Pieniądze z tarczy antykryzysowej dla lotnisk wciąż nie zostały uruchomione. Jesienią i zimą spodziewany jest o połowę mniejszy ruch niż przed rokiem

W pierwszym tygodniu września polskie lotniska obsłużyły niecałe 4,9 tys. operacji lotniczych, prawie o połowę mniej niż w podobnym okresie 2019 roku. Największe spadki odnotowały lotniska w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie. – Spodziewamy się trudnej jesieni i zimy. Szacujemy, że ruch będzie znacznie mniejszy, nawet poniżej 50 proc. ubiegłorocznego poziomu – mówi Dariusz Kuś, prezes wrocławskiego portu lotniczego. Lotniska liczą, że ten trudny czas pomoże im przetrwać rządowa pomoc, ale nie została ona jeszcze uruchomiona. Teraz skupiają się na odbudowie siatki połączeń na wysoki sezon 2021.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej podaje, że liczba operacji lotniczych w pierwszym tygodniu września była o 50 proc. niższa niż w podobnym okresie 2019 roku, a o 5,2 proc. niższa niż w ostatnim tygodniu sierpnia. Spadek odnotowany z tygodnia na tydzień może wynikać z zakończenia wakacji.

– Spodziewamy się, że cały sezon zimowy będzie dość spokojnym okresem. Być może zwiększenie ruchu nastąpi w okresie świątecznym oraz w okresie ferii zimowych. Na to liczymy, ale jeszcze za wcześnie, żeby to precyzyjnie powiedzieć – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu.

Władze wrocławskiego lotniska liczą na to, że na większy ruch pasażerów w kolejnych miesiącach wpłynie zapowiadane przez linie lotnicze otwieranie kolejnych tras. Lufthansa w kolejnych tygodniach zamierza przywrócić loty do Monachium, jednego z największych hubów przesiadkowych w Europie.

– Spodziewamy się również uruchomienia na przełomie października i listopada połączeń do Zurychu, choć Lufthansa nie podjęła jeszcze w tej kwestii ostatecznej decyzji. Wiemy również, że linie Eurowings uruchamiają właśnie połączenia do Düsseldorfu – informuje prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu. – Przypuszczam, że z czasem popyt na latanie z przesiadką po Europie, jak również na połączenia międzykontynentalne będzie stopniowo wzrastał, a przewoźnicy odpowiedzą na to zapotrzebowanie. To może wypełni miejsce po wygaszonym ruchu wakacyjnym i rekreacyjnym związanym z sezonem letnim.

Obecnie władze portu koncentrują się na rozmowach z liniami lotniczymi na temat nowego sezonu letniego, który rozpocznie się w kwietniu przyszłego roku.

– Pracujemy nad tym, aby odbudować siatkę połączeń dostępnych z Wrocławia w najbliższych miesiącach. Roboczo zakładam, że w sezonie letnim 2021 roku odzyskamy może nawet 60 proc. tej siatki połączeń, którą obsługiwaliśmy w 2019 roku. Jednak na powrót do skali działalności sprzed pandemii potrzeba kilku lat. Niektórzy w branży twierdzą, że będzie to możliwe w 2022 roku, ale pesymiści są zdania, że dopiero w 2023 roku – dodaje Dariusz Kuś.

Ten rok będzie jednak spisany na straty dla branży lotniczej na całym świecie. Międzynarodowa Rada Portów Lotniczych szacuje, że w całym roku ruch pasażerów na lotniskach będzie o blisko 60 proc. niższy niż przed rokiem. Przekłada się to na liczbę 5,6 mld pasażerów. Spadek przychodów sięgnie natomiast prawie 105 mld dol (-60 proc.).

– Nie zwalniamy personelu, utrzymujemy gotowość operacyjną, a obiekty w najlepszym porządku operacyjnym. To są wszystko koszty, które musimy ponosić, niezależnie od liczby operacji i pasażerów, a przychody są mniejsze o połowę, nawet o trzy czwarte – mówi prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu – To powoduje, że od strony finansowej pokazujemy straty, ale płynne zasoby finansowe, jakie udało nam się zgromadzić przed pandemią, pozwalają nam przez te kilka–kilkanaście miesięcy funkcjonować mimo tego, że nie zarabiamy.

Port Lotniczy we Wrocławiu skorzystał ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej na wynagrodzenia pracowników w początkowym okresie pandemii. Zarząd liczy również na pomoc finansową z Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Niestety specjalna tarcza antykryzysowa dedykowana lotniskom, zapowiedziana przez rząd już kilka miesięcy temu, nie została uruchomiona. Wierzę, że 140 mln zł obiecane przez ministra infrastruktury zostanie przekazane portom lotniczym w najbliższym czasie i zrekompensuje koszty, które lotniska musiały ponosić w początkowym okresie pandemii, kiedy w ogóle nie generowały przychodów – zakłada Dariusz Kuś.

Jak podkreśla prezes, wrocławski port od połowy marca obsługiwał wiele rejsów o charakterze pomocowym, m.in. lądowania samolotów Rusłan z transportem maseczek i środków ochrony osobistej bezpośrednio z Chin, operacje wojskowe i akcje o charakterze sanitarnym.

– Liczyliśmy na to, że znajdą się środki finansowe od rządu, które zrekompensują naszą gotowość operacyjną w tamtym okresie – podsumowuje.

Bezrobocie jesienią znowu zacznie rosnąć. Na koniec roku rząd zakłada 8 proc.

Według wstępnych danych MRPiPS stopa bezrobocia w sierpniu wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie już drugi miesiąc z rzędu. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował, ale jak wskazuje minister Marlena Maląg jesienią należy spodziewać się kolejnego wzrostu, bo wtedy kończy się też okres prac sezonowych. Szefowa MPRiPS ocenia jednak, że sytuacja na polskim rynku pracy jest dobra, zwłaszcza na tle innych krajów Unii Europejskiej, co jest efektem rządowych programów i tarcz antykryzysowych skoncentrowanych na utrzymaniu miejsc pracy. W nadchodzącym czasie rynek pracy mają zaś wspierać m.in. wielomiliardowe inwestycje samorządowe.

– Musimy spojrzeć na rynek pracy przez pryzmat pandemii koronawirusa i sytuacji gospodarczej, w której jesteśmy od marca. Zadziałały ponad 135 mld zł, które trafiły na ratowanie miejsc pracy, i mechanizmy, które zostały wdrożone. Dzisiaj możemy powiedzieć: „sprawdzam”. W ostatnich trzech miesiącach stopa bezrobocia wynosiła 6,1 proc. i jeżeli chodzi o liczby bezwzględne – to w sierpniu mieliśmy zarejestrowanych nawet o 0,5 tys. osób bezrobotnych mniej niż w poprzednim miesiącu – powiedziała Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Z danych GUS wynika, że już w lipcu stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie z czerwca. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował po raz pierwszy od czterech miesięcy, do czego przyczyniły się m.in. prace sezonowe.

Z kolei w sierpniu według wstępnych, szacunkowych danych MRPiPS stopa bezrobocia nadal pozostała na niezmienionym poziomie 6,1 proc. Bez pracy pozostawało dokładnie 1 mln 29 tys. Polaków, czyli o pół tysiąca mniej niż jeszcze miesiąc wcześniej.

– Dzisiaj sytuacja rzeczywiście jest dobra, panuje umiarkowany optymizm. Nie możemy jeszcze mówić o wielkiej radości, ale przede wszystkim instrumenty, które miały ratować miejsca pracy, a taki priorytet postawił przed nami premier Mateusz Morawiecki, zostały w pełni osiągnięte, ponieważ bezrobocie między marcem a sierpniem wzrosło o 0,6 pkt proc. Jesteśmy też dobrze postrzegani przez Komisję Europejską, według danych Eurostatu jesteśmy drudzy po Czechach – mówi minister.

Dane Eurostatu za lipiec pokazują, że Polska jest drugim w UE krajem o najniższej stopie bezrobocia (3,2 proc.), a lepszy wynik zanotowały tylko Czechy (2,7 proc.). Polska wypadła też znacznie lepiej niż unijna średnia notowana na poziomie 7,2 proc. Dobre są również dane za cały II kwartał, w którym zatrudnienie w strefie euro zmniejszyło się o 2,9 proc., a w całej UE o 2,7 proc. – i były to największe spadki od 1995 roku, od kiedy Eurostat gromadzi takie dane. Polska zanotowała (w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym) spadek bezrobocia o 1,2 proc. Z kolei największy spadek zatrudnienia miał miejsce w Hiszpanii (-7,5 proc.), Irlandii (-6,1 proc.) i na Węgrzech (-5,3 proc.).

Szefowa MPRiPS Marlena Maląg ocenia, że stabilna mimo recesji wywołanej pandemią SARS-CoV-2 sytuacja na rynku pracy to m.in. zasługa rządowych tarcz antykryzysowych, skupionych na zapewnieniu bezpieczeństwa pracowników i zachowaniu ciągłości funkcjonowania firm. Do 4 września br. wartość pomocy udzielonej przedsiębiorstwom w ramach rządowych tarcz przekroczyła już 135 mld zł.

Jak wynika z projektu nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, którą rząd przyjął w końcówce sierpnia, szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego ma wynieść 8 proc. na koniec tego roku. Wzrostu bezrobocia należy spodziewać się jesienią, kiedy kończy się okres prac sezonowych.

– Jeśli spojrzymy na prognozę do końca roku, z analizowanych przez nas danych wynika, że stopa bezrobocia ukształtuje się między 7,1 a 8 proc., które zawieramy też w projekcie budżetu. Trzeba też zauważyć, że na jesień przypada koniec prac sezonowych i wtedy to bezrobocie wzrasta także w normalnej sytuacji gospodarczej – mówi minister.

Podkreśla, że rynek pracy w kolejnych miesiącach mają jednak napędzać m.in. duże inwestycje rządowe i samorządowe, finansowane z wartego 6 mld zł Funduszu Inwestycji Lokalnych. W ramach tego instrumentu samorządy (gminy w tym wiejskie, powiaty i miasta) mogą ubiegać się o środki (od 0,5 do 93 mln zł) na inwestycje takie jak np. budowa dróg, remonty szkół, budowa żłobków czy inwestycje w wodociągi.

– Fundusz zaproponowany przez premiera Morawieckiego ma wspierać polską gospodarkę i powrót na tory sprzed pandemii – mówi Marlena Maląg. – Ważne są też programy rządowe, jak m.in. ogłoszony kilka dni temu Maluch+. Wspiera on rodziny z małymi dziećmi poprzez stworzenie im warunków, aby rodzice dzieci do lat trzech mieli zagwarantowaną opiekę i mogli świadomie podejmować decyzję, czy po urlopie rodzicielskim wracać do pracy, czy jednak zostać w domu. Ten program z budżetem 450 mln zł, adresowany do jednostek samorządu terytorialnego, podmiotów niepublicznych i gospodarczych, pozwala też na to, aby gospodarka jak najszybciej wracała na właściwe tory, a rynek pracy kształtował się prawidłowo.

Przez pandemię wzrost cen mieszkań wyhamował. Nie oznacza to jednak, że zaczną one spadać

Wybuch pandemii spowodował niewielki spadek cen nieruchomości i przełamał utrzymujący się od dawna trend wzrostowy. W efekcie inwestorzy krótkoterminowi mogą wstrzymywać się z zakupami do czasu, aż będzie wiadomo, czy to tylko pauza, czy zwrot w tył. Z drugiej strony niskie stopy procentowe zniechęcają do lokowania pieniędzy na depozytach. Kupujący natomiast na własne potrzeby mogą szukać lokali o większej liczbie pokoi.

W marcu, gdy pandemia dotarła do Polski, oceniano, że będziemy mieli do czynienia ze znacznie większym kryzysem w światowej gospodarce niż po roku 2008. Wówczas sektorem najbardziej dotkniętym przez recesję były właśnie nieruchomości: banki wstrzymały finansowanie, inwestorzy się wycofali, wstrzymano budowy, zamarły transakcje, spadły ceny i trzeba było dobrych kilku lat, żeby rynek się rozruszał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy. – Dzisiaj, po pięciu miesiącach pandemii, wiemy, że choć spowodowała ona poważny kryzys gospodarczy, to rynek nieruchomości po pewnym wstrzymaniu działa dalej. W pierwszej połowie tego roku wartość transakcji na rynku nieruchomości była drugą co do wielkości największą w historii polskiego rynku.

Według wstępnych danych GUS-u między styczniem a lipcem 2020 roku oddano do użytkowania 118,8 tys. mieszkań, czyli o 6,6 proc. więcej niż przed rokiem, przy czym deweloperzy przekazali do eksploatacji 76,7 tys. mieszkań (10,9 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku), natomiast inwestorzy indywidualni – 40,1 tys. mieszkań, o 2,7 proc. więcej niż przed rokiem. Mniej natomiast było pozwoleń na budowę i zgłoszeń budów – 147 tys., co oznacza spadek o 4,5 proc. rok do roku. W wypadku deweloperów liczba ta zmniejszyła się o 4,9 proc., a inwestorów indywidualnych o 2,4 proc. Większy regres dotyczył rozpoczęcia budów, których zainicjowano o 11,4 proc. mniej niż rok wcześniej (121,7 tys. mieszkań). Znów bardziej podatni na dekoniunkturę okazali się deweloperzy, którzy odnotowali spadek o 16,4 proc., podczas gdy osoby prywatne tylko o 3,8 proc.

Według szacunków w czerwcu tego roku aktywność związana z zakupami na rynku mieszkaniowym, mierzona liczbą zapytań, była o 10 proc. mniejsza niż w ubiegłym roku, natomiast ceny ofertowe są mniej więcej o 1 proc. niższe niż w ubiegłym kwartale – mówi Stefan Kawalec. – Nie jest to duża różnica, ale bardzo istotna zmiana trendu, bo po stałym trendzie wzrostowym teraz mamy leciutki spadek. Co będzie dalej, nie wiadomo. Dostępność kredytów została trochę ograniczona, bo banki wprowadziły pewne zaostrzenia, przede wszystkim zwiększyły wymóg środków własnych.

Przed pandemią ceny nieruchomości nieustannie rosły, zaczynano nawet mówić o bańce i przegrzaniu rynku. Wiele mieszkań kupowano za gotówkę, bo niskie stopy procentowe (w lutym stopa referencyjna była na poziomie 1,5 proc., a inflacja w ujęciu rocznym wyniosła 4,7 proc.) zniechęcały do trzymania oszczędności na lokatach. Po dwóch obniżkach stóp procentowych o łącznie 140 punktów bazowych lokaty niemal nie dają już nawet nominalnego zysku, nie wspominając o realnym.

Według prezesa Capital Strategy inwestorów, zwłaszcza tych o krótkim horyzoncie inwestycyjnym, może jednak powstrzymywać obawa przed dalszym zachowaniem rynku i ewentualnym głębszym spadkiem cen. Ten nie jest jednak przesądzony. Z kolei deweloperów niepokoić może potencjalna zmiana potrzeb konsumentów.

Wzrost cen na rynku na razie się zatrzymał, nie wiemy, czy się zakończył. Może powrócić, ale równie dobrze można sobie wyobrazić, że w następnych miesiącach nastąpi lekki spadek cen – mówi. – Ciekawe, co się będzie działo w kwestii zmiany oczekiwań ludzi w stosunku do mieszkań, bo na to COVID-19 wpłynął. Mieszkania wykorzystujemy dziś również do pracy. W czasie lockdownu w wielu rodzinach, gdzie jest dwójka rodziców i dwójka dzieci w wieku szkolnym czy studenckim, okazało się, że w tym samym czasie cztery osoby potrzebują oddzielnych pokojów do tego, żeby móc prowadzić zajęcia w formie zdalnej. 

Z raportu o rynku kredytów opublikowanym przez NBP na początku sierpnia wynika, że na III kwartał banki spodziewają się odwrócenia tendencji i złagodzenia polityki kredytowej przy nieznacznym wzroście popytu na kredyty mieszkaniowe.

Polska platforma pomoże e-graczom stać się profesjonalistami. Sztuczna inteligencja podpowie, co może zdecydować o porażce

Nie tylko tradycyjny sport wykorzystuje analizę dużych zbiorów do poprawy wydajności. Także zawodowi gracze e-sportu sięgają po nowe technologie, zwłaszcza że zwycięstwo w rozgrywkach nie zależy tylko od umiejętności i szczęścia, ale też od strategii i analizy wyników. Choć gracze e-sportowi dopiero zaczynają wykorzystywać analitykę, zapotrzebowanie jest ogromne, zwłaszcza że e-sport może oznaczać dla najlepszych duże zarobki. Wykorzystująca sztuczną inteligencję polska platforma GGPredict to narzędzie do analizy danych, które pomaga graczom.

– GGPredict to platforma analityczna dla gier e-sportowych, w tym momencie dla Counter-Strike: Global Offensive. To także narzędzie, które jest wirtualnym trenerem, opartym na machine learningu i sztucznej inteligencji, pomagającym graczom rozwijać się i uczyć się systematycznie coraz lepszej gry i stawać się lepszymi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Łowigus z GGPredict.

Tradycyjny sport już od dawna wykorzystuje analizę dużych zbiorów danych i technologie chmury hybrydowej do poprawy wydajności. Przykładem wykorzystania analizy danych jest drużyna baseballowa Oakland Athletics, którą dyrektor generalny Billy Beane pomógł doprowadzić do playoffów przy skromnym budżecie, tylko przy wykorzystaniu statystyki. Zautomatyzowana analiza wideo pomogła brytyjskiej drużynie piłkarskiej Lincoln City wspiąć się na szczyt rozgrywek. Z kolei w koszykówce kamera głębi jest wykorzystywana do śledzenia i analizowania każdego rzutu, w tym trajektorii lotu.

Analiza danych może też pomóc e-sportowcom. Jak w każdym sporcie zwycięstwo zależy także od strategii i analizy wyników.

– Gracze e-sportowi, w przeciwieństwie do graczy tradycyjnych: piłkarzy, biegaczy czy siatkarzy, trenują przez znacznie dłuższy czas. Przeciętny gracz e-sportowy poświęca na to 8-10 godzin dziennie. Jednak jego rozwój jest nieefektywny, ponieważ nie ma żadnych narzędzi analitycznych czy systemu szkolenia. Naszym zadaniem jest usystematyzowanie tego i edukacja, i robimy to najpierw poprzez analizę ogromnej liczby profesjonalnych meczów – wskazuje Michał Łowigus.

GGPredict to panel do analizy meczów, także dla amatorów, którzy dopiero próbują swoich sił w e-sporcie. Platforma wykorzystuje zapisy e-meczów do śledzenia tego, co najważniejsze. Setki tysięcy danych z każdej gry są analizowane przez zaawansowane systemy statystyczne, a dzięki machine learningowi  wyodrębniane są te informacje, które decydują o sukcesie.

– Przeanalizowaliśmy kilkaset tysięcy meczów i dzięki naszemu doświadczeniu w rozwiązaniach Big Data i analizie danych zidentyfikowaliśmy te elementy gry profesjonalistów, które są pozytywne, i te, które prowadzą do przegranych. Dzięki temu nasi klienci ładują swoje gry, poddają je analizie i dostają bardzo precyzyjne dane, czysto statystyczne, na temat swojej gry, ale także porady i instrukcje, jak grać lepiej, żeby stawać się coraz lepszym – wymienia ekspert z GGPredict.

Jak podkreśla, świadomość e-graczy konieczności wykorzystywania statystyk i analizy danych stopniowo rośnie. Zapotrzebowanie będzie coraz większe wraz ze wzrostem całej branży e-sportu. Grand View Research szacuje, że wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wyniesie 8,2 mld dol. Już teraz liczba zawodowych graczy sięga 300 mln, a łącznie na świecie jest ich około 1,5 mld. To coraz bardziej lukratywna dziedzina, a najlepsi mogą liczyć na ogromne zarobki. Tym samym gracze będą sięgać po dane, które pozwolą im na coraz lepszą grę.

– W samym Counter-Strike’u na nagrody dla graczy przeznaczono już ponad 100 mln dol. Nie jest to jednak najbardziej intratny tytuł sportowy. W takich grach jak Dota, Fortnite czy League of Legends nagrody za pojedyncze turnieje są wyższe niż w tenisowym wielkim szlemie. To motywacja dla milionów nastolatków, że to sport, w którym mogą świetnie zarobić. Chcemy pomóc im się rozwijać i osiągać stopień profesjonalizmu – przekonuje Michał Łowigus.

W ciągu najbliższych 20 lat OZE nie wystarczą, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Nadal będziemy wytwarzać energię z węgla, ale w nowoczesny sposób

Eliminacja węgla z miksu energetycznego Polski może być bardzo niebezpieczna – ostrzega Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Jak twierdzą górnicy, przestawienie energetyki na odnawialne źródła i rezygnacja z elektrowni węglowych uzależni nas od dostaw energii z zagranicy w przypadku wystąpienia niedoboru produkcji z OZE. Wyjściem z sytuacji mogłoby być doinwestowanie innowacyjnych, czystych technologii węglowych, ale projekty z nimi związane nie znajdują finansowania.

– Odnawialne źródła energii będą pełnić ważną rolę, ale nie wystarczą, żeby zapewnić stabilność dostaw energii i aby społeczeństwo i przedsiębiorcy nie mieli tzw. blackoutów, czyli sytuacji, kiedy zabraknie prądu w gniazdku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jak wynika z raportu Polskich Sieci Elektroenergetycznych, udział węgla brunatnego i kamiennego w produkcji energii wyniósł w Polsce w 2019 roku łącznie 75,39 proc., podczas gdy udział odnawialnych źródeł energii sięgnął 9,03 proc. Najwięcej energii z OZE zostało wyprodukowanej w styczniu i grudniu – miesiącach najbardziej wietrznych. Najmniejszy poziom produkcji „zielonej energii” przypadł zaś na sierpień, co może oznaczać, że głównym źródłem produkcji energii odnawialnej są elektrownie wiatrowe.

Zdaniem eksperta z GIPH najważniejszym celem rządu powinno być obecnie zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego w przypadku braku możliwości wystarczającej produkcji energii z OZE.

– Nie stać nas na energię jądrową, bo to jest kolosalny koszt inwestycji. Jesteśmy za biednym państwem, żeby wybudować tyle elektrowni jądrowych, by stabilizowały tę sieć. Ceny gazu są nieprzewidywalne i za ich pomocą można załatwiać dużo różnych rzeczy korzystnych np. dla Rosji, ale niekoniecznie korzystnych dla odbiorcy. A mamy zasoby węgla i wielki potencjał sektora górniczego. To nie tylko producenci węgla, ale też producenci maszyn i urządzeń górniczych, mamy biura projektowe, mamy jednostki naukowo-badawcze, wyższe uczelnie, firmy usługowe. Dlaczego mamy z tego nie korzystać w przyszłości? – wskazuje Janusz Olszowski.

Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego złoża węgla kamiennego w Polsce szacowane są na około 58,6 mld ton, a brunatnego na 23,5 mld ton. Światowe złoża węgla to według World Energy Council około 665 mld ton. Według danych opublikowanych przez Eurostat, pomimo że wydobycie węgla kamiennego z roku na rok spada, w Polsce jest ono najwyższe wśród krajów europejskich, poza Rosją. W 2018 roku wyniosło 63 mln ton, podczas gdy na Ukrainie było to 26 mln ton, a w Niemczech 3 mln ton.

– Nie ma alternatywy dla węgla w najbliższych 20 latach. Ostrożniej podchodzę do Zielonego Ładu i zeroemisyjności w 2050 roku. W dużym stopniu to jest raczej science fiction. Nie wierzę, że to się uda w tak krótkim czasie osiągnąć. Taka polityka jest prowadzona w sytuacji, gdy zużycie i produkcja węgla w innych regionach świata rosną. Te działania z punktu widzenia globalnego nie mają kompletnie żadnego znaczenia, prowadzą jedynie do pogorszenia konkurencyjności całej unijnej gospodarki – twierdzi prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

W Europejskim Zielonym Ładzie, czyli planie Unii Europejskiej na rzecz zrównoważonej gospodarki, zapisany jest plan działań, które mają prowadzić do osiągnięcia zeroemisyjności gazów cieplarnianych do 2050 roku. 8 lipca 2020 roku przyjęta została strategia na rzecz integracji systemów energetycznych i sektora technologii wodorowych, której celem ma być stworzenie w pełni bezemisyjnego, bardziej wydajnego i wzajemnie połączonego sektora energetycznego.

– Węgiel może służyć do celów energetycznych. Oczywiście musi być spalany w nowoczesny sposób, niskoemisyjnie i w odpowiednich urządzeniach z wysoką sprawnością. My potrafimy to robić. Aby wprowadzić takie rozwiązania, konieczne jest jednak finansowanie, a każdy projekt, nawet taki zmierzający w kierunku ekologii, który ma w nazwie słowo „węgiel”, jest od razu skazany na porażkę – twierdzi Janusz Olszowski.

Debiut Allegro: gratka dla inwestorów i koło ratunkowe dla GPW

Allegro podjęło decyzję o debiucie na GPW. Powinien ożywić on słabnącą warszawską giełdę i wzmocnić indeks WIG20, dla którego obciążeniem są wyniki największych spółek z udziałem Skarbu Państwa.

Właścicielami Grupy Allegro są fundusze Permira, Cinven i Mid Europa Partners. Właściciele spodziewają się, że oferta obejmie emisję nowych akcji ze spodziewanymi wpływami brutto ok. 1 mld zł oraz sprzedaż akcji przez obecnych akcjonariuszy. Allegro chce przeznaczyć wpływy z emisji nowych akcji na spłatę istniejącego zadłużenia w celu poprawy swojej dźwigni finansowej netto.

Według stanu na 30 czerwca br. Allegro.pl dysponuje bazą 12,3 mln aktywnych kupujących, którzy mają dostęp do oferty około 117 tys. firm. Dzięki temu poprzez platformę zawierane są średnio 32 mln transakcji miesięcznie.

W konsekwencji IPO wycena Allegro może osiągnąć 10-12 mld euro. Skala tego debiutu dla GPW jest olbrzymia, a co także istotne, ostatnio więcej spółek opuszczało parkiet niż na nim się pojawiało.

– W tym roku doszło do zaledwie dwóch ofert publicznych na głównym parkiecie GPW, przeprowadzonych przez spółki gamingowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – To będzie największa oferta publiczna w historii warszawskiej giełdy. Przebije debiut PZU w 2010 r. i PKO BP z 2004 r.

Sam moment debiutu jest korzystny dla Allegro, bo jest to okres sukcesów całej branży e-commerce, związany z okresem pandemii. Ocenia się, że przyspieszyła ona rozwój tego sektora o dwa lata.

– Oferta Allegro przyciągnie na polski rynek zagranicznych inwestorów, a kolejnym czynnikiem korzystnym dla GPW w przyszłości będzie rozrzedzenie wpływu kapitału Skarbu Państwa na indeks WIG20 – komentuje ekspert CMC Markets. – Powinny też zwiększyć się obroty na GPW, które są na relatywnie niskich poziomach, w porównaniu do innych giełd.

Ponad połowa składu indeksu WIG20 to obecnie spółki z udziałem Skarbu Państwa. Indeks ten w okresie ostatnich 12 miesięcy osłabił się o 19 proc. I to właśnie przede wszystkim z powodu przeceny rynkowej wartości spółek, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa, takich jak PKN Orlen czy PKO BP.

Z tego wynika także, że wartość rynkowa Allegro po IPO nie tylko przebije kapitalizacje CD Projekt, ale może być też wyższa niż zsumowana kapitalizacja Orlenu i PKO BP.

Dodatkową zaletą debiutu giełdowego Allegro może być aktywizacja drobnych inwestorów. – W przypadku sukcesu IPO Allegro mogą pojawić się kolejne debiuty, zachęcając inwestorów indywidualnych do uczestniczenia w tego typu wydarzeniach – ocenia M.Leściorz.

PPK w jednostkach sektora finansów publicznych już niedługo – co warto wiedzieć?

Wielkimi krokami zbliża się ostatni etap wprowadzenia Pracowniczych Planów Kapitałowych – systemu oszczędzania dla osób zatrudnionych, który ma zabezpieczyć ich przyszłość. Wraz z 1 stycznia 2021 roku, obowiązkiem utworzenia PPK objęte zostaną jednostki sektora finansów publicznych. Wprowadzanie ustawy o PPK w życie zostało podzielone na 4 etapy. Jak nowy program działa w praktyce?

Czym jest PPK i kogo obejmuje?

Pracownicze plany kapitałowe są dobrowolnym, prywatnym systemem oszczędzania, który ma zwiększyć poziom oszczędności emerytalnych polskich pracowników. Projekt zakłada zwiększenie bezpieczeństwa finansowego Polaków oraz wsparcie rozwoju gospodarki. Chociaż program jest całkowicie dobrowolny, to jednak jeśli chcemy zrezygnować, konieczne jest złożenie stosownej deklaracji. W przypadku jej braku osoba zatrudniona będzie zapisywana do PPK automatycznie

System wdrażany jest stopniowo.

– od 01 lipca 2019 roku – obejmował firmy zatrudniające co najmniej 250 osób wg stanu na dzień 31 grudnia 2018 roku.

– od 01 stycznia 2020 roku – firmy zatrudniające co najmniej 50 osób wg stanu na dzień 30 czerwca 2019 roku.

– od 01 lipca 2020 roku – firmy zatrudniające co najmniej 20 osób wg stanu na dzień 31 grudnia 2019 roku.

– od 01 stycznia 2020 roku – pozostałe podmioty oraz jednostki należące do sektora finansów publicznych

Nie tylko pracownik i pracodawca

Pracownicze Plany Kapitałowe są wspólnie tworzone przez  pracownika, pracodawcę oraz państwo, zatem na konto pracownika środki są wpłacane z trzech źródeł. Pracownik wpłaca 2% wynagrodzenia z możliwością dodatkowego dopłacenia do kolejnych 2%. Podmiot zatrudniający zobowiązany jest do wpłaty 1,5% z możliwością dobrowolnego zwiększenia wysokości wpłaty do 2,5%. Oprócz tego, do PPK dopłaci również państwo, które przewiduje 250 zł wpłaty powitalnej oraz 240 zł wpłacane co rok.

Zadania pracowników i pracodawców

Obsługa PPK to także duże wyzwanie dla działów płacowych i kadrowych, zwłaszcza w dużych jednostkach, jak np. uczelnie wyższe. Z pomocą przychodzą im nowoczesne technologie i zintegrowane systemy zarządzania.

W naszym przypadku obsługą PPK steruje konfigurator, gdzie użytkownicy systemu mają możliwość przypisania na dany rok limitu wysokości składek dla pracodawcy i pracownika, które będą odpowiednio naliczane podczas tworzenia kart wynagrodzeń. Dodatkowo, istnieją odpowiednie instrukcje w dokumentacji, a użytkownicy są informowani na bieżąco o zmianach – mówi Marta Tomaszewska, Kierownik Zespołu Wsparcia Kadry i Płace w firmie Kalasoft.

Wprowadzenie PPK bez wątpienia jest ważnym krokiem wobec przewidywanego kryzysu systemu emerytalnego. Zachętą do skorzystania z programu bez wątpienia są wpłaty ze strony rządu, dobrowolność oraz możliwość rezygnacji w dowolnym momencie mimo to program wciąż budzi wątpliwości.

Pracownicy między 18 a 55 rokiem życia do programu zapisywani są automatycznie, natomiast osoby powyżej 55 lat, ale poniżej niż 70 mogą złożyć wniosek o zawarcie takiej umowy. Na pracodawcy spoczywa wybór instytucji finansowej i zawarcia z nią umowy.

Pandemia automatyzuje Polskę?

Aż 53% badanych boi się utraty pracy z powodu kryzysu gospodarczego po pandemii COVID-19. Polacy, jako główne obawy związane z ryzykiem utraty pracy wskazują: recesję (59,6%) dłuższą izolację wywołaną zakażeniem (41,6%) oraz automatyzację ich stanowiska pracy (18,7%). Blisko 40% badanych wskazuje, że z powodu wszechobecnej pandemii do ich pracy zostały wprowadzone nowe narzędzia technologiczne. Dwóch na trzech badanych przyznaje, że obecna sytuacja zmusiła ich do częstszego korzystania ze smartfonu
i komputera. Jednocześnie w pracy zdalnej pracują oni znacznie dłużej i ciężej niż dotychczas – wynika z raportu Procontent Communication pt. „Pandemia automatyzuje Polskę?”.

Okres pandemii wiąże się z redukcją etatów oraz oszczędnościami wprowadzanymi przez wiele firm. Ponad połowa Polaków boi się utraty pracy. Jako potencjalny powód podają oni recesję i kryzys gospodarczy. Jednocześnie Polacy boją się przymusowej izolacji, aż 41,6% obawia się zakażenia wirusem, bądź kontaktu z osobą zarażoną, co wymusi pozostanie na kwarantannie.

Roboty nie chorują, nie męczą się, ani nie przenoszą wirusa – ze względu na te właśnie zalety stanowią idealną odpowiedź na czasy pandemii. Aspekt ten jest widoczny, wśród pracowników, gdyż prawie, co piąty badany (18,7%) obawia się zautomatyzowania swojego stanowiska, które może zostać zastąpione przez nową technologię. Należy jednocześnie podkreślić, że na automatyzację pracy wskazało więcej respondentów obawiających się utraty zatrudnienia niż na ucieczkę inwestorów z naszego rynku (15,9%). Jeszcze mniej badanych, gdyż jedynie 11,3% obawia się konkurencji ze strony imigrantów zarobkowych.

„W najbliższym czasie będziemy funkcjonować w modelu hybrydowym, łączącym pracę zdalną – tam gdzie jest ona możliwa – ze stacjonarną, np. w trybie rotacyjnym. To wymusza transformację cyfrową przedsiębiorstw. Digitalizowanie polskich firm będzie dalej postępować. Z kolei automatyzacja pracy pozwoli zapewnić ciągłość funkcjonowania i bezpieczeństwo w trudnych warunkach sanitarnych. Jest to nieuniknione. Nasz kraj i świat zostaną wkrótce zdefiniowane przez nowoczesne technologie cyfrowe, algorytmy i sztuczną inteligencję. Już obecnie są to supertrendy, na których warto budować swoją strategię” – podsumowuje Emil Muciński, Instytut Interwencji Gospodarczych Business Centre Club.

Pandemia sprawiła, że znacznie więcej czasu spędzam przed komputerem i smartfonem” –
z tym stwierdzeniem zgodziło się ponad 2/3 badanych. Na to wpływ bez wątpienia miała praca zdalna, z której, jak wynika z raportu Procontent, w ostatnim czasie korzystał, co drugi ankietowany. Polakom jednak ta forma pracy odpowiada coraz mniej. Ponad połowa z nich (52%) potwierdza, że przez zdalne wykonywanie obowiązków pracowali oni ciężej i dłużej niż zwykle.

Jednocześnie ankietowani w wyniku wzmożonego kontaktu z technologią podczas pandemii coraz bardziej obawiają się cyfrowej manipulacji. Aż 56 proc. badanych jest zdania, że firmy projektujące i kontrolujące technologie wykorzystują je do manipulowania użytkownikami. Z takim wnioskiem zdecydowanie nie zgadza się jedynie 2% Polaków.

Dodatkowo, przez obecną sytuację gospodarczą Polacy chcą ograniczać wydatki. Ponad połowa badanych (52%) deklaruje, że oszczędza w strachu przed drugą falą epidemii. „Można powiedzieć, że pandemia stała się swego rodzaju katalizatorem, który skłonił Polaków do myślenia, że trzeba być przygotowanym na nieprzewidziane sytuacje. Wyniki badania wyraźnie obrazują, że obecnie Polacy są bardzo świadomi potrzeby posiadania poduszki finansowej, która zabezpieczy spokojne funkcjonowanie wielu rodzinom. Miejmy nadzieję, że obecna sytuacja pozytywnie wpłynie i wykształci nawyki takie jak kontrola wydatków i skłonność do świadomego oszczędzania. Polacy w porównaniu do mieszkańców Unii Europejskiej niestety wciąż odstają, jeśli chodzi o poziom posiadanych oszczędności.” – dodaje Jarosław Bartkiewicz Prezes Prudential Polska.

Obawy przed drugą falą wpływają również na priorytety w naszym życiu zawodowym. Od swoich pracodawców Polacy wymagają dziś przede wszystkim przygotowania się na druga falę epidemii COVID-19 (56,1%) oraz poradzenia sobie z kryzysem gospodarczym i odbudową gospodarki (53,8%). Istotnym aspektem jest też dbanie o dobrostan pracowników i ich samopoczucie psychiczne po izolacji (47,3%). Tylko nieliczni wskazali zmiany klimatyczne (21,1%), jako istotny temat, którym powinni się obecnie zajmować pracodawcy.

„Obrazuje to fakt, iż w wyniku pandemii zepchnęliśmy tematy kiedyś kluczowe na drugi tor. Najważniejszym dla społeczeństwa jest dziś, bowiem zapewnienie bezpieczeństwa finansowego i stabilizacja zatrudnienia. Tematy kluczowe dotyczące bezpieczeństwa zatrudnienia oraz wizji radzenia sobie z kryzysem, powinny zostać zaadresowane
w komunikacji wewnętrznej i korporacyjnej firm, które chcą by pracownicy koncentrowali się na działaniu i pozostali produktywni”
– komentuje Iwona Kubicz, Procontent Communication.

Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią może zaostrzyć trend ku automatyzacji
i robotyzacji procesów, ponieważ firmy szukają sposobów, aby zredukować zatrudnienie i być bardziej konkurencyjnymi. Jednocześnie wiele firm, które wprowadzi nowe technologie
i zainwestuje w automatyzację może nigdy nie wrócić do starych nawyków.

Pełna treść raportu: https://www.procontent.pl/wp-content/uploads/2020/09/Procontent-Pandemia-Automatyzuje-Polsk%C4%99.pdf

Trump odzyskuje przewagę

Za półtora miesiąca odbędą się wybory w USA. Dotychczasowy lider sondaży Joe Biden wyraźnie traci i powoli liderem staje się urzędujący prezydent Donald Trump.

W USA zmiana lidera

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że wynik wyścigu o fotel prezydencki w USA jest już znany. Ostatnie tygodnie to jednak moment wyraźnego odzyskiwania poparcia przez urzędującego prezydenta. Reelekcja w sytuacji tak słabych wyników gospodarczych, a szczególnie wysokiego bezrobocia, byłaby swoistym ewenementem w USA. Nie zmienia to faktu, że pomimo tego, że w skali kraju Donald Trump dalej przegrywa z Joe Bidenem, to jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki z poszczególnych stanów i ilość głosów elektorskich sytuacja się odwraca. W rezultacie bukmacherzy pierwszy raz od dawna zaczęli mniej płacić za zwycięstwo Donalda Trumpa niż Joe Bidena.

Rubel słaby, ale stabilny

Rosyjski rubel znajduje się ostatnio s w okolicach 5 groszy. Tańszy w swojej historii był tylko przez bardzo krótkie momenty na przełomie lat 2014-2016 w wyniku zaangażowania kraju w sprawy wewnętrzne Ukrainy. Obecnie cierpi on z wielu powodów. Z jednej strony są to sankcje, z drugiej problemy gospodarcze. Nie bez znaczenia są też problemy na Białorusi, które nie wiadomo jak się skończą. Jest za to pewne światełko w tunelu. Joe Biden uchodził za mniej przychylnego Rosji niż Donald Trump w rezultacie jego straty w sondażach sprzyjają rublowi.

Posiedzenie RPP

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w Polsce. Analitycy są zgodni, że nie powinno dojść do żadnych ważnych decyzji. Dlaczego zatem jest to takie ważne? Po posiedzeniu odbędzie się konferencja prasowa prezesa NBP. To na niej najprawdopodobniej dostaniemy wskazówki dotyczące dalszych działań RPP. Z jednej strony spowolnienie gospodarcze zachęca do utrzymania niskich stóp procentowych, inaczej będzie nam jeszcze ciężej spłacić wydawane na lewo i prawo w tym roku miliardy. Z drugiej strony zalanie gospodarki pieniędzmi może spowodować, że inflacja wróci, a wtedy podwyżka stóp powinna być domyślnym rozwiązaniem. Podnoszenie stóp procentowych powinno umacniać złotego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fotowoltaika w Polsce coraz popularniejsza. 3/4 instalacji powstaje z państwowym wsparciem

Aż 76% inwestorów skorzystało z różnego rodzaju dotacji przy budowie instalacji fotowoltaicznych – wynika z raportu Oferteo.pl. Zielona energia rozwija się w Polsce głównie dzięki wsparciu państwa.

Fotowoltaika to oszczędność

Inwestycja w montaż paneli fotowoltaicznych to perspektywa kusząca dla wielu Polaków. Widzą oni w niej nie tylko długoterminową oszczędność, ale także szansę na przysłużenie się środowisku. Osoby, które nadal się wahają, najczęściej obawiają się wysokich kosztów, na które składają się zakup oraz montaż paneli przez specjalistów.

Mimo to fotowoltaika kojarzy się Polakom głównie z oszczędnością. To właśnie chęć zmniejszenia rachunków przekonuje najczęściej do inwestowania w panele. Z badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług w zakresie dostawy i montażu fotowoltaiki z usługodawcami, wynika, że w 2019 roku to oszczędność była w 84% przypadków powodem, dla którego Polacy montowali panele fotowoltaiczne. Jak to możliwe?

Przeciętna instalacja fotowoltaiczna w naszym kraju ma moc 5,6 kWp, a koszt jej wykonania wynosi około 26 tys. zł. Dla większości gospodarstw domowych jest to znaczny jednorazowy wydatek. Warto jednak poznać wszystkie możliwości dofinansowania inwestycji w odnawialne źródła energii, na jakie mogą liczyć inwestorzy.

  • Mój Prąd

W ramach programu dofinansowań Mój Prąd, państwo oferuje bezzwrotną, jednorazową dotację wynoszącą 5 000 zł na każdą nową instalację fotowoltaiczną, dla osób fizycznych. Maksymalna wielkość dofinansowanej instalacji może wynosić 10 kWp.

  • Odliczenie od podatku

Koszt instalacji można również odliczyć od podatku dochodowego w danym roku. To szansa na otrzymanie kolejnych około 3,7 tys. zł. zwrotu.

Biorąc pod uwagę i sumując te dwie najpopularniejsze ulgi, ostateczny koszt jaki ponosi właściciel średniej instalacji wynosi około 17,3 tys. zł. (w przypadku instalacji 5,6 kWp).

Taka inwestycja powinna zwrócić się w ciągu około 10 lat, w zależności od zapotrzebowania na energię elektryczną gospodarstwa domowego. Co więcej, po tym czasie będzie w dalszym ciągu produkować prąd przy niemal zerowych kosztach ze strony użytkownika.

Polacy są świadomi, jak duży potencjał ma dziś fotowoltaika i coraz bardziej się do niej przekonują. Jednocześnie rosnące zainteresowanie skłania rząd do uruchamiania nowych atrakcyjnych ulg i dopłat na montaż paneli. Warto poświęcić czas i zapoznać się z aktywnymi programami, a także skonsultować ze specjalistami już na etapie planowania inwestycji. Taka świadomość i przygotowanie pozwolą przyszłemu właścicielowi zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych na instalacji – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Polacy korzystają z dofinansowańCzy korzystali Państwo z dotacji na zakup i montaż paneli

Polacy bardzo chętnie korzystają z dostępnych opcji dopłat do inwestycji. Aż trzy czwarte właścicieli nowych instalacji fotowoltaicznych z 2019 roku skorzystało z którejś z dostępnych możliwości dofinansowania. 69% dodatkowo odliczyło poniesione koszty od podatku.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że 90% badanych instalowało panele fotowoltaiczne jako osoba prywatna, a 1% jako właściciel gospodarstwa rolnego. Pozostałe 9% inwestycji realizowały firmy, którym nie przysługuje większość ulg.

Problemy z uzyskaniem dofinansowaniaZ jakimi największymi trudnościami mierzyli się Państwo w czasie realizacji inwestycji (1)

Z badania wynika, że niemal wszyscy Polacy zainteresowani fotowoltaiką są świadomi istniejących możliwości dofinansowań, a zdecydowana większość z nich korzysta. To zainteresowanie tematyką dotacji nie sprawia jednak, że samo ich uzyskanie jest bezproblemowe. Aż 29% badanych przyznało, że podczas realizacji inwestycji miało duże problemy z biurokracją, a 15,5% bezpośrednio wskazało na trudności z uzyskaniem dofinansowania. Opcje wsparcia finansowego w Polsce są więc dostępne, ale przebrnięcie przez cały ten proces nie należy do najłatwiejszych.

Fotowoltaika szansą na zarobekCzy obecnie zarabiają Państwo na swojej instalacji

Fotowoltaika na samym początku jest sporym wydatkiem. Właściciele mikroinstalacji (o mocy do 10 kWp) mogą jednak pobierać z sieci 80% energii wprowadzonej do niej, bez ponoszenia żadnych opłat.

Aż 51% badanych przez Oferteo.pl przyznało, że ich instalacja przynosi im już zyski. 11% stwierdziło natomiast, że zarobek możliwy jest w zależności od pory roku.

Metodologia badania

To pierwsza edycja „Raportu o fotowoltaice w Polsce”, kolejne będą realizowane co roku. Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w sierpniu 2020 roku metodą CAWI na próbie 696 osób.

Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 – podsumowanie wydarzenia

Spowolnienie gospodarcze wywołane epidemią COVID-19 pokazało nam, jak ważne jest współdziałanie, jak istotna jest empatia, jak ważne jest mądre wspieranie się. I w takiej właśnie rzeczywistości 10 września w Warszawie odbyło się tegoroczne, trzecie już, spotkanie branż leasingu i faktoringu – #RiskSupervisionMetting 2020. Celem konferencji jest międzysektorowa wymiana doświadczeń oraz znalezienie cech wspólnych w sferze nadużyć. Punktem docelowym wydarzenia jest omówienie wspólnych obszarów biznesowych i zacieśnienie współpracy obydwu sektorów, które działają dla podobnego segmentu klientów.

Podczas konferencji poznaliśmy mechanizmy przestępczości ubezpieczeniowej, omówiliśmy tradycyjną klasyfikację podstawowych grzechów i wad oszusta, i najważniejsze – połączyliśmy wiedzę i doświadczenie w debatach, aby skuteczniej zapobiegać wyłudzeniom finansowym.

Dodatkowo – podczas konferencji zaprezentowaliśmy wyniki badania nadużyć za rok 2019. Jest to jedyne takie badanie w skali kraju porównujące sektor leasingowy i faktoringowy.

Z wielu prelekcji wybraliśmy kilka, które po krótce zostały omówione na LinkedInie CRIF.

Wystąpienie Michała Rapackiego, Prezesa Zarządu m.in. Spółki BSA Śledztwa i Audyty Gospodarcze sp. z o.o., koncentrowało się na zagadnieniach przestępstw gospodarczych z perspektywy pracy detektywa. Praktyczne ujęcie pracy detektywistycznej w odniesieniu do zagadnień prawnych dotyczyło środków technicznych czy współpracy z instytucjami wspomagającymi pracę podczas śledztwa. Wartość analizy prawnej dotyczącej przestępstwa, rola podmiotu pokrzywdzonego, kto będzie stroną zawiadamiającą o przestępstwie (najlepiej pisemnie wraz z dowodami), kiedy złożyć zawiadomienie, jak zebrać dowody, aby otrzymać status pokrzywdzonego… to tylko kilka porad omawianych na tej prelekcji. A wszystko po to, by skutecznie wszcząć i przeprowadzić śledztwo.

Wystąpienie Marcina Czugana, Prezesa Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, na temat bieżących zmian w prawie i ich wpływu na branże leasingową i faktoringową rozpoczął rozgrzewający quiz,  to już tradycja w wystąpieniach Pana Czugana. W  agendzie omówione były: przepisy egzekucyjne w „tarczach” (m.in. zwiększona kwota wolna od egzekucji, brak możliwości złożenia wniosku o licytacje mieszkania), wakacje kredytowe, AML V (m.in zmiana definicji beneficjenta rzeczywistego, usunięcie ze środków bezpieczeństwa finansowego konieczności ustalenia przez instytucje serii i numeru dowodu osobistego, powstanie listy „krajowych PEP”, dostęp do baz danych (wady i zalety RNP, KRZ wchodzi w życie od 1 grudnia 2020). Wystąpienie było wstępem do debaty prawnej.

Niespodzianką na tegorocznej konferencji było wręczenie przez Wiceprezesa CRIF Poland Piotra Badurę i Pełnomocnika Zarządu Magdalenę Dźwigała-Basis statuetek #ZaufaniwBiznesie 2020. Jest to nagroda branżowa za innowacyjne podejście do rozwoju platformy weryfikacji podmiotów gospodarczych oraz kreowanie najwyższych standardów dla branży leasingowej i faktoringowej w Polsce. Nagrodę otrzymały następujące firmy:

🏆 ING Lease (Polska) Sp. z o.o.

🏆 mLeasing Sp. z o.o.

🏆 Millennium Leasing Sp. z o.o.

🏆 Bibby Financial Services Sp. z o.o.

🏆 ING Commercial Finance Polska S.A.

🏆 SMEO S.A.

Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (1) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (6) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (5) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (4) Konferencja Risk&Supervision Meeting 2020 (3)Gratulujemy i dziękujemy za dotychczasową współpracę! Do zobaczenia na konferencji w 2021 roku! Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z konferencji

PragmaGO SA nadal na fali wzrostów

Zarząd PragmaGO SA poinformował w raporcie okresowym o wynikach działalności Spółki za pierwsze półrocze 2020 roku.

Mimo pandemii Covid-19, która wiosną spowolniła dynamikę rozwoju skali działalności, Spółka zanotowała w pierwszym półroczu istotne wzrosty r/r (obroty +11 %, portfel +10 %, przychody portfelowe +19 %) oraz rekordową kontraktację biznesu w pierwszych 6 miesiącach roku (60 mln zł, +45 % r/r).

„Model dystrybucji, na który strategicznie postawiła Spółka pozwala zakładać dalsze wzrosty wolumenów i liczbę nowych klientów. Sprzedaż jest oparta na czterech stabilnych kanałach, z których kluczowa dla dalszego rozwoju będzie dystrybucja systemowa, tj. dostarczanie usług finansowych do ekosystemach partnerów. Model ten jest oparty na integracjach technologicznych, a kompetencje IT stanowią przewagę konkurencyjną PragmaGO®” – komentuje Wiceprezes Daniel Mączyński.

Potwierdzeniem kompletności rozwiązań technologicznych PragmaGO® jest zawarty w sierpniu kontrakt z Allegro SA, którego przedmiotem jest udostępnienie użytkownikom biznesowym usługi faktoringu. Potencjał dużej skali mają też projekty realizowane przez spółkę zależną Brutto Sp. z o.o., która realizuje samodzielnie i niezależnie od PragmGO® budowę sieci dystrybucji.

„Czas lockdownu i spadku obrotów przedsiębiorstw był też okresem próby dla naszych procesów zarządzania ryzykiem portfelowym. Próbę tę przeszliśmy pomyślnie, poziom ryzyka portfela został na niemal niezmienionym poziomie. Niezależnie od tego, przezornie szacując odpisy statystyczne, obniżyliśmy historyczne wskaźniki ściągalności należności w procesie windykacji, co zaowocowało obciążeniem wyniku odpisami na kwotę o 920 tys. zł wyższą niż przy zastosowaniu niekorygowanych wskaźników. Zabezpieczy nas to przed ewentualnym wzrostem odpisów w przyszłości, gdyby ściągalność istotnie okazała się słabsza niż wcześniej notowana” – tłumaczy Prezes Tomasz Boduszek.

Początek trzeciego kwartału 2020 r. także był udany dla Spółki. W lipcu PragmaGO® odnotowała historycznie rekordowe obroty, a na koniec sierpnia portfel wzrósł o ok. 9 mln zł w stosunku do stanu z półrocza 2019 r. Ważnym wydarzeniem było także podpisanie aneksu z funduszem finansującym projekt Pragma Faktor Sp. z o.o., co potwierdza atrakcyjność hybrydowego modelu finansowania dla obu stron. Rozszerzenie modelu działalności w zakresie finansowania o projekty hybrydowe i serwiserskie jest ważnym elementem rozwoju Spółki. Mają one na celu budowę dźwigni operacyjnej, Struktura organizacyjna i poziom automatyzacji procesów w PragmaGO® pozwalają bez wzrostu zatrudnienia obsłużyć zdecydowanie większe wolumeny i wygenerować wyższe przychody.

Czas podsumowań, ale i nowe otwarcie – ANG Spółdzielnia obchodzi 10-lecie istnienia

  • Dokładnie dekadę temu na polskim rynku pojawiła się firma pośrednictwa finansowego, która w całości należy do współpracowników.
  • ANG Spółdzielnia udowodniła, że można osiągać sukces biznesowy stosując się do zasad etyki i odpowiedzialnej sprzedaży, czego dowodem jest prestiżowy certyfikat B Corp.
  • Po 10 latach Spółdzielnię czekają zmiany – zostanie przekształcona w pierwszą w Polsce spółkę pracowniczą, której większość udziałów należeć będzie do współpracowników.

We wrześniu 2010 r. Artur Nowak-Gocławski, Katarzyna Dmowska i Michał Kwasek, wykorzystując swoje dotychczasowe doświadczenia z pracy w branży finansowej, powołali do życia nietypową dla ówczesnej rzeczywistości firmę. ANG Spółdzielnia z założenia miała być alternatywą dla korporacji finansowych, która będzie łączyć ludzi z pasją, ceniących niezależność i prawo decydowania o losie reprezentowanej firmy, rozumiejących potrzebę zmian w branży i przywrócenia jej służebnej wobec społeczeństwa roli. Dziś organizacja liczy już blisko 900 ekspertów i nie zamierza na tym poprzestać.

10 lat temu nie mieliśmy nawet śmiałości marzyć, że stworzymy organizację zrzeszającą tak wielu wartościowych ludzi, którym będą przyświecały te same cele. Wśród wielu pożytków i radości jakie przynosi założenie firmy, nie ujmując możliwości służenia, robienia czegoś sensownego dla siebie, pożytecznego dla ludzi i świata, szczególne miejsce zajmuje radość z powstania społeczności, która tworzy firmę. To dzięki naszym współpracownikom, partnerom, a także klientom udało się osiągać nawet te najśmielsze plany. Najważniejszą, przyświecającą nam od samego początku ideą było wyeliminowanie nieuczciwej sprzedaży, walka z missellingiem, wypracowanie standardów etycznych. Po drodze udało nam się stworzyć unikalną tożsamość ANG Spółdzielni. Dzięki temu mamy siłę, by podejmować się kolejnych wyzwań, a tych przed nami naprawdę sporo – mówi Artur Nowak-Gocławski, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Równowaga w biznesie uhonorowana certyfikatem B Corp

Najważniejszym celem dotychczasowej strategii ANG Spółdzielni było zaangażowanie wszystkich interesariuszy do tworzenia wspólnej wartości, przy jednoczesnym rozwijaniu trwałego i zrównoważonego biznesu. W sposób zintegrowany – łącząc cele biznesowe i pozabiznesowe – strategia wyznaczyła działania w czterech głównych obszarach: efektywny biznes, kapitał ludzki, kapitał społeczny i środowisko. W czerwcu 2020 r. wysiłki te zostały dostrzeżone i docenione – ANG Spółdzielnia jako pierwsza i jedyna z branży finansowej w Polsce, dołączyła do prestiżowego grona firm z certyfikatem B Corp. Wyróżnienie przyznawane jest firmom, które nie tylko deklarują odpowiedzialność, ale całą swoją działalnością udowadniają pozytywny wpływ na otoczenie.

Jednym z naszych największych osiągnięć jest zachowanie zdrowego balansu między odpowiedzialnością społeczną a uzyskiwaniem dobrych wyników biznesowych. Wyniki sprzedaży kredytów hipotecznych umiejscawiają nas w czołówce firm pośrednictwa finansowego w Polsce. Nasi eksperci działają głównie dzięki rekomendacjom, dlatego tak bardzo dbamy o reputację ANG i nie tolerujemy nieodpowiedzialnej sprzedaży. Zgodnie z naszą misją, sprzedajemy klientom wyłącznie takie produkty, które rozumieją, których potrzebują, za godziwą cenę i na które ich stać. Jesteśmy dowodem na to, że takie podejście może skutkować sukcesem biznesowym – tłumaczy Katarzyna Dmowska, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Pierwsza spółka oddana w ręce współpracowników

W najbliższym czasie ANG czekają zmiany. Dalsza chęć rozwoju i podejmowania kolejnych wyzwań wpłynęły na decyzję o przekształceniu spółdzielni w spółkę pracowniczą. Za tym krokiem opowiedziało się 97% spółdzielców obecnych podczas ostatniego Walnego Zgromadzenia. Aktualnie trwa rejestracja przekształconej firmy w sądzie rejestrowym. Nie będzie to jednak standardowa spółka – absolutnie unikalnym jest to, że większość akcji firmy pozostanie w rękach współpracowników.

ANG od początku wyróżniało nieszablonowe podejście do współpracowników. Cenimy ich niezależność, dlatego nie narzucamy im planów sprzedażowych, sami mogą także organizować swój czas pracy. Mamy do siebie zaufanie. Taka filozofia jest doceniana przez naszą kadrę. Pięciokrotnie byliśmy nagradzani tytułem Najlepszego Pracodawcy, a w ostatnim badaniu Kincentric Best Employer zaangażowanie naszych współpracowników oceniono aż na 93%. Jesteśmy organizacją, dla której poczucie podmiotowości jej członków jest niezwykle ważne, dlatego wypracowaliśmy rozwiązanie, które zapewni nam możliwość dalszego rozwoju bez utraty prawa głosu przez naszych współpracowników – dodaje Michał Kwasek, współzałożyciel ANG Spółdzielni.

Nienieodpowiedzialni – od idei do dużego przedsięwzięcia

Przez 10 lat ANG stało się organizacją, która nie tylko z powodzeniem realizuje cele biznesowe, ale podejmuje się także inicjatyw, które zmieniają oblicze branży. Jedną z nich jest projekt Nienieodpowiedzialni, który odwołuje się do zrównoważonego rozwoju, odpowiedzialności i zaangażowania społecznego branży finansowej. W ramach inicjatywy zorganizowanych zostało już sześć konferencji, prowadzony jest również portal www.nienieodpowiedzialni.pl, a raz w roku wydawana jest gazeta podsumowującą działania w ramach projektu. Od 2018 roku, w ramach Nienieodpowiedzialnych wydawany jest cykl książkowy „Rozmowy o odpowiedzialności”.

Krakowskie spółki ogłaszają datę premiery gry Ghostrunner

Ghostrunner, jedna z najbardziej oczekiwanych gier 2020 roku, zadebiutuje na PlayStation 4, Xbox One i PC (Steam, GOG, Epic Games Store) 27 października. Za jej stworzenie oraz wydanie odpowiadają dwie krakowskie firmy – odpowiednio One More Level oraz All in! Games.

Bardzo się cieszymy, że wreszcie możemy oficjalnie zakomunikować światu datę premiery. Przez ostatnie miesiące gra zyskiwała na popularności, społeczność wokół niej się powiększała, a tytuł piął się w rankingu Listy Życzeń na Steam, zbliżając się do pierwszej “10”. Wiemy, że wielu graczy czekało na to ogłoszenie i mamy nadzieję, że 27 października tyle samo, lub nawet więcej osób włączy Ghostrunnera. Możemy oficjalnie zacząć odliczanie – Piotr Żygadło, CEO All in! Games, wydawcy tytułu.

Ghostrunner to gra wyjątkowa, przy której pracuje wielu wyjątkowych i niezwykle zdolnych specjalistów. Krakowskie studio One More Level, przy współpracy z 3D Realms i Slipgate Ironworks stworzyło niesamowity, cyberpunkowy świat, przez który przebija się główny bohater. Bardzo rzadko się zdarza, by zespół deweloperów w tak krótkim czasie, bo od kwietnia 2019, przestawił się na nowy silnik i stworzył grę o tak wysokiej jakości. Ich umiejętności oraz zaangażowanie pozwoliły opracować tytuł, o którym mówią media na całym świecie i wierzymy, że połączenie sił One More Level, All in! Games oraz 505 Games sprawi, że na globalny rynek trafi wypolerowany i doskonały produkt – dodaje Piotr Żygadło.

Już podczas sierpniowego wydarzenia gamescom, współwydawcy All in! Games i 505 Games zaprosili graczy do prywatnej wersji Beta. Zainteresowani mogą również dołączyć do Discorda Ghostrunnera stając się częścią społeczności związanej z tytułem. Ci, którzy nie mogą się doczekać oficjalnej premiery, będą mogli zagrać w zaktualizowane, darmowe demo, które trafi na platformę Steam 29 września.

GhostrunnerGhostrunner będzie dostępny na PlayStation 4, Xbox One i PC w cenie regularnej $29.99 / €29.99 / £24.99. Osoby, które skorzystają z przedsprzedaży, będą mogły liczyć na dodatki niedostępne po premierze oraz niższą cenę. Więcej informacji można znaleźć na głównej stronie gry, dostępnej w kilku wersjach językowych, a także Twitterze, Facebooku i Discordzie.

Jak zmienia się co-packing? Pełniejszy outsourcing w logistyce

Co-packing to usługa logistyczna, która może być ogromnym ułatwieniem dla firm dostarczających do sklepów lub klientów końcowych zestawy produktów. Obecnie jednak pod pojęciem co-packingu może kryć się znacznie więcej – np. pełna obsługa stojaków z produktami dostarczanymi do sieci handlowych.

Choć pojęcie co-packingu przeciętnemu Kowalskiemu może się wydawać egzotyczne, to jednak w świecie handlu i logistyki jest powszechnie znane. Nie zawsze jednak oznacza dokładnie to samo.

Zgodnie z definicją co-packing to głównie sortowanie i etykietowanie produktów, ale może również oznaczać wszystkie inne czynności przygotowujące produkt do przekazania odbiorcy. Może to być nawet tworzenie zestawów prezentowych pakowanych w ozdobne pudełka lub pakietów promocyjnych, w których kilka produktów (np. kosmetyków) jest związanych ze sobą ozdobną kokardą.

Istnieje też co-packing nieco innego typu. Producenci lub importerzy produktów szybkozbywalnych (np. spożywczych lub kosmetycznych) dostarczają tysiące produktów do sieci handlowych. Aby ich towar „nie zniknął” w masie innych, eksponują swoje produkty na specjalnych stojakach (displayach), z logo i w kolorystyce spójnej z identyfikacją wizualną marki.

Nie chodzi tu jednak ani o kilka stojaków, ani o kilka sklepów. Mówimy o setkach displayów rozmieszczonych w całej Polsce, czasem w kilku sieciach handlowych. Zapanowanie nad taką ilością materiałów to nie lada wyzwanie. A przecież chodzi nie o produkty, na których dana marka się koncentruje, ale na elemencie dodatkowym, wspierającym sprzedaż. Aby więc do pracy związanej z displayami nie angażować własnych pracowników, producenci decydują się na outsourcing.

– Usługi co-packingu świadczymy od dawna. Nowość polega na tym, że teraz producenci mogą zlecić nam cały proces „życia” stojaka – od jego zamówienia, przez magazynowanie, dostosowanie do standardów danej sieci, po dostawę i montaż w sklepie. W efekcie firma będąca właścicielem stojaków, prawie w ogóle nie musi zajmować się tym tematem – mówi Urszula Rąbkowska z firmy logistycznej XBS Group.

Nowoczesny co-packing krok po kroku

Jak to wygląda w praktyce? Firma z branży FMCG (fast-moving consumer goods) podpisuje z siecią handlową umowę na dostarczenie 500 lub 1000 stojaków ze swoimi produktami (np. spożywczymi) do sklepów w całej Polsce. Firma określa swoje wymagania dotyczące stojaków i wraz z technicznymi wymaganiami sieci handlowej przekazuje je do firmy logistycznej.

XBS Group korzysta z elektronicznej platformy, dzięki której ma dostęp do wielu producentów displayów. To z kolei pozwala na wybór oferty atrakcyjnej cenowo, a przy tym gwarantującej wysoką jakość realizowanego zamówienia.

Poza tym klient może zdecydować się na ekologiczne rozwiązanie, jakim jest wynajęcie stojaków wielokrotnego użytku z wymienną grafiką, dostępnych bezpośrednio u operatora logistycznego. Tego typu displaye można otrzymać szybciej i taniej. Mimo to wiele firm wybiera opcję indywidualnie wykonanych materiałów promocyjnych, by stać się ich właścicielem i móc z nich korzystać podczas kolejnych akcji promocyjnych. Istnieją też stojaki kartonowe jednorazowego użytku, które najczęściej wykorzystywane są w sieciach dyskontowych.

Gdy pierwsze stojaki zostaną dostarczone do firmy logistycznej, jej specjaliści sprawdzają czy spełniają one zarówno wymagania klienta, jak i wytyczne konkretnej sieci handlowej. Na tym etapie możliwe są jeszcze poprawki, np. dotyczące odpowiednich wymiarów lub estetyki. Firma logistyczna na bieżąco pozostaje w kontakcie z klientem, z którym uzgadniane są kolejne kroki, w tym ewentualne poprawki.

Zaakceptowane displaye mogą być przechowywane w magazynach firmy logistycznej, a w odpowiednim terminie są transportowane do poszczególnych sklepów sieci handlowej na terenie całej Polski. Tam stojaki są montowane, odpowiednio ustawiane oraz zapełniane produktami klienta zgodnie z uzgodnieniami.

Korzyści z integracji usług

Pełna obsługa materiałów POS w jednej firmie stanowi istotną nowość na polskim rynku. Oznacza bowiem, że podpisując umowę z jednym operatorem logistycznym, istnieje możliwość przekazania wszystkich operacji związanych z zarządzaniem stojakami – od zamówienia, przez nadzór produkcji, transport,  montaż, ekspozycję, aż po odbiór i magazynowanie po okresie promocji.

Dla firmy zlecającej taki outsourcing, może to oznaczać poważną redukcję kosztów.

Po pierwsze dlatego, że integracja poszczególnych procesów w jeden łańcuch likwiduje koszty pośrednie, jakie wiązałyby się z przekazywaniem kolejnych zadań pomiędzy kilkoma firmami (np. organizowanie transportu od producenta do magazynu, a potem do sklepów).

Po drugie, ze względu na fakt, że zamawianie displayów odbywa się z wykorzystaniem platformy zakupowej, z uwzględnieniem ratingu producentów materiałów POS. Dzięki temu klient ma zagwarantowaną najlepszą relację jakości do ceny.

Po trzecie – klient nie musi angażować do całego procesu własnych pracowników, co może przekładać się na niższe koszty pracy.

Dzięki takim zmianom nowoczesny co-packing – i szerzej: łańcuch logistyczny – może stawać się jeszcze bardziej kompleksowy i ekonomiczny. Pełna integracja łańcucha dostaw sprzyja również ekologii, pozwala zmniejszyć marnotrawstwo i zrezygnować z nadmiarowego transportu. Jeśli do tego dodamy jeszcze bardziej ekologiczne materiały, z jakich wykonywane są stojaki oraz możliwość ich wielokrotnego stosowania, korzyści okażą się imponujące.

Spółki „covidowe” straciły impet, ale GIP60 podtrzymał serię

W sierpniu wartość Giełdowego Indeksu Produkcji wzrosła o 5,32% osiągając poziom 808,43 punktów, przekraczając granicę 800 punktów po raz pierwszy od gwałtownej przeceny, która dotknęła warszawską Giełdę Papierów Wartościowych na przełomie lutego i marca. Mniejsze znaczenie dla wyniku GIP60 miały w tym miesiącu spółki „covidowe”, co zdarzyło się po raz pierwszy od wybuchu pandemii koronawirusa.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc sierpień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A.  podaje:

Indeks GIP60, składa się z 60 największych polskich spółek produkcyjnych notowanych na WGPW, z ustaloną wartością bazową 1000 punktów reprezentującą jego sumaryczną kapitalizację na dzień 1 stycznia 2016 roku. Cztery lata później, tuż przed pandemią koronawirusa, GIP60 znajdował się 20% niżej, oscylując wokół granicy 800 punktów i to pomimo stosunkowo dobrej koniunktury, która w polskim sektorze produkcyjnym utrzymywała się od wielu miesięcy. Wybuch pandemii koronawirusa i zamrożenie gospodarki spowodowały znaczny odpływ kapitału z rynku akcji, co przełożyło się na kolejny cios dla indeksu GIP60, który w połowie marca spadł nawet poniżej granicy 500 punktów.

Sierpniowe przełamanie

Od tego momentu GIP60 miesiąc po miesiącu pnie się w górę odrabiając tegoroczną stratę. W sierpniu na kilku pierwszych sesjach kurs GIP60 podskoczył do rocznego maksimum i przez resztę miesiąca poruszał się w przedziale 800 – 820 punktów. Co warte jest odnotowania, w połowie sierpnia ustalił nowy rekord 2020 roku wynikiem 818,24 pkt.

Podobnie w sierpniu zachowywał się cały rynek główny, który zaliczył doskonałą pierwsza połowę miesiąca, po to by w drugiej połowie redukować skalę tych wzrostów. Indeks WIG ostatecznie zamknął sierpień ze zwrotem na poziomie 2,3%, największe spółki z WIG20 w drugiej połowie miesiąca zredukowały wzrost do 1,8%, a najmniejsze spółki z SWIG80 w podobnym scenariuszu ustaliły wynik miesięczny na poziomie 2,0%. Wyjątkiem były spółki średnie z MWIG40, które zachowywały się względnie stabilnie przez cały miesiąc osiągając miesięczną stopę zwrotu na poziomie 4,0%.

Spółki „covidowe” w odwrocie

Należy odnotować, że sierpień był pierwszym miesiącem od lutego br. kiedy wśród najsilniej rosnących spółek z GIP60 jest tylko jeden producent wyrobów farmaceutycznych lub chemicznych zwanych potocznie spółkami covidowymi. Tym razem na czoło peletonu wysunęły się głównie spółki projektowe, czyli producenci i dystrybutorzy odzieży, których akcje rosły w sierpniu średnio o 8,71%. Niewiele mniej przybierały na wartości akcje producentów z branży elektromaszynowej (średnio 8,39% m/m), producenci tworzyw sztucznych (8,03% m/m) oraz producenci materiałów budowlanych (7,99% m/m). Na drugim biegunie spółki z branży spożywczej, których średnia stopa zwrotu jako jedyna spadła poniżej zera (-3,10%).

Najwyższy wzrost wartości akcji w sierpniu, a tym samym zwycięstwo w comiesięcznym rankingu GIP60, osiągnęła spółka Stalprodukt S.A. Akcje producenta i eksportera wysoko przetworzonych wyrobów ze stali wzrosły w sierpniu z początkowych 150 zł do 230 zł za akcję, co dało wzrost o 53,33% m/m pozwalający złamać barierę 1 mld zł kapitalizacji rynkowej. Rynek bardzo dobrze odebrał sprawozdanie finansowe za I półrocze 2020 roku, w którym spółka przyznała się m.in. do spadku zysku netto do poziomu 78,5 mln zł z 96,1 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku. Optymistyczna reakcja związana jest z oczekiwaniami znacznych spadków wyników spółek w I połowie 2020 roku. Pozytywnie jest też odbierane zakończenie działalności kopalni cynku Olkusz Pomorzany na rzecz uruchomionej w końcówce ubiegłego roku instalacji recyklingu cynku.

Drugie miejsce dla spółki Mabion S.A. za 38,37% wzrost wartości, głównie za optymistyczne informacje ze spotkania przedstawicieli spółki z amerykańską Agencją ds. Żywności i Leków (FDA) w sprawie wprowadzenia leku MabionCD20 do obrotu na terenie USA.

Ostatnie miejsce sierpniowego podium GIP60 dla spółki Introl S.A. za wzrost wartości rynkowej o 25,19%. W przypadku tej spółki czynnikiem odpalającym kurs w ostatnich sesjach miesiąca była publikacja niezaudytowanych wyników finansowych spółki za I półrocze br. W raporcie tym spółka ujawniła niesamowity wzrost zysku netto z ubiegłorocznej straty (-881 tys. zł) do 6,5 mln zł w tym roku.

Przemysł wraca do formy

Wiele wskazuje na to, że sierpień może być kolejnym miesiącem ze wzrostem produkcji sprzedanej przemysłu. Według Głównego Urzędu Statystycznego tempo produkcji przemysłowej w lipcu było ponad 2-krotnie wyższe niż w czerwcu (0,5% r/r), co pozwala z optymizmem patrzeć na kolejne miesiące. Analitycy GUS oczekują w sierpniu ponad 3% wzrostu r/r, głównie w wyniku poprawy sytuacji w branży spożywczej i motoryzacyjnej.

Potwierdzają to po części najnowsze wyniki badań wskaźnika PMI, które zanotowały widoczne ożywienie koniunktury w polskim sektorze wytwórczym również w sierpniu. Wartość głównego wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu utrzymała się powyżej neutralnego progu 50,0, ale spadła z lipcowych 52,8 do 50,6. Nastroje polskich producentów dotyczące najbliższych 12 miesięcy pozostają pozytywne, choć należy zauważyć, że ten optymizm osłabł.

Akcje polskich producentów znajdują się obecnie w trendzie wzrostowym, który pozwolił już odrobić straty wywołane paniką na rynku akcji obserwowaną w początkowej fazie pandemii koronawirusa. Analizując historyczne wyniki GIP60 można dojść do wniosku, że pozostaje jeszcze sporo przestrzeni do dalszych wzrostów, ale wiele będzie zależało od najbliższych tygodni oraz tego czy zmaterializuje się ryzyko wprowadzenia obostrzeń społecznych i ekonomicznych

***

Giełdowy Indeks Produkcji to wspólne przedsięwzięcie firmy DSR, serwisu analitycznego „Produkcja.Expert” oraz Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej.

Indeks obejmuje 60 spółek produkcyjnych notowanych na Rynku Podstawowym GPW i pokazuje zmianę nastrojów inwestorów w stosunku do spółek z branży produkcyjnej. Ze względu na precyzyjną analizę wyników poszczególnych przedsiębiorstw produkcyjnych indeks GIP może stanowić wiarygodny barometr faktycznego stanu sektora produkcyjnego.

Giełdowy Indeks Produkcji jest indeksem typu cenowego, więc przy jego kalkulacji nie uwzględnia się dochodów z tytułu dywidend. Za dzień bazowy (pierwszy dzień publikacji, w którym indeks przyjął wartość 1000) został uznany dzień 1 stycznia 2016 roku.

Ministerstwo Klimatu z Cyfrową Polską o szansach, jakie stwarza klimatowi nowa technologia

Jak wykorzystać nowoczesne technologie, by sprzyjały ochronie środowiska? Na ile cyfryzacja, rozwiązania chmurowe, sztuczna inteligencja, rozwój sieci 5G czy Internetu Rzeczy może pomóc w budowie zielonego ładu i w realizacji celów zrównoważonego rozwoju – m.in. na te pytania będą starali się odpowiedzieć uczestnicy konferencji „Cyfryzujemy Polskę – technologia szansą dla klimatu” z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Klimatu, Ministerstwa Cyfryzacji oraz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej.

Konferencja „Cyfryzujemy Polskę – technologia szansą dla klimatu” organizowana jest przez Związek Cyfrowa Polska, organizację reprezentującą polską branżę cyfrową, pod patronatem Ministerstwa Klimatu oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Odbędzie się ona 17 września br. w Centrum Kreatywności Fabryka w Łodzi, która znajduje się na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Technologia gwarantem dobrego klimatu

Celem spotkania jest pokazanie, jak nowoczesne rozwiązania technologiczne mogą pozytywnie wpłynąć na naszą gospodarkę w perspektywie zmian klimatycznych i potrzeby ochrony środowiska. – W innowacjach technologiczny drzemie ogromny potencjał, który można wykorzystać w rozwiązaniach służących klimatowi. Ale niewątpliwie należy stale podnosić świadomość, jak umiejętnie wykorzystywać dostępne narzędzia – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. – Dlatego edukacja jest nierozerwalnym elementem procesu synergii między nowoczesnymi technologiami a ochroną klimatu – dodaje.

Swoje wystąpienie podczas konferencji wygłosi wiceminister klimatu Adam Guibourgé-Czetwertyński.

– Postępujące zmiany klimatu i konieczność zapobiegania im to ogromne wyzwanie, przed którym stoi cały świat. W tym kontekście niezwykle cenne są nowoczesne technologie. Działania na rzecz ochrony środowiska i klimatu będą skuteczne, gdy będą prowadzone wielopłaszczyznowo. Niezbędna jest współpraca zarówno podmiotów z sektora MŚP, NGO, koncernów, jak i tych, na szczeblu państwowym. Resort klimatu może pochwalić się tu choćby realizowanym już po raz ósmy programem Green Evo – Akcelerator Zielonych Technologii, w którym wyszukujemy i upowszechniamy innowacyjne polskie zielone technologie – mówi wiceminister Guibourgé-Czetwertyński.

W konferencji wezmą również udział wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda, przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji oraz reprezentanci innowacyjnych firm działających w obszarze ochrony środowiska. Rozmowa będzie poświęcona m.in. inicjatywom wspierającym działania klimatyczne, redukcji negatywnego wpływu środowiskowego transportu czy „zielonym” centrom obliczeniowym. Podczas konferencji zaprezentują się również start-upy, których rozwiązania dedykowane są kwestiom klimatycznym.

Trwa rejestracja

Konferencja odbędzie się w formie hybrydowej. By uczestniczyć w niej w formie online należy zarejestrować się na stronie: https://konferencja.cyfrowapolska.org. Pod linkiem znajduje się również szczegółowy program konferencji.

Brytyjska firma Offshore Design Engineering Ltd. zaprojektuje dla Orlenu morską farmę wiatrową na Bałtyku

PKN ORLEN rozpoczął projektowanie morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku. Wstępny projekt techniczny oraz budowlany wykona brytyjska firma Offshore Design Engineering Ltd., posiadająca ponad 20-letnie doświadczenie w realizacji tego typu zadań. Rozpoczęcie tego etapu prac poprzedzone było wielomiesięcznymi badaniami wietrzności oraz struktury geologicznej dna morskiego. Zakończenie prac projektowych umożliwi szczegółowe zaplanowanie harmonogramu realizacji inwestycji.

Morska farma wiatrowa na Bałtyku to kluczowy projekt inwestycyjny, który znacząco wzmocni nas jako lidera transformacji energetycznej nie tylko w Polsce, ale też w Europie Środkowej. W perspektywie kilku lat, dzięki inwestycjom w nisko- i zeroemisyjne źródła wytwarzania, chcemy być jednym z najważniejszych producentów zielonej energii, na którą zapotrzebowanie stale rośnie. Zanim jednak czysta energia z Morza Bałtyckiego trafi do krajowego systemu elektroenergetycznego czeka nas kilka lat intensywnych prac. Chcemy włączyć w nie jak najwięcej polskich podmiotów, aby w ten sposób wspierać gospodarkę i budować potencjał polskiej branży offshore – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN, jako pierwszy koncern paliwowo-energetyczny z Europy Środkowej, zadeklarował cel osiągnięcia neutralności emisyjnej CO2 w 2050 roku. Ważnym elementem realizacji tego celu będzie rozwój nisko- i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania. Budowa morskiej farmy wiatrowej, której rozpoczęcie planowane jest w 2024 roku, wpisuje się w strategię neutralności emisyjnej, w ramach której do 2030 roku Koncern zainwestuje łącznie 25 mld zł w projekty umożliwiające redukcję oddziaływania na środowisko i otwarcie na nowe modele biznesowe.

Przygotowując się do budowy morskiej farmy wiatrowej koncern konsekwentnie, zgodnie z harmonogramem, realizuje badania, pomiary, procesy administracyjne i biznesowe. PKN ORLEN posiada już warunki przyłączenia do sieci, zakończył wstępne badania geotechniczne dna morskiego, a także kontynuuje pomiary wietrzności.

W lipcu br., do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku została dostarczona dokumentacja z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej dla obszaru farmy. Badania niezbędne do przygotowania raportu środowiskowego trwały 17 miesięcy i obejmowały swoim zasięgiem obszar ok. 323 km2. W ramach zakończonego postępowania PKN ORLEN wybrał doświadczonego doradcę technicznego, który przygotuje wstępny projekt morskiej farmy wiatrowej, projekt budowlany oraz dodatkowe analizy pozwalające precyzyjnie zaplanować i przeprowadzić proces budowy morskiej farmy wiatrowej.

Wybrany przez PKN ORLEN projektant to brytyjska firma ODE (Offshore Design Engineering Ltd.), która posiada ponad 20 letnie doświadczenie w branży offshore. Firma projektuje morskie farmy wiatrowe dla największych koncernów i inwestorów na świecie. Realizowane przez nią projekty obejmują zaprojektowanie m.in. niemal 8 GW mocy na wodach Wielkiej Brytanii, 3,2 GW na terenie mórz Europy Północnej oraz w innych częściach świata, gdzie powstaje kolejne 2,6 GW mocy wytwórczych zaprojektowanych przez ODE. Istotny wpływ na wybór projektanta miało wymagane przez PKN ORLEN uwzględnienie w ramach przyszłej współpracy tzw. local content. Zgodnie z założeniami postępowania przetargowego firma uwzględniła w ofercie współpracę z polskimi kooperantami. Realizowany w ten sposób transfer know-how to istotny element budowy potencjału polskiej branży offshore.

Podpisana z wykonawcą umowa obejmuje przede wszystkim przygotowanie szczegółowych projektów technicznych głównych urządzeń morskiej elektrowni wiatrowej. Opracowana dokumentacja będzie zawierała m.in. analizy rozmieszczenia turbin oraz założenia dotyczące przewidywanej produktywności farmy. Pomoże także doprecyzować harmonogram i kosztorys inwestycji. Wyniki pracy projektanta będą stanowić również wsparcie dla realizacji innych obszarów projektu jak pozyskanie finansowania i ubezpieczenia inwestycji. Z kolei opracowany projekt budowlany będzie podstawą do złożenia wniosku o pozwolenie na budowę morskiej farmy wiatrowej.

Prace nad rozwojem morskiej energetyki wiatrowej Koncern prowadzi poprzez spółkę Baltic Power, która posiada koncesję na budowę farm wiatrowych o maksymalnej łącznej mocy do 1,2 GW. Jej obszar, o łącznej powierzchni ok. 131 km2, zlokalizowany jest ok. 23 km na północ od linii brzegowej Morza Bałtyckiego, na wysokości Choczewa i Łeby.

Wrzesień i październik to najlepszy czas na wybór biegłego rewidenta – na co zwrócić uwagę?

Wrzesień i październik to najlepszy czas, aby dokonać wyboru biegłego rewidenta, który zajmie się badaniem sprawozdania finansowego. Tegoroczne działania upływają w firmach pod znakiem pandemii i jej wpływu na funkcjonowanie biznesu, co niewątpliwie wpłynie także na realizację badań i współpracę z biegłym, a także kształt samego sprawozdania. Na znaczeniu poza twardymi liczbami zyska ich warstwa opisowa. Wrosnąć może także rola biegłych poza działaniami audytowymi.

Szereg podmiotów obecnych na rynku zobligowanych jest do przedłożenia sprawozdania finansowego do badania, przed czym nie warto się uchylać. Ale osobną kwestią jest dobrowolne zlecenie badania i traktowanie go jako jednego z narzędzi biznesowych, które pozwala uzyskać praktyczne rekomendacje dla całego przedsiębiorstwa i jest elementem świadomego zarządzania ryzykiem. Może być to szczególnie istotne teraz, gdy w związku z pandemią firmy borykają się z trudnościami, muszą szukać rozwiązań zapewniających ciągłość działania i niejednokrotnie uwiarygadniać się w oczach zaniepokojonych inwestorów, instytucji finansowych i partnerów biznesowych.

Biegły jako zewnętrzny i niezależny ekspert, nie tylko sprawdza sprawozdania, zapisy rachunkowe i dokumenty Klienta pod kątem ich zgodności z obowiązującymi przepisami, ale także może zwrócić Klientowi uwagę na wszystkie napotkane nieprawidłowości, a często dotyczą one innych niż rachunkowe przepisów prawa (np. prawo podatkowe) lub działania kontroli wewnętrznych. Poszczególne elementy pracy audytora pełnią dodatkową funkcję doradczą czy wspierającą dla Zarządu, Rady Nadzorczej i właścicieli. Biegły jest nie tylko kontrolerem, ale także, a może nawet przede wszystkim, partnerem, którego działanie przyczynia się do rozwoju firmy, jest szansą na wykrycie problemów i poprawę działania.

Co więcej rola biegłego rewidenta w firmie wcale nie musi dotyczyć badania sprawozdania finansowego. Ich szeroka, interdyscyplinarna wiedza ekspercka z zakresu finansów, podatków i rachunkowości, bieżąca działalność audytorska, jak również znajomość zmian wprowadzanych z przepisach prawa z zakresu finansów i podatków, sprawia, że biegli mogą z korzyścią dla klienta zastąpić innych ekspertów.  Mogą oni świadczyć usługi doradcze. Wykonując procedury zbliżone do audytowych, mogą sugerować ich zdaniem najlepsze rozwiązania napotkanych problemów i czynnie wspierać Klienta we wdrożeniu najkorzystniejszych dla niego rozwiązań.

Kiedy jest najlepszy czas na wybór biegłego?

Zasadniczo nie ma narzuconego terminu wyboru biegłego rewidenta, aczkolwiek należy mieć na uwadze inne terminy dotyczące stricte sprawozdań finansowych. Jego badanie powinno nastąpić przed zatwierdzeniem, a tu obowiązuje termin 6 miesięcy od daty bilansowej. Zatem w przypadku roku bilansowego zakończonego 31 grudnia, działania biegłego rewidenta planowane są w okresie styczeń-czerwiec. W 2020 r. ten termin został wydłużony ze względu na pandemię o 3 miesiące dla spółek nie podlegających jurysdykcjom KNF (dla takich o 2 miesiące), ale była to sytuacja wyjątkowa, która, na co jednak wszyscy liczą, może się nie powtórzyć.

Niemniej jednak, warto pomyśleć o wyborze biegłego zdecydowanie wcześniej, aby zapewnić sobie komfort wyboru i bez przeszkód zaplanować prace z biegłym. Najlepszym momentem są miesiące wrzesień i październik, kiedy to biegli planują prace w kolejnym sezonie audytowym, tj. ustalają grafiki, kompletują zespoły, planują budżety. Zgłaszając się do biegłego w tym okresie mamy jeszcze możliwość wyboru terminu, w którym miałby być przeprowadzony audyt. Gdy zgłosimy się w grudniu czy styczniu może okazać się, że terminów już nie ma albo zostały jedynie takie na tzw. ostatnią chwilę, np. połowa czerwca, podczas gdy rok zamknąć należy do końca czerwca.

W kwestii terminu wyboru biegłego należy pamiętać o jeszcze jednej ważnej kwestii, jaką jest inwentaryzacja roczna, której okres realizacji dla roku bilansowego pokrywającego się z rokiem kalendarzowym zaczyna się na początku października, a kończy najpóźniej 15 stycznia. Podpisanie umowy z biegłym powinno nastąpić w momencie umożliwiającym mu obserwację inwentaryzacji zapasów Klienta. Brak jego uczestnictwa może skutkować zastrzeżeniem w opinii. Dlatego, w przypadku kiedy zapasy stanowią istotną pozycję w sprawozdaniu finansowym, umowę z biegłym należy zawrzeć najpóźniej przed datą inwentaryzacji.

Nowe oblicze współpracy z biegłym rewidentem w pandemii

Pandemia covid-19 wymusiła zmiany w wielu obszarach, także w zakresie działania firm i współpracy z klientem. Nie inaczej było w przypadku branży biegłych rewidentów.

Przy wyborze biegłego warto zweryfikować jego podejście do ewentualnej pracy zdalnej, zwłaszcza w sytuacji, gdy wewnętrzna polityka badanej spółki nadal zakłada ten tryb. Premiowane powinny być firmy, które tak jak PGA, potrafią efektywnie zorganizować współpracę zdalną z klientem, korzystając z rozwiązań technologicznych w zakresie gromadzenia i przekazywania danych oraz komunikacji np. za pomocą ogólnodostępnych komunikatorów video.

Wybór biegłego – na co zwrócić uwagę

Na pewno w ramach wyboru warto skonfrontować kilka ofert i nie kierować się wyłącznie ceną. W obecnej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z rozdrobnieniem rynku firm audytorskich, badania, mimo że oparte na tych standardach, mogą wyglądać zupełnie inaczej.

Audyt powinien być wykonany przez doświadczonych ekspertów, którzy bazują na najnowszej wiedzy oraz zmianach w przepisach. Mowa tutaj głównie o przepisach podatkowych i finansowych i zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy tarcze antykryzysowe wprowadziły wiele zmian, a firmy miały możliwość skorzystania z różnego rodzaju wsparcia, konieczna jest obeznanie biegłego we wprowadzanych w ostatnich miesiącach nowelizacjach.

Istotne jest także, aby sprawdzić doświadczenie biegłego w danej branży. Szczególnie w przypadku spółek z branż, na które pandemia miała istotny wpływ negatywny, wydaje się, że znajomość jej specyfiki i np. wiedza o tym, jak podejść do oceny kontynuacji działalności (co jest zagadnieniem niezwykle istotnym w ramach sprawozdania finansowego, a obecnie może nastręczać trudności) na pewno korzystnie wpłynie na przebieg badania.

Warto także zweryfikować, czy będziemy mieli do czynienia bezpośrednio z biegłym, czy tylko z pracownikami o znacznie mniejszym doświadczeniu. W sieci Polska Grupa Audytorska stawiamy na bliskie, personalne relacje z Klientem, także na poziomie biegłych rewidentów czy członków zarządu. Skrócenie dystansu między biegłym a Klientem to większy komfort i możliwość konsultacji na dowolnym etapie współpracy.

Korzyścią dla Klienta jest także skorzystanie z usług sieci firm audytorskich, dzięki czemu może on korzystać z synergii zasobów członków sieci i kompleksowej usługi. Sieć, której przedstawiciele działają w różnych miejscach w kraju, to zaleta dla rozproszonych geograficznie firm, np. grup kapitałowych, które mogą liczyć na ułatwiony kontakt z biegłym i personalne relacje.

Autorem komentarza jest Bartłomiej Kurylak, biegły rewident, partner i współzałożyciel sieci firm audytorskich Polska Grupa Audytorska.

Jak zabezpieczyć interesy inwestora w umowie o roboty budowlane z konsorcjum firm?

Przedsiębiorcy budowlani, którzy decydując się na udział w większych inwestycjach budowlanych, i którzy nie są w stanie spełnić wymagań inwestora, często podejmują współpracę z innymi firmami i  zawierają umowę konsorcjum. Inwestor nie jest stroną umowy konsorcjalnej, ale powinien wnikliwie zapoznać się z jej treścią, szczególnie wtedy, gdy ma stanowić załącznik do umowy o roboty budowlane.

Umowa konsorcjum nie jest unormowana w przepisach prawa, dlatego podlega ogólnej zasadzie swobody umów. Taki kontrakt ma regulować stosunki między konsorcjantami, organizować zasady realizacji wspólnego przedsięwzięcia, może rozstrzygać o odpowiedzialności poszczególnych uczestników konsorcjum za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o roboty budowlane czy wady prac, przyznawać prawo do żądania od inwestora całości lub części wynagrodzenia, a także wiele innych kwestii, istotnych przy wykonaniu umowy o roboty budowlane.

Umowa konsorcjum jako załącznik do umowy o roboty budowlane

W przypadku, gdy umowa konsorcjum stanowi załącznik do umowy o roboty budowlane, w której znajduje się zapis: „Załączniki do niniejszej umowy stanowią jej integralną część”, niezbędne jest sprawdzenie, czy umowa konsorcjum nie stoi w sprzeczności z postanowieniami umowy o roboty budowlane. Jeśli ta ostatnia będzie inaczej regulować prawa i obowiązki konsorcjantów wobec inwestora niż to jest uregulowane w umowie konsorcjum, to poza wpisaniem do umowy o roboty budowlane postanowień w tym zakresie należy ustalić hierarchię dokumentów, poprzez wskazanie,  że w przypadku sprzeczności umowy o roboty budowlane z umową konsorcjalną, decyduje treść umowy o roboty budowlane. W przypadku, kiedy strony postanowią, że integralną częścią umowy o roboty budowlane ma być umowa konsorcjum, a następnie w sposób sprzeczny z treścią umowy konsorcjum uregulują np. odpowiedzialność konsorcjantów za wady robót, w przypadku wystąpienia wad może dojść do sporu, które postanowienia mają pierwszeństwo.

Kto w imieniu konsorcjum podpisuje umowę o roboty budowlane z inwestorem?

Konsorcjum nie stanowi odrębnego bytu prawnego. Połączeni umową konsorcjalną przedsiębiorcy działają w swoim własnym imieniu, a łączą siły tylko do czasu wykonania zadania inwestycyjnego. Z tego powodu konsorcjum nie może być stroną umowy o roboty budowlane – umowę zawierają konsorcjanci. Jeśli konsorcjum liczy kilku członków, np. trzech, to umowę o roboty budowlane mogą podpisać wszyscy członkowie konsorcjum albo jeden lub dwóch członków reprezentujących wszystkich konsorcjantów. Upoważnienie do reprezentowania członków konsorcjum przy zawieraniu umów o roboty budowlane ma często lider  konsorcjum. Umowa  o roboty budowlane, którą podpiszą wszyscy konsorcjanci, będzie tak samo skuteczna jak umowa podpisana przez jednego z nich, o ile składający podpis członek konsorcjum będzie posiadał pełnomocnictwo, uprawniające go do zawarcia umowy o określonej treści w imieniu i na rzecz wszystkich konsorcjantów.
Jeśli umowę o roboty budowlane podpisuje lider konsorcjum reprezentujący wszystkich konsorcjantów, należy zweryfikować treść jego upoważnienia. Upoważnienie może być zawarte w treści umowy konsorcjum lub stanowić odrębny dokument. W przypadku gdy postanowienia umowy o roboty budowlane inaczej regulują prawa i obowiązki konsorcjantów niż umowa konsorcjum, z której wynika upoważnienie dla lidera do podpisywania umów w imieniu konsorcjantów, mogą pojawić się wątpliwości, jaki był zakres upoważnienia lidera i czy wszystkie postanowienia umowy o roboty budowlane podpisanej przez lidera są skuteczne wobec pozostałych konsorcjantów.

Przykład

Wyobraźmy sobie, że upoważnienie do reprezentowania udzielone liderowi brzmi „Lider jest upoważniony do zawierania umów w imieniu i na rzecz Konsorcjum.” Pod sformułowaniem „Konsorcjum”, powinniśmy rozumieć członków konsorcjum. Samo konsorcjum nie ma podmiotowości prawnej i zdolności do zawierania umów. Jednocześnie, w umowie konsorcjum ustalono, że tylko lider jest odpowiedzialny za usuwanie wad robót albo np. tylko z wynagrodzenia lidera inwestor ma potrącać kaucję gwarancyjną na zabezpieczenie wykonania umowy o roboty budowlane. W umowie o roboty budowlane natomiast ustalono, że obowiązki te leżą po stronie wykonawcy – całego konsorcjum, a więc również konsorcjanta, którego lider reprezentował przy zawarciu umowy. Inwestora nie obowiązuje umowa konsorcjum, wiążą inwestora postanowienia umowy o roboty budowlane. Jeśli lider nie będzie się wywiązywał z obowiązku usuwania wad, to czy inwestor może zwrócić się z roszczeniem do konsorcjanta?
W przypadku, kiedy umowa o roboty budowlane została podpisana przez lidera, bez pełnomocnictwa, w którym szczegółowo ustalono na jakich warunkach lider jest upoważniony do zawierania umów, może powstać spór, czy lider nie przekroczył swojego umocowania, podpisując umowę o roboty budowlane sprzeczną z postanowieniami umowy konsorcjum, w ramach której to umocowanie otrzymał.

Pierwszym rozwiązaniem, zapewniającym bezpieczeństwo inwestorowi, jest podpisanie umowy przez wszystkich członków konsorcjum – wtedy nie ma wątpliwości, że w 100% wiąże ich treść umowy. Nie zawsze będzie jednak możliwe podpisanie umowy przez wszystkich konsorcjantów. Dla przykładu w konsorcjum cichym, które polega właśnie na tym, że część konsorcjantów jest ukryta, cisi uczestnicy pozostają bierni w stosunkach z inwestorem, a zasadą jest udzielanie liderowi upoważnienia do podpisywania umów o roboty budowlane.

Drugim wyjściem jest zatem żądanie od lidera szczegółowego pełnomocnictwa, z którego wprost wynikać będzie, na jakich warunkach lider jest upoważniony do reprezentowania konsorcjantów przy zawieraniu umów o roboty budowlane. Najprostszym rozwiązaniem jest pełnomocnictwo, w którym pozostali członkowie konsorcjum upoważniają lidera do zawarcia umowy o roboty budowlane, której treść stanowi załącznik do pełnomocnictwa. W ten sposób nie ma wątpliwości, że wszyscy konsorcjanci przystąpili do wszystkich postanowień umowy o roboty budowlane i wiedzieli o ich treści.
Trzecia opcja to pełnomocnictwo, w którym lider będzie upoważniony do zawarcia umowy o roboty budowlane w imieniu i na rzecz pozostałych konsorcjantów na warunkach według uznania pełnomocnika (lidera).


Czy odpowiedzialność konsorcjantów jest solidarna?

Solidarna odpowiedzialność konsorcjantów (dłużników) wobec inwestora (wierzyciela), jest niezwykle korzystna dla inwestora. W takim przypadku może on żądać całości lub części świadczenia od wszystkich dłużników łącznie, od kilku z nich lub od każdego z osobna. Dodatkowo, aż do zupełnego zaspokojenia wierzyciela wszyscy dłużnicy solidarni pozostają zobowiązani. W praktyce oznacza to, że np. w przypadku żądania zapłaty kar umownych wszyscy uczestnicy konsorcjum będą zobowiązani do zapłaty całości kar, a dopiero kiedy inwestor otrzyma całość należności (obojętnie, czy od wszystkich konsorcjantów w częściach, czy od jednego), dłużnicy zostaną zwolnieniu z długu.

Solidarna odpowiedzialność za zobowiązania musi wynikać z przepisów ustawy lub z czynności prawnej (umowy). Przepisy ustaw, poza art. 141 ustawy prawo zamówień publicznych, które stosuje się tylko do umów zawieranych w trybie zamówień publicznych, nie przewidują solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów. W związku z powyższym, żeby uczestnicy konsorcjum byli solidarnie zobowiązani do wykonania umowy należy wprost uregulować to w umowie o roboty budowlane wskazując np. „Wykonawcy (podmioty wchodzące w skład konsorcjum) są solidarnie odpowiedzialni przed Inwestorem w rozumieniu art. 366 kodeksu cywilnego, za ……..”.

Jeśli umowa o roboty budowlane podpisywana jest przez lidera reprezentującego wszystkich członków konsorcjum, to należy zwrócić szczególną uwagę na treść pełnomocnictwa. Najlepszym rozwiązaniem jest, aby członkowie konsorcjum wyrazili zgodę na zawarcie przez lidera w ich imieniu i na ich rzecz umowy o roboty budowlane, której treść załączona jest do pełnomocnictwa. Nie będzie wtedy wątpliwości, że wyrazili zgodę na ponoszenie solidarnej odpowiedzialności za wykonanie umowy o roboty budowlane.

Od kogo inwestor może dochodzić swoich roszczeń?

Odpowiedź na to pytanie zależy do konkretnego przypadku. Decyduje bowiem treść umowy o roboty budowlane oraz treść umowy konsorcjum.

Jeśli umowa o roboty budowlane zawiera postanowienia o solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów i została podpisana przez wszystkich członków konsorcjum lub przez odpowiednio upoważnionego pełnomocnika (np. lidera konsorcjum), to inwestor może dochodzić całości swoich roszczeń od wszystkich członków konsorcjum albo tylko od niektórych, wedle własnego wyboru. Zaspokojenie całości roszczeń inwestora przez jednego lub kilku członków konsorcjum zwalnia z długu pozostałych.

Brak zapisu w umowie o roboty budowlane regulującego solidarną odpowiedzialność konsorcjantów powoduje, że jeśli umowę o roboty budowlane podpisali wszyscy uczestnicy konsorcjum, to każdy z nich będzie mógł odpowiadać za jej wykonanie w części, tj. w zakresie prac jakie miał wykonywać, jeśli są one w umowie określone. Jeśli np. konsorcjantów jest dwóch i jeden w umowie o roboty budowlane zobowiązał się do wykonania dachu, a drugi do pokrycia dachu i nie ma zapisu o odpowiedzialności solidarnej w umowie, to od wykonawcy dachu możemy dochodzić roszczeń tylko w zakresie wykonania umowy w części dotyczącej dachu, zaś od wykonawcy pokrycia możemy dochodzić roszczeń tylko w zakresie prac dotyczących pokrycia.

Jeśli natomiast umowa o roboty budowlane została podpisana przez lidera konsorcjum reprezentującego wszystkich konsorcjantów, przy czym  pełnomocnictwo udzielone liderowi nie obejmowałoby zgody pozostałych konsorcjantów na wszystkie postanowienia umowy o roboty budowlane, może się okazać, że  w tym zakresie, w jakim lider działał poza granicami umocowania, swoje roszczenia inwestor będzie mógł skierować tylko do lidera konsorcjum.

Kary umowne i potrącenie wierzytelności

Naliczanie kar umownych i potrącanie wzajemnych wierzytelności wynikających z umowy o roboty budowlane zawartej z uczestnikami konsorcjum, może nastręczać wiele trudności.
Jeśli umowę o roboty budowlane podpisali wszyscy konsorcjanci lub prawidłowo upoważniony członek konsorcjum w imieniu i na rzecz wszystkich konsorcjantów, a zgodnie z umową o roboty budowlane odpowiedzialność konsorcjantów jest solidarna, to każdy członek konsorcjum jest zobowiązany do zapłaty całej kary umownej. W przypadku potrącenia wierzytelności przysługujących konsorcjantom od inwestora z naliczonymi przez inwestora karami umownymi, do których zapłaty zobowiązani są konsorcjanci, wezwanie do zapłaty kar umownych należy skierować do wszystkich członków konsorcjum, a po bezskutecznym upływie terminu zapłaty, również do wszystkich konsorcjantów należy skierować oświadczenie o potrąceniu naliczonych kar.

Jeśli jednak, w umowie o roboty budowlane nie uregulowano solidarnej odpowiedzialności konsorcjantów i/lub umowa ta została podpisana przez nienależycie umocowanego członka konsorcjum, odpowiedź na pytanie, od kogo inwestor może żądać zapłaty kar umownych oraz komu powinien złożyć oświadczenie o potrąceniu, będzie różna. Zależy to bowiem od treści umowy o roboty budowlane, zakresu umocowania pełnomocnika podpisującego tą umowę oraz treści umowy konsorcjum. Sytuacja taka każdorazowo wymaga więc szczegółowej analizy.

Komu inwestor płaci wynagrodzenie?

Regulacje w zakresie zapłaty wynagrodzenia znajdziemy w umowie o roboty budowlane, i to zapisy umowy o roboty budowlane będą wiązać inwestora, nie zaś zasady rozliczania wynagrodzenia zawarte w umowie konsorcjum.

Często lider konsorcjum jest upoważniany nie tylko do reprezentowania wszystkich konsorcjantów przy zawieraniu umów, ale również do odbioru całości wynagrodzenia za wykonanie umowy o roboty budowlane. W praktyce oznacza to, że kilka podmiotów decyduje się na wspólne wykonanie umowy o roboty budowlane polegającej np. na wybudowaniu budynku, dzielą się pracą: firma 1 wykonuje fundamenty, firma 2 wykonuje ściany, a firma 3 dach. Liderem jest firma 3, która zostaje upoważniona przez pozostałych do wystawiania faktur za wszystkie prace i odbioru całości wynagrodzenia na swój rachunek bankowy, następnie konsorcjanci rozliczają się między sobą. Jeśli w umowie o roboty budowlane wprost wskazano, że zapłata wynagrodzenia na rachunek bankowy firmy 3 – lidera konsorcjum, jest traktowana tak, jakby inwestor dokonał zapłaty należności na rzecz wszystkich konsorcjantów oznacza to, że inwestor płacąc wynagrodzenie zgodnie z umową o roboty budowlane na rachunek lidera, zwalnia się z obowiązku zapłaty wynagrodzenia wobec pozostałych konsorcjantów.

Jeśli w umowie o roboty budowlane strony ustaliły jednak, że wynagrodzenie ma być płatne częściami, na rzecz poszczególnych konsorcjantów, inwestor ma obowiązek dokonywać płatności zgodnie z umową o roboty budowlane, niezależnie od tego czy w umowie konsorcjum, konsorcjanci upoważnili lidera do odbioru od inwestora całości wynagrodzenia.
Co powinien zrobić inwestor, jeśli zgodnie z umową o roboty budowlane uiścił całość wynagrodzenia na rachunek bankowy lidera, a mimo to jeden z członków konsorcjum wzywa inwestora do zapłaty swojej części wynagrodzenia? Może on bronić się wykazując, że wykonał swoje zobowiązanie i uiścił wynagrodzenie zgodnie z umową o roboty budowlane. Wewnętrzne ustalenia w zakresie rozliczeń konsorcjantów nie wiążą inwestora. Jeśli w umowie o roboty budowlane podpisanej przez wszystkich konsorcjantów lub przez jednego członka konsorcjum, ale należycie umocowanego do reprezentowania wszystkich konsorcjantów, strony ustaliły, że inwestor ma przekazywać wynagrodzenie na rachunek jednego z konsorcjantów, nie ma wątpliwości, że zapłata jednemu członkowi konsorcjum zwalnia inwestora z długu.

Zawieranie umów z podmiotami tworzącymi konsorcjum jest skomplikowane, dlatego warto skonsultować się z adwokatem lub radcą prawny, aby zabezpieczyć swoje interesy już na początkowym etapie współpracy.

Dorota Brzezińska-Grabarczyk

Adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Małgorzata Cieśla

Aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Specjalizuje się w obsłudze korporacyjnej, rozwiązywaniu sporów w procesie budowlanym oraz w windykacji należności i postępowaniu egzekucyjnym.

Powrót słabości dolara stwarza przestrzeń do umocnienia złotego

Rynek akcji wciąż wysyła pozytywne wibracje dla innych klas aktywów, a dziś rano dodatkowy impuls wzmacniający apetyt na ryzyko przyszedł ze strony lepszych od oczekiwań chińskich danych o aktywności gospodarczej. Ale inwestorzy powoli są już myślami przy jutrzejszym komunikacie FOMC, co może ograniczyć skalę reakcji na liczne wydarzenia zaplanowane na wtorek.

EUR/USD podchodzi pod 1,19, czyli jest mniej więcej po środku wrześniowego przedziału wahań. Wraz z odbiciem indeksów (w szczególności sektora technologicznego) pojawia się zachęta do powrotu do zbieżnego z rynkiem akcji handlu na forexie: sprzedawać USD. Jednocześnie komunikat FOMC i późniejsza konferencja prasowa szefa Fed to zawsze ryzyko niespodzianki, więc jest mało prawdopodobne, aby przed jutrzejszym wieczorem EUR/USD znalazł się ponownie przy 1,20. Ostrożność inwestorów oznacza też, że zaplanowane na dziś odczyty ze strefy euro i USA mogą nie być dyskontowane z pełną mocą – nikt nie chce się agresywnie angażować w pozycje, które później Fed może wysłać w otchłań stop lossów. Mimo to warto zwrócić uwagę na indeks ZEW mierzący nastroje wśród niemieckich inwestorów i ekonomistów. Lepsze dane z gospodarki powinny wpływać na poprawę oceny bieżącej, ale spodziewany wzrost liczby zachorowań na koronawirusa na jesieni ciąży na ocenie przyszłej aktywności gospodarczej. Taka mieszanka przypomina o wyzwaniach, jakie stoją przed Niemcami (i całą strefą euro) i mogą ostatecznie hamować aprecjację EUR.

Stąd jeśli już EUR/USD ma piąć się wyżej, to prędzej z nasilenia sprzedaży dolara. Przepis na to jest prosty i dobrze znany: gołębi Fed i nowe rekordy na Wall Street. Co ma Fed do powiedzenia, dowiemy się jutro, choć nieprawdopodobnym jest, aby odszedł od gołębiego nastawienia. Ale też o super zaskoczenia też może być trudno. Czy to wystarczy, by wspierać rajd indeksów? Po ostatniej korekcie namnożyły się pytania, czy wysokie wyceny są uzasadnione w przypadku każdej spółki. Wątpliwości będą generować zmienność, szczególnie im bliżej będzie do terminu wyborów prezydenckich w USA. W międzyczasie dowody siły ożywienia będą zagłuszać obawy o negatywne skutki pandemii (postępy w opracowywaniu szczepionek też pomagają). Dziś interesującym będzie, czy mierzona przez indeks NY Empire State aktywność gospodarcza w rejonie Nowego Jorku wzmacnia się po silnym spadku w sierpniu. Ryzykiem jest, że impas w negocjacjach fiskalnych w sprawie 4. fazy pakietu fiskalnego, szczególnie w odniesieniu do wsparcia małych przedsiębiorstw, może dodatkowo osłabiać nastroje producentów.

Wrzesień przyniesieni kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej bez konferencji prasowej. Jako uczestnicy rynków pozostaje nam tylko odgadywać nastroje w Radzie na podstawie krótkich komunikatów i wywiadów poszczególnych członków. Jednak nic nie wskazuje, aby stanowisko banku centralnego miało w najbliższych miesiącach ulec zmianie. Wprawdzie napływające dane z gospodarki są lepsze od pesymistycznych prognoz NBP z początku lipca, to jednak RPP zaje sobie sprawę z konieczności utrzymania ekspansywnej polityki dla wsparcia dalszego ożywienia i pozostania w gotowości na potencjalne negatywne ryzyka. Jednocześnie poprawiająca się sytuacja gospodarcza zamyka drogę dla głębszego luzowania. Temat częściowej normalizacji polityki (podwyżki stóp procentowych) może pojawić się na początku przyszłego roku, ale biorąc pod uwagę, jak bardzo Rada obawia się negatywnego wpływu silnego złotego na tempo ożywienia, wydaje się nierealne, że Rada zdecyduje się iść pod prąd dominującym trenerom w globalnej polityce monetarnej. Nie sądzimy, aby złoty miał reagować na decyzję i komunikat. Większe znaczenie w dalszym ciągu mają nastroje zewnętrze – powrót słabości dolara stwarza przestrzeń do umocnienia złotego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zamieszanie wokół Brexitu osłabia funta

Obawy o załamanie negocjacji dot. przyszłych relacji między Wielką Brytanią i UE wywołały chaos, który nie pozostaje bez wpływu na brytyjską walutę. W tym tygodniu przed nami spotkanie Banku Anglii, a wcześniej, Rezerwy Federalnej. Chociaż rynek nie oczekuje przełomowych decyzji ze strony banków centralnych, to jednak napięta sytuacja może wpłynąć na ruchy głównych walut.

Ostatni epizod brexitowej sagi przypomina sequel słabego horroru. Główna ofiara wspomnianego zamieszania, funt, osłabił się o ponad 3% w parze ze złotym jak i głównymi walutami. Zmienność na parach z funtem była jednak wyjątkowa – poprzedni tydzień był bowiem dość spokojny, inne główne waluty poruszały się w dość wąskich widełkach. Wychodząc poza rynek walutowy, warto wspomnieć o dywergencji między zachowaniem amerykańskich i europejskich akcji – te ostatnie zyskiwały, te pierwsze zaś doświadczyły ostrej wyprzedaży. W pewnym sensie pomogło to „wyrównać sytuację” – wcześniej, w kontekście pandemii, to amerykańskie akcje radziły sobie lepiej.

W tym tygodniu, poza informacjami związanymi z Brexitem, uwagę rynku walutowego przykują banki centralne. Po spotkaniu EBC w zeszłym tygodniu, w tym czekają nas posiedzenia Rezerwy Federalnej i Banku Anglii, których wyniki poznamy odpowiednio w środę i czwartek. Od żadnego z nich nie oczekuje się istotnych decyzji, niemniej ich ocena sytuacji w kontekście pandemii i perspektyw gospodarek skupi na sobie uwagę inwestorów.

PLN

Polski złoty ciągle utrzymuje się w okolicy poziomu 4,45, względnie wysokiego patrząc w ujęciu historycznym. Pogorszenie sytuacji na amerykańskim rynku akcji w zeszłym tygodniu nie przełożyło się na większe osłabienie złotego, ale ogólny niepokój nie pozwala polskiej walucie na aprecjację.

Ostatnie dni nie przyniosły specjalnie istotnych informacji z Polski. Warto jedynie wspomnieć o braku rewizji ratingu Polski ze strony agencji Moody’s. Ocena długoterminowej wiarygodności kredytowej kraju w walucie obcej to nadal A2. W tym tygodniu kalendarz ekonomiczny dla Polski jest dość obficie wypełniony publikacjami, z których szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane dot. produkcji przemysłowej w sierpniu. Oprócz tego, we wtorek odbędzie się jednodniowe spotkanie decyzyjne RPP, w jego kontekście nie oczekujemy jednak żadnych zmian parametrów polityki pieniężnej ani nawet specjalnie istotnych informacji. Komunikację banku centralnego jednak jak zawsze warto będzie obserwować szczególnie pod kątem oceny sytuacji inflacyjnej i odniesień do kursu walutowego.

EUR

Wrześniowe spotkanie EBC jest już za nami. Bank centralny nie sugerował, że specjalnie przejmuje się niższą inflacją, czy wyraźnym umocnieniem euro. Co tyczy się tego pierwszego, ostatni spadek inflacji bazowej został powiązany m.in. z kwestiami technicznymi dotyczącymi analizowanego okresu, czego efekty w sporej części powinny być krótkotrwałe. Co tyczy się zaś kwestii euro, decydenci zasugerowali, że sytuacja nie budzi ich znacznych obaw.

W związku z brakiem istotniejszych danych z gospodarki, w tym tygodniu zachowanie euro w większości będzie zależeć od informacji z zewnątrz. Istotne w tym kontekście będą zwłaszcza środowe sygnały ze strony Rezerwy Federalnej.

USD

Dane z gospodarki USA ciągle zaskakują na plus, wskazując na szybsze odbicie gospodarki niż zakładano. Do tej pory nic specjalnie nie wskazywało, że rynki przejmują się nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, w kontekście których największym ryzykiem jest wystąpienie sporu wyborczego, gdzie sytuacja nie zostaje rozstrzygnięta w dniu wyborów.

W środę wszystkie oczy zwrócone będą na Fed. Wrześniowe posiedzenie decyzyjne będzie pierwszym od kiedy pod koniec sierpnia Fed ogłosił przyjęcie elastycznego podejścia do celu inflacyjnego, w związku z czym rynek oczekuje konkretnych informacji co to oznacza w kontekście polityki pieniężnej. Kluczowym elementem przekazywanych przez Fed komunikatów będzie „dot plot” obrazujący oczekiwania decydentów dotyczące tego, gdzie ich zdaniem znajdą się stopy procentowe w przyszłości. Wrześniowy „dot plot” będzie pierwszym który uwzględni 2023 rok. Jeśli mediana oczekiwań w całym prognozowanym okresie nadal będzie wynosić zero, dolar może doświadczyć osłabienia, gdyż stanowiłoby to kolejne potwierdzenie, że Fed jest gotów zaakceptować ryzyko wyższej inflacji w celu wsparcia wzrostu gospodarczego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Badanie ZPP: Polskie firmy są przeciwne obowiązkowi uczestniczenia w powszechnym samorządzie gospodarczym

W minionych latach pojawiały się opinie, że w Polsce powinien zostać powołany powszechny samorząd gospodarczy. Jego zwolennicy twierdzą, że umożliwiłby on przedsiębiorcom w większym stopniu wpływanie na politykę gospodarczą kraju. Przeciwnicy mówią, że tworzenie obligatoryjnej organizacji dla firm to złe rozwiązanie. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zapytał samych przedsiębiorców, co sądzą o tym pomyśle. Polski biznes jest przeciw.

Obowiązkowe uczestnictwo firm w powszechnym samorządzie gospodarczym ma znacznie więcej przeciwników niż zwolenników wśród badanych przedsiębiorców (43% jest „przeciw” vs 11% „za”). Niemal połowa przedstawicieli firm nie ma zdania na ten temat.

– Polskie firmy i tak są już dziś skrępowane mnogością przepisów, skomplikowaniem prawa i podatków. Dorzucanie im obowiązku zrzeszania się w powszechnym samorządzie gospodarczym jest czymś, co kompletnie nie ma sensu – twierdzi Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

Najwięcej przeciwników obserwuje się w najmniejszych firmach. Najbardziej niechętny wobec obowiązku uczestnictwa firm w powszechnym samorządzie gospodarczym jest sektor usług, którego rola w gospodarce rośnie. Warto zwrócić uwagę, że ogólny wskaźnik nastrojów gospodarczych Busometr ZPP jest najniższy w tym sektorze, co może być związane z niechęcią wobec ponoszenia jakichkolwiek dodatkowych opłat.

Odsetki odpowiedzi dotyczących gotowości do ponoszenia opłat za uczestnictwo firm w powszechnym samorządzie gospodarczym są zbliżone do tych uzyskanych dla ogólnej postawy wobec tego rozwiązania – 44% deklaruje niechęć wobec płacenia, a 13% byłaby skłonna ponosić opłaty za to.

– Jak coś jest obowiązkowe, to najczęściej oznacza, że nie jest w pełni korzystne. Dorzucanie firmom kolejnego obowiązku zrzeszania się oraz dodatkowo ponoszenia za to opłat, jest rozwiązaniem, które nie dość że nie polepsza, to pogarsza sytuację, skalę obowiązków i obciążeń, jakie muszą ponosić polscy przedsiębiorcy – mówi Piotr Palutkiewicz, Zastępca Dyrektora Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

– Obecne prawo do zrzeszania się w dobrowolnych izbach gospodarczych, związkach przedsiębiorców czy stowarzyszeniach jest wystarczające. – kwituje Cezary Kaźmierczak.

*****
Badanie zostało przeprowadzone przez dom badawcy Maison&Partners na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Badanie metodą CAWI (Computer Assisted Web Interviews). Wielkość próby stanowiło 597 respondentów. Struktura próby w badaniu jest reprezentatywna dla przedsiębiorstw w Polsce ze względu na wielkość firmy (mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa). Badanie zostało zrealizowane w sierpniu 2020.

Wpływ pandemii na wyceny giełdowe

Pandemia COVID-19 bardzo mocno wpłynęła na życie społeczne oraz gospodarcze społeczeństw niemal na całym świecie. Obecna sytuacja wpływa także na rynek kapitałowy. Niepewność rośnie, a notowania po początkowych dynamicznych spadkach stopniowo odrabiają straty. Mimo iż wiele firm nadal walczy o przetrwanie, zdarzają się również takie, które osiągają rekordowe zyski na pandemii. W kwietniu 2020 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy użył określenia „The Great Lockdown: Najgorsze spowolnienie gospodarcze od czasów Wielkiego Kryzysu”.

Umiarkowane nastroje na giełdzie

Indeks MSCI Europe od połowy lutego w przeciągu tylko czterech tygodni spadł aż o 35%, jednak od tego czasu do końca sierpnia wzrósł już o 23%. Mimo tego, na dzień 31 sierpnia br. wciąż brakuje 6,6 p.p. do wartości notowanych przed wybuchem pandemii. Analogiczna sytuacja obejmuje inne giełdy na świecie, w tym polski parkiet. Aktualnie polska giełda nadal odrabia straty i na dzień 31 sierpnia 2020 roku w porównaniu do 20 lutego WIG traci 11%, a WIG 20 – 14%.

Przyglądając się spółkom z indeksu MSCI Europe można zauważyć, że współczynnik beta – stopień korelacji pomiędzy zwrotem z inwestycji w akcje danej spółki a hipotetycznej inwestycji w indeks całego rynku – w wielu sektorach znacznie wzrósł. Zmienność stopy zwrotu istotnie wzrosła w sektorach tradycyjnie uznawanych za mniej ryzykowne – w szczególności w sektorze nieruchomości zanotowano zmianę aż o 60%, z 0,59 do 0,94. Istotny wzrost zaobserwowano również w sektorze energetycznym, z 1,21 do 1,54. Współczynnik beta nieznacznie zmalał natomiast w sektorze informatycznym oraz w sektorze ochrony zdrowia, odpowiednio z 1,33 do 1,20 i z 0,83 do 0,79 – mówi Tomasz Wiśniewski, partner i szef zespołu wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Wpływ pandemii na wyceny giełdoweOczekiwania co do wyników finansowych spółek w przyszłości – najbardziej cierpią: energetyka, nieruchomości i segment dóbr luksusowych
Oszacowanie wartości spółki opiera się na dyskontowaniu prognozowanych wolnych przepływów pieniężnych przy zastosowaniu określonej stopy dyskonta. Co do zasady, im bardziej optymistyczne są oczekiwania co do wzrostu zyskowności spółek w przyszłości, tym wyższa jest ich wartość giełdowa.

Na przestrzeni sześciu miesięcy (od końca 2019 roku do końca czerwca 2020 roku) prognozowany średni ważony zysk netto wchodzący w skład indeksu spadł o 38%. Najmocniej odczuły to przedsiębiorstwa z branży energetycznej, nieruchomości oraz dóbr luksusowych (spadki odpowiednio o: 102% (co wskazuje na prognozowane straty netto), 98% oraz 78%, co jest naturalnym wynikiem spodziewanej recesji w gospodarce, podczas której poziom aktywności gospodarczej wyhamowuje, zapotrzebowanie na energię spada, a konsumenci rezygnują z wybranych wydatków lub odsuwają je w czasie. Z drugiej strony spodziewany spadek zmiany zysków jest najmniejszy w przypadku sektora opieki zdrowotnej (spadek o 4%).

Co ciekawe, podczas poprzednich kryzysów gospodarczych sektor dóbr luksusowych był w lepszej kondycji niż obecnie, co może wskazywać na silniejszy spadek PKB wybranych krajów w stosunku do poprzednich recesji gospodarczych.

Notowania polskich indeksów WIG i WIG 20 dołują

Na przestrzeni analizowanego okresu (30 czerwca 2019 roku – 30 czerwca 2020 roku), spoglądając na dane poszczególnych indeksów giełdowych, można zauważyć, że zachowują się one odmiennie. Są indeksy, dla których notowania na przestrzeni ostatniego roku znacząco spadły. Należą do nich m.in.: Ibex 35 (-21%), CAC 40 (-11%) czy FTSE 100 (-17%). Jednak ciągle w dobrej formie trzymają się S&P (+5%) i NASDAQ (+26%). W tym zestawieniu polskie indeksy zamykają stawkę z wynikami dla WIG: -18% oraz WIG 20: -24%.

Poziom indeksów może być intepretowany jako pewnego rodzaju barometr gospodarczy. Znaczne załamanie kursu może świadczyć o małej odporności państwa na zaistniałą sytuację. W przypadku Hiszpanii, duży spadek indeksu Ibex 35 sugeruje silną recesję, która może być szczególnie istotna w sektorach takich jak turystyka, która generowała ok. 12% PKB kraju. Analogicznie interpretować możemy zachowanie francuskiego indeksu CAC 40 – turystyka przed COVID-19 stanowiła około 7% PKB, rząd Francji przewiduje, że w tym roku PKB kraju spadnie o 11%, co przy relatywnie mało elastycznych regulacjach rynku pracy może generować problemy dla płynności i rentowności francuskich przedsiębiorstw – mówi Roman Lisiecki, wicedyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Istotny spadek polskiego indeksu WIG, mimo znacznie mniejszej skali spodziewanej recesji gospodarczej, może być efektem dużego udziału sektora finansowego, który co do zasady silnie reaguje na negatywne wydarzenia gospodarcze, które mogą wpłynąć na zwiększony poziom odpisów kredytowych.

Wpływ pandemii na spadek mnożników w poszczególnych sektorach

Wpływ pandemii COVID-19 odbił się również na mnożnikach rynkowych. Na podstawie danych spółek z indeksu STOXX 600 można zauważyć, że najsilniejszy spadek mnożnika EV/EBITDA wystąpił w sektorze dóbr luksusowych, gdzie wycena spadła z 11,1x do 8,0x. Spółki z tego sektora mogą być ofiarami potencjalnego kryzysu z uwagi na fakt, że konsumenci w relatywnie łatwy sposób mogą zrezygnować (przynajmniej czasowo) z tej kategorii dóbr (w stosunku do produktów pierwszej potrzeby). Lockdown utrudniał także wydatki na te dobra, które wciąż w większym stopniu opierają się na wizytach w ekskluzywnych salonach, a nie zakupach internetowych.

Najłagodniej okres pandemii przetrwały spółki technologiczne (niewielki spadek z 17,9x do 17,3x) – stabilność tej branży może być wynikiem zwiększonych oczekiwań co do gwałtownego rozwoju cyfryzacji z uwagi na wprowadzone obostrzenia sanitarne oraz wymóg zachowania dystansu społecznego. Można zauważyć, że we wszystkich branżach (za wyjątkiem produkcji żywności) mnożniki na polskiej giełdzie w marcu 2020 roku znacznie spadły. Największą zmianę zanotował sektor rekreacji i wypoczynku – spadek o ponad 13x (z 21x do 7,8x). Znaczące spadki EV/EBITDA z 12,3x do 6,3x zaobserwowano również w przypadku sektora odzieżowego i kosmetycznego, do czego z pewnością przyczynił się fakt zamknięcia galerii handlowych i konieczność ponoszenia wysokich kosztów stałych przy relatywnie niskich marżach generowanych przed okresem pandemii.

Warto zwrócić również uwagę na fakt, iż spółki z sektora ochrony zdrowia w Polsce w stosunku do przychodów są wyceniane o 2,5-krotnie niżej niż na Stoxx (4,4x vs 1,82x), a spółki z sektora informatycznego nawet 6-krotnie (4,6x vs 0,76x).

Gwałtowny spadek mnożników spowodowany był nagłym spadkiem cen akcji na giełdzie, które charakteryzują się dużo większą elastycznością niż same wyniki finansowe, publikowane raz na kwartał. W drugim kwartale 2020 roku mnożniki powoli zaczęły odbudowywać swoją wartość, razem z odbudową notowań na światowych giełdach, jednak w większości przypadków wciąż nie wróciły do poziomu z końca 2019 roku – mówi Roman Lisiecki, wicedyrektor w zespole wycen w dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Drób w sklepach coraz droższy. Ceny poszły w górę średnio o ponad 6%

Mięso drobiowe w sklepach podrożało o 6,4%, porównując dane z ostatnich trzech miesięcy i z analogicznego okresu zeszłego roku. Ze wszystkich badanych formatów jedynie w hipermarketach odnotowano spadek cen. Eksperci prognozują, że jeżeli branża drobiarska nie wyjdzie z problemów, to na rynku może być jeszcze drożej. Ale widać też szansę na to, żeby jesienią ceny stanęły w miejscu bądź nawet lekko się obniżyły.

Z raportu agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl wynika, że przez ostatnie trzy miesiące mięso drobiowe w promocji podrożało o 6,4%. Ceny produktów sprzedawanych luzem wzrosły o 5%, a paczkowanych – o 7,8%. – Załamuje się produkcja, bo zamknęły się i powoli próbują się ponownie otwierać rynki eksportowe. To wywołało redukcję stad i spadek podaży. Do tego zdrożały pasze. Ponadto podniosły się wymogi sanitarne i wzrosły koszty opakowań w związku z wchodzącym w życie podatkiem plastikowym – mówi dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W tym samym czasie, gdy ceny mięsa drobiowego poszły w górę o 6,4%, np. wieprzowina potaniała o 4,1%. – Drób zawsze dobrze się sprzedaje, nawet przy lekkich podwyżkach. Jest w końcu najchętniej kupowanym rodzajem mięsa przez Polaków. Wieprzowina cieszy się mniejszą popularnością, bo jest droższym mięsem. Dopiero gdy jest przeceniania, ma szansę stać się atrakcyjniejszą opcją dla klientów – komentuje Bartłomiej Domański z Hiper-Com Poland.

Patrząc na poszczególne formaty, widać, że drób, sprzedawany luzem i paczkowany, najbardziej zdrożał w supermarketach – o 7,3%. W dyskontach poszedł w górę o 3,9%, a w sieciach typu convenience – o 0,9%. Natomiast w hipermarketach potaniał o 4,9%.

– Największe podwyżki w supermarketach można wyjaśnić chęcią zarobienia na tanim mięsie drobiowym w skupie. To zapewne pomaga sklepom w odrabianiu strat z początku pandemii. Natomiast spadek cen w hipermarketach można wytłumaczyć pogarszającą się sytuacją tego formatu. Obniżki są próbą wzmocnienia pozycji tego typu sklepów na rynku – uważa Michał Majszczyk z Hiper-Com Poland.

Z kolei dr Faliński stwierdza, że poszczególne formaty rozgrywają zróżnicowane warianty optymalizowania swojej obecności w rynku. Hipermarkety, dysponując dużą skalą zakupów i walcząc o utrzymanie klienta „uciekającego” do dyskontów, zaoferowały obniżki i przyspieszyły rotację drobiu. W kanale convenience wprowadzono minimalnie podwyżki, bo żywność jest tam stosunkowo droga. Supermarkety zdecydowanie postawiły na wizerunek „ekskluzywnych sklepów” i podniosły ceny nie tylko drobiu. Odwrotnością tego jest polityka dyskontów, które zawierzyły efektowi taniego koszyka.

– Rynek drobiu wciąż zmaga się z konsekwencjami kryzysu związanego z pandemią. Szczególnie daje znać o sobie ograniczona sprzedaż w kanale HoReCa. Należy też zauważyć, że pomimo pomniejszonej produkcji żywca w trakcie trwania izolacji społecznej, zapasy mrożonych artykułów w magazynach pozostały spore. To wszystko negatywnie wpływa na ceny w sklepach. Jeżeli w najbliższych miesiącach sytuacja w branży nie poprawi się, to nastąpią kolejne podwyżki – ostrzega Karol Kamiński z Grupy AdRetail.

Jak informuje Dariusz Goszczyński z Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej, branża jest teraz w głębokim kryzysie ze względu na COVID-19 oraz szereg innych czynników. Dlatego obecnie uzyskiwane przez hodowców ceny są najniższe od lat i nie zapewniają rentowności produkcji. Ekspert dodaje też, że prawdopodobnie czeka nas druga fala zachorowań. Jej skutki mogą być różne – od wprowadzanych obostrzeń do problemów z zachowaniem ciągłości pracy przy dużej liczbie chorych pracowników. Obecnie trudno jest przewidzieć, jaka będzie kondycja branży za kilka miesięcy i jak będą kształtowały się ceny w skupie oraz te końcowe w sklepach. Należy jednak pamiętać, że te drugie nie zależą od producenta, lecz dystrybutora.

– Jest też optymistyczny scenariusz. Na jesieni może zdarzyć się tak, że Polacy zauważą pogorszenie swojej sytuacji finansowej. Wówczas będą starali się zastąpić lepsze gatunki mięsa właśnie drobiem. Gdy wzrośnie popyt, sieci będą grały niskimi cenami na rynku, aby bardziej przekonać do siebie klientów. I wtedy mogą nie wprowadzać podwyżek – podsumowuje Karol Kamiński.

Analizę wykonali eksperci z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland oraz serwisu DING.pl. Porównane zostały ceny rabatowe obowiązujące od początku czerwca do końca sierpnia br. i w analogicznym okresie w ub.r. W sumie sprawdzono ponad 3,6 tys. akcji promocyjnych i blisko 1,6 tys. gazetek handlowych we wszystkich dostępnych na rynku dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sieciach convenience i cash&carry.

Rynek biurowy nie odpuszcza. Najwięcej umów w Warszawie, najmniej w Gdańsku

Według danych REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce, w ofercie wynajmu jest obecnie w całym kraju ponad 2,52 mln m kw. powierzchni biurowej, co ustanawia nowe maksimum tego wskaźnika dla roku 2020. Rynek jednak nie daje za wygraną, a najemcy podpisują umowy na nową powierzchnię.

Nowa wolna powierzchnia, ale i nowi Najemcy

Według danych REDD w ofercie wynajmu jest obecnie ponad 2,524,000 m kw. powierzchni biurowej, co ustanawia nowe maksimum tego wskaźnika dla roku 2020.REDD_1

— Analizując powyższe dane, warto zwrócić uwagę na dolny wykres słupkowy. Po dużych i nierównomiernych zmianach w okresie wakacyjnym, we wrześniu obserwujemy zbilansowane ruchy zwolnień powierzchni i nowych umów najmu, które w ujęciu dziennym poruszają się w zakresie -3500 do +3500 m kw. — mówi Judyta Bartnicka, analityczka REDD.REDD_2

Najwięcej umów w Warszawie, najmniej w Gdańsku

W okresie od 14 sierpnia 2020 roku do 14 września najwięcej nowych umów podpisano w Warszawie – w sumie sfinalizowano 212 transakcji. Drugi na liście liderów jest Wrocław z 45 transakcjami, a trzecie Katowice, gdzie podpisano 33 umowy.  Tylko 12 transakcji w ostatnim miesiącu sfinalizowano Gdańsku, tam również wolna powierzchnia czeka na Najemcę najdłużej, bo aż 291 dni.

Najszybciej wolna powierzchnia wynajmuje się w Katowicach, gdzie moduły czekają na nowego Najemcę jedynie przez 174 dni. W Krakowie to 214 dni, we Wrocławiu 227, w Poznaniu 268, a w Warszawie 285 dni.

Od kilku miesięcy próbujemy na bieżąco wyjaśniać zmieniającą się rzeczywistość na rynku nieruchomości biurowych w Polsce. Nasze analizy pokazują rzeczywistość taką, jaka jest, czarno na białym. Jako jedyni w Polsce obserwujemy rynek w czasie rzeczywistym, patrzymy na liczby zmieniające się z tygodnia na tydzień. Wykresy na podstawie tych liczb jasno pokazują, w którym miejscu jesteśmy. Skutki globalnej pandemii mogą mieć długofalowe i trudne do przewidzenia skutki dla rynku nieruchomości biurowych. Rzetelna obserwacja liczb może jednak pokazać przedstawicielom rynku, w którą stronę zmierzają biura — mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD_TRANSAKCJE

Wybory prezydenckie w USA wstrząsną światowymi giełdami?

Donald Trump od lipca traci w sondażach i w notowaniach bukmacherów, choć strata ta zmniejszyła się. Na rynku panował konsensus, że hossa będzie trwać przynajmniej do listopada. Oczywistym jest, że Trump będzie chciał utrzymać koniunkturę. Czy uda mu się utrzymać hossę do wyborów?

Inwestorzy giełdowi wolą, aby wybory w USA wygrał obecny prezydent. D.Trump odrabia straty, co widać po notowaniach u bookmacherów, które są bardziej istotne niż wyniki sondaży.

Na rynku akcji w USA utrzymują się dobre nastroje. Po ostatnim słabym tygodniu, nowy tydzień rozpoczął się od wzrostów. Najlepiej radził sobie technologiczny Nasdaq.

– Przyczyną tego, że amerykańskie giełdy biją rekordy jest przede wszystkim polityka Fed, ale inwestorzy chcieliby zobaczyć D.Trumpa jako prezydenta na drugą kadencję – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ich oczekiwania wynikają z tego, że D.Trump okazał się wielkim fanem koniunktury giełdowej i z wielu powodów jest uważany za osobę, która bardziej będzie sprzyjała rynkom finansowym niż jego kontrkandydat.

Obie partie są już po konwencjach wyborczych. Sondażowa różnica pomiędzy kandydatami zmniejsza się. D.Trump odrabia wcześniejsze straty.

Demokraci nie potrafili wykorzystać różnych nadarzających się okazji, aby wzmocnić pozycje swego kandydata. Z końcem lipca w USA skończył się okres bardzo hojnych dopłat do zasiłków dla osób poszkodowanych przez pandemię.

Stanowisko Demokratów dotyczące kontynuacji zasiłków potraktowano za zbyt agresywne i to ich wini się za to, że nie doszło do porozumienia w tej sprawie. Skutki tego widać po notowaniach bookmacherów. Są one bardziej istotne niż wyniki badań opinii publicznej, a to ze względu na system wyborczy w USA.

– Przed czterema laty rynki finansowe bardzo obawiały się D.Trumpa i na jego wybór zareagowały panicznie – przypomina ekspert XTB. – Teraz jest inaczej, inwestorzy obawiają się, że Demokraci wprowadzą podatek obciążający największe korporacje. Do największej nerwowości na rynkach dojdzie dopiero podczas nocy wyborczej.

Wsparcie systemowe kluczem rozwoju sektora MŚP w erze pandemii koronawirusa

Gospodarka rynkowa nie jest w stanie regulować się na bazie własnych mechanizmów – uważają uczestnicy panelu dyskusyjnego, który odbył się na Forum Ekonomicznym w Karpaczu w dn. 8-10 września 2020 r. Panel był poświęcony skutecznym metodom wsparcia oraz metodom stymulowania rozwoju sektora małych i średnich firm.

O kondycji sektora MŚP w Polsce opowiedział na wstępie Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. W jego opinii obecny stan wymaga pomocy rządu, ale w postaci zmian instytucjonalnych w prawie, które nie będą obciążać budżetu. Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców sformułowało w tym celu stosowny pakiet postulatów.

Zdaniem Abramowicza w przestrzeni publicznej potrzebna jest dyskusja na temat systemu ubezpieczeń dla przedsiębiorców, który czerpałby ze sprawdzonych rozwiązań zagranicznych. W wyniku dialogu z rządem udało się już wypracować pewne kroki, ale w ocenie rzecznika MŚP nie są one wystarczające.

Jak powiedział Marek Niedużak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, na tle innych krajów unijnych polska gospodarka ma bardzo duży udział sektora MŚP, co samo w sobie stanowi wyzwanie. Jako przykład projektu, który może poprawić warunki rozwoju sektora podał tzw. estoński CIT.

Rolę instytucji wsparcia systemowego dla sektora MŚP omówił Konrad Trzonkowski, prezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu. Zasiliły one realną sferę gospodarczą kwotą 135 mld zł, nie zaburzając realiów konkurencyjności. Zdaniem Trzonkowskiego gospodarka wolnorynkowa nie jest w stanie wyregulować się sama.

W ramach współpracy z sektorem MŚP w 2019 roku Agencja Rozwoju Przemysłu opracowała strategię, w ramach której przewidziano konieczność wsparcia przedsiębiorców w czasie kryzysu. Obecnie w ARP zrealizowano już wnioski pożyczkowe na łączną kwotę 700 mln zł. Agencja jest w stanie wprowadzić na rynek kolejne 1,7 mld zł.

Jak zachęcić przedsiębiorców do inwestycji? Zdaniem Przemysława Kurczewskiego, zastępcy dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, warunkiem koniecznym jest przewidywalność otoczenia zarówno pod względem finansowym, jak i prawnym. Proponowane regulacje prawne powinny mieć znacząco wydłużony okres konsultacji.

Stabilność prawa, jako czynnik sprzyjający inwestowaniu, potwierdził również rzecznik MŚP. Zdaniem Adama Abramowicza zmiany prawa nakładające obowiązki na przedsiębiorców, powinny mieć przynajmniej 6-miesięczne vacatio legis (okres między publikacją aktu prawnego, a jego wejściem w życie, który pozwala przygotować się do nowych przepisów).

O możliwych zmianach w strukturze gospodarki pod wpływem pandemii koronawirusa wspomniał Konrad Trzonkowski. W opinii zarządzającego ARP gospodarki odpowiednio zdywersyfikowane wychodzą z każdego kryzysu dużo lepiej. Stąd wsparcie punktowe czy stymulacja konkretnych branż wydaje się obecnie rozwiązaniem zbyt pochopnym.

W dyskusji pojawił się również wątek odpowiedniej pory do inwestycji w sektorze MŚP. W tym temacie wybrzmiało wspólne stanowisko świadczące o tym, że obecny czas podwyższonego ryzyka zdecydowanie temu nie sprzyja. Innowacyjność rodzimych firm bazuje również na budowaniu kompetencji i ten proces zdecydowanie warto podtrzymać.

Kryzys w branży gastronomicznej dopiero przyjdzie

Pandemia koronawirusa była dużym szokiem dla branży gastronomicznej – która została zmuszona do zamknięcia restauracji w modelu, w jakim działały dotychczas, czyli przyjmowania gości w lokalach. Stało się to właściwie z dnia na dzień – cały sektor nie był więc na to gotowy. W pierwszych tygodniach intensywnie pracowano nad transformacją modelu i sprzedażą w kanale tzw. delivery, czyli dostaw. Chociaż transformację tę, zwłaszcza w tak krótkim czasie można uznać za udaną, spadki przychodów były gigantyczne. Na początku panował duży strach – co przerodziło się jednak w dynamiczne działanie, planowanie i wdrażanie odpowiednich strategiiChociaż dzisiaj można założyć, że trwa etap wychodzenia z pandemii – nie wiadomo jak sprawy potoczą się dalej. Najtrudniej przewidzieć jednak to, jak zmienią się preferencje konsumentów. Jak zapowiadają eksperci, kryzys w branży gastronomicznej jeszcze przyjdzie.

– Obecnie lokale w ścisłym centrum Warszawy potrafią generować niższe przychody niż lokale w miastach, gdzie żyje 100-200 tysięcy mieszkańców – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Kołaszewski, członek zarządu Bobby Burger. – Ludzie unikają dużych skupisk, wolą siedzieć w ogródkach niż wewnątrz restauracji. Wybierają także lokalne miejsca w swojej dzielnicy, zamiast przemieszczać się do centrum. Niewiadomą pozostaje jednak, czy taki trend się utrwali. Niewiedza utrudnia planowanie w branży gastronomicznej – choćby pod kątem otwierania nowych lokali i budowania biznes planów. Prognozy zakładają negatywne scenariusze, w których kryzys dla branży ma wkrótce nadejść. Dotychczas można było już usłyszeć o zamknięciu kilku znanych restauracji. Dzięki rządowemu projektowi większość firm otrzymała wsparcie i środki finansowe, aby przetrwać ten czas. Pojawia się pytanie, jak sytuacja będzie wyglądała za 6-7 miesięcy. Być może przed branżą gastronomiczną są gorsze czasy – choć w dłuższej perspektywie szansą dla wielu może okazać się przerzedzenie i ostudzenie całego rynku. Przyciągał on wielu przedsiębiorców, a próg wejścia nie był wysoki. Obecne trudności i pandemia mogą ich nieco zniechęcić – analizuje Kołaszewski.

Krytyczni wobec eko marketingu, ale niekoniecznie wobec ekologii

Zielony marketing nie każdemu przypada do gustu. Niektórych nawet aktywnie irytuje. W dobie mody na ekologiczne przekazy 14% Polaków przejawia sceptycyzm wobec komunikacji pro-ekologicznej. Nie oznacza to jednak, że odwracają się oni od samej ekologii – wynika z drugiej edycji badania EKOBAROMETR Agencji Badań Rynku i Opinii SW Research.

Ekologia ze względu na swoje szerokie pojęcie i popularność w komunikatach marketingowych wzbudza w Polakach różne emocje i postawy społeczne, często bardzo skrajne. Chcąc bliżej przyjrzeć się nastawieniu polskiego społeczeństwa do tematów ekologicznych, Agencja Badań Rynku i Opinii SW Research rozszerzyła swój cykliczny projekt EKOBAROMETR o pytania dotyczące społecznego wymiaru ekologii. W oparciu o wyniki powstała mapa pięciu różnych osobowości ekologicznych– które zostały przez SW Research opisane jako:

  1. Eko Na Pokaz,
  2. Eko Entuzjaści,
  3. Eko Zagubieni,
  4. Eko Troskliwi
  5. Krytycy Ekomarketingu.

Ilu jest Krytyków Ekomarketingu i kim są? Tę osobowość można spotkać średnio u 14% mieszkańców Polski, co oznacza, że w całym społeczeństwie. grupa ta może liczyć między 4,2 a 6,5 mln osób.

Krytykami są częściej mężczyźni (58%).  Pod względem wieku czy klasy zamieszkania nie wyróżniają się szczególnymi charakterystykami na tle całego społeczeństwa.

Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Krytyk Ekomarketingu nie ma negatywnego stosunku do  ekologii jako takiej. Jego niechęć skierowana jest przede wszystkich w stronę zielonego marketingu, czyli przesadnego, jego zdaniem, nawiązywania do eko-motywów podczas komunikacji produktu czy usługi. Podejrzliwość i antypatia Krytyka przejawia się głównie w jego deklaracjach zakupowych. Na zakup produktu opatrzonego certyfikatem bio zdecydowałoby się tylko 31% Krytyków (Ogółem – 59%), a jedynie 20% osób z tego segmentu zwraca uwagę na ekologiczne opakowanie produktu (Ogółem – 49%). Również najmniej chętnie ze wszystkich segmentów Krytycy zapłaciliby więcej za odzież i obuwie wykonane z materiałów ekologicznych (15%, Ogółem  – 44%).

Nieufne spojrzenie tej grupy osób dostrzegalne jest również w podejściu do problemów ekologicznych. Rzadziej niż większość innych grup są zdania, że smog stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi (75%, Ogółem– 81%), a dwie trzecie Krytyków  sądzi, że obecny stan środowiska jest istotnym problemem (66%, Ogółem– 79%).

Slajd10 Slajd9Źródła obserwowanej nieufności do ekologii w komunikatach marketingowych należy upatrywać w dysonansie poznawczym rodzącym się w umysłach konsumentów na skutek otrzymywania sprzecznych komunikatów. Z jednej strony mogą oni bowiem odnieść wrażenie, że coraz więcej firm i instytucji staje się „eko”, z drugiej zaś niepokoją ich alarmujące doniesienia medialne o pogarszającym się stanie środowiska naturalnego i nieuchronnym zbliżaniu się ku ekologicznej katastrofie. Zestawienie tych dwóch nurtów, szczególnie w oczach uważnych i świadomych konsumentów sprawia, że niektórzy z nich nie chcą zaufać eko produktom, nie widząc ich realnego wpływu na środowisko – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.

Nie tacy straszni, jak się wydają

Osoby należące do segmentu Krytyków wykazują negatywne podejście do zielonego marketingu, ale w innych postawach ekologicznych są przykładnymi obywatelami. 90% osób z tego segmentu regularnie segreguje śmieci (Ogółem  – 84%), tyle samo gasi światło po wyjściu z pomieszczenia (Ogółem  – 83%), a 89% chodzi do sklepów z własnymi siatkami na zakupy (Ogółem  – 84%). Również 85% Krytyków stara się oszczędzać wodę przy każdej okazji (Ogółem – 81%).

Co ciekawe, 87% Krytyków Ekomarketingu kupuje energooszczędne żarówki LED-owe, kiedy mają taki wybór. Dla Ogółu odsetek ten wynosi 82% . Jest to nieliczny aspekt zakupów pro-ekologicznych, gdzie Krytycy Ekomarketingu zanotowali wynik wyższy niż dla Ogółu.

Slajd11

Niechęć do komunikatów ekologicznych nie przekłada się negatywnie na drobne działania tego segmentu na rzecz środowiska. Zastanawiające są dla nas powody, dla których wykonują dane czynności – komentuje Zimolzak. Jak widać na przykładzie energooszczędnych żarówek, przy zakupach kierują się częściej innymi czynnikami niż ekologia, a to, że przyczyniają się dzięki swoim zakupom do ochrony środowiska jest efektem pośrednim. Warto zatem przekazywać takim osobom inne zalety produktów, niż tylko skupiać się na ich aspektach pro-ekologicznych.

Opis badania

Badanie ma charakter cykliczny (trackingowy). Prezentowane wyniki dotyczące obszaru społecznego są sumą dwóch pomiarów zrealizowanych przez SW RESEARCH w czerwcu (4-24.06.2020 r.) oraz w marcu (2-24.03.2020 r.) metodą wywiadów on-line (CAWI). W ramach badania przeprowadzono w sumie 2 991 ankiet (Pomiar II – 1 515, Pomiar I – 1 476) z użytkownikami panelu badawczego SW Panel. Realizacja kolejnej fali planowana jest we wrześniu 2020 r.

O projekcie

Projekt EKOBAROMETR to cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia. Jedną z nich jest wymiar społeczny, ukazujący m.in. jak Polacy podchodzą do ekologii jako takiej i jak różnią się między sobą ich postawy wobec środowiska. Drugą sferą jest obszar komunikacji marketingowej, ukazujący m.in. jak konsumenci odbierają reklamy wykorzystujące motywy ekologiczne.

EBC utrzymuje łagodny kurs polityki pieniężnej

Europejski Bank Centralny, po posiedzeniu rady prezesów w czwartek (10.09.2020), zgodnie z oczekiwaniami analityków utrzymał dotychczasowy ultra łagodny kurs polityki pieniężnej w strefie euro. Stopa depozytowa pozostała na poziomie -0,4%, nie zmieniono również łącznej kwoty programu nadzwyczajnych zakupów w czasie pandemii (PEPP). Bank będzie kontynuował także program skupu aktywów (APP) w niezmienionej skali w wysokości 20 mld EUR miesięcznie. Jednym z najważniejszych argumentów dla tej decyzji okazała się nowa projekcja EBC, w której Europejski Bank Centralny przedstawia lepszy niż przed kwartałem scenariusz makroekonomiczny.

Po raz kolejny Superfund Alternatywny odnotowuje solidny wynik w skali tygodnia +1,75%. Fundusz ten wciąż jest jednym z najlepszych funduszy otwartych w tym roku pod względem stopy zwrotu, od początku roku zarobił 44,76%.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała lekki wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG w skali tygodnia zyskał na wartości 0,43%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zarobiły 0,84%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień z lekkim spadkiem: sWIG80 osłabił się o 1,64%, a mWIG40 o 0,36%.

W bieżącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona zarówno na danych i wiadomościach z USA, jak i z Polski. We wtorek (15.09.2020) poznamy dane dotyczące produkcji przemysłowej w USA, inflacje CPI w Polsce oraz decyzje Rady Polityki Pieniężnej RP w sprawie stóp procentowych. W środę (16.09.2020) poznamy dane o sprzedaży detalicznej w USA oraz decyzje FOMC w sprawie stóp procentowych. W czwartek (17.09.2020) będą opublikowane dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniu w Polsce. Poza tym poznamy liczbę nowych pozwoleń na budowę domów w USA. W piątek (18.09.2020) nadejdzie kolej danych o produkcji przemysłowej w Polsce oraz salda rachunku bieżącego w USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Giełdowy debiut Allegro może być największym w historii. Grupa zapowiada dalszy rozwój programu Smart! i Allegro Pay

Grupa Allegro, gigant polskiego e-commerce, ogłosiła zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej swoich akcji, która będzie skierowana do inwestorów instytucjonalnych i detalicznych. Według ekspertów jej giełdowy debiut może być największym w historii warszawskiego parkietu. Allegro chce pozyskać z emisji akcji ok. 1 mld zł, co pozwoli spółce spłacić część zadłużenia, wzmocnić pozycję finansową i wspomóc plany rozwoju. Jej strategia zakłada dalsze inwestycje w obsługę kupujących i sprzedawców, lecz grupa nie wyklucza też międzynarodowej ekspansji.

– Allegro jest w Polsce bardzo lubianą marką. Około 12 mln Polaków robi tu zakupy, mamy ponad 100 tys. sprzedawców – małych i średnich przedsiębiorstw, które codziennie prowadzą sprzedaż. Dlatego wejście na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych jest dla Allegro naturalnym krokiem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes François Nuyts, prezes zarządu Allegro.

Gigant polskiego rynku e-commerce w ciągu ostatnich 20 lat przekształcił się z lokalnego start-upu w dużego, europejskiego gracza. Niedawno z blisko 194 mln odsłon miesięcznie Allegro weszło do dziesiątki największych serwisów e-commerce na świecie. W Polsce firma ma 3-proc. udział w całym krajowym rynku handlu detalicznego, wartym ok. 621 mld zł. Szacunki zakładają, że do 2024 roku jego wartość wzrośnie już do 724 mld zł (czyli ponad 180 mld dol.).

To stwarza znaczące możliwości zwiększania udziału w wydatkach konsumentów zwłaszcza że Polska jest jednym z najszybciej na świecie rosnących rynków e-commerce i wciąż ma duży potencjał wzrostu.

– To dobry moment, aby Allegro zadebiutowało na giełdzie. Obecność na GPW od początku wydawała się naturalnym krokiem. Nasi obecni inwestorzy to trzy fundusze private equity, które dokonały przejęcia Allegro około czterech lat temu. Ich inwestycje trwają zwyczajowo od czterech do sześciu lat – mówi François Nuyts. – Nadal jednak będą posiadać udziały w Allegro i będą nas wspierać w dalszych inwestycjach i rozwoju działalności. Nic się nie zmienia w kwestii naszego zaangażowania w poprawę jakości obsługi klienta, która odpowiada za sukces w perspektywie długoterminowej.

Według ekspertów planowane jesienią IPO spółki będzie jednym z największych w historii warszawskiego parkietu. Allegro chce pozyskać z emisji akcji ok. 1 mld zł, co pozwoli spółce zredukować dźwignię finansową i spłacić część zadłużenia. Inwestorom indywidualnym zostanie przydzielone ok. 5 proc. łącznej liczby oferowanych akcji.

– Ograniczenie zadłużenia umożliwi nam dalsze inwestycje związane z rozwojem działalności – np. intensyfikację działań związanych z Allegro Smart! i Allegro Pay. Ten krok otworzy nam też drogę do potencjalnych fuzji i przejęć – wskazuje prezes zarządu Allegro.

Technologiczna firma może się pochwalić znacznym tempem wzrostu przychodów, rentowności i przepływów. Wartość produktów sprzedanych za pośrednictwem platformy (GMV) w ubiegłym roku sięgnęła 22,8 mld zł (czyli ok. 5,7 mld dol.) – co stanowiło wzrost o 25,4 proc. w porównaniu do tempa wzrostu wynoszącego ok. 16 proc. w pozostałej części segmentu e-commerce w Polsce. Przychody netto spółki w ubiegłym roku wzrosły zaś o ponad 30 proc. Z kolei w I połowie tego roku oba te wskaźniki (GMV i przychody netto) wzrosły już o ponad 50 proc.

Prezes zarządu Allegro François Nuyts podkreśla, że szybki wzrost to zasługa inwestycji w wysoki poziom obsługi i satysfakcji kupujących i sprzedawców, które spółka zamierza kontynuować. Grupa podała, że nie wyklucza też międzynarodowej ekspansji.

– Debiut na giełdzie w najbliższej perspektywie nie przyniesie dla konsumentów żadnych zmian. Natomiast w średnio- i długoterminowej perspektywie oznacza, że podwajamy wysiłki i podejmujemy dalsze inwestycje w działalność. Są więc pewne pośrednie skutki – będziemy nadal prowadzić intensywną rekrutację, inwestować w programy takie jak Smart!, Allegro Pay i wiele innych. Chodzi o doświadczenia klientów, którzy wchodzą na stronę Allegro – każdego dnia muszą być coraz lepsze. Kontynuujemy też inwestycje i rozwój narzędzi dla handlowców, aby mogli rozwijać swoją działalność. Dzięki programowi Smart! ich sprzedaż znacznie wzrosła, również liczba produktów sprzedawanych jednorazowo – podkreśla.

Według firmy analitycznej SimilarWeb Allegro pod względem miesięcznej liczby wizyt zalicza się do 100 największych portali internetowych na świecie.

– Jesteśmy dość nietypowi, ponieważ większość podobnych firm na świecie stawia na rozwój własnej sprzedaży. My natomiast dążymy do zwiększania sprzedaży podmiotów korzystających z naszej platformy i dawania im narzędzi, aby mogli szybko dostarczać produkty klientom i dzięki temu się rozwijać. To jedna z charakterystycznych cech Allegro, która czyni je niezwykłym na skalę światową – przekonuje François Nuyts.

Grupa Allegro jest właścicielem największej w Polsce porównywarki cenowej Ceneo.pl (średnio 21 mln użytkowników miesięcznie, 600 mln wizyt w ub.r.) oraz platformy handlowej Allegro.pl. Ta jest niekwestionowanym liderem polskiego rynku e-commerce – wartość jej sprzedaży w 2019 roku była 12-krotnie wyższa niż największego konkurenta online. Allegro.pl dysponuje bazą 12,3 mln aktywnych kupujących i 117 tys. sprzedających. Co miesiąc platformę odwiedza średnio ok. 20 mln internautów, czyli ponad 75 proc. wszystkich użytkowników internetu w Polsce, którzy w sumie generują ok. 380 mln wizyt miesięcznie i zawierają średnio 32 mln transakcji.

Miasta przechodzą cyfrową rewolucję. Będzie przybywać inteligentnych biurowców i galerii handlowych

COVID-19 może przyspieszyć cyfrową transformację w budownictwie i realizację idei inteligentnych miast. Biurowce, ale także galerie handlowe czy budynki użyteczności publicznej są użytkowane mniej intensywnie. To oznacza konieczność zminimalizowania wszystkich kosztów związanych m.in. z ich ogrzewaniem, klimatyzowaniem albo oświetleniem. W budynkach, w których pracownicy wrócili już do pracy stacjonarnej, potrzebne są nowe funkcjonalności zapewniające większe bezpieczeństwo zdrowotne. Do tego służą inteligentne systemy automatyki budynkowej oparte na internecie rzeczy, a popyt rynkowy na takie rozwiązania w ostatnich miesiącach rośnie.

– Inteligentne budynki są wyposażone w cały szereg urządzeń internetu rzeczy, które komunikują się ze sobą lub z oprogramowaniem zarządzającym, są w stanie dokonywać pomiarów zachodzących procesów i otoczenia, a także reagować na komendy albo automatycznie realizować określone funkcje. Wszystko to daje nam możliwość zwiększenia funkcjonalności takiego budynku, co przekłada się na komfort jego użytkowania, zwiększenie efektywności wykorzystania i spadek związanych z tym kosztów – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric na Klaster Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy.

Liczba maszyn, czujników i kamer podłączonych do internetu rzeczy stale rośnie. Według szacunków IDC w 2025 roku do IoT będzie podłączonych już 41,6 mld urządzeń, generujących 79,4 zetabajtów (ZB) danych. Z kolei serwis Statista podaje, że do 2023 roku globalne wydatki na IoT mają sięgnąć już łącznie 1,1 bln dol., co czyni go jednym z najszybciej rozwijających się trendów technologicznych. Największy potencjał rozwoju internet rzeczy ma m.in. w przemyśle, telemedycynie czy właśnie inteligentnych budynkach. Według prognoz analityków MarketandMarkets rynek inteligentnych budynków będzie się rozwijał w najbliższych latach w tempie blisko 12 proc. średniorocznie i osiągnie w 2024 roku wartość niemal 106 mld dol.

– Dane to waluta XXI wieku, coraz większe liczby urządzeń są w stanie komunikować się między sobą i podlegają automatycznej regulacji. Wygrywają te firmy, które te ogromne ilości danych potrafią zamienić na użyteczne informacje, które np. poprawią efektywność działania i produktywność procesów przemysłowych w budynku. Mowa nie tylko o oszczędzaniu np. energii, ale też o lepszej funkcjonalności i komforcie użytkowników – mówi Jacek Łukaszewski.

Internet rzeczy pozwala w inteligentnym budynku monitorować wszystkie systemy i sterować nimi: m.in. klimatyzacją i wentylacją, windami, oświetleniem, systemem kontroli dostępu czy telewizji dozorowej. Urządzenia i czujniki gromadzą i przetwarzają dane z różnych źródeł, reagując na zmiany w czasie rzeczywistym, tak aby uzyskać optymalne zużycie energii, mediów albo poprawić komfort w budynku.

Jak podkreśla prezes Schneider Electric MEE, pandemia SARS-CoV-2 zwiększyła rynkowe zapotrzebowanie na rozwiązania z obszaru smart buildings. Gros firm oddelegowało swoich pracowników do pracy zdalnej, a niektóre z nich testują model pracy hybrydowej. Biurowce, galerie handlowe czy budynki użyteczności publicznej są użytkowane mniej intensywnie albo wciąż są przynajmniej częściowo puste. To oznacza konieczność zminimalizowania  wszystkich kosztów związanych m.in. z ich ogrzewaniem, klimatyzowaniem albo oświetleniem.

– Jeżeli inteligentny budynek jest w stanie to regulować sam, to bardzo dobrze. Jeżeli nie, to wszystko staje się bardzo kosztowne – tłumaczy. – Pandemia wymusza też ograniczanie kontaktów, dystansowanie społeczne, a więc i bezkontaktową obsługę wszystkich instalacji. Tu pomocne są technologie obsługi głosowej czy urządzenia zbliżeniowe. Popyt na nie ostatnio rośnie. Nie można też zapomnieć o jakości powietrza, bo SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową, a więc instalacje dystrybucji powietrza, wentylacji i klimatyzacji, w które wyposażona jest większość nowoczesnych budynków, muszą minimalizować ewentualne rozprzestrzenianie się wirusa.

Schneider Electric, specjalizujący się w cyfryzacji zarządzania energią i automatyzacji procesów przemysłowych, podłączył do internetu rzeczy popularnie stosowane m.in. w biurowcach, fabrykach czy hotelach systemy BMS (Building Management Systems – zintegrowane systemy komputerowe, czuwające nad działaniem najważniejszych podsystemów budynkowych). Są one znane na rynku od dość dawna, ale podłączenie ich do IoT pozwala na zintegrowaną komunikację wszystkich podsystemów w czasie rzeczywistym i zdalne sterowanie nimi nawet z poziomu aplikacji mobilnej w smartfonie.

– Nasza architektura dedykowana internetowi rzeczy nazywa się EcoStruxure i pozwala na wdrażanie tego typu instalacji w szerokiej skali, nie tylko w budynkach, ale też w zakładach przemysłowych, centrach przetwarzania danych czy wreszcie w całych miastach – mówi prezes Schneider Electric MEE.

EcoStruxure Building to system BMS oparty na IoT, którego możliwości są uzależnione tylko od potrzeb branży bądź konkretnego budynku. Pozwala m.in. wykrywać usterki i je usuwać, optymalizować zarządzanie przestrzenią w biurowcach, minimalizować koszty zużycia mediów i obsługi obiektu. Dzięki temu budynek staje się bardziej ekologiczny, przyjazny i efektywny kosztowo.

– Przykładowo, gdy wjeżdżamy do garażu czy wchodzimy do biura, oświetlenie i klimatyzacja są automatycznie dostosowywane. Nadzór nad wykorzystaniem powierzchni biurowej, jej oświetleniem czy ociepleniem w zależności od pory roku też odbywa się automatycznie. Cały szereg usług cyfrowych czy instalacji w budynku jest możliwy dzięki automatyzacji i internetowi rzeczy – wymienia Jacek Łukaszewski. – Skuteczne wdrożenie takiego systemu IoT w dużej skali, tak aby uzyskać maksymalny zwrot z inwestycji i nie przeinwestować, nie jest łatwe. Wymaga sprawdzonego, doświadczonego partnera, ale efektem jest poprawa komfortu, efektywności działania i obniżenie kosztów operacyjnych.

Pokazują to też dotychczasowe wdrożenia. W szanghajskim Huashan Hospital wprowadzenie takich cyfrowych rozwiązań pozwoliło scentralizować systemy klimatyzacji i oświetlenia. Efekt to niższe koszty, większa o 20 proc. efektywność zarządzania obiektem i ograniczenie zużycia energii o 18 proc. Z kolei wdrożenie rozwiązań EcoStruxure Schneider Electric w wybranych hotelach Marriott przełożyło się na spadek zużycia energii średnio o 10–15 proc.

– Nie można zapominać o śladzie węglowym. Efektywny energetycznie budynek, czyli taki, który samodzielnie wytwarza energię ze źródeł odnawialnych albo korzysta z niej w najbardziej efektywny sposób, jest nie tylko tańszy w eksploatacji, ale i  przyjazny dla środowiska, realizuje funkcje komfortu w sposób zrównoważony – zaznacza prezes Schneider Electric MEE.

Optymalizacja zużycia energii w budynkach to jeden z filarów globalnej transformacji energetycznej, na którą mocny akcent stawia obecnie UE. Europejski Zielony Ład zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) cyfryzacja i wprowadzenie inteligentnych rozwiązań może obniżyć całkowite zużycie energii w budynkach mieszkalnych i komercyjnych o 10 proc. do 2040 roku.

Ekologia zdominowała rynek opakowań. W najbliższych latach nie wyprze jednak tworzyw sztucznych

Na rynku pojawia się coraz więcej biodegradowalnych i kompostowalnych opakowań. Producenci w ten sposób chcą nadążyć za modą na ekologię. – Pomimo tego w ciągu najbliższych kilku lat plastik nie zniknie całkowicie z rynku opakowań. Wygoda jego użytkowania przewyższa na razie aspekty ekologiczne – mówi Beata Pyś-Skrońska, zastępca dyrektora w Polskiej Izbie Opakowań.

Jednym z wiodących na rynku trendów jest ekologia i opakowania również muszą za nim nadążać. W związku z tym pojawiają się pewne zmiany w projektowaniu opakowań, rozwiązania, które producenci muszą wprowadzić, żeby zadowolić konsumentów, spełnić ich oczekiwania wobec produktów i opakowań – mówi agencji Newseria Biznes Beata Pyś-Skrońska. – Klienci chcą odchodzić od tworzyw sztucznych. Na razie jest to bardziej widoczne w deklaracjach niż faktycznych zakupach.

Jak podkreśla, pandemia koronawirusa sprawiła, że względy ekologiczne zostały nieco odsunięte na boczny tor.

– Konsumenci bardziej skupili się na bezpieczeństwie. Woleli kupić np. wędlinę zapakowaną w plastikowe pudełko niż z lady w sklepie, jeżeli mieli taką możliwość – mówi zastępca dyrektora w Polskiej Izbie Opakowań. – Ekologiczny kierunek na pewno będzie jednak zyskiwał na znaczeniu.

Zmiany są napędzane nie tylko przez wymagania konsumentów, ale także legislację Unii Europejskiej związaną z wprowadzaniem gospodarki o obiegu zamkniętym. (GOZ). Chodzi o minimalizowanie ilości odpadów i maksymalizowanie ponownego wykorzystania opakowań. To oznacza, że zmiany najmocniej odczują producenci opakowań z tworzyw sztucznych i jednorazowego użytku. Nowy system ROP (rozszerzonej odpowiedzialności producentów), nad którym trwają w Polsce prace, będzie łączył przydatność opakowania do recyklingu z kosztami wprowadzenia go na rynek. To w przypadku niektórych opakowań będzie oznaczało nawet 20–30-krotny wzrost opłat dla producentów. Analitycy Santander Bank Polska i SpotData oszacowali, że dostosowanie do zmian związanych z promowaniem GOZ będzie wymagało inwestycji rzędu 2–4 mld zł.

Wiele firm dziś skupia się na tym, aby wytwarzać opakowania z surowców pochodzenia naturalnego i odchodzić od tworzyw ropopochodnych. Również klienci coraz częściej oczekują opakowań biodegradowalnych i kompostowalnych, szczególnie takich, z których kompost można zrobić w domu, mających certyfikat Home Compost.

– Drugim kierunkiem w trendzie ekologicznym jest odchudzanie opakowań, czyli producenci starają się zużyć jak najmniej surowca, np. butelki są coraz cieńsze i lżejsze. To nie dotyczy tylko tworzyw sztucznych. Producenci tektury już szukają takich rozwiązań, aby zachować te same parametry, natomiast zużyć jak najmniej surowca pierwotnego – mówi Beata Pyś-Skrońska.

Zgodnie z unijnymi wytycznymi gospodarka odpadami opakowaniowymi nie powinna ograniczać się do ich zbierania i ponownego zagospodarowania. Bardzo istotny jest etap projektowania opakowań z uwzględnieniem kwestii środowiskowych oraz zapewnieniem ich przydatności do recyklingu.

Ekoprojektowanie będzie się teraz na pewno bardzo mocno rozwijało. Jeżeli nie możemy zmienić materiału na biodegradowalny, to musimy tak zrobić opakowanie, aby było jak najbardziej przyjazne do recyklingu i ponownego wykorzystania. Tutaj się pojawiają przede wszystkim takie rozwiązania jak opakowania z materiałów jednomateriałowych, z jednego rodzaju tworzywa, dzięki czemu opakowanie jest łatwiejsze do recyklingu. Ewentualnie, co jest poniekąd wymagane przepisami, ale jest to też zabieg marketingowy, pokazujemy, że nasze opakowanie jest w 50 proc. zrobione z recyklatu, czyli z materiału, który już wcześniej został zrecyklingowany, i w ten sposób pomagamy środowisku – wyjaśnia ekspertka Polskiej Izby Opakowań.

Pomimo coraz większego zainteresowania ekologicznymi rozwiązaniami opakowania z tworzyw sztucznych nie znikną szybko z rynku. Przykładowo na rynku żywności i napojów stanowią one 42 proc. rynku. Są wśród nich zarówno tradycyjne (ropopochodne), jak i otrzymywane z biosurowców (w śladowych wielkościach). Drugie w kolejności opakowania z papieru i tektury odpowiadają za 26 proc.

– Ogromną przewagą opakowań z tworzyw sztucznych jest fakt, że są lekkie i wygodne. W tej chwili kładzie się silny nacisk na ich recykling, ale w przyszłości może uda się znaleźć inne materiały, które pozwolą pozbyć się plastiku. Trudno wyrokować, czy całkowicie będziemy z niego rezygnować, czy znajdziemy inne rozwiązania, które pozwolą z niego korzystać bezpiecznie i bez szkody dla środowiska. Można jednak powiedzieć na pewno, że w ciągu najbliższych kilku lat plastik nie zniknie całkowicie z rynku – mówi Beata Pyś-Skrońska.

Oczekiwania klientów wpływają także na inne aspekty opakowań.

– Zmienia się model życia, coraz więcej mamy jednoosobowych gospodarstw domowych, więc w przypadku wielu produktów wystarczy niewielkie opakowanie, na przykład na jedną porcję sałatki – mówi ekspertka Polskiej Izby Opakowań. – Do tego opakowania są dostosowywane do wymagań osób starszych, które oczekują tego, żeby można je było łatwo otwierać i zamykać.

Polska Izba Opakowań szacuje, że rynek opakowań w Polsce jest wart 45 mld zł. Stanowi on ok. 1 proc. światowego rynku, natomiast na tle innych notuje wyraźne wzrosty. W 2019 roku było to ok. 6 proc.

Epigenetyka przyczyni się do lepszego zrozumienia mechanizmów powstawania chorób cywilizacyjnych. Już za kilka lat pozwoli opracować skuteczniejsze leki

Epigenetyka pozwoli lepiej zrozumieć czynniki determinujące występowanie chorób cywilizacyjnych, a więc i umożliwi skuteczniejsze ich leczenie – twierdzą eksperci. Już dziś pozwala tworzyć leki wykorzystujące mechanizm umożliwiający dostarczanie substancji bezpośrednio do chorych komórek. Dzięki niej będzie też można z nawet dwuletnim wyprzedzeniem stwierdzać ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2.

– Epigenetyka jest dziedziną nauki, która bardzo dynamicznie się rozwija. Naukowcy są coraz bardziej zainteresowani procesami, które zachodzą wokół DNA. Już od jakiegoś czasu wiemy, że informacja zapisana w sekwencji DNA nie jest wystarczająca. Sekwencja to jedno, ale to, co się wokół tego DNA dzieje, wszystkie procesy, które regulują produkcję białek, są co najmniej tak samo istotne. Dużo większa ilość informacji jest zawarta w epigenetyce niż w samej sekwencji DNA – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Marcin Kruczyk, prezes Genegoggle.

W obrębie zainteresowań epigenetyków znajduje się badanie ekspresji genów niezwiązanej ze zmianami w sekwencji nukleotydów w DNA. Procesy takie mogą być modyfikowane przez czynniki zewnętrzne oraz podlegać dziedziczeniu. Poznanie ich mechaniki pomoże lepiej zrozumieć to, w jaki sposób powstają niektóre choroby.

– To jest nowa dziedzina. Bardzo dynamicznie i w bardzo dużych ilościach powstają teraz nowe metody zarówno pozyskiwania danych z dziedziny epigenetyki, jak i analizy tych danych. Widzę wielką przyszłość przed tym obszarem, przed tą nauką i uważam, że największe wyzwania, które stoją przed medycyną, większość odpowiedzi na pytania, które mamy, znajduje się właśnie w procesach epigenetycznych – przekonuje dr Marcin Kruczyk.

Zespół ekspertów z Genegoggle opracował mechanizm, który pozwala na dostarczanie leków wprost do komórek nowotworowych. Istotą jego działania jest możliwość tworzenia cząsteczek, które wiążą się w sposób wybiórczy właśnie z komórkami rakowymi. Cząsteczki te spełniają rolę transportera substancji czynnej leku. Dzięki temu mechanizmowi choroba nie jest leczona ogólnoustrojowo, co jest bardzo obciążające dla chorego, lecz selektywnie.

– Są choroby zakaźne, w których główną rolę odgrywają bakterie i wirusy, ale są też takie choroby cywilizacyjne, o których nie wiemy, skąd się biorą. Takimi chorobami są np. cukrzyca, alzheimer i wiele innych, również nowotwory. W związku z tym, że do tej pory nie udało się znaleźć odpowiedzi na pytania, skąd te choroby się biorą, jak one działają, a przynajmniej odpowiadanie na nie jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie, to ze względu na to, jak duża ilość informacji znajduje się w procesach epigenetycznych, w nich upatruje się szansę na to, żeby te odpowiedzi znaleźć – mówi prezes Genegoggle.

Naukowcy z Niemieckiego Centrum Badań nad Cukrzycą w Monachium opublikowali w ubiegłym tygodniu wyniki badań, z których wynika, że zmiany epigenetyczne w wysepkach Langerhansa trzustki można wykryć u pacjentów na kilka lat przed rozpoznaniem cukrzycy typu 2. Zmiany te są odpowiedzialne za zmienioną aktywność metylacyjną określonych genów, która różni się od tej występującej u osób zdrowych. Odkrycie to może pomóc w opracowaniu markerów diagnostycznych cukrzycy typu 2. Naukowcy chcą teraz zbadać, czy diety lub niektóre leki mogą korygować niekorzystne wzorce metylacji DNA. Chcą również ustalić, czy zidentyfikowane markery różnią się od siebie w różnych grupach cukrzycy.

– Nadal jesteśmy na początku tej drogi. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych 10 lat zaczną się pojawiać leki, i  byłbym gotowy pójść o zakład, że pojawią się metody wykorzystujące procesy i zjawiska epigenetyczne – przewiduje dr Marcin Kruczyk.

Analitycy z Market Data Forecast szacują, że rynek epigenetyki osiągnie w 2020 roku wartość 784 mln dol., a do 2025 roku wzrośnie do niemal 1,5 mld dol.

Sztuczna inteligencja wkracza do przemysłowych systemów bezpieczeństwa. Polski start-up opracował system wczesnego ostrzegania przed cyberzagrożeniami

Technologie z zakresu uczenia maszynowego znajdują zastosowanie w systemach bezpieczeństwa projektowanych z myślą o wykorzystaniu w obiektach infrastruktury krytycznej. Sztuczna inteligencja ułatwia monitorowanie w czasie rzeczywistym dużych zasobów danych oraz błyskawiczne wykrywanie anomalii w ruchu sieciowym. Do grona dostawców rozwiązań tego typu dołączył polski start-up ICsec, który przygotował pierwszy w Europie system do wczesnego wykrywania zagrożeń w sieciach przemysłowych.

