Alternatywne źródła energii to bezpieczniejsza przyszłość

Przez ostatnie kilkadziesiąt lat rozwijała się globalizacja, outsource’owanie – czyli wyprowadzenie produkcji do Chin, a także importowanie surowców energetycznych z krajów, które naruszają prawa człowieka. Świat się miał połączyć, granice miały się zacierać. Nic bardziej mylnego. Na naszych oczach ten podział właśnie ulega załamaniu w bardzo przyspieszonym tempie. Państwa zachodnie szukają alternatywnych źródeł energii. Zawracają swoją produkcję do Europy, do USA, szukają alternatyw jeżeli chodzi o dostawy surowców energetycznych. Ogólnie szukają zmian technologicznych po to, żeby z tych surowców zrezygnować.

– Globalizacja jaką znamy, jaką bardzo mocno promowały zachodnie gospodarki, dociera do ściany. Świat, jaki znamy, po prostu się zmienił. Sytuacja jest naprawdę dynamiczna – a gospodarka za rok, dwa trzy, dziesieć będzie moim zdaniem nie do poznania w stosunku do tego, co doświadczaliśmy przez ostatnie 3 dekady – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Na pewno zyskają kraje, które zrozumiały konieczność dywersyfikacji, rezygnacji z rosyjskich surowców. Te, które uniezależniają gospodarkę. Bo agresja Rosji wynika w dużej mierze ze zbyt bliskiej współpracy i aprobaty Zachodu, zwłaszcza w kontekście wymiany handlowej. Niestety jest to bardzo krwawa agresja i należy ją zapisać na konto tych podmiotów, które uznawały Rosję za wiarygodnego partnera. Partnera, który długofalowo ucywilizował się. To jest państwo, które próbuje zrekonstruować imperium sowieckie i to w sposób bezwzględny – ocenia Roszkowski.

Inflacja jest na rekordowym poziomie

Inflacja jest niewątpliwie najbardziej monitorowanym wskaźnikiem makroekonomicznym w ostatnich miesiącach. Można powiedzieć, że tempo wzrostu cen staje się jeszcze ważniejsze niż tempo wzrostu PKB. Inflacja ma zatem fundamentalny wpływ na decyzje banków centralnych, które swoimi działaniami wpływają na kursy walut. Widać to wyraźnie na kursie korony czeskiej, która reagując nie tylko na zmiany w polityce pieniężnej, ale również na wydarzenia w Ukrainie, ma za sobą tydzień dynamicznych wahań. Początkowo kurs CZK mocno się osłabiał z powodu powołania nowego prezesa CNB, który nie jest zwolennikiem dalszego podnoszenia stóp procentowych, a następnie ponownie umocnił dzięki interwencjom CNB, który chce odwrócić inflację poprzez umocnienie korony. Według wyników z tego tygodnia wzrosła ona w kwietniu aż o 14,2% r/r. Przyszły rozwój korony jest jednak niepewny i możliwe, że nadal będziemy obserwować ostre wahania. Na świecie zostały również opublikowane wyniki kwietniowej inflacji w USA, która wzrosła o 8,3% r/r i 0,3% m/m. To wciąż sporo, ale w porównaniu do marca, kiedy wzrost rok do roku wyniósł 8,5%, a miesiąc do miesiąca 1,2%, mamy do czynienia ze spowolnieniem. Sugeruje to, że globalne tempo wzrostu cen osiągnęło szczyt, a inflacja zacznie spadać w drugiej połowie roku. Nie oznacza to, że w najbliższych latach ceny nie będą nadal rosły.

Złoty umocnił się w tym tygodniu w stosunku do EUR i w piątek rano był notowany na poziomie 4,67 PLN/EUR. Dolar nieprzerwanie się umacniał i notowany był na poziomie 1,040 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

DISCLAIMER: Wiadomość ta ma charakter informacyjny, w żadnym przypadku nie należy jej traktować jako rady, polecenia, ani porady inwestycyjnej w rozumieniu § 4 litery e) ustawy nr 256/2004 o handlu na rynku kapitałowym.

W logistyce koronawirus się nie skończył. Sytuacja w Chinach poważnie odbija się na sektorze TSL

Dla logistyki pandemia się nie skończyła. „Chiński lockdown fatalnie odbija się na polskiej logistyce”.

W Polsce w kolejnym tygodniu przestanie obowiązywać stan pandemii – tymczasem w Azji przepisy antykoronawirusowe są nie tyle liberalizowane, co poddawane coraz większym restrykcjom. Wywołuje to frustracje biznesu, który wciąż stara się odbudować zerwane łańcuchy dostaw oraz zapewnić sobie alternatywne relacje gospodarcze po tym jak wybuchła wojna w Ukrainie. – Jesteśmy bardzo zaniepokojeni sytuacją w Azji, ale bardziej chodzi o niepokój gospodarczy niż epidemiczny. Trwające w Chinach obostrzenia mocno uderzają w polską logistykę, która ma spore problemy z odprawianiem towarów. Problem dotyczy zarówno transportu morskiego jak i intermodalnego, bo przedsiębiorcy zgłaszają, że słynny „jedwabny szlak” wciąż jest regularnie blokowany po tym jak kolejny raz wprowadzono lockdown. Niestety COVID się nie skończył, przynajmniej dla gospodarki – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Chiny przyjmują zlecenia, ale uprzedzają: nie wiemy kiedy wyprodukujemy, nie wiemy kiedy dostarczymy”

Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie zrzeszonych jest kilkanaście firm logistycznych oraz mnóstwo importerów obsługujących sektor e-commerce. Sytuacja jest niepokojąca, bo o ile Europa zaczyna żegnać się z koronawirusem, tak w Azji sytuacja staje się coraz poważniejsza.

– Nasi przedsiębiorcy Azję traktują bardzo poważnie. Wiele firm zaopatruje się w Chinach. Obecną sytuację oceniają jako trudniejszą niż na początku roku. Cała Europa przeżywa właśnie odwilż i wraca do działania, a w Szanghaju gospodarka i przepływ towaru jest niemal zablokowany. To generuje poważne opóźnienia w transporcie. Poza tym wiele firm traktowało Azję jako alternatywę dla prowadzenia biznesu z Rosją, Białorusią czy Ukrainą. Tutaj na ten moment nie możemy mówić o sukcesie, bo rozwijanie gospodarczych relacji jest niemożliwe, gdy kraj pogrążony jest w działaniach antypandemicznych – mówi Hanna Mojsiuk. – Z jednej strony troska o zdrowie jest bardzo ważna, ale z drugiej nasi przedsiębiorcy mają wrażenie, że Chiny postępują nadgorliwie. Efektem są poważne komplikacje dla wielu firm – mówi Hanna Mojsiuk.

Polsko-Azjatycka wymiana gospodarcza odbywa się od lat. Pandemia mocno ją spowolniła, ale napędził ponownie rozwój sektora e-commerce. – Logistyka nie może pozwolić sobie na stagnację, a niestety mamy wrażenie, że jesteśmy jedynym sektorem gospodarki, który bardzo silnie odczuwa wszystkie siły nacisku na gospodarkę – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL. – Inflacja, stopy procentowe, wojna w Ukrainie, dramatyczny wręcz brak kierowców do pracy i jeszcze COVID-19 o którym w Polsce zapominamy, a który blokuje chińskie fabryki i porty – dodaje. – Bardzo często spotykamy się z informacją, że Chiny bardzo chętnie przyjmą zlecenia od przedsiębiorców, ale nie wiadomo kiedy projekt zrealizują i kiedy go dostarczą – dodaje Laura Hołowacz.

Chiński lockdown spowoduje, że importerzy z Europy poszukają dostawców na naszym kontynencie

Jak wyjaśnia Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics sytuacja w Chinach jest efektem przyjętej przez władze kraju polityki „zero Covid”. Taki rodzaj działania musi oznaczać, że miasta, które mają wyższy współczynnik zakażeń narażane będą na lockdown. Co ważne, jest on powodem frustracji społecznej oraz coraz poważniejszych perturbacji gospodarczych.

– Nadal mówi się, że Chiny są spichlerzem świata i absolutnie najważniejszym punktem na świecie jeżeli chodzi o zaopatrzenie dla wielu firm w Europie i na innych kontynentach. Sytuacja związana z lockdownem w części kraju wiąże się z wielkimi komplikacjami dla spedycji morskiej. Wiele portów działa w ograniczonym zakresie. Podobne problemy ma również transport intermodalny. Pandemia dla logistyki się nie skończyła – mówi Jerzy Gębski. – Jest w tym pewna nadgorliwość i mamy wrażenie, że świat nie do końca rozumie dlaczego Chiny są tak restrykcyjne na tym etapie pandemii. Mówimy przecież nawet o zamykaniu fabryk, co mogło być codziennością w roku 2020, a nie do końca wyobrażamy to sobie w roku 2022. Efekt gospodarczy będzie taki, że wiele firm sektora e-commerce zrezygnuje z dostaw z Azji. Będziemy wybierać krótsze szlaki towarowe opierające się np. na popycie wewnętrznym w Europie. Azja jest tańszym producentem towaru, ale cenowo równoważy się to jeżeli w koszty wliczymy drogi oraz coraz bardziej ryzykowny transport tych produktów – dodaje ekspert.

Siemens zamyka działalność w Rosji

W związku z wojną w Ukrainie firma Siemens wycofuje się z rosyjskiego rynku. Przedsiębiorstwo zainicjowało procedury mające na celu zamknięcie działalności przemysłowej oraz wszelkich działań biznesowych w branży przemysłowej.

Po wybuchu wojny firma Siemens wstrzymała wszelkie nowe transakcje związane z międzynarodowymi dostawami do Rosji i Białorusi. Kompleksowe sankcje międzynarodowe oraz aktualne i potencjalne środki zapobiegawcze miały wpływ na działalność operacyjną przedsiębiorstwa w Rosji – w szczególności na działalność związaną z serwisem w branży kolejowej i obsługę związaną z pracami konserwacyjnymi.

„Potępiamy wojnę w Ukrainie i w związku z tym podjęliśmy decyzję o zamknięciu naszych działań biznesowych w Rosji”, mówi Roland Busch, Prezes Zarządu spółki Siemens AG. „Decyzja ta nie była dla nas łatwa, ponieważ mamy względem naszych pracowników zobowiązania związane z opieką publicznoprawną oraz wieloletnie relacje z klientami na rynku, na którym działamy od 170 lat. W tej chwili sprawdzamy, jaki wpływ będzie miała powyższa decyzja na nasz zespół, który nadal zamierzamy wspierać. Jednocześnie udzielamy naszym koleżankom i kolegom w Ukrainie, a także narodowi ukraińskiemu, pomocy humanitarnej i wspólnie ze społecznością międzynarodową nawołujemy do pokoju.”

Działy operacyjne firmy Siemens będą kierować realizacją procesu zamykania działalności w ramach uporządkowanych procedur – zgodnie z wymaganiami wynikającymi z regulacji i międzynarodowych sankcji.

Intenson: ponad 30 mln zł przychodu w 2021 roku i 8 mln zł w I kwartale 2022 r.

Intenson SA (wcześniej: Intenson Europe), producent zdrowej żywności, suplementów diety i innowacyjnych produktów spożywczych, działający na rynku już ponad 10 lat, poinformował o wynikach finansowych za I kwartał 2022 r. Spadek przychodów z rynku ukraińskiego został zrównoważony przez m.in. dynamiczny wzrost sprzedaży online. W maju rusza emisja crowdinvestingowa.

Ponad 30 mln zł przychodów ze sprzedaży odnotowała spółka w ubiegłym roku. Pierwszy kwartał 2022 r. przyniósł duże zmiany, ponieważ Ukraina była dla Intensona znaczącym rynkiem eksportowym. Jednak dynamiczny rozwój kanału e-commerce oraz wzmocnienie działań na innych rynkach zagranicznych pozwoliły spółce pozostać na ścieżce wzrostu i po trzech miesiącach tego roku osiągnąć ponad 8 mln zł przychodów ze sprzedaży oraz podwoić wskaźnik EBITDA w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Stawiamy na dywersyfikację kanałów sprzedaży, inwestujemy w rozwój i reagujemy na bieżące potrzeby konsumentów. Od kilku lat skutecznie zwiększamy przychody ze sprzedaży oraz zyski. Jako pionier branży superfoods w Polsce i eksporter do 30 krajów, stawaliśmy już przed różnymi wyzwaniami biznesowymi, ale budujemy na tym nasze doświadczenie – mówi Michał Lasocki, prezes zarządu spółki Intenson.

Crowdinvesting – pierwszy krok w kierunku upublicznienia spółki

Do tej pory Intenson nie korzystał z kapitału pozyskanego od akcjonariuszy, ale niebawem to się zmieni. W maju rozpocznie się emisja akcji w crowdfundingu udziałowym. Dodatkowy kapitał pozyskany w crowdinvestingu może wesprzeć spółkę w realizacji planów dalszego rozwoju.

Spółka dziś jest obecna m.in. w Niemczech, wskazywanych w raportach jako największy rynek superfoods w Europie i jeden z największych na świecie. Na pierwszym miejscu w raportach pojawia się rynek USA oraz kraje Ameryki Północnej. Intenson planuje pojawić się także na tym kontynencie i rozwijać dystrybucję w Stanach Zjednoczonych. Innym, dynamicznie rozwijającym się kanałem sprzedaży, jest sprzedaż online. W ubiegłym roku e-commerce w Intensonie odnotował aż 270% wzrostu, dlatego spółka zamierza inwestować w dalszy rozwój sklepu internetowego.

Giełdowe plany pioniera branży superfoods

Michał Lasocki, prezes spółki, poza emisją crowdinvestingową myśli już także o debiucie na polskiej giełdzie. Choć większość spółek po etapie crowdfundingu planuje wejście na NewConnect, Intenson nie wyklucza też debiutu od razu na rynku głównym.

Przychody spółki ze sprzedaży produktów rosną, przy czym cały czas mamy przed sobą opcję zwiększenia produkcji, ponieważ wykorzystujemy tylko częściowo możliwości naszego zakładu. Eksport daje nam ekspozycję na chłonne i rozwojowe rynki, a wciąż jeszcze nie wiemy, na ile zapotrzebowanie na nasze produkty może wzrosnąć po wejściu do USA. Cały czas widzimy potencjał na rozwój, stąd w przyszłości rozważamy wejście na giełdę, a przy naszej skali działalności bierzemy pod uwagę od razu duży parkiet. Ta decyzja jest oczywiście zależna od przyszłej sytuacji spółki, otoczenia rynkowego i spełnienia wymogów regulacyjnych – mówi Michał Lasocki.

Pionierzy na rynku superfoods

Superfoods Intensona pojawiły się w sprzedaży w 2011, wówczas była to jedna z pierwszych marek zdrowej żywności na polskim rynku. Swoje sukcesy spółka zawdzięcza m.in. zaangażowaniu w prace badawcze i prawdziwie innowacyjnemu podejściu. Rozwija własny dział R&D, który odpowiada za nowoczesne podejście do produkcji, innowacyjne formulacje i kategorie produktowe. Zakład produkcyjny Intenson Europe jest jednym z najnowocześniejszych w Polsce, który zyskał m.in. certyfikat IFS – Międzynarodowy Standard Jakości, certyfikat branżowy BIO, potwierdzający etyczne podejście do biznesu certyfikat SMETA oraz wdrożony standard AOECS – produktów bezglutenowych.

Doświadczony zespół, od wielu lat związany ze spółką, odpowiada za nowe, innowacyjne produkty, ale także ich szeroką dystrybucję, w Polsce i za granicą. Dziś zdrowa żywność polskiego producenta jest sprzedawana w największych sieciach sprzedażowych w kraju, takich jak Biedronka, Aldi, Rossmann czy Żabka, a także eksportowana do ponad 30 innych państw. Wśród rynków eksportowych są m.in. Niemcy, Francja, Hiszpania, Wielka Brytania, Włochy i Arabia Saudyjska.

DRAGO entertainment po I kwartale 2022 r.!

Blisko 2,3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży w I kwartale 2022 roku odnotowała notowana na NewConnect spółka DRAGO entertainment. Dało to firmie wielokrotność wyniku względem analogicznego okresu z 2021 r., kiedy to przychody netto wyniosły 0,11 mln zł. Zysk netto od stycznia do marca 2022 r. liczył prawie 0,6 mln zł, co daje Spółce ok 4-krotny wzrost wyniku w porównaniu r/r. EBITDA w raportowanym okresie wyniosła ponad 0,5 mln zł. I kwartał 2022 r. to kolejny udany kwartał dla DRAGO entertainment. Niezmiennie na wypracowane wyniki finansowe Spółki znaczący wpływ ma sprzedaż bestsellerowej produkcji Studia – Gas Station Simulator. Pierwsze, płatne, DLC do gry – Can Touch This – trafi na rynek już 18 maja br.

– Z satysfakcją informujemy, że kolejny kwartał z rzędu DRAGO entertainment odnotowało znaczący wzrost wyników finansowych. W I kwartale tego roku wypracowaliśmy prawie 2,3 mln zł przychodów netto ze sprzedaży. Zysk operacyjny EBIT w tym okresie wyniósł 0,4 mln zł, a zysk netto (EBITDA) osiągnął poziom blisko 0,6 mln zł, co dało nam aż 4-krotny rr wzrost zysku netto. – mówi Joanna Tynor, prezes zarządu DRAGO entertainment S.A. – Bardzo dobre wyniki wypracowane w minionym kwartale to w dalszym ciągu efekt znakomitego przyjęcia naszego bestsellerowego tytułu Gas Station Simulator. Ostatnie miesiące były dla nas okresem dalszej wytężonej pracy naszego zespołu, związanej przede wszystkim z rozwojem naszego produktu, o nowe dodatki i tytuły z uniwersum GSS. Pierwsze tego efekty będą widoczne już za kilka dni. 18 maja do sprzedaży trafi pierwsze, płatne, DLC do gry: Can Touch This. Liczymy na pozytywny odbiór projektu, zarówno ze strony obecnych fanów gry, jak i nowej grupy odbiorców, co w efekcie przełoży się na dalsze wzrosty wyników finansowych DRAGO, jak również kontynuację dobrego pozycjonowania Gas Station Simulator – dodaje Joanna Tynor.

Flagową produkcją DRAGO entertainment jest Gas Station Simulator. Gra zadebiutowała na Steam jesienią 2021 roku. Od 24 stycznia br. tytuł, wraz z darmowym contentem – Car Wash, dostępny jest również na platformie GOG.com.

Założeniem Studia, wpisującym się w zaprezentowaną w 2021 r. strategię Spółki na lata 2021 – 2023, jest ciągły rozwój produktu. Zgodnie z tym, w lutym 2022 r. DRAGO entertainment zapowiedziało Motel Simulator. To nowy tytuł wpisujący się w uniwersum GSS, który pozwoli graczom stworzyć i następnie rozwinąć dość niestandardowy motel, niezmiennie usytuowany wzdłuż Route 66. Zadaniem gracza będzie obsługa gości, którzy posiadać będą własne zadania i historie, a także zarządzanie układem przestrzeni motelu. Wychodząc na przeciw oczekiwaniom graczy, produkcja otrzyma również zupełnie nowy system obsługi klienta.

Motel Simulator to projekt, który już w 24h od zapowiedzi trafił na TOP Wishlist platformy Steam. Wcześniej na TOP liście znalazł się nasz drugi tytuł z serii – Road Diner Simulator. Utwierdza nas to w tym, że obrana przez nas ścieżka rozwoju produktu Gas Station Simulator jest odpowiednia, co nas bardzo cieszy. – mówi Lucjan Mikociak, współzałożyciel DRAGO entertainment S.A. – Nie zwalniamy jednak tempa i szykujemy dla graczy kolejne ciekawe rozwinięcia projektu, o czym będziemy mogli więcej powiedzieć już wkrótce – dodaje Lucjan Mikociak.

Docelowo popularny symulator stacji benzynowej pojawi się także w wersjach konsolowych – na Nintendo Switch, PlayStation, Xbox oraz MacOS. Wydawcą ostatniej wersji gry jest spółka DRAGO entertainment.

DRAGO entertainment na bieżąco rozbudowuje swoje portfolio. Jeszcze w tym roku na rynek trafią Winter Survival oraz Food Truck Simulator – którego data została już oficjalnie zapowiedziana na 14 września – w rocznicę wydania Gas Station Simulator.

Yellow Boson zbuduje swoje pierwsze farmy fotowoltaiczne o wartości około 5 mln złotych

Grupa kapitałowa Yellow Boson, notowana od niedawna na warszawskiej giełdzie New Connect w wyniku przejęcia udziałów w firmie Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A, zbuduje farmy fotowoltaiczne za około 5 milionów złotych w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Grupa podpisała w tym zakresie listy intencyjne oraz jedną umowę z klientami z sektora biznesowego. To pierwsze znaczące realizacje w tym zakresie dla Grupy Yellow Boson. W opinii Zarządu spółki pozwoli to znaczący wzrost przychodów i rentowności w perspektywie najbliższych 12 miesięcy.

Projekty będzie realizować spółka zależna Yellow Boson INNO sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, która ma być odpowiedzialna w ramach grupy kapitałowej za budowę farm fotowoltaicznych. Spółka podpisała właśnie umowę z firmą z Wrocławia, producentem narzędzi pneumatycznych, na budowę farmy o mocy 99 KWp na hali produkcyjnej. Projekt o wartości 350 tys. złotych ma być zakończony jeszcze w czerwcu tego roku. Jednocześnie Grupa kapitałowa Yellow Boson posiada podpisane listy intencyjne na budowę kolejnych 3 farm fotowoltaicznych o wartości około 5 milionów złotych.

W ubiegłym roku tylko kilka procent naszych przychodów pochodziło z projektów realizowanych dla biznesu. Teraz skupiamy również się na sprzedaży rozwiązań OZE właśnie dla tej grupy Klientów. Umowa i listy intencyjne na kwotę około 5 milionów złotych na budowę naszych pierwszych farm fotowoltaicznych to właśnie efekt przyjętej w tym zakresie strategii. Kolejne projekty będą realizowane w 2 półroczu tego roku po uzyskaniu wszystkich wymaganych pozwoleń. Rozwój w tym segmencie rynku i realizacja takich instalacji dla firm i przedsiębiorstw będzie  dla nas istotnym źródłem wzrostu, które pozwoli grupie na znaczący wzrost przychodów i rentowości w perspektywie najbliższych 12 miesięcy”- komentuje Dawid Puton, Prezes Zarządu Yellow Boson.

Kolejne projekty związane z budową farm fotowoltaicznych będą realizowane między innymi dla firmy produkującej drewno oraz zakład produkcji proszków do prania. Grupa liczy na podpisanie umów z kolejnymi klientami jeszcze w tym roku.

Yellow Boson działa jako spółka holdingowa oraz grupa kapitałowa. Firma znalazła się na warszawskiej giełdzie New Connect w wyniku przejęcia i połączenie ze spółką Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A. Pod nową nazwą jest notowana od 4 stycznia 2022. Yellow Boson świadczy na rzecz swoich spółek zależnych między innymi usługi administracyjne i marketingowe, konsolidujące ich wyniki. Yellow Boson SA należy jednocześnie do holdingu Blue Boson United Kingdom Societas z siedzibą w Londynie. Ta międzynarodowa grupa kapitałowa działa już na kilku rynkach europejskich w obszarach instalacji przemysłowych i domowych elektrowni fotowoltaicznych oraz zwiększania wydajności energii cieplnej oraz gazowej dzięki własnej patentowanej technologii. Jej klientami są między innymi Skoda, Apleona, PAK Konin, CEZ Skawina czy Węglokoks Energia.

Excellence w Q1 2022 zanotował blisko 27-procentowy wzrost sprzedaży

Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz suplementów diety, notowany na NewConnect – w pierwszym kwartale 2022 roku osiągnął przychody w wysokości 16,3 mln zł, czyli o 26,9% wyższe w porównaniu do roku Q1 2021. Zysk netto wyniósł 194,1 tys. zł. Spółka koncentruje się na utrzymaniu marży i renegocjacji kontraktów w obliczu wysokiej inflacji, a także na zmianach w łańcuchu dostaw. Excellence nie prowadził i nie prowadzi żadnego biznesu w Rosji i nie eksportuje do tego kraju żadnych towarów.

„Pierwszy kwartał 2022 roku był bardzo trudny dla całej branży spożywczej. Ogromna inflacja wpływa istotnie na ceny wszystkich surowców i koszty produkcji, a przełożenie tych zmian na ceny w sieciach handlowych jest długotrwałe. Sytuację pogarsza wojna na Ukrainie oraz konieczność zmian w łańcuchu dostaw. Wszystko to sprawiło, że utrzymanie marźy było bardzo trudne – pomimo to zwiększyliśmy naszą sprzedaż rok do roku aż o 26,9%. Podjęliśmy także wiele działań, mających na celu wsparcie Ukrainy i jej obywateli – zarówno w kontekście ofert pracy i zamieszkania tu w Polsce, jak też dostaw spożywczych i medycznych na Ukrainę. Na szczęście nie prowadziliśmy i nie prowadzimy w Rosji ani działalności, ani eksportu naszych produktów – więc nie mamy wpływu takich zdarzeń na wyniki finansowe”powiedział Dariusz Polinceusz, prezes Excellence.

Z danych Nielsena za 2021 rok wynika udział ilościowy sprzedawanych produktów spółki Excellence jest na poziomie 31%, co stanowi 13 mln litrów syropów sprzedawanych rocznie, a oznacza że co trzeci syrop sprzedawany w Polsce pochodzi z Excellence. Tym samym Excellence jest drugim graczem w Polsce, gdzie lider rynku produkuje ponad 20 mln litrów syropów rocznie, przy wielkości rynku 42 mln litrów.

Excellence eksportuje swoje produkty także do Niemiec, Holandii, Czech, na Ukrainę, Litwę, Łotwę i do Estonii. Asortyment jest dostępny również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tradycyjne smaki od Excellence docenili także konsumenci w Kanadzie. Spółka prowadzi działania w celu pozyskania dystrybutora w Azji i na Bliskim Wschodzie.

Hipermarkety mocno postawiły na promocje. Eksperci: Próbują odzyskać dawną pozycję

Na rynku zaczyna się gorączkowa rywalizacja o portfel konsumenta. Orężem są promocje, których w I kwartale 2022 roku przybyło o ponad 22% w stosunku do analogicznego okresu ub.r. Liderem są hipermarkety. Ich wzrost przekroczył 42% rdr. Na początku 2021 roku takich działań było o przeszło 14% mniej niż rok wcześniej. Eksperci komentujący wyniki zapowiadają, że kolejne kwartały również mogą być rekordowe. Wyraźnie można zauważyć, że hipermarkety przystąpiły do poważnego szturmu, bo widzą szansę na odbudowanie utraconej pozycji. Po wynikach widać również, że przybyło im prawie 2 razy więcej promocji niż dyskontom. To może świadczyć o tym, że walka rozpoczęła się na dłuższym dystansie. Na tym oczywiście najbardziej zyskają Polacy.

Przyspieszenie z promocjami

Jak wynika z analizy UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, wykonanej dla dziennika „Rzeczpospolita”, na podstawie monitoringu ponad 747 tys. akcji rabatowych publikowanych w 8 formatach blisko 100 sieci handlowych w Polsce, w pierwszym kwartale br. liczba promocji w gazetkach była większa o 22,2% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Z kolei w początkowych trzech miesiącach 2021 roku takich działań ubyło 14,6% względem okresu od stycznia do marca 2020 roku.

– Widać mocne przyspieszenie po pandemii w zakresie organizowania promocji. Powodów mamy kilka. Jednak, w mojej ocenie, najważniejszym jest ten, że sieci handlowe zaczęły mocno konkurować w zakresie cen, szczególnie teraz, kiedy inflacja szybko rośnie. Próbują jeszcze bardziej przyciągać konsumentów do swoich placówek. A do tego są potrzebne dobre i na każdym kroku wszechobecne akcje promocyjne, zwłaszcza pokazujące, że akurat tutaj, a nie gdzie indziej jest najtaniej – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zwraca uwagę na zróżnicowaną sytuację w analizowanych okresach. W I kwartale 2020 roku były cięcia kosztów w obawie przed pogorszeniem się płynności finansowej przedsiębiorstw. Rok później miał miejsce silny wzrost zachorowań na COVID-19 i wprowadzono surowe restrykcje wobec biznesu. Konsumenci chętniej korzystali z możliwości zakupów w e-handlu, a ograniczali wizyty w placówkach stacjonarnych. Skutkowało to mniej licznymi promocjami w gazetkach. Natomiast jak dodaje dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX, w tym roku zanotowano wyraźny wzrost liczby takich działań. To, w ocenie eksperta, jest konsekwencją zniwelowania większości restrykcji covidowych, co pozwoliło na powrót klientów do sklepów wielkopowierzchniowych.

– 2 lata temu sklepy zawęziły profil działania. One przeszły na kryzysowe funkcjonowanie ze względu na pandemię. Stworzyła się nowa definicja produktu must have, m.in. artykuły suche, konserwy i mrożonki. Teraz widzimy wzrost względem 2021 roku, ale to nie jest tylko efekt bazy. Promocje w sytuacji inflacyjnej są głównym instrumentem konkurencyjnym. Sieci więc pokazują, że ceny na rynku rosną, a u nich nie trzeba wydawać więcej, co oczywiście nie jest do końca prawdą – analizuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Ofensywa hipermarketów

Ekspert z Grupy BLIX zwraca też uwagę na jeszcze jedną ciekawą kwestię wynikającą z analizy. Otóż w pierwszym kwartale br. najwięcej promocji, względem początku ubiegłego roku, przybyło hipermarketom – wzrost o 42,1%. Dalej mamy sieci convenience – skok o 27%, dyskonty – 22,1%,  supermarkety – 15,5%, drogerie i apteki – 13,1%, a także RTV/AGD – 6,2%.

– Silny wzrost liczby promocji w tym formacie to skutek likwidacji ograniczeń dla biznesu związanych z COVID-19 oraz napływu klientów do dużych placówek handlowych. Powróciły atuty tych sklepów jako miejsc zakupu, tj. szerokość asortymentu zapewniająca konsumentowi zdecydowanie większy wybór niż oferta dyskontów. Wobec szybko narastającej inflacji, wzrosło zainteresowanie zakupem tańszych produktów, zarówno wśród Polaków kupujących większe ilości FMCG, w tym z przeznaczeniem jako pomoc dla uchodźców, jak i samych Ukraińców, którzy zwiększyli populację konsumentów w Polsce – dodaje dr Kłosiewicz-Górecka.

Jak zaznacza dr Faliński, hipermarkety w ostatnich latach straciły najwięcej rynku, przede wszystkim na rzecz dyskontów i segmentu convenience. Próbują więc odzyskać pozycję i odbudować asortyment. Natomiast inne formaty również zwiększają liczbę promocji, choć nie na tak dużą skalę, bo w pandemii nie poniosły aż takich strat.

– Hipermarkety przystąpiły do poważnego szturmu i widzą szansę na odbudowanie swojej pozycji na rynku. W analizowanym okresie przybyło im prawie 2 razy więcej promocji niż dyskontom. To może świadczyć o tym, że walka o konsumentów rozpoczęła się na dłuższym dystansie czasowym. Na tym oczywiście najbardziej zyskają Polacy, bo będą mieli szerszy wybór artykułów w lepszych cenach – podkreśla ekspert z Hiper-Com Poland.

Ograniczanie akcji

Z analizy wynika też, że w pierwszym kwartale br. liczba promocji spadła rdr. w dwóch z ośmiu monitorowanych formatów. W cash&carry ubyło takich działań o 10,3%, a w DiY – o 0,2%. Natomiast dr Krzysztof Łuczak zwraca dodatkowo uwagę na fakt, że na początku 2021 roku, porównując sytuację z okresem od stycznia do marca 2020 roku, na minusie było 7 formatów. Wówczas wzrost zaliczyły jedynie dyskonty – o 12,4%.

– Początek 2021 roku to był okres m.in. ograniczonych wizyt klientów w sklepach, szczególnie w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych. Gazetki promocyjne sieci nie znajdowały się w polu zainteresowań konsumentów. Jedynie dyskonty, położone często blisko miejsc zamieszkania klientów, nawet podczas lockdownu były atrakcyjnym miejscem zakupu. Ludzie wówczas chętnie tam korzystali z promocji oferowanych w gazetkach – mówi ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Z kolei dr Faliński zaznacza, że na początku pandemii Polacy zmienili podejście do zakupów. Chodzili na nie dużo rzadziej, nabywając jednorazowo więcej i w mniejszym asortymencie. Ekspert też podkreśla, że dyskonty wyrobiły sobie wizerunek miejsca, gdzie kupuje się nie tylko tanio, ale również szybko, a więc jest mniejsza ekspozycja na różne wirusy.

– Drugi kwartał br. również może zakończyć się dwucyfrowym wzrostem w stosunku do analogicznego okresu ub.r. I tak będzie do momentu, aż skończy się walka o klientów bądź w dużej mierze zostanie zatrzymany wzrost inflacji. Ale na to na razie nie liczyłabym, a przynajmniej nie do końca tego roku – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Polscy inwestorzy indywidualni porzucili wszelką nadzieję

Po tym jak dwa tygodnie temu saldo „byków” i „niedźwiedzi” w sondażu Amerykańskiego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (AAII) spadło do jednego z trzech najniższych poziomów od 1987 roku (niższe odczyty były tylko w marcu 2009 i październiku 1990) w tym tygodniu do znaczącego pogorszenia się nastrojów inwestorów indywidualnych odnoście perspektyw rynku akcji doszło również w Polsce. W czwartkowym sondażu INI Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych optymistów odnośnie zachowania cen akcji w okresie następnych 6 miesięcy było jedynie 19,1 proc., natomiast pesymistów aż 56,6 proc. Saldo – -37,5 pkt. proc. – było 8-mym najniższym odczytem tego parametru w 11-letniej historii tego wskaźnika.

Z większym pesymizmem polskich inwestorów indywidualnych mieliśmy do czynienia wcześniej jedynie 7-krotnie od czerwca do grudnia 2018. Te 7 bardziej pesymistycznych niż w obecnym tygodniu odczytów w tym sondażu reprezentuje zaledwie 1,2 proc. czasu jego istnienia. Pierwszy z tych skrajnie niskich odczytów z 2018 roku – ten z 28 czerwca – pojawił się, gdy WIG miał wartość 55170 pkt. W ciągu następnych 20 miesięcy WIG spadł co najwyżej do poziomu 54027 pkt., a więc raptem o 2,1 proc., co wydaje się potwierdzać zasadność kontrariańskiej koncepcji kupowania w okresach skrajnej przewagi pesymistów. Niestety nagroda za podjęcie w 2018 roku ryzyka przeciwstawienia się „tłumowi” nie była zbyt okazała: po początku 2020 roku WIG wzrósł maksymalnie do poziomu 62010 pkt., a więc raptem o niecałe 15 proc.

Jednak dziś rano ewidentnie nastroje się jednak poprawiały. Widać to było między innymi w zachowaniu kursu Bitcoina (+7 proc.), który najwyraźniej nieco się otrząsnął po katastrofie, do której doszło w ostatnich dniach na rynku Terra/LUNA (w ciągu mniej niż miesiąca spadek kursu z ok. 100 dolarów do zera). Kurs BTC powrócił do poziom 30000 USD, ale na razie trudno to traktować inaczej niż ruch powrotny do przełamanego przedwczoraj poziomu wsparcia.

Wzrost cen akcji obserwowany był również dziś rano na rykach akcji. W Azji i Oceanii najsilniej – o +2,64 proc. – rósł dziś japoński Nikkei 225. W Europie mieliśmy w piątek do czynienia z raczej niespotykaną ostatnio sytuacją: najsilniej rosnącym indeksem był WIG-20 (ok. 9:30 +3,05 proc.). DAX zwyżkował o 0,62 proc., a CAC 40 o +0,68 proc. Po zaliczeniu w czwartek przez S&P 500, DJIA i Nasdaq Composite nowych przynajmniej rocznych minimów kontrakty na amerykańskie indeksy rosły dziś rano o +0,85-1,38 proc.

Po spadkach z ostatnich dni rentowności 10-letnich obligacji skarbowych krajów rozwiniętych dziś rano lekko rosły.

Silnie wzrosły wczoraj ceny europejskich kontraktów na gaz ziemny (te w Wielkiej Brytanii aż o +25,63 proc.). Ceny kontraktów na ropę naftową rosły dziś o +0,84 proc. (WTI)-1,11 proc. (Brent).

Po wczorajszym tąpnięciu do najniższego poziom od przełomu lat 2016/17 kurs EUR/USD stabilizował się dziś rano w okolicach 1,04 USD.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Dolar powyżej 4,50 zł

Amerykańska waluta zyskuje nie tylko słabością złotego. Sytuacja gospodarcza, a w szczególności rynek pracy prezentują się bardzo dobrze. Pozwala to dolarowi osiągać kolejne szczyty.

Dolar po raz kolejny swoje

Dane z USA po raz kolejny okazały się słabsze od oczekiwań. Problem w tym, że oczekiwania, które nie zostały osiągnięte, były mocno wyśrubowane. W rezultacie mamy dziwną sytuację, gdzie otrzymujemy bardzo dobre dane, ale nie tak dobre jak sądzono. Widać jednak wyraźny rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami analityków, a działaniami inwestorów. Ci drudzy bowiem patrzą pragmatycznie. Od dwóch miesięcy średnia wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znajduje się wyraźnie poniżej 200 tysięcy tygodniowo. Przed pandemią ten poziom zdarzał się w pojedynczych wyjątkowych tygodniach. Widać zatem, że rynek pracy jest w dobrej kondycji. Wczoraj nie tylko doszło do przebicia poziomu 1,05 dolara za euro, ale również przekroczono 1,04. Tak duży ruch nie przeszedł bez echa na złotym. Dolar po raz pierwszy od początku wojny znów przebił poziom 4,50 zł.

Adam Glapiński zostaje

Zgodnie z oczekiwaniami obóz rządzący ze wsparciem formacji Kukiz może uzyskać większość i ją uzyskał. Przy okazji głosowania doszło jednocześnie do wielu mniej lub bardziej żenujących przepychanek słownych. Patrząc na padające w nich stwierdzenia, wielu analityków może odnieść wrażenie, że o ile osoby zasiadające w Sejmie słusznie diagnozują pewne braki obecnego kandydata, to sami mają jeszcze słabsze pojęcie o problemie inflacji i stóp procentowych. Rynki zgodnie z oczekiwaniami przyjęły tę nominację neutralnie. Skoro Adam Glapiński pojawił się na posiedzeniu PiS, a Solidarna Polska wyraziła poparcia, to wynik był niemal przesądzony.

Nie ma nudy na ropie

Od dwóch dni znów mamy silne odbicie na czarnym złocie. Po tym, jak jeszcze we wtorek ropa notowana w Londynie spadała poniżej 102 dolarów za baryłkę, rozpoczęło się odbicie. Dzisiaj z rana przekroczony został pułap 109 dolarów, a to jeszcze nie koniec dnia. Na rynku cały czas nie ma zgody co do dalszych perspektyw, co powoduje, że cena jest mocno zmienna. Z jednej strony są niepokoje związane z rosyjskimi działaniami zbrojnymi na Ukrainie. Z drugiej strony rosnąca inflacja i problemy covidowe w Chinach powodują, że popyt może spadać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak otworzyć własną restaurację? 5 najważniejszych kroków

Marzeniem wielu osób jest otwarcie restauracji. Może się jednak zdarzyć, że przed wielkim otwarciem zetkniemy się z brakiem profesjonalnej wiedzy na temat gastronomii. Jeśli zastanawiasz się, jak otworzyć restaurację, w poniższym tekście znajdziesz odpowiedź na nurtujące Cię pytania. Przedstawiamy 5 najważniejszych kroków do własnej restauracji.

1. Badanie rynku

Pierwszym krokiem, który warto podjąć przed otwarciem restauracji, powinno być staranne zbadanie rynku. Rozejrzyj się po okolicy i zastanów się, jakiego lokalu brakuje. Możesz nawet zapytać niektóre osoby, jaką restaurację chętnie by odwiedziły. Z drugiej strony, pomyśl także o tym, co Ty możesz zaoferować społeczności. Jeśli masz jakieś doświadczenie z egzotyczną kuchnią lub specjalizujesz się w słodkich wypiekach, warto rozwijać pasję i zmienić ją w źródło zarobku. Otwarcie restauracji nie powinno być jednak przypadkową decyzją. Porównaj więc swoje plany z możliwościami, które oferuje Ci konkretne miejsce i poszukaj najlepszego rozwiązania. W ten sposób będziesz robić to, co lubisz, a biznes będzie się rozwijał.

2. Właściwe miejsce

Gdy będziesz mieć już wizję na to, czym zajmie się Twój lokal, warto rozpocząć poszukiwania właściwego miejsca. Powinno ono spełniać kilka kryteriów. Przede wszystkim ważna jest jego lokalizacja: czy w pobliżu znajdują się konkurencyjne punkty gastronomiczne? A może w okolicy są szkoły i zakłady pracy, a brakuje miejsca na kawę lub lunch? Zajęcie odpowiedniego miejsca na mapie miasta jest kluczowe, jeśli chcesz osiągnąć sukces. Liczą się także metraż oraz układ lokalu. Od nich będzie zależeć liczba stolików w restauracji oraz jej funkcjonalność. Nie bez znaczenia są także koszty, które jeśli będą zbyt wysokie, utrudniają Ci prowadzenie działalności już na samym początku.

3. Kwestie prawne i finansowe

Sam plan nie wystarczy, by stworzyć własny lokal gastronomiczny. Jak otworzyć restaurację, by działała ona zgodnie z prawem? Przede wszystkim zarejestruj swoją działalność gospodarczą w systemie CEIDG oraz w Urzędzie Skarbowym. W tym drugim miejscu uregulujesz kwestię opodatkowania restauracji. Konieczne jest także zgłoszenie zakupu kasy fiskalnej. Jeśli w Twojej restauracji będzie podawany alkohol, postaraj się także o koncesję. Pewnie jesteś ciekaw także tego, ile kosztuje otwarcie restauracji. Nie jest to tanie przedsięwzięcie, dlatego warto zastanowić się, skąd wziąć na to środki. Sprawdź, czy w Twoim regionie dostępne są dofinansowania z Unii Europejskiej lub Urzędu Pracy. Wiele osób bierze również kredyt, który pozwala im poradzić sobie z wydatkami.

4. Wyposażenie restauracji

Gdy dopełnisz już wszystkich formalności, konieczne będzie wyposażenie restauracji. Warto już na początku zainwestować w sprzęt i akcesoria wysokiej jakości. Możesz znaleźć je na przykład w sklepie internetowym https://wammashop.pl/pl/. W jego ofercie dostępne jest wszystko to, czego będziesz potrzebować do prowadzenia jakiegokolwiek punktu gastronomicznego. Kompletowanie wyposażenia warto rozpocząć od przygotowania kuchni restauracyjnej – potrzebny Ci będzie sprzęt AGD oraz wiele przyborów, niezbędnych podczas przygotowania posiłków i zachowania higieny. Zadbaj także o wybór atrakcyjnego wyposażenia sali restauracyjnej. Lista przedmiotów do kupienia jest naprawdę długa. Przygotuj ją jeszcze przed otwarciem lokalu, aby niczego nie pominąć.

5. Przygotowanie restauracji do działania

Ostatnim krokiem przed zaplanowaniem wielkiego otwarcia Twojej nowej restauracji jest zatrudnienie personelu. Zadbaj o współpracę z doświadczonym szefem kuchni oraz kelnerami. To od ich zdolności zależy, czy goście po pierwszej wizycie wrócą do restauracji. Aby zachęcić jak najwięcej osób do wizyty w Twojej restauracji, przygotuj także odpowiednią reklamę. Niech Twój lokal będzie widoczny w mediach społecznościowych. Jest to najlepszy sposób na zaproszenie nowych klientów.

Mamy nadzieję, że ten tekst będzie dla Ciebie pomocny, a otwarcie restauracji będzie spełnieniem Twoich marzeń. Skorzystaj z naszych wskazówek i ciesz się swoim upragnionym lokalem.

ID Logistics po I kwartale 2022 – szybki rozwój, wzrost przychodów o 23,7%

ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, podsumowuje  działalność i przychody za I kwartał 2022 roku.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „Pierwszy kwartał 2022 roku potwierdził wzrost dynamiki Grupy, zarówno we Francji, jak i na rynkach międzynarodowych. Oprócz szybkiego tempa sprzedaży, finalizujemy integrację dwóch przejęć dokonanych pod koniec ubiegłego roku i rozpoczynamy integrację z Kane Logistics, przejętą z końcem marca 2022 r.”.

DOBRY POCZĄTEK ROKU Z DYNAMICZNYM WZROSTEM W I KWARTALE

Grupa ID Logistics dobrze rozpoczęła 2022 rok, osiągając w I kwartale wzrost sprzedaży o 23,7% (15,1% w ujęciu like-for-like) do 539 mln euro.

  • We Francji ID Logistics odnotował wzrost przychodów o 12,9% do 204,2 mln euro. Wynik ten uwzględnia konsolidację Colisweb. Po skorygowaniu jej wpływu, wzrost w I kwartale wyniósł 7,9%. ID Logistics odnosi korzyści zarówno z realizacji projektów rozpoczętych w 2021 r., jak i z pozytywnego wpływu cenowego i wolumenowego tych uruchomionych wcześniej.
  • Na rynkach międzynarodowych Grupa utrzymała dynamiczny wzrost przychodów, o 31,3% do 334,8 mln euro. Wynik uwzględnia sprzedaż GVT, firmy przejętej w krajach Beneluksu pod koniec 2021 r., oraz korzystne kursy walut, zwłaszcza w odniesieniu do dolara amerykańskiego i brazylijskiego reala. Po skorygowaniu o te kwoty, wzrost utrzymuje się na stałym poziomie +20,3% w ujęciu like-for-like, z czego ok. dwie trzecie wygenerowały całoroczne wyniki projektów rozpoczętych w 2021 r., a jedna trzecia wynika z pozytywnego efektu cenowego i wolumenowego.

W I kwartale ID Logistics uruchomił cztery nowe magazyny. Jednocześnie Grupa przypomina, że nie prowadzi działalności na Ukrainie, a jej przychody w Rosji stanowią mniej niż 1% przychodów ogółem. Nowe inwestycje w tym kraju zostały wstrzymane.

NOWE KONTRAKTY

W I kwartale ID Logistics otrzymał zaproszenia do wzięcia udziału w wielu przetargach. Przykładowo, w tym czasie Grupa wygrała lub rozpoczęła realizację nowych kontraktów, takich jak:

  • We Francji ID Logistics po raz kolejny został uwzględniony w planie optymalizacji Grupy Adeo i uruchomił nowy magazyn o powierzchni 48 tys. mkw. w Loudéac w Bretanii, współdzielony przez Leroy Merlin i Weldom. Projekt ma wspierać rozwój Weldom i Leroy Merlin, jednocześnie promując współpracę między markami.
  • W Holandii ID Logistics rozpocznie współpracę z oddziałem Electronic Components japońskiej grupy Omron. W magazynie o powierzchni 13 tys. mkw., położonym na południu kraju, ma być zarządzanych 45 tys. referencji. Obiekt zostanie wyposażony w zmechanizowany system AutoStore Goods to Person, opracowany przy współpracy ze Swisslog.
  • W Hiszpanii ID Logistics rozpocznie realizację pierwszego kontraktu podpisanego ze światowym liderem mody na zarządzanie magazynem o powierzchni 15 tys. mkw. w Barcelonie.

PERSPEKTYWY ROZWOJU BIZNESU

W najbliższym czasie priorytetem dla ID Logistics będzie sfinalizowanie integracji firm GVT w krajach Beneluksu i Colisweb we Francji, przejętych pod koniec 2021 r. W Stanach Zjednoczonych integracja z Kane Logistics, której przejęcie zostało sfinalizowane pod koniec marca 2022 r., zostanie zakończona przed latem 2022 r.

Jednocześnie ID Logistics planuje kontynuację rozwoju biznesu i skoncentruje się na zwiększaniu wydajności już rozpoczętych projektów oraz zarządzaniu tymi, które będą uruchamiane w tym roku.

Pesymistyczne prognozy dla GPW. Co dalej?

Inwestorzy są w fatalnych nastrojach. Popytowi na akcje z warszawskiej giełdy nie będzie sprzyjać podwyższenie oprocentowania lokat i stopy zwrotu z obligacji detalicznych. Hossę na GPW powinno wywołać dopiero zakończenie wojny w Ukrainie.

Dla WIG20 minimum z ostatnich 52 tygodni to 1 719 pkt., gdy maksimum to 2 472. Od początku roku ten warszawki indeks osłabił się o 27%. Dla porównania dwa indeksy z amerykańskiej giełdy: minimum dla S&P500 to 3 958 pkt., a maksimum 4 819 pkt., od początku 2022 r. stracił na wartości 14%. Jeszcze większą stratę odnotował Nasdaq bo o 25%, przy minimum z 52 tygodni 11 566 i maksimum 16 205.

– Na rynkach globalnych panują pesymistyczne nastroje i sytuacja na GPW nie odbiega od tego co dzieje się na innych najważniejszych giełdach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Zając, główny analityk rynkowy CMC Markets. – Nasz najbardziej ogólny indeks WIG spadki rozpoczął 4 kwietnia i licząc do 12 maja zanotował 24 sesje, z których aż 22 kończył niżej niż zaczynał, co pokazuje jak duża jest presja po stronie podaży. Indeks ten znalazł się najniżej od grudnia 2020 r.

Strata na WIG od szczytu hossy z listopada 2021 r. przekracza już 20%, a więc umowną granicę bessy. Fundamentalnych przyczyn, które uprawniają do mówienia o bessie nam nie brakuje.

Na giełdowe rynki krajów wschodzących przenoszą się obawy inwestorów z Wall Street, którzy nie wieżą, że wprowadzając podwyżki stóp procentowych Fed zdoła stłumić inflacje bez krzywd dla amerykańskiej gospodarki, które spowodować mogą recesję. Inwestorów niepokoi też powrót pandemii w Chinach, ograniczający podaż niektórych produktów i powodujący przerwy w łańcuchach dostaw.

My na dodatek mamy swoje lokalne problemy. Te są związane z wojną za naszą wschodnią granicą i bardzo wysoką inflacją. Zwalczaniu inflacji nie sprzyja rozbieżność w działaniach RPP i polskiego rządu. Gdy RPP podnosi stopy procentowe, aby osłabić popyt konsumpcyjny, to jednocześnie rząd dosypuje do fiskalnego „koszyka” coraz więcej pieniędzy, stymulując popyt. Stopy więc rosną i inflacja też.

– W gospodarce mamy jednocześnie wciśnięty gaz i hamulec, porównując politykę fiskalną i monetarną, a na tak prowadzonym samochodzie nie zajedziemy daleko – komentuje ekspert CMC Markets.

Na GPW rynek akcji jest mocno obecnie wyprzedany, krótkoterminowo można szukać okazji do spekulacji, bo kapitał zwrócił się w kierunku spółek starej ekonomii. Jednak jednocześnie trudno szukać takich spółek w WIG20 ponieważ swoje inwestycje ulokował kapitał zagraniczny, który obecnie raczej ucieka z rynków wschodzących.

Na dodatek jeżeli podwyżki stóp procentowych NBP osiągną poziom bliski 7%, to bezpieczne aktywa będą relatywnie bardziej atrakcyjne (po podwyżce oprocentowania lokat bankowych i stopy zwrotu z obligacji detalicznych), co oznacza osłabienie popytu na akcje.

– Na GPW bliżej nam do wybijania kolejnych dołków niż do osiągania szczytów, zmienić to mógłby game changer w postaci zakończenia wojny w Ukrainie – dodaje P.Zając z CMC Markets. – Zakończenie sporu polskiego rządu z UE i uruchomienie środków z KPO też pomogłoby warszawskiej giełdzie, jednak kres wojny uważam za istotniejszy, ze względu na jej globalne znaczenie.

NBP i FED – dwa bieguny działań banków centralnych i ich konsekwencje

Skończył się czas drukowania darmowego pieniądza. Banki centralne walczą z inflacją. W Polsce walka odbywa się to poprzez zaskakiwanie rynków, a inflacja rośnie. Fed to robi unikając szoków, inflacja w USA właśnie osłabła.

Fed jest do bólu przewidywalny. Rynki bardzo dobrze przyjęły pierwszą od dokładnie 22 lat podwyżkę stóp o 50 punktów bazowych.

– Można kwestionować politykę Fed, ale trzeba przyznać, że w tym roku jest ona niezwykle skutecznie komunikowana – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dotyczyło to wcześniej zakończenia dodruku, potem pierwszej podwyżki stóp procentowych.

Nie była to decyzja łatwa, ani dla rynków przyjemna. Fed odzwyczaił inwestorów od podnoszenia stóp o 50 punktów, a dodatkowo ogłosił początek ograniczania bilansu (QT).

Jednak członkowie rady banku centralnego USA tak dobrze ten ruch zapowiedzieli, że rynki przyjęły go z ulgą. W tej mocno jastrzębiej decyzji był nawet gołębi akcent. Fed również zgodnie z wcześniejszą sugestią zdecydował się na uruchomienie QT dopiero od pierwszego czerwca, choć mógł zrobić to od razu, a przez pierwsze 3 miesiące ograniczenie bilansu będzie mniejsze. Niby niewielka różnica, ale dająca możliwość manewru na wypadek znacznego pogorszenia się sytuacji gospodarczej, a część danych może taki kierunek sugerować.

Szef Fed Jerome Powell powiedział jasno, że kolejne dwie decyzje powinny być takie same w zakresie stóp, a to oznacza, że na koniec lipca główna stopa będzie już na poziomie 1,75-2%, zaś na koniec roku prawdopodobnie na 2,5-2,75%. Scenariusz działań został precyzyjnie rozpisany i jest realizowany.

Inflacja w kwietniu w ujęciu rocznym w USA wyniosła 8,3 proc., co jest niższym wynikiem niż marcowe 8,5 proc. To pierwszy spadek inflacji od sierpnia 2021 roku.

RPP jest znacznie mniej przewidywalna, podobnie jak prezes NBP Adam Glapiński, który jest jej członkiem. Po kwietniowej podwyżce o 100 bp mogło się wydawać, że Rada przejdzie na cykl mniejszych (o połowę) ruchów, ale ta wizja została zdziesiątkowana przez szybującą inflację (przypomnijmy 12,3%), mocne dane z rynku pracy (szczególnie szybko rosnące wynagrodzenia) oraz tendencje rządu do stymulowania popytu (choćby ostatnie pomysły dotyczące pomocy kredytobiorcom, utrudniające transmisję polityki RPP). To wszystko znów nakłada presję na bardzo zdecydowane działanie i rynek zgodnie oczekiwał podwyżki o kolejne 100 bp (gdyby tak się stało, to główna stopa wzrosłaby do 5,5%). Niespodzianka była potężna, gdy stopy podwyższono o 75 pkt.

– Kiedyś były prezes Banku Anglii powiedział, że jeśli polityka pieniężna ma być dobra, to musi być nudna – komentuje ekspert XTB. – Bo wtedy uczestnicy rynku nie są zaskakiwani tym co bank centralny chce zrobić zależnie od tego jak na przykład za miesiąc czy dwa zmieni się inflacja. To dzięki temu oddziaływanie polityki pieniężnej na gospodarkę odbywa się w bardziej płynny sposób.

System kaucyjny potrzebny w Polsce

System kaucyjny to element rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Projekt ustawy dotyczący wprowadzenia systemu kaucyjnego został przygotowany przez rząd i przekazany do konsultacji pod koniec stycznia bieżącego roku. Federacja Przedsiębiorców Polskich bierze udział w konsultacjach, zgłosiła swoje uwagi. Konsultacje miały miejsce z odpowiedzialnym za projekt Wiceministrem Klimatu i Środowiska, Jackiem Ozdobą. Aktualnie trwa analiza zgłoszonych uwag. Projekt jeszcze w pierwszym półroczu bieżącego roku powinien zostać przyjęty przez Rząd, a następnie skierowany do Parlamentu – gdyż system kaucyjny powinien zostać wprowadzony w możliwie najszybszym terminie.

– Zgłosiliśmy szereg uwag, wśród których najważniejsza dotyczy tego, by za system kaucyjny odpowiadał jeden operator. Projekt przewiduje możliwość współistnienia wielu takich operatorów. W naszej ocenie jeden operator zapewni powszechność i efektywność takiego systemu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).  – Po drugie uważamy, że operator powinien być tworzony przez wprowadzających odpady, a także działać w formule non for profit – czyli wszystkie zyski powinny być przeznaczone na finansowanie funkcjonowania ssystemu i prowadzenia kampanii edukacyjnych. To jest jeden z celów ustawy i celów dyrektywy, którą ta ustawa ma wdrażać. Zaproponowaliśmy również, by w ramach systemu kaucyjnego uwzględniono puszkę metalową. Jest to o tyle istotne, że więcej elementów w systemie pozwoli szybciej i w większym zakresie osiągnąć cele dotyczące zbiórki i recyklingu poszczególnych rodzajów odpadów. Dzięki temu zbierzemy większą ilość surowców, a przestrzeń publiczna będzie w mniejszym stopniu zaśmiecona. Jednak sam system kaucyjny nie zastąpi ROP – co oznacza, że należy zastanowić się nad przygotowanym jeszcze w 2021 roku projektem wprowadzającym rozszerzoną odpowiedzialność producenta. Od pół roku w zasadzie nie zadziało się w tej sprawie za wiele. Oczekujemy, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawi zaktualizowany projekt, który będzie efektem przeprowadzonej analizy zebranych i zgłoszonych uwag – wskazuje Wołejko.

Polskie firmy biotechnologiczne – mapa i kapitalizacja

Spółki biotechnologiczne notowane na warszawskiej giełdzie są dziś warte blisko 8 miliardów złotych – informuje BioForum, organizacja grupująca firmy sektora. – Branża zaczyna być doceniana także poza granicami kraju.

Ostatnie dwa lata były doskonałym okresem dla firm biotechnologicznych. Inwestorzy przebijali kolejne rekordy, analitycy kreślili coraz bardziej obiecujące prognozy, a młode firmy wchodziły raźno na globalne giełdy. Nawet laicy mieli sporo do powiedzenia o przeciwciałach, spłaszczaniu krzywych i kolcach białka wirusa, biznesmeni gotowi byli wykładać ogromne sumy w imię odległych zysków.

– Pandemia COVID19 zamieszała nie tylko na globalnym ale i polskim rynku biotechnologii – potwierdza Małgorzata Suska, Dyrektor Wykonawczy BioForum (związku firm biotechnologicznych i organizatora konferencji CEBioForum2022). –  Na rynku NewConnect biotechnologia była drugą branżą pod względem wielkości obrotów!

BioForum przygotowało mapę polskich firm biotechnologicznych obejmującą firmy działające od ponad trzech lat.Polskie firmy biotechnologiczne - mapa i kapitalizacja

– Mamy 6 dojrzałych klastrów biotechnologicznych – Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław i to wyraźnie w tej analizie widzimy – komentuje Suska.  – Warszawski parkiet opanowały przede wszystkim firmy z branży farmaceutycznej i diagnostyczno – laboratoryjnej. Jest to nie tylko konsekwencja pandemii, która uwypukliła znaczenie sektora biotechnologii medycznej, ale także trwającego od wielu lat ogólnoświatowego trendu wzrostowego. Ten obszar biotechnologii, choć obarczony największym ryzykiem, zawsze był dla inwestorów atrakcyjny z uwagi na wysokie potencjalne zyski i płynący tu strumień finansowania publicznego.

Kapitalizacja polskich spółek biotechnologicznych na GPW sięga obecnie blisko 8 miliardów złotychKapitalizacja polskich spółek biotechnologicznych na GPW sięga obecnie blisko 8 miliardów złotych

Analiza nie pozostawia wątpliwości, że branża biotechnologiczna jest i długo jeszcze będzie zdominowana przez sektor farmaceutyczny, pod tym względem polski rynek nie różni się od światowego – uważa Suska.  – Szacuje się, że na globalnym rynku biotechnologii udział sektora farmaceutycznego może do 2025 roku osiągnąć 60 proc. Zdaniem ekspertów będzie rósł w średnim tempie 8 proc. rocznie osiągając 730 mld USD.  Polskie firmy biotech zostały dostrzeżone przez globalnych graczy. 96% akcji Blirt, firmy produkującej enzymy i odczynniki do badań diagnostycznych, zostało właśnie kupionych przez Qiagen.

Farmacja dominuje, ale tempa nabiera też rozwój branży w innych obszarach. – Warto zauważyć, że zgodnie z przewidywaniami dużo szybciej będą rosły sektory food biotech i agrobiotech, w tempie przekraczającym 10 proc. W  2030 roku przebiją barierę 100 mld USD.  W Polsce niewiele firm z tej grupy trafiło na parkiet, bo rynek jest wart zaledwie kilka miliardów złotych. Ale biorąc pod uwagę drożejące nawozy i środki ochrony roślin, a także regulacje dotyczące jakości żywności, rolnictwa ekologicznego, oczyszczania ścieków i inne opracowywane przez Komisję Europejską, nie należy lekceważyć tych sektorów – podkreśla Suska.

Haczyki w nowelizacji Polskiego Ładu. O czym muszą wiedzieć podatnicy

Za nami kolejny akt rewolucji podatkowej: Sejm przyjął zmiany do Polskiego Ładu. Ustawą zajmie się teraz Senat. Być może jeszcze pod koniec maja nowelizacja zostanie podpisana przez Prezydenta. W efekcie od 1 lipca zacznie obowiązywać niższa stawka PIT dla skali podatkowej, a zlikwidowana zostanie ulga dla klasy średniej.

Większość przepisów będzie obowiązywała z mocą wsteczną od 1 stycznia. Warto podkreślić, że nie zmienią się te regulacje Polskiego Ładu, które od początku ocenialiśmy pozytywnie: podwyżka kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł oraz podniesienie drugiego progu podatkowego do poziomu 120 tys. złotych. Nowelizacja wprowadza natomiast obniżenie pierwszego progu podatkowego z 17% na 12%, co może przynieść podatnikom korzyść do 4,5 tys. złotych rocznie. Już teraz można powiedzieć, że podatnicy, którzy osiągają dochód do 170 tys. złotych nie odczują negatywnych skutków zmian w porównaniu do pierwotnej wersji Polskiego Ładu.

Będzie możliwa zmiana formy opodatkowania

Po konsultacjach społecznych rząd zdecydował się pozwolić rozliczającym się liniowo i na ryczałcie na zmianę formy opodatkowania, ale tylko na skalę podatkową. Będą mogli to zrobić do 2 maja 2023 roku, składając PIT za 2022 rok.  Podatnicy w takim przypadku złożą zeznanie PIT-36. Ryczałtowcy mają dodatkową możliwość zmiany formy jeszcze w tym roku. Wówczas rozliczaliby się do końca czerwca ryczałtem, a w drugim półroczu według skali. Na taki krok mogą się zdecydować do 22 sierpnia. Przy takim wyborze ryczałtowcy złożą za 2022 rok dwa zeznania PIT-28 i PIT-36.

Jakie są haczyki? Jeżeli liniowiec lub ryczałtowiec na początku przyszłego roku złoży zeznanie według dotychczasowej formy, a potem jednak stwierdzi, że skala podatkowa byłaby dla niego korzystniejsza, to przepadnie mu możliwość zmiany. Nie będzie możliwości złożenia korekty. Dlatego z ostatecznym złożeniem zeznania lepiej poczekać i dokładnie przeanalizować, która forma będzie korzystniejsza.

Podatnicy muszą też pamiętać, że pomimo tego, że w zeznaniu za 2022 rozliczą się na skali podatkowej, to i tak w ustawowych terminach muszą zawiadomić naczelnika urzędu skarbowego, że od roku 2023 wybierają skalę podatkową. Złożenie PIT-36 i rozliczenie się na skali podatkowej jest zatem jednorazowe i możliwe tylko dla rozliczenia za rok 2022. Nie jest to wybór formy opodatkowania na kolejne lata.

Dlaczego PIT 12%?

Obniżka PIT do 12% podyktowana jest również tym, że od 1 stycznia zaczęła obowiązywać ulga dla klasy średniej. Gdyby zdecydowano się na wprowadzenie na przykład 13% dla pierwszego progu, niektórzy podatnicy mogliby stracić w wyniku przepisów ulgi dla klasy średniej. Zgodnie z orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego przepisy działające na niekorzyść podatników nie mogą być wprowadzane wstecz. A zatem stawka PIT musiała wynieść 12%, aby przepisy mogły obowiązywać wstecznie od 1 stycznia.

Jednocześnie jeśli z jakichś przyczyn obecnie obowiązujące przepisy, wprowadzone 1 stycznia 2022 roku, okazałyby się dla podatnika korzystniejsze, to będzie mógł on się do nich zastosować. Dlatego też może się okazać, że w niektórych przypadkach na skali podatkowej trzeba będzie porównywać rozliczenia dla trzech stanów faktycznych: za rok 2021, przepisów z I półrocza 2022 r. i nowo przegłosowanych przepisów, które mają zacząć obowiązywać od 1 lipca. W konsekwencji podatnicy dla celów porównawczych będą musieli przygotować 7 zeznań PIT-36 lub PIT-37 i jedno (PIT-36L lub PIT-28. Siedem z uwagi, że będą trzy stany prawne, a jednocześnie w ramach tych trzech stanów można rozliczać się indywidualnie lub z małżonkiem. A jeśli podatnik jest obecnie na podatku liniowym, to jeszcze będzie mógł porównać powyższe z PIT-36L.

Żegnamy ulgę dla klasy średniej – nikt nie będzie tęsknił

Ulga dla klasy średniej przestanie obowiązywać także z mocą wsteczną od 1 stycznia. Wszyscy, którzy stosowali tę ulgę, liczyli ją najpierw według Polskiego Ładu, potem według rozporządzenia z 7 stycznia. Następnie według ustawy, która zaczęła obowiązywać od lutego.

Przez wszystkie te zmiany księgowi musieli dokonywać karkołomnych obliczeń, a przedsiębiorcy, którzy zajmowali się np. tworzeniem programów płacowych, muszą je wyrzucić do kosza. Wykonana przez nich praca okazała się zbędna, gdyż ulga dla klasy średniej nie będzie stosowana. Od samego początku wprowadzania zmian alarmowaliśmy, że zasady są niejasne i ujęte w bardzo skomplikowanych, trudnych do przeliczenia wzorach. W dodatku ulga dla klasy średniej miała pułapki, w które łatwo mogli wpaść podatnicy.

Tymczasem sprawę można było znacznie uprościć, tak jak było to przed 1 stycznia 2022 roku: obowiązują dwa progi podatkowe i opodatkowujemy je według wprowadzonych teraz stawek 12 i 32%, nie stosując żadnych innych ulg. Dodatkowo wprowadzamy kwotę wolną, która też jest przejrzysta dla wszystkich. Z pewnością byłoby to znaczne uproszczenie systemu podatkowego.

Co się zmieni na liniówce, ryczałcie i karcie podatkowej?

Podatnicy rozliczający się liniowo będą mogli zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu maksymalnie 8700 zł zapłaconej składki zdrowotnej. Ryczałtowcy zaś będą mogli obniżyć swoją podstawę opodatkowania o 50% składki zdrowotnej zapłaconej w trakcie roku podatkowego. Podatnicy na karcie podatkowej będą mogli obniżyć podatek o równowartość 19% zapłaconej składki zdrowotnej. Istnieją więc dodatkowe korzyści dla tych podatników, jednak nie są one znaczne. Przy podatku liniowym jest to rocznie około 1650 złotych, przy ryczałcie między 40 a 1030 zł, natomiast na karcie podatkowej roczna korzyść wynosi około 600 złotych, czyli 50 zł miesięcznie.Liniówka po 1 lipca Ryczałt po 1 lipca Skala po 1 lipca Składka zdrowotna w kosztach po 1 lipca

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Spadek pustostanów w Krakowie

Stosunkowo nieduży wolumen nowej podaży w I kwartale 2022 roku na krakowskim rynku biurowym oraz wysoka, w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim, aktywność najemców wpłynęła na spadek wskaźnika pustostanów. Z zasobami na poziomie blisko 1,64 mln m kw. Kraków niezmiennie utrzymuje pozycję lidera wśród rynków regionalnych.

W pierwszym kwartale do użytku oddano dwa projekty: High 5ive III oraz Aquarius o łącznej powierzchni ponad 21 000 m kw. Nowa podaż stanowiła niecałe 10% powierzchni oddanej w miastach regionalnych.

Analizując powierzchnię biurową na etapie budowy do końca bieżącego roku planowo ma zostać ukończone około 24% z realizowanych ponad 197 000 m kw. Największymi inwestycjami, pozostającymi w budowie są: Brain Park (40 000 m kw. , Echo Investment), Ocean Office Park B (28 600 m kw., Cavatina Holding) oraz Kreo (24 100 m kw. , Ghelamco Poland).

„Kraków jako największy biurowy rynek regionalny w dalszym ciągu jest naturalnym wyborem dla inwestorów i najemców. Korzyściami, które stoją za stolicą Małopolski jest niewątpliwie szeroki wybór powierzchni biurowej oraz jeden z najwyższych wolumenów transakcji najmu spośród sześciu miast regionalnych. Jestem przekonana, że planowana nowa podaż, która ma być oddana w 2022 roku, atrakcyjność miasta oraz potencjał w postaci dobrze wyedukowanych absolwentów, przyciągną nowych inwestorów oraz zachęcą dotychczasowych najemców do pozostania w Krakowie,” – komentuje Aleksandra Markiewicz, Associate Director w Knight Frank. 

„Aktywność krakowskich najemców w I kw. 2022 roku w porównaniu z pozostałymi miastami była dość wysoka. Od stycznia do marca 2022 roku wolumen transakcji najmu powierzchni biurowej osiągnął blisko 31 100 m kw., co było wynikiem o 16% wyższym od analogicznego okresu w roku ubiegłym. Jest to drugi najwyższy wynik, stanowiący blisko 20% całkowitego wolumenu transakcji zawartych w miastach regionalnych,” – dodaje Katarzyna Bojar, Junior Consultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Na krakowskim rynku biurowym zauważalna jest zmiana w strukturze podpisanych umów najmu. O ile jeszcze do niedawna notowaliśmy znaczący udział renegocjacje, to na koniec marca nowe umowy stanowiły aż 90% całkowitego popytu. Renegocjacje w istniejących budynkach stanowiły zaledwie 10% wolumenu transakcji.

Relatywnie niska nowa podaż i dość wysoki popyt przełożyły się na spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec I kw. wyniósł 15,6%. Dobry sygnał na przyszłość, aczkolwiek odnosząc się do poprzednich lat, współczynnik wciąż jest na bardzo wysokim poziomie.

Dynamiczne zmiany, które przyświecały gospodarce w ostatnich latach, nie wpłynęły na znaczne wahania czynszów wywoławczych, które na koniec marca 2022 roku zaczynały się od 10,00 EUR i dochodziły do 16,50 EUR za m kw. Warto dodać, że biura w najbardziej prestiżowych lokalizacjach sięgały nawet 17,00 EUR/m kw. miesięcznie. W najbliższym czasie należy oczekiwać presji ze strony najemców na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt ze względu na dużą dostępność powierzchni biurowej. Z drugiej strony, rosnące koszty budowy (wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy), a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach. We wszystkich projektach można natomiast oczekiwać wzrostu stawek eksploatacyjnych, z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów.

Według 59% kandydatów lokalizacja jest najważniejszą informacją zawartą w ofercie pracy

Firma rekrutacyjna Michael Page sprawdziła, w jaki sposób pracownicy reagują na oferty zatrudnienia. W dobie powszechnego home office kandydaci nadal w pierwszej kolejności zwracają uwagę na lokalizację firmy – dla 59 proc. ankietowanych jest to najważniejsza informacja w ogłoszeniu o pracę. Natomiast dane na temat wynagrodzenia są kwestią priorytetową tylko dla 37 proc. badanych. Dla wielu kandydatów zapoznanie się z ogłoszeniem jest momentem kształtowania się pierwszego wrażenia na temat firmy, które decyduje o tym, czy będą chcieli ubiegać się o daną posadę. O tym, co wpływa na wybory potencjalnych pracowników, mówi Jacek Łuć, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Nie tylko wynagrodzenie

Wyniki badań przeprowadzonych przez firmę Michael Page wskazują, że potencjalnych pracowników w ogłoszeniu o pracę najbardziej interesuje lokalizacja – takiej odpowiedzi udzieliło 59 proc. respondentów. Zaraz potem, na drugim i trzecim miejscu, plasuje się typ umowy (47 proc.) i nazwa stanowiska (44 proc.). Dopiero na dalszych pozycjach pojawiły się informacje dotyczące wynagrodzenia (37 proc.) oraz poziomu stanowiska (24 proc.). Kandydaci zwracają również uwagę na nazwę firmy (19 proc.) oraz na datę publikacji oferty (18 proc.).

Mimo popularności home office, aż 6 na 10 respondentów, przeglądając ofertę pracy, w pierwszej kolejności zwraca uwagę na adres potencjalnego pracodawcy. Oznacza to, że kandydatom zależy na dobrze skomunikowanej, a często także prestiżowej lokalizacji. Możemy przypuszczać, że dla wielu osób praca zdalna jest bardzo wygodną alternatywą, ale czasami warunki domowe nie są w stanie zastąpić nam udogodnień nowoczesnego i komfortowego biura, z którego wiele osób chciałoby nadal korzystać. Pracodawcy, którzy zaoferują kandydatom rozwiązanie hybrydowe z pewnością zyskają na atrakcyjności na rynku pracy – wyjaśnia Jacek Łuć z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Precyzyjne oczekiwania kandydatów

Badanie Michael Page pokazuje również, jakich informacji w ofertach pracy brakuje kandydatom. Niemal dziewięciu na dziesięciu (88 proc.) respondentów uważa, że ogłoszenia powinny zawierać informacje o kulturze organizacyjnej firmy, czyli o zasadach i wartościach, którymi kieruje się dane przedsiębiorstwo. Podobny odsetek kandydatów (87 proc.) chciałby poznać widełki płacowe, podczas gdy 69 proc. interesuje pakiet benefitów. Wyniki te świadczą o coraz większej świadomości i dojrzałości kandydatów, ponieważ ich oczekiwania wobec pracodawcy są precyzyjne. Dodatkowo są spójne z trendami panującymi na rynku pracy, takimi jak coraz wyższe oczekiwania finansowe pracowników oraz przywiązywanie wagi do kwestii well-beingu w miejscu pracy czy aktywności CSR potencjalnego pracodawcy.

Symptomem trudnego rynku pracy są rotujący i coraz bardziej wymagający pracownicy, co potwierdzają również wyniki naszego badania. Kandydaci uważnie przeglądają i analizują oferty zatrudnienia – aż 68 proc. z nich przyznaje, że dokładnie zapoznaje się z całością ogłoszenia. Pozostali czytają wybrane elementy oferty. Oznacza to, że niemal każde słowo ma znaczenie i stanowi istotny nośnik informacji, których poszukują pracownicy – dodaje Jacek Łuć.

Wizerunek w sieci ma znaczenie

Kandydaci, poszukując informacji na temat przyszłego pracodawcy, korzystają z opinii zamieszczanych w Internecie. Co ciekawe, około jedna trzecia (34%) respondentów starała się skontaktować z obecnymi lub byłymi pracownikami, aby zdobyć wewnętrzne informacje o potencjalnym pracodawcy.

Nasze badania pokazują, że zdecydowana większość ankietowanych nie poprzestaje na analizie samego ogłoszenia o pracę. Aż 92 proc. z nich odwiedza stronę internetową pracodawcy, co również ma wpływ na ocenę potencjalnego miejsca pracy. Mniejszy odsetek (63 proc.) poszukuje informacji na profilach społecznościowych organizacji. Wszystko to pokazuje, że aby pozyskiwać najlepsze talenty, warto zadbać o dobry wizerunek organizacji w sieci – mówi Jacek Łuć z Michael Page.

Co sprawia, że kandydaci nie aplikują na dane stanowisko?

Na odrzucenie oferty wpływa w dużym stopniu opis oczekiwanych kwalifikacji. Ponad sześciu na dziesięciu respondentów (61 proc.) nie aplikowało na ofertę, ponieważ czuło, że ich kompetencje są zbyt wysokie lub zbyt niskie na dane stanowisko. Na kolejnych pozycjach znalazła się słaba reputacja firmy (35 proc.) oraz nieadekwatne wynagrodzenie czy pakiet benefitów (33 proc.).

Oprócz kwestii związanych z wynagrodzeniem, poziomem stanowiska i wymaganymi kwalifikacjami, kandydaci często zwracają uwagę na samą formę ogłoszenia. Ponad 60 proc. ankietowanych stwierdziło, że woli profesjonalny format oferty pracy z dużą liczbą szczegółów. Około 35 proc. podoba się podział ogłoszenia na części, a 33 proc. docenia to, że oferta jest krótka i zwięzła. Aż 31 proc. respondentów stwierdziło, że nie aplikowałoby na stanowisko, jeśli wymagałoby to wypełniania długich formularzy. Niemal co drugi (46 proc.) respondent stwierdził, że zrezygnowałby z ubiegania się o daną posadę, jeśli w ogłoszeniu znalazłyby się błędy i nieścisłości. Pracodawcy powinni zatem pamiętać o spójności, zwięzłości i precyzji oferty, aby uniknąć ryzyka odrzucenia proponowanego stanowiska przez potencjalne talenty – podsumowuje Jacek Łuć z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Kiedy kończy się mandat? Czyli o nowelizacji Kodeksu spółek handlowych

13 października tego roku w życie wchodzi nowelizacja Kodeksu spółek handlowych. Kończy ona długoletni spór, dotyczący tego, jak należy prawidłowo liczyć okres trwania kadencji i z jaką chwilą wygasa mandat. Nie jest to bowiem spór czysto teoretyczny, ale zagadnienie o wysoce praktycznym znaczeniu, bowiem wadliwa reprezentacja spółki niesie za sobą dotkliwe konsekwencje prawne.

Kadencja a mandat

Bardzo często pojęcia kadencja i mandat są uważane za równoznaczne, tymczasem znaczą coś innego. O ile pomyłka w potocznym języku nie będzie stanowić problemu, to w świetle prawa i działania spółek kapitałowych, może okazać się już wysoce problematyczna i rodzić poważne skutki prawne.

Kadencja to okres na jaki dana osoba zostaje powołana do zarządu i jest on z góry znany. Mandat z kolei to umocowanie do wykonywania funkcji członka zarządu lub rady nadzorczej. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, okres trwania mandatu nie jest tożsamy z okresem kadencji. Bywa, że mandat trwa, mimo wygaśnięcia kadencji. I właśnie na tym polu – prawidłowego wskazania daty wygaśnięcia mandatu – rodziły się spory, które obecnie rozstrzyga nowelizacja KSH.

Dlaczego określenie daty wygaśnięcia mandatu jest tak ważne?

Właściwe określenie, kiedy wygasa mandat danego członka zarządu ma istotne znaczenie, ponieważ ma przełożenie na decyzje podejmowane przez daną osobę w spółce i w jej imieniu. Są sytuacje, kiedy wadliwą reprezentację można naprawić (spółka ma możliwość zastępczego potwierdzenia umów podpisanych na jej rzecz przez nieuprawnioną osobę), jednak w wielu będzie miała ona nieodwracalne, negatywne skutki. Przykładem są czynności o charakterze jednostronnym, takie jak np. oświadczenie o wypowiedzeniu umowy.

Należy zatem podkreślić, że wadliwa reprezentacja spółki kapitałowej ma doniosłe znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu gospodarczego oraz niesie za sobą dotkliwe skutki prawne, zarówno dla spółki, jak i dla osób, które bez umocowania działały na jej rzecz.

Kadencja a mandat – jak było?

Według dotychczas obowiązujących przepisów KSH problem z interpretacją czasu trwania mandatu pojawia się w przypadku kadencji trwających ponad rok, a wynika on z orzeczenia Sądu Najwyższego z 2016 roku.

Kodeks spółek handlowych (art. 202 § 2) w przypadku kadencji trwających ponad rok określa, że mandat członka zarządu wygasa z dniem odbycia zgromadzenia wspólników (w przypadku spółek akcyjnych walnego zgromadzenia), zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za ostatni pełny rok obrotowy pełnienia funkcji członka zarządu, chyba że umowa spółki stanowi inaczej.

Czyli jeśli 4-letnia kadencja upływa z dniem 1 kwietnia 2021, to ostatnim pełnym rokiem obrotowym był rok 2020 (o ile rok obrotowy pokrywa się z rokiem kalendarzowym). Mandat wygaśnie zatem w 2021, z dniem odbycia zgromadzenia wspólników i podjęciem uchwały zatwierdzającej sprawozdanie finansowe spółki za rok 2020, o ile zgromadzenie to odbyło się po 1 kwietnia.

Źródłem zamieszania jest jednak orzeczenie Sądu Najwyższego, według którego „ostatnim pełnym rokiem obrotowym w rozumieniu art. 369 § 4 w związku z art. 386 § 2 k.s.h. jest ostatni rok obrotowy, który rozpoczął się w czasie trwania kadencji członka rady nadzorczej spółki akcyjnej”.

Czyli wracając do przykładu – ostatni rok obrotowy w trakcie kadencji rozpoczął się w 2021 roku. Tym samym mandat wygaśnie w roku 2022, kiedy to odbędzie się zgromadzenie wspólników zatwierdzające sprawozdanie finansowe za 2021 rok.

Mamy zatem dwie koncepcje określania, kiedy przypada ostatni pełny rok obrotowy, a co za tym idzie dwie koncepcje określania momentu wygaśnięcia mandatu. Powstaje zatem problem, jak jednoznacznie określić czy dana osoba działa jeszcze w granicach umocowania czy może już bez niego, a więc mamy do czynienia z wadliwą reprezentacją.

Kadencja a mandat – jak będzie?

Nowelizacja Kodeksu spółek handlowych, która ma wejść w życie 13 października 2022 roku, jednoznacznie kończy spór między koncepcją redukcyjną, wynikającą z dotychczasowych niejasnych przepisów a prolongacyjną, wprowadzoną orzeczeniem Sądu Najwyższego, dotyczącymi wskazania końca trwania mandatu.

Obowiązywać będzie koncepcja zaprezentowana w uchwale Sądu Najwyższego, a więc ostatnim rokiem mandatu będzie pełny rok obrotowy, jaki rozpoczął się w trakcie trwania kadencji.

Podsumowując, bardzo dobrze, że ustawodawca rozstrzygnął ostatecznie spory dotyczące prawidłowego wskazywania daty wygaśnięcia mandatu. Temat ten od lat budził trudności interpretacyjne i powracał chociażby przy okazji zatwierdzania sprawozdań finansowych. Warto podkreślić, że nowe przepisy będą mieć zastosowanie do mandatów członków organów w spółkach trwających w dacie 13 października br.

Warto zatem mieć na uwadze zmiany, zanim zwołane zostaną zwyczajne zgromadzenia wspólników, odpowiednio walne zgromadzenia akcjonariuszy, podejmujące decyzje w sprawie sprawozdań finansowych za ubiegły rok. Dobrze już teraz zadbać o prawidłowy porządek obrad, aby był on zgodny z obraną przez ustawodawcę regulacją.

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

Thorium Space podpisała list intencyjny o współpracy z Teledyne e2v Semiconductors

Thorium Space, firma z sektora zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej, podpisała list intencyjny definiujący obszary przyszłej współpracy z Teledyne e2v Semiconductors, światowym potentatem w dziedzinie zaawansowanych technologii stosowanych w przemyśle lotniczym, obronnym i satelitarnym. Celem współpracy jest zwiększenie wydajności satelit. Technologia i hardware tworzony przez partnerów jest obecnie na rynku niedostępny. Potencjalnymi jej odbiorcami są m.in. wszyscy operatorzy satelitarni.    

To zdecydowanie największe wydarzenie w naszej historii. Procedowaliśmy je 18 miesięcy, w trakcie których Teledyne badał to co już udało nam się stworzyć. To, że światowy potentat postanowił rozwijać technologie z mało znaną spółką z Polski, pokazuje nad jak bardzo innowacyjnymi produktami pracujemy.- komentuje Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space.

Celem współpracy jest zwiększenie wydajności satelit, m.in. poprzez efektywne rozmieszczenie przepustowości. Wspólne prace, które formalnie rozpoczną się już w czerwcu, dotyczą definicji i rozwoju najnowocześniejszych elementów konstrukcyjnych z wizją usprawnienia efektywnego użytkowania zasobów pojazdów kosmicznych. Ma to na celu doprowadzenie do redukcji kosztów i czasu produkcji, oraz poszerzenia zakresu zastosowania tzw. inteligentnych payloadów telekomunikacyjnych, skutkując niespotykaną nigdy wcześniej elastycznością operacyjną. – W naszym języku oznacza to tzw. pełny DBF na Ka, czyli Digital Beam Forming- tworzenie wiązek nadawczo odbiorczych poprzez bezpośrednią domenę cyfrową, pracującą aż do pełnego pasma Ka (27-31.5 GHz). To game changer na rynku satelitarnym. Dotychczas taka technologia nie była dostępna. Nic więcej w zakresie hardware w tym segmencie rynku satelitarnego nie da się stworzyć. Będzie można tylko zwiększać skalowalność oraz elastyczność działania poprzez dodawanie kolejnych aplikacji będąc już na orbicie, co jest kolejną innowacją. Chcemy by pierwsze rozwiązania trafiły na rynek w 2024 roku. – zapowiada Paweł Rymaszewski. W ramach współpracy Teledyne E2V dostarczy chip zgodnie ze specyfikacja Thorium Space, a polska spółka „obuduje” go własnym hardwarem czego efektem końcowym będzie DBF Ka Payload- pełny cyfrowy payload telekomunikacyjny oparty o technologię DBF wraz ogromną mocą obliczeniową już na pokładzie,- który będzie od razu dostosowany do zastosowań na orbicie Geostacjonarnej GEO, czyli odporny na skrajne warunki oraz promieniowanie kosmiczne poprzez 15 lat ciągłej pracy. W nadchodzących miesiącach partnerzy będą sukcesywnie zawierali umowy dotyczące kolejnych etapów przedsięwzięcia.

Kryptowaluty szukają dna, dolar jeszcze mocniejszy

Amerykańska waluta znów idzie w górę. Tym razem powodem jest wolniej od oczekiwań spadająca inflacja, wywołująca presję na wzrost stóp procentowych. W tle kryptowaluty mocno tracą na wartości.

Inflacja za oceanem

Zgodnie z oczekiwaniami analityków inflacja w USA spowalnia. Problem w tym, że nie spowalnia tak szybko, jak oczekiwali analitycy. Ceny rosną bowiem o 8,3%, a oczekiwano 8,1%. Skąd spadek cen? Pamiętajmy, że podstawowa miara inflacji to ujęcie roczne. Mierzy się zatem zmianę do tego samego miesiąca rok temu. W zeszłym roku w marcu inflacja wynosiła 2,6% a w kwietniu już 4,2%. Widać zatem, że baza, do której odnosi się wynik, była w tym miesiącu znacznie wyższa. Trudniej było zatem uzyskać tak wysoki rezultat. Nie znaczy to jednak, że na podstawie tego rezultatu można oczekiwać spadku tempa wzrostu cen w kolejnych miesiącach. Dane te mają jednak jeden wyraźny efekt. Wyższa od oczekiwań inflacja to większa presja na podwyżki stóp procentowych. W rezultacie inwestorzy chętniej kupują dolara. Amerykańska waluta wreszcie przebiła psychologiczny poziom 1,05 dolara za jedno euro.

Kryptowaluty szukają dna

Na początku tygodnia pisaliśmy o zbliżaniu się bitcoina do ważnych minimów z lipca i czerwca zeszłego roku. Od tego jednak czasu jesteśmy już znacznie niżej. W ciągu dwóch tygodni ze szczytów w okolicach 40 tysięcy dolarów za bitcoina kurs osunął się w krytycznym momencie 35%. Wbrew pozorom głównym problemem kryptowalut jest to, co miało być ich siłą, czyli inflacja. Wzrost cen powoduje, że rosną stopy procentowe, a wielu inwestorów woli te około 3% stopy zwrotu z amerykańskich obligacji niż nieoprocentowane wirtualne pieniądze. Do tego rosnące ceny powodują, że ludzie mają mniej pieniędzy do inwestowania, co powoduje odpływ kapitału z rynku. Nie jest to zresztą problem tylko kryptowalut. Na tradycyjnej giełdzie widzimy podobny proces.

Druga kadencja Adama Glapińskiego

Dzisiaj odbędzie się głosowanie w sprawie wyboru Adama Glapińskiego na drugą kadencję. Jak widać, ignorowany jest zupełnie zapis o maksymalnie dwukrotnym zasiadaniu w zarządzie banku. Z drugiej strony rynki chyba wolą znanego już człowieka niż ryzyko wyciągania kandydata z kapelusza. Obecny prezes ma swoje wady, jak powiedzieliby złośliwi – zdecydowanie zbyt długie, by opisywać je w jednostronicowym artykule. Są one jednak znane analitykom. Z tego też powodu najprawdopodobniej decyzja o reelekcji powinna być w miarę neutralna dla złotego. Nieprzyjęcie kandydata powinno z kolei odbić się negatywnie na złotym, o ile nie będzie od razu znany następca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Kredytobiorcy otrzymają wsparcie od państwa. Propozycje budzą jednak wątpliwości

Przyśpieszenie wzrostu inflacji w Polsce, a także prognoz docelowego poziomu jej samej jak i stóp procentowych NBP, zmobilizowały rząd do działania na rzecz ochrony złotowych kredytobiorców hipotecznych przed niewypłacalnością. Jak wskazują jednak eksperci portalu RynekPierwotny.pl oficjalnie potwierdzony ostatnio pakiet ich wsparcia może niestety budzić obawy o dość ryzykowną perspektywę „wylania dziecka z kąpielą”. 

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami decydentów pomoc dla kredytobiorców borykających się z lawinowo rosnącymi ratami zostanie oparta na trzech głównych filarach: wakacjach kredytowych, solidnie dofinansowanym Funduszu Wsparcia Kredytobiorców oraz na zamianie wskaźnika WIBOR innym, mniej uciążliwym instrumentem.

Wakacje kredytowe to młyn na wodę dla inflacji i kosztów nowych kredytów

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl wakacje kredytowe dadzą spłacającym hipoteki możliwość bezkosztowego przełożenia na przyszłość czterech rat kredytu w roku bieżącym i podobnie w 2023. Spowoduje to przedłużenie trwania umowy kredytowej o liczbę miesięcy bez spłat. Tego typu opcja może wydawać się zdecydowanie atrakcyjna nie tylko dla osób naprawdę będących w potrzebie, ale i dla całej reszty złotowych dłużników hipotecznych.

W sumie jest ich na chwilę obecną około 2,2 mln. Pytanie, jaka część z nich zechce skorzystać z możliwości odroczenia rat. Jedna czwarta, połowa, a może jeszcze więcej?

Każdemu z beneficjentów tego pomysłu pozostanie w kieszeni od kilkunastu do ponad dwudziestu tysięcy zł dla przeciętnej wartości zobowiązania. W sumie do końca 2023 roku uzbiera się poważna kwota liczona w grubych miliardach złotych, która zamiast do banków powędruje, w ogromnej części, na konsumpcję windując inflację, a za nią stopy procentowe.

Poza tym poważny uszczerbek w płynności banków te będą musiały jakoś uzupełnić, co podniesie ich koszt pozyskiwania kapitału, a następnie zapewne cenę nowych kredytów udzielanych nie tylko na mieszkania, o innych kosztach klientów banków nie wspominając.

Fundusz Wsparcia Kredytobiorców z większym potencjałem

Jak przypominają eksperci portalu RynekPierwotny.pl działający już od dłuższego czasu FWK jest dedykowany kredytobiorcom znajdującym się w szczególnie trudnej sytuacji, polegającej na niezawinionej utracie pracy lub na wywindowaniu raty kredytu powyżej połowy dochodów. Teraz Fundusz ma zostać dofinansowany przez banki kwotą 1,4 mld zł, tak aby jego saldo osiągnęło poziom 2 mld zł. W roku bieżącym i tyle samo w roku przyszłym. Będzie to więc kolejny koszt sektora bankowego, który nie pozostanie obojętny dla jego klientów. Szacuje się, że już więcej niż co trzeci hipoteczny kredytobiorca złotowy przeznacza na spłatę raty połowę lub więcej miesięcznego dochodu.

Możliwość dopłat w formie pożyczki na spłatę kredytu hipotecznego będzie dostępna przez 3 lata do wysokości 2 tys. łącznej raty miesięcznie, co daje maksymalnie 24 tys. zł rocznie oraz 72 tys. zł przez 3 lata.  Dodatkowo część tej kwoty (maksymalnie 22 tys. zł) będzie mogła zostać całkowicie umorzona w kolejnych okresach, już po podjęciu spłaty kredytu hipotecznego przez kredytobiorcę.

Co zamiast WIBOR-u?

Trzecim filarem wsparcia kredytobiorców ma być zastąpienie od przyszłego roku stawki WIBOR alternatywnym instrumentem, opartym o oprocentowanie lokat typu overnight. Nie jest to jeszcze przesądzone, ale najbardziej prawdopodobną opcją jest wprowadzenie w miejsce WIBOR-u stawki overnight Polonia.

Sęk w tym, że takie rozwiązanie może być umiarkowanie korzystne dla kredytobiorców tylko do momentu inflacyjnego przesilenia. Potem, gdy inflacja zacznie spadać, a za nią stawki WIBOR, overnight Polonia wyznaczać może wyższe oprocentowanie kredytów mieszkaniowych niż tradycyjne, oparte o WIBOR. Pojawi się więc kolejny problem. Tym bardziej, że już w ostatnich dwóch tygodniach tempo wzrostu stawki Polonia znacznie przekracza zwyżkę WIBOR 3M.

Duże spadki na WIG-Banki

Oczekiwany tylko w roku bieżącym koszt sektora bankowego, jaki będzie on musiał ponieść w wyniku  pakietu ochronnego kredytobiorców hipotecznych, to około 9 mld zł. Jest to jednak wersja oficjalna, prawdopodobnie więc wyraźnie niedoszacowana.

Jest niemal pewne, że banki za wszelką cenę będą chciały sobie te koszty, o ile nie faktyczne straty powetować na wszelkie możliwe sposoby. Kwestią czasu jest więc wzrost marż kredytowych i innych kosztów bankowych.

Tego typu perspektywa wywołała wyprzedaż akcji banków na warszawskiej giełdzie i spadek indeksu WIG-Banki od początku kwietnia br. o, bagatela, 28 proc. W ten sposób doszło do znacznego pogorszenia sentymentu inwestycyjnego całej GPW i mocnego pogłębienia powszechnej wyprzedaży.

Okazuje się więc, że o ile trudno jest na chwilę obecną dokładnie oszacować korzyści beneficjentów rządowej inicjatywy zabezpieczającej kredytobiorców hipotecznych przed niewypłacalnością, to o wiele prościej jest wytypować jej dość liczne już ofiary. To inwestorzy giełdowi, akcjonariusze i klienci banków, przyszli kredytobiorcy nie tylko mieszkaniowi, a także liczni uczestnicy rynku nieruchomości mieszkaniowych, którym dużo trudniej będzie funkcjonować w warunkach osłabienia sektora bankowego. Czas więc pokaże, czy faktycznie ostatnie działania rządu to nie typowe „wylewanie dziecka z kąpielą”.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

EY: Polski biznes wciąż na drodze do zrównoważonego rozwoju

Wyniki badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – wskazują, że w zakresie zrównoważonego rozwoju (ZR) istnieje zauważalna różnica pomiędzy deklaracjami a realnymi działaniami. Pomimo, że 90% przedsiębiorstw twierdzi że ich misja zawiera aspekty związane z ESG, to już tylko 67% realizuje je w codziennej aktywności. Co więcej, jedynie 48% firm przełożyło założenia strategii ZR na poszczególne obszary funkcjonowania biznesu. Jako główne czynniki motywacyjne wymieniane są oczekiwania konsumentów (71%) oraz partnerów handlowych (59%). Równocześnie jedynie 17% ankietowanych przedsiębiorstw publikuje raporty dotyczące ESG. Presja na ten aspekt będzie jednak rosnąć, gdyż już dla 57% organizacji istotne jest czy wybrany przez nich kontrahent spełnia kryteria zrównoważonego rozwoju.

Wyniki badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – wskazują, że największym wyzwaniem dla polskich firm jest przejście z fazy koncepcji do wdrożenia konkretnych rozwiązań z zakresu zrównoważonego rozwoju (ZR). Aż 90% ankietowanych organizacji deklaruje, że ZR jest uwzględniony w misji firmy. Jednocześnie tylko w 67% przedsiębiorstw działania z zakresu ESG są brane od uwagę w codziennej działalności. Przeważnie takie deklaracje są składane przez firmy notowane na giełdzie (84%) oraz zatrudniające ponad 300 osób (77%).

– Polski biznes chce być postrzegany jako zrównoważony. Śledząc dotychczasowe starania firm w naszym kraju, można zaobserwować wiele zielonych deklaracji i dbania o wizerunek, ale niestety mało realnych zmian. Szlaki przecierają lokalne oddziały międzynarodowych organizacji. Rodzime przedsiębiorstwa często potrzebują jeszcze czasu aby z poziomu deklaracji przejść do możliwości zademonstrowania efektów wprowadzonych zmian – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

Motywacja – przede wszystkim presja rynku i regulatorów

Współczesne przedsiębiorstwa, aby zdobywać zaufanie klientów oraz partnerów biznesowych, muszą wychodzić poza ścisłe ramy regulacyjne. Widać to szczególnie w obszarze ochrony środowiska naturalnego, gdzie aż 86% ankietowanych organizacji wskazało że krajowe oraz unijne przepisy prawne są głównym motywatorem do działania. Wymagania wewnętrzne, wynikające ze strategii firmy, uzyskały niemal trzy razy mniej wskazań (31%).

Jednocześnie oczekiwania stawiane obecnie firmom i sposób, w jaki komunikują się z rynkiem diametralnie się zmieniły. Ograniczenie się wyłącznie do zgodności z regulacjami jest już niewystarczające. Szerokie działania podejmowane przez firmy w zakresie zrównoważonego rozwoju są przede wszystkim odpowiedzią na oczekiwania konsumentów (71%) oraz partnerów handlowych (59%). Szczególną korzyścią z włączenia aspektów ESG w strategię biznesową jest możliwość tworzenia nowych, bardziej zrównoważonych produktów i usług, co może odegrać znaczącą rolę w procesie budowania przewagi konkurencyjnej.

Równocześnie, wymieniając czynniki motywujące do wdrażania zmian, jedynie 36% ankietowanych organizacji wskazało na inwestorów, a 22% na instytucje finansowe. Należy spodziewać się, że presja ze strony rynków finansowych również na polskim rynku będzie rosła, gdyż coraz więcej podmiotów wiąże swoje cele ze zrównoważonym rozwojem. W efekcie zdobycie zewnętrznego finansowania, na korzystnych warunkach, bez wdrożenia konkretnych działań z zakresu ESG będzie coraz trudniejsze.

Rys. 1. Najważniejsze motywy zaangażowanie w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju

Najważniejsze motywy zaangażowanie w działania na rzecz zrównoważonego rozwoju

Jednym z efektów rosnącej transparentności może być również coraz dokładniejsza weryfikacja partnerów biznesowych. Globalne korporacje szukają kontrahentów, którzy nie tylko posiadają przejrzystą politykę w zakresie zrównoważonego rozwoju, ale stosują te same kryteria wobec swoich poddostawców. Wyniki badania EY wskazują, że już teraz dla 57% ankietowanych firm w Polsce kryteria ZR odrywają istotną rolę w procesie wyboru partnerów biznesowych.

– Współcześni konsumenci indywidualni i klienci B2B patrzą szeroko. Konieczność zachowania zgodności z procedurami regulacyjnymi jest dla nich więcej niż oczywista. Oni wymagają więcej. Stwarza to dla przedsiębiorstw ogromną szansę na uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Przeprowadzenie transformacji biznesowej zgodnej z ideą zrównoważonego rozwoju umożliwi zbudowanie długoterminowej wartości dla firmy oraz zabezpieczenie jej przyszłych przychodów. Brak działań będzie nieuchronnie zamykał kolejne biznesowe szanse na rozwój – dodaje dr Marcin Witkowski, menedżer EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

ESG oznacza kompleksowość. Wiele firm o tym zapomina.

Osiąganie założeń w zakresie zrównoważonego rozwoju wymaga kompleksowego podejścia we wszystkich obszarach ESG. Skupienie uwagi wyłącznie na aspekcie z zakresu ochrony środowiska naturalnego, nie pozwala jeszcze określać przedsiębiorstwa jako w pełni zrównoważonego. Fakt, że jedynie 48% ankietowanych organizacji potwierdziło, że założenia strategii ZR zostały przełożone na poszczególne obszary funkcjonowania biznesu, może stanowić potwierdzenie częstego braku spójności i konsekwencji w planowanych działaniach.

Wyniki badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony – uwypuklają również znaczącą dysproporcję w podejściu firm do różnych aspektów ESG. Aktualnie 27% przedsiębiorstw nie uwzględniło w swojej strategii na najbliższe 2-3 lata celów z zakresów przeciwdziałania zmianom środowiskowym. To o 14 punktów procentowych mniej niż w przypadku celów finansowych oraz 11 punktów procentowych mniej niż w obszarze ładu korporacyjnego. Wskazuje to, że wiele organizacji ma przed sobą jeszcze daleką drogę do zachowania spójnego podejścia na wszystkich poziomach organizacji. W tym procesie kluczową rolę odgrywa właśnie odpowiednio zaprojektowany ład korporacyjny, który warunkuje efektywne wdrożenie strategii z zakresu zrównoważonego rozwoju. To również element, na który zwracają szczególną uwagę interesariusze z rynków finansowych.

Rys 2. Czy w zapisach strategii w obszarze zrównoważonego rozwoju firmy na najbliższe 2-3 lata znajdują się cele:
Czy w zapisach strategii w obszarze zrównoważonego rozwoju firmy na najbliższe 2-3 lata znajdują się cele

Aktualnie jedynie 17% organizacji przedstawia raporty dot. danych niefinansowych. Ten odsetek rośnie wraz z wielkością przedsiębiorstwa. Raporty z zakresu ESG publikuje 34% ankietowanych przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 300 pracowników oraz 47% osiągających przychody przekraczające 500 milionów złotych.

W najbliższej przyszłości należy spodziewać się zmiany tej sytuacji. Będzie to wynikać między innymi z presji rynku, gdyż aktualny poziom przekazywanych przez przedsiębiorstwa informacji na temat zrównoważonego rozwoju nie zaspokaja potrzeb interesariuszy. Jednocześnie w życie wchodzą unijne zmiany takie jak dyrektywa CSRD, które znacząco rozszerzają zakres organizacji, które będą musiały obligatoryjnie składać raporty.

– Polskie przedsiębiorstwa utożsamiają zrównoważony rozwój z działaniami o charakterze środowiskowym lub prospołecznym. Angażując się w te obszary, niezależnie czy w wyniku zmian prawnych czy presji konsumenckiej, zyskują przeświadczenie, że działają zgodnie z zasadami ESG. Zapominają niestety o aspektach związanych z ładem korporacyjnym.. Konsekwencją może być negatywna weryfikacja przez międzynarodowych partnerów biznesowych prowadzających swoją działalność w oparciu o szersze standardy lub mniej przychylne podejście inwestorów w momencie chęci pozyskania zewnętrznego finansowania. Myśląc o zrównoważonym rozwoju warto temat traktować kompleksowo i spójnie wewnętrznie – podsumowuje Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

O Badaniu
Badanie – Czy polski biznes jest zrównoważony? – zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie EY w lutym 2022 roku na próbie 200 firm działających na rynku ogólnopolskim, zatrudniających minimum 200 pracowników.

Cisco pracuje nad rozwojem autonomicznych samochodów

Prace nad autonomicznymi samochodami mają przyczynić się do ograniczenia liczby wypadków, redukcji emisji spalin i zmniejszenia korków. Popularyzacja tego typu pojazdów wymaga płynnego przejścia od fazy symulacji do testów na drogach, w czym pomaga technologia Internetu rzeczy. Skrócenie cykli inżynieryjnych i szybka analiza dużych zbiorów danych stanowią obecnie największe wyzwania utrudniające upowszechnienie innowacyjnych form lokomocji. Ponadto autonomiczne samochody potrzebują stabilnej sieci, aby komunikować się między sobą oraz infrastrukturą drogową.

Szybsze testy pojazdów autonomicznych

Cisco i General Motors nawiązały współpracę, aby unowocześnić i zautomatyzować proces analizy w czasie rzeczywistym danych pochodzących z czujników IoT zamontowanych w autonomicznych pojazdach, przyspieszając czas wprowadzania ich na rynek. Wykorzystanie architektury sieci bezprzewodowej Cisco podczas prac poprzedzających etap produkcji, umożliwia inżynierom GM aktywne monitorowanie podczas jazd testowych kilkuset źródeł danych jednocześnie. Dzięki temu mogą oni analizować parametry pracy i wydajności pojazdu, a także wprowadzać potrzebne modyfikacje już na etapie testu, co pozwala zaoszczędzić czas.

W przeszłości do analizy w czasie rzeczywistym danych dotyczących pojazdów autonomicznych wykorzystywano technologię LTE, która nie umożliwiała nawiązania stabilnego połączenia podczas testów przy dużych prędkościach. Informacje były zapisywane, a następnie analizowane w innej lokalizacji, co znacznie wydłużało cały proces. Nie mając możliwości wprowadzania zmian na bieżąco, inżynierowie niejednokrotnie musieli powtarzać test.

Od czasu wdrożenia technologii Cisco Ultra-Reliable Wireless Backhaul i wykorzystania jej do łączności z pojazdem, inżynierowie GM przechwytują dane z czujników pojazdu podczas testów wydajności w czasie rzeczywistym i dostosowują parametry pojazdu na torze, usprawniając proces i oszczędzając czas. General Motors jest pierwszą firmą, która wdrożyła tę technologię, co sprawia, że może znacznie skrócić czas testowania autonomicznych aut.

Bezprzewodowa technologia backhaul firmy Cisco łączy niezawodność i szybkość połączeń światłowodowych z elastycznością komunikacji bezprzewodowej. Zapewnia prędkość do 500 Mb/s z bardzo niskimi opóźnieniami, szerokopasmową łączność bezprzewodową z płynnymi przełączeniami i prywatną łączność mobilną dla aplikacji o znaczeniu krytycznym.

Cisco i Verizon niwelują potrzebę inwestycji w kosztowną infrastrukturę przydrożną

Pojazdy autonomiczne mogą być wykorzystywane na etapie ostatniej mili, czyli dostarczania produktu do klienta końcowego. Inny przykład zastosowania stanowią bezzałogowe taksówki, które były testowane na ulicach Las Vegas. Samochody autonomiczne łączą się z innymi pojazdami i elementami infrastruktury przydrożnej dzięki sieci odbiorników radiowych, które przekazują dane w ciągu ułamków sekund. To jednak wymaga dużych inwestycji, odpowiedniej przepustowości i zaawansowanego przetwarzania na krawędzi sieci.

Cisco i Verizon zaprezentowały wersję demo rozwiązania, wykorzystującego wielodostępowe usługi obliczeniowe (MEC), które przyspiesza rozwój autonomicznych pojazdów bez potrzeby inwestycji w kosztowaną infrastrukturę przydrożną zwiększającą sygnał radiowy. Połączenie zalet sieci LTE Verizon, publicznej sieci 5G Edge i AWS Wavelength oraz routerów Cisco Catalyst IR1101 w ramach jednego środowiska sprawia, że udaje się uniknąć opóźnień co jest niezbędne podczas pracy nad aplikacjami wykorzystywanymi w samochodach bezzałogowych.

Autonomiczne pojazdy to tylko element nowoczesnego ekosystemu drogowego. Bezpieczeństwo jazdy zwiększają aplikacje chroniące pieszych czy umożliwiające automatyczną zmianę świateł przez pojazdy uprzywilejowane, takie jak karetki pogotowia. Wszystkie te rozwiązania wymagają niezawodnej i stabilnej sieci.

Zwrot części wkładu wniesionego do spółki osobowej nie jest przychodem z działalności gospodarczej, który podlega PIT – wyrok NSA o sygn. akt II FSK 1693/19

Przedsiębiorcy często decydują się na prowadzenie działalności gospodarczej w ramach spółki. W celu umożliwienia funkcjonowania takiej spółki wnoszą do niej różnego rodzaju wkłady pieniężne oraz niepieniężne. Część osób po rozkręceniu spółki chce wycofać część wniesionego wkładu. Taka sytuacja powinna zostać jednak dokładnie przeanalizowana pod kątem podatkowym, ponieważ może nieść za sobą istotne konsekwencje o czym przekonał się podatnik, którego sprawa skończyła się ostatecznie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym i trwała ponad 4 lata.

Czego dotyczyła sprawa?

Podatnik będący polskim rezydentem posiadał w spółce jawnej 50% praw udziału w zyskach i stratach spółki. Jako aport zostały wniesione do spółki prawa własności gruntu zabudowanego budynkiem piekarni, będącego wcześniej współwłasnością wspólników, oraz inne prawa takie jak użytkowanie wieczyste nieruchomości i drogi wewnętrznej.

Wspólnicy planowali wycofanie ze spółki wkładu w postaci budynku piekarni, poprzez zmniejszenie udziału kapitałowego wspólników w spółce i przeniesienie tego składnika na majątek wspólny. W celu potwierdzenia prawidłowości ujęcia podatkowego takiej transakcji zadali pytanie fiskusowi w ramach wniosku o wydanie interpretacji podatkowej, o to czy obniżenie wkładu do spółki i zwrot piekarni w naturze będzie wiązać się z koniecznością uiszczenia podatku. W ocenie wspólników wypłata przez spółkę na rzecz wspólnika środków pieniężnych lub przekazanie części majątku, tytułem zmniejszenia wkładu, nie spowoduje powstania po stronie tego wspólnika przychodu.

Stanowisko organu podatkowego

Podejście podatnika zostało uznane przez organ podatkowy za nieprawidłowe. W ocenie organu, planowane wycofanie składnika majątkowego ze spółki jawnej, a następnie jego zwrot na cele prywatne wspólników spowoduje powstanie po stronie wnioskodawczyni przychodu podatkowego podlegającego opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Stanie się tak ponieważ udział kapitałowy wnioskodawczyni w spółce, która jest odrębnym od wspólników podmiotem gospodarczym posiadającym własny majątek, ulegnie zmniejszeniu. Majątek spółki zostanie w ten sposób zmniejszony na rzecz przysporzenia przez wnioskodawczynię. Taki przychód należy zakwalifikować do źródła przychodów zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 3 w związku z art. 5b ust. 2 ustawy o PIT tj. pozarolnicza działalność gospodarcza.

Stanowisko sądów administracyjnych

Po stronie podatnika stanęły jednak konsekwentnie sądy administracyjne. Ostatecznie NSA w wyroku z dnia 22 marca 2022 r. w sprawie o sygn. II FSK 1693/19 oddalił skargę kasacyjną przyjmując za prawidłowy wyrok WSA w Lublinie z dnia 8 marca 2019 r. sygn. I SA/Lu 820/18, w którym WSA zaakceptował argumentację podatnika przedstawioną w skardze na interpretację.

NSA wskazał, że ustawa o CIT/PIT nie przewiduje sytuacji, w której częściowe wystąpienie ze spółki wiązałoby się z powstaniem obowiązku podatkowego. W ocenie sądów administracyjnych, gdyby ustawodawca chciał opodatkować tego rodzaju transakcje to znalazłoby to swoje odzwierciedlenie w odpowiednich przepisach ustawy. W przeciwnym razie powstaje tzw. luka ustawowa, którą należy wypełnić poprzez analogię. W takim przypadku przepisem regulującym podobną sytuację jest art. 14 ust. 3 pkt 11 ustawy o PIT, który wskazuje, że do przychodów z działalności gospodarczej nie zalicza się środków pieniężnych otrzymanych przez wspólnika spółki niebędącej osobą prawną z tytułu wystąpienia z takiej spółki, w części odpowiadającej uzyskanej przed wystąpieniem przez wspólnika nadwyżce przychodów nad kosztami ich uzyskania, pomniejszonej o wypłaty dokonane z tytułu udziału w tej spółce i wydatki niestanowiące kosztów uzyskania przychodów.

Wskazany przepis dotyczy likwidacji czy wystąpienia ze spółki wspólnika, jednakże zgodnie ze stanowiskiem NSA, biorąc pod uwagę, że obniżenie wkładu powoduje, że nie będzie on (w części zwróconej) uwzględniany przy obliczaniu udziału kapitałowego wspólnika w razie jego wystąpienia ze spółki bądź likwidacji spółki, należy uznać, że uregulowany w nim stan faktyczny jest pod istotnymi względami podobny do stanu faktycznego przedstawionego w sprawie.

Komentarz do wyroku NSA

Powyższy wyrok NSA jest zgodny z dotychczasową linią orzeczniczą sądów administracyjnych. Podobnie wypowiedział się m.in. Naczelny Sąd Administracyjny w wyrokach z dnia 22 maja 2014 r. sygn. akt II FSK 1471/12, z dnia 30 lipca 2014 r., sygn. akt II FSK 2046/12 oraz z dnia 27 maja 2015 r., sygn. akt II FSK 1212/13. Z orzeczeń NSA wynika, że do sytuacji zwrotu części wkładu zastosowanie, z uwagi na powstałą lukę w prawie, będzie miał przez analogię legis, art. 12 ust. 4 pkt 3a ustawy o PIT. Innymi słowy stanowisko sądów administracyjnych potwierdza, że podatnicy, którzy planują częściowe wycofanie wkładu ze spółki osobowej, nie będą mieli w związku z tym przysporzenia majątkowego, co oznacza, że takie wycofanie części wkładu nie powinno być opodatkowane podatkiem dochodowym.

Autor: Robert Nogacki, twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kolejna fala pandemii spowalnia rozwój gospodarczy Chin

Chiny mogą wykorzystać niestabilną sytuację Rosji spowodowaną wojną w Ukrainie.

Najnowsza edycja raportu CEIC „China Economy in a Snapshot” zawiera dane za 2021 i pierwszy kwartał 2022 roku. Eksperci i analitycy z ISI Emerging Markets Group przedstawiają sytuację makroekonomiczną Chin, a także zwracają uwagę na najważniejsze trendy oraz prognozy. Zebrane informacje pozwalają ocenić bieżący stan chińskiej gospodarki w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej i trwającego konfliktu zbrojnego w Ukrainie.

Chinom trudniej będzie osiągnąć wzrost gospodarczy

Według danych Narodowego Biura Statystycznego, PKB Chin wzrosło o 4,8% w pierwszym kwartale 2022 r. Dla porównania w czwartym kwartale 2021 r. wzrost wyniósł 4%. Plan przedstawiony przez premiera kraju zakłada 5,5% wzrost w 2022 roku, ale w obliczu ograniczeń związanych z pandemią COVID-19, które obowiązują w prawie 45 miastach, odpowiadających za około 40% krajowego PKB, perspektywa ta znacząco się pogorszyła. Podczas tegorocznego Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych w Pekinie, premier Li Keqiang powiedział, że otoczenie staje się coraz bardziej niepewne, dlatego tak ważne jest postawienie na pierwszym miejscu stabilności gospodarczej Chin. Ponadto władze chcą osiągnąć deficyt budżetowy na poziomie około 2,8% PKB (w 2021 r. wyniósł on 3,2%). W poprzednim roku realny wzrost chińskiego PKB wzrósł 8,1%, znacząco przekraczając cel rządu wynoszący ponad 6%. Tak dobry wynik był skutkiem niskiej bazy statystycznej z 2020 roku i silnego eksportu gospodarek dotkniętych koronawirusem. Dlatego cel 5,5%, pomimo że mniejszy, może być znacznie trudniejszy do osiągnięcia.

Gorsze otwarcie 2022 roku

Ogniska koronawirusa w niektórych prowincjach i ważnych miastach, takich jak Szanghaj i Shenzhen, oraz możliwość kolejnych blokad w związku z przyszłymi zachorowaniami, mogą dodatkowo utrudnić ożywienie sprzedaży detalicznej w Chinach. Jej poziom wzrósł o 6,7% rok do roku w pierwszych dwóch miesiącach 2022 (do 7,44 biliona juanów – około 1,17 biliona dolarów), co oznacza spadek z rekordowego poziomu 33,9% odnotowanego w pierwszych trzech miesiącach 2021. W podziale na rodzaje produktów, sprzedaż samochodów, stanowiąca 28% całkowitej sprzedaży detalicznej w pierwszych dwóch miesiącach 2022 roku wzrosła o 6,9%, co oznacza spadek z rekordowego poziomu 82,3% w pierwszych dwóch miesiącach 2021 roku. Sprzedaż detaliczna towarów w Internecie wzrosła o 12,3% w pierwszych dwóch miesiącach 2022. Tempo wzrostu w tym sektorze było szybsze niż dla całej sprzedaży detalicznej. Ta tendencja może nadal się utrzymywać, ponieważ mieszkańcy zamkniętych obszarów robią zakupy online, nie mogąc opuszczać domu.

W kwietniu Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych w Chinach zadeklarowało pomoc firmom technologicznym, motoryzacyjnym i medycznym we wznowieniu działalności w Szanghaju. Dyrektor Huawei Richard Yu powiedział natomiast, że jeżeli miasto nie zniesie ograniczeń związanych z pandemią, to łańcuchy dostaw zostaną przerwane. Zarażenia w Chinach utrzymują się obecnie na poziomie kilkunastu tysięcy na dobę, a większa część mieszkańców wciąż musi przebywać w domach.

Państwo Środka może wykorzystać osłabienie pozycji Rosji

Od 2010 roku Chiny, zaraz po Stanach Zjednoczonych, posiadają drugą co do wielkości gospodarkę światową. Państwo Środka jest potęgą przemysłową i jednym z najzasobniejszych w surowce krajów świata. Pomimo tego, wzrost handlu zagranicznego był wolniejszy w pierwszym kwartale 2022 roku niż w ostatnich trzech miesiącach 2021 r. Eksport wzrósł o 24,1% w styczniu i 6,2% w lutym 2022. Wzrost importu towarów spowolnił do 10,4% w lutym 2022 z 19,8% w styczniu i 19,5% w grudniu 2021. Wartość eksportu wyniosła 217,4 miliardów dolarów w lutym, podczas gdy import wyniósł 186,8 miliardów dolarów.

Stany Zjednoczone są nadal najważniejszym partnerem handlowym Chin. Eksport do USA rósł w ujęciu rocznym, o 16,9% do 51,7 miliardów dolarów w styczniu 2022 roku i o 9,7% do 39,8 miliardów dolarów w lutym tego roku. Kraj Środka eksportuje również wiele dóbr i towarów do Hongkongu (Specjalnego Regionu Administracyjnego) i Japonii. Z kolei najwięcej importu pochodziło z Tajwanu. W lutym 2022, Chiny sprowadziły z tego kraju towary o łącznej wartości 17,1 miliardów dolarów, a w styczniu – 23 miliardów dolarów, co oznacza wzrost o 21,8% w styczniu i 17,1% w lutym.

Mówiąc o chińskich relacjach na rynku zagranicznym, nie należy zapominać o Rosji. Powiązania gospodarcze pomiędzy tymi dwoma krajami są bardzo silne. Państwo Środka jest potęgą przemysłową i jednym z najzasobniejszych w surowce krajów świata, a Rosja największym światowym eksporterem energii. Choć Chiny nadal jednoznacznie nie potępiły rozpoczęcia wojny w Ukrainie i skrytykowały zachodnie sankcje, konsekwentnie realizują swoje cele kosztem Rosji. Władze starają się chronić krajowy biznes i radzą dużym firmom, takim jak Xiaomi, by były ostrożne ze swoimi inwestycjami. Ponadto, Pekin odmówił pomocy wojskowej Moskwie i zablokował Rosji możliwość korzystania ze swoich systemów bankowych. Państwowa Sinopec Group zawiesiła rozmowy o dużej inwestycji petrochemicznej i o sprzedaży gazu w Rosji. Zdaniem ekspertów CEIC, Chiny mogą chcieć wykorzystać straty jakie ponosi Rosja w związku z wojną w Ukrainie i utratę zaufania do rządu w Moskwie. Niewykluczone jest, że wymuszą podpisanie kontraktów dotyczących złóż energetycznych we Wschodniej Syberii. Kraj rządzony przez Władimira Putina może przestać być traktowany jako sojusznik, a stać się w dużym stopniu zależny od Chin.

Źródło: China Economy in a Snapshot – Q2 2022

Polski sektor chemiczny – w poszukiwaniu optymalnego modelu rozwoju

Mimo wielu barier i wyzwań – do listy których dołączył niedawno konflikt na Ukrainie – obecnie polska chemia pozycjonuje się międzynarodowo jako gracz o wysokiej dynamice rozwoju i dużych ambicjach wzmocnienia swojej roli, także w nowo powstających obszarach. Aby zrealizować ten plan, konieczne będą dalsze inwestycje, zwłaszcza w obszarze działań proekologicznych oraz zaawansowania technologicznego, jak też efektywna współpraca z instytucjami państwowymi i naukowymi.  

Przemysł chemiczny to fundament każdej nowoczesnej gospodarki o wyjątkowo rozległej palecie produktów. Praktycznie każdy jej obszar korzysta w jakimś stopniu z produktów chemicznych – co sprawia, że dobrze rozwinięta chemia jest niezwykle ważna dla wzrostu gospodarczego.

W najnowszym raporcie „Polski sektor chemiczny – w poszukiwaniu optymalnego modelu rozwoju”, Krzysztof Mrówczyński i Kamil Zduniuk, analitycy Banku Pekao S.A., sprawdzili więc, co dane mówią o kondycji tej branży w Polsce, jej pozycji międzynarodowej oraz najważniejszych szansach i wyzwaniach.

Rozwój umiarkowany, ale systematyczny

Przemysł chemiczny cechuje się tempem rozwojowym w okolicach 3-4% rocznie, który nie plasuje go wprawdzie pod tym względem w czołówce krajowej gospodarki, ale w długim horyzoncie pozwala na systematyczny progres, a ponadto dobrze pozycjonuje go na tle generalnie dojrzałej i dość już wolno rosnącej chemii w Europie. Wyjątkowo silny wzrost w 2021 roku – efekt popandemicznego odbicia gospodarki, ale też silnego wzrostu cen – pozwolił na osiągnięcie wartości produkcji wyrobów chemicznych w Polsce rzędu ok. 85-90 mld zł.

Polska pozostaje jednak średniej wielkości producentem chemicznym w Unii Europejskiej. Zajmujemy w niej 7. pozycję, a nasz udział można szacować na ok. 3%, wyraźnie poniżej tego co prezentuje cały krajowy przemysł (bliżej 5%). Na wysokich miejscach plasujemy się tylko w niektórych segmentach, np. nawozów czy chemii konsumenckiej, ale w innych nasza pozycja międzynarodowa jest znacznie słabsza. Dotyczy to zwłaszcza takich obszarów jak petrochemikalia, tworzywa sztuczne i wiele kategorii chemikaliów specjalistycznychmówi Krzysztof Mrówczyński, menedżer Zespołu Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A.

Na plus wyróżniają się przy tym wyniki finansowe. Średnia rentowność w ostatniej dekadzie wynosiła blisko 7% (wobec 4-5% przemysłu ogółem). Co więcej, w ostatnim czasie znajdowała się w mocnym trendzie wzrostowym, osiągając w 2021 roku rekordowe 9%. Wysokie zyski i odporność na szoki gospodarcze pozwalają na realizację długoterminowych strategii i inwestycje prorozwojowe.

Przyszłość jest niepewna, ale polskie firmy chemiczne ambitnie stawiają czoła wyzwaniom

W średnim okresie branża stoi przed licznymi wyzwaniami, do których zaliczyć należy m.in. zaostrzającą się politykę klimatyczną, duże potrzeby inwestycyjne, szybko rosnące koszty produkcji czy problemy kadrowe. W ostatnim czasie do tej listy dołączył konflikt na Ukrainie, który może mieć dla chemii długoterminowe konsekwencje.

Chemia jest na tle gospodarki ponadprzeciętnie narażona na konsekwencje tej sytuacji. Sektor, zwłaszcza niektóre segmenty (np. nawozy, farby, chemia konsumencka), zalicza się do gałęzi przetwórstwa o sporej ekspozycji na sprzedaż do Rosji, Ukrainy i Białorusi. Kluczowym kanałem wpływu są jednak kwestie surowców i energii. W przemyśle chemicznym ich dostawy i ceny to sprawy fundamentalne dla funkcjonowania. Tymczasem trendy uległy tutaj nagłej i niekorzystnej zmianie. Trzeba podkreślić, że w ubiegłym roku polska chemia bardzo dobrze radziła sobie z przerzucaniem rosnących kosztów na swoich odbiorców. W tym jednak sytuacja może być trudniejsza o tyle, że ryzyka występują nie tylko po stronie podażowej, lecz również popytowej. To może w niektórych segmentach chemicznych skutkować zwiększoną presją na marżetłumaczy Krzysztof Mrówczyński.

Posiadanie silnego i nowoczesnego przemysłu chemicznego można tymczasem uznać za kwestię strategiczną. Polska posiada zróżnicowaną i uprzemysłowioną gospodarkę, która generuje duże wewnętrzne zapotrzebowanie na szereg produktów chemicznych. Lokalna branża nie jest jednak w stanie w pełni pokryć tych szybko rosnących potrzeb, a wiele wyrobów jest w efekcie w dużej mierze importowanych. W 2021 roku deficyt w handlu międzynarodowym chemikaliami zbliżył się do poziomu 10 mld EUR i pod tym względem zajmujemy w Unii Europejskiej drugie miejsce. Wymagania kapitałowe, słabszy dostęp do surowców, a w przeszłości także bariery know-how i nadmierne rozdrobnienie „wielkiej chemii” sprawiły, że wiele obszarów przez długie lata było znacząco niedoinwestowanych.

To się jednak zmienia. Współczesna polska chemia jest znacznie bardziej skonsolidowana i lepiej dokapitalizowana, co pozwala koncernom na podejmowania ambitnych inwestycji, modernizację infrastruktury (w tym automatyzację), jak również rosnące nakłady na nowoczesne i innowacyjne pomysły. Rozwój jest wielotorowy – od nowych wielomiliardowych instalacji, przez strategie ESG, aż po przyszłościowe obszary, jak technologie wodorowe. Nie można też zapominać o chemii konsumenckiej, w której przewaga kosztów pracy i innowacyjne produkty pozwoliły nam na zdobycie dobrej pozycji międzynarodowejmówi Kamil Zduniuk, ekspert w Zespole Analiz Sektorowych w Banku Pekao S.A.

Należy przy tym mieć na uwadze, że „chemiczną specjalizacją” mogą się jednak pochwalić tylko nieliczne kraje, głównie wysoko rozwinięte – potrzebne są tu trudne do uzyskania przewagi, zwłaszcza dostęp do surowców i/lub unikalne zdolności badawczo-rozwojowe (innowacyjne). Tym bardziej należy docenić ambitne działania krajowego sektora, który pomimo wielu barier i nie tak ewidentnych przewag jak w wielu innych sektorach gospodarki, stara się „gonić” lepiej rozwinięte pod tym względem kraje, a podejmowane kroki stopniowo – w miarę możliwości krajowego sektora – ale systematycznie przybliżają nas do tego celu.

Ciągły rozwój i duże ambicje wyznaczają polskiej chemii nowe cele, a o procesach tych dobrze świadczą między innymi statystyki inwestycji. Połączony przemysł rafineryjno-chemiczny na początku poprzedniej dekady inwestował rocznie średnio ok. 5 mld zł rocznie, ale w ostatnich latach tempo wzrostu dochodziło do prawie 30%, a w 2021 roku wydatki osiągnęły rekordowy poziom ok. 11 mld zł. Równolegle, w tempie ok. 20% rocznie, rosną również nakłady na badania i rozwój. Tematem na przyszłość z pewnością będzie dalszy wzrost tych ostatnich – ich relacja do np. przychodów czy liczby zatrudnionych wciąż wyraźnie odstaje od najwyższych europejskich standardów – jak też poprawa jakości współpracy między przemysłem i nauką, tak aby w pełni wykorzystać krajowy potencjał w zakresie zaawansowanych technologicznie i innowacyjnych rozwiązań. O tym potencjale świadczy chociażby wykwalifikowana kadra i jedno z większych w Europie grono studentów nauk chemicznych.

Drugim kluczowym obszarem inwestycji jest ekologia i szerzej rozwiązania związane z polityką klimatyczną. Strategie wielu firm chemicznych wprost wymieniają obszary ESG jako kluczowe, z roku na rok poprawiają się wskaźniki emisyjności czy energochłonności, a pod względem nakładów na środki trwałe służące ochronie środowiska i gospodarce wodnej chemia, z 25% udziałem, przoduje w polskim przemyśle. Należy też pamiętać, że w szerszym kontekście ekologiczna transformacja to nie tylko wydatki, ale też szansa – gospodarka będzie potrzebować nowoczesnych surowców i materiałów, jak na przykład zielony wodór czy biotworzywa, a chemia będzie ich głównym dostawcą.

W polskich firmach chemicznych z roku na rok rośnie świadomość roli wydatków na nowoczesne instalacje i innowacyjne pomysły oraz „zielone strategie”. W obu tych obszarach widać wyraźny progres, który w ostatnich latach na dodatek mocno przyspieszył. Mimo, że chemia nigdy nie należała do naszych największych specjalizacji, a przed sektorem stoi wiele wyzwań, w przyszłość należy więc patrzeć z optymizmem. Sektor ten będzie kluczowym wsparciem dla transformacji całej polskiej gospodarki w stronę wyższego poziomu zaawansowaniapodsumowuje Kamil Zduniuk.

Zadłużenie rynków wschodzących: Czy przed nami trudne czasy?

Powtórzenie się kryzysów zadłużenia państwowego podobnych do tych z lat 80-ych i 90-ych wydaje się mało prawdopodobne. Jednak kilka (dużych) gospodarek rynków wschodzących (EM) stało się bardzo wrażliwe na zaostrzenie warunków finansowania; są to m.in. gospodarki Europy Wschodzącej (Węgry, Rumunia i Turcja) i Afryki (Egipt, Kenia i Tunezja), a także – choć w mniejszym stopniu – Ameryki Łacińskiej (Argentyna i Chile).

Jeszcze zanim inwazja na Ukrainę zakłóciła funkcjonowanie rynków kapitałowych, rynki wschodzące i gospodarki rozwijające się (EMDE) miały już do czynienia z odwróceniem losu zarówno poprzez kanał bilansu obrotów kapitałowych (zacieśnianie polityki monetarnej USA), jak i bieżących.

Zwiększenie spreadów obligacji – kosztu obsługi zadłużenia

W warunkach bazowych oczekujemy szerokiego, ale ograniczonego zwiększenia spreadów obligacji rynków wschodzących. W przypadku walut lokalnych, rozbieżności pomiędzy krajami są tak samo różnorodne, jak presja inflacyjna. Rentowność w walucie lokalnej pozostanie w 2022 na wysokim poziomie, ze stopniowym odwróceniem w 2023, gdy zaczną słabnąć czynniki negatywne. W przypadku urzeczywistnienia się niekorzystnego scenariusza spodziewamy się, że eskalacja wojny na Ukrainie spowoduje globalną recesję ze znacznie wyższą inflacją. Pogarszające się fundamenty na rynkach wschodzących i ogólny odpływ kapitału doprowadziłyby do znacznego zwiększenia spreadów obligacji w twardej walucie i wzrostu rentowności obligacji w walucie lokalnej.

Decydujące zacieśnianie polityki monetarnej w USA oraz spowolnienie wymiany handlowej

Zacieśnienie warunków finansowych w gospodarkach rozwiniętych i spowolnienie wzrostu handlu spowodowało wystąpienie mniej korzystnych warunków dla rynków wschodzących, które zostały spotęgowane przez wpływ wojny w Ukrainie na ceny towarów. Podczas gdy na bilans obrotów kapitałowych rynków wschodzących często kluczowy wpływ ma polityka monetarna USA, ich bilanse obrotów bieżących są w dużym stopniu uzależnione od popytu z Chin ze względu na fakt, że są zintegrowane z globalnymi łańcuchami dostaw.

Różnice między obligacjami rynków wschodzących w walucie twardej i lokalnej

Chociaż zazwyczaj dominują inwestorzy krajowi, główna podaż obligacji rynków wschodzących odbywa się w walucie lokalnej, w której – zwłaszcza w okresach bonanzy – w mniejszym stopniu uczestniczą międzynarodowi kredytodawcy. Dla inwestora zagranicznego ta klasa aktywów jest zasadniczo bardziej ryzykowna niż obligacje denominowane w twardej walucie, ponieważ oprócz tradycyjnych elementów, takich jak inflacja czy perspektywy wzrostu, należy wziąć pod uwagę zmiany kursu walutowego oraz fakt, że kraj emitenta ponosi odpowiedzialność za walutę i politykę pieniężną. Dla inwestorów krajowych, przeciwnie, ryzyko kursowe ma mniejszą wagę, a lokalne instytucje finansowe mają zazwyczaj rządowe zachęty do generowania popytu na te aktywa. Ponadto, udział zagranicy w zadłużeniu w walucie krajowej jest mieczem obosiecznym, który w okresach kryzysu może poszerzyć i pogłębić początkową ranę, kiedy inwestorzy zmniejszają swoją pozycję i ekspozycję walutową.

Zmiana netto niespłaconego zadłużenia państwowego rynków wschodzących (2009-21) (w mld USD)

Zmiana netto niespłaconego zadłużenia państwowego rynków wschodzących
Źródła: IIF, Dział Analiz Allianz. Uwaga: Ponieważ wartości wyrażone są w dolarach amerykańskich, zmiany netto salda zadłużenia w walucie lokalnej uwzględniają również pogorszenie/zwiększenie kursu walutowego (np. Turcja).

Wstrząs w zakresie warunków wymiany handlowej: wpływ wyższych cen towarów na salda handlowe (% PKB)

Wstrząs w zakresie warunków wymiany handlowej wpływ wyższych cen towarów na salda handlowe
Źródła: UNCTAD, IMF, Dział Analiz Allianz. Uwaga: zakładamy, że ceny w sektorze energetycznym, metalurgicznym i rolno-spożywczym pozostaną na poziomie z końca marca 2022 r. przez resztę roku (co oznacza wzrost o +70%, +50% i +50% w każdym sektorze w porównaniu z 2021 rokiem)

Diagram wrażliwości krajów

Diagram wrażliwości krajów
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: CEE = Europa Środkowo-Wschodnia. Ryzyko związane z płynnością i ryzyko cykliczne to złożone wskaźniki, które podsumowują względną pozycję kraju w zestawie zmiennych: saldo obrotów bieżących, nadchodzące spłaty zadłużenia lub pokrycie importu w odniesieniu do ryzyka płynności oraz zmienność kursu walutowego, inflacja lub wyniki rynkowe w odniesieniu do ryzyka cyklicznego. Wynik bliższy 0 oznacza wyższe ryzyko, więc kraje bardziej zagrożone znajdują się w prawej górnej części wykresu, podczas gdy te bezpieczniejsze w lewej dolnej.

Co trzeci przewoźnik międzynarodowy do końca roku może stracić płynność finansową

Przewoźnicy międzynarodowi uciekają przed problemami. Co trzeci z nich w tym roku może utracić płynność finansową.

Dla polskiej branży transportowej nadchodzą wyjątkowo trudne miesiące. Sektor zmaga się z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności, rekordowymi cenami paliw, a w ostatnim czasie dużym problemem stał się także gwałtowny odpływ pracowników z Ukrainy. W opinii ekspertów PMR Restrukturyzacje tysiące firm, które nie posiadały zaplecza finansowego, jeszcze w tym roku mogą utracić płynność i stanąć na krawędzi bankructwa. Problem może dotyczyć nawet 30 proc. z ponad 36 tysięcy przedsiębiorstw świadczących nad Wisłą usługi międzynarodowego transportu drogowego.

Według Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego aż 110 tysięcy z 350 tysięcy kierowców zawodowych zatrudnionych w Polsce ma ukraińskie obywatelstwo. Według wstępnych szacunków 30 proc. z tej grupy zrezygnowało już z pracy, by walczyć w wojnie z Rosją. Odpływ 30-40 tysięcy kierowców stanowi olbrzymi problem dla wielu polskich przedsiębiorców, a z każdym kolejnym miesiącem firmy w coraz większym stopniu będą odczuwać deficyt rąk do pracy.

Utrata kilkudziesięciu tysięcy pracowników to dla polskich firm pogłębienie problemu, z którym branża zmaga się od wielu lat. Jeszcze przed wybuchem wojny braki kadrowe wśród przewoźników międzynarodowych szacowane były na 60-80 tysięcy pracowników. Z podobnym deficytem zmaga się cała Europa, w tym m.in. Niemcy czy Wielka Brytania.

Brakuje pracowników, których nie sposób zastąpić

Odpływ zawodowych kierowców z rynku jest w zasadzie nie do rozwiązania, ponieważ tak ogromnej grupy nie da się po prostu zastąpić. Bezrobocie w Polsce wciąż utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, a wśród imigrantów, którzy w ostatnich tygodniach przyjechali do Polski ze Wschodu są przede wszystkim kobiety, dzieci i osoby starsze. Z tego grona firmy nie będą rekrutować, a szansa przejęcia pracowników z innych sektorów gospodarki jest znikoma. To trudny, wymagający zawód, do którego trzeba mieć nie tylko predyspozycje, ale również konkretne uprawnieniapodkreśla Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

W najtrudniejszym położeniu znajdują się firmy, które swój biznes opierały na transporcie do krajów Europy Wschodniej. W wyniku sankcji nakładanych na Rosję i Białoruś oraz przerwanego łańcucha dostaw, wiele z nich nie jest dziś w stanie w normalny sposób prowadzić swojej działalności. Część przedsiębiorców rezygnuje z transportu na Wschód także ze względów bezpieczeństwa.

Eksperci PMR Restrukturyzacje podkreślają również, że firmy z branży transportowej – podobnie jak większość przedsiębiorstw działających w polskiej gospodarce – rzadko posiadają duże zapasy gotówki, które pozwoliłyby im przejść suchą stopą przez zbliżający się okres spadku przychodów. – Z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika, że jedną z głównych przyczyn szybkiej utraty płynności finansowej wśród firm, jest brak odpowiednich zasobów gotówkowych. Przedsiębiorcy nie odkładają na „chude lata”, ponieważ często nie mają z czego lub wszystkie zarobione pieniądze od razu inwestują w rozwój firmy. Gdy na horyzoncie pojawi się kryzys, wielu z nich nagle zostaje w sytuacji bez wyjścia, a należy pamiętać, że budżety wielu firm i tak zostały mocno uszczuplone w wyniku trwającej dwa lata pandemii – mówi Małgorzata Anisimowicz i dodaje, że równolegle do spadających przychodów i pojawiającego się deficytu rąk do pracy, nie spadają – a wręcz rosną – koszty kredytów, leasingu czy dzierżawy hal i gruntów. – Tych kosztów nie da się tak po prostu wyeliminować. Banki z czasem zaczną dopominać się swoich należności, a wiele firm nie będzie miało z czego ich spłacać. Mamy tu do czynienia z odroczonym kryzysem, ponieważ branża znajdowała się dotychczas w dobrej sytuacji finansowej, ale nigdy nie zmagała się z tak ogromnym nagromadzeniem przeciwności – mówi ekspert.

Nowe przepisy pognębią budżety przedsiębiorstw

Innym, nie mniej istotnym problemem dla branży, jest wejście w życie kolejnych regulacji Pakietu Mobilności. Zgodnie z jego zapisami od 2 lutego 2022 roku kierowcy realizujący przejazdy na terenie państw Wspólnoty będą musieli otrzymywać wynagrodzenie adekwatne do kraju, w którym wykonują usługę. Zgodnie z rynkowymi szacunkami dla przewoźników może to oznaczać konieczność podniesienia wynagrodzeń nawet do 30 proc., co przy całkowitych kosztach działalności może przełożyć się na wzrosty od 4 do 9 proc. w stosunku do ubiegłego roku.

Gdy do tego dodamy utrzymujące się, bardzo wysokie ceny paliwa, a także rosnące koszty zakupu taboru, przed branżą transportową kształtuje się niezwykle trudny scenariusz. Ciężko dziś przewidzieć, czy w odpowiedzi na bieżące wydarzenia, pojawią się kolejne pakiety pomocowe dla branży, które choć w niewielkim stopniu odciążą firmy w tym wymagającym czasie. Co więcej, jeśli przez najbliższych kilka miesięcy sytuacja nie ulegnie poprawie, polski transport międzynarodowy czeka duże spowolnienie, którego efektem będą masowe restrukturyzacje, upadłości i zwolnienia. Jeszcze w tym roku problemy te mogą dotknąć nawet tysięcy firm – wylicza prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Upadłość to ostateczność, coraz więcej firm ratuje swój biznes

W obliczu kryzysu dla wielu firm z zagrożonych branż, jedyną realną szansą na utrzymanie biznesu jest skorzystanie z narzędzi restrukturyzacyjnych. W konsekwencji wprowadzenia nowych rozwiązań w tym zakresie, w tym m.in. uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego i postępowania o zatwierdzenie układu, coraz więcej firm decyduje się walczyć o swój biznes i rzadziej ogłasza upadłość. Od początku obowiązywania regulacji w zakresie uproszczonej restrukturyzacji liczba firm, które skorzystały z tego narzędzia wzrosła aż czterokrotnie, a na początku grudnia 2021 roku wynosiła aż 1888 podmiotów objętych postepowaniem. – Przełożyło się to w naturalny sposób także na spadek liczby upadłości wśród przedsiębiorstw. Na przestrzeni całego analizowanego okresu ilość tego rodzaju postępowań zmniejszyła się bowiem z 586 do 412 – mówi Małgorzata Anisimowicz.

Ceny znowu mocno poszły w górę. W kwietniu średni wzrost rdr. był na poziomie blisko 22 proc.

Według najnowszego raportu o stanie cen w sklepach, w kwietniu br. codzienne zakupy były droższe o prawie 22% niż w analogicznym okresie ub.r. W tym roku to najwyższy wynik oraz kolejny, który przekroczył poziom inflacji. Znów w relacji rocznej najmocniej podrożały produkty tłuszczowe. Poszły w górę aż o ponad 51%. Mocno też zdrożało mięso, bo o 31%, pieczywo – o 28,1%, a warzywa skoczyły o 22%. Eksperci komentujący te wyniki, uważają, że to nie koniec złych wiadomości. Niedługo w sklepach może być drożej nawet o 30% rdr. Do tego obserwatorzy rynku dodają, że w tym notowaniu nie widać jeszcze skutków wojny w Ukrainie. Z tym będziemy się mierzyć dopiero za kilka miesięcy i niestety będą to bardzo odczuwalne konsekwencje.

Podwyżek ciąg dalszy

Jak wynika z cyklicznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w kwietniu br. w sklepach było drożej średnio o 21,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. W górę poszły wszystkie z dwunastu analizowanych kategorii. Aż w jedenastu przypadkach wzrosty były dwucyfrowe. Do porównania łącznie zestawiono ponad 30 tys. cen detalicznych sieci handlowych działających w 16 województwach. Badaniem objęto wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry.

– To jest dowód na to, że realny wzrost cen i w konsekwencji ich odczuwalność są znacznie wyższe dla konsumentów, niż wskazywałyby na to oficjalne odczyty inflacji. Niestety, z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że to nie koniec podwyżek. W świetle obecnych czynników, szczyt wzrostów cen spodziewany jest na okres wakacyjny, kiedy w sklepach może być drożej rdr. o 25%, a nawet 30% – komentuje dr Tomasz Kopyściański, ekonomista z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Z kolei ekonomista dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX podkreśla, że wynik z kwietniowej analizy jest najwyższy w tym roku. Ponadto po raz kolejny przekracza wskaźnik inflacji. Według wcześniejszych raportów, w marcu br. średni wzrost cen w sklepach wyniósł 15,6% rdr. W lutym był na poziomie 10%, a w styczniu – 17,6% rdr. Jak dodaje dr Kopyściański, to wynik niepokojący, zarówno jeśli chodzi o sam poziom, wskazujący na większą negatywną odczuwalność wzrostu cen dla konsumentów, jak i o dynamikę miesiąc do miesiąca. To drugie wręcz sygnalizuje, że dotychczas podejmowane działania antyinflacyjne nie przynoszą pozytywnych rezultatów – łagodzą tylko nieco skutki, ale żadną miarą nie usuwają przyczyn samej inflacji.

Główne czynniki powodujące wzrost cen to efekt kuli śnieżnej, oczekiwania inflacyjne, ale również brak konkretnego pomysłu rządu na obecny problem. Widzimy spychanie odpowiedzialności na COVID-19, ceny energii, a także politykę Rosji i Putina. W kwietniowym notowaniu inflacji nie ma jeszcze widocznego oddziaływania wojny w Ukrainie. Z tym problemem będziemy się mierzyć za kilka miesięcy i niestety, będą to bardzo odczuwalne konsekwencje – stwierdza dr Anna Semmerling, ekspertka z zakresu finansów i ekonomii Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Czołówka drożyzny

Z zebranych danych wynika, że w kwietniu br. znowu najbardziej podrożały rok do roku produkty tłuszczowe – o 51,4% (w marcu – 53,8%). W obrębie tej kategorii w górę poszły przede wszystkim takie artykuły, jak olej – o 54,9% (w marcu – 68,6%), a także masło – o 51,2% (w marcu – 29,2%).

– Czynniki są odmienne dla poszczególnych produktów, ale skutki podobne. Rynek tłuszczy roślinnych rozsadza kryzys wojenny, uderzający w olej słonecznikowy. Sytuację pogarsza wzrost kosztów paliw, energii oraz pasz. Efekty? Drożyzna na dłużej – analizuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Na drugim miejscu zestawienia przedstawiającego największe podwyżki rdr. znajdują się tzw. inne produkty z wynikiem 38,2% (w marcu – 21,3%). Tu widzimy, że karma dla kotów zdrożała o 49,3% (w poprzednim miesiącu – o 20,3%), a dla psów – o 26% (22,8%). Z kolei pieluchy dla dzieci poszły w górę o 17,1% (poprzednio 17%).

– Karmy dla psów i kotów produkowane są ze składników, które w ostatnim czasie podrożały najbardziej. Są to produkty pochodzenia zwierzęcego, a także tłuszcze. Ponadto produkcja tych wysoce przetworzonych artykułów pochłania znaczną ilość energii, która przecież istotnie podrożała – mówi ekonomista z WSB we Wrocławiu.

Trzecią pozycję w zestawieniu zajmuje mięso ze wzrostem o 31,2% rdr. (w marcu – 22,1%). W obrębie tej kategorii również widzimy, że mięso wołowe podrożało o 27% (w marcu – 30,2%), drobiowe – o 45% (15,2%), a wieprzowe – o 28,7% rdr. (12%).

– W wielu domach codziennie spożywa się mięso oraz produkty mięsne. Do produkcji drobiu potrzebna jest pasza, do której niezbędne są nawozy, a te są skorelowane bezpośrednio z ceną gazu. Jeśli ona jest wysoka, a tak właśnie jest obecnie, to rośnie też cena tego asortymentu, do którego wytwarzania jest używany. Na inflacji również zarabiają sklepy podnoszące marże na produkty. O tym zapominają klienci, obwiniając o wysokie ceny tylko spadek wartości pieniądza – zaznacza dr Semmerling.

Będzie drożej

Na kolejnych miejscach zestawienia przedstawiającego największe podwyżki rok do roku znajdują się takie kategorie jak, pieczywo – 28,1% (w marcu – 4,4%), nabiał – 23% (10%), warzywa – 22% (20,5%), a także używki – 20,7% (11,1%). Natomiast najmniej rdr. zdrożały owoce – 7,8% (w marcu – 12,3%), napoje – 10,9% (7,2%), jak również art. chemii gospodarczej – 11,4% (2,9%).

– Artykuły chemii gospodarczej są produktami, dla których łatwiej jest odnaleźć tańsze substytuty czy zamienniki. To powoduje, że wzrost cen będzie szybko tworzył barierę psychologiczną. Jeśli coś podrożeje, to konsument poszuka takiego samego rodzaju towaru, tylko za mniej pieniędzy. Spodziewamy się wyższych cen owoców sezonowych, takich jak czereśnie czy truskawki. Częściowo będzie to wynikać z rosnących kosztów produkcji, ale również z możliwości przemycenia wyższych marż – opisuje ekspertka z WSB w Gdańsku.

Jak prognozuje dr Łuczak, ceny w sklepach nie spadną szybko. Najgorzej może być w lipcu i w sierpniu, kiedy faktycznie mogą wzrosnąć nawet o 30% rdr. Zdaniem eksperta z Grupy BLIX, jeżeli w tym czasie nie wydarzy się nic negatywnego, to po wakacjach dynamika cen zacznie powracać do stanu sprzed pandemii. Ale na większe wyhamowanie przed końcem 2022 roku, na razie nie ma, co liczyć. Obecnie, aby ceny wyhamowały bądź nawet spadały musi nastąpić recesja. Dr Kopyściański również stwierdza, że niestety, recesja wydaje się być jedynym lekarstwem na wyhamowanie inflacji. Ryzyko stagflacji cały czas jest dostrzegalne, chociaż jak na razie ani w Polsce, ani w innych krajach UE nie pojawiają się jeszcze negatywne sygnały w zakresie wzrostu bezrobocia.

– Na najbliższe tygodnie pytanie nie powinno brzmieć, czy inflacja będzie rosła, tylko czy osłabnie dynamika jej wzrostu. Cały czas rosną ceny energii i paliw. W ciągu kilku dni pokazały się kolejne wzrosty na poziomie 0,20-0,30 gr na litrze benzyny. Z uwagi na sytuację w Ukrainie, w kolejnych miesiącach będą drożeć wszelkie produkty powiązane ze zbożem, np. pieczywo i mięso – przekonuje dr Anna Semmerling.

Według dr. Falińskiego, ceny oczywiście będą rosły, bo cały czas działają ich przyczyny. Im więcej towar jest przetworzony, tym bardziej kumuluje w sobie zwyżki różnych uczestników łańcucha kooperacyjnego i dostaw. Do tego dodajmy fiskalizm i problemy z kosztami pracy, więc na rynku ogólnie nie może być tanio. Zdaniem eksperta, to oznacza nieunikniony spadek konsumpcji, inwestycji, a także recesję o przebiegu stagflacyjnym. Niemniej dr Semmerling uważa, że obecnie trudno jest jednoznacznie twierdzić, czy obserwowane zjawisko doprowadzi do stagflacji lub nawet recesji w najbliższych miesiącach. Ekspertka z WSB w Gdańsku podsumowuje, że to nie jest scenariusz na II kwartał br. W przypadku inflacji i cyklu gospodarczego raczej myślmy o końcówce III, a nawet o IV.

Czy dolar ma jeszcze przestrzeń na dalsze wzrosty?

W Stanach Zjednoczonych społeczeństwo również boryka się z inflacją. Ta pokazała wczoraj mniejsze wartości niż wskazywały prognozy. CPI prawdopodobnie osiągnęła swój szczyt. Główny wskaźnik rok do roku spadł z 8,5 proc. do 8,3 proc. Dynamika wzrostu cen będzie spadać jednak wolniej niż chciałby tego Fed. To wywierać będzie nadal presję na bank centralny. Dolar w pierwszej reakcji umocnił się aby w kolejnych minutach oddać cały wypracowany zyska. Dziś nad ranem ponownie ulega aprecjacji. Główna para walutowa zbliża się do 1,05.

Ceny konsumpcyjne w USA wzrosły w kwietniu o 0,3% w porównaniu z marcem. Z wyłączeniem energii i żywności, tzw. wskaźnik bazowy wyniósł 0,6%. Główny wskaźnik cen konsumpcyjnych w ujęciu rocznym spadł z 8,5% do 8,3% (konsensus: 8,1%). Wskaźnik bazowy spadł z 6,5% do 6,2% (konsensus: 6,0%) rok do roku.

Inflacja w Stanach Zjednoczonych spadła po raz pierwszy od sierpnia 2021 roku. Tak się stało jedynie dlatego, ponieważ ceny rok temu od marca do kwietnia wzrosły mocniej niż to miało miejsce w 2022.

Jeśli wejdziemy w szczegóły widzimy mocny wzrost czynszów oraz podróży lotniczych (+18,6 proc. miesiąc do miesiąca). Również drożało zakwaterowanie w hotelach (+2 proc.) Z kolei samochody używane ponownie potaniały, po tym jak w ubiegłym roku były jednym z głównych czynników napędzających inflację. Przesunięcie popytu z towarów, na które był szczególny popyt w czasie pandemii, w kierunku usług, które korzystają z ponownego otwarcia gospodarki, znajduje zatem wyraźne odzwierciedlenie w cenach.

O ile nie dojdzie do kolejnego szoku cenowego w zakresie energii, stopa inflacji powinna w najbliższych miesiącach dalej maleć. Spadek ten powinien być jednak powolny ze względu na utrzymującą się presję inflacyjną w sektorze usług. Ponadto dynamika cen prawdopodobnie pozostanie wyższa niż przed pandemią. Wpływ na to będzie mieć sytuacja na rynku pracy. Tutaj koszty wynagrodzeń silnie rosną. Co więcej, długoterminowe trendy, takie jak deglobalizacja, koszty polityki klimatycznej i zmiany demograficzne (starzenie się społeczeństwa) w coraz większym stopniu wpływają na wzrost CPI.

Prawdziwą wiadomością płynącą z wczorajszych danych jest to, że wysoka inflacja wydaje się coraz bardziej utrwalać. Wczorajsze publikacje będą nadal wywierać presję na Fed. Wszystko wskazuje więc na to, że dojdzie do kolejnych znaczących podwyżek stóp procentowych. Na kolejnych posiedzeniach powinniśmy oczekiwać ponownych kroków o 50 pb. Do końca roku realne wydaje się osiągnięcie poziomu 3 proc.

Wielkiej zmienności inwestorzy niestety wczoraj nie zobaczyli. Co prawda EUR/USD spadł do 1,05 po czym szybko wrócił w okolice 1,0575, jednak notowania wciąż znajdują się w szerokiej konsolidacji, a żadna z barier (górna oraz dolna nie została wczoraj naruszona. Większego ruchu można by było się spodziewać, gdyby inflacja przebiła również poprzednie wartości a nie jedynie konsensus. Złoto zanurkowało do 1835 USD/oz po czym ponownie wróciło powyżej poziomu 1850 USD/oz. Dzisiejsza sesja powinna pokazać nam jaka jest faktyczna interpretacja rynku i czy dolar ma jeszcze przestrzeń na dalszą aprecjację (czy może jednak powinniśmy oczekiwać korekty wzrostowej na EUR/USD?).

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Czekają nas najdroższe wakacje w historii

Zbliżające się wakacje będą dla większości podróżujących Polaków najdroższe w historii. Dotyczy to zarówno tych, którzy wyjadą na odpoczynek za granicę, jak i tych wypoczywających w Polsce. W turystów uderza słaby złoty i globalna inflacja. Nawet pozostanie w domu nie gwarantuje ucieczki od drożyzny, bo to Polska jest jednym z krajów, gdzie ceny rosną najmocniej.

Pierwszym elementem jaki wpływa na tegoroczną wakacyjną drożyznę jest słaby złoty. Ceny zagranicznych wakacji Polaków, są bowiem ściśle związane z kursem złotego wobec obcych walut. Im złoty słabszy, tym zagraniczne wyjazdy staja się droższe. Zdecydowana większość wyjazdów z Polski obywa się do krajów, gdzie obowiązuje euro lub też jest wykorzystywane jako waluta rozliczeniowa w branży turystycznej. Obecnie za 1 euro płacimy 4,67 zł, a to oznacza, że za wypoczynek o wartości 1000 euro zapłacimy 4670 zł. Rok temu i dwa lata temu byłoby to 4560 zł, jednak wtedy możliwości podróżowania były znacznie ograniczone. W roku 2019, czyli w ostatnim roku przed pandemią, kosztowałoby to nas 4300 zł. Tylko z powodu słabszego złotego wakacje mogą być obecnie droższe o 9 proc. niż w 2019 roku.

Data Kurs euro
11.05.2022 4,67 zł
11.05.2021 4,56 zł
11.05.2020 4,56 zł
10.05.2019 4,30 zł
10.05.2018 4,25 zł
11.05.2017 4,21 zł

Źródło: eToro

W ostatnim czasie złoty jest nie tylko słaby, ale jego kurs charakteryzuje się wysoką zmiennością. Oznacza to, że kurs naszej waluty podlega większym wahaniom niż zwykle. Odpowiada za to przede wszystkim napięcie międzynarodowe związane z wojną na Ukrainie, ale także obawy dotyczące przyszłości polskiej i światowej gospodarki. Zwiększona zmienność oznacza, że prowadzący turystyczny biznes ponoszą wyższe ryzyko nagłej zmiany kursu. Przed tym ryzykiem firmy się zabezpieczają, jednak generuje to dodatkowe koszty. A te koszty są przerzucane na klienta i z tego powodu wycieczki stają się jeszcze droższe.

Drugim elementem wpływającym na koszt rosnący koszt naszych wakacji, są rosnące ceny produktów i usług. Ceny te rosną zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zatem bez względu na to, gdzie chcemy się wybrać na wakacje zapłacimy więcej.

Kraj Udział w zorganizowanych podróżach Polaków w 2021 Inflacja roczna*
Turcja 26,1% 61,10%
Grecja 25,0% 9,40%
Bułgaria 9,4% 10,50%
Egipt 8,9% 13,10%
Hiszpania 7,7% 8,30%
Polska 3,3% 12,30%
Tunezja 2,8% 7,50%
Albania 2,4% 6,20%
Chorwacja 2,1% 7,30%

Źródło: Polska Izba Turystyki, Eurostat, GUS, CAPMAS, INS, INSTAT

* W przypadku Polski dane GUS za 04/2022, dla Egiptu, Tunezji i Albanii dane lokalnych urzędów statystycznych za 04/2022, w przypadku pozostałych krajów dane Eurostat HICP za 03 lub 04/2022

Kolejnym elementem podnoszącym ceny wypoczynku jest inflacja. W ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny w Polsce wzrosły średnio o 12,3 proc.. Z najważniejszych krajów, do których na wakacje jeżdżą Polacy, wyższą inflację na tylko Turcja (aż 61,1 proc. r/r) oraz Egipt (13,1 proc. r/r). W pozostałych krajach inflacja jest niższa niż w Polsce, ale wszędzie przekracza 7 proc. To oznacza, że jadąc do tych krajów za towary i usługi zapłacimy od kilku do kilkunastu procent więcej niż w 2019 roku.  W przypadku Turcji znaczny wzrost cen jest rekompensowany częściowo przez osłabienie lokalnej waluty, jednak także tutaj turyści odczuwają wzrost cen.

Za istotną część wzrostu inflacji w poszczególnych krajach odpowiada globalny wzrost cen ropy naftowej, który przekłada się na rosnące ceny paliw. Drogie paliwo to także droższe wycieczki samochodowe i autokarowe oraz przeloty samolotem. Droższe będzie także paliwo do wypożyczanych samochodów. Ceny wypożyczeni także mogą rosnąć za sprawą rosnących cen samochodów na świecie i ich ograniczonej dostępności.

Te elementy powodują, że nadchodzące wakacje będą dla większości z nas najdroższe w historii. A jeśli ktoś myśli, że zostając w domu ucieknie od rosnących cen, to jest w błędzie, bo właśnie Polska jest jednym z krajów o najwyższej inflacji.

Gdy mocno rosną wszystkie ceny, łatwiej podnosi się je również firmom turystycznym. Wydaje się zatem, że te mogą one w najbliższym czasie osiągnąć rekordowe marże i zyski.

Kursy i dane aktualne na dzień 11.05.2022 g. 18:00 CET

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Grupa Kapitałowa TednerHut chce przejść na główny parkiet GPW

Notowana na NewConnect Grupa Kapitałowa TednerHut, tuż przed majówką wystąpiła do Komisji Nadzoru Finansowego z wnioskiem o zatwierdzenie prospektu, w związku z planami spółki dotyczącymi przejścia na Główny Parkiet Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Spółka nie planuje emisji akcji.  

Grupa TenderHut intensywnie się rozwija. W marcu zaraportowała przychód skonsolidowany na poziomie 61 mln złotych za 2021 rok, co stanowi wzrost o 30% w stosunku do roku poprzedniego. Spółka oszacowała również wyniki za pierwszy kwartał 2022 roku, wykazując skonsolidowany przychód na poziomie 17,9 mln zł, co stanowi wzrost o 26 % w porównaniu z pierwszym kwartałem roku 2020. Pod koniec ubiegłego roku w drodze emisji akcji TenderHut pozyskał z rynku kapitał w kwocie 6,7 mln zł, który przeznacza na akwizycje. W ostatnim czasie do grupy dołączyły cztery kolejne podmioty w tym: KISS digital, KISS comunication, Brainhint oraz IntelliLex.

– Wejściu na główny parkiet warszawskiej giełdy nie będzie towarzyszyła dodatkowa emisja akcji. Kapitał, który pozyskaliśmy podczas ostatniej emisji jest odpowiedni do realizacji naszych celów biznesowych, w tym realizacji strategii M&A. Wiosną tego roku dołączyły do nas cztery spółki, i myślę, że do końca roku na pokładzie TenderHut znajdą się kolejne, zwiększając nasz globalny potencjał – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy TednerHut.

Kapitalizacja na dzień złożenia prospektu (29.04.2022 r.) wyniosła ponad 126 mln PLN przy kursie akcji na poziomie 63 zł. Kapitał spółki dzieli się na 2 0005 403 zarejestrowane akcje. Prospekt został przygotowany w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym 1.010.509 akcji zwykłych na okaziciela serii B1, 3.342 akcje zwykłe na okaziciela serii C1, 47.526 akcji zwykłych imiennych serii C2, 134.026 akcji zwykłych na okaziciela serii D1, 60.000 akcji zwykłych na okaziciela serii E1. Akcje dopuszczane, z wyłączeniem akcji zwykłych imiennych serii C2 oraz akcji zwykłych na okaziciela serii E1 są notowane na rynku NewConnect. Akcje zwykłe imienne serii C2 zostaną zamienione na akcje zwykłe na okaziciela.

TenderHut działa w szeroko rozumianym sektorze IT. Po ostatnich akwizycjach i wprowadzeniu zmian organizacyjnych w Grupie TenderHut wyróżnione zostało 5 segmentów: Software Development & Cybersec (SoftwareHut, Evertop, Brainhint, Kiss digital, ProtectHut), Digital Design & Marketing (ExtraHut, Kiss communications pod marką Human.pl), Lab Systems (Solution4Labs, Holo4Labs, a także Holo4Med w części wdrożeń LIS w szpitalnych laboratoriach), w segmencie Venture Building Grupa rozwija startupy. Najbardziej dojrzałe z nich to Zonifero (PropTech/WorkTech), Holo4Med (MedTech), Grow Uperion (EduTech i Gamifikacja) i StockAmbit (platforma crowdfundingowa). Ostatni segment to Usługi Holdingowe, w ramach których działają spółki TenderHut i LegalHut (doradztwo prawne).

Najem instytucjonalny w Polsce – wyniki pierwszego badania opinii na temat sektora PRS

Na ile najem instytucjonalny jest w Polsce znany i rozpoznawalny? Jakie są największe atuty korzystania z tego typu mieszkań, a co najemcy instytucjonalni woleliby zmienić? Na zlecenie Polskiego Związku Firm Deweloperskich firma analityczno-badawcza Zymetria zbadała rynek wynajmu w Polsce. Badanie zostało zrealizowane w warunkach zwiększonych potrzeb mieszkaniowych – już po wybuchu wojny w Ukrainie. Zerknijmy zatem z lotu ptaka na polską rzeczywistość mieszkaniową, najemców i ich tajemnice.

Wiele ostatnio mówi się o problemach rynku mieszkaniowym. Coraz częściej w kontekście braku mieszkań dostępnych na wynajem, co dotyczy szczególnie większych miast. Na zwiększony popyt na wynajmowane mieszkania z pewnością wpłynęły nagłe potrzeby mieszkaniowe milionów ludzi, którzy musieli uciekać z Ukrainy z powodu wojny. Nie bez znaczenia jest również wzrost kosztów kredytów, który osoby wahające się między kupnem a wynajmowaniem zniechęca do wyboru tego pierwszego.

Wachlarz możliwości

Osoby pragnące usamodzielnić się lub zamieszkać w innym mieście zasadniczo mają do wyboru kupno swojego „M” lub wynajem. Wynajmować można prywatnie lub skorzystać z najmu instytucjonalnego, tzw. PRS (ang. Private Rented Sector). Z badania przeprowadzonego przez Zymetrię wynika, że ta forma wynajmu jest dobrze znana zaledwie 15% respondentów, a 25% nawet o niej nie słyszało. Oznacza to bardzo małą świadomość PRS w społeczeństwie. Warto zatem przybliżyć ten temat.

Najem instytucjonalny jest jedną z możliwości wynajmu i oznacza tylko tyle (i jednocześnie aż tyle), że właścicielem mieszkania, a właściwie całego budynku, jest wyspecjalizowana firma. W zależności od chęci najemcy mieszkania są urządzone pod klucz lub jest w nich pozostawione miejsce na meble najemców. Często dodatkowymi atutami są wspólne przestrzenie użytkowe (kawiarnie, siłownie) czy obsługa recepcyjna. Wiele formalności można załatwić online, w tym poprosić o pomoc w przypadku usterek ze sprzętami RTV/AGD. Wyniki najnowszego badania wskazują, jak osoby korzystające z tej formy faktycznie oceniają tę opcję.

Powody wynajmu i stopień zadowolenia

Uwagę zwraca fakt, że niemal wszyscy są zadowoleni – aż 97% najemców instytucjonalnych bardzo dobrze lub dobrze ocenia świadczone usługi. Warto zauważyć, że odsetek zadowolenia w gronie najemców prywatnych jest nieco niższy – bo 88%, ale zasadniczo nadal oznacza wysoki poziom satysfakcji. Osoby, które zdecydowały się na wynajem instytucjonalny, a nie prywatny, szczególnie doceniają jasne zasady wynajmu, gdzie prawa i obowiązki każdej strony są jasno sprecyzowane. Na to zwróciła uwagę niemal połowa respondentów (48% korzystających z PRS). 39% zdecydowały się na taką formę wynajmu ze względu na atrakcyjną okolicę oraz wysoki standard mieszkania lub bloku, na co wskazał niemal co trzeci badany – 31%.

Zalety i… wady

Analiza raportu wskazuje, że osoby korzystające z PRS przede wszystkim cenią komfort codziennego funkcjonowania oraz istotną i odczuwalną każdego dnia wygodę. Jako zalety mieszkań PRS wskazano możliwość mieszkania w wygodnej do codziennego życia lokalizacji (na co zwróciło uwagę aż 44% respondentów) i łatwość zamiany jednego mieszkania na drugie (na co wskazało 32%), co jest szczególnie istotne dla osób ceniących elastyczność pozwalającą na zmianę mieszkania w zależności od aktualnych warunków i potrzeb. A wynajem instytucjonalny taką elastyczność zapewnia. Jako wady określono cenę, która dla 25% badanych wydaje się nieadekwatna, oraz obowiązek zapłaty kaucji, z czym wiąże się ryzyko jej utraty, na co zwróciło uwagę 23% respondentów z PRS. Dla porównania wśród osób wynajmujących mieszkania prywatnie to 32%, a kwestię ceny jako nieadekwatną ocenia 30%. Trzeba przyznać, że statystycznie obawy są większe po stronie najemców prywatnych.

Generalnie najemcy instytucjonalni postrzegają tę formę najmu jako gwarantującą większe bezpieczeństwo niż wynajem prywatny, chwalą łatwość systemu formalnego oraz doceniają możliwość bezproblemowego wprowadzenia się z dziećmi. Zważywszy na bieg wydarzeń ostatnich tygodni, zawirowania w budownictwie, kredytach, dostępnych mieszkaniach, warto obserwować rynek – z pewnością będzie się zmieniał.

***

O badaniu

W przeprowadzonym w marcu 2022 przez firmę analityczno-badawczą Zymetria na zlecenie Polskiego Związku Firm Deweloperskich badaniu „Rynek wynajmu w Polsce 2022” wzięło udział 910 respondentów – osoby w wieku od 18 do 50 lat mieszkające w dużych miastach (powyżej 100 tys. mieszkańców). Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI oraz wywiadami Face to Face.

Crowdfunding w branży nieruchomości

Crowdfunding, czyli finansowanie społeczne w ostatnich latach zyskuje na ogromnej popularności. Duże zainteresowanie zdobywa szczególnie na rynku nieruchomościowym.

Głównym atutem crowdfundingu nieruchomościowego jest przede wszystkim niższy próg wejścia na rynek. Normalnie, decydując się na prywatną inwestycję w nieruchomości należy liczyć się z koniecznością posiadania dużego kapitału. Z kolei crowdfunding pozwala znacznie zmniejszyć tę barierę finansową poprzez wspólne inwestowanie w nieruchomości.

– Crowdfunding pozwala samodzielnie inwestować w mniejsze projekty, takie jak zakup mieszkania na wynajem czy tzw. flipa. Jeśli indywidualny inwestor marzy o wejściu w większe projekty, może to zrobić wraz z innymi inwestorami. Na tym polega właśnie crowdfunding nieruchomości – tłumaczą eksperci portalu GetHome.

Inwestowanie w nieruchomości uchodzi powszechnie za jedną z najbezpieczniejszych form inwestowania kapitału finansowego. Wynika to przede wszystkim ze stabilności cen nieruchomości na rynku, które nie tylko nie spadają, ale wręcz rosną na przestrzeni lat. Szczególnie, jeśli dotyczy to lokali o dogodnym położeniu i doskonałych uwarunkowaniach. Jednak takie nieruchomości dużo kosztują, a ich kwoty są dla wielu po prostu nieosiągalne, nawet, gdy decydujemy się na wzięcie kredytu. Z pomocą pojawia się właśnie finansowanie społeczne, które nie tylko ułatwia inwestowanie w zakresie finansowym, ale również jest doskonałą opcją dla osób, którym brakuje odwagi lub nie mają doświadczenia w takich przedsięwzięciach.

– Wspólne działanie w ramach crowdfundingu pozwala na pozyskanie środków na realizację dowolnego celu, czyli na przykład zakupu lokalu komercyjnego. Crowdfunding związany z nieruchomościami, w ostatnim czasie jest najszybciej rozwijającym się segmentem grupowego inwestowania – zwracają uwagę eksperci portalu.

Koncepcja crowdfundingu

Crowdfunding nieruchomości najlepiej tłumaczą naukowcy Denis Schweizer i Tingyu Zhou, którzy zwracają uwagę, na to, że jest to forma finansowania, w której deweloper inicjujący projekt na rynku nieruchomości za pośrednictwem wyspecjalizowanej platformy internetowej przedstawia ofertę sprzedaży instrumentów udziałowych lub dłużnych w przedsiębiorstwie lub projekcie, w celu przyciągnięcia i zachęcenia dużej grupy inwestorów.

Cele inwestycji są dowolne. Zainteresowani mogą inwestować swoje środki zarówno w celu zakupu, jak i w celu wybudowania czy chociażby wyremontowania danej nieruchomości. Po zrealizowaniu założonego celu biznesowego, którym może być na przykład mieszkanie na sprzedaż lub wynajem, zyski są dzielone pomiędzy inwestorów, którzy zaangażowali się w dany projekt. Takim zyskiem może być czynsz z najmu lub dochód ze sprzedaży, a nawet dywidenda czy kupon od pożyczki.

Największym atutem crowdfundingu nieruchomościowego jest wspomniany już wcześniej mniejszy próg wejścia. To właśnie taka forma inwestycji nie wymaga od nas wysokich zapasów kapitału, a mimo wszystko pozwala zaangażować się w większy projekt wymagający większych nakładów. Do innych atutów takiej formy inwestycji zalicza się również fakt, że inwestorzy wcale nie muszą się ograniczać do jednego rodzaju inwestycji, dzięki czemu mają możliwość dywersyfikacji swojego portfela.

W ten sposób doprowadzają do znacznego ograniczenia ryzyka nieudanej inwestycji i odnotowania całkowitej straty. Warto podkreślić także fakt, że przedmiotem takich inwestycji mogą być różne rodzaje nieruchomości: nieruchomości komercyjne, nieruchomości mieszkaniowe, ale też nieruchomości gruntowe czy nieruchomości stricte do remontu. Ponadto, platformy crowdfundingowe pozwalają na inwestowanie bez konieczności wychodzenia z domu, czyli łatwo, szybko i bezpiecznie. To ogromna zaleta, szczególnie, jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że normalne inwestycje wymagają nie tylko dużego wkładu finansowego, ale również czasowego.

Crowdfunding a deweloperzy

Crowdfunding nieruchomościowy to z perspektywy dewelopera kolejna po emisji obligacji i kredycie forma pozyskiwania kapitału. To właśnie finansowanie społeczne umożliwia deweloperom bardzo szybkie pozyskanie potrzebnego kapitału do przeprowadzenia szczególnie wymagających inwestycji. Co więcej, crowdfunding nieruchomościowy to dla deweloperów znacznie mniej kosztowny sposób pozyskania funduszy niż na przykład emisja obligacji czy akcji

Warto również podkreślić, że inwestowanie społecznościowe na rynku nieruchomości przyjmuje różne formy, są nimi między innymi:

  • crowdfunding pożyczkowy – forma inwestycji, gdzie inwestor udziela pożyczki deweloperowi na realizację konkretnego, jasno określonego celu.
  • crowdfunding udziałowy – forma inwestycji, w której inwestorzy w zamian za przekazany kapitał nabywają prawa udziałowe w spółce dewelopera.

Platformy crowdfundingu – wszystko w jednym miejscu

Platformy do crowdfundingu to prawdziwe źródło wiedzy o wszelkich planowanych inwestycjach. Są one budowane z myślą o łatwym i przejrzystym użytkowaniu, które mają za zadanie pozwolić na pewne i świadome podejmowanie decyzji w zakresie inwestycji. Osoby wybierają na takiej stronie konkretny projekt, w który chcą zainwestować, a w przyszłości czerpać ustalone korzyści. Przy każdej widocznej ofercie na platformie opisany jest szczegółowy model współpracy biznesowej, który jasno określa takie aspekty, jak: poziom bezpieczeństwa inwestycji, prognozowana stopa zwrotu czy wysokość wymaganego wkładu finansowego.

Co więcej, dostępna jest również gotowa umowa inwestycyjna, która formułuje między innymi przedmiot budowy oraz określa zasady wygenerowania, a także podziału zysku po sprzedaży nieruchomości. To inwestorzy po zapoznaniu się ze wszelkimi informacjami, a także dzięki możliwości porównania ofert w jednym miejscu, sami zadecydują z jakim kapitałem chcą przystąpić do projektu.

Finansowanie społeczne w świetle prawa

Rosnąca popularność tego typu inwestycji wpływa również na duże zainteresowanie crowdfundingiem z perspektywy legislacyjnej. Już od ponad 3 lat trwają zaawansowane prace nad przyjęciem jednolitych ram prawnych dla crowdfundingu na terenie całej Unii Europejskiej. Ich rezultatem jest między innymi specjalny dokument, który został przyjęty 5.10.2020 r. Mowa dokładnie o tekście dotyczącym Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie europejskich dostawców usług finansowania społecznościowego dla przedsięwzięć gospodarczych (znany również jako Rozporządzenie ECSP).

To bardzo istotny dokument w zakresie prawa crowdfundingowego, który jasno określa i ujednolica zasady finansowania społecznościowego w modelu inwestycyjnym. Polskie Ministerstwo również pracuje nad projektem ustawy, która będzie wdrażać w życie te rozporządzenie. Celem tego rozporządzenia jest przede wszystkim ochrona inwestorów, którzy angażują swój kapitał w projekty inwestycyjne za pośrednictwem finansowania społecznego.

Crowdfunding rośnie jak na drożdżach

Pierwsza platforma crowdfundingu została uruchomiona w 2010 roku, a zaledwie 5 lat później na świecie działało już ponad 200 takich serwisów. Według informacji z portalu crowdrealestate.pl – szacuje się, że obecnie na całym świecie funkcjonuje już 800 tego typu podmiotów – co stanowi bardzo dynamiczny wzrost.

Crowdfunding na świecie

Platformy crowdfundingowe są najpopularniejsze na świecie w Stanach Zjednoczonych. Według różnych danych, szacuje się, że niemal 70% ogólnego kapitału crowdfundingu nieruchomości na świecie pozyskuje się właśnie, dzięki platformom z USA. Taka forma inwestycji jest również bardzo popularna w Wielkiej Brytanii, Australii, a nawet w Chinach. W Europie, w tym w szczególnie w Polsce platformy crowdfundingu powoli się rozwijają, dzięki czemu drzemie w nich jeszcze niewykorzystany potencjał. Prognozuje się, że ten innowacyjny sektor finansowania inwestycji będzie miał trend wzrostowy na całym świecie, dlatego warto obserwować ten rynek.

Rekordy na katowickim rynku biurowym

Katowice należą do rynków biurowych o mniejszej skali niż wiodące ośrodki biznesowe, jednak ostatnie lata przyniosły miastu dynamiczny rozwój. Miniony kwartał przyniósł rekordowo wysoką nową podaż i relatywnie wysoki popyt, co wpłynęło na wzrost wskaźnika pustostanów do najwyższego poziomu w historii tego rynku.

Na koniec marca zasoby biurowe w Katowicach wyniosły 715 000 m kw. i jeszcze na koniec poprzedniego kwartału wyprzedzały pod tym kątem jedynie Łódź. Oddana do użytku nowa podaż około 116 000 m kw. spowodowała przesunięcie się Katowic o jedną pozycję, wyprzedzając tym samym rynek poznański.

„Aktywność organów odpowiedzialnych za promocję miasta i realizowane inicjatywy zostały dostrzeżone przez inwestorów. Ciekawe projekty biurowe, które wyróżniają się na tle innych miast, przyciągają najemców, którzy doceniają potencjał miasta i mniejsze nasycenie w porównaniu do pozostałych ośrodków regionalnych. Od stycznia do marca 2022 roku do użytku oddano około 116 000 m kw., co w porównaniu z średnioroczną podażą z ostatnich pięciu lat, wynoszącą ponad 30 000 m kw., jest rekordową wartością, do tej pory nienotowaną na tym rynku,” – komentuje Marta Bretner-Nogacka, Negocjator w Knight Frank.

Zapewnienie tak wysokiego wolnemu podaży było możliwe dzięki dużym projektom, takim jak: .KTW II (39 900 m kw., TDJ Estate), Global Office Park A1 i A2 o łącznej powierzchni ponad 55 000 m kw. (Cavatina), DL Tower (11 870 m kw., DL Invest) oraz Carbon Office (8 450 m kw., Opal).

Rekordowy pod tym kątem pierwszy kwartał nie będzie w bliskiej przyszłości zagrożony. W budowie znajduje się wciąż ponad 70 000 m kw., z czego ponad 20 000 m kw. ma zostać ukończone jeszcze w 2022 roku. Największym projektem pozostającym w budowie jest budynek Craft (26 700 m kw., Ghelamco).

Przedmiotem najmu w I kwartale było ponad 29 000 m kw. powierzchni biurowej, co stanowiło wzrost wolumenu transakcji o blisko 150%  względem IV kw. 2021 roku. Wyróżniającą się pod kątem metrażu transakcją była umowa na ponad 12 000 m kw., która została podpisana w budynku .KTW II.  Największy udział w strukturze transakcji stanowiły nowe umowy – blisko 92%, zaś renegocjacje odpowiadały za pozostałe 8% wolumenu.

„Mimo wysokiego popytu odnotowanego w I kw. 2022 roku, wskaźnik pustostanów na koniec marca 2022 roku wzrósł do rekordowego poziomu 19,8% i był wyższy o 9,3 pp. względem ubiegłego kwartału oraz 10,3 pp. porównując z analogicznym okresem 2021 roku. Jest to najwyższy wynik wśród największych miast regionalnych w Polsce. Co więcej, tak wysokiego współczynnika pustostanów nie odnotowano na żadnym rynku regionalnym w ostatnich kilkunastu latach,” – dodaje Katarzyna Bojar, Młodszy Konsultant w dziale Badań Rynku Knight Frank.

Porównując średnie czynsze wywoławcze na rynkach regionalnych, Katowice mogą pochwalić się jednymi z najniższych, a stawki wahają się od 8,00 EUR do 14,50 EUR za m kw./ miesięcznie. Podobnie jak w innych miastach, w przyszłości najemcy mogą wywierać presję na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt, chociaż z drugiej strony, rosnące koszty budowy i utrzymania, mogą wpłynąć na trudności w negocjacjach.

PGE opublikowała szacunkowe wyniki finansowe i operacyjne za I kwartał 2022

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała szacunkowe wyniki finansowe i operacyjne za I kwartał 2022 roku. Powtarzalny zysk EBITDA wyniósł 2,6 mld złotych, czyli o 18 proc. więcej niż w I kwartale 2021 roku. Rekordowe wyniki osiągnęły segmenty Dystrybucji i Energetyki Odnawialnej.

W I kwartale 2022 r. szczególne znaczenie mają rekordowe wyniki segmentów dystrybucji i energetyki odnawialnej. Dystrybucja wypracowała wynik EBITDA na poziomie blisko 800 mln zł, a energetyka odnawialna na poziomie ok. 500 mln zł. Działalność tych segmentów będzie podstawą funkcjonowania Grupy PGE po wydzieleniu aktywów węglowych. Na te obszary będziemy również przeznaczać w kolejnych latach większość nakładów inwestycyjnych. Przykładamy do nich szczególną wagę, ponieważ oprócz oczekiwanej odpowiedniej stopy zwrotu, inwestycje te będą także wspierały transformację energetyczną Grupy PGE i całej branży energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

­­­Dzięki wysokim wolumenom produkcji energii elektrycznej na węglu brunatnym efekt wzrostu ceny uprawnień CO2 miał ograniczony wpływ na wynik EBITDA segmentu Energetyki Konwencjonalnej w I kwartale br. Segment odnotował EBITDA na poziomie 0,4 mld, czyli o 14 proc. mniej w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku.

Wzrost wolumenów dystrybuowanej energii elektrycznej o 3 proc. przyczynił się do poprawy wyniku segmentu Dystrybucji. Wygenerował on blisko 0,8 mld złotych EBITDA, czyli więcej o 21 proc. w skali rok do roku.

Wyniki segmentu Ciepłownictwa znalazły się pod presją rosnących kosztów CO2 oraz gazu ziemnego, które nie zostały zrekompensowane przez wzrost cen ciepła sieciowego. Zysk EBITDA wyniósł 0,2 mld złotych (spadek o 61 proc. w porównaniu do I kwartału roku 2021).

W obecnych warunkach rynkowych wyraźnie widoczne są efekty realizacji strategii rozwoju źródeł odnawialnych w Grupie PGE. EBITDA segmentu Energetyki Odnawialnej wyniosła 0,5 mld złotych, co stanowi wynik o 159 proc. wyższy w odniesieniu do roku poprzedniego. Pozytywnie działały zarówno wyższe ceny energii na rynku SPOT, jak również znacznie lepsze warunki wietrzne.

Powtarzalny wynik EBITDA segmentu Obrotu wyniósł 0,6 mld złotych i był o 62 proc. wyższy w skali rok do roku, na co wpłynęło w największy stopniu zwiększenie przychodów z tytułu świadczenia usług w ramach Grupy Kapitałowej PGE.

Utworzony w 2021 roku segment Gospodarki Obiegu Zamkniętego osiągnął zysk EBITDA w wysokości 16 mln złotych, czyli wyższy o 78 proc. w stosunku do I kwartału 2021 roku.

W I kwartale 2022 roku Grupa PGE nie rozpoznała istotnych zdarzeń o charakterze jednorazowym z wyjątkiem rozwiązania rezerwy na prosumentów w wysokości 19 mln złotych. EBITDA raportowana wyniosła 2,6 mld złotych i nie różniła się istotnie od wyniku powtarzalnego EBITDA.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w I kwartale 2022 roku wyniósł 1 mld złotych wobec 0,8 mld złotych w I kwartale 2021 roku. Nakłady inwestycyjne wyniosły ok. 0,9 mld złotych, wobec 0,8 mld złotych
w porównywalnym okresie 2021 roku.

Szacunkowa produkcja energii elektrycznej netto w I kwartale 2022 roku w jednostkach wytwórczych Grupy PGE wyniosła 17,3 TWh i była na zbliżonym poziomie do wolumenu produkcji w I kwartale 2021 roku. Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej był na poziomie 9,8 TWh (wzrost o 3 proc. rok do roku). Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców końcowych wyniosła 9,1 TWh, mniej o ok. 6 proc. rok do roku. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 21,3 PJ, co oznacza spadek o 7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku.

Szacunkowa średnia hurtowa cena energii zrealizowana przez segmenty Energetyki Konwencjonalnej i Ciepłownictwa w I kwartale 2022 roku wyniosła 443,4 zł/MWh i była wyższa o około 195,8 złotych/MWh w porównaniu z I kwartałem 2021 roku, przy czym cena uzyskana przez segment Energetyki Konwencjonalnej wyniosła 457,0 zł/MWh a przez segment Ciepłownictwa 370,2 zł/MWh. Jednocześnie średni koszt CO2 obu segmentów wyniósł 278,0 złotych za tonę, czyli był o około 168,6 złotych za tonę wyższy niż w analogicznym okresie 2021 roku, przy czym koszt CO2 w segmencie Energetyki Konwencjonalnej wyniósł 283,1 złotych za tonę a w segmencie Ciepłownictwa 251,9 złotych za tonę.

Szacunkowy poziom zadłużenia netto wyniósł 4,2 mld złotych, i spadł o 36 mln złotych w porównaniu do IV kwartału 2021 roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 0,42x.

Prezentowane wielkości mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie. Skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej PGE nadal  jest w trakcie przygotowywania. Publikacja skonsolidowanego raportu za I kwartał 2022 roku jest planowana na 24 maja 2022 roku.

Marketing w 2022 – czy zakładać stronę internetową?

W 2022 roku nie mamy już żadnych wątpliwości – teraz to Internet jest podstawą marketingu każdego biznesu. Jest to najtańsza opcja reklamy, dzięki której dodatkowo możemy dotrzeć do nieograniczonej ilości potencjalnych klientów. Obecnie żeby być widocznym w Internecie nie obejdziemy się jednak bez strony internetowej.

Większość klientów trafia do naszego biznesu dzięki stronie internetowej

Chociaż inwestowanie w ulotki, reklamę w radio czy lokalnej gazecie na pewno przyciągnie do nas nowych klientów, to nic nie będzie się równać stronie internetowej. To właśnie w Internecie szukamy głównie informacji o produktach i usługach, które nas interesują.

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Oferujemy usługi z zakresu dietetyki w Gdańsku. Klient słyszał o naszej firmie, ale nie pamięta jej dokładnej nazwy. Wpisuje więc w wyszukiwarkę hasło „dietetyk Gdańsk”. Jeżeli nie posiadamy strony internetowej, klient nas oczywiście nie znajdzie. Jakie są szanse, że nie zdecyduje się na jeden z tysięcy gabinetów, których strony zobaczy i będzie nas szukał w inny sposób? Praktycznie zerowe.

Brak strony internetowej zamyka nas na młodszych użytkowników…

…a przez młodszych rozumiemy tak naprawdę wszystkich poniżej 60-70 roku życia. Teraz już przecież nie tylko nastolatkowie i młode osoby szukają informacji w Internecie, robią to również osoby w wieku średnim. Dlatego jeżeli nie chcemy zamykać się na tak wiele grup potencjalnych klientów, strona internetowa jest obecnie wymogiem prowadzenia działalności.

Dotyczy to również firm, których produkty czy usługi są skierowane do seniorów. W ich przypadku informacji szukają ich dzieci i wnuki, a robią to – oczywiście – w Internecie. Jest to dowód na to, że żadna branża nie może sobie pozwolić na nieobecność w Internecie.

Strona internetowa to duża oszczędność

Witryna w Internecie to nie tylko jeden z najlepszych sposobów na przyciągnięcie klientów. To też jedna z najtańszych metod. W porównaniu do innych mediów – telewizja, gazety, radio – Internet oferuje nam tani sposób na rozpromowanie naszego biznesu. Na początku musimy oczywiście zainwestować w jej stworzenie i wypromowanie, ale potem oprócz opłacania domeny i wprowadzania na niej od czasu do czasu zmian, nie wymaga ona od nas dużych nakładów finansowych.

Pamiętajmy, że strona internetowa nie musi oznaczać skomplikowanej witryny z wieloma zakładkami. Jeżeli działalność naszej firmy jest dosyć ograniczona i oferujemy tylko kilka usług czy produktów, to w zupełności wystarczy nam strona wizytówka. Jest to prosta witryna typu one page, z której klienci dowiedzą się o nas podstawowych informacji.

Strona internetowa oszczędzi nam też dużo pracy i obsługi klienta

Telefony i zapytania od klientów często odrywają nas od pracy. Odbieranie telefonów czy odpisywanie na wiadomości i maile może nam w ciągu dnia zabrać wiele godzin, które moglibyśmy poświęcić na rozwijanie naszej działalności. Strona internetowa pomoże nam zaoszczędzić ten czas. Oczywiście jeżeli zbudujemy ją dobrze i zadbamy o wszystkie podstawowe informacje. Należą do nich:

  • opis działalności
  • opis i zdjęcia produktów albo usług
  • cennik
  • informacje o siedzibie firmy: adres, godziny otwarcia, kontakt

Im więcej informacji na stronie, tym mniej klientów, którzy do nas dzwonią i wypytują o szczegóły. Nie oznacza to jednak, że samych klientów będzie mniej, wręcz przeciwnie – strona z informacjami wysokiej jakości sprawi, że będzie ich więcej.

Agencja interaktywna to rozwiązanie problemów wielu biznesów

Częstym powodem nieposiadania strony internetowej jest nasza nieznajomość tematu. Nie mamy pomysłu jak powinna wyglądać taka strona, co powinno się na niej znaleźć, jak wymyślić dla niej nazwę. Tutaj z pomocą przyjdzie agencja interaktywna. Gdańsk jest dobrym przykładem miasta, gdzie znajdziemy specjalistów z dziedziny stron internetowych. To właśnie oni pomogą nam podjąć decyzje, które są tak ważne dla rozwoju naszego biznesu.

Budowa strony internetowej to nie wszystko

Tworzenie stron internetowych w Gdańsku i całej Polsce to jednak nie tylko budowa odpowiedniej witryny. Żeby klienci do nas trafili, nasza strona musi nie tylko istnieć – musi też znajdować się wysoko w wynikach wyszukiwania. Do tego potrzebne jest odpowiednie pozycjonowanie: słowa kluczowe, treści wysokiej jakości, meta opisy i linkowanie. Wszystkimi tymi aspektami zajmuje się właśnie agencja interaktywna. Tworzenie stron internetowych to ich specjalizacja, na której my przecież nie musimy się znać.