Jak AI Act wpłynie na rynek reklamy internetowej?

AI Act, czyli Akt w sprawie sztucznej inteligencji, to pierwsze na świecie tak kompleksowe przepisy dotyczące AI, przyjęte niedawno w Unii Europejskiej. Rozporządzenie dotyczy zarówno przedsiębiorstw, jak i osób fizycznych wykorzystujących AI. Najszersze i najbardziej praktyczne zastosowanie nowe przepisy znajdą w stosunku do dwóch grup: dostawców (providers) i podmiotów stosujących AI, np. organizacji wdrażających systemy na potrzeby swojej działalności. Akt w istotny sposób wpływa na funkcjonowanie wszystkich firm na rynku reklamy internetowej wykorzystujących AI, ale stopień tego wpływu może być zróżnicowany. Aktywnie uczestniczący w pracach nad projektem eksperci IAB Polska wyjaśniają, jak dostosować się do nowych unijnych regulacji. Co istotne, Akt zacznie obowiązywać w pełni 24 miesiące po wejściu w życie, ale niektóre przepisy będą stosowane wcześniej.

 AI Act wejdzie w życie 20 dni po publikacji Rozporządzenia w Dzienniku Urzędowym UE. Spodziewamy się, że nastąpi to w ciągu najbliższych kilku tygodni. Dwadzieścia cztery miesiące po tej dacie Rozporządzenie będzie obowiązywać w pełni. Wcześniej, bo już sześć miesięcy od wejścia w życie, ma być przestrzegany zakaz systemów AI stwarzających niedopuszczalne ryzyko. Większość przepisów dotyczących kar będzie zaś obowiązywać po dwunastu miesiącach. Co ważne dla dostawców i podmiotów stosujących sztuczną inteligencję, AI Act przewiduje różne przepisy dla różnych poziomów ryzyka wyjaśnia Marcin Ręgorowicz, Koordynator Grupy Zadaniowej Prawo AI IAB Polska.

Kogo dotyczy AI Act?

Poza osobami fizycznymi i przedsiębiorcami działającymi w modelu dostawcy (provider) lub podmiotu stosującego AI na potrzeby swojej działalności, nowe regulacje będą obowiązywać także importerów, dystrybutorów, producentów systemów AI i upoważnionych przedstawicieli odbiorców. Istotna informacja dla firm jest taka, że przepisy będą obowiązywać również te podmioty, które nie mają siedziby na terenie UE, ale wynik działania systemów AI, którymi operują, będą wykorzystywane na jej terenie.

Jak AI Act wpłynie na branżę?

Akt w sprawie sztucznej inteligencji w istotny sposób wpływa na działalność wszystkich firm na rynku reklamy internetowej wykorzystujących AI, ale stopień tego wpływu może być zróżnicowany.

 – Zależy on przede wszystkim od kwalifikacji danego systemu AI pod kątem stopnia ryzyka oraz od roli danego podmiotu, czyli tego, czy jest dostawcą, podmiotem stosującym AI, czy też występuje w jeszcze innej roli, np. importera. Niektóre firmy będą musiały całkowicie przebudować procesy biznesowe, w innych przypadkach wpływ może być minimalny, np. ograniczy się do spełnienia obowiązków informacyjnych czy konieczności wprowadzenia polityki wewnętrznejwyjaśnia Anna Gumkowska, Szefowa Grupy Roboczej AI IAB Polska.

Niezależnie od opisanych kwalifikacji, wszystkie firmy będą musiały spełnić pewne ogólne obowiązki – przede wszystkim zweryfikować to, czy korzystanie z danego systemu AI w ogóle jest dopuszczalne oraz jakie czynności się z tym wiążą. Zakazane zostają praktyki wykorzystania systemów AI, które z uwagi na szczególnie szkodliwe cechy stwarzają istotne zagrożenie dla zdrowia, bezpieczeństwa i praw człowieka (m.in. prawa do prywatności, praw pracowniczych czy praw dziecka). Do zakazanych praktyk należą m.in. stosowanie celowych technik manipulacyjnych, ocenianie lub wykorzystywanie sztucznej inteligencji do systemów monitorowani AI oceny zachowania społecznego (systemy “social scoringu”), czy wykorzystywanie kategoryzacji biometrycznych, które wnioskują na temat: rasy, poglądów politycznych, orientacji seksualnej, itp.

Podmioty wykorzystujące AI zostaną też objęte obowiązkami w zakresie transparentności i wewnętrznych zasad korzystania z systemów. W praktyce oznacza to, że dostawcy wszystkich systemów AI powinni zapewnić, aby użytkownicy wchodzący w bezpośrednią interakcję z tą technologią byli o tym informowani.

Najbardziej dotkliwe obowiązki spadną tylko na część podmiotów, bowiem większość szczegółowych wymogów dotyczy systemów wysokiego ryzyka, wykorzystywanych w krytycznych obszarach, np. w sektorze finansowym, opiece zdrowotnej czy edukacji.

Za niedostosowanie się do nowych regulacji, Rozporządzenie przewiduje szereg administracyjnych kar pieniężnych.

Eksperci IAB Polska o nowych przepisach

Przedstawiciele i członkowie IAB Polska aktywnie uczestniczą w pracach legislacyjnych w zakresie AI Act. W Polsce aktualnie toczy się debata, czy w związku z nowymi przepisami powinny zostać powołane nowe organy monitorujące, czy też ich rolę w zakresie AI powinno się przyznać już istniejącym podmiotom. Organem zajmującym się AI na obszarze UE będzie Europejski Urząd ds. sztucznej Inteligencji.

– Od dawna mieliśmy świadomość, jak potrzebne są regulacje w zakresie bezpieczeństwa i przejrzystości systemów sztucznej inteligencji, która szturmem wdarła się do naszej rzeczywistości. Aby systemy AI były przyjazne dla użytkowników, niedyskryminujące, bezpieczne w zakresie zdrowia i praw człowieka, powinny być nadzorowane przez ludzi. Nowe zapisy jednocześnie wspierają innowacje, zapewniając lepsze warunki do rozwoju i wykorzystywania tej technologii. Dlatego od samego początku aktywnie uczestniczyliśmy w pracach nad projektem AI Act, zarówno na poziomie europejskim, jak i krajowym. Przedstawiliśmy stanowisko w pre-konsultacjach prowadzonych przez Ministerstwo Cyfryzacji. Eksperci IAB uczestniczą również w pracach specjalnej grupy roboczej powołanej w ramach Ministerstwa Cyfryzacji i na bieżąco monitorują prace krajowe, toczące się również w innych organach administracyjnych, jak UODO, UOKiK, Sejm, itpkomentuje Włodzimierz Schmidt, Prezes Zarządu IAB Polska.

Amica inwestuje w branżę OZE i powołuje spółkę Amica Energia

Grupa Amica, świadoma potrzeby ograniczenia wpływu produkcji na środowisko, powołała spółkę celową Amica Energia. Nowa jednostka ma na celu aktywne uczestnictwo w transformacji energetycznej oraz szerokie zastosowanie odnawialnych źródeł energii (OZE). Utworzenie spółki AMICA Energia stanowi naturalne rozwinięcie dotychczasowych działań proekologicznych grupy.kogeneracja Amica

Zgodnie z danymi Europejskiej Agencji Środowiska, działalność produkcyjna i zarządzanie odpadami odpowiadają za ponad 13% emisji dwutlenku węgla w UE. Grupa Amica zamierza zmniejszyć negatywny wpływ przemysłu na klimat nie tylko w ramach swojej działalności produkcyjnej i handlowej, ale również poprzez dostarczanie produktów wspierających klientów w przejściu na gospodarkę niskoemisyjną, odpowiadających na ekologiczne preferencje konsumentów. Główną ambicją Grupy Amica w obszarze środowiskowym jest redukcja śladu węglowego, czyli zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych. Do 2040 roku chce osiągnąć neutralność klimatyczną w procesach produkcyjnych, m.in. poprzez zwiększenie efektywności energetycznej grupy, rozwój niskoemisyjnych źródeł energii (OZE) i wprowadzenie gospodarki o obiegu zamkniętym, czyli systemu, w którym zasoby są powtórnie wykorzystywane, a skala odpadów jest minimalna.

Amica od lat konsekwentnie dąży do bardziej zrównoważonej produkcji, realizując działania od ekologicznych warsztatów dla szkół podstawowych po znaczące inwestycje w nowoczesne technologie. Jest to element strategii ESG, która również stanowi ważną cześć raportu rocznego firmy. Od dwóch lat oprócz części finansowej, raport Grupy Amica zawiera także rozbudowaną sekcję niefinansową dotyczącą kwestii środowiskowych, społecznych oraz zarządczych. Ta część jest opracowana zgodnie z międzynarodowymi standardami Global Reporting Initiative i dostosowana do wymogów dyrektywy CSRD.

W ramach strategii zrównoważonej produkcji Amica inwestuje w nowoczesne rozwiązania takie jak budowa nowoczesnej oczyszczalni ścieków, wymiana źródeł światła na energooszczędne oraz wdrożenie zaawansowanych technologii produkcyjnych. Istotnym krokiem było wprowadzenie kogeneracji, co pozwoliło na znaczne zmniejszenie emisji CO2 oraz obniżenie kosztów zakupu energii elektrycznej.

– W 2022 roku Amica przeprowadziła analizę scenariuszową, aby ocenić odporność modelu biznesowego i strategii rozwoju w obliczu zmian klimatycznych. Analizowaliśmy dwa scenariusze: realizację postanowień Porozumienia Paryskiego oraz wzrost emisji przewyższający te założenia. Strategia ESG dla Grupy Amica wyznacza cele społeczne i zarządcze w perspektywie roku 2025 i 2030, a także środowiskowe do 2040 i 2050 roku – mówi Tomasz Machaj, prezes zarządu Amica Energia.

Ponadto, firma aktywnie angażuje się w działania lokalne. W ramach inicjatywy „Wspólnie POZmieniajmy”, w ubiegłym roku pracownicy Grupy Amica wraz z innymi poznańskimi firmami zadbali o teren wokół Młodzieżowego Domu Kultury nr 1 w Poznaniu, sadząc kwiaty, krzewy, drzewa oraz tworząc ogrody edukacyjne i ekologiczne. Działania te były uzupełnione warsztatami edukacyjnymi dla dzieci, młodzieży i seniorów.

Powołanie spółki celowej AMICA Energia umożliwi realizację kolejnych ambitnych celów proekologicznych. Spółka, w pierwszej kolejności, skupi się na rozwijaniu instalacji fotowoltaicznych. W ciągu najbliższych dwóch lat najważniejszym celem będzie pozyskanie gruntów w formie dzierżawy i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych na minimum 30MWp.

Istotnym elementem będzie także podjęcie współpracy z podmiotami, które umożliwią wykorzystanie ekonomicznych rozwiązań produkcji energii z OZE. Do tej pory Grupa Amica podjęła współpracę m.in. przy budowie kogeneracji z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Kluczowym celem jest minimalizacja śladu węglowego energii wykorzystywanej przez Grupę Amica, zwiększenie produkcji energii z OZE na potrzeby grupy oraz komercyjna sprzedaż do sieci energetycznej nadwyżek wyprodukowanej energii. Postępy w tym zakresie będą mierzone ilością wyprodukowanej energii z OZE i spadkiem śladu węglowego w energii wykorzystywanej przez Grupę Amica. Z tego powodu firma nie wyklucza kolejnych inwestycji w turbiny wiatrowe i produkcję zielonego wodoru.

Reklamodawcy jednoczą się w walce ze śladem węglowym: powstają standardy pomiaru emisji CO2 dla reklam

Organizacja zaproponowała zestaw standardów mający na celu ujednolicenie pomiaru śladu węglowego reklam w kanałach cyfrowych, telewizyjnych, drukowanych, audio, outdoorowych i kinowych. Inicjatywa ta, wspierana przez czołowych reklamodawców, największe grupy holdingowe w branży reklamowej, głównych właścicieli mediów i firmy technologiczne, stanowi znaczący krok w kierunku ujednolicenia pomiaru emisji dwutlenku węgla w branży.

Pod kierownictwem World Federation od AdvertaiserOrganizacja zaproponowała zestaw standardów mający na celu ujednolicenie pomiaru śladu węglowego reklam w kanałach cyfrowych, telewizyjnych, drukowanych, audio, outdoorowych i kinowych. Inicjatywa ta, wspierana przez czołowych reklamodawców, największe grupy holdingowe w branży reklamowej, głównych właścicieli mediów i firmy technologiczne, stanowi znaczący krok w kierunku ujednolicenia pomiaru emisji dwutlenku węgla w branży. Pod kierownictwem World Federation od Advertaisers (WFA) i Global Alliance for Responsible Media (GARM) opracowano wzory pomiaru dla mediów telewizyjnych, cyfrowych i outdoorowych, które stanowią 81% globalnych wydatków reklamowych. Ułatwi to zbieranie danych i zapewni narzędzia do monitorowania wdrożenia i skuteczności standardów. Kolejne etapy prac obejmą pozostałe kanały reklamowe, transfer danych emisji między kupującymi a sprzedającymi oraz weryfikację danych. Wprowadzenie wspólnych standardów ma pomóc branży reklamowej w zmniejszeniu jej śladu węglowegos (WFA) i Global Alliance for Responsible Media (GARM) opracowano wzory pomiaru dla mediów telewizyjnych, cyfrowych i outdoorowych, które stanowią 81% globalnych wydatków reklamowych. Ułatwi to zbieranie danych i zapewni narzędzia do monitorowania wdrożenia i skuteczności standardów. Kolejne etapy prac obejmą pozostałe kanały reklamowe, transfer danych emisji między kupującymi a sprzedającymi oraz weryfikację danych.

Wprowadzenie wspólnych standardów ma pomóc branży reklamowej w zmniejszeniu jej śladu węglowego.

Bloober Team otrzymał dofinansowanie z PARP

Bloober Team S.A. podpisał umowę o dofinansowanie z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości na realizację projektu pt. “Rozwój marki Bloober Team na rynkach zagranicznych poprzez realizację działań promocyjnych”. Polski gamedeveloper otrzyma 1 177 904,47 zł na realizację działań promocyjnych służących umocnieniu pozycji marki Bloober Team oraz jej produktów na rynkach międzynarodowych. Dzięki unijnemu wsparciu, w latach 2024-2028 spółka weźmie udział w największych imprezach targowo-wystawienniczych tj. Game Developers Conference czy Gamescom, stworzy filmy informacyjno-promocyjne, a także wyjedzie na misje gospodarcze.

– Bloober Team jest rozpoznawalnym graczem na rynkach zagranicznych, a do 2027 r. planujemy zostać liderem w gatunku horroru. By to osiągnąć musimy stale promować naszą markę oraz gry na całym świecie. Dzięki dofinansowaniu z PARP mamy kolejne środki na realizację tych działań i tym samym umacnianie naszej pozycji w branży – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

PTWP zadebiutowało na głównym rynku GPW

Akcje spółki Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości SA (PTWP) zadebiutowały dziś na Rynku Głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Podczas uroczystości debiutu kurs akcji PTWP SA, w pierwszych minutach, wzrósł do poziomu 65,50 zł za akcję, co oznacza wzrost o 9 proc. wobec ceny odniesienia. Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP, podczas prezentacji podkreślił dobrą sytuację finansową spółki, przedstawił trzy segmenty działalności oraz oczekiwania względem obecności na rynku regulowanym. Przeniesienie notowań z NewConnect na rynek główny GPW odbyło się bez emisji nowych akcji.

Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP
Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP

– Debiut na rynku regulowanym jest niewątpliwie kolejnym krokiem milowym w rozwoju spółki PTWP SA oraz całej Grupy. Na NewConnect pojawiliśmy się 11 lat temu i przez ten czas, wraz z rozwojem naszej działalności, kurs akcji PTWP wzrósł kilkukrotnie. Biorąc pod uwagę czynniki biznesowe, jak też wysoką pozycję gotówkową oraz dobre wyniki finansowe, nadal uważam, że wartość PTWP SA będzie systematycznie rosła. Liczę, że obecność na głównym rynku zwiększy nasz potencjał w oczach inwestorów – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP.

Od 2013 r. akcje spółki PTWP były przedmiotem obrotu na rynku NewConnect. Przeniesienie notowań na Rynek Główny GPW nastąpiło bez emisji nowych akcji. Do obrotu zostało dopuszczonych 1 178 362 akcji serii A oraz 58 958 akcji serii B o wartości nominalnej 0,50 zł każda.

Grupa PTWP rozwija swoją działalność w segmencie wydawniczym, organizacji wydarzeń własnych oraz zarządzaniu obiektami – Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.  Portfolio wydawnicze Grupy tworzy 18 portali, które przyciągają średnio miesięcznie około 20 milionów unikalnych użytkowników, co plasuje PTWP w czołówce mediów biznesowych w Polsce. Grupa organizuje prestiżowe wydarzenia dla biznesu, na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym, a także konferencje i targi, takie jak Kongres Wyzwań Zdrowotnych, Forum Rynku Zdrowia, Property Forum, PRECOP 29, Forum Rynku Spożywczego i Handlu czy Energy Days. Zarządzane przez Grupę obiekty: Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach stale notują wysoki poziom obłożenia wydarzeniami o różnych formatach.

W najbliższych latach Grupa PTWP stawia na rozwój segmentu online poprzez dalszą budowę wysokiej pozycji portali internetowych oraz monetyzację ruchu w serwisach. PTWP planuje również uruchomienie kolejnych specjalistycznych portali internetowych. W ubiegłych miesiącach do poszczególnych redakcji dołączyli doświadczenie dziennikarze i menadżerowie. Posiadając wysoką pozycję gotówkową (prawie 25 mln zł), Grupa PTWP w dalszym ciągu podtrzymuje swoje plany związane z akwizycją, zarówno w segmencie wydawniczym, jak też eventowym, prowadząc w tym zakresie kilkanaście procesów negocjacyjnych.

– Budując takie biznesy jak nasz, nie ma drogi na skróty. Wysoka pozycja naszych portali internetowych wynika z jakościowych treści, które przyciągają czytelników. Podobnie jest z wydarzeniami, które organizujemy. Europejski Kongres Gospodarczy jest marką samą w sobie. Inne nasze eventy również liderują w swojej tematyce. Z każdym rokiem stawiamy sobie kolejne wskaźniki, które chcemy osiągnąć, ale nie kosztem spadku jakości, bo właśnie ona nas wyróżnia na rynku zarówno mediowym, jak też eventowym – mówi Wojciech Kuśpik.

40% firm z sektora energetyki i usług komunalnych planuje zatrudniać w III kwartale 2024 r.

Organizacje obszaru energetyki i usług komunalnych planują w najbliższych miesiącach powiększać swoje kadry. W III kwartale niemal połowa firm tego obszaru chce otwierać nowe rekrutacje, do czego przyczynia się m.in. rozwój zielonej energii w naszym kraju, a 4 na 10 pracodawców nie przewiduje żadnych zmian w strukturze zatrudnienia. Takie dane płyną z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy dzielą się swoimi planami rekrutacyjnymi na najbliższe miesiące.

Publikacja ManpowerGroup wskazuje na to, że w trzecim kwartale 2024 pracodawcy obszaru energetyki i usług komunalnych planują wzmacnianie swoich zespołów za sprawą dynamicznego rozwoju tego sektora nad Wisłą. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +40%. To najwyższy wynik spośród wszystkich 8 analizowanych branż. Wskaźnik ten wzrósł aż o 40 p.p. względem analizy sprzed roku, a także jest wyższy o 14 p.p. w porównaniu do II kwartału 2024.

– Impulsami do zwiększania zatrudnienia w firmach z branży energetyki i usług komunalnych mogą być m.in. rosnące Inwestycje w OZE, a co za tym idzie zwiększone zapotrzebowanie na kandydatów specjalizujących się w fotowoltaice, energii wiatrowej czy zielonym wodorze. To także efekt modernizacji i rozbudowy infrastruktury, ruszyły bowiem nowe projekty, które wymagają inżynierów, techników i specjalistów ds. zarządzania projektami. Impulsem do zatrudnienia nowych osób w firmach jest również wzrost popytu na usługi komunalne, rozwój miast oraz gmin zwiększa zapotrzebowanie na pracowników – mówi Karolina Grula, ekspertka rynku pracy z ramienia Manpower. Konkurencyjność tego segmentu rynku sprawia, że kandydaci mogą liczyć na lepsze warunki wynagrodzeń i pracy, ale również ciekawe, innowacyjne projekty. Nie bez znaczenia jest również stabilność zatrudnienia, co zapowiada niski odsetek redukcji etatów. Wzrost prognoz zatrudnienia odzwierciedla dynamiczny rozwój sektora energetycznego i usług komunalnych. Firmy chętnie inwestują w ten sektor ze względu na wsparcie rządowe i programy promujące rozwój OZE oraz modernizację infrastruktury, ale także rosnącą świadomość ekologiczną, potrzebę zrównoważonego rozwoju, jak również nowe technologie, które zwiększają efektywność przy redukcji kosztów – dodaje ekspertka.

Jakich pracowników potrzebują teraz firmy sektora energetyki & usług komunalnych?

Zdaniem Karoliny Gruli, organizacje działające w sektorze odnawialnych źródeł energii (OZE) poszukują specjalistów o zróżnicowanych umiejętnościach technicznych, zarządczych i analitycznych. – Najbardziej pożądane aktualnie umiejętności w branży energetycznej, to oczywiście te techniczne, znajomość najnowszych technologii, także tych związanych z OZE, automatyzacją procesów czy projektowania instalacji oraz utrzymania systemów energetycznych. Bardzo cenni są również kandydaci, którzy sprawnie analizują dane, ważne jest także efektywne zarządzanie projektami oraz zespołami. Nie możemy jednak zapominać też o umiejętnościach miękkich, takich jak komunikacja, zdolność do łatwej adaptacji czy umiejętność pracy zespołowej, w teamach interdyscyplinarnych. Wszystkie te kompetencje są niezbędne do sprostania wyzwaniom dynamicznie rozwijającego się sektora energetyki odnawialnej. Na wiele ofert pracy będą mogli liczyć w najbliższym czasie kandydaci na stanowiska takie jak specjaliści od projektowania i wdrażania systemów fotowoltaicznych, wiatrowych, pracownicy utrzymujący systemy energetyczne. Wzrasta zapotrzebowanie na specjalistów ds. zarządzania projektami, osoby odpowiedzialne za planowanie, realizację i nadzór nad projektami OZE, koordynatorów ds. inwestycji, ale też analityków i specjalistów ds. optymalizacji procesów czy osób zajmujących się regulacjami prawnymi, a także certyfikacją – mówi ekspertka Manpower.

Energetyka & usługi komunalne w regionie EMEA

Badanie ManpowerGroup analizuje również dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Jak pokazują zaprezentowane dane, firmy branży energetyki i usług komunalnych patrzą na najbliższe miesiące zdecydowanie ostrożniej. Prognoza netto zatrudnienia dla III kwartału 2024 w sektorze wyniosła bowiem +10%. Nowe rekrutacje 40% organizacji, 30% liczy się z koniecznością ewentualnych zwolnień, taki sam odsetek pracodawców branży energetyki i usług komunalnych w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Rozwój odnawialnych źródeł energii – eksperci umiarkowanie optymistyczni, diagnozują 10 globalnych wyzwań

36% przedstawicieli organizacji z branży energetycznej jest przekonanych, że odnawialne źródła energii zastąpią paliwa kopalne do 2050 roku, jednocześnie tyle samo ankietowanych przeczuwa, że może to być niemożliwe lub trudne do osiągnięcia – wynika z raportu KPMG International. Publikacja przedstawia wyniki badania przeprowadzonego wśród 100 przedstawicieli sektora energetycznego, w tym inwestorów, ekspertów i innych interesariuszy, oraz identyfikuje główne wyzwania związane z wdrażaniem odnawialnych źródeł energii w tempie niezbędnym do osiągnięcia globalnych celów klimatycznych.

Ponad 80% respondentów badania KPMG uważa, że znaczne przyspieszenie wdrażania odnawialnych źródeł energii jest najpilniejszą kwestią, niezbędną do realizacji założeń Porozumienia paryskiego. Jednocześnie aż 84% ankietowanych przyznało, że bariery wynikające z uwarunkowań gospodarczych, prawnych i finansowych stanowią realną przeszkodę w realizacji globalnych celów klimatycznych, a niekiedy hamują rozwój projektów związanych z OZE. Co ciekawe, 36% badanych organizacji z branży energetycznej jest przekonanych, że odnawialne źródła energii zastąpią paliwa kopalne do 2050 roku, jednocześnie tyle samo ankietowanych przeczuwa, że może to być niemożliwe lub trudne do osiągnięcia. Ponadto 76% badanych przyznało, że brak nowych inwestycji w sieci przesyłowe stanowi barierę rozwoju odnawialnych źródeł energii.

Aby spełnienie celów Porozumienia paryskiego stało się faktem, moc odnawialnych źródeł energii do 2030 roku musi potroić się w stosunku do poziomu z 2022 roku, zgodnie z szacunkami Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Tymczasem obecnie więcej niż 60% energii na świecie – w tym także w Polsce – wciąż wytwarza się z paliw kopalnych. W Polsce, pomimo coraz większego zainteresowania transformacją energetyczną, nadal istnieją istotne bariery prawne, takie jak częste zmiany przepisów i skomplikowany system regulacji, które często zniechęcają potencjalnych inwestorów i ograniczają dynamikę pozytywnych zmian w tym sektorze. Ważne jest, aby procedury administracyjne były przejrzyste i efektywne, a wsparcie państwa dla sektora – spójne i konsekwentne. Podmiotom prywatnym potrzebne jest natomiast elastyczne wsparcie merytoryczne, dostosowane do etapu transformacji i poziomu jej zaawansowania – mówi Anna Szczodra, Partner współzarządzający w KPMG Law, radca prawny, Lider doradztwa dla branży energetycznej w Polsce i EMA.

Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci w Polsce, coraz częściej mierzą się z wyzwaniami związanymi z przestarzałymi sieciami dystrybucyjnymi, hamującymi wzrost udziału OZE w rynku energii. Oczekiwania skierowane są na zapowiadaną liberalizację wymogów w zakresie odległości lądowej energetyki wiatrowej od zabudowań. Przewidziane na najbliższe lata inwestycje w dekarbonizację polskiej energetyki pozwolą na zmniejszenie śladu węglowego działających w Polsce firm. Może im to pomóc w utrzymaniu konkurencyjności w obliczu rosnących oczekiwań regulacyjnych m.in. w zakresie zrównoważonego rozwoju, związanego z wejściem w życie unijnej dyrektywy CSRD. Istotne jest, aby rozwój OZE wspierał szersze cele w zakresie ESG i nie odbywał się kosztem bioróżnorodności czy potrzeb lokalnych społeczności – komentuje Justyna Wysocka-Golec, Partner Associate, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

Nowe instalacje OZE, począwszy od fotowoltaiki, poprzez elektrownie wiatrowe lądowe i morskie, nie będą w stanie całkowicie zastąpić energii z paliw kopalnych, dopóki nie zostaną zrealizowane inwestycje stabilizujące system i wyrównujące profil energetyczny, oraz te zapewniające skuteczny przesył i efektywne wykorzystanie energii. Nowoczesny system energetyczny powinien opierać się zarówno na wydajnej sieci elektroenergetycznej, jak i na efektywnej infrastrukturze magazynowania energii. Celem transformacji tego sektora powinno być nie tylko koncentrowanie się na czystym wytwarzaniu, ale także efektywnym dystrybuowaniu i wykorzystywaniu energii elektrycznej – dodaje Bartosz Węgrowski, Dyrektor, Deal Advisory, Szef Zespołu M&A Energy Green Transition w KPMG w Polsce.

Raport KPMG pt. „Turning the tide in scaling renewables” zarysowuje dziesięć globalnych wyzwań na drodze do neutralności klimatycznej, w oparciu o opinie ekspertów z sektora energetycznego. Są to:

  1. Struktury rynkowe

Wsparcie potrzebne do znaczącego rozwoju źródeł energii odnawialnej jest udzielane tylko przez wybrane struktury rynkowe. Większość rynków energii faworyzuje konwencjonalne metody jej wytwarzania, nie przykładając większej wagi do rozwiązań ekologicznych.

  1. Dostęp do kapitału

Finansowanie transformacji energetycznej wymaga znacznych nakładów kapitału. Wysokie poziomy stóp procentowych oraz problemy, jakie dotknęły łańcuchy dostaw w ostatnich latach, utrudniły pozyskiwanie środków na inwestycje w transformację energetyczną.

  1. Inwestycje w infrastrukturę sieciową

76% uczestników badania KPMG przyznało, że brak nowych inwestycji w sieci przesyłowe stanowi barierę rozwoju odnawialnych źródeł energii. Sieć oparta w coraz większym stopniu o odnawialne źródła energii będzie wymagała wdrożenia inteligentnych rozwiązań technologicznych, by umożliwić ciągłość w równowadze pomiędzy podażą i popytem. Konieczność maksymalizacji wydajności takiej sieci spowoduje ogromne zmiany w kształcie infrastruktury energetycznej.

  1. Planowanie i procedury

Transformacja energetyczna jest prawdopodobnie jednym z najbardziej ambitnych i złożonych projektów rozwojowych na świecie. Przeszkodą dla jego realizacji jest to, że projekty inwestycyjne związane z energią odnawialną oraz infrastrukturą wspierającą trwają zbyt długo, a procedury formalne są skomplikowane. Trzy główne bolączki w tym obszarze to: brak długoterminowej spójności w polityce i regulacjach, brak podstawowej wiedzy na temat działania i wpływu technologii, niewystarczający system zachęt społecznych w kierunku wdrażania projektów OZE.

  1. Magazynowanie energii

Skuteczne magazynowanie energii jest niezbędne by wypełnić luki w dostawach energii i zapewnić ciągłość tego procesu. Technologie magazynowania muszą być dostosowane do rosnącego zapotrzebowania wynikającego z rozwoju OZE. Istotnym wyzwaniem będzie osiągnięcie opłacalności finansowej w magazynowaniu energii. Do wyzwań hamujących rozwój magazynów energii zaliczono ograniczenia łańcucha dostaw, dostęp do sieci i niedobór talentów na rynku.

  1. Łańcuch dostaw

61% interesariuszy z branży energii odnawialnej ankietowanych przez KPMG International wymieniło ryzyko związane z ciągłością łańcucha dostaw jako istotną przeszkodę w skalowaniu odnawialnych źródeł energii. Wzrost cen oraz brak dostępu do niezbędnych zasobów opóźniły lub zatrzymały wiele planowanych projektów OZE. Zapewnienie niezawodności łańcuchów dostaw stanowi jeden z fundamentów ich szybkiej realizacji. Problemem jest zbyt duża koncentracja geograficzna dostawców surowców krytycznych i producentów sprzętu.

  1. Dostęp do surowców krytycznych

Zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii wymaga konkurencyjnego cenowo dostępu do ogromnej ilości surowców, takich jak kobalt, nikiel, grafit, miedź i lit. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że – aby możliwe było osiągnięcie celów Porozumienia paryskiego – zapotrzebowanie na surowce dla zielonej energii wzrośnie czterokrotnie do 2040 roku. Według analizy KPMG International, wyprodukowanie ilości litu wymaganej do wycofania paliw kopalnych na poziomie produkcji z 2019 r. zajęłoby prawie 10 000 lat.

  1. Środowisko i bioróżnorodność

Podczas gdy różnorodność biologiczna zależy od klimatu i rozwoju technologii, takich jak odnawialne źródła energii, należy również uwzględnić potencjalny negatywny wpływ rozwoju OZE na środowisko oraz podjąć kroki w celu ich przewidywania i łagodzenia lub uniknięcia. 60% respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że badanie wpływu zielonej energii na przyrodę i różnorodność biologiczną jest niezbędne w procesie rozwoju odnawialnych źródeł energii.

  1. Społeczna akceptacja działań

Inwestorzy uzyskują pozwolenia formalne na realizację projektów skoncentrowanych na energii odnawialnej, ale wraz z intensyfikacją tych działań będą musieli także zdobywać społeczną akceptację planów inwestycyjnych wśród ogółu interesariuszy. Wczesna partycypacja społeczna na etapie początkowym projektu może przyspieszać jego realizację.

  1. Sytuacja na rynkach rozwijających się

Zdolność światowych decydentów do osiągnięcia celów klimatycznych Porozumienia paryskiego, indywidualnych zobowiązań dotyczących zerowej emisji netto, a w ostateczności uniezależnienia się od paliw kopalnych, w dużym stopniu zależy od szybkiego wdrożenia projektów OZE na rynkach wschodzących.

Zwiększanie mocy odnawialnych źródeł energii ma kluczowe znaczenie nie tylko dla realizacji unijnych celów klimatycznych, ale także dla zmian proporcji tzw. koszyka energetycznego, w którym tradycyjne paliwa kopalne nadal odgrywają główną rolę w zapewnianiu stabilności i niezawodności energetycznej. W Unii Europejskiej udział OZE w koszyku energetycznym w 2022 roku wynosił blisko 25%. Globalnie w analizowanym okresie energia z wiatru i słońca składały się na 12% produkcji energii w ogólnym miksie energetycznym.

Złoty umacnia się po lepszych danych i poprawie nastrojów na rynkach

Trochę lepszych danych, lepsze nastroje na świecie i nagle złoty melduje się znów poniżej poziomu 4,30 zł względem euro. W tle gorsze indeksy koniunktury w głównych gospodarkach europejskich, które tylko ułatwiają ten ruch.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w naszym kraju. W skali rocznej rośnie ona o 5,4%, co jest wynikiem delikatnie poniżej oczekiwań rynków, które wynosiły 5,7%. Z drugiej strony warto pamiętać, że miesiąc temu wzrost wynosił zaledwie 4,3%, zatem widać wyraźną poprawę. W tle mamy co prawda dalszą zadyszkę w produkcji budowlano-montażowej. Ta z kolei spada o 6,5% w ujęciu rocznym. Pamiętać jednak trzeba, że rynek był w zeszłym roku rozpędzany przed wyborami kredytem 2%. Obecnie rząd pod falą krytyki wycofał się z kolejnego programu, zdaniem niektórych specjalistów bardziej dotującego deweloperów niż osoby chcące kupić własne mieszkanie. Pomimo tych danych byliśmy wczoraj świadkami silnego odbicia na złotym. Pierwszy raz od 7 czerwca byliśmy bowiem świadkami euro poniżej poziomu 4,30 zł.

Indeksy koniunktury w Europie

Poniedziałek był również dniem, kiedy to poznaliśmy dwa ważne indeksy koniunktury. Mowa o niemieckim indeksie Insytutu Ifo oraz brytyjskim wskaźniku zamówień wg CBI. Niemieckie Ifo wyniosło 88,6 pkt, co na tle ostatnich miesięcy nie jest takim złym wynikiem, analitycy liczyli co prawda na wyższy rezultat, ale nadal są to poziomy pokazujące, że optymizm w tamtejszej gospodarce nie przeważa nad pesymizmem. Lepsze dane poznaliśmy z kolei z Wysp. Lepsze od oczekiwań oczywiście. Spodziewano się wyniku minus 26 pkt, a finalnie wyszło zaledwie minus 18 punktów. Mamy zatem podobnie jak w przypadku naszego sąsiada zza Odry przewagę pesymistów nad optymistami.

Akceptacja ryzyk

Na rynku po kilku dniach silniejszej awersji do ryzyka, która kosztowała złotego trochę wartości, wraca chęć osiągania zysków. Kapitał znów płynie na bardziej ryzykowne rynki. Widać to wyraźnie po odbiciu rodzimej waluty, która znów się umacnia. Widać również odpływ kapitału z franka szwajcarskiego do euro. Jest to typowy sygnał, że kapitał szuka bardziej ryzykownych, ale i zyskownych inwestycji. Nawet na obligacjach widać pewne spadki rentowności względem poprzednich dni. Pokazuje to, że inwestorzy uznają, że płacimy bardzo rozsądne pieniądze za ponosze ryzyko w związku z pożyczaniem ich nam.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Luka finansowa w budżecie NFZ: może zabraknąć 159 mld zł w perspektywie najbliższych trzech lat

System ochrony zdrowia w latach 2025-2027 wymaga dofinansowania na poziomie od 92,5 mld zł do 158,9 mld zł – alarmują autorzy raportu pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027”. Decyzje podejmowane w ostatnich dwóch latach doprowadziły do niemal całkowitej likwidacji rezerw finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia, a zobowiązania wynikające przede wszystkim ze wzrostu płac w ochronie zdrowia mają trwałe i rosnące skutki.

Podczas konferencji inauguracyjnej raportu „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia
w Polsce – perspektywa 2025-2027” zaprezentowano łącznie kilka wariantów pokazujących wymaganą skalę dofinansowania systemu ochrony zdrowia w latach 2025-2027. Dane, na których opierali się autorzy publikacji pochodzą z oficjalnych źródeł administracji rządowej, m.in. Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2024-2027[1], aktualnych prognoz dotyczących wzrostu PKB[2] oraz przyjętej przez Ministra Zdrowia oraz Ministra Finansów prognozy przychodów NFZ na kolejne trzy lata[3].

Scenariusz minimalny i scenariusz bazowy

Według minimalnego scenariusza, który zakłada ograniczenie zobowiązań powstających po stronie płatnika publicznego w postaci wstrzymania finansowania świadczeń ponadlimitowych (tzw. nadwykonań w zakresach limitowanych), braku finansowania nowych technologii medycznych oraz aktualizacji wycen w najbardziej priorytetowych dziedzinach, luka finansowa wyniesie nie mniej niż:

  • 22 mld zł w 2025 r.,
  • 29,5 mld zł w 2026 r.,
  • 41 mld zł w 2027 r.,

co łącznie daje 92,5 mld zł, które w latach 2025-2027 trzeba będzie skierować do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Zgodnie ze scenariuszem bazowym, aby utrzymać obecny poziom sprawności systemu ochrony zdrowia w Polsce, dofinansowanie w latach 2025-2027 powinno wynieść odpowiednio:

  • 31 mld zł w 2025 r.,
  • 41,5 mld zł w 2026 r.,
  • 57 mld zł w 2027 r.,

co łącznie daje kwotę 129,5 mld zł.

Scenariusz minimalny to w praktyce zamrożenie taryfikacji nowych świadczeń na 3 lata, brak refundacji nowych leków, czy programów polityki zdrowotnej, narastanie kolejek, czy wreszcie znaczący wzrost zadłużenia szpitali – wskazuje Bernard Waśko, Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH.

Wielkość luki finansowej będzie również zależeć od bieżących decyzji. W przypadku przyjęcia przez Sejm propozycji resortu zdrowia związanej z obywatelskim projektem ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, każdą z powyższych sum należy powiększyć dodatkowo o 14,4 mld zł, a przy założeniu dodatkowego wprowadzenia zmian w składce zdrowotnej – o kolejne 29 mld zł. W takim scenariuszu nawet przeznaczenie dodatkowych 121,9 mld zł z budżetu państwa do NFZ w latach 2025-2027 nie pozwoli na utrzymanie bieżącego poziomu sprawności systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z kolei, aby możliwe było zwiększenie dostępu do świadczeń lub poprawa ich jakości (np. skrócenie kolejek do specjalistów, lepszy dostęp do nowoczesnych technologii medycznych), budżet państwa będzie musiał skierować do NFZ w ciągu najbliższych 3 lat co najmniej 158,9 mld zł.

Udział nakładów budżetowych (dotacji) w całości wydatków na ochronę zdrowia wzrośnie kilkukrotnie. W skrajnym scenariuszu ponad 1/3 wydatków NFZ będzie finansowana z dotacji pochodzącej z budżetu państwa. To oznacza wydolność składkową NFZ na poziomie niższym niż 67%, podczas gdy obecnie wydolność systemu emerytalnego w ZUS to ponad 85%. Okazuje się, że „mityczna dziura w ZUS” to nie jedyny problem finansów publicznych. Wyrósł poważny konkurent, system ochrony zdrowia, który z impetem będzie powiększał swoją dziurę finansową – podkreśla Sławomir Dudek, Prezes Instytutu Finansów Publicznych.

Wyższe składki finansują tylko wzrost wynagrodzeń

Autorzy raportu wskazują także na przyczyny złej sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2023 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wykorzystał prawie wszystkie rezerwy, które kumulowały się w trakcie pandemii w latach 2020-2022. Doprowadziło do tego m.in. wprowadzenie zmiany w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty w listopadzie 2022 r., która przeniosła ciężar finansowania wielu zadań z budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia. Dodatkowo, koszty wdrażania znowelizowanej w 2022 r. ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

W wyniku tych zmian doszło do gwałtownego wzrostu potrzeb wydatkowych NFZ, które przekraczają znacznie wzrost przychodów ze składki na ubezpieczenie zdrowotne. To oznacza, że wszystkie dodatkowe środki finansowe pochodzące ze zwiększonych składek na ubezpieczenie zdrowotne płacone przez obywateli są przeznaczane na większe wynagrodzenia personelu medycznego.

W stanowisku Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z listopada 2021 r. rząd, pracodawcy i związki zawodowe zgodziły się, że połowa wzrostu nakładów na ochronę zdrowia powinno trafić na poprawę wynagrodzeń, a reszta na zwiększenie dostępności świadczeń  i nowe technologie. Kilka lat później jesteśmy w sytuacji, w której pacjenci nie odczuwają poprawy w dostępie do opieki zdrowotnej pomimo kierowania dodatkowych środków do systemu – dodaje Wojciech Wiśniewski, członek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z ramienia Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W skrajnym scenariuszu ponad 1/3 wydatków NFZ będzie finansowana z dotacji pochodzącej z budżetu państwa. Dla porównania w przypadku ZUS jest to ok. 15%. Według szacunków ekspertów udział nakładów budżetowych w całości wydatków na ochronę zdrowia w 2027 r. przerośnie m.in. wydatki na program 800+. Ochrona zdrowia, które jeszcze niedawno było źródłem relatywnie niewielkich zobowiązań po stronie budżetu państwa, stanie się obok systemu ubezpieczenia społecznego i obronności jedną z trzech dziedzin o największym wpływie na wydatki państwa.

Rekomendacje zmian

Co można zrobić, aby uniknąć całkowitej zapaści finansowej systemu ochrony zdrowia
w Polsce? W opracowanym raporcie, eksperci przedstawili rekomendacje wraz
z uzasadnieniem każdej z nich:

  1. Wprowadzenie regulacji umożliwiających kierowanie niewykorzystanych środków
    z Funduszu Medycznego do Narodowego Funduszu Zdrowia na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej.
  2. Poszukiwanie rozwiązań redukujących część dotacyjną w kierunku systemu samofinansującego się.
  3. Wprowadzenie rozwiązań umożliwiających nieuwzględnianie wzrostu wynagrodzeń kontraktowych w taryfikacji świadczeń opieki zdrowotnej w przypadku, gdy poziom wynagrodzenia danego pracownika (w przeliczeniu na etat) przekracza określoną wielokrotność średniego wynagrodzenia w gospodarce.
  4. Wstrzymanie prac nad obywatelskim projektem ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych
    w podmiotach leczniczych w części, która będzie zwiększać zobowiązania po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia.
  5. Nowelizacja ustawy o sposobie ustalania minimalnego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych poprzez:
    1. zmianę przepisów w taki sposób, aby zagwarantowane ustawowo płace minimalne wchodziły w życie 1 stycznia zamiast 1 lipca;
    2. zastąpienie kwoty bazowej przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej inną wypracowaną we współpracy z partnerami społecznymi stawką bazową, indeksowaną w podobny sposób jak świadczenia emerytalne i rentowe.
  6. Zagwarantowanie zrównoważonego podziału przyrostu środków na wynagrodzenia
    i inwestycje w nowe technologie oraz dostępność świadczeń.
  7. Weryfikacja wymogów dotyczących minimalnych zasobów kadrowych dla świadczeniodawców określonych w koszyku świadczeń gwarantowanych poprzez analizę możliwości rozszerzania kompetencji różnych grup personelu medycznego.

Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce

Autorami opracowania, pt. „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia w Polsce – perspektywa 2025-2027” są Bernard Waśko (Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny), Sławomir Dudek (Instytut Finansów Publicznych), Wojciech Wiśniewski (Federacja Przedsiębiorców Polskich) i Łukasz Kozłowski (Federacja Przedsiębiorców Polskich).

[1] Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2024-2027, https://www.gov.pl/web/finanse/wieloletni-plan-finansowy-panstwa, [dostęp elektroniczny: 01.07.2024].

[2] Wytyczne dotyczące stosowania jednolitych wskaźników makroekonomicznych będących podstawą oszacowania skutków finansowych projektowanych ustaw, https://www.gov.pl/attachment/1b1506a4-1781-41e9-ae6a-a9439776da91[dostęp elektroniczny: 01.07.2024].

[3] Dokument otrzymany w trybie dostępu do informacji publicznej.

Baker McKenzie: Polska potrzebuje nowych zachęt dla inwestorów zagranicznych

Wraz z wprowadzeniem globalnego podatku minimalnego fiskalne zachęty dla dużych inwestorów zagranicznych stracą na znaczeniu, a Polska może stać się mniej konkurencyjna na tle pozostałych krajów UE, oceniają eksperci Baker McKenzie. Pracom nad wdrożeniem do polskiego prawa przepisów unijnej dyrektywy powinna towarzyszyć rekonstrukcja istniejącego systemu ulg i zachęt, które przyciągną inwestycje międzynarodowych koncernów.  

Globalny podatek minimalny obejmie spółki, które należą do grup kapitałowych, a ich przychód w ostatnich latach wyniósł co najmniej €750 mln. Państwa Unii Europejskiej były zobowiązane wydać odpowiednie przepisy implementujące dyrektywę w sprawie zapewnienia globalnego minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych do końca 2023 roku. W Polsce projekt ustawy do konsultacji publicznych został przekazany pod koniec kwietnia, a przyjęcie ustawy wprowadzającej minimalny CIT planowane jest na drugą połowę tego roku. Niezależnie od opóźnienia w przyjęciu przepisów, podatek obejmie dochody uzyskane od początku 2025 roku.

Dyrektywa unijna wchodzi w życie jako efekt konsensusu między krajami OECD, zgodnie z którym duże międzynarodowe firmy powinny płacić w każdym kraju, w którym są obecne, efektywny podatek dochodowy nie mniejszy niż 15 proc.

Podstawowa stawka CIT w Polsce wynosi 19 proc. i nie wydaje się konkurencyjna na tle regionu, ale towarzyszą jej liczne ulgi, dzięki którym firmy, szczególnie na wczesnym etapie inwestycji, efektywnie płacą dużo niższe kwoty, bądź są zwolnione z podatków – mówi Katarzyna Kopczewska, partner w kancelarii Baker McKenzie, kierująca zespołem podatkowym. – Wraz z wejściem w życie globalnego podatku minimalnego, konieczne będzie opłacenie podatku wyrównawczego, tak by wysokość obciążenia osiągnęła 15 proc., niezależnie od branży, rodzaju inwestycji czy jej etapu.

Według szacunków Ministerstwa Finansów wpływ wprowadzenia globalnego podatku minimalnego będzie ograniczony do niewielkiej grupy podatników – największych firm, będących zarazem beneficjentami zachęt. Aktualnie Polska jest jedną z lokalizacji chętnie wybieranych przez inwestorów z Niemiec i Skandynawii.

Inwestor decydując o wyborze lokalizacji bierze pod uwagę cały region i porównuje warunki, jakie zapewniają poszczególne kraje – dodaje Katarzyna Kopczewska. – Dotychczas Polska wygrywała między innymi dzięki atrakcyjnym ulgom fiskalnym powiązanym z inwestycjami. To się może jednak zmienić wraz z wprowadzeniem globalnego podatku minimalnego. 

Polska jest jednym z beneficjentów trendu nearshoringu, zgodnie z którym międzynarodowi wytwórcy przenoszą część produkcji bliżej końcowego odbiorcy. Ulga polegająca na zwolnieniu z podatku dochodowego przez określony czas prowadzenia inwestycji jest obecnie istotnym argumentem na rzecz przenoszenia produkcji i prowadzenia działalności w Polsce. By utrzymać lub zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną wraz z wejściem w życie globalnego podatku minimalnego, rząd powinien zrewidować istniejący katalog ulg i zachęt dla największych inwestorów oraz wprowadzić nowe kategorie ulg, twierdzą eksperci Baker McKenzie. Inne kraje UE, w tym m.in. Hiszpania i Węgry, dokonały przeglądu swoich regulacji w tym zakresie, zapewniając ich zgodność z nowymi przepisami i utrzymując konkurencyjność dla inwestycji zagranicznych.

W systemie globalnego podatku minimalnego dopuszczalne są określone kategorie ulg i zwolnień, których stosowanie w ograniczonym zakresie powoduje konieczność zapłaty podatku wyrównawczego. Ich charakter jest jednak bliższy instytucji dotacji, grantu czy subwencji niż zachętom aktualnie stosowanym w Polsce, które przewidują głównie zwolnienie z opodatkowania – twierdzi Katarzyna Kopczewska. – Kolejna istotna kwestia, która powinna zostać rozważona, to zmiana sposobu egzekwowania podatku u źródła. Podatek ten jest szeroko komentowany wśród inwestorów zagranicznych i ma istotne znaczenie przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych przez międzynarodowych graczy.

Funkcjonujący od dwóch lat w Polsce system poboru podatku u źródła miał ukrócić optymalizacje podatkową, ale w efekcie wprowadza podwójne opodatkowanie przy transferze zysków z inwestycji w Polsce za granicę. Przy obecnej interpretacji przepisów przez urzędy skarbowe inwestor płaci podatek zarówno na wypracowanym zysku, jak i na przeniesieniu go za granicę. Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, inwestorzy zagraniczni są świadomi agresywnej polityki polskiego fiskusa i biorą ją pod uwagę przy wyborze lokalizacji inwestycji.

PKF BPO: 35 lat sukcesu i innowacji

W tym roku PKF BPO obchodzi 35-lecie swojej działalności. Czy to nie jest idealny moment, aby spojrzeć wstecz, docenić naszą wspólną podróż i zastanowić się nad przyszłością? Z małej, rodzinnej firmy przekształciliśmy się w kluczowego gracza na rynku outsourcingu finansowo-księgowego. Jak do tego doszliśmy? Jakie wartości i działania pozwoliły nam osiągnąć tak wiele? Zapraszam do poznania naszej historii.

Nasza historia: od małej firmy do międzynarodowego lidera

Nasza podróż rozpoczęła się w 1989 roku w Opolu, jako niewielka firma konsultingowa pod nazwą Opolska Grupa Auditingowa Sp. z o.o. Przez lata ciężkiej pracy, ciągłego doskonalenia i zdolności do adaptacji rozwijaliśmy się, poszerzając naszą ofertę usług. Przełomowym momentem było dołączenie do Grupy PKF Polska należącej do międzynarodowej sieci PKF International (obecnie PKF Global), co otworzyło przed nami drzwi do globalnej wiedzy i najlepszych praktyk, którymi teraz możemy dzielić się z naszymi klientami.

Obecnie PKF BPO oferuje pełen wachlarz usług finansowo-księgowych i wspiera przedsiębiorstwa na każdym etapie ich działalności. Nasza oferta obejmuje księgowość, sprawozdawczość finansową, nadzór księgowy, tax compliance, kompleksową obsługę kadr i płac, audyty finansowo-kadrowe, usługi rachunkowości zarządczej i kontrolingu. Czy można chcieć więcej?

Inwestycje w nowoczesne technologie i ekspertów

Co napędza nasz sukces? Inwestycje w nowoczesne technologie. Usprawniamy procesy księgowe i kadrowo-płacowe, oferując zaawansowane analizy danych. Nasz zespół to blisko 200 specjalistów z różnych dziedzin – certyfikowanych księgowych, specjalistów ds. kadr i płac, biegłych rewidentów, doradców podatkowych, radców prawnych, specjalistów IT i ekspertów ds. kontrolingu i raportowania zarządczego. Razem możemy kompleksowo wspierać naszych klientów w ich biznesowych wyzwaniach. Grażyna Sadowska – Malczewska, CEO PKF BPO, podkreśla ze wzruszeniem – „Nie mam wątpliwości co jest najważniejszą składową naszego sukcesu.  To nasz zespół – pełen pasji, humoru, chęci działania i determinacji. Dziewczyny zarządzające PKF BPO oraz cały zespół pracowników, który niejednokrotnie udowodnił, że w zespole siła.”

PKF BPO

Przejdź na stronę: https://pkfbpo.pl/

Partnerstwo przede wszystkim

Co nas wyróżnia? Nasze multidyscyplinarne podejście. Jako część Grupy PKF Polska oferujemy nie tylko usługi finansowo-księgowe, ale także doradztwo prawno-podatkowe. Nasi klienci mają wszystko, czego potrzebują, w jednym miejscu – od prostych kwestii administracyjnych po skomplikowane projekty restrukturyzacyjne.

Naszym priorytetem są długotrwałe relacje z klientami i pracownikami. Czy można zbudować prawdziwe partnerstwo bez zrozumienia specyfiki biznesu i otwartej komunikacji? Wierzymy, że nie. Komunikacja jest kluczem do efektywnej współpracy, dlatego stawiamy na otwartość i dostępność dla klientów, gotowość do wysłuchania ich potrzeb i zrozumienia ich sytuacji biznesowej.

Dlatego jesteśmy zaangażowani w rozwój naszych klientów, oferując nie tylko usługi księgowe, ale także wsparcie w zarządzaniu i optymalizacji procesów.

Gotowi na nowe wyzwania

W dynamicznie zmieniającym się środowisku biznesowym elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania są kluczowe. Pomagamy naszym klientom odnaleźć się w labiryncie zmieniających się przepisów prawnych, w zmianach gospodarczych i politycznych zarówno w Polsce, jak i na świecie. Wspieramy ich w adaptacji do nowych warunków, zapewniając zgodność z przepisami i doradztwo w zakresie strategicznych decyzji biznesowych.

Obchodząc nasze 35-lecie, patrzymy w przyszłość z optymizmem. Nasza długa historia i bogate doświadczenie to solidna podstawa, a nasze innowacyjne podejście sprawia, że jesteśmy gotowi na kolejne wyzwania. Dla nas na pierwszym miejscu są zawsze nasi partnerzy biznesowi. To dzięki nim możemy się dalej rozwijać, dzieląc się naszymi doświadczeniami i wiedzą. Czy jesteś gotów dołączyć do nas w tej podróży? W końcu sukces naszych klientów jest naszym największym sukcesem.

Ifo wysyła sygnał ostrzegawczy ale kurs EURUSD zyskuje

Wall Street na poniedziałkowej sesji doświadczyła zwyżek przemysłowego indeksu Dow Jones (0,7 proc.) i jednocześnie spadków akcji spółek technologicznych co było zobrazowane ujemnym wynikiem benchmarku Nasdaq Composite (-1,1 proc.). Z kolei szeroki SP500 stracił 0,3 proc. W Europie kontynuowane jest odreagowanie, które rozpoczęło się dokładnie tydzień temu. DAX urósł o 0,9 proc. Na rynku surowcowym doświadczyliśmy wzrostów cen ropy naftowej oraz złota (0,6 proc.). Brent zyskała 1,1 proc. a WTI 0,9 proc. Rentowności amerykańskich obligacji były stabilne. Rynki czekają na nowy impuls. Kluczowymi danymi w tym tygodniu będzie piątkowy raport nt. wydatków Amerykanów. W poniedziałek kalendarz makro był relatywnie ubogi. Negatywnie zaskoczył indeks klimatu biznesowego Ifo dla Niemiec.

Po spadku indeksów menedżerów zakupów (PMI), zaskakująco słabo wypadł również klimat biznesowy Ifo. To pewnego rodzaju sygnał ostrzegawczy. Ankietowani ekonomiści oczekiwali umiarkowanego wzrostu. Główny wskaźnik obniżył się do 88,6 pkt. co jest gorszym wynikiem od prognoz oraz wyniku majowego. Słabiej od oczekiwań wypadła ocena bieżącej sytuacji (88,3 pkt.). Rozczarował także indeks oczekiwań biznesowych na kolejne sześć miesięcy, który obniżył się z 90,3 pkt. do 89 pkt. W poszczególnych sektorach gospodarki niemieckiej można zaobserwować pewną przeciwwagę w porównaniu z poprzednim miesiącem. Sektor usług z nawiązką nadrobił spadek z maja, podczas gdy klimat biznesowy w sektorze produkcyjnym ponownie znacznie spadł po ożywieniu w maju.

W Europie polityka pieniężna jest wciąż restrykcyjna pomimo obniżki stóp procentowych przez EBC w czerwcu o 25 punktów bazowych. Łagodzenie warunków monetarnych nie pobudza jeszcze gospodarki do dynamiczniejszego wzrostu. Pamiętajmy, że Niemcy przez ostatnie lata stały się mniej atrakcyjnym miejscem do lokalizacji biznesu a w tym czasie politycy nie podjęli zdecydowanych środków zaradczych. Firmy coraz częściej inwestują za granicą co hamuje w pewnym stopniu wzrost gospodarczy u naszych zachodnich sąsiadów. Niemiecka gospodarka pozostanie w tym roku najprawdopodobniej w stagnacji.

Pomimo gorszych danych kurs EUR/USD zdołał odreagować po spadkach z końca minionego tygodnia. Notowania urosły powyżej 1,0740. W okolicy 1,0750 przebiega lokalny opór techniczny, który może tłumić dalsze wzrosty, ale jeśli ta bariera zostanie sforsowana, wówczas otworzy się droga do 1,08. Na wykresie widoczny jest układ „podwójnego dołka, który sugeruje większą szansę na kontynuację odbicia w krótkim terminie.

Wczoraj otrzymaliśmy także komentarz z Fed. Mary Daly ostrzegła, że amerykański rynek pracy może zbliżać się do punktu zwrotnego, a stopa bezrobocia może wzrosnąć z powodu spowolnienia popytu na pracę. Dodała, że w tym momencie inflacja nie jest jedynym czynnikiem ryzyka. Zauważyła jednocześnie, że ostatnie dane CPI nie wzbudziły zaufania i nadal trudno jest stwierdzić, czy gospodarka jest naprawdę na drodze do uzyskania stabilności cen.

Z amerykańskich danych wczoraj był opublikowany jedynie indeks aktywności wytwórczej Dallas Fed za czerwiec, który wypadł zgodnie z oczekiwaniami i wyniósł -15,0 pkt. co oznacza poprawę w porównaniu do wyniku za maj (-19,4 pkt.).

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Frankowiczów czeka długa oraz ciężka batalia. Rozpoczął się proces grupowy przeciwko Skarbowi Państwa

Przed warszawskim sądem rozpoczął się proces grupowy przeciwko Skarbowi Państwa, który zainicjowała grupa ok. 400 osób. Pozywający zarzucają rządzącym zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym. Chcą także ustalenia odpowiedzialności nadzoru i ówczesnych władz. Według prawników, ewentualna wygrana stworzyłaby precedens i umożliwiłaby zmiany prawne, a także uzyskanie odszkodowań. Może też zmusić instytucje państwowe do bardziej rygorystycznego nadzoru nad rynkiem. Jednak jak podkreślają eksperci, przed frankowiczami długa i ciężka batalia, bo sprawa nie jest prosta. Muszą oni udowodnić, że nadzór finansowy oraz władze, znając ryzyko związane z tego typu kredytami, zaniedbały obowiązki. Kluczowym elementem będzie zebranie dowodów na to, że rząd miał pełną wiedzę o ryzykach i nie podjął odpowiednich działań. Do tego eksperci dodają, że jeżeli frankowicze wygrają proces, to późniejsze odszkodowania będą ciążyły nie na konkretnych osobach, tylko na Skarbie Państwa, czyli na wszystkich Polakach.

Sąd Okręgowy w Warszawie niedawno otworzył proces grupowy frankowiczów przeciwko Skarbowi Państwa. Obecnie w skład grupy pozywającej wchodzi ok. 400 osób, ale kolejni kredytobiorcy mają 3 miesiące na przyłączenie się do niego. Ten pozew nie dotyczy odszkodowań, ale ustalenia odpowiedzialności nadzoru ówczesnych władz państwowych za zbyt słabą kontrolę nad sektorem finansowym.

– Ochrona konsumenta w czasie masowej sprzedaży kredytów frankowych praktycznie nie istniała. Nadzór i władze państwowe w żaden sposób nie chroniły obywateli przed ryzykiem – mówi radca prawny Radosław Górski, pełnomocnik frankowiczów. – Stawiam tezę, że było to co najmniej rażące niedbalstwo rządu oraz osób odpowiedzialnych za nadzór finansowy i ochronę konsumentów – dodaje mec. Górski.

Z informacji dostępnych w mediach wynika, że do pozwu mogą przystąpić osoby, które zawarły umowę kredytu we franku szwajcarskim w okresie od 08.02.2006 r. do 30.11.2008 r. Wygrany proces o ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa otworzy im drogę do zawarcia ewentualnej ugody lub rozpoczęcia kolejnego – o odszkodowanie bądź zadośćuczynienie.

– Stroną procesu jest Skarb Państwa. Nie ma znaczenia, jaka partia czy partie sprawowały wówczas władzę. Premier, minister finansów czy przewodniczący KNF to funkcje publiczne, a nie partyjne – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal. – Jeśli sąd ustali odpowiedzialność Skarbu Państwa, a w kolejnych procesach zasądzi na rzecz kredytobiorców odszkodowania, to uiszczać je będzie Skarb Państwa, a nie konkretna osoba – uzupełnia ekspert.

Zdaniem mec. Radosława Górskiego, jest prawdopodobne, że mogliśmy mieć do czynienia z umyślnym działaniem, mającym na celu ułatwienie sprzedaży kredytów frankowych w Polsce i celowym wprowadzaniem w błąd konsumentów. Rekomendacja S z 2006 roku, która w założeniu miała chronić konsumenta, w praktyce błędnie informowała, wskazując na stabilność kursu franka szwajcarskiego.

– Nikt, kto miał jakąkolwiek wiedzę na temat skali ryzyka zmian kursowych, nie mógł przypuszczać, że założenia rekomendacji S z 2006 roku mogły realnie uchronić jakiegokolwiek konsumenta przed ryzykiem związanym z kredytami frankowymi. Natomiast w tamtym czasie masowa sprzedaż kredytów w tej walucie była w interesie wszystkich – twierdzi mec. Radosław Górski.

Z kolei w opinii mec. Jakuba Bartosiaka, trudno wskazać na działania skierowane do kredytobiorców, informujące o określonych rozwiązaniach finansowych. O ile nie dziwi to, że nie podejmowały ich banki, o tyle można było tego oczekiwać od organów publicznych. W efekcie działania KNF były spóźnione, a wielu niekorzystnych zjawisk nie dostrzeżono lub zauważono je za późno. Tak było nie tylko w sytuacji samych frankowiczów, ale również np. w przypadku afer Amber Gold, GetBack czy sprzedaży polisolokat.

– Pozew grupowy koncentruje się na odpowiedzialności za szkodę, ale zwracamy uwagę na ekonomiczne i społeczne skutki, jakie wywołała sprzedaż kredytów frankowych. Wśród nich należy wymienić bankructwa kredytobiorców, licytacje ich majątków, stres w związku z niepewnością co do wysokości raty, problemy i konflikty wywołane zadłużeniem, depresje oraz – w skrajnych przypadkach – myśli i próby samobójcze – podkreśla pełnomocnik frankowiczów.

Sprawa jest skomplikowana, choć – według niektórych ekspertów – w latach boomu na kredyty frankowe było to w interesie wszystkich. Władza mogła ogłosić sukces. Polacy mieli dostęp do taniego i – ich zdaniem – bezpiecznego kredytu. Cieszyło to też konsumentów, rosła ich zdolność kredytowa. Banki mogły sprzedawać i generować zyski. Pracownicy banków i pośrednicy zaś zarabiali na prowizjach.

– Osoby rozważające przystąpienie do tego procesu muszą zrozumieć zarówno potencjalne korzyści, jak i koszty. Wiąże się to z formalnościami, takimi jak złożenie dokumentów potwierdzających ich status kredytobiorców frankowych oraz spełnienie terminów proceduralnych. Proces ten może wymagać przedstawienia umowy, dokumentów potwierdzających warunki kredytu oraz dowodów na poniesione straty finansowe – informuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Koszty przystąpienia do procesu grupowego mogą obejmować opłaty sądowe, które są zwykle niższe niż w przypadku indywidualnych spraw sądowych oraz koszty związane z reprezentacją prawną. Przystąpienie do procesu grupowego może też przynieść kilka wymiernych korzyści.

– Jeżeli sąd uzna odpowiedzialność Skarbu Państwa, możliwe jest uzyskanie odszkodowań za poniesione straty finansowe. Dodatkowo sukces w takiej sprawie może stworzyć precedens, który zwiększy ochronę konsumentów w przyszłości i zmusi instytucje państwowe do bardziej rygorystycznego nadzoru nad rynkiem finansowym – zaznacza mec. Adrian Goska.

Droga do ustalenia odpowiedzialności Skarbu Państwa będzie długa. Frankowicze muszą udowodnić, że nadzór finansowy oraz władze, znając ryzyko związane z kredytami frankowymi, zaniedbały swoje obowiązki w zakresie ostrzegania konsumentów i działań interwencyjnych. Kluczowym elementem będzie zebranie dowodów świadczących o tym, że władze miały pełną wiedzę o ryzykach i nie podjęły odpowiednich działań.

– To nie jest proces o zapłatę. Korzystny dla kredytobiorców wyrok otworzy dopiero możliwość dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa. Dla osób, które są już w sporze z bankiem i najprawdopodobniej odzyskają nadpłacone środki w odrębnym procesie, nie będzie to zatem istotna zmiana. Ustalenie odpowiedzialności Skarbu Państwa może natomiast być rozwiązaniem dla klientów upadłego Getin Banku – wyjaśnia ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Do powyższego mec. Adrian Goska dodaje, że jeśli frankowicze wygrają proces, skutki mogą być daleko idące. Odpowiedzialność może spocząć na instytucjach państwowych, takich jak nadzór finansowy i rząd, które będą musiały zrekompensować poszkodowanym ich straty. Ponadto wygrana może prowadzić do zmian legislacyjnych i zwiększenia nadzoru nad instytucjami finansowymi, co w dłuższej perspektywie może poprawić ochronę konsumentów.

Polityka miesza na rynku walutowym

Wybory parlamentarne we Francji mogą wywołać znaczną zmienność na rynkach na początku kolejnego tygodnia. Pokerowe zagranie prezydenta Macrona przyciąga uwagę inwestorów znacznie bardziej niż ostatnia obniżka stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego. Również w bieżącym tygodniu, ubogim w istotne wiadomości makroekonomiczne, rynek skupi uwagę polityce.

Kluczowe punkty:

  • Polski złoty odrabia straty, rynek wyczekuje danych CPI.
  • Euro ma gorszą passę, inwestorzy wyczekują wyborów we Francji.
  • Europejskie wskaźniki PMI słabną, sugerując wątlejszy wzrost gospodarczy w II kwartale.
  • Wskaźniki PMI w USA przekraczają oczekiwania, uwaga skupia się teraz na inflacji PCE.
  • Norges Bank utrzymuje stopy procentowe, ale wypowiada się jastrzębio.

W nadchodzących dniach uwaga skupi się na Francji, gdzie z powodu silnego wyniku prawicy w wyborach do Parlamentu Europejskiego Emmanuel Macron zdecydował się na pokerowe zagranie – ogłoszenie przedwczesnych wyborów parlamentarnych. Sondaże i polityczne przepychanki stały się – obok danych ekonomicznych i polityki monetarnej – jednym z głównych przedmiotów zainteresowania inwestorów, przyćmiewając nawet pierwszą w tym cyklu obniżkę stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego (06.06).

Większość walut G10 doświadczyła w zeszłym tygodniu dość silnych ruchów, zakończyły go jednak na niemal niezmienionym poziomie – wyjątkami są korona norweska, która zyskała na jastrzębiości Norges Banku, oraz jen japoński, który stracił przez gołębi Bank Japonii.

Jako że ten tydzień przyniesie niewiele istotnych wieści makroekonomicznych lub dotyczących polityki monetarnej – z wyjątkiem piątkowej (28.06) amerykańskiej inflacji PCE – uwaga rynku skupi się na polityce. Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii (04.07) nie powinny wiązać się z dużą zmiennością – sondaże zgodnie przewidują zdecydowaną większość Partii Pracy. We Francji sytuacja jest zgoła odmienna. Pierwsza tura wyborów, która odbędzie się 30.06, nie zadecyduje ostatecznie o składzie francuskiego parlamentu, może jednak przynieść dość informacji, by wywołać gwałtowną reakcję rynku w niedzielną noc i poniedziałkowy poranek.

PLN

Złoty w ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej niż pozostałe waluty regionu, notując solidne zyski w parze z euro. Jego ostatnie umocnienie postrzegamy w znacznej mierze jako naturalną korektę po wcześniejszej nadmiernej wyprzedaży. W ostatnich dniach większość danych gospodarczych z Polski rozczarowuje, a zgodnie z najważniejszymi wskaźnikami momentum ekonomiczne w połowie II kwartału nie było silne. Zmniejsza to prawdopodobieństwo osiągnięcia w tym roku wzrostu gospodarczego przekraczającego 3%, jest jednak równocześnie kolejnym argumentem za tym, że inflacja nie będzie tak dużym problemem, jak sądzono na początku roku. W tym kontekście warto wspomnieć, że bazowa dynamika cen na poziomie 3,8% w maju była nieco niższa, niż szacowano.

Złoty w najbliższych dniach będzie reagował prawdopodobnie głównie na wiadomości spoza kraju, w tym związane ze zbliżającą się pierwszą turą wyborów parlamentarnych we Francji. Lokalnie uwaga skupi się na wstępnym odczycie czerwcowej inflacji CPI w piątek (28.06), która powinna być podobna do majowej, może nieznacznie wyższa.

EUR

Polityczne konsekwencje wyborów do Parlamentu Europejskiego i decyzji Macrona o przyspieszonych wyborach parlamentarnych ciążą europejskim aktywom i, jak się wydaje, pogarszają nastroje biznesowe. Wskaźniki PMI w strefie euro były znacznie słabsze, niż oczekiwano, a różnica między gospodarkami europejską i amerykańską wydaje się ponownie rosnąć.

Biorąc to wszystko pod uwagę, euro radziło sobie całkiem nieźle, doświadczając w ujęciu tygodniowym jedynie niewielkiej straty w parze z dolarem. Postrzegamy to jako sygnał, że obecne słabe poziomy wspólnej waluty zawierają już w wycenie liczne ryzyka dla euro, które może nie spaść już o wiele niżej, o ile w niedzielę prawicowe lub lewicowe partie nie zdobędą zaskakującej przewagi we francuskich wyborach. Dużo uwagi poświęca się możliwości dobrego wyniku Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, uważamy jednak, że znacznie większe ryzyko dla europejskich aktywów stanowiłaby wygrana skrajnie lewicowego Nowego Frontu Ludowego.

USD

Odczyty ekonomiczne z USA były w ubiegłym tygodniu mieszane: sprzedaż detaliczna zaskoczyła w dół, wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej były jednak lepsze, niż oczekiwano. Spowodowany niepewnością związaną z francuskimi wyborami wzrost awersji do ryzyka w Europie wsparł dolara tylko nieznacznie, co może być kolejnym sygnałem, że jego pozycjonowanie może stawać się rozciągnięte.

Początek tygodnia będzie spokojny, jednak pierwsza debata prezydencka Bidena i Trumpa w czwartek (27.06) może być wydarzeniem politycznym, które zatrzęsie rynkami, jako że walka między oboma kandydatami wciąż wydaje się wyrównana. Uwaga skupi się również na inflacji PCE w piątek (28.06). W kontraktach futures wciąż w dużej mierze wyceniane są dwie obniżki stóp procentowych Fedu w tym roku, we wrześniu i grudniu, wyższa od oczekiwań dynamika cen może jednak wzbudzić wątpliwości w tym kontekście.

GBP

Bank Anglii (BoE) zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ostatni czwartek (20.06) stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a rozkład głosów (7 do 2) był taki sam, jak na wcześniejszym posiedzeniu. Decydenci stwierdzili, że potrzeba więcej odczytów inflacyjnych, nim będzie mogło dojść do cięć. Sugerowali przy tym, że może to nastąpić w sierpniu, jako że część członków Komitetu postrzegała argumenty za ruchem w dół i przeciwko niemu jako „dobrze wyważone”. Lepsze wieści z inflacyjnego frontu, drobne rozluźnienie na rynku pracy i ubiegłotygodniowe słabsze od oczekiwań wskaźniki PMI prowadzą w tym samym kierunku. Rynki wyceniają cięcie stóp na najbliższym posiedzeniu na mniej więcej 50%. Jesteśmy zdania, że jeśli nie pojawi się duże zaskoczenie inflacją, BoE podąży w sierpniu śladami EBC, dokonując obniżki.

Perspektywy wygranej Partii Pracy w przyszłym tygodniu są korzystne dla funta – rynki w dalszym ciągu będą wyceniać bliższe kontakty z Unią Europejską. Może to wystarczyć, by zniwelować ryzyko związane z możliwością obniżki stóp procentowych BoE latem.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Maj 2024 w budownictwie mieszkaniowym – wciąż ubywa inwestycji

Z szacunków GUS wynika, że deweloperzy rozpoczęli w maju budowę o 5,2% mniej mieszkań niż w kwietniu. Z miesiąca na miesiąc sprzedawanych jest też coraz mniej lokali, a ostatnio maleje również liczba rezerwacji. Jak sytuacja na rynku będzie wyglądała w najbliższych miesiącach, trudno w tej chwili powiedzieć. Deweloperzy podchodzą ostatnio do inwestycji nieco ostrożniej, bo nie ma pewności czy będzie nowy program pomocowy państwa. Brak wyraźnych deklaracji ze strony rządu nie zachęca klientów do poszukiwania mieszkań.

W maju bieżącego roku deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 12 tys. nowych mieszkań. To o 5,2% mniej niż w kwietniu, w którym już był odnotowywany spadek.

Rozpoczęte budowy

W szerszej perspektywie, w Polsce rozpoczęto w okresie od stycznia do maja budowę 66,5 tys. nowych lokali, tj. o 70% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Z jednej strony jest to efektem niskiej zeszłorocznej bazy, z drugiej zaś obrazuje silny wpływ programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. na ożywienie w branży. Tak duża dysproporcja między pierwszymi pięcioma miesiącami 2023 i 2024 roku wynika przede wszystkim z innej rzeczywistości, w której rynek funkcjonował wtedy i dziś. Przypomnijmy, że początek zeszłego roku nie obfitował w nowe inwestycje, ponieważ wciąż odczuwaliśmy perturbacje związane z wydarzeniami z 2022 roku – podniesieniem stóp procentowych, odcięciem nabywców od finansowania oraz wysoką inflacją.

Inwestorzy potrzebowali wtedy kilku miesięcy na uruchomienie większej liczby budów, do czego skłoniła ich nie tylko stabilizacja sytuacji gospodarczej, ale również ogłoszenie programu BK2 proc. Dlatego w drugiej połowie 2023 roku z miesiąca na miesiąc wynik wprowadzeń nowych inwestycji ulegał systematycznej poprawie. Szczyt wspomnianych wzrostów przypadł na marzec 2024 roku, w którym uruchomiono budowę prawie 16 tys. nowych lokali. Pytanie brzmi, jak będzie wyglądać sytuacja na rynku w kolejnych miesiącach?

Co w drugiej połowie roku?

– Począwszy od lutego z miesiąca na miesiąc sprzedawanych jest coraz mniej lokali, a ostatnio pikuje również liczba rezerwacji. Niższe zainteresowanie klientów zakupem mieszkania widać również po spadającej liczbie wniosków kredytowych rejestrowanych przez BIK. Dodatkowo, przez sprzeczne informacje z obozu rządzącego, inwestorzy wykazują dużą rezerwę co do ewentualnego wprowadzenia programu Kredyt na Start – komentuje Patryk Kozierkiewicz, prawnik w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Okoliczności te każą sądzić, że tegoroczne szczyty mamy już za sobą, a liczba wprowadzeń będzie w przyszłych miesiącach wyhamowywać i ustabilizuje się w okolicach 10 tys. nowych lokali miesięcznie.

Ewentualną, tym razem pozytywną zmianę trendu w zakresie liczby nowych budów, może zwiastować pierwsza obniżka stóp procentowych lub wprowadzenie programu Kredyt na Start – co z pewnością zwiększyłoby dostępność kredytową i skłoniło nabywców do rozważenia zakupu mieszkania. Standardowe kredyty hipoteczne są bowiem w tej chwili drogie dla potencjalnych nabywców. Czekając na start nowego programu dopłat klienci szukają alternatywy do drogich mieszkań. Ostatnio można zaobserwować powrót do budowy domów, co związane jest także ze spadkiem cen materiałów budowlanych. Potwierdzają to dane GUS. W maju inwestorzy indywidualni ruszyli z budową prawie 7,6 tys. domów, nieco więcej niż w kwietniu, a w ciągu pięciu miesięcy ruszyli z budową 32,9 tys. domów – o 14% więcej niż rok wcześniej.

Budownictwo mieszkaniowe w Polsce w pierwszych pięciu miesiącach 2024 r.

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszych pięciu miesiącach 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż decyduje o skali nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce.

Z majowych danych GUS wynika, że skala budownictwa realizowanego w Polsce wyrażona w liczbie lokali mieszkalnych oddanych do użytku nadal utrzymuje się na niższym niż w 2023 roku poziomie (16% mniej mieszkań oddanych niż przed rokiem). Jednak, podczas gdy firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 6% mniej lokali niż w 2023 roku, to inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 29% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że tak jak w przypadku inwestorów indywidualnych o słabszych tegorocznych wynikach zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu, tak w przypadku firm deweloperskich- najniższe od trzech lat liczby mieszkań oddanych zarówno w styczniu jak i w dwóch ostatnich miesiącach.

mieszkania-oddane-do-uzytkowania-przez-deweloperow

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszych pięciu miesiącach tego roku liczba pozwoleń uzyskanych na realizację nowych inwestycji. Na ponad 30% wzrost liczby pozwoleń od stycznia do maja złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie wciąż ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć, że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań, a wyniki majowe te różnice pogłębiły.pozwolenia-na-budowe-otrzymane-przez-deweloperow

Podczas gdy majowe statystyki pozwoleń na budowę pozwalają na umiarkowanie optymistyczne prognozy dotyczące rozwoju w kolejnych miesiącach budownictwa mieszkaniowego realizowanego przez firmy deweloperskie, to dane o rozpoczętych budowach wyraźnie chłodzą ten optymizm. Wprawdzie w porównaniu do 2023 roku zarówno deweloperzy jak i inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę większej liczby mieszkań, to jednak już drugi miesiąc z rzędu były to wolumeny mniejsze miesiąc do miesiąca. I choć statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych od stycznia do maja bieżącego roku wskazuje na lepsze w stosunku do analogicznego okresu 2023 roku wyniki  w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (tylko mieszkań komunalnych i społecznych – czynszowych  rozpoczęto mniej niż przed rokiem), to wyniki te nie dają prawności że w tej kategorii rok 2024 będzie lepszy od 2023.

 

Także w kategorii „rozpoczynane budowy” decydujące znaczenie ma skala działalności firm deweloperskich. Ta grupa inwestorów w maju rozpoczęła budowę o 37% większej liczby mieszkań niż rok temu, ale jednocześnie tych rozpoczętych budów było o 5% mniej w kwietniu. Wyniki pierwszego kwartału 2024 pozwalały na prognozy, iż ożywienie po wyraźnie słabszym w wykonaniu deweloperów roku 2023 będzie z każdym kolejnym miesiącem coraz wyraźniejsze. Statystyki GUS z maja wskazują, że nie tylko strona popytowa rynku mieszkaniowego wstrzymuje się z decyzjami o finalizowaniu transakcji,  ale również strona podażowa wstrzymuje się z decyzjami o rozpoczynaniu nowych inwestycji.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics

W maju ciąg dalszy korekty danych GUS budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w maju oraz pięciu pierwszych miesiącach bieżącego roku, potwierdziła zapoczątkowaną miesiąc wcześniej korektę ich półtorarocznego trendu wzrostowego.

Trwający od początku 2023 roku dość zdecydowany trend wzrostowy danych GUS budownictwa mieszkaniowego, dotyczący głównie mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, doczekał się w końcu wyraźniejszej korekty. Jak podkreślają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na razie brak jest przesłanek do wyciągania daleko idących wniosków co do trwałości osłabienia koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu mieszkaniówki. A to oznacza, że tymczasem można mówić jedynie o naturalnej przerwie w trwającej tendencji.

Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w Polsce_maj 2024

W maju inwestorzy ruszyli w sumie z budową niespełna 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o ponad jedną piątą lepszym od uzyskanego w maju ub. roku, jednocześnie o kilka procent gorszym licząc miesiąc do miesiąca. Wynik deweloperów na poziomie bliskim 12 tys. rozpoczętych budów oznacza kolejny po kwietniowym spadek statystyk. To wprawdzie wciąż aż o 37 proc. więcej w relacji rdr., jednak progres ten wynika z rekordowo niskiej bazy. W relacji miesiąc do miesiąca deweloperzy notują tym razem spadek rzędu 5 proc.

W sumie w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2024 roku w Polsce ruszyła budowa ponad 101 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku o 46 proc. Ponownie znacznie lepiej prezentują się sami deweloperzy, których wynik na poziomie 66,5 tys. lokali oznacza wzrost w relacji rok do roku o 70 proc.

Wciąż optymistycznie prezentują się gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w maju w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 24,5 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku  ponad 119 tys.,  co w obu przypadkach oznacza progres o 31 proc., licząc rok do roku.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie 17 tys. w maju i  85 tys. od początku roku oznacza bardzo wyraźny wzrost w stosunku do analogicznych okresów ub. roku odpowiednio o 52 i 41 proc. Pomimo korekty majowy rezultat kwalifikuje się do historycznie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. Co więcej, w kolejnych miesiącach przedmiotowe dane mają duże szanse na kolejne wzrosty notowań, co wynika z przyspieszenia przez deweloperów składania wniosków przed datą 1 sierpnia, czyli terminem wejścia w życie nowych warunków technicznych.

O ile w przypadku nowych pozwoleń i budów rozpoczętych wciąż obowiązuje średnioterminowa tendencja wzrostowa gusowskich danych, to statystyki lokali oddawanych do użytkowania od miesięcy stabilizują się na relatywnie niskich poziomach, stanowiąc jedynie tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W maju było takich mieszkań w sumie zaledwie 14,5 tys., czyli 18 proc. mniej licząc rok do roku, i o 9 proc. mniej licząc miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 79 tys. lokali oddanych jest o 16 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

W sumie ostatnia informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce tym razem jedynie potwierdziła korekcyjny charakter jego danych sygnalnych, na razie jako naturalne odreagowanie półtorarocznego wychodzenia z długoterminowego dołka notowań. Wyniki od początku roku wciąż prezentują się bardzo dobrze, choć nadal ma na to istotny wpływ niska baza notowań sprzed roku. Już dość wyraźna na chwilę obecną korekta dotychczasowego kursu danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego na razie nie przesądza trwalszego osłabienia koniunktury inwestycyjnego segmentu krajowej mieszkaniówki, choć teoretycznie może stanowić o jego początku.

Tymczasem wciąż nierozstrzygnięta pozostaje kwestia nowego programu dopłat do hipotek, którego być albo nie być zapewne w decydującym stopniu wpłynie na parametry koniunktury sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego, pociągając za sobą decyzje inwestycyjne deweloperów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Euro oraz giełdy tracą po piątkowych wskaźnikach PMI

Europejskie akcje oraz euro zostały osłabione po gorszych od oczekiwań odczytów wskaźników PMI. Na Wall Street też przeważały spadki. SP500 oraz Nasdaq Composite straciły podobnie 0,2 proc. Dow Jones zamknął dzień bez zmian. Z kolei indeksy menadżerów zakupów dla amerykańskiego sektora usługowego oraz przemysłowego wypadły lepiej od prognoz. Kurs EUR/USD zniżkował i zbliżył się do 1,0670. Piątek był dniem „trzech wiedźm” co oznaczało wygasanie pochodnych na indeksy oraz akcje.

Wstępne dane za czerwiec zobrazowane wskaźnikami PMI dla Europy rozczarowały. Szczególnie słabo wypadł sektor przemysłowy. Gorsze od oczekiwań okazały się także wyniki dla sektora usługowego dla Francji, Niemiec oraz całej strefy euro. Publikacje podkreśliły wyzwania dla dalszego wzrostu gospodarczego na Starym Kontynencie i jednocześnie podkreśliły rozbieżność z koniunkturą, która aktualnie panuje w Stanach Zjednoczonych.

Dziś z europejskich danych pod uwagę brany będzie indeks Ifo dla Niemiec, który będzie oceniany w kontekście piątkowych PMI. Główny wskaźnik klimatu biznesowego jak również ten dotyczący obecnej sytuacji oraz oczekiwań wg prognoz ma wzrosnąć. Z kolei regionalny barometr Fed Dallas dla przemysłu nie powinien wywołać większej zmienności. Z Polski otrzymamy wyniki sprzedaży detalicznej (prawdopodobny wzrost o 4,6 proc. r/r) a także produkcji budowalno-montażowej (tu szacowany jest spadek).

W tym tygodniu kluczowy dla rynku będzie raport na temat wydatków Amerykanów. Jego istotność wynika z tego, że zawiera preferowana przez Fed miarę inflacji. Wskaźnik PCE jak i bazowy PCE ma obniżyć się do poziomu 2,6 proc. co będzie potwierdzeniem poznanego już łagodniejszego odczytu CPI. Oprócz tego oceniane będą wydatki, które pokażą jaka jest obecnie siła konsumentów w USA. Tego samego dnia poznamy szacunkowe dane inflacyjne z Polski. Prawdopodobnie CPI będzie oscylować wokół celu NBP, ale kolejne miesiące przyniosą podbicie dynamiki wzrostu cen, głównie za sprawą wyższych stawek nośników energii.

O stopach procentowych w tym tygodni będą decydować trzy banki centralne: Turcji, Czech oraz Szwecji. Ten pierwszy powinien utrzymać aktualny poziom (50 proc.). Wciąż w Turcji utrzymuje się bardzo wysoka inflacja. Z kolei u naszych południowych sąsiadów koszt pieniądza prawdopodobnie zostanie obniżony. Konsensus wskazuje na mniejszy ruch niż poprzednio, czyli 25 punktów bazowych w dół. Riksbank po redukcji w maju powinien tym razem utrzymać aktualny poziom 3,75 proc.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek pożyczek pozabankowych bije rekordy. W maju wartość udzielonych pożyczek sięgnęła 1,827 mld zł

W maju 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 201 tys. nowych pożyczek o wartości 1,827 mld zł. W porównaniu do maja 2023 r. było ich o +105,3% więcej i na kwotę wyższą o +72,9%.

W okresie styczeń – maj 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie zobowiązań na kwotę 8,42 mld zł, co oznacza wzrost o 103,1% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 5,683 mld zł (+69,2% r/r), pożyczek celowych 2,41 mld zł (+280,8% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,33 mld zł (+113,6% r/r).

Majowa wartość sprzedaży pożyczek pozabankowych (1,827 mld zł) była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w maju udzielono na kwotę 1,256 mld zł (również rekordowo). Największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych (powyżej 5 tys. zł), gdzie dynamika przekroczyła odpowiednio +94,9% oraz 93,6% r/r. Dynamiki sprzedaży pożyczek celowych oraz kart i limitów pożyczkowych są jeszcze wyższe, ale w maju ubiegłego roku firmy pożyczkowe nie przekazywały jeszcze do BIK pełnych informacji o tych produktach, zatem punkt odniesienia jest w tym przypadku nadal zaniżony.

W maju 58,5% sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym stanowiły pożyczki celowe, 40,3% pożyczki gotówkowe oraz 1,2% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 28,0% to pożyczki celowe, 68,8% pożyczki gotówkowe oraz 3,2% karty i limity pożyczkowe. Odmienna struktura liczbowa i wartościowa wskazuje na główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w maju 2024 r. wyniosła 2 595 zł i była o 13,6% wyższa od średniej kwoty udzielonej w maju 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w maju 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 729 zł i była o 27,6% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Tylko nieco ponad 43 proc. konsumentów czyta całą umowę kredytową. Do tego przeszło 10 proc. konsultuje ją z prawnikiem

Analiza przeszło 68,4 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 2,9% rdr. Wyniki z trzech ostatnich miesięcy wyraźnie pokazują, że powróciło przyspieszenie dynamiki podwyżek. Ponadto tym razem więcej kategorii niż w kwietniu czy w marcu wykazało jednocyfrowy wzrost rdr. – dwanaście na siedemnaście monitorowanych. Do tego dwucyfrowa podwyżka rdr. objęła jedną grupę produktów. Najbardziej poszły w górę ceny słodyczy i deserów, bo o 12,9% rdr. W TOP5 drożyzny widać też chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. na poziomie 9,7%, napoje bezalkoholowe – 6,3%, dodatki spożywcze – 5,9%, a także pieczywo – 4,9% rdr. Po ww. danych widać też, że powrót VAT-u na żywność stał się faktem.

17,3% Polaków zaciągających kredyt w banku lub w innej instytucji finansowej w ogóle nie zapoznaje się z zapisami umowy. Do tego 19,7% ankietowanych sprawdza jedynie wybrane fragmenty. Cały dokument czyta 43,1% badanych, a zaledwie 10,4% respondentów dodatkowo konsultuje poszczególne zapisy z prawnikiem. Ponadto 8,2% uczestników sondażu nie tylko analizuje wszystko, ale również prosi o pomoc kogoś znajomego. Autorzy badania, komentujący ww. wyniki, uważają, że są one alarmujące. Nie czytając umowy zawieranej z bankiem, kredytobiorcy narażają się na potencjalne pułapki, w tym ukryte opłaty czy niekorzystne warunki spłaty.

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Kancelarii SubiGo, 43,1% Polaków zaciągających kredyt czyta całą umowę kredytową. Z kolei 19,7% ankietowanych robi to dość pobieżnie, czyli sprawdza tylko wybrane fragmenty.

– Wyniki badania można uznać za stosunkowo dobre, bo prawie połowa kredytobiorców zdaje sobie sprawę z ważności rozumienia wszystkich warunków umowy. Jednak blisko jedna piąta badanych daje niepokojący sygnał. Pobieżne czytanie tak ważnego dokumentu może prowadzić do nieprzyjemnych niespodzianek, gdy nieznane szczegóły umowy wpłyną na zdolność spłaty kredytu. Więcej osób powinno podchodzić do tego bardziej skrupulatnie. Obecny wynik świadczy też o wysokim poziomie zaufania do instytucji finansowych lub o braku świadomości ryzyka. Ponadto wskazuje na konieczność dalszej edukacji konsumentów. Dzięki niej można będzie zwiększyć liczbę osób, które dokładnie analizują swoje zobowiązania finansowe – mówi Szymon Goska, współautor badania z Kancelarii SubiGo.

Z sondażu wiadomo również, że 8,2% ankietowanych nie tylko czyta całą umowę, ale też dodatkowo daje ją do sprawdzenia komuś znajomemu. – Takie działanie świadczy o ostrożności i potrzebie dodatkowej weryfikacji. To pozytywny sygnał, ponieważ pokazuje, że konsumenci są świadomi swoich ograniczeń i chcą uniknąć niekorzystnych warunków umowy. Konsultacja z kimś zaufanym może pomóc wykryć potencjalne pułapki i zwiększyć pewność kredytobiorcy. Jednakże sugeruje to również, że umowy kredytowe są zbyt skomplikowane dla przeciętnego konsumenta. Instytucje finansowe powinny dążyć do uproszczenia ich języka – przekonuje Szymon Goska.

Natomiast 10,4% respondentów przed podpisaniem umowy kredytowej daje ją dodatkowo do przeczytania prawnikowi. – Taka praktyka świadczy również o pewnym poziomie świadomości ryzyka. Część kredytobiorców zdaje sobie sprawę z potrzeby profesjonalnej weryfikacji. Wysokie koszty konsultacji prawnych mogą jednak odstraszać niektórych konsumentów. Z kolei zaufanie do instytucji finansowych może sprawiać, że kredytobiorcy czują się mniej zobowiązani do korzystania z usług prawnika. Choć ww. wynik jest umiarkowany, konieczne jest dalsze edukowanie kredytobiorców. Zwiększenie odsetka osób korzystających z pomocy prawnika mogłoby przyczynić się do lepszego zabezpieczenia interesów konsumentów – uważa ekspert z Kancelarii SubiGo.

Ponadto badanie wykazało, że 17,3% ankietowanych podpisuje dokumenty praktycznie bez żadnego czytania. Tym samym godzi się na to, co pracownicy instytucji finansowych podsuwają im do podpisu. Do tego należy wskazać, że 1,7% respondentów zupełnie nie pamięta, jak postępuje w tego typu sytuacjach. – Podpisywanie umów kredytowych bez ich czytania przez ponad 17% respondentów jest alarmujące. Ta praktyka jest bardzo ryzykowna, ponieważ kredytobiorcy mogą nie zdawać sobie sprawy ze wszystkich warunków i potencjalnych ryzyk. Finalnie może ich to narażać na ukryte opłaty czy niekorzystne warunki spłaty. Jest to szczególnie niebezpieczne w kontekście długoterminowych zobowiązań, które mogą znacząco wpłynąć na stabilność finansową kredytobiorców – wyjaśnia współautor badania.

Autorzy raportu zaznaczają również, że prawo konsumenckie w Polsce daje pewną ochronę, ale nie zwalnia to konsumentów z obowiązku dokładnego zapoznania się z dokumentami przed ich podpisaniem. – Takie zachowanie może wynikać z presji czasu, braku zrozumienia skomplikowanego języka prawniczego lub z pełnego zaufania do doradców kredytowych. Oczywiście należy zachęcać Polaków do dokładniejszego czytania umów oraz do szukania wsparcia, gdy mają wątpliwości co do treści dokumentów. Edukacja finansowa i prawna powinna być priorytetem, aby zwiększyć świadomość i zabezpieczenie konsumentów – podsumowuje Szymon Goska z Kancelarii SubiGo.

Opis metody badawczej

Badanie było realizowane w I i II tygodniu czerwca 2024 r. przez UCE RESEARCH i Kancelarii SubiGo metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) wśród 917 dorosłych Polaków. W sondażu wzięły udział wyłącznie osoby w wieku od 18 do 65 lat, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaciągnęły kredyt na mieszkanie, samochód lub na inny cel.

Boom na fundacje rodzinne. W rok od wejścia w życie ustawy zarejestrowano ponad tysiąc podmiotów

W pierwszym roku obowiązywania ustawy o fundacjach rodzinnych Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, który jako jedyny w Polsce wydaje zezwolenia na funkcjonowanie tego typu podmiotów, zdecydował o wpisie do specjalnego rejestru 1012 fundacji. W tym czasie wpłynęło 1651 wniosków. Ponadto w okresie od 22 maja 2023 roku do 21 maja 2024 roku rozpoznano 1045 z nich. W żadnej z tych spraw wniosek nie został odrzucony. Dane sądowe również wskazują na to, że średni czas trwania postępowania o rejestrację wynosił ok. 7 miesięcy.

Fundacja rodzinna jest osobą prawną, utworzoną w celu gromadzenia mienia, zarządzania nim w interesie beneficjenta oraz spełniania na jego rzecz świadczeń. Fundator określa w statucie szczegółowy cel fundacji. Tego typu podmioty są nowością w polskim stanie prawnym. Powołująca je ustawa weszła w życie w styczniu 2023 r. Jedynym sądem rejestrowym w tej materii jest Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim, który bada statut i inne dokumenty związane z fundacją i wydaje decyzję dotyczącą wpisu do rejestru. W pierwszym roku obowiązywania ustawy, a więc w okresie od 22 maja 2023 roku do 21 maja 2024 roku, zarejestrowano 1012 tego typu podmiotów.

– Zainteresowanie znacznie przekroczyło szacunki ustawodawcy, który zakładał, że w pierwszym roku powstanie ok. 300 fundacji. Moim zdaniem, można z tego wnioskować, że konstrukcja prawna i podatkowa są bardzo atrakcyjne. Sprawdzają się zarówno w praktyce gospodarczej, jak i życiu prywatnym fundatorów oraz ich najbliższych – komentuje adwokat Michał Kwaśniewski, partner w Kancelarii Quidea.

Według niektórych ekspertów, rezultat przerósł oczekiwania projektodawców z kilku powodów. – Po pierwsze, to efekt tego, jak bardzo fundacja rodzinna potrzebna była na rynku. Po drugie, wynik ten wskazuje, że polscy przedsiębiorcy są świadomi, jak istotna z perspektywy dalszych losów ich firm jest sprawa sukcesji. Po trzecie, ponad tysiąc zarejestrowanych fundacji oznacza, że otoczenie prawno-podatkowe, które oferuje fundacja rodzinna, jest rzeczywiście korzystne, tak z perspektywy zarządzenia kwestią sukcesji, ochrony majątku, jak i efektywności podatkowej – mówi doradca podatkowy Paweł Tomczykowski, partner w Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska.

W pierwszym roku obowiązywania ustawy o fundacji rodzinnej wpłynęło 1651 wniosków o rejestrację. Paweł Tomczykowski dodaje, że interesujący jest rozkład statystyczny dotyczący samych fundacji, jak i ich fundatorów. Z analiz prowadzonych przez pracowników Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska wynika, że fundacja rodzinna posiada najczęściej jednego fundatora, który jest jednocześnie członkiem zarządu. Z reguły jest to mężczyzna w wieku 45-60 lat.

– W statutach kontrola wciąż pozostaje w rękach założyciela bądź założycieli. Oznacza to, że po powołaniu fundacji niekoniecznie pojawia się demokracja. A jeśli nawet istnieje, to jest autorytarna. Fundacje rodzinne z reguły mają swoje siedziby tam, gdzie są duże pieniądze. Najwięcej jest ich zarejestrowanych w województwie mazowieckim, a następnie – w śląskim, małopolskim i dolnośląskim. Takie są wyniki naszej analizy, przeprowadzonej w oparciu o przykład kilkuset zarejestrowanych fundacji rodzinnych – informuje mec. Tomczykowski.

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim informuje, że w pierwszym roku obowiązywania ustawy rozpatrzył 1045 wniosków o rejestrację fundacji rodzinnych. Ani jeden z nich nie został odrzucony. W opinii mec. Kwaśniewskiego, duża w tym zasługa profesjonalnych pełnomocników, którzy przygotowują dokumentację. Prawnik chwali także zaangażowanie notariuszy, którzy mają swój udział w powołaniu do życia tego typu podmiotów.

– W razie konieczności często z pomocą przychodzą pracownicy sądu lub sami sędziowie. Odbywa się to najczęściej na zasadzie nieformalnego wejścia w bezpośrednią interakcję z wnioskodawcą, np. poprzez rozmowę telefoniczną, by wesprzeć w identyfikacji mankamentów oraz umożliwić korektę kursu w toku procesu rejestracji. W ten sposób fundatorzy mogą być wsparci w podźwignięciu procesu i zakończeniu postępowania sukcesem w postaci rejestracji fundacji. Nie doświadczyłem w swojej praktyce dążenia sądu do szybkiego załatwienia sprawy poprzez wydanie odmowy nijako z automatu, jeśli coś by budziło wątpliwości w trakcie postępowania rejestrowego – dodaje mec. Michał Kwaśniewski.

Inne spostrzeżenia ma prof. Adam Mariański, doradca podatkowy, który ma wiedzę o sytuacjach, w których sąd oddalił wniosek. Zastrzega, że postanowienia mogły jeszcze się nie uprawomocnić i dlatego nie zostały ujęte w danych przekazanych przez SO w Piotrkowie Trybunalskim.

– Sąd rejestrowy podchodzi rygorystycznie do tematu i wymaga od fundatorów szeregu dokumentów, które nie wynikają wprost z przepisów. Dodatkowo weryfikuje okoliczności, które nie do końca leżą w jego gestii, m.in. czy mienie wniesione do fundacji było w majątku osobistym fundatora, a jeśli tak to, czy małżonek wyraził na to zgodę. Właśnie jej brak był powodem jednej odmowy wpisu fundacji do rejestru – uzupełnia prof. Mariański.

Z danych Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim wynika również, że średni czas trwania postępowania o rejestrację fundacji rodzinnej to ok. 7 miesięcy. Nie zgadza się z tym prof. Adam Mariański. Jego doświadczenie wskazuje na to, że na wpis oczekuje się od 1,5 do 5 miesięcy, choć jednocześnie ekspert nie wyklucza, że w pojedynczych przypadkach może to trwać dłużej.

– Wszystko zależy od przygotowania do procesu rejestracji i prawidłowego opracowania dokumentów. Chodzi tutaj nie tylko o skompletowanie wszystkich wymaganych oświadczeń, ale przede wszystkim o prawidłowo opracowany statut fundacji. Trzeba też pamiętać, że ten dokument ma odpowiednio zabezpieczać kwestie skutecznego budowania przedsiębiorstwa rodzinnego na pokolenia, o czym niektórzy zdają się zapominać. Musi również spełniać restrykcyjne wymogi formalne na potrzeby rejestracji – wyjaśnia prof. Mariański.

Samo tempo rejestracji – w ocenie prof. Adama Mariańskiego – przyspieszyło w porównaniu do pierwszych postępowań. Zdaniem eksperta, to wynika ze wzmocnienia kadrowego w SO w Piotrkowie Trybunalskim. Z kolei mec. Michał Kwaśniewski wskazuje na inną przyczynę długiego procesu rejestracji. Na tę chwilę postępowanie jest prowadzone w formie papierowej.

– Brak digitalizacji procesu rejestracji naturalnie wydłuża czas potrzebny do obiegu korespondencji, który często nie zamyka się na samej wysyłce wniosku do sądu i następnie odbiorze z sądu postanowienia o rejestracji. Jeśli nie dojdzie do elektronizacji ww. procesu i oddelegowania dodatkowych zasobów kadrowych, to czas trwania postępowania może jeszcze się wydłużyć. Wynika to z tego, że zainteresowanie utworzeniem fundacji cały czas wzrasta – podsumowuje prof. Adam Mariański.

Grupa ORLEN nabywa 20% udziałów w złożu gazu ziemnego Atlantis na Morzu Północnym

Grupa ORLEN zostanie udziałowcem jednego z pięciu największych złóż odkrytych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Dzięki umowie z Source Energy, PGNiG Upstream Norway obejmie 20 procent udziałów w złożu Atlantis na Morzu Północnym. Transakcja przyczyni się do utrzymania przez koncern stabilnego, wysokiego poziomu produkcji gazu ziemnego w Norwegii. Wydobywany surowiec trafi do polskich odbiorców dzięki gazociągowi Baltic Pipe.

Nabycie udziałów w Atlantis zapewni PGNiG Upstream Norway z Grupy ORLEN dostęp do zasobów wynoszących, według danych norweskiego Ministerstwa Energii, ponad 13 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym przede wszystkim gazu, w ilości ok. 1,5 mld m sześc. Złoże wymaga zagospodarowania, które przewidziane jest na kolejne lata.

– Inwestycja ORLEN w złoże Atlantis jest kontynuacją konsekwentnie realizowanej przez koncern strategii zabezpieczenia dostaw gazu ziemnego do krajowego systemu gazowniczego. To projekt o ponadprzeciętnej efektywności ekonomicznej. Dalsza dywersyfikacja naszego portfela projektów w Norwegii zapewnia silną i stabilną podstawę dla działalności wydobywczej koncernu – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Złoże Atlantis zostało odkryte w 2020 roku. Jego łączne zasoby szacowane są na 65 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, przy czym partnerzy nie wykluczają, że ilość ta może być wyższa. Stawia to Atlantis w gronie największych odkryć dokonanych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w ostatniej dekadzie.

Transakcja musi jeszcze zostać zatwierdzona przez norweskie Ministerstwo Energii. Po jej zatwierdzeniu, drugim udziałowcem Atlantis, obok PGNiG Upstream Norway, będzie Equinor, który jest również operatorem tego złoża.

Udziałowcy koncesji analizują kilka możliwości zagospodarowania zasobów złoża, między innymi z wykorzystaniem platformy złoża Kvitebjørn (w którym PGNiG Upstream Norway ma 6,45 proc. udziałów a operatorem jest Equinor) lub poprzez platformę na złożu Oseberg (której operatorem jest również Equinor). Niezależnie od wyboru wariantu, podłączenie Atlantis do już działającej infrastruktury, pozwoli ograniczyć koszty uruchomienia wydobycia oraz intensywność emisji CO2 związanej z eksploatacją.

Obszar wokół Atlantis jest przedmiotem aktywnej eksploracji. W przypadku kolejnych odkryć, mogą one zostać uwzględnione w koncepcji zagospodarowania złoża i przyczynić się do dalszej poprawy efektywności operacyjno-finansowej inwestycji.

Jarosław Dominiak i Kamil Gemra dołączają do Rady Nadzorczej JRH

Walne Zgromadzenie JRH powołało w skald Rady Nadzorczej spółki dwóch nowych członków, ekspertów rynku kapitałowego, Jarosława Dominiaka, założyciela i Prezesa Zarządu największej polskiej organizacji inwestorskiej – Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz Kamila Gemrę, uznanego doradcę ds. rynku kapitałowego i relacji inwestorskich, doktora nauk ekonomicznych w dziedzinie finansów i nauczyciela akademickiego na SGH.

JRH niedawno zadebiutował na głównym rynku GPW, przenosząc się po 12 latach z NewConnect. W związku z tym spółka opublikowała nową strategię, która obok planów inwestycyjnych i rozwijania portfela spółek zakłada zaangażowanie w zarządzanie firmą kolejnych kompetentnych osób, które wzmocnią szeroko rozumiany zespół JRH. Pierwszym etapem było dołączenie do Partnerów JRH Macieja Zientary, przedsiębiorcy z dużymi sukcesami i doświadczeniem. Dokonane zmiany w Radzie Nadzorczej uzupełniają jej skład o ekspertów i praktyków wyspecjalizowanych w zakresie rynku kapitałowego.

– Zgodnie z naszymi założeniami chcemy uzupełniać kompetencje w naszej spółce, dzięki wzmocnieniu Rady Nadzorczej pozyskujemy osoby z ogromnym doświadczeniem na rynku kapitałowym. Ważne jest też włączenie kolejnych niezależnych członków do naszej Rady Nadzorczej, którzy maja ugruntowana pozycję i wniosą świeże, zewnętrzne, spojrzenie do zarządzania JRH. Chcemy aby JRH było najszybciej rosnącą firmą inwestycyjną w CEE i osiągniemy to m.in. dzięki współpracy z takimi osobami – deklaruje January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

– JRH to projekt bezdyskusyjnie dynamiczny i ambitny. Spółka już dziś posiada ciekawy portfel inwestycyjnym i budzi bardzo duże zainteresowanie inwestorów. Udział w Radzie Nadzorczej JRH będzie dla mnie okazją do współpracy z zespołem JRH, w tym w szczególności „spiritus movens” całego projektu – Januarym Ciszewskim – powiedział Jarosław Dominiak, nowy członek Rady Nadzorczej JRH, Prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

– Dziękuję za zaufanie i włączenie mnie do Rady Nadzorczej spółki. Będę wspierał działania zarządzających ogłoszone w nowej strategii i myślę, że JRH będzie się dynamicznie rozwijać. Cieszę się, że będę mógł mieć swój udział w tym rozwoju – powiedział dr Kamil Gemra, nowy członek Rady Nadzorczej JRH.

Wyższa, ostateczna cena w wezwaniu na akcje spółki Brand 24

Semrush, za pośrednictwem Prowly.com, do której należy 57,58% akcji Brand 24, podwyższa cenę w wezwaniu na wszystkie pozostałe akcje Brand 24 do 47,0 zł z 45,5 zł. „To nasza ostateczna propozycja. Nie będzie kolejnego podwyższenia ceny w wezwaniu” – powiedział Eugene Levin, prezes Semrush.

„Jako strategiczny inwestor Brand 24, dokładnie przeanalizowaliśmy informacje płynące z rynku i zdecydowaliśmy się podnieść cenę oferowaną za pozostałe akcje spółki. Uważamy, że podwyższona oferta jest atrakcyjna cenowo i daje akcjonariuszom mniejszościowym możliwość natychmiastowego spieniężenia ich inwestycji. Nasza oferta jest ostateczna i nie będzie dalszych zmian ceny” – powiedział Eugene Levin.

Semrush uważa, że oferowana cena odpowiada wartości godziwej Brand 24, co zostało potwierdzone zarówno poprzez wewnętrzną wycenę, jak i niezależnego eksperta zatrudnionego przez Zarząd Brand 24, firmę TS Partners. Obie analizy wskazywały na wartość godziwą na poziomie nieprzekraczającym 45,5 zł za akcję. Dotychczasowi wiodący akcjonariusze Brand 24, w tym Prezes Zarządu, sprzedali swoje akcje po 43,24 zł (po uwzględnieniu mechanizmu earn-out, który może, ale nie musi, zostać wypłacony w przyszłości), a więc po cenie niższej niż proponowana przez Semrush pozostałym inwestorom.

W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95 proc. ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Brand 24, Prowly.com zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.

Niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny i nie może być traktowany jako oferta lub propozycja nabycia akcji, ani też jako rekomendacja dotycząca decyzji inwestycyjnych w odniesieniu do wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Brand 24 S.A., ogłoszonego 28 maja 2024 roku przez Prowly.com sp. z o.o. („Wezwanie”) za pośrednictwem Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Dokument Wezwania (wraz z jego ewentualnymi późniejszymi zmianami) jest jedynym prawnie wiążącym źródłem informacji na temat warunków Wezwania oraz jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem dotyczącym procesu Wezwania. Jednocześnie Wezwanie nie powinno być uznane za rekomendację ani za prognozę ze strony Prowly.com sp. z o.o. podmiotów należących do jej grupy kapitałowej ani Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie.

Komisja Europejska bawi się w złego glinę

Musimy poczekać do połowy lipca, aby dowiedzieć się, jak mocno zasady będą realnie egzekwowane (przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych).

  • Komisja Europejska gra złego policjanta w sprawie deficytów fiskalnych: Francja, Włochy, Polska, Belgia, Węgry, Słowacja i Malta zostały uznane za winne deficytów fiskalnych przekraczających 3% PKB
  • Rada do Spraw Gospodarczych i Finansowych omówi koordynację polityki dzisiaj, w dniu 21 czerwca, a następnie Komisja Europejska wyda nakaz otwarcia procedury, zanim piłka zostanie przekazana Radzie Europejskiej
  • Decyzja ta nie mogła zapaść w bardziej skomplikowanym momencie, ponieważ przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych
  • Jednak dopiero w połowie lipca dowiemy się, jak rygorystycznie będą stosowane nowe zasady fiskalne – i jak wiele swobody zostanie zaoferowane członkom UE. Mądrze grając, Komisja pozostawiła Radzie podjęcie decyzji w sprawie zaleceń dla krajów naruszających przepisy w dniu 16 lipca, kiedy to spotkają się ministrowie finansów
  • Tym razem naprawdę chodzi o politykę. W przypadku Włoch procedura nadmiernego deficytu oznaczałaby dość znaczną korektę fiskalną salda strukturalnego (~ 1% PKB rocznie) i do 0,05% PKB w grzywnach. We Francji deficyt fiskalny prawdopodobnie utrzyma się powyżej -4,5% PKB w latach 2025-26 bez względu na to, kto wygra wybory parlamentarne w lipcu. „Pętla zagłady” utrzymuje się i jest gotowa wstrząsnąć rynkami. Każde faux pas może poszerzyć spready wysoce zadłużonych krajów.
  • Allianz Trade nie spodziewa się, by procedura nadmiernego deficytu wywołała gruntowne zmiany w polityce gospodarczej w Europie Środkowo-Wschodniej. Ryzyko kryzysu fiskalnego w najbliższej przyszłości jest w naszym regionie stosunkowo niskie, choć obawiamy się o średnioterminowe perspektywy finansów publicznych, szczególnie w Rumunii. Kraje spoza strefy euro (Polska, Węgry, Rumunia) są zwolnione z kar za nieprzestrzeganie procedury nadmiernego deficytu, więc otwarcie procedury nadmiernego deficytu może skutkować ograniczeniem polityki fiskalnej tylko na Słowacji.

W samym środku zamieszania politycznego w Europie, Komisja Europejska wszczęła procedurę nadmiernego deficytu[1] (EDP) dla siedmiu krajów: Belgii, Francji, Włoch, Węgier, Malty, Polski i Słowacji. Po zawieszeniu podczas pandemii Covid-19, a następnie znacznym przeglądzie w latach 2022-23, unijne przepisy fiskalne zaczynają sa gotowe, by znów „gryźć” – ponownie działać. W tym tygodniu, zgodnie z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami[2] , trzy główne gospodarki strefy euro – Francja, Włochy i Belgia – po raz kolejny znalazły się w centrum uwagi fiskalnej z powodu deficytów fiskalnych przekraczających docelowe 3% PKB (żadne naruszenie limitu zadłużenia lub redukcji zadłużenia nie mogło wywołać procedury nadmiernego deficytu w 2024 r., wykres 1). Następnie Rada do Spraw Gospodarczych i Finansowych omówi koordynację polityki dzisiaj, w dniu 21 czerwca, a następnie Komisja Europejska wyda nakaz otwarcia procedury, zanim piłka zostanie przekazana Radzie Europejskiej.

Wykres 1: Prognozowane wskaźniki fiskalne (% PKB)

Prognozowane wskaźniki fiskalne

Źródła: LSEG Datastream, EC AMECO, Allianz Research

Decyzja ta nie mogła zapaść w bardziej skomplikowanym momencie, ponieważ przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen stara się zapewnić sobie drugą kadencję, a Francja zmierza do bardzo burzliwych wyborów parlamentarnych. Będziemy jednak musieli poczekać do połowy lipca, aby dowiedzieć się, jak mocno zasady będą egzekwowane. Mądrze grając, Komisja pozostawiła Radzie podjęcie decyzji w sprawie zaleceń dla krajów naruszających przepisy w dniu 16 lipca, kiedy to spotkają się ministerstwa finansów. Niewykluczone, że propozycja spotka się z silnym sprzeciwem, biorąc pod uwagę duże znaczenie Francji, Włoch i Belgii, a także ich sojuszników politycznych w UE. Nawet jeśli procedura nadmiernego deficytu zostanie oficjalnie uruchomiona, jej formalne przyjęcie nastąpi dopiero w listopadzie pod rządami nowej Komisji Europejskiej. Co więcej, sankcje będą stosowane dopiero od przyszłego roku, ponieważ rok 2024 jest uważany za rok przejściowy dla koordynacji polityki fiskalnej.

Stare ramy fiskalne były znane z braku wdrożenia (wykres 2) i słabego egzekwowania. Czy tym razem będzie inaczej? Sankcje za nieprzestrzeganie przepisów nigdy nie były stosowane, co zmniejszało wiarygodność starego zestawu zasad i nie zachęcało rządów do tworzenia buforów fiskalnych. Niemniej jednak, zreformowane ramy obiecują większe egzekwowanie poprzez grzywny. Jednocześnie okres przejściowy nowej procedury i obecność dodatkowych zabezpieczeń dają przestrzeń do interpretacji, a co za tym idzie, do pewnej elastyczności. Przykładowo, proponowana ścieżka naprawcza w ramach procedury nadmiernego deficytu może początkowo wykluczać płatności odsetkowe, dając obecnym rządom pewną swobodę w dostosowaniu się, jednocześnie dodając wyzwania dla decydentów politycznych po 2027 roku.

Tym razem naprawdę chodzi o politykę. Dla Włoch procedura nadmiernego deficytu oznaczałaby dość znaczącą korektę fiskalną pod względem salda strukturalnego (około 1% PKB rocznie) i koszt do 0,05% PKB w grzywnach[3] . Premier Giorgia Meloni mogłaby wykorzystać swój silny konsensus polityczny zarówno w kraju, jak i w Europie, aby zakwestionować niekorzystną decyzję. Jednak deficyt fiskalny w wysokości 7,4% PKB spowodowany latami hojnych i nieukierunkowanych ulg podatkowych będzie musiał zostać ostatecznie zmniejszony, aby zachować wiarygodność w oczach sojuszników z UE. We Francji żaden z możliwych wyników politycznych zbliżających się wyborów parlamentarnych w lipcu prawdopodobnie nie przyniesie redukcji deficytu. Nawet w naszym bazowym scenariuszu „technokratycznego” rządu Allianz Trade spodziewa się, że francuski deficyt publiczny przekroczy 4,5% PKB w latach 2025-26. W rzeczywistości ostatnie wydarzenia polityczne we Francji przypominają o tym, że „pętla zagłady” utrzymuje się i jest gotowa wstrząsnąć rynkami. Każde faux pas może poszerzyć spready wysoce zadłużonych krajów.

Rysunek 2: Monitor zgodności[4] (2011-2023)

Monitor zgodności

Uwagi: Compliance Tracker śledzi liczbową zgodność z czterema głównymi zasadami Paktu Stabilności i Wzrostu. Ocenia on, czy w kategoriach czysto ilościowych odpowiednie agregaty fiskalne – saldo budżetowe, relacja długu do PKB lub wydatki rządowe – ewoluowały w granicach lub poza granicami określonymi przez reguły fiskalne.

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

W Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) Allianz Trade nie spodziewa się, by procedura nadmiernego deficytu wywołała gruntowne zmiany w polityce gospodarczej. Ryzyko kryzysu fiskalnego w najbliższej przyszłości jest stosunkowo niskie w regionie, choć obawiamy się o średnioterminowe perspektywy finansów publicznych, szczególnie w Rumunii. Kraje spoza strefy euro (np. Polska, Węgry, Rumunia) są zwolnione z kar za nieprzestrzeganie procedury nadmiernego deficytu, więc otwarcie procedury nadmiernego deficytu może skutkować ograniczeniem polityki fiskalnej tylko na Słowacji. W perspektywie krótkoterminowej nie obawiamy się jednak ryzyka fiskalnego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ kryzys energetyczny złagodniał, perspektywy wzrostu poprawiły się i ogłoszono pewne środki konsolidacji fiskalnej. Nasze oceny potwierdzają spadające rynkowe stopy procentowe i nasz własny wskaźnik ryzyka stabilności zadłużenia publicznego, który przypisuje gospodarkom Europy Środkowo-Wschodniej umiarkowane ryzyko napięć związanych z długiem państwowym w ciągu najbliższych dwóch lat.[5] Perspektywy średnioterminowe dają nam jednak więcej powodów do niepokoju, ponieważ wskaźniki długu publicznego do PKB prawdopodobnie jeszcze wzrosną ze względu na oczekiwane utrzymujące się wysokie roczne deficyty fiskalne przekraczające -4,5% PKB, niedawny wzrost kosztów odsetek od zadłużenia i związany z tym wyższy koszt rolowania długu w nadchodzących latach, a także presję na zwiększenie wydatków publicznych ze względu na zobowiązania wojskowe i starzenie się społeczeństwa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Rumunia budzi największe obawy, ponieważ nie podjęła żadnych skutecznych działań od czasu otwarcia procedury nadmiernego deficytu w 2020 r.

Podsumowując, chociaż decyzja z tego tygodnia nie będzie miała większego wpływu w perspektywie krótkoterminowej, kraje wymienione i „przywołane do tablicy” pozostaną prawdopodobnie w centrum uwagi przez jakiś czas. Podczas gdy oczekiwać można, że kraje europejskie przedstawią swoje średnioterminowe plany fiskalne do 20 września, nie należy spodziewać się większych wysiłków na rzecz konsolidacji fiskalnej. Deficyty publiczne zostały mocno dotknięte przez kryzys po kryzysie i prawdopodobnie będą stopniowo spadać z historycznie wysokich poziomów. Wskaźniki zadłużenia spadły ze swoich szczytów Covid-19 dzięki silnemu ożywieniu aktywności i podwyższonej inflacji, ale przewiduje się, że ponownie wzrosną we Francji, Włoszech i Belgii wraz ze spowolnieniem wzrostu (wykres 3). Na razie reakcja rynku była stonowana, podobnie jak w przypadku ostatnich epizodów poślizgów fiskalnych (tj. ogłoszenia przez Włochy większego niż oczekiwano deficytu w 2023 r.), ale temat ten może powrócić z nową siłą po wyborach we Francji, na których skupiona jest obecnie uwaga rynków finansowych.

Wykres 3: Dług publiczny w relacji do PKB

Dług publiczny w relacji do PKB

Źródła: LSEG Datastream, EC AMECO, Allianz Research

[1] Procedury nadmiernego deficytu – przegląd – Komisja Europejska (europa.eu)

[2] 2024_03_07_what_to_watch.pdf (allianz.com)

[3] Grzywna w przypadku nieprzestrzegania przepisów wyniesie do 0,05% PKB i będzie narastać co sześć miesięcy do czasu podjęcia skutecznych działań przez dany kraj.

[4] Monitor zgodności – Komisja Europejska (europa.eu)

[5] Rumunia zajęła 37th , Polska 53rd , a Węgry 54th spośród 95 gospodarek wschodzących i rozwijających się w naszej najnowszej ocenie ryzyka stabilności zadłużenia publicznego, przy czym pozycja 1 odzwierciedla najwyższe ryzyko; zob. 2024_02_08_what_to_watch-AZT.pdf, s. 11.

Ekonomiczny mecz Polska – Austria 4:1

Już dziś podczas EURO 2024 polski zespół zmierzy się z Austrią. Będzie to trudny i wyrównany mecz, bo obie drużyny zajmują podobne miejsce w rankingu FIFA – Austria jest 25. a Polska 26. Sprawdźmy jaki byłby wynik takiego meczu, gdyby w szranki stanęły nie drużyny, a gospodarki obu krajów.

W ostatnim czasie największym problemem w światowej gospodarce pozostaje inflacja. Potwierdza to badanie eToro Puls Inwestora Indywidualnego, które wskazuje ją jako największy powód do zmartwień większości inwestorów w Polsce i na świecie. Okazuje się jednak, że po wielu miesiącach w których Polska posiadała jedną z najwyższych inflacji w Europie, teraz sytuacja uległa zmianie. W maju inflacja CPI wyniosła nad Wisłą 2, proc. r/r, podczas gdy w Austrii ceny wzrosły o 2,8 proc. r/r. Inflacja HICP, wyliczana według jednolitej metodologii europejskiej, wyniosła w kwietniu w Polsce 2,8 proc., a w Hiszpanii aż 3,3 proc.

Polska ma niższa inflację i dlatego, podbnie jak w meczu z Holandią, obejmuje prowadzenie 1:0.

Za najlepszy, choć nadal niedoskonały miernik zamożności krajów i społeczeństw uznaje się Produkt Krajowy Brutto na głowę mieszkańca. Jest to suma wytworzonych dóbr i usług w gospodarce podzielona przez liczbę obywateli danego kraju. Na koniec 2023 roku austriacki PKB na głowę mieszkańca wynosił 52250 euro i był to 5. najlepszy wynik w UE. Polski PKB był o 62 proc. niższy i wyniósł 19840 euro. Jednak realna różnica poziomu życia między Austrią i Polską jest mniejsza, co wynika z faktu, że wiele produktów i usług jest w Polsce tańsza. Eurostat publikuje wskaźnik rzeczywistej konsumpcji prywatnej AIC (Actual Individual Consumption), który lepiej obrazuje rzeczywiste zdolności nabywcze gospodarstw domowych zweryfikowane parytetem siły nabywczej. Dla Austrii wskaźnik ten wynosił 117 proc. średniej Wspólnoty, podczas gdy dla Polski to 86 proc. (dane za 2023 rok).

Austria i jej obywatele są bogatsi od Polaków, więc zdobywa ekonomicznego gola i jest: 1:1

Polska gospodarka rozwija się w ostatnich latach szybciej od austriackiej. W roku 2023 polskie PKB wzrosło o 0,2 proc. podczas gdy austriackie skurczyło się o 0,8 proc. Według ostatnich prognoz Komisji Europejskiej także w kolejnych latach będzie podobnie. W 2024 roku Polska urośnie o 2,8 proc, podczas gdy Austria o 0,3 proc., a w 2025 będzie to odpowiednio wzrost o 3,4 i 1,6 proc.
Szybszy wzrost to kolejny gol dla Biało-Czerwonych i jest 2:1.

Zarówno Austria jaki Polska legitymuja się niskim bezrobociem. Bezrobocie w Polsce na koniec maja, według metodologii Eurostat, było drugim najniższym w całej UE i wynosiło 3 proc. Niższe bezrobocie jest tylko w Czechach, gdzie wynosi 2,7 proc. Bezrobocie w Austrii wynosi natomiast 4,7 proc.

W Polsce mniej osób pozostaje bez pracy wiec Austria traci kolejną bramkę i jest już 3:1.

Warto także zwrócić uwagę na giełdy w obu państwach. Indeks ATX, skupiający 20 najważniejszych firm z parkietu we Wiedniu, wzrósł od początku roku o 4,7%. W tym samym czasie odpowiadający mu w Polsce WIG20 zwiększył wartość o 8,4%. Warto jednak zauważyć, że obie pobił amerykański indeks S&P500, który w tym samym okresie wzrósł aż 15,8%.

Lepszy wynik giełdy w Warszawie oznacza, że Polska wygrywa w naszym zestawieniu podstawowych danych ekonomicznych z wynikiem 4:1. A na rezultat piłkarskiego pojedynku będziemy musieli poczekać do wieczora.

W tym czasie warto pomyśleć o swoich pieniądzach i ich inwestowaniu. Złotym standardem w tym zakresie jest dywersyfikacja geograficzna, tak by w swoim portfelu posiadać spółki z różnych rynków. Może to być właśnie Austria, której struktura gospodarcza różni się od Polski. Ekspozycje na zagraniczne rynki możemy uzyskać kupując poszczególne spółki, fundusze ETF czy tematyczne portfele.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Blisko 60 proc. konsumentów obawia się, że ceny w sklepach nadal będą rosły. Głównie chodzi o seniorów oraz osoby z małych miejscowości

Obecnie 59,9% Polaków odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich domach obawia się, że w najbliższym czasie ceny w sklepach nadal będą rosły. 28,7% konsumentów jest przeciwnego zdania, a 11,4% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Podwyżek boją się głównie osoby mające ponad 65 lat i od 45 do 54 lat. Najczęściej są to rodacy zarabiający poniżej średniej krajowej i mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności oraz wsi i małych miejscowości. Z kolei zazwyczaj nie przewidują dalszego wzrostu drożyzny konsumenci w wieku 25-34 lat oraz 18-24 lat. Z reguły mieszkają oni w dużych miastach i zarabiają więcej, niż wynosi średnia krajowa.

Według najnowszego badania UCE RESEARCH i Grupy Offerista, obecnie 59,9% Polaków obawia się, że w najbliższym czasie ceny w sklepach nadal będą rosły. – Blisko 60% to dość wysoki odsetek, ale jeszcze rok temu, podczas szalejącej inflacji, zdecydowanie więcej osób wyrażało ww. obawę. Ponadto widać, że w tej kwestii mamy do czynienia z tendencją spadkową. Niemniej Polacy wciąż boją się wzrostu cen, bo ubiegły rok był trudny, a ceny faktycznie wciąż rosną. Do tego od 2-3 miesięcy widać również wzrost dynamiki podwyżek, co potwierdzają dane UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito. Oznacza to, że odwraca się tendencja spadkowa. Tak więc ww. obawy są uzasadnione – mówi Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.

Autorzy raportu przewidują, że ceny w sklepach nadal będą rosły, bo powrócił 5% VAT na żywność. Wkrótce zostaną też odmrożone opłaty za gaz. – To wszystko potęguje strach. W mojej ocenie, codzienne zakupy mogą zdrożeć o kilka procent, tyle że już teraz są drogie w stosunku do przeciętnych zarobków. Ostatecznie ceny towarów na sklepowych półkach zależeć będą od tego, jak do rosnących kosztów prowadzenia działalności podejdą producenci i sieci handlowe. Moim zdaniem, na pewno będą chcieli przerzuć je na konsumentów, ale będą to robić bardzo ostrożnie, żeby nie zachwiać popytem – prognozuje Robert Biegaj.

Z kolei 28,7% konsumentów uważa, że ceny w sklepach w najbliższym czasie nie będą rosły. – W mojej opinii, są to osoby, które nie zauważają tendencji rynkowych albo nie zwracają na nie odpowiedniej uwagi. W dużej części widzą one szanse na poprawę sytuacji po zmianie władzy i wierzą w to, że dalszy scenariusz podnoszenia cen nie będzie miał w ogóle miejsca. Sądzę też, że na razie takich konsumentów zbytnio nie przybędzie, ale też nie będzie ich ubywało – komentuje ekspert z Grupy Offerista.

Natomiast 11,4% badanych nie ma wyrobionej opinii w ww. kwestii. – Z dużym prawdopodobieństwem są to osoby, które dość rzadko samodzielnie robią zakupy do swoich domów bądź zupełnie nie zwracają uwagi na ceny, bo zwyczajnie nie muszą tego robić. Dlatego też nie mają własnych obserwacji. Nie sądzę, aby ich przybywało. Raczej ten odsetek będzie się kształtował na obecnym poziomie – analizuje Robert Biegaj.

Wśród osób, które obawiają się dalszego wzrostu cen w najbliższym czasie, dominują konsumenci mający ponad 65 lat i od 45 do 54 lat. Przeważnie tak myślą kobiety. Głównie są to osoby zarabiające poniżej średniej krajowej i mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności oraz wsi i małych miejscowości.

– To, że największe obawy mają seniorzy, wcale nie powinno dziwić, ponieważ jest to najsłabiej sytuowana finansowo grupa społeczna w Polsce. Do tego za poprzednich rządów była często mocno premiowana różnego rodzaju dodatkami i bonusami. Obecna władza dużo ostrożniej podchodzi do tej kwestii i to potęguje lęki starszych osób. Z kolei Polacy zarabiający poniżej średniej krajowej i mieszkańcy małych miast oraz wsi, każdą, nawet najmniejszą podwyżkę w sklepie mogą naprawdę mocno odczuwać. Ponadto ta grupa społeczna raczej szybko się nie wzbogaci – wyjaśnia współautor raportu.

Z kolei wśród osób, które nie spodziewają się dalszego wzrostu cen, przeważają konsumenci w wieku 25-34 lat oraz 18-24 lat. Najczęściej zarabiają powyżej średniej krajowej i mieszkają w miastach liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności bądź w większych.

– Najmłodsi dorośli z reguły nie robią dużych zakupów do swoich domów, więc ich ogląd sytuacji nie odzwierciedla rzeczywistości. Widać też, że brak obaw o wzrost cen w sklepach wyrażają osoby raczej dobrze sytuowane. Mogą one nie zwracać uwagi na podwyżki, tym bardziej że rok do roku inflacja mocno spadła i taki komunikat głębiej zatrzymał się w ich świadomości. Ponadto można zauważyć, że w dużych miastach jest mniej niepokoju. To wynika z tego, że tam zarabia się więcej niż w średnich i małych miejscowościach – podsumowuje Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Opis metody badawczej

Badanie zostało zrealizowane na przełomie I i II tygodnia czerwca br. metodą CAPI (ang. Computer Assisted Personal Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista. Wzięło w nim udział 987 dorosłych Polaków, którzy we własnych gospodarstwa domowych w większości odpowiadają za codzienne zakupy. Sondaż był prowadzony w najbliższych okolicach sklepów detalicznych.

Debiut PTWP na głównym rynku GPW już 26 czerwca

Giełda Papierów Wartościowych (GPW) wyznaczyła pierwszy dzień notowań akcji PTWP S.A, podmiotu dominującego w Grupie PTWP. Do obrotu na głównym rynku GPW zostaną dopuszczone akcje serii A i B. Debiut na rynku regulowanym odbędzie się już 26 czerwca 2024 r.  Od maja 2013 r. akcje Spółki są przedmiotem obrotu na rynku NewConnect. Przeniesienie notowań na rynek główny GPW nastąpi bez emisji nowych akcji.

Już od pewnego czasu naszym celem było dołączenie do spółek z głównego rynku. Przez ostatnie lata znacząco rozwinęliśmy naszą działalność praktycznie w każdym segmencie. Jesteśmy w pełni gotowi do debiutu zarówno pod względem finansowym, jak też operacyjnym. Nasze portale znajdują się w top 3 mediów biznesowych w Polsce, dynamicznie rozwijamy również sektor autorskich wydarzeń i eventów na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym. Jednak mamy apetyt na więcej i chcemy rozwijać się jeszcze szybciej, zarówno organicznie jak i poprzez akwizycje – informuje Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP. Regularna wypłata dywidendy oraz wysoka pozycja gotówkowa na koncie świadczą o dobrej sytuacji finansowej spółki PTWP i całej Grupy – dodaje.

Stan środków pieniężnych na koncie Grupy PTWP na koniec I kwartału 2024 r. wynosił prawie 24 mln. Oznacza to, że PTWP posiada środki wystarczające na realizację projektów i celów rozwojowych, w tym planów akwizycji nowych podmiotów. W czerwcu br. Zarząd spółki PTWP zarekomendował przeznaczenie 5,8 mln zł zysku za 2023 r. na wypłatę dywidendy. Oznacza to wypłatę 4,69 zł brutto na jedną akcję. Decyzja o wypłacie dywidendy zostanie podęta przez akcjonariuszy Spółki podczas ZWZ 28 czerwca br.

Grupa PTWP nieustannie rozwija swoją działalność w segmencie wydawniczym, koncentrując się na branżowych portalach dostarczających czytelnikom specjalistyczne treści. Aktualnie wszystkie serwisy internetowe (18 tytułów) przyciągają średnio miesięcznie około 20 milionów unikalnych użytkowników, co plasuje Grupę w czołówce trzech najlepszych mediów biznesowych w Polsce. Wraz z rozwojem specjalistycznych portali internetowych, do poszczególnych redakcji w ostatnich miesiącach dołączyli doświadczeni dziennikarze i menedżerowie.

Grupa PTWP sukcesywnie rozwija działalność w zakresie organizacji wydarzeń oraz zarządzania obiektami Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach. W 2023 r. Grupa zrealizowała prestiżowe wydarzenia dla biznesu, na czele z Europejskim Kongresem gospodarczym, a także kongresy i konferencje, takie jak Kongres Wyzwań Zdrowotnych, Forum Rynku Zdrowia, Property Forum, PRECOP 28 czy Forum Rynku Spożywczego i Handlu. Zarządzane przez Grupę obiekty: Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach odnotowały wysoki poziom obłożenia wydarzeniami o różnych formatach. Z kolei tegoroczny Europejski Kongres Gospodarczy, którego organizatorem jest Grupa PTWP, uzyskał rekordową frekwencję. Stacjonarnie na wydarzenie zapisało się 12 tys. gości, a łącznie z widzami online 17 tys. uczestników. Łącznie w 180 sesjach tematycznych udział wzięło 1,2 tys. prelegentów.

– Od początku stawiamy na organiczny rozwój, jednak cały czas wierzymy w rynek kapitałowy, który w momencie zwiększonych potrzeb finansowych pomoże nam w dalszym skalowaniu biznesu. Liczę również, że obecność na głównym rynku zwiększy płynność i obroty na naszych akcjach, a więksi inwestorzy dostrzegą nasz potencjał i realną wartość – podsumowuje prezes grupy PTWP.

Bartosz Guss nowym dyrektorem generalnym PZFD

Od 1 lipca Bartosz Guss obejmie funkcję dyrektora generalnego Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD). Guss, doświadczony samorządowiec, który przez ponad 20 lat zajmował się tematyką nieruchomości i współpracował z biznesem, będzie łączył sektor prywatny z publicznym. Stawia również na dialog z administracją rządową i samorządową.

Bartosz Guss to kompetentny ekspert, który zdobył bogate doświadczenie zawodowe w instytucjach publicznych. Przez kilka ostatnich lat był wiceprezydentem Poznania, gdzie zajmował się polityką mieszkaniową, urbanistyką, architekturą, planowaniem przestrzennym, nadzorem budowlanym i obsługą inwestorów. Z wykształcenia jest prawnikiem.

„Wybór Bartosza Gussa na dyrektora generalnego to krok w stronę zmian i rozwoju branży deweloperskiej. Jego energia, doświadczenie w obszarze samorządowym oraz inna niż deweloperska perspektywa na rynek nieruchomości są ogromną wartością dla naszej organizacji. Jestem przekonany, że ta synergia przyniesie wiele pozytywnych zmian i pozwoli efektywniej poruszać się w obszarze współpracy między sektorem publicznym a prywatnym. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy mogli skutecznie działać na rzecz rozwoju branży deweloperskiej i podniesienia standardów działania naszych firm” – podkreśla Maciej Wandzel, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Guss przez wiele lat dał się poznać w Poznaniu jako sprawny negocjator. Prowadził politykę opartą na merytorycznej wymianie zdań z inwestorami, wymagając jednocześnie jakości nowopowstającej tkanki miejskiej. Do PZFD przychodzi ze świeżym spojrzeniem na rynek nieruchomości i z ambicjami.

„Jestem po to, by połączyć światy, które absolutnie są do połączenia: sektor prywatny z sektorem publicznym” – mówi nowy dyrektor generalny. W jego opinii pomysł, by samorządowiec wszedł do organizacji biznesowej to jasny sygnał dla wszystkich, że deweloperzy chcą zmian. Lepszego poznania potrzeb lokalnych społeczności i większego otwarcia na współpracę z samorządami.

„Moje doświadczenie w sektorze publicznym daje mi unikalną perspektywę, dzięki której będę mógł tak kształtować standardy rynkowe, by osiągnąć korzyść dla wszystkich użytkowników polskich miast” – twierdzi Bartosz Guss. I dodaje: „Chcę przyczynić się do usuwania stereotypów dotyczących deweloperów oraz do wprowadzenia pozytywnych zmian na rynku. Mam wiele pomysłów i projektów, które mogą pomóc w rozwoju naszej branży.”

Nowy dyrektor generalny deklaruje, że dialog i współpraca z samorządem będą jednym z priorytetów działań Polskiego Związku Firm Deweloperskich. „Bez dobrego dialogu z administracją rządową i samorządową komercyjny rynek mieszkaniowy rozwija się wolniej” – uważa. Budowanie partnerstwa z samorządami, wprowadzanie nowych standardów, innowacyjnych rozwiązań, promowanie dobrych praktyk oraz zapewnienie stabilności i rozwoju – to jego priorytety.

Fabrity Holding wypłaci 3,25 zł dywidendy jeszcze w czerwcu

Walne Zgromadzenie uchwaliło, zgodnie z rekomendacją Zarządu, 3,25 zł dywidendy z zysku roku 2023 (7,4 mln zł), ustalając dzień przyznania prawa do dywidendy na 25 czerwca, a wypłatę na 28 czerwca br. Oznacza to, że wraz ze zrealizowanym już skupem akcji do akcjonariuszy w roku 2024 trafi łącznie poprzez oba sposoby dystrybucji środków kwota 15,1 mln zł. Spółka podtrzymuje politykę dywidendową i realizuje ogłoszoną w zeszłym tygodniu trzyletnią strategię rozwoju, w której istotnym obszarem są akwizycje komplementarnych podmiotów.

Dywidenda jest elementem zapowiedzi przekazanych inwestorom jesienią zeszłego roku, kiedy Spółka wskazała na 15 mln zł jako rząd wielkości oczekiwanej dystrybucji środków do akcjonariuszy. Rozliczenie skupu akcji własnych w formie zaproszenia do sprzedaży akcji po 40 zł za walor nastąpiło 25 kwietnia br. Przy redukcji ofert na poziomie ponad 90%, Fabrity Holding S.A. kupiła zakładaną liczbę akcji (192,5 tys. akcji), reprezentującą 7,83% w kapitale zakładowym. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu i rozliczeniu skupu akcji własnych było Biuro Maklerskie PKO BP, a rejestracja obniżenia kapitału zakładowego w związku z umorzeniem skupionych akcji własnych miała miejsce 13 maja 2024 r.

Łączna kwota środków dystrybuowanych do akcjonariuszy z zysków lat 2021-2023 to blisko 44,4 mln zł, z czego same dywidendy to 36,7 mln zł, co odpowiada wypłacie 15,65 zł na akcję. To oznacza, że inwestorzy kupujący akcje nieco ponad dwa lata temu (początek 2022 roku i okresy wcześniejsze) otrzymali już kwotę dokonanej inwestycji w samych dywidendach brutto.

12,4 zł dywidendy na akcję za lata 2021-2022 to rezultat skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki chmurowej w czerwcu 2022 r. Tegoroczna dystrybucja środków do akcjonariuszy w drodze dywidendy i skupu jest związana z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu zeszłego roku. Podtrzymujemy politykę dywidendową i pracujemy nad dalszym długoterminowym wzrostem wartości Grupykomentuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Ogłoszona 10 czerwca br. strategia Grupy Fabrity Holding na lata 2024-2026 zakłada skupienie na wzroście organicznym i akwizycjach, co ma zapewnić wzrost przychodów średniorocznie (CAGR) o 12-20% przy osiąganiu rentowności na poziomie zysku operacyjnego w wysokości 10-12,5%. Kluczowymi rynkami w kontekście rozwoju są Polska, rynki DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria) i pozostałe kraje Europy Zachodniej, a działania prosprzedażowe mają być prowadzone również w Wlk. Brytanii i USA. Kluczowym segmentem klientów pozostają duże i najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwa oraz organizacje. Oferta i kompetencje mają być skokowo poszerzane dzięki realizacji przejęć komplementarnych podmiotów branżowych, posiadających konkretne specjalizacje lub działające na wybranych rynkach. Kluczowym obszarem działalności Grupy pozostaje inżynieria oprogramowania, projektowanie cyfrowych produktów i usług oraz wdrożenia platform low-code, w tym dalszy rozwój własnej platformy Fastive.

Cele strategii będą realizowane głównie poprzez inwestycje w sprzedaż i marketing, inwestycje M&A w nowe spółki, inwestycje zwiększające skuteczność dotarcia do nowych klientów poza Polską, organiczny rozwój współpracy z obecnymi klientami, również na nowych rynkach i w nowych dywizjach biznesowych, a także cross-selling do obecnej bazy klientów na podstawie oferty i kompetencji nowych spółek. Wsparciem realizacji celów finansowych ma być program motywacyjny dla kluczowych menedżerów i pracowników (ESOP), realizowany po zakończeniu możliwego procesu połączenia spółki Fabrity Holding i zależnej spółki Fabrity – przewidywane uruchomienie od roku 2025. Łączna liczba akcji zaoferowanych poszczególnym osobom uprawnionym ma odpowiadać około 3% akcji w kapitale zakładowym Fabrity Holding.

W ramach aktywności M&A Grupa Fabrity Holding zakłada nabywanie pakietów większościowych w ramach potencjalnych akwizycji M&A, a w konsekwencji zakładane jest, że nowe spółki w Grupie będą podlegały pełnej konsolidacji wyników finansowych. Jednocześnie polityka dywidendowa nie ulega zmianie: do 50% skonsolidowanego zysku netto dystrybuowane będzie do akcjonariuszy, o ile nie wystąpią istotne potrzeby inwestycyjne lub inne ważne powody. Z kolei nowe emisje akcji będą miały cel motywacyjny, związany z ESOP lub będą połączone z ewentualną wymianą udziałów w spółkach zależnych.

Istotną przewagą konkurencyjną Grupy Fabrity Holding jest łączenie kompetencji technologicznych, długotrwałych relacji z klientami, kompleksowość oferty oraz wykorzystywany stos technologiczny. Wraz z modelem biznesowym ukierunkowanym na doradztwo technologiczno-biznesowe i dywersyfikacją branżowo-geograficzną, Fabrity może nawiązywać relacje i współpracę z kolejnymi dużymi, znanymi markami.

Umowa o dożywocie z prywaciarzem? To może być pułapka

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w ostatnich latach seniorzy podpisywali ok. 16 tys. umów o dożywocie rocznie. Umowy te dotyczyły nieruchomości rolnych i nierolniczych. Na mocy takich kontraktów emeryci przekazywali prawo własności do nieruchomości w zamian za opiekę lub świadczenia pieniężne. Komu przekazywali? Głównie prywaciarzom: znajomym i nieznajomym, czasem komuś z rodziny. Umowy o dożywocie podpisywane z prywaciarzami stanowią 99 proc. całego rynku, a kontrakty zawierane z funduszami hipotecznymi tylko 1 proc. Profesjonalna branża ostrzega, że podpisanie umowy o dożywocie z prywaciarzem może słono kosztować.

Emeryci nie są zdecydowani z kim podpisaliby (hipotetycznie) umowę o dożywocie, by w zamian za nieruchomość otrzymywać środki pieniężne. Fundusz Hipoteczny DOM przeprowadził badanie opinii, w którym zapytał o zdanie 600 seniorów.[1] Emeryci odpowiadali pół na pół: 44 proc. stwierdziło, że z firmą, a 43 proc. że z osobą prywatną. Pozostali nie mieli zdania.

Ci, którzy twierdzili, że umowa z profesjonalną firmą jest lepsza wskazywali, że taki kontrakt jest zawarty zgodnie z literą prawa (43 proc.), daje bezpieczeństwo (32 proc.), gwarantuje większą stabilność, a co za tym idzie wypłacanie świadczeń przez dłuższy okres czasu (17 proc.).

Emeryci, którzy uważali, że lepsza jest umowa z osobą prywatną twierdzili, że ktoś kogo już znamy budzi po prostu większe zaufanie (54 proc.). Byli też przekonani, że ktoś znajomy zapewni im wyższe świadczenia, lepsze warunki i na dodatek bez prowizji (28 proc.). Co ciekawe, dla seniorów ważne były również dodatkowe świadczenia, które mogłyby zapewnić im osoby prywatne. Nie chodziło o opiekę, ale chociażby o sprzątanie, czyli codzienną wyrękę od domowych obowiązków (6 proc.).

– Większość emerytów biorących udział w badaniu w ogóle nie dostrzegała, że umowa podpisana z osobą prywatną może pozbawić ich mieszkania, doprowadzić do problemów finansowych lub spowodować, że zostaną bez dachu nad głową. To zrozumiałe, że ufa się sąsiadce, koleżance lub komuś kto przynosi do domu zakupy. Nie kwestionujemy również tego, że intencje tzw. „przyjaciela domu” bywają dobre. Warto jednak pamiętać, że renta dożywotnia to zobowiązanie na lata i mamy tu na myśli nie kilka, lecz kilkadziesiąt lat, podczas których miesiąc w miesiąc trzeba spełniać na rzecz seniora obiecane w umowie świadczenia. Osoba prywatna nie zawsze jest w stanie unieść takie zobowiązanie, zwłaszcza że sama może stracić pracę lub rozchorować się. Oddzielną kategorię stanowią zwykli oszuści, dla których liczy się niewiedza osób starszych – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Z kim podpisać umowę o dożywocie?

Po pierwsze – procedura, dokumenty i wycena nieruchomości

Proces podpisania umowy z funduszem hipotecznym jest wieloetapowy i trwa czasem kilka miesięcy. Fundusz najpierw dokonuje wstępnej wyceny nieruchomości, później przygotowuje prognozę renty dożywotniej i przedstawia propozycję umowy, a następnie podpisuje z seniorem umowę przedwstępną oraz zbiera wszystkie dokumenty potrzebne do podpisania umowy przyrzeczonej. Co ważne, zanim taka umowa przyrzeczona zostanie podpisana – powoływany jest niezależny rzeczoznawca majątkowy, który przygotowuje operat z wyceną nieruchomości. Umowa przyrzeczona jest podpisywana w formie aktu notarialnego. Do oszacowania wysokości świadczeń wykorzystywany jest złożony model opracowany przez aktuariuszy i specjalistów z szeroką wiedzą finansową i prawną. Takich kompetencji nie posiadają osoby prywatne. W przypadku umów zawieranych z prywaciarzami wiele elementów powyższego procesu w ogóle nie ma miejsca albo jest przeprowadzana nieprawidłowo. Zdarza się, że wysokość świadczenia jest skalkulowana niewłaściwie, co powoduje, że po jakimś czasie seniorzy nie otrzymują swoich świadczeń, albo dostają je, ale w zaniżonej, niepełnej wysokości.

Po drugie – zapisy w umowie i jej konstrukcja

Przypomnijmy, że renta dożywotnia opiera się na instytucji Dożywocia (Kodeks Cywilny, art. 908-916) lub umowie Renty (Kodeks Cywilny, art. 903-907). Umowa powinna być zawarta w formie aktu notarialnego. W umowie z funduszem znajduje się szereg zapisów gwarantujących seniorowi bezpieczeństwo. Najważniejszy jest zapis o służebności osobistej mieszkania. Dzięki niemu senior jest uprawniony do dożywotniego korzystania z lokalu. Kolejną ważną rzeczą jest uregulowanie kwestii dotyczących sytuacji, gdy jedna ze stron nie wywiązuje się z obowiązków określonych w umowie. Przykładowo – jeśli senior nie otrzymuje świadczeń pieniężnych lub innych świadczeń określonych w umowie dożywocia to ma prawo wytoczyć powództwo o zasądzenie tychże świadczeń (w przypadku świadczeń pieniężnych), a nawet może wystąpić o odszkodowanie za nienależyte wykonanie umowy. W wyjątkowych przypadkach umowa ta może zostać rozwiązana przez sąd. W umowach z osobami prywatnymi często brakuje zapisów dotyczących służebności osobistej mieszkania. W przypadku niewywiązywania się z postanowień umowy i zaniechaniu obowiązków – trzeba pamiętać, że te obowiązki nie zawsze są wymienione w umowach z „prywaciarzami”, dlatego trudno egzekwować później swoje prawa przed sądem.

Po trzecie – wysokość świadczeń

Często słyszy się, że osoby prywatne, które zaoferowały seniorom świadczenia w zamian za prawo własności do nieruchomości, proponowały wyższą kwotę aniżeli fundusze hipoteczne. Trzeba pamiętać, że wysokość świadczeń wyliczana w funduszach hipotecznych zależy od wielu czynników – przede wszystkim oczekiwanej długości życia, na którą – podobnie jak przy ustalaniu świadczeń emerytalnych wypłacanych przez ZUS – wpływ ma wiek i płeć seniora. Ważna jest również wartość nieruchomości, która będzie przedmiotem umowy. Co ważne – wysokość świadczeń jest wpisywana do umowy z funduszem. W przypadku umów z osobami indywidualnymi często strony „umawiają się” ustnie jaki będzie zakres świadczeń lub ich wysokość w pieniądzu, ale do umowy wpisują wartość zaniżoną – później trudno wyegzekwować świadczenia, które nie są regulowane ani w terminie ani w wysokości, którą się ustaliło.

Po czwarte – gwarancja dotrzymania umowy w długiej perspektywie czasu

Wysokość wypłacanych świadczeń jest ważna, ale jeszcze ważniejsza jest gwarancja ich wypłacania aż do śmierci. Fundusze hipoteczne wypłacają świadczenia dożywotnio, niezależnie od tego, czy senior będzie żył 5, 10, czy 25 lat. To zobowiązanie, którego osoby prywatne mogą nie unieść, zwłaszcza w tak długiej perspektywie czasu. Warto nadmienić, że największe fundusze w Polsce wypłacają regularnie świadczenia od kilkunastu lat.

[1] Badanie opinii przeprowadzone w marcu 2019 roku przez Fundusz Hipoteczny DOM. N=600. Badano osoby 65+.

ADP: Elastyczność pracy jest ceniona przez pracowników, ale nie jest dla nich priorytetem

  • Elastyczność czasu pracy jest ważna dla 25% pracowników, a 15% z nich ceni swobodę miejsca świadczenia pracy
  • 31% pracowników w wieku 55 lat i starszych uważa elastyczny czas pracy za jeden ze swoich priorytetów. Zaledwie 24% pracowników w wieku od 18 do 24 lat uważa podobnie.
  • Pracownicy zdalni aż o jedną trzecią częściej czują się niepewnie w swojej pracy niż pracownicy hybrydowi
    i stacjonarni.
  • 14% pracowników w Europie chce swobody wyboru w kwestii miejsca wykonywania pracy.

Tryb pracy Polska Swiat Wynagrodzenie priorytetem_Polska SwiatJedną z największych globalnych zmian na rynku pracy w ciągu ostatnich czterech lat było upowszechnienie się elastycznych form zatrudnienia.

Zapotrzebowanie na elastyczność wysunęło się na pierwszy plan już podczas pandemii, ale – jak wynika z raportu „People at Work 2024: A Global Workforce View” opracowanego przez ADP Research Institute – od tego czasu straciło na znaczeniu.

Badanie wykazało, że elastyczny czas pracy jest ważny dla 25% pracowników, gdy tylko 15% ceni swobodę miejsca jej świadczenia. Ta z kolei jest dla badanych w każdym wieku i we wszystkich regionach mniej istotna niż wynagrodzenie, bezpieczeństwo zatrudnienia, przyjemność z pracy i rozwój kariery.

W Europie 14% respondentów opowiada się za elastyczną lokalizacją – nieco mniej niż w regionie Azji i Pacyfiku (15%), Ameryce Łacińskiej (15%) i Ameryce Północnej (17%).

Badanie pokazuje, że odsetek pracowników stacjonarnych wzrósł z 52% w 2022 r. do prawie 55% w 2023 r., natomiast udział pracowników hybrydowych spadł o dwa punkty procentowe. Odsetek pracowników zdalnych, który wynosił 12%, niemal się nie zmienił.

Potrzeba elastycznych form pracy, jak i inne preferencje zawodowe, również różnią się w zależności od wieku. Pracownicy w wieku 55 lat i starsi częściej niż ich młodsi koledzy opowiadają się za możliwością większego wyboru w zakresie czasu wykonywania obowiązków.

Co więcej, pracownicy zdalni o jedną trzecią częściej czują się bardziej niepewnie w pracy niż pracownicy hybrydowi i stacjonarni. Wskazanie to może być tłumaczone fizyczną nieobecnością pracowników zdalnych w siedzibie organizacji lub poczuciem, że ich pracodawcy nie ufają, że pracują efektywnie.

Zainteresowanie elastycznymi formami pracy nie zniknie. Zmienia się jedynie kolejność priorytetów na liście korzyści, jakich oczekują pracownicy, takich jak rozwój kariery i przyjemność z pracy – mówi dr Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.Nasze badanie stanowi ważną lekcję dla pracodawców. Chociaż pracownicy lubią autonomię, jaką oferują elastyczne formy pracy, mają również poczucie, że pracodawcy w tej sytuacji bardziej ich monitorują. Pracodawcy powinni ustalić jasne standardy dotyczące pracy poza siedzibą firmy i jasno je komunikować, aby budować zaufanie – dodaje Richardson.

Rodzicielstwo a elastyczność

Prawie 44% pracowników mających dzieci w wieku niemowlęcym twierdzi, że ich pracodawca stał się bardziej elastyczny w kwestii czasu pracy. Podobnie postawę przełożonych ocenia tylko 10% rodziców starszych dzieci i 33% osób bezdzietnych. Jednakże pracownicy zdalni mający małe dzieci czują się szczególnie niepewnie. Ponad jedna trzecia z nich przyznała w badaniu, że ​​obawiają się o stabilność zatrudnienia.

Niepokój o bezpieczeństwo zatrudnienia dotyczy głównie pracowników zdalnych i wynosi 24% w porównaniu z pracownikami stacjonarnymi (19%) i hybrydowymi (20%).

Mimo tych obaw pracodawcy chętniej zapewniają większą elastyczność młodym rodzicom. Ponad połowa pracowników z niemowlętami w domu (51%) twierdzi, że ich pracodawca gwarantuje większą elastyczność w kwestii lokalizacji, w przeciwieństwie do 18% rodziców ze starszymi dziećmi i 36% osób, które nie mają dzieci.

Wiele pokoleń w pracy

W miarę jak przedstawiciele pokolenia baby boom na całym świecie odchodzą na emeryturę a na rynek wchodzą młodzi, pracodawcy dostrzegają, że pracownicy z różnych pokoleń mają odmienne priorytety. Idąc dalej, kluczem do wspierania pozytywnego środowiska pracy jest równoważenie oferty benefitów firmowych, tak by wspierać różne pokolenia. Istnieje kilka kluczowych czynników różnicujących starszych i młodszych pracowników:

  • Ludzie w wieku 25-34 lat, którzy wchodzą na rynek pracy i zaczynają awansować, rzadziej niż inne grupy wiekowe uważają codzienną satysfakcję ze swojej pracy za najwyższy priorytet (26%).
  • Z kolei pracownicy w wieku co najmniej 55 lat przywiązują większą wagę do elastyczności czasu pracy niż ich młodsi koledzy. 31% dojrzałych pracowników ją do swoich najważniejszych priorytetów w porównaniu z 24% pracowników w wieku 18-24 lata.
  • Jedną z największych globalnych zmian w ostatnich latach było powszechne przyjęcie elastycznych form pracy. 17% pracowników w wieku od 18-24 lat ceni sobie swobodę wyboru miejsca pracy w porównaniu z 13% pracowników w wieku 55 lat i starszych.
  • Im starsi pracownicy, tym przywiązują większą wagę do wynagrodzenia. Aż 62% pracowników w wieku 45-54 lat uważa wynagrodzenie za najważniejszy aspekt swojej pracy. Wysokość zarobków jest priorytetem dla 56% pracowników w wieku 25-34 lat i tylko dla 44% pracowników w wieku 18-24 lat

Pracownicy czują, że są monitorowani

Praca zdalna ma również swoje wady. Badani pracujący w trybie zdalnym częściej mają poczucie, że są monitorowani przez swoje organizacje. Większość respondentów, niezależnie od trybu pracy, uważa, że ​​monitorowane są ich obecność oraz czas poświęcony na wykonywanie obowiązków, ale przekonanie to jest częstsze wśród pracowników zdalnych (68%). Tak samo uważa 65% pracowników hybrydowych
i 60% stacjonarnych.

Podobnie jest w przypadku menedżerów wyższego szczebla. Ponad 77% z nich (w porównaniu do 46% specjalistów) twierdzi, że czują się monitorowani.

Przekonanie, że pracodawcy obecnie bardziej obserwują pracowników, różni się w zależności od branży.  W sektorach podróży i transportu, sprzedaży detalicznej, gastronomii i wypoczynku – gdzie pracownicy częściej mają kontakt z klientem i pracują stacjonarnie w siedzibie firmy – znacznie mniej pracowników ma poczucie, że ich czas i frekwencja są dokładniej monitorowane.

W mediach, marketingu, IT i telekomunikacji – branżach, gdzie częściej występuje praca zdalna – to poczucie się nasiliło. Paradoksalnie jednak, w ochronie zdrowia, czyli sektorze, gdzie dominuje forma stacjonarna, najwięcej badanych (73%) twierdzi, że obecnie czują się częściej monitorowani.

O badaniu

People at Work 2024: A Global Workforce View” bada postawy pracowników wobec współczesnego świata pracy oraz oczekiwania i nadzieje związane z przyszłością miejsca pracy.

Badanie zostało przeprowadzone przez ADP Research Institute® wśród 34 612 pracowników
w 18 krajach w okresie od 22 października do 24 listopada 2023 r., przy czym co najmniej
500 respondentów na każdym rynku świadczyło przede wszystkim pracę krótkoterminową.

Rozkład próby:

  • 15 383 w Europie (Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania)
  • 9 567 w regionie Azji i Pacyfiku (Australia, Chiny, Indie, Japonia, Singapur)
  • 5 860 w Ameryce Południowej (Argentyna, Brazylia, Chile)
  • 3 802 w Ameryce Północnej (Kanada, Stany Zjednoczone)

Respondenci świadczący pracę krótkoterminową zostali zidentyfikowani jako ci, którzy pracują tymczasowo lub sezonowo, jako freelancerzy, niezależni wykonawcy, konsultanci, pracownicy kontraktowi lub korzystają z pośrednictwa platformy internetowej w celu pozyskiwania pracy. Tradycyjni pracownicy zostali zidentyfikowani jako ci, którzy mają stałe stanowisko w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin.

Badanie zostało przeprowadzone online w językach lokalnych. Wyniki ogólne są ważone tak, aby odzwierciedlały wielkość populacji aktywnej zawodowo w danym kraju. Wagi opierają się na danych dotyczących siły roboczej z Banku Światowego, które uzyskano na podstawie ILOSTAT – centralnej bazy danych statystycznych Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP), według stanu na dzień 8 lutego 2022 roku.

Spowolnienia w europejskiej gospodarce ciąg dalszy

Odczyty PMI zarówno dla usług, jak i przemysłu dla strefy euro oraz jej największych gospodarek (Niemiec oraz Francji) rozczarowały i były wyraźnie poniżej oczekiwań rynku.

Dla strefy euro oraz Niemiec szczególnie negatywnie zaskoczył odczyt PMI dla przemysłu – odpowiednio 45,6 pkt (prognoza 48) oraz 43,4 pkt (prognoza 46,4). Trochę lepiej w stosunku do prognoz zaprezentowały się nastroje we francuskim przemyśle – 45,3 pkt (wobec prognozowanych 46,8). Oczywiście nie dość, że odczyty były wyraźnie gorsze od prognoz, to również zdecydowanie poniżej progu 50 punktów.

Odczyty PMI dla usług wyglądają zdecydowanie lepiej, chociaż również zanotowały wartości poniżej oczekiwań rynkowych. W strefie euro i Niemczech odczyty wyraźnie przekroczyły próg 50 punktów: odpowiednio 52,6 pkt (prognoza 53,5) i 53,5 pkt (prognoza 54,4). We Francji nastroje w usługach są gorsze, a odczyt kolejny miesiąc z rzędu plasuje się poniżej prognoz – 48,8 pkt (wobec prognozy 49,5).

Podsumowując zbiorczo dane PMI – obserwujemy ciąg dalszy spowolnienia w europejskiej gospodarce. A temu spowolnieniu w dalszym ciągu przewodzą Niemcy.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz dołączyła do Rady Nadzorczej MCI Capital ASI

Małgorzata Adamkiewicz jest doktorem nauk medycznych, współwłaścicielką i przewodniczącą Rady Nadzorczej Adamed Pharma – lidera w dziedzinie farmacji i biotechnologii oraz współwłaścicielką i członkiem zarządu Adamed Technology – spółki inwestującej w nowe rozwiązania medyczne na wczesnym etapie rozwoju 

– Bardzo się cieszę, że będę miał okazję współpracować z Małgorzatą Adamkiewicz, którą od lat cenię za jej dokonania. Bez wątpienia należy do grupy najlepszych, najbardziej pomysłowych i innowacyjnych polskich przedsiębiorców – mówi Tomasz Czechowicz, partner zarządzający i główny akcjonariusz MCI.

–  Cieszę się, że będą mogła wnieść swój wkład w rozwój i sukces firmy. MCI to lider w sektorze private equity, z długą historią innowacyjnych inwestycji w technologie cyfrowe. Wierzę, że nasze wspólne działania przyczynią się do dalszego dynamicznego wzrostu i umacniania pozycji rynkowej MCI – podkreśla dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz.

Małgorzata Adamkiewicz od 2013 r. jest członkiem Rady Nadzorczej Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, a od 2015 roku pełni również funkcję wiceprezesa zarządu Polskiej Rady Biznesu. W swojej karierze zasiadała w Radzie Nadzorczej banku Pekao S.A., była członkiem Rady Uczelni Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Kapituły Biznesu Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Konwentu Politechniki Warszawskiej.

Małgorzata Adamkiewicz jest również aktywnie zaangażowana w działalność społeczną i charytatywną. W 2014 roku powołała Fundację Adamed, aby wspierać uzdolnioną młodzież w Polsce.

Za swoją działalność została odznaczona w 2013 r. Złotym Krzyżem Zasługi Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej oraz Medalem 100-lecia Odzyskania Niepodległości przyznawanym osobom zasłużonym dla polskiej gospodarki (2019 r.)

Fiskus masowo kontroluje konta bankowe osób prywatnych i firm. Sprawdź, co możesz zrobić

Fiskus przeprowadza masowe kontrole kont bankowych osób prywatnych i firm. Wystarczy podejrzenie o popełnienie wykroczenia lub przestępstwa. Według danych Ministerstwa Finansów, do 31 marca 2024 r. skarbówka wysłała 3519 takich żądań.

Szeroki dostęp do informacji o kontach

Od 1 lipca 2022 r. Krajowa Administracja Skarbowa może żądać od banków ujawnienia informacji o rachunkach klientów, by przeprowadzać kontrole kont bankowych. Na mocy art. 48 ustawy o KAS jej szef, naczelnik urzędu skarbowego lub celno-skarbowego, w związku ze wszczętym postepowaniem przygotowawczym w sprawach o wykroczenia lub przestępstwa, lub w związku z czynnościami wyjaśniającymi w sprawach o wykroczenia skarbowe lub przestępstwa skarbowe, może domagać się od banku (lub SKOK-u, a także od innych podmiotów prowadzących działalność maklerską, od funduszy inwestycyjnych, dostawców usług płatniczych oraz od zakładów ubezpieczeń i funduszy emerytalnych) przekazania informacji o osobach, firmach i innych podmiotach, w tym o pełnomocnikach, mających związek ze wskazanym przez organ rachunkiem rozliczeniowym. Żądanie może dotyczyć ujawnienia m.in. informacji na temat stanów kont, historii (dat i kwot poszczególnych transakcji), czy zawartych umów kredytowych i pożyczek, wpłaconych na ubezpieczenie kwotach, wartości nabytych akcji, itp.

Organy mogą prowadzić kontrole kont bankowych niemal każdego, nie musi być podejrzanym

Organy państwa mogą więc prześwietlać i prowadzić kontrole kont bankowych osób i firm bez potrzeby wcześniejszego postawienia im jakichkolwiek zarzutów karnych. Jak podkreślił m.in. Sąd Apelacyjny w Krakowie w postanowieniu z 7 grudnia 2017 r., zwolnienie z tajemnicy bankowej ma charakter wyjątkowy. Przepisy, które na to zezwalają powinny być interpretowane rygorystycznie (sygn. akt II AKz 463/17). Na potrzeby skarbówki z problemem tajemnicy bankowej uporano się w bardzo prosty sposób. Polski Ład z art. 48 ust. 1 ustawy o KAS we fragmencie: „bank jest obowiązany do sporządzania i przekazywania informacji dotyczących podejrzanego” usunął to ostatnie słowo. Przed zmianą, na etapie wszczęcia postepowania w sprawie, a nie przeciwko podejrzanej osobie, organy nie mogły żądać dostępu do danych wrażliwych posiadaczy rachunków bankowych.

Co z ochroną prywatności?

Z końcem kwietnia 2024 r. do Ministra Finansów z zapytaniem o skalę wykorzystywania przez KAS nowego uprawnienia z art. 48 wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Wyraził on obawę o stan ochrony prywatności właścicieli kont bankowych (i innych rachunków rozliczeniowych), a także o celowość utrzymywania w polskim porządku prawnym tego przepisu i o jego skuteczność.

Organy nie powinny nadużywać swoich uprawnień

MF 22 maja poinformował, że w okresie od 1 lipca 2022 r. do 31 marca 2024 r. naczelnicy urzędów skarbowych skierowali do instytucji finansowych 407 żądań uchylenia tajemnicy bankowej i ujawnienia informacji o rachunkach rozliczeniowych, a naczelnicy urzędów celno-skarbowych 3112 takich żądań.

Minister zapewnia, że z ww. uprawnienia organy KAS korzystają wyłącznie wtedy, gdy zaistnieją okoliczności wskazane w art. 48 ustawy o KAS, i tylko w przypadkach mających związek z czynami stanowiącymi przedmiot prowadzonego już postępowania przygotowawczego. Wykorzystywanie tego uprawnienia podlega stałemu monitorowaniu.

Pytanie o granice dopuszczalnej inwigilacji

To niepokojące, że w sprawie ochrony praw jednostki wobec coraz szerszych uprawnień nadawanych organom państwa do śledzenia obywateli, musi interweniować Rzecznik Praw Obywatelskich. Warto przypomnieć, że organy mają również do dyspozycji art. 182 § 1 Ordynacji podatkowej, zgodnie z którym mogą występować do banków z żądaniem ujawnienia informacji na temat rachunku, jeśli z dowodów zgromadzonych w toku postępowania podatkowego wynika potrzeba uzupełnienia tych dowodów lub ich porównania z informacjami pochodzącymi z banku. Do tego dochodzi STIR, z pomocą którego skarbówka blokuje z każdym rokiem coraz więcej kont podatników. Od 2025 roku fiskus otrzymać ma kolejne narzędzie – na mocy dyrektywy unijnej DAC7 operatorzy platform cyfrowych będą mieli obowiązek raportowania o transakcjach przeprowadzonych przez użytkowników ich platform.

W 2022 r. z interpelacją (nr 33166) do Premiera RP wystąpił jeden z posłów pytając, czy kontrole kont bankowych obywateli na etapie prowadzenia postępowania w sprawie a nie przeciwko konkretnej osobie, nie noszą znamion inwigilacji? Ale zgodnie z art. 71 § 1 Kodeksu postępowania karnego, za podejrzanego uważa się tego, wobec kogo wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów, albo komu bez wydania takiego postanowienia postawiono zarzut w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego. Jednak żeby postawić komuś zarzut, trzeba coś na niego mieć. Zmieniane przepisy i nowe uprawnienia organów zdejmują z nich ten obowiązek.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Kurs dolara wróci poniżej 4 złotych?

Wyraźna deklaracja Fed, w tym roku stopy mogą pozostać bez zmian daje dolarowi dalsze perspektywy wzrostowe. Aby złoty wzmocnił się wobec dolara potrzebny jest jasny sygnał Fed kiedy dojdzie do obniżek stóp procentowych w USA.

Na początku czerwca para walutowa EURUSD zaliczyła potężny spadek wraz z publikacją bardzo mocnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Wyraźny przyrost zatrudnienia oraz wzrost dynamiki płac oznacza, że termin pierwszej obniżki ze strony Rezerwy Federalnej wyraźnie się oddala.

Co ciekawe, pomimo tego, że EBC dokonał obniżki, to pokazał się od bardzo jastrzębiej strony, czego dowodzą również ostatnie wypowiedzi, między innymi Christine Lagarde. Podkreśla ona, że EBC nie ma wyznaczonej żadnej ścieżki obniżek i może się zdarzyć, że EBC będzie wstrzymywał się z kolejnym ruchem dłużej niż jedno posiedzenie. To miałoby sugerować, że wrześniowa obniżka stoi pod znakiem zapytania.

Jednocześnie mocne dane z USA spowodowały, że rynek zaczął wyceniać potencjalny ruch ze strony Fed dopiero w listopadzie. Niemniej, Fed może w końcu uznać, że na ten moment nie ma co dyskutować na temat obniżek. Wiadomo, że członkowie Fed zmniejszą swoje oczekiwania dotyczące obniżek i kluczowe pytanie dotyczy teraz, czy po środowej decyzji będzie to oczekiwanie dwóch, jednej czy może żadnej obniżki?

Wobec tego widać, że dolar może mieć jeszcze sporo do powiedzenia, natomiast w stosunku do euro istnieje spora niepewność dotycząca wyborów we Francji. Prezydent tego kraju, Emmanuel Macron zdecydował się na przyspieszone wybory, co jest ryzykowną grą, ale jednocześnie może doprowadzić do zmniejszenia późniejszych strat poparcia. Warto wspomnieć jednocześnie, że w zeszłym roku doszło do podobnej sytuacji w Hiszpanii, co ostatecznie pozwoliło na utrzymanie władz w rękach Pedro Sancheza. Z kolei wygrana Meloni we Włoszech w 2022 r. nie doprowadziło do znacznych zmian w polityce, nie doprowadziło do chęci wyjścia Włoch z UE i nie zwiększyło ryzyka dla euro. Wobec tego, jeśli Fed nie okaże się być tak jastrzębi, może się okazać, że euro jest w tym momencie wyraźnie niedowartościowane.

– To decyzja prezydenta Macrona spowodowała osłabienie euro, bo rynki nie lubią niepewności związanej z wyborami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Słabość euro to również słabość walut regionu, w tym polskiego złotego czy forinta. W przypadku tej drugiej waluty, wyniki wyborów, które pokazały wygraną partii opozycyjnej względem Fideszu pod wodzą Orbana, zwiększa ryzyko zwiększenia wydatków socjalnych i pogorszenia stanu finansów na Węgrzech.

Takiego problemu nie widać w przypadku Polski, ale na złotym realizowany był zysk z ostatnich kilku czy nawet kilkunastu miesięcy. Złoty tracił już od początku tego roku i słabszy jest jedynie forint (słabość dotyczy też walut z krajów latynoskich).

– Choć jeszcze niedawno złoty znalazł się w najlepszej grupie wzmacniających się na dolarze, to po wyborach europejskich na złotym w tym roku odnotowaliśmy już stratę – komentuje ekspert XTB. -Natomiast na parze EURUSD powinien już teraz zostać utrzymany poziom 1,07 i będziemy czekać na wynik wyborów we Francji.

W okresie wakacyjnym złoty zwykle traci, ale jednak ta strata nie powinna być duża, biorąc pod uwagę perspektywy polityki monetarnej w Polsce. Wobec tego jest szansa, że w ostatnich miesiącach tego roku ponownie zobaczymy mocniejszego złotego.

Jeśli Fed nie zrewiduje swojej polityki, dalej utrzyma kurs na obniżki w tym roku, to gdy da jasny sygnał kiedy oczekiwać pierwszego ruchu, wtedy USDPLN może ponownie zawitać poniżej 4 zł.

Na otwarcie trzeciej dekady czerwca 30-dniowe minimum na parze USDPLN to 3,90, gdy maksimum to 4,10 zł.

Dziś decyzje BoE, SNB oraz Norges Banku

Wall Street wczoraj nie funkcjonowała ze względu na Dzień Wyzwolenia. W Europie indeksy giełdowe traciły. Dax obniżył się o 0,4 proc. . Kurs EURUSD nie uległ zmianie i na koniec dnia wskazywał 1,0745. Złoty kontynuował ruch aprecjacyjny z tego tygodnia po wcześniejszym dynamiczny osłabieniu wynikającym z wyników wyborów do europarlamentu oraz napiętej sytuacji politycznej we Francji. Dziś o stopach procentowych będzie decydować Bank Anglii, Norwegii oraz Szwajcarii. Otrzymamy również porcję majowych danych z polskiej gospodarki.

Dziś większa zmienność może pojawić się na parach związanych z frankiem szwajcarskim, koroną norweską oraz funtem szterlingiem. Jeśli chodzi o decyzję SNB – tu zdania są podzielone. Realna jest zarówno obniżka stóp procentowych jak również ich stabilizacja. Dobre (niskie) dane o inflacji a także ostatnia silna aprecjacja CHF mogą być czynnikami przemawiającymi za obniżką kosztu pieniądza w Szwajcarii. Inwestorzy będą też chcieli się dowiedzieć z konferencji prasowej po posiedzeniu, jakie jest stanowisko banku w sprawie możliwych interwencji walutowych. Pod koniec maja Thomas Jordan (prezes SNB) wygłosił przemówienie, w którym zawarł stwierdzenie, że jeśli ryzyko inflacyjne miałoby się zmaterializować, wówczas najprawdopodobniej wiązałoby się to ze słabszym CHF. Jordan dodał, że w takim wypadku bank centralny mógłby przeciwdziałać sprzedając waluty obce. Przypomnijmy, żę SNB jako pierwszy bank centralny z grupy państw G10 zdecydował się na obniżkę stóp z poziomu 1,75 proc. do 1,5 proc. Sama przestrzeń do dalszej redukcji kosztu pieniądza jest jednak ograniczona. Szwajcarii udało się w pewnym stopniu uniknąć nadmiernego wzrostu inflacji (obecnie CPI wynosi 1,4 proc. r/r). Szczyt dynamiki wzrostu cen uplasował się na poziomie 3,5 proc. (sierpień 2022) co na tle wyników w innych ośrodków gospodarczych jest wynikiem bardzo dobrym.

Wczoraj rynek otrzymał dane inflacyjne z UK, które są ostatnią istotną publikacją przed dzisiejszą decyzją Banku Anglii w sprawie poziomu stóp procentowych. Nastąpił znaczny spadek dynamiki wzrostu cen. CPI wyniosła 2 proc. r/r a wskaźnik bazowy zredukował się do z 3,9 proc. do 3,5 proc. Inflacja usługowa obniżyła się z 5,9 proc. do 5,7 proc. podczas gdy szacunki wskazywały zniżkę w kierunku 5,5 proc. Funt lekko umocnił się a kurs GBP/USD zwyżkował do 1,2740.

Po danych jeszcze mocniej spadła wycena rynkowa prawdopodobieństwa obniżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii w czwartek 20 czerwca. Pomimo redukcji wskaźnika CPI do poziomu celu banku centralnego, wciąż problemem pozostaje inflacja usługowa. Najnowszy wynik jest o 0,4 punktu procentowego wyższy niż prognozowano w majowym raporcie dotyczącym polityki pieniężnej. Wzrost czynszów jest nadal dość silny, choć zgodny z poprzednimi miesiącami. Dane te potwierdzają, że bank dziś nie obniży stóp procentowych. Dodatkowo zmiana rok do roku jest zniekształcona przez efekty bazowe – o tym należy pamiętać.

Decydującym czynnikiem dla trwałego osiągnięcia celu przez bank centralny jest to, ile nowej presji inflacyjnej widzimy, tj. jak wysokie są sezonowo skorygowane stopy zmian w porównaniu miesiąc do miesiąca. Tu wciąż presja jest wysoka. Najnowsze dane sugerują jednak, że presja inflacyjna ustabilizowała się na zbyt wysokim poziomie w ostatnich miesiącach.

Zgodnie z prognozami BoE w kolejnych miesiącach inflacja ponownie zostanie podbita w ujęciu rok do roku, podobnie jak w innych krajach, co jest argumentem za utrzymanie stóp na obecnym poziomie przez dłuższy czas.

Kurs GBP/USD w krótkim terminie konsoliduje się pomiędzy 1,2650 a 1,2800. Notowania znajdują się jednocześnie blisko górnego ograniczenia średnioterminowego trójkąta. Dodatkowym oporem, który ogranicza wzrosty jest horyzontalny poziom 1,2850, który wynika ze szczytu ustanowionego w pierwszej połowie marca 2024 roku. Jeśli te dwie bariery zostaną sforsowane, kurs ma szansę wzrosnąć do poziomu 1,3100-1,3125.

Jeśli chodzi o Norwegię, Norges Bank najprawdopodobniej utrzyma obecne parametry polityki monetarnej i zakomunikuje, że start cyklu luzowania jest odległy. Rynek obecnie nie oczekuje, aby instytucja podjęła kroki w tym kierunku w tym roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co-packing dla e-commerce – korzyści i możliwości

Współczesne zarządzanie logistyką i pakowaniem produktów odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu efektywności operacyjnej firmy oraz zadowolenia klientów. Co-packing, czyli kontraktowe pakowanie produktów, staje się coraz bardziej popularnym rozwiązaniem dla sklepów internetowych, umożliwiając im zlecanie procesów pakowania wyspecjalizowanym firmom zewnętrznym. To podejście przynosi liczne korzyści operacyjne i finansowe, a także otwiera nowe możliwości dla rozwoju biznesu.

W poniższym artykule przyjrzymy się, jakie korzyści może przynieść co-packing dla e-commerce oraz jakie możliwości stwarza dla sklepów internetowych. 

Korzyści co-packing dla e-commerce

Redukcja kosztów operacyjnych

Jedną z największych zalet co-packingu jest możliwość znacznej redukcji kosztów operacyjnych. Firmy e-commerce mogą uniknąć dużych inwestycji w sprzęt pakujący oraz infrastrukturę magazynową, przekazując te zadania wyspecjalizowanym firmom logistycznym, takim jak HOPI Poland. Dysponują one odpowiednim wyposażeniem i wykwalifikowanym personelem, co pozwala na efektywniejsze zarządzanie procesami pakowania. Dodatkowo, outsourcing pakowania umożliwia oszczędności na kosztach pracy i zarządzania magazynem, co może znacząco obniżyć całkowite koszty operacyjne.

Zwiększenie efektywności operacyjnej

Korzystanie z usług co-packing pozwala na profesjonalne i szybkie pakowanie zamówień, co zwiększa ogólną efektywność operacyjną sklepu internetowego. Firmy świadczące tego typu usługi dysponują zaawansowanymi technologiami i procesami, które zapewniają sprawne i precyzyjne pakowanie produktów. Dzięki temu sklepy internetowe mogą lepiej zarządzać czasem realizacji zamówień i zmniejszyć liczbę błędów, co przekłada się na wyższą jakość obsługi i zadowolenie klientów.

Skalowalność i elastyczność

Outsourcing procesów pakowania daje sklepom internetowym duże możliwości, jeśli chodzi o skalowalność i elastyczność. Możliwość łatwego dostosowania się do sezonowych wzrostów popytu pozwala na efektywne zarządzanie zasobami bez konieczności ponoszenia dodatkowych kosztów. Elastyczność w zarządzaniu zasobami umożliwia sklepom internetowym szybkie reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe i potrzeby klientów, którzy z roku na rok stają się coraz bardziej wymagający.

Poprawa jakości obsługi klienta

Profesjonalnie zapakowane zamówienia wpływają pozytywnie na postrzeganie marki przez klientów. Estetyczne i bezpieczne opakowania, które są dostosowane do specyfiki produktów, zwiększają ich satysfakcję z zakupu. Dodatkowo, szybsza realizacja zamówień dzięki efektywnym procesom co-packingu przyczynia się do poprawy jakości obsługi klienta. Klienci otrzymują swoje zamówienia błyskawicznie, a ewentualne błędy są zredukowane do minimum, co zwiększa ich zaufanie i lojalność wobec sklepu.

Zrównoważony rozwój

Współpraca z firmami logistycznymi daje możliwość korzystania z ekologicznych opakowań i technologii, które minimalizują wpływ na środowisko. W branży logistycznej stosowane są  innowacyjne rozwiązania, które redukują marnowanie materiałów i optymalizują procesy pakowania. Dzięki temu sklepy internetowe mogą wspierać zrównoważony rozwój i budować wizerunek odpowiedzialnej firmy, co jest coraz bardziej doceniane przez świadomych ekologicznie konsumentów.

Możliwość koncentracji na kluczowych kompetencjach

“Korzystanie z usług co-packingu pozwala sklepom internetowym skupić się na swoich kluczowych kompetencjach, takich jak rozwój produktu, marketing i obsługa klienta. Przekazanie logistyki pakowania zewnętrznym specjalistom oznacza mniej zmartwień związanych z zarządzaniem magazynem i procesami pakowania, co daje firmom więcej czasu i zasobów na rozwijanie swojej oferty i budowanie relacji z klientami”- dodaje Anna Czyżewska, Business Development Manager w Hopi Poland

Dzięki tym zaletom, co-packing staje się strategicznym elementem logistyki e-commerce, który może znacząco przyczynić się do sukcesu i rozwoju sklepu internetowego. Firmy e-commerce powinny rozważyć wdrożenie co-packingu jako kluczowego komponentu swojej strategii logistycznej, aby lepiej zaspokajać rosnące oczekiwania klientów i utrzymać konkurencyjność na dynamicznie rozwijającym się rynku.

Podsumowanie

Co-packing staje się coraz bardziej popularnym rozwiązaniem w branży e-commerce, oferującym liczne korzyści operacyjne i finansowe dla sklepów internetowych. Outsourcing procesów pakowania do wyspecjalizowanych firm co-packerskich pozwala na znaczną redukcję kosztów operacyjnych, zwiększenie efektywności, skalowalność oraz elastyczność zarządzania zasobami. Dodatkowo, profesjonalne pakowanie zamówień i szybsza realizacja przekładają się na poprawę jakości obsługi klienta, co zwiększa ich satysfakcję i lojalność wobec marki. Co-packing wspiera również zrównoważony rozwój dzięki możliwości korzystania z ekologicznych opakowań i technologii minimalizujących wpływ na środowisko.

NCBR dofinansuje cztery projekty rozwiązań chmurowych w ramach środków KPO

Ministerstwo Cyfryzacji oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaprezentowały cztery innowacyjne projekty, wybrane do dofinansowania w konkursie KPO IPCEI CIS, realizowanym ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Politechnika Gdańska oraz firmy Atende Industries, Oktawave i CloudFerro otrzymają łącznie 217 milionów złotych dofinansowania.

Sektor rozwiązań chmurowych jest obecnie zdominowany przez kilka dużych firm z krajów trzecich, natomiast europejscy dostawcy są bardzo rozdrobnieni i stanowią niecałe 13% światowego rynku. Prowadzi to do problemów, takich jak brak skalowalności czy przejrzystości ofert. Sytuacja ta negatywnie wpływa na konkurencję i utrudnia pełne wykorzystanie wysokiego potencjału innowacyjnego gospodarki europejskiej. Rozwiązanie tej sytuacji ma stanowić IPCEI CIS (Important Project of Common European Interest on Next Generation Cloud Infrastructure and Services, czyli ważne projekty stanowiące przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania w zakresie infrastruktury i usług chmurowych nowej generacji) będący projektem w ramach polityki cyfrowej Unii Europejskiej. Jego celem jest wzmocnienie suwerenności cyfrowej i technologicznej Europy. Zakłada wspieranie badań, rozwoju i pierwszego przemysłowego wdrożenia zaawansowanych technologii przetwarzania w chmurze i przetwarzania brzegowego u wielu dostawców w Europie.

19 czerwca odbyła się w Warszawie konferencja inaugurująca realizację czterech projektów z zakresu infrastruktury i technologii chmurowych. Wybór projektów jest wynikiem konkursu KPO IPCEI CIS, realizowanego przez NCBR ze środków Krajowego Planu Odbudowy. Za inwestycję odpowiada Ministerstwo Cyfryzacji.

Środki Krajowego Planu Odbudowy inwestujemy w strategicznie ważne dla państwa obszary, w tym – technologie cyfrowe napędzane przez zieloną energię. Tworzymy państwo sprawne, nowoczesne, przyjazne obywatelkom i obywatelom, a przede wszystkim – bezpieczne w cyberprzestrzeni. Projekty realizowane przez beneficjentów konkursu przybliżą nas do tego celu – powiedział Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji.

Wyłonione projekty badawczo-rozwojowe wpisują się w łańcuch wartości mechanizmu IPCEI oraz charakteryzują się wysokim poziomem innowacyjności, pozytywnym wpływem na środowisko, jednocześnie przyczyniając się do wzrostu konkurencyjności całego europejskiego przemysłu oraz dalszego rozwoju wspólnego rynku cyfrowego.

Zrealizowany przez NCBR konkurs służy rozwojowi i pierwszym przemysłowym wdrożeniom zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych w kierunku budowania przetwarzania danych w chmurze i w ramach przetwarzania brzegowego. Bardzo ważne dla nas jest, aby wytworzone w toku prac rozwiązania znalazły swoje zastosowanie na rynku, przez co zwiększały potencjał technologiczny i konkurencyjny naszego kraju oraz szerzej – całej Unii Europejskiej – wskazał prof. dr inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Masowe składowanie danych IoT

Warszawska spółka Atende Industries w ramach działania IPCEI CIS zrealizuje projekt „Wysoce skalowalna, rozproszona baza danych NoSQL dla krytycznych aplikacji IoT czasu rzeczywistego”, na który otrzymała dofinansowanie w wysokości 19 mln zł (4 273 965 €). TStorage to rozproszona baza danych typu NoSQL, która pozwala bardzo efektywnie gromadzić i przetwarzać dane o charakterze szeregów czasowych np. dane o zużyciu energii elektrycznej gromadzone przez inteligentne liczniki. Baza ma już swoje zastosowania na rynku energetycznym, a dzięki finansowaniu z IPCEI-CIS będzie mogła zostać rozszerzona o funkcjonalności niezbędne dla usług chmurowych w sektorach takich jak: przemysł 4.0, inteligentne rolnictwo, lotnictwo, zastosowania kosmiczne, zdrowie i inteligentne miasta.

Podstawowym celem, w ramach realizowanego przedsięwzięcia, jest wytworzenie unikalnego w skali całej Europy, niezawodnego, bezpiecznego i silnie skalowalnego systemu rozproszonego do składowania danych stemplowanych czasem, który będzie udostępniany odbiorcom technologii jako usługa chmurowa. Środkiem do osiągnięcia tego celu jest rozwój istniejącej wersji bazy danych TStorage instalowanej obecnie on-site po stronie klienta, poprzez wykonanie szeregu prac badawczo-rozwojowych – powiedział Dominik Bocheński, Wiceprezes Zarządu Atende Industries.

Przygotowana w ramach przedsięwzięcia baza danych znajdzie szerokie zastosowanie w przemyśle, co zostanie potwierdzone w ramach pierwszych wdrożeń przemysłowych wraz z partnerami z Polski, Włoch, Hiszpanii, Niemiec i Węgier. Użytkownikami docelowymi technologii będą głównie podmioty profesjonalne (MŚP i duże przedsiębiorstwa), jednostki badawcze oraz uniwersytety zajmujące się przetwarzaniem dużej ilości danych.

Bezpieczeństwo w chmurze

Projekt „Next Gen Cloud” firmy Oktawave podejmuje wyzwanie opracowania szeregu technologii do stworzenia w chmurze publicznej bezpiecznego środowiska uruchomieniowego dla aplikacji. Na ten cel firma otrzyma niemal 47 mln zł dofinansowania. Rozwiązanie ma technicznie uniemożliwić dostawcy usług chmurowych pozyskanie dostępu do danych. Powstała technologia powinna mieć uniwersalne zastosowanie, czyli zabezpieczać proces przetwarzania zarówno w środowiskach publicznych chmur globalnych, jak i prywatnych umieszczonych w lokalnych centrach danych. Zakres projektu będzie koncentrował się na badaniach nad możliwością wykorzystania technik kryptograficznych jako podstawy do budowy środowisk uruchomieniowych oraz przestrzeni magazynowania danych realizowanych w przestrzeni procesorów GPU.

Jednym z wyzwań dla firm, które planują przenieść wrażliwe dane do chmury, jest także potrzeba dystrybucji, zarządzania i zabezpieczenia kluczy szyfrujących powierzonych chmurze. Nasz projekt będzie próbował rozwiązać ten problem poprzez prace nad stworzeniem bezpiecznej enklawy w ramach pamięci klasycznych, ale zwirtualizowanych CPU. Rozwiązanie będzie służyć do przechowywania kluczy szyfrujących i eliminować konieczność korzystania z urządzeń sprzętowych typu HSM, które zwykle są niekompatybilne z chmurą publiczną – wskazał Maciej Kuźniar, CEO Oktawave.

Równolegle Spółka w ramach projektu będzie pracować nad technikami autoryzacji, konsolidacji i śledzenia zmian w zbiorach danych dystrybuowanych pomiędzy ośrodkami przetwarzania chmury (między ośrodkami centralnymi a brzegowymi typu Edge). Celem będzie uzyskanie spójnego widoku na dane rozproszone. Rozwój automatyzacji oraz widoczna w czasie rzeczywistym dynamika w migracjach zasobów pomiędzy ośrodkami odsłoniły potrzebę stworzenia jednolitego widoku do obserwowania tych danych. Spójny widok, który będzie wyposażony w standardowe przemysłowe interfejsy dostępu do danych, umożliwi aplikacjom już istniejącym i tworzonym pod klasyczną architekturę serwerową pełne wykorzystanie benefitów chmury.

Przetwarzanie danych

Kolejną firmą, która otrzymała dofinansowanie jest CloudFerro, a jej projekt „Gateway” został wsparty kwotą blisko 97 milionów zł. Powstał on w odpowiedzi na ogromny wzrost ilości danych generowanych w ostatnich latach. Jego celem jest stworzenie pierwszego europejskiego dataspace (przestrzeni danych) spójnej platformy do wymiany, przechowywania i przetwarzania danych przestrzennych, zapewniając kontrolę i bezpieczeństwo. Dzięki innowacyjnemu podejściu do zarządzania infrastrukturą obliczeniową, użytkownicy będą mogli korzystać z zasobów w bardziej efektywny sposób, bez ograniczeń lokalizacyjnych.

Naszym celem jest zbudowanie największego w Europie zbioru danych przestrzennych, opartego na usługach chmury obliczeniowej nowej generacji, z którego będą mogli korzystać zarówno urzędnicy administracji publicznej, jak i firmy komercyjne w całej Europie. Jednym z projektów w ramach Gateway jest na przykład przygotowanie zestawu usług pod zarządzanie inteligentnym miastem – tłumaczy prezes CloudFerro, dr Maciej Krzyżanowski.

Celem projektu jest inteligentne zarządzanie danymi i zasobami obliczeniowymi, ograniczając jednocześnie negatywny wpływ na środowisko. Dzięki elastycznemu podejściu do zarządzania zasobami, usługi będą dostosowywane do indywidualnych potrzeb użytkowników, dbając jednocześnie o zrównoważony rozwój. Prace nad projektem podzielono na dwie fazy: badania, rozwój i innowacje oraz wdrożenie przemysłowe. Każda faza kończy się wdrożeniem komercyjnym, które poprzedzają prace badawczo-rozwojowe. Obejmują zarządzanie użytkownikami i dostępem, integrację danych przestrzennych oraz rozwój rozproszonej infrastruktury obliczeniowej.

 

Współpraca z partnerami zagranicznymi, zarówno w ramach projektu, jak i poza nim, ma na celu zapewnienie jak najszerszej adopcji rozwiązań oraz przyciągnięcie użytkowników na etapie wdrożenia w przemyśle. Projekt Gateway dąży do stworzenia zintegrowanego ekosystemu, który umożliwi bezpieczne udostępnianie, wykorzystanie i przechowywanie danych przestrzennych.

Uczelnia na rzecz inteligentnych usług

Politechnika Gdańska jako jedyna uczelnia wśród beneficjentów konkursu zrealizuje projekt „Chmurowa platforma (CAISE – Cloud Artificial Intelligence Service Engineering) do wytwarzania uniwersalnych usług inteligentnych dla różnych obszarów zastosowań”, na który otrzyma dofinansowanie w wysokości niemal 55 mln zł. Platforma będzie umiejscowiona na chmurze obliczeniowej TASKcloud rozwijanej w CI TASK od kilku lat. TASKcloud zostanie wzbogacona o dalsze otwarte oprogramowania tworząc środowisko wykonania usług i aplikacji. Na tej bazie zbudowane zostanie środowisko wspomagające wytwarzanie inteligentnych usług i aplikacji chmurowych. Dodatkowo funkcjonalność platformy uzupełnią usługi efektywnego zarzadzania klientami, ich aplikacjami oraz zasobami chmurowymi, tak by minimalizować zarówno czas wykonania usług jak też zużycie energii.

Zbudowana platforma CAISE oferować będzie, wytworzone na niej, nowe kategorie usług chmurowych związanych z przetwarzaniem dokumentów cyfrowych, takie jak:  analiza treści cyfrowych dokumentów tekstowych zredagowanych w języku polskim jak np. interpretacja notatki służbowej, obróbka obrazów dostępnych w formacie DICOM chociażby dla rozpoznawania problemów medycznych oraz dokumentów hybrydowych złożonych z opisów tekstowych i obrazów – przykładowo automatyczna analiza struktury strony książki – mówi prof. Henryk Krawczyk, kierownik projektu CAISE z Politechniki Gdańskiej.

Dzięki wykorzystaniu komputerów dużej mocy obliczeniowej (HPC) znacznie zwiększą się możliwości   wykorzystania metod głębokiego uczenia oraz metod Big Data dostarczających odpowiednich danych do uczenia maszynowego. Dokonana zostanie kontrola jakości zarówno dostarczanych danych jak i metod uczenia maszynowego, jak też całego procesu wytwarzania usług inteligentnych. W tym celu zaoferowane zostaną specjalizowane mechanizmy monitorowania zarówno procesu wytwarzania usług inteligentnych jak też funkcjonowania platformy CAISE.

W projekcie uczelnia zakłada współpracę z czterema firmami zagranicznymi w zakresie tworzenia rozwiązań multicloud oraz trzema polskimi, których zadaniem będzie pełna weryfikacja funkcjonowania platformy. Dzięki tym firmom uzyskane zostaną rzeczywiste dane sektorowe do uczenia maszynowego, jak też rozpatrzone konkretne przypadki użycia, przy pomocy których Politechnika przetestuje kompleksowe działanie platformy. Taka weryfikacja zapewni platformie osiągnięcie najwyższego poziomu gotowości technologicznej oraz jej wykorzystanie w co najmniej trzech sektorach administracji publicznej: wymiarze sprawiedliwości, ochronie zdrowia i w oświacie. Będzie to oryginalne wdrożenie chmurowego rozwiązania AI, stanowiącego istotną innowację produktową. Możliwość wykorzystania platformy CAISE w środowisku multicloud przyczyni się do rozwoju nie tylko krajowej gospodarki cyfrowej w obszarze działalności publicznej, ale pozwoli też na dalszą transformację cyfrową w rozpatrywanych sektorach UE.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zrealizowało konkurs KPO IPCEI CIS jako Jednostka wspierająca plan rozwojowy. Środki przeznaczone na objęcie przedsięwzięć wsparciem w konkursie pochodzą z Europejskiego Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności.

Aglomeracja łódzka – wschodząca gwiazda nearshoringu w Europie

Aglomeracja łódzka to jedna z najbardziej „wschodzących” lokalizacji dla nearshoringu w Europie, czyli trendu przenoszenia produkcji bliżej docelowego rynku zbytu – taki obraz regionu rysuje się z nowego raportu KPMG w Polsce, opublikowanego w partnerstwie z Urzędem Miasta Łodzi. Atrakcyjność inwestycyjna regionu może rosnąć w perspektywie globalnych uwarunkowań geopolitycznych i gospodarczych. Łódź zajmuje obecnie trzecie miejsce w kraju pod względem liczby inwestycji logistyczno-magazynowych.

W obliczu dynamicznie zmieniającego się krajobrazu biznesowego napędzanego globalizacją i postępem technologicznym, firmy na całym świecie coraz częściej sięgają po strategie, które pozwalają im skutecznie reagować na nowe wyzwania i wykorzystywać nowe możliwości. Jedną z nich jest modyfikacja łańcuchów dostaw w oparciu o korzystniejsze kosztowo lokalizacje i przenoszenie produkcji bliżej klienta końcowego, znana jako nearshoring. Przybliżenie łańcuchów dostaw do konsumenta końcowego jest także zgodne z agendą ESG, która ma na celu zmniejszenie śladu węglowego produktów i stworzenie bardziej zrównoważonych modeli biznesowych.

Rola, jaką firmy mogą odegrać w tym względzie staje się dla interesariuszy coraz bardziej istotna, towarzyszy temu szeroki zakres regulacji na poziomie unijnym. Koncepcja zrównoważonego łańcucha wartości skupia się na jak najlepszym wykorzystaniu przewagi konkurencyjnej regionu geograficznego w prowadzeniu działalności gospodarczej. Polska – jako jedna z wiodących lokalizacji dla nearshoringu w Europie – ma szansę stać się jednym z głównych beneficjentów tego trendu. Prognozy popierają konkretne dane – 33% firm planuje zwiększyć nacisk na zrównoważone źródła zaopatrzenia w ramach swojej przyszłej strategii łańcucha dostaw, a 37% biznesów zastąpiło ostatnio pracę fizyczną zaawansowaną robotyką lub automatyzacją w swoich operacjach magazynowych[1].

W kontekście tych zmian, Łódź w ostatnich latach stała się jedną z najbardziej perspektywicznych lokalizacji w Polsce dla relokacji biznesu. Przemawia za tym korzystne położenie geograficzne w Europie, dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa (w tym – jako jedyne miasto w Polsce – dostęp do pełnego ringu autostradowego), atrakcyjny system zachęt inwestycyjnych, dobrze rozwinięty rynek magazynowy czy dostępność atrakcyjnych terenów inwestycyjnych pod produkcję. Łódź jako czwarte, co do wielkości, miasto w Polsce pod względem liczby mieszkańców zajmuje trzecie miejsce w kraju pod względem zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowych.

Strategiczna lokalizacja Łodzi na mapie Polski i Europy to tylko jeden z powodów, dla których popularność tej aglomeracji wśród inwestorów będzie rosła. Zaletą regionu łódzkiego jest dobrze rozwinięta infrastruktura i szeroki dostęp do wykwalifikowanych pracowników z lokalnych ośrodków akademickich. Globalne firmy z różnych sektorów działalności – od logistyki przez produkcję, po usługi biznesowe czy IT – dostrzegają ten potencjał i w konsekwencji coraz częściej decydują się ulokować swój kapitał w regionie – mówi Monika Dębska-Pastakia, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Real Estate Advisory w KPMG w Polsce.

Łódź to nie tylko centralne położenie, bardzo dobra infrastruktura transportowa i wykwalifikowana kadra. Łódź to miasto ceniące i dbające o wysoką jakość życia mieszkańców; to miejsce, które wspiera przedsiębiorców na każdym etapie inwestycyjnym, stabilne i sprzyjające rozwojowi biznesu. Łódź to miasto niemalże nieograniczonych możliwości. Wierzymy, że Łódź i aglomeracja łódzka będą coraz częściej brane pod uwagę jako lokalizacja dla nearshoringu – podkreśla Adam Pustelnik, Pierwszy Wiceprezydent Miasta Łodzi.

Raport firmy doradczej KPMG, przygotowany w partnerstwie z Urzędem Miasta Łodzi pt. „Towards Łódź” wśród zalet regionu dla inwestorów wylicza także m.in. fakt, że w promieniu 1000 km od Łodzi zamieszkuje 260 mln ludzi, zaś w promieniu 500 km zlokalizowane są tak duże ośrodki jak: Berlin, Praga, Wiedeń, Bratysława, Budapeszt i Wilno. W pobliżu Łodzi zlokalizowane są dwie autostrady (A1, A2) oraz dwie drogi ekspresowe (S8, S14), co czyni Łódź jedynym miastem w Polsce z kompletną obwodnicą dróg ekspresowych, która otacza całe miasto. Ponadto region korzysta z wysokiej dostępności atrakcyjnych terenów inwestycyjnych, szczególnie na terenie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dostępnych jest tu około 400 hektarów gruntów dla inwestorów z sektora produkcyjnego, którzy mogą skorzystać z nowoczesnych rozwiązań infrastrukturalnych. Na liście zachęt znajdują się m.in. w pełni przygotowane pod inwestycje działki w atrakcyjnej cenie, zwolnienia podatkowe oraz bezpłatna pomoc w załatwieniu formalności związanych ze zwolnieniem z podatku od nieruchomości.

[1] KPMG 2024 CEO Outlook Pulse Survey