Ponad połowa Polaków twierdzi, że w rocznym rozliczeniu otrzymuje zwrot podatku. Dopłaca tylko co dziesiąty

Z badania „Dodatkowa emerytura i ulga z tytułu IKZE” przeprowadzonego na zlecenie Goldman Sachs TFI wynika, że dopłacających fiskusowi jest znacznie mniej, bo jedynie 9%, wobec tych, którzy otrzymują zwrot (57%) „Na zero” w rocznym rozliczeniu ze skarbówką wychodzi jedna trzecia podatników (34%). Średnia deklarowana wielkość zwrotu wynosi 1 560 zł, a średnia dopłata do podatku to 1 650 zł.

Zwrot podatku otrzymują zwykle osoby pracujące na podstawie umowy o pracę, pozostające w związkach małżeńskich, pobierające świadczenia socjalne i korzystające z ulg podatkowych.

Konieczność dopłaty dotyczy głównie zarabiających ponadprzeciętnie i dobrze oceniających swój poziom życia. W tej grupie jest wyraźny udział osób prowadzących działalność gospodarczą, którzy jak pokazuje badanie Goldman Sachs TFI, dopłacają najwięcej.

Dopłata do podatku na działalności – 6 razy więcej niż na etacie

Średnia roczna dopłata deklarowana w badaniu przez osoby prowadzące działalność gospodarczą wynosiła ok. 5 910 zł. To prawie 6 razy więcej niż do podatku dopłacają zatrudnieni na etacie, biorący udział w badaniu. W przypadku zwrotu średnia kwota dla prowadzących działalność wynosi 1 734 zł i jest to wartość zbliżona do średniej deklarowanej dla wszystkich innych uczestników badania.

Ulgi podatkowe dla każdego

Polacy mogą korzystać z ogólnodostępnych ulg podatkowych, które pozwalają obniżyć podstawę opodatkowania, a w efekcie – zmniejszyć dopłatę lub zwiększyć zwrot. Jednym z łatwiejszych sposobów uzyskania ulgi podatkowej jest inwestowanie na dodatkową emeryturę poprzez IKZE – Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego. Równowartość wpłat na IKZE, do określonego limitu, może być odliczona od podstawy opodatkowania (dochodu). Oznacza to, że pracujący na etacie mogą odliczyć ok. 3 000 zł, rocznie, zaś prowadzący działalność gospodarczą mogą odzyskać od fiskusa nawet 4 500 zł każdego roku.

– Z odliczenia od dochodu wpłat dokonanych na IKZE mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na zasadach ogólnych, ryczałtem lub w formie podatku liniowego oraz którzy rozliczają się zarówno samodzielnie, jak i wspólnie z małżonkiem lub jako rodzic samotnie wychowujący dziecko. Nie ma także znaczenia, czy podatnik otrzymuje przychody z tytułu umowy o pracę, zlecenie, dzieło, czy też prowadzonej działalności gospodarczej – informuje Radosław Sosna, Executive Director, Head of Sales & CX w Goldman Sachs TFI.

Warto zauważyć, że w przypadku IKZE nie ma żadnego przymusu regularnych i konkretnych wpłat. Im większa wpłata, tym wyższa będzie emerytura w przyszłości i ulga podatkowa w danym roku aż do ustawowego limitu, co oznacza podwójną korzyść dla posiadaczy IKZE – przypomina Sosna.

Roczny limit wpłat do IKZE w 2024 r.

Inwestujących w dodatkową emeryturę na IKZE obowiązują limity rocznych wpłat. W 2024 r. wynosi on 9 388,80 zł dla etatowców (o 1 066,80 zł więcej niż w 2023 r.) i pozwala na odliczenie od dochodu kolejno: 1 127 zł przy stawce PIT 12% lub 3 004 zł przy stawce PIT 32%. Z kolei osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą mogą w tym roku wpłacić na IKZE maksymalnie 14 083,20 zł (o 1 600,20 zł więcej niż rok wcześniej), a maksymalna ulga podatkowa wynosi 4 507 zł (dla stawki podatkowej 32%).

Nowa era benefitów na nowe oczekiwania pracowników

W erze, gdy równowaga między życiem zawodowym a osobistym jest coraz bardziej ceniona, firmy prześcigają się w kreowaniu środowisk pracy odpowiadających na te potrzeby. Zbliżające się Święto Pracy pozwala przyjrzeć się tej ewolucji z większą uwagą. Podczas gdy samo święto historycznie nawiązuje do działań na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy, to dziś obchodząc je, jesteśmy już znacznie dalej. Dzień pracy skracamy o godzinę, tydzień do czterech dni… Nowe benefity sięgają od tych najpotrzebniejszych (jak te w zakresie wsparcia zdrowia psychicznego pracowników), po te bardziej awangardowe. Najnowsze badanie Pracuj.pl ujawnia, czy to echo dawnych tradycji, czy dzisiejsza innowacyjność przyciąga pracowników do firm.

Najważniejsze informacje:

  • 13% badanych może korzystać ze wsparcia psychologicznego dofinansowanego przez pracodawcę.
  • 11% respondentów może przyprowadzać do biura dziecko i tyle samo – zwierzę.
  • W miejscu pracy 1 na 5 badanych funkcjonuje elastyczny wymiar pracy.
  • Najważniejsze dla pracowników pozostają jednak satysfakcjonujące wynagrodzenie (57%) i stabilność zatrudnienia (41%).

Wymyślne benefity zaczynają się od solidnych podstaw

Z badania wynika, że najważniejsze w pracy wciąż są dla nas te aspekty, o które walczyły poprzednie pokolenia. Atrakcyjne wynagrodzenie i stabilność zatrudnienia to podstawowe czynniki, które badani przez Pracuj.pl wskazują jako najważniejsze benefity pracownicze. Mimo to dziś, żeby wyróżnić się na konkurencyjnym rynku pracy i przyciągnąć najlepszych kandydatów, pracodawcy starają się zaoferować o wiele więcej niż dobrze płatną, pewną pracę. Sięgają więc po benefity, które stają się coraz ciekawsze i coraz bardziej nietypowe.

Z zagranicy docierają do nas informacje o coraz bardziej wyszukanych benefitach wprowadzanych przez firmy. Niektóre z nich brzmią wręcz nieprawdopodobnie – jak choćby czas wolny w środku dnia pracy, który pracownicy mogą przeznaczyć na… surfowanie. Swój zespół zachęca do tego firma produkująca odzież outdoorową, Patagonia. Co więcej, firma informuje pracowników w ogólnofirmowych komunikatach na temat tego, kiedy przewidywane są szczególnie dobre warunki do surfowania. W kalifornijskiej siedzibie Netflixa nie ma z kolei oficjalnych godzin pracy – firma nie rejestruje dni urlopowych ani przepracowanych godzin. W tym kontekście postulat czterodniowego tygodnia pracy, podnoszony co jakiś czas w Polsce, wydaje się mało postępowy.

Od awangardy do standardu

Nie wszystkie nietypowe benefity mają szansę stać się standardem na rynku pracy. Niektóre jednak powoli pokonują tę ścieżkę – jak choćby te, które wspierają zdrowie psychiczne pracowników. Choć nadal nie są powszechne, co pokazują dane Pracuj.pl, to coraz więcej osób przynajmniej o nich słyszało.

To istotne, bo miliony Polek i Polaków zmagają się z trudnościami psychicznymi. Coraz częściej mówi się o zaburzeniach lękowych, które – jak pokazują statystyki – są częstsze niż depresja. Rosnąca otwartość na zagadnienia związane ze zdrowiem psychicznym powoduje, że takie benefity, jak bezpłatne konsultacje z psychologiem czy terapeutą (niezależnie od tego, czy w formie stacjonarnych, klasycznych sesji czy asynchronicznego czatu z psychologiem) jeszcze kilka lat temu były czymś wyjątkowym, a dziś dołączają do klasycznego wachlarza pozapłacowych dodatków, z których chętnie korzystają pracownicy.

Podobnie z możliwością przychodzenia do pracy z własnym zwierzęciem. Jeszcze jakiś czas temu było to ekstrawagancją, dziś umożliwia to coraz więcej firm. A biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce więcej jest obecnie gospodarstw domowych posiadających zwierzę niż dziecko, wybór benefitów związanych z pupilami z pewnością będzie się rozszerzać. Choćby o ubezpieczenie weterynaryjne, które już teraz oferują niektóre firmy.

Wachlarz benefitów pozapłacowych powiększa się niemal z każdym rokiem, a jego granice wyznacza jedynie kreatywność pracodawców. I choć wiele nietypowych, nowych benefitów ma niewielką szansę przyjąć się powszechnie, to jednak te, które zaspokajają realne potrzeby pracowników, zostają często na stałe i stają się rynkowym standardem. Aby tak się stało, benefity muszą wnosić konkretną wartość dla pracowników. Tylko wtedy bowiem wpłyną na poprawę ich dobrostanu i jednocześnie staną się atrakcyjne – a o to przecież w benefitach pozapłacowych chodzi – komentuje Jolanta Lewandowska–Bitkowska, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Z najnowszego badania Pracuj.pl wynika, że o wsparciu psychologicznym dofinansowanym przez pracodawcę słyszało kiedykolwiek 17% badanych, a 13% z nich przyznało, że taki benefit funkcjonuje w ich miejscu pracy. Podobnie wypada możliwość przychodzenia do biura ze zwierzęciem – słyszało o niej 18% badanych przez Pracuj.pl, a 11% z nich sama może obecnie skorzystać z takiego udogodnienia.

Polacy wśród najbardziej zapracowanych

Pomimo tego, iż dzietność w Polsce regularnie spada, osoby, które decydują się na potomstwo, coraz częściej mogą liczyć na dodatkowe wsparcie od swoich pracodawców. Może ono przybierać różną formę – jak choćby możliwość przyprowadzania do biura dziecka i pozostawienia go pod profesjonalną opieką zapewnioną przez firmę. Z takim benefitem, jak pokazało badanie Pracuj.pl, spotkało się kiedykolwiek 20% respondentów. Z kolei w miejscach pracy 11% z nich obecnie istnieje taka możliwość.

Sporym ułatwieniem dla rodziców (choć nie tylko dla nich) może być także bardziej elastyczne podejście do godzin świadczenia pracy. Jeśli chodzi o skrócenie standardowego czasu pracy, to 1 na 5 badanych (21%) spotkało się z czterodniowym tygodniem pracy, a 1 na 10 obecnie może skorzystać z takiej możliwości. Niemal tyle samo (22%) słyszało o siedmiogodzinnym dniu pracy, a w miejscu zatrudnienia 12% respondentów taki benefit funkcjonuje obecnie.

Z elastycznym czasem pracy, ustalanym przez pracownika, spotkało się najwięcej, bo 28% badanych, a 1 na 5 przyznaje, że takie rozwiązanie już teraz funkcjonuje w jego miejscu pracy.

W kontekście czasu wolnego od pracy coraz częściej mówi się także o beneficie przeznaczonym dla kobiet, jakim jest tzw. urlop menstruacyjny. To dodatkowe płatne dni wolne, z których mogą skorzystać kobiety. Z takim benefitem kiedykolwiek spotkało się 14% badanych przez Pracuj.pl, a 9% przyznaje, że już teraz funkcjonuje on w ich miejscu zatrudnienia.

Czas pracy w Polsce reguluje kodeks pracy. Wynosi on 40 godzin tygodniowo, czyli 8 godzin dziennie i tylko osoby, które posiadają orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym lub znacznym mogą pracować o godzinę dziennie krócej. Inaczej jest za granicą, gdzie niektóre kraje już teraz wprowadziły lub testują skrócony dzień pracy. Jest tak m.in. we Francji, Niemczech, Danii, Szwecji czy Holandii. W niektórych z tych państw pracownicy spędzają w pracy nawet prawie 10 godzin mniej tygodniowo niż Polacy. Nic dziwnego zatem, że do Sejmu trafiają już wnioski postulujące skrócenie dnia pracy z ośmiu do siedmiu godzin. Wydaje się jednak, że czeka nas jeszcze długa droga, zanim taki scenariusz będzie miał szansę na realizację w Polsce – dodaje Agata Roszkiewicz, Ekspertka ds. wynagrodzeń i benefitów w Pracuj.pl.

Stabilność przede wszystkim

A jakie aspekty pracy najbardziej cenią sobie pracownicy? Czy na pewno te najbardziej wyszukane?

Respondenci uznali za najważniejsze przede wszystkim satysfakcjonujące wynagrodzenie, wskazane przez 57% badanych. Na drugim miejscu pod względem ważności uplasowała się stabilność i bezpieczeństwo zatrudnienia, którą podkreśla 41% respondentów.

Przyjazny i zmotywowany zespół również znalazł uznanie – na ten aspekt wskazało 29% respondentów To nieco wyższa pozycja  niż możliwości rozwoju zawodowego oraz równowaga między pracą a życiem prywatnym (work–life balance) – każde z nich otrzymało 28% wskazań. Elastyczne godziny pracy (np. elastyczny grafik) zostały podkreślone przez 24% badanych, natomiast możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej okazała się ważna dla 20% respondentów.

Mniej istotne, ale wciąż znaczące dla części pracowników, okazały się dostęp do dofinansowywanych kursów i szkoleń (16% wskazań), oraz benefity i świadczenia pozapłacowe, takie jak opieka medyczna, karty zniżkowe czy karta sportowa, (14%). Firmowe wsparcie dla młodych rodziców, w tym dodatkowe urlopy i dofinansowanie przedszkola, uznaje za ważne 10% badanych – choć należy mieć na uwadze, że grupa badana nie składała się wyłącznie z rodziców, co może wpływać na wynik. Na dalszym planie znalazły się pozycja firmy na rynku i jej renoma, co jest ważne tylko dla 8% respondentów, oraz działania proekologiczne i charytatywne firmy, które zainteresowały 6% badanych.

W obliczu obchodów Święta Pracy, będącego przypomnieniem starań, jakie poprzednie pokolenia podejmowały walcząc o lepsze warunki pracy i dobre traktowanie w miejscu zatrudnienia, tym ciekawsze są obserwacje czynników, które w dzisiejszych czasach są dla pracowników najistotniejsze. Jasno widać, że dziś – podobnie, jak przed laty – liczy się przede wszystkim nie kreatywność w wymyślaniu benefitów, lecz to, czy wpływają one bezpośrednio na ich życie i ogólny dobrostan, zapewniając stabilność i bezpieczeństwo.

​O BADANIU

Badanie „Nowe trendy w rekrutacji – nowe oczekiwania” zostało przeprowadzone w marcu 2024 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2059 Polaków w wieku 18–65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Polacy a niedziele handlowe. Zdania konsumentów jak i przedsiębiorców są mocno podzielone

Jedynie w 7 z 52 niedziel w 2024 roku możemy swobodnie zrobić zakupy. Czy w tych dniach Polacy szturmem ruszają do sklepów? Czy brakuje nam niedzielnych zakupów? I w jaki sposób to ograniczenie wpłynęło na domowe budżety? Odpowiedź na te pytania zawiera raport z badania “Polacy a handel w niedzielę” przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor.  Nastawienie do niedziel handlowych jest mocno polaryzujące, także wśród przedsiębiorców. Nie dla wszystkich jest to bowiem opłacalny interes. W lutym br. zaległe zobowiązania handlu detalicznego przekroczyły rekordowe 3,2 mld zł.

6 lat temu obowiązywać zaczęły przepisy o częściowym ograniczeniu handlu w niedzielę. Zarówno zwolennicy, jak i będący wówczas w zdecydowanej większości przeciwnicy tego rozwiązania głośno wypowiadali swoje argumenty. Jak wynika z przytaczanego przez Rzeczpospolitą badania UCE Research, odsetek krytyków spadł w tym roku do poziomu 46 proc., zwolennicy stanowią natomiast 44 proc. badanych. Mimo, że na przestrzeni tego czasu niedziel handlowych w kalendarzu regularnie ubywa, Polacy nadal są w tej sprawie podzieleni. Z zakazem wydają się za to godzić sieci handlowe, które po początkowym buncie, przestały ostatnio szukać sposobów, żeby jednak otworzyć sklepy w niedzielę.

Z badania “Polacy a handel w niedzielę” przeprowadzonego na zlecenie BIG InfoMonitor możemy wynika, że dla 18 proc. Polaków to czy sklepy są otwarte siedem dni w tygodniu, czy jedynie w ciągu sześciu dni, nie ma żadnego znaczenia. Zwolenników rozwiązań totalnych i takich, które dopuszczają handel w każdą niedzielę lub całkowicie go zakazują jest równo po 21 proc. Pozostałe 40 proc. respondentów wybiera opcje pośrednie, czyli handel możliwy w niektóre niedziele. Jednak większość chciałaby, by było ich więcej.

1 Polacy a handel w niedzielę

Źródło: Badanie “Polacy a handel w niedzielę” dla BIG InfoMonitor

Największa grupa zwolenników zakazu (52 proc.) argumentuje to tym, że zakupy można zrobić w pozostałe dni tygodnia, a ten jeden dzień powinien być zarezerwowany dla rodziny. Więcej wolnego czasu dla siebie lub rodziny to kolejne powody przytaczane przez popierających obecne rozwiązanie. Można uznać, że ten argument rzeczywiście się sprawdził, bo więcej czasu z bliskimi z powodu zamkniętych w niedzielę sklepów spędza blisko 20 proc. Polaków. Wśród przeciwników ograniczania swobodnego handlu króluje natomiast (48 proc.) argument o wolności wyboru jaką powinien mieć człowiek w zakresie decyzji o sposobie spędzania czasu. 40 proc. badanych, którzy są za uwolnieniem handlu podnosi też kwestie dużego ruchu i kolejek jakie tworzą się w sklepach w sobotę.

Jeśli chodzi o wpływ ograniczenia handlu na budżet i sposób robienia zakupów, to niewiele się zmieniło. Nawet 87 proc. ankietowanych deklaruje, że wydaje na zakupy tyle samo co wcześniej. Niewielki odsetek tych, których wydatki wzrosły, wydaje więcej kupując przez internet lub na różnego rodzaju rozrywkę. Średnio co piąty respondent wydający więcej uzasadnia to częstszymi wizytami w restauracjach, wyjściami do kina, teatru lub na koncerty.

Wśród „innych powodów” wskazywano przede wszystkim na fakt kupowania na zapas, co kończy się marnowaniem produktów spożywczych oraz na dokonywanie zakupów w sklepach otwartych w niedziele, które są zwykle droższe w porównaniu z innymi punktami handlowymi, ale to nieliczna grupa osób.

A zaległości w handlu w górę

Zadłużenie sektora handlu detalicznego regularnie wzrasta. Wg danych zgromadzonych  w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, na koniec lutego suma zaległości wobec dostawców i banków przedsiębiorstw z tego sektora zbliżyła się do rekordowych 3,2 mld zł. W ciągu roku wzrosła o blisko 349 mln zł (12,4 proc.). 35,2 tys. (aktywnych, zamkniętych i zawieszonych) firm ma przeterminowane zobowiązania, średnio na detalistę przypada 90 tys. zł długów.

2 zadłużenie handlu

Źródło: Dane BIG InfoMonitor i BIK

– Polacy boją się o kondycję swoich budżetów domowych, co wpływa bezpośrednio na przychody handlu, który odczuwa zachowawczość i uważność podczas dokonywania zakupów. Co istotne, nie pomógł tu solidny przypływ gotówki do portfeli milionów Polaków. Mowa m.in. o podwyżce płacy minimalnej czy waloryzacji emerytur i rent, spodziewanym wzroście 500 plus do 800 zł na dziecko, czy dalszym wzroście wynagrodzeń w gospodarce, także w ujęciu realnym, czyli powyżej inflacji. Mniejszy podatek na żywność też nie pomógł handlującym w tej kategorii. Handel musi więc walczyć o każdego klienta – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Ograniczenie handlu w niedzielę dzieli też samych przedsiębiorców

Nie dla wszystkich jest to bowiem opłacalny interes. – Nie cieszymy się z niedziel, my do nich dokładamy. Nie robimy wtedy biznesu, nikt też nie chce pracować w niedzielę, bez względu na to, czy mu się płaci podwójnie czy nie – wyjaśniał w Rzeczpospolitej prezes sieci Rossmann Marcin Grabara. Inaczej wygląda sytuacja w galeriach, które w handlowe niedziele nadal cieszą się popularnością. Polska Rada Centrów Handlowych opublikowała swoje stanowisko w tej sprawie. Czytamy w nim, że: Możliwość swobodnego handlu w niedziele może być jednym z silnych bodźców do wzrostu sprzedaży detalicznej, konsumpcji gospodarstw domowych i polskiego PKB. (…) Klienci powinni mieć wolny wybór i jeśli chcą robić zakupy w niedzielę, powinni mieć taką możliwość.[1]

 

3 Polacy a handel w niedzielę przedsiębiorcy

Źródło: Badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor

– Zdanie co do niedziel wolnych w handlu jest mocno polaryzujące także w sektorze MŚP. Nie brakuje zwolenników każdego praktycznie wariantu, ale tylko 19,4 proc. badanych podziela opinię o całkowitym zakazie i zamknięciu handlu we wszystkie niedziele. Większość jednak chciałaby powrotu handlowych niedziel, różny jest tylko zakres, z przewagą jednak głosów na wszystkie handlowe niedziele (18,8 proc.) – dodaje Sławomir Grzelczak. Co ciekawe wśród MŚP w sektorze handlowym największa grupa, bo aż 29 proc. nie ma zdania lub nie interesuje się tematem handlowych niedziel. Z drugiej strony 25 proc. przedstawicieli tej samej grupy optuje za całkowitym zniesieniem tego ograniczenia.

Czy wrócimy więc do sytuacji, gdy zakupy możliwe były przez cały tydzień? Być może. Projekt ustawy łagodzącej ograniczenie i dopuszczającej 2 niedziele handlowe w miesiącu złożyli w Sejmie pod koniec marca posłowie Polski 2050. Zgodnie z projektem za pracę w niedzielę przysługiwałoby podwójne wynagrodzenie, a pracodawca miałby obowiązek wyznaczyć pracownikowi dzień wolny 6 dni przed albo 6 dni po dniu pracy w niedzielę. Propozycja ta spotkała się z krytyką. Autorzy zapowiadają jednak, że liczą iż uda im się przekonać wszystkich koalicjantów.

Źródło: Badanie “Polacy a handel w niedzielę” zrealizowane przez Quality Watch na próbie 1090 dorosłych Polaków, techniką wywiadów telefonicznych, grudzień 2023

Źródło: Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, 05.04-19.04.2024

[1] https://prch.org.pl/stanowisko-prch-w-sprawie-niedziel-handlowych/

Promocja na paliwo to tylko chwilowa ulga. Po majówce będzie drogo

Wysokie ceny paliw w ostatnim czasie to efekt napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie, która potencjalnie obniża dostępną podaż ropy na rynku. Oczywiście w tym momencie obserwujemy deeskalację sytuacji pomiędzy Izraelem i Iranem, co teoretycznie powinno skutkować cofnięciem cen surowca, tak jak było to w październiku i listopadzie zeszłego roku. Z drugiej strony musimy mieć na uwadze utrzymanie porozumienia o cięciu produkcji ropy ze strony kartelu OPEC+, co nie pozwala na duże spadki cen. To właśnie to powoduje, że po majówkowej promocji Orlenu, ceny paliw nie tylko wrócą do poprzednich poziomów, ale najprawdopodobniej mogą przebić poziom 7 zł za litr.

Podobnie jak w niedalekiej przeszłości, Orlen proponuje promocję na paliwa na poziomie 30 gr na litrze dla posiadaczy aplikacji. Obniżka ta jest jeszcze większa, jeśli posiadamy kartę Dużej Rodziny. Warto jednak pamiętać, że jest to promocja chwilowa i ceny powrócą do normalnych poziomów po 5 maja. Średnia cena benzyny 95 przekroczyła poziom 6,70 w mijającym miesiącu, pierwszy raz od kwietnia 2023 roku. Ceny ropy są również podobne do poziomów z zeszłego roku, kiedy to OPEC+ w końcówce marca zdecydował się na dodatkowe dobrowolne cięcia produkcji. Niemniej na ten moment nierzadko tankujemy już przy poziomie 6,90 zł za litr, nawet pomimo tego, że ceny ropy są odległe od poziomów z września zeszłego roku czy poziomów z 2022 roku. Powodem wzrostu cen jest utrzymujący się wysoki popyt na paliwa, w szczególności w Europie. Tzw. “crack-spread”, który może być wskaźnikiem dla popytu w Europie, utrzymuje się trendzie wzrostowym od października zeszłego roku i pozostaje na poziomach podobnych, kiedy to rok temu za litr baryłki ropy Brent płaciliśmy 90-95 USD. Odwrotna sytuacja ma miejsce w USA, gdzie crack-spread, czyli wyznacznik dla popytu notuje w ostatnim czasie spadki.

Wobec tego nie można wykluczyć sytuacji, w której ceny paliw powrócą powyżej poziomu 7 zł za litr, jeśli ceny ropy utrzymają się na wysokim poziomie. Popyt raczej nie powinien spaść w najbliższym czasie, a zbliżający się okres letni sugeruje nawet jego odbicie, co przy ograniczonych mocach rafineryjnych w Europie może skutkować dalszym wzrostem cen paliw.

Ceny są jeszcze odległe od poziomów, które mogłyby doprowadzić do tzw. destrukcji popytu, ale nie można wykluczyć działań idących w kierunku obniżenia cen ropy. W USA zbliżają się wybory prezydenckie, dlatego prezydent Joe Biden będzie starał się obniżyć ceny w końcówce wakacji. Dodatkowo, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie przybierze na sile, kraje takie jak Arabia Saudyjska mogą być zmuszone do tego, aby przywrócić część produkcji.

Niemniej nawet z promocją na tankowanie, która nie obowiązuje na wszystkich stacjach, będzie drożej niż w zeszłym roku, co z kolei podnosi kwestie związaną z możliwym odbiciem inflacji, co z kolei nie jest dobrą informacją dla tych, którzy oczekują obniżek stóp procentowych w tym roku.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Dolar w odwrocie?

Słabsze dane z USA powodują, że kapitał wraca na naszą stronę oceanu. Pomimo tego jednak złoty wcale nie zyskuje, a wręcz traci. Widać, że kapitał stara się unikać ryzykownych kierunków, a za taki jednak nasz region nadal może uchodzić.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie zachwyciły rynków. Było to widać po reakcji głównej pary walutowej. Kurs EURUSD po raz pierwszy od 12 kwietnia przebił poziom 1,07. Głównym powodem jest odczyt PKB, który wyniósł 1,6% wobec oczekiwanych 2,4%. Trzeba oczywiście pamiętać, że to dane annualizowane. Oznacza to, że realnie różnica jest mniejsza, bo annualizacja pokazuje, jak zachowywałby się wskaźnik, gdyby tak wyglądał cały rok. Należy to zatem traktować jako odczyt o około 0,2% gorszy w ujęciu rocznym w przypadku danych państw, które pokazują wyniki w standardowy sposób. Słabszy odczyt był dodatkowo odrobinę stonowany przez lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Mniej było bowiem wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Słabe dane z Wielkiej Brytanii

Na Wyspach publikowany jest wskaźnik sprzedaży detalicznej według CBI. Skrót ten oznacza Konferencje Brytyjskiego Przemysłu. Powstaje on poprzez badanie ankietowe kierunku zmian sprzedaży detalicznej w badanych punktach. Badanie jest bardzo szerokie i obejmuje około 40% zatrudnionych pracowników. Ta publikacja, podobnie jak inne tego typu ankiety, bada tylko fakt wzrostu lub spadku, a nie jego skalę. Widać to wyraźnie po wczorajszych danych. Odczyt wyniósł -44 pkt. To nie znaczy, że sprzedaż spadła o 44%, ale że w dużej części firm spadły obroty chociaż odrobinę. Rynek przyjął te dane dość spokojnie.

Turcja nie zmienia stóp procentowych

Wczoraj Bank Centralny Turcji nie zmienił stóp procentowych. Główna stopa procentowa jest na bardzo wysokim poziomie równych 50%. Wydaje się to bardzo wysokim poziomem, ale trzeba pamiętać, że inflacja jest na poziomie 68,5%. W dalszym zatem ciągu inflacja wyraźnie przekracza stopy procentowe. Jak widać, posprzątanie sytuacji gospodarczej w tym kraju jest w dalszym ciągu problemem. Trzeba pamiętać, że zachodnia inflacja wynikająca z zalania gospodarki to zjawisko, które padło na grunt początkowo relatywnie niskiego poziomu cen. W Turcji z kolei dwucyfrowy wskaźnik inflacji nie jest niestety niczym nadzwyczajnym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ceny ubezpieczeń na świecie stabilizują się – raport Marsh

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 1% w pierwszym kwartale 2024 r. (spadek z 2% w Q4 2023) – wynika z najnowszego raportu Global Insurance Market Index, opublikowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę ds. ryzyka.

W pierwszym kwartale 2024 r. stawki ubezpieczeniowe kształtowały się na podobnym poziomie, z niewielkimi spadkami w niemal wszystkich regionach na świecie. Było to w dużej mierze spowodowane kontynuacją tendencji spadkowej w liniach finansowych i profesjonalnych oraz cybernetycznych, a także rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli na globalnym rynku ubezpieczeń majątkowych.

W Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Indiach, Azji, w regionie Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i w Afryce stawki ubezpieczeniowe spadły średnio o 2%. Jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i Europie ceny ubezpieczeń wzrosły o 3%, a w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach – o 5%.

Kluczowe wnioski:

  • Ceny polis majątkowych na świecie wzrosły średnio o 3% w pierwszym kwartale 2024 r. (spadek w porównaniu do 6% w Q4 2023). W Stanach Zjednoczonych, firmy prowadzące działalność w strefach zwiększonego ryzyka katastroficznego, takich jak Zatoka Meksykańska, wybrzeże Atlantyku i w Kaliforni, zaczęły odnotowywać niższe wzrosty lub nawet spadki stawek, co stanowi zmianę w porównaniu z wysokimi wzrostami widocznymi w ostatnich latach.
  • Stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 3% (utrzymując poziom z pięciu poprzednich kwartałów).
  • Siódmy kwartał z rzędu obserwujemy spadek cen w liniach finansowych i profesjonalnych. W wyniku dalszych obniżek i zwiększonej konkurencji o klientów – szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, regionie Pacyfiku i Kanadzie – stawki spadły średnio o 7% w Q1 2024 (w porównaniu do 6% spadku w poprzednim kwartale).
  • Ceny polis cybernetycznych na świecie spadły o 6% (3% spadek w Q4 2023). Ubezpieczyciele w coraz większym stopniu koncentrują się na systemach kontroli cyberbezpieczeństwa organizacji, zazwyczaj wymagając poprawy odporności cybernetycznej z roku na rok.

„Utrzymujące się umiarkowane tempo wzrostu stawek ubezpieczeniowych oraz zwiększony apetyt ubezpieczycieli, szczególnie w przypadku dobrze zarządzanych ryzyk, są mile odbierane przez klientów, którzy nadal zmagają się z niepewnością gospodarczą i geopolityczną. W szybko zmieniającym się krajobrazie ryzyka, organizacje pozostają pod presją związaną z poprawą swoich możliwości w zakresie zarządzania ryzyka i zwiększenia odporności na globalne zawirowania i niespodziewane wydarzenia. W ramach naszej ścisłej współpracy z klientami zapewniamy odpowiednie narzędzia do radzenia sobie z tymi wyzwaniami i czerpania korzyści z poprawy warunków rynkowych” – komentuje wyniki raportu Pat Donnelly, President, Marsh Specialty and Global Placement, Marsh.

Marcin Zimowski – Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych w Marsh Polska: „Najnowszy raport przynosi pocieszające wiadomości dla poszukujących ochrony ubezpieczeniowej, aczkolwiek warto zauważyć, że Europa (z wyłączniem UK) pozostaje jednym z niewielu regionów (obok USA i Ameryki Południowej), w którym nie obserwujemy jeszcze spadku stawek, lecz jedynie spowolnienie ich wzrostu. Rynek polski wydaje się podążać za trendem. Coraz większa liczba odnowień, przy założeniu niezmienionych parametrów ochrony i dobrym poziomie szkodowości, kończy się ustaleniem stawek na poziomie niezmienionym w stosunku do roku poprzedniego, względnie nieznacznie podwyższonych. Powoli pojawiają się też przypadki, w których możliwe było uzyskanie niespotykanych od dawna zniżek. Warto jednak wziąć pod uwagę, że poziom inflacji w Polsce był wyższy niż w wielu innych krajach, a co za tym idzie przeciętny koszt odtworzenia mienia po szkodzie, jak również oczekiwania poszkodowanych co do wysokości świadczeń istotnie wzrosły, co przekłada się na koszty ubezpieczycieli. Polski rynek pozostaje też relatywnie wąski (z perspektywą dalszego zmniejszenia liczby podmiotów aktywnych w sektorze ubezpieczeń dla dużego biznesu w najbliższej przyszłości), co nie sprzyja nasilaniu się konkurencji – choć ceny nie rosną już w takim tempie jak jeszcze kilka kwartałów temu, jednak wciąż obserwujemy dość duże wymagania odnośnie jakości ryzyka, niezbyt agresywne zabieganie o nowy biznes po stronie ubezpieczycieli i długi czas oczekiwania na propozycję warunków ubezpieczenia.”

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska dodaje: „Wzrosty stawek w ubezpieczeniach majątkowych wyhamowały. Odnowienia w Q1 2024 były finalizowane na tym samy poziomie stawek jak w roku ubiegłym lub nawet z nieznacznymi zniżkami. W dalszym ciągu problemem rynku jest niewystarczająca pojemność, co powoduje, że finalnie klient otrzymuje mniej ofert do wyboru ze względu na większą ilość uczestników pooli koasekuracyjnych w danym ryzyku.”

Małgorzata Splett – Dyrektor Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE podsumowuje: „Na rynkach Europy Kontynentalnej i UK obserwujemy jeszcze wyższe niż kwartał temu zniżki stawek ubezpieczeń linii finansowych W ubezpieczeniu D&O mówimy o średniej redukcji na poziomie 5-15% w obu regionach. Rynek coraz częściej był elastyczny w zakresie umów długoterminowych, co do niedawna nie było powszechnie oferowane. Oszczędności w koszcie polisy D&O Klienci zwykle przeznaczali na zwiększenie limitów polis crime. Nie widzimy takiej tendencji na polskim rynku ubezpieczeń D&O, gdzie średnie stawki wciąż rosną i nadal są jednak bardziej konkurencyjne niż stawki polis podstawowych oferowanych przez rynki zagraniczne. Interesujące będzie obserwować, czy rynek polski zaliczy spadek stawek polis D&O w ciągu najbliższych miesięcy, czy oprze się temu trendowi, biorąc pod uwagę rosnącą jednak szkodowość. W ciągu ostatniego kwartału obserwujemy coraz więcej przypadków uruchomienia polis D&O, szczególnie wynikających ze zmian w zarządach spółek Skarbu Państwa.

Europejski rynek ubezpieczeń cyber oferuje niższe o ok. 7% stawki niż kwartał temu. Niższe koszty głównie dotyczyły warstw nadwyżkowych polis, ale szczególnie dla bardzo dużych organizacji (przychody powyżej 1mld PLN) konkurencyjny koszt i zniżkę stawki można było zaobserwować w przypadku polis podstawowych. Wielu klientów europejskich zdecydowało się na wyższe limity lub niższe udziały własne, wykorzystując ten dobry moment na rynku.

Klienci polscy są zdecydowanie bardziej świadomi ryzyka cyber i z pewnością tę świadomość i zainteresowanie dobrą ochroną przez zarządy spółek napędzają nowe europejskie regulacje, które za chwilę ujrzą lokalne światło dzienne – NIS2 i DORA. Pierwszy raz od początku pandemii możemy też powiedzieć, że rynek polski jest zdecydowanie bardziej konkurencyjny i cenowo i zakresowo”.

Maciej Kalbus – Zastępca Dyrektora Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska dodaje: „W roku 2023 rynek ubezpieczenia należności po raz pierwszy zanotował niewielki 2% spadek składki przy 5% wzroście ekspozycji i wzroście ubezpieczanych obrotów o 28% w porównaniu do roku 2022. Te dane ilustrują, że mieliśmy do czynienia z rynkiem Ubezpieczającego i z taką sytuacją mieliśmy także do czynienia w pierwszym kwartale 2024 roku. Polski rynek ubezpieczenia należności charakteryzuje wysoka konkurencyjność, co przekłada się na silną presję na warunki cenowe i to pomimo rosnącej szkodowości. Wzrost szkodowości rok do roku wyniósł 75%.

Zakładamy, że rosnąca liczba niewypłacalności i szkód będzie miała wpływ na oferty dla firm, które borykają się ze wzrostem przeterminowań, zleceń windykacyjnych i tym samym ze wzrostem szkodowości. Jedynie w przypadku tych firm spodziewamy się wzrostów cen.

Polityka limitowa Ubezpieczycieli pozostaje nieco bardziej restrykcyjna co dobrze ilustruje fakt, że w 2023 roku ekspozycja wzrosła o jedynie 5% przy 28% wzroście obrotów. Ubezpieczyciele unikają masowych redukcji o charakterze portfelowym, ale zwiększyła się presja na dostosowanie ekspozycji limitowej do faktycznych potrzeb ubezpieczających.”

Frankowicze triumfują. Sąd Najwyższy potwierdza nieważność umów walutowych

Frankowicze mogą odetchnąć z ulgą – Sąd Najwyższy w uchwale pełnej Izby Cywilnej potwierdził dotychczasowe orzecznictwo co do nieważności umów powiązanych z walutą obcą. Na treść uchwały przyszło czekać ponad trzy lata ze względu na spór co do bezstronności tzw neosędziów biorących udział w podejmowaniu tejże uchwały. Ostatecznie tzw starzy sędziowie Sądu Najwyższego odmówili udziału w posiedzeniu. Również jednak wśród sędziów podejmujących uchwałę nie było jednomyślności, gdyż swe zdania odrębne zgłosiło aż 6 Sędziów. Dyskusja musiała być burzliwa, gdyż ogłoszenie uchwały odbyło się z kilkugodzinnym opóźnieniem.

Najważniejsze jednak, że treść uchwały jest zgodna z wykładnią prawa unijnego i stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także z stanowiskiem zdecydowanej większości sędziów sądów powszechnych. Pozostaje tylko wierzyć, że zapadła uchwała przekona sędziów dotąd nieprzekonanych i uważających, że co do tych umów należy dokonywać tzw. odfrankowienia. Sąd Najwyższy potwierdził bowiem, że kredyty powiązane z walutą obcą są nieważne, oraz, że w takim przypadku żadnej ze stron nie przysługuje prawo do żądania odsetek, waloryzacji ani innej formy wynagrodzenia za udostępniony kapitał. Jak podkreśliła Sędzia sprawozdawca, banki nie mogą czerpać żadnych korzyści ze swojej nieuczciwości. Sędziowie uznali również, że roszczenie banku o zwrot udostępnionego kapitału zaczyna się przedawniać od momentu, kiedy kredytobiorca w sposób wyraźny zakwestionuje ważność umowy kredytowej.

Należy przypomnieć, że w ostatnim czasie pojawiło się kilka wyroków, w których SN uznał, że klauzule przeliczeniowe można zastąpić średnim kursem NBP. Sąd Najwyższy wskazał, że taka praktyka jest niedopuszczalna ze względu na sprzeczność z prawem unijnym. Zastosowanie takiej konstrukcji zniszczyłoby bowiem skutek odstraszający dyrektywy, gdyż ewentualne negatywne skutki finansowe byłyby dla banków niezauważalne i doprowadziłoby to do ich bezkarności.

Autor: Izabela Libera z poznańskiej Kancelarii Radców Prawnych Libera i Wspólnicy

Co dalej ze złotem? Na rozdrożu między rekordami a korektą

Kontrasty na rynku złota są w tym momencie widoczne jak nigdy wcześniej. Dopiero co notowane były historyczne szczyty na poziomie nieco powyżej 2430 dolarów za uncję, a kilka dni później zanotowana była największa dzienna strata od wielu lat. Co więcej, złoto pozostaje zaledwie 5% od historycznych szczytów, przy rentownościach w USA sięgających ponad 4,6% oraz funduszach ETF, utrzymujących najmniejszą ilość złota od września 2019 roku. Czy przy takich skrajnościach cena złota powyżej 2300 dolarów za uncję nie wydaje się zbyt wysoka? Czy może jednak odwrócenie niektórych warunków może sprawić, że spełnią się niektóre prognozy instytucji finansowych mówiących o poziomie 3000 dolarów za uncję?

Banki centralne i inwestorzy indywidualni wciąż kupują złoto

Analizując rynek surowców, niemal zawsze patrzymy na relację podaży i popytu. W przypadku złota od lat obserwujemy utrzymującą się nadpodaż, ale w tym przypadku nie stanowi to takiego problemu jak dla ropy czy metali przemysłowych, które nie mają charakteru aktywa mającego utrzymać pewną wartość. Największą częścią globalnego popytu na złoto jest sektor jubilerski, którego udział nierzadko przekraczał 50%. Warto jednak zauważyć, że popyt ten jest raczej stały lub jego dynamika zmian nie jest zbyt duża z roku na rok. Zdecydowanie większe zmiany obserwujemy w popycie inwestycyjnym na złoto fizyczne oraz ze strony banków centralnych. To właśnie w ostatnim czasie rośnie udział tych dwóch grup do poziomu blisko 50%, choć jeszcze niedawno były to poziomy poniżej 50%. Jeśli dołożymy do tego fundusze ETF, które również inwestują w złoto fizyczne, to udział w pewnym momencie zbliżał się do 60%. Miało to miejsce w 2020 roku, kiedy to ogromna płynność na rynku wywołana działaniami banków centralnych i rządów w trakcie pandemii spowodowała szał zakupowy na wielu rynkach. Od tamtej pory inwestorzy wycofują jednak swoje środki z funduszy ETF, kierując się bardziej w stronę rynku akcji czy nawet w ostatnim czasie rynku kryptowalut. Czy obniżki stóp procentowych w USA mogłyby jednak zmienić ten trend?

Fed pozostaje jastrzębi, ale wciąż chce obniżyć stopy

Złoto pozostawało na wysokich poziomach w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach, nawet pomimo potężnego wzrostu stóp procentowych w USA oraz w większości najważniejszych gospodarek na świecie. Sytuacja ta pokazywała, że złoto trzyma swą wartość w chwili dużej niepewności dotyczącej dalszej walki z inflacją. Niemniej, spekulacje na temat obniżek, które pojawiły się końcem zeszłego roku, doprowadziły do tego, że złoto na stałe zameldowało się powyżej 2000 USD za uncję.  Co więcej, obniżki stóp, a raczej oczekiwanie na obniżki  w poprzednich latach, powodowało wzrosty cen złota. Wobec tego mogłoby wydawać się, że przedłużający okres oczekiwania na obniżki sprzyja dalszym wzrostom cen złota. W tym jednak przypadku pojawił się zbieg okoliczności w postaci wybuchu szeregu konfliktów geopolitycznych na świecie, które wraz z rosnącym popytem na złoto powodowały dalszy jego wzrost. Jeśli napięcie się utrzyma, a stopy procentowe będą obniżane, to może w jeszcze większym stopniu pobudzić chęć kupowania złota, również ze strony funduszy ETF, które stanowią ostatni klocek w budowie wieloletniej hossy na rynku metali szlachetnych.

Czy geopolityka ma znaczenie dla złota?

Wojna między Rosją i Ukrainą doprowadziła do wzrostu cen złota powyżej 2000 USD za uncję. Niemniej od marca 2022 roku zdecydowanie najważniejszą kwestią dla kierunku cen złota było zachowanie dolara oraz rentowności. Sytuacja uległa zmianie w październiku zeszłego roku, kiedy rozpoczął się konflikt między Izraelem oraz Hamasem, który przerodził się w kilka innych punktów zapalnych na Bliskim Wschodzie. Generalnie geopolityka ma raczej ograniczony wpływ na złoto w długim terminie, ale jeśli w parze idzie wzrost popytu na złoto ze strony funduszy hedgingowych, wtedy sytuacja nabiera zupełnie innego kształtu. Fundusze znacznie zwiększyły ilość pozycji długich na kontraktach terminowych, choć i tak ich ilość pozostaje daleko od ekstremalnie wysokich poziomów, które obserwowaliśmy w 2020 roku. To pokazuje, że potencjalnie może być jeszcze miejsce do dalszych wzrostów, w szczególności, jeśli popatrzymy sobie na to, co dzieje się w Chinach.

Chiny oszalały na punkcie złota

Chiny od dawna stanowiły jeden z największych konsumentów złota, próbując prześcignąć pod tym względem Indie. W tym momencie, kiedy cały świat próbuje odchodzić od dolara i zwiększyć swoją dywersyfikację rezerw, kieruje się właśnie w kierunku złota. Ludowy Bank Chin kupuje złoto nieprzerwanie od 17 miesięcy. Chiny znajdują się obecnie na 6. miejscu pod względem ilości trzymanego złota, ale niewiele brakuje, aby przeskoczyć takie kraje jak Rosja, Francja czy Włochy. Co więcej, dosyć często spekuluje się na temat tego, że oficjalne zakupy złota przez PBOC to jedynie cząstka realnych zakupów przez Chiny.

Szaleństwo ma również miejsce na chińskim rynku kontraktów terminowych, gdzie liczba długich pozycji na złocie przekroczyła 300 tys. kontraktów i osiągnęła najwyższe w historii wartości, co odpowiada ponad 300 tonom złota. Jest to zdublowanie długich pozycji w porównaniu do początku 2023 roku. Może to być również powiązane z zakazem handlu kryptowalutami oraz ogólnym trendem szukania bezpiecznych przystani przed niepewnością związaną z wciąż wysoką inflacją, sytuacją geopolityczną na Bliskim Wschodzie, napięciem stosunków między USA oraz Chinami czy zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w USA.

Jakie jest ryzyko dla złota?

Z pewnością ryzykiem dla ceny złota jest kompletna deeskalacja sytuacji geopolitycznej na świecie, co zmniejszyłoby popyt na bezpieczne aktywa. Z drugiej strony rynki akcji pozostają bardzo mocno wykupione, dlatego ryzyko na rynku pozostaje bardzo wysokie. Drugim czynnikiem, który zagraża złotu oraz innym kruszcom jest potencjalny powrót wysokiej inflacji, który zmusiłby banki centralne do powrotu do podwyżek stóp procentowych. Oczywiście można stwierdzić, że złoto po osiągnięciu historycznych szczytów wydaje się być przewartościowane, ale patrząc na kruszec w relacji cen innych aktywów takich jak miedź, ropa, S&P 500 czy względem wciąż ogromnych bilansów banków centralnych, wydaje się, że złoto wciąż może mieć przed sobą kolejne historyczne szczyty. Poziom 2500 dolarów za uncję nie wydaje się odległy, a coraz więcej instytucji finansowych przedstawia prognozy, w których 3000 dolarów wydaje się być scenariuszem bazowym jeszcze na 2024 rok. Oczywiście należy pamiętać, że ewentualna inwestycja w złoto powinna stanowić jedynie część całego portfela inwestycyjnego oraz sama inwestycja powinna być traktowana w kontekście długoterminowym. Patrząc na 5- czy 10-letnie okresy inwestycyjne w ostatnich 30 latach, mieliśmy bardzo mało sytuacji, w których zwrot z takiej inwestycji był ujemny.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Branża wynajmu długoterminowego aut w Polsce rośnie o 8,3% r/r

Co czwarty nowy samochód osobowy nabywany przez firmy w pierwszym kwartale 2024 znajdował się w wynajmie długoterminowym.

Rynek motoryzacyjny w Polsce kontynuuje odbudowę po okresie obniżonej sprzedaży spowodowanej pandemią, a następnie dostępnością nowych samochodów. W pierwszym kwartale 2024 roku ruch w polskich salonach był znacznie większy, niż w analogicznym czasie rok temu. Sprzedaż nowych aut osobowych urosła o prawie o 13%, ożywienie było widoczne w każdej grupie klientów oraz wszystkich dostępnych formach finansowania. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), w wynajmie długoterminowym znalazło się co czwarte nowe auto osobowe nabywane w tym czasie przez firmy, a sprzedaż w tej formie finansowania była wyższa o 9,6% niż w porównywalnym czasie rok temu. Dynamika wzrostu branży wynajmu długoterminowego samochodów (łączna flota) w Polsce osiągnęła w pierwszym kwartale poziom 8,3% r/r. Zgodnie z danymi PZWLP, wzrost odnotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie aut), na koniec marca wyniósł on 4,6% r/r.

Od początku stycznia do końca marca bieżącego roku z polskich salonów wyjechało łącznie blisko 139 tys. nowych aut osobowych, więcej o prawie 13% niż rok wcześniej. To najlepszy pod tym względem pierwszy kwartał od pięciu lat. Ostatni raz większą wartość odnotowano w pierwszym kwartale 2019 r., wówczas sprzedaż samochodów w naszym kraju była o ok. 1 tys. aut większa i wyniosła niecałe 140 tys. nowych samochodów osobowych. Powrót do normalności i stanu sprzed pandemii, kiedy rozpoczęły się trudności gospodarcze, wpływające silnie także na rynek motoryzacyjny, jest coraz bardziej widoczny.

Nie jest zaskoczeniem, że za większość sprzedaży nowych aut w pierwszym kwartale 2024 r. odpowiadały przede wszystkim firmy, które nabyły 67,7% wszystkich sprzedanych samochodów. Zjawiskiem rzadko spotykanym na polskim rynku był natomiast znacznie większy niż w przypadku firm wzrost sprzedaży do klientów indywidualnych. O ile firmy nabyły o 8,1% więcej nowych aut aniżeli w porównywalnym czasie rok temu, wzrost sprzedaży do klientów indywidualnych osiągnął imponującą wartość prawie 24% r/r.

Co czwarte nowe auto osobowe nabywane przez firmy i przedsiębiorców w Polsce w wynajmie długoterminowym

W pierwszym kwartale bieżącego roku firmy zakupiły łącznie blisko 94 tys. nowych samochodów osobowych, o 8,1% więcej niż w analogicznym czasie zeszłego roku. Wzrost sprzedaży został odnotowany we wszystkich formach finansowania, jednakże największy wystąpił w przypadku wynajmu długoterminowego aut i wyniósł 9,6% r/r. W pozostałych rodzajach finansowania, a więc w kredycie, klasycznym leasingu oraz zakupie ze środków własnych liczonych razem, firmy i przedsiębiorcy nabyli o 7,6% więcej osobówek niż rok temu.Dynamika sprzedaży aut do firm w Polsce - I kw. 2024

Branża wynajmu długoterminowego nabyła na potrzeby oferowanych usług 22,8 tys. nowych aut osobowych, co oznacza, że jej udział w całkowitej sprzedaży do firm w pierwszym kwartale 2024 r. wyniósł 24,3% i nieznacznie (o 0,3 p.p.) zwiększył się w porównaniu z pierwszym kwartałem zeszłego roku.Udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży aut do firm - I kw. 2024Poziom sprzedaży w wynajmie długoterminowym aut w latach 2020-24

Wynajem długoterminowy niezmiennie utrzymuje dobrą dynamikę wzrostu

Dane PZWLP po pierwszym kwartale 2024 roku potwierdzają, że branża wynajmu długoterminowego w Polsce, pomimo niesprzyjających czynników makroekonomicznych np. obniżonego tempa wzrostu gospodarczego, czy wysokich kosztów prowadzenia działalności biznesowej, zachowuje dobrą dynamikę rozwoju. Pod względem najważniejszego dla branży wskaźnika, a więc łącznej floty pojazdów znajdującej się w usłudze Full Serwis Leasing, wynajem długoterminowy odnotował po pierwszym kwartale wzrost na poziomie 8,3% r/r.Dynamika wzrostu wynajmu długoterminowego w latach 2022-24

Niezależnie od sytuacji na rynku motoryzacyjnym, czy czynników makroekonomicznych, rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce nieprzerwanie rośnie, a dynamika tego wzrostu utrzymuje się na dobrym poziomie, oscylującym w ostatnim czasie w okolicach 8 – 9 procent – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Obecnie co czwarte nowe auto osobowe jest finansowane przez firmy i przedsiębiorców w naszym kraju właśnie w ten sposób. Polski rynek jest jednak wciąż bardzo daleki od nasycenia wynajmem długoterminowym, w niektórych krajach Europy Zachodniej w wynajmie długoterminowym znajduje się bowiem nawet 70 – 80 procent wszystkich aut użytkowanych przez firmy. W Polsce wynajem długoterminowy każdego roku zyskuje coraz większą liczbę zwolenników, nie tylko wśród dużych korporacji, ale coraz częściej również wśród mikro i małych przedsiębiorców. W odróżnieniu od konkurencyjnych form finansowania, w przypadku wynajmu długoterminowego w większości przypadków nie jest wymagana żadna opłata wstępna, a w stałej miesięcznej racie zawarte są już wszystkie koszty związane z samochodem – od finansowania pojazdu, przez serwis i naprawy, na ubezpieczeniu i oponach kończąc. Przedsiębiorca korzystający z wynajmu zyskuje dzięki temu nie tylko duży komfort, ale i stabilność kosztów związanych z samochodem, co ułatwia planowanie i jest nie do przecenienia w trudniejszych czasach gospodarczych.

Na koniec marca 2024 r. łączna flota aut w wynajmie długoterminowym firm skupionych w PZWLP wyniosła 264,5 tys. samochodów. Wśród najpopularniejszych modeli znalazły się Skoda Octavia, Toyota Corolla, Volkswagen Golf i Hyundai i30.

Transformacja napędów w wynajmie długoterminowym coraz bardziej wyraźna – najszybciej rośnie udział hybryd i samochodów elektrycznych

Szybka transformacja napędów stosowanych w samochodach jest doskonale widoczna na przykładzie wynajmu długoterminowego w Polsce. Zgodnie z danymi PZWLP, na koniec pierwszego kwartału nadal dynamicznie spadał udział aut z silnikami dieslowskimi, które reprezentowały już tylko 1/3 (33%) wszystkich pojazdów, a ich odsetek zmniejszył się w ciągu roku o 4,6 p.p. Auta wyposażone w silniki benzynowe stanowiły natomiast 54,3% i zwiększyły swój udział w łącznym parku aut o 0,8 p.p. Zdecydowanie najszybciej rośnie natomiast udział samochodów z napędami ekologicznymi, rozumianymi jako wszelkiego typu hybrydy oraz auta w pełni elektryczne (BEV) – na koniec pierwszego kwartału pojazdy tego typu stanowiły już 12,7% ogółu, a ich odsetek zwiększył się w ciągu roku aż o 3,8 p.p. Dodatkowo, coraz bardziej liczne stają się samochody w pełni elektryczne (BEV), które stanowiły 2,6% łącznego parku pojazdów w wynajmie długoterminowym. Udział „elektryków” powiększył się w ciągu roku o 1,2 p.p., czyli de facto uległ niemalże podwojeniu.Napędy w wynajmie długoterminowym - I kw. 2024

Transformacja napędów rozgrywa się na naszych oczach i w przypadku wynajmu długoterminowego bardzo szybko postępuje – mówi Piotr Wróbel, Członek Zarządu PZWLP.

Pozytywnym zjawiskiem jest najszybszy wzrost udziału aut z ekologicznymi jednostkami napędowymi, w tym aut w pełni elektrycznych. Jeszcze niedawno elektryki stanowiły w wynajmie długoterminowym w zasadzie marginalną część, obecnie ich liczba nadal nie jest wielka, ale zmianę tę można już określić jako jakościową, samochody elektryczne stanowią już dobrze widoczną część ogółu pojazdów. Wynajem długoterminowy jest obecnie najlepszym sposobem na sfinansowanie przez firmę czy przedsiębiorcę auta elektrycznego, gdyż pozwala na zniwelowanie większości wciąż istniejących obaw związanych z użytkowaniem tego typu pojazdów. W wynajmie długoterminowym klient zyskuje bowiem możliwość wygodnego korzystania z publicznej infrastruktury ładowania i rozliczania transakcji tego typu, nie musi martwić się o wartość auta przy jego odsprzedaży, ma zapewnioną stałą opiekę serwisową samochodu i ponadto może skorzystać z rozwiązań zapewniających ładowanie pojazdów w swojej siedzibie czy też w domach pracowników. Szybki wzrost liczby aut elektrycznych w wynajmie długoterminowym będzie w naszej ocenie stałym trendem w najbliższym czasie.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2024 roku była nieznacznie (o 0,8% i 1 g/km) wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 133,2 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 142,9 g/km i była wyższa o 22% i 25,8 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023. Relatywnie duży wzrost średniej emisji dwutlenku węgla w przypadku aut dostawczych jest wynikiem bardzo niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego, kiedy branża wynajmu długoterminowego w Polsce jednorazowo dostarczyła dużą liczbę w pełni elektrycznych samochodów dostawczych w ramach realizowanych kontraktów.Emisja CO2 nowych aut w wynajmie długoterminowym - I kw. 2024

Branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) z 4,6% wzrostem na koniec marca

Jak wynika z danych PZWLP, wzrost w pierwszym kwartale 2024 roku został odnotowany także przez branżę Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) w Polsce. Dynamika rozwoju w tym przypadku wyniosła 4,6% r/r.Dynamika wzrostu Rent a Car w latach 2022-24

Po okresie rosnącej dynamiki wzrostu w drugiej połowie ubiegłego roku, branża Rent a Car notuje na koniec pierwszego kwartału 2024 ponownie niższą dynamikę rozwoju – mówi Tomasz Kapelko, Członek Zarządu PZWLP. – Wzrost na poziomie 4,6 procent rok do roku nie jest duży, ale nie jest też powodem do niepokoju i nie oceniamy go negatywnie. Niestety, wciąż swoje piętno na branży Rent a Car w Polsce odciskają czynniki makroekonomiczne, które mają decydujący wpływ na popyt na usługi wypożyczalni samochodów. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z chwilową korektą dynamiki wzrostu branży, ale na ostateczne oceny musimy poczekać przynajmniej do momentu aż poznamy dane za pierwsze półrocze.   

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2024 roku prawie 20 tys. aut.

 * – bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Grupa PMPG Polskie Media osiągnęła 47,2 mln PLN przychodów ze sprzedaży w 2023 r.

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za 2023 rok. Grupa wygenerowała 47,2 mln PLN przychodów ze sprzedaży,
a EBITDA oraz zysk netto osiągnęły wartość kolejno 2,6 i 2,4 mln PLN. Zarząd grupy pod koniec zeszłego roku podjął decyzję o utworzeniu odpisu na udziały i pożyczki w spółce zależnej B8 International z siedzibą w Szwajcarii, co ma być pierwszym krokiem w porządkowaniu struktury Grupy. Chce ona zakończyć prowadzenie działalności w obszarach nie będących zgodnymi z nową strategią, która ma zostać opublikowana do końca I półrocza br.

– Aktualnie intensywnie pracujemy nad finalizacją strategii rozwoju, której szczegóły zamierzamy przedstawić do końca czerwca tego roku. Niemniej jednak, już teraz podejmujemy konkretne kroki mające na celu oczyszczenie struktury Grupy oraz zakończenie działalności w obszarach, które nie wspierają naszej długoterminowej wizji. Z tego powodu w grudniu 2023 roku utworzyliśmy odpisy na udziały i pożyczki w spółce B8 International na kwotę blisko 4 mln PLN. Jest to krok, który pozwoli nam się skoncentrować na kluczowych obszarach działalności Grupy i zapewnić jej stabilność oraz spójność – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes zarządu PMPG Polskie Media.

W ubiegłym miesiącu Grupa poinformowała o zakończeniu przeglądu opcji strategicznych, którego efektem będzie publikacja nowej strategii. Ma ona zakładać dalszą transformację Grupy i skupienie się na budowaniu zdywersyfikowanego portfolio dóbr cyfrowych, wytwarzanych w oparciu o jej własne zasoby jak i nabywane poprzez inwestycje, w tym także na zasadzie transakcji media for equity. PMPG Polskie Media chce także skupić się na mocniejszym rozwoju Orlego Pióra oraz AWR Wprost, co ma zostać zrealizowane przy pomocy zewnętrznych inwestorów.

Widzimy wiele możliwości na dalszy rozwój Grupy. Chcemy poszerzać grupę docelową naszych dwóch wiodących serwisów – dorzeczy.pl oraz wprost.pl, m.in. poprzez uruchamianie nowych formatów. Zauważamy także duży potencjał w związku z inwestycjami typu media for equity, które będą uzupełnieniem naszej obecnej działalności inwestycyjnej – dodaje Katarzyna Gintrowska.

PMPG Polskie Media historycznie ma już na swoim koncie udane tego typu przedsięwzięcia. Przykładem jest RedDeer.Games – jeden z czołowych wydawców gier indie, który regularnie pojawia się na czele rankingów sprzedaży, a jego wartość stale wzrasta. Spółka obecnie kładzie duży nacisk na prace nad swoim największym projektem „Zły – The Evil One”, który ma być jej pierwszą produkcją typu AA, a przychody uzyskane z tego tytułu mają pozwolić studiu znacząco przeskalować swoją działalność. PMPG posiada pakiet około 20% udziałów w tej inwestycji.

FABRITY skupiło 192,5 tys. akcji własnych, wypłaci dywidendę

W skupie akcji własnych o charakterze dywidendowym, przy wysokiej redukcji zapisów (ponad 90%), spółka Fabrity Holding nabyła 192,5 tys. akcji, które reprezentują 7,83% kapitału zakładowego. Transakcji miała wartość 7,7 mln zł, a spółka zamierza dodatkowo wypłacić akcjonariuszom około 7 mln zł w formie tradycyjnej dywidendy.  

Cieszymy się z dużego zainteresowania ofertą, które pokazuje, że zadziałała formuła skupu o charakterze dywidendowym, równo traktująca wszystkich akcjonariuszy na jasnych zasadach. Tym samym zrealizowaliśmy uchwałę Walnego Zgromadzenia ze stycznia br., która była elementem dystrybucji zysków do akcjonariuszy. Oprócz przeprowadzonego skupu akcji zamierzamy wypłacić jeszcze dywidendę, aby łącznie do akcjonariuszy trafiło w tym roku zapowiedziane wcześniej około 15 mln zł. Uchwałę w sprawie finalnej kwoty dywidendy i terminu jej wypłaty podejmie najbliższe Walne Zgromadzenie komentuje Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Spodziewana łączna wypłata 15 mln zł za rok 2023 to w przeliczeniu około 6 zł na akcję. Z kolei za lata 2021-2022 trafiło do akcjonariuszy tytułem dywidendy łącznie 12,4 zł na akcję. Jest to efektem skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki Oktawave w czerwcu 2022. Tegoroczna dystrybucja środków do akcjonariuszy jest związana m.in. z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu zeszłego roku. Poza dynamicznie rosnącym software housem Fabrity (spółka zależna), w portfolio notowanej na GPW Fabrity Holding pozostaje też PerfectBot – czatbot nowej generacji, który komercjalizuje produkt oparty na rozwiązaniach sztucznej inteligencji (GPT). Poza tym, w lutym br. Grupa Fabrity Holding przejęła pakiet kontrolny w poznańskiej spółce Panda Group, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce.

Rozliczony 25 kwietnia br. skup 192,5 tys. akcji własnych Fabrity Holding jest efektem zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji, jakie spółka wystosowała do akcjonariuszy 11 kwietnia br. Akcjonariusze mogli odpowiedzieć na zaproszenie spółki w dniach 15-22 kwietnia br. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu i rozliczeniu skupu akcji własnych było Biuro Maklerskie PKO BP.

Kompap z 4,2 mln zł zysku netto i planem dywidendy za 2023 r.

Giełdowa grupa Kompap, należąca do wiodących podmiotów w branży poligraficznej w Polsce, w 2023 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 118,48 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 6% r/r. Grupa wypracowała też blisko 12,83 mln zł EBITDA oraz 4,2 mln zł zysku netto, którym chciałaby się podzielić z akcjonariuszami. Zarząd Kompapu zarekomendował bowiem wypłatę dywidendy w wysokości 1,05 zł za akcję. W 2024 r. grupa zakłada dalszy rozwój organiczny, ale niewykluczone są także akwizycje. Sprzyjać tym planom może sprzedaż nieruchomości w centrum Olsztyna.

„W minionym roku nasza grupa znowu zwiększyła sprzedaż, co nas cieszy, chociaż nie było to łatwe zważywszy sytuację rynkową oraz wyzwania, z którymi mierzy się nasza partnerska branża wydawnicza. Jednocześnie wyniki grupy Kompap były pod wpływem słabnącej wobec funta i euro złotówki, co obniżyło rentowność naszej sprzedaży eksportowej. Na zagraniczne rynki sprzedajemy bowiem książki w obcej walucie, a za surowce płacimy w krajowej. Musieliśmy też zmierzyć się z rosnącymi kosztami wynagrodzeń, energii i ogrzewania. Mimo to wypracowaliśmy zysk netto i EBITDA na solidnym poziomie. Porównując wyniki rok do roku warto też pamiętać, że w 2022 r. wynik netto został jednorazowo zwiększony przez 1,2 mln zł zysku na okazjonalnym nabyciu Komunikacji Masowej. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami spółka ta radzi sobie bardzo dobrze, i sprzedażowo, i wynikowo, tworząc ważny obszar naszego biznesu obok mocnych fundamentów w segmencie druku dziełowego – mówi Waldemar Lipka, prezes Kompapu.

W 2023 r. Kompap z myślą o zwiększaniu sprzedaży zainwestował w nowoczesne wyposażenie swoich drukarni. Wśród tych inwestycji był zakup ośmiokolorowej maszyny drukującej Komori, sprowadzonej z Japonii, za którą zapłacono ok. 10 mln zł. Od jesieni obsługuje ona zamówienia OZGraf. Inną ważną inwestycją było zakupienie za ponad 4 mln zł nowej wydajnej maszyny drukującej na potrzeby Komunikacji Masowej. W tym roku Kompap kupił też nową wielofunkcyjną maszynę do drukarni w Białymstoku w wartości 5 mln zł.

– Cały czas unowocześniamy nasze drukarnie, żeby móc drukować szybciej, wydajniej i w coraz lepszej jakości. Kupujemy też urządzenia pozwalające optymalizować koszty produkcji, a nawet zwiększać przychody. Jednym z nowych nabytków jest np. urządzenie do cięcia papieru, co pozwala nam obniżać koszty. Zamówiliśmy też nową maszynę do kolorowania brzegów książek w odpowiedzi na oczekiwania rynku. Inwestycje pozwalają nam skrócić czas realizacji zleceń i przygotowywać mniejsze nakłady w dobrej cenie. Takie są też preferencje wydawców, którzy wolą zlecić mniejszy nakład, a potem kilka dodruków niż zaryzykować jednorazowy duży nakład, który się nie sprzeda. My dostosowujemy się do tych realiów i dzięki temu możemy być bardziej konkurencyjni – wyjaśnia prezes Kompapu.

Wypracowany w ten sposób zysk za 2023 r. spółka chciałaby przeznaczyć m.in. na wypłatę dywidendy. Zarząd Kompapu zarekomendował, aby wyniosła ona 1,05 zł na akcję. Łączna kwota do podziału między akcjonariuszy wyniosłaby zatem  4,91 mln zł i zostałaby pokryta z bieżącego zysku netto oraz zysków wypracowanych wcześniej. Ten plan musi zostać jeszcze zatwierdzony przez walne zgromadzenie akcjonariuszy.

– Mamy ambicję bycia spółką dywidendową, a dodatkowo chcemy, aby wypłata dla akcjonariuszy systematycznie rosła. Nasza grupa się rozwija i notuje dobre wyniki, dzięki czemu po raz kolejny możemy się wywiązać się z tych deklaracji. Wpływ na rekomendację zarządu odnośnie do dywidendy miało także ważne wydarzenie sprzed kilku tygodni. Otrzymaliśmy bowiem decyzję ustalającą warunki zabudowy na działce w centrum Olsztyna, gdzie znajduje się obecnie nasza drukarnia – OZGraf. Już od pewnego czasu planowaliśmy wyprowadzkę zakładu z centrum miasta, by móc optymalniej zarządzić  naszym majątkiem – mówi Waldemar Lipka.

Przy ul. Towarowej w Olsztynie, gdzie dziś jest OZGraf, w przyszłości będą mogły powstać wielorodzinne budynki mieszkalne. Kompap czeka obecnie na uprawomocnienie się decyzji o warunkach zabudowy. Potem zarząd będzie dążył do sprzedaży tej nieruchomości, tak by wpływy mogły być przeznaczone zarówno dalszy rozwój grupy, jak i na wypłatę nowej dywidendy. Zarząd bowiem rozważa podzielenie się zyskiem ze sprzedaży tej nieruchomości z akcjonariuszami. Drukarnia miałaby zaś nadal działać w Olsztynie, ale w nowej, bardziej dogodnej dla tego typu zakładu produkcyjnego lokalizacji.

XTPL osiąga rekordowe przychody w 2023 roku i stawia ambitne cele na przyszłość

XTPL wygenerował w 2023 roku 15,5 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,4 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. To najwyższy wynik w historii rozwoju Spółki i wzrost w ujęciu rok do roku o odpowiednio 21% oraz 34%. Do wyniku mocno kontrybuował również rekordowy IV kwartał w którym XTPL zrealizował 4,6 mln zł przychodów, w tym 4,2 mln zł ze sprzedaży komercyjnej, notując dynamikę wzrostu na poziomie odpowiednio 8% oraz 25% r/r. Osiągnięta sprzedaż to wynik rozwoju wszystkich trzech linii biznesowych Spółki, w tym wysoka ilość zamówień urządzeń Delta Printing System oraz kolejne istotne postępy w procesach wdrażania technologii XTPL na przemysłowe linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki. Realizując przyjętą w 2023 roku Strategię na lata 2023-2026, XTPL zwiększa inwestycje w skalowanie firmy, w tym wzrost zdolności produkcyjnych, rozbudowę zespołu oraz działania nakierowane na zwiększenie sprzedaży w kolejnych okresach. Celem XTPL jest osiągnięcie 100 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku.

– Za nami rekordowy rok i kwartał pod względem sprzedaży komercyjnej w wyniku rozwoju wszystkich trzech linii biznesowych. Wzmożony popyt na nasze rozwiązania, w połączeniu z wysokim poziomem zaawansowania rozwijanych projektów nakierowanych na wdrożenie przemysłowe technologii XTPL, stanowił ważny punkt w rozwoju naszej Spółki. Zdecydowaliśmy, że chcemy istotnie przyspieszyć dalszy wzrost i wykorzystać sprzyjający moment do przeskalowania naszej firmy – zarówno organizacyjnie, jak i sprzedażowo. Przeprowadziliśmy z sukcesem w lipcu ubiegłego roku ofertę publiczną z której pozyskane środki w wysokości ponad 34 mln zł netto zabezpieczają pierwszy etap naszych planów inwestycyjnych, stanowiący ważny element przyjętej Strategii XTPL na lata 2023-2026. Celujemy ambitnie i chcemy 10-krotnie zwiększyć nasze przychody komercyjne z 10 mln zł zanotowanych w 2022 roku do 100 mln zł do końca 2026 roku – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– Zgodnie z tym horyzontem rozpoczęliśmy już kluczowe inwestycje m.in. we wzrost zdolności produkcyjnych, rozbudowę zespołu oraz działania nakierowane na sprzedaż, w tym zatrudnienie Dyrektora Sprzedaży na Amerykę Płn. i plan otwarcia w drugim półroczu 2024 centrum sprzedażowo-demonstracyjnego w Bostonie. Jesteśmy gotowi mocniej zaistnieć na tym kluczowym dla branży technologii addytywnych rynku. XTPL jeszcze kilka lat temu był małym startupem o profilu R&D, obecnie jesteśmy dojrzałą firmą skutecznie i globalnie komercjalizującą swoją technologię, z zamiarem istotnego przeskalowania biznesu w horyzoncie do końca 2026 roku. W ciągu ostatnich 12 miesięcy zwiększyliśmy dwukrotnie zatrudnienie i na przyszły sukces XTPL, w ułożonej oraz dopasowanej do strategicznych planów strukturze, pracuje obecnie ponad 90 wysokiej klasy ekspertów. Wierzę, że przełoży się to na końcowy sukces, w tym pierwsze wdrożenie technologii XTPL z międzynarodowym producentem zaawansowanej elektroniki – dodaje Filip Granek.

W 2024 roku XTPL wygenerował 15,5 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,4 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, co stanowi wzrost o odpowiednio 21% oraz 34% w ujęciu rok do roku. Pozostałą wartość stanowią dotacje, co oznacza rekordowy poziom 87% przychodów ze sprzedaży komercyjnej. EBITDA w 2023 roku wyniosła -3,0 mln zł, co jest zgodne z założeniami Strategii i wdrażanym planem inwestycyjnym nakierowanym na skalowanie biznesu XTPL. Poziom środków pieniężnych, który na koniec 31.12.2023 roku wyniósł 27,3 mln zł, w pełni zabezpiecza pierwszy etap tych inwestycji. Przepływy pieniężne netto w 2023 roku wyniosły 21,2 mln zł do czego w głównym stopniu kontrybuowało zaksięgowanie środków pozyskanych z zakończonej w lipcu ubiegłego roku oferty publicznej w kwocie 34,6 mln zł netto.

– To był kolejny z rzędu bardzo dobry okres 12 miesięcy. W pełni wykorzystaliśmy aktualne na ubiegły rok moce produkcyjne w linii urządzeń Delta Printing System i zrealizowaliśmy łącznie 13 dostaw tych demonstratorów technologii XTPL do klientów przemysłowych oraz środowisk naukowych. Istotne postępy miały miejsce także w zakresie rozwijanych przez nas projektów nakierowanych na wdrożenia przemysłowe. W połowie ubiegłego roku przeszliśmy do kluczowego, czwartego etapu tego procesu, czyli budowy prototypu przemysłowego urządzenia z naszym modułem w jego centrum z dwoma klientami. Notowanym na Nasdaq 100 jednym z największych na świecie wytwórcą maszyn przemysłowych dla producentów elektroniki nowej generacji oraz z HB Technology z Korei Płd., producentem przyrządów do testowania i naprawy urządzeń dla m.in. Samsung Display Corporation czy Beijing BOE Display Technology. W ostatnich tygodniach nasz koreański partner zamówił kolejny moduł do wdrożeń przemysłowych, dzięki czemu wkrótce prototyp urządzenia przemysłowego będzie testowany zarówno u klienta końcowego, jak i u HB Technology. Z kolei w ostatnich dniach poszerzyliśmy grono partnerów przemysłowych o wiodącego producenta maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin, do którego dostarczymy moduł do wdrożeń przemysłowych w najbliższych miesiącach – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

– Decyzja o skalowaniu biznesu obciąża w okresie wzmożonych inwestycji nasz cash flow, natomiast patrzymy na nasz cel w horyzoncie Strategii i skupiamy się na budowie istotnie większego potencjału pod możliwe do wygenerowania wyniki w kolejnych latach, również po 2026 roku. Rozbudowa zespołu, nowe systemy do zarządzania projektami, rosnąca aktywność na globalnych konferencjach branżowych, kolejni dystrybutorzy czy zwiększenie mocy wytwórczych w obrębie wszystkich linii biznesowych, są niezbędne do realizacji tego planu. Warto podkreślić, że inwestycje wdrażamy zgodnie z budżetem i Strategią, a wraz z przekładaniem się tych działań na efekty w postaci nowych zamówień, będzie to wspierać naszą pozycję gotówkową. Duża część z istotnych inwestycji została już przeprowadzona w ostatnich trzech kwartałach, dlatego spodziewamy się niższego poziomu wydatków w pozostałych okresach 2024 roku – dodaje Jacek Olszański.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Spółka posiada 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii znajdujące się co najmniej na drugim etapie tego procesu, z czego najbardziej zaawansowane są 4 projekty obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Łączny potencjał tych 9 projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin, czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Strategia XTPL na lata 2023-2026 zakłada koncentrację na dwóch głównych obszarach działalności. Pierwszym jest rozwój biznesu i sprzedaży w celu realizacji przychodów komercyjnych na poziomie 100 mln zł do końca 2026 roku i osiągnięcie pierwszych wdrożeń technologii XTPL na przemysłową skalę. Ponadto planowane jest poszerzenie rozwijanych projektów o nowe branże w postaci telekomunikacji i biosensorów, a także dalsza rozbudowa międzynarodowej sieci dystrybutorów i utworzenie stacjonarnych centr sprzedażowych w kluczowych technologicznie destynacjach: USA, Tajwan, Korea Płd. Drugi obszar to rozwój operacyjny i całej organizacji celem istotnego zwiększenia zdolności produkcyjnych we wszystkich trzech liniach biznesowych oraz kontynuacja prac B+R nad istniejącym portfolio oraz przyszłymi produktami Spółki. W efekcie XTPL buduje silną i rozpoznawalną markę na globalnym rynku podmiotów specjalizujących się w technologii ultraprecyzyjnego druku dla branży elektronicznej.

Deficyt pracowników w produkcji i logistyce. Jakimi zarobkami kuszą pracodawcy?

Bezrobocie rejestrowane w Polsce spada, a pracodawcy wciąż narzekają na deficyty kadrowe. Problem dotyczy m.in. branży logistycznej i produkcyjnej, gdzie brakuje nie tylko fachowców o wąskich i specjalistycznych kwalifikacjach, ale też operatorów wózków widłowych i pracowników fizycznych. Agencja zatrudnienia Trenkwalder przeanalizowała, jak na przestrzeni roku zmieniły się wynagrodzenia na najbardziej popularnych stanowiskach fizycznych w tych branżach.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec marca 2024 r. wyniosła 5,3%, co oznacza spadek o 0,1 punktu procentowego w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W ubiegłym miesiącu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy 85,8 tys. wolnych etatów i miejsc aktywizacji zawodowej. Najwięcej (5,8%) ofert dotyczyło pracowników produkcji.

– W przypadku firm produkcyjnych największe deficyty występują wśród stanowisk mocno wyspecjalizowanych, jak elektromonterzy, mechanicy w działach utrzymania ruchu, automatycy, elektrycy, spawacze, ślusarze, operatorzy maszyn CNC. Brakuje także operatorów wózków widłowych oraz pracowników fizycznych wykonujących proste, powtarzalne czynności. W przypadku branży logistycznej od lat na podium są kierowcy ciężarówek.mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjny agencji zatrudnienia Trenkwalder.

ZAROBKI PRACOWNIKÓW FIZYCZNYCH W PRODUKCJI I LOGISTYCE

Jak zauważa ekspertka agencji Trenkwalder, wpływ na tę sytuację ma m.in. odpływ pracowników z Ukrainy, którzy wybierają dziś wyjazd dalej na zachód i jednocześnie brak ułatwień w zatrudnianiu pracowników z krajów Dalekiego Wschodu. Warunki inflacji i gospodarki w Polsce skłaniają również coraz więcej Polaków do wyjazdu zarobkowego za granicę, np. do Niemiec czy Holandii. Sytuacji w branży produkcyjnej i logistycznej nie poprawiły nawet podwyżki, którymi zostały na przestrzeni ostatniego roku objęte stanowiska fizyczne. Jak wynika z analizy porównawczej wynagrodzeń w pierwszym kwartale 2023 i 2024 roku, przeprowadzonej przez agencję zatrudnienia Trenkwalder na podstawie prowadzonych rekrutacji w wybranych województwach, średnie wynagrodzenie na stanowisku operatora wózka widłowego wzrosło o ok. 9,7%, na stanowisku pracownika logistyki – ok. 11,5%, a na stanowisku operatora produkcji –
ok. 10,5%.

– W pierwszym kwartale 2023 roku mediana wynagrodzeń dla operatora wózka widłowego wynosiła 4 600 złotych brutto, pracownika logistyki – 4 305 złotych brutto, a pracownika produkcyjnego – 4200 złotych brutto. Obecnie mediana dla tych stanowisk wynosi odpowiednio 5 047, 4 800 i 4 642 złotych bruttomówi Ewelina Glińska-Kołodziej. – W lipcu tego roku planowana jest kolejna podwyżka wynagrodzenia minimalnego do 4300 zł brutto, co może mieć wpływ na oczekiwania płacowe pracowników na tych stanowiskach. dodaje Glińska-Kołodziej.Wynagrodzenia pracowników fizycznych - województwa łącznie

Analiza przeprowadzona przez agencję Trenkwalder pokazuje, że operatorzy wózków widłowych mogą liczyć na najwyższe wynagrodzenie w województwie małopolskim (5 873 złotych brutto) oraz łódzkim (5400 złotych brutto), natomiast pracownicy logistyki w województwie mazowieckim (5 100 złotych brutto) i województwie łódzkim (5 000 złotych brutto). Łódzkie to również województwo z najwyższą medianą wynagrodzeń pracowników produkcyjnych – 4 750 złotych brutto.Wynagrodzenia - operator wózka widłowegoWynagrodzenia - pracownik logistykiWynagrodzenia - pracownik produkcyjny

RYNEK ZACZYNA WALCZYĆ O PRACOWNIKÓW FIZYCZNYCH

Sytuacja na rynku pracy sprawia, że pracodawcy coraz uważniej wsłuchują się w potrzeby pracowników fizycznych. A dla nich – jak zauważa Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjna agencji zatrudnienia Trenkwalder – najważniejszymi kryteriami przy wyborze miejsca zatrudnienia są oferowane wynagrodzenie, możliwe dodatki i premie, ale także godziny pracy. Kandydaci zdecydowanie wybierają pracę od poniedziałku do piątku niż pracę w weekendy czy w systemie równoważnym.

– Pracodawcy chcą dziś przyciągać pracowników fizycznych wynagrodzeniami uwzględniającymi pakiety dodatków za czas pracy. Dodatkowo pakiety benefitów dla pracowników fizycznych są coraz częściej takie same, jak dla pracowników biurowych. Widoczny jest też trend zatrudniania bezpośrednio na etat, co ma na celu silniejsze związanie pracownika z firmą.podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

Według ekspertów, aby sytuacja na polskim rynku pracy uległa widocznej poprawie, konieczne są zmiany legislacyjne zmierzające do rozszerzenia listy tzw. państw „uprzywilejowanych” (Ukraina, Białoruś, Gruzja, Mołdawia, Armenia) o uproszczonej procedurze zatrudniania lub stworzenie procedur, które pozwolą sprawnie, w sposób przewidywalny i legalny zatrudniać migrantów zarobkowych spoza Europy.

– Bardzo widoczny jest obecnie odpływ pracowników ukraińskich, co przy nisko utrzymującym się poziomie bezrobocia jeszcze bardziej wzmaga presję płacową czy wzrost rotacji. Nie zatrzymamy tego zjawiska, jeśli nie rozszerzymy listy obywateli z państw „uprzywilejowanych”, którzy mogą pracować w Polsce.mówi Wojciech Ratajczyk, Wiceprezes Polskiego Forum HR, Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder.  – Lista ta powinna być na pewno rozszerzona o te kraje azjatyckie, które już się sprawdziły, np. Filipiny, Indie, Bangladesz czy Pakistan. Dużo mówi się też w tym kontekście również o Ameryce Południowej i Afryce.

Problem braku rąk do pracy to temat znany od lat. Jednak obecnie, polscy przedsiębiorcy odczuwają dotkliwie skutki niedoborów kadrowych. Kurczenie się rynku pracy jest spowodowane m.in. wyzwaniami natury demograficznej. Według kalkulacji ZUS w latach 2023-2027 na emeryturę  będzie odchodzić rocznie około 300 tysięcy osób, ponieważ uprawnienia emerytalne uzyskają roczniki wyżu demograficznego.

Rynek mieszkaniowy w I kwartale 2024: stabilizacja cen, powrót podaży i spadek cen gruntów

W pierwszym kwartale roku sytuacja na rynku mieszkaniowym zaczęła się stabilizować. Podaż nadal się odbudowywała, a tempo wzrostu cen wyhamowało do poziomu 3% kw/kw. Skutki wygaszonego programu BK 2% widoczne były wciąż na rynku wtórnym, gdzie średnie stawki ofertowe podniosły się o 4% kw/kw. Wzrosty cen rozlały się także na mniejsze miejscowości. Z kolei grunty potaniały o blisko 3,5% kw/kw, czyli najmocniej od prawie sześciu lat. Jak w kolejnych miesiącach zachowa się rynek mieszkaniowy? W dużej mierze zadecyduje o tym zapowiadamy program #NaStart – wynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityki Insight.q1-2024tempo-wzrostu-cen-mieszkan-w-polsce

Wygaszenie programu BK 2% nie wstrząsnęło rynkiem mieszkaniowym. Zainteresowanie kredytami hipotecznymi i zakupem własnego M wyhamowały, ale nie wygenerowały silnych zawirowań. W dużej mierze to efekt wzrostu dochodów potencjalnych nabywców mieszkań. Dwucyfrowa podwyżka płacy minimalnej, zwiększenie wynagrodzeń w sektorze publicznym oraz wyższe świadczenia wychowawcze wpłynęły pozytywnie na zdolność kredytową gospodarstw domowych. Nie bez znaczenia była też malejąca w zaskakującym nawet dla analityków tempie inflacja.

W pierwszym kwartale 2024 roku znacząco osłabł wpływ anomalii w otoczeniu rynku nieruchomości. Zakończył się okres dynamicznego wzrostu poziomu inflacji oraz zmian w polityce pieniężnej i kredytowej. Koszty prowadzenia prac budowlanych przestały rosnąć. Przede wszystkim jednak zakończono rządowy program preferencyjnych kredytów, który w drugiej połowie 2023 roku rozgrzał do czerwoności sektor mieszkaniowy. Splot tych czynników sprawił, że pierwsze trzy miesiące roku upłynęły pod znakiem stabilizacji na rynku. To, jak długo potrwa, zależeć będzie m.in. od kształtu nowego programu #NaStart– podkreśla dr hab. Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Wiosenne odbicie podaży

O powrocie sektora mieszkaniowego na spokojniejsze tory świadczy stopniowe odbudowywanie się bazy dostępnych mieszkań na sprzedaż. W pierwszych trzech miesiącach roku liczba nowych ofert w serwisie Otodom wyniosła 159 tys. To najwięcej od II kwartału 2022 roku. Na 7 głównych rynkach do sprzedaży trafiło o 120% więcej lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Jednak bardziej znaczący wzrost podaży widoczny był na rynku wtórnym.

A wśród nieruchomości z drugiej ręki najszybciej przybywało ofert mieszkań wybudowanych w latach 1990-2015 oraz tych oddanych do użytkowania niedawno. To sugeruje, że osoby które kupiły wcześniej lokale z myślą o wynajmie lub w celach spekulacyjnych, decydują się obecnie na ich sprzedaż. Motywacją mogą być zatrzymanie wzrostu stawek czynszów oraz niepewność związana z zapowiadanym kolejnym programem stymulującym popyt.

Boom cenowy dogonił rynek wtórny i mniejsze miejscowości

Na początku roku wzrost cen mieszkań spowolnił. Jednak potencjalni nabywcy nadal muszą się liczyć z wyższymi o średnio 3% stawkami ofertowymi niż kwartał wcześniej.  W podwyżkach wyraźnie przoduje rynek wtórny. Według danych Otodom Analytics w I kw. roku wyniosły one 4% kw/kw, podczas gdy w przypadku mieszkań od deweloperów było to średnio 2,5% kw/kw. Jak wskazują eksperci, właścicieli nieruchomości do podnoszenia oczekiwań cenowych zachęciły najprawdopodobniej silne podwyżki  na rynku deweloperskim w ubiegłym roku.

q1-2024ceny-ofertowe-mieszkan-w-podziale-na-typ-rynkuW latach 2021-2023 w całej Polsce deweloperzy oddawali średnio 140 tys. mieszkań rocznie. Można szacować że nawet połowa tych mieszkań została kupiona w celach inwestycyjnych. Wielu kupujących decyzję czy przeznaczy zakupione lokale na wynajem czy na sprzedaż, odkładało na moment odbioru mieszkania od dewelopera. Niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu oferta mieszkań deweloperskich, którą obserwowaliśmy w całym 2023 roku, skłoniła właścicieli oddanych niedawno do użytku mieszkań do wystawienia tych lokali na sprzedaż. W efekcie liczba mieszkań oferowanych na rynku wtórnym wyraźnie wzrosła, nie wywołując jednak żadnych obniżek czy choćby stabilizacji cen. Stało się tak ponieważ o ich wysokość decydowali pojedynczy właściciele, których oczekiwania ukształtowały rosnące pod wpływem BK 2% jeszcze niedawno ceny mieszkań  na rynku oferowanych przez firmy deweloperskie – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics.

Co ciekawe, bez względu na wielkość miejscowości tempo wzrostu średnich stawek ofertowych było podobne. Oscylowało wokół 3,5-3,8% kw/kw. Wyjątek stanowiły jedynie duże miasta, liczące 100-500 mieszkańców (+2%) To potwierdza, że ubiegłoroczne wzrosty cen obserwowane dotychczas w największych i najbardziej popularnych lokalizacjach, rozlały się obecnie na mniejsze rynki.q1-2024ceny-ofertowe-mieszkan-w-podziale-na-wielkosc-miejscowosci

Największy spadek cen ziemi od sześciu lat

W pierwszym kwartale roku odnotowano największy od II kw. 2018 roku spadek cen ziemi – o blisko 3% kw/kw.

W efekcie na początku roku nabywcom niezabudowanych gruntów przyszło zapłacić średnio 236 zł/mkw., podczas gdy kwartał wcześniej było to 244 zł/mkw. Z czego to wynika? Eksperci wskazują kilka przyczyn.

Przede wszystkim – niski popyt na ziemię ze strony deweloperów, zwłaszcza w małych i średnich miastach. Stosunkowo wolniejszy wzrost cen niż w metropoliach zniechęcał ich bowiem do nowych inwestycji. Z kolei inwestorów prywatnych do zakupów gruntów zdemotywowały wysokie koszty materiałów budowlanych oraz robocizny.  Do samodzielnej budowy domu nie zachęcił także program preferencyjnych kredytów –  według danych BGK mniej niż co dziesiąty beneficjent BK2% przeznaczył środki na ten cel.

Polskie firmy przyspieszają transformację cyfrową – kluczowe wnioski z raportu KPMG

Jedna trzecia firm w Polsce zamierza zwiększać wydatki na realizację transformacji cyfrowej w ciągu najbliższego roku, a 18% planuje zatrudniać nowych pracowników wspierających rozwój cyfryzacji organizacji. W trzeciej edycji badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft, wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wzrósł względem poprzedniego roku z 4,4 do 5,1 pkt w dziesięciostopniowej skali. Najwyższy wynik osiągnęła branża finansowa zdobywając 6,2 pkt. Z raportu wynika, że 28% organizacji korzysta już z narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję, a kolejne 30% planuje wdrożenie takich rozwiązań w ciągu najbliższego roku. Jednocześnie aż 65% przedsiębiorstw nie mierzy efektywności działania narzędzi opartych na AI.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu po raz pierwszy przekroczył 5 pkt

W tegorocznej, trzeciej już edycji badania po raz pierwszy można zauważyć optymistyczne zmiany dotyczące podejścia firm funkcjonujących na polskim rynku do transformacji cyfrowej. W 2024 roku wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wzrósł do 5,1, wobec 4,4 pkt w roku 2023. Najwyższy wynik uzyskał potencjał do transformacji (5,6 pkt), na drugim miejscu uplasowała się implementacja technologii (5,4 pkt), na trzecim cyberbezpieczeństwo i ryzyko (4,9 pkt), a zestawienie zamyka strategia cyfryzacji z wynikiem 4,3 pkt. Każdy z omawianych obszarów zanotował poprawę w stosunku do poprzedniego roku oraz do pierwszej edycji badania przeprowadzonej w 2022 roku.

Biorąc pod uwagę poszczególne sektory, najwyższy wskaźnik Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu osiągnął sektor finansowy (6,2 pkt – wzrost o 1,1 pkt względem 2023 roku). Na drugim miejscu, z niewielką stratą, znalazł się sektor technologiczny. Firmy z tej branży zdobyły 6 pkt. Podium, z wynikiem 5,6 pkt,  zamyka sektor motoryzacyjny. Z kolei najniższy wskaźnik – 4,2 pkt – osiągnęła branża budownictwa i nieruchomości.

Po dwóch latach od opublikowania pierwszej edycji „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” jesteśmy w punkcie, z którego powinniśmy startować. To równocześnie dobra i zła informacja. Dobra dlatego, że biznes zmierza we właściwym kierunku – polskie przedsiębiorstwa przekroczyły połowę dziesięciopunktowej skali, urósł odsetek organizacji posiadających lub zamierzających stworzyć formalny dokument strategii cyfrowej, coraz więcej firm planuje zwiększenie wydatków na transformację cyfrową i zatrudnienie nowych osób do wspierania tego obszaru. W polskim biznesie zaczyna się pojawiać na dobre sztuczna inteligencja, a zagadnienie cyberbezpieczeństwa funkcjonuje coraz bardziej w praktyce, a nie tylko w teorii. Sektor finansowy wysunął się zdecydowanie na prowadzenie, osiągając najwyższy wskaźnik „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu”. Branża finansowa może pochwalić się między innymi znakomitymi wynikami w obszarze cyberbezpieczeństwa, poziomu inwestycji w transformację cyfrową oraz zaangażowaniem w rozwijanie kompetencji pracowników. Z drugiej strony jesteśmy jednak na początku drogi i wciąż mocno odstajemy od liderów w Europie i na świecie – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Consultingu, Lider ESG w KPMG w Polsce.

33% polskich firm planuje zwiększyć wydatki przeznaczone na realizację transformacji cyfrowej

W porównaniu z poprzednią edycją badania, w tym roku zdecydowanie zwiększył się odsetek firm deklarujących wzrost wydatków na realizację cyfrowej transformacji. Obecnie 33% firm w Polsce chce zwiększyć finansowanie transformacji cyfrowej – co oznacza wzrost aż o 19 punktów procentowych względem 2023 roku, kiedy firm ograniczyły inwestycje w tym obszarze z uwagi na wyzwania gospodarcze. Wśród organizacji, które planują zwiększyć finansowanie cyfrowej transformacji, aż 11% planuje je podnieść w dużym stopniu. Lepsze niż w zeszłym roku są również plany przedsiębiorstw związane z zatrudnianiem pracowników oddelegowanych do realizacji transformacji cyfrowej. 18% organizacji chce zwiększyć liczbę etatów, wobec zaledwie 7% w 2023 roku.

W tegorocznej edycji badania o 6 punktów procentowych zwiększył się odsetek firm posiadających formalny dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej – wynosi on 27%, kolejne 20% badanych organizacji planuje przygotować strategię w ciągu najbliższego roku. Z badania KPMG wynika, że przedsiębiorstwa, które posiadają strategię cyfrowej transformacji, osiągnęły znacznie większy główny wskaźnik „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu”. Wyniósł on 6,1 pkt i był o 1,4 pkt wyższy niż średnia dla organizacji, które takiego dokumentu nie posiadają.

Wyniki tegorocznego badania jednoznacznie wskazują, że w kontekście posiadania formalnej strategii rozwoju cyfrowego mamy jeszcze wiele do zrobienia. Taki dokument ma 42% dużych firm, niespełna 27% średnich i tylko 13% małych organizacji. Bez wątpienia jesteśmy w momencie kluczowym i wyjątkowym dla rozwoju AI, a cyfrowy dług zmniejsza innowacyjność biznesu. To bardzo ważne, żeby każda firma w swojej strategii uwzględniała transformację cyfrową, ponieważ to właśnie ma kluczowy wpływ na przyszły wzrost oraz zwiększanie przychodów. Bardzo cieszy fakt, że na pozycji lidera pod względem istnienia formalnego dokumentu transformacji cyfrowej plasuje się sektor finansowy. W tym niezwykle dynamicznym środowisku biznesowym zwinność jest kluczowa. Właściwie wszystkie firmy, a szczególnie te organizacje, które reprezentują sektor regulowany, muszą być dzisiaj gotowe dostosowywać się do szybko zmieniających się warunków rynkowych – mówi Tomasz Dreslerski, Dyrektor Segmentu Enterprise w polskim oddziale Microsoft. 

Z badania KPMG wynika, że polskie przedsiębiorstwa najczęściej sięgają po rozwiązania mobilne, które wdrożyło już 67% organizacji, a kolejne 36% firm planuje to zrobić w ciągu 12 miesięcy. W największym stopniu z rozwiązań mobilnych korzysta branża technologiczna. Na drugim miejscu uplasował się wspomagany komputerowo proces decyzyjny – 60% firm regularnie używa tej technologii. Podium zamyka automatyzacja i robotyzacja, z udziałem 48%.

Raportowanie ESG – najczęściej w arkuszu kalkulacyjnym

3% firm biorących udział w badaniu zadeklarowało, że nie używa narzędzi i technologii do raportowania ESG. Zdecydowana większość, bo aż 92% posługuje się arkuszami kalkulacyjnymi. 51% organizacji wykorzystuje systemy zarządzania danymi, a 36% narzędzia analityczne i wizualizacyjne. Na specjalistyczne oprogramowanie ESG zdecydowało się jak dotąd 22% przedsiębiorstw. 8% firm zadeklarowało, że wykorzystuje też inne narzędzia. Wśród odpowiedzi pojawiły się m.in. systemy ERP, systemy chmurowe oraz własne narzędzia tworzone wewnątrz organizacji. 10% ankietowanych twierdzi, że nie widzi żadnych korzyści płynących z wykorzystywania narzędzi i technologii do raportowania ESG. Najczęściej wymienianymi przez respondentów korzyściami były: poprawa jakości danych (62% odpowiedzi)zwiększenie efektywności raportowania (61%) oraz  zminimalizowanie ryzyka błędnych danych (58%).

71% firm w Polsce korzysta z chmury

Rozwiązania chmurowe wciąż zyskują na popularności. Szereg zalet powoduje, że coraz więcej firm decyduje się na migrację swoich aplikacji i danych do chmury – w obecnej edycji badania na takie rozwiązanie zdecydowało się już 71% przedsiębiorstw. Firmy najczęściej korzystają z  modelu usług chmurowych w formule Software as a Service (SaaS), czyli zestaw aplikacji, platform i infrastruktury udostępniony przez dostawcę – jego wdrożenie deklaruje 43% respondentów. Na drugim miejscu znalazła się chmura prywatna z własną mocą obliczeniową, którą wdrożyło 39% organizacji. Z badania KPMG wynika, że w perspektywie trzech lat przedsiębiorstwa będą korzystać głównie z chmury prywatnej (80% odpowiedzi).

Mimo że wiedza na temat usług chmurowych staje się powszechnie dostępna, respondenci wciąż wyrażają szereg obaw dotyczących korzystania z tego typu rozwiązań. Zaledwie 2% firm deklaruje, że nie dostrzega żadnych zagrożeń związanych z użytkowaniem chmury. Największe obawy firm budzi bezpieczeństwo informacji, na które wskazało 79% respondentów, co oznacza wzrost o 11 punktów procentowych w porównaniu z poprzednią edycją badania.

Sztuczna inteligencja w coraz większej liczbie firm

Dynamicznie rośnie znaczenie i popularność sztucznej inteligencji (AI) w polskich firmach. Wyniki tegorocznej edycji badania pokazują, że sztuczną inteligencję wdrożyła już ponad jedna czwarta organizacji – 28% respondentów potwierdziło, że ich przedsiębiorstwa korzystają z narzędzi opartych na tej technologii. Oznacza to wzrost o 13 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Spośród firm, które nie używają jeszcze tej technologii, 30% planuje jej wdrożenie w ciągu roku. Największe zaawansowanie w wykorzystaniu sztucznej inteligencji wykazują sektory motoryzacyjny (47%) oraz finansowy (40%). Warto zaznaczyć, że 65% firm korzystających z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji nie mierzy jej efektywności. Spośród organizacji, które dokonują pomiarów efektywności wdrożonych rozwiązań AI żadna firma nie oceniła ich jako nieskuteczne.

Najczęściej wybieranym przez firmy systemem informatycznym w tym roku okazał się ERP, czyli system do planowania zasobów przedsiębiorstw. Został on wdrożony przez 38% organizacji, kolejne 11% jest obecnie w fazie wprowadzania. Ubiegłoroczny zwycięzca – CRM, czyli system do zarządzania relacjami z klientami, w tym roku został wskazany przez ponad jedną trzecią respondentów, a 12% organizacji wdrażało go w czasie prowadzenia badania. Najrzadziej polskie firmy sięgają po ERM, system wspomagający zarządzanie relacjami w przedsiębiorstwie. Taką odpowiedź wybrało 22% ankietowanych. Miano najbardziej perspektywicznego systemu przypadło CRM – 20% firm planuje jego wdrożenie w ciągu kolejnego roku.

Chociaż rozwiązania chmurowe wciąż są przez wielu uważane za coś nowego w świecie technologii w biznesie, to zdecydowanie najgłośniejszym tematem, przyćmiewającym temat migracji do chmury pozostaje sztuczna inteligencja. Rozwój tej technologii jest niesamowicie dynamiczny, ale na szczęście polskie firmy widzą potrzebę inwestowania w AI. Wzrost zainteresowania sztuczną inteligencją, jako narzędziem biznesowym jest zauważalny, co podkreśla potrzebę wykorzystania tej technologii do poprawy operacyjnej i strategicznej efektywności przedsiębiorstw. Kluczem do sukcesu jest jednak świadomość, odpowiednie zarządzanie oraz monitorowanie skuteczności wdrażanych rozwiązań, co pozwoli firmom efektywnie przekształcić swoje operacje i wyprzedzić konkurencję w erze cyfrowejRadosław Kowalski, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Data Intelligence Solutions w KPMG w Polsce.

W ponad 7 na 10 firmach istnieją sformalizowane procedury dotyczące zarzadzania cyberbezpieczeństwem

72% ankietowanych deklaruje, że w ich firmach stworzono i wdrożono polityki oraz procedury w obszarze cyberbezpieczeństwa. Odsetek tych organizacji wzrósł w ciągu roku o 12 punktów procentowych. Najlepiej pod tym względem wypadają sektory finansowy i motoryzacyjny, gdzie formalne zarządzanie cyberbezpieczeństwem deklaruje 87% respondentów, oraz branża life sciences, z 86% takich odpowiedzi. Jednocześnie 57% respondentów uważa, że ich przedsiębiorstwo jest bardzo dobrze lub dobrze chronione przed cyberzagrożeniami. Kolejne 31% ankietowanych uważa, że ich firma jest bezpieczna w umiarkowanym stopniu.

Ponad jedna czwarta  respondentów zamierza w ciągu najbliższego roku znacznie zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo. Odsetek tych firm wzrósł dwukrotnie – w 2023 roku takie działania deklarowało 13% organizacji.

Bezrobocie znów spada

Patrząc na dane makroekonomiczne i czytając doniesienia z mediów, można się pogubić. W mediach coraz częściej słyszymy o masowych zwolnieniach, a stopa bezrobocia spada. Zwalnianie jest najwyraźniej bardziej medialne od zatrudniania. Lepsze dane z Niemiec i słabsze zza oceanu.

Lepsze dane zza Odry

Wczoraj poznaliśmy dane z indeksu Ifo. Wynik 89,4 pkt to najlepszy wynik od maja zeszłego roku i lepszy od oczekiwań rezultat o 0,5 pkt. Wydawać by się mogło, że dla tych danych 0,5 pkt to nie jest duża różnica. Inwestorzy od dłuższego czasu czekali jednak na sygnał do odbicia na głównej parze walutowej. Widać było, że część z nich znalazła go po danych z Niemiec. Było widać poranne odbicie na głównej parze walutowej. Pod koniec dnia zostało ono tylko dodatkowo wzmocnione przez dane zza oceanu.

Bezrobocie w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wartość stopy bezrobocia w naszym kraju. Wynosi ona 5,3% i jest dokładnie zgodna z oczekiwaniami. Tłumaczy to, dlaczego pomimo spadku nie było widać dużej reakcji na rynkach. Warto zwrócić uwagę na fakt, że jesteśmy pod kątem bezrobocia w lepszej sytuacji niż rok temu. Już piąty miesiąc z rzędu jesteśmy ze stopą bezrobocia o 0,1% poniżej poziomów z zeszłego roku, co jest bardzo dobrą wiadomością. Należy zwrócić uwagę, że w Polsce znacznie popularniejszą miarą bezrobocia jest liczenie stopy bezrobocia jako liczby osób zarejestrowanych jako bezrobotne względem ogółu. Jest też metoda BAEL, która mierzy osoby aktywnie poszukujące pracy. Ta metoda daje korzystniejsze rezultaty, gdyż nie uwzględnia osób, które są na bezrobociu, ale nie szukają nowego zatrudnienia.

Zamówienia w USA

Środa zakończyła się ważnymi danymi z Ameryki Północnej. W USA zamówienia na dobra bez środków transportu rosły o 0,2% wobec oczekiwanych 0,3%, co było niemiłą niespodzianką. Z drugiej strony lepszy wynik uzyskały zamówienia na dobra trwałego użytku, które z kolei okazały się lepsze od oczekiwań. Trzeba jednak pamiętać, że te zamówienia w ostatnich czasach zachowywały się dużo słabiej, stąd może poziom procentowego wzrostu jest atrakcyjny, ale poziomy nadal nie są przesadnie wysokie. Do danych z USA warto dołożyć słabszy od oczekiwań odczyt sprzedaży detalicznej z Kanady. W rezultacie kapitał po południu dalej płynął z USA do Europy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Transakcje na polskim rynku VC w I kwartale 2024 r.

PFR Ventures i Inovo VC przygotowały raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC) w pierwszym kwartale 2024 roku. Z danych wynika, że w tym okresie 30 spółek pozyskało 173 mln PLN od 35 funduszy.

W pierwszym kwartale 2024 roku przez polski rynek VC przepłynęło 173 mln PLN. To łączna wartość kapitału, który polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w 30 transakcjach w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Porównując najgorszy i najlepszy pierwszy kwartał z lat 2019-2023, można mówić, że wartość inwestycji wzrosła o 56% lub spadła o 72%. Względem analogicznego okresu z 2023 roku jest to spadek o 61%.

Transakcje na polskim rynku VC w Q1 2024
Rysunek 1 Wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

Otwarcie roku to przede wszystkim istotny spadek samej liczby spółek, które pozyskały finansowanie. Jest to związane z zakończeniem horyzontu inwestycyjnego funduszy bazujących na środkach unijnych z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Fundusze te odpowiadały w ostatnich latach za zdecydowaną większość transakcji na naszym rynku.

– Mimo spadków, dostępność środków VC jest diametralnie lepsza niż przed 2019 rokiem. Zakładamy, że sytuacja poprawi się w drugiej połowie roku, po uruchomieniu nowych funduszy z programu FENG. Oznacza to, że także drugi kwartał będzie trudnym okresem dla spółek poszukujących finansowania. W ramach FENG planujemy zainwestowanie w około 40 zespołów VC, które zasilone zostaną ponad 3,1 mld PLN. Na tę kwotę składają się środki PFR Ventures oraz inwestorów prywatnych – komentuje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures.

– Warto zauważyć, że względem wcześniejszych lat, rynek jest w dobrej kondycji. Rośnie liczba nowych polskich przedsiębiorców rozpoczynających nowe projekty technologiczne i jesteśmy w środku rewolucji technologicznej prowadzonej przez AI. Dlatego jestem spokojny, że i w tym roku sięgniemy poziomów z lat 2020 i 2023, a łączna wartość finansowania VC w całym 2024 roku wyniesie ponad 2 mld PLN – wskazuje Karol Lasota, principal w Inovo VC.

Niska liczba transakcji nie wpłynęła istotnie na rodzaj transakcji dokonywanych przez fundusze. Wciąż ponad 80% z nich to rundy o charakterze zalążkowym. Odnotowaliśmy także 5 inwestycji na poziomie rund A i B. Znacząca zmiana nastąpiła w zakresie mediany transakcji, która w ostatnich 2 kwartałach wzrosła z 1 do 3 mln PLN. Jest to związane z wygaszeniem aktywności funduszy z portfela Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które mogły inwestować właśnie do 1 mln PLN.

4 z 30 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. Zapewniły one blisko 30% kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Większość transakcji przeprowadzona została przy istotnym udziale prywatnych polskich funduszy i aniołów biznesu. 36% kapitału dostarczyły fundusze międzynarodowe.

W gronie największych transakcji znalazły się rundy Saleor Commerce (32 mln PLN) oraz Vasa Therapeutics (24 mln PLN). Obie inwestycje miały charakter zalążkowy i sfinansowane zostały przy znaczącym udziale zagranicznego kapitału. Pięciu innym spółkom udało się pozyskać środki w przedziale od 10 do 20 mln PLN.

Pełen raport do pobrania tutaj: https://pfrventures.pl/2024Q1

Straty od 60 do nawet 100%. Dramatyczna sytuacja zachodniopomorskich winnic

Przymrozki mogą zagrozić istnieniu wielu zachodniopomorskich winnic. „Całkowite straty na plantacjach mogą sięgać nawet 60%”.

Stowarzyszenia zrzeszające winiarzy przyznają, że kwietniowe przymrozki mogły spowodować zniszczenie nawet 60% upraw. Informacje Północnej Izby Gospodarczej potwierdzają te statystyki. Duże winnice walczą poprzez ogrzewanie plantacji, te mniejsze, rodzinne, nie mające tak wielkich funduszy przyznają, że sytuacja jest dla nich dramatyczna.

– Enologia stała się dumą Pomorza Zachodniego. Musimy więc pomoc zachodniopomorskim winnicom, jeżeli okaże się, że mrozy okażą się dla ich plonów zabójcze. Obecnie sytuacja w wielu plantacjach winorośli, ale także np. w sadach, wygląda dramatycznie. Po najcieplejszym marcu w historii przyszedł kwiecień, który chyba jest najmroźniejszym kwietniem od lat – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Najbardziej martwimy się o małe, rodzinne winnice. Takich na Pomorzu Zachodnim jest najwięcej

Plantacje winnic od lat są dumą Pomorza Zachodniego. Województwo zachodniopomorskie, staje się poza województwem lubuskim najważniejszym miejscem w kraju, gdzie powstają nowe winnice i enologia staje się nie tylko biznesem, ale i kierunkiem akademickim czy nawet atrakcją turystyczną.

Obecna sytuacja meteorologiczna powoduje, że wiele upraw winorośli dosłownie walczy o przetrwanie. W Północnej Izbie Gospodarczej zrzeszonych jest obecnie kilka winnic. Sytuacja wymaga pilnego działania interwencyjnego.

– Sytuacja jest bardzo poważna. Całą Polskę obiegły zdjęcia jak plantatorzy walczą o to, by uratować winne gałązki. Obecna sytuacja pogodowa spowodowała, że przyszłość wielu plantacji stanęła pod znakiem zapytania. Z rozmów z winnicami z regionu wynika, że w niektórych przypadkach zagrożone są nawet całe uprawy. W ryzyko kwietniowej aury wpisane są przymrozki, ale wielu plantatorów przyznaje, że ich czujność została uśpiona przez rekordowo ciepły marzec, który czasami przynosił temperatury powyżej 25 stopni Celsjusza, a w kwietniu przez niemal tydzień, każda noc zbliżała się temperaturą do zera – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Zachodniopomorskie winnice to nie tylko wielkie plantacje, ale też bardzo często rodzinne uprawy, które z pasji stały się sposobem na życie i zarabianie pieniędzy. Martwimy się o nie, bo jeżeli tutaj dojdzie do straty powyżej 60% uprawy, to trudno spodziewać się, by taka plantacja przetrwała. Apelujemy do Ministerstwa Rolnictwa, a także do władz samorządowych, by przyjrzały się sytuacji winnic i sadowników. Być może uda się uruchomić środki, które pomogą tym firmom przetrwać. Obecnie możemy mieć tylko nadzieję na szybką zmianę pogody – mówi Hanna Mojsiuk.

Poza winnicami, wiosenne przymrozki poważnie skomplikowały funkcjonowanie w zachodniopomorskich sadach czy na gospodarstwach rolnych. Taka sytuacja powoduje, że groźba wzrostów cen owoców, warzyw, przetworów i naturalnego wina, staje się niestety realna.

Wegetacja roślin wystartowała miesiąc za wcześnie. To dlatego mrozy są zabójcze dla winorośli

Sadownicy i hodowcy winorośli zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że przeżywają teraz bardzo trudny czas.  Trwa walka o ratowanie dobytku i tegorocznych plonów.

– To konsekwencje zmian klimatu. Minus dwa czy minus trzy stopnie to nie byłby problem, problemem jest minus siedem stopni, a mieliśmy takie momenty. Jeżeli mamy straty na poziomie 100%, a takie sytuacje się zdarzają, to w tym roku są to straty nie do odrobienia. Na pewno jeszcze przed nami szacowanie konsekwencji tej sytuacji. Ten rok będzie trudnym rokiem dla wielu winiarzy – mówi Ireneusz Ochmian, współwłaściciel winnicy Pałacu Rajkowo.  – Mamy końcówkę kwietnia, a pędy wyglądają jakby były z końca maja. Ruszyła miesiąc wcześniej wegetacja, a przymrozki okazały się dla nich groźne – mówi Ireneusz Ochmian. – Straty będą gigantyczne, szczególnie jeżeli mrozy nie odpuszczą – dodaje ekspert.

– To jest armagedon. Jesteśmy zmartwieni i przerażeni. Obecna pogoda to zabójstwo dla winorośli, to jest niepowetowana starta, przecież mamy nawet minus dwa stopnie na termometrach, a jeszcze kilkanaście dni temu wiele osób czuło lato. Wiele osób z niepokojem patrzy na majowe prognozy. Przed nami jeszcze „Zimna Zośka”, która zawsze dla winnic była trudnym czasem na który się przygotowywaliśmy – mówi Ilona Jassa, właścicielka Winnicy Jassa.

Ceny mieszkań w I kwartale 2024 r.: wzrost nawet o 42% r/r.

Nawet o 3500 zł za 1m2 w ciągu ostatniego roku zdrożały mieszkania w miastach wojewódzkich. Najwyższe stawki obowiązują w Warszawie, gdzie cena za 1m2 na rynku wtórnym to już ponad 18,5 tys. zł. Najszybciej rosły ceny w Katowicach – w pierwszym kwartale były one wyższe aż o 42%. w ujęciu r/r. Mieszkania w cenie poniżej 10 tys. zł za 1m2 na rynku pierwotnym to już rzadkość – takie stawki obowiązują już tylko w 5 województwach.

Jeśli ktoś spodziewał się obniżek cen mieszkań na początku 2024 r., to może czuć się rozczarowany. Przewidywano, że stawki ustabilizują się wraz z zakończeniem  przyjmowania wniosków w programie Bezpieczny Kredyt 2%. Jednak rynek cały czas podgrzewa informacja o nowym rządowym dofinansowaniu. W obawie przed dalszymi wzrostami cen, na zakupy ruszyli więc ci, którzy obawiają się, że nie spełnią jego kryteriów. Eksperci multiporównywarki rankomat.pl na podstawie danych za I kw. 2024 r., porównali ceny mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym w 18 miastach wojewódzkich. Pokazane ceny ofertowe pochodzą z bazy danych RynekPierwotny.pl i GetHome.pl – portali z branży nieruchomości. Porównanie rankomat.pl dotyczy analogicznych okresów, czyli I kw. 2024 r. oraz I kw. 2023 r.

– Na początku kwietnia zostały przedstawione szczegółowe założenia nowego rządowego programu Kredyt mieszkaniowy #naStart. Choć następca „Bezpiecznego Kredytu 2%” ma o wiele bardziej skomplikowane zasady i przyniesie korzyści zdecydowanie mniejszej grupie osób, najnowsze informacje o jego założeniach spowodowały ożywienie popytu na nieruchomości. Kupujący zaczęli rezerwować mieszkania i wyczekują startu nowego programu. Nowe rządowe wsparcie niemal z pewnością przełoży się na dalszy wzrost cen nieruchomości. Jeśli tempo wzrostów się utrzyma, to za rok, czyli na początku 2025 r. cena metra kwadratowego podrożeje o kilka, a nawet kilkanaście procent, co w niektórych lokalizacjach może oznaczać wzrosty sięgające nawet 2000 zł – komentuje Konrad Pluciński, analityk rynku nieruchomości rankomat.pl.

Rynek pierwotny –  czołówka bez zmian: najdrożej w Warszawie, Krakowie i Gdańsku

Podobnie jak w IV kwartale 2023 r., mieszkania z rynku pierwotnego nadal są najdroższe w Warszawie, gdzie za 1m2  w I kwartale 2024 r. trzeba już zapłacić średnio 17,5 tys. zł. Na drugim miejscu niezmiennie plasuje się Kraków z ceną ponad 16 tys. zł za 1m2, podium zamyka Gdańsk, gdzie 1m2 mieszkania kosztuje już niemal 15 tys. zł. Najtaniej, nowe mieszkanie w minionym kwartale można było kupić w Gorzowie Wielkopolskim (ponad 7 tys. zł za 1m2), Zielonej Górze (niemal 7,5 tys. zł za 1m2)  i Opolu (7,7 tys. zł za 1m2). To jedne z niewielu miast, w których jeszcze obowiązuje cena poniżej 10 tys. zł za 1m2. Mieszkania poniżej tego progu dostępne są tylko w Bydgoszczy (w cenie 9,8 tys. za 1m2) oraz w Kielcach (9,7 tys. zł).Rankomat.pl - ceny mieszkań na rynku pierwotnym - i kw. 2024 r.

Rekordy cenowe również na rynku wtórnym: 18,5 tys. zł za 1m2 w Warszawie

Mieszkania z rynku wtórnego także notują historyczne ekstrema. Warszawa jest na prostej drodze do osiągnięcia 20 tys. zł za metr kwadratowy. Teraz to już 18,5 tys. zł, a jeszcze rok temu stawka wynosiła 15 tys. zł. Tuż za stolicą uplasował się Kraków z niewiele niższą stawką (17,5 tys. zł). W Gdańsku za 1m2 mieszkania trzeba było zapłacić niemal 15,3 tys. zł, a we Wrocławiu 13,7 tys. zł.

Próg 10 tys. zł za 1m2 przekroczyły Katowice, Szczecin i Białystok, a tuż pod nim znajdują się Lublin (9,6 tys. zł) i Olsztyn (9,5 tys. zł). W pozostałych miastach wojewódzkich mieszkania z rynku wtórnego kosztują co najmniej 8 tys. zł. Wyjątek stanowi tylko Gorzów Wlkp., gdzie stawka jest wyraźnie niższa (6,4 tys. zł), a nawet okazała się minimalnie korzystniejsza dla kupujących niż przed rokiem.Rankomat.pl - ceny mieszkań na rynku wtórnym - 1 kw. 2024 r.

W Krakowie i Katowicach mieszkania drożeją najszybciej

Na rynku pierwotnym przez ostatni rok najbardziej wzrosły ceny 1m2 w Krakowie – mieszkania podrożały tam o 25%. Prawie takie samo tempo wzrostu zanotowały Gdańsk i Białystok (+24%). Niewiele wolniej rosła cena mieszkań w Katowicach i Lublinie – o 22% porównując ceny z I kwartału r/r. Minimalna korekta cenowa w ciągu 12 miesięcy wystąpiła w Szczecinie, na poziomie zaledwie +1%, a Opole pod kątem cen mieszkań zanotowało nawet spadek (-3%).

Na rynku wtórnym mieszkania drożały znacznie gwałtowniej. W Katowicach ceny w ujęciu r/r. wzrosły aż o 42%, w Krakowie o 34%. W porównaniu Olsztyn zanotował wzrost cen mieszkań o 29%, Wrocław o 25% i prawie tyle samo Kielce (+24%). Na podobnym poziomie utrzymały się ceny w Gorzowie Wlkp. – stawki za 1m2 niezauważalnie spadły o 0,17%.

Niezależnie od rynku najszybciej drożeją małe i średnie mieszkania. Kawalerki i mieszkania z dwoma pokojami najszybciej też znajdują nowych właścicieli. W tym segmencie najtrudniej też o negocjacje warunków ze sprzedającym. Dłużej na nabywcę czekają większe lokale, w mniej atrakcyjnych lokalizacjach, oraz w gorszym stanie technicznym. Jednak w tym przypadku rynek również jest zróżnicowany i popyt jest inny w zależności od miasta.Rankomat.pl - tempo wzrostu cen mieszkań

Kluczowa rola wodoru w transformacji energetycznej i osiągnięciu neutralności klimatycznej

W kontekście założonych ram czasowych osiągnięcia zerowej emisji netto do 2050 r., wodór zyskuje na znaczeniu. Aby osiągnąć neutralność klimatyczną w wyznaczonym czasie, zapotrzebowanie na zielony wodór może wzrosnąć do 170 mln ton (MtH2eq) w 2030 roku i do 600 MtH2eq w 2050 roku., wynika z raportu pt. “Green hydrogen: Energizing the path to net zero”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Eksperci szacują, że w 2050 r. zielony wodór będzie stanowił 85 proc. całego rynku wodoru.

Potrzeba osiągniecia zerowej emisji netto jest powszechnie uznanym globalnym celem, trwa natomiast debata na temat tempa i skali zmian, które dotkną państwa i poszczególne branże. Szybkość transformacji będzie podyktowana rachunkiem fizycznych i ekonomicznych szkód związanych ze zmianami klimatycznymi, a także kosztami dekarbonizacji, na które wpłynie wzajemne oddziaływanie podaży i popytu na starą i nową energię. Podczas gdy największe zmiany w koszyku energetycznym będą dotyczyć energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, od 15 proc. do 30 proc. przyszłego zapotrzebowania na energię będzie prawdopodobnie zaspokajane przez wodór. Wynika to z potrzeb sektorów gospodarki, które trudno zelektryfikować, ale też z popytu na nowe produkty i usługi, jak np. zielona stal. Rozwój zielonego wodoru jest kluczowym elementem na ścieżce przejścia od wysokoemisyjnego systemu energetycznego do gospodarki o zerowej emisji netto do 2050 roku.

Zapotrzebowanie i rynki zbytu

Aby osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku, zapotrzebowanie na zielony wodór może wzrosnąć do 170 mln ton (MtH2eq) w 2030 roku i do 600 MtH2eq w 2050 roku. Oczekuje się, że popyt będzie początkowo opierał się na dekarbonizacji istniejących przemysłowych za stosowań wodoru (95 MtH2eq), w szczególności w produkcji na wozów. Do 2050 roku przemysł (metalurgia, chemia, cement i wysokotemperaturowe procesy technologiczne) oraz transport (lotnictwo, żegluga i ciężki trans port drogowy) mogą odpowiadać odpowiednio za 42 proc. i 36 proc. całkowitego zapotrzebowania na czysty wodór.  – Dzięki dekarbonizacji i rozwojowi nowych rozwiązań możliwe jest ograniczenie skumulowanych emisji do 2050 roku o ok. 85 GtCO2eq, czyli ponad dwukrotnie więcej niż globalna emisja CO2 w 2021 roku. Choć oczekujemy, że popyt wzrośnie najszybciej w gospodarkach uprzemysłowionych, czysty wodór może również stanowić dużą szansę na zrównoważony wzrost dla krajów rozwijających się. To z kolei daje potencjał powstania globalnego rynku wodoru – mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Energy, Resources & Industrials, Deloitte.

Do 2050 r. cztery regiony będą łącznie odpowiedzialne za około 45 proc. globalnej produkcji wodoru i 90 proc. handlu: Afryka Północna i Australia mają największy potencjał eksportowy (odpowiednio 44 MtH2eq i 16 MtH2eq) w porównaniu z ich krajowym zapotrzebowaniem. Kolejne miejsca zajmują Ameryka Północna (24 MtH2eq) i Bliski Wschód (13 MtH2eq). Z kolei Japonia i Korea Południowa, borykające się z ograniczeniami w zakresie dostępności zasobów i gruntów, mogą być w dużym stopniu zależne od globalnego handlu, importując 90 proc. swojego zapotrzebowania w latach 2030-2050.

Europa, Chiny i Indie mają potencjał produkcji znacznych ilości wodoru, ale prawdopodobnie również będą polegać na imporcie przez cały okres transformacji. W 2050 r. globalny handel między głównymi regionami może wygenerować ponad 280 mld dol. rocznych przychodów z eksportu. Główni odbiorcy to Afryka Północna (110 mld dol. rocznie), Ameryka Północna (63 mld dol.), Australia (39 mld dol.) i Bliski Wschód (20 mld dol.). Wolny i zdywersyfikowany handel może znacznie obniżyć koszty, poprawić bezpieczeństwo energetyczne i wspierać rozwój gospodarczy na rynkach rozwijających się i wschodzących. Przychody z eksportu czystego wodoru mogą pomóc dzisiejszym eksporterom paliw kopalnych zrównoważyć malejące przychody z ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla.

Wspólny europejski rynek handlu wodorem

Europa importuje 43 proc. swojego zużycia wodoru i jego pochodnych, a jej głównym dostawcą jest Afryka Północna, która zgodnie z modelowaniem Deloitte do 2050 r. będzie zapewniać 2/3 europejskiego importu. Jednocześnie produkcja wodoru na naszym kontynencie utrzyma się na znacznym poziomie – w 2050 r. osiągnie pułap 55 MtH2eq. Niskoemisyjny wodór jest na wysokiej pozycji w agendzie polityki energetycznej UE, a dużym wyzwaniem dla regionu będzie stworzenie wspólnego rynku do handlowania wodorem. Gospodarka oparta na zielonym wodorze będzie wymagać intensywnych działań politycznych i wsparcia regulacyjnego przynajmniej do połowy lat 30. XXI wieku, aby rozwijać rozwiązania na odpowiednią skalę. Mechanizm IPCEI Hydrogen (ang. Important Projects of Common European Interest) zapewniający bezpośrednie dotacje UE powiązane z czystym wodorem oraz niemiecki instrument H2Global (umowy odbioru z publicznym wsparciem) są przykładami takiego wsparcia publicznego.

Dla stworzenia wspólnego europejskiego rynku wodoru kluczowa jest również dostępność infrastruktury pozwalającej na zaspokojenie podaży i popytu. Do aktualnych wyzwań zalicza się zatem zapewnienie infrastruktury transportowej i magazynowej oraz ustalanie zasad współpracy transgranicznej. W przypadku średnich odległości (do 3000 km) sprężanie i transport rurociągowy są konkurencyjnymi opcjami w porównaniu z transportem samochodowym, kolejowym lub morskim.

Najbardziej obiecującą opcją dla transportu średniego zasięgu są rurociągi łączące centra popytu z pobliskimi zakładami produkcyjnymi lub terminalami importowymi. Będzie to prawdopodobnie wymagało szeroko zakrojonego planowania regionalnego i krajowego, ponieważ rurociągi są trwałymi aktywami o dużych początkowych potrzebach inwestycyjnych. Pod tym względem zmiana przeznaczenia dawnych gazociągów może mieć realną wartość. W granicach istniejącej infrastruktury pozwoliłoby to obniżyć koszty transportu w Europie o 55-68 proc. w porównaniu z budową nowych rurociągów – mówi Robert Karczmarczyk, Deloitte.

Zapewnienie długoterminowej odporności i bezpieczeństwa energetycznego

Strategie krajowe związane z wodorem powinny koncentrować się na dywersyfikacji dostaw, zwłaszcza w fazie rozruchu. Odporność dostaw energii i surowców może mieć kluczowe znaczenie dla uniknięcia wąskich gardeł podczas zwiększania skali gospodarki wodorowej. Po stronie konsumentów należy zapewnić odporne struktury dostaw czystego wodoru i unikać koncentracji rynku, aby wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne i poprawić konkurencję. Zarówno wsparcie publiczne, jak i strategie prywatne powinny wyraźnie wspierać sojusze z przyszłymi krajami produkcyjnymi i obejmować zróżnicowaną infrastrukturę, taką jak gigafabryki elektrolizerów i odnawialnych źródeł energii. Transport morski jest kluczową opcją elastyczności dla przyszłego rynku czystego wodoru. Terminowe uruchomienie terminali eksportowych i importowych, a także dostępność flot tankowców, może być ważnym aspektem zorientowanego na odporność rozwoju wodoru.

W warunkach ostrej konkurencji i podwyższonych napięć geopolitycznych w wielu częściach świata, polityka dotycząca rurociągów powinna być starannie opracowana i zapewniać właściwą równowagę między polityką zagraniczną, polityką energetyczną i prawami człowieka. Rządy powinny wprowadzić zabezpieczenia pozwalające na radzenie sobie z potencjalnym niewykorzystaniem rurociągów, zwłaszcza w fazie rozruchu– mówi Marta Iwańczuk-Grzwyna, Deloitte.

Gospodarka wodorowa może być jednym z głównych elementów transformacji sektora energetycznego, w tym przekwalifikowania zawodowego. Potencjalnie doprowadzi ona do powstania nawet miliona nowych miejsc pracy rocznie do 2030 r., a ta liczba zwiększy się dwukrotnie w ciągu dwudziestu lat. Zapewnienie odpornych dostaw wodoru wiąże się również z przyjęciem minimalnych standardów dla strategicznych rezerw wodoru lub innych koncepcji gromadzenia zapasów. Bezpośredni i pośredni wkład gospodarki wodorowej w tworzenie lokalnej i regionalnej wartości może pomóc we wspieraniu wzrostu gospodarczego i stabilności politycznej.

Spadek dostępności atrakcyjnych biur w centrum Warszawy

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie, 1 kwartał 2024 r.” warszawski rynek biurowy wkracza w okres intensyfikacji działań w zakresie konwersji i modernizacji budynków biurowych. Wraz ze spadkiem dostępności biur w centralnych lokalizacjach w pierwszym kwartale br. wzrosło zainteresowanie najemców biurowcami położonymi poza centrum. Aktywność deweloperów utrzymuje się na stabilnym, choć stosunkowo niskim jak dla Warszawy poziomie, przy znaczącej koncentracji w strefach centralnych, na które przypada prawie 90% całkowitego wolumenu powierzchni biurowej pozostającej w budowie.

Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6,24 mln mkw., a nowa podaż przekroczyła 48 700 mkw. W tym czasie oddano do użytkowania trzy nowe budynki biurowe oraz ukończono modernizację jednego obiektu. Wśród największych ukończonych inwestycji znalazły się kolejne dwa budynki w ramach kompleksu biurowego LIXA (D i E o łącznej powierzchni ponad 26 000 mkw., Zachodnie Centrum) oraz Saski Crescent (15 500 mkw., Centralny Obszar Biznesu), który powrócił na rynek w nowej odsłonie. W całym 2024 roku nowa podaż może przekroczyć 100 000 mkw. i choć będzie o prawie 70% wyższa niż w ubiegłym roku, to nadal będzie to drugi najniższy poziom w historii warszawskiego rynku biurowego.

Na koniec marca 2024 roku w budowie pozostawało prawie 280 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w czwartym kwartale ubiegłego roku. Ponad 41 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację.

– W nadchodzących latach coraz częściej będziemy świadkami intensywnych działań w zakresie unowocześniania i zmiany funkcji istniejących obiektów oraz zastępowania starszych biurowców nowoczesnymi budynkami. Warto podkreślić, że przeprowadzanie modernizacji jest także doskonałą okazją do poprawy efektywności energetycznej budynku biurowego zgodnie z normami wynikającymi z przepisów unijnych. Efektem jest wówczas mniejsze zużycie energii, które przekłada się na niższe koszty eksploatacyjne dla najemców oraz zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko naturalne – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku popyt brutto na warszawskim rynku biurowym wyniósł prawie 139 400 mkw., co stanowi spadek o ponad 11% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2023 roku i o 45% w stosunku do czwartego kwartału. W analizowanym okresie żadna z podpisanych umów najmu nie przekroczyła 10 000 mkw.

– Ze względu na malejącą dostępność opcji najmu w strefach centralnych większym zainteresowaniem najemców w pierwszym kwartale 2024 roku cieszyły się lokalizacje poza centrum stolicy, na które przypadło ponad 64% całkowitego zarejestrowanego popytu (89 300 mkw.). Z kolei w strefach centralnych podpisano umowy najmu na łącznie 50 100 mkw. W strukturze popytu największy udział miały nowe umowy – 45%. Na pozostałe 55% złożyły się renegocjacje i odnowienia umów (36%), ekspansje (10%), transakcje na potrzeby własne (6%) oraz przednajmy (3%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym kwartale były firmy z sektora produkcyjnego (13,0%), IT (12,7%) oraz handlu (10,4%) – mówi Anna Szymańska, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Na koniec marca 2024 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 11,0%, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z poprzednim kwartałem (o 0,6 p.p.) oraz spadek w ujęciu rok do roku (o 0,6 p.p.). W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 725 000 mkw. wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. Co ciekawe, biurowce wybudowane w centralnych lokalizacjach po 2020 roku oferują niewiele ponad 55 000 mkw. biur, co przekłada się na stopę pustostanów wynoszącą ok. 7,1%, czyli znacznie niższą od średniej dla całej Warszawy.

– Na rynku warszawskim obserwujemy dalsze pogłębianie się różnic pomiędzy stawkami czynszu. W przypadku starszych budynków biurowych wynajmujący coraz częściej muszą oferować bardzo atrakcyjne czynsze, aby przyciągnąć najemców. Natomiast w najbardziej popularnych lokalizacjach i biurowcach oferujących inteligentne rozwiązania technologiczne oraz z zakresu ESG czynsze utrzymują się na dość wysokim poziomie i wynajmujący są mniej skłonni do znaczących ustępstw. Na koniec pierwszego kwartału 2024 roku miesięczne stawki czynszu za wynajem biura w najbardziej atrakcyjnych budynkach w centrum stolicy utrzymywały się w przedziale 22-26 euro za mkw., natomiast poza centrum wynosiły 16-18 euro za mkw. – dodaje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Dobry I kwartał nie powstrzymał wyprzedaży akcji spółki Meta Platforms

Wczorajsza sesja na Wall Street była mało zmienna a indeksy giełdowe zakończyły sesję w okolicy punktu odniesienia. W handlu posesyjnym mocno spadły akcje Meta Platforms (ponad 15 proc.) mimo dobrych wyników za I kwartał. Otrzymaliśmy „jastrzębie” komentarze z EBC oraz BoE. Dziś rynek czeka na odczyt PKB z USA za I kwartał.

Wczoraj mocno rosły rentowności 10-letnich niemieckich oraz brytyjskich obligacji rządowych. To pokłosie m.in. słow Joachima Nagela – wchodzącego w skład Rady Prezesów EBC oraz szefa Bundesbanku. Wyraził on wątpliwości co do kolejnych obniżek stóp procentowych. Przyznał on, ze po możliwej redukcji kosztu pieniądza przez EBC w czerwcu, kolejne kroki niekoniecznie muszą nastąpić. Nagel nie jest jeszcze w pełni przekonany, że inflacja zmierza w kierunku celu. Oznacza to, że obniżka w połowie roku może być jedynie formą dostosowania polityki monetarnej. Z kolei główny ekonomista Banku Anglii Huw Pill powiedział, że popiera stosunkowo ostrożne podejście do obniżek stóp procentowych i wciąż zaznaczał obawy o dalsza ścieżkę dezinflacyjną.

Wall Street wczoraj wyczekiwała na wyniki spółki Meta Platforms, właściciela platformy Facebook, Instagram oraz komunikatora Whatsapp. Akcje spadły w handlu posesyjnym ponad 15 proc. w okolice poziomu 419 USD. Przypomnijmy, że historyczny rekord został wyznaczony na początku kwietnia w okolicy 530 USD. Raport za ostatnie 3 miesiące przebił szacunku analityków. Zysk zwiększył się o 117 proc. do 12,37 mld USD a przychody uplasowały się na poziomie 36,46 mld USD co dało wzrost o 27 proc. Rynek w dużej mierze zdyskontował pozytywne informacje już wcześniej a uwaga skupiła się na tym co przed nami. Prognozy Mety na II kwartał co do przychodów ukształtowały się nieco poniżej oczekiwań. Spółka średnio zakłada, że przychody uplasują się w okolicy 37,75 mld co jest rezultatem nieco gorszym od szacunków na poziomie 38,3 mld USD. Aktualne spadki należy traktować jako korektę spadkową, perspektywy dla spółki są nadal bardzo dobre, więc tendencja wzrostowa nie powinna zostać zdestabilizowana.

Z europejskich danych otrzymaliśmy wczoraj wskaźnik Ifo, który urósł w kwietniu do poziomu 89,4 pkt. z 87,9 pkt. w marcu. To przekroczyło oczekiwania rynkowe. Poprawiły się perspektywy biznesowe na kolejne sześć miesięcy (89,9 pkt.) a ocena bieżącej sytuacji urosła do 88,9 pkt. z 87,7 poprzednio. Klimat biznesowy polepszył się w głównych sektorach. Na dane euro nie zareagowało jakoś szczególnie. Kurs EUR/USD po wyznaczeniu dziennego minimum na 1,0678 powrócił do wzrostów zbliżając się dziś rano do 1,0730. Korekta wzrostowa, która trwa od 16 kwietnia jest zatem kontynuowana. Kurs przełamał poziom zniesienia wewnętrznego Fibo 38,2 proc. ostatniego impulsu spadkowego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek pracodawcy wraca do IT? Średnio ponad 56 proc. więcej aplikacji na jedną ofertę pracy niż przed rokiem

W ciągu roku średnia liczba CV wysyłanych na jedną ofertę pracy wzrosła we wszystkich specjalizacjach IT, jak wynika z najnowszych danych No Fluff Jobs – w kategorii Frontend nawet o 180 proc. Jedyną specjalizacją, w której odnotowano odwrotny trend, jest Game Dev. Jednak utraty pracy w najbliższym czasie obawia się tylko 14,3 proc. zatrudnionych w IT. Ponad 58 proc. szukających pracy w tej branży decyduje się aplikować również na oferty o wymaganym niższym poziomie doświadczenia, niż posiadają.

71,4 proc. specjalistów i specjalistek IT jest zdania, że szukanie pracy w tej branży jest obecnie trudniejsze niż rok temu, jak wynika z najnowszego raportu „Bezrobocie w IT. Czy to już realna perspektywa?” od No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami o pracy, który od 10 lat wyznacza standardy rekrutacji. Liczba ofert zatrudnienia w tej branży w 1. kwartale 2024 r. jest o blisko 14 proc. niższa, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Od kilku miesięcy obserwujemy, że sytuacja w IT na polskim rynku jest niespokojna, niepodobna do niczego przedtem. W bardzo krótkim czasie dały o sobie znać skutki zamrożeń projektów i zwolnień za oceanem, wymieszane z lokalnym wyzwaniami: wojną w Ukrainie i inflacją. W efekcie stworzyło się coś w rodzaju tymczasowego rynku pracodawcy, a branża nie jest w tej chwili w stanie zapewnić tylu miejsc pracy, co jeszcze przed rokiem – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Coraz więcej CV na jedną ofertę pracy w niemal wszystkich specjalizacjach IT

Średnia liczba CV wysyłanych na jedną ofertę pracy w IT jest aktualnie o 56 proc. większa niż przed rokiem. Najtrudniejsza jest sytuacja w specjalizacji Frontend, w której średnia liczba aplikacji na jedną ofertę rok do roku wzrosła aż o 180 proc. – z 67 do 187. W kategorii Agile/Scrum Master odnotowano wzrost o blisko 53 proc., w Testingu o 48 proc., a w UX/UI/Design – o 23 proc. Kilkunastoprocentowe wzrosty w średniej liczbie aplikacji można zauważyć w większości kategorii IT. Jedyną, w której występuje trend przeciwny, jest Game Dev, gdzie zainteresowanie kandydatów i kandydatek rok do roku spadło o 40 proc. (ze średnio 20 aplikacji na jedno ogłoszenie do 12).

Blisko 60 proc. aplikuje na oferty wymagające niższego doświadczenia

Osoby szukające pracy w branży IT wysyłają średnio ponad 14 CV tygodniowo. Spośród kandydatów i kandydatek, którzy dopiero chcą rozpocząć karierę w IT ponad 90 proc. aplikuje również na oferty bez podanej wysokości wynagrodzenia. W grupie osób, które pracują już w branży, ale rozglądają się za nową, ten odsetek jest też wysoki, ale spada do 70,1 proc. Na oferty o wymaganym wyższym poziomie doświadczenia, niż obecnie posiadane, aplikuje 67,2 proc. kandydatów i kandydatek, a 58,4 proc. decyduje się aplikować również na stanowiska o niższym poziomie wymaganego doświadczenia. Ponad ⅓ aplikujących szuka zatrudnienia także w innych specjalizacjach niż ta, w której obecnie pracują.

Specjaliści i specjalistki IT nie boją się utraty pracy

Nieco ponad 70 proc. specjalistów i specjalistek IT deklaruje, że ma aktualnie pracę, a jej utraty w najbliższym czasie obawia się tylko 14,3 proc. W ostatnim czasie zatrudnienie straciło 17,9 proc., czy to z powodu dobrowolnego odejścia, czy zwolnienia. Jak na razie, 60 proc. spośród bezrobotnych w IT pozostaje bez pracy krócej niż trzy miesiące. Jednak aż co piąta osoba szuka nowego zajęcia już ponad pół roku. Co dziewiąta ankietowana osoba chce dopiero wejść do świata IT, czy to pracując na razie w innej branży, czy też szukając dopiero swojego pierwszego zajęcia.

Europejski rynek IPO odnotował najsilniejszy pierwszy kwartał od rekordowego 2021 r.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosła 4,8 mld euro (łącznie 13 debiutów). To wzrost o 300% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (1,2 mld euro, łącznie 10 debiutów). Malejąca inflacja, perspektywy na obniżki stóp procentowych oraz zwiększona stabilność na rynkach finansowych stworzyły sprzyjające warunki do przeprowadzenia ofert publicznych oraz nadzieje na ożywienie na rynku IPO – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Na GPW w Warszawie w I kwartale 2024 r. odnotowano kontynuację wzrostów głównych indeksów, jednak początek roku upłynął bez IPO na rynku głównym, natomiast z jednym debiutem na alternatywnym rynku NewConnect.

Podsumowanie I kwartału 2024 r. na GPW w Warszawie

Pierwszy kwartał 2024 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wykazał minimalną aktywność w zakresie ofert publicznych.  Odnotowano tylko jeden debiut na alternatywnym rynku NewConnect, którego wartość wyniosła 2,74 mln zł (około 602 tys. euro), co oznacza spadek o 24% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku, kiedy to przeprowadzono dwie oferty o łącznej wartości 3,62 mln zł (około 793 tys. euro). Jedynym debiutantem na NewConnect w tym okresie była spółka Consoleway S.A., specjalizująca się w świadczeniu usług portowania, kompleksowej pomocy w wydawaniu oraz dodatkowym wsparciu marketingowym dla gier komputerowych.

“Główne polskie indeksy WIG i WIG20, w ślad za najważniejszymi indeksami europejskimi i światowymi, wzrosły w pierwszym kwartale 2024 roku o odpowiednio 7% i 6%, co stanowiło kontynuację wzrostów z roku ubiegłego. Rodzime indeksy osiągnęły poziomy odnotowane podczas hossy z 2021 roku, a złoty na koniec marca był tak samo silny jak na początku 2020 roku (tuż przed pandemią). Taki początek roku jest pozytywnym sygnałem dla inwestorów i spółek, które wstrzymały swoje prace nad IPO i czekały na lepszy moment. Czy to oznacza, że momentalnie pojawi się fala debiutów na polskim rynku? Raczej nie, natomiast niewykluczone, że zobaczymy w tym roku próby uplasowania ofert przez poważniejszych graczy, a w tym fundusze private equity chcące w końcu zrealizować swoje plany w ramach upływających horyzontów inwestycyjnych” – mówi Kamil Wardzyński, senior manager PwC Polska, zespół ds. rynków kapitałowych.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2024 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA” pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł znaczne ożywienie na europejskim rynku IPO. Łączna wartość ofert pierwotnych wyniosła 4,8 mld euro (wzrost o 300% względem analogicznego okresu w poprzednim roku), co stanowiło najlepszy rezultat za pierwszy kwartał od czasu rekordowego 2021 roku. W I kwartale br. zadebiutowało na europejskich giełdach 13 spółek (w tym jedna mega oferta o wartości powyżej 1 mld euro), w porównaniu z 10 debiutami w analogicznym okresie poprzedniego roku. Rynki akcji wspierane przez stabilne warunki makroekonomiczne, takie jak spadająca inflacja i perspektywy obniżek stóp procentowych, napędzały optymizm inwestorów i otwierały nowe możliwości dla emitentów.

Wśród największych europejskich IPO znalazły się oferty Galderma i Douglas – spółek portfelowych funduszy private equity. IPO Galderma na szwajcarskiej giełdzie SIX Swiss Exchange było największym debiutem na tym rynku od 2017 roku (wartość oferty 2 mld euro). Z kolei debiut Douglas na Deutsche Börse był największym debiutem na niemieckim rynku od 2022 roku (wartość oferty 889 mln euro).

Ponadto, debiuty z pierwszego kwartału 2024 roku co do zasady przyniosły zyski inwestorom po IPO – w przypadku czterech z pięciu największych europejskich IPO ceny akcji na koniec kwartału znajdowały się powyżej ceny emisyjnej. Rekordowy wzrost – ponad 150% względem ceny emisyjnej – odnotowała  RENK Group (Deutsche Börse, wartość oferty 448 mln euro).

“Wzrost aktywności w zakresie IPO w Europie jest wyraźnym sygnałem poprawy nastrojów na rynkach kapitałowych. Wyraźne zainteresowanie ze strony funduszy private equity oraz rekordowa wartość zarządzanych przez nie aktywów czekających na realizację wartości może przełożyć się na regularny napływ atrakcyjnych emitentów na rynek. Z kolei stabilizujące się warunki makroekonomiczne oraz niska zmienność na rynku tworzą sprzyjające okoliczności dla nowych emisji.  Kombinacja tych pozytywnych czynników, o ile utrzyma się, może przyciągnąć więcej emitentów, w szczególności spółek portfelowych funduszy, w nadchodzących miesiącach” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska, zespół ds. rynków kapitałowych.

Jawność wynagrodzeń – o zarobkach czasem nie rozmawiamy nawet z rodziną

Na pytanie „Kto wie, ile zarabiasz?” 7 proc. specjalistów odpowiada „nikt”. Jeśli Polacy dzielą się informacją o swoich zarobkach, to zazwyczaj z najbliższymi osobami – partnerami, rodzicami i przyjaciółmi. Jednak jak wynika z raportu Hays i kancelarii Baker McKenzie, w gronie pracowniczym wynagrodzenia wciąż spowija mgła tajemnicy, a w firmach zasadniczo nie rozmawia się o płacach.

Wyniki badania opisanego na łamach raportu „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?” stworzonego przez Hays Poland we współpracy z kancelarią Baker McKenzie pokazują, że polscy specjaliści wciąż niechętnie rozmawiają o swoich zarobkach. W zdecydowanej większości zgadzają się ze stwierdzeniem, że wynagrodzenia stanowią w Polsce temat tabu.

Odpowiedzi respondentów badania pokazują, że informacjami o swoich zarobkach najczęściej dzielą się z partnerem lub partnerką (81 proc.), rodzicami (56 proc.) oraz najbliższymi przyjaciółmi (43 proc.), natomiast nieco rzadziej – z rodzeństwem (34 proc.). Nie każdy jednak decyduje się na ujawnienie swoich zarobków komukolwiek, gdyż blisko co dziesiąty specjalista zachowuje tę informację wyłącznie dla siebie.

Kto wie, ile zarabiasz?

Perspektywa pracowników

81% Partner/ partnerka
56% Rodzice
34% Rodzeństwo
43% Najbliżsi przyjaciele
15% Koledzy i koleżanki z zespołu
10% Znajomi
7% Nikt nie wie

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

W Polsce rozmowy o pieniądzach bardzo często budzą dyskomfort, a czasem wręcz są interpretowane jako brak taktu lub próba pochwalenia się. Wiele osób traktuje je jako ryzykowne, uważając, że lepiej nic nie mówić i mieć przysłowiowy święty spokój, niż przez przypadek wystawić się na nieprzyjemności czy potencjalne konflikty. W Polsce wciąż powszechne jest bowiem przekonanie, że wysoka pensja nie zawsze zależy od kompetencji, lecz sympatii i znajomości – komentuje Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

ILE ZARABIA WSPÓŁPRACOWNIK?

O ile w sferze prywatnej raczej niechętnie mówimy o pieniądzach, to w sferze zawodowej temat ten stanowi prawdziwe tabu. Zaledwie 15 proc. specjalistów i menedżerów deklaruje, że wysokość ich pensji jest znana najbliższym współpracownikom. Zwyczaj nie jest to jednak wynikiem obowiązującej w firmie jawności wynagrodzeń, lecz rozmów z kolegami i koleżankami z zespołu.

Skąd Twoi najbliżsi współpracownicy wiedzą, ile zarabiasz?

Perspektywa pracowników

77% Rozmawiamy o tym między sobą
14% W mojej firmie są jawne przedziały wynagrodzeń na określonych stanowiskach
6% W mojej firmie są jawne wynagrodzenia w obrębie działu
3% W mojej firmie są jawne konkretne kwoty zarabiane przez konkretne osoby

Wyłącznie osoby, których zarobki są znajome ich kolegom i koleżankom z pracy

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

Jak zauważa Agnieszka Czarnecka z Hays, kwestia uzyskiwanej płacy w polskiej kulturze jest traktowana jako sprawa wyjątkowo poufna i prywatna – coś, co powinno zostać zachowane pomiędzy pracownikiem a pracodawcą: – Z jednej strony chęć rozmowy o zarobkach – czy jej brak – powinna być decyzją pracownika. Z drugiej natomiast brak transparentności firm i traktowanie nawet przedziałów wynagrodzeń jako informacji całkowicie poufnych nie działa na korzyść zatrudnionych, ponieważ sprzyja utrzymywaniu nieuzasadnionych dysproporcji wynagrodzeń – zauważa ekspertka.

PRACOWNICY W UJAWNIANIU PŁAC DOSTRZEGAJĄ SZANSE, ALE TEŻ ZAGROŻENIA

Pomimo wyraźnych obaw przed ujawnianiem swojego wynagrodzenia współpracownikom, aż 79 proc. pracowników dostrzega sens działań na rzecz większej jawności płac oraz wdrażania zasad zwiększających przejrzystość płac w firmie. Jako najważniejszą szansę uznają wzrost transparentności i przyspieszenie procesów rekrutacyjnych (78 proc.). W ujawnianiu płac pokładają także nadzieje związane z eliminacją nieuzasadnionych nierówności oraz utrudnieniem pracodawcom stosowania niesprawiedliwych praktyk wynagradzania.

Respondenci dostrzegają jednak również ryzyko. Najczęściej obawiają się konfliktów ze współpracownikami (54 proc.) oraz popsucia atmosfery w zespole (44 proc.). Obawiają się również, że w warunkach jawnych przedziałów wynagrodzeń na określonych stanowiskach trudniej im będzie wynegocjować podwyżkę.

Jakie dostrzegasz ryzyko związane z ujawnianiem wynagrodzeń?

Perspektywa pracowników

54% Konflikt ze współpracownikami w obliczu nieuzasadnionych różnic
44% Popsucie atmosfery w zespole
43% Firmy nie będą rzetelnie raportować informacji o różnicach
43% Trudniej będzie uzyskać podwyżkę i/lub premię
23% Obawiam się, co się stanie, jeśli okaże się, że zarabiam więcej od innych na tym samym stanowisku
19% Obawiam się, co się stanie, jeśli okaże się, że zarabiam mniej od innych na tym samym stanowisku
19% Nie dostrzegam żadnego ryzyka

Źródło: Raport Hays Poland i Baker McKenzie „Wynagrodzenia – największe tabu polskiego rynku pracy?”, marzec 2024

Co ciekawe, więcej specjalistów i specjalistek obawia się sytuacji, w której miałoby się okazać, że są lepiej wynagradzani od swoich najbliższych współpracowników (23 proc.) niż gdyby zarabiali od nich mniej (19 proc.).

Pokazuje to, jaki cel przyświeca pracownikom wspierającym zwiększenie jawności. Chcą być sprawiedliwie traktowani i mieć pewność, że ich zarobki są adekwatne oraz zależne wyłącznie od kompetencji i wyników. Nie chcą natomiast, aby ujawnianie płac prowadziło do konfliktów i narażało ich na sytuację, w której muszą się niejako tłumaczyć z otrzymywanej pensji. Wiele pracy jest zatem do wykonania po stronie organizacji, które mając na uwadze zmiany prawa zaplanowane na rok 2026, już dzisiaj powinny zacząć przyglądać się swoim siatkom płac i eliminować nieuzasadnione dysproporcje – dodaje Agnieszka Czarnecka.

Dodatkowy rabat i bonus na nową Teslę Model 3

Tesla Model 3, jedna z najpopularniejszych opcji w segmencie samochodów elektrycznych, stała się jeszcze bardziej dostępna dzięki wprowadzeniu nowych rabatów i bonusów dla potencjalnych nabywców. Ta inicjatywa Tesli ma na celu przyciągnięcie większej liczby kierowców do ekologicznej jazdy, jednocześnie umacniając pozycję firmy jako lidera w produkcji elektrycznych samochodów.

Aby skorzystać z atrakcyjnej oferty rabatowej na zakup Tesli Model 3, wystarczy kliknąć w poniższy link referencyjny. Przekieruje Cię on bezpośrednio do strony Tesli, gdzie będziesz mógł skorzystać z promocji: Kliknij tutaj, aby przejść do oferty

Co oferuje promocja na nową Teslę 3?

Nowa promocja na zakup Tesli Model 3 obejmuje nie tylko obniżone ceny, ale także szereg dodatkowych bonusów, które mają zachęcić konsumentów do przesiadki na elektryczne rozwiązania. Rabat jest dostępny dla klientów, którzy skorzystają z systemu poleceń przez specjalny link, co umożliwia dodatkowe korzyści zarówno dla polecającego, jak i nabywcy.

Jakie Korzyści Wynikają z Promocji?

  1. Obniżona cena zakupu – Dzięki zastosowanemu rabatowi, Tesla Model 3 staje się bardziej przystępna cenowo, co jest istotnym argumentem dla osób rozważających zakup swojego pierwszego elektrycznego samochodu.
  2. Dodatkowe bonusy – Bonusy mogą obejmować darmowe miesiące korzystania z superchargerów Tesli, co znacznie obniża koszty użytkowania samochodu, zwłaszcza na dłuższych trasach.

Dlaczego Tesla Model 3?

Model 3 jest znany z doskonałego zasięgu, wysokiej wydajności i zaawansowanych funkcji bezpieczeństwa, które razem tworzą jedną z najbardziej konkurencyjnych ofert na rynku samochodów elektrycznych. Auto oferuje również dostęp do rozwijającej się sieci superchargerów, co czyni podróże długodystansowe wygodniejszymi niż kiedykolwiek.Tesla 3 rabat promocja

Prawie połowa Polaków nie wyjedzie na tegoroczną majówkę – wyniki badania PAYBACK Opinion Poll

Głównie w domu, odpoczywając, a jeśli na wyjedzie, to zdecydowanie samochodem – to najczęstsze wskazania Polaków dotyczące ich planów na pierwsze dni maja tego roku, jakie padły w badaniu PAYBACK Opinion Poll.

Majówka w domu, przy dobrej książce lub na działce

Jak pokazują wyniki badania, 50% Polaków planuje spędzić tegoroczny długi weekend majowy w swoim miejscu zamieszkania. Zdecydowana większość ma zamiar w tym czasie oddać się wypoczynkowi w domu, np. nadrabiając zaległości książkowe i filmowe (34%) lub spędzić czas na działce/w ogrodzie (28%). Wielu ankietowanych zamierza też spotkać się z rodziną i znajomymi (14%).

Jeśli wyjazd to przede wszystkim krajowy

Zgodnie z deklaracjami ankietowanych, tegoroczna majówka będzie dla wielu oznaczać wzmożony ruch na polskich drogach. Ponad 21% Polaków ma bowiem zamiar ruszyć w Polskę, a tylko 8% osób wybiera się w podróż zagraniczną. W przypadku osób decydujących się spędzić majówkę na wyjazdach krajowych dwoma najpopularniejszymi kierunkami są jeziora i góry.

Majówkowe podróże po Polsce będą odbywały się przede wszystkim samochodem, z którego planuje skorzystać aż 89% badanych osób. Dalekie drugie miejsce pod tym względem zajął pociąg, który jako planowany środek transportu wskazało jedynie 6% ankietowanych. Osoby podróżujące po Polsce najczęściej planują przy tym zatrzymywać się u rodziny lub znajomych (24%). Dużą popularnością cieszą się również domki letniskowe (19%) i hotele (14%), mniej popularne w tym roku mogą okazać się pensjonaty (4%) oraz hostele (0,5%).

Za granicą najpopularniejsza Europa

Wyniki raportu PAYBACK pokazują, że wśród kierunków zagranicznych popularnością cieszą się przede wszystkim kraje europejskie (88%). Podium z identycznymi wynikami, uzupełniły Azja i Afryka (po 4%). Najczęściej wskazywanym środkiem transportu w przypadku podróży zagranicznych okazał się samolot (48%). Drugim najczęściej wybieranym ma być samochód (33%). W podróżach zagranicznych nieco większą popularnością cieszy się również pociąg (8%). Najczęściej zagraniczny nocleg w trakcie majówki Polacy planują w hotelach (42%) i mieszkaniach oraz apartamentach na wynajem (26%).

Organizacja wyjazdów w większości na własną rękę

Wśród wszystkich wyjeżdżających na majówkę, zarówno planujących eskapadę po Polsce, jak i za granicą, zdecydowanie dominują ci, którzy samodzielnie organizują swoją podróż (97%), najczęściej dokonując rezerwacji noclegów i biletów przez internet (82%) lub aplikacje mobilne (11%).

Informacje i inspiracje dotyczące kierunków wyjazdów Polacy czerpią przede wszystkim z poleceń rodziny i znajomych (33%) oraz z mediów społecznościowych (29%). 22% respondentów wskazało, że nie szuka inspiracji, bo jeździ w miejsca, które już osobiście sprawdzili.

Najczęściej na majówkowe wojaże Polacy wydadzą do 1000 złotych (58%). Część z tych pieniędzy zasili kasę lokalnych restauracji, w których planuje stołować się 41% podróżujących. Majówkowe budżety zostaną wydane również w sklepach spożywczych – 31% respondentów zadeklarowało bowiem, że planuje samodzielnie przygotowywać posiłki w trakcie wycieczki.

Dla większości długi weekend nie taki długi

Wyniki badania PAYBACK pokazują, że 46% Polaków nie planuje w trakcie majówki brać dodatkowego urlopu, zadowalając się jedynie dniami świątecznymi. Wśród najczęstszych powodów takiej decyzji wymienianie były – brak możliwości wzięcia urlopu w tym okresie (23%) oraz fakt spędzania długiego weekendu w swoim miejscu zamieszkania (22%). Rzadziej wskazywanymi, ale również dość popularnymi powodami były nadmiar pracy (13%) i brak planów na majówkę (12%).

Wśród 33% Polaków planujących urlop na długi weekend majowy, dominują osoby, które wzięły 3 dni urlopu, aby mieć wolny cały tydzień (43%) lub 1 dzień urlopu na wypadający w czwartek 2.05 (32%).

Czy znasz swoją grupę docelową? Sprawdź to!

Czy zdarzyło Ci się zapewniać – np. na stronie internetowej albo w katalogu branżowym – że Twoja firma „dostosowuje ofertę do potrzeb klienta”? Świetnie, ale… którego konkretnie klienta? Czy jesteś w stanie zaspokoić oczekiwania każdego, kto będzie chciał złożyć zamówienie? Niekoniecznie. Dlatego określenie grupy docelowej to jeden z filarów skutecznej sprzedaży. Zobacz, jak to zrobić.

Target – co to jest?

Nazywa się ich targetem, grupami docelowymi… Jednak bez względu na terminologię chodzi po prostu o osoby, które są lub potencjalnie będą odbiorcami Twoich produktów lub usług. Będą to ludzie, których potrzeby i oczekiwania mogą być zaspokojone dokładnie tym, co znajduje się w Twojej ofercie.

Przykład? Wyobraź sobie, że produkujesz ekskluzywne ogrodzenia kute – eleganckie, solidne, a przy tym bardzo kosztowne. W czyje oczekiwania trafi Twój produkt? Na pewno nie w potrzeby tych, którzy chcą stworzyć tani, tymczasowy płot dookoła działki albo terenu budowy ani do klientów z mocno ograniczonym budżetem, prawda? Twoim targetem będą raczej grupy klientów zamożniejszych – np. chcących ogrodzić rodzinną rezydencję, elegancki hotel czy zabytkowy dworek albo pałac lub dopiero planujących budowę tego typu obiektu. 

Im lepiej zrozumiesz, kim są Twoje docelowe grupy klientów, tym łatwiej będzie Ci działać zgodnie z (już nie tak sztampową) obietnicą o dopasowaniu swojej oferty do ich potrzeb.

Po co jest potrzebne określenie grupy docelowej?

Czy na pewno trzeba opisywać grupy docelowe i inwestować czas w ich definiowanie? Wielu przedsiębiorców podchodzi do tej kwestii z niechęcią lub bardzo pobieżnie. W końcu każdy prowadzący biznes, wie mniej więcej, kto od niego kupuje.

No właśnie: mniej więcej. A im mniej wiesz o swoich docelowych grupach klientów, tym bardziej na oślep działasz! W efekcie możesz np.:

  • „przepalać budżet” na marketing, który nie przynosi efektów (bo np. Twoje reklamy trafiają do osób, które i tak od Ciebie nie kupią);
  • tracić czas na kontakt z potencjalnymi klientami, z którymi nie sfinalizujesz transakcji (np. tymi z drugiego końca Polski, u których nie wykonasz swojej usługi);
  • nie dostrzegać konieczności wprowadzenia zmian, np. w specyfikacji produktu albo sposobie obsługi klientów z grupy docelowej, tak aby jeszcze lepiej do nich trafić.

To właśnie powód, dla których warto „odrobić tę lekcję” – tak aby nastawić tryby działania firmy na długofalowy sukces.

Rodzaje klientów i kryteria ich podziału, czyli jak przygotować opis grupy docelowej

Stereotypowo opis grupy docelowej to określenie „suchej demografii” – a zatem cech takich jak płeć, wiek czy miejsce zamieszkania osób z poszczególnych grup klientów. Czy to wystarcza? Niekoniecznie! Warto jak najbardziej „wgryźć się” w potrzeby i oczekiwania grupy docelowej klientów. Zrozumieć, o czym marzą albo z jakimi problemami się mierzą, oczywiście w kontekście rozwiązań, które można im zaoferować. To pozwoli określić, co firma musi dać klientowi od siebie, aby chciał on to kupić. Realistycznie i życiowo, tak aby te informacje dało się łatwo przełożyć na specyfikę produktów czy procesy obsługi. 

Warto zatem:

  • pomyśleć o opisie grupy klientów w szerszej perspektywie i przełożyć demografię na konkretne potrzeby i oczekiwania;
  • wskazać problemy i wyzwania, z których rozwiązaniu mogą pomóc produkty/usługi Twojej firmy (np. oferowane przez Ciebie materace mogą być wsparciem przy bólach kręgosłupa, a eleganckie ogrodzenia – sposobem na podniesienie wartości prywatności posesji i „podbicie” designu budynku);
  • spróbować jak najlepiej zrozumieć procesy, które stoją za tym, że klient wybiera Ciebie, a nie konkurencję.

Finalizacja sprzedaży

Określenie grup docelowych klientów to prosty sposób na skrócenie drogi do zamknięcia sprzedaży.

Charakterystyka potencjalnych klientów w praktyce – jak to zrobić?

Wiesz już, że aby określić grupę docelową, nie możesz polegać na własnych wyobrażeniach i suchych danych. Co zatem możesz zrobić? Najlepiej będzie, jeżeli przeprowadzisz co najmniej kilka wywiadów z klientami, z którymi już współpracowałeś. Warto z nimi porozmawiać (w miarę możliwości) nieco dłużej, aby zrozumieć m.in.: 

  • czemu wybrali Twoje produkty;
  • jakie problemy rozwiązała Twoja oferta;
  • co ich przekonało do Ciebie, a nie do konkurencji;
  • co uznają za najlepszy aspekt współpracy z Tobą, a co im przeszkadzało.

Uwaga! Takie dyskusje warto nagrać, tak aby można je było odtworzyć, spisać i przeanalizować – bardziej obiektywnie.

Opisany sposób tworzenia charakterystyki grup klientów pomoże Ci „wyjść ze swojej bańki” i spojrzeć na biznes z perspektywy  tych, którym chcesz sprzedawać produkty. Dzięki temu zrozumiesz, czego naprawdę oczekują i będzie Ci łatwiej planować działania marketingowe. 

Z czasem zauważysz wyraźne efekty w postaci przypływu nowych klientów oraz optymalizacji kosztów ich pozyskania. Skrócisz też drogę odbiorców w dół lejka zakupowego. To wszystko doprowadzi do większej sprzedaży i pomoże w stabilnym rozwoju biznesu. Właśnie dlatego warto poświęcić czas i energię na zdefiniowanie grup odbiorców. Powodzenia!

Silver Tsunami – aktywizacja pracowników pokolenia 50+. Nowa kultura współpracy międzypokoleniowej w organizacji

Dane demograficzne dla Polski nie są optymistyczne – od 10 lat liczba kandydatów do pracy zmniejsza się w konsekwencji niskiego przyrostu naturalnego społeczeństwa. W konsekwencji pracodawcy będą mierzyć się rosnącym rynkiem pracowników pokolenia 50+.

Tymczasem, jak wynika z analiz, pracodawcy nie są do końca zainteresowani sięganiem po kandydatów w wieku dojrzałym, a zjawisko ageizmu (dyskryminacji ze względu na wiek) ma się na rynku pracy bardzo dobrze. Pracownicy poniżej 30. roku życia otrzymują zaproszenia na rozmowę rekrutacyjną średnio dwa razu częściej niż osoby w wieku 50+.

Czas na uświadomienie, że doświadczenia, kompetencje i perspektywa pracowników 50+ są niezbędne na rynku pracy. Warto zatem już dzisiaj tworzyć taką kulturę pracy, w której i młodzi, i bardziej doświadczeni pracownicy mogą czerpać od siebie nawzajem i tworzyć lepsze, bardziej efektywne zespoły – twierdzi Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Potwierdzają to badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, z których wynika, że 62% osób wchodzących na rynek pracy chce mieć możliwość uczenia się od doświadczonych kolegów.

Reprezentanci różnych pokoleń dostrzegają wartość w różnorodności w miejscu pracy Wyniki badania Pracuj.pl (2023) wskazują, że blisko 80 proc. pracowników pokolenia Z uważa, że osoby starszej generacji stanowią pozytywną i unikalną wartość dla środowiska pracy. Pogląd ten podziela aż 83 proc. badanych w przedziale wiekowym 55-65 lat.

Podobnie jest z postrzeganiem możliwości osiągnięcia lepszych wyników przez firmy, które podejmują wyzwanie walki z ageizmem. Aż 68 proc. badanych sądzi, że firmy zatrudniające różne pokolenia mogą osiągać lepsze wyniki. Młodsi u starszych najbardziej doceniają nie tylko doświadczenie, wiedzę, lojalność czy opanowanie, ale także empatię i pracowitość.

Silversi cenią natomiast u młodszych stażem kolegów i koleżanek, nie tylko świeże spojrzenie, nowe umiejętności technologiczne, ale także chęć kreowania nowych rozwiązań i otwartość na zmianę. A to ważny czynnik, który może decydować o sukcesie strategii mentoringu, coraz bardziej popularnej wśród polskich firm. – Taka zmiana optyki menedżerów i liderów – z tej skupionej na problemach wynikających z różnic na taką, która podkreśla komplementarność różnorodnych spojrzeń, zalet i kompetencji – ma korzystny wpływ nie tylko na motywację zespołów, ale także wyzwala większy potencjał do innowacji – podkreśla Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Starsi pracownicy mają wiele powodów, dla których chcą pozostać na rynku pracy, począwszy od osobistych aspiracji do zaangażowania społecznego, ciekawej pracy i poszukiwania nowych możliwości kariery, po potrzeby finansowe czy dłuższe i zdrowsze życie.

Jak inwestować w złote monety inwestycyjne?

Monety bulionowe, to obok sztabek najpopularniejsza forma inwestowania w złoto fizyczne. Na rynku dostępnych jest wiele monet pochodzących z różnych zakątków świata. Na które warto zwrócić uwagę i jak bezpiecznie kupić monety inwestycyjne?

Czym dokładnie są monety bulionowe?

Monety bulionowe to monety wykonane z metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro, platyna lub pallad, które są emitowane w celach inwestycyjnych, tzn.:

  • są bite w celu lokowania kapitału, a nie jako środek płatniczy,
  • ich wartość zależy przede wszystkim od rynkowej wartości kruszcu w nich zawartego, a nie od nominału (który ma znaczenie symboliczne).

Wagę monet bulionowych wyraża się w uncjach trojańskich – najczęściej jest to 1 uncja, czyli 31,1 gramów. W kwietniu 2024 roku za taką monetę należy zapłacić około 9 500 zł. Dla inwestorów dysponujących mniejszym kapitałem, dostępne są także monety o wadze 1/2, 1/4, 1/10, czy 1/25 oz – proporcjonalnie tańsze. Jednocześnie warto pamiętać, że im większą monetę kupujemy, tym mniej zapłacimy za każdy gram złota. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: https://ascoin.pl/Ile-kosztuje-gram-zlota-news-pol-1609329960.html 

Najpopularniejsze monety inwestycyjne na świecie

Pierwszą – i do tej pory najpopularniejszą – monetą bulionową jest złota moneta Krugerrand. Krugerrand 1 oz zawiera pełną uncję trojańską złota, a oprócz tego niewielki dodatek miedzi, co nadaje mu charakterystyczny brązowy odcień, a także zwiększa jego odporność na zarysowania.

Najbardziej rozpoznawalne monety bulionowe świata, które charakteryzują się dużą płynnością (można je łatwo sprzedać i zbyć w razie potrzeby, w niemal każdym zakątku globu), to na przykład:

  • Kanadyjski Liść Klonu
  • Amerykański Orzeł
  • Australijski Kangur
  • Britannia
  • Wiedeński Filharmonik
  • Chińska Panda

Monety te są łatwo rozpoznawalne, a dodatkowo szczegółowo zdobione, dzięki czemu relatywnie trudno je podrobić. Pochodzą z renomowanych krajowych mennic, a ich zdobienie nawiązuje do historii i tradycji kraju, z którego pochodzą.

Złota moneta Krugerrand 1 oz
Złota moneta Krugerrand 1 oz

Gdzie bezpiecznie kupić monety i złoto inwestycyjne?

Współcześnie złoto inwestycyjne – sztabki i monety bulionowe – można bezpieczne kupić przez internet. Należy jednak pamiętać, aby wybrać odpowiedniego sprzedawcę. Najlepszym wyborem będzie podmiot, który prowadzi działalność gospodarczą związaną z obrotem kruszcami, czyli dealer metali szlachetnych. Tacy sprzedawcy wysyłają wyroby ubezpieczonymi przesyłkami, a często też prowadzą stacjonarne punkty sprzedaży, gdzie można obejrzeć wyroby inwestycyjne lub skonsultować zakup z ekspertem. Przykładem jest ASCOIN, który prowadzi salon sprzedaży w Warszawie przy ul. św. Barbary 4, a także sklep internetowy pod adresem www.ascoin.pl.

Dla bezpieczeństwa transakcji najlepiej unikać zakupów od anonimowych osób w portalach aukcyjnych, lokalnych lub w grupach na mediach społecznościowych – wszystkich miejsc, gdzie trudno zweryfikować sprzedającego.

O czym jeszcze warto pamiętać?

Nie każda złota moneta kwalifikuje się jako złoto inwestycyjne. Złotem inwestycyjnym są tylko monety, które:

  • Mają wysoką próbę – co oznacza, że są wykonane w całości lub prawie w całości z czystego złota. Złoto powinno stanowić minimum 90% stopu, co oznacza, że próba złota to minimum 900 tysięcznych.
  • Są lub były obowiązującym środkiem płatniczym w kraju pochodzenia.
  • Zostały wybite po 1 800 roku.

I co ważne, są sprzedawane po cenie, która nie przekracza o więcej niż 80% rynkowej ceny złota, które jest zawarte w monecie. To właśnie odróżnia produkty inwestycyjne od monet historycznych czy numizmatów (których cena nie wynika przede wszystkim z aktualnej ceny złota). Warto też wiedzieć, że złoto inwestycyjne jest zwolnione z podatku VAT, a sprzedając je z zyskiem po minimum 6 miesiącach od zakupu, nie trzeba odprowadzać podatku na zasadach ogólnych ani też tzw. podatku Belki.

Sąd orzeka o żądaniu ewentualnym pozwu tylko gdy oddali żądanie główne

Powód wnosząc powództwo dąży do zapewnienia ochrony swojego interesu prawnego. W niektórych okolicznościach pozostaje w niepewności co do skuteczności wybranego roszczenia. Wówczas z ostrożności procesowej może zgłosić żądanie ewentualne. W jednej ze spraw dotyczących bankowych umów kredytowych Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił korzystny dla kredytobiorców wyrok sądu I instancji, bo ten rozpoznając żądanie główne nie rozpoznał ewentualnego. W lutym 2024 r. w sprawie wypowiedział się Sąd Najwyższy.

Kumulacja roszczeń cywilnoprawnych

Na mocy art. 191 Kodeksu postępowania cywilnego, powód może dochodzić jednym pozwem kilku roszczeń przeciwko temu samemu pozwanemu, jeżeli nadają się one do tego samego trybu postępowania, a sąd jest właściwy ze względu na ogólną wartość roszczeń. Jednym pozwem można dochodzić również kilku żądań różnego rodzaju, pod warunkiem jednak, że dla któregoś z nich nie jest przewidziane postępowanie odrębne ani też nie zachodzi niewłaściwość sądu.

Żądanie ewentualne jest szczególnym przypadkiem kumulacji roszczeń cywilnoprawnych. W przypadku powództw wytaczanych bankom roszczeniem głównym jest najczęściej żądanie uznania umowy kredytu za nieważną od chwili jej zawarcia i na tej podstawie domaganie się zwrotu nienależnie pobranych przez bank środków. A w ramach roszczenia ewentualnego kredytobiorcy domagają się np. uznania niektórych postanowień umowy za niewiążące z uwagi na ich abuzywny charakter i w oparciu o to wysuwają roszczenie zwrotu dokonanych na podstawie tychże postanowień nadpłat.

Nierozpoznanie istoty sprawy

Sąd Okręgowy w Legnicy w marcu 2022 r. uznał za nieważną umowę kredytu zawartą w 2008 roku i zasądził na rzecz kredytobiorców od pozwanego banku kwotę ponad 185 tys. zł. Bank złożył apelację. Wyrokiem z 5 stycznia 2023 r. (sygn. akt I ACa 1252/22) Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uznał, że legnicki sąd choć rozpoznał sprawę w zakresie żądania głównego, to nie rozpoznał żądania ewentualnego. W związku z tym, na podstawie art. 386 § 4 K.p.c. uchylił jego rozstrzygnięcie z powodu nierozpoznania istoty sprawy.

O roszczeniu ewentualnym sąd rozstrzyga tylko gdy nie uwzględni żądania głównego

Kredytobiorcy wnieśli zażalenie od wyroku sądu apelacyjnego. Sąd Najwyższy orzekł, że do nierozpoznania istoty sprawy dochodzi wówczas, gdy sąd nie zbada materialnej podstawy żądania albo merytorycznych zarzutów strony, mylnie uznając, że istnieje przesłanka materialnoprawna unicestwiająca roszczenie albo wykluczająca jego skuteczne dochodzenie. Jako przykład SN wskazał błędne uznanie przez sąd, że dochodzone roszczenie uległo przedawnieniu.

Roszczenie ewentualne zgłaszane jest jako dodatkowe na wypadek nieuwzględnienia przez sąd żądania głównego. Sąd orzeka więc w pierwszej kolejności o żądaniu zasadniczym, a dopiero w sytuacji jego oddalenia orzeka o żądaniu ewentualnym. Stąd rozstrzyganie o roszczeniu ewentualnym uzależnione jest od podjęcia negatywnego rozstrzygnięcia co do roszczenia głównego.

Nierozpoznanie żądania ewentualnego nie oznacza nierozpoznania istoty sprawy

Sąd Najwyższy stwierdził więc, że w przedmiotowej sprawie sąd apelacyjny mógł zmienić zaskarżony wyrok ale w zakresie, w jakim uznałby, że zasądzone przez sąd I instancji roszczenie główne jest niezasadne. Wtedy mógłby orzec o tym roszczeniu wedle swojej oceny i oddalić w tym zakresie powództwo. Fakt, że sąd I instancji nie rozpoznał żądania ewentualnego nie oznacza, że sąd ten nie rozpoznał istoty sprawy, i nie daje podstaw do uchylenia z tej przyczyny wyroku. Sąd apelacyjny nie ma jednocześnie podstaw do rozstrzygania o żądaniu ewentualnym. To pozostaje bowiem w wyłącznej gestii sądu I instancji, który powinien o nim orzec po upływie terminu do wniesienia skargi kasacyjnej od wyroku sądu drugiej instancji co do żądania głównego albo ewentualnym zakończeniu postępowania kasacyjnego w tym zakresie (postanowienie SN z 12 lutego 2024 r., sygn. akt III CZ 61/23).

Podsumowanie

To ciekawy kazus pokazujący, że nawet przedstawiciele cieszącego się najwyższym autorytetem zawodu prawniczego popełniają proceduralne błędy i zdarza im się nieprawidłowo interpretować przepisy. Z drugiej strony podkreśla istotę korzystania z pomocy profesjonalnego pełnomocnika na potrzeby zapewnienia ochrony interesu prawnego osób szukających tej ochrony w sądzie. Bez wsparcia prawnika, znającego przepisy prawa i procedury sądowe, uczestnik procesu może zostać jej pozbawiony.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Czeka nas droższa filiżanka kawy

KAWA: Ceny wzrosły w tym roku o 25 proc., ponieważ zła pogoda dotknęła uprawy w Brazylii, będącej głównym producentem kawy arabica, oraz w Wietnamie, gdzie uprawiana jest robusta. Jest to najnowszy spadek cen w rolnictwie spowodowany podażą (po soku pomarańczowym w zeszłym roku i kakao już w 2024). Sprawił on, że rolnictwo stało się najlepiej prosperującym segmentem towarowym w 2024 r., wzrastając o 27 proc. w porównaniu z 4 proc. dla szerszych towarów. Detaliczne ceny kawy w USA spadły o 2 proc. w ciągu ostatniego roku, ale teraz wydają się być gotowe nadrobić zaległości, ponieważ producenci i sieci kawowe, od Nestlé po Starbucksa, kontynuują swoje strategie premiumizacji cen.

KONSUMENT: Europa wypija 30 proc. kawy świata, a pięć krajów skandynawskich średnio 9,5 kg na osobę, czyli ponad czterokrotnie więcej niż Stany Zjednoczone. Azja jest drugim co do wielkości konsumentem, a spożycie w przeliczeniu na jednego mieszkańca szybko rośnie. Ziarna stanowią jedynie ułamek końcowej ceny kawy, ale ostatni wzrost cen towarów, prawdopodobnie pójdzie w parze z rosnącymi kosztami pracy i energii oraz strategiami cenowymi firm. Przeciętna wysokość rachunku w Starbucks wzrosła o 4 proc. w ostatnim kwartale w porównaniu z 1 proc. wzrostu w liczbie transakcji. Przeciętna gorąca latte kosztuje obecnie w USA 4,62 dolara. Jednostka Nestlé Nespresso odnotowała w ubiegłym roku ponad dwukrotnie szybszy wzrost cen niż wolumenów.

HANDEL: Delikatniejsza i trudniejsza w uprawie arabica stanowi 60 proc. całkowitej podaży i dominuje na rynku droższej i wysokojakościowej kawy mielonej, podczas gdy robusta dominuje na rynku kawy rozpuszczalnej i jest średnio o 30 proc. tańsza. Najnowszy niedobór produkcji zagraża prognozie Międzynarodowej Organizacji Kawy, dotyczącej powrotu do niewielkiej nadwyżki na rynku kawy w tym roku po dwóch latach dużych deficytów. Globalna produkcja wzrosła o 6 proc.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Sprzedaż detaliczna w Polsce zwalnia, Węgrzy obniżają stopy procentowe

Poznaliśmy indeksy PMI. Przemysł znów nurkuje, ale bardzo solidne poziomy pokazały usługi. Sprzedaż detaliczna w Polsce zwalnia, ale nadal jest na solidnych poziomach. Węgrzy kontynuują cykl obniżek stóp procentowych.

Indeksy koniunktury w Europie

Wczoraj od rana dostaliśmy serię odczytów indeksów PMI dla głównych europejskich gospodarek. Opublikowano wstępne dane zarówno dla usług, jak i dla przemysłu. Indeksy te to badania ankietowe wśród menedżerów odpowiadających za zamówienia. Wybrano tę grupę, gdyż ma ona dużą możliwość wpływania na sytuację. Jeżeli dominuje pesymizm i zmniejszą oni zamówienia, sami mogą wywołać efekt zgodny z przewidywaniami. Z kolei im więcej optymistów, tym większe powinny być zamówienia. Dla strefy euro słabiej od oczekiwań wypadł indeks PMI dla przemysłu. 45,6 pkt to aż o 0,9 pkt poniżej przewidywań i najsłabszy wynik od grudnia. Lepiej od oczekiwań wypadł z kolei indeks dla usług. Wzrósł on do 52,9 pkt, czyli 1,1 pkt powyżej tego, co przewidywali analitycy. Jest to z kolei najlepszy wynik od maja. Co ciekawe, po tych danych euro zyskało względem dolara. Jest to ciekawe, gdyż zwyczajowo przykłada się większą wagę do odczytów przemysłowych niż tych dla usług.

Sprzedaż detaliczna zwalnia

Wtorkowe dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce są negatywnym zaskoczeniem. Rynek oczekiwał wzrostu o 6,6%, a otrzymał 6%. Teoretycznie rewelacyjnie wyglądały dane miesięcznie. Wzrost o 14,6% w ujęciu miesiąc do miesiąca to świetny wynik. Warto jednak zwrócić uwagę, że niemal co roku mamy taki wynik w marcu. Spory wpływ na to ma fakt, że ma on jednak wyraźnie więcej dni niż luty, nawet w roku przestępnym. Trzeba pamiętać, że dane te trafiły na rynek równo z łącznym indeksem PMI dla strefy euro. W rezultacie ciężko stwierdzić, jaka część reakcji przypadła na te dane.

Węgrzy zwalniają tempo

Wczoraj Bank Węgier po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Obniżka o 0,5% była zgodna z oczekiwaniami. Nowa stawka wynosi 7,75%. Jest to 7 z rzędu obniżka i w sumie stopa procentowa w tym czasie spadła o 5,25%. Tak silne spadki są możliwe oczywiście tylko dlatego, że stopy podniesiono do absurdalnie wysokiej (z perspektywy innych państw Unii Europejskiej) wartości 13%. Rynki przyjęły to relatywnie spokojnie lekkim umocnieniem. Powodem jest fakt, że tempo obniżek zwalnia. Część analityków sądziła, że zostanie utrzymane i spadek wyniesie 0,75%, co było dominującą wartością w tym cyklu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna,
14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rok 2023 w Grupie TIM: spora odporność na rynkową dekoniunkturę, rekord liczby klientów

Drugie najwyższe w historii przychody ze sprzedaży, niemal 100 tysięcy klientów i również rekordowa wycena TIM-u, związana z wyborem inwestora, który wesprze TIM SA i 3LP SA w dalszym rozwoju. Oto wydarzenia i parametry, które zdominowały rok 2023 w Grupie Kapitałowej TIM.

Skonsolidowane i jednostkowe przychody ze sprzedaży nie uległy w 2023 r. znaczącej zmianie w stosunku do roku poprzedniego i wyniosły odpowiednio 1,45 i 1,39 mld zł (-4,8% i -4,6% rdr.). Z inną sytuacją mamy do czynienia w przypadku takich parametrów jak zysk netto czy EBITDA. Na poziomie skonsolidowanym pierwszy z nich (55 mln zł) był niższy o 46,2% w porównaniu z 2022 r., zaś drugi (99,3 mln zł) – o 38%.

– Tak niewielki spadek na poziomie przychodów potwierdza skuteczność i wysoką odporność modelu biznesowego TIM-u na dekoniunkturę na rynku dystrybucji elektrotechniki, którą znacznie wyraźniej widać w przypadku innych parametrów wynikowych. Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że pomimo tych spadków osiągnięty wynik finansowy oraz ponad 92 miliony złotych dodatnich przepływów pieniężnych na działalności operacyjnej to duży sukces Grupy Kapitałowej TIM – zauważa Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA.

Klienci siłą TIM-u

O prawdziwym załamaniu można mówić w przypadku rynku odnawialnych źródeł energii. Przychody TIM-u ze sprzedaży produktów wyłącznie z obszaru instalacji fotowoltaicznych zmniejszyły się w 2023 r. o 55,3% rok do roku, do niespełna 42,3 mln zł.

– Rok upłynął pod znakiem spadającego zainteresowania inwestowaniem w odnawialne źródła energii i to pomimo możliwości uzyskania dopłat do instalacji fotowoltaicznej skojarzonej z pompą ciepła. Z każdym miesiącem spadały ceny produktów stosowanych w instalacjach fotowoltaicznych, co oczywiście mocno przełożyło się na wartość realizowanych przychodów z tego asortymentu – wylicza Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – Jeśli spojrzeć całościowo na przychody ze sprzedaży TIM-u, tak niewielki ich spadek rok do roku zawdzięczamy w dużej mierze rekordowej, niemal stutysięcznej liczbie klientów. Znaczący wzrost ich liczby rok do roku to trend, z którym mamy do czynienia już od kilku lat – dodaje.

W 2023 r. TIM obsłużył dokładnie 99 945 klientów, zarówno z sektora B2B, jak i B2C, tj. o niemal 19% więcej w porównaniu z rokiem 2022. 68% wygenerowanych przez nich przychodów pochodziło ze zrealizowanej samodzielnie sprzedaży online.

Tymczasem przychody ze sprzedaży logistycznej spółki 3LP wyniosły w 2023 r. 169,4 mln zł, co oznacza wzrost o 3,86% rok do roku. Ze 184 do ponad 247 tysięcy mkw. wzrosła także łączna  powierzchna magazynowa zarządzana przez spółkę w sześciu lokalizacjach.

Pożegnanie z rynkiem kapitałowym

W marcu 2023 r., w efekcie wielomiesięcznego, bardzo konkurencyjnego procesu w ramach przeglądu opcji strategicznych, Zarząd TIM SA wybrał FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH – spółkę z międzynarodowej Grupy Würth – na inwestora, który wesprze Grupę Kapitałową TIM w dalszym rozwoju. Nowy inwestor chciałby wycofać akcje TIM SA z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Zwieńczeniem ponad ćwierć wieku obecności TIM-u na rynku kapitałowym jest osiągnięcie bardzo atrakcyjnej wyceny, przekraczającej 1,1 mld zł, a wynikającej z ceny (50,69 zł/akcję) w wezwaniu do zapisywania się na sprzedaż akcji TIM SA, jaką zaoferował inwestor. Kolejne miesiące, aż do stycznia 2024 r. upłynęły na procesowaniu  przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgody na transakcję.

Aktualnie TIM czeka na pozytywną odpowiedź Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego na złożony przez Spółkę wniosek o udzielenie zezwolenia na wycofanie akcji z obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

– Prawdopodobnie po raz ostatni prezentujemy nasze wyniki roczne w formule wynikającej ze statusu spółki publicznej. W lutym 2024 roku minęło dwadzieścia sześć lat od pierwszej giełdowej sesji, podczas której były notowane akcje TIM-u. Widząc, w którym miejscu jest dzisiaj TIM, wiem, że nie bylibyśmy w nim bez decyzji o wejściu Spółki na rynek kapitałowy oraz zaufania, jakim obdarzyli nas akcjonariusze – podkreśla Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Z całego serca, w imieniu Zarządu i pracowników TIM-u serdecznie za to dziękuję. Zachęcam do dalszego obserwowania naszej działalności i trzymania kciuków za Grupę Kapitałową TIM – dodaje.

Usługi w Europie rosną, przemysł słabnie. Amerykańska gospodarka spowalnia. EURUSD testuje opór techniczny

Usługi w Europie radzą sobie dobrze. Gorzej jest z przemysłem. Tak przynajmniej wynika z opublikowanych wczoraj wstępnych wskaźników PMI. Te same dane dotyczące amerykańskiej gospodarki pokazały spadek w obydwu tych obszarach, co jest kolejnym dowodem na to, że amerykańska gospodarka spowalnia, mimo, że do tej pory była zadziwiająco odporna na podwyżki stóp procentowych. Kurs EURUSD urósł do poziomu 1,07, gdzie przebiega istotny opór techniczny. Indeksy na Wall Street zanotowały kolejną dobrą sesję w tym tygodniu i odrabiają straty poniesione w drugim oraz trzecim tygodniu kwietnia. Wzrostom przewodził sektor technologiczny przed kluczowymi raportami o zyskach w tym tygodniu.

Indeks menedżerów zakupów dla sektora usług dla strefy euro wzrósł zaskakująco mocno do 52,9 w kwietniu. Pozytywnie zaskoczyły również wskaźniki dla Niemiec (53,3 pkt.), Francji (50,5 pkt.) oraz Wielkiej Brytanii (54,9 pkt.).

Wynik dla całej strefy euro już trzeci miesiąc z rzędu znajduje się powyżej granicznej bariery (50 pkt.), co wskazuje na rozwój sektora. Z kolei wskaźnik produkcji (45,6 pkt.) po raz kolejny zawiódł oczekiwania, zaprzeczając silnemu odbiciu.

Pierwsze wstępne szacunki PKB za I kwartał zostaną opublikowane w najbliższy czwartek. Poprawa indeksów PMI dla usług rodzi nadzieje na kontynuację tego trendu w kolejnych miesiącach. Z drugiej strony optymizm jest w pewnym stopniu gaszony przez dekoniunkturę w przemyśle. Światełkiem w tunelu jest poprawa oczekiwań dotycząca kondycji sektora w następnych miesiącach.

Dynamiczne podwyżki kluczowych stóp procentowych EBC prawdopodobnie nie zostały jeszcze w pełni „przetrawione”, a obniżki, które spodziewane są od czerwca, prawdopodobnie nie pobudzą gospodarki do 2025 r. ze względu na opóźnienie czasowe.

To z czego EBC może być zadowolony to fakt, że subkomponent cen sprzedaży nie kontynuował trendu wzrostowego. Zarówno w sektorze usługowym, jak i produkcyjnym, wartość ta niewiele się zmieniła w kwietniu. Można wyciągać wnioski, że podstawowa presja na wzrost cen na nasiliła się.

Euro zyskało po danych PMI we wczorajszych godzinach przedpołudniowych. Następnie dolar stracił popołudniu po tym samym odczycie dla amerykańskiej gospodarki. Kurs EUR/USD dotarł do poziomu 1,0710 ale dziś rano lekko zniżkuje. W średnim terminie notowania głównej pary walutowej wciąż przebiegają w dość szerokim kanale spadkowym a wzrosty z tego tygodnia wyglądają na razie jedynie jako korekta wzrostowa poprzednich, dynamicznych spadków. Powiększenie się dywergencji w nastawieniu do polityki monetarnej Fed-u oraz EBC powinno wciąż kierować kurs EUR/USD niżej, przynajmniej do poziomu 1,0450 – minima z początku października 2023 roku.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne niezgodny z RODO – konieczne są poprawki

Projekt ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne w obecnym kształcie jest niezgodny z RODO i wymaga poprawek.

Projektodawca poselskiego projektu ustawy o Krajowym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne nie przeprowadził oceny skutków dla ochrony danych osobowych. Przez to nie wykazał niezbędności przetwarzania określonych danych dla realizacji zakładanego celu ani konieczności tworzenia kolejnego, co do zasady jawnego rejestru publicznego – uważa Mirosław Wróblewski, Prezes UODO, w uwagach do projektu tej ustawy. Zgodnie z tym projektem w nowotworzonym Rejestrze Osób Pełniących Niektóre Funkcje Publiczne mają być przetwarzane takie dane jak: imię, nazwisko, miejsce zamieszkania, numer PESEL, pełniona funkcja, imię nazwisko i numer PESEL małżonka, wstępnych i pełnoletnich zstępnych pierwszego stopnia oraz pełnoletniego rodzeństwa, a także elektroniczne kopie oświadczeń majątkowych.

„Taki zakres danych i sposoby ich przetwarzania mogą powodować szeroki wachlarz ryzyk dla prywatności i danych osobowych osób pełniących funkcje publicznych, ale i osób trzecich” zaznacza Prezes UODO.

W uwagach do projektu, przekazanych Dariuszowi Salamończykowi, Zastępcy Szefa Kancelarii Sejmu RP, Prezes UODO zwraca uwagę, że cel utworzenia tego rejestru jest niesprecyzowany. Projektodawca wskazał jedynie, że rozwiązania te mają przełożyć się na transparentność życia publicznego.

W projekcie brakuje także definicji osoby publicznej, a w uzasadnieniu projektu funkcjonuje pojęcie osoby eksponowanej publicznie, co świadczy też o tym, że projektodawca nie używa spójnych i jednoznacznych pojęć.

Prezes UODO zwraca także uwagę na to, że dane do rejestru ma wprowadzać i aktualizować samodzielnie osoba publiczna, po dokonaniu uwierzytelnienia. W projekcie nie określono jednak statusu takiej osoby zamieszczającej dane, a jako administratora danych wskazano Ministra Sprawiedliwości. Tak skonstruowane przepisy spowodują, że nie będzie wiadomo, kto ma odpowiadać za realizację praw podmiotów danych, zgłaszanie naruszeń, jakość danych, czy prawidłowość danych w rejestrze.

Wśród całej listy zastrzeżeń do projektu Prezes UODO wskazuje także na to, że wiele z proponowanych rozwiązań jest nieprecyzyjnych. Ponadto propozycja nowych regulacji nie reguluje kwestii związanej z zabezpieczeniem tego rejestru i dostępami różnych podmiotów do jego zasobów. Nie wiadomo nawet w jakim trybie będą udostępniane te dane – czy w trybie wnioskowym, czy bezwnioskowym i przy zachowaniu jakich warunków.

Obawy Prezesa UODO budzi też okres przechowywania danych w rejestrze, który ma wynieść 8 lat.

Z innymi uwagami do projektu ustawy oraz pogłębioną analizą propozycji, do których organ nadzorczy ma zastrzeżenia, można zapoznać się w opinii PUODO, która w całości jest załączona poniżej.

Rynek kredytowy w marcu: gwałtowny wzrost kredytów ratalnych i mieszkaniowych, spadek popularności kart kredytowych

W marcu 2024 r., w porównaniu do marca 2023 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: ratalnych o (+89,5%), kredytów mieszkaniowych (+87,3%), gotówkowych (+3,8%). Spadła liczba wydanych kart kredytowych (-10,1%). Natomiast w ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość we wszystkich produktach kredytowych: kredytach mieszkaniowych (+129,2%), ratalnych (+26,7%), gotówkowych (+12,6%) oraz limitach na kartach kredytowych (+5,8%).

W okresie styczeń – marzec br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+185,7%), ratalnych (+96,9%) i gotówkowych (+10,7%), wydały mniej kart kredytowych (-1,0%).

Wszystkie produkty kredytowe w marcu 2024 r. utrzymały wzrostowy trend sprzedaży w ujęciu wartościowym. Pozytywną sytuację na rynku kredytów gotówkowych potwierdził nie tylko wzrost liczby +3,8%, ale przede wszystkim wartości akcji kredytowej +12,6% w marcu br. Równie pozytywnie wypada porównanie pierwszego kwartału bieżącego roku z analogicznym okresem zeszłego roku, gdzie wzrost wyniósł +10,7% w liczbie udzielonych kredytów oraz +20,8% w wartości akcji kredytowej.

Nadal wysokie dynamiki wartości sprzedaży prezentują kredyty ratalne (+10,7%), zwłaszcza do 1 tysiąca złotych. W ujęciu liczbowym wzrost był jeszcze bardziej spektakularny, wynosząc (+89,5%). Ten wysoki wzrost zawdzięczamy głównie niskokwotowym kredytom ratalnym i wynika on głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z okresu bezodsetkowego w ramach zakupów z odroczonym terminem płatności (tzw. BNPL) w kredyty ratalne poprzez zakup tych wierzytelności przez banki.

Średnia wartość kredytu gotówkowego udzielonego w marcu 2024 r. wyniosła 25 010 zł – to wzrost o 8,4% w stosunku do marca 2023 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w marcu 2024 r. to 1 881 zł i jest ona niższa niż w marcu rok temu o 33,2%.

Warto również zauważyć, że kredyty mieszkaniowe nadal cieszą się dużym zainteresowaniem i to pomimo braku Programu Bezpieczny Kredyt 2%. Co stoi za tak wysoką akcją kredytową? Istnieje kilka głównych źródeł tego zjawiska.

– W marcu 2024 roku banki udzieliły 18,5 tys. kredytów mieszkaniowych na wartość 7,7 mld zł. Wpływ na nadal wysoką sprzedaż ma wyższa zdolność kredytowa. Przyczynił się do niej głównie wzrost realny wynagrodzeń (ok. 10%) oraz stabilizacja stóp procentowych. To z kolei przełożyło się na wyższą wartość udzielanego kredytu. Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wynosi obecnie już 416,51 tys. zł i jest o 22,4% wyższa niż przed rokiem – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że:

– W marcowej akcji kredytowej jest jeszcze efekt uruchomienia kredytów z Programu „Bezpieczny Kredyt 2%” z puli wniosków złożonych w grudniu 2023 r. Według statystyk BIK, banki udzieliły jeszcze w marcu w ramach tego Programu 3,83 tys. kredytów (21% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych) na kwotę 1,71 mld zł (22% łącznej kwoty wszystkich kredytów). Pomimo tego w marcu w relacji do historycznie rekordowego stycznia br., wartość udzielonych hipotek spadła o ok. 2,6 mld zł. Brak nowych wniosków z tego programu widać już w liczbie osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy – w marcu br. było ich 29,66 tys. wobec 46,34 tys. w grudniu 2023r. W kwietniu raczej nie będzie już uruchomień kredytów z ubiegłorocznego programu wsparcia. Do czasu uruchomienia nowego programu, należy oczekiwać dalszego spadku akcji kredytowej w kolejnych miesiącach. Brak programu może obniżyć akcję kredytową w porównaniu do marca br. o około 1,5 mld zł. Spadek akcji kredytowej może być jednak częściowo kompensowany przez kredyty mieszkaniowe zaciągane przez osoby, które w wyniku nadal rosnących cen nieruchomości przyspieszą decyzję o kredycie. Pojawienie się bowiem nowego rządowego programu, może podziałać stymulująco na wzrost cen nieruchomości. Podobne zjawisko miało już miejsce w ubiegłym roku. A jak wiemy, historia lubi się powtarzać.

W marcu 2024 roku, obserwujemy spadek popularności kart kredytowych. W porównaniu z marcem poprzedniego roku, liczba wydanych kart spadła o 10,1%, ale ich wartość wzrosła o 5,8%.

Lepsza jakość spłacanych kredytów

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2024 r. wyniósł 1,23%. W ostatnich 12 miesiącach (od marca 2023 r. do marca 2024 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,43 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu Jakości jest lepszy od tego sprzed miesiąca (spadek o -0,18 p.p.). Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie, a kredyty udzielane już w środowisku wyższych stóp procentowych są bardzo dobrze spłacane. W tej sytuacji trudno jest uzasadnić celowość przedłużenia moratoriów kredytowych w tym roku, zwłaszcza dla kredytów zaciągniętych na okresowo stałą stopę procentową. Dla osób, które mogą mieć trudności w spłacie zaciągniętych kredytów mieszkaniowych służy dedykowany instrument, którym jest Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK), do którego dostęp też ma zostać zliberalizowany.

– Osobnym zjawiskiem jest natomiast pogarszająca się jakość kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego. W tym przypadku przyczyna nie wynika z ryzyka kredytowego, lecz z ryzyka prawnego, które jest związane z postępowaniami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Bieżący, marcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,47% – tylko o 0,24 pkt proc. wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Marcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 4,43%.

– W porównaniu do marca 2023 r. wartość obu Indeksów Jakości kredytów gotówkowych i ratalnych polepszyła się (spadła), odpowiednio o 0,66 p.p. i o 0,44 p.p. Dalszej poprawie jakości powinien sprzyjać głównie realny wzrost wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych. Natomiast wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w marcu br. wyniosła 3,64% i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych. Trzeba jednak odnotować, że w ujęciu rocznym wartość Indeksu kart kredytowych spadła (poprawiła się) o (-0,49 p.p.) – mówi główny analityk BIK.

Fatalne wyniki Tesli. Czy Elon Musk ma problem?

Producent samochodów elektrycznych pokazał wyniki mocno poniżej rynkowych oczekiwań. Tesla mocno odczuwa konkurencję z chińskiego rynku, która zmuszą ją do mocnych obniżek cennika. W połączeniu z zatłoczeniem rynku samochodowego, w którym widać tendencje konsumentów do sięgania po samochody hybrydowe.

Mimo wyników mocno poniżej oczekiwań, uwagę inwestorów przykuła wiadomość o przyspieszeniu planów produkcyjnych dotyczących nowych modeli w drugiej połowie 2025 r. Zawieszenie między dostosowaniem obecnych linii produkcyjnych, a wprowadzeniem nowych produktów stanowi na razie największe wyzwanie ściągające wyniki spółki w dół. Wobec takiej informacji cena Tesli w notowaniach po zamknięciu rynku wzrosła o 6,8%.

Spółka zaraportowała przychody w wysokości 21,30 mld $ (-8,7% r/r), co oznacza aż o -8,7% niższy wynik niż zakładał rynek. Niższe wolumeny sprzedaży, które finalnie wyniosły 386,81 tys. pojazdów (-9% r/r) w połączeniu z obniżką cen zepchnęły przychody spółki poniżej rynkowych oczekiwań. Spośród trzech segmentów działalności spółka zanotowała poprawę w Generowaniu i Przechowywaniu Energii (+6,93% r/r) oraz Usługach i pozostałych (+24,12% r/r). To jednak nie wystarczyło, by zredukować spadki w najważniejszym segmencie Pojazdów, w którym sprzedaż spółki spadła o -13% r/r i była niższa o -11% od oczekiwań.

W 1Q24 ucierpiała także rentowność spółki. Na poziomie zysku operacyjnego Tesla zanotowała 1,17 mld $, co oznacza aż -32,5% niższy wynik niż zakładał konsensus i -56% niższy wynik r/r. Mocny spadek rentowności wynika przede wszystkim ze wzrostu wydatków operacyjnych w związku z rozwojem projektów m.in. wykorzystujących sztuczną inteligencję.

Spółka zwraca uwagę na to, że pogorszenie wyników w 1Q24 związane jest z serią wyzwań z jakimi Tesla musiała się mierzyć w ciągu pierwszych 3 miesięcy tego roku, m.in. atakiem podpalaczy w Gigafactory w Berlinie, a także konfliktem nad Morzem Czerwonym. Globalny rynek samochodów elektrycznych doświadcza teraz wyzwań związanych z mocną konkurencją ze strony samochodów hybrydowych. Mimo ciężkiego otoczenia spółka dynamicznie inwestuje w dalszy rozwój swoich projektów, co nie pozostaje bez wpływu na generowaną przez nią gotówkę. Operacyjne przepływy pieniężne spółki wyniosły jedynie 242 mln $, co stanowi najgorszy wynik od 3 lat.

Na poziomie EPS Tesla zaraportowała 1,54 $ (-24,1% wobec oczekiwań i -39% r/r), zaś skoryg. poziom EBITDA przyjął najniższe od 2Q22 wartości i kontynuuje trwający od połowy 2023 r. trend spadkowy.

Problemy Tesli. Wyniki znacznie poniżej oczekiwań
Źródło: opracowanie własne

Autor: Tymoteusz Turski, analityk XTB

ORLEN VC inwestuje w EUROLOOP – producenta ultraszybkich stacji ładowania pojazdów elektrycznych

Fundusz ORLEN VC zainwestował w EUROLOOP – producenta ultraszybkich stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Ładowarki polskiego startupu, z których korzystają już kierowcy w 7 krajach Europy, są jednymi z najszybszych na rynku. Zapewniają dostęp do prądu stałego o mocy do 720 kW.

Rozwiązanie przygotowane przez EUROLOOP znacznie skraca czas ładowania pojazdu, tym samym poprawia komfort korzystania z urządzenia. Moc 720 kW sprawia, że każdy dostępny obecnie pojazd elektryczny może naładować się ze swoją maksymalną mocą. Dzięki zastosowaniu technologii wykorzystującej węglik krzemu, stacja ładowania pozwala osiągnąć 97% sprawności w procesie przekształcania energii z prądu przemiennego (AC) na prąd stały (DC). Istotną przewagą konkurencyjną spółki jest także technologia dynamicznego współdzielenia mocy (wersja produktu S-Hub) między dwoma połączonymi stacjami ładowania. Obie funkcjonalności istotnie wpływają na redukcję kosztów utrzymania stacji ładowania. Dzięki połączonemu układowi dwie ładowarki działają jak jedna, współdzieląc moc między sobą i dostosowując ją w zależności od zapotrzebowania. Pozwala to na ładowanie nawet ośmiu samochodów jednocześnie, przy dynamicznym zarządzaniu obciążeniem modułów i prędkościami ich ładowania.

– Zgodnie ze zaktualizowaną Strategią Grupy ORLEN do 2030 r. ma powstać 10 tysięcy punktów ładowania samochodów elektrycznych w Europie Środkowej. To duże wyzwanie w zakresie budowy infrastruktury i zapewnienia lokalizacji, ale także wyboru dostawcy technologii, która będzie odpowiadała na coraz wyższe oczekiwania klientów. Jesteśmy przekonani, że priorytety założycieli EUROLOOP, czyli wysoka efektywność, moc i elastyczność ładowarek oraz niższe koszty eksploatacji, doskonale wpisują się w zapotrzebowanie Grupy ORLEN. Fundusz sfinalizował transakcję w grudniu 2023 r., utrzymując wysoką aktywność inwestycyjną i kolejny raz pokazując jak skutecznie łączyć inwestycje w nowoczesne technologie z poszukiwaniem potencjalnych synergii – wskazuje Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

Spółka EUROLOOP sprzedaje ładowarki pod marką WILLBERT w Europie Zachodniej, a dzięki nawiązaniu współpracy z ORLEN VC, będą one dostępne także w Polsce. Dodatkowo udostępnia klientom autorski system do zarządzania stacjami ładowania pod marką HAWKe, który obejmuje m.in. kompleksowy system płatności ad-hoc z terminalem płatniczym. Środki pozyskane od ORLEN VC spółka przeznaczy także na rozwój sprzedaży na rynkach zagranicznych, wzrost mocy produkcyjnych i kapitał obrotowy.

– Ładowarki EUROLOOP łączą w sobie dwie funkcje – elastyczność ładowarek rozdystrybuowanych z prostotą ładowarek wolnostojących. Przewagą WILLBERT Amber II w technologii S-Hub jest znaczne ograniczenie liczby urządzeń koniecznych do zainstalowania, co ogranicza koszty kapitałowe i zmniejsza ingerencję w otoczenie. Przemyślania konstrukcja ładowarki w wersji 2-stronnej o zwiększonym zasięgu, pozwala na jednoczesne ładowanie od 4 do 8 pojazdów (przy 2 stacjach w wersji S-Hub), dzięki czemu stacje ładowania EUROLOOP mogą w przyszłości zastąpić dystrybutory paliwa na stacjach paliw bez istotnej zmiany układu przestrzeni. To wielka przyjemność móc rozwijać naszą działalność z tak poważnym partnerem, jak ORLEN VC – mówi Marek Gutt-Mostowy, CEO i Założyciel EUROLOOP Sp. z o.o.

EUROLOOP to już dziesiąta inwestycja ORLEN VC. W ciągu dwóch lat działalności fundusz dołączył do grona największych i najbardziej aktywnych funduszy venture capital z regionu Europy Środkowej. W swoim portfelu posiada także dwa zagraniczne fundusze venture capital. Zgodnie z przyjętymi założeniami ORLEN VC planuje dokonywać rocznie 5-6 inwestycji, skupiając się na najbardziej perspektywicznych spółkach, posiadających innowacyjne i gotowe do komercjalizacji technologie, które będą wspierać cele przyjęte w strategii ORLEN2030.