Ceny w maju były takie same jak w kwietniu

Inflacja w maju wyniosła zero w ujęciu miesiąc do miesiąca, co oznacza, że ceny przeciętnie nie wzrosły. Żywność podrożała o 0,6 proc. podczas gdy paliwa do samochodów staniały 4,8 proc. Inflacja roczna spadła do 13 proc. i na koniec roku może spaść poniżej 10 proc.

Zgodnie z oczekiwaniami analityków, inflacja w maju spadła i wyniosła 13 proc. r/r, miesiąc wcześniej było to 14,7 proc. Inflacja w ujęciu miesiąc do miesiąca nie wzrosła i wyniosła zero. To oznacza, że ceny w kwietniu były takie same jak w maju. Ostatnio z sytuacją, że inflacja nie wzrosła mieliśmy do czynienia w lutym 2022, a wcześniej w kwietniu 2020.

Po raz pierwszy od bardzo dawna ceny nie wzrosły, ale bynajmniej nie oznacza to spadku cen. Przy obecnym poziomie inflacji ceny cały czas raczej będą rosnąć, choć wolniej niż miałyby realnie spadać. Widać to wyraźnie na cenach żywności, które w maju wzrosły o 0,6 proc. A roczny wzrost cen żywności wyniósł 18,9 proc.

Spadły natomiast w maju ceny nośników energii o 0,5 proc. oraz ceny paliw do samochodów aż o 4,8 proc. To pokazuje, że przyczyny spadku inflacji pozostają bardziej zewnętrzne niż wewnętrzne. A inflacja pozostaje mocno zakorzeniona w gospodarce.

Tym bardziej, że dodatkowy impuls inflacyjny przyniesie realizacja obietnic wyborczych. Podniesienie świadczenia z 500 plus na 800 plus wygeneruje efekt podobny jak pojedyncza podwyżka stóp procentowych o 0,25 pp. Wydaje się, że na koniec roku inflacja może zejść poniżej 10 proc., jednak dalsze obniżanie inflacji i zejście do celu inflacyjnego może być znacznie trudniejsze.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Big Cheese Studio wypracowało w I kw. 1,9 mln zł zysku netto i ponad 2,1 mln zł zysku EBIT

Notowana na GPW spółka Big Cheese Studio wypracowała w I kwartale br. prawie 1,9 mln zł zysku netto i ponad 2,1 mln zł zysku operacyjnego EBIT. W raportowanym okresie przychody netto ze sprzedaży wyniosły 3,2 mln zł. Środki pieniężne na koniec marca 2023 r. liczyły ponad 18,5 mln zł. Z uwagi na brak premierowych produkcji w prezentowanym okresie, odnotowane wyniki są niższe od tych odnotowanych w analogicznym okresie roku ubiegłego. Natomiast najbliższe kwartały będą obfitowały w szereg pozytywnych zdarzeń operacyjnych, które powinny przełożyć się na dalszy rozwój biznesu i powrót do dynamiki wzrostowej w kolejnych okresach rozliczeniowych. Obecnie zespół koncentruje swoje siły nad kilkoma projektami jednocześnie, trzy z nich są priorytetowe. To Cooking Simulator 2, Pizza Empire oraz nowo ogłoszony tytuł Underdose. Najbliższym kamieniem milowym jest debiut hitu Cooking Simulator na rynku chińskim.

– W pierwszym kwartale bieżącego roku odnotowaliśmy prawie 1,9 mln zł zysku netto i ponad 2,1 mln zł zysku operacyjnego EBIT. Wypracowany wynik, pomimo widocznego spadku rdr, jest dla nas satysfakcjonujący. Należy pamiętać, że w pierwszych miesiącach 2023 r. nie wydaliśmy żadnej premierowej produkcji, a odnotowany zysk jest wynikiem stabilnej sprzedaży naszego flagowego tytułu Cooking Simulator. Mamy nadzieję, że kolejne okresy rozliczeniowe przyniosą nam zamierzony wzrost. By tak się właśnie stało, cały czas intensywnie pracujemy nad rozwojem naszego portfolio o coraz to nowsze tytuły, a także finalizujemy proces wprowadzenia podstawki Cookinga na rynek chiński. Będzie to bardzo ważny moment w historii naszego studia, który mam nadzieję pozwoli na wydłużenie ogona sprzedażowego evergreena – mówi Jakub Rafał, dyrektor finansowy w Big Cheese Studio SA.

Kulinarny bestseller – Cooking Simulator – w grudniu 2022 roku uzyskał akceptację na rynek chiński i obecnie trwa finalizacja prac związanych z dostarczeniem tytułu na nowym rynku gier, który jest wyceniany na około 50 mld USD.

Jednocześnie łódzki zespół cały czas pracuje nad wyczekiwanym przez graczy Cooking Simulatorem 2, którego premiera planowana jest w 2023 roku. Zarząd Spółki liczy, że zarówno wprowadzenie gry na rynek chiński, jak i  premiera sequela pozytywnie wpłynie na dalszą sprzedaż produktu.

– Wykorzystujemy potencjał Cookinga, a poprzez rozwijanie tytułu monetyzujemy grę. Z całą pewnością pokładamy duże nadzieje w sequelu, nie będzie to zwykła kontynuacja gry. W drugiej części będzie wiele zmian. Przede wszystkim dostępny będzie tryb multiplayer – na jednej planszy będzie mogło grać do 4 osób. Dodatkowo możliwy będzie rozwój postaci. W grze będzie dostępnych kilka lokalizacji – poza miejscem gotowania będzie też dom, do którego postać będzie wracać wieczorami. – mówi Łukasz Dębski, prezes zarządu Big Cheese Studio.

Oprócz ciągłego rozwijania hitu Cooking Simulator, Big Cheese Studio pracuje także nad odrębnymi autorskimi tytułami. Jednym z nich jest tytuł Pizza Empire. Drugi projekt to Underdose, dla którego wkrótce zostanie udostępniona karta gry na platformie Steam. Spółka rozpoczyna marketing gier, właśnie pojawiły się pierwsze materiały na social mediach spółki dot. projektu Underdose.

Wszystkie trzy ww. tytuły zostaną zaprezentowane na tegorocznym Gamescom.

Chiny zwalniają, ropa spada, politycy głosują

W USA dziś politycy głosują w Kongresie w sprawie limitu zadłużenia. Mimo, że prawdopodobieństwo „happy-endu” jest duże, na rynku zaczynają wkradać się obawy, że jednak coś może pójść nie tak. Kilku kongresmenów obydwu partii zasygnalizowało swoje niezadowolenie. Nadal dobrze radzą sobie akcje spółek technologicznych, które zyskują z powodu utrzymującego się optymizmu związanego ze sztuczną inteligencją. Ropa naftowa straciła ponad 4 proc. Dziś rano dolar kontynuuje umocnienie a główna para walutowa spada poniżej 1,0670.

Temat limitu zadłużenia USA za moment straci ważność, ale jeszcze dziś będzie podsycał nastroje na giełdach oraz na rynku walutowym czy surowcowym. Historia pokazuje, że ten rodzaj problemu za każdym razem znajduje swoje rozwiązanie, więc nic nie wskazuje na to, żeby tym razem otrzymać zaskakujący finał. Teraz giełdy są w fazie wyczekiwania – przynajmniej wczorajsza zmienność to sugeruje. Dow Jones stracił 0,15 proc. a SP500 zamknął dzień na tym samym poziomie, na którym rozpoczął go. Jedynie spółki z indeksu Nasdaq zyskiwały, co było następstwem nadziei inwestorów, że prężny rozwój AI przyczyni się do wzmożonego popytu na „chipy”. Tak w uproszczeniu można wytłumaczyć, co aktualnie się dzieje.

Ciekawie wczoraj było na rynku ropy naftowej, która w zaokrągleniu straciła ok. 4 proc. Mowa tu o obydwu odmianach: WTI oraz brent. Wytłumaczeń tego zjawiska jest kilka. W jakimś stopniu na sentyment mogło wpłynąć ryzyko zerwania porozumienia w USA. Innym czynnikiem, moim zdaniem kluczowym, było to, że rynek coraz mocniej spekulował, że OPEC+ jednak nie dokona dodatkowych cięć produkcji i stąd ta wyprzedaż. Argumentem pobocznym mogłoby być również to, że rosnące ryzyko wzrostu stóp procentowych w USA w czerwcu mocno spowolni gospodarkę amerykańską co w konsekwencji wpłynie na zmniejszenie popytu na surowiec. Dziś rano ropa ustanawia nowe, lokalne minima.

W nocy umiarkowanie na cenę wpłynęły gorsze od oczekiwań dane o PMI z Chin. Wskaźnik dla przemysłu wyniósł 48,8 pkt. czyli mniej niż oczekiwano, w porównaniu z 49,2 pkt. w kwietniu, i pozostał poniżej neutralnego poziomu 50 pkt. Słaby wynik dla przemysłu zaskakuje, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że rząd wprowadził wiele bodźców politycznych w celu pobudzenia inwestycji w infrastrukturę, strategiczne gałęzie przemysłu i jego modernizację. Wskaźnik PMI dla sektora nieprodukcyjnego, który obejmuje usługi i budownictwo, wyniósł 54,5 pkt. choć był niższy niż poprzedni odczyt. Choć odzwierciedla to trwające ożywienie w konsumpcji i usługach, tempo wzrostu spadło po mocnym pierwszym kwartale.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Carbon Studio zamyka 2022 r. z prawie milionowym zyskiem i prawie 4,7 mln zł przychodów

Carbon Studio, notowany na NewConnect deweloper gier i technologii VR, opublikował sprawozdanie finansowe za 2022 r. Raportowany okres przyniósł spółce prawie 1 mln zł jednostkowego zysku netto oraz prawie 4,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży. Dało to stabilne wyniki w odniesieniu rdr. EBITDA wyniosła 2,2 mln zł vs 2,1 mln zł w 2021 r. Wpływ na wypracowane wyniki finansowe miała rosnąca popularność i coraz lepsza dostępność sprzętu VR, a także stabilna sprzedaż autorskich tytułów studia: serii gier The Wizards oraz tytułu Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall w wersji Meta Quest. Zarząd spółki spodziewa się kontynuacji osiągniętej dynamiki z uwagi na skonkretyzowane plany związane z rozbudową portfolia produkcyjnego i wydawniczego. Najnowszym projektem spółki jest Crimen – Mercenary Tales. Gra 25 maja br. zasiliła platformę Meta Quest 2 oraz Pico.

–  Carbon Studio ma za sobą udany rok, w którym udało nam się osiągnąć satysfakcjonujące jednostkowe wyniki finansowe. Podsumowany okres zamykamy z niespełna milionowym zyskiem netto oraz przychodami netto ze sprzedaży na poziomie prawie 4,7 mln zł. To dowód na to, że obrana przez nas strategia rozwoju jest słuszna, oraz że posiadamy zdolność do adaptacji w niezwykle dynamicznym otoczeniu. Wpływ na wysokość wygenerowanych wyników miała stabilna sprzedaż naszej serii gier The Wizards oraz rosnąca popularność tytułu Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall, który swoją premierę na Meta Quest miał w maju 2022 r. – mówi Błażej Szaflik, Prezes Zarządu w Carbon Studio S.A. – Przed nami dalsze wyzwania, nie zwalniamy więc tempa i cały czas pracujemy nad skalowaniem naszego biznesu. Konsekwentnie rozwijamy także nasz dział marketingowy, który ostatnio intensywnie pracował nad promocją naszego najnowszego produktu pt. Crimen – Mercenary Tales. Pierwszoosobowa gra typu slasher zaledwie kilka dni temu trafiła w ręce użytkowników gogli Meta Quest 2 i Pico. To ciekawy dodatek do naszego portfolio, który ma potencjał zaistnieć także na innych platformach. – dodaje.

W ubiegłym roku Carbon Studio zawarło kilka ważnych współprac, w tym z Vertigo Games, jednym z najbardziej renomowanych zagranicznych wydawców i deweloperów z grupy PLAION. Firmy podpisały umowę na współfinansowanie gry VR The Wizards – Dark Times oraz rozwijanie trybu kooperacji.

Tryb kooperacji przyczyni się do skalowania społeczności wokół serii The Wizards, co, mam nadzieję, przełoży się na długotrwałe efekty sprzedaży projektu. Dlatego cały czas intensywnie pracujemy nad doskonaleniem tej wersji, aby spełniła oczekiwania wszystkich fanów naszych gier. Będzie to świetna okazja do wspólnej wirtualnej rozgrywki w gronie znajomych i rodziny. – mówi Aleksander Caban, członek zarządu Carbon Studio.

Debiut The Wizards – Dark Times w trybie kooperacji to nie jedyny tegoroczny kamień milowy dla polskiego zespołu. Carbon Studio ma w planach wydanie także innych autorskich projektów, na temat których więcej informacji zostanie udzielone wkrótce.

Rynek gier VR to obszar, który nieustannie się rozwija, a korzyści z tego mogą czerpać podmioty takie jak chociażby Carbon Studio. Wg. raportu Research and Markets skumulowany roczny wskaźnik wzrostu rynku gier na urządzenia wirtualnej rzeczywistości (VR) w latach 2021–2026 wyniesie 33 proc.

Pożyczki pozabankowe w kwietniu 2023 r

W kwietniu 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 268,6 tys. nowych pożyczek o wartości 809 mln zł. W porównaniu do kwietnia 2022 r. firmy pożyczkowe współpracujące z BIK przyznały o (-5,2%) mniej pożyczek, ale na kwotę wyższą o (+13,8%).

Najwyższe dynamiki odnotowały pożyczki z przedziału powyżej 5 tys. zł – w ujęciu liczbowym (+15,3%), a w wartościowym (+21,6%). Najsłabiej wypadają pożyczki niskokwotowe z przedziału do 500 zł. W ujęciu liczbowym firmy pożyczkowe udzieliły ich mniej o (-31,3%), a w wartościowym (-13,2%).

Niemal połowę (45,6%) wartości nowo udzielonych pożyczek w kwietniu 2023 r. firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 13,0% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 36,8% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 8,2% udział w sprzedaży.

Średnia wartość nowo udzielonej w kwietniu 2023 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 652 zł i była o 17,3% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w kwietniu 2022 r.

W pierwszych czterech miesiącach br. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 057,2 tys. pożyczek na kwotę 3,066 mld zł. Oznacza to spadek o 5,5% liczby udzielonych pożyczek i wzrost wartości o 10,1% w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku.

Wysokie ceny mieszkań mogą zepsuć pobudzający się rynek

– Obecnie największą popularnością cieszą się małe mieszkania. Sprzedający mogą chcieć to wykorzystywać, próbując podwyższać ceny ofertowe, tym samym psując powoli rozkwitający rynek – uważają pośrednicy uczestniczący w badaniu nastrojów i debacie, które zorganizował portal Nieruchomosci-online.pl.

Kawalerki, mieszkania dwupokojowe i małe trzypokojowe. Obecnie największą popularnością cieszą się właśnie takie mieszkania, ponieważ na tyle stać kupujących. Obawiam się, że aspiracje i apetyt sprzedających na więcej spowodują, że będą oni chcieli podwyższać ceny, psując tym samym powoli rozkwitający rynek – komentuje Ewa Klos-Rychter, pośrednik i radca prawny, właścicielka KLOS Kancelaria Prawna, Nieruchomości we Wrocławiu.

Uczestniczka debaty zorganizowanej przez Nieruchomosci-online.pl zwraca uwagę, że w biurach nieruchomości „rozdzwoniły się telefony, jest dużo więcej prezentacji, chociaż jeszcze nie widać tego po liczbie transakcji”. Jest to efekt tradycyjnego wiosennego ożywienia na rynku, ale także złagodzenia przez KNF wymagań kredytowych oraz zapowiedzi rządu w kwestii startu programu „Bezpieczny Kredyt 2%”

To jest ten moment, kiedy kupujący wychodzą na rynek i sprawdzają, jak jest, a sprzedający coraz odważniej wystawiają nieruchomości na sprzedaż. Ważne, żeby tego nie zepsuć. Na razie oczekiwania sprzedających i potrzeby kupujących czekają na punkt styczny. Sprzedający muszą zrozumieć, że czasy się zmieniły. 2021 r. – kiedy po mieszkania ustawiały się kolejki klientów – szybko nie wróci. Wówczas kupujący nie miał nawet czasu na przemyślenia. Dziś ma do wyboru inne oferty, jest wymagający. Aby dochodziło do transakcji, należy dążyć do kompromisu, a nie sztywno trzymać się cen ofertowych – mówi Ewa Klos-Rychter.

Potrzebny jest cenowy kompromis

Kwietniowy odczyt cen na portalu Nieruchomosci-online.pl pokazał, że średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego wciąż utrzymują się na wysokim poziomie.

Kwiecień był kolejnym miesiącem z rzędu, kiedy żadne z 18 miast wojewódzkich nie zanotowało spadku średniej ceny ofertowej mieszkań z drugiej ręki. Mało tego, w ośmiu miastach zaobserwowaliśmy wzrost ceny przynajmniej o 1 proc. porównując miesiąc do miesiąca. Były to Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Katowice, Lublin, Rzeszów i Gorzów Wielkopolski. A więc najczęściej największe miasta. W pozostałych stolicach województw ceny trzymały się na poziomie z marca – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Jednocześnie – jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego – pierwszy kwartał 2023 r. przyniósł spadki średnich cen transakcyjnych mieszkań zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Kwoty faktycznie płacone za mieszkania z drugiej ręki obniżyły się w jedenastu miastach wojewódzkich (najbardziej w Gdańsku – o 4,9% w ujęciu kwartalnym), co oznacza większą elastyczność sprzedających podczas negocjowania ceny przez kupujących.

Sprzedający utrzymują ceny ofertowe ukształtowane na poziomie po obniżkach w IV kwartale 2022 r. Natomiast kiedy pojawi się konkretny kupujący z własnymi środkami lub posiłkujący się w niewielkim stopniu kredytem, są skłonni do negocjacji – mówi Grażyna Sławek z Biura Obrotu Nieruchomościami w Katowicach.

To jest ten kompromis. Jeśli chcemy sprzedać mieszkanie, często należy być elastycznym i obniżać cenę. Niestety, wielu ogłoszeniodawców wciąż sztywno utrzymuje wysokie ceny ofertowe. Szczególnie ci, na których nie ciąży presja szybkiej sprzedaży spowodowana sytuacją życiową – dodaje Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

Joanna Wiśniewska z biura Profit Nieruchomości w Poznaniu zwraca też uwagę na wpływ, jaki na rynek wtórny wywiera rynek pierwotny: – Inflacja to słowo wytrych. Przede wszystkim ceny na rynku wtórnym są pochodną rynku pierwotnego. Jeżeli ceny materiałów budowlanych, energii i kosztów pracy nie spadają, to trudno mówić o obniżkach, pomimo wyhamowania rynku. Nie sądzę więc, że sprzedający będą w tym roku zmuszeni do desperackiego obniżania cen. Oczywiście nie oznacza to, że na rynku nie pojawią się okazje cenowe. Uważam jednak, że nie będą one wyznaczać trendów.

Okazje bywają pozorne

Sprzedający często trwają przy wysokich, przesadzonych cenach, dlatego każda tańsza nieruchomość budzi duże zainteresowanie. Jednak, zdaniem pośredników, okazje bywają pozorne.

Słowo „okazja” przyciąga wzrok, ale najpierw zweryfikujmy, czy to rzeczywiście jest okazja. Po pierwsze, należy upewnić się, czy cena nieruchomości jest faktycznie niższa od jej wartości rynkowej. Po drugie, należy pamiętać, że za okazyjną ceną zawsze stoi jakiś powód – przypomina Ewa Klos-Rychter.

Czasami może to być po prostu nieatrakcyjna lokalizacja lub uciążliwy sąsiad, ale czasami problem ukryty jest znacznie głębiej.

Częstym powodem sprzedaży jest trudna sytuacja finansowa. Jednak trzeba wiedzieć, że sytuacja finansowa sprzedającego może rzutować na ważność transakcji. Czynność można uznać za bezskuteczną, jeśli ktoś niewypłacalny wyzbywa się majątku. I tutaj zawsze należy prześwietlić stronę sprzedającą. W tym pomoże prawnik lub pośrednik – mówi.

Kolejne zagrożenie to wadliwość fizyczna, dlatego dobrze wiedzieć, jak długo nieruchomość jest w ofercie. Jeżeli długo, to znaczy, że coś może być nie tak. Pośrednik ma możliwość sprawdzić żywotność oferty, biorąc też pod uwagę m.in. zmieniane celowo parametry. Zdarza się też, że to mieszkania po flipach (flipping – zakup mieszkania w niskiej cenie i jego szybka sprzedaż z zyskiem; przyp. red.). Czyli są pięknie wyremontowane, ale np. mieszczą się w kamienicy, która wymaga kapitalnego remontu. Kupując takie mieszkanie, nie zdajemy sobie sprawy, że będziemy za chwilę partycypować w kosztach tego remontu. Trzeba też uważać na wadliwość prawną. Należy dokładnie przeanalizować stan prawny księgi wieczystej, nie tylko wpisy aktualne, ale archiwalne – przypomina Ewa Klos-Rychter.

FPP: Leki dla seniorów – nie wystarcza pieniędzy na ich dystrybucję

Przedstawiciele rządu zapowiadają skierowanie w najbliższym czasie do prac parlamentarnych projektu ustawy nowelizującej program nieodpłatnego dostępu leków dla seniorów. Niestety, Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że sytuacja aptek ogólnodostępnych – od których zależy wydanie dodatkowych milionów opakowań leków – jest coraz gorsza. Marże apteczne dla leków refundowanych nie pokrywają kosztów ich dystrybucji – a więc apteki dopłacają do rządowych projektów z własnej kieszeni. Nieprzewidywalność sytuacji prawnej wzmacniają również zapowiedzi powrotu do prac nad nowelizacją ustawy Prawo Farmaceutyczne.

Od niemal dwóch lat trwają prace nad projektem nowelizacji ustawy refundacyjnej. Ich elementem jest podniesienie marż aptecznych, które nie były waloryzowane przez ponad dekadę, od wejścia w życie tej regulacji. Są to zmiany wspierane i spodziewane przez środowisko farmaceutów, ponieważ obecny poziom marż nie pozwala na pokrycie kosztów dystrybucji leków refundowanych.

Ujemny poziom marż aptecznych sprawia, że z punktu widzenia aptek ogólnodostępnych program leków dla seniorów jest deficytowy. Należy jak najszybciej dokonać korekty w tym zakresie, zgodnie z ustaleniami podejmowanymi w ostatnich tygodniach w dialogu pomiędzy organizacjami pracodawców oraz Ministerstwem Zdrowia – mówi Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Według informacji przekazanych przez Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego założenia dla ustawy o rozszerzeniu grupy uprawnionych do otrzymania nieodpłatnych leków mają zostać przekazane w przyszłym miesiącu. Przedstawiciele resortu wskazują, że projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej może zostać przyjęty przez Radę Ministrów w nadchodzących tygodniach.

W ostatnich dniach przedstawiciele rządu wskazują również na plany nowelizacji ustawy Prawo Farmaceutyczne. Minister Adam Niedzielski podczas piątkowej konferencji prasowej poinformował, że zostały uzgodnione zmiany w części związanej z właścicielstwem aptek. Do dzisiaj jednak projekt nie został opublikowany, a doniesienia medialne wskazują na możliwość szybkiego przystąpienia do prac.

Kilka miesięcy temu strona społeczna Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia jednogłośnie apelowała o zapewnienie konsultacji publicznych projektów ustaw. Oczekujemy, że przejrzystość procesu legislacyjnego zostanie zachowana w przypadku projektów tak głęboko ingerujących w funkcjonowanie przedsiębiorstw. Liczymy na skierowanie projektu przepisów w tej sprawie w najbliższych dniach. Zdajemy sobie sprawę z kalendarza prac parlamentarnych, ale mamy jeszcze czas, aby zapewnić odpowiednią jakość stanowienia prawa – dodaje Arkadiusz Pączka.

Inflacja w maju spadła do 13,00 proc. r/r

Inflacja w maju spadła do 13,00 proc. r/r, a w skali miesiąc do miesiąca ceny nie wzrosły – inflacja wyniosła 0 proc. wobec prognozy 0,9 proc. Spadły ceny paliw oraz energii, wciąż rosły ceny żywności. Patrząc na wcześniejsze spadki PPI w Polsce(do 6,80 proc.) i Strefie Euro (5,90 proc.) teraz tą samą ścieżką zaczyna podążać inflacja konsumencka. Do końca roku inflacja przestanie być dwucyfrowa. Niezależnie od czynników wewnętrznych (wybory, polityka monetarna), czynniki zewnętrzne (spadek cen surowców, frachtu, żywności) mają po prostu globalne oddziaływanie i muszą przełożyć się na ceny w Polsce.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Luki w regulacjach hamują rozwój zielonych centrów danych w Polsce

GDAŃSK – Mniejsze kraje z rozwijającymi się rynkami centrów danych odnotowują szybki wzrost konsumpcji energii. W Irlandii w ciągu ostatnich 8 lat zużycie mocy w branży data center wzrosło ponad trzykrotnie, w Danii potroi się do 2025 roku. Także w Polsce powstaje coraz więcej dużych obiektów tego typu. Jednak w przeciwieństwie do wielu zachodnich rynków brakuje nam wciąż potrzebnych regulacji, aby rozwijające się centra danych mogły korzystać z OZE i aktywnie pomagać w stabilizowaniu rynku energetycznego.

Centra danych potrzebują ogromnych ilości energii – w Europie Zachodniej było to nawet 38 TWh w 2022 roku. W Irlandii takie obiekty już dwa lata temu odpowiadały aż za 14% całkowitego zużycia energii, w Danii do 2025 r. centra danych będą potrzebowały 7% całkowitego zużycia. W krajach tych jednak rozwijane są jednocześnie odnawialne źródła energii oraz rozwiązania, które pozwalają wykorzystywać zasilacze awaryjne UPS jako magazyny energii stabilizujące sieć. Wspiera to rozwój OZE, zmniejsza też zużycie mocy i umożliwia operatorom centrów danych uzyskanie dodatkowych dochodów. W Polsce takie rozwiązania również mogłyby działać, jednak brakuje odpowiednich regulacji, które odblokowałyby rynek.

Centra danych ważnym ogniwem sieci energetycznej

Podstawą działania każdego centrum danych są m.in. systemy zasilania gwarantowanego, które zabezpieczają te obiekty na wypadek nieprzewidzianych awarii sieci czy przerw w dostawie prądu. Wyposażone w odpowiednią technologię, inteligentne czujniki oraz algorytmy systemy UPS mogą pełnić dodatkową rolę: reagować na zmiany częstotliwości sieci energetycznej i zwiększać jej odporność na zakłócenia.

Poza swoją podstawową funkcją zasilacze awaryjne UPS mogą pełnić rolę „magazynów energii”: pobierać moc i magazynować ją, a następnie oddawać do sieci, gdy zwiększa się zapotrzebowanie lub występują wahania jej częstotliwości. Pomaga to stabilizować system energetyczny, kiedy po podaniu do sieci energii z OZE zmieniają się jej parametry lub zaspokoić chwilowo zwiększony popyt na energię elektryczną. To coraz bardziej istotna kwestia, gdyż wraz z rozwojem źródeł odnawialnych zwiększa się potrzeba zapewniania elastyczności sieci. Produkcja mocy z wiatru czy słońca ma bardzo zmienny charakter i ciężko ją prognozować – tłumaczy Władysław Szewczuk, Product Manager w Eaton.

Taki system z zasilaczami UPS bazującymi na dwukierunkowym przepływie mocy, od kilku lat działa już m.in. w centrum danych Microsoft w Dublinie. Z raportu firmy Eaton wynika, że największy popyt na takie systemy gotowe do interakcji z siecią utrzymuje się w Europie Zachodniej (53%) oraz Ameryce Północnej (48%). Jednak rośnie także w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (33%).

Dodatkowe zyski dla operatorów data center

Wykorzystując zasilacze awaryjne w infrastrukturze elektrycznej można zmniejszyć negatywny wpływ centrów danych na środowisko. Według badań dzięki rozwiązaniom zasilania gwarantowanego i regulowaniu obciążenia sektor centrów danych może zapewnić łącznie więcej elastyczności niż będą potrzebowały do pracy same obiekty. Nie będzie to przy tym wpływało na płynność działania centrów danych. Jak wskazuje badanie firmy Eaton aż 77% decydentów IT uważa, że systemy UPS gotowe do interakcji z siecią nie będą zagrały krytycznym obciążeniom. Magazynowana w systemach UPS energia oraz usługa stabilizacji sieci mogą też być sprzedawane na rynku usług pomocniczych i w ten sposób generować dodatkowe przychody dla operatorów centrów danych.

Polska wciąż w tyle z regulacjami

Wciąż brakuje niestety szerszej świadomości korzyści płynących z interaktywnych zasilaczy UPS oraz odpowiedniej wiedzy – i to nie tylko wśród operatorów centrów danych, ale też przedsiębiorstw użyteczności publicznej oraz organów regulacyjnych.

Niestety w Polsce nawet gdyby takie rozwiązania były instalowane w centrach danych, nie można z nich skorzystać. Nie mamy bowiem odpowiednich przepisów, które regulowałyby rynek i umożliwiały odsprzedawanie energii do sieci. W dobie kryzysu energetycznego i coraz większej konieczności przechodzenia na OZE mamy „na stole” gotowe rozwiązanie, które pomogłoby nam w łatwiejszej transformacji energetycznej. Zwłaszcza, że centrów danych powstaje w naszym kraju coraz więcej. Na Zachodzie takie projekty już są wdrażane, dlatego jeśli nie chcemy jeszcze bardziej zostać w tyle, powinny zostać opracowane odpowiednie regulacje, które „uwolnią” rynek – podkreśla Szewczuk.

Źródła:

Raport Eaton UPS Interacting with the electric grid can do more for data centers: https://www.eaton.com/content/dam/eaton/markets/buildings/buildings-as-a-grid/assets/wp-eaton-ups-interacting-with-the-electric-grid-202209.pdf

Dane IEA: https://www.iea.org/reports/data-centres-and-data-transmission-networks

KSeF raczkuje. Podatnicy wystawili 65 mln próbnych faktur

Od 1 lipca przyszłego roku korzystanie z KSeF będzie obowiązkowe. Obecnie jest to dobrowolne, a oficjalne dane Ministerstwa Finansów pokazują, jakie jest podejście podatników do tego tematu. Uwierzytelnień – nawiązanych sesji w ogóle – było prawie 320 tys. w środowisku produkcyjnym od stycznia do połowy maja br. Ponad 4,9 mln odnotowano ich w środowisku testowym od 1 października 2021 r. do połowy maja br. W tym okresie, trwającym ponad półtora roku, wystawiono też ok. 64,7 mln próbnych faktur w środowisku testowym. Według ekspertów, widać, że zainteresowanie systemem wciąż jest słabe, choć coraz większe. Nie brakuje też opinii, że przedsiębiorcy nie są jeszcze przygotowani do zmian. Tymczasem resort zapowiada zoptymalizowanie środowisk testowych i zintensyfikowanie działań promujących KSeF.

Coraz więcej testów, ale wciąż słabo to wygląda

Ministerstwo Finansów udostępniło dane dotyczące Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), czyli platformy do wystawiania i otrzymywania faktur drogą elektroniczną. Od 1 stycznia br. do połowy maja br. było ponad 319,6 tys. uwierzytelnień – nawiązanych sesji w ogóle w środowisku produkcyjnym. Z kolei od 1 października 2021 roku do połowy maja br. odnotowano przeszło 4,9 mln uwierzytelnień – nawiązanych sesji w ogóle w środowisku testowym.

– Korzystanie z KSeF stanie się obowiązkowe dla większości podatników w lipcu 2024 r. W wersji nieobligatoryjnej system zaczął funkcjonować w styczniu ub.r. Wcześniej dostępny był pilotaż. Wzrastająca liczba uwierzytelnień w środowisku testowym świadczy o tym, że zainteresowanie systemem e-Faktur rośnie wśród przedsiębiorców, którzy już wiedzą, że będą musieli zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem związanym z wdrożeniem przepisów – komentuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina z Ostrowska-Krzewina, Winiecka Kancelaria Doradztwa Podatkowego.

Z kolei jak podkreśla doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX, z powyższych danych wynika, że przedsiębiorcy są zainteresowani funkcjonalnościami KSeF. Jednak do jego możliwości technicznych podchodzą z ostrożnością. Wolą wypróbować możliwości wystawiania faktur w środowisku testowym, zanim zdecydują się na skorzystanie ze środowiska produkcyjnego. Według ekspertki, dopóki KSeF jest fakultatywny, większość przedsiębiorców woli testować oraz uczyć się nowych możliwości, niż niepotrzebnie ryzykować popełnieniem jakiegokolwiek błędu.

– Biorąc pod uwagę ilość firm działających w Polsce, liczba uwierzytelnień w środowisku produkcyjnym na trochę ponad rok przed ich obligatoryjnym wdrożeniem nie wydaje się spora. Przypuszczam, że w większym stopniu przygotowują się do elektronizacji fakturowania duże przedsiębiorstwa. Te mniejsze, o ile mają wiedzę na temat tego obowiązku, zostawiają jego wdrożenie na ostatnią chwilę – dodaje Ostrowska-Krzewina.

Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Finansów, od 1 października 2021 roku do połowy maja br. wystawiono prawie 64,7 mln próbnych faktur w środowisku testowym. Z kolei od 1 stycznia do 30 kwietnia br. było ponad 17,1 mln samych uwierzytelnień w środowisku testowym. To o 139,8% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Wówczas było ich ponad 7,1 mln. Natomiast w całym 2022 roku takich przypadków stwierdzono przeszło 44,5 mln.

– Jeszcze do niedawna termin wdrożenia KSeF przewidywany był na 1 stycznia 2024 roku. Wzrost ilości uwierzytelnień z pewnością wynika ze zbliżania się terminu nowego obowiązku. Coraz więcej podatników jest już świadomych, z jakim wyzwaniem przyjdzie im się zmierzyć, wdrażając wystawianie i udostępnianie faktur ustrukturyzowanych w systemie e-Faktur. Przedsiębiorcy przygotowują się stopniowo do wykonywania tego obowiązku, stąd coraz więcej uwierzytelnień w środowisku testowym – analizuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Druga wersja struktury i ministerialna promocja

Resort przewiduje wzmożony ruch w środowiskach testowych wraz z udostępnieniem od 1 września br. drugiej wersji struktury e-Faktury, która ma ułatwić podatnikom przygotowanie się do obowiązkowego e-fakturowania. Środowiska testowe zostaną odpowiednio zoptymalizowane, aby integratorzy mogli sprawnie z nich korzystać podczas zwiększonego obciążenia. Jak stwierdza Natalia Stoch-Mika, Ministerstwo Finansów zakłada, że przedsiębiorcy, księgowi, biura rachunkowe będą częściej korzystać ze środowiska testowego. Na powyższą wzmożoną aktywność na pewno wpłynie termin, w którym KSeF stanie się obowiązkowy. Tuż przed jego wprowadzeniem osoby, które jeszcze nie skorzystały ze środowiska testowego, zdecydują się na jego wypróbowanie.

– Środowisko testowe może wymagać jeszcze poprawek, zmian czy dostosowań, które okażą się niezbędne po wyciągnięciu wniosków z pierwszej fazy testowania KSeF. Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie zainteresowanie systemem nie jest szczególnie duże, można się tylko zastanawiać, czy aktualna wersja byłaby w stanie już teraz obsłużyć większy ruch. Myślę, że teraz obawy co do funkcjonowania KSeF występują po obu stronach, zarówno przedsiębiorców, jak i Ministerstwa Finansów – dodaje Ostrowska-Krzewina.

Według Natalii Stoch-Miki, przedsiębiorcy nie są jeszcze gotowi na wprowadzenie KSeF. Znaczna część z nich nie przetestowała jeszcze funkcjonalności tego systemu. Ekspertka zwraca uwagę na przedłużenie terminu jego obligatoryjności. To z pewnością sprawiło, że wielu przedsiębiorców, księgowych i pracowników biur rachunkowych jeszcze nie sprawdziło tego rozwiązania. Uznali bowiem, że nie ma takiej potrzeby, skoro jest ponad rok do jego wprowadzenia.

– Fakt, że KSeF nie jest jeszcze obowiązkowy, stanowi oczywiście istotny czynnik w ocenie aktywności przedsiębiorstw w jego testowaniu. Nie jestem przekonana, czy wszyscy przedsiębiorcy mają świadomość tego, z czym dokładnie wiąże się obowiązek wystawiania faktur ustrukturyzowanych. Należy również mieć na względzie to, że właściciele firm mają wiele innych obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego i rachunkowości, w szczególności w pierwszej połowie roku – mówi Ostrowska-Krzewina.

Ponadto resort zapowiada, że po zakończeniu prac legislacyjnych nad projektem ustawy zintensyfikuje działania promujące KSeF. Jak zaznacza ekspertka z NSM LEGAL & TAX, takie akcje doprowadzają do zwiększenia zainteresowania danym tematem. Tak też pewnie będzie i w tym przypadku. Przedsiębiorcy podchodzą jednak z pewną ostrożnością do tego typu inicjatyw podejmowanych przez państwo. W opinii ekspertki, prawdziwą zachętą do skorzystania z fakultatywnego KSeF może być krótszy termin zwrotu podatku VAT.

– Dzięki stosowaniu systemu nie ma możliwości zgubienia czy zniszczenia e-faktury. Podatnik ma pewność, że dokument zawsze dotrze do kontrahenta. Jednak implementacja narzędzi niezbędnych do wystawiania i przesyłania e-faktur wiąże się zaangażowaniem zasobów ludzkich i kapitału przedsiębiorstw. W obecnej sytuacji gospodarczej dla wielu firm może to być nadmiernym obciążeniem – podsumowuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Raen wdraża innowacyjną technologię. Spółka wykorzysta zielony metanol do magazynowania energii

Raen S.A., spółka z obszaru OZE, notowana na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, podpisała 29 maja umowę z Innox Nova. Nowy kontrakt zapewni jej dostęp do opatentowanej technologii RealCarbonTech, która umożliwia efektywne i długotrwałe magazynowanie energii w postaci zielonego metanolu. Zawarcie umowy jest zgodne z niedawno ogłoszoną strategią firmy Raen, która zakłada inwestowanie w ekologiczne technologie i stanowi istotny krok w stronę ekologicznych oraz opłacalnych metod magazynowania energii.  

Innowacyjna technologia RealCarbonTech jest kompaktowa i łatwiejsza w instalacji oraz w skalowaniu niż tradycyjne metody wytwarzania metanolu. Pozwoli ona spółce Raen zastosować tzw. wyspy off-gridowe, czyli wykorzystywać energię pozyskiwaną z odnawialnych źródeł bez konieczności ich podłączania do sieci, co przełoży się na zmniejszenie kosztów i skrócenie czasu realizacji projektów.

Podpisanie umowy z właścicielem technologii RealCarbonTech otwiera przed nami drzwi do nowatorskich rozwiązań, będących trafną odpowiedzią na aktualne wyzwania rynku energii w Polsce i na świecie. Zielony metanol, który pochodzi z odnawialnych źródeł, odgrywa coraz większą rolę w światowej gospodarce. Jest opłacalną alternatywą dla bateryjnych magazynów energii oraz źródłem zielonego paliwa, którego wytwarzanie przyczynia się do dekarbonizacji atmosfery. Będziemy go stosować w roli przyjaznego dla środowiska nośnika energii odnawialnej, pozwalającego na jej efektywne magazynowanie – mówi Adam Guz, prezes spółki Raen.

W zielonym metanolu tkwi potencjał, mogący zrewolucjonizować wiele sektorów przemysłu, dlatego coraz częściej sięgają po niego firmy, które chcą stać się częścią zielonej przyszłości. W marcu 2023 roku Maersk zaprezentował plany inwestycyjne związane z nową flotą statków zasilanych zielonym metanolem. W tym samym czasie MAN Energy Solutions, globalny dostawca silników do statków zasilanych ekologicznym nośnikiem energii, zapowiedział, że ze względu na gwałtowny wzrost zainteresowania rozwiązaniami przyjaznymi środowisku zrealizuje ponad 30% obecnych projektów w oparciu o technologię wykorzystującą zielony metanol jako paliwo.

– Bardzo się cieszę, że dzięki wybraniu innowacyjnej technologii RealCarbonTech budujemy zieloną przyszłość, która właśnie się zaczyna. Zastosowanie zielonego metanolu rzuca nowe światło na magazynowanie energii, pozwalając uczynić z niego ekologiczny proces zgodny z ideą zrównoważonego rozwoju. Razem z naszym partnerem dostrzegamy szerokie możliwości współpracy w zakresie pozyskiwania finansowania na realizację projektów, w których ta innowacyjna technologia odegra istotną rolę. Zawarta umowa o współpracy to wyraz naszej spójnej wizji rozwoju, ale także determinacji w przyspieszeniu przechodzenia na zrównoważone i zielone rozwiązania energetyczne – dodaje Adam Guz.

Podpisanie kontraktu stanowi realizację strategii zaprezentowanej 22 maja br. przez Raen S.A., zintegrowaną firmę z sektora odnawialnych źródeł energii, na Giełdzie Papierów Wartościowych. Jest to strategiczna decyzja biznesowa, która potwierdza gotowość spółki do stosowania nowatorskich, ekologicznych i efektywnych kosztowo metod przechowywania oraz wykorzystywania energii.

Raen intensywnie przygotowuje się na nieuchronne zmiany zachodzące na rynku energii w skali lokalnej i globalnej. Poprzez swoje działania konsekwentnie zmierza w stronę zrównoważonej gospodarki, w której promowanie zielonego metanolu jest szansą na osiągnięcie optymalnego miksu energetycznego oraz sposobem na powstrzymanie zmian klimatycznych.

Patrzymy na transformację polskiego sektora energetycznego w holistyczny sposób i dążymy do uzyskania synergii w obszarze odnawialnych źródeł energii. Jednocześnie mamy na uwadze cele istotne dla naszych akcjonariuszy, dlatego podejmujemy działania łączące troskę o planetę i sukcesywne zwiększanie wartości spółki – podsumował Prezes Raen S.A.

Strategicznym celem spółki jest zwiększenie liczby projektów realizowanych w ramach umów JDA do 3 GW, rozwój portfela własnych produktów w sektorze OZE do 200 ha i uzyskanie 58 MW własnych mocy wytwórczych w 2025 r. W perspektywie 2 lat Raen zamierza osiągnąć wynik EBITDA wynoszący blisko 43 mln zł i przychody ze sprzedaży do 65,9 mln zł.

Obecnie spółka dysponuje szerokim portfolio produktów z sektora OZE na różnym etapie rozwoju. Łączna moc projektów realizowanych w oparciu o umowy JDA wynosi 1,45 GW, a w pipe-line moc projektów brownfield przekracza 670 MW. Raen zakłada, że w oparciu o umowy zawarte w ramach działalności deweloperskiej osiągnie w 2023 r. wynik EBITDA wynoszący 10,1 mln zł i 27,8 mln zł przychodów ze sprzedaży.

Zmiana proporcji płci na rynku pracy trafiła do Polski

Polska pod względem wyrównania szans kobiet i mężczyzn na współczesnym rynku pracy poprawia swoją pozycję wśród państw UE. Z najnowszego badania Pracuj.pl (2023) wynika, że 68 proc. pań uważa, że kobiety w Polsce ogólnie są dziś w lepszej sytuacji zawodowej, niż 10 lat temu. Aż 62 proc. deklaruje, że w ich firmach przedstawiciele obu płci mają równe szanse na awanse i podwyżki.

Wprowadzane są zmiany ergonomii, zmieniają się wymogi i normy – wszystko w imię stworzenia warunków pracy przyjaznych kobietom. W konsekwencji przybywa kobiet pracujących w stereotypowo męskich branżach. Według danych firmy Gremi Personal, ponad 55 proc. pracowników branży magazynowo logistycznej stanowią dziś kobiety. Rosnąca reprezentacja kobiet jest widoczna w handlu, usługach, opiece oraz sprzedaży na poziomie stanowisk specjalistycznych. – W ostatnim czasie coraz więcej kobiet awansuje w zespołach sprzedażowych, prezentując szeroki zakres kompetencji i osiągając bardzo mocne i wymierne wyniki na wyższych stanowiskach kierowniczych – dodaje Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Ale – jak pokazują badania – to się zmienia. Kobiet w branży alkoholowej wcale nie jest tak mało, jakby się mogło wydawać. Trzeba pamiętać tylko, że branża alkoholowa to nie tylko produkcja, ale też sprzedaż. Dziś udział kobiet w działach sprzedaży branży alkoholi i piwa to średnio ponad 30 proc. Dane rynkowe wskazują, że mediana dla udziału kobiet wśród pracowników branży piwnej to ok. 20 proc., przy czym w niektórych działach panie stanowią ponad połowę zatrudnionych – w marketingu, finansach (>60%), a w dziale personalnym (>60%).

Zdaniem Anny Ender, dyrektor ds. rozwoju biznesu LeasingTeam Group, proces wyrównania reprezentacji kobiet jest szczególnie widoczny na stanowiskach wyższych oraz inżynieryjnych (wyższej specjalizacji) – tu kobiety sięgają coraz wyżej i nie boją się głośno mówić o swoich oczekiwaniach.

Polski rynek pracy przeżywa dynamiczne zmiany, z którymi muszą mierzyć się pracodawcy i agencje zatrudnienia. Branże takie jak deweloperska, transportu, produkcji, sprzedaży stały się bardziej na zatrudnianie kobiet i przyspieszyły proces wyrównywania ich szans na rynku pracy w Polsce. Już wcześniej (w latach 2019-2022) widać było wyraźne sygnały zmian w strukturze migracji i rynku pracy. Potwierdzenie tego były badania Wydziału Zarządzania Politechniki Gdańskiej dla Gremi Personal, która pokazała, że rynek pracy jest coraz bardziej różnorodny, otwarty – podkreśla Vitalia Korsun z Gremi Personal.

Zmiany są widoczne w wielu branżach. Z wypowiedzi ekspertów wynika, że kobiety stanowią 46 proc. siły roboczej w Unii Europejskiej, a organizacjach łańcucha dostaw to już blisko 40 proc. – W obliczu takiej sytuacji firmy wprowadzają zmiany, aby stanowiska dotychczas zajmowane przez mężczyzn, zapełniały kobiety. Przykładem jest dostosowywanie systemów zmian w firmach produkcyjnych, logistycznych, handlowych do możliwości kobiet, reorganizacja stanowisk pracy. Możemy mówić o zmianach ułatwiających aktywność zawodową kobiet na naszym rynku pracy – dodaje Mateusz Żydek z firmy Randstad.

Wraz z rozwojem rynku pracy, rosnącą rolą i udziałem kobiet w wielu branżach, istotną kwestią jest zachowanie zdrowego rozsądku i świadomości naturalnych predyspozycji i preferencji kobiet i mężczyzn oraz zauważalne i podejmowanie wyzwań związanych z równym traktowaniem przez pracodawców.

Dane firmy Randstad potwierdzają trend rosnącej aktywności kobiet i sięgania po stanowiska w zawodach do tej pory zdominowane przez mężczyzn. Kobiety coraz odważniej wkraczają także do sektorów związanych z techniką, lotnictwa, branży ochroniarskiej oraz budownictwa, gdzie kobieta jest już co piątym, zatrudnionym pracownikiem.

Ważnym bodźcem do zmiany sytuacji kobiet na rynku pracy wydaje się być przechodzenie od modelu tradycyjnego do partnerskiego, w którym mężczyźni na równi z kobietami zajmują się opieką nad dziećmi oraz angażują się w obowiązki domowe. Pomogą w tym zmiany legislacyjne, w tym wprowadzenie europejskiej dyrektywy dotyczącej równości i przejrzystości wynagrodzeń. Duże znaczenie ma też dyrektywa o udziale kobiet we władzach spółek giełdowych. Do końca czerwca 2026 r. ma on wzrosnąć do co najmniej 40 proc. w radach nadzorczych lub przynajmniej 33 proc. we władzach spółek, czyli łącznie w zarządach i radach nadzorczych.

Pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa liczba fundacji i inicjatyw, które wspierają kobiety w aktywizacji zawodowej. – Nie tylko umożliwiają kobietom przekwalifikowanie się, ale także budują świadomość znaczenia kobiet na rynku pracy – podkreśla Karolina Szkaradnik, menedżer ds. relacji z klientem w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Grafton Recruitment.

Organ nie może objąć decyzją o zabezpieczeniu dodatkowego zobowiązania podatkowego sankcji w VAT

W dniu 29 maja 2023 r. w postępowaniu I FPS 1/23 z udziałem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców Naczelny Sąd Administracyjny podjął uchwałę rozstrzygającą na korzyść przedsiębiorców wątpliwości co do możliwości wydania decyzji o zabezpieczeniu sankcji VAT.

Rzecznik w swoim stanowisku wskazał, że z orzecznictwa TSUE wynika, w sposób jednoznaczny, że dodatkowe zobowiązanie podatkowe jest sankcją administracyjną, a nie zobowiązaniem podatkowym. W konsekwencji czego, przedmiotowa sankcja administracyjna nie może być przedmiotem zabezpieczenia, o którym mowa w art. 33 OP.

Rzecznik podkreślił jedynie pozorną zbieżność pojęć użytych w art. 33 OP oraz w art. 112c VAT. Odwołał się do orzecznictwa TSUE, w świetle którego dodatkowe zobowiązanie podatkowe nie posiada zasadniczych cech charakterystycznych podatku od wartości dodanej, ponieważ zdarzeniem powodującym powstanie tego zobowiązania nie jest pewna czynność, lecz błąd w deklaracji podatkowej, a także że jego kwota nie jest określana proporcjonalnie do ceny otrzymanej przez podatnika (wyrok TS z 15.01.2009 r., C-502/07). Trybunał

w uzasadnieniu przedmiotowego wyroku w sposób wyraźny wskazał, że w istocie chodzi tu nie o podatek, lecz o sankcję administracyjną nakładaną w przypadku stwierdzenia, że podatnik zadeklarował kwotę zwrotu różnicy podatku od wartości dodanej lub zwrotu podatku naliczonego wyższą od kwoty należnej. Rozumienie dodatkowego zobowiązania podatkowego w VAT jako sankcji administracyjnej, a nie zobowiązania podatkowego potwierdzone zostało także w kolejnych orzeczeniach TSUE w tym w wyroku z 15 kwietnia 2021 r., C-935/19, Grupa Warzywna.

W ustnym uzasadnieniu uchwały Naczelny Sąd Administracyjny odwołując się do zasady proporcjonalności podkreślił, że sankcja VAT jest obligatoryjną sankcją administracyjną która nie może być w żaden sposób miarkowana, a tylko sposób jej ustalenia ma pośredni związek z samym zobowiązaniem podatkowym a tym samym nie może być w ogóle przedmiotem decyzji o zabezpieczeniu zobowiązania podatkowego w konsekwencji przedmiotem decyzji o zabezpieczeniu dodatkowego zobowiązania podatkowego na podstawie art. 33 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa nie może być dodatkowe zobowiązanie podatkowe, o którym mowa w art. 112c ustawy o VAT.

Jest to bardzo ważna uchwała dla przedsiębiorców – NSA w sposób jednoznaczny wskazał na nieprawidłowość praktyki organów podatkowych w zakresie zabezpieczania sankcji VAT-owskiej, która prowadziła de facto do ukarania przedsiębiorcy zanim została wydana prawomocna decyzja wymiarowa – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Sprzedaż Sfinksa rośnie szybciej niż inflacja

Restauracje sieci należących do Sfinks Polska wypracowały w I kwartale 2023 r. przychody ze sprzedaży gastronomicznej w wysokości 44,22 mln zł wobec 36,13 mln zł rok wcześniej. W ujęciu skonsolidowanym Sfinks osiągnął na koniec I kwartału przychody ze sprzedaży o wartości 26,65 mln zł, tj. o 23% wyższe niż w I kwartale 2022 r. Jednocześnie grupa zanotowała też dodatni wynik EBITDA, który w I kwartale 2023 r. wzrósł do 5,37 mln zł z 3,39 mln zł w analogicznym okresie zeszłego roku (po oczyszczeniu z wpływu z MSSF 16 odpowiednio: 1,02 mln zł i -0,85 mln zł).

Wzrost przychodów gastronomicznych w pierwszych trzech miesiącach roku to w największym stopniu zasługa lokali SPHINX, których obroty wzrosły o blisko 24% r/r. Co istotne, sieć odnotowała wzrost mimo mniejszej liczby lokali – na koniec marca 2023 działało 69 restauracji pod tym szyldem, a rok wcześniej było ich 76.

– Początek roku, mimo że w gastronomii nie jest to wysoki sezon, pokazał pozytywne trendy sprzedażowe. Odbudowujemy sprzedaż poprzez doskonalenie oferty restauracji, systemu jakości i obsługi w lokalach, ale dużą siłą napędową dla sprzedaży jest nasz program lojalnościowy, Aperitif. Korzysta z niego już ponad 550 tysięcy gości naszych restauracji. Daje on dostęp do różnego rodzaju promocji i ofert specjalnych. W efekcie zainteresowanie tym programem stale rośnie, a co za tym idzie rośnie liczba zamówień i wartość obrotów realizowanych dzięki Aperitif – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Rosnące ponad tempo inflacji przychody grupy przełożyły się na wzrost wyników operacyjnych. Wzrósł skonsolidowany zysk operacyjny, który na koniec I kwartału br. wyniósł 1,75 mln zł wobec -0,26 mln zł straty notowanej na poziomie EBIT przed rokiem (po oczyszczeniu z wpływu z MSSF 16 odpowiednio: 0,32 mln zł i -1,64 mln zł).  Grupa na koniec I kwartału br. poprawiła też znacząco, tj. o 4,78 mln zł, wynik finansowy netto. W efekcie wyniósł on -0,44 mln zł wobec -4,34 mln zł rok wcześniej (po oczyszczeniu z wpływu z MSSF 16 odpowiednio: -0,59 mln zł i -4 mln zł).

Łącznie na koniec I kwartału sieć Sfinks Polska liczyła 114 restauracji, w tym oprócz 69 lokali SPHINX, także 39 Piwiarni, cztery lokale Chłopskie Jadło oraz po jednym Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło i The Burgers. Zdecydowana większość, bo 71% sieci to restauracje prowadzone we franczyzie, a 29% to lokale własne, prowadzone przez operatorów. Sfinks jednak zamierza dalej pogłębiać te proporcje na korzyść rosnącego udziału franczyzy. W tym modelu spółka planuje otwarcie nowego lokalu The Burgers w podwarszawskim Zalesiu Górnym. Oprócz tego Sfinks zapowiedział, że niedługo otworzy nowy lokal franczyzowy we Wrocławiu. Będzie to SPHINX wracający po około rocznej przerwie do dawnej lokalizacji przy Rynku.

– Równolegle do zwiększania sprzedaży i pracy nad rentownością restauracji, dążymy do odbudowy liczebności sieci. Będą to przede wszystkim lokale SPHINX, ale nie tylko. Co nas bardzo cieszy, nasze marki będą wracały do niektórych swoich dawnych lokalizacji, opuszczonych w ostatnich trudnych dla gastronomii latach. W takich przypadkach mogą to być restauracje własne spółki. W większości jednak będziemy opierać nowe otwarcia na współpracy z partnerami franczyzowymi. Sprzyja nam rosnąca liczba zapytań i zgłoszeń ze strony zwłaszcza restauratorów, którzy do tej pory prowadzili działalność samodzielnie. Wiele osób przekonuje się, że działanie w grupie, z systemem wsparcia, które daje dobrze zorganizowana sieć, oraz pod silnym, rozpoznawalnym szyldem, ma wiele zalet. Dla nas zaś jest to szansa na rozwój grupy i tym roku będziemy się starali ją dobrze wykorzystać – podsumowuje prezes Sfinksa.

W ujęciu jednostkowym przychody Sfinksa w I kwartale 2023 r. wyniosły 25,68 mln zł wobec 21,22 mln zł rok wcześniej. Jednostkowy wynik netto wyniósł zaś -1,36 mln zł (-1,53 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF16) wobec -7,83 mln zł w I kwartale 2022 r. (-7,39 po skorygowaniu o wpływ MSSF 16).

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Raport EY i GIGLIKE: pierwszy w Polsce wskaźnik elastyczności rynku pracy

GIGbarometr 2023: Rynek pracy dąży do większej elastyczności. Polskie firmy otwierają się na GIGerów, mimo systemowych barier

  • 58% polskich firm stosuje elastyczne formy współpracy obejmujące umowy cywilnoprawne oraz B2B. Najbardziej otwarte na elastyczność są największe przedsiębiorstwa – wynika z najnowszego raportu GIGLIKE i EY.
  • GIGbarometr, pierwszy w Polsce wskaźnik przedstawiający poziom elastyczności rynku pracy, osiągnął poziom 4,5 (w skali od 0 do 10). Składają się na niego trzy elementy: „otoczenie”, „firma”, „ludzie”.
  • O ile czynnik ludzki, a więc zadowolenie firm ze współpracy z niezależnymi profesjonalistami, oceniany jest wysoko, o tyle dla przedsiębiorstw problematyczne są kwestie związane z otoczeniem gospodarczym, a sam odsetek niezależnych specjalistów w firmach pozostaje niewielki.
  • 68% przedstawicieli dużych firm uważa, że znaczenie elastycznych form współpracy wzrośnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Bardziej sceptyczni są przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP).

GIGer – niezależny profesjonalista, freelancer, osoba pracująca tymczasowo, osoba współpracująca z daną firmą lub niezależny kontraktor. Preferuje elastyczny model współpracy, wykonywanej często dla kilku firm równocześnie, w zależności od potrzeb i wymagań.

Pandemia COVID-19 przyczyniła się do rozpowszechnienia modelu pracy zdalnej i hybrydowej, wprowadzając na rynku pracy elastyczność na niespotykaną dotąd skalę. W efekcie szerokie grono osób aktywnych zawodowo zaczęło sobie cenić elastyczność wykonywanej przez siebie pracy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Niezależni profesjonaliści podejmujący współpracę na podstawie umów B2B bądź umów cywilnoprawnych zwracają uwagę na to, że taki model przynosi im szereg korzyści, takich jak możliwość działania w trybie zadaniowym bez wyznaczonych godzin pracy, możliwość równoległej współpracy z różnymi firmami, czy wreszcie możliwość osiągania wyższych niż w przypadku etatu zarobków.

Na wiele z tych aspektów  zwracają uwagę jednak nie tylko sami GIGerzy, ale także przedsiębiorstwa, z którymi oni współpracują. To właśnie działające w Polsce firmy – od najmniejszych, zaledwie kilkuosobowych przedsiębiorstw aż po największe korporacje – zostały w tym roku zapytane o kwestie związane z elastycznością polskiego rynku pracy. Efektem tych działań jest raport „GIGbarometr. Barometr elastyczności rynku pracy” będący owocem współpracy GIGLIKE & EY i trzecią odsłoną z serii dotyczącej GIGekonomii.

Kluczowym elementem raportu jest pierwszy na polskim rynku wskaźnik określający poziom jego elastyczności. GIGbarometr przedstawia elastyczność w trzech kategoriach: „otoczenie” (czy obecna sytuacja sprzyja rozwojowi elastycznego rynku pracy?), „firma” (jaki odsetek osób w firmie działa w oparciu o elastyczną formę współpracy?) i „ludzie” (jak przedstawiciele firm oceniają poziom zadowolenia ze współpracy z GIGerami?). Każdy z tych elementów został oceniony na skali od 0 do 10. Im wyższa wartość wskaźnika, tym bardziej elastyczny jest rynek pracy w Polsce. GIGbarometr 2023 osiągnął poziom 4,5. Szczegółowe wyniki GIGbarometru w poszczególnych obszarach prezentują się następująco: 4,1 w kategorii „otoczenie”; 2,2 w kategorii „firma” oraz 7,2 w kategorii „ludzie”.

– Wyniki pokazują, że rodzimy rynek pracy w pewnych aspektach jest znacznie bardziej otwarty na elastyczność niż w innych, co stanowi dowód na to, że zostały tu poczynione pewne wysiłki, a potencjał na przyszłość pozostaje ogromny. Wchodząc w szczegóły – otoczenie prawne i gospodarcze ani istotnie nie zachęca, ani też nie zniechęca firm do stosowania elastycznych form współpracy, po prostu nie oferując szczególnych ułatwień w tym zakresie. Skala zastosowania elastycznych form współpracy pozostaje niewielka, z dominacją umów cywilnoprawnych szczególnie w przypadku MŚP oraz rosnącym udziałem współpracy B2B w dużych firmach z zagranicznym kapitałem. Do tego dochodzi kwestia najistotniejsza. Najwięcej na rzecz elastyczności rynku pracy uczynili dotychczas sami GIGerzy. Nasze badanie pokazało, że są to dobrze oceniani profesjonaliści, stanowiący wielką wartość dodaną dla firm, z którymi współpracują. Dobre rezultaty w tym obszarze dają nadzieję na to, że to właśnie jakość współpracy może być dla firm motywacją do odważniejszego i szerszego zastosowania nowoczesnych struktur współpracy – wyjaśnia Tomasz Miłosz, CEO GIGLIKE. – Trudno dziś odpowiedzieć jednoznacznie, czy poziom GIGbarometru jest wysoki, czy niski. Jako że przeprowadzamy to badanie po raz pierwszy i wyłącznie w Polsce, otrzymane dane staną się dobrym materiałem porównawczym dla przyszłych przeglądów – dodaje ekspert.

Polskie firmy cenią niezależnych profesjonalistów

Już 58% firm w Polsce deklaruje, że stosuje elastyczne formy współpracy. Na tym tle wyróżniają się duże przedsiębiorstwa. Aż cztery na pięć takich organizacji współpracuje z niezależnymi profesjonalistami.

W średnich i dużych firmach elastycznymi formami objętych jest mniej niż 15% kapitału ludzkiego. Może to oznaczać, że w większych organizacjach tego typu współprace najlepiej sprawdzają się wobec grona wysoko wykwalifikowanych specjalistów, takich jak na przykład pracownicy sektora IT.

– Dlaczego to duże firmy chętniej zwracają się ku elastycznym formom współpracy? Wynika to zapewne z faktu, że duzi częściej inwestują w nowoczesne technologie, które m.in. transformują ich miejsca pracy. Częściej spotykają się też z większymi barierami w poszukiwaniu talentów w wysoko wyspecjalizowanych dziedzinach. Równocześnie duże firmy zwracają baczniejszą uwagę na aspekty prawne jako utrudniające dalsze uelastycznianie zatrudnienia. Bariera ta pojawia się też w aspekcie sztucznej inteligencji (SI), która obecnie wzbudza liczne dyskusje w kontekście rynku pracy. Nie ulega wątpliwości, że zmienne otoczenie biznesowe motywuje do stosowania elastycznych form zatrudnienia. Dzieje się tak również w kontekście dyskusji o skracaniu tygodnia pracy, do czego z pewnością przyczyni się właśnie sztuczna inteligencja. I stanie się to wyzwaniem szczególnie dla mniejszych firm, które obecnie najbardziej akcentują aspekt ekonomiczny i podatkowy, jeśli chodzi o uelastycznianie rynku pracy – uważa Marek Jarocki, EY Polska, Partner, Lider Zespołu People Advisory Services.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że zeszłoroczny raport GIGLIKE i EY “To GIG or not to GIG? GIG well!” pokazał, że aż 80% GIGerów zdecydowało się na nawiązanie współpracy w formie B2B w wyniku własnej inicjatywy, a nie w efekcie propozycji dotychczasowego pracodawcy.

Tegoroczne wyniki, ukazujące tym razem perspektywę nie GIGerów, a zleceniodawców, wskazują natomiast, że 76% firm deklaruje zadowolenie ze współpracy z niezależnymi profesjonalistami, przy czym co piąta ocenia ją jako perfekcyjną. Dane te znajdują odzwierciedlenie w wypowiedziach praktyków zarządzających największymi organizacjami.

– Pytania o nowoczesne formy współpracy w Grupie PLAY pojawiają się równie często, jak te dotyczące pracy zdalnej. Odpowiadając na te potrzeby, wprowadziliśmy elastyczne formy współpracy dla wybranych grup ekspertów, gdyż jest to jeden ze sposobów na zwiększenie atrakcyjności Grupy PLAY w oczach wysoko wykwalifikowanych niezależnych profesjonalistów, którzy chcą z nich korzystać. Przygotowanie firmy na współpracę z GIGerami może być trudne, a nawet zniechęcające. Mimo wszystko warto podjąć ten wysiłek. To jest inwestycja wpływająca pozytywnie na konkurencyjność i zwinność organizacji oraz zadowolenie pracowników i GIGerów. Jest to trend, za którym w dzisiejszych warunkach rynku warto podążać, dzięki temu mamy większe szanse sprostaniu wyzwaniom współczesnego świata – przekonuje Ewa Zmysłowska, Chief People Officer, Grupa PLAY.

Wyzwania dla elastycznego rynku pracy

Obecna sytuacja gospodarcza oraz otoczenie prawne i podatkowe w Polsce budzą mieszane uczucia przedsiębiorców w kontekście rozwoju elastycznego rynku pracy. Zdaniem aż połowy zapytanych przedstawicieli firm sytuacja ta nie sprzyja jego rozwojowi. Warto jednak pamiętać, że to obraz rynku zdominowanego przez mikro i małe firmy. Przedstawiciele największych organizacji wyrażają odwrotne przekonanie. Ich zdaniem obecna sytuacja gospodarcza sprzyja rozwojowi elastycznego rynku pracy. Wskazuje na to aż 62% respondentów w tej grupie.

A co z perspektywy firm w największej mierze przeszkadza rozwojowi elastycznego rynku? Według 58% respondentów są to kwestie podatkowe. 42% wskazuje z kolei na aspekty prawne. Uelastycznieniu sprzyjają za to narzędzia i systemy informatyczne. Zwraca na to uwagę 6 na 10 pytanych przedsiębiorców.

– Niezbędne są regulacje systemowe, które uwolnią potencjał rynku pracy i połączą potrzeby ludzi oraz firm. Uregulowanie pracy zdalnej to krok w dobrym kierunku, natomiast nadal konieczne są przepisy dotyczące form współpracy. To szczególnie ważne dla generacji wchodzących na rynek pracy – liczy się dla nich pewność zatrudnienia i stabilność dochodów, ale także elastyczność czasu pracy i swoboda w jej organizowaniu – zwraca uwagę Rafał Brzoska, Prezes Zarządu InPost, EY Przedsiębiorca Roku 2021.

Finanse i perspektywy rozwoju napędzają GIGekonomię

Wśród zalet, które według firm działających w Polsce dostrzegają niezależni profesjonaliści decydujący się na umowę B2B, najczęściej wymieniane jest poczucie zadowolenia z sytuacji finansowej (66%). Nieco mniejszy odsetek przedsiębiorstw zwraca uwagę na dostrzegane przez GIGerów korzyści związane z możliwością podejmowania wielu zleceń dla różnych podmiotów równocześnie (64%). 53% firm wskazuje na ogólną satysfakcję z wykonywanej pracy jako na element, który ma duże znaczenie dla niezależnych profesjonalistów.

GIGerzy – zdaniem zleceniodawców – zwracają także uwagę na chęć korzystania z benefitów kojarzonych tradycyjnie z pracownikami etatowymi. Zdaniem 35% zapytanych przedsiębiorców niezależni profesjonaliści szczególnie cenią sobie możliwość uczestniczenia w szkoleniach zawodowych. 34% odpowiedzi padło z kolei na chęć otrzymywania przez specjalistów narzędzi do pracy, takich jak laptop czy telefon służbowy.

W opinii firm, GIGerzy współpracujący ze średnimi i dużymi organizacjami często wyrażają również oczekiwania dotyczące prywatnej opieki zdrowotnej, karty benefitowej, finansowania podróży służbowych oraz prywatnego ubezpieczenia na życie lub OC.

– GIGerzy mówią wprost, że oczekują pracy w dobrych, określonych warunkach, są odporni na manipulację (myloną przez niektórych menedżerów z motywacją), umieją liczyć, mają wykształcone poczucie wartości i świadomość samodecydowania. Nie pracują już „na uzależnieniu”, nie identyfikują się z jednym pracodawcą, po prostu świadczą usługę zwaną pracą na rzecz podmiotu (czasem jednego, czasem trzech), który tę usługę zleca. Jest to wyzwanie dla HR-u, bo modele kija i marchewki na dłuższą metę nie są efektywne, podobnie jak hasła, pod którymi kryją się nic nieznaczące wartości. Przyszedł czas realnego partnerstwa z pracownikiem i na rynku pracy wygrają te firmy, którzy szybko to zrozumieją. Szczególnie że internet uruchomił takie kanały komunikacji, które doprowadziły do tego, iż wszyscy zostaliśmy rozebrani z piórek, które lubiliśmy latami stroszyć – przekonuje Ola Legosz, przedsiębiorczyni, współzałożycielka fundacji, ekspertka HR i influencerka (nomadmum81).

Elastyczna praca trafia do kodeksu – przyszłość spod znaku GIGekonomii

Nowelizacja Kodeksu pracy, która miała miejsce w kwietniu 2023 roku, wprowadziła zmiany dotyczące uelastycznienia warunków pracy pracowników etatowych. Nowe przepisy m.in sankcjonują możliwość wyboru przez pracownika opcji pracy zdalnej i hybrydowej, kojarzącej się dotychczas przede wszystkim z GIGerami. To dowód na to, że także otoczenie prawne powoli dostosowuje się do zmieniających się okoliczności i oczekiwań samych pracowników.

Jak zatem wyglądać będzie przyszłość elastycznego rynku pracy? GIGbarometr ukazuje pewne tendencje.

68% dużych firm uważa, że w ciągu roku znaczenie elastycznych form współpracy na rynku wzrośnie. Jednak przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) są bardziej sceptyczni. 42% ankietowanych w tej dominującej na rynku pracy grupie, uważa, że znaczenie elastycznych form współpracy w ciągu najbliższych 12 miesięcy nie ulegnie zmianie. Tradycyjnie jednak to największe na rynku podmioty są wyznacznikiem zmian, które po czasie przyswaja cały rynek. Wiele wskazuje więc na to, że adopcja elastycznych form współpracy w Polsce będzie się rozszerzać, mimo istniejących barier. Tym bardziej że wynika ona nie tyle z chęci dokonania zmian w sektorze przedsiębiorstw, co z oczekiwań samych pracowników.

BEPS 2.0 – wpływ nowych regulacji na polskich podatników

W 2013 r. zapoczątkowano reformy systemu podatkowego poprzez wdrożenie pakietu BEPS (Base Erosion Profit Shifting). Jest to projekt OECD i G20, który obecnie przechodzi w kolejną fazę, zwaną potocznie BEPS 2.0. Celem tego etapu jest skuteczniejsze opodatkowanie największych firm, poprzez oparcie się na dwóch filarach, które mają zapewnić bardziej uczciwy udział poszczególnych państw w łącznym podatku uiszczanym przez korporacje działające na ich terenie. Główne założenie BEPS 2.0. to zapobieganie erozji bazy podatkowej w przypadku działania w jurysdykcjach, gdzie efektywna stawka opodatkowania (ETR) jest poniżej 15%. Warto zaznaczyć, że z uwagi na liczne zachęty podatkowe w Polsce wiele przedsiębiorstw technologicznych ma ETR poniżej 15%, zatem zaproponowane zmiany będą miały bezpośredni wpływ na kreowanie polityki podatkowej w Polsce w najbliższych latach.

Podatek wyrównawczy od 2023 roku

Drugi filar pakietu BEPS 2.0 wprowadzi liczne zasady dotyczące minimalnego opodatkowania dochodu. Zmiany będą dotyczyć umów o unikaniu opodatkowania, a część ma być wdrożona do krajowego porządku prawnego. Zgodnie z projektem dyrektywy opublikowanym 22 grudnia 2022 r. wprowadzone zostały dwie zasady wymagające implementacji do prawa krajowego. Pierwsza z nich to zasada włączenia dochodu oraz zasada niedostatecznie opodatkowanej płatności.

W sytuacji, gdy podmioty w danej jurysdykcji opodatkowane są efektywną stawką niższą niż 15%, inne państwa w których znajdują się podmioty z danej grupy mają uzyskać możliwość nałożenia dodatkowego podatku (ang. top-up tax), aby wyrównać poziom efektywnego opodatkowania do 15%. Dodatkowy podatek ma spowodować osiągnięcie takiego poziomu efektywnej stawki podatku dla całej firmy, jaki ukształtowałby się, gdyby w każdej zagranicznej jurysdykcji płaciła ona co najmniej 15% podatku. Państwo będzie mogło nałożyć dodatkowy podatek (do poziomu ETR = 15%), jeśli nie zadba o to państwo siedziby. Innymi słowy przedsiębiorca będzie zmuszony do dopłacenia podatku w wysokości różnicy pomiędzy stawką ETR oraz 15% stawką podatku. Dopłata będzie miała zasadniczo miejsce w państwie siedziby spółki dominującej.

Zmianami objęte będą wszystkie duże międzynarodowe przedsiębiorstwa z przychodem przekraczającym 750 mln EUR. Z kolei projekt dyrektywy zakłada wyłączenie spod regulacji tych przedsiębiorstw, które osiągają przychód niższy niż 10 milionów EUR i dochód niższy niż 1 milion EUR w danym państwie członkowskim UE. Dyrektywa dotyczy także przedsiębiorstw działających w jednym państwie (np. polską grupę kapitałową ze spółką produkcyjną działającą w Specjalnej Strefie Ekonomicznej).

Stałe miejsce prowadzenia działalności (PE) w rozumieniu Dyrektywy

PE będzie rozpoznane na potrzeby Dyrektywy w kilku kategoriach. Po pierwsze w przypadku, gdy zastosowanie ma umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania pomiędzy państwem rezydencji a państwem źródła, a miejsce prowadzenia działalności jest kwalifikowane na potrzeby umowy jako PE.

Także w przypadkach, w których nie ma umowy pomiędzy państwami, a państwo źródła opodatkowuje miejsce prowadzenia działalności według prawa krajowego na poziomie dochodu netto czyli w sposób przewidziany dla rezydentów podatkowych tego państwa (tzw. PE według prawa krajowego).

Kolejna sytuacja obejmuje przypadki, w których państwo źródła nie ma krajowych przepisów prawnych dotyczących opodatkowania osób prawnych, i wtedy uznaje się, że gdyby miejsce prowadzenia działalności było rozpoznane jako PE w myśl modelowej konwencji OECD, to państwo źródła miałoby prawo do opodatkowania dochodu PE do wysokości określonej w art. 7 konwencji (uznaniowe PE),

Wąskie wyłączenia

Kolejną istotną kwestią są wyłączenia z podstawy podatku minimalnego tej części dochodu przedsiębiorstwa, która wykazuje wystarczający poziom zaangażowania aktywów trwałych oraz personelu. Domniemywa się, że posiadając „substancję” biznesową firma prowadzi realną działalność gospodarczą i dlatego jest uprawniona do korzystania z zachęt czy ulg inwestycyjnych, które ściągają ETR poniżej 15%. W związku z tym struktury, w ramach których zysk kumulowany jest w państwach o niskiej efektywnej stopie podatku mogą stracić swoje znaczenie po wprowadzeniu w życie zasad globalnego minimalnego opodatkowania, jeśli zysk ten jest osiągany ze stosunkowo niewielkim zaangażowaniem środków trwałych oraz pracowników.

Polski system podatkowy zawiera wiele zachęt dla zagranicznego biznesu, zwłaszcza jeżeli chodzi o technologie czy inwestycje wymagające dużych nakładów na zakup środków trwałych czy zatrudnienie (Specjalne Strefy Ekonomiczne, IP Box czy ulgi B+R). W wyniku zastosowania takich rozwiązań podatkowych ETR spółek kapitałowych często kształtuje się poniżej 15%. Oznacza to, że jeżeli nie będzie wyłączeń, to nowy podatek minimalny może zniwelować pozytywny efekt tych zachęt.

Z perspektywy konkurencyjności inwestowania w Polsce regulacje filaru II są niestety zasadniczo niekorzystne. Stanowią przejaw widocznej w całym programie BEPS globalnej zmiany kursu na rzecz przesunięcia bazy podatkowej z państw stosujących niskie opodatkowanie do państw wysokich podatków (np. Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii), które w ostatnich latach utraciły dochody podatkowe. Nowy podatek wyrównawczy zmniejszy efektywną wartość polskich zachęt inwestycyjnych dla dużych korporacji, przez co osłabi jeden z kluczowych czynników naszej polityki przyciągania bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rynek IT w Polsce: pomimo niepewności stały wzrost płac i zapotrzebowania na specjalistów

Polski rynek IT nadal charakteryzuje duża dynamika – po spadku zapotrzebowania na specjalistów IT w drugiej połowie 2022 roku popyt na nich wzrasta, przede wszystkim w obszarze BI, Big Data, Data Science. Wynagrodzenia w branży także rosną – w ponad 2/3 przypadków o więcej niż 10%, a w przypadku Big Data Developerów nawet 40%, wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT” Grafton Recruitment. Pomimo redukcji etatów przez globalne firmy technologiczne, która odbiła się szerokim echem w branży IT, polscy eksperci patrzą w przyszłość z optymizmem.

Zwolnienia kilkuset tysięcy pracowników IT przez największe globalne firmy technologiczne (według portalu layoffs.fyi zwolniono blisko 165 tys. osób w 2022 roku, a w roku 2023 ponad 170 tys.) odbiły się echem także w Europie. Eksperci zwracają uwagę na konsekwencje globalnej niepewności, inflacji, wzrostu stóp procentowych, a także nadmiernej skali zatrudnień podczas pandemii.

Czy polski rynek IT jest odporny na zawirowania?

Po krótkim wstrzymaniu zainteresowania usługami IT spowodowanym wybuchem pandemii COVID-19 branża odnotowała silny wzrost, będący wynikiem m.in. znacznego rozwoju e-commerce i popularności pracy zdalnej. Wybuch wojny w Ukrainie, a co za tym idzie niepewność i pogorszenie koniunktury gospodarczej doprowadziły do zmniejszenia liczby ogłoszeń. Druga połowa ubiegłego roku przyniosła ożywienie, choć popyt na stanowiska informatyczne nadal jest o 5% niższy w porównaniu z pierwszym kwartałem 2019 roku, podczas gdy w tym samym okresie  ogólny odsetek ofert pracy wzrósł o 26%.

Z obserwacji ekspertów Grafton Recruitment wynika, że wiele firm Big Tech, jak również tych o rozbudowanych strukturach IT ograniczyło nowe rekrutacje, zauważalne są także redukcje kadr, choć w niewielkim stopniu. Sytuacja ta może wynikać z liczby i rodzaju zleceń, wzrostu kosztów działalności, inflacji, większych obciążeń podatkowych i oczekiwań finansowych specjalistów IT. Jednocześnie wydarzenia w skali globalnej odmieniły trend rynku pracownika w sektorze IT – nadal się utrzymuje, lecz w mniejszym stopniu niż wcześniej.

Nagłówki artykułów mówią o zwolnieniach i pogarszającej się sytuacji pracowników IT, którzy jeszcze niedawno mogli wybierać spośród licznych ofert, czy znacząco negocjować swoje warunki pracy. Próba uchwycenia prawdy dotyczącej obecnego – kryzysowego, a może już normalizującego się – stanu rzeczy jest dużym wyzwaniem, głównie ze względu na złożoność i dynamikę otaczającego nas świata – podkreśla Agnieszka Zakościelna, IT Delivery Manager z Grafton Recruitment.zapotrzebowania na specjalistów IT

Najbardziej poszukiwani specjaliści BI, Big Data, Data Science

Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że Polsce nadal brakuje 147 tys. specjalistów IT do osiągnięcia średniej (4,5%) UE w zakresie udziału pracowników IT w ogóle zatrudnionych. Obecne braki kadrowe oszacowano na 25 tys.

Nadal widoczne jest zapotrzebowanie na ekspertów z obszaru BI, Big Data i Data Science – w 2022 roku zakontraktowali o 19% więcej zleceń dotyczących stanowisk związanych z danymi niż rok wcześniej. Jedna z najtrudniejszych pozycji do obsadzenia to obecnie także Technical Leader z obszaru cross-functional. Firmy poszukują na to stanowisko kandydatów mających kompetencje techniczne, z dużym obyciem biznesowym i doświadczeniem w kierowaniu zespołem.

Wysokie kwalifikacje pracowników i stosunkowo niskie w porównaniu do płac w krajach Europy Zachodniej koszty zatrudnienia gwarantują Polsce bardzo duże zainteresowanie inwestorów, którzy nawet w obecnych, niepewnych czasach decydują się na realizację planów inwestycyjnych. Spadła natomiast popularność niektórych języków programowania, m.in. PHP, Visual Basic i Objective-C.

– Coraz większą popularnością cieszą się takie dziedziny, jak sztuczna inteligencja (AI), Internet rzeczy (IoT), Blockchain, Big Data czy cyberbezpieczeństwo. W tych obszarach obserwujemy aktualnie największy wzrost inwestycji w Polsce i, co za tym idzie, rosnące zapotrzebowanie na doświadczonych pracowników. Tu również odnotowujemy stały i znaczący wzrost wynagrodzeń rok do roku  – mówi Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Zarobki w IT rosną. Czyje najwięcej?

Mimo niestabilności rynku zarobki specjalistów IT rosną. Średni wzrost wynagrodzeń w sektorze wyniósł 13,1% na przestrzeni ostatniego roku. Co istotne, wysokość pensji pozostaje jednym z najważniejszych aspektów pracy dla pracowników IT. Wpływa na wybór nowego pracodawcy i stanowi najczęstszy powód zmiany miejsca zatrudnienia. Większość pracowników IT (63,1% ankietowanych) w przypadku zmiany pracodawcy oczekuje wynagrodzenia wyższego o 20-40%.

Porównując wzrosty wynagrodzeń rok do roku, można zauważyć, że podwyżki dotyczą prawie wszystkich stanowisk, we wszystkich analizowanych grupach. W 69% przypadków to wzrost ponad dziesięcioprocentowy, a dla 14% stanowisk nawet ponad dwudziestoprocentowe.

Największy wzrost wynagrodzeń nastąpił w przypadku ról związanych z przetwarzaniem danych. W obszarach BI, Big Data i Data Science wyniósł on średnio 22%, a w przypadku Big Data Developera przekraczał 40%.

Na duże podwyżki mogli liczyć specjaliści z obszaru cross-functional posiadający kompetencje nie tylko programowania, ale również zarządzania projektami czy analizy danych. To Technical Leaderzy (blisko 38,5%) oraz Scrum Masterzy (blisko 21,5%). Nieco mniejsze, około 20%-owe podwyżki otrzymali oraz Full Stack Developerzy specjalizujący się w programach Java i JS.

Wynagrodzenia w IT (2022 r. vs. 2023 r.)Wynagrodzenia w IT (2022 r. vs. 2023 r.)

Czego oczekują specjaliści IT?

Wysokość wynagrodzenia stanowi najważniejszy czynnik decydujący o wyborze pracodawcy – w badaniu Grafton Recruitment wskazało na niego niemal 90% respondentów. Niewiele mniej osób – 71% – przy ocenie atrakcyjności danej oferty bierze pod uwagę możliwość wyboru formy pracy (zdalna lub stacjonarna/hybrydowa). Co trzeci badany wskazywał na elastyczność w wyborze formy zatrudnienia. W ujęciu rok do roku zaobserwować można wzrost liczby ogłoszeń oferujących zatrudnienie w formie kontraktu B2B, który oferuje większą dowolność np. co do miejsca wykonywania pracy oraz formy opodatkowania. Jej największymi zwolennikami są pracownicy zajmujący się rozwojem aplikacji mobilnych – 84% rekrutowanych przez Grafton specjalistów tej grupy wskazywało na chęć podjęcia współpracy właśnie w takim modelu. Ograniczenia prawne, z jakimi wiążę się umowa o pracę oraz wysokie obciążenia publicznoprawne, jak PIT do 32%, pełne składki na ZUS i NFZ przyczyniają się do stopniowego odchodzenia od tej formy współpracy. Jednocześnie firmy sięgają po rozwiązania, które dla współpracowników są równie korzystne jak te wynikające z umowy o pracę. Są nimi różnego rodzaju benefity, począwszy od abonamentów sportowych czy medycznych, po płatne przerwy w świadczeniu usług.

Link do pełnej wersji raportu: https://www.grafton.pl/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-it-2023

Informacje o raporcie:

Raport Wynagrodzeń i Trendów Graftn Recruitment przedstawia wyniki badania przeprowadzonego w okresie od lutego do marca 2023 roku z wykorzystaniem metody CAWI. Wzięło udział 306 respondentów, z czego 298 osób zadeklarowało aktualne zatrudnienie w sektorze IT, 30% respondentów to osoby aktywnie poszukujące pracy. Benchmark wynagrodzeń stworzyli eksperci Grafton Recruitment. Obejmuje on rzeczywiste wartości rynkowe wyliczone na podstawie ofert klientów Grafton Recruitment, aktualnych wynagrodzeń kandydatów, analizy wynagrodzeń oferowanych przez współpracujące firmy IT. Dane dotyczą IV kwartału 2022 oraz I kwartał 2023 roku.

WIRON – duża reforma z niewiadomym do końca skutkiem

Reforma wskaźników referencyjnych, przejście z WIBOR na WIRON, ma dokonać się z dniem 1 stycznia 2025 r. Oznacza to, że prace nad przejściem na nowy wskaźnik referencyjny wkraczają w decydujący okres. Zajmuje się tym, trochę pompatycznie nazwana, Narodowa Grupa Robocza (NGR), w skład której wchodzą m.in. przedstawiciele banków, nadzoru, banku centralnego i administratora wskaźników, czyli spółki-córki Giełdy Papierów Wartościowych – GPW Benchmark. Po wcześniejszym opracowaniu metodologii wyliczania nowego wskaźnika, najważniejszą teraz sprawą jest ustalenie, w jaki sposób przeprowadzić zamianę WIBOR na WIRON w istniejących umowach i jakie skutki to przyniesie.

Najważniejsze różnice między WIRON i WIBOR:

  1. WIRON (Warsaw Interest Rate Overnight) to wskaźnik referencyjny typu overnight (O/N). Wyliczany będzie na bazie rzeczywistych transakcji. WIBOR, szczególnie w odniesieniu do dłuższych terminów (3 lub 6 miesięcy), w znacznym zakresie bazuje natomiast na przewidywanych transakcjach, a nie na transakcjach zrealizowanych.
  2. WIRON agreguje koszt depozytów w znacznie większym zakresie niż WIBOR. WIBOR jest wskaźnikiem odzwierciedlającym poziom stopy procentowej na rynku międzybankowym, czyli stopy po jakiej tylko banki mogą między sobą lokować depozyty na określony termin. Przy wyliczaniu WIRONu do tego zestawu dojdą dane o transakcjach depozytowych z instytucjami finansowymi (TFI, OFE, ubezpieczyciele) i dużymi przedsiębiorstwami.
  3. WIBOR jest zorientowany na przyszłość, np. stawka WIBOR6M musi uwzględniać oczekiwany koszt pieniądza za sześć miesięcy. WIRON z kolei ma charakter historyczny, jest zatem oczywiste, że będzie on z opóźnieniem reagował na zmiany stopy referencyjnej NBP. W przypadku jej wzrostu WIRON będzie później niż WIBOR odzwierciedlał wzrost kosztu pieniądza, na czym skorzystają kredytobiorcy. W przypadku spadku stopy referencyjnej, przez opóźnione działanie WIRONu kredytobiorcy będą „poszkodowani”.

Różnice są znane. Teraz najważniejszą sprawą jest ustalenie, w jaki sposób przeprowadzić zamianę w WIBOR na WIRON w istniejących już umowach i jakie skutki to przyniesie. Może to być jednym z trudniejszych, o ile nie najtrudniejszym elementem procesu zamiany WIBOR na WIRON. Kluczowy jest tu spread korygujący, czyli odpowiednio skalkulowana różnica między stawkami WIBOR i WIRON z ostatnich pięciu lat. Ma on być zastosowany, aby po zamianie wskaźników nie zmieniło się istotnie oprocentowanie istniejących już instrumentów finansowych, np. kredytów czy obligacji. Jest to konieczne, bo w okresie gdy rozpoczęto porównywanie obu wskaźników (w przypadku WIRON tylko dla celów tworzenia bazy danych dla późniejszego wyliczenia parametru do zastosowania praktycznego) WIRON3M był o 1,1 p.p. niższy od WIBOR3M ( odpowiednio 5,83 proc. i 6,90 proc.). Obecna różnica między WIBOR3M a WIRON3M to 0,47 p.p.

Spread korygujący zostanie wyznaczony w rozporządzeniu Ministerstwa Finansów i bazować będzie na metodologii ISDA, która zakłada, że jest to mediana różnicy z ostatnich pięciu lat między stawką WIBOR a trzymiesięczną stopą składaną jednodniowego wskaźnika WIRON odrębnie dla poszczególnych okresów (np. trzech miesięcy, sześciu miesięcy). Obecne wyliczenia spreadu korygującego mają charakter orientacyjny. Decydujący będzie moment formalnego wyznaczenia ze względu na to, że wielkość tego parametru zależy od sytuacji na rynku finansowym.

Już te przytoczone dane pokazują z jaką sytuacją możemy mieć do czynienia w kolejnych miesiącach – zmniejszaniem się różnicy pomiędzy WIBOR i WIRON dla porównywalnych okresów. To efekt przyjętej metodologii. Z probablistyczności WIBORU wynika zmniejszanie się szacunku ryzyka związanego z możliwymi wzrostami referencyjnej stopy procentowej, co wpływa na jego relatywne obniżenie. Z kolei w WIRON widać coraz mocniej wpływ „historycznego” wzrostu tego wskaźnika z powodu wzrostów stopy referencyjnej w ostatnim okresie, co wpływa na jego wzrost.

Zatem różnica między WIRON i WIBOR może być inna niż wynika to z obecnych, wstępnych szacunków. Jeśli jednak utrzyma się na „niekorzyść” WIBORu konieczne będzie zastosowanie spreadu korygującego. Jego adekwatność będzie miała duże znaczenie dla uczestników rynku finansowego, po obu jego stronach czyli zarówno dla posiadaczy aktywów opartych na WIBOR, jak i ich emitentów. Jeśli tak się nie stanie, spread nie zostanie wprowadzony lub zostanie źle wyliczony – stracą banki i posiadacze obligacji, zyskają kredytobiorcy i emitenci. Jak jest to ważne świadczy skala agregatów, które mogą być objęte tym procesem. Na przykład wartość hipotek złotowych to obecnie ok. 400 mld zł, a łącznie aktywa bankowe wykorzystujące WIBOR to ok. 1 bln zł. Z kolei wartość obligacji skarbowych wykorzystujących WIBOR to ok. 340 mld zł. Skutki finansowe nieprecyzyjnej transformacji WIBOR na WIRON mogą iść w setki mln zł. Mogą one objąć niższe oprocentowanie obligacji, na czym straciliby ich posiadacze — w tym duzi inwestorzy zagraniczni (w przypadku papierów skarbowych) — a zyskaliby emitenci: rząd, firmy i samorządy. Dla Skarbu Państwa, jako wielkiego emitenta obligacji, stanowiłoby to narażenie się na spore ryzyko prawne, czyli pozwy posiadaczy tych papierów (to głównie polskie banki, ale też inwestorzy zagraniczni). W Narodowej Grupie Roboczej trwają prace nad rekomendacjami w sprawie konwersji wskaźników w istniejących umowach oraz dyskusje nad założeniami rozporządzenia MF. Sprawa jest bardzo skomplikowana i nie jest wykluczone, że dojdzie do opóźnienia w stosunku do tzw. mapy drogowej przyjętej we wrześniu 2022 r.

Autor: Mieczysław Groszek, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Obniżki stóp coraz pewniejsze

Ostatnie wypowiedzi prezesa NBP, członków RPP oraz ważnych polityków rządowych wyglądają, jakby oswajano nas z wizją obniżek stóp procentowych. Wygląda na to, że wreszcie rozpoczyna się proces jawnej komunikacji z rynkiem, nawet jeżeli jest to komunikacja „nie wprost”.

Kolejne głosy o obniżkach stóp procentowych

Szerszym echem odbiły się wczorajsze wypowiedzi pani Gabrieli Masłowskiej, członkini Rady Polityki Pieniężnej. Najważniejszym elementem była kwestia rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych. Wskazano dwa główne powody takiej decyzji. Jednym z nich jest korzystny antyinflacyjny wpływ umacniania się polskiej waluty, w rezultacie importowane dobra tanieją. Drugim jest spadek tempa wzrostu cen. Pod koniec roku ceny dla konsumentów powinny rosnąć wolniej niż o 10%. Pytanie, czy skoro ceny dalej rosną szybciej od stóp procentowych, to już jest moment na obniżki stóp procentowych. Część ekonomistów z pewnością wykazałoby się większą ostrożnością. Warto natomiast zwrócić uwagę, że element antyinflacyjny związany z umacnianiem waluty jest dość ryzykowny. Obniżki stóp powinny bowiem działać na osłabienie złotego. Z drugiej strony rok wyborczy ma swoje prawa, ale o tym nie wypada mówić głośno. Ważne, że RPP się komunikuje, a nie zaskakuje.

Dzień wolny a ropa

Wczoraj mieliśmy jednocześnie Dzień Pamięci w USA, Wiosenne Święto Bankowe w Wielkiej Brytanii oraz Zielone Świątki w Norwegii, Szwajcarii i na Węgrzech. Spowodowało to, że na rynkach potencjalnie powinno dziać się mniej. Tak, dobrze Państwo czytają, w Wielkiej Brytanii jest taki sztuczny dzień wolny od pracy, aby wyrównać ilość dni wolnych pracowników tamtejszego sektora finansowego z Europą kontynentalną. Poniedziałkowe świętowanie przebiegało jednak w tle rozmów amerykańskich Demokratów z Republikanami. Z tego też powodu większość wydarzeń z tego dnia stara się tłumaczyć wpływem tych rozmów. Tak też uzasadniany jest wczorajszy wzrost cen ropy naftowej. Biorąc jednak pod uwagę dzisiejszy spadek, od rana było to głównie możliwe dzięki płytszemu rynkowi. Mniejsza ilość inwestorów powodowała, że łatwiej było przesuwać cenę. W rezultacie powiązanie to staje się tym bardziej ryzykowne. Kolejne spotkanie OPEC mamy już w piątek, więc pewnie znów zobaczymy zwiększoną zmienność na tym rynku.

Lepsze dane z Japonii

W nocy poznaliśmy dane z japońskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła z 2,8% na 2,6%. Analitycy spodziewali się mniejszego spadku i pozostania stopy bezrobocia na poziomie 2,7%. Okolice marca-kwietnia to w ostatnich latach dołek w poziomie bezrobocia w Japonii. Tym bardziej nie powinny dziwić te wyniki. Z drugiej strony, w tym roku w marcu mieliśmy niespodziewany wyskok do 2,8%. Poprzedni raz wyższe bezrobocie w Japonii notowano w czerwcu 2021 roku. Po samej publikacji było widać umacnianie się japońskiego jena względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Skuteczne metody pozycjonowania stron dla osiągnięcia sukcesu

Pozycjonowanie stron w Google to proces, który pozwala na osiągnięcie wysokiej pozycji w wynikach wyszukiwania. Aby odnieść sukces w internecie, warto zainwestować w odpowiednie narzędzia i strategie pozycjonowania, takie jak optymalizacja treści, budowanie linków, analiza słów kluczowych i wiele innych. Ważne jest również, aby regularnie monitorować pozycje w wyszukiwarkach i dostosowywać strategię w razie potrzeby. Dzięki skutecznemu pozycjonowaniu strony, można zwiększyć ruch na stronie, zyskać większą widoczność w internecie i przyciągnąć nowych klientów.

Pozycjonowanie stron wyjaśnione: Kluczowe informacje dla nowicjuszy i ekspertów

Pozycjonowanie stron to proces optymalizacji witryny internetowej w celu poprawy jej pozycji w wynikach wyszukiwania. Dzięki temu użytkownicy mogą łatwiej znaleźć naszą stronę, a my zwiększamy jej widoczność w internecie. Optymalizacja polega na dostosowaniu strony do wymagań algorytmów wyszukiwarki, tak aby była ona bardziej atrakcyjna dla użytkowników i lepiej odpowiadała na ich potrzeby.

Pod lupą Google: Jak działają mechanizmy pozycjonowania w wyszukiwarce?

Google jest najpopularniejszą wyszukiwarką internetową na świecie, więc pozycjonowanie w Google jest kluczowe dla sukcesu w internecie. Algorytm Google jest bardzo skomplikowany i stale się zmienia, ale jego podstawowe cechy pozostają niezmienne. Google ocenia witryny pod kątem wielu czynników, takich jak treść, linki, tagi, szybkość ładowania, responsywność i wiele innych. Im lepiej dostosujemy naszą stronę do tych wymagań, tym wyższa będzie jej pozycja w wynikach wyszukiwania.

Sekrety osiągania wysokich pozycji w Google: Skuteczne strategie pozycjonowania stron

Pozycjonowanie stron w Google wymaga czasu i wysiłku, ale z odpowiednią strategią możemy osiągnąć sukces w internecie. Oto kilka podstawowych wskazówek:

  1. Wybierz odpowiednie słowa kluczowe – słowa kluczowe to frazy, które użytkownicy wpisują w wyszukiwarkę, aby znaleźć interesujące ich treści. Wybierz te, które najlepiej opisują Twoją stronę i są najczęściej wyszukiwane przez użytkowników.
  2. Optymalizuj treść – umieść słowa kluczowe w nagłówkach, opisach i treści strony. Pamiętaj, że treść powinna być wartościowa i atrakcyjna dla użytkowników.
  3. Buduj linki – linki to ważny czynnik pozycjonowania w Google. Buduj linki do swojej strony, ale pamiętaj, że powinny one pochodzić z wartościowych i wiarygodnych źródeł.
  4. Dbaj o szybkość ładowania – szybkość ładowania strony ma duże znaczenie dla użytkowników i dla Google. Upewnij się, że Twoja strona ładowanie się szybko i bez problemów.
  5. Bądź aktywny w mediach społecznościowych – aktywność w mediach społecznościowych może pomóc w pozycjonowaniu strony. Udostępniaj wartościowe treści i buduj relacje z użytkownikami.

Podsumowanie

Pozycjonowanie stron w Google to kluczowy element sukcesu w internecie. Dzięki odpowiedniej strategii możemy osiągnąć wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania i zwiększyć widoczność naszej strony. Pamiętajmy, że pozycjonowanie wymaga czasu i wysiłku, ale efekty mogą być bardzo satysfakcjonujące.

Z klimatem i możliwościami, czyli idealna integracja w firmie

Szef ponownie zlecił ci organizację corocznej wiosennej imprezy integracyjnej? Nie masz pomysłu ani też weny na pilnowanie tych wszystkich detali. Bez których przecież impreza będzie dla szefa zbyt nudna i sztampowa. W dodatku, znalezienie odpowiedniego miejsca. Z tym zawsze jest problem. 

Spokojnie. W tym roku, możesz odetchnąć z ulgą. Bo przecież żadne inne miejsce nie sprawdzi się lepiej jak “Let`s GoCook & SZKLARNIA”. Słyszałaś już o nich niejednokrotnie, jednak jakoś dotychczas nie było okazji poznać się bliżej z miejscem. Czas to zatem nadrobić. Zacznijmy od tego, że do końca przeczytasz artykuł a potem…a potem to już doskonale będziesz wiedział co robić. Do wyboru na Jutrzenki 76 masz kolejno następujące sale do wynajęcia: Szklarnie, Salę LOFT oraz Salę BOHO. Każda z tych przestrzeni charakteryzuje się wyjątkowym na swój sposób klimatem i możliwościami. 

idealna integracja w firmie

Szklarnia

Nowocześnie przeszklony obiekt z widokiem na taras oraz ogród. W ten sposób śmiało uda Wam się połączyć zwolenników przyjęcia w zamkniętej przestrzeni jak i plenerem. Nawet jeśli pogoda nie będzie akurat sprzyjała. Co zważając na tegoroczny kapryśny Maj jest niestety prawdopodobne. 

Sala LOFT 

Odwzorowanie lat 60 – tych, XX wieku. Prostota, bez zbędnych dodatków – zada szyku i elegancji podczas każdego rodzaju przyjęcia. Szef z pewnością doceni klasykę. Sala podzielona jest na mniejsze przestrzenie dzięki czemu masz okazję zorganizować różne opcje dla gości, podczas jednego wieczoru. 

Sala BOHO 

Ta przestrzeń idealnie sprawdzi do spotkań kameralnych, a jak wiemy integracja często dotyczy tylko jednego działu. Przestrzeń ta także jest podzielona na mniejsze salę. Masz wówczas możliwość na przykład oddzielenia strefy gastronomicznej od tej, która ma być strefą rozrywkową, przyda się także oczywiście przestrzeń do swobodnego small talk. To wszystko może się uda na tych 125 metrach. 

Catering 

Widzisz? Nie masz czego się obawiać, miejsce już masz wybrane. Zastanawiasz się teraz zapewne co z cateringiem. Zapomnieliśmy wspomnieć, że działamy kompleksowo. Dlatego i z menu nie będzie problemu. 

Warto byś przedstawił nam oczekiwania szefostwa oraz własne, dotychczasowe spostrzeżenia, odnośnie swoich współpracowników. Dzięki temu nasz event manager wraz z wybitnym szefem kuchni przygotuje propozycję menu indywidualnie dopasowaną do Twojego eventu. 

Nasze top of the top to oczywiście wszelkiego rodzaju food fingers, dostosowane tematycznie, sałatki, odpowiednie szczególnie w porze wiosenno – letniej oraz sandwiche z amerykańskiego snu. 

Alkoholowe atrakcje i nie tylko 

Oczywiście, integracja nie może się obejść bez trunków wyskokowych. Alternatywą która uważamy sprawdzi się na każdym przyjęciu jest mini bar wraz z profesjonalnym barmanem. Każdy będzie miał okazję skosztować kolorowego drinka, przygotowanego w odpowiednich proporcjach. Nie wspominając o show podczas jego wykonywania

Oprócz show barmana, proponujemy fotobudkę, dzięki której wykonujecie sobie pamiątkowe zdjęcia oraz bezowe show naszego szefa kuchni w rytm muzyki z viralowych już “Piratów z Karaibów”. Jesteśmy także otwarci na propozycję z Waszej strony. Dlatego już dziś podejmij tę “rękawicę” i umów się z nami na bezpłatną konsultację. 

Artykuł sponsorowany: Akademia Kulinarna GoCook.pl – https://gocook.pl

Kluczem do fake newsów jest wiarygodność

Komentarz dr. Piotra Zegadły, eksperta w obszarze rynków finansowych z Akademii Leona Koźmińskiego:

Fałszywe informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej nie są problemem nowym. Jednak obecna technologia umożliwia generowanie wysokiej jakości fałszywych zdjęć i filmów (tzw. deepfake’ów), które mogą być wiarygodne dla przeciętnego odbiorcy. Ostatni przypadek zdjęcia wybuchu obok budynku Pentagonu zamieszczonego na zweryfikowanym koncie Twittera pozornie związanym z Bloomberg News pokazuje, że deepfake może mieć szersze konsekwencje, chociażby rynkowe.

Kluczowe dla uwiarygodnienia tego typu fałszerstw wydaje się natomiast nie tylko jakość techniczna filmu czy zdjęcia, ale jego rozpowszechnianie przez wiarygodne źródła. To właśnie kontrola źródeł tego typu materiałów może okazać się najważniejsza dla walki z deepfake’ami.

Na szczęście rozwój technologii nie tylko ułatwia życie twórcom deepfake’ów, ale też m.in. umożliwia błyskawiczne zidentyfikowanie miejsca pochodzenia danego materiału w internecie. Jeśli częściej będą pojawiać się fałszywe informacje obliczone na wywarcie wpływu na rynki finansowe, to prawdopodobnie sami inwestorzy, szczególnie korporacyjni, opracują nowe metody ich wykrywania w celu osiągnięcia przewagi informacyjnej nad innymi uczestnikami rynku.

Fit for 55 – miliardy potrzebne na transformację ciepłownictwa

Realizacja wymagań Pakietu Fit for 55 w polskim ciepłownictwie to koszt od 276 mld zł do nawet 418 mld zł. Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych zaprezentowało raport, w którym oceniono wpływ rozstrzygnięć unijnego pakietu Fit for 55 na polską branżę ciepłowniczą. Analizę przedstawiono w trakcie IV Kongresu Kogeneracji, który w dniach 29-31 maja odbywa się w Kazimierzu Dolnym.

Autorzy raportu wskazali, że głównym zadaniem sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce jest niezmiennie troska o bezpieczeństwo dostaw ciepła i energii elektrycznej dla mieszkańców Polski. Jest to kluczowe uwarunkowanie, które powinno determinować wszelkie procesy inwestycyjne realizowane w branży energetycznej. W opinii ekspertów Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych nabrało ono szczególnego znaczenia w związku z globalnymi skutkami wojny w Ukrainie, a także z koniecznością prowadzenia inwestycji zmierzających do wypełnienia ambitnych celów unijnej polityki klimatyczno-energetycznej, prowadzących do osiągnięcia neutralności emisyjnej w roku 2050.

W raporcie, który przygotowali eksperci PTEZ, dokonano oceny wpływu kluczowych regulacji uzgodnionych w ramach pakietu Fit for 55 na transformację sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce, wskazując na koszty tego procesu w skali całej branży, a także możliwe do zastosowania scenariusze i warianty technologiczne dla systemów ciepłowniczych różnej wielkości. Jest to pierwsza tego typu analiza dokonana w oparciu o niemal finalny kształt tych rozstrzygnięć, która stanowi istotny wkład w kontynuację dyskusji na temat transformacji energetycznej Polski.

Proces legislacyjny w Unii Europejskiej dotyczący pakietu Fit for 55 jest już na ostatniej prostej, ale kolejnym wyzwaniem dla skutecznej realizacji celów dekarbonizacyjnych będzie wdrożenie przepisów najważniejszych dyrektyw do prawa krajowego. Z tego powodu, w raporcie zawarto również proponowane kierunki implementacji wybranych regulacji do legislacji krajowej.

– Przez ostatnie dwa lata na forum unijnym trwały intensywne prace nad pakietem Fit for 55, w których dużą uwagę przywiązano do m.in. obszaru dekarbonizacji ciepłownictwa systemowego. Z perspektywy branży, każdy przepis warunkujący możliwość zastosowania danej technologii czy paliwa ma ogromny wpływ na całość procesówpodkreślił w trakcie prezentacji raportu Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych i PGE Polskiej Grupy Energetycznej.Dlatego Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych było zaangażowane w konsultacje towarzyszące pracom nad pakietem Fit for 55. Dzięki staraniom administracji, polskich europosłów oraz całego sektora, w tym wytwórców zrzeszonych w PTEZ, finalnie uzgodniono rozwiązania legislacyjne, które zdecydowanie lepiej odzwierciedlają polską specyfikę ciepłownictwa systemowego w porównaniu do propozycji z lipca i grudnia 2021 roku. Analizy przeprowadzone przez PTEZ wykazały, że gdyby nie te działania, sumaryczne koszty transformacji infrastruktury wytwórczej byłyby wyższe o ok. 70 mld złotych, czyli blisko o 40%.

Jak wyliczyli eksperci PTEZ, sprostanie wymaganiom unijnego pakietu Fit for 55 będzie wymagało, w przypadku Polski, w zależności od scenariusza poniesienia nakładów na poziomie:

  • od 94 mld zł do 178 mld zł – na infrastrukturę wytwórczą,
  • od 76 mld zł do 100 mld zł – na infrastrukturę przesyłową i dystrybucyjną,
  • od 106 mld zł do 140 mld zł – na modernizację instalacji odbiorczych,
  • czyli łącznie – od 276 mld zł do 418 mld zł na dekarbonizację sektora ciepłownictwa systemowego.

– W ostatnich latach w sektorze ciepłownictwa systemowego w Polsce zapoczątkowane zostały intensywne procesy inwestycyjne. Wraz z dążeniem do zmniejszenia emisyjności wytwarzania ciepła, podejmowane są prace na rzecz budowy systemów hybrydowych, w których centralne jednostki wytwórcze będą uzupełniane przez odnawialne źródła wytwarzania ciepła. Zgodnie z celem polityki klimatyczno-energetycznej, w roku 2050 systemy ciepłownicze osiągną neutralność klimatycznązaznacza Prezes Wojciech Dąbrowski. – W raporcie przygotowanym przez PTEZ podjęto próbę określenia kosztów dekarbonizacji sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce w oparciu o osiągnięte rozstrzygnięcia oraz wskazano kluczowe technologie, które umożliwią proces transformacji.

W raporcie dla każdego rynku ciepła zaproponowano po cztery warianty kombinacji technologicznych, które pozwalają na spełnienie przez dany system ciepłowniczy kryterium efektywnego systemu ciepłowniczego w kolejnych przedziałach czasowych, zgodnie z rozstrzygnięciami zawartymi w dyrektywie EED. Eksperci PTEZ wskazują, że aby możliwe było osiągnięcie celu neutralności klimatycznej, niezbędna będzie budowa nowych źródeł wytwórczych, wykorzystujących odnawialne źródła energii.

 

– Kluczowym aspektem procesu transformacji jest jej finansowanie. W tym zakresie, poza dostępnością środków na ten cel, niezbędne jest także zapewnienie mieszkańcom Polski  cen ciepła i energii elektrycznej po akceptowalnej cenie wskazuje Prezes Dąbrowski. – Aby tak się stało, konieczne jest zwiększenie maksymalnego poziomu pomocy publicznej, określonego w zmienionych w marcu 2023 r. na niekorzyść, przepisach unijnych, z poziomu 30-45% kosztów kwalifikowanych obecnie, do co najmniej 60%.

Zdaniem autorów analizy procedowane w ramach pakietu Fit for 55 regulacje, wynikające z celów polityki klimatyczno-energetycznej UE, będą miały wpływ na długoterminowe perspektywy rozwoju systemów ciepłowniczych.

– Rynek ciepła systemowego w Polsce jest największym w UE, co wynika w głównej mierze z uwarunkowań klimatycznych w korelacji z dużą gęstością zabudowy w miastach i wysokim wskaźnikiem urbanizacji. Jednym ze wskaźników określających rozmiar i potencjał sieci ciepłowniczych jest ilość ciepła sprzedawanego do tych klientów. Polska jest w tym zestawieniu niezaprzeczalnym liderem. Wolumen sprzedanego ciepła do odbiorców ciepła sieciowego w Polsce jest prawie pięciokrotnie wyższy od sprzedaży w Niemczech oraz dwukrotnie większy niż w Danii. To kraje, które charakteryzują się również bardzo rozbudowanymi systemami ciepłowniczymizaznaczyła Dorota Jeziorowska, dyrektor PTEZ.

Kurs EUR/USD poniżej 1,07 USD

Z powodu obchodów w USA „Memorial Day” upamiętniającego obywateli USA, którzy zginęli w trakcie odbywania służby wojskowej, amerykańskie rynki były wczoraj zamknięte. Jutro odbędzie się w Kongresie głosowanie nad osiągniętym porozumieniem w sprawie limitu zadłużenia rządu federalnego Stanów Zjednoczonych. Limit maksymalnego zadłużenia ma zostać zawieszony do stycznia 2025, a potem podniesiony o wielkość długu nagromadzonego do tego czasu. Kontrakty na S&P 500, które – spodziewając się zawarcia porozumienia – wzrosły w piątek do najwyższego poziomu od 9 miesięcy, dziś rano notowały minimalne zmiany (-0,02 proc. ok. godz. 9:20).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii brak było dziś jakiejś dominującej tendencji. Japoński Nikkei, który wczoraj zaliczył na chwilę swój najwyższy od 1990 roku poziom, rósł dziś o 0,3 proc., ale pozostawał poniżej swoich wczorajszych maksimów. Na drugim biegunie był Hang Seng, który osiągnął dziś swój najniższy poziom od pół roku.

W Europie początek wtorkowej sesji również nie przyniósł jakichś rozstrzygających wydarzeń (DAX -+0,28 proc., CAC 40 -0,46 proc. ok. godz. 9:45). Najwyższy poziom od ponad roku osiągnął dziś węgierski BUX.

Na GPW WIG-20 spadał dziś ok. godz. 10:00 o 0,69 proc. Wśród składników sWIG-u 80 o ponad 13 proc. drożały dziś akcje Pekabex-u osiągając najwyższy poziom od ponad roku. Spółka podała wczoraj swoje wyniki za I kw. br. Swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś również ceny akcji spółek Decora, Vercom, Asseco Business Solutions Wawel i Boryszew.

Trzeci dzień z rzędu spadała dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych, która w minionym tygodniu na fali obaw co do możliwości osiągnięci w USA porozumienia w sprawie limitu długu federalnego osiągnęła najwyższy poziom od marca. Rentowność 10-latek polskiego rządu, która w piątek zbliżała się do poziomu 6,2 proc. dziś rano wynosił 6,015 proc. i była najniżej od tygodnia.

Dziś rano spadający od pierwszego tygodnia maja kurs EUR/USD znalazł się poniżej poziomu 1,07 USD. To najniższy poziom kursu od marca br. Notowania USD/JPY, które ostatnio osiągnęły najwyższy poziom od pół roku, utrzymywały się powyżej poziomu 140 JPY. Kurs amerykańskiego dolara względem norweskiej korony kontynuuje swoją rozpoczętą w kwietniu 2021 hossę. Kurs USD/NOK osiągnął dziś swój najwyższy poziom od marca 2020.

Złoty notował dziś rano niewielkie zmiany (EUR/PLN –0,09 proc., USD/PLN +0,19 proc. ok. godz. 9:45).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara próbował wczoraj zaatakować poziom 28000 USD, ale na razie ten szturm został odparty i dziś rano kurs BTC/USD wynosił ok. godz. 27765 USD (+0,33 proc.).

W poniedziałek „tradycyjnie” swe nowe 2-letnie minima zaliczyły ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii i Holandii. Najtańsze od czerwca 2021 były również kontrakty na węgiel kamienny notowane w Rotterdamie. Kurs notowanych na NYMEX-ie kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub), który ponad tydzień temu osiągnął najwyższy poziom od ponad 2 miesięcy, w ciągu minionego ponad tygodnia stracił prawie 10 proc. Dziś rano ok. godz. 9:05 cen była stabilna (-0,17 proc.). Ceny kontraktów na ropę naftową lekko dziś rano spadały (WTI -0,7 proc., Brent -0,49 proc. ok. godz. 9:05). Taniała dziś rano miedź (-0,69 proc. ok. godz. 9:05) oraz złoto (-0,26 proc.) i srebro (-0,55 proc.). Lekko zwyżkowały natomiast platyna (+0,21 proc.) i pallad (+1,24 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Polska czwartym krajem w Europie, w którym najtrudniej prowadzić biznes

Polska po raz trzeci z rzędu znalazła się na czwartym miejscu w Europie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu, wynika z tegorocznego raportu opracowanego przez TMF Group. W skali globu nasz kraj zajmuje 12. miejsce. Najtrudniej na świecie prowadzi się biznes we Francji. W raporcie wskazano również trzy kluczowe zagadnienia, które mają kształtować globalny krajobraz biznesowy i środowisko regulacyjne w najbliższej przyszłości.

Autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2023 wzięli pod lupę 78 jurysdykcji, na które przypada 92 proc. światowego PKB i 95 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto. Porównali 292 corocznie monitorowanych wskaźników dotyczących kluczowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku.

Polska po raz trzeci z rzędu znalazła się w grupie czterech państw, w których najtrudniej prowadzić biznes w Europie. Na Starym Kontynencie warunki trudniejsze do prowadzenia firmy niż nad Wisłą mają przedsiębiorcy we Francji, Grecji i we Włoszech, krajach które również utrzymały swoje niechlubne pozycje w stosunku do zeszłorocznego zestawienia.

Francja zdobyła jednocześnie tytuł kraju, w którym najtrudniej na świecie prowadzić biznes. Zastąpiła na tej pozycji Brazylię, która spadła na trzecie miejsce, a która była „liderem” zestawienia przez ostanie dwa lata. Drugim najtrudniejszym w skali globu krajem do prowadzenia biznesu jest Grecja.

W globalnym zestawieniu Polska zajęła 12. miejsce, a z czołowej dziesiątki krajów na świecie w których najtrudniej prowadzić biznes, a w której nasz kraj zajmował ostatnie miejsce przez dwa ubiegłe lata, wypchnęła nas Argentyna.

Wśród największych przeszkód Polski na drodze do bycia krajem przyjaznym dla biznesu eksperci TMF Group wskazują złożone standardy raportowania, wysokie koszty, które firmy muszą ponosić na dostosowywanie się do zmian przepisów wprowadzanych często w zbyt krótkim dla biznesu czasie oraz duże wymagania formalno – prawne względem inwestorów w porównaniu z innymi krajami.

– Polskie przepisy księgowo – podatkowe należą do najbardziej złożonych. Stwierdziliśmy to na bazie porównania aż 128 kryteriów. Dodatkowym wyzwaniem dla inwestorów jest fakt, że często wprowadzane są w krótkim czasie. Dla dużych organizacji tak szybkie dostosowywanie się do tak dynamicznie zmieniających się regulacji jest po prostu niebywale trudne, a w konsekwencji kosztochłonne. Inwestorzy działający na wielu rynkach, w tym na tych najbardziej przyjaznych dla biznesu przyzwyczajeni są do skupiania większości energii na swojej podstawowej działalności, zamiast na odnajdywaniu się w zawiłościach przepisów. – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

Istotnym wyzwaniem dla myślących o prowadzeniu działalności w Polsce są również skomplikowane przepisy kadrowo – płacowe.

Dlatego warto aby każda firma korzystała z oprogramowania na bieżąco dostosowywanego do szybko zmieniających się przepisów prawa np. Comarch ERP Optima. Więcej informacji można znaleźć na stronie https://optima-demo.com.pl/

– Analizując przepisy związane z zatrudnianiem pracowników braliśmy pod uwagę w każdym z krajów aż 115 wskaźników. Niestety wypadamy w tym zestawieniu znacznie gorzej niż nasi sąsiedzi i większość krajów na wszystkich kontynentach. Dla inwestora, który planuje zatrudnić kilka tysięcy pracowników to problem, który może prowadzić do zmiany decyzji o lokalizacji swojej inwestycji. – dodaje Joanna Romańczuk.

Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Dania, Curaçao (terytorium zależne Holandii), Holandia i Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej).  W czołowej dziesiątce jurysdykcji, w których najłatwiej prowadzi się biznes znalazły się również Brytyjskie Wyspy Dziewicze (brytyjskie terytorium zamorskie w Ameryce Środkowej), Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Jersey (terytorium zależne Wielkiej Brytanii) i Malta. Po raz pierwszy od wielu lat w tym gronie zabrakło Stanów Zjednoczonych, które uplasowały się tuż za czołową dziesiątką. Ich atrakcyjność dla biznesu, jak podkreślają autorzy raportu, pozostaje stale bardzo wysoka, a w czołówce pojawiły się nowe państwa, takie jak Holandia, Wielka Brytania czy Malta.

Na czele najmniej przyjaznych do prowadzenia biznesu państw w skali globu znalazły się odpowiednio Francja, Grecja, Brazylia, Meksyk, Kolumbia, Turcja, Peru, Włochy, Boliwia i Argentyna. Dwunastą Polskę oddziela od tej grupy jeszcze Indonezja.

– Przykład Danii od lat będącej w światowej czołówce krajów najbardziej przyjaznych dla biznesu czy Holandii, Wielkiej Brytanii i Malty, które do niej awansowały w tym roku pokazuje, że w Europie możemy być bardzo przyjaźni dla biznesu konkurując w tym zakresie nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Byłoby dobrze, żeby Polska w następnych latach dołączyła do grona liderów w tym zakresie – podsumowuje Joanna Romańczuk.

Oprócz analizy warunków prowadzenia biznesu w 78 jurysdykcjach, autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2023 Raport identyfikują również kluczowe tematy kształtujące globalny krajobraz biznesowy i otoczenie regulacyjne w niedalekiej przyszłości.

Zawirowania geopolityczne i gospodarcze

Badanie pokazuje, że od 2020 r. zaufanie do stabilności gospodarczej jurysdykcji w perspektywie pięcioletniej spada. Zaufanie do stabilności politycznej, geopolitycznej i społecznej pozostało jednak w większości stabilne. Jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na świecie, takie jak pandemia Covid-19, wojna na Ukrainie i bezprecedensowe stopy inflacji na całym świecie.

Od początku wojny na Ukrainie jurysdykcje obserwują zakłócenia w łańcuchach dostaw i wzrost cen energii, a także bariery w handlu międzynarodowym. Sprawia to, że prowadzenie działalności gospodarczej staje się trudniejsze, szczególnie w wymiarze transgranicznym. Wiele jurysdykcji, które były zależne od Rosji i Ukrainy w zakresie eksportu zbóż i ropy naftowej, zostało poważnie dotkniętych, co zwiększyło inflację, pokazując, że skutki wojny są globalne, a nie ograniczone do Europy.

Pomimo stabilnych oczekiwań politycznych, geopolitycznych i społecznych, istnieje poczucie, że firmy mogą być mniej otwarte na globalną ekspansję niż w poprzednich latach. W 2020 roku 74 proc. jurysdykcji twierdziło, że w perspektywie pięcioletniej firmy zakładały, że te jurysdykcje będą bardziej przyjazne dla biznesu. W 2023 r. odsetek ten spadł do 65 proc., co sugeruje, że optymizm nieco osłabł, a inwestorzy mogą przyjąć bardziej ostrożne podejście w nadchodzących latach.

Kolejnym niepokojącym wskaźnikiem jest rosnąca inflacja, która wpływa m.in. na wzrost cen podstawowych produktów. W konsekwencji pracownicy oczekują podwyżek wynagrodzeń lub szukają lepszych możliwości gdzie indziej. 60 proc. jurysdykcji sygnalizuje, że inflacja wpłynęła na odejścia pracowników z firm. Jest to często połączone z niedoborem umiejętności nowych pracowników, co stanowi wyzwanie dla firm w zakresie rekrutacji i utrzymania pracowników. „Wielka rezygnacja” wywiera presję na organizacje, aby pozostały elastyczne i konkurencyjne. Dotyczy to w szczególności regionu EMEA, gdzie prawie wszystkie (98 proc.) badane jurysdykcje odnotowują ten trend.

Globalne wyzwania w zakresie zgodności

Wymogi w zakresie zgodności, takie jak zgłaszanie ostatecznych beneficjentów rzeczywistych (UBO) i osób sprawujących znaczącą kontrolę (PSC), stanowiły w ostatnich latach kluczową część procesów zgodności w lokalizacjach na całym świecie. Przepisy takie jak „poznaj swojego klienta” (KYC) i przeciwdziałanie praniu pieniędzy (AML) zostały przyjęte przez co najmniej niektóre branże we wszystkich jurysdykcjach.

W wyniku napięć geopolitycznych jurysdykcje obserwują zaostrzenie globalnych przepisów dotyczących zgodności, takich jak KYC i raportowanie UBO. 43 proc. respondentów spodziewa się, że w ciągu najbliższego roku firmy będą zobowiązane do dalszego raportowania zgodności z przepisami. Będzie to oznaczać, że firmy nie tylko będą musiały sprostać większym wymaganiom w zakresie sprawozdawczości, ale także dokonać zmian w tempie szybszym niż dotychczas.

Ze względu na tę presję i zwiększoną złożoność, prawie połowa (48 proc.) jurysdykcji twierdzi, że przynajmniej niektóre firmy ponownie przemyślą swoje cele ekspansji. Pokazuje to prawdziwy wpływ, jaki mogą mieć globalne przepisy dotyczące zgodności i sprawozdawczości, ograniczając atrakcyjność jurysdykcji i zachęcając firmy do szukania innych lokalizacji.

Globalne wyzwania w zakresie zgodności mogą zwiększać złożoność przepisów, ale też zwiększać atrakcyjność jurysdykcji, szczególnie dla klientów private wealth i family office (PWFO), którzy szukają bezpieczeństwa i ochrony. Na przykład w Singapurze silne i stabilne ramy regulacyjne oraz stabilność polityczna są kluczowymi czynnikami przyciągającymi inwestycje zagraniczne. Singapur oferuje również atrakcyjne systemy zachęt podatkowych, które przemawiają do zamożnych osób fizycznych.

Kwestie środowiskowe, społeczne i związane z zarządzaniem (ESG)

Kryteria ESG są coraz bardziej widoczne, a firmy muszą obecnie przestrzegać co najmniej jednego wymogu w większości jurysdykcji, przy czym na pierwszy plan wysuwa się różnorodność. Połowa jurysdykcji (51 proc.) wymaga od spółek przestrzegania przepisów dotyczących różnorodności, a ponad jedna czwarta (27 proc.) wymaga od spółek raportowania w tym zakresie.

Prawie połowa (49 proc.) jurysdykcji wymaga od wszystkich firm przedkładania organom rządowym raportów dotyczących danych demograficznych pracowników, co z roku na rok stale rośnie (28 proc. w 2020 r., 41 proc. w 2021 r., 47 proc. w 2022 r.). W Ameryce Południowej 80 proc. jurysdykcji wymaga od wszystkich firm raportowania danych demograficznych pracowników. W drugim pod tym względem regionie APAC jest to 64 proc.

Ponieważ wymogi dotyczące raportowania ESG prawdopodobnie wzrosną, nie tylko w przypadku spółek publicznych i notowanych na giełdzie, istnieje presja na sprawne poruszanie się po nowych i przyszłych przepisach. Wiąże się to z kosztami administracyjnymi i kosztami pracowniczymi, które mają wpływ na duże i notowane na giełdzie spółki w wielu lokalizacjach.

Ponieważ znaczenie ESG stale rośnie, spółki będą musiały sprostać nowym wymogom wykraczającym poza zwykłe odhaczanie pól na liście realizowanych działań w tym zakresie i zobowiązać się do raportowania wskaźników ESG. Biorąc jednak pod uwagę, że wymogi ESG w wielu jurysdykcjach są jeszcze precyzowane, wpływ i przyszłość raportowania ESG pozostają niejasne.

FPP – program pomocowy dla polskich rolników

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) rekomenduje utworzenie programu pomocowego dla przedsiębiorstw prowadzących skup i osuszanie ziarna kukurydzy od polskich rolników. Od końca 2022 r. na polski rynek napłynęła znaczna ilość suchego ziarna z Ukrainy, co spowodowało brak możliwości sprzedaży polskiego ziarna – szczególnie tego przechowywanego w rękawach. Obecnie cena suchego ziarna kukurydzy to ok. 800 zł za tonę netto. Z tych powodów firmy skupujące mokrą kukurydzę zalegają 100-150 mln zł płatności na rzecz polskich rolników.

Kryteria programu powinny być następujące:

  • środek pomocowy: rekompensata do wysuszonego ziarna kukurydzy ok. 350 zł./t. (wg. obecnych notowań)[1], które musiało być przechowywane ze względu na brak możliwości szybkiego zbycia (czyli ziarna nabytego po wyższych cenach)
  • beneficjenci: przedsiębiorstwa skupujące i osuszające ziarno kukurydzy (tzn. polskie ziarno i z wyłączeniem pośredników handlowych)
  • czas obowiązywania: do rozwiązania problemu z nadwyżką kukurydzy na rynku krajowym
  • szacowana suma programu: ok. 350-500 mln. zł (ok. 80-110 mln euro)

„Zanim ziarno kukurydzy trafi do odbiorców musi być osuszone. Skupem i osuszaniem zajmują się głównie polskie firmy rodzinne. Zakłady osuszania skupują ziarno lokalnie, z gospodarstw w promieniu do 100 km. Uprawą kukurydzy zajmuje się ok. 200 tys. rolników. Zbiory kukurydzy odbywają się od września do nawet końca stycznia. Firmy skupujące kukurydzę sprzedają suche ziarno przez cały rok. Natomiast suszenie mokrej kukurydzy trwa nawet do czerwca. Ważną funkcją większych zakładów jest przechowywanie ziarna przez wiele miesięcy. Teraz w magazynach przechowywane jest ziarno z ubiegłorocznych zbiorów. Ze sprzedaży osuszonego ziarna przedsiębiorstwa finansują skup ziarna z kolejnych zbiorów. Dlatego obecna sytuacja może doprowadzić do bankructw polskich przedsiębiorców i rolników, a w dalszej kolejności do przejęcia polskich firm rodzinnych przez inwestorów zagranicznych. Wdrożenie programu naprawczego jest niezbędne natychmiast” – podkreśla Teresa Hernik, ekspert ds. społecznych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

W 2022 r. cena skupu ziarna kukurydzy mokrej od rolnika wynosiła ok. 1000 zł./tonę netto.[2] Uwzględniając zmniejszenie masy ziarna po osuszeniu (20%) i m.in. koszty osuszania/energii (ok. 100 zł./t.), na zrównoważonym rynku cena suchego ziarna wyniosłaby ok. 1350 zł./t.

Niekontrolowany napływ suchej kukurydzy z Ukrainy i obniżka cen skutkuje i będzie skutkować:

  • brakiem możliwości sprzedaż suchego polskiego ziarna kukurydzy
  • generowaniem strat na sprzedaży suchego ziarna kukurydzy (500zł na tonę )
  • brakiem środków u polskich firm na skup kukurydzy i zbóż ze zbiorów 2023 r.
  • stratami znacznej części polskich rolników, którzy nie już nie mogą sprzedać zbiorów (część zakładów już wstrzymała skup)

[2] We wrześniu 2022 r. cena skupu wynosiła 1400 zł./t., co oznacza spadek ceny o 40%, przy wysokiej inflacji.

Cyfryzacja biznesu w Polsce: na poprawę musimy jeszcze poczekać

Większość firm w Polsce zamierza utrzymać na niezmienionym poziomie wydatki (78%) i liczbę pracowników (92%) potrzebnych do realizacji zadań związanych z procesem digitalizacji. Blisko 8 na 10 firm nie posiada formalnego dokumentu dotyczącego strategii transformacji cyfrowej. O 5 p.p. względem poprzedniego roku do 68% wzrósł odsetek firm deklarujących korzystanie z technologii chmurowych. W tegorocznej edycji badania KPMG, przeprowadzonego w partnerstwie z Microsoft wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu zmalał względem poprzedniego roku z 4,8 do 4,4 pkt w dziesięciostopniowej skali. W ujęciu branżowym pozytywnie wyróżnia się branża finansowa, sektor TMT i life sciences. W obszarze strategii cyfrowej przed firmami w Polsce jest dużo do zrobienia. Aż 29% ankietowanych firm w Polsce nie przeznacza wydatków na transformację cyfrową, a 71% nie oddelegowuje pracowników do zadań z nią związanych.

Chociaż poziom cyfryzacji w Polsce stale się podnosi, to proces ten przebiega znacznie wolniej, niż w większości krajów Unii Europejskiej. Polska wciąż odnotowuje straty w stosunku do innych gospodarek wysoko rozwiniętych. Osiągnięty w 2022 roku w rankingu DESI (Digital Economy and Society Index) wynik 40,5 pkt stanowi niespełna 77% średniej unijnej. W 2022 roku Polska zajęła po raz kolejny 24. miejsce wyprzedając jedynie Grecję, Bułgarię i Rumunię.

Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wynosi 4,4 pkt

Powodzenie procesu transformacji firm zależy od zapewnienia odpowiedniego poziomu czterech obszarów: strategii cyfryzacji, implementacji technologii, cyberbezpieczeństwa i ryzyka oraz potencjału do transformacji. Wskaźnik główny Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu dla firm prowadzących działalność w Polsce wynosi w 2023 roku 4,4 pkt na maksymalnie 10 pkt. Oznacza to spadek z 4,8 pkt rok wcześniej. Mniej firm niż w ubiegłorocznym badaniu deklaruje, że będzie zwiększać inwestycje i zatrudnienie w dziedzinie transformacji cyfrowej. Zmalała również o 0,3 pkt ocena potencjału do transformacji przedsiębiorstw – badane firmy osiągnęły wynik 5,2 pkt. Jest to spowodowane obawami przedstawicieli firm co do gotowości pracowników na nadchodzącą transformację cyfrową. Obszar implementacji technologii odnotował największy spadek ze wszystkich sekcji z 5,3 pkt w 2022 roku do 4,8 pkt w tegorocznej edycji. Wynika to z faktu zmienionych priorytetów w firmach, które powodują, że plany rozwoju technologii cyfrowych w poszczególnych obszarach działania przedsiębiorstw zostają odsunięte w czasie. Z kolei obszar cyberbezpieczeństwa i ryzyka otrzymał w tym roku notę 4,4 pkt – o 0,2 pkt niższą niż rok temu. Niewiele przedsiębiorstw planuje zwiększać wydatki na ten obszar transformacji cyfrowej. Oprócz ogólnie zmniejszonych inwestycji może to wynikać też z tego, że większość firm dość wysoko ocenia swoją gotowość do ochrony przed cyberatakami.

Analizując wskaźnik Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu w poszczególnych sektorach pozytywnie wyróżnia się branża finansowa, sektor TMT (technologia, media i komunikacja) oraz life sciences. To jedyne branże, które osiągnęły wyniki powyżej 5 w skali ocen 1 do 10. Natomiast najgorzej wypada branża motoryzacyjna, transport oraz branża dóbr konsumpcyjnych.

Co zastanawiające firmy małe i średnie w tym roku wypadły lepiej niż firmy duże. Mniejsze firmy przykładają większą uwagę do strategii cyfryzacji, lepiej realizują jej potencjał oraz skuteczniej implementują technologie cyfrowe. To bardzo zastanawiające i zadaje kłam często lansowanej tezie, że na transformację cyfrową stać tylko największe firmy. Można zaryzykować stwierdzenie, że mali i średni przedsiębiorcy są w chwili obecnej bardziej świadomi znaczenia technologii cyfrowych i są gotowi do bardziej zdecydowanych działań mimo niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego i zawirowań geopolitycznych – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Tylko 14% polskich firm planuje zwiększyć wydatki przeznaczone na realizację transformacji cyfrowej

W porównaniu z poprzednią edycją badania, w tym roku zmalał odsetek firm deklarujących zwiększenie wydatków na realizację cyfrowej transformacji. Obecnie zaledwie 14% firm w Polsce chce zwiększyć finansowanie transformacji cyfrowej – co oznacza spadek aż o 7 p.p. względem 2022 roku. Ponad trzy czwarte respondentów planuje utrzymać poziom obecnych wydatków w tym obszarze. Jeszcze większą stagnację można zaobserwować w obszarze zatrudnienia związanego z realizacją procesu digitalizacji. Aż 92% firm biorących udział w badaniu KPMG zamierza utrzymać na niezmienionym poziomie zatrudnienie pracowników oddelegowanych do realizacji transformacji w ciągu najbliższego roku.

Bez zmian w stosunku do ubiegłorocznej edycji Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu pozostał odsetek firm posiadających formalny dokument dotyczący strategii transformacji cyfrowej – wynosi on 21%. Zaledwie 5% z nich planuje taką strategię stworzyć w ciągu najbliższego roku – co oznacza spadek o 4 p.p. względem ubiegłorocznej edycji badania.

Nikt nie ma wątpliwości, że cyfryzacja jest kluczowym elementem zapewnienia odporności polskich przedsiębiorstw, a w efekcie całej gospodarki. To właśnie digitalizacja procesów i tworzenie nowych modeli działania opartych na chmurze sprawiły, że firmy utrzymały swoje pozycje konkurencyjne i tworzyły nowe strumienie przychodów. Niepokojące jest, że ponad trzy czwarte organizacji uczestniczących w badaniu nie posiada formalnego dokumentu dotyczącego strategii transformacji cyfrowej, a jedynie 5 proc. planuje ich stworzenie w kolejnym roku – mówi Piotr Grzywacz, Dyrektor kanału partnerskiego Microsoft w Polsce.

Firmy w Polsce polubiły chmurę – już 68% firm deklaruje jej wdrożenie

Technologią przodującą w polskich firmach w zeszłorocznej edycji badania były rozwiązania chmurowe – ich wykorzystywanie deklarowało wówczas 63% respondentów. Obecnie odsetek firm korzystających z usług chmurowych wzrósł o 5 p.p. do 68%. Najczęściej korzystają z chmury firmy z branży motoryzacyjnej (88%) i sektora ICT (85%).

W ciągu najbliższych trzech lat aż 85% osób odpowiadających za transformację cyfrową w firmach jako model dominujący wskazało chmurę prywatną. Spośród nich 53% ankietowanych będzie stawiać na wykorzystanie własnych serwerów w lokalnej infrastrukturze, a 32% chce korzystać z serwerów zewnętrznych. 15% respondentów deklaruje, że w przeważającej mierze w ciągu kolejnych 3 lat będą przetwarzać dane w chmurze publicznej.

Przechowywanie danych w chmurze niestety często kojarzone z większym niebezpieczeństwem niż magazynowanie ich na lokalnych serwerach. Najczęściej wskazywanym przez przedstawicieli biznesu zagrożeniem jest obawa o bezpieczeństwo informacji – wyraża ją ponad dwie trzecie respondentów.

Z roku na rok obserwujemy wzrost adopcji rozwiązań chmurowych. Odsetek firm korzystających z rozwiązań chmurowych wzrósł z 63% do 68%. Firmy najczęściej (56%) korzystają z chmury w modelu IaaS, gdzie zewnętrzny dostawca zapewnia infrastrukturę. Równie popularny (55%) jest model SaaS, gdzie dostarczane są usługi aplikacyjne. Ponad 2/3 firm obawia się o bezpieczeństwo informacji przechowywanych w chmurze. Jest to o tyle zastanawiające, że niespełna rok temu wydarzenia za naszą wschodnią granicą dobitnie pokazały, że lokalne serwery są nieporównywalnie mniej bezpieczną formą przechowywania danych niż chmura publiczna. W marcu i kwietniu 2022 r. największy ukraiński bank prywatny dokonał migracji danych z lokalnych serwerów do chmury w niespełna 1,5 miesiąca – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Wraz z utworzeniem nowego regionu przetwarzania danych Azure Poland Central, polscy integratorzy systemów IT, twórcy oprogramowania i wiele innych firm IT są w stanie przełamać kolejne bariery związane z upowszechnieniem chmury. Dotyczy to zwłaszcza organizacji z sektorów regulowanych, takich jak energetyka, bankowość, ubezpieczenia czy administracja publiczna, które definiują szczególne oczekiwania związane z bezpieczeństwem danych i lokalizacją na terenie Polski. Region Microsoft pozwala spełnić te wymagania. Gwarantuje wysoką dostępność, minimalizuje opóźnienia, zwiększa skalowalność i oferuje najnowsze osiągnięcia w rozwoju infrastruktury chmurowej – mówi Piotr Grzywacz, Dyrektor kanału partnerskiego Microsoft w Polsce.

Dynamicznie rośnie znaczenie i popularność sztucznej inteligencji (AI) w polskich firmach. Technologie AI są wykorzystywane najczęściej w marketingu (50% firm) oraz produkcji (46%) i planowaniu łańcucha dostaw (42%). Jedynie 23% firm wykorzystuje AI przy zarządzaniu ceną i promocjami, co może dziwić, bo zwrot z inwestycji w rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji w tym ostatnim obszarze jest największy i najszybszy.

Firmy nie podniosą wydatków na cyberbezpieczeństwo w tym roku

Formalne polityki i procedury w zakresie bezpieczeństwa w sieci stworzono i wdrożono w więcej niż połowie organizacji (60%), jednak w porównaniu z zeszłorocznym badaniem odsetek ten nieznacznie spadł. Ponadto, tylko w niewiele ponad 1/4 firmach został wyodrębniony specjalny, dedykowany dział zajmujący się cyberbezpieczeństwem. 44% przedstawicieli firm uważa w dużym stopniu, że ich firmy są chronione przed cyberzagrożeniami i jednocześnie raczej nie planują podnosić wydatków na cyberbezpieczeństwo w najbliższym roku. Aż połowa ankietowanych zadeklarowała, że nie zamierza zwiększyć swojego budżetu na ten cel, a jeśli tak to tylko w małym stopniu.

Badanie pokazuje również, że znajomość procedur reagowania na incydenty przez pracowników jest obecnie niższa niż w zeszłym roku. Istotny jest również system monitorowania bezpieczeństwa wykorzystywanego oprogramowania, z którego korzysta firma. Niestety w ostatnim roku zmniejszył się odsetek firm posiadających systemy kontrolujące tego typu zagrożenia w swoim łańcuchu dostaw (40%).

Mniej pieniędzy i mniejsze zasoby na cyfryzację w firmach w Polsce

Wyniki Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu wskazują, że aż 29% firm nie przeznacza żadnych środków na transformację cyfrową. W porównaniu z poprzednią edycją raportu odsetek takich firm wzrósł o 18 p.p. Ponad połowa respondentów deklaruje, że wydatki związane z transformacją cyfrową pochłaniają maksymalnie 5% rocznych przychodów, natomiast jedynie średnio co dziesiąta ankietowana firma przeznacza na ten cel więcej środków. Poza nakładami finansowymi, dużą rolę w transformacji cyfrowej odgrywają zasoby kadrowe. Tymczasem 71% ankietowanych przedsiębiorstw nie oddelegowuje ani jednego pracownika do realizacji zadań związanych z transformacja cyfrową. Odsetek takich firm w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem wzrósł o 17 p.p. Jednocześnie tylko 28% ankietowanych jest w dużym lub bardzo dużym stopniu przekonanych o gotowości pracowników na zmiany związane z transformacją cyfrową.

Deloitte: Siedmiu na dziesięciu przedstawicieli pokolenia Z i Y nie chce wracać do pracy w biurze

Wysokie ceny stanowią najczęstszy powód do zmartwień dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, wynika z raportu Global 2023 Gen Z & Millenial Survey przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Młodym ludziom coraz trudniej też znaleźć motywację do pracy. Połowa osób urodzonych po 1983 r. deklaruje, że odczuwa skutki wypalenia zawodowego. Niespełna czterech na dziesięciu polskich respondentów przyznaje, że nie czułaby się komfortowo, rozmawiając z pracodawcą na temat swojego zdrowia psychicznego. Globalnie jest to jedna trzecia ankietowanych.

Wyniki tegorocznej edycji raportu Deloitte świadczą o tym, że poziom stresu i niepokoju, który odczuwają młodzi ludzie od czasów pandemii utrzymuje się na podobnym poziomie. Ankiety przeprowadzono w 44 krajach na całym świecie, w tym także w Polsce. Globalnie brało w nich udział 22 856 osób, z czego nieco ponad 60 proc. reprezentowało generację Z (urodzeni w latach 1995 – 2004), a pozostałe niemal 40 proc. pokolenie Y (urodzeni w latach 1983 – 1994).

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania, największym zmartwieniem młodych generacji okazała się kwestia rosnących kosztów życia. Ten problem wskazało 48 proc. polskich ankietowanych z pokolenia Z oraz 53 proc. millenialsów. Na całym świecie wynik był niższy o odpowiednio 12 i 11 punktów procentowych. Duży niepokój u wszystkich respondentów wywołała także kwestia postępującego bezrobocia oraz zmian klimatu.

Przedstawiciele najmłodszych generacji coraz dotkliwiej odczuwają podwyżki cen. W 2021 r. obawę przed rosnącymi kosztami życia deklarowało 29 proc. badanych z pokolenia Z oraz 36 proc. z generacji Y z całego świata. To o 6 punktów procentowych mniej dla każdej z grup niż obecnie.

Brak poczucia bezpieczeństwa finansowego może mieć bezpośredni wpływ na zdrowie psychiczne, które jest bardzo istotnym tematem dla młodych ludzi. Duży stres oraz odczuwany niepokój negatywnie oddziałują na ich motywację do pracy i mogą prowadzić do wypalenia zawodowego. Ten problem coraz częściej dotyka ankietowanych. Wprowadzanie elastycznych rozwiązań i nowoczesnego modelu zarządzania może się więc okazać istotne dla zatrzymania wykwalifikowanych pracowników oraz przyciągnięcia nowych talentów – mówi John Guziak, partner, lider zespołu Human Capital Deloitte.

Zdrowie psychiczne tematem tabu

Odsetek przedstawicieli generacji Z oraz Y odczuwających wypalenie zawodowe wzrósł o odpowiednio 6 i 4 punkty procentowe w porównaniu z rokiem poprzednim. Dodatkowo 46 proc. „zetek” i 39 proc. millenialsów deklaruje, że przez większość czasu spędzonego w pracy zmaga się ze stresem lub niepokojem. Jednocześnie w tegorocznej edycji raportu widać, że wśród przedstawicieli kadry zarządzającej rośnie świadomość znaczenia tych kwestii dla młodych ludzi. Ponad połowa ankietowanych przyznaje bowiem, że ich przełożeni poważnie podchodzą do tematów zdrowia psychicznego. Mimo zmian w podejściu przełożonych, wielu respondentów traktuje zdrowie mentalne jako temat tabu w miejscu pracy. 38 proc. „zetek” i 39 proc. przedstawicieli pokolenia Y w Polsce przyznaje, że nie czułoby się komfortowo rozmawiając z pracodawcą o swoim zdrowiu psychicznym. Na świecie ten odsetek jest niższy o odpowiednio 6 i 7 punktów procentowych.

– Jako pracodawcy musimy pamiętać o tym, że każdą firmę tworzą ludzie, a dobry pracownik stanowi obecnie największą wartość z punktu widzenia przedsiębiorstwa. Dlatego troska o dobrostan zatrudnionych jest tak istotna. Jako pracodawcy powinniśmy wykazywać się empatią i otwartością na potrzeby młodych ludzi. Nie obawiajmy się rozmawiać na takie tematy jak zdrowie psychiczne czy dyskryminacja w miejscu pracy. Stawiając na przyjazną kulturę organizacyjną inwestujmy w ludzi, którzy dzięki temu chcą pozostać w organizacji na dłużej – mówi Joanna Świerzyńska, liderka zespołu ds. rozwiązań dla pracodawców, Talent Partnerka, Deloitte.

Chociaż problemy psychiczne spowodowane nadmiarem obowiązków zawodowych stają się coraz bardziej powszechne, młodzi ludzie częściej poszukują dodatkowego zajęcia. W Polsce do swojej podstawowej pensji dorabia 30 proc. osób z generacji Z i 29 proc. z generacji Y. Rok wcześniej wyniki kształtowały się bardzo podobnie – odpowiednio 27 i 29 proc. Dla porównania, na całym świecie w ubiegłym roku 46 proc. „zetek” i 37 proc. millenialsów podjęło drugą pracę zarobkową (to wzrost o 3 i 4 punkty procentowe w porównaniu z 2021 r.). Warto zaznaczyć, że to właśnie chęć zdobycia kolejnego źródła dochodów stanowi największą motywację dla pracowników z Polski i innych krajów do podejmowania dodatkowego zajęcia. Ponad połowa ankietowanych przyznaje, że żyje bardzo skromnie (o 5 punktów procentowych więcej niż w roku poprzednim).

Work-life balance to podstawa

Raport Deloitte potwierdza powszechną opinię mówiącą o tym, że work-life balance ma szczególne znaczenie dla młodszych generacji. 26 proc. „zetek” i co trzeci millenials uznał umiejętność równoważenia priorytetów zawodowych i życiowych za cechę, którą najbardziej podziwia u rówieśników. Z tego powodu 77 proc. reprezentantów pokolenia Z i 75 proc. przedstawicieli generacji Y, którzy pracują w domu zadeklarowało, że rozważyłoby poszukiwanie nowego zatrudnienia, gdyby pracodawca poprosił ich
o powrót do biura w pełnym wymiarze godzin. Co więcej, jedna trzecia respondentów uważa 4-dniowy tydzień pracy za pierwszy krok w kierunku osiągnięcia równowagi pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Zdaniem ekspertów Deloitte firmy aspirujące do miana atrakcyjnych miejsc pracy powinny dostosować się do oczekiwań młodszych pokoleń.

Dla przedstawicieli obydwu generacji wysokie wynagrodzenie przestało być najistotniejszym czynnikiem przy wyborze pracodawcy. Zarówno zetki”, jak i millenialsi bardzo cenią u przełożonych elastyczne podejście do organizacji pracy. Właśnie dlatego firmy stawiające na dynamiczny rozwój kierują się wartościami dobrze przyjmowanymi przez młode osoby. Jako liderzy powinniśmy umożliwić im rozwój zawodowy, jednocześnie pozwalając na zachowanie równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Wdrożenie możliwości wykonywania obowiązków w różnych trybach oraz w niepełnym wymiarze godzin może okazać się interesującą propozycją dla wielu młodych talentów. Takie benefity wykazują korzystny wpływ na zdrowie psychiczne przedstawicieli młodszych pokoleń – mówi John Guziak.

O badaniu

Badanie „Deloitte 2023 Gen Z & Millennial Survey” zawiera odpowiedzi 14 483 przedstawicieli pokolenia Z i 8373 millenialsów (łącznie 22 856 respondentów). W tej edycji udział wzięli obywatele 44 krajów Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej, Europy Zachodniej, Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu, Afryki, Azji i regionu Pacyfiku. Ankieta została przeprowadzona za pomocą wywiadu internetowego. Prace nad badaniem trwały od 29 listopada 2022 r. do 25 grudnia 25 grudnia 2022 r.

Grupa zdefiniowana w badaniu jako „pokolenie Z” urodziła się pomiędzy się styczniem 1995 a grudniem 2004. Respondenci opisani jako „millenialsi” przyszli na świat pomiędzy styczniem 1983 a grudniem 1994.

Innowacje generują zapotrzebowanie na nowe talenty

Postępująca digitalizacja przedsiębiorstw, wzrost zapotrzebowania na specjalistów nowych technologii, rozwój rozszerzonej rzeczywistości czy wykorzystanie sztucznej inteligencji na rynku pracy – to tylko niektóre z aktualnych trendów IT wpływających na rynek pracy, zaprezentowane w najnowszym raporcie ManpowerGroup „IT World of Work”. Jak pokazuje publikacja, wraz z rozwojem przełomowych technologii zwiększy się także zapotrzebowanie na osoby specjalizujące się w pracy z nimi. Według danych IDC, już teraz 70% dyrektorów IT mówi o tym, że na rynku pracy istnieje niedobór kandydatów specjalizujących się w działaniach chmurze.

Najnowszy raport ManpowerGroup „IT World of Work” analizuje siedem globalnych trendów branży nowych technologii i pokazuje ich wpływ na rynek pracy. Zwiększony popyt na talenty i umiejętności IT oraz potrzeba nieustannego podnoszenia kwalifikacji pracowników w celu dotrzymania kroku galopującej transformacji cyfrowej sprawiają, że niedobór kandydatów o pożądanych umiejętnościach pogłębia się.

– Cyfryzacja i digitalizacja usług ma niebagatelny wpływ nie tylko na branże IT czy ekonomię, ale na całe otoczenie. Wielu upatruje w niej szansę na poprawę naszego wpływu na środowisko – mówi Adam Wojtaszek, dyrektor Experis w Polsce. – Lepsze monitorowanie szeregu procesów, ich optymalizacja, efektywniejsze wykorzystanie zasobów oraz materiałów, to niektóre z zadań stawianych przed szeroko rozumianą cyfryzacją. Dlatego jej postęp jest nieunikniony, a jedyne czego możemy się spodziewać to tylko jej przyspieszenia. Wykorzystanie najnowszych technologii jest dzisiaj bardzo często elementem przewagi konkurencyjnej, i to tej podstawowej nawet w sektorach, które na pierwszym rzut oka z IT niewiele mają wspólnego – dodaje ekspert.

Sztuczna inteligencja wsparciem w codziennej pracy

Firmy, starając się utrzymać przewagę konkurencyjną w swoich branżach inwestują w rozwój innowacji wykorzystujących sztuczną inteligencję (AI). Jak podaje McKinsey, ponad 50% organizacji twierdzi, że wdrożyło 2,5 razy więcej działań z obszaru AI w co najmniej jednym obszarze swojej działalności w porównaniu z rokiem 2017. Duże inwestycje, takie jak udział Microsoftu w ChatGPT o wartości około 10 mld $ dolarów także przyspieszają implementację tego typu rozwiązań w świecie szeroko rozumianego biznesu.

Jak wskazuje dyrektor Experis, choć mówiono o tym, że prace nad sztuczną inteligencją trwają i że będzie to coś znaczącego, to chyba nikt nie spodziewał się takiego rozwoju. – Może to być związane z pewna łatwością i dostępnością właśnie. Nie trzeba inwestować w żaden sprzęt, a podstawowe rozwiązania dostępne są nieodpłatnie. To powoduje, że obszar sztucznej inteligencji i zastosowania jej w różnych dziedzinach naszego życia zyskuje coraz większy rozgłos. Naturalnie generuje to także zainteresowanie ze strony biznesu. Oczywiście, jak w przypadku każdej dużej zmiany, a wielu uważa, że ta należy do kategorii rewolucyjnych, pojawia się masa zagrożeń i ryzyk. Nie dziwi więc fakt, że jednym z tych najważniejszych dotyczy rynku pracy, a konkretnie tego, jak przełoży się szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji na zapotrzebowanie na pracowników, ich umiejętności czy doświadczenie. Choć obserwowany szum wokół AI jest duży i wskazuje na dużą dynamikę zmian, to uważam, że możemy spać spokojnie, bowiem przechodziliśmy już podobne etapy. Nie ulega wątpliwości, że będziemy musieli poszerzyć wachlarz swoich umiejętności, ale nadal w cenie pozostaną umiejętności miękkie, na które pracodawcy już od jakiegoś czasu kładą coraz większy nacisk – mówi Adam Wojtaszek.

Zapotrzebowanie w erze przemian

W miarę jak zastosowanie sztucznej inteligencji będzie się upowszechniać, zwiększy się również jej wykorzystanie w procesach automatyzacji. Będzie także w większym stopniu wykorzystywana w realizacji zadań, które obecnie wykonywane są tylko przez ludzi. Wzrasta też wykorzystanie narzędzi AI na rynku pracy, między innymi w obszarze rekrutacji, procesach zarządzania wydajnością, podczas planowania zatrudnienia oraz rozwoju kariery, czy przy analizie zaangażowania pracowników. Jest ona także elementem wspierającym administrowanie świadczeń dla pracowników. Wszystko to wymaga jednak jeszcze dużego nakładu pracy, co generuje zwiększone zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów, takich jak inżynierowie uczenia maszynowego, data scientist, czy inżynierów przetwarzania języka naturalnego. Jak wskazuje raport ManpowerGroup, wkraczamy także w erę coraz bardziej postępujących innowacji wprowadzanych do istniejących już aplikacji, co sprawia, że popyt na talenty specjalizujące się w DevOps i uczeniu maszynowym będzie tylko wzrastał. Podobnie jak rynek testowania oprogramowania, który zmienia się, by sprostać zwiększonemu popytowi. Global Market Insights, podaje, że przewiduje się wzrost jego wartości z 40 mld $ w 2021 roku do 70 mld $ do 2030 roku.

„Digital twins” i działania w chmurze – na tym koncentrują się firmy

Publikacja pokazuje, że kolejnym trendem rynku IT jest przyspieszenie inwestycji organizacji w transformację cyfrową, przenosząc wszelkie możliwe działania do świata wirtualnego. Według danych McKinsey, 70% menedżerów wyższego szczebla w dużych przedsiębiorstwach bierze pod uwagę możliwość tworzenia digital twins, czyli „cyfrowych bliźniaków” zdefiniowanych jako wirtualny model fizycznego zasobu, osoby lub procesu. Niektórzy szacują, że do 2026 roku rynek ten wzrośnie do 48 mld $.

– Koncepcja „digital twins” jest nieodłącznym elementem cyfrowej transformacji. Jej paradygmatem było założenie, że wszystko to, co może zostać podłączone do sieci i zobrazowane cyfrowo zostanie podłączone, zyskując tym samym wersję cyfrowego obrazu-bliźniaka. Ten koncept pozwala w dłuższej perspektywie czasu na optymalizację na wielu poziomach, w tym także efektywności finansowej. Rozwiązania z tego zakresu będą wpływać na satysfakcje klienta, oszczędność materiałów, jak również optymalizację produkcji, czy upraszczanie wszelkiego rodzaju procesów. Wszystko to można przełożyć na konkretny, pozytywny wpływ na wynik finansowy organizacji, a co za tym idzie, na niezaprzeczalną korzyść – dodaje dyrektor Experis w Polsce.

Organizacje zwiększają także swoje działania w celu digitalizacji i przeniesienia coraz większej ilości materiałów do chmury. Jak podaje IDC, do 2025 roku niemal 50% całej infrastruktury dedykowanej obliczeniom wymagającym wzmożonej wydajności, jak sztuczna inteligencja czy systemy obliczeniowe dużej skali (HPC), będzie oparte właśnie na chmurze. Wszystko dlatego, że rozwiązania te są w coraz większym stopniu zintegrowane z oprogramowaniem dedykowanym właśnie przedsiębiorstwom. Niestety, na rynku wciąż utrzymuje się niedobór talentów związanych z działaniami w chmurze – jak podaje IDC, 70% dyrektorów IT mówi o tym, że na rynku istnieje luka w umiejętnościach związanych z tym obszarem, co ma poważny wpływ na ich działalność.

Naszedł czas rozszerzonej rzeczywistości

Rynek technologii związanych z rzeczywistość rozszerzona, zwana inaczej wirtualną, czy rozwiązania dotyczące współpracy wirtualnej w miejscu pracy błyskawicznie się rozwijają. Informacje Statista zaprezentowane podczas Światowego Forum Ekonomicznego mówią o tym, że aplikacje te do 2030 roku mogą zyskać nawet 700 mln użytkowników. Dynamicznie rośnie także obszar internetu rzeczy (IoT) – prognozy mówią o tym, że ich liczba potroi się z 8,6 mld w 2019 do niemal 30 mld w 2030 roku. Ma na to wpływ między innymi rozwój sieci komórkowych 5G, które znacznie przyspieszają możliwości oraz wydajność urządzeń IoT zarówno w sektorze konsumenckim, jak i biznesowym. Technologie te powodują zwiększone zapotrzebowanie na talenty i umiejętności IT, których i tak panuje niedobór na rynku pracy. Specjaliści powinni więc liczyć się z koniecznością ciągłego podnoszenia kwalifikacji, by nadążyć za najnowszymi zmianami, a także brać pod uwagę przekwalifikowanie w kierunku potrzebnych aktualnie stanowisk.

Cyberbezpieczeństwo najważniejszym priorytetem dla organizacji

Coraz większy rozgłos wśród organizacji w kwestii cyberbezpieczeństwa zyskuje tak zwane „skalowanie Zero-Trust”. Jego działanie opiera się na zerowym zaufaniu, prawa dostępu do zasobów są przyznawane użytkownikom na podstawie ich segmentacji oraz w kontekście dostępu do nich. Jak podaje Microsoft, 73% organizacji zwiększa budżety przeznaczone na wspieranie i wykorzystywanie tej technologii w swoich organizacjach. Choć globalna luka kompetencyjna w tym obszarze powiększa się, to globalni liderzy HR deklarują, że cyberbezpieczeństwo jest ich priorytetem nr 1 w zakresie zatrudniania i uzupełniania luk kompetencyjnych.

Robotyzacja to także kwestia ekonomii

Popyt na automatyzację generowany przez organizacje napędza także wzrost obszaru robotyki. Powoduje to również zwiększone zapotrzebowanie na pracowników z umiejętnościami w zakresie robotyki specjalistycznej oraz jej obsługi. Dane BCG mówią o tym, że globalny rynek tego obszaru wzrośnie do 2030 roku nawet do 160-260 mld $ z około 25 mld $ w roku 2021. Implementacja w firmach działań i rozwiązań z zakresu robotyki obniża także koszty operacyjne. Według szacunków Gartnera, do 2024 roku organizacje obniżą koszty operacyjne o 30% dzięki połączeniu technologii hiperautomatyzacji z zaprojektowanymi na nowo procesami operacyjnymi. UiPath z kolei wskazuje na poprawę produktywności – do 2025 roku globalne zastosowanie automatyzacji procesów pozwoli firmom na zaoszczędzenie 55 mld $.

Dzień Dziecka w cieniu inflacji. Wydamy od 50 do 100 zł

Niemal co czwarty ankietowany zamierza przeznaczyć od 50 do 100 zł na prezent dla jednej osoby z okazji Dnia Dziecka. Z kolei 15% uczestników sondażu chce na ten cel wydać od 100 do 150 zł. Natomiast 12% nie będzie w ogóle obchodzić tego święta. Wiadomo również, że prawie 27% respondentów planuje wręczyć pieniądze w gotówce. To, według ekspertów, jest dość zaskakującym trendem, bo od wielu lat Polacy głównie dawali zabawki, łakocie lub elektronikę. Dalej w zestawieniu są słodycze, książki i ubrania. Z kolei blisko 16% badanych jeszcze nie wie, co kupi lub co przygotuje na 1 czerwca. Takie wnioski płyną z najnowszego sondażu.

(Nie)zaskakujący efekt inflacyjny

Według badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i Grupę SkipWish na grupie ponad 1000 dorosłych Polaków, 21,9% respondentów ma zamiar przeznaczyć od 50 do 100 zł na upominek dla jednej osoby na Dzień Dziecka. 15% osób zadeklarowało wydanie kwoty 100-150 zł, a 11,4% – 150-200 zł.

– Wyniki badania wpisują się w ogólny trend. Oszczędzamy, choć relatywnie akurat najmniej, na dzieciach. Wydatki nie są małe, biorąc pod uwagę obserwowaną redukcję konsumpcji, związaną ze spadkiem realnych wynagrodzeń i wyższymi stopami procentowymi. Prawdopodobnie 500+ też ma tu znaczenie. Większość rodziców uważa, że jednak powinny to być pieniądze przeznaczone na dzieci, również na prezenty dla nich. Ale to świadczenie nie jest już tyle warte, co na początku programu – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak zaznacza Anna Senderowicz, ekspertka Departamentu Analiz Ekonomicznych w PKO BP, prawie połowa badanych deklaruje relatywnie niską kwotę od 50 do 200 zł. Może to wynikać ze zwyczaju obdarowywania dzieci raczej drobnymi upominkami. Często rodzice w tym dniu poświęcają dzieciom więcej czasu, organizując wspólne zajęcia, zabawy, czy też wyjście na lody lub do kina. Wysoka, dwucyfrowa inflacja powoduje, że budżety Polaków na obchody Dnia Dziecka realnie obniżyły się w porównaniu z ubiegłym rokiem. I to widać po ww. danych.

– Moim zdaniem, biorąc pod uwagę aktualny poziom cen, Dzień Dziecka będzie raczej symboliczny pod kątem prezentów. Kluczowymi czynnikami są tu rosnąca inflacja oraz to, że konsumentom coraz bardziej zależy na oszczędzaniu, nawet kosztem własnych dzieci. Wybór zakupów w przedziale 50-100 zł najczęściej dokonują osoby w wieku 55-65 i 25-34 lat, które miesięcznie zarabiają do 3 tys. zł netto – tłumaczy Maciej Tygielski, ekspert rynku retailowego z Grupy SkipWish.

Z kolei 8,5% ankietowanych wskazuje najniższy przedział kwotowy w badaniu, tj. do 50 zł. 3,6% respondentów deklaruje najwyższy pułap, czyli powyżej 500 zł. Ponadto 12% uczestników sondażu jeszcze nie wie, ile wyda na prezent dla jednej osoby. Natomiast 11,6% nie zamierza w ogóle obchodzić tego święta.

– Osoby najmniej skłonne do świętowania to te w wieku 65-74 lat. Może to zaskakiwać, ponieważ zazwyczaj mają one dorosłe dzieci, a niekiedy wnuki. Wydaje mi się, że taka postawa wynika z trudnej sytuacji materialnej. Osoby z tej grupy wiekowej często mają ograniczone możliwości dorobienia do niskich emerytur, co może tłumaczyć ich radykalne stanowisko. Często także wstydzą się braku odpowiednich środków na prezenty, co także może prowadzić do takiej decyzji – dodaje Tygielski.

Ekspert przewiduje, że 12% niezdecydowanych respondentów najprawdopodobniej również nie będzie obchodzić Dnia Dziecka lub zrobi to w skromny sposób. Zauważa, że w tej grupie dominują najstarsze osoby, oraz te, które nie chcą ujawnić swoich zarobków, co jest dość sugestywnym sygnałem.

Polacy postawią na gotówkę

Respondenci wskazują też prezenty, które zamierzają kupić lub zrobić z okazji Dnia Dziecka. 26,6% badanych wręczy pieniądze w gotówce, 23% – zabawki (edukacyjne – 15% i tradycyjne 8%). Natomiast 20,2% da słodycze, a 16,5% – książki. Z kolei 15,6% ankietowanych jeszcze tego nie wie. Na kolejnych pozycjach w rankingu widzimy ubrania – 14,7%, gry planszowe – 13,2%, a także gry komputerowe – 12,4%.

– Dzieci to dość zróżnicowana grupa, bo mamy tu zarówno przedszkolaków, jak i licealistów. Podejrzewam, że nastolatki zwykle dostają jako prezent właśnie gotówkę. Mają już bowiem własne budżety i sami decydują o przeznaczeniu tych środków. Natomiast maluchy zazwyczaj otrzymują zabawki, a słodycze to akurat dość uniwersalny prezent – stwierdza ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Zdaniem Macieja Tygielskiego, najpopularniejsza odpowiedź tego roku jest dość zaskakująca. Przez lata konsumenci najczęściej wybierali zabawki, słodycze i drobną elektronikę. Ekspert ocenia, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, że kwota, którą mogliby przeznaczyć na prezent, nie pozwoli wiele kupić. Dlatego decyzję o wyborze podarunku przekazują obdarowanym, co rozwiązuje problem. Autorzy badania zwracają uwagę na to, że Polacy od dawna preferują zabawki, obecnie najchętniej edukacyjne, co potwierdzają wyniki sondażu. Kiedy już decydują się na wydatek, chcą, żeby był on dobrze zainwestowany. Decyzja o zakupie takiej zabawki zazwyczaj wiąże się z mniejszą wrażliwością na cenę, co producenci chętnie wykorzystują.

– Pieniądze na pierwszym miejscu mogą świadczyć o tym, że obdarowujący nie mieli pomysłu na prezent i wolą pozostawić wybór dzieciom. A ta grupa to także nastolatki, którym już nie kupuje się cukierków. Te młode osoby mają swoje potrzeby, nie zawsze przedstawiane dorosłym. Być może zbierają pieniądze na jakieś poważniejsze cele – dodaje Marek Zuber.

Według Anny Senderowicz, obdarowanie dziecka oczekiwaną książką, zabawką czy grą może świadczyć o tym, że rodzice wsłuchują się w jego potrzeby. Poświęcają więc czas na wyszukanie właściwego prezentu. Gdy dziecko chce posiadać droższą rzecz, np. rower, sprzęt elektroniczny, konsolę do gier czy modne ubranie, wówczas obdarowanie gotówką wspomoże osiągnięcie celu. A przy okazji to nauka gospodarowania pieniędzmi. Ekspertka z PKO BP zwraca także uwagę na wzrost cen książek, zabawek czy ubrań. On mógł spowodować, że za kwotę, którą ankietowani zamierzają przeznaczyć na obchody tego święta, trudniej wybrać artykuł spełniający oczekiwania i potrzeby dziecka.

– Ci, którzy jeszcze nie wiedzą, co kupić lub co zrobić, to – moim zdaniem – osoby mniej zamożne. Decyzję podejmą na podstawie tego, co znajdą w sklepach w promocjach. Badani wskazali także inne opcje. Na przykład, 7,7% respondentów planuje wycieczkę z dzieckiem poza miejsce zamieszkania, 5,6% – wizytę w restauracji lub kawiarni, a 5,3% – w kinie czy teatrze. Wyniki te są podobne do tych, które obserwowaliśmy przez ostatnie lata, z wyjątkiem okresu pandemii, więc nie ma tu większych zaskoczeń – podsumowuje współautor badania z Grupy SkipWish.

4200 złotych płacy minimalnej to pułapka. Presja płacowa jest rozpędzona jak bolid Formuły 1, a Rząd tylko dolewa paliwa

– Zapowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej traktujemy jako inicjatywy typowo polityczne. Są one niestety oderwane od tego, jak wygląda rynek pracy, jaka jest kondycja przedsiębiorców i od tego, czy wszystkie branże mogą oferować tak wysokie, regularne wzrosty wynagrodzeń. Wyobrażam sobie, że turystyka, hotelarstwo, gastronomia czy sektory usługowe reagują z przerażeniem na myśl o podwyżce na poziomie 600-700 złotych brutto na pracownika od 1 stycznia 2024 – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – To działanie, które nie sprzyja zatrzymywaniu inflacji. Przedsiębiorcy chcą podnosić pensje pracownikom, a tymczasem czują się stawiani pod ścianą przez rządzących. Fatalnie oceniamy również podwyżki płacy minimalnej dwa razy w roku – dodaje Piotr Wolny, ekonomista, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Dr Wolny: „Zbyt szybko rosnące wynagrodzenia są pułapką”

Przedsiębiorcy spodziewali się, że wzrost płacy minimalnej w roku 2024 może sięgnąć psychologicznej bariery 4 tysięcy złotych brutto. Zapowiedzi Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej idą dużo dalej. Możliwe, że od stycznia płaca minimalna wynosie 4200 złotych brutto. Możliwe jest jednak, także, że od stycznia zaproponowana będzie kwota 4 tysięcy, a dopiero od lipca 4200 złotych brutto.

– To kilkanaście procent więcej rok do roku. Rząd podnosząc płacę minimalną dwa razy do roku, motywuje pracowników do tego, by częściej zgłaszali się po waloryzacje wynagrodzenia. Rozumiemy, że oczekiwania finansowe pracowników rosną, ale nie mogą być one oderwane od sytuacji na rynku pracy – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Spadł popyt na pracę w transporcie i logistyce, duże firmy przemysłowe mają mniej zleceń, również budownictwo trwa w zastoju. Niebawem możliwe jest, że zahamowany będzie nabór w sektorze IT. Do przedsiębiorców dociera wiele niepokojących sygnałów z rynku. Co robi Rząd? Czy rozmawia z przedsiębiorcami? Nie. Presja płacowa jest za to rozpędzona jak bolid formuły 1, a Rząd tylko dolewa paliwa – mówi Hanna Mojsiuk.

– Nie możemy się dziwić, że sektor IT, handel czy przemysł dąży do automatyzacji i redukcji kosztów pracowniczych. Zbyt szybko rosnące wynagrodzenia w każdej branży są pułapką – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Eksperci spodziewają się rekordowych wzrostów płacy minimalnej

Również eksperci są sceptyczni, czy tak szybki wzrost zarówno płacy minimalnej jak i średniej krajowej jest zdrowy dla rynku pracy. To koszty przede wszystkim obciążające przedsiębiorców, czego politycy zdają się nie dostrzegać.

– Przekroczenie granicy czterech tysięcy złotych płacy minimalnej jest warte odnotowania, jako wielka zmiana w gospodarce. Relacja płacy minimalnej do średniej wzrośnie, a to może negatywnie oddziaływać na rynek pracy – mówi prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.  – Chciałbym, by ta kwota zatrzymała się na 4 tysiącach złotych, ale jestem realistą i wiem, że w dobie kampanii wyborczej i festiwalu obietnic należy spodziewać się rekordowego wzrostu płacy minimalnej – dodaje prof. Jarosław Korpysa, ekonomista z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Wzrost płacy minimalnej może spowodować, że wiele branż będzie mieć problem, by zaspokoić rosnące oczekiwania pracowników.

– Widzimy, że wiele branż jest zmuszanych do ograniczania wysokości proponowanych wynagrodzeń. Wyścig na wysokość płacy skończył się już w gastronomii, hotelarstwie czy w budownictwie. Stawki dla pracowników są niższe niż przed rokiem. Nie widać także wyższych ofert np. z sektora transportowego czy z hal magazynowych. To zatrzymanie wzrostu wynagrodzeń może być zwiastunem tego, że przedsiębiorcy coraz mocniej odczuwają ciężar prowadzenia działalności – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy IDEA HR Group.

Najbliższy wzrost płacy minimalnej czeka nas w lipcu. Wyniesie ona wówczas 3600 złotych brutto.

Cloud Technologies notuje drugi najlepszy kwartał sprzedaży danych w historii

Cloud Technologies, spółka dostarczająca dane do targetowania reklamy internetowej, które zasilają kampanie największych marek na świecie, w I kwartale br. zwiększyła sprzedaż w wysokomarżowym segmencie danych o 40,4%, a łączne przychody ze sprzedaży danych przekroczyły po raz drugi w historii spółki 10 mln PLN. Wskaźnik EBITDA osiągnął 6,3 mln PLN, co oznacza wzrost o 39,4% r./r., a EBITDA kluczowego dla rozwoju spółki segmentu sprzedaży danych wzrosła o 49% r./r., osiągając 7 mln PLN.

– W I kwartale tego roku ponownie uzyskaliśmy rekordowe wyniki. Rosnące przychody oraz EBITDA potwierdzają skuteczność naszego modelu biznesowego oraz potencjał do dalszego wzrostu organicznego. Wypracowanie 10,6 mln PLN przychodu ze sprzedaży danych w I kwartale roku, który ze względu na sezonowość w branży reklamy jest słabszym sprzedażowo okresem, oraz zwiększenie marżowości segmentu do 66% oznacza, że jesteśmy w stanie dalej konsekwentnie poprawiać wyniki, efektywnie wykorzystując naszą autorską technologię oraz unikalny know-how. Wierzę, że realizacja ogłoszonej przez nas niedawno strategii rozwoju na lata 2023-2025, której elementem jest m.in. zwiększanie wolumenu sprzedawanych danych również w nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu, na przykład w sektorze sztucznej inteligencji, przyniesie dalszy dynamiczny rozwój Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Notowana na głównym parkiecie GPW Cloud Technologies od lat pozyskuje dane i wykorzystuje algorytmy AI, między innymi w celu zaawansowanego klasyfikowania treści. Spółka zasila danymi algorytmy maszynowego uczenia największych platform odpowiedzialnych za emitowanie reklam internetowych. W wyniku właściwego targetowania reklamodawcy osiągają lepsze wyniki oraz tym samym zwrot z inwestycji.

W I kwartale tego roku Cloud Technologies wypracowało przychody w wysokości 13,9 mln PLN oraz zysk netto w wysokości 3 mln PLN. EBITDA w kluczowym dla rozwoju spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 7 mln PLN, co oznacza wzrost o 49% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 66%. Przedstawione przez spółkę w raporcie za Q1 2023 wartości uwzględniają korekty obejmujące program motywacyjny, realizowany w ramach strategii rozwoju na lata 2021-2023.

Zrealizowaliśmy z powodzeniem cele naszej dotychczasowej strategii rozwoju, dzięki czemu ponownie poprawiliśmy wyniki finansowe. Jednocześnie zachowujemy wysoką i zabezpieczającą nasze bieżące cele, m.in. rekomendowaną przez zarząd wypłatę dywidendy, pozycję gotówkową, która w raportowanym okresie wyniosła 19,3 mln zł. Na uwagę w wynikach I kwartału zasługuje także wypracowany pomimo ujemnych różnic kursowych oraz częściowego rozliczenia transakcji zakupu kodów DSP zysk netto. Osiągnięte przez nas wyniki pozwalają nam z optymizmem patrzeć w przyszłość, zarówno pod kątem dalszego wzrostu rentowności biznesu, jak i realizacji celów planu inwestycyjnego nowej strategii rozwoju na lata 2023 – 2025 – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

W ramach realizacji nowej strategii Cloud Technologies zamierza przeznaczyć na rozwój do 100 mln PLN w latach 2023-2025. Szczegółowy plan zakłada przeznaczenie około 60 mln PLN na potencjalne akwizycje i inwestycje, około 10 mln PLN na prace badawczo-rozwojowe, a także około 30 mln PLN na skup 250 000 akcji w ramach programu motywacyjnego dla pracowników. Możliwość objęcia akcji będzie uzależniona od spełnienia KPI w postaci skumulowanego poziomu rocznego wyniku EBITDA bez uwzględniania kosztów programu motywacyjnego grupy kapitałowej za lata 2023 – 2025 w łącznej wysokości 110 mln PLN. Dodatkowo, zarząd Cloud Technologies przedstawił propozycję wprowadzenia polityki dywidendowej, rekomendując wypłatę dywidendy w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA. Celem strategicznym Cloud Technologies w perspektywie 2023-2025 jest dalszy dynamiczny rozwój sprzedaży danych w obecnych i nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu.

Cloud Technologies osiągnęło wszystkie cele założone w strategii na lata 2021-2023. Przychody z wysokomarżowego segmentu sprzedaży danych w 2022 roku wzrosły do poziomu 38,5 mln PLN (+53% r/r), a spółka stała się jednym z wiodących dostawców na globalnym rynku danych. W lipcu 2022 r. Cloud Technologies dokonało akwizycji hiszpańskiej spółki TL1 za 1,9 mln EUR, a w grudniu spółka przeszła z rynku NewConnect na Główny Rynek GPW, zaliczając udany debiut. Z kolei w lutym br. spółka sfinalizowała proces zakupu kodów źródłowych do platformy DSP, co zwiększa niezależność w funkcjonowaniu grupy kapitałowej na rynku reklamy internetowej. W ramach realizacji poprzedniej strategii (2021-2023) Cloud Technologies przeprowadziło skup akcji własnych na potrzeby programu motywacyjnego, skupując łącznie 250 000 akcji za 11,2 mln PLN oraz z powodzeniem zrealizowało projekty B+R o wartości 3,3 mln zł.

I kw. 2023 r. w Grupie Kapitałowej TIM: drugi najlepszy sprzedażowo kwartał w historii TIM-u

Przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej TIM po trzech pierwszych miesiącach 2023 r. wyniosły 379,3 mln zł (-7,5% rdr.), zaś TIM SA – 363,4 mln zł (-7,6% rdr.). Ponad 13,5% przychodów ze sprzedaży TIM-u pochodziło w I kw. 2023 r. od nowych klientów, tj. pozyskanych w ciągu ostatnich dwóch lat (od II kw. 2021 r.).

Chociaż marzec 2023 r. okazał się drugim w historii najlepszym sprzedażowo miesiącem
w TIM-ie, baza w postaci pierwszego kwartału 2022 r. okazała się niemożliwa do wyrównania czy poprawienia. Trzy pierwsze miesiące ubiegłego roku to nie tylko wzmożony popyt związany z obawami o zerwanie łańcuchów dostaw z powodu inwazji Rosji na Ukrainę, ale i ostatnie chwile bardziej korzystnych zasad programu „Mój Prąd”, które znacząco zwiększyły popyt na produkty do instalacji fotowoltaicznych.

– W  pierwszym kwartale 2023 roku sprzedaż produktów z kategorii odnawialnych źródeł energii była niższa niż rok wcześniej o niemal 60%. Patrzymy jednak na ten segment z perspektywy nieuchronności transformacji energetycznej, dlatego w zakresie OZE nadal poszerzamy ofertę produktową, a także inwestujemy w kompetencje naszych sił sprzedażowych – mówi Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA.

Wzrost znaczenia nowych klientów

Rok 2022 był pierwszym w całej historii TIM-u, w którym – zgodnie z zaprezentowaną w maju 2022 r. nową strategią rozwoju TIM-u – największy udział w przychodach ze sprzedaży miał segment profesjonalistów, a więc „Instalator”. Trend ten utrzymał się także w I kw. 2023 r. – grupa ta była źródłem 42,1% przychodów, zaś drugie miejsce zajęła grupa „Sprzedawca / hurtownik” (36,7%). W obu tych segmentach w I kw. 2023 r. zanotowano jednak spadki sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r., za co w sporej części odpowiedzialna jest pogarszająca się koniunktura na rynku budownictwa. W tym kontekście szczególnie istotne staje się pozyskiwanie nowych klientów.

– Zgodnie z naszą klasyfikacją, nowy klient oznacza klienta, z którym nawiązaliśmy współpracę w ciągu ostatnich dwóch lat, a więc począwszy od drugiego kwartału 2021 r. Obok coraz szerszej oferty produktowej to właśnie sprzedaż do nowych klientów stanowi istotną przewagę konkurencyjną TIM-u. Niemal 11% przychodów z ostatnich czterech kwartałów, od II kwartału 2022 do I kwartału 2023 roku, pochodziło właśnie od nowych klientów. Jeśli zaś spojrzymy tylko na pierwsze trzy miesiące 2023 r., ich udział wyniósł aż 13,5% – wylicza Piotr Nosal.

Stabilna sytuacja finansowa Grupy TIM

Niższe przychody, a także marża brutto na sprzedaży przełożyły się na spadek skonsolidowanej EBITDA o 40,3% rdr., do 28,2 mln zł.

– Warto zwrócić uwagę, że sytuacja płynnościowa Grupy TIM pozostaje na bardzo dobrym poziomie, a podstawowe wskaźniki płynności są niemal identyczne z zanotowanymi na koniec 2022 roku – podkreśla Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA.

Dzieci za dużo korzystają ze smartfonów

Co drugi Polak uważa, że dzieciom należy ograniczać dostęp do internetu (56%), w tym 34% badanych zdecydowanie opowiada się za ograniczonym dostępem, tak wynika z badania ankietowego zrealizowanego przez agencję marketingu mobilnego Spicy Mobile i aplikację Moja Gazetka. Jak jest w rzeczywistości? Eksperci biją na alarm – zanim dziecko nauczy się mówić, zwykle potrafi już przesuwać palcem po smartfonie. Kontakt z wirtualną rzeczywistością jest zdecydowanie zbyt wczesny.

Ekrany smartfonów kuszą dzieci kolorem, dźwiękiem i ruchem. Maluchy chcą korzystać z telefonów tak jak ich rodzice. Tymczasem, co potwierdzają liczne badania nad rozwojem psychofizycznym dzieci, nadmierna ekspozycja na ekrany urządzeń cyfrowych niesie za sobą wiele negatywnych skutków.  Mózg do prawidłowego rozwoju potrzebuje różnorodnych bodźców sensorycznych, interakcji społecznych i aktywności fizycznej, a świat wirtualny mu tego nie zapewnia. Zdaniem neurologów niekontrolowane korzystanie przez dzieci z nowych technologii może skutkować tzw. cyfrową demencją. Jest to zaburzenie pracy mózgu, w którym dochodzi do osłabienia funkcji poznawczych. Niestety, wiek cyfrowej inicjacji obniża się. Pierwszy kontakt z urządzeniem mobilnym dziecko ma średnio w wieku dwóch lat i dwóch miesięcy[1]. Jeszcze bardziej niepokoi fakt, że aż 20% dzieci w wieku od 7 do 14 lat ma nieograniczony dostęp do internetu, co dodatkowo naraża je na niebezpieczne treści czy cyberprzemoc[2].

W jakim wieku dzieci korzystają ze smartfonów?

Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej blisko 80% dzieci w wieku 7-14 lat posiada własny telefon komórkowy, przy czym w zdecydowanej większości jest to smartfon[3]. Wyniki zespołu badaczy pod kierunkiem dr Magdaleny Rowickiej z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie przynoszą więcej frapujących wniosków:

  • z urządzeń mobilnych korzysta co trzeci dwulatek i co dziesiąte dziecko do pierwszego roku życia (12%),
  • w przypadku trzy- i czterolatków ze smartfonów korzysta więcej niż połowa dzieci,
  • aż 75% rodziców dzieci w wieku 5-6 lat przyznaje, że pozwala dzieciom na korzystanie z urządzeń mobilnych[4].

– Kontakt ze smartfonami mają nawet niemowlęta. Co ciekawe, to one właśnie są najbardziej narażone na niebezpieczne treści – dodaje Marta Sielska ze Spicy Mobile – Tak jak mamy do czynienia z biernym paleniem, tak w przypadku bardzo małych dzieci dochodzi do niezamierzonej konsumpcji treści dla dorosłych. Dzieci mimowolnie słyszą i widzą te materiały, które oglądają opiekujący się nimi rodzice.

Jak dzieci korzystają ze smartfonów?

W przypadku dzieci do lat 6 większość z nich (88%) ogląda na telefonie bajki lub gra w gry. Na ogół dzieci w tym wieku korzystają z urządzeń mobilnych w towarzystwie rodziców lub innych osób  dorosłych, rzadziej są same lub z rówieśnikami. Smartfon – co pokazują wyniki badania dr Magdaleny Rowickiej – staje się lekiem na nudę i trudne emocje. Aż 80% rodziców przekazuje dziecku telefon, gdy ono się nudzi, niewiele mniej – kiedy nie ma innego pomysłu, co z maluchem zrobić. Dzieci dostają także smartfon, gdy płaczą i marudzą[5].

Sposób, w jaki dzieci korzystają z urządzeń mobilnych, zmienia się wraz z wiekiem. Siedmiolatki i dziewięciolatki najczęściej dzwonią do rodziców i rówieśników, piszą i odbierają SMS-y oraz grają w gry, tak pokazują wyniki badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej wśród dzieci w wieku od 7 do 14 lat. Im dziecko jest starsze, tym częściej korzysta z internetu i serwisów społecznościowych. Warto wspomnieć, że aż 65% dzieci w wieku 10-11 lat przegląda na telefonie strony internetowe, niewiele mniej korzysta z serwisów społecznościowych lub z zainstalowanych na urządzeniu aplikacji.

– Teoretycznie dzieci poniżej 13. roku życia nie mogą korzystać z aplikacji społecznościowych, jak Facebook, Instagram czy TikTok. W praktyce wewnętrzne ograniczenia tych serwisów nie działają. Z raportu przygotowanego przez Urząd Komunikacji Elektronicznej wynika, że ponad połowa dzieci w wieku 10-11 lat korzysta z mediów społecznościowych (53%), wśród starszych dzieci w wieku 12-14 lat ten odsetek zwiększa się do 73% – podkreśla Marta Sielska.  Generalnie, nieograniczony dostęp do internetu ma niemal co piąte dziecko w wieku od 7 do 14 lat.

To nie koniec niepokojących danych. Im dzieci są starsze, tym smartfon i internet zajmują im więcej czasu w ciągu dnia. Według badaczy z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie dzieci do pierwszego roku życia mają kontakt z urządzeniami mobilnymi przez około godzinę dziennie, sześciolatki – półtorej godziny[6].  Natomiast uczniowie szkół podstawowych w czasie wolnym od zajęć szkolnych korzystają z internetu średnio przez 4 godziny i 26 minut dziennie[7].

Czym grozi nieograniczony dostęp do internetu?

Już w przypadku dzieci w wieku szkolnym coraz częściej mówi się o syndromie FOMO. FOMO to skrót, którego rozwinięcie to „fear of missing out”, co w tłumaczeniu na język polski oznacza strach przed tym, że coś nas omija. Ten strach popycha do nieustannego monitorowania wydarzeń online. Jeśli wierzyć wynikom ogólnopolskiego badania „Młodzi Cyfrowi”, wysokie natężenie tego syndromu dotyka ponad 14% polskich uczniów, a u ponad 68% dzieci stwierdzono jego średni poziom[8].

W jaki sposób poznać, że mamy do czynienia z uzależnieniem? Według badaczy o problemie u najmłodszych dzieci świadczą takie zachowania jak histeria, złość i agresja, które pojawiają się w wyniku zabrania maluchowi telefonu. Niepokoić powinny także inne zachowania dzieci, na przykład poczucie konieczności korzystania ze smartfona oraz stawianie tej aktywności ponad innymi. W tym obszarze statystyki są alarmujące – aż 7 na 10 rodziców przyznaje, że ich dzieci nie potrafią kontrolować czasu korzystania z urządzeń mobilnych, a niemal 6 na 10 przyznaje, że ich dzieci przekładają korzystanie z urządzeń mobilnych ponad inne aktywności[9].

Jak wynika z badania Spicy Mobile i Mojej Gazetki, Polacy raczej zdają sobie sprawę z negatywnych skutków nadmiernego korzystania przez dzieci z internetu. Co drugi badany uważa, że dzieciom należy ograniczać czas na aktywność online, w tym 34% badanych stanowczo opowiada się za ograniczonym dostępem. Najbardziej liberalne w tej kwestii są osoby starsze – aż  48% respondentów w wieku 65 lat i więcej jest zdecydowanie przeciwnych jakimkolwiek restrykcjom. Z kolei najmłodsi badani, w wieku 18-24 lata, częściej niż inne grupy wiekowe deklarują, że dzieciom należy ograniczać czas w internecie. Być może wiąże się z ich osobistymi doświadczeniami, większą aktywnością online i tym samym większą świadomością, na jakie niebezpieczeństwa mogą być narażone w cyfrowym świecie maluchy.

– Dzieci do drugiego roku życia nie powinny mieć żadnego kontaktu z urządzeniami ekranowymi, takimi jak smartfony czy laptopy – komentuje wyniki badania Marta Sielska. – Z kolei w przypadku dzieci starszych należy bezwzględnie zadbać o ich bezpieczeństwo w internecie. Na rynku dostępnych jest wiele aplikacji do kontroli rodzicielskiej, które umożliwiają rodzicom filtrowanie treści, do których dziecko ma dostęp, a także kontrolowanie czasu i aktywności dziecka online. Bardzo ważna jest również postawa samych rodziców. Jeżeli nasz czas w smartfonach odbywa się kosztem innych aktywności, u dzieci będzie tak samo.

[1] Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, raport z badania „Brzdąc w sieci – zjawisko korzystania z urządzeń mobilnych przez dzieci w wieku 0-6 lat”, 2020.

[2] Urząd Komunikacji Elektronicznej, „Badanie opinii publicznej w zakresie funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych oraz preferencji konsumentów”, 2021.

[3] Ibidem.

[4] Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, op. cit.

[5] Ibidem.

[6] Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, op. cit.

[7] NASK, „Nastolatki 3.0. Raport z ogólnopolskiego badania uczniów”, 2021.

[8] Librus, „Młodzi Cyfrowi”, 2019.

[9] Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej, op. cit.

Temperatura cen mieszkań rośnie. Gdzie najgorętsze stawki za 1m2?

Rankomat.pl przygotował „raport pogodowy” dla rynku nieruchomości. Najbardziej upalnym miastem Polski pozostaje niezmiennie Warszawa, w której średnia cena 1m2 mieszkania wynosi już ponad 13,2 tys. zł. Na przeciwnym krańcu znajduje się Bydgoszcz i Gorzów Wielkopolski, które oferują kupującym przyjemny chłód cenowy. Nieruchomościowy klimat najszybciej zmienia się w Opolu, gdzie cena 1m2 wzrosła w ciągu kwartału o ponad 1 tys. zł. Najbardziej stabilną aurą cieszy się Toruń, w którym w tym samym okresie nieruchomości zdrożały średnio tylko o 32 zł za 1m2.  

Eksperci rankomat.pl przygotowali analizę cen mieszkań na rynku wtórnym, porównując dane z końca 2022 roku ze stawkami na koniec I kwartału 2023 roku. W oparciu o nie stworzyli nieruchomościową prognozę pogody dla miast wojewódzkich i całych województw*.

Cenowy skwar w Warszawie, Gdańsku i Krakowie

Już od kilku lat kolejność najbardziej upalnych miast wojewódzkich pod względem cen mieszkań wygląda podobnie. Prowadzi Warszawa (obecnie 13 223 zł/1m2), następne są Gdańsk, Kraków i Wrocław, które regularnie zamieniają się miejscami. Do przekroczenia progu 10 000 zł/1m2 mieszkania z rynku wtórnego zbliża się Poznań, a pułap 9000 zł wkrótce przebiją Rzeszów, Lublin i Szczecin. Natomiast najbardziej przyjemny klimat cenowy ze wszystkich miast wojewódzkich mają Zielona Góra, Bydgoszcz i Gorzów Wielkopolski, gdzie kupujący płacą za 1m2 poniżej 7000 zł.Ceny mieszkań w miastach wojewódzkich

Mimo że Warszawa cenowo jest prawie dwa razy bardziej upalna od Gorzowa Wlkp., to właśnie w tym ostatnim wzrost ceny na 1m2 był jednym z najwyższych w kraju (+778 zł). Ceny szybko rosły także we Wrocławiu (+842 zł) i Opolu (+1075 zł). Najbardziej stabilna sytuacja panuje w Toruniu (+32 zł/1m2), Białymstoku (+108 zł) i Łodzi (+181 zł).

Wyraźne ocieplenie w zachodniopomorskim

Cenowa temperatura mieszkań jest nieco niższa w perspektywie całych województw. Najgorętszymi są mazowieckie (11 500 zł/1m2), małopolskie (10690 zł) i pomorskie (9969 zł). Tuż za podium znalazło się zachodniopomorskie, gdzie ceny mieszkań są zdecydowanie niższe (7558 zł).

Najzimniejszymi województwami pod tym względem są śląskie (5630 zł), lubuskie (5741 zł) i opolskie (5445 zł). W całej Polsce średnia cen mieszkań wynosi obecnie 7661 zł/1m2.

Ceny mieszkań w województwach

W odróżnieniu od miast wojewódzkich niektóre województwa zanotowały spadki cen mieszkań między IV kw. 2022 r. a I kw. 2023 r. Najwięcej ochłodziły się stawki mieszkania z rynku wtórnego w mazowieckim (-307 zł/1m2), dolnośląskim
(-249 zł) i pomorskim (-233 zł). Między kwartałami były też wyraźne ocieplenia cen, jak w podkarpackim (+510 zł/1m2), opolskim (+311 zł) i świętokrzyskim (+305 zł).

Zakopane i Orneta na cenowych biegunach

Ze wszystkich większych miejscowości najgorętsze ceny mieszkań mają Zakopane (18 950 zł/1m2), Międzyzdroje (15 943 zł) i Sopot (15 694 zł). Temperatura cen mieszkań jest tam znacznie wyższa od stolicy danego województwa. Podobnie jest w śląskim i dolnośląskim, gdzie Katowice ustępują Bielsku-Białej, a Wrocław Karpaczowi.

Najtańsze i najdroższe w województwie

Jeszcze większe skrajności widać w zestawieniu cen mieszkań w poszczególnym województwie. W mazowieckim najgorętszym miastem pod względem stawek za 1m2 mieszkania z rynku wtórnego jest Warszawa (13 223 zł), a prawie trzykrotnie chłodniej jest w Ciechanowie (5405 zł). Podobna proporcja dotyczy Zakopanego i Trzebini, Sopotu
i Malborka, Międzyzdrojów i Drawska Pomorskiego czy Karpacza i Nowej Rudy.

Nie tak duże różnice temperatur cen mieszkań panują w obrębie łódzkiego (Łódź i Bełchatów), świętokrzyskiego (Kielce i Ostrowiec Świętokrzyski) czy kujawsko-pomorskiego (Toruń i Rypin).

3 kluczowe zastosowania kleju do gwintów w przemyśle

Kleje do gwintów są niezastąpione w wielu gałęziach przemysłu, gdzie niezawodne zabezpieczanie połączeń gwintowanych jest niezbędne. Ich unikalne właściwości, takie jak wytrzymałość na wysokie temperatury, wibracje czy obciążenia mechaniczne, sprawiają, że są one idealnym rozwiązaniem dla różnorodnych zastosowań. W tym artykule poznasz trzy istotne zastosowania tego typu preparatów w przemyśle. Ukazują one wszechstronność i efektywność klejów do gwintów.

Klej do gwintów Loctite: niezawodne zabezpieczanie połączeń w przemyśle motoryzacyjnym

Klej do gwintów odgrywa kluczową rolę w przemyśle motoryzacyjnym, gdzie trwałe zabezpieczanie połączeń gwintowanych jest niezbędne. Stosowanie tego typu preparatów, na przykład kleju do gwintów Loctite, zapewnia wytrzymałe, odporne na wibracje połączenia, które są istotne w trakcie eksploatacji pojazdów. Dzięki klejom do śrub nie tylko zabezpieczane są ważne elementy konstrukcyjne, ale także chronione są przed przypadkowym odkręceniem.

Klej do gwintów czerwony czy niebieski to kolory określające różne poziomy wytrzymałości i elastyczności. Preparaty są więc dostosowane do konkretnych wymagań danej aplikacji. W przemyśle motoryzacyjnym kleje do naprawy gwintów są niezastąpione w przypadku uszkodzeń, które mogą wystąpić podczas eksploatacji. Kleje do połączeń gwintowanych (na przykład klej do gwintów Melkib) zapewniają trwałe, niezawodne zabezpieczenie śrub przed odkręceniem, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa i wydajności pojazdów. Dzięki swojej wysokiej wytrzymałości i skuteczności, kleje do gwintów są nieodłącznym elementem produkcji i serwisowania pojazdów.

Klej uszczelniający do gwintów: klucz do trwałych i szczelnych połączeń w przemyśle maszynowym

W przemyśle maszynowym klej uszczelniający do gwintów (na przykład Loctite do gwintów lub preparaty innych marek) odgrywa niezwykle istotną rolę, zwłaszcza w miejscach, gdzie występują duże obciążenia mechaniczne i wysokie temperatury. Zapewniając trwałe połączenia, kleje te chronią kluczowe elementy maszyn przed uszkodzeniami, a także przed przypadkowym odkręceniem. Dzięki swoim właściwościom, kleje do gwintów są niezbędne w przypadku zastosowań, które wymagają szczególnej wytrzymałości i trwałości.

Klej do gwintów Loctite to sprawdzone rozwiązanie, które gwarantuje długotrwałe działanie nawet w trudnych warunkach pracy maszyn. Stosowanie klejów do połączeń gwintowanych oraz zabezpieczanie śrub przed odkręceniem w przemyśle maszynowym przyczynia się do zwiększenia żywotności urządzeń oraz obniżenia kosztów ich utrzymania. Wszystko to sprawia, że kleje uszczelniające do gwintów są niezastąpione w tym segmencie rynku.

Zabezpieczenie gwintów: jak kleje do śrub wpływają na bezpieczeństwo i wydajność przemysłu chemicznego?

W przemyśle chemicznym klej do śrub czy też klej do połączeń gwintowanych odgrywa kluczową rolę, zapewniając trwałe i niezawodne połączenia gwintowane, które są odporne na działanie agresywnych substancji chemicznych. Zabezpieczenie gwintów za pomocą kleju do gwintów Loctite (na przykład klej do gwintów niebieski) pozwala na utrzymanie szczelności systemów przesyłu i magazynowania różnych substancji chemicznych, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa pracowników i środowiska.

Klej uszczelniający do gwintów jest często stosowany w celu zabezpieczania gwintów przed korozją, która może być spowodowana przez kontakt z agresywnymi chemikaliami. Wykorzystanie klejów do gwintów w przemyśle chemicznym nie tylko zapewnia trwałość i bezpieczeństwo konstrukcji, ale także pomaga uniknąć niekontrolowanego wycieku substancji, które mogą być szkodliwe dla zdrowia ludzi oraz środowiska. Kleje do gwintów Loctite są niezbędnym narzędziem w utrzymaniu wysokich standardów w przemyśle chemicznym.

Klej do śrub: wszechstronne zastosowania w różnych gałęziach przemysłu

Kleje do gwintów są wszechstronnym i niezastąpionym rozwiązaniem w wielu gałęziach przemysłu, gdzie trwałe i niezawodne zabezpieczanie połączeń gwintowanych ma kluczowe znaczenie. Z kolei preparat taki jak klej do naprawy gwintów pozwala umocnić uszkodzone połączenia gwintowane, by nadać im odpowiedni poziom trwałości i zapewnić zabezpieczenie śruby przed odkręceniem.

W każdym z tych przypadków kleje do gwintów takie jak Loctite odgrywają istotną rolę w zapewnieniu trwałości, bezpieczeństwa i efektywności pracy. Dzięki swoim unikalnym właściwościom klej do gwintu stał się nieodłącznym elementem różnych gałęzi przemysłu, służąc jako wszechstronne i niezawodne rozwiązanie dla wielu zastosowań.

Pierwsza sieć przemysłowa 5G w modelu otwartym działa już w Krakowie. Wykorzystuje polską technologię

W Krakowie działa pierwsza w Polsce przemysłowa sieć 5G w modelu otwartym. Inkubator technologiczny hubraum uruchomił ją w Hub4Industry, siedzibie Astor Robotics Center. Pionierska sieć wykorzystuje rozwiązania od IS-Wireless. Polska firma. dostarczyła na potrzeby projektu radiową sieć dostępową (ang. Radio Access Network).

Projekt jest wspólnym sukcesem inkubatora technologicznego hubraum, IS-Wireless, Benetel i T-Mobile. Eksperci IS-Wireless, dostawcy części radiowej sieci zapowiadają, że podobne wdrożenia będą ogłaszać wkrótce w kraju i za granicą.

Otwarte sieci 5G na świecie i w Polsce

Krakowska sieć 5G powstała w modelu otwartym, czyli Open RAN. Oznacza to, że zbudowana jest ze współpracujących elementów dostarczonych przez różnych dostawców. Jak podkreśla Rafał Sanecki, dyrektor marketingu w IS-Wireless, sieci takie jak ta w krakowskim Hub4Industry mogą wkrótce pojawić się w całej Polsce. – Bardzo się cieszę z uruchomienia pierwszej w Polsce sieci 5G dla przemysłu w modelu otwartym. To ważne w kontekście zmian na naszym rynku – wkrótce w kraju do dyspozycji firm i samorządów oddane zostanie pasmo częstotliwości przeznaczone do budowy prywatnych sieci 5G. Efekty naszej współpracy z Krakowie pokazują, że takie sieci można budować w oparciu o rodzime rozwiązania i do tego będziemy zachęcać – mówi  Rafał Sanecki.

Według agencji Dell’Oro udział rozwiązań w modelu Open RAN w całym rynku sieci 5G dynamicznie  rośnie. Zyski generowane przez sieci otwarte mają stanowić do 2026 r. nawet 15 proc. całego rynku łączności mobilnej.

– Rzeczywiście, fakt, że już za chwilę własne prywatne sieci 5G będą mogły budować samorządy i przedsiębiorcy zapowiada ciekawą branżową zmianę, a rozwiązania Open RAN wydają się idealnie pasować do potrzeb tych segmentów rynku. Sytuacja jest też niezwykle ciekawa dla hubraum, ponieważ przed szansą stają startupy oraz małe i średnie firmy technologiczne – w tym segmencie rynku jest całkiem dużo rzeczy do zrobienia, od budowy aplikacji optymalizujących sieć i dbających o cyberbezpieczeństwo aż do budowy i utrzymania takich sieci – mówi Wojciech Pawlak, ekspert technologiczny w inkubatorze hubraum.

Kolejne sieci 5G Open RAN dla przemysłu już wkrótce

Sieć, która działa w Krakowie wykorzystuje radiową sieć dostępową (ang. Radio Access Network, RAN), którą dostarczyło IS-Wireless, końcówki radiowe od irlandzkiej firmy Benetel oraz część rdzeniową sieci (tzw. Core) od T-Mobile. – Z dumą przyglądamy się działaniu sieci w Krakowie. Skuteczność naszych rozwiązań wielokrotnie potwierdzaliśmy w czasie testów i badań w europejskich laboratoriach, teraz czas na komercyjne instalacje. – wyjaśnia Sławomir Pietrzyk, Prezes i założyciel IS-Wireless. I zapowiada kolejne wdrożenia tego typu. – W ostatnich miesiącach intensywnie pracowaliśmy nad kolejnymi wdrożeniami dla przemysłu w Polsce i na świecie i niebawem będziemy mogli podzielić się informacjami o kolejnych projektach – mówi Sławomir Pietrzyk.

Uruchomienie krakowskiej sieci 5G w modelu Open RAN zainaugurowano w czwartek (25 maja br.). W wydarzeniu udział wzięli partnerzy realizujący projekt, a także Alex Choi, przewodniczący O-RAN Alliance, najważniejszej organizacji pracującej nad standardami dla sieci w modelu Open RAN.

W jaki sposób projektować parki handlowe, aby inwestycja zakończyła się sukcesem?

Parki handlowe to obecnie najbardziej gorący sektor rynku nieruchomości handlowych, co wynika z ich formatu, kondycji polskiego rynku i gospodarki oraz spełniania rzeczywistych potrzeb lokalnych społeczności. Jak podaje firma CBRE ogólny wolumen powierzchni handlowych na polskim rynku wynosi 13,5 miliona mkw. Ponad jedna czwarta podaży zlokalizowana jest w miastach poniżej 100 000 mieszkańców w formatach dopasowanych skalą i ofertą do potrzeb i wymagań mieszkańców i udział ten stale rośnie. Deweloperzy realizują też mniejsze inwestycje handlowe na obrzeżach większych miast podążając za potrzebami lokalnych społeczności. Jaki jest przepis na sukces małych formatów handlowych? O tym opowiadają jedni z liderów polskiego rynku w zakresie realizacji i projektowania nieruchomości handlowych: przedstawiciele pracowni MODO Architektura i dewelopera Genesis Property.

Parki handlowe to wyjątkowo elastyczne aktywa, których charakter umożliwia dostarczanie na lokalne rynki oferty obejmującej produkty i usługi uznanych marek w sposób akceptowalny i pożądany zarówno ze strony konsumentów, jak i ze względu na lokalne uwarunkowania prawne czy ekonomiczne” – mówi Juliusz Wawrzyniak, Prezes firmy Genesis Property, która przygotowuje obecnie osiem parków handlowych o łacznej powierzchni ponad 44 000 mkw. w miastach takich jak Pińczów, Łęczna, Żagań, Brzeziny, Ropczyce, Morąg, ale także w Łodzi i Poznaniu. “Kluczem do poprawnego spozycjonowania inwestycji jest doskonała znajomość lokalnych uwarunkowań, wymagań i specyfiki działania potencjalnych najemców powierzchni w takich obiektach oraz zwyczajów lokalnych konsumentów w tym ich preferencji związanych z komunikacją, sposobami spędzania wolnego czasu czy też zainteresowaniami. Ilość nowo powstających obiektów handlowych w mniejszych ośrodkach miejskich jest coraz większa zatem nie wystarczy już zapewnić jedynie wysokiej jakości przestrzeni handlowych, parkingu i dobrej oferty, aby przyciągnąć klientów. Funkcje parków handlowych dla lokalnych społeczności potencjalnie wykraczają poza utarty schemat dostarczania jedynie powierzchni handlowych i stanowić mogą dużą wartość dodaną dostarczając na lokalne rynki funkcji rekreacyjnych, integracyjnych czy też sportowych. Jednym słowem: przy realizacji nowego obiektu należy uważnie przeanalizować potencjał rynku, aby zawczasu zbudować przewagę konkurencyjną obiektu, którą trudno będzie zniwelować konkurencyjnym inwestycjom” – podkreśla Juliusz Wawrzyniak.

Parki handlowe mają duży potencjał do zagospodarowania. Inwestycje realizowane od podstaw czy też przebudowa i rozbudowa starszych projektów handlowych powinna uwzględniać potencjał budowania wartości tkwiący w lokalnych społecznościach. Wraz z zagęszczaniem się sieci mniejszych obiektów handlowych, która swoim zasięgiem obejmuje coraz większe obszary kraju, rosnąć będzie konkurencja, a potencjalni konsumenci mogą mieć kilka obiektów do wyboru w podobnej odległości od swojego miejsca zamieszkania. Na zakupy udadzą się tam, gdzie znajdą najszerszą ofertę wpisującą się w ich upodobania. Kluczem jest więc uszycie takiej oferty, która przyciągnie nie tylko bogactwem marek, ale także dodatkowymi funkcjami również rekreacyjnymi i sportowymi. Niezwykle ważny jest więc dobór lokalizacji, w której powstaje handlowy obiekt. Z jednej strony dobra komunikacja umożliwiająca łatwy dojazd różnego rodzaju środkami komunikacji, a z drugiej wyjątkowe cechy danej działki tworzące potencjał stworzenia przestrzeni towarzyszącej i umożliwiającej na przykład rozbudowę oferty gastronomicznej, sportowej czy społecznościowej w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu” – mówi Tomasz Borowiak z polskiej pracowni MODO Architektura, która jest laureatem międzynarodowych nagród branżowych za projekty parków handlowych.

Symptomatyczne dla polskiego rynku jest również to, że wchodzimy w cykl, w którym wiele obiektów handlowych pierwszej generacji będzie wymagało znaczących nakładów i wymyślenia na nowo ich funkcji w mieście. W tym przypadku mówimy o lokalizacjach znajdujących się w większych aglomeracjach, w których wcześniej funkcjonowały super lub hipermarkety. Również w takich lokalizacjach, które funkcjonują w świadomości konsumentów, jako tradycyjnie handlowe, obok tradycyjnych handlowych galerii, implementowane są funkcje charakterystyczne dla parków handlowych, a więc możliwe są szybkie zakupy w sklepach, do których dostać się można wprost z parkingu. Reasumując: na polskim rynku tworzy się oferta nowych obiektów ze zdywersyfikowaną ofertą trafiającą w gusta i potrzeby różnego rodzaju konsumentów. Na terenie dużych miast powstają projekty handlowe, które w swojej ofercie posiadają tradycyjny koncept parku handlowego, a parki handlowe powstające w mniejszych miejscowościach potencjalnie budować swoje przewagi mogą w oparciu o model charakterystyczny wcześniej dla galerii handlowych, a więc umożliwiają mieszkańcom obok zakupów również spędzenie wolnego czasu” – stwierdza Tomasz Borowiak z MODO Architektura.

Potencjał na rozwój mniejszych obiektów handlowych tkwi także na przedmieściach największych miejskich aglomeracji. W wielu małych, satelickich w stosunku do dużych miast, miejscowościach ciągle brakuje kompleksowej oferty zaspokajającej podstawowe potrzeby mieszkańców, co zmusza ich do nieraz wielogodzinnych podróży, aby dokonać zakupów. Odpowiednio przygotowane, małe handlowe nieruchomości dogęszczają sieć istniejących punktów. Wpływa to korzystnie zarówno na mieszkańców, jak i na rozwój określonych regionów podnosząc ich atrakcyjność także dla przyszłych mieszkańców, którzy szukają przyjaznych miejsc, aby kupić lub wybudować dom. Uważnie analizujemy dostępne możliwości i poza wspomnianymi inwestycjami w Łodzi czy Poznaniu szykujemy się przeprowadzenia inwestycji także na terenie lub w bezpośrednim sąsiedztwie największych polskich miast” – podsumowuje Juliusz Wawrzyniak z Genesis Property.

Tesla Model Y najlepszym według kierowców samochodem elektrycznym

EV Klub Polska, jako jeden z pomysłodawców nagrody EV Drivers’ Choice GEVA Awards, podczas EV Experience wyróżnił najlepsze samochody elektryczne na świecie. Zwycięskie pojazdy zostały wybrane przez kapitułę składająca się z ponad 220 tysięcy użytkowników aut zeroemisyjnych z kilkudziesięciu krajów.

Samochody otrzymujące nagrody EV Drivers’ Choice GEVA Awards wybierane są przez kierowców pojazdów elektrycznych, reprezentujących zrzeszone w Global EV Drivers’ Alliance (GEVA) 63 organizacje użytkowników EV z 37 państw z całego świata. W pierwszej edycji konkursu, wyboru można było dokonać spośród przeszło 120 modeli zeroemisyjnych pojazdów.

Jest to wyjątkowy moment, gdyż nagrody EV Drivers’ Choice GEVA Awards rozdawane są po raz pierwszy w historii. Wyjątkowości tej edycji dodaje fakt, że użytkownicy aut elektrycznych z całego świata mogli oddać głos na modele, które są dostępne na rynkach, gdzie działają organizacje zrzeszone w ramach Global EV Drivers’ Alliance. Dzięki temu konkursowi dowiedzieliśmy się, które auta elektryczne są najbardziej doceniane przez kierowców EV – mówi Łukasz Lewandowski, Prezes EV Klub Polska.

Sam proces głosowania był wyjątkowo prosty. Wystarczyło wejść na stronę https://evdriverschoice.com/, wskazać wybrany model EV, podać informację o kraju swojego pochodzenia i krótko uzasadnić dokonany wybór. Następnie nadesłane zgłoszenia przeanalizowała kapituła i na tej podstawie wytypowała zestawienie TOP10, w tym również najlepszy samochód elektryczny świata.

Wśród wyróżnionych znalazły się takie pojazdy jak: TOP10 – Mercedes-Benz EQS, TOP9 – Renault Megane E-Tech, TOP8 – Volkswagen ID.3, TOP7 – BMW i4, TOP6 – Ford Mustang Mach-E, TOP5 – Skoda Enyaq iV, TOP4 – Nissan Ariya. Walka o miano najlepszego samochodu elektrycznego roku toczyła się pomiędzy trzema rywalami. Hyudani IONIQ5, KIA EV6 oraz Tesla Model Y. Ostatecznie ze znaczną przewagą wygrała Tesla.

Wybór Tesli Model Y jako najlepszego samochodu świata, na podstawie głosów użytkowników samochodów elektrycznych, nie jest przypadkowy. W ostatnim czasie ten model bije rekordy sprzedaży w wielu krajach. Jak wynika z analiz uzasadnień wyboru, znaczna część użytkowników pojazdów elektrycznych docenia Model Y za innowacyjne rozwiązania, bardzo dobry stosunek jakości do ceny, niespotykaną u innych marek częstotliwość update’ów oraz design i osiągi – podsumowuje Łukasz Lewandowski, Prezes EV Klub Polska.

Ekonomiści: Inflacja rozlewa się po Polsce, bo jest nietłumiona

W sprawie inflacji głos zabrały właśnie dwa tuzy. Jeden z nich to ikoniczny Ben Bernanke – były kierownik Fed, czyli banku centralnego Stanów Zjednoczonych. Drugi też sroce spod ogona nie wypadł, jego nazwisko jest znane. To Olivier Blanchard były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF). Obaj udzielają się teraz w instytucjach badawczych. Pierwszy w Brookings Institution, drugi w Peterson Institute.

Panowie uważają, że spieranie się, czy inflację wywołały w 2021 roku w USA rządowe bodźce finansowe, czy pandemia, jest od rzeczy, bo zadziałały obie te przyczyny razem. Pogląd ten wyrazili na piśmie w stanowisku zatytułowanym „What Caused U.S. Pandemic-Era Inflation”,  przygotowanym na konferencję „The Fed: Lessons learned from the past three years”. Podkreślają zupełnie rozsądnie, że warunkiem zmierzchania inflacji jest schłodzenie amerykańskiej gospodarki, co wiązać się musi ze wzrostem bezrobocia.

Autorzy twierdzą, że najważniejszym zapalnikiem i paliwem inflacji był w Ameryce szok cenowy na rynkach produktowych w połączeniu z brakami w zaopatrzeniu. Dodają jednak, że skutki przegrzania rynku pracy w USA na wzrost płac nominalnych i inflację są bardziej uporczywe (persistent) niż efekty wymienionych szoków produktowo-rynkowych, a więc powrót w Ameryce do celu inflacyjnego wymagać będzie osiągnięcia i utrzymania lepszej równowagi między popytem a podażą pracy.

Bernanke i Blanchard są zatem zdania, że wskaźnik bezrobocia powinien w Stanach wzrosnąć z obecnych 3,4 proc. do ponad 4,3 proc. Opinię tę wyrażali już wcześniej niektórzy ekonomiści z Fed wskazując, że obecne zatrudnienie kształtuje się powyżej wskaźnika tzw. bezrobocia naturalnego ustalonego na podstawie danych historycznych na 3,5 – 4 proc. Jest to oczywiście przedział arbitralny, więc niekoniecznie obiektywny, także dlatego, że odzwierciedla zupełnie inne kiedyś niż teraz warunki i strukturę gospodarki.

W nieco bardziej szczegółowym obrazie, w 2021 r. podstawowym źródłem amerykańskiej inflacji były braki zaopatrzeniowe i wzrost cen energii, przy czym braki w zaopatrzeniu odzwierciedlały ograniczoną podaż w połączeniu ze wzrostem popytu wywołanym przez wielki bodziec finansowy z racji uruchomienia na początku tego roku wielkiego „Amerykańskiego Planu Ratunkowego” prezydenta Bidena polegającego na awaryjnym wydatkowaniu 1,9 bln (1 900 mld) dolarów.

Potem jednak pandemiczne zakłócenia zaczęły zanikać, ale inflacja nie spadała, ponieważ w rezultacie nadal wtedy niskich stóp procentowych (0,25 proc. w 2021 r.) i nawału świeżej gotówki od rządu popyt był nadal bardzo silny. Rynek pracy był przegrzany na co wskazywała wysoka przewaga wolnych stanowisk do obsadzenia nad liczbą osób bezrobotnych. Poza tym, pierwsze oznaki i postępy inflacji obudziły czujność zatrudnionych, którzy w przewidywaniu dalszego wzrostu cen domagali się rekompensaty płacowej i wobec braku rąk do pracy mieli przewagę negocjacyjną.

W innej pracy przygotowanej na wspomnianą konferencję (The Inflation Surge of the 2020s: The Role of Monetary Policy) były wiceszef Fed Donald Kohn, teraz w Brookings Institution, i ekonomista akademicki z Brown University Gauti B. Eggertsson dodają, że swoje za uszami ma także bank centralny. W 2020 r. Fed przyjął mianowicie zasadę, że stopy procentowe pozostaną w okolicach zera dopóty, dopóki zatrudnienie nie dojdzie do maksymalnego możliwego poziomu, nawet jeśli dojdzie do przekroczenia celu inflacyjnego w wysokości 2 proc. Innymi słowy, zatrudnienie ważniejsze od (lekkiej) inflacji.

W Polsce urzędowa dysputa w sprawie inflacji podporządkowana jest celom politycznym ogromniejącym w oczach wraz ze zbliżaniem się wyborów. Argument o inflacjogennych skutkach pandemii nie budzi zastrzeżeń, choć po fakcie widać również, że monetarno-fiskalna reakcja była wówczas przesadzona. Zarzutu z tego czynić jednak nie wypada, bo nikt nie wiedział wtedy, co koronawirus zdoła nawyczyniać. Zarzuty dotyczą tego co było potem, bo cała Europa chorowała, a niemal wszędzie inflacja jest teraz znacznie niższa.

W oficjalnym przekazie NBP mowa jest przede wszystkim o tzw. putinflacji i budzi to sprzeciw. Warunki w Europie uzależnionej jeszcze niedawno od gazu i ropy z Rosji oraz sąsiadującej z terenami objętymi wojny Rosji z Ukrainą różnią się oczywiście od uwarunkowań amerykańskich, gdzie własnych węglowodorów w bród, a dozbrajanie Ukrainy oddziałuje pobudzająco na gospodarkę. Jednak teza o podstawowych źródłach niesłychanie wysokiej inflacji w Polsce wypływających podobno z okolic Kremla trąci na kilometry zacietrzewieniem niemerytorycznym, bo politycznym.

Napaść na Ukrainę nastąpiła w końcu lutego 2022 r. Tymczasem już w listopadzie i grudniu 2021 r., a więc na kilka miesięcy przed wojną u naszych granic, inflacja w Polsce poszybowała do (odpowiednio) 7,8 proc. i 8,6 proc.

Również dane nt. tzw. inflacji bazowej, czyli po wyłączeniu wzrostu cen żywności i energii składającego się na tzw. putinflację, potwierdzają, że NBP i rząd w tej kwestii głównie kręcą. NBP podaje na podstawie danych GUS, że w kwietniu 2023 r. inflacja bazowa wynosiła w porównaniu z tym samym miesiącem 2022 r. 12,2 proc., a inflacja konsumencka (CPI) – 14,7 proc. W uproszczeniu, bo droga energia wpływa w jakimś stopniu na ceny towarów nieżywnościowych, „putinflacja” wynosi zatem jedynie 2,5 proc. lub tylko nieco więcej.

Politykę podobną choć jeszcze gorszą od prowadzonej w Polsce forsują Węgrzy, którzy są jednak w niemal przyjacielskich stosunkach z Rosją. Inflacja konsumencka wynosiła tam w kwietniu 2023 r. katastrofalne 24,5 proc. Węgry mają w Unii najwyższą inflację, a Polska ciągle próbuje im dorównać  – jest na piątym miejscu od końca.

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Z polskiej perspektywy inflacja w USA w wysokości 4,9 proc. w kwietniu br. jest mała, choć tam mówią o niej bardzo duża. Po 10 kolejnych podwyżkach w ciągu minionych 14 miesięcy główna stopa procentowa Fed ustalona została na początku maja 2023 r. w przedziale od 5 proc. do 5,25 proc. a więc jest o nawet 35 punktów bazowych wyższa od inflacji i nadal nie ma pewności, czy nie zostanie podniesiona jeszcze bardziej. W Polsce stopa referencyjna NBP stoi w miejscu od września 2022 r., wynosi 6,75 proc. i jest niższa od wskaźnika inflacji aż o 7,95 punktów procentowych.

Słychać, jak Tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców powtarza pod nosem bez ustanku – karramba, choć to przecież nie jego, a nasz kłopot.

Wnioski przedstawione w obu omówionych bardzo pokrótce pracach z USA przystają do polskich realiów, choć u nas inflacja jest „niebotycznie” wyższa, ponieważ w odróżnieniu od działań podejmowanych przez Fed jest nietłumiona. Bezczynność w tej mierze wynika z obłudnej troski o lud pracujący miast i wsi, a w wyrazie praktycznym z taktyki przesuwającej własną (potencjalną) aktywność w tej mierze na okres „po wyborach” lub pozostawiającej problem obecnej opozycji, co tej się nie przysłuży.

Autor: Jan Cipiur, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich