Victoria Dom pozyskała ponad 50 mln zł z emisji obligacji

Victoria Dom zakończyła prywatną emisję trzyletnich obligacji korporacyjnych o wartości 50,2 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na zasilenie kapitału obrotowego oraz refinansowanie poprzednich transz obligacji. Zarząd dewelopera zakłada, że w ramach działalności na rynku polskim i niemieckim rozpozna w tym roku przychody na poziomie powyżej 1 mld zł.

Deweloper Victoria Dom zakończył kolejną emisję obligacji korporacyjnych.  Inwestorzy objęli trzyletnie papiery dłużne o łącznej wartości 50,2 mln zł. Zarząd spółki będzie się ubiegał o wprowadzenie obligacji nowej emisji do obrotu na rynku Catalyst.

„Inwestorzy, do których skierowana została nowa emisja, za nowe papiery zapłacili częściowo gotówką. Pozyskany w ten sposób kapitał obrotowy zostanie wykorzystany na finansowanie nowych projektów i zakup nowych gruntów. Zdecydowana większość zaoferowanych teraz obligacji opłacona została natomiast wcześniej wyemitowanymi obligacjami o terminach zapadalności następujących w maju, lipcu i październiku tego roku oraz czerwcu przyszłego roku” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Victoria Dom S.A.

Ustalony z reguły trzyletni okres zapadalności obligacji wynika ze standardowego cyklu inwestycyjnego uwzględniającego okres od zakupu działki, poprzez przygotowanie projektu, uzyskanie pozwolenia, realizacji budowy i sprzedaży lokali, aż do zakończenia inwestycji.

Zarząd Victoria Dom z optymizmem patrzy na kolejne okresy. „Obserwujemy ożywienie w naszych biurach, które powinno przełożyć się również na odbicie sprzedaży w porównaniu z poprzednimi okresami. Na zwiększenie zainteresowania klientów pozytywny wpływ ma z pewnością planowane uruchomienie rządowego programu wspierającego zakupu nowego mieszkania. Dlatego systematycznie uruchamiamy nowe projekty i kolejne etapy naszych popularnych inwestycji dopasowują ofertę do potrzeb i oczekiwań klientów” – podkreślił Waldemar Wasiluk.

Deweloper zakłada w tym roku znaczne zwiększenie liczby przekazywanych nowych mieszkań. „W bieżącym roku planujemy oddać do użytkowania około 2 tys. mieszkań, czyli blisko połowę więcej niż w zeszłym roku. W efekcie w ramach polskiego i niemieckiego rynku zakładamy rozpoznanie przychodów na poziomie powyżej 1 mld zł” – dodał Wiceprezes Victoria Dom S.A.

Columbus podsumował 2022 r.

W 2022 r. Grupa Columbus Energy osiągnęła 598,1 mln zł przychodów. Mimo ujemnej wartości EBITDA, Zarząd Spółki kwalifikuje te wyniki jako inwestycję w stabilizację biznesu na kolejne lata.

Zgodnie z opublikowanym raportem rocznym, w minionym roku przychody Grupy Columbus osiągnęły wartość 598,1 mln zł, czyli tylko o 15 proc. mniej niż w 2021 r., który jest uważany za rekordowy w branży fotowoltaicznej. Wynik EBITDA Grupy wyniósł -54 mln zł, jednak EBITDA skorygowana wyniosła -42 mln zł. Zarząd Columbus podkreśla, iż wyniki za 2022 r. są mocno obciążone kosztami, na które składały się m.in. odsetki, prowizje i opłaty na rzecz zmian struktury finansowania, ale też odpisy i rezerwy. Wspomniane koszty osiągnęły łączną wartość 62 mln zł, co znacznie wpłynęło na końcowy wynik Grupy.

– W ciągu ostatnich 12 miesięcy z rynku fotowoltaicznego zniknęło, bądź przebranżowiło się ponad 90% firm. Pozostało kilka większych podmiotów i rozdrobniony rynek instalatorów lokalnych. Podsumowując wynik finansowy, warto więc zapytać, czy koszt, jaki ponieśliśmy w 2022 r., był wart znalezienia się w miejscu, w którym obecnie jesteśmy. Inaczej ujmując, czy inwestycja dziesiątków milionów złotych w to, aby 90% naszej konkurencji na rynku fotowoltaiki zniknęła, była dobrą inwestycją? Uważamy, że tak – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Obecnie Columbus posiada powyżej 15% udziałów w rynku fotowoltaiki (biorąc pod uwagę pierwszy kwartał 2023 r.) i ponad 30% w rynku magazynów energii dla domów. Dzięki dywersyfikacji struktur sprzedaży, podzielonej na sprzedaż własną oraz sprzedaż przez Columbus Elite i Votum Energy, aktualnie Grupa montuje 700-800 instalacji dla domów miesięcznie. Jak twierdzi Zarząd Spółki, Columbus ma ambicje podwoić ten wynik w najbliższych miesiącach i dojść do 30% udziału w rynku domowej fotowoltaiki.

Jednym z sukcesów Columbus w minionym roku było rozpoczęcie działalności w Republice Czeskiej, gdzie zaoferowano fotowoltaikę, magazyny energii, pompy ciepła i ładowarki do samochodów elektrycznych dla klientów indywidualnych i biznesowych.

– Nie tylko weszliśmy na ten rynek, ale już znaleźliśmy się w top 5 firm rynku czeskiego, a w 2023 r. chcemy wejść na podium. W samym pierwszym kwartale 2023 r. na rynku czeskim zamontujemy ok. 300 instalacji fotowoltaicznych wraz z magazynami energii, których wartość obrotu szacujemy na 30 mln zł, z solidną EBIDTA. Model wypracowany w Czechach chcemy zreplikować na Słowację w drugim kwartale 2023 r. w ramach umowy JV z naszymi czeskimi wspólnikami. Rozważamy też podobny model w kolejnych krajach. W Polsce tworzyliśmy rynek fotowoltaiki od początku, przechodząc przez jego wzrost, historyczny boom, następnie jego załamanie i obecnie stabilizację. Wiemy jak zarządzać każdym z tych okresów i dostosować organizację do skrajnie różnych wyzwań, dlatego chcemy wykorzystać tę wiedzę na innych rynkach europejskich – komentuje Dawid Zieliński.

Kolejnym, ważnym wydarzeniem 2022 r. było wejście Columbus na rynek wielkoskalowych magazynów energii. Spółka posiada jeden z największych portfeli projektów magazynów energii z warunkami przyłączenia. Budowa i zarządzanie wielkoskalowym magazynem energii to kluczowa kompetencja, która w przyszłości będzie niezbędna na rynku energetyki. Tę kompetencję Columbus buduje wewnątrz własnych struktur i w przyszłości chce z niej uczynić znaczącą przewagę konkurencyjną Grupy.

– Rynek mocy gwarantuje bankowalność projektów i jest w stanie spłacić większość nakładów inwestycyjnych. Bez magazynów energii polski rynek energetyczny praktycznie nie ma szans na stabilne funkcjonowanie. Będziemy potrzebować ponad 10 GW mocy magazynów energii, aby zbilansować strukturę miksu energetycznego kraju. Magazyny energii na świecie świadczą wiele usług systemowych, na których solidnie zarabiają. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji strategicznej, czy będziemy sami budować magazyny, czy zaprosimy inwestora strategicznego, ale inwestycje w te trzy magazyny energii to ponad 4 mld zł w horyzoncie 3-5 lat – twierdzi Prezes Columbus.

Warto przypomnieć, że Columbus jest na finiszu procedury przeniesienia notowań na główny parkiet GPW. Dnia 14 marca KNF zatwierdziła prospekt emisyjny Spółki. Po publikacji raportu rocznego, nastąpi suplementacja prospektu o wyniki roczne, a następnie w ciągu kilku tygodni zostanie wyznaczona data przeniesienia notowań na główny parkiet.

– Rok 2022 był dla nas lekcją pokory oraz manewrowania między dużymi wyzwaniami, a szansami rynkowymi. Mamy nadzieję, że 2023 r. przyniesie stabilizację w sprzedaży bezpośredniej w Polsce, rozwój naszej działalności poza Polską, ale również kontynuację inwestycji w farmy fotowoltaiczne i magazyny energii. W bieżącym roku na pewno zakontraktujemy budowę pierwszego magazynu energii. Być może już po pierwszym kwartale odbudujemy bilans, czyli zdolność do finansowania inwestycyjnego i obrotowego, co z kolei przyniesie nam oddech i czas na rewizję strategii – dodaje Dawid Zieliński.

Blisko 40 proc. Polaków spożywa mięso 2-3 razy w tygodniu. 33 proc. jada je nawet 4-6 razy tygodniowo

Mięso wciąż stanowi ważną pozycję w menu Polaków. Prawie czterech na dziesięciu badanych sięga po nie zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu. Co trzecia osoba robi to nawet 4-6 razy w tym czasie. Na co dzień rodacy wybierają drób i wieprzowinę, ale ważne miejsca na liście zakupowej zajmują też ryby i owoce morza. Z kolei wołowina plasuje się wysoko w kategorii mięs jadanych od czasu do czasu. Natomiast dziczyzna i jagnięcina są rzadko wybierane przez konsumentów. Takie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania Kantar Polska i Grupy BLIX, przeprowadzonego na próbie blisko 1,8 tys. konsumentów.

Na co dzień i okazyjnie

Mięso wciąż zajmuje istotne miejsce w diecie Polaków. Jednak widać dużą polaryzację stanowisk co do częstotliwości konsumowania go. Ci, którzy jedzą mięso często, sięgają po nie zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu (38% badanych) albo nawet 4-6 razy w ciągu 7 dni (33% wskazań). Jest też stosunkowo nieduża grupa osób rzadko konsumujących mięso – raz w tygodniu (7%), 2-3 razy w miesiącu (3%) czy raz w miesiącu (1%).

– Spożycie mięsa w Polsce pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Zdecydowana większość ankietowanych, tj. 89%, konsumuje je przynajmniej kilka razy w tygodniu. Wyniki te są zgodne z ogólnymi trendami w Europie, gdzie jedzenie mięsa pozostaje stabilne lub nieznacznie maleje. Jednakże, co może stanowić pewne zaskoczenie, to fakt, że tylko 10% ankietowanych w ogóle nie spożywa mięsa. To pokazuje, że nadal jest ono ważnym elementem diety Polaków – komentuje Marcin Lenkiewicz, ekspert rynku retailowego z Grupy BLIX.

Te wyniki nie powinny dziwić, co podkreśla Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. Ekspert dodaje, że polskie społeczeństwo jest przyzwyczajone do obecności mięsa w codziennej diecie. Weganizm czy wegetarianizm deklaruje nie więcej niż 3-4% społeczeństwa. Wartość rynku mięsnego w Polsce szacuje się na 77 mld zł, a sektor zamienników mięsa według różnych danych waha się od 600 do 900 mln zł. Udział tego ostatniego w sprzedaży nie przekracza 1% i nic nie wskazuje na to, aby to się miało zmienić. Oczywiście, rynek ten będzie rósł, bo jest jeszcze nisza do zapełnienia, ale po dotarciu do poziomu 2-3% osiągnie szklany sufit.

– To, że ankietowani spożywają mięso w różnych ilościach i z niejednakową częstotliwością, może wskazywać na tendencję do ograniczania jego spożycia. A jednak 18% ankietowanych przyznaje się do codziennego jedzenia mięsa. To oznacza, że wciąż istnieje znaczna grupa konsumentów, dla których jest ono podstawą diety – dodaje Lenkiewicz.

Na sposób i częstotliwość jedzenia mięsa wpływają także okoliczności, w jakich częściej lub rzadziej po nie sięgamy. W badaniu konsumenci wskazywali sytuacje, w których spożywają je najczęściej i najrzadziej (według skali, w której „1” oznacza „nigdy”, a „5” – „bardzo często”). Respondenci robią to przede wszystkim przy specjalnych okazjach (np. świątecznych) – 4,15, podczas spotkań w plenerze (np. przy grillu) – 4,06, a także w domach – 3,95. Rzadziej jedzą mięso w czasie spotkań ze znajomymi czy z rodziną – 3,84, w restauracjach – 3,61, a także w barach szybkiej obsługi – 2,90. Według prezesa Zarzeckiego, te wyniki pokazują, jak silnie zakorzenione jest mięso w naszym społeczeństwie. Jednak w restauracjach czy barach często wybieramy inne produkty, np. pizzę czy sałatki. Nie wynika to z poszukiwania potraw bezmięsnych, ale z chęci zjedzenia czegoś innego niż w domu. Często jest to także wybór spowodowany ceną.

– Taki rozkład okoliczności wskazuje, że na co dzień mięso jest obecne w diecie, jednak nie jest najważniejszą składową posiłków. Za to przy wydarzeniach, które mają charakter odświętny, jest już jej nieodłącznym elementem. Niska częstotliwość spożywania produktów mięsnych w barach wśród smart shopperów może wiązać się z przekonaniem o słabszej jakości mięsa w takich miejscach. A wiemy, że jego jakość i zdrowy wygląd są dla tych osób ważnym aspektem – komentuje Patrycja Jedlińska z Grupy BLIX.

Drób i wieprzowina pierwszym wyborem

Respondenci wskazali też, które rodzaje mięsa spożywają najczęściej. Drób (78%) i wieprzowina (40%) zdecydowanie dominują w odpowiedziach. Ryby i owoce morza preferuje 17% badanych, wołowinę – 9%, a dziczyznę oraz cielęcinę – 1%.

– Drób jest delikatnym i mało wymagającym mięsem w przygotowaniu posiłków. Wieprzowina za to ma w Polsce wielu zwolenników również dlatego, że wyrabia się z niej bardzo dużo wędlin, kiełbas i kabanosów. Na stosunkowo niskie spożycie wołowiny może mieć wpływ jej wyższa cena, w porównaniu z drobiem czy wieprzowiną. Konsumenci, którzy dbają o zdrowy styl życia i ekologię, mogą nie wybierać jej za często ze względu na wysoką kaloryczność oraz różnego rodzaju kontrowersje związane z warunkami hodowli bydła – komentuje Jedlińska.

Marcin Lenkiewicz zwraca jednak uwagę na rozbieżności między deklaracjami badanych, a twardymi danymi. – Jeżeli chodzi o faktyczną konsumpcję, a nie deklaracje, to drób plasuje się na drugim miejscu (27-28 kg na osobę rocznie). Wieprzowina pomimo tego, że jest wolumenowo najwięcej konsumowana, to w percepcji respondentów jest na drugim miejscu. Może to być związane z mniejszą częstotliwością konsumpcji niż w przypadku drobiu – tłumaczy ekspert.

Drób (75%), wieprzowina (63%) oraz ryby i owoce morza (53%) pojawiają się na czołowych miejscach także w rankingu konsumowanych od czasu do czasu rodzajów mięsa. Stosunkowo dużo osób przyznaje, że okazjonalnie sięga po wołowinę (43 proc.). Częściej niż w odpowiedziach na pytanie o często spożywane rodzaje mięs pojawiają się inne pozycje, takie jak np. dziczyzna (8%), baranina (5%) lub jagnięcina (3%).

– Producenci mięs, takich jak wołowina, cielęcina i dziczyzna, będą musieli stosować bardziej agresywne strategie marketingowe, aby zwiększyć sprzedaż. Handel mięsem może dostosować swoją ofertę do preferencji shopperów, aby przyciągnąć bardziej zróżnicowane grupy konsumentów – uważa Marcin Lenkiewicz.

W opinii prezesa Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, wybór spożywanego mięsa zależy od jego ceny, łatwości przygotowania czy znajomości przepisów. Pozycje drobiu i wieprzowiny nie powinny więc w tym przypadku dziwić. Z kolei wołowina jest traktowana jako produkt premium. W Polsce statystycznie zjadamy jej ok. 4 kg na osobę, a ryb – ok. 12 kg. Według eksperta, jeżeli zapytamy konsumenta, jakie potrawy zna lub potrafi przyrządzić z wołowiny, to najczęściej pojawiają się 3 odpowiedzi, tj. stek, burger i ewentualnie gulasz. Wynika to z małej wiedzy na temat tego mięsa.

One2tribe SA z przychodami ze sprzedaży na poziomie 3,5 mln zł netto oraz prawie 0,7 mln zł EBITDA w czwartym kwartale 2022 r.

Notowana na rynku NewConnect spółka One2tribe w ostatnim kwartale 2022 r. wypracowała ponad 3,5 mln zł netto jednostkowych przychodów, prawie 0,7 mln zł EBITDA oraz ponad 0,2 mln zysku netto. W całym 2022 roku jednostkowe przychody netto ze sprzedaży wyniosły prawie 9,4 mln zł, natomiast  EBITDA przekroczyła 1,7 mln zł. Zarząd, mając na względzie aktualne trendy związane z technologią sztucznej inteligencji, widzi duże możliwości rozwoju spółki w tym zakresie.

– Czwarty kwartał ub. r. charakteryzował się zwiększeniem naszej działalności po stronie klientów, co ma bezpośrednie przełożenie na wzrost obrotów w spółce. Część naszych kampanii, które rozpoczęliśmy w ostatnich miesiącach 2022 r., zostanie w pełni rozliczona dopiero na początku tego roku. Miało to miejsce m.in. z nowymi klientami, jak IKEA, gdzie użytkownicy mogli korzystać z platformy Tribeware od listopada 2022 r. Mając na względzie rosnące zapotrzebowanie na nasze usługi oraz zadowolenie obecnych klientów z efektów współpracy, widzimy dalsze możliwości rozwoju spółki – informuje Radosław Sosnowski, prezes zarządu One2tribe SA.

W okresie od października do grudnia 2022 r. One2tribe SA wypracowała ponad 3,5 mln zł jednostkowych przychodów netto ze sprzedaży, w porównaniu do zerowych wyników  w analogicznym okresie ub. roku. W raportowanym okresie spółka osiągnęła 0,2 mln zł zysku netto wobec 1,2 mln zł straty r/r. EBITDA w czwartym kwartale ub.r. wyniosła prawie 0,7 mln zł, podczas gdy rok wcześniej na tym poziomie wyniku odnotowała 1,2 mln zł straty. Tak duże rozbieżności spowodowane są marginalnymi wynikami JWA SA przed połączeniem z One2tribe sp. z o.o.

Skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży na poziomie Grupy Kapitałowej w czwartym kwartale 2022 roku wyniosły prawie 3,5 mln zł, odnotowano stratę netto na poziomie 0,2 mln zł, a EBITDA osiągnęła niemal 0,5 mln zł. Narastająco, przychód ze sprzedaży netto Grupy za okres 12 miesięcy ub. r. wyniósł prawie 9,2 mln zł.

One2tribe planuje wykorzystać aktualne trendy technologiczne na rynkach światowych
i zintensyfikować swoje działania w obszarze sztucznej inteligencji (AI).

Z zadowoleniem obserwujemy wzrost popularności szeroko pojętej sztucznej inteligencji. Sami mamy wieloletnie doświadczenie w obszarze wykorzystywania technologii maszynowego uczenia w ramach naszej działalności. Planujemy integrację rozwiązań generatywnej AI (takich jak ChatGPT) z naszymi algorytmami i dalszego wykorzystania w działalności One2tribe. Prowadzimy również w tym zakresie kolejne własne projekty rozwojowe, które niewątpliwie zwiększą zainteresowanie naszymi usługami oraz ekspozycję spółki na nowe rynki – podsumowuje Wojciech Ozimek, wiceprezes One2tribe SA.

One2tribe oferuje narzędzia do zarządzania wydajnością i motywowania pracowników, wykorzystując dane i algorytmy, a także rozwiązania psychologii behawioralnej. Głównym produktem firmy jest platforma Tribeware, która łączy w sobie następujące funkcje: planowanie zadań, przydzielanie zadań pracownikom i kontrolowanie ich realizacji oraz systemu e-commerce do dystrybucji nagród. Z aplikacji o cechach systemu motywacyjnego korzysta obecnie ponad 80 tys. użytkowników na 7 rynkach (Polska i kraje arabskie). Są to głównie firmy z branży sprzedaży detalicznej (retail), farmaceutycznej oraz finansowej. Wśród największych klientów można wyróżnić takie marki jak Lidl, Sanofi, Bayer, Play czy Vision Express.

Contec S.A. pozyskał od inwestorów blisko 50 mln złotych

Spółka Contec S.A., która zajmuje się odzyskiwaniem surowców przemysłowych ze zużytych opon, pozyskała blisko 50 mln zł (10 mln euro). Środki te zostaną przeznaczone na rozbudowę instalacji, co pozwoli na zwiększenie wydajności szczecińskiej fabryki Contec niemal trzykrotnie. Pieniądze wyłożą dwaj inwestorzy – HiTech ASI, fundusz corporate venture capital Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Warsaw Equity Group, który jest większościowym akcjonariuszem. 

Contec S.A. inwestuje w zwiększenie mocy przerobowych

Lead Investorem rundy jest HiTech ASI, którą zarządza VINCI – spółka zależna Banku Gospodarstwa Krajowego. Drugim inwestorem jest większościowy akcjonariusz – Warsaw Equity Group. Pozyskane środki (w podziale na: 8 mln euro – HiTech ASI oraz 2 mln euro – Warsaw Equity Group) zostaną wykorzystane na zwiększenie mocy przerobowych zakładu. Po sfinalizowaniu prac Contec będzie mógł nominalnie przetwarzać 33 tys. ton zużytych opon rocznie – to aż trzykrotnie więcej niż jest to możliwe przy wydajności dzisiejszej instalacji. Ponadto modernizacja zwiększy możliwości produkcyjne oleju popirolitycznego oraz odzyskanej sadzy technicznej.

Zakończenie rozbudowy instalacji w Szczecinie planowane jest w pierwszej połowie 2024 roku. Dodatkowo Contec prowadzi obecnie analizy związane z poszukiwaniem optymalnych lokalizacji pod budowę kolejnych zakładów w Europie.

Contec S.A. znacząco redukuje ślad węglowy dzięki autorskiej technologii

Contec odzyskuje materiały przemysłowe ze zużytych opon stosując autorską technologię pirolizy Molten. Jest to unikatowe w skali światowej rozwiązanie, które do rozgrzania reaktora, w którym zachodzi proces pirolizy wykorzystuje mieszaninę ciekłych soli. Prace nad rozwiązaniem trwały pięć lat, a spółka zaangażowała w pracę badawczą m.in. zespół naukowy Politechniki Warszawskiej. Contec jako pierwszy producent na świecie skomercjalizował tę technologię. Technologia Molten pozwala utrzymać ciągłość procesu w optymalnych warunkach, przez co jest on bezpieczniejszy, wydajniejszy i bardziej ekonomiczny.

Contec przetwarza zużyte opony pozyskując z nich odzyskaną sadzę techniczną (rCB), olej popirolityczny oraz stal. Wyprodukowanie w ten sposób surowce generują przeszło pięciokrotnie mniejszy ślad węglowy niż konwencjonalne surowce na bazie paliw kopalnianych, które są w stanie zastąpić.

Działalność Contecu idealnie wpisuje się w gospodarkę o obiegu zamkniętym. Co roku na świecie ponad miliard zużytych opon nadaje się do utylizacji, w samej Unii Europejskiej jest to ponad 3 mln ton odpadu. Niestety blisko dwie trzecie zużytych opon jest – często nielegalnie – spalana lub zakopywana. Dzięki swojej technologii, Contec jest w stanie w efektywny i bezpieczny sposób dać zużytym oponom nowe życie – zamieniając je w surowce, które mogą być użyte m.in. przy produkcji nowych opon i innych produktów gumowych.

„Pozyskanie finansowania stanowi ważny krok w rozwoju Contec. Zainteresowanie naszymi produktami znacząco przewyższa dotychczasowe możliwości produkcyjne, a pozyskany kapitał pozwoli nam je powiększyć i sprawniej reagować na zgłaszany popyt. Od wielu lat obserwujemy wyraźne działania branży przemysłowej w kierunku “zamykania obiegu” czyli cyrkularności. Implementacja zrównoważonych rozwiązań, które pozwolą zmniejszać wpływ przedsiębiorstw na środowisko, stanowi jeden z filarów uzyskania statusu nowoczesnej i konkurencyjnej firmy oraz faktyczną realizację celów opisanych w strategiach ESG światowych koncernów. My jako Contec jesteśmy partnerem umożliwiającym dekarbonizację łańcuchów dostaw i wykorzystanie zrównoważonych surowców, zwłaszcza w branży tworzyw sztucznych i gumy” – mówi Krzysztof Wróblewski, CEO Contec S.A.

„Misją HiTech ASI jest wspieranie zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju przez budowę wartości spółek projektowych na różnych poziomach ich rozwoju oraz wzmacnianie innowacyjności polskiej gospodarki i podnoszenie jej konkurencyjności na arenie międzynarodowej. Zaangażowanie w spółkę Contec S.A. jest realizacją misji HiTech – wpłynie to pozytywnie na rozwój gospodarki o obiegu zamkniętym i zwiększy specjalistyczne kompetencje polskiej spółki” – powiedział Piotr Woliński, CEO VINCI.

Nowy inwestor jest jednym z potwierdzeń, że dla Contec 2023 rok będzie przełomowy. Już w styczniu br. dzięki wsparciu Warsaw Equity Group, firma zakończyła instalację back-endu w swoim procesie technologicznym. Dzięki czemu rozpoczęto sprzedaż odzyskanej sadzy do klientów.

„Contec to projekt venture buildingowy Warsaw Equity Group, który realizujemy od 2015 roku. Po okresie intensywnego R&D, który przyniósł efekt w postaci stabilnej i skalowalnej technologii, przyszedł moment, w którym spółka przechodzi do fazy intensywnej komercjalizacji. W związku z tym Spółka potrzebuje środków i partnerów, aby zwiększać swoje moce produkcyjne i w konsekwencji móc odpowiedzieć na popyt zgłaszany przez firmy z sektora chemicznego i gumowego. Cieszę się, że Contec pozyskał takiego partnera jak BGK. Dzięki tej współpracy nasza spółka portfelowa będzie mogła wzmacniać swoją pozycję na europejskim rynku” – komentuje Przemek Danowski, Managing Partner w Warsaw Equity Group.

Kool2Play z ponad 12 mln zł przychodu w 2022 roku

Grupa Kapitałowa Kool2Play w 2022 roku wygenerowała ponad 12,15 mln przychodu i 0,9 mln zysku. Obecnie przygotowuje się do premiery pełnej wersji swojego pierwszego dużego tytułu – Uragun, która została zapowiedziana na 30 marca. Grupa zaprezentowała zmianę podejścia do gamedevelopmentu, co ma się przełożyć na szybszy proces produkcji tytułów i komercjalizację trzech jakościowych gier jednocześnie w perspektywie najbliższych 3 lat.   

W roku 2022 Grupa zanotowała dodatni wynik finansowy. Przychody netto ze sprzedaży wzrosły do ponad 12,15 mln zł w porównaniu do 9,7 mln w roku 2021. Grupa wygenerowała też zysk netto w wysokości 0,9 mln zł, co daje ponad pięciokrotny wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

Grupa wykazuje dwa główne strumienie przychodów i zysków. Pierwszym jest spółka Kool2Play, gdzie przychody netto ze sprzedaży pochodzą z usług outsourcingowych wykonywanych dla firm trzecich, spółki zależnej KT oraz sprzedaży gry Uragun w formule Early Access. Drugim głównym strumieniem, są przychody Kool Things z usług marketingowych dla firm spoza grupy. Istotny wpływ na uzyskanie pozytywnego wyniku finansowego miało także rozliczenie dotacji w spółce zależnej – komentuje Marcin Marzęcki, prezes Grupy Kapitałowej Kool2Play.

W 2022 roku najważniejszym wydarzeniem dla Grupy było wydanie pierwszego dużego projektu w formule Early Access na platformie Steam. Obecnie Spółka Kool2Play skupia się na przygotowaniu tytułu do premiery pełnej wersji, która została zapowiedziana na 30 marca. Promocja gry skoncentrowana zostanie na premierze i wydarzeniach popremierowych.

Zachodzące na rynku gier zmiany, jak i nowe okoliczności gospodarcze, wymusiły na nas modyfikację podejścia do produkcji gier na najbliższe 3 lata. Spółka w dalszym ciągu będzie koncentrowała się na tworzeniu własnych, jakościowych gier, jednak ewolucji ulega podejście do cyklu produkcyjnego, który jest zdeterminowany wyborem gatunku. Spółka zmierza dobierać gatunki gier (albo ich połączenia) tak, aby proces produkcji zamykał się w ok. 1,5 roku, co pozwoli lepiej zarządzać kosztami produkcji, przewidywać i wykorzystywać trendy na rynku gier – tłumaczy prezes.

W 3-letniej perspektywie celem jest komercjalizacja trzech jakościowych gier równocześnie. Pierwszą z nich będzie Uragun, drugą Friendship, kolejną niezaanonsowany jeszcze Projekt Y. Gra Friendship to zręcznościowa łamigłówka tzw. action puzzle, nastawiona na kooperację, w której gracze łączą siły, by przetrwać w labiryncie, który mogą kontrolować. W IV kwartale 2022 Kool2Play zamknął etap projektowana w pełni grywalnego demo gry, a obecnie kontynuuje rozmowy na temat jej wydania z wybranymi firmami. Po zakończeniu rozmów, co zostało zaplanowane na koniec kwietnia 2023, spółka ogłosi decyzję w kwestii sposobu wydania gry oraz spodziewanej daty premiery.

Projekt Y powstanie z jednego z trzech prototypów gier gotowych do dalszego rozwoju i produkcji. O wyborze jej kierunku podejmiemy decyzję w II połowie 2023 roku. Planowana premiera tej gry nastąpi w Q2 2024 roku – dodaje Marzęcki.

Rok 2022 okazał się przełomowy również dla Kool Things. Pomimo niesprzyjających warunków makroekonomicznych, agencja odnotowała przychody ze sprzedaży w wysokości ponad 6 mln zł, zrealizowała kampanię o rekordowym budżecie dla The Pokemon Company, a ponadto rozwinęła strukturę działów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów operacyjnych.

Przed Kool Things czas dalszego intensywnego rozwoju w oparciu o nową, wzmocnioną ofertę. Kolejnym krokiem na naszej roadmapie jest zwiększenie rocznego przychodu ze sprzedaży oraz umocnienie wizerunku Kool Things jako najlepszej agencji gaming marketingu w Europie Środkowo-Wschodniej, także dzięki zwiększonej obecności podczas najważniejszych światowych wydarzeń gamingowych, takich jak chociażby PAX East, które rozpoczną się już 23 marca b.r. w Bostonie – podsumowuje prezes.

Zwieńczeniem zakończonego właśnie roku obrotowego jest przeniesienie od 1 marca 2023 prac nad narzędziem SaaS do marketingu gamingowego Buffmaker, do specjalnie utworzonej spółki celowej, w której agencja Kool Things jest jednym z największych udziałowców.

Deloitte: Umiejętności technologiczne dezaktualizują się średnio po 2,5 roku

Wysoka dynamika rozwoju sektora technologicznego obserwowana w ostatnich latach stworzyła ogromne zapotrzebowanie na pracowników. Skuteczną metodą na pozyskanie osób posiadających odpowiednie kwalifikacje ma być przyjęcie przez firmy high-tech elastycznej kultury korporacyjnej, wskazują autorzy raportu Tech Trends 2023, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Dzięki odejściu od sztywnych schematów firmy technologiczne, mimo dynamicznie zmieniających się warunków, będą w stanie realizować długoterminowe strategie rozwoju.

Kolejna edycja raportu Tech Trends opisuje kwestie fundamentalne dla dalszego rozwoju technologii cyfrowych. Tak jak w przypadku wielu branż, najważniejszym czynnikiem z punktu widzenia przyszłości sektora staje się pracownik, którego pozyskanie i utrzymanie ma decydujący wpływ na zdolność firmy do długofalowego rozwoju.

– Firmy high-tech dostrzegają, że na dłuższą metę skuteczniejsze jest budowanie długofalowej relacji z pracownikami i ciągłe rozwijanie ich kompetencji. Jest to tym bardziej istotne, że pojawiające się nowe rozwiązania technologiczne tworzą szanse biznesowe, których wykorzystanie zależeć będzie od umiejętności przystosowania firmy i jej pracowników do zmieniających się warunków rynkowych – mówi Anna Wiącek-Kocot, partnerka, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Elastyczność przede wszystkim

Jak wskazują eksperci Deloitte, umiejętności technologiczne dezaktualizują się średnio po 2,5 roku, co może oznaczać, że strategia polegająca na adresowaniu wyłącznie bieżących potrzeb stanie się nieskuteczna. Co więcej, rozwój np. sztucznej inteligencji (ang. artificial intelligence – AI) sprawia, że wiele procesów ulega automatyzacji. Zespoły IT mogą skupić się na pracy koncepcyjnej i kreatywnej, a mniej czasu poświęcać na powtarzalne zadania. Potrzebują więc kadry o bardziej przekrojowych zdolnościach i ich zatrudnienie jest jedynie początkiem ciągłego procesu doskonalenia, który daje firmie przewagę konkurencyjną. Równie istotna okazuje się zdolność do identyfikacji kluczowych umiejętności członków zespołów oraz zapewnienie im możliwości rozwoju w ramach danej firmy.

– Osoby posiadające właściwe kompetencje technologiczne są nadal uznawane przez pracodawców za najcenniejszy zasób. O znaczeniu posiadania wykwalifikowanej kadry roboczej dla możliwości rozwoju firmy świadczy. m.in. to, że w 2021 r. 82 proc. amerykańskich firm musiało zrezygnować z niektórych projektów ze względu na niedobór pracowników. Przyjęcie zwinnego podejścia do zaspokajania coraz bardziej zróżnicowanych potrzeb staje się więc koniecznością – mówi Kamila Mieloch, starsza menadżerka, Zespół Human Capital, Deloitte.

Blockchain zwiększa bezpieczeństwo

Rosnąca powszechność zaawansowanych technologii sprawia, że wszyscy musimy zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo i kwestie zaufania do podmiotów, z którymi współpracujemy. Zdaniem autorów raportu, sposobem na przeciwdziałanie rosnącemu ryzyku może być powszechna decentralizacja, będąca fundamentem rozwiązań przyszłości, takich jak Internet nowej generacji Web3.

Jednym z przykładów nowego wykorzystania istniejących już technologii, np. blockchain, jest rynek kapitałowy. Obecnie proces emisji obligacji zajmuje około sześciu tygodni, z kolei przekazanie dywidendy od emitenta do inwestora może trwać nawet 25 dni. Jednocześnie koszty obsługi rozliczeń rosną z roku na rok w tempie kilkunastu procent. Z tego względu zastosowanie decentralizacji jako metody szybkiej emisji substytutów dzisiejszych papierów wartościowych niesie ze sobą konkretne korzyści w postaci zmniejszenia kosztów i ograniczenia czasu realizacji procesów. W tym przypadku zastosowanie mechanizmów zapewniających niezaprzeczalność transakcji jest kluczowe.

– Przeprowadzona przez Deloitte analiza trzech globalnych przedsiębiorstw o kapitalizacji rynkowej przekraczającej 10 mld dol. wykazała, że firmy te traciły od 20 do 56 proc. swojej wartości na skutek utraty zaufania udziałowców. To najlepszy dowód na to, jak ważne w dzisiejszym świecie jest zaufanie użytkowników do wykorzystywanych narzędzi. W najbliższych latach to właśnie technologie zarządzane za pomocą rozproszonych baz danych będą wykorzystywane w tak newralgicznych kwestiach jak operacje finansowe czy zarządzanie danymi medycznymi. Już dzisiaj widzimy bowiem, że cechują się one znacznie wyższym poziomem bezpieczeństwa w stosunku do tradycyjnych technologii – mówi Maciej Żwirski, partner associate, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Nie wszystko w chmurze

Początki technik informacyjnych kojarzone są z komputerami, które potrafiły zajmować nawet kilka pomieszczeń. W miarę rozwoju technologii, urządzenia te ulegały miniaturyzacji, a ostatecznie szereg procesów zostało przeniesionych do chmury. Wiele organizacji wciąż jednak korzysta z komputerów typu mainframe. Kluczowe staje się więc opracowanie najbardziej efektywnego sposobu komunikacji systemów działających na mainframe z nowoczesnymi rozwiązaniami.

Przytoczone w raporcie przykłady wskazują, że poza kwestią bezpieczeństwa danych i opłacalności, za urządzeniami typu mainframe przemawia także to, że w przypadku niektórych procesów to właśnie ich zastosowanie pozwala zmaksymalizować efektywność przetwarzania danych.

–  Kluczowa staje się skuteczna integracja powstających rozwiązań ze sprawdzonymi technologiami, co jednak stanowi duże wyzwanie dla 60 proc. firm high-tech. Przykładowo, dla branży takiej jak bankowość korzystanie z platform typu mainframe uchodzi za najbardziej skuteczny sposób przetwarzania danych – mówi Adam Niedbała, menadżer, Zespół Strategii i Transformacji Technologii, Deloitte.

Konto firmowe dla jednoosobowej działalności. Jak wybrać?

Od kilku lat chodził Ci po głowie pomysł, by założyć własną działalność gospodarczą i w końcu udało się? Rozpoczynając jednoosobową działalność warto zastanowić się, jak będziesz rozliczać się z ZUS-em czy urzędem skarbowym. Zgodnie z aktualnie obowiązującym prawem, musisz posiadać rachunek w banku do regulowania swoich należności – także z innymi przedsiębiorstwami. Jakie konto firmowe dla jednoosobowej działalności wybrać?

Konto firmowe dla JDG a polskie prawo

W myśl aktualnych przepisów, konto firmowe w banku nie jest obowiązkiem dla wszystkich przedsiębiorców, ale zdecydowanie zawsze warto je mieć. Osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą są zobowiązane do posiadania rachunku bankowego, który będzie służył im m.in. do regulowania bieżących płatności. Warto jednak zauważyć, że o ile zwykły rachunek w banku nie służy do rozliczeń dotyczących prowadzonej działalności, o tyle konto firmowe daje szerokie spektrum możliwości w tym zakresie. Konto tego typu jest też niezmiennie obowiązkowe choćby dla spółek cywilnych, jawnych, z ograniczoną odpowiedzialnością czy fundacji.

Jak wybrać konto firmowe?

Jeśli planujesz otworzyć konto firmowe, na etapie porównywania ofert różnych banków, zwróć uwagę na takie kwestie, jak:

  • opłata za prowadzenie rachunku – niekiedy jest pobierana, dlatego tym bardziej warto poszukać takiej opcji, gdzie jest to darmowe;
  • opłata za przelewy do ZUS-u i US – przelewy tego typu to standard w przypadku rachunków firmowych, dlatego warto upewnić się, że będą bezpłatne;
  • księgowość online – to wygodna opcja dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, dlatego upewnij się, że jest ona dostępna w danym banku;
  • dodatkowe korzyści – zanim otworzysz konto firmowe, sprawdź, na jakie dodatkowe korzyści możesz liczyć. Przykładowo, korzystając z bankowości internetowej, wielu przedsiębiorców prowadzących JDG zyskuje dostęp do kantoru czy możliwości pozyskania dodatkowych środków niezbędnych do prowadzenia firmy (np. kredytu lub leasingu).

Jakie konto firmowe dla jednoosobowej działalności gospodarczej?

Przeglądasz dostępne oferty kont firmowych i nie potrafisz zdecydować się na jedno, najlepsze dla siebie? Interesującą propozycję ma w tym zakresie np. Santander Bank Polska: https://www.santander.pl/firmy/konta/konto-firmowe-godne-polecenia.

Możesz postawić na Konto Firmowe Godne Polecenia, w przypadku którego:

  • nic nie płacisz za prowadzenie rachunku pod warunkiem, że co miesiąc zrobisz przelew do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na minimum 200 zł;
  • możesz za darmo prowadzić dodatkowe konto walutowe w USD, EUR lub GBP;
  • masz darmowe przelewy do ZUS i US w systemie ELIXIR w prostej i intuicyjnej bankowości internetowej;
  • zyskujesz za darmo aż 10 pierwszych przelewów internetowych w miesiącu (w systemie ELIXIR).

Jak otworzyć konto firmowe?

Otwarcie konta firmowego dla JDG jest zaskakująco proste i o ile Twoja firma jest w rejestrze Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej oraz posiada kompletny wpis (wraz z numerami NIP i REGON), potrzebujesz do tego jedynie dowodu osobistego.

Jeśli jednak prowadzisz inną działalność gospodarczą, oprócz dowodu przygotuj umowę spółki bądź statut stowarzyszenia lub inny dokument potwierdzający formę działalności. Przyda się także wpis CEiDG lub KRS.

Jak otworzyć konto firmowe w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej?

  1. Udaj się do najbliższego oddziału banku.
  2. Doradca otworzy Ci konto. Podpisz umowę i od razu korzystaj z możliwości, jakie da Ci rachunek firmowy.
  3. Złóż wniosek o kartę – jeśli cenisz sobie wygodę transakcji bezgotówkowych, złóż wniosek o kartę. Bank prześle Ci ją na wskazany adres.

Dlaczego warto mieć konto firmowe?

Konto firmowe to rozwiązanie, z którym wiąże się wiele możliwości. Przede wszystkim jest to wygodna opcja – posiadając dwa konta (osobiste oraz firmowe), możesz swobodnie rozróżