Ochrona logo firmy – o czym warto pamiętać?

Wybierając w sklepie dany produkt – telefon, buty czy płatki śniadaniowe, przeciętny kupujący rozważa kilka kwestii. Oprócz własnych preferencji co do wyglądu, rozmiaru czy smaku kupowanego towaru, bierze pod uwagę także cenę oraz producenta. Tego zaś zazwyczaj utożsamia z konkretną marką, najczęściej pod postacią charakterystycznego logo. To ono w głównej mierze wyróżnia produkt wśród innych i zachęca do zakupu. Skoro odgrywa tak ważną rolę, to warto je chronić przed nieuczciwą konkurencją.

Czym jest logo?

W słowniku języka polskiego logo definiowane jest jako symbol graficzny przedsiębiorstwa lub firmy. Już z samej tej prostej definicji więc wynika, że jako symbol powinno ono służyć do oznaczania czegoś. Co więcej, ponieważ chodzi o podmiot gospodarczy, powinno być ono używane w sposób komercyjny, w obrocie. Ponieważ konkurencja na rynku jest duża, siłą rzeczy dochodzi również do sytuacji spornych będących wynikiem nieuczciwych działań, takich jak bezprawne posługiwanie się cudzym logo.

Ochrona logo firmy – jakie mamy do tego narzędzia prawne?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta – tak. Odrębną kwestią jest natomiast wybór odpowiedniej dla nas formy ochrony. Wyodrębnić możemy dwa główne jej rodzaje.

  1. Formalna ochrona logo, w formie zarejestrowanego znaku towarowego;
  2. Ochrona logo w oparciu o przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Zobacz również:

Czy na rynku mogą działać dwie firmy o identycznych lub podobnych nazwach? https://znakitowarowe-blog.pl/dwie-firmy-o-podobnych-identycznych-nazwach/

Pierwsza z ww. form ochrony choć płatna jest zdecydowanie najsilniejsza. Sprawia, że otrzymujemy formalne potwierdzenie posiadania wyłączności na używanie naszego logo.

Druga forma natomiast gwarantuje jedynie podstawowy poziom ochrony, jednak nie wymaga ponoszenia dodatkowych kosztów.

Czym jest znak towarowy?

Ustawa Prawo własności przemysłowej zawiera konkretną informację, że znakiem towarowym może być każde oznaczenie, które nadaje się do odróżniania towarów i usług danego przedsiębiorcy na rynku.

Biorąc pod uwagę wspomnianą wyżej słownikową definicję logo, można zauważyć pewne podobieństwo, prawda? Podstawową funkcją znaku towarowego jest więc funkcja oznaczenia pochodzenia. Chodzi o to, aby wyróżnić dane towary lub usługi jednego przedsiębiorcy wśród towarów lub usług tego samego rodzaju innych przedsiębiorców.

Aby logo mogło być uznane za znak towarowy, musi być używane komercyjnie.

Gdzie dokonać rejestracji logo jako znaku towarowego?

Gdy chcemy formalnie stać się właścicielem logo i otrzymać pisemne potwierdzenie, że mamy wyłączność na jego używanie w danej branży, powinniśmy zgłosić je do rejestracji we właściwym urzędzie patentowym. Wybór odpowiedniej instytucji zależy między innymi od tego, na jakim obszarze działamy.

Do wyboru mamy przykładowo:

  • Urząd Patentowy RP – gdy chcemy chronić logo w Polsce;
  • Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) – gdy chcemy chronić logo na obszarze całej UE;
  • Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO) – gdy już posiadaną ochronę chcemy rozszerzyć na wybrane kraje świata.

W zgłoszeniu należy wymienić między innymi towary albo usługi, do oznaczania których nasze logo służy lub ma służyć w przyszłości. Trzeba również uiścić odpowiednie opłaty urzędowe.

Znak rejestrowany jest na 10 lat z możliwością przedłużenia tego okresu, teoretycznie w nieskończoność.

Jakie korzyści niesie ochrona logo firmy jako znaku towarowego?

Korzyści jest wiele.

Przede wszystkim rejestracja gwarantuje wyłączne prawo do używania danego logo w obrocie, w odniesieniu do wpisanych w zgłoszeniu towarów bądź usług. Powołując się na konkretny numer prawa ochronnego, możemy np. żądać od nieuczciwej konkurencji zaprzestania bezprawnego używania naszego znaku towarowego. Często również w zakresie podobnej nazwy.

A gdy nasz konkurent nadal narusza prawo?

Jeśli zdecydujemy się wejść na drogę sądową, również tutaj formalna ochrona okazuje się bardzo przydatna. Po udanej rejestracji danego znaku urząd przesyła zgłaszającemu świadectwo rejestracji. Stanowi ono konkretny dowód przysługujących praw i może być istotnym argumentem także przed sądem. Dokument ten jednoznacznie stwierdza bowiem:

  • jaki znak jest objęty prawem ochronnym;
  • kto jest jego właścicielem;
  • do kiedy obowiązuje ochrona;
  • w ramach jakich towarów i usług.

Brak rejestracji firmowego logo – co to oznacza?

W przypadku gdy dojdzie do sporu z konkurencją, a my nie posiadamy zarejestrowanego znaku towarowego, sprawa mocno się komplikuje. Nie mamy w rękach dokumentu, który potwierdzałby nasze prawa do logo. Musimy więc samodzielnie udowodnić, że nam one przysługują.

Ciężar dowodu może być w tym przypadku dość kłopotliwy. Powinniśmy bowiem przedłożyć odpowiednie i wiarygodne dowody potwierdzające między innymi:

  • czas trwania ochrony;
  • jej zasięg terytorialny;
  • zakres towarów i usług w ramach których ochrona nam przysługuje.

Może się okazać, że nie jest to łatwe zadanie. Poza tym nigdy nie ma pewności, że swoimi dowodami przekonamy sędziego. Finalnie istnieje ryzyko, że nawet jeżeli potwierdzi, że te prawa nam przysługują, to może uznać, że ich zasięg obowiązuje jedynie na terenie naszego miasta, a nie od razu całej Polski.

Poza tym nie możesz zapominać o bardzo ważnej kwestii. Jeżeli dochodzi do sporu o logo czy nazwę firmy, twój konkurent może szybko dokonać zgłoszenia na siebie. Jeżeli do tego dojdzie, to na długie lata ugrzęźniesz w sporach sądowych. O firmach, które tak robią, mówi się trolle od znaków towarowych.

Czy logo firmy może być wzorem przemysłowym?

Okazuje się, że rejestracja pod postacią znaku towarowego nie jest jedynym dostępnym sposobem objęcia logo formalną ochroną prawną. Logo może być również chronione w formie wzoru przemysłowego (na terytorium Polski) lub wzoru wspólnotowego (na terytorium UE).

Logo zgłoszone do rejestracji w formie wzoru, spełniać powinno dwa podstawowe warunki:

  • powinno być nowe – co oznacza, że nie powinno być ujawnione wcześniej niż na rok przed zgłoszeniem;
  • powinno posiadać indywidualny charakter – musi różnić się od wzorów konkurencji na tyle, by nie istniało ryzyko pomyłki.

Ochrona wzoru nie ogranicza się do konkretnych towarów i usług. Wzór może być umieszczany na dowolnej powierzchni i w dowolnym celu. Więcej na temat plusów i minusów takiej strategii prawnej ochrony marki dowiesz się z nagrania:

Prawa autorskie – czy gwarantują ochronę logo firmy?

Zgodnie z artykułem 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

Logo jako utwór również zatem jest w pewnym stopniu chronione w oparciu o prawa autorskie. Istotne jest jednak, komu te prawa rzeczywiście przysługują. Jeśli logo wykonaliśmy sami – nie ma wątpliwości. Co jednak w sytuacji, gdy logo przygotowała dla nas osoba trzecia, np. grafik? To jemu wówczas przysługują prawa i może on teoretycznie swobodnie nimi dysponować. Podpisane zlecenie czy opłacona faktura za wykonaną pracę grafika nie mają wpływu na zakres praw autorskich ani nie przenoszą ich na nas. Autorskie prawa majątkowe do utworu twórca logo przenieść może jedynie poprzez odpowiednio skonstruowaną, obustronnie podpisaną umowę.

Ile wynosi średni wiek auta w Polsce i jak wypadamy na tle Unii Europejskiej

Przeciętny samochód osobowy w Polsce ma około 14 lat. Sprawdzamy, jak ten wynik prezentuje się na tle Unii Europejskiej.

Styczniowe informacje porównywarki Ubea.pl wskazują, że średni wiek samochodów użytkowanych przez Polaków oscyluje na poziomie około 14,0 lat. Ten wynik jest zbieżny z rezultatami innych analiz statystycznych (zobacz np. „Raport branży motoryzacyjnej 2018/2019” przygotowany przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego). Martwić może fakt, że pomimo pojawiania się coraz większej liczby nowoczesnych samochodów osobowych, średni wiek auta poruszającego się po polskich drogach nie spadł przez ostatnie lata. „Brak spadkowego trendu potwierdzają m.in. raporty Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego oraz dane Ubea.pl. Na początku 2019 r. średni wiek samochodów osobowych, które zamierzali ubezpieczyć użytkownicy porównywarki Ubea.pl był dokładnie taki sam jak trzy lata wcześniej” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Stabilizacja średniego wieku samochodu osobowego (pomimo przesiadania się Polaków do aut z nowszych roczników) to fakt, który powinien zwrócić uwagę polityków. „W tym kontekście warto przypomnieć o podatku VAT. Mocno zwiększa on koszty zakupu nowych aut i zniechęca przynajmniej część rodaków do wizyt u dealerów samochodowych” – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

W ramach podsumowania warto również zwrócić uwagę na relację pomiędzy średnim wiekiem samochodów z Polski oraz innych krajów UE. Tak jak już wspomnieliśmy, przeciętne auto osobowe użytkowane na terenie Polski liczy sobie około 14 lat. Dane Stowarzyszenia Europejskich Producentów Samochodów (ACEA) wskazują, że w 2016 r. analogiczne wyniki dla pozostałych krajów UE wynosiły:

  • Austria – 9,0 roku
  • Belgia – 7,8 roku
  • Chorwacja – 14,3 roku
  • Czechy – 14,7 roku
  • Dania – 8,4 roku
  • Estonia – 15,3 roku
  • Finlandia – 11,2 roku
  • Francja – 9,2 roku
  • Grecja – 14,1 roku
  • Hiszpania – 11,9 roku
  • Holandia – 9,8 roku
  • Irlandia – 8,8 roku
  • Litwa – 16,9 roku
  • Luksemburg – 6,3 roku
  • Łotwa – 16,0 roku
  • Niemcy – 9,1 roku
  • Portugalia – 12,8 roku
  • Rumunia – 16,2 roku
  • Słowacja – 13,5 roku
  • Słowenia – 11,3 roku
  • Szwecja – 9,9 roku
  • Węgry – 14,9 roku
  • Wielka Brytania – 8,7 roku
  • Włochy – 11,2 roku

Wyniki publikowane przez ACEA wskazują, że polskie samochody osobowe są relatywnie stare na tle całej Unii Europejskiej. „Taka sytuacja nie powinna jednak szczególnie dziwić, ponieważ na terenie nowych państw członkowskich UE wyniki dotyczące wieku aut są dość podobne jak w Polsce” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Jakie skutki przyniósł zakaz handlu w niedziele?

Obawy co do obniżenia poziomu konsumpcji przez wprowadzenie zakazu handlu w niedziele nie sprawdziły się. Polacy nauczyli się robić zakupy w innych terminach i miejscach. Patrząc na globalny poziom sprzedaży w sklepach detalicznych widać, że nie uległ on istotnej zmianie. Należy mieć na uwadze proces pewnego rodzaju przenoszenia zainteresowania klientów pomiędzy różnymi formami sprzedaży. Podczas gdy dyskutowane są potencjalne skutki niehandlowych niedziel – widać go w tym, kto sprzedaje i kto utrzymał się na rynku. Obecnie zainteresowania klientów przesuwa się do sklepów, które mogą oferować niższe ceny, ale i szeroki asortyment. Najczęściej to sieci handlowe, jakie mają możliwość negocjowania cen towarów hurtowo. Dzięki temu sprzedają je taniej swoim klientom. Ci coraz chętniej wybierają takie placówki.

– Oceniając wprowadzenie ustawy o zakazie handlu w niedziele można zaobserwować, że część sprzedawców dotychczas sprawnie działających na rynku, może mieć kłopoty.Niektórzy znaleźli się w trudnej sytuacji z uwagi na lokalizację punktów sprzedaży – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG – Miejsca, w których prowadzą działalność – po ograniczeniu handlu w niedziele często stają się mało atrakcyjne i zmniejsza się dotychczasowy ruch. Jeżeli największy sklep sieciowy w danym miejscu traci zainteresowanie klientów w niedziele, odbija się to także na pozostałych punktach usytuowanych w tej samej galerii – które formalnie mogłyby wtedy pracować. Proces przenoszenia zainteresowania konsumentów ze sklepów najmniejszych do średnich i większych w ostatnim czasie był spowodowany promocją i akcjami reklamowymi sprzedawców sieciowych. Działania te opierały się głównie na wyjątkowo atrakcyjnych ofertach obowiązujących w piątki i soboty. Dzięki temu zachęcali do robienia zakupów na zapas, co sprzyja kupowaniu w dużych sklepach – wyjaśnił Soroczyński.

W marcu kolejne bezpłatne spotkanie z cyklu DIMAQ Voice!

Wielkimi krokami zbliżamy się do 5. już spotkania DIMAQ Voice. Jak zwykle organizatorzy gwarantują potężną dawkę marketingowej wiedzy przekazywanej przez najlepszych ekspertów z branży. Zapraszamy 18 marca do Domu Innowacji Społecznych Marzyciele i Rzemieślnicy.

Tym razem prelekcje będą dotyczyły zagadnień komunikacji, dobrego  i skutecznego  contentu oraz tego, jak reklamować się w świecie gry Minecraft.

Agenda najbliższego spotkania:

  • 16:45  Rejestracja
  • 17:00 dla chętnych, prezentacja Czym jest DIMAQ? 

Prezentacje:

17:35 – 18:00 Większe Logo to nie wszystko. Nowoczesne platformy i metody komunikacji digital marketingowych.

O dobrych praktykach komunikacji marketingowej w oparciu o angażujące formaty, ciekawe treści lub niestandardowe rozwiązania (projektowe / koncepcyjne / doświadczeniowe). Postaram się zainspirować słuchaczy do schodzenia z utartych ścieżek komunikacyjnych i powielania schematów wprost do nowatorskich rozwiązań. Czasami dobry pomysł jest trudny do sprzedania lub zakomunikowania – jak zrobić to skutecznie, w odpowiedni sposób z zachowaniem specyfiki grupy docelowej?

Paweł Zawadzki, Większe logo

18:10 – 18:35 Klient na szpan – czyli kilka słów o dobrym kontencie

Pion czy poziom? Statyk czy wideo? Długie czy krótkie copy postu? Zamiast myśleć nad tym, czego potrzebują odbiorcy, marketerzy myślą teraz o tym, co polubią algorytmy. A przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi od nas sprawniej, szybciej i… wykosztuje się więcej na kampanię. Kluczem do dobrego marketingu jest jakość kontentu. Ale jak go stworzyć?

Sławomir Skowerski, Head of Copywriting, GoldenSubmarine
18:45 – 19:15 Skuteczne działania w Minecraft, grze którą zna każdy młody człowiek :],

Jak się reklamować w świecie gry Minecraft. Jak współpracować z infuencerami i twórcami gamingowymi. Praktyczne casestudies i porady w zakresie tego jak budować wizerunek wśród młodej grupy.

Jakub Bakuła, Digital Development Manager, Veovee

Posiadacze certyfikatów DIMAQ za udział w wydarzeniu otrzymują 5 punktów recertyfikacyjnych. Spotkania są otwarte dla wszystkich zainteresowanych, ale liczba miejsc jest ograniczona.

Obowiązuje rejestracja: http://bit.ly/2SKNcSe

Dołącz do wydarzenia:  http://bit.ly/2Hdz39e

O DIMAQ

Program certyfikacji kompetencji digital marketingowych DIMAQ został opracowany przez ekspertów IAB Polska, a następnie wdrożony pod koniec 2015 r. w Polsce, a potem w kilku krajach europejskich (Bośnia i Hercegowina, Cypr, Czarnogóra, Grecja, Rumunia, Serbia, Słowenia i Słowacja). Egzamin weryfikuje wiedzę z zakresu marketingu cyfrowego na poziomie ogólnym i obejmuje zagadnienia z 12 obszarów, to m.in. strategia i planowanie, display advertising, social media i content marketing, mobile marketing, prawo w internecie, e-commerce, programmatic, analityka. Certyfikat – zgodny z założeniami Europejskiej Ramy Kwalifikacji – otrzymało już do tej pory w Polsce ponad 1000 osób. Jego ważność jest ograniczona czasowo ze względu na dynamicznie rozwijającą się branżę marketingu cyfrowego. Po dwóch latach należy ponownie przystąpić do egzaminu bądź przedłużyć ważność certyfikatu poprzez uczestnictwo w programie recertyfikacji.

Do PPK najtrudniej będzie przekonać pracowników, a nie prezesów firm

Pracownicze Plany Kapitałowe wystartują w listopadzie, a będą najpierw dotyczyć firm zatrudniających ponad 250 osób. Termin startu przesunięto, istotny był tu kalendarz wyborczy, bo te zmiany w systemie emerytalnym mogą być źle przyjmowane przez pracownik.

– Warto zauważyć, że PPK będą obejmować nie tylko pracowników, ale także zleceniobiorców czy członków rad nadzorczych wynagradzanych za pełnioną funkcję – mówi w rozmowie z MarketNews24 Joanna Stolarek, doradca podatkowy, Lider Praktyki Compliance w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

PPK ruszą od listopada. Do 12 listopada firmy mają zawrzeć umowy o prowadzeniu PPK.

-Do PPK najtrudniej będzie przekonać pracowników, bo przystąpienie do programu będzie dla nich oznaczało pomniejszenie wynagrodzenia netto – ocenia prawnik J.Stolarek. – Z problemem tym można sobie jednak poradzić tworząc z PPK system motywacyjny w firmie.
Wdrażając rozwiązania w zakresie PPK każdy pracodawca powinien:

  • przeanalizować kiedy ma obowiązek wprowadzić PPK,
  • zweryfikować czy prowadzony przez niego Pracowniczy Program Emerytalny spełnia warunki pozwalające mu na nietworzenie PPK a także dokonać analizy, które z tych dwóch rozwiązań jest dla niego oraz jego zatrudnionych bardziej odpowiednie,
  • wybrać (w porozumieniu z organizacją związkową) instytucję finansową, z którą zostanie zawarta umowa o zarządzanie PPK, opierając się przy tym na przedstawionych w ustawie kryteriach (np. efektywności instytucji finansowej w zarządzaniu aktywami czy posiadanie przez nią odpowiedniego doświadczenia),
  • przeanalizować, w odniesieniu do których z osób zatrudnionych ma obowiązek zawrzeć umowę o prowadzenie PPK (w szczególności obowiązek ten nie dotyczy osób, które ukończyły 70 rok życia) oraz ustalić wysokość opłaty dodatkowej w odniesieniu do poszczególnych kategorii zatrudnionych (w szczególności ze względu na długość okresu zatrudnienia),
  • przygotować odpowiednie dokumenty (np. (i) umowę o zarządzenie PPK dbając przy tym aby jej postanowienia nie zawierały postanowień mniej korzystnych niż warunki prezentowane przez instytucję finansową w portalu PPK w dniu zawarcia umowy, (ii) umowę o prowadzenie PPK, (iii) regulamin PPK czy (iv) wzory różnego rodzaju oświadczeń i zaświadczeń wymagane przez ustawę),
  • wprowadzić odpowiednie zmiany do regulaminu pracy czy regulaminu wynagradzania (jeżeli okaże się to konieczne),
  • przygotować się do prowadzenia dokumentacji związanej z obliczaniem wpłat, opracować informację dotyczącą PPK dla zatrudnianych osób, tak aby znały one zasady jego funkcjonowania,
  • przeprowadzić analizę skutków podatkowych wdrożenia PPK,
  • uwzględnić dodatkowe koszty zatrudnienia przy planowaniu budżetu płac na następne lata.

Optymizm czy pesymizm?

Dane napływające z najważniejszych gospodarek na świecie nie zachwycają już od roku. Te najnowsze, z lutego, pogłębiły pesymizm. Jednak reakcja największych giełd jest odwrotna: panuje optymizm.

Złe dane napływają zwłaszcza od jesieni 2018 r. Wówczas giełdy zareagowały spadkami. Na słabe dane ze stycznia i lutego reakcja była odwrotna.

– Widzimy bardzo duży optymizm, zwłaszcza na giełdach w USA i Chinach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Ktoś musi się mylić.

Rozstrzygnięcia poznamy za kilka miesięcy. Jaki scenariusz dziś wydaje się bardziej prawdopodobny? Pesymiści powinni wygrać.

-Dziś jest mniejsza szansa, że powtórzy się sytuacja z 2012 i 2016 r., gdy była duża ekspansja monetarna, czyli dodrukowano pieniądze, aby pobudzać gospodarkę – komentuje ekspert z XTB.

Gołębie spotkanie EBC napędza wzrost dolara

Ubiegły tydzień za sprawą spotkania EBC przyniósł wyraźne osłabienie pary EUR/USD, które wpłynęło również na polskiego złotego. W tym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na Wielkiej Brytanii.

Przed spotkaniem decyzyjnym Europejskiego Banku Centralnego konsensus rynkowy zakładał, że bank centralny strefy euro przyjmie „gołębią” retorykę. Spotkanie EBC jednak przerosło te oczekiwania – decydenci banku ogłosili znaczne obniżenie projekcji wzrostu gospodarczego, jak i inflacji. Bank ogłosił również kolejną rundę długoterminowych, niskooprocentowanych pożyczek dla banków strefy euro. W bezpośrednim następstwie spotkania kurs euro w relacji do dolara amerykańskiego spadł do poziomu najniższego od 18 miesięcy. Przez krótką chwilę kurs EUR/USD zszedł poniżej 1,12, co wpłynęło również na wzrost kursu USD/PLN i EUR/PLN.

Dość mieszane dane z amerykańskiego rynku pracy pod koniec tygodnia pozwoliły na ustabilizowanie kursu euro, niemniej USD i tak zakończył zeszły tydzień na plusie względem wszystkich walut G10, za wyjątkiem jena japońskiego. Trudny tydzień mają też za sobą waluty gospodarek wschodzących. Dane z amerykańskiego rynku pracy zaszkodziły ogólnie bardziej ryzykownym aktywom, co najbardziej odczuły waluty Ameryki Łacińskiej.

W tym tygodniu kluczowa dla rynków będzie polityka – zaczynając od jutra, w kolejnych dniach odbędą się kluczowe głosowania związane z dalszymi losami Brexitu. W kalendarzu ekonomicznym na nadchodzący tydzień najistotniejsze będą z kolei dane o sprzedaży detalicznej i inflacji w Stanach Zjednoczonych.

PLN

Polski złoty w relacji do euro większą część ubiegłego tygodnia spędził w okolicy poziomu 4,30. W czwartek złoty istotnie osłabił się w konsekwencji spotkania EBC, jednak w piątek odrobił wszystkie straty z poprzedniego dnia. Kluczowym wydarzeniem w minionym tygodniu było spotkanie Rady Polityki Pieniężnej. Zgodnie z oczekiwaniami, RPP pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. NBP jednocześnie obniżył istotnie projekcje inflacji oraz nieco podniósł projekcje wzrostu gospodarczego. Zmiany w projekcjach były oczekiwane, jednak ich skala mimo wszystko była jednak dość duża.

Wśród informacji z Polski, które poznamy w tym tygodniu, oprócz poniedziałkowych szczegółowych projekcji inflacji DAE NBP, uwagę skupią na sobie piątkowe dane o inflacji CPI w lutym. 

GBP

Po kilku względnie spokojnych tygodniach spodziewamy się większej zmienności ze strony funta brytyjskiego. Podczas wtorkowego głosowania projekt umowy regulującej stosunki Wielkiej Brytanii z UE najpewniej zostanie po raz kolejny odrzucony przez większość parlamentarną. Oczekujemy, że następnego dnia Izba Gmin odrzuci propozycję tzw. Brexitu bez umowy, z kolei w czwartek posłowie zawnioskują o odroczenie wejścia w życie artykułu 50. Jeżeli nasze oczekiwania potwierdzą się, powinniśmy obserwować istotną aprecjację szterlinga. Jednocześnie nie da się ukryć, że niepewność związana z najbliższym tygodniem w brytyjskiej polityce jest niezwykle wysoka. Nawet jeżeli dwa pierwsze kroki pójdą zgodnie z naszymi oczekiwaniami, nie możemy mieć całkowitej pewności, że faktycznie dojdzie do wydłużenia wejścia w życie artykułu 50. Tym samym rynki szykują się na pełen zmienności tydzień.

EUR

Konsensus rynkowy słusznie oczekiwał, że projekcje wzrostu gospodarczego i inflacji Europejskiego Banku Centralnego zostaną obniżone. Nie spodziewano się jednak, że bank centralny obetnie prognozy aż tak agresywnie. Decydenci dokonali również zmian w zakresie kierowania oczekiwaniami. Obecnie EBC nie planuje żadnych podwyżek stóp procentowych do grudnia bieżącego roku, przewodniczący Draghi zdradził również, że wśród członków banku trwała dyskusja nad przesunięciem tego terminu do marca następnego roku. Większość analityków nie przewidywała również konkretnej informacji o uruchomieniu kolejnej rundy niskooprocentowanych długoterminowych pożyczek dla banków (LTRO).

Co ciekawe, „gołębi” zwrot Europejskiego Banku Centralnego pokrył się w czasie z publikacją dość optymistycznych odczytów wskaźników aktywności biznesowej w strefie euro. Znaczna część zbiorczych wskaźników PMI w krajach strefy euro okazała się wyższa od wstępnych szacunków. Również szczegółowe dane dotyczące PKB w czwartym kwartale ubiegłego roku sprawiają, że ogólny wydźwięk danych jest nieco lepszy niż sugerował wstępny szacunek, ekspansji gospodarczej przeszkadzały zmiany zapasów. Jesteśmy zdania, że ta optymistyczna zmiana w połączeniu z słabszymi wynikami amerykańskiej gospodarki pozwoli wspólnej europejskiej walucie wzrosnąć do poziomu 1,15 w stosunku do dolara amerykańskiego w ciągu najbliższych kilku tygodni.

USD

Raport z amerykańskiego rynku pracy w lutym przyniósł nam dość mieszany przekaz. Z jednej strony zawiódł kluczowy wskaźnik kreacji miejsc pracy. W minionym miesiącu powstało 20 tysięcy nowych stanowisk, co jest niemal dziesięciokrotnie niższą wartością od oczekiwań konsensusu. Z drugiej strony nadal przyspiesza wzrost wynagrodzeń. Obecnie wskaźnik ten znajduje się na poziomie 3,4%, najwyższym od dziesięciu lat. Jeszcze inny obraz malują wyniki ankiet przeprowadzonych wśród gospodarstw domowych. Według tych danych nie tylko zmalało bezrobocie; równie istotnie spadł wskaźnik zatrudnienia poniżej kwalifikacji. Wyraźny trend wzrostowy w wynagrodzeniach stanowi przesłankę do tego, żeby Rezerwa Federalna uważnie obserwowała dane o dynamice cen, zanim bank centralny podejmie kolejne kroki w polityce monetarnej. Również obserwujemy odczyty dynamiki cen, które są kluczem do naszej opinii, że w 2019 roku nie zaobserwujemy ani jednej podwyżki stóp procentowych Fedu.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

JLL doradza ABSL

JLL doradza ABSL w obszarze trendów na rynku biurowym, w tym również analiz miejsca pracy (tzw. workplace advisory).

JLL po raz dziewiąty z rzędu została Partnerem Strategicznym ABSL – największej w Europie Środkowo-Wschodniej organizacji zrzeszającej inwestorów z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Partnerstwo dotyczy doradztwa w zakresie trendów i analiz z rynku nieruchomości biurowych, a także wsparcia w obszarze strategii miejsca pracy.

W ramach współpracy JLL promuje organizację w kontaktach z partnerami zewnętrznymi, a także uczestniczy w roli doradcy w zebraniach Zarządu, konferencjach i spotkaniach przedstawicieli branży na terenie całej Polski, przedstawia najnowsze badania oraz dostarcza analizy rynkowe do raportów ABSL, dotyczących szeroko pojętego sektora, a także pomaga w ich promocji w kraju i zagranicą.

Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce

Firmy BPO/SSC to jeden z filarów dynamicznego rozwoju sektora biurowego w największych polskich aglomeracjach, a także wzrostów notowanych na lokalnych rynkach pracy. Jednocześnie są to jedni z najbardziej wymagających inwestorów, czy to w odniesieniu do swoich potrzeb rekrutacyjnych, lokalizacji pod nowe projekty biznesowe, czy jakości przestrzeni biurowych. Dlatego bardzo się cieszymy, że kolejny rok z rzędu będziemy aktywnie działać w ramach ABSL, blisko współpracując z przedstawicielami branży usług i doradzając im z zakresie najlepszych strategii rozwoju ich biznesu. – Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej

JLL współpracuje z ABSL od początku powstania organizacji.

Współpracujemy z JLL niemal od dekady. Zespół ich ekspertów swoją wiedzą i doświadczeniem wspiera nas właściwie od początków istnienia organizacji. Analiza rynku nieruchomości komercyjnych odgrywa bardzo istotną rolę w rozwoju nowoczesnych usług dla biznesu w naszym kraju. Nieustannie rośnie dostępność nowoczesnych powierzchni biurowych wysokiej klasy, co dla inwestorów jest jedną z kluczowych przesłanek przy podejmowaniu decyzji o ulokowaniu w Polsce swojej działalności. Cieszymy się, że w tym kluczowym temacie mamy wsparcie w postaci wieloletniego doświadczenia i ekspertyzy JLL. – Piotr Dziwok, Prezes ABSL

JLL to lider w obszarze reprezentacji firm z sektora usług dla biznesu i pierwsza firma doradcza, która dostrzegła potencjał sektora jako jednej z najszybciej rozwijających się gałęzi współczesnej gospodarki. W ubiegłym roku eksperci JLL brali udział w transakcjach najmu dla firm z branży na ok. 100 000 mkw. powierzchni, współpracując m.in. z IBM, UBS, Cisco, Standard Chartered Bank (nowy inwestor na warszawskim i polskim rynku), Accenture, Olympus (nowy inwestor we Wrocławiu), Clariant, Ricoh, AstraZeneca, Foss (nowy inwestor w Warszawie), Dentons EMEA Business Services oraz wieloma innymi firmami.

Z kolei przez ostatnie cztery lata wolumen transakcji najmu dla firm BPO/SSC zawartych w udziałem JLL wyniósł 500 000 mkw. W tym okresie eksperci JLL reprezentowali Shell w wynajmie 36 000 mkw. powierzchni w DOT Office w Krakowie, doradzali przy konsolidacji i przeprowadzce centrum R&D Samsung do Warsaw Spire (21 000 mkw.) oraz wejściu J.P. Morgan do Polski – bank inwestycyjny wynajął prawie 16 000 mkw. w Atrium Garden w Warszawie.

Twardy Brexit znów możliwy. Recesja w Turcji

Niespodziewanie wzrasta na wyspach poparcie dla opuszczenia przez Wielką Brytanię UE bez umowy. Postępy w negocjacjach pomiędzy USA a Chinami. Turecka gospodarka kurczy się.

Twardy Brexit znów możliwy

Ostatnie sondaże pokazują, że Brytyjczycy coraz przychylniej podchodzą do opuszczenia UE bez umowy. Za tą opcją opowiada się już 44% ankietowanych. Warto zwrócić uwagę, że ponad połowa obywateli wskazuje w odpowiedzi, że sama kwestia rozwiązania kwestii brexitu jest dla nich ważniejsza niż forma w jakiej się to odbędzie. Nie może zatem dziwić, że ankieta ta spowodowała kolejną presję na premier Theresę May ze strony swojej formacji. Jaki ma to wpływ na waluty? Brytyjski funt zakończył rajd umacniający się po tym jak inwestorzy zaczęli wątpić co naprawdę się wydarzy. Z drugiej strony po tak silnych umocnieniach może to być jedynie przejściowa korekta.

Bliżej końca wojny handlowej

Postępy w negocjacjach pomiędzy USA a Chinami spowodowały bezterminowe odłożenie kolejnej podwyżki ceł. Zdaniem specjalistów powodem porozumienia jest niechęć do utraty pozycji przez oba państwa w gospodarce światowej. Porozumienie jest korzystne zdaniem analityków dla obydwóch stron.

Turcja w recesji

Stało się to o czym wszyscy zainteresowani od dawna wiedzieli. W Turcji mamy formalną recesję. Przyjmuje się, że stan taki występuje po drugim kwartale spadku PKB z rzędu. Kryzys walutowy oraz gospodarczy jasno pokazywał, że kraj niemal nie jest w stanie uciec od recesji. Jej wysokość wynosząca 3% była niewielkim negatywnym zaskoczeniem. Nie bez znaczenia dla sytuacji Turcji jest też około 20% inflacja. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że lira turecka straciła w ciągu trzech lat połowę wartości. Dzięki posiadaniu takiej poduszki bezpieczeństwa kraj ten będzie miał znacznie łatwiejszą drogą wyjścia z kryzysu niż np. osadzeni w strefie euro Grecy. Warunkiem jest oczywiście podjęcie działań w tym celu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Od 20 maja br. produkcja, sprzedaż i eksport wyrobów tytoniowych mogą okazać się niemożliwe

Brak krajowych przepisów i opóźnienia legislacyjne uniemożliwiają handlowcom i producentom dostosowanie się do skomplikowanego unijnego systemu śledzenia papierosów

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Polska Izba Handlu apelują do:

  • Marszałka Senatu o maksymalne przyspieszenie prac nad projektem ustawy, która ma wdrożyć system śledzenia ruchu i pochodzenia wyrobów tytoniowych (Track&Trace),
  • Prezydenta RP o jak najszybsze złożenie podpisu pod ustawą po przyjęciu przez Senat tj. do końca marca br.,
  • Ministra Finansów o formalne wyznaczenie operatora systemu najpóźniej do 15 kwietnia br.

Przyspieszenie prac nad projektem ustawy, która ma wdrożyć system śledzenia ruchu i pochodzenia wyrobów tytoniowych (Track&Trace), jest konieczne, aby Polska mogła wypełnić wymogi europejskiej dyrektywy. Zgodnie z nią ten skomplikowany pod względem technicznym i logistycznym system musi zacząć działać od 20 maja 2019 roku.

Znaczące opóźnienia w procedowaniu nowelizacji ustawy tytoniowej powodują, że dostosowanie w wyznaczonym przez UE terminie do nowych regulacji będzie niewykonalne. Dla wszystkich uczestników rynku biorących udział w obrocie wyrobami tytoniowymi wdrożenie systemu Track&Trace oznacza całkowitą modyfikację dotychczasowej działalności operacyjnej, zbudowanie nowych systemów informatycznych, zaopatrzenie się w niezbędny sprzęt oraz przeszkolenie pracowników – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu.

Nowe regulacje wymagają m.in. formalnego zarejestrowania w systemie ponad 100 000 hurtowni i sklepów. To nie tylko ogromne wyzwanie techniczne wymagające gotowych przepisów prawnych, których w tej chwili nie ma. To również wyzwanie komunikacyjne, organizacyjne, informatyczne. Brak gotowych przepisów oznacza, że cały system dystrybucji legalnych papierosów nie będzie mógł prowadzić swojej działalności. Jeżeli system nie będzie działał lub będzie działał nieprawidłowo po 20 maja 2019 r., sprzedaż wyrobów tytoniowych w punktach detalicznych będzie niemożliwa.

Na chwilę obecną proces legislacyjny jest skrajnie opóźniony. Projekt ustawy pojawił się na stronach Rządowego Centrum Legislacyjnego w kwietniu 2018 roku, a Sejm rozpatrzył go dopiero po 15 miesiącach, czyli w lutym 2019 roku. Projekt nadal czeka na akceptację Senatu, a następnie na podpis Prezydenta i publikację. Przedsiębiorcy czekają przede wszystkim na rozporządzenia wykonawcze Ministra Finansów wyznaczające Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych S.A. jako operatora systemu i emitenta kodów. Dopiero wtedy możliwe będzie rozpoczęcie rejestracji ponad 100 000 podmiotów oraz uruchomienie systemu.

W przypadku niewyznaczenia do 6 maja br. przez Ministra Finansów polskiego operatora systemu, ster przejmie Komisja Europejska, która za nas zdecyduje, kto będzie rejestrował przedsiębiorców i sprzedawał im unikalne kody. Może więc się okazać, że zyski z działania systemu zamiast do spółki skarbu państwa tj. PWPW S.A. trafią do np. drukarni innego kraju członkowskiego.

Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP
Cezary Kaźmierczak

Nie dość, że unijny system sam w sobie jest gigantycznym obciążeniem i kosztem dla polskich przedsiębiorców, to kłody pod nogi rzuca też polski legislator. Brak przepisów jest ogromnym problemem dla przedsiębiorców. Chcieliby oni znać już przepisy, aby zdążyć się do nich dostosować. Jednak przy takiej zwłoce nie ma pewności, czy będzie to możliwe. W tym kontekście kuriozalne są propozycje dotkliwych kar (do 200 000 zł) i konsekwencji dla firm, które poniosą nie ze swojej winy – Mimo to Ministerstwo Zdrowia, które jest odpowiedzialne za wdrażanie przepisów, nie chce przystać na zaproponowane przez przedsiębiorców roczne okresy przejściowe, w czasie których nie byłyby wyciągane wobec nich sankcje karne ze ewentualne błędy systemu – komentuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. W związku z ogromnym opóźnieniem prac legislacyjnych, okresy przejściowe dałyby przedsiębiorcom realny czas na prawidłowe przygotowanie się do wdrożenia systemu – dodaje Kaźmierczak.

Wyroby tytoniowe w około 80 proc. sklepów stanowią od 15 do 40 proc. obrotu. Opóźnienie we wdrażaniu systemu Track&Trace w Polsce może doprowadzić do destabilizacji legalnego rynku wyrobów tytoniowych, który w ostatnim czasie z trudem udało się odbudować, m. in. dzięki ograniczeniu szarej strefy przez służby państwowe.

Ewentualne zaburzenia tej gałęzi polskiej gospodarki spowodują nie tylko straty dla handlu, ale także dla budżetu państwa, do którego każdego roku wpływa ponad 25 mld zł z tytułu podatków od wyrobów tytoniowych.

Giełdowy Indeks Produkcji kontynuuje odrabianie strat

Polskie spółki produkcyjne notowane na GPW wykorzystały wzrost cen akcji małych i średnich spółek. Giełdowy Indeks Produkcji od początku roku zyskał na wartości już ponad 7.7%, a w samym lutym wzrósł o 4.31% do poziomu 930.63 punktów.

Ostatnie lata to okres rozwoju przemysłu, który jednak nie szedł w parze – przynajmniej w Polsce – ze wzrostem zainteresowania inwestorów akcjami spółek z tego sektora gospodarki. GIP60,  składający się z 60 największych polskich spółek produkcyjnych notowanych na rynku głównym GPW, spadł w ostatnim roku prawie 20% poniżej wartości z 1 stycznia 2016 roku, kiedy przyjęto dla niego wartość bazową równą 1000.

Tym razem mamy do czynienia z odmienną sytuacją – podaje dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP z DSR S.A. Według GUS, IHS Markit i innych instytucji monitorujących stan gospodarki, na początku tego roku koniunktura w przemyśle ulega ochłodzeniu, a mimo to kursy akcji producentów odrabiają w tym czasie straty. Wynika to po części ze wzrostów cen akcji małych i średnich spółek na GPW. W lutym, kiedy największe spółki z WIG20 straciły 2.01%, a indeks WIG był 0.77% na minusie, indeks sWIG80 wzrósł o 4.97%. Duża reprezentacja spółek z sWIG80 w portfelu Giełdowego Indeksu Produkcji tym razem miała bardzo pozytywny wpływ na jego wynik.

W lutym GIP60 osiągnął 930.63 punktów, co oznacza wzrost o 4.31% m/m i drugi miesiąc wzrostowy w 2019 roku. Aż 21 spółkom udało się w lutym wypracować dwucyfrowe stopy zwrotu, a jedynie w 18 przypadkach mieliśmy do czynienia ze spadkiem ceny akcji. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach to właśnie koniunktura na małych i średnich spółkach z GPW będzie kluczowa dla akcji polskich producentów.

Motoryzacja i chemia nokautują konkurencję

W lutym indeks GIP60 posiadał dwa główne motory wzrostu w postaci producentów chemii i producentów motoryzacji, którzy wspólnie zdominowali najnowszy ranking GIP60. Średnio spółki chemiczne urosły w lutym o 20.37%. Aż 4 na 5 spółkom chemicznym z GIP60 udało się wypracować dwucyfrowe stopy zwrotu: ZAKŁADY AZOTOWE PUŁAWY (+40.63% m/m), ZAKŁADY CHEMICZNE POLICE (+21.00% m/m), GRUPA AZOTY (+20.34% m/m) i CIECH (+13.55% m/m). Dobra passa w tej branży nie ograniczyła się jedynie do spółek z przewagą polskiego kapitału. Cały WIG-CHEM był w lutym najbardziej zyskującym indeksem ze wszystkich indeksów WIG (+16.77% m/m).

Wyniki spółek chemicznych są imponujące. Jednak to, co stało się w zeszłym miesiącu na akcjach spółek motoryzacyjnych przerosło wszelkie oczekiwania, które po ostatnich spadkach GIP60 nie są specjalnie wygórowane. Średni wzrost spółek motoryzacyjnych z GIP60 na poziomie 43.34% i wzrost akcji spółki URSUS o 100% to jeden z krótszych opisów skutków ogłoszenia wyników konkursu na opracowanie i dostawę innowacyjnych pojazdów bezemisyjnego transportu publicznego, organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wyobraźnię inwestorów rozpaliła informacja o budżecie całego projektu, który opiewa na bagatela 3.1 mld zł. Ogień ten płonął tak intensywnie, że pierwsza sesja na papierach akcji URSUSA, po ogłoszeniu tej informacji, ruszyła z kilkugodzinnym opóźnieniem, a kurs „przeskoczył” dobre kilkadziesiąt procent w górę. Była to informacja jakiej potrzebował poturbowany URSUS, który w ostatnich kwartałach spadał na dno po równi pochyłej. Czy to pozwoli uratować tę legendarną markę? Gwałtowny wzrost kursu akcji URSUSA, zaskakujący niczym wynik Dawida Kubackiego z Seefeld, świadczy o tym, że inwestorzy są skłonni uwierzyć w bardzo optymistyczny scenariusz. Jak będzie? Czas pokaże. Aktualne wyniki już pozwoliły spółce URSUS wygrać lutowy ranking GIP60 z rekordowym wynikiem wzrostu wartości rynkowej o 100%. Na konto spółki URSUS zapisuje się również to, że jako pierwsza spółka w historii rankingu GIP60 wypracowała trzycyfrową miesięczną stopę zwrotu.

Drugie miejsce w lutowym rankingu dla ZPUE, za wzrost wartości o 63.91%. Co ciekawe jest to jedna z nielicznych spółek z pierwszej dziesiątki rankingu GIP60, która nie pochodzi z branży chemicznej lub motoryzacyjnej. Cena akcji spółki często podążała w przeciwnym kierunku niż indeks WIG, co potwierdziło się również tym razem. Dodatkowo spółka była do tej pory wyceniana bardzo nisko, wartość rynkowa na początku miesiąca stanowiła zaledwie 30% wartości księgowej, a niecałe dwa lata temu ta relacja była bliska 200%. Spółka doskonale wpisała się zatem w trend odrabiania strat na małych spółkach, który zapanował w lutym. Podobnie zresztą jak ZAKŁADY AZOTOWE PUŁAWY, które osiągnęły trzecie miejsce w rankingu GIP60, za wzrost wartości o 40.63%. Spółka ta od trzech lat borykała się z topniejącą wartością rynkową, która w relacji do wartości księgowej spadła z poziomu 1.5 do 0.4 na początku tego roku. Obecnie, po noworocznych wzrostach, relacja ta przekroczyła 0.7, co powinniśmy określić jako powrót do właściwych dla tej spółki poziomów.

W przemyśle europejskim powiewa chłodem

Koniunktura w przemyśle europejskim ulega dalszemu ochłodzeniu, a panujące w nim nastroje –mierzone indeksem PMI – spadają do rekordowych poziomów. Do wyjątków należą m.in. Węgry (wzrost o 1% m/m do 55.7 pkt.), Szwecja (+0.8% do 52.5) czy Francja (+0.3 do 51.5), ale ogólny obraz stanu w jakim znalazł się europejski przemysł przedstawia się raczej w ciemnych barwach. Rekordowe spadki nastrojów zanotowano w Holandii (-2.4% do 52.7) i w Niemczech (-2.3% do 47.6). O ile Holandia utrzymuje się jeszcze powyżej granicznej wartości 50 pkt., to nastroje w Niemczech spadły do najniższego poziomu od 74 miesięcy. Podobne rekordy zanotowano we Włoszech, gdzie PMI osiągnął najniższy od 69 miesięcy wynik (47.7) i w Hiszpanii, która spadła poniżej 50 punktów po raz pierwszy od 63 miesięcy (49.9). Te trzy duże gospodarki przesądziły o spadku indeksu PMI dla całej Strefy Euro poniżej poziomu 50 punktów, po raz pierwszy od czerwca 2013 roku i ustaleniu jego wartości na poziomie 49.3 pkt.

Sytuacja w naszym rodzimym przemyśle nie odbiega znacząco od bieżących europejskich standardów. Produkcja spadała prawie najszybciej od dekady, głównie z powodu spadku nowych zamówień ogółem. Między innymi słaby popyt z Niemiec przyczynił się do siódmego z rzędu spadku zamówień eksportowych. W efekcie obserwujemy spadek sprzedaży większości wyrobów oraz akumulację zapasów wyrobów gotowych w tempie najszybszym od 20 lat. W lutym PMI polskiego przemysłu po raz 4 z rzędu znalazł się poniżej neutralnej granicy 50 punktów, powracając do poziomu z grudnia (47.6). Wcześniej tak niski poziom odnotowano ponad pięć lat temu.

Zadecyduje kapitał

Ceny polskich producentów są ciągle niskie, ale ostatnie tygodnie dostarczyły kilku powodów, by uwierzyć, że może być inaczej – podsumowuje Maciej Zaręba. Mimo pogarszającej się koniunktury w przemyśle, wartość rynkowa spółek z GIP60 wzrosła już drugi miesiąc z rzędu, znajdują się więc one na fali wznoszącej. Dystans, jaki został tym spółkom do pokonania, aby wrócić do swoich historycznych wartości, sugeruje, że spółki te ciągle mają bardzo duży potencjał wzrostowy. Spodziewane przedłużenie boomu konsumpcyjnego za sprawą zapowiedzi z tzw. Piątki Kaczyńskiego oraz pierwsze efekty wprowadzenia PPK, również mogą przełożyć się na popularność spółek z GPW, a więc również na kontynuację wzrostu wartości polskich producentów.

Do brexitu pozostało 18 dni – rosną szanse na drugie referendum

Do brexitu pozostało 18 dni. Wtorek będzie pierwszym z trzech dni kluczowych głosowań w brytyjskim parlamencie nad: umową T. May, nieuporządkowanym brexitem i jego opóźnieniem. Pomimo dalszych negocjacji wciąż nie udało się wypracować satysfakcjonującego rozwiązania godzącego UE i Wielką Brytanię. Tymczasem wg doniesień prasowych w na brytyjskiej scenie politycznej ponownie rośnie presja by T. May podała się do dymisji. Partia Pracy najprawdopodobniej nie podda pod głosowanie wniosku o drugie referendum, ponieważ nie udało się zapewnić dla niego wystarczająco dużego poparcia.

Więcej promocji na masło. Ale ceny, zamiast spadać, częściej rosną

Rynek oferuje coraz więcej możliwości okazyjnego zakupu masła. W ciągu ostatniego roku liczba akcji zniżkowych w sieciach handlowych wzrosła o 34%. Największa zmiana nastąpiła w sklepach convenience, gdzie zanotowano przyrost takich działań aż o 160%. Minimalne ceny promocyjne zostały podniesione w dyskontach o 33%. W pozostałych analizowanych formatach doszło do ich obniżenia o 5-13%. Z kolei średnie koszty zakupu spadły tylko w convenience – o zaledwie 3%. Natomiast ceny maksymalne poszły w górę we wszystkich rodzajach sklepów – od 7 do 23%. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez Instytut Badawczy ABR SESTA oraz Hiper-Com Poland.

O 34% procent wzrosła liczba promocji najpopularniejszej wersji masła, tj. 200 gramowego. Działania ze stycznia 2019 roku zostały porównane z akcjami podjętymi dokładnie 12 miesięcy wcześniej. Badacze przyglądnęli się sytuacji w czterech głównych formatach handlowych, tj. w dyskontach, hipermarketach, supermarketach i sieciach convenience.

– W latach 2016-2017 masło osiągało absurdalnie wysoką cenę. Spowodowało to spadającą produkcję mleka, swoistą panikę wśród konsumentów i spekulacje dotyczące dostępności produktu w przyszłości. Początek ubiegłego roku nie był więc dobrym okresem na promocję tego rodzaju towarów. Jednak od połowy 2018 roku wyraźnie już zaczęły spadać ceny na światowym rynku. W ostatnich tygodniach sytuacja już się ustabilizowała – wyjaśnia Hubert Majkowski, Country Manager z Hiper-Com Poland.

Konsumenci przestali robić zapasy, a sklepy mogą proponować coraz korzystniejsze warunki sprzedaży. Tak to wygląda na obecną chwilę. Najwięcej promocji przybyło w sieciach convenience, bo aż 160% więcej niż rok temu. Następnie ich liczba zwiększyła się w hipermarketach – o 42%, potem w supermarketach – 20%. Z kolei najmniejszą aktywność wykazały dyskonty – 9%.

– Sklepy convenience stwierdziły, że warto przyciągać klientów masłem. W związku z tym obniżyły jego cenę. Natomiast dyskonty bardziej skupiają się na realizacji marży niż na jeszcze tańszej ofercie. Jednak te średnie na poziomie danego kanału sprzedażowego nie muszą wcale odzwierciedlać strategii poszczególnych sieci handlowych. Nie jest wykluczone, że w danym formacie lub sieci sklepów częściej były promowane lepsze produkty premium, np. masła ekologiczne – stwierdza Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z analizy cen minimalnych wynika, że promowane masło zdrożało tylko w dyskontach. W tym przypadku nastąpił skok o 33% (z 2,99 zł na 3,99 zł). W pozostałych sieciach zanotowano spadek minimalnych cen w convienence – o 13% (z 4,49 zł na 3,89 zł), w supermarketach – o 8% (z 3,79 zł na 3,49 zł), a w hipermarketach – o 5% (z 3,99 zł na 3,79 zł). W styczniu 2018 roku najkorzystniejsze oferty były w dyskontach, a rok później – w supermarketach.

– Ceny masła, pomimo dużych zawirowań, były przez bardzo długi czas atrakcyjne w dyskontach. Inne sieci handlowe, obserwując sytuację w tym formacie, prawdopodobnie obrały strategię bezpośredniej konkurencji z nimi. W związku z tym zaczęły silniej i częściej promować produkty, co przełożyło się na zwiększenie atrakcyjności oferty – mówi Hubert Majkowski.

Średnie ceny promocyjne spadły tylko w sieciach typu convenience – o 3% (z 5,11 zł na 4,95 zł). Natomiast wzrosły w dyskontach – o 9% (z 4,44 zł na 4,85 zł), a w hipermarketach – o 2% (z 5,29 zł na 5,37 zł). Z kolei w supermarketach pozostały one bez zmian, czyli na poziomie 4,99 zł.

– Można powiedzieć, że dyskonty przeniosły masło do innej kategorii. Teraz jest to produkt z określoną marżą, a wcześniej bardzo mocno budował traffic i pozycję cenową. W związku z tym głębokość oferowanych obniżek i częstotliwość promocji jest mniejsza. Sieci muszą mieć towary flagowe, po które po prostu ludzie przychodzą i je porównują z konkurencją. One zawsze są w niskiej cenie. Przykładowo, w hipermarketach taką rolę spełniają pieluchy, a klienci kupują też inne rzeczy, na których marża jest odpowiednia – komentuje prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Maksymalne ceny na promocji wzrosły we wszystkich badanych formatach. Do największej zmiany doszło w convenience – o 23% (z 5,69 zł na 6,99 zł). W przypadku supermarketów nastąpił skok o 14% (z 6,99 zł na 7,99 zł), dyskontów – o 8% (z 5,99 zł na 6,49 zł), a hipermarketów – o 7% (z 6,99 zł na 7,49 zł). W styczniu 2019 roku najdroższe masło w promocji było w supermarketach. 12 miesięcy wcześniej taka sytuacja miała miejsce w ww. typie sklepów oraz w hipermarketach.

– Ceny maksymalne często dotyczą produktów bardziej ekskluzywnych z tej samej kategorii. W związku z tym podwyżki na towary niektórych producentów są dość naturalne. Może się wydawać, że oni po prostu wykorzystują sytuację. Wiedzą, że klienci i tak będą w stanie zapłacić więcej – podkreśla Hubert Majkowski.

Jak dodaje Sebastian Starzyński, przy zwiększonej liczbie promocji zdarzają się większe rozbieżności w cenach minimalnych czy maksymalnych. To nie jest efekt strategii poszczególnych sieci handlowych, a element wynikowy. Ponadto w tego typu badaniach uwzględniane są masła różnej jakości.

– Na początku lutego ceny zbytu masła w blokach kształtowały się na poziomie 17,87 zł/kg. To o 2% mniej niż tydzień wcześniej i o 1% mniej niż na początku stycznia. Ten spadek ma już wyraźniejsze przełożenie na ceny w sklepach, które – zgodnie ze wszelkimi prognozami – mają w Polsce pozostać w kolejnych kwartałach w trendzie spadkowym. Ale jak to się przełoży na ceny, to z pewnością czas pokaże – podsumowuje Country Manager Hiper-Com Poland.

Piotr Domaszewski wzmacnia międzynarodowe struktury Mastercard

Piotr Domaszewski, dyrektor działu sprzedaży w polskim oddziale Mastercard Europe, od kwietnia będzie odpowiedzialny za strategię firmy w zakresie kart kredytowych dla klientów indywidualnych na rynku amerykańskim. To kolejna nominacja w ciągu ostatnich lat, dzięki której przedstawiciel polskiego oddziału firmy zajmuje eksponowane stanowisko w międzynarodowych strukturach Mastercard.

Piotr Domaszewski - Mastercard
Piotr Domaszewski – Mastercard

Piotr Domaszewski w nowej roli będzie zarządzał ofertą kart kredytowych Mastercard dla konsumentów w USA i Kanadzie. Będzie odpowiadał za tworzenie oraz realizację strategii produktowej, kształtowanie doświadczenia użytkownika i przewidywanie rynkowych trendów. Jego zakres odpowiedzialności będzie obejmował również wdrażanie nowych funkcji do kart kredytowych, również we współpracy z partnerami takimi jak banki, firmy fintech czy sieci detaliczne. Pod jego opieką znajdzie się portfel produktów skierowanych zarówno na szeroki rynek, jak i tych prestiżowych.

Swoje nowe obowiązki Piotr Domaszewski będzie realizować z biura Mastercard w Purchase, w stanie Nowy Jork, gdzie oprócz biura Mastercard na USA i Kanadę mieści się też globalna centrala firmy.

„Praca w USA jest marzeniem wielu menedżerów odpowiedzialnych za karty kredytowe, ponieważ jest to rynek, na którym produkt ten się narodził, ‘matecznik’ płatności bezgotówkowych. Bardzo cieszę się, że będę mógł wesprzeć kolegów zza oceanu swoimi kompetencjami, jednocześnie realizując swój osobisty ‘amerykański sen’ ” – powiedział Piotr Domaszewski.

Innym, nowo ogłoszonym awansem wywodzącego się z Polski menedżera jest transfer Artura Turemki do świeżo utworzonego działu Mastercard z siedzibą w Londynie. Począwszy od marca będzie on pełnił tam funkcję globalnego lidera ds. rozwiązań prepaid i ich komercjalizacji. Jego zadaniem będzie tworzenie i realizacja globalnej strategii Mastercard dla produktów prepaidowych. Artur Turemka od 2013 r. pełnił funkcję dyrektora generalnego odpowiedzialnego za rozwój biznesu Mastercard w regionie bałkańskim.

Piotr Domaszewski i Artur Turemka to kolejne osoby, wywodzące się z polskiego oddziału Mastercard, które awansowały w międzynarodowych strukturach firmy. Ich poprzednikami byli m.in.:

  • Paweł Rychliński, od 2013 r. dyrektor generalny klastra niemiecko-szwajcarskiego, a od 2018 r. zarządzający regionem Europy Środkowo-Wschodniej z biura Mastercard we Frankfurcie;
  • Marta Życińska, od 2018 r. dyrektor ds. marketingu i komunikacji na Europę Środkowo-Wschodnią, z lokalizacją w Warszawie;
  • Sebastian Krzyk, od 2016 r. odpowiedzialny za rozwój spółki Mastercard Payment Transaction Services w regionie Europy Zachodniej, pracuje w Madrycie;
  • Luiza Derek, od 2016 r. kierująca działaniami marketingowymi skierowanymi do banków w regionie Azja i Pacyfik, z biura Mastercard w Singapurze;
  • Michał Skowronek, od 2015 r. odpowiedzialny za rozwój rynków w Europie Środkowo-Wschodniej, a od 2019 r. zarządzający ofertą produktów i usług w obszarze kart prepaid w Europie.

Możliwe scenariusze Brexitu i uzależnione od nich zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce

Wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma nastąpić 30 marca 2019 r. W związku z tym mogą zmienić się zasady pobytu Brytyjczyków w Polsce. Wciąż nie jest rozstrzygnięte na jakich zasadach nastąpi Brexit. Urząd do Spraw Cudzoziemców przygotował broszurę informacyjną przedstawiającą możliwe scenariusze i uzależnione od nich zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce po 29 marca 2019 r. W Warszawie, Gdańsku i Krakowie odbędą się także spotkania informacyjne dla obywateli Wielkiej Brytanii mieszkających w Polsce. 

Obecnie obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin niebędący obywatelami UE mogą przebywać w Polsce przez okres do 3 miesięcy bez konieczności spełniania jakichkolwiek warunków pobytu, innych niż posiadanie ważnego dokumentu podróży. Jeżeli pobyt trwa powyżej 3 miesięcy, Brytyjczycy, tak jak wszyscy obywatele Unii Europejskiej zobowiązani są zarejestrować swój pobyt w Polsce. Członkowie ich rodzin, którzy nie są obywatelami Unii Europejskiej mają natomiast obowiązek uzyskać kartę pobytu członka rodziny obywatela UE. Realizacja tych obowiązków możliwa jest bezpłatnie w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 1: Brexit na podstawie umowy wystąpienia między Wielką Brytanią i Unią Europejską

14 listopada 2018 r. Komisja Europejska opublikowała projekt umowy wystąpienia, która przewiduje, że wejdzie ona w życie 30 marca 2019 r. Dotychczas umowa nie przeszła niezbędnych procedur wewnętrznych w Wielkiej Brytanii i tym samym nie wiadomo czy będzie obowiązywać od 30 marca 2019 r.

Główne założenia umowy wystąpienia:

okres przejściowy od 30 marca 2019 r. do 31 grudnia 2020 r. W jego trakcie zasady pobytu i pracy obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce pozostaną bez zmian. Swoboda przepływu osób pomiędzy Wielką Brytanią a UE zostanie zatem w tym okresie utrzymana;

– sprawy związane z pobytem obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin po zakończeniu okresu przejściowego uregulowane są w Części Drugiej projektu umowy wystąpienia pt. „Prawa obywatelskie”;

– po zakończeniu okresu przejściowego obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą posiadać prawo pobytu w Polsce jeśli:

  1. korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego;
  2. w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

– prawo stałego pobytu będzie przysługiwać co do zasady po upływie 5 lat nieprzerwanego pobytu (zgodnie z prawem UE, na warunkach przewidzianych w dyrektywie 2004/38/WE). Okresy legalnego pobytu lub pracy zgodnie z prawem Unii, przypadające na czas przed zakończeniem okresu przejściowego i po nim, będą wliczane do wymaganego okresu uprawniającego do nabycia prawa stałego pobytu;

potwierdzeniem posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu będzie dokument zawierający adnotację, że został wydany zgodnie z umową wystąpienia;

– dokumenty będą wydawały urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce pobytu.

Scenariusz 2: Brexit bez zawarcia umowy między Wielką Brytanią i Unią Europejską (tzw. bezumowny)

Na wypadek braku wejścia w życie do 30 marca 2019 r. umowy wystąpienia pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską przygotowany został projekt ustawy regulującej m.in. status pobytowy obywateli tego państwa oraz członków ich rodzin. Zakłada on ustanowienie okresu, w którym pobyt obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin na terytorium Polski bezpośrednio po dacie Brexitu będzie uznawany za legalny. Określa także podstawy prawne dla udzielenia im zezwoleń na pobyt czasowy oraz stały, uzależniając to od dysponowania w dniu 29 marca 2019 r. prawem pobytu lub prawem stałego pobytu. Co ważne, projekt przewiduje domniemanie posiadania jednego z takich praw przez osoby będące właścicielami w dniu 29 marca ważnych dokumentów wydanych przez polskie organy obywatelom Unii Europejskiej i członkom ich rodzin. Stąd też uzyskanie stosownych zezwoleń po Brexicie na podstawie projektowanych przepisów będzie znacząco łatwiejsze dla osób posiadających te dokumenty. Rejestracja i uzyskanie kart pobytu członka rodziny obywatela UE może być więc ułatwieniem dla obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin, którzy będą chcieli pozostać w Polsce po Brexicie.

Główne założenia projektu ustawy regulującej status pobytowy Brytyjczyków w Polsce:

od 30 marca 2019 r. do 31 grudnia 2020 r. pobyt i praca obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin będą uznawane za legalne jeśli 29 marca 2019 r. będą posiadali prawo pobytu w Polsce;

wprowadzenie nowych, dedykowanych dla Brytyjczyków rodzajów zezwoleń na pobyt czasowy (na 5 lat) i stały (na czas nieokreślony), o które będzie można się ubiegać w okresie od 30 marca 2019 r. do 31 grudnia 2020 r.;

domniemanie posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu w Polsce w dniu 29 marca 2019 r. dla osób posiadających w tym dniu zaświadczenie o zarejestrowaniu pobytu obywatela UE, dokument potwierdzający prawo stałego pobytu, kartę pobytu lub kartę stałego pobytu członka rodziny obywatela UE – uproszczenie postępowania o zezwolenie na pobyt czasowy lub stały dedykowanego Brytyjczykom;

uprawnienie do uzyskania zezwolenia na pobyt stały po upływie 5 lat legalnego nieprzerwanego pobytu również po Brexicie, na określonych warunkach;

– uzyskanie zezwolenia na pobyt będzie uprawniało do podejmowania pracy;

– wnioski o zezwolenia na pobyt będą rozpatrywane przez urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 3: zmiana terminu Brexitu

Istnieje także możliwość przesunięcia daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Aby do tego doszło Rada Europejska w porozumieniu z Wielką Brytanią musiałyby podjąć jednomyślną decyzję o wydłużeniu okresu negocjacji.

Oszczędzamy czy wydajemy więcej? Niedziele bez handlu pod lupą ekspertów

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedzielę, swego czasu, była chyba najbardziej komentowaną rezolucją. Zwolennicy podkreślali jej wpływ na rodzinę i ograniczenie ekspansji zagranicznych koncernów, przeciwnicy zaś argumentowali, że to ograniczenie wolności jednostki. O tym, jak niedziela bez handlu wpłynęła na portfel i nawyki zakupowe przeciętnego Kowalskiego, rozmawiamy z Haliną Kochalską, ekspertką rejestru dłużników Big InfoMonitora.

Wolne od handlu niedziele pozwoliły części Polaków ograniczyć wydatki. Pozytywny wpływ zakazu handlu na zawartość portfela widzi co szósty badany. Dla czterech na pięciu nie zmieniło się nic, a jeden na siedemnastu wydaje więcej. Jaki jest tego powód?

– „Z badania, które przeprowadził rejestr dłużników Big InfoMonitor wynika, że Polacy zaoszczędzili na zamknięciu sklepów w niedzielę. Największe zamieszanie w budżetach i portfelach obywateli, zakaz handlu wprowadził wśród osób w wieku od 18 do 44 lat. Widać tutaj, że szczególnie 18-24 latkowie zaoszczędzili i to oni, najwyraźniej, najwięcej czasu spędzali w galeriach handlowych.” – dla Newsrm.tv wyjaśnia Halina Kochalska.

– „Te osoby wydają teraz więcej na spotkania towarzyskie, na wyjścia do kina, do teatru, do restauracji. W ten sposób zapełniają wolny czas, pozostały po wyjściach na zakupy. Niewykluczone, że ta ewolucja wydatków sprawi, że ostatecznie będziemy wydawać więcej, bo wyjścia do restauracji czy kina z rodziną, często okazują się dużo bardziej kosztowne, niż zakupy w galerii handlowej.” – tłumaczy nasz ekspert.

Na handlowe niedziele w najmniejszym stopniu nastawione było najstarsze pokolenie. Dziewięciu na dziesięciu seniorów nie zmniejszyło, ani nie zwiększyło swoich wydatków po zamknięciu sklepów.

Jednakże największym beneficjentem zakazu handlu w niedzielę, jest sektor handlu elektronicznego. Oczywiście, jeszcze nie do wszystkich sklepów w sieci zostały przekierowane wydatki, które trafiały do sklepów stacjonarnych, jest to jednak kwestią czasu i e-handel doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Świadczy o tym, m.in. dynamiczny wzrost liczby nowo uruchamianych e-sklepów. Osoby, które wydają więcej z uwagi na wprowadzenie wolnych od handlu niedziel, najczęściej jako przyczynę swoich wydatków podają właśnie zwiększenie liczby zakupów przez Internet. Co ciekawe, do sklepów w sieci coraz chętniej zaglądają seniorzy. Właśnie internetowe zakupy okazały się główną przyczyną wyższych wydatków osób po 64 roku życia, jak i osób w przedziale 18-24 lat.

Nie zanosi się na zmiany w polskiej polityce pieniężnej

W ostatnich dniach ważnym wydarzeniem makroekonomicznym w Polsce było posiedzenie Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z oczekiwaniami, nie przyniosło ono żadnych znaczących zmian. Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 1,50%, a wypowiedzi NBP świadczą o tym, że w tym roku stopy nie zostaną podwyższone.

Spowolnienie gospodarcze w strefie euro oraz czwartkowe posiedzenie EBC w połączeniu ze słabą inflacją konsumencką w Polsce są mocnymi argumentami dla NBP, aby nie wprowadzać zmian stóp procentowych. Nieznaczne zmiany nastąpiły jednak w nowej prognozie makroekonomicznej, w której NBP przewiduje wolniejszą inflację i trochę szybszy wzrost PKB. Jeśli chodzi o PKB, to do szybszego wzrostu przyczynią się prawdopodobnie większe wydatki rządowe (ekspansja fiskalna) partii rządzącej, związane ze zbliżającymi się jesiennymi wyborami parlamentarnymi w Polsce.

W minionym tygodniu odbyło się również posiedzenie EBC. Tu zaskoczeniem było ogłoszenie trzeciego etapu programu TLTRO. W ramach tego projektu pożyczek dla europejskich banków ma zostać zapewniona płynność w europejskim sektorze bankowym. Szanse na zaostrzenie polityki pieniężnej są w strefie euro mało realne, co potwierdzają dane i prognozy makroekonomiczne.

Kurs złotego w ubiegłym tygodniu prawie się nie zmienił. W stosunku do euro polska waluta była na poziomie 4,31 EUR/PLN. Kurs eurodolar wynosił 1,12.

AKCENTA CZ a.s.

Jednolity plik kontrolny JPK_VDEK zastąpi deklarację VAT

Już od 1 lipca 2019 r. czynni podatnicy VAT zostaną zwolnieni z obowiązku składania części deklaracji podatkowych. Nowe przepisy mają na celu wyręczenie przedsiębiorców z konieczności dopełniania zbędnych formalności, dzięki czemu zyskają oni więcej czasu na obsługę innych sektorów firmy. Jak w założeniach ma wyglądać nowa rzeczywistość dla podatników VAT?

VAT-7, VAT-7K, JPK_VAT – ile deklaracji muszą składać podatnicy?

Do składania deklaracji VAT zobowiązani są wszyscy przedsiębiorcy będący podatnikami podatku od towarów i usług. W zależności od terminu składania rozliczeń są to:

  • deklaracja VAT-7, jeśli podatnik składa rozliczenia każdego miesiąca oraz
  • deklaracja VAT-7K, dostępna dla podatników rozliczających się co kwartał.

Ponadto podatnicy dokonujący transakcji wewnątrzwspólnotowych mają obowiązek przekazywać o nich informacje na formularzu VAT-UE za każdy miesiąc, w którym doszło do takiej transakcji. Dotyczy to także krajowych transakcji objętych systemem odwrotnego obciążenia, o których dane przekazuje się za pośrednictwem formularza VAT-27.

Co więcej, od 1 stycznia 2018 r. wszyscy podatnicy podatku VAT prowadzący ewidencję w formie elektronicznej mają obowiązek składać Jednolity Plik Kontrolny dla rejestru VAT (tzw. JPK_VAT) w miesięcznym cyklu rozliczeniowym. Oznacza to, że nawet podmioty składające do tej pory deklaracje VAT-7K w okresach kwartalnych są zobowiązane do comiesięcznego wysyłania JPK_VAT.

Elektroniczna inwigilacja podatników

Plik JPK_VAT istotnie rozszerzył zakres udzielanych fiskusowi informacji o działalności podatników. Obecnie przedsiębiorcy informują w nim m.in. o:

  • ciągłości numeracji wystawianych faktur,
  • szczegółowych danych z transakcji wewnątrzwspólnotowych,
  • dokonanych nabyciach z odwrotnym obciążeniem,
  • okresach powstania obowiązku podatkowego.

Sam plik JPK_VAT zawiera zdecydowanie bardziej szczegółowe informacje niż te składane na pozostałych deklaracjach (VAT-7 lub VAT-7K, VAT-UE, VAT-27). W związku z tym nowe przepisy wprowadzające plik JPK_VDEK mają na celu niedopuszczenie do sytuacji dublowania tych samych informacji przekazywanych na różnych formularzach.

Należy jednak krytycznie podchodzić do samej idei przekazywania fiskusowi aż tak szczegółowych danych. Jednolity Plik Kontrolny udostępnia Urzędowi Skarbowemu informacje o transakcjach podatników w zaszyfrowany sposób. Problem w tym, że sami zainteresowani zazwyczaj nie zdają sobie z tego sprawy.

Czym różni się JPK_VAT od JPK_VDEK?

Racjonalne wydaje się pytanie, po co wprowadzać nowy plik JPK_VDEK, skoro zaledwie rok temu wszedł w użycie plik JPK_VAT?

Pomimo szerokiego zakresu informacji, jakie podatnik udziela na temat swojej działalności w formularzu JPK_VAT, nie znalazły się w nim wszystkie rubryki z deklaracji VAT-7. Dotyczy to m.in. danych na temat wysokości nadwyżki podatku naliczonego do zwrotu, kwot możliwych do przeniesienia na kolejny miesiąc czy też ulg na zakup kasy rejestrującej.

Projekt nowelizacji ustawy o podatku VAT oraz ordynacji podatkowej zakłada, że rubryki z deklaracji VAT-7 pominięte w pliku JPK_VAT, zostaną przeniesione do nowej struktury, jaką stworzy plik JPK_VDEK. W ten sposób zlikwidowany zostanie dualizm deklaracji. Podatnicy od początku lipca będą składać jedynie plik JPK_VDEK w miejsce deklaracji VAT oraz pliku JPK_VAT.

Co zyskają podatnicy na tej zmianie?

Przedsiębiorcy zarejestrowani jako podatnicy VAT skutecznie zminimalizują czas przeznaczony na rzetelne przygotowanie, weryfikację oraz wysyłkę deklaracji. Poza tym, dzięki zmniejszeniu liczby napływających do urzędów skarbowych dokumentów fiskus sprawniej poradzi sobie z rozliczaniem deklaracji oraz wypłatą nadwyżek zapłaconego podatku. Podatnicy powinni więc szybciej otrzymać swoje pieniądze.

Z drugiej strony nowe pliki JPK_VDEK mają być składane w cyklu miesięcznym. Dlatego przedsiębiorcy wysyłający deklaracje VAT-7K stracą możliwość rozliczania się w okresach kwartalnych. W związku z tym podatnicy korzystający z tej formy podatkowej zmuszeni będą do regularnego, comiesięcznego składania deklaracji kosztem swojej płynności finansowej oraz planowania wydatków w kilkumiesięcznej perspektywie.

Wadą nowego rozwiązania jest także całkowite pominięcie postulatów zmniejszenia zakresu informacji przekazywanych fiskusowi. Wydaje się, że dopóki nie wzrośnie świadomość samych podatników w tej kwestii, nie ma co liczyć na pozytywne zmiany.

Podsumowanie

Zapowiedź wprowadzenia pliku JPK_VDEK mającego zastąpić funkcjonujące obecnie deklaracje VAT spotkała się z umiarkowanym entuzjazmem ekspertów, którzy upatrują w nim uproszczenia procedury składania deklaracji podatkowych oraz zminimalizowania czasu przeznaczanego na ich wypełnianie. Z drugiej strony zwracają uwagę, że zakres przekazywanych w deklaracjach informacji jest zdecydowanie zbyt szeroki.

Nowa struktura ma uzupełnić wprowadzony w ubiegłym roku plik JPK_VAT o brakujące rubryki z deklaracji VAT-7. W ten sposób podatnicy zamieszczą na jednym formularzu wszelkie niezbędne fiskusowi informacje.

Negatywną stroną nowego rozwiązania jest jednak rezygnacja z kwartalnego rozliczania należności podatkowych, która pozbawi część przedsiębiorców możliwości swobodnego planowania przyszłych wydatków i inwestycji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Walter Herz rozbudowuje departament wyspecjalizowany do obsługi sektora hotelowego

Walter Herz poinformowała o dołączeniu do firmy Andrzeja Szymczyka, który objął stanowisko Associate Director Hospitality Department. Rozbudowa utworzonego ponad rok temu działu hotelowego stanowi kontynuację procesu wdrażania strategicznych zmian w strukturze firmy.

Andrzej Szymczyk, Associate Director – Hospitality Department w Walter Herz
Andrzej Szymczyk – Associate Director Hospitality Department w Walter Herz

Andrzej Szymczyk dołączył do zespołu Walter Herz z początkiem marca br. Będzie odpowiedzialny za wzmacnianie relacji i rozwój linii biznesowej firmy związanej z sektorem nieruchomości hotelowych w Polsce oraz nadzorowanie projektów i badań związanych z tym segmentem rynku.

Ekspert ma ponad 15 letnie doświadczenie w pracy na rynku nieruchomości hotelowych. Karierę rozpoczął na wybrzeżu Atlantyku w USA, a następnie kontynuował ją w Londynie, m.in. w takich placówkach jak Hilton London Paddington oraz The Cumberland, jednym z największych londyńskich hoteli. Pracował również jako dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Hotelu Narvil Conference & Spa oraz luksusowym hotelu Pałac Ciekocinko Resort & Wellness, wspierając wzrost inwestycyjny firm, w których był zatrudniony. Odpowiadał także za rozwój start-upu meeting.pl, umożliwiającego zakup i organizację eventów on-line , jak również rozwój sieci sprzedaży rozwiązań technologicznych dla obiektów hotelowych globalnej firmy Tink Labs na polskim i ukraińskim rynku.

Andrzej Szymczyk będzie odpowiedzialny m.in. za realizację strategii firmy w dziedzinie doradztwa inwestycyjnego oraz wdrożenie standardów związanych z obsługą inwestorów z segmentu hotelowego. Będzie koordynował pracę teamu w zakresie przygotowania prognoz i analiz lokalizacyjnych oraz finansowych, jak również sporządzaniu raportów dotyczących rynku nieruchomości hotelowych, w opracowywaniu których zespół wykazał się już imponującymi umiejętnościami, czego przykładem może być ostatni dogłębny raport o rynku hotelowym w Łodzi.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

– Cieszymy się, że Andrzej dołączył do zespołu Walter Herz. Jego bogate doświadczenie zdobywane, zarówno w Polsce, jak i na rynkach brytyjskim i amerykańskim pozwoli wzmocnić pozycję naszej firmy, jeśli chodzi o doradztwo strategiczne dla podmiotów związanych z segmentem nieruchomości hotelowych. Nasi klienci, którzy poszukują różnych opcji optymalizacji biznesu, dzięki jego wszechstronnej wiedzy zyskają zaś nieocenione wsparcie – komentuje Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.  

Walter Herz jest wiodącym na rynku, polskim podmiotem od 7 lat prowadzącym działalność w sektorze nieruchomości komercyjnych na terenie całego kraju. Firma świadczy kompleksowe, specjalistyczne usługi w zakresie doradztwa inwestycyjnego. Zapewnia pełną obsługę firmom oraz instytucjom związanym z rynkiem nieruchomości. Eksperci Walter Herz wspierają klientów w poszukiwaniu i wynajmie powierzchni, komercjalizacji inwestycji, a także procesie zarządzania i administrowania projektami. Poza siedzibą w Warszawie, firma posiada odziały w Krakowie i Gdańsku.

WH powołała pierwszą w kraju Akademię Najemcy, która oferuje najemcom powierzchni komercyjnych z całej Polski bezpłatne szkolenia stacjonarne, prowadzone w największych miastach w kraju. W trosce o najwyższy poziom etyczny świadczonych usług agencja wprowadziła Kodeks Dobrych Praktyk. Firma Walter Herz jest zrzeszona w organizacjach i stowarzyszeniach wspierających rozwój sektora BPO/SSC w Polsce.

Olympus otwiera centrum biznesowe we Wrocławiu

Prezes Zarządu Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, Pani Ewa Kaucz, w towarzystwie dyrektor zarządzającej oddziału Olympus Business Services Europe (OBSE) Pani Agnieszki Orłowskiej oraz generalnego dyrektora zarządzającego Olympus Europa Pana Stefana Kaufmanna, oficjalnie przecięła wstęgę, otwierając nowy oddział OBSE we Wrocławiu.  Firma zajęła biuro o powierzchni blisko 5 400 mkw. w nalężącym do LC Corp SA prestiżowym biurowcu Retro Office House.  Olympus szacuje, że w związku z dynamicznym rozwojem do roku 2020 powstanie tu nawet 200 kolejnych miejsc pracy.

Otwarcie Olympus Business Services Europe
Otwarcie Olympus Business Services Europe

Nowopowstałe centrum usług wspólnych będzie odpowiedzialne za obsługę procesów biznesowych firmy w regionie Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Pracownicy centrum OBSE pełnią przede wszystkim obowiązki administracyjne związane z finansami, łańcuchem dostaw i wsparciem sprzedaży. W przyszłości będą się także zajmować obsługą kadrową. W związku z dynamicznym rozwojem wrocławskiego oddziału, firma przewiduje, że do roku 2020 powstanie tu nawet 200 kolejnych miejsc pracy. Dzięki regularnej i bliskiej współpracy z osobami z innych oddziałów w regionie EMEA, pracownicy centrum od razu mogli poczuć, że są częścią dynamicznej i międzynarodowej firmy.

– Entuzjazm, jaki towarzyszył nam podczas zakładania pierwszego centrum biznesowego firmy Olympus, w połączeniu ze świadomością bycia częścią renomowanej globalnej marki zajmującej się technologiami medycznymi, stworzył wyjątkową kulturę korporacyjną oddziału OBSE – mówi Agnieszka Orłowska, Dyrektor zarządzający Olympus Business Services Sp. z o.o. – Już w ciągu pierwszych kilku miesięcy udało nam się zbudować wspaniały, ponad 100 osobowy zespół. Czujemy się jak w międzynarodowej rodzinie – dodaje Agnieszka Orłowska.

Kierunek Wrocław

Firma Olympus na otwarcie oddziału OBSE wybrała mieszczący się we Wrocławiu prestiżowy biurowiec Retro Office House.

Firma Olympus na otwarcie oddziału OBSE wybrała mieszczący się we Wrocławiu prestiżowy biurowiec Retro Office House
Firma Olympus na otwarcie oddziału OBSE wybrała mieszczący się we Wrocławiu prestiżowy biurowiec Retro Office House

– Wybór Wrocławia oraz budynku Retro Office House przez tak uznaną firmę, jaką niewątpliwie jest Olympus, to powód do zadowolenia dla całego regionu. Firma doceniła zaplecze edukacyjne miasta z wykształconymi absolwentami wrocławskich uczelni, potencjał rozwoju oraz jego wielokulturowość – mówi Izabela Miśta-Brzeska, manager ds. najmu, LC Corp SA. – Cieszymy się, że kolejna renomowana marka zaufała firmie LC Corp i wynajęła powierzchnię w Retro Office House. Otwarcie oddziału w świetnie zlokalizowanym biurowcu klasy A, daje zatrudnionym tutaj osobom duży komfort pracy. Firmy doceniają też nowoczesne rozwiązania w biurach oraz możliwość urządzenia lokali specjalnie według ich indywidualnych potrzeb i wymagań. Najlepszym świadectwem dla Retro Office House jest jego 100% komercjalizacja oraz stabilny portfel zadowolonych ze współpracy najemców – dodaje Izabela Miśta-Brzeska.

Ciekawym pomysłem na przywitanie się firmy z mieszkańcami Wrocławia była organizacja festiwalu Olympus Perspective Playground. To pierwsza odsłona tej interaktywnej wystawy sztuki w Polsce. Wcześniej zawitała ona m.in. do Barcelony, Paryża czy Berlina. We Wrocławiu zorganizowana została w starej zajezdni tramwajowej. Wydarzenie łączy zainteresowanie optyką, fotografią z artystycznymi doznaniami. Pokazuje też ogromne znaczenie technologii w medycynie oraz doświadczenie firmy Olympus w tym zakresie. Wystawę można oglądać do 10 marca.

Polska Grupa Supermarketów zaniepokojona planami ingerencji rządu w rozwój marek własnych

Premier Mateusz Morawiecki, podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce pod Rzeszowem, zapowiedział ustawę mającą utrudnić dużym sieciom spożywczym sprzedaż produktów pod markami własnymi. Ustawa ma za zadanie wesprzeć polskich rolników w budowie pozycji i udziału w procesie sprzedaży i handlu detalicznego. Polska Grupa Supermarketów, skupiająca m.in. sklepy Top Market i Minuta8, która od dwóch lat rozwija polską markę własną – O! Dobre. Pewne. Twoje, wyraża swoje obawy o efekt rządowych działań.

Podczas drugiej edycji Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce, Mateusz Morawiecki – będący jednym z prelegentów Forum – zapytany został o możliwości zwiększenia udziału polskiego rolnictwa w sprzedaży produktów w sklepach. Rozwiązaniem miałaby być ustawa, która w sposób obligatoryjny i realny obniży możliwość sprzedaży przez sieci wielkopowierzchniowe produktów (…) pod ich własną marką. Premier wskazał, że nowa ustawa ma zmienić siłę negocjacyjną polskich rolników, niestety nie zdradził szczegółów, w jaki sposób ustawa miałaby ograniczać sprzedaż marek własnych.

Ze stanowiskiem tym stanowczo nie zgadza się Polska Grupa Supermarketów, będącą organizacją zrzeszającą niezależnych Detalistów branży spożywczej, która w 2016 roku uruchomiła markę własną O! Dobre. Pewne. Twoje.

Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)
Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS)

Jako Polska Grupa Supermarketów w ostatnich latach z sukcesem rozwijamy markę O! Dobre. Pewne. Twoje., która pozwala nam zwiększać sprzedaż oraz budować zaufanie klientów, w oparciu o produkty wyprodukowane w Polsce – twierdzi Michał Sadecki, prezes PGS. – Propozycja przedstawiona przez Premiera Morawieckiego jest niepokojąca. Pod hasłem walki z dużymi sieciami handlowymi, Rząd może nieopatrznie pozbawić źródła dochodu setki przedsiębiorców i pracowników sektora handlu ­– dodaje prezes Polskiej Grupy Supermarketów.

Zdaniem PGS tego typu ustawa mogłaby przynieść skutki odwrotne do zamierzonych, rykoszetem trafiając w polski handel, podobnie jak to miało miejsce w przypadku projektu „wolnych niedziel”, na których najbardziej zyskały zagraniczne sieci z placówkami zlokalizowanymi na dworcach i stacjach benzynowych. W tym wypadku poszkodowane byłyby głównie marki własne polskich sieci handlowych, które w przeciwieństwie do zagranicznych, częściej korzystają z polskich produktów i nie są dostępne na innych rynkach europejskich. Pod znakiem zapytania stoi również zgodność ustawy z prawem europejskim, zapewniającym wolność i równość gospodarczą wszystkich podmiotów działających na jednolitym europejskim rynku.

Wśród celów Polskiej Grupy Supermarketów jest m.in. integracja polskiego środowiska kupieckiego umożliwiająca konkurowanie niezależnym podmiotom z zagranicznymi sieciami handlowymi oraz promocja sprzedaży towarów wyprodukowanych w Polsce. W 2016 roku Grupa uruchomiła sprzedaż marki własnej O! Dobre. Pewne. Twoje., która obecnie liczy blisko 200 produktów pochodzących od polskich dostawców i producentów.

Polska jest trzecim na świecie eksporterem papieru toaletowego

Papier toaletowy, który był jednym z głównych deficytowych towarów w PRL, jest obecnie eksportowym hitem Polski. Sprzedajemy go głównie Niemcom, a nasz kraj jest trzecim na świecie dostawcą tego artykułu codziennego użytku – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Praktycznie przez cały okres PRL papier toaletowy był towarem niezwykle trudno dostępnym i reglamentowanym. Pożądany i wart wielokrotnie więcej, niż wynosiła oficjalna jego cena, zasłużył sobie na miano kultowego produktu, podobnie jak np. szynka.

papier toaletowy z PolskiKażdy, kto choć liznął kilka lat minionego systemu, pamięta przewieszany na sznurkach szary papier lub wycieczki z gazetami do skupu makulatury w celu otrzymania tego w owym czasie luksusowego dobra. Obecnie w większości państw nie ma oczywiście najmniejszych problemów z nabyciem papieru toaletowego, ale paradoksalnie to po części jest zasługa Polski.

400 tys. ton rocznie

Według danych GUS, zamieszczonych w Roczniku Statystycznym Przemysłu, w 2000 r. Polska produkowała tylko 115 tys. ton papieru toaletowego rocznie. Teraz jest to już prawdopodobnie ok. 400 tys. ton rocznie, gdyż produkcja sukcesywnie rośnie, a w 2017 r. wynosiła ona 380 tys. ton.

Ponieważ wzrost produkcji wyraźnie przekracza tempo wzrostu krajowego popytu, Polska ma duże nadwyżki tego produktu. Dane Eurostatu pokazują, że tylko do samych Niemiec wysłaliśmy 70 tys. ton papieru toaletowego (import z Niemiec to mniej niż 10 tys. ton) w 2017 r. o wartości 92 mln euro. Polska jest największym w Unii dostawcą papieru do naszego zachodniego sąsiada. Druga z listy Francja dostarcza ledwie jedną trzecią tego, co Polska. A jak w tej konkurencji radzimy sobie globalnie?

Zaszczytne światowe podium

Według danych „The Observatory of Economic Complexity” (przygotowanych przez „MIT Media Lab”) Polska zajmuje siódme miejsce wśród największych eksporterów papieru toaletowego na świecie. Ten ranking jest jednak krzywdzący dla naszego kraju, gdyż nie pokazuje wpływu importu. Co z tego, że np. USA są czwartym na świecie eksporterem papieru, skoro import przekracza eksport i w rezultacie Amerykanie muszą posiłkować się dostawami z Meksyku.

Dlatego dużo ważniejszym wskaźnikiem jest eksport netto, czyli różnica pomiędzy eksportem i importem. Polska w tym zestawieniu (opracowanym również na podstawie MIT Media Lab) zajmuje trzecie miejsce na świecie za Włochami i Szwecją, odpowiadając za 3,5 proc. netto  globalnych dostaw papieru toaletowego. A ile to rolek?

Dane Eurostat pokazują nasz eksport netto do Unii i poza nią wynosi ok. 80 tys. ton papieru toaletowego rocznie. Zakładając, że kilogram tego higienicznego produktu zawiera ok. 10 rolek, oznacza to, że dostarczamy światu, a przede wszystkim Niemcom, mniej więcej 800 milionów rolek papieru toaletowego każdego roku.

Piotr Krawczyński dołączył do zespołu BNP Paribas Real Estate Poland

Piotr Krawczyński - BNP Paribas Real Estate Poland
Piotr Krawczyński – BNP Paribas Real Estate Poland

Piotr Krawczyński dołączył do zespołu BNP Paribas Real Estate Poland, obejmując stanowisko Head of Capital Markets CEE. Odpowiedzialny będzie m.in. za pozyskiwanie nowych klientów oraz koordynowanie transakcji sprzedaży/kupna nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Zakres jego obowiązków obejmować będzie również doradztwo w obszarze finansowania inwestycji w nieruchomościach.

Nowy dyrektor w BNP Paribas Real Estate Poland posiada wieloletnie doświadczenie w branży nieruchomościowej poparte rozległą znajomością rynku inwestycyjnego oraz transakcyjnego w Polsce. Swoją karierę zawodową rozpoczął w Chase Fund Management, firmie zarządzającej VI NFI Magna Polonia. W latach 1998 – 2015 zdobywał swoje doświadczenie na różnych stanowiskach w strukturach Kulczyk Holding i Kulczyk Investments, gdzie zarządzał projektami inwestycyjnymi z różnych branż. W latach 2010-2015 pracował jako Dyrektor Zarządzający i Członek Zarządu spółek Kulczyk Silverstein Properties oraz Kulczyk Real Estate Holding. Zanim dołączył do BNP Paribas Real Estate Poland piastował stanowisko Partnera Zarządzającego w firmie Synerium. Posiada wieloletnie doświadczenie związane z pracą w Radach Nadzorczych wielu spółek.
Głównym zadaniem Piotra Krawczyńskiego będzie opracowanie oraz realizacja nowej strategii rozwoju dla działu Rynków Kapitałowych na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki osobie nowego dyrektora oraz kompetencjom pozostałych członków zespołu, BNP Paribas Real Estate Poland oferuje kompleksową, spełniającą najwyższe standardy rynkowe usługę doradczą w zakresie transakcji sprzedaży, kupna oraz wsparcie przy pozyskiwaniu dostępnych form finansowania, co pozwoli zwiększyć potencjał inwestycyjny nieruchomości.

Trwająca od kilku lat hossa stawia coraz to nowe oraz coraz to poważniejsze wyzwania przed wszystkimi uczestnikami rynku.  Kluczem do osiągnięcia sukcesu jest zrozumienie nie tylko mechanizmów rządzących rynkiem nieruchomości oraz zmieniających się potrzeb klientów, ale i procesów biznesowych oraz zasad globalnego przepływu kapitału. Rejon Europy Centralnej i Wschodniej jest postrzegany jako doskonałe miejsce do inwestowania, co w połączeniu z innowacyjnością oraz bezpieczeństwem daje doskonały potencjał do ponadprzeciętnych zwrotów dla inwestorów oraz satysfakcji najemców – Piotr Krawczyński, Head of Capital Markets CEE, BNP Paribas Real Estate Poland

Kluczowe dla powodzenia projektu będzie dotarcie z ofertą zarówno do nowych jak i działających od dłuższego czasu na rynku inwestorów.
Marcin Klammer
Marcin Klammer

Poszukiwaliśmy osoby z rozległą wiedzą oraz unikalnymi kompetencjami w zakresie pozyskiwania oraz realizacji dużych, skomplikowanych transakcji sprzedaży i kupna nieruchomości na wszystkich etapach procesu – od wyboru odpowiedniej lokalizacji, przez dobór właściwego typu nieruchomości oraz wielkości modułu, po wsparcie oraz doradztwo ukierunkowane na skuteczną realizację projektów inwestycyjnych, co będzie ważnym argumentem w negocjacjach z potencjalnymi klientami. W trakcie swojej dotychczasowej kariery zawodowej Piotr Krawczyński zdobył szerokie doświadczenie w tej dziedzinie, a także – co istotne – umiejętność zrozumienia potrzeb oraz oczekiwań kontrahentów w zależności od branży, skali oraz charakteru ich działalności. Pozyskanie tak doświadczonego menadżera będzie dużym wzmocnieniem dla naszego działu oraz  szansą na umocnienie naszej wysokiej pozycji rynkowej w segmencie inwestowania w nieruchomości – Marcin Klammer, Prezes Zarządu, CEO CEE, BNP Paribas Real Estate Poland

Piotr Krawczyński objął swoje stanowisko z dniem 11 marca br. Wspólnie z ekspertami BNP Paribas Real Estate weźmie udział w tegorocznych targach MIPIM 2019.

W ciągu roku przeterminowane długi Polaków wzrosły o niemal 7 mld zł

Polska gospodarka rozwija się bardzo dynamicznie, a do portfeli Polaków trafia coraz więcej pieniędzy. Wyższe dochody oznaczają jednak często także kłopoty. Na koniec 2018 roku 2,78 mln Polaków nie radziło sobie z terminową spłatą zobowiązań kredytowych i pozakredytowych. Łączna wartość ich zaległych długów wyniosła 74 mld zł, o 6,8 mld zł więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z kolejnej edycji „InfoDługu – Ogólnopolskiego Raportu o Zaległym Zadłużeniu i Niesolidnych Dłużnikach”, przegotowanego przez BIG InfoMonitor, Indeks Zaległych Płatności Polaków wynosi 88,1 punktów, a to oznacza, że niemal 9 na 100 dorosłych Polaków nie radzi sobie z terminowym spłacaniem swoich zobowiązań finansowych.

W raporcie mowa jest o długach przeterminowanych powyżej 30 dni, na co najmniej 200 złotych. Na koniec minionego roku ponad 2, 78mln Polek i Polaków miało problem z terminową spłatą zobowiązań kredytowych i pozakredytowych. Łączna wartość ich zaległych długów wyniosła niemal 74 mld zł. Przez rok, przy uwzględnieniu opóźnień 30-dniowych, liczba dłużników zwiększyła się o blisko 93,8 tys. a kwota zaległości o 6,8 mld zł. Mowa tu m.in. o niespłacanych przez osoby prywatne ratach: kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych i pożyczek z firm pożyczkowych, rachunków za usługi telekomunikacyjne, telewizję kablową, prąd, gaz, czynsz, alimenty, grzywny, kary orzeczone przez sądy, opłaty karne za jazdę bez biletu, a także długi windykowane przez firmy windykacyjne.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Długów i dłużników przybyło mimo poprawy kondycji finansowej gospodarstw domowych, wynikającej, m.in. z dobrej sytuacji makroekonomicznej, ale też obowiązywania już kolejny rok programu 500+. Do tego dochodzi wzrost płac i spadek bezrobocia. – Dane z baz BIG InfoMonitor oraz BIK pokazują, że wyższe wynagrodzenia nie są przeznaczane przez Polaków w pierwszej kolejności na spłatę zaległych zobowiązań. Jak na razie wzrost dochodów w większym stopniu oddziałuje na zwiększenie aspiracji konsumpcyjnych, poprawę zdolności kredytowej i możliwość zadłużania się na wyższe kwoty – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor. W minionym roku utrzymał się trend z poprzednich lat: wyższy wzrost kwoty zaległości niż liczby dłużników. Dynamika wzrostu jednak znacząco zmalała. W 2018 r. kwota przeterminowanych zobowiązań zwiększyła się o 10,2 proc., a liczba niesolidnych płatników o 3,5 proc. Dla porównania rok wcześniej dynamika wynosiła odpowiednio 20 proc. i i 8 proc. A w 2016 r. było to 26 proc. i 13 proc. Obecnie przybywa głównie osób z długami wynoszącymi co najmniej 10 tys. zł. Aktualnie jest ich już 1,13 miliona i stanowią blisko 41 proc. ogólnej liczby niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK. Rezultatem takich zmian jest dalszy wzrost średniej wartości zaległości jednej osoby: z 25 020 zł na koniec 2017 r. do 26 632 zł (6,4 proc.) na koniec 2018 r. Z kolei udział osób z mniejszymi zaległościami spada.

Najgorzej spłaca Polska zachodnia

Obecnie na sumę 74 mld złotych zaległości prezentowanych w Raporcie InfoDług, w większym stopniu składają się zobowiązania pozakredytowe – 39,92 mld zł (54 proc.) niż kredytowe – 34,04 mld zł (46 proc.). Lepsza jakość obsługi oraz sprzedaż złych kredytów poskutkowały spadkiem liczby niesolidnych dłużników kredytowych. Przez rok ubyło ich w BIK 12,5 tys. osób, do 1 191 368. Natomiast liczba dłużników zgłoszonych do BIG InfoMonitor wzrosła o 142,6 tys. i osiągnęła 2 177 219 osób. Jest to m.in. efekt rozwoju bazy BIG InfoMonitor. Wierzyciele coraz częściej korzystają z wpisu do BIG niesolidnych dłużników, aby ostrzec przed nimi inne podmioty, a samym dłużnikom utrudnić zaciąganie kolejnych zobowiązań. Fakt, że część osób posiada jednocześnie zaległości kredytowe jak i pozakredytowe, powoduje, że łączna liczba niesolidnych dłużników nie jest prostą sumą dłużników z baz BIK i BIG InfoMonitor i wynosi obecnie 2 777 376 osób. Odsetek osób, które mają zarówno kłopoty z regulowaniem rat kredytów oraz pożyczek czy bieżących płatności utrzymuje się na zbliżonym poziomie jak rok temu i wynosi 21,3 proc. Jest ich obecnie ponad 591 tys. Głównie są to osoby zadłużone na niższe kwoty, najczęściej do 5 tys. zł.

W ciągu roku przeterminowane długi Polaków wzrosły o niemal 7 mld zł

Koniec ubiegłego roku przyniósł wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Po tym jak przybyło niemal 94 tys. niesolidnych dłużników, wskaźnik pokazujący, ile osób wśród 1000 dorosłych Polaków ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, wzrósł z 85,1 pkt do 88,1 pkt. Statystycznie więc niemal 9 na 100 dorosłych Polaków ma problemy finansowe. Udział niesolidnych płatników w populacji poszczególnych regionów Polski wciąż pokazuje ogromne różnice w moralności płatniczej Polaków w zależności od miejsca zamieszkania. Największy udział osób z problemami finansowymi widoczny jest wśród mieszkańców zachodniej części kraju. Choć liczba niesolidnych dłużników na wschodzie przyrasta szybciej niż na zachodzie, to jednak w woj. zachodniopomorskim, lubuskim oraz dolnośląskim jest już od 114 do 115 osób z problemami finansowymi na każde 1000 pełnoletnich mieszkańców. Tymczasem w woj. podlaskim, lubelskim, podkarpackim na 1000 dorosłych mieszkańców zobowiązań nie płaci na czas od 48 do 68 osób.

zaległe płatności

W najgorszej sytuacji 30- i 40-latkowie

Kolejny już rok, w największym stopniu liczba niesolidnych dłużników wzrosła na Mazowszu, aż o 5,6 proc. wobec 3,5 proc. średniej w kraju. Dynamika wzrostu kwoty zaległości mieszkańców woj. mazowieckiego nie była tak imponująca, ale i tak Mazowsze nadal ma najwyższy przeterminowany dług wśród wszystkich województw – ponad 12,7 mld zł. Wynika to zarówno z samej liczby mieszkańców, mieszka tu bowiem co siódmy Polak, jak i wysokości osiąganych przez nich dochodów. Największą liczbę niesolidnych dłużników, bo aż ponad 388 tys. osób, ma jednak województwo śląskie. Region ten wszedł do czołówki, w której co najmniej co dziesiąty dorosły mieszkaniec ma przeterminowane płatności. Poza Śląskiem należą do nich cała ściana zachodnia kraju oraz województwa: kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie.

przeterminowane długi Polaków

Jeśli chodzi o wiek niepłacących zobowiązań, to największe prawdopodobieństwo spotkania niesolidnego dłużnika jest wśród 35-44 latków. W tej grupie wiekowej już niemal co ósma osoba ma problem z przeterminowanymi płatnościami (11,8 proc.), choć w całej populacji nie jest to najliczniejsza z grup wiekowych. Do 35-44 latków należy też prawie co trzecia niespłacona złotówka z 74 mld zł. Przez rok przybyło dłużników we wszystkich kategoriach wiekowych. Zmieniła się nieco struktura dłużników w podziale na płeć. Udział kobiet wzrósł z niecałych 37 proc. do ok. 39 proc. Zwiększyły się też ich przeciętne zaległości do 22 609 zł, choć nadal są o 29 proc. niższe niż mężczyzn – 29 157 zł. Jak na razie kobiet nie przybyło jednak w pierwszej 10. najbardziej zadłużonych osób w kraju, nadal są tylko dwie. Na krajowym rekordziście, 62-latku z województwa lubelskiego ciąży 69,3 mln zł przeterminowanych zaległości finansowych. W górę poszła suma zaległości rekordzistów, a jednocześnie obniżyła się średnia ich wieku, z 59 do niecałych 54 lat. Stało się tak m.in. po tym gdy wśród niespłacających dziesiątek milionów złoty pojawili się 37-latka oraz 39-latek. Jeszcze rok temu żaden z rekordzistów nie miał mniej niż 40 lat.przeterminowane długi Polaków 2

Przegląd wydarzeń tygodnia

Pod koniec pierwszego kwartału zaczynają odżywać demony z końcówki ubiegłego roku, czyli strach o perspektywy globalnej gospodarki. Nie ma się co dziwić, w końcu globalny indeks mierzący poziom zaskoczenia danymi makro wskazuje, że rozczarowują one najmocniej od 2013 roku. Swoje trzy grosze dokładają też banki centralne, które tnąc prognozy wzrostu i oddalając wizję normalizacji polityki utwierdzają rynek w tym, że jest się czego bać.

Nastroje na rynku są minorowe, niepewność oddaje chociażby cofnięcie się rentowności długu USA, w przypadku papierów dziesięcioletnich nawet do 2,60 proc. Przez kilkanaście miesięcy dominujący trend, czyli wzrost rentowności długu USA został już dawno zapomniany, i słusznie, gdyż przy obecnej polityce Fed, niepewnej sytuacji makro na świecie, trendach na rynkach surowców nie miałby on żadnego racjonalnego uzasadnienia. Było to przy tym zjawisko wysysające kapitał z przestrzeni emerging marktes. W obecnej sytuacji nie ma podstaw by na perspektywy koszyka zapatrywać się pozytywnie – strach o spowolnienie będzie stawiać takie waluty jak TRY, ZAR, RUB czy BRL pod wyraźną presją. Na tym tle złoty powinien zachowywać się dość stabilnie, natomiast należy podkreślić, że nie widzimy przestrzeni do wyraźnego umocnienia rodzimej waluty.

W przestrzeni G-10 nie można przekreślać dolara, który przy nasileniu awersji do ryzyka powinien przyciągać kapitał. By euro zaczęło odrabiać słabość i rozpocząć aprecjację potrzebne jest pasmo wiarygodnych danych wskazujących na poprawę koniunktury. W horyzoncie dwuletnim z wyceny przyszłych stóp ECB odjęto w ostatnich dniach 10 pb, więc pewne grono inwestorów może uznawać obecne pułapy za poziomy, przy których cały możliwy pesymizm jest już w cenach. Problem w tym, że taka retoryka dominowała od dłuższego czasu i zjazd kursu w dużej mierze można tłumaczyć kapitulacją właśnie tej grupy uczestników rynku. Widzimy również wysokie prawdopodobieństwo, że negatywne sygnały z gospodarek podburzą w inwestorach wiarę w zasadność silnego odbicia na rynkach akcji z ostatnich kilkunastu tygodni i będzie ono wymazywane.

Dla rynków podstawowym motorem zmian pozostają zatem informacje o kondycji globalnego ożywienia, a przy braku oznak poprawy trudno jest o przebudzenie apatytu na ryzyko. Pod lupą będą dane z przemysłu, handlu oraz sprzedaży detalicznej. Bank Japonii może przyłączyć się do gołębiego stada innych banków centralnych. W Wielkiej Brytanii będą się rozstrzygać losy brexitu, a raczej jego odroczenia.

Po raporcie z rynku pracy USA narosło dużo wątpliwości co do stanu gospodarki, co trzyma na neutralnym poziomie oczekiwania wobec polityki Fed, ale podsyca też awersję do ryzyka. Raport sprzedaży detalicznej za styczeń (pon) będzie bardzo ważny, szczególnie po fatalnym odczycie za grudzień (-1,2 proc. m/m, największy spadek od 2001 r.). Odbicie jest warunkiem koniecznym, by rozwiać obawy o siłę konsumentów. Tydzień przynosi też dane o zamówieniach na dobra trwałe (śr) i produkcji przemysłowej (pt). Na pierwszy wpływ ma niepewność wokół relacji handlowych z Chinami, drugie mogą liczyć na odbicie z pomocą sektora użyteczności publicznej w obliczu ataku zimy w lutym. Trudno sobie wyobrazić, aby słabsze dane miałyby uderzyć w USD bez jednoczesnego pogorszenia ogólnorynkowego sentymentu i rozczarowanie może być łatwiejsze do dyskontowania wobec JPY i CHF niż np. AUD lub EUR.

EUR potrzebuje oznak, że gospodarka wyciąga się z dołka, jednak dane w przyszłym tygodniu raczej nie pomogą. Przy produkcji przemysłowej z Niemiec (pon) ryzyka przeważają po negatywnej stronie, biorąc pod uwagę opublikowane przed weekendem silnie rozczarowujące dane o zamówieniach przemysłowych. Z gołębim EBC u boku EUR jest łatwym celem dla sprzedających.

To będzie kluczowy tydzień dla Wielkiej Brytanii z głosowaniami nad zatwierdzeniem umowy brexitu (wt), wyjściem bez umowy (śr) lub odroczeniem terminu wystąpienia z UE. Jeśli do czasu głosowań premier May wytarguje ustępstwa UE w sprawie irlandzkiego backstopu, znajdzie się większość za poparciem porozumienia. Inaczej brexitowa saga potrwa kolejne kilka miesięcy. Rozsądek podpowiada, że brytyjscy politycy powinni szukać kompromisu, ale w ostatnich miesiącach ten rozsądek nie raz potrafił zawieść.

Kalendarz z Polski zawiera tylko odczyt CPI za luty (pt), gdzie efekty bazy powinny pozwolić na przyspieszenie inflacji. Spodziewamy się odbicia CPI z 0,9 proc. r/r w styczniu do 1,4 proc. Jednak jak pokazała zmienność złotego w ostatnich dniach, większe znaczenie dla polskiej waluty mają czynniki wpływające na politykę EBC niż RPP. Oddalenie terminu pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro automatycznie blokuje zacieśnianie polityki w Polsce. Przy pesymistycznym nastawieniu rynku do perspektyw gospodarczych na Starym Kontynencie i generalnym powrocie awersji do ryzyka staje się bardziej realne utrzymywanie EUR/PLN powyżej niż poniżej 4,30. Jednocześnie złoty w dalszym ciągu pozostaje poza głównym zainteresowaniem zagranicznych inwestorów, co powinno ograniczać wahania.

Dla JPY w centrum uwagi będzie posiedzenie Banku Japonii (czw-pt). BoJ stoi przed tymi samymi wyzwaniami, co inne banki centralne na świecie – pogarszające się wskaźniki gospodarcze skłaniają do gołębiego zwrotu. Dane za styczeń z Japonii był słabe, co powinno wpłynąć na obniżenie perspektyw wzrostu dla 2019 r. (choć w marcu nie dochodzi do aktualizacji prognoz), jednak arsenał BoJ do rozszerzenia luzowania jest mocno ograniczony. W efekcie głównym narzędziem mogą być słowa prezesa Kurody na konferencji prasowej z ryzykiem zaszkodzenia jenowi.

W Australii toczy się gorąca dyskusja o szansach na powrót RBA do cięcia stopy procentowej i pod tym kątem będą analizowane wszystkie nadchodzące raporty z gospodarki. Przyszły tydzień przynosi indeks nastrojów biznesu NAB (wt) i indeks nastrojów konsumentów (śr). Oba w ostatnim miesiącu podniosły się po serii spadków, więc zanegowanie poprawy będzie wyraźnym sygnałem do sprzedaży AUD. Rynek już zaczął budować krótkie pozycje po ostatnim rozczarowaniu w danych o PKB, ale przy nerwowości wokół Chin wciąż jest pole do dalszego osłabienia.

Gołębi Bank Kanady zabrał urok z CAD, a przy pogorszeniu sentymentu (który uderza w ceny ropy naftowej) loonie znalazł się na straconej pozycji. Nawet jeśli dane w przyszłym tygodniu (produkcja przemysłowa w piątek) zaskoczyłyby silnie in plus, nie zmieni to wiele w nastawieniu do CAD. Jedyna nadzieją dla CAD jest fakt, że jest on mocno wyprzedany i podatny na techniczną korektę.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ABS Investment S.A. chce dalej rozwijać niepubliczne spółki portfelowe

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, planuje kontynuować rozwój niepublicznych spółek portfelowych. Jedna z nich – Zortrax S.A. – zapowiedziała w ostatnim czasie swój debiut na rynku NewConnect.

W portfelu inwestycyjnym ABS Investment S.A. znajduje się kilka bardzo ciekawych spółek niepublicznych. Jedną z nich jest Zortrax S.A. działający na rynku globalnej sprzedaży drukarek 3D. Produkty tego podmiotu oferowane są w 80 krajach na całym świecie. Oferuje on zarówno drukarki 3D, jak i oprogramowanie oraz materiały do druku. Zortrax S.A. poinformował niedawno o swoich planach złożenia wniosku o dopuszczenie akcji do obrotu na rynku NewConnect zaraz po tym, jak zakończy się proces ich dematerializacji, co ma nastąpić w tym miesiącu. ABS Investment S.A. jest w akcjonariacie tej spółki od 2017 r., a wcześniej przez kilka lat obserwował jej rozwój ze względu za zainteresowanie dynamicznie rosnącą branżą druku 3D.

„Mam nadzieję, że Zortrax w tym roku zadebiutuje na NewConnect i w niedługim horyzoncie czasowym przeniesie notowania na rynek główny GPW. Jako lider krajowego rynku i podmiot obecny w wielu krajach ta firma powinna wzbudzić zainteresowanie inwestorów. Spodziewam się też dalszego dynamicznego rozwoju tej spółki i mam nadzieję, że jej wartość wzmocni jeszcze bardziej wycenę portfela ABS.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Wśród niepublicznych spółek portfelowych ABS Investment S.A. można znaleźć także udziały w CAHELIO Sp. z o.o., Quest Sp. z o.o. oraz Investoria Sp. z o.o. CAHELIO Sp. z o.o. działa w branży informatycznej i zajmuje się opracowywaniem rozwiązań dedykowanych dla celów geodezyjnych oraz kartograficznych. Spółka realizuje projekty zarówno dla administracji publicznej, jak i dla podmiotów z sektora prywatnego. Z kolei Quest Sp. z o.o. prowadzi działalność w branży poligraficznej m.in. w zakresie druku cyfrowego, offsetowego oraz wieloformatowego. Podmiot ten prowadzi również sprzedaż poprzez własny serwis odzieży oraz akcesoriów, które są indywidualnie projektowane przez klientów. Investoria Sp. z o.o. to spółka zajmująca się prowadzeniem serwisów internetowych przeznaczonych dla inwestorów oraz dostarczaniem systemów dla spółek publicznych. Zarząd ABS Investment S.A. nie wyklucza upublicznienia spółek nienotowanych wchodzących w skład jego portfela inwestycyjnego.

„W ostatnim czasie w firmie Cahelio, w której ABS posiada 40% udziałów, nastąpiły istotne wydarzenia. Firma podpisała kontrakt o znacznej wartości, który umożliwi istotny wzrost przychodów i generowanych zysków. W poprzednim roku firma ta po raz pierwszy wypłaciła dywidendę dla swoich udziałowców. Bardzo mocno liczę również na rozwój spółki Investoria, w której ABS posiada ponad 30% udziałów. W tym przypadku pomocna będzie poprawa koniunktury na rynku kapitałowym. W najbliższym czasie zadecydujemy także o strategii dalszego postępowania z udziałami w spółce QUEST. Spółka ta miała zadebiutować na NewConnect, ale nie wiemy czy taka ścieżka postępowania będzie dla niej najwłaściwsza.” – podkreśla Jarosz.

W portfelu inwestycyjnym ABS Investment S.A. znajduje się także nienotowana spółka Bloomga S.A. będąca polskim producentem gier przeglądarkowych i mobilnych. W jej portfolio znajduje się m.in. gra Islandoom. Bloomga S.A. zapowiedziała również kolejną grę Wild West Age.

„Podobnie jak w przypadku Zortrax liczę na szybki debiut na rynku NewConnect spółki  Bloomga S.A. Branża gier ma od pewnego czasu swoje przysłowiowe „pięć minut” i mam nadzieję, że również ta firma będzie beneficjentem trwającego boomu. ABS ma już dobre doświadczenia z inwestycjami w firmy z tej branży (np. One More Level S.A.). Inwestycje w firmy Zortax i Bloomga zostały zrealizowane z dwóch powodów. Po pierwsze, są to podmioty reprezentujące perspektywiczne i dynamicznie rozwijające się branże. Po drugie, obie spółki obiecywały szybki debiut na giełdzie. Mam nadzieję, że do obu debiutów dojdzie jeszcze w tym roku, bowiem w obu przypadkach niedługo miną 2 lat od czasu, gdy ABS zainwestował w ich akcje.” – zakończył Prezes Jarosz.

ABS Investment S.A. opublikował na początku 2019 r. prognozę finansową, która przewiduje osiągnięcie przez Spółkę na koniec 2019 r. zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 zł – 0,55 zł. Prognoza finansowa została przygotowana w oparciu o zakładane przez Zarząd wyniki z działalności inwestycyjnej i będzie ona podlegała bieżącej ocenie pod kątem możliwości jej realizacji. W poprzednich latach, gdy ABS Investment publikował prognozy finansowe, Spółce udawało się je realizować.

W akcjonariacie ABS Investment S.A. pojawił się tym roku nowy znaczący akcjonariusz – Pan Daniel Tworek, który przekroczył próg 5% w ogólnej liczbie głosów Spółki. Nowy inwestor posiada 400.088 szt. akcji Emitenta, stanowiących 5,00% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA ABS Investment S.A.

Włodzimierz Ehrenhalt: Energetyka w Polsce wymaga pilnych zmian

Energetyka w Polsce zostanie w najbliższym czasie podzielona. Powstanie obszar państwowy – węglowy, który powinien być jak najbardziej efektywny. Środki wymagane na jego rozwój i unowocześnienie powinny być odpowiednio rozdysponowane. Przykładem jest inwestowanie w remont tzw. bloków 200. W Polsce istnieje ich wiele, ale niestety są one zbyt stare. Po unowocześnieniu robią się elastyczne, choć mniej wydajne od nowoczesnych bloków – jakie występują np. w Kozienicach. Mogą jednak współpracować ze źródłami odnawialnymi. Są w stanie schłodzić do 40 proc. swojej mocy i bardzo szybko uzyskiwać pełną moc.

– Jeśli pojawia się wiatr bloki te pracują, w przeciwnym razie ich praca jest skutecznie ograniczana. To szansa dla polskiego węgla – powiedział serwisowi eNewsroom Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (SEO) – Kolejną kwestią w polskiej energetyce jest budowa interkonektorów. Konieczne jest połączenie się z siecią europejską. Jeżeli prąd jest tani gdzie indziej, należy go kupować. Jeśli zaś pojawia się szansa na sprzedaż polskiej energii po wysokiej cenie – należy go eksportować. Polska powinna obecnie przechodzić na taki system działania. W ten sposób będzie mogła rozwijać się elektromobilność, energetyka rozproszona, jak i OZE. Taka zmiana znacząco wpłynie na obniżenie kosztów prądu. Niestety, obecna sytuacja stwarza perspektywę kolejnych znaczących podwyżek cen energii na przestrzeni następnych 5-6 lat – wyjaśnił Ehrenhalt.

Polonus podsumowuje 2018 rok

Polonus, narodowy przewoźnik autokarowy oraz lider sieci Polonus Partner podsumował miniony rok. W oparciu o bazy operacyjne znajdujące się w Warszawie, Nowym Dworze Mazowieckim oraz Piasecznie na pokładach 151 autokarów Polonus podróżowało aż 4,5 miliona pasażerów, co jest najwyższym wynikiem w historii firmy. Autokary komunikacji dalekobieżnej przejechały ponad
6,5 miliona kilometrów w ramach ponad 30 000 zrealizowanych kursów łączących 220 miast w Polsce i za granicą. Polonus nieustannie rozwija sprzedaż internetową, która wzrosła w ostatnim roku aż o 30%. Natomiast autokary przewoźników zrzeszonych w sieci Polonus Partner pokonały, od startu projektu w czerwcu 2018 roku, już ponad 10 milionów kilometrów.

W ubiegłym roku nie tylko utrzymaliśmy pozycję lidera polskiej branży przewozów autokarowych, ale także mimo trudnej sytuacji rynkowej odnotowaliśmy znaczące wzrosty. To dzięki ciężkiej pracy całego zespołu, w tym naszych wspaniałych kierowców udało się osiągnąć tak dobre wyniki, co świadczy o tym, że pasażerowie doceniają nasze starania. Pozycja narodowego przewoźnika zobowiązuje i zapewniam, że w tym roku będziemy pracować jeszcze ciężej, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom coraz bardziej wymagających klientów. – mówi Maciej Acedański, Prezes Zarządu Polonus.

polonus
Polonus w 2018 roku przewiózł 4,5 miliona pasażerów. Ten rekordowy wynik mógł być możliwy dzięki ciągłemu rozwojowi siatki połączeń dalekobieżnych oraz komunikacji lokalnej w aglomeracji warszawskiej, działającej w oparciu o bazy w Nowym Dworze Mazowieckim i Piasecznie.

Autokary narodowego przewoźnika tylko w ramach komunikacji dalekobieżnej przejechały w ubiegłym roku ponad 6,5 miliona kilometrów realizując przy tym ponad 30 000 kursów, które codziennie dojeżdżają do ponad 220 miast w całej Polsce.

Spółka kładzie bardzo duży nacisk na rozwój internetowych kanałów sprzedaży. Pasażerowie doceniają szybkie i wygodne sposoby zakupu biletów. W 2018 roku sprzedaż poprzez stronę internetową była o 30% wyższa niż rok wcześniej. Wzrost tych wskaźników nie odbywa się jednak kosztem tradycyjnej sprzedaży w kasach dworcowych czy bezpośrednio u kierowcy – te kanały również zwiększają swoją wartość.

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem ubiegłego roku był zapoczątkowany w czerwcu, pod patronatem Ministerstwa Infrastruktury projekt Polonus Partner. Firma postanowiła podjąć działania jednoczące polską branżę przewozów autokarowych, by wspólnie móc zmierzyć się z wyzwaniami zmieniającego się i niezwykle wymagającego rynku. Jednolicie oznaczone autokary przewoźników Polonus Partner przejechały po polskich drogach ponad 10 milionów kilometrów.

EDP Renewables wraz z Microsoft zawierają umowę na zakup energii wiatrowej w Ohio w USA

EDP Renewables (EDPR), globalny lider w sektorze odnawialnych źródeł energii oraz jeden z największych na świecie producentów energii wiatrowej, za pośrednictwem swej filii EDP Renewables North America LLC (EDPR NA) zawarło z Microsoft Corp. dwa 15-letnie kontrakty na zakup energii z farmy wiatrowej Timber Road IV o mocy 125 megawatów (MW), która powstaje w hrabstwie Paulding w stanie Ohio.

Farma Wiatrowa Timber Road IV o mocy 125 MW rozpocznie działalność w 2019 roku i będzie wytwarzać wystarczającą ilość czystej energii elektrycznej, aby móc zasilić rocznie ponad 36000 przeciętnych gospodarstw domowych ze stanu Ohio.  Inwestycja ta wygeneruje nowe miejsca pracy, przychody z podatku od nieruchomości dla hrabstwa oraz z tytułu wydzierżawonych gruntów dla ich właścicieli.

„Kontrakty typu PPA pokazują, że EDP Renewables dobrze współpracuje z klientami korporacyjnymi, pomagając im w osiąganiu celi związanych z energią odnawialną oraz zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla.”

Farma Wiatrowa Timber Road IV to czwarta inwestycja EDPR w stanie Ohio i trzecia w hrabstwie Paulding. Łączna moc zainstalowana w tych czterech farmach to 392 MW, co stanowić będzie ponad 40% całkowitej mocy zainstalowanej w energetyce wiatrowej w tym regionie. Trzy farmy wiatrowe EDPR w stanie Ohio są w stanie zasilić 76000 przeciętnych gospodarstw domowych

Kontrakty na zakup energii stanowią część obwieszczenia EDPR z dnia 24 lipca 2018 r.

Nowy standard w walce z korupcją w sektorze nieruchomości

Ryzyko korupcji oraz łapówkarstwa, prania brudnych pieniędzy i finansowania terroryzmu dotyczy całego sektora nieruchomości niezależnie od lokalizacji czy specjalizacji. W walce przeciw tym zjawiskom RICS opublikował oficjalne globalne stanowisko.

Oficjalne stanowisko RICS w zakresie walki z przestępstwami finansowymi jest efektem współpracy organizacji z przedstawicielami sektora nieruchomości i lokalnymi rządami na całym świecie. Stanie się ono wiążące z dniem 1 września 2019 r.

Jak informuje Nigel Sellars z RICS: „Treść oficjalnego stanowiska określa obowiązki ekspertów oraz firm należących do RICS, mające na celu ograniczenie sytuacji narażenia ich na ryzyko prania brudnych pieniędzy, łapówkarstwa oraz korupcji a tym samym ochronę przed tymi przestępstwami w ramach ich codziennej praktyki zawodowej.

Wiążące dla wszystkich sektorów oraz specjalizacji stanowisko branżowe w przejrzysty sposób opisuje metody zarządzania ryzykiem, określając ramy profesjonalnego i etycznego postępowania oraz zapewniając specjalistom oraz przedsiębiorstwom jasne i spójne zasady definiujące naruszenie należytego postępowania”.

Dzięki rozległym, globalnym konsultacjom RICS do wspólnej walki przeciw zagrożeniom związanym z łapówkarstwem oraz korupcją, praniem brudnych pieniędzy oraz finansowaniem terroryzmu zaangażował specjalistów oraz interesariuszy sektora nieruchomości na całym świecie, w tym Transparency International oraz Grupę Specjalną ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF).

W przedmowie do oficjalnego stanowiska Transparency International zwraca uwagę na strukturalne słabe strony ram prawnych w zakresie ograniczania ryzyka prania brudnych pieniędzy oraz fakt, iż władze wielu państw nie dysponują w tym zakresie wystarczającymi środkami nadzoru oraz kontroli. Z tego względu działania zapobiegawcze branży nieruchomości, mające na celu wzmocnienie standardów w zakresie walki z przestępstwami finansowymi, w tym stanowisko branżowe RICS, stanowią krok w dobrą stronę.

Kinga Barchoń MRICS, Członkini panelu doradczego RICS w Polsce; Partnerka, Liderka zespołu ds. nieruchomości i Liderka zespołu ds. sporów gospodarczych w PwC:
Kinga Barchoń MRICS, Członkini panelu doradczego RICS w Polsce; Partnerka, Liderka zespołu ds. nieruchomości i Liderka zespołu ds. sporów gospodarczych w PwC:

Komentarz Kingi Barchoń MRICS, Członka panelu doradczego RICS w Polsce; Partnera, Lidera zespołu ds. nieruchomości i Lidera zespołu ds. sporów gospodarczych w PwC:

Wspólny obowiązek przeciwdziałania praniu pieniędzy

Zakup nieruchomości może być wykorzystywany przez zorganizowane grupy przestępcze do prania dochodów z ich nielegalnej działalności. Nasz sektor jest wykorzystywany do tego typu działań ze względu na skalę transakcji, jednorazowo, można „wyczyścić” duże kwoty pieniędzy. Dlatego tak ważne jest, aby wszyscy profesjonaliści pracujący w sektorze byli głęboko świadomi zagrożeń związanych z przestępstwami finansowymi i odpowiednio przeszkoleni do tego, by identyfikować i zgłaszać wszelkie podejrzenia co do przypadków prania pieniędzy. Jest to tym istotniejsze, że skala problemu rośnie.

Według badania PwC „Badanie Przestępczości Gospodarczej 2018” 54% respondentów uczestniczących w obrocie pieniądza na rynku (i / lub którymkolwiek z następujących sektorów: instytucje finansowe, fundusze inwestycyjne, firmy świadczące usługi finansowe, domy maklerskie, firmy ubezpieczeniowe lub pośrednicy w handlu metalami szlachetnymi lub drogocennymi kamieniami) wskazali, że w ciągu ostatnich dwóch lat mieli styczność z praktycznym egzekwowaniem przepisów lub inspekcjami w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML) (wzrost o 4 punkty procentowe od 2016 r.). Identyczny odsetek (54%) oczekuje, że obecne zmiany w geopolitycznym otoczeniu regulacyjnym będą miały coraz większy wpływ na ich organizacje w ciągu najbliższych dwóch lat.

Przedstawiciele naszej profesji powinni współpracować z rządami, organami nadzoru i organami ścigania aby zapewnić, że nasza branża postrzegana jest przez przestępców jako wrogie miejsce dla prania brudnych pieniędzy. Jako organ regulacyjny zawodu RICS podejmuje zdecydowane działania przeciwko osobom, które nie działają w sposób uczciwy, a także zgłasza takie problemy organom ścigania.

Leży to nie tylko w interesie obywateli, ale także w interesie profesjonalistów, którzy pragną zachować nieskazitelną reputację. Jako przedstawiciele branży nieruchomości powinniśmy odgrywać w tym zakresie wiodącą rolę i zapewniać, że relacje biznesu ze środowiskiem budowlanym są przejrzyste i służą publicznemu dobru.

Każdego roku organy wprowadzają coraz więcej regulacji. Wpływają one nie tylko na graczy z branży usług finansowych, ale także na inne sektory. Jako PwC pomagamy naszym klientom w zwalczaniu przestępstw finansowych i spełnianiu wymogów prawnych poprzez świadczenie usług doradztwa jak i wsparcia operacyjnego”.

* Terminy zastosowane w stanowisku branżowym mają następujące znaczenie:

  • Łapówkarstwo: oferowanie, obiecywanie, przekazywanie, żądanie oraz przyjmowanie korzyści stanowiących zachętę do działań, niezgodne z prawem, nieetyczne lub stanowiące naruszenie zaufania.
  • Korupcja: nadużycie kompetencji związanych z piastowaniem funkcji publicznej lub władzy w celu osiągnięcia osobistych korzyści lub nadużycie osobistej władzy w zakresie prowadzonej aktywności biznesowej oraz osiąganych wyników z działalności gospodarczej.
  • Pranie brudnych pieniędzy: operacje na przychodach pochodzących z nielegalnych źródeł realizowane w celu ukrycia ich nielegalnego pochodzenia. Operacje takie mogą polegać na ukrywaniu, przelewaniu i/lub wykorzystaniu nielegalnych środków lub innej waluty za pomocą jednej lub wielu transakcji.
  • Finansowanie terroryzmu: metody przekazywania środków terrorystom lub grupom terrorystycznym w celu umożliwienia im realizacji nielegalnych działań.

Jak kurs funta zareaguje na głosowanie w brytyjskim parlamencie

Uwaga inwestorów w najbliższych dniach skupi się na Wielkiej Brytanii. Przebieg zaplanowanych na ten tydzień głosowań w brytyjskim parlamencie będzie miał istotny wpływ na to, jak będzie kształtować się kurs GBP/PLN w kolejnych miesiącach.

Za niespełna trzy tygodnie Wielka Brytania powinna planowo wystąpić z Unii Europejskiej. Tymczasem Theresa May nadal próbuje wynegocjować od europejskich liderów warunki, które pozwolą na przeforsowanie jej własnej umowy regulującej kwestie związane z Brexitem podczas głosowania w Izbie Gmin.

Po tym, jak umowa May została odrzucona przez brytyjski parlament miażdżącą większością głosów, premier Wielkiej Brytanii ponownie zwróciła się do Unii Europejskiej w celu znalezienia alternatywnego rozwiązania dla tzw. backstopu na granicy z Irlandią Północną. „Backstop” stanowi tymczasowe rozwiązanie, które ma zagwarantować, że na granicy lądowej Irlandii z Wielką Brytanią nie powstanie „twarda” granica dla towarów i usług. Jest to jednocześnie kwestia, która bez wątpienia stanowiła największą „kulę u nogi” w trakcie procesu negocjowania warunków Brexitu.

Dlaczego „backstop” jest tak niepopularny? Wspomniane rozwiązanie przede wszystkim efektywnie pozostawia Wielką Brytanię w unii celnej, czyli w systemie, w którym wolny handel zostaje utrzymany, a Wielka Brytania nadal dopłacałaby miliardy funtów do unijnego budżetu przez nieokreślony czas. Zwolennicy twardego Brexitu w Izbie Gmin, którzy postulują niemal całkowite zerwanie powiązań Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, są stanowczo przeciwni takiemu rozwiązaniu.

Póki co negocjacje Theresy May z europejskimi liderami nie doprowadziły do przełomu. Europejscy politycy podkreślali kilkukrotnie, że Withdrawal Agreement, którego szkic powstał już w listopadzie, nie będzie podlegał dalszym negocjacjom. Tym samym propozycja umowy, którą May przedstawi Izbie Gmin w następnym tygodniu, będzie bardzo zbliżona, jeżeli nie identyczna co projekt, nad którym parlament głosował w styczniu. Wspomniany projekt został odrzucony przytłaczającą większością głosów. Pojawiły się co prawda pogłoski, że część członków Izby Gmin jest skłonna zmienić zdanie od czasu ostatniego głosowania na korzyść May. Wydaje się to jednak zbyt mało, żeby zapewnić wystarczające poparcie dla projektu premier Wielkiej Brytanii.

Nawet w obliczu sporej niepewności (i niechybnie zbliżającego się terminu 29 marca) funt brytyjski pozostawał dość stabilny. Całkiem niedawno szterling nawet umocnił się do poziomu najwyższego od pięciu miesięcy względem dolara amerykańskiego i do niemal dwuletniego maksimum w relacji do euro i złotego. Od początku stycznia funt doświadczył aprecjacji o ok. 5% względem polskiego złotego i był najlepiej radzącą sobie walutą z grupy G10 w tym okresie.

Kurs funta GBP/USD oraz GBP/PLN (marzec ’18-marzec ’19)

kurs funta do dolara i złotego
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2019.

Gwałtowne umocnienie funta było spowodowane zmianą nastrojów inwestorów, którzy zaczęli w coraz mniejszym stopniu oczekiwać tzw. Brexitu bez umowy. Po pierwsze, w samej Izbie Gmin (jak i w Wielkiej Brytanii) poparcie dla Brexitu bez umowy jest bardzo niskie. Pod koniec stycznia posłowie Izby Gmin zagłosowali za poprawką, która miała za zadanie ograniczyć ryzyko wystąpienia Brexitu bez umowy. O ile przegłosowany dokument nie był prawnie wiążący, można wyraźnie stwierdzić, że wśród polityków w Wielkiej Brytanii nie widać chęci do przeprowadzenia Brexitu bez umowy.

Głosowanie nad Withdrawal Agreement odbędzie się we wtorek – 12 marca. Co, jeżeli umowa regulująca wyjście z UE zostanie po raz kolejny odrzucona (a wiele na to wskazuje), a członkowie Izby Gmin wyrażą sprzeciw wobec Brexitu bez umowy? Według Theresy May posłowie będą mieli możliwość zdecydowania o odroczeniu wejścia w życie artykułu 50, a tym samym opóźnieniu procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wydaje się to bardzo prawdopodobnym scenariuszem. Wystarczy, że zaledwie pół tuzina członków Izby Gmin zmieni swoje stanowisko od czasu ostatniego głosowania, żeby parlament przyjął taką decyzję. Warto jednak zwrócić uwagę, że do prawomocnego przedłużenia wejścia w życie artykułu 50 będzie wymagana zgoda wszystkich 27 członków Unii Europejskiej. Jesteśmy jednak zdania, że ten etap nie będzie nastręczał wielu problemów.

Dość dobrym wskaźnikiem malejącej niepewności inwestorów w kontekście Brexitu jest implikowana zmienność funta brytyjskiego. Od początku grudnia wspomniana wartość spadała dość wyraźnie – część wskaźników znajduje się obecnie na poziomie najniższym od września ubiegłego roku. Tym samym obserwujemy wyraźny spadek obaw inwestorów co do perspektyw funta w porównaniu do sytuacji sprzed jeszcze trzech miesięcy.

Implikowana zmienność GBP (lipiec ‘18-marzec ‘19)

Implikowana zmienność kursu funta
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/03/2019.

Warto zwrócić uwagę, że również wśród bukmacherów wyraźnie spadło szacowane prawdopodobieństwo Brexitu bez umowy. Obecnie szacowane przez nich prawdopodobieństwo tzw. no deal wynoszą mniej niż 20%. To znaczący spadek w porównaniu do września, kiedy szacowane prawdopodobieństwo wystąpienia Wielkiej Brytanii bez umowy regulującej stosunki z Unią Europejską wynosiło aż 70%.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, analitycy Ebury

Prawie 90 proc. małych firm nie dostaje płatności w terminie. Odzyskanie pieniędzy z niezapłaconych faktur można już zlecić online

Prawie 90 proc. małych firm nie dostaje płatności w terminie. Odzyskanie pieniędzy z niezapłaconych faktur można już zlecić online 1

Co dziesiąta firma w Polsce nie odzyskuje pieniędzy od swoich kontrahentów – mówi Jacek Zawadzki, członek zarządu BEST SA. Jednak tylko 1 na 10 przedsiębiorców podejmuje jakiekolwiek działania zmierzające do ponaglenia dłużnika i odzyskania pieniędzy. Pozostałych odstraszają wysokie koszty, brak czasu albo obawa o utratę relacji z kontrahentem. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych podmiotów. Dlatego Grupa BEST uruchomiła pierwsze w Polsce narzędzie do odzyskiwania należności z niezapłaconych faktur w pełni online. Platforma Payhelp działa w oparciu o sztuczną inteligencję oraz zespół 120 konsultantów pracujących na call center i kilkudziesięciu prawników.

– Niezapłacone faktury to dla przedsiębiorcy często utrata płynności finansowej. W skrócie oznacza to, że firma sama nie dostaje pieniędzy, więc nie może zapłacić swoim pracownikom, dostawcom i kontrahentom – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Zawadzki, członek zarządu BEST SA.

Przeterminowane faktury to jedna z największych bolączek polskich przedsiębiorstw. Z danych przytaczanych przez spółkę wynika, że blisko 90 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP spotkało się z opóźnieniami w płatnościach od swoich kontrahentów, a 10 proc. firm w ogóle nie udaje się odzyskać zaległych płatności. Ponad połowa ma kontrahentów, którzy spóźniają się z płatnościami powyżej 60 dni – to rekord w ostatnich dwóch latach. Natomiast co piąte małe przedsiębiorstwo (ponad 20 proc.) ma opóźnionych od 30 do 50 proc. wszystkich faktur.

Największe problemy z nieterminowymi płatnościami mają branże budowlana, transportowa, handlowa i przemysłowa. 80–90 proc. firm z tych sektorów ma problemy z klientami, którzy nieterminowo płacą zobowiązania. Tylko w handlu w ostatnich dwóch latach zadłużenie z tego tytułu wzrosło ponaddwukrotnie. Z kolei w transporcie średni czas oczekiwania na płatność wynosi 146 dni.

– Z naszych informacji wynika, że tylko co dziesiąty przedsiębiorca decyduje się na kontakt ze swoim dłużnikiem, co oznacza, że dziewięciu pozostałych nie podejmuje żadnych działań w celu odzyskania pieniędzy z niezapłaconych faktur – mówi Jacek Zawadzki.

Jak ocenia, istnieje kilka powodów, dla których mali przedsiębiorcy nie walczą o opłacenie przeterminowanych faktur.

– Po pierwsze, jest to brak wiedzy, po drugie, obawa przed dużymi kosztami, szczególnie, jeżeli chodzi o etap sądowo-egzekucyjny. Firmy boją się też utraty relacji z kontrahentem. Obawiają się, że tego typu działania mogą wpływać negatywnie na ich wizerunek – mówi Jacek Zawadzki.

Odpowiedzią na potrzeby małych i średnich firm może być online’owa platforma Payhelp, uruchomiona przez Grupę BEST, jeden z największych podmiotów na rynku windykacyjnym w Polsce. Intuicyjne narzędzie pozwala mikroprzedsiębiorcom oraz małym i średnim firmom odzyskiwać pieniądze z niezapłaconych faktur w tani i prosty sposób.

Pieniądze odzyskujemy w dwóch etapach. Pierwszy to ścieżka polubowna, drugi – ścieżka sądowa. W ramach Payhelp na etapie polubownym, który trwa około 30–40 dni, staramy się, by opóźniona płatność trafiła wprost na konto naszego klienta. Jeżeli na tym etapie pieniędzy nie da się odzyskać, wtedy kierujemy sprawę do sądu, by uzyskać sądowy nakaz zapłaty – mówi Jacek Zawadzki.

Do Payhelp można zgłosić faktury opiewające nawet na niewielkie kwoty, przeterminowane o nie więcej niż 10 miesięcy. Po zarejestrowaniu faktury na platformie od razu naliczane są odsetki za opóźnienie, równolegle ruszają też działania zmierzające do odzyskania pieniędzy.

– Koszt takiej usługi waha się między 5 a 8 proc. wartości brutto zgłaszanej faktury, przy czym minimalna opłata wynosi 70 zł. Natomiast w przypadku faktur, których wartość przekracza 50 tys. zł, opłata negocjowana jest indywidualnie – mówi Jacek Zawadzki.

W tej kwocie zawierają się wszystkie opłaty, włącznie z ewentualnym prowadzeniem sprawy w e-sądzie, jeżeli pieniędzy nie da się odzyskać na etapie polubownym.

Pieniądze odzyskane za pośrednictwem Payhelp wraz z należnymi odsetkami trafiają prosto na konto przedsiębiorcy, a cały proces przebiega online. Sprawy prowadzone w ramach platformy obsługuje zespół 120 konsultantów we własnym call center Grupy BEST, przy wsparciu kilkudziesięciu prawników. Spółka w ostatnich kilku latach dużo inwestowała w rozwój technologii automatyzacji procesów windykacyjnych, dzięki czemu w tej chwili jest jednym z technologicznych liderów w branży windykacyjnej. Uruchomiona przez nią platforma to pierwsza taka usługa dla MŚP w Polsce.

– Payhelp wyróżnia się trzema elementami. Po pierwsze, jest to bardzo proste, intuicyjne narzędzie, które w ramach jednej opłaty pozwala odzyskać pieniądze z niezapłaconej faktury. Po drugie, jest to narzędzie wspierane nowoczesną technologią i zaawansowaną analityką opartą o sztuczną inteligencję. I po trzecie, Payhelp jest wspomagane marką i doświadczeniem dużej firmy windykacyjnej – podkreśla członek zarządu BEST SA.

8 na 10 Polaków zna usługi assistance. Najbardziej cenią pomoc w razie awarii samochodu lub nagłej choroby

8 na 10 Polaków zna usługi assistance. Najbardziej cenią pomoc w razie awarii samochodu lub nagłej choroby 2

W ubiegłym roku z usług assistance skorzystało 2,3 mln Polaków. Świadomość dotycząca zakresu i przydatności takich usług rośnie, a klienci wciąż najbardziej cenią sobie assistance samochodowe lub medyczne, czyli pomoc w razie awarii samochodu bądź nagłej choroby – wynika z badania Mondial Assistance. Profil typowego posiadacza usług assistance nie zmienia się od kilku lat – 54 proc. stanowią mężczyźni, przeważnie z wyższym wykształceniem i na samodzielnych lub kierowniczych stanowiskach. Z usług pomocowych korzystają najczęściej w ramach produktów ubezpieczeniowych i bankowych.

– W ubiegłym roku z usług assistance skorzystało w Polsce ok. 2,3 mln osób, więc jest to poziom zbliżony do roku poprzedniego. To oznacza, że jest pewna stabilizacja konsumpcji usług assistance w skali kraju. Jednak warto przypomnieć, że jeszcze w 2013 roku korzystało z nich zaledwie 1,1 mln Polaków, więc wzrost jest imponujący – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance.

Korzystanie z usług assistance utrzymuje się na stabilnym poziomie, jednak rośnie świadomość. 81 proc. posiadaczy usług finansowo-ubezpieczeniowych wie, czym są usługi assistance, i rozumie, jak działają. To wzrost o 5 pkt proc. w porównaniu do 2017 roku – wynika z badania „Rynek usług assistance widziany oczami klientów” zrealizowanego przez Ipsos na zlecenie Mondial Assistance. Z 17,7 mln posiadaczy usług finansowo-ubezpieczeniowych aż 14,3 mln deklaruje, że rozumie, czym jest assistance – w stosunku do 2017 roku ich liczba wzrosła o 603 tys.

– Jeden na pięciu Polaków wciąż nie ma takiej świadomości, w związku z tym jeszcze dużo pracy przed nami – mówi Tomasz Frączek. – Ludzie kojarzą assistance głównie z usługami ratunkowo-pomocowymi. To jest dobre skojarzenie. W drugiej kolejności przychodzą im do głowy usługi towarzyszące ubezpieczeniom, co też jest prawdą. W trzeciej kolejności ludzie koncentrują się na bardzo specyficznej usłudze, jaką jest assistance samochodowe, czyli pomoc na drodze, holowanie samochodu bądź też naprawa na miejscu. Od tego usługi assistance się zaczęły.

Prezes zarządu Mondial Assistance podkreśla, że z roku na rok gama usług pomocowych dostępnych na rynku jest coraz szersza. Dla Polaków nadal najbardziej pożądanym świadczeniem jest jednak właśnie assistance samochodowe. Ten rodzaj usług pomocowych ceni sobie 74 proc. (spadek o 8 pkt proc. względem ubiegłorocznego badania.). Na drugim miejscu plasuje się assistance medyczne, obejmujące np. domowe wizyty lekarskie (73 proc., spadek o 12 pkt proc.).

– Na trzecim miejscu [65 proc., spadek o 3 pkt proc. – red.] znalazły się usługi związane z podróżami zagranicznymi, gdzie jesteśmy trochę bardziej bezradni ze względu na barierę językową. Nas, jako firmę, bardzo cieszy to, że na czwartym miejscu uplasowały się usługi assistance domowego, czyli np. hydraulika – mówi Tomasz Frączek.

Assistance domowe, obejmujące pomoc w naprawie drobnych awarii, jako świadczenie o największej wartości wskazało 57 proc. badanych. W porównaniu z poprzednim rokiem jest to wzrost aż o 10 pkt proc.

Profil typowego posiadacza usług assistance nie zmienia się od początku historii badania, czyli od pięciu lat.

 Typowy posiadacz assistance jest to mężczyzna w wieku 30–49 lat, zamieszkały w dużym mieście, liczącym powyżej 200 tys. mieszkańców, dysponujący relatywnie dużym dochodem rozporządzalnym na gospodarstwo domowe, zbliżonym do 5 tys. zł. Jest to także mężczyzna na stanowisku kierowniczym bądź specjalistycznym, mieszkający w 2- bądź 3-osobowym gospodarstwie domowym – mówi Tomasz Frączek.

Z raportu „Rynek usług assistance widziany oczami klientów” wynika, że Polacy najbardziej obawiają się sytuacji związanych ze zdrowiem, jednak w ubiegłym roku ponad połowa badanych nie doświadczyła żadnych nieprzychylnych zdarzeń. Jeśli już do takich doszło, najczęściej była to awaria w domu (18 proc.), awaria samochodu (17 proc.) lub nagłe zachorowanie (12 proc.).

Z usług pomocowych najczęściej korzystamy w ramach produktów ubezpieczeniowych (45 proc.) i bankowych (11 proc.). W ubiegłym roku przeciętny posiadacz assistance w ramach produktów bankowych skorzystał z niego 2,7 razy, a w ramach ubezpieczenia – 2,4 razy.

Co trzeci nastolatek doświadczył agresji w internecie. Prawie połowa natrafiła na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo

Co trzeci nastolatek doświadczył agresji w internecie. Prawie połowa natrafiła na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo 3

Jedna trzecia nastolatków spotkała się z agresją w internecie. 38 proc. miało do czynienia z brutalnymi obrazami, np. ludzi robiących krzywdę innym, a 43 proc. natrafiło na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo. Spora grupa nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie rozmawiała o tym z nikim – wynika z najnowszej polskiej edycji badania EU Kids Online. Eksperci podkreślają, że walka z agresją i hejtem w sieci to warunek konieczny i wymaga skoordynowanych działań wszystkich – od uczestników rynku telekomunikacyjnego po agendy rządowe.

– Walka z mową nienawiści i treściami patologicznymi w internecie to dziś jedna z najważniejszych rzeczy, szczególnie w kontekście tego, ile czasu dzieci i młodzież spędzają w sieci. Dla nich przestrzeń internetowa jest równie ważna, co życie w realu. Spotykają się w niej z różnymi zjawiskami, których my, jako dorośli, czasem nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Dlatego tym bardziej musimy się zastanowić, jak przeciwdziałać niebezpiecznym treściom, które mogą zagrażać wychowaniu dzieci i młodzieży – mówi agencji Newseria Biznes dr Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z polskiej edycji badania EU Kids Online 2018, przeprowadzonego na grupie blisko 1,3 tys. dzieci i młodzieży w wieku 9–17 lat, wynika, że już 82,5 proc. z nich codziennie łączy się z siecią przez telefon komórkowy. Prawie trzy czwarte (72,6 proc.) ma swój profil w mediach społecznościowych albo w serwisie z grami, wśród najmłodszych uczestników badania (9–10 lat) ten odsetek wynosi prawie 50 proc.

Z badania wynika, że co trzeci nastolatek przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku spotkał się w internecie z mową nienawiści, podobny odsetek doświadczył agresji osobiście. Z kolei 27 proc. badanych nastolatków przyznało, że było sprawcą agresji wobec rówieśników. Co ciekawe, agresja w internecie jest bardzo silnie powiązana z agresją twarzą w twarz – prawie 68 proc. częstych sprawców przemocy tradycyjnej równie często dopuszczało się jej w sieci.

Szczególną uwagę należy zwrócić na problem rosnącej akceptacji dla zjawiska hejtu wśród młodych ludzi. To wyraźny sygnał, że trzeba jednoznacznie powiedzieć stop mowie nienawiści wśród młodych. Połowa młodych ludzi nie reaguje bądź akceptuje takie zjawiska i wobec tego nie możemy zostać obojętni – podkreśla Ewa Krupa, prezeska Fundacji Orange, która jest partnerem badań.

W internecie młodzi ludzie są narażeni nie tylko na słowną agresję, lecz także na negatywne treści. Tylko 28 proc. nastolatków jednoznacznie zadeklarowało, że nie zetknęli się w sieci z żadnymi szkodliwymi treściami. Co alarmujące, 38 proc. nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie wskazało żadnej osoby, z którą by o tym rozmawiali. To oznacza, że wielu młodych ludzi musi na ogół samodzielnie radzić sobie z konsekwencjami szkodliwych zjawisk w internecie.

– Każdy rodzaj agresji jest poważny. Szczególnie w kontekście tego, jak odbiera go ofiara i jakie ponosi konsekwencje. Nasze badanie pokazało, jaka jest skala problemu. Jak dużo młodych ludzi angażuje się w roli sprawcy bądź występuje w roli ofiary. Młodzi ludzie będący sprawcami są w zdecydowanej mniejszości, jednak tych wskaźników nie należy bagatelizować – mówi prof. Jacek Pyżalski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik badania EU Kids Online Polska 2018.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że odpowiedzialność za zwalczanie patotreści oraz przemocy w internecie leży przede wszystkim po stronie rządu. Walka z takimi zjawiskami wymaga skoordynowanej akcji trzech resortów: cyfryzacji, sprawiedliwości oraz edukacji.

– Jako rzecznik mogę być instytucją, która dostarcza sugestii, rekomendacji, co należałoby zrobić, w jaki sposób przeciwdziałać. Ale musimy przede wszystkim pomyśleć o mechanizmach prawnych, jak również o uświadamianiu, kształtowaniu takich postaw, żeby młodzież wiedziała, jak bezpiecznie korzystać z internetu – podkreśla dr Adam Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla też potrzebę edukacji rodziców i nauczycieli. Z badania EU Kids Online 2018 wynika, że 41,4 proc. nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców i opiekunów porady o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Połowa (49,8 proc.) rodziców nigdy też nie rozmawia z dziećmi o tym, co robią w internecie. Niewielkim wsparciem dla młodych jest też szkoła – dwie trzecie nastolatków deklaruje, że nie otrzymali żadnej pomocy od nauczyciela po zetknięciu się ze szkodliwymi treściami w internecie.

Z inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich został zorganizowany Okrągły Stół do walki z patotreściami, czyli wulgarnymi, poniżającymi, pełnymi przemocy fizycznej i słownej treściami, nierzadko nagrywanymi pod wpływem alkoholu czy środków odurzających. Zasiedli przy nim prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz publicznych, organizacji pozarządowych, firm technologicznych oraz youtuberzy i dziennikarze, którzy zgłosili propozycje wielu działań mających ograniczyć negatywnej zjawisko patostreamingu w internecie, jego destrukcyjny wpływ na młodych ludzi.

Wśród propozycji jest m.in.: wypracowanie strategii dotyczącej bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci, ograniczanie dostępu dzieci do patotreści przez zmianę algorytmów i wprowadzenie ograniczeń wiekowych, edukacja w mediach, opracowanie instrukcji i wskazówek dla młodzieży, promowanie zmian legislacyjnych, które ograniczą możliwość zarabiania i sponsorowania patostreamingu. Uczestnicy Okrągłego Stołu we wspólnej deklaracji zobowiązali się do działania na rzecz realizacji tych propozycji.

– Z początkiem wiosny rozpoczniemy dużą akcję skierowaną przede wszystkim do młodych. Będzie prowadzona w sieci ich językiem. Wierzymy, że tych osób, które komunikują się w internecie z szacunkiem i kulturą, jest znacznie więcej, tylko po prostu musimy być głośniejsi. Musimy jednoznacznie powiedzieć stop hejtowi. Zapraszam potencjalnych partnerów do włączenia się w nasze działania – mówi prezes fundacji Ewa Krupa.

Kampania ma przede wszystkim pokazać, że większość internautów to ludzie, którzy chcą normalnej i życzliwej debaty. Ci, którzy tworzą negatywny obraz internetu, są w mniejszości. Fundacja Orange już od lat działa na rzecz edukacji cyfrowej dzieci i młodzieży. Na zajęciach MegaMisja uczniowie klas 1–3 uczą się m.in. jak funkcjonować w internecie, dbać o swoje bezpieczeństwo i kreatywnie wykorzystywać nowe technologie. Bierze w nich udział 20 tys. dzieci z 800 szkół w całej Polsce. W tym roku dołączy 150 kolejnych.

Naszą misją od początku jest budowanie odpowiedzialnych postaw wobec technologii. Na każdym etapie warto przygotowywać dziecko do korzystania z technologii, warto uświadamiać zagrożenia z niego płynące – mówi Ewa Krupa.

Połączenie samochodów elektrycznych i autonomicznych zmieni motoryzację. W tym kierunku zmierza Nissan

Połączenie samochodów elektrycznych i autonomicznych zmieni motoryzację. W tym kierunku zmierza Nissan 4

Elektromobilność to jeden z najważniejszych trendów w motoryzacji, który odpowiada na takie problemy jak smog czy korki związane z coraz szybszą urbanizacją. Na ten segment stawia już większość koncernów motoryzacyjnych, w tym Nissan, dla którego rozwój samochodów z napędem elektrycznym jest jednym z fundamentów strategii. Na targach Motor Show w Genewie koncern zaprezentował swój koncepcyjny crossover o nowatorskim, zelektryfikowanym napędzie oraz z technologią jazdy autonomicznej.

Wprowadzanie napędu elektrycznego do samochodów to podstawa strategii Nissana. Rozpoczęliśmy ten proces w 2010 roku i jesteśmy w tym zakresie liderami na świecie i w Europie. W Norwegii jesteśmy liderem sprzedaży wśród wszystkich samochodów osobowych, bez względu na zastosowany w nich napęd. Nasze wyniki sprzedaży są bardzo dobre. Niedawno ogłosiliśmy kolejny, średnioterminowy plan do 2022 roku, zgodnie z którym 40 proc. sprzedawanych przez nas pojazdów będzie w mniejszym lub większym stopniu korzystać z napędu elektrycznego. Jest to element o strategicznym znaczeniu dla naszego koncernu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jean-Pierre Diernaz, wiceprezes ds. marketingu i strategii Nissan Europe.

W raporcie „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” eksperci firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego prognozują, że najpóźniej do 2030 roku większość barier dla samochodów elektrycznych – takich jak brak infrastruktury, wciąż stosunkowo wysokie ceny czy ograniczony zasięg – ma już zostać zlikwidowana, a elektryki będą odpowiadać już za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) już w tej chwili planuje całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030. Rozwój elektromobilności jest już nie tylko trendem, lecz także faktem, na który stawia większość koncernów motoryzacyjnych.

Wiceprezes Nissan Europe ocenia, że połączenie elektromobilności z kolejną technologią, jaką są pojazdy autonomiczne, otworzy szereg nowych możliwości w zakresie bardziej ekologicznej jazdy i carsharingu.

Nissan wprowadził już system ProPILOT, czyli technologię autonomicznej jazdy poziomu pierwszego, i w krótkim czasie planujemy przejście na poziom drugi i trzeci we wszystkich naszych pojazdach – mówi Jean-Pierre Diernaz.

System wspomagający kierowcę korzysta z wielu zaawansowanych czujników, radarów i kamer rozmieszczonych w różnych miejscach pojazdu. Potrafią one interpretować dane dotyczące drogi, ruchu i sygnalizacji, zapewniając płynną jazdę i bezpieczeństwo pasażerów.

Połączenie obu tych trendów – autonomiczności i elektromobilności – Nissan zaprezentował na tegorocznych targach Motor Show 2019 w Genewie poprzez koncepcyjny pojazd IMQ. Jest on wyposażony w prototypową wersję systemu wspomagającego kierowcę ProPILOT oraz rewolucyjny silnik elektryczny e-POWER.

– Tutaj mamy nową wersję systemu e-POWER. Poprzednia generacja tej technologii trafiła już jakiś czas temu na rynki w Japonii i Stanach Zjednoczonych, a w nowej odsłonie już wkrótce wprowadzimy ją w kilku modelach w Europie. W pełni elektrycznemu napędowi kół towarzyszy silnik spalinowy, który jest przeznaczony do ładowania akumulatora – mówi Jean-Pierre Diernaz.

Jak podkreśla, IMQ łączy mocne wrażenia z jazdy i cechy znane z samochodów elektrycznych, takie jak cisza, responsywność i dynamika, ze światem crossoverów, w których Nissan jest pionierem i liderem rynkowym.

 Ten samochód ma silnik o maksymalnym momencie obrotowym 700 Nm, większym niż na przykład Nissan GT-R. Przyspieszanie dostarcza więc naprawdę mocnych wrażeń, a dynamika zapewnia olbrzymią przyjemność z jazdy. Jednocześnie dzięki tej technologii zwiększamy zasięg, bo mały silnik spalinowy pozwala na ładowanie akumulatora, dzięki czemu nie musimy się już martwić o to, jak daleko możemy dojechać – wyjaśnia Jean-Pierre Diernaz.

Nowy pojazd ma wskazywać kierunek, w którym podążać będzie kolejna generacja crossoverów Nissana w Europie. Z prognoz marki wynika, że w nadchodzących latach ten segment będzie w dalszym ciągu dynamicznie się rozwijał.

Już dawno rozpoczęliśmy rewolucję w segmencie samochodów kompaktowych, wraz z premierą modelu Qashqai, a potem miejskim crossoverem Juke w segmencie aut miejskich. Podobnie jest w przypadku samochodów elektrycznych. Nasza fachowa wiedza, doświadczenie i znajomość rynku zarówno w segmencie crossoverów, jak i samochodów elektrycznych stawiają nas w bardzo dobrej sytuacji w kontekście przyszłości tego typu aut – mówi Jean-Pierre Diernaz.

Karta pobytu ułatwi życie w Polsce obywatelom Wielkiej Brytanii po brexicie. Dotychczas zarejestrowało się blisko 6 tys. osób

Karta pobytu ułatwi życie w Polsce obywatelom Wielkiej Brytanii po brexicie. Dotychczas zarejestrowało się blisko 6 tys. osób 5

Ok. 5,8 tys. obywateli Wielkiej Brytanii ma zarejestrowany pobyt lub dokument potwierdzający prawo stałego pobytu w Polsce. Ich dalszy status pobytowy będzie zależał od tego, na jakich zasadach Wielka Brytania wystąpi z UE. Załatwienie wszelkich formalności po brexicie może być łatwiejsze, jeśli dana osoba będzie miała zarejestrowany pobyt 29 marca. Będzie to niejako domniemanie posiadania prawa pobytu w Polsce i w okresie przejściowym taka osoba mogłaby wciąż korzystać ze swobody przepływu osób – podkreśla Jakub Dudziak, rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców.

 Obecnie swój pobyt w Polsce zarejestrowało niespełna 6 tys. obywateli Wielkiej Brytanii. Zachęcamy, żeby ten obowiązek realizować. W przypadku bezumownego brexitu zarejestrowanie pobytu może być dla nich przydatne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Dudziak, rzecznik Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Do brexitu zostało już niewiele czasu. Planowany termin opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię to 29 marca, choć wciąż jeszcze nie wiadomo, czy do tego faktycznie dojdzie.

– Status pobytowy obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce po brexicie będzie zależny od tego, na jakich zasadach Wielka Brytania wystąpi z Unii Europejskiej. Jeżeli zostałaby zawarta umowa wystąpienia, wówczas najprawdopodobniej nic by się po 29 marca nie zmieniło. Obywatele Wielkiej Brytanii w okresie przejściowym dalej korzystaliby ze swobody przepływu osób. Kluczowy jest scenariusz braku takiej umowy – ocenia Jakub Dudziak.

Umowa o wystąpieniu zabezpieczałaby prawo ponad 3 mln obywateli Unii przebywających w Wielkiej Brytanii i ponad 1 mln osób przebywających w państwach UE do pobytu i kontynuowania dotychczasowej działalności (dane KE).

W ubiegły wtorek (5 marca) rząd przyjął projekt ustawy, który reguluje zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii i ich rodzin w przypadku bezumownego brexitu. Nowe przepisy zakładają ustanowienie okresu, w jakim pobyt tych osób będzie uznawany za legalny oraz podstawy prawne dla udzielenia im zezwoleń na pobyt czasowy i stały. To zaś będzie uzależnione od tego, czy 29 marca będą dysponować prawem pobytu lub stałego pobytu.

– Uzyskanie tych zezwoleń na pobyt może być łatwiejsze, jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii będzie miał zarejestrowany pobyt w dniu 29 marca. Będzie to niejako domniemanie posiadania prawa pobytu w Polsce po brexicie i uzyskanie takiego zezwolenia na pobyt będzie znacznie ułatwione – tłumaczy rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców.

Obecnie, jak wynika z danych UdSC, zarejestrowany pobyt lub dokument potwierdzający prawo stałego pobytu w Polsce ma ok. 5,8 tys. obywateli Wielkiej Brytanii (najwięcej, bo 2,6 tys., stanowią osoby w wieku 20–39 lat) – 4,5 tys. mężczyzn i 1,3 tys. kobiet.

Dotychczas najwięcej obywateli Wielkiej Brytanii zarejestrowało pobyt w województwach: mazowieckim (2,1 tys. osób), małopolskim (840), dolnośląskim (530), śląskim (440) i pomorskim (370).

– Jeżeli pobyt obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce trwa powyżej trzech miesięcy, powinni oni zarejestrować go w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce ich pobytu. Członkowie ich rodzin, jeżeli nie są obywatelami Unii Europejskiej, powinni natomiast uzyskać kartę pobytu członka rodziny obywatela UE. Taka rejestracja jest bezpłatna. Wniosek można pobrać ze strony Cudzoziemcy.gov.pl, a procedury obowiązujące w danym urzędzie najlepiej wcześniej sprawdzić na jego stronie internetowej – przypomina Jakub Dudziak.

Superkomputery przyspieszą wyprawy na Marsa. Także sam lot uczynią bezpieczniejszym oraz łatwiej będzie też skolonizować planetę

Ze względu na ograniczone możliwości obliczeniowe w kosmosie, wiele obliczeń niezbędnych do ukończenia projektów badawczych rozpoczętych w kosmosie jest nadal przetwarzanych na Ziemi. Na Marsie, gdzie opóźnienia w komunikacji mogą sięgać ponad 20 minut, takie rozwiązanie nie tylko się nie sprawdzi, ale może uniemożliwić wyprawy na Czerwoną Planetę. Dzięki superkomputerom będzie można nie tylko naprawić ewentualne uszkodzenia, udzielić pomocy, lecz także uprawiać rośliny, analizować gleby, czy sprawdzać pogodę.

– Wszystkie etapy załogowej wyprawy na Marsa wymagają opracowania odpowiednich systemów, dzięki którym uda się dotrzeć na Marsa i przemyśleć wymagania techniczne. To m.in. obliczeniowa mechanika płynów w projektowaniu rakiet, symulowanie zachowania ludzi, czy analiza wpływu stresu. Wiele rozwiązań naukowych, które stosujemy na Ziemi, wykorzystamy też przy planowaniu takiej podróży, jednak większość badań będzie dotyczyć ludzi, jak załoga poradzi sobie w ciągu np. dziewięciu miesięcy przebywania w kosmosie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ben Bennett z Hewlett Packard Enterprise.

Elon Musk zapowiada, że pierwsze loty na Marsa mogą ruszyć już w 2024 roku. Eksperci oceniają jednak, że kolonizacja Marsa będzie możliwa najwcześniej za kilkanaście lat. Brakuje jeszcze odpowiedniej technologii, czy opracowanych niezależnych systemów utrzymywania życia, czy zamkniętego łańcucha ekologicznego. Trwają testy, które mają sprawdzić, jak w trwającej łącznie nawet kilka lat misji odnajdą się członkowie załogi, jak wytrzymają długotrwały stres, brak światła słonecznego, czy zamkniętą przestrzeń. To jednak wciąż za mało, by móc planować pełnoprawne wyprawy i myśleć o kolonizacji Czerwonej Planety. Może być to jednak możliwe dzięki wykorzystaniu możliwości superkomputera.

– Podczas misji nie będziemy mogli polegać na informacjach otrzymywanych z centrum dowodzenia. Nie ma mowy o zwykłym połączeniu przez radio. Opóźnienie transmisji między Ziemią a Marsem wynosi od 3 do 24 minut, przy założeniu że taka komunikacja w ogóle będzie możliwa. Dlatego niezbędne jest zabranie ze sobą wszystkich potrzebnych informacji przechowywanych na Ziemi, do informacji z centrum dowodzenia w trakcie lotu – ocenia dyrektor ds. strategii w zakresie wysokowydajnych technologii obliczeniowych Hewlett Packard Enterprise.

Ze względu na ograniczone możliwości obliczeniowe w kosmosie, wiele obliczeń niezbędnych do ukończenia projektów badawczych rozpoczętych w kosmosie jest nadal przetwarzanych na Ziemi. Takie podejście jest możliwe do przeprowadzenia badań na Księżycu lub na niskich orbitach ziemnych do ok. tysiąca mil powyżej powierzchni Ziemi, gdzie komunikacja może odbywać się w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Jednak większe opóźnienia komunikacyjne do 20 minut sprawiają, że wszelkie wyprawy stają się potencjalnie niebezpieczne, jeśli astronauci mają do czynienia z krytycznymi sytuacjami, których nie są w stanie rozwiązać samodzielnie.

Włączenie wysokiej wydajności obliczeniowej w superkomputerach może wyeliminować opóźnienia występujące podczas przesyłania danych i zapewnia możliwości obliczeniowe do przeprowadzania analiz na pokładzie.

– Jeśli przykładowo dojdzie do incydentu porównywalnego z tym, który wydarzył się podczas misji Apollo 13, nie będziemy mogli polegać na centrum dowodzenia misją w zakresie zapewnienia schematów, danych, czy innej pomocy. Musimy mieć na pokładzie rozbudowane komputery, które pozwolą analizować przyczyny awarii, przeprowadzić analizę drzewa uszkodzeń – przekonuje ekspert.

HPe dostarcza najnowocześniejsze komputery w kosmosie i zapewnia superkomputerowe usługi komercyjne na statku kosmicznym, jednocześnie demonstrując możliwości, jakich NASA może potrzebować do eksploracji kosmosu. Komputer Spaceborne oparty jest na platformie obliczeniowej Apollo 40 o wysokiej wydajności, zaprojektowanej w taki sposób, aby nie wymagała dodatkowego sprzętu. Zamiast tego wykorzystuje oprogramowanie zintegrowane z węzłami HPC, a takie kompaktowe systemy będzie można już niedługo wprowadzić także do przestrzeni kosmicznej.

Spaceborne Computer został uruchomiony przez HPe i NASA w kosmosie na roczny eksperyment testujący odporność i wydajność. Osiągał trylion operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę i z powodzeniem działał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Superkomputery sprawdzą się nie tylko podczas samego lotu, ale przede wszystkim – już na Marsie.

– Podczas wyprawy na Marsa nie będziemy też mieć lekarza. Gdy ktoś zachoruje będziemy potrzebować dostępu do dużego zasobu informacji medycznych, które pozwolą udzielić odpowiedniej pomocy – zaznacza Ben Bennett.

Dzięki superszybkim komputerom o ogromnej mocy obliczeniowej, będzie można myśleć o skolonizowaniu Czerwonej Planety. Już teraz na Uniwersytecie Purdue testowane jest urządzenie Heliponix GroPod – bez dostępu do Ziemi tworzy idealne warunki klimatyczne, aby rośliny mogły rozwijać się bez użycia gleby. GroPod wykorzystuje aeroponikę, wydajną formę hydroponiki. Każde urządzenie jest połączone z internetem za pomocą oprogramowania IoT. Nie potrzeba wiedzy jak prowadzić farmę, wszystkie działania inicjuje sam komputer. Na Marsie będzie to miało niebagatelne znaczenie.

– Na Marsie nie ma deszczu, ale może się zdarzyć, że z nieba spadnie suchy lód, czyli zestalony dwutlenek węgla. Jak będziemy sobie radzić z takimi sytuacjami, jak przeprowadzić analizę gleby, jak tworzyć konstrukcje do pozyskiwania paliwa, jak podejdziemy do zarządzania modułami mieszkalnymi? Na Marsie jest wystarczająco dużo zadań do wykonania, w których komputery okażą się niezastąpione – podkreśla Ben Bennett.

Nanopowłoka sprawi, że smartfony będą odporne na wodę nawet po uszkodzeniu ekranu. W przyszłości z telefonami będzie można nurkować nawet na głębokość 100 m

Nanopowłoka sprawi, że smartfony będą odporne na wodę nawet po uszkodzeniu ekranu. W przyszłości z telefonami będzie można nurkować nawet na głębokość 100 m 6

Współczesne smartfony coraz częściej wyposaża się w duże, bezramkowe ekrany oraz obudowy wykonane ze szkła bądź ceramiki. Materiały takie, choć wyglądają estetycznie, są bardziej narażone na zachlapania. Po pęknięciu digitizera bądź obudowy, telefon przestaje spełniać normy wodoodporności i nawet naprawa w autoryzowanym serwisie nie przywróci mu fabrycznej szczelności. Technologia ochrony powłokowej pozwoli rozwiązać ten problem. Dzięki niej telefony dłużej wytrzymają pod wodą i nawet po uszkodzeniu zewnętrznych elementów konstrukcyjnych sprzęt będzie odporny na zalanie.

– Wprowadzamy technologię wodoszczelną Dunkable IPX8, która umożliwia korzystanie z telefonu pod wodą. W branży stosuje się oznaczenie IPX8, co oznacza, że urządzenie można trzymać pod wodą na głębokości 2 metrów przez 30 minut. My tworzymy rozwiązania zapewniające wodoszczelność na dużo większych głębokościach i o wiele dłużej – twierdzi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Adrian Moores, dyrektor generalny P2i.

Podczas targów Mobile World Congress 2019 firma P2i zaprezentowała prototypowe urządzenia pokryte powłoką Dunkable, które pracowały w zanurzeniu nawet przez 20 godzin. Opracowanie nowego procesu technologicznego okazało się konieczne, gdyż użytkownicy smartfonów coraz bardziej zwiększają obszar użytkowania swoich smartfonów, w tym m.in. jako kamery sportowe w trudnych warunkach, takich jak woda.

– Nasze powłoki działają przez cały okres użytkowania urządzenia, czym różnią się od rozwiązań stosowanych w pozostałych urządzeniach IPX8, obejmujących uszczelki, kleje czy spoiwa. W przypadku uszczelnienia mechanicznego po pierwszym upuszczeniu telefonu, gdy dochodzi do pęknięcia ekranu, ochrona IPX8 przestaje działać. Stosując nanopowłokę, zapewniamy wodoszczelność na poziomie IPX8 przez cały okres użytkowania urządzenia, co stanowi rewolucyjne rozwiązanie w branży – przekonuje ekspert.

Mechaniczne metody ochrony przed zalaniem mogą przestać działać, a uszkodzenie wierzchniej powłoki – np. szklanej obudowy lub ekranu – doprowadzi do nieodwracalnej utraty wodoszczelności. Wykorzystanie natryskiwanej powłoki Dunkable pozwoli zapewnić wodoszczelność urządzenia nawet po mechanicznym uszkodzeniu wyświetlacza.

Zanim najnowsza technologia Dunkable upowszechni się na rynku, firmy z sektora mobilnego stosują inne technologie, zapewniające wodoszczelność smartfonów. Huawei zaprojektowało obudowę ochronną IP69 dla Mate 20 Pro, która pozwala zejść z telefonem na głębokość do pięciu metrów na jedną godzinę. Telefon Crosscall Trekker-X4 zamknięto z kolei w wytrzymałej, wstrząsoodpornej obudowie, a podzespoły uszczelniono do tego stopnia, aby smartfon mógł przez godzinę pracować w zanurzeniu do głębokości 2 metrów. Taka konstrukcja umożliwia wykorzystanie telefonu w roli kamery do zdjęć podwodnych.

Chińska firma Doogee wyposażyła swój model S90 w obudowę o klasie szczelności IP68/IP69K, która spełnia militarny standard 810G. Oznacza to, że telefon może w zanurzeniu do 1,5 m wytrzymać nawet do dwóch tygodni, a także przetrwa temperatury od -30 do 80 °C, wybuch gazu czy wstrząs balistyczny.

– W przyszłości każdy użytkownik telefonu komórkowego będzie mógł go traktować podobnie jak zegarek, z którym można nurkować na głębokość stu metrów. Co prawda bardzo rzadko mamy potrzebę korzystania z telefonu na głębokości stu metrów, jednak możemy mieć pewność, że będzie on działał w różnych środowiskach, np. na basenie czy na plaży, gdy przypadkowo wpadnie do wody. Chcielibyśmy, aby klienci zmienili sposób myślenia o swoich telefonach – wskazuje Adrian Moores.

Technologia natryskowych powłok ochronnych powoli wkracza na rynek masowy, korzysta z niej kilku kluczowych producentów z branży mobilnej, m.in. Huawei, Xiaomi, Lenovo czy Sony. Jednym z najnowszych telefonów wykorzystujących rozwiązania od P2i jest Redmi Note 7 Pro. W tym przypadku nanopowłoką pokryto jednak wyłącznie przednią i tylną część obudowy, co oznacza, że sprzęt jest odporny na zachlapanie, ale nie na zalanie.

Według badań przeprowadzonych przez firmę Global Info Research globalny rynek wytrzymałych urządzeń mobilnych w ciągu najbliższych pięciu lat wykaże średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 3,2 proc. Szacuje się, że dziś branża jest warta ok. 3 mld dol., a do 2024 roku wartość ta wzrośnie do 3,7 mld dol.

Open Source Day 2019 – ruszyła rejestracja na 12. edycję konferencji

14 maja w Warszawie odbędzie się kolejna, 12. edycja Open Source Day. To największa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej konferencja poświęcona otwartym rozwiązaniom. Co roku gromadzi blisko 1000 uczestników obecnych na prelekcjach i niemałą grupę śledzącą wydarzenie w transmisji online. Program tegorocznej edycji obejmie 3 ścieżki tematyczne, na które składać się będzie 9 sesji technicznych, poświęconych najważniejszym kierunkom rozwoju branży IT. 6 marca ruszyła rejestracja na konferencję.

11 edycji, blisko 20 tys. uczestników obecnych zarówno na wydarzeniach, jak i śledzących je podczas transmisji online, 210 sekcji technicznych. Tak można podsumować w liczbach ponad dziesięcioletnią historię Open Source Day, konferencji, która co roku przyciąga miłośników otwartych rozwiązań i wszystkich tych, którzy chcą być na bieżąco z nowinkami ze świata nowych technologii. Już niedługo będzie pisany jej kolejny rozdział. Tegoroczna, 12. już edycja odbędzie się 14 maja w Warszawie (stadion miejski Legii). To, co jest siłą i znakiem rozpoznawczym Open Source Day, to dzielenie się wiedzą i doświadczeniem przez najlepszych ekspertów z branży IT. Nie inaczej będzie w tym roku. Dla uczestników przygotowano praktyczne sesje techniczne, które będą dotyczyć m.in. takich tematów jak: sztuczna inteligencja, data science, machine learning, automatyzacja, cloud computing czy bezpieczeństwo IT.

Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska
Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska

Tegoroczną edycję konferencji Open Source Day można uznać za szczególną. Wraz z nią oficjalnie będziemy świętować symboliczne 21. urodziny ruchu otwartych rozwiązań, który wchodzi nie tylko w trzecią dekadę, a także w zupełnie nową erę. Podczas wydarzenia odbywającego się już maju, będzie można dowiedzieć się, czym obecnie żyje branża open source i jakie są trendy oraz perspektywy jednego z najważniejszych kierunków rozwoju nowoczesnych technologii, które obecnie są podstawą funkcjonowania wszystkich gałęzi gospodarki. Także w Polsce. Pokazuje to badanie przeprowadzone przez Linux Polska[1], z którego wynika, że 9 na 10 przedstawicieli polskiego sektora technologii korzysta z rozwiązań otwartych – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Po rozwiązania open source sięga biznes, ale coraz częściej także instytucje z sektora publicznego. Przykładem jest, chociażby Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Dlatego wiedza o korzyściach, na które mogą liczyć firmy wdrażające open source, powinna trafić do specjalistów z branży informatycznej, co oczywiste, ale również do osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach i instytucjach odpowiedzialnych za infrastrukturę IT. – Zbudowanie platformy wymiany wiedzy na temat open source, której wcześniej brakowało w Polsce oraz zwiększanie świadomości na temat rozwiązań otwartoźródłowych, było głównym celem przyświecającym nam przy organizowaniu pierwszej edycji konferencji Open Source Day. Udało nam się go zrealizować, ale nasza intencja nie zmienia się od 11 lat. Po raz kolejny organizujemy wydarzenie, które stało się świętem społeczności i użytkowników otwartego oprogramowania, oferując uczestnikom porządną dawkę najaktualniejszych i sprawdzonych informacji z obszaru nowych technologii – dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

[1] Linux Polska, Polski Rynek Open Source 2018.

Przedsiębiorcy proponują kolejne zmiany w ustawie o OZE

  • Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan popiera propozycje Ministerstwa Energii, które znalazły się w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Szczególnie te, które umożliwią przeprowadzenie aukcji na zakup energii elektrycznej z OZE w 2019 r. oraz doprecyzowują różne przepisy.
  • Przedsiębiorcy proponują też m.in. skrócenie procedury wyłaniania wykonawców oraz uproszczenie i przyspieszenie postępowania w sprawie wydania koncesji.
  • Uważają również, że zmiany dotyczące wysokości opłaty zastępczej powinny być rozważane w późniejszym terminie.
  • Wprowadzenie nowej wysokości opłaty zastępczej byłoby kolejną na przestrzeni kilku lat modyfikacją systemu, co nie wpłynie pozytywnie na pewność obrotu prawnego i inwestycyjnego. Skutki takiej decyzji są trudne do przewidzenia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Opłata zastępcza

Wątpliwości budzi próba powiązania wartości opłaty zastępczej z cenami energii na giełdzie oraz arbitralnie ustalanymi wartościami w oparciu o obecny LCOE dla odnawialnych źródeł energii.

Trend wzrostowy cen energii i zielonych certyfikatów obserwowany w 2018 r. pozwolił zmniejszyć straty ponoszone przez przedsięwzięcia wiatrowe, biomasowe, fotowoltaiczne, czy hydroenergetyczne, od czasu załamania się rynku świadectw pochodzenia. Ale nie umożliwił odzyskania utraconej rentowności. Określanie poziomu opłaty zastępczej powinno opierać się o uzasadniony poziom przychodów, ustalany na podstawie danych historycznych z funkcjonowania systemu wsparcia w okresie, kiedy podejmowane były decyzje inwestycyjne.

Jeśli opłata zastępcza określa górną wartość świadectw pochodzenia, to powinna ona być ustalana na poziomie zapewniającym operatorom OZE, w powiązaniu z przychodami ze sprzedaży energii na rynku giełdowym, możliwość pokrywania bieżących kosztów operacyjnych i kapitałowych funkcjonowania ich instalacji wraz z uczciwą stopą zwrotu z zainwestowanych kapitałów.

Wydłużenie terminu na sprzedaż energii

Rada OZE proponuje również wydłużenie ustawowego terminu na sprzedaż energii elektrycznej w ramach systemu aukcyjnego o kolejne 6 miesięcy. Rozpoczęcie sprzedaży w ramach aukcyjnego systemu wsparcia powinno być poprzedzone uzyskaniem koncesji. Teraz średni czas postępowania w sprawie wydania koncesji na wytwarzanie energii wynosi ok. 4-5 miesięcy. Branża energetyki odnawialnej ma pełną świadomość, iż wiele czynników wpływa na wydłużenie tych postępowań, niemniej konsekwencje z tym związane dla zwycięzców aukcji są dotkliwe. Przewlekłość postępowań w sprawie wydania koncesji w połączeniu z praktyką operatorów w zasadzie uniemożliwia wywiązanie się przez zwycięzców aukcji z obowiązku sprzedaży energii w ustawowym terminie, w szczególności w 18 – miesięcznym terminie przeznaczonym dla instalacji fotowoltaicznych. To przekłada się na trudności przy uzyskaniu finansowania na realizację inwestycji OZE z aukcji z 2018 r.

Instytucje finansujące przedsięwzięcia w branży OZE niechętnie rozpatrują, a w zasadzie wykluczają możliwość przejęcia ryzyka administracyjnego w zakresie terminowego uzyskania koncesji, umożliwiającego wytwórcom wejście do aukcyjnego systemu wsparcia w ustawowym terminie.

Konfederacja Lewiatan