Co z budżetem Unii? Kompromis zamiast weta?

Dzisiaj ważny szczyt unijny, a z wypowiedzi Niemców i ich determinacji wyraźnie wynika, że bardzo wierzą oni w to, że kompromis zostanie osiągnięty. Aż strach pomyśleć, co stałoby się ze złotówką, gdyby do tego nie doszło.

Kompromisowy szczyt Unii?

Dzisiaj zobaczymy, na czym w praktyce ma polegać kompromis w sprawie reguły praworządności i czy zostanie on przyjęty przez Polskę i Węgry. Rynki bardzo dobrze reagowały w ostatnich dniach na propozycję kompromisu, jako alternatywę dla weta. Zarówno złotówka, jak i forint węgierski mocno zyskały na wartości po tych pogłoskach. Dzisiaj dowiemy się, czy kompromis faktycznie się pojawi i w jakiej formie. Jak powinny reagować rynki? Gdyby jednak miało pojawić się weto, do którego wszakże wciąż nawołuje część polityków i dziennikarzy, można spodziewać się nagłego osłabiania się złotego.

Nie tylko szczyt unijny

Dzisiaj uwaga rynków skupiona jest na Europie. To wina nie tylko ważnego szczytu unijnego ale również posiedzenie EBC w sprawie sóp procentowych. Raczej nie należy się spodziewać zmian poziomów stóp, ale można oczekiwać, że dojdzie do reakcji chociaż werbalnej na przesadnie umacniające się ostatnie euro względem dolara. Możliwe jest zwiększenie chociażby programów pomocowych, co mogłoby z powodu zalania rynku pieniądzem pomóc w tej sytuacji.

Kanada nie zmienia stóp

Wczorajsza decyzja Banku Kanady zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że jest to wyższy poziom niż w Polsce, ale głównym punktem odniesienia dla polityki monetarnej Kanady jest USA, które zachowały stopy procentowe na wyższym poziomie niż strefa euro. Sama publikacja nie miała większego wpływu na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – strefa euro – posiedzenie EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – inflacja.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cudzoziemcy śrubują rekord w zakupie mieszkań

W 2019 r. w ręce cudzoziemców trafiło blisko 8,5 tys. mieszkań oraz prawie 2,5 tys. lokali użytkowych. Najwięcej – podobnie jak w ostatnich 5 latach – kupili ich obywatele Ukrainy – podaje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).

W tym roku Sejm dużo później niż zwykle zajmie się corocznym raportem ministra spraw wewnętrznych i administracji w kwestii nabywania nieruchomości przez cudzoziemców. Interesujące są zwłaszcza informacje dotyczące liczby transakcji mieszkaniowych zawartych przez osoby z obcym paszportem. Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla nich niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście oraz Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE, których część polityków obawiała się najbardziej, kiedy otwieraliśmy nasz rynek mieszkaniowy.

Okres spekulacji mamy za sobą

Przed przystąpieniem Polski do UE chętnych na mieszkania w naszym kraju nie było wielu. Z prowadzonego przez resort rejestru transakcji wynika, że 20 lat temu cudzoziemcy kupili łącznie (z zezwoleniem i bez) ok. 500 lokali. Przy czym kupującymi byli głównie obywatele Niemiec, w tym Polacy z niemieckim paszportem.

Po roku naszego członkostwa w UE MSWiA odnotowało już 1368 transakcji mieszkaniowych.

Wśród kupujących wciąż przeważali Niemcy, na których przypadło blisko 20% powierzchni wszystkich kupionych przez cudzoziemców mieszkań. Na drugim miejscu byli obywatele Wielkiej Brytanii, a na trzecim – Irlandii. Mieszkania chętnie kupowali też Włosi i Hiszpanie, ale nie po to, żeby zamieszkać w naszym kraju. To byli inwestorzy liczący na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań. Niektórzy kupowali od deweloperów całe pakiety. Najczęściej nie trafiały one do rejestru MSWiA, bo były odsprzedawana z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy. Jednak światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., wymiótł w Polski inwestorów spekulacyjnych.

Ukraińcy wyprzedzili Niemców

Wprawdzie MSWiA wciąż rejestrowało wzrost liczby transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, ale np. w 2012 r. na drugie miejsce – po kupujących z Niemiec – wysunęli się obywatele Ukrainy. W kolejnych latach coraz więcej Ukraińców zaczęło przyjeżdżać do Polski za pracą i – co powinno cieszyć w sytuacji kryzysu demograficznego – coraz częściej decydowali się na pozostanie w naszym kraju. Według MSWiA w 2015 r. – po raz pierwszy – to właśnie Ukraińcy kupili w Polsce najwięcej mieszkań.

Każdy kolejny rok przynosił nowy rekord w liczbie transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców, a największą grupę kupujących z obcym paszportem stanowią w dalszym ciągu obywatele Ukrainy.

Kateryna i Oleksandr podjęli decyzję, że zostaną w Polsce na stałe. Sprzedali już swoje mieszkanie w Kijowie oraz daczę pod miastem. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczą na zakup mieszkania w Warszawie. Mają ok. 70% ceny. Czekają już tylko na decyzję w sprawie stałego pobytu dla Oleksandra, aby móc zaciągnąć w banku kredyt hipoteczny.Graf 1 – Ile mieszkań kupili w Polsce cudzoziemcy

Podobnych historii są tysiące. Jeszcze trzy lata temu tylko 13% pracujących w Polsce Ukraińców deklarowało w badaniach, że zostanie u nas na dłużej niż 3 lata. W tym roku podobną deklarację złożyła ponad połowa badanych.

Dyrektor zarządzający warszawską agencją Alfa Home Nieruchomości Jan Czajkowski zaobserwował ciekawe zjawisko. Polacy, którzy przenoszą się do stolicy zwykle przez kilka lat najmują mieszkanie zanim zdecydują się na zakup własnego. Natomiast obywatele Ukrainy podejmują decyzję o zakupie dużo szybciej, najczęściej niedługo po uzyskaniu karty stałego pobytu, czyli średnio po kilkunastu miesiącach.

Ukraińcy kupują oni nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2019 r. wydał im 270 takich zezwoleń na zakup 53,3 hektarów. Jako główny cel nabycia nieruchomości wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.Graf 2 – Obywatele, których krajów kupili najwięcej mieszkań w Posce

Ponadto w 2019 r. Ukraińcy kupili w naszym kraju przeszło 3,2 tys. mieszkań. Wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania jest też coraz więcej Białorusinów i Rosjan.

Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w ubiegłym roku – głównie w największych miastach – blisko 4 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 204 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 9 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie ponad 1,8 mld zł.

W 2019 r. wszyscy cudzoziemcy kupili w Polsce 8,5 tys. mieszkań. To mniej więcej tyle, ile deweloperzy wybudowali ich w Łodzi i Poznaniu razem wziętych. Co ciekawe przeciętne powierzchnia tych mieszkań wynosiła 57,5 m kw.Graf 3 – Ile mieszkań i lokali uzytkowych kupili cudzoziemcy

Warszawa ulubionym miastem cudzoziemców

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

– W naszej firmie średnio w co szóstej transakcji brali udział cudzoziemcy – mówi warszawski pośrednik.

Z kolei właściciel gdańskiego biura Estate Polska Paweł Koronkiewicz zauważa, że kupujący, którzy nie są obywatelami krajów UE, najczęściej decydują się na mieszkanie spółdzielcze z własnościowym prawem do lokalu. Takie transakcje nie wymagają bowiem zezwolenia MSWiA.

Paweł Koronkiewicz potwierdza, że ok. 95% nabywców zza wschodniej granicy kupuje mieszkania na własne potrzeby. Inaczej jest w przypadku obywateli Niemiec oraz krajów skandynawskich – większość nabywców traktuje mieszkania jako lokatę kapitału. – Zdarza się, że przez prawie cały rok mieszkanie stoi puste, a właściciel przyjeżdża jedynie na krótki urlop dwa lub trzy razy w roku – opowiada gdański pośrednik. Przyznaje, że mniej więcej jedna czwarta nabywców z Niemiec lub Skandynawii kupuje mieszkania typowo inwestycyjnie, czyli pod wynajem.

– Także w Warszawie zdecydowana większość obcokrajowców zaspokaja własne potrzeby mieszkaniowe. Jednak coraz częściej kupują oni mieszkania, aby czerpać dochód z najmu – potwierdza Jan Czajkowski.Graf 4 – Zakup mieszkań przez cudzoziemców – miasta

Dane MSWiA nie w pełni odzwierciedlały skalę transakcji, bo niektórzy notariusze przesyłają informacje o nich z dużym opóźnieniem, albo zapominają o tym obowiązku. W 2019 r. (MSWiA wystąpiło z wnioskami dyscyplinarnymi wobec sześciu notariuszy).

Jedno wydaje się raczej pewne – tendencja wzrostowa transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców utrzyma się także w najbliższych latach, choć 2020 r. może przynieść spadek spowodowany pandemią koronawirusa. Z danych Eurostatu wynika, że nasz kraj jest europejskim liderem pod względem liczby pierwszych zezwoleń na pobyt dla cudzoziemców spoza UE. W 2019 r. uzyskali oni u nas 724,4 tys. tego typu zezwoleń (jedna czwarta wszystkich w całej UE). Dla porównania Niemcy wydały ich 460 tys.
Eurostat zwraca przy tym uwagę, że 551 tys. zezwoleń na pobyt w Polsce wydano obywatelom Ukrainy. Widać też, że dla nich Polska jest wciąż krajem pierwszego wyboru. We wszystkich pozostałych krajach UE Ukraińcy uzyskali bowiem „tylko” 206 tys. zezwoleń na pobyt.

Cyfrowe podstawy zdalnej edukacji

Pandemia COVID-19 odcisnęła piętno nie tylko w sferze zdrowotnej, ale również w edukacji. Według szacunków organizacji UNICEF, 1,6 mld dzieci i ludzi młodych było dotkniętych restrykcjami związanymi z zamknięciem szkół podczas pandemii [4], a przynajmniej 460 mln uczniów i uczennic na całym świecie mogło nie być w tym czasie objętych programami zdalnego nauczania [5]. Jedną z podstawowych przyczyn był brak odpowiedniej infrastruktury w domu ucznia, w tym m.in. brak dostępu do Internetu o odpowiedniej jakości.

Według innych szacunków UNICEF, tylko 33 proc. dzieci w wieku szkolnym (3-17 lat) na świecie ma w domu dostęp do stałego łącza internetowego (fixed internet access). Poziom ten jest jednak różny w zależności od kraju. Największy odsetek dzieci w wieku szkolnym ma dostęp do stałego łącza w grupie państw o wysokich (86 proc.) i wyższych-średnich do-chodach (60 proc.). Najmniejszy – w grupach państw o niskich (6 proc.) i niższych-średnich dochodach (14 proc.).

Według danych Eurostatu, w 2019 r. w UE (bez Wielkiej Brytanii) 88 proc. gospodarstw domowych miało dostęp do szerokopasmowego Internetu (broadband). Jeśli jednak weźmie-my pod uwagę tylko gospodarstwa domowe, w których na utrzymaniu są dzieci, wskaźnik ten wzrasta do 96 proc. (i pod tym względem nie ma większych różnic między krajami. Naj-niższy poziom notuje się w Bułgarii – 91 proc.). Istotne są jednak różnice w dostępie do Internetu między gospodarstwami domowymi bez dzieci na utrzymaniu a tymi z dziećmi. Okazuje się, że największe różnice między tymi typa-mi gospodarstw (powyżej 20 pkt. proc.) wy-stępują na Litwie (23 pkt. proc.), w Portugalii (22 pkt. proc.), Chorwacji (22 pkt. proc.), Grecji (21 pkt. proc.) oraz Bułgarii (21 pkt. proc.). Najmniejsze notowane są w krajach północnej i centralnej Europy – Holandii (1 pkt. proc.), Danii (3 pkt. proc.), Luksemburgu (4 pkt. proc.) oraz w Szwecji (4 pkt. proc.). W Polsce ta różnica wynosi 19 pkt. proc., a poziom dostępu do Internetu wśród gospodarstw domowych z dziećmi wynosi 96 proc.

Procent dzieci w wieku szkolnym 3-17 lat z dostępem do Internetu

Dostęp do Internetu nie wydaje się być głównym problemem dla edukacji w UE, nie mniej jednak dostępność łącza jest pierwszym z wielu warunków umożliwiających efektywną naukę zdalną. W raporcie pt. Edukacja zdalna w trakcie pandemii. Edycja II [6], przedstawiają-cym wyniki badań dotyczące zdalnej edukacji w trakcie pandemii COVID-19 w Polsce, ba-dani nauczyciele(ki) wskazywali, że dla wielu uczniów i uczennic głównym medium, za po-mocą którego realizowali edukację zdalną był smartfon, a więc narzędzie mające wiele ograniczeń m.in. jeśli chodzi o wielkość ekranu czy pisanie dłuższych form.

Mimo że dostęp do Internetu w UE, szczególnie w gospodarstwach domowych, w których na utrzymaniu są dzieci, jest na wysokim poziomie, problematyczne w edukacji zdalnej mogą być przepustowość łącza oraz dostęp do odpowiedniej jakości urządzeń na wy-łączność (a nie jedynie przypadające na całe gospodarstwo domowe, w którym uczących się dzieci może być więcej) dostępnych dla uczniów. Szacunki UNICEF wskazują na bardzo duże różnice między poszczególnymi grupami krajów w dostępie uczniów do stałego łącza. W celu zapewnienia najwyższej jakości edukacji zdalnej oraz przy potencjalnej edukacji hybrydowej (łączącej elementy edukacji tradycyjnej i edukacji zdalnej) w przyszłości podstawowym elementem powinno być zagwarantowanie przez jednostki odpowiedzialne za oświatę każdemu uczniowi i uczennicy dostępu do stabilnego łącza o wystarczająco wysokiej przepustowości oraz odpowiednich urządzeń, które umożliwią równy i jakościowo wysoki poziom edukacji.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[4] https://data.unicef.org/resources/children-and-young -people-internet-access-at-home-during-covid19/ [dostęp : 09.12.2020].
[5] https://data.unicef.org/resources/remote-learning-reachability-factsheet/ [dostęp : 09.12.2020].
[6] https://centrumcyfrowe.pl/wp-content/uploads/ sites/16/2020/11/Raport_Edukacja-zdalna-w-czasie -pandemii.-Edycja-II.pdf [dostęp : 09.12.2020].

Skąd się bierze drobna nieuczciwość?

Powszechność nieuczciwych zachowań o niewielkiej jednostkowej szkodliwości społecznej sprawia, że drobne nadużycia pojedynczych osób w skali całej gospodarki są bardzo kosztowne. Zawyżanie roszczeń odszkodowawczych, zaniżanie zobowiązań podatkowych i przypadki drobnej korupcji w sumie stanowią istotne straty dla budżetów wielu krajów. Teoria racjonalnego wyboru częściowo tłumaczy nieuczciwość zakładając, że ludzie wyżej ce-nią własny interes niż dobro innych czy dobro wspólne i dokonują wyborów maksymalizujących ich użyteczność. W swoich decyzjach kierują się przy tym wyłącznie kalkulacją korzyści i kosztów zewnętrznych, czyli spodziewanego zysku vs. spodziewanej kary w przypadku zidentyfikowania nadużycia.

Zagadkowym w świetle tych założeń jest fenomen, na który zwrócili uwagę badacze, a mianowicie przekraczanie granic etycznych przez zasadniczo uczciwe osoby, które dopuszczając się drobnych nadużyć podnoszą swoją użyteczność w bardzo minimalnym stopniu, tzn. nie wykorzystują nadarzającej się „okazji” w pełni. Z punktu widzenia teorii ekonomii, jest to zachowanie nieoptymalne, wymagające po-głębionego uzasadnienia. Badania pokazują, że do tego rodzaju „drobnych nadużyć” dochodzi często w sytuacjach, w których granice między uczciwością i nadużyciem są nieoczywiste. Winowajca liczy wówczas na to, że jego zachowanie nie zostanie dostrzeżone, a w najgorszym wypadku uzasadni je nieintencjonalnym błędem, o który nietrudno w niejasnym kontekście. Ważnym czynnikiem decyzyjnym w takich sytuacjach jest także chęć utrzymania pozytywnego autowizerunku osoby uczciwej, która nie dopuszcza się rażących nadużyć.

Coraz więcej badań wskazuje jednak, że poza zachętami zewnętrznymi, bardzo istotna dla podejmowanych decyzji jest motywacja wewnętrzna. Pokazano to już w słynnym badaniu o znalezionym portfelu, którego wyniki opublikowano w ubiegłorocznym “Science” [11]. W 355 miastach 40 krajów znalazcy zgubionego portfela w zdecydowanej większości zwracali go, a portfele z zawartością banknotów były zwracane częściej niż puste. Co więcej, wbrew prze-widywaniom ekonomistów, portfele z większą zawartością były zwracane jeszcze chętniej niż te z mniejszymi kwotami. Warto przypomnieć, że w rankingu uczciwości badanych 40 krajów Polska uplasowała się na wysokim 6. miejscu, i na chlubnej pierwszej pozycji przed UK i USA w badaniu uczciwości mieszkańców tych trzech krajów w odniesieniu do reakcji na znalezienie portfela z większą zawartością.

Na decyzje o nadużyciach wpływają jednak jeszcze inne czynniki, tj. obowiązujące normy społeczne i subiektywne przekonania o tym, co należy uznać za uczciwe, a co nie. Okazuje się, że częstsze komunikowanie norm wskazujących na to, jak należy postępować, a jakich zachowań unikać, zmniejsza nieuczciwości drobnej skali. W przypadku walki z poważniejszymi nadużyciami, większe zastosowanie mają informacje o etycznych zachowaniach uczciwej większości [12].

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[11] Cohn, A., Maréchal, M.A., Tannenbaum, D., Zünd, C.L. (2019), Civic honesty around the globe, “Science”, No. 365(6448), https://science.sciencemag.org/content/365/6448/70.full [dostęp: 08.12.2020].

[12] Lois, G., Wessa, M. (2020), Honest mistake or perhaps not: The role of descriptive and injunctive norms on the magnitude of dishonesty, “Journal of Behavioural Decision Making”, https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/bdm.2196 [dostęp: 08.12.2020].

Polacy chcą robić zakupy świąteczne w sklepach stacjonarnych

Wyniki ostatniego badania zrealizowanego przez Ipsos Mori, na zlecenie Elavon, wskazują na wzrost zainteresowania zakupami w sklepach stacjonarnych w okresie świątecznym wśród Polaków. Dziewięciu na dziesięć (95%) spośród 1092 uczestników badania w Polsce deklaruje, że planuje robić zakupy w sklepie stacjonarnym, z czego 24% twierdzi, że duży wpływ na ich decyzję ma chęć wspierania lokalnej gospodarki.

W tym trudnym dla handlu detalicznego okresie, konsumenci wymieniali wyraźne korzyści płynące ze wspierania sklepów stacjonarnych:

  • Niemal połowa (49%) respondentów twierdzi, że pójście do stacjonarnego sklepu sprawia, że zakupy są szybsze i łatwiejsze, ponieważ mogą oni zobaczyć produkty na żywo
  • 45% ankietowanych wskazało na korzyści płynące z oceny jakości produktów na miejscu, co również wpływa na brak ewentualnej konieczności zwrotu towaru w przypadku jego niezgodności z opisem lub uszkodzenia
  • Jedna trzecia konsumentów (33%) zamierza skorzystać z ofert i promocji dostępnych w sklepach
  • 24% badanych chce wspierać lokalną gospodarkę
  • Podobna liczba respondentów (24%) chce wybrać się na jarmarki świąteczne i lokalne targowiska

Lokalne punkty handlowe mogą cieszyć się większym powodzeniem i zainteresowaniem niż w poprzednich latach. Jednak warto zwrócić uwagę na to, że 41% konsumentów planuje w tym roku ograniczyć swoje świąteczne wydatki. Dobra wiadomość to taka, że nieco większy odsetek respondentów (43%) przewiduje, że ich budżet na zakupy nie zmieni się, a 12% zakłada nawet jego zwiększenie.

Najbardziej skłonni do zwiększenia świątecznych wydatków w tym roku są najmłodsi badani – w wieku 16-29 lat (23%). Może być to spowodowane mniejszą liczbą wydatków (przeznaczanych np. na socjalizację) w okresie „lockdownu” wśród młodych respondentów. Dla porównania, jedynie 10% ankietowanych w wieku 30-39 lat oraz zaledwie 7% spośród 40-60 latków planuje w tym roku wydać więcej na święta.

Powody, dla których ograniczamy świąteczny budżet są różne. Blisko 32% uczestników badania przewidziało, że w tym roku uroczystości będą odbywać się w mniejszym gronie. 7% respondentów potwierdziło, że pandemia koronawirusa wpłynęła na spadek ich dochodów, co bezpośrednio przekłada się na ograniczenie wydatków na zakupy.

Przedsiębiorcy, którzy chcą zwiększyć swoją konkurencyjność i sprzedaż powinni podążać za preferencjami klientów. Zgodnie z wynikami badania Elavon:

  • 45% badanych twierdzi, że wydłużenie godzin otwarcia sklepów sprawi, że zakupy będą bardziej komfortowe i wygodne
  • 44% konsumentów docenia możliwości płatności bezdotykowych oraz bezkontaktowych zakupów
  • 36% respondentów uważa, że sklepy powinny wzmocnić działania w zakresie bezpieczeństwa i higieny robienia zakupów

E-handel nadal jest w okresie świątecznym istotną częścią rynku. Badani zostali zapytania również o czynniki, które skłoniłyby ich do częstszych zakupów internetowych. Klientom najbardziej zależy na efektywnym i sprawnym systemie dostaw i zwrotów. Do zakupów online 37% respondentów zachęca niezawodny system dostarczania produktów. 32% docenia bezpłatne etykiety zwrotne, a 30% darmowe opakowania do zwrotu towarów.

Rafał Gołębiewski, Head of SME & Bank Aliance Europe: “Sklepy w Polsce zostały niedawno ponownie otwarte. Trudna sytuacja przedsiębiorców spowodowana pandemią sprawiła, że konsumenci chętnie wspierają lokalne biznesy. Przed detalistami pojawia się nowe wyzwanie w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa i komfortu zakupów w sklepach stacjonarnych. E-handel zyskał na znaczeniu podczas lockdownu, natomiast nasze najnowsze badanie Elavon pokazuje, że osobiste zakupy nadal mają wielu zwolenników i nie zostały wyparte przez sklepy online.”

Polski pracownik wciąż pewny swoich umiejętności

Z roku na rok w Polsce zwiększa się odsetek pracowników przekonanych o swoich wysokich kwalifikacjach zawodowych – tak wynika z badania ADP „Workforce view 2020”. W tegorocznym raporcie, aż 86 proc. pytanych przyznało, że posiada umiejętności, które ułatwią im uzyskanie awansu. Rok wcześniej tego samego zdania było 80 proc. badanych.

Co ciekawe, to mężczyźni wyrażają większą pewność w kwestii swoich kwalifikacji – przyznaje to aż 89 proc. ankietowanych. Dla porównania, tego samego zdania jest 84 proc. kobiet. Największą pewnością siebie odznaczają się młodzi pracownicy. Ponad 90 proc. osób z grupy wiekowej 18-24 deklaruje, że ich umiejętności zapewnią im sukces zawodowy. Z kolei najmniej o swoich kompetencjach są przekonani pracownicy w wieku 55+. Jedynie 68 proc. tzw. silversów uważa, że posiadane przez nich umiejętności pomogą w odniesieniu sukcesu.

Wyniki badania bardzo wyraźnie pokazały różnice pokoleniowe. Dla młodych pracowników, z pokolenia Z czy millenialsów, bardzo istotny jest nieustanny rozwój i podnoszenie swoich kompetencji. To osoby, które są pewne siebie, a ze względu na dużą konkurencję na rynku pracy inwestują w rozwój umiejętności. Natomiast pracownicy w wieku 55+ przywykli do innego trybu pracy i ścieżki kariery, gdzie istotnym czynnikiem była wysługa lat. Choć trend zaczyna się zmieniać, to znaczna część tego pokolenia nadal głównie upatruje swoich przewag w konkurencji z młodszymi kolegami w swoim kilkudziesięcioletnim doświadczeniu zawodowym – komentuje Anna Barbachowska, HR business partner w firmie ADP Polska.

Pewny siebie jak… Hiszpan!

Choć coraz więcej Polaków wierzy w swoje umiejętności, to wciąż nie dorównujemy pod tym względem reszcie świata. Spośród państw biorących udział w badaniu, nasz wynik jest jednym z niższych (za nami jest tylko Singapur). Wśród narodów europejskich największą pewnością siebie cechują się Hiszpanie (96 proc.). Z kolei globalnie najbardziej przekonani o swoich kwalifikacjach są Hindusi (97 proc.).

Choć daleko nam do światowych liderów to warto zauważyć, że wiara polskich pracowników we własne umiejętności systematycznie rośnie. Powodem jest między innymi łatwiejszy dostęp do technologii. Dzisiaj bez trudu możemy uczestniczyć np. w międzynarodowych konferencjach czy podnosić swoje kwalifikacje poprzez udział w webinarach i kursach online na platformach szkoleniowych. Również firmy coraz częściej gwarantują pracownikom bezpłatne szkolenia. To korzyść dla obu stron – pracownicy poszerzają swoją wiedzę i zyskują nowe kompetencje, co dla pracodawców może stanowić przewagę konkurencyjną ich przedsiębiorstwa – mówi Anna Barbachowska.

Zarówno w naszym kraju, jak i globalnie wśród najbardziej pewnych swoich umiejętności są przedstawiciele branży IT, spośród których odpowiednio 91 i 97 proc. uważa, że ma odpowiednie kompetencje, aby odnieść sukces. Z kolei najmniej pewni siebie w skali globalnej są pracownicy branży HoReCa –  „jedynie” 91 proc. twierdzi, że ich umiejętności pomogą im w karierze zawodowej. W Polsce taką branżą jest sektor produkcyjny, w którym tego zdania jest tylko 83 proc. ankietowanych.

Przełom w realizacji celów porozumienia paryskiego

Ostatnie miesiące okazały się przełomowe dla realizacji porozumienia paryskiego. Równo pięć lat od wypracowania tekstu porozumienia, proces jego ratyfikacji zakończył się już w 190 spośród 197 krajów. Dwoma państwami o istotnym znaczeniu, które nie ratyfikowały porozumienia są Iran i Turcja, odpowiedzialne łącznie za prawie 3 proc. globalnych emisji. Iran uzależnia ratyfikację od zniesienia sankcji międzynarodowych, natomiast Turcja stara się o zmianę swojego statusu z kraju rozwiniętego na rozwijający się, co pozwoliłoby jej uzyskać dostęp do dodatkowych funduszy klimatycznych. Pozostałymi krajami, które nie ratyfikowały porozumienia, głównie ze względu na konflikty na swoim terenie, są: Erytrea, Irak, Libia, Sudan Południowy oraz Jemen. Od 4 listopada poza porozumieniem są również Stany Zjednoczone.

Poziomy redukcji emisji zadeklarowane przez strony porozumienia dają szanse na powstrzymanie niebezpiecznego dla Ziemi wzrostu temperatury. Według Climate Action Tracker (CAT) [1], podniesienie pierwotnie deklarowanych przez strony porozumienia celów redukcyjnych pozwoli ograniczyć wzrost temperatury do 2,1 stopnia Celsjusza [2]. Jest to o 0,9 stopnia mniej, niż wynikało z pierwotnie zadeklarowanych celów i zaledwie 0,1 stopnia więcej, niż przyjęte w traktacie minimum celu [3].
10 krajów o najwyższych emisjach CO2

Wzrost szans na osiągnięcie celów porozumienia paryskiego miały przede wszystkim ostatnie decyzje największych emitentów CO2, tj. Chin i Stanów Zjednoczonych. Kraje te są odpowiedzialne za – odpowiednio – 30 proc. i 13 proc. globalnych emisji. W przypadku Chin celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2060 r. Natomiast celem zapowiedzianym przez nowego prezydenta USA jest po-wtórne podpisanie i ratyfikacja porozumienia oraz osiągnięcie neutralności w 2050 r.

Źródło/opracowanie: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] CAT monitoruje 36 krajów odpowiedzialnych łącznie za około 80 proc. globalnych emisji.
[2] https://climateactiontracker.org/press/global-update -paris-agreement-turning-point/ [dostęp: 09.12.2020].
[3] Traktat paryski ma na celu ograniczenie wzrostu tem-peratury o nie więcej niż 2 stopnie Celsjusza i zobowiązuje jednocześnie strony porozumienia do podjęcia wysiłków na rzecz powstrzymania wzrostu temperatury o nie więcej niż 1,5 stopnia Celsjusza.

Passus podpisał umowę o wartości ponad 4,6 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbu Państwa. Kontrakt zakłada kompleksową ochronę przed oprogramowaniem typu malware. Podstawową część zamówienia, o łącznej wartości blisko 2,2 mln zł, Passus dostarczy do 25 grudnia br. Płatność będzie realizowana w cyklach kwartalnych

To już nasza kolejna umowa, którą podpisujemy w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czwarty kwartał to dla nas typowy okres wzmożonej sprzedaży, finalizacji umów  i pozyskiwania kolejnych klientów. Każda tego typu, długoterminowa umowa pozytywnie przełoży się zarówno na tegoroczne jak i przyszłe wyniki finansowe. – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Umowa zakłada uruchomienie i świadczenie usługi polegającej na wykonywaniu w czasie rzeczywistym, kompleksowej analizy niezaszyfrowanego oraz zaszyfrowanego ruchu sieciowego tj. Centralnej Usługi Ochrony przed oprogramowaniem typu malware.

Zmówienie zostało podzielone na część podstawową, o wartości 2,2 mln zł oraz część opcjonalną, oszacowaną na kwotę 2,4 mln zł. Zamówienie opcjonalne będzie uzależnione od natężenia ruchu sieciowego.

Tech Invest Group z nową strategią – stawia na fotowoltaikę i inwestycje

Zarząd notowanej na NewConnect Tech Invest Group przyjął nową strategię do 2022 r. w związku z dynamicznym rozwojem i przejęciem Erato Energy, zajmującej się sprzedażą oraz montażem instalacji fotowoltaicznych. Połączone spółki przekształcą się w nowy podmiot – Erato Energy S.A., który będzie działać na rynku fotowoltaiki, a dotychczasowa działalność inwestycyjna TIG będzie rozwijana przez spółkę zależną TIG ASI. Zarząd liczy, że wejście w nowe kanały dystrybucji i poszerzenie oferty produktowej przełoży się na skokowy wzrost przychodów w kolejnych latach.

Po tym jak pod koniec listopada br. Tech Invest Group przejął Erato Energy, zapowiedzieliśmy nową strategię rozwoju uwzględniającą potencjał obu spółek. Tworzymy grupę kapitałową, w której spółka dominująca pod nową nazwą Erato Energy S.A. będzie prowadzić działalność na rynku OZE, głównie w fotowoltaice, a nowo utworzona spółka zależna TIG ASI na rynku inwestycji kapitałowych będzie kontynuowała rozwój dotychczasowego biznesu TIG –mówi Krzysztof Kłysz, wiceprezes Tech Invest Group.

Nowa strategia rozwoju spółki na lata 2021-2022 opiera się na następujących założeniach:

  • Umocnienie pozycji na rynku fotowoltaiki
  • Wejście w nowe kanały dystrybucji celem pozyskania nowych klientów
  • Rozwijanie oferty dla klientów o nowe produkty i usługi
  • Rozwój działalności inwestycyjnej
  • Inwestycje zmierzające do komercjalizacji technologii dla branży OZE
  • Wzmocnienie synergii między Erato Energy i spółkami portfelowymi
  • Wykorzystanie potencjału branży OZE

– Będziemy rozwijać się dwutorowo, z jednej strony budując skalę na rynku fotowoltaiki, co będzie nam generować stabilne przepływy pieniężne, a z drugiej strony inwestując w perspektywiczne spółki, których biznesy mogą być synergiczne z naszą podstawową działalnością – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group.

Erato Energy zajmuje się sprzedażą oraz montażem fotowoltaiki. W całym 2020 r. Spółka liczy na około 50 mln zł przychodów i 7 mln zł zysku netto. Spółka liczy na potrojenie przychodów i zysku netto w 2021 r. za sprawą działań optymalizacyjnych.

– Chcemy znacząco rozbudować kanały dystrybucji, aby dotrzeć z naszą ofertę do szerszego grona odbiorców. Chcemy też poszerzyć naszą ofertę o nowe usługi i produkty, jak np. pompy ciepła i magazyny energii, co mamy nadzieję przyczyni się do potrojenia przychodów i zysku netto w 2021 r. do odpowiednio 140 mln zł i ponad 20 mln zł – mówi Łukasz Gralec, prezes Erato Energy oraz Tech Invest Group i dodaje – Przed akwizycją Erato Energy specjalizowało się w instalacjach o mocy do 50 kWp dla klientów indywidualnych i mniejszych firm, co nadal będzie kontynuowane. Większy nacisk położymy na rozwój farm fotowoltaicznych o mocy minimum 1MW.

Instytut Biznesu: Przed polską koleją duże wyzwania

Instytut Biznesu (IB): O aktualnej sytuacji i wyzwaniach inwestycyjnych na polskiej kolei.

Przed polską koleją duże wyzwania – gigantyczne inwestycje w ramach tzw. sieci TEN-T, w tym projekty szynowe tj. Rail Baltica, linia kolejowa E59 czy Rail-2 Sea. Stoimy też przed historycznie największym źródłem finansowania inwestycji infrastrukturalnych ze środków unijnych na lata 2021 – 2027 – można przeczytać w raporcie Instytutu Biznesu.

„Stan i perspektywy rozwoju polskiej kolei” to najnowsze opracowanie przygotowane przez Instytut Biznesu. Publikację poprzedziła debata z udziałem ekspertów, w tym Juliusza Bolka, Przewodniczącego Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, Dawida Piekarza, wiceprezesa Instytutu Staszica oraz publicysty Jerzego Wysockiego, zorganizowana 3 grudnia br. W trakcie debaty eksperci wyrazili zaniepokojenie dyskusją wokół problemów partycypacji przez Polskę ze środków unijnych. Uczestników dyskusji niepokoją także ostatnie doniesienia na temat przewlekłości prac przy budowie Centralnego Portu Komunikacyjnego, w tym Programu Kolejowego CPK (tzw. szprych prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i CPK).

Branża oraz eksperci rynkowi zgadzają się, że obecna sytuacja związana z COVID-19 oraz spowolnienie na rynku powinny być impulsem do rozwoju inwestycji infrastrukturalnych, które są w stanie pobudzić krwioobieg gospodarczy i zapobiec wzrostom bezrobocia. – „Dalszy los inwestycji infrastrukturalnych i stopień wykorzystania wsparcia zewnętrznego zależy m.in. od szybkości rozstrzyganych przetargów i tempa realizacji procedur z nimi związanych oraz wsparcia bankowego dla zapewnienia finansowania działalności. Brak nowych zleceń i przetargów w obszarze infrastruktury transportowej, w tym i kolejowej może mieć znaczny negatywny wpływ na rynek pracy w wielu sektorach, zmuszając pracodawców do redukcji zatrudnienia i obniżki wynagrodzeń” – czytamy w raporcie Instytutu Biznesu.

Projekty infrastrukturalne opierają się głównie na unijnych funduszach, wokół których ostatnio toczy się spór.  W poprzedniej perspektywie budżetowej na lata 2014-2020 Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 82,5 mld euro. W nowej perspektywie Polska ma szansę być największym beneficjentem polityki spójności w UE, otrzymując 66,8 mld euro. – „To rekordowa wysokość wsparcia, i prawdopodobnie ostatnia taka dla naszego kraju” – podkreśla Instytut. Ponadto, do tego można doliczyć także ponad 776 mld zł z tzw. Funduszu Odbudowy, uruchomionego przez Brukselę w ramach łagodzenia skutków pandemii COVID-19. Jednak aktualna sytuacja na arenie politycznej jest mało optymistyczna. W przypadku braku porozumienia Polska może stracić w 2021 r. nawet połowę należnych jej środków z polityki spójności.

Pozyskanie tych środków jest dla wielu firm z branży infrastrukturalnej niezwykle ważne. Brak lub ograniczanie finansowania, oznacza zastopowanie inwestycji, spadek lub brak zamówień na materiały i wyroby, a w konsekwencji zahamowanie lub przerwanie produkcji przez firmy pracujące na rzecz tych inwestycji.

Pogarszające się nastroje w gospodarce potęgują także duże przesunięcia terminów ogłaszania i rozstrzygania przetargów. Co z kolei, w przypadku braku nowych zleceń i przetargów, może się wiązać z katastrofą na rynku pracy – pracodawcy, tnąc koszty będą zmuszani do redukcji zatrudnienia i obniżania pensji, zwracają uwagę eksperci.

Tymczasem, to właśnie od stanu realizacji inwestycji infrastrukturalnych zależeć będzie, jak szybko państwu polskiemu uda się wyjść z kryzysu gospodarczego. – „W dobie spowolnienia gospodarczego, państwo polskie powinno stymulować rozwój gospodarki przez inwestycje w projekty infrastrukturalne, dając impuls kolejnym sektorom i branżom. Instytucje państwowe odgrywają kluczową rolę na poziomie planowania i komunikacji o nowych inwestycjach w infrastrukturze drogowej i kolejowej” – wskazuje IB.

Krakowski Szpital na Klinach będzie realizował przełomowy projekt operacyjnego leczenia raka szyjki i trzonu macicy metodą TMMR/PMMR z wykorzystaniem robota da Vinci

Grupa NEO Hospital rozpocznie realizację projektu operacji z wykorzystaniem robota da Vinci nowotworów szyjki i trzonu macicy z dofinansowaniem ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego (RPO WM). Całkowity koszt projektu to 12 584 070,15 zł, zaś wartość dofinansowania wynosi 7 333 290,49 zł. W ramach projektu, należący do Grupy NEO Hospital krakowski Szpital na Klinach wykona 200 zabiegów, w tym 100 w grupie pacjentek z rakiem szyjki macicy oraz 100 w grupie pacjentek z rakiem trzonu macicy. Dla pacjentek zakwalifikowanych do programu zabiegi będą całkowicie bezpłatne.

W Polsce rak szyjki macicy diagnozowany jest u ok. 2,5 tys. kobiet rocznie, z czego ok. 1,6 tys. w wyniku choroby umiera. Z kolei zachorowalność na raka trzonu macicy w naszym kraju dotyczy ok. 6 tys. kobiet rocznie, z czego następnie ok. 1,7 tys. umiera. Poziomy śmiertelności w przypadku obu typów nowotworów są gorsze niż przeciętne dla krajów UE, a w przypadku raka szyjki macicy są najgorsze w UE.

Pandemia koronawirusa drastycznie wpłynęła na realizację programów profilaktycznych. Bardzo ucierpiała też diagnostyka. Utrudniony jest także dostęp pacjentów do leczenia szpitalnego. Przygotowany przez Grupę NEO Hospital program badawczy, oparty o małoinwazyjne metody terapeutyczne i nowoczesny sprzęt, w tym system robotyczny da Vinci, jest szansą na poprawę jakości leczenia onkologicznego dla kobiet w Polsce, chorujących na raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital
Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital

Jestem niezwykle szczęśliwa, że w tym wyjątkowo trudnym czasie pandemii uruchamiamy dla pacjentek dotkniętych chorobą onkologiczną – rakiem szyjki macicy, czy rakiem trzonu macicyprogram, w którym zyskują one dostęp do małoinwazyjnej operacji z wykorzystaniem robota da Vinci mówi Joanna Szyman, prezes zarządu Grupy NEO Hospital. Uruchomienie programu będzie możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020. Jestem też dumna z naszego wspaniałego zespołu medycznego i zespołu naukowego, który podjął trud opracowania nowej metody terapeutycznej, dając nadzieję tysiącom kobietom w Polsce na skuteczną walkę z rakiem i utrzymanie dobrej jakości życia po zabiegu – dodaje.

Szpital na Klinach jest jednym z pierwszych ośrodków w Polsce, który wykonuje zabiegi ginekologiczne z wykorzystaniem robota da Vinci. System robotyczny da Vinci poprzez innowacyjne obrazowanie 3D z wielokrotnym powiększeniem oraz precyzyjne instrumenty, eliminację naturalnego drżenia rąk chirurga, umożliwia wykonanie operacji z niedostępną dotychczas powszechnie w Polsce dokładnością.

Projekt przygotowany przez Grupę NEO Hospital to unikalne w skali Polski przedsięwzięcie. Jest to pierwsze badanie komercyjne w dziedzinie chirurgii robotycznej w kraju. Wyniki programu będą miały znaczenie na skalę międzynarodową.

Chirurgia robotyczna w ginekologii ma zastosowanie także w skomplikowanych operacjach onkologicznych. Już przed wybuchem pandemii była jedną z najszybciej rozwijających się metod  chirurgicznych  na świecie. W tym kontekście godny uwagi jest innowacyjny potencjał tkwiący w polskim środowisku naukowo-badawczym związanym z prywatnym sektorem ochrony zdrowia. Polska dzięki takim projektom badawczo-rozwojowym w ginekologii robotycznej ma szansę zająć znaczącą pozycję wśród światowych liderów tej dziedziny – podkreśla prof. dr hab. n. med. Kazimierz Pityński, specjalista w dziedzinie ginekologii onkologicznej.

Metoda TMMR/PMMR a inne metody leczeniarobot da Vinci

Metoda TMMR/PMMR (TMMR odnosi się do leczenia raka szyjki macicy, a PMMR – do leczenia raka trzonu macicy) wykonana z użyciem robota da Vinci to przełom w

zakresie małoinwazyjnego leczenia operacyjnego nowotworów szyjki i trzonu macicy. Bazuje ona na teorii rozprzestrzeniania się nowotworu w tzw. kompartmentach embrionalnych, według której w początkowych stadiach raka komórki nowotworowe mają zdolność wzrostu tylko w obrębie tkanki, która w rozwoju embrionalnym tworzy narząd, gdzie dany nowotwór powstał, np. macicę.

Odmienność metody TMMR/PMMR od innych obecnie stosowanych polega na zapobieganiu wznowie nowotworu poprzez wycięcie całości tkanek tworzących dany kompartment. Zaletą tej techniki operacyjnej jest zaoszczędzenie nerwów oraz narządów należących do sąsiadujących kompartmentów takich, jak pęcherz moczowy, co pozwala na redukcję powikłań pooperacyjnych oraz utrzymanie dobrej jakości życia pacjentek po zabiegu.

Dzięki zastosowaniu metody TMMR/PMMR istnieje także możliwość rezygnacji z leczenia uzupełniającego w postaci radioterapii, często znacznie pogarszającej jakość życia pacjentek.

Porównanie wyników operacyjnego leczenia raka szyjki macicy i raka trzonu macicy we wczesnych stadiach za pomocą metody TMMR/PMMR w zestawieniu z wynikami leczenia operacyjnego metodami standardowymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym pozwoli na wprowadzenie nowego, innowacyjnego procesu terapii raka szyjki macicy i raka trzonu macicy.

W programie istotne jest również zastosowanie robota da Vinci. Pacjentki otrzymają zabieg minimalnie inwazyjny, a przy tym charakteryzujący się wysoką precyzją, dzięki temu możliwe jest całkowite usunięcie nowotworu i zachowanie wysokiej jakości życia pacjentki po operacji. Możliwość zastosowania robota da Vinci w operacyjnym leczeniu jest też szczególnie ważna dla pacjentek ze znacznym stopniem otyłości, która utrudnia operacje ginekologiczne mówi prof. KAAFM, dr n. med. Paweł Szymanowski, specjalista w dziedzinie położnictwa i ginekologii z krakowskiego NEO Hospital, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Lekarskiego i Nauk o Zdrowiu Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego.

W projekcie zostanie wykorzystana również technologia CarnaLife Holo. Jest to innowacyjny system przetwarzania danych medycznych, który pozwala na wizualizację trójwymiarowych danych obrazowych pozyskanych przy pomocy tomografii komputerowej lub USG. Wykorzystanie systemu zostało przewidziane dla pacjentek, u których anatomia pola operacyjnego jest zaburzona i niemożliwa do oceny na podstawie powszechnie stosowanych metod diagnostycznych. Do planowania wspomaganego systemem trójwymiarowej wizualizacji CarneLife Holo będą kwalifikowane pacjentki po zabiegach operacyjnych, otyłe, czy też po radioterapii.

Cele projektu

Program stanowi realną szansę dla poprawy jakości leczenia onkologicznego pacjentek dotkniętych rakiem szyjki macicy i rakiem trzonu macicy. Wśród spodziewanych istotnych korzyści programu są takie wartości, jak: mniejszy ból, mniejsze krwawienie śródoperacyjne, mniejsza ilość powikłań śród- i postoperacyjnych. Oczekuje się, że wyniki postępowania chirurgicznego TMMR w leczeniu raka szyjki macicy i PMMR w leczeniu raka trzonu macicy będą porównywalne z wynikami chirurgicznego postępowania tradycyjnego, uzupełnionego radioterapią. Spodziewana jakość życia pacjentek po tych operacjach będzie jednak znacząco wyższa w porównaniu z pacjentkami operowanymi zgodnie z obowiązującym obecnie protokołem onkologicznym i radioterapią.

Beneficjent/Lider projektu: NEO ROBOTICS ONE Sp. z o.o. Sp. k.

Partner projektu: NEO HOSPITAL Sp. z o.o. Sp. k.

Deloitte:: 73 proc. firm prowadzi w 2020 r. procesy inteligentnej automatyzacji

W ostatnich latach tempo i powszechność automatyzacji znacznie wzrosły. Wśród firm, które zdecydowały się na takie zmiany, coraz częściej nie jest to po prostu przeprojektowanie dotychczasowego podejścia i robotyzacja wykonywanych zadań, ale przyjęcie całkiem nowej perspektywy i wizji tego, jak zautomatyzowana praca powinna wyglądać. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Automation with intelligence. Pursuing organisation-wide reimagination” wynika, że 88 proc. respondentów podejmujących się automatyzacji obecnie prowadzonej działalności, zmienia swoje procesy, aby zmaksymalizować płynące z niej korzyści.

W ostatnim czasie wyraźnie widać, że organizacje coraz częściej stosują cyfrowe sposoby pracy, a wiele z nich włączyło zrobotyzowaną automatyzację procesów (Robotic Process Automation) i sztuczną inteligencję (AI) w zakres swojej transformacji. Obserwujemy też coraz szerszy zakres wykorzystywanych narzędzi i technologii, takich jak optyczne lub inteligentne rozpoznawanie obrazów (OCR i ICR), zarządzanie procesami biznesowymi (BPM), monitorowanie procesów i ich eksplorację. Jak wynika z badania Deloitte, w 2020 r. odsetek organizacji, które rozpoczęły wprowadzanie rozwiązań bazujących na procesach inteligentnej automatyzacji, znacząco wzrósł. Działania w tym zakresie podjęło 73 proc. badanych firm, podczas gdy w ubiegłym roku było to 58 proc.

– Skalę zmian zachodzących w ostatnich latach w obszarze inteligentnej automatyzacji najlepiej pokazuje fakt, że gdy w 2015 roku Deloitte po raz pierwszy podejmował ten temat, takie plany deklarowało zaledwie 13 proc. naszych respondentów. Postęp w tym zakresie jest nie do przeoczenia. Potencjał takich transformacji leży jednak nie w implementacji pojedynczych technologii, ale w stale zwiększającym się zakresie dostępnych rozwiązań, narzędzi i technik. Ich pełne możliwości dopiero wymagają odkrycia, a właśnie wykorzystanie szerszego spektrum automatyzacji pozwala firmom na korzystne z biznesowego punktu widzenia uproszczenie procesów – mówi Paweł Zarudzki, Dyrektor w zespole Analytics & Cognitive w Deloitte.

Covid-19 i automatyzacja

Według większości ankietowanych koronawirus miał znaczący wpływ na sposób, w jaki ich organizacje postrzegają podejście do wykonywania obowiązków służbowych. Eksperci Deloitte oceniają, że w tych trudnych warunkach firmy potrzebują takich rozwiązań w zakresie automatyzacji, które oferują skalowalność i możliwość szybkiego wdrożenia.

Jak wynika z badania, Covid-19 ograniczył lub spowolnił inwestycje w robotyzację tylko w 29 proc. organizacji. W pozostałych przypadkach projekty wdrożenia automatyzacji są kontynuowane, a w przypadku co piątej instytucji nawet przyspieszyły. 9 proc. respondentów wskazało, że dopiero koronawirus spowodował rozpoczęcie inwestycji w inteligentną automatyzację.

– Niektórym firmom dopiero konieczność reagowania na kryzys wywołany pandemią pozwoliła zmienić podejście i przyjąć nową wizję tego, jak wyobrażają sobie pracę. Dla innych, automatyzacja była jedynym ratunkiem. Dzięki niej udało im się utrzymać podstawowe usługi podczas wymuszonych okresowych przerw w pracy. Jedna trzecia naszych ankietowanych w odpowiedzi na pandemię przyspieszyła inwestycje w tym zakresie – mówi Wojciech Sygnowski, Partner, lider Analytics & Cognitive w Deloitte.

Robot vs. człowiek

Jak wynika z raportu, ponad połowa badanych nie brała jeszcze pod uwagę skali i zakresu zmian związanych z robotyzacją, które będą miały wpływ na funkcje, zaangażowanie i sposób wykonywania obowiązków przez ich pracowników. Tymczasem respondenci wskazują, że już co dziesiąty zatrudniony był zmuszony przejść przeszkolenie związane z dostosowaniem swojego profilu zawodowego do procesów inteligentnej automatyzacji postępujących w jego środowisku pracy.

Zdaniem ekspertów Deloitte zwiększenie zakresu robotyzacji zaczyna wywierać coraz bardziej zauważalny wpływ na pracowników, a także sposób organizacji pracy w poszczególnych przedsiębiorstwach. Co więcej, powinniśmy się spodziewać, że zmiany w tym zakresie będą zachodziły coraz szybciej.

– Aby naprawdę uświadomić sobie rzeczywistą, wymierną wartość i skalę potencjalnych korzyści, które niesie ze sobą wdrożenie w firmie czy instytucji inteligentnej automatyzacji, należy cały czas pamiętać, że proces takiej transformacji nie ogranicza się do zastosowania nowych technologii. Ma ona też niebagatelny wpływ na całość kapitału ludzkiego danej instytucji. Pracownicy muszą sobie zdawać sprawę, w jaki sposób i jak bardzo automatyzacja zmieni ich pracę. Firmy, które już uświadomiły swoich pracowników w tym zakresie, mogą wyciągać wnioski z ich krytycznych uwag i w przyszłości lepiej przygotowywać się do kolejnych proponowanych i wprowadzanych zmian – mówi John Guziak, Partner, lider Human Capital w Deloitte.

Odrodzenie polskich winnic – rośnie produkcja i eksport win gronowych

Uprawa winorośli w Polsce staje się coraz bar-dziej popularna dzięki sprzyjającym warunkom klimatycznym. Dekadę temu taką działalność prowadziło 26 podmiotów, zaś w ostatnim roku gospodarczym 2019/2020 w rejestrze Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR) zarejestrowanych było 294 plantatorów. Obszar upraw w ostatnich 10 latach również powiększył się po-nad dziesięciokrotnie i w sezonie 2020/2021 ma wynieść 555 ha. W ślad za tymi zmianami rośnie także wielkość produkcji wina gronowego, która osiągnęła poziom ponad 1,4 mln l w 2019/2020 i była o 12,6 proc. większa niż rok wcześniej. W Polsce produkowane są głównie wina białe, które stanowią ok. 60 proc. produkcji win gro-nowych (853 tys. l w ub.r.) [7].

W latach 2015-2019 polski eksport wina gronowego wzrósł ponad pięciokrotnie, z 6,1 mln EUR w 2015 r. (2,2 mln l) do 31,5 mln EUR (12,3 mln l). W 2019 r. aż 97,7 proc. wartości dostaw do po-nad 50 krajów świata stanowiło wino gronowe (CN 2204), a 2,3 proc. to wermuty i pozostałe wina (gronowe) aromatyzowane (CN 2205). W ujęciu wartościowym, największymi odbiorcami byli nasi wschodni sąsiedzi, w tym Ukraina (48,8 proc. ogółu dostaw wina gronowego i 32,9 proc. ogółu dostaw wermutu i wina aromatyzowanego), Rosja (31,0 proc. i 3,3 proc.) i Białoruś (5,4 proc. i 2,0 proc.) [8]. W Unii najwięcej polskiego wina gronowego nabywają Niemcy, Holendrzy i Szwedzi, a także Brytyjczycy. Większość polskiego eks-portu win gronowych to reeksport.

Od kilku lat rośnie import win gronowych. W latach 2015-2019 wzrósł on z 240,7 mln EUR (117,7 mln l) do 346,6 mln EUR (153,1 mln l), z czego 93,4 proc. wartości importu stanowiły wina gronowe, zaś 6,6 proc. – wermuty i wina gronowe aromatyzowane. Najwięcej win gro-nowych sprowadzono z Włoch (ok. 19,5 proc. wartości dostaw w ramach tej pozycji towarowej), Niemiec (14,8 proc.), Francji (12,1 proc.), USA (10,3 proc.), Hiszpanii (8,6 proc.) i Portugalii (6,7 proc.). Liczące się dostawy napłynęły także z Chile, Bułgarii, Mołdowy, Gruzji, Australii i Węgier. Wermuty i wina gronowe aromatyzowane zakupiono we Włoszech (64,1 proc. wartości importu w ramach tej pozycji towarowej), USA (17,6 proc.) i Bułgarii (10,4 proc.).

Polski eksport i import win gronowych

Mimo pandemii, podczas 9 miesięcy br. za-równo eksport, jak i import win gronowych w ujęciu wartościowym wzrósł. Przy czym, według danych GUS, w okresie I-IX 2020 r., względem analogicznego okresu ub. r., nasz eksport wzrósł o 15,6 proc. r/r w przypadku win gronowych i spadł o 24,6 proc. r/r w przypadku wermutów i win aromatyzowanych. Natomiast import w pierwszym przypadku wzrósł o 2,9 proc. r/r, zaś w drugim – spadł o 1,9 proc. r/r. [9].

Eksperci liczą, że ze względu na jakość i charakter rodzimej produkcji Polska będzie interesującym punktem na winiarskiej mapie Eu-ropy. Z powodu uwarunkowań klimatycznych nie mamy szans stać się potęgą w winiarstwie, ale możemy wyspecjalizować się w produkcji win odmiennych od powstających w innych regionach Europy czy świata i przez to ciekawych dla koneserów tego trunku [10]. Prawdo-podobnie nadal będzie przybywać winnic produkujących wina najwyższej jakości.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[7] Dane KOWR (na dzień 25.10.2020 r.), https://kowr.gov.pl/ interwencja/wino [dostęp: 08.12.2020].
[8] Według danych ITC, http://www.intracen.org/itc/market-info-tools/trade-statistic/ [dostęp: 08.12.2020].
[9] Dane GUS, http://swaid.stat.gov.pl/SitePagesDBW/ HandelZagraniczny.aspx [dostęp: 07.12.2020].
[10] https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-polskie-wina-zdobeda-rynek,nId,4179911 [dostęp: 08.12.2020].

Apetyt na ryzyko nie ustępuje

Apetyt na ryzyko w żadnym stopniu nie maleje. Świadczą o tym nowe,  historyczne szczyty na Wall Street na wczorajszej sesji oraz spadki indeksu dolarowego (DXY). Dobre nastroje podtrzymała giełda w Azji, gdzie większość indeksów zamknęło się powyżej kreski. Podtrzymywany tryb risk-on to efekt nadziei inwestorów na rychłe ustalenie fiskalnego pakietu stymulacyjnego przez polityków w USA oraz złagodzenie obaw o wzrost przypadków zachorowań na COVID-19. Nie zapominajmy o dzisiejszej rozmowie von der Leyen – Johnson ws. umowy o brexicie.

Giełdy zdążyły już nas przyzwyczaić do tego, że mimo panującej pandemii, kupujących akcje jest nadal więcej niż tych, którzy chcą się ich pozbyć. Co prawda zmienność na światowych giełdach nie jest powalająca, to jednak każde zamknięcie sesji kolorem zielonym podtrzymuje panujący optymizm. Paliwem do wzrostów jest nadal temat pakietu stymulacyjnego w USA. Wczoraj Sekretarz Skarbu Steven Mnuchin przedstawił przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi propozycję  wartą 916 mld dolarów. Pani Pelosi przyznała, że mamy postęp w negocjacjach, jednak pewne elementy nadal są nie do zaakceptowania.

Na froncie pandemicznym nadal brak silnych przesłanek wypłaszczenia krzywej zachorowań. W ostatniej dobie w USA potwierdzono zakażenie u ponad 192 tys. osób a liczba ofiar była na poziomie 1404. Rynek jednak zauważa pozytywne elementy całej tej układanki. Za nami już drugi dzień szczepień na COVID-19 w Wielkiej Brytanii, która jest pierwszym krajem, które zaakceptowało szczepionkę. W ubiegłym tygodniu brytyjska agencja ds. regulacji leków (MHRA) dopuściła do użytku preparat wypracowany przez Pfizera oraz BioNTech. Symbolem tego przełomu jest zaszczepiona 91-letnia Brytyjka. Dodatkowo dobre nastroje podtrzymała deklaracja Prezydenta-elekta Bidena o wprowadzeniu na rynek 100 mln dawek leku przez pierwsze 100 dni prezydentury. Dodatkowo lider Demokratów podczas konferencji przedstawił swój plan walki z wirusem.

Dziś zmienności na funcie możemy oczekiwać w godzinach popołudniowo – wieczornych. Zaplanowana rozmowa między szefową KE a premierem Wielkiej Brytanii z pewnością nie przyniesie  ostatecznych rozstrzygnięć. Może być jednak katalizatorem pozytywnych informacji i dalszej aprecjacji GBP. Von der Leyen zakomunikowała na Twiterze, że „dyskusja na temat umowy o partnerstwie będzie kontynuowana”. Większych konkretów możemy oczekiwać na rozpoczynającym się jutro szczycie Unii Europejskiej. Pomiędzy dwoma stronami nadal kwestiami spornymi są prawa połowowe oraz rozstrzyganie sporów i zasad uczciwej konkurencji dla przedsiębiorstw.  Inwestorzy jednak nie wierzą w nieodpowiedzialność polityków i dyskontują pozytywny scenariusz. Przypomnijmy, że brak porozumienia będzie szkodliwy dla obydwu gospodarek. Wówczas do wzajemnych relacji handlowych musiałyby być wprowadzone zasady Światowej Organizacji Handlu, czego pokłosiem byłyby nałożone cła oraz wprowadzone kontrole celne. „Kabel” mimo poniedziałkowego dynamicznego spadku obecnie „trzyma się” stosunkowo wysoko. GPB/USD jest obecnie na poziomie 1.3375. Test kluczowego oporu horyzontalnego poziomu 1.3480 w najbliższym czasie jest nadal realny. Wczorajsze odreagowanie ceny było spowodowane doniesieniami agencji Reuters, które wskazywały, że strony doszły do porozumienia w kwestiach spornych. Dopóki jednak nie będziemy mieli tego na papierze, dopóty niepewność i ryzyko twardego brexitu pozostaje.

Dziś o 16:00 W Kanadzie bank centralny powinien utrzymać politykę bez zmian (0,25 proc.), choć atak drugiej fali pandemii podniósł ryzyka wokół tempa wzrostu i prawdopodobnie będzie skutkować łagodnym wydźwiękiem komunikatu. Bez sygnałów dodatkowego łagodzenia polityki monetarnej, decyzja BoC powinna być neutralna dla CAD. Z pewnością bank będzie brał pod uwagę ostatnie dane z rynku pracy, które poznaliśmy w ubiegły piątek. Liczby pokazały poprawę. Przybyło więcej nowych miejsc pracy a stopa bezrobocia spadła do poziomu 8,5 proc.

Pomimo sporu między UE a Polską i Węgrami w sprawie mechanizmu warunkowości w wieloletnich ramach finansowych UE,  złoty jest stosunkowo silny. Para EUR/PLN jest wyceniana aktualnie na 4.4435, a dziś w nocy PLN był najmocniejszy w relacji do EUR od 20 września. Zmienność na parach z PLN będzie podwyższona do końca tygodnia. Na wczorajszej konferencji prasowej Michael Roh podkreślił, że Niemcy są zdeterminowane, aby wypracować rozwiązanie, które umożliwiłoby wyjście z impasu w negocjacjach związanych z unijnym budżetem i funduszem pomocowym. Pozytywne wieści z Brukseli mogą spowodować kolejny ruch aprecjacyjny złotego do poziomu 4.4237 – szczytów z sierpnia bieżącego roku.

Łukasz Zembik, Kierownik dep. analiz TMS Brokers

Polacy na świąteczne zakupy spożywcze przeznaczą średnio 200-400 zł. Głównie ruszą do dyskontów po promocje

Ponad połowa Polaków zrobi zakupy spożywcze na święta tylko w sklepach stacjonarnych. Niemal 3 osoby na 10 badanych połączą wizyty w placówkach z transakcjami w Internecie. Przeszło 50% rodaków zamierza kupić potrzebne produkty w okresie od 7 do 14 dni przed Bożym Narodzeniem. Najczęściej będą odwiedzane dyskonty. Konsumenci zapewniają, że w tym roku największe znaczenie będzie mieć dla nich cena. Prawie co czwarty shopper planuje wydać 300-400 zł. Z kolei 80% ankietowanych będzie szukało produktów w promocji. 

Z badania „Świąteczna lista zakupów 2020”, wykonanego przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX, wynika, że ponad 51% konsumentów planuje zrobić zakupy spożywcze na święta w sklepach stacjonarnych. Blisko 28% osób zamierza nabyć część produktów online, a niektóre artykuły – offline. Patrząc na ten wynik, a także na pozostałe odpowiedzi dotyczące transakcji internetowych, widać, że na e-handel postawi w sumie prawie 33% Polaków.

– Zakupy FMCG online rosną, ale Polacy zdecydowanie więcej wydają w sklepach stacjonarnych. Mocna pozycja dyskontów oraz ogólnie handlu nowoczesnego gwarantuje konsumentom bardzo atrakcyjne ceny na znane im marki. Siatka tych placówek jest ciągle powiększana. To oznacza, że do wybranej sieci handlowej mamy coraz bliżej – komentuje Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy BLIX.

Badanie również pokazuje, że 28,3% ankietowanych chce zrobić zakupy dopiero na tydzień przed Bożym Narodzeniem. Natomiast 22,5% respondentów – 2 tygodnie przed świętami. Polacy wskazali też konkretne sklepy, do których zamierzają się wybrać. W pierwszej trójce znajdują się takie sieci, jak Biedronka, Lidl oraz Kaufland. Zatem widać, że najpopularniejsze w tym okresie będą dyskonty.

– Wielu konsumentów zamierza zminimalizować czas pobytu w sklepach i centrach handlowych. Zrobią zakupy wcześniej, by nie stać w zatłoczonych placówkach. Co do wybieranych formatów to obserwujemy nieco inny trend. Polacy najbardziej ufają sklepom osiedlowym. Doceniają, że w nich zakupy są szybkie i bezpieczne. Chcąc dotrzeć do takiego miejsca, nie trzeba korzystać ze środków transportu. Ponadto na niewielkiej powierzchni łatwiej utrzymać standardy sanitarne. Nie ma tam wielu ludzi, a czas przebywania w nich jest krótki – podkreśla Maciej Ptaszyński, wiceprezes Polskiej Izby Handlu.

Ankietowani wskazali też, co w tym roku zadecyduje o zakupie artykułów spożywczych na święta. To przede wszystkim cena (74,7%), promocje (65,8%) i jakość (65,7%). Jak podkreśla ekspert z PIH, te preferencje nie odbiegają w sposób znaczący od normy i zwykłych zachowań konsumentów.

– Polacy zawsze szukają okazji związanych z zakupami. Jednak jeśli chodzi o żywność, to nie jest to tak oczywiste. Święta to czas, w którym chcemy, żeby na stole znalazły się produkty, które pasują do kulinarnej tradycji i spełniają nasze oczekiwania co do jakości. Obecna sytuacja w kraju sprawia, że konsumenci planują mniejsze wydatki. Chcąc zachować zasobność stołu, będą kierowali się do sklepów z najbardziej widocznymi promocjami. Jednocześnie będą oczekiwali, że rabaty nie są wynikiem słabszej jakości – stwierdza Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Dla ponad 65% konsumentów minimalny koszt zakupów spożywczych na tegoroczne święta to 300 zł. 22,5% chce przeznaczyć na ten cel 301-400 zł, a 20,2% – od 201 do 300 zł. Z kolei blisko 19% planuje wydatki powyżej 500 zł.

– Pandemia i wynikająca z niej niepewność ekonomiczna mogą wpływać na decyzje zakupowe. Poza tym tegoroczne Boże Narodzenie będziemy spędzać zapewne raczej w dużo węższym gronie niż zwykle. To może potencjalnie mieć pewien wpływ na skalę zakupów – zaznacza wiceprezes Ptaszyński.

Jak zauważa dyrektor Gantner, Polacy deklarują mniejsze wydatki na zakupy w porównaniu z ub.r. Widać to m.in. w grupie, która zamierza przeznaczyć na ten cel powyżej 500 zł. Według eksperta, na pewno wpływ na to ma presja spowodowana sytuacją ekonomiczną i niezbyt dobre nastroje. Część osób osiąga mniejsze dochody niż przed pandemią. Ponadto mamy inflację, jedną z najwyższych w UE. Ona od trzech lat powoduje ogólny wzrost cen. Jednak w ciągu ostatnich 2 lat wskaźnik udziału wydatków na żywność w budżetach domowych nieustannie rośnie. Obecnie wynosi ok. 23%, co ewidentnie świadczy o tym, że tego rodzaju produkty stają się znaczącym kosztem dla Polaków. Dla porównania, wskaźnik ten w Niemczech wynosi ok. 11%.

– Na spotkaniach rodzinnych będzie mniej osób niż w minionych latach. Z tego powodu nie ma potrzeby robienia takich zakupów jak dotychczas. Ale będzie więcej domostw, w których ludzie usiądą przy świątecznym stole w mniejszym gronie. To paradoksalnie może wpłynąć na większą ilość zakupionych produktów FMCG – analizuje Marcin Wierzbicki, Business Manager w Grupie BLIX.

Badanie pokazuje też inny trend. Ponad 80% konsumentów będzie przed świętami szukać produktów w promocjach. Jak zaznacza Marcin Lenkiewicz, Polacy kochają rabaty, a przy świętach to niemal „sport narodowy”. W ustalonym budżecie chcemy kupić więcej. Ale w niektórych sieciach handlowych jest mniej promocji niż przed pandemią.

– Polacy szukają przede wszystkim żywności, która zapewni dobrej jakości świąteczny stół. Z jednej strony chcielibyśmy utrzymać ten styl życia, do którego się przyzwyczailiśmy. Ale z drugiej strony, te produkty są coraz droższe i musimy bardziej liczyć się z kosztami. W związku z tym rozglądamy się za promocjami, ale też dokonujemy zakupów w sposób bardziej świadomy, zwracając uwagę na skład produktów – informuje dyrektor PFPŻ.

Do tego wychodzi, że blisko 90% konsumentów skorzysta z tzw. listy zakupów. Według analityków z UCE RESEARCH, ten wynik nie powinien nikogo już dziwić. Podkreślają oni, że z rosnącą popularyzacją tego rozwiązania mamy do czynienia już od dłuższego czasu. A pandemia dodatkowo jeszcze poszerzyła ten trend. Bez wątpienia taka lista ułatwia zaplanowanie zakupów, pomaga zaoszczędzić czas i pieniądze podczas wizyty w sklepie.

Badanie metodą CAWI zostało przeprowadzone pod koniec listopada br. przez UCE RESEARCH we  współpracy z Grupą BLIX na reprezentatywnej próbie 1 061 dorosłych Polaków.

Cyfryzacja coraz ważniejsza dla polskich przedsiębiorców – wyniki badania Smart Industry Polska 2020

Według badania „Smart Industry Polska 2020”, wśród polskich przedsiębiorców sektora MŚP wzrosła świadomość korzyści, jakie daje cyfryzacja. W porównaniu do 2018 roku odnotowano wzrost wdrożeń koncepcji Industry 4.0 (w 2018 dotyczyły 4,5% firm, a w 2020 – 7,2%), nastąpił również dwukrotny wzrost planów dotyczących jej wdrożenia – z 11% w 2018 do 25,5% w 2020. Ponadto, 30% przedstawicieli C-level uważa, że wdrażanie rozwiązań cyfrowych wpłynie na sukces ich firmy w przyszłości.

We wrześniu br. firma Siemens we współpracy z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii zakończyła 5. edycję badania „Smart Industry Polska”. Zostało ono przeprowadzone przez agencję badawczą Kantar Polska na grupie małych oraz średnich firm.

Cyfryzacja coraz częściej uwzględniana w strategii firm

W porównaniu do wyników poprzedniej edycji badania odnotowano wyraźny wzrost odsetka ankietowanych deklarujących, że technologie zgodne z koncepcją Industry 4.0 stanowią element strategii ich firmy – odnosi się to zwłaszcza do planów wdrożenia (ponad dwukrotny wzrost z 11% do 25,5%). Decyzja o cyfryzacji powoduje rzeczywiste zmiany, między innymi w wymaganiach odnośnie kompetencji pracowników. W efekcie zdefiniowania na nowo priorytetów i nastawienia strategicznego na informatyzację i automatyzację procesów produkcyjnych, przedsiębiorstwa częściej zmieniają oczekiwania względem pracowników, uwzględniając w nich potrzeby związane z transformacją cyfrową. Z badania wynika, że w 30% firm, w których koncepcja Industry 4.0 stanowi element strategii firmy, określono nowe oczekiwania lub zmieniono wymogi względem pracowników odnośnie kompetencji cyfrowych.

Smart Industry Polska Dominika BettmanSzczególnie cieszy nas większa świadomość rynku w zakresie korzyści, jakie daje digitalizacja. Przedsiębiorstwa coraz częściej wpisują cyfryzację do swojej strategii biznesowej. Siemens od samego początku wspiera przedsiębiorców w rozwoju zapewniając know-how, dostęp do szkoleń i wiedzy konsultantów. Bardzo dobrze rozumiemy także specyfikę działania i potrzeby MŚP z branży przemysłowej i aktywnie angażujemy się w transformację cyfrową tego sektora gospodarki.” – mówi Dominika Bettman, CEO Siemens Polska.

W przypadku przedsiębiorstw produkcyjnych sektora MŚP transformacja cyfrowa przeprowadzona została w umiarkowanie dużym odsetku firm. Zgodnie z deklaracją ankietowanych, najczęściej wdrażanymi technologiami cyfrowymi, zgodnymi z koncepcją Industry 4.0 były: analityka danych i optymalizacja produkcji (59,5%), predictive maintenance (31,4%), robotyzacja linii produkcyjnych (28,8%), oprogramowanie obniżające koszty prototypowania produktów i wprowadzania nowych (25,5%), Internet of Things (19%) oraz druk 3D (18,3%).2020_12_Smart Industry Polska_infografika (1)

Efekty cyfryzacji procentować będą w przyszłości

Wdrażanie rozwiązań cyfrowych stosunkowo rzadko postrzegane jest jako element decydujący o bieżącym wzroście konkurencyjności firmy. Wśród tego rodzaju rozwiązań najczęściej wymieniane było: wdrażanie cyfrowych rozwiązań technologicznych – 17%, rozwiązania cyber-fizyczne – 13% oraz cyfryzacja w zarządzaniu firmą – 12%. Respondenci spodziewają się jednak, że w przyszłości, dzięki cyfryzacji poprawi się efektywność ich organizacji. Dosyć duży odsetek, bo 30% badanych uznało wdrażanie cyfrowych rozwiązań technologicznych za element, który uda się przekuć w sukces firmy w perspektywie najbliższych 3 lat. Inne czynniki, które mają wpłynąć na zwiększenie możliwości ankietowanych przedsiębiorstw w najbliższych latach to: rozwiązania cyber-fizyczne – 24% oraz cyfryzacja w zarządzaniu firmą – 31%.2020_12_Smart Industry Polska_infografika (2)

„Proces inwestycji w zaawansowane technologie w nowej rzeczywistości wymagać będzie pogłębionej analizy potrzeb, która wyeliminuje ryzyko inwestycyjne. Wyniki raportu wyraźnie wskazują na potrzebę rozwoju profesjonalnych usług informacyjnych, demonstracyjnych, szkoleniowych i doradczych dla firm na równi z instrumentami finansowymi, takimi jak ulga na B+R, która uwolniła apetyt polskich firm na innowacje” – mówi dr Beata Lubos, Dyrektor Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

Digitalizacja wprowadzana jest zazwyczaj w obszarach, w których, w obecnych czasach, dość łatwo jest ją zrealizować. W zakresie komunikacji i współpracy z klientami lub dostawcami transformacja cyfrowa realizowana jest obecnie aż w 60% firm, natomiast w zakresie uruchamiania cyfrowych kanałów dystrybucji czy cyfrowego wsparcia sprzedaży wdrożyło ją już jedynie 25% firm. W 70% firm, w których wdrożono w ostatnim czasie cyfryzację sposobu pracy, ankietowani byli zdania, że jej bezpośrednią przyczyną była pandemia koronawirusa.2020_12_Smart Industry Polska_infografika (3)

Kompetencje cyfrowe polskich przedsiębiorców

Badanie miało także na celu sprawdzenie, w jakich obszarach przedsiębiorcy deklarują posiadane kompetencje. Okazuje się, że osoby zarządzające w polskich firmach MŚP rzadziej przyznają się do posiadania kompetencji w zakresie cyfryzacji niż ma to miejsce w przypadku kompetencji związanych z zarządzaniem ludźmi. Najwyżej oceniają swoje kompetencje cyfrowe w zakresie analityki danych i optymalizacji produkcji. Jej znajomość została określona za w pełni wystarczającą przez 55% ankietowanych. Własna ocena pozostałych kompetencji cyfrowych przez polskich przedsiębiorców wypada już znacznie słabiej, np. sztuczna inteligencja (15%), cyfrowy bliźniak i digitalizacja produkcji (15%), Big Data (22%). Badani przedstawiciele C-level są natomiast przekonani o swoich wystarczających kompetencjach w obszarze zarządzania ludźmi. Nieco gorzej oceniają własne umiejętności zarządzania produktem i produkcją. Niepokoi fakt, że ponad 45% ankietowanych nie zdobywa wiedzy na temat cyfryzacji.

Zarządzający polskimi przedsiębiorstwami, wśród posiadanych kompetencji cyfrowych najwyżej oceniają własną wiedzę w obszarze analityki danych i optymalizacji produkcji, co może sugerować, że najważniejsze jest dla nich bieżące zwiększanie efektywności biznesowej. Na zwrot z inwestycji w cyfryzację należy jednak patrzeć w dłuższej perspektywie. Biorąc pod uwagę dłuższy horyzont, zmiany te wpłyną na wzrost jakości produkcji, obniżenie kosztów, większe możliwości wytwórcze zarówno w kontekście asortymentu jak i wolumenu produkcji i w efekcie znacząco przyczynią się do poprawy konkurencyjności polskiego biznesu.” – mówi Dominika Bettman.

2020_12_Smart Industry Polska_infografika (4)Kto stoi za transformacją w polskim przemyśle ?

Zdecydowana większość przedstawicieli C-level posiada wyższe wykształcenie, to znaczy jest absolwentem studiów pierwszego lub drugiego stopnia – łącznie 80,6%. Wśród przedstawicieli kadry zarządzającej zbliżony odsetek badanych to absolwenci kierunków związanych z finansami / ekonomią (37,3%) oraz technicznych / ścisłych (36,6%). Mniej niż 5% ankietowanych posiada dyplom studiów typu MBA. Z badania wynika, że przedstawiciele kadry zarządzającej w większości są przeświadczeni o posiadaniu dobrze wykształconych kompetencji miękkich, takich jak umiejętności przywódcze (82%), zarządzanie danymi i informacjami (82%), zarządzanie personelem i zespołem produkcyjnym (79%), czy umiejętności negocjacyjne (73%).

Internet pozostaje najpopularniejszym źródłem informacji na temat transformacji cyfrowej w firmach. Znacznie niższy odsetek wskazań uzyskały specjalistyczne źródła, takie jak prasa fachowa, szkolenia czy publikacje naukowe. Trzeba przy tym odnotować, że ponad 45% przedstawicieli kadry zarządzającej nie korzysta z żadnych źródeł informacji do zdobywania wiedzy na temat digitalizacji w przedsiębiorstwach.

Większość ankietowanych przedstawicieli C-level deklaruje, że zasięg działalności ich firm wykracza poza granice Polski (67%). Jedynie 14% respondentów zarządza firmami o lokalnym charakterze, a 18% prowadzi biznes o charakterze ogólnopolskim.

###

O Smart Industry:

Smart Industry, podobnie jak Industry 4.0, jest pojęciem, które obejmuje swoim zasięgiem zjawiska związane z cyfryzacją gospodarki, w szczególności przemysłu. Smart Industry opiera się na trzech filarach:

  • digitalizacji informacji pozwalającej na stworzenie bardziej efektywnego łańcucha wartości i wydajniejsze zarządzanie procesami produkcji na wszystkich poziomach,
  • elastycznych i inteligentnych technologiach produkcji,
  • nowoczesnej komunikacji z wykorzystaniem technologii i możliwości współczesnych sieci pomiędzy uczestnikami rynku, systemami i użytkownikami końcowymi.

O badaniu:

Badanie Smart Industry Polska 2020 miało na celu określenie portretu przedstawiciela C-level, zarządzającego firmą produkcyjną sektora MŚP, poznanie jego motywacji do rozwoju organizacji, zbadanie co uważa za sukces, gdzie widzi swój biznes za 3 lata, jaką wiedzę nt. transformacji cyfrowej posiada.

Szczegółowe cele badania koncentrowały się wokół takich zagadnień, jak:

  • profil właściciela / kadry zarządzającej firmy (dane metryczkowe, kompetencje pozyskane

i oczekiwane, szkolenia, kompetencje potrzebne przy transformacji cyfrowej przedsiębiorstwa),

  • ocena sukcesu firmy lub jego brak i czynniki generujące sukces lub porażkę (w tym ocena tego,

czym jest sukces, jaka jest jego diagnoza, co na niego wpływa teraz i w perspektywie 3 lat),

  • wiedza z zakresu technologii związanych z Industry 4.0. – w odniesieniu do wybranych wcześniejszych wyników badania Smart Industry Polska.

W próbie uwzględnione zostały małe oraz średnie przedsiębiorstwa w liczebnościach:

  • b) N=90 – małe firmy (10-49 zatrudnionych);
  • c) N=60 – średnie firmy (50-250 zatrudnionych).

Respondentami w badaniu była kadra zarządzająca oraz właściciele firm produkcyjnych (prezesi, dyrektorzy zarządzający), reprezentujących sektor MŚP.

Badanie zrealizowane zostało metodą pre-aranżowanych wywiadów telefonicznych. Próba obejmowała firmy produkcyjne prowadzące działalność produkcyjną w Polsce (co oznacza, posiadanie przynajmniej jednej linii produkcyjnej).

Giełdy biorą oddech

Pierwsza, grudniowa korekta na Wall Street nie powinna nikogo dziwić. Chwila zawahania powoduje, że inwestorzy pozbywają się akcji. Wystarczyło, że rozmowy na temat pakietu stymulacyjnego w USA zwolniły i napotkały trudności, aby skłonić część rynku do realizacji zysków. W Europie rynki żyły również rozmową „ostatniej szansy”. Środowa kolacja Von Der Leyen – Bojo nie była jednak przełomem. Stanowiska obydwu stron „pozostają daleko od siebie”. Dziś rynek wyczekuje decyzji EBC.

Indeks spółek technologicznych NASDAQ100 podczas wczorajszej sesji zniósł tygodniowe wzrosty. Stracił najwięcej z amerykańskich benchmarków, bo aż – 2,15 proc. Lepiej radził sobie S&P500, który zamknął się 0,79 proc. pod kreską. Wszystko na skutek braku rozstrzygnięć w negocjacjach nad fiskalnym pakietem pomocowym. Prawodawcy Demokratów i Republikanów pracujący nad planem pomocowy, przedstawili co prawda bardziej szczegółowo podsumowanie swojej propozycji,  ale nadal jednak nie rozwiązali impasu związanego m.in. z pomocą dla władz stanowych i lokalnych. Izba Reprezentantów zatwierdziła przedłużenie o tydzień zgody rządu federalnego na wydatki stanowe. Stary termin wygasa jutro. To dało politykom kilka kolejnych dni na ogłoszenie finalnych decyzji.

Rozmowa pomiędzy szefową KE a premierem Wielkiej Brytania finalnie nie wniosła niczego nowego. Co prawda strony donoszą, że dyskusja była ożywiona i interesująca, a każda z nich rozumie swoje stanowiska. Von der Leyen oraz Johnson przyznali, że sytuacja jest nadal trudna, a różnice między UE a Wielką Brytanią są duże. To co inwestorów interesuje najbardziej to fakt, że ostatecznym terminem na podjęcie wiążących decyzji jest obecnie najbliższa niedziela. Cały czas sprawa rozbija się o prawa połowu ryb na wodach brytyjskich oraz regulacje w takich obszarach jak prawa pracownicze, ochrona środowiska czy prawa konsumenckie. Europejskie giełdy znalazły się pod presją sprzedających. Niemiecki indeks DAX na początku sesji mocno zyskiwał a notowania przebiły nawet szczyty z przełomu listopada i grudnia (13 440 pkt), jednak z godziny na godzinę podaż brała górę.

Dziś oczy inwestorów będą zwrócone na godzinę 13:45, kiedy Europejski Bank Centralny ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych. Większa zmienność na rynku jest prawdopodobna dopiero o godz. 14:30, kiedy głos zabierze pani Lagarde. Przypomnijmy, że w październiku EBC zasygnalizował, o  „rekalibracji” narzędzi ekspansji monetarnej w grudniu. W poprzednim tygodni na rynku pojawiły się doniesienia, że jest duża szansa na rozszerzenie programu PEPP. Na dzisiejszym posiedzeniu kluczowe będzie jak bardzo instytucja podkreśli swój ultra-gołębi charakter. Ogólnie kluczowym zadaniem stojącym przed EBC w czwartek jest podkreślenie obszerności ekspansji monetarnej i determinacji banku do wsparcia gospodarki i łagodzenia warunków finansowych. Program PEPP jest flagowym narzędziem przeciwdziałania kryzysowi, stąd tutaj powinien być największy nacisk. Spodziewamy się zwiększenia programu o co najmniej 500 mld EUR i wydłużenia go co najmniej do końca 2021 r. Z perspektywy oczekiwań rynkowych jest to minimum, jakie EBC musi zrobić. Decyzja o 600-700 mld EUR w okresie do połowy 2022 r. jest bardziej gołębim rozwiązaniem, choć prawdopodobnie byłaby uzupełniona o pozostawienie sobie przez instytucję furtki, że program może zostać wygaszony przed terminem. Takie stwierdzenie zneutralizowałoby gołębi wydźwięk większego od oczekiwań rozszerzenia PEPP, gdyż rynek odebrałby to jako przejaw oporu części Rady wobec większego skupu (wcześniej mogłyby się pojawić apele decydentów o wstrzymanie programu).

Jeśli chodzi o zmiany w TLTRO – tutaj nie było większych sygnałów ze strony banku. Dotychczasowe oprocentowanie pożyczek na poziomie -1 proc. powinno być utrzymane. Możliwe jest jednak odroczenie ich terminu zwrotu o rok – czyli do połowy 2020 roku. Da to dłuższy okres, kiedy banki komercyjne będą mogły korzystać z taniego finansowania. W rezultacie na rynku zwiększy się akcja kredytowa.

Nie zakładamy zmian w poziomie stopy referencyjnej (0 proc.) i depozytowej (-0,50 proc.). EBC traktuje obniżki jako narzędzie do reakcji na poważne szoki gospodarcze, a jesienna fala pandemii nie odmieniła wyraźnie długoterminowych perspektyw gospodarczych. Zakładamy, że negatywny wpływ restrykcji na nowe prognozy EBC będzie częściowo łagodzony przez wkalkulowanie immunizacji społeczeństwa, co dobiera argument za dodatkowym cięcie stóp procentowych. EUR/USD na wczorajszej sesji był pod presją sprzedających, a kurs ustanowił minima na 1,2060.

Wczoraj złoty w relacji do euro był najdroższy od września bieżącego roku. Kurs zatrzymał się na poziomie 4,4155 co z technicznego punktu widzenia oznaczało test wakacyjnych szczytów notowań. Aprecjacja złotego to oczywiście pokłosie rozmów pomiędzy UE a Polską i Węgrami. Projekt porozumienia został przedłożony innym krajom Unii Europejskiej wczoraj w godzinach wieczornych. Warszawa oraz Budapeszt liczy na deklarację Rady Europejskiej jak dokładnie będzie wyglądał zakres stosowania rozporządzenia o powiązaniu funduszy z praworządnością. Strona polska obawia się sprzeciwu m.in. Holendrów. Decyzja w sprawie ustępstw wobec Polski i Węgier zostanie podjęta dziś – czyli w pierwszym dniu szczytu Rady Europejskiej.

Łukasz Zembik, Kierownik dep. Analiz TMS Brokers

2/3 firm w polskiej branży usługowej należy do kobiet. Rusza XII edycja konkursu Bizneswoman Roku

Pod względem przedsiębiorczości Polki plasują się na wysokim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej – co trzecia polska firma została założona i jest prowadzona przez kobietę. Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką od ponad 12 lat wspiera przedsiębiorczynie, które nie boją się realizować odważnych biznesowych, społecznych i kulturalnych projektów oraz mężczyzn, którzy realizują politykę różnorodności i włączania.

W dotychczasowych edycjach konkursu Bizneswoman Roku nagrodzono już ponad setkę kobiet, które dzięki determinacji i zaangażowaniu zbudowały firmy nie tylko ogólnopolskie, ale również międzynarodowe. Wielu z nich to zwycięstwo otworzyło drogę do dalszych sukcesów, ułatwiło wejście na nowe rynki i dało szansę na pozyskanie inwestorów oraz partnerów biznesowych.

Polskie przedsiębiorczynie

Pod względem liczby firm założonych i prowadzonych przez kobiety Polska zajmuje jedno z najwyższych miejsc w Unii Europejskiej. Udział przedsiębiorstw prowadzonych przez kobiety wynosi blisko 30 proc., co oznacza, że co trzecia firma w Polsce została założona i jest prowadzona przez kobietę. Szczególnie zdominowany przez kobiety jest w Polsce rynek usług. Jak wynika z danych zebranych przez agencję badawczą Bisnode w branży indywidualnej działalności usługowej aż 75% firm spośród ponad 10 tysięcy przebadanych należy do kobiet. W większości są to niewielkie przedsiębiorstwa, zatrudniające do 9 osób. Polskie bizneswoman realizują się głównie w sektorach związanych z dbaniem o urodę i kondycję fizyczną, ale także w doradztwie prawnym i finansowym, księgowości, opiece weterynaryjnej oraz na polu produkcji odzieży i innych wyrobów tekstylnych. Na razie raczej nie widać ich w branżach tradycyjnie uważanych za męskie, jak np. przemysł ciężki, ale z pewnością w końcu niektóre zdecydują się spróbować swoich sił także i tam.

Z kolei aktywność kobiet w podziale na województwa pokazuje, że najbardziej aktywne biznesowo są mieszkanki regionu opolskiego, do których należy 34,5% tamtejszych firm, o 3,5% więcej niż w ubiegłym roku. Na drugim miejscu pod tym względem plasuje się województwo śląskie – 32,2% firm należy do kobiet – a na trzecim łódzkie – 31,7%. Najmniejszą aktywność biznesową wykazują mieszkanki Podkarpacia – należy do nich 25,7% tamtejszych przedsiębiorstw.

Wsparcie aktywnych kobiet

Kobiety mają pomysły na prowadzenie biznesów, ale często ich działania blokują wewnętrzne obawy związane z negatywnymi przekonaniami, że sobie nie poradzą czy nie dadzą rady utrzymać się na rynku. Dlatego tak bardzo potrzebne są inicjatywy, które nagłaśniają ich sukcesy, inspirują inne kobiety, zachęcając je do działania. Dowodzi tego liczba uczestniczek kolejnych edycji konkursu Bizneswoman Roku. W 2019 r. w kategoriach otwartych wpłynęło ponad 700 nominacji.

Cieszymy się niezmiernie, że po raz kolejny mamy możliwość wesprzeć działania na rzecz rozwoju przedsiębiorczości Polek – mówi Marta Życińska, Dyrektor ds. marketingu i komunikacji na Europę Środkowo-Wschodnią w Mastercard Europe – Aby osiągnąć sukces w biznesie, potrzebne są kompetencje, dobre pomysły, determinacja i niezachwiana wiara we własne możliwości, a tej ostatniej nadal wielu kobietom brakuje. Dlatego tak ważne jest, by pokazywać i nagradzać ich osiągnięcia, zachęcać do dalszej walki o własną niezależność i dawać przykład tym, które chciałyby realizować swoje pomysły, ale nie mogą zdecydować się na pierwszy krok.

W tym roku do grona partnerów konkursu dołączył Accenture, jeden ze światowych liderów na rynku outsourcingu i konsultingu w dziedzinie zarządzania i technologii. Równouprawnienie i różnorodność to fundamenty wartości, którymi kieruje się Accenture. To DNA naszej firmy stojące u podstaw innowacji, rozwoju i pozytywnie ukierunkowanej zmiany. Dzięki nim stawiamy czoła wyzwaniom teraźniejszości i śmiało patrzymy w przyszłość. Badania, które prowadzimy, jednoznacznie wskazują, że zapewnienie jak najbardziej zdywersyfikowanego środowiska jest motorem napędowym postępującej modernizacji. Jednym z tego aspektów jest zaangażowanie w działania wspierające różnorodność i usuwające wykluczenia. Wsparcie inicjatywy promującej rozwój przedsiębiorczości kobiet było dla nas czymś naturalnym. Cieszymy się, że możemy tu być – mówi Jarosław Kroc, Dyrektor Zarządzający i Prezes Accenture w Polsce.

O konkursie

Kandydatki mogą zgłaszać się do konkursu samodzielnie lub zostać nominowane przez osoby trzecie, które już zauważyły ich sukcesy i chciałyby, żeby docenili je też inni. Zgłoszeń oraz nominacji można dokonać poprzez formularz on-line na stronie www.bizneswomanroku.pl

Jeśli zgłoszenie nastąpi przez nominację od osób trzecich, kandydatka otrzymam maila z informacją o nominacji, linkiem do regulaminu oraz kategorii. Podejmując decyzję o starcie w konkursie, będzie musiała wypełnić formularz on-line w właściwej kategorii.

Zgłoszenia są przyjmowane w 7 kategoriach otwartych:

  • Biznes Roku, Przychód powyżej 10 mil złotych
  • Biznes Roku, Przychód poniżej 10 mil złotych
  • Pomysł na start / Biznes Lokalny
  • Startup Roku
  • Liderka w Nowych Technologiach
  • Organizacja przyjazna rodzicom
  • Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu – liderka, biznes, organizacja
  • Działalność Społeczna

Zgłoszenia przyjmowane są do 14 lutego 2021 r.

W kategoriach zamkniętych, czyli Grand Prix: Inspiratorka Roku, Male Champion of Change, Female Champion of Change kandydatki i kandydaci nominowani są przez członków Jury konkursu, ekspertów oraz Fundację.

Organizator: Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką

Polacy silnie popierają cyfryzację usług finansowych

Według opublikowanego dziś nowego ogólnoeuropejskiego badania, zleconego przez międzynarodową platformę inwestycyjną eToro, ponad 80% Polaków chce większej cyfryzacji w sektorze finansowym, w tym w bankowości internetowej oraz płatnościach i inwestowaniu online, w porównaniu ze średnią europejską, która wynosi 65%. Chociaż penetracja cyfrowa nie jest tak wysoka, jak w innych sektorach, takich jak zdrowie i energia, w porównaniu ze średnią europejską, Polacy są najbardziej zaawansowanymi użytkownikami bankowości internetowej (65% respondentów, przy średniej badania wynoszącej 52%) i płatności elektronicznych (48% respondentów, przy średniej badania wynoszącej 32%). Warto jednak podkreślić, że nadal istnieje duży potencjał na rozwój, jeśli chodzi o wykorzystanie platform inwestycyjnych online.

Badanie zostało przeprowadzone w dziewięciu krajach Europy przez Centrum Europejskich Badań Biznesowych (Cebr) na zlecenie eToro. Jego celem było przyjrzenie się przemianom cyfrowym zachodzącym w sektorach takich, jak finanse, zdrowie, handel detaliczny, energetyka i rozrywka.

Polacy są najbardziej przekonani co do pozytywnych aspektów korzystania z technologii cyfrowych. Aż 87% Polskich respondentów jest zdania, że technologia ułatwia im codzienne funkcjonowanie, w porównaniu ze średnią, która wynosi 72% we wszystkich dziewięciu badanych państw. Pandemia COVID-19 zwiększyła skalę wykorzystywania rozwiązań cyfrowych we wszystkich ww. sektorach, a wyniki raportu wskazują, że istnieje ogromny potencjał na dalszą transformację cyfrową w Polsce, w szczególności w sektorze finansów.

eToro Digital Transformation Index 2020
Źródło eToro Digital Transformation Index, 2020.

Dlaczego Polacy są na szczycie tabeli?

Według dr hab. Moniki Czerwonki, ekspertki w dziedzinie ekonomii behawioralnej ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, wyniki badania wyraźnie wskazują na większą otwartość Polaków do adoptowania nowych technologii, w porównaniu do wielu innych państw Europy.

„Próbując wytłumaczyć, dlaczego Polacy są bardziej otwarci na nowe technologie, możemy znaleźć interesujące odpowiedzi w teorii finansów behawioralnych i kultury finansowej. Według modelu kulturowego prof. Geerta Hofstede Polska wyróżnia się na tle badanych krajów najwyższym wskaźnikiem unikania niepewności (Uncertainty Avoidance Index – UAI). Niepewność możemy zdefiniować jako stopień zagrożenia odczuwany przez członków danej kultury w obliczu sytuacji nowych, nieznanych czy niepewnych. Uczucie to wyrażać się może stresem i potrzebą przewidywalności, która to może zostać zaspokojona przez wszelkiego rodzaju prawa, reguły czy systemy. Kultury o wysokim wskaźniku UAI nie lubią sytuacji dwuznacznych i oczekują klarownych struktur. To właśnie technologie cyfrowe pomagają tej niepewności unikać i są w tym kontekście co najwyżej postrzegane w kategorii konkretnego ryzyka, które jest dokładnie określone i przestaje być źródłem niepokoju”.

Jednak przy wciąż słabo rozwiniętej penetracji cyfrowej (Polska jest trzecia od końca w rankingu Digital Impact) proces cyfryzacji w Polsce wciąż ma przed sobą długą drogę.

Czy Polacy mogą się stać liderami w inwestowaniu internetowym?

„Znacząca luka między poziomem umiejętności technologicznych Polaków a faktycznym korzystaniem z technologii może wskazywać na to, że niektóre branże internetowe nie trafiają ze swoją ofertą do takiej liczby potencjalnych użytkowników, jaką realnie mogliby osiągnąć. Jak wskazują wyniki badania, jest to szczególnie widoczne na polu inwestowania online. Jest to świetna okazja dla internetowych platform inwestycyjnych na dalszy ich rozwój”, mówi dr hab. Monika Czerwonka.

Wpływ COVIDu

Badanie pokazuje również, że pandemia COVID-19 spowodowała znaczące i długoterminowe zmiany w preferencjach i tendencjach konsumenckich Polaków. Nawet 37% polskich respondentów spodziewa się, że będzie częściej używało technologii cyfrowych poza miejscem pracy, niż miało to miejsce przed pandemią, porównaniu ze średnią 27% wszystkich badanych państw. Wyniki sugerują też, że 38% respondentów z Polski zamierza użyć internetowych platform w celu zainwestowania w akcje i udziały.

„Takie zmiany mogą być wyjaśnione przy pomocy teorii szturchnięcia Thalera. Ludzie mają tendencję do używania ‘domyślnych’ rozwiązań. Większość codziennych wyborów jest dokonywana automatycznie i intuicyjnie. Gwałtowne zmiany, takie jak nagłe przejście na technologie cyfrowe i do świata online, które w pewnym sensie były na nas wymuszone z powodu pandemii, sprawiają, że zaczynamy ich używać  bardziej  intuicyjnie, bez wysiłku. Stało się to bardziej automatyczne i naturalne, więc prawdopodobnie   zostanie w naszym życiu społecznym na dłużej”, mówi dr hab. Monika Czerwonka.

Inne wnioski wynikające z badania:

  • Dania plasuje się najwyżej we wskaźnikach penetracji cyfrowej, podczas gdy Hiszpania przoduje w gotowości cyfrowej, gdzie znaczna część respondentów czuje się także pewnie, jeśli chodzi o przejście na cyfrowe rozwiązania w życiu codziennym, w tym oglądanie nieruchomości online, czy korzystanie z usług streamingowych;
  • Rumunia jest druga, za Polską, jeśli chodzi o entuzjazm i otwartość na nowe technologie, w szczególności w sektorze finansowym. To może po części być przypisane ciągłemu apetytowi na zmiany w tych wciąż rozwijających się rynkach i ciągłej chęci na ‘dogonienia’ państw Europy Zachodniej;
  • Niemcy wykazują najniższy poziom wsparcia dla rozwoju cyfryzacji spośród wszystkich dziewięciu analizowanych państw;
  • Włochy wypadają słabo we wskaźniku wzrostu cyfryzacji, co sugeruje, że perspektywa na zniwelowanie luki cyfrowej między nimi a innymi państwami Europy jest słaba.

Przyszłość jest cyfrowa

Od pracy po rodzinę, od pieniędzy po media, prawie wszystko co ważne w naszym życiu, zostało w tym roku zmienione przez COVID-19. Rok 2020 był czasem cyfrowego przyspieszenia. Cały świat jednocześnie wcisnął pedał gazu i w ciągu kilku tygodni ludzie przestawili się na cyfryzację w zakresie, który w normalnych warunkach zajęłoby wiele lat.

Yoni Assia, założyciel i prezes eToro, podsumowuje: „Nasza przyszłość będzie cyfrowa, czy nam się to podoba, czy nie, a większość badanych ludzi zgadza się, że technologia ułatwi im życie. Z badania możemy wnioskować, że obawy dot. dezinformacji i ochrony danych już zapoczątkowały działania wśród pokolenia millennialsów i gen z, którzy np. zaczęli usuwać swoje konta w social mediach. To wskazuje, że aby cyfrowy świat odniósł sukces, nie możemy tracić z oczu elementu ludzkiego, który jest w centrum tej transformacji. W związku z tym żywotność naszej cyfrowej przyszłości zależy od naszej zdolności do zapewnienia, że ten nowy świat będzie inkluzywny, moralny i – docelowo – ludzki”.

Ruszają zapisy na akcje Answear.com

W czwartek 10 grudnia rozpoczynają się zapisy na akcje Answear.com. Inwestorzy indywidualni mogą zapisać się na akcje Spółki w jednym z domów maklerskich uczestniczących w konsorcjum do 17 grudnia. Cena maksymalna została ustalona na 36,5 zł za akcję, oznacza to, że łączna wartość oferty może wynieść nawet 159 mln zł.

W konsorcjum detalicznym uczestniczy 8 domów maklerskich: Biuro Maklerskie mBanku, Trigon Dom Maklerski, Dom Maklerski Noble Securities, Santander Biuro Maklerskie, Biuro Maklerskie Alior Bank, Dom Maklerski BOŚ, Biuro Maklerskie PKO BP oraz Biuro Maklerskie Pekao.

Answear to typowy biznes B2C. Docieramy do młodego, lifestylowego klienta lubiącego znane marki. Dużą uwagę przykładamy do ich potrzeb, czego efektem jest bardzo dobrze dopasowana oferta produktowa wpisującą się w gusta i preferencje klientów z regionu CEE. Dodatkowo wyróżniamy się szybką dostawą w całym regionie. Klienci z Polski otrzymują swoje zamówienie  nawet w ciągu 24 godzin. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Answear.com uruchomi program lojalnościowy dla swoich akcjonariuszy. Każdy inwestor posiadający co najmniej 50 akcji Answear.com będzie mógł przystąpić do Answear Club Investor. Akcjonariusze, którzy dołączą do programu będą mogli liczyć na 20 proc. rabat (na produkty nieprzecenione, z wyłączeniem niektórych marek), wcześniejszy dostęp do akcji rabatowych, a także indywidualną usługę personal shopera (indywiudalne porady stylisty). Spółka zapowiada również specjalne akcje rabatowe dedykowane wyłącznie członkom klubu.

Answear Club Investor będzie pierwszym tego typu programem lojalnościowym na polskiej giełdzie w branży fashion – jesteśmy pionierami jeśli chodzi o taką inicjatywę wśród spółek z naszej branży. Zależy nam, aby nasi inwestorzy mogli poznać naszą markę i oferowane przez nas produkty, docenić ich jakość. Dodatkowo chcemy, by nasi inwestorzy byli naszymi klientami i odwrotnie. – dodaje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Answear.com po trzech kwartałach 2020 wypracował ponad 263 mln zł przychodów i przeszło 18 mln zł EBITDA. Według programu motywacyjnego opublikowanego w Prospekcie celem wynikowym w 2020 jest wartość EBITDA na poziomie przynajmniej 23 mln zł. Spółka spodziewa się bardzo dobrych wyników w IV kw., który zwykle jest najlepszy w branży odzieżowej.

Zamierzamy utrzmywać dotychczasowe, wysokie tempo wzrostu, przy jednoczesnym poprawianiu rentowności. Środki pozyskane z IPO z pewnością nam w tym pomogą. W kwestii IV kwartału liczymy na mocne wyniki. Listopad i grudzień to okres żniw w naszej branży. Co więcej pozytywny wpływ na naszą sprzedaż miały zamknięte sklepy, które były nieczynne przez 3 tygodnie listopada. – mówi Krzysztof Bajołek.

Harmonogram Oferty Answear.com:

9 grudnia 2020 Publikacja Prospektu.
10-17 grudnia 2020 Zapisy dla inwestorów indywidualnych.
do 18 grudnia 2020 Publikacja ostatecznej ceny i liczy akcji oferowanych.
18-22 grudnia 2020 Zapisy w transzy dla inwestorów instytucjonalnych.
do 23 grudnia 2020 Przydział akcji oferowanych.
około 8 stycznia 2021 Pierwszy dzień notowań akcji na GPW.

 

Już dziś decyzja EBC: przed nami zwiększenie programu PEPP. Jak zareaguje euro?

Europejski Bank Centralny dziś niemal na pewno ogłosi wdrożenie dodatkowych środków wspierających gospodarkę strefy euro, zmagającą się z drugą falą pandemii i ze związanymi z nią restrykcjami ograniczającymi aktywność gospodarczą. Jaki będzie wpływ tej decyzji na parę EUR/USD?

Druga fala pandemii COVID-19 stanowi istotne ryzyko dla europejskiej gospodarki. Liczba nowych zakażeń w krajach strefy euro zaczęła istotnie rosnąć na początku października. Doprowadziło to do ponownego wprowadzenia szeregu środków ograniczających rozprzestrzenianie się wirusa, znanych z pierwszej fali. Dwie największe gospodarki – Francja i Niemcy – wprowadziły lockdowny na szczeblu krajowym. Wiele innych krajów zdecydowało się na wdrożenie podobnych restrykcji. W życie weszły m.in. systemy wielopoziomowe (tiered systems), nocne godziny policyjne i ograniczenia dotyczące funkcjonowania obiektów usługowych (szczególnie gastronomicznych). Wdrożenie tych środków wzbudziło obawy o aktywność gospodarczą w strefie euro i spowodowało, że inwestorzy zaczęli w coraz większym stopniu liczyć na podjęcie dalszych działań przez EBC podczas posiedzenia 10 grudnia.

W czasie kryzysu EBC miał niewielkie pole do obniżenia i tak już ujemnych stóp procentowych. Zamiast tego postanowił stymulować gospodarkę, wykorzystując programy skupu aktywów. Wprowadzony w tym roku nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) rozszerzono w czerwcu. Powiększono pułap skupu aktywów do 1,35 bln euro i wydłużono jego funkcjonowanie co najmniej do końca czerwca 2021 roku. Podczas ostatniego posiedzenia w październiku Rada Prezesów wyraźnie zasygnalizowała, że kolejne rozszerzenie programu jest prawdopodobne. Prezes Lagarde zauważyła, że po ogłoszeniu nowych lockdownów nastąpiło „wyraźne pogorszenie” krótkoterminowych perspektyw, na co bank szybko zareaguje, aby zaradzić sytuacji. Od tamtej pory szereg oficjeli EBC odnosił się do możliwości podjęcia działań w grudniu. W ostatnim czasie w tym kontekście wypowiadali się członkowie Schnabel i Kazaks oraz główny ekonomista banku, Philip Lane.

Inwestorzy obecnie oczekują, że EBC w czwartek ogłosi nową rundę działań w zakresie stymulowania gospodarki. Sądzimy, że bank ponownie zdecyduje się na rozszerzenie nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii – być może o 500 mld euro, co zwiększyłoby łączną kwotę zakupów do 1,85 bln euro. Data zakończenia programu prawdopodobnie również zostanie przesunięta w czasie. Spodziewamy się, że PEPP zostanie wydłużony do co najmniej końca 2021 roku. Pozwoliłoby to na prowadzenie skupu aktywów do końca grudnia w podobnym tempie, co dotychczas (Wykres 1).

Wykres 1: Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP [mld euro] (marzec ‘20 – grudzień ‘20)

Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

Spekuluje się również, że EBC zdecyduje się na przedłużenie ukierunkowanych długoterminowych operacji refinansujących (Targeted Longer-Term Refinancing Operations – TLTRO), które zapewniają bankom pożyczki na wyjątkowo atrakcyjnych warunkach. Nie wyklucza się też wprowadzenia korzystnych dla banków modyfikacji systemu różnicowania oprocentowania depozytów (tiering facility). Powyższe zmiany byłyby jednak w znacznej mierze technicznymi modyfikacjami i naszym zdaniem raczej realnie nie wpłyną na reakcję rynku.

Wychodząc poza kwestie zmian w polityce pieniężnej, inwestorzy będą zwracać szczególną uwagę na zaktualizowane projekcje ekonomiczne dotyczące wzrostu gospodarczego i inflacji. Sądzimy, że prognoza PKB na 2020 rok niemal na pewno zostanie obniżona. Projekcja dla czwartego kwartału z września (+3,1% w ujęciu k/k) nie uwzględnia ostatniej rundy koronawirusowych obostrzeń, w związku z czym jest przestarzała i zbyt optymistyczna. O ile dotychczas nie opublikowano żadnych twardych danych pokrywających cały okres, w którym restrykcje były w mocy, o tyle jednak zbiorczy indeks PMI opisujący sytuację w przemyśle i usługach w listopadzie pokazał spadek do poziomu 45,3 pkt, najniższego poziomu od maja (Wykres 2).

Wykres 2: Indeksy PMI dla strefy euro (2017–2020)

Indeksy PMI dla strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

EBC może jednak wyrazić optymistyczny ton w kontekście perspektyw na rok 2021, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wiele szczepionek jest teraz bliskich wprowadzenia na rynek. Ich dystrybucja prawdopodobnie nastąpi wcześniej niż szacowano jakiś czas temu. Co tyczy się prognoz inflacji, nie spodziewamy się żadnych istotnych zmian podczas posiedzenia w tym tygodniu. Niemniej może dojść do lekkiej obniżki prognozy na rok 2021. Skupimy się jednak na tym, czy bank zmieni swój pogląd na siłę euro. Istnieje możliwość, że Lagarde odniesie się do niej, wyrażając obawy o wpływ aprecjacji waluty tak na wzrost gospodarczy, jak i inflację w kolejnych miesiącach. Nominalny efektywny kurs euro (NEER) wg JP Morgan obecnie znajduje się w okolicy najwyższego poziomu od listopada 2009 r. (Wykres 3).

Wykres 3: Nominalny efektywny kurs euro [JP Morgan] (2016–2020)

Nominalny efektywny kurs euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

Spodziewamy się, że komunikacja ze strony EBC, w tym prezes Lagarde, będzie charakteryzowała się nutą optymizmu w kontekście postępów związanych ze szczepionkami i perspektyw gospodarki strefy euro w 2021 roku. Niemniej sądzimy też, że krótkoterminowe perspektywy zostaną ocenione surowiej, a ton banku w tym kontekście będzie gołębi. Liczymy, że EBC stwierdzi, że dodatkowe środki stymulacyjne są niezbędne, żeby pomóc gospodarce poradzić sobie z drugą falą zakażeń. Tak jak wspomnieliśmy wyżej, spodziewamy się zwiększenia programu PEPP o 500 mld euro i wydłużenia programu do końca przyszłego roku. Sądzimy, że taki scenariusz jest w pełni zawarty w cenach aktywów, w związku z czym według nas jego realizacja nie będzie miała negatywnego wpływu na euro.

Rozszerzenie programu o kwotę mniejszą niż ok. 400 mld euro byłoby zaskoczeniem dla inwestorów i prawdopodobnie spowodowałoby natychmiastowe umocnienie euro w relacji do głównych walut. Z kolei bardziej agresywne luzowanie w połączeniu z istotną rewizją w dół prognoz PKB i pesymistyczną retoryką Lagarde, łagodzącą optymizm w kontekście szczepionek i wspominającą o obawach dotyczących siły euro, naszym zdaniem ciążyłoby euro. Uważamy, że wszelkie odniesienia do siły waluty mogłyby stanowić dla euro największe ryzyko w czwartek. Jeśli faktycznie tak będzie, to istnieje możliwość istotnego osłabienia euro – szczególnie biorąc pod uwagę okres trwania oraz skalę ostatnich wzrostów wspólnej europejskiej waluty.

Prognoza kursu euro

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
E-2020 4,40 3,70 4,88
Q1-2021 4,30 3,58 4,77
Q2-2021 4,28 3,54 4,74
Q3-2021 4,26 3,49 4,71
E-2021 4,25 3,43 4,66
E-2022 4,20 3,36 4,70

 

Decyzje EBC poznamy dziś o 13:45, konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Grupa IGLOTEX uruchomiła inwestycję o wartości 190 mln zł – supernowoczesny zakład produkcyjny i oddział dystrybucyjny w Skórczu

Grupa IGLOTEX uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszą w tej części Europy fabrykę żywności mrożonej i chłodzonej oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają 700 pracowników.


Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu_2

 

Grupa IGLOTEX S.A. w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę, uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszy w tej części Europy zakład produkcyjny oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników. Całkowita wartość inwestycji wyniosła 190 mln złotych.

Inwestycja powstała w Skórczu, przy ulicy Leśnej 2 – w lokalizacji, w której w maju ubiegłego roku spłonął doszczętnie jeden z głównych zakładów produkcyjnych i oddziałów dystrybucyjnych Grupy IGLOTEX. Zarząd spółki błyskawicznie podjął strategiczną decyzję o budowie nowego, supernowoczesnego zakładu produkcyjnego, który z racji zaawansowania technologicznego zapewni firmie szereg przewag konkurencyjnych i umożliwi realizację ambitnej strategii rozwoju, zarówno w Polsce, jak i – poprzez eksport – na ponad 50 rynkach na świecie, na czterech kontynentach.


tłumaczenia angielski


“W rekordowym tempie, w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę (w końcu lutego 2020 roku) uruchomiliśmy w pełnym zakresie produkcję w nowej fabryce w Skórczu. Jest to jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych żywności mrożonej i chłodzonej w tej części Europy. Zakład wykorzystuje najnowsze i unikalne na polskim rynku technologie produkcji, supernowoczesny park maszynowy oraz zaawansowane systemy automatyzacji, robotyzacji, digitalizacji i bezpieczeństwa produkcji od renomowanych światowych producentów. Inwestycja była ogromnym wyzwaniem, ale dzięki kompetencjom, zaangażowaniu i wysiłkowi całego zespołu oraz naszych partnerów, w tym generalnemu wykonawcy firmie Dekpol S.A., udało nam się z sukcesem ten cel zrealizować. W nowym zakładzie produkcyjnym i oddziale dystrybucyjnym pracę znalazło łącznie niemal 700 osób, mieszkańców Skórcza i gmin sąsiadujących. Inwestycja o tej skali to krok milowy w historii rozwoju Grupy IGLOTEX” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Rada Nadzorcza, aktywnie wspierała zarząd spółki we wdrażaniu działań naprawczych po tragicznym w skutkach pożarze w maju 2019 roku oraz w procesie decyzyjnym o budowie nowego zakładu. Jesteśmy dumni z fantastycznej postawy i zaangażowania całego zespołu firmy, który tuż po pożarze błyskawicznie przeorganizował całą działalność, uruchomił produkcję zastępczą tak, aby w jak największym stopniu zminimalizować negatywne skutki dla klientów firmy i zachować ciągłość realizacji zamówień. Równolegle – mimo przeszkód związanych z lockdownem i kryzysem gospodarczym wskutek pandemii Covid 19 – realizowano sukcesywnie kolejne etapy budowy nowego zakładu. To ogromny sukces całego zespołu IGLOTEX i istotny krok w rozwoju firmy, ale również solidne wsparcie i impuls do rozwoju gospodarki i rynku pracy w Skórczu i w regionie” – komentuje Tadeusz Włodarczyk, założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.  

Realizacja inwestycji o tej skali i w tak rekordowym tempie była możliwa również dzięki ogromnemu wsparciu ze strony lokalnych władz oraz sprawnemu działaniu partnerów ubezpieczeniowych – Mercurius Brokers, TU ERGO Hestia S.A. i TUiR Warta S.A. i instytucji bankowych. Nie do przecenienia jest również wsparcie udzielone przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną. Cieszy nas, że dzięki świetnej organizacji procesu i ogromnemu wysiłkowi zespołu IGLOTEX S.A. oraz wszystkich zaangażowanych podmiotów – powstał zakład hi-tech, który zapewnia firmie IGLOTEX szereg unikalnych kompetencji i przewag konkurencyjnych” – dodał Mateusz Słabosz, członek Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu 3

Nowa fabryka w Skórczu to kompleks HI-TECH i PRO-EKO

Nowy zakład produkcyjny IGLOTEX w Skórczu to zintegrowany kompleks hal produkcyjnych oraz magazynowych typu mroźnie, wraz z zapleczem socjalno-biurowym i towarzyszącą infrastrukturą techniczną oraz oddziałem dystrybucyjnym:

  • 24,4 tys. mkw. – łączna powierzchnia kompleksu, w tym zakład produkcyjny o powierzchni 13,6 tys. mkw. magazyny o powierzchni 9 tys. mkw., budynek administracyjno-biurowy o powierzchni 1,8 tys. mkw. oraz oddział dystrybucyjny z flotą ponad 70 pojazdów,
  • fabryka posiada 6 linii produkcyjnych i wytwarza mrożone oraz chłodzone pierogi, pizzę, zapiekanki, uszka, warzywa, owoce oraz dania gotowe,
  • estymowana roczna produkcja wyniesie 38 tys. ton,
  • w magazynach znajduje się około 12 tys. miejsc paletowych,
  • fabryka oraz centrum dystrybucyjne zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników,
  • fabryka współpracuje z kilkuset dostawcami i obsługuje większość sieci handlowych w Polsce,
  • oddział dystrybucyjny współpracuje z kilkoma tysiącami klientów detalicznych i gastronomicznych w Polsce i za granicą.

Hale produkcyjne wraz z liniami technologicznymi zostały zaprojektowane w oparciu o technologię Lean Industry 4.0, co umożliwia precyzyjne i elastyczne zarządzanie produkcją na każdym jej etapie oraz szybkie wprowadzanie niezbędnych zmian.

Zakład posiada liniową organizację ciągów produkcyjnych z wykorzystaniem systemów modułowych i szybkiego przezbrojenia maszyn. W połączeniu z zaawansowaną automatyzacją i digitalizacją, która daje dostęp do szeregu danych o procesie produkcji w czasie rzeczywistym – zwiększyliśmy elastyczność i wydajność produkcji oraz jej bezpieczeństwo. Możemy sprawniej i elastyczniej zmieniać asortyment, kształty produktów i smaki, produkować krótkie serie w zdecydowanie bardziej opłacalny sposób. W efekcie uzyskujemy istotny wzrost efektywności kosztowej produkcji, przy zachowaniu najwyższej i powtarzalnej jakości wytwarzanych produktów. Możemy sprawniej reagować na zmieniające się oczekiwania naszych klientów i trendy na rynku FMCG” – komentuje Mirosława Podszucka, dyrektor zakładu produkcyjnego IGLOTEX S.A. w Skórczu.

Bardzo ważnym elementem inwestycji jest również powstanie pierwszego o tej skali i zaawansowanego technologicznie centrum badawczo-rozwojowego dla całej Grupy IGLOTEX. Będą tu prowadzone badania nad rozwojem nowych produktów, testy usprawniające procesy technologiczne i udoskonalające produkty.

Nowy zakład produkcyjny w znacząco mniejszy sposób oddziałuje na środowisko naturalne. Wykorzystanie odpowiednio wyskalowanych i energooszczędnych maszyn, istotnie zmniejszyło energochłonność procesu produkcji. Zakład jest zasilany w energię elektryczną, parę oraz ciepło na potrzeby centralnego ogrzewania i ciepłej wody z wysoce wyspecjalizowanego systemu, niezależnego od zewnętrznych dostawców, w efekcie czego emituje istotnie mniej dwutlenku węgla. Dodatkowo dzięki wysoce zaawansowanej automatyzacji procesu produkcyjnego oraz liniowej organizacji produkcji (od surowca do magazynu wyrobów gotowych) – zdecydowanie zminimalizowano ilość odpadów i marnotrawstwo surowców.

“Bez wątpienia, inwestycja w nowy zakład produkcyjny zapewni nam solidne i trwałe przewagi konkurencyjne. Naszym celem jest długofalowe i znaczące wzmocnienie pozycji rynkowej Grupy IGLOTEX w kategorii produktów mrożonych oraz rozwinięcie sprzedaży w kategorii produktów chłodzonych oraz dań gotowych. Dodatkowo – w obszarze dystrybucji uruchamiamy sprzedaż online, aby jeszcze skuteczniej i szerzej docierać do aktualnych i nowych klientów detalicznych oraz z rynku HoReCa, a w efekcie do konsumentów w całej Polsce” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Choć sztuczna inteligencja przynosi już dziś ogromne korzyści organizacjom świadczącym usługi finansowe, to wciąż jest wyzwaniem

Mimo, że pandemia staje się siłą napędową do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję (AI) w celu poprawy jakości obsługi klienta, to jej potencjał wciąż nie jest w pełni wykorzystywany. Ponad połowa firm oferujących usługi finansowe prowadzi prawie 40 proc. interakcji z klientem przy wsparciu AI, jednak oczekiwania odbiorców wciąż są znacznie większe. Sztuczna inteligencja generuje oszczędności, usprawnia procesy, przyspiesza działanie. Firma Capgemini w swoim raporcie zbadała, dlaczego najsłabiej w zestawieniu branż wdrażających rozwiązania AI, wypada branża finansowa.

Wdrożenie sztucznej inteligencji w celu poprawy jakości obsługi klienta znacznie wzrosło w branży usług finansowych w ciągu ostatnich trzech lat. Ponad połowa firm prowadzi dziś prawie 40 proc. interakcji z klientami wykorzystując AI – trzy lata temu była to tylko jedna interakcja na 100. Nieco ponad połowa klientów banków i firm ubezpieczeniowych codziennie korzysta z AI (np. rozmawia z chatbotem). Staje się to tym ważniejsze, że większość klientów (78 proc.) spodziewa się nasilenia tego rodzaju interakcji w miarę przedłużania się kryzysu związanego z pandemią.

Firmy wykorzystują AI, aby poprawić obsługę klienta, ale to wciąż wyzwanie

Dla firm świadczących usługi finansowe spełnianie oczekiwań klientów ma kluczowe znaczenie dla biznesu. 94 proc. organizacji twierdzi, że poprawa jakości obsługi klienta jest głównym celem wprowadzania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Jednak pojawia się rozdźwięk, ponieważ oczekiwania klientów mimo wprowadzanych zmian nie są spełniane. Klienci coraz częściej szukają bardziej ludzkiego doświadczenia podczas interakcji z systemami opartymi na AI, a 35 proc. twierdzi, że obecnym interakcjom brakuje tzw. ludzkiej ręki.

  • Zmiany zachowań klientów wywołane przez pandemię dają firmom okazję do przyspieszenia wdrażania AI. 78 konsumentów spodziewa się częstszego korzystania z interakcji bezdotykowych za pośrednictwem asystentów głosowych, rozpoznawania twarzy lub aplikacji – w porównaniu z zaledwie 61 proc. przed pandemią. Aż 45 proc. klientów deklaruje zwiększenie wykorzystania płatności zbliżeniowych. Zauważalna jest również poważna zmiana w zachowaniu starszych konsumentów – przyjęcie płatności zbliżeniowych wzrosło o 37 proc. w grupie wiekowej 61-65 lat i o 33 proc. w przypadku osób powyżej 66 roku życia – komentuje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe muszą wykorzystać tę możliwość, aby zapewnić spełnienie cyfrowych oczekiwań klientów. Okazuje się, że ponad jedna trzecia (36 proc.) respondentów znalazła nowego dostawcę w czasie kryzysu i pozostanie przy nim w przyszłości.

Rachunek zysków i strat

Inwestycje w sztuczną inteligencję banków i firm ubezpieczeniowych spotkały się ze znacznym wpływem globalnego kryzysu gospodarczego, ale prawie dwóch na trzech dyrektorów twierdzi, że wstrzymało inwestycje w AI lub wycofało te o niskim potencjale z powodu kryzysu finansowego. Dlatego zidentyfikowanie najistotniejszych możliwości użycia AI zorientowanych na klienta staje się kluczowe. AI przejęła takie kanały, jak strony internetowe, e-mail czy usługi czatu. Zdarza się, że firmy wdrażają sztuczną inteligencję w mediach społecznościowych, aby oceniać preferencje klientów m.in. przez analizę nastrojów. Nawet w przypadku fizycznych miejsc interakcji z klientami, obserwuje się pojawienie się AI, a rozwiązania te upraszczają procesy, takie jak składanie wniosków o karty kredytowe i otwieranie nowych kont. To właśnie te procesy są uważane za najbardziej problematyczne z perspektywy klientów.

Niewystarczające jest już wąskie skupienie się na poprawie efektywności operacyjnej w kontaktach z klientami. Sztuczna inteligencja powinna być używana do bardziej złożonych interakcji, takich jak tworzenie person klientów w celu zrozumienia potrzeb i tworzenia relacji. Rozwiązania te przynoszą największe korzyści, ale są rzadkie w branży, jeśli chodzi o wdrożenie na dużą skalę. Aby zapewnić prawdziwą moc AI, organizacje muszą zidentyfikować nowe sposoby personalizacji doświadczeń, a nie tylko zastępować istniejące procesy sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja a emocje – czy takie połączenie jest możliwe?

Najwięcej korzyści klientom przynoszą kontekstowe przypadki użycia sztucznej inteligencji. Mowa o działaniach, które oferują większą personalizację i kontrolę, a dodatkowo są łatwe w użyciu. Kluczem jest zapewnienie takiego doświadczenia obcowania ze AI, które uwzględni momenty wymagające empatii i emocji.

  • Aby zdobyć zaufanie i lojalność klientów, sztuczna inteligencja musi być wspomagana przez ludzi w kluczowych punktach styku. Te punkty to starannie opracowane mikrointerakcje, które wspierają klientów i oferują im wartość w potrzebie, np. po utracie członka rodziny lub doświadczeniu oszustwa. Organizacje muszą w tym czasie oferować wsparcie i empatię. Te punkty styku mają olbrzymie znaczenie dla klientów, ponieważ zapamiętają oni, w jaki sposób firmy współpracowały z nimi
    w kluczowych momentach. 45 konsumentów twierdzi, że ich interakcja z inteligentnym systemem byłaby lepsza, gdyby sztuczna inteligencja miała bardziej ludzkie zachowania i osobowość – dodaje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe powinny identyfikować przypadki, które wymagają współdziałania człowieka oraz sztucznej inteligencji i oddzielać je od przypadków, które wymagają tylko sztucznej inteligencji. Niezwykle ważne jest edukowanie konsumentów, nie tylko w zakresie działania AI, ale także pozytywnego wpływu, jaki może ona mieć na kluczowe dla odbiorcy procesy.

Korzyści finansowe dla organizacji są oczywiste

Nawet przy niższym tempie wdrażania AI w porównaniu z innymi branżami, firmy finansowe osiągnęły znaczące korzyści. Koszty operacyjne zmniejszone zostały o 13 proc., a przychody na klienta wzrosły średnio o 10 proc. po wdrożeniu sztucznej inteligencji w funkcjach skierowanych do klientów. AI pomogła również zwiększyć satysfakcję konsumentów. Około jedna na pięć firm (25 proc. dla banków i 19 proc. dla ubezpieczycieli) odnotowała wzrost zaangażowania klientów o 20–40 proc..

  • Firmy świadczące usługi finansowe mogą wiele zyskać na wdrażaniu AI w kontaktach z klientami, ale należy podjąć pewne kroki, zanim korzyści zostaną w pełni zrealizowane zarówno dla firm, jak i konsumentów. Aby w pełni wykorzystać tę potężną technologię, potrzebne będą inwestycje oraz praca nad zaufaniem konsumentów. Aby zapewnić odpowiednie doświadczenie oparte na sztucznej inteligencji, skupione wokół klienta, firmy muszą zapewnić, że wprowadzą wyższe role kierownicze odpowiedzialne za wewnętrzne i zewnętrzne wdrażanie i przyspieszanie AI – mówi Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

W usługach finansowych w ostatnich latach szeroko rozpowszechniono rozwiązania AI skierowane do klientów, a dzisiejsze okoliczności pandemiczne tylko przyspieszają ten trend. Podczas gdy organizacje skorzystały na sztucznej inteligencji, klienci oczekują coraz więcej. Jednocześnie branża jest w tyle, jeśli chodzi o osiągnięcie skali przy wdrażaniu rozwiązań AI w obsłudze klientów. Istnieje wiele wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć firmy, od oporu organizacyjnego po brak zaufania odbiorców. Branża pozostaje obecnie w tyle w tej dziedzinie pod względem odbioru konsumentów, dlatego musi przyspieszyć postęp i działania edukacyjne, by sprostać wymaganiom wszystkich odbiorców.

Brak wigilii firmowych i imprez mikołajkowych to kolejny cios w branżę kreatywną

Hotele, restauracje, organizatorzy eventów, firmy cateringowe, konferansjerzy, artyści, animatorzy zabaw dla dzieci… trudno jest wymienić jednym tchem wszystkie sektory gospodarki, które w grudniu zostały kolejny raz uderzone przez pandemię koronawirusa. Ostatni miesiąc w roku to czas imprez integracyjnych, spotkań wigilijnych, kolacji pracowniczych czy imprez mikołajkowych dla dzieci. Z powodu pandemii koronawirusa liczba takich spotkań spadła niemal do zera. – Gdybym miał ocenić spadek organizacji takich imprez, to na podstawie rozmów z przedstawicielami branży kreatywnej zaryzykowałbym stwierdzenie, że odwołano ponad 99% zaplanowanych imprez, a wiele w ogóle nie było w planach z powodu obawy przed chorobą i oszczędności – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W czasie pandemii nikt nie myśli o mikołajkach i firmowych wigiliach

Północna Izba Gospodarcza występuje w obronie wszystkich branż, które cierpią przez restrykcje wynikające z pandemii koronawirusa. Ostatnie miesiące to ogromny kryzys takich branż jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, transport, usługi. Jedną z najmocniej dotkniętych branż jest również sektor targowy, rozrywka, kultura i branża eventowa. Grudzień to czas, gdy organizowano ogromną ilość spotkań firmowych, wigilii, imprez mikołajkowych. W roku 2020 odbędzie się zaledwie… 1% takich wydarzeń w porównaniu z rokiem 2019.

– Ze względu na reżim sanitarny spotkania opłatkowe są niemożliwe. Odbywać się mogą tylko spotkania w kameralnym gronie kilku osób, a i to nie jest opcją preferowaną przez firmy. Przedsiębiorstwa zrezygnowały z kolacji, spotkań integracyjnych oraz wspólnego świętowania. To kolejne, gigantyczne straty dla firm eventowych, restauracji, hoteli, sal bankietowych. To branże, które nie zarabiają na weselach, imprezach okolicznościowych, a w grudniu na wigiliach. To straty idące w miliony, trudno sobie wyobrazić jak te firmy mają przetrwać czas pandemii – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorcy w dużej mierze zdecydowali, by oszczędzać środki przeznaczone dotychczas na imprezy okolicznościowe. W tych czasach mało kto może pozwolić sobie na jakąkolwiek rozrzutność. Wielu przedsiębiorców wypłaci swoim pracownikom premie, ale na pewno będą one skromniejsze niż w latach ubiegłych – mówi dyrektor Wolny.

Dla wielu firm grudzień to miesiąc, który przypieczętował ich upadek. Dla branży eventowej to „koniec świata”

Brak wszelkiego rodzaju imprez świątecznych, wigilijnych spotkań integracyjnych czy spotkań mikołajkowych to bardzo poważny cios dla branży eventowej oraz rozrywki. Jak mówią specjaliści z branży kreatywnej wakacje i czas przed świętami to zwykle żniwa dla firm, które zajmują się organizacją imprez oraz cateringiem. W ostatnich latach wigilie izbowe i spotkania integracyjne mocno wpisały się w plany firm, w tym sezonie z powodu pandemii odwołane zostały niemal wszystkie wydarzenia. W niektórych hotelach w grudniu nie ma żadnych rezerwacji na spotkania biznesowe. Ich menadżerowie twierdzą, że w ubiegłym roku terminy świąteczne rezerwowane były w sierpniu.

Fatalną kondycję branży potwierdza właściciel firmy UStudio Wojciech Miziewicz: – Jest kilka małych cateringów, jakieś wstępne zamówienia, ale jakiekolwiek spotkania w firmach zwykle do ostatniej chwili stoją pod znakiem zapytania. Z oczywistych powodów nie są uskuteczniane wszelkie wydarzenia integracyjne, spotkania czy bankiety, właściwie wszystko jest odwołane. Zdarzały się zlecenia, że wigilie firmowe były podzielone na bardzo małe spotkania, ale to kilka przypadków, szczątkowa ilość w porównaniu z ubiegłym rokiem – mówi Wojciech Miziewicz. – Dla branży eventowej to jest tragedia, to jest koniec świata. To był miesiąc, który generował przychód, który pozwalał przetrwać kolejne miesiące – dodaje przedsiębiorca.

Organizator eventów i konferansjer Marcin Jarczyński przyznaje, że od października nie odbywają się niemal żadne wydarzenia eventowe. Brak wigilii firmowych i mikołajek to kolejny cios dla mocno poturbowanej branży: – Jest to przykre, bo wigilie firmowe były wspaniałymi wydarzeniami, pełnymi pozytywnych emocji, integrujące pracowników. To jest wielka strata dla gospodarki, traci branża eventowa, ale tracą też firmy, które mocno zyskiwały na organizacji takich spotkań. Branża kreatywna z każdym kolejnym miesiącem znajduje się w coraz większych tarapatach, redukcja etatów, zaległości w płatnościach, wyprzedaż sprzętu to jest codzienność – mówi Marcin Jarczyński.

Smartney wchodzi w finansowanie w e-commerce

Smartney, innowacyjny fintech, który zadebiutował na polskim rynku dwa lata temu oraz operator płatności Blue Media rozpoczęły współpracę. Jej efektem jest nowy, dedykowany produkt, dzięki któremu klienci kupujący w Internecie mogą zapłacić za swoje zakupy później lub w ratach.  Właścicielem firmy Smartney jest Oney Bank, który jest ekspertem m.in. w zakresie kredytów konsumenckich, płatności oraz innych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych. Krok polskiej instytucji pożyczkowej Smartney jest odzwierciedleniem strategii Grupy w dążeniu do zapewniania konsumentom wsparcia oraz szytych na miarę rozwiązań.

– Rynek e-commerce rośnie bardzo dynamicznie, a my zaczynamy testować rozwiązania dopasowane do naszych warunków oraz partnerów, z którymi planujemy współpracować. Na pewno chcemy, by płatności w sieci przez Pay Smartney stały się ciekawą alternatywa dla konsumentów – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney. Teraz Smartney uruchomił testy wraz z operatorem Blue Media.

– To dopiero początek naszych działań. W naszej ofercie królują kredyty konsumenckie, które wciąż udoskonalamy o kolejne funkcjonalności. Jednak jako dostawca finansowania chcemy być tu, gdzie nasi klienci, a więc nie mogło nas zabraknąć w finansowaniu zakupów w e-commerce. Pracujemy nad docelowymi rozwiązaniami współpracując z ekspertami tego rynku – dodaje Katarzyna Jóźwik.

Pay Smartney

Nowy produkt Smartney jest kierowany do osób, które robią zakupy online. Konsument, w momencie dokonywania płatności może wybrać opcję Pay Smartney, a więc zakupić towar teraz i zapłacić wybraną przez siebie metodą później. Obecnie usługa testowana jest w wybranych sklepach, które mają wdrożone u siebie Płatności Online Blue Media. Formularz wniosku, który należy wypełnić jest prosty i krótki, ze znacznie mniejszą liczbą pól niż w przypadku standardowego wniosku pożyczkowego. Smartney weryfikuje osoby starające się o płatności odroczone z wykorzystaniem usługi AIS od Blue Media, który jest licencjonowanym przez KNF podmiotem. Wystarczy wiec, że klient zaloguje się do swojej bankowości elektronicznej w trakcie procesu zakupowego, a decyzja o pożyczce i przelew środków odbędzie się w pełni automatycznie. Skorzystanie z Pay Smartney nie wymaga od klienta żadnych dodatkowych czynności. W krótkim czasie środki za zamówione towary trafiają na konto sklepu i towar jest wysyłany do klienta. Jeśli kupujący w ciągu 30 dni dokona pełnej spłaty kwoty, za którą dokonał zakupu, nie poniesie żadnych kosztów pożyczki. Po tym terminie może dokonywać płatności w ratach, których wysokość znana jest już w momencie wybrania usługi Pay Smartney.

– Mamy nadzieje, że różne oferty finansowania płatności za zakupy pod parasolem Pay Smartney w niedługim czasie będą dostępne w wielu sklepach online w Polsce. Pracujemy nad tym z naszymi partnerami. Doświadczenia rynków zachodnich wskazują, że to bardzo pożądane przez klientów rozwiązania, czego symptomy zdecydowanie widać już teraz w Polsce – podsumowuje Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Relacja z debaty „Innowacyjność – Chmura – Cyberbezpieczeństwo”

8 grudnia odbyła się debata klubowa, zorganizowana przez Executive Club. Po raz kolejny eksperci w dziedzinie technologii chmury oraz cyberbezpieczeństwa spotkali się w celu omówienia istotnych kwestii dotyczących innowacji cyfrowych i bezpieczeństwa w sieci. Spotkanie odbyło się online, a transmisję na żywo można było śledzić na kanale YouTube.

Debatę zainaugurowało wystąpienie gościa specjalnego, Profesora Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Executive Club, Prezydenta The European Community on Computational Methods in Applied Sciences. Profesor wskazał wagę cyfryzacji na drodze rozwoju i innowacyjności, podkreślając również, że na tę progresywność składa się wiele działań – od edukacji i badań naukowych, poprzez regulacje państwowe, aż do poparcia społecznego dla innowacyjności. Jako klucz do sukcesu w erze post-cyfrowej Profesor wymienił zestaw technologii DARQ, w którego skład wchodzą: technologia rozproszonych rejestrów, sztuczna inteligencja, rozszerzona rzeczywistość oraz technologia obliczeń kwantowych.

Po wystąpieniu inauguracyjnym rozpoczęła się dyskusja, której moderatorem był Xawery Konarski – Wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Komunikacji. Wśród dyskutantów znaleźli się: Rafał Jaczyński – Regional Cyber Security Officer, CEE&Nordics, Huawei, Jakub Jagielak – Dyrektor ds. rozwoju Cyber Security, Atende S.A. oraz dr hab. inż. Tomasz Nasiłowski – Prezes Zarządu, InPhoTech. Podczas panelu dyskusyjnego zaproszeni prelegenci skupili się na trzech blokach tematycznych. Jako pierwszy podjęto temat korzyści i zagrożeń, wynikających z przyjęcia przez organizacje rozwiązań opartych na chmurze. Usługi te pozwalają na lepsze zarządzanie bezpieczeństwem. Widocznym problemem przedsiębiorstw w Polsce jest natomiast brak zatrudnionych ekspertów z dziedziny cyberbezpieczeństwa, którzy będą za tę kwestię odpowiedzialni. Należy też zadbać o strategię działań na wielu płaszczyznach, nie zapominając o zabezpieczeniu warstwy fizycznej przed próbami odczytania danych przez osoby trzecie. Następnie paneliści omówili rozwiązania oparte na chmurze w obliczu pracy zdalnej. Pandemia jest czasem, który ukazuje efekty działań dotychczas podjętych w kierunku cyfrowych innowacji. Dzisiaj szczególnie widać potrzebę zwiększenia przepustowości łącza, a dużym wyzwaniem jest ochrona przed prowadzonymi kampaniami phishingowymi i wykradaniem informacji. W celu ograniczenia ataków w cyfrowym świecie konieczne jest prawidłowe przygotowanie pracownika do pracy zdalnej. Ważna jest również odpowiednia organizacja, a także wdrożenie podstawowych rozwiązań, takich jak chociażby dwuskładniowe uwierzytelnianie. Ostatnia część debaty poświęcona została trendom technologicznym. Eksperci poddali pod dyskusję m. in. prognozy rozwoju Internetu rzeczy oraz kwestię inwestycji firm w szkolenia pracowników. Bezpieczeństwo wciąż błędnie postrzegane jest jako koszt, który należy ponieść, a nie dbałość o wartość firmy. Aby odpowiednio zadbać o bezpieczeństwo, organizacje powinny zdecydować się na oddzielenie działu bezpieczeństwa od struktur działu IT. Mówcy podkreślili również istotę własności intelektualnej, od której zabezpieczenia należy zacząć, aby nie stracić wypracowanego potencjału innowacyjnego i zachować konkurencyjność.

Trzy możliwe scenariusze rozwoju logistyki w Europie. Branża znacząco wpłynie na kształt światowej gospodarki

Od tego, jak będzie przebiegał rozwój logistyki, zależeć będzie przyszłość globalnej gospodarki. Sektor ten bowiem ma bezpośredni wpływ na zarządzanie łańcuchem dostaw w większości branż. Dlatego też FM Logistic wspólnie z ekspertami w dziedzinie foresightu strategicznego z 4CF opracowała raport „Logistyka 2040”, który zakłada trzy różne scenariusze rozwoju branży logistycznej w Europie. Wskazuje on m.in., jakie znaczenie dla sektora będą mieć rozwój technologiczny, dekarbonizacja oraz kondycja gospodarki.

– Przygotowane przez nas hipotetyczne koncepcje rozwoju branży logistycznej jednoznacznie wskazują, jak będzie się poszerzać wpływ tej dziedziny na wiele innych obszarów, dla których logistyka jest istotną częścią działalności operacyjnej i modelu biznesowego. Digitalizacja i automatyzacja procesów, strategia dla logistyki omnichannel, wzmocnienie wagi zrównoważonego rozwoju i logistyki miejskiej czy też konieczność zapewniania jak najlepszego customer experience w obliczu nowych modeli życia i pracy oraz nowych potrzeb konsumentów – to tylko przykłady wielu wyzwań, z jakimi będziemy się mierzyć w bliższej i dalszej przyszłości – wymienia Daniel Franke, managing director w FM Logistic Central Europe.

Sektor transportu i logistyki, który zapewnia około 6-proc. wkład do polskiego PKB, już od lat notuje dynamiczny wzrost, co odzwierciedla chociażby rozwój infrastruktury. Według raportu Cushman & Wakefield na koniec września 2020 roku polski rynek magazynowy liczył 20,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. W budowie jest kolejne 1,5 mln mkw. To wprawdzie o 18 proc. mniej niż rok temu, ale eksperci przewidują, że to tylko tymczasowe spowolnienie. Na wysoki popyt firm na powierzchnie magazynowe wpływ ma m.in. potrzeba zapewnienia ciągłości dostaw, a co za tym idzie utrzymywania wyższych zapasów, a także dynamiczny rozwój branży e-commerce i strategii sprzedaży wielokanałowej, która w okresie pandemii zyskuje na znaczeniu.

Z drugiej strony sektor stoi przed wieloma wyzwaniami, a do najważniejszych zaliczają się m.in. unijny pakiet mobilności, brexit, postępująca digitalizacja, brak pracowników oraz zachwiane łańcuchy dostaw w wyniku pandemii koronawirusa. To powoduje, że firmy z branży muszą dostosowywać się do nowych warunków, reorganizować swoje modele biznesowe i podążać za trendami. Te najważniejsze, które będą w dwóch kolejnych dekadach wpływać na sektor, przedstawia raport „Logistyka 2040” opracowany przez międzynarodowego operatora FM Logistic i 4CF Strategic Foresight.

– Stworzyliśmy scenariusze do 2040 roku, by dać impuls do dyskusji na temat przyszłości logistyki i jej roli w gospodarce Europy na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. Lata 40. obecnego wieku są wystarczająco odległe, aby spodziewać się dużych zmian, a jednocześnie wystarczająco bliskie, aby już teraz operatorzy logistyczni i ich klienci podejmowali działania przygotowujące do tego, co nadejdzie – mówi Kacper Nosarzewski, partner w 4CF Strategic Foresight.

Raport „Logistyka 2040” pokazuje trzy hipotetyczne, zupełnie różne koncepcje rozwoju tej branży w perspektywie kolejnego 20-lecia. Scenariusze opisują europejski rynek logistyczny ze szczególnym uwzględnieniem krajów Europy Środkowej (Czechy, Polska, Słowacja i Węgry). Pierwszy z nich zakłada dalszy, bardzo szybki rozwój hi-tech. W 2040 roku większość problemów zostanie rozwiązana dzięki postępowi technologicznemu: zwiększy się poziom automatyzacji i robotyzacji, możliwe będzie przejście z węgla na tańsze odnawialne źródła energii, co przyczyni się do spadku cen za prąd.

W takich realiach logistyka będzie jedną z podstaw dla globalnej gospodarki. Konsumenci będą oczekiwać, że ich zakupy zostaną dostarczone do dokładnego miejsca i w dokładnie takim czasie, w jakim chcą je otrzymać (dostawa just-in-time i door-to-door), a logistyka – żeby tym wymaganiom sprostać – będzie korzystać z autonomicznych środków transportu dalekobieżnego (ciężarówki, pociągi, hyperloop i samoloty), w pełni zautomatyzowanych magazynów oraz dronów, kompaktowych samochodów elektrycznych i robotów dostawczych. Czynnikiem przesądzającym o konkurencyjności firm logistycznych będą natomiast wysokie technologie, własne algorytmy SI i autonomiczne technologie nawigacyjne.

– W tym scenariuszu w ciągu ostatnich 20 lat logistyka – podobnie jak inne branże – stała się neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla i przyjazna dla środowiska. Wszystkie systemy transportowe opierają się na energii elektrycznej pozyskiwanej z czystych, odnawialnych źródeł energii. Zdecydowana większość budynków magazynowych w UE jest pozytywna energetycznie, a pozostałe nieliczne są odbiorcami energii netto o zerowym bilansie energetycznym. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że wysoce zautomatyzowane operacje logistyczne just-in-time umożliwiły skuteczną zbiórkę odpadów, zarządzanie nimi, ich ponowne wykorzystanie i recykling – podkreśla Kacper Nosarzewski.

Na kwestiach środowiskowych opiera się też drugi scenariusz, który zakłada, że w 2040 roku gospodarka i społeczeństwo będą podporządkowane dekarbonizacji i walce ze zmianami klimatycznymi. W takim modelu logistyka odegra decydującą rolę w umożliwieniu swoim klientom osiągnięcia neutralności klimatycznej, która jest warunkiem dostępu do rynków zbytu państw rozwiniętych.

– Posiadając kontrolę nad zrównoważonymi środkami transportu i rozbudowaną sieć kontaktów z lokalnymi dostawcami, korporacje logistyczne w 2040 roku oferują swoim klientom usługi doradcze w zakresie zrównoważonego rozwoju operacyjnego i projektowania łańcucha dostaw. Co więcej, są one w stanie zapewnić dostęp do europejskich rynków lokalnych dzięki platformom współpracy i sprzedaży producentów, za które są odpowiedzialne – prognozuje Daniel Franke.

– Sektor logistyczny w Europie w 2040 roku jest przyjazny dla środowiska. Logistyka zeroemisyjna została niemalże osiągnięta dzięki nowym sposobom transportu i znacznemu obniżeniu skali tradycyjnych operacji logistycznych wymuszonych przez nowy paradygmat ekonomiczny i przepisy. Większość budynków magazynowych jest neutralna pod względem emisji CO2, a pozostała flota pojazdów dostawczych większości operatorów – używanych w mniejszych miastach i na wsi – składa się z samochodów ciężarowych, które wykorzystują energię elektryczną lub wodór jako paliwo – dodaje partner w 4CF Strategic Foresight.

Ostatni, najbardziej pesymistyczny scenariusz dla branży zakłada przedłużającą się recesję po kryzysie wywołanym obecną pandemią, zwiększenie protekcjonizmu w odpowiedzi na zawirowania gospodarcze i polityczne, wynikający z niego stosunkowo powolny rozwój technologiczny, częste klęski żywiołowe wywołane globalnym ociepleniem i rosnące nierówności społeczne.

– W tym scenariuszu świat w 2040 roku jest podzielony, nierówny, nękany przez kryzysy gospodarcze i borykający się z poważnymi konsekwencjami globalnego ocieplenia – wskazuje managing director w FM Logistic Central Europe. – Warunki te okazały się szczególnie niekorzystne dla firm logistycznych działających w Europie. Doświadczały one eskalacji kosztów prowadzenia działalności ze względu na niespełniające wymogów rozwiązania IoT stosowane w różnych krajach członkowskich. W takim scenariuszu autonomiczne pojazdy odpowiednie do działania na jednym rynku mogły nie funkcjonować lub nawet zostać zakazane w krajach sąsiednich. Zróżnicowane systemy operacyjne i platformy dystrybucyjne sprawiły, że obsługa przesyłek wewnątrzeuropejskich stała się prawdziwym wyzwaniem.

Eksperci FM Logistic i 4CF Strategic Foresight prognozują, że takie realia będą wymagać od firm logistycznych stworzenia całkiem nowych modeli biznesowych. Kluczowymi czynnikami budującymi ich przewagę konkurencyjną będą własność infrastruktury transportowej i koncesji, własność obiektów magazynowych oraz umiejętności marketingowe i optymalizacyjne.

– W takim scenariuszu tylko najlepsi operatorzy logistyczni, którzy dzięki wysokiej optymalizacji i sile przebicia są w stanie uzyskać kluczowe koncesje na więcej niż jednym rynku krajowym, dają partnerom możliwość prowadzenia działalności na skalę międzynarodową zbliżoną do tego, co dawniej nazywano po prostu dostawą towarów na rynku wewnętrznym UE – wyjaśnia Kacper Nosarzewski.

 

Pełna wersja raportu „Logistyka 2040” znajduje się na stronie: https://info.fmlogistic.com/Logistyka_2040

Dwie trzecie właścicieli spółek komandytowych rozważa zmianę formy działalności. To efekt wprowadzanego w przyszłym roku opodatkowania CIT

Dla 73 tys. polskich przedsiębiorców objęcie podatkiem CIT spółek komandytowych będzie oznaczało wzrost obciążeń podatkowych. Dlatego blisko 28 proc. przedsiębiorców współwłaścicieli rozważa zamknięcie biznesu, a prawie 66 proc. zmianę formy działalności – wynika z ankiety przeprowadzonej przez InfoCredit, CRIDO oraz ZPP. – Przekształcenie spółki nie musi oznaczać utraty dotacji z tarczy finansowej PFR, ale rekomendujemy, by decyzja o przekształceniu była ostatecznością – radzi radca prawny Piotr Aleksiejuk.

Zgodnie z ustawą podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę 30 listopada br. od nowego roku spółki komandytowe staną się płatnikami CIT. Ich wspólnicy będą mogli podjąć decyzję o tym, żeby przesunąć ten obowiązek na maj 2021 roku.

– W związku z nowelizacją dotyczącą opodatkowania spółek komandytowych CIT-em pojawia się wiele różnych koncepcji co do przyjęcia formy prawnej przez te spółki. Natomiast decyzja o tym, czy przekształcić ją w inną spółkę osobową, np. jawną, czy też w kapitałową spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, powinna być podjęta na podstawie właściwej analizy. Sam proces przekształcenia jest już etapem finalnych decyzji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Aleksiejuk, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Będą one musiały płacić podatek od uzyskanych dochodów na takich samych zasadach jak spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjne czy komandytowo-akcyjne (stawka 9 lub 19 proc., jeżeli przychód spółki przekracza 2 mln euro). Oznacza to, że właściciele spółek komandytowych zostaną podwójnie opodatkowani, bo płacą już podatek od osób fizycznych. Zgodnie z przepisami wspólnikom – komplementariuszom i komandytariuszom – będą przysługiwały preferencje związane z obniżeniem podatku.

Zdaniem przedsiębiorców ankietowanych przez InfoCredit we współpracy z CRIDO oraz Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców dalsze prowadzenie biznesu w formie spółki komandytowej przestaje mieć rację bytu. Obawiają się oni spadku konkurencyjności wobec innych podmiotów, zmniejszenia możliwości inwestowania i zatrudniania. Blisko 66 proc. rozważa zmianę formy działalności gospodarczej.

– Najprostszym rozwiązaniem jest przekształcenie w spółkę jawną, bo jest to spółka transparentna podatkowo i utrzymuje opodatkowanie takie jak w przypadku spółek komandytowych. Natomiast należy mieć na uwadze, że spółka jawna niesie za sobą wiele innych ryzyk, które spółka komandytowa eliminuje. Nie mamy też pewności, czy ustawodawca w następnym roku nie rozszerzy swojego projektu i przykładowo nie obejmie opodatkowaniem CIT-em spółek jawnych – mówi partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Nowelizacja przepisów nałożyła obowiązek płacenia CIT-u na spółki jawne o nieujawnionych wspólnikach.

Innym rozwiązaniem może być przekształcenie spółki komandytowej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a następnie podział na kilka mniejszych spółek, albo podział spółki komandytowej na mniejsze podmioty. Nie pozwoli to co prawda na całkowite uniknięcie płacenia CIT-u, ale umożliwi jego obniżenie do 9 proc. zamiast 19 proc.

– Z przekształceniem wiąże się informowanie kontrahentów. Często ma to również reperkusje w umowach finansowych. Choć mamy sukcesję uniwersalną, czyli wszystkie prawa i obowiązki przechodzą z mocy prawa, to wiele umów indywidualnych wymaga również uzyskania zgód, akredytyw oraz innych czynności faktycznych – przekonuje radca prawny.

Jak podkreśla, przekształcenie spółki komandytowej nie pozbawi jej prawa do otrzymanych wcześniej subwencji z Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach tarczy finansowej.

– Wszelkie zmiany mogące wpływać na projekt wymagają akceptacji PFR-u. Natomiast pojawiło się oficjalne stanowisko funduszu, że przekształcenia nie wymagają uprzedniej zgody. Aby jednak zachować transparentność i profesjonalizm, rekomendujemy, żeby przed przekształceniem wystąpić z pismem informacyjnym do PFR-u – mówi Piotr Aleksiejuk.

W przypadku dużych przedsiębiorstw, które uzyskały pożyczki preferencyjne, umowy co do zasady przewidują, że powinny one uzyskać zgodę na przeprowadzenie reorganizacji – przekształcenia, połączenia czy podziału.

– Artykuł 553 kodeksu spółek handlowych i kolejne stanowią, że mamy tu do czynienia z kontynuacją praw i obowiązków. Aby jednak nie mieć później reperkusji, również duże spółki powinny wystąpić z takim pismem informacyjnym i sprawdzić, czy przedstawiciele PFR-u nie mają zastrzeżeń do dokonanej czynności – ocenia partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Pandemia zmieniła postrzeganie zmian klimatu i ich skutków. Do walki z nimi potrzebne jest zaangażowanie nie tylko polityków, ale też całych społeczeństw

Zdaniem ponad 70 proc. badanych w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak samo poważnym kryzysem jak COVID-19. Pandemia wpłynęła na postrzeganie kwestii klimatycznych i ich wpływu na jakość życia i zdrowia. Jednocześnie pokazała też, że systemy społeczne, gospodarcze i polityczne nie są zaprojektowane tak, aby umożliwić odpowiednią reakcję na tego typu zagrożenia. Przykładem mogą być globalne łańcuchy dostaw, które zostały zerwane przez zamknięcie granic. – Konieczne są systemowe innowacje, opracowane przy wspólnym zaangażowaniu polityków, przedsiębiorców i obywateli – mówi Aneta Skubida z EIT Climate-KIC. Projekty Deep Demonstrations, które są oparte na takim podejściu,  wdrażane są w kilkunastu najbardziej innowacyjnych i odważnych europejskich miastach – w tym w Rybniku.

– Pandemia wpłynęła na postrzeganie zmian klimatu. Sprawiła, że uświadomiliśmy sobie w dużo większym stopniu, iż te niewidoczne zagrożenia jak najbardziej istnieją i mogą być bardzo dotkliwe. Przykładem mogą być pogłębione badania społeczne, tzw. deep listening, w ramach projektu Rybnik 360, z których wynika, że mieszkańcy są dużo bardziej skłonni podejmować działania związane z niewidocznymi zagrożeniami – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Skubida, system innovation design manager CEE w EIT Climate-KIC. – Zauważyliśmy, jak olbrzymi wpływ mogą mieć zagrożenia  niedostrzegalne gołym okiem, a które mogą być dla nas dotkliwe tak jak pandemia. Taki wpływ ma właśnie kryzys klimatyczny.

Z sondażu Ipsos przeprowadzonego w 14 krajach wynika, że zdaniem ​​71 proc. dorosłych na świecie w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak poważnym kryzysem jak COVID-19. Blisko 40 proc. wymienia je jako jeden z trzech najważniejszych problemów środowiskowych. Ankietowani wyrazili szerokie poparcie dla działań rządów skierowanych na walkę ze spowolnieniem gospodarczym właśnie poprzez inwestycje prośrodowiskowe.

Pandemia udowodniła też, że zmiana naszego trybu życia w znaczący sposób przekłada się na poprawę klimatu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadnie o ok. 5 proc., a emisje CO2 związane z energią będą o ok. 7 proc. mniejsze. Spadek o 2,4 gigaton przywrócił zaś roczną emisję dwutlenku węgla do stanu sprzed dekady.

– Pandemia pokazała, że systemy, w których funkcjonujemy: społeczne, gospodarcze czy polityczne, nie są zaprojektowane w taki sposób, który umożliwia nam reagowanie na tego typu zagrożenia. Dlatego właśnie potrzebne są zmiany na poziomie wszystkich tych systemów – ocenia ekspertka z EIT Climate-KIC.

Sposobem na walkę ze zmianami klimatycznymi mogą być takie projekty jak Deep Demonstrations EIT Climate-KIC. To innowacje systemowe, które mają pomóc Europie w zielonej transformacji. Organizacja współpracuje z 15 europejskimi miastami, aby zaprojektować takie rozwiązania, które mogą odblokować głęboką zmianę we wszystkich systemach miejskich – transformację, która będzie odpowiedzią na współczesne wyzwania.

– Posługujemy się specjalną metodologią przygotowaną przez naszych ekspertów. Jest ona celowo zaprojektowana w taki sposób, by dostosować się do specyfiki danego miejsca. Jest to podejście „szyte na miarę” – nie ma tu mowy o podejściu jednakowym dla wszystkich – wskazuje Aneta Skubida. – Opieramy się na myśleniu systemowym. Postrzegamy miasto jako całość. Za pomocą badań i analiz – w tym specjalnej metody tzw. deep listening – mapowań, foresightu strategicznego, dziesiątek warsztatów i setek rozmów z mieszkańcami i interesariuszami Rybnika, a także z Urzędem Miasta przygotowaliśmy propozycję kluczowych dla Rybnika interwencji. To taka miejska akupunktura, trafiająca precyzyjnie w punkty, które uzdrowią system – w odróżnieniu od nieskoordynowanych interwencji na chybił trafił.

Projekt wykorzystuje innowacje społeczne. To właśnie sami mieszkańcy, instytucje pozarządowe i przedsiębiorcy określają potencjał miasta, jego słabe i mocne strony i w ten sposób wskazują kierunki zmian. Dzięki temu organizacja ma nadzieję na wspólne wypracowanie nowej wizji miasta.

– Drugim filarem innowacji systemowych jest silny udział społeczeństwa, kokreacja. To głębokie wsłuchanie się w tych, którzy tworzą miasto, i w ich potrzeby. Z drugiej strony to też zaproszenie do procesu tworzenia rozwiązań, parametrów tych rozwiązań, a później do ich wspólnego wdrażania – wskazuje ekspertka.

Przy wykorzystaniu metody deep listening w projekcie mapuje się system miejski i weryfikuje zależności między różnymi obszarami. W ten sposób można znaleźć rozwiązania, które będą jednocześnie oddziaływać na cały system. Podobne podejście do tworzenia  innowacyjnych rozwiązań zastosowano m.in. w Amsterdamie, Edynburgu, Madrycie, Mediolanie czy Wiedniu.

– W Rybniku  jednym z kluczowych wyzwań jest problem smogu. Jest to pochodna wielu elementów, które nie działają we właściwy sposób w mieście, np. to, że wielu mieszkańców nie jest w stanie sobie uświadomić, jak dużym zagrożeniem dla życia i zdrowia ich samych jest zanieczyszczenie powietrza, ale też jak bardzo rzutuje ono na rozwój całego miasta, np. na przyciąganie inwestorów – zaznacza Aneta Skubida. – Z drugiej strony Rybnik jest idealnym  miejscem pilotażowego wdrażania innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą jak najszybciej uporać się z wyzwaniem. Solidna baza stworzona przez projekt Rybnik 360, ale też widoczność miasta, to, że często się o nim mówi i pisze, sprawia, że zmiana tu będzie zauważona przez całą Polskę, to może niczym magnes przyciągać najtęższe umysły i stać się katalizatorem dalszych zmian.

Długofalowy projekt jest nastawiony na wydobycie potencjału miasta oraz całego regionu i zapewnienie jego lepszej przyszłości. Ma to być możliwe dzięki równoczesnemu wdrożeniu bardzo celowo zaprojektowanych i połączonych innowacji w różnych wymiarach (tzw. portfolio): gospodarczym, społecznym, politycznym, technologicznym, prawnym czy finansowym.

– Standardowo w organizacjach różnego typu różne departamenty wykonują dużą pracę, ale w oderwaniu od siebie. Dlatego bywa tak, że robią rzeczy, które de facto są przeciwstawne, albo – w najlepszym wypadku – nie powstaje  efekt synergii. Tak samo często funkcjonują samorządy, w oderwaniu od mieszkańców i innych interesariuszy, takich jak  biznes, organizacje pozarządowe czy świat nauki. Jednym z naszych głównych zadań jest łączenie, tworzenie ekosystemów, szerokich sieci współpracy, wspólnej wizji miasta, bo tylko wtedy uda nam się zaprojektować dobre miejsca do życia i wspólnie realizować tę wizję – podkreśla ekspertka z EIT Climate-KIC.

Za pomocą projektu Rybnik 360, finansowanego przez EIT Climate-KIC, śląskie miasto chce przetransformować się pod względem energetycznym, ekonomicznym i społecznym, osiągając neutralność klimatyczną i zapewniając dobrobyt mieszkańcom.  Urzędnicy rozmawiają już z nowymi inwestorami ze Skandynawii, działającymi w obszarze czystych technologii, m.in. producentem dachów fotowoltaicznych, a także producentem samochodów elektrycznych. Dzięki metodzie Deep Demonstrations Rybnik, we współpracy ze wszystkimi, którzy tworzą miasto, ale też z zewnętrznymi ekspertami, projektuje strategię i konkretne interwencje, które pozwolą na osiągnięcie stawianego sobie celu.

Jak podkreśla Aneta Skubida, transformacja całych miast czy regionów to jedyna skuteczna droga, by powstrzymać zmiany klimatyczne na szeroką skalę. Z drugiej strony miasta odporne klimatycznie będą dużo lepiej przygotowane na kolejne epidemie.

Owocowe czwartki schodzą na drugi plan. W dobie koronawirusa firmy oferują konsultacje z psychologiem i wsparcie w opiece nad dziećmi

– Pracownicy częściej niż kiedykolwiek doświadczają stresów związanych z pandemią, pracą zdalną, opieką nad dziećmi i potrzebują wsparcia psychologicznego – mówi Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr. Dlatego też programy wellbeingowe w firmach w dobie koronawirusa koncentrują się na innych kwestiach niż do tej pory, ale są tak samo ważne dla pracowników, a nawet ważniejsze niż kiedykolwiek. Firmy wciąż inwestują w benefity, ale inaczej – organizują konsultacje z psychologiem, wsparcie w zdalnym nauczaniu, a zdrowe przekąski wysyłają pracownikom do domu.

– Pandemia koronawirusa przesunęła akcenty w programach benefitów dla pracowników na zupełnie inne kwestie. Nagle okazało się, że pewnych działań obszaru wellbeingu nie da się zrealizować, np. nie ma możliwości zorganizowania owocowych czwartków w biurze, pracownicy nie mogą korzystać z kart sportowych. Jednak firmy wciąż inwestują w wellbeing, nawet bardziej niż wcześniej, bo zdają sobie sprawę, że ze względu na stres związany z pandemią ich pracownicy potrzebują wsparcia – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Kotzian.

W dobie koronawirusa okazało się, że pracownicy najbardziej potrzebują wsparcia psychologicznego, bo muszą sobie radzić z własnymi lękami o zdrowie swoje i najbliższych, uporać się z frustracją, która wynika np. z trudności w miejscu pracy, ograniczonych aktywności, łączenia pracy zdalnej z opieką nad dziećmi. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia dla marki Kneipp, u ponad połowy Polaków poziom stresu wzrósł w czasie pandemii. Co trzeci wiąże z tym nasilenie się swoich dolegliwości takich jak bóle pleców, problemy z zasypianiem czy przybieranie na wadze. Blisko połowa badanych deklaruje, że koronawirus negatywnie wpłynął na ich samopoczucie.

 To sprawiło, że nagle opieka psychologiczna stała się popularnym benefitem pracowniczym. Mam na myśli wsparcie psychologa, psychoterapeuty lub coacha świadczone nie tylko pracownikom, ale także członkom ich rodzin – uściśla współzałożycielka Well.hr.

Wellbeing był popularny jeszcze przed pandemią. W 2018 roku został w badaniach Deloitte uznany za najlepszą inwestycję w obszarze HR. Świadomość firm w tym obszarze w ostatnich latach bardzo wzrosła. Przed pandemią ponad 50 proc. z nich zapowiadało tego rodzaju inwestycje.

– Wtedy organizacje stawiały na aktywność sportową, inwestowały w zdrowie pracowników, teraz realizowane są inne projekty, np. badania kondycji psychicznej pracowników, dostarczanie im online ćwiczeń po to, żeby zapewnić im pewną aktywność fizyczną. Część firm dostarcza pracownikom zdrowe przekąski do domów – wymienia ekspertka.

Kolejna kwestia to pomoc pracownikom w opiece nad dziećmi. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Rodzina przyszłości”, prawie 40 proc. rodziców pracujących z domu ma trudności z łączeniem obowiązków zawodowych z zajmowaniem się dziećmi. Blisko połowa przyznaje, że nie czuje się kompetentna, by wspierać ich edukację zdalną.

– Wsparcie rodziców w opiece nad dziećmi, dostarczenie dzieciom różnych propozycji spędzania czasu w domu oraz pomoc w zdalnym nauczaniu to działania, na które postawiła część najlepszych pracodawców – dodaje Joanna Kotzian.

Jej zdaniem programy wellbeingowe realizowane w pandemii świadczą o tym, w jaki sposób pracodawcy uporali się z obecną, trudną sytuacją. To bardzo istotna kwestia dla osób zatrudnionych. Już dwa lata temu w badaniach CBRE 80 proc. respondentów przyznało, że oferta firmy w zakresie dbałości o dobre samopoczucie pracowników będzie czynnikiem decydującym przy podjęciu decyzji o zatrudnieniu.

Myślę, że pracownicy podchodzą świadomie do działań pracodawców i  coraz bardziej doceniają ich wysiłki, choć ich priorytety zmieniają się pod wpływem sytuacji rynkowej. Bardzo ważne staje się obecnie bezpieczeństwo zatrudnienia i jeśli firma je oferuje, to owocowe czwartki stają się mniej istotne. Ważniejsze będzie poczucie, że w trudnej sytuacji firma o nich zadba – podkreśla współzałożycielka Well.hr.

Spowolnienie gospodarcze to czas, kiedy firmy uważnie przyglądają się swoim wydatkom. Nie powinno to jednak wpłynąć na redukcję programów wellbeingowych. Da się je realizować nawet bezkosztowo. Żeby inwestycja w taki program była trafiona, firmy i ich działy HR powinny najpierw rozeznać się w potrzebach pracowników.

 Każda firma, bez względu na wielkość i budżet, jakim dysponuje, może wdrażać różnego rodzaju działania z obszaru wellbeing. Mniejsze firmy mogą podjąć we własnym zakresie działania, które sprawią, że pracownicy poczują się lepiej, np. zapewnić właściwą komunikację, poczucie bezpieczeństwa oraz częstsze kontakty z przełożonym czy kolegami, niekoniecznie tylko w kwestiach związanych z pracą. Mam na myśli stworzenie takiego środowiska, które będzie przyjazne mimo pandemii, które pozwoli dać wsparcie i sprawi, że ludzie poczują się lepiej – zauważa Joanna Kotzian.

Dzikie wysypiska zastępują legalne składowiska. To olbrzymie zagrożenie dla środowiska

Proces unieszkodliwiania odpadów – w dobie systematycznego wzrostu ilości wytwarzanych śmieci – wymaga kompleksowego podejścia. Tymczasem w polskim systemie z roku na rok spada liczba funkcjonujących składowisk. Problemem są również pojawiające się jak grzyby po deszczu dzikie wysypiska i niedobory nowoczesnych spalarni, umożliwiających odzysk energii.

Informacje dotyczące odpadów nie są optymistyczne. Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, Polacy produkują ich coraz więcej. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju w 2019 r. wytworzył aż 332 kg śmieci. Problemem jest nie tylko stały trend wzrostowy, ale także skala. Jeszcze pięć lat temu na jedną osobę przypadały 283 kg odpadów (aż o 49 kg mniej).

Najnowsze dane powinny niepokoić nas wszystkich. Śmieci przybywa, a liczba składowisk z każdym kolejnym rokiem się zmniejsza. I to w bardzo szybkim tempie. Na przestrzeni lat 2015-2019 w Polsce zamknięta została co piąta tego typu instalacja. Dodatkowo, należy pamiętać o tym, że w 2020 r. statystyki dotyczące produkcji odpadków mogą być znów rekordowe. Pandemia COVID-19 spowodowała znacznie wyższe zużycie środków ochrony osobistej i dezynfekcyjnych, wymagających unieszkodliwienia – mówi Felice Scoccimarro, prezes Amest Otwock Sp. z o.o.

Nic w przyrodzie nie ginie?

Spadek liczby legalnie funkcjonujących składowisk, działających w ramach restrykcyjnych przepisów i z poszanowaniem środowiska naturalnego, skorelowany jest z pojawianiem się kolejnych dzikich wysypisk, które zagrażają przyrodzie. Jak podaje GUS, na koniec 2019 r. działało aż 1868 tego typu obiektów. To o 261 więcej niż rok wcześniej. Porażająca jest również powierzchnia zajmowana przez nielegalne śmietniska – ponad 197 ha (stan na 31 grudnia 2019 r.). Dla porównania, jest to obszar równy około 280 boiskom do piłki nożnej.

Ilość odpadów, które trzeba unieszkodliwić, rośnie z roku na rok. W połączeniu z coraz wyższymi opłatami za wywóz śmieci, sprawia to, że niestety niektórzy ulegają pokusie pozbycia się „za darmo” zanieczyszczeń w pobliskim lesie bądź domowym kominku. Biorąc pod uwagę statystyki, części osób nie odstraszają nawet ewentualne kary. Tymczasem trzeba pamiętać, że konsekwencje takiego działania są bardzo dotkliwe. To m.in. niebezpieczeństwo zachwiania funkcjonowania całego lokalnego ekosystemu, zagrażające wielu gatunkom roślin i zwierząt – tłumaczy Maciej Kłos z firmy doradczej BCO Poland.

Organizowanie dzikich wysypisk to także wymierne straty finansowe, które ponoszą wszyscy Polacy. Zgodnie z wyliczeniami Lasów Państwowych, każdego roku na uprzątniecie lasów wydawanych jest około 20 mln złotych.

Potrzebne kompleksowe rozwiązania

Jedną z recept na obecny stan rzeczy jest rozbudowa systemu wyspecjalizowanych spalarni, dzięki którym możliwe będzie nie tylko unieszkodliwianie odpadów, ale także odzyskiwanie energii – cieplnej bądź elektrycznej. Jednym z liderów tego procesu jest Dania, gdzie ponad połowa zebranych śmieci trafia do takich obiektów. O ich bezpieczeństwie może świadczyć fakt, że duży zakład znajduje się w samej stolicy. Spalarnia w Kopenhadze może rocznie przetworzyć nawet 400 000 ton odpadów, a sama służy również mieszkańcom jako stok narciarski.

W Polsce funkcjonuje zaledwie kilka nowoczesnych spalarni, których wydajność jest znacznie mniejsza nić chociażby wspomnianej Amager Bakke. Niedawno jednak pojawił się promyk nadziei. Podpisana została umowa na modernizację istniejącego obiektu w Warszawie. Po rozbudowie ma on unieszkodliwiać w ciągu roku ponad 300 000 ton odpadów, czyli około 30 proc. odpadów produkowanych w naszej stolicy.

Baterie przyszłości będą czyste i ładowane w ciągu kilku minut. Nadchodzi rewolucja w branży mobilnej i samochodowej

Przestarzałe systemy zasilania bateryjnego są jednym z największych problemów, z którymi zmaga się obecnie cała branża technologiczna. Klasyczne ogniwa litowo-jonowe nie są w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stawiają im zarówno współczesne urządzenia mobilne, jak i pojazdy elektryczne. Rozwiązaniem problemów branży mogą okazać się ogniwa nowej generacji o większej gęstości oraz wyższej żywotności. Polskie Impact Clean Power Technology wyrasta na jednego z liderów tego sektora globalnej gospodarki.

– W Impact oferujemy najnowsze na świecie rozwiązania, jeżeli chodzi o gęstość energii, moc i szybkość ładowania. Mamy dwa kierunki rozwoju, pierwszy to poprawianie gęstości energii w istniejących ogniwach, aby wyprodukować w tej samej objętości i masie ogniwo o większej pojemności, co się przekłada na zasięg pojazdu. Zasięgi w samochodach elektrycznych jeszcze nie są wystarczające, nie możemy przejechać 800900 km tak jak w przypadku samochodów spalinowych, ale tę drogę już widzimy w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes zarządu Impact Clean Power Technology.

Jedną z najświeższych technologii, które mogą przyspieszyć rozwój tej perspektywicznej branży, jest nowy system bateryjny UVES Energy GEN 2 wykonany w technologii NMC o 30 proc. większym zagęszczeniu energii niż konkurencyjne rozwiązania. Wykorzystanie go do produkcji pojazdów elektrycznych może obniżyć koszty ich eksploatacji oraz zauważalnie zwiększyć zasięg efektywny. Firma opracowała także system bateryjny wysokiej gęstości mocy, UVES Power GEN 2. Według inżynierów nowa technologia pozwoli obciążyć baterię mocą wyższą nawet o 60 proc. niż uprzednio stosowane rozwiązania. Dzięki temu ogniwa te sprawdzą się do konstruowania najbardziej wymagających pojazdów o dużym zapotrzebowaniu na energię elektryczną.

– Drugim typem rozwoju jest utechnologicznienie ogniw poprzez pozbycie się materiałów ziem rzadkich. Dzisiaj pierwiastki trudno dostępne jak kobalt muszą wystąpić w ogniwach, żeby zapewnić ich parametry. Pracujemy nad następnymi generacjami ogniw, które pojawią się na rynku w okresie pięciuośmiu lat, które będą miały wysoką gęstość energii, ale bez tych trudnych pierwiastków. Pracujemy również nad ogniwami z bezpieczniejszymi elektrolitem stałym, już nie będzie lotnych frakcji, których opary są palne. Baterie z elektrolitem stałym w kolejnym 10-leciu przejmą pałeczkę od obecnych litowo-jonowych – przekonuje ekspert.

W prace nad stworzeniem ogniw o wyższej sprawności zaangażowały się firmy z całego świata, w tym m.in. inżynierowie Xiaomi, którzy eksperymentują z ultrawydajnymi ładowarkami na potrzeby sektora mobilnego. Chińska korporacja zaprezentowała w październiku bezprzewodową ładowarkę o mocy 80 W zdolną do naładowania telefonu w niespełna 20 minut.

Jak się okazuje, równie efektywne czasy ładowania można wypracować w sektorze elektromobilności. Pod koniec 2019 roku uczeni z Electrochemical Engine Center na Pennsylvania State University opracowali innowacyjny akumulator samochodowy, który rozgrzewa się, aby drastycznie przyspieszyć tempo ładowania. Na łamach magazynu „Joule” zespół naukowców pracujących nad tym projektem wykazał, że stosując system bateryjny tego typu, można skrócić czas ładowania ogniw do 10 minut, które pozwolą na przejechanie od 300 do 450 km. Wstępne testy wykazały, że nowe akumulatory charakteryzują się żywotnością rzędu 2500 cykli i wdrożenie ich na szeroką skalę mogłoby gwałtownie przyspieszyć rozwój sektora prywatnych pojazdów elektrycznych. Baterie tego typu pozwoliłyby przejechać nawet do 800 tys. km, zanim należałoby je wymienić.

Podobne technologie są już dostępne, jednak na razie nie na rynku komercyjnym.

– W bateriach szybko ładowanych stosujemy ogniwa litowo-tytanowe, niedostępne dla aplikacji konsumenckich. To specyficzne ogniwo, z którym pracujemy ponad sześć lat, umożliwia szybkie naładowanie w ciągu pojedynczych minut. Ono ma również swoje ograniczenia, jest trochę cięższe, ale jego żywotność jest dla odmiany bardzo długa. System bateryjny oparty na ogniwach tytanowych może przeżyć między 12 a 15 lat w pojeździe, czyli tyle, ile wymaga od niego cała żywotność autobusu – wyjaśnia Bartłomiej Kras.

Według analityków z firmy Verified Market Research wartość globalnego rynku baterii dla pojazdów elektrycznych w 2019 roku wyniosła 48,19 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 71,74 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,5 proc.

Co piąty uraz u piłkarzy jest spowodowany uderzeniami piłki głową. Nowe badania pokazują, że ryzyko kontuzji można zmniejszyć nawet o 20 proc.

Nawet co piąty uraz u piłkarzy może być spowodowany przez uderzenie piłki głową. – Jeśli piłka ma zbyt wysokie ciśnienie, jest zbyt mokra lub jedno i drugie, w rzeczywistości zamienia się w broń. Główkowanie taką piłką to jak uderzanie w mur – przekonuje Eric Nauman z Uniwersytetu Purdue. Badanie przeprowadzone przez naukowców wykazało, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o 20 proc.

W ciągu ostatnich kilku lat wiele uwagi poświęcono znaczeniu i konsekwencjom urazów głowy w sporcie. Naukowcy z Purdue University twierdzą, że nawet 22 proc. kontuzji lub wstrząsów mózgu podczas gry w piłkę nożną jest wynikiem używania przez graczy głowy do zagrywania piłką. Im bardziej nasiąknięta wodą i cięższa, tym większe jest ryzyko kontuzji. Badania pokazują, że zawodowi piłkarze zagrywają piłkę głową około 12 razy podczas jednego meczu i ok. 800 razy w ciągu całego sezonu. Choć prędkość piłki ma największy wpływ na siłę jej uderzenia, łatwiej kontrolować jej ciśnienie powietrza i poziom wchłaniania wody.

– Nie można kontrolować tego, jak mocno piłkarz kopie piłkę. Są jednak inne sposoby, aby zmniejszyć te siły i nadal móc grać swobodnie w piłkę – przekonuje Eric Nauman, profesor inżynierii mechanicznej i podstawowych nauk medycznych na Uniwersytecie Purdue w Indianie.

FIFA czy NCAA już regulują ciśnienie piłki, jej rozmiar, masę i wchłanianie wody na początku meczu, ale laboratorium Naumana jako pierwsze przeprowadziło badanie, które ocenia wpływ każdego z tych czynników na potencjalne zmiany neurofizjologiczne. Z eksperymentu jednoznacznie wynika, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o blisko 20 proc.

– Przeprowadziliśmy bardzo prosty eksperyment. Do tej pory nie było zbyt wielu danych dotyczących tych zagadnień, a ich brak to ogromny problem – wskazuje Eric Nauman.

W tym badaniu w jego laboratorium przetestowano trzy rozmiary piłek poprzez kopnięcie ich w płytkę siłową. Obejmowało ono 50 prób dla każdego rozmiaru piłki przy czterech różnych ciśnieniach, w zakresie 4–16 psi. Zakres ten obejmuje ciśnienia poniżej standardowych specyfikacji produkcyjnych i bliskie limitowi przepisów FIFA.

Aby przetestować wchłanianie wody, naukowcy zanurzali piłkę w każdym rozmiarze na 90 minut, czyli regulaminowy czas meczu. Ważyli i obracali każdą kulkę co 15 minut. Badanie wykazało, że zmniejszenie ciśnienia i ograniczenie wchłaniania wody miało największe znaczenie dla wszystkich trzech rozmiarów piłek.

– Nasze badanie rzuca nowe światło na kwestię tego, jak może zmieniać się waga i siła uderzenia piłki w różnych warunkach. Organy zarządzające sportem i producenci mogą wykorzystać te badania, aby jeszcze bardziej zmniejszyć ryzyko trwałego uszkodzenia funkcjonalnego lub strukturalnego mózgu w wyniku uderzeń głowy podczas gry w piłkę nożną – wskazuje Francis Shen, profesor prawa na Uniwersytecie Minnesoty.

Część organizacji sportowych już zmieniła zasady gry lub uznała za niedopuszczalne niektóre zagrania. Wszystko po to, by zwiększyć bezpieczeństwo. Przykładem może być liga NFL, gdzie wprowadzono zmiany zasad wykopu piłki. W 2018 roku ograniczenia te spowodowały 35-proc. spadek kontuzji podczas rozgrywek rozpoczynających grę w porównaniu z sezonem 2017.

– Istnieje wiele przykładów w sporcie, gdzie organizacje zmieniły zasady, aby gra była bezpieczniejsza. To nowe badanie wskazuje potrzebę wprowadzenia dalszych zmian na rzecz bezpieczniejszego sprzętu i rozgrywki – twierdzi Francis Shen.

Zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski

  • Jutro rozpoczyna się szczyt Unii Europejskiej, na którym zapadną decyzje dotyczące budżetu na lata 2021-2027. Liczymy, że dojdzie do porozumienia i Polska oraz Węgry nie zgłoszą weta.
  • Polska wetując budżet UE mogłaby stracić nawet 27,8 mld euro w formie grantów. Trwająca od tygodni dyskusja o wecie i pryncypiach praworządności już pogorszyła wizerunek naszego kraju, zaszkodziła przedsiębiorcom i finansom publicznym – uważa Konfederacja Lewiatan.

Rada Przedsiębiorczości, do której należą największe organizacje pracodawców, od początku debaty przestrzega że zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski – zarówno jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną, jak i międzynarodową. Rząd mógłby w ten sposób pozbawić Polaków dostępu do wartego blisko 800 mld euro specjalnego funduszu Next Generation EU, którego celem jest ożywienie gospodarek krajów członkowskich poturbowanych obecnym kryzysem.

– Z punktu widzenia polskich firm unijne pieniądze są niezbędne. W inny sposób nie uzyskamy tych środków, chyba że podnosząc podatki, ale wówczas jedną ręką będziemy pomagać, a drugą zaciskać na gardle polskiej gospodarki. Już teraz takie kraje jak Hiszpania, Grecja, Portugalia i Włochy są na nas wściekłe, bo każdy dodatkowy dzień dyskusji o budżecie opóźnia wypłatę pieniędzy, których oni potrzebują jeszcze bardziej niż my – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

– Sygnały z ostatnich godzin dają nadzieję na kompromis. To ważne bo już sama ogólnoeuropejska debata o Polsce w kontekście braku szacunku do praworządności negatywnie wpływa na zaufanie inwestorów szkodząc gospodarce, przedsiębiorcom i naszym finansom publicznym – dodaje Maciej Witucki.

Rada Przedsiębiorczości apeluje do liderów Zjednoczonej Prawicy

Apel Rady Przedsiębiorczości do liderów Zjednoczonej Prawicy: Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina w sprawie pożądanych zmian w podatku od niektórych instytucji finansowych.

Wyjątkowa sytuacja ekonomiczna kraju powstała po wybuchu epidemii koronawirusa w 2020 r., w tym zwłaszcza trudności finansowe części przedsiębiorstw spowodowane drastycznymi zmianami rynkowymi bądź wprowadzeniem przez Rząd RP ograniczeń w życiu publicznym wymaga podjęcia działań osłonowych i naprawczych z aktywnym udziałem instytucji finansowych.

Dlatego też Rada Przedsiębiorczości zwraca się z apelem o pilne wprowadzenie zmian w zasadach funkcjonowania podatku od niektórych instytucji finansowych, polegających w szczególności na wyłączeniu z podstawy opodatkowania tego podatku wartości aktywów bankowych powstałych w wyniku:

  • zaangażowania banków w proces restrukturyzacji przedsiębiorstw,
  • finansowania przedsięwzięć realizowanych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPO),
  • finansowania nowych projektów inwestycyjnych w ramach realizacji szeroko rozumianego Europejskiego Zielonego Ładu na rzecz tworzenia zrównoważonej gospodarki UE

Rada Przedsiębiorczości zwraca się o wprowadzenie powyższych zmian w podatku bankowym w celu ratowania sytuacji gospodarczej poprzez stworzenie bankom warunków finansowych umożliwiających finansowanie restrukturyzacji kredytobiorców oraz kredytowanie nowych inwestycji ważnych dla rozwoju kraju, w tym inwestycji współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Możliwości takiego finansowania mogą w wielu przypadkach przesądzić o istnieniu wielu firm, a nawet branż. Rada Przedsiębiorczości jest przeciwna obowiązywaniu wysokich obciążeń fiskalnych banków, które uniemożliwiają w praktyce finansowanie restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw i dostosowanie polskiej gospodarki do nowych realiów gospodarki światowej.

Rząd przyjął projekt wprowadzający e-licytacje komornicze nieruchomości

Rada Ministrów przyjęła wczoraj (8 grudnia br.) przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt nowelizacji ustawy – Kodeks postępowania cywilnego, który przewiduje wprowadzenie e-licytacji komorniczej nieruchomości. To rozwiązanie szczególnie ważne w czasie trwania pandemii COVID-19.

E-licytacja komornicza nieruchomości została opracowana na wzór sprawdzonych już przepisów umożliwiających sprzedaż ruchomości w takim trybie. Zaakceptowany przez rząd projekt wpisuje się w cyfryzację usług publicznych.

Wprowadzenie elektronicznej licytacji nieruchomości niesie same zalety, dlatego wobec sytuacji pandemicznej i utrudnień w tradycyjnych licytacjach zdecydowaliśmy się na pilne przeprowadzenie prac legislacyjnych we współpracy z Krajową Radą Komorniczą. Zyskują na tym wierzyciele i dłużnicy, ponieważ dzięki łatwej formie licytowania zwiększy się zainteresowanie licytacjami. Nie ma przy tym potrzeby tworzenia nowego systemu, ponieważ licytacje będą prowadzone w oparciu o istniejący system licytacji ruchomości – podkreśla wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, który nadzoruje w resorcie problematykę komorniczą.

Większa transparentność

Umożliwienie prowadzenia sprzedaży nieruchomości w drodze e-licytacji zapewni wyższy poziom bezpieczeństwa dla uczestników czynności procesowych i pozwoli obniżyć koszty. W znaczący sposób przyczyni się również do przyspieszenia egzekucji z nieruchomości, która ze względu na wielofazowość oraz potencjalnie dużą liczbę podmiotów w niej uczestniczących jest szczególnie długotrwała. Ponadto zaproponowane rozwiązanie zwiększy transparentność przetargów i pozwoli skutecznie wyeliminować zmowy licytantów.

– Przeprowadzona przez nas reforma systemu funkcjonowania komorników przyniosła wielki sukces. Znacząco poprawiła się skuteczność, ale przede wszystkim zlikwidowaliśmy patologie, które obniżały zaufanie do komorników. Elektroniczna licytacja to kolejny krok w usprawnianiu tego systemu. Liczymy, że projekt spotka się w Sejmie z poparciem ponad podziałami politycznymi – dodaje wiceminister Sebastian Kaleta.

Najważniejsze rozwiązania

Przetarg w drodze elektronicznej ma odbywać się wyłącznie na wniosek wierzyciela. W razie braku wskazania takiej formy odbycia przetargu odbywałby się on w trybie dotychczasowym. Wniosek o przeprowadzenie przetargu w drodze elektronicznej mógłby zostać złożony zarówno w pierwszym jak i drugim terminie licytacji.

Przetarg będzie przeprowadzany w systemie teleinformatycznym. Komornik udostępniać będzie obwieszczenie o licytacji na stronie internetowej Krajowej Rady Komorniczej.

E-przetarg będzie trwał tydzień, wzorem funkcjonujących aukcji elektronicznych. Takie rozwiązanie zapewni licytantom większy komfort i warunki do podjęcia przemyślanej decyzji. Natomiast z perspektywy toczącej się egzekucji pozwoli na uzyskanie możliwie najwyższej ceny ze sprzedaży nieruchomości.

SFDR wchodzi w życie 10 marca 2021. Czy branża finansowa jest gotowa?

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE wchodzi w życie Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji finansowych związanych ze zrównoważonym rozwojem (SFDR – Sustainable Finance Disclosure Regulation).

Większość podmiotów działających na rynku finansowym w Europie ma świadomość, czego dotyczy Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem. Nie wszyscy czują się jednak wystarczająco przygotowani do wypełnienia nowych obowiązków w tym zakresie. 75 proc. przedstawicieli banków obawia się braku spójności pomiędzy dotychczas raportowanymi wskaźnikami ESG (z zakresu kwestii środowiskowych, społecznych i dotyczących ładu korporacyjnego), a obowiązkami informacyjnymi stawianymi przez Rozporządzenie. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” wynika też, że podobne obawy ma 69 proc. zarządzających aktywami.

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE obowiązywać zaczną nowe przepisy dotyczące ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych. Rozporządzenie SFDR ma na celu osiągnięcie większej przejrzystości w odniesieniu do sposobu analizowania ryzyk dla zrównoważonego rozwoju, które występują w ramach działalności prowadzonej przez podmioty operujące na rynku finansowym i doradców finansowych.

Zachodzące na naszych oczach zmiany klimatu są uważane za jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla stabilności sektora finansowego, który musi podjąć szybkie działania w celu ograniczenia przewidywanych negatywnych skutków. Ostatnie regulacje prawne na szczeblu unijnym chcą zaangażować sektor finansowy w proces budowy gospodarki niskoemisyjnej. Temu właśnie ma służyć m.in. rozporządzenie SFDR.

– Respondenci naszego badania deklarują wysoki poziom zaufania do kierunku zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji. Wskazują na jednolitą komunikację oraz uwzględnienie potrzeb klientów mających skorzystać na planowanych zmianach. Problemem może się jednak okazać niedostateczna spójność między wymogami Rozporządzenia, a dostępnymi na dziś danymi sprawozdawczymi oraz brak jednolitych standardów w tym zakresie. Zmian na tym polu oczekuje większość uczestników rynku finansowego prowadzących działalność w Europie – mówi Tomasz Gasiński, nowy Dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte, odpowiedzialny za wsparcie klientów w dostosowaniu biznesu do nowych wymogów z zakresu zmian klimatu i zarządzania ryzykiem ESG w Polsce i Europie Środkowej.

Trudna ocena skali zrównoważenia inwestycji

Unijne regulacje zakładają, że uczestnicy rynku finansowego powinni wykazać, w jaki sposób i w jakim zakresie procentowo inwestycje spełniają wymogi działań zrównoważonych środowiskowo. Jak wynika z badania Deloitte, przy obecnym stanie prawnym możliwość takiej weryfikacji przewidują przede wszystkim banki i zarządzający aktywami.. Według nich, zmiany zachodzące w zakresie raportowania usprawnią ten proces lub też na szczeblu regulacji europejskich zostanie wprowadzone rozwiązanie, które ułatwi spełnianie tych wymagań przez wszystkich zainteresowanych. W tym zakresie najmniejszy optymizm deklarują przedstawiciele doradców finansowych, z których aż 60 proc. wskazuje duże prawdopodobieństwo, że ich branża nie będzie w stanie właściwie określić zakresu inwestycji, które kwalifikują się jako zrównoważone środowiskowo.

– Celem badania było zmierzenie poziomu gotowości sektora na najważniejsze zmiany przewidziane w nowym rozporządzeniu. Respondenci badania w różnych krajach wykazują zaufanie do zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji, doceniając spójną komunikację i dużą uwagę poświęcaną klientom instytucji finansowych, którzy są głównymi beneficjentami planowanych zmian. Jednak widać także wyraźnie, że większość graczy oczekuje większej spójności między różnymi inicjatywami regulacyjnymi a istniejącymi standardami raportowania – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Współpraca europejska i krajowa

75 proc. uczestników badania z sektora bankowego uważa, że europejskie urzędy nadzoru powinny współpracować z właściwymi organami krajowymi w celu opracowania realistycznego planu dotyczącego jednolitych dokumentów sprawozdawczych. Musiałby on w pełni uwzględniać nadzorczą rolę właściwych instytucji w danym państwie oraz ich wiedzę na temat możliwości sprostania przez podmioty branżowe niedawnym zmianom. Z tym stwierdzeniem zgadza się 60 proc. doradców finansowych i połowa przedstawicieli sektora ubezpieczeń. Ci ostatni najczęściej wskazują jednocześnie na konieczność zastosowania okresów przejściowych, obowiązujących różne podmioty działające na rynku finansowym w różnym stopniu.

– Obecnie tylko nieliczni zainteresowani opracowali odpowiednie narzędzia i procesy, aby naprawdę ocenić swoje kwalifikacje w zakresie ochrony środowiska, dbania o społeczeństwo i ład korporacyjny. Wraz ze wzrostem znaczenia zrównoważonego i odpowiedzialnego inwestowania większość zarządzających aktywami zmierza w kierunku pełnej integracji celów środowiskowych ze swoimi produktami i procesami. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia na tym polu i jest to bardzo dogodny moment dla działających na rynku finansowym, aby opracować i wdrożyć adekwatne i skuteczne rozwiązania – podsumowuje prawo europejskie unia europejska, Partner, lider sektora finansowego Deloitte w Polsce.

Raport „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” prezentuje wyniki badania przeprowadzonego przez Deloitte w Luksemburgu między czerwcem a wrześniem 2020 r. W badaniu wzięli udział przedstawiciele podmiotów zarządzających aktywami, banków, zakładów ubezpieczeń oraz doradcy finansowi objęci zakresem Rozporządzenia SFDR z 21 krajów.

W tym roku w Warszawie ma być oddane 400 tys. mkw. powierzchni biurowej, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2019 roku

Jesienna fala pandemii COVID-19 przekreśliła szansę na szybki powrót do biur. Jak wynika z pierwszej edycji badania „Warsaw Crane Survey – Lato 2020”, obecna sytuacja nie wpłynęła jednak na liczbę rozpoczętych projektów i prac konstrukcyjnych. W najbliższych latach to Wola utrzyma swoją pozycję wiodącej lokalizacji takich inwestycji w Warszawie. W 2019 r. 5 z 7 pozwoleń na budowę dla nowoczesnych projektów biurowych dotyczyło właśnie tej dzielnicy. Eksperci firmy doradczej Deloitte i spółki biurowej Skanska podkreślają, że konieczna będzie ponowna aranżacja powierzchni biurowych, a nowe projekty będą powstawać w duchu zrównoważonego rozwoju i dbałości o środowisko.

Od 2014 roku zauważalny jest trend spadkowy w liczbie wydawanych pozwoleń na budowę dla nowoczesnych budynków biurowych w Warszawie. Nie oznacza to jednak zmniejszenia planowanej powierzchni. W 2018 roku była ona wyższa niż w latach poprzednich. Deweloperzy na rynku warszawskim planują realizację coraz większych i bardziej spektakularnych projektów.

Warto zaznaczyć, że pandemia COVID-19 wydłużyła procedury administracyjne, ale nie wpłynęła na liczbę rozpoczętych projektów oraz prac konstrukcyjnych przy projektach biurowych w Warszawie. Oznacza to, że zarówno deweloperzy, jak i potencjalni najemcy wierzą, że w niedalekiej przyszłości wrócimy do biur, choć prawdopodobnie w modelu hybrydowym – mówi Dominik Stojek, Partner Associate, dział Doradztwa Nieruchomościowego, Deloitte.

Jednak spory odsetek osób z wielu względów nie chce wracać do biura. To duże wyzwanie przede wszystkim dla pracodawców. Obecnie najważniejszą kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom powierzchni biurowych. Firmy przyjrzały się dostępnym rozwiązaniom i wdrożyły w pierwszej kolejności te, które pozwolą zachować im wszystkie zasady dystansu społecznego. Mało prawdopodobna jest rezygnacja z otwartych przestrzeni i powrót do układu gabinetowego. W biurach konieczna jest jednak ponowna aranżacja i podział powierzchni za pomocą paneli akustycznych czy roślin. Pandemia wymusiła ewolucję przestrzeni biurowych, a nie ich całkowitą rewolucję.

Dobrze zaprojektowany budynek posłuży też w pandemii

Jeśli deweloper myśli o powierzchni biurowej długofalowo i zaprojektował budynek w przemyślany sposób, to niewielkim nakładem sił wspólna przestrzeń sprawdzi się również w czasie pandemii.

W obecnej chwili niezwykle ważne jest bezpieczne poruszanie się po budynku. Odpowiednie planowanie przestrzeni i proste graficzne oznaczenia w kontekście nowych procedur to dziś standard. Oprócz tego, w dobie pandemii, szczególną rolę pełnią też technologie. Już parę lat temu stworzyliśmy jedną z najbardziej zintegrowanych platform na rynku biurowym Connected by Skanska, której zakres funkcjonalności z łatwością dostosowaliśmy do dzisiejszych potrzeb najemców. Dzięki niej i powiązanej z nią aplikacji na telefony, użytkownicy naszych budynków mogą bezdotykowo poruszać się po nieruchomościach. Pracownicy mogą za pomocą naszego rozwiązania otwierać drzwi elektroniczną kartą dostępu czy zarezerwować salę konferencyjną, wykorzystując do tego swój smartfon – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezes spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej.

Powstawanie budynków warunkują pojawiające się wytyczne z różnych branż, płynące np. od organizacji eksperckich na rynku nieruchomości. Skanska we współpracy z epidemiologiem i architektami już w maju przygotowała swoje biura na bezpieczny powrót pracowników. Na bazie swoich doświadczeń, także związanych z tym, co w praktyce się sprawdza, a co jest trudne do wykonania, przygotowała zbiór rekomendacji dot. biur bezpiecznych w kontekście zagrożeń związanych z pandemią. „Care for Life Office Concept” prezentuje holistyczne podejście do człowieka i jego środowiska pracy.

Budownictwo w służbie środowiska

Obecnie miasta to obszary, które najbardziej zanieczyszczają powietrze, ale mają również największą moc sprawczą, żeby przeciwdziałać zmianom klimatu. Zrównoważone budownictwo, w tym niskoemisyjne budowle są niezwykle istotnym czynnikiem w inteligentnych miastach. Deweloperzy mogą więc odegrać ogromną rolę w walce z globalnym ociepleniem.

W swojej działalności muszą zwracać uwagę nie tylko na finalny etap inwestycji, ale również na cały łańcuch dostaw.

Proces zaczyna się od wydobycia materiałów, które następnie należy przetransportować na miejsce budowy. To deweloper decyduje, jakie surowce wybierze i w jaki sposób je dostarczy. Branża budowlana ma ogromny wpływ na to, w jakim kierunku będzie rozwijać się gospodarka niskoemisyjna.

O raporcie
Autorzy badania „Warsaw Crane Survey” przeanalizowali zasoby biurowe w poszczególnych dzielnicach stolicy Polski. Eksperci Deloitte przyjrzeli się również pozwoleniom na budowę wydane w ciągu ostatniej dekady. Dzięki temu powstał kompletny obraz trendów wpływających na działalność deweloperską.

Czy technologia może wnieść jeszcze więcej w branżę e-commerce?

Wywiad z Małgorzatą Szulik; współtwórcą oferty LoanByLink, Business Project Manager w Provema.

Pytanie zadane nie bez powodu. Ostatnimi czasy media stale informują o bardzo dynamicznym rozwoju sektora e- sklepów. Jest to m.in. wynik marcowego lockdownu i zamkniętej sieci sklepów stacjonarnych, ale także zasługa bogatej oferty rozwiązań dla rynku marketplace. Czy w tak dużej branży można uruchomić z powodzeniem nowy projekt?

Wiele osób zadawało sobie pytanie jak będzie wyglądał biznes, kiedy wszystko zacznie wracać do normy. Jak według Pani zmienił się handel?

Nie jest oczywista odpowiedź, ponieważ handel jako bardzo duża gałęź gospodarki swoimi zmaganiami przypominała sinusoidę. Handel to nie tylko obraz sklepów, który mamy przed oczami, ale cała dystrybucja i stojący za nią kapitał ludzki. Niemniej jednak większość przedsiębiorców, szczególnie stacjonarnych musiała przenieść usługi do sieci i odnajdywać się w nowej dla nich rzeczywistości. Tej samej rzeczywistości uczyli się również klienci, bo mimo deklaracji sporej liczby społeczeństwa do dokonywania zakupów on-line w trakcie narodowej kwarantanny 20% Polaków pierwszy raz zrobiło zakup w sieci. Tak przynajmniej podaje badanie przeprowadzone przez Accenture i Fashion Biznes. Całość sprowadza się jednak do tego, że przechodzimy płynnie w modele on-line’owe.

Będziemy powoli wracać do starych nawyków i stacjonarnych zakupów czy jednak zostaniemy w sieci?

Wszystko wskazuje na to, że model zakupowy w sieci nam się podoba. Zdaje się, że zaczęliśmy cenić proste rozwiązania, szybkie przesyłki i atrakcyjne finansowanie. Większość zakupów możemy zrobić on-line z dostawą do domu. Nie zrezygnujemy z tego. Myślę, że chętnie będziemy wracać do tradycyjnych modeli zakupowych, to ten sektor będzie się cały czas rozwijał. Podobnie wygląda sektor usługowy, który cieszy się powodzeniem. Nie wiem, czy wcześniej z takim zainteresowaniem były wykorzystywane szkolenia w sieci J

Czy możemy mówić o wygranych i przegranych w takim przypadku?

Nie. Nawet nie wypada, bo pamiętajmy, że była to sytuacja, która jednak zaskoczyła przedsiębiorców. Owszem, mogliśmy skorzystać z doświadczenia sąsiadów, ale nawet to nie przygotowałoby biznesmenów, szczególnie nowicjuszy na tak głębokie obostrzenia. Część firm płynnie przeszła w nowy model zarządzania a część potrzebowała motoru napędowego i też rozwiązań, które nie obciążyłyby budżetu, który i tak rozplanowany często był zupełnie inaczej. W takiej sytuacji mogę powiedzieć, że naszym obowiązkiem jest być solidarnym. Szczególnie firmy, który udostępniają innowacje i technologie.

A nie uważa Pani, że to właśnie technologia przynosi zmierzch dla stacjonarnych placówek?

Zdecydowanie nie. Dzięki technologii możemy opracowywać takie rozwiązania, które będą upraszczały skomplikowane procesy. Nie tylko umożliwiamy konsumentom korzystania z nowych bezpiecznych, propozycji. Stawiamy przed firmami gotowe rozwiązanie dostosowane do tego co dzieje się na rynku. Wiele firm myśli o przekształceniu swoich firm w mniejsze e-sklepy, ale odbiją się do procedur. Często ograniczają je środki. Tu z pomocą przychodzą innowacje.

Czy to właśnie sytuacja na rynku e-sklepów zainspirowała Was do stworzenia własnego modułu dla sieci on-line?

Nasz moduł LoanByLink miał premię w ubiegłym roku. Od tego czasu sukcesywnie poszerzamy jego możliwości i staramy się, aby był skuteczny i prosty. Nie chcemy uwikłać naszych partnerów w skomplikowane umowy i długie procesy a przy tym chcemy zapewnić maksymalne bezpieczeństwo dla wykonywanych transakcji no i szybką integrację. Tak się złożyło, że w tym okresie LoanByLink okazał się dopasowany do potrzeb rynkowych. Naszymi partnerami są zarówno małe lokalne firmy, ale i też rynkowi potentaci. Pokazuje to skalę na jaką działa nasz moduł.

W okresie, kiedy wydawałoby się, że na rynku jest już wszystko, łatwo jest prezentować nowe rozwiązanie? Możecie mówić o sukcesie?

Mało skromnie,  ale dobre rzeczy często bronią się same. Tak jest z LoanByLink. Chyba najważniejsze było przekazanie, że to jest naprawdę proste. Wiele osób zadawało pytania: Jak to możliwe, że ze zwykłej strony internetowej będę miał sklep internetowy i raty bez długiego oczekiwania? No da się. My to zrobiliśmy. Pamiętam pierwszego partnera, który się rejestrował i zaskoczenie, że w ciągu jednego dnia zostały podpięte wtyczki. Całość to zasługa naszych programistów. To fantastyczni ludzie.

Mam rozumieć, że dzięki takiemu i podobnym rozwiązaniom firmy, które wciąż szukają wyjścia z sytuacji mają szansę, na przetrwanie lub nawet większy sukces swojej marki?

Dokładnie tak. To jest właśnie zaleta prawdziwie innowacyjnych rozwiązań. Są multizadaniowe i dają nieograniczone możliwości. Jedyne co może zahamować działanie i rozwój jest ewentualny brak pomysłu. Akurat w naszej firmie jest ich nadmiar i dlatego dzielimy się nimi. Mamy nadzieje, że LoanByLink dociera jak najdalej i będzie cały czas otwierać możliwości przed firmami, które ich szukają.

Polska Grupa Energetyczna uruchomiła pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla

PGE Polska Grupa Energetyczna uruchomiła w Rzepedzi na Podkarpaciu pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla. To początek długofalowego programu magazynowania energii Grupy PGE, zapowiedzianego w nowej strategii Grupy.

Instalacja o mocy ok. 2,1 MW i pojemności 4,2 MWh została zaprojektowana w celu wspierania niezawodności lokalnej sieci dystrybucyjnej. Kontenerowy, stacjonarny magazyn energii powstał w ramach projektu innowacyjnych usług sieciowych poprawiających jakość i niezawodność dostaw energii elektrycznej, realizowanego przez PGE Polską Grupę Energetyczną wspólnie z PGE Dystrybucja. PGE Polska Grupa Energetyczna – Powerpack Tesla

„Modułowy magazyn energii w podkarpackiej Rzepedzi to pierwsza inwestycja w Europie Środkowej i Wschodniej, wykorzystująca rozwiązania modułowe Tesla w lokalnej sieci elektroenergetycznej. Zastosowane rozwiązanie zapewni elastyczną pracę systemu elektroenergetycznego i zwiększy możliwości przyłączania źródeł odnawialnych. Zgodnie z nową Strategią Grupy PGE, do 2030 roku planujemy budowę co najmniej 800 MW nowych magazynów energii. Inwestycja w Rzepedzi to pierwszy krok w realizacji tego celu. Kolejne projekty są już w fazie planowania. Jeszcze w tym roku składamy wniosek o określenie technicznych warunków przyłączenia do sieci magazynu energii elektrycznej w Żarnowcu o mocy 205 MW i pojemności 820 MWh. W styczniu projekt weźmie udział w certyfikacji ogólnej do rynku mocy. Dużym wyzwaniem dla projektów magazynowania energii jest rentowność oraz źródła finansowania. Dlatego duże nadzieje pokładamy w zmianach w obszarze regulacji, które mogą być zachętą inwestycyjną dla projektów magazynowania energii i jednocześnie pozwolą na lepsze wykorzystanie funduszy unijnych w transformacji energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna. – Powodem do satysfakcji jest to, że rozpoczynamy realizację programu magazynowania energii w oparciu o technologię o światowej renomie, która zastosowana w naszej inwestycji przyniesie wymierne oszczędności dla segmentu dystrybucji PGE i stanowi tańszą i szybszą w realizacji alternatywę dla rozbudowy sieci elektroenergetycznej” – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzaniu energii elektrycznej spowoduje zwiększone zapotrzebowanie na technologię magazynowania energii. Powstałe dotychczas polskie magazyny energii były projektowane i wykonywane głównie w celach badawczych (R&D). Budowa magazynu w Rzepedzi to pierwsza inwestycja, będąca odpowiedzią na konkretne potrzeby odbiorców PGE, związane z poprawą jakości energii oraz zapewnieniem zasilania rezerwowego na wypadek awarii lub prac planowych.

Wykonawcą projektu modułowego magazynu energii w Rzepedzi jest firma Griffin Group Energy.

„Przystępując do przetargu na budowę magazynu energii pod konkretne zapotrzebowanie PGE wybieraliśmy technologię, która najefektywniej zrealizuje założone zadania – mówi Dariusz Wawrzynów, wiceprezes Zarządu Griffin Group Energy. – Szukaliśmy sprawdzonego i rzetelnego partnera z doskonałymi referencjami oraz posiadającego masowe, biznesowe wdrożenia magazynów energii. Szczegółowa analiza rynku wskazała nam markę o światowej renomie, czyli firmę Tesla. Technologia zastosowana w Powerpack Tesla o pojemności 4 MWh, najlepiej odpowiadała inwestycji i spełniała założone przez nas warunki oraz standardy” – podkreśla.

PGE Polska Grupa Energetyczna jest największym przedsiębiorstwem elektroenergetycznym w Polsce. Gwarantuje bezpieczne i stabilne dostawy energii elektrycznej i ciepła do ponad 5 milionów klientów. Udział Grupy PGE w produkcji energii elektrycznej w Polsce wynosi ok. 40 proc.

PGE jest również największym krajowym producentem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, posiadając 10-cio procentowy udział w rynku. W kolejnych latach PGE stawia na dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii – w szczególności w oparciu o energię wiatru i słońca. Priorytetem dla PGE jest Program Offshore Grupy PGE, który zakłada wybudowanie do 2030 roku dwóch morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW oraz kolejnych 4 GW do 2040 roku. Program inwestycyjny Grupy PGE do 2030 roku obejmie również 3 GW w fotowoltaice oraz rozbudowę portfela lądowych farm wiatrowych o co najmniej 1 GW. Nowa Strategia Grupy PGE, opublikowana w październiku 2020 r., została oparta na trzech filarach: energia przyjazna dla środowiska, nowoczesne usługi energetyczne oraz sprawna i efektywna organizacja. PGE przedstawiła plan transformacji Grupy, ogłosiła cel osiągnięcia neutralności klimatycznej oraz 100 proc. zielonej energii dla klientów PGE w 2050 roku. Zgodnie z nową Strategią do 2030 roku w portfolio Grupy PGE powstanie co najmniej 800 MW magazynów energii, których zadaniem będzie usługa magazynowania dla źródeł rozproszonych, wsparcie integracji systemowej wielkoskalowych źródeł OZE oraz zapewnienie elastyczności i niezawodności sieci dystrybucyjnej.