Minister M. Zagórski: Najważniejsze cele na 2020 rok to dostęp do szybkiego internetu, wdrożenie 5G i rozwój administracji cyfrowej

2020 rok będzie kluczowy dla rozwoju projektów związanych z cyfryzacją państwa. Minister Marek Zagórski zarysował wyzwania Ministerstwa Cyfryzacji na najbliższy rok. Priorytetowo potraktowane zostaną projekty związane z rozwojem infrastruktury sieciowej. Rząd sfinalizuje projekty dotyczące upowszechniania internetu oraz wdrożenia systemów cyfrowej administracji publicznej. Można spodziewać się także zwiększonych nakładów na projekty związane z poprawą krajowych systemów cyberbezpieczeństwa.

 2020 rok jest dla Ministerstwa Cyfryzacji rokiem, w którym kilka ważnych projektów osiągnie swoją dojrzałość. Przede wszystkim zakończymy budowę Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej i wraz z nią większość projektów budowy sieci światłowodowej będzie już w fazie końcowej w ramach tych umów, które zostały zawarte w latach 2017, 2018 i 2019 . Liczba gospodarstw domowych, która w Polsce jeszcze nie ma dostępu do szybkiego internetu, spadnie z ponad 5 do poniżej 3 mln, co będzie bardzo znaczącym punktem w rozwoju dostępu do usług telekomunikacyjnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Jednym z największych wyzwań, przed jakimi stanie polski rząd, będzie wdrożenie pierwszej w pełni funkcjonalnej sieci 5G. Komisja Europejska zobligowała wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej do uruchomienia infrastruktury 5G przynajmniej w jednym mieście do końca 2020 roku.

Dyrektywa ma wyjść naprzeciw wyzwaniom, jakie stawia przed całą Europą dynamiczny rozwój systemów internetu rzeczy oraz wzrost liczby urządzeń mobilnych. Z tegorocznego raportu opracowanego przez Instytut Łączności oraz przedstawicieli Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji wynika, że jeśli w Polsce nie zostaną przeprowadzone zmiany infrastrukturalne związane z modernizacją sieci łączności bezprzewodowej, w tym m.in. wdrożeniem 5G, w perspektywie najbliższych trzech lat może grozić nam masowy blackout systemów telekomunikacyjnych.

Wdrożenie sieci 5G może także poprawić sytuację gospodarczą naszego kraju. Analitycy z firmy Accenture we współpracy z Pracodawcami Rzeczypospolitej Polskiej opracowali raport „Sieci 5G w Polsce. Szanse i wyzwania”, z którego wynika, że uruchomienie sieci 5G pozwoli wdrożyć szereg innowacji zarówno w sektorze usług, jak i administracji publicznej. Przełoży się to na zwiększenie PKB do 2028 roku o 1,2 proc.

– Chcemy uruchomić podejście procesowe, żeby całe procesy życiowe obywatela, także w różnych zawodach, np. rolnika, mogły być obsługiwane w sposób spójny. Będziemy pracować nad integracją systemów, portali, platform nie tylko administracji rządowej, lecz także razem z administracją samorządową – wskazuje minister Zagórski.

Sercem nowoczesnego, cyfrowego systemu administracji publicznej będzie Portal RP  platforma, w ramach której znajdą się dane udostępniane na bazie ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz wszystkie rządowe usługi elektroniczne.

– Uruchamiamy, bo mamy już do tego także podstawy formalne, chmurę publiczną i chmurę rządową, rozpoczynamy więc proces przenoszenia administracji do chmury obliczeniowej. W związku z tym mamy nadzieję, że to będzie impuls także dla przedsiębiorców, żeby pełniej korzystać z usług chmurowych, także w kontekście innego ważnego wyzwania, jakim jest podnoszenie poziomu bezpieczeństwa w sieci – zapewnia Marek Zagórski.

Eksperci z Grupy Roboczej ds. Cyberbezpieczeństwa przy Ministerstwie Cyfryzacji przygotowali wstępne założenia do Aktu o cyberbezpieczeństwie, dokumentu opisującego kroki, jakie administracja publiczna powinna podjąć w trosce o cyfrowe bezpieczeństwo obywateli. Proponowany model zakłada ścisłe współdziałanie sektora publicznego i prywatnego, aby zwiększyć dostępność certyfikowanych rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Ministerstwo planuje także inwestować w rozwój platformy mObywatel, która ma być uniwersalnym punktem dostępowym dla najróżniejszych usług publicznych i prywatnych. Urzędnicy chcą umożliwić podpięcie do niej usług komercyjnych, aby obywatele mogli obsługiwać za pośrednictwem jednej aplikacji zarówno wszelkiego rodzaju wnioski urzędowe, jak i systemy transportu miejskiego czy nawet cyfrowe karty członkowskie do siłowni.

 Symbolicznym wydarzeniem w 2020 roku będzie także organizacja Światowego Forum Zarządzania Internetem, czyli IGF, który w listopadzie odbędzie się w Katowicach. To najważniejsza impreza gromadząca wszystkie autorytety, środowiska, podmioty, organizacje, ruchy, a także rządy, które chcą i mają coś do powiedzenia w kwestii rozwoju internetu na świecie – zapowiada Marek Zagórski.

Czy współwłasność mieszkania jest problemem?

Współwłasność mieszkania to dość częsta sytuacja. Postanowiliśmy wyjaśnić, jak można pozbyć się kłopotliwej współwłasności.

Wbrew pozorom, współwłasność mieszkania nie jest rzadkim zjawiskiem. Mieszkaniowymi wspólnikami są na przykład osoby, które otrzymały całość lub pewną część nieruchomości w ramach spadku. Posiadanie udziału w nieruchomości jest oczywiście mniej korzystne niż wyłączna (samodzielna) własność. Wiąże się to nie tylko z faktem, że udział będzie warty o wiele mniej niż całość danego lokalu lub domu. Warto również zdawać sobie sprawę, że posiadanie lokum „na spółkę” w praktyce generuje spore problemy. Wystarczy tylko wspomnieć, że współwłaściciele mogą mieć zupełnie inne pomysły na dalsze wykorzystanie lokalu lub domu. Na całe szczęście, współwłasność mieszkania może zostać zniesiona. Pokrótce wyjaśniamy, na czym polega procedura zniesienia współwłasności.

Współwłasność ułamkowa jest o wiele mniej kłopotliwa

Jeżeli chodzi o współwłasność mieszkania, to w pierwszej kolejności warto zwrócić uwagę na pewną kwestię. Chodzi o różnicę pomiędzy dwoma rodzajami współwłasności, czyli współwłasnością łączną oraz ułamkową. Współwłasność łączna jest mało wygodna dla współwłaścicieli ze względu na jej specyficzny (bezudziałowy) charakter. Osoba posiadająca prawo współwłasności łącznej nie może nim swobodnie rozporządzać. Na całe szczęście, współwłasność nieruchomości w częściach ułamkowych okazuje się o wiele częstszym wariantem. Zgodnie z artykułem 198 kodeksu cywilnego, który dotyczy współwłasności ułamkowej: „każdy ze współwłaścicieli może rozporządzać swoim udziałem bez zgody pozostałych współwłaścicieli”. Wspomniany przepis wyjaśnia, że sprzedaż swojego ułamkowego udziału w mieszkaniu lub działce zabudowanej domem nie wymaga zgody innych współwłaścicieli. „Wykorzystują to między innymi specjalne firmy tanio skupujące udziały w mieszkaniach” – zauważa Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Kolejny przepis kodeksu cywilnego (art. 199 KC) wskazuje natomiast, że do rozporządzania wspólną rzeczą (np. jej wynajęcia) lub innych czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu potrzebna jest zgoda wszystkich współwłaścicieli. Jeżeli takiej zgody nie ma, to współwłaściciele posiadający przynajmniej połowę udziałów mogą domagać się, aby sąd podjął decyzję dotyczącą sporu, mając na względzie interesy wszystkich zainteresowanych stron. „Warto jednak zdawać sobie sprawę, że takie postępowanie prowadzone na podstawie art. 199 KC często jest bardzo przewlekłe” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Współwłasność lokum znosi się notarialnie lub sądowo

Problemy jakie powoduje współwłasność mieszkania sprawiają, że wiele osób chce się jej pozbyć. Od kłopotu można uwolnić się sprzedając swój ułamkowy udział w danym lokum. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że oferta sprzedaży udziału raczej nie wzbudzi dużego zainteresowania na rynku. Typowy nabywca mieszkania nie jest bowiem zainteresowany perspektywą zakupu np. 1/3 lub 1/2 nieruchomości i zarządzania lokalem lub domem razem z obcymi osobami. Co więcej, w sprzedaży udziału raczej nie pomoże agent nieruchomości. Leszek Markiewicz ostrzega, że propozycja cenowa ze specjalnej firmy zajmującej się skupem udziałów w nieruchomościach prawdopodobnie będzie bardzo niska.

Na całe szczęście, istnieje rozwiązanie inne niż sprzedaż swojego ułamkowego udziału w nieruchomości. Współwłasność mieszkania może zostać zniesiona poprzez umowę podpisaną u notariusza albo na wskutek postępowania sądowego. Najlepiej jest wtedy, gdy współwłaściciele sami wypracują porozumienie i ustalą wszystkie szczegóły związane np. ze sposobem podziału nieruchomości oraz spłatami/dopłatami. Niestety porozumienie nie zawsze jest możliwe do osiągnięcia. Właśnie dlatego zniesienie współwłasności na drodze sądowej często okazuje się koniecznością. Warto wiedzieć, że taka opcja już na wstępie będzie kosztowała 1000 zł. „Opłata sądowa jest zredukowana do 300 zł, jeżeli wniosek do sądu rejonowego (o zniesienie współwłasności) zawiera projekt zaakceptowany przez wszystkie zainteresowane strony” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sprzedaż mieszkania może być jedynym rozwiązaniem

Zniesieniem kłopotliwej współwłasności zajmuje się sąd rejonowy w trybie nieprocesowym. Warto również wiedzieć, że sędzia rozpatrujący sprawę ma do wyboru trzy warianty zniesienia współwłasności. Mowa o fizycznym podziale nieruchomości, przyznaniu własności co najmniej jednego współwłaścicielowi (z obowiązkiem spłaty pozostałych osób) albo sprzedaży nieruchomości. Fizyczny podział domu lub lokalu to rozwiązanie, które tylko z pozoru wydaje się najprostsze. W praktyce może się okazać, że taki podział jest niewykonalny ze względów konstrukcyjnych i technicznych. Wtedy pozostają dwa alternatywne rozwiązania. „Warto wiedzieć, że sąd nie może przyznać całej nieruchomości z obowiązkiem spłaty pozostałych osób, gdy potencjalny (przyszły) właściciel sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Jeśli dwa wcześniej omawiane rozwiązania są niemożliwe, to sąd prawdopodobnie zadecyduje o sprzedaży kłopotliwej nieruchomości i podziale wpływów z transakcji. „Orzeczenie sądu będzie przewidywało sprzedaż nieruchomości również wtedy, gdy wszystkie zainteresowane strony akceptują taki wariant znoszący współwłasność mieszkania” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Nudnawy koniec roku

Od dwóch tygodni jesteśmy świadkami poruszania się złotego w wąskim korytarzu pomiędzy 4,25 zł a 4,28 zł i patrząc na ilość wolnego w najbliższym czasie, możemy w nim jeszcze chwilę pozostać. 

Dolar wciąż w odwrocie

Pomimo wczorajszych lepszych danych z chicagowskiego PMI, dolar w dalszym ciągu jest w odwrocie. Indeks ten wyniósł 48,9 punktów wobec oczekiwanych 48 punktów. To wciąż poniżej psychologicznej bariery 50 punktów oddzielającej przewagę pozytywnych odpowiedzi od negatywnych. Słabo wypadł indeks Dallas FED dla przemysłu, który dalej spada. W rezultacie tych i poprzednich danych dolar jest obecnie najsłabszy względem euro od sierpnia tego roku. Patrząc jednak w dłuższej perspektywie, wciąż jest ponad 12% mocniejszy niż na początku 2018 roku.

Ceny prądu wzrosną, ale nie nie zapłacimy więcej

Minister Aktywów Państwowych, pan Jacek Sasin, poinformował, że trwają prace nad ustawą mającą na celu zrekompensować obywatelom wzrost cen prądu. Na szczęście nowe ministerstwo, chcąc podkreślić swoje istnienie, postanowiło ulżyć polskim rodzinom. Wzrost rachunków wyniesie niecałe 10 zł miesięcznie, ale widać jest to temat na tyle medialny, że warto. Większy wpływ na budżety rodzin miało podniesienie kosztów pracodawcy przez wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych. To są jednak hipotetyczne podwyżki, więc wiele osób tego nie porównuje. Jaki wpływ te działania mają na rynek? By zrównoważyć wzrost rachunków, trzeba znaleźć na to pieniądze, a w budżecie z zakładanym zerowym deficytem ich nie ma.

Skrócona sesja na Sylwestra

Dzisiaj większość państw szybciej niż zwykle zamyka swoje rynki. Problem w tym, że Amerykanie, pomimo wcześniej zamkniętych giełd w Europie, wciąż pozostają w pracy. Spowoduje to najprawdopodobniej mniejszą aktywność inwestorów, którzy bardziej myślą o podsumowaniach obecnego roku. Dzisiaj złoty znów próbował zbliżyć się do 4,25 zł za euro, ale ponownie odbił się odrobinę powyżej tej wartości. Dzieje się to zresztą już od niemal dwóch tygodni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

ID Logistics wkracza na rynek amerykański i ogłasza strategiczne przejęcie Jagged Peak

ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, rozszerza sieć logistyczną i rozpoczyna działalność w Ameryce Północnej. Operator ogłosił nabycie udziałów amerykańskiej firmy Jagged Peak, specjalizującej się w usługach logistycznych e-commerce, multi-channel oraz FMCG. Wartość transakcji wyniosła 15 mln USD. Rozpoczęcie działalności w Stanach Zjednoczonych oznacza dla ID Logistics nowe możliwości rozwoju na jednym z największych rynków na świecie.

Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „To przejęcie stanowi wyjątkową i strategiczną okazję do rozszerzenia zasięgu geograficznego Grupy o nowy kontynent.  Oprócz tego, że wchodzimy na rynek amerykański, o bardzo dużym potencjale dla naszej działalności, ta operacja świadczy też o zaufaniu i satysfakcji Nespresso, jednego z naszych długoletnich klientów, który właśnie nam powierza zarządzanie przepływami logistycznymi w Stanach Zjednoczonych”.

Jagged Peak jest firmą logistyczną założoną w 2000 roku, z siedzibą w Tampie na Florydzie, która specjalizuje się w e-commerce. Obecnie zatrudnia prawie 200 pracowników. W 2018 roku spółka osiągnęła przychód ze sprzedaży w wysokości 80 mln USD. Jagged Peak wyróżnia się ofertą preparacji i dystrybucji zamówień w całych Stanach Zjednoczonych. Firma świadczy usługi samodzielnie lub poprzez sieć partnerów, dzięki sprawnej organizacji i unikalnemu systemowi informatycznemu. Firma wykorzystuje zintegrowane narzędzie do zarządzania, z modułami OMS (system zarządzania zamówieniami), WMS (system zarządzania magazynem) oraz TMS (system zarządzania transportem). Jego zastosowanie zapewnia kluczowym klientom z branży e-commerce możliwość dystrybucji produktów na terenie całej Ameryki Północnej w rekordowo krótkim czasie.

Znaczna część przychodów Jagged Peak generowana jest przez Nespresso, w ramach obsługi kanałów B2B i B2C. Od wielu lat Nespresso jest też klientem ID Logistics w Europie. Teraz współpraca między firmami rozszerzyła się o Stany Zjednoczone, jeden z najszybciej rozwijających się rynków na świecie.

Przejęcie amerykańskiej firmy logistycznej jest dla Grupy ID Logistics wyjątkową, strategiczną okazją do rozszerzenia zasięgu sieci logistycznej o Stany Zjednoczone. Otwiera też nowe możliwości ekspansji i rozwoju organicznego.

Czego przewoźnicy mogą się spodziewać w 2020 roku?

Czy polskie ciężarówki nadal będą podróżowały do Wielkiej Brytanii? Jakie nowe kierunki obiorą rodzime TIRy i kto będzie je prowadził? O szansach i zagrożeniach dla polskiego transportu drogowego w nadchodzącym 2020 r. oraz o wyzwaniach transportowych z minionego roku mówi Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Ponad 10 mln wyników wyszukiwania z 2019 r. wskazuje Google po wpisaniu frazy „pakiet mobilności”, natomiast informacje o brexicie z ostatniego roku pojawiają się na 184 mln stron www. Te liczby pokazują skalę zainteresowania tematami, które będą miały ogromny wpływ między innymi na branżę transportową. Można zaryzykować stwierdzenie, że zmienią dotychczasowy system międzynarodowego transportu drogowego. Co jeszcze spędzało sen z oczu polskim przewoźnikom w 2019 roku?

SENT

Pierwszą dużą zmianą były nowe sankcje wynikające z ustawy dotyczącej przewozu towarów wrażliwych, tzw. SENT. Od stycznia pojazd transportujący takie artykuły jak np. leki lub oleje napędowe, musi co minutę wysyłać informacje nt. m.in. swojego położenia i prędkości, z jaką się porusza. W przypadku niewywiązania się z tego obowiązku kierowcę może czekać kara wynosząca nawet 7,5 tys. zł, a dla przewoźnika taryfikator przewiduje sankcję nawet o wartości 100 tys. zł. Mimo, że przepisy obowiązują od stycznia, to wciąż GITD donosi o kolejnych przypadkach kierowców zaskoczonych tymi wymogami.[1]

Tacho w busach

W kwietniu informowaliśmy, że Parlament Europejski przyjął zmiany w rozporządzeniu 561/2006, na mocy których urządzenia rejestrujące czas pracy będą instalowane także w pojazdach od 2,5 do 3,5 tony przewożących towary w ruchu międzynarodowym. Co to oznacza? To ogromna zmiana, bo dotychczas kierowcy busów nie podlegali przepisom regulującym czas jazdy, odpoczynki i przerwy, a nowe przepisy nakładają na nich w tej kwestii obowiązki identyczne jak te, które dotyczą kierowców ciężarówek. To oczywiście krok ku poprawie bezpieczeństwa drogowego, ale mimo to rodzi niepokój wśród przewoźników dysponujących lżejszą flotą, głownie ze względów na radykalną zmianę w planowaniu i organizacji pracy – przypomina ekspert.

Pakiet mobilności

Prace UE nad tzw. pakietem mobilności w 2019 r. nabrały tempa. Aktualnie mija 30 miesiąc, gdy decydenci w Brukseli debatują nad regulacjami, które zakładają zmiany w obszarach delegowania pracowników – kierowców, płac minimalnych, kabotażu lub dostępu do zagranicznych rynków. Według obliczeń OCRK, jeśli pakiet mobilności będzie przyjęty w obecnej formie – a wszystko na to wskazuje – to koszty pracownicze w polskich przedsiębiorstwach transportowych mogą wzrosnąć nawet o 30 proc.- mówi Kamil Wolański, OCRK.  

Najnowsze regulacje z 12 grudnia zakładają obowiązkowe powroty do kraju siedziby przewoźnika co 8 tygodni, objęcie zasadami delegowania kabotażu i operacji cross-trade (z wyłączeniem dwóch operacji doładunku lub rozładunku przeprowadzanych w ramach przewozu bilateralnego), możliwość odbioru dwóch skróconych odpoczynków z rzędu i powrót przed trzecim tygodniem podróży, decyzję o utrzymaniu zasad operacji kabotażowych na dotychczasowych zasadach, z wyjątkiem wprowadzenia 4-dniowej przerwy pomiędzy kolejnymi operacjami kabotażowymi w tym samym kraju.

Inteligentne tachografy

Od połowy czerwca 2019 roku we wszystkich nowych pojazdach w ruchu międzynarodowym wymagane są tzw. smart tachografy, czyli najnowsza wersja cyfrowych rejestratorów czasu jazdy, które odnotowują położenie ciężarówki przy starcie podróży, na jej końcu oraz co 3h jazdy. Umożliwiają także prowadzenie tzw. preselekcji, czyli zdalnej kontroli wstępnej. Nowe urządzenia ułatwiają zintegrowanie z zewnętrznym systemem ITS, a dane z tacho mogą być na bieżąco przetwarzane i przekazywane do przewoźnika. – Głównym celem nowych tachografów jest walka z manipulacjami czasu pracy i usprawnienie wykrywania tego typu nielegalnych praktyk – wyjaśnia ekspert.

Brexit

Z ankiety, którą przeprowadziło OCRK, wynika, że aż 70 proc. polskich przewoźników ocenia negatywnie wpływ brexitu na swój biznes. Wciąż oficjalnie nie wypracowano regulacji, które miałby obowiązywać w momencie secesji Zjednoczonego Królestwa od UE. Wprawdzie zasady wymiany handlowej pozostaną niezmienione do końca 2020 roku, jednak nadal konsekwencje brexitu budzą niepokój  – zauważa Wolański z OCRK.

Brak rąk do pracy

Jednym z głównych wyzwań, któremu przewoźnicy stawiali czoła w 2019 roku, był deficyt wykwalifikowanych pracowników. Z badań przeprowadzonych przez OCRK wynika, że ponad 50 proc. firm transportowych boryka się z problemem kadrowym. „Rynek pracy kierowców w Polsce” szacuje, że rocznie z branży odchodzi ok. 25 tys. truckerów, a zapotrzebowanie na transport drogowy rośnie. Promocja zawodu, zmiany edukacji zawodowej w zakresie kierunku kierowca-mechanik i napływ pracowników ze Wschodu mają za zadanie zapełnić puste wakaty. Sytuacja jest trudna, z deficytem pracowniczym w sektorze transportowym mierzą się także nasi zachodni sąsiedzi, którzy są dla Ukraińców i Białorusinów atrakcyjniejszym pracodawcą – mówi ekspert OCRK.

Co czeka transport w 2020?

Nowy rok to szereg wyzwań, które są już przewoźnikom znane z poprzednich lat, jednak najistotniejszymi pozostaną tematy związane z pakietem mobilności, brexitem i deficytem pracowników. Od dłuższego czasu także podnoszone są głosy dotyczące zminimalizowania emisji CO2 przez ciężarówki, zatem pewnym jest, że rok 2020 przyniesie nowe obostrzenia dla najbardziej szkodliwych dla środowiska pojazdów. Co jeszcze? Po nowym roku wyklaruje się kwestia smart tacho II generacji. Możliwe jest także, że zostaną wprowadzone zapowiadane wcześniej zmiany w polskim prawie drogowym dotyczące pierwszeństwa pieszych i zaostrzenia kar dla „piratów drogowych” – prognozuje Kamil Wolański z OCRK.

Mobilni po Europie

Choć polscy europosłowie zapowiadają walkę, a KE oceniła negatywnie spójność projektu z ekologicznymi założeniami Wspólnoty, to coraz bliżej jest ostatecznego zatwierdzenia pakietu mobilności. Jeśli nowe prawo transportowe zostanie przyjęte, to polscy przewoźnicy będą mieli 18 miesięcy na przygotowanie się do respektowania nowych zapisów względem delegowania pracowników, naliczania stawek minimalnych i dostępności do rynków zagranicznych – mówi ekspert.

Europejski Urząd ds. Pracy (ELA)

Europejski Urząd ds. Pracy – to nowy podmiot, którego zadaniem jest kontrola w przestrzeganiu europejskiego prawa pracy w zakresie delegowania pracowników. Choć obecnie instytucja jest na etapie organizowania własnych struktur i jeszcze nie obraduje w swojej siedzibie w Bratysławie, to pierwsze działania operacyjne Urzędu są planowane na połowę 2020 r. – Można spodziewać się, że w dużej mierze w obrębie zainteresowania urzędników ELA będzie delegowanie pracowników i płace minimalne (wynikające z postanowień pakietu mobilności), szczególnie w sektorze transportowym, na co zwracano już uwagę  – twierdzi Kamil Wolański.

Ekologia

Założenia UE wskazują, że emisja CO2 przez pojazdy ciężarowe  powinna zostać ograniczona o 15 proc. do 2025 roku, zatem z pewnością nadchodzący rok przyniesie wiele obostrzeń dla tych ciężarówek, które najbardziej zanieczyszczają środowisko. Niższe opłaty drogowe mają zachęcić do zmiany parku pojazdów na te, które są przyjaźniejsze dla środowiska. Dużą przeszkodą dla diesli mają być strefy czystego powietrza obejmujące całe miasta m.in. Paryż lub Ateny.

Jedwabny Szlak

Do 2040 r. ma powstać 60 tys. km dróg, które mają stworzyć nowy szlak wymiany handlowej. Przez Polskę w ramach tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku miałyby przebiegać dwie główne nitki transportowe łączące Europę Zachodnią z Azją. Eksperci z Centre for Economics and Business Research wskazują, że dzięki temu w ciągu 20 lat Rzeczpospolita mogłaby zarobić nawet 48 mld dolarów.[2] Choć największymi beneficjentami szlaku będą Chiny, USA, Rosja, Japonia, to dla Polski uczestnictwo w wymianie handlowej w ramach nowych dróg będzie olbrzymią gospodarczą szansą. Zobaczymy, co w tym zakresie przyniesie 2020 rok.

[1] GITD, komunikat z 17.12.2019 https://gitd.gov.pl/dla-mediow/aktualnosci/artykul/news/nie-zglosil-przewozu-oleju-do-systemu-sent/

[2] CIOB, From Silk Road to Silicon Road, Londyn, maj 2019

Ponad 40 proc. Polaków korzysta już z e-usług administracji. W największym stopniu wykorzystują je przedsiębiorcy

W 2019 roku z usług administracji publicznej za pomocą internetu skorzystało ponad 40 proc. Polaków, co oznacza wzrost o prawie 5 pkt proc. W tej chwili już prawie 100 proc. jednostek administracji publicznej udostępnia swoje usługi online, a 3/4 z nich wskazuje, że dzięki temu skrócił się czas potrzebny na ich realizację – wynika z danych GUS. E-usługi cieszą się wśród Polaków rosnącą popularnością – zwłaszcza Twój e-PIT oraz możliwość wnioskowania online o dowód osobisty i środki z programu Rodzina 500 plus.

– Dane GUS pokazują, że ponad 40 proc. Polaków skorzystało już z usług e-administracji. W największym stopniu cyfrowe usługi wykorzystują przedsiębiorcy, dlatego że dziś praktycznie wszystkie procesy w relacji firma – urzędy i administracja odbywają się już drogą elektroniczną. Oczywiście potrzebny jest dalszy wzrost wykorzystywania usług cyfrowych przez firmy w ich działalności biznesowej, zwłaszcza wśród małych i średnich przedsiębiorstw jest jeszcze wiele do poprawy – mówi agencji Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Jak podkreśla, e-usługi oferowane przez administrację i samorządy działają coraz lepiej, a tylko w pierwszej połowie tego roku Profil Zaufany założyło 1,26 mln osób, dzięki czemu liczba Polaków posiadających cyfrową tożsamość sięgnęła 4 mln. Obecnie zbliża się już do 4,5 mln użytkowników.

Osiągnięcie tego 4-milionowego poziomu było krokiem milowym w popularyzacji e-usług – mówi Marek Zagórski. – Kolejnym etapem było też uruchomienie konta Mój Gov, które pozwala na uzyskanie dostępu do praktycznie całej administracji.

Uruchomiona we wrześniu platforma Mój Gov pozwala m.in. wysłać wniosek o wpisanie do rejestru wyborców, zapewnia dostęp do PUE ZUS i Indywidualnego Konta Pacjenta oraz danych zgromadzonych m.in w rejestrze PESEL, Rejestrze Dowodów Osobistych czy Centralnej Ewidencji Pojazdów.

W ramach portalu Gov.pl działają już obecnie serwisy wszystkich ministerstw i pięciu urzędów centralnych, a także serwisy tematyczne i karty ponad 140 e-usług, które można załatwić online (wraz z intuicyjnym mechanizmem ich wyszukiwania).

Tylko w październiku portal Gov.pl odwiedziło 6 mln Polaków, co jest naprawdę bardzo dużym postępem od momentu startu, kiedy było ich zaledwie 250 tys. Mamy też postęp w aplikacji mObywatel, która przenosi te usługi dla obywateli do smartfonów, czyli tam, gdzie najczęściej korzystają z internetu – mówi minister cyfryzacji.

W tym roku zakres oferowanych przez administrację e-usług rozszerzył się również o wdrożony w lutym Twój e-PIT, w ramach którego urząd skarbowy wypełnia deklaracje PIT-37 i PIT-38 zamiast podatników. Według resortu cyfryzacji to najpopularniejsza – obok wnioskowania online o dowód osobisty – usługa, z której skorzystało w tym roku prawie 7 mln Polaków. W przyszłym roku podobna usługa ma zostać uruchomiona również dla przedsiębiorców.

– Obraz cyfryzacji Polski mocno się zmienił, głównie za sprawą liczby usług oferowanych w administracji. Odeszliśmy od tego, co dotychczas było normą, że obywatel o coś wnioskuje, coś składa. Trzeba skoncentrować się na myśleniu, jak obywatela obsłużyć, żeby miał on jak najmniej interakcji z urzędem, bo to opłaca się obu stronom – mówi Marek Zagórski.

Jak wynika ze statystyk GUS („Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej”), w ubiegłym roku swoje usługi przez internet udostępniała obywatelom zdecydowana większość jednostek administracji publicznej (96,6 proc.), w tym wszystkie urzędy marszałkowskie. Trzy na cztery jednostki wskazywały, że skrócił się dzięki temu czas realizacji usług świadczonych na rzecz obywateli.

Odsetek Polaków, którzy w ciągu minionego roku skorzystali z usług administracji publicznej za pomocą internetu, wynosi obecnie 40,4 proc. To blisko 5 pkt proc. więcej niż w roku poprzednim („Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2019”). Rosnącą popularność e-usług potwierdza również fakt, że w tym roku ponad ćwierć miliona Polaków (264,4 tys.) złożyło online wnioski o dopisanie do rejestru oraz spisu wyborców. To dotychczasowy rekord – dla porównania przed majowymi wyborami do PE takich wniosków było tylko 45 tys.

Przed nami wciąż bardzo wiele do zrobienia. To m.in. upowszechnienie usług chmurowych w biznesie i administracji, bo tutaj Polska cały czas jeszcze odstaje. Istotne jest też wspieranie budowy rozwiązań, które bazują na nowoczesnych technologiach, jak chociażby sztuczna inteligencja, internet rzeczy czy sieć 5G, której uruchomienie spodziewane jest w przyszłym roku – wymienia minister. – Jednym z najważniejszych projektów, który będziemy realizować w następnych latach, jest też elektronizacja doręczeń.

Według aktualnych danych GUS z rozwiązań chmurowych korzysta 17,5 proc. polskich przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 6 pkt proc. względem ubiegłego roku. Około 1/3 z nich wciąż stanowią duże firmy. Dla porównania według Eurostatu z chmury korzysta ponad połowa przedsiębiorstw w Finlandii (65 proc.), Szwecji (57 proc.) i Danii (56 proc.). W styczniu tego roku wystartowała rządowa chmura obliczeniowa. To projekt Ministerstwa Cyfryzacji i Centralnego Ośrodka Informatyki, który dostarcza moc obliczeniową (serwery, oprogramowanie, bazy danych, sieć, analizy itp.) na potrzeby ważnych z puntu widzenia państwa systemów i rejestrów. Na razie w rządowej chmurze działają już aplikacja mObywatel i baza Otwarte Dane, ale resort cyfryzacji zapowiada, że wkrótce dołączą kolejne systemy administracji publicznej.

Ostatni dzień na wpis do systemu BDO. Obowiązek dotyczy większości firm wytwarzających odpady inne niż komunalne

Rejestr BDO gromadzi dane o podmiotach gospodarujących odpadami oraz wprowadzających na rynek produkty w opakowaniach. Wszystkie takie przedsiębiorstwa – pod rygorem wysokich kar – muszą pamiętać o obowiązkowym wpisie do systemu, bo z początkiem 2020 roku zostanie on rozbudowany o dwa nowe moduły. Oznacza to, że sprawozdawczość i ewidencjonowanie odpadów będą prowadzone już wyłącznie w formie elektronicznej. Ma to uszczelnić system i umożliwić skuteczniejszą walkę z szarą strefą. Z obowiązku wpisu do BDO zwolniona jest jednak m.in. drobna działalność usługowa, np. krawiecka, księgowa czy fryzjerska.

– Podstawowym organem, który dokonuje kontroli ewidencji, sprawozdawczości oraz wpisu do rejestru BDO, są jednostki Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. W przypadku braku rejestracji kara przewidziana przez ustawodawcę jest bardzo wysoka. Jest to kara administracyjna od 5 tys. do nawet 1 mln zł. Ustawodawca przewidział również karę aresztu albo grzywny za podanie w rejestrze danych nieprawdziwych, czyli niezgodnych ze stanem faktycznym – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Modzelewski, prawnik kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Elektroniczny rejestr BDO został uruchomiony przez Ministerstwo Środowiska w styczniu ubiegłego roku. Wpisowi do rejestru podlegają wszystkie podmioty działające w obszarze gospodarowania odpadami.

 Kwestia obowiązku wpisu do rejestru budziła od początku wiele kontrowersji. Nie ulega wątpliwości, że podmiotami zobowiązanymi do wpisu są te, które wytwarzają odpady i muszą je ewidencjonować. Są to również podmioty, które dokonują transgranicznego przemieszczania odpadów, jak również te podmioty, które wprowadzają do obrotu produkty w opakowaniach bądź produkty takie jak samochody, baterie, pojazdy czy opony – precyzuje Wojciech Modzelewski.

Jak zauważa Wojciech Modzelewski, do tej pory jednym z problemów była kwestia zwolnienia części podmiotów z obowiązkowego wpisu do BDO. Jednak Ministerstwo Środowiska opublikowało objaśnienia, według których wpisowi do BDO nie będą podlegać wytwórcy odpadów komunalnych ani działalność gospodarcza, której efektem są odpady zbliżone do tych, jakie powstają w gospodarstwach domowych. Oznacza to, że z obowiązku zwolniona będzie drobna działalność usługowa, np. biurowa, kosmetyczna, fryzjerska, księgowa czy krawiecka.

– Ministerstwo Klimatu opublikowało 14 grudnia projekt rozporządzenia w sprawie rodzajów oraz ilości odpadów, które nie wymagają ewidencji. Z lektury tego projektu możemy wysnuć wniosek, że mikro-, mali oraz średni przedsiębiorcy nie będą zobowiązani do prowadzenia ewidencji oraz do wpisu do BDO. Oznacza to, że również jednoosobowa działalność gospodarcza będzie z tego obowiązku zwolniona – precyzuje prawnik kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy.

Rejestr BDO i lista wpisanych do niego podmiotów są ogólnodostępne. To oznacza, że podmioty, które prowadzą działalność w zakresie gospodarki odpadami, mogą sprawdzić legalność działalności prowadzonej przez potencjalnych kontrahentów, w tym odbiorców zbierających, transportujących, sprzedających lub przetwarzających odpady.

 Rejestr BDO to system teleinformatyczny, który zawiera dane o produktach w opakowaniach oraz o gospodarujących odpadami. Ma służyć przede wszystkim zwalczaniu wszelkich nieprawidłowości, jakie powstają w tym sektorze – mówi Wojciech Modzelewski. – Od 2020 roku rejestr zostaje rozszerzony o dwa moduły: moduł ewidencyjności oraz sprawozdawczości. To oznacza, że przedsiębiorcy, którzy są lub dopiero zostaną wpisani do rejestru BDO, będą prowadzili ewidencję i sprawozdawczość wyłącznie w tym systemie teleinformatycznym.

Do tej pory przedsiębiorcy mogli prowadzić ewidencję odpadów i wystawiać dokumenty takie jak karta przekazania odpadów (KPO) czy karta ewidencji odpadów (KEO) w formie papierowej bądź w elektronicznym systemie BDO – pod warunkiem posiadania podpisu elektronicznego. Jednak od 2020 roku ewidencję trzeba będzie obowiązkowo prowadzić już wyłącznie w formie elektronicznej.

Pełne uruchomienie wszystkich funkcjonalności BDO z początkiem przyszłego roku ma uszczelnić system, umożliwić skuteczniejszą kontrolę rynku gospodarki odpadami i walkę z szafą strefą. Pozwoli m.in. organom inspekcji ochrony środowiska na efektywną walkę z nieprawidłowościami. Ponadto dzięki BDO organy kontroli będą mogły sprawdzić zgodność faktycznie prowadzonej działalności w obszarze gospodarki odpadami z jej zakresem zadeklarowanym przez przedsiębiorcę w rejestrze.

Ostatni dzień w roku coraz chętniej spędzamy z dala od domu. Największą popularnością cieszą się polskie kurorty i zorganizowane imprezy w największych miastach

Choć sylwestra najczęściej spędzamy w domu lub na domówkach u znajomych, coraz więcej osób decyduje się powitać Nowy Rok na wyjeździe. Najpopularniejsze destynacje to Zakopane i duże polskie miasta – Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań i Łódź. Tylko 5 proc. wszystkich rezerwacji i zapytań o sylwestra dotyczyło zagranicy – mówi Mateusz Goliat z portalu Sylwestrowo.pl. Coraz częściej decydujemy się na pełen pakiet – noclegi, wyżywienie i dodatkowe atrakcje na miejscu.

– Porównując popularność wyjazdów zagranicznych do tych w obrębie naszego kraju, z naszych analiz wynika, że zdecydowanie popularniejsze są wyjazdy w Polsce. Około 5 proc. zapytań wszystkich użytkowników,k którzy dokonali rezerwacji, dotyczy sylwestra zagranicznego, natomiast cała reszta to są wyjazdy krajowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Goliat, dyrektor marketingu portalu Sylwestrowo.pl.

Według danych BIG InfoMonitor Polacy zamierzają w tym roku wydać na sylwestra nieco ponad 300 zł. Największe kwoty przeznaczymy na jedzenie lub alkohol, a nie wyjazdy, bo zdecydowana większość przywita Nowy Rok u znajomych lub podczas zorganizowanej u siebie domówki. Blisko 10 proc. wybiera imprezę w lokalu, a 3 proc. – pod gołym niebem. Nie brakuje jednak chętnych na wyjazdy.

 Najpopularniejsze miasta w Polsce na sylwestra to zdecydowanie Zakopane, Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań i Łódź. Właściwie rok do roku cała ta czołówka się nie zmienia – wskazuje Mateusz Goliat.

Zdecydowanie najdroższym miejscem jest Zakopane, gdzie za sylwestrową zabawę trzeba zapłacić średnio ok. 300 zł za osobę. Nieco tylko mniej kosztuje ona w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. Często decydujemy się na zorganizowane opcje sylwestra, obejmujące noclegi, wyżywienie i sylwestrowo-noworoczną zabawę. Właściciele restauracji i miejsc noclegowych próbują przyciągnąć gości dodatkowymi atrakcjami.

– Najpopularniejsze to basen, sauna, ale też kuligi czyi ogniska z pieczeniem kiełbasek. Polacy zdecydowanie na sylwestra wybierają komfortowe oferty, pełne pakiety, aczkolwiek dla osób, które szukały osobno noclegów i osobno dodatkowych atrakcji, było dużo ofert np. samych kuligów sylwestrowych – wymienia ekspert portalu Sylwestrowo.pl.

Ceny wyjazdów sylwestrowych w Polsce są nawet o 400–500 proc. wyższe od przeciętnych. Według obliczeń Sylwestrowo.pl, czterodniowy pobyt jednej osoby w apartamencie w Wiśle w listopadzie kosztuje 230 zł, a w czasie sylwestra, ale bez imprezy – już 640 zł. W Kościelisku za dwa dni pobytu dwóch osób w połowie grudnia zapłacimy 360 zł, a pod koniec miesiąca już ok. 2 tys. zł.

Na zagraniczne wycieczki decydujemy się rzadko. Według BIG InfoMonitor za granicą sylwestra spędzi zaledwie 0,6 proc. Polaków. Z analiz TravelPlanet wynika, że najtańsze wyjazdy do ciepłych krajów w okolicy Bożego Narodzenia i sylwestra to koszt 900 – 1 tys. zł. Najchętniej wybieramy Egipt, Wyspy Kanaryjskie, Turcję czy Maltę. Popularnością cieszą się też city breaki, czyli krótkie wyjazdy do jednego z europejskich miast.

 Popularnością cieszy się sylwester w Pradze, w dalszej kolejności Budapeszt, Wenecja, ale też i Grecja – wymienia Mateusz Goliat.

Alternatywne energetyki podbijają rynek. Mają być zdrowszym zamiennikiem dla słodzonych napojów taurynowych

Z badań klinicznych przeprowadzonych przez American Heart Association wynika, że wypicie 23 puszek napojów energetycznych w ciągu godziny może zwiększyć ryzyko wystąpienia zaburzeń rytmu serca. W odpowiedzi na coraz częstsze wątpliwości związane ze spożywaniem energetyków powstają propozycje ich zdrowszych zamienników bazujących m.in. na ziołowych składnikach. Polski start-up chce sprowadzać egzotyczną roślinę, by na jej bazie produkować naturalne energetyki.

– Od wieków ludzie znają rożne naturalne rośliny, które potrafią stymulować organizm i umysł, m.in. guayusa, która pochodzi z Amazonii, z Ekwadoru. Jest zupełnie inna od wszystkich innych roślin, dlatego że dodaje czystej energii, dobrego skupienia, ale bez efektu spadku, tzw. crashu – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mariusz Jakubowski, założyciel Tribe Natural Energy.

Na rynku coraz częściej pojawiają się alternatywne napoje energetyczne, które mają być zdrowszą alternatywą dla klasycznych napojów taurynowych. Jednym z głośniejszych produktów tego typu jest napój Foods by Ann opracowany przez Annę Lewandowską. Przyrządzono go z naturalnie mętnego soku jabłkowego bez dodatku konserwantów, wody i cukru, zaś efekt energetyzujący osiągnięto poprzez dodanie ekstraktu z guarany oraz kofeiny.

Własny niskokaloryczny napój energetyczny opracowała także firma Razer, producent sprzętu komputerowego. Razer RESPAWN nie jest klasycznym napojem, funkcjonuje w formie saszetek do rozpuszczania w wodzie i ma poprawić koncentrację i spostrzegawczość podczas gry na komputerze. Saszetki nie zawierają cukru, w skład mieszanki pobudzającej wchodzi m.in. kofeina, witaminy z grupy B, cholina czy niacyna.

– Każdy potrzebuje odrobiny energii, dlatego pijemy kawę czy herbatę i dlatego też niestety często sięgamy po energy drinki. Ale my chcemy odejść od chemii i wykorzystać tylko to, co jest znane w naturze, i to, co było znane od wieków. W ten sposób rozwiązujemy problem cukru, bo 12 gramów cukru na 100 ml to jest zdecydowanie za dużo. My nie dodajemy cukru. A po drugie, każdy może stymulować swój umysł i być bardziej efektywnym dzięki temu, że stosuje naturalne produkty, naturalne napoje – podkreśla Mariusz Jakubowski.

Guayusa, susz liści ostrokrzewu Ilex guayusa wykorzystywany przez firmę Tribe Natural Energy, charakteryzuje się wysoką zawartością kofeiny dochodzącą do 4 proc. Napar sporządzony na bazie tego suszu może pobudzać organizm przez wiele godzin, dlatego dobrze sprawdza się jako podstawowy składnik napoju energetyzującego.

– To jest czysta energia plus skupienie i motywacja. I co najważniejsze, nie ma takiego efektu roztrzęsienia, nerwowości, czyli efektów typowych dla picia kawy i zwykłych energetyków – przekonuje Mariusz Jakubowski.

Polski start-up przeprowadził już pierwsze testy rynkowe i jest przygotowany, aby ściągać guayusę bezpośrednio od ekwadorskich producentów. Pierwsze napoje Tribe Natural Energy bazujące na tym suszu mają się pojawić w sprzedaży w ciągu kilku miesięcy.

Według analityków z firmy MarketWatch wartość globalnego rynku napojów energetycznych do 2026 roku wzrośnie do 84,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 7,3 proc.

Twój telefon się nagrzewa? Sprawdź, co może być przyczyną

Nagrzewanie się telefonu to dość częsta sytuacja, która może skutkować nawet uszkodzeniem sprzętu. W smartfonach przegrzaniu ulega elektronika oraz akumulator, a jak wiadomo, wysoka temperatura nie sprzyja ich wydajności. Podpowiadamy więc, co zwykle stanowi źródło tego typu problemu i jak można temu zapobiegać. Szczegóły poniżej.

Źródła przegrzewania telefonu

„Thermal throttling” to pojęcie odnoszące się do przegrzewania urządzeń elektronicznych. Wyróżnia się throttling CPU i GPU – pierwszy odnosi się do obniżenia traktowania procesora w wyniku przegrzania urządzenia, drugi – przegrzania układu karty graficznej. Jeżeli procesor lub karta graficzna ulegają przegrzaniu, najłatwiej rozpoznać to po tym, że temperatura ekranu jest wyższa niż zwykle. Przegrzana tylna część urządzenia świadczy z kolei o problemach z akumulatorem. Aby sprawdzić, czy temperatura urządzenia mieści się w normie (między 37 a 43°C), można wykorzystać np. aplikację AIDA 64.

Przyczyny, które mogą powodować przegrzewanie telefonu, to m.in.:

  • niesprawnie działający sprzęt,
  • usterki produkcyjne,
  • problemy z ładowarką,
  • usterki w systemie operacyjnym,
  • zainfekowanie złośliwym oprogramowaniem,
  • zbyt wiele działających jednocześnie aplikacji,
  • wielogodzinny streaming filmów,
  • niewłaściwe ustawienia telefonu.

Obciążenie procesora oraz pamięci telefonu generuje ciepło, które ma negatywny wpływ na urządzenia elektroniczne, ograniczając prędkość oraz wydajność ich pracy.

Jak sobie z tym radzić

Aby uniknąć przegrzania, trzeba po prostu wykluczyć czynniki wymienione wyżej, gdy jednak już do niego dojdzie, można np. skorzystać z aplikacji (np. Cooling Master), która wykrywa wyższą temperaturę urządzenia i podejmuje działania mające na celu jej obniżenie, np. poprzez wyłączenie funkcji obciążających smartfon. Jeżeli mimo podjętych kroków, telefon notorycznie się nagrzewa, a Ty nie możesz znaleźć przyczyny, to zdecydowanie nie zwlekaj i zanieś telefon do serwisu, gdzie problem zostanie zdiagnozowany. Być może będzie konieczna wymiana niektórych podzespołów. Jeżeli z kolei rozważasz kupno nowego urządzenia, to zachęcamy do zapoznania się z asortymentem: https://www.t-mobile.pl/telefony-i-urzadzenia/telefony/cat10019.chtml. Znajdziesz tam różne telefony w korzystnych ofertach abonamentowych, dzięki czemu nie musisz jednorazowo wydawać znacznej kwoty na zakup urządzenia.

Pracowita końcówka roku i przyspieszenie w prywatnym sektorze najmu mieszkań

Rok 2019 na polskim rynku mieszkaniowym upłynął pod znakiem przyspieszenia i zwiększenia skali inwestycji w segmentach mieszkań na wynajem i prywatnych akademików. Nasz kraj nadal jest na celowniku dużych inwestorów zagranicznych, a części z nich udało się sfinalizować spektakularne transakcje. Mimo, że potencjalni nabywcy instytucjonalni wciąż nie mogą nabyć gotowych portfeli o oczekiwanej skali, a wejście na ten rynek oznacza przede wszystkim powstanie nowych zasobów, zainteresowanie najmem instytucjonalnym rośnie i bez wątpienia sektor ten będzie w 2020 roku pożądaną kategorią bezpiecznych aktywów.

Polska jest w prawdzie wciąż niedojrzałym, ale niezwykle atrakcyjnym rynkiem dla podmiotów, które koncentrują się na inwestowaniu w najem instytucjonalny. Wejście na nasz rynek wiąże się co prawda z większym ryzykiem, ale kompensuje to wyższa stopa kapitalizacji. W krajach Europy Zachodniej nie da się uzyskać 6-8% zwrotu z inwestycji, jaki wciąż jeszcze pozwala osiągnąć inwestowanie w Polsce. Rosnące zainteresowanie najmem młodszych pokoleń i konsekwentnie rosnące czynsze najmu, które od 2014 roku wzrosły o blisko 25%, wydają się dostatecznie przekonywać kolejnych graczy.

Stare po nowemu

Dla tych inwestorów, którzy pierwsze inwestycje w Polsce mieli już za sobą, miniony rok był czasem poszerzania portfeli. Intensywnie upłynął rok 2019 czeskiego inwestora Zeitgeist Asset Management. W połowie 2019 roku podpisano umowę kupna historycznego budynku, Poczty Głównej w Krakowie przy ul. Wielopole 2 i okazałej działki z zabudowaniami przy ul. Cystersów 21. W prawdzie rozpoczęcie prac rewitalizacyjnych planowane jest dopiero w 2022 roku, a plany inwestora dotyczące przeznaczenia poszczególnych obiektów nie są znane, ale już dziś inwestycja budzi duże zainteresowanie ze względu na swoją wyjątkową lokalizację i potencjał rozbudowy. Podobnie jest w przypadku działki o powierzchni 1 ha przy ul. Nowogrodzkiej i św. Barbary w Śródmieściu Warszawy kupionej przez Zeitgeist AM od Orange Polska za imponującą kwotę 350 mln zł (81 mln euro). W celu zapewnienia odpowiedniego czasu na przeniesienie infrastruktury telekomunikacyjnej znajdującej się w obiektach, sprzedający ma leaseback, czyli zwrotną umowę najmu na część nieruchomości do 2026 roku.

Ogłoszono natomiast rozpoczęcie prac przy rewitalizacji kamienicy na warszawskiej Pradze Północ, w pobliżu Portu Praskiego, gdzie pod koniec 2021 roku ma zostać oddanych do użytkowania ponad 100 mieszkań, część w zabytkowej kamienicy. Obecnie inwestor ma już w Polsce 6 nieruchomości, w większości z nich planuje mieszkania na wynajem lub akademiki.

Maximilian Mendel, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL
Maximilian Mendel, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL

Specjalnością Zeitgeist AM są inwestycje w budynki istniejące, często z elementami zabytkowymi. Kamienice mają swój klimat i są czymś wyjątkowym – przede wszystkim w Warszawie, gdzie niewiele z nich przetrwało II wojnę światową. Na pewno nie brakuje chętnych by zamieszkać w wyremontowanych i zmodernizowanych „budynkach z historią”. Dostosowywanie tych nieruchomości na potrzeby rynku najmu można też potraktować jako przywracanie im ich pierwotnej funkcji. Wiele z nich powstało przecież z inicjatywy czy to prywatnych przedsiębiorców czy instytucji (m.in. ZUS) właśnie jako budynki czynszowe – komentuje Maximilian Mendel, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych JLL.

Podobną ścieżkę na zaistnienie w Polsce wybrała izraelska firma AFI Europe. Wiosną br. inwestor rozpoczął rewitalizację zabytkowej kamienicy Wolfa Krongolda zwanej potocznie „Pekinem”, przy zbiegu ulic Złotej i Żelaznej. Firma nabyła nieruchomość w 2015 r. za 21 mln zł i planuje tam około 160 mieszkań. Kamienica od 16 lat stała pusta, pozwolenie na budowę zostało wydane w 2018 roku, a długo oczekiwany remont ruszył w 2019 roku i ze względu na swoją unikalność, potrwa około 30 miesięcy.

Zdecydowanie więcej, bo aż 60 mln zł przyszło zapłacić inwestorowi za kamienicę Natansona przy Nowym Świecie. Transakcja zakupu znanego warszawiakom „Roleksa” została ogłoszona na początku listopada b.r. Inwestor zapowiedział, że w budynku należącym dotychczas do Warszawskiego Przedsiębiorstwa Geodezyjnego powstaną mieszkania na wynajem klasy premium.
Pracowita końcówka roku i przyspieszenie w segmencie PRS

Utartą deweloperską ścieżką

Niezależnie od przyszłego scenariusza rozwoju naszego kraju, Warszawa jest skazana na dalszy wzrost Zupełnie inną strategię przyjął niemiecki inwestor TAG Immobilien. Niemałą sensacją na polskim rynku była ogłoszona w listopadzie informacja o przejęciu za ok. 365 mln zł (85 mln euro, za część mieszkaniową) wiodącego wrocławskiego dewelopera Vantage Development. Strategia inwestora zakłada zbudowanie w krótkim czasie 10 000 mieszkań na wynajem, przede wszystkim we Wrocławiu.

Duże zagraniczne podmioty od dawna obserwują polski rynek, ale problemem jest brak produktu. Większość deweloperów nie są zbyt skłonni budować dla inwestorów instytucjonalnych, bo wciąż sprzedaż detaliczna zapewnia im lepsze marże. Zakup spółki deweloperskiej ze sporym portfelem gruntów i inwestycji w przygotowaniu pozwala na skrócenie procesu budowania portfela i zapewnia łatwiejsze zarządzanie tym procesem – komentuje Krystyna Pietruszyńska, konsultant w Dziale Inwestycji Mieszkaniowych JLL.

Odważnie na nowym gruncie

Kolejny gracz, który chce zgarnąć premię za pierwszeństwo to LRC. Wartość europejskiego portfela Grupy LRC to ponad 5 mld euro, a poza obiektami komercyjnymi podmiot zarządza ponad 16 tys. mieszkań. Firma działająca na rynku komercyjnych nieruchomości w Polsce od 2016 roku w tym roku postawiła pierwsze kroki w kierunku najmu instytucjonalnego mieszkań. Pierwszą transakcją przeprowadzoną w marcu 2019 roku był zakup 175 mieszkań w Pacific Residence przy ul. Solec 24 w Warszawie. Dwunastopiętrowy budynek z Powiśla z ok. 200 mieszkaniami stał prawie pusty przez 6 lat. Druga transakcja Grupy LRC przeprowadzona wspólnie z Atrium European Real Estate Limited oraz z jeszcze jednym nieujawnionym podmiotem to zakup w ramach transakcji forward purchase wieży mieszkalnej z apartamentami na wynajem przy ul. Grzybowskiej 59 w Warszawie. Realizowany drapacz chmur znajdzie się w sercu biznesowej Woli, w sąsiedztwie hotelu Hilton i kompleksu apartamentów na wynajem Platinum Towers. Sprzedający, Golub GetHouse, kupił atrakcyjnie zlokalizowaną działkę dwa miesiące przed transakcją odsprzedaży za około 150 mln zł (ok. 54 tys. netto za 1 m² działki). Budynek o planowanej wysokości 170 m z 900 lokalami ma zacząć piąć się w górę na przełomie 2020 i 2021.

Co istotne, we wzrost znaczenia sektora PRS (Private Rented Sector) wierzy również sam Golub GetHouse, który w 2019 roku stworzył nową markę – Inspirentals, rdzeniem działalności, której będzie realizacja projektów na wynajem. W I kw. 2020 r. ruszy pod jej szyldem budowa osiedla Postępu Apartments z ponad 350 mieszkaniami na warszawskim Służewcu. Na II kw. zaplanowano rozpoczęcie budowy 42-kondygnacyjnego wieżowca pod nazwą Liberty Tower, po sąsiedzku projektu sprzedanego LRC. Zgodnie z planem w III kw. 2023 roku portfel firmy zasili 500 wykończonych apartamentów na wynajem. Budynek będzie dzielił funkcje z hotelową marką Radisson RED. Obok Liberty Tower inwestor odrestauruje także historyczną, 7-kondygnacyjną kamienicę, w której powstaną 34 apartamenty na wynajem.

Działający z rozmachem Golub GetHouse nie ogranicza się zresztą tylko do rynku najmu mieszkań. W tandemie z amerykańskim partnerem CA Ventures International zaczęli również inwestować i zarządzać siecią akademików LivinnX. Pierwszy akademik tej sieci działa już w Krakowie. Niedawno ogłoszono również plany uruchomienia kolejnego – tym razem w Warszawie.

Konsekwentnie na czele stawki

18 grudnia br. finalizację kolejnej, trzeciej już na polskim rynku transakcji ogłosiła Catella, która nabyła na rzecz funduszu pod nazwą Catella European Residential (CER) Fund za 20 mln euro od firmy Hines trzy budynki przy ul. Rakowickiej w Krakowie. W dwóch z nich znajdują się 154 mieszkania na wynajem, a w trzecim, prywatnym akademiku, 139 pokoi dla studentów. Oferta ta z początkiem stycznia trafi na rynek najmu. W swoim polskim portfelu Catella ma już 72 luksusowe apartamenty zlokalizowane w charakterystycznej dla warszawskiej panoramy wieży mieszkalnej Złota 44 oraz 193 mieszkania w inwestycji na ul. Pereca w Warszawie.

Inwestycje z udziałem ryzyka deweloperskiego, a nawet takie typu forward deals są dla wielu podmiotów rozważających wejście na polski rynek dużym wyzwaniem. Dla wielu funduszy – zwłaszcza tych konserwatywnych – obok ryzyka kursowego czynnikiem wykluczającym. Trzecia z kolei, z powodzeniem przeprowadzona transakcja Catelli, w której mieliśmy zaszczyt uczestniczyć jako doradca transakcyjny, potwierdza, że jest to skuteczny i efektywny sposób ekspansji – komentuje Maximilian Mendel, szef zespołu Inwestycji Mieszkaniowych JLL, który był również doradcą transakcyjnym przy pierwszej, pionierskiej na polskim rynku transakcji zakupu całego budynku mieszkalnego z przeznaczeniem na wynajem na ul. Pereca.

Rośnie też systematycznie profesjonalna platforma najmu instytucjonalnego Resi4Rent uruchomiona w 2018 roku, która buduje portfel mieszkań w standardzie popularnym. Obecnie spółka ma 7 projektów w budowie lub w fazie zaawansowanego planowania. Pierwsze obiekty oddane zostały do wynajmu w listopadzie 2019 r. – we Wrocławiu przy (302 mieszkania ul. Rychtalskiej) i Łodzi (219 mieszkań przy ul. Wodnej). Kolejne spośród realizowanych 1 200 mieszkań powstają we Wrocławiu (Kępa Mieszczańska) i Warszawie (Browary Warszawskie oraz Taśmowa). Docelowo, za 2-3 lata platforma ma zarządzać 5-7 tys. mieszkaniami w 6 największych polskich miastach – w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku Poznaniu i Łodzi. Za planowanie, projektowanie i realizację inwestycji odpowiada Echo Investment (30% udziałów), jeden z liderów na polskim rynku deweloperskim. Drugim, większościowym udziałowcem o międzynarodowym znaczeniu jest renomowany fundusz inwestycyjny (70% udziałów). Nad jakością dostarczanych usług czuwa profesjonalny zespół asset managerów z Griffin Real Estate. Potencjał wzrostu tego segmentu dostrzegł węgierski WING, który w końcówce grudnia sfinalizował zakup pakietu 56% akcji Echo Investment.

Prognozy i oczekiwania w 2020 r.

Polski rynek najmu mieszkań z każdym rokiem staje się coraz bardziej dojrzały, na co wskazuje spora podaż nowych, dobrych jakościowo zasobów, wzrost czynszów i rosnąca liczba podmiotów instytucjonalnych działających w tym segmencie rynku. Świadczyć mogą o tym także postępy w komercjalizacji pierwszych aktywów instytucjonalnych. Prawie wszystkie budynki mieszkalne nabyte przez inwestorów w ramach umów pakietowych, po początkowych trudnościach osiągnęły bardzo wysoki poziom obłożenia. Większość z nich jest w całości wynajęta, w innych w ofercie pozostają pojedyncze jednostki. Czynnikiem napędzającym inwestycje w tym sektorze są też zmiany demograficzne i społeczne.
Polski rynek jest jednym z najatrakcyjniejszych w Europie pod względem stopy zwrotu z inwestycji. W ostatnich pięciu latach zainwestowano w tym sektorze ponad 3 mld złotych, a pamiętać należy, że jeszcze 5 lat temu ten segment nie istniał tu w ogóle. Wzrost aktywności i liczby inwestorów już teraz operujących na polskim rynku zwiastuje wysyp kolejnych dużych transakcji w nadchodzącym roku – podsumowuje Maximilian Mendel, ekspert JLL.

Jakie oferty pracy proponuje agencja zatrudnienia?

Agencje zatrudnienia proponują wiele ofert pracy, które są dostosowane do potrzeb poszczególnych typów pracowników. Za ich pośrednictwem bez trudu można więc znaleźć zarówno zajęcie stałe, jak i tymczasowe w kraju lub za granicą. Oferowane ogłoszenia dostępne są też w firmach z różnorodnych branż.

W jakich branżach można się zatrudnić przez agencję zatrudnienia?

Praca przez agencję zatrudnienia kojarzy się najczęściej z podjęciem zajęcia zarobkowego w firmach zajmujących się produkcją lub magazynowaniem. W rzeczywistości, proponowane przez nią oferty mogą być bardziej zróżnicowane. Wiele zależy jednak od charakteru i profilu działalności konkretnej placówki. Należy przy tym zaznaczyć, że renomowane agencje zatrudnienia specjalizują się często w dostarczaniu ogłoszeń z różnorodnych branż. Do takich firm należy, np. Randstad. Najnowsze oferty zatrudnienia za jej pośrednictwem można znaleźć na oficjalnej stronie internetowej przedsiębiorstwa, pod adresem: https://www.randstad.pl.

W jakich sektorach można zatem podjąć pracę przez agencję? Wybór okazuje się naprawdę szeroki. Poza magazynowaniem i produkcją, na kandydatów czekają oferty związane z zatrudnieniem w firmach zajmujących się m.in. finansami i bankowością, sprzedażą, obsługą klienta, telemarketingiem, gastronomią, marketingiem, IT, administracją, reklamą czy HR. Co ważne, za pośrednictwem agencji bez trudu można znaleźć ogłoszenia skierowane zarówno do wykwalifikowanych specjalistów, jak i osób z małym doświadczeniem zawodowym, które dopiero wkraczają na rynek pracy.

Praca tymczasowa i stała

Bardzo często agencje pracy skupiają się na dostarczaniu ofert dotyczących zatrudnienia tymczasowego. To szczególny rodzaj pracy świadczonej jedynie przez określony czas, którego zasady wyznacza prawo. Zgodnie z przepisami, aby podjąć takie zajęcie, konieczne jest podpisanie umowy między trzema stronami: pracownikiem, tzw. pracodawcą użytkownikiem i właśnie agencją. Co istotne, praca tymczasowa w jednej firmie może być wykonywana jedynie przez 18 miesięcy w okresie kolejnych 36 miesięcy. 

Tego typu oferty skierowane są często do osób, które dopiero rozpoczynają karierę, a także do pracowników, którzy chcą się przekwalifikować lub od dłuższego czasu pozostają bezrobotni. Tak naprawdę mogą z nich jednak skorzystać wszyscy ci, którym zależy na rozwoju kompetencji z danej dziedziny, a także szybkim zarobieniu pieniędzy.

Wiele agencji zatrudnienia oferuje też pracę stałą. Ogłoszenia tego typu dotyczą zarówno stanowisk niższego szczebla, jak i tych przeznaczonych dla fachowców z danej branży.

Oferty pracy w kraju i za granicą

W zależności od typu agencji pracy, może ona zaproponować oferty zatrudnienia w Polsce lub za granicą. Niektóre placówki, zwłaszcza te większe, dostarczają obu typów ogłoszeń.  Daje to szerokie możliwości wyboru. Biorąc pod uwagę indywidualne preferencje pracowników, mają oni zatem szansę na rozwijanie swojej kariery również w środowisku międzynarodowym. Co ważne, zaaplikowanie na ofertę pracy w innym kraju za pośrednictwem agencji daje im gwarancję bezpieczeństwa i legalności zatrudnienia.

Wyjadą z Polski? Jak zachęcić Ukraińców do pozostania w Polsce?

Pierwszego stycznia Niemcy otwierają się na zatrudnianie pracowników z Ukrainy. Polscy pracodawcy i agencje zatrudnienia sondują opinie Ukraińców na ten temat. Chodź kwestia ich pozostania lub wyjazdu wciąż jest jeszcze loterią, to wydaje się, że dla firm równie ważne jak poszukiwanie pracowników z coraz odleglejszych krajów staje się pytanie „jak zachęcić Ukraińców do pozostania w Polsce”?

Z inicjatywy Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), największej tego typu organizacji branżowej w Polsce, ankietę dotyczącą nastrojów związanych z wyjazdem do pracy w Niemczech przeprowadziła agencja pracy tymczasowej Alikon. Agencja przeprowadziła badanie w mediach społecznościowych, w grupach dyskusyjnych Ukraińców pracujących w Polsce oraz tych, którzy pracowali w Polsce w ostatnim roku. Respondenci mieli wybrać swoje odpowiedzi (można było wybrać kilka) na pytanie „Mieszkasz i pracujesz w Polsce? Co myślisz na temat możliwości wyjazdu do pracy zarobkowej w Niemczech?”.

– Opinie pracowników z Ukrainy są dla nas bardzo ważne. Pracodawcy bardzo ich cenią i wciąż jest duże zapotrzebowanie na nich. Wystarczy powiedzieć, że wśród agencji zrzeszonych w SAZ są takie, które w 80 procentach zatrudniają właśnie obywateli Ukrainy – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ. – Warto znać ich opinie i motywować ich do tego, aby zostali i rozwijali się w Polsce.

Deklarują, że zostają

Jak informuje Tatiana Dembska, prezes APT Alikon, większość osób, które wzięły udział w ankiecie deklaruje chęć pozostania i pracy w Polsce. Zdecydowaną chęć wyjazdu w najbliższym czasie do Niemiec w celach zarobkowych zadeklarowało 15 proc. ankietowanych.

– 32 procent osób, biorących udział w ankiecie, nie planuje wyjazdu do Niemiec, gdyż są zadowoleni z pracy w Polsce i większość z nich sprowadziła już tu swoje rodziny, żeby osiedlić się na stałe. 24 procent pomimo chęci wyjazdu, nie zrobi tego z powodu nieznajomości języka niemieckiego i większych różnic kulturowych pomiędzy Ukrainą a Niemcami w porównaniu z Polską – mówi Tatiana Dembska.

Plotką okazują się też doniesienia o tym, że Ukraińcy masowo uczą się języka niemieckiego. Informacja taka pojawiła się w mediach w pierwszej połowie 2019 r. Nie potwierdzają jej jednak największe szkoły językowe z siedzibami w całej Polsce, do których zadzwoniliśmy.

Dembska dodaje, że pozostali ankietowani wyrazili niechęć do wyjazdu w celach zarobkowych do Niemiec, a jako powód podawali najczęściej: zaostrzone wymagania do co udokumentowania kwalifikacji pracownika, oraz dużą liczbę ofert pracy bez legalnego zatrudnienia.

– Z drugiej strony, z nieoficjalnych źródeł wiemy, że większość osób, które przymierzają się do wyjazdu w celach zarobkowych do Niemiec w przyszłym roku, najczęściej będzie tam niestety pracować „na czarno” – mówi Tatiana Dembska. – Otwarcie granic dla pracowników ze Wschodu, z pewnością, będzie wiązało się z zaostrzeniem kontroli przez niemieckie Urzędy. Można spodziewać się zwiększenia liczby „deportacji” na Ukrainę, z zakazem wjazdu do Niemiec. Dlatego też, nie dziwi mnie fakt, że bardziej świadomi konsekwencji prawnych Ukraińcy wolą pewną, stabilną i przede wszystkim legalną pracę u polskiego pracodawcy – dodaje.

Dlatego firmy rekrutujące i zatrudniające pracowników z Ukrainy, coraz bardziej dbają o relację z nimi i ciągłość dokumentów pobytowych.

– Zauważyłam, że łatwiej jest nam nawiązać relację z tymi pracownikami, ze względu na większą świadomość ich potrzeb oraz komunikację, którą prowadzimy w ich języku. Dając im wybór wśród ofert pracy, budujemy długotrwałą współpracę, a tym samym obniżamy koszty rekrutacji oraz rotację pracowników tymczasowych ze Wschodu – mówi Dembska.

Rodzina jest ważna

Anastasiia Serdiuk, starszy specjalista ds. legalizacji pobytu agencji SAS Logistic jest w Polsce od trzech lat. Z wykształcenia prawniczka, przyjechała ze swoim mężem, żeby szukać pracy, początkowo do Gdańska. Procedura pobytowa trwała jednak tak długo, że nie udało im się tam zostać. Ale nie zrezygnowali, po kilku miesiącach wrócili do Polski, tym razem do Warszawy, gdzie po pół roku pani Anastasiia znalazła pracę w dziale legalizacji pobytu w agencji SAS Logistic, a mąż w firmie zajmującej się montażem okien.
– Mamy legalną pracę, często odwiedza nas rodzina, sami też możemy bez problemu jeździć do nas. Moja mała, dwunastoletnia siostrzyczka już uczy się języka polskiego. Mówi, że chce tutaj iść na studia – mówi Serdiuk.

Jej zdaniem dla osób, które myślą o pracy „na czarno” otwarcie niemieckiej granicy nic nie zmienia, bo albo już tam są, albo organizują już taki wyjazd na bazie swoich kontaktów.
– Za to ci, którzy chcą pracować legalnie, jak np. wykwalifikowani spawacze, boją się, że praca, którą zaoferują im w Niemczech okaże się pracą „na czarno” i będą mieli kłopoty. Odstraszają też koszty życia. Wynagrodzenie może jest i wyższe, ale mieszkanie, kursy językowe, czy pomoc prawna, to wszystko kosztuje bardzo dużo, więc niewiele da się odłożyć – mówi. – A do Polski łatwiej jest przyjechać, jest tu sporo Ukraińców, którzy chętnie pomogą, za prostą pracę można uczciwie zarobić, a jeszcze dostać mieszkanie i pomoc koordynatora.

Dodaje, że coraz ważniejszym faktorem staje się możliwość sprowadzenia rodziny. – W naszej agencji zatrudniamy około dwóch tysięcy osób z Ukrainy, z czego kilkanaście jest już w Polsce z rodziną i stara się tu osiedlić – mówi Serdiuk.

W jej opinii otwarcie niemieckiej granicy może spowodować, że polscy pracodawcy podniosą nieco wynagrodzenie, może też procedury legalizacja pracy tutaj staną się łatwiejsze. A to wpłynie na decyzje Ukraińców.

Wróżenie z fusów?

Zdaniem Andrzeja Drozda, wiceprezesa Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG) Ukraińcy, którzy sprowadzili się już do Polski z rodziną to grupa rosnąca i bardzo istotna, ale nie do końca reprezentatywna. Większość pracowników zza wschodniej granicy to osoby, które przyjeżdżają, żeby intensywnie pracować, zarobić (i zaoszczędzić) jak najwięcej, wrócić na Ukrainę i za jakiś czas znów przyjechać.

– Można oczywiście dyskutować, czy taki model jest dobry czy nie. Dla pracodawców, którzy muszą inwestować w dokształcanie jest to z pewnością niewygodne, ale np. w budowlance, gdzie najczęściej pracują Ukraińcy jest to naturalne i wygodne dla obu stron – mówi Andrzej Drozd.

Jego zdaniem regulacje i prognozy związane z rynkiem niemieckim to temat do głębokiej analizy i rozważania, jednak w tym momencie trudno o jakąkolwiek wiążącą statystykę.
– Nie wszyscy którzy dziś deklarują, że chcą pracować w Niemczech będą mogli to robić, nie wiadomo też ilu z tych, którzy dziś mówią, że chcą zostać w Polsce ostatecznie zdecyduje się jednak na wyjazd. Pamiętajmy, że przepisy niemieckie, które wchodzą w 2020 roku też mają charakter sondujący rynek – mówi Drozd. – Na razie jest spokojnie. Warto jednak zastanowić się jak usprawnić legalizację pobytu, żeby przeciwdziałać szarej strefie. Jaki pakiet motywacyjny działałby w kierunku zatrzymania osób bardziej zdecydowanych, żeby zostać. Mamy też przecież w Polsce wielu absolwentów z zagranicy. Należałoby zachęcać ich do pozostania tutaj.

Jego zdaniem to ważny temat do dyskusji dla mediów, organizacji pozarządowych i branżowych oraz instytucji państwowych, które decydują o kształcie polskiego prawa. Szczególnie biorąc pod uwagę zjawiska takie, jak postępująca geriatryzacja i stała tendencja emigracyjna społeczeństwa polskiego oraz wysokie tempo rozwoju gospodarczego.

Najważniejsze zdaniem wiceprezesa PUIG problemy na dziś, to zmniejszająca się liczba pracowników różnego stopnia wykwalifikowania (np. szwaczki czy stoczniowcy), którzy znikają z rynku, bo „wyjeżdżają dalej”. Problem „podkupywania” pracowników, którzy przyjeżdżają do jednego pracodawcy, a po drodze zmieniają go na innego. Kwestia eliminacji patologii, które podminowują zaufanie i zostają w pamięci zbiorowej. Potrzeba wydłużenia okresu pracy na podstawie oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy z 6 do 12 miesięcy, co zmniejszyłoby kolejki i niedrożność polskich urzędów.

W 2020 r. gospodarka nie pomoże rynkowi deweloperskiemu?

Czynniki makroekonomiczne znacząco wpływają na kondycję rynku pierwotnego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak w tym kontekście wyglądają prognozy na 2020 r.

Kondycja branży deweloperskiej zwykle odzwierciedla sytuację makroekonomiczną całej gospodarki. Właśnie dlatego w kontekście rynku nowych mieszkań ciekawe wydają się najnowsze prognozy gospodarcze Narodowego Banku Polskiego. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, jak NBP widzi przyszłość krajowej gospodarki w latach 2020 – 2021. Okazuje się, że nie wszystkie prognozy są negatywne dla deweloperów.

Wskaźniki ekonomiczne, które postanowili przeanalizować eksperci RynekPierwotny.pl pochodzą z listopadowej projekcji inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Według oczekiwań Narodowego Banku Polskiego, wspomniane wskaźniki będą wyglądały następująco:

  • 2019 rok – 2,3% (roczna inflacja CPI) oraz 4,3% (roczny wzrost gospodarczy)
  • 2020 rok – 2,8% (roczna inflacja CPI) oraz 3,6% (roczny wzrost gospodarczy)
  • 2021 rok – 2,6% (roczna inflacja CPI) oraz 3,3% (roczny wzrost gospodarczy)

Powyższe prognozy nie wydają się bardzo optymistyczne dla krajowych deweloperów. Takich inwestorów mogą natomiast ucieszyć projekcje dotyczące sytuacji na rynku pracy. Narodowy Bank Polski spodziewa się bowiem stabilizacji stopy bezrobocia na bardzo niskim poziomie.

Wedle prognoz, stopa bezrobocia obliczana według metody BAEL nie powinna przekroczyć 4,5% w 2020 roku, 2021 roku oraz 2022 roku. To wiadomość, która z punktu widzenia deweloperów może być nawet ważniejsza niż prognozowany spadek dynamiki PKB. Brak trudności ze znalezieniem pracy będzie bowiem pozytywnie wpływał na poziom płac i optymizm konsumentów. Poprzednie lata już pokazały, że sytuacja na rynku pracy jest bardzo ważna dla rynku pierwotnego.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Od stycznia wyższa akcyza. Papierosy droższe średnio o 1 zł, wódka 1,4 zł

Prezydent podpisał ustawę podnoszącą podatek akcyzowy. Wejdzie on w życie  jeszcze w tym tygodniu. Jak zauważa wielu komentatorów, dobrze, że nie kilka dni wcześniej, bo wielu Polaków odczułoby to dotkliwiej.

Świąteczna nuda

Zgodnie z oczekiwaniami, w święta aktywność na rynkach była zdecydowanie mniejsza. Nastąpiły jedynie drobne zmiany, ale w przypadku głównych walut ciężko uznać je za istotne. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że pomimo trzech dni (a w rzeczywistości dwóch, bo 25 grudnia nie jest właściwie dniem transakcyjnym) najważniejszą zmianą jest spadek o 1 grosz w dół szwajcarskiego franka z 3,92 zł na 3,91 zł.

Dobre dane ze Szwajcarii

Indeks Instytutu KOF wyniósł 96,4 punktów wobec oczekiwanych 94,5 punktów. Jest to wskaźnik pokazujący optymizm co do przyszłości przedsiębiorców. Odczyty poniżej 100 punktów świadczą co prawda o pesymizmie grupy badanej, ale warto zwrócić uwagę na zmianę rezultatu. Jeszcze miesiąc temu było to zaledwie 92,6 punktów. Oznacza to, że Szwajcarzy bardziej optymistycznie patrzą w przyszłość, a zatem będą bardziej skłonni do inwestowania. W wyniku tych danych zyskiwał frank szwajcarski. Na szczęście dla polskich kredytobiorców połączyło się to w czasie z umacnianiem się złotego względem euro, zatem nie było widać ruchu franka w górę.

Wzrost akcyzy od stycznia

Jeszcze w tym tygodniu w Polsce wzrośnie akcyza na wyroby tytoniowe oraz alkohol. Należy spodziewać się wzrostu cen tych produktów. Wyjątkiem jest perry i cydr, które zostaną opodatkowane preferencyjną stawką podatku akcyzowego w ramach wsparcia polskiego sadownictwa gruszek i jabłek. Jeżeli ceny wzrosną “tylko” o akcyzę, a nie proporcjonalnie, to powinniśmy spodziewać się 1,4 złotego podwyżki na pół litra wódki, 6 groszy na piwie i mniej więcej złotówki na paczce papierosów. Ma to dać 1,7 mld złotych dodatkowych wpływów do budżetu. Biorąc pod uwagę, że celem jest dbanie o nasze zdrowie, to, jeśli zabieg się uda i zmienimy przyzwyczajenia, to budżet nie zobaczy aż takiego wzrostu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

10 rzeczy o których powinien pamiętać każdy pracodawca na przełomie roku

Przełom roku to nie tylko intensywny czas bilansów, analiz wyników i podsumowań w zakresie funkcjonowania firmy. Jest to również okres, w którym następują istotne zmiany prawne, pociągające za sobą nowe obowiązki pracodawców.  O czym każdy zatrudniający powinien więc pamiętać, mając na uwadze aktualne przepisy prawa pracy, ubezpieczeń społecznych i socjalnych? Aplikant radcowski Agata Majewska z Kancelarii Ślązak, Zapiór i Wspólnicy specjalnie dla pracodawców, przygotowała listę 10 zadań do zrealizowania na przełomie roku. 

  1. Zaległy urlop wypoczynkowy

Przepisy Kodeksu Pracy nakazują pracodawcy udzielić urlopu wypoczynkowego w roku, w którym pracownik nabył do niego prawo. Wzorcowo więc powinien on zostać w całości wykorzystany w danym roku kalendarzowym. Dni zaległego urlopu, którego pracownik nie wykorzystał w 2019 r., pracodawca musi udzielić nie później niż do końca września 2020 r.

  1. Plan urlopów

Plan urlopów powinien zostać sporządzony przed rozpoczęciem lub na początku roku kalendarzowego. Może obejmować zarówno cały rok, jak i jego część (np. kwartał). Powinien uwzględniać on wnioski pracowników, a jednocześnie zapewnić normalny tok pracy w firmie. Obowiązek sporządzenia planu urlopów nie dotyczy pracodawców, u których nie działa organizacja związkowa, jak również gdy działająca zakładowa organizacja wyraziła zgodę na jego brak.. Wówczas urlopy udzielane powinny być w porozumieniu z pracownikami.

  1. Zebranie oświadczeń o korzystaniu z dni wolnych na opiekę nad dzieckiem.

Pracownik, który wychowuje przynajmniej jedno dziecko do 14. roku życia, ma prawo do zwolnienia  od pracy w wymiarze 16 godzin albo 2 dni w roku kalendarzowym, przy zachowaniu prawa do wynagrodzenia. Zwolnienie przysługuje najpóźniej do końca dnia, w którym dziecko kończy 14 lat. Wspomniane 2 dni lub 16 godzin przysługuje w każdym nowym roku kalendarzowym. Dni niewykorzystane w 2019 roku, nie przechodzą jednak na rok na następny.

  1. Dostosowanie nowego sposobu prowadzenia dokumentacji pracowniczej.

Od 1 stycznia 2019 r. obowiązują nowe przepisy dotyczące prowadzenia dokumentacji pracowniczej. Pracodawcy otrzymali możliwość prowadzenia i przechowywania dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy i akt osobowych w formie papierowej lub elektronicznej – w zależności od dokonanego przez siebie wyboru. Obowiązek ujednolicenia systemu prowadzenia dokumentacji, ze względu na to, że dotyczy nie tylko nowo zatrudnionych, ale i dotychczasowych pracowników, rozciągnięty został na cały 2019 r. Od 1 stycznia 2020 r. powinien więc w całości odpowiadać rygorom rozporządzenia w sprawie dokumentacji pracowniczej i jej elektronizacji.

  1. Korekta odpisu na ZFŚS

Obowiązek utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych mają pracodawcy, zatrudniający według stanu na 1 stycznia danego roku co najmniej 50 pracowników w przeliczeniu na pełny etat. Natomiast najpóźniej do 31 grudnia 2019 r. pracodawcy obowiązani są dokonać korekty odpisu na ZFŚS do rzeczywistej, przeciętnej liczby zatrudnionych pracowników za mijający rok kalendarzowy. Jeśli faktyczna przeciętna liczba zatrudnionych przewyższa przewidywaną, różnicę między odprowadzonym, a należnym odpisem należy odprowadzić na rachunek ZFŚS do 31 grudnia 2019 r. Jeśli liczba ta jest niższa, w 2020 roku możliwe jest odprowadzenie odpisu pomniejszonego o nadpłaconą kwotę.

  1. Wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych

Pracodawcy zatrudniający co najmniej 25 pracowników, w tym pracowników niepełnosprawnych, jak i pracodawcy, którzy nie osiągają odpowiedniego wskaźnika zatrudnienia takich pracowników, do 20 stycznia 2020 r. mają obowiązek złożenia informacji rocznej w formie dokumentu elektronicznego w ramach systemu e-PFRON.

Pracodawcy, którzy uzyskują odpowiedni wskaźnik zatrudnienia niepełnosprawnych obowiązani są w tym samym terminie do złożenia informacji rocznej o tymże zatrudnieniu, a także o zatrudnieniu i kształceniu osób niepełnosprawnych lub działalności na ich rzecz.

  1. Informacja nt. liczby członków ZOZ

Do 10 stycznia 2020 r. zakładowa organizacja związkowa działająca u pracodawcy ma obowiązek przekazać mu informację o liczbie swoich członków. Obowiązkiem pracodawcy jest zaś udostępnienie takiej informacji do wglądu innej działającej u niego organizacji związkowej, jeśli złoży w tym zakresie pisemny wniosek. Rozwiązanie to zapewnić ma lepszą weryfikację liczby faktycznych członków organizacji związkowych działających u poszczególnych pracodawców i zapobiec jej sztucznemu zawyżaniu.

  1. Podwyżka płacy minimalnej

Rok 2020 przynosi kolejną podwyżkę płacy minimalnej. Od 1 stycznia wynosić ona będzie 2.600,00 zł brutto w stosunku do pracowników zatrudnionych na pełen etat. Oznacza to konieczność przeglądu płac w firmie celem zapewnienia ustawowego minimum. Bez znaczenia pozostaje, czy podwyżka polegać będzie na podwyższeniu wynagrodzenia zasadniczego, czy będzie miała charakter dodatku wyrównawczego. Kluczowym jest jedynie, by pracownik rzeczywiście otrzymał wynagrodzenie minimalne.

  1. II faza wdrożenia PPK

Obowiązująca od 1 stycznia 2019 r. ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych 1 lipca 2019 r. objęła pierwszą pulę największych pracodawców. Od 1 stycznia 2020 r. dotyczyć będzie również podmiotów, które zatrudniają co najmniej 50 osób zatrudnionych według stanu na dzień 30 czerwca 2019 r. Oznacza to przede wszystkim obowiązek zawarcia przez nie umów o zarządzanie oraz prowadzenie PPK, a także odprowadzania należnych składek za pracowników objętych programem.

  1. Dodatek stażowy wliczony do podstawy wynagrodzenia

Zapowiadaną od kilku miesięcy zmianą jest zaliczenie od 1 stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego dodatku za staż pracy. Oznacza to, iż pracownikom, którym przyznano dodatek stażowy, zostanie on wyłączony ze składników wynagrodzenia uwzględnianych przy obliczaniu wysokości płacy minimalnej. Skutkiem tego nastąpić ma faktyczne podwyższenie wynagrodzenia pracowników legitymujących się najdłuższym stażem zatrudnienia.

Zaplanuj karierę w 2020 roku

Marzysz o awansie lub nowym miejscu pracy? Jeśli Twoim priorytetem w Nowym Roku jest rozwój kariery to już dziś warto rozpocząć starania. Oto kilka wskazówek, które pomogą Ci dotrzeć do wyznaczonego celu.

Przełom starego i nowego roku to dla wielu z nas czas na podsumowania i plany.
Jeśli rozwój zawodowy jest jednym z Twoich aktualnych priorytetów to warto jak najszybciej ustalić konkretne cele i dążyć do ich realizacji.

Katarzyna Richter – międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej podpowiada co jest kluczowe w doskonaleniu zawodowym:

Przede wszystkim warto zastanowić się, jak chcemy, by potoczyła się nasza kariera,
np. w jakiej firmie i na jakim stanowisku chcielibyśmy pracować za 2-3 lata lub ile chcemy zarabiać. Dzięki temu łatwiej nam będzie ustalić krótko i długoterminowe cele. Warto również znać swoje mocne i słabe strony oraz zainwestować czas w rozwój osobisty, ponieważ ma to bezpośredni wpływ na realizację wytyczonych celów.

Poznaj swoje mocne i słabe strony i ustal plan działania

Świadomość mocnych i słabych, a także plan tego co w najbliższych miesiącach chcemy osiągnąć uświadomi nam jakiego stanowiska szukamy i w jakim kierunku powinniśmy się rozwijać. Pozwoli też wyznaczyć zawodowy kierunek i podjąć odpowiednie kroki.

Pogłębiaj swoją wiedzę i umiejętności

Priorytetem firm w XXI wieku stało się wykonanie planu, czy tzw. „budżetu” w 100%
a nawet 120%. Organizacje koncentrują się na coraz większej wydajność i efektywność swoich pracowników a przez to mniejszą uwagę przywiązują do rozwoju ich umiejętności, czy też psychicznego dobrostanu.

Warto zatem postarać się o wygospodarowanie przynajmniej 1 godziny w tygodniu na poszerzanie swojej wiedzy.

W sieci znajdziemy mnóstwo przydatnych przydatnej wiedzy, np. w formie webinarów, kursów online, czy podcastów, zarówno bezpłatnych, jak i tych w symbolicznej cenie nie przekraczającej zakupu kawy i rogalika w ulubionej piekarni. Warto zainteresować się też ofertą kursów i szkoleń organizowanych przez uniwersytety i inne, wyższe uczelnie.  Prócz przystępnych cen ich dodatkowym atutem jest to, że większość z nich jest dostępna nie tylko dla studentów. Dobrym źródłem wiedzy jest również literatura specjalistyczna. Pogłębiania wiedzy i umiejętności jest niezwykle istotne. Nasza przyszłość zależy
od ciągłego, osobistego rozwoju.

Zadbaj o dobrostan

Dobrostan (well-being) to poznawcza i emocjonalna ocena swojego życia jako przyjemnego i wartościowego, jak również satysfakcjonujący dla człowieka stan osiągany w wyniku zaspokojenia istotnych potrzeb i umożliwiający samorozwój w różnych obszarach życia, w tym również pracy zawodowej.

Jedną z najistotniejszych aktywności życiowych dorosłego człowieka jest praca zawodowa. Bardzo silnie determinuje ona sposób, w jaki ludzie oceniają własne życie. Poczucie dobrostanu w miejscu pracy ma zatem istotne znaczenie dla odczuwania ogólnego dobrostanu każdego człowieka.

Według badań polskich naukowców, dr Agnieszki Czerw oraz dr Anny Borkowskiej na dobrostan w pracy wpływa 12 różnych czynników. To m.in.: posiadanie wpływu i kontroli nad zakresem zadań, swoboda w podejmowaniu decyzji, zróżnicowanie zadań wykonywanych w pracy, intensywność i jakość kontaktów towarzyskich, odpowiednie wynagrodzenie oraz rozwój ścieżki kariery.

Wiedząc co składa się na dobrostan możemy świadomie kierować swoją karierą
i dokonywać lepszych wyborów.
– mówi Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Trzymaj rękę na pulsie

Nawet jeśli w najbliższym czasie nie planujemy zmiany pracodawcy warto systematycznie sprawdzać aktualnie dostępne możliwości.

Pozwala to zorientować się, jakie umiejętności są wymagane na naszym stanowisku. Dzięki temu dostajemy konkretne informacje, w których obszarach powinniśmy podnosić kwalifikacje. To także dobry sposób na sprawdzanie pracodawców – być może są firmy
i stanowiska, do których bardzo pasujemy, a nie wiedzieliśmy o ich istnieniu.

Pamiętajmy, że prócz typowych serwisów rekrutacyjnych mamy także portale dedykowane konkretnym branżom. Warto również na bieżąco aktualizować swój profil na LinkedIn. Szacuje się, że zagląda na niego ok 87% rekruterów. Dobrym źródłem informacji o ofertach pracy są również dedykowane poszczególnym branżom grupy na Facebooku.
– podpowiada Katarzyna Richter.

Emerytury od stażu pracy? Czy emerytury stażowe do dobry pomysł?

Emerytury stażowe to pomysł związków zawodowych, popierany przez prezydenta. W najgorszej sytuacji znajdą się kobiety kończące pracę zawodową, chyba że doprowadzimy do ruiny cały system emerytalny.

Takie emerytury to rozwiązanie stosowane w niektórych krajach, które jest adresowane do osób nie idących na studia czyli wcześnie podejmujących pracę, a więc wcześniej tracących możliwości wykonywania ciężkiej pracy fizycznej.

– Jestem zdecydowanie przeciwny, aby w Polsce wprowadzać emerytury stażowe na warunkach, które proponują związki zawodowe. Proponują one, aby staż zawodowy dla kobiet wynosił 35 lat, wliczając do niego urlopy macierzyńskie i wychowawcze, co oznacza, że część kobiet przechodziłaby na emeryturę już w wieku 55 lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, członek Rady Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Nie możemy tego zrobić naszym dzieciom i wnukom.

Wprowadzenie emerytur stażowych doprowadzi do tego, że coraz więcej kobiet będzie otrzymywało emerytury minimalne, dofinansowywane z budżetu państwa

Jednak emerytury stażowe to nie jest zły pomysł, jeżeli zostanie wprowadzony po spełnieniu określonych warunków.

– Powinniśmy stopniowo, w ciągu 10 lat, wyrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Staż pracy powinien wynosić ok. 42 lat – mówi ekspert Lewiatana.

Wyjątkowo wysokie wpływy z CIT

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. wpływy z CIT, zrealizowane przez tzw. wyspecjalizowane urzędy skarbowe, wyniosły ponad 35 mld zł. Z kolei w przypadku VAT, Krajowa Administracja Skarbowa informuje o kwocie przeszło 77 mld zł. Według ekspertów, wpływy z pierwszej z wymienionych danin są wyjątkowo wysokie. Przeszło połowę z nich odnotowano w województwie mazowieckim. Za nim znajduje się śląskie, a dalej – wielkopolskie. Na końcu jest podlaskie. Zestawienie dotyczące VAT również otwiera mazowieckie. Następnie jest wielkopolskie, a po nim – małopolskie. Listę zamyka woj. lubuskie.

Dokładnie 35 235 640 544 złotych wyniosły po III kwartach br. wpływy z CIT, zrealizowane przez tzw. wyspecjalizowane urzędy skarbowe, a 77 466 633 078 złotych – z VAT. Jak podkreśla Ewa Szkodzińska, naczelnik wydziału komunikacji KAS, te jednostki zajmują się obsługą największych podmiotów gospodarczych. Takich urzędów działa w kraju 20, w tym 3 są w woj. mazowieckim, 2 w wielkopolskim, a także 2 w śląskim i po jednym w pozostałych województwach.

– Wydaje się, że przychody z CIT są wyjątkowo duże. Zwykle powinny stanowić około 1/3 wpływów z VAT-u. Może to oznaczać znaczące zmniejszenie dochodów z tego podatku albo generowanie większego zysku przez duże podmioty – komentuje Marek Zieliński, prezes Krajowego Instytutu Kontroli Biznesowej (KIKB), były dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu.

Z kolei Marek Niczyporuk, doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI, stwierdza, że zaskakująca jest proporcja wpływów z VAT w stosunku do wpływów z CIT. Okazuje się bowiem, że w wyspecjalizowanych urzędach skarbowych wpływy z CIT kształtują się na poziomie ok. 45% wpływów z VAT. Ekspert zaznacza, że w latach 2015-2018 wpływy z CIT stanowiły ok. 10% ogólnego udziału w dochodach budżetu państwa, a te z VAT – ok. 50%. To oznacza, że poziom dochodów z CIT jest szczególnie wysoki.

– Oczywiście większe wpływy z tych podatków pozwalają na poszerzenie wydatków państwa. To przekłada się m.in. na dodatkowe środki na służbę zdrowia czy bezpieczeństwo wewnętrzne, w tym organy i służby zajmujące się przeciwdziałaniem i zwalczaniem grup przestępczych. Pozwala to również rządowi na realizację polityki socjalnej, ubezpieczeń społecznych czy szkolnictwa – dodaje Marek Zieliński.

Największe wpływy w podatku dochodowym od osób prawnych, wg stanu na dzień 30 września 2019 roku, odnotowano w województwie mazowieckim (18,6 mld zł). Kolejną pozycję zajęło śląskie (4 mld zł), a za nim – wielkopolskie (3,4 mld zł), dolnośląskie (2,3 mld zł) i pomorskie (2,2 mld zł). Natomiast wyjątkowo niskie wpływy z CIT były w podlaskim (213,8 mln zł), warmińsko-mazurskim (243,2 mln zł), lubuskim (282,2 mln zł), opolskim (297,7 mln zł) oraz świętokrzyskim (394 mln zł).

– W województwie mazowieckim działalność prowadzą największe korporacje i jest najwięcej siedzib firm zagranicznych w podziale na poszczególne regiony. Te podmioty generują wysokie przychody i tym samym wpływy z podatku CIT w tym obszarze są większe. Zaskakuje w związku z tym brak w czołówce województwa małopolskiego, które ma wysoką pozycję we wpływach VAT – analizuje prezes KIKB.

Jak podkreśla doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI, dane pochodzą z wyspecjalizowanych urzędów skarbowych, a więc obsługujących największych podatników z regionu. Wpływy z CIT są zatem wprost proporcjonalne do liczby przedsiębiorstw obsługiwanych w poszczególnych województwach przez te organy, ale również do wolumenu ich obrotów.

– Potencjał podatkowy województw z najmniejszymi wpływami nie jest zaskoczeniem. Trudno jednoznacznie ustosunkować się do tych danych, nie mając informacji z lat poprzednich. Można jedynie postawić diagnozę, że na tych obszarach nie jest powadzona działalność przez dużą liczbę firm, które generowałyby spore przechody CIT. Dlatego zaskakuje wysoka pozycja województwa świętokrzyskiego, które notuje prawie dwukrotnie większe wpływy niż z woj. podlaskie – dodaje Marek Zieliński.

Największe przychody z podatku VAT wg stanu na koniec trzeciego kwartału br. odnotowano w mazowieckim (54,6 mld zł). Za nim znalazły się takie województwa, jak wielkopolskie (13,1 mld zł), małopolskie (9,6 mld zł), pomorskie (9,5 mld zł) i śląskie (8,3 mld zł). Z kolei wyjątkowo niskie przychody z tego podatku były w woj. lubuskim (220 mln zł), podlaskim (492 mln zł), warmińsko-mazurskim (536 mln zł), zachodniopomorskim (1 mld zł) i świętokrzyskim (1,22 mld zł).

– O sporej przewadze mazowieckiego nad pozostałymi województwami decyduje Warszawa, której status centrum biznesowego kraju jest niepodważalny. W stolicy skupia się duży biznes z kapitałem zagranicznym. Ponadto coraz więcej polskich firm decyduje się na zmianę siedziby i przeniesienie jej do Warszawy. Przemawiają za tym zarówno względy wizerunkowe, ale często także mniejsze ryzyko kontroli z uwagi na bardzo dużą liczbę przedsiębiorstw podlegających pod dany organ podatkowy – przekonuje Marek Niczyporuk.

W opinii byłego dyrektora UKS we Wrocławiu, zaskakuje też wysoka pozycja woj. małopolskiego. Może to świadczyć o szczególnie aktywnym działaniu tamtejszych urzędów w zakresie ograniczania zwrotów. Natomiast nisko względem potencjału regionu znalazło się śląskie. Prezes KIKB dodaje, że regiony z czołówki zestawienia mają zasadniczo wiele firm i przedsiębiorców, w tym duże korporacje (podatników podatku VAT). Te podmioty, składając deklaracje podatkowe VAT-7 czy VAT-7K, generują wpływy z tego zakresu do US w danym regionie.

– Na wielkość wpływów z podatku VAT znaczący wpływ ma wysokość dokonanych przez urząd zwrotów VAT. Może wystąpić sytuacja, w której w określonym przedziale czasowym zwroty będą wyższe od wpłat. Natomiast wpływy z CIT w oczywisty sposób będą zawsze uzależnione od liczby i „wielkości” podatników znajdujących się we właściwości danego urzędu – zaznacza naczelnik Szkodzińska.

Jak podkreśla Marek Zieliński, na aktywność gospodarczą podatników, a w konsekwencji na wpływy danin do Skarbu Państwa, oddziałuje sporo czynników. Wśród nich są m.in. reguły prawa podatkowego. Istotny też jest charakter kontroli fiskusa (prewencyjny, rozliczeniowy czy sankcyjny). Według eksperta, zapowiadane spowolnienie gospodarcze nie pozwala wyciągać optymistycznych wniosków w zakresie wpływów z CIT i VAT. Likwidacja luki VAT i zbyt rygorystyczne podejście KAS do kontroli podatników, przy jednoczesnym wprowadzaniu narzędzi typu split payment, poważnie ograniczają przepływ środków pieniężnych. A to największy problem dla naszej gospodarki.

Jak podsumować roczne działania marketingowe?

W marketingu bardzo ważne jest tworzenie planów, w których zawarte są przemyślane cele. Kiedy efekty są mierzalne liczbowo, możliwe staje się wykorzystanie rozmaitych wskaźników. W ten sposób możemy dowiedzieć się, czy wyodrębnione cele zostały zrealizowane oraz porównać rezultaty osiągnięte w ostatnich latach. W tym artykule dowiesz się, jak wykonać roczne podsumowanie działań marketingowych, aby było wiarygodne i pomogło w dalszym rozwoju firmy.

Dlaczego należy cyklicznie kontrolować działania marketingowe firmy?

Głównym powodem, który sprawia, że istotna jest kontrola wyników działań działu marketingu, są oczywiście kwestie finansowe. W końcu firma przez cały rok ponosi koszty po to, aby osiągnąć konkretne cele, które powinny przynieść firmie wymierne korzyści. W ten sposób możemy ocenić, czy w kolejnym roku warto zainwestować środki na tożsame kampanie marketingowe, czy też wyniki nie były satysfakcjonujące i lepiej obrać inną strategię. W tym miejscu uwidacznia się kolejny powód, dla którego warto kontrolować działania marketingowe — czyli możliwość testowania i reagowania, gdy efekty nie spełniają oczekiwań.

Obecnie marketing odgrywa fundamentalną rolę w każdej firmie, a wszystko przez to, że przenika do innych sektorów. Wpływa na sprzedaż, logistykę, finanse itd. Zatem to naturalne, że systematyczne kontrolowanie rezultatów wdrażanych działań staje się priorytetowe. W końcu marketing jest związany z kondycją całej firmy i może nawet doprowadzić do drastycznego spadku obrotów lub w przypadku nowych firm — bardzo wolnego wzrostu zysków.

Ponadto wymaga cierpliwości i czasu. Kluczowe jest odpowiednie przygotowanie zespołu do dorocznego audytu marketingowego i wyznaczenie mierzalnych wskaźników KPI.

Przeprowadzenie kontroli krok po kroku

Przeprowadzenie wiarygodnego rocznego podsumowania działań marketingowych firmy wymaga analitycznego podejścia. Matematyka stanowi dziś integralną część marketingu. Stając przed wyzwaniem rocznego podsumowania, musimy wyznaczyć konkretne wskaźniki. Przedstawiamy ściągę, którą można wykorzystać do oceny działań zarówno dla małych, jak i większych przedsiębiorstw.

Udział w rynku

Uznaje się, że to jeden z najważniejszych wskaźników, gdyż zaliczany jest do grupy strategicznych celów marketingowych. Do obliczenia go musisz wziąć pod uwagę własną sprzedaż (Sw) oraz obroty, które zanotowano w całym sektorze (Ss) przez konkurencję. Istnieje także alternatywne porównanie, gdzie zamiast sprzedaży osiągniętej przez cały sektor, bierze się pod uwagę jedynie obroty osiągane przez największego konkurenta.

Oba rozwiązania mają swoje zalety — w pierwszym możesz dowiedzieć się, jak kształtuje się Twoja pozycja pod względem sprzedaży w kontekście globalnym, a z kolei w drugim w odniesieniu do głównej konkurencji. W ten sposób dostrzeżesz jaki dystans was dzieli i czy w perspektywie czasu się on zmniejszył.

Im wskaźnik związany z udziałem w rynku jest wyższy, tym pozycję firmy uznaje się za silniejszą i stabilniejszą. Nie oznacza to, że przy wysokim wyniku możesz osiąść na laurach. Po prostu będziesz mógł zająć się wypełnianiem kolejnym celów, np. jakościowych.

Aby obliczyć udział w rynku, możesz wykorzystać następujący wzór:

Wielkość sprzedaży

Innym bardzo ważnym wskaźnikiem ściśle wpływającym na kondycję finansową firmy jest wielkość sprzedaży. W zależności od branży i własnych założeń masz dwie możliwości związane z podawaniem tej wielkości, gdyż może być wyrażona jako:

  • liczba produktów, które zostały sprzedane w danym roku,
  • uzyskany obrót, co oczywiście wyrażone jest w jednostkach pieniężnych.

Jeśli firma działa już dłużej niż rok, to możliwe staje się porównanie wielkości sprzedaży. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że w trakcie kontroli wyników spadek sprzedaży może być uwarunkowany różnymi kwestiami. Nie musi oznaczać to, że zostały podjęte niewłaściwe plany marketingowe. Często przyczyną jest pojawienie się większej liczby konkurentów, którzy np. zaczęli sprzedawać tańsze lub bardziej udoskonalone zamienniki Twoich produktów.

Zysk

Kiedy chcesz określić, czy produkcja jest opłacalna, a firma rentowna, oblicz zysk przedsiębiorstwa. Jego poziom kształtuje wiele czynników m.in. wysokość kosztów własnych, oferowane ceny i marże czy też jakość produkcji. Aby ocenić, jak kształtuje się sytuacja finansowa w kontekście działań marketingowych po upłynięciu całego cyklu, tj. roku warto zbadać:

  • rentowność,
  • płynność środków obrotowych,
  • wzrost — obrotów, zysku czy udziału w rynku.

Rentowność inwestycji (ROI)

W skrócie wskaźnik rentowność inwestycji pozwala określić, jaki jest stosunek sprzedaży zanotowanej przez Twoją firmę względem całkowitego kapitału.

Oznacza to, że możesz wyliczyć go w następujący sposób:

= ROS

Jednak to nie wszystko, gdyż ROI doskonale sprawdzi się także do tego, aby określić, czy zanotowano zwrot z inwestycji, np. realizując konkretną kampanię marketingową. Wówczas jednak warto wykorzystać uproszczoną wersję wzoru:

Przy zastosowaniu tego wzoru im uzyskamy wskaźnik będzie miał wyższą wartość, tym będzie oznaczało, że Twoje przedsięwzięcie odniosło powodzenie i zrealizowało swój cel.

Możliwości zwiększenia rentowności obrotu tkwią przede wszystkim w analizie zysku i podjęciu decyzji, czy można przy niezmienionym obrocie podwyższyć zysk.  Inną możliwością jest podwyższenie rentowności obrotu jest utrzymanie zysku na dotychczasowym poziomie, ale przy niższych obrotach. Wreszcie drogą  do zwiększenia rentowności jest obniżanie kosztów działalności.

3 konkretne wskaźniki online marketingu

Pamiętaj, że kluczowe w trakcie wykonywania kontroli wyników jest dobranie takich wskaźników, które będą ściśle związane z konkretnym celem. Zatem nie sztuką jest dokonać pomiaru wszystkich możliwych wskaźników, a wybranie tych odpowiednich i prawidłowe ich zinterpretowanie. Prowadząc działania online, warto skontrolować: ruch na stronie, współczynnik konwersji i koszt pozyskania leada.

Ruch na stronie

Kiedy posiadasz sprzedażową stronę internetową, to szczególnie ważne jest dla Ciebie to, aby jak najwięcej osób ją odwiedzało. W końcu wśród tych osób są potencjalni klienci. Obecnie możesz wykorzystać różne narzędzia, które pozwolą Ci uzyskać szczegółowe informacje na temat ruchu na stronie, np. Google Analytics. Wykorzystując narzędzia dowiesz się, kto najczęściej odwiedza Twoją witrynę, ile czasu na niej spędza, jaki jest współczynnik odrzuceń, czy też skąd użytkownicy trafiają na Twoją stronę. Informacje na temat ruchu na stronie możesz porównać do wielkości zanotowanej sprzedaży.

Współczynnik konwersji

W marketingu internetowym współczynnik konwersji odgrywa szczególną rolę. W końcu wyższa konwersja oznacza wyższą sprzedaż i zyski. Możesz obliczyć ją poprzez wykorzystanie tego wzoru:

x 100%

Konwersja rozumiana jest tutaj jako pożądane działanie np. liczba wypełnionych formularzy, liczba zakupów, liczba pobrań e-booka itp.

Koszt pozyskania leada

Podczas podsumowań ważne staje się też obliczenie, ile wynosił koszt pozyskania pojedynczego klienta. Może wiązać się z poświęconym czasem na uzyskanie leada lub też z konkretnymi wydatkami za dostęp do narzędzi marketingowych. Aby dokonać obliczeń, podziel sumę wydatków wydanych na kampanię przez liczbę pozyskanych leadów i dowiesz się, czy Twoje działania marketingowe przynoszą oczekiwane rezultaty.

Nowa strategia na 2020

Po sumiennym dokonaniu analizy nadchodzi moment, kiedy konieczne staje się wyciągnięcie rzeczywistych wniosków. Od teraz będziesz już w stanie znacznie wyraźniej dostrzec mocne i słabe strony zarówno konkretnej kampanii, jak i całej strategii. Uwidocznione rezultaty staną się niezastąpioną wskazówką podczas tworzenia strategii na kolejny rok.

Wyznaczając cele na 2020 rok, warto posłużyć się metodologią smart. SMART jest jedną z zasad perspektywicznego, konceptualnego, a przede wszystkim mądrego zarządzania projektami. Według zasad SMART wyznaczone cele powinny być – konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i określone w czasie.

Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej IAM

Enefit Green dostrzega na Litwie największy potencjał rozwoju w najbliższej przyszłości

Portfolio deweloperskie na rynku litewskim, należące do Enefit Green, największego producenta energii wiatrowej na Litwie i w krajach bałtyckich, to między innymi trzy projekty farm wiatrowych z potencjałem łącznej mocy 350 MW. Aavo Kärmas, prezes Enefit Green, powiedział podczas seminarium poświęconego energetyce, które odbyło się w grudniu w ambasadzie Estonii w Wilnie, że czyni to obecnie z Litwy rynek zagraniczny o największym potencjale rozwoju dla spółki.

Enefit Green, spółka grupy Eesti Energia zajmująca się wytwarzaniem energii ze źródeł odnawialnych, jest obecnie właścicielem pięciu farm wiatrowych na Litwie. Ich łączna moc to 140 MW.

Według Aavo Kärmasa, Litwa jest strategicznie ważnym rynkiem dla Enefit Green. Litewskie farmy wiatrowe już teraz wytwarzają prawie połowę energii wiatrowej produkowanej przez Enefit Green. Mamy ambitne plany wzrostu, więc budujemy na Litwie trzy nowe farmy wiatrowe. Inwestycje będące obecnie w rozwoju zapewnią łącznie około 350 megawatów mocy, co po ich uruchomieniu potroiłoby obecną produkcję na Litwie – powiedział Aavo Kärmas, dodając, że w ostatnich latach Litwa była najszybciej rozwijającym się rynkiem pod względem produkcji energii wiatrowej w grupie krajów bałtyckich.

350 megawatów to więcej mocy, niż obecnie jest zainstalowane w Estonii.

Litwa jest pierwszym krajem bałtyckim, w którym przeprowadzano aukcje energii odnawialnej, dając przykład innym państwom z regionu. Enefit Green bierze też udział w aktualnie toczącej się aukcji i czekamy na wyniki – skomentował Kärmas. – Aukcje to jednak tylko jeden sposób osiągnięcia krajowych celów w zakresie energii odnawialnej. Wierzę, że wkrótce ten obszar będzie wymagał coraz mniejszych dotacji publicznych, a długoterminowe umowy sprzedaży energii elektrycznej, zawierane bezpośrednio pomiędzy producentami energii odnawialnej i dużymi odbiorcami, będą nową szansą w nadchodzących latach. Nie tylko na Litwie, ale w całym regionie.

Strategicznym celem Eesti Energia jest wytwarzanie 45% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych lub alternatywnych w 2023 r., do czego przyczyni się również rozwój aktywów wiatrowych Enefit Green na Litwie. W Estonii i na Litwie łączna moc farm wiatrowych Enefit Green to prawie 400 MW, co czyni spółkę największym producentem energii wiatrowej w krajach bałtyckich. Litewskie farmy wiatrowe odpowiadają za jedną trzecią tej wartości, a ich szacunkowa produkcja w tym roku wyniesie około 450 GWh. To 45% całkowitej rocznej produkcji energii wiatrowej Enefit Green.

Jak Polacy spędzą Sylwestra i ile wydadzą w 2019?

W ostatnią noc 2019 roku większość z nas planuje dobrze się bawić. Ta przyjemność jednak kosztuje niemało, bo ponad 300 zł. Dwie trzecie Polaków planuje spędzić Sylwestra na domówkach i na balach, dlatego najwięcej wydamy na wystawny stół i odpowiedni strój – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Jak co roku, dla wielu Polaków sylwestrowa noc jest okazją do świętowania. Czasami aż nazbyt hucznego, co część odczuje w swoich portfelach. Badanie* BIG InfoMonitor pokazuje, że dla blisko 9 proc. z nas sylwestrowe wydatki mogą się nawet stać powodem finansowych problemów. Równie duży odsetek nie jest w stanie przewidzieć, czy oprócz miłych wspomnień, po zabawie nie zostanie mu dziura w domowym budżecie.

Sylwester 2019 – ile wydamy
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Smart shopping na ratunek portfelom

Jak sprawić, by ostatnia noc w roku była wyjątkowa i jednocześnie nie zrujnowała naszego portfela? 65 proc. planuje wydatki odpowiednio wcześniej i chętnie korzysta z przedświątecznych wyprzedaży, aby zrobić zakupy niezwiązane bezpośrednio ze świętami Bożego Narodzenia. Część z nich to zakupy z myślą o Sylwestrze.

– Odpowiednie zaplanowanie wydatków związanych ze Świętami oraz Sylwestrem jak co roku jest bardzo istotne. Badania BIG InfoMonitor wskazują, że blisko co jedenasty Polak spodziewa się kłopotów finansowych w związku z wydatkami na zabawę sylwestrową. Odsetek osób, które mają taki problem po Świętach Bożego Narodzenia jest jeszcze wyższy (prawie 17 proc.) – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – To spiętrzenie wydatków przekłada się na kondycję domowych budżetów – dodaje.

Wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki

W sumie na ostatnią noc 2019 roku planujemy wydać średnio 307 zł i jest to prawie taka sama kwota jak przed rokiem (wtedy przeciętny budżet wynosił 314 zł). Tradycyjnie największe koszty stanowią jedzenie i alkohol. Ciepłe i zimne przekąski to dla 37 proc. badanych największa część budżetu. Wynik jest zbliżony do zeszłorocznego, co świadczy o tym, że raczej nikt nie wyszedł z imprezy sylwestrowej głodny. Ale już zakupów alkoholu nie udało się zaplanować optymalnie, bo w tym roku 23 proc. osób przeznacza największą część budżetu na trunki, w zeszłym roku był to priorytet dla 16 proc. respondentów.

Poza zwiększeniem ilości alkoholu, zdaniem badanych do poprawy w tym roku są też stroje. Tym razem aż 7,5 proc. nie stawia sobie żadnych ograniczeń budżetowych przy zakupie sylwestrowych kreacji wobec 3 proc. w 2018. Odpowiedni wygląd to także fryzjer i kosmetyczka, jednak dla większości taki wydatek nie będzie numerem 1.

Ważnym elementem sylwestrowej zabawy, mimo apelów obrońców zwierząt, wciąż są fajerwerki. Dla 5,5 proc. badanych ich odpalenie to wręcz kulminacyjny moment zabawy, dlatego planują przeznaczyć na nie największą część sylwestrowych wydatków. Blisko 5 proc. sięgnie głęboko do kieszeni by kupić bilet wstępu na sylwestrową imprezę. Spora część z nas (18,2 proc.) do ostatniej chwili nie jest w stanie przewidzieć na co wyda najwięcej. Być może pozwoli porwać się wirowi zabawy i zda się na spontaniczne decyzje.

Sylwester 2019 – ile wydamy 2
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Odpowiedzi, że największe wydatki dla większości to jedzenie lub alkohol sugerują, że sami będziemy organizatorami sylwestrowej imprezy. I faktycznie królować będą domówki. Do kogoś do domu idzie niemal jedna trzecia, a jedna czwarta zaprasza do siebie. Sąsiedzi muszą być wyrozumiali, bo w niejednym mieszkaniu będzie tej nocy bardzo głośno. Co dziesiąta osoba wybiera się na zorganizowaną imprezę do lokalu lub do teatru, kina czy na koncert. W tym roku większość Polaków planuje celebrować koniec roku w towarzystwie. W porównaniu do zeszłorocznego badania to spora zmiana, bo wówczas połowa spędzała Sylwestra na spokojnie, w domowym zaciszu. Dziś takich osób jest niecałe 24 proc.

Sylwester 2019 – ile wydamy 3
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor
*Badanie ”Wydatki świąteczne Polaków” wykonane przez Instytut Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonitor. Badanie wykonano w grudniu 2019 r. na reprezentatywnej próbie 1065 Polaków w wieku 25-65 lat, metodą CAWI.

Czy dyplom zagranicznej uczelni ma wpływ na zarobki? Sprawdzamy

Czym należy się kierować wybierając studia, by w przyszłości dobrze zarabiać? Według danych opublikowanych przez amerykański Departament Edukacji są dwa główne czynniki wpływające na wysokość pensji po ukończeniu studiów. Jak to wygląda w Polsce? Czy wybór zagranicznych studiów może mieć wpływ na wynagrodzenie w przyszłości?

Młodzi Polacy wybierając kierunek myślą o przyszłych zarobkach. Jak wynika z ankiety “Badamy przedsiębiorczość młodych”, przeprowadzonej przez Elab Education Laboratory, aż 54 proc. odpowiadających, wybierając studia, kieruje się perspektywą dobrze płatnej pracy.

– Receptą na dobre zarobki są studia ścisłe albo kierunek niszowy, który daje dobrą pozycję na rynku pracy. Wartość kandydata podczas zatrudnienia podwyższa też tytuł prestiżowej lub zagranicznej uczelni – mówi Przemysław Jeziorowski z Elab Education Laboratory.

Jak podaje “The Economist”, według danych departamentu, który gromadzi dane dotyczące zarobków w odniesieniu do uczelni i rodzaju studiów, na bardzo dobre zarobki w rok po ukończeniu nauki mogą liczyć absolwenci najbardziej elitarnych uczelni i “najlepszych” kierunków.

Zarobki uzależnione od dostępności wiedzy

Najwyższe zarobki gwarantują kierunki: matematyka, fizyka, informatyka oraz biznes i ekonomia. Absolwenci tych kierunków na prestiżowych uczelniach mogą zarabiać nawet dwa razy więcej niż absolwenci tych samych kierunków na przeciętnym uniwersytecie.

Według amerykańskiego Departamentu Edukacji przyszłe zarobki zależą od liczby przyjmowanych na rok studentów. W przypadku nauk ścisłych, jeśli uczelnia przyjmuje więcej niż około jedną czwartą aplikantów, wynagrodzenie większości absolwentów danego kierunku będzie na podobnym poziomie. Niezależnie od tego, czy uczelnia przyjmuje 35 czy 75 proc. osób starających się o przyjęcie. Z kolei absolwenci uczelni, które przyjmują mniej niż 25 proc. aplikantów mają szansę na prawie dwa razy wyższe zarobki. Rekordowymi zarobkami rok po ukończeniu studiów mogą się pochwalić analitycy z Uniwersytetu Pensylwania, osiągając średni roczny dochód w wysokości 135 000 dolarów.

Najmniejszy wzrost zarobków, w odniesieniu do prestiżu uczelni, jest zanotowany wśród absolwentów nauk biologicznych. Na nieco więcej mogą liczyć absolwenci nauk humanistycznych, czy studiów językowych. Relatywnie niewielkie różnice są zauważalne również w przypadku inżynierów i architektów. Ich zarobki są jednak zdecydowanie wyższe, niezależnie od prestiżu uczelni.

Czy w Polsce jest podobnie?

W Polsce sprawdzenie związku między uczelnią, kierunkiem i zarobkami umożliwia system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów (ELA). Jego bazą są dane administracyjne. Tegoroczne badanie pokazuje, że na najwyższe zarobki, po dwóch latach od uzyskania dyplomu, mogą liczyć absolwenci kierunków związanych z informatyką. Mogą oni oczekiwać zarobków ponad dwa razy wyższych niż wynosi średnie wynagrodzenie w miejscowościach, które zamieszkują. Inaczej przedstawia się choćby sytuacja kończących studia związane ze sztuką. Najczęściej ich zarobki są niższe niż średnia płaca w miejscu zamieszkania.

Badanie pokazuje jak ważne jest zdobywanie doświadczenia zawodowego już w trakcie studiów. Średnie zarobki absolwentów, którzy pracowali na etacie lub w formie samozatrudnienia w trakcie studiów stanowią ponad 90 proc. średnich lokalnych zarobków. Ci, którzy przespali tę szansę lub nie mogli podjąć pracy, średnio zarabiają jedynie 58 proc.

Zagraniczna uczelnia zachęca polskich pracodawców?

Porównując polskie i zagraniczne uczelnie warto zapytać, czy ukończenie studiów w innym kraju daje szansę na wyższe zarobki. Według analiz, Amerykanie studiujący za granicą mają szansę na zarobki o jedną czwartą wyższe niż absolwenci rodzimych uczelni. Często prezentują oni nowe, świeże spojrzenie.

Co wnoszą Polacy, którzy ukończyli zagraniczne uczelnie?

– Nie tylko wiedzę teoretyczną. Studia na zachodzie Europy, czy w Stanach Zjednoczonych mają bardziej praktyczny wymiar, niezależnie od kierunku. Jeśli do tego dołożymy roczne, płatne programy stażowe, które studenci mogą realizować u potentatów w danej branży, okazuje się, że już w momencie obrony dyplomu mają niemałe doświadczenie w swoim zawodzie – komentuje Przemysław Jeziorowski z Elab. – Bywają oni też inicjatorami wdrażania na naszym rynku, podpatrzonych w innych krajach, nowych usług czy rozwiązań. Kolejna wartość dodana to kontakty w zagranicznych firmach, nie tylko w tych, w których odbyli staż. W końcu partnerami biznesowymi mogą okazać się również koleżanki i koledzy z roku – dodaje Jeziorowski.

SMS od dziennikarza? Nowe medium dla redakcji na 2020 r.

Dostajemy od mediów tyle informacji, że nie potrafimy ich przyswoić. Często nie mamy nawet wyboru, co wyświetla się nam na ekranach. A gdyby na telefon odbiorcy przychodziło to, co naprawdę go interesuje? Powiadomienia o pracy ulubionego reportera albo relacje z wybranych wydarzeń. W USA media już wprowadzają takie usługi, a doświadczenia SMSAPI pokazują, że jest to możliwe także w Polsce.

Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro dziennik New York Times uruchomił nową usługę. Dziennikarz działu sportowego Sam Manchester zaczął pisać do czytelników SMS-y prosto z miejsca zdarzenia. Nie było w nich wyników kolejnych startów, a doniesienia zza kulis imprezy. Zawierały teksty, grafiki i krótkie filmy, a także pytania, na które subskrybenci mogli odpowiadać. Relacja przypominała serię wiadomości od kolegi i tworzyła wrażenie bliskości z dziennikarzem, miejscem i wydarzeniem.

New York Times, który jest liderem w przenoszeniu papierowego pisma do mediów cyfrowych, zorientował się już, że media społecznościowe tracą swój osobisty wymiar. Dlatego właśnie do innowacyjnego olimpijskiego projektu wybrał stary, sprawdzony SMS.

Text message journalism przyszłością mediów?

W tym roku pomysł podchwyciły amerykańskie media lokalne. Kilku reporterów serwisu Cleveland.com z Ohio pisze teraz nie tylko artykuły, ale też SMS-y do czytelników, którzy je subskrybowali. W cenie 4 dolarów za miesiąc są na bieżąco z tematami, nad którymi pracują dziennikarze portalu i polecanymi przez nich wydarzeniami w okolicy. Narzędzie do komunikacji dostarcza platforma Subtext, która przekonuje amerykańskie media, że mogą zyskać nie tylko nową formę kontaktu z odbiorcami, ale też nowe źródło dochodu.

– SMS-y subskrybowane od dziennikarza mają charakter prywatnych wiadomości. Są bezpośrednie i spontaniczne. Wpisy na Facebooku czy Twitterze teoretycznie też, ale na kanałach tych algorytmy potrafią ukryć treści obserwowanych profili i zasypać użytkownika spamem. W przypadku wiadomości tekstowych mamy gwarancję, że subskrybenci dostaną je “na żywo” i nieco bardziej ekskluzywnie, co sprzyja budowaniu lojalności. Dzięki zdobytemu zaufaniu media mogą pokazać nieco dziennikarskiej kuchni, a przy okazji na tym zarobić – zauważa Maja Wiśniewska, PR & Content Marketing Manager w SMSAPI.

Newsletter SMS, czyli w Polsce też już to mamy

Nowatorskie rozwiązanie prosto z Ameryki to w rzeczywistości nic innego jak newsletter, który zamiast zamiast e-maila wykorzystuje SMS. Popularność tego SMS-owego narzędzia rośnie, w miarę jak internet w smartfonach pozwala rozbudować je o nowe funkcje. Mocy linka przychodzącego prosto na telefon świadomi są np. organizatorzy i uczestnicy konferencji TEDx Katowice.

– Po kilku edycjach imprezy stali bywalcy przekonali się, że bilety na wydarzenie rozchodzą się błyskawicznie. Najlepszym sposobem, by nie przegapić momentu, kiedy są jeszcze dostępne, okazał się na Newsletter SMS. Z każdym rokiem liczba jego subskrybentów rośnie, a dzięki temu, że docieramy bezpośrednio do osób zainteresowanych, nie mamy problemu z frekwencją – wyjaśnia Karola Stachowicz, koordynator TEDxKatowice.

Z newslettera SMS już od jakiegoś czasu z powodzeniem korzystają sklepy internetowe. Oprogramowania SMSAPI łatwo użyć do tego zadania dzięki dostępnym widżetom. Wykorzystuje je m.in. butik Click Fashion. Zachęca on klienta do subskrypcji, pisząc, że jako pierwszy dowie się o nowych ofertach. Nie jest to wcale obietnica na wyrost – jak wynika z badań SMSAPI większość wiadomości SMS odczytywana jest w ciągu kilku minut od otrzymania.

I dla sklepów i dla mediów szybkie i bezpośrednie dotarcie do odbiorcy, które do niedawna było konkurencyjną przewagą, w nadchodzącej dekadzie stanie się standardem. Mniej istotny stanie się zasięg, coraz ważniejsza będzie lojalność. Wiadomości tekstowe są prostym i skutecznym sposobem na jej zbudowanie. Przekonują się o tym nie tylko sprzedawcy czy organizatorzy wydarzeń, ale także samorządy, czego przykładem jest np. działający od kilku lat Katowicki Informacyjny Serwis SMS-owy. To kolejny powód, by nie tylko redakcje przyjrzały się bliżej starej-nowej technologii.

Podsumowanie 2019 roku w polskiej gospodarce. Co przyniesie rok 2020?

Rok 2019 był bardzo zróżnicowany pod wieloma względami. Mieliśmy do czynienia z trudnym środowiskiem makroekonomicznym. Minione 12 miesięcy było trudnym czasem dla gospodarki Niemiec – głównego partnera handlowego Polski. Z drugiej strony, Unia Europejska cały czas przygotowywała się do Brexitu – który finalnie jednak nie nastąpił. Istotny wpływ na 2019 rok miała także amerykańsko-chińska wojna handlowa, która zmieniała układ sił w gospodarce światowej i wymianie handlowej. Konflikt skutkował ciągłym pojawianiem się nowych ceł i barier, formalnych czy pozataryfowych. Na tle globalnych zagrożeń ostatniego roku Polska wypada jednak relatywnie dobrze.

– Pierwsza połowa 2019 roku była czasem wzmożonych inwestycji i dużego odbicia, jak na Polską skalę. Spowodowało to wzmożony popyt na nowe miejsca pracy. W Q1 wygenerowano ich kwartalnie najwięcej od ponad dekady. W kolejnych miesiącach zagrożenia zewnętrzne zaczęły odbijać się także na kondycji polskiej gospodarki – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

– Cały czas prognozowany wzrost PKB za 2019 rok przekracza poziom 4 proc. – co będzie plasowało nasz kraj w samej czołówce europejskiej. W zależności od prognoz możemy zająć 3-4 miejsce. Jednak w kolejnych latach widoczne będzie spowalnianie gospodarki światowej, na co powinna przygotować się także Polska. Tymczasem 2019 rok był także ciekawym czasem z perspektywy przedsiębiorstw. Z najnowszych badań PIE wynika, że 48 proc. firm odczuło wzrost popytu na swoje usługi i produkty. Wyniki potwierdzają więc czas dobrej koniunktury. Jednocześnie przedsiębiorcy zmagają się z brakami kadrowymi. Już 28 proc. firm zadeklarowało, że w 2019 roku pozyskiwanie pracowników było znacznie trudniejsze niż w poprzednim. Sytuacja ta związana jest z narastającą presją płacową i wzrostem wynagrodzeń. Według danych GUS-u mediana płac była w 2019 roku najwyższa od ponad dekady – wskazał Kubisiak.

Główne ryzyka 2020

Do czynników ryzyka, mogących wpłynąć na osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w 2020 roku, należy zaliczyć przede wszystkim spowolnienie u naszego głównego partnera gospodarczego, czyli w Niemczech oraz nadchodzący brexit.

Z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że wśród firm eksportujących do Niemiec, 40 proc. postrzega spowolnienie u naszego zachodniego sąsiada jako bardzo dotkliwe. Najczęściej dotyczy to firm dużych, z udziałem kapitału zagranicznego, wyspecjalizowanych w eksporcie oraz reprezentujących średni i wysoki poziom stosowanych rozwiązań technicznych. Wśród tak charakteryzowanych przedsiębiorstw pojawia się także obawa przed brexitem. Ponad 16 proc. eksportujących do Wielkiej Brytanii obawia się spadku tego eksportu w wyniku opuszczenia Unii Europejskiej przez ten kraj oraz konsekwencji z tym związanych.

Sektor przedsiębiorstw trzymał się mocno

Badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazują, że relatywnie dobra koniunktura była widoczna także po stronie przedsiębiorstw. Wzrost popytu na produkty i usługi zanotowało 47,8 proc. firm, zaś 14,4 proc. z nich wskazało na wzrost dostępności zewnętrznego finansowania. Jednocześnie poprawiła się sytuacja w obszarze zatorów płatniczych. Wzrost ich nasilenia zgłosiło 11,2 proc. przedsiębiorstw, o 7,7 pkt. proc. mniej niż przed rokiem. Co więcej, aż 40 proc. badanych przedsiębiorstw twierdzi, że w ich branży nie występuje zjawisko szarej strefy, która w największym stopniu dotyka sektora usług oraz firm budowlanych.Sektor przedsiębiorstw trzymał się mocno

Polityka klimatyczna szansą, ale i wielkim wyzwaniem

W analizach i prognozach dotyczących stanu gospodarki nie da się pominąć elementu, którego znaczenie dynamicznie wzrasta, a więc polityki klimatycznej. Dyskutowana na forum UE kwestia neutralności klimatycznej będzie miała fundamentalne znaczenie dla kształtu gospodarki europejskiej. W przypadku Polski te zmiany będą wyjątkowo duże. Nie sposób nie zauważyć, że proces transformacji energetycznej w naszym kraju już się stopniowo dokonuje. W porównaniu z sytuacją sprzed dekady, zatrudnienie w sektorze węgla kamiennego spadło o 31 proc., wydobycie o 20 proc., zaś wydajność wzrosła o 15 proc. Sektor energetyczny, poza wymiarem ekonomicznym, ma jednak także wymiar związany z bezpieczeństwem gospodarczym. W tym kontekście za bardzo ważny czynnik należy uznać planowane na 2022 rok zakończenie importu gazu z kierunku rosyjskiego. Radykalnemu zmniejszeniu uległ także import ropy z Rosji do Polski. W 1996 r. surowiec ten pozyskiwaliśmy w 100 proc. od Rosjan, w tej chwili ten wskaźnik wynosi 63 proc. Dążenie do utrzymania bezpieczeństwa energetycznego, przy jednoczesnym wypełnianiu zobowiązań klimatycznych, będzie trudnym, acz niezwykle ważnym zadaniem dla Polski na 2020 oraz kolejne lata.

Duże zmiany dla firm z początkiem 2020 roku. Likwidacja zatorów płatniczych i automatyzacja przedsiębiorstw wśród najważniejszych wyzwań

W przyszłym roku przedsiębiorstwa czeka szereg legislacyjnych zmian. 1 stycznia wejdą w życie tzw. ustawa antyzatorowa, która ma ograniczyć problem nieterminowych płatności, oraz duża część Pakietu Przyjazne Prawo – w tym m.in. prawo do błędu dla początkujących przedsiębiorców czy ułatwienia dla rzemiosła i gastronomii. Z kolei z początkiem lutego zacznie obowiązywać tzw. Mały ZUS Plus, który obejmie nawet 320 tys. podmiotów. Jak podkreśla wiceminister rozwoju Marek Niedużak – resort pracuje nad kolejnymi ułatwieniami dla biznesu. Wśród priorytetów na nadchodzące miesiące jest m.in. pakiet rozwiązań, które mają zachęcić polskie firmy do automatyzacji.

– 1 stycznia 2020 roku w życie wchodzi ustawa antyzatorowa, która zawiera cały pakiet rozwiązań zmierzających do ograniczenia zatorów płatniczych. Wśród najważniejszych są m.in. nowe kompetencje Prezesa UOKiK, który zyska możliwość kontrolowania i karania firm generujących największe zatory. To również tzw. ulga na złe długi w podatku PIT i CIT, na wzór tej, która już dziś funkcjonuje w VAT-cie. Ona zobowiąże nielojalnego dłużnika – który przez ponad 90 dni nie uregulował swoich faktur – do korekty swojego zeznania podatkowego właśnie o tę nieuregulowaną kwotę – mówi agencji Newseria Biznes Marek Niedużak, wiceminister rozwoju.

Tzw. ustawa antyzatorowa, która wejdzie w życie z początkiem przyszłego roku, to rozwiązanie długo wyczekiwane przez przedsiębiorców, zwłaszcza małych i średnich firm, dla których nieterminowe płatności stanowią duży problem. Z danych KRD wynika, że w III kwartale br. polskie firmy czekały na opłacenie wystawionej faktury średnio 3 miesiące i 25 dni. Firma, która nie dostaje zapłaty na czas, nie ma z czego inwestować, opłacić kontrahentów ani pracowników. Stąd zatory płatnicze stanowią poważny problem dla całej gospodarki.

Nowe przepisy wprowadzają maksymalne terminy płatności dla faktur (30 dni w relacjach administracji z biznesem i 60 dni w relacjach dużych firm z MŚP). Ustawa nakłada też nowy obowiązek na największe przedsiębiorstwa – te co roku będą musiały składać do Ministerstwa Rozwoju publiczny, ogólnodostępny raport o stosowanych przez siebie terminach zapłaty.

Z początkiem stycznia w życie wchodzi również duża część Pakietu Przyjazne Prawo, w tym m.in. prawo do błędu dla początkujących przedsiębiorców (będzie obowiązywać przez rok od dnia podjęcia działalności) zarejestrowanych w CEIDG. Rozwiązanie wzorowane na przepisach funkcjonujących m.in. we Francji i na Litwie obejmie 300 tys. przedsiębiorców. Ci, którzy popełnią błąd, za który grozi im mandat karny lub kara pieniężna – nie dostaną kary, a jedynie pouczenie i będą zobowiązani do usunięcia naruszeń oraz ich skutków w wyznaczonym terminie.

Wśród zmian zawartych w pakiecie Przyjazne Prawo będą również ułatwienia dla rzemiosła (obejmą ponad 211 tys. rzemieślników z dyplomem mistrza lub świadectwem czeladnika) oraz gastronomii. Od nowego roku pracownicy gastronomii będą mogli przebadać się pod względem sanitarno-epidemiologicznym na własny wniosek, a nie jak dotychczas wyłącznie na wniosek pracodawcy.

Miesiąc później, z początkiem lutego 2020 roku zacznie z kolei obowiązywać ustawa, która wprowadzi tzw. Mały ZUS Plus. To rozwiązanie obejmie ok. 320 tys. osób, których składki na ubezpieczenia społeczne będą liczone proporcjonalnie do dochodu osiągniętego przez nich w poprzednim roku. Oznacza to dla nich oszczędność średnio kilkuset złotych miesięcznie (łącznie ok. 1,3 mld zł rocznie wg szacunków resortu rozwoju).

– Wspólnie z Ministerstwem Finansów będziemy także konstruować pakiet rozwiązań promujących robotyzację i automatyzację w polskich przedsiębiorstwach. Chcemy stworzyć w prawie – w tym również prawie podatkowym – nowe bodźce do tego, aby firmy odchodziły od budowania swojej przewagi konkurencyjnej w oparciu o niskie koszty zatrudnienia. Chcemy, aby przedsiębiorstwa przestawiły się na model, w którym produkcja jest nowocześniejsza, w większym stopniu zautomatyzowana i efektywna. To na pewno jeden z naszych priorytetów w najbliższym czasie – podkreśla Marek Niedużak.

Z aktualnych danych GUS wynika, że robotyzację w swojej działalności wykorzystuje w tej chwili zaledwie 7,5 proc. polskich przedsiębiorstw (w tym 5,7 proc. – roboty przemysłowe, a 2,9 proc. – usługowe). Najwięcej, bo blisko jedna trzecia (28,4 proc.) to duże firmy. Większa automatyzacja polskich firm z wykorzystaniem robotów ma być rozwiązaniem, które pomoże im poradzić sobie z aktualnymi bolączkami rynku pracy – historycznie niskim bezrobociem i brakiem rąk do pracy – oraz podnieść efektywność w obliczu zapowiadanego spowolnienia gospodarczego.

– Polska jest obecnie wiceliderem wzrostu w Europie, według projekcji Komisji Europejskiej i Banku Światowego w przyszłym roku możemy liczyć na wzrost rzędu 3,3-3,6 proc. W 2021 roku będzie to ok. 3,3 proc. Sytuacja gospodarcza Polski jest naprawdę dobra, jednak to oznacza mniejsze tempo wzrostu niż dzisiaj – mówi Marek Niedużak. – Polscy przedsiębiorcy stoją także przed wyzwaniami związanymi z rynkiem pracy. Rozwiązania wspierające automatyzację i wzrost efektywności to w dużej mierze wyjście naprzeciw temu problemowi, który będzie jeszcze bardziej dotkliwy w przyszłości. Dlatego właśnie chcielibyśmy stworzyć regulacje, które będą zachęcały firmy do zwiększonej automatyzacji ich działalności.

Z początkiem stycznia w ramach Pakietu Przyjazne Prawo zaczną również obowiązywać nowe ułatwienia w sukcesji przedsiębiorstw (m.in. zasada przejęcia koncesji, zezwoleń i licencji w przypadku zmiany właściciela przedsiębiorstwa, a także możliwość powołania po śmierci małżonka przedsiębiorcy tymczasowego przedstawiciela). Jak podkreśla wiceminister rozwoju Marek Niedużak, kontynuowanie działań w obszarze szeroko pojętej sukcesji to kolejny priorytet MR na najbliższe miesiące.

– Sukcesja to problem, przed którym stoi dzisiaj około 800 tys. polskich firm rodzinnych. Po upływie 30 lat od transformacji, te firmy powoli przechodzą dziś w ręce kolejnego pokolenia. W ubiegłej kadencji uchwaliliśmy już ustawę o sukcesji dla firm jednoosobowych. Teraz zaś pracujemy nad rozwiązaniem zwanym fundacją rodzinną, adresowanym do większych firm. Wypuściliśmy i konsultowaliśmy już publicznie poświęconą mu zieloną księgę, a w tej kadencji podsumujemy te konsultacje i w oparciu o nie przygotujemy projekt ustawy o fundacji rodzinnej – zapowiada wiceminister rozwoju Marek Niedużak.

Jak ocenia firma doradcza PwC – fundacje rodzinne, które nie występują jeszcze w polskim systemie prawnym, w innych krajach europejskich są narzędziem pozwalającym zaplanować sukcesję przedsiębiorstwa i uniknąć związanych z tym trudności, takich jak np. konflikty pomiędzy członkami rodziny czy konieczność spłaty niektórych spadkobierców. Fundacja rodzinna wyłącza firmy rodzinne spod zwykłego trybu dziedziczenia, precyzuje zasady zarządzania takim biznesem i zmniejsza ryzyko konfliktów pomiędzy spadkobiercami. To rozwiązanie długo wyczekiwane przez polskich przedsiębiorców, czego potwierdzeniem są stanowiska organizacji skupiających biznes rodzinny w Polsce – zauważa PwC.

Firmy w Polsce mogą wynajmować roboty z Agencji Pracy Robotów. Największe zapotrzebowanie jest w księgowości

Ponad połowa firm ma problemy z rekrutacją pracowników, co trzecia nie może z tego powodu zawierać nowych kontraktów. W realiach braków kadrowych, rosnących kosztów pracy i blisko 150 tys. wolnych wakatów w gospodarce firmy coraz chętniej automatyzują swoje procesy przy pomocy robotów. Na wynajęcie ich w zamian za miesięczną „pensję” pozwala Agencja Pracy Robotów. Firma nie płaci ZUS ani pozostałych składek i oszczędza czas, bo robot już pierwszego dnia swojej pracy jest gotowy do działania, wykonując przy tym pracę dwóch etatowych stanowisk. Największe zapotrzebowanie na takie roboty zgłasza w tej chwili księgowość.

Prędzej czy później roboty wejdą do każdej firmy – od najmniejszych po największe. Każde przedsiębiorstwo, które myśli przyszłościowo, powinno już dzisiaj brać to pod uwagę. W tej chwili łatwo jest znaleźć biznesowe uzasadnienie dla zatrudnienia robota w dużej firmie, ale coraz częściej decydują się na to również te małe. Jakość pracy, wyeliminowanie błędów, dostęp do robota 24/7 to są korzyści, z których nawet małe firmy mogą skorzystać – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Kaczmarek, dyrektor ds. rozwoju w Pirxon.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu firmy doradczej Deloitte („The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce”), 53 proc. największych firm na świecie rozpoczęło wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów (RPA), a 19 proc. ma to w najbliższych planach. Trzy czwarte (78 proc.) zakłada, że w ciągu najbliższych trzech lat istotnie zwiększy nakłady inwestycyjne na ten cel.

Eksperci Deloitte podkreślają, że w tym tempie automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów osiągnie niemal powszechne zastosowanie w ciągu kolejnych 5 lat, a roboty mogą zastąpić od 20 do nawet 52 proc. etatów (pełnych jednostek etatowych).

– Roboty najlepiej sprawdzają się w branżach produkcyjnych, ale to też rozwiązanie dla firm, które mają w Polsce shared service’y. Jest ich na rynku kilkadziesiąt i działa w nich już bardzo wiele robotów – mówi Piotr Kaczmarek.

Roboty najlepiej sprawdzają się w takich branżach jak m.in.: księgowość, controlling, logistyka, HR czy finanse. W tej ostatniej branży – jak pokazuje tegoroczny raport CIMA „Future of Finance” – aż 61 proc. specjalistów przewiduje, że co najmniej 20 proc. zadań finansowych zostanie zautomatyzowane w ciągu najbliższych trzech lat, a 55 proc. już zauważyła przestawienie się na automatyzację procesów.

Za kilka lat praca robotów może być już mniej zależna od człowieka, bo teraz to człowiek wskazuje procesy, które mają wykonywać, i sprawuje nad nimi kontrolę. Ale w przyszłości roboty same będą potrafiły się doszkalać i będą mogły realizować o wiele bardziej skomplikowane zadania – mówi Piotr Kaczmarek.

W tym roku wystartowała na polskim rynku pierwsza Agencja Pracy Robotów. Utworzyły ją międzynarodowa firma rekrutacyjna Antal i Pirxon, spółka z branży IT, która ma piętnastoletni staż we wdrażaniu m.in. technologii robotic process automation (RPA) i augmented reality. Agencja pozwala pracodawcom, którzy mają problem ze znalezieniem specjalistów, wynająć roboty i obsadzić nimi wolne wakaty. Wrześniowe badanie Work Service wskazuje, że problemy ze znalezieniem pracowników ma 56 proc. polskich przedsiębiorstw, ale wśród tych dużych ten odsetek wzrasta już do 73 proc.

Działa dokładnie tak, jak każda inna agencja pracy, tyle że firma może zatrudnić na dane stanowisko albo człowieka, albo robota – mówi Piotr Kaczmarek. – Proces zatrudniania robota jest bardzo podobny do standardowej rekrutacji. Na początek firma musi określić kompetencje i zakres zadań, a agencja szuka odpowiedniego robota, a mówiąc dokładniej, szkoli go do wykonywania określonych zadań. Następnie firma opłaca jego miesięczne wynagrodzenie.

Wirtualne roboty działają dokładnie tak samo jak pracownik, który siada do komputera, loguje się i wykonuje przydzielone zadania. Mogą realizować wiele powtarzalnych procesów, opartych na wykorzystaniu danych. Logują się do systemów, wpisują dane w odpowiednie miejsca, generują raporty, wysyłają e-maile, pobierają informacje z wewnętrznych systemów firmy i zewnętrznych źródeł danych. Korzystają swobodnie z systemów ERP, poczty e-mail, portali internetowych, pakietu Microsoft Office i wielu innych aplikacji.

Największe zapotrzebowanie jest w tej chwili na roboty do księgowości, które zastępują młodszych księgowych czy stażystów. Ale znajdują zatrudnienie również w działach administracji czy kadr, bo  zasadzie nie ma ograniczenia funkcji, którą robot może pełnić – mówi Piotr Kaczmarek.

Zatrudniając robota, firma może zautomatyzować każdy proces, który jest powtarzalny i nie występuje w nim zbyt duża liczba wyjątków. Roboty mogą m.in. księgować faktury, tworzyć raporty, naliczać pensję, generować oferty sprzedażowe i wysyłać je do potencjalnych klientów, obsługiwać zamówienia, reklamacje czy zwroty, a także zamawiać transporty czy harmonogramować zlecenia produkcyjne.

Robot to de facto aplikacja, oprogramowanie RPA, zaprojektowane do wykonywania konkretnych procesów. Zajmuje to od 7 do 40 dni, czyli znacznie mniej niż standardowa rekrutacja nowego pracownika. Następnie robot jest wynajmowany pracodawcy za miesięczne wynagrodzenie. Firma opłaca tylko jego „pensję”.

W zależności od tego, ile robot przepracuje, na tyle obciążana jest firma, która korzysta z robotyzacji. Przykładowo, jeżeli robot pracuje na pół etatu, taką stawkę płaci przedsiębiorca. Roboty są zawsze tańsze niż pracownicy, oszczędności na tym poziomie sięgają nawet 70 proc. Kolejna korzyść to m.in. brak nadgodzin, ponieważ roboty są rozliczne w nadgodzinach w standardowej stawce, inaczej niż ludzie – mówi Piotr Kaczmarek.

Główna korzyść to oszczędność środków i czasu, bo robot już pierwszego dnia swojej pracy jest gotowy do działania (co eliminuje konieczność szkolenia i wdrażania nowego pracownika). Bezbłędnie realizuje powtarzalne i rutynowe zadania, wykonując przy tym pracę dwóch etatowych stanowisk.

– W przyszłości roboty znajdą pracę w każdym dziale, w każdym departamencie firmy. Rozwój sztucznej inteligencji pozwala sądzić, że w przyszłości roboty będą uczestniczyć nawet w procesach decyzyjnych. Pracujemy już nad własnym modułem sztucznej inteligencji i liczymy, że w przyszłym roku nasze roboty będą w stanie same się uczyć i wspierać procesy decyzyjne. To oznacza, że robot będzie mógł pomóc zarówno prezesowi, jak i sprzątaczce – mówi dyrektor ds. rozwoju w Pirxon.

Zapotrzebowanie na polskie wina znacznie przewyższa możliwości produkcyjne winnic. Chcą więc robić je z gruszek, porzeczek i wiśni

W Polsce rozwija się produkcja wina, które cieszy się coraz większym uznaniem wśród konsumentów. Zbiory winogron z 400 polskich winnic pozwalają wyprodukować ok. 700 tys. butelek, a popyt zdecydowanie przewyższa podaż. Dlatego w planach jest wykorzystanie takich popularnych w kraju owoców jak gruszka, porzeczka czy wiśnia, do tej pory niewykorzystywane przez winiarstwo. Można z nich wytwarzać wysokogatunkowe wino, pod warunkiem, że w prawie pojawi się restrykcyjna definicja tego produktu, która uniemożliwi wszelką drogę na skróty w procesie produkcji. Ma o to zabiegać powołana właśnie Fundacja Winiarnie Zamojskie, która będzie też wspierać polskich winiarzy i lokalne winnice.

Klimat się zmienia, co ma wiele negatywnych stron, ale pozytywem jest fakt że granica klimatyczna uprawy winorośli przesuwa się na północ. Polska, która ma raczej niekorzystne warunki do produkcji wina, teraz może rozwijać się jako kraj winiarski – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Ogór, prezes AMBRA. – Polskie winiarstwo również od strony konsumentów rozwija się bardzo dobrze. Rynek rośnie, bo konsumenci są coraz bardziej zainteresowani. 

Rynek wina w Polsce rośnie nieprzerwanie od 10 lat, w tempie średnio 7 proc. rocznie i jest w tej chwili wart ok. 2,1 mld zł [potrzebna weryfikacja źródła]. Rośnie również liczba winnic i entuzjastów lokalnych win. Według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w 2019 roku zarejestrowanych było w Polsce 230 producentów win i ponad 400 winnic, których łączna powierzchnia upraw przekroczyła 400 hektarów. Zbiory winogron pozwalają wyprodukować około 700 tys. butelek polskich win. To dużo mniej, niż chcieliby kupić polscy konsumenci.

– Zapotrzebowanie i popyt są dzisiaj dużo większe niż możliwości produkcji – mówi Robert Ogór. – Polskie wino jest produktem drogim, trudno znaleźć tańsze niż 50 zł. Mimo to popyt jest na tyle duży, że właściwie wszystkie są sprzedawane. Te ilości, które powstają w niewielkich polskich winnicach, w zdecydowanej większości trafiają do restauracji albo sklepów specjalistycznych, natomiast nie wystarcza ich dla super- czy hipermarketów.

Jak podkreśla, wino można produkować nie tylko z winogron, lecz także z innych szlachetnych owoców, takich jak gruszka, porzeczka czy wiśnia. W Polsce są duże plantacje tych owoców, które do tej pory nie były wykorzystywane przez winiarstwo.

– Szlachetne białe wino może powstawać z gruszki, która ma wiele ciekawych walorów. Z kolei owoce czerwone – czerwona i czarna porzeczka czy wiśnia – mają nieodkryty potencjał w takiej winifikacji, którą znamy z win gronowych. Najlepsze odkrycia jeśli chodzi o winiarski potencjał polskich owoców jeszcze przed nami – mówi Robert Ogór. – Wina z owoców były produkowane przemysłowo w okresie PRL, lecz z uwagi na jakość niezbyt dobrze się kojarzyły. Dzisiaj można mówić o ponownym odkryciu polskich owoców dla winiarstwa. Ten trend ma promować Fundacja Winiarnie Zamojskie, którą otworzyliśmy na terenie Roztocza, na Ziemi Zamojskiej. Fundacja wspiera tamtejsze winnice, ale również rozwój winiarstwa na wysokim poziomie ze szlachetnych, polskich owoców.

Fundacja Winiarnie Zamojskie ma działać na rzecz rozwoju polskiego winiarstwa oraz zapewnić wsparcie dla lokalnych winnic i sadowników. W obecnym systemie prawnym borykają się oni z biurokracją, niejasnością przepisów podatkowych i ubezpieczeniowych i utrudnionym dostępem do sieci handlowych.

Z drugiej strony fundacja zabiega o zrównanie statusu wina owocowego z winem gronowym i wypracowanie restrykcyjnej definicji tego produktu, która będzie gwarantować jego jakość. Przy odpowiedniej promocji, wina ze szlachetnych owoców mogłyby dorównać popularności, jaką dzisiaj cieszą się piwa rzemieślnicze.

– Sadownicy – inaczej niż winiarze – nie mają ochrony prawnej w postaci definicji produktu, jakim jest cydr czy wino owocowe. Wino gronowe ma z kolei bardzo restrykcyjną definicję prawną. Żeby je wyprodukować i tak oznaczyć, trzeba przestrzegać szeregu zakazów. Do wina gronowego nie można dodawać wody, nie można fermentować z koncentratów, tylko ze świeżych owoców, nie można dodawać  również cukru. Dzięki temu powstał sektor mocno związany z rolnikami, w którym mają oni przewagę nad wielkim przemysłem, ponieważ taka definicja naturalnego sposobu produkcji w zasadzie obroniła cały sektor wina przed globalizacją. Takiej definicji i ochrony nie ma w przypadku win z innych owoców – mówi Robert Ogór.

Jak podkreśla, pierwszym krokiem powinno być wprowadzenie restrykcyjnej definicji win owocowych opartej na świeżym surowcu, zakazie użycia dodatków i koncentratów. Takie przepisy stworzyłyby podstawę do budowania świadomości i wizerunku produktów, jednocześnie atrakcyjnych dla konsumentów i ważnych dla rolnictwa.

W tej chwili definicja jest zbyt szeroka i dopuszcza zbyt wiele działań, które ułatwiają jego produkcję, a w efekcie potaniają produkt – mówi prezes AMBRA. – Szlachetne produkty spożywcze są zaprzeczeniem strategii konkurencyjności kosztowej. W przypadku takich wyrobów jak hiszpańska szynka czy sery francuskie produkcja prawnie jest utrudniona i przez to droższa. One nie konkurują ceną z innymi produktami spożywczymi, ale tworzą bogactwo swoich regionów w inny sposób. Takich strategii w Polsce brakuje w odniesieniu do sektora żywności ogółem, w szczególności do tych największych skarbów jakimi są polskie owoce. One mogą być przetwarzane w szlachetne wina, ale pod warunkiem, że ich definicja bardzo jasno ukierunkuje sektor w stronę produktów wysokiej jakości i uniemożliwi wszelką drogę na skróty.

W Gliwicach można zobaczyć i przetestować najnowsze systemy inteligentnego domu. Black House to jedyny tego typu budynek na świecie

Inteligentne lustra sprawdzają stan skóry, czujniki zdrowia wykrywają oznaki zbliżającej się choroby. Budziki nastawiają się same, bo sprawdzają kalendarz i wiedzą, kiedy trzeba szybciej przyjechać do pracy. Inteligentne lodówki zasugerują dietę, jeśli zauważą, że zbyt często sięga się po słodkie przekąski i gazowane napoje. Coraz więcej domów jest już smart, a na rynku pojawiają się nowe urządzenia, które ułatwiają życie. Niemal wszystkie można znaleźć i przetestować w Polsce, w Black House, jedynym tego typu biurowcu na świecie.

– Black House to budynek, który adaptuje wszystkie technologie, które są dostępne na rynku. W tym budynku one są uruchamiane, testowane i powstaje rekomendacja dla świata, czy warto inwestować w daną technologię. To jest budynek stricte technologiczny, tutaj znajdziemy rozwiązania internetu rzeczy, które znajdujemy w biurowcach klasy A, w nowoczesnych hotelach, ale również w nowoczesnych rezydencjach i mieszkaniach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Artur Pollak, prezes zarządu APA Group, której Black House jest siedzibą.

Inteligentne kamery skanują otoczenie wokół domu i reagują na potencjalne zagrożenia, systemy skanujące tęczówki wpuszczają do domu, a czujniki wewnątrz pomieszczenia sprawdzają stan powietrza i same decydują o otwarciu bądź zamknięciu okien. To jednak tylko początek. Szwedzka firma badawcza Berg Insight twierdzi, że do 2022 roku już 63 miliony amerykańskich domów zakwalifikuje się jako „inteligentne”. W ciągu 10 lat, zdaniem ekspertów, będziemy już całkowicie zanurzeni w świecie internetu rzeczy.

Firma IoT Crestron pracuje nad oprogramowaniem, które śledzi nawyki danej osoby – jaką muzykę chce usłyszeć rano lub jakie światła chce włączyć o określonej porze dnia. Następnie, gdy zrozumie preferencje użytkownika, automatycznie odtwarza właściwe listy odtwarzania lub przygasza światła przed snem. Ori Living, firma zajmująca się meblami robotycznymi, pracuje z Ikeą nad elementami, które zmieniają się w zależności od potrzeb, odsuwając łóżko, gdy potrzeba biurka, lub chowając szafę, gdy jest pora obiadowa.

Czy takie i inne najnowsze rozwiązania faktycznie się sprawdzają, można sprawdzić w siedzibie APA Group w Gliwicach. Black House to budynek, który ma rozpoznawać swoich gości i pokazywać praktyczny wymiar technologii.

– Na etapie inwestycji, na etapie doboru technologii powinniśmy już wiedzieć, jak chcemy korzystać z danego obiektu i wykorzystać jego szczególne cechy. W związku z tym tutaj pokazujemy środowisko, które jest ze sobą zintegrowane, każdy może przyjść tutaj, dotknąć, zobaczyć, czy ta technologia pomaga w życiu, czy wręcz może komuś szkodzić. Bo świadome podejmowanie decyzji polega na tym, że najpierw musimy wiedzieć, co chcemy wykluczyć ze swojego środowiska – tłumaczy Artur Pollak.

Jeszcze przed wejściem do Black House można poczuć nowoczesny wymiar technologii. Kolory donic na zewnątrz budynku można zmieniać dowolnie, dobierając barwę do gustu lub wymogów gości. Mata, przez którą przechodzą odwiedzający, wyświetla spersonalizowany komunikat powitalny, a tuż po wejściu do nowoczesnej recepcji system rozpoznawania uśmiechu dobierze komunikat powitalny lub muzykę do nastroju gości. Pod terenem zielonym umieszczono gruntowy wymiennik ciepła. Pod schodami umieszczono system rekuperacji, czyli odzysku ciepła, a na schodach rozciągnięto matę grzewczą, która pozwala uniknąć poślizgu. Dzięki informacjom z czujników doglebowych, podłączonej stacji pogodowej oraz serwerom przewidujących pogodę dom automatycznie dba o zieleń wokół. Z kolei oświetlenie zewnętrzne może być dopasowane do pory dnia i nocy, a także natężenia promieni słonecznych. Światło może służyć także jako sygnalizator stanu zagrożenia.

To jednak tylko część technologii, jakimi naszpikowany jest budynek.

– Bardzo mocno obserwujemy trendy i kierunki rozwoju nowoczesnego budownictwa. Na dachu mamy np. ul pszczeli, gdzie badamy kondycję rodziny pszczelej, badamy, jak pszczoły funkcjonują w przyrodzie. Mamy nowoczesną szklarnię, gdzie robot zajmuje się plantowaniem roślin, a później dozuje specjalnie wodę, usuwając jednocześnie chwasty. W związku z tym to są tak różne technologie, które być może nie są dla wszystkich, ale szczątkowo mogą być wykorzystywane przez każdego – przekonuje Artur Pollak.

Część rozwiązań to te, które dopiero powstały na świecie, inne są już stosowane w domach, jeszcze inne to nowinki opracowane w Polsce.

– Wierzę, że Polska jest w stanie być taką drugą Doliną Krzemową. Mamy potencjał intelektualny i technologiczny, w związku z tym układamy tę technologię w takie rozwiązania, których na świecie być może można nie zobaczyć, one nie są typowym podejściem. To jest tzw. podejście zorientowane na klienta, na jego potrzeby i problemy – podkreśla Artur Pollak.

Stan Polskiego Rynku Tekstylnego – co mówią ludzie, a jak przedstawiają się liczby?

Turystyka i rozrywka są branżami, które przeżywają zauważalne odrodzenie. Po latach zastoju turystycznego, wiele wartościowych, urokliwych miejsc odzyskuje dawną świetność. Dzięki inwestycjom w prace remontowe oraz dbałości o profesjonalną aranżację przestrzeni hotelowych, polskie placówki niewiele mają już wspólnego z obiektami noclegowymi sprzed pół wieku. Wysoka jakość obsługi, wyborna, dopasowana do preferencji gości kuchnia, bogate wyposażenie oraz estetyka, sprawiająca, że w pokoju hotelowym można komfortowo wypocząć. Goście hotelowi doskonale zdają sobie sprawę z faktu, iż poczucie komfortu w największym stopniu wiąże się z hotelowymi tekstyliami, dlatego szczególną uwagę przywiązuje się nie tylko do czystości, która jest obligatoryjna, ale do jakości tekstyliów. Wyglądające jak nowe, a dodatkowo sprawiające wrażenie miękkości, przytulności i ciepła. Jak przedstawia się sytuacja tekstyliów w polskich hotelach? Czy ten dział obsługi nie został potraktowany ulgowo? Czy jest w czym wybierać?

Tekstylia w hotelach – co mówią przepisy i liczby?

Surowe wymogi, określające wyroby tekstylne, przeznaczone do branży HoReCa określone zostały przepisami, które bezwzględnie respektowane są w obiektach. Przede wszystkim istotne jest zastosowanie materiałów trudnopalnych oraz nieemitujących szkodliwych substancji. Norma BS 7177-2008 określa wymogi, które muszą być spełnione dla pościeli, materacy i dywanów hotelowych. Według PN EN 13501-1 oraz DIN 4102 wybierane są zasłony i firany do obiektów noclegowych. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. jest przepisem wykonawczym krajowym, który obowiązuje wraz z regulacjami Unii Europejskiej. Polski rynek tekstylny wciąż się rozwija, o czym świadczy systematyczny wzrost liczby przedsiębiorstw, które zajmują się produkcją tekstyliów oraz wzrost ich zysków. Według raportu EnterPoland Focused and Results pod koniec 2016 r, firm, produkujących w Polsce wyroby tekstylne było już blisko 9 tysięcy, przy zachowaniu kilkuletniej tendencji wzrostowej. Polskie hotele doceniają jakość oraz konkurencyjne ceny rodzimych tekstyliów. O tym, jak wyglądają tekstylia w hotelach opowie pani Adrianna Wypych z Polskiej Grupy Tekstylnej.

Tekstylia hotelowe w praktyce

„Właściciele obiektów hotelarskich rozumieją, jak ważna jest jakość obsługi klienta oraz perfekcyjne przygotowanie aranżacji przestrzeni. Wśród licznej konkurencji, obiekty cieszące się dużym zainteresowaniem, tworzą wyjątkową atmosferę, w której goście czują się doskonale i chcą do niej wracać. Tekstylia są bardzo istotnym elementem wyposażenia. Zauważam, że w hotelach coraz więcej jest pościeli, ręczników, obrusów i przesłon okiennych, spełniających wymogi funkcjonalne, ale i estetyczne. Goście, otuleni miękkością tkanin, które jednocześnie zachowują parametry trwałości i odporności na utratę kolorów zdecydowanie chętniej korzystają z takich miejsc. W hotelach, w których duży nacisk kładziony jest na dopracowanie szczegółów, można zauważyć tendencję, w myśl której goście czują się bezpiecznie, komfortowo, jak w domu. Wybierając dywaniki łazienkowe Polskiej Grupy Tekstylnej można zwiększyć wrażenie domowości. Najwyższej jakości tekstylia, takie jak pościel i obrusy, odporne są na działanie wysokich temperatur prania oraz stosowanie środków chemicznych, odpowiednich w placówkach. Trwałość oznacza doskonały wygląd nawet po wielokrotnym użytkowaniu. Polskie, wysokojakościowe tekstylia hotelowe to jakość, która nie pozwala na utratę intensywności kolorów, doskonałe wzornictwo oraz praktyczne wymiary. Dostępne w szerokiej ofercie tekstylia, mogą służyć również w użytku domowym. Inwestując w najlepsze rozwiązania, tworzymy komfort, który na co dzień staje się naturalny. Z tego względu, przyzwyczajając się do wysokiego standardu, tak bardzo narzekamy, gdy spotykamy się z miejscem, niedostosowanym do obowiązujących norm i konwenansów. Oby tendencje wzrostowe się utrzymywały, a hoteli, w których dawno czas się zatrzymał, było coraz mniej.”

Jakie trendy podbiją świat nowych technologii w biznesie w 2020 roku?

Nadchodzące miesiące w branży nowych technologii staną pod znakiem dalszej ekspansji rozszerzonej (AR) i wirtualnej rzeczywistości (VR). Planowana budowa sieci 5G w Polsce znacznie przełoży się na rozwój Przemysłowego Internetu Rzeczy (IIoT). Systemy e-commerce natomiast z każdą chwilą ewoluują i stają się inteligentniejsze, co spowoduje, że postarają się nam jeszcze więcej sprzedać.

O najważniejszych trendach, które wpłyną na branżę nowych technologii w kolejnych miesiącach wypowiada się Tomasz Gibas, CEO Kogifi, firmy specjalizującej się w dostarczaniu nowoczesnych rozwiązań e-commerce oraz systemów wspierających rozwój trendu Industry 4.0.

Tomasz Gibas, CEO Kogifi
Tomasz Gibas, CEO Kogifi

Rok 2020 to kontynuacja rozpędzonego nurtu prekursorskich rozwiązań opierających się na zastosowaniu sztucznej inteligencji (SI). Dalszy rozwój dotychczas znanych platform e-commerce odbywać się będzie już nie tylko na ekranie laptopa, telefonu czy tabletu, ale także poprzez okulary rozszerzonej rzeczywistości (AR). Nowy rok, zapewne przyniesie wiele potwierdzonych sukcesami projektów treningowych wykorzystujących wirtualną rzeczywistość (VR). Efektywne wykorzystanie wszelkiego rodzaju sensorów IoT w procesach produkcyjnych, wizualizacja danych w czasie rzeczywistym oraz zdalna komunikacja, pozwalająca przesłać ogromne ilości danych w standardzie 5G, to kolejna rewolucja w Industry 4.0, której także będziemy świadkami.

Sieć 5G a Smart Maintenance i Industry 4.0

5G będzie miało duży wpływ na implementację nowych technologii w biznesie. Proces wprowadzania tej sieci na całym świecie jest już w toku. Biorąc pod szczególną uwagę Polskę, mówimy tu nadal o fazie testów. Przewiduje się, że w kraju nad Wisłą, 5G zostanie przekazane operatorom telekomunikacyjnym tuż przed najbliższymi wakacjami, a sieć, według Ministra Cyfryzacji, pokryje jedno z większych miast już w czwartym kwartale 2020 roku. Wdrożenie 5G będzie się wiązało ze zwiększeniem przepustowości Internetu, co pozwoli na wzrost globalnego ruchu z sieci komórkowych.

Rozwój tej technologii pociągnie za sobą ożywienie innej branży – Industrial Internet of Things, mającej za zadanie poprawić wydajność produkcji i uczynić ją bardziej zintegrowaną. Dzięki IIoT można bowiem przewidzieć wycieki z rur, kontrolować temperaturę sprzętu czy ciśnienie gazów. Umieszczenie sensorów w wybranych systemach sprawi, że firmy będą mogły pozyskiwać na bieżąco informacje istotne dla konserwacji urządzeń, zdalnej diagnozy oraz wsparcia w naprawie. Liczne wdrożenia rynkowe w wielu nowoczesnych firmach potwierdzają skuteczność rozwiązań IIoT, Przykładem jest wprowadzona przez amerykański konglomerat – General Electric Company, centralna sieć zarządzania (IIoT). Firma GE działająca między innymi w branżach produkcji maszyn i sprzętu, produkcji energii i wydobycia ropy naftowej, jest również jednym z największych producentów silników do farm wiatrowych. Wdrożona siatka czujników IIoT pozwoliła stworzyć centralną sieć zarządzania maszynami. Dodatkowe informacje spowodowały, że farmy są znacznie bardziej zintegrowane. Rezultatem nowoczesnych rozwiązań był wzrost wydajności i przedłużenie życia samych maszyn, ze względu na lepiej zoptymalizowaną eksploatację.

Rozwiązania Smart Maintenance wykorzystywane są już dzisiaj, ale wprowadzenie sieci 5G sprawi, że spotkamy się z nimi znacznie częściej. Wszystko to za sprawą szybszego przesyłu danych oraz faktu, że sieć będzie prawidłowo funkcjonować również w przypadku podpięcia sporej liczby urządzeń na małym obszarze.

Szybciej, wygodniej, efektywniej – zastosowanie SI w sprzedaży online

Rozwój narzędzi z zakresu Sztucznej Inteligencji, generujący zwiększenie zasięgu działań marketingowych, spowoduje, że działy te chętniej sięgną po wcześniej wspomniane rozwiązania. W nadchodzącym roku staną się one wręcz koniecznością na rynku pełnym konkurencji. Ogromnym atutem sztucznej inteligencji jest fakt, że mocno ułatwia ona pracę marketerom, co pomaga im efektywniej przewidywać trendy i dopasowywać produkty. Kontynuując, dzięki algorytmom, AI jest w stanie się uczyć i na podstawie znanych sobie przykładów podejmować konkretne działania. Takich systemów używa, chociażby Netflix do proponowania swoim widzom kolejnych filmów i seriali, bazując na ich upodobaniach. Coraz bardziej inteligentne ChatBoty czy VoiceBoty, które zastąpią przynajmniej wstępny proces zakupowy lub obsługi posprzedażowej, dadzą dodatkową możliwość budowy efektu skali także małym graczom. Przykładem na to jest wykorzystująca VoiceBoty sieć salonów fryzjerskich Jean Louis David ze swoim wirtualnym asystentem Anią Grzywką, umawiającą klientów na wizyty. Według danych firmy Gartner już 85 proc. kontaktów na linii firma – klient w przyszłym roku odbędzie się z pominięciem człowieka, a 61 proc. marketingowców już teraz uważa sztuczną inteligencję za najważniejszy aspekt strategii zarządzania danymi.

Obok SI, należy także wspomnieć platformy sprzedażowe e-commerce, które z roku na rok prześcigają się w coraz bardziej zaawansowanych funkcjach. Te mają na celu zaangażowanie przychodzącego użytkownika poprzez przemyślane strategie sprzedażowe, wynikiem czego ma wzrosnąć konwersja i pozytywne rezultaty firmy. Liderem na rynku będzie niezmiennie Adobe wraz z Magento oraz Sitecore i Sitecore Commerce, a także Salesforce, które wyspecjalizowały się w segmencie klienta średniego i dużego. Właściciele sklepów internetowych będą poszukiwali bardziej modularnych rozwiązań, które same w sobie będą udostępniały przynajmniej podstawowe funkcje zakupowe, analityczne, automatyzację marketingu czy mailingu. Dodając do tego rozwiązania chmurowe, szybko będą mogli budować efekt skali. Model sprzedaży licencji opierający się na subskrypcji da szansę skorzystania z wyżej wspomnianych globalnych platform także mniejszym sklepom.

Świąteczna nuda

Jeżeli ktoś życzył spokojnych Świąt, to przynajmniej na rynkach, życzenia te się spełniły. Kiedy spędzaliśmy czas z bliskimi, na rynkach działo się niewiele, a waluty znajdują się na bardzo podobnych poziomach co przed Świętami.

Spokojne Święta

Zgodnie z oczekiwaniami w Święta aktywność na rynkach była zdecydowanie mniejsza. Nastąpiły jedynie drobne zmiany, ale w przypadku głównych walut ciężko uznać je za istotne. Najlepszym dowodem tego jest fakt, że pomimo trzech dni (a w rzeczywistości dwóch, bo 25 grudnia nie jest właściwie dniem transakcyjnym) najważniejszą zmianą jest spadek o 1 grosz w dół szwajcarskiego franka z 3,92 zł na 3,91 zł.

Dobre wyniki za oceanem

Zgodnie z oczekiwaniami analityków spadła ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Była, co prawda, drobna różnica, ale 1% na tygodniowych danych to właściwie zgodność. W górę za to szła giełda, a indeksy główne giełdowe po raz kolejny w grudniu ustanowiły historyczne maksima. Na szczególną uwagę zasługuje przebicie psychologicznej bariery 9000 punktów na NASDAQ. Co ciekawe, pomimo wzrostów na giełdach dolar traci względem euro.

Nie tak źle w Japonii

Dane makroekonomiczne z Japonii to dosyć dziwny temat. Z jednej strony gospodarka jest od dekad w stagnacji, co mogłoby sugerować, że dzieje się źle. Dobrym dowodem jest np. spadająca o zaledwie 8,1% w ujęciu rocznym produkcja przemysłowa. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu ostatniej dekady tylko dwa lata nie miały chociażby kilku miesięcy bez spadku produkcji przemysłowej. Z drugiej strony pomimo słabych danych bezrobocie wynosi 2,2%, co jest wynikiem nieosiągalnym dla niemal każdej gospodarki zachodniej niezależnie od koniunktury. Rynek przyjął te informacje pozytywnie i jen zyskał względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Ile zapłacą firmy za dystrybucję prądu w 2020 roku?

W ostatnich dniach dużo mówi się o skali podwyżek cen prądu dla klientów indywidualnych, przede wszystkich tych, którzy są klientami firmy Tauron. Warto jednak pamiętać, że zatwierdzone przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki taryfy dotyczyły także klientów biznesowych. Regulowane są stawki za dystrybucję energii elektrycznej dla firm. Uśredniając zmiany w cenach dystrybucji rok do roku  wszystkich taryf można odnieść wrażenie, że tak samo jak w przypadku klientów indywidualnych, tak samo dla biznesu ceny dystrybucji wzrosły o ok. 3%. Jeśli jednak spojrzymy na bardzo popularne grupy taryfowe tzw. jednostrefowe (stała cena 1 kWh prądu w ciągu doby) czyli C11, C21 czy B21 okazuje się, że skala zmian cen może zaskakiwać.

Kim w praktyce są odbiorcy biznesowi rozliczani w taryfie C11, C21 i B21?

Sklepy spożywcze, fryzjerzy czy też kawiarnie to przedsiębiorcy rozliczający się w grupie taryfowej C11. Taryfa C21 jest przeznaczona dla małych i średnich przedsiębiorstw, które ze względu na liczbę urządzeń jednocześnie podłączonych do sieci mają moc umowną wyższą niż 40kW. Są to np. stolarnie czy większe piekarnie. Ostatnia z analizowanych taryf B21 różni się od poprzednich przede wszystkim tym, że przedsiębiorstwo takie jest zasilane z sieci średniego napięcia. Wykorzystywana jest często przez większe fabryki, w halach magazynowych czy też centrach handlowych.

Który składnik faktury za prąd dla firm wpływa najbardziej na koszty dystrybucji?

Rachunek za prąd dla firm składa się z 7 podstawowych pozycji. Są to: składnik zmienny stawki sieciowej, składnik stały stawki sieciowej, stawka opłaty abonamentowej, stawka jakościowa, stawka opłaty przejściowej, opłata OZE, opłata kogeneracyjna. Największy wpływ na koszty dystrybucji mają 2 pierwsze z wymienionych. Pierwszy (składnik zmienny stawki sieciowej) jest obliczany jako iloczyn zużytej energii oraz stawki za 1 kWh. Z kolei składnik stały stawki sieciowej to comiesięczna opłata wynikająca z iloczynu stawki stałej i ustalonej ceny za każdy 1 kW mocy umownej.

Zmiana kosztów dystrybucji prądu w 2020 roku dla firm zależy także od grupy taryfowej. Są firmy, które zapłacą ponad 8% więcej, ale także takie, które zapłacą 3% mniej.

Nie wszystkie firmy zapłacą więcej za dystrybucję energii. Okazuje się, że klienci firmy PGE Dystrybucja zapłacą mniej w taryfie C21 (-0,6%) oraz B21 (-3%), tak samo jak firmy z obszaru Tauron Dystrybucja, którzy w taryfie B21 poniosą o ok. 0,4% niższe koszty dystrybucji. Na przeciwległym biegunie znajduje się firma Energa Operator oraz Enea Operator. Dla przykładu klienci tych firm w najbardziej popularnej wśród jednostrefowych taryfie C11 zapłacą ponad 4,5% więcej, a klienci firmy Energa w taryfie B21 prawie 9% więcej niż w roku 2019.

Ogromne dysproporcje pomiędzy stawkami dystrybutorów energii. Firma z Warszawy ponosi nawet 2 razy mniejsze koszty dystrybucji prądu od tej z Trójmiasta!

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy porównamy ceny dystrybucji prądu w jednym roku pomiędzy 5 największymi dystrybutorami w kraju. Przedsiębiorca będący klientem Innogy w taryfie B21 zapłaci połowę niższe koszty dystrybucji prądu od firmy obsługiwanej przez Energa Operator. W najpopularniejszej z omawianych taryf czyli C11 najmniej zapłaci klient firmy Tauron. Przy założeniu rocznego zużycia energii na poziomie 10 MWh rocznie i mocy umownej 11 kW koszty dystrybucji wyniosą 2 845 złotych. Klient firmy Energa Operator o tym samym zużyciu i mocy umownej zapłaci ponad 4 268 złotych. Różnica to ponad 50%.INFOGRAFIKA_Dystrybucja_Pradu_dla_firm

W 2020 r. podwyżka prądu wpłynie na wzrost inflacji i spadek konsumpcji

Nasza gospodarka jest zakładnikiem pakietów socjalnych. To oznacza, że wyższe ceny mogą zmniejszyć dynamikę PKB w nowym roku.

Spowolnienia gospodarcze mogą być zdrowe, jeśli wydłużają i stabilizują okres wzrostu. Mamy jednak problem, który nasili się w 2020 r.

– Spowolnienie gospodarcze w Polsce, którego jesteśmy świadkami, nie jest jeszcze powodem do zmartwień, bo mówimy o zdrowym wyhamowaniu prędkości polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. Jednak powinno niepokoić, że cała polska gospodarka jest oparta nie na inwestycjach, ale na konsumpcji, wspieranej przez rządowe pakiety socjalne. „W pierwszym kwartale nowego roku będziemy mieć wzrost cen energii, co może generalnie wpłynąć na poziom cen w kraju. Konsumpcja może więc relatywnie ucierpieć” – tłumaczy Wardyn.

Inne zagrożenie związane z inflacją wynika z pogłębiającego się dystansu pomiędzy dynamiką cen a stopami procentowymi, który może szkodzić kursowi złotego. – Taką właśnie sytuację mieliśmy na Węgrzech. Zaniepokojeni nią inwestorzy w pewnym momencie zaczęli wyprzedawać węgierskie aktywa i forint na tym stracił – wyjaśnia ekspert CMC Markets.

– Jeżeli jednak w kolejnych miesiącach inflacja osłabnie, to 2020 r. może być kolejnym dobrym rokiem dla polskiej gospodarki – uspokaja Ł.Wardyn. Jedno jest pewne: z ekonomicznego punktu widzenia 2020 r. nie będzie jednak już tak pozytywny, jak 2019 r.

Poziomy emisji CO2 w najwyższe historii. Szczyt klimatyczny nie przyniósł oczekiwanych rezultatów

Zakończył się szczyt klimatyczny Organizacji Narodów Zjednoczonych w Madrycie, tzw. COP 25. Odbywał się w ramach prezydencji chilijskiej, a jego głównym założeniem było ograniczenie i zapisanie konkretnych kwot redukcji CO2 i metanu. Niestety, cel ten nie został jednak osiągnięty. W 2015 roku 105 państw współtworzących proces klimatyczny uzgodniło tzw. porozumienie paryskie. Zobowiązały się wtedy do ustanawiania i wdrażania założeń redukcyjnych, ale i monitorowania tego procesu. Poza tym ustalono dedykowanie na ten cel odpowiednich środków. Tymczasem okazuje się, że postanowienia te nie weszły w życie.

– Emisje wzrastają. Według Niezależnej Stacji Meteorologicznej obecnie odnotowuje się najwyższe poziomy emisji CO2 w historii pomiarów. Z pomiarów słupów lodowych widać także, że jest to największe stężenie dwutlenku węgla w powietrzu od trzech milionów lat – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. – Sytuacja ta powinna bardzo niepokoić. W ramach ONZ konkluzja i podsumowanie Antoniego Guterresa, sekretarza generalnego, były bardzo jednoznaczne. Madrycki szczyt okazał się fiaskiem i straconą okazją do realizacji ważnego planu. Należy pracować nad tym, aby za rok, przy okazji COP 26 stworzyć bardziej ambitną strategię naprawczą – analizuje Wyszkowski.

Pandemia cukrzycy rozprzestrzenia się także w Polsce. Eksperci: poziom leczenia nie odbiega już od standardów europejskich

Według WHO, cukrzyca jest epidemią XXI wieku, a liczba chorych na całym świecie sukcesywnie rośnie. W Polsce cierpi na nią ok. 3 mln osób. a 5 mln Polaków ma już stan przedcukrzycowy. Lekarze i pacjenci podkreślają, że w Polsce przez długie lata leczenie cukrzycy zwłaszcza typu II zasadniczo odbiegało od standardów europejskich. Zmieniło się to niedawno, głównie za sprawą refundacji nowoczesnych leków. – Trzeba powiedzieć, że dzięki temu Polska doszlusowała do standardów europejskich i w tej chwili jesteśmy krajem, który trzyma europejskie standardy leczenia cukrzycy – podkreśla prof. Edward Franek ze Szpitala Klinicznego MSWiA.

– WHO uznało cukrzycę za pierwszą niezakaźną epidemię, właściwie pandemię w skali całego świata. W Polsce również mamy z nią do czynienia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Edward Franek, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA.

Zgodnie z danymi Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) i Komisji Europejskiej, liczba chorych na cukrzycę na całym świecie sukcesywnie wzrasta. Szacuje się, że w Polsce cierpi na nią ok. 3 mln osób przy czym duża część nie została jeszcze zdiagnozowana. Stan przedcukrzycowy ma już około 5 mln Polaków.

– Najnowsze dane pokazują, że w Polsce na cukrzycę choruje około 3 mln osób. Wśród nich co najmniej pół miliona to osoby niezdiagnozowane – cukrzyca już sieje spustoszenie w ich organizmie, ale one jeszcze o tym nie wiedzą. Przewiduje się, że zachorowań na cukrzycę będzie coraz więcej. Trend jest wzrostowy, zarówno w Polsce, w Europie, jak i na całym świecie – wskazuje Anna Śliwińska, prezes głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Wzrost liczby zachorowań pokazują też dane NFZ: w 2018 roku liczba dorosłych osób, którym udzielono świadczenia z rozpoznaniem cukrzycy, wyniosła 2,18 mln. W porównaniu do 2013 roku jest to ponad 14-procentowy wzrost na przestrzeni pięciu lat. Z kolei łączna wartość refundacji świadczeń, wyrobów medycznych i leków stosowanych w leczeniu cukrzycy sięgnęła w ubiegłym roku 1,9 mld zł i była o 23 proc. wyższa niż jeszcze pięć lat temu – wynika z najnowszego raportu Funduszu („NFZ o zdrowiu. Cukrzyca 2019”).

Zdecydowana większość, bo około 80 proc. chorych cierpi na cukrzycę typu II, której podstawowe czynniki ryzyka to m.in. nadwaga i otyłość, brak aktywności fizycznej i niewłaściwa dieta. Stąd w tej grupie notuje się największy wzrost zachorowalności. Na cukrzycę chorują osoby coraz młodsze, a nieleczona lub niewłaściwie kontrolowana prowadzi do groźnych powikłań, wśród których są m.in. choroby sercowo-naczyniowe, udar mózgu, niewydolność nerek czy zawał serca.

– Cukrzyca ma dwa podstawowe typy. Pierwszy to choroba autoimmunologiczna, typ drugi to cukrzyca związana z wiekiem i otyłością. I w tej drugiej grupie mamy najwięcej zachorowań, co wynika po prostu z dobrobytu. Ludzie są coraz bogatsi, jedzą coraz więcej niezdrowego jedzenia, które powoduje otyłość – mówi prof. Edward Franek.

– Odnotowujemy rosnącą liczbę zachorowań na cukrzycę – zarówno I, jak i II typu. W pierwszym przypadku nie znamy przyczyny, ponieważ cukrzyca typu I to choroba wynikająca z autoagresji, która zdarza się coraz częściej i naukowcy badają różne możliwe przyczyny. Natomiast głównym winowajcą cukrzycy typu II jest niezdrowy tryb życia, czyli brak aktywności fizycznej, używki, niewłaściwe odżywianie. To po prostu choroba XXI wieku – dodaje Anna Śliwińska.

Jak podkreśla, w Polsce przez długie lata leczenie cukrzycy zwłaszcza typu II zasadniczo odbiegało od standardów europejskich. Zmieniło się to niedawno, głównie za sprawą refundacji nowoczesnych leków flozyn, których refundacja weszła w życie w listopadzie tego roku oraz inkretyn, które będą refundowane od stycznia.

– Środowisko diabetologów i pacjentów długo mówiło o tym, że standardy leczenia cukrzycy w Polsce nie są na odpowiednim poziomie i jesteśmy pod tym względem w tyle za Europą. To zmieniło się w tym roku. Ministerstwo Zdrowia wprowadziło nowe leki przeciwcukrzycowe na listy refundacyjne – zarówno flozynę, jak i niektóre leki z grupy agonistów GLP-1 i receptora GLP-1. Dzięki temu Polska doszlusowała do standardów europejskich. Jesteśmy krajem, który trzyma europejskie standardy leczenia cukrzycy – podkreśla prof. Edward Franek.

Refundowane od listopada flozyny to grupa leków, która pozwala przedłużyć życie chorych na cukrzycę z powikłaniami. Ogranicza ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i nefropatii cukrzycowej, poprawiając rokowania pacjentów.

– Dużo pozytywnych zmian zadziało się w ostatnim czasie w kwestii dostępu do leczenia cukrzycy, natomiast chorzy nadal oczekują pewnych zmian. W cukrzycy typu II na pewno jest to zniesienie obostrzeń w refundacji długo działających analogów insulin, jak również stopniowe rozszerzanie kryteriów refundacyjnych dla flozyn i inkretyn, które są na razie refundowane dla wąskiej grupy pacjentów. Z kolei w cukrzycy typu I to wprowadzanie do refundacji nowoczesnych technologii dla osób dorosłych, czyli pomp insulinowych dla chorych powyżej 26. roku życia oraz systemu monitorowania cukrzycy typu flash dla osób powyżej 18. roku życia – wskazuje Anna Śliwińska, prezes głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Eksperci podkreślają, że w walce z cukrzycą kluczowa jest profilaktyka i edukacja, która pozwala uświadomić pacjentom, jak wiele zależy od nich samych i od trybu życia. Zwiększanie społecznej świadomości zagrożenia chorobą daje możliwość wcześniejszego rozpoznania cukrzycy i uniknięcia groźnych dla zdrowia powikłań.

– Działania profilaktyczne są o tyle trudne, że muszą być skierowane do jak największej grupy ludzi i w dodatku jak najwcześniej, tzn. już w dzieciństwie. Już dzieci w szkole powinny być uczone, że to co jedzą i jakie mają nawyki będzie wpływać na ich zdrowie w przyszłości. Dlatego profilaktyka powinna skupiać się przede wszystkim na edukacji – mówi prof. Edward Franek.

Od marca 2020 roku duże zmiany w prawie upadłościowym. Liczba upadłości konsumenckich może znacząco wzrosnąć

Upadłość od stycznia ogłosiło ponad 7 tys. konsumentów. To więcej niż w całym 2018 roku. Dzięki nowelizacji prawa upadłościowego, która wejdzie w życie w marcu 2020 roku, może być ich jeszcze więcej. Nowe przepisy uproszczą procedurę ogłoszenia upadłości, ale będzie to dopiero otwarcie właściwego postępowania upadłościowego, podczas którego sąd zbada, czy dłużnik doprowadził do tego umyślnie, czy nieumyślnie. Obecnie z przeterminowanymi długami nie mogą się uporać nawet 2 mln Polaków.

 Myślę, że w 2020 roku liczba osób, które złożą wnioski o upadłość konsumencką i ogłoszą upadłość będzie dwukrotnie większa niż w 2019 roku. Być może będzie jeszcze większa liczba tych osób, które skutecznie otworzą postępowania upadłościowe – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Bufnal, radca prawny.

Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej podaje, że od stycznia do grudnia 2019 roku upadłość konsumencką ogłosiło  7 117 osób. To rekordowa liczba – w 2018 roku takich upadłości było nieco ponad 6,5 tys., a w 2017 roku – ok. 5,5 tys. Nowelizacja prawa upadłościowego, które wejdzie w życie w marcu 2020 roku, zupełnie zmieni ten proces.

– W tej chwili, jeżeli ktoś uzyskał postanowienie o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej, czyli sąd stwierdził, że taka osoba nie doprowadziła do powstania stanu niewypłacalności na skutek winy umyślnej lub rażącego niedbalstwa, to ona znajduje się już na półmetku pozwalającym uwolnić się od długów. Po nowelizacji sam fakt wydania postanowienia o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej będzie jedynie zweryfikowaniem okoliczności, że dana osoba nie jest w stanie na bieżąco obsługiwać wymagalnych zobowiązań, i zostaje otwarte postępowanie upadłościowe – tłumaczy Anna Bufnal.

Obecnie sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności umyślnie. Po nowelizacji bankructwo będą mogli ogłosić również ci, którzy doprowadzili do swojego zadłużenia z premedytacją. Przyczyna zadłużenia będzie badana dopiero po ogłoszeniu upadłości, co ma usprawnić całą procedurę, a sprawy w sądzie mają trwać znacznie krócej.

– Konsument po nowelizacji będzie potrzebował prawnika albo doradcy restrukturyzacyjnego, który skrupulatnie, krok po kroku przeprowadzi go przez poszczególne etapy i szczeble postępowania upadłościowego – przekonuje radca prawny. – Dziś sąd dysponuje ograniczoną wiedzą na temat danego dłużnika. Po nowelizacji decyzje będą podejmowane na sam koniec całego postępowania upadłościowego, czyli również po przekazaniu informacji przez wierzycieli. Tym samym wierzyciele będą mieli większy wpływ na postępowanie, a ich prawa będą w większej mierze zabezpieczone.

Dopiero po ustaleniu przyczyn upadłości zostanie podany harmonogram spłat. Jeśli dłużnik doprowadził do niewypłacalności umyślnie lub przez własne zaniedbania, musi spłacać swoje zobowiązania od 36 miesięcy do siedmiu lat. Osoby, które ogłaszają upadłość z przyczyn niezależnych, czyli np. ze względu na chorobę czy utratę pracy, będą miały na spłatę 36 miesięcy. Jeśli dłużnik nie posiada majątku i zostanie uznany za trwale niezdolnego do spłaty zobowiązań, będzie można całkowicie umorzyć dług.

– Absolutnym novum będzie możliwość ogłoszenia upadłości układowej, czyli zatwierdzenia układu wypracowanego z wierzycielami. To coś, co w tej chwili jest zarezerwowane jedynie dla przedsiębiorców. To restrukturyzacja przedsiębiorstwa, która polega na zachowaniu składników majątku przy jednoczesnym ustaleniu planu restrukturyzacyjnego. Takie rozwiązanie nie jest dostępne dla konsumentów, upadłość konsumencka jest upadłością likwidacyjną i wiąże się każdorazowo z likwidacją majątku – mówi Anna Bufnal.

Dzięki nowym przepisom z upadłości może skorzystać znacznie więcej osób niż dotychczas. Ministerstwo Sprawiedliwości szacuje, że z przeterminowanymi długami nie są w stanie się uporać nawet dwa miliony osób.

– Po nowelizacji pojawi się kolejna kategoria osób, które będą uprawnione i zainteresowane skorzystaniem z procedury upadłościowej, czyli osób, które mają majątek, dochód, chcą zachować swój majątek, utraciły natomiast zdolność do bieżącego obsługiwania wymagalnych zobowiązań i potrzebują pomocy przy ich spłacie – wskazuje Anna Bufnal.

Nowelizacja rozszerza także grupę osób, które mogą wnioskować o upadłość konsumencką, o przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Szczecin z rekordowym w historii budżetem na inwestycje. Mimo wzrostu kosztów i stagnacji w dochodach

Zmiany w PIT uchwalone przez rząd – m.in. obniżka stawki z 18 do 17 proc. i zwolnienie z podatku osób do 26. roku życia  odbijają się na budżetach samorządów, dla których PIT stanowi główne źródło dochodów. W połączeniu z rosnącymi kosztami, na wielu z nich już wymusiło to cięcia inwestycyjne, co potwierdza spadek dynamiki inwestycji z 9,1 do 4,7 proc. w III kwartale br. Jednym z wyjątków pozostaje Szczecin, który przyjął właśnie nowy budżet na 2020 rok. Przyszłoroczne wydatki miasta zakładają rekordową, najwyższą jak dotąd kwotę 1 mld zł na inwestycje.

Budżet miasta jest rekordowy, zarówno pod względem wydatków bieżących, jak i wydatków majątkowych. O ile plan zostanie zrealizowany, będzie to największy rok inwestycyjny,na kwotę miliarda złotych. Takiej do tej pory w historii Szczecina nie było – mówi zastępca prezydenta miasta Michał Przepiera.

W budżecie Szczecina na 2020 roku po raz pierwszy dochody miasta przekroczyły 3 mld zł (w tym 400 mln zł z rządowego programu 500+). Wydatki przekraczają nieznacznie 3,5 mld zł, co oznacza deficyt w wysokości 439 mln zł. Rekordowa jak dotąd kwota 1 mld zł zostanie przeznaczona na inwestycje.

To przede wszystkim kontynuacja tych inwestycji, które już realizujemy, jak budowa stadionu (Pogoni Szczecin – przyp. red.), budowa Fabryki Wody, naszego szczecińskiego aquaparku oraz kontynuacja przebudów ulic, jak węzeł Łękno czy węzeł Granitowa. Ale to także rozpoczęcie nowych inwestycji, które w tej chwili po rozstrzygnięciu przetargowym albo w fazie przygotowania przetargów. Co do zasady są to projekty z unijnym dofinansowaniem, podobnie jak w innych miastach Polski – mówi Michał Przepiera.

Jak podkreśla, dla liczącego 400 tys. mieszkańców Szczecina – który jest 3. miastem w Polsce pod względem zajmowanej powierzchni – wyzwaniem jest przede wszystkim transport i taka organizacja komunikacji, które pozwoli mieszkańcom sprawnie się po nim poruszać.

Dlatego wśród, kluczowych planowanych przez miasto inwestycji na lata 2020-2024 jest wiele projektów komunikacyjnych, m.in. kolejny etap Trasy Północnej, modernizacja kilkudziesięciu ulic, przebudowa torowisk tramwajowych (na które zarezerwowano ponad 470 mln zł) i węzłów komunikacyjnych.

Rośnie liczba samochodów, więc musimy rozwijać komunikację miejską i zachęcać mieszkańców, żeby się do niej przesiadali. Oczywiście, tak jak w wielu miastach, problemem jest też szeroko pojęta ekologia. Tu Szczecin stawia na swoją strategię Floating Garden zielonego miasta nadwodnego i wszystkie inwestycje zmierzają ku temu, by ten standard miasta utrzymać. Trzeci aspekt to polityka skupiona wokół mieszkańców, czyli właściwa edukacja, żłobki i przedszkola, a z drugiej strony dbanie o seniorów, ponieważ mamy starzejące się społeczeństwo – mówi Michał Przepiera.

Przyszłoroczny budżet inwestycyjny Szczecina będzie rekordowy, mimo rosnących kosztów i stagnacji w dochodach. Te będą niższe od planowanych m.in. wskutek uchwalonych przez rząd zmian w podatku PIT – który dla samorządów stanowi główne źródło dochodów – oraz zbyt niskiej subwencji oświatowej, która nie pokrywa wszystkich kosztów ponoszonych przez miasto. Wiceprezydent Szczecina podkreśla jednak, że budżet został skonstruowany w sposób bezpieczny.

Co do zasady jest to budżet zbilansowany, prorozwojowy, ale również bezpieczny i zrównoważony, z kontrolowanym deficytem i takim podziałem kosztów, w których udział środków unijnych, własnych oraz środków z kredytów rozkłada się po 1/3 – mówi Michał Przepiera.

W przyszłorocznym budżecie miasto musiał jednak odłożyć kilka ważnych inwestycji, m.in. modernizację Trasy Zamkowej i wartą 150 mln zł budowę Teatru Współczesnego. W sumie „do zamrażaki” trafiły na razie projekty warte 800 mln zł. Wzrost kosztów i niższe od planowanych dochody pociągnęły też za sobą cięcia w wydatkach bieżących. Mieszkańcy odczują z kolei wzrost czynszów w mieszkaniach komunalnych oraz podwyżki opłat za śmieci – ale akurat z tym problemem borykają się w tej chwili wszystkie miasta w Polsce.

Naturalnym jest, że rosną nam w tej chwili koszty usług świadczonych na rzecz mieszkańców. Wzrasta wynagrodzenie krajowe, inflacja, coraz trudniej jest pozyskać pracownika. My te usługi zamawiamy i siłą rzeczy potem ich koszt przekłada się na mieszkańca. Dla przykładu w komunikacji miejskiej ciągle brakuje nam kierowców i motorniczych. Stale ich poszukujemy, a jedną z zachęt jest oczywiście płaca. To powoduje, że koszty tych usług są wyższe. Staramy się to rekompensować z budżetu na ile się da, ale musimy również wspólnie z mieszkańcami składać się na rosnące koszty tych usług – mówi Michał Przepiera.

Wiceprezydent miasta zauważa też, że w Szczecinie ma w ostatnich latach miejsce boom inwestorski – zwłaszcza są to inwestycje logistyczne, spedycyjne, budowa hal montażowych, etc. Natomiast miasto dotkliwie odczuwa brak jednego, kluczowego podmiotu – jakim jest np. PKN Orlen dla Płocka – który byłby gwarantem wysokich dochodów z podatku CIT.

Mamy oczywiście dużych przedsiębiorców, związanych głównie z Zarządem Portów Morskich Szczecin i Świnoujście oraz przemysłem offshore’owym. Obszarem, w którym Szczecin chce funkcjonować jest też rozwój branży BPO i IT, chociażby w sferze automotive. To silne przedsiębiorstwa, stawiające na ludzi młodych, którzy są biegli w informatyce i potrafią się sprawnie posługiwać językami obcymi – mówi Michał Przepiera, zastępca prezydenta miasta Michał Przepiera.

Największymi wyzwaniami w 2020 r. będą wycieki danych osobowych i zabezpieczenie usług kluczowych. Codziennie odnotowywanych jest już ponad 2 tys. ataków hakerskich

Rośnie zagrożenie cyberatakami. Jest ich coraz więcej, hakerzy atakują ponad 2 tys. razy dziennie, nie tylko zwykłych internautów, lecz także firmy i instytucje ważne dla bezpieczeństwa kraju. Co roku na kluczowe dla Polski systemy notuje się ok. 20 tys. cyberataków. Doświadczenia kilku krajów już pokazały, że cyberataki są w stanie sparaliżować funkcjonowanie państwa. Wprowadzona ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa reguluje kwestie reagowania na zagrożenia. Wyzwaniem na 2020 r. jest jednak wprowadzenie zabezpieczeń przez nowych operatorów usług kluczowych. Kluczowa będzie też ochrona danych osobowych.

– Najważniejsze wyzwania na poziomie państwowym, zarówno polskim, jak i europejskim, to z pewnością jest dalsze wdrażanie postanowień dyrektywy cyberbezpieczeństwa. Przedsiębiorstwa, które świadczą kluczowe usługi dla funkcjonowania państwa takie, jak np. świadczenie płatności elektronicznych, usług bankowych, przesył ciepła czy energii, są tzw. operatorami usługi kluczowej – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa to pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący zwiększenia bezpieczeństwa w kluczowych instytucjach. Przepisami objęto m.in. sektor telekomunikacyjny, finansowy i administrację publiczną. Wyznaczeni operatorzy usług kluczowych muszą w ciągu 24 godzin od momentu wykrycia zagrożenia zgłosić to do właściwego Zespołu Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego, czyli CSIRT MON, ABW lub NASK. Jednocześnie ustawa nakłada na operatorów usług kluczowych obowiązek wdrażania odpowiednich środków bezpieczeństwa.

– Część z tych przedsiębiorstw została wyznaczona dopiero w tym roku, dlatego w 2020 r. będą one musiały wprowadzić odpowiednie zabezpieczenia do swoich usług w kontekście systemów informatycznych, w kontekście zapewnienia różnych organizacyjnych rozwiązań, np. obsługi potencjalnych incydentów – mówi Kamil Gapiński.

Takie przepisy to konieczność, zwłaszcza że jak podaje resort cyfryzacji, co roku w Polsce odnotowuje się ok. 20 tys. ataków na kluczowe dla bezpieczeństwa systemy. O konsekwencjach takich ataków przekonały się już Estonia, USA czy Ukraina. W maju tego roku cyberprzestępcy wykorzystali złośliwe oprogramowanie, aby wymusić od władz Baltimore wypłatę okupu. Przy odmowie hakerzy zablokowali systemy administracyjne, płatnicze i komunikacyjne, w efekcie paraliżując funkcjonowanie całego miasta. W przypadku instytucji kluczowej dla funkcjonowania nie tylko regionu, lecz całego państwa, skutki byłyby znacznie bardziej odczuwalne.

Jednym z kluczowych wyzwań w przyszłym roku będzie także radzenie sobie z naruszeniami danych osobowych.

– W 2020 roku będą z pewnością miały miejsce kolejne incydenty naruszenia ochrony danych osobowych, także w kontekście RODO. Jeszcze w 2019 roku było kilka incydentów naruszenia ochrony danych, które doprowadziły do wymierzenia kar dla przedsiębiorców. Wyzwanie dla właściwego urzędu, który analizuje te przypadki, jest takie, żeby te analizy, ta identyfikacja, były na tyle rzetelne, by nie budziły kontrowersji tak, jak było to np. w przypadku Morele.net – ocenia Kamil Gapiński.

Pierwsza wysoka kara za naruszenie przepisów RODO została nałożona w marcu tego roku. Spółkę Bisnode Polska ukarano za przetwarzanie danych przedsiębiorców pozyskanych ze źródeł publicznie dostępnych do celów zarobkowych. W efekcie prezes UODO uznał, że firma nie dopełniła obowiązku informacyjnego wobec ponad 6 mln osób i nałożył niemal milionową karę. UODO ma zająć się problemem jeszcze raz, bo zmieniła się liczba osób dotkniętych naruszeniem – 12 tys. osób sprzeciwiło się przetwarzaniu ich danych. W grudniu 2019 r. sąd uchylił karę.

We wrześniu UODO nałożyło z kolei karę 2,8 mln zł na portal morele.net za niezastosowanie odpowiednich zabezpieczeń w celu ochrony danych. Sklep internetowy także odwołuje się od tej decyzji.

Budownictwo mieszkaniowe – ostatni rok na fali?

Ostatnia w 2019 roku informacja GUS, prezentująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, wciąż nie komunikuje jakichkolwiek niepokojących sygnałów, które mogłyby zapowiadać osłabienie aktywności budowlanej inwestorów i schyłek inwestycyjnej prosperity rynku pierwotnego. Pytanie, jak długo jeszcze tak dobra koniunktura może się utrzymać?

Nieustający inwestycyjny optymizm

Sezonowość rynku budowlanego w odniesieniu do deweloperskiego segmentu mieszkaniowego, już dość dawno przestała obowiązywać. Prace postępują tu od lat już w podobnym tempie latem, zimą czy jesienią. Po części to efekt sprzyjających warunków atmosferycznych, czyli ciepłych okresów jesienno-zimowych, po części zaś determinacji deweloperów w dążeniu do utrzymywania produkcji mieszkań na rekordowych poziomach.

W tegorocznym listopadzie deweloperzy rozpoczęli budowę kolejnych blisko 13 tys. lokali. To o prawie 17 proc. więcej rok do roku, choć jednocześnie o blisko 15 proc. mniej niż w poprzednim miesiącu. Natomiast od początku roku ruszyła budowa już ponad 130 tys. mieszkań deweloperskich, a więc 5,5 proc. więcej rdr, co pozwala już dziś oszacować całoroczny wynik na grubo ponad 140 tys. Będzie to ponownie rekordowy poziom przedmiotowych statystyk w historii rynku deweloperskiego.

Zdecydowanie inaczej wygląda sytuacja u inwestorów indywidualnych, którzy z kolei tradycyjnie  respektują zasady sezonowości w budownictwie mieszkaniowym. I tak w listopadzie rozpoczęli budowę niespełna 5,6 tys. domów, co jest wolumenem o około jedną trzecią mniejszym od wyniku z poprzedniego miesiąca i znacznie poniżej średniej miesięcznej tego roku.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę 221,5 tys. lokali mieszkalnych, co oznacza progres rok do roku o dokładnie 5 proc., wypracowany rzecz jasna głównie przez deweloperów.

Rekordy mieszkań oddanych i nowych pozwoleń

Tradycyjnie z miesiąca na miesiąc rośnie liczba mieszkań oddanych do użytkowania, która w przypadku deweloperów jest naturalnym następstwem najnowszej historii statystyk mieszkań rozpoczętych. W efekcie osiągnięto jeden z najwyższych historycznie wyników miesięcznych w listopadzie na poziomie 13,3 tys. oddanych lokali deweloperskich. Z kolei od początku roku wolumen takich mieszkań wyniósł już 116,3 tys., co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku o – bagatela – 17 proc.

W ramach wszystkich form budownictwa od początku roku oddano już 184,3 tys. lokali, czyli o 11,6 procent więcej licząc rok do roku.

Statystyki mieszkań oddanych do użytkowania nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W kolejnych miesiącach i kwartałach niezależnie od bieżącej koniunktury należy więc oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach.

Już od dłuższego czasu elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budzi największe emocje, są statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach rośnie jak na drożdżach od początku roku, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na historycznie rekordowym poziomie.

Tym razem listopadowy rezultat na poziomie 12,4 tys. nowych pozwoleń deweloperskich nie dorównuje osiąganym w tym roku rekordowym statystykom miesięcznym, co jednak należy uznać za naturalną korektę wcześniejszych wzlotów. W sumie deweloperzy do listopada osiągnęli już poziom blisko 155 tys. pozwoleń, co oznacza, że na koniec roku ich wolumen może zbliżyć się do historycznie rekordowego wyniku 170 tys.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Można zatem na ich podstawie dowiedzieć się, jak deweloperzy oceniają perspektywy rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie. Jak widać z prezentowanych danych, branża deweloperska ocenia je jako wręcz rewelacyjne. Pytanie, czy aby wciąż trafnie.

Perspektywy z ostrożnymi rokowaniami

W kończącym się roku w ramach pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki pojawiło się szereg czynników wskazujących na wciąż trwające ożywienie koniunkturalne, którego końca póki co nie widać. Zanotowano więc bardzo dobrą sprzedaż i dalsze wzrosty cen lokali deweloperskich, a także raczej dość zaskakujące wybicie statystyk kredytów mieszkaniowych. Czy tego typu sytuacja ma szansę utrzymać się w nadchodzącym roku?

Tegoroczne wyniki inwestycyjne deweloperów gwarantują utrzymanie podaży nowych mieszkań w najbliższych miesiącach na zdecydowanie zadowalającym poziomie. Z drugiej strony oczekiwane hamowanie całej krajowej gospodarki może w istotnym stopniu ograniczyć popyt na coraz droższe lokale z pierwszej ręki, których ceny trudno będzie w przyszłym roku deweloperom obniżyć, głównie za sprawą drożejącej energii czy wprowadzenia instytucji Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego.

Tego typu okoliczności mogą oznaczać powrót do czasów, kiedy to deweloperzy mieszkaniowi z dużo większą determinacją musieli zabiegać o zainteresowanie klientów. Wiele czynników sugeruje wręcz, że rynek znalazł się na szczycie koniunkturalnej cyklicznej górki, co nieuchronnie musi doprowadzić już w przewidywalnej przyszłości do hamowania koniunktury, wyraźniejszego spadku popytu na nowe lokale, wzmożenia akcji promocyjnych na pierwotnym rynku mieszkaniowym, a w dłuższym terminie także do korekty cen. Innymi słowy, najprawdopodobniej wielkimi krokami zbliżają się czasy znacznie bardziej komfortowych warunków dla poszukujących okazji wśród mieszkaniowych ofert deweloperskich.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl