Ozusowanie umów od 2016 roku

Umowy zlecenia będą ozusowane od 1 stycznia 2016 roku, tak jak proponowali pracodawcy – zdecydował dzisiaj Sejm. To dobra decyzja z punktu widzenia pracowników i przedsiębiorców – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Zbyt szybkie wprowadzenie, tak istotnych zmian, już po trzech miesiącach, mogłoby doprowadzić do zmniejszenia zatrudnienia, a nawet wypchnięcia części zleceń do szarej strefy. W ten sposób główne założenie nowelizacji przepisów – mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa zatrudnionych – nie byłoby spełnione. Ucierpieliby pracodawcy, pracownicy oraz budżet państwa, osiągając niższe przychody z podatków przedsiębiorstw.

Konfederacja Lewiatan od samego początku apelowała o wydłużenie vacatio legis z 3 do właśnie 12 miesięcy – mówi Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.
Nowe przepisy wprowadzają obowiązek odprowadzania składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę. Uniemożliwiają też zawieranie podwójnych umów, w taki sposób, aby unikać ozusowania.

Posłowie wprowadzili też do ustawy Prawo Zamówień Publicznych możliwość wypowiedzenia (z terminem 3 miesiące) umowy w przypadku nie zawarcia do 1 marca 2016 r. porozumienia w sprawie odpowiedniej zmiany wynagrodzenia z umowy o zamówienia publiczne.

Konfederacja Lewiatan

Ceny paliw. Czy tankować na zapas przed dniem Wszystkich Świętych?

Ceny paliw osiągnęły najniższy poziom od trzech lat. Tylko w ciągu ostatnich pięciu dni litr benzyny potaniał średnio o 9 groszy, z kolei oleju napędowego o 7. Dzięki temu, jak podaje portal Money.pl dziś stacjach płacimy średnio 5,20 za litr tańszej dziewięćdziesiątki piątki, 30 groszy więcej za droższą Pb98, za diesla 5,11 zł, a za gaz 2,55 zł. A może być jeszcze taniej.

Niskie ceny paliw związane są przede wszystkim ze spadkiem ceny ropy naftowej na światowych giełdach. Jej wartość w ciągu ostatnich trzech miesięcy spadła o około jedną piątą i znalazła się na poziomie najniższym aż od czterech lat, czyli średnio na poziomie 86 dolarów za baryłkę (około 120 litrów).

Analitycy przewidują, że obecny poziom cen z pewnością utrzyma się w ciągu następnych tygodni. – Być może na pojedynczych stacjach można spodziewać się kolejnych obniżek. To będą jednak wyjątki, a średnia cena pozostanie na obecnym poziomie – przewiduje w rozmowie z Money.pl Rafał Zywert, analityk rynku paliw BM Reflex. Dodaje, że na większe promocje nie możemy liczyć, bowiem spadek cen ropy już wyhamował. – W skali kraju, średni spadek do poziomu pięciu złotych jest bardzo mało prawdopodobny.Bezpośredni wpływ na ceny w Polsce ma też wartość złotego w stosunku do dolara. Ostatnie tygodnie przyniosły spore osłabienie naszej waluty. Wydaje się jednak, że w najbliższym miesiącu złoty nie będzie gwałtownie słabnąć i choć dolar będzie się umacniał, to jednak powoli. Innymi słowy, kierowcy na razie nie muszą się martwić o sytuację na rynku walut.

Dużo większym optymistą jest Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl: W najbliższych tygodniach jest szansa, że będą dalsze spadki – przewiduje w Money.pl. – Zejście poniżej pięciu złotych jest prawdopodobne. Dla benzyny 4,95 zł, a dla diesla 4,90 zł.

Prognoza cen paliw na najbliższy miesiąc
BM Reflex e-petrol.pl
Źródło: Money.pl
Pb95 5,10-5,20 4,95-5,05
Pb98 5,45-5,55 5,40-5,45
ON 5,10-5,15 4,9
LPG 2,55-2,65 2,55-2,65

– Mamy do czynienia z tak dużym spadkiem cen hurtowych w ostatnich kilkunastu dniach, zwłaszcza na benzynie, że właściciele stacji bez specjalnej zmiany marż mogą obniżyć ceny detaliczne, a i tak będą na nich nieźle zarabiać – twierdzi Bogucki. Jak podkreśla, ceny paliw będą się różnić ze względu na poszczególne stacje benzynowe. – Nie wszystkie od razu zdecydują się obniżyć ceny.

Analitycy nie przewidują także nagłych wzrostów przed dniem Wszystkich Świętych i Dniem Niepodległości. W ostatnich latach zdarzało się, że na niektórych stacjach zaraz przed długimi weekendami ceny nagle szybko wzrastały. – Myślę, że nie dojdzie do takich sytuacji w tym roku. To nadal będą jedynie wyjątki, więc śmiało można ocenić, że ceny utrzymają się na obecnym poziomie – uspokaja Rafał Zywert.

Według najnowszych danych, ceny paliwa Pb95 na polskich stacjach na koniec września były najniższe w Unii Europejskiej. Natomiast olej napędowy tańszy był tylko w Luksemburgu. Głównie dzięki dużo niższemu podatkowi VAT. Według danych Oil Bulletin, na które powołuje się Money.pl, średnia cena Pb95 w Polsce na koniec września wyniosła 1,27 euro za litr. Średnio w Unii za litr tego paliwa płaci się 1,46 euro.

Niestety, z niskich cen u nas mogą skorzystać jedynie goście z bogatszych państw Wspólnoty. Za średnią krajową pensję brutto w ciągu roku możemy bowiem teoretycznie kupić około 9158 litrów benzyny. Przykładowo Włosi, którzy za Pb95 płacą najwięcej na Starym Kontynencie, za pensję brutto mogą sobie pozwolić na 16800 litrów.

Wiktor Orban wprowadza podatek od Internetu

Źle się dzieje w państwie… węgierskim. Rząd Wiktora Orbana chce wprowadzić podatek od danych pobranych za pośrednictwem sieci Internet. Stawka podatku miałaby wynieść 2,06 zł za rozpoczęcie pobierania każdego gigabajta danych. Powodem tej decyzji są coraz mniejsze wpływy do fiskusa z tytułu przesyłania sms-ów oraz rozmów telefonicznych.

– Świat się rozwija, powstają nowe technologie, a wraz z nimi nowe podatki. Cesarz rzymski Wespazjan w 70 n.e roku wprowadził podatek od toalet miejskich; Marek Belka w 2002 roku wprowadził podatek od zysków kapitałowych, a Wiktor Orban przejdzie do historii jako pierwszy premier, który opodatkował Internet. Konsekwencje nowej daniny są oczywiste – ceny wzrosną. Wątpię jednak, by na skutek podatku Węgrzy przestali korzystać z Internetu – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Do zmiany prawa węgierskiego władze motywuje to, że coraz mniej osób korzysta z SMS-ów oraz rozmów telefonicznych, które do tej pory objęte były podatkiem. Przybywa natomiast osób komunikujących się za pośrednictwem sieci. Opodatkowani mają zostać dostawcy Internetu, którzy najprawdopodobniej wkalkulują nową daninę w ceny dla klientów. Górny limit podatku najprawdopodobniej wyniesie ok. 10 zł dla klientów indywidualnych i 70 zł dla firm.

Na razie nie ma takiego zapisu, ale można się tego spodziewać na podstawie zasad konstrukcji obciążeń zawartych w sms-ach i rozmowach telefonicznych. Jeśli rząd nie wprowadzi stosownego limitu to najaktywniejsi internauci będą musieli zapłacić nawet kilkaset złotych podatku od Internetu miesięcznie.

Nowy podatek telekomunikacyjny może przynieść rządowi w Budapeszcie kwotę 20 mld forintów (275 mln zł). Szacunki portalu Index mówią natomiast aż o 95 mld forintów (1,3 mld zł). To kolejny specjalny podatek nałożony przez rząd Wiktora Orbana. Wcześniej węgierski fiskus sięgnął do kieszeni banków, firm energetycznych i sieci handlowych.

Węgrzy są oburzeni

Propozycja węgierskiego rządu oburzyła część tamtejszych internautów. Na Facebooku powstają kolejne strony, które gromadzą przeciwników opodatkowania sieci. Ich zdaniem wyższy koszt dostępu do Internetu przyniesie spadek liczby użytkowników oraz ograniczy wolność wypowiedzi. Przeciwnicy opodatkowania Internetu przypominają też, że w 2008 r. przeciwko tego typu propozycjom opowiedział się … sam Fidesz, czyli partia Wiktora Orbana.

– W Polsce na razie nikt nie planuje podatku od Internetu. Rząd ma problemy z wprowadzeniem nawet prostej opłaty audiowizualnej. Dla podatników to dobra wiadomość. Niestety, na podatki nie ma patentów, a naśladownictwo w tym temacie jest powszechne. Prędzej czy później Polacy też zapłacą za Internet – dodaje Piechowiak.

UOKiK karze za polisolokaty, a fiskus je likwiduje

0

UOKiK nałożył ponad 50 mln zł kary za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na cztery instytucje finansowe oferujące tzw. polisolokaty. Tymczasem nowe przepisy dotyczące objęcia podatkiem Belki również polisolokat tak negatywnie wpływają na ich atrakcyjność, że prawdopodobnie całkowicie znikną z oferty instytucji finansowych.

– Polisolokata to ciekawy produkt finansowy, który poprzez inwestycje w ubezpieczenia umożliwiał uniknięcie podatku Belki. Z tego powodu spodziewany zysk był większy niż na zwykłej lokacie. Niemniej, jest to produkt skomplikowany i wiąże się z nim ryzyko utraty zainwestowanych środków. Część instytucji finansowych nie informowała o tym klientów w sposób rzetelny, stąd decyzja UOKiK-u. Blisko 50 mln zł kary finansowej, to bardzo dużo nawet dla instytucji finansowych – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Przez pewien czas polisolokaty były w Polsce bardzo popularne, bo przynosiły wyższy zysk. Okazało się jednak, że produkt ten ma też swoją ciemną stronę. Część z nich stała się dla klientów pułapkami. Banki i towarzystwa ubezpieczeniowe zaczęły wprowadzać do umów niekorzystne zapisy, a wcześniejsze zerwanie umów skutkowało utratą znacznej części oszczędności. Ukarane przez UOKiK firmy nie informowały o tym klientów w sposób rzetelny.

Fiskus zlikwiduje polisolokaty

Decyzja UOKiKU zbiega się z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych dotyczących polisolokat. – Od 18 października będą one obłożone podatkiem Belki tak samo jak zwykłe lokaty. Tym samym tracą one na atrakcyjności, a biorąc pod uwagę ich stopień skomplikowania i utrudnienia w wycofaniu środków, można spodziewać się, że niebawem znikną z oferty instytucji finansowych – dodaje Piechowiak.

– Polisolokaty obłożone podatkiem Belki tracą rację bytu, bo nie będą się różnić od zwykłych lokat bankowych. Ich zasadniczą przewagą nad lokatami był do tej pory wyższy zysk. Minusem – brak gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Produkty te były traktowane jako ubezpieczenia i podlegały pod Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, a jego gwarancje opiewały na niższe sumy. Nowe przepisy podatkowe dotyczą tylko umów zawieranych po 18 października. Polisolokaty założone wcześniej do zakończenia umowy pozostają zwolnione z podatku dochodowego  – komentuje Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Polska na drugim miejscu w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej pod względem liczby fuzji i przejęć w pierwszej połowie 2014 roku

Łączna wartość transakcji fuzji i przejęć w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w pierwszym półroczu 2014 wyniosła 18,5 mld USD. To o ponad 1/3 więcej niż w tym samym okresie w roku 2013. Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajęła Turcja, za nią uplasowały się Czechy i Polska. Także pod względem liczby transakcji rankingowi przewodzi Turcja ze 153 transakcjami. Za nią znalazła się Polska, gdzie podpisano 112 umów i Czechy ze 111 umowami.

Według „Barometru transakcji fuzji i przejęć EY” w całym regionie Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej obejmującym 11 krajów, w pierwszej połowie 2014 roku, przeprowadzono w sumie 629 transakcji. To o 4,6% mniej niż w analogicznym okresie w 2013 roku.

Wykres1.jpg

Wartość transakcji w badanym okresie wyniosła 18,5 miliarda USD. To wzrost o 35,9% w porównaniu z pierwszą połową 2013 roku. Taka różnica wynika przede wszystkim z dużej transakcji, która miała miejsce w Czechach. Na drugim miejscu znalazła się Turcja, a na trzecim Polska.

Wykres2.jpg

– Za większością fuzji i przejęć stali inwestorzy strategiczni, którzy odpowiadali za 63% transakcji w Polsce, podczas gdy inwestorzy finansowi za 37%. – mówi Brendan O’Mahony, Partner Zarządzający Działem Doradztwa Transakcyjnego EY. – Te wyniki są spójne z tym, co obserwujemy w innych częściach świata. W najbliższym czasie spodziewamy się zwiększenia zaangażowania funduszy private equity w inwestycje w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej – dodaje.

Ponad połowa (51%) transakcji w regionie to wewnętrzne fuzje i przejęcia. W przypadku Polski 32% stanowili inwestorzy zagraniczni, przede wszystkim z Niemiec, USA, Szwecji, Francji oraz Grecji. 17% transakcji to kierunek odwrotny – polskie spółki przejmujące firmy poza granicami kraju. To wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. – Obserwujemy wzrost liczby transakcji wychodzących. Można tu mówić o pewnym trendzie. W czerwcu tego roku PKN Orlen sfinalizował przejęcie spółki wydobywczej Birchill Exploration z Kanady za ponad 700 mln zł. To największa transakcja w tej branży w tej części Starego Kontynentu. Warto przypomnieć, że pod koniec 2013 roku płocki koncern przejął także TriOil, kanadyjską spółkę notowaną na giełdzie w Toronto. W tym samym okresie Grupa Azoty kupiła złoża fosforytów w Senegalu za blisko 29 mln USD. Z kolei obecne półrocze niewątpliwie należeć będzie do spółki PZU, która przejęła Link4 a także firmy ubezpieczeniowe na Litwie i Łotwie za 350 mln euro. To pokazuje, że polskie firmy coraz odważniej wychodzą na międzynarodowy rynek fuzji i przejęć – dodaje Bartłomiej Smolarek.

Głównym sektorem gospodarki podlegającym przemianom właścicielskim były firmy  IT. – W Polsce zadecydowała o tym przede wszystkim transakcja sprzedaży Wirtualnej Polski przez Orange. Był to też największy zakup w regionie w tej branży –  mówi Bartłomiej Smolarek, Partner w Dziale Doradztwa Transakcyjnego EY. W całym regionie przejmowano także spółki przemysłowe (13%), usługowe (10%). Na czwartym miejscu znalazł się sektor energetyczno-wydobywczy, farmaceutyczny, a także nieruchomości. Do 10 największych transakcji w regionie należał m.in. zakup budynku Rondo 1 w Warszawie przez DeAWM Distributors z Niemiec za kwotę 411 mln USD.

„Barometr transakcji fuzji i przejęć EY” jest analizą i podsumowaniem dostępnych publicznie informacji znajdujących się m.in. w: DealWatch, MergerMarket, Capital IQ, Zephyr, a także w zasobach własnych EY.

 

Podsumowanie sezonu podręcznikowego 2014

0

Coraz więcej Polaków kupuje podręczniki i wyprawkę szkolną w sieci. Jak wynika ze statystyk sklepu internetowego Merlin.pl, w tym roku aż 52% kupujących stanowili nowi klienci. W porównaniu do poprzedniego sezonu, łączna wartość zamówień podręczników wzrosła blisko dwukrotnie, a w przypadku art. papierniczych i przyborów szkolnych nawet o 320%.

Szczyt sezonu podręcznikowego tradycyjnie przypada na sierpień – w tym czasie dokonano ponad 46 proc. wszystkich szkolnych zakupów, jak wynika z danych Merlin.pl. Niemal co siódmy zakup przypadł na czerwiec i lipiec, czyli na długo przed rozpoczęciem roku szkolnego. Co ciekawe, duża grupa rodziców wybrała się na zakupy podręcznikowe dopiero we wrześniu.

– Analizując tegoroczny sezon, zauważamy, że coraz więcej zamówień podręczników przypada w terminie rozpoczęcia roku szkolnego, a nawet później. W tym roku już 4 na 10 paczek z wyprawką szkolną kompletowano we wrześniu mówi Anna Bibik, kierownik projektu podręczniki w Merlin.pl Tym samym, w stosunku do ubiegłego roku liczba zamówień podręczników po 1 września wzrosła dwukrotnie – dodaje Anna Bibik.

Rekordowym okresem sprzedaży podręczników w Merlin.pl był przełom sierpnia i września – najwięcej paczek kompletowano w dniach 25 i 26 sierpnia oraz od 1 do 3 września. W tym czasie dzienna liczba zamówień była czterokrotnie wyższa od średniej w całym sezonie podręcznikowym, bijąc rekord wysyłanych paczek w sezonie świątecznym, tradycyjnie najbardziej intensywnym okresie dla e-sklepów.

Według statystyk Merlin.pl, zakupy podręczników online cieszyły się największą popularnością w województwach mazowieckim, wielkopolskim i śląskim – mieszkańcy tych regionów dokonali największej liczby zamówień. Niezmiennie na szkolne zakupy w sieci częściej wybierają się mamy, niż ojcowie – w tym roku 66 % wszystkich klientów, którzy zakupili podręczniki lub elementy wyprawki szkolnej, stanowiły kobiety.

Przygotowując się do tegorocznego sezonu sprzedaży artykułów szkolnych, Merlin.pl położył nacisk na usprawnienie procesu realizacji zamówień. Sklep postawił także na przyspieszenie kompletowania i wysyłki produktów. Aby sprostać realizacji wzmożonej liczby zamówień,  zwiększono także liczbę pracowników magazynu w sezonie. Dodatkowym usprawnieniem dla klientów była także dedykowana wyszukiwarka podręczników i ćwiczeń na stronie sklepu.

– W tym roku ponownie udostępniliśmy wyszukiwarkę zawierającą gotowe listy podręczników z 40 tys. klas. Rodzice mogli w trzech prostych krokach sprawdzić i wybrać właściwy zestaw książek z bazy. Wystarczyło odszukać klasę dziecka, a system prezentował gotowy zestaw podręczników i ćwiczeń, co znacznie skracało proces poszukiwań każdego tytułu z osobna podsumowuje Anna Bibik z Merlin.pl.

Sklepy internetowe oferują klientom decydującym się na zakup podręczników w sieci wiele form odbioru m.in. przesyłkę pocztową, kuriera, paczkomaty czy odbiór własny. W przypadku  Merlin.pl, niemal wszystkie zamówienia od kwoty 150 zł były wysyłane bezpłatnie, a dodatkowo klienci mogli wskazać jeden z niemal 200 punktów odbioru własnego zlokalizowanych w całej Polsce (partnerska sieć sklepów Małpka Express, Kolporter).

Kobieta-szef (nie)mile widziana?

Niedawne powołanie na stanowisko Prezesa Rady Ministrów kobiety oraz deklaracje Ewy Kopacz o wykorzystaniu w zarządzaniu większego zakresu typowo kobiecych kompetencji, ożywiły dyskusję na temat dostępu kobiet do kierowniczych stanowisk w administracji państwowej oraz biznesie. Czy ich dyskryminacja na rynku pracy to już przeszłość?

Szef kobieta czy mężczyzna?

Według psychologów „kobiecy” styl zarządzania opiera się na komunikacji, demokracji i partnerstwie, natomiast „męski” jest skoncentrowany głównie na osiągnięciu celu, jakim jest zwiększenie zysków i pomniejszenie kosztów ponoszonych przez firmę. Od 1992 roku badania opinii społecznej na temat preferencji Polaków odnośnie płci przełożonego prowadzi Centrum Badania Opinii Społecznej. Statystki pokazują, że około 1/3 badanych chętniej w roli szefa widzi mężczyznę i to na przestrzeni lat nie uległo większym zmianom. Jednak w 2013 roku już dla 53% badanych płeć przełożonego przestała mieć znaczenie, podczas gdy 20 lat wcześniej ambiwalentnie traktowało ją tylko 34% ankietowanych. Choć odsetek osób preferujących kobiety na stanowisku szefa pozostaje na podobnym poziomie to wyraźnie widać, że część zwolenników męskiego stylu zarządzania z biegiem lat zmieniła stanowisko i kwestia płci przestała mieć dla nich znaczenie.

Co ciekawe, okazuje się, że płeć badanych pracowników nie ma znaczenia, jeśli chodzi o ich preferencje odnośnie płci przełożonego. Choć zarówno mężczyźni, jak i kobiety częściej wybierają szefa-mężczyznę, to dla ponad połowy z nich nie ma to większego znaczenia. Ważne są jego kompetencje i styl zarządzania, a nie tylko płeć biologiczna.

 

Czy Pan(i) osobiście wolał(a)by mieć w pracy szefa kobietę czy szefa mężczyznę?
1992 1998 2003 2006 2013
Kobietę 13% 10% 12% 9% 9%
Mężczyznę 47% 42% 37% 39% 36%
Wszystko jedno 34% 44% 45% 49% 53%
Trudno powiedzieć 6% 4% 6% 3% 2%

Źródło: CBOS, Kobieta Pracująca, komunikat z badań nr BS/28/2013

 

Anty-dyskryminacyjne prawo pracy

Od momentu wykonania przez CBOS pierwszego badania, w polskim prawie pracy wprowadzono szereg anty-dyskryminacyjnych zmian. W związku z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, do Kodeksu Pracy wprowadzono nowy rozdział IIa zatytułowany „Równe traktowanie w zatrudnieniu”, który zawiera definicje niewłaściwych praktyk, takich jak dyskryminacja czy molestowanie seksualne. – Przepisy te zawierają przykładowy katalog kryteriów dyskryminacji pracowników takich jak: płeć, wiek, niepełnosprawność, rasa, religia, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkowa, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientacja seksualna oraz zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony, albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy. Jest to katalog otwarty, o czym świadczy użyte w przepisie słowo „w szczególności”. Oznacza to, że oprócz cech wymienionych w ustawie ochronie podlegać mogą również inne kwestie, np. światopogląd czy wygląd. Pracownicy powinni być traktowani równo w zakresie nawiązywania i rozwiązywania stosunku pracy, warunków zatrudnienia czy dostępu do awansów i szkoleń – wyjaśnia Agnieszka Janowska, radca prawny i Dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers. Z badań prowadzonych m.in. przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wynika, że pracownicy najczęściej skarżą się na dyskryminację z powodu płci (prawie wyłącznie kobiety) oraz wieku (tu częściej pracownicy starsi).

Dyskryminacyjna rekrutacja

Dyskryminacja może mieć miejsce już na etapie wstępnej rekrutacji. – Adresowanie ofert pracy tylko do jednej płci, stawianie odmiennych wymagań nawet, jeśli kobieta i mężczyzna ubiegają się o to samo stanowisko, czy różnicowanie pytań podczas rozmowy kwalifikacyjnej to tylko niektóre przykłady dyskryminacji, z którymi można zetknąć się w czasie poszukiwania pracy. Nierzadko zdarza się również, że podczas takiej rozmowy pracodawca zadaje pytania, które są niezgodnie z prawem – wyjaśnia Agnieszka Janowska.

Do dyskryminacji kobiet najczęściej dochodzi właśnie na etapie rekrutacji –Szczególnie narażone są na nią młode kobiety, gdyż pracodawcy starają się ograniczyć ryzyko zakłóceń toku pracy z powodu korzystania przez nie z urlopów macierzyńskich czy innych uprawnień rodzicielskich.– dodaje Dorota Strzelec, psycholog pracy z firmy doradczej StaffPoland. Często też kandydatkom zadaje się inne pytania na rozmowach kwalifikacyjnych. Pracodawcy raczej nie interesują się stanem rodziny i dyspozycyjnością młodych mężczyzn, za to w przypadku młodych kobiet jest to dla nich kwestia kluczowa. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że tego typu pytania na rozmowie kwalifikacyjnej są niezgodnie z prawem i nie muszą na nie odpowiadać. Przyszły pracodawca może szczegółowo sprawdzać wszelkie aspekty wykształcenia, doświadczenia zawodowego i praktycznych kompetencji kandydatów, jednak nie może zbierać danych na temat naszego stanu cywilnego, ilości i wieku posiadanych dzieci, stanu zdrowia czy nałogów.

Ponadto nadal często zdarza się, że kobieta otrzymuje niższe wynagrodzenie, mniejsze podwyżki, jest jej trudniej awansować niż mężczyznom o takich samych kompetencjach, wykonujących pracę na takim samym stanowisku. – Sytuacja ta powoli zmienia się na lepsze, dzięki determinacji samych kobiet. Coraz częściej można spotkać je na stanowiskach szefów działów czy członków zarządu w branżach dotychczas typowo „męskich” jak np. IT, nowe technologie czy różne specjalności techniczne – dodaje Dorota Strzelec.

Celowy wybór kobiety to dyskryminacja?

Nie każde odmienne traktowanie stanowi dyskryminację zakazaną przez Kodeks Pracy, gdyż prawo przewiduje zasady równego traktowania wyłączenie w określonych sytuacjach. – Zasady równego traktowania w zatrudnieniu nie naruszają działania proporcjonalnego do osiągnięcia celu różnicowania sytuacji pracownika, polegającego na niezatrudnianiu pracownika z jednej lub kilku przyczyn wymienionych w prawie pracy, jako cechy prawnie chronione (np. płeć, wiek) pod warunkiem, że rodzaj pracy lub warunki jej wykonywania są rzeczywistym i decydującym wymaganiem zawodowym. Oznacza to, że dopuszcza się możliwość odstąpienia od zasady równego traktowania w przypadku, gdy specyfika danego zawodu wymaga, aby kandydat spełniał określone warunki, tj. był takiej, a nie innej płci, czy osiągnął określony wiek – tłumaczy Agnieszka Janowska.

Przykładem trafnie obrazującym tę sytuację jest przypadek doświadczonego sprzedawcy, który ubiegał się o zatrudnienie w salonie sukien ślubnych. Właścicielka salonu odrzuciła jego kandydaturę wyłącznie ze względu na płeć argumentując, że nie jest to zwykły sklep odzieżowy i od personelu wymagane są również szczególnego rodzaju kompetencje. Sprzedawca(czyni) ma bowiem nie tylko udzielać informacji o ofercie salonu, ale musi też umieć słuchać, doradzać i zarządzać emocjami klientek, brać udział w mierzeniu i dopasowywaniu sukien, dodatków, a nawet bielizny. Obecność sprzedawcy-mężczyzny w tej, stresującej dla wielu klientek sytuacji, mogłaby stanowić dla nich duży dyskomfort oraz przyczynić się do spadku konkurencyjności salonu na rynku. Sprawa była rozpatrywana przez kolejne sądy, łącznie z Sądem Najwyższym. Żadna z instancji nie podzieliła jednak zdania kandydata na sprzedawcę, uznając za słuszną argumentację właścicielki salonu.

Warto również podkreślić, że osoba, wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania, którego wysokość nie może być niższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę. Co ciekawe, Kodeks Pracy nie określa jego maksymalnej wysokości. Jeśli pracownik przedstawi przed sądem dowody, które uprawdopodobnią zarzut nierównego traktowania w zatrudnieniu, a dokładnie tego, że doszło do dyskryminacji bezpośredniej lub pośredniej, to na pracodawcę przejdzie ciężar udowodnienia, że nie nastąpiło naruszenie zasady równego traktowania.

 

Będzie duża podwyżka dla duchownych. Wygrali z rządem

0

W przyszłym roku Fundusz Kościelny pochłonie aż o ponad 23 mln złotych więcej. Jeszcze nie tak dawno, resort cyfryzacji zapowiadał, że od 2015 roku Fundusz będzie zastąpiony innym mechanizmem – możliwością dokonania odpisu podatkowego na wybrany kościół lub związek wyznaniowy. Wystarczyły jednak gniewne pomruki ze strony duchownych, by minister Andrzej Halicki sprawę odłożył na „po wyborach” i jednocześnie zaplanować wzrost wydatków z budżetu na księży.

Targi w sprawie Funduszu Kościelnego i zastąpienia go odpisem podatkowym ciągną się już dwa lata. Projekt zmian przedstawił ówczesny minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Już 21 lutego 2013 roku strony ogłosiły kompromis i zawarcie porozumienia. Fundusz Kościelny miał zostać zastąpiony dobrowolnym odpisem 0,5 proc. Państwo przez 3 lata miało wyrównywać różnicę między tym, co zadeklarowali podatnicy, a dotychczasową kwotą około 90-100 mln zł przekazywaną z budżetu na Fundusz.

Nowy minister cyfryzacji Andrzej Halicki przyznał niedawno, że z planowanych na przyszły rok zmian – nici. Mało tego, że Fundusz Kościelny, z którego finansuje się ubezpieczenia duchownych pozostanie, zaplanowano w przyszłym roku przeznaczyć na ten cel z kasy państwa 118 mln 230 tys. zł, czyli aż o jedną czwartą więcej niż w tym roku (94 mln 374 tys. zł). Wydatki na duchownych w ramach Funduszu Kościelnego rosły z roku na rok, ale nigdy tak drastycznie. Zdaniem strony kościelnej, winna to być to być nawet kwota sięgająca 130 mln zł.

Wydatki z budżetu na kościoły będą jeszcze wyższe niż planowany Fundusz Kościelny. Andrzej Halicki ujawnił bowiem, że z funduszu zostanie wyłączone finansowanie remontów zabytkowych świątyń. Będzie to domena Ministerstwa Kultury i Sztuki, samorządów oraz ich kontraktów terytorialnych i funduszy unijnych. Oznacza to, że oprócz 118 mln zł, na te cele popłyną dodatkowe miliony. 

– „Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji i Konferencja Episkopatu Polski KEP ustaliły zasadnicze kwestie co do przekształcenia Funduszu Kościelnego w dobrowolny odpis podatkowy na poziomie 0,5 proc. Do omówienia zostały drobne zagadnienia” – wyjaśnia Money.pl ks. Józef Kloch, rzecznik Komisji. Ze względu na okres wyborczy prawo związane z przekształceniem Funduszu Kościelnego ma wejść w życie w 2016 roku.

„Drobne zagadnienia”, które jak zapewnia rzecznik KEP, które zostały do uzgodnienia, to jednak dość długa liczba warunków postawiona przez duchownych. Jak poinformowano nas w biurze prasowym MAiC, nieuzgodniona pozostaje:

  • kwestia ubezpieczenia zdrowotnego dla alumnów, którzy nie są studentami wydziałów teologicznych na państwowych uniwersytetach bądź na KUL, UKSW czy Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Zaproponowany przez stronę rządową projekt ustawy przewiduje, że za studentów seminariów duchownych składki zdrowotne powinien płacić Kościół. Kościół katolicki powiedział nie;
  • podwyższenie wysokości tzw. kwoty gwarantowanej (czyli minimum tego, co duchowni dostaliby niezależnie od tego, ile podatnicy przekazaliby im wypełniając PIT-y. Zgodnie z projektem ustawy nie może ona przekroczyć kwoty przewidzianej w 2013 roku w budżecie państwa na Fundusz Kościelny). Postulat został zgłoszony przez liczną grupę kościołów i innych związków (np. Kościół katolicki, Kościół ewangelicko-augsburski);
  • wydłużenie okresu przejściowego, w którym kościoły i inne związki wyznaniowe będą uprawnione do otrzymania dotacji przeznaczonych na zaliczki środków uzyskanych z odpisów podatkowych w ramach kwoty gwarantowanej. Obecnie projekt przewiduje trzyletni okres przejściowy. Postulat zgłosiła liczna grupa kościołów i innych związków, w tym Kościół katolicki;
  • dopuszczenie możliwości przekazywania środków z odpisu (w ramach 0,5 proc.) na dwie różne wspólnoty religijne, w przypadku małżeństw rozliczających się wspólnie – np. po 0,25 proc. na każdą wspólnotę religijną. Obecnie projekt przewiduje możliwość przekazania kwoty w wysokości nieprzekraczającej 0,5 proc. podatku należnego na rzecz jednego kościoła albo jednego innego związku wyznaniowego. Postulat zgłosił Kościół ewangelicko-augsburski.

– „Wznowienie rozmów jest uwarunkowane wypracowaniem stanowiska administracji rządowej w kwestii wymienionych wyżej postulatów kościołów i innych związków wyznaniowych” – poinformował Money.pl Artur Koziołek, rzecznik prasowy MAiC.

Fundusz Kościelny istnieje od blisko 65 lat

Fundusz Kościelny został powołany na mocy art. 8 ustawy z dnia 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego jako forma rekompensaty dla kościołów za przejęte przez państwo nieruchomości ziemskie. Fundusz działa na rzecz kościołów i innych związków wyznaniowych, posiadających uregulowaną sytuację prawną w Rzeczypospolitej Polskiej. Środki Funduszu Kościelnego przeznaczane były na następujące cele:

1) wspomaganie kościelnej działalności charytatywnej, kościelnej działalności oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej, a także inicjatyw związanych ze zwalczaniem patologii społecznych oraz współdziałania w tym zakresie organów administracji rządowej z kościołami i innymi związkami wyznaniowymi (ok. 8 proc. środków);

2) remonty i konserwację obiektów sakralnych o wartości zabytkowej (około 8 proc. środków);

3) finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych (ponad 85 proc. środków).

Jednak od 2010 roku środki Funduszu Kościelnego przeznaczane są wyłącznie na finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych. Na szkoły, ochronki, remonty i konserwację obiektów sakralnych płyną z budżetu dodatkowe pieniądze.

Zmiany właścicielskie na rynku bankowym. Z Polski mogą zniknąć znane marki

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku bankowym trwa konsolidacja. Kolejne instytucje są przejmowane, łączą się z innymi. Część znanych w Polsce marek zniknie z rynku. W połowie października General Electric ogłosił, że jest gotów sprzedać 90 proc. udziałów w BPH.

– Moim zdaniem, chociaż nie będzie to zgodne z wypowiedziami regulatora, zostanie on przejęty jednak przez bank lokalny, a nie bank nieobecny w tej chwili w Polsce. W związku z tym należy się spodziewać zniknięcia przynajmniej tego podmiotu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Iza Rokicka, analityk Ipopema Securities.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, pod koniec czerwca działalność operacyjną prowadziły w Polsce 634 banki, o 8 mniej niż rok wcześniej. Wśród nich było 567 banków spółdzielczych. Pozostałe 67 to banki komercyjne. Tych było o 3 mniej niż przed rokiem. Można oczekiwać, że z rynku zniknie jeszcze kilka znanych marek bankowych.

– W tej chwili toczy się fuzja BNP z BGŻ, zostanie jeden bank – uważa Iza Rokicka. – Na sprzedaż jest Meritum Bank i FM Bank, więc na pewno ta liczba banków się skurczy. Na tych bankach, które wymieniłam, myślę, że się nie skończy. Na pewno należy przemyśleć, co się stanie z bankami tak zwanymi francuskimi, czyli w posiadaniu banków francuskich, czy one zostaną, czy będą się łączą, a może będą wystawione na sprzedaż.

O ile jednak wśród większych banków sytuacja własnościowa powoli zaczyna się klarować, można teraz oczekiwać sporych przetasowań wśród instytucji lokalnych.

Wydaje się, że połączenia, fuzje czy też przejęcia w ramach średnich i największych banków częściowo już mamy za sobą. Widać zdecydowanie trend na rynku. Pojawia się coraz więcej ofert kupna lub chęci zakupu mniejszych banków – zauważa analityk Ipopema Securities.

Kolejne decyzje mogą zapaść jeszcze w październiku, po tym jak Europejski Bank Centralny ujawni w niedzielę, jak unijny sektor bankowy poradził sobie z symulowanym zagrożeniem kryzysem walutowym. O ile jednak kondycja naszych banków nie budzi tu specjalnych obaw, o tyle ich zachodnioeuropejscy właściciele mogą mieć problemy. I by się z nimi uporać, spróbują np. sprzedać część aktywów.

Lada moment ukażą się wyniki stress-testów w Europie, tak zwane AQR i to może być kolejnym triggerem [procedurą wykonywaną automatycznie jako reakcja na pewne zdarzenia – red.]. Mogą się pojawić potencjalnie kolejne podmioty na sprzedaż, więc na pewno więcej transakcji będzie w ramach mniejszych banków, ale  nie skreślałabym  jednoznacznie pierwszej dziesiątki czy pierwszej piętnastki – prognozuje Iza Rokicka.

Na rynku bankowym można też oczekiwać pojawienia się nowych instytucji. Nowe przepisy pozwalają powoływać banki hipoteczne. Na ich podstawie powstały już dwa, należące do mBanku i Pekao, zaś PKO BP tworzy właśnie trzeci.

– Nie wykluczam, że to nie jest koniec – ocenia analityk Ipopema Securities. –  Regulator wymaga, żeby banki pozyskiwały długoterminowe finansowanie. Jedną z takich możliwości jest właśnie emisja listów zastawnych, a żeby to robić, potrzebny jest bank hipoteczny. Więc liczba tych banków będzie moim zdaniem rosła.

NIK audytorem Rady Europy. Umowa została podpisana

Najwyższa Izba Kontroli objęła funkcję audytora Rady Europy. Będzie ją pełnić przez pięć lat. To kolejne międzynarodowe wyróżnienie dla NIK po wyborze na audytora CERN-u czy koordynatora przeglądu partnerskiego Międzynarodowej Rady Audytorów NATO.

Poprzednikami NIK na stanowisku audytora zewnętrznego Rady Europy były najwyższe organy kontroli takich krajów jak Wielka Brytania czy ostatnio Francja. O tę funkcję razem z Polską ubiegały się Niemcy, Norwegia, Włochy i Grecja. – Cieszymy się, że Rada wybrała właśnie nas. To duży prestiż, ale też duża odpowiedzialność – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski, który podpisał w środę Strasburgu umowę ustalającą warunki audytu.

Aby realizować te i wiele innych zadań Rada stworzyła skomplikowaną strukturę instytucji, agencji i biur działających w całej Europie. – Nasi kontrolerzy będą mieli trudne zadanie, ale wykorzystamy lata praktyki w kontrolach krajowych i zagranicznych – mówi szef NIK. Nie ma też wątpliwości, że audyt Rady Europy będzie dla Izby najważniejszym doświadczeniem nadchodzących lat.

Koszty audytu pokryje Rada Europy. Dodatkową korzyścią będzie zaangażowanie NIK w szereg projektów na rzecz krajów Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej. Rada Europy jest bowiem również animatorem programów rozwojowych i pomocowych – finansowanych obecnie np. przez Austrię, Szwajcarię i Szwecję – które także wymagają audytu. NIK sprawdzi w najbliższych latach finansowanie programów dla Ukrainy (Ukraine Immediate Measures Package), Mołdawii (Confidence building measures for the Transnistrian region of the Republic of Moldova) oraz Armenii (Institutional Support to the Communities Association of Armenia).

Potrzebny kompromis w sprawie polityki klimatycznej 2030

Na zbliżającym się szczycie Rady Europejskiej (23-24 października) zapadnie decyzja o ramach polityki klimatycznej po 2020 roku. Interes Polski wymaga konstruktywnej postawy rządu w tej dyskusji. Kolejne weto nic nam nie da. Nie zatrzyma kreślenia dalszych celów klimatycznych dla Europy, a jedynie wykluczy Polskę z dyskusji o kształcie tej polityki. Zamiast blokowania decyzji, Polska powinna się skupić na wynegocjowaniu najlepszych dla siebie rozstrzygnięć – uważa Konfederacja Lewiatan.

Pragmatyczna polityka klimatyczna UE mogłaby przynieść korzyści zarówno dla środowiska naturalnego jak i dla europejskiej, w tym polskiej, gospodarki. Sęk w tym, że do tej pory jest raczej źródłem dodatkowych obciążeń niż siłą napędową rozwoju w Europie. Dlatego jeśli chcemy realizować politykę klimatyczną po 2020 roku, a tego chcą najwięksi gracze w UE (Niemcy, Francja, Wielka Brytania), musimy wyciągnąć wnioski z dotychczasowych doświadczeń i przygotować założenia nowej polityki opartej na efektywności kosztowej, bezpieczeństwie energetycznym i ochronie klimatu.

Na szczycie Rady Europejskiej zapadnie decyzja o ramach polityki klimatycznej po 2020 roku. Konfederacja Lewiatan uważa, że interes Polski wymaga konstruktywnej postawy rządu w tej dyskusji. Kolejne weto nic nam nie da. Nie zatrzyma kreślenia dalszych celów klimatycznych dla Europy, a jedynie wykluczy Polskę z dyskusji o kształcie tej polityki. Nie można też zapominać, że równolegle do ustalania celów redukcji CO2 toczą się prace nad przyjęciem restrykcyjnych standardów emisji innych gazów. Niespełnienie ich będzie skutkowało zamknięciem instalacji, a nie „tylko” wyższymi kosztami jak w przypadku standardów klimatycznych. Dlatego dodatkowe środki, wynegocjowane w ramach pakietu klimatycznego, są Polsce bardzo potrzebne, bo pomogą obniżyć koszty dostosowania instalacji do tych przepisów.

Zamiast więc blokowania decyzji politycznej  o kształcie nowych ram polityki klimatycznej  do roku 2030 Polska powinna się skupić na wynegocjowaniu najlepszych dla siebie rozstrzygnięć w następujących obszarach:

a)      Redystrybucja obciążeń między państwami członkowskimi

b)      Udoskonalenie mechanizmów ochrony przemysłu przed carbon leakage

c)       Mechanizmy wsparcia transformacji polskiej energetyki zawodowej

d)      Reguły podziału wysiłku redukcyjnego między sektorami ETS oraz non-ETS.

Kluczowe jest wynegocjowanie narzędzi łagodzących skutki realizacji polityki klimatycznej przez energetykę i przemysł. Rząd powinien dążyć do uzgodnienia solidarnych, elastycznych i dostosowanych do lokalnych warunków narzędzi wsparcia tych sektorów, które chroniąc konkurencyjność gospodarki, będą zarazem istotnym impulsem do jej  transformacji w kierunku niskoemisyjnym.

Jednocześnie widzimy zagrożenia płynące z realizacji bardzo ambitnej, jednostronnej polityki klimatycznej w UE. Samotna realizacja celów klimatycznych nie będzie skuteczna w zapobieżeniu ocieplenia Ziemi, będzie natomiast zagrożeniem konkurencyjności gospodarki europejskiej. Dlatego, też ambicję polityki klimatycznej po roku 2020 Europa powinna uzależnić od rezultatów globalnych negocjacji klimatycznych i ostatecznego kształtu porozumienia klimatycznego, które ma zostać zawarte w Paryżu w 2015 roku.

Do tego czasu powinny się toczyć prace nad architekturą przyszłej polityki i usprawnieniem dotychczas funkcjonujących narzędzi. W tym kontekście Lewiatan proponuje następujące mechanizmy, które umożliwią Polsce realizację polityki klimatycznej przy jednoczesnym utrzymaniu wzrostu gospodarczego.

SPRAWIEDLIWY KLUCZ ROZDZIAŁU UPRAWNIEŃ

Redystrybucja uprawnień w ramach systemu handlu emisjami (EU ETS) powinna sprawiedliwie uwzględniać specyfikę krajów członkowskich. Klucz rozdziału uprawnień powinien mieć na względzie takie czynniki jak: historyczny poziom emisji i obecny poziom rozwoju gospodarczego, a także udział rodzimych paliw kopalnych w koszyku paliwowym, w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Dzięki zastosowaniu takiego klucza podziału, Polska otrzymałaby dodatkową pulę uprawnień, którą powinna przeznaczyć na inwestycje ograniczające emisje w energetyce i przemyśle. Szacowane przez nas potrzeby inwestycyjne obniżające emisyjność w samej energetyce zawodowej wynoszą ok 12 -16 mld euro do 2030 roku.

 WSPARCIE TRANSFORMACJI SEKTORA ENERGETYKI

Dobrze zaprojektowane rozwiązania wsparcia modernizacji energetyki pomogłyby zminimalizować negatywne skutki wzrostu cen uprawnień i cen energii na polską gospodarkę.

ETS pozostanie centralnym elementem unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, więc transformacja polskiej energetyki będzie się musiała dokonać w jego ramach. Nowe kraje członkowskie UE (NMS) powinny otrzymać dodatkową alokację uprawnień do emisji jako formę rekompensaty za wyższe koszty redukcji emisji niż w UE15.

Proponujemy stworzenie w NMS krajowych Funduszy Niskoemisyjnych Inwestycji, zasilanych z wpływów z ETS uzyskanych przez nie w ramach dodatkowych w stosunku do krajowej koperty uprawnień alokacji. Celem tych funduszy byłoby wsparcie modernizacji sektora elektroenergetycznego. Wspierałyby one nowe projekty pośrednio, poprzez dofinansowanie krajowych instrumentów wsparcia inwestycji redukujących emisję CO2 w sektorze. W ten sposób zmniejszony zostałby ciężar finansowania niskoemisyjnej transformacji ponoszony przez konsumentów bez odkładania niezbędnej modernizacji. Mechanizm ten ma szansę być efektywnym jedynie jeśli będzie zarządzany z poziomu krajowego, a nie z poziomu UE. Dotychczasowe doświadczenia Polski pokazują, że fundusze zarządzane z poziomu Brukseli były wydatkowane z dużo mniejszą wydajnością.

Do transformacji energetycznej należy podejść kompleksowo, uwzględniając nie tylko elektroenergetykę, ale też ciepłownictwo i powiązane z nim problemy efektywności energetycznej budynków oraz szkodliwego smogu. Na aktywne wsparcie zasługuje kogeneracja jako równoprawny sposób obniżenia emisji. Potrzebna jest jednak także spójna krajowa strategia rozwoju tego segmentu energetyki, zakładająca rozbudowę sieci ciepłowniczych oraz inwestycje w wysokosprawne instalacje CHP, w tym oparte na lokalnych odpadach oraz biomasie.

 OCHRONA PRZEMYSŁU

Redukcja emisji w przemyśle stanowi większe wyzwanie niż w innych sektorach gospodarki. Po pierwsze, potencjał opłacalnych działań redukcyjnych został już w znacznej mierze wykorzystany. Po drugie, w warunkach globalnej konkurencji obciążenie europejskiego przemysłu kosztami emisji wobec braku porównywalnych działań poza UE stwarza ryzyko przenoszenia produkcji poza Europę, a więc ucieczki emisji (carbon leakage).

Opracowanie i wdrożenie niskoemisyjnych technologii w UE będzie niemożliwe bez mechanizmów skutecznie chroniących europejski przemysł przed carbon leakage, a jednocześnie tworzących bodźce do rozwijania innowacyjnych rozwiązań redukujących emisje przemysłowe. Obecnie funkcjonujące mechanizmy osłonowe wymagają modyfikacji, nie zapewniają bowiem stabilnych i przewidywalnych warunków funkcjonowania przemysłu. Konieczne będzie urealnienie benchmarków przemysłowych oraz odejście od alokacji ex ante bezpłatnych uprawnień na rzecz alokacji ex post (w oparciu o rzeczywistą wielkość produkcji), a także stworzenie scentralizowanego mechanizmu rekompensowania kosztów pośrednich emisji.

Stanowisko Lewiatana w tym zakresie podzielają BUSINESSEUROPE oraz inne europejskie stowarzyszenia przemysłowe.

Uwzględnienie powyższych zagadnień to dla Polski kwestie kluczowe z punktu widzenia konkurencyjność gospodarki. Liczymy, że konstruktywną postawą wykaże się nie tylko polski rząd, ale także pozostali negocjatorzy, i że Konkluzje Rady w sprawie Ram Polityki Klimatycznej UE do 2030 roku będą uwzględniać specyfikę poszczególnych państw członkowskich. I co najważniejsze, będą podstawą do sprawiedliwego podziału ambicji klimatycznych pomiędzy krajami członkowskimi.

Konfederacja Lewiatan

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują leasingu

W latach 2009-2013 oraz w 2014 r. 31% mikro, małych i średnich przedsiębiorstw korzystało z leasingu w celach inwestycyjnych. Niektóre z nich  kilkakrotnie, zapewniając sobie w ten sposób dostęp do środków transportu, maszyn i urządzeń, sprzętu IT, ale też sprzętu medycznego czy maszyn rolniczych – wynika z badania, które przeprowadziła Konfederacja Lewiatan.

Dla MMŚP leasing jest szansą na prowadzenie i rozwój działalności, ponieważ zapewnia dostęp do niezbędnych aktywów trwałych i zwalnia w ten sposób środki finansowe na działalność operacyjną, w tym m.in. na wspieranie sprzedaży. A przede wszystkim pozwala małym firmom zachować płynność finansową, co często byłoby trudne, gdyby musiały one finansować tak działalność operacyjną, jak i inwestycje.

– Przez cały okres rozwoju polskiego rynku leasingu nie zmieniło się postrzeganie korzyści jakie niesie ze sobą ten instrument finansowy. Są to: korzyści podatkowe, łatwość dostępu do finansowania i korzystniejsze niż w przypadku kredytu – warunki finansowania. Wraz z upowszechnieniem się wiedzy na temat leasingu, rośnie zainteresowanie leasingiem w poszczególnych sektorach gospodarczych. W 2000 roku jedynie 13,7 % przedsiębiorstw przemysłowych deklarowało, że korzysta z leasingu,  a w 2014 wskaźnik ten wzrósł do 30,9 %. Kluczowy był również wzrost znaczenia leasingu w branży budowlano – montażowej. W okresie od 2000  do 2014 udział przedsiębiorców deklarujących korzystanie z leasingu wzrósł z 23,4 % do 38 % – mówi Wojciech Rybak, wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Kim są MMŚP korzystające z leasingu

Najchętniej z tej formy finansowania inwestycji korzystają firmy średnie – w tej grupie firm prawie 2/3 to leasingobiorcy. Ale oczywiście bezwzględnie najwięcej leasingobiorców jest wśród mikroprzedsiębiorstw zatrudniających od 1 do 9 pracowników, bowiem stanowią one blisko 60 proc. wszystkich firm działających w Polsce, a wśród nich ponad 28% to firmy inwestujące z wykorzystaniem leasingu.

– Najbardziej otwarte na korzystanie z leasingu są firmy przemysłowe, firmy z sektora opieka zdrowotna i pomoc społeczna, z sektora działalność profesjonalna, naukowa i techniczna i oczywiście firmy transportowe. Przemysł i transport nie dziwią, ale opieka zdrowotna trochę tak. Okazuje się, że firmy działające w tym sektorze (a MMŚP-pracodawców, czyli zatrudniających od 1 do 9 osób jest tu ponad 26,5 tys. firm) potrzebują sprzęt medyczny i bez leasingu dostęp do niego nie byłby możliwy, a tym samym prowadzenie działalności także nie byłoby możliwe. Relatywnie dużo firm korzystających z leasingu jest także w sektorze rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybołówstwo (ponad 20 proc.). W początkach polskiego leasingu sektor ten omijał firmy leasingowe, a one omijały ten sektor. Dzisiaj okazuje się, że rozwój małych firm rolno-spożywczych często bazuje na możliwości inwestowania z wykorzystaniem właśnie leasingu – podkreśla dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Badania wskazują, że z leasingu korzystają w największym stopniu firmy działające na rynku 6-11 lat. To firmy już po okresie „przetrwania”, które wchodzą w fazę rozwoju i leasing jest świetnym instrumentem na ten rozwój pozwalającym.

Ciekawe, że relatywnie mniejszym zainteresowaniem cieszy się leasing wśród firm „kobiecych”, tj. takich których właścicielką jest kobieta i firmą zarządza kobieta niż wśród firm „męskich” czy „mieszanych. Po leasing chętniej sięgają firmy, których właściciele i osoby zarządzające mają wyższe wykształcenie.

Ostatnie lata pokazały zatem, że przeciętny leasingobiorca to firma prowadząca działalność produkcyjną, działająca w ochronie zdrowia i pomocy społecznej lub w transporcie, firma średnia, firma działająca na rynku 6-11 lat, której właściciel i osoba zarządzająca ma wyższe wykształcenie i jest mężczyzną.

Firmy- leasingobiorcy to firmy rozwoju

MMŚP korzystające z leasingu to firmy nastawione na rozwój – prawie 50 proc. firm w tej grupie to przedsiębiorstwa, których celem strategicznym jest wzrost sprzedaży, wzrost udziału w rynku, wzrost zysku. W grupie firm nie korzystających z leasingu stanowią one „tylko” 30 proc. Prawie 40% leasingobiorców (firm, które korzystały z leasingu w latach 2009-2013 i/lub korzystają w 2014 r.) inwestuje w 2014 r. W grupie MMŚP niekorzystających z leasingu inwestuje „jedynie” 16 proc. Leasingobiorcy inwestujący w 2014 r. koncentrują swoje inwestycje na zakupie maszyn i urządzeń, a 46 proc. spośród nich – na zakupie maszyn i urządzeń w związku z zastosowaniem nowej technologii. Jednocześnie źródła finansowania tych inwestycji są zrównoważone – dla 37 proc. MMŚP-leasingobiorców podstawę do finansowania inwestycji stanowią kapitały własne, dla ¼ – leasing, a dla 15 proc. – kredyt bankowy. To zróżnicowanie i zrównoważenie finansowania (środki własne i środki obce) pozwala MMŚP-leasingobiorcom na skuteczne wykorzystywanie szans rynkowych. To ważne, bowiem ponad 60 proc. tych MMŚP opiera swoją filozofię prowadzenia biznesu  na założeniu, że jeżeli rynek na to pozwala, firmę należy rozwijać szybciej korzystając z zewnętrznego finansowania. W grupie firm niekorzystających z leasingu takich MMŚP jest tylko nieco ponad 1/3. Pozostałe 2/3 rozwija biznes powoli, bo nie chcą korzystać z zewnętrznego finansowania.

Leasingobiorcy definiują swoje priorytety biznesowe jako działanie w długim okresie, oparte na planach strategicznych, z wykorzystaniem środków obcych, inwestowaniem w innowacje produktowe i ekspansją zagraniczną. W grupie leasingobiorców tych ostatnich jest 20 proc., podczas gdy w grupie MMŚP nie korzystających z leasingu jest ich tylko 4,4 proc.

Leasingobiorcy to także firmy zdecydowanie w większym stopniu korzystające z nowoczesnych technologii informatycznych – więcej niż wśród nie-leasingobiorców jest wśród nich firm obsługujących klienta przez Internet (prawie 2/3), wystawiających e-faktury (prawie 50 proc.) posiadających portal on-line dla klientów (prawie ¼) czy wykorzystujących specjalistyczne oprogramowanie do zarządzania zapasami (prawie 55 proc.).

MMŚP korzystające z leasingu to zatem firmy, które inwestują, głównie w rozbudowę i modernizację aparatu wytwórczego, w tym związanego z wykorzystaniem nowych technologii, korzystające w sposób zrównoważony z różnych źródeł finansowania, a jednocześnie nie oczekujących na środki unijne, czyli przysłowiową „mannę z nieba”. Filozofią prowadzenia przez nie biznesu jest korzystanie z szans rynkowych i wykorzystywanie do tego zewnętrznego finansowania, a priorytetami biznesowymi – działanie w długim okresie, inwestowanie w innowacje i ekspansja zagraniczna. A wszystko z zastosowaniem nowoczesnych technologii informatycznych.

Chcielibyśmy, aby większość polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw prezentowało takie CV. Leasing oczywiście nie tworzy z MMŚP takich małych biznesowych championów. Ale na pewno pomaga w urealnianiu możliwości rozwojowych, w  wykorzystywaniu szans rynkowych, w wykorzystywaniu wewnętrznego potencjału naszych „maluchów”. Jest im potrzebny!!!

12 edycja badania „Monitoring kondycji sektora MMŚP”, przygotowana została przez Konfederację Lewiatan, a zrealizowana na losowej próbie 1111 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw przez CBOS od 6 maja – 18 lipca 2014 r.

 

Konfederacja Lewiatan

Umowy na czas określony po nowemu

Ministerstwo Pracy w projekcie nowelizacji kodeksu pracy zaproponowało, żeby można było podpisać maksymalnie tylko trzy umowy o pracę na czas określony, a łączny ich czas nie mógł być dłuższy niż 33 miesiące. Konfederacja Lewiatan uważa, że to nadmierna regulacja.

– Rozczarowuje, że nie wykorzystano szansy na wprowadzenie rozwiązań, które przyniosłyby realną zmianę na lepsze. Chodzi przede wszystkim propozycję dotyczącą okresów wypowiedzenia. Jest to proste przeniesienie rozwiązań obowiązujących w przypadku umów na czas nieokreślony. Podnosząc ochronę dla zatrudnienia terminowego należało obniżyć poziom ochrony kontraktów na czas nieokreślony. Inaczej zmniejszy się w ogóle liczba umów o pracę regulowanych w Kodeksie Pracy – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.
Stąd propozycja Konfederacji Lewiatan zmiany okresów wypowiedzenia dla obu tych rodzajów umów: 2 tygodnie – jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 12 miesięcy, 1 miesiąc – jeżeli był zatrudniony co najmniej 12 miesięcy, 2 miesiące – jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 36 miesięcy.

– Wprowadzenie zarówno liczbowego jak i czasowego ograniczenia dla umów terminowych (33 miesiące, 3 umowy) jest nadmierną regulacją. Skoro już wprowadzono maksymalny okres łącznego stosowania umów nie ma potrzeby określania ich maksymalnej liczby, tym bardziej, że proponowane warunki wypowiedzenia nie zależą od długości umowy, ale od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy. W naszej ocenie okres ten powinien wynosić 48 miesięcy, bez określania liczby dopuszczalnych umów. Wprowadzenie okoliczności, w których umowy mogą być zawarte na dłuższy okres niż zaproponowane 33 miesiące nie jest wystarczające. Tym bardziej, że zaproponowano tu konieczność zgłaszania takich przypadków do Państwowej Inspekcji Pracy. To niepotrzebna i nadmierna restrykcja – dodaje dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Konfederacji Lewiatan.

Niestety, resort pracy nie chce wydłużenia okresu próbnego do 6 miesięcy, co postulowały organizacje pracodawców. Mogłoby to zwiększyć szanse osób młodych na zatrudnienie. Firmy potrzebują formuły pozwalającej na przygotowanie nowych pracowników do pracy, a 3 miesiące to często za krótko.

Lewiatan zgadza się na możliwość jednostronnego zwolnienia pracownika z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia.
Projekt Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wymaga głębszej analizy. Doceniamy fakt, że projekt nie uwzględnił pojawiających się z różnych stron dość egzotycznych pomysłów, które mogłyby oddziaływać destrukcyjnie na rynek pracy. Niemniej wspólne stanowisko organizacji pracodawców w znacznej części nie zostało w nim uwzględnione, więc nie może on zyskać naszego pełnego poparcia.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło do konsultacji projekt zmian w kodeksie pracy regulujących zasady zawierania i wypowiadania umów o prace na czas określony. Projekt ten było oczekiwany od wydania przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyroku w sprawie C-38/14 wskazujący przede wszystkim na nierówności w długości okresów wypowiedzenia między umowami na czas określony i nie określony. Konieczność przedstawienia przez rząd propozycji w tej sprawie jest okazją na ograniczenie zjawiska tzw. dualizmu czy segmentacji rynku pracy. W Polsce udział pracowników zatrudnionych na umowy na czas określony jest największy w Unii Europejskiej; ponad 28% przy średniej dla UE wynoszącej 14%. Ta sytuacja jest w dłuższej perspektywie niekorzystna dla gospodarki, a wynika z nadmiernej różnicy w poziomie ochrony umów na czas nieokreślony i na czas określony. Wszystkie reprezentatywne organizacje pracodawców już w kwietniu 2014 r. przedstawiły wspólne stanowisko zmian, które w naszej ocenie doprowadziłyby do zwiększenia popularności umów na czas nieokreślony, jednocześnie nie ograniczając poziomu zatrudnienia. Lewiatan to stanowisko podtrzymuje.

Konfederacja Lewiatan

Skład nowej KE: komentarz Henryki Bochniarz

Komentarz Henryki Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan, po ogłoszeniu wyniku głosowania nad zatwierdzeniem nowego składu Komisji Europejskiej.

– Drużyna J.C. Junckera otrzymała w dzisiejszym głosowaniu silny mandat od Parlamentu Europejskiego. Środowisko biznesu dobrze ocenia zmiany wprowadzone przez nowego przewodniczącego KE, wynikające z wsłuchiwania się w postulaty biznesu, jak choćby wzmocnienie roli wiceprzewodniczących KE czy połączenie konkretnych obszarów, jak polityka energetyczno- klimatyczna. Po raz pierwszy UE będzie miała też komisarza odpowiadającego za sprawy dotyczące mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, czyli ponad 90 proc. wszystkich przedsiębiorstw działających w krajach członkowskich UE, wytwarzających ponad 50 proc. europejskiego PKB wypracowanego przez firmy i zatrudniających ponad 60 proc. pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Poprawa warunków funkcjonowania i rozwoju tego sektora, stanowiącego kręgosłup europejskiej gospodarki, to duże wyzwanie stojące przed Elżbietą Bieńkowską. Jestem przekonana, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. O sukcesie zadecyduje otwartość na współpracę ze środowiskiem biznesu.

W pokryzysowej Europie wiele jest do zrobienia, by przywrócić konkurencyjność gospodarczą i wzrost. Dlatego w nadchodzących dniach BUSINESSEUROPE, największa organizacja pracodawców w UE, przekaże na ręce przewodniczącego nowej Komisji Europejskiej postulaty i propozycje biznesu zawarte w 10-punktowym planie.
Konfederacja Lewiatan

Komunikat o wyborze Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych na 2015 r.

Ministerstwo Finansów informuje, że dokonany został wybór Dealerów Skarbowych Papierów Wartościowych (DSPW) na rok 2015.

Minister Finansów dokonał wyboru grona DSPW na podstawie wyników konkursu prowadzonego zgodnie z zasadami określonymi w Regulaminie pełnienia funkcji Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych z dnia 19 września 2013 r., trwającego od 1 października 2013 r. do 30 września 2014 r.

Tytuł Dealera Skarbowych Papierów Wartościowych na rok 2015 został przyznany następującym bankom (w kolejności odpowiadającej pozycji zdobytej w konkursie):

 DSPW2015
1  Bank Handlowy w Warszawie S.A.
2  BNP Paribas S.A.
3  ING Bank Śląski S.A.
4  Bank Zachodni WBK S.A.
5  HSBC Bank plc
6  PKO BP S.A.
7  Bank PEKAO S.A.
8  Société Générale S.A. Oddział w Polsce
9/10  Bank Millennium S.A.
9/10  Goldman Sachs International
11  Deutsche Bank Polska S.A.
12  Barclays Bank plc
13  mBank S.A.
14  Erste Group Bank AG
15  J.P. Morgan Securities plc

Komunikat MF dot. prac nad Rejestrem Dłużników Należności Publicznoprawnych

Ministerstwo Finansów informuje, że projekt założeń ustawy, który przewiduje utworzenie Rejestru Dłużników Należności Publicznoprawnych został uzgodniony.

W związku z doniesieniami medialnymi na temat Rejestru Dłużników Ministerstwo Finansów wyjaśnia, że projekt założeń zmiany ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, obejmujący utworzenie Rejestru Dłużników Należności Publicznoprawnych w wyniku dyskusji w ramach konsultacji z innymi resortami oraz partnerami społecznymi został uzgodniony i 17 października został przekazany do dalszych prac legislacyjnych.

W trakcie bezpośrednich spotkań wyjaśnionych zostało wiele wątpliwości,  poszukując przy tym jak najlepszych rozwiązań służących realizacji celów tego projektu. Głównymi celami utworzenia Rejestru są: zwiększenie poziomu dobrowolnego regulowania należności publicznoprawnych i przez to zmniejszenie ilości wszczynanych uciążliwych dla zobowiązanych egzekucji administracyjnych, a także dostarczanie informacji o wiarygodności płatniczej dłużników ujętych w Rejestrze.

Tym ma się zasadniczo różnić Rejestr Dłużników Należności Publicznoprawnych od rejestru dłużników niewypłacalnych w Krajowym Rejestrze Sądowym, który zawiera informacje o takich dłużnikach, wobec których egzekucja jest już bezskuteczna.

Wpis do rejestru dłużników nie nastąpi natychmiast od momentu np. spóźnienia się z wpłatą. Ten instrument  będzie stosowany po zakończeniu całego postepowania administracyjnego czy sądowego uwzględniając rozstrzygnięcia wydane w tych postępowaniach.

W wyniku wspólnych prac międzyresortowych oraz z udziałem partnerów społecznych  projekt założeń został zmieniony i uzupełniony także w kierunku zapewniającym właściwą ochronę prawa do prywatności osób indywidualnych, jak również zabezpieczenie systemu przed masowym przeszukiwaniem sieci w celu zdobycia informacji o zaległościach publicznoprawnych. Jednym z takich narzędzi zabezpieczających będzie dostępność do Rejestru wyłącznie  po zalogowaniu się do Portalu Podatkowego. Ponadto przyjęto jednakowe kryteria wyszukiwania dla wszystkich zainteresowanych podmiotów – zarówno urzędów publicznych, jak i osób indywidualnych: według numeru PESEL, NIP albo REGON.

Ministerstwo Sprawiedliwości pismem z dnia 8 października br., wniesionym już po konferencji uzgodnieniowej, uznało projekt za uzgodniony. Zmieniony i uzupełniony projekt założeń (link otwiera nowe okno w serwisie zewnetrznym) opublikowany został na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Ponad 45% pracujących Polaków nie otrzymuje w pracy benefitów

Prawie połowa z nas nie otrzymuje w pracy dodatkowych świadczeń – wynika z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu: benefity po polsku”. Najczęściej oferowane benefity to prywatna opieka medyczna i ubezpieczenie na życie. Samochód służbowy czy karty przedpłacone to dobra wciąż przeznaczone tylko do wybranych.

Jak pokazuje raport Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu: benefity po polsku”, tylko 55% z nas otrzymuje benefity w pracy. Największą popularnością cieszą się te związane z naszym zdrowiem. Najrzadziej wręczane są z kolei dobra takie jak służbowy samochód czy karta pre-paid. W sferze naszych marzeń pozostają wciąż codziennie opłacony lunch czy karta na paliwo.

Zdrowie ponad wszystko

28% Polaków deklaruje otrzymywanie od pracodawcy prywatnej opieki medycznej – wynika z danych serwisu zarobki.pracuj.pl. W ramach tego świadczenia pracownik uprawniony jest do korzystania z usług prywatnych placówek medycznych nieodpłatnie bądź w niższej cenie. Ubezpieczenie na życie, zapewniające pracownikowi i jego rodzinie zabezpieczenie finansowe w przypadku utraty przez niego zdrowia lub życia, jest z kolei oferowane co piątemu respondentowi. Na zdrowie wpływa także kondycja fizyczna, dlatego 16% pracodawców oferuje podwładnym karnety sportowo-rekreacyjne, upoważniające do korzystania z usług oferowanych przez placówki sportowe oraz gabinety odnowy biologicznej.

Profity tylko dla wybranych?

O ile telefon komórkowy do celów prywatnych otrzymuje aż 18% pracujących Polaków, to posiadanie samochodu służbowego deklaruje jedynie 8% – pokazują dane serwisu zarobki.pracuj.pl. Przeważnie oznacza to możliwość dojazdu i powrotu z miejsca pracy do miejsca zamieszkania, jednak często też wykorzystywanie auta do innych celów. Jeszcze rzadziej niż samochód deklarowane są karty przedpłacone – możliwość korzystania z nich potwierdziło jedynie 3% badanych. Tę bezgotówkową formę płatności można wykorzystywać w punktach handlowych
i usługowych. Najrzadziej spotykanym benefitem są programy emerytalne, ich posiadanie deklaruje niecałe 3%Polaków.

Jakie benefity cenią sobie Polacy?

Jak pokazują dane z raportu Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu: benefity po polsku”, najważniejsza dla pracowników jest prywatna opieka medyczna – tak zadeklarowało 42% pracujących Polaków. Na drugim miejscu (40%) stawiane jest ubezpieczenie na życie. Dane z serwisu zarobki.pracuj.pl pokrywają się z tym, co najczęściej oferują nam pracodawcy. Pierwszą trójkę najważniejszych benefitów zamykają świadczenia socjalne. Pomoc materialna, jakiej udziela pracodawca, może objawiać się wsparciem finansowym (zwrotnym lub bezzwrotnym) bądź pomocą materialną w postaci np. paczek żywnościowych, podręczników szkolnych czy odzieży. Najmniej istotne okazują się być kupony na usługi turystyczne – ważne tylko dla 7% pracujących Polaków, czy kupony na usługi kulturalne – wymieniło je 12% respondentów.

O czym wciąż możemy jeszcze tylko pomarzyć?

Jak pokazuje raport Pracuj.pl „Podwyżka bez tabu: benefity po polsku” z pośród nietypowych benefitów największym, niespełnionym marzeniem pracujących Polaków pozostaje otrzymywanie od pracodawcy karty na paliwo – deklaruje tak 43% z nas. Kolejnym benefitem, o którym marzymy, jest voucher na wakacje (37%). Pierwszą trójkę zamykają z kolei karnety na wydarzenia kulturalne (30%). Wśród najczęstszych odpowiedzi znalazły się też codziennie opłacony lunch (19%) czy dofinansowanie przedszkola (23%).

Chociaż benefity odgrywają znaczącą rolę przy wyborze pracodawcy i warto zwracać na nie uwagę przy negocjowaniu warunków współpracy, na pierwszym miejscu stawiane są wciąż zarobki. Dla tych wszystkich, którzy nie wiedzą, jakie kwoty mogą otrzymać na swoim stanowisku albo starają się o podwyżkę, portal Pracuj.pl stworzył narzędzie, które ułatwi rozmowę z przełożonym o wynagrodzeniu. Serwis zarobki.pracuj.plumożliwia sprawdzenie, czy nasza pensja jest adekwatna zarówno do doświadczenia, jak i stanowiska.

Raport Pracuj.pl: „Podwyżka bez tabu: benefity po polsku” został opracowany na podstawie badań przeprowadzonych przez TNS na zlecenie Pracuj.pl w dniach 10-15 września 2014 r. na reprezentatywnej grupie pracujących Polaków (n=1000) oraz na podstawie danych z serwisu zarobki.pracuj.pl.

Drosed zamierza inwestować w produkcję mięsa z kaczki i gęsi oraz produkty gotowe do przyrządzenia na grillu

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz bardziej przekonują się do mięsa drobiowego, w tym roku zjedzą go już niewiele mniej niż wieprzowiny. Siedlecki Drosed zamierza skoncentrować się na rozwijaniu niszowych i jeszcze mało docenianych segmentów drobiowego rynku, takich jak mięso z kaczek i gęsi.

Jak prognozuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w tym roku Polacy zjedzą 37 kg wieprzowiny na osobę, czyli o ponad 5 kg mniej niż w 2010 roku. Jednocześnie prognozowane spożycie drobiu w 2014 roku to 30 kg, czyli o ponad 5 kg więcej niż przed czterema laty.

Na polskim rynku drobiowym dominują oczywiście kurczaki, jednak szanse na wzrost branża dostrzega w innych gatunkach zwierząt.

– Staramy się patrzeć bardziej w przyszłość i trochę urozmaicać klientowi asortyment – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Lewicki prezes zarządu Grupy Drosed. – Jeżeli chodzi o mięso, to nie inwestujemy aż tak dużo jak inni w ten podstawowy, mainstreamowy produkt, którym jest kurczak, bo tam jest olbrzymi przyrost, olbrzymi rynek i olbrzymia konkurencja.

Jak podaje Krajowa Rada Drobiarstwa, w 2013 roku w Polsce hodowano na mięso ponad 760 mln kur i zaledwie 26 mln indyków. Kaczych brojlerów było ponad 11 mln, a tuczonych gęsi – 6,6 mln. Jako ciekawostkę można też przytoczyć dane o hodowli 2 tys. strusi.

– Mamy w swoim portfolio bardzo dużo innego asortymentu – deklaruje prezes Lewicki. – Jesteśmy jednym z największych graczy w Polsce, największym dostawcą kaczki, jednym z dużych producentów gęsi. Staramy się urozmaicać portfolio o tyle, żeby dać klientowi szansę kupowania drobiu lepszej jakości.

Spożywając coraz więcej mięsa drobiowego, Polacy poszukują nie tylko niższych cen. Część konsumentów szuka nowych smaków i produktów z wyższej półki.

– Jest jeszcze olbrzymi potencjał w kaczce i gęsi – ocenia Jacek Lewicki. – Na razie mało sprzedaje się elementów z kaczki, ale to można zmienić. Jest to tylko kwestia pewnego dostosowania poziomu cenowego do potrzeb klienta.

Paradoksalnie potencjał można dostrzec też w masowo sprzedawanym w Polsce mięsie kurzym. Są klienci, którzy chcą jeść kurczaki lepszej jakości niż oferuje chów przemysłowy, i są za to gotowi zapłacić.

– Mamy też kurczaka lepszej jakości, kurczaka zagrodowego, który jest bardziej wyrafinowanym produktem mówi prezes grupy Drosed. – Można powiedzieć, że to jest dzisiaj jedyny produkt pakowany w mięsie drobiowym, który został zaakceptowany przez tradycyjną dystrybucję. Ma on markę, jest zapakowany, ma swoje dodatkowe wartości, lepsze mięso, przez dłuższy chów, przez pewną specyfikę tego chowu.

Najtrudniej, jak ubolewa prezes grupy Drosed, przekonać polskich konsumentów do mięs poddanych wstępnej obróbce. Produktów przyprawionych, przygotowanych na grilla czy do pieczenia.

– Mamy zatem olbrzymie pole do popisu, chociażby właśnie w takich daniach gotowych. To jest oczywiście śpiew przyszłości, ale pewnie kiedyś klient w końcu zaakceptuje ten trochę bardziej przetworzony produkt.

Sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła o 2,4 proc. Realnie wzrost wyniósł ponad 3 proc. (prognoza)

CEO Magazyn Polska

Większość analityków uważa, że polska sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła mocniej niż w sierpniu. Prognozują wzrost o 2,4-2,5 proc. Choć nie jest to imponujące przyspieszenie, na wynik wpływ miał spadek cen, czyli deflacja. Realnie wzrost jest wyższy.

– Wrześniowy odczyt powinien pokazać poprawę kondycji gospodarki i konsumpcji prywatnej. Spodziewam się przyspieszenia dynamiki do poziomu 2,4 z 1,7 w sierpniu, częściowo ze względu na korzystniejszy efekt kalendarzowy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Pomimo dobrych prognoz wrześniowej sprzedaży detalicznej trzeba pamiętać, że dynamika wzrostu jest znacznie słabsza niż na przełomie roku, kiedy wynosiła około 5 proc., czy w lutym i kwietniu, gdy sięgnęła 7-8 proc.

– Natomiast trzeba zwrócić uwagę na to, że statystyki sprzedaży detalicznej i dynamika nominalna sprzedaży są zaniżone przez niską inflację, w zasadzie deflację na poziomie cen żywności i paliw. To powoduje, że w ujęciu nominalnym te dynamiki są mniejsze – podkreśla Grzegorz Maliszewski.

Jak mówi, w ujęciu realnym sprzedaż rośnie w tempie ponad 3-proc. i prawdopodobnie to tempo ulegnie przyspieszeniu również we wrześniu.

– W związku z tym rzeczywisty i realny poziom konsumpcji jest wyższy, niż wskazują na to wartości nominalne, a spadek inflacji i brak presji inflacyjnej powoduje, że konsumpcja realna i dochody realne gospodarstw domowych się zwiększają. W związku z tym jest większy potencjał do tego, żeby utrzymać się na ścieżce wzrostowej – ocenia główny ekonomista Banku Millennium.

Poziom sprzedaży detalicznej najbardziej obniżają w ostatnich miesiącach paliwa oraz samochody. Sprzedaż nowych aut spada, bowiem na początku roku istniała jeszcze możliwość, by kupować je na korzystniejszych zasadach podatkowych. Kto miał możliwość odliczenia podatku VAT, kupował samochód w I kwartale. Dziś kupujących w salonach motoryzacyjnych jest więc znacznie mniej.

– Natomiast ważne i pozytywne jest to, że rośnie sprzedaż produktów z kategorii dóbr trwałego użytku, czyli mebli, AGD i RTV mówi Grzegorz Maliszewski. – Po wyeliminowaniu tych najbardziej spadających komponentów, czyli aut i paliw, sprzedaż rośnie w ujęciu realnym o ponad 5 proc. W związku z tym to nie jest taki zły odczyt ,patrząc na pogarszający się sentyment w gospodarce polskiej i europejskiej.

W ocenie głównego ekonomisty Banku Millennium można oczekiwać, że sprzedaż dóbr trwałego użytku będzie w Polsce rosła także w kolejnych miesiącach.

670 mln zł pożyczek na rozwój miast w trzech województwach

CEO Magazyn Polska

Już ponad 80 projektów uzyskało za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego pożyczkę z europejskiego programu JESSICA. Inwestycje uzyskały wsparcie w wysokości 670 mln zł, ale łączna ich wartość jest znacznie większa. Program kładzie nacisk na funkcje społeczne inwestycji, dzięki czemu korzystają z nich wszyscy mieszkańcy miast. Jednym z projektów jest odbudowa warszawskiej Hali Koszyki.

Tylko pięć województw w Polsce zdecydowało się na wdrożenie takich inicjatyw, czyli wykorzystanie zwrotnych instrumentów finansowych do wspierania projektów miejskich. Trzy z nich to są partnerzy Banku Gospodarstwa Krajowego. Udało się sfinansować 82 fantastyczne projekty. Łączna wysokość wsparcia finansowego, jakie zostało udzielone w ramach programu JESSICA, opiewa na kwotę 670 mln zł, ale przy okazji własne środki wyłożyły też podmioty prywatne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Kacprzyk, prezes zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Obecnie w programie JESSICA we współpracy z BGK uczestniczą województwa wielkopolskie, mazowieckie oraz częściowo województwo pomorskie. Z innymi bankami współpracują województwa zachodniopomorskie i śląskie.

JESSICA to inicjatywa umożliwiająca uzyskanie pożyczki na preferencyjnych warunkach na inwestycje na terenach miejskich. Mogą się o nią ubiegać zarówno jednostki publiczne, jak i prywatni inwestorzy. Ważnym kryterium jest funkcja społeczna realizowanych inwestycji. Mogą one dotyczyć m.in. rewitalizacji obszarów miejskich, tworzenia placówek kulturalnych lub innych form poprawy przestrzeni miejskiej. Łącznie środki na realizację programu w Polsce to 256 mln euro (ponad 1 mld zł).

Inwestorzy stopniowo przekonywali się do finansowania zwrotnego w formie pożyczek JESSICA. Potrzebowali z pewnością przykładów, które zachęcałyby ich do tego, żeby nawiązywać współpracę z bankiem i aplikować o pożyczkę. Niewątpliwie Wielkopolska miała utrudnione zadanie, ponieważ był to pierwszy region – podkreśla Anna Gajewska, dyrektor Departamentu Programów Europejskich w BGK.

Dodaje, że łatwiej było w Pomorskiem i Mazowieckiem, gdzie inwestorzy czekali na uruchomienie programu z gotowymi projektami. W Wielkopolsce dominują inwestycje samorządowe, co według Gajewskiej wiąże się z charakterem realizowanych tam projektów – dotyczą one rewitalizacji miejskich przestrzeni publicznych, a także modernizacji szkół i obiektów kultury. Z kolei na Mazowszu spółki komunalne za pomocą środków z programu JESSICA realizują inwestycje z zakresu efektywności energetycznej.

Mówimy tutaj o bardzo różnych projektach w bardzo różnej skali. Ciekawym projektem jest na przykład akademik w Poznaniu, ale są też na przykład przestrzenie handlowo-usługowe. Te projekty rewitalizacyjne są z oczywistych powodów widoczne publicznie i powszechnie mogą być ocenione. Mniej być może widoczne, ale nie mniej ważne, są na przykład projekty termomodernizacyjne – wylicza Kacprzyk.

Innym dużym projektem realizowanym w ramach inicjatywy jest odbudowa warszawskiej Hali Koszyki. Projekt ma wartość ponad 300 mln zł, z czego 25 mln zł to pożyczka ze środków JESSICA. Realizuje go firma Griffin Real Estate.

Dzięki pożyczce udzielonej na warunkach preferencyjnych będziemy w stanie realizować wszystkie funkcje społeczne, które mieliśmy w planie w ramach realizacji hali. Pożyczka umożliwi nam jeszcze szersze przystosowanie tego projektu do potrzeb społecznych – zapowiada Dorota Wysokińska-Kuzdra, senior partner w Griffin Real Estate.

Wysokińska-Kuzdra podkreśla, że mimo różnych źródeł finansowania pożyczki JESSICA i kredytu komercyjnego z BGK procedury były bardzo proste. Dodaje, że dzięki programowi inwestorzy mogą przeprowadzić projekty, które nie miałyby szans na kredyt komercyjny.

Radosław Stępień, wiceprezes BGK ocenia, że samorządy są coraz lepiej przygotowane do pozyskiwania pożyczek z inicjatywy JESSICA. Zwrotny model finansowania może być coraz popularniejszy.

Ten model finansowania – nie dotacjami, lecz właśnie pożyczkami – się sprawdza – zapewnia Radosław Krawczykowski z Wielkopolskiego Urzędu Marszałkowskiego. ‒ Liczymy na to, że po 2020 roku, kiedy środki unijne się skończą, uda się poszczególnym województwom wygenerować takie kwoty, które pozwolą na to, żeby w przyszłości dalej finansować ciekawe projekty.

J. Steinhoff: SKOK-i to istotny element polskiego systemu finansowego. Nadzór nad nimi powinien być racjonalny

CEO Magazyn Polska

Trwają Narodowe Konsultacje dotyczące roli polskiej bankowości spółdzielczej. Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, jest przekonany, że SKOK-i powinny dalej funkcjonować w Polsce, a nadzór Komisji Nadzoru Finansowego nad nimi powinien być tak skonstruowany, by wzmacniać dobrze funkcjonujące kasy.

Uważam, że bankowość spółdzielcza jest bardzo istotnym i racjonalnym mechanizmem funkcjonującym w polskiej gospodarce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. ‒ Mam nadzieję, że wszelkie regulacje będą uwzględniały z jednej strony specyfikę bankowości spółdzielczej, z drugiej strony będą właściwie zabezpieczały interesy ludzi, którzy w instytucjach spółdzielczych lokują swoje oszczędności.

Bankowość spółdzielcza, czyli SKOK-i, ma w Polsce długą tradycję. Pierwsze instytucje tego typu powstały już w okresie międzywojennym. Od banków różnią się tym, że każdy z depozytariuszy staje się równocześnie akcjonariuszem kasy. Podobne instytucje funkcjonują w ok. 100 krajach świata, a popularność zyskują m.in. w Stanach Zjednoczonych. Od dwóch lat SKOK-i objęte są kuratelą Komisji Nadzoru Finansowego.

Zgodnie z danymi SKOK w czerwcu br. funkcjonowało w Polsce niemal 1,9 tys. oddziałów kas, które miały ponad 2,6 mln członków. Ich łączne depozyty sięgały 17 mld zł, a aktywa – 18,2 mld zł.

Pozycja SKOK-ów jest jednak niepewna, bo część z kas ma problemy finansowe. Jedna z nich, SKOK Wspólnota, niedawno ogłosiła upadłość, ale depozyty członków były bezpieczne – ok. 900 mln zł zostało wypłacone z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Sektor SKOK-ów nie jest jednak jednolity: są kasy małe o niewielkich aktywach, które nie mają dużego udziału w całym sektorze, są też kasy duże, koncentrujące większy udział. Z danych z I półrocze wynika, że największe SKOK-i w Polsce odnotowały dobre wyniki. SKOK Stefczyka podał, że od stycznia do czerwca wypracował ponad 15 mln zł zysku. Z kolei wynik SKOK-u Wołomin za ten okres to 32,6 mln zł zysku, a wskaźnik wypłacalności na dzień 30 czerwca to 7,99 proc.

Zastanawiając się na przyszłością SKOK-ów w polskim sektorze finansowym, środowiska związane z bankowością spółdzielczą zainicjowały akcję Narodowe Konsultacje, w których wszyscy mogą wyrazić swoje zdanie na temat miejsca kas w polskim systemie finansowym

Oczywiście świadomość obecnego stanu musi uwzględniać to, że po pierwsze potrzebny jest racjonalny nadzór nad tą bankowością, a po drugie bezpieczeństwo depozytów musi być zapewnione – podkreśla Steinhoff. ‒ Mam nadzieję, że bankowość spółdzielcza będzie się w Polsce rozwijała i że będziemy mieli spółdzielczość finansową na miarę doświadczeń na przykład Republiki Federalnej Niemiec, gdzie to świetnie funkcjonuje.

Steinhoff dodaje, że potrzebny jest kompromis w zakresie regulacji i nadzoru nad bankowością, także spółdzielczą. Jego zdaniem prawo i KNF nie mogą paraliżować działalności instytucji finansowych i muszą zezwalać na pewien stopień ryzyka, muszą jednak chronić też interes depozytariuszy.

Spada koszt kredytów i oprocentowanie depozytów. Oprocentowanie powyżej 3 procent już wkrótce będzie rzadkością

CEO Magazyn Polska

Stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego są rekordowo niskie, a wiele wskazuje na to, że październikowa obniżka nie jest ostatnią w tym cyklu. Spadek oprocentowania kredytów cieszy klientów, mniej – niższe zyski z depozytów. Choć przedstawiciele banków przekonują, że wciąż jest to bardzo atrakcyjny instrument do oszczędzania, to banki i tak będą musiały powalczyć o pieniądze klientów nowymi produktami.

Po ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej od 9 października stopa referencyjna NBP spadła z 2,5 do 2 proc., stopa lombardowa – z 4 do 3 proc., zaś stopa redyskontowa – z 2,75 do 2,25 proc.

To oznacza, że maksymalne oprocentowanie kredytów też zostało dosyć radykalnie obniżone – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ireneusz Wojciechowski, członek zarządu Toyota Bank Polska. – Oprocentowanie kredytów jest dziś chyba najniższe w historii. To powinno zachęcić konsumentów do ich zaciągania.

Decyzja RPP ma spowodować, że na rynek trafi więcej pieniędzy, bo potanieją kredyty, ceny zaczną rosnąć, a firmy – więcej zarabiać. Konsumenci i przedsiębiorcy otrzymali sygnał, że czas zacząć wydawać pieniądze na zaspokajanie własnych potrzeb lub inwestycje. Zwiększone wydatki powinny pobudzić wzrost gospodarczy w kraju. To zaś oznacza słabszy czas dla oszczędzających. Obok tanich kredytów decyzja Rady przyniosła również obniżkę oprocentowania depozytów.

Większość banków została zmuszona do tego, aby skorygować dość wysokie oprocentowanie lokat terminowych – mówi Ireneusz Wojciechowski. – Wydaje mi się, że oprocentowanie powyżej 3 procent, które jeszcze widzimy, lada chwila powinno zniknąć z ofert banków.

Banki będą więc musiały w inny sposób walczyć o oszczędności Polaków. Jak informuje Wojciechowski, Toyota Bank Polska proponuje swoim klientom konto oszczędnościowe oparte na indeksie stóp procentowych, konkretnie na stawce WIBOR. Jego zdaniem oszczędzający w ten sposób skorzystają na zapowiadanym trendzie, który zakłada, że po fali obniżek w niedługim okresie rozpocznie się cykl podwyżek.

Są pierwsze takie głosy za oceanem, na Wyspach Brytyjskich – banki centralne tych krajów myślą o tym, by w niedługim czasie zacząć podnosić stopy. To przełoży się na globalną gospodarkę finansową i w efekcie my też znajdziemy się prędzej czy później w środowisku rosnących stóp procentowych – ocenia Ireneusz Wojciechowski. – Oprocentowanie naszego konta aktualizowane jest i będzie co kwartał i bazuje na stawce WIBOR. Oprocentowanie końcowe to składowa stawki WIBOR 3M z końca kwartału wraz z dodaną do niego marżą na poziomie 0,25 pkt proc. Dziś klient w Toyota Bank Polska otrzymuje oprocentowanie na poziomie 3,15 proc.

Zdaniem Wojciechowskiego ze względu na przewidywalność stopy zwrotu lokaty bankowe wciąż pozostaną atrakcyjną alternatywą dla rynku akcji czy funduszy. Choć oprocentowanie lokat nominalnie wydaje się mało atrakcyjne, bo najniższe w historii, faktycznie nie jest takie złe, gdy uwzględni się spadające w ostatnich miesiącach ceny.

– Jest to klasyczna psychologia liczb – uważa członek zarządu Toyota Bank Polska. – Musimy przyzwyczaić się do tego, że jesteśmy w najniższym w ostatnim 20-leciu środowisku stóp procentowych w Polsce i klienci muszą zaakceptować tę sytuację. Lokaty, których realny zysk dzisiaj oscyluje w granicach 2 pkt proc., zestawione z poziomem deflacji w ostatnich miesiącach dają bardzo wysoką realną stopę procentową.

KGHM z najlepszym raportem rocznym. Przedstawiciele firmy odebrali dwie nagrody: Best of the Best i za wartość użytkową raportu

CEO Magazyn Polska

KGHM Polska Miedź to jedna z pierwszych firm, która opublikowała zintegrowany raport roczny. W raporcie za ubiegły rok uwzględniono nie tylko aspekty finansowe, lecz także informacje o działalności dodatkowej: CSR, ochronie środowiska i relacjach ze społecznością. – To zarówno przynosi korzyści wizerunkowe, jak i poprawia komunikację z interesariuszami – podkreślają przedstawiciele firmy.

Przedstawiamy nie tylko dane finansowe, lecz także informujemy o tym, co ważnego dzieje się w firmie: jak wygląda działalność na różnych polach, nie tylko tych podstawowych, związanych z działalnością wytwórczą – przekonuje Marek Bestrzyński, dyrektor naczelny centrali KGHM Polska Miedź SA. – Produkcja metali nieżelaznych jest dla nas kluczowa. Ale ważne jest także szerokie spektrum działalności dodatkowej, jaką jest społeczna odpowiedzialność biznesu, ochrona środowiska i relacje ze społecznością, również lokalną.

Zintegrowany raport ma na celu nie tylko przekazać w prosty sposób wszystkie dane finansowe, lecz także budować platformy komunikacji z interesariuszami (podmiotami w różny sposób zaangażowanymi w działalność koncernu). Koncern stara się prezentować w taki sposób swoje sprawozdania, aby docierały one do jak najszerszego grona odbiorców.

Obok formy papierowej, do której odbiorcy mają jednak ograniczony dostęp, publikujemy raport w postaci elektronicznej – tłumaczy Ludmiła Mordylak. – Ta wersja na pewno dociera szerszego grona zarówno analityków, jak i osób potencjalnie zainteresowanych naszą firmą, choćby inwestorów i drobnych akcjonariuszy, którzy śledzą nasze wyniki.

Firma nie wyklucza tego, że w przyszłości będzie publikować raporty już tylko w wersji elektronicznej.

KGHM jest jedną z pierwszych firm, które zdecydowały się na publikację takiego raportu. W innych krajach są one bardziej popularne. Zintegrowany raport roczny KGHM Polska Miedź SA został nagrodzony w tegorocznej, organizowanej już po raz dziewiąty przez Instytut Rachunkowości i Finansów edycji konkursu „The Best Annual Report 2013”. Celem rywalizacji jest promowanie raportów rocznych o największej wartości użytkowej dla akcjonariuszy i inwestorów, czyli takich, na podstawie których można podejmować decyzje inwestycyjne przy stosunkowo minimalnym ryzyku.

Raport został bardzo dobrze odebrany, o czym świadczy nagroda i wyróżnienie, które traktujemy jako bodziec do dalszej pracy, poszukiwań, doskonalenia – mówi Bestrzyński. – Będziemy się starać prezentować raporty w jeszcze lepszej postaci i formule bardziej czytelnej dla odbiorcy końcowego. Jest to wartość sama w sobie, bo ona powoduje, że rozwijamy się i zdobywamy doświadczenie. Dopiero uczymy się raportowania zintegrowanego, ale wysoko ustawiliśmy sobie poprzeczkę.

Farmio, producent jaj bez GMO, zajmie się produkcją mięsa z kurczaków. Drób będzie hodowany bez antybiotyków

CEO Magazyn Polska

Farmio, producent jaj kurzych, stawia na produkcję, w której nie używa się środków modyfikowanych genetycznie (GMO) ani antybiotyków. Przedsiębiorstwo w swojej działalności nie zamierza się ograniczać tylko do jaj. Obecnie wprowadza na rynek mięso drobiowe, a w kolejce czekają inne artykuły spożywcze.

Jak wynika z danych Krajowej Rady Drobiarstwa i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w ubiegłym roku wyprodukowano 9 mld jaj konsumpcyjnych, czyli o około 6 proc. (pół miliarda) więcej niż w 2012 roku, co stanowiło blisko 8 proc. produkcji Unii Europejskiej.

Jak zauważa Artur Węgłowski, wiceprezes zarządu i dyrektor zarządzający firmy Farmio, rynek jaj to jedna z kategorii produktów spożywczych, w której dotychczas marki praktycznie nie istniały lub nie miały znaczenia.

Stąd też wzięła się nasza decyzja o tym, by najpierw wejść w tę kategorię. Była to dobra platforma do tego, by wśród konsumentów wykreować świadomość nowej marki spożywczej – przekonuje Artur Węgłowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Rynek jaj konsumenckich, jak informuje wiceprezes zarządu spółki Farmio, jest wart obecnie około 3 mld zł rocznie. Jest to wartość nieobejmująca rynku B2B (dla przedsiębiorstw segmentu HoReCa, czyli hoteli, restauracji i cateringu).

Rynek jest niestabilny, od kilku lat spożycie jaj w Polsce spadało – zauważa Węgłowski. – W ostatnim roku nastąpiła stabilizacja, a nawet lekkie drgnięcie do góry pod względem spożycia per capita. Mamy więc dużo do zrobienia w kwestii pobudzenia tej kategorii.

Pod względem wielkości produkcji Polska jest szóstym producentem w UE, po Francji (14 proc.), Hiszpanii, Niemczech, Włoszech (po 11 proc.) i Wielkiej Brytanii (wytwarzającej mniej więcej podobne ilości jaj co Polska).

– Spożycie ich przez statystycznego Polaka jest jednak dużo mniejsze niż w innych krajach Europy Zachodniej – twierdzi Węgłowski. – Państwo nic nie robi w zakresie informowania konsumentów o walorach jaj, które są przecież doskonałym posiłkiem.

Spółka Farmio, jak informuje jej wiceprezes, nie zamierza ograniczać działalności do rynku jaj konsumpcyjnych.

Farmio to rodzina produktów, która będzie występować w wielu kategoriach – zapowiada Węgłowski. – W tym momencie wprowadzamy na rynek polski mięso drobiowe. Nie jest to jednak nasze ostatnie słowo. Kolejka pomysłów i projektów w różnych kategoriach jest długa. Docelowo chciałbym, aby konsument mógł spotkać w sklepie produkty Farmio w bardzo wielu miejscach.

Spółka chce się specjalizować w sprzedaży produktów spożywczych wysokiej jakości. Marka jest i będzie obecna w szerokiej sieci dystrybucji, więc istotne jest dla niej zapewnienie powtarzalności jakości sygnowanych nią artykułów.

Dwa koncepty stanowią wartość dodaną dla konsumenta – informuje Węgłowski. – Pierwszym jest to, że karmimy nioski czy brojlery paszą wolną od GMO. Temat jest w Polsce nowy. Konsumenci w dużych miastach bardziej zastanawiają się nad tym, co jedzą, bo świadomość zjawiska modyfikacji genetycznych jest większa. Natomiast w małych miejscowościach jest ona wciąż dużo niższa.

Drugą wartością jest wyeliminowanie z procesu produkcji antybiotyków. W rezultacie sygnowane marką firmy artykuły są praktycznie ich pozbawione.

To jest trudne, ale da się to osiągnąć – przekonuje Artur Węgłowski. – Swego czasu rząd holenderski sponsorował projekt chowu bezantybiotykowego. Współpracowałem wtedy z holenderskimi hodowcami i weterynarzami, którzy przynieśli to know-how do Polski. Wprowadzili te zasady w naszej firmie i u naszych współpracowników, dlatego teraz robimy to już tylko w ten sposób. Nadmienię, że w przypadku mięsa przestrzeganie takich standardów to w ogóle unikalna sprawa.

Jak podkreśla, w Polsce użycie antybiotyków należy do najwyższych w UE – wynosi 520 ton rocznie i wciąż rośnie. Na rynku spożywczym jest w związku z tym wiele kategorii produktów, w których pozycjonowaniu cena odgrywa kluczową rolę.

Właśnie te kategorie są dla nas najbardziej interesujące, tam chcemy wprowadzić naszą markę i jej wartości dodane – mówi Węgłowski. – Ale jest także bardzo wiele do zrobienia po stronie wzrostu w ogóle całych kategorii. Świadomość spożywania jaj to obszar, który jest rzadko dotykany. Mało mówi się o tym, jak dobre jest to pożywienie. Będziemy wiele robić w zakresie PR-u, żeby podnosić wartość tej kategorii. Ale interesuje nas także budowanie świadomości firmy w innych, głównie pozbawionych marki rodzajach produktów.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 października 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 października 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Przedsiębiorcy nadużywają praw pracowniczych

Od 1 stycznia do 31 sierpnia br. inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy przeprowadzili blisko 16 tysięcy kontroli podczas których stwierdzili nieprawidłowości dotyczące czasu pracy. Prawie jedna trzecia z nich dotyczyła ewidencjonowania czasu pracy. Eksperci zwracają uwagę na to, że nadużycia można byłoby zminimalizować, gdyby w firmach zautomatyzowano tworzenie harmonogramów czasu pracy.

W okresie od stycznia do sierpnia br. inspektorzy pracy przeprowadzili łącznie 15,7 tys. kontroli podczas których stwierdzili nieprawidłowości dotyczące czasu pracy. W związku z nimi skierowali do pracodawców ponad 30,1 tys. wniosków w wystąpieniach, wydali 571 poleceń ustnych, a także wydali 862 decyzje na mocy przepisów ustawy o transporcie drogowym.

Papier sprzyja nadużyciom

Nieprawidłowości najczęściej dotyczyły nieustalenia w umowie o pracę liczby „ponadwymiarowych” godzin pracy za które pracownikowi przysługuje dodatek do wynagrodzenia (16% wniosków w wystąpieniach). Mowa tutaj o pracownikach zatrudnionych w niepełnym wymiarze czasu pracy. Liczne uchybienia stwierdzono także w obszarze ewidencji czasu pracy: nieprowadzenia jej w ogóle lub prowadzenia ewidencji w sposób nierzetelny (odpowiednio 9 i 15% wniosków) oraz nieokreślania w układzie zbiorowym pracy, regulaminie pracy lub obwieszczeniu systemów czasu pracy (12% wniosków). Najwięcej naruszeń przepisów o czasie pracy ujawniono w mikroprzedsiębiorstwach zatrudniających od 1 do 9 pracowników (55%) oraz w zakładach o zatrudnieniu od 10 do 49 pracowników (30%).

– Problem dotyczy przede wszystkim małych i średnich firm, które jeszcze się nie zinformatyzowały i nie wdrożyły systemów nadzorujących tworzenie harmonogramów czasu pracy. Część takich przedsiębiorstw wciąż korzysta z archaicznej, papierowej listy obecności. W sytuacji gdy przepisy permanentnie zmieniają się, nie da się sprawnie zarządzać harmonogramami pracowniczymi, nie posiłkując się narzędziami IT. Widać to zwłaszcza w firmach handlowych, które w godzinach szczytu zwiększają na kilka godzin zatrudnienie. Tam stworzenie planu pracy zgodnie z przepisami jest bardzo skomplikowane. – tłumaczy Wojciech Mularski z firmy BPSC specjalizującej się w doradztwie informatycznym i HR.

Zarząd często nie zna skali problemu

Z danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że przepisów nie przestrzegają  także większe firmy, które posiadają już systemy kadrowo-płacowe. Powód?  Zdaniem inspektorów, część przedsiębiorców łamie prawo świadomie, by obniżać koszty prowadzenia działalności. PIP zwraca jednak również uwagę na niedostateczną znajomość regulacji prawnych, których stosowanie często wymaga posiłkowania się orzecznictwem Sądu Najwyższego a także na brak należytej staranności przy prowadzeniu dokumentacji.

– Problem polega na tym, że systemy kadrowo-płacowe funkcjonują często w oderwaniu od reszty przedsiębiorstwa. To skutkuje tym, że kadra kierownicza nie ma dostępu do bieżących informacji na temat harmonogramów czasu pracy i niekiedy nie zdaje sobie sprawy z nieprawidłowości. tłumaczy  Wojciech Mularski z BPSC. Jego zdaniem problem można byłoby zminimalizować wdrażając systemy do zarządzania czasem pracy.  Analizują one nie tylko to czy pracodawca układając harmonogram respektuje 11-godzinną przerwę w pracy, prawo do 35-godzinnego ciągłego tygodniowego odpoczynku czy co 4 wolnej od pracy niedzieli. – Mogą też optymalizować koszty pracy podpowiadając czy bardziej opłaca się zatrudnić pracownika tymczasowego, czy też wypłacić nadgodziny „etatowcowi”.  – przekonuje Wojciech Mularski.

Transport, przemysł i handel na czarnej liście

Według ostatnich danych PIP nieprawidłowości dotyczące czasu pracy występują głównie w takich branżach jak handel i naprawy, przetwórstwo przemysłowe, gospodarka magazynowa oraz transport. Problem dostrzegają też sami przedsiębiorcy.

 – W branży transportowej wielu przewoźników nie stosuje się do przepisów o czasie pracy, bo łamiąc prawo, zmniejszają oni w ten sposób koszty działalności. To obok przeładowanych samochodówi zaniżania stawek, jeden z największych grzechów branży – przyznaje Karolina Gil z firmy Pall-Ex Polska, która od lat zwraca uwagę na potrzebę poprawy standardów w branży transportowej. Jej zdaniem winę za taki stan rzeczy ponoszą nie tylko właściciele firm, ale także ci klienci, dla których jedynym kryterium wyboru przewoźnika pozostaje cena.  – Presja jest czasami tak duża, że przepisy obchodzą także te firmy, które do tej pory skwapliwie ich przestrzegały. – mówi Karolina Gil.

Na nieprawidłowości w obszarze tworzenia harmonogramów pracy Państwowa Inspekcja Pracy zwracała uwagę już wielokrotnie. W kwietniu br. informowała, że na 433 kontrole przestrzegania przepisów o czasie pracy w zakładach różnych branż, w 231 przypadkach pracodawcy w ogóle nie prowadzili harmonogramów, w 116 tworzyli je nieprawidłowo a w 100 nie przekazali pracownikom harmonogramu w terminie.

 

Ceny mieszkań i sprzedaż jak w boomie z 2007 roku

Mieszkania deweloperskie sprzedają się na pniu, pomimo że wchodzi ich teraz na rynek więcej

Sprzedaż nowych mieszkań idzie deweloperom ostatnio bardzo dobrze. Dlatego też w ofercie rynkowej zmniejsza się ilość lokali oddanych do użytku. W Warszawie na koniec września br. deweloperzy mieli wystawionych do sprzedaży ponad 3,6 tys. gotowych mieszkań, o ok. 600 mniej niż kwartał wcześniej. Z każdym miesiącem ich liczba maleje. Ukończony lokal to teraz co piąte mieszkanie ze stołecznej oferty deweloperskiej, oblicza firma Reas.

Podobnie jak w innych dużych miastach, na warszawski rynek deweloperzy wprowadzają obecnie wiele nowych projektów. W ciągu ostatniego kwartału stołeczna oferta wzrosła o 8,7 proc. Od początku lipca do końca września br. w sześciu największych miastach (w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi) firmy wystawiły do sprzedaży 13,5 tys. mieszkań. W większości miast oferta nowych mieszkań zwiększyła się o kilka procent.

Podobnie jak w Warszawie, w innych aglomeracjach także zmalała liczba gotowych mieszkań oczekujących na nabywców. W ciągu roku ich pula w sześciu największych miastach w kraju stopniała o jedną piątą. Teraz w głównych ośrodkach miejskich niemal co czwarte mieszkanie deweloperskie można kupić i od razu odebrać do niego klucze.

W sumie w największych sześciu miastach jest teraz do nabycia 47,6 tys. nowych mieszkań. To wciąż znacznie mniej niż w rekordowym pod tym względem 2007 roku, kiedy na rynku deweloperskim było w sprzedaży ok. 54 tys. mieszkań.

Sprzedaje się niemal tyle mieszkań, ile wchodzi na rynek

Oferta deweloperska rośnie już drugi kwartał z rzędu, ale wyniki sprzedaży również są bardzo dobre. W ciągu ostatniego kwartału w wymienionych wyżej miastach nabywców znalazło 10 tys. mieszkań deweloperskich. Z tego ponad 4 tys. lokali sprzedało się w Warszawie, oblicza Reas.

Większa ilość wprowadzanych na rynek projektów to odpowiedź deweloperów na utrzymujący się od roku wyraźnie większy popyt na mieszkania. W ostatnich czterech kwartałach sprzedano w głównych aglomeracjach o prawie 19 proc. mieszkań więcej (blisko 42,7 tys. lokali) niż w rekordowym dotychczas 2007 roku. W tym samym okresie na rynek weszło ok. 44,8 tysiąca mieszkań. Popyt niemalże zrównoważył zatem podaż.

Świetne wyniki sprzedaży, jakie w tym roku odnotowują firmy deweloperskie to zasługa niskiego oprocentowania kredytów, a także dopasowanej do oczekiwań klientów oferty rynkowej. Od października zainteresowanie zakupem mieszkań ma szansę jeszcze wzrosnąć także dzięki większej dostępności ofert, które obejmuje teraz program dopłat do kredytów Mieszkanie dla Młodych.

Impulsem do podjęcia decyzji o kupnie mieszkania  jeszcze przed końcem bieżącego roku jest też niższy obowiązkowy wkład własny do zaciąganego kredytu, który od stycznia 2015 roku wzrośnie do 10 proc. Jeszcze tylko do końca tego roku można pożyczyć od banku 95 proc. wartości mieszkania, od nowego roku trzeba będzie mieć 10 proc. zgromadzonych środków własnych.

W Warszawie od 4,5 tys. do 50 tys. zł za metr

A jak zachowują się ceny mieszkań? Dobra koniunktura utrzymująca się na rynku nowych mieszkań nie przyniosła na razie widocznych ruchów cen. Nowe projekty wyceniane są podobnie jak poprzednie. W większości miast ceny mieszkań deweloperskich są stabilne. Tylko w Poznaniu widać lekki wzrost średnich stawek, informuje Reas. Ze względu na wzrost oferty rynkowej, analitycy nie prognozują w najbliższym czasie wyraźnych podwyżek stawek.

Ze względu na strukturę dostępnych mieszkań wiele osób decyduje się teraz na zakup lokali w inwestycjach będących na wczesnym etapie budowy. Wzięcie mają nawet mieszkania w projektach, w których prace budowlane jeszcze nie ruszyły. Wtedy nabywcy mogą liczyć na niższe ceny.

Klienci są dziś dobrze przygotowani do zakupu mieszkań. Potrafią szybko ocenić jakość ofert i porównać stawki w konkurencyjnych projektach i nie zawsze wybierają najniżej wycenione inwestycje. – Firmy projektują teraz coraz ciekawsze inwestycje i starają się oferować mieszkania w atrakcyjnych rynkowo cenach.  Na białołęckim osiedlu Tarasy Dionizosa mamy w tej chwili mieszkania w cenie od 5500 zł/mkw. Biorąc pod uwagę lokalizację projektu przy lesie, podwyższony standard oddawanych mieszkań i budynków oraz aranżację części wspólnych to dobra oferta i nasi klienci o tym wiedzą. Wybierają lepszą jakość życia, a nie najtańsze mieszkania w dzielnicy, mając świadomość, że wiążą się z danym miejscem na długo – wyjaśnia Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa SA.

W podstawowym standardzie w odległych rejonach warszawskiej Białołęki znajdziemy mieszkania wycenione nawet poniżej 5 tys. zł/mkw. Podobne ceny obowiązują również w Wesołej i Rembertowie.

Więcej mieszkań z dopłatą

Na warszawskiej Woli za metr nowego mieszkania musimy zapłacić co najmniej 7 tys. zł. Analitycy oceniają, że w tej dzielnicy będzie niebawem drożej, bo na tzw. bliskiej Woli rośnie centrum biznesowe, w którym zatrudnionych ma być nawet 15 tys. osób.

W Wilanowie ceny mieszkań deweloperskich zaczynają się od 6,5 tys. zł za metr, a w rozbudowujących się obecnie przemysłowych rejonach Żoliborza – na tzw. Nowym Żoliborzu znajdziemy nowe mieszkania w kwocie od 7,5 tys. zł/mkw.

W cenie do 6583 zł za mkw., tj. kwalifikującej mieszkanie do dopłaty w programie Mieszkanie dla Młodych mieszczą się w tej chwili prawie wszystkie lokale w inwestycjach zlokalizowanych na Białołęce. MdM obejmuje też dużą część ofert w inwestycjach znajdujących się na warszawskim Bemowie, w Ursusie, czy w Wawrze.

Należy zaznaczyć też, że część stołecznej oferty deweloperskiej skierowana jest do innego klienta, niż mieszkania powstające w większości inwestycji w mieście. W prestiżowych stołecznych lokalizacjach jak Powiśle, stary Mokotów, czy w ekskluzywnych projektach w Śródmieściu mieszkania wycenione są niewspółmiernie wyżej. Od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych za metr. Rekordowa wycena  w jednym z warszawskich apartamentowców sięga 50 tys. zł/mkw.

Stosunek Polaków do wprowadzenia euro w październiku

W październiku ponad 76 proc. Polaków było przeciwnych wprowadzeniu euro w Polsce.

W stosunku do poprzedniego miesiąca odsetek przeciwników wzrósł o 1 punkt proc. Obecnie 38 proc. Polaków jest zdecydowanie przeciwnych przyjęciu przez Polskę euro, a raczej przeciwnych jest 38 proc.

Odsetek zwolenników przyjęcia euro spadł w porównaniu do pomiaru wrześniowego o 3 punkt proc. Obecnie jest ich łącznie nieco ponad 18 proc. Zdecydowanych zwolenników jest 3 proc., 15 proc. respondentów raczej poparłoby wprowadzenie euro.

Jedynie 6 proc. badanych nie ma w tej kwestii zdania.

Żadna z podstawowych zmiennych społeczno-demograficznych nie wpływa istotnie na opinie dotyczące przyjęcia wspólnej waluty euro. W większości grup wiekowych, wykształcenia, pozycji zawodowej, klasy wielkości miejscowości, dominuje odsetek przeciwników przyjęcia euro i wynosi od 70 do 80 proc. Nieco mniej przeciwników wprowadzenia euro jest jedynie wśród grup respondentów młodszych do 29 roku życia (około 60 proc.).

Preferencje polityczne respondentów także nie wpływają na polaryzację opinii na temat wprowadzenia euro. Wysokie odsetki przeciwników przyjęcia euro występują wśród elektoratów dwóch największych ugrupowań, nieco liczniej występują oni wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości (79 proc.) niż wśród wyborców Platformy Obywatelskiej (68 proc.).

Bank Millennium: bezrobocie we wrześniu wyniosło 11,5 proc. Nie musi to jednak oznaczać wzrostu liczby miejsc pracy

CEO Magazyn Polska

Bezrobocie we wrześniu z dużym prawdopodobieństwem po raz kolejny spadło. Zdaniem analityków Banku Millennium wyniosło 11,5 proc. wobec 11,7 proc. w sierpniu. Nie musi to jednak oznaczać rzeczywistego wzrostu popytu na pracę. Statystyki zaburzane są przez działania Urzędów Pracy, które mogą wykluczać z rejestru bezrobotnych, mimo że nie znaleźli oni zatrudnienia. Nowe miejsca pracy powinny powstawać w firmach sprzedających za granicą. Spadek koniunktury w Niemczech może jednak wyhamować tempo poprawy na rynku zatrudnienia.

Według Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia w sierpniu br. wyniosła 11,7 proc. wobec 11,8 proc. miesiąc wcześniej, po korekcie. Odnotowano wtedy spadek liczby bezrobotnych i stopy bezrobocia zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Mniejsza niż miesiąc wcześniej i przed rokiem była liczba bezrobotnych nowo zarejestrowanych, jak i wyrejestrowanych z urzędów pracy.

Bezrobocie we wrześniu prawdopodobnie spadnie, taki jest też szacunek przedstawiony przez ministra pracy i polityki społecznej – informuje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. – Można spodziewać się odczytu za wrzesień na poziomie 11,5 proc. Ocenić go należy pozytywnie, ponieważ byłby to pierwszy od 2008 roku spadek stopy bezrobocia w tym miesiącu. Sytuacja na rynku pracy statystycznie zatem się poprawia.

Tak wyraźny spadek stopy bezrobocia niekoniecznie jednak – zdaniem Maliszewskiego – musi wiązać się ze wzrostem zatrudnienia i rzeczywistą, realną poprawą na rynku pracy.

Trzeba mieć na uwadze to, że statystyki zatrudnienia rejestrowanego zaburzane są przez działania Urzędów Pracy, które mogą wykluczać z rejestru bezrobotnych, mimo że nie znaleźli oni zatrudnienia – tłumaczy Maliszewski. – W związku z tym, o ile trend poprawy na rynku pracy jest widoczny, to jego skala niekoniecznie musi wiązać się [jeden do jednego] ze skalą spadku stopy rejestrowanego bezrobocia.

Nowe miejsca pracy – zdaniem głównego ekonomisty Banku Millennium – powinny się pojawić w przedsiębiorstwach, które dużą część produktów lub usług sprzedają za granicą.

Eksporterzy ciągle wykazują wzrosty, zwiększają zatrudnienie i realizują inwestycje, bo działają na wysokim wykorzystaniu mocy wytwórczych – argumentuje Grzegorz Maliszewski. – W związku z tym, żeby dalej produkować i realizować zamówienia, muszą podnosić wydajność i zatrudnienie. Produkcja mebli, AGD i RTV czy urządzeń elektrycznych to obszary, w których wciąż widać wzrost zapotrzebowania na pracę.

Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego w okresie od stycznia do sierpnia br. udział Niemiec w polskim eksporcie wzrósł o 0,8 pkt, do 25,9 proc., w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. W związku z tym – zdaniem Grzegorza Maliszewskiego – niemiecka gospodarka nadal będzie pośrednio wpływała na poziom bezrobocia w Polsce.

Z tego też powodu możliwy jest niższy odczyt wzrostu gospodarczego i jego prognozy na przyszły rok, a jeśli tak rzeczywiście się stanie, to także tempo poprawy sytuacji na rynku pracy i spadku stopy bezrobocia będzie mniejsze – zauważa Maliszewski. – Aczkolwiek trzeba też mieć na uwadze to, że polskie firmy, poza Niemcami, aktywnie szukają nowych rynków zbytu. Jeśli będzie dekoniunktura u naszego zachodniego sąsiada i mniejsza sprzedaż na rynek niemiecki, to polskie przedsiębiorstwa prawdopodobnie będą szukały innych rynków zbytu. Przełożenie koniunktury za Odrą na krajowy rynek pracy powinno być wtedy mniejsze.

Zdaniem analityka państwo ma instrumenty, za pomocą których może efektywnie regulować poziom bezrobocia.

Większe środki z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na walkę z bezrobociem ewidentnie oznaczają niższe jego poziomy – przekonuje Maliszewski. – Więcej osób jest wyrejestrowanych, ponieważ znajduje prace subsydiowane, czy też jest kierowana na szkolenie i inne formy przeciwdziałania bezrobociu. Rząd może też wspierać gospodarkę jako całość, czyli pobudzać popyt krajowy, zwiększając na przykład transfery socjalne. Chociażby planowana w przyszłym roku wyższa niż zakładano waloryzacja będzie miała dobry wpływ na popyt konsumpcyjny. W związku z tym przedsiębiorstwa będą miały więcej możliwości kreacji nowych miejsc pracy.

Obsługa prawna dla małych firm

0

Małe firmy funkcjonują w obrocie gospodarczym na równi z dużymi i często z nimi konkurują. Tyle, że ta walka bywa nierówna.

Duże przedsiębiorstwa dysponują armią prawników, gotową wykorzystać najmniejsze potknięcie konkurentów, czy nawet mniejszych podwykonawców na swoją korzyść. Małe, zazwyczaj nie korzystają z jakiejkolwiek pomocy prawnej, pozostając bezradne ze swoimi problemami.

Małe firmy nie szukają pomocy prawnej

Może się wydawać, że mały Dawid nie ma szans w konfrontacji z potężnym Goliatem. Nie musi być to jednak prawdą, o ile ten mniejszy wykorzysta swój spryt, który w tym przypadku może polegać na skorzystaniu ze wsparcia profesjonalistów. Niestety, wciąż niewielu drobnych przedsiębiorców sięga po taką pomoc.

– Spośród firm jednoosobowych zaledwie 13% korzysta z usług prawnika, a w przypadku firm zatrudniających od dwóch do dziewięciu osób – 29% – przytacza statystyki Paweł Buszkiewicz, dyrektor zarządzający z gdyńskiej kancelarii Arkana.

Dlaczego tak się dzieje? Najczęściej przedsiębiorcy obawiają się kosztów obsługi prawnej i w związku z tym próbują samodzielnie stawiać czoła problemom. Poza tym przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność w bardzo ograniczonym zakresie, np. na rzecz tylko jednego podmiotu, często opierają wzajemne relacje na zaufaniu i nie przykładają dużej wagi do kwestii prawnych. Są też tacy, którzy zamiast poszukać kancelarii z doświadczeniem w ich branży, z góry zakładają, że tak wyspecjalizowanego zespołu prawników łatwo nie znajdą.

– Obsługę prawną przedsiębiorstwa można porównać do garnituru. Najlepszy jest szyty na miarę – mówi Paweł Buszkiewicz, który nie zgadza się z poglądem, że na stałą obsługę prawną pozwolić mogą sobie tylko duże firmy. Jego zdaniem nawet te najmniejsze mogą dobrać usługi prawne dokładnie do swoich potrzeb.

– Zakres stałej obsługi jest zawsze dopasowany do potrzeb klienta. Najczęściej współpraca polega na rozwiązywaniu bieżących zagadnień prawnych, przygotowywaniu lub opiniowaniu umów i dokumentów, windykacji wierzytelności oraz prowadzeniu sporów sądowych. Ważne jednak, że zakres współpracy zazwyczaj jest ustalany elastycznie, gdyż w momencie zawierania umowy z kancelarią nie sposób przewidzieć wszystkich zagadnień prawnych, z jakimi przyjdzie się zmierzyć firmie w najbliższym czasie – wyjaśnia dyrektor kancelarii Arkana.

Strach (przed kosztami) ma wielkie oczy

Nawet jeśli przedsiębiorca zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo współpraca z kancelarią pomogłaby w funkcjonowaniu jego firmy, barierą bywają zakładane koszty. Po pierwsze jednak, nie zawsze są one tak wysokie, jak przewidują właściciele firm, po drugie, w praktyce stosowane są różne modele rozliczeń. Dlatego nawet, jeśli w jednej kancelarii firma nie znajdzie rozwiązania odpowiedniego dla siebie, warto szukać dalej.

Popularnym rozwiązaniem jest rozliczanie usług na podstawie ustalonego ryczałtu, ale w przypadku małych firm korzystniejsze może okazać się korzystanie z wynegocjowanej stawki godzinowej lub każdorazowe wycenianie poszczególnych usług. Miesięczny koszt obsługi uzależniony jest od wielu czynników, więc trudno podać średnią czy też typową stawkę dla małej firmy. Cena zależeć będzie przede wszystkim od przedmiotu zlecenia, stopnia jego skomplikowania oraz czasochłonności.

– Pewną pomocą w oszacowaniu miesięcznego kosztu obsługi prawej może być odpowiedź na pytanie, ile kosztowałoby zatrudnienie prawnika w firmie na stałe. Czy wystarczyłoby zatrudnić jednego radcę prawnego na 1/2 etatu, czy może ilość zagadnień prawnych w danej firmie wymagałaby pracy kilku prawników – podpowiada Paweł Buszkiewicz.

Jeśli wiemy już, że w naszej małej firmie pracy wystarczyłoby dla prawnika zatrudnionego np. na 1/4 etatu, oszacowanie oczekiwanego kosztu obsługi prawnej nie powinno być szczególnie trudne.

Zanim będzie za późno…

Pomoc prawnika w małej firmie bywa niedoceniana. A przecież przedsiębiorca przeważnie nie zna szczegółów ustaw, rozporządzeń, czy najczęściej stosowanych interpretacji i nie ma czasu, by bardzo wnikliwie studiować je samodzielnie.  Nieznajomość prawa nie zwalnia jednak z obowiązku jego przestrzegania. Łatwo więc o sytuację, w której zwykła niewiedza ściągnie na firmę poważne konsekwencje.

Prawnik będzie służył pomocą w wielu sytuacjach istotnych z punktu widzenia prowadzonej działalności. Doradzi również, jakie kroki podjąć, aby nasz biznes rozwijał się jak najlepiej. Nie zapominajmy, że taka współpraca pozwoli odciążyć przedsiębiorcę, który zyska więcej czasu i energii do prowadzenia swojego biznesu, zamiast borykać się z problemami prawnymi.

Aby ta pomoc była autentyczna i odczuwalna przez właściciela małej firmy, najkorzystniejsze będzie dla niego podjęcie stałej współpracy z kancelarią. Stała obsługa prawna pozwoli zwracać się o pomoc nie tylko od czasu do czasu, gdy nawarstwiające się problemy postawią już przedsiębiorcę pod ścianą, ale korzystać ze wsparcia na bieżąco, gdy tylko pojawi się problem.

– Niestety, często zdarza się, iż przedsiębiorcy zgłaszają się do kancelarii prawnych zbyt późno. Wtedy nawet w przypadku prostych spraw podjęcie skutecznych działań może być niemożliwe, chociażby z uwagi na upływ terminów sądowych do złożenia odpowiednich pism – zauważa Paweł Buszkiewicz.

Poszukując kancelarii odpowiedniej dla swojej firmy, przedsiębiorca powinien zwrócić uwagę na jej doświadczenie, przepływ informacji, a także na szybkość działania. Warto wybierać nowoczesne kancelarie prawne, które są na bieżąco z często zmieniającymi się przepisami, a także nowinkami technicznymi.

Profesjonalna kancelaria to taka, która indywidualnie podchodzi do każdego klienta. Poznamy ją po tym, że zanim przedstawi klientowi wiążącą ofertę, wcześniej dokona analizy jego działalności.

KSF zapoznał się z informacją dot. powiązań w sektorze SKOK

W dniu 17 października 2014 r. w gmachu Ministerstwa Finansów odbyło się posiedzenie Komitetu Stabilności Finansowej, w trakcie którego Członkowie Komitetu rozpatrzyli przekazaną przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego „Informację w sprawie powiązań kapitałowych i personalnych podmiotów funkcjonujących w sektorze spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych” i uznali za zasadną jego publikację.

NIK audytorem Rady Europy. Dziś podpisanie umowy

Najwyższa Izba Kontroli obejmuje funkcję audytora Rady Europy. Będzie ją pełnić przez pięć lat. To kolejne międzynarodowe wyróżnienie dla NIK po wyborze na audytora CERN-u czy koordynatora przeglądu partnerskiego Międzynarodowej Rady Audytorów NATO.

Poprzednikami NIK na stanowisku audytora zewnętrznego Rady Europy były najwyższe organy kontroli takich krajów jak Wielka Brytania czy ostatnio Francja. O tę funkcję razem z Polską ubiegały się Niemcy, Norwegia, Włochy i Grecja. – Cieszymy się, że Rada wybrała właśnie nas. To duży prestiż, ale też duża odpowiedzialność – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Audytem Rady Europy, kluczowej instytucji z punktu widzenia praw człowieka, zajmie się zespół złożony z doświadczonych kontrolerów. Ich zadanie będzie polegało na ocenie sprawozdań finansowych Rady, ale również na kontroli wykonania zadań. A to już prawdziwe wyzwanie. Rada Europy zajmuje się nie tylko ochroną praw człowieka, ale także zachowaniem dziedzictwa kulturowego, wsparciem samorządności i promocją wartości humanitarnych. Działa też na rzecz międzynarodowej współpracy w walce z przestępczością i praniem pieniędzy, zwalcza korupcję, wspiera rozwój najbardziej potrzebujących krajów, wyznacza standardy dla substancji medycznych.

Aby realizować te i wiele innych zadań Rada stworzyła skomplikowaną strukturę instytucji, agencji i biur działających w całej Europie. – Nasi kontrolerzy będą mieli trudne zadanie, ale wykorzystamy lata praktyki w kontrolach krajowych i zagranicznych – mówi szef NIK. Nie ma też wątpliwości, że audyt Rady Europy będzie dla Izby najważniejszym doświadczeniem nadchodzących lat.

Koszty audytu pokryje Rada Europy. Dodatkową korzyścią będzie zaangażowanie NIK w szereg projektów na rzecz krajów Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej. Rada Europy jest bowiem również animatorem programów rozwojowych i pomocowych – finansowanych obecnie np. przez Austrię, Szwajcarię i Szwecję – które także wymagają audytu. NIK sprawdzi w najbliższych latach finansowanie programów dla Ukrainy (Ukraine Immediate Measures Package), Mołdawii (Confidence building measures for the Transnistrian region of the Republic of Moldova) oraz Armenii (Institutional Support to the Communities Association of Armenia).

Rada Europy jest organizacją międzyrządową, która powstała 5 maja 1949 r. Została założona przez 10 państw – Belgię, Danię, Francję, Holandię, Irlandię, Luksemburg, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię i Włochy – które podpisały w Statut RE, zwany Traktatem Londyńskim. Obecnie Rada Europy gromadzi 47 państw członkowskich, prawie dwukrotnie więcej niż Unia Europejska. Opiera się na ponad 200 traktatach międzynarodowych. Podstawowe cele Rady dotyczą promowania i umacniania trzech wartości: praw człowieka, demokracji i praworządności w Europie. Rada Europy prowadzi szeroką działalność w zakresie tworzenia nowych standardów prawnych, rozwijania współpracy prawnej między państwami członkowskimi, rozwijania demokracji lokalnej. Działa także w obszarze kultury, edukacji, młodzieży, sportu, dziedzictwa kulturowego i naturalnego, dialogu międzykulturowego, zagospodarowania przestrzennego, a także w sprawach społecznych, zdrowia i migracji. Rada Europy posiada szczególnie uznany autorytet jako organizacja promująca prawa człowieka, zasady praworządności i standardy demokratyczne. Jej wizytówką są liczne konwencje.

Polisolokaty – działania UOKiK

0

4 decyzje administracyjne, 24 postępowania w toku oraz propozycje zmian regulacyjnych – to działania Prezesa UOKiK dotyczące tzw. polisolokat. Urząd nałożył kary finansowe o łącznej wysokości ponad 50 mln zł na cztery instytucje finansowe za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów poprzez nierzetelne informowanie o tych skomplikowanych produktach finansowych oraz o prawach i obowiązkach stron umowy 

Wypowiedź Adama Jassera, Prezesa UOKiK

 

Prezes UOKiK stwierdził naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przez cztery instytucje finansowe (jednego ubezpieczyciela i trzech pośredników) zaangażowane w sprzedaż polisolokat. Rozstrzygnięcia Urzędu dotyczą:

  • Aegon TU na Życie (decyzja nr RBG – 30/2014), kara finansowa 23 446 206 zł. Nakaz zaniechania praktyki.
  • Idea Bank (decyzja nr RKT-30/2014), kara finansowa 4 172 571 zł. Nakaz zaniechania praktyki.
  • Open Finance (decyzja nr RKT-29/2014), kara finansowa 1 673 546 zł. Praktyka została zaniechana.
  • Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) – (decyzja nr DDK-2/2014), kara finansowa 21 122 088 zł.  Praktyka, której dopuszczał się przejęty przez Raiffeisen Polbank EFG, została zaniechana.

Suma kar nałożonych na wyżej wymienionych przedsiębiorców za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów wyniosła 50 414 411 zł. Decyzje nie są ostateczne, przysługuje od nich odwołanie do sądu.

Wysokie kary nałożone na te cztery instytucje są adekwatne do skali naruszeń. Są one dodatkowo uzasadnione tym, że nie dostrzegliśmy ze strony tych instytucji znaczącego wysiłku aby wyjść na przeciw pokrzywdzonym klientom. Jest to przejaw braku kupieckiej uczciwości i wskazuje na to, że zawodzi samoregulacja branży finansowej – wyjaśnia Prezes UOKiK Adam Jasser.

Podstawą podjęcia działań kontrolnych i postepowań były skargi konsumentów do UOKiK ale także innych instytucji, między innymi Rzecznika Ubezpieczonych. Do UOKiK wpłynęło ponad 600 skarg. Klienci, którzy zawarli umowy tzw. polisolokat, skarżyli się na wprowadzanie w błąd w procesie podejmowania decyzji o lokowaniu środków. Zdaniem klientów oferta przedstawiana była jako bezpieczna lokata, a sprzedawcy tych produktów  nie informowali o ryzyku z nimi związanym ani o wysokich kosztach rezygnacji. Bez względu na to, czy umowa o produkt finansowy jest zawierana przez telefon, czy w biurze przedsiębiorcy, konsument zawsze powinien być jasno i rzetelnie poinformowany o wysokości składek, czasie trwania umowy, kosztach związanych z rezygnacją oraz o ryzyku inwestycyjnym. Jak wynika ze skarg, zatajenie tych informacji powoduje, że konsument podejmuje decyzję o zawarciu umowy innej, niż oczekiwał.

Decyzje Prezesa UOKiK

UOKiK przeanalizował skargi konsumentów dotyczące prowadzenia rozmów z klientami w placówkach finansowych, procedury sprzedaży, korespondencję na piśmie oraz rozmowy telefoniczne z klientami. Analizy te potwierdziły zasadność skarg konsumentów i pozwoliły UOKiK stwierdzić naruszenia.

W decyzjach dotyczących Open Finance i Idea Bank UOKiK zakwestionował nieprzekazanie konsumentom ważnych informacji na etapie zawierania umowy i wprowadzania w błąd w zakresie ryzyka. W przypadku Aegon TU na Życie za niezgodne z prawem Urząd uznał działania ubezpieczyciela na etapie wykonania umowy, a wobec Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) stwierdzono stosowanie niedozwolonych praktyk na etapach: przedkontraktowym, zawierania umowy i jej wykonania.

Jak wykazała analiza UOKiK – spółki Idea Bank i Open Finance, zawierając umowy, nie informowały o ryzyku związanym z oferowanym produktem, a także o wysokich kosztach rezygnacji z umowy przed końcem jej obowiązywania. Pracownicy, prezentując ofertę, eksponowali korzyści kosztem informacji o możliwych stratach. Przedstawiali ją jako standardową lokatę lub jako produkt oszczędnościowy. Potwierdzają to skargi klientów napływające masowo do Urzędu.

– Sprzedawca przedstawił mi kalkulację, z której wynikało, że po 15 latach spłacę cały kredyt hipoteczny z kapitału zgromadzonego przeze mnie oraz zysków na tym produkcie – skarżył się jeden z klientów. Produkty były też oferowane osobom w podeszłym wieku: – Mówiłem, że mam 70 lat i jestem ubezpieczony i jest to bez sensu, ale doradca tłumaczył, że po trzech latach wycofamy i to będzie bardzo korzystne, zgodziłem się, nie znając konsekwencji uwierzyłem doradcy – wyjaśniał inny poszkodowany. UOKiK uznał, że spółki Idea Bank i Open Finance swoim działaniem wprowadzały konsumentów w błąd co do zakresu ryzyka, jakie wiązało się z tzw. polisolokatami. Warto zauważyć, że Open Finance podczas prowadzonego postępowania zaniechał stosowanej przez 6 lat praktyki. W przypadku Idea Bank Urząd nakazał zmianę funkcjonujących od 2011 r. zasad sprzedaży polisolokat.

Raiffeisen Bank Polska (dawniej Polbank EFG) zawierał umowy przez telefon, ale nie przesyłał wcześniej informacji, których przekazania wymagają przepisy dotyczące zawierania umów na odległość, nie uznawał też odstąpień konsumentów w przewidzianym przez prawo 30-dniowym terminie. Poza tym nie informował o tym, że oferowany Program Pomnażania Oszczędności Kumulatus, to w rzeczywistości umowa o tzw. polisolokatę. Konsultanci prezentowali ofertę jako „program”, „oszczędzanie”. Proponując skorzystanie z oferty, bank zataił, że wartość wykupu w pierwszych latach umowy jest znacznie niższa od wpłaconych składek. W konsekwencji wielu z nich nie wiedziało, na jaki produkt się zdecydowali.

Decyzja w sprawie Aegon TU na Życie dotyczy wprowadzania klientów w błąd co do skuteczności zmiany umowy ubezpieczenia na życie w trakcie jej trwania i możliwości pobierania opłaty likwidacyjnej obliczanej na zasadach ustalonych jednostronnie przez przedsiębiorcę. W 2012 roku Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał za niedozwolone postanowienie stosowane przez Aegon TU na Życie, zgodnie z którym w przypadku rozwiązania umowy w pierwszym lub drugim roku klient tracił całość oszczędności. Spółka powinna zaniechać stosowania tego postanowienia w stosunku do klientów, z którymi miała zawarte umowy. W praktyce oznaczałoby to brak możliwości pobierania opłaty likwidacyjnej w sytuacji rezygnacji konsumenta z umowy w trakcie jej trwania. Jak ustalił Urząd, Aegon TU na Życie zamiast zaprzestać pobierania opłat zakazanych przez sąd, jednostronnie zmienił sposób ich obliczania. W sytuacji wypowiadania umów przez klientów, ubezpieczyciel informował o obciążeniu opłatą likwidacyjną ustalaną na podstawie nowych zasad. Tymczasem, zgodnie z prawem umowy ubezpieczenia na życie co do zasady nie można zmienić w trakcie jej trwania. Prezes UOKiK uznał, że informowanie konsumentów o rzekomym ustaleniu w obowiązujących umowach nowych zasad obliczania wysokości opłaty likwidacyjnej może wprowadzać konsumentów w błąd. W wyniku tej informacji konsumenci mogli podjąć decyzję o kontynuowaniu umowy, gdyż obawiali się obciążenia ich powyższą opłatą lub zgodzić się na poniesienie, obliczonej na nowych zasadach, opłaty likwidacyjnej.

Dalsze kroki UOKiK

UOKiK prowadzi dalsze postępowania w sprawie polisolokat wobec 24 kolejnych instytucji finansowych, które również mogą zakończyć się decyzjami o stwierdzeniu stosowania zakazanych praktyk godzących w zbiorowe interesy konsumentów.

Na podstawie dotychczasowych analiz wszystkich przypadków – UOKiK, podobnie jak Rzecznik Ubezpieczonych, postuluje zmiany regulacyjne, których celem powinno być „ucywilizowanie” produktów ubezpieczeniowych z funduszem kapitałowym oraz  nałożenie na instytucje finansowe zaangażowane w ich sprzedaż obowiązku usunięcia negatywnych skutków dla wprowadzonych w błąd klientów. UOKiK złożył propozycje w ramach rządowych prac nad  ustawą o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Urząd postuluje, by w nowych przepisach m.in. zobowiązać oferujących produkty ubezpieczeniowe z elementem inwestycyjnym do analizy potrzeb klienta przez ustalenie jego wiedzy w zakresie inwestowania i sytuacji finansowej. Ponadto, zdaniem Urzędu niezbędne jest ustalenie maksymalnej wysokości prowizji pobieranej w przypadku oferowania tego typu produktów. W najbliższych dniach UOKiK, we współpracy z Rzecznikiem Ubezpieczonych, przedstawi Ministrowi Finansów i Ministrowi Sprawiedliwości dodatkowe propozycje regulacyjne dla tego rynku.

Decyzje UOKiK, wydane przez delegatury w Bydgoszczy i Katowicach oraz Departament Ochrony Interesów Konsumentów w centrali UOKiK mogą być pomocne konsumentom w dochodzeniu swoich spraw przed sądem.

Konsumencie pamiętaj:

1. Polisolokatami potocznie zwane są ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi. To produkty zakładające podział środków w nieznacznej części na ubezpieczenie, a większości na inwestowanie. Umowa jest zawierana na wiele lat. Konsument jednorazowo lub w określonych okresach wpłaca kwoty. Inwestycja może (ale nie musi, gdyż możliwa jest również strata) przynieść zysk dopiero po wielu latach, np. 10, 15. Zazwyczaj wcześniejsza rezygnacja z zawartej umowy oznacza utratę całości lub części środków.

2. Bądź krytyczny – nie wierz od razu w obietnice szybkich i wysokich zysków. Masz czas do namysłu, zabierz ogólne warunki ubezpieczenia i regulamin do domu, przeanalizuj zawarte informacje, porównaj opinie innych klientów.

3. Jeśli dochodzisz swoich roszczeń przed sądem – powołaj się na decyzje UOKiK stwierdzające stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych.

 

Ł. Bugaj (DM BOŚ): III kwartał pod względem wyników spółek był udany. Zarobić powinni posiadacze akcji m.in. banków, rafinerii i spółek z sektora technologicznego

CEO Magazyn Polska

Rozpoczyna się sezon publikacji wyników finansowych za III kwartał. Według analityków Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska ostatnie trzy miesiące były dla spółek raczej korzystne. Zarobić powinni posiadacze m.in. akcji banków, spółek petrochemicznych oraz firm technologicznych. Mniejsze szanse na zysk mają inwestorzy lokujący kapitał w firmach handlowych oraz spółkach działających na Wschodzie.

Według Łukasza Bugaja, analityka DM BOŚ, po raz ostatni w tym roku ponadprzeciętymi wynikami będą mogły pochwalić się banki. 8 października Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu. Podstawowa stopa NBP wynosić będzie 2 proc., czyli najmniej w historii.

Może to być więc dla banków ostatni tak dobry kwartał w tym roku – uważa Łukasz Bugaj. – Obniżka negatywnie wpłynie na wyniki spółek po IV kwartale. Ale trzeci powinien jeszcze być dobry, a nawet w niektórych przypadkach bardzo korzystny.

Zdaniem analityka publikacji dobrych wyników za III kwartał można się spodziewać również ze strony przemysłu, ale przede wszystkim firm sprzedających dużą część swoich wyrobów za granicą. Według Głównego Urzędu Statystycznego obroty z handlu zagranicznego krajowych firm wzrosły w tym czasie o ok. 4,5 proc. (w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku).

W związku z tym wybrane spółki przemysłowe powinny pokazać niezłe dynamiki, szczególnie te, które działają na rynkach zagranicznych w rozumieniu Europy Zachodniej – przekonuje Bugaj. – Eksport nieźle wyglądał w trzecim kwartale. Wydaje się, że również wybrane spółki informatyczne mogą pokazać całkiem dobre wyniki.

Korzystnymi rezultatami finansowymi powinny także – zdaniem Bugaja – pochwalić się krajowe rafinerie.

Jest to związane ze spadkiem cen ropy naftowej – zauważa Bugaj. – Spółki na skutek tego mogły doliczać do swoich produktów bardzo wysokie marże. To z kolei w sposób istotny  oczywiście pozytywnie  powinno wpłynąć na raportowane wyniki.

Dobrych danych nie należy się natomiast spodziewać – zdaniem analityka DM BOŚ – ze strony firm działających na rynkach wschodnich oraz przedsiębiorstw handlowych.

Konflikt na Ukrainie, owszem, jest wygaszany, ale pod względem wyników cały czas będzie ciążył w wybranych spółkach – zauważa Łukasz Bugaj. – W firmach handlowych mamy natomiast do czynienia z wysoką konkurencją w sektorze z jednej strony, a z drugiej – deflacją, która szczególnie w przypadku tej branży nie jest korzystna.

Przez cały III kwartał ceny towarów i usług były niższe niż w odpowiednich miesiącach ubiegłego roku. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w historii. Decydujący wpływ na deflację miały ceny żywności.

Wojna cenowa na rynku ubezpieczeniowym. Zyski towarzystw spadają

Na polskim rynku ubezpieczeniowym trwa wojna cenowa. Towarzystwa starają się przyciągnąć klientów, oferując coraz tańsze ubezpieczenia majątkowe, tym samym ograniczając swe zyski. To nie jest komfortowa sytuacja dla działających na tym rynku firm.

Jak podaje GUS, łączny zysk netto zakładów ubezpieczeń przekroczył w I półroczu 4,4 mld zł. Był on niższy o 33,4 proc. niż w I półroczu 2013 roku. Przyczyną są słabe wyniki sektora ubezpieczeń majątkowych, który przyniósł 2,5 mld zł zysku netto, czyli o 50,8 proc. mniej niż rok wcześniej.

– Naszym priorytetem jest zysk – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. Oczywiście chcemy też rosnąć, ale nie jest to najważniejszy wskaźnik, którym jesteśmy zainteresowani, szczególnie teraz, kiedy rynek ubezpieczeniowy jest bardzo trudny.

Na rynku ubezpieczeń majątkowych Allianz zamierza rozwijać produkty dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. On bowiem rozwija się dziś w Polsce bardzo dynamicznie. W innych dziedzinach polityka firmy ma być raczej zachowawcza.

– Rynek ubezpieczeniowy, w tej chwili nękany wojną cenową, szczególnie w ubezpieczeniach majątkowych, nie jest miejscem, gdzie chce się rosnąć zbyt szybko – tłumaczy Witold Jaworski. – Tutaj przede wszystkim będziemy koncentrowali się więc na tych klientach, którzy są bezszkodowi, którzy mają więcej niż jeden produkt, na takich w trochę wyższych segmentach.

Towarzystwa ubezpieczeniowe zastanawiają się też nad tym, jak zapełnić dziurę, która powstała na rynku po ograniczeniu działalności Otwartych Funduszy Emerytalnych.

– Myślę, że prędzej czy później, szczególnie w czasach niskich stóp procentowych, klienci zaczną szukać metod długoterminowego oszczędzania – na okres 10 lat i dłużej – uważa prezes Jaworski. – To właśnie w działalność ubezpieczycieli najlepiej wpisuje się oferowanie tego typu produktów i myślę, że będą się one pojawiać na rynku. Ale nie spodziewałbym się nagłego wybuchu entuzjazmu klientów wobec takich metod oszczędzania. Myślę, że będzie to raczej proces stopniowy, związany z ogólnym wzrostem zamożności społeczeństwa.

Polacy zaczynają się też przekonywać do pewnych form ubezpieczeń na życie. Tyle, że atrakcyjnymi produktami okazują się być polisy, z których ubezpieczony może skorzystać w trakcie trwania ubezpieczenia.

– Jeżeli chodzi o ubezpieczenia życiowe, to widzimy rosnące zainteresowanie klientów ochroną – mówi Witold Jaworski, prezes zarządu Allianz Polska. – Przykładem cieszącego się zainteresowaniem produktu jest ubezpieczenie Best Doctors, dające możliwość leczenia najbardziej poważnych zachorowań za granicą u najlepszych specjalistów. Widzimy, że coraz więcej osób jest zainteresowanych ochroną siebie, ochroną zdrowia, ochroną swoich bliskich.

Dla towarzystw ubezpieczeniowych rosnące zainteresowanie ubezpieczeniami na życie to dobra wiadomość. Tego sektora nie dotyka bowiem wojna cenowa toczona przy sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w I półroczu branża zarobiła na polisach życiowych 1,8 mld zł, o 31,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Polska jednym z pięciu największych rynków sprzedaży bezpośredniej w Europie

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż bezpośrednia w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat bardzo dobrze się rozwija. Obecnie nasz kraj jest w piątce największych rynków w Europie, a wyprzedzają go tylko główne rynki zachodnie i Rosja. Klienci sprzedaży bezpośredniej doceniają przede wszystkim dobry kontakt ze sprzedawcami i dostępność informacji.

Według danych Światowej Organizacji Sprzedaży Bezpośredniej sprzedaż bezpośrednia w Polsce dobrze się przyjęła. Pod względem jej wielkości jesteśmy bodajże piątym rynkiem w Europie, a te pierwsze cztery miejsca zajmują rynki zachodnie i jeszcze się tam Rosja plasuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Pietrzak, dyrektor naczelna Amway Polska, Litwa, Łotwa i Estonia.

Pietrzak przypomina, że Amway jest obecny w Polsce od 1992 roku. Amerykańska spółka wchodziła do Polski jako jedna z pierwszych firm działających poprzez sprzedaż bezpośrednią. Obecnie z firmą współpracuje ok. 80 tys. sprzedawców. Pietrzak dodaje, że trudno oszacować łączną wielkość sprzedaży, bo Amway koncentruje się na prowadzeniu statystyk dotyczących liczby współpracujących przedsiębiorców, a nie na dokładnym monitorowaniu ich sprzedaży.

Wśród kilkudziesięciu tysięcy osób sprzedających produkty Amwaya są zarówno takie, które traktują tę pracę jako zajęcie dorywcze, jak i osoby, które sprzedają bezpośrednio w pełnym wymiarze godzin.

To są ludzie w różnych kategoriach wiekowych: i po sześćdziesiątce, i studenci. Rozkłada się to równomiernie, bo to jest oferta dodatkowego zarobku dla każdego. Wiek, płeć, wykształcenie i miejsce zamieszkania nie mają tu absolutnie żadnego znaczenia – przekonuje Pietrzak.

Pomimo stosunkowo krótkiej historii sprzedaż bezpośrednia jest wśród Polaków bardzo popularna. Jak ocenia Pietrzak, jej zaletą jest przede wszystkim dobry kontakt sprzedawcy z kupującym oraz szerszy dostęp do informacji.

Klient lubi, by się nim zaopiekować. On chce się wiele dowiedzieć na temat produktu, zanim podejmie decyzję i chce mieć prawo do własnej decyzji. Sądzę, że drugim bardzo ważnym elementem jest możliwość zwrotu produktu, ponieważ nie jest to sprzedaż pod presją – wyjaśnia Pietrzak.

W strukturze sprzedaży Amwaya w Polsce nie dominuje żadna z grup produktowych. O ile na całym rynku sprzedaży bezpośredniej najwięcej sprzedaje się kosmetyków, to dla amerykańskiego koncernu równie ważne są naczynia kuchenne, filtry do wody, środki czystości, produkty do higieny osobistej i suplementy diety.

Zagraniczni producenci opon zainwestowali w Polsce 2 mld zł. Branża oponiarska coraz silniejsza

CEO Magazyn Polska

Branża oponiarska zwiększa swój udział w rynku części motoryzacyjnych. Zakłady zagranicznych koncernów w Polsce produkują 100 tysięcy opon dziennie. Duża część produkcji trafia na eksport, ale rośnie również sprzedaż w kraju. Pierwsze półrocze 2014 roku przyniosło spore ożywienie w branży oponiarskiej.

Jak przekonuje Piotr Sarnecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, w produkcji opon Polska nie jest potentatem, chociaż działające w kraju firmy wytwarzają ponad 100 tys. sztuk opon dziennie.

Jesteśmy znaczącym producentem – uważa Piotr Sarnecki. – Mamy w Polsce cztery fabryki. To jedne z największych, najlepszych zakładów w swoich koncernach. Branża oponiarska ma duży udział wśród producentów części i akcesoriów samochodowych.

Według danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego liderem sprzedaży opon w Europie są Niemcy dzięki największym wzrostom w kategorii produktów do samochodów osobowych i ciężarowych. Korzystają na tym także polskie zakłady, które dużą część produkcji kierują na eksport również do tego kraju.

W Polsce wytwarzane są wszystkie rodzaje opon – informuje Sarnecki. – Duża część produkcji trafia na eksport, właściwie do wszystkich krajów, na wszystkie kontynenty. Spora część pozostaje jednak na krajowym rynku.

W I półroczu br. sprzedano 14 proc. więcej opon letnich i sportowych w stosunku do tego samego okresu 2013 roku, o 12 proc. wzrosła sprzedaż w segmencie 4×4. Przez pierwszych sześć miesięcy roku kupiono o 47 proc. więcej opon rolniczych, a o jedną piątą – przemysłowych (wzrosty to głównie efekt inwestycji w górnictwie, rolnictwie i branży budowlanej). Z drugiej strony segment opon ciężarowych oraz autobusowych wykazał tylko 4-proc. wzrost sprzedaży, a motocyklowych – 5-proc. Z powodu niewielkich opadów śniegu ubiegłej zimy i wysokich temperatur na tym samym poziomie co rok wcześniej utrzymał się popyt na opony zimowe.

Wszystkie przedsiębiorstwa produkujące w Polsce nowe opony, jak zauważa Sarnecki, należą do koncernów zagranicznych. Przykładem jest Dębica, notowana na giełdzie spółka oponiarska, której większościowym akcjonariuszem jest Goodyear Dunlop.

Na rynku działają także inne, duże firmy globalne, które wprawdzie nie produkują i nie mają w Polsce fabryki, lecz mają duży udział w sprzedaży – wskazuje Sarnecki. – Jeśli chodzi o producentów, to wszystkie firmy należą już do podmiotów zagranicznych.

Od wejścia do Polski w latach 90. koncerny oponiarskie, jak przekonuje Piotr Sarnecki, zainwestowały łącznie ponad 2 mld zł w budowę i rozbudowę fabryk.

To potężne kwoty – uważa Sarnecki. – Te zakłady cały czas są rozwijane i modernizowane. Zaczynamy się specjalizować jako kraj w produkcji części zamiennych i akcesoriów do samochodów. Oprócz tego, że wytwarzamy auta, to produkujemy również bardzo dużo komponentów do nich. Wiadomo przecież, że każda duża fabryka motoryzacyjna to wianuszek kooperantów, którzy są dostawcami poszczególnych części.

Branży pomógł w rozwoju – zdaniem dyrektora generalnego Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego – fakt, że już w poprzednim ustroju w Polsce istniały zakłady wytwarzające tego rodzaju produkty.

Były fabryki w Olsztynie, Dębicy, Poznaniu. Pierwszy wytwarzający opony zakład został uruchomiony w latach 30. ubiegłego wieku, nie zaczynaliśmy więc od zera – przekonuje Sarnecki. – Można powiedzieć, że mamy mocne podstawy do tego, by branża oponiarska w Polsce była silna, obecna i cały czas się rozwijała.

Firma Rolnik chce umocnić swoją pozycję na rynkach zagranicznych. Planuje wzrost sprzedaży w Chinach

0

CEO Magazyn Polska

Problemy z pozyskaniem surowca i wysokie ceny skupu niektórych warzyw sprawiły, że obecny rok jest trudny dla producentów przetworów. Choć polski rynek wciąż jest najważniejszy dla firmy Rolnik, to zamierza ona także zwiększyć sprzedaż w innych krajach, w których już ją prowadzi. Największy potencjał mają kraje azjatyckie. Firma Rolnik stawia tam na sprzedaż nie tylko przetworów warzywnych, lecz także gotowych dań mięsnych.

W Polsce współpracujemy praktycznie ze wszystkimi sieciami, mamy bardzo duży asortyment. Rynek polski jest dla nas najważniejszy i staramy się tu za wszelką cenę utrzymać przynajmniej status quo – mówi agencji informacyjnej Newseria Józef Rolnik, współwłaściciel firmy Rolnik.

Jak jednak podkreśla, choć firma dobrze radzi sobie na rynku krajowym, bieżący rok nie jest dla branży przetwórczej najłatwiejszy. W przypadku niektórych warzyw ceny okazały się wyższe niż prognozowano na początku sezonu. Dane Internetowej Giełdy Towarowej wskazują, że wzrosły ceny pomidorów, ogórków i kalafiorów.

W niektórych przypadkach mieliśmy też bardzo duże kłopoty z pozyskaniem surowca, np. ogórków czy papryki. W przypadku papryki zaistniała taka irracjonalna sytuacja, że polscy producenci składali wnioski o dopłaty za embargo rosyjskie, a my – ale nie tylko my – importowaliśmy paprykę z Hiszpanii – zaznacza Rolnik.

Zapowiada, że firma nie będzie szukać nowych rynków zbytu, skupi się natomiast na budowaniu silniejszej pozycji w krajach, w których jest już obecna. W ubiegłym roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych wyniosła 20 mld euro, czyli o 11,5 proc. więcej niż w 2012 roku. Zdaniem ekspertów ten sektor eksportu będzie dynamicznie rosnąć. Polska żywność dobrze sprzedaje się w krajach Europy Wschodniej, także na Węgrzech czy Rumunii.

Rumunia, która najbardziej odczuła kryzys i poziom sprzedaży mocno spadł, teraz na nowo się odbudowuje. Notujemy tam bardzo duży progres i wzrost obrotów – tłumaczy Rolnik.

Od kilku lat systematycznie rośnie sprzedaż produktów spożywczych na rynki azjatyckie – do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich o 50 proc., dwukrotny wzrost zanotowano w przypadku Chin (dane Ministerstwa Rolnictwa). Jak podkreśla Józef Rolnik, w Chinach rośnie zapotrzebowanie na gotowe produkty, nie tylko owocowo-warzywne, lecz także mięsne.

Mamy fabrykę, która produkuje dania gotowe, pasztety. Chcemy zaproponować Chińczykom dania mięsne, bo tu widzimy swoją szansę. Wierzę, że możemy być konkurencyjni – mówi Józef Rolnik.

Raport Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów w III kwartale 2014”

W III kwartale 2014 roku w serwisie Pracuj.pl opublikowano 99 128 ofert pracy. Mimo niektórych rynkowych danych kwestionujących ożywienie gospodarcze, liczba ofert pracy w serwisie Pracuj.pl wzrasta z kwartału na kwartał. Podobnie jak w poprzednich miesiącach, największy popyt odnotowano na specjalistów od sprzedaży. Optymizmem napawa utrzymujący się wzrost zapotrzebowania na pracowników ds. HR.

  • 99 128 ofert pracy na portalu Pracuj.pl w III kwartale 2014 roku
  • 40% wszystkich ogłoszeń o pracę skierowanych było do pracowników sprzedaży
  • 8% więcej niż w II kwartale ofert pracy dla kontrolerów finansowych
  • 12% więcej niż w II kwartale ofert pracy dla pracowników HR
  • Prawie 10% więcej ofert pracy niż w II kwartale dla pracowników produkcji

Gdzie najłatwiej znaleźć zatrudnienie?

Najwięcej ofert pracy pochodziło z branży handel i sprzedaż oraz branży bankowość, finanse, ubezpieczenia. Na trzecim miejscu uplasowała się branża związana z telekomunikacją i zaawansowanymi technologiami. Prawie 30% ofert pracy pochodziło z firm zatrudniających ponad 250 osób. Jak co kwartał, najłatwiej zaleźć pracę w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. 22% ofert pracy pochodziło z województwa mazowieckiego, 10% z województwa dolnośląskiego i niemal 10% z województwa wielkopolskiego.

Wielka czwórka – sprzedaż, obsługa klienta, finanse, IT

Najwięcej ofert pracy skierowanych było do specjalistów ds. sprzedaży (prawie 40% wszystkich ogłoszeń o pracę). Po kilkanaście tysięcy ofert pracy przeznaczonych było również dla specjalistów ds. obsługi klienta (18 256 ofert), finansistów i informatyków.

Porównując do liczby ofert w II kwartale 2014 roku, duży wzrost zapotrzebowania obserwujemy na handlowców związanych z motoryzacją (wzrost ofert o 15%). Może to świadczyć o tym, że Polacy odczuwają koniec kryzysu i są gotowi na większe wydatki, jak zakup samochodu. Potwierdzają to dane Centralnej Ewidencji Pojazdów, która odnotowała do tej pory kilkunastoprocentowy wzrost rejestracji nowych aut w porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku. Sezonowo zwiększa się również zapotrzebowanie na handlowców związanych z rolnictwem (wzrost liczby ofert o 25%).

Dla osób odpowiedzialnych za finanse ofert pracy było ponad 16 tys. Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowanych jest do analityków i  księgowych. Stale wzrasta zapotrzebowanie na analityków od kwestii ryzyka w bankowości (7% więcej niż w II kwartale) i kontrolingu (8% więcej niż II kwartale).

Informatycy jak co kwartał również mogli przebierać w  ofertach, w serwisie opublikowano dla nich 14 370 ofert. Ponad połowa ogłoszeń o pracę dedykowana jest programistom. Porównując do II kwartału rośnie przede wszystkim zapotrzebowanie na Architektów IT (wzrost o 25%). Duży wzrost zapotrzebowania oraz wysokie wymagania stawiane przed Architektem IT sprawiają, że jest on jednym z najlepiej opłacanych zawodów wśród informatyków.

Rośnie popyt na specjalistów ds. HR

Kolejny kwartał rośnie zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za HR. W porównaniu do II kw. 2014 roku ofert pracy dla tych specjalistów było o 12 proc. więcej.  Prawie 15% wzrost ofert odnotowywano dla specjalistów ds. rekrutacji i employer brandingu. Wzrasta też rola strategicznego podejścia do HR. Ogłoszeń o pracę dla osób zarządzających HR było o 16% więcej niż w zeszłym kwartale. Oznacza to, że firmy nie tylko planują zatrudniać, lecz także będą przykładać większą wagę do utrzymania obecnych pracowników.

Produkcja pesymistyczna, ale zatrudnia

Mimo że PMI, indeks badający nastroje w produkcji, był we wrześniu na poziomie 49,5 co oznacza, że większość producentów odczuwa pogorszenie koniunktury, w serwisie Pracuj.pl opublikowano o 10% więcej ofert pracy dla pracowników produkcyjnych niż w II kwartale. Najczęściej poszukiwano specjalistów, którzy będą m.in. odpowiedzialni za optymalizację procesu produkcji. Być może zwiększenie zatrudnienia przełoży się w dłuższym czasie na obniżenie kosztów produkcji.

Udane wakacje

III kwartał jest kwartałem wakacyjnym, co sprawia, że pracodawcy przeprowadzają mniej rekrutacji, a i pracownicy są mniej zainteresowani poszukiwaniem pracy. Te wakacje były jednak wyjątkowo udane; w porównaniu do zeszłego kwartału w serwisie Pracuj.pl opublikowano kilka tysięcy ofert pracy więcej, a użytkownicy portalu wysłali w lipcu o 16% więcej CV niż w minionym roku. Wakacje również były udane dla osób szukających pracy w turystyce. Piękna pogoda sprzyjała optymizmowi pracodawców z tej branży, opublikowali oni o 27% więcej ofert niż przed rokiem.

Komentarz Przemysława Gacka, prezesa zarządu Grupy Pracuj SA:

Mimo danych z gospodarki, które poddają w wątpliwość ożywienie gospodarcze, kwartalna liczba ofert pracy w serwisie Pracuj.pl systematycznie rośnie, zbliżając się do 100 000. Mimo tego, że nastroje w polskim przemyśle są nieznacznie lepsze niż w sierpniu, nadal większość firm (choćby poprzez wskaźnik PMI) sygnalizuje pogarszającą się koniunkturę. Za to nasz „wewnętrzny” wskaźnik nastrojów pracodawców, czyli liczba zamieszczanych przez nich ogłoszeń rekrutacyjnych pokazuje, że firmy nadal nie straciły dobrych nastrojów. Pytanie brzmi, czy dalsza niepewna sytuacja na Wschodzie nie przełoży się w kolejnym kwartale na większą ostrożność w rekrutacjach.

Trzeci kwartał jest kwartałem wakacyjnym, zwyczajowo zarówno pracodawcy jak i poszukujący pracy są mniej aktywni. W tym roku jednak  użytkownicy serwisu wysłali o 16% więcej aplikacji niż rok temu co oznacza, że i pracownicy odczuwają, że koniunktura sprzyja poszukiwaniu pracy.

Wielka czwórka pozostaje bez zmian, pracodawcy najczęściej poszukują handlowców, osób do obsługi klienta, finansistów i informatyków, jednak piękna pogoda w wakacje przełożyła się także na ożywienie w branży turystycznej. Pracodawcy z tej branży zamieścili w naszym serwisie ponad 25% więcej ofert niż przed rokiem.