Co trzeci nastolatek doświadczył agresji w internecie. Prawie połowa natrafiła na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo

Co trzeci nastolatek doświadczył agresji w internecie. Prawie połowa natrafiła na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo 1

Jedna trzecia nastolatków spotkała się z agresją w internecie. 38 proc. miało do czynienia z brutalnymi obrazami, np. ludzi robiących krzywdę innym, a 43 proc. natrafiło na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo. Spora grupa nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie rozmawiała o tym z nikim – wynika z najnowszej polskiej edycji badania EU Kids Online. Eksperci podkreślają, że walka z agresją i hejtem w sieci to warunek konieczny i wymaga skoordynowanych działań wszystkich – od uczestników rynku telekomunikacyjnego po agendy rządowe.

– Walka z mową nienawiści i treściami patologicznymi w internecie to dziś jedna z najważniejszych rzeczy, szczególnie w kontekście tego, ile czasu dzieci i młodzież spędzają w sieci. Dla nich przestrzeń internetowa jest równie ważna, co życie w realu. Spotykają się w niej z różnymi zjawiskami, których my, jako dorośli, czasem nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Dlatego tym bardziej musimy się zastanowić, jak przeciwdziałać niebezpiecznym treściom, które mogą zagrażać wychowaniu dzieci i młodzieży – mówi agencji Newseria Biznes dr Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z polskiej edycji badania EU Kids Online 2018, przeprowadzonego na grupie blisko 1,3 tys. dzieci i młodzieży w wieku 9–17 lat, wynika, że już 82,5 proc. z nich codziennie łączy się z siecią przez telefon komórkowy. Prawie trzy czwarte (72,6 proc.) ma swój profil w mediach społecznościowych albo w serwisie z grami, wśród najmłodszych uczestników badania (9–10 lat) ten odsetek wynosi prawie 50 proc.

Z badania wynika, że co trzeci nastolatek przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku spotkał się w internecie z mową nienawiści, podobny odsetek doświadczył agresji osobiście. Z kolei 27 proc. badanych nastolatków przyznało, że było sprawcą agresji wobec rówieśników. Co ciekawe, agresja w internecie jest bardzo silnie powiązana z agresją twarzą w twarz – prawie 68 proc. częstych sprawców przemocy tradycyjnej równie często dopuszczało się jej w sieci.

Szczególną uwagę należy zwrócić na problem rosnącej akceptacji dla zjawiska hejtu wśród młodych ludzi. To wyraźny sygnał, że trzeba jednoznacznie powiedzieć stop mowie nienawiści wśród młodych. Połowa młodych ludzi nie reaguje bądź akceptuje takie zjawiska i wobec tego nie możemy zostać obojętni – podkreśla Ewa Krupa, prezeska Fundacji Orange, która jest partnerem badań.

W internecie młodzi ludzie są narażeni nie tylko na słowną agresję, lecz także na negatywne treści. Tylko 28 proc. nastolatków jednoznacznie zadeklarowało, że nie zetknęli się w sieci z żadnymi szkodliwymi treściami. Co alarmujące, 38 proc. nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie wskazało żadnej osoby, z którą by o tym rozmawiali. To oznacza, że wielu młodych ludzi musi na ogół samodzielnie radzić sobie z konsekwencjami szkodliwych zjawisk w internecie.

– Każdy rodzaj agresji jest poważny. Szczególnie w kontekście tego, jak odbiera go ofiara i jakie ponosi konsekwencje. Nasze badanie pokazało, jaka jest skala problemu. Jak dużo młodych ludzi angażuje się w roli sprawcy bądź występuje w roli ofiary. Młodzi ludzie będący sprawcami są w zdecydowanej mniejszości, jednak tych wskaźników nie należy bagatelizować – mówi prof. Jacek Pyżalski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik badania EU Kids Online Polska 2018.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że odpowiedzialność za zwalczanie patotreści oraz przemocy w internecie leży przede wszystkim po stronie rządu. Walka z takimi zjawiskami wymaga skoordynowanej akcji trzech resortów: cyfryzacji, sprawiedliwości oraz edukacji.

– Jako rzecznik mogę być instytucją, która dostarcza sugestii, rekomendacji, co należałoby zrobić, w jaki sposób przeciwdziałać. Ale musimy przede wszystkim pomyśleć o mechanizmach prawnych, jak również o uświadamianiu, kształtowaniu takich postaw, żeby młodzież wiedziała, jak bezpiecznie korzystać z internetu – podkreśla dr Adam Bodnar.

Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla też potrzebę edukacji rodziców i nauczycieli. Z badania EU Kids Online 2018 wynika, że 41,4 proc. nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców i opiekunów porady o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Połowa (49,8 proc.) rodziców nigdy też nie rozmawia z dziećmi o tym, co robią w internecie. Niewielkim wsparciem dla młodych jest też szkoła – dwie trzecie nastolatków deklaruje, że nie otrzymali żadnej pomocy od nauczyciela po zetknięciu się ze szkodliwymi treściami w internecie.

Z inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich został zorganizowany Okrągły Stół do walki z patotreściami, czyli wulgarnymi, poniżającymi, pełnymi przemocy fizycznej i słownej treściami, nierzadko nagrywanymi pod wpływem alkoholu czy środków odurzających. Zasiedli przy nim prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz publicznych, organizacji pozarządowych, firm technologicznych oraz youtuberzy i dziennikarze, którzy zgłosili propozycje wielu działań mających ograniczyć negatywnej zjawisko patostreamingu w internecie, jego destrukcyjny wpływ na młodych ludzi.

Wśród propozycji jest m.in.: wypracowanie strategii dotyczącej bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci, ograniczanie dostępu dzieci do patotreści przez zmianę algorytmów i wprowadzenie ograniczeń wiekowych, edukacja w mediach, opracowanie instrukcji i wskazówek dla młodzieży, promowanie zmian legislacyjnych, które ograniczą możliwość zarabiania i sponsorowania patostreamingu. Uczestnicy Okrągłego Stołu we wspólnej deklaracji zobowiązali się do działania na rzecz realizacji tych propozycji.

– Z początkiem wiosny rozpoczniemy dużą akcję skierowaną przede wszystkim do młodych. Będzie prowadzona w sieci ich językiem. Wierzymy, że tych osób, które komunikują się w internecie z szacunkiem i kulturą, jest znacznie więcej, tylko po prostu musimy być głośniejsi. Musimy jednoznacznie powiedzieć stop hejtowi. Zapraszam potencjalnych partnerów do włączenia się w nasze działania – mówi prezes fundacji Ewa Krupa.

Kampania ma przede wszystkim pokazać, że większość internautów to ludzie, którzy chcą normalnej i życzliwej debaty. Ci, którzy tworzą negatywny obraz internetu, są w mniejszości. Fundacja Orange już od lat działa na rzecz edukacji cyfrowej dzieci i młodzieży. Na zajęciach MegaMisja uczniowie klas 1–3 uczą się m.in. jak funkcjonować w internecie, dbać o swoje bezpieczeństwo i kreatywnie wykorzystywać nowe technologie. Bierze w nich udział 20 tys. dzieci z 800 szkół w całej Polsce. W tym roku dołączy 150 kolejnych.

Naszą misją od początku jest budowanie odpowiedzialnych postaw wobec technologii. Na każdym etapie warto przygotowywać dziecko do korzystania z technologii, warto uświadamiać zagrożenia z niego płynące – mówi Ewa Krupa.

Połączenie samochodów elektrycznych i autonomicznych zmieni motoryzację. W tym kierunku zmierza Nissan

Połączenie samochodów elektrycznych i autonomicznych zmieni motoryzację. W tym kierunku zmierza Nissan 2

Elektromobilność to jeden z najważniejszych trendów w motoryzacji, który odpowiada na takie problemy jak smog czy korki związane z coraz szybszą urbanizacją. Na ten segment stawia już większość koncernów motoryzacyjnych, w tym Nissan, dla którego rozwój samochodów z napędem elektrycznym jest jednym z fundamentów strategii. Na targach Motor Show w Genewie koncern zaprezentował swój koncepcyjny crossover o nowatorskim, zelektryfikowanym napędzie oraz z technologią jazdy autonomicznej.

Wprowadzanie napędu elektrycznego do samochodów to podstawa strategii Nissana. Rozpoczęliśmy ten proces w 2010 roku i jesteśmy w tym zakresie liderami na świecie i w Europie. W Norwegii jesteśmy liderem sprzedaży wśród wszystkich samochodów osobowych, bez względu na zastosowany w nich napęd. Nasze wyniki sprzedaży są bardzo dobre. Niedawno ogłosiliśmy kolejny, średnioterminowy plan do 2022 roku, zgodnie z którym 40 proc. sprzedawanych przez nas pojazdów będzie w mniejszym lub większym stopniu korzystać z napędu elektrycznego. Jest to element o strategicznym znaczeniu dla naszego koncernu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jean-Pierre Diernaz, wiceprezes ds. marketingu i strategii Nissan Europe.

W raporcie „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” eksperci firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego prognozują, że najpóźniej do 2030 roku większość barier dla samochodów elektrycznych – takich jak brak infrastruktury, wciąż stosunkowo wysokie ceny czy ograniczony zasięg – ma już zostać zlikwidowana, a elektryki będą odpowiadać już za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) już w tej chwili planuje całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030. Rozwój elektromobilności jest już nie tylko trendem, lecz także faktem, na który stawia większość koncernów motoryzacyjnych.

Wiceprezes Nissan Europe ocenia, że połączenie elektromobilności z kolejną technologią, jaką są pojazdy autonomiczne, otworzy szereg nowych możliwości w zakresie bardziej ekologicznej jazdy i carsharingu.

Nissan wprowadził już system ProPILOT, czyli technologię autonomicznej jazdy poziomu pierwszego, i w krótkim czasie planujemy przejście na poziom drugi i trzeci we wszystkich naszych pojazdach – mówi Jean-Pierre Diernaz.

System wspomagający kierowcę korzysta z wielu zaawansowanych czujników, radarów i kamer rozmieszczonych w różnych miejscach pojazdu. Potrafią one interpretować dane dotyczące drogi, ruchu i sygnalizacji, zapewniając płynną jazdę i bezpieczeństwo pasażerów.

Połączenie obu tych trendów – autonomiczności i elektromobilności – Nissan zaprezentował na tegorocznych targach Motor Show 2019 w Genewie poprzez koncepcyjny pojazd IMQ. Jest on wyposażony w prototypową wersję systemu wspomagającego kierowcę ProPILOT oraz rewolucyjny silnik elektryczny e-POWER.

– Tutaj mamy nową wersję systemu e-POWER. Poprzednia generacja tej technologii trafiła już jakiś czas temu na rynki w Japonii i Stanach Zjednoczonych, a w nowej odsłonie już wkrótce wprowadzimy ją w kilku modelach w Europie. W pełni elektrycznemu napędowi kół towarzyszy silnik spalinowy, który jest przeznaczony do ładowania akumulatora – mówi Jean-Pierre Diernaz.

Jak podkreśla, IMQ łączy mocne wrażenia z jazdy i cechy znane z samochodów elektrycznych, takie jak cisza, responsywność i dynamika, ze światem crossoverów, w których Nissan jest pionierem i liderem rynkowym.

 Ten samochód ma silnik o maksymalnym momencie obrotowym 700 Nm, większym niż na przykład Nissan GT-R. Przyspieszanie dostarcza więc naprawdę mocnych wrażeń, a dynamika zapewnia olbrzymią przyjemność z jazdy. Jednocześnie dzięki tej technologii zwiększamy zasięg, bo mały silnik spalinowy pozwala na ładowanie akumulatora, dzięki czemu nie musimy się już martwić o to, jak daleko możemy dojechać – wyjaśnia Jean-Pierre Diernaz.

Nowy pojazd ma wskazywać kierunek, w którym podążać będzie kolejna generacja crossoverów Nissana w Europie. Z prognoz marki wynika, że w nadchodzących latach ten segment będzie w dalszym ciągu dynamicznie się rozwijał.

Już dawno rozpoczęliśmy rewolucję w segmencie samochodów kompaktowych, wraz z premierą modelu Qashqai, a potem miejskim crossoverem Juke w segmencie aut miejskich. Podobnie jest w przypadku samochodów elektrycznych. Nasza fachowa wiedza, doświadczenie i znajomość rynku zarówno w segmencie crossoverów, jak i samochodów elektrycznych stawiają nas w bardzo dobrej sytuacji w kontekście przyszłości tego typu aut – mówi Jean-Pierre Diernaz.

Karta pobytu ułatwi życie w Polsce obywatelom Wielkiej Brytanii po brexicie. Dotychczas zarejestrowało się blisko 6 tys. osób

Karta pobytu ułatwi życie w Polsce obywatelom Wielkiej Brytanii po brexicie. Dotychczas zarejestrowało się blisko 6 tys. osób 3

Ok. 5,8 tys. obywateli Wielkiej Brytanii ma zarejestrowany pobyt lub dokument potwierdzający prawo stałego pobytu w Polsce. Ich dalszy status pobytowy będzie zależał od tego, na jakich zasadach Wielka Brytania wystąpi z UE. Załatwienie wszelkich formalności po brexicie może być łatwiejsze, jeśli dana osoba będzie miała zarejestrowany pobyt 29 marca. Będzie to niejako domniemanie posiadania prawa pobytu w Polsce i w okresie przejściowym taka osoba mogłaby wciąż korzystać ze swobody przepływu osób – podkreśla Jakub Dudziak, rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców.

 Obecnie swój pobyt w Polsce zarejestrowało niespełna 6 tys. obywateli Wielkiej Brytanii. Zachęcamy, żeby ten obowiązek realizować. W przypadku bezumownego brexitu zarejestrowanie pobytu może być dla nich przydatne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Dudziak, rzecznik Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Do brexitu zostało już niewiele czasu. Planowany termin opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię to 29 marca, choć wciąż jeszcze nie wiadomo, czy do tego faktycznie dojdzie.

– Status pobytowy obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce po brexicie będzie zależny od tego, na jakich zasadach Wielka Brytania wystąpi z Unii Europejskiej. Jeżeli zostałaby zawarta umowa wystąpienia, wówczas najprawdopodobniej nic by się po 29 marca nie zmieniło. Obywatele Wielkiej Brytanii w okresie przejściowym dalej korzystaliby ze swobody przepływu osób. Kluczowy jest scenariusz braku takiej umowy – ocenia Jakub Dudziak.

Umowa o wystąpieniu zabezpieczałaby prawo ponad 3 mln obywateli Unii przebywających w Wielkiej Brytanii i ponad 1 mln osób przebywających w państwach UE do pobytu i kontynuowania dotychczasowej działalności (dane KE).

W ubiegły wtorek (5 marca) rząd przyjął projekt ustawy, który reguluje zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii i ich rodzin w przypadku bezumownego brexitu. Nowe przepisy zakładają ustanowienie okresu, w jakim pobyt tych osób będzie uznawany za legalny oraz podstawy prawne dla udzielenia im zezwoleń na pobyt czasowy i stały. To zaś będzie uzależnione od tego, czy 29 marca będą dysponować prawem pobytu lub stałego pobytu.

– Uzyskanie tych zezwoleń na pobyt może być łatwiejsze, jeżeli obywatel Wielkiej Brytanii będzie miał zarejestrowany pobyt w dniu 29 marca. Będzie to niejako domniemanie posiadania prawa pobytu w Polsce po brexicie i uzyskanie takiego zezwolenia na pobyt będzie znacznie ułatwione – tłumaczy rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców.

Obecnie, jak wynika z danych UdSC, zarejestrowany pobyt lub dokument potwierdzający prawo stałego pobytu w Polsce ma ok. 5,8 tys. obywateli Wielkiej Brytanii (najwięcej, bo 2,6 tys., stanowią osoby w wieku 20–39 lat) – 4,5 tys. mężczyzn i 1,3 tys. kobiet.

Dotychczas najwięcej obywateli Wielkiej Brytanii zarejestrowało pobyt w województwach: mazowieckim (2,1 tys. osób), małopolskim (840), dolnośląskim (530), śląskim (440) i pomorskim (370).

– Jeżeli pobyt obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce trwa powyżej trzech miesięcy, powinni oni zarejestrować go w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce ich pobytu. Członkowie ich rodzin, jeżeli nie są obywatelami Unii Europejskiej, powinni natomiast uzyskać kartę pobytu członka rodziny obywatela UE. Taka rejestracja jest bezpłatna. Wniosek można pobrać ze strony Cudzoziemcy.gov.pl, a procedury obowiązujące w danym urzędzie najlepiej wcześniej sprawdzić na jego stronie internetowej – przypomina Jakub Dudziak.

Superkomputery przyspieszą wyprawy na Marsa. Także sam lot uczynią bezpieczniejszym oraz łatwiej będzie też skolonizować planetę

Ze względu na ograniczone możliwości obliczeniowe w kosmosie, wiele obliczeń niezbędnych do ukończenia projektów badawczych rozpoczętych w kosmosie jest nadal przetwarzanych na Ziemi. Na Marsie, gdzie opóźnienia w komunikacji mogą sięgać ponad 20 minut, takie rozwiązanie nie tylko się nie sprawdzi, ale może uniemożliwić wyprawy na Czerwoną Planetę. Dzięki superkomputerom będzie można nie tylko naprawić ewentualne uszkodzenia, udzielić pomocy, lecz także uprawiać rośliny, analizować gleby, czy sprawdzać pogodę.

– Wszystkie etapy załogowej wyprawy na Marsa wymagają opracowania odpowiednich systemów, dzięki którym uda się dotrzeć na Marsa i przemyśleć wymagania techniczne. To m.in. obliczeniowa mechanika płynów w projektowaniu rakiet, symulowanie zachowania ludzi, czy analiza wpływu stresu. Wiele rozwiązań naukowych, które stosujemy na Ziemi, wykorzystamy też przy planowaniu takiej podróży, jednak większość badań będzie dotyczyć ludzi, jak załoga poradzi sobie w ciągu np. dziewięciu miesięcy przebywania w kosmosie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ben Bennett z Hewlett Packard Enterprise.

Elon Musk zapowiada, że pierwsze loty na Marsa mogą ruszyć już w 2024 roku. Eksperci oceniają jednak, że kolonizacja Marsa będzie możliwa najwcześniej za kilkanaście lat. Brakuje jeszcze odpowiedniej technologii, czy opracowanych niezależnych systemów utrzymywania życia, czy zamkniętego łańcucha ekologicznego. Trwają testy, które mają sprawdzić, jak w trwającej łącznie nawet kilka lat misji odnajdą się członkowie załogi, jak wytrzymają długotrwały stres, brak światła słonecznego, czy zamkniętą przestrzeń. To jednak wciąż za mało, by móc planować pełnoprawne wyprawy i myśleć o kolonizacji Czerwonej Planety. Może być to jednak możliwe dzięki wykorzystaniu możliwości superkomputera.

– Podczas misji nie będziemy mogli polegać na informacjach otrzymywanych z centrum dowodzenia. Nie ma mowy o zwykłym połączeniu przez radio. Opóźnienie transmisji między Ziemią a Marsem wynosi od 3 do 24 minut, przy założeniu że taka komunikacja w ogóle będzie możliwa. Dlatego niezbędne jest zabranie ze sobą wszystkich potrzebnych informacji przechowywanych na Ziemi, do informacji z centrum dowodzenia w trakcie lotu – ocenia dyrektor ds. strategii w zakresie wysokowydajnych technologii obliczeniowych Hewlett Packard Enterprise.

Ze względu na ograniczone możliwości obliczeniowe w kosmosie, wiele obliczeń niezbędnych do ukończenia projektów badawczych rozpoczętych w kosmosie jest nadal przetwarzanych na Ziemi. Takie podejście jest możliwe do przeprowadzenia badań na Księżycu lub na niskich orbitach ziemnych do ok. tysiąca mil powyżej powierzchni Ziemi, gdzie komunikacja może odbywać się w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Jednak większe opóźnienia komunikacyjne do 20 minut sprawiają, że wszelkie wyprawy stają się potencjalnie niebezpieczne, jeśli astronauci mają do czynienia z krytycznymi sytuacjami, których nie są w stanie rozwiązać samodzielnie.

Włączenie wysokiej wydajności obliczeniowej w superkomputerach może wyeliminować opóźnienia występujące podczas przesyłania danych i zapewnia możliwości obliczeniowe do przeprowadzania analiz na pokładzie.

– Jeśli przykładowo dojdzie do incydentu porównywalnego z tym, który wydarzył się podczas misji Apollo 13, nie będziemy mogli polegać na centrum dowodzenia misją w zakresie zapewnienia schematów, danych, czy innej pomocy. Musimy mieć na pokładzie rozbudowane komputery, które pozwolą analizować przyczyny awarii, przeprowadzić analizę drzewa uszkodzeń – przekonuje ekspert.

HPe dostarcza najnowocześniejsze komputery w kosmosie i zapewnia superkomputerowe usługi komercyjne na statku kosmicznym, jednocześnie demonstrując możliwości, jakich NASA może potrzebować do eksploracji kosmosu. Komputer Spaceborne oparty jest na platformie obliczeniowej Apollo 40 o wysokiej wydajności, zaprojektowanej w taki sposób, aby nie wymagała dodatkowego sprzętu. Zamiast tego wykorzystuje oprogramowanie zintegrowane z węzłami HPC, a takie kompaktowe systemy będzie można już niedługo wprowadzić także do przestrzeni kosmicznej.

Spaceborne Computer został uruchomiony przez HPe i NASA w kosmosie na roczny eksperyment testujący odporność i wydajność. Osiągał trylion operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę i z powodzeniem działał na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Superkomputery sprawdzą się nie tylko podczas samego lotu, ale przede wszystkim – już na Marsie.

– Podczas wyprawy na Marsa nie będziemy też mieć lekarza. Gdy ktoś zachoruje będziemy potrzebować dostępu do dużego zasobu informacji medycznych, które pozwolą udzielić odpowiedniej pomocy – zaznacza Ben Bennett.

Dzięki superszybkim komputerom o ogromnej mocy obliczeniowej, będzie można myśleć o skolonizowaniu Czerwonej Planety. Już teraz na Uniwersytecie Purdue testowane jest urządzenie Heliponix GroPod – bez dostępu do Ziemi tworzy idealne warunki klimatyczne, aby rośliny mogły rozwijać się bez użycia gleby. GroPod wykorzystuje aeroponikę, wydajną formę hydroponiki. Każde urządzenie jest połączone z internetem za pomocą oprogramowania IoT. Nie potrzeba wiedzy jak prowadzić farmę, wszystkie działania inicjuje sam komputer. Na Marsie będzie to miało niebagatelne znaczenie.

– Na Marsie nie ma deszczu, ale może się zdarzyć, że z nieba spadnie suchy lód, czyli zestalony dwutlenek węgla. Jak będziemy sobie radzić z takimi sytuacjami, jak przeprowadzić analizę gleby, jak tworzyć konstrukcje do pozyskiwania paliwa, jak podejdziemy do zarządzania modułami mieszkalnymi? Na Marsie jest wystarczająco dużo zadań do wykonania, w których komputery okażą się niezastąpione – podkreśla Ben Bennett.

Nanopowłoka sprawi, że smartfony będą odporne na wodę nawet po uszkodzeniu ekranu. W przyszłości z telefonami będzie można nurkować nawet na głębokość 100 m

Nanopowłoka sprawi, że smartfony będą odporne na wodę nawet po uszkodzeniu ekranu. W przyszłości z telefonami będzie można nurkować nawet na głębokość 100 m 4

Współczesne smartfony coraz częściej wyposaża się w duże, bezramkowe ekrany oraz obudowy wykonane ze szkła bądź ceramiki. Materiały takie, choć wyglądają estetycznie, są bardziej narażone na zachlapania. Po pęknięciu digitizera bądź obudowy, telefon przestaje spełniać normy wodoodporności i nawet naprawa w autoryzowanym serwisie nie przywróci mu fabrycznej szczelności. Technologia ochrony powłokowej pozwoli rozwiązać ten problem. Dzięki niej telefony dłużej wytrzymają pod wodą i nawet po uszkodzeniu zewnętrznych elementów konstrukcyjnych sprzęt będzie odporny na zalanie.

– Wprowadzamy technologię wodoszczelną Dunkable IPX8, która umożliwia korzystanie z telefonu pod wodą. W branży stosuje się oznaczenie IPX8, co oznacza, że urządzenie można trzymać pod wodą na głębokości 2 metrów przez 30 minut. My tworzymy rozwiązania zapewniające wodoszczelność na dużo większych głębokościach i o wiele dłużej – twierdzi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Adrian Moores, dyrektor generalny P2i.

Podczas targów Mobile World Congress 2019 firma P2i zaprezentowała prototypowe urządzenia pokryte powłoką Dunkable, które pracowały w zanurzeniu nawet przez 20 godzin. Opracowanie nowego procesu technologicznego okazało się konieczne, gdyż użytkownicy smartfonów coraz bardziej zwiększają obszar użytkowania swoich smartfonów, w tym m.in. jako kamery sportowe w trudnych warunkach, takich jak woda.

– Nasze powłoki działają przez cały okres użytkowania urządzenia, czym różnią się od rozwiązań stosowanych w pozostałych urządzeniach IPX8, obejmujących uszczelki, kleje czy spoiwa. W przypadku uszczelnienia mechanicznego po pierwszym upuszczeniu telefonu, gdy dochodzi do pęknięcia ekranu, ochrona IPX8 przestaje działać. Stosując nanopowłokę, zapewniamy wodoszczelność na poziomie IPX8 przez cały okres użytkowania urządzenia, co stanowi rewolucyjne rozwiązanie w branży – przekonuje ekspert.

Mechaniczne metody ochrony przed zalaniem mogą przestać działać, a uszkodzenie wierzchniej powłoki – np. szklanej obudowy lub ekranu – doprowadzi do nieodwracalnej utraty wodoszczelności. Wykorzystanie natryskiwanej powłoki Dunkable pozwoli zapewnić wodoszczelność urządzenia nawet po mechanicznym uszkodzeniu wyświetlacza.

Zanim najnowsza technologia Dunkable upowszechni się na rynku, firmy z sektora mobilnego stosują inne technologie, zapewniające wodoszczelność smartfonów. Huawei zaprojektowało obudowę ochronną IP69 dla Mate 20 Pro, która pozwala zejść z telefonem na głębokość do pięciu metrów na jedną godzinę. Telefon Crosscall Trekker-X4 zamknięto z kolei w wytrzymałej, wstrząsoodpornej obudowie, a podzespoły uszczelniono do tego stopnia, aby smartfon mógł przez godzinę pracować w zanurzeniu do głębokości 2 metrów. Taka konstrukcja umożliwia wykorzystanie telefonu w roli kamery do zdjęć podwodnych.

Chińska firma Doogee wyposażyła swój model S90 w obudowę o klasie szczelności IP68/IP69K, która spełnia militarny standard 810G. Oznacza to, że telefon może w zanurzeniu do 1,5 m wytrzymać nawet do dwóch tygodni, a także przetrwa temperatury od -30 do 80 °C, wybuch gazu czy wstrząs balistyczny.

– W przyszłości każdy użytkownik telefonu komórkowego będzie mógł go traktować podobnie jak zegarek, z którym można nurkować na głębokość stu metrów. Co prawda bardzo rzadko mamy potrzebę korzystania z telefonu na głębokości stu metrów, jednak możemy mieć pewność, że będzie on działał w różnych środowiskach, np. na basenie czy na plaży, gdy przypadkowo wpadnie do wody. Chcielibyśmy, aby klienci zmienili sposób myślenia o swoich telefonach – wskazuje Adrian Moores.

Technologia natryskowych powłok ochronnych powoli wkracza na rynek masowy, korzysta z niej kilku kluczowych producentów z branży mobilnej, m.in. Huawei, Xiaomi, Lenovo czy Sony. Jednym z najnowszych telefonów wykorzystujących rozwiązania od P2i jest Redmi Note 7 Pro. W tym przypadku nanopowłoką pokryto jednak wyłącznie przednią i tylną część obudowy, co oznacza, że sprzęt jest odporny na zachlapanie, ale nie na zalanie.

Według badań przeprowadzonych przez firmę Global Info Research globalny rynek wytrzymałych urządzeń mobilnych w ciągu najbliższych pięciu lat wykaże średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 3,2 proc. Szacuje się, że dziś branża jest warta ok. 3 mld dol., a do 2024 roku wartość ta wzrośnie do 3,7 mld dol.

Open Source Day 2019 – ruszyła rejestracja na 12. edycję konferencji

14 maja w Warszawie odbędzie się kolejna, 12. edycja Open Source Day. To największa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej konferencja poświęcona otwartym rozwiązaniom. Co roku gromadzi blisko 1000 uczestników obecnych na prelekcjach i niemałą grupę śledzącą wydarzenie w transmisji online. Program tegorocznej edycji obejmie 3 ścieżki tematyczne, na które składać się będzie 9 sesji technicznych, poświęconych najważniejszym kierunkom rozwoju branży IT. 6 marca ruszyła rejestracja na konferencję.

11 edycji, blisko 20 tys. uczestników obecnych zarówno na wydarzeniach, jak i śledzących je podczas transmisji online, 210 sekcji technicznych. Tak można podsumować w liczbach ponad dziesięcioletnią historię Open Source Day, konferencji, która co roku przyciąga miłośników otwartych rozwiązań i wszystkich tych, którzy chcą być na bieżąco z nowinkami ze świata nowych technologii. Już niedługo będzie pisany jej kolejny rozdział. Tegoroczna, 12. już edycja odbędzie się 14 maja w Warszawie (stadion miejski Legii). To, co jest siłą i znakiem rozpoznawczym Open Source Day, to dzielenie się wiedzą i doświadczeniem przez najlepszych ekspertów z branży IT. Nie inaczej będzie w tym roku. Dla uczestników przygotowano praktyczne sesje techniczne, które będą dotyczyć m.in. takich tematów jak: sztuczna inteligencja, data science, machine learning, automatyzacja, cloud computing czy bezpieczeństwo IT.

Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska
Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska

Tegoroczną edycję konferencji Open Source Day można uznać za szczególną. Wraz z nią oficjalnie będziemy świętować symboliczne 21. urodziny ruchu otwartych rozwiązań, który wchodzi nie tylko w trzecią dekadę, a także w zupełnie nową erę. Podczas wydarzenia odbywającego się już maju, będzie można dowiedzieć się, czym obecnie żyje branża open source i jakie są trendy oraz perspektywy jednego z najważniejszych kierunków rozwoju nowoczesnych technologii, które obecnie są podstawą funkcjonowania wszystkich gałęzi gospodarki. Także w Polsce. Pokazuje to badanie przeprowadzone przez Linux Polska[1], z którego wynika, że 9 na 10 przedstawicieli polskiego sektora technologii korzysta z rozwiązań otwartych – komentuje Dariusz Świąder, prezes zarządu Linux Polska, organizator konferencji Open Source Day.

Po rozwiązania open source sięga biznes, ale coraz częściej także instytucje z sektora publicznego. Przykładem jest, chociażby Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Dlatego wiedza o korzyściach, na które mogą liczyć firmy wdrażające open source, powinna trafić do specjalistów z branży informatycznej, co oczywiste, ale również do osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach i instytucjach odpowiedzialnych za infrastrukturę IT. – Zbudowanie platformy wymiany wiedzy na temat open source, której wcześniej brakowało w Polsce oraz zwiększanie świadomości na temat rozwiązań otwartoźródłowych, było głównym celem przyświecającym nam przy organizowaniu pierwszej edycji konferencji Open Source Day. Udało nam się go zrealizować, ale nasza intencja nie zmienia się od 11 lat. Po raz kolejny organizujemy wydarzenie, które stało się świętem społeczności i użytkowników otwartego oprogramowania, oferując uczestnikom porządną dawkę najaktualniejszych i sprawdzonych informacji z obszaru nowych technologii – dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

[1] Linux Polska, Polski Rynek Open Source 2018.

Przedsiębiorcy proponują kolejne zmiany w ustawie o OZE

  • Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan popiera propozycje Ministerstwa Energii, które znalazły się w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Szczególnie te, które umożliwią przeprowadzenie aukcji na zakup energii elektrycznej z OZE w 2019 r. oraz doprecyzowują różne przepisy.
  • Przedsiębiorcy proponują też m.in. skrócenie procedury wyłaniania wykonawców oraz uproszczenie i przyspieszenie postępowania w sprawie wydania koncesji.
  • Uważają również, że zmiany dotyczące wysokości opłaty zastępczej powinny być rozważane w późniejszym terminie.
  • Wprowadzenie nowej wysokości opłaty zastępczej byłoby kolejną na przestrzeni kilku lat modyfikacją systemu, co nie wpłynie pozytywnie na pewność obrotu prawnego i inwestycyjnego. Skutki takiej decyzji są trudne do przewidzenia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Opłata zastępcza

Wątpliwości budzi próba powiązania wartości opłaty zastępczej z cenami energii na giełdzie oraz arbitralnie ustalanymi wartościami w oparciu o obecny LCOE dla odnawialnych źródeł energii.

Trend wzrostowy cen energii i zielonych certyfikatów obserwowany w 2018 r. pozwolił zmniejszyć straty ponoszone przez przedsięwzięcia wiatrowe, biomasowe, fotowoltaiczne, czy hydroenergetyczne, od czasu załamania się rynku świadectw pochodzenia. Ale nie umożliwił odzyskania utraconej rentowności. Określanie poziomu opłaty zastępczej powinno opierać się o uzasadniony poziom przychodów, ustalany na podstawie danych historycznych z funkcjonowania systemu wsparcia w okresie, kiedy podejmowane były decyzje inwestycyjne.

Jeśli opłata zastępcza określa górną wartość świadectw pochodzenia, to powinna ona być ustalana na poziomie zapewniającym operatorom OZE, w powiązaniu z przychodami ze sprzedaży energii na rynku giełdowym, możliwość pokrywania bieżących kosztów operacyjnych i kapitałowych funkcjonowania ich instalacji wraz z uczciwą stopą zwrotu z zainwestowanych kapitałów.

Wydłużenie terminu na sprzedaż energii

Rada OZE proponuje również wydłużenie ustawowego terminu na sprzedaż energii elektrycznej w ramach systemu aukcyjnego o kolejne 6 miesięcy. Rozpoczęcie sprzedaży w ramach aukcyjnego systemu wsparcia powinno być poprzedzone uzyskaniem koncesji. Teraz średni czas postępowania w sprawie wydania koncesji na wytwarzanie energii wynosi ok. 4-5 miesięcy. Branża energetyki odnawialnej ma pełną świadomość, iż wiele czynników wpływa na wydłużenie tych postępowań, niemniej konsekwencje z tym związane dla zwycięzców aukcji są dotkliwe. Przewlekłość postępowań w sprawie wydania koncesji w połączeniu z praktyką operatorów w zasadzie uniemożliwia wywiązanie się przez zwycięzców aukcji z obowiązku sprzedaży energii w ustawowym terminie, w szczególności w 18 – miesięcznym terminie przeznaczonym dla instalacji fotowoltaicznych. To przekłada się na trudności przy uzyskaniu finansowania na realizację inwestycji OZE z aukcji z 2018 r.

Instytucje finansujące przedsięwzięcia w branży OZE niechętnie rozpatrują, a w zasadzie wykluczają możliwość przejęcia ryzyka administracyjnego w zakresie terminowego uzyskania koncesji, umożliwiającego wytwórcom wejście do aukcyjnego systemu wsparcia w ustawowym terminie.

Konfederacja Lewiatan

SOFT SKILLS WEEKS 2019

Soft Skills Weeks to wydarzenie organizowane przez Koło Naukowe Strategii Gospodarczej Uniwersytetu Warszawskiego, skierowane do studentów, którzy chcieliby rozwijać swoje umiejętności miękkie.

SOFT SKILLS WEEKS 2019 (2)W dzisiejszych czasach umiejętności miękkie, takie jak samodyscyplina, komunikatywność czy organizacja czasu, mają ogromne znaczenie. Pomagają wyróżnić się w oczach potencjalnego pracodawcy, co oznacza, że są równie ważne jak umiejętności twarde. Dodatkowo usprawniają komunikację i poprawiają relacje z rodziną i znajomymi.

Wśród prelegentów tegorocznej edycji wydarzenia znajdują się m.in.: Agnieszka Jarzębowska, Tomasz Kammel i Maciej Orłoś, którzy powiedzą nam jak dobrze wypaść na rozmowie rekrutacyjnej, zaplanować swoją karierę oraz jak przemawiać, by być słuchanym.

SOFT SKILLS WEEKS 2019 (1)Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w tegorocznym Soft Skills Weeks, które odbędzie się w dniach 18-28.03.2019. Zapisy możliwe są poprzez formularz zamieszczony w wydarzeniu na Facebooku – Soft Skills Weeks 2019 (https://www.facebook.com/events/642672372834113/)

Women in Work Index 2019 – awans Polski na 8. miejsce

Kolejny rok z rzędu Polska awansowała w zestawieniu „Women in Work Index”, przygotowywanym przez firmę doradczą PwC. W najnowszej edycji zajmujemy 8. miejsce, czyli o jedną pozycję wyżej niż poprzednio, co jest efektem m.in. malejącej różnicy w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn oraz niskiej stopie bezrobocia.

Raport PwC „Women in Work Index” jest analizą sytuacji kobiet na rynku pracy w 33 krajach OECD, uwzględniającą takie czynniki jak: różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn, aktywność zawodowa obu grup, stopa bezrobocia oraz praca w pełnym wymiarze godzin.

Polska jest drugim po Luksemburgu krajem, który od 2000 r. dokonał największego skoku w zakresie dostępności i przyjazności rynku pracy dla kobiet, awansując w tym czasie aż o 11 pozycji. Nasze obecne 8. miejsce to efekt m.in. sukcesywnego zmniejszania luki płacowej, która obecnie wynosi 5%, coraz niższej stopy bezrobocia wśród pań oraz dużej liczby zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Z drugiej strony dość słabo w porównaniu z innymi krajami wygląda poziom aktywności zawodowej kobiet w Polsce, będący na poziomie zaledwie 63%, co oznacza że w ciągu ostatnich 17 lat zwiększył się jedynie o 3%. – Anna Szczeblewska, partner w PwC, lider zespołu People & Change

Najwyższe miejsca podium w tegorocznym zestawieniu Women in Work Index niezmiennie zajmują Islandia i Szwecja, a 3. miejsce należy do Nowej Zelandii. Wysoko, bo aż na 4. pozycji uplasował się inny kraj naszego regionu, Słowenia. Pozostałe państwa Europy Środkowo-Wschodniej są na odleglejszych miejscach: Węgry – 14, Estonia – 20, Czechy – 24, Słowacja – 26. Ostatnie miejsca zestawienia zajmują Grecja, Meksyk i Korea Płd.

Od 2000 r. największy awans w zestawieniu zaliczyły Luksemburg (o 17 pozycji), Polska (o 11 pozycji) i Belgia (o 10 pozycji). Z kolei największe spadki zanotowały Stany Zjednoczonych (o 14 pozycji), Austria (o 13 pozycji) i Portugalia (o 11 pozycji).

Autorzy raportu podkreślają, że gdyby wszystkim krajom OECD udało się podnieść poziom zatrudnienia kobiet do tego notowanego w Szwecji (81%), PKB całej grupy mógłby wzrosnąć w długiej perspektywie nawet o 6 bln dolarów.

Women in Work Index 2019Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że w 2017 r. różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn (gender pay gap) w Polsce wynosiła 5%, czyli w porównaniu z poprzednią edycją zmalała o 2%. To po Luksemburgu (4%) najlepszy wynik w całym OECD, dla którego średnia wyniosła 15%. Najgorzej z równością płac radzą sobie Korei Płd. (gdzie gender pay gap to aż 35%), Estonia (27%) i Japonia (25%).

Korzystnie wygląda również w Polsce stopa bezrobocia wśród kobiet. W 2017 r. wyniosła 5%. Tu jednak lista krajów z lepszym wynikiem jest dłuższa, a czołówkę zajmują Islandia, Japonia i Niemcy (wszystkie po 3%). Z kolei pod względem zatrudnienia pań w pełnym wymiarze godzin plasujemy się w czołówce z wynikiem 91%.

Inaczej sytuacja wygląda w obszarze aktywności zawodowej kobiet – tu znajdujemy się w końcówce zestawienia z wynikiem 63%. Średnia dla OECD wynosi 69%, a najlepiej w tym zakresie wypadają takie kraje jak Islandia (86%), Szwecja (81%) i Szwajcaria (79%).

Nie tylko rządy, ale także pracodawcy mają możliwość kształtowania odpowiedzialnego i równościowego rynku pracy. Organizacje w Polsce przywiązują coraz większą wagę do aspektów związanych z diversity & inclusion, traktując je jako część strategii biznesowej, dzięki czemu idą za tym konkretne działania, takie jak chociażby Certyfikat Równych Płac. O ile jednak w kwestii zmniejszenia gender pay gap zrobiliśmy w ostatnich latach bardzo dużo, ciągle niezadowalająco wygląda odsetek kobiet zajmujących kierownicze stanowiska wyższego szczebla w firmach. – Agnieszka Batkiewicz, menedżer w zespole People & Change w PwC

Informacje o raporcie PwC „Women in Work Index 2019”

Raport „Women in Work Index” analizuje sytuację kobiet na rynku pracy oraz ich wpływ na gospodarkę w 33 krajach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Indeks powstaje w oparciu o dane OECD, Eurostatu oraz BLS i jest średnią ważoną wskaźników takich jak: różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn, stopa bezrobocia wśród kobiet, bezpieczeństwo zatrudnienia, forma zatrudnienia (pełny lub niepełny etat). Najnowsza edycja raportu obejmuje dane za 2017 rok.

Rynek pracy tymczasowej jest kobietą

Polski rynek pracy tymczasowej zdominowały kobiety. Ich liczba rośnie sukcesywnie. Podobnie jak średnia liczba roboczogodzin przepracowanych przez panie zatrudnione tymczasowo, która w 2018 r. zwiększyła się o 28 proc. w porównaniu do 2017 r. – wynika z najnowszego raportu Grupy Progres analizującego krajowy rynek pracy tymczasowej.

Sytuacja kobiet na rynku pracy z roku na rok jest coraz lepsza. I chociaż to mężczyźni stanowią większą część jego udziału to w przypadku pracy tymczasowej jest nieco inaczej. Specyfika tej gałęzi rynku pracy wynika m.in. z branż, do których rekrutują agencje – nie wszystkie sektory są przez nie obsługiwane. Z drugiej strony, zapotrzebowanie na personel zgłaszane przez klientów – organizacje, firmy czy instytucje – dotyczą w większości prac, które chcą wykonywać właśnie panie (pracownicy usług, sprzedawcy, specjaliści, pracownicy biurowi, contact center). Mężczyźni, częściej niż kobiety, zajmują stanowiska typu operator maszyn, mechanik maszyn, monter urządzeń czy pracownik w przemyśle, czyli stanowiska bardziej wykwalifikowane, na które jest zdecydowanie mniej zleceń ze strony klientów agencji zatrudnienia.

Pracujące tymczasowo siłaczki

Z raportu Grupy Progres wynika,  że trend dot. większej liczby kobiet niż mężczyzn pracujących tymczasowo jest widoczny w całej Polsce. W ubiegłym roku, tę formę zatrudnienia posiadało 56 proc. pań i 44 proc. panów. Te same dane wskazują, że kobiety zatrudnione tymczasowo, w 2018 r. na pracę poświęciły o 28 proc. RBH więcej niż w 2017 r. – 462 RBH (cały okres zatrudnienia, w przeliczeniu na osobę – 2017 r.) i 595 RBH (cały okres zatrudnienia, w przeliczeniu na osobę – 2018 r.). Biorąc pod uwagę narodowość aktywnych zawodowo kobiet to Ukrainki pracują więcej niż Polki – tylko w 2018 r. panie pochodzące ze Wschodu pracowały tymczasowo – 755 RBH (cały okres zatrudnienia, w przeliczeniu na osobę), nasze rodaczki o 320 RBH mniej – średnio 435 RBH (cały okres zatrudnienia, w przeliczeniu na osobę).

W porównaniu do Polek, kobiety z Ukrainy w naszym kraju pracują tymczasowo zdecydowanie więcej niż nasze rodaczki. Większa aktywność zawodowa tej grupy wynika z czynników, które motywują Ukrainki do podjęcia pracy poza ojczyzną. W ich przypadku cel jest jasny – chcą zarobić jak najwięcej, by móc odłożyć jak najwięcej. Ukrainki często są w Polsce same, bez dzieci, rodziny i praca jest ich jedynym zajęciem – mówi Magda Dąbrowska, Dyrektor Zarządzający CUW w Grupie Progres. W przypadku Polek wykonujących pracę tymczasową na miejscu, mających przy sobie swoje dzieci ważny jest również czas, który mogą spędzić z rodziną, więc w tej sytuacji naturalne jest dzielenie doby pomiędzy dom i pracę. Dla dużej części Ukraińców Polska staje się krajem, w którym chcą żyć i budować swoją lepszą przyszłość, a do tego potrzebne jest pewne zaplecze finansowe – zaznacza Magda Dąbrowska.

Rynek pracy tymczasowej jest kobietą

Mimo odnotowanego wzrostu ogólnej liczby kobiet zatrudnianych przez agencje pracy, sytuacja zmienia się podczas analizy ich narodowości. Biorąc pod uwagę kraj pochodzenia pracujących pań, widoczne są spore różnice – liczba pracujących Ukrainek w 2018 r. wzrosła (w porównaniu do 2017 r.) o ok. 49 proc, natomiast liczba pracujących tymczasowo Polek w 2018 r. spadła o 31 proc. (w porównaniu do 2017 r.).

Odnotowany w ubiegłym roku spadek liczby pracujących tymczasowo Polek zdecydowanie potwierdza wpływ, prowadzonej od dłuższego czasu polityki prorodzinnej, na rynek pracy. Ma ona na celu zachęcenie kobiet do rodzenia dzieci – program Rodzina 500 plus na każde drugie i kolejne dziecko miesięcznie, bez kryterium dochodowego. Po jego wprowadzeniu niemalże z dnia na dzień zauważalny był spadek zatrudnienia polskich kobiet – podkreśla Magda Dąbrowska. – Decydujące było też wsparcie dla  rodzin o niskich dochodach na pierwsze lub jedyne dziecko oraz program Dobry Start, czyli 300 zł jednorazowego wsparcia dla wszystkich uczniów rozpoczynających rok szkolny, również bez kryterium dochodowego, a także większa ulga podatkowa na dzieci – podsumowuje Magda Dąbrowska.

Wśród wszystkich kobiet aktywnych zawodowo największą grupę pracujących tymczasowo stanowią osoby między 21 a 30 rokiem życia – 36 proc., na kolejnych miejscach znajdują się panie w wieku od 31 do 50 lat (ok. 20 proc.), poniżej 21 roku życia (13 proc.) i kobiety pomiędzy 51 a 60 r.ż. (10 proc.). Najmniejszą grupą są osoby starsze – 61 lat i więcej (2 proc.).

W informacji wykorzystano wyniki dane Grupy Progres za 2017 r. i 2018 r. analizujące 49 869 pracowników tymczasowych z Polski i Ukrainy.

Kobiety na rynku nieruchomości – Monika Rajska-Wolińska

Kompetencje miękkie, jak również te związane bezpośrednio ze zdobytym wykształceniem i doświadczeniem sprawiają, że kobiety coraz częściej piastują stanowiska zarządcze w branży nieruchomości. Colliers International od wielu lat podejmuje inicjatywy, które ułatwiają kobietom dynamiczny rozwój zawodowy i zapewniają atrakcyjne warunki pracy.

Colliers International jest jedną z nielicznych firm na polskim rynku nieruchomości, której przewodzi kobieta. Co więcej firma może się pochwalić wyjątkowym w tej branży wskaźnikiem zatrudnienia wśród przedstawicielek płci żeńskiej – stanowią one 65% wszystkich pracowników. Zajmują one również większość stanowisk kierowniczych – aż 86% managerów i 53% dyrektorów i partnerów organizacji to kobiety.

Kobiece wsparcie

Rozwój to nieodłączna część pracy w Colliers. Z licznych szkoleń (Brainy Day, Smart Leader) prowadzonych w firmie mogą skorzystać zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający w Colliers International
Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający w Colliers International

— W centrum naszego biznesu stawiamy człowieka i jego potrzeby. Dotyczy to zarówno naszego podejścia do relacji z klientem, ale także z pracownikami. Zależy nam na zapewnieniu odpowiednich warunków do rozwoju i samorealizacji. Po wielu latach w biznesie i spotkań z przedsiębiorczymi kobietami, wiem że panie mają w sobie ogromny potencjał i siłę, często jednak cechy takie jak skromność czy skrupulatność, które z jednej strony są naszym atutem, z drugiej mogą utrudniać rozwój kariery — mówi Monika Rajska-Wolińska, partner zarządzający w Colliers International.

Mając to na uwadze, Colliers International angażuje się w liczne szkolenia oraz warsztaty dla kobiet w biznesie z ramienia m.in. Fundacji Liderek Biznesu czy Vital Voices. Podczas spotkań kobiety dzielą się swoim doświadczeniem i podpowiadają, jak radzić sobie z przeszkodami na drodze zawodowej. Ponadto prowadzone są programy mentorskie.

Rodzina a praca

Duży nacisk w Colliers International kładziony jest na zachowanie równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Firma wprowadziła program wspierania rodziców, skierowany głównie do przyszłych i obecnych mam, zapewniający m.in.: skrócony czas pracy w pierwszym trymestrze ciąży (przy zachowaniu pełnego wynagrodzenia), udogodnienia i benefity przy powracaniu z urlopów macierzyńskich, dodatkowe 6 dni urlopu dla pracowników mających dziecko (do 18. roku życia). Wyrazem prorodzinnej polityki Colliers są również elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, warsztaty psychologiczne dla wszystkich rodziców oraz możliwość przyprowadzenia pociechy do biura w sytuacjach awaryjnych. Po narodzinach dziecka każda mama (niezależnie od tego, czy jest pracownicą czy też żoną pracownika) otrzymuje bukiet kwiatów z życzeniami i gratulacjami.

— W Colliers International jesteśmy świadomi, że każdy człowiek pełni w życiu kilka ról społecznych – jesteśmy rodzicami, pracownikami, mamy obowiązki i pasje. Dlatego też tak duży nacisk kładziemy na politykę prorodzinną i aktywność zawodową mam. Między innymi z tego względu zostaliśmy oficjalnym partnerem portalu mamopracuj.pl — mówi Agata Błaszkiewicz, dyrektor ds. HR Colliers International.

Równe szanse

W Colliers w trakcie procesu rekrutacyjnego, przyznawania awansów czy podwyżek nie ma miejsca na uprzywilejowanie ze względu na płeć.

— Polityka równych szans w firmach jest nie tylko ważna, ale wręcz niezbędna. Stawiamy na działania, które mają na celu promowanie oraz wspieranie rozwoju kobiet w miejscu pracy. Jak świadczy przykład Colliers, panie są doskonałymi pracownikami. Ich zalety to między innymi zaangażowanie, sumienność, odpowiedzialność, komunikatywność, zdolności organizacyjne czy gotowość do poszukiwania akceptowanych przez wszystkie strony rozwiązań. Takie cechy bardzo się ceni w branży nieruchomości — mówi Monika Rajska-Wolińska.

Monika Rajska-Wolińska od momentu objęcia funkcji partnera zarządzającego angażuje się we wspieranie rozwoju kobiet – zarówno w swojej firmie, jak i w biznesie. Jest inicjatorką licznych programów, których celem jest wyrównywanie szans, podnoszenie kompetencji i jeszcze szybszy rozwój zawodowy żeńskiej części pracowników. W tym roku została laureatką konkursu Businesswoman Roku Sukces Pisany Szminką w kategorii Female Champion of Change. Jury doceniło efekty jej działań oraz fakt, że stworzyła w Colliers długofalowe mechanizmy wspierania różnorodności. Dają one szansę na trwałą zmianę i są przykładem dobrych i godnych naśladowania praktyk.

Więcej giełdowych debiutów? Jeszcze nie w tym roku

Miniony rok na GPW był bardzo słaby, nie tylko pod względem notowań WIG20, ale też debiutów spółek wchodzących na parkiet. Dobra passa może powrócić, nawet przy gorszej koniunkturze gospodarczej, dzięki funduszom inwestycyjnym powiązanym z PPK.

W porównaniu z innymi europejskimi parkietami GPW w 2018 r. wypadła blado również pod względem IPO (ang. initial public offering), czyli debiutów spółek nowo wchodzących na giełdę. Obrazu nie poprawiają też statystyki dotyczące firm, które zdecydowały się na opuszczenie GPW.

– W 2018 r. na GPW było tylko 7 nowych emisji akcji, w porównaniu do 81 emisji w 2007 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. Jednocześnie trwał exodus, bo w minionym roku warszawski parkiet opuściły 22 spółki.

Czy 2019 r. może przynieść pozytywną zmianę, zwłaszcza gdy będziemy mieli gorszą dynamikę PKB, która według prognoz nie ma szans osiągnąć zeszłorocznego poziomu 6 proc.?

– To, że w 2019 r. będzie gorsza koniunktura gospodarcza, nie musi oznaczać, że notowania na GPW muszą spadać. Inwestorzy mają wolne środki, co potwierdzają wysokie od dwóch lat zakupy mieszkań za gotówkę – komentuje ekspert CMC Markets. – Warunkiem hossy jest obecność stabilnych inwestorów instytucjonalnych, jakimi były OFE. Teraz taką rolę mogą odegrać PPK. Wprawdzie jeszcze nie w tym roku, gdy dopiero rozpoczną działalność, ale w przyszłym już owszem.

Zacieśnienie polsko-niemieckich relacji handlowych szansą na ożywienie gospodarki

Według niemieckich raportów Polska znajduje się na ósmym miejscu na liście największych odbiorców towarów z Niemiec i na szóstym, jeśli chodzi o kwestię importu dóbr. Nasz kraj, mimo iż położony znacznie bliżej Berlina, wciąż przegrywa z Włochami czy Wielką Brytanią. O wzajemnych stosunkach gospodarczych i kwestiach, które należałoby udoskonalić, rozmawiamy z minister przedsiębiorczości i technologii, Jadwigą Emilewicz.

– „Niemcy są największym partnerem gospodarczym Polski. Chcielibyśmy i życzymy sobie, aby stosunki polityczne  były na równie dobrym i wysokim poziomie, jak właśnie stosunki gospodarcze. 110 miliardów euro wzajemnej wymiany handlowej, to imponujący wzrost. Rok 2018 był kolejnym rokiem z rekordową wysoką wymianą handlową – wzrosła ona o kolejne 10%. To szczególnie ważne w czasie, kiedy gospodarka nieco spowalnia. Niemcy to nasz największy partner i chcemy, aby nasze wzajemne, dobre więzi dalej mogły się rozwijać.” – dla Newsrm.tv wyjaśnia minister Jadwiga Emilewicz.

Niemcy do końca 2017 roku, zainwestowały w Polsce około 34 miliardów euro, a w naszym kraju zarejestrowano ponad 4900 podmiotów z kapitałem niemieckim. Do grupy największych inwestorów należą np. Volkswagen, Commerzbank, Allianz, Siemens czy Bayer. Natomiast wartość skumulowana wartość polskich inwestycji w Niemczech na koniec 2017 roku wynosiła ponad 1,33 miliarda euro. Do największych inwestorów z naszego kraju należą: PKN Orlen S.A., Grupa Azoty, Kopex, Comarch czy sieć obuwnicza CCC.

Tematem, który ciągle powraca w rozmowach gospodarczych między naszymi krajami, są kwestie barier pozataryfowych i ograniczeń pozaprawnych, hamujących możliwości inwestowania polskich przedsiębiorców w niemiecki rynek:

– „To co jest ciągłym przedmiotem troski z naszej strony jest istnienie barier pozataryfowych, ograniczeń pozaprawnych, które sprawiają, że polscy przedsiębiorcy mają trudności w wchodzeniu na niemiecki rynek. Słynny i wielokrotnie przytaczany przykład polskiego styropianu, który spełnia wszystkie europejskie wymogi, a ma kłopoty z tym, aby znaleźć się w sieciach sprzedaży w Niemczech; innym gorącym tematem są chociażby polskie okna. Takich przykładów jest mnóstwo. O tych barierach pozataryfowych będziemy rozmawiać. Przygotowaliśmy solidny raport w tej sprawie, który przekażę niemieckiemu ministerstwu i o tym raporcie będziemy dyskutować podczas spotkania w jednym z najważniejszych niemieckich think tanków, zajmujących się polityką międzynarodową. Obecnie jesteśmy w ważnym momencie – okres spowolnienia gospodarczego dwóch ważnych partnerów handlowych, to dobry moment, aby rozmawiać o tym, jak te bariery znosić, abyśmy wykorzystali ten czas, po to, aby nasze gospodarki wzajemnie nie spowalniały.” – podsumowuje minister przedsiębiorczości.

Ważnym momentem w gospodarczych stosunkach polsko-niemieckich, będzie marcowe Forum Gospodarcze, dotyczące cyfryzacji, energii czy kwestii mobilności. Celem tego wydarzenia jest wyznaczanie kierunków rozwoju współpracy w dziedzinach, które są najbardziej perspektywistyczne, czyli przemysłu cyfrowego, innowacyjnych technologii czy produkcji zrównoważonej energii. Forum odbędzie się w Berlinie i weźmie w nim udział ponad 150 polskich firm, które będą miały szansę zaprezentować swoje produkty na stoiskach wystawowych czy nawiązać bezpośredni kontakt biznesowy z niemieckimi partnerami.

Centra Usług Biznesowych poza wielkomiejskimi ośrodkami

Centra Usług Biznesowych poza wielkomiejskimi ośrodkami. Mniejsze miejscowości atrakcyjne zarówno jako lokalizacja usług outsourcingowych, a także miejsce życia i pracy.

Polska już od kilku lat plasuje się na wysokiej pozycji wśród najważniejszych na świecie lokalizacji nowoczesnych usług dla biznesu, a w Europie nieprzerwanie zajmuje pierwsze miejsce pod względem liczby zatrudnionych osób w tym sektorze. Jak wynika z raportu  ABSL na 2018 rok, w Polsce działają 54 centra usług wspólnych, zatrudniające co najmniej po 1000 osób każde. Łącznie na terytorium Polski w takich Centrach pracuje 279 tys. pracowników. To o 30% więcej zatrudnionych niż w 2016 roku, a opierając się na prognozach, w 2019 roku liczba pracowników w centrach usług wspólnych przekroczy 300 tys.

W Polsce do jedenastki największych ośrodków usług biznesowych należą: Kraków, Warszawa, Wrocław, Trójmiasto, Aglomeracja Katowicka, Łódź, Poznań, Bydgoszcz, Lublin, Szczecin i Rzeszów. Pracuje w nich aż 95% zatrudnionych w branży. Analiza zmian poszczególnych kategorii ośrodków pozwala zauważyć wyraźny wzrost zatrudnienia w mniejszych miejscowościach. Potencjał mniejszych ośrodków pozwala na kolejne inwestycje w centra usług, bez widocznej presji na obecnie działające podmioty z sektora. Powoduje to wzrost zainteresowania tymi ośrodkami zarówno wśród inwestorów i właścicieli centrów usług biznesowych, jak i coraz większej liczby pracowników ze znajomością języków, a nawet obcokrajowców.

Atrakcyjny pracodawca

Przemysław Konieczny, Branch Manager z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej CPL Jobs
Przemysław Konieczny, Branch Manager z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej CPL Jobs

Jest oczywistym, że trudniej jest znaleźć wykwalifikowanych pracowników w mniejszej miejscowości,  niż przykładowo w Krakowie czy Warszawie. Wielkie miasta kuszą młodzież nowoczesnością, łatwiejszym dostępem do rozrywek i oczywiście wyższymi zarobkami. Są jednak i tacy, którym nie odpowiada szybkie tempo życia. W ramach prowadzonych procesów rekrutacyjnych coraz częściej obserwujemy powrót młodych ludzi, kończących studia wyższe, do mniejszych, rodzinnych miejscowości.  Przedsiębiorcy, chcąc zainteresować podjęciem pracy właśnie u nich, prowadzą przemyślane działania employer brandingowe, w których kreują swój pozytywny wizerunek pracodawcy, jako firmy elastycznej, z unikalną atmosferą – co bez wątpienia doskonale wpisuje się w potrzeby lokalnej społeczności – zauważa Przemysław Konieczny, Branch Manager z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej CPL Jobs. Co więcej, urzędy miast we współpracy z przedsiębiorcami starają się zorganizować w miastach atrakcje i udogodnienia na poziomie dużych aglomeracji. Dzięki tym działaniom, dla młodych ludzi życie w dużym mieście nie już tak atrakcyjne, jak parę lat temu, a bliskość rodziny i wolniejsze tempo życia sprzyja osiedleniu się właśnie tam. Jedną z ciekawszych inicjatyw z ostatnich lat, było otwarcie żłobka w mniejszej miejscowości z dostępem nie tylko dla pracowników, ale także mieszkańców. Jest to bez wątpienia trend w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) docenianej przez potencjalnych pracowników – dodaje.

Koszty utrzymania i wygoda

Nie bez znaczenia jest czynnik ekonomiczny. Pomimo że zarobki w małych miejscowościach są niższe niż w większych ośrodkach biznesowych, to jednak koszty utrzymania są w nich znacznie bardziej przyjazne dla portfela. To, co skłania ich do podjęcia pracy w małym mieście, to m.in. bardzo atrakcyjne oferty pracy, wzbogacone o zachęcające pakiety relokacyjne, które mają rekompensować koszty zmiany miejsca zamieszkania – mówi Przemysław Konieczny. Również większe poczucie bezpieczeństwa i stabilności zatrudnienia, a także bliskość rodziny i przyjaciół oraz wolniejsze tempo sprawiają, że życie w dużym mieście nie już dla nich tak atrakcyjne, jak parę lat temu. Młodzi ludzie coraz częściej stawiają też na wygodę – krótsze dojazdy z domu do pracy, szybki i łatwy dostęp do sklepów, ośrodków zdrowia czy rekreacji, które w niczym nie ustępują jakością usług wielkomiejskim. Coraz więcej zwolenników mają również idee slow life oraz work-life balance, które nie są łatwe do zrealizowania w dużym mieście.

Kształcenie przyszłych pracowników

Dominik Rykowski, Dyrektor GBS w NSG Group w Polsce
Dominik Rykowski, Dyrektor GBS w NSG Group w Polsce

Pracodawcy umożliwiają kandydatom udział w licznych praktykach oraz stażach, prezentując możliwości rozwoju zawodowego i tym samym wiążąc ich z firmą na dłużej. Centra usług wspólnych poszukują przede wszystkim osób biegle komunikujących się w danym języku obcym, a także posiadających umiejętności analityczne. Wiele firm decyduje się więc na współpracę nie tylko z lokalnym władzami, ale również szkołami średnimi. Organizują dla klas profilowych lekcje pokazowe, warsztaty, wycieczki, prelekcje, a nawet wpływają bezpośrednio na edukację w danej szkole, oferując autorskie programy nauczania np. z ekonomii, informatyki czy analityki. Współfinansują również konkursy wiedzy ekonomicznej oraz językowej – mówi Dominik Rykowski, Dyrektor GBS w NSG Group w Polsce. Bardzo ważna jest w przypadku CUWów współpraca z uczelniami wyższymi, które znajdują się w najbliższym otoczeniu. To właśnie na organizowanych przez uczelnie targach pracy, firma ma możliwość zaprezentowania studentom, w jaki sposób zdobytą widzę i umiejętności mogą wkrótce wykorzystać w danej firmie.

Rekrutacja i zatrudnienie

W mniejszych miejscowościach działy HR poszukujące pracowników do CUW skupiają się przede wszystkim na współpracy z mediami lokalnymi. Gwarantuje to szybkie oraz precyzyjne dotarcie do grupy docelowej. Podczas rekrutacji wspierają się również współpracą z portalami ogólnopolskimi, jednak nacisk położony jest głównie na lokalność. Staż pracy w centrach usług wspólnych funkcjonujących poza wielkomiejskimi ośrodkami często jest dłuższy, niż w odpowiednikach wielkomiejskich. Nawet 30 % zatrudnionych przepracowuje w swoim CUWie od 5 do 9 lat – informuje Dominik Rykowski. To właśnie lokalizacja i mniejsza rotacja wśród pracowników wpływa na stabilność, większe poczucie bezpieczeństwa i ciągłości zatrudnienia. Szczególne istotne jest to w przypadku kobiet, które stanowią większość zatrudnionych w obszarze nowoczesnych usług dla biznesu. Łatwość powrotu na stanowisko pracy po urlopie macierzyńskim jest również jednym z czynników wpływających na decyzje zawodowe młodych osób. Podobnie jak oferowana przez pracodawcę szansa rozwoju w ramach struktury firmy, dzięki możliwości migracji między działami, poszerzania kwalifikacji oraz współpracę z zagranicznymi oddziałami. Pracownicy cenią sobie również zaangażowanie pracodawcy w proces wprowadzania w nowe obowiązki poprzez dedykowane plany szkoleniowe i ścieżkę kariery, dofinansowywanie studiów podyplomowych lub kursów – dodaje. Niemniej ważna jest umiejętność zapewnienia i podtrzymywania przez pracodawcę dobrej atmosfery, a także równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym.

mLeasing kupuje LeaseLink i zwiększa swój udział w obsłudze MSP

Leasingowa spółka z Grupy mBanku sfinalizowała transakcję zakupu 100 proc. udziałów w LeaseLink. Jest to fintech specjalizujący się w usługach płatności leasingiem. Zakup umacnia pozycję mLeasingu w finansowaniu małych i średnich przedsiębiorstw oraz otwiera spółkę na nowe możliwości, związane z finansowaniem aktywów o niższej wartości.

LeaseLink oferuje swój produkt przede wszystkim w sieci – czyli tam, gdzie klienci kupują coraz więcej. Jest to płatność leasingiem, analogiczna do popularnej w bankowości płatności przelewem (pay‑by‑link). Dzięki LeaseLink, przedsiębiorca może błyskawicznie sfinansować zakup aktywa niezależnie od czasu i miejsca transakcji oraz bez papierowych dokumentów.

Dzięki całkowicie zdigitalizowanemu procesowi oraz innowacyjnemu podejściu do procesowania usługi leasingowej, przedsiębiorcy mogą skorzystać z leasingu w ciągu kilku minut przez 24 godziny na dobę na dowolnie wybrane zakupy środków trwałych o wartości od 1 do 50 tys. zł.

Cezary Raczyński – prezes mLeasingu
Cezary Raczyński – prezes mLeasingu

– Kupujemy firmę, która ma unikalne kompetencje w finasowaniu mniejszych aktywów. Jej model biznesowy umacnia pozycję mLeasingu w segmencie MSP i finansowania zakupów, niezbędnych do prowadzenia biznesu. Chcemy, by klienci, dzięki współpracy z nami, mieli więcej czasu na sprawy ważne z punktu widzenia ich firmy – mówi Cezary Raczyński, prezes mLeasingu.

– Model biznesowy LeaseLink świetnie pasuje do mLeasingu. Z firmy wyspecjalizowanej w finansowaniu korporacji, zmieniliśmy się w spółkę, która potrafi obsługiwać również mniejszych przedsiębiorców – dodaje Raczyński.

Wojciech Kazimierski, prezes LeaseLink
Wojciech Kazimierski, prezes LeaseLink

– Jesteśmy przykładem fintechu, który z jednej strony rywalizował o klientów z grupami bankowymi, a z drugiej także współpracował z nimi. Teraz staje się częścią jednej z największych polskich instytucji finansowych, aby jeszcze skuteczniej rewolucjonizować branżę leasingową i e-commerce. Ta transakcja to dobra wiadomość dla klientów, partnerów i naszych pracowników – będziemy jeszcze mocniejsi i jeszcze lepsi – mówi Wojciech Kazimierski, prezes LeaseLink.

mLeasing będzie jedynym właścicielem LeaseLink. Wartość transakcji wynosi 31,6 mln zł. Obecnie nie jest planowane połączenie obu firm, marka przejmowanego podmiotu pozostanie na rynku.

Szklane awanse, dostęp do wiedzy i wynagrodzenia

Przepisy prawa obowiązujące w Polsce stawiają kobiety i mężczyzn na równi i zabraniają jakichkolwiek form dyskryminacji wynikających z płci. Aktualnie Polska ma jeden z najniższych wskaźników luki płacowej w Unii Europejskiej – pracujące kobiety zarabiają o około 7% mniej niż mężczyźni, podczas gdy średnia w krajach wspólnotowych to aż 16,2%. Konstytucyjne prawo do równości nie zawsze jest jednak przestrzegane, co widać nie tylko na przykładzie wynagrodzeń, ale także awansów czy dostępu do podnoszenia kwalifikacji. Według najnowszych danych Banku Światowego tylko sześć krajów, ze 187 poddanych analizie, zapewnia kobietom i mężczyznom równe prawa pracy. Jeszcze 10 lat temu nie dawał ich żaden kraj. W czasach rosnącej pozycji kobiet w różnych sferach życia, wychodzących na światło dzienne skandali i dostrzegania znaczenia kobiet w biznesie – również w Davos, rola firm i ustawodawców w kwestii dbania o równość i różnorodność powinna stać się priorytetowa, bo przecież wynagrodzenia, awanse i dostęp do wiedzy nie mają i nigdy nie powinny mieć płci.

Kobiety w Polsce stanowią obecnie ok. 70% studentów wyższych uczelni, decydują o większości zakupów oraz inwestycji gospodarstw domowych, zajmują wysokie stanowiska zarówno w sektorze prywatnym i państwowym, a także coraz częściej skupiają się na rozwoju zawodowym. W ubiegłym roku rekordowa liczba kobiet kandydowała również w wyborach samorządowych, stanowiąc 40% wszystkich startujących. Są pożądane jako pracownicy, dzięki ich wyjątkowym umiejętnościom: są sprawniejsze językowo i komunikacyjnie – potrafią słuchać oraz przekonywać, mają wysoko rozwiniętą inteligencję emocjonalną, są pracowite, odpowiedzialne i rzetelne. Mimo to, ich sytuacja na rynku pracy nadal nie jest identyczna, jak sytuacja mężczyzn i spora część zatrudnionych kobiet spotyka się z nierównym traktowaniem – otrzymywaniem niższego wynagrodzenia za ten sam rodzaj pracy i zakres obowiązków, ograniczaniem możliwości awansu czy dostępu do podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Dyskryminację ze względu na płeć widać idealnie w raporcie „Kobiety, biznes i prawo” przygotowanym przez Bank Światowy, który dokonał analizy praw w zakresie zatrudnienia i przedsiębiorczości w 187 państwach, biorąc pod uwagę osiem kryteriów: swoboda przemieszczania się, podjęcia pracy, wynagrodzenia, zawieranie małżeństwa, posiadanie potomstwa, zarządzanie majątkiem, działalność biznesowa oraz prawo do emerytury.

Najlepsze wyniki uzyskały: Belgia, Dania, Francja, Luksemburg, Szwecja i Łotwa. Jednak mimo uzyskanych wyników, nawet w tych krajach nie można mówić o 100% równości płci, bo w niektórych z nich można spotkać się na przykład z różnicami w płacach na tych samych  stanowiskach. Polska uplasowała się na 30. pozycji w całym zestawieniu, najsłabsze wyniki uzyskując w kategorii równości w wynagrodzeniach i świadczeniach emerytalnych. Analiza nie obejmowała jednak obszaru możliwości awansowania oraz dostępu do podnoszenia kwalifikacji. Choć równość płci jest kluczowym elementem wzrostu gospodarczego, w wielu krajach, w tym również w Polsce, nadal nie można mówić o jej występowaniu na wszystkich płaszczyznach związanych z życiem zawodowym. Skąd biorą się różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn na rynku pracy? Głównie z utartych stereotypów i braku wiedzy.

Szklane wynagrodzenia

Przyczyn nierówności w poziomie wynagrodzeń pomiędzy kobietami i mężczyznami doszukiwać się można m.in.: w długości stażu pracy związanej z rolami społecznymi i wynikającymi z nich przerwami w zatrudnieniu, zaniżonej samoocenie (szczególnie po powrocie na rynek pracy po urlopie wychowawczym), czy mniejszych oczekiwaniach finansowych i większej nieśmiałości w walce o równe warunki zatrudnienia. Według danych pochodzących z raportu „Women in Work Index” przygotowanego przez PwC w 2018 roku, w którym przeanalizowano sytuację kobiet na rynku pracy i ich wpływ na gospodarkę w 33 krajach należących do OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju), Polska znalazła się na 9. pozycji pod względem luki w wynagrodzeniach, z wynikiem 7%, notując największy awans w rankingu. Dodatkowo z zawartych w nim informacji wynika, że stopa bezrobocia wśród kobiet w Polsce wynosi zaledwie 6%, a 91% jest zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Inne dane płyną jednak z analizy portalu Pracuj.pl, z której wynika, że luka w wynagrodzeniach pomiędzy płciami na polskim rynku jest większa i wynosi nawet ok. 16%. Firmy i organizacje w Polsce podejmują jednak szereg działań mających na celu skuteczne zwalczanie nierówności. Już około 70% przedsiębiorstw działających w Polsce posiada specjalne regulaminy gwarantujące równe wynagradzanie pracowników obu płci na tych samych stanowiskach. Brak jednak w pełni skutecznych działań ze strony ustawodawstwa, które niwelowałyby problem.

Rządy niektórych państw decydują się na wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań. Do takich zaliczyć można Islandię, w której od 1 stycznia wprowadzono nowe prawo, zgodnie z którym każda firma, która zatrudnia powyżej 25 pracowników, musi zdobyć państwowy certyfikat potwierdzający równouprawnienie w kwestii wynagrodzeń. Kwestię luki w wynagrodzeniach zdecydował się uregulować również rząd niemiecki, który już w 2018 roku przyjął projekt ustawy wyrównującej płace obu płci.

Jeszcze sto lat temu kobiety musiały walczyć o prawo do pracy, nauki czy głosowania. Teraz można powiedzieć, że są już na ostatniej prostej. Z sukcesem zaznaczają swoją pozycję w życiu zawodowym, rodzinnym i społecznym, ale przede wszystkim pokazują, że bez nich żadna płaszczyzna nie mogłaby funkcjonować w pełni poprawnie, dlatego na każdej z tych płaszczyzn należy im się szacunek, poszanowanie ich praw oraz równości. W łamaniu utrwalanych przez lata stereotypów muszą czynnie uczestniczyć nie tylko same zainteresowane, ale przede wszystkim przedstawiciele ustawodawcy oraz pracodawcy, którzy jako pierwsze ogniwo powinni starać się o wyrównanie płac, dostępu do awansów oraz możliwości podnoszenia kwalifikacji przez przedstawicieli obu płcikomentuje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje.

Szklane awanse

Jak wynika z raportu „Polski biznes silny kobietami”, opartego na badaniu International Business Report, prowadzonym przez Grant Thornton, w polskich firmach kobiety stanowią niemal 35% wyższej kadry menadżerskiej, dzięki czemu znajdujemy się w czołówce państw z największą liczbą kobiet na stanowiskach kierowniczych. I choć mężczyźni nadal zajmują najczęściej najwyższe pozycje w biznesie – stanowisko prezesa zarządu tylko w 8% przypadków piastuje w Polsce kobieta, to liczba kobiet rośnie z każdym rokiem. Mniejsza reprezentacja pań w zarządach firm i organizacji może wynikać m.in.: z tradycyjnego myślenia o ich roli, kwestii kulturowych i związanego z nimi poziomu akceptacji społecznej dla rozwijania kariery przez kobiety, czy sposobu myślenia ich samych oraz ogromnej ambicji na różnych polach życia. Męska kultura zarządzania podlega stałej ewolucji i wraz z pojawianiem się na rynku coraz większej liczby wykształconych i przedsiębiorczych kobiet zmienia się nie tylko obraz obecności kobiet w zarządach, czy na najwyższych stanowiskach, ale również system awansów  na niższych szczeblach. Wzrost samoświadomości kobiet sprawia bowiem, że same walczą o możliwość pięcia się po szczeblach kariery i wzajemnie się w tym wspierają, co czyni je jeszcze silniejszymi i sprawia, że ich argumenty trafiają do przełożonych i są respektowane. Jednak nie w każdej organizacji sytuacja jest tak „różowa”. Szczególnie w mniejszych przedsiębiorstwach nadal spotkać się można z jawną dyskryminacją zatrudnionych kobiet, związaną z dostępem do awansu. Zwykle jednak są one bezsilne i nie mogą liczyć na wsparcie organizacji, która ze względu na swoją wielkość zazwyczaj nie posiada specjalnych uregulowań tych kwestii, a przepisy prawa nie mają dla niej pierwszorzędnego znaczenia. Podobnie niestety jest również w przypadku edukacji i szkoleń.

Szklany dostęp do wiedzy

Badanie „DNA Sukcesu Polek”, przeprowadzone na zlecenie Fundacji Sukces Pisany Szminką, wskazało, że aż 34% Polek swój sukces wiąże z osiągnięciami zawodowymi (pracą zgodną z wykształceniem lub pasją, dającą również możliwości rozwoju). Możliwość rozwoju jest również jednym z głównych czynników zmiany pracy, wymienianym przez zatrudnionych w wielu przeprowadzonych ostatnio badaniach. Mimo obwiązywania przepisów nakazujących równe traktowanie zatrudnionych, w wielu firmach nieposiadających strategii rozwoju kompetencji pracowniczych i polityki różnorodności, a także z góry ustalonych budżetów na ten cel, zatrudnione kobiety mają ograniczonych dostęp do szkoleń lub przegrywają z kolegami, wykonującymi identyczne obowiązki. Sytuacje takie w ostatnich latach, w których rynek pracownika wymusił na zatrudniających nawiązywanie współpracy z większą liczbą kobiet i konieczność podnoszenia ich kwalifikacji oraz oferowania możliwości rozwoju poprzez zdobywanie wiedzy i nowych umiejętności, są coraz rzadziej spotykane, ale nie jednostkowe. Coraz więcej firm dostrzega korzyści ze stałego rozwoju kadr i zachowania parytetów płci wśród szkolonych pracowników. Ich edukacja, szczególnie w zakresie podstawowych umiejętności miękkich sprawia, że pracownicy czują się równi, doceniani, wartościowi, a ich praca nabiera większego znaczenia i przynosi satysfakcję, co przekłada się na efektywność i atmosferę.

W życiu zawodowym kobiety częściej uderzają nie w aksamitny, a szklany sufit, choć we współczesnym świecie nie powinny już uderzać w żaden. Są chętniej zatrudniane przez pracodawców, ponieważ mają wiele cech, których nie posiadają mężczyźni. Wykazują między innymi znacznie większe chęci do nauki i podnoszenia własnych kwalifikacji. Widzimy to wśród uczestników prowadzonych przez nas szkoleń otwartych, na których częściej przekazujemy wiedzę kobietom. Patrząc na ich zaangażowanie, aż ciężko jest uwierzyć, że ich pracodawcy mogą pod względem wynagrodzenia, awansu czy dostępu do wiedzy traktować je gorzej, niż ich kolegów zajmujących te same stanowiska. Stale uświadamiamy naszym klientom, że podnoszenie kwalifikacji i pogłębianie umiejętności miękkich pozytywnie wpływa między innymi na równe traktowanie zatrudnionych, ale też wyższą samoocenę wśród kobiet – dodaje Grzegorz Święch.

Opodatkowanie kryptowalut – nowe regulacje od stycznia 2019 r.

Do tej pory polscy inwestorzy kryptowalut nie mieli łatwego życia. Obciążeni 32% stawką podatkową oraz obowiązkiem oddania fiskusowi równowartości 1% transakcji sprzedaży lub wymiany kryptowaluty tytułem podatku od czynności cywilnoprawnych, masowo uciekali ze swoją działalnością poza granice kraju. Mocą ustawy nowelizującej ustawę o PIT, CIT, ordynację podatkową oraz kilku innych ustaw w styczniu 2019 r. weszły w życie nowe reguły. Jak zmienią sytuację inwestorów kryptowalut w naszym kraju?

Nowa kwalifikacja przychodów

Negatywną zmianą dla podatników jest natomiast utrata możliwości łączenia przychodów z kryptowalut z innymi przychodami z kapitałów lub zysków pieniężnych. Ponadto od 1 stycznia 2019 r. podatnicy nie mogą odliczać strat z handlu kryptowalutami od innych swoich dochodów.

Znowelizowane przepisy wprowadzają dwie kategorie przychodów:

  • kwoty uzyskane z tytułu sprzedaży kryptowalut w kantorze, na giełdzie albo na wolnym rynku oraz
  • wartość produktów lub usług zakupionych za kryptowaluty.

Obie te kategorie zalicza się do przychodów z kapitałów pieniężnych lub zysków kapitałowych, co zmniejsza stawkę opodatkowania kryptowalut do 19%. Co więcej, taka kwalifikacja nie zmienia się, nawet jeśli przychód z kryptowalut generowany jest w wyniku prowadzenia działalności gospodarczej.

Jak opodatkowana jest wymiana kryptowalut?

Osobnymi zasadami objęto wymianę kryptowalut. W przeciwieństwie do ich sprzedaży wymiana polega na zamianie jednej waluty wirtualnej na inną. Nie dotyczy to więc zamiany kryptowaluty na środek płatniczy albo towar lub usługę, które objęte są podatkiem 19%.

Do przychodów z obrotu kryptowalutami nie będą więc zaliczane przychody z:

  • wymiany wirtualnych walut i środków płatniczych,
  • wymiany pomiędzy kryptowalutami,
  • pośrednictwa w wymianie,
  • prowadzenia rachunków – zbiorów danych identyfikacyjnych, które umożliwiają uprawnionym korzystanie z waluty wirtualnej, w tym dokonywanie ich wymiany.

Zgodnie ze znowelizowanymi przepisami wymiana pomiędzy wirtualnymi walutami nie jest objęta podatkiem dochodowym.

Koszty uzyskania przychodu z obrotu kryptowalutami – co odliczy podatnik?

Opodatkowaniu podlega dochód podatnika. Dobra wiadomość jest więc taka, że przedsiębiorcy oraz osoby fizyczne uzyskujący przychód z obrotu kryptowalutami mogą uwzględniać w kosztach jego uzyskania wydatki związane z tą działalnością. W dodatku wydatki nie będą musiały być identyfikowane z konkretnym przychodem.

Jednak odliczenie obejmuje jedynie koszty bezpośrednio związane z nabyciem i sprzedażą kryptowalut. Z tej grupy ustawodawca wyłączył wszelkie wydatki poczynione na finansowanie ich zakupu (np. na zaciągnięcie kredytów lub pożyczek).

Koszty należy przedstawić w zeznaniu rocznym, które obejmie wszystkie te wydatki, które podatnik poniósł w danym roku podatkowym. Nie ma znaczenia to, czy uzyskał przychód, czy poniósł jedynie stratę. Zeznanie roczne jest niezbędne, aby obliczyć nadwyżkę kosztów podatkowych nad przychodem.

Obowiązek pilnowania wszelkich kosztów powstałych w związku z obrotem kryptowalutami oraz obliczania ewentualnej nadwyżki spocznie więc na podatniku.

Kwalifikacja podatkowa kopaczy kryptowalut

Nowe przepisy różnicują status podatników, którzy samodzielnie pozyskują kryptowaluty oraz tych, którzy wykonują to dla podmiotu trzeciego.

Jeśli kopacz pozyskuje wirtualną walutę na własny rachunek, przychód powstały przy jej sprzedaży albo zamianie na produkt lub usługę zostanie zakwalifikowany jako przychód z kapitałów pieniężnych lub zysków kapitałowych.

Jeśli natomiast kopanie odbywa się na zlecenie podmiotu trzeciego, np. w oparciu o umowę zlecenie lub umowę o pracę, wartość pozyskanych walut zostanie opodatkowana jak wynagrodzenie za realizację pracy lub zlecenia, bez względu na to, czy zostanie wypłacone w walutach wirtualnych.

Podsumowanie

Nowe przepisy wprowadzają pewien porządek do prawnych kwestii obrotu wirtualnymi walutami. Nie oznacza to jednak, że wszystkie zmiany są korzystne z punktu widzenia podatnika. Negatywne reakcje budzi przede wszystkim pozbawienie możliwości łączenia przychodów z kryptowalut z innymi przychodami z kapitałów lub zysków pieniężnych, a także odliczania strat z obrotu wirtualnymi walutami od innych dochodów.

Nowelizacja ustaw o podatku dochodowym nie musi także automatycznie oznaczać zatrzymania odpływu polskich inwestorów kryptowalut za granicę, gdyż ta opcja wciąż wydaje się dla nich bardziej opłacalna.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jaki wpływ na gospodarkę Polski mają kobiety? Za co cenią je pracodawcy?

Kobiety zarabiają mniej, mimo że są lepiej wykształcone. Jest ich więcej, ale w wieku produkcyjnym dominują jednak mężczyźni. Różnice występują nie tylko w pensjach, ale również w aktywności zawodowej, bezrobociu, czy obejmowanych stanowiskach. Jaki wpływ na gospodarkę Polski mają kobiety? Za co cenią je pracodawcy?

Analizując rolę jaką odgrywają kobiety w polskiej gospodarce, warto najpierw spojrzeć na dane demograficzne. Szybko natrafimy na informację, że kobiet jest po prostu więcej niż mężczyzn. Przewaga ta dotyczy jednak głównie osób najstarszych.

Tutaj “winowajcą” jest średnia długość życia. Kobiety żyją w Polsce średnio aż o 8 lat dłużej. Co ciekawe, różnica ta spadła od początku transformacji ustrojowej o rok. Wśród osób poniżej 50 roku życia jest już z kolei więcej mężczyzn. Powodem jest fakt, że na każde 100 dziewczynek rodzi się w Polsce aż 105 chłopców. W rezultacie w grupie najbardziej aktywnej zawodowo jest więcej mężczyzn. Kobiet jest zatem na rynku pracy mniej, pomimo tego, że w społeczeństwie jest ich więcej komentuje Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy serwisu wymiany walut Walutomat.pl.

Polki są lepiej wykształcone

Kolejnym elementem, na który warto zwrócić uwagę są różnicę w wykształceniu płci. Według danych GUS z 2017 roku, 44,7% kobiet posiada wyższe wykształcenie. Tym samym osiągnięciem może pochwalić się zaledwie 27,1% mężczyzn. W przypadku wykształcenia średniego udział płci jest bardzo porównywalny. Różnica pojawia się ponownie w przypadku wykształcenia zawodowego oraz niepełnego, gdzie w konsekwencji przeważają panowie.

Warto zwrócić uwagę, że im wyższe wykształcenie, tym różnica pomiędzy procentem aktywnych zawodowo kobiet a mężczyzn spada. Wiele osób zwraca uwagę na historyczne zaszłości i model mężczyzny – jedynego żywiciela rodziny. Na przestrzeni lat udział kobiet w całkowitej liczbie osób pracujących systematycznie rośnie i wynosi już około 44% – tłumaczy Maciej Przygórzewski.

Obowiązki rodzinne nadal domeną kobiet

Wśród kobiet w wieku produkcyjnym jest około 29% osób biernych zawodowo (osoby niepracujące i nieszukające pracy, ale też nie będące bezrobotnymi, np. studenci, osoby na urlopach wychowawczych), wobec 20% u mężczyzn. Ciekawie przedstawiają się również powody bierności zawodowej. Główne trzy powody dla osób w wieku produkcyjnym to nauka, choroba i obowiązki rodzinne. W pierwszym przypadku, co patrząc na różnicę w wykształceniu musi dziwić, jest mniej kobiet. Również bierność zawodowa z powodu choroby jest częstsza u mężczyzn. Prawdziwa różnica pojawia się jednak w przypadku obowiązków rodzinnych. Powód ten jest wskazywany przez kobiety zdecydowanie częściej.

Można też zwrócić uwagę na to, że w przypadku występowania kilku powodów równolegle kobiety znacznie chętniej jako główny podają opiekę nad dzieckiem, co może powodować drobne zniekształcenie w badaniu – zauważa Maciej Przygórzewski z Walutomat.pl.

Podobne uzasadnienia pojawiają się w przypadku pracy w niepełnym wymiarze czasu. Tutaj trzeba zwrócić uwagę na sporą różnicę: pracuje w ten sposób 10,6% kobiet i zaledwie 4,4% mężczyzn. Wśród kobiet czterokrotnie częściej powodem jest opieka nad członkami rodziny. U panów z kolei częściej pojawia się choroba oraz, co ciekawe, ponownie nauka.

Nauczyciele i służba zdrowia – dominacja kobiet

Interesującym zjawiskiem jest udział osób zatrudnionych w sektorze publicznym. Wśród kobiet zatrudnionych jest tam aż 33,2% pracujących, wśród mężczyzn jest to zaledwie 16,7%. Odpowiadają za to dwa sektory: edukacja i służba zdrowia. W obu przypadkach udział płci żeńskiej to około 80%.

Kobiety w Polsce przeważają na stanowiskach biurowych i sprzedażowych. Mężczyźni z kolei tam, gdzie potrzebne są prace fizyczne. Oprócz opieki zdrowotnej i edukacji, kobiety dominują w gastronomii, a nawet finansach. Mężczyźni z kolei największy udział mają w budownictwie, górnictwie, logistyce i rolnictwie. W przypadku działalności naukowej i technicznej odsetek ten jest właściwie równy. Warto natomiast zwrócić uwagę, że na 6 osób pracujących w warunkach zagrożenia znajduje się aż 5 mężczyzn. W takich warunkach pracuje niemal 8% Polaków.

– Rola kobiet na rynku pracy już od dłuższego czasu jest coraz bardziej znacząca, co obserwuję od blisko 20 lat rekrutując menedżerów i specjalistów dla firm z różnych sektorów gospodarki na terenie całej Polski. Moim zdaniem przyczyniło się do tego silne dążenie do poszerzenia własnej edukacji, ambicje zawodowe i zmiany w modelu rodziny, gdzie podział obowiązków jest bardziej wyrównany w zakresie np. opieki nad dziećmi. Nadal mamy zawody, które częściej kojarzone są kobietami (np. księgowe, działy personalne) i mężczyznami (np. programiści, inżynierowie), ale i tutaj widać zmiany na korzyść zwiększenia się udziału kobiet w dotychczas traktowanych jako „męskie” grupach zawodowych – mówi Andrzej Dąbrowski, partner warszawskiej agencji rekrutacyjnej Yellow Heads.

Przedsiębiorcze Polki

Jak wygląda przedsiębiorczość kobiet w naszym kraju? – W całej gospodarce widać większy odsetek kobiet pracujących jako pracownicy etatowi. Jak nietrudno się domyślić, skoro więcej pań pracuje w ten sposób, to więcej mężczyzn będzie z kolei zakładało własny bizneskomentuje ekspert Walutomat.pl. Co jednak warto podkreślić w Polsce 33,4% przedsiębiorstw zakładanych jest przez kobiety. To więcej niż średnia Unii Europejskiej (31%).

Kobiety coraz częściej organizują się w ramach różnych stowarzyszeń, promując idee przedsiębiorcze oraz motywując inne panie do silniejszego realizowania się także w życiu zawodowym. – Mamy coraz więcej firm tworzonych przez kobiety, czy kierowanych przez nie. Czasami są to organizacje nastawione na promocję zatrudniania w nich zwłaszcza kobiet, to jednak pojedyncze przykłady. Jako przełożone, czy właścicielki firm kobiety niejednokrotnie starają się budować zespoły zróżnicowane pod względem płci, ale nie obawiają się także zatrudniania mężczyzn i kierowania nimi, budując merytoryczny autorytet przywódcy i lidera. Oczywiście w branżach/specjalnościach zawodowych typowo „kobiecych”, czy „męskich” nadal proporcje płci nie są wyrównane, ale jak pokazują zmiany z ostatnich kilkunastu lat i one się zmniejszają, czego powodem jest silne dążenie kobiet do sprawdzania się w nowych rolach zawodowych, czy osiąganie kolejnych awansów pionowych w organizacjach – mówi Andrzej Dąbrowski.

Mniej bezrobotnych młodych kobiet i po 50-tce

Bezrobocie mierzone metodą BAEL, czyli Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności, pokazuje, że kobiet bez pracy jest generalnie nieco więcej niż mężczyzn. W całej populacji różnica ta dla osób w wieku produkcyjnym wynosi między 4,5% a 4,8%. – Mniej bezrobotnych kobiet niż mężczyzn jest niespodziewanie w grupie wiekowej 25-29 lat oraz, co patrząc na duży procent zatrudnienia w sektorze publicznym nie powinno dziwić, powyżej 55 roku życia. Wykształcenie ma tutaj niewielki wpływmówi Maciej Przygórzewski.

Kobiety nadal zarabiają mniej

Jak to wszystko przekłada się na płace? Tzw. luka płacowa, czyli różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn, według badań Eurostatu za 2016 rok wynosi w Polsce “zaledwie” 7,2%. Równiejsze zarobki w Europie są tylko w Belgii, Luksemburgu, we Włoszech oraz w Rumunii. Z drugiej strony daleko nam na szczęście do takich niechlubnych liderów Europy jak Estonia, Czechy, Niemcy, Wielka Brytania, czy Austria z wynikiem powyżej 20%.

Płace kobiet w Polsce są wciąż niższe, niż mężczyzn, ale na tle Europy nie wyglądamy w tym aspekcie źle. Smucić może, że ten wskaźnik w ostatnich latach nieco się pogorszył. Największe różnice płacowe są na stanowiskach menedżerskich, wysokich szczeblach administracji, specjalistycznych i technicznych.

– Kobiety często cenione są przez pracodawców za dobrą organizację pracy, pozyskiwanie nowych umiejętności i edukowanie się w ramach dodatkowych kursów, czy studiów podyplomowych, lojalność wobec danego pracodawcy rozumianą czasami jako mniejszą skłonność do zmiany firmy, empatię w relacjach w zespołach, cierpliwość, czy elastyczność w działaniu – wylicza A. Dąbrowski.

Kobiety pracują 5,5 roku krócej

Czy jest jakiś powód dysproporcji płacowych? – Z jednej strony mężczyźni wykonują prace cięższe, więc powinny być lepiej płatne. Z drugiej strony kobiety są lepiej wykształcone, powinny więc więcej zarabiać. Część osób wskazuje na niekorzystny wpływ na zarobki przerw pracy z powodów rodzinnych u pań. Warto w tym miejscu wskazać na parametr przewidywanego czasu aktywności zawodowej płci. Statystycznie mężczyzna przepracuje 36 lat, podczas gdy kobieta zaledwie 30,4. Tak duża różnica z pewnością ma wpływ na zarobki – zauważa Maciej Przygórzewski z Walutomat.pl.

– Jako przedstawiciel pokolenia obecnych czterdziestolatków znam wiele przykładów wśród znajomych pracujących w dużych firmach, czy sektorze MSP, gdzie panie realizują się zawodowo z większymi sukcesami niż panowie mimo niejednokrotnie przerw w pracy zawodowej związanej z macierzyństwem. To także pokazuje często silniejszą determinację kobiet do odnoszenia sukcesów zarówno w życiu zawodowym i rodzinnym, co jest traktowane przez pracodawców jako mile widziane cechy u liderów organizacji mówi właściciel Yellow Heads.

Wpływ 500+ na pracę kobiet

Czy program 500+ miał wpływ na rynek pracy kobiet? Trudno powiedzieć, gdyż program został wdrożony w kwietniu 2016 roku i to jest za krótki okres aby wyrokować jak zmieni on rynek pracy w dłuższej perspektywie. Dostępne dane za 2017 rok, który był pierwszym pełnym rokiem obowiązywania programu, pokazują spadek liczby pracujących kobiet. Stanowią one 43,7% ogółu pracujących w wieku produkcyjnym, wobec 44,1% dwa lata wcześniej. Ekspert walutowy Walutomat.pl, Maciej Przygórzewski, zwraca uwagę, że na te same lata przypada gwałtowny, niemal 4% spadek bezrobocia, co powoduje, że kwotowy spadek liczby pracujących pań jest bardzo dziwnym zjawiskiem.

Na tej podstawie niektórzy analitycy wskazują, że część kobiet prawdopodobnie najsłabiej zarabiających, wybrała pozostanie w domu zamiast aktywności zawodowej. Pełen obraz sytuacji poznamy jednak najprawdopodobniej dopiero w 2020 roku, kiedy GUS opublikuje dane za 2019 rok. Biorąc pod uwagę zapowiedzi wyborcze zmian w programie, analiza może być jednak dodatkowo utrudniona.

Egzekucja komornicza a kwota wolna od potrąceń

Prawie 1.5 miliona Polaków zatrudnionych jest na umowy zleceniowe, a kolejne 0.5 miliona – na umowy o dzieło. Do stycznia 2019 roku te osoby nie mogły liczyć na żadną ochronę swojej pensji, w przypadku egzekucji komorniczej. Często zostawały więc bez środków do życia. O zmianach w polskim prawie i ochronie osób zatrudnionych na umowie cywilnoprawnej, opowiada Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres, Jacek Grzywa.

Kwota wolna od potrąceń jest mechanizmem służącym ochronie wynagrodzenia pracownika przed zbyt dużymi potrąceniami z wypłaty. Wysokość kwoty wolnej od potrąceń ustalają przepisy. Wysokość kwoty wolnej od potrąceń zależy od kwoty wynagrodzenia minimalnego obowiązującego w danym roku. W roku 2019 wynagrodzenie minimalne wynosi 2250 zł.

– „Na skutek wady prawnej, która funkcjonowała do 1 stycznia 2019 roku, wynagrodzenie z umowy cywilnoprawnej nie korzystało z takiej samej ochrony jak wynagrodzenie etatowe. W praktyce oznaczało to, że komornik mógł zająć nam nawet całość wynagrodzenia z umowy cywilnoprawnej.” – dla Newsrm.tv tłumaczy Jacek Grzywa.

Od 1 stycznia 2019 r. osoby otrzymujące minimalne wynagrodzenie na podstawie umowy cywilnoprawnej – 14.70 zł brutto/h, dla których stanowi ono jedyne, powtarzalne źródło dochodu, korzystają z analogicznej ochrony do tej jaką zapewnioną mają pracownicy etatowi. Dzięki tej zmianie komornik nie zajmie im już całej pensji. Jeżeli pracownik jest zatrudniony w niepełnym wymiarze czasu pracy, to ustalając kwotę wolną od potrąceń w pierwszej kolejności oblicza się wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę stosownie do wymiaru jego czasu pracy, a następnie dokonuje stosownych odliczeń. Dotyczy to również potrąceń dobrowolnych.

-„Stosowanie granic potrąceń kwot wolnych od potrąceń, będzie tożsame w przypadku umów o pracę i umów zleceń. Oznacza to, że w przypadku świadczeń alimentacyjnych, komornik może zabrać nam 3/5 wynagrodzenia, jest to około 60%. W przypadku innych świadczeń jest to połowa wynagrodzenia, przy czym jednak, w przypadku innych świadczeń pozostaje nam kwota wolna od potrąceń w postaci minimalnego wynagrodzenia określonego w odrębnych przepisach, po odjęciu składek na ubezpieczenie społeczne oraz zaliczek na podatek dochodowy.” – wyjaśnia radca prawny.

Na pytanie o to, czy obecna zmianę w przepisach możemy traktować jako finalną, tzw. „złoty środek”, nasz ekspert odpowiada:

– „W mojej ocenie jest to uzdrowienie nieprawidłowej sytuacji. W obecnych czasach zatrudnienie cywilnoprawne jest dość powszechną praktyką na rynku, dlatego też to grono społeczeństwa również powinno korzystać z ochrony. Uważam, że kolejnych szans powinniśmy upatrywać w obiecywanej nam dużej nowelizacji kodeksu pracy, która wciąż jest odkładana.” – zwraca uwagę Jacek Grzywa.

13 emerytura nie rozwiąże problemu najniższych świadczeń

Jednorazowy zasiłek dla wszystkich emerytów, rencistów i osób pobierających świadczenia przedemerytalne trafi do blisko 10 mln osób, przynosząc im korzyść netto blisko 900 zł. Obciąży podatników kwotą blisko 9 mld zł lub ograniczy wydatki tej wielkości na opiekę zdrowotną.

Jeremi Mordasewicz Konfederacja Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan

Zasiłek dla wszystkich emerytów jest bardzo niesprawiedliwy, szczególnie w przypadku osób już obecnie korzystających z przywilejów emerytalnych i mających dochody często wyższe od osób pracujących. Zasiłek dla emerytów i rencistów musi być zrównoważony wzrostem wpływów podatkowych od osób pracujących. O ile względami solidarności można uzasadnić transfer dochodów od osób zamożnych do ubogich, to w przypadku dodatkowego świadczenia dla wszystkich emerytów mamy do czynienia z transferem od osób pracujących do często od nich zamożniejszych emerytów. Średni dochód na osobę w rodzinach pracowników jest tylko nieco wyższy niż w gospodarstwach domowych emerytów, a wydatki związane z dziećmi, mieszkaniem i pracą są zazwyczaj wyższe.

Jednorazowy zasiłek, choć tak kosztowny, nie rozwiązuje problemu najniższych świadczeń emerytalnych i rentowych. Pochłania natomiast środki, które przyniosłyby większe korzyści, gdyby zostały przeznaczone na ochronę zdrowia i opiekę nad osobami niesamodzielnymi. Dzięki poprawie jakości opieki zdrowotnej moglibyśmy dłużej i produktywniej pracować, dzięki czemu wzrosłyby dochody zarówno pracowników jak i emerytów (wysokość emerytury jest pochodną wysokości wynagrodzeń i długości pracy). Rozwój instytucji opieki nad osobami niesamodzielnymi przyniósłby korzyści emerytom, którzy takiej opieki potrzebują, a jednocześnie opiekunom, zazwyczaj kobietom, które często rezygnują przedwcześnie z pracy, nie mogąc pogodzić obowiązków zawodowych i rodzinnych.

Dodatkowo, jednorazowe zasiłki podważają wiarę w stabilność systemu ubezpieczeniowego i przewidywalność świadczeń. U jednych osób rozbudzają oczekiwania na podobne zasiłki w przyszłości, u drugich zaś obawy o bankructwo systemu i redukcję wypracowanych świadczeń w przyszłości. W obu przypadkach osłabiają motywację do pracy i rzetelnego opłacania składek emerytalnych i rentowych.

Skrócenie czasu konsultacji społecznych przy tak kontrowersyjnej regulacji, aby ustawa mogła wejść w życie 1 maja, można wyjaśnić jedynie chęcią pozyskania dodatkowych głosów w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Komentarz Jeremiego Mordasewicza, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Klient jest najważniejszy, ale tylko w teorii

Livespace: 2/3 przedsiębiorstw deklaruje, że znajomość biznesu i potrzeb klienta jest kluczowa. Tyle samo klientów nie dostrzega takiego podejścia firm w praktyce.

Jak pokazuje raport „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”, klient jest najważniejszy jedynie teoretycznie. W praktyce firmy nie weryfikują swojego podejścia – nie wiedzą dokładnie, jak zaspokoić oczekiwania nabywcy i co w relacjach sprzedażowych należy poprawić. Dysonans pomiędzy perspektywą firmy, a wizją klienta widać szczególnie dobrze po przytoczonych w raporcie wynikach – 67% dostawców uznaje, że najważniejsze jest odpowiednie zrozumienie biznesu i branży klienta, ale aż 65% nabywców uważa, że handlowcy zbyt mało odnoszą się do ich potrzeb biznesowych. 54% klientów oczekuje przedstawienia referencji, ale zaledwie 20% firm z nich korzysta.

Eksperci podkreślają też, że aktualnie wiedza jest ważniejsza od prestiżowej marki, ponieważ nabywcy nie podejmują już decyzji na podstawie magii nazwy. Aż 75% respondentów stwierdziło, że spośród ofert wielu firm dokonuje racjonalnego wyboru opartego na przewadze konkurencyjnej – cenowej i technologicznej.

Firmy zdecydowanie przeceniają znaczenie swojej marki. Aż 54% uznaje markę za główny argument przekonujący nabywcę do pierwszego spotkania – tego samego zdania jest zaledwie 34% nabywców. W konsekwencji prowadzi to do nadmiernego skupiania się na prezentowaniu zalet firmy i zbyt dużej ilości ogólnych informacji, zamiast skupieniu się na potrzebach klienta i proponowaniu rozwiązań do nich dopasowanych. Na potrzebę poprawy tego elementu wskazuje aż 65% nabywców. W dodatku takie rozmywanie tematu i brak indywidualizacji oferty postrzegane jest za nieprofesjonalne –  komentuje Piotr Bień, CEO i założyciel Infoteam Consulting Poland.

Jednym z zaniedbywanych przez dostawców sposobów na zjednanie sobie klienta jest przedstawienie rekomendacji analogicznych do potrzeb potencjalnego nabywcy – 54% konsumentów docenia referencje, a tylko 20% dostawców z nich korzysta.

Firmy dostrzegają potrzeby klientów, ale ich nie realizują

Dostawcy zdają sobie sprawę, że ich wiedza o zindywidualizowanych potrzebach klienta może otworzyć wiele drzwi. 67% z nich deklaruje, że są świadomi jak ważne przy pierwszym spotkaniu jest, by ich przedstawiciel rozumiał biznes i branże nabywcy. Ponad połowa uważa też za istotne dostarczenie wyczerpującego podsumowania spotkania i uzgodnienia kolejnych kroków.

Niestety coraz częściej wychodzi na jaw, że wiedza o działaniach, które są ważne dla klientów, a ich realizacja to dwie różne kwestie. 65% nabywców stwierdziło, że poprawy wymaga sposób, w jaki dostawcy przekazują informacje o firmie i usługach. Zazwyczaj są one ogólne i niedostosowane do sytuacji klienta. Nisko oceniana jest także wiedza ekspercka sprzedawców – aż 48% uważa, że nie jest ona wystarczająca. 51% nabywców narzeka także na brak wyczerpującego  podsumowania spotkania, podczas gdy istotność tego elementu dostrzega aż 59% dostawców.

Klient niespełniony czy nielojalny?

Wedle badania „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”, nabywcy i dostawcy niejednokrotnie dostrzegają inne sfery priorytetowe w ich relacjach, kładąc nacisk na odmienne kompetencje. Efektem powyższego dysonansu są coraz częściej spotykane masowe migracje klientów i brak przywiązania do firmy. 28% nabywców deklaruje, że zmienia dostawcę zawsze, gdy współpraca nie jest wystarczająco satysfakcjonująca.

– To, co zazwyczaj klasyfikujemy jako „nielojalność klienta”, jest często efektem teoretycznego podejścia do klientocentryzmu. A nabywca rozczarowany jakością obsługi rozpoczyna poszukiwanie nowego dostawcy. Klient oczekuje od nas aktywności i zaangażowania, rozwiązań dostosowanych do potrzeb oraz konkurencyjnej ceny. Jeśli do strategii klientocentrycznej podejdziemy metodycznie i będziemy mierzyć oczekiwania oraz zadowolenie konsumentów z naszych działań, a także na bieżąco dostosowywać proces sprzedaży do ich preferencji, zyskamy podwójnie. Po pierwsze ograniczymy rotację klientów i przywiążemy ich do naszej marki, po drugie będziemy w stanie przyciągnąć do siebie osoby niezadowolone z usług oferowanych im przez konkurencję – podsumowuje Michał Skurowski, Prezes Zarządu Livespace.

***

Metodologia – badanie „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”,  zostało przeprowadzone na grupie 308 firm, z czego 184 stanowiły firmy dostawców, a 124 – nabywców. W grupie dostawców dominowali mężczyźni (67%). Przedstawiciele tej płci przeważali także wśród nabywców (55%). Wiek badanych wyniósł od 25 do 55 lat. W badaniu uczestniczyły firmy różnej wielkości – od 50 do ponad 1000 osób, zarówno po stronie nabywców, jak i dostawców.

Kobieca twarz rynku pracy

Wpływ na poprawę sytuacji kobiet na rynku pracy ma… sam rynek. Brak wystarczającej liczby pracowników oraz poszukiwanych kompetencji sprzyja równouprawnieniu. I choć nasza rodzima rzeczywistość jest daleka od ideału, zachodzą w niej zmiany, którym bieg nadają również pracodawcy chcący zachować konkurencyjną pozycję na rynku. Są wśród nich też tacy, którzy w tym kierunku idą od dawna, kibicują zwiększeniu się liczby pań, zarówno w zawodach technicznych, jak i na stanowiskach kierowniczych.

Za równouprawnieniem przemawiają zarówno argumenty etyczne, jak i ekonomiczne. Mimo to, płeć pozostaje jednym z głównych powodów dyskryminacji na rynku pracy, a większość polskich pracodawców nie tylko nie prowadzi programów jej zapobiegających, ale też jej nie przestrzega… Czas, którego potrzebują zmiany w tym zakresie, działa na niekorzyść firm. Za ich przyspieszeniem przemawia ekonomia oraz codzienność kadry zarządzającej i działów HR. Wiedzą to pracodawcy, którzy już od dawna są w Polsce przykładem prowadzenia w tym obszarze dobrych praktyk.

W działającej w branży IT firmie KMD Poland blisko 40% pracowników stanowią kobiety, z czego blisko 30% stanowi część kadry menadżerskiej. Kobieta jest również dyrektorem generalnym całej Grupy KMD. Kadra menadżerska jest za jak największą różnorodnością w pracy, co jest zgodne zarówno z wartościami firmy, jak i założeniach rekrutacji do jej zespołów, która oparta jest na kompetencjach a nie na kryteriach płci.

– Kobiety świetnie odnajdują się w naszym wielokulturowym środowisku pracy, które bazuje na relacyjności, ścisłej komunikacji i współpracy, – komentuje Karolina Staniewska, Head of Development w KMD Poland. – Świetnie sprawdzają się w zadaniach wymagających logicznego myślenia, takich jak testowanie i programowanie, gdzie dodatkowo na pewno też pomaga im duża cierpliwość i wytrwałość. Na etapie wczesnego dzieciństwa dziewczynki i chłopcy przejawiają podobne zdolności matematyczne. To wychowanie i stereotypy powodują, że gdzieś dalej w edukacji dziewczynki porzucają tą ścieżkę. Natomiast te, które już przez nią przejdą, nie dość że mają podobny poziom kompetencji programistycznych, to jeszcze cechuje ich upartość i umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu.

KMD przywiązuje dużą wagę do wartości, prowadząc wiele programów edukujących zarówno pracowników, jak i osoby spoza jej szeregów. Wśród nich istotny jest również element zachęcania do nauki programowania nie tylko kobiet, ale również dziewczynek. Przykładem jest przeprowadzony niedawno w Polsce warsztat z podstaw programowania, który adresowany był do dzieci różnej płci. Jego najmłodszy uczestnik miał 5 lat.

Kobiecą twarz ma też inżynieria w produkującej kable światłowodowe Spółce Corning. Firma pokazuje, że w jej słowniku pojęcie „słabsza płeć” nie istnieje, stawiając duży nacisk na rozwój i możliwość zmiany profilu zawodowego w ramach wewnętrznych struktur. Od kilku lat w firmie prowadzony jest program rozwojowy Female Talent Pool oraz prężnie działa Corning Professional Women Forum, których celem jest nie tylko przekazywanie wiedzy pracownicom, ale też ich wzajemna integracja, poznanie i zaprzyjaźnienie się kobiet z różnych zespołów i stanowisk. Zmienia to sposób patrzenia na karierę oraz dostęp do jej kolejnych szczebli. Skutek? Jak wynika z wywiadów, bycie kobietą na wysokim stanowisku w międzynarodowej firmie inżynieryjnej nie brzmi dla nich wyjątkowo. W Corning to naturalna kolej rzeczy i każdy ma tam takie same szanse rozwoju, niezależnie od płci.

Corning jest faktycznie bardzo inżynieryjny, ale ponad 60% wszystkich pracowników stanowią kobiety, które są specjalistkami w swoich dziedzinach, – mówi Katarzyna Adamowicz, Dyrektor Działu Inżynieryjnego z Corning Optical Communications Polska. – Nie tylko w poszczególnych zespołach, ale też na wysokich stanowiskach. W tej firmie poznałam tyle pań na kierowniczych pozycjach, zarówno w strukturach lokalnych, regionalnych jak i globalnych, że właściwie nawet nie pomyślałam, że jest w tym coś nietypowego. U nas to rzecz naturalna. Tutaj nie liczy się płeć. Liczą się osoby oraz ich wiedza i umiejętności. Nigdy nie odczułam, że moja płeć czy wiek są jakimś problemem. Nawet mimo tego, że kiedy trafiłam tu jako młoda osoba, pracowałam z mężczyznami, którzy mieli po 25 lat doświadczenia.

Wzrost aktywności kobiet na rynku pracy pozytywnie przekłada się na biznes – mówi Anna Maria Kozakowska, Head of Departament Standard Contract Management and Master Data Management w KMD. – Firma zróżnicowana jest efektywniejsza i bardziej zbliżona do potrzeb rzeczywistości oraz reguł społecznych. W Pracy ważne jest dopasowanie do zespołu nieważne czy szefową jest kobieta czy mężczyzna. Sprawdza się to w praktyce. Naszą firmę współtworzy wiele kobiet pracujących jako programiści oraz na wyższych szczeblach kierowniczych. I to bardzo dobry trend. Im większa różnorodność, tym większy dostęp do wielu różnych pomysłów i sposobów patrzenia, a, co za tym idzie, i wzrostu efektywności.

Inżynieria oraz technika są dla każdego, kto się nimi interesuje. Nie można bać się wyzwań, warto za to wierzyć w swoje umiejętności i mieć odpowiednią samoocenę, – apeluje Małgorzata Milancej, Analityk Biznesowy i zarazem Communication Officer w Corning Professional Women Forum z Corning Optical Communications Polska. – Kobiety częściej powinny wybierać taką ścieżkę kariery. Uwierzyć w siebie. Nie patrzeć na to, czego mi brakuje, ale na to, w czym jestem dobra. Właśnie na tym trzeba się koncentrować i to rozwijać. Jeśli wybierzemy pracodawcę, który nam to umożliwi, to zbliży nas do sukcesu.  

Przedstawicielki wszystkich firm zgodnie doradzają paniom więcej ufności w swoje siły, natomiast pracodawcom spojrzenia na swoje firmy i otoczenie szerzej. Dawanie wszystkim równych szans jest w interesie obydwu stron i przekłada się nie tylko na efektywność przedsiębiorstw, ale też rzeczywistość, w której żyjemy.

Pragma Faktoring sprzedała udziały w LeaseLink, 102 milionowa wartość transakcji

Zarząd Pragma Faktoring SA poinformował dziś o sfinalizowaniu transakcji sprzedaży posiadanych przez siebie 71,5 % udziałów w spółce w LeaseLink Sp. z o.o. na rzecz  MLeasing Sp. z o.o. , podmiotu z Grupy MBank S.A.

Jak podaje Pragma Faktoring, wartość transakcji opiewa na 101,6 mln zł. Na tę kwotę składa się wartość sprzedawanej spółki (31,6 mln zł, z czego dla Pragma Faktoring przypadło 22,6 mln zł) oraz spłata jej zobowiązań finansowych w wysokości 70 mln zł, z czego 65 mln to spłata finansowania otrzymanego od Pragma Faktoring. W sumie na konto Pragma Faktoring SA trafi 87 mln zł.

LeaseLink to spółka założona przez Wojciecha Kazimierskiego i Marcina Grodowskiego, która znalazła się w Grupie Kapitałowej Pragma Faktoring w kwietniu 2016 roku. Pragma Faktoring zainwestowała w leasingowy fintech w trzech rundach finansowania 10 mln zł, wspierając też jego rozwój m.in. w zakresie finansowania oraz windykacji portfela.

Po trzech latach działalności LeaseLink ma przeszło 20 tys. klientów, ponad 70 mln pracującego portfela leasingowego oraz szereg nagród potwierdzających jej innowacyjność i wyjątkowy user experience (m.in. tytuł „Innowacyjność Roku” Bankier.pl).

Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma
Tomasz Boduszek, Prezes Grupy Pragma

Będący zasługą założycieli i zespołu spektakularny sukces rynkowy innowacyjnego startupu, jest dla nas ogromną satysfakcją. Pragma Faktoring ma akwizycje w DNA,  sama została przejęta przez Pragma Inkaso SA 8 lat temu. Podejmując decyzję o inwestycji w LeaseLink, który praktycznie jeszcze nie prowadził wówczas działalności operacyjnej,  mieliśmy głębokie przekonanie, że to może być wielki projekt.” – podkreśla Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA Tomasz Boduszek.

Zgodnie ze strategią ogłoszoną przez zarząd Pragma Faktoring ważnym elementem rozwoju mają być synergiczne przejęcia podmiotów.

Daniel Mączyński Wiceprezes Pragma Faktoring, pomysłodawca inwestycji w LeaseLink
Daniel Mączyński Wiceprezes Pragma Faktoring, pomysłodawca inwestycji w LeaseLink

„Potwierdzam, że jesteśmy zainteresowani inwestycjami w innowacyjne spółki, których produkty mogą być spójne z naszą wizją rozwoju grupy kapitałowej. Posiadamy kompetencje, narzędzia i środki, które mogą wesprzeć rozwój kolejnych fintechowych projektów. Udowodniliśmy, że możemy być bardzo dobrym partnerem dla startupowych fintechów” – mówi Daniel Mączyński Wiceprezes Pragma Faktoring, pomysłodawca inwestycji w LeaseLink.

Ważną rolę w działalności Grupy Pragma Faktoring odgrywa też wchodząca w jej skład krakowska spółka Mint Software, która odpowiada za rozwój systemów IT Pragmy, a także świadczy usługi deweloperskie dla zewnętrznych Klientów z obszaru finansów i e-commerce.

Przyszłość technologii jest kobietą

„Szklany sufit” już dawno zaczął pękać. Działania prowadzone od lat przez środowisko feministyczne, nacisk na równouprawnienie i różnorodność na wszystkich etapach edukacji, a przede wszystkim ambicje i preferencje samych kobiet, co do wyboru zawodu, coraz silniej wpływają na obecny rynek pracy. Kobieta przestała być postrzegana jako pracownik drugiej kategorii, a wręcz jej obecność w kadrach stała się pożądana.

Kompetencje miękkie

Wciąż zmuszone jesteśmy do łamania stereotypu, że technologie przeznaczone są tylko dla mężczyzn. Ale obiektywnie należy przyznać, że z dostrzeganiem potencjału kobiet w przemyśle, branży wysokich technologii czy IT jest coraz lepiej – mówi Monika Kuczyńska, Dyrektor Personalna NSG Group w Polsce. Z każdym rokiem rośne w naszych oddziałach liczba zatrudnianych kobiet. A my, jako pracodawca, oceniamy ich pracę i zaangażowanie bardzo wysoko. Na przestrzeni lat utwierdziliśmy się tyko w przekonaniu, że cechy, które posiadają zatrudnione u nas panie – i to na bardzo różnych stanowiskach, od produkcyjnych, poprzez biurowe, aż po kadrę managerską – przynoszą naszej firmie duże korzyści. Kobiety wnoszą w sposób naturalny do naszego zespołu pracowniczego większy pakiet kompetencji miękkich, które są tak ważne dla rozwoju każdego biznesu i tworzenia przyjaznego, otwartego, ale i zaangażowanego środowiska pracy – dodaje.

Przyszłość technologii jest kobietą

Rozbudowane umiejętności osobiste oraz interpersonalne idą w parze również z wykształceniem i kompetencjami twardymi. Z roku na rok rośnie procent studentek na uczelniach technicznych, w szczególności na kierunkach informatycznych. I jest to wzrost dwukrotnie szybszy, niż w przypadku mężczyzn rozpoczynających studia wyższe na kierunkach IT. Choć kobiety rozpoczynające pracę w branży nowych technologii wciąż napotykają na różne bariery związane mi.in. z wysokością zarobków czy dostępem do szkoleń, to podbój tej branży przez nie wydaje się być już przesądzony. Śmiało możemy powiedzieć, że przyszłość technologii jest kobietą – zauważa Magda Worytko, Koordynator Zespołów międzynarodowych zawodów robotów marsjańskich European Rover Challenge. Kobieta w uniwersyteckiej drużynie konstruktorów łazika marsjańskiego czy nawet w roli sędziego podczas zawodów, nikogo już nie dziwi. Podczas każdej edycji obserwujemy wzrost liczby kobiet, które nie tylko wspierają startujące na ERC zespoły lub należą do grona organizatorów wydarzenia, ale także czynnie zaangażowane są w procesy technologiczne, zajmują stanowisko team lidera lub prowadzą warsztaty i panele dyskusyjne podczas prestiżowych spotkań naukowych i biznesowych dotyczących rozwoju branży kosmiczno-robotycznej. Wystarczy wspomnieć naszych ubiegłorocznych gości specjalnych – Marię Antoniettę Perino, szefową zaawansowanych projektów eksploracyjnych w firmie Thales Alenia Space oraz Artemis Westenberg, Prezes organizacji Explore Mars Inc., a także Dorotę Budzyń, która po raz pierwszy pojawiła się na ERC w 2014 roku w składzie zwycięskiej drużyny Scorpio z Wrocławia, natomiast dziś pracuje w Centrum Szkolenia Astronautów ESA w Kolonii.

Kobieca intuicja i przywiązanie do szczegółu

Kobiety coraz odważniej zaczęły manifestować swoją niezależność, a cechy, które do niedawna uważane były za mało istotne w pracy zawodowej, stały się obecnie wręcz pożądane przez pracodawców w niemalże wszystkich branżach. Badania potwierdzają, że to właśnie kobiety wykazują przewagę w obszarze kompetencji wyróżniających najwybitniejszych liderów: częściej stawiają sobie cele do osiągnięcia oraz podejmują inicjatywę, dążą do samorozwoju, lepiej wychwytują subtelne różnice i szybciej reagują, łatwiej łączą ze sobą informacje i dostrzegają relacje między nimi, a także lepiej zapamiętują większą ilość informacji. Rozwój przemysłu, nowych technologii czy IT wymaga szerokiego spojrzenia na obecne problemy, umiejętnej implementacji ich osiągnięć w życie codzienne oraz dostrzeżenie wpływu proponowanych przez nie rozwiązań na cywilizację postrzeganą nie tylko globalnie, ale tez w skali mikro. Kobiety właśnie posiadają tę wrodzoną umiejętność skupiania się na szczegółach, które potem okazują się być kluczowe w dalszym rozwoju danego przedsięwzięcia oraz odpowiedzialnego myślenia o całym środowisku, również tym najbliższym, wpływającym bezpośrednio na nasze życie.

Gołębia retoryka EBC zaskoczyła rynek. Euro i złoty w dół

W czwartek po południu euro osłabiło się o ok. 1% w relacji do dolara amerykańskiego, tym samym schodząc do najniższego poziomu od połowy 2017 roku. Zmiany na głównej parze wpłynęły negatywnie również na złotego. Za osłabieniem wspólnej europejskiej waluty stało spotkanie EBC, którego decydenci wyrazili dużo bardziej „gołębie” stanowisko w kwestii perspektyw gospodarek strefy euro niż oczekiwał tego konsensus.

Przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi, ponownie wspomniał o czynnikach, które zagrażają wzrostowi gospodarczemu w bloku walutowym. Draghi powoływał się m.in. na kwestie geopolityczne, jak i protekcjonizm. Przewodniczący Rady Prezesów stwierdził również, parafrazując, że obecnie szanse na negatywny obrót spraw w tej kwestii są większe niż na pozytywne zaskoczenie. Tym samym Draghi sugerował, że obserwowane od pewnego czasu spowolnienie w strefie euro może trwać dłużej, niż pierwotnie zakładano.

Znakomita większość obserwatorów wczorajszego posiedzenia (w tym również my) oczekiwała, że podczas spotkania Europejski Bank Centralny obniży projekcje wzrostu PKB. Tak w istocie się stało, aczkolwiek skala obniżki była zdecydowanie większa, niż się spodziewaliśmy. Rada Prezesów oczekuje obecnie, że w 2019 roku gospodarka strefy euro doświadczy ekspansji rzędu zaledwie 1,1% w ujęciu rocznym. Mario Draghi uzasadniał prognozowane spowolnienie głównie osłabieniem handlu międzynarodowego. Aktualna projekcja EBC jest niższa o 0,6 p.p. od poprzednich szacunków banku centralnego (1,7%). Jej materializacja oznaczałaby najwolniejszy wzrost gospodarczy w strefie euro od 2013 roku.

Projekcje wzrostu gospodarczego EBC (marzec 2019)

Projekcje wzrostu gospodarczego EBCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2019

Draghi wyraził równie „gołębią” opinię w kwestii możliwości osiągnięcia przez dynamikę cen w najbliższym czasie celu inflacyjnego EBC (wartości zbliżonej do – ale nieprzekraczającej – 2%). Decydenci banku centralnego prognozują, że perspektywa osiągnięcia przez dynamikę cen celu inflacyjnego jest bardziej odległa, niż zakładały poprzednie prognozy. Obecna projekcja inflacji w strefie euro zakłada wzrost cen na poziomie 1,2%. Jeszcze w grudniu EBC spodziewał się dynamiki cen na poziomie 1,6%. Zważywszy na to, że jedynym obowiązkiem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymanie cen na poziomie określonym przez cel inflacyjny, tak istotne obniżenie prognozowanej dynamiki cen daje dość wyraźny sygnał, że podwyżka stóp procentowych w strefie euro jest nadal odległą perspektywą. Decydenci EBC podkreślili również, że stopy procentowe pozostaną na dotychczasowym poziomie „co najmniej do końca 2019 roku”. W poprzednim oświadczeniu EBC czytaliśmy, że stabilny poziom stóp zostanie utrzymany „do końca lata 2019 roku”.

Co więcej, Europejski Bank Centralny ogłosił kolejną rundę TLTRO, czyli „ukierunkowanych dłuższych operacji refinansujących”, które mają na celu pobudzenie aktywności, jak i zwiększenie zaufania konsumentów i firm w strefie euro. O ile podczas konferencji prasowej nie doprecyzowano szczegółów programu, który będzie wymagał m.in. udzielania przez EBC długoterminowych kredytów dla europejskich banków, póki co wiadomo, że operacje refinansujące rozpoczną się we wrześniu 2019 roku, a zakończą w marcu 2021 roku. Udzielone w ich ramach pożyczki będą udzielane na okres dwuletni.

Konsensus rynkowy nie oczekiwał aż tak „gołębiej” retoryki banku centralnego. W rezultacie spotkania euro osłabiło się o ok. 1% w parze z dolarem amerykańskim. Tym samym kurs EUR/USD znalazł się na bardzo niskim poziomie. Jednocześnie na ruch głównej pary zareagowały główne waluty w parze ze złotym. Polska waluta osłabiła się w relacji do głównych walut, najmocniej tracąc w parze z dolarem amerykańskim.

Kurs USD/EUR & USD/PLN (07/03/19)

Kurs USD EUR & USD PLNŹródło: Thomson Reuters Data: 07/03/2019

Po wczorajszym spotkaniu EBC jesteśmy jeszcze bardziej przekonani, że bank centralny utrzyma stopy procentowe na stabilnym poziomie przez cały 2019 rok. Obecnie bardzo prawdopodobne jest, że obecny poziom stóp procentowych utrzyma się również przez znaczną część 2020 roku. Kluczem do zmian polityki Europejskiego Banku Centralnego pozostaje inflacja bazowa. Stąd, dopóki nie zaobserwujemy istotnego trendu wzrostowego tego wskaźnika, minie jeszcze sporo czasu, nim EBC zacznie zacieśniać politykę monetarną. Zważywszy na to, że również amerykańska Rezerwa Federalna z dużym prawdopodobieństwem utrzyma dotychczasowy poziom stóp procentowych, podtrzymujemy naszą prognozę zakładającą stabilizację kursu EUR/USD w 2019 roku. W krótkim okresie niewykluczone jednak, że kurs ten może znajdować się nieco niżej niż zakładaliśmy wcześniej.

Autor: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, analitycy Ebury

Zgody marketingowe – fakty i mity. RODO i przetwarzanie danych osobowych

Od 25 maja 2018 r., czyli od dnia wejścia w życie przepisów dotyczących ochrony danych osobowych tzw. RODO, zaostrzeniu uległy zasady określające granice dopuszczalnej komunikacji marketingowej. Przedsiębiorcy, firmy nawiązując relację z adresatem swojego przekazu marketingowego, zmuszeni są w pierwszej kolejności do pozyskania od niego odpowiednich zgód na tę komunikację, a przede wszystkim na przetwarzanie jego danych osobowych. Pozyskanie zgód marketingowych nie oznacza jednak końca obowiązków, bo po ich otrzymaniu, przedsiębiorcy stają się administratorem tych danych, a to wiąże się z kolejnymi zobowiązaniami – bez względu na to, czy pozyskującym jest mały sklep wędkarski, czy duża firma deweloperska.

Ochrona danych osobowych

Zgodnie z RODO, a więc Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.Urz. UE z 04.05.2016 r., L 119/1), za dane osobowe uważa się wszystkie „informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej („osobie, której dane dotyczą”); możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna to osoba, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie identyfikatora takiego jak imię i nazwisko, numer identyfikacyjny, dane o lokalizacji, identyfikator internetowy lub jeden bądź kilka szczególnych czynników określających fizyczną, fizjologiczną, genetyczną, psychiczną, ekonomiczną, kulturową lub społeczną tożsamość osoby fizycznej” (art. 4 pkt 1).

RODO nie ogranicza swych obostrzeń jedynie do tzw. komunikacji zautomatyzowanej. Ochrona danych osobowych dotyczy wszelkich form ich pozyskania i przetwarzania (art. 2 Rozporządzenia). Jednak najpopularniejszą i jednocześnie budzącą, w świetle zagadnienia przetwarzania danych osobowych, najwięcej kontrowersji i wątpliwości formą komunikacji jest ta przesyłana drogą elektroniczną. Potwierdza to także fakt, że doczekała się ona nawet odrębnej regulacji o randze ustawy – czyli Ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz.U. 2002, nr 144, poz. 1204, ze zm.).

Marketerzy powinni pozyskiwać zgody

O czym muszą pamiętać przedsiębiorcy i reprezentujący ich marketerzy w relacjach z obecnymi, jak i potencjalnymi klientami? Art. 6 Rozporządzenia wymienia podstawy prawne legalności przetwarzania danych osobowych. W przypadku działalności marketingowej zasadniczo najbezpieczniej jest pozostawać w ramach tej komunikacji w obrębie art. 6 ust. 1 lit. a) tego Rozporządzenia, który statuuje zgodę podmiotu danych jako podstawę do przetwarzania danych osobowych w jednym lub większej liczbie określonych celów. W szczególności zaleca się pozyskiwanie takiej zgody, jeśli to z inicjatywy firmy dany materiał reklamowy ma być przesłany do klienta lub potencjalnego klienta, nie zaś materiał taki ma trafić do klienta w związku z jego uprzednią prośbą.

O tym czym jest zgoda i w jaki sposób powinna być pozyskiwana, wskazuje art. 4 pkt 11) RODO: ”zgoda” osoby, której dane dotyczą oznacza dobrowolne, konkretne, świadome i jednoznaczne okazanie woli osoby, której dane dotyczą, w formie oświadczenia lub wyraźnego działania potwierdzającego, przyzwala na przetwarzanie dotyczących jej danych osobowych” (Dz.Urz. UE z 04.05.2016 r., L 119/1).

Potrzebna zgoda szczegółowa

Marketerzy powinni również zapomnieć o czymś takim, jak „zgoda ogólna”. Wynika to między innymi z tego, iż po pierwsze zgoda powinna odnosić się do konkretnych celów przetwarzania, po drugie powinna być też świadoma i konkretna. Jak wskazywały swego czasu wytyczne organu ochrony danych, konkretność można odczytywać w ten sposób, iż zgoda musi określać precyzyjnie cel przetwarzania danych oraz wskazywać zakres danych. Przesłanka ta oznacza także, iż niedopuszczalne jest zbieranie zgód blankietowych, czy ogólnych. Należy również wyraźnie oddzielić informacje związane z uzyskaniem zgody od informacji dotyczących innych kwestii. Z kolei zgodnie z przedmiotowymi wytycznymi świadomość oznacza, iż przed uzyskaniem zgody należy zapewnić niezbędne informacje osobom, których dane dotyczą, aby umożliwić im podejmowanie świadomych decyzji i zrozumienie, na co wyrażają zgodę. Prosząc o zgodę, administratorzy powinni upewnić się, że używają jasnego i prostego języka.

W tym kontekście warto wskazać, iż jeśli jakaś firma posługuje się klauzulą ogólną w postaci na przykład: „wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych” to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż klauzula taka niewiele przedsiębiorcy pomoże w ewentualnym sporze z organem ochrony danych osobowych.

Warto pamiętać, iż zgodę na określone działania marketingowe należy rozpatrywać nie tylko w kontekście ochrony danych osobowych. Również przepisy odrębnych ustaw regulują zasady prowadzenia komunikacji marketingowej. W tym zakresie wskazać należy na dwie ustawy: Prawo telekomunikacyjne i ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Pierwsza z nich, w art. 172 ust. 1 wyraźnie stanowi, iż: „Zakazane jest używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych i automatycznych systemów wywołujących dla celów marketingu bezpośredniego, chyba że abonent lub użytkownik końcowy uprzednio wyraził na to zgodę” (Dz.U. 2004, nr 171, poz. 1800, ze zm.). Druga podobnie stwierdza w swoim art. 10 ust. 1: „Zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej” (Dz.U. 2002, nr 144, poz. 1204, ze zm.).

Wyraźne, jasne informacje

Mając na uwadze wyrażoną w art. 4 pkt 11 RODO definicję zgody, należy pozyskiwać ją w sposób zapewniający klientowi udzielenie jej w sposób „dobrowolny, konkretny, świadomy i jednoznaczny”. Formularz oświadczenia o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych powinien więc zawierać szczegółowe informacje zawierające między innymi: podstawę prawną przetwarzania, dane kontaktowe administratora, informacje o tym, jakie dane będą przetwarzane (np. imię i nazwisko, nr telefonu, adres zamieszkania), w jakim celu, jak długo i przez kogo, ale również informację o tym, komu dane te mogą być przekazane. Zasada jest taka, że im więcej szczegółowych (ale zarazem jasnych, prostych i zwięzłych) informacji zostanie przekazanych w związku z udzielaniem zgody na przetwarzanie danych osobowych, tym kontrolerzy z PUODO powinni być bardziej usatysfakcjonowani.

Niektóre branże charakteryzują się tym, że wykonanie usługi wiąże się z koniecznością świadczenia innych, uzupełniających, dodatkowych usług. Tak np. w przywołanej już branży deweloperskiej, oprócz oferowanej usługi wybudowania lokalu mieszkalnego na rzecz swojego klienta, jej realizację usprawni posiadanie przez przedstawiciela dewelopera lub jego partnera zgody na działanie w imieniu nabywcy, z wykorzystaniem jego danych osobowych, w urzędach, czy u dostawców mediów. Nabywca, który wyraził zainteresowanie zakupem konkretnej nieruchomości u konkretnego dewelopera, może być również zainteresowany poznaniem innych nieruchomości z oferty tego dewelopera, m.in. z uwagi na upodobania co do jakości wykonania oferowanych przez tego konkretnego dewelopera usług.

Zgoda w formularzach elektronicznych

Nie należy bagatelizować faktu zasadności oraz sposobu udzielenia zgody na przetwarzanie danych osobowych. Istotne wytyczne można odszukać w preambule do Rozporządzenia. Prawodawca unijny wskazuje tutaj, iż „Zgoda powinna być wyrażona w drodze jednoznacznej, potwierdzającej czynności, która wyraża odnoszące się do określonej sytuacji dobrowolne, świadome i jednoznaczne przyzwolenie osoby, których dane dotyczą, na przetwarzanie dotyczących jej danych osobowych i która ma na przykład formę pisemnego (w tym elektronicznego) lub ustnego oświadczenia. Może to polegać na zaznaczeniu okienka wyboru podczas przeglądania strony internetowej, na wyborze ustawień technicznych do korzystania z usług społeczeństwa informacyjnego lub też na innym oświadczeniu bądź zachowaniu, które w danym kontekście jasno wskazuje, że osoba, której dane dotyczą, zaakceptowała proponowane przetwarzanie jej danych osobowych. Milczenie, okienka domyślnie zaznaczone lub niepodjęcie działania nie powinny zatem oznaczać zgody. Zgoda powinna dotyczyć wszystkich czynności przetwarzania dokonywanych w tym samym celu lub w tych samych celach. Jeżeli przetwarzanie służy różnym celom, potrzebna jest zgoda na wszystkie te cele.” Należy zatem przestrzec przede wszystkim przed stosowaniem okienek domyślnie zaznaczonych, które – przynajmniej przed wejściem w życie RODO – stanowiły standard w formularzach komunikacji elektronicznej stosowanych przez przedsiębiorców z branży netbiznesu.

Wyraźna zgoda na wyraźny cel

Wyraźne wskazanie celów, na jakich realizację zgoda zostanie wyrażona, nie służy jedynie wypełnieniu informacyjnych wymogów prawa. Wyznacza bowiem również granice legitymacji do prowadzenia komunikacji na podstawie tej zgody. Przykład: pozyskanie zgody na przesłanie ebooka nie będzie uprawniać do przesyłania kampanii mailowych i newsletterów dewelopera z ofertami sprzedaży. Ponadto – zwłaszcza w kontekście dobrowolności zgody na przetwarzanie danych osobowych – nie powinno się łączyć różnych celów przetwarzania danych w ramach jednej zgody. Jeżeli zatem przedsiębiorca z branży deweloperskiej chciałby uzyskać zgodę na przetwarzanie danych osobowych dla celów marketingu, a zarazem dla celów przekazania tych danych dalej np. w związku z zamiarem przekazania tych danych do pośrednika nieruchomości, z którym deweloper współpracuje, to check boxy powinny być tak zorganizowane, aby potencjalny klient mógł wyrazić zgodę na marketing przez dewelopera, a zarazem nie musiał wyrażać zgody na przekazanie przez dewelopera danych do firmy pośrednika nieruchomościami.

Udowodnij, że otrzymałeś zgodę

Dochodząc do sedna zagadnienia ważne jest pamiętanie o treści art. 7 ust. 1 Rozporządzenia, w myśl którego „jeżeli przetwarzanie odbywa się na podstawie zgody, administrator musi być w stanie wykazać, że osoba, której dane dotyczą, wyraziła zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych.” Co taki zapis oznacza w praktyce? Otóż oznacza on pewne odwrócenie ciężaru dowodu – w obecnym stanie prawnym, w razie ewentualnej kontroli, to nie organ ochrony danych ma udowodnić, że administrator nie posiada stosownej zgody podmiotu danych, ale to administrator ma udowodnić, iż zgodę taką posiada. Pułapką może być tu pozyskanie zgody w nierejestrowanej rozmowie telefonicznej. Jeśli bowiem następnie rozmówca, potencjalny klient złoży skargę do PUODO wskazując, iż zgody żadnej nie udzielał, to administrator danych będzie miał olbrzymie problemy, żeby wykazać, iż faktycznie zgodę na stosowne przetwarzanie danych dostał. Dlatego warto zadbać o odpowiednie narzędzia i infrastrukturę techniczną, które pozwolą na wykazanie, iż dana osoba udzieliła zgody na przetwarzanie danych zgodnej z wymogami RODO.

Należy zarazem pamiętać, iż zgoda na przetwarzanie danych osobowych to jedynie jeden z wielu obowiązków, jakie na przedsiębiorców nakłada RODO. Dopiero spełnienie wszystkich, w tym obowiązku informacyjnego, może zapewnić spokojny sen administratorowi danych osobowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek powierzchni handlowych w miastach regionalnych

W 10 przeanalizowanych przez Colliers International lokalizacjach* istnieje obecnie 70 centrów handlowych, które obsługują łącznie ok. 2,3 mln klientów – wynika z raportu „Centra handlowe w miastach regionalnych”. W 2018 roku na jedno centrum handlowe przypadało średnio 33 000 potencjalnych konsumentów, z czego najwięcej w Częstochowie, a najmniej w Rzeszowie i Lublinie.

W 2018 roku na rynek w miastach regionalnych trafiło łącznie niecałe 20 000 mkw. powierzchni centrów handlowych. Największym obiektem, który otwarto w 2018 było centrum wyprzedażowe SMART Outlet w Bydgoszczy (11 000 mkw.).

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

— Ubiegły rok nie był czasem intensywnej działalności deweloperskiej w zakresie handlu wielkopowierzchniowego w miastach regionalnych. Przeprowadzono natomiast wiele remontów i modernizacji istniejących obiektów, szczególnie w zakresie ich oferty gastronomicznej. Właściciele obiektów konsekwentnie zapowiadają ich kontynuację. To zjawisko jest naturalnym następstwem starzenia się zasobów centrów handlowych, które w tych lokalizacjach zaczęły powstawać już pod koniec lat 90. — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

— Miasta regionalne mają dość równomierne i w większości wysokie nasycenie powierzchnią handlową w odniesieniu do parametrów ekonomiczno-demograficznych, jakie reprezentują. Nie spodziewamy się w nich aktywności deweloperskiej w ramach nowych projektów, z wyjątkiem małych pasaży czy parków handlowych osiedlowych typu convenience – przewiduje Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International.

Największym rynkiem pod względem zasobów powierzchni jest Lublin (14 centrów handlowych), zaś najmniejszym Olsztyn (121 000 mkw. w 5 obiektach). W całej Polsce w miastach regionalnych dominują tradycyjne centra handlowe, które stanowią aż 90% całości zasobów.

Nowi najemcy w regionach

Stabilna sytuacja na rynkach regionalnych powoduje, że popyt na powierzchnie w centrach handlowych przejawia się głównie transakcjami w ramach rekomercjalizacji (nowe umowy najmu, rozszerzenia i relokacje). Liczba debiutów sieci handlowych, nieobecnych dotąd na tych rynkach, jest bardzo ograniczona. Do największych transakcji odnotowanych w 2018 roku należały te zawarte w centrum wyprzedażowym SMART Outlet w Bydgoszczy, w tym: Media Expert, Home & Deco, Martes Sport i CCC. Wydarzeniem roku było także otwarcie pierwszego na rynkach regionalnych salonu e-obuwie.pl w Galerii Rzeszów.

Rosnąca popularność stołowania poza domem wpływa na wzrost popytu na lokale gastronomiczne – w 2018 swoje nowe lokale w Bielsku-Białej, Rzeszowie i Lublinie otworzyły sieci McDonald’s, Costa Coffee, Meet&Feet oraz Jumi Zumi.

Poziom pustostanów różnił się w zależności od rynku. Pod koniec 2018 r. najwyższy wskaźnik odnotowano w Częstochowie (6,7%) i Lublinie (3,3%), a najniższy w Olsztynie (1,0%) i Rzeszowie (1,1%). Na poziom dostępności powierzchni największy wpływ miały wymiany operatorów spożywczych, wzrost popytu ze strony dyskontów niespożywczych oraz rozwój konceptów rozrywkowo-rekreacyjnych.

Czynsze i inne warunki najmu

Czynsze w miastach regionalnych pozostają w lekkim trendzie spadkowym. Najwyższe – za lokal 100-150 mkw. na potrzeby mody w najlepszym na rynku centrum handlowym – plasują się na poziomie 28-30 euro za mkw. miesięcznie w Bydgoszczy i na poziomie 24-26 euro za mkw. miesięcznie np. w Radomiu czy Częstochowie.

Praktyką rynkową, również w miastach regionalnych, staje się większa elastyczność w warunkach najmu.

— Najemcom o strategicznym znaczeniu dla centrum oferowane są pakiety zachęt, w tym: partycypacja w kosztach aranżacji powierzchni, najem oparty jedynie na czynszu od obrotu, krótsze okresy najmu, czasowe obniżki i zamrażanie kosztów eksploatacyjnych — wymienia Katarzyna Michnikowska.

Zmiany w warunkach najmu w najbliższym czasie mogą przynieść nowe regulacje prawne wprowadzone w Polsce, w tym stopniowo implementowany zakaz handlu w niedzielę.

Trendy w regionach

Modernizacja obiektów handlowych w miastach regionalnych to nie jedyny widoczny trend.

— W miastach regionalnych następuje naturalna, coraz większa polaryzacja wśród centrów handlowych na te dominujące, o pozycji premium na lokalnym rynku, i całą resztę. Wpływają na to m.in. zmiany w sektorze operatów spożywczych. Powrót na rynek dużych powierzchni po hipermarketach motywuje właścicieli do aktywnego podejścia do zagospodarowania i rewitalizacji odzyskanej przestrzeni. Dotyczy to także znacznych części pasaży czy też stref gastronomicznych i rozrywkowych, które ze względu na zmieniający się styl życia ludzi i rozwój technologii zajmują coraz ważniejszą pozycję w centrum handlowym  — mówi Marta Machus-Burek.

Obserwujemy także drugą falę zainteresowania rynkami miast regionalnych ze strony sieci z artykułami budowlanymi i sieci z sektora wszystko dla domu.   — Ta druga grupa najemców ponownie staje się coraz bardziej obecna w centrach handlowych, także w mniejszych ośrodkach miejskich — mówi Katarzyna Michnikowska.

Do miast regionalnych dociera również ekspansja nowych dyskontowych sieci niespożywczych. Sklepy TEDi otwarte zostały w Bielsku-Białej i Radomiu, Dealz w Kielcach, a Action w Częstochowie. Dynamicznie w tych lokalizacjach rozwijają się także sieci już obecne na polskim rynku, jak Pepco czy KiK. Grupa najemców niskobudżetowych kreować będzie w najbliższych latach popyt na powierzchnie w centrach handlowych w regionach.

W miastach regionalnych budowane są również małe centra zakupów codziennych, o powierzchni poniżej 5 000 mkw., oraz wolnostojące sklepy, zarówno z sektora spożywczego, jak i nie spożywczego.

*Białystok, Bielsko-Biała, Bydgoszcz, Częstochowa, Kielce, Lublin, Olsztyn, Radom, Rzeszów, Toruń

Runda trzecia – Giełdy, euro i złoty w dół

Zaledwie trzy miesiące EBC wytrzymał bez zwiększania pomocy dla europejskich banków. Rynek powoli zauważa, że “coś tu nie gra”. Giełdy, euro i złoty w dół.

Niecierpliwy bank

                EBC zamknął poprzedni rok pełen nadziei. Dumnie ogłosił zamknięcie programu skupu aktywów oraz zasugerował nawet, że już po wakacjach prawdopodobnie podniesie stopy procentowe. Oczywiście zamknięcie programu QE było tylko figurą retoryczną, ponieważ de facto oznaczało, jedynie zakręcenie kurka ze świeżymi euro, a wanna pozostała pełna. Nadzieje na normalizację stóp w tym roku przetrwały zaledwie kwartał, tak samo, jak względna bierność EBC. Wczoraj Draghi nie tylko zasugerował możliwość wprowadzenia TLTRO 3 (czego po cichu spodziewał się rynek), ale podał całe spektrum szczegółów i założeń, jak ten program ma funkcjonować. Ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (czyli właśnie TLTRO) mają wystartować we wrześniu, odbywać się cyklicznie co kwartał, przy czym ostatnia transza odbędzie się w marcu 2021 roku. “Dłuższe” w tym akurat przypadku oznacza dwuletnie, jednocześnie trudno powiedzieć co znaczy “ukierunkowane”. Oferta jest skierowana do banków ze strefy euro, które będą mogły pożyczyć do 30% wartości swojego portfela kredytowego po stopie refinansującej, która obecnie wynosi 0% i zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami nie zostanie zmieniona przynajmniej do końca roku.

W czym tkwi problem?

                Mogłoby się wydawać, że rynki powinny być zachwycone takim posunięciem. Tym razem jednak inwestorzy weszli w rolę nastolatka, którego rodzice zabrali do wesołego miasteczka, kupują mu watę cukrową, lody itd. Ta niespodziewana szczodrość banku centralnego zwiększyła czujność i wiele osób zadaje sobie pytanie, jak bardzo musi być źle, skoro Draghi decyduje się na takie posunięcie. Od wczoraj wyraźnie widać niepokój na rynkach. Indeksy giełdowe zamykały się z około 1% stratą. Kurs EURUSD runął w kierunku 1,12$, traci także złoty, wczoraj dolar kosztował już 3,855 zł. Rynek zdaje sobie sprawę, że jeśli przyjdzie kolejny kryzys, to Europa jest w tej chwili praktycznie bezbronna.

Odczyty makro gdzieś w cieniu

                Nastrój nie poprawiły dzisiejsze odczyty, zwłaszcza, że sesja rozpoczęła się od fatalnych wyników w niemieckim przemyśle, gdzie zamówień było o prawie 4% mniej niż przed rokiem. Bardziej optymistyczne wieści dochodzą z przemysłów Francji, Hiszpanii, czy Włoch. Tydzień zakończymy bardzo ważnymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Są one o tyle istotne, że już chyba nikt nie ma złudzeń, że Stany zostały same w walce o sensowny wzrost globalnej gospodarki.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kontrola kierowcy zawodowego oraz pojazdu. Jak się przygotować?

Przewoźniku, czy na pewno wiesz wszystko o przygotowaniu kierowcy zawodowego oraz pojazdu do kontroli? Kierowco międzynarodowych przewozów drogowych, musisz być czujny, bo każdy kraj to inna praktyka kontrolna. Jak nie pogubić się w meandrach transportowej biurokracji? Na pytania odpowiada Jakub Ordon z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

W Polsce można wyróżnić cztery główne organy, które są uprawione do kontrolowania pojazdów: policję, straż graniczną, służbę celną oraz Inspekcję Transportu Drogowego, która jest najlepiej przygotowana w zakresie kontroli pojazdów ciężarowych i autobusów, co też determinuje najszersze możliwości oraz uprawnienia inspektorów. Każda ze służb ma możliwość przeprowadzenia kontroli w zbliżonym, niejako pokrywającym się zakresie, jednak ostatecznie to funkcjonariusz podejmuje decyzję, który aspekt chce sprawdzić najdokładniej.

Na terenie Polski podstawowymi dokumentami, którymi posługuje się kierowca są: prawo jazdy (uwaga od 4 marca 2019 r. obowiązuje nowy wzór prawa jazdy) oraz dowód rejestracyjny pojazdu i naczepy. W przypadku truckerów dokument prawa jazdy informuje o przejściu badań lekarskich, psychologicznych, kursie zawodowym i kategoriach pojazdów, którymi może posługiwać się kierowca.

Od 1 października 2018 roku kierowcy nie są już zobowiązani do posiadania dowodu rejestracyjnego pojazdu i polisy OC w formie papierowej, gdyż wszystkie te informacje kontrolujący może sprawdzić w Centralnej Ewidencji Pojazdów. Jednak zawsze rekomendujemy przewoźnikom, by te dokumenty były w kabinie tira w wersji papierowej, gdyż znacznie skraca to czas kontrolimówi Jakub Ordon z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK). – Konieczne jest posiadanie terminowo wykonanych badań technicznych pojazdu, gdyż za ich brak grozi mandat w wysokości 2 000 PLN.

Dodatkowo – obowiązkowo

Do dokumentów wymaganych podczas podstawowej kontroli pojazdów należy także list przewozowy – w Polsce tzw. WZ, który określa m.in. rodzaj przewożonego towaru, jego ilość czy też odbiorcę. Ponadto Inspekcja Transportu Drogowego sprawdza ewidencję czasu pracy – niezależnie czy jest to zapis z tachografu cyfrowego czy też manualnego, w tym także dokumenty dodatkowe, które opisują czas aktywności kierowcy niezarejestrowany przez tachograf. Obowiązkiem kierowcy jest uwzględnienie na wydrukach z tachografu ewentualnych powodów niedopełnienia norm z zakresu czasu pracy. Niezbędnym dokumentem, bez którego kierowca nie powinien wyruszać w trasę, jest wypis z licencji transportowej tzw. krajówka lub międzynarodówka.

Warto także pamiętać o konieczności posiadania dokumentu wskazującego klasę pojazdu – jest to certyfikat określający normę, którą spełnia pojazd względem emisji spalin (tzw. certyfikat euro, przydaje się podczas kontroli „viatolowców” – inspektorów kontrolujących pobór opłat) dodaje ekspert OCRK.

Za granicą trudniej

Podróż, wykraczająca poza granice rodzimego kraju, jest bardziej wymagająca dla kierowców także pod względem biurokracji. Podobnie jak w Polsce kierowca  na terenie innych krajów zobowiązany jest posiadać: prawo jazdy, dowód rejestracyjny z ważnymi badaniami technicznymi pojazdu, list przewozowy (CMR), wypis z licencji transportowej, ewidencję czasu pracy.

Jednak to nie wszystko. O ile list przewozowy na terenie Polski może mieć nieco luźniejszą formę, tak w ruchu międzynarodowym musi być on sporządzony według określonego schematu, który został uregulowany na podstawie konwencji CMR.

Pieczątka to czasem za mało. W przypadku wyjazdów międzynarodowych warto pamiętać, że nie wszędzie prawo wspólnotowe jest respektowane na należytym poziomie i mogą zdarzać się kontrowersyjne kontrole, np. na terenie Węgier służby kontrolne wymagają okazania dokumentu potwierdzającego badanie techniczne pojazdu. Rekomendujemy naszym klientom, by pobierali takie zaświadczenia z diagnostycznych stacji kontroli, gdyż ich brak w niektórych krajach może skutkować mandatem sięgającym nawet 10 000 PLN. Niestety problem pozostaje w stosunku do nowych pojazdów, dla których ww. dokument nie był jeszcze wygenerowany – wskazuje Jakub Ordon z OCRK.

Zagraniczne służby kontrolne mogą wymagać od kierowcy dokumentu wskazującego, że pojazd, którym się porusza, jest w dyspozycji firmy wskazanej w wypisie z licencji transportowej. Jeśli pojazd jest leasingowany, to warto zadbać o potwierdzenie od leasingodawcy, że samochód ten jest
w dyspozycji przedsiębiorstwa przewozowego, gdyż za tego typu niejasności poza granicami Polski służby kontrolne mogą wystawić mandat sięgający nawet 2000 euro, jak ma to miejsce na przykład we Włoszech. Eksperci z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców polecają, by ten dokument posiadać w trzech wersjach językowych – francuskim, angielskim i niemieckim.

Co pracownik ze Wschodu powinien okazać?

Jeśli kierowca pochodzi z Ukrainy, Białorusi lub z Rosji konieczne jest, aby posiadał paszport, prawo do pobytu i pracy na terenie UE oraz świadectwo kierowcy wydane przez Głównego Inspektora, potwierdzające jego przygotowanie do pracy na terenie krajów Wspólnoty.

W przypadku pracowników delegowanych, a za takich uznawani są prawie wszyscy kierowcy pracujący poza granicą naszego państwa, inspekcje zagraniczne mogą także sprawdzić (za wyjątkiem państw tolerujących elektroniczny obieg dokumentów) dokumenty potwierdzające legalność zatrudnienia, utrzymanie wynagrodzenia na odpowiednim poziomie obowiązującym w danym państwie, czy odprowadzanie składek na ubezpieczenie społeczne (A1) dodaje Jakub Ordon.

Przewozy nie takie standardowe

W przypadku przewozu towarów wrażliwych, zgodnie z nową ustawą SENT, kierowca podczas kontroli zmuszony jest przedstawić numer nadania. Skrupulatnie sprawdzane jest też właściwe korzystanie z lokalizatora. Kierujący ciężarówką, który nieprawidłowo posługuje się aplikacją lub systemem monitorującym może zostać obciążony karą od 5 000 – 7 500 PLN.

Dużymi restrykcjami obarczone zostały przewozy towarów niebezpiecznych – kierowca pojazdu musi posiadać zaświadczenie ADR, które wydawane jest w postaci karty. Certyfikat ten wskazuje grupę towarów, które kierowca może transportować. Kolejnym niestandardowym dokumentem jest list przewozowy ADR, który nieco różni się od standardowego pisma przy innych ładunkach. Istotna jest też instrukcja postępowania w nagłych wypadkach w trasie. Są to wytyczne postępowania w sytuacji, gdy dojdzie na przykład do kolizji lub awarii.

W przypadku przewozu osób możemy wyróżnić ich trzy rodzaje: przewozy regularne do 50 km, powyżej 50 km oraz przewozy okazjonalne. Kierowca wykonujący przewozy regularne do 50 km
w trasie zobligowany jest do posiadania zezwolenia wydanego przez np. burmistrza, prezydenta miasta lub starosty, a także rozkładu jazdy, czyli harmonogramu pracy kierowcy na linii. Kierowca ten jest zwolniony z obowiązku posiadania tachografu. Inspektor, kontrolujący kierowcę wykonującego regularny przewóz osób powyżej 50 km, może oprócz zezwolenia i harmonogramu sprawdzić wykresówki lub dane cyfrowe z karty i tachografu. W przypadku przewozów nieregularnych, które zazwyczaj są wycieczkami turystycznymi, sprawdzeniu może podlegać lista uczestników.

Szczególną uwagą powinni wykazać się kierowcy podróżujący na trasach Francja – Anglia,
z uwagi na restrykcyjną politykę tych państw wobec nielegalnych emigrantów. Jeśli na naczepie pojazdu kontroler odkryje pasażera „na gapę”, wówczas to kierowca musi zapłacić 600 funtów, natomiast przewoźnik może zostać ukarany decyzją w wysokości 2000 funtów. Rozwiązaniem patowej sytuacji może być wprowadzenie odpowiednie procedury kontrolnej przez przewoźnika, w ramach której trucker postępując zgodnie z „check–listą”, dokona należytej staranności w zakresie samodzielnej kontroli pojazdu i ładunku pod kątem obecności emigrantów na pace. Legitymując się przy kontroli stosowną dwujęzyczną dokumentacją z właściwie wypełnioną listą kontrolną (potwierdzającą sprawdzenie linek, zabezpieczeń, stanu plandeki, itp. po każdym postoju przed przeprawą Francja-Anglia), firma i kierowca mogą uniknąć kary za powyższy czyn – wskazuje Jakub Ordon, ekspert OCRK.

Polacy coraz bardziej zainteresowani finansowaniem pozabankowym

Sektor finansowania pozabankowego w ciągu ostatnich lat konsekwentnie rośnie. Jak podaje instytucja finansowa Aasa Polska, w 2018 r. do firmy wpłynęło aż o 48% więcej wniosków o pożyczkę. Przyczyny tego ważnego trendu wzrostowego na rynku finansowym komentuje ekspert Aasa Polska.

Z roku na rok rośnie sektor finansowania pozabankowego. Dotyczy to nie tylko wzrostu liczby podmiotów udzielających pożyczek. Jak podaje Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego i Polski Związek Instytucji Pożyczkowych, wartość portfela pożyczek w 2017 r. wyniosła aż 4,3 mld zł. Wyraźne wzrosty biznesowe można zaobserwować również analizując konkretne wskaźniki.

Popyt na finansowanie pozabankowe

Według danych Aasa Polska, instytucji finansowej działającej na polskim rynku od 2012 roku, w ubiegłym roku do firmy trafiło aż o 48% więcej wniosków o pożyczkę. Zmiana dotyczy wszystkich zgłoszeń: dokonywanych online, poprzez urządzenia mobilne i w kanałach offline, zarówno przez klientów indywidualnych, jak i mikroprzedsiębiorców, do których Aasa Polska również kieruje swoją ofertę.

Dodatkowo, wskaźnik NPL (non performing loan) opisujący jakość spłat (im mniejszy tym lepiej) – wykazał spadek o 14%. Istotne obniżenie niespłacalnych pożyczek oznacza, że Aasa Polska, zwracając szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji kredytowej na bezpieczeństwo finansowe Klientów i możliwość spłat podjętych przez nich swoich zobowiązań, zyskuje ich zaufanie.

Analizując wysokość udzielanych pożyczek, w ubiegłym roku Aasa Polska zaliczyła wzrost o 15% w porównaniu z 2017 r. Klienci wnioskują o coraz wyższe kwoty m.in. dlatego, że wydłużany na rynku czas trwania umowy kredytu konsumenckiego wpływa na mniejszą kwotę comiesięcznych zobowiązań.

Jakie czynniki wpływają na tak dynamiczny rozwój zainteresowania pozabankową kategorią produktów finansowych?

Prawie 50% więcej wniosków o pożyczkę złożonych w Aasa Polska w 2018 r. i wzrosty innych wskaźników to twarde dowody na zwiększające się zapotrzebowanie konsumentów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców na alternatywne formy finansowania, które – co podkreślam – w Aasa Polska nie są chwilówkami i budzą zaufanie Klientów. – mówi Paweł Pawlukiewicz, Członek Zarządu Aasa Polska. Na wzrost zainteresowania produktami pozabankowymi ma wpływ wiele czynników, wśród których wymieniłbym stosunkowo niską akceptowalność wniosków o kredyt w bankach w porównaniu do firm pożyczkowych, wynikającą np. z warunków określających zdolność kredytową czy wymagany rodzaj umów o pracę. Dodatkowo, banki prezentują klientowi ograniczoną ofertę (u brokera klient może porównać wiele ofert, w siedzibie/na stronie banku – poznaje jedną, konkretną propozycję). Gros konsumentów potrzebuje pieniędzy szybko – dużo szybciej, niż pozwalają na to zawiłe procedury bankowe. – dodaje ekspert z Aasa.

Co przekonuje mikroprzedsiębiorców do składania wniosków do instytucji finansowej?

Drugą grupą klientów, która również coraz przychylniej patrzy na pozabankowe produkty finansowe, są mikroprzedsiębiorcy. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą czy zatrudniające 1-2 osoby, zmagają się z wieloma ograniczeniami proceduralnymi. Ich wnioski kredytowe często odrzucane są ze względu na zbyt krótki czas prowadzenia działalności czy brak wpływów ze stałych kontraktów, który banki szacują jako zbyt wysokie ryzyko. Fakt, że mikroprzedsiębiorca może otrzymać pożyczkę od pierwszego dnia prowadzenia działalności (takie procedury funkcjonują w Aasa Polska), niewątpliwie sprzyja rozwojowi małych biznesów.

Amerykanów gubi zbyt duża konsumpcja

Prawdopodobnie jeszcze marcu zobaczymy, jak w błyskach fleszy kończy się handlowa wojna między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Obie strony wymienią się gustownie oprawionymi dokumentami i spektakularnie brzmiącymi obietnicami. Faktycznie jednak żaden problem nie zostanie rozwiązany – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Chociaż o wojnie handlowej między mocarstwami mówi się od ponad roku, to pierwsze jej realne skutki pojawiły się dopiero w lipcu 2018 r. To wtedy faktycznie zostały wprowadzone amerykańskie cła na import z Chin, które rozszerzano w kolejnych miesiącach, by pod koniec września ub.r. niemal połowa importu z Państwa Środka była obłożona cłami.

Jednak bardzo szybko, bo już na początku grudnia 2018 r., prezydenci Donald Trump i Xi Jinping zapowiedzieli po spotkaniu w Argentynie rozpoczęcie negocjacji na temat przyczyn obecnego sporu – deficytu handlowego, strukturalnych zmian w kontekście do wymuszonego transferu technologii czy ochrony własności intelektualnej.

Po tym spotkaniu i zobowiązaniu przywódców cła już nie wzrosły. I rzeczywiście rozpoczęły się szerokie bilateralne rozmowy. Wiele wskazuje na to, że już pod koniec marca (według doniesień „The Wall Street Journal”) zostanie zawarte porozumienie.

Fake deal

Teoretycznie można się cieszyć, że zaskakująco szybko i sprawnie zmierzamy do handlowego pokoju. Niestety, biorąc pod uwagę doniesienia prasowe oraz chęć szybkiego ogłoszenia sukcesu przez amerykańską administrację (już za półtora roku są kolejne wybory w USA), wyraźnie umyka sedno problemów, które są coraz poważniejszym wyzwaniem dla Stanów Zjednoczonych, Chin i innych gospodarek rozwiniętych.

Pojawiają się m.in. zupełnie nierealne zobowiązania. Steven Mnuchin, sekretarz skarbu w gabinecie Trumpa, powiedział w CNBC, że Pekin zaoferował zakup amerykańskich towarów za dodatkową kwotę 1,2 biliona dolarów, co stopniowo redukowałoby deficyt handlowy USA w wymianie z Chinami, by w 2024 r. osiągnąć stan równowagi.

Kwota 1,2 biliona dolarów jest wzięta z sufitu tylko po to, by usatysfakcjonować cele obecnej administracji. Pokazuje to np. analiza Council on Foreign Relations („Taking Managed Trade Seriously”). Amerykański eksport (towary oraz usług) musiałaby się zwiększyć trzykrotnie przez sześć lat, by zredukować deficyt do zera. Co ciekawe, w 2018 r. deficyt podążył w przeciwnym kierunku i rozszerzył do 419 miliardów dolarów, czyli do najwyższego poziomu w historii.

Prezydent Trump z kolei ociepla stosunek do Chin, powtarzając ciągle, że przywódca Państwa Środka jest jego przyjacielem, a Chińczycy zrezygnowali z używania stwierdzenia „Made in China 2025” (strategia stania się technologicznym liderem świata), gdyż irytowało to Amerykanów.

Wiele wskazuje jednak na to, że wydarzenia z ostatnich miesięcy stanowią jedynie dyplomatyczny szum i pomijają istotę sporu. Co należałoby zrobić, by faktycznie uzdrowić sytuację i budować globalne relacje oparte na zdrowej konkurencji?

Identyfikacja prawdziwych problemów

Deficyt handlowy USA, który rzeczywiście jest potężny (towarowy wynosi 891 mld dolarów rocznie  – prawie 5 proc. PKB), wynika to przede wszystkim ze zbyt dużej dziury sektora finansów publicznych (ponad 5 proc. PKB) i niewielkiej stopy oszczędności gospodarstw domowych. Amerykanie po prostu za dużo konsumują i nie zmieni tego żadne porozumienie z Chinami.

Kolejną kwestią do rozwiązania jest zmiana podejścia do polityki zagranicznej. USA w ostatnich kwartałach praktycznie ze wszystkimi głównymi państwami toczyły mniejsze lub większe spory. Dotyczyły one handlu zagranicznego (np. z Meksykiem, Kanadą, Unią Europejską, Japonią, Koreą Południową), a także kwestii bezpieczeństwa.

By zmusić Chiny do przestrzegania praw własności intelektualnej (USA tracą na tym uchybieniu ok. 250 mld USD rocznie), szerszego otwarcia swojego rynku, rezygnacji z wymuszonego transferu technologii czy mniejszego i bardziej transparentnego finansowania swojej gospodarki poprzez dotacje z sektora publicznego, potrzebne jest spójne podejście do tych tematów USA i sojuszników.

Idealnie ten proces opisuje publikacja przygotowana pod koniec lutego br. („The US-China economic relationship”). Została ona sygnowana zarówno przez główny think-tank po lewej stronie sceny politycznej (Brookings Institution), jak i po prawej („American Enterprise Institute”).

Sukces to tylko wspólne działanie

Jednym z poważnych błędów Stanów Zjednoczonych było wycofanie się ze strefy wolnego handlu TPP (Partnerstwo Transpacyficzne). Zaangażowanie w TPP państw z kilku kontynentów, np. Australii, Kanady, Chile, Singapuru, Japonii, Nowej Zelandii, miało zmusić Chiny, by zaczęły funkcjonować bardziej jak kraj rozwinięty niż rozwijający się.

Docelowo Chiny również miały wejść do TPP, gdyż pozostanie poza tym handlowym blokiem nie opłacałoby się Pekinowi (roczne straty wyniosłoby ok. 40 mld dolarów). Dołączenie do niego natomiast oznaczałoby konieczność większego dostosowania się do panujących w krajach rozwiniętych zasad dotyczących własności intelektualnej czy transferu technologii, gdyż TPP obejmowało również te kluczowe aspekty bieżącego sporu.

W dłuższym okresie na urynkowieniu gospodarki skorzystałby także Pekin. Miałby powód do przeprowadzenia szerokich reform w wielu nieefektywnie zarządzanych przedsiębiorstwach sektora publicznego, których zadłużenie przekracza sumę zobowiązań skarbu państwa i gospodarstw domowych.

Waszyngton jednak wybrał inną drogę, która zmniejsza realną presję na Chiny w celu osiągnięcia krótkoterminowych PR-owych korzyści. Za kilka tygodni będziemy więc mieli mgliste porozumienie, które w żaden sposób nie rozwiązuje spornych kwestii, a jedynie maskuje prawdziwe problemy.

Ważne zmiany w prawie spółek od 1 marca 2019 r.

Dominika Mazur, radca prawny, senior associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie
Dominika Mazur, radca prawny, senior associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Od 1 marca br. weszły w życie ważne zmiany w prawie spółek, które mają istotny wpływ na prowadzenie biznesu w Polsce.

 Kodeks spółek handlowych:

  1. Ograniczono swobodę składania rezygnacji przez członka zarządu spółki, w sytuacji gdyby taka rezygnacja doprowadziła do nieobsadzenia stanowiska członka zarządu w spółce (zarząd jednoosobowy, rezygnacja przez wszystkich członków w tym samym czasie). Aby rezygnacja stała się skuteczna, członek zarządu musi zwołać zgromadzenie wspólników, dołączyć swoją rezygnację do zaproszenia oraz pełnić funkcję do dnia zgromadzenia (analogicznie w spółkach akcyjnych, jeżeli zabraknie prawidłowo obsadzonej rady nadzorczej).
  2. Ułatwiono zasady zatwierdzania rocznych sprawozdań przez wspólników spółek z o.o. poprzez umożliwienie pisemnego podjęcia uchwał, czyli bez odbycia zgromadzenia wspólników w Polsce (w tzw. „trybie obiegowym”).
  3. Doprecyzowano pojęcie dnia dywidendy oraz określono reguły zwrotu przez wspólników zaliczek wypłaconych na poczet dywidendy w sytuacji, gdy spółka w danym roku obrotowym poniosła stratę albo nie osiągnęła odpowiedniego poziomu zysku.

Kodeks cywilny:

Uregulowano zasady potwierdzania umów zawartych przez osobę działającą jako organ osoby prawnej (np. jako członek zarządu) bez umocowania lub z przekroczeniem jego zakresu (tzw. ,,fałszywy organ”). W takiej sytuacji ważność umowy zależy od jej potwierdzenia przez osobę prawną, w której imieniu umowa została zawarta (najczęściej przez aktualny zarząd).

Autor: Dominika Mazur, radca prawny, senior associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Oczekiwania pracowników wobec benefitów

Ewolucja postaw Polaków wobec pracy jest faktem. Pociąga ona za sobą zmiany w oczekiwaniach wobec idealnego pracodawcy. Stabilność i przewidywalność wynagrodzenia są kluczowe dla 73% pracowników. Zdrowy styl życia jest ważny dla 76% Polaków. Takie wnioski płyną z Raportu opracowanego przez Antal i Sodexo Cztery osobowości – jeden rynek pracy.

Bez wątpienia elementem, który łączy każdego pracownika jest spożywanie posiłków. Jak wynika z badań Health Enhancement Research Organization – wartościowy posiłek zwiększa efektywność pracowników o 25%. Zdaniem ekspertów od żywienia, zdrowy człowiek powinien spożywać 4-5 posiłków dziennie, w odstępach 3-4 godziny.

Zdrowy styl życia przestaje być modą, staje się standardem. Co znajduje swoje odzwierciedlenie w preferencjach pracowników w zakresie benefitów pozapłacowych. Już 76% pracowników deklaruje, że docenia inicjatywy takie jak owoce w pracy, konsultacje z dietetykiem czy dofinansowanie posiłków. -Monika Sielicka-Hamala, Dyrektor Działu Zarządzania Zasobami Ludzkimi Sodexo Benefits and Rewards Services PolskaOczekiwania pracowników wobec benefitów

Apetyt na zdrowie

Pracodawca, który wspiera pracownika w prowadzeniu zdrowego trybu życia i dba o jego regularne odżywianie – wygrywa podwójnie. W końcu zdrowy pracownik równa się zdrowa firma. 61% Polaków jest zdania, że dofinansowanie posiłków przez firmę pozytywnie wpłynęłoby na ich przyzwyczajenia żywieniowe. Oczekiwanie wobec pracodawcy, aby dofinansował lunch w pracy ma 66% pracowników.

Co ciekawe, przewidywalność i stabilność wynagrodzenia ma znaczenie dla 73% pracowników, przy czym są oni gotowi zrezygnować z premii i bonusów na rzecz wyższego wynagrodzenia. Możliwość wyboru i dopasowania świadczeń pozapłacowych do własnych potrzeb jest istotna dla 69% pracujących Polaków. Natomiast 65% badanych docenia benefity niosące za sobą dodatkowe oszczędności w życiu codziennym – wynika z raportu Antal i Sodexo.

Problemy budowlanki – deficyt pracowników, zatory płatnicze i rosnące koszty

Zdaniem analityków Atradius, w ujęciu globalnym branża budowlana pozostaje w tzw. sektorze cyklicznym. Wyniki firm budowlanych są ściśle powiązane ze wzrostem gospodarczym danego kraju i nastrojami inwestorów, a także z zaufaniem do biznesu i konsumentów – wynika z raportu z cyklu Market Monitor dot. rynku budowlanego. W Polsce branży doskwiera brak wykwalifikowanych pracowników, rosnące zatory płatnicze oraz wzrost cen materiałów budowalnych i kosztów pracy.

Problemy te same, wyzwaniem nowe technologie

Na rynkach, na których branża budowlana silnie prosperowała w ostatnich latach, nadal występuje mocna konkurencja, marże pozostają niewielkie, a nabywcy publiczni spóźniają się z płatnościami. Dodatkowo, odsetek niepowodzeń biznesowych pozostaje wyższy niż w większości innych branż. Eksperci oceniają, że jest to związane z powtarzającymi się problemami w branży budowlanej, niezależnie od bieżącej wydajności sektora. Pomimo cykliczności i stałych problemów, z globalnej perspektywy pojawiają się nowe trendy i ciągłe zmiany.

Jednym z nich jest rozwój nowych technologii, który odgrywa coraz ważniejszą rolę, przy czym ich wpływ na branże będzie coraz większy. Drukowanie 3D, modelowanie informacji o budynku (BIM), drony, roboty, śledzenie GPS to tylko niektóre z narzędzi, których w różnym stopniu przemysł już zaczął używać. W rozwiniętych gospodarkach duże znaczenie odgrywać będą prefabrykowane i modułowe konstrukcje, zwiększenie niezależności od niekorzystnych warunków pogodowych i wyższy zrównoważony rozwój poprzez recykling i zapobieganie zanieczyszczeniom.

Stabilny wzrost w Stanach Zjednoczonych i Niemczech

W 2018 r. budowlanka w USA zanotowała wzrost 3 proc., przy rosnących nakładach na budowę w prawie każdym regionie, przy czym potencjał rynku mieszkaniowego ograniczyło wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych. Zdaniem ekspertów poprawy sytuacji należy oczekiwać wraz ze wzrostem płac.  W 2019 r. prognozowana jest kontynuacja wzrostu wydatków na budownictwo (wzrost o 4,8 proc.), choć w wolniejszym tempie niż w 2018 r. (przewidywany w zeszłym roku na poziomie 6,5 proc.). Głównymi czynnikami wpływającymi na sektor są niższy wzrost gospodarczy, niedobory siły roboczej, wyższe stopy procentowe i niepewność co do rozwoju handlu.

Z kolei w zeszłym roku niemiecki sektor budowlany w dalszym ciągu notował solidne wyniki.  Prognozy na 2019 r. pozostają optymistyczne, głównie w wyniku dobrej sytuacji w zakresie zamówień w segmencie budownictwa mieszkaniowego, ale także w budownictwie publicznym. Dzięki stabilnemu popytowi i silnemu wzrostowi cen większość firm budowlanych była w stanie poprawić swoje zyski w ciągu ostatnich kilku lat, a perspektywy zysku na 2019 r. pozostają na podobnym poziomie. Średnio terminy płatności w niemieckim sektorze budowlanym wynoszą około 45-60 dni. Jednak w dalszym ciągu sektor budowlany należy do najbardziej ryzykownych, ponieważ odsetek powiadomień o braku płatności i roszczeń z tytułu ubezpieczenia kredytu jest nadal wyższy niż w innych niemieckich sektorach gospodarki.

W Polsce zatory płatnicze, wysokie koszty materiałów i brak pracowników

Jednym z poważniejszych problemów, jakie dotykają całą branżę budowlaną w Polsce są pogłębiające się zatory płatnicze, co doprowadziło do znaczącego wzrostu upadłości firm w 2018 roku. Dodatkowo, niskie bezrobocie na poziomie 6,1proc. skutkuje brakiem wykwalifikowanej siły roboczej, a otwarcie w 2019r.  rynku niemieckiego na pracowników ze Wschodu pogłębi ten problem.

Arkadiusz Taraszkiewicz z Atradius Polska zwraca również uwagę, że po powolnym starcie w poprzednich latach, w 2018 roku Program Budowy Dróg Krajowych i Autostrad na lata 2014-2023 wkroczył w intensywną fazę realizacji, m. in. dzięki czemu produkcja budowlano-montażowa wzrosła w 2018 roku o 17,9% (GUS). Skumulowanie prac w tak krótkim okresie spowodowało jednak gwałtowny wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy. Zdaniem eksperta część firm budowlanych musiała dokonać rewaluacji kontraktów zawartych kilka lat temu.

– W ostatnich kilku miesiącach ceny materiałów budowlanych ustabilizowały się, jednak należy pamiętać, że pozostają one znacznie powyżej poziomu sprzed kilku lat, gdy zawarte zostały kontrakty, będące obecnie w realizacji, zwłaszcza w formule „Projektuj i buduj”. Dodatkowo nowa ustawa waloryzacyjna nie obejmuje kontraktów, które już są realizowane oraz wchodzi w życie w szczycie wzrostu cen materiałów budowalnych i płac. Biorąc pod uwagę symetryczny charakter waloryzacji, czyli ujemny i dodatni, możemy w kolejnych latach spodziewać się waloryzacji kontraktów w dół, co nie poprawi sytuacji wykonawców – podkreśla Arkadiusz Tarszkiewicz.

Z kolei w segmencie budownictwa kubaturowego w Polsce sytuacja jest stabilna, na co wpływ mają niskie stopy procentowe, wysokie tempo wzrostu PKB, a także szybko rosnące wynagrodzenia i niskie bezrobocie. Sprzyjające warunki pozytywnie wpływają na decyzje inwestycyjne dotyczące zakupów nieruchomości zarówno na użytek własny, jak i wynajem. Niepokoić może jedynie spadek ilości umów podpisanych przez deweloperów z klientami w 2018 roku, co jest prognozą fazy wolniejszego wzrostu na rynku mieszkaniowym. Stabilny wzrost eksperci przewidują w sektorze budownictwa kubaturowego dotyczącej magazynów, biur i powierzchni handlowej .

Marzenia o własnym domu kontra biurokracja. Raport Oferteo.pl

Więcej nowych domów powstaje na wsi czy w  miastach? W jakim wieku i z jakich powodów Polacy decydują się na rozpoczęcie budowy? Co sprawia im najwięcej trudności w trakcie procesu inwestycyjnego? Odpowiedzi na te pytania przedstawione zostały w najnowszym „Raporcie o budowie domów” serwisu Oferteo.pl.

Polacy rozpoczynają budowę domu przed czterdziestką

Według raportu zdecydowana większość inwestorów rozpoczyna budowę przed 40. rokiem życia. 26% badanych zaczęło prace nad domem w wieku 31-35 lat, natomiast 23% zdecydowało się na ten krok w wieku 36-40 lat. Jedynie 4% ankietowanych to osoby poniżej 25. roku życia, a respondenci powyżej 50 lat stanowią grupę 9%. Wyniki te od kilku lat pozostają na bardzo podobnym poziomie. Większość osób budujących dom chce „być na swoim” przed czterdziestką.

Duże miasta coraz mniej popularne

Na jakim terenie budowali Państwo domPreferencje Polaków dotyczące budowania domów na terenach wiejskich są niezmienne od kilku lat. Wciąż najczęściej wybieranym terenem budowy jest wieś, którą wskazało aż 62% badanych. Na inwestycje w największych polskich miastach decyduje się coraz mniej osób. Z badania wynika, że w miastach liczących od 251 do 500 tysięcy mieszkańców domy wybudowało jedynie 3% badanych. W ubiegłorocznej edycji raportu odsetek tych odpowiedzi wynosił 10%. Zauważalny jest zatem znaczny spadek zainteresowania budową na terenie dużych miast.

W 2018 roku najwięcej nowych domów powstało na terenie województwa mazowieckiego (14%) oraz śląskiego (12%). Najmniej inwestycji miało miejsce na terenach województwa świętokrzyskiego (2%) i podlaskiego (2%), czyli tych, które należą do najmniej zaludnionych w kraju.

Spełnienie marzeń czy po prostu oszczędność?

Z jakiego powodu zdecydowali się Państwo na budowę domuOd lat najczęstszym powodem, dla którego badani decydują się na budowę domu, jest realizacja marzeń – taką odpowiedź wskazało 53% badanych przez Oferteo.pl. Ponadto respondenci uważali, że bardziej opłaca się zbudować dom niż kupić mieszkanie (41% odpowiedzi). Chęć posiadania ogrodu wyraziło 37% badanych, a potrzebę zwiększenia powierzchni mieszkalnej – 36%.

Popularnym powodem budowy domu była również przeprowadzka z miasta na wieś (24%), a także narodziny dzieci (17%).

Lepiej być przygotowanym na trudności

Co sprawiło Państwu największą trudność w związku z budowąBudowa domu wiąże się również z wieloma trudnościami. Wyniki pokazują, że Polacy zdecydowanie częściej mają problem z załatwieniem formalności urzędowych (45%) niż ze zbilansowaniem budżetu (27%).

Sporo kłopotów niosło też ze sobą znalezienie odpowiedniej ekipy budowlanej (35% wskazań) oraz nadzór nad jej pracą (26%). – Poszukiwanie ekipy warto zacząć jak najszybciej. Najlepsi mają zajęte terminy na długie miesiące wprzód – mówi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Wybierając ekipę, warto sprawdzić opinie innych na jej temat, a nawet zobaczyć jej dotychczasowe realizacje. To w końcu ludzie, którzy będą odpowiadać za powstanie naszej największej życiowej inwestycji.

Organizacja przestrzeni w polskim domu

Wyniki ankiety pokazują, że badani najczęściej decydowali się na trzy sypialnie (39%), dwie łazienki (74%) oraz kuchnię połączoną z salonem (79%). Osoby urządzające 5 sypialni i więcej stanowią jedynie 10% badanej grupy. Więcej niż dwie łazienki wymarzyło sobie 12% badanych, a osobną, zamkniętą kuchnię posiada 21% respondentów.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z analizy ponad 17 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w 2018 roku w serwisie Oferteo.pl przez osoby poszukujące towarów i usług związanych z budową domów oraz z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2019 roku metodą CAWI na próbie 600 osób, które w 2018 roku budowały dom.

SII apeluje o zmianę przepisów o przymusowym wykupie

W dniu dzisiejszym Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych skierowało do Ministerstwa Finansów petycję w sprawie zmiany przepisów dotyczących przymusowego wykupu akcji w spółkach publicznych. Zdaniem Stowarzyszenia obowiązujące obecnie regulacje dotyczące przymusowego wykupu akcji od akcjonariuszy spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, a także na NewConnect, nie chronią w sposób należyty akcjonariuszy mniejszościowych. Przepisy te dopuszczają bowiem wyciśnięcie akcjonariuszy mniejszościowych ze spółki publicznej wbrew ich woli, nierzadko po cenie bardzo istotnie odbiegającej od godziwej.

W ocenie Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych przepisy ustawy o ofercie dotyczące przymusowego wykupu nie spełniają konstytucyjnego standardu ochrony własności i są dla akcjonariuszy mniejszościowych krzywdzące. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego wywłaszczenie jest możliwe jedynie za słusznym odszkodowaniem. Tymczasem w zdecydowanej większości przypadków cena po jakiej dochodzi do przymusowego wykupu jest istotnie zaniżona w stosunku do rzeczywistej wartości spółki w przeliczeniu na jedną akcję. Z tych też względów SII zaapelowało do Minister Finansów – Pani Teresy Czerwińskiej o podjęcie inicjatywy legislacyjnej celem zmiany rzeczonych przepisów i zwiększenia poziomu ochrony akcjonariuszy mniejszościowych.

Stowarzyszenie w swojej petycji zwraca też uwagę, że obowiązujące obecnie regulacje nie gwarantują „wywłaszczanym” akcjonariuszom prawa do sądu. Tymczasem w ocenie SII ustawodawca zobowiązany jest zapewnić akcjonariuszom pozbawianym własności akcji nie tylko sądową możliwość weryfikacji ceny po jakiej dochodzi do przymusowego wykupu ale także merytorycznej oceny zasadności jego przeprowadzenia.

Wobec podniesionych zastrzeżeń do przepisów ustawy o ofercie dotyczących przymusowego wykupu akcji, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych zaapelowało do Minister Finansów o ich zmianę, tak by przymusowy wykup możliwy był wyłącznie po spełnieniu kilku kluczowych warunków, w tym: (a) po podjęciu przez walne zgromadzenie uchwały w sprawie przeprowadzenia przymusowego wykupu, (b) po przeprowadzeniu przymusowego wykupu po cenie odkupu akcji nie niższej niż wynikająca z przepisów art. 77 ust. 1 – 3 Ustawy o ofercie oraz nie niższej od wartości przypadających na akcję aktywów netto, wykazanych w sprawozdaniu finansowym za ostatni rok obrotowy, a w przypadkach gdy przymusowy wykup jest przeprowadzany w okresie krótszym niż 5 lat od wprowadzenia akcji do zorganizowanego sytemu obrotu – także nie niższej od ceny kursu akcji z dnia ich debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie lub na rynku NewConnect, przy jednoczesnym zagwarantowaniu możliwości sądowej kontroli celowości przymusowego wyciśnięcia akcjonariuszy mniejszościowych oraz ceny wykupu akcji.

„Do Stowarzyszenia trafia bardzo wiele zastrzeżeń ze strony akcjonariuszy mniejszościowych odnośnie obecnie obowiązujących regulacji. Podzielamy ich opinie, że przepisy dotyczące przymusowego wykupu są dla nich krzywdzące. Dostrzegając problem zaproponowaliśmy zmiany, które w sposób harmonijny wpisują się w ujęte w projekcie

Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego zapowiedzi zwiększenia ochrony uczestników rynku kapitałowego. Mamy w związku z tym nadzieję, że Ministerstwo Finansów z należytą uwagą przyjrzy się poruszonemu problemowi i podejmie właściwą inicjatywę legislacyjną celem wprowadzenia zmian w przepisach o przymusowym wykupie w spółkach publicznych” – podkreśla Piotr Cieślak, Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych

Z pełną argumentacją Stowarzyszenia zawartą w petycji, uzasadniającą konieczność dokonania zmian w przepisach Ustawy o ofercie dotyczących przymusowego wykupu można zapoznać się na stronie internetowej Stowarzyszenia: www.sii.org.pl.

Ł. Kozłowski: Ukraińcy nie wyjadą z Polski – nie podołają wymaganiom Niemców

W przyszłym roku Niemcy otworzą rynek pracy dla pracowników spoza Unii Europejskiej. Dla Ukraińców pracujących w Polsce to okazja do wyjazdu na Zachód. Jednak nie będzie to łatwe zadanie. Trzeba będzie znać język niemiecki, mieć gotówkę na utrzymanie do czasu podjęcia pracy i dysponować odpowiednimi kwalifikacjami. Dla wielu osób to duża bariera. Propozycje berlińskiego rządu są kompromisem między oczekiwaniami przedstawicieli biznesu, a niechęcią społeczeństwa do kolejnej fali imigrantów zarobkowych. Ostre wymagania mogą spełnić nieliczni specjaliści. Dlatego raczej nie grozi nam masowa ucieczka naszych wschodnich sąsiadów. Zagrożeniem są potencjalne wyjazdy osób dobrze wykształconych. To niewielka grupa, ale jej utrata może zaszkodzić krajowej gospodarce. O skutkach uwolnienia niemieckiego rynku pracy mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Ukraińcy pracujący w Polsce od kilku lat wspierają naszą gospodarkę. Niemiecka deklaracja o otwarciu rynku pracy wzbudziła popłoch. Jednak wymagania zachodnich sąsiadów być może ograniczają to ryzyko. Czy rzeczywiście zagrożenie minęło?

Łukasz Kozłowski: Niemcy ostrożnie otwierają swój rynek dla pracowników zagranicznych. Planowane rozwiązania wywołały gorącą debatę publiczną i polityczną. Z jednej strony jest tam ok. 1,2 mln wakatów, a z drugiej – część społeczeństwa niechętnie podchodzi do napływu kolejnych imigrantów. Niemiecka opinia publiczna nie jest w pełni przekonana do przyjmowania osób spoza Unii Europejskiej, choć to opłacalne dla tamtejszej gospodarki. Za przyjęciem obcokrajowców opowiadają się organizacje przedsiębiorców, które podkreślają korzyści ekonomiczne.

Rynek pracy ma być dostępny dla zagranicznych przybyszów w 2020 r. Jakie będą wymagania dla potencjalnych pracowników z innych państw, szczególnie z Ukrainy?

Łukasz Kozłowski: Regulacje prawne otwierające niemiecki rynek pracy dla cudzoziemców to rodzaj kompromisu między oczekiwaniami społecznymi a potrzebami biznesu. Umożliwiają one zatrudnianie pracowników spoza Niemiec, ale stawiają im wymagania, które powodują, że nie będzie masowego napływu imigrantów zarobkowych spoza Unii Europejskiej. Dotyczy to także Ukraińców pracujących w Polsce, choć znaczna część z nich chciałaby pracować u naszego zachodniego sąsiada.

Dlaczego zakłada się, że tylko nieliczni Ukraińcy zatrudnieni w Polsce będą w stanie spełnić tamtejsze oczekiwania? Może po prostu wystarczy, by nauczyli się języka niemieckiego?

Łukasz Kozłowski: Niemieckie wymagania nie są takie łatwe do spełnienia. To z jednej strony udokumentowanie kwalifikacji i umiejętności, a z drugiej – znajomość języka niemieckiego na poziomie umożliwiającym podjęcie zatrudnienia. Oczekuje się także posiadania środków finansowych pozwalających na utrzymanie się do czasu znalezienia pracy. Co więcej, Niemcy stawiają na pozyskanie wyżej wykwalifikowanych kadr. To może znacząco utrudnić Ukraińcom pracującym w Polsce wyjazd do Niemiec. Mimo wielu barier biurokratycznych w Polsce, nie obowiązują tu ograniczenia dotyczące znajomości języka polskiego czy dysponowania określonymi środkami finansowymi. Poza tym nad Wisłą koszty życia są niższe, a bariera językowa łatwiejsza do przełamania.

Jakie grupy zawodowe z Ukrainy mogą najszybciej dostosować się do niemieckich wymagań? Czy czasem nie grozi nam ucieczka wykwalifikowanych i wykształconych pracowników?

Łukasz Kozłowski: Kadry wysokokwalifikowanych obywateli Ukrainy pracujących w Polsce to dość niewielki odsetek wszystkich zatrudnionych. Jednak ta grupa to z jednej strony najbardziej pożądani pracownicy, a z drugiej strony to właśnie oni mogą stosunkowo szybko spełnić niemieckie wymagania i wyjechać. Z tego powodu, nawet jeśli nie dojdzie do masowego exodusu Ukraińców, możemy stracić najcenniejszych specjalistów z sektora przemysłowego, usług biznesowych czy IT. Dla polskiej gospodarki to będzie poważny problem. Kłopoty wynikają też z polskiego modelu zatrudniania obcokrajowców, w tym przede wszystkim tych z Ukrainy. Sprawdza się on w przypadku krótkoterminowego zatrudniania osób o niskich kwalifikacjach, ale zawodzi w przypadku specjalistów. W efekcie wykształceni obcokrajowcy pracują na stanowiskach poniżej ich kwalifikacji.

Jakie działania powinno się podejmować, by zachęcić Ukraińców do pozostania w Polsce i pozyskać kolejnych przybyszów z Ukrainy lub innych krajów?

Łukasz Kozłowski: Należałoby ułatwić podejmowanie nie tylko tymczasowego, lecz również długoterminowego zatrudnienia przez cudzoziemców, przynajmniej na okres kilku lat. Takie działania są ważne, szczególnie w przypadku pracowników legitymujących się wysokimi kompetencjami. Jeśli tu zadomowią się, będą mniej skłonni do wyjazdu z Polski dalej na Zachód. By to osiągnąć, należy złagodzić wymagania dotyczące m.in. udokumentowania kwalifikacji. To rodzi problemy, np. w Polsce pielęgniarki muszą skończyć studia, a na Ukrainie nie ma takiego wymogu. Ale mimo tych różnic można im ułatwić dostosowanie się do polskiego systemu.

Czy, przy założeniu, że Ukraińcy jednak masowo nie wyjadą do Niemiec, polskie sektory przemysłowe i usługowe mogą być spokojne? Jakie są do tego podstawy?

Łukasz Kozłowski: Bez względu na planowane przepisy w Niemczech, które zapewne nie spowodują tak dużego odpływu pracowników z Ukrainy, jak początkowo sądzono, nasza gospodarka nie może spać spokojnie. Niemcy to nasz najważniejszy partner, ale wszystkie kraje Europy Środkowo-Wschodniej borykają się z brakiem rąk do pracy. Dotyczy to także części państw zachodnich. Jeśli te zaproponują pracownikom zagranicznym lepsze warunki niż w Polsce, to ci z pewnością wyjadą. Skończył się czas naszego kraju jako jedynego rynku pracy dla obcokrajowców w regionie. Dlatego musimy szybko i skutecznie likwidować bariery prawne, upraszczać procedury i ułatwiać przybyszom aklimatyzację nad Wisłą. Innej możliwości nie widzę.

Automated Mapping Platform (AMP) – wspólny projekt Toyota i CARMERA

Mapy wysokiej rozdzielczości to jedna z wielu składowych ogromnego programu budowy autonomicznego transportu. Jednak stworzenie takiej mapy dla każdej drogi na świecie wymaga bardzo dużo pracy. Rozwiązaniem może okazać się nowy projekt Toyoty i firmy Carmera.

Toyota i CARMERA (2)Toyota Research Institute-Advanced Development (TRI-AD) i Carmera, firma specjalizująca się w mapach HD, rozpoczynają współpracę nad automatyzacją procesu tworzenia wysokiej rozdzielczości map dla samochodów autonomicznych. Obie firmy wspólnie uruchamiają program pilotażowy, mający na celu sprawdzenie poprawności pomysłu.

Jest to element programu budowy przez TRI-AD otwartej platformy Automated Mapping Platform (AMP), która pozwoli łączyć dane z kamer systemów bezpieczeństwa samochodów firm uczestniczących w projekcie do generowania map HD, które umożliwią nawigację samochodom autonomicznym.

Autonomiczna jazda wymaga wiarygodnych informacji o drogach opartych na mapach o wyjątkowej dokładności. Obecnie trwa kreacja map HD rejestrujących autostrady w USA, Chinach, Niemczech i Japonii, co pokrywa poniżej 1% wszystkich dróg na świecie. Kolejnym wyzwaniem jest stworzenie i aktualizacja map miast i lokalnych dróg.

W programie pilotażowym TRI-AD i Carmery zostaną umieszczone w samochodach testowych Toyoty kamery, które przez wiele miesięcy będą zbierały dane na przedmieściach Tokio. Będą to komponenty systemu Toyota Safety Sense (TSS), pakietu funkcji bezpieczeństwa czynnego, w który Toyota wyposaża swoje samochody sprzedawane na całym świecie. Zdjęcia i inne dane zbierane przez kamerę TSS będą przetwarzane w czasie rzeczywistym przez platformę cyfrową Carmery, która na ich podstawie będzie automatycznie generowała mapę HD.

Automatyczne łączenie map generowanych przez techniki zastosowane w tym projekcie z cyfrowymi mapami działającymi obecnie sprawi, że w przyszłości dane o drogach dla samochodów autonomicznych będą jeszcze bardziej szczegółowe i wiarygodne. Kiedy program zostanie w pełni wdrożony, generowanie map HD na podstawie danych zbieranych z milionów prywatnych samochodów poruszających się po całym świecie umożliwi szybsze wdrożenie zautomatyzowanej jazdy na wszystkich drogach.

Montaż dostępnych na rynku urządzeń do zbierania i transmisji danych o jeździe w samochodach testowych Toyoty pozwoli na generowanie map HD na podstawie większej liczby źródeł, to znaczy samochodów, które nie są fabrycznie wyposażone w TSS. Wzbogaci istniejące już zbiory danych firmy Carmera – materiały wideo zebrane na milionach mil w ramach współpracy z zawodowymi flotami w złożonych środowiskach takich jak Nowy Jork.

„Obecnie mapy dla autonomicznych samochodów są tworzone za sprawą ograniczonej liczby bardzo drogich, wyspecjalizowanych pojazdów. Jest to długi, prowadzony manualnie proces. Bardzo się cieszymy, że wspólnie z firmą Carmera będziemy się starali zautomatyzować tworzenie map HD, aby przyspieszyć rozpowszechnianie technologii automatycznego prowadzenia” – powiedział Mandali Khalesi, wiceprezydent TRI- AD.

Transport, budownictwo i handel z największymi zaległościami płatniczymi

Jest coraz lepiej, ale zmiany dokonują się powoli. Według raportu Coface, opóźnienia płatności za faktury zmniejszyły się na przestrzeni 2018 roku o prawie 3 dni. Nadal jednak statystyczny czas oczekiwania na przelew za dostarczony towar lub zrealizowaną usługę wynosi w Polsce prawie 60 dni.

Choć w ubiegłym roku PKB wzrosło o 5,1%, to dobra koniunktura nie wpłynęła korzystnie na odzyskiwanie należności. Opóźnienia w płatnościach to problem większy niż mogłoby się to wydawać – wynika z raportu Coface. Zgodnie z przeprowadzonym badaniem, prawie 99% przedsiębiorców doświadczyło zaległości w egzekwowaniu należności od kontrahentów. 7 branż odnotowało w zeszłym roku krótsze opóźnienia płatności, a w przypadku 5 uległy one wydłużeniu. Co ciekawe, tylko co dziesiąta firma księguje przesłane płatności na czas.  Przelewy najszybciej realizowane są w branży tekstylno-odzieżowej. Najdłużej na pieniądze czeka się w budownictwie i transporcie, to odpowiednio 105 i 140 dni po wskazanym terminie. Największy wzrost zaległości płatniczych w poprzednich 12 miesiącach zgłaszała branża handlowa. Wydłużenie terminu płatności wzrosło w tym sektorze z dwóch tygodni do półtora miesiąca.

Życie na kredyt

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Jednym z nich jest trudna sytuacja finansowa części firm. Z danych Euler Hermes wynika, że rosnące koszty pracy i obciążenia podatkowe nie są w stanie zrównoważyć dobrej koniunktury gospodarczej. Dobrze ilustruje to liczba upadłości. Z bankructwem musiało zmierzyć się w ubiegłym roku aż 988 firm. To o 10% więcej niż rok wcześniej. Trudno jednak zwalać winę wyłącznie na złą sytuację firm, zwłaszcza, że problem z przeterminowanymi należnościami jest powszechny.  Zdaniem ekspertów istotnym powodem opóźnień w płatnościach jest też kredytowanie się części przedsiębiorstw kosztem innych podmiotów, a także brak automatyzacji obiegu faktur.

Jest całkiem liczna grupa przedsiębiorców, która zwleka z regulowaniem należności celowo wstrzymując je o kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt dni. Jako, że zazwyczaj nie grozi to konsekwencjami, bo firmy rzadko przekazują przeterminowane faktury do windykacji, to taka praktyka jest częsta. Jest też grupa firm, która opóźnia płatności z powodu braku wiedzy na temat nieuregulowanych faktur. Winę za taki stan rzeczy ponosi z jednej strony dominujący w polskiej gospodarce papierowy obieg dokumentów księgowych, z drugiej niedoskonały system wystawiania i dostarczania faktur elektronicznych. Większość firm wysyła dzisiaj faktury w PDF-ie, co nie daje wystawcy gwarancji, że dokument dotarł, został przeczytany i zaksięgowany. Obie formy – faktura papierowa i w PDF – nie dają również rzetelnej informacji o potwierdzeniu odbioru, a argument o nieotrzymaniu faktur wielokrotnie jest podnoszony jako dobre wyjaśnienie opóźnień.  zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes zarządu Edisona, należącej do konsorcjum PEF Expert firmy, która przygotowuje na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, platformę wymiany automatycznych faktur pomiędzy przedsiębiorcami a administracją publiczną.

Unia reguluje

Problem a jednocześnie wyzwanie z jakim muszą mierzyć się firmy, dobrze ilustruje przykład Castoramy. Jeszcze kilka lat temu w firmie obieg dokumentów, czyli czas pomiędzy ich wysłaniem, odebraniem i archiwizacją, zajmował 12 dni. Mniej więcej 7 dni trwało dostarczenie faktury, następne 5 dni potrzebne było na formalną kontrolę dokumentów, łączenie ich z dostawą, wyjaśnianie niedogodności oraz archiwizację. Sytuacja zmieniła się w momencie, w którym Castorama podjęła decyzję o wprowadzeniu elektronicznej wymiany danych. Wdrożenie systemu w sieci handlowej skróciło obieg dokumentów z 12 dni do 45 minut, czyli przyspieszyło proces aż 384 razy.

Wprowadzenie elektronicznego obiegu dokumentów sprawia, że wystawca faktury automatycznie otrzymuje potwierdzenie dostarczenia faktury i zdecydowanie łatwiej mu odzyskać należności. Dodatkowo po stronie odbiorcy faktury proces obsługi faktur przebiega znacznie szybciej – zauważa Tomasz Kuciel z Edisona. Jego zdaniem opóźnienia w płatnościach powinny się systematycznie zmniejszać, bo Unia Europejska dąży do zautomatyzowania obiegu faktur, m.in. z powodu konieczności uszczelnienia systemu podatkowego. W kwietniu administracja publiczna będzie zobowiązana do przyjmowania automatycznych e-faktur od swoich kontrahentów, za dwa lata obowiązek ich wystawiania będą miały wszystkie firmy dostarczające usługi dla sektora publicznego. To obniży koszty wprowadzenia automatycznych faktur i zachęci firmy do ich wdrożenia – prognozuje Tomasz Kuciel.

Firmy zmieniają zasady

Obok automatyzacji, firmy bronią się przed opóźnieniami w płatnościach, zmieniając zasady płatności i świadczenia usług. Np. w hostingu faktura jest wystawiana 14 dni przed końcem usługi. – Termin płatności faktury oznacza de facto koniec okresu abonamentowego. Do klientów wysyłamy przypomnienia, a po kolejnych 14 dniach, w przypadku nieuregulowania faktury, automatycznie zawieszamy usługę. Moim zdaniem powiązanie płatności z usługą jest skutecznym mechanizmem obronnym, ponieważ bardzo przyspiesza dokonanie przelewu. Klienci regulują zaległości byle tylko poczta elektroniczna nie przestała działać lub została ponownie włączona – komentuje Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Jak wynika z raportu Coface, połowa badanych firm narzuca kontrahentom miesięczny termin płatności, a zaledwie 15% od 31 do 60 dni. Najbardziej restrykcyjnymi, czyli oferującymi sprzedaż z krótkimi terminami płatności są branże: tekstylno-odzieżowa (77%), motoryzacyjna (72%), rolno-spożywcza (71%) i energetyczna (71%).

Coface po raz trzeci przeprowadził badanie dotyczące terminowości regulowania faktur w Polsce. Wzięło w nim udział prawie 300 przedsiębiorców.

Raport roczny Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia

Zmagania z rynkiem kandydata, nadzieje na Azję i brexit. Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia opublikowało raport roczny.

Deficyt specjalistów, wzrost oczekiwań pracowników z Ukrainy i trudności w pozyskaniu pracowników z Azji – to jedne z najważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy, jakie definiuje raport Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ). Publikację przygotowaną na podstawie danych z agencji zrzeszonych w SAZ można już pobrać online.

Agencje zrzeszone w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia (SAZ), największej tego typu w Polsce branżowej organizacji zrzeszająca ponad sześćdziesiąt firm wypracowały w 2018 roku ponad 2,6 mld zł. obrotów, czyli prawie 5% mniej niż w 2017 i ponad 7% więcej niż 2016. To ok 36% polskiego rynku usług HR, którego wielkość szacuje się na 7 mld zł (za raportem Interconnection Consulting).

SAZ_stat1Te i inne dane znajdują się w raporcie podsumowującym 2018 r. i wskazującym trendy na rok 2019, jaki opublikowało właśnie SAZ. Z opinii ekspertów Stowarzyszenia wyłania się obraz rynku zabiegającego o pracowników, zarówno tych z Polski i Ukrainy, jak i z krajów Azji. Jako pozytywne trendy należy ocenić rosnącą renomę polskich opiekunek oraz wynagrodzeń w pracy tymczasowej.

SAZ_stat2Wzrost stawek i oczekiwań

Zdaniem ekspertów SAZ – szefów agencji pracy zrzeszonych w organizacji, rok 2018 był rokiem stabilnym i upłynął na polskim rynku pracy pod znakiem wzrostów – z jednej strony oczekiwań pracowników, z drugiej stawek wynagrodzeń oferowanych przez pracodawców. Zapotrzebowanie na pracowników w Polsce jest wiąż ogromne, szczególnie w centrach usług wspólnych i IT, ale również w budownictwie czy handlu detalicznym. Aby pozyskać pracowników, pracodawcy albo podwyższają ich stawki, a więc i swoje marże, albo wstrzymują zaplanowane do realizacji projekty.

Rosnąca trudność w pozyskiwaniu pracowników to ogromne wyzwanie dla agencji rekrutacyjnych. Już teraz znaczną rolę odgrywają nietypowe narędzia rekrutacji, jak komunikacja poprzez media społecznościowe, bonusy i nagrody – mówi Michał Podulski, wiceprezes SAZ, członek zarządu agencji Toolip HR.

Artur Skiba, członek zarządu SAZ i prezes agencji Antal dodaje, że rosnącym problemem współczesnego rynku pracy jest też brak specjalistów. Jego zdaniem wciąż jeszcze mało dostrzeganą szansą dla polskiego rynku pracy może być brexit. Osoby, które zdecydowały się na wyjazd za granicę, przez lata spędzone w Wielkiej Brytanii wyspecjalizowały się w konkretnych zawodach, nauczyły języka oraz przedsiębiorczości. Dlatego dziś mogą być cennymi pracownikami dla polskich firm.

– Przyciągnięcie tych osób do powrotu z emigracji powinno być czołowym priorytetem rządu – uważa Artur Skiba. – Gdyby nawet jeden procent, czyli kilkanaście tysięcy polskich emigrantów żyjących na Wyspach zdecydowało się na powrót, stałoby się to ważnym zastrzykiem dla polskiego rynku pracy – mówi.

Między Ukrainą a Niemcami

Zanim jednak brexit stanie się faktem, w Niemczech może wejść w życie ustawa o otwarciu rynku pracy dla cudzoziemców.

– Choć nie spodziewamy się, by otwarcie niemieckiego rynku pracy spowodowało duży odpływ obywateli Ukrainy z Polski, to jednak fakt ten budzi spory niepokój wśród agencji. Co prawda liczymy, że do Polski może wrócić część osób, które dziś pracują w Wielkiej Brytanii, jednak wiemy, że na pewno nie zaspokoi to potrzeb naszego rynku – podsumowuje Iwona Szmitkowska, prezes SAZ oraz prezes Work Service SA.

Z danych przekazanych przez firmy członkowskie SAZ wynika, że w 2018 r. średnio 35% zatrudnianych przez nie osób stanowili obcokrajowcy (w większości obywatele Ukrainy), a ich liczba w porównaniu z rokiem 2017 wzrosła o 33%.

Zdaniem ekspertów Stowarzyszenia w 2018 r. Ukraińcy wyraźnie zadomowili się na naszym rynku pracy i w społeczeństwie. To dobra informacja dla polskich firm, choć ta zmiana mentalnościowa wiąże się ze wzrostem oczekiwań obywateli zza naszej wschodniej granicy.

Nie są już tak chętni, jak jeszcze przed rokiem, do podejmowania każdej pracy. Większość też oczekuje, że „standardowo” pracodawca zapewni im mieszkanie, a wysokość stawki godzinowej to co najmniej 13 zł. netto mówi Aneta Janik-Barciś, prezes spółki Macro-Work.

Dotychczas Ukraińcy obejmowali stanowiska głównie w handlu lub branży budowlanej. W 2018 r. widoczny był wzrost ich zatrudnienia w administracji biurowej.

– Może się to okazać świetnym lekarstwem na deficyt kadrowy w Polsce w tym obszarze. Nie mamy jeszcze zbyt wielu managerów z Ukrainy, ale niewykluczone, że i tutaj stopniowo zacznie się coś zmieniać – mówi Artur Skiba.

Azja pod wizowym murem

Największą nadzieją 2018r. i jednocześnie wyzwaniem dla agencji pracy było rekrutowanie pracowników z Azji. Zdaniem Magdaleny Wójtowicz, wiceprezes agencji InTemporis projekt rozszerzenia rynku rekrutacyjnego o kraje azjatyckie, przede wszystkim o Indie, Nepal i Bangladesz, a nawet Wietnam, który budził nadzieje, okazał się ogromnym rozczarowaniem.

Niestety okazało się, że na drodze do zatrudniania kandydatów z Azji stoją dwa etapy przeszkód: pierwszy to procedury w Polsce, drugi procedury na poziomie wydawania wiz – mówi Magdalena Wójtowicz.

Elektroniczny system wizowy na stronie internetowej polskiego konsulatu działa tylko jeden dzień w tygodniu i przyjmuje jedynie 200 wniosków oraz 200 maili z danymi. To powoduje lawinę nadużyć w postaci rezerwacji miejsca jedynie w celu odsprzedania go agencjom pracy. Liczba osób, które faktycznie dostają się na rozmowę w sprawie wizy jest też dużo mniejsza niż przysłanych wniosków, a ostatecznie pozwolenie na wyjazd otrzymuje jedynie ok. 20 proc. kandydatów.

W 2018 roku mieliśmy ogromny problem z zapewnieniem naszym klientom ludzi do zbioru i sortowania owoców. Mamy nadzieję, że w tym roku uda się to wreszcie pozytywnie rozwiązać – dodaje Wójtowicz.

Z podobnymi problemami mierzą się też agencje zatrudniające pracowników spoza Unii Europejskiej. Z raportu wynika, że trudnością są wydłużone terminy procedur w urzędach, niewłaściwe działanie urzędowych systemów, czy skomplikowane i przestarzałe procedury legalizujące pobyt i zatrudnienie.

Duma z polskich opiekunek

Z opinii zwartych w raporcie SAZ wynika, że od lat niezmiennie rośnie uznanie dla polskich opiekunek osób starszych.

Wykwalifikowany personel, z którego jesteśmy dumni, stał się przez lata naszym sztandarowym „produktem”. Tak, jak sery i wino z Francji, czy holenderskie tulipany – mówi Magdalena Chochowska, dyrektor działu prawnego grupy Promedica24. – Polskie opiekunki są bardzo wysoko oceniane nie tylko za kwalifikacje, ale też unikalne, ciepłe i empatyczne podejście. Wiele rodzin nawiązuje z nimi bliskie relacje, które utrzymują jeszcze latami po zakończeniu współpracy – dodaje.

Krzysztof Jakubowski, wiceprezes Zarządu SAZ, Przewodniczący Sekcji Agencji Opieki (SAO), wiceprezes spółki InterKadra nie ma wątpliwości, że zapotrzebowanie na polskie opiekunki w Niemczech, czy Wielkiej Brytanii wciąż będzie duże.

– Problemem jest jednak ogromna trudność w pozyskaniu personelu. Mamy nadzieję, że w 2019 roku zacznie się to zmieniać – mówi Krzysztof Jakubowski.