– Scadvance służy do wykrywania i ostrzegania użytkownika o niepożądanych zjawiskach oraz sytuacjach sieciowych, które występują w danym przedsiębiorstwie. To rozwiązanie hardware’owe i software’owe wykorzystuje polską myśl technologiczną, produkowane jest w Polsce, wykorzystuje metody machine learningu, jak i sztucznej inteligencji. Scadvance to pierwszy w Europie system, który wykrywa zagrożenia w sieciach przemysłowych i konkuruje z amerykańskimi i izraelskimi rozwiązaniami – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Juszczyk, prezes ICsec.

Wiele spośród współcześnie funkcjonujących systemów infrastruktury krytycznej powstało w czasach przedinternetowych i dopiero po latach zostało podpiętych do globalnej sieci. W związku z tym część firm z sektora przemysłowego jest szczególnie narażona na atak ze strony cyberprzestępców, którzy potrafią wykorzystać luki w przestarzałym oprogramowaniu. W odpowiedzi na zagrożenie ze strony cyberprzestępców wyspecjalizowanych w atakach na infrastrukturę krytyczną powstały systemy wykrywania i zapobiegania włamaniom pokroju Scadvance.

Rozwiązania tego typu są w stanie wykryć anomalie sieciowe, które mogą być pierwszymi oznakami ataku wymierzonego w sektor przemysłowy, a co za tym idzie, stanowią system wczesnego ostrzegania przez zagrożeniem.

– Scadvance od strony technicznej to sonda podpinana do sieci przemysłowej, która pasywnie, nie ingerując w daną sieć, podsłuchuje ruch w jej obrębie. Poprzez mechanizmy sztucznej inteligencji analizuje dane i stwierdza, czy sieć pracuje w sposób standardowy, czy nastąpiły jakiekolwiek anomalie – tłumaczy ekspert.

Tym, co odróżnia rozwiązanie ICsec od klasycznych systemów bezpieczeństwa, jest sposób analizowania danych. Polski system monitoruje ruch wewnątrz sieci przemysłowej, a nie na jej brzegu, co umożliwia kontrolowanie informacji wymienianych między wszystkimi komputerami oraz urządzeniami wchodzącymi w skład automatyki przemysłowej. Dzięki wsparciu ze strony algorytmów sztucznej inteligencji Scadvance jest w stanie wychwycić podejrzane działania wewnątrz sieci, które mogą świadczyć o tym, że doszło do jakiegoś niepożądanego incydentu.

W rozwoju zaawansowanych systemów bezpieczeństwa pomóc może również Komisja Europejska, która nawołuje do wypracowania unijnej strategii rozwoju sektora sztucznej inteligencji. W ramach programu Horyzont 2020 przeznaczyła na finansowanie badań nad wykorzystaniem sztucznej inteligencji w przemyśle 1,5 mld dol. i zapowiedziała dalsze wspieranie tego sektora gospodarki za pośrednictwem programów Horyzont Europa oraz Cyfrowa Europa.

– Scadvance można wykorzystać w sieciach przemysłowych, energetycznych, elektrowniach, elektrociepłowniach czy zakładach wodociągowych. Ma kluczowe znaczenie w kontekście infrastruktury krytycznej, ponieważ pomaga monitorować incydenty i podejmować na ich podstawie decyzje osobom związanym z zarządzaniem ryzykiem danego przedsiębiorstwa. Rozwiązanie jest wdrożone w czterech miejscach, czekamy na kolejnych klientów, mamy podpisane kolejne dwie umowy na wdrożenia – wskazuje Robert Juszczyk.

Bezpieczeństwo sieci 5G kluczowe dla funkcjonowania państwa. Wymaga rygorystycznej certyfikacji krytycznych elementów infrastruktury

Jeszcze w tym roku ma odbyć się aukcja na częstotliwości sieci 5G, tymczasem trwa proces tworzenia ram prawnych w zakresie budowy jej infrastruktury. Kwestie bezpieczeństwa będą regulowane m.in. dzięki nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Nowe przepisy pozwolą wykluczyć z procesu budowy sieci 5G w Polsce niezaufanych dostawców, którzy będą podlegać ocenie m.in. premiera. – Pewniejszym rozwiązaniem jest postawienie bardzo konkretnych i ostrych wymagań związanych z bezpieczeństwem i kontrolą elementów sieci 5G, np. poprzez certyfikację krytycznych składników infrastruktury – ocenia Piotr Muszyński, doradca prezydenta Pracodawców RP ds. telekomunikacji. Podobne regulacje wprowadziły m.in. Niemcy.

Według zapowiedzi Ministerstwa Cyfryzacji i Urzędu Komunikacji Elektronicznej jeszcze przed końcem 2020 roku powinna zostać ogłoszona w Polsce aukcja na najbardziej interesujące operatorów pasmo sieci 5G 3,4-3,8 GHz. Tymczasem Polska jest w trakcie tworzenia ram prawnych dotyczących bezpieczeństwa sieci nowej generacji. Regulacje zostaną zawarte m.in. w nowelizowanej ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która obecnie znajduje się w fazie konsultacji. W ustawie wprowadzone zostaną kryteria, które musi spełnić tzw. zaufany dostawca sieci telekomunikacyjnych, aby jego  rozwiązania mogły być wykorzystywane przy budowaniu sieci 5G.

– Dyskusje medialne na temat budowy sieci 5G koncentrują się głównie na wątku politycznym, czy chińscy dostawcy zostaną wykluczeni z dostaw 5G. Pada też pytanie, czy ewentualnie operatorzy będą musieli usunąć ze swych istniejących sieci znaczną część działających urządzeń. To drugie jest praktycznie niewykonalne. Obecnie bowiem rozwój sieć 5G odbywa się głównie w oparciu o tzw. architekturę non-standalone, czyli taką, która jest powiązana z siecią poprzedniej generacji 4G.  A operatorzy w Polsce w bardzo szerokim zakresie rozwijając sieci LTE opierali się na technologii Huawei – wskazuje Piotr Muszyński, prezes Fixmap, doradca Prezydenta Pracodawców RP ds. Telekomunikacji.

Dla operatorów wymiana znacznej części działającej obecnie infrastruktury byłaby olbrzymim wyzwaniem technicznym, w dodatku bardzo kosztownym. Niedawne szacunki Haitong Banku wskazują, że koszty pełnego zastąpienia dotychczas zainstalowanej w Polsce infrastruktury Huawei mogą sięgnąć około 2,5-2,9 mld zł.

Ponadto eksperci mają wątpliwości, czy wykluczenie jednego albo grupy dostawców z budowy infrastruktury 5G w Polsce zwiększy bezpieczeństwo sieci i ograniczy ryzyko występowania incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem.

– Pewniejszym rozwiązaniem jest postawienie bardzo konkretnych i ostrych wymagań związanych z bezpieczeństwem i kontrolą krytycznych elementów sieci 5G, np. poprzez certyfikację krytycznych składników infrastruktury. Eliminacja jakiegoś dostawcy niewiele pomoże, jeśli nie będzie się prowadzić ciągłego monitoringu bezpieczeństwa w sieciach czy będzie się oszczędzać na zatrudnianiu wysokiej klasy specjalistów od cyberbezpieczeństwa w instytucjach odpowiedzialnych za ten obszar – podkreśla Piotr Muszyński.

Katalog dostawców mogących dostarczyć najwyższej klasy rozwiązania do budowy infrastruktury sieci 5G zawiera w tej chwili trzy firmy, w tym Huawei. Gdyby tego producenta wykluczono z procesu, ograniczyłoby to operatorom swobodę wyboru poszczególnych elementów sieci telekomunikacyjnej, co z kolei mogłoby rzutować na jakość tych elementów. Eksperci podkreślają, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie konkretnej listy wymagań w zakresie bezpieczeństwa, na wzór rozwiązań wprowadzonych w Niemczech.

– W Niemczech Federalna Agencja ds. Sieci (Bundesnetzagentur – BnetzA – przyp.red.) określiła bardzo konkretny katalog wymagań w zakresie bezpieczeństwa. Według zaostrzonych kryteriów w szczególności pod lupę będą brane te elementy infrastruktury, które realizują tzw. funkcje krytyczne. Będą one musiały przejść przez proces certyfikacji, tj. po przeprowadzeniu odpowiedniej procedury technicznej zdobyć świadectwo, że dany komponent spełnia wymagania w zakresie bezpieczeństwa. Wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by takie wymogi w zakresie certyfikacji wprowadzić także w Polsce na równych warunkach dla każdego – wskazuje ekspert.

Architektura sieci 5G składa się z kilku warstw, o różnym poziomie wrażliwości na incydenty bezpieczeństwa. Zależnie od poziomu ryzyk można dobierać dostawców dla poszczególnych warstw sieci w oparciu o zasadę dywersyfikacji.

Niemieckie rozwiązanie powstało w oparciu o zestaw narzędzi ograniczających ryzyko w sieciach – unijny 5G toolbox (zestaw rekomendacji w zakresie budowy i zakupu sprzętu przeznaczonego do infrastruktury 5G) zatwierdzony w styczniu br. przez Komisję Europejską. Model ten oparty jest na współpracy operatora i dostawcy, w której ten drugi zobowiązuje się do ścisłej współpracy w zakresie bezpieczeństwa, w szczególności wczesnego informowania o nowych produktach i usługach.

– Niemcy przyjęli w swym rozwiązaniu zasadę, że rozstrzygnięcia w zakresie cyberbezpieczeństwa sieci 5G powinny opierać się na  mierzalnych i weryfikowalnych rozwiązaniach oraz jasnych procedurach. Warto pójść tą drogą, nie wplatając w to polityki, bo też budowa sieci 5G będzie dużym wysiłkiem inwestycyjnym dla operatorów, a powstające infrastruktura będzie  służyć gospodarce i społeczeństwu przez wiele następnych lat – podkreśla Piotr Muszyński.

Związek Cyfrowa Polska: HPE nowym członkiem organizacji pracodawców

Związek Cyfrowa Polska wzmacnia grono swoich członków o firmę technologiczną HPE. „Cyfrowa Polska” to organizacja największych pracodawców sektora RTV i IT na polskim rynku, która reprezentuje interesy branży, promuje dobre praktyki i buduje platformę dialogu między biznesem, nauką, a regulatorem. Tym samym HPE połączy siły z innymi graczami technologicznymi w celu przyspieszenia cyfryzacji polskiego rynku IT.

Prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik podkreśla, że usługi, które oferuje HPE to rozwiązania, które pomogą polskim firmom stać się jeszcze bardziej konkurencyjnymi na światowych rynkach. – Liczę, że nasza współpraca zaowocuje ciekawymi projektami, które przełożą się na innowacyjność polskich przedsiębiorców – mówi Michał Kanownik.

Związek Cyfrowa Polska jest branżową organizacją pracodawców – zrzesza największe w Polsce firmy z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii, w tym producentów, importerów i dystrybutorów. Głównym celem organizacji jest dbanie o rozwój tego sektora w Polsce. Związek wspiera członków w wyzwaniach regulacyjnych i buduję platformę dialogu z interesariuszami, dzieląc się doświadczeniem biznesowym, zarówno krajowym, jak i globalnym. – Szczególnie teraz, kiedy pandemia COVID-19 zweryfikowała i przyspieszyła cyfrowo funkcjonowanie wielu organizacji, widzimy, jak kluczowy wpływ ma IT na rozwój każdego, nawet najmniejszego przedsiębiorstwa. Cieszymy się, że będąc członkiem Związku Cyfrowa Polska, wspólnie z innymi uczestnikami rynku, będziemy przyspieszać cyfryzację naszej gospodarki i aktywnie uczestniczyć w debacie na temat tego, w jakim kierunku powinien podążać polski sektor IT – mówi Michał Zajączkowski, Prezes HPE.

Związek Cyfrowa Polska realizuje działania w takich obszarach, jak m.in.: cyberbezpieczeństwo, budowa sieci 5G, cyfryzacja, sztuczna inteligencja, rozwiązania chmurowe, reforma prawa autorskiego (np. opłata reprograficzna), uszczelnianie systemu podatkowego w Polsce (kwestie związane np. z VAT czy split payment) i tematy środowiskowe, a także gospodarka o obiegu zamkniętym.

Polacy pokochali kolej, ale chcą taniej, wygodniej i ciszej

Z jednej strony uważamy, że są wygodne, szybkie i stosunkowo tanie. Z drugiej – nadal jeżdżą zbyt rzadko i wciąż są za drogie, by korzystali z nich wszyscy zainteresowani. Badaczki z Akademii Leona Koźmińskiego sprawdziły, jak Polacy postrzegają podróże pociągiem.

Najnowsze badania preferencji i oczekiwań podróżujących, przeprowadzone przez dr Katarzynę Piotrowską i dr Katarzynę Staszyńską-Zagórską z Akademii Leona Koźmińskiego, dowodzą, że opinia społeczeństwa na temat kolei jest coraz lepsza. W badaniach nad innowacyjnym i zestandaryzowanym modelem zakupu wagonów kolejowych wzięło udział 1500 dorosłych osób z całej Polski.

– Kolej ocenia pozytywnie aż 89 proc. pasażerów, podczas gdy wśród niejeżdżących pociągami więcej niż połowa ma o niej dobre zdanie – zaznacza dr Katarzyna Piotrowska, współautorka badań, których wyniki mają na celu zwiększenie konkurencyjności polskiej gospodarki w sektorze transportu kolejowego, ale także podniesienie jakości i funkcjonalności pociągów.

Jest wygodnie i niedrogo, ale czekamy na kolejne usprawnienia

Respondentów zapytano również o przyczyny, dla których decydują się na wybór pociągu, a nie np. samochodu. – Na pierwszy plan niemal zawsze wybijają się kwestie wygody, oszczędności pieniędzy oraz czasu. Szczególnie pierwsza zaleta jest wskazywana bardzo często – dla co drugiej osoby wygoda podróżowania jest najważniejsza. Potwierdzają to też opinie na temat wyposażenia taboru, gdzie dla ok. 80 proc. badanych istotna jest odpowiednio duża przestrzeń na nogi – mówi dr Katarzyna Staszyńska-Zagórska.

Podkreśla jednocześnie, że za wybraniem pociągu przemawiają również takie czynniki, jak np. niska cena biletów (uważa tak 39 proc. podróżnych) czy krótszy czas dojazdu w porównaniu z samochodem (jeden na trzech pytanych zaznacza, że to jest duży plus).

Podróżowanie koleją ma jednak również swoją drugą stronę. 70 proc. uczestników przyznaje, że jedną z największych wad jest konieczność dostosowania swoich planów do rozkładu jazdy. – Dlatego uważamy, że z punktu widzenia operatorów połączeń warto rozważyć skorygowanie rozkładów jazdy zgodnie z potrzebami podróżnych, tak aby możliwie najwięcej osób mogło skorzystać z usług transportowych o dogodnej dla siebie porze – podkreśla dr Piotrowska. To jednak nie wszystko, co nie podoba się Polakom podczas korzystania z pociągów. Na przykład dla co czwartego pasażera sporą niedogodnością jest brak połączeń uzupełniających po podróży koleją. – Na uciążliwość interakcji z obcymi ludźmi wskazuje 15 proc. badanych, natomiast jedna piąta ankietowanych zaznaczała, że chciałaby móc zapalić w pociągu – zaznacza dr Piotrowska.

Badaczki zapytały również Polaków niepodróżujących koleją o to, co by się musiało stać, żeby wsiedli do pociągów. Od jednej trzeciej osób usłyszały, że bilety powinny być tańsze, a dla co piątej osoby ważne jest, by ten środek transportu jeździł częściej. – Nasze badania dostarczają również kolejnych dowodów na to, jak wielu Polaków jest dotkniętych wykluczeniem komunikacyjnym. 20 proc. respondentów wskazywało, że aby zaczęli jeździć pociągami, w ich miejscowości musiałaby powstać stacja kolejowa – uzupełnia Staszyńska-Zagórska.

Dodaje jednocześnie, że ogólnie opinie na temat kolei wyrażane przez niepodróżujących są raczej pozytywne. Zdaniem naukowczyni ten wniosek może być sygnałem dla przewoźników, którzy nie muszą się teraz skupiać na kształtowaniu pozytywnego wizerunku pasażerów wokół standardu podróży koleją, tylko przyjrzeć się cenom biletów oraz problemom dotyczącym dostępności
i organizacji połączeń.

Pasażerowie chcą ciszy i oddzielnych przedziałów dla rodziców z dziećmi

Jakie elementy wyposażenia taboru kolejowego są dla Polaków najważniejsze? Oprócz miejsca na nogi potrzebujemy przynajmniej jednej toalety (połączenia podmiejskie) lub dwóch (połączenia dalekobieżne) na wagon, zapewnienia bezpiecznego miejsca na większy bagaż, a także możliwości podróżowania w wyciszonym wagonie.

– Co ważne, dosyć wysoko w tym rankingu znalazła się sugestia dotycząca zorganizowania oddzielnych przedziałów lub wagonów dla podróżujących z małymi dziećmi. To, że za takim rozwiązaniem opowiadają się zarówno podróżujący rodzice, jak i pasażerowie niemający dzieci sugeruje, że istnieje ogólna społeczna potrzeba, żeby przy projektowaniu składu pociągów szczególnie uwzględniać potrzeby najmłodszych pasażerów oraz ich opiekunów – mówi dr Piotrowska.

Z kolei automaty z napojami czy przekąskami, przyciemniane szyby w wagonie oraz indywidualne stoliki i miejsca na kubek są najmniej istotne dla badanych. – Podróżni nie mają też jednoznacznie określonej preferencji co do sposobu organizacji siedzeń w wagonach. Rozwiązaniem tej kwestii mogłoby być umożliwienie pasażerom dokonywania wyboru typu wagonu przy rezerwacji miejsca, a więc konstruowanie takich składów, w których dostępne będą wagony zarówno otwarte, jak i z przedziałami – sugeruje dr Katarzyna Staszyńska-Zagórska.

Wyzwania liderów w nowej normalności

Działanie w warunkach niepewności, radzenie sobie z emocjami oraz brak bezpośredniego kontaktu z podwładnymi to największe wyzwania, z jakim mierzyli się menadżerowie w czasie pandemii. Pozostaną one także aktualne w kolejnych miesiącach – wynika z badania „Słodko-gorzki smak przywództwa” przeprowadzonego przez firmy Well.hr i Inwenta.

Wyzwania lidera

Pandemia postawiła menadżerów przed wyzwaniami, których różnorodność i skala były dużym zaskoczeniem. Dotyczyły one zarówno zarządzania ludźmi, jak i zapewnienia ciągłości biznesu. Z badania przeprowadzonego wśród menadżerów w lipcu i sierpniu tego roku przez firmy Well.hr i Inwenta wynika, że do najtrudniejszych wyzwań, z jakimi mierzyli się w ostatnich miesiącach menadżerowie należały: działanie w warunkach niepewności, nieprzewidywalności tego, co przyniesie jutro (57 proc. wskazań), radzenie sobie z emocjami podwładnych (42 proc. wskazań) oraz brak bezpośredniego kontaktu z pracownikami (31 proc. wskazań).

Większość wyzwań, z którymi mierzyli się menadżerowie podczas pandemii pozostanie ich zdaniem aktualna także w kolejnych miesiącach. Na działanie w warunkach niepewności jako wyzwanie, które pozostanie aktualne wskazało aż 65 proc. menadżerów, na skróconą perspektywę planowania – 37 proc., na radzenie sobie z emocjami podwładnych – 35 proc. Dodatkowo wśród najczęściej wymienianych wyzwań, które w następnych miesiącach nie stracą na aktualności było też motywowanie ludzi (34 proc. wskazań).

Pytani o skuteczne narzędzia motywowania podczas pandemii menadżerowie najczęściej wskazywali częste kontakty telefoniczne lub kontakty wideo (69 proc), danie zespołowi większej swobody (53 proc.) oraz wsparcie ludzi w godzeniu ról zawodowych i rodzicielskich (47 proc). Za najmniej skuteczne natomiast uznali częstszą kontrolę pracy i dodatkowe benefity finansowe.

Wykres 1. Wyzwania liderów w nowej normalnościWyzwania liderów w nowej normalności

Styl zarządzania na czas pandemii

Menadżerowie byli również pytani o skuteczny styl zarządzania podczas pandemii. Ich zdaniem w ostatnich miesiącach sprawdzało się przede wszystkim: otwarte komunikowanie trudnych spraw/sytuacji (51 proc. wskazań), dawanie pracownikom większej swobody w doborze sposobu wykonywania zadań (49 proc. wskazań) oraz w zakresie czasu pracy (43 proc.). Podczas pandemii menadżerowie chętniej angażowali swoich współpracowników w proces podejmowania decyzji (35% wskazań) i dzielili się z nimi odpowiedzialnością (34 proc). Zdaniem większości menadżerów konieczne było branie pod uwagę przy rozdzielaniu zadań sytuacji poszczególnych pracowników (34 proc). Sprawdzało się ono lepiej niż sprawiedliwy i równomierny podział obowiązków (tylko 13 proc. wskazań). Za szczególnie pomocne w zarządzaniu ludźmi podczas pandemii menadżerowie uznali: narzędzia umożliwiające pracę zdalną (51 proc. wskazań), poczucie odpowiedzialności członków zespołu (45 proc.) zaufanie jakim darzą swój zespół (44 proc.), a także wcześniejsze doświadczenia związane z pracą zdalną (42 proc.).

„- Jedną z niewielu korzyści, jakie odniesiemy z pandemii jest większa demokratyzacja stylu zarządzania. W wielu firmach efektywna praca nie byłaby możliwa bez wzajemnego zrozumienia dla szczególnej sytuacji pracowników, którzy np. nie byli w stanie wykonywać swoich obowiązków w konkretnych godzinach. To doświadczenie wiele nauczyło obie strony. Okazało się, że można tak pracować, bez wpływu na efektywność, pod warunkiem jasnego formułowania celów i umawiania się na czas, w jakim zostaną zrealizowane. Podczas pandemii menadżerowie dużo chętniej konsultowali też z zespołem podejmowane decyzje i wspólnie z podwładnymi wypracowywali rozwiązania dla pojawiających się problemów. Miejmy nadzieje, że te doświadczenia zaprocentują w przyszłości” mówi Beata Bukowska, Partner w firmie Inwenta.

Ocena wsparcia udzielonego przez firmę

54% badanych menadżerów uważa, że ich firma sprostała zadaniu udzielenia pracownikom wsparcia podczas pandemii, jednak tylko 20% ocenia to wsparcie bardzo wysoko. 14% oczekiwałoby większego wsparcia, a 11% ocenia uzyskane wsparcie bardzo nisko.

Jakiego wsparcia udzielali menadżerom i ich zespołom pracodawcy? Badani najczęściej wymieniali: stworzenie warunków do bezpiecznej pracy (60 proc.), udostępnienie nowoczesnych narzędzi do pracy zdalnej (53%), zadbanie o poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia (37 proc.) oraz zapewnienie dostępu do aktualnych i wiarygodnych informacji (30 proc.).

Czego zdaniem menadżerów zabrakło? Wśród form wsparcia, których menadżerom brakowało wymieniane były najczęściej: pomoc finansowa lub prawna, szkolenia z radzenia sobie z emocjami (po 24 proc.), szkolenia z zarządzania wirtualnym zespołem oraz z radzenia sobie w sytuacji kryzysowej (po 23 proc.), dostęp do aktualnych i wiarygodnych informacji (22 proc.), szkolenia z rozpoznawania symptomów kryzysu psychologicznego, wsparcie w opiece na dziećmi dla pracujących rodziców oraz szkolenia z dbania o odporność fizyczną i psychiczną (po 20 proc.). 16 proc. menadżerów uważa, że firma powinna także opłacać pracownikom konsultacje z psychologiem lub terapeutą.

„- Nowa rzeczywistość postawiła liderów w obliczu poważnych wyzwań. Ich codziennością stały się pytania, jak zapewnić ciągłość biznesu i warunki do bezpiecznej pracy, jak podejmować trafne decyzje w sytuacji, która zmienia się z dnia na dzień, a czasem z godziny na godzinę, jak radzić sobie z emocjami ludzi, gdy nam samym puszczają nerwy. Po kilku miesiącach funkcjonowania pod presją i w ciągłym stresie menadżerowie otwarcie sygnalizują swoje potrzeby, wśród których ważne miejsce zajmuje wparcie psychiczne – szkolenia dotyczące radzenia sobie z własnymi i cudzymi emocjami, rozpoznawania kryzysu psychologicznego, budowania odporności a także konsultacje psychologiczne. Takie działania były dotąd prowadzone przez nieliczne firmy.”-  mówi Joanna Kotzian, współtwórczymi Well.hr, strateg well-being.

Wykres 2. Jakiego wsparcia brakowało menadżerów w działaniach podejmowanych przez firmy w ostatnich miesiącach:Jakiego wsparcia brakowało menadżerów w działaniach podejmowanych przez firmy w ostatnich miesiącach

O badaniu

Badanie zostało zrealizowane za pomocą ankiety online w lipcu i sierpniu 2020 roku. Wzięło w nim udział 119 respondentów, głównie menadżerów wyższego i średniego szczebla oraz przedstawiciele zarządów.  W próbie dominowali respondenci pracujących w dużych i średnich firmach.