieprawidłowości w przedsiębiorstwach. Dotyczy to także mniejszych podmiotów, które nowe przepisy obejmą dopiero 17 grudnia 2023 r. Poświęcenie czasu na odpowiednie przygotowanie, wewnętrzny audyt, stworzenie procedur i wybór najlepszego narzędzia przełoży się na bezproblemowe wdrożenie, które nie zakłóci działania firmy.

Odporność firm rodzinnych na aktualną sytuację gospodarczą w Polsce

Zarządzanie firmą w niepewnych czasach jest wyjątkowo trudne, szczególnie, gdy w chaotyczny sposób wprowadzane są kolejne zmiany w prawie. Wiszący nad Polską kryzys gospodarczy oznacza walkę o przetrwanie małych i średnich przedsiębiorstw, często firm rodzinnych. To, co pomaga w przetrwaniu to unikalny sposób funkcjonowania, który stanowi przewagę nad innymi biznesami, szczególnie w obliczu kryzysu. Pomimo różnych problemów i wyzwań satysfakcja z prowadzenia biznesu jest wysoka – aż 77% właścicieli firm rodzinnych przyznaje, że jest zadowolonych ze swojej sytuacji zawodowej – tak wynika z badania[1] przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy[2].Firmy rodzinne bardziej odporne na kryzys

Wyzwania i problemy

Przedsiębiorcy rodzinni muszą się mierzyć z różnymi wyzwaniami, charakterystycznymi dla firm familijnych. Największy problem w prowadzeniu firmy rodzinnej, zdaniem ich właścicieli, może stanowić inne spojrzenie na strategię i rozwój przedsiębiorstwa wśród członków rodziny (19%), przekazanie kontroli nad firmą następnemu pokoleniu – sukcesja (17%), trudności wynikające z różnic pokoleniowych (11%), a także konflikty rodzinne (8%).

Ponadto, obecnie firmy muszą mierzyć się z natężeniem wyzwań – to nie tylko skutki wojny na Ukrainie i wyższe koszty prowadzenia działalności, ale także szybko zmieniające się przepisy. Wiele sklepów w branży spożywczej jest firmami rodzinnymi i to właśnie one w najbliższym czasie odczują skutki kolejnych zmian prawnych, wprowadzanych bez konsultacji i w zawrotnym tempie. Zgodnie z przedstawionym w tym roku projektem ustawy o zmianie ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi oraz ustawy o odpadach ma wejść w życie nowy obowiązek dla sklepów. Każda placówka o tym charakterze działalności będzie musiała przyjmować nie tylko opakowania zwrotne, plastikowe itp., ale również opakowania szklane, niezależnie od miejsca ich sprzedaży. Nowy system kaucyjny to spore utrudnienie i wyzwanie – przedsiębiorcy zastanawiają się jak sprostać tym wymaganiom, w sytuacji, kiedy duża liczba sklepów nawet nie dysponuje odpowiednią przestrzenią do gromadzenia takich opakowań.

Sposób funkcjonowania, który pomaga przetrwać

W zmierzeniu się z długą listą wyzwań i przetrwaniu w czasach kryzysu pomaga unikalny dla firm rodzinnych sposób działania. Według wyników badania właściciele biznesów rodzinnych oceniają, że największe zalety i przewaga konkurencyjna takich firm to większa skłonność właścicieli do poświęceń na rzecz firmy (69%), większe zaufanie wobec pracowników z rodziny (42%), wspólne wartości (35%), a także szybkość w podejmowaniu decyzji (28%). To również dobra atmosfera w pracy (25%) oraz większa satysfakcja z sukcesu (blisko 23%) i gwarancja stabilności (14%). To bardzo ważne elementy, uławiające codzienną pracę. Aż 59% właścicieli firm rodzinnych uważa, że zaangażowanie innych członków rodziny w pracę pomaga w prowadzeniu biznesu.

Nie bez znaczenia w tym kontekście jest też sposób, jak na firmy rodzinne patrzą konsumenci, partnerzy biznesowi i potencjalni pracownicy. Zdaniem właścicieli tego typu przedsiębiorstw firmy rodzinne są postrzegane jako godne zaufania (blisko 57,5%), przyjazne ludziom (57%), jak również stabilne (43%) i atrakcyjne miejsce pracy (16%), posiadające plany rozwoju na przyszłość (blisko 14%). Taki wizerunek firm rodzinnych ułatwia prowadzenie biznesu i radzenie sobie z różnymi wyzwaniami.

Z doświadczenia wiem, że dzięki unikalnemu sposobowi funkcjonowania i innemu postrzeganiu firm rodzinnych wiele wyzwań może być zdecydowanie łatwiejsze do przejścia. Jednak pomimo to firmy potrzebują dużego wsparcia, szczególnie w czasach kryzysu. To wyjątkowo trudny czas dla przedsiębiorców. Ponadto, kluczowe i niezwykle potrzebne jest zrozumienie ze strony państwa. Bez tego firmy stoją przed pytaniem czy dadzą poradzą sobie z kolejnymi szybko wprowadzanymi zmianami. – mówi Robert Rękas, prezes Zarządu Lewiatan Holding, inicjatora Urodzonych Przedsiębiorców.

[1]  Badanie przeprowadzone w 2022 roku wśród przedsiębiorców firm rodzinnych Lewiatan.

[2] Celem inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy jest promowanie polskiej przedsiębiorczości oraz wspieranie przedsiębiorców w wyzwaniach z jakimi mierzą się na co dzień w prowadzeniu działalności.

Próba kontynuacji odbicia

Po wczorajszym lekkim zawahaniu (WIG-20 -0,19 proc., DAX –0,45 proc., S&P 500 -0,39 proc.) rynki akcji na świecie sprawiały dziś rano wrażenie, że chcą kontynuować próby kontynuacji rozpoczętego pod koniec poprzedniego tygodnia wzrostu. WIG-20 zwyżkował na początku wtorkowej sesji o 0,76 proc., DAX rósł o +0,95 proc., a cena kontraktów na S&P 500 zyskiwała +0,56 proc.

Po wzroście o 2,03 proc. najwyżej dziś rano od 3 lat był WIG-Chemia (cena akcji Grupy Azoty +2,75 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 5,5 lat były ceny akcji spółki Celon Pharma. Wśród składników sWIG-u 80 najniżej od 2 lat była dziś cena akcji Apatoru.

Wcześniej na giełdach Azji i Oceanii minimalnie spadły jedynie wartości głównych indeksów w Nowej Zelandii (-0,18 proc.) i Filipinach (-0,07 proc.). Najsilniej – o +3,17 proc. – rósł dziś Hang Seng.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych na większości rynków lekko dziś rano rosły, ale za wyjątkiem tych wyemitowanych przez rząd Indonezji, nie sięgały poziomów swych nowych cyklicznych szczytów.

Ceny kontraktów na ropę naftową po wyjściu w ostatnich dniach w pobliże swoich 1,5-miesięcznych maksimów dziś rano pozostawały stabilne (WTI -0,12 proc., Brent –0,05 proc.). Wczoraj swój szczyt z 2020 roku osiągnęła cena kontraktów na ryż na CBOT. W poniedziałek podobnie silnie zwyżkowały wychodząc na historyczne lub ponad 13-letnie rekordy ceny kontraktów na różne typy pszenicy („hard red wheat” na CBOT, „milling wheat” na MATIF oraz „spring wheat” na MGEX).

Euro trzeci dzień z rzędu próbowało dziś rano ostrożnie odrabiać wcześniejsze straty, które sprowadziły w zeszłym tygodniu jego kurs względem amerykańskiego dolara do najniższego poziomu od ponad 5 lat (EUR/USD +0,19 proc.). Słabszy był jen (USD/JPY +0,22 proc. dziś rano), ale kurs amerykańskiego dolara względem japońskiej waluty pozostawał poniżej 20-letniego maksimum ustanowionego tydzień temu.

Po spadku w ubiegłym tygodniu do najniższego poziomu od prawie 1,5 roku kurs BTC/USD ponownie próbował dziś utrzymać się powyżej poziomu 30000 USD (+1,09 proc. dziś rano).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Campiri – platforma z kamperami na wynajem pozyskała łącznie 4,7 mln EUR

  • Campiri to e-platforma łącząca posiadaczy kamperów z zainteresowanymi ich wynajmem. W ramach ogłoszonej właśnie rundy inwestycyjnej firma pozyskała 2,7 mln EUR od renomowanych inwestorów VC.
  • Spółka rodem z Czech zapowiada wprowadzenie marki na kolejne rynki, jak i wzmocnienie działań na już istniejących, w tym w Polsce. Oznacza to m.in. wzmocnienie zespołu i powiększenie własnej floty pojazdów.
  • Mając wsparcie inwestorów z Europy i Stanów Zjednoczonych, Campiri celuje w pozycję lidera w regionie CEE, prężnie rozwijając się nie tylko w Polsce, a także na rynku greckim i słowackim.

W ciągu zaledwie roku od uruchomienia, Campiri stało się dominującym graczem na rynku cyfrowego karawaningu w Czechach. Platforma z kamperami, działająca podobnie jak serwisy typu Airbnb, sukcesy odnosi również w Polsce – już po czterech miesiącach od rozpoczęcia działalności operacyjnej nad Wisłą w ofercie ma ponad sto kamperów pozyskanych zarówno od właścicieli indywidualnych, jak i wypożyczalni. I to właśnie nasz kraj ma być regionalnym hubem spółki. Firma Lukáša Janouška i Paula Tesara ma coraz większe ambicje – celem jest osiągnięcie pozycji lidera na rynku najmu kamperów w całej Europie.

Z międzynarodowym wsparciem od funduszy Rockaway, Miton i Purple Ventures

Realizacja wyznaczonych celów, w tym dalszy rozwój w Polsce, będzie możliwa m.in. dzięki zakończonej właśnie inwestycyjnej rundzie w wysokości 2,7 mln EUR. Do tej kwoty dochodzi m.in. wkład założycieli w wysokości ponad 600 tys. EUR. Kolejne 1,3 mln EUR Campiri pozyskało w formie finansowania dłużnego na zakup floty kilkudziesięciu samochodów.

Głównymi inwestorami w Campiri są:

  • Rockaway Capital, mający w portfelu również m.in. czeskiego jednorożca Productboard czy działającą także w Polsce Invię,
  • grupa inwestycyjna Miton, przed laty inwestująca m.in. w największą grupę modową w Polsce – DOMODI,
  • Purple Ventures, wspierający kapitałowo takie spółki jak Vrgineers, Toroto, Tatum, Curfex czy Paypipes.

Pozyskane właśnie od tych inwestorów środki przeznaczone zostaną na wprowadzenie Campiri na nowe rynki, wzmocnienie zespołu i zakup nowych pojazdów.

– Od początku mamy wielkie ambicje i plany. Chcemy, aby Campiri było nie tylko lokalnym graczem. Największa część finansowania przeznaczona zostanie więc na wsparcie ekspansji i rekrutację doświadczonych osób do zespołu na obecnych oraz nowych rynkach. Ogromny potencjał dla rozwoju firmy widzimy w Europie Środkowej, Wschodniej i Południowej. Jesteśmy przekonani, że to idealny moment, by rosnąć właśnie tam. Podczas gdy w

Europie Zachodniej działa już kilka konkurencyjnych firm, w regionie Europy Środkowo-Wschodniej trend digitalizacji w turystyce dopiero raczkuje mówi dyrektor generalny Campiri Lukáš Janoušek, który wcześniej jako udziałowiec i CMO z sukcesem, również w Polsce, rozwijał Twisto – jeden z najgorętszych fintechów w Europie.

– Uwagę naszego funduszu zwrócił przede wszystkim cyfrowy model biznesowy Campiri, tj. pomysł, aby za pomocą kilku kliknięć sprawnie połączyć właścicieli z osobami zainteresowanymi wynajmem ich kamperów. W ostatnich latach obserwujemy wzrost popularności tej formy podróżowania. Co istotne, ma ona również wyraźnie mniejszy wpływ na środowisko naturalne. Jednocześnie wspieranie przez Campiri zrównoważonych projektów w ramach branży turystycznej jest zgodne z naszą strategią ESG, która stanowi dla nas jedno z kluczowych kryteriów wyboru – podkreśla Dusan Zabrodsky, partner inwestycyjny w Rockaway Capital i dodaje, że finansowanie Campiri jest konsekwentną kontynuacją ostatnich inwestycji funduszu w całym segmencie cyfrowego wypożyczania oraz sprzedaży aut.

Wystarczył jeden sezon, aby stanąć na podium

Już pierwszy sezon działalności zapewnił platformie w Czechach pozycję lidera z największą bazą samochodów kempingowych do wynajęcia. Obecnie liczba aut w czeskiej ofercie sięga 400 pojazdów. W Polsce – gdzie Campiri działa od początku roku – dostępnych jest już ponad 100 kamperów.

Campiri zamknęło 2021 r. obrotami w wysokości 800 tys. EUR i zrealizowaniem ponad 5000 “noclegów na kółkach” – zarówno dzięki współpracy z właścicielami indywidualnymi, jak i wypożyczalniami. W tym roku celem jest poszerzenie oferty na wszystkich rynkach do 1200 pojazdów. Pomoże w tym m.in. własna flota kilkudziesięciu aut, która dzięki pozyskanemu kapitałowi ma być w dalszym ciągu rozbudowywana. Jednym z motorów napędowych wzrostu Campiri ma być jego rozwój na polskim rynku.

– Campiri to nowa jakość podróżowania dla miłośników kamperów oraz osób, które chciałyby spróbować takiej formy wypoczynku. Dziś, gdy kamper nie jest już tylko alternatywnym sposobem spędzania wakacji, musi być dostosowany zarówno do rosnących oczekiwań turystów, jak i do wymagań związanych z ochroną środowiska. To dla nas ważne, dlatego też przekazujemy 1% naszych obrotów na wsparcie projektów lokalnych społeczności i ekologicznych. Nasi klienci jak i właściciele kamperów kochają nas za to, że działamy kompleksowo, w jednym miejscu łącząc usługę wygodnego najmu kamperów z bogatą ofertą unikalnych lokalizacji turystycznychwskazuje Katarzyna Jedlińska, dyrektor generalna Campiri w Polsce i na Słowacji.

Od wynajmu do inwestycji

Ostatnie lata otworzyły branży karawaningowej drzwi do sukcesu. Pandemia nie tylko sprawiła, że ludzie zaczęli szukać alternatywnych sposobów podróżowania, ale też zmieniła podejście dużej części społeczeństwa do tradycyjnych wakacji.

– Obecnie turyści coraz odważniej spełniają marzenia o niepowtarzalnych przygodach, a co za tym idzie, oczekują dużej elastyczności w miejscu pobytu. To właśnie oferują auta kempingowe. Do niedawna segment ten był całkowicie pomijany w procesie unowocześniania branży turystycznej. Borykał się z problemami i skomplikowanymi procesami. Campiri przynosi cyfrową zmianę, umożliwiając każdemu zorganizowanie niepowtarzalnych wakacji w kamperze za pomocą kilku kliknięć – dodaje szefowa Campiri.pl.

Platforma Campiri, dostrzegając rosnące zainteresowanie podróżami kamperami w Polsce, wprowadza więc do swojej oferty kolejne funkcje. Już niedługo w jednym miejscu będzie można zarezerwować i opłacić całe wakacje.

Campiri.pl zaproponuje też kamperowiczom setki malowniczych, sprawdzonych przystanków, na których można zatrzymać się kamperem – nie tylko na polecanym przez firmę kempingu, ale na przykład pod murami średniowiecznego zamku, w winnicy czy kameralnej agroturystyce.

Creotech Instruments zamyka I kwartał 2022 z 2-krotnie wyższym zyskiem netto r/r

Notowana na NewConnect spółka Creotech Instruments podsumowała wyniki za I kwartał 2022 r. W raportowanym okresie firma, w relacji r/r, odnotowała około 2-krotny wzrost zysku netto, który od stycznia do marca br. wyniósł 0,57 mln zł. W minionym kwartale Creotech osiągnął również r/r 24% wzrost wyniku EBITDA, który ukształtował się na poziomie prawie 1,5 mln zł. Natomiast przychody ogółem w tym okresie wyniosły 9,4 mln zł i utrzymały się na poziomie podobnym do analogicznego okresu poprzedniego roku, kiedy to zamknęły się kwotą 9,8 mln zł. Systematyczny wzrost zysków Creotech Instruments wynika w głównej mierze z efektywnego zarządzania kluczowymi obszarami biznesowymi z zakresu branży kosmicznej oraz technologii kwantowych. Dalszy rozwój Spółki w tym ostatnim segmencie będzie dodatkowo napędzany udziałem Creotech w strategicznym projekcie, jakim jest realizacja budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej. Kilka dni temu międzynarodowe konsorcjum, w skład którego wchodzi Spółka, otrzymało od Komisji Europejskiej zaproszenie do zawarcia umowy na budowę takiego komputera.

– W I kwartale 2022 udało nam się istotnie zwiększyć marżę generowaną na działalności komercyjnej, pomimo spadku przychodów. Było to wynikiem zmiany mixu sprzedażowego – niższe przychody z relatywnie nisko-marżowych projektów kosmicznych zrekompensowaliśmy znacznymi wzrostami sprzedaży w znacznie wyżej marżowych segmentach – produkcji zaawansowanej elektroniki oraz podsystemów do komputerów kwantowych. Przełożyło się to na około 2-krotne zwiększenie zysku netto r/r, do poziomu 0,57 mln zł oraz 24% wzrost r/r wyniku EBITDA, do poziomu 1,5 mln zł. Wypracowane wyniki uznajemy za bardzo dobre, zwłaszcza mając na uwadze wysokie koszty prowadzonych projektów badawczo-rozwojowych, których ostateczne produkty zostaną wdrożone do oferty produktowej na przestrzeni najbliższych 2 lat. – informuje Maciej Kielek, Wiceprezes ds. Finansowych w Creotech Instruments S.A. – Dodatkowo należy podkreślić, że do końca 2023 roku Spółka będzie bardzo mocno inwestować w rozwój strategicznych produktów, które, wg obecnych założeń, od 2024 roku pozwolą nam na skokowe zwiększenie skali prowadzonej działalności i generowanych marż. – dodaje Maciej Kielek.

Jednym z głównych filarów działalności Creotech Instruments jest obszar technologii kwantowych. Najnowszym przedsięwzięciem, w którym będzie brała udział Spółka Creotech Instruments jest opracowanie i wdrożenie pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej. Do tego strategicznego projektu Spółkę Creotech Instruments, która wchodzi w skład międzynarodowego konsorcjum pod przewodem Uniwersytetu w Innsbrucku, zaprosiła Komisja Europejska. Celem przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 roku oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 roku. Zawarcie umowy ramowej planowane jest na 2022 rok.

Creotech Instruments to również jeden z liderów na polskim rynku kosmicznym. W kwietniu 2022 roku Spółka zrealizowała I fazę strategicznego projektu PIAST realizowanego dla polskiego wojska, którego celem jest umieszczenie 3 satelitów obserwacyjnych, opartych na autorskiej platformie HyperSat, na orbicie okołoziemskiej w 2024 roku. Pierwszym testem technologii HyperSat będzie wystrzelenie pierwszego polskiego mikrosatelity obserwacyjnego – EagleEye, które planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.

Dobra passa złotego. Euro wraca na 4,65 zł

Dobra passa polskiej waluty wynika z kilku czynników. Najważniejszym jednak wciąż wydaje się presja na wzrost stóp procentowych. To właśnie dlatego wzrost inflacji tak dobrze wpływa na złotego.

Inflacja wciąż rośnie

Finalne dane z inflacji w zeszłym tygodniu to jedno. Wczoraj poznaliśmy inflację bazową. Jest to wskaźnik wzrostu cen bez uwzględnienia energii i żywności. W ten sposób odrzucane są najbardziej zmienne elementy wzrostu cen. Niestety parametr ten również okazał się wyższy od oczekiwań. Jest on niższy niż standardowa inflacja. Nie można się temu dziwić, biorąc pod uwagę to, co dzieje się na rynku ropy. Również żywność pomimo tarczy antyinflacyjnej jest elementem, który przyspiesza wzrost cen. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby teraz tarczę antyinflacyjną wyłączyć. Jak na to reaguje złoty? Wbrew pozorom korzystnie. Jesteśmy w trakcie cyklu wzrostu stóp procentowych, a każdy taki odczyt powoduje, że rosną oczekiwania co do dalszych wzrostów, a to umacnia walutę.

Ropa najdroższa od marca

Czarne złoto drożało ostatnimi czasy z bardzo prostego powodu. Spodziewany popyt na ten surowiec znacznie przekraczał to, co na rynki mogło zostać dostarczone. W rezultacie cena szła w górę, co równoważyło rynek. Przy wyższych cenach zapotrzebowanie spadało. Powodem tego problemu jest europejskie embargo na ropę z Rosji. Tej z kolei nie można łatwo przekierować w inną stronę świata. Do tego dochodzi ożywienie gospodarcze w Azji, które odbudowuje zapotrzebowanie zmniejszone przez koronawirusa. Pewnym problemem jest jednak stanowisko Węgier. Kraj ten w ramach swojej sympatii prorosyjskiej jest skłonny wetować embargo. Taka decyzja może z kolei szybko zdusić ceny ropy.

Granice manipulacji

Dla osób nieposiadających telewizorów w Polsce czy to w latach komuny, czy ostatnim czasie pewne poziomy absurdu są trudniejsze do wyobrażenia. Jest jednak taki kraj na wschodzie, który wszystkie nasze osiągnięcia wyprzedza o kilka długości. Tak, mowa o Rosji. Obecnie kraj ten, chce udowodnić, że mimo agresji militarnej (którą nazywają specjalną operacją, gdyby to coś zmieniało) gospodarka ma się dobrze, sięga wyżyn. A przynajmniej wyżyn notowań rubla względem złotego, czy euro. Na rynku, który absurdalnie stracił płynność, takie manipulacje są możliwe. Pytanie, jaki jest sens pompowania rubla na najwyższe poziomy od pięciu lat. Analitycy nie potrafią wyjaśnić, jaki może być powód umacniania się rosyjskiej waluty mimo wojny, sankcji i problemów gospodarczych. Urealnienie kursu, o ile dojdzie do powrotu Rosji na rynki, będzie brutalnym zimnym prysznicem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Wino będzie droższe

Polska branża winiarska: prowadzenie biznesu stało się całkowicie nieprzewidywalne.

– Planowanie jakiejkolwiek strategii stało się wręcz niemożliwe, a bieżąca działalność jest ogromnym wyzwaniem mówią szefowie firm winiarskich zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa – największej organizacji w kraju skupiającej podmioty branży winiarskiej. Wojna w Ukrainie, a także galopująca inflacja, skutecznie utrudniają bieżącą działalność przedsiębiorcom. Skutki niebawem odczują konsumenci.

Wino będzie droższe

Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex, nie ukrywa rozgoryczenia. – Prowadzenie biznesu stało się całkowicie nieprzewidywalne. Ceny surowców drożeją już nawet nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. O finalnych cenach często dowiadujemy się w dniu dostawy. Planowanie jakiejkolwiek strategii stało wręcz niemożliwe, a bieżąca działalność jest ogromnym wyzwaniem. Niestety końca inflacji nie widać, a jej szczyt dopiero przed nami. Konsumenci z pewnością dotkliwie odczują skutki tej sytuacji – mówi Grzegorz Bartol.

Potwierdza to Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group. Przerwane łańcuchy dostaw to jedno z wyzwań, z którymi przedsiębiorstwa muszą się mierzyć coraz częściej. – W związku z prowadzonymi działaniami wojennymi dwie huty, z którymi współpracowaliśmy, zostały uszkodzone lub zniszczone. Nie mamy więc możliwości sprowadzania butelek od naszych dotychczasowych partnerów, pojawił się problem z ich dostępnością. Skokowo rosną też ceny surowców wykorzystywanych do produkcji, a opartych na pszenicy i kukurydzy, których Ukraina była głównym eksporterem – mówi Jakub Nowak.

I dodaje: – Skokowy wzrost kosztów energii, czyli gazu, benzyny czy prądu, a także cen surowców, będzie miał, a nawet już ma, przełożenie na skokowy wzrost cen wina.

Czekając na lepsze czasy

Tego, czym jest „skokowy” wzrost cen chociaż za gaz, przekonał się ostatnio Paweł Gąsiorek, Prezes firmy Dom Wina. W podkrakowskim Dworze Sieraków, którego jest współwłaścicielem, miesięczna opłata za gaz skoczyła z 7 do 50 tys. zł.  Pojawiły się też inne trudności. – Musieliśmy opóźnić wprowadzenie na rynek nowej marki win gruzińskich, bo zwyczajnie nie mamy możliwości przywiezienia ich do Polski. Dotąd były transportowane przez Ukrainę. Obecnie możliwy jest jedynie fracht drogą morską do Turcji, ale to bardzo droga opcja. Więc odłożyliśmy ten projekt na lepsze czasy, gdy skończy się wojna. Obecnie dysponujemy jeszcze zapasem win z Gruzji innych marek, ale gdy się wyczerpią – nie będą już dostępne na rynku, a to ważny dla nas kierunek importu – mówi Paweł Gąsiorek.  Obaw jest więcej. – Wojna rykoszetem może odbić się na naszych planach promocji win węgierskich z Vilanyi. Gdy w roku 2014 wybuchła wojna w Gruzji Polacy z sympatii zaczęli masowo kupować wina gruzińskie. Dziś z Węgrami może być na odwrót –  klienci mogą bojkotować te wina – obawia się Paweł Gąsiorek.

Wszystkie ręce na pokład!

I choć wyzwań i trudności nie brakuje, podstawowe decyzje nie zabrały dużo czasu i były czymś oczywistym: Zrezygnowaliśmy z eksportu produktów do Rosji, mimo podpisanych kontraktów- rozwiązaliśmy je natychmiast po wybuchu wojny – mówi Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

Niemal od razu po wybuchu wojny, firmy zrzeszone w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa, ruszyły z pomocą Ukrainie. Wszystko inne zeszło wtedy na drugi plan.

Zorganizowaliśmy pomoc dla naszych pracowników z Ukrainy, którzy uzyskali możliwość sprowadzenia swoich rodzin i szerokiej opieki ze strony firmy. W pomoc zaangażowali się wszyscy nasi pracownicy, którzy nie tylko działali na granicy, ale też przygarnęli pod swój dach ludzi  uciekających przed wojną – mówi Jakub Nowak Prezes firmy JNT Group, który osobiście przywiózł z granicy i przyjął u siebie 2 ukraińskie rodziny.

Jaka przyszłość wina?

Dziś, po ponad dwóch miesiącach od wybuchu wojny w Ukrainie, nikt już nie ma wątpliwości, że realia prowadzenia firmy zmieniły się diametralnie. Trudno o realizację jednej, zaplanowanej strategii, konieczna jest codzienna analiza sytuacji. Jak nieuniknione podwyżki cen wina przełożą się na jego konsumpcje? Na oficjalne badania jeszcze trzeba poczekać, ale pierwsze obserwacje już są:

Widzimy, że Polacy dużo wnikliwiej przyglądają się stosunkowi ceny wina do jakości. Czynnik „value for money” wpływa na decyzje zakupowe w sytuacji niestabilności rynkowej i rosnącej inflacji – mówi Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

– Nie widzę żadnych przesłanek, aby wojna pozytywnie wpłynęła na konsumpcję wina. Oczywiście w dłuższej perspektywie, część z ukraińskiej emigracji może zostać, w tym ludzie z zasobniejszym portfelem – oni kiedyś dołączą do naszej klasy średniej i wyższej. To może mieć wpływ na polski biznes i jego wzmocnienie w dalekiej perspektywie dla Polski – uważa z kolei Paweł Gąsiorek, Prezes Domu Wina.

W ostatnich latach rynek wina rozwijał się z roku na rok dynamicznie, a Polska była uznawana za jeden z najbardziej perspektywicznych rejonów na świecie w tym aspekcie. Nawet przez okres pandemii wino przeszło obronną ręką. – Polacy coraz więcej wiedzą o winie i docenią je – mówi Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Owszem,  nadal daleko nam do Portugalczyków, Francuzów czy Włochów, którzy wypijają rocznie zdecydowanie ponad 10 razy tyle co przeciętny Polak.. Oznacza to jednak nic innego, jak duży potencjał polskiego rynku i długą perspektywę jego dalszego rozwoju – mówi Prezes ZP PRW.

Wiele wskazuje jednak na to, że tendencja wzrostowa rynku wina mogła zostać w ostatnim czasie zachwiana. Ostatnie wydarzenia nie sprzyjają bowiem celebracji i świętowaniu.

Prawie 14 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wypracowała Grupa PTWP w I kwartale 2022 r.

Grupa PTWP w I kwartale 2022 r. zwiększyła przychody netto ze sprzedaży prawie o 50 proc. względem analogicznego okresu w 2021 r. Wpływ miało na to ożywienie branży eventowej i zwiększenie udziału usług online w ofercie spółki. Jednoczenie Grupa PTWP już w I kwartale br. znacznie przekroczyła jeden z kluczowych celów rozwojowych, osiągając próg 12 mln unikalnych użytkowników miesięcznie we wszystkich swoich serwisach internetowych.

– W I kwartale 2022 r. zwiększyliśmy poziom przychodów i nadal realizujemy nasze długoterminowe cele biznesowe. Wynik raportowanego kwartału Grupa PTWP zakończyła ze stratą netto na poziomie 0,9 mln zł, na którą wpływ miały takie czynniki jak sezonowość naszej działalności i ograniczenia związane z pandemią w styczniu i lutym. Od początku roku notujemy również znaczący wzrost kosztów niezależnych od działań operacyjnych spółki, a jednocześnie poczyniliśmy w I kwartale duże inwestycje rozwojowe w kadry i infrastrukturę IT. Na podstawie podpisywanych zamówień widzimy jednak, że kolejne okresy powinny powrócić do bardzo dobrych wyników finansowych. Konsekwentnie rozwijamy nasz segment digital, a po znakomitych wynikach portali Grupy PTWP osiągniętych w I kwartale br. uważamy, że jest to dobry kierunek dalszego rozwoju – informuje Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP.

13,98 mln zł przychodów netto ze sprzedaży wypracowała Grupa PTWP w pierwszym kwartale br., co oznacza wzrost w porównaniu r/r o prawie 50 proc. W raportowanym okresie spółka odnotowała stratę netto w wysokości 0,9 mln zł. Na koniec marca 2022 r. stan środków pieniężnych na koncie Grupy PTWP wyniósł 24,6 mln zł.

W pierwszym kwartale br. w obiektach zarządzanych przez Grupę PTWP tj. Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Hali Widowiskowo-Sportowej „Spodek” w Katowicach, zgodnie z harmonogramem zrealizowano wszystkie zaplanowane wydarzenia. Najważniejsze z nich to: 4 Design Days, Intel Extreme Masters czy Kongres Wyzwań Zdrowotnych. Na bieżąco organizowane są również kluczowe eventy biznesowe na czele z XIV Europejskim Kongresem Gospodarczym. Grupa PTWP z dużym wyprzedzeniem zapełniła swoje kalendarium eventowe na obecny i przyszły rok.

W marcu 2022 r. Grupa PTWP zanotowała rekordowe wyniki swoich serwisów internetowych. Tym samym spółka o 20 proc. przekroczyła cel rozwojowy na 2022 r., który zakładał osiągnięcie progu 10 mln UU miesięcznej liczby odwiedzin. Historyczne wyniki zdobyły między innymi portale, takie jak: rynekzdrowia.pl, pulshr.pl czy wnp.pl.

W listopadzie 2021 r. władze PTWP podjęły decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań firmy w 2022 roku z NewConnect na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Na ten moment spółka nie planuje przy tej okazji emisji akcji.

Grupa PTWP po zatwierdzeniu raportu rocznego za 2021 r. przeprowadzi program motywacyjny dla kluczowych pracowników. Maksymalna wielkość programu to ok. 5% kapitału zakładowego.

Inflacja nieco wyższa niż szacowano

Po ostatecznych wyliczeniach Główny Urząd Statystyczny podał, że w kwietniu inflacja wyniosła 12,4 proc., a nie 12,3 proc., jak wcześniej szacowano. To poziom najwyższy od 24 lat. Różnica jest niewielka, ale tendencja wzrostowa wciąż się utrzymuje. Prognozy na najbliższe miesiące zakładają kontynuację tej tendencji. W ślad za tym w górę będą szły stopy procentowe.

W kwietniu najmocniej inflację napędzały rosnące po 27-28 proc. ceny paliw i energii. Bardzo mocno odczuwalny był także sięgający 13,2 proc. wzrost cen żywności. Tym razem nieco wolniejszy był wzrost w przypadku większości usług, za wyjątkiem hotelarskich, które poszły w górę o 14,1 proc. Ze względu na wiele czynników obarczonych dużą dozą niepewności, trudno oszacować maksymalny poziom inflacji, jaki możemy zobaczyć w najbliższych miesiącach. Najbardziej pesymistyczne prognozy ekonomistów zakładają, że może ona przekroczyć 14-15 proc. Szczyt powinna osiągnąć w czerwcu lub w lipcu, ale to także nie jest pewne.

W ślad za rosnącą inflacją w górę będą szły stopy procentowe. Prawdopodobnie cykl ich podwyższania zakończy się w momencie, gdy inflacja przestanie się nasilać. Analitycy szacują docelowy poziom stopy referencyjnej w dość szerokim przedziale od 6,5-7 proc. do nawet 8-10 proc. Uwzględniając fakt, że obecnie wynosi ona 5,25 proc. i że najbardziej prawdopodobne są jeszcze dwie jej podwyżki po minimum 0,5 punktu procentowego, przekroczy ona z pewnością 6 proc. Trzeba jednak także zakładać, że Rada Polityki Pieniężnej będzie zapewne brać pod uwagę nie tylko poziom inflacji, ale także sytuację w gospodarce. W tej kwestii prognozy nie są zbyt optymistyczne. Po szacowanym na około 8 proc. wzroście PKB w pierwszym kwartale, należy spodziewać się zdecydowanego wyhamowania tempa wzrostu. Większość prognoz szacuje jego skalę na około 4 proc. Niedawno Bank Światowy obniżył swoją prognozę dla Polski z 4,7 do 3,9 proc., a Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju zredukował swoje przewidywania na przyszły rok z 4,5 do 3,5 proc., podtrzymując tegoroczną prognozę na poziomie 4 proc. Spora część niezależnych analityków spodziewa się dynamiki wzrostu sięgającej zaledwie około 3 proc. w tym roku. W tej kwestii prognozy są jednak także obarczone dużą dozą niepewności, głównie ze względu na trudny do oszacowania wpływ wojny na Ukrainie oraz konsekwencji sankcji nakładanych na Rosję” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

W I kw. przychody Columbus Energy wzrosły o prawie 45% r/r

W minionym kwartale przychody Columbus Energy wzrosły o prawie 45% w stosunku do pierwszego kwartału 2021 r. Aż o 50% w porównaniu z analogicznym okresem zwiększyła się też wartość aktywów Grupy, a zainstalowana moc w pierwszym kwartale osiągnęła rekordowy poziom 40 MW.

Grupa Columbus Energy opublikowała dziś skonsolidowany raport za pierwszy kwartał 2022 r. Jak wynika z podsumowania kwartału, Grupa osiągnęła przychody w wysokości 225,47 mln zł, czyli o prawie 45% wyższe niż w pierwszym kwartale 2021 r. (155,89 mln zł). Najwyższą historycznie wartość Columbus uzyskał też w zainstalowanej mocy – aż 40 MW. Pod względem sprzedażowym, operacyjnym i logistycznym Grupa zakończyła pierwszy kwartał rekordowymi wynikami, które nie przełożyły się jednak na wynik finansowy.

Przez ostatnie pół roku popyt na instalacje prosumenckie był tak duży, że zostaliśmy postawieni pod wielką presją kosztową, jakiej nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Podwykonawcy wywindowali swoje oczekiwania dwukrotnie, a komponenty w tym okresie były droższe, głównie ze względu na szalejącą inflację i kurs euro. Presja małych instalatorów wpłynęła też na cenę sprzedaży, która była niższa o ok. 10% od ceny oczekiwanej. Chociaż cel biznesowy został osiągnięty, a przychody na poziomie             225 mln zł są zadowalające, to wynik finansowy jest daleki od satysfakcjonującegotwierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Jak podkreśla Prezes, w całej Grupie wprowadzono już plan redukcji zadłużenia.

Refinansujemy farmy fotowoltaiczne przez project finance, co stopniowo daje nam możliwość odzyskiwania kapitału wcześniej zainwestowanego w budowę farm. Równolegle prowadzimy proces refinansowania nakładów finansowych poniesionych na projekty farm fotowoltaicznych przez współpracę z inwestorem w formule joint-venture. Na ten moment jest to dług, jednak w kolejnych kwartałach będzie on konwertowany na udziały w biznesie farmowym lub spłacony. Chcemy sprzedać część wybudowanych farm fotowoltaicznych opartych o system aukcyjny (oczywiście z odpowiednią marżą), ok. 60 MW, które już pracują i generują przychody. Ta sprzedaż może wygenerować w trzecim kwartale przychody na poziomie ok. 300 mln zł – wyjaśnia Dawid Zieliński.

Zdaniem Zarządu Spółki, organizacja została zaprojektowana na maraton, a nie sprint, i w porę dostrzegła szansę wykreowania trwałej wartości – dla prosumenta, właściciela domu, przedsiębiorcy, również dla inwestorów rynku kapitałowego.

Sprzedaż naszych produktów na rynku domów nabiera tempa. To już nie tylko fotowoltaika, ale pompy ciepła i magazyny energii. Po kwietniowym zatrzymaniu rynku połowa maja pokazuje już zrównoważony popyt na nasze usługi i kontraktacja inwestycji wraca do poziomu z 2020 r. Tylko w kwietniu podpisaliśmy umowy na łączną kwotę ponad 50 mln zł. W drugim kwartale br. marża jednostkowa wróci do poziomu z najlepszych kwartałów. Wyniki finansowe w drugim kwartale nie będą jeszcze odwzorowywać długoterminowych zmian, ale w trzecim kwartale będzie można zaobserwować mocne odbicie wynikupodsumowuje Dawid Zieliński.

Trójmiejskie zasoby biurowe blisko miliona

Trójmiasto zdecydowanie jest jednym z dynamiczniej rozwijających się rynków biurowych, który w 2022 roku ma szansę dołączyć do Krakowa i Wrocławia jako regionalny rynek biurowy o zasobach przekraczających 1 mln m kw.

Na koniec marca 2022 roku zasoby biurowe w Trójmieście przekroczyły 990 000 m kw. Do użytku oddano trzy projekty – Format  (16 000 m kw., Torus), Airport City Gdańsk Alpha (8 500 m kw., Port Lotniczy) oraz Officyna II (7 300 m kw., Torus) o łącznej powierzchni  ponad 31 000 m kw.

„Dostarczona na rynek nowoczesna powierzchnia biurowa stanowiła 13% wolumenu powierzchni zrealizowanej w miastach regionalnych. Dodatkowo, w budowie znajdowało się około 140 000 m kw., co jest wysokim wynikiem względem skali lokalnego rynku. Jeśli deweloperzy dotrzymają planowanych terminów to ponad 15% realizowanej powierzchni będzie dostarczona na trójmiejski rynek jeszcze w tym roku, zaś pozostałe projekty zostaną oddane do użytku w 2023 roku,” – komentuje Joanna Gomułkiewicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Największymi inwestycjami pozostającymi w budowie są Waterfront II (14 500 m kw., Vastint) oraz Punkt (12 500 m kw., Torus).

Aktywność najemców również była na relatywnie wysokim poziomie.  Od stycznia do marca podpisano umowy na blisko 22 500 m kw., co było wzrostem o 57% w porównaniu do poprzedniego kwartału i stanowiło około 15% całkowitego wolumenu umów w miastach regionalnych.

W dalszym ciągu jest to poziom dużo niższy niż w analogicznym kwartale 2021 roku (spadek o 41%). Największy udział, blisko 46%, stanowiły renegocjacje, zaś nowe umowy odpowiadały za blisko 45% wolumenu transakcji. Ekspansje wyniosły prawie 10% wolumenu podpisanych umów.

W wyniku oddania do użytku kilku nowych projektów, a także przeważającego udziału renegocjacji w strukturze umów najmu, współczynnik pustostanów w Trójmieście wzrósł o 2 pp. w ciągu kwartału i na koniec marca 2022 roku wyniósł 14,3%. W ciągu roku współczynnik pustostanów wzrósł o 5,2 pp., w dużej mierze ze względu na oddanie do użytku znaczącej ilości nieskomercjalizowanej powierzchni biurowej. Należy jednak podkreślić, że jest to jeden z najniższych wskaźników notowanych aktualnie w największych miastach regionalnych w Polsce (zaraz za Szczecinem i Poznaniem). Czynsze wywoławcze na koniec marca 2022 roku oscylowały w przedziale od 10,00 EUR do 15,00 EUR za m kw. miesięcznie. Warto zawrócić uwagę, że rosnące koszty budowy, w tym wzrost cen materiałów budowalnych i kosztów pracy, mogą wpłynąć na zahamowanie możliwości negocjacyjnych inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach,”  – dodaje Katarzyna Bojar, Junior Consultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Złoty trzyma się nieźle pomimo zawirowań na rynkach

Kolejny tydzień wyprzedaży aktywów ryzykownych wywarł na walutach przewidywalne skutki. Złoty jednak poradził sobie dobrze w niesprzyjającym otoczeniu, kończąc tydzień umocnieniem w parze z euro.

Spośród walut G10 najlepiej w zeszłym tygodniu radził sobie jen japoński, a za nim był dolar amerykański. Euro nie wypadło zbyt dobrze, a waluty o dużej zależności od sytuacji rynkowej, takie jak korona norweska i waluty antypodów, wyraźnie traciły. Rosnące ceny surowców wspomogły odbicie niektórych walut emerging markets w końcówce tygodnia, większość z nich jednak zakończyła go niżej w parze z dolarem amerykańskim.

Główną obawą napędzającą rynki jest to, jak bardzo banki centralne mogą obniżyć wzrost cen do celu inflacyjnego bez zbytniego pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego. Dane o wysokiej częstotliwości, jak publikowane we wtorek dane o sprzedaży detalicznej w USA, nabiorą w związku z tym większego znaczenia. Niemniej w tym tygodniu nie poznamy wielu odczytów, więc w centrum uwagi będą komunikaty przedstawicieli banków centralnych. Jeśli chodzi o Europejski Bank Centralny, poza wieloma przemówieniami zobaczymy też minutki z kwietniowego posiedzenia.

PLN

W obliczu utrzymujących się ryzyk, silnego dolara i gwałtownej wyprzedaży na niektórych rynkach polski złoty radził sobie nieźle, zyskując nieznacznie w parze z euro. Złoty wypada dobrze również na tle walut regionu. Korona czeska wprawdzie była w stanie zakończyć tydzień większym umocnieniem, ale po panice związanej z wyborem na prezesa Narodowego Banku Czeskiego gołębiego Aleša Michla interweniował tam bank centralny, wzmacniając walutę.

Oczekiwania dotyczące wzrostu stóp procentowych w Polsce nieco spadły w zeszłym tygodniu, nie przełożyło się to jednak na osłabienie waluty. Rynek nadal oczekuje silnego wzrostu stóp i – patrząc na stawki FRA – zakłada, że stopa referencyjna wzrośnie do ok. 7,25%. Dane o inflacji uzasadniają kontynuację podwyżek. W związku z silniejszym wzrostem inflacji bazowej (7,7%), czyli miary lepiej odzwierciedlającej wewnętrzną presję na wzrost cen, inflacja CPI w kwietniu okazała się nieco wyższa niż pokazał wstępny szacunek (12,4%).

Pozytywną dla złotego informacją jest to, że zgodnie z zapewnieniami rządu Polska i Komisja Europejska doszły do porozumienia ws. „kamieni milowych” i mocno opóźniony Krajowy Plan Odbudowy będzie mógł niedługo ruszyć. Wygląda na to, że środki trafią do kraju w momencie, kiedy gospodarka zacznie wykazywać oznaki spowolnienia, i mogą pomóc ograniczyć jego skalę.

We wtorek 17.05 poznamy dane o PKB Polski w I kwartale. Powinny one być mocne i pokazać wzrost o mniej więcej 8%. Ich wartość informacyjna może być jednak niska, ponieważ są dość wsteczne, a przy okazji wstępnego odczytu nie poznamy szczegółowej struktury wzrostu. Istotniejsze z naszego punktu widzenia mogą być dane piątkowe, o produkcji przemysłowej i sytuacji pracowników w przedsiębiorstwach w kwietniu. Szczególnie interesujące dla nas będzie, czy płace nadal rosną szybciej od inflacji pomimo jej ostatniego podbicia.

EUR

W obliczu braku istotnych danych inwestorzy martwili się takimi kwestiami jak dostawy gazu ziemnego i ich wpływ na produkcję przemysłową. Dane o nastrojach nie były za dobre, lecz warto zauważyć, że więcej mówiące wskaźniki PMI utrzymują się wciąż powyżej granicy wzrostu. Trudno mówić o wysokim ryzyku recesji, jeśli zbiorczy indeks PMI wynosi 55,8 pkt (50 pkt oznacza brak zmian w aktywności).

Jastrzębia zmiana retoryki Europejskiego Banku Centralnego nie pomogła dotąd wspólnej walucie, lecz naszym zdaniem to tylko kwestia czasu. Tegotygodniowe przemówienia przedstawicieli EBC i minutki z kwietniowego posiedzenia mogą być okazją do odwrócenia spadkowego trendu euro.

USD

Zeszłotygodniowe drugorzędne dane ekonomiczne z USA nie zmieniły istotnie obrazu gospodarki w stanie pełnego zatrudnienia, zmagającej się z ograniczeniami podażowymi, lecz wciąż rosnącej. Publikowane w tym tygodniu dane o produkcji i sprzedaży detalicznej pokażą najaktualniejszy stan amerykańskiej gospodarki, lecz raczej nie zmienią one za wiele. Uwaga inwestorów będzie wciąż skupiać się na wahaniach na rynkach obligacji i akcji. Uważamy, że ucieczka do bezpiecznych aktywów wygląda na zbyt silną i stabilizacja na giełdach może wystarczyć, by dolar oddał część swoich ostatnich zysków.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Pomoc potrzebującym kontra własne obawy – rynek pracy w dobie kryzysu uchodźczego

Wspierający i doceniający różnorodność – taki obraz Polaków w obliczu konfliktu w Ukrainie wyłania się z badania, które towarzyszyło XVI edycji Barometru Rynku Pracy opublikowanego przez Gi Group. Tylko 17% respondentów boi się utraty pracy w związku z tą sytuacją, 60% nie ma nic przeciwko temu, by w ich firmie pracowały osoby innej narodowości niż polska i aż 70% włączyło się w pomoc dla obywateli ukraińskich.

Wojna za wschodnią granicą ma znaczący wpływ na wiele dziedzin życia w Polsce – należy do nich m.in. rynek pracy i nastroje dotyczące zatrudnienia. Te ostatnie są jednak zaskakująco pozytywne.

Bezpieczeństwo pracy mimo konkurencji

Z badania przeprowadzonego w kwietniu przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gi Group, będącego uzupełnieniem do XVI edycji Barometru Rynku Pracy, wynika, że Polacy raczej nie postrzegają skutków rosyjskiej inwazji na Ukrainę jako zagrożenia dla swojej sytuacji zawodowej. Aż 61% ankietowanych nie obawia się utraty pracy z tego powodu, a tylko 17% jest przeciwnego zdania. Widać jednak pewne rozbieżności ze względu na płeć: utraty pracy obawia się większy odsetek kobiet (57%) niż mężczyzn (65%).Obawa przed utratą pracy z powodu wojny w Ukrainie

Dobre nastroje związane ze stabilnością zatrudnienia przejawiają się w oczekiwaniach finansowych: średnio 4 na 10 pracowników liczy na podniesienie wynagrodzenia w najbliższych miesiącach, zaś prawie 1/3 spodziewa się jego utrzymania. Sprawiają także, że przybysze z innych krajów mogą być w wielu firmach mile widziani.Oczekiwanie względem wynagrodzenia

Oswajanie różnorodności

60% badanych nie ma nic przeciwko temu, aby w ich przedsiębiorstwie były zatrudniane osoby innych narodowości niż polska. Odsetek kobiet i mężczyzn oceniających to pozytywnie jest zbliżony (odpowiednio 59% i 60%). Ponadto 33% jest zdania, że zatrudnianie pracowników innych narodowości jest korzyścią dla firmy.Opinie o pracownikach innych narodowości – total

Zaledwie 19% badanych wyraża obawę dotyczącą utraty stanowiska ze względu na takich pracowników, przy czym przeważa ona wśród kobiet (23%, dla porównania mężczyźni – 15%). Problemy z porozumiewaniem się w firmie oraz różnice kulturowe zdają się nie mieć większego znaczenia – jako przeszkodę wskazuje to odpowiednio 20% i 13% respondentów.

Pomoc na każdym froncie

Polacy nie pozostają obojętni wobec potrzeb obywateli ukraińskich dotkniętych wojną. Aż 70% badanych mówi o włączeniu się w działania pomocowe, przy czym są to częściej kobiety niż mężczyźni (74% vs 66%) oraz osoby mające stałą pracę (74%), co można wytłumaczyć większymi możliwościami i lepszą kondycją finansową.Włączanie się w pomoc

Zaangażowani w pomoc Ukrainie głównie przekazywali żywność (50%), w dalszej kolejności ubrania, środki czystości i inne rzeczy. Wysoko na liście znalazła się pomoc finansowa, której udzieliło 45% osób. Jedzenie i środki pieniężne były najczęstszą formą wsparcia niezależnie od stałego zatrudnienia, jednak widać pewne zróżnicowanie ze względu na płeć: w przypadku kobiet dominowały dary, zaś w przypadku mężczyzn – pomoc finansowa.Sposoby włączania się w pomoc

Gdy opadła pierwsza fala entuzjazmu związanego z pomaganiem Ukrainie i jej obywatelom, przyszła konfrontacja z kolejnymi falami uchodźców, którzy zatrzymują się w Polsce. Pomoc była i wciąż jest potrzebna. Widzimy, że w jej niesieniu nie ustają zarówno osoby fizyczne, jak i firmy. Z racji naszej specjalizacji, tylko od początku kwietnia, znaleźliśmy pracę blisko 500 osobom, które były zmuszone uciekać ze swojej ojczyzny. pomagamy w usamodzielnieniu się i stworzeniu godnych warunków życia. Organizujemy też zbiórkę środków finansowych. Mam nadzieję, że zaangażowanie i chęć pomocy, które obserwujemy i które zostały potwierdzone w wynikach badania, nie opadną. Wsparcie naszych wschodnich sąsiadów bardziej będzie przecież przypominała maraton niż sprint  – podsumowuje Marcos Segador Arrebola, Prezes Zarządu Gi Group Poland S.A.

Notka o badaniu

Badanie zrealizowane na zlecenie Gi Group Polska S.A. w kwietniu 2022 r. przez ARC Rynek i Opinia Sp. z o.o. Metodologia: CAWI. Dane uzyskano na próbie reprezentatywnej dla populacji Polaków w wieku 18-65 lat. N=1047.

ZPP: minimalny CIT trzeba albo radykalnie uprościć, albo z niego zrezygnować

Od kilku tygodni trwa proces „naprawiania” Polskiego Ładu. W ostatnich tygodniach dyskutowaliśmy o przedstawionych przez Ministerstwo Finansów propozycjach zmian w zakresie podatku PIT, ale już teraz wiemy, że w najbliższym czasie można spodziewać się projektu zmian dot. podatku CIT. W ich obrębie szczególne kontrowersje budzi temat tzw. minimalnego CIT-u. W naszym przekonaniu sytuacja jest bardzo prosta – należy to rozwiązanie albo radykalnie uprościć, albo całkowicie z niego zrezygnować.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od lat promuje koncepcję likwidacji podatku CIT i zastąpienia go prostym podatkiem przychodowym. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego wciąż utrzymywany jest system, w ramach którego podatku można po prostu nie płacić, czego przykładem mogą być niektóre międzynarodowe korporacje sukcesywnie uiszczające CIT w absolutnie marginalnej wysokości. W toku dyskusji nad Polskim Ładem, w odpowiedzi na plan całkowitego sfinansowania tej reformy przez podwyżkę obciążeń dla polskiego biznesu i klasy średniej, zaproponowaliśmy rozwiązanie polegające na wprowadzeniu jednolitego, powszechnego minimalnego CIT w wysokości 1% przychodu. Ministerstwo Finansów zdecydowało się naszym pomysłem zainspirować i uwzględnić go w przygotowywanym projekcie – ale w całkowicie zmienionej wersji, zupełnie nieprzystającej do wyjściowego konceptu.

Nasz pomysł na podatek przychodowy – niezależnie od tego, czy miałby on zastąpić CIT (w idealnym scenariuszu), czy też miałby stanowić systemową gwarancję, że podatek od osób prawnych będzie wpłacany do budżetu w godziwej wysokości – jest wyjątkowo prosty. Opowiadamy się za mechanizmem powszechnym, obejmującym wszystkich podatników, bez wyłączeń i zwolnień. Podobnie samą kwotę podatku powinno się liczyć w maksymalnie uproszczony sposób – 1% od przychodu, bez ulg, czy jakichś osobnych, szczególnych metod rozliczania.

Ministerstwo zaproponowało tymczasem bardzo skomplikowaną konstrukcję podatku minimalnego, w ramach której podstawą opodatkowania jest suma części (4%) przychodów innych niż przychody z zysków kapitałowych, oraz m.in. przekraczających 30% EBIDT-y kosztów finansowania dłużnego poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych. Zakres podmiotowy minimalnego CIT powoduje, że nie jest to podatek powszechny, a dodatkowo prawodawca uwzględnił możliwość stosowania ulg i odpisów zmniejszających podstawę opodatkowania, co jeszcze zwiększyło poziom złożoności omawianych przepisów.

Co więcej, tak zbudowany mechanizm obliczania podatku, generuje szereg niezamierzonych pierwotnie konsekwencji – jak to z reguły bywa przy równie złożonych rozwiązaniach. Zwracaliśmy na to uwagę w toku procesu legislacyjnego – komplikowanie regulacji dot. minimalnego CIT spowoduje spadek ich skuteczności, co gorsza przyczyniając się do pogorszenia pozycji konkurencyjnej podmiotów, które zostaną efektywnie objęte rozwiązaniem. Sygnały, które trafiają z rynku zarówno do nas, jak i do Ministerstwa Finansów jasno wskazują, że wspomniane obawy właśnie się materializują i istnieje poważne ryzyko, że minimalny CIT w obowiązującej formule uderzy w polski biznes, nie stanowiąc skutecznego narzędzia przeciwdziałania agresywnej optymalizacji.

Ideą stojącą za propozycją wprowadzenia minimalnego CIT było podjęcie skutecznych działań przeciwdziałających międzynarodowym schematom optymalizacji podatkowej, które do tej pory pozwalają niektórym firmom płacić w Polsce marginalny CIT. Rozwiązanie przyjęte przez MF nie miało żadnych szans na realizację tego celu. Mając na uwadze powyższe, widzimy dwa możliwe wyjścia z sytuacji. Pierwszym z nich będzie radykalne uproszczenie konstrukcji minimalnego CIT, tak by stał się on powszechnie obowiązującym mechanizmem, zgodnie z którym płacony w danym roku podatek CIT nie może być niższy niż 1% osiągniętych przychodów. Drugim jest całkowita rezygnacja z tego rozwiązania – wprowadzanie drobnych korekt i poprawek to najprostsza droga do pogłębienia chaosu.

Komitet Obrony Branży Targowej: problem z rozliczaniem Tarczy 2.0

Jak najszybszego zakończenia procedury rozliczania Tarczy PFR 2.0. – domagają się od Polskiego Funduszu Rozwoju przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie Obrony Branży Targowej. Chodzi głównie o właścicieli mikroprzedsiębiorstw, często rodzinnych, firm pracujących dla organizatorów branżowych targów. Nadal czekają oni na decyzję, która kończy ich udział w całym tym programie, i to mimo zakończenia jeszcze w lutym składania wniosków o rozliczenie przyznanej subwencji z Tarczy PFR 2.0. Ich sytuację utrudnia to, że PFR przesunął termin wydania decyzji w tej sprawie dopiero na połowę lipca. Komitet Obrony Branży Targowej ostrzega, co spowodować może brak możliwości zakończenia rozliczenia tarczy:

  1. Obniżoną o wartość subwencji zdolność kredytową.
  2. Zablokowanie możliwości dokonywania zmian własnościowych w spółkach cywilnych, jak również możliwości zakończenia działalności gospodarczej czyli faktyczne ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Branża targowa to jeden z najciężej doświadczonych przez pandemię sektorów gospodarki. Przez 2020 i 2021 wiele imprez targowych było odwołanych, przez co wykonujące dla organizatorów targów mikro przedsiębiorstwa pozbawione zostały praktycznie możliwości zarabiania.

Ciężkie rozliczanie Tarczy 2.0 PFR

Choć dziś targowi przedsiębiorcy wychodzą na prostą, „wisi” nad nimi konieczność rozliczenia środków z Tarczy 2.0. PFR. Zwracają uwagę, że spowodowana tym niepewność to znaczne utrudnienie w ich – i tak bardzo ciężkiej, popandemicznej, sytuacji, do której dochodzą obecne okoliczności związane z toczącą się za naszą wschodnią granicą wojną.

Dlatego też zwracają się oni do Polskiego Funduszu Rozwoju o jak najszybsze zakończenie procedury rozliczania Tarczy PFR 2.0. Chodzi głównie o właścicieli mikroprzedsiębiorstw, często rodzinnych, firm pracujących dla organizatorów branżowych targów. Nadal czekają oni na decyzję, która kończy ich udział w całym tym programie, i to mimo zakończenia jeszcze w lutym składania wniosków o rozliczenie przyznanej subwencji z Tarczy PFR 2.0.

Niebezpieczne przesunięcie w czasie

Ich sytuację utrudnia to, że PFR przesunął termin wydania decyzji w tej sprawie dopiero na połowę lipca – informuje Komitet Obrony Branży Targowej i ostrzega, że brak możliwości zakończenia rozliczenia tarczy powoduje:

  1. Obniżoną o wartość subwencji zdolność kredytową firm. Subwencja widnieje do tego czasu jako pożyczka, co w czasach wysokiej inflacji ma bardzo duży wpływ na kondycję finansową przedsiębiorstwa.
  2. Brak możliwości dokonywania zmian własnościowych w spółkach cywilnych, jak również brak możliwości zakończenia działalności gospodarczej – co oznacza ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej do czasu otrzymania decyzji PFR.

Firmy realizujące usługi projektowania i zabudowy stoisk targowych szacują, że ograniczenia te powodują o około 25% spadek dynamiki powrotu do przed pandemicznych możliwości produkcyjnych.

– Mikroprzedsiębiorstwa już na początku roku złożyły wnioski o rozliczenie subwencji, licząc na to, że podobnie szybko – jak w przypadku Tarczy 1.0 – proces ten będzie przebiegał bardzo sprawnie. Do weryfikacji były bowiem tylko dwa składniki – średnie zatrudnienie – ZUS przygotował specjalny formularz będący prośbą o ustalenie stanu faktycznego, oraz potwierdzenie poprzez CEDG prowadzenia firmy do końca 2021 roku. Wydawało się, że weryfikacja tylko tych dwóch faktów będzie przebiegała niemal automatycznie. Niestety w praktyce okazało się, że tak nie jest – uważa Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej.

Kłopotliwe spłaty

Informuje też, że firmy z grupy MŚP, które posiadały rzeczywiste koszty niższe niż szacowane w momencie złożenia wniosku, stanęły przed koniecznością spłaty nadwyżki i zwróciły się do PFR-u z prośbą o przedłużenie okresu rozliczenia subwencji. – Mimo, że nabór dla przedsiębiorstw MŚP oraz mikroprzedsiębiorstw odbywał się na różnych zasadach oraz w różnych terminach, w przypadku rozliczenia przychylono się do próśb MŚP i przedłużono terminy również dla mikroprzedsiębiorstw, które o to nie prosiły, a mało tego, dla których opóźnianie terminów jest po prostu niekorzystne – przypomina.

Jak wskazuje, subwencja, do czasu jej całkowitego rozliczenia, traktowana jest jako pożyczka, a co za tym idzie, obniża zdolność kredytową firmy. – Ta praktyka ma swoje zastosowanie zarówno w przypadku kredytów obrotowych, jak i tzw. kredytów kupieckich. W dobie najwyższej w tym stuleciu inflacji oznacza to nie lada kłopoty finansowe dla firm – ostrzega Krzysztof Szofer.

Pomagała, a teraz utrudnia

Z kolei Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej zwraca uwagę, że dotyka to najbardziej poszkodowane przez pandemię COVID 19 przedsiębiorstwa, bo tylko takie mogły z subwencji korzystać. – Tarcza 2.0 pomogła zatem uratować firmy w trakcie pandemii, a teraz utrudnia ich rozwój, zaś bardzo dużej liczbie uniemożliwia swobodę prowadzenia działalności gospodarczej – przyznaje ten przedsiębiorca i pyta: – Jak można bowiem traktować niemożliwość likwidacji firmy, przekształcania np. spółek cywilnych, jak nie ograniczanie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej przez poszczególne podmioty?

Niezadowolenie wśród przedsiębiorców

Tłumaczy, że mikroprzedsiębiorstwa to często firmy rodzinne. W wielu branżach stanowią ponad 75% wszystkich działających firm. – Na forach internetowych dotyczących rozliczania Tarczy PFR co chwilę pojawiają się wpisy: „chciałem zlikwidować firmę i mimo, że regulamin stanowił inaczej, muszę teraz czekać do czasu zakończenia rozliczania Tarczy PFR 2.0” lub „chciałbym dołączyć do mojej spółki moje dorosłe już dzieci celem sukcesji firmy, ale do czasu rozliczenia Tarczy nie mam takiej możliwości”. „A kto będzie dopłacał do składek ZUS tym firmom, które chciały zakończyć swoją działalność z końcem lutego, a muszą teraz czekać i płacić do połowy lipca? To zmienianie zasad w trakcie gry, niekorzystne dla jednej ze stron” – czytamy na forum – Tarcze PFR – mówi Paweł Montewka.

Co chciał PFR?

Przedstawiciele branży targowej wskazują, że nikt nie wie, jakimi przesłankami kierował się PFR wprowadzając tak niekorzystne rozwiązania dla tej grupy firm. Być może wylano dziecko z kąpielą, ale może to jakieś celowe działanie. – Jedno jest pewne – przyspieszenie rozliczeń to tylko i wyłącznie wewnętrzna sprawa PFR – przypomina Artur Pawelec, także targowy przedsiębiorca działający w Komitecie Obrony Branży Targowej.

Komitet sygnalizował już ten problem podczas lutowego spotkania z Ministerstwem Rozwoju oraz Prezesem PFR Panem Pawłem Borysem. – Mimo deklaracji Pana Prezesa, że sytuacja spowodowała niezamierzone skutki, nic się w sprawie nie zmieniło – nadal obowiązuje termin połowy lipca, a podczas niedawnego spotkania z Polską Izbą Przemysłu Targowego Pan Wiceprezes PFR Marczuk powiedział, że firmy muszą uzbroić się w cierpliwość – relacjonuje Artur Pawelec.

Zwraca przy tym uwagę, że po pierwsze takie „zbrojenie” sporo kosztuje mikroprzedsiębiorstwa, a po drugie – łatwo udziela się rad, jeśli nie trzeba co miesiąc martwić się, skąd wziąć środki na obsługę napływających zleceń wobec komunikatów banków o zaostrzeniu kryteriów przyznawania kredytów.

– Coś wyraźnie popsuło się w trybach dobrze funkcjonującej instytucji jaką jest PFR – podsumowuje Krzysztof Szofer, w imieniu przedsiębiorców targowych.

Straty całej branży targowej, spowodowane głównie pandemią, szacuje się dziś na około 4 mld PLN.

Wiele firm targowych zmuszonych zostało do skorzystania w ostatnich 2 latach z państwowej pomocy – w postaci tarcz. W Polsce działa od 4 do 4 i pół tysiąca firm, które pracują dla organizatorów targów w kraju i za granicą.

Przez pierwsze cztery miesiące bieżącego roku liczba samochodów elektrycznych zwiększyła się o 7 768 sztuk

Według danych z końca kwietnia 2022 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 46 552 osobowe i użytkowe samochody z napędem elektrycznym. Przez pierwsze cztery miesiące bieżącego roku ich liczba zwiększyła się o 7 768 sztuk, tj. o 44% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.Tempo rozbudowy sieci stacji ładowania wymaga przyspieszenia

Pod koniec kwietnia 2022 r. po polskich drogach jeździło 44 667 elektrycznych samochodów osobowych. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (21 450 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 23 217 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 885 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 13 321 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 379 750 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 721 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia 2022 r. w Polsce funkcjonowało 2 166 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (4 217 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 53 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (99 punktów).

– Często patrzymy na rozwój rynku pojazdów niskoemisyjnych – w tym elektrycznych – przez pryzmat dynamicznie rosnącej liczby samochodów osobowych, a w ostatnim okresie wyraźnie wzrosły też rejestracje samochodów dostawczych. Jednak bardzo mało mówimy o samochodach ciężarowych, a te są przecież absolutnie niezbędne do funkcjonowania gospodarki. Już dziś wielu producentów ma w ofercie elektryczne pojazdy ciężarowe i tu pojawia się po raz kolejny problem niewystarczającej ilości stacji ładowania, a precyzyjniej ujmując – niemal całkowity ich brak.  Pamiętajmy, że Polska jest bardzo silnym europejskim graczem w dziedzinie transportu i już dziś musimy myśleć o tym, żeby w procesie przechodzenia na ciężkie pojazdy niskoemisyjne polskie firmy transportowe utrzymały swoją pozycję. Jeśli bowiem wzorem np. Niemiec czy Belgii nie zostaną wprowadzone zachęty dla firm transportowych, wypracowaną przez lata pozycję możemy utracić – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Po dokładnie czterech latach od pierwszej odsłony „Licznika Elektromobilności” park osobowych samochodów z napędem elektrycznym powiększył się prawie ośmiokrotnie, podczas gdy sieć ogólnodostępnych stacji ładowania zaledwie trzykrotnie. Ta dysproporcja będzie stale się powiększać, jeżeli nie zostaną wdrożone instrumenty wspierające rozbudowę infrastruktury. Z jednej strony konieczne jest wprowadzenie odpowiednich zmian systemowych (prowadzących m.in. do skrócenia czasu przyłączeń ładowarek do sieci elektroenergetycznej), zaś z drugiej – kontynuacja zakończonych w marcu programów wsparcia NFOŚiGW, zwłaszcza w obszarze najdroższych i najbardziej potrzebnych stacji ultraszybkich   – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA

Badanie EY: W czasie pandemii polskie firmy niechętnie przechodziły na tryb pracy zdalnej

Wyniki badania EY – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – wskazuje, że zdalny model funkcjonowania był w najlepszym przypadku zjawiskiem przejściowym. W aż 49% firm pracownicy biurowi nieustannie działali w trybie stacjonarnym, a jedynie w 11% organizacji wykonywali swoje obowiązki „na odległość”. Co więcej w 72% przebadanych przedsiębiorstw, które pracowały w formie zdalnej, nastąpił już powrót do biur lub stanie się to w najbliższej przyszłości. Równocześnie, jedynie 40% organizacji, które podjęły taką decyzję tryb powrotu do modelu stacjonarnego był konsultowany z zespołem. Wpływ pandemii koronawirusa staje się szczególnie widoczny w wyzwaniach, przed jakimi staną działy HR. Poza zatrzymaniem (73%) i pozyskiwaniem (69%) talentów będzie to przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu (57%).

Z perspektywy branży HR okres pandemii postrzegany jest nie tylko w kategorii niespotykanych wcześniej wyzwań, konieczności szybkiej adaptacji, ale również olbrzymiego skoku technologicznego, który całkowicie przemodelował system funkcjonowania organizacji. Wyniki badania EY – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – wskazują, że to krótkowzroczna perspektywa. W skali ogólnopolskiej jedynie 11% organizacji w czasie pandemii skierowało pracowników biurowych wyłącznie na pracę zdalną. Tryb hybrydowy wskazało 40% ankietowanych. Najpopularniejszy okazał się model stacjonarny wybrany przez 49% przedsiębiorstw, co przeczy postrzeganiu tych zasad funkcjonowania wyłącznie jako domeny osób zatrudnionych w produkcji lub handlu.

Rys 1. Formy pracy w czasie pandemii

Formy pracy w czasie pandemii

Kluczową rolę w procesie wyboru modelu pracy odgrywała wielkość organizacji oraz struktura własności. Wyniki badania wskazują, że model hybrydowy przeważał w firmach z przynajmniej częściowym kapitałem zagranicznym (65%) oraz zatrudniających ponad 300 osób (52%). Tryb stacjonarny był domeną mniejszych (55%) i rodzimych organizacji (55%).

– Można powiedzieć, że w Polsce praca zdalna przyjęła się w sposób co najwyżej umiarkowany. Zadziwiające jest to, że mimo olbrzymiego skoku technologicznego, jaki wykonały firmy w naszym kraju, praca zdalna czy hybrydowa potraktowana została raczej jako rozwiązanie przejściowe. Na pewno odróżnić tu należy podejście mniejszych, rodzimych przedsiębiorstw od organizacji z kapitałem zagranicznym, zdecydowanie bardziej zaangażowanych we wrażanie trwałych rozwiązań. Jednak nawet one w długofalowej perspektywie będą dążyć do działania przynajmniej w trybie hybrydowym – mówi Artur Miernik, partner EY, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

Przyszłość jest stacjonarna, hybrydowa czy zdalna?

Wyniki badania pokazują, że jedynie nieco ponad połowa (51%) firm w Polsce skierowała pracowników biurowych w czasie pandemii do realizacji ich zadań w systemie pracy zdalnej lub hybrydowej. Z tego grona jedynie 1% nie planuje w przyszłości powrotu do biur. Równocześnie, w 72% tych organizacji nastąpił już stacjonarny powrót wszystkich pracowników lub nastąpi to w najbliższej przyszłości. Ponownie kluczową rolę w tym procesie odgrywa struktura właścicielska. W przypadku przedsiębiorstw o polskim kapitale odsetek firm, których pracownicy powrócili już do biur, wynosi 86% – to aż o 45 punktów procentowych więcej niż w przypadku organizacji z przynajmniej częściowym kapitałem zagranicznym. Ta grupa zdecydowanie chętniej (56%) wybiera model hybrydowy.

Co szczególnie ważne aż 37% przedsiębiorstw, które zdecydowały się na powrót w trybie stacjonarnym lub hybrydowym nie przeprowadziło wcześniej żadnych badań. W 40% przypadków o zdanie zostali spytani pracownicy, a w 30% managerowie. Jednocześnie to właśnie wola pracowników (50% wskazań) była najczęstszym motywatorem do zmiany trybu pracy firm.

Rys. 2. Główne przyczyny decyzji o powrocie do pracy stacjonarnej lub hybrydowej

Główne przyczyny decyzji o powrocie do pracy stacjonarnej lub hybrydowej

Szczególną trudnością dla pracodawców wydaje się praca w modelu hybrydowym, gdyż wymaga ona równoczesnego łączenia elementów z trybów stacjonarnego i zdalnego. Organizacje przygotowują się do niego w wielu aspektach. W szczególności dotyczą one szkoleń dla pracowników w zakresie pracy zdalnej (64% wskazań), wyposażenia sal w monitory i kamery do prowadzenia spotkań w modelu hybrydowym (61%) oraz przeorganizowanie przestrzeni biurowej (58%).

Rys 3. Wdrożone lub planowane rozwiązania wynikające z powrotu pracowników w modelu hybrydowym

Wdrożone lub planowane rozwiązania wynikające z powrotu pracowników w modelu hybrydowym

– Niewątpliwie wszyscy jesteśmy zmęczeni pandemią i dostrzegamy szkody, jakie wyrządziła ona w relacjach międzyludzkich, również na gruncie zawodowym. Tym można m.in. tłumaczyć coraz powszechniejszy powrót firm do biur. Równocześnie praca zdalna uruchomiła nowe zjawiska widoczne w wielu branżach, zwłaszcza w kontekście młodych osób. Znacząca grupa pracowników nie tylko nie chce wracać do biur, ale co więcej – któregoś dnia zapragnie wybrać inny model pracy niż etatowy. Dodajmy do tego problemy z pozyskaniem pracowników oraz ich dużą fluktuację, a otrzymamy złożony obraz tego, z czym w coraz większym stopniu zmagać się będą pracodawcy w Polsce. Rynek amerykański przeszedł przez falę great resignation, w Polsce wyzwaniem staje się great rotation jako efekt wypalenia zawodowego, ale też okazja do zmiany warunków zatrudnienia– dodaje Artur Miernik.

Co przyniesie przyszłość?

Rok 2020 można rozpatrywać jako niezwykłe przyspieszenie technologiczne w organizacjach związane z wdrażaniem nowych procedur w systemie pracy lub wewnętrznym obiegu dokumentów. W przeciągu kilkunastu tygodni miały miejsce zmiany, które przed pandemią mogłyby zająć lata. Kolejne 12 miesięcy to okres przystosowywania się do wdrożonych zmian i pewnej, chociaż chwiejnej stabilizacji.

Rok 2022 stoi pod znakiem kolejnych kluczowych decyzji. Dla – przynajmniej części – firm oznacza to wdrożenie na nowo procedur związanych ze stałym powrotem pracowników do biur lub dostosowanie funkcjonowania organizacji to trybu zdalnego. Nakładając wynikające z pandemii obowiązki organizacyjne z aspektami socjologicznymi (coraz popularniejsze elastyczne formy zatrudnienia wśród młodszych generacji) i demograficznymi (spadająca liczba kandydatów) otrzymujemy niezwykle niekorzystne sprzężenie zjawisk dla działów HR.

Ankietowani specjaliści wymieniając kluczowe wyzwania wskazywali na zatrzymanie obecnych pracowników w organizacji (73%) oraz pozyskiwanie nowych talentów (69%). Na kolejnym miejscu znalazło się przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu (59%), co należy bezpośrednio wiązać ze zmęczeniem wynikającym z pandemii. Równocześnie jedynie 24% odpowiedzi wskazywało na wdrożenie pracy hybrydowej, co wskazuje iż wiele organizacji „z góry” zakłada że proces przebiegnie sprawnie. Praktyka może znacząco zweryfikować te założenia, gdyż ten proces oznacza nie tylko przystosowania biura, ale również wprowadzenie zatrudnionych osób w nowy tryb funkcjonowania.

Rys. 4. Wyzwania pracowników działów HR w 2022 r.
Wyzwania pracowników działów HR w 2022

– Trzeba postawić sprawę jasno – zasady obowiązujące na początku 2020 roku już nie wrócą. Nie można zasłaniać oczu na transformację w obszarze HR, którą widać już na rodzimym horyzoncie. Coraz wyraźniej dostrzegamy efekty tzw. gig economy, czyli potrzebę bardziej elastycznych form współpracy z firmami, wręcz subskrypcyjne podejście do zatrudnienia, które zupełnie nie koresponduje z próbą odbudowania więzi z pracodawcą poprzez powrót do biur. Zdecydowanie bardziej adekwatne jest wdrożenie zarządzania talentami. Także zdalne zatrudnienie pracowników spoza lokalizacji firmy, a nawet z zagranicy stwarza nowe możliwości zmierzenia się z problemem ciągłego niedoboru kandydatów. W tym kontekście kluczowe staje się oczywiście stałe doskonalenie kompetencji menedżerskich i silne przywództwo – podsumowuje Artur Miernik, partner EY, Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

O Badaniu
Badanie – Jak w czasie pandemii pracowały firmy w Polsce – zostało przeprowadzone na zlecenie EY przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) w listopadzie 2021 roku na reprezentatywnej próbie dużych firm działających na rynku polskim, zdefiniowanych jako zatrudniające minimum 200 pracowników w skali kraju.

Pragmatyzm wkracza na rynki

Rozpoczyna się proces liczenia kosztów sankcji. Nietrudno się domyślić, że nie są to małe wartości. W rezultacie coraz więcej obserwatorów wskazuje, że mało który rząd będzie skłonny dla idei oddać władzę, obniżając komfort życia obywateli.

Rosyjski szantaż?

Wbrew pozorom to nie tylko Unia posiada narzędzia nacisku na Rosję. Działa to niestety też w drugą stronę. Analitycy banku Barcley’s szacują, że zakręcenie gazu przez Putina może spowodować 5% spadek PKB w strefie euro. Dlaczego jest to ważne dla rynków walutowych? Po pierwsze skoro mówimy o potencjalnych problemach gospodarczych strefy euro, może to opóźniać podwyżki stóp procentowych. Żaden bank centralny nie chce bowiem brać odpowiedzialności za recesję. W przypadku problemów gospodarczych w większości państw jednak szybko zacznie się szukanie winnych wewnątrz, a nie fikołki w rodzaju “putinflacji”. W rezultacie groźba zakręcenia gazu może mieć bardzo wymierny wpływ na politykę państw. Rządząca partia może nie chcieć zrezygnować z reelekcji, tylko dlatego by podjąć słuszne działania. Niewykluczone zatem, że pomysł sankcji na Rosję może wkrótce istotnie spowolnić.

Słabsze dane z Chin

Pandemia, która mocno niespodziewanie wróciła do korzeni, nie pozostała bez wpływu na dane makroekonomiczne. W kwietniu w ujęciu rocznym spadała zarówno produkcja przemysłowa, jak i sprzedaż detaliczna. Szczególnie ten drugi parametr mocno ucierpiał, bo aż 11,1%. Jest to jednak efekt bardzo twardej polityki lockdownów. Zaledwie 2,9% spadku w produkcji przemysłowej, biorąc pod uwagę region, w którym znajdowały się zakażenia, jest pewnym zaskoczeniem. Z drugiej strony chińska gospodarka wielokrotnie pokazywała, że potrafi się zorganizować i dowieźć cele niczym najsprawniejsze korporacje.

Inflacja jeszcze wyższa

W piątek poznaliśmy finalny odczyt inflacji za kwiecień. We wstępnych danych wynikiem było oszałamiające 12,3%. Analitycy sądzili, że rezultat ten zostanie utrzymany, nieśmiało licząc, że może nie jest aż tak źle. Ostatecznie ceny rosną jednak o 12,4%, co jest wynikiem o 0,1% wyższym niż wstępne szacunki. W piątek złoty tracił na wartości, aczkolwiek nie można tego łączyć tylko z tym odczytem. Była to zdecydowanie bardziej konsekwencja działań na rynkach globalnych. Polskiej walucie przeszkadza odpływ kapitału za ocean.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Koniec spadków na kryptowalutach?

Wydaje się, że szybki spadek kryptowalut w ciągu ostatnich dwóch tygodni na razie się zatrzymał. Bitcoin odnotował dużą wyprzedaż w zeszłym tygodniu, zaczynając od poziomu powyżej 33 800 dolarów, zanim w czwartek osiągnął poziom 26 350 dolarów na platformie eToro. Moneta odzyskała jednak nieco w ciągu weekendu i obecnie kosztuje od 29 000 do 30 000 dolarów. Wartość Ethereum również spadła z około 2500 do poniżej 1800 dolarów, po czym odbiła się i teraz kształtuje się na poziomie około 2000 dolarów. Tygodniowy limit spadków wielu opisywało jako początek „krypto zimy”, ale teraz gdy ta spirala została zatrzymana, inwestorzy będą chcieli sprawdzić, czy tokeny mogą utrzymać swoje poziomy cen przynajmniej przez kilka następnych dni. Ostatnim okresem, gdy rynek zmagał się z takimi przeciwnościami, był 2018 rok. Ale struktura rynku jest dziś zupełnie inna niż cztery lata temu. Inwestorzy instytucjonalni stanowią obecnie znacznie większą część rynku, co już wywarło zauważalny wpływ nie tylko na ceny, ale także na sposób poruszania się rynku. Inwestorzy będą teraz zastanawiać się, w jaki sposób ci gracze pomogą wesprzeć kolejne poziomy. Wraz z zawieraniem umów z głównymi globalnymi instytucjami finansowymi (patrz poniżej historie Goldman/Barclays i Emirates), sektor nadal może bulgotać pomimo trudności związanych z wycenami.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Kolejna podwyżka stóp procentowych – czy stać nas jeszcze na zakup mieszkania na kredyt?

Za nami ósma z kolei podwyżka stóp procentowych, która wpłynęła na wysokość oprocentowania kredytów hipotecznych. W efekcie, dla niektórych, zarabiających nawet znacznie powyżej średniej krajowej, zakup własnego mieszkania staje się jeszcze mniej realny. Analitycy Otodom sprawdzili, kogo i na jakie mieszkania stać przy coraz bardziej restrykcyjnych warunkach kredytowania.

Otodom ocenił, jak mają się wyznaczane przez banki zdolności kredytowe do konkretnych możliwości zakupu własnego mieszkania. Analitycy wzięli pod uwagę trzy typy kredytobiorców: 28-letniego pracującego singla, który zarabia 7 tys. zł miesięcznie na rękę, rodzinę trzydziestolatków z dziećmi o łącznych dochodach w wysokości 16 tys. zł i bezdzietną parę w wieku 35 i 37 ze wspólnym przychodem na poziomie 12 tys. zł., przy założeniu okresu kredytowania 25 lat, 20% wkładu własnego i braku wcześniejszych obciążeń.

Symulacja zdolności kredytowych dla trzech wariantów w ośmiu bankach w Polsce

  Kwota w PLN zdolności kredytowej przy założeniu okresu kredytowania 25 lat
Wariant bank 1 bank 2 bank 3 bank 4 bank 5 bank 6 bank 7 bank 8 średnia
Singiel zarabiający 7 000 zł netto  444 000  404 000  278 000 328 000  352 000 383 000 343 000 359 000 361 375
Rodzina z dziećmi o łącznych zarobkach 16 000 zł netto  960 000  924 000 882 000  755 000 797 000 877 000 850 000 821 000 858 250
Para bezdzietna o łącznych zarobkach 12 000 zł netto 761 000 693 000  654 000  567 000 597 000 664 000 637 000 616 000 648 625

 

Jesteś singlem? Wyprowadź się do Łodzi

Średnia kwota, na jaką bank udzieli w tej chwili kredytu singlowi na początku drogi zawodowej to 361 375 zł. Widać jednak, że znacznie się ona waha w zależności od oferty danego banku – w najniższej z analizowanych ofert jest niższa nawet o 100 000 zł, a to może znacząco ograniczyć możliwości wyboru ofert dostępnych na rynku. Osoby planujące zakup mieszkania, są w coraz trudniejszej sytuacji, a kolejne podwyżki stóp procentowych i odległe, póki co plany zastąpienia wskaźnika WIBOR przez rządowy, mogą sprawić, że kryteria stawiane przez banki będą jeszcze bardziej wyśrubowane – mówi Paweł Onych, Head of Mortgage w Otodom i obido.

Najbardziej sprzyjający singlom jest rynek łódzki. Tu mogą oni wybierać spośród blisko 40 proc. mieszkań z rynku. Za maksymalną kwotę uzyskanego kredytu w Łodzi osoba samodzielnie prowadząca gospodarstwo domowe można kupić nawet 80-metrowe mieszkanie. Poznań uplasował się na drugim miejscu pod względem liczby ofert, które spełniają warunki budżetowe singla. Tutaj mogą sobie oni pozwolić na 14 proc. mieszkań z rynku, co jest już znacznie poniżej średniej krajowej (26 proc.).

– Tak jak się mogliśmy spodziewać, singiel ma najmniejsze możliwości wyboru. Sprawdziliśmy, że osoba z taką zdolnością kredytową, poszukująca mieszkania w Warszawie, może sobie pozwolić na zaledwie 2 proc. mieszkań dostępnych aktualnie na rynku. Co rzeczywiście da się kupić za tę kwotę? Spośród 412 ofert mieszkań na sprzedaż, które spełniają możliwości finansowe singla, największy metraż, na jaki można liczyć to ok. 45 mkw., z czego najlepiej prezentują się oferty dwupokojowych mieszkań położonych na Białołęce czy w Rembertowie – dodaje Karolina Klimaszewska, analityk Otodom.

Jaki procent wszystkich ofert stanowią mieszkania „na kieszeń” singla zarabiającego 7 tys. zł netto

Miasto Liczba ofert spełniających kryterium[1] Liczba wszystkich ofert mieszkań Procent
Warszawa 412 20 857 2
Gdańsk 419 7 515 6
Łódź 1 953 5 265 37
Kraków 684 13 549 5
Poznań 731 5 400 14
Wrocław 1 054 13 134 8
Cała Polska 38 382 145 855 26

Rodziny z dziećmi

Dla rodziny z dziećmi z domowym budżetem na poziomie 16 tys. zł, najbardziej korzystny byłby zakup mieszkania w Łodzi, Poznaniu lub Wrocławiu. W stolicy Wielkopolski taka rodzina może pozwolić sobie nawet na 6-pokojowe mieszkanie o powierzchni 160 mkw. lub 5-pokojowy bliźniak z ogródkiem. W Warszawie, jeśli rodzina chciałaby utrzymać podobny metraż, będzie mogła wybrać mieszkanie w Wawrze, Rembertowie, Białołęce czy w Wesołej.

Jaki procent wszystkich ofert stanowią mieszkania w budżecie rodziny z dziećmi o dochodzie 16 tys. zł netto

Miasto Liczba ofert spełniających kryterium Liczba wszystkich ofert mieszkań Procent
Warszawa 14946 20857 72
Gdańsk 5723 7515 76
Łódź 5047 5265 96
Kraków 10877 13549 80
Poznań 5035 5400 93
Wrocław 11791 13134 90
Cała Polska 129729 145855 89

 

Własne mieszkanie dla pary? W Łodzi o połowę większy wybór niż w stolicy

Tylko dwa miasta z analizowanych lokalizacji plasują się powyżej średniej krajowej, jeśli chodzi o możliwości wyboru mieszkań dla bezdzietnej pary o łącznych zarobkach 12 tys. zł. Największy wybór ofert na „swoją kieszeń” osoby te będą miały w Łodzi lub Poznaniu – podobnie jak para z dwójką dzieci. – Z budżetem w wysokości 650 tys. zł w Łodzi można znaleźć wielopokojowe mieszkania o powierzchni 100-120 mkw., nawet przy ulicy Piotrowskiej. W Warszawie za tę kwotę taka rodzina może sobie pozwolić na nowe 3-pokojowe mieszkanie o powierzchni 80 mkw. na Białołęce lub w starszym budownictwie np. koło Ronda Wiatraczna – analizuje Karolina Klimaszewska, analityk Otodom.

Jaki procent wszystkich ofert stanowią mieszkania w budżecie bezdzietnej pary o łącznych zarobkach 12 tys. zł netto

Miasto Liczba ofert spełniających kryterium Liczba wszystkich ofert mieszkań Procent
Warszawa 9204 20857 44
Gdańsk 4076 7515 54
Łódź 4684 5265 89
Kraków 7886 13549 58
Poznań 4230 5400 78
Wrocław 9555 13134 73
Cała Polska 110180 145855 76

 

Obraz typowego polskiego kredytobiorcy – mieszkania

Warto zauważyć, że w naszej symulacji wzięliśmy pod uwagę kredytobiorców zarabiających znacznie powyżej średniej krajowej. Jednak nawet oni nie mają aktualnie łatwej sytuacji, planując zakup mieszkania. Wyniki analizy możliwości kredytowych pokazały, że dochód na poziomie 6-7 tys. zł. na osobę, szczególnie w Warszawie, oznacza dość ograniczony wybór mieszkań, a wszystkim zarabiającym mniej pozostaje tylko wynajem. Zgodnie z danymi Otodom i Polityki Insight z najnowszego Kwartalnika mieszkaniowego, dochód rozporządzalny dla przeciętnego najemcy to 3-4 tys. złotych – ocenia Marta Buzalska, ekspertka Otodom.

Wnioski te potwierdzają deklaracje samych najemców[2] – aż 79 proc. z nich wśród głównych powodów decyzji o wynajmie wymieniło kwestie finansowe. – Najem mieszkania jest nadal traktowany przez większość Polaków jako konieczność wynikającą z sytuacji materialnej lub życiowej, a docelowo chcą się wyprowadzić na swoje – aż 89 proc. z nich deklaruje, że woli mieszkać we własnym mieszkaniu – wyjaśnia Karolina Klimaszewska, Otodom.

[1] Liczba ofert na dzień 16.05.2022 r.

[2] Kwartalnik mieszkaniowy. Raport o sytuacji na rynku mieszkań w I kwartale 2022 r.

Licznik strat KPO – do dziś PKB niższy o 21 mld zł, aż 160 mln zł strat dziennie

W związku z blokowaniem przez Solidarną Polskę projektów ustaw dotyczących zmian w sądownictwie Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) uruchomiła licznik strat ponoszonych przez Polskę. Licznik pokazuje, na jakie straty narażona została polska gospodarka w związku z brakiem możliwości uruchomienia środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Impas polityczny nadal uniemożliwia uruchomienie unijnego finansowania, służącego odbudowie gospodarki po pandemii oraz stabilizującego jej sytuację w obliczu wojny tuż za naszymi granicami. Jak pokazuje licznik FPP, bierna postawa decydentów politycznych kosztuje Polskę już ponad 21 mld zł – o tyle jest niższy nasz PKB z powodu wstrzymania realizacji KPO. Każdego dnia ten rachunek za bezczynność rośnie o ok. 160 mln zł.

Polska znalazła się w ogonie państw unijnych w zakresie wykorzystania środków z Funduszu Odbudowy – obok Węgier, które również czekają na decyzję o uruchomieniu finansowania, a także Holandii, która do tej pory nie zdecydowała się na przedstawienie własnego KPO. Tymczasem tylko w ramach Instrumentu a rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, Polsce przysługiwałyby fundusze o wartości ponad 270 mld zł – z czego przeszło 110 mld zł w formie bezzwrotnych grantów.

„Świadomość tak ogromnego kosztu, jaki wiąże się z dalszym klinczem w Sejmie w kwestii nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, powinna skłaniać do refleksji i natychmiastowej zmiany nastawienia wśród polityków blokujących zmiany. Pieniądze z KPO są szczególnie ważne dla Polski właśnie teraz, kiedy niezbędne jest jak najszybsze rozpoczęcie inwestycji w nowe źródła energii, które uniezależnią nasz kraj od dostaw rosyjskiego gazu, ropy naftowej i węgla oraz wzmocnią nasze bezpieczeństwo energetyczne. Co więcej, napływ środków denominowanych w euro, które następnie byłby wymieniane na złote, stanowiłby istotne wsparcie dla kursu krajowej waluty, pomagając w walce z wysoką inflacją” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Wartości przedstawione w liczniku FPP obrazują szacunkową wartość PKB, która nie została wygenerowana w polskiej gospodarce z powodu braku uruchomienia środków z KPO. Hipotetyczna wartość PKB w przypadku realizacji KPO została określona w oparciu o wyniki analizy Komisji Europejskiej „Quantifying Spillovers of Next Generation EU Investment” oraz założenia makroekonomiczne polskiego rządu przedstawione w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa na lata 2022-2025.

Chwilowa zakupowa euforia na rynkach akcji

Piątkowy wzrost WIG-u 20 o 4,38 proc. był najsilniejszy od 25 lutego br. (cykl 10-tygodniowy?). Wtedy po takim silnym skoku w grę wzrost cen akcji na GPW kontynuowany był przez następne 3-4 sesje, po których nadeszła 2-dniowa korekta. Tego samego dnia S&P 500 wzrósł o 2,39 proc. próbując wrócić powyżej poziomu 4000 pkt.

Ta piątkowa zakupowa euforia na rynkach akcji nie miała jednak na początku nowego tygodnia poważniejszej kontynuacji na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniej odbijał się w górę główny indeks giełdy filipińskiej (PSEi +0,81 proc.). Najmocniej – ale tylko o 0,34 proc. – spadł chiński Shanghai Composite Index.

Również w Europie nie widać było dziś rano jakiejś poważniejszej próby kontynuacji piątkowego odbicia (DAX –0,66 proc., CAC 40 -0,92 proc.).

Lepiej było na GPW, gdzie ok. 9:30 WIG-20 zwyżkował o +0,76 proc.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych dziś rano generalnie lekko spadały.

W piątek najwyższy poziom od 2020 roku osiągnęła cena kontaktów na ryż na CBOT. Dziś rano amerykańska ropa (WTI) taniała o 2,71 proc., zaś ceny kontraktów na ropę Brent spadały o 0,94 proc.

Kurs EUR/USD nie spadał poniżej minimum z przełomu 2016 i 2017 roku utrzymując się w okolicach poziomu 1,04. Jako ciekawostkę można potraktować wyjście polskiego złotego na najwyższy poziom względem węgierskiego forinta od przynajmniej 1995 roku. Kursy euro i amerykańskiego dolara spadały dziś rano o 0,3-0,4 proc.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wrócił dziś rano poniżej poziomu 30000 USD (-4,92 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Akcjonariusze SoftBlue zdecydowali o podwyższeniu kapitału zakładowego

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie SoftBlue SA, spółki notowanej na NewConnect działającej w dziedzinie IT, zdecydowało o podniesieniu kapitału zakładowego o kwotę 590 tys. zł. Podwyższenie kapitału zakładowego Spółki zostanie dokonane poprzez emisję 5,9 mln akcji zwykłych na okaziciela serii G o wartości nominalnej 0,10 zł. Cena emisyjna wyniesie 0,71 zł. Akcje w ramach oferty prywatnej będą skierowane do obecnego właściciela podmiotu przejmowanego.

Akcje serii G zostaną pokryte niepieniężnym wkładem w postaci przedsiębiorstwa, które stanowi odrębną organizację. Wartość przejmowanej firmy została oszacowana przez rzeczoznawcę oraz potwierdzona przez biegłego rewidenta. Szacowana wartość podmiotu przejmowanego wynosi ponad 4 mln zł i zostanie pokryta poprzez prywatną emisję akcji. Docelowo akcje maja być notowane na rynku NewConnect, jednakże zgodnie z zawartą umową procedura wprowadzenia akcji nie zostanie rozpoczęta wcześniej niż po 4 latach od jej zawarcia.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego przejęcia. Kompetencje kadry podmiotu przejmowanego oraz wsparcie technologiczne pozwoli na wejść na wyższy poziom. Liczymy, że ta transakcja znacząco zwiększy naszą skalę działalności. Myślę, że przełoży się to na wzrost naszej wartości wewnętrznej. Wraz z przejęciem zwiększymy również liczbę realizowanych projektów. Prywatna emisja akcji była naszym zdaniem najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Emisja jest niezbędna w celu doprowadzenia całego procesu przejęcia do finału.– komentuje Michał Kierul, prezes zarządu SoftBlue SA.

Podmiotem przejmowanym jest IT Kontekst Wojciech Oczkowski przedsiębiorstwo z sektora IT posiadające wieloletnie doświadczenie w dziedzinie informatyki, które zapewni SoftBlue wsparcie kadrowe oraz związane ze świadczeniem usług w branży IT. Przedsiębiorstwo prowadzi działalność w zakresie rozwoju oprogramowania dla przedsiębiorstw z wielu branż m.in. dla sektora medycznego oraz finansowego.

SoftBlue zaraportowało 15,1 mln zł przychodów w 2021 r., o 8,7 mln zł więcej niż w 2020 r., co stanowi dwukrotny wzrost rdr. Bardzo dobre wyniki sprzedażowe były konsekwencją rozwoju skali działalności Spółki. Dzisiaj Spółka opublikuje swoje wyniki za I kwartał br.

Czy pracodawcy będą mogli legalnie pytać o wynik testu i zaszczepienie na COVID-19?

Obecnie pracodawca nie może zażądać od pracownika informacji nt. wykonania szczepienia przeciw COVID-19 lub wyniku testu. Nie ma też prawa wymusić na nim przyjęcia szczepionki. Jednak niektórzy eksperci uważają, że można samodzielnie dokonywać wykładni Karty Praw Podstawowych UE, co oczywiście jest mocno ryzykowne. Konkretne, bezpieczne rozwiązanie może dopiero przynieść poselski projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19. Zdaniem prawników, ma szansę wejść w życie już jesienią br. i pozwolić pracodawcom pytać o ww. kwestie. Rozwiązanie jest spóźnione, ale może okazać się potrzebne, gdy fala zachorowań powróci. A jeśli pojawią się inne epidemie, da podstawę do nowych aktów prawnych.

Bezprawne żądanie

W przestrzeni publicznej wciąż pojawiają się pytania o to, czy pracodawca może żądać od pracownika lub kandydata do pracy informacji nt. wykonania szczepienia lub ujemnego wyniku testu antygenowego w przypadku COVID-19. Jak stwierdza radca prawny dr Karolina Mazur, taka informacja może być przekazana przez konkretną osobę jedynie z jej inicjatywy, w wyniku dobrowolnej zgody na podstawie art. 22(1b) kodeksu pracy. Ekspert zaznacza, że dane dotyczące szczepień przeciwko COVID-19 dotyczą stricte stanu zdrowia. Aktualnie nie ma regulacji, które pozwalałyby pracodawcy na zbieranie tego rodzaju informacji.

– Mamy system, który jest pełen luk prawnych. Z jednej strony walczymy z pandemią, a z drugiej – rząd nie nałożył dotychczas żadnych obowiązków dodatkowych. Pracodawca nie może zatem zapytać, kto jest zaszczepiony. Nie ma takiej podstawy prawnej. Nie może też wymusić szczepienia u określonych pracowników. Jednak, moim zdaniem, jest w stanie gromadzić ludzi w taki sposób, że w konkretnej przestrzeni znajdują się osoby zaszczepione albo niezaszczepione – komentuje dr Maciej Kawecki, prorektor Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, były dyrektor departamentu zarządzania danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Obowiązkowi szczepień przeciwko COVID-19 podlega każdy, kto pracuje na terenie placówki prowadzącej działalność leczniczą. Dotyczy to również osób zatrudnionych oraz realizujących usługi farmaceutyczne, zadania zawodowe lub czynności fachowe w aptece ogólnodostępnej lub w punkcie aptecznym. Do tego dochodzą jeszcze studenci kształcący się na kierunkach przygotowujących do wykonywania zawodu medycznego.

– Efektem szczepienia jest otrzymanie unijnego cyfrowego certyfikatu. Jednak pracodawca nie posiada obecnie prawnych narzędzi do weryfikacji tzw. paszportu covidowego. Pracownik nie ma bowiem obowiązku wyrażania zgody na przetwarzanie danych dotyczących swojego zdrowia – dodaje dr Mazur.

Kontrowersyjny temat

Pojawiają się zatem pytania, czy postawa pracodawcy, który wymaga okazania certyfikatu covidowego lub zrobienia testu antygenowego, jest sprzeczna z obecnie obowiązującymi przepisami prawa. Zdaniem dr. Kaweckiego, w tym przypadku każda odpowiedź może być potraktowana jako błędna. Z pewnością temat jest niezwykle kontrowersyjny i bardzo trudny. Według eksperta, brakuje takich regulacji.

– Należy zaznaczyć, że wymóg okazania certyfikatu covidowego lub zrobienia testu antygenowego jest sprzeczny z obecnie obowiązującymi przepisami prawa. Pracownik może odmówić wykonania polecenia, które koliduje z prawem – stwierdza dr Karolina Mazur.

Dr Kawecki zwraca uwagę na Kartę Praw Podstawowych UE i możliwość samodzielnego uznania, które z tych praw jest ważniejsze. Jedno dotyczy ochrony życia i zdrowia, a drugie – prywatności. One są równorzędne względem siebie. Ale istnieje przepis, który mówi o tym, że w przypadku konfliktu pomiędzy prawami podstawowymi, wygrywa to, którego istota jest naruszona. Zdaniem eksperta, prywatności nie narusza pytanie o fakt szczepienia po to, by chronić inne osoby. Jak podkreśla prorektor WSB w Warszawie, samodzielne dokonywanie wykładni Karty Praw Podstawowych UE jest jednak ryzykiem.

– Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pracownik, który odmawia przekazania danych dotyczących swojego stanu zdrowia, w tym w szczególności informacji o szczepieniu, nie może zostać potraktowany jako osoba niezaszczepiona przeciwko COVID-19. Fakt, czy przyjął szczepionkę, dotyczy kategorii zdrowia. Jest to więc informacja stanowiąca dane wrażliwe, które mogą zostać udostępnione jedynie za wyłączną zgodą pracownika – przekonuje radca prawny dr Mazur.

Rosnące możliwości

Jak podkreśla dr Maciej Kawecki, obecnie istnieje możliwość przetwarzania danych wrażliwych bez zgody konkretnej osoby, m.in. wtedy, gdy nie jest zdolna do udzielenia jej samodzielnie. I takie działanie ma na celu ochronę ludzkiego życia i zdrowia. Ekspert też dodaje, że są pewne informacje o stanie zdrowotnym, które pracodawca może pozyskiwać bez zgody pracownika. Wynika to z kodeksu pracy i dotyczy np. wad wzroku. Ponadto dr Kawecki zwraca uwagę na dane biometryczne, które służą weryfikacji tożsamości. One w niektórych przypadkach mogą być powiązane z informacjami o stanie zdrowia. Jednak wkrótce temat może być łatwiejszy dla pracodawców.

– Niedługo pracodawcy mogą zyskać nowe narzędzie. Moim zdaniem, jest na to szansa już jesienią br. Pod koniec ub.r. wpłynął do Sejmu poselski projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach zapewniających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii COVID-19. Umożliwi on żądanie od pracownika lub osoby pozostającej w stosunku cywilnoprawnym z pracodawcą okazania informacji o posiadaniu ważnego negatywnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2, przebytej infekcji wirusa SARS-CoV-2 lub wykonaniu szczepienia przeciwko COVID-19 – informuje dr Karolina Mazur.

Projektowane rozwiązania są ograniczone do okresu niezbędnego do realizacji określonego w projekcie ustawy celu, jednak nie dłużej niż do końca obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii COVID-19. Dotyczą sytuacji, gdy są niezbędne do przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa na terenie zakładu pracy.

– Przedłożony projekt uznaję za mocno spóźniony. Stan epidemii został wprowadzony w Polsce 20 marca 2020 roku, a od 16 maja 2022 roku – zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią Ministra Zdrowia – mamy stan zagrożenia epidemicznego. Jednak gdy fala zachorowań ponownie wzrośnie w okresie jesiennym, a ustawa wejdzie już w życie, to pozwoli pracodawcy przenieść osobę niezaszczepioną np. na pracę zdalną bądź do innej placówki. Nie we wszystkich zawodach znajdzie to jednak zastosowanie, choćby w gastronomii. Trudno sobie wyobrazić sytuację, że właściciel restauracji przeniesie kucharza do miejsca pracy poza kuchnią. Pracodawca nie będzie mógł go zwolnić za brak szczepienia – zaznacza dr Mazur.

Warto dodać, że zaproponowana regulacja, o ile wejdzie w życie, może również stanowić podstawę do wprowadzenia kolejnych zmian w prawie w przypadku potrzeby walki z innymi epidemiami. Lekarze już dziś ostrzegą, że w przyszłości możemy mieć do czynienia z rożnego rodzaju zarazami.

– Jednocześnie trzeba wziąć pod uwagę, że projektowane obecnie zmiany mogą nie wejść w życie. Prace nad nimi trwają wyjątkowo długo, pomimo pilności zagadnienia. Brak regulacji prawnej spowodowałby, że pracodawcy wciąż nie mieliby podstaw do weryfikacji tego, czy ich pracownicy są zaszczepieni lub czy posiadają negatywne wyniki testów na obecność wirusa – podsumowuje radca prawny dr Karolina Mazur.

Zakręcenie kurka z gazem LPG z dnia na dzień to brak autogazu dla 3,5 mln kierowców

Zarówno rząd, jak i branża LPG stoją na wspólnym stanowisku o tym, że do końca bieżącego roku nastąpi rezygnacja ze sprowadzania LPG z kierunku rosyjskiego. Jest to decyzja słuszna i odpowiedzialna –przez kilka miesięcy, które pozostały w 2022 roku, jest możliwe wykonanie części działań pozwalających na zabezpieczenie dostaw z innych kierunków. Musimy też pamiętać o tym, że kwestie o charakterze sankcyjnym są najskuteczniejsze, gdy podejmuje je cała Unia Europejska. Aktualnie trwają dyskusje o 6 pakiecie sankcji i tam również będą sankcje na rosyjskie węglowodory. W przypadku, gdyby Polska zrezygnowała w trybie natychmiastowym z LPG mielibyśmy do czynienia z poważnym zaburzeniem na rynku nie tylko jeśli chodzi o paliw typu autogaz, ale ogólnie na całym rynku paliwowym i energetycznym w naszym kraju. Musimy pamiętać o tym, że ponad 3,5 mln samochodów w Polsce posiada instalację do autogazu. Natomiast gaz LPG jest używany również w innych celach. Jest używany w celach bytowych przez konsumentów indywidualnych, jest używany przez przedsiębiorców – w szczególności tych z branży rolno-spożywczej, którzy nie posiadają istotnych możliwości jeśli chodzi o składowanie czy magazynowanie tego paliwa. Dla nich dostawy są realizowane w zasadzie w trybie bieżącym, co najwyżej z kilkudniową rezerwą.

– Jeśli chodzi o paliwo LPG i odejście od niego, to potrzebne będą liczne działania. Część z nich jest już realizowana. Po pierwsze przedsiębiorcy z branży podpisują kontrakty z dostawcami z innych kierunków, po drugie rezerwują możliwości logistyczne – żeby sprowadzenie tego paliwa było możliwe. Dotyczy to zarówno rezerwacji przepustowości w portach zachodnich – w szczególności tak zwanej ARY czyli Amsterdamu, Rotterdamu i Antwerpii, a po drugie zapewnienie możliwości transportu tego paliwa, co następuje głownie drogą kolejową – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Tutaj w grę wchodzi rezerwacja i zabezpieczenie odpowiedniej liczby cystern kolejowych – a potrzeba ich bardzo dużo, żeby można było realizować dostawy po rezygnacji z kierunku wschodniego. Kolejna rzecz to kwestia infrastruktury gazu LPG – jest ona zlokalizowana głównie w rejonach wschodnich Polski, gdzie aktualnie są prowadzone dostawy. Ta infrastruktura będzie musiała być przeniesiona przynajmniej częściowo, a częściowo zbudowana od nowa, na kierunku zachodnim – gdzie te dostawy będą realizowane. Kolejna kwestia bardzo istotna długofalowo to z kolei terminale przeładunkowe – w szczególności terminale morskie. Budowa terminala morskiego w dłuższej perspektywie wydaje się niezbędna, żebyśmy mogli skrócić łańcuch dostaw i sprowadzać paliwo nie tylko z zachodnich portów, ale także za pośrednictwem naszej własnej infrastruktury. Mówiąc o portach trzeba pamiętać też o terminalu, który jest w Porcie w Gdańsku. Aktualnie korzysta z niego tylko jedna firma, jego właściciel. Wydaje się, że w sytuacji stanu nadzwyczajnego w energetyce – który panuje nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej – wskazane jest, aby inni przedsiębiorcy z branży LPG również mogli korzystać z tego portu i z takim apelem zwracamy się do decydentów – wskazuje Wołejko.

Technologia CLT zmieniła świat. Czy odmieni też polskie budownictwo?

Drewniane szkoły, szpitale, wieżowce, hale widowiskowe, lotniska, a nawet stacja benzynowa czy 9-piętrowe bloki mieszkalne — to wszystko powstaje dzięki nowoczesnej technologii obróbki drewna CLT. Okazuje się, że prócz aspektów ekologicznych materiał ten jest odporny pożarowo jak stal, bardzo elastyczny, zdrowy dla użytkowników, energooszczędny, lekki konstrukcyjnie i elegancki, co pozwala na szerokie zastosowanie. A potrzebne do jego wyprodukowania drewno pozyskuje się z certyfikowanych zalesień, które nie niszczą wartościowego drzewostanu.

Drewno jest używane w budownictwie od tysięcy lat i nadal jest jedynym odnawialnym materiałem budowlanym dostępnym w ilościach przemysłowych. Technologie i rozwój budownictwa zawsze szły w parze. Dla przykładu modernizm w architekturze został spopularyzowany na świecie pod koniec XIX w. w wyniku rewolucji technologii, inżynierii i materiałów budowlanych oraz z chęci oderwania się od historycznych stylów architektonicznych i wynalezienia czegoś czysto funkcjonalnego i nowego. Obecnie w epoce budownictwa ekologicznego drewno jako najstarszy materiał budowlany przeżywa swój renesans.

Tajemnice drewna CLT

Drewno klejone krzyżowo, powszechnie nazywane skrótem CLT, to technologia budowlana opracowana na początku lat 90., która obecnie stała się już powszechnie stosowanym materiałem budowlanym. W Europie Zachodniej, USA i Australii w wybranych segmentach rynku, takich jak budynki wielorodzinne, CLT z powodzeniem konkuruje ze stalą, cegłą i betonem. Ten drewniany materiał powstał trzy dekady temu jako projekt uniwersytecki austriackiego doktoranta Gerhara Schickhofera, który podobnie, jak inny geniusz — wynalazca pasów bezpieczeństwa, inżynier Nils Bohlin z Volvo — tak bardzo docenił pozytywny wpływ, jaki jego wynalazek może mieć na przyszłość naszej planety, że nigdy nie opatentował swojego rozwiązania, pozwalając tym samym i dając otwarty dostęp całej branży na budowanie w oparciu o techniki, które wymyślił.

EXPO 2021 w Dubaju— Potencjał zastosowania CLT jest związany z wieloma aspektami. Sam materiał – drewno – jako surowiec odnawialny i ekologiczny, cieszy się coraz większym zainteresowaniem w związku z tym, że dużą uwagę przywiązujemy do analizy kosztów ekologicznych w dłuższej perspektywie i globalnej skali. CLT pozwala eliminować naturalne ograniczenia drewna w nieprzetworzonej postaci, takie jak wypaczanie, ograniczenia gabarytowe litego budulca. Jednocześnie rozwijające się technologie nadające drewnu cechy materiału niepalnego, nierozprzestrzeniającego ognia, sprzyjają poszerzeniu i szybkiemu postępowi w zakresie zastosowania tego surowca. W pracowni WXCA jesteśmy bardzo zainteresowani i wierzymy w przyszłość opartą o mądre technologie przetwarzania naturalnych zasobów i w tym kontekście odnowienie i nową odsłonę kultury budowania z drewna. Wyrazem tego jest projekt Pawilonu Polski na Wystawie Światowej EXPO 2021 w Dubaju, w którym chcieliśmy opowiedzieć historię polskiej tradycji i nowoczesności budowania z drewna, zainspirować do refleksji nad relacją człowieka z otoczeniem, nad mądrym gospodarowaniem naturalnymi – odnawialnymi zasobami. Jednocześnie zależało nam na zamanifestowaniu, że my — polska społeczność — jesteśmy zainteresowani i uczestniczymy w tym globalnym zjawisku zwrotu ku naturze — wyjaśnia Michał Czerwiński, architekt z pracowni WXCA. Pracownia architektoniczna specjalizuje się w opracowywaniu koncepcji i realizacji złożonych projektów zarówno publicznych, jak i komercyjnych, wymagających głębokiej refleksji nad specyfiką miejsca, wielofunkcyjnością planowanego obiektu oraz doskonałego wyczucia kontekstu.

Pionierem w produkcji drewna CLT była rodzinna austriacka firma KLH Massivholz. Po tym, jak w 1996 r. opracowała ona produkt we współpracy z politechniką w Graz, po trzech kolejnych latach badań i rozwoju KLH otworzyła swój pierwszy zakład produkcyjny w Teufenbach-Katsch w Austrii.

— Mieliśmy wielką okazję do zbudowania nowego rodzaju materiału. Kiedy zaczynaliśmy, nie chodziło o zmiany klimatyczne ani potencjalne zakłócenia dla rozwoju przemysłowego, chociaż teraz wydaje się, że zmierzamy właśnie w tym kierunku — mówi wynalazca CLT, prof. Instytutu Inżynierii i Technologii Drewna Politechniki Graz Gerhard Schickhofer.

Drewno CLT

Obecnie na całym świecie istnieje ponad sto fabryk CLT. Prognozuje się, że w ciągu najbliższych lat roczna sprzedaż drewna klejonego krzyżowo wzrośnie ponad trzykrotnie w stosunku do obecnego 1 mld dol. udziału w rynku, ponieważ rządy na całym świecie wdrażają bardziej zrównoważone przepisy budowlane. Współcześnie pięć krajów odpowiada za ponad 80 proc. globalnej światowej produkcji tego materiału, są to: Austria, Czechy, Niemcy, Włochy i Szwajcaria. Pozyskanie surowca do wytwarzania CLT wymaga również dobrze zarządzanych lasów, nie potrzebujemy do tego starych drzew. Austria ma długą i bogatą historię gospodarki leśnej, a dzięki starannemu zarządzaniu ten mały kraj w ciągu 24 godz. produkuje wystarczającą ilość drewna, aby zbudować 2 tys. nowych domów.

 

Przodującą część globalnego rozwoju technologii CLT można znaleźć w Austrii, w fabryce KLH Massivholz, która rozpoczęła ten proces prawie trzy dekady temu. Fabryka jest w pełni zautomatyzowana. Dla przykładu do przetwarzania ponad 3 tys. m kw. materiału dziennie potrzebuje zaledwie 200 pracowników. Jako firma rodzinna z wielopokoleniową tradycją KLH nie chce być jedynie największym producentem CLT na świecie, ale przede wszystkim partnerem projektowym, który wraz ze swoimi lokalnymi współpracownikami zapewnia szeroki zakres usług technicznych dla zrównoważonych, innowacyjnych i wydajnych rozwiązań budowlanych. Dla przykładu eksperci firmy mogą obliczyć, ile ekologicznych korzyści przyniesie inwestorowi wybór CLT.

Firma KLH zrealizowała do tej pory ok. 40 tys. projektów — większość z nich to budynki średniej i dużej wielkości, od szkół i osiedli wielopiętrowych budynków mieszkalnych oraz domów jednorodzinnych, aż po szeroko pokazywane w mediach drewniane wieżowce. Obecnie firma eksportuje swoje produkty na całym świecie, a dzięki swojej nowej fabryce może podwoić swoje moce produkcyjne. Z Austrii dostarczono prefabrykaty do budowy mierzącego 86,5 m, najwyższego drewnianego budynku „Ascent”, który właśnie powstał w Milwaukee w USA. Zbudowanie pierwszych 19 pięter tego wieżowca zajęło 10 robotnikom zaledwie cztery miesiące.

Obiecujące początki w Polsce

CLT jest zaawansowanym technologicznie procesem, który przekształca zwykłe deski w elementy o wyjątkowo dużej zdolności do przenoszenia ciężaru. Dzięki sklejeniu warstw drewna pod kątem prostym panel jest w stanie uzyskać lepszą sztywność konstrukcyjną w obu kierunkach. Choć przemysł budowlany jest zwykle powolny w przyjmowaniu nowych materiałów, to Europejski Zielony Ład, pandemia i wojna w Ukrainie znacznie przyspieszyły przejście na masowe produkty z drewna, które nie tylko pomagają zmniejszyć ślad węglowy budynku, ale także powodują mniej odpadów i skracają czas potrzebny na postawienie budynków, przez co ograniczają koszty. Elementy z CLT są tak efektywne, że architekci na całym świecie wykorzystują je nawet do budowy coraz wyższych wieżowców. W Wiedniu zbudowano całą nową dzielnicę miasta przy użyciu drewna klejonego krzyżowo.

Drewno CLT

— W niektórych krajach Unii Europejskiej obowiązują już przepisy, które nakazują, aby przynajmniej połowa materiałów używanych do wzniesienia budynku była drewnem lub innym materiałem o wysokich parametrach ekologicznych. Należy się spodziewać, że również i w Polsce z czasem będą obowiązywać podobne regulacje. Z uwagi na rosnącą presję na ograniczenie śladu węglowego już nie tylko na etapie użytkowania budynków, lecz również z uwagi jego cykl życia, na etapie projektowym należy brać pod uwagę procesy stojące za technologiami odpowiedzialnymi za powstawanie konkretnych materiałów budowlanych. Dlatego też korzystanie z materiałów o ograniczonym śladzie węglowym staje się koniecznością. Drewno jest takim materiałem, co więcej, w okresie jego naturalnego wzrostu pozyskuje ono CO2 z atmosfery, dzięki czemu w bilansie energetycznym te wartości są również brane pod uwagę. Z uwagi na powyższe, punktem wyjścia dla budynków realizowanych w konstrukcji CLT jest ujemny ślad węglowy. Czyni to z drewna niezwykle atrakcyjny materiał, który nam, projektantom, pozwala na znaczące ograniczenie negatywnego wpływu budynku na środowisko. Przy utrzymaniu przez Unię Europejską dotychczasowej polityki energetycznej, czego w najbliższym czasie należy się spodziewać, będzie to czynnik, który zadecyduje o stale rosnącym popycie na budowę budynku w technologii CLT — wyjaśnia architekt dr Damian Poklewski-Koziełł z biura projektowego Gierbienis + Poklewski, którego właściciele pracę projektową łączą z działalnością naukową i dydaktyczną na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Zaprojektowali w technologi drewna CLT, obecnie realizowany budynek edukacyjny w Leśnym Ogrodzie Botanicznym Marszewo w Gdyni.

Przemysł budowlany odpowiada za ponad jedną piątą wszystkich emisji gazów cieplarnianych. Masowe drewno jest w rzeczywistości zdolne do sekwestracji (magazynowania) dwutlenku węgla, co może znacznie przyczynić się do oczyszczenia i redukcji śladu węglowego emitowanego przez budowlankę. CLT może w całości zastąpić konstrukcje żelbetowe, stanowić połączenie hybrydowe z istniejącymi materiałami, a nawet ma zastosowanie do nadbudowy istniejących budynków z ograniczonymi możliwościami obciążeniowymi, które nie mogły zostać zmodernizowane z powodu ograniczeń w technologii klasycznej. Komponenty CLT są 4,5 razy lżejsze niż konstrukcje żelbetowe i można je zmontować w czasie krótszym niż wylanie na miejscu betonu. Dla przykładu Hiszpania szeroko przyjęła rozwiązania CLT, a jej najszersze wykorzystanie ma miejsce w rejonie Balearów i Wysp Kanaryjskich, gdzie występuje górzysty teren i niestabilny grunt. Stal i beton nie dają tam wymaganej elastyczności, przez co budowanie willi i domów wielorodzinnych jest ograniczone ciężarem budynków i brakiem stabilnego podłoża oraz wielkimi kosztami użycia tradycyjnych technologii.

— W ostatnich dwóch latach na rynku polskim zaobserwowaliśmy znaczny wzrost nie tylko zainteresowania tą technologią, ale przede wszystkim świadomości i znajomości CLT. Dla przykładu, podczas naszych pierwszych targów Holzbau Forum w 2020 r. temat CLT podczas prelekcji i prezentacji zajmował maksymalnie 5 proc. całości paneli dyskusyjnych, rok później było to już około 50 proc. prezentacji dotyczących wyłącznie budownictwa w tej technologii. A w tym roku, na niedawno zakończonej edycji Holzbau Forum w Jachrance, temat CLT to już praktycznie 80 proc. wszystkich prezentacji. To najlepiej obrazuje wzrost zainteresowania w Polsce. Obserwujemy też duży wzrost liczby próśb o szkolenia i liczbę zapytań ofertowych, ale co najważniejsze — rosnącą świadomość wiedzy, która jest już wystarczająca do rozpoczęcia pracy nad realizacją projektów implementowanych z technologii tradycyjnej do technologii CLT. KLH na świecie zrealizowało już ok. 40 tys. projektów z CLT, są też pierwsze w naszym kraju np. budynek Leśnego Ogrodu Botanicznego w Gdyni — informuje Krzysztof Zawartka, członek Zarządu OMFO / KLH w Polsce. Firma ta jest przedstawicielem w Polsce austriackiego potentata KLH, który w zaledwie 25 lat od pierwszych garażowych prac nad CLT osiągnął możliwości produkcyjne sięgające 250 tys. m sześc. rocznie. Pokazuje to, jak zmienia się potencjał całego rynku budownictwa drewnianego, gdzie CLT jest z pewnością najszybciej rozwijającą się gałęzią.

Drewniane dzielnice polskich miast…

— W najbliższych latach potencjał CLT w Polsce jest ogromny. Wzrost zastosowania widzę w konstrukcjach komercyjnych, jak biurowce i hotele w centrach miast, ze względu na gwałtownie rosnące koszty innych rodzajów konstrukcji, szczególnie stali, oraz duży wzrost kosztów robocizny. CLT pozwala zaoszczędzić cenne godziny pracy na budowie. A przy cenach stali na poziomach z ostatnich kilku miesięcy wykorzystanie CLT i technologii drewnianych jest po prostu opłacalne. Drewno klejone krzyżowo zacznie być stosowane już nie tylko przez pasjonatów w konstrukcjach jednorodzinnych — tłumaczy Tomasz Szlązak, prezes Polskich Domów Drewnianych S.A.

— Polacy muszą zmienić swoje uprzedzenia i stereotypy dotyczące domów drewnianych, jak i samej prefabrykacji. Oba te pojęcia w Polsce źle się kojarzą. Jedne za sprawą przesądów wiejskich, a drugie miejskich. Powinniśmy zaufać doświadczeniu, zarówno historycznemu, jak i obecnej wiedzy i trendom, gospodarować oszczędnie ciągle malejącymi zasobami Ziemi. Obserwować rozwój technologii z użyciem materiałów odnawialnych, naturalnych, które w wielu rozwiniętych krajach świata, od lat cieszą się niemalejącą popularnością. Korzystanie z natury i nowoczesnych precyzyjnych technologii może tylko wyjść nam na dobre. Zmienić przekonanie wewnętrzne nie jest łatwo, zwłaszcza pionierom stosowania i popularyzacji technologii. Architekt, aby przekonać swojego klienta do danego rozwiązania, musi sam być do niego przekonany. Czasami jednak własne i klienta przekonanie nie jest wystarczające, bo po drodze mamy jeszcze urzędnika i cały sztab ludzi wydających odpowiednie certyfikaty bezpieczeństwa. Na szczęście dzięki naszemu członkostwu w Unii Europejskiej część z tych certyfikatów uzyskanych za granicą musi być w Polsce honorowana. Ale to jest tylko część sukcesu.  Jeśli chodzi o samą technologię konstrukcji, to CLT według mnie jest jedną z najlepszych dostępnych na naszym rynku, zarówno ze względu na zakres możliwości produkowanych elementów, jak i relacji ceny do jakości. Zakres produkowanych elementów umożliwia ich stosowanie nie tylko w budownictwie jednorodzinnym, ale też w budynkach wielorodzinnych, budynkach użyteczności publicznej i w rozwiązaniach infrastrukturalnych. W Horizone Studio zaprojektowaliśmy dla prywatnych inwestorów dwie inwestycje z użyciem technologii CLT, rezydencję miejską o pow. ok. 360 m kw. i nowoczesny budynek gospodarczy o pow. ok. 600 m kw. Oba projekty są w fazie uzyskiwania pozwolenia na budowę — wyjaśnia Dominik Darasz, architekt i partner Horizone Studio, biura architektonicznego specjalizującego się w projektowaniu budynków biurowych, użyteczności publicznej i mieszkaniowych oraz tworzeniu przyjaznej i nowoczesnej przestrzeni miejskiej. Działalność pracowni jest od lat silnie zakorzeniona w idei zrównoważonego rozwoju.

— Jesteśmy nie tylko projektantami, lecz również, a że może nawet i przede wszystkim wykładowcami akademickim. Patrząc tylko z tego punktu widzenia, możemy powiedzieć, że drewno staje się coraz popularniejszym budulcem, po który sięgają studenci w swoich projektach. Analizując skalę wzrostu zainteresowania tym materiałem, możemy mówić wręcz o postępie geometrycznym, choć jeszcze pięć lat temu, kiedy my projektowaliśmy budynek edukacyjny w technologii CLT dla Leśnego Ogrodu Botanicznego w Marszewie, praktycznie nie był wykorzystywany. Parametry ekologiczne drewna zdają się decydować o jego popularności, ponieważ te kwestie są bardzo ważne dla architektów młodego pokolenia. To właśnie oni w niedalekiej przyszłości będą mieli decydujący wpływ na kształt obowiązujących w Polsce procesów budowlanych. Z tego powodu uważamy, że drewno na długo zagości na naszym rynku budowlanym. Oczywiście decydujący głos jest po stronie klientów, dla których tworzymy naszą dokumentację i którzy ponoszą największe koszty. W tym względzie uważamy, że czeka nas pozytywistyczna praca nad zmianą społecznego nastawienia, bo wciąż musimy walczyć z ugruntowaną opinią na temat drewna jako materiału drogiego i w dodatku nic trwałego, który nie nadaje się do wznoszenia domu na lata — wyjaśnia ekspert rynku, architekt Marcin Gierbienis z biura projektowego Gierbienis + Poklewski, laureat licznych nagród w krajowych i międzynarodowych w konkursach architektonicznych.

Również Polskie Domy Drewniane SA chcą zwiększenia popularności domów z drewna, firma zamierza budować nawet 9-piętrowe bloki z polskiej sosny. Ich masową produkcję ma ułatwić właśnie technologia CLT. W ub.r. firma otrzymała od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju 12,45 mln zł wsparcia na projekt opracowania technologii płyt konstrukcyjnych z klejonego krzyżowo drewna sosnowego z Polski, o podwyższonej klasie reakcji na ogień, na potrzeby wielokondygnacyjnego budownictwa drewnianego. Zakład planuje ruszyć w przyszłym roku, a firma realizuje obecnie prace badawcze nad tzw. polskim CLT z SGGW. Wdrażana w Polsce technologia CLT, dzięki nierozprzestrzenianiu ognia, pozwoli na budowę obiektów o wysokości do dziewięciu kondygnacji, co jest nowością w skali krajowej — aktualnie najwyższe budynki drewniane budowane w Polsce mają ich maksymalnie cztery. Płyty CLT będą także w pełni bezpieczne dla zdrowia ludzkiego oraz środowiska naturalnego.

— CLT zaczęło pojawiać się na świecie na budowach, gdzie architektowi zależało na odsłonięciu walorów estetycznych drewna przy jednocześnie trudnych warunkach placu budowy. Z różnych względów operacyjnych decydowano się na wykorzystanie technologii prefabrykacji, by zaoszczędzić na czasie oraz na zapleczu budowy dla powstającego budynku. Technologia, w której liczy się sprawność dostaw, a na placu budowy montażem konstrukcji nawet dla dużych obiektów zajmuje się jedynie grupka osób i dźwig — okazała się spełniać oczekiwania, a nawet je przekraczać. Tak powstawały na przykład akademiki w Londynie, gdzie dzięki CLT zaoszczędzono nawet 70 proc. czasu potrzebnego na konstrukcję obiektu. Londyn to także w latach dwutysięcznych duże projekty rewitalizacji na przykład w okolicach dawnych doków w londyńskim City, gdzie zastosowanie CLT pozwoliło zachować konstrukcję zewnętrzną budynków dawnych magazynów zbożowych, zmieniając jednocześnie ich funkcję na mieszkalną. Na tym polega piękno drewna, a szczególnie CLT — elastyczność zastosowań — dodaje Tomasz Szlązak, prezes Polskich Domów Drewnianych SA.

— Wydaje się, że budownictwo CLT będzie rosnącym i znaczącym, ale jednak paroprocentowym marginesem w całości budownictwa. Mam nadzieję, że powstanie sporo obiektów biurowych o wysokości do 5-6 kondygnacji, gdzie kształtujący wnętrze szkielet CLT będzie w pełni wyeksponowany przez przeszklone fasady. Wyższe budynki nie mają większego sensu; wieżowce wznoszone na świecie to raczej manifest możliwości i chęć bycia pierwszym niż zdrowy rozsądek. Udział budownictwa CLT może się znacznie zwiększyć, jeżeli zostaną wprowadzone jakieś istotne mechanizmy rynkowe promujące budownictwo o drastycznie zmniejszonym śladzie węglowym — mówi Szymon Wojciechowski, prezesa APA Wojciechowski Architekci. Istniejąca od ponad 25 lat pracownia jest jednym z krajowych liderów projektowania ekologicznego, co potwierdzają liczne certyfikaty dla budynków i nagrody za zielone budownictwo. Obecnie zatrudnia około 120 architektów w Warszawie i Trójmieście.

Czynnikami najbardziej hamującymi zastosowanie tej technologii w Polsce jest wciąż niewielkie doświadczenie w budowaniu z CLT oraz niektóre zapisy przepisów przeciwpożarowych, a na pewno lękliwa ich interpretacja. Odporność ogniowa konstrukcji drewnianych CLT jest wystarczająca, aby wdrożyć jej masowe wykorzystanie w nowoczesnym budownictwie, w pełni funkcjonalnych, energooszczędnych i przyjaznych dla człowieka budynkach mieszkalnych, użyteczności publicznej, czy wielokondygnacyjnych, a nawet wysokościowych. Technologia jest bardzo obiecująca i rozwojowa, a sposób podniesienia bezpieczeństwa przeciwpożarowego leży w rozwiązaniach inżynieryjnych.

— Jesteśmy świadomi również problemów, jakie napotyka technologia drewniana CLT w zderzeniu z polskimi przepisami pożarowymi. Przez podobne wyzwania przeszliśmy na innych rynkach świata. Najbardziej restrykcyjne wymogi pożarnicze panują w Australii. W Polsce to dopiero początek drogi, podjęliśmy współpracę z rzeczoznawcami pożarowymi oraz z jednostkami notyfikujący, m.in. z Instytutem Technologii Budownictwa, aby dostarczyć Inwestorom, konstruktorom i architektom, wszelkie dokumenty, certyfikaty, opracowania pożarowe umożliwiające realizację każdego rodzaju budynku, a w szczególności budynków wielkogabarytowych. Już teraz realizowane są w naszym kraju budowy z CLT i każda kolejna, pozwala nam rozwiązywać wyzwania i zdobywać doświadczenie — podsumowuje Wojciech Bieniek członek Zarządu OMFO / KLH w Polsce.

Autor: Adam Białas – ekspert rynku, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Eco5Tech wypracowało 4-krotny wzrost zysku netto w I kwartale 2022 r.

Spółka Eco5tech SA, notowana na rynku NewConnect, zajmująca się projektowaniem i nadzorami w sektorze budownictwa i implementacją projektowo-wykonawczą innowacyjnych rozwiązań w zakresie Property Technology, wypracowała 1,2 mln zł przychodów ze sprzedaży w I kwartale br., co stanowi 17,5% wzrost w porównaniu do okresu styczeń-marzec ubiegłego roku. W prezentowanym okresie Eco5tech pozyskał prawie 0,5 mln zł dotacji na rozwój swoich innowacyjnych projektów. Wysoki poziom sprzedaży oraz zdobyte granty przełożyły się na świetny wynik końcowy. Zysk netto Spółki był wyższy o 440% w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku i wyniósł  blisko 620 tys. zł.  

„W pierwszym kwartale br. konsekwentnie realizowaliśmy naszą strategię rozwoju związaną
z opracowywaniem kompleksowych dokumentacji projektowych, projektowaniem i implementacją projektowo – wykonawczą innowacyjnych rozwiązań z sektora PropTech. Realizowaliśmy również usługi nadzoru i zarządzania inwestycjami budowlanym. Kontynuowaliśmy również wcześniej rozpoczęte projekty ale także rozpoczęliśmy realizację nowych.”.
– mówi Alicja Gackowska, Prezes Zarządu Eco5Tech.

Na bardzo dobry wynik osiągnięty w tym kwartale miało też wpływy końcowe rozliczenie projektów dofinansowywanych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, które dotyczyły m.in. opracowania innowacyjnego urządzenia rejestrującego i współdzielącego dane z funkcjami wykonawczymi i możliwością sterowania autonomicznego.

W I kwartale 2022 r. Spółka pozyskała znaczącą umowę dotyczącą pełnienia obowiązków wielobranżowego nadzoru inwestorskiego nad realizacją robót budowlanych związanych z przebudową i rozbudową budynku Pałacu wraz ze zmianą sposobu użytkowania na potrzeby Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Krotoszynie. Wartość podpisanej umowy wyniosła blisko 300 tys. zł. Ze względu na zakres prac oraz tryb finansowania prace potrwają do 2023 roku.

Kolejnym znaczącym projektem było zawarcie umowy z generalnym wykonawcą robót budowlanych w zakresie realizacji usług przygotowania dokumentacji projektowej, wykonania prac budowlanych oraz wdrożenia innowacyjnych technologii PropTech w budynku biurowo-usługowym. Wartość podpisanej umowy to 12,3 mln zł. Projekt będzie realizowany do końca grudnia bieżącego roku. Częściowe rozliczenie niniejszego zadania w I kwartale br. znacząco wpłynęło na osiągnięty wynik finansowy w tym okresie.

W obszarze nowoczesnych technologii dla budownictwa i rynku nieruchomości (PropTech) Eco5Tech rozpoczęło prace zawiązane z projektem „Opracowanie innowacyjnego systemu analizy epidemiologicznej w budynkach” dla którego pod koniec 2021 roku pozyskała znaczące dofinansowanie. Całkowita wartość projektu wynosi 3,78 mln zł. W ramach projektu Eco5tech przeprowadzi prace badawczo-rozwojowe mające na celu opracowanie innowacyjnego systemu, umożliwiającego bezpieczne i komfortowe korzystanie z danego budynku. Opracowany system będzie wykorzystywany w budownictwie pod kątem analizy epidemiologicznej, z uwzględnieniem dezynfekcji, wymiany powietrza, optymalizacji poruszania się po obiekcie głównych użytkowników i gości. Spółka planuje dostarczyć zintegrowane narzędzie dostępne poprzez aplikację. System będzie badał aktualne zagrożenie i uruchamiał alerty.

„W I kwartale 2022 roku miało miejsce przełomowe dla naszej firmy wydarzenie, którym był debiut na rynku NewConnect. Z sukcesem zakończony został długotrwały i złożony proces związany z wprowadzeniem akcji Spółki Eco5tech na rynek NewConnect. Nasz debiut został uznany jako jeden z najbardziej udanych w ostatnim czasie, co wskazuje na nasz potencjał oraz postrzeganie wśród inwestorów.” – zakończyła Alicja Gackowska.

Eco5Tch kontynuuje również prace nad urządzeniem rejestrującym i współdzielące dane z funkcjami wykonawczymi i możliwością sterowania autonomicznego – MCA5tech (Media Consumption Analyzer). Produkt ten będzie umożliwiał przeprowadzenie analizy energooszczędności budynku, uzyskiwanie dokładnych i aktualnych informacji o stanie energetycznym obiektu oraz wpływ na obniżenie energochłonności obiektu poprzez odpowiednie sterowanie instalacjami zewnętrznymi.

Zasoby biurowe w Poznaniu na koniec marca 2022 roku wynosiły ponad 620 000 m kw.

Poznań, będący rynkiem biurowych o mniejszej skali, plasuje się na piątym miejscu według wielkości wśród rynków regionalnych. Brak nowej podaży, zrekompensują w 2023 roku realizowane obecnie duże projekty.

„W pierwszym kwartale roku nie został oddany do użytku żaden nowy budynek biurowy, jednak wielkoskalowe projekty, które staną się niebawem wizytówką Poznania, są realizowane. W budowie znajduje się ponad 75 000 m kw., z czego 96% ma zostać ukończone w 2023 roku. Największymi projektami w budowie są Andersia Silver (40 000 m kw., Von der Heyden) oraz Nowy Rynek E (26 000 m kw., Skanska),” wyjaśnia Piotr Borowski, Starszy Negocjator w Knight Frank.

Porównując popyt na biura w Poznaniu z zainteresowaniem obserwowanym w innych miastach regionalnych, aktywność najemców od stycznia do marca 2022 była na dość niskim poziomie, a podpisane umowy opiewały na blisko 6 500 m kw. Jednakże, popyt w I kw. 2022 roku był wyższy o blisko 40% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Największy udział w strukturze umów, ponad 72%, stanowiły nowe umowy, zaś renegocjacje odpowiadały za 22% wolumenu. Ekspansje wyniosły zaledwie 6% wszystkich podpisanych umów w Poznaniu.

Brak nowej podaży w połączeniu z podpisanymi umowami najmu wpłynął na niewielki spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec I kw. wyniósł 12%. Wynik był o 0,7 pp. niższy względem ubiegłego kwartału i o 0,5 pp. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jest to drugi najniższy wskaźnik pustostanów odnotowany w miastach regionalnych.

Czynsze wywoławcze w Poznaniu na koniec marca 2022 roku pozostają na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie.

Walka z oszustami VAT staje się coraz skuteczniejsza

Z najnowszych danych opublikowanych przez Dyrekcję Generalną ds. Podatków i Unii Celnej (TAXUD) wynika, że w 2021 r. fiskus w 27 krajach UE oraz Norwegii odzyskał łącznie 8,1 mld euro pochodzących z wyłudzeń w podatku VAT.

Odzyskane z przestępstw VAT środki wzrosły aż o 52 proc. w porównaniu do danych za 2020 r. Łącznie aż 775 podmiotów zostało wyrejestrowanych z rejestrów VAT, co również oznacza wzrost na poziomie 56% w porównaniu z 2020 r.

– Unijni oraz norwescy urzędnicy zidentyfikowali 2161 oszustów podatkowych, w tym 1471 tzw. znikających podatników VAT, którzy przez bardzo krótki okres czasu biorą udział w normalnym obrocie gospodarczym, nie rozliczają za ten okres podatku VAT, a następnie bardzo szybko znikają w celu uniknięcia odpowiedzialności- mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Senderowski, associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Ponadto w ubiegłym roku udało się zidentyfikować 110 przypadków karuzeli podatkowych i 576 spółek, które uczestniczyły w wyłudzaniu podatku.

Wszystko to jest możliwe dzięki cyfryzacji podatków oraz nowym narzędziom informatycznym pomagającym na bieżąco identyfikować nieprawidłowości. Do takich narzędzi należy tzw. sieć analizy transakcji (z ang. Transaction Network Analysis). Sieć działa od 2019 r. i pomaga w wymianie wiedzy eksperckiej oraz danych o oszustwach podatkowych.

Odzyskiwanie większej ilości środków pochodzących z przestępstw VAT ma oczywiście ogromne zalety. Więcej pieniędzy w budżecie państwa oznaczać może więcej inwestycji lub redystrybucję środków wśród obywateli.

Jednak nadmiernie agresywne działanie organów administracji skarbowej nie może się odbywać kosztem uczciwych firm, które są nieświadome brania udziału w procederze przestępczym.

– Często w polskich realiach spotykamy się z sytuacją, gdzie decyzje podatkowe rodzące ogromne zaległości w podatku VAT w związku z karuzelami VAT dotykają najmocniej nie oszustów podatkowych, nie znikających podatników, a właśnie niczego nieświadome firmy, które jako jedyne z całego oszukańczego łańcucha pozostały na rynku. W tym zakresie jest jeszcze wiele do poprawy – ocenia B.Senderowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.