Zmiany w strukturze grupy spowodowały spadek zysku Es-Systemu o ponad 98 proc. rdr.

0

Es-System poprawia przychody, zwłaszcza na rynku krajowym, spadają przychody z zagranicy i zysk w ujęciu rocznym.

Skonsolidowane przychody netto Grupy Kapitałowej Es-System, która zajmuje się techniką oświetleniową dla obiektów budowlanych, wzrosły o 4,7 proc. do poziomu 74,1 mln zł.

Narastająco rynek krajowy wzrósł o 11 proc. do poziomu 61,8 mln zł. Dobre wyniki sprzedaży na rynku krajowym rekompensują 3 mln zł spadku przychodów ze sprzedaży na rynkach zagranicznych – tłumaczy Es-System w raporcie.

Zysk netto grupy spadł o prawie 99 proc. rdr do poziomu 18 tysięcy z ponad 1 mln zł rok temu.

Narastająco Grupa Kapitałowa po I półroczu zanotowała 18 tys. zł zysku netto. (…) Ostateczny wynik, w znacznej mierze, jest pochodną zdarzeń jednorazowych, związanych ze zmianami w strukturze grupy oraz w związku z uczestnictwem w targach – tłumaczy spółka w komunikacie.

GUS: Bezrobocie spada w lipcu do 11,9 proc.

Minimalnie spada stopa bezrobocia z powodu poprawy na rynku pracy.

Stopa bezrobocia w lipcu obniżyła się do 11,9 proc. z 12 proc. miesiąc wcześniej, podał Główny Urząd Statystyczny w komunikacie.

Wstępne wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności za II kwartał br. potwierdzają lepszą niż przed rokiem sytuację na rynku pracy. Podobnie jak w I kwartale br., zwiększyła się w skali roku liczba pracujących, a zmniejszyła – bezrobotnych. Poprawił się wskaźnik zatrudnienia, a stopa bezrobocia obniżyła się do poziomu ostatnio notowanego w III kwartale 2010 r. – tłumaczy GUS w komunikacie.

Od początku roku bezrobocie obniżyło się o 2,1 pkt proc. z 14 proc. w styczniu.

Vision Express – Decyzja UOKiK

0

– A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary – w rzeczywistości klient mógł liczyć jedynie na zniżkę na zakup kolejnej pary okularów. Urząd uznał, że reklamy promocji „3 w 1” Vision Express wprowadzały klientów w błąd

Wypowiedź Agnieszki Majchrzak z Biura Prasowego UOKiK

Postępowanie przeciwko Vision Express zostało wszczęte w październiku 2013 roku. Wątpliwości UOKiK wzbudziły reklamy telewizyjne oferty „3 w 1”. Kampania trwała od lica do listopada 2013 roku. Spółka zachęcała do kupna okularów hasłem: „(…) A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary”. Zdaniem Urzędu, przeciętny konsument po obejrzeniu reklamy mógł pomyśleć, że kupując jedną parę okularów korekcyjnych, dwie kolejne otrzyma gratis.

W rzeczywistości, klient otrzymywał jedynie zniżkę na kolejne okulary, a jej wysokość uzależniona była od wartości zakupionej pary okularów . W związku z tym Urząd stwierdził, że reklama Vision Express wprowadzała konsumentów w błąd. Nałożona kara to 194 888 zł. Decyzja nie jest ostateczna, przedsiębiorca odwołał się do sądu.

Każdy konsument ma prawo do rzetelnej, pełnej i jasnej informacji o reklamowanej ofercie bez konieczności weryfikacji jej warunków w siedzibie przedsiębiorcy, na stronie internetowej czy w regulaminie.

Pomoc dla konsumentów: 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, [email protected]

 

 

W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii

Prowadzenia równoległych prac sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ds. Energetyki i Surowców Energetycznych oraz rozmów z Komisją Europejską w zakresie zgodności zmian w systemie wsparcia OZE z przepisami o dozwolonej pomocy publicznej – domaga się Rada OZE Konfederacji Lewiatan.

W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii. We wtorek, 26 sierpnia zbiera się Komisja Nadzwyczajna ds. Energetyki i Surowców Energetycznych.Rada OZE podziela stanowisko Minister Infrastruktury i Rozwoju, iż przedstawiony w projekcie ustawy aukcyjny system wsparcia nie kwalifikuje się do zwolnienia z obowiązku notyfikacji zgodności z przepisami o pomocy publicznej na podstawie rozporządzenia Komisji. Mając zatem na uwadze, że część ustawy bez wątpienia podlega obowiązkowi notyfikacji, zasadne jest podjęcie działań zmierzających do rozpoczęcia procesu notyfikacyjnego w zakresie przepisów o systemie aukcyjnym w możliwie krótkim terminie.

Rada OZE postuluje wpisanie do projektu ustawy tzw. klauzuli zawieszającej przeprowadzenia pierwszej aukcji do czasu pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej. Przyjęcie takiego trybu postępowania przyniesie następujące korzyści:

1) pozwoli na kontynuację prac legislacyjnych bez naruszania prawa Unii Europejskiej regulującego obszar pomocy publicznej;
2) zminimalizuje ekspozycję inwestorów na ryzyka prawne (w tym ryzyko ewentualnego zwrotu nienotyfikowanej pomocy publicznej);
3) wyeliminuje ryzyko nałożenia na Polskę kary za wdrożenie przepisów krajowych w sprzeczności z art. 107 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Rada OZE podziela stanowisko rządu w zakresie braku zaangażowania środków publicznych w polskim systemie certyfikatów, jednakże z uwagi na ryzyko, że w trakcie prac sejmowych Komisja Europejska zażąda notyfikowania zgodności z rynkiem wewnętrznym Unii Europejskiej projektu ustawy OZE, wskazane jest podjęcie dialogu z Dyrekcją Generalną ds. Konkurencji również w tym obszarze.

Rada OZE proponuje wprowadzenie do ustawy o odnawialnych źródłach energii odpowiednio długiego okresu przejściowego, w którym zapewniona zostanie możliwość „wejścia” nowowybudowanych instalacji OZE do systemu „zielonych certyfikatów”. Wspomniany okres powinien trwać do końca 2016 roku. Takie rozwiązanie spowoduje, że zostanie określona dla inwestorów – a przede wszystkich dla banków finansujących inwestycji – jasna perspektywa, w której będą mogły być zakończone rozpoczęte wcześniej procesy inwestycyjne.
Dlatego Rada OZE postuluje ustalenie daty wejścia w życie systemu aukcyjnego na 1 stycznia 2016 roku lub do zakończenia notyfikacji ustawy OZE, z tym że wyprodukowanie przez daną instalację do 31 grudnia 2016 roku energii elektrycznej, za którą przysługuje świadectwo pochodzenia, uprawniać będzie do pozostania w systemie certyfikatowym przez 15 lat. Wejście w życie systemu aukcji bezpośrednio po uzyskaniu notyfikacji wraz z jasnym określeniem dostatecznie długiego okresu przejściowego, w którym kończone inwestycje będą miały prawo do udziału w systemie zielonych certyfikatów pozwoli na:

1) utrzymanie obecnego systemu wsparcia do końca 2016 roku, co stworzy stabilne i przewidywalne warunki do inwestowania w OZE w okresie przed faktycznym rozpoczęciem funkcjonowania nowego, aukcyjnego systemu wsparcia
2) wprowadzenie okresu przejściowego, w którym przepisy niezbędne do przygotowania aukcji (rozdział IV projektu ustawy) OZE będą już obowiązywać, ale możliwe będzie jeszcze uzyskanie prawa do udziału w systemie certyfikatowym,
3) uruchomienie i wdrożenie systemu aukcyjnego jeszcze w roku 2016, a jednocześnie nie zatrzyma trwających inwestycji w OZE.

Konfederacja Lewiatan

Zysk Eurocashu spadł w I półroczu rdr o 28 proc.

0

Koniec współpracy Eurocashu ze Stokrotką odbił się na wynikach firmy.

Eurocash miał w I poł. roku przychody w wysokości ponad 8,01 mld zł. I jest to niewiele mniej w porównaniu do tego samego okresu ub.r., kiedy było to 8,06 mld zł.

– Zakończenie umowy współpracy z siecią sklepów Stokrotka na koniec II kw. 2013 r. oraz ogólne pogorszenie nastrojów konsumenckich i warunków gospodarczych widoczne na rynku detalicznym spowodowało, że dynamika wzrostu sprzedaży nie osiągnęła wyższego poziomu – tłumaczy Eurocash w raporcie.

Zysk netto grupy w omawianym okresie wyniósł 50,7 mln zł i był niższy rdr o 27,8 proc.

Grupa spodziewa się dalszego wzrostu udziału w rynku nowoczesnych kanałów dystrybucji, jednak niekorzystny wpływ tego procesu na przychody Grupy rekompensowany będzie wzrostem wartości rynku FMCG oraz konsolidacją na rynku hurtowym do tradycyjnych kanałów sprzedaży – prognozuje spółka w raporcie finansowym.

W I półroczu 2014 r. sprzedaż formatu hurtowego Cash&Carry do odbiorców zewnętrznych wyniosła 2,3 mld zł i wzrosła o 12,67 proc. rdr. w porównaniu z analogicznym okresem 2013 r. Liczba hurtowni dyskontowych Eurocash Cash&Carry na koniec 1 półrocza 2014 r. wyniosła  160 (łącznie z 3 hurtowniami Batna). Udział sklepów abc w całkowitej sprzedaży Cash&Carry wyniósł w I półroczu 2014 r. 53,23 porc.

Grupa Eurocash prowadzi między innymi hurtownie i sklepy detaliczne, w tym sklepy ABC po sąsiedzku, Lewiatan i Groszek. W grupie są także firmy, które zajmują się dystrybucją papierosów, alkoholu, zaopatrzeniem restauracji i hoteli, a także firma PayUp odpowiedzialna za płatności on-line.

NIK o hałasie w dużych miastach

Od 2012 roku w Polsce obowiązują nowe normy dopuszczalnego hałasu komunikacyjnego. Dodatkowych zabezpieczeń nie wymagają miejsca, w których dokuczliwe dźwięki nie przekraczają 70 dB. Z dnia na dzień, po wprowadzeniu nowych przepisów, spadła drastycznie liczba mieszkańców miast zagrożonych uciążliwymi odgłosami oraz ilość miejsc wymagających ochrony akustycznej. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby hałas w ciągu dnia nie przewyższał 55 dB.

Hałas towarzyszy mieszkańcom dużych miast nieustannie, zwłaszcza ten związany z ruchem drogowym. Szczególnie uciążliwy jest dla osób mieszkających w aglomeracjach. Wpływa na ich jakość życia i zdrowie. Unia Europejska już dawno dostrzegła ten problem. Chcąc zapobiegać negatywnym skutkom wpływ hałasu na życie Europejczyków wydała specjalną dyrektywę 2002/49/WE. Cel dyrektywy to ustanowienie wspólnych zasad prowadzących do unikania, zapobiegania lub zmniejszania szkodliwego hałasu. Każde z państw członkowskich zobowiązane zostało do podjęcia określonych kroków m.in. sporządzenia map akustycznych oraz przyjęcia programów ochrony środowiska przed hałasem.

W 2012 roku Minister Środowiska wprowadził nowe normy dobowego i długookresowego hałasu komunikacyjnego. Z dnia na dzień okazało się, że mieszkańcy dużych miast muszą zgodnie z prawem tolerować hałas sięgający nawet 70 dB w dzień i 65 dB w nocy. To znaczenie więcej niż zaleca Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Według WHO dokuczliwe dźwięki powyżej 55 dB mają niekorzystny wpływ na zdrowie człowieka – pojawia się zmęczenie, rozdrażnienie, bóle głowy, brzucha, mięśni.

W efekcie wprowadzonych zmian mapy akustyczne aglomeracji zyskały zupełnie inny wygląd. W ciągu jednego dnia drastycznie spadła liczba mieszkańców zagrożonych ponadnormatywnym hałasem. 22 października 2012 roku prawie 48 proc. Łodzian było zagrożonych uciążliwymi odgłosami, dzień później już tylko 22 proc. W Radomiu zanotowano prawie 6-krotny spadek osób przebywających na takich terenach (z 22 proc. na 4 proc.), a w Gorzowie Wlkp. aż 10-krotny (z 19,5 proc. do niespełna 2 proc.).

Nowe normy hałasu sprawiły, że wieloletnie cele Programów ochrony środowiska przed hałasemzostały osiągnięte w jeden dzień. Znacząco spadła również liczba przedsięwzięć, które miały złagodzić ponadnormatywne dźwięki. W Białymstoku zakładano, że do 2019 roku zostanie zredukowana o 50 proc. liczba ludności narażonej na hałas (z 28,3 tys. do 14,1 tys.). Wprowadzenie nowych norm spowodowało, że  tylko 6,1 tys. Białostoczan było zagrożonych. Po zmianie regulacji, w bydgoskim programie ochrony środowiska przed hałasem zrezygnowano z 18 przedsięwzięć (na 40 zaplanowanych), z uwagi na brak lub nieznaczne przekroczenia dopuszczalnych poziomów hałasu w wybranych lokalizacjach.

Minister Środowiska podniósł dopuszczalne normy hałasu nie uwzględniając opinii Głównego Inspektora Ochrony Środowiska ani jednostek naukowo-badawczych o negatywnych skutkach takiej decyzji. Tempo uzgodnień wewnątrzresortowych projektu rozporządzenia było zawrotne. Główny Inspektor Ochrony Środowiska miał tylko dwie godziny na wyrażenie swojej opinii. Był to jedyny komentarz jaki wpłynął z 16 jednostek wewnątrzresortowych.

Implementacja unijnej dyrektywy odbyła się z opóźnieniem. Ministerstwo Środowiska na czas nie przygotowało przepisów wykonawczych, a aglomeracje nie miały doświadczenia w przygotowaniu map i programów. Te wszystkie czynniki wpłynęły na zwłokę we wdrożeniu europejskich  regulacji dot. hałasu. Opóźnienia w przygotowaniu krajowych przepisów pociągnęły za sobą nieterminowe wykonaniem map akustycznych. Brak map warunkował dalsze odroczenie w przygotowaniuProgramów ochrony środowiska przed hałasem. Opóźnienia byłyby jeszcze większe gdyby nie działania Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, który w 2006 roku zlecił opracowanie wytycznych do sporządzenia map akustycznych, rozpoczął szkolenia oraz systematycznie informował i ponaglał. Złagodzenie dopuszczalnych norm hałasu komunikacyjnego w 2012 roku, praktycznie bezpośrednio po terminie sporządzania map akustycznych, wymusiło na miastach konieczność ich ponownego przeliczenia i aktualizacji dokumentów z nimi związanych. W części kontrolowanych aglomeracji wiązało się to z kosztami rzędu kilkudziesięciu tysięcy zł.

NIK sugeruje, że warto byłoby ustalić jednolitą metodologię przy sporządzaniu kolejnych map akustycznych tak by ich wyniki były porównywalne. Chodzi zwłaszcza o obliczanie powierzchni terenów oraz populacji mieszkańców narażonych na uciążliwy hałas.

Większość objętych kontrolą miast przy opracowywaniu planów miejscowych zagospodarowania przestrzennego wykorzystywało mapy akustyczne i wprowadzało prewencyjnie ograniczenia służące ochronie terenów wrażliwych na hałas.

Po przeprowadzonej kontroli NIK  skierowała pod adresem Ministra Środowiska wnioski o m.in:

  • dokonanie analizy, czy długoterminowe dopuszczalne poziomy hałasu zostały ustalone prawidłowo i w zależności od jej wyników o podjęcie stosownych działań,
  • ustalenie w jakim stopniu złagodzenie norm wpłynęło na zmianę, na mapach akustycznych, zasięgu terenów z  przekroczonym dopuszczalnym poziomem hałasu,
  • opracowanie i wprowadzenia obowiązującej przy sporządzaniu map akustycznych metodologii ustalania terenów oraz populacji mieszkańców narażonych na hałas,
  • rozważenie nowelizacji Prawa ochrony środowiska mającej na celu wprowadzenie instrumentów umożliwiających egzekwowanie od organów samorządu terytorialnego terminowej realizacji obowiązków związanych ze sporządzaniem i udostępnianiem map akustycznych i programów ochrony środowiska przed hałasem.

Do ministra właściwego do spraw zdrowia NIK wnioskowała o rozważenia określenia wskaźników odzwierciedlających skutki szkodliwego oddziaływania hałasu na zdrowie ludzi, a do ministra właściwego do spraw infrastruktury, o możliwość lokalizowania fotoradarów jako narzędzia, które pomoże  ograniczyć emisje hałasu drogowego.

NIK o nadzorze nad służbami specjalnymi

Obecnie obowiązujące przepisy ograniczają możliwość sprawowania skutecznego nadzoru nad służbami specjalnymi przez Prezesa Rady Ministrów. Premier pozbawiony jest ważnych instrumentów nadzoru m.in.: pełnej wiedzy na temat procedur wewnętrznych obowiązujących w służbach specjalnych, albo kontroli poprawności działań operacyjno-rozpoznawczych w konkretnych sprawach. W istocie więc ustawodawca zobowiązał Premiera do nadzoru nad służbami specjalnymi, dając mu ograniczone możliwości zweryfikowania przekazywanych przez służby informacji co do treści oraz sposobu ich uzyskania. Taki stan prawny powoduje, że w wielu obszarach służby specjalne, pozbawione zewnętrznego cywilnego nadzoru, kontrolują same siebie.

Funkcję organu opiniodawczo-doradczego w sprawach programowania, nadzorowania i koordynowania działalności służb specjalnych sprawuje Kolegium do Spraw Służb Specjalnych. NIK stwierdziła, że podejmowane przez Przewodniczącego Kolegium (Premiera) w trakcie posiedzeń decyzje, w formie poleceń kierowanych do szefów służb specjalnych, organów administracji i członków Kolegium, odnoszące się do obszarów działania tych podmiotów, w znacznym stopniu nie były następnie weryfikowane, bo nie pozwalały na to obowiązujące przepisy. Zdaniem Izby brak systemowego rozwiązania służącego monitorowaniu stopnia realizacji ocen i opinii Kolegium jak również decyzji Przewodniczącego Kolegium, pozbawia te organy możliwości bieżącej analizy wykorzystania zajętych przez Kolegium stanowisk oraz ich przydatności do realizacji zadań przez służby specjalne.

Najwyższa Izba Kontroli zauważa podjęte przez Prezesa Rady Ministrów działania legislacyjne mające na celu reformę służb specjalnych z uwzględnieniem konieczności utworzenia niezależnego organu nadzoru nad służbami specjalnymi i tym samym rozwiązania problemów stwierdzonych podczas kontroli. Wykorzystując ustalenia kontroli Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski zgłosił uwagi do projektu ustawy o Komisji Kontroli Służb Specjalnych. Prezes Izby wyraził nadzieję, że wnioski NIK pomogą w uregulowaniu tak ważnego obszaru funkcjonowania państwa w sposób umożliwiający kontrolowanie i skuteczne nadzorowanie służb specjalnych przez niezależny od nich, zewnętrzny organ.

Szczegółowe wyniki kontroli objęte są tajemnicą państwową.

Rekordowy wzrost zatrudnienia cudzoziemców

Sytuacja polityczna na Ukrainie oraz korzystniejsza koniunktura w najbardziej pracochłonnych sektorach polskiej gospodarki przyczyniły się do rekordowego wzrostu zatrudnienia obywateli państw trzecich. Pierwsza połowa bieżącego roku przyniosła również dynamiczny wzrost zapotrzebowania na pracę wysoko wykwalifikowanych pracowników, w branżach takich jak IT/ICT oraz działalność naukowo-techniczna. Specjalistów IT ze Ukrainy może być w tym roku nawet kilka razy więcej.

Zespół ekspertów agencji pracy EWL, która analizuje wyniki zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce na przestrzeni ostatnich 5 lat, podkreślił że bieżący, historyczny trend nie może być zaskoczeniem dla osób badających polski rynek pracy. Trudna sytuacja polityczna na Ukrainie, stanowiącej największy rynek delegujący cudzoziemców do Polski, przełożyła się nie tylko na nastroje migracyjne obywateli Ukrainy, ale również na wyraźne osłabienie gospodarcze. W wyniku ochłodzenia relacji pomiędzy Ukrainą a Federacją Rosyjską, Rosja przestała być traktowana jako główny rynek pracy dla migrantów sezonowych, jej miejsce natomiast zajęła Polska – w dużym stopniu dzięki liberalnej procedurze zatrudnienia cudzoziemców w oparciu o oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy oraz kampaniom społecznym na rzecz cudzoziemców przebywających w Polsce.

Z omawianej procedury, umożliwiającej polskim pracodawcom zatrudnienie obywatela Ukrainy i 5 innych państw na okres do 6 miesięcy w skali roku, korzysta coraz więcej polskich firm. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w pierwszym półroczu tego roku prawie 191 tysięcy cudzoziemców otrzymało możliwość podjęcia w Polsce pracy, z czego ponad 182 tysiące z nich stanowili obywatele Ukrainy. Dynamika wzrostu zatrudnienia cudzoziemców może być tym samym porównywana do tej z 2011 roku, kiedy to wzrost zapotrzebowania na pracę wykonywaną przez obcokrajowców wyniósł ponad 40 procent. Jednocześnie tegoroczny skok w poziomie zatrudnienia nastąpił w momencie, gdy wielu analityków rynku pracy zakładało przekroczenie przez Polskę krytycznego progu zapotrzebowania na pracę cudzoziemców.

– „Dane Ministerstwa Pracy stanowią potwierdzenie naszych dotychczasowych badań, według których Polska jako państwo przyjmujące migrantów zarobkowych nie wyczerpała w żadnym stopniu potencjału zatrudnieniowego.” – podkreśla Andrzej Korkus, dyrektor zarządzający agencji EWL – „Jeśli ponadto uwzględnimy perspektywy demograficzne w najbliższej dekadzie oraz fakt, że Polska w skali Unii Europejskiej jest na jednym z ostatnich miejsc pod względem udziału obcokrajowców w rynku pracy, dalszy przyrost zatrudnienia staje się więcej niż realny.”

Wewnętrzne dane agencji EWL wskazują na  prawie 50-procentowy wzrost zatrudnienia cudzoziemców w skali pierwszego półrocza w stosunku do tego samego okresu 2013 roku. Liczba obywateli Ukrainy, którym agencja EWL powierzyła pracę w Polsce zbliżyła się w pierwszym półroczu do poziomu 1,5 tysiąca, w czym największy udział miały stanowiska niższego lub średniego szczebla w branżach takich jak rolnictwo, przetwórstwo spożywcze, a także przemysł ciężki oraz lekki.

Przybywa specjalistów ze Wschodu

Zawody wymagające wysokich kwalifikacji cechuje jeszcze wyższy wskaźnik dynamiki wzrostu zatrudnienia niż zaobserwować można w przypadku branż charakteryzujących się sezonowością oraz zatrudniania osób przy pracach prostych.  Liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy w sektorze ICT wyniosła 1119 zarejestrowanych wniosków w pierwszym półroczu, dla porównania w tym samym okresie 2013 roku oświadczeń w tej branży było ponad sześciokrotnie mniej (182). Imponująco prezentuje się również dynamika wzrostu zatrudnienia obcokrajowców w przypadku działalności profesjonalno-naukowej (70-procentowy wzrost do poziomu 1258 zarejestrowanych oświadczeń w pierwszej połowie bieżącego roku).

Wysokie zapotrzebowanie na pracę oraz rosnąca liczba rejestrowanych oświadczeń przełożyły się na wzrost liczby zezwoleń na prace wydawanych przez urzędy wojewódzkie cudzoziemcom. W pierwszym półroczu wydano ponad 21 tysięcy dokumentów zezwoleń, co stanowi 17 procent więcej w porównaniu do roku 2013. Najwięcej zezwoleń wydanych zostało tradycyjnie obywatelom Ukrainy (11 318 – wzrost o niecałe 20 procent), kolejne, odległe miejsce zajął Wietnam (1758 zezwoleń) oraz Chiny (1310). Szczególnie dużą uwagę należy zwrócić na proporcje zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów, odmienne niż w przypadku rejestrowanych pod kątem prac sezonowych oświadczeń. W pierwszej połowie 2014 roku pracownikom wykwalifikowanym wydano aż 6545 zezwoleń na pracę (wzrost o 33 procent w stosunku do 2013 roku), spadkowi natomiast uległa liczba zezwoleń na pracę wydawanych pracownikom przy pracach prostych (2165 zezwoleń w 2014 roku – spadek o 26 procent w porównaniu z rokiem 2013).

Według danych MPiPS, najwyższy poziom zapotrzebowania na pracę cudzoziemców obserwuje się jednak w branży rolnej. W pierwszym półroczu 2014 powiatowe urzędy pracy odnotowały rejestrację ponad 111 tysięcy oświadczeń w tym sektorze, co stanowi 30 procentowy wzrost w stosunku do 2013 roku. Drugie miejsce zajmuje sektor budowlany z prawie 23 tysiącami zarejestrowanych oświadczeń (wzrost o 37 procent). Wysoką dynamiką wzrostu zapotrzebowania charakteryzuje się natomiast sektor przetwórstwa przemysłowego (ponad 16 tysięcy oświadczeń w pierwszej połowie roku – aż dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego). Bardzo wysokie zatrudnienie w tym przypadku jest w dużym stopniu wynikiem wysokiej pracochłonności oraz sezonowości tych sektorów.

Jak przygotować rynek pracy na zwiększony napływ migrantów?

Praca w zawodach niewymagających wysokich kwalifikacji wiąże się jednocześnie z większym ryzykiem wystąpienia przypadków nadużyć ze strony nieuczciwych pracodawców. Bieżący dynamiczny wzrost zatrudnienia obywateli Ukrainy w Polsce stał się jednym z kluczowych motywów rozpoczętej w lipcu kampanii społecznej „Bezpieczna praca w Polsce”, organizowanej przez agencję EWL we współpracy z takimi instytucjami jak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Ośrodek Badań Handlu Ludźmi IPSiR UW.

„Zależy nam przede wszystkim na zwróceniu uwagi opinii publicznej oraz kluczowych aktorów rynku pracy na problematykę bezpieczeństwa zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce. Dynamika wzrostu powierzania wykonywania pracy obywatelom Ukrainy ma niestety również przełożenie na liczbę przypadków nadużyć, obejmujących zarówno szarą strefę, jak również potencjalnie legalne zatrudnienie obcokrajowca” – wymienia Zbigniew Wafflard, ekspert agencji EWL i pomysłodawca projektu „Bezpieczna praca w Polsce”. – „Do tego potrzebny jest jednak efektywny dialog pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku pracy oraz edukacja pracodawców i pracowników przez nich zatrudnianych na temat aspektów formalno-prawnych zatrudnienia.”

30 lipca w Warszawie w siedzibie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odbyło się pierwsze spotkanie ekspertów i instytucji rynku pracy, organizowane w ramach projektu „Bezpieczna praca w Polsce” przez agencję pracy EWL we współpracy z Krajowym Punktem Kontaktowym Europejskiej Sieci Migracyjnej. Celem spotkania była ocena bieżącej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa zatrudnienia obywateli państw trzecich przez polskich pracodawców oraz identyfikacja obszarów, w których zjawiska patologiczne są najbardziej powszechne. W konferencji wzięli udział przedstawiciele pracodawców, organizacji pozarządowych i państwowych instytucji regulujących proces legalizacji zatrudnienia obywateli państw trzecich w Polsce, w tym przedstawiciele Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Straży Granicznej oraz Głównego Inspektoratu Pracy.

Marta Górczyńska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśliła obecność przypadków nieświadomości swoich praw u części osób kontaktujących się z Fundacją. Dużym zagrożeniem mogą być przypadki, w ramach których cudzoziemcy są świadomi łamania swoich praw, jednak z różnych względów – na przykład ekonomicznych – rezygnują z dochodzenia roszczeń. Niektórzy eksperci zwrócili ponadto uwagę na niechęć części osób do zgłaszania przypadków nadużyć ze względu na możliwość osiągania doraźnych korzyści finansowych.

Według Moniki Zaręby, eksperta organizacji Pracodawców RP niezbędna jest z kolei dywersyfikacja kanałów komunikacji z podmiotami na rynku przy jednoczesnym uproszczeniu metod przekazu informacji dla cudzoziemców oraz pracodawców, czyniąc je bardziej przejrzystymi i zrozumiałymi. Pozyskiwanie do współpracy ekspertów w dziedzinie komunikacji powinno również wpłynąć pozytywnie na jakość przekazu.

Źródło: MPiPS, EWL

Umowy-zlecenia staną się mniej atrakcyjne dla pracodawców. Nad zmianami pracuje Sejm

CEO Magazyn Polska

W Sejmie trwają prace nad zmianami w oskładkowaniu umów-zleceń. Eksperci podkreślają, że zmiany te mogą spowodować wzrost kosztów pracy. W związku z tym umowy cywilnoprawne staną się dla pracodawców mniej atrakcyjne niż umowy o pracę. W efekcie jednak może wcale nie zwiększyć się liczba etatów, lecz szara strefa.

Zmiany podniosą koszty pracy. Uczynią one umowy-zlecenia mniej atrakcyjnymi w porównaniu z umowami o pracę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Tyrowicz, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego i Narodowego Banku Polski.

Przypomina, że już dziś umowy-zlecenia są oskładkowane. Jeśli to jedyny tytuł ubezpieczenia, należy odprowadzić od niej składki na ubezpieczenie rentowe, emerytalne, wypadkowe (w określonych przypadkach) i zdrowotne. Ubezpieczenie chorobowe jest jedynie dobrowolne.

Wątpliwości budzą tak zwane trójkąty, czyli kiedy ktoś u jednego pracodawcy ma umowę o płacę minimalną, która jest oskładkowana, a u drugiego pracodawcy wykazuje w oświadczeniu, że już jest to ubezpieczony. Wówczas można części składek nie płacić. Jak rozumiem, główną intencją rządu jest to, żeby uniemożliwić tego rodzaju trójkąty – mówi Joanna Tyrowicz.

Obecnie przy pracy na kilku umowach-zleceniach składki opłacane są przez pracodawcę wyłącznie od jednej z nich – przeważnie od tej na najniższą kwotę. Od pozostałych uiszczana jest jedyna składka zdrowotna.

Nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych wprowadza przepis, by składki emerytalne i rentowe były odprowadzane od wysokości minimalnego wynagrodzenia (1 680 zł brutto). Wówczas składki będą potrącane albo od jednej umowy, albo od kilku umów, których łączna wartość jest równa minimalnemu wynagrodzeniu lub od niego wyższa.

Zdaniem Joanny Tyrowicz to rozwiązanie może zwiększyć koszty pracy, przez co będzie negatywnie wpływać na rynek pracy.

Niskie składki emerytalne wpływające do ZUS-u to w efekcie niskie emerytury, niższe od minimalnych, do których musiałoby dopłacać państwo.

Na pewno pracodawcy nie będą zainteresowani zatrudnianiem osób o bardzo niskich kwalifikacjach, jeżeli będą musieli zapłacić dużo za pozapłacowe koszty pracy, ale ten mechanizm jest taki sam jak przy umowie o pracę – ocenia Tyrowicz.

Wedle szacunków GUS-u na umowach cywilnoprawnych pracuje 1,5 mln Polaków. Z roku na rok jest ich coraz więcej, a jak informuje Państwowa Inspekcja Pracy rośnie też liczba nieprawidłowości przy zawieraniu umów – w 2013 roku wykryto je w 18 proc. skontrolowanych firm (dla porównania w 2007 roku w 4 proc.).

Ekonomistka podkreśla, że umowy cywilnoprawne są stosowane przede wszystkim w sytuacji wysokiego bezrobocia, gdy nie ma alternatywy lub gdy warunki narzuca kilku lokalnych pracodawców. Pracownicy zgadzają się wówczas na zatrudnienie na jakąkolwiek umowę, aby tylko mieć pracę. Nowelizacja przepisów jednak nie oznacza, że pracodawcy rezygnując z umów-zleceń, zdecydują się na umowę o pracę.

Pracownicy nie bardzo mają wybór. Być może jedyną dostępną dla nich opcją stanie się wówczas szara strefa – ostrzega ekonomistka.

Z szacunków GUS wynika, że w 2013 roku na czarno pracowało nieco ponad milion Polaków. Szacuje się, że ich praca warta jest ok. 50 mld zł.

Rząd docelowo planuje objąć składkami wszystkie dochody – nie tylko z umów-zleceń, lecz także umów o dzieło. Oznacza to, że w ciągu kilku najbliższych lat (prawdopodobnie do 2017 roku) zmiany odczuje blisko 2 mln Polaków – 1,5 mln zatrudnionych na umowach-zleceniach i 0,5 mln na umowach o dzieło.

Polacy jedzą coraz więcej drobiu. Rośnie też jego eksport

CEO Magazyn Polska

Od kilku lat spożycie mięsa drobiowego w Polsce rośnie o pół kilograma rocznie. Statystyczny Polak zjada ok. 27 kg białego mięsa. Coraz większe ilości mięsa trafiają też na zagraniczne rynki. Mimo że Rosja nie jest głównym odbiorcą polskiego drobiu, to embargo może mieć jednak negatywny wpływ na krajowy rynek.

Jeżeli porównamy spożycie trzech podstawowych gatunków mięsa, czyli drobiu, wieprzowiny i wołowiny, to zaobserwujemy zdecydowany przyrost spożycia drobiu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Dane Agencji Rynku Rolnego wskazują na to, że mięso drobiowe stopniowo zwiększa swój udział w strukturze spożycia mięsa. W 2013 roku średnie roczne spożycie na jednego mieszkańca wyniosło 27 kg. Dla porównania w 2005 roku było to niewiele ponad 23 kg, co oznacza wzrost o 0,5 kg w skali roku. W konsumpcji mięsa w Polsce drób stanowi blisko 38 proc. i ustępuje miejsca tylko wieprzowinie (ok. 55 proc.). Ale i to się może zmienić, bo spożycie wieprzowiny spada. W latach 2007-2011 było na stabilnym, ponad 42-proc. poziomie. W ubiegłym roku zmniejszyło się do 38,5 kg. Mięso wołowe, przede wszystkim ze względu na wysoką cenę, jest rzadko wybieranym mięsem (poniżej 2 kg na mieszkańca w ciągu roku).

Na rosnącą popularność mięsa drobiowego wpływają niskie ceny, walory smakowe i mała kaloryczność. Producenci stale zachęcają konsumentów do jedzenia białego mięsa.

Mieliśmy kilka dużych kampanii, począwszy od 2010 roku, kiedy promowaliśmy gęsinę, następnie w 2011 roku mięso z kurczaka, potem mięso z indyka, na końcu przetwory drobiowe. Teraz przymierzamy się do promocji mięsa kaczego – mówi dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa. – Wyraźnie widać, że tendencja spożycia mięsa drobiowego w naszym kraju rośnie. Natomiast nie oznacza to, że jesteśmy w stanie zagospodarować przyrost produkcji drobiarskiej w kraju, musimy poszukiwać rynków zbytu.

W ubiegłym roku, zgodnie z raportem IERiGŻ, produkcja mięsa wzrosła o 6,5 proc. do ponad 1,6 mln ton. Z tego na rynki zewnętrzne trafiło ok. 35 proc. – podała w raporcie za I kwartał firma Indykpol. W 2013 roku sprzedano za granicę 614 tys. ton drobiu (o 7 proc. więcej niż rok wcześniej). Także w tym roku można zaobserwować trend wzrostowy. GUS podaje, że w pierwszych trzech miesiącach eksport drobiu był o 4 proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2013 roku. Najwięcej drobiu trafia do krajów europejskich – przede wszystkim do Niemiec, Czech, Francji i Wielkiej Brytanii, wzrosła sprzedaż do Chin i krajów afrykańskich. Spadła natomiast do krajów Europy Wschodniej. Embargo rosyjskie na drób może jednak negatywnie wpłynąć na rynek.

Nawet jeżeli eksport na rynek rosyjski był stosunkowo niewielki, to takie informacje nie wpływają pozytywnie. Biorąc pod uwagę możliwe perturbacje z uwagi na niedopuszczenie drobiu ze Stanów Zjednoczonych czy z innych krajów, może to spowodować poważnie zachwianie na rynku drobiarskim również w Polsce – zaznacza Dominiak.

Cytowalność „Wprost” w lipcu ponad trzy razy mniejsza niż w czerwcu. Dominującym tematem w mediach była Ukraina

CEO Magazyn Polska

Tygodnik „Wprost” oraz dzienniki „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” to najczęściej cytowane polskie media w lipcu 2014 roku. Czołówka rankingu wygląda podobnie jak w czerwcu, choć cytowalność jego lidera spadła 3,5-krotnie. Dominującymi tematami była katastrofa malezyjskiego samolotu oraz konflikt na Ukrainie, dlatego najczęściej powoływano się na media, które relacjonowały sytuacją zza wschodnią granicą.

Dysproporcja pomiędzy tygodnikiem „Wprost” a pozostałymi tytułami w rankingu jest nieco niższa niż w czerwcu, kiedy ranking zdominowany był przez materiał tygodnika na temat afery taśmowej– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Jadaś z Instytutu Monitorowania Mediów. –Cytowania jednak nadal są utrzymane na dość wysokim poziomie i zapewniły „Wprostowi” pierwsze miejsce w rankingu.

W czerwcu na tygodnik „Wprost” w związku z publikacjami na temat afery podsłuchowej inne media powoływały się ponad 3,5 tys. razy, a w lipcu zaledwie 984 razy – wynika z lipcowego raportu Instytutu Monitorowania Mediów „Najbardziej opiniotwórcze media”. „Rzeczpospolitą” cytowano w lipcu 692 razy, a „Gazetę Wyborczą” 597 razy.

Pierwszą piątkę lipcowego zestawienia najczęściej cytowanych mediów w Polsce uzupełnia stacja TVN24, na którą w ciągu miesiąca powoływano się 243 razy oraz „Dziennik Gazeta Prawna” z 210 cytowaniami.

– Jeżeli chodzi o stacje telewizyjne i ich cytowalność w lipcu 2014 roku, to tematem dominującym był konflikt na Ukrainie – podkreśla Łukasz Jadaś. – Stąd też najczęściej cytowanymi mediami były te, które relacjonowały wydarzenia zza naszej wschodniej granicy. Na pierwszym miejscu najczęściej cytowanych stacji znalazła się stacja TVN24, przed TVP Info oraz stacją TVN. 

W segmencie tygodników liderem pozostaje oczywiście „Wprost”, natomiast na drugim miejscu znalazł się „Newsweek”. Najczęściej cytowanym periodykiem związanym z biznesem był w lipcu dziennik „Puls Biznesu”. Wyprzedził on miesięcznik „Forbes”, który w lipcu był z kolei najczęściej cytowanym miesięcznikiem w ogóle. Na trzecim miejscu wśród mediów ekonomicznych znalazł się portal internetowy WNP.pl.

– Pierwsza trójka najbardziej opiniotwórczych stacji radiowych w Polsce w lipcu to stacje RMF FM, TOK FM oraz Radio ZET. Najbardziej opiniotwórczym portalem internetowym lipca był Onet.pl, ale już na drugim miejscu, co miało związek z bieżącymi wydarzeniami, czyli z rozgrywanym wówczas mundialem, znalazł się portal Sportowefakty.pl – informuje Łukasz Jadaś.

Badanie IMM przeprowadzono na podstawie ponad 5,3 tys. przekazów z mediów tradycyjnych. Analiza objęła ponad 900 gazet i czasopism, stacje telewizyjne i wybrane programy w rozgłośniach radiowych.

Służbowe tablety i smartfony niedostatecznie zabezpieczone przed atakami hakerów

CEO Magazyn Polska

Specjalistyczne oprogramowanie nie wystarcza, aby uchronić firmę przed atakiem hakerów. Należy zwrócić większą uwagę na zabezpieczenia używanych powszechnie urządzeń mobilnych. Konieczne są również szkolenia pracowników i regularny audyt zarówno sprzętu, jak i oprogramowania.

Dziś istnieje ponad 12 mln wirusów na system operacyjny Android, co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia – ostrzega Maciej Ziarek, analityk zagrożeń w firmie Kaspersky Lab Polska. – W 2006 roku było ich raptem kilka. Mogą one wysyłać SMS-y premium, czyli na numery o podwyższonej płatności. Mają także możliwość przekazywania twórcom informacji o telefonie, zainstalowanych na nim aplikacjach, mogą przechwytywać zdjęcia, filmy czy e-maile.

Jego zdaniem poziom zabezpieczenia tych urządzeń w firmach nie jest wystarczający, a powinno to być traktowane na równi z zabezpieczeniem sprzętu stacjonarnego. Większa częstotliwość ataków na służbowe smartfony i tablety wynika stąd, że ich liczba dynamicznie rośnie, a firmy coraz częściej dopuszczają możliwość pracy zdalnej.

Łupem cyberprzestępców, atakujących zarówno urządzenia mobilne, jak i komputery, padają przede wszystkim dane osobowe, które później są sprzedawane. Handel nielegalnie zdobytymi informacjami jest coraz bardziej istotnym źródłem przychodów hakerów. Czerpią oni zyski również z kradzieży wrażliwych, newralgicznych informacji z firm, na przykład planów rozwoju czy strategii marketingowych.

Obecnie wartość informacji chronionych jest tak duża, a straty związane z ich przejęciem tak dotkliwe, że nielegalne przejęcie danych jest w zasadzie tożsame z kradzieżą pieniędzy – zauważa Maciej Ziarek w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Jego zdaniem przed atakiem hakerów nie uchroni przedsiębiorstwa samo oprogramowanie. Najsłabszym ogniwem w większości firm są bowiem sami pracownicy. Dlatego pracodawcy powinni regularnie organizować szkolenia, dzięki którym użytkownicy komputerów będą wiedzieli, jakie są aktualne zagrożenia, czego powinni unikać, od jakich działań się powstrzymywać.

Zdaniem Ziarka wciąż niewielu przedsiębiorców decyduje się na takie szkolenia, o czym świadczą statystyki firm IT na temat źródeł zagrożeń dla bezpieczeństwa sieci w firmach. Wiele osób popełnia podstawowe, nawet banalne błędy, jak rozsyłanie wiadomości e-mail przeznaczonej dla jednej osoby do wszystkich w bazie adresowej. W ten sposób osoby nieupoważnione poznają dane osobowe podmiotów trzecich, do których nie powinny mieć dostępu.

Jest to nie tylko niebezpieczne dla firmy, lecz także jest to złamanie przepisów o ochronie danych osobowych. Jeżeli przedstawiciele Głównego Inspektoratu Ochrony Danych Osobowych wykryją, że doszło do złamania ustawy, mają prawo zawiadomić organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa, a te z kolei mogą skierować sprawę do sądu. Za naruszenie zapisów ustawy teoretycznie grozi kara do roku pozbawienia wolności. Osobie, która złamie ustawę, grożą ponadto sankcje administracyjne (mandaty) i cywilne (osoby pokrzywdzone mogą domagać się odszkodowania).

Aby zapobiec albo przynajmniej ograniczyć ryzyko wycieku danych, firma powinna przeznaczyć środki na szkolenie pracowników – uważa Maciej Ziarek. – Warto też poświęcić pieniądze na regularne audyty, a więc sprawdzanie sprzętu i oprogramowania przez firmy zewnętrzne czy osoby, które specjalizują w wyszukiwaniu cybernetycznych luk i słabości w firmie.

Ubezpieczyciel nie pomoże w razie epidemii. Mimo wykupionej polisy

CEO Magazyn Polska

Ponad dwie trzecie Polaków podróżujących za granicę kupuje ubezpieczenie turystyczne – wynika z badania firmy Europ Assistance. To szczególnie istotne, gdy celem podróży są egzotyczne kraje. Odpowiednia polisa gwarantuje bowiem pomoc również w przypadku chorób tropikalnych. Trzeba jednak pamiętać, że ubezpieczyciel ma prawo odmówić pomocy w przypadku braku obowiązkowych szczepień lub wystąpienia epidemii.

Udając się do krajów, w których jest wysokie ryzyko zarażenia chorobami tropikalnymi, trzeba się zaszczepić – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Morańska z Europ Assistance Polska. – Wykaz obowiązkowych szczepień znajduje się na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia.

W przypadku gdy osoba ubezpieczona zapadnie na chorobę tropikalną, na którą nie została zaszczepiona mimo takiego obowiązku, ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty odszkodowania i pomocy. Może się przy tym powołać na rażące niedbalstwo ubezpieczonego.

Odpowiedzialność ubezpieczyciela jest wyłączona również w przypadku, gdy turysta udaje się do kraju, w którym panuje epidemia. Jeśli zapadnie na daną chorobę, musi liczyć się z tym, że ubezpieczyciel odmówi mu pomocy.

Jeżeli w kraju, w którym panuje epidemia, ubezpieczony zachoruje na inną chorobę lub ulegnie wypadkowi, może oczywiście liczyć na pomoc ubezpieczyciela i zwrot kosztów powrotu do kraju – mówi Morańska. – Musi się jednak liczyć z ograniczonymi środkami. Obecnie transport do i z krajów dotkniętych epidemią Eboli jest ograniczony. Załogi samolotów nie chcą tam latać, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. To bywa poważnym problemem w realizacji pomocy na terenie krajów objętych epidemią.

Jak informuje przedstawicielka Europ Assistance Polska, w razie zachorowania trzeba zadzwonić do koordynatora pomocy, który zorganizuje leczenie na miejscu bądź transport powrotny do kraju. W zależności od wysokości sumy ubezpieczenia pokryte zostaną wszystkie lub tylko częściowe koszty leczenia i transportu.

Podróżowanie do miejsc, w których zachorowanie na choroby tropikalne jest bardzo wysokie, wymaga wykupienia polisy o wysokich sumach ubezpieczenia – wskazuje Morańska. – Tylko wtedy ubezpieczony może mieć zagwarantowany pełny zwrot kosztów leczenia bądź transportu powrotnego do kraju. Towarzystwo zazwyczaj dysponuje także listą zaleceń, których powinien on przestrzegać w sytuacji zagrożenia.

Znalezienie dobrego finansisty to dla firm wyzwanie. Wciąż rosną oczekiwania pracodawców

CEO Magazyn Polska

Rekrutacja na stanowiska finansowe to duże wyzwanie. Pracodawcy mają coraz większe wymagania, bo i rola pracowników działu finansowego w firmie jest coraz większa. Poza dyplomem dobrej uczelni firmy cenią również międzynarodowe certyfikaty, umiejętność analizy i znajomość specyfiki danej branży. Oczekują od kandydata również więcej kompetencji miękkich, np. umiejętności komunikacyjnych.

Wśród stanowisk finansowych pracodawcy najczęściej poszukują kandydatów na analityków finansowych, kontrolerów finansowych i dyrektorów finansowych (menadżerów finansowych, liderów finansów), którzy mają za sobą doświadczenie w zarządzaniu zespołem.

Zakres odpowiedzialności w firmach jest bardzo różnie zdefiniowany. Czasami chodzi o mały zespół, a czasami chodzi o stanowisko dyrektora finansowego, czyli CFO [Chief Financial Officer – red.]. Wówczas taka osoba może odpowiadać za finanse w kilku krajach. Z pewnością musi być ambitnym i dynamicznym liderem, żeby podołać wszystkim zmianom w organizacji – podkreśla Sławomir Kołodziejski, senior consultant w obszarze rachunkowość i finanse w firmie doradztwa personalnego Hays Poland.

Ze względu na dużą odpowiedzialność firmy wysoko stawiają poprzeczkę kandydatom na te stanowiska. Jak podkreśla Kołodziejski, znalezienie dobrego finansisty jest dużym wyzwaniem.

Myślę, że to wynika z dynamiki zmian, jakie mają miejsce w organizacjach, czyli częste przesuwanie pracowników pomiędzy różnymi działami czy projektami – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Kołodziejski.

Jego zdaniem jest to związane między innymi z tym, że węższe stają się specjalizacje w samych finansach.

Przykładowo w obszarze firm z sektora FMCG możemy zaobserwować różne podziały: finanse marketingu, finanse sprzedaży, a nawet bardziej operacyjny podział na minidziały, jak kosztowe i planowanie, budżet. Kiedyś czegoś takiego nie było – dodaje Kołodziejski.

Pracodawcy cenią przede wszystkim zdobyte doświadczenie. Bardzo ważne w tej dziedzinie są ukończone kierunki studiów i potwierdzające kwalifikacje międzynarodowe certyfikaty. Najbardziej cenione to m.in. ACCA (Association of Chartered Certified Accountants – międzynarodowa organizacja zrzeszająca specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania) i CIMA, czyli Chartered Institute of Management Accountants (instytut zajmuje się kształceniem profesjonalistów z dziedziny zarządzania finansami, oferując program międzynarodowych kwalifikacji zawodowych w dziedzinie rachunkowości zarządczej).

ACCA przygotowuje kandydatów, daje im mocny, ogólny rys finansów, rachunkowości i księgowości. Natomiast CIMA jest uznawany za odpowiednik MBA, tylko że w świecie finansów – dodaje Kołodziejski.

Pracodawcy oczekują jednak od kandydata nie tylko odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia. W świecie finansów coraz ważniejsze stają się kompetencje miękkie. Obowiązkowa jest też znajomość języków obcych.

Dział finansowy jest działem strategicznym każdej organizacji. Ważne jest, żeby dana osoba pozyskując dane finansowe, potrafiła się komunikować z różnymi działami, potrafiła przeprowadzić prezentację nie tylko na poziomie menadżerskim, lecz także specjalistycznym. Potrzebne jest szerokie spojrzenie na to, co robi organizacja, i zrozumienie pewnych procesów biznesowych, ich powiązań w organizacji. Jeśli dział finansowy wykonuje prognozy finansowe, planuje budżet dla firmy, musi wiedzieć dużo o tym biznesie – wymienia Sławomir Kołodziejski.

Wymagania pracodawców są wysokie, podobnie jak odpowiedzialność pracowników, ale idą za tym również wysokie zarobki.

W tym zakresie są duże rozbieżności, ale gdybym miał przedstawić pewną medianę, to powiedziałbym, że analityk finansowy może liczyć na wynagrodzenie na poziomie od 5 tys. do 8 tys. zł. Kontroler finansowy to jest około 10-12 tys. zł, natomiast w przypadku większej odpowiedzialności regionalnej z doświadczeniem może liczyć na ok. 18 tys. zł.  Dyrektor działu finansowego to ok. 20-25 tys. zł, ale jeśli jest to mniejsza firma to ok. 15 tys. zł – mówi Sławomir Kołodziejski.

Sprzedaż nowych domów w Stanach spada drugi miesiąc z rzędu

Sprzedaż nowych domów jednorodzinnych w USA spadła w lipcu o 2,4 proc. do 412 tys. To najniższy poziom od marca.

Zrewidowano także dane za czerwiec: spadek okazał ostatecznie niższy o 7 proc., a nie o 8,1 proc., jak podawano w ubiegłym miesiącu.

Prognozy ekonomistów przewidywały sprzedaż na poziomie 430 tys. nowych domów.

Podaż nowych domów wzrosła o 4,1 proc. do 250 tys. i jest najwyższa od sierpnia 2010 r. Ponieważ ceny rosną powoli, ekonomiści przewidują, że w kolejnych miesiącach nastąpi ożywienie w sprzedaży nowych domów.

Markit: Najwolniejszy wzrost PMI sektora usług w USA od 3 miesięcy

PMI w sektorze usług w Stanach Zjednoczonych rośnie, ale coraz wolniej.

Wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki Markit PMI sektora usługowego w USA wyniósł 58,5 pkt w sierpniu br. wobec 60,8 pkt w lipcu, wynika z komunikatu firmy Markit. Prognozy przewidywały wynik na poziomie 59,5 pkt.

Amerykański sektor usług kontynuuje silne wzrosty, ale ostatnia ankieta pokazała, że ożywienie straciło tempo od czasu szczytu w czerwcu br. – wyjaśnia Tim Moore, starszy ekonomista w firmie Markit. – Respondenci mówili o poprawie struktury popytu wśród gospodarstw domowych i firm, związanej ze wzrostem wynagrodzeń w sierpniu. Dodatkowo dostawcy usług mówili o powrocie optymizmu co do perspejtyw biznesowych, które, jeśli się utrzymają, powinny wspomóc utrzymać solidne podstawy zatrudnienia w następnych miesiącach.

Wartość indeksu PMI powyżej 50 punktów oznacza ożywienie w sektorze.

Założenia do projektu ustawy o monitoringu wizyjnym

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przedstawiło do konsultacji nową wersję Projektu założeń do projektu ustawy o monitoringu wizyjnym (Projekt). Z perspektywy przedsiębiorców, najistotniejszym punktem są postanowienia, które mają regulować kwestię monitoringu wizyjnego w przestrzeni przeznaczonej do użytku publicznego – zauważa Konfederacja Lewiatan.

Za taką właśnie przestrzeń uważane będą miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, takie jak lokale usługowe, sklepy, zakłady pracy, fabryki, biura, niezależnie od tego czy dostęp do nich mają wyłącznie pracownicy, czy także osoby trzecie (klienci, kontrahenci).Pomimo tego, że Projekt dość ogólnie reguluje obowiązki administratora systemu monitoringu wizyjnego obejmującego tę przestrzeń, warto już w tej chwili wskazać kwestie, które, zdaniem Konfederacji Lewiatan, wymagają doprecyzowania na dalszym etapie prac, wraz z kierunkiem, w jakim powinny one zmierzać.

System automatycznej identyfikacji

Projekt wymaga zgody GIODO na prowadzenie systemu zapewniającego automatyczną identyfikację osób oraz rejestracji tego systemu w powołanym do tego celu rejestrze, niezależnie od rodzaju przestrzeni, w jakiej monitoring będzie prowadzony.

Dla uniknięcia wątpliwości warto wyjaśnić, że równoległe funkcjonowanie w tej samej przestrzeni systemu monitoringu wizyjnego i elektronicznego systemu kontroli dostępu, które nie są ze sobą zintegrowane, nie są systemami automatycznej identyfikacji osób. Chodzi tu o przypadki, kiedy w przestrzeni objętej monitoringiem znajdują się inne, niepowiązane z nim automatycznie, systemy identyfikujące osoby wchodzące na ten obszar (spersonalizowane karty umożliwiające wejście do budynku, elektroniczne książki gości).

Bardzo ważne jest, aby prowadzenie tych systemów nie powodowało obowiązku ich rejestracji w GIODO oraz nie było uwarunkowane uzyskaniem zgody na monitoring. Tego typu systemy kontroli wejść oraz systemy monitoringu mają bardzo duże znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa zakładów pracy i innych obiektów, dlatego możliwość ich stosowania nie powinna być uzależniana od zgody GIODO.

Przyjęcie odmiennej interpretacji powodowałoby, że pracodawcy byliby zobowiązani do uzyskania zgody na prowadzenie systemów monitoringu obejmującego pracowników, mimo, że zgodnie z art. 43 ust 1 pkt 4 ustawy o ochronie danych osobowych, zbiory danych osobowych przetwarzanych w związku z zatrudnieniem nie podlegają obowiązkowi rejestracji. Byłoby to sprzeczne z intencją prawodawcy i spowodowałoby duże obciążenia zarówno po stronie pracodawców jak i GIODO – zauważa Konfederacja Lewiatan.

Termin przechowywania nagrań z monitoringu

Projekt przewiduje, że o terminie przechowywania danych decydował będzie administrator systemu, jednak termin ten nie może przekraczać 90 dni. Konfederacja Lewiatan popiera podejście, zgodnie z którym administrator może wyznaczyć krótszy, odpowiadający jego potrzebom okres. Z drugiej strony, w niektórych przypadkach termin 90-dniowy może okazać się zbyt krótki. Dane z monitoringu są często wykorzystywane jako dowód w sprawach pracowniczych (niedopełnienie obowiązków, nadużycia). Są też przydatne dla analizy zgłoszonych przedsiębiorcy reklamacji, które w praktyce docierają do nich po około 3-4 miesiącach. Nagrania pozwalają sprawdzić, czy zgłoszone uszkodzenie towaru nastąpiło przed jego wysłaniem, czy już w transporcie, umożliwiając szybkie wyjaśnienie sprawy.

Obowiązki administratorów

Warto zaznaczyć, że Projekt nakłada na administratorów systemów obowiązki analogiczne do istniejących już wobec administratorów danych osobowych na mocy ustawy o ochronie danych osobowych. Istotne jest to, by nie dublować tych obowiązków, ale umożliwić ich realizację w ramach istniejących już systemów, np. systemu ewidencji osób upoważnionych. Projekt powinien utrzymać opcjonalność mianowania administratora bezpieczeństwa systemu monitoringu wizyjnego.

Precyzując obowiązki administratorów na dalszym etapie prac należy uwzględnić sytuację mikro i małych przedsiębiorstw, które często monitorują zachowanie pojedynczych pracowników. W odniesieniu do tych firm obowiązek prowadzenia dokumentacji określającej środki techniczne i organizacyjne, zapewniające ochronę odbioru, rejestrację, odtwarzanie, sposób przechowywania i niszczenia zarejestrowanych danych jest realnym obciążeniem finansowym i administracyjnym – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój nowych technologii i środków porozumiewania się na odległość uważamy, że nie należy zbytnio formalizować sposobu nadawania upoważnień dostępowych i prowadzenia ewidencji osób upoważnionych. Również decyzja o formie poinformowania pracownika o prowadzonym monitoringu powinna zostać pozostawiona do decyzji pracodawcy. Z pewnością nie należy wymagać w tym wypadku formy pisemnej.

Konfederacja Lewiatan

Wydajność produkcyjna polskiej branży meblarskiej

Zgodnie z prognozami firmy analitycznej B+R Studio, wartość eksportu polskich mebli w 2014 roku wyniesie 7,3 mld euro. Systematycznie zwiększające się inwestycje koncernów meblarskich to duże wyzwanie dla polskich fabryk, od których wydajności zależy rozwój tej gałęzi przetwórstwa przemysłowego.

Polska plasuje się w światowej czołówce producentów mebli, będąc jednocześnie pierwszym eksporterem w Europie. Potencjał rynku meblarskiego kreują światowe koncerny zlecające polskim fabrykom wytwórstwo znacznej części całej, globalnej produkcji. Dynamiczny rozwój tej branży to szansa dla rodzimej gospodarki (sektor stanowi ok. 2 proc. polskiego PKB), ale także wyzwanie – zapewnienia poziomu produkcyjnego oczekiwanego przez inwestorów, szczególnie zagranicznych, którzy stanowią 80% tego rynku. Zagrożeń mikroekonomicznych i technologicznych, z którymi borykają się producenci, nie brakuje.

Czynniki ograniczające wydajność fabryk branży meblarskiej

  • Zbyt niskie możliwości produkcyjne w stosunku do zapotrzebowania rynku
  • Brak instrumentów niezbędnych do optymalnego zarządzania procesami produkcyjnymi
  • Brak narzędzi technologicznych zwiększających wydajność pracy maszyn produkcyjnych
  • Brak spójności pomiędzy parametrami wydajnościowymi maszyn a jakościowymi wytwarzanych wyrobów
  • Niska świadomość potrzeby wprowadzania nowoczesnych rozwiązań technologicznych optymalizujących procesy produkcyjne
  • Problemy techniczne i technologiczne przy implementacji nowych rozwiązań systemowych

Czynniki te wydają się być głównymi barierami, które ograniczają możliwości rozwojowe fabryk działających w branży meblarskiej. W ich pokonaniu pomaga dzisiejsza technologia, a w szczególności – inteligentna infrastruktura informatyczna, której celem jest optymalizacja produkcji w zgodzie z koncepcją Lean Manufacturing. Rozwiązaniem problemów uniemożliwiających prowadzenie wydajnych procesów wytwórczych jest skrócenie czasu produkcji przy zachowaniu odpowiednich parametrów jakościowych tworzonych towarów. Jak tego dokonać?

Odpowiedzią jest efektywne wykorzystanie informacji dotyczących planowanych i nieplanowanych zdarzeń na maszynach – mówiących o przestojach, wydłużonych cyklach pracy, poziomie strat w zadanym czasie eksploatacyjnym etc. Taką wiedzę dają dane uzyskiwane z systemu służącego do opomiarowania maszyn produkcyjnych. Wdrożenie tak innowacyjnego systemu gwarantuje poprawę wydajności maszyn oraz jakości produkowanych wyrobów zgodnie z koncepcją Lean Manufacturing.

Przeanalizujmy przykład fabryki realizującej zlecenia na rzecz szwedzkiego koncernu działającego w branży meblarskiej. Jakie potrzeby wykazuje? Z obserwacji QSG S.A. to przede wszystkim konieczność:

  • ograniczenia kosztów utraconych korzyści wynikających z planowanych przerw,
  • organizacji przerw planowanych, zaburzających ciągłość pracy maszyn produkcyjnych,
  • optymalizacji czasów przezbrojeń dopasowanych do zmiennego zapotrzebowania klienta,
  • uzyskania wiedzy technologicznej pozwalającej na dopasowanie czasu trwania cykli produkcyjnych,
  • dostarczenia rozwiązań systemowych wpływających na wydajność i optymalizację procesów wytwórczych.

Mimo że planowane przerwy nie są możliwe do wyeliminowania, wdrożenie zautomatyzowanej infrastruktury technologicznej pozwala na optymalizację pracy maszyn produkcyjnych przy jednoczesnym wykluczeniu innych barier. System opomiarowania umożliwia standaryzację planowanych procesów m.in. w zakresie przezbrojeń, czyszczenia i konserwacji. Pomniejszenie cykliprodukcyjnych o te wartości pozwala na lepsze szacowanie możliwości wydajnościowych maszyny w stosunku do koniecznego do zrealizowania zadania. Drugą kwestią jest organizacja przestojów powodujących straty na:

  • obniżonej dostępności procesu produkcyjnego (na skutek przedłużających się planowanych przestojów, przezbrojeń itp.),
  • zmniejszonej dostępności maszyny (na skutek awarii, uszkodzenia narzędzia itp.),
  • wykorzystaniu (w zakresie niewłaściwie zdefiniowanego czasu produkcji – zbyt wolnego lub szybkiego, wpływającego na ryzyko przeciążenia maszyny lub/i pogorszenia jakości wyrobu),
  • jakości (w zakresie braków materiałowych, odpadów produkcyjnych i czasu wykorzystanego na wytworzenie wadliwego produktu).

System opomiarowania maszyn produkcyjnych dostarcza wiedzę na temat wszystkich wymienionych wyżej czynników. Możliwość analizy i weryfikacji pracy środków trwałych doprowadzają do osiągania optymalnego czasu cyklu, przy zachowaniu wysokiej jakości wyrobu gotowego. Wyniki dają know how na temat możliwości produkcyjnych fabryk oraz szansę – z uwagi na pracę systemu w czasie rzeczywistym – szybkiego reagowania i dokonywania ewentualnych zmian adaptacyjnych, niezbędnych do realizacji zakładanych celów biznesowych, a zwłaszcza minimalizowania kosztów złej jakości (odpady, reklamowane przez klienta produkty). 

Podstawowe korzyści osiągane dzięki automatycznym pomiarom

  • Gromadzenie danych w czasie rzeczywistym
  • Możliwość natychmiastowych reakcji i wprowadzania szybkich zmian adaptacyjnych,
  • Możliwość opomiarowania maszyn trudnych do objęcia systemem ręcznego zbierania danych
  • Eliminacja papierowego obiegu dokumentów
  • Wiarygodnośći szczegółowość danych zbieranych przez system

Omówione studium przypadku powstało na bazie obserwacji i doświadczeń poznańskiej firmy QSG S.A., dostarczającej system opomiarowania maszyn i optymalizacji procesów produkcyjnych e-Production.

Należy podkreślić, że implementacja systemu opomiarowania maszyn i optymalizacji procesów produkcyjnych oznacza nie tylko zwiększenie efektywności parku maszynowego. To uzyskanie dostępu do narzędzia pozwalającego na gromadzenie danych i przedstawienie ich w formie raportów. W końcu – to źródło wiedzy umożliwiające dokonywanie faktycznych zmian, korzystnych dla całego procesu wytwórczego.

Polacy chętniej latają za granicę. Wyszukiwarki biletów zyskują użytkowników

Ryanair

W pierwszym kwartale 2014 roku w porównaniu do ubiegłego roku o 15 proc. zwiększyło się zainteresowanie stronami internetowymi oferującymi bilety lotnicze. Najwięcej zyskały Ryanair i Esky.pl.

W połowie wakacji Gemius sprawdził, jak wygląda rynek rezerwacji i wyszukiwarek biletów lotniczych w internecie. W analizie uwzględniono wyszukiwarki połączeń lotniczych, tj. Esky.pl, Skyscanner.pl, Fly4free.pl i Biletylotnicze.pl, oraz strony WWW dwóch największych tanich przewoźników w Polsce, tj. Wizzair i Ryanair.

Okazuje się, że liczba użytkowników stron WWW z rezerwacją biletów lotniczych oraz stron przewoźników w pierwszym kwartale 2014 roku zwiększyła się o 16 proc. W 2013 roku odwiedzało je średnio 0,99 mln internautów miesięcznie, podczas gdy w analogicznym okresie 2014 roku było to już 1,15 mln osób surfujących po sieci.

Wyszukiwarki biletów lotniczych zyskują użytkowników

Polacy nauczyli się porównywać oferty i wyszukiwać okazje. Stąd popularność portali pośredniczących w rezerwacji biletów lotniczych widoczna w danych o liczbie użytkowników na stronach WWW zawierających wyszukiwarki. W porównaniu do zeszłego roku liczba osób, które z nich korzystają wzrosła o jedną dziesiątą (z 684 tys. w kwietniu 2013 roku w do 765 tys. w kwietniu 2014 roku).

Najczęściej odwiedzaną wyszukiwarką biletów lotniczych jest Esky.pl, z której w kwietniu 2014 roku skorzystało 408 tys. internautów. Ponad połowę mniej użytkowników mają strony WWW: Fly4free.pl (202 tys.) oraz Skyscanner.pl (172 tys.). Biletylotnicze.pl, portal który od stycznia 2011 roku należy do Esky.pl, odwiedziło 119 tys. osób poszukujących ofert połączeń lotniczych. Ta ostatnia też rozwija się najdynamiczniej. W okresie od stycznia do kwietnia liczba użytkowników Biletylotnicze.pl wzrosła o ponad połowę (z 67 tys. do 119 tys. użytkowników).

Z wyszukiwarki połączeń po bilety do Ryanair

W pierwszym kwartale 2014 roku strony internetowe największych tanich przewoźników w Polsce, tj. Ryanair i Wizzair, odwiedziło średnio odpowiednio 400 i 350 tys. internautów (dane miesięczne). W porównaniu z ubiegłym rokiem można zaobserwować większą popularność strony internetowej Ryanair i nieco mniejszą tej, należącej do Wizzair. Okazuje się także, że to klienci Ryanair częściej korzystają z wyszukiwarek tanich połączeń lotniczych (większa część użytkowników strony Ryanair.com). Wskazują na to wyniki współoglądalności stron internetowych przewoźników i portali rezerwacji biletów lotniczych.

– Taka sytuacja może być efektem wieloletniej strategii Ryanair, który od lat stara się przyciągać konsumentów najniższymi cenami – komentuje Maciej Milewski, doradca biznesowy firmy Gemius. – Z kolei Wizzair, pozycjonując się raczej jako linia oferująca wysoki stosunek jakości do ceny, może mieć nieco większą bazę lojalnych klientów, którzy rezerwują bilety bezpośrednio na stronie i rzadziej szukają tańszej alternatywy – dodaje ekspert.

A to, jego zdaniem, świadczy z kolei o tym, że wzrost zainteresowania przelotami zagranicznymi jest pochodną lepszej koniunktury na rynku usług turystycznych. – Na wyjazd zagraniczny może pozwolić sobie większe grono Polaków, jednak w kontekście wyboru oferty ta grupa klientów będzie przede wszystkim poszukiwała najtańszych ofert. Skorzystają na tym przewoźnicy, którzy oferują najniższe ceny na rynku oraz portale, które pomagają klientom znaleźć najniższą cenę biletu – podsumowuje Milewski.

Dane pochodzą z ogólnopolskiego badania internetu Megapanel PBI/Gemius, realizowanego przez firmę Gemius na zlecenie spółki Polskie Badania Internetu. Na jego podstawie publikowane są dane statystyczne, które prezentują oglądalność stron WWW i aplikacji, korzystanie z materiałów audio i wideo w Polsce oraz związane z nimi profile społeczno-demograficzne internautów.

Dane z badania Megapanel PBI/Gemius służą reklamodawcom, agencjom reklamowym i domom mediowym do szacowania potencjału reklamowego stron WWW i planowania kampanii online. Korzystają z nich również wydawcy, którzy na ich podstawie szacują udział własny w rynku internetowym i wyceniają powierzchnie reklamowe, jakimi dysponują. Więcej o badaniu: www.audience.gemius.pl.

W przyszłym roku single i rodziny bezdzietne będą musiały zgromadzić środki na pokrycie minimalnego wkładu własnego do kredytu

Osoby pożyczające na mieszkanie zobligowane są obecnie do wniesienia co najmniej 5 proc. wkładu własnego do zaciąganego kredytu. Korzystający z programu Mieszkanie dla młodych są w uprzywilejowanej sytuacji. Nie muszą mieć zgromadzonych oszczędności, bo obowiązkowy wkład własny pokrywa im dopłata do kredytu. W przyszłym roku to jednak się zmieni.

Od początku 2015 roku minimalny wkład własny będzie wynosił już nie 5 a 10 proc. wartości nieruchomości. I na tym się nie skończy. Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała już, że w 2016 roku kredytobiorcy będą musieli obowiązkowo wnosić wkład własny w wysokości przynajmniej 15 proc., a w 2017 roku zostanie on podwyższony do 20 proc.

Stąd już w styczniu przyszłego roku nie wszystkim kupującym mieszkania w ramach MdM dopłata pokryje wymagany przez banki – 10 proc. wkład własny do kredytu. Zgromadzone środki własne będą musieli posiadać przede wszystkim single i małżeństwa bezdzietne, którym rząd dopłaca najmniej (tylko 10 proc.). Chodzi o to, że 10 proc. dopłaty do kredytu nie odpowiada 10 proc. wartości kupowanego mieszkania. Dopłaty liczone są bowiem na podstawie tzw. średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych dla danej gminy i w rzeczywistości rząd dopłaca nieco mniej.

Poza tym, co jest jeszcze bardziej istotne, państwo dopłaca tylko do 50 mkw. w nabywanym lokalu. A co jeśli kupujący zdecyduje się na przykład na lokal o maksymalnej dopuszczalnej w programie wielkości – 75 mkw.? Singlom i rodzinom bezdzietnym dopłata wystarczy tylko na pokrycie niespełna 2/3 wymaganego wkładu własnego. A trzeba zwrócić uwagę, że w ramach MdM zwykle kupowane są mieszkania, których metraż przekracza 50 mkw. Statystyki Banku Gospodarstwa Krajowego, odpowiedzialnego za program, mówią, że lokale na które zaciągane są kredyty z dopłatą mają średnią wielkość ponad 53 mkw.

Co więcej, z danych BGK wynika również, że z rządowych dopłat korzystają właśnie w głównej mierze single i pary bez dzieci. I to właśnie tej największej grupie beneficjentów MdM-u w przyszłym roku dopłaty nie wystarczą na wkład własny do kredytu.

Najwięcej wniosków o dopłaty płynie z województwa pomorskiego i mazowieckiego. Na Pomorzu limit cenowy w programie ustawiony jest na tak wysokim poziomie, że większość mieszkań w ofercie deweloperów kwalifikuje się do dopłat. Z kolei na Mazowszu limity przyjęte w MdM tak mocno odbiegają od realiów rynkowych, że w Warszawie tylko co dziesiąte mieszkanie wystawione na sprzedaż przez deweloperów można kupić z dopłatą. Zdecydowana większość stołecznych lokali, które obejmuje program znajduje się w inwestycjach powstających na Białołęce.

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa SA., która buduje mieszkania na Białołęce przyznaje, że pod względem dostępności ofert z dopłatą ta stołeczna dzielnica jest bezkonkurencyjna. – Niewielka różnica między średnią ceną ofertową mieszkań w inwestycjach położonych na Białołęce, a limitem cenowym w MdM dla Warszawy (6126 zł/mkw.) sprawia, że wiele firm wprowadza korekty stawek, tak żeby program mógł objąć jak największą część mieszkań w poszczególnych projektach – przyznaje Wojciech Stisz. – Dzięki promocyjnym cenom, jakie wprowadziliśmy w inwestycji Tarasy Dionizosa, wszystkie mieszkania na osiedlu, zarówno gotowe, jak i powstające w drugim etapie realizacji projektu można kupić z dopłatą – zapewnia przedstawiciel firmy Barc.

Niestety środki przeznaczone w tym roku na dopłaty nie zostaną w pełni wykorzystane. Dlatego Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju szykuje zmiany w programie. Mają one na celu zwiększenie rządowego wsparcia dla rodzin z dziećmi, do których głównie dedykowany jest MdM. Według zapowiedzi resortu, dopłata do wkładu własnego dla rodzin posiadających dwójkę dzieci ma wzrosnąć z 15 do 20 proc. wartości mieszkania. Rodziny z trójką lub większą liczbą dzieci będą mogły liczyć nawet na 25 proc. dopłaty (teraz 20 proc.).

Większe dopłaty będą jednak przyznawane tylko rodzinom z co najmniej dwójką dzieci. Tymczasem podwyższenie od nowego roku minimalnego wkładu własnego do kredytu zmusza innych kredytobiorców do oszczędzania. W najgorszej sytuacji są osoby, które nie mogą liczyć na rządową dopłatę.  Jeśli nie mają własnych środków, będą musiały sporo odłożyć. Żeby zaciągnąć kredyt hipoteczny na zakup nieruchomości o wartości 300 tys. złotych już w styczniu przyszłego roku muszą dysponować kwotą 30 tys. zł na pokrycie wkładu własnego

Europejscy turyści zapominają telefonu komórkowego równie często jak paszportu

Niekończące się listy rzeczy do spakowania, opłaty za nadbagaż, zapomniane drobiazgi – wielu z podróżników traktuje pakowanie jako udrękę, której nie da się uniknąć przed wyjazdem. Na ile dni przed wylotem zaczynają się pakować Europejczycy? Ile czasu średnio na to potrzebują? Czego najczęściej zapominają? Sprawdziła to porównywarka ofert turystycznych KAYAK, która przeprowadziła badanie na prawie 6000 swoich użytkowników z kilku krajów europejskich, analizując każdy z etapów przygotowań do podróży*.

Pakowanie

Wyniki ankiety pokazały, że aż 70% jej uczestników sprawdza prognozę pogody zanim rozpocznie pakowanie. Analizując odpowiedzi z poszczególnych krajów okazało się, że pod tym względem zdecydowanie przodują Austriacy. Prawie 84% z nich przyznało się do śledzenia zapowiedzi dotyczących pogody w miejscach, do których się wybierają. Co ciekawe, najmniej przezorni okazali się Francuzi (prawie 35% nie sprawdza prognoz przed pakowaniem), mimo iż to właśnie oni najwcześniej zaczynają zapełniać swoje walizki. Ponad 53% Francuzów zaczyna bowiem pakowanie nawet na 2-3 dni przed wyjazdem. Dla porównania z takim samym wyprzedzeniem po walizki sięga zaledwie 22,5% Szwajcarów. Najwięcej Europejczyków (45% z wszystkich przebadanych przez KAYAK osób) rozpoczyna pakowanie w dniu poprzedzającym podróż.

Wyniki przeprowadzonej ankiety pokazały również, że mieszkańcy Europy nie lubią poświęcać zbyt dużo czasu na przygotowania do podróży. Większości z nich, bo aż 46% z zapytanych, skompletowanie bagażu nie zajmuje więcej niż 1-2 godziny. Analizując wyniki z poszczególnych krajów można stwierdzić, że na tym tle wyróżniają się Rosjanie. Ponad 37% z nich przyznało się bowiem do tego, że pakowanie zajmuje im czasem nawet cały dzień. Wynik ten zaskakuje, biorąc pod uwagę, że to właśnie mieszkańcy Rosji najczęściej sięgają po aplikacje mobilne, których zadaniem jest ułatwienie pakowania (17,6% z nich). Dla porównania instaluje je średnio co dziesiąty Europejczyk. Najmniej osób, ponieważ zaledwie 2,5% zapytanych, korzysta z tego rodzaju wsparcia w Austrii.

Jednym z najmniej przyjemnych momentów podczas podróży, a zarazem niestety dość częstym, jest chwila, w której otwieramy walizkę na miejscu i zdajemy sobie sprawę, że w naszym bagażu jednak czegoś zabrakło. Z badania przeprowadzonego przez KAYAK, wynika, że najczęściej są to ładowarki do laptopów, tabletów, czy też telefonów komórkowych. Do niezabrania ich ze sobą przyznało się aż 71% przebadanych Europejczyków. Najmniej zapominalscy okazali się Szwajcarzy. Analizując odpowiedzi z poszczególnych krajów, okazuje się, że najczęściej zdarza się to Rosjanom (80,6%). Okazuje się, że przywiązanie współczesnych podróżników do nowych technologii jest tak duże, że prawdopodobieństwo, że zapomną telefonu lub komputera jest takie samo, jak w przypadku… paszportu. W obydwu przypadkach zdarzyło się to 20% Europejczyków.

Check-in

Niestety w przypadku podróżowania samolotem, spakowanie walizek to zaledwie połowa sukcesu. Kolejny etap to odprawa bagażu na lotnisku. Badanie KAYAK-a pokazało, że zawsze decyduje się na nią ponad 84% Austriaków (ogólna średnia dla Europejczyków wynosi 46%). Najrzadziej bagaż odprawiają Hiszpanie. Aż ¼ z nich odpowiedziała, że nie robi tego nigdy. Potwierdziły to odpowiedzi udzielone przez mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego na kolejne pytanie w ankiecie. Prawie 55% z nich stwierdziło bowiem, że rezygnuje z nadania bagażu, jeśli linia lotnicza pobiera opłatę za jego przewóz bagażu. Zestawienie ogólne pokazało, że nieznaczna większość Europejczyków (51%) akceptuje opłaty. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku nadbagażu. Zdecydowana większość z przebadanych, bo aż 72%, nigdy nie zapłaciła za nadprogramowe kilogramy w walizce.

Kontrola bezpieczeństwa i boarding

W ostatnich latach spore kontrowersje budzą również kwestie ochrony na lotniskach. 61,5% ankietowanych stwierdziło jednak, że nie odczuwają dyskomfortu, gdy kontroler chce obejrzeć dokładnie ich bagaż. Wyjątkiem w tym przypadku są Włosi i Hiszpanie. Ponad 50% z nich stwierdziło, że nie czuło się zbyt dobrze w takich sytuacjach. Jedno z pytań dotyczyło również nadania bagażu podręcznego tuż przed boardingiem. 70% z badanych odpowiedziało, że nie odczuwało stresu, nawet jeśli procedura odbywała się na ostatnią chwilę.

Pakowanie i pilnowanie bagażu to z pewnością jeden z mniej przyjemnych aspektów podróżowania. Właśnie dlatego wprowadzamy szereg udogodnień, których zadaniem jest ułatwienie naszym użytkownikom organizacji wyjazdów. Jednym z nich jest MyTrips, czyli darmowy planer podróży online. Dzięki niemu możliwe jest stworzenie planu całej wycieczki na jednej stronie. Takie rozwiązanie jest niezwykle pomocne nie tylko po dotarciu do celu, ale również już na etapie planowania i pakowania – mówi Andrew Verbitsky, Dyrektor Regionalny KAYAK.pl. Niebawem uruchomimy też kolejne narzędzi – kalkulator opłat za bagaż. Dzięki niemu użytkownicy będą mogli od razu dodać je do wyszukiwanych lotów i zobaczyć całościowy koszt podróży – dodaje Verbitsky.

Przetargi budowlane, oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne z nowego rozdania unijnego budżetu wróżą branży budowlanej tłuste lata

Zmiana Prawa zamówień publicznych znacząco skorygowała liczbę ogłoszeń publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. Podwyższenie progów wartości zamówień, od których istnieje obowiązek stosowania pełnych rygorów PZP, poskutkowało – co jest dość oczywiste – zmniejszeniem liczby ogłaszanych zamówień. Stosunkowo najmniej ucierpiały przetargi na prace budowlano-remontowe, dla których pełna procedura przetargowa jest nadal optymalnym sposobem wyboru oferenta.

Jak wskazują dane opracowane przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w lipcu 2014 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych pojawiły się 14 tys. 724 ogłoszenia o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, o 19,28 procent mniej niż rok wcześniej, w lipcu 2013 roku. Dla porównania, w czerwcu spadek liczony rok do roku wyniósł 22,5 procent.

Spadki te nie wynikają jednak z załamania publicznych zamówień, a ze zmiany prawa. To efekt ostatniej nowelizacja Prawa zamówień publicznych, która z jednej strony wyłączyła spod pełnych rygorów tej ustawy niektóre rodzaje zamówień, z drugiej zaś podniosła progi wartości zamówień, od których obowiązkowo stosuje się przepisy PZP. Stąd też spadek liczby postępowań zgłaszanych do Biuletynu Zamówień Publicznych.

Podwyższenie progu wartości zamówienia z równowartości 14 tys. euro do 30 tys. euro „wycięło” z BZP część ogłoszeń o niższej wartości, jednak nie wszystkie. Nadal pełna procedura przetargowa jest nadal często wybierana do wyboru wykonawców prac budowlano-remontowych, co widać przy szczegółowej analizie ogłoszeń.

Zmiany w prawie wprowadziły pewne zakłócenia utrudniające prostą analizę porównawczą, jednak w połączeniu z innymi danymi płynącymi z gospodarki można domniemywać, że co najmniej jeden segment może liczyć na rosnące zamówienia publiczne. Segmentem tym jest branża budowlana.

Porównanie z czerwcem, czyli miesiącem w którym już obowiązywała nowelizacja PZP, nie wskazuje na tendencję spadkową. Przeciwnie, w relacji miesięcznej zanotowano wzrosty we wszystkich analizowanych kategoriach zamówień publicznych. Wzrosty – co warto podkreślić – dość znaczne, bo na poziomie kilku (dostawy usług) albo kilkunastu (dostawy towarów, roboty remontowo-budowlane) procent.

 Realizowane obecnie i zapowiadane na najbliższy czas duże przetargi budowlane, oraz kolejne inwestycje infrastrukturalne z nowego rozdania unijnego budżetu, wróżą branży budowlanej tłuste lata. Tym bardziej, że na skutek trwających obecnie prac nad kolejną nowelizacją Prawa Zamówień Publicznych, zostanie poważnie ograniczona rola przetargowego kryterium najniższej ceny, wprowadzone zostaną także rozwiązania pozwalające na waloryzowanie kosztów zamówień. Przyjęcie takich rozwiązań od dawna postulowały środowiska biznesowe, które sygnalizowały, że wyłączne stosowanie kryterium najniższej ceny doprowadziło z jednej strony do licznych patologii, z drugiej zaś – do wielu bankructw firm budowlanych realizujących publiczne zamówienia.

Rosyjskie embargo spowolni gospodarkę?

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w lipcu 2014 roku produkcja sprzedana przemysłu była o 2,3 procent wyższa niż rok wcześniej i o 2,0 procent większa w porównaniu z czerwcem 2014 roku. Dla porównania, miesiąc wcześniej – w czerwcu 2014 – produkcja w relacji rocznej wzrosła o 1,7 proc.

Przemysł, pomimo nieco gorszych wyników niż w pierwszych miesiącach roku nadal trzyma się dość dobrze. Dobry wynik zanotowało przetwórstwo przemysłowe, w którym produkcja rok do roku wzrosła w lipcu o 3,3 proc.

Niestety w budownictwie sytuacja wygląda nieco gorzej. W lipcu produkcja sprzedana w tym segmencie wzrosła o 1,1 procent rdr, podczas gdy jeszcze miesiąc wcześniej dynamika produkcji budowlanej liczona rok do roku wynosiła 8 procent, a dwa miesiące wcześniej – w maju 2014 – roczna dynamika wzrostu wynosiła aż 10 procent.

 Nadal spada bezrobocie. Według danych resortu pracy, w lipcu 2014 roku stopa bezrobocia wyniosła 11,9 proc. i w porównaniu do czerwca br. spadła o 0,1 punktu procentowego, a w stosunku do lipca 2013 roku zmniejszyła się o 1,2 punktu procentowego. W siódmym miesiącu roku pracy nie miało 1 mln 879,5 tys. Polaków, o 33,1 tys. mniej niż w czerwcu. Liczba bezrobotnych maleje z miesiąca na miesiąc już od początku roku. Osób bezrobotnych na koniec lipca było o ponad 200 tys. mniej niż przed rokiem.

W lipcu 2014 roku zatrudnienie osiągnęło poziom 5 mln 531,1 tys. osób i było o 0,1 proc. większe niż miesiąc wcześniej – w czerwcu 2014 roku, oraz o 0,8 proc. większe niż w analogicznym miesiącu roku 2013. Wzrosły także płace. Przeciętne wynagrodzenie w siódmym miesiącu roku wyniosło niemal 3 tys. 965 złotych i było o 0,6 procent wyższe niż miesiąc wcześniej oraz o 3,5 procent większe niż przed rokiem.

W lipcu zamiast inflacji zanotowano deflację. W lipcu 2014 roku ceny zmniejszyły się zarówno względem poprzedniego miesiąca, jak i w relacji rocznej. Najmocniej spadły ceny żywności oraz odzieży i obuwia. Deflacja w relacji rocznej pojawiła się po raz pierwszy od 32 lat.

Według wstępnych danych GUS, w II kwartale 2014 r. PKB wyrównany sezonowo wzrósł realnie o 0,6 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i był wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,2 procent. Pomimo utrzymującego się wysokiego poziomu dynamiki w relacji rocznej, wzrost jednak wyhamowuje, bowiem w pierwszym kwartale 2014 roku produkt krajowy brutto wzrósł w relacji rdr o 3,4 procent.

– Gospodarka, zarówno polska jak i europejska, odczuje konflikt rosyjsko-ukraiński. Jeśli Polska i nasi unijni partnerzy handlowi, a z drugiej strony Rosja, zaostrzą blokadę handlową, to oprócz już dotkniętego sankcjami sektora rolno-spożywczego ucierpi również przetwórstwo przemysłowe. Eskalacja stosunków gospodarczych na linii UE-Rosja odbije się zaś na dynamice PKB państw unijnych oraz Polski, i to dwutorowo. Z jednej strony ucierpi nasz eksport do Rosji, bowiem wysyłamy tam nie tylko objętą już embargiem żywność, ale również liczne dobra przemysłowe, z drugiej strony wiele wytwarzanych w Polsce elementów, trafia wprawdzie do partnerów unijnych, ale wyroby gotowe są stamtąd z kolei wysyłane na rynek rosyjski. Rozszerzenie embarga wiązałoby się więc z pewnością z ograniczeniem zamówień u polskich poddostawców – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Według części analityków mocne zaostrzenie relacji handlowych z Rosją mogłoby obniżyć dynamikę polskiego PKB nawet o 1,5 punktu procentowego. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest deflacja. Jeśli utrzyma się dłużej, to w połączeniu ze skutkami embarga obniży podatkowe dochody budżetu, co może z kolei skutkować koniecznością nowelizacji budżetu – dodaje Beata Szkodzin.

 Budownictwo trzyma się mocno

Struktura zamówień publicznych ogłaszanych w lipcu 2014 roku, wskazuje na przyrost przetargów na prace budowlano-remontowe, i to pomimo wejścia w życie wspomnianej już nowelizacji PZP podwyższającej progi obowiązkowego stosowania pełnych procedur przetargowych.

W wielu rodzajach prac budowlanych zanotowano przyrost liczby zamówień w relacji rocznej. Co ciekawe, dodatnią dynamikę dla całej kategorii prac budowlano-remontowych zanotowano w relacji miesięcznej, w porównaniu lipca z czerwcem bieżącego roku. Dynamika owa była zaskakująco wysoka, bo niemal 15-procentowa, co może oznaczać, że typowy sezonowy trend został dodatkowo wzmocniony – zapewne dodatkowymi inwestycjami.

Zestawienie lipca 2014 roku z analogicznym miesiącem roku ubiegłego wskazuje na przyrost zamówień na różnego typu prace budowlane: wyposażenie placów zabaw, roboty w zakresie kształtowania placów zabaw, roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, roboty rozbiórkowe, roboty w zakresie budowy dróg, roboty w zakresie kształtowania terenów zielonych, instalowanie drzwi i okien, roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad, dróg, roboty w zakresie różnych nawierzchni czy roboty budowlane w zakresie wznoszenia kompletnych obiektów budowlanych lub ich części oraz roboty w zakresie inżynierii lądowej i wodnej.

Również zestawienie miesięczne pokazuje przyrost zamówień na prace budowlane, bowiem najwyższą dodatnią dynamiką charakteryzowały się zamówienia na roboty drogowe, roboty w zakresie naprawy dróg, roboty w zakresie budowy dróg, roboty rozbiórkowe, roboty budowlane w zakresie budynków, roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, roboty w zakresie kształtowania terenów zielonych, roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad oraz dróg, roboty instalacyjne wodne i kanalizacyjne a także roboty budowlane w zakresie budowy wodociągów i rurociągów do odprowadzania ścieków.

Lotos otrzyma finansowanie na zagospodarowanie złoża na Bałtyku

CEO Magazyn Polska

Lotos Petrobaltic otrzyma od PIR, BGK i Pekao miliard zł na zagospodarowanie złoża na B8 Bałtyku.

Spółka celowa, zależna od Lotos Petrobaltiku, zajmująca się poszukiwaniem oraz wydobyciem ropy i gazu, zawarła 25 sierpnia 2014 r. z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego i Bankiem Pekao S.A. umowy dotyczące finansowania zagospodarowania złoża B8 zlokalizowanego na Morzu Bałtyckim. Wartość projektu to prawie 1,8 mld zł. Środki z PIR to 430 mln zł, natomiast Pekao S.A. i BGK zapewnią finansowanie łącznie na kwotę ok. 660 mln złotych.

Dzięki dofinansowaniu Lotos ma zagospodarować koncesję na bałtyckim złożu B8. Dotychczasowe prace nad rozwojem projektu B8 były finansowane ze środków własnych spółki. Podpisana umowa przewiduje, że inwestycja zostanie zrealizowana przez powołaną w tym celu spółkę celową. Jej wyłącznym wspólnikiem będzie Lotos Petrobaltic, który aportem wniesie do spółki celowej koncesję oraz platformę wiertniczą.

Spółka celowa przeprowadzi pozostałe prace związane z zagospodarowaniem złoża B8, które obejmują między innymi przebudowę posiadanej platformy na centrum produkcyjne, przygotowanie infrastruktury podwodnej oraz wykonanie ostatnich przed rozpoczęciem eksploatacji odwiertów zatłaczających.

Potencjał wydobywczy złoża B8 oszacowano na 3,5 mln ton ropy naftowej. Uruchomienie przemysłowej produkcji ze złoża B8 zaplanowano na koniec 2015 r. Szacowana roczna produkcja powinna wynieść ok. 250 tys. ton ropy naftowej (ok. 5,3 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie).

Szacujemy, że roczna produkcja ze złoża B8 powinna stanowić niemal jedną trzecią obecnej produkcji ropy w Polsce. Dzięki realizacji projektu, udział złóż bałtyckich w krajowej produkcji ropy powinien wzrosnąć dwukrotnie, do 33 proc. – mówi Włodzimierz Karpiński, Minister Skarbu Państwa.

Surowiec ma być dostarczany do rafinerii Lotos w Gdańsku. Produkowany równolegle gaz ziemny ma być dostarczany do działającej już elektrociepłowni we Władysławowie. Inwestycja wpisuje się w strategię Lotosu na lata 2011–2015.

Bazując na dostępnych szacunkach geologicznych potencjalne zasoby koncesji spółki na tym akwenie wynoszą blisko 30 mln ton ropy naftowej – powiedział Paweł Olechnowicz, prezes zarządu Grupy Lotos S.A.

Pierwsza elektrownia atomowa ma ruszyć w Polsce za dziesięć lat

Inwestycja ta warta będzie około 50 mld zł. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte warto jednak ponieść ten koszt, bo energetyka jądrowa nie tylko pozwoli wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale dodatkowo da impuls naszej gospodarce. O wszystkich aspektach związanych z energetyką, a także o mechanizmach efektywnego wspierania B+R, unii bankowej, bankowości mobilnej i cloud computingu będą mówić eksperci Deloitte podczas zbliżającego się XXIV Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdrój (2-4 września 2014 roku).

Energetyka jądrowa i polityka klimatyczna

Mimo, że rząd podjął już decyzję o budowie elektrowni jądrowej w Polsce, dyskusje o słuszności tej decyzji nie milkną. Eksperci firmy Deloitte uważają, że inwestycja w energetykę jądrową jest wartym rozważenia scenariuszem. Jej produkcja jest ekologiczna i niezależna od czynników atmosferycznych, choć jednocześnie wymaga ogromnych nakładów początkowych.„W kontekście zmiany prawodawstwa i dążenia do bezemisyjnej gospodarki wydaje się, że w Polsce, Europie, jak i na świecie nie ma dziś odwrotu od energetyki jądrowej. Jednak szczególnie w Europie nie ma w tym obszarze spójnej wizji. Polskie plany budowy elektrowni jądrowej wpisują się w trend, który obserwujemy w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, od Finlandii aż po Turcję” – mówi Wojciech Hann, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Środkowoeuropejski Zespół Energetyki i Zasobów Naturalnych, Deloitte, moderator panelu „Bezpieczeństwo energetyczne w ramach miksu energetycznego”. Jego zdaniem budowa elektrowni jądrowych, będących obecnie najtańszą odpowiedzią na postulat niskoemisyjnej gospodarki, jest racjonalnym rozwiązaniem. Ponadto inwestycje w nowe moce mogą wiązać się z kontrolowanym wzrostem cen energii, za cenę uniknięcia ryzyka niekontrolowanego wzrostu za kilka lat, a jednocześnie mogą być szansą na rozwój polskich firm. Nie bez znaczenia jest także to, że uruchomienie elektrowni jądrowej oznaczałoby poważny impuls gospodarczy. W przypadku budowy elektrowni atomowej o mocy 3000 MW mowa jest o inwestycji wartej około 50 mld zł i chociaż istotną część tych nakładów pochłonęłyby przychody dostawców technologii, to dla wielu polskich firm inwestycja ta oznaczałaby zwiększony poziom zamówień przez wiele lat.

Innowacyjność

W Krynicy będzie także mowa o innowacyjności oraz znaczeniu działalności badawczo-rozwojowej dla wzrostu gospodarczego. Eksperci Deloitte podczas panelu „Innowacyjna firma, czyli jaka?” będą starać się przekonać, że nie ma dziś odwrotu od innowacyjnego podejścia do prowadzenia biznesu. Czy jednak powszechność tego poglądu przekłada się na realne działania polskich podmiotów? „Zgodnie z tegorocznym raportem Deloitte „Badania i rozwój w Polsce”  około 47 proc. polskich firm planuje zwiększyć wydatki na B+R w ciągu najbliższych dwóch lat, a 61proc. w ciągu pięciu lat. Jednocześnie działalność B+R jest coraz częściej postrzegana jako podstawowa część biznesu, a nie tylko kojarzona z jednorazowym dokonywaniem przełomowych odkryć. Bardzo istotne znaczenie w budowaniu innowacyjności przedsiębiorstw mają także instrumenty wsparcia publicznego dla tego rodzaju działalności” – podkreśla Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Pozabudżetowe formy finansowania JST

Z kolei podczas panelu „Pozabudżetowe formy finansowania JST” Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives w Deloitte, będzie podkreślał znaczenie finansowania inwestycji przez jednostki samorządu terytorialnego w kontekście zachowania limitów zadłużenia. „Szczególnie istotne jest pozyskanie środków na uzupełnienie montażu finansowego inwestycji dofinansowanych z funduszy pomocowych, zarówno krajowych, jak i unijnych. Warto tutaj rozważyć alternatywne formy, takie jak emisja obligacji przychodowych, realizacja inwestycji przez spółki samorządowe czy projekty prowadzone w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego” – mówi  Michał Turczyk.

Unia bankowa

Jednym z bardziej interesujących tematów dla osób zajmujących się gospodarką, w tym szczególnie bankowością, będzie panel poświęcony utworzeniu europejskiej unii bankowej. Jej celem jest zwiększenie zaufania do sektora bankowego, poprawa jego bezpieczeństwa, a w konsekwencji zwiększenie stabilności finansowej w Europie i ograniczenie kosztów kolejnych kryzysów związanych z kłopotami banków. „Trzy filary unii bankowej, tj. jednolity mechanizm nadzorczy, jednolity mechanizm restrukturyzacji i kontrolowanej upadłości banków oraz jednolity mechanizm gwarantowania depozytów zostały lub wkrótce zostaną uzgodnione i będą wprowadzane w życie. Czas jednak pokaże czy uda się stworzyć właściwe regulacje i przepisy, a potem skutecznie je wdrożyć i egzekwować, godząc się na wiele kompromisów o charakterze narodowym, politycznym, społecznym, ekonomicznym i organizacyjnym” – mówi Dariusz Szkaradek, Partner,w Sektorze Instytucji Finansowych Deloitte.

Bankowość mobilna

Rosnąca popularność smartfonów, tabletów i co za tym idzie bankowości mobilnej sprawia, że banki, telekomy oraz instytucje pozabankowe na całym świecie szukają sposobów, aby ten trend komercyjnie wykorzystać. „Polska stała się europejskim laboratorium dla sojuszy bankowo-telekomowych. Czy te sojusze stworzą dla klienta nową atrakcyjną wartość i wyznaczą nowy układ sił na rynku finansowym czy też są jedynie próbą zmonetyzowania telekomowej bazy klientów przez mniejsze banki agresywnie akwirujące nowych klientów? Na razie wydaje się, że wygrywa ten drugi scenariusz, ale nie wszyscy powiedzieli jeszcze ostatnie słowo” – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Działu Doradztwa Strategicznego dla sektora instytucji finansowych w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Cloud computing – bezpieczeństwo informacji zamieszczonych w chmurze

Nowoczesne technologie, w tym również te mobilne, nieuchronnie wiążą się z zagadnieniem cloud computingu, o którym także będzie mowa podczas krynickiego spotkania.  „Głównym ryzykiem wymienianym w jego kontekście jest bezpieczeństwo informacji zamieszczonych w chmurze. Przekazując wrażliwe dane faktycznie przekazujemy kontrolę nad nimi w obce ręce, wydaje się jednak, że obecna technologia w połączeniu z doborem odpowiedniego dostawcy rozwiązania w znacznym stopniu minimalizuje to zagrożenie. Pomijane są natomiast inne ważne, choć mniej oczywiste ryzyka, jak chociażby zachowanie ciągłości działania czy jakość planu biznesowego dostawcy chmury. Dlatego dla uzyskania pełnego obrazu ryzyk związanych z tym zagadnieniem potrzebne jest podejście bardziej kompleksowe i przekrojowe” – podkreśla Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Motywacje do oszczędzania oraz „skromni milionerzy”

Pieniądze to ważny element życia. O motywacjach do oszczędzania, potrzebach realizowanych poprzez pieniądze oraz „skromnych milionerach” rozmawialiśmy z dr Lidią D. Czarkowską – psychologiem, socjologiem, wykładowcą i dyrektorem centrum coachingu w Akademii Leona Koźmińskiego.

Z oszczędzaniem bywa podobnie, jak z ćwiczeniami fizycznymi. I w jednym i drugim przypadku niełatwo się zmobilizować, aby zacząć. Jednak warto, gdyż skutki zaniedbania, choć w obu przypadkach różne, mogą się negatywnie odbić na naszym zdrowiu fizycznym i finansowym. Kiedy mamy wypracowane dobre nawyki: ćwiczenia i oszczędzania – wówczas życie staje się prostsze. Dlatego, skoro wiemy, że warto dbać o kondycję fizyczną, tak samo poważnie potraktujmy stan naszych finansów.

Motywacja „od” i „do” w zachowaniach finansowych

Dlaczego w ogóle oszczędzamy? To pozornie łatwe pytanie, ale motywacja, która nami kieruje, ma aż dwa główne kierunki: dążenie, czyli kierunek „do” osiągania czegoś oraz  unikanie, czyli motywację „od”, której celem jest uchronienie się przed czymś.

Jak tłumaczy dr Lidia D. Czarkowska, każdy z nas ma w sobie zarówno jeden, jak i drugi rodzaj motywacji. Motywacja „do” napędza nas do działania, gdy mamy jakiś cel, marzenie i poprzez zwiększanie zasobów finansowych dążymy do jego realizacji. Z kolei motywacja „od” bierze górę wówczas, gdy staramy się zabezpieczyć na wypadek potencjalnie trudnej, nieprzyjemnej sytuacji życiowej, np. wypadku, choroby lub nagłej utraty pracy.

Zabezpieczając się na okoliczność niespodziewanych problemów i nieszczęść, część z nas buduje poduszkę finansową, która w „czarnej godzinie” pozwala złagodzić stres związany z utratą przychodów lub niespodziewanymi wydatkami – wyjaśnia Lidia Czarkowska. – Z kolei oszczędzając regularnie na określony cel, część osób odracza wydatki na doraźne zachcianki na rzecz realizacji jakiegoś ważnego marzenia, co daje ludziom szansę na wzrost satysfakcji z życia.

Zaspokojenie potrzeb czy pieniądze same dla siebie?

Pieniądze mają wartość o tyle, o ile służą zaspokajaniu określonych potrzeb lub realizacji pragnień. Jakich konkretnie? Z pomocą w ich zdefiniowaniu przychodzą nam różnorodne modele psychologiczne, m.in. klasyczna piramida potrzeb Maslowa, według którego potrzeby dzielą się na te „niższego rzędu”: fizjologiczne, bezpieczeństwa i przynależności, czyli związane głownie z przetrwaniem, oraz  „potrzeby wyższego rzędu”: uznania i samorealizacji, związane z autoekspresją. Oczywiście, każdy z nas ma inne wartości i życiowe priorytety, stąd nasze potrzeby i cele będą się różniły.

W kontekście różnorodnych potrzeb, jakie człowiek zaspokaja poprzez pieniądze, rodzi się również pytanie – czy pieniądze, które mam, a których nie wydaję coś mi dają? Zdaniem psychologów, tak. Dla finansowej równowagi człowieka w długim terminie ważna okazuje się umiejętność wyważenia pomiędzy skrajną formą wydawania a odkładania pieniędzy.

Osoby, które dysponują odłożoną pewną sumą pieniędzy, mają większy komfort psychiczny, który pomaga im śmielej podejmować działania w zmiennych warunkach – mówi Lidia Czarkowska. – Należy przy tym uważać, by oszczędzanie nie stało się celem samym w sobie, gdyż w skrajnych przypadkach zdarza się nawet, że ludzie zaczynają tłumić swoje potrzeby i podporządkowują swoje życie gromadzeniu pieniędzy, a jak wiadomo: ”pieniądze są dobrym sługą, ale kiepskim panem” – ostrzega.

„Skromni milionerzy” a podejście do oszczędzania

W naszej kulturze możemy się spotkać z różnymi stereotypami na temat osób bogatych. Amerykański autor, Thomas J. Stanley zwrócił uwagę, że wiele z nich jest krzywdzących. Jego badania dowodzą m.in., że znaczna część milionerów dorobiła się dużych pieniędzy od zera – dzięki swojej ciężkiej pracy, gospodarności czy umiejętnościom.

„Skromnym milionerom” – jak mówi się o zwykłych ludziach, którzy doszli do dużych pieniędzy i nie porzucili zwyczajów, dzięki którym udało im się zdobyć taki majątek – z pewnością dopisała również odrobina szczęścia. Historia ich sukcesu pokazuje jednak że najwięcej zależało od nich samych – ocenia Piotr Minkina dyrektor ds. produktów inwestycyjnych Union Investment TFI. – To pokazuje, że każdy, jeśli tylko wykaże się odrobiną wiedzy i charakteru, może systematycznie powiększać swój kapitał, polepszając jakość swojego życia  – dodaje.

W czym tkwi fenomen „skromnych milionerów”? – Osoba o takim profilu osobowościowym potrafi powściągnąć swoje zachcianki i trzymać w ryzach rosnące wraz ze wzrostem zarobków aspiracje. I choć wymaga to odrobiny samodyscypliny, jest to najlepsza droga do osiągnięcia zamożności i finansowej wolności – tłumaczy Lidia Czarkowska.

Przykłady milionerów pokazują, że osoby, które mają dużo pieniędzy, niekoniecznie trwonią je na zbytki. Wręcz przeciwnie. – Skromny milioner nie przywiązuje wagi do atrybutów bogactwa, drogich samochodów czy markowych ubrań, ponieważ pieniądze są dla niego jedynie środkiem, a nie celem. Odwrotnie niż w przypadku osób, które chcą być postrzegane jako bogate – te wręcz epatują nadmiarem – mówi Lidia Czarkowska.

Finansowy fitness

Wiele osób myśli o tym, żeby poprawić lub zabezpieczyć swój finansowy byt. Recepta jest prosta – aktywność. Zamiast zwlekać i wmawiać sobie „mam jeszcze czas”, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce. Nawet jeśli wydaje nam się, że oszczędności nie są potrzebne, warto postawić na fitness swojego charakteru i systematycznie ćwiczyć swój „mięsień oszczędzania”.

Oczywiście, im lepszą mamy kondycję – niezależnie czy fizyczną czy finansową – tym łatwiej zacząć „ćwiczyć”. Pamiętajmy jednak, że dobrą formę można zbudować również zaczynając od zera. Motywacją niech będzie fakt, że zgromadzony przez nas kapitał daje komfort, który pozwala człowiekowi cieszyć się tym, co jest dla niego naprawdę ważne w życiu – rozwojem, rodziną lub realizacją pasji.

Ronson sprzedał 75 proc. mieszkań w warszawskim projekcie Verdis

Ronson Development sprzedał 75 proc. z 424 mieszkań dostępnych na osiedlu Verdis zlokalizowanym na warszawskiej Woli. Dostępne są jeszcze mieszkania z trzeciego i czwartego etapu, których oddanie do użytku zaplanowano na II i IV kwartał 2015 roku.

– Szybkie tempo sprzedaży mieszkań na osiedlu Verdis potwierdza, że Wola cieszy się obecnie największym zainteresowaniem wśród kupujących mieszkania w Warszawie. W naszej ofercie w tej dzielnicy mamy również inwestycję Espresso przy ul. Jana Kazimierza, w której dominują mieszkania z segmentu ekonomicznego. W IV kwartale 2014 r. potencjalnym klientom zaoferujemy jeszcze większy wybór mieszkań dzięki wprowadzeniu do sprzedaży nowej inwestycji City Link, która powstanie na rogu ul. Wolskiej i Skierniewickiej – mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson.

Jak podaje Ronson, oferta mieszkań na osiedlu Verdis obejmuje dwu-, trzy- i czteropokojowe lokale o powierzchni od 36 mkw. do 84 mkw. Jak podaje deweloper, ceny mieszkań zaczynają się od 6 990 zł brutto za metr kwadratowy. Docelowo projekt będzie liczył 424 mieszkania. Obecnie w budowie znajduje się trzeci etap liczący 140 mieszkań oraz czwarty obejmujący 78 lokali.

Projekt znajduje się przy ulicy Sowińskiego na warszawskiej Woli.

W pierwszym półroczu Ronson przekazał klientom 339 mieszkań. Plan na drugą połowę roku zakłada oddanie 150-200 lokali.

W drugim kwartale 2014 roku Ronson zanotował 47,1 mln zł przychodów i 1,4 mln zł zysku operacyjnego. Wynik netto był bliski zera. W całym pierwszym półroczu obroty sięgnęły 113 mln zł, zysk operacyjny 7 mln zł, a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej  4,2 mln zł.

 

Akcenta: Afryka Północna może zastąpić w kontaktach handlowych Ukrainę. Eksport już w I kwartale roku wzrósł o ponad 40 proc.

Przedsiębiorcy szukają rynku zbytu w Afryce północnej jako alternatywy dla zamkniętego rynku rosyjskiego, wynika z danych firmy Akcenta.

Z danych GUS przytoczonych przez firmę Akcenta wynika, że w I kwartale br. eksport do Afryki osiągnął wartość 558,5 mln euro, co oznacza wzrost o 41,4 proc. rok do roku. W tym samym czasie eksport do Ameryki Środkowej i Południowej oraz Azji spadł odpowiednio o 17,3 i 10,2 proc. Ponad połowa polskich produktów przeznaczonych na rynki afrykańskie trafia do państw Afryki Północnej (Algieria, Egipt, Libia, Maroko, Sudan i Tunezja). Sprzedaż towarów do tych krajów wzrosła w I kw. 2014 r. najmocniej spośród wszystkich regionów świata.

Jak powiedział agencji informacyjnej Newseria Radosław Jarema, dyrektor zarządzający obsługującej transakcje walutowe firmy Akcenta, wzrost zainteresowania Afryką, wynika z poszukiwania nowych rynków, wymuszonego konfliktem na Ukrainie. Wzrost zainteresowania widoczny jest po wzroście pytań do firmy Akcenta o możliwość przesyłu płatności z Polski do krajów Afryki Północnej.

Problemy w Europie Wschodniej powodują, że spada zainteresowanie nią. Afryka jest jedną z odpowiedzi. Ale mam wrażenie, że kierunek ten nie jest incydentem, lecz ma postać bardziej trwałego trendu – powiedział Radosław Jarema z Akcenty.

Grodno chce wypłacić 984 tys. zł dywidendy

0

Zarząd spółki Grodno SA chce przeznaczyć 984 tys. zł na dywidendę. Decyzję podejmie Walne Zgromadzenie, które zwołano na 22 września.

Grodno SA, właściciel sieci hurtowni i dystrybutor artykułów oświetleniowych i elektrotechnicznych, zwołało na 22 września Walne Zgromadzenie, które podejmie decyzję w sprawie podziału zysku spółki.

W roku obrotowym 2013/2014, kończącym się 31 marca Grodno wypracowało 4,123 mln zł zysku netto. Z kwoty tej zarząd proponuje przeznaczyć 3,139 mln zł na kapitał zapasowy spółki, a 984 tys. zł na wypłatę dywidendy.

Jako dzień ustalenia praw do dywidendy zaproponowano 5 listopada, a dzień wypłaty dywidendy 20 listopada.

 

Ceny działek spadną jesienią

Ceny działek mogą spadać jesienią. Teraz wysokie ceny są generowane przez popyt na działki rekreacyjne.

Ceny działek rosną w wakacje głównie za sprawą popytu na działki wypoczynkowe. Wpływ na cenę ma jednak przede wszystkim odległość od dużego miasta i atrakcji turystycznych. Ceny zarówno działek rekreacyjnych, jak i budowlanych powinny nieco spaść w najbliższych miesiącach.

Ceny utrzymują się na stabilnym poziomie. Niewielkich spadków można spodziewać się pod koniec roku. Wraz z nadejściem jesieni, a potem zimy, ruch na rynku działek nieco przymiera i odżywa z powrotem na wiosnę – mówi agencji Newseria Marcin Drogomirecki, ekspert z serwisu nieruchomości Domy.pl.

Cena działek budowlanych różni się też w zależności od położenia. Dane z portalu Domy.pl pokazują, że najdroższe działki znajdują się w województwie mazowieckim (średnio za metr kw. trzeba zapłacić niecałe 200 zł) i małopolskim (ok. 150 zł.). Najtańsze – w województwach podkarpackim i lubuskim (odpowiednio 74 i 75 zł). Im bliżej jednak aglomeracji, tym ceny są wyższe. W zależności od miasta wahają się od kilkuset do ok. tysiąca złotych za metr kwadratowy, np. w pobliżu stolicy.

J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników

J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe <a title=stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników" title="J. Chwedoruk (Rothschild): Nowe stress-testy w Europie będą bardziej wiarygodne od poprzednich. Rynki na razie nie obawiają się wyników" />

Po raz pierwszy kondycja 124 europejskich banków będzie oceniona według tych samych założeń i metodologii. W poprzednich testach odmienne podejścia do szacowania ryzyka zmniejszyły ich wiarygodność w oczach inwestorów. Rynki finansowe na razie nie obawiają się złych wyników stress-testów, ponieważ za stabilnością systemu finansowego stoi pośrednio EBC, co pokazał przypadek Banco Espirito Santo.

Polski sektor bankowy nie jest w czołówce banków badanych przez jednolity nadzór bankowy. Natomiast ze względu na to, że większość systemu bankowego u nas jest związana z międzynarodowymi grupami finansowymi, europejskimi grupami, to może się okazać, że to wpłynie pośrednio na działalność ich spółek córek w Polsce, gdyby w szczególności wyniki stress-testów dla nich były rozczarowujące – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Chwedoruk  , prezes polskiego Rothschilda.

Obawy o kondycję europejskich banków – zwłaszcza działających lub mających dużą ekspozycję w krajach śródziemnomorskich – wzrosły niedawno po tym, jak portugalski Banco Espirito Santo został zmuszony do wystąpienia o pomoc publiczną. Rząd w Lizbonie oraz miejscowy bank centralny wsparły BES kwotą 4,9 mld euro, równocześnie wydzielając tzw. zły bank z toksycznymi aktywami. Choć kłopoty Espirito Santo stały się impulsem do silnej wyprzedaży na portugalskim rynku akcji, to poza krótkim okresem nerwowości rentowności 10-letnich obligacji pozostały na niskim poziomie, nieco ponad 3,2 proc.

Inwestorzy mogą się jednak obawiać tego, że po Banco Espirito Santo kolejne banki zgłoszą się po pomoc publiczną. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza rośnie wraz z obserwowanym wyhamowaniem aktywności gospodarczej w strefie euro, co w konsekwencji pogarsza jakość aktywów bankowych. Również Europejski Nadzór Bankowy w opisie stress-testów przyznaje, że mają one miejsce „w środku procesu naprawy bilansów europejskich banków”. Część ekspertów oraz analityków krytykowała wiarygodność poprzednich stress-testów w strefie euro, dlatego europejskie instytucje zdecydowały się ujednolicić założenia, definicje i metodologię badania.

Jest jeden nowy element tym razem, mianowicie przed stress-testami nastąpi coś, co się nazywa asset quality review, czyli przegląd jakości aktywów. Jednym z zarzutów wobec poprzednich stress-testów, na przykład z zeszłego roku, było to, że różne kraje bardzo wybiórczo podchodziły do swoich banków i przyjmowały na wiarę bilanse, które były podstawą do badania odporności na gorszą koniunkturę gospodarczą – wskazuje Chwedoruk.

Testy warunków skrajnych zostaną przeprowadzone w oparciu o scenariusze makroekonomiczne, które opracowała Europejska Rada Ryzyka Systemowego (ESRB). Zawierają one główne czynniki ryzyka, które mogą zagrozić stabilności finansowej banków, takie jak np.: wzrost rentowności obligacji z powodu zmiany postrzegania ryzyka przez inwestorów, dalsze pogorszenie jakości kredytów w państwach z niskim wzrostem PKB, odwlekanie reform, co zmniejsza zaufanie do wypłacalności sektora publicznego oraz brak niezbędnych działań w zakresie bilansów banków.

Wpływ tych wszystkich zdarzeń i procesów na kondycję banków zostanie zbadany poprzez ich oddziaływanie na ryzyko kredytowe, ryzyko rynkowe, ryzyko związane z posiadaniem aktywów sekurytyzowanych, ryzyko wypłacalności rządów oraz ryzyko finansowania banków na rynku. Trudno jednak przewidzieć, jak zareaguje rynek po publikacji wyników tej symulacji. Czynnikiem uspokajającym inwestorów jest aktywna i elastyczna polityka EBC, który zobowiązał się do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu utrzymania stabilności strefy euro.

Cała operacja jest na dzisiaj na tyle złożona, że wydaje mi się, że inwestorzy trochę się już uodpornili przed tymi wynikami stress-testów. Wiedzą, że one cały czas mogą podlegać dyskusji, różnym interpretacjom – uważa Jacek Chwedoruk.

Wyniki stress-testów będą znane w listopadzie.

Erbud ma umowę wartą 40 mln zł

0
Erbud podpisał umowę na instalację odazotowania spalin w Elektrowni Kozienice. Będzie podwykonawcą Mitsubishi Hitachi Power Systems, który jest generalnym wykonawcą prac w elektrowni dla spółki Enea Wytwarzanie.
Erbud poinformował o podpisaniu w miniony piątek umowy z japońską spółką Mitsubishi Hitachi Power Systems na prace podwykonawcze przy budowie w Elektrowni Kozienice. Spółka zajmie się budową instalacji odazotowania spalin dla kotłów K2 i K1.

Wartość kontraktu to 40,8 mln zł netto.

Erbud SA ma wykonać projekt budowlany wraz z uzyskaniem pozwolenia na budowę, wykonać roboty budowlane i instalacyjne, zapewnić dostawę i montaż konstrukcji wsporczych i kanałów spalin; wykonać projekt, dostawę i montaż podgrzewacza wody i układu odpopielania oraz montaż urządzeń i instalacji technologicznych w tym reaktora SCR oraz udział w uruchomieniu instalacji.

Erbud ma czas na wykonanie powierzonych prac do 30 marca 2016 roku.

UOKIK: Vision Express wprowadził konsumentów w błąd i zapłaci za to 195 tys. zł

0

Kara UOKiK-u dla Vision Express za wprowadzanie klientów w błąd.

UOKiK uznał, że reklama Vision Express dotycząca promocji 3w1 wprowadzała klientów w błąd. Urząd nałożył na sieć salonów optycznych karę w wysokości prawie 195 tys. zł. Decyzja nie jest ostateczna, przedsiębiorca odwołał się do sądu, podał UOKiK.

Vision Express podawał w reklamie: „A teraz kupując okulary, dostajesz gratis jeszcze dwie pary”. Przeciętny konsument po obejrzeniu reklamy mógł pomyśleć, że kupując jedną parę okularów korekcyjnych, dwie kolejne otrzyma gratis, orzekł Urząd. W rzeczywistości klient mógł liczyć jedynie na zniżkę na zakup kolejnej pary okularów, a jej wysokość uzależniona była od wartości zakupionej pary okularów .

Urząd stwierdził, że reklama Vision Express wprowadzała konsumentów w błąd. Nałożona kara to 194 888 zł.

Postępowanie przeciwko firmie zostało wszczęte w październiku 2013 roku. Kampania trwała od lica do listopada 2013 roku.

Każdy konsument ma prawo do rzetelnej, pełnej i jasnej informacji o reklamowanej ofercie bez konieczności weryfikacji jej warunków w siedzibie przedsiębiorcy, na stronie internetowej czy w regulaminie – podkreśla UOKiK w komunikacie.

Kolejny spadek indeksu Ifo

Wskaźnik Ifo, obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorców, spadł w sierpniu do 106,3 pkt. Analitycy spodziewali spadku, ale do poziomu 107 pkt.

W lipcu 2014 r. wskaźnik obrazujący nastroje niemieckich przedsiębiorców, czyli indeks Ifo wyniósł 106,3 pkt. W poprzednim miesiącu było to 108 pkt.

Mimo spadku, to nadal nie jest zły wynik. Rynki nie reagują na ten spadek, nie widać ruchów na rynku walutowym. Niemcy nadal pozostają lokomotywą gospodarki Unii – komentuje Jacek Rzeźniczek, główny analityk Secus Asset Management S.A.

Jednak zdaniem Piotra Szuleca z Pioneer Pekao Investments, dane te mogą budzić niepokój.

To już więcej niż kwartał spadku wskaźnika Ifo, można powiedzieć, że mamy już zarysowany trend, że nie jest to wypadek przy pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Druga zła wiadomość jest taka, że spadek jest większy od oczekiwań, bo spodziewano się spadku o 1 pkt, a jest prawie o dwa. Ten trend może się utrzymywać, bo współgra ze słabnącym tempem rozwoju niemieckiej gospodarki. Spadki będą słabsze, ale należy się spodziewać ich kontynuacji. Słabe nastroje w niemieckiej gospodarce mogą się też przełożyć na mniejsze zamówienia dla polskich eksporterów.

Do budowy indeksu Ifo brane są odpowiedzi na pytania zamieszczone w ankietach skierowanych do około 7 tys. niemieckich przedsiębiorców. Są to firmy z sektorów przemysłu przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego.

Zysk netto Paged wzrósł do poziomu 30,1 mln zł.

0

Paged poprawia wynik netto, zmniejszają się jednak przychody. Trwa restrukturyzacja segmentu meblowego grupy.

Grupa przemysłowo-inwestycyjna Paged SA zanotowała w I połowie roku przychody netto w wysokości 330,1 mln zł i jest to o 5,4 proc. mniej niż w tym samym okresie ub.r., wynika z raportu finansowego grupy. Zysk netto  przypisany do podmiotu dominującego był w tym okresie na poziomie 30,1 mln zł i jest to o 7,3 mln zł więcej niż rok wcześniej. Poprawa wyniku wynika z ok. 6-krotnie niższego podatku dochodowego.

Największy udział w zysku grupy miał segment sklejkowy, zysk netto tego segmentu wyniósł 28,3 mln zł oraz segment zarządzania wierzytelnościami – 12,2 mln zł. Segment meblowy miał wynik netto na poziomie 1,3 mln zł, a segment handlowy 789 tys. zł. Pozostałe segmenty, w tym segment nieruchomości, osiągnęły straty w omawianym okresie.

O jakości wyników grupy przesądził dynamicznie rozwijający się segment sklejkowy (…). W II kwartale przychody ze sprzedaży sklejki wzrosły o 13 proc., przekraczając 100 mln zł, a zysk netto segmentu zwiększył się o blisko 20 proc., wynosząc 14,8 mln zł – podała spółka w komunikacie.

Robert Ditrych, wiceprezes Paged S.A. zwraca uwagę na wyniki segmentu meblowego, który od początku 2013 r. przechodzi gruntowną przebudowę.

Wierzymy, że zmiany w kulturze i organizacji pracy segmentu meblowego, jak również nowa strategia rozwoju, z położeniem szczególnego nacisku na wzornictwo pozwolą w średnim terminie dynamicznie zwiększyć wartość tego segmentu dla Akcjonariuszy Paged S.A. – powiedział Ditrych.

Klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym w sierpniu oceniany jest korzystnie

Ogólny klimat koniunktury w przetwórstwie przemysłowym w sierpniu oceniany jest korzystnie, podobnie jak w lipcu i lepiej niż w analogicznym miesiącu ostatnich trzech lat – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej -Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
Więcej firm w przetwórstwie przemysłowym sygnalizuje poprawę koniunktury niż jej pogorszenie, jednak większość uważa, że sytuacja się nie zmieniła. Widać pewne pozytywne sygnały, zwłaszcza wśród dużych przedsiębiorstw, które informują o poprawie portfela zamówień, głównie na rynku krajowym. Wiąże się z tym prognoza niewielkiego wzrostu zatrudnienia.Przemysł sygnalizuje jednak nadmierny stan zapasów wyrobów gotowych, co oznacza, że w poprzednich miesiącach przedsiębiorcy oceniali rozwój sytuacji gospodarczej bardziej optymistycznie niż to jest w rzeczywistości. Mimo wszystko w wielu branżach ocena koniunktury jest dobra. Dotyczy to szczególnie branż eksportowych, np. chemicznej, wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, pojazdów samochodowych, farmaceutycznej czy maszyn i urządzeń. Nawet przedsiębiorstwa z branży spożywczej nie zmieniły w sposób istotny swojej pozytywnej oceny koniunktury po wprowadzeniu embarga rosyjskiego na wiele naszych towarów.
W opiniach przedsiębiorców widać jednak pewną ostrożność w prognozach na przyszłość, co jest wynikiem niestabilnej sytuacji geopolitycznej. Ciągle nie najlepiej dzieje się w budownictwie. Firmy budowlane mniej optymistycznie spoglądają w przyszłość, mówią także, że mogą się utrzymać zwolnienia pracowników. Jedyny pozytywny sygnał to wzrost liczby firm budowlanych, które planują realizację kontraktów poza granicami kraju. Patrząc jednak na stopień wykorzystania mocy wytwórczych w budownictwie (79 proc.) sytuacja wydaje się jednak poprawiać. Także firmy handlowe zapowiadają ograniczenie zatrudnienia mimo, że prognozy sprzedaży są nieco lepsze niż w lipcu. Obraz gospodarki, który wyłania się z badania ogólnego klimatu koniunktury nie pogarsza się, co obserwowaliśmy w lipcu, ale nie widać też wyraźnej poprawy. Niepokoją sygnały o redukcji zatrudnienia. Widać to po nastrojach konsumenckich. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej obniżył się bowiem o ponad 15 proc. Medialne przekazy o konflikcie rosyjsko-ukraińskim i jego ekonomicznych skutkach oddziałują silnie na postawy konsumentów. Może się to przełożyć na zmniejszenie skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji, która jest najważniejszym komponentem PKB.Konfederacja Lewiatan

Wyniki przedsiębiorstw średnich i dużych nie zachwycają

Przedsiębiorstwa średnie i duże zwiększyły w 1. połowie 2014 r. przychody i koszty o 2,5 proc., a ich wynik finansowy netto wzrósł o 1,5 proc. r/r – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji LewiatanWyniki przedsiębiorstw średnich i dużych nie zachwycają. Wzrost przychodów (o 2,5 proc.) był w 1. półroczu 2014 r. niewiele wyższy niż w bardzo przecież słabym 1. półroczu 2013 r. (1,7 proc.) i słabszy niż po pierwszych trzech miesiącach br. (2,7 proc.).

Jednocześnie koszty rosły szybciej niż w 1. kwartale br.
Przyczyną słabego wzrostu przychodów był tak rynek krajowy, jak i sprzedaż na eksport. Eksport wzrósł co prawda r/r o 5,2 proc., wzrosła także liczba eksporterów (ale realnie, w badanych grupach, jedynie o 33 firmy), jednak udział przychodów z eksportu w przychodach ze sprzedaży spadł. Ponieważ eksport ogółem po 6. miesiącach br. był większy o 6,5 proc. r/r (w zł), oznacza to, że zdecydowanie zwiększyły swoją aktywność eksportową firmy małe i mikro, co jest pozytywnym sygnałem.

Natomiast przyczyną silniejszego wzrostu kosztów był większy niż 2,5 proc. wzrost kosztów wynagrodzeń i związanych z nimi ubezpieczeń społecznych oraz wzrost kosztów usług obcych, w których są przecież także wynagrodzenia. Oznacza to, że przedsiębiorstwa 50+ nie czekają ze wzrostem płac na wyraźną poprawę koniunktury i wzrost wydajności pracy.

Wynik finansowy netto jest wyższy od uzyskanego po 6. miesiącach 2013 r. jedynie o 0,7 mld zł, czyli o 1,5 proc. Na ten niewielki wzrost wpłynął silny w stosunku do przychodów wzrost wynagrodzeń, ale także o prawie 2,5 mld zł wyższy ujemny wynik na działalności finansowej, w tym przede wszystkim spadek przychodów na operacjach finansowych.

Znacznie bardziej niepokoi natomiast prawie 2-krotny wzrost wartości strat netto w stosunku do sytuacji po 3. miesiącach br. (z 7,6 do 14,9 mld zł). Tym bardziej, że straty netto wykazało mniej przedsiębiorstw niż w 1. kwartale br. A to oznacza, że przeciętnie na jedną firmę „przypadało” w 1. kwartale br. 1,4 mln zł straty netto, a po 6 miesiącach br. już 3,4 mln zł.
Mamy zatem narastający problem firm, których straty finansowe rosną. Może to być w sporej części efekt problemów jakie ma górnictwo i wydobywanie.

Pozytywną informacją są natomiast dane dotyczące inwestycji, które wzrosły po 6. miesiącach br. o 14,4 proc. r/r (w cenach stałych), aczkolwiek oznacza to, że w 2. kwartale br. dynamika nakładów na inwestycje była nieco wolniejsza niż w 1. kwartale br.
Pozytywną informacją jest także wysoka płynność gotówkowa firm 50+ (czyli zdolność do natychmiastowej realizacji zobowiązań krótkoterminowych), która wynosiła po 1. półroczu 2014 r. 35,2 proc. Oznacza to, że przedsiębiorstwa starają się realizować swoje zobowiązania dość szybko, co poprawia płynność w dużej części gospodarki.

Obraz w sektorze przedsiębiorstw średnich i dużych, jaki rysuje się po 6. miesiącach br., nie zachwyca. Pokazuje niewielką poprawę koniunktury gospodarczej, ale na pewno nie jest to poprawa wyraźna, wskazująca na trend rosnący polskiej gospodarki. Na pewno daje ona szanse na wzrost gospodarczy oparty na inwestycjach, ciągle jeszcze także na eksporcie netto, ale w mniejszym stopniu niż oczekiwaliśmy – na konsumpcji. Interesujące jest to, czy RPP dostrzeże te słabości i jak tą wiedzę wykorzysta.

Konfederacja Lewiatan

Zmiany w nadawaniu przesyłek do organów podatkowych

Przedsiębiorcy powinni mieć możliwość nadawania przesyłek rejestrowanych do organów podatkowych z zachowaniem wymaganych przez polskie prawo terminów w placówkach wszystkich operatorów pocztowych, a nie tylko Poczty Polskiej – uważa Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

W propozycjach zmian Ordynacji podatkowej znalazł się zapis, żeby w odniesieniu do przesyłek nadawanych spoza terytorium Unii Europejskiej, termin takiej przesyłki uważany był za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało otrzymane przez polską placówkę pocztową operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy – Prawo pocztowe.- W ocenie Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan proponowana zmiana jest zasadna i pożądana, niemniej nie jest wystarczająca. Postulujemy o jej rozszerzenie i wskazanie, że termin złożenia pisma uważa się również za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w polskiej placówce pocztowej każdego operatora pocztowego. Ma to fundamentalne znaczenie dla przedsiębiorców, ponieważ ułatwi im uczestniczenie w postępowaniach podatkowych – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Wyeliminuje to występowanie negatywnych skutków procesowych dla przedsiębiorców, którzy, nie mając świadomości konieczności nadania przesyłki z zachowaniem wymaganego przez prawo terminu w placówce pocztowej Poczty Polskiej, składali pisma w placówce innego operatora pocztowego. Wyeliminuje również dyskryminację naszych operatorów pocztowych wobec operatorów świadczących powszechne usługi pocztowe w innych krajach UE.

Proponowana zmiana przyczyni się do rozwoju nowoczesnej i konkurencyjnej gospodarki,w tym również rynku usług pocztowych. Przełoży się na wpływy do budżetu państwa, ponieważ tzw. pocztowe usługi powszechne świadczone przez Pocztę Polską są zwolnione z opodatkowania VAT, a usługi wchodzące w zakres usług powszechnych – realizowane przez operatorów pocztowych, którzy nie mają statusu operatora wyznaczonego – nie podlegają zwolnieniu z tego podatku (23 proc. VAT). Oznacza to, że od każdej usługi polegającej na doręczeniu np. nadanej przez obywatela przesyłki zwykłej, rejestrowanej bądź rejestrowanej za potwierdzeniem odbioru w placówce operatora pocztowego nie mającego statusu operatora wyznaczonego, operator pocztowy uiści do budżetu państwa VAT.

– Na proponowanej przez nas zmianie skorzystają zarówno obywatele, budżet państwa oraz konkurencyjna gospodarka – dodaje Przemysław Pruszyński.

Konfederacja Lewiatan

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uważnie przygląda się praktykom przedsiębiorców sprzedających towary na pokazach

0

Najnowsze działania UOKiK  dotyczą spółek Lama Gold oraz MedForLife.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uważnie przygląda się praktykom przedsiębiorców sprzedających towary na pokazach. Najnowsze działania dotyczą spółek Lama Gold oraz MedForLife

Wypowiedź Agnieszki Majchrzak z Biura Prasowego UOKiK

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stale sprawdza, czy przedsiębiorcy zawierający umowy poza lokalem przedsiębiorcy działają zgodnie z prawem. Najnowsze działania Urzędu to wydana decyzja dotycząca Lama Gold oraz postępowanie wyjaśniające w sprawie MedForLife oraz MedForLife Opieka Abonamentowa.

Lama Gold – decyzja

Postępowanie przeciwko Lama Gold w Poznaniu zostało wszczęte w sierpniu 2013 roku. Spółka sprzedaje m.in. pościel wełnianą na pokazach organizowanych w świetlicach, w domach kultury, zawiera więc umowy poza lokalem przedsiębiorstwa. Urząd otrzymał skargi od klientów Lama Gold.

Postępowanie UOKiK wykazało, że przedsiębiorca m.in. nie wręczał obowiązkowego wzoru odstąpienia od umowy, który musi dostać każdy klient kupujący na pokazie. Tę praktykę potwierdziły zawiadomienia od konsumentów. Ponadto, sprzedawca zastrzegał, że nie będzie przyjmował zwrotu produktów bez oryginalnego opakowania czy zamknięcia. Zgodnie z prawem, kupując poza lokalem, konsument ma prawo obejrzeć i sprawdzić produkt po jego dostarczeniu – w ramach tzw. zwykłego zarządu. Oznacza to, że można otworzyć opakowanie lub sprawdzić, czy dostarczono produkt zgodny z zamówieniem. W takiej sytuacji klient nie traci prawa do odstąpienia od umowy.

Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów na Lama Gold została nałożona kara 57 613 tys. zł. Urząd nakazał zaprzestanie stosowania niezgodnych z prawem praktyk. Spółka musi również natychmiast zacząć wręczać klientom formularz odstąpienia od umowy – tej części decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Decyzja nie jest ostateczna – spółka odwołała się do sądu.

MedForLife – postępowanie wyjaśniające

Urząd bada także praktyki MedForLife oraz MedForLife Opieka Abonamentowa – spółek organizujących pokazy i oferujących płatne pakiety medyczne. Postępowanie zostało wszczęte pod koniec lipca 2014 roku po doniesieniach medialnych. Sprawdzamy, czy spółki wywiązują się z obowiązku informacyjnego wobec klientów, czy nie utrudniają im odstąpienia od umowy. Postępowanie jest na wczesnym etapie, nie zostały postawione zarzuty, ma na celu wyjaśnienie mechanizmów działania przedsiębiorców. W tej chwili Urząd oczekuje na wyjaśnienia spółek.

Pomoc dla konsumentów

Zawarłeś umowę na pokazie? Nie wiesz jak odstąpić? Masz 10 dni na rezygnacją z zakupów. Bezpłatna pomoc: 800 007 707, rzecznicy konsumentów, Inspekcja Handlowa, Federacja Konsumentów, [email protected]. Więcej informacji o zasadach zakupów na pokazie znajduje się w poradniku UOKiK.

 

 

Ministerstwo Finansów i Ministerstwo Gospodarki informują o zagrożeniu oszustwami w zakresie podatku VAT, zidentyfikowanymi w obrocie elektroniką.

0

Niniejszy list kierowany jest do wszystkich podatników VAT dokonujących obrotu towarami z branży elektronicznej. List ma charakter wyłącznie informacyjny, co oznacza, że nie jest źródłem praw i obowiązków.

Przyczyny ostrzeżenia

Wyniki prowadzonych przez służby skarbowe analiz ryzyka, potwierdzone wynikami postępowań kontrolnych, wskazują, że obszarem szczególnie narażonym na wyłudzanie nienależnego zwrotu VAT lub unikanie zapłaty należności budżetowych z tego tytułu jest rynek produktów elektronicznych, w szczególności telefonów komórkowych, tabletów, konsoli do gier itp.

Ponieważ istnieje niebezpieczeństwo, że uczciwi przedsiębiorcy działający w branży elektronicznej, dokonujący obrotu zarówno transgranicznego jak i wyłącznie krajowego, mogą nieświadomie stać się uczestnikami procederu, zachęcamy do zachowania szczególnej ostrożności i staranności przy podejmowaniu decyzji handlowych. Zawarty w niniejszym liście katalog cech charakterystycznych dla transakcji wykorzystywanych w oszustwach w podatku VAT jest tylko wyliczeniem przykładowym i nie może być traktowany jako wykaz bezwzględnych przejawów oszustwa. Ideą wskazania pewnych, powtarzających się elementów, jest poinformowanie przedsiębiorców o istniejącym ryzyku, a także umożliwienie zachowania wzmożonej ostrożności. Przedsiębiorca, oceniając wiarygodność kontrahenta i rzeczywisty charakter transakcji, powinien kierować się standardami biznesowymi, z uwzględnieniem specyfiki rynku i realiów ekonomicznych, jak również doświadczeniem wynikającym z prowadzenia działalności gospodarczej.

Wartość informacyjna niniejszego listu nakierowana jest na zwiększenie bezpieczeństwa uczciwej działalności gospodarczej.

W ostatnich latach, zarówno w Polsce, jak i w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, obserwuje się niepokojące zjawisko wykorzystywania mechanizmów konstrukcji podatku od towarów i usług do uzyskiwania niezgodnych z prawem korzyści. Dotyczy to przede wszystkim, wyłudzania nienależnego zwrotu tego podatku, lub uszczuplania należności budżetu państwa poprzez nieodprowadzanie należności podatkowych z tytułu VAT. Rozmiary zjawiska, charakter i cechy procederu uprawniają do stwierdzenia, że w tej dziedzinie przejawia się aktywność zorganizowanej przestępczości gospodarczej. Charakterystyczną cechą zjawiska jest wykorzystanie w łańcuchu transakcji podmiotu pełniącego rolę tzw. „znikającego podatnika” (missing trader). Podmiot taki nie odprowadza należnego podatku do budżetu, a jednocześnie tworzy formalne podstawy do żądania jego zwrotu, na dalszym etapie. Taka fikcyjna konstrukcja służy do uzyskiwania uprzywilejowanej pozycji rynkowej, poprzez możliwość oferowania towarów po cenach obniżonych o wartość podatku. W tę najpopularniejszą formę oszustwa w podatku VAT zaangażowanych jest kilka, a nawet kilkanaście podmiotów zarejestrowanych dla celów VAT w Polsce i innych państwach UE. Skutki procederu to zarówno możliwość realnego zagrożenia konkurencyjności dla uczciwych przedsiębiorców, prowadzących działalność zgodnie z prawem i regułami rynku, poprzez zaniżanie cen o wartość nieodprowadzonego podatku, jak i bezpośrednie straty budżetu państwa, w wyniku wyłudzania zwrotów lub uszczuplania jego należności. Przepisy prawa podatkowego przewidują wyłączenie lub ograniczenie w odliczaniu podatku VAT naliczonego przy nabyciu towarów, w przypadku uczestniczenia w procederze oszustwa.

Opis mechanizmu oszustwa

Przedmiotem obrotu są towary nabyte w ramach transakcji dostawy wewnątrzwspólnotowej. Pierwszym nabywcą towarów na terytorium kraju jest, z reguły, podmiot pełniący rolę tzw. „znikającego podatnika” składający lub nieskładający deklaracji, ale finalnie nigdy nieodprowadzający należnego podatku do urzędu skarbowego. Podmiot tego typu z reguły zgłasza siedzibę w tzw. „wirtualnym biurze”, w którym nie są wykonywane żadne czynności, jakich należałoby oczekiwać, mając na uwadze branżę i rozmiary (skala obrotów) działalności. Zazwyczaj całkowicie niemożliwy jest bezpośredni kontakt z osobami formalnie reprezentującymi podmiot. Opisany pierwszy, na obszarze Polski, podmiot dokonuje szybkiej (najczęściej w tym samym lub kolejnym dniu) sprzedaży towaru do kolejnych podmiotów – ogniw łańcucha. Podmioty te formalnie spełniają obowiązki związane z rozliczeniami podatku od towarów i usług. Ich głównym celem nie jest jednak zysk na transakcji w rozumieniu rynkowym, a jedynie wydłużenie łańcucha obrotu. Często są to spółki specjalnie w tym celu utworzone. Rolę taką, świadomie lub w wyniku niezamierzonego uczestnictwa mogą pełnić także prawidłowo działający przedsiębiorcy. Finalnie towar trafia do ostatniego, w łańcuchu krajowych dostaw, podmiotu. Ten dokonuje ponownej sprzedaży towaru za granicę w ramach eksportu lub wewnątrzwspólnotowej dostawy przy zastosowaniu preferencyjnej stawki VAT 0% i występuje o bezpośredni zwrot podatku, który faktycznie nie został zapłacony na wcześniejszym etapie obrotu. W innym przypadku towar, po cenie zaniżonej o wartość VAT, który nie został nigdy na wcześniejszych etapach obrotu odprowadzony w wyniku zastosowania oszukańczego mechanizmu, trafia na rynek.

Istotną rolę w obrocie towarami elektronicznymi odgrywają centra logistyczne. Najczęściej towar jest tam przechowywany praktycznie przez cały czas, od etapu „znikającego podatnika” poprzez kolejne etapy obrotu, niezależnie od ilości firm uczestniczących w łańcuchu transakcji. Zmiany kolejnych właścicieli odbywają się w bardzo krótkim czasie (do kilkunastu minut w ciągu dnia) na podstawie mailowych dyspozycji. Fizycznie sprzęt elektroniczny wywożony jest z centrum logistycznego na jednym z ostatnich etapów obrotu. Trafia do magazynu ostatniego na terytorium Polski podmiotu, skąd w ramach wewnątrzwspólnotowych dostaw wywożony jest za granicę, często do zlokalizowanego tam centrum logistycznego. Ten sam towar może być ponownie przywieziony na terytorium Polski w celu powtórzenia procederu. W rzeczywistości towar, który sprowadzany jest na terytorium Polski często w ogóle nie trafia do sprzedaży detalicznej na polskim rynku.

Charakterystyczne, najczęściej powtarzające się cechy transakcji wykorzystywanych w procederze oszustwa (pojedyncze cechy z poniższego wykazu nie muszą automatycznie stanowić przejawu oszustwa):

  • dostawcą jest nowopowstała firma, z najniższym kapitałem zakładowym, a jej właścicielem lub reprezentantem jest osoba bez doświadczenia w branży, często obcokrajowiec (pochodzący z krajów trzecich, spoza UE),
  • podmiot, szczególnie przy dużej skali działalności, zgłasza siedzibę firmy pod adresem, pod którym brak jest oznak prowadzenia działalności gospodarczej (tzw. „wirtualne biuro”) lub w wynajętym lokalu mieszkalnym,
  • dostawcy i odbiorcy w łańcuchu dostaw często zmieniają się bez żadnego ekonomicznego uzasadnienia (pojawiają się nowe firmy, ponownie uruchamiane są przedsiębiorstwa po zmianach udziałowców),
  • występuje „odwrócony łańcuch obrotu”. Na normalnie funkcjonującym rynku, zazwyczaj towar sprzedawany jest od producenta, poprzez duże hurtownie i następnie mniejszych dystrybutorów, do sprzedawcy detalicznego. W obrocie dokonywanym z zamiarem oszustwa w VAT, towar jest sprzedawany przez szereg mniejszych podmiotów do dużych dystrybutorów, którzy dokonują wywozu tego towaru poza granice RP,
  • towary są oferowane w dużych ilościach, a partie towarów z reguły nie są dzielone,
  • towary mają wysoką wartość, często ich cena jednostkowa jest niższa od ceny rynkowej,
  • dostawca nie dąży do zawarcia kontraktu handlowego przewidującego dłuższą współpracę,
  • towary często nie są ubezpieczane, mimo ich wysokiej wartości,
  • organizatorzy procederu, bez wyraźnego powodu, wskazują od kogo towar można/trzeba/ kupić albo do kogo można/ należy/ sprzedać,
  • niestandardowo, biorąc pod uwagę wartość transakcji, krótkie terminy płatności, transfer środków finansowych, na kolejnym etapie, najczęściej na rachunki bankowe w krajach trzecich,
  • w oszustwo są zaangażowane podmioty z co najmniej dwóch krajów członkowskich UE, wykazujące transakcje wewnątrzwspólnotowe (handel transgraniczny),
  • nieuzasadniona, duża liczba podmiotów biorących udział w obrocie (w normalnych warunkach rynek dąży do wyeliminowania zbędnych pośredników w obrocie, by uzyskać jak najwyższą marżę, natomiast w oszustwie podatkowym łańcuch obrotu jest nienaturalnie długi),
  • marże na transakcjach są (stosunkowo) niskie dla większości firm w łańcuchu i często stanowią stałe kwoty, a negocjacje cenowe z reguły nie mają miejsca,
  • towar, przez kolejne etapy obrotu, zazwyczaj przechowywany jest w tym samym centrum logistycznym, a nie pod adresem sprzedawcy,
  • zachodzi szybka wymiana handlowa, towary są odsprzedawane natychmiastowo bez magazynowania.
    W przypadku zetknięcia się z opisanym procederem prosimy o niezwłoczne informowanie służb kontroli skarbowej, pod adresem [email protected] lub organów ścigania, o wszelkich próbach uwikłania przedsiębiorcy w oszukańczy proceder.

GK Energoinstal poprawia przychody o 28,5 proc.

0

Grupa Kapitałowa Energoinstal S.A. poprawiła przychody netto ze sprzedaży do poziomu 213,65 mln zł. Spadł jednak zysk grupy w ujęciu rocznym do poziomu 6,7 mln zł.

Skonsolidowane przychody grupy kapitałowej Energoinstal S.A. wzrosły w I półroczu 2014 r. o 28,5 proc. do poziomu 213,65 mln zł, wynika z raportu finansowego spółki.

Zysk netto grupy spadł do poziomu 6,7 mln zł, czyli o 24,8 proc.

Spadek zysku wynika głównie ze wzrostu  kosztów sprzedaży w spółkach grupy – o 30,8 proc., a także z ponad 3-krotnie mniejszych przychodów finansowych, i tu głównie zaważył ponad 8-krotny spadek z tytułu różnic kursowych.

Największe przychody w grupie w omawianym terminie miała firma Eniq Sp. z o.o, było to 82,8 mln zł oraz Przedsiębiorstwo Budowlano-Usługowe Interbud-West Sp. z o.o. – 12,7 mln zł. Główna spółka grupy – Energoinstal S.A., producent kotłów energetycznych, zanotował 1,7 mln zł przychodów i jest to prawie 2-krotny spadek rdr.