Kondycja i perspektywy Polski w kosmosie tematem Forum Sektora Kosmicznego 2024

Polska Strategia Kosmiczna, technologie kosmiczne w służbie bezpieczeństwa oraz współpraca z podmiotami zagranicznymi – to główne tematy czwartej edycji Forum Sektora Kosmicznego. W jego trakcie spotkają się polscy przedsiębiorcy związani z kosmosem, przedstawiciele rządu i administracji oraz goście z Europejskiej Agencji Kosmicznej i czołowych europejskich firm. Najważniejsze gospodarcze wydarzenie na kosmicznej mapie Polski odbędzie się 4 czerwca w Warszawie.

Ostatnie lata były dla polskiego sektora kosmicznego czasem intensywnego rozwoju. Podniesienie składki członkowskiej do Europejskiej Agencji Kosmicznej, ogłoszenie udziału Polaka w locie na Międzynarodową Stację Kosmiczną czy podjęcie decyzji o stworzeniu polskiej konstelacji satelitów to tylko niektóre wydarzenia ostatnich miesięcy. O kluczowych osiągnięciach, ale przede wszystkim szansach i wyzwaniach stojących przed polskim sektorem kosmicznym będą rozmawiać uczestnicy najważniejszej konferencji kosmicznej w Polsce – Forum Sektora Kosmicznego.

W trakcie Forum odbędą się trzy panele dyskusyjne poświęcone tematom: Polskiej Strategii Kosmicznej oraz Krajowego Planu Kosmicznego, możliwości współpracy między Polską a podmiotami europejskimi, oraz Space Security.

Polski sektor kosmiczny stabilnie rozwija się już od dekad, jednak ostatnio widzimy, że zmiany w jego obrazie zachodzą znacznie szybciej. Dlatego podczas tegorocznej edycji Forum Sektora Kosmicznego chcemy zaprosić uczestników do rozmowy o tym, jaka jest kondycja naszego sektora, jak mądrze wykorzystać szanse, które się przed nami otwierają w związku z udziałem w programach ESA, ale też z jakimi wyzwaniami, chociażby w zakresie bezpieczeństwa, przyjdzie nam się zmierzyć w nadchodzących latach – wskazuje Paweł Wojtkiewicz, Prezes Zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego.

Forum Sektora Kosmicznego odbędzie się 4 czerwca na terenie Expo XXI przy ul. Prądzyńskego w Warszawie, powracając do formuły stacjonarnej po spotkaniu online z 2021 roku. To już czwarta edycja wydarzenia organizowanego przez Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego od 2016 roku. Za każdym razem w Forum bierze udział około 400 uczestników: przedstawicieli firm, ośrodków naukowych, rządu i administracji. Wydarzenie składa się z części merytorycznej, stanowiącej platformę wymiany wiedzy i doświadczeń sektora kosmicznego, oraz części wystawienniczej, w której polskie przedsiębiorstwa prezentują swoje najnowsze technologie i projekty. Uczestnicy będą mogli skorzystać również z warsztatów skierowanych do firm i instytucji działających w sektorze kosmicznym. Trwają prace nad szczegółowym programem wydarzenia, który zostanie ogłoszony niebawem.

Współorganizatorami Forum Sektora Kosmicznego 2024 są Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Polska Agencja Kosmiczna oraz Agencja Rozwoju Przemysłu. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE przy NCBR objęły wydarzenie patronatem honorowym, a patronami zostały Europejska Fundacja Kosmiczna oraz New Space Foundation.

JR Holding ogłasza nową strategię na 2024-2027

Polska firma inwestycyjna JR Holding ASI S.A., która miesiąc temu przeniosła się po 12 latach z NewConnect na główny rynek GPW opublikowała nową strategię na lata 2024-2027. JR Holding chce w ciągu czterech lat zainwestować około 300 mln zł, pieniądze będą pochodzić od nowych inwestorów, w tym kolejnych planowanych funduszy Smartlink oraz z wyjść z inwestycji.

Spółka zapowiada dalsze uporządkowanie portfela oraz skupienie na sześciu najbardziej perspektywicznych branżach, których zakres zostanie doprecyzowany. Pierwszą z wymienionych branż jest „transformacja energetyczna”, czyli poszerzony zakres inwestycyjny OZE. Branże Deeptech i przemysł kosmiczny zostaną w myśl nowej strategii, połączone w jeden obszar, natomiast do projektów biotech dołączą projekty med-tech. Ze względu na obecność w aktualnym portfelu spółek, których działalność jest oparta o sztuczną inteligencję oraz atrakcyjne perspektywy takich projektów dotychczasowa branża „cyfrowy biznes” (digital business) zmieni się w  „AI & cyfrowy biznes”. Nową kategorią inwestycyjną będą projekty z obszaru „sustainability & circular economy”, uwzględni ona w założeniach inwestycyjnych kryteria ESG. Spółka nie będzie kontynuować inwestycji w projekty określane dotychczas mianem „nowe media” natomiast inwestycje w projekty gamingowe niezmiennie pozostaną w obszarze zainteresowania JR Holding.JR Holding po wejściu na GPW publikuje nową strategię

Aktualizacja branż w które inwestujemy pokazuje naszą ocenę jakie branże będą w perspektywie opublikowanej strategii najbardziej atrakcyjne inwestycyjnie, a także pokazują zmiany jakie już zaszły w naszym portfelu, na przykład obecność spółek wykorzystujących AI. Inwestycje w spółki OZE chcemy poszerzyć o inne projekty wpisujące się w działania wspierające transformację energetyczną. W odpowiedzi na potrzeby klimatyczne i ekologiczne chcemy wspierać też projekty z obszaru zrównoważonego rozwoju i wspierające zamknięty obieg w gospodarce – powiedział Artur Jedynak, Partner w JR Holding S.A.

Opublikowana strategia JR Holding zakłada również redukcję w 2024 roku zobowiązań spółki i dalsze utrzymanie ich na poziomie do około 3% wartości portfela. Firma inwestycyjna zapowiada również pozyskanie nowych funduszy zarówno do JR Holding jak i do planowanych nowych funduszy Smartlink. Sumarycznie ma to być 300 mln zł. Strategia zakłada również, dzięki debiutowi na GPW, pozyskiwanie nowych inwestorów instytucjonalnych. JR Holding zapowiada wyjścia inwestycyjne z wybranych projektów, rotację portfela i przeznaczenie pozyskanych środków w większości na reinwestycje. Co najmniej 10% środków z wyjść z inwestycji firma chce podzielić się z inwestorami przeznaczając je na skup akcji własnych.

Nową strategią chcemy podkreślić, że wchodzimy w kolejny, jeszcze bardziej dojrzały etap rozwoju JRH. Skupimy się na szybko rosnących firmach technologicznych, ale też regularnie przeprowadzać wyjścia z poszczególnych projektów. Będziemy zarówno pozyskiwać nowych inwestorów do naszej spółki jak i przeznaczać środki z wyjść na reinwestycje. W ten sposób chcemy budować ponadprzeciętną wartość dla naszych akcjonariuszy. Oczywiście wiele będzie zależało od koniunktury i geopolityki, ale jeśli nie nastąpią negatywne zmiany to zakładamy, że na koniec okresu strategii wartość naszego portfela przekroczy 1 mld zł – deklaruje January Ciszewski, założyciel, główny akcjonariusz i Prezes JR Holding.

Aktualizacji ulegnie również model inwestycyjny JR Holding, zakładając inwestycje na poziomie 4-50 mln zł w rundach od Scale Up do Pre IPO. Uzupełnieniem ekosystemu inwestycyjnego będą realizujące inwestycje na poziomie 2-8 mln zł w etapach seed i growth fundusze Smartlink, z których pierwszy już działa, a w perspektywie strategii mają zostać uruchomione kolejne. Na etapie Pre-seed kontynuowana będzie współpraca z AIP Seed ASI. Strategia zakłada również koinwestycje z funduszami krajowymi i zagranicznymi.

Już dziś proces inwestycyjny jest w pełni profesjonalny, zamierzamy jednak włączyć w opiniowanie decyzji komitetu inwestycyjnego wybitnych ekspertów z grona naukowców oraz reprezentujących specjalizacje inwestycyjne, zrobimy to w ramach „Rady Ekspertów” którą zamierzamy stopniowo powołać. Chcemy też rozszerzyć naszą komunikację z rynkiem organizując więcej okazji do spotkań inwestorów z Zarządem i publikując dodatkowe materiały o naszych spółkach portfelowych. Zmianie ulegnie także nasza strona internetowa. Z częścią tych zmian czekaliśmy na debiut na GPW i teraz możemy je wdrażać. Wisienką na torcie i takim symbolicznym podkreśleniem nowego etapu będzie formalna zmiana, przez skrócenie, nazwy naszej spółki na JRH ASI S.A. Już dziś najczęściej sami tak się nazywamy i tak mówią o nas inwestorzy i partnerzy – postanowiliśmy to sformalizować – dodaje January Ciszewski.

400 mln zł z Funduszy Europejskich na studia bez barier

400 mln zł na zapewnienie, że z oferty szkół wyższych będą mogły bez przeszkód korzystać osoby ze szczególnymi potrzebami, w tym z niepełnosprawnościami, przeznaczy Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w konkursie „Uczelnie coraz bardziej dostępne”. Środki z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego pomogą w znoszeniu nawet takich barier, które nie wszyscy potrafią zauważyć. Przypominamy, że nabór wniosków potrwa do 28 czerwca br.

W konkursie mogą wziąć udział uczelnie, które w ostatnich latach solidnie pracowały nad tym, żeby otworzyć się na studentów ze szczególnymi potrzebami wynikającymi ze stanu zdrowia. Mowa o podmiotach, które w Programie Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) zrealizowały z sukcesem projekty w ramach ścieżek: MINI+MIDI, MIDI albo MAXI, a teraz chcą kontynuować, rozwijać i udoskonalać proces wdrażania dostępności, podążając ścieżką Rozwój+.

– Uczelnie są ośrodkami, których doświadczenia, także w zakresie szeroko rozumianej dostępności, promieniują na cały kraj. Dlatego dążymy do tego, żeby kształcenie odbywało się w duchu równych szans. Zdaję sobie sprawę, jak złożone jest to zadanie i jak poważnych nakładów wymaga. Ale jednocześnie obserwuję, że ośrodki, w których dostępność nie jest jedynie hasłem reklamowym bez pokrycia, rzeczywiście przyciągają studentów, są też dobrym miejscem pracy dla kadry naukowo-dydaktycznej i administracyjnej. Tym bardziej zachęcam do zgłaszania swoich propozycji w ogłoszonym przez NCBR konkursie – powiedział Dariusz Wieczorek, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

– W naborze „Uczelnie coraz bardziej dostępne” do składania wniosków zapraszamy szkoły wyższe bardziej dojrzałe w obszarze dostępności. To znaczy takie, które korzystając ze wsparcia Funduszy Europejskich, skutecznie działały na rzecz dostosowania np. swojej organizacji, programów kształcenia, rozwiązań edukacyjnych i architektonicznych, procedur czy stron internetowych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Czekamy więc na kolejne pomysły uczelni, które potrafiły już w pewnym zakresie wzmocnić otwartość społeczności akademickiej na osoby dotąd niesłusznie pomijane. Liczę na to, że wkraczając na ścieżkę Rozwój+, w pełni rozwiną skrzydła i pokażą, że nowoczesne kształcenie nikogo nie wyklucza. Dostępność musi być standardem, aby wszyscy studenci mogli bez przeszkód korzystać ze swoich praw – podkreślił prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

To kolejny konkurs uruchomiony przez NCBR w programie Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego z myślą o zwiększaniu dostępności szkolnictwa wyższego. W poprzednim, zakończonym w lutym br. naborze „Dostępność podmiotów szkolnictwa wyższego” aplikowały uczelnie z mniejszym doświadczeniem w tym zakresie, które nie realizowały projektów w POWER lub realizowały je tylko w ramach ścieżki MINI. Obecnie trwa w nim ocena wniosków.

„Uczelnia dostępna” i krok dalej

Dzięki wsparciu z Funduszy Europejskich w perspektywie finansowej 2014-2020 już ponad 200 polskich szkół wyższych, które uczestniczyły w trzech edycjach konkursu NCBR „Uczelnia dostępna”, podjęło konkretne działania na rzecz niwelowania barier w edukacji.

Konkurs „Uczelnie coraz bardziej dostępne”, ogłoszony w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS), to kontynuacja i rozwinięcie tej idei. NCBR po raz kolejny pomoże uczelniom podjąć aktywne działania, dzięki którym jak najszerzej otworzą się na osoby ze szczególnymi potrzebami, oraz wesprze je w zapewnianiu równego dostępu do dobrej jakości, włączającego kształcenia i szkolenia. Zwiększy to zarazem szanse zagrożonych wykluczeniem absolwentów na znalezienie satysfakcjonującego zatrudnienia.

Budżet konkursu „Uczelnie coraz bardziej dostępne” wynosi 400 mln zł. Jest on przeznaczony na wsparcie projektów, które pozwolą spełnić wymagania określone dla ścieżki Rozwój+. Dofinansowanie może pokryć do 97 proc. wartości wydatków kwalifikowalnych projektu i będzie udzielane w maksymalnej wysokości 8 mln zł. Po stronie wnioskodawców wymagany jest niewielki wkład własny.

W celu realizacji zasady równości szans, zwłaszcza w odniesieniu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, wnioskodawca ma możliwość wprowadzenia do wniosku o dofinansowanie wydatków w ramach cross-financingu (tzw. elastyczne finansowanie jednofunduszowych programów operacyjnych UE) w wysokości 25 proc. kosztów kwalifikowalnych projektu. Środki te można przeznaczyć na zakup infrastruktury lub adaptację budynków, pomieszczeń, otoczenia budynków w związku z dostosowaniem uczelni do potrzeb osób ze szczególnymi potrzebami.

Wniosek uczelnia składa samodzielnie lub w partnerstwie np. z inną uczelnią. NCBR czeka na projekty, które dają rękojmię wszechstronnej i trwałej poprawy poziomu dostępności.

Ścieżka Rozwój Plus: od diagnozy do trwałych efektów

Na etapie przygotowania wniosku uczelnia zobowiązana jest do przeprowadzenia diagnozy stanu dostępności z wykorzystaniem karty samooceny. Karta ma na celu przedstawienie obecnego poziomu dostępności danej uczelni, z uwzględnieniem efektów projektu realizowanego w konkursie „Uczelnia dostępna” w ramach POWER, celu, do którego dąży, a także narzędzi i metod, które temu posłużą. Karta powinna dostarczyć informacji, na podstawie których eksperci będą mogli podjąć decyzję, czy proponowane w projekcie działania są racjonalne i uzasadnione.

Aby właściwie zdiagnozować dalsze potrzeby uczelni w obszarze dostępności i zaplanować efektywne działania, zalecana jest realizacja projektu – na każdym jego etapie – we współpracy ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami. W każdym zespole zarządzającym projektem powinna znaleźć się m.in. osoba z doświadczeniem zawodowym w zapewnianiu dostępności, w tym w obszarze szkolnictwa wyższego. Realizacja projektu – w zakresie działań merytorycznych – wymaga też ścisłej współpracy z przedstawicielami uczelnianej jednostki do spraw dostępności oraz włączenia jej pracowników do zespołu kierującego projektem i wszelkich działań w projekcie.

Projekty będą służyć wzrostowi szeroko rozumianej dostępności uczelni dla osób ze szczególnymi potrzebami – studiujących, pracujących, współpracujących lub korzystających z oferty uczelni. W efekcie uczelnia powinna zapewniać warunki do pełnego uczestnictwa wszystkich osób, w tym osób z niepełnosprawnościami i innych osób ze szczególnymi potrzebami, w życiu uczelni i społeczności akademickiej – na zasadzie równości z innymi. Dotyczy to m.in. rekrutacji, kształcenia, prowadzenia badań naukowych, udziału w wydarzeniach kulturalnych i sportowych oraz zatrudnieniu.

Działania zaplanowane w projekcie muszą obejmować 8 obszarów wsparcia:

  • struktura organizacyjna,
  • dostępność architektoniczna,
  • dostępność informacyjno-komunikacyjna,
  • dostępność cyfrowa,
  • technologie,
  • procedury,
  • usługi wspierające edukację,
  • działania podnoszące świadomość niepełnosprawności.

Szczegółowe działania i ich zakres są określone w dokumencie „Opis ścieżki Rozwój+”, który stanowi załącznik do Regulaminu wyboru projektów. Wszystkie one zmierzają do osiągnięcia w przyszłości pełnej dostępności uczelni, z uwzględnieniem wszystkich aspektów jej funkcjonowania. Wnioskodawcy muszą zarazem wziąć pod uwagę, że efekty realizacji projektu powinny być kontynuowane po jego zakończeniu, przy wykorzystaniu funduszy pozyskanych z innych źródeł.

Podejmowane działania, na każdym ich etapie, muszą być przeprowadzone z możliwie szerokim zastosowaniem zasad projektowania uniwersalnego. Oznacza to, że należy dążyć do takiego projektowania produktów, środowiska, programów i usług, aby w możliwie największym stopniu mogły z nich korzystać wszystkie osoby, w tym osoby z niepełnosprawnością, bez konieczności stosowania specjalnych dostosowań czy usług wspierających. Dopiero w sytuacji braku możliwości zastosowania projektowania uniwersalnego należy sięgnąć po racjonalne usprawnienia.

W procesie oceny wniosków dodatkowo premiowane będą kryteria związane z zatrudnieniem osób z niepełnosprawnościami lub zdobywaniem przez nich nowych kompetencji przy realizacji działań projektowych, a także kryteria promujące udział w projektach podmiotów ekonomii społecznej, w tym przedsiębiorstw społecznych.

Ze względu na szeroki zakres i kompleksowe podejście do zapewniania dostępności przewidziany okres realizacji projektów to nawet cztery lata. Nabór wniosków zakończy się 28 czerwca br.

Chcesz wiedzieć więcej? Weź udział w spotkaniu informacyjnym

8 maja br. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zaprasza przedstawicieli zainteresowanych uczelni na spotkanie informacyjne poświęcone założeniom naboru „Uczelnie coraz bardziej dostępne”, realizowanego w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027. Spotkanie odbędzie się w formule hybrydowej – warunkiem zgłoszenia jest rejestracja do 26 kwietnia br. O zakwalifikowaniu na listę uczestników spotkania decyduje kolejność zgłoszeń oraz liczba osób zgłoszonych w ramach jednostki. Pierwszeństwo będą miały uczelnie uprawnione do aplikowania w naborze.

Ponad 62 tys. elektryków na polskich drogach. Infrastruktura ładowania również się rozwija

Według danych z końca marca 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 62 629 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W ubiegłym miesiącu ich liczba zwiększyła się o 5916 szt. (o 8% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2024 r. po polskich drogach jeździło 108 331 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 56 270 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 52 061 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 6 387 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 19 953 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 747 932 szt. Pod koniec ubiegłego roku park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1280 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1226 szt., zaś wodorowe – 54 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2024 r. w Polsce funkcjonowało 6490 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych (3583 stacje). 28% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 62% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

W I kwartale b.r. w Polsce uruchomiono prawie 560 nowych, ogólnodostępnych punktów ładowania. Ponad połowę tej liczby stanowiły szybkie punkty ładowania DC, a udział takich urządzeń stale rośnie. Ten trend pewno cieszy, ale nadal są to zdecydowanie zbyt niskie liczby pod kątem realizacji celów rozporządzenia AFIR, którego przepisy są stosowane w państwach członkowskich od 13 kwietnia. Podobnie jak w 2021 r., gdy wprowadzenie AFIR zapowiedziano po raz pierwszy, tak i dziś potrzeby branży są takie same: krótsze terminy budowy przyłączy, warunki przyłączeniowe lepiej dostosowane do realiów rynku i skuteczne programy wsparcia. Bez podstawowych zmian w tym zakresie Polska nie ma szans na terminową realizację wymogów rozporządzenia – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSNM.  

Ostatnie miesiące, jeśli chodzi o rejestracje pojazdów zeroemisyjnych w Polsce i w całej Europie, okazały się niestety gorsze niż w latach poprzednich. Liczba zarejestrowanych pojazdów osobowych i autobusów m/m wzrosła o kilka procent, zaś spadła liczba elektrycznych samochodów dostawczych. Wyraźnie wzrosty odnotowały zeroemisyjne autobusy, motocykle i mikropojazdy. Kategorią, która odnotowała blisko 50% wzrost rejestracji, są klasyczne hybrydy. Wyniki te pokazują, że niezbędna jest kontynuacja dopłat w ramach programu Mój elektryk – zarówno do samochodów osobowych, samochodów dostawczych jak i infrastruktury do nich. Absolutnie niezbędne jest ponadto jak najszybsze wprowadzenie zapowiadanego programu dopłat dla pojazdów ciężarowych oraz dedykowanej dla tych pojazdów infrastruktury. Warto podkreślić, że rośnie liczba elektrycznych autobusów, co bardzo cieszy, bo oznacza to poprawę jakości powietrza w naszych miastach – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Nieznaczny spadek obrotów w faktoringu. Perspektywa wzrostów już w drugim kwartale

Pierwszy kwartał 2024 roku na rynku faktoringu przyniósł nieznaczny spadek obrotów w relacji do analogicznego okresu rok temu. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów w trakcie pierwszych trzech miesięcy wykupiły wierzytelności na łączną kwotę 111,9 mld zł. To o 1,7% mniej niż przed rokiem, kiedy zanotowały obroty o wartości 113,8 mld zł.

Jak wynika z raportu Polskiego Związku Faktorów, łączna wartość wypłaconych zaliczek wyniosła 49,4 mld zł i była o 7% wyższa niż w 2023 roku. Przedsiębiorstwa zrzeszone w PZF obsłużyły 24,8 tys. firm – o 10,5% więcej niż rok temu, przedstawiając do wykupu 7 mln faktur – o 10% więcej niż przed rokiem.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Obecnie zrzesza 24 członków: pięć banków komercyjnych i 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania w ramach umów faktoringu.

Na wyniki badania największy wpływ wywiera spowolnienie gospodarcze, które jest ciągle widoczne. Malaje również siła nabywcza konsumentów, a stopy procentowe utrzymują się na wysokich poziomach już od wielu miesięcy. Skala finansowania faktoringu została również wstrzymana ze względu na wymagającą sytuację gospodarczą kluczowych partnerów z perspektywy naszego kraju, jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania. Wiąże się to ze spadkiem eksportu towarów do wspomnianych krajów. – Spadek obrotów wydaje się być niewielki i wierzę w to, że się nie powiększy, ponieważ krajowi faktorzy wykazują się dużą zdolnością do sprawnego reagowania na negatywne dla branży zjawiska. Potrafimy szybko dostosować się do potrzeb klientów, zaoferować nowe rozwiązania produktowe i techniczne, a także zwiększyć elastyczność w ocenie transakcji faktoringowej. Widać to choćby po rosnącej liczbie przedsiębiorców sięgających po ten prosty i efektywny rodzaj finansowania należności – mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Na faktoring przeważnie decydują się firmy produkcyjne i dystrybucyjne. Ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one z reguły faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia, że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring daje im szybki dostęp do gotówki oraz regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność i oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zakupu towarów – dodaje Katarzyna Chmielecka, koordynatorka ds. marketingu i komunikacji w BNP Paribas Faktoring.

Dane wskazują, że stale rośnie zarówno liczba klientów korzystających z faktoringu, jak i liczba faktur, które przedstawiają do finansowania. Spada natomiast ich wartość. Rynek faktoringowy dąży do odbudowania swojej pozycji z pierwszej połowy 2023 roku. Na horyzoncie widnieje perspektywa wzrostów wynikających z wdrożenia innowacyjnych narzędzi produktowych oraz stabilizacji prawnej. Krokiem naprzód może okazać się zaawansowana digitalizacja, która na wielu płaszczyznach będzie wspierać proces przekazywania faktur do sfinansowania.

Deloitte: Ponad 5 mln miejsc pracy w Polsce jest związanych z jednolitym rynkiem UE

W tym roku mija 20. rocznica wejścia Polski do Unii Europejskiej. Jedną z korzyści wynikających z członkostwa było otwarcie jednolitego rynku unijnego dla polskich firm. Jak wynika z analizy ekspertów ekonomicznych firmy doradczej Deloitte, w Polsce ponad 5 mln miejsc pracy powiązanych jest z eksportem towarów i usług do pozostałych krajów Unii Europejskiej, co przekłada się na 29 proc. w strukturze zatrudnienia. Dla porównania fundusze unijne podtrzymują w Polsce około 600 tys. miejsc pracy.

Od chwili powstania w 1993 r. europejski jednolity rynek dąży do zagwarantowania czterech swobód: przepływu towarów, kapitału, usług i osób. Obejmujący 464 milionów Europejczyków obszar zintensyfikował możliwości zwiększania skali działalności przedsiębiorstw, jednocześnie otwierając je na konkurencję podmiotów z innych państw członkowskich. Z kolei większa konkurencja zmusza firmy do poprawy wydajności i dzielenia się zyskami z konsumentami. Silniejsza konwergencja gospodarcza na jednolitym rynku europejskim wynika w dużej mierze z szeroko zakrojonych reform strukturalnych, których wymaga się od krajów kandydujących do Unii Europejskiej.

Na początku lat 90. kraje Europy Środkowej rozpoczęły transformację w kierunku gospodarki rynkowej i zaaplikowały o członkostwo w Unii Europejskiej. Proces akcesyjny trwał dekadę, a w przypadku Polski zakończył się wstąpieniem do struktur unijnych w 2004 roku. – Reguły jednolitego rynku przyczyniły się do dalszej harmonizacji instytucji, zmniejszając bariery dla konkurencji. Rozbieżności instytucjonalne zmniejszyły się wraz ze wzrostem wolności gospodarczej i zniwelowaniem barier regulacyjnych, pomagając tym samym w konwergencji gospodarczej – mówi dr Aleksander Łaszek, starszy menedżer, Zespół Analiz Ekonomicznych, Deloitte.

Większe możliwości, ale też większa konkurencja

Po wstąpieniu do Unii Europejskiej polskie firmy działają na obszarze 12 razy większym pod względem liczby mieszkańców i 26 razy większym pod względem wielkości gospodarki niż rynek krajowy. Dzięki temu mogą łatwiej skalować swoją działalność i rozwijać się. Otwarcie gospodarek krajowych na konkurencję na europejskim jednolitym rynku zmusiło firmy do zmierzenia się z rywalami z całej Europy. To z kolei dodatkowa presja na wzrost jakościowej i cenowej atrakcyjności produktów, co obserwujemy m.in. pod postacią niższych marż przedsiębiorstw na bardziej konkurencyjnych rynkach. Konieczność sprostania tej konkurencji skłania firmy do innowacji w celu zwiększenia produktywności, a tym samym przyspiesza wzrost gospodarczy. Jak wynika z wyliczeń Deloitte na jednolitym rynku unijnym marże spadły z 20 proc. w 1995 r. do 18 proc. w 2019 r. W Polsce był to spadek o 2.6 p.p. Mimo to marże w Europie Środkowej pozostają wciąż o ponad 2 proc. wyższe niż w Europie Zachodniej, co wskazuje na przestrzeń dla dalszego wzrostu konkurencji.

Badania naukowe pokazują, że to właśnie zniesienie barier celnych i regulacyjnych dla handlu oraz spadek marż na jednolitym rynku są główną długookresową korzyścią z członkostwa w UE, skutkując wzrostem produktywności i poziomu życia. Dla Polski ta korzyść była szacowana kilka lat temu za pomocą modelu Komisji Europejskiej na trwale wyższe PKB (o ponad 10 proc.).

Skala wpływu na rynek pracy

Jednolity rynek unijny ma również znaczny wpływ w krótkim okresie. W Polsce liczba pracowników w sektorach związanych z eksportem na jednolity rynek unijny szacowana jest na ponad 5 mln osób, co przekłada się na 29 proc. zatrudnionych. Co składa się na ten wynik?

Eksport do Unii Europejskiej wyniósł w 2022 r. prawie 40 proc. polskiego PKB. W związku z tym, choć dotyczył on przede wszystkim sektorów o wysokiej produktywności, w produkcji na jego cele bezpośrednio zatrudnione było ponad 2,3 mln osób (ponad 13 proc. pracujących w gospodarce).

Jednocześnie produkcja eksportowa tworzyła popyt na półprodukty, tworząc dalsze miejsca pracy w łańcuchu dostaw. Wpływ ten na rynek pracy mógł być zbliżony do bezpośredniego. Pośrednie zatrudnienie przy produkcji na jednolity rynek może więc wynosić nawet ponad 2,2 mln osób, co przekłada się na blisko 13 proc. pracujących. Co równie ważne, pracujący pośrednio i bezpośrednio przy produkcji na jednolity rynek UE stanowią istotną grupę konsumentów – mówi dr Rafał Trzeciakowski, starszy ekonomista, Zespół Analiz Ekonomicznych, Deloitte. Obsługa ich popytu tworzy blisko 0,5 mln dodatkowych miejsc pracy (ok. 2,8 proc. pracujących).

Do tych krótkookresowych korzyści można doliczyć otrzymywane fundusze unijne, które są jednak wyraźnie mniejsze. Z analizy Deloitte wynika, że tworzą one ok. 590 tys. miejsc pracy, z czego ok. 325 tys. bezpośrednio, 165 tys. pośrednio, a przez wzrost popytu – kolejne 100 tys. posad.

Równowartość funduszy unijnych otrzymywanych przez Polskę odpowiada ok.7 proc. wartości eksportu na jednolity rynek unijny. Jednocześnie środki otrzymywane z UE są skupione na sektorach bardziej pracochłonnych, jak np. rolnictwo, przez co generują one łącznie ponad 11 proc. miejsc generowanych w związku z eksportem.

Nowi CEO w InPost UK i Mondial Relay

Nowi dyrektorzy zarządzający dołączają do Grupy InPost i obejmą stanowisko CEO na kluczowych rynkach. Neil Kuschel został dyrektorem zarządzającym w InPost w Wielkiej Brytanii, natomiast Laurent Bendavid w Mondial Relay – odpowiadając za Francję, Belgię, Niderlandy i Luksemburg.

– Po sukcesie w Polsce, Grupa InPost stawia na rozwój swojej aktywności na innych rynkach europejskich – dlatego niezwykle się cieszę, że dołączyli do nas dwaj wybitni liderzy, którzy pomogą nam zrealizować nasze strategiczne cele rozwoju na dwóch kluczowych dla nas rynkach. Przyspieszenie ekspansji w Wielkiej Brytanii oraz Francji wymaga olbrzymiej wiedzy i doświadczenia w działalności operacyjnej. Ponadto wyzwania, które przed sobą postawiliśmy, potrzebują ciągłej inwestycji w talenty. Jestem przekonany, że kompetencje Neila oraz Laurenta umocnią pozycję Grupy InPost na rynkach europejskich oraz pomogą osiągnąć ambitne cele – powiedział Rafał Brzoska, CEO i założyciel Grupy InPost.

W ubiegłym roku we Francji, pomimo wyjątkowo wymagającego otoczenia, Grupa InPost nie tylko rosła szybciej niż rynek, ale także zanotowała wzrost wolumenów B2C na poziomie 23% rok do roku. W ciągu zaledwie dwóch lat Mondial Relay stał się numerem 1 wśród sieci maszyn paczkowych we Francji.

W Wielkiej Brytanii rok 2023 był dla InPost przełomowy. Marka zajmuje obecnie czołowe miejsce pod względem wielkości sieci w UK. Grupa nabyła udziały operatora logistycznego Menzies Distribution, co zwiększyło jej kontrolę nad procesem logistycznym. Ponadto, InPost UK osiągnął zdecydowany wzrost obsługiwanych wolumenów oraz rentowność na poziomie EBITDA.

Michael Rouse, CEO InPost International podkreślił – Mondial Relay wkracza teraz w kolejną fazę transformacji zorientowanej na konsumenta, przyspieszając nasze ambicje w zakresie wzrostu udziału w rynku, rozbudowy sieci i jakości dostaw. W Wielkiej Brytanii zamierzamy kontynuować nasz dynamiczny plan rozwoju bazując na zeszłorocznym sukcesie, w tym nasze strategiczne partnerstwo z Menzies i ogólnokrajową ekspansję naszej sieci.

Laurent Bendavid posiada szerokie doświadczenie zdobyte na stanowiskach kierowniczych w sektorze B2C i B2B. W ciągu ostatnich pięciu lat pełnił funkcję dyrektora generalnego w Alliance Healthcare France, części globalnej organizacji Cencora, lidera rozwiązań farmaceutycznych. W ciągu zaledwie 18 miesięcy przywrócił zyskowność francuskiej organizacji, osiągając dwucyfrowy dodatni wynik EBIT, a jednocześnie rozwijając sieć 80 magazynów na terenie całego kraju. Wcześniej był dyrektorem generalnym w Logista France, nadzorującym dystrybucję dla ponad 50 tysięcy punktów sprzedaży artykułów spożywczych, napojów i innych produktów. Od 1994 do 2013 roku Laurent zajmował różne stanowiska związane z obszarem B2C w Grupie Carrefour, pracując we Francji, Ameryce Południowej, Bułgarii oraz na szczeblu międzynarodowym jako wiceprezes ds. handlowych i rozwoju nowych koncepcji.

Neil Kuschel posiada bardzo różnorodne doświadczenia zdobyte jako dyrektor generalny czy doradca zarządu, ale także na wysokich stanowiskach kierowniczych związanych z logistyką i technologią w e-commerce. Przez ponad 12 lat na stanowiskach na szczeblu wykonawczym pomagał brytyjskim i europejskim markom w ekspansji, doskonaląc je w zakresie sprzedaży bezpośredniej do konsumenta (D2C). Wcześniej, przez 5 lat był dyrektorem generalnym platformy Global-e w Europie – światowego lidera rozwiązań cross-border. Dołączył do firmy na wczesnym etapie jej rozwoju w 2017 roku i odegrał kluczową rolę we wzroście liczby sprzedawców detalicznych z 64 do ponad 1000 w 2022 roku oraz osiągnięciu sprzedaży w transakcjach międzynarodowych na poziomie 2,4 miliarda dolarów. Wcześniej przez 20 lat Neil pracował w DHL, działając w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Jako wiceprezes ds. sprzedaży DHL w Wielkiej Brytanii, był odpowiedzialny za wszystkie działania sprzedażowe w kraju.

Grupa InPost jest obecna w 9 krajach, w których na koniec 2023 roku dysponowała ponad 66 000 punktów OOH, w tym ponad 35 000 urządzeń Paczkomat® InPost.

W UK Grupa zarządza już blisko 6 500 swoimi maszynami oraz prawie 1 500 punktami PUDO. InPost ma już 7 000 punktów nadania i odbioru (w tym urządzeń Paczkomat®) w Hiszpanii oraz 2 000 w Portugalii. Sieć w Portugalii wzrosła o 100% w ciągu ostatniego roku, a niedawno uruchomiono pierwsze urządzenie Paczkomat® w tym kraju. We Francji Mondial Relay ma już 5 000 urządzeń Paczkomat®. Dodatkowo Grupa posiada na tym rynku ponad 11 000 punktów odbioru i nadania (PUDO), realizuje również strategiczne partnerstwa z wieloma globalnymi graczami, m.in. Zalando czy Vinted.

W 2023 roku Grupa InPost dostarczyła 892,1 mln przesyłek, o 20% więcej niż rok wcześniej. W Polsce wolumen przesyłek wyniósł 589,5 mln przesyłek (+16%). Na rynkach międzynarodowych wolumen wyniósł 302,6 mln sztuk (+28%), w tym Mondial Relay dostarczył 239,9 mln przesyłek (+13%). W Wielkiej Brytanii, drugim co do wielkości międzynarodowym rynku, InPost dostarczył 46,5 mln paczek – co oznacza wzrost o blisko 127% r/r.

Optymistyczne prognozy dla rynku mieszkaniowego. GUS: rośnie liczba pozwoleń na budowę i rozpoczętych inwestycji

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszym kwartale 2024 roku wskazuje, że produkcja firm deweloperskich wciąż ma decydujący wpływa na liczbę nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z danych GUS wynika, że w pierwszych trzech miesiącach roku lokali mieszkalnych oddanych do użytku było o 12% mniej niż przed rokiem. Jednak firmy deweloperskie zrealizowały w tym okresie zaledwie o 4% mniej lokali niż w 2023 roku, podczas gdy inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 22,5% mniej niż rok wcześniej. Warto zaznaczyć, że w obu tych grupach inwestorów (deweloperów i gospodarstw domowych) o słabszych wynikach kwartalnych zadecydowała wyraźnie niższa niż w poprzednich latach liczba mieszkań oddanych w styczniu.

Znacznie bardziej optymistycznie od liczby wybudowanych mieszkań prezentuje się w pierwszym kwartale tego roku liczba uzyskanych na realizację nowych inwestycji pozwoleń. Na 33% więcej pozwoleń od stycznia do marca złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 72% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich.

O optymizmie firm deweloperskich najdobitniej świadczy przede wszystkim liczba rozpoczętych budów. Statystyka tzw. mieszkań rozpoczętych w pierwszym kwartale bieżącego roku wskazuje na ożywienie we wszystkich kategoriach inwestorów (nawet mieszkań zakładowych jest o 100% więcej niż przed rokiem co oznacza, że rozpoczęto budowę 2 takich lokali). Tu również zadecydowały wyniki firm deweloperskich, które rozpoczęły budowę o 79% większej liczby mieszkań niż rok temu. Skala ożywienie po stronie deweloperów zasługuje na szczególną uwagę ponieważ rosnąca z miesiąca na miesiąc liczba rozpoczynanych budów realizowanych na sprzedaż lub wynajem (deweloperzy w terminologii GUS) jest porównywalna z poziomem odnotowanym w pierwszym kwartale 2021 rokiem, kiedy to deweloperzy rozpoczęli budowy ponad 166 tys. mieszkań.

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics

Średnia płaca w marcu ponad 8400 zł, nieznaczny spadek zatrudnienia

Wynagrodzenia w marcu niesione premiami rocznymi wybijają szczyty. Reszta danych z kraju nie jest już aż tak optymistyczna. Na rynku ropy naftowej pomimo zamieszania na Bliskim Wschodzie nadal stabilne poziomy.

Kolejny rekord wynagrodzeń

Wczorajsze dane na temat wynagrodzeń pokazały najwyższy poziom w historii. W marcu przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 8408,79 zł. Analizując te dane, należy pamiętać o kilku ważnych elementach. Po pierwsze marzec jest miesiącem, w którym w wielu organizacjach wypłacane są premie wynikowe roczne, co powoduje, że jest on zwyczajowo rekordowym miesiącem. Po drugie średni roczny wzrost wynagrodzeń to 12%, w związku z czym pokonywanie kolejnych rekordów płacowych nie jest niczym nadzwyczajnym. Siła anomalii marcowej jest jednak tak duża, że pensje za marzec są większe o ponad 400 zł niż za luty. Warto też spojrzeć na ubiegły rok. Mimo szybkiego wzrostu wynagrodzeń wynik z marca został pobity dopiero w październiku. Co z tego wynika? Można oczekiwać, że kwietniowe dane będą niższe. Nie zmienia to faktu, że w kraju, w którym wynagrodzenia rosną o 12% rocznie, jeżeli nie wydarzy się coś bardzo złego, za kilka miesięcy znów zobaczymy rekordy wszechczasów płac. Z drugiej strony trochę niepokoi spadek zatrudnienia, na szczęście jest on relatywnie mały i wynosi -0,2%.

 Pozostałe dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy nie tylko dane z rynku pracy. Produkcja przemysłowa spadła o 6% w skali roku. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w ciągu roku spadły o 9,6%, co mocno ogranicza presję na wzrosty cen dla konsumentów. Z drugiej strony nadal rosną ceny produkcji budowlano-montażowej, co boleśnie widać na rynku. Sama produkcja budowlano-montażowa jednak w ciągu roku skurczyła się o 13,3%. Pytanie, jak zachowa się ten wskaźnik, jeżeli dojdzie do wdrożenia bezpiecznego kredytu 0% lub jakiejś modyfikacji programu zalewania rynku nieruchomości gotówką. Rynki zareagowały na te dane lekką przeceną polskiego złotego. Głównym powodem był fakt, że dane te mogą skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do szybszej rewizji poziomu stóp procentowych. Nie mylmy jednak szybszej rewizji z szybką rewizją. Nadal nie zanosi się na szybkie obniżki.

Ropa stabilna mimo wydarzeń na Bliskim Wschodzie

Wydawać by się mogło, że konflikt pomiędzy Izraelem a Iranem spowoduje, że ceny ropy naftowej podobnie jak w poprzednich dużych konfliktach na Bliskim Wschodzie, poszybują w górę. Tak się jednak nie dzieje. Co więcej, surowiec jest obecnie relatywnie blisko minimów cenowych z kwietnia. Powodem jest produkcja w USA. Jeszcze nie tak dawno temu kraj ten był olbrzymim importerem surowca. W rezultacie był on bardzo silnie zależny od tego, co zostanie wyeksportowane przez kraje Zatoki Perskiej. Obecnie USA dzięki znacznym wzrostom produkcji jest wręcz eksporterem surowca. W rezultacie rynek nie reaguje już tak nerwowo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów PMI, warto również zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Transformacja energetyczna napędza sprzedaż w przemyśle chemicznym, a recykling staje się kluczem do konkurencyjności

Transformacja energetyczna generuje wzmożone zapotrzebowanie na produkty przemysłu chemicznego, co może pomóc w przezwyciężeniu spowolnienia w sektorze. Dla zachowania konkurencyjności w branży chemicznej kluczowym krokiem okażą się inwestycje cyrkularne –wynika z raportu 2024 Chemical Industry Outlook, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W 2024 r. istotna dla branży chemicznej okazuje się również zmiana strategii w zakresie łańcucha dostaw i poszukiwanie nowych możliwości geopolitycznych w tym zakresie.

W 2023 roku doszło do spowolnienia popytu na produkty przemysłu chemicznego na całym świecie. Przyczyniło się do tego wiele czynników, w tym recesja w Europie, inflacja w Stanach Zjednoczonych i mniejsze niż oczekiwano odbicie popytu ze strony Chin. W rezultacie produkcja chemiczna wzrosła o mniej niż 1 proc. rok do roku w pierwszych ośmiu miesiącach 2023 r., a wiele segmentów odnotowało niższą produkcję. Część przedsiębiorstw skupiła się na redukcji kosztów i poprawie wydajności, aby pomóc zrównoważyć spadek produkcji.

Otoczenie rynkowe branży znacznie się zmienia, a presja interesariuszy oraz polityki rządów zachęcają do inwestycji w dekarbonizację. W ostatnich latach następuje na przykład przyspieszenie konwergencji sektorów związanych z transformacją energetyczną. Niektóre spółki naftowo-gazowe koncentrują się na wydobyciu i przetwarzaniu minerałów krytycznych, rolnictwie i chemikaliach, aby zabezpieczyć łańcuchy dostaw czystej energii. Jednocześnie część przedsiębiorstw chemicznych inwestuje w przetwarzanie litu, produkcję baterii i czystego amoniaku z podobnych powodów.

– Przed firmami chemicznymi pojawiają się nowe możliwości, ale jednocześnie sektor coraz mocniej konkuruje z innymi branżami, które często dysponują większymi przepływami pieniężnymi, takimi jak koncerny naftowe i gazowe. Przemysł chemiczny powinien zrównoważyć cele krótko i długoterminowe, aby przejść przez nieco trudniejszy obecny okres niepewności i przygotować się na przyszłość. W Polsce minimalizowanie ryzyk, nawet tych wynikających z nadchodzących zmiany w podatku od nieruchomości, będzie miało kluczowe znaczenie w obszarze inwestycji mówi Paweł Banasik, partner, lider Zespołu ds. Podatku od nieruchomości, lider Grupy Industrials, Deloitte.

Transformacja energetyczna a zwiększony popyt na chemikalia

Zmiany energetyczno-środowiskowe generują wzmożoną falę produkcji opartej na substancjach chemicznych. Podczas gdy całkowity popyt na produkty przemysłu chemicznego w 2023 r. nie był imponujący, oczekuje się zmiany tej sytuacji w 2024 r. i późniejszym okresie, ze względu na nowe regulacje związane z transformacją oraz rosnące zapotrzebowanie na materiały. Szacuje się, że już w 2023 r. w energię zainwestowano na całym świecie 2,8 bln dolarów, z czego ponad 60 proc. w technologie czystej energii, takie jak odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne i magazynowanie energii w akumulatorach.

Przemysł chemiczny uczestniczy w produkcji ponad 75 proc. wszystkich technologii redukcji emisji potrzebnych do osiągnięcia celów zerowej emisji netto do 2050 roku. Przykładowo, przemysł ten produkuje materiały akumulatorowe do pojazdów elektrycznych, czynniki chłodnicze do pomp ciepła, żywice epoksydowe, poliuretanowe i smary do turbin wiatrowych oraz rozpuszczalniki do półprzewodników. Dla polskiego sektora chemicznego wysoki priorytet ma kwestia utrzymania stabilnej pozycji i konkurencyjności. Bez wsparcia finansowego i regulacyjnego ciężko będzie sprostać aktualnym wymaganiom w zakresie dalszej transformacji energetycznej– mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Deloitte.

W lutym 2023 r. Komisja Europejska ogłosiła plan przemysłowy Zielonego Ładu, aby zapobiec odpływowi działalności przemysłowej z Europy. Ponadto w maju 2023 r. przyjęto graniczny podatek węglowy (CBAM), który ma pomóc w wyrównaniu szans między Unią Europejską a zagranicznymi producentami poprzez wprowadzenie ceny emisji dwutlenku węgla na niektóre produkty wysokoemisyjne. Oczekuje się, że skutki mechanizmu CBAM zostaną w pełni zrealizowane najwcześniej w 2026 r. Mechanizm może podzielić światowe rynki na te o większej i mniejszej intensywności emisji dwutlenku węgla, co potencjalnie będzie miało znaczny wpływ na cały światowy przemysł chemiczny.

Dążenie do eliminacji PFAS w UE i USA

W ostatnich latach na spadek zaufania do firm z sektora chemicznego wpłynęły badania dotyczące obecności szkodliwych substancji per- i poliuoroalkilowych (PFAS) w wodzie. Przykładowo US Geological Survey wykazało, że w Stanach Zjednoczonych 45 proc. wody kranowej może zawierać co najmniej jedną substancję PFAS. W reakcji na problem szkodliwych substancji, organy regulacyjne w Europie i Stanach Zjednoczonych zaproponowały zmiany przepisów. W ramach Zielonego Ładu ogłoszonego w 2020 r. Komisja Europejska zobowiązała się do wdrożenia ograniczeń w zakresie produkcji, wprowadzania do obrotu i stosowania do 2030 r. tysięcy niebezpiecznych chemikaliów, w tym PFAS. Regulacje nie zostały jeszcze wprowadzone, ale przepisy najprawdopodobniej wejdą w życie w najbliższych latach.

W Stanach Zjednoczonych Agencja Ochrony Środowiska (EPA) zaproponowała uznanie niektórych PFAS za substancje niebezpieczne na mocy ustawy o kompleksowym reagowaniu na środowisko, odszkodowaniach i odpowiedzialności, co zwiększyłoby przejrzystość w zakresie uwalniania tych chemikaliów. Sprawę komplikuje fakt, że nie wszystkie PFAS wykazują równie szkodliwe właściwości.   Wielu przedstawicieli branży chemicznej uważa w większości wycofane uoropolimery za substancje o niskim stopniu zagrożenia zgodnie z kryteriami Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Jednocześnie obecnie brakuje alternatywy dla uoropolimerów w niektórych zastosowaniach, takich jak panele słoneczne, zielony wodór i baterie litowo-jonowe. W oczekiwaniu na to, czy organy regulacyjne dokonają rozróżnienia między związkami PFAS w nadchodzących przepisach, niektóre firmy ogłosiły, że wycofają się z produkcji i stosowania PFAS, zaś inne organizacje angażują się w innowacje w zakresie alternatyw.

Recykling i inwestycje cyrkularne

Liderzy branży chemicznej poszukujący przewagi konkurencyjnej zdają sobie sprawę z ogromnych możliwości wdrażania działań w myśl gospodarki o obiegu zamkniętym. Może ona z jednej strony stanowić ścieżkę do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju m.in. poprzez minimalizację ilości generowanych odpadów czy redukcję emisji w trzecim zakresie, który obejmuje łańcuch dostaw przedsiębiorstw. Z drugiej strony – zachowując wartość ekonomiczną już raz pozyskanych surowców, możliwe jest osiągnięcie realnych korzyści ekonomiczno-ekologicznych – mówi Joanna Leoniewska-Gogola, liderka zespołu circular economy, Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte w 2024 r. w miarę ogłaszania i uruchamiania nowych projektów rola inwestycji cyrkularnych będzie rosła. Oczekuje się, że podpisanie traktatu ONZ w sprawie wyeliminowania zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi nastąpi do końca 2024 r. Szczegóły traktatu mogą spowolnić lub przyspieszyć działania w zakresie zamykania obiegu tworzyw sztucznych.

Obecnie, globalnie jedynie około 9 proc. tworzyw sztucznych jest poddawanych recyklingowi. Chociaż przyjmuje się, że recykling mechaniczny powoduje mniejszą emisję gazów cieplarnianych niż recykling chemiczny, ma on znaczne ograniczenia, takie jak wymaganie określonego typu tworzyw sztucznych o niskim poziomie zanieczyszczenia przy jednoczesnym wytwarzaniu produktu o niższej jakości. Podczas gdy recykling mechaniczny odpowiada obecnie za około 96 proc. całkowitej mocy przetwórczej recyklingu tworzyw sztucznych, ze względu na ograniczenia surowcowe, zwiększa się popyt na recykling chemiczny. Jeśli wszystkie zapowiadane projekty zostaną ukończone, wydajność recyklingu chemicznego może wzrosnąć ponad trzykrotnie w latach 2023-2026. W ostatnich latach rośnie również popularność recyklingu baterii litowo-jonowych. Podczas gdy Chiny mogły do 2021 r. pochwalić się największą zdolnością recyklingu, zarówno tą istniejącą, jak i planowaną, Stany Zjednoczone i Europa przyspieszyły rozwój w tym zakresie. W najbliższych latach obiecująco zapowiada się również rozwój alternatywnych dla tworzyw sztucznych surowców pochodzenia biologicznego.

Kluczem do sukcesu rozwiązań cyrkularnych okaże się zbudowanie odpornego łańcucha dostaw. Jak dotąd firmy chemiczne wykazywały się zdolnością do wprowadzania innowacji poprzez nowe modele biznesowe i partnerstwa. Wiele organizacji podpisało długoterminowe umowy z dostawcami surowców i podmiotami zajmującymi się recyklingiem, aby zminimalizować ryzyko biznesowe. Część firm rozszerzyło działalność pionowo, aby działać na większej części łańcucha dostaw. Inne zacieśniają współpracę w celu zbudowania bardziej rozległej sieci dostępu do surowców i przetwarzania. Zwiększenie kooperacji w ramach łańcucha dostaw pozostaje zasadniczym celem na najbliższe lata.

Wyniki finansowe Grupy Kuehne+Nagel za pierwszy kwartał 2024 r.

Pierwszy kwartał 2024 roku: spadek zysków i intensyfikacja kosztów.

Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 5,508 6,748 -18%
Zysk brutto 2,076 2,394 -13%
Wynik operacyjny (EBITDA) 576 803 -28%
EBIT 376 612 -39%
Zysk za okres 278 462 -40%

Początek roku obrotowego 2024 charakteryzował się nieznaczną poprawą popytu na usługi transportowe w logistyce morskiej i lotniczej. Obroty netto Grupy Kuehne+Nagel w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 5,5 mld CHF, przy EBIT w wysokości 376 mln CHF i zysku przed opodatkowaniem w wysokości 278 mln CHF. Wyniki były ogólnie niższe i wpłynęły na nie ujemne efekty kursowe w wysokości 3% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Współczynnik konwersji, który opisuje stosunek EBIT do zysku brutto wyniósł 18% w pierwszym kwartale 2024 r., znacznie powyżej wartości sprzed Covid-19 wynoszącej 12% w pierwszym kwartale 2019 r. Generalnie, wskaźniki te są powyżej odpowiednich poziomów sprzed pandemii.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„W pełnym wyzwań otoczeniu, Kuehne+Nagel rozpoczęło rok biznesowy 2024 z solidnymi, ale niższymi wynikami rok do roku. Nasza koncentracja na wydajności i usprawnionych strukturach pozwoliła nam obniżyć koszty dywizji morskiej o 12% i 14% w logistyce lotniczej. Rezygnując ze struktury regionalnej, stworzyliśmy podstawę do dalszego wzrostu i umożliwiliśmy bardziej bezpośredni dostęp do naszych klientów na całym świecie. Ponadto wzmocniliśmy naszą ofertę dla klientów z Azji Południowo-Wschodniej poprzez strategiczne przejęcie City Zone Express, dostawcy usług logistyki drogowej z siedzibą w Penang w Malezji”.

Logistyka morska

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,926 2,667 -28%
Zysk brutto 503 686 -27%
EBIT 197 344 -43%

Obroty netto działu logistyki morskiej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,9 mld CHF, a zysk operacyjny (EBIT) 197 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 39%. Do końca marca 2024 r. wolumen frachtu morskiego osiągnął 1,0 mln TEU. W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku ta dywizja odnotowała wzrost wolumenu o 1,5% rok do roku.

Ponadto platforma seaexplorer została rozszerzona o harmonogramy dla przesyłek drobnicowych (LCL). Z uwagi na kryzys na Morzu Czerwonym klienci z powodzeniem optymalizowali planowanie transportu, korzystając z informacji dostarczanych w czasie rzeczywistym przez platformę seaexplorer.

Logistyka lotnicza

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,583 1,862 -15%
Zysk brutto 392 488 -20%
EBIT 94 154 -39%

Obroty netto dywizji lotniczej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,6 mld CHF, przy EBIT w wysokości 94 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 24%. Wolumen frachtu lotniczego osiągnął 491 000 ton do końca marca 2024 r., czyli o 3,4% więcej niż w roku poprzednim.

Na lotnisku JFK w Nowym Jorku, w punkcie logistyki lotniczej Kuehne+Nagel, dołączona została nowa strefa z kontrolowaną temperaturą, obejmując łącznie 7 200 mkw. powierzchni magazynowej. Lokalizacja ta odgrywa kluczową rolę w dalszym rozwoju logistyki dla opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych.

Logistyka drogowa

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 860 956 -10%
Zysk brutto 325 349 -7%
EBIT 30 52 -42%

Obroty netto drogowej jednostki biznesowej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 860 mln CHF, przy EBIT w wysokości 30 mln CHF. W tym okresie zrealizowano około 5,6 miliona zamówień.

W marcu 2024 r. Kuehne+Nagel ogłosiło przejęcie południowo-wschodnioazjatyckiego dostawcy usług logistyki drogowej City Zone Express. Firma zatrudnia ponad 500 pracowników i znacznie rozszerzy ofertę Kuehne+Nagel w zakresie transportu transgranicznego w Azji.

Logistyka kontraktowa

 

CHF mln

Q1 2024 Q1 2023 Δ
Obrót netto 1,139 1,263 -10%
Zysk brutto 856 871 -2%
EBIT 55 62 -11%

Obroty netto działu logistyki kontraktowej w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 1,1 mld CHF, przy zysku EBIT w wysokości 55 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 6%.

Kuehne+Nagel uruchomiło nowy obiekt logistyki kontraktowej w Stanach Zjednoczonych w Piscataway, New Jersey. Centrum dystrybucyjne o powierzchni około 10 000 mkw. obsługuje branżę modową i luksusową i jest wyposażone w najnowocześniejszą automatykę i robotykę.

Odbudowuje się rynek wtórny mieszkań

Ogromna dziura podażowa, która powstała w 2023 r. na skutek Bezpiecznego Kredytu 2%, jest już zasypywana. Od stycznia zaobserwowano ponad 12-procentowy wzrost liczby ogłoszeń w ofercie mieszkań z rynku wtórnego. – Osoby poszukujące mają wybór i przede wszystkim czas na podjęcie decyzji – komentuje Michał Kurczycki, dyrektor zarządzający Nieruchomosci-online.pl.

20 proc. – mniej więcej o tyle spadła w ubiegłym roku na rynku wtórnym liczba ogłoszeń mieszkań na sprzedaż. Był to efekt dużego popytu wywołanego m.in. przez Bezpieczny Kredyt 2%. W efekcie, na niektórych lokalnych rynkach kupujący wprost nie mieli w czym wybierać. Najnowsze dane pokazują jednak, że rynek wyraźnie się odbudowuje.

– Popyt na rynku wtórnym jest obecnie dość stabilny, a liczba ofert rośnie. Ta ogromna dziura podażowa, która powstała w 2023 r., jest już zasypywana. Patrząc na to, ile ogłoszeń mieliśmy na początku roku, a ile mamy w kwietniu, wzrost jest ponad 12-procentowy. To pokazuje, jak bardzo narozrabiał na rynku Bezpieczny Kredyt 2% – mówił Michał Kurczycki, dyrektor zarządzający portalu Nieruchomosci-online.pl, podczas konferencji „Szoki na rynku nieruchomości mieszkaniowym” w Łodzi.

– Na rynku nieruchomości, oprócz słupków i analiz, przede wszystkim są ludzie, którzy potrzebują czasu, aby kupić mieszkanie. I osoby poszukujące teraz odzyskują ten czas. Widzimy, że nasze parametry, które ten aspekt analizują, powoli się poprawiają. Mamy w czym wybierać, mamy czas na podjęcie decyzji – dodał Michał Kurczycki.

Na rynku wtórnym nie dojdzie do szoku podażowego?

Także prognozy na najbliższe miesiące wydają się być obiecujące dla rynku wtórnego. Jak wynika z badania nastrojów przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl w marcu na grupie 1,2 tys. agentów nieruchomości, jedynie 15 proc. z nich przewiduje, że w II kwartale br. liczba ogłoszeń spadnie.

– Jeżeli spełnią się oczekiwania strony rządowej i rzeczywiście Kredyt #naStart będzie zakładał kwartalny limit wniosków, to jest szansa, że w momencie startu programu nie będziemy mieli takiego szoku podażowego jak przy Bezpiecznym Kredycie 2% – przewiduje Michał Kurczycki.

Deweloperzy: są trudności w realizacji nowych inwestycji

Podczas konferencji „Szoki na rynku nieruchomości mieszkaniowych” analizowano też sytuację na rynku pierwotnym. Tam I kwartał 2024 r. również stał pod znakiem odbudowy podaży – w wielu miastach do oferty trafiło więcej mieszkań niż było sprzedanych. Deweloperzy dyskutowali jednak, jak sytuacja może wyglądać już podczas działania programu Kredyt #naStart.

– Proces inwestycyjny jest długi, dlatego mam obawy, że kiedy popyt przyspieszy w reakcji na programy pomocowe, podaż nie nadąży. Strona popytowa ruszy na zakupy, ale może nie być wystarczającej liczby ofert – mówił Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate.

Deweloperzy zwracali też uwagę na brak gruntów pod budowę i inne trudności w realizacji nowych inwestycji.

– Prawo planistyczne jest coraz bardziej skomplikowane. Co chwilę zatrzymujemy się na zapisach, które są zaskakujące i dla nas, i dla urzędników. Nagle pojawia się problem, o którym pół roku wcześniej nie wiedzieliśmy, że w ogóle może istnieć. Proces planistyczny komplikuje się i nie widać przestrzeni, aby miało to się zmienić. Dlatego nie widzę możliwości, aby ceny zaczęły spadać w wyniku nagłego wzrostu podaży. To wydaje się niemożliwe – komentował Maciej Drozd, wiceprezes ds. finansowych w Echo Investment.

Mmałe firmy obecnie najbardziej boją się rosnących kosztów działalności i nierzetelnych kontrahentów

Ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej otwierają ranking obecnych obaw mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Tak deklaruje 41,3% respondentów. Nieznacznie mniej wskazań dotyczy problemu nierzetelnych kontrahentów, bo 39,7%. Z kolei 28,2% ankietowanych niepokoi podnoszenie składek zusowskich. Badanie też pokazuje, że uczestnicy sondażu najmniej obawiają się niestabilności politycznej kraju, kontaktów z bankami lub firmami leasingowymi, a także spowolnienia gospodarczego.

Najnowsze badanie UCE RESEARCH przynosi odpowiedź na pytanie, czego obecnie najbardziej obawiają się mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy. 41,3% respondentów wymienia ogólnie rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Jak stwierdza Adrian Parol, ekspert rynku finansowego, a także jeden ze współautorów badania, takie wskazanie jest zrozumiałe. Wzrost kosztów działalności znacząco zmniejszył rentowność prowadzonych biznesów, a niejednokrotnie postawił pod znakiem zapytania sens dalszego ich utrzymywania. Jedynie część powiększających się obciążeń przedsiębiorcy są w stanie przerzucić na odbiorców swoich usług lub produktów.

– Tego typu przedsiębiorstwa z reguły prowadzą swoją działalność lokalnie. Nie mają możliwości skompensowania rosnących kosztów poprzez wzrost wolumenu sprzedaży lub podniesienie ceny produktów. Obawiają się bowiem spadku konkurencyjności na rynku lokalnym. Koszty prowadzenia działalności gospodarczej rosną od wielu lat. Jednak wskutek wybuchu pandemii, wojny w Ukrainie i wysokiej inflacji, wzrost ten okazał się bardzo gwałtowny – komentuje Łukasz Goszczyński, wieloletni ekspert ds. restrukturyzacji, drugi ze współautorów badania.

39,7% ankietowanych obawia się nierzetelnych kontrahentów, a 28,2% – podnoszenia składek na ZUS. Łukasz Goszczyński zaznacza, że tego typu przedsiębiorcy dysponują ograniczonym kapitałem własnym i w znacznej części finansują swoją działalność kredytem. W przypadku wystąpienia zatorów płatniczych mają trudności w spłacie swoich zobowiązań. To z kolei wpływa negatywnie na ich scoring bankowy, co w skrajnej sytuacji może doprowadzić nawet do wypowiedzenia umowy kredytu i bankructwa firmy. Zatem obawa przed nierzetelnymi kontrahentami nie jest wynikiem daleko posuniętej ostrożności, lecz realnym zagrożeniem, któremu przedsiębiorcy nie mogą w 100% sami zapobiec.

– Zmieniły się zasady opłacania składek na ZUS, a tym samym znacząco wzrosły obciążenia z tego tytułu, które przedsiębiorcy muszą ponosić. W przypadku braku płatności narażają się oni na egzekucję administracyjną i paraliż ich działalności. Co więcej, są to koszty, które ciężko jest optymalizować w ramach działalności prowadzonej przez właściciela firmy – dodaje Adrian Parol.

Z kolei 21,3% respondentów obawia się utraty płynności finansowej. Według Łukasza Goszczyńskiego, to nie powinno nikogo dziwić, ponieważ zdrowo myślący przedsiębiorca zawsze ma taki scenariusz z tyłu głowy. Takie podejście jest uzasadnione, bo od połowy ubiegłego roku widać na rynku wzmożone problemy z terminowymi płatnościami. Szczególnie dotyczy to właśnie tych najmniejszych podmiotów.  Natomiast nieznacznie mniej wskazań mają zmiany w przepisach, które zamykają czołową piątkę zestawienia z wynikiem 20,9%.

– W ostatnich latach byliśmy świadkami szybkich zmian przepisów, bez przeprowadzenia rzetelnej analizy następstw przygotowanych działań. Niestety, ale niejednokrotnie takie podejście skutkowało nieopłacalnością dalszego prowadzenia działalności. Wdrażanie zmian w ten sposób uniemożliwia przedsiębiorcom planowanie rozwoju biznesu w dłuższym okresie – dodaje Adrian Parol.

Na kolejnych miejscach zestawienia widzimy takie obawy, jak brak odpowiednich pracowników – 20,4%, podnoszenie podatków – 20,2%, podjęcie złych decyzji biznesowych – 14,3%, a także kontrola skarbówki – 14,1%. Dalej pojawiają się odpowiedzi związane z działaniami konkurencji – 13,5%, kontrolą ZUS-u – 11,3%, a także brakiem zamówień i klientów – 11,3%.

– Sam fakt przeprowadzania kontroli przez organy do tego powołane nie wpływa bezpośrednio na firmy. Przedsiębiorcy wiedzą, jakie obowiązki na nich spoczywają. Natomiast brak pracowników czy też wzrost opodatkowania może zburzyć dotychczasowy model biznesowy i doprowadzić do bankructwa firmy. Stąd też tego typu odpowiedzi, zresztą zasadnie, znalazły się w środku tego rankingu – analizuje Łukasz Goszczyński.

Według przeprowadzonego badania, najmniej obaw mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy mają w kwestiach niestabilności politycznej kraju – 3,1%. Wyżej są odpowiedzi dotyczące kontaktów z bankami lub firmami leasingowymi – 5,9%, a także spowolnienia gospodarczego – 9,3%.

– Te wyniki świadczą o tym, iż przedsiębiorcy póki co dobrze ocenią obecną władzę. Z kolei w zakresie kontaktów z bankami czy firmami leasingowym nastąpiła znacząca poprawa w relacjach pomiędzy tymi podmiotami. Przedsiębiorcy mają możliwość skorzystania z instrumentów restrukturyzacyjnych, dostosowując poziom swoich obciążeń finansowych do przewidywanych przepływów finansowych. Natomiast spowolnienie gospodarcze jest problemem, ale tutaj przedsiębiorcy mają szersze pole manewru i możliwość elastycznego reagowania na takie ryzyko – podsumowuje Adrian Parol.

Opis metody badawczej

Badanie zostało wykonane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Czynności badawcze były prowadzone w dniach 20.03-03.04.2024 r. Analizą objęto wyłącznie mikroprzedsiębiorstwa i małe firmy, które w dniu badania nie zatrudniały więcej niż 50 osób. Do tego ich zeszłoroczny obrót lub całkowity bilans roczny nie przekroczył 10 milionów euro. W ankiecie wzięło udział 597 podmiotów. Odpowiedzi uzyskano za pomocą wywiadów telefonicznych, wspomaganych komputerowo. Dane firm pozyskano z ogólnodostępnych źródeł rejestrowych.

Sztuczna inteligencja ludzi „nie zwolni”, bo ich brakuje. Za to ułatwi nam pracę

Jeśli myślicie, że sztuczna inteligencja zlikwiduje część zawodów i wpłynie negatywnie na rynek pracy, to macie rację, ale nie do końca. Jednym z głównych powodów sięgania po AI przez firmy jest bowiem potrzeba zasypania deficytu na rynku pracy – twierdzą analitycy firmy doradczej IDC.

Programiści, korektorzy, graficy, twórcy video, specjaliści odpowiedzialni za SEO i media społecznościowe – jeśli wierzyć prognozom, to oni mają przede wszystkim ucierpieć z powodu cyfrowej rewolucji i rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. Same firmy przyznają, że już na temat zastąpienia pracowników przez AI dyskutują. Według badań IDC dotyczy to 28% największych firm działających na naszym kontynencie. Co więcej, aż 78% planuje zastąpić do 20% swojej siły roboczej „cyfrowymi współpracownikami”. Gdyby bezwzględnie wierzyć tym liczbom, oznaczałoby to ogromne zmiany na rynku pracy. – I taki scenariusz jest prawdopodobny, szczególnie w krótkiej perspektywie. Pierwsze oznaki już widać, choćby w mediach, gdzie okazuje się np., że korektorów można chcieć zastąpić technologią – zauważa Ewa Zborowska, Research Director z firmy doradczej IDC.

Przyjmijmy, że jedna duża firma zatrudnia w Europie ponad 100 tys. osób, z tego w Polsce kilkanaście tysięcy. Z prostego rachunku wynika więc, że pracę mogłoby stracić – tylko w jednej firmie, w jednym kraju – nawet kilka tysięcy osób. W szerszej skali te liczby wyglądają znacznie bardziej przerażająco. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.

Kilka milionów rąk do pracy mniej

– Sztuczna inteligencja wykorzystywana jest w naszych systemach informatycznych od kilku lat i pozytywnie wpływa na zatrudnienie. Do tworzenia takich rozwiązań niezbędni są bowiem specjaliści. Z kolei w przypadku naszych klientów widzimy, że automatyzacja bardzo często jest receptą na kadrowe braki. Doskonale widać to na przykładzie cyfryzacji magazynów, w których brakuje rąk do pracy. Zauważamy to szczególnie w magazynach e-commerce, gdzie obsługa zamówień jest realizowana przez manualne procesy. Sztuczna inteligencja nie wyeliminuje pracy ludzkiej, ale będzie ją wspierać, pomagając zoptymalizować obsługę procesów i wyeliminować błędy – zwraca uwagę Mikołaj Garbarek, dyrektor działu Systemy dla Logistyki i Transportu Publicznego w PSI Polska.

Wtóruje mu Karolina Pietz-Drapińska, odpowiedzialna za pion marketingu w Komputronik, który również wdraża narzędzia oparte na AI – Eksperymentujemy ze sztuczną inteligencją już od jakiegoś czasu i dostrzegamy obszary, które z powodzeniem można zautomatyzować. AI postrzegamy jednak w kategoriach usprawnienia pracy, dostarczenia dodatkowej wartości dla klientów dzięki współpracy człowieka z technologią, a nie redukcji etatów. Sztuczna inteligencja ma być wsparciem a nie konkurencją dla pracowników – przekonuje.

Z danych IDC wynika, że 78% firm w Europie już korzysta z automatyzacji albo realizuje pilotażowe wdrożenia tej technologii i jako główny powód podaje bynajmniej nie chęć zwolnień pracowników i redukcji kosztów, ale przeciwnie – właśnie zrekompensowanie ich braku. Szacuje się bowiem, że do 2030 r. liczba zatrudnionych na naszym kontynencie spadnie z 265 do 258 milionów. A to nie jedyny problem, z jakim muszą zmierzyć się pracodawcy.

Są obszary, w których nie brakuje pracowników, ale w wielu innych jest deficyt. Dotyczy to nie tylko Polski, ale krajów UE. Dobitnie widać to w obszarze AI, gdzie tworzy się całkowicie nowy rynek pracy. Ktoś tę technologię musi zrozumieć, obsłużyć, wdrożyć, wprowadzić do organizacji w wymiarze zarówno technologicznym, jak i czysto ludzkim. Widzimy, że tych kompetencji nam dziś bardzo brakuje. Jednocześnie w pewnych obszarach, gdzie automatyzacja procesów może zastąpić ludzi, pracowników można zaangażować do nowych zadań pod warunkiem ich przeszkolenia i przekwalifikowania – zwraca uwagę Ewa Zborowska, Research Director z IDC.

Tomasz Kuciel z firmy Editel Polska zajmującej się automatyzacją komunikacji B2B zwraca uwagę także na inne kwestie, które zdają się przeczyć tezie o masowych zwolnieniach i fundamentalnej zmianie na rynku pracy z powodu rozwoju technologii, w tym także generatywnej sztucznej inteligencji.

– Pamiętajmy o tym, że w warunkach niżu demograficznego rąk do pracy jest i będzie coraz mniej. Europa się starzeje. Według danych Komisji Europejskiej połowa populacji na kontynencie ma ponad 44 lata, a 21% ponad 65 lat. Równolegle obserwujemy ewolucję oczekiwań pracowników (szczególnie młodszego pokolenia) wobec pracodawców oraz natury pracy – dążą oni do samorealizacji, angażowania się w zadania, które uznają za wartościowe, często preferując przy tym krótszy czas pracy. W rezultacie, gotowość do wykonywania rutynowych, powtarzalnych zadań drastycznie spada, co rodzi wyzwania dla firm. Właśnie tutaj ukazuje się obszar, w którym AI ma nie tylko możliwość, ale i pole do popisu, aby pokazać swoje możliwości – przekonuje Tomasz Kuciel z Editel Polska.

Faktycznie, w Europie jest coraz większy problem z obsadzeniem niektórych stanowisk. W drugim kwartale 2023 r., w krajach UE na rynku pracy było 2,7% wakatów. W skali krajów te liczby wyglądają już inaczej. W Holandii i Belgii szacowano je na 4,7%, natomiast w Austrii na 4,4%.

3-dniowy tydzień pracy? Możliwy, ale mało realny

Eksperci IDC podkreślają, że dzięki temu, że do 2025 roku już 45% dużych firm w regionie EMEA będzie wykorzystywać GenAI, podwoi się efektywność pracowników biurowych. To oznacza uwolnienie ich czasu. Czy oznacza to, że możliwe będzie wprowadzenie 3- lub 4-dniowego tygodnia pracy? Niekoniecznie. Deklaracje jasno wskazują, że uwolnione zasoby pracowników firmy będą chciały spożytkować na realizację innych ważnych dla nich projektów. W praktyce oznacza to, że pracownicy będą mogli wykorzystywać swój potencjał tam, gdzie będzie on najbardziej potrzebny, znacząco zmniejszając swoje zaangażowanie w realizację monotonnych i nudnych czynności, które można zautomatyzować. Może to dotyczyć m.in. przetwarzania danych – sortowania i kategoryzacji dokumentów oraz automatycznego generowania raportów i analiz czy też odpowiadania na standardowe zapytania klientów.

Spójrzmy na proces przetwarzania faktur. Dziś w większości firm ten proces jest analogowy – wymaga manualnego przetworzenia dokumentów, ich przygotowania, wysłania – pocztą tradycyjną lub mailowo, akceptacji, powiązania faktur z zamówieniami, etc. Czynność ta nie dość, że jest czasochłonna, pracochłonna i kosztowna, to sprzyja też powstawaniu błędów. Ten proces można z powodzeniem zautomatyzować i proszę mi wierzyć: księgowi za to podziękują, nie będą protestować. W dużych firmach przetwarza się manualnie niekiedy setki tysięcy dokumentów księgowych miesięcznie. To nie ma sensu – przekonuje Tomasz Kuciel z Editel Polska, firmy będącej operatorem rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania.

Pozytywnym aspektem rozwoju technologii sztucznej inteligencji będą też inwestycje w pracowników. Zdaniem analityków IDC 60% dużych firm zmodernizuje sprzęt i oprogramowanie, aby poprawić ich doświadczenia i zmniejszyć liczbę odejść. Co więcej, przedsiębiorstwa będą inwestować w rozwój umiejętności pracowników, szczególnie tych technologicznych, co pozwoli zwiększyć firmom produktywność o 1 mld dolarów do 2026 roku.

Technologie bez człowieka nie mają sensu

Z analiz IDC płynie też inny ciekawy wniosek. Otóż okazuje się, że wdrażanie rozwiązań technologicznych opartych na sztucznej inteligencji zwiększa wydajność tylko wtedy, gdy w proces są zaangażowani pracownicy. Innymi słowy: wdrożenie technologii i pozostawienie jej samej sobie nie przyniesie oczekiwanych efektów.

– Zapytaliśmy firmy, które inwestują w automatyzację, o to, jaki ich zdaniem wpływ będzie miało wdrożenie generatywnej sztucznej inteligencji. Odpowiedzi były dość jednoznaczne. Najwięcej, bo 32% respondentów liczy na to, że AI oszczędzi czas i zwiększy produktywność pracowników, 30% spodziewa się lepszego przepływu informacji, a 23% możliwości realizacji bardziej dopasowanych szkoleń. Tyle samo ankietowanych wskazało, że oczekuje od AI podejmowania szybszych decyzji i wyeliminowania realizacji powtarzalnych czynności. Nikt z badanych nie wskazał na zmniejszenie kosztów wynikające z możliwej redukcji personelu – zwraca uwagę Ewa Zborowska z IDC.

Paradoksalnie wiele wskazuje na to, że w dłuższej perspektywie AI nie tylko nie doprowadzi do masowych zwolnień, ale wygeneruje popyt na nowe zawody. Z jednym zastrzeżeniem – Ktoś powiedział kiedyś, że AI nie zabierze ci pracy, ale człowiek, który umie korzystać z AI, już tak – zaznacza Ewa Zborowska z IDC.

Polacy zadłużają się na potęgę. Pożyczki pozabankowe rosną w zawrotnym tempie

W marcu 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 189 tys. nowych pożyczek o wartości 1,722 mld zł. W porównaniu do marca 2023 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły o +251% więcej pożyczek na kwotę wyższą o +110%.

W I kwartale 2024 roku firmy pożyczkowe udzieliły zobowiązań na kwotę 4,85 mld zł, co oznacza wzrost o 111% w porównaniu z I kwartałem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 3,25 mld zł (+70% r/r), pożyczek celowych 1,41 mld zł (+371% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,2 mld zł (+128% r/r).

– Sektor pożyczek pozabankowych rośnie w szybkim tempie zarówno pod względem liczby, jak i wartości. Marcowa wartość sprzedaży była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w marcu udzielono na również rekordową kwotę 1,14 mld zł. Warto zauważyć, że największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych powyżej 5 tys. zł, gdzie dynamika przekroczyła +90% r/r. Argumentem decydującym o wysokim zainteresowaniu pożyczkami udzielanymi przez firmy pozabankowe może być łatwy i szybki dostęp do finansowania – wyjaśnia Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Biura Informacji Kredytowej.

W marcowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 60,6% stanowiły pożyczki celowe, 38,1% pożyczki gotówkowe oraz 1,4% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 29,6% to pożyczki celowe, 66,3% pożyczki gotówkowe oraz 4,1% karty i limity pożyczkowe.

Specyfika polskiego rynku pożyczek pozabankowych pozostaje niezmienna, charakteryzuje ją odmienna struktura liczbowa i wartościowa. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, natomiast pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w marcu 2024 r. wyniosła 2 524 zł i była o 12% wyższa do średniej kwoty udzielonej w marcu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w marcu 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 753 zł i była o 80% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Mieszkańcy Podkarpacia, Świętokrzyskiego i Małopolski najrzetelniej płacą rachunki

Miejsce na podium najbardziej rzetelnych konsumentów, czyli takich, którzy swoje zobowiązania spłacają na czas, utrzymują mieszkańcy województw: podkarpackiego, świętokrzyskiego i małopolskiego. W najnowszym Rankingu Rzetelności Konsumentów Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i Rzetelnej Firmy najmniej sumienni okazali się mieszkańcy Śląska, Pomorza oraz Warmii i Mazur. Swoją sytuację poprawił Dolny Śląsk, który w poprzedniej edycji zajął ostatnie miejsce, a tym razem znalazł się poza ostatnią trójką.Mieszkańcy Podkarpacia, Świętokrzyskiego i Małopolski najrzetelniej płacą rachunki

Opracowana na koniec I kwartału 2024 roku analiza Rzetelnej Firmy oraz Krajowego Rejestru Długów pokazuje, jak wygląda rzetelność polskich konsumentów w poszczególnych regionach kraju. Eksperci wzięli pod uwagę łączny dług w każdym województwie w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, średnią wartość zaległości statystycznego dłużnika w każdym z nich oraz wielkość odsetka osób zadłużonych wśród wszystkich mieszkańców.

Jak wynika z naszych danych, najmniej pieniędzy łącznie do oddania mają mieszkańcy Podlaskiego – 918 mln zł, Świętokrzyskiego, którzy muszą zwrócić 948 mln zł, a także Opolskiego, którego zadłużenie w sumie wynosi 1 mld zł. Z kolei najwyższą kwotę zobowiązań, opiewającą na niemal 6,5 mld zł, uzbierali Mazowszanie oraz Ślązacy, którzy są winni wierzycielom 6,2 mld zł. Wartość zadłużenia przypadająca na konkretny region nie świadczy jednak o rzetelności płatniczej jego mieszkańców, ponieważ jest pochodną liczby mieszkańców. Dopiero przeliczenie tego długu na 1000 mieszkańców, uwzględnienie średniej zaległości statystycznego dłużnika oraz jaki odsetek stanowią oni wśród wszystkich zamieszkujących województwo pozwala na identyfikację regionów z lepszą lub gorszą rzetelnością finansową – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Każde z tych kryteriów było punktowane osobno, zgodnie z zasadą że im mniejszy dług i odsetek dłużników, tym więcej punktów. Ich suma decydowała o pozycji w rankingu.

Rzetelność we krwi

To kolejna edycja Rankingu Rzetelności, w której pierwsza piątka pozostaje bez zmian. Sumienność w regulowaniu zobowiązań można na stałe przypisać mieszkańcom województw podkarpackiego, świętokrzyskiego, małopolskiego, wielkopolskiego i podlaskiego. Zmianie uległa jednak pozycja lidera. W tym wydaniu rankingu Podkarpacie zastąpiło Małopolskę, która spadła na trzecie miejsce. Jest to spowodowane m.in. skalą wzrostu średniego zobowiązania na dłużnika w KRD. W porównaniu do poprzedniej edycji z grudnia 2023 roku w obu województwach ono wzrosło, tyle że w podkarpackim mniej, bo o 721 zł (z 20 253 zł do 20 974 zł), podczas gdy w małopolskim o 1902 zł (z 19 808 zł do 21 710 zł).

Obejmując pozycję lidera, mieszkańcy Podkarpacia otrzymali 41 punktów w aktualnej edycji Rankingu Rzetelności, mimo że ich łączne zadłużenie wcale nie jest najniższe i wynosi 1,1 mld zł (14 miejsce w Polsce). Za to dłużnicy stanowią wśród nich zaledwie 3,23 proc. (najmniej w Polsce), najniższy jest też dług w przeliczeniu na 1000 mieszkańców (677,2 tys. zł). Drugie miejsce, z 37 punktami, zajęło województwo świętokrzyskie, w którym zaległe zobowiązania do zwrotu ma 4,61 proc. mieszkańców, a dług na 1000 mieszkańców wynosi 966,2 tys. zł. Zadłużony konsument ma do spłaty przeciętnie 20 964 zł. Podium zamyka Małopolska uzyskując 35 punktów. Wśród mieszkańców tego regionu do KRD wpisanych jest 4,18 proc. osób, a kwota do oddania na 1000 zamieszkujących wynosi 907 tys. zł.

Duży spadek Śląskiego

Niechlubną ostatnią pozycję w najnowszym Rankingu Rzetelności zajęło województwo śląskie, którego spadek w porównaniu do poprzedniej edycji jest dotkliwy. Z 10. pozycji zajmowanej na koniec 2023 roku przesunęło się na ostatnią otrzymując zaledwie 11 punktów. Choć odsetek zadłużonych konsumentów w tym regionie jest obecnie nieco niższy i wynosi 7,95 proc. mieszkańców (poprzednio 8,46 proc.), to wzrosła zarówno wartość długu w przeliczeniu na 1000 osób, jak i średnie zadłużenie statystycznego dłużnika. Średnie zobowiązanie na konsumenta na Śląsku wynosi obecnie 22 045 zł, a jeszcze kilka miesięcy temu było to 19 726 zł. Natomiast zadłużenie na 1000 mieszkańców urosło o niemal 84 tys. zł i opiewa na kwotę ponad 1,75 mld zł.

Tak samo jak w poprzednim wydaniu rankingu, w ostatniej trójce znalazły się województwa pomorskie, które uzyskało 13 punktów i warmińsko-mazurskie, z 15 punktami. Do KRD wpisanych jest 7,73 proc. mieszkańców Pomorza. Zadłużenie na 1000 konsumentów wynosi tam ponad 1,75 mld zł, a średnie zobowiązanie na jedną osobę opiewa na 22 662 zł. Z kolei wśród zamieszkujących Warmię i Mazury pieniądze do oddania ma 8,2 proc. Zadłużenie na 1000 mieszkańców przekracza 1,73 mld zł, a na jedną osobę wynosi przeciętnie 21 183 zł.

Dolny Śląsk spłaca długi

W aktualnej edycji rankingu są także województwa, których mieszkańcy zdołali poprawić swoją pozycję finansową, przesuwając się o jedno miejsce w rankingu. O spektakularnym sukcesie mogą mówić Dolnoślązacy. Województwo dolnośląskie, które w ostatnich analizach nie opuszczało ostatniej trójki, tym razem awansowało aż o 3 miejsca na 13 pozycję. Odsetek konsumentów znajdujących się w KRD spadł tutaj z niemal 9 proc. do 8,43 proc., dług na 1000 mieszkańców zmniejszył się z ponad 1,82 mld zł do 1,72 mld zł. W poprawie sytuacji regionu w rankingu nie przeszkodził lekki wzrost średniego zadłużenia na jedną osobę, który obecnie wynosi 20 413 zł – poprzednio 20 348 zł.

W rejonach, które zamieszkuje najwięcej ludzi zadłużenie jest zazwyczaj największe. Sytuacja Dolnego Śląska dodatkowo pokazuje, że w takim miejscu zmiany mogą zachodzić dość dynamicznie. W końcu jest to województwo, w którym ciągle przybywa podmiotów gospodarczych, a więc szanse na znalezienie pracy są spore. Dodatkowo, jak wynika z danych GUS za luty br., średnie wynagrodzenie brutto w Dolnośląskim wynosi 8213 zł, czyli więcej niż przeciętne w całym kraju, sięgające 7979 zł. Mieszkańcy takich obszarów mają więcej możliwości zmiany pracy na lepiej płatną i redukcji swojego zadłużenia niż zamieszkujący mniej aktywne gospodarczo regiony. Jednak to nie wystarczy, co pokazuje przykład województwa śląskiego. To także region rozwinięty gospodarczo, w którym płace są jeszcze wyższe i wynoszą prawie 8489 zł, a znalazło się ono na końcu naszego zestawienia. Oprócz wysokości zarobków w spłacaniu długów kluczową rolę odgrywa mobilizacja i uczciwość konsumentów – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Sektor usług w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł

PMI dla przemysłu w kwietniu w strefie euro wyniósł 45,6 wobec 46,1 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy niż wskazywały prognozy (46,5). Po raz kolejny szczególnie patrzymy na odczyt z Niemiec, gdzie jeszcze na początku roku wydawało się, że przemysł najgorsze ma za sobą, a PMI wynosił 45,5. Przemysł wpadł jednak w kolejny dołek, a niemiecka gospodarka, która jest mocno zależna od przemysłu, okazuje dalszą słabość. W kwietniu wskaźnik dla przemysłu wyniósł 42,2. Podobną tendencję obserwujemy we Francji, gdzie wskaźnik w kwietniu wyniósł 44,9 (wobec 47,1 dwa miesiące wcześniej).

Odmienną sytuację mamy w sektorze usług. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wzrósł do 52,9 wobec 51,5 miesiąc wcześniej. Odczyt jest pozytywnym zaskoczeniem, konsensus rynkowy wynosił 51,8. Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł. Tutaj również wyróżniają się dane z Niemiec. Wskaźnik dla sektora usług wyniósł 53,3 pkt, prognozy wskazywały na wzrost jedynie do 50,6 pkt.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 51,4 wobec 50,3 miesiąc wcześniej. Odczyt istotnie powyżej poziomu 50 pkt. Pomimo utrzymującej się słabości sektora produkcyjnego, mocne odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Utrzymywanie się dobrej koniunktury w sektorze usług pomoże w uniknięciu recesji w kolejnych kwartałach.

Dane z sektora usług będą szczegółowo analizowane w kontekście polityki monetarnej EBC. Uczestnicy rynku oczekują pierwszej obniżki stóp procentowych w czerwcu. Pytaniem pozostaje jednak, czy inflacja w sektorze usług nie będzie się utrzymywać, a to może wpłynąć na kolejne decyzje i tempo obniżek.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Biurowce stają się mini centrami handlowymi – 64% warszawskich biurowców oferuje lokale usługowo-handlowe

Już 64% warszawskich biurowców oferuje przynajmniej jeden lokal usługowo-handlowy – wynika z raportu „Retail @ Office” przygotowanego przez ekspertów międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield. Niska podaż nowej, typowo handlowej powierzchni w Warszawie skłania sieci handlowe i usługodawców do szukania alternatywnych lokalizacji. Jednocześnie ostatnie lata przyniosły wiele zmian w preferencjach użytkowników w zakresie wykorzystania przestrzeni biurowej oraz rodzaju usług dostępnych w biurowcach. Jak wynika z analiz Cushman & Wakefield:

  • 6% powierzchni – tyle średnio w Warszawie zajmują lokale usługowo-handlowe w budynkach biurowych.
  • 87% lokali handlowo-usługowych znajduje się na parterze, co podkreśla ich strategiczne umiejscowienie dla maksymalnej widoczności i dostępności.
  • 390 000 mkw. w 1400 lokalach w ponad 360 lokalizacjach – to zasób powierzchni usługowo-handlowej w biurowcach w Warszawie według stanu na koniec 2023 roku.

Centrum i Centralny Obszar Biznesowy (COB) łącznie koncentrują ponad połowę wszystkich lokali handlowych w biurowcach, przy czym to w COB jest najwyższe nasycenie powierzchnią handlowo-usługową w obiektach biurowych – ponad 1,5 mkw. na osobę.

Powierzchnie handlowo-usługowe w biurowcach zyskują na popularności. W nowszych projektach stanowią już nawet 7% powierzchni. Wpływ na to mają zmiany zachodzące w tkance miejskiej związane z ewolucją potrzeb użytkowników biur i mieszkańców warszawskich dzielnic, trend tworzenia przestrzeni wielofunkcyjnych oraz kurczące się zasoby dostępnych gruntów w kluczowych dla biznesu lokalizacjach.

W Warszawie zasób nowoczesnej powierzchni handlowej (wyłączając wolnostojące magazyny handlowe, a także powierzchnie w centrach handlowych zajmowane przez wielkopowierzchniowe hipermarkety spożywcze), to 1,2 mln mkw. w 45 lokalizacjach. Przy czym w ostatnich dwóch latach dostarczone zostało zaledwie 37 000 mkw.

Wobec niedostępności powierzchni w centrach handlowych, najemcy poszukują̨ innych lokalizacji, a ich uwaga w naturalny sposób kieruje się w stronę lokali w budynkach biurowych i mieszkalnych. Znajdujące się w ogromnej większości w parterze biurowców powierzchnie tworzą strefy usługowo-handlowe coraz bardziej otwarte na ruch z zewnątrz. Analizując dane dotyczące handlu w biurowcach skupiliśmy się na budynkach klasy A i B, ale pominęliśmy projekty typu mixed-use, które mają nieco inną specyfikę” – tłumaczy Ewelina Staruch, Analityk rynku handlowego, Cushman & Wakefield.

Wszystko blisko

Zmiany w modelu pracy, mocno widoczne między innymi w stolicy, wpłynęły na preferencje użytkowników w zakresie korzystania z biur oraz rodzaju usług dostępnych w budynku. W raporcie “Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze” firma Cushman & Wakefield przedstawiła wnioski z badania analizującego praktyczne zachowania użytkowników oraz ich oczekiwania związane z projektowaniem przestrzeni do pracy.
Respondenci wskazali, że aż 45% z nich korzysta ze stref gastronomicznych w biurowcu przynajmniej raz w miesiącu, 1/3 wskazała też ofertę usługową, a blisko 30% kluby fitness. Pracownicy często też korzystają ze stref relaksu, jak ogródki, ławki czy leżaki – tak odpowiedziało 36% badanych” – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Potwierdza to wyniki wcześniejszej ankiety Cushman & Wakefield przeprowadzonej w 2022 roku wśród zarządców biur. Jako najważniejszą usługę wskazali oni wtedy restaurację/kantynę (67%). Na kolejnych miejscach znalazły się: bankomat (43%), sklep spożywczy (30%), kawiarnia (21%) oraz paczkomaty (19%).

Wszystkie te wybory wskazują kierunek, w jakim powinni podążać właściciele obiektów biurowych, aby uzyskać przewagę konkurencyjną i stworzyć tętniący życiem obiekt pełen najemców” – dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

55 000 mkw. do wzięcia

Chociaż średnio w Warszawie powierzchnia handlowo-usługowa zajmuje 6% budynku biurowego, to dla obiektów oddanych do użytku w ciągu ostatnich 10 lat jest to już 7%. Jeszcze w 2013 roku lokale tego typu posiadało 60% biurowców, na koniec 2023 roku było to już 64%. Eksperci Cushman & Wakefield szacują, że w 2025 roku ten udział jeszcze wzrośnie.

Największą koncentrację powierzchni handlowej w centrach biznesowych obserwujemy w COB, Służewcu i Centrum, jednak warto zaznaczyć, że w Ścisłym Centrum mówimy też o najmniejszych lokalach – średnio niewiele ponad 200 mkw. Najwyższą średnią powierzchnię lokalu, oscylującą wokół 400 mkw., oferuje strefa biurowa Zachód“ – tłumaczy Magdalena Gniazdowska, Leasing Manager, Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Aktualnie niewynajęte pozostaje 257 lokali handlowo-usługowych w warszawskich biurowcach o łącznej powierzchni 53 000 mkw., czyli 18,2%. Dla porównania, w centrach i parkach handlowych wskaźnik pustostanów wynosi 9,3%. Najwięcej niewynajętej powierzchni handlowo-usługowej znajduje się w najnowszych budynkach biurowych, oddanych do użytku w latach 2020-2024. Aż 157 dostępnych lokali oferuje powierzchnię od 100 do 500 mkw., co ogranicza wachlarz potencjalnych najemców.

Przeważająca liczba lokali dostępnych obecnie do wynajęcia na rynku nie przekracza 500 mkw. Jednym z kluczowych wyzwań dla właścicieli budynków biurowych jest odpowiedzenie na potrzeby najemców i uzupełnienie deficytu dużych lokali. Marki handlowe aktywnie poszukujące powierzchni większych niż 500 mkw. spotykają się z bardzo ograniczoną ofertą. Wynika to z niskiej podaży oraz dużego obłożenia, a co za tym idzie niskiego poziomu pustostanów. Tylko 8% wolnych lokali dostępnych obecnie na rynku można zaklasyfikować jako duże lub największe (o powierzchni ponad 500 mkw.)”- dodaje Ewelina Staruch.

Najwyższy poziom pustostanów, biorąc pod uwagę ich powierzchnię w odniesieniu do całkowitego zasobu, występuje w strefach Wschód (28,4%) i Służewiec (21,9%).

Biurowce jako przedłużenie ulic handlowych

Jak wynika z raportu firmy Cushman & Wakefield, handel w biurowcach zdominowany jest przez gastronomię (26%) i usługi (22%). Co ciekawe, te lokalizacje wybierają też chętnie centra medyczne (105 placówek, czyli 9%), a także sklepy spożywcze (7%).

Możemy mówić o synergii oferty dzielnic biznesowych i centrów handlowych. Należy jednak zaznaczyć, że w tych drugich zdecydowanie więcej jest punktów z kategorii moda, zdrowie i uroda, wyposażenie domu czy też elektronika. Tego typu sklepy wymagają przeważnie większych powierzchni niż te dostępne w biurowcach i preferują wyższą odwiedzalność, także, albo przede wszystkim, w weekendy”, – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz.

Autorzy raportu wskazali, że w biurowcach w Warszawie obecnych jest aktualnie 806 unikalnych marek handlowych, z czego TOP 6 z największą liczbą lokali stanowią: Żabka, Gorąco Polecam, Zdrofit, Green Caffe Nero, drogeria Rossmann oraz Lux Med.

Widzimy ewolucję handlu w dużych miastach, zwłaszcza w Warszawie. Obserwujemy też sukcesywną odbudowę zainteresowania ulicami handlowymi. Powierzchnie handlowo-usługowe w biurowcach stanowią rozwinięcie czy też uzupełnienie tego konceptu. Warto zauważyć, że czynsze za te lokale w najlepszych biurowych lokalizacjach wynoszą dziś 50-60 EUR/mkw., podczas gdy w centrach handlowych mówimy nawet o 150-170 EUR. Oczywiście minusem handlu w biurowcach jest kwestia niższych obrotów w weekendy, brak wielkopowierzchniowych propozycji oraz trudności w zachowaniu kompromisu estetycznego pomiędzy budynkami biurowymi a handlowymi. Jednak dogodna lokalizacja i profil klienta mogą rekompensować te niedogodności”, – podsumowuje Magdalena Gniazdowska.

Rozpoczęcie prac nad pierwszym w Polsce Regionalnym Planem Adaptacji do Zmian Klimatu

Adaptacja do zmian klimatu to proces dostosowywania się społeczeństw, ekosystemów i gospodarek do zmian warunków klimatycznych, które już występują lub są przewidywane w przyszłości. Analizy Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego wykazały, że z powodu zjawisk ekstremalnych, których występowanie skorelowane jest ze zmianami klimatu, Polska traci rocznie średnio 6 mld zł, a w sumie, w ciągu niespełna dwóch dekad ekstremalne zjawiska pogodowe spowodowały około 115 mld zł strat bezpośrednich[1]. Aby uniknąć tego typu nakładów w przyszłości, konieczne jest opracowanie Planu Adaptacji do Zmian Klimatu. Województwo Śląskie to pierwszy samorząd w kraju, który podjął decyzję o przygotowaniu takiego opracowania na poziomie regionalnym.

Adaptacja do zmian klimatu polega na podjęciu działań, których celem jest zminimalizowanie negatywnych skutków zmian klimatu oraz zwiększenie odporności na nie. Adaptacja obejmuje szereg różnorodnych działań na wielu poziomach, od indywidualnych przez lokalne aż do globalnych, w celu zmniejszenia podatności społeczeństw i środowisk na skutki zmian klimatu, jak również wykorzystania szans z nimi związanych.

Dlaczego adaptacja na poziomie regionalnym jest tak ważna?

Adaptacja do zmian klimatu na poziomie regionalnym jest istotna, ponieważ poszczególne regiony doświadczają zróżnicowanych zagrożeń i mają unikalne potrzeby związane ze skutkami zmianami klimatu. Działania adaptacyjne na tym poziomie pozwalają dostosować strategie do konkretnych warunków lokalnych oraz wykorzystać istniejące zasoby
i infrastrukturę. Ponadto działania adaptacyjne na poziomie regionalnym mogą przyczynić się do budowy większej odporności społeczeństwa na skutki zmian klimatu poprzez wzmocnienie zdolności mieszkańców do radzenia sobie z zagrożeniami i reagowania na kryzysy. Współpraca i koordynacja pomiędzy różnymi sektorami oraz instytucjami na poziomie regionalnym przyczynia się również do wypracowania skuteczniejszych rozwiązań. Podejmowanie działań adaptacyjnych to również szansa na rozwój regionu – aktywizują mieszkańców, wpływają, na jakość i komfort życia w mieście. Adaptacja na poziomie regionalnym to także działania mające na celu ochronę środowiska i różnorodności biologicznej, co przyczynia się do zachowania unikalnych ekosystemów i gatunków w regionie.

Regionalny Plan Adaptacji do Zmian Klimatu to element kształtowania polityki rozwoju i wizji regionu w kontekście coraz bardziej odczuwalnych zmian klimatu. Dokument, który na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego przygotują eksperci Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego będzie zawierał plan działań adaptacyjnych na podstawie przeprowadzonej diagnozy, w tym analizy zjawisk klimatycznych oraz identyfikacji najbardziej wrażliwych obszarów i sektorów. Opracowanie określi priorytety i ramy dla działań adaptacyjnych niezbędnych do podjęcia na szczeblu regionalnym i lokalnym.

Dokument ma przygotować mieszkańców do coraz bardziej odczuwalnych zmian klimatu – zmniejszyć podatności na zjawiska ekstremalne oraz zwiększyć potencjał do przeciwdziałania i zwalczania skutków tych zjawisk.

Opracowanie Regionalnego Planu Adaptacji do zmian klimatu będzie realizowane w ramach projektu zintegrowanego LIFE „IP LIFE dla Adaptacji Terenów Pogórniczych” [LIFE20 IPC/CZ/000004 – LIFE-IP COALA], współfinansowanego ze środków instrumentu finansowego LIFE w ramach środków Unii Europejskiej oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także budżetu Województwa Śląskiego. Beneficjentem koordynującym ten projekt jest Kraj Morawsko-Śląski (Republika Czeska) – w opracowaniu dokumentu zostaną wykorzystane dobre praktyki oraz doświadczenia tego regionu w opracowaniu planów adaptacji do zmian klimatu.

Regionalny Plan Adaptacji będzie uwzględniał również  tereny pogórnicze – specyficzne dla naszego regionu. Za opracowanie tej części dokumentu odpowiadać będzie Główny Instytut Górnictwa – partner w projekcie zintegrowanym LIFE-IP COALA.

[1] https://klimada2.ios.gov.pl/files/2023/Atlas_skutkow_zjawisk_ekstremalnych_w_Polsce.pdf

CPS GfK: Udział marek własnych w koszykach Polaków stale rośnie

Popularność marek własnych jest coraz większa. Wartość tego sektora na polskim rynku wzrosła o 19 proc. rdr. i w 2023 r. przekroczyła 50 mld złotych. Ponadto 27 proc. konsumentów deklaruje, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy chce kupować jeszcze więcej takich produktów. Kluczowym argumentem dla nabywców są konkurencyjne ceny, przy jednoczesnym utrzymaniu satysfakcjonującej jakości. Takie dane płyną z raportu „Behaviour Change” opracowanego przez Consumer Panel Services GfK.

Zgodnie z danymi CPS GfK udział marek własnych na polskim rynku w 2023 r. wzrósł o 1,3 punktu procentowego rdr. i wyniósł 22,6 proc. Rosnący trend utrzymuje się już od kilku lat, dzięki czemu wartość tego rynku w naszym kraju przekroczyła już 50 mld złotych. Według raportu „Behaviour Change” CPS GfK Polacy chcą kupować jeszcze więcej takich artykułów. – Już co 4 konsument planuje zwiększyć swoje wydatki na produkty z logo marek własnych. Jednocześnie zaledwie 5 proc. Polaków deklaruje takie zamiary wobec artykułów markowych. To jasny sygnał dla producentów, że w tej kategorii tkwi przestrzeń do dalszego, dynamicznego rozwoju i stałego zwiększania popytu mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający w Consumer Panel Services GfK.

Mimo sporego zainteresowania markami własnymi, Polacy nadal są poniżej średniej europejskiej – więcej takich produktów planuje kupować aż 32 proc. Europejczyków. Polskich nabywców znacząco wyprzedzają Francuzi (49 proc.), Austriacy (37 proc.) czy Hiszpanie (42 proc.).

Cena nadal króluje

Głównym wyróżnikiem marek własnych jest postrzeganie cen przez konsumentów. Jest to szczególnie ważny aspekt w dobie kryzysu ekonomicznego. Potwierdzają to także dane CPS GfK z raportu „Behaviour Change”, zgodnie z którym blisko połowa nabywców (46 proc.) decyzję o wyborze między produktami markowymi a markami własnymi podejmuje w oparciu o finanse. Warto jednak podkreślić, że jest to najniższy wynik spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dla porównania – na podstawie własnego budżetu tę decyzję zakupową podejmuje aż 63 proc. Węgrów, 58 proc. Chorwatów czy 57 proc. Bułgarów.

Obecnie aż 36 proc. polskich gospodarstw domowych przyznaje, że mierzy się z ograniczonym budżetem zaznacza Szymon Mordasiewicz.W sytuacji, kiedy konsumenci mają do wyboru dwa produkty z których oba spełniają potrzebę, są satysfakcjonujące pod względem jakości i w tej samej cenie, to aż 57 proc. z nich włoży do koszyka produkt markowy. Jedynie 18 proc. wybierze markę własną. Jeśli producenci chcą skutecznie konkurować o koszyki nabywców, to muszą zachować konkurencyjne ceny. Mają one gigantyczne znaczenie dla konsumentówdodaje ekspert Consumer Panel Services GfK.

Powyższe dane pochodzą z 6. edycji cyklicznego raportu „Behaviour Change”, który zawiera informację o nastrojach konsumentów z 21 rynków europejskich. Badanie objęło 15 tys. respondentów i pokazuje, jaki wpływ na decyzje zakupowe nabywców mają kwestie społeczne. Autorem raportu jest Consumer Panel Services GfK, który obejmuje ponad 100 000 gospodarstw domowych na całym kontynencie.

W styczniu 2024 r. Consumer Panel Services GfK został przejęty przez YouGov. Dzięki temu partnerzy biznesowi YouGov i CPS GfK będą mogli jeszcze lepiej zrozumieć każdy etap decyzji zakupowych – co, gdzie, dlaczego i w jaki sposób kupują nabywcy. Co więcej, YouGov zapewni partnerom biznesowym CPS GfK dostęp do aktualnych badań opinii publicznej przeprowadzanych na 26 milionach zarejestrowanych członków panelu na 55 rynkach.

Cloud Technologies: Rekordowy rok i dynamiczny wzrost w 2024 r.

Spółka Cloud Technologies w zeszłym roku odnotowała najlepszy w swej historii rok pod względem rozwoju sprzedaży danych. W 2024 roku, mimo wysokiej bazy, kontynuuje rozwój organiczny. W styczniu br. sprzedaż danych do kluczowych klientów w walucie bazowej, czyli USD, wzrosła o 15 % r/r., a w lutym o 16% r./r. Równolegle do rozwoju sprzedaży notowana na GPW spółka pracuje nad zwiększeniem zakresu wykorzystania posiadanych danych, m.in. na potrzeby nauki systemów sztucznej inteligencji, czemu służy program Data Seed.

– Bardzo dobre miesięczne wyniki sprzedaży danych to powód do zadowolenia, ale i motywacja do dalszej pracy, by Cloud Technologies rozwijało się zgodnie z przyjętą strategią. Raportowane przez nas wyniki potwierdzają efektywność naszego modelu biznesowego. Sprzyja nam również rynek, w szczególności pozytywne zjawiska na kluczowym dla nas rynku reklamowym USA. Dane o nim nie pozostawiają żadnych wątpliwości – według najnowszego raportu IAB przychody z reklam cyfrowych w USA w 2023 r. osiągnęły 225 mld USD, co oznacza wzrost o 7,3% r./r. Rośniemy więc szybciej niż rynek – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies. 

Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych, spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na dynamiki mają wpływ różnice kursowe (w Q1 2024 średni kurs USD/PLN był o około 10% niższy niż w 2023 roku). Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie. Według prognoz eMarketera globalne wydatki na reklamę online będą rosły co najmniej do 2027 roku w tempie dwucyfrowym, a udział reklamy online w całkowitych wydatkach na reklamy sięgnie 74%. Z kolei z danych z raportu agencji badawczej Grand View Research wynika, że prognozowana wartość światowego rynku AdTech, na którym działa Cloud Technologies, wzrośnie do 2,4 tryliona USD w 2030 roku, co oznacza CAGR na poziomie 13,7% w okresie 2023-2030. Cloud Technologies, która dzięki autorskiej technologii stworzyła chmurę danych z informacjami o 5 mld użytkowników z ponad 200 rynków na całym świecie, ma potencjał, by dalej rosnąć na tym perspektywicznym rynku.

W 2023 roku Cloud Technologies ponownie poprawiła wyniki sprzedaży danych osiągając w tym zakresie najlepsze wyniki w historii. Mimo bardzo wysokiej bazy (38,5 mln PLN w 2022 r.) roczne przychody ze sprzedaży danych wzrosły o 15,8% r./r. (23,5% w walucie bazowej, czyli USD), do 44,6 mln PLN. W raportowanym okresie wartość wskaźnika EBITDA wyniosła 27,6 mln PLN, co oznacza wzrost o 18,4% r./r. EBITDA kluczowego segmentu sprzedaży danych w minionym roku wzrosła o 18,7% r./r. i wyniosła 29,7 mln PLN. W 2023 roku marżowość EBITDA tego segmentu wyniosła 66,8 %.

Fundusz Unfold.vc inwestuje w Network Perspective. Wrocławska spółka rusza do USA

  • Network Perspective z Wrocławia stworzył technologię wspierającą firmy w podnoszeniu efektywności zespołów poprzez zautomatyzowaną interpretację nawyków współpracy. Wykorzystuje do tego algorytmy AI i innowacyjną metodę analizy sieci organizacji (ONA – Organizational Network Analysis).
  • Na rozwój produktu – m.in. synchronizację z nowymi źródłami danych oraz rozwój algorytmów deep learning – spółka otrzymała właśnie 1 mln zł od funduszu vc. Jej celem jest dostarczenie firmom spersonalizowanych i inteligentnych asystentów pomagających pracować wydajniej.
  • Network Perspective celuje w międzynarodowych klientów. Wchodzi z ofertą do USA, gdzie wdrożył już swoje rozwiązanie w zatrudniającej ponad 1000 osób Grupie Adaptavist, będącej wiodącym, globalnym partnerem firmy Atlassian i wspierającej ponad połowę spółek z listy Fortune 500. Do polskiej technologii przekonali się też m.in. CD Projekt Red czy Allegro. W gronie dotychczasowych inwestorów jest fundusz Ataraxy Ventures, tworzony m.in. przez Macieja Nogę, założyciela Pracuj.pl.

Z wyliczeń spółki Network Perspective wynika, że już po 3 miesiącach korzystania z jej autorskiej technologii, zespoły są o 8 proc. bardziej produktywne, zyskując nawet pół dnia w tygodniu na tzw. deep-work, czyli pracę głęboką (np. kodowanie w przypadku deweloperów). Zmiany możliwe są do osiągnięcia na poziomie nawet kilku tysięcy osób, co w kontekście zasobów ma gwarantować setki tysięcy zaoszczędzonych godzin rocznie. To ważne, bo w popandemicznym świecie wzrasta zapotrzebowanie na nowe rozwiązania i modele pracy przy jednoczesnej optymalizacji zaangażowania pracowników w powtarzalne i często niepotrzebne procesy, które według danych wrocławskiej spółki pochłaniają nawet 70 proc. czasu pracy. Na wagę złota są więc cyfrowe narzędzia poprawiające efektywność działań. Usprawnienia poszukiwane są w rozmaitych dziedzinach: od zdalnej rekrutacji i onboardingu, po podtrzymywanie relacji w firmie i rewizję doświadczeń współpracy zespołowej.

Ten ostatni obszar postanowił zagospodarować właśnie Network Perspective, koncentrujący się na wsparciu firm z branży technologicznej w Polsce i coraz silniej akcentujący swoją obecność w USA. Wspiera go w tym wrocławski fundusz Unfold.vc. Właśnie zainwestował w spółkę 1 mln PLN.

Network Perspective to wyjątkowy projekt. Na podstawie zagregowanych danych pozwala zweryfikować tezy, które w firmach technologicznych, zwłaszcza zatrudniających powyżej 500 osób, były dotychczas jedynie w sferze intuicji liderów prowadzących zespoły. Network Perspective odkrywa przyczyny, nie tylko objawy przeciążenia współpracą, a także wyzwania w budowaniu relacji. Inwestycja w spółkę jest wynikiem naszej współpracy z nowojorskim akceleratorem WEVE. Startup przeszedł przez weryfikację ekspertów z USA, która zakładała udział w akceleracji jedynie zespołów mających potencjał na rozwój biznesu w Stanach. Zyskał dzięki temu wartościowe kontakty, know-how i szansę na efektywną ekspansję. Fakt ten był dla nas nie jednym, ale ważnym aspektem decyzyjnym w procesie inwestycyjnym mówi Magda Surowiec z funduszu Unfold.vc.

Otrzymany kapitał spółka przeznaczy na rozwój platformy, składającej się obecnie z trzech części: dane, inteligencja i akcje.

W praktyce oznacza to m.in. synchronizację z nowymi źródłami danych, np. repozytoria kodu, czy rozwój algorytmów deep learning oraz integrację z LLMs (large language models) w obszarze akcji. Chcemy  dostarczyć organizacjom spersonalizowanych i inteligentnych asystentów pomagających pracować sprytniej i podnosić efektywność zespołów tłumaczy dr Anita Zbieg, co-founderka i CEO Network Perspective.

Twórcy mocno skupiają się przy tym na ochronie prywatności, podkreślając wysoki poziom bezpieczeństwa i anonimizację danych – metadane w locie zamieniane są na ciąg znaków, bez pobierania treści, a raporty tworzone są wyłącznie na poziomie zespołów.

Cenny feedback

Technologia startupu analizuje metadane z systemów IT (email, kalendarz, czaty), odtwarzając niejako sieć współpracy, a następnie dostarcza liderom i ich zespołom regularną zbiorczą informację zwrotną, wartości referencyjne oraz propozycje akcji i mikroautomatyzacji, których wdrożenie w mierzalny sposób ma wpływać na poprawę jakości pracy. Analizowany jest m.in. czas poświęcony na spotkania, pracę głęboką i tzw. przełączanie kontekstu, a także więzi w zespole i pomiędzy zespołami. Analizy te pozwalają na poprawę komunikacji, sprawną i precyzyjną wymianę wiedzy i doświadczeń w firmie, a także monitorowanie poziomu obciążenia i eliminowanie nieefektywnych praktyk. Network Perspective szacuje, że dla firmy zatrudniającej 1000 osób wdrożenie rozwiązania to w sumie 12 tys. dni zaoszczędzonych rocznie. – Można sobie wyobrazić, że to czas równoważny kilkudziesięciu etatom pracy przez cały rok – tłumaczą founderzy i wierzą, że światowy popyt na ich technologię będzie rósł.

Network Perspective już może pochwalić się klientem z USA. To zatrudniająca blisko 1000 osób Grupa Adaptavist, będąca globalnym partnerem Atlassian i wspierająca ponad połowę firm z listy Fortune 500. Wrocławski startup do swojego rozwiązania przekonał ponadto m.in. CD Projekt Red czy Allegro.

Z nauki do biznesu

Spółka powstała w 2020 r. jako odpowiedź na rosnącą potrzebę transformacji firm w kierunku hybrydowych i zdalnych modeli pracy. Założyciele wywodzą się ze świata nauki. Dr Anita Zbieg, korzystając ze swojego doświadczenia z doktoratu w obszarze ONA (Organizational Network Analysis), od ponad 10 lat pracuje jako ekspert w analizie sieci oraz wzorców współpracy biznesowej, wspierając na przestrzeni lat m.in. World Bank i Aspen Institute. W prężnym rozwoju Network Perspective pomogło też doświadczenie drugiego z founderów, dr. Błażeja Żaka, który ma już na koncie tworzenie technologii w startupach. Pierwszy tech-biznes stworzył w 1998 r., a największym technologicznym sukcesem był Extradom.

W Network Perspective adresujemy potrzeby biznesów poszukujących innowacyjnych sposobów pracy z naciskiem na maksymalizację efektywności zespołów. Ten trend jest już wyraźnie zauważalny w czołowych firmach technologicznych, dostrzegających potrzebę analizy dynamiki współpracy w takich obszarach jak alokacja czasu na spotkania, zmiana kontekstu czy praca intensywna – podkreśla dr Błażej Żak i przywołuje eksperyment przeprowadzony przez firmę Atlassian, która poprzez wprowadzenie bloku czasowego na tzw. pracę głęboką doprowadziła do zwiększenia osiągnięć tygodniowych celów u 70% pracowników.

Kolejnym przykładem jest Uber, który poszedł o krok dalej, dodając aspekt skupienia do tradycyjnych metryk oceny wyników dla wszystkich zespołów inżynieryjnych. W naszym podejściu doskonale wpisujemy się zatem w istotne światowe trendy związane z przestrzenią pracy. To przede wszystkim rewizja doświadczeń i nawyków współpracy zespołowej oraz zapewnienie sprawnego i łatwego dostępu do aktualnych danych pochodzących z wielu różnych systemów współpracy celem zwiększenia produktywności zespołów. Nasze inteligentne rozwiązania się sprawdzają i działają w pełni automatycznie, dzięki czemu możemy pochwalić się świetną retencją klientów – podsumowuje Anita Zbieg.

Założyciele startupu podkreślają, że spółka już na tym etapie jest bliska osiągnięcia pełnej rentowności i ma stuprocentową retencję zarówno wśród klientów, jak i pracowników. Procesuje metadane opisujące miliony godzin pracy i biliony interakcji, którymi karmione są inteligentne algorytmy rozwijane we współpracy z polskimi profesorami pracującymi w obszarze sztucznej inteligencji.

Dotychczas w ramach rund inwestycyjnych i grantów Network Perspective zebrał łącznie w sumie 5 mln zł finansowania. W rundzie pre-seed w Network Perspective zainwestował fundusz Ataraxy Ventures, tworzony m.in. przez Macieja Nogę, założyciela Pracuj.pl.

Bain&Co.: Sektor bankowości korporacyjnej czeka spowolnienie

Sektor bankowości korporacyjnej czeka w najbliższych latach znaczne spowolnienie z powodu niekorzystnego otoczenia makroekonomicznego i wysokich stóp procentowych, wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Kluczowym źródłem nowych przychodów będzie finansowanie zielonych inwestycji oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji.

Eksperci Bain & Company spodziewają się, że przychody sektora w latach 2023-25 będą rosnąć średnio o nie więcej niż 2 proc. rocznie w porównaniu do 8 proc. w latach 2019-22. Najbardziej pesymistyczny scenariusz opracowany na podstawie sondażu przeprowadzonego wśród menedżerów największych banków korporacyjnych na świecie zakłada, że przychody branży mogą spadać średnio nawet o 2 proc rocznie w najbliższych latach.

Pomimo spodziewanego luzowania polityki monetarnej przez banki centralne, stopy procentowe pozostaną na wysokim poziomie w porównaniu do lat ubiegłych, co przełoży się na osłabienie popytu na kredyty ze strony przedsiębiorstw. Wielu przedstawicieli bankowości inwestycyjnej spodziewa się również, że aktywność w sektorze fuzji i przejęć pozostanie na relatywnie niskim poziomie ze względu na mniejszą liczbę transakcji z udziałem funduszy private equity i wysoki koszt kapitału – mówi Paweł Kozub, młodszy partner w Bain & Company.

Ponad połowa ankietowanych (52 proc.) określa perspektywy dla bankowości korporacyjnej jako „przeciętne” i spodziewa się, że recesyjne trendy, zwłaszcza w Europie, negatywnie przełożą się na ich działalność. Jak wynika z sondażu, kredyty dla przedsiębiorstw, które generują około połowy przychodów sektora, odnotują roczną dynamikę wzrostu na poziomie od -0,5 proc. do +3,2 proc. w najbliższych latach.

Dodatkową presję na wyniki finansowe banków wywierają również rosnące koszty inwestycji w systemy informatyczne. Obecnie banki korporacyjne przeznaczają średnio 8-10 proc. przychodów na inwestycje w IT, wynika z szacunków Bain & Company. Wdrażanie innowacyjnych rozwiązań staje się niezbędne w sytuacji, gdy ponad trzy czwarte ankietowanych uważa, że obecnie stosowane technologie nie spełniają oczekiwań co do generowania odpowiedniej wartości.

Skuteczne wdrażanie zaawansowanych technologii staje się kluczem do sukcesu. Nowoczesne technologie, takie jak platformy bankowe „cloud-native” i procesy wspierane przez sztuczną inteligencję, mogą umożliwić bankom automatyzację złożonych zadań, a tym samym zapewnić klientom obsługę w czasie rzeczywistym przy niższych kosztach – twierdzi Paweł Kozub. – Duże wyzwanie dla banków korporacyjnych stanowi jednak optymalizacja inwestycji w IT, które często są chaotyczne i nie przyczyniają się do osiągnięcia strategicznych celów.

Aż 72 proc. przedstawicieli branży uważa, że generatywna AI fundamentalnie zmieni sposób działania banków, które już teraz używają jej do opracowywania analiz dla klientów korporacyjnych, optymalizacji podstawowych procesów, w tym automatyzacji udzielania pożyczek, a także zarządzania wymogami regulacyjnymi.

Finansowanie zielonej transformacji stanowić może cenne źródło przychodów dla banków korporacyjnych. Eksperci Bain & Company szacują, że inwestycje związane z ochroną klimatu wymagać będą finansowania na poziomie 1,4 bln dolarów rocznie do 2030 roku, z czego 550 mld dolarów przypaść może na banki korporacyjne. Mogłoby to generować 37 mld dolarów rocznych przychodów dla sektora, głównie z tytułu udzielonych kredytów. Dodatkowe źródło przychodów stanowić będą transakcje związane z rynkiem handlu emisjami CO2, tzw. carbon credits.

Ponad połowa ankietowanych (57 proc.) uważa, że banki są odpowiednio przygotowane do realizacji agendy klimatycznej. Jednak, wiele z nich postrzega obszar inwestycji klimatycznych jako trudny do zoperacjonalizowania, szczególnie pod względem raportowania i pozyskiwania odpowiednich danych. Problemem może być także brak woli działania po stronie klientów.

Rynek wstrzymuje oddech przed posiedzeniem FOMC, indeksy PMI w centrum uwagi

Jesteśmy w okresie blackout-u, co oznacza, że na rynek nie „wypłyną” żadne komentarze ze strony przedstawicieli Fed-u. To również informacja, że na przyszły tydzień zaplanowane jest kolejne posiedzenie FOMC. Dziś w centrum uwagi znajdą się odczyty PMI dla Europy. Wskaźnik dla usług dla strefy euro zaskoczył wynikami za luty i marzec opuszczając obszar recesji (powyżej 50 pkt.). Oczekiwana jest dalsza poprawa sytuacji. Wczoraj indeksy giełdowe w USA oraz te na Starym Kontynencie odnotowały pozytywną sesję. Złoto znajdowało się pod presją spadkową a zniżki są kontynuowane dziś rano. Kurs EUR/USD konsoliduje się. Sezon wyników na Wall Street pomału się „rozkręca”.

Giełdy po słabym okresie wróciły do zwyżek. DAX urósł o 0,7 proc. Pozytywna poniedziałkowa sesja była w pewnym stopniu sugerowana przez układ świec na wykresie już w piątek. Jak na razie korekta, która zredukowała notowania niemieckiego benchmarku o ponad 6 proc. dobiegła końca. Dziś przed otwarciem giełd kontrakt CFD ponownie zyskuje, co może sugerować pozytywne otwarcie handlu. Nie oznacza to oczywiście, że wracamy już na pewno do wzrostów. Spadki, które towarzyszyły nam przez ostatnich kilkanaście dni, nie osiągnęły tak dużej rozpiętości jak te, obserwowane w minionym roku. Ciekawa sytuacja jest na francuskim indeksie CAC40. Kwietniowe zniżki są niemalże tej samej wielkości co te, które nawiedziły rynek w połowie grudnia 2023 i które trwały do połowy stycznia br. W tym wypadku notowania kontraktu również odbiły od linii trendu wzrostowego. Wsparciem ograniczającym dalsze spadki okazał się także horyzontalny poziom (minima z końca lutego oraz początku marca). Mamy do czynienia z bardzo technicznych rynkiem, który z pewnością docenią traderzy opierający swoje decyzje inwestycyjne o „czysty” wykres.

Złoto ma za sobą słabą sesję, która zredukowała wycenę do okrągłego poziomu 2300 USD. Spadki były sugerowane przez utworzoną wcześniej formację podwójnego szczytu. Dodajmy, że ten układ wyrysował się w obrębie historycznych rekordów, co dodatkowo wzmacniało ryzyko „głębszej” korekty. Jak na razie mamy do czynienia z pewnego rodzaju zjawiskiem realizacji zysków części inwestorów. Notowania kontraktu opartego o cenę metalu znalazły się dziś rano na granicy z dolną bandą krótkoterminowego kanału wzrostowego. Jeśli zostanie ona pokonana, wówczas „otworzy się” droga w okolice 2200 USD.

Dzisiejszy dzień przyniesie nam „wysyp” wstępnych wskaźników wyprzedzających – kwietniowe indeksy PMI. Na początku poda je Europa, popołudniu Stany Zjednoczone. Wszystko wskazuje na to, że otrzymamy dziś lepsze odczyty od wyników marcowych. W ostatnim czasie indeks dla usług dla strefy euro, najbardziej wiarygodny barometr dla gospodarki, zaskoczył na plus w lutym i marcu i opuścił obszar recesji. Prawdopodobnie będzie kontynuował wzrost w kwietniu i nadal będzie sygnalizował ekspansję gospodarki na początku drugiego kwartału. Jeśli tak się stanie, dzisiejsze dane mogą być wsparciem dla euro. Ruch w górę na EUR/USD jest możliwy, szczególnie w okresie kiedy brakuje komentarzy z FOMC a w kalendarzu makro dla USA nie ma kluczowych publikacji (ważniejsze są indeksy ISM).

Wczoraj poznaliśmy paczkę danych z Polski. Produkcja przemysłowa spadła w marcu mocniej (- 6 proc. r/r) niż wskazywał na to konsensus rynkowy (-2 proc. r/r). Gorszy wynik to pokłosie m.in. mniejszej liczby dni roboczych. Z kolei deflacja PPMI wyniosła -9,6 proc. r/r, w ujęciu miesięcznym ceny spadły o 0,1 proc. Mocno rozczarowała również produkcja budowalno-montażowa (-13,3 proc. r/r). Zatrudnienie rosło w tempie 12 proc. (zgodnie z konsensusem) a przeciętne wynagrodzenie urosło do ponad 8,4 tys. złotych. Dziś otrzymamy wynik sprzedaży detalicznej. Złoty rozpoczął tydzień od umiarkowanego osłabienia. Aktualnie kurs EUR/PLN wskazuje 4,3220 a USD/PLN 4,0560.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Długoterminowa prognoza dla PLN: Złoty wciąż będzie na fali – o ile nie pogrążą go ryzyka

Od początku roku złoty umocnił się względem walut regionu i jest jedną z najlepiej radzących sobie walut rynków wschodzących; względem euro zyskał niemal 2%. Walucie sprzyja m.in. to, że w najbliższej perspektywie nie zapowiada się na obniżki stóp. Całkiem optymistyczne są też prognozy dla gospodarki. Niejedno wskazuje na to, że złoty będzie silnie wspierany, chociaż krajowe i zewnętrzne ryzyka pozostają w tle.

Długo to trwało, ale kurs EUR/PLN powrócił w końcu do poziomów obserwowanych przed szokami wywołanymi pandemią i wojną między Rosją a Ukrainą. W kwietniu para osiągnęła najniższy od lutego 2020 r. poziom 4,25.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (kwiecień 2023 – kwiecień 2024)Wykres 1: Kurs EUR/PLN (kwiecień 2023 – kwiecień 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 12.04.2024

Złoty od miesięcy ma dobrą passę

Pod koniec ubiegłego roku polską walutę wsparła poprawa sentymentu po październikowych wyborach parlamentarnych. Koalicja opozycyjnych partii stworzona przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i Nową Lewicę zdobyła większość głosów i utworzyła rząd – tak zakończył się 8-letni okres władzy Prawa i Sprawiedliwości. Oceniany jako bardziej prounijny i liberalny rząd jest postrzegany również jako bardziej stojący na straży praworządności.

W efekcie inwestorzy zaczęli w większym stopniu wyceniać wypłatę unijnych środków z funduszy spójności (76 mld EUR) i odbudowy (25,3 mld EUR w dotacjach i 34,5 mld EUR w kredytach) oraz ogólny klimat inwestycyjny w Polsce. I rzeczywiście – w lutym br. unijne środki zostały odmrożone. Wcześniej, jeszcze w grudniu, udostępniono Polsce 5 mld EUR prefinansowania z funduszu odbudowy, w kwietniu zaś kolejne 6,3 mld EUR. Dodatkowe środki unijne będą wspierały wzrost gospodarczy, większy wpływ tego będzie jednak odczuwalny zapewne dopiero w 2025 r.

Dodatkowo złotego w ostatnich miesiącach wspierały stosunkowo korzystne otoczenie zewnętrzne, szczególnie wzrost kursu EUR/USD od początku października, oraz postawa Narodowego Banku Polskiego wobec polityki monetarnej. Obniżki stóp procentowych we wrześniu (75 pb.) i październiku (25 pb.) zwróciły uwagę, ponieważ doszło do nich niedługo przed wyborami, co położyło się cieniem na złotym. Od tamtej pory decydenci utrzymują jednak stopy na niezmienionym poziomie 5,75%.

Wykres 2: Realne stopy procentowe w Polsce (2014 – 2024)2 Realne stopy procentowe w Polsce (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 12.04.2024

Brak obniżek stóp sprzyja walucie

Wzrost cen istotnie zwolnił, a inflacja, która w lutym 2023 r. osiągnęła szczytowy poziom 18,4%, rok później wyniosła już 2,8% i wróciła do przedziału docelowego NBP (2,5% ± 1 pp.). Ostatni, marcowy odczyt przyniósł silniejszy od oczekiwań spadek do 2%. Miara bazowa jest bardziej uporczywa – w lutym wyniosła 5,4%, a jej 3-miesięczna zanualizowana miara jest niewiele niższa.

Oczekuje się, że w krótkim terminie inflacja ponownie wzrośnie i prawdopodobnie zakończy rok powyżej celu. W kwietniu przywrócono 5-procentowy podatek VAT na produkty spożywcze, czego pełny wpływ powinien być widoczny z opóźnieniem ze względu na trwającą wojnę cenową między głównymi dyskontami. Co ważniejsze, w lipcu zniesiona ma zostać przynajmniej część rządowych środków mających na celu ograniczenie cen energii.

Jeszcze silniejszym od powyższych argumentem przeciwko obniżkom stóp procentowych jest ciasny rynek pracy, który może podtrzymywać bazową presję cenową na wyższym poziomie. Stopa bezrobocia jest bliska rekordowo niskich poziomów (skorygowana sezonowo 2,9% w lutym), a wzrost płac jest najwyższy od 2005 r. i niemal dwucyfrowy w ujęciu realnym (9,8% w lutym).

Wykres 3: Wzrost płac w Polsce (2014 – 2024)Wykres 3: Wzrost płac w Polsce (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 12.04.2024

Cięcia stóp w Polsce możliwe na przełomie roku

Jako że inflacja w średnim terminie będzie prawdopodobnie podwyższona, NBP nie wykazuje chęci do dalszego rozluźniania polityki w niedalekiej przyszłości. Na jednej z pierwszych konferencji prasowych w tym roku prezes Adam Glapiński wyraził pogląd, że w 2024 r. stopy raczej nie spadną. Jest to postawa odbiegająca od tej widocznej w Czechach i Węgrzech, gdzie banki centralne przyspieszyły cykle rozluźniania, co może być korzystne dla złotego.

Uważamy również, że polska waluta będzie wyraźnie wspierana, gdy główne banki centralne – prawdopodobnie mniej więcej w połowie roku – rozpoczną cykle obniżania stóp procentowych. Postępy na froncie inflacyjnym dają podstawy do stwierdzenia, że w Polsce w dalszej części roku prawdopodobnie rozpoczną się dyskusje o cięciach stóp procentowych, a ruch taki może być nawet możliwy w okolicy przełomu roku. Przestrzeń do rozluźniania polityki monetarnej w 2024 r. wydaje się jednak ograniczona.

Prognozy wzrostu PKB optymistyczne

Polska gospodarka jest obecnie w ujęciu realnym o ok. 10% większa niż przed pandemią. Do jej wzrostu doszło głównie w latach 2021–2022, później nadszedł okres niewiele różny od stagnacji (+0,2% w 2023 r.). Odczyty ekonomiczne z kraju w ostatnich miesiącach dokonały zwrotu w dobrą stronę i coraz więcej wskazuje na to, że 2024 r. będzie cechował się niezłym wzrostem, wspieranym głównie przez ożywienie popytu konsumenckiego. Zaufanie konsumentów wciąż rośnie, w dużej mierze przez znaczną poprawę realnych zarobków. Twarde dane składają się na podobnie optymistyczny obraz – realna sprzedaż detaliczna ponownie rośnie, przekraczając w lutym oczekiwania (+6,1% r/r).

Wykres 4: Nominalny wzrost sprzedaży detalicznej w Polsce (2014 – 2024)4 Nominalny wzrost sprzedaży detalicznej w Polsce (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 12.04.2024

W marcu NBP zrewidował w górę swoje prognozy wzrostu i teraz szacuje go na 3,5% w 2024 r. i 4,2% w 2025 r. Rynkowy konsensus jest nieco mniej optymistyczny, my jednak przychylamy się do oceny banku. Nie brakuje też jednak źródeł niepewności i ryzyka. Jednym z najistotniejszych obecnie pytań jest to, w jakiej mierze wyższe zarobki przełożą się na konsumpcję, a na ile trafią do oszczędności. Podejrzewamy, że gospodarstwa domowe zaplanują pewne ograniczenie wydatków, żeby odbudować oszczędności. Stopa oszczędności wyniosła w 2022 r. -0,8% (w kolejnych kilku kwartałach również pozostawała niska), a realne stopy procentowe pozostają wysokie (obecnie na poziomie 3,75%). W kontekście wzrostu należy również zwrócić uwagę na obawy dotyczące popytu zewnętrznego, szczególnie na trwającą słabość gospodarczą Niemiec, które są największym partnerem handlowym Polski.

Fundamenty makroekonomiczne Polski są naszym zdaniem dobre. Bilans płatniczy uległ dalszej normalizacji po szoku energetycznym, a w 2023 r. na rachunku obrotów bieżących odnotowano nadwyżkę wynoszącą 1,6% PKB. Uważamy, że w 2024 r. również możliwa jest niewielka nadwyżka, ograniczona jednak przez ożywienie gospodarcze. Jeśli chodzi o sytuację fiskalną, wydaje się, że w 2024 r. Polska odnotuje deficyt podobny do zeszłorocznego (5,1% PKB), co jest częściowo konsekwencją dodatkowych wydatków militarnych. Wygląda na to, że sytuacja pozostaje pod kontrolą, niemniej kraj może zostać objęty przez Komisję Europejską procedurą nadmiernego deficytu.

Złoty powinien być solidnie wsparty, ale ryzyka są wciąż obecne w tle

Uważamy, że w nadchodzących kwartałach złoty będzie solidnie wspierany i może radzić sobie lepiej, niż wcześniej prognozowaliśmy. Stopy procentowe w Polsce pozostają wysokie, a w krótkim terminie najprawdopodobniej wzrośnie jeszcze ich rozbieżność między naszym krajem i oboma głównymi gospodarkami (USA i strefy euro) oraz wieloma krajami rozwijającymi się. Przewidywany przez nas stopniowy wzrost kursu EUR/USD również wspiera nasz pozytywny pogląd na polską walutę.

Polska gospodarka ulega ożywieniu, a jej perspektywy wydają się dobre. Jednocześnie uważamy, że dzięki normalizacji po pandemii i kryzysie energetycznym złoty osiągnął już najłatwiejsze zyski. Realne stopy procentowe znacznie wzrosły i w 2024 r. stały się dodatnie, oczekiwany wzrost inflacji i rozluźnianie polityki w dalszej perspektywie oznaczają jednak, że trend ten może ulec odwróceniu. Bilans płatniczy znacznie się poprawił od czasu kryzysu energetycznego, a na rachunku obrotów bieżących notowane są nadwyżki. Ożywienie gospodarcze powinno działać w kierunku ich obniżenia.

Perspektywy dla złotego nie są pozbawione ryzyk. Wśród czynników krajowych obawy dotyczą ewentualnego postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu i wspomnianego wyżej potencjalnego objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu przez Komisję Europejską – związane z tym zagrożenia wydają się jednak ograniczone. W średnim terminie możliwość dodatkowych cięć stóp procentowych i wzrost oczekiwań inwestorów wobec rozluźniania polityki mogą negatywnie wpłynąć na złotego. Jeszcze istotniejsze są obawy zewnętrzne. Listopadowe wybory prezydenckie w USA mogą być istotne ze względu na ich potencjalny wpływ na globalny handel i politykę bezpieczeństwa, a to czynniki kluczowe dla Polski – otwartej europejskiej gospodarki i przyfrontowego państwa NATO.Długoterminowa prognoza dla PLN

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Eduardo Moutinho, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Marzec 2024 w budownictwie mieszkaniowym – deweloperzy zwiększają aktywność

Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęli deweloperzy w marcu 2024 wzrosła o 43,2 proc. rok do roku, a w porównaniu z lutym 2024 o 11,2 proc. I choć minimalnie zmalała liczba oddawanych mieszkań, można mówić o dynamicznym odbiciu po ostatnim okresie spowolnienia. W najbliższych tygodniach można się również spodziewać promocji, choć bez radykalnego wpływu na ceny. Deweloperzy, którzy w swoich zasobach mają mieszkania w inwestycjach, których sprzedaż ruszyła przed 1 lipca 2022 r., będą je chcieli sprzedać przed 1 lipca 2024 r.

Skąd taki pośpiech u deweloperów? 1 lipca 2022 r. weszła w życie nowa ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. W obawie przed zawirowaniami z jakimi wiązać mógłby się początkowy etap stosowania nowego prawa, wielu inwestorów wolało rozpocząć budowy na starych zasadach. Ci, którzy wystartowali ze sprzedażą przed 1 lipca 2022 roku, mogli przez dwa lata budować na podstawie dotychczasowych przepisów, m.in. sprzedawać mieszkania bez odprowadzania składek na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny i nie przekazywać danych do ewidencji Funduszu. Po 1 lipca 2024 r. wszyscy deweloperzy będą musieli zawierać umowy na podstawie nowych przepisów.

Czas do 1 lipca

Ponieważ nowe regulacje to dodatkowe formalności i koszty, możemy się spodziewać, że w najbliższych dwóch miesiącach na rynku pojawi się sporo promocyjnych ofert. Deweloperzy będą chcieli wyprzedać lokale. Chodzi głównie o te inwestycje, gdzie zostało kilka, kilkanaście lokali. Jeśli nie uda się ich teraz sprzedać, w lipcu wszystkie umowy będą się wiązały z nowymi formalnościami i obowiązkami, w tym dotyczącymi składki na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny – wyjaśnia Przemysław Dziąg dyrektor działu prawnego Polskiego Związku Firm I dodaje: – Obostrzeń tych pozwoli uniknąć jedynie sprzedaż lokali do 1 lipca 2024 r.

Potwierdza to Katarzyna Kuniewicz, szefowa badań rynku mieszkaniowego

w Otodom Analytics: – Dane z siedmiu największych rynków mieszkaniowych oraz ich aglomeracji wskazują, że w ofercie deweloperów znajduje się dziś 65 200 mieszkań i domów. Pula lokali wprowadzonych przed 1 lipca 2022 r. wynosi zaś 11 300 lokali. I to właśnie te lokale – jeśli nie uda się ich sprzedać przed lipcem tego roku – muszą wejść w reżim nowej ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego. Zakładam więc, że część deweloperów chcąc uniknąć dodatkowych formalności zdecyduje się oferować te mieszkania na promocyjnych warunkach. I dodaje: – Czeka nas czas promocji, ale bez radykalnego wpływu na średnie ceny nieruchomości, które – wiele na to wskazuje – pozostaną w tendencjach wzrostowych.

Zdążyć przez nowelizacją warunków technicznych

Deweloperzy nie próżnują. Statystyki GUS za marzec pokazują, że zabrali się do pracy i zaczęli wbijać łopaty pod kolejne inwestycje. Liczba mieszkań, których budowę rozpoczęli, wzrosła o 43,2 proc. r/r i wyniosła 15 764, zaś w ujęciu miesięcznym wzrosła o 11,2 proc. Od stycznia do marca 2024 r. deweloperzy rozpoczęli budowę 41 994 tys. mieszkań (o 79,3 proc. więcej niż w tym samym czasie w ubiegłym roku, ale tak duży wzrost procentowy to efekt niskiej bazy z poprzedniego roku). Niemniej tak dobre wyniki nie były obserwowane od dawna. Jaki jest tego powód? Do odbudowania zapału inwestycyjnego deweloperów przyczynił się fakt zapowiedzi programu „Mieszkanie na start”, ale przede wszystkim fakt, że 1 kwietnia wejść miała w życie nowelizacja warunków technicznych. Chęć prowadzenia inwestycji według dotychczasowych przepisów była głównym czynnikiem, który sprzyjał nowym inwestycjom.

Dobre marcowe wyniki dotyczące startów nowych inwestycji są bez wątpienia związane ze zmianami w Od 1 kwietnia miało wejść w życie rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Pod hasłem walki z „patodeweloperką” wprowadzało zmiany, które mogły zakończyć się tym, że niektóre projekty, gdyby nie wystartowały, trafiłyby do kosza. Wejście przepisów zostało jednak, niemal w ostatniej chwili, przesunięte co towarzyszy zwiększonej aktywności deweloperów. Kolejnym czynnikiem jest zapewne zapowiedź programu „Mieszkanie na start”. Nie mówiłbym jednak o stabilizacji rynku pod kątem podaży. Na to jest za wcześnie – komentuje Przemysław Dziąg, PZFD.

Wpływ na podaż na największych rynkach w Polsce mają też inne czynniki. Inwestorzy w kraju twierdzą, że brak jest odpowiednich gruntów. Zwracają również uwagę na przedłużające się procedury, które blokują możliwość zwiększania podaży.

Benefit Systems S.A. obejmie 18,53 proc. akcji w SmartLunch S.A

Spółka Benefit Systems S.A., oferująca programy wspierające dobrostan pracowników, obejmie 18,53 proc. akcji w SmartLunch S.A., zajmującej się organizacją żywienia zbiorowego w średnich i dużych przedsiębiorstwach. W transakcji uwzględniono wkład niefinansowy w postaci spółki Lunching.pl sp. z o.o., która w ramach połączenia zasili swoim know-how i zasobami dynamicznie rozwijający się SmartLunch. Szacunkowa wartość transakcji to blisko 60 mln zł.

– Zdrowe odżywianie pracowników i dofinansowywanie posiłków to perspektywiczny segment rynku świadczeń pozapłacowych. W 2022 roku znacząco zwiększyliśmy nasze kompetencje w tym obszarze, nabywając udziały w spółce Lunching.pl sp. z o.o. Cieszymy się, że wraz z transakcją wzmacniamy możliwości spółki SmartLunch, jednocześnie łączymy siły z dynamicznie rozwijającym się podmiotem, którego cele na przyszłość w obszarze żywieniowych benefitów pracowniczych są zbieżne z naszymi – mówi Emilia Rogalewicz, członek Zarządu Benefit Systems SA, i dodaje: Jesteśmy przekonani, że SmartLunch to spółka z potencjałem, której oferta będzie istotnym elementem pakietu świadczeń pozapłacowych pracodawców w całym kraju, a z czasem i tych zlokalizowanych na innych rynkach.

SmartLunch działa na polskim rynku od dekady, oferując pracodawcom kompleksowe rozwiązania w zakresie posiłków pracowniczych – od zarządzania kantynami firmowymi po optymalizację procesów żywieniowych. Spółka obsługuje obecnie blisko 600 przedsiębiorstw, co oznacza, że z rozwiązań SmartLunch korzysta ponad 120 tys. pracowników. Spółka, według wstępnych danych finansowych, osiągnęła 136,4 mln zł przychodów w 2023 roku.

Gdy w 2014 roku zakładałem SmartLunch, Benefit Systems był już liderem na rynku benefitów, oferując kartę MultiSport i promując aktywność wśród pracowników. My w ciągu dekady osiągnęliśmy pozycję lidera w dziedzinie organizacji posiłków dla pracowników z dofinansowaniem pracodawcy, stając się promotorem kultury jedzenia w pracy. To, co nas łączy, to dbałość o dobrostan pracowników, tym bardziej się cieszę, że Benefit Systems został naszym inwestorem. Jestem przekonany, że połączenie sił przyniesie korzyści obu stronom. Dzięki tej współpracy Benefit Systems wzmocni swoją pozycję w mocno rosnącym segmencie benefitów żywieniowych, a SmartLunch przejmując spółkę Lunching.pl, umocni swoją pozycję na rynku i zyska jeszcze większe możliwości rozwoju na polskim rynku, a w perspektywie także poza nim – mówi Mateusz Tałpasz, współzałożyciel i prezes SmartLunch.

Podpisana umowa zakłada możliwość pierwszeństwa zakupu pozostałych akcji w spółce SmartLunch w kolejnych latach.

– Realizowana przez Benefit Systems strategia zakłada, że nasza oferta będzie kompleksowo wspierać dobrostan pracowników w tak fundamentalnych obszarach jak kondycja fizyczna, psychiczna oraz zdrowe odżywianie. Intensywnie rozwijamy program MultiLife, rozszerzamy możliwości platformy MyBenefit, a także niezmiennie dbamy o wysoki poziom oferty MultiSport. Akcje w SmartLunch oraz gwarancja pierwszeństwa nabycia pozostałych udziałów w przyszłości wzmacnia naszą pozycję w segmencie benefitów żywieniowych dla pracowników – wyjaśnia Emilia Rogalewicz.

Zmienność na złotym najwyższa od października

Miniony tydzień nie przyniósł większych ruchów na głównych walutach, kurs złotego doznał jednak najsilniejszych zmian od blisko pół roku. Pokaźne osłabienie polskiej waluty we wtorek (16.04) przypisujemy przede wszystkim pogorszonemu sentymentowi inwestorów. Odcisnął on piętno szczególnie mocno na tych walutach rynków wschodzących, które radziły sobie jak dotąd w tym roku najlepiej – takich jak złoty.

Ostatni zwrot inwestorów w kierunku bezpieczniejszych aktywów to wypadkowa dwóch kluczowych czynników. Pierwszym z nich są oddalające się oczekiwania wobec cięć stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, drugim – wymiana ciosów między Izraelem a Iranem.

Ubiegły tydzień przyniósł kolejne niezłe dane zza oceanu (sprzedaż detaliczna urosła o 4%, a nowcast GDPNow Fedu z Atlanty na I kwartał sięga obecnie już 2,9%) oraz rozwój wydarzeń na arenie geopolitycznej – w piątek Izrael zdecydował się na, w dużej mierze zbagatelizowany przez Teheran, atak na Iran. Zmienność na głównych walutach utrzymała się jednak na mocno ograniczonym poziomie (w granicach 1%), a ceny ropy naftowej spadły.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wskaźnikach PMI dla aktywności biznesowej – najbardziej bieżących danych dających wgląd w aktywność największych gospodarek. We wtorek (23.04) opublikowane zostaną dane dla strefy euro, USA i Wielkiej Brytanii. Istotny będzie również piątkowy (26.04) raport dotyczący inflacji PCE w USA – jest to miara preferowana zwykle przez Rezerwę Federalną przy podejmowaniu decyzji nt. polityki monetarnej. Uwaga skupi się też na szeregu wystąpień oficjeli Europejskiego Banku Centralnego.

PLN

Dla złotego był to kolejny tydzień pełen zmian. Para EUR/PLN doświadczyła największej tygodniowej zmienności od października ub.r., zmienność implikowana wzrosła zaś do najwyższego poziomu od stycznia br. Kurs EUR/PLN przekroczył poziom 4,36, po czym zakończył tydzień 5 gr niżej. Złoty osłabił się więc względem euro i radził sobie gorzej niż inne waluty regionu. Przypisujemy to głównie czynnikom zewnętrznym – zmianie oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych w USA i obawom dotyczącym sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Ubiegłotygodniowe wieści z Polski nie wywołały zamieszania. Po pierwsze, warto odnotować, że do Polski wpłynęło 6,3 mld EUR z funduszu odbudowy. Po drugie, minimalnie w górę (do 2% w marcu) zrewidowana została inflacja, dalszego spadku doświadczyła zaś jej miara bazowa (4,6% w marcu). Sytuacja rysuje się nieźle, a ostatnie wieści dotyczące cen regulowanych sugerują, że inflacja na koniec roku wyniesie zapewne ok. 4–5% – to poziom istotnie niższy niż w rozważanych niedawno czarnych scenariuszach, wciąż jednak zdecydowanie powyżej celu.

W tym tygodniu dotrą do nas liczne odczyty makroekonomiczne. Najistotniejszym spośród nich będzie marcowa sprzedaż detaliczna (wtorek 23.04), która powinna wskazywać na dalszą poprawę konsumpcji.

EUR

Komunikaty EBC dotyczące polityki monetarnej w zasadzie potwierdziły, że do pierwszej obniżki stóp procentowych dojdzie w czerwcu, a prezeska Christine Lagarde w ubiegłym tygodniu ponownie dobitnie przekazała, że nadchodzą niższe stopy procentowe. Ruchy po czerwcu nie są jednak podobną oczywistością i będą zależały od napływających danych.

Widoczna w odczytach poprawa sytuacji ekonomicznej, wciąż wysoka inflacja bazowa i jastrzębia zmiana w komunikatach Fedu przemawiają przeciwko agresywnemu rozluźnianiu polityki przez EBC. Obecne oczekiwania rynkowe, zakładające trzy cięcia stóp procentowych przed końcem roku, są znacznie bardziej konserwatywne niż jeszcze kilka tygodni temu, wciąż pozostają jednak uzależnione od trwającego trendu spadkowego inflacji w strefie euro, którego nie notujemy w ostatnim czasie w Stanach Zjednoczonych. W tym tygodniu uwaga skupi się na wtorkowych (23.04) wskaźnikach PMI, które powinny sygnalizować dalsze odbicie wzrostu.

USD

W USA dane gospodarcze pozostają silne – w zeszłym tygodniu przyjemnym zaskoczeniem był bardzo dobry raport dotyczący sprzedaży detalicznej za marzec. Odporne wydatki konsumenckie i uporczywa presja inflacyjna doprowadziły do istotnej zmiany wycen rynkowych oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej w tym roku. Komunikaty oficjeli Fedu są jastrzębie i w dużej mierze zgodne ze zmianą obserwowaną na rynku.

Prawdopodobieństwo obniżki w czerwcu jest niewielkie, a przed grudniowym posiedzeniem oczekiwany jest zaledwie jeden ruch o 25 pb. Dolar na owej zmianie wycen zyskiwał. Obecne wyceny może cechować jednak pewne przeszacowanie, a dalsza aprecjacja amerykańskiej waluty wymagałaby naszym zdaniem odczytów inflacji dalece wyższych od notowanych w ostatnim czasie. Niezwykle istotny pod tym względem będzie piątkowy (26.04) raport dotyczący inflacji PCE w marcu – rynki oczekują niewielkiego wzrostu miary głównej i minimalnego spadku bazowej.

GBP

Na Wyspach płace w lutym oraz inflacja w marcu zaskoczyły w ubiegłym tygodniu w górę. Rynek wycenia obecnie czerwcową obniżkę w 50%, jeśli jednak w międzyczasie inflacja i płace będą dalej zaskakiwać w górę, prędkie cięcia stóp będą dla Banku Anglii znacznie trudniejsze do uzasadnienia niż dla EBC. Uważamy, że wysokie stopy procentowe, utrzymująca się presja inflacyjna i odporny wzrost gospodarczy zarysowują na 2024 r. dość budujący obraz dla funta.

Publikowane w tym tygodniu kwietniowe wskaźniki PMI (wtorek 23.04) dla Wielkiej Brytanii powinny być stosunkowo dobre. Coraz wyraźniej rysuje się, że brytyjska gospodarka na początku roku prawdopodobnie wyszła z technicznej recesji, a wtorkowe odczyty powinny pokazać dalszą ekspansję na początku II kwartału.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Jeden bank centralny kupuje złoto niezależnie od ceny. Co planują Chińczycy?

Wśród banków centralnych jest jeden gracz, który zdaje się kupować złoto bez względu na to, czy jego cena jest wysoka, czy nie. To Chiny. Dlaczego to robią? W ubiegłym tygodniu złoto kolejny raz pobiło rekord, znacznie przekraczając cenę 2 400 dolarów za uncję.

– Cena kruszcu bardzo mocno zależy od sytuacji geopolitycznej na świecie, a w tej chwili złoto reaguje przede wszystkim na wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Zobaczymy, czy po wymianie wzajemnych „kuksańców” między Iranem i Izraelem sprawa się zamknie, czy jednak dojdzie do dalszej eskalacji i sytuacja wymknie się spod kontroli. To mocno wpływa na to, co dzieje się na rynkach, nie tylko na cenę złota, ale również na cenę ropy i wartość walut – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota, Goldsaver.pl.

Banki centralne wciąż kupują złoto

Najważniejszym graczem na rynku złota pozostają banki centralne, które nadal kupują dużo kruszcu.

– Nie widać z kolei specjalnego ruchu po stronie konsumenckiej. Oczywiście wśród klientów indywidualnych zainteresowanie kruszcem wzrasta, natomiast to nie są jeszcze te poziomy, z którymi mieliśmy do czynienia w roku 2020, 2021 albo nawet 2022. Cały czas rynek konsumencki ma dużo mniejszą dynamikę niż miał wtedy. Również po stronie instytucjonalnej, czyli po stronie ETF-ów nie obserwujemy mocniejszego zainteresowania. Ruch widać jedynie pośród banków centralnych – zaznacza Tekliński.

Co planują Chińczycy?

Banki centralne jednak też w różnym tempie kupują złoto.

– Ale jest jeden gracz, który zdaje się kupować kruszec bez względu na to, czy jego cena jest wysoka, czy nie. To Chiny. Dlaczego to robią? Tu można spekulować, ale warto przypomnieć, że Państwo Środka ma swoje rezerwy zdeponowane w dużej mierze w amerykańskim dolarze, trochę w euro, a także w złocie. A Chiny aktualnie borykają się z problemami wewnętrznymi, z demografią czy rynkiem deweloperskim. To wszystko powoduje, że nie rozwijają się już tak szybko jak wcześniej – tłumaczy ekspert Goldsaver.pl.

W takich sytuacjach państwa autorytarne często szukają zewnętrznego wroga, na którego można zrzucić odpowiedzialność za to, co dzieje się wewnętrznie.

– I tu pojawia się kwestia Tajwanu. Gdyby Chiny postanowiły zrobić mocniejszy krok w kierunku przejęcia nad nim kontroli, mogłyby bazować na reakcji Zachodu, gdy Rosja po najechaniu na Ukrainę, poprzez konfiskatę rezerw, została odcięta od zachodnich pieniędzy. Hipotetycznie mogłoby teraz dojść do analogicznej sytuacji, a rezerwy walutowe Chin okazałyby się niewiele warte – wyjaśnia Michał Tekliński.

Złoto nigdy nie zbankrutuje

A co wtedy będzie warto dużo?

– Złoto, jako alternatywa dla tych walut. Oczywiście mam nadzieję, że taki scenariusz nie zostanie napisany, ale trzeba pamiętać, że złoto jest twardym zabezpieczeniem na wiele sytuacji, zawsze będzie w cenie i nigdy nie zbankrutuje. Warto mieć to z tyłu głowy, myśląc o tym, co się dzieje na świecie i analizując sytuację geopolityczną, ale także biorąc pod uwagę własne portfele i to, jak chcemy się zabezpieczyć na sytuacje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć – podsumowuje ekspert Goldsavera.

Niewypłacalność przedsiębiorstw w Polsce nadal wysoka. W I kw. 2024 r. codziennie upadało średnio 18 firm

Pomimo optymistycznych prognoz z końca 2023 roku trzy pierwsze miesiące bieżącego roku przyniosły niewypłacalność aż 1635 przedsiębiorstw. Jak wskazują ekonomiści z Coface, firmy, która przeprowadziła badania i przygotowała raport na ten temat – liczba ta jest o 31% wyższa w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku i stanowi 35% wszystkich niewypłacalności ogłoszonych w 2023 roku.

Choć w polskiej gospodarce widać już pierwsze oznaki spodziewanego ożywienia, to na wysoką liczbę niewypłacalności po pierwszym kwartale 2024 roku, którą obecnie obserwujemy, negatywnie wpłynęły czynniki z minionego roku. Dużą rolę odegrały zwłaszcza szybująca inflacja i wysokie stopy procentowe, presja płacowa, wysokie koszty energii czy spadek koniunktury w Polsce i krajach Unii Europejskiej. W naszym kraju trudną sytuację odczuły zwłaszcza firmy z sektora budowlanego i transportowego.

Postępowanie sądowe czy pozasądowe?

Dane przedstawione przez firmę Coface pokazują, że popularność procedury pozasądowej nadal się utrzymuje. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku skorzystało z niej 1537 przedsiębiorców. Z kolei sądy ogłosiły postępowanie o upadłości i restrukturyzacji 98 polskich firm, co stanowi jedynie 6% całkowitej liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw.

Ekonomiści wskazują, że rosnąca z roku na rok liczba niewypłacalności jest napędzana przez zmiany prawne dokonane w ubiegłych latach. Obecne zapisy dają firmom więcej możliwości na przeprowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego. Pozwala to wierzyć, że część przedsiębiorstw będzie powracać do efektywnej działalności biznesowej po przejściu uzdrawiającej restrukturyzacji. W wielu przypadkach niestety działania te stanowią tylko odkładanie problemu w czasie. W rezultacie liczba upadłości będzie rosła, a restrukturyzacji ulegała stabilizacji.

Budowlanka i transport w opałach

Branże, które w pierwszym kwartale 2024 roku odnotowały największą dynamikę wzrostu niewypłacalnych firm, to budownictwo (245 przedsiębiorstw) i transport (228). Przyczyny takiego stanu wyjaśnia Barbara Kamińska – Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce.

– Branża budowlana mierzyła się w ostatnich kwartałach z jednej strony ze słabnącym popytem, a z drugiej z wyzwaniami natury kosztowej. Inflacja oraz utrzymujące się niedobory pracowników budowlanych tworzyły presję na wzrost wynagrodzeń – mówi ekspertka. – Z kolei liczba niewypłacalności w transporcie rosła z niepokojącą dynamiką już od jakiegoś czasu. Rok 2023 cechował się zmniejszeniem zleceń przewozowych, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, a to znalazło odzwierciedlenie w spadku stawek transportowych. Z drugiej strony zadłużenie firm z branży TLS generowało wysokie koszty odsetkowe, a pakiet mobilności wymuszał wzrost kosztów pracowniczych w przypadku firm świadczących usługi międzynarodowe. Nie bez znaczenia pozostała także wysoka inflacja – przy niedoborach kierowców wzmagała ona ogólną presję płacową – podkreśla Barbara Kamińska.

Wzrost niewypłacalności nastąpił niemal we wszystkich sektorach. Z tendencji tej wyłamało się jedynie rolnictwo, które zanotowało spadkową dynamikę.

Gdzie i które przedsiębiorstwa upadają najczęściej?

Tak jak w poprzednich kwartałach, najnowsze badanie Coface wykazało, że najwięcej firm upadło w województwie mazowieckim (314 przedsiębiorstw). Na drugim miejscu znalazł się Śląsk (212), na kolejnych zaś Małopolska (156) i Wielkopolska (144).

Wśród firm, które w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2024 roku ogłosiły niewypłacalność, najwięcej było indywidualnych podmiotów – przedsiębiorców (1231). Dla porównania w minionym roku, w analogicznym okresie, liczba ta wyniosła 957. Kwartał ten nie był również łaskawy dla spółek z o.o. – upadło 327 z nich. Na trzecim miejscu uplasowały się spółki komandytowe – 36 niewypłacalnych podmiotów.

Co przyniosą kolejne miesiące 2024 roku?

Ekonomiści podkreślają, że miniony rok był najsłabszym okresem w historii polskiej gospodarki, za wyjątkiem pandemicznej recesji w 2020 roku. Natomiast pierwsze miesiące 2024 roku przyniosły już przyśpieszenie gospodarcze w naszym kraju. Eksperci zwracają jednak uwagę, że dynamika produkcji przemysłowej nadal będzie niska, ponieważ wpływa na nią sytuacja na rynkach zagranicznych. Niemcy, czyli najbardziej istotny partner handlowy Polski, wciąż nie mogą wyjść z zapaści gospodarczej.

– Mimo niestabilnej sytuacji za granicą oczekujemy, że w Polsce koniunktura nadal będzie się poprawiać, a wzrost gospodarczy przyśpieszy do 2,8% w 2024 roku – mówi Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Eksport nadal będzie cechował się niską dynamiką, ale wysoka konkurencyjność cenowa i jakościowa Polski oraz przyciąganie inwestycji zagranicznych po części zrekompensuje problemy handlu światowego. Co istotne, główną siłą napędową polskiej gospodarki będzie ponownie konsumpcja gospodarstw domowych – podsumowuje ekspert.

Przedsiębiorcy muszą być jednak ostrożni. Rosnąca skłonność zakupowa Polaków nie będzie jednoznaczna z boomem na nabywanie dóbr. Należy pamiętać, że konsumenci nadal są wrażliwi na poziom cen, zwłaszcza w kontekście powrotu stawki VAT na produkty spożywcze oraz planowanego częściowego odmrożenia cen energii, które mogą spowodować wzrost inflacji.

Zarząd cyber_Folks zarekomendował WZA rekordową dywidendę

To może być najwyższa w historii dywidenda dla akcjonariuszy cyber_Folks. Zarząd spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu dystrybucję do akcjonariuszy całego jednostkowego zysku za 2023 r., który wyniósł 28 mln zł, w tym wypłatę dywidendy w wysokości 21,2 mln zł oraz skup akcji własnych o wartości 6,8 mln zł. Dywidenda przypadająca na jedną akcję ma wynieść 1,50 zł. To ponad 60 proc. wzrost w porównaniu do ubiegłorocznej dywidendy. Proponowany skup akcji związany jest z realizacją istniejącego programu ESOP i może objąć nie więcej niż 48 tys. akcji. Cena skupu może wynieść nawet 141 zł za jedna akcję.

cyber_Folks regularnie dzieli się zyskiem z inwestorami. W 2023 roku akcjonariusze otrzymali łącznie 13,1 mln zł – w formie dywidendy w wysokości 0,93 zł na jedną akcję. Wiele wskazuje na to, że w tym roku całkowita kwota dystrybucji do akcjonariuszy będzie ponad dwa razy większa.

– Od początku naszej obecności na GPW dzielimy się zyskiem z akcjonariuszami. Dokładamy wszelkich starań, aby co roku przekazywana im kwota dywidendy była coraz wyższa, dlatego jako zarząd, rekomendujemy, aby praktycznie cały jednostkowy zysk netto za ub. rok, trafił właśnie do nich. – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks.

Zarząd cyber_Folks zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 21,2 mln zł na dywidendę, co oznacza 1,50 zł za jedną akcję. Wniosek ten został pozytywnie zaopiniowany przez Radę Nadzorczą spółki, a ostateczną decyzję w sprawie wypłaty dywidendy oraz skupu akcji własnych podejmą akcjonariusze.

– W minionym roku osiągnęliśmy rekordowe wyniki, które pozwalają nam dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Ponadto dotychczasowy spadek poziomu zadłużenia oraz planowane wpływy ze sprzedaży udziałów Profitroom, z której po uwzględnieniu kosztów transakcyjnych oraz podatku, powinniśmy otrzymać ok. 83 mln zł wpływów netto, dają nam duży komfort do pełnej dystrybucji zysków jednostkowych za rok 2023 do akcjonariuszy. Rekomendowana dywidenda jest zgodna z przyjętą przez nas polityką dywidendową, która pozostanie niezmieniona. W kolejnych latach dywidenda powinna być coraz wyższa – dodaje Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

Zarząd proponuje WZA, aby pozostała część jednostkowego zysku netto za 2023 rok, w kwocie, 6,8 mln zł, została przeznaczona na skup nie więcej niż 48 tys. akcji własnych po cenie nie wyższej niż 141 zł. Skup miałby zostać zrealizowany do końca września 2024, a zakupione przez spółkę akcje przeznaczone głównie pod realizację istniejącego programu ESOP.

– Cena w skupie determinuje wycenę cyber_Folks na poziomie 2 mld zł, to 20 proc. powyżej obecnej wyceny. Mocno wierzymy, że konsekwentna realizacja naszej strategii sprawi, że nasz biznes wciąż będzie dynamicznie rósł, a beneficjentami tych wzrostów będą nasi akcjonariusze. Warto dodać, że historycznie, za każdym razem skupy akcji okazały się bardzo zyskowne dla Spółki. W roku 2019 skup przeprowadziliśmy po cenie 25 zł, a w roku 2022 po cenie 50 zł za akcję. Obecny kurs rynkowy akcji to blisko 120 zł, a proponowana cena skupu to maksymalnie 141 zł. Liczymy, że także w tym przypadku operacja będzie zyskowna dla Spółki. – dodaje Robert Stasik.

W 2023 roku Grupa cyber_Folks wypracowała 480 mln zł przychodów, a skorygowana EBITDA wyniosła 141,3 mln zł. W tym okresie zysk netto wyniósł 87,4 mln zł i był ponad 2-krotnie wyższy niż rok wcześniej. Dynamiczny wzrost biznesu spółki oraz rekordowe wyniki finansowe to zasługa rozbudowanego portfolio produktów i mocnej pozycji na rynkach międzynarodowych w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw.

Konflikt na Bliskim Wschodzie podsyca pesymizm rynkowy

Talion – kara ma równać się wadze popełnionego przestępstwa. Geopolityczna rosnąca niestabilność na Bliskim Wschodzie, oczekiwania odwetu mają wpływ na wyceny rynkowe. Inwestorzy drastycznie skracają czas podejmowania decyzji, często reagując na pojawiające się wiadomości w ciągu tego samego dnia handlowego.

  • Konflikt na Bliskim Wschodzie podsyca pesymizm rynkowy, ucieczkę w stronę bezpieczeństwa i skrócenie horyzontu inwestycyjnego widoczne we wzorcach zmienności rynkowej w kształcie litery „W”.
  • W istocie, inwestorzy zdają się nieustannie dostosowywać do zmian pomiędzy geopolityczną eskalacją a odprężeniem, czy też formą prawa Talionu – zasadą „oko za oko”. Obecne ceny ropy naftowej na poziomie 90 USD wydają się uwzględniać premię za ryzyko geopolityczne w wysokości od 5 do 10 USD.
  • Wydaje się również, że obecny scenariusz geopolityczny może skłonić banki centralne do nieco bardziej gołębiej postawy. Znaczna zmienność śróddzienna na rynkach akcji, na którą wpływ mają czynniki techniczne i fundamentalne, prawdopodobnie nasili krótkoterminową zmienność rynkową, niezależnie od źródła wiadomości (czy to politycznych, geopolitycznych czy finansowych).

Konflikt na Bliskim Wschodzie podsyca pesymizm rynkowy. Rosnąca niestabilność na Bliskim Wschodzie ma obecnie znaczący wpływ na wyceny rynkowe. Inwestorzy drastycznie skracają czas podejmowania decyzji, często reagując na pojawiające się wiadomości w ciągu tego samego dnia handlowego. Ten skrócony horyzont inwestycyjny doprowadził do wzorców zmienności rynkowej w kształcie litery „W”, ponieważ inwestorzy nieustannie dostosowują się do zmian między eskalacją geopolityczną a odprężeniem (wykres poniżej).

Wykres nr 1: Zmienność rynku europejskiegoZmienność rynku europejskiego

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Obecne ceny ropy, na poziomie 90 USD, wydają się uwzględniać premię za ryzyko geopolityczne w wysokości od 5 do 10 USD. Biorąc pod uwagę prognozowaną przez nas zakotwiczenie na najbliższe dwa lata w okolicach 80 USD, obecna wycena uwzględnia już znaczną niepewność geopolityczną. Co więcej, globalna nadwyżka mocy produkcyjnych może zapobiec wszelkim fundamentalnym zmianom trendów na rynku ropy naftowej. W związku z tym oczekiwać można, że obecna sytuacja będzie miała niewielki wpływ na prognozy gospodarcze oparte na ropie naftowej w perspektywie średnioterminowej.

Wygląda na to, że obecny scenariusz geopolityczny prawdopodobnie skłoni banki centralne do nieco bardziej gołębiego nastawienia, na co wpływ będą miały stabilne ceny surowców i potencjalne spadki wydatków konsumenckich z powodu zwiększonych obaw o nasilenie konfliktu. Allianz Trade spodziewa się okresowych przesunięć rynkowych w kierunku bezpiecznych aktywów (takich jak sektor obronny, złoto i obligacje z rynków rozwiniętych) napędzanych trwającą w regionie zasadą „oko za oko” – prawem Talionu. Chociaż Allianz Trade spodziewa się zwiększonej zmienności rynkowej, nie przewidujemy, by sytuacja doprowadziła do ekstremalnych zagrożeń, takich jak wojna na pełną skalę lub całkowite zakłócenie dostaw ropy przez cieśninę Ormuz, która odpowiada za około 17% światowej produkcji ropy (wykres 2).

Wykres nr 2: Zmienne rynkowe i indeks ryzyka geopolitycznegoZmienne rynkowe i indeks ryzyka geopolitycznego

Źródła: LSEG Datastream, GPR Index, Allianz Research

Znaczną zmienność w skali dnia na rynkach akcji można w dużej mierze przypisać wysokim wycenom i skrajnym pozycjom rynkowym. Koncentrując się na rynkach amerykańskich, wpływ głównych akcji, często określanych jako „Magnificent 7”, spowodował zmniejszenie premii za ryzyko rynkowe, co spowodowało, że trend rynkowy silnie skłania się ku krótkiemu pozycjonowaniu. Wskazuje to, że zarówno czynniki techniczne, jak i fundamentalne są skłonne do potęgowania krótkoterminowej zmienności rynkowej, niezależnie od tego, czy wiadomości mają charakter polityczny, geopolityczny czy finansowy (wykres 3).

Wykres 3: Pozycjonowanie netto opcji i kontraktów futures na indeks S&P 500 a premia za ryzyko kapitałowe

Pozycjonowanie netto opcji i kontraktów futures na indeks S&P 500 a premia za ryzyko kapitałowe

Źródła: CFTC, LSEG Datastream, Allianz Research

Rośnie liczba odwiertów na rynku ropy w USA, co zapowiada lepszą koniunkturę

Druga tura wyborów samorządowych nie zrewolucjonizowała sytuacji złotego. Chiny utrzymują stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Rośnie liczba odwiertów na rynku ropy w USA, co zapowiada lepszą koniunkturę.

Wybory bez wpływu na rynek

Druga runda wyborów samorządowych nie przyniosła zmian na rynku. Głównym powodem był fakt, że dogrywka na etapie krajowym dla równowagi sił nie miała już większego wpływu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z dużych miast wyrównany wyścig miał miejsce raptem w Krakowie. O tym, jak bardzo małe zainteresowanie w tym “święcie demokracji” miały niektóre dogrywki, najlepiej świadczy Poznań. Nie odbył się nawet sondaż exit poll. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy zignorowali te dane. Warto natomiast zwrócić uwagę, że Polska dzisiaj o 10:00 pokazuje pakiet ważnych danych. Stąd nawet, gdyby ktoś chciał reagować, była duża szansa, że wyczeka od otwarcia rynków do danych.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami Bank Centralny w Chinach nie zmienił stóp procentowych. Stawka jednoroczna została utrzymana na poziomie 3,45%, z kolei 5-letnia na poziomie 3,95%. Warto zwrócić uwagę, że w obecnym cyklu, kiedy na zachodzie stopy procentowe rosły do bardzo wysokich (jak na tamte gospodarki) poziomów, w Chinach nie było podwyżek. Ostatnia symboliczna podwyżka w Państwie Środka miała miejsce w 2018 roku i wynosiła 0,01%. Tak, nie przesunął nam się przecinek. Chiny również znacznie ostrożniej obniżały stopy procentowe w trakcie pandemii i nie zalały aż tak gospodarki pieniądzem, co nie wywołało (jak w naszej części świata) fali inflacji, z którą potem musiałyby walczyć.

Rośnie wydobycie ropy w USA

Piątkowe dane na temat liczby wież wiertniczych na rynku ropy okazały się wyraźnie wyższe od oczekiwań. Ostatni raz tak dużo było ich we wrześniu, kiedy to rynek redukował się w związku z oczekiwanym spowolnieniem gospodarczym wywołanym rosnącymi stopami procentowymi. Otwieranie kolejnych odwiertów świadczy o oczekiwaniu większego popytu na surowiec po atrakcyjnych cenach. Te co prawda zareagowały spadkiem na te publikacje. Nie można się jednak dziwić, że rynki reagują delikatną przeceną, kiedy dowiadują się o nadchodzącym wejściu na rynek większej ilości surowca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:00 – Polska – przeciętne wynagrodzenie,
  • 10:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg CBI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W ub.r. fiskus wszczął ponad 12 tys. kontroli podatkowych. Spadek rok do roku wyniósł blisko 29 proc.

Według danych resortu finansów, w ub.r. wszczęto o prawie 29% mniej kontroli podatkowych niż rok wcześniej. Spośród tego typu działań zakończonych w minionym roku, w 97,6% stwierdzono nieprawidłowości. Patrząc na zestawienia dotyczące 2023 roku, widzimy, że uszczuplenia wyniosły prawie 2 mld zł, a pokontrolne wpłaty – blisko 809 mln zł. Eksperci komentujący dane mówią, że w tym roku liczba kontroli może być na podobnym poziomie, jak rok temu. Jednocześnie dodają, że w związku z tzw. dyrektywą DAC7, fiskus będzie sprawdzać, czy firmy korzystające z internetowych platform sprzedażowych nie uchylają się od płacenia podatków. Kontrolą może zostać objętych nawet 20 mln osób. Oprócz przedsiębiorców, dotyczyć to również będzie osób fizycznych.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w 2023 roku wszczęto 12 133 kontrole podatkowe. To o 28,9% mniej niż w 2022 roku, kiedy zainicjowano ich 17 069. W ocenie Agnieszki Wnuk, partnerki w firmie Quidea i ekspertki BCC, ten spadek oznacza, że działania są mniej przypadkowe. Mamy do czynienia z lepszym typowaniem dzięki odpowiednim narzędziom. Coraz rzadziej zdarzają się kontrole, które nie są ukierunkowane na określony obszar czy zagadnienie. Ponadto, organy częściej sięgają po prostsze dla nich narzędzia, jak czynności sprawdzające.

– Cyfryzacja rozliczeń podatkowych oraz rozwój gałęzi, określanej jako Digital Tax Compliance, której celem jest zapewnienie zgodności działań podejmowanych przez podmioty gospodarcze z przepisami podatkowymi, znacznie ograniczyły zakres dokonywanych optymalizacji podatkowych. Zatem w coraz większym stopniu rozliczenia podatkowe są poprawne. Kontrole są przeprowadzane na bieżąco, natomiast w organach podatkowych zalega mnóstwo niezakończonych spraw, a te pochłaniają czas urzędników i pieniądze podatników – komentuje dr Jolanta Gałuszka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, biegły sądowy w zakresie rachunkowości, prawa międzynarodowego i podatku VAT.

Spadek liczby wszczętych kontroli podatkowych nie jest złą wiadomością, co podkreśla Maciej Hadas, doradca podatkowy, partner w Grant Thornton. I dodaje, że istotna nie jest ilość, ale jakość prowadzonych działań. Zdecydowanie lepiej jest, żeby one nie były wszczynane na chybił trafił, ale miały określone podstawy w analizie ryzyka. Jak przekonuje ekspert, dziś fiskus dysponuje rozwiniętymi narzędziami, także informatycznymi. One pozwalają celować w takie targety, które rodzą nadzieję na wykrywanie nieprawidłowości, a więc w rezultacie ochronę interesów Skarbu Państwa.

– Typowanie podmiotów do kontroli odbywa się czasem na własne życzenie podatnika. Pozornie proste czynności, jak sprzedaż przez Internet czy reklama w nim, może zadziałać jak magnez na kontrolę podatkową. Przy tym popełnianie błędów czy dopuszczanie się nieprawidłowości nie zawsze jest działaniem celowym. Często jednak zdarza się, że podatnik nie ma świadomości popełnienia wykroczenia czy wręcz przestępstwa skarbowego. Mamy nieczytelne, skompilowane oraz niezrozumiałe przepisy podatkowe – dodaje dr Gałuszka.

Ponadto z danych resortu wynika, że w 2023 roku zakończono 13 023 kontroli podatkowych. To o 28,1% mniej niż w 2022 roku, kiedy było ich 18 120. Spośród ww. działań doprowadzonych do końca w ubiegłym roku, 12 713 wykazało nieprawidłowości (97,6% zakończonych). W podsumowaniu za 2022 rok widzimy 17 591 (97,1%). Rodzi się więc pytanie o to, co decyduje o takiej skuteczności. W ocenie Agnieszki Wnuk, kluczowy wpływ ma metodyczne typowanie do kontroli z góry przyjętym założeniem, że dany sposób rozliczenia określonej transakcji jest niewłaściwy. Dzięki posiadanym danym, organy mogą wyszukać przedsiębiorców, których zagadnienie dotyczy, a następnie – do nich trafić i oprzeć się na przygotowanej z góry tezie, że konkretny sposób działania jest niewłaściwy.

– Zdarza się, że urzędnik działa według starej i niechlubnej maksymy, którą parafrazując na realia podatkowe, można wyrazić w słowach – „dajcie mi dokumenty, a nieprawidłowości się znajdzie”. Szczególnie warto podkreślić fakt, że dokumenty, będące przedmiotem kontroli krzyżowej, weryfikowane są według indywidualnej opinii urzędnika. Przy tym, często nie przestrzega się przedmiotu kontroli bądź postępowania podatkowego prowadzonego wobec podatnika. W efekcie usiłuje się nieformalną drogą pozyskać dodatkowe informacje – stwierdza ekspertka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Jak zaznacza Maciej Hadas, co do zasady, kontrola powinna się zakończyć bez zbędnej zwłoki. Jednak organy podatkowe mają prawo ją przedłużać i często to robią. Muszą tylko o tym powiadomić kontrolowanego, podać przyczyny i wskazać nowy termin zakończenia kontroli. Są sytuacje, w których to jest uzasadnione np. koniecznością zgromadzenia materiału dowodowego czy przesłuchania świadków. Ale zdarzają się również przypadki tzw. czynności pozornych, gdy nic się nie dzieje, a sprawa stoi w miejscu.

– Dobrze przygotowany podatnik, z odpowiednim wsparciem, jest w stanie się wybronić przed stwierdzeniem jakichkolwiek nieprawidłowości. Jednak wymaga to czasu i odpowiedniego działania. Dobrym przykładem są kontrole z zakresu podatku u źródła, których ostatnio obserwujemy szczególnie dużo. Tutaj odpowiednie przygotowanie i możliwość wykazania posiadania i przestrzegania właściwych procedur jest kluczowa – dodaje ekspertka BCC.

Dodatkowo z przedstawionych danych wynika, że w 2023 roku wykryte uszczuplenia wyniosły 1,959 mld zł, a pokontrolne wpłaty – 808,85 mln zł. W porównaniu z rokiem wcześniejszym, to odpowiednio o 38,4% mniej oraz o 7,2% więcej. Wówczas było to 3,180 mld zł i 754,54 mln zł. Jak stwierdza Agnieszka Wnuk, kwoty uszczupleń są bardzo istotne. Ekspertka dodaje, że po kontroli podatkowej, wszczynane jest postępowanie, w ramach którego podatnik ma więcej czasu na przedstawienie swojego stanowiska, argumentów, a także dowodów. W praktyce, niejednokrotnie organy wycofują się w ramach postępowania z części ustaleń z kontroli podatkowej. Istnieje również możliwość odwołania się od decyzji i złożenia skargi do sądu.

– Trudno powiedzieć, skąd ten zanotowany wzrost wpłat pokontrolnych. Z jednej strony pokazuje to, że działania organów podatkowych są zasadne, a wynik to nasze wspólne odzyskane dla budżetu państwa pieniądze. Z drugiej strony, działania organów podatkowych mogą mieć efekt mobilizujący podatników do lepszego przyjrzenia się ich zobowiązaniom podatkowym po to, aby unikać nieprzyjemności w czasie kontroli – mówi partner w Grant Thornton.

Dr Gałuszka przypomina, że w ub.r. zaczęła obowiązywać tzw. dyrektywa DAC7, która nałożyła na niektórych polskich przedsiębiorców nowe obowiązki. W związku z tym organ podatkowy będzie sprawdzać, czy firmy korzystające z Booking, Allegro, Vinted, Amazon, OLX oraz innych platform nie uchylają się od obowiązku płacenia podatków. Kontrolą ma zostać objętych nawet 20 mln osób. Nowe przepisy pozwolą na monitorowanie wszystkich handlujących na portalach internetowych. Dotyczy to również osób fizycznych. Jak podkreśla ekspertka, urzędnik, który wyraża chęć wsparcia podatnika, ma ograniczone pole decyzyjności, próbując pomóc. Wynika to z jednej strony z przepisów, a z drugiej – z katalogu źródeł prawa w Polsce.

– Kontrole były, są i będą. Taka jest rola państwa, żeby dbać o wpływy podatkowe i zmniejszać szarą strefę oraz działania naruszające prawo. W mojej ocenie, w tym roku działań kontrolnych można się spodziewać na podobnym poziomie, co w ubiegłym roku. Liczę na to, że będą to kontrole profesjonalne i zgodne z zasadą szybkości postępowania. Oczekuję także, że urzędnicy wezmą sobie wreszcie do serca zasadę, że wszelkie wątpliwości rozstrzyga się na korzyść podatnika – podsumowuje Maciej Hadas.

Deloitte: Konsekwencje zmian klimatycznych zmuszają firmy do transformacji łańcuchów dostaw

Konsekwencje zmian klimatycznych będą stanowić jedno z wyzwań dla bezpieczeństwa łańcuchów dostaw w trakcie najbliższej dekady, twierdzi niemal co drugi przedstawiciel środkowoeuropejskich firm. Autorzy raportu “Sustainable Supply Chain Survey” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wskazują, że rozwiązaniem tego problemu może być podjęcie działań w kierunku zrównoważonej transformacji sieci zaopatrzenia. Efektywność tego procesu zależy od m.in. zdolności firm do gromadzenia i przetwarzania danych. Chociaż robi to obecnie ponad 70 proc. z nich to wyzwaniem pozostaje zaufanie do zbieranych w ramach całego procesu informacji.

Na przełomie 2023 i 2024 r. przedstawiciele przedsiębiorstw pochodzących z krajów Europy Środkowej wzięli udział w ankiecie dotyczącej zrównoważonej transformacji łańcuchów dostaw. Na podstawie odpowiedzi udzielonych przez reprezentantów firm zróżnicowanych pod kątem branż i uzyskiwanych przychodów powstał raport opisujący główne wyzwania i szanse w tym obszarze.

Wymóg jako szansa

Autorzy raportu wskazują, że wynikające z regulacji prawnych obowiązki firm w zakresie zrównoważonej transformacji tworzą szereg możliwości dla środkowoeuropejskich przedsiębiorstw. Jako przykład wskazano konieczność raportowania środowiskowego, która może stać się początkiem procesu ewolucji łańcuchów dostaw. Zdaniem ankietowanych konieczne jest więc spojrzenie na kwestię zrównoważonego rozwoju jako na obszar o istotnym znaczeniu dla strategii rozwoju firmy. Jest to tym bardziej istotne, że 44 proc. liderów przewiduje, że w trakcie najbliższej dekady zmiany klimatyczne będą miały wpływ na obszar zaopatrzenia przedsiębiorstw. Obecnie 56 proc. badanych wskazuje niedobór zasobów produkcyjnych oraz wysokość kosztów funkcjonowania jako główne wyzwania w zakresie zrównoważonego rozwoju.

– Obowiązki w zakresie raportowania czy środowiskowe due dilligence to nie tylko wypełnienie zapisów regulacyjnych, ale przede wszystkim unikalna szansa dla firm. Konieczność identyfikacji procesów zachodzących w ramach sieci zaopatrzenia umożliwia bowiem rozpoznanie ryzyk i obszarów o niskiej efektywności. Warto więc podejść do kwestii zrównoważonej transformacji jako działania o charakterze strategicznym. W dłuższej perspektywie umożliwia ono bowiem zwiększenie odporności łańcucha dostaw, jak również poprawę efektywności realizowanych działań oraz zwiększenie innowacyjności – mówi Julia Patorska, partnerka, zespół Sustainability, Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Firmy świadome ESG

Rosnące znaczenie kwestii ESG sprawia, że w 71 proc. środkowoeuropejskich przedsiębiorstw funkcjonuje oddzielne stanowisko poświęcone zrównoważonemu rozwojowi. Co piąty podmiot planuje z kolei utworzenie takiej posady w najbliższej przyszłości. Jednocześnie tylko 16 proc. firm posiada oddzielne stanowisko poświęcone temu obszarowi. W przypadku pozostałych przedsiębiorstw obowiązki związane ze równoważonym rozwojem są rozproszone po różnych departamentach.

Niezależnie od sposobu organizacji działów i stanowisk równie istotną kwestią z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju jest wyznaczenie odpowiednich celów (KPIs) przez firmę. Według autorów raportu powinny one umożliwiać spełnienie kryteriów ESG w krótkim, średnim, jak i długim terminie. Dotyczy to takich kwestii jak ograniczenie emisyjności danego podmiotu, osiągnięcie efektywności energetycznej, inkluzyjność miejsca pracy czy zaangażowanie podmiotu w funkcjonowanie lokalnych społeczności.

– Droga do osiągnięcia zrównoważonego łańcucha dostaw zaczyna się od dwóch obszarów. Po pierwsze firmy powinny wyznaczyć, kto w ramach danego podmiotu jest odpowiedzialny za tę kwestię. Tego typu pozycja może przyjąć formę całego departamentu lub oddzielnego stanowiska w każdym z działów. Po drugie istotne jest zdefiniowanie jasno określonych celów w zakresie zrównoważonego rozwoju. Te kroki stanowią podstawę efektywnej transformacji firm, szczególnie w tak istnym obszarze jakim jest zaopatrzenie – mówi Magdalena Osowiecka, starsza menadżerka, zespół Sustainability – raportowanie i ESG due diligence, Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Dane to podstawa

Spełnienie wymogów w zakresie raportowania ESG zależy w dużej mierze od zdolności podmiotu do gromadzenia danych dotyczących łańcuchów dostaw. Tego typu informacje zbiera obecnie 79 proc. firm z regionu o przychodach poniżej 40 mln euro i 87 proc. podmiotów o wyższym poziomie przychodów. Równie istotną kwestią jest wiarygodność pozyskiwanych informacji. Jedynie 1,2 proc. środkowoeuropejskich firm o przychodach poniżej 40 mln euro ufa informacjom, jakie pozyskują w celu raportowania środowiskowego. Wśród podmiotów o wyższej skali przychodów, cechujących się większą skłonnością do automatyzacji procesu gromadzenia i przetwarzania tych informacji, takie przekonanie wyraża co trzeci ankietowany.

Wyniki naszego badania jasno wskazują na zależność między zaufaniem do pozyskiwanych danych a tym, czy były one zbierane automatycznie. Warto więc zainteresować się cyfrowymi narzędziami, ponieważ umożliwiają one przeprowadzenie całego procesu w transparentny i wiarygodny sposób. Dotyczy to zarówno podmiotów o dużej skali działania, jak i mniejszych firm. Pamiętajmy, że nowe przepisy w zakresie raportowania związane z implementacją Dyrektywy CSRD będą wymagały coraz większej ilości informacji i danych na temat łańcucha dostaw oraz ich zewnętrznej weryfikacji. Co więcej, tego typu informacje mogą okazać się niezwykle przydatne również w innych obszarach, takich jak planowanie strategiczne czy optymalizacja procesów –mówi Maria Ibisz, starsza menadżerka zespół Sustainability – ESG digital, Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Wygląda na to, że spowolnienie Tesli będzie trwać

Nic tak nie zmienia nastrojów jak cena. Od czasu osiągnięcia rekordowego poziomu latem 2023 r. Tesla odnotowała spadek o 50 proc., a od początku roku – o prawie 40 proc. Można śmiało powiedzieć, że oczekiwania są teraz niskie, i chociaż nie jest to jeszcze terytorium, na którym firma Elona Muska może dokonać przełomu, wydaje się, że jest to monumentalny raport.

Przewidujemy spadek zysków kwartalnych, a analitycy prognozują 0,46 dolarów na akcję, co oznacza spadek o 45 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Podobnie, prognozy przychodów wynoszą 22,17 mld dolarów, co oznaczałoby spadek o 5 proc. rok do roku. Te korekty w dół dla szacowanych zysków w ciągu ostatniego miesiąca są jednym z powodów, dla których cena ich akcji musiałaby się podwoić, aby powrócić do najwyższej ceny transakcyjnej.

Oprócz prognoz przychodów, analitycy uważnie monitorują wskaźniki operacyjne Tesli. Pomimo oczekiwanego spadku całkowitych przychodów z branży motoryzacyjnej i łącznej liczby dostaw pojazdów, istnieją pozytywne prognozy dla określonych segmentów, takich jak „dostawy Modelu 3/Y” i „wdrożone magazyny”, wskazujące na obszary potencjalnego wzrostu. Jednak przewidywany spadek „Zysku brutto – Total Automotive” podkreśla znaczenie oceny rentowności wraz z danymi dotyczącymi przychodów.

Warto zauważyć, że gdy oczekiwania są niskie, czasami wystarczy „mniej złych wiadomości”, aby rozpocząć ożywienie. Inwestorzy mogą przyglądać się potencjalnej wartości Tesli przed raportem o zyskach, a wszelkie oznaki, że sytuacja nie jest tak zła, jak ostatnio wyceniano, mogą wystarczyć, aby byki wkroczyły lub niedźwiedzie odetchnęły. Jednak kolejny raport, który nie spełnia oczekiwań, a najniższy poziom z grudnia 2022 r. wynoszący 102 dolarów może być na wyciągnięcie ręki, co oznaczałoby spadek o -75 proc.

Sam North, eToro

Polskie spółki właścicielskie potrzebują doświadczonych i dopasowanych liderów

Kandydatów na stanowiska menedżerskie do polskich spółek właścicielskich przyciąga przede wszystkim system bonusowy. Jest to nie tylko premia roczna czy długoterminowe programy motywacyjne (LTI), ale też możliwość posiadania własnych udziałów w firmie. Osoby te cenią sobie również elastyczność, stopień odpowiedzialności i dostosowaną rolę lidera. W minionym roku to właśnie tego rodzaju firmy wyróżniły się w skutecznym pozyskiwaniu talentów do organizacji – wynika z badania Page Executive, firmy rekrutującej kadrę kierowniczą. Czy każdy doświadczony menadżer sprawdzi się w roli lidera w spółce właścicielskiej? Jakie cechy powinien mieć taki przywódca?

Na polskim rynku funkcjonuje wiele firm właścicielskich, zróżnicowanych pod kątem formy własności danej spółki. Mogą to być przedsiębiorstwa posiadające jednego lub kilku inwestorów – instytucjonalnych i prywatnych, z różną koncentracją udziałów. Tak często bywa w firmach rodzinnych lub takich, które zaczynały w ten sposób. Warto przy tym zwrócić szczególną uwagę na charakter pracy w tego typu organizacjach.

Współpraca i dopasowanie

W rekrutacjach do zarządu spółek właścicielskich brany jest pod uwagę określony zestaw cech osobowych lidera, co często odbiega od podejścia stosowanego przez działy HR w innego rodzaju firmach. Punktem wyjścia jest dopasowanie w kontekście budowania zaufania między pracodawcą a podwładnymi. Hierarchiczność wynikająca ze struktur korporacyjnych w pewnym stopniu narzuca taką relację, natomiast w przypadku rodzinnej spółki właścicielskiej zarządzanie pracownikami nie jest tak zero-jedynkowe. Ponieważ występują w niej zarówno formalne, jak i prywatne współzależności, np. między dyrektorem generalnym a prezesem zarządu czy radą nadzorczą, rola menedżera polega w istocie na umiejętnym budowaniu relacji i współpracy. W większości przypadków dotyczy również wspierania rozwoju, wykorzystywania i budowania potencjału, a także zwiększenia efektywności działania.

– W sytuacji rozwoju czy sukcesji zachodzącej w spółce celem każdego świadomego właściciela jest zatrudnienie tzw. menadżerów najemnych, doświadczonych pod kątem merytorycznym i przywództwa. Elementem ich pracy jest kształtowanie potencjalnej osoby, która jest wpisana w plan sukcesji – przeważnie potomka właściciela. Rola tych menadżerów jest więc nie tylko probiznesowa, ale i mentoringowa czy wspierająca. Kandydat musi spełniać oczekiwania właścicieli co do umiejętności twardych i miękkich, co przełoży się na dopasowanie do kultury pracy całej organizacji – mówi Marta Grochal, Senior Partner & Head of Page Executive Poland & Baltics.

Spółka właścicielska vs. korporacja

Istotne jest również, że organizacje rodzinne szukają liderów, którzy mieli już wcześniejsze doświadczenie z firmami właścicielskimi. Praca w takiej spółce jest bardziej dynamiczna i zmienna niż w przypadku korporacji. Od menedżera wymaga się więc dużej elastyczności oraz umiejętności dostosowania i dopasowania się, nie tylko biznesowego, ale również emocjonalnego. Dlatego osoby, które nie mają doświadczenia z takimi miejscami zatrudnienia, są rzadziej rekrutowane.

– Jeśli do przeprowadzenia jest dany projekt biznesowy, który ma kilku interesariuszy i załóżmy, że dwaj z nich to osoby mające zdanie odbiegające w pewnym stopniu od wizji ogólnej tego projektu – przedsięwzięcie może zostać opóźnione lub w najgorszym wypadku nie dojść do skutku. Menadżer czy lider musi mieć więc świadomość, że jeżeli chce zrealizować daną inicjatywę, w pierwszej kolejności powinien zrozumieć interesariuszy. Musi też zbudować przestrzeń, zaufanie i autorytet po swojej stronie. Dopiero później realizować przedsięwzięcie – komentuje Marta Grochal, ekspertka Page Executive.

W korporacji proces ten wygląda zgoła inaczej. Członkowie danego projektu zazwyczaj znają opisany procedurami sposób postępowania. W przypadku prywatnych spółek właścicielskich ta droga może być dłuższa i za każdym razem inna. Wynika to z faktu, że najpierw trzeba nakierować interesariuszy na najlepsze w danej sytuacji rozwiązanie oraz wypracować kompromis, a to może być bardziej czasochłonne i powodować większy wydatek emocjonalny. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do korporacji, ostateczne decyzje są podejmowane zazwyczaj szybciej.

– To nas sprowadza do podstawowej kwestii – menedżerowie, którzy odnajdują się i są najlepiej dopasowani do spółek właścicielskich, to osoby pracujące i będące z ludźmi na co dzień – podsumowuje Marta Grochal, Senior Partner & Head of Page Executive Poland & Baltics. – Polscy właściciele mają coraz większą odwagę i otwartość do tego, by zachęcić odpowiednie osoby do zaangażowana się w spółkę, co również pokazuje najnowszy Przegląd Wynagrodzeń Page Executive. Jako benefit pozapłacowy oferują im możliwość realnego wpływu na rozwój biznesu i podkreślają poczucie sprawczości. Sukces całej organizacji jest więc też własnym sukcesem menadżera.

Raport Page Executive, Przegląd Wynagrodzeń do pobrania ze strony: https://www.pageexecutive.com/advice/region/continental-europe/salary-survey/poland/2024.

Spadek obrotów na rynku faktoringu w I kwartale 2024 r.

W pierwszym kwartale 2024 r. na rynku faktoringu w Polsce utrzymywał się nieznaczny spadek obrotów w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów wykupiły w ciągu 3 miesięcy wierzytelności na łączną kwotę 111,9 mld zł. To o 1,7 proc. mniej niż przed rokiem, kiedy to zanotowały obroty o wartości 113,8 mld zł. Łączna wysokość wypłaconych zaliczek wyniosła 49,4 mld zł i była o 7 proc. wyższa niż rok temu. Członkowie PZF obsłużyli 24,8 tys. firm (o 10,5 proc. więcej niż rok temu), które przedstawiły do wykupu 7 mln faktur (o 10 proc. więcej niż przed rokiem).W pierwszym kwartale 2024 r. na rynku faktoringu w Polsce

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Obecnie zrzesza 24 członków: 5 banków komercyjnych i 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania w ramach umów faktoringu.

Faktorzy należący do PZF sfinansowali w pierwszym kwartale 2024 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 111,9 mld zł. Rynek zanotował więc spadek o 1,7 proc.Spadek obrotów na rynku faktoringu w I kwartale 2024 r.

– Spowolnienie gospodarcze jest cały czas widoczne. Utrzymujące się wysokie stopy procentowe czy malejąca siła nabywcza konsumentów, miały wpływ na utrzymywanie się w I kwartale 2024 r. ujemnej dynamiki obrotów, odnotowywanych przez rynek faktoringu w Polsce. Nie pomaga też sytuacja w Europie. Słaba kondycja gospodarek głównych partnerów handlowych Polski, szczególnie Niemiec, ale także Francji i Wielkiej Brytanii wpłynęły na spadek eksportu towarowego do tych krajów i w konsekwencji zadziałały hamująco na skalę finansowania, po jakie sięgali przedsiębiorcy korzystający z usług faktoringu.  Spadek obrotów wydaje się być niewielki i wierzę w to, że się nie powiększy, ponieważ krajowi faktorzy wykazują się dużą zdolnością do sprawnego reagowania na negatywne dla branży zjawiska. Potrafimy szybko dostosować się do potrzeb klientów, zaoferować nowe rozwiązania produktowe i techniczne, a także zwiększyć elastyczność w ocenie transakcji faktoringowej. Widać to choćby po rosnącej liczbie przedsiębiorców sięgających po ten prosty i efektywny rodzaj finansowania należności – faktur. mówi Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 24,8 tys. przedsiębiorstw, szczególnie małych i średnich. Wystawiły one blisko 7 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania. Dane pokazują, że stale rośnie zarówno liczba klientów korzystających z faktoringu, jak i liczba faktur, które przedstawiają do finansowania. Spada natomiast ich wartość.

– Zakładamy, że rynek faktoringu niebawem wróci do tendencji wzrostowej, którą utrzymywał do połowy 2023 r. Moim zdaniem nastąpi to z początkiem III kwartału tego roku. Pozytywny wpływ może mieć wspomniane wcześniej innowacyjne podejście do rozwiązań produktowych oraz stabilizowanie się otoczenia prawnego. W sprzyjających warunkach branża będzie dalej podążać w kierunku jeszcze bardziej zaawansowanej digitalizacji, czym zachęci dotychczasowych klientów do zwiększenia liczby faktur przedstawianych do sfinansowania, a nowych – przekona do wypróbowania tego skutecznego narzędzia zarządzania płynnością dodaje Konrad Klimek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Finansowanie w formie faktoringu wybierają przeważnie firmy produkcyjne i dystrybucyjne. Aż ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one na ogół faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia, że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring pozwala im na szybki dostęp do gotówki i regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność i oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zakupu towarów.W pierwszym kwartale 2024 r. na rynku faktoringu w Polsce struktura

Baker McKenzie: Polski rynek fuzji i przejęć stabilny mimo ryzyk geopolitycznych

Spółki małe i średniej wielkości mogą stać się głównym celem przejęć inwestorów w najbliższym czasie ze względu na coraz bardziej restrykcyjne otoczenie regulacyjne i utrzymujące się wysokie stopy procentowe, uważają prawnicy kancelarii Baker McKenzie. Polski rynek fuzji i przejęć pozostaje stabilny, mimo złożonej sytuacji geopolitycznej i wynikających z niej ryzyk.

W ubiegłym roku łączna wartość fuzji i przejęć na świecie spadła o 17 proc. do 2,9 bln dolarów, a liczba transakcji była mniejsza o 5 proc. i wyniosła 56,7 tys. Powodem słabszej koniunktury była niepewna sytuacja makroekonomiczna i wysoka inflacja, co przełożyło się na wzrost kosztu finansowania inwestycji. W coraz większym stopniu na kondycję rynku oddziałują także czynniki regulacyjno-prawne, twierdzą prawnicy Baker McKenzie.

– Sytuacja na rynku fuzji i przejęć jest niezwykle złożona. Oprócz wciąż wysokich stóp procentowych, dostrzegamy rosnącą aktywność organów kontrolnych, głównie w obszarze ochrony konkurencji – mówi Tomasz Krzyżowski, partner w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Szczególnie dotyczy to sektora technologicznego i branż o wysokim poziomie konsolidacji, gdzie niewątpliwie każda duża transakcja będzie dokładnie monitorowana.

Prawnicy Baker McKenzie wskazują, że względy regulacyjne, w tym dotyczące kontroli fuzji, prowadzenia inwestycji zagranicznych, czy też wynikające z nowego rozporządzenia Unii Europejskiej w sprawie subsydiów zagranicznych (Foreign Subsidies Regulation – FSR) stają się istotnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji dotyczących przejęć spółek. Dotyczy to w szczególności inwestorów spoza UE.

Narastające w ostatnich latach napięcia geopolityczne również mają znaczący wpływ na rynek fuzji i przejęć. Wojny handlowe, rywalizacja gospodarcza, technologiczna i militarna państw skutkują coraz większą liczbą regulacji w obszarze inwestycji zagranicznych.

– Kwestie bezpieczeństwa i porządku publicznego odgrywają coraz większą rolę w polityce regulacyjnej i handlowej UE. Rosnąca nieufność względem kapitału pochodzącego z rywalizującego kraju lub bloku, powoduje, że regulatorzy wprowadzają przepisy mające na celu ochronę rodzimych, strategicznie istotnych przedsiębiorstw – mówi Weronika Achramowicz, managing partner w Baker McKenzie w Warszawie. – Organy kontroli skupiają się przede wszystkim na spółkach technologicznych, w szczególności tych związanych z technologią obronną czy kosmiczną lub tworzących rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Zagadnienia regulacyjne i compliance zyskują nowy, dotychczas niespotykany, wymiar w kontekście transakcyjnym.

Kluczowym czynnikiem napędzającym transakcje fuzji i przejęć pozostaje potrzeba dostosowywania się i skalowania działalności przedsiębiorstw w obliczu zmieniających się warunków rynkowych i postępu technologicznego. Kolejną kwestią jest rosnący popyt na technologie i usługi związane z wdrażaniem polityki zrównoważonego rozwoju.

– Firmy, które mogą zaoferować innowacyjne rozwiązania lub których działalność wpisuje się w ideę zrównoważonego rozwoju, stają się atrakcyjnym celem przejęć. Wiele spółek i inwestorów jest zainteresowanych zakupem aktywów lub technologii, które pomogą im przejść na czystsze i bardziej ekologiczne źródła energii – mówi Łukasz Targoszyński, partner w warszawskim biurze Baker McKenzie.

– Polskie spółki mogą stać się też atrakcyjnym celem przejęć dla inwestorów zainteresowanych przenoszeniem produkcji bliżej finalnego klienta, jak również ze względu na oczekiwane ożywienie gospodarcze i poprawę wyników finansowych związaną ze zwiększonym napływem środków z programów pomocowych UE, w tym w ramach Krajowego Planu Odbudowy – podsumowuje Filip Uziębło, partner Baker McKenzie w Warszawie.

Prawnicy Baker McKenzie spodziewają się zwiększonego zainteresowania międzynarodowych funduszy private equity inwestycjami w Polsce, szczególnie w obszarze infrastruktury i energii odnawialnej. Atrakcyjnym celem przejęć pozostają aktywa odporne na zawirowania makroekonomiczne i zapewniające stabilny wzrost, jak na przykład spółki z sektora ochrony zdrowia.

Geopolityka i Fed determinują nastroje na rynkach

W piątek dominowały negatywne nastroje ze względu na utrzymujące się napięcia geopolityczne. Nie bez znaczenia było również ograniczanie przez rynki oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych Fed w związku z ryzykiem inflacyjnym. Po kolejnych doniesieniach, że atak Izraela nie wywołał szybkiego odwetu ze strony Iranu sytuacja nieco się uspokoiła. Ostatecznie Nasdaq Composite stracił 2,1 proc. a SP500 spadł o 0,9 proc. Jedynie Dow Jones wyszedł na plus i zanotował wynik 0,6 proc. Złoty był nieco mocniejszy ale wciąż jest zdecydowanie słabszy niż przed tygodniem.

W piątek rano wiadomości o odwecie Izraela spowodowały dynamiczną zwyżkę ceny złota oraz ropy naftowej i jednocześnie spadek rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Na koniec dnia notowania wróciły jednak do poziomów sprzed tych doniesień. Królewski metal podrożał i przez moment za jedną uncje trzeba było zapłacić ok 2415 USD. Brent „wyszła” na moment ponad poziom 90 USD. Dziś rano baryłka kosztuje już mniej niż 86 USD. Złoty odrobił ostatecznie część strat poniesionych w całym minionym tygodniu ale wciąż pozostaje słabszy niż jeszcze tydzień temu. Dziś rano kurs EUR/PLN rośnie do 4,32 z 4,30 a USD/PLN znajduje się powyżej 4,05.

Rynek na ten moment nie oczekuje obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Czerwcowe luzowanie jest wyceniane na mniej niż 20 proc.

W opublikowanym w ubiegły piątek półrocznym raporcie Fed na temat stabilności finansowej stwierdzono, że „ryzyko utrzymującej się presji inflacyjnej prowadzącej do bardziej restrykcyjnego nastawienia polityki pieniężnej pozostało najczęściej wymienianym ryzykiem”. Otrzymaliśmy również wypowiedzi Bostica z Atlanta Fed, który stwierdził, że on osobiście czuje się komfortowo kiedy Fed utrzymuje stopy proc. na stałym, wysokim poziomie. Podkreślił, że powinniśmy uzbroić się w cierpliwość, zanim zostaną podjęte decyzje o łagodzeniu warunków monetarnych. Z kolei Austan Goolsbee przyznał, że w tej chwili sensowne jest poczekanie i uzyskanie większej jasności przed podjęciem działań. Zauważył, że osiągnięcie celu inflacyjnego Fed na poziomie 2 proc. zajmie prawdopodobnie więcej czasu niż wcześniej sądzono.

Z innych wydarzeń na uwagę zasługuje fakt, że Izba Reprezentantów USA przyjęła cztery ustawy, które mają na celu udzielenie pomocy Ukrainie (60 mld USD), Izraelowi (ponad 26 mld USD) oraz Tajwanowi (ponad 8 mld USD). Teraz czekają one na głosowanie w Senacie.

Dziś w nocy Ludowy Bank Chin pozostawił benchmarkowe stopy proc. na niezmienionym poziomie. Jednoroczna wskazuje poziom 3,45 proc. a 5 letnia stopa pożyczkowa 3,95 proc.

W miniony piątek brak było danych z amerykańskiej gospodarki. W tym tygodniu dwie kluczowe publikacje to PKB za I kwartał w czwartek i deflator PCE w piątek. Ważne też będą wstępne odczyty PMI dla przemysłu oraz usług dla krajów europejskich. Na dziś zaplanowany jest odczyt indeksu aktywności gospodarczej Chicago Fed. O 10:00 GUS podał paczkę danych z polskiej gospodarki.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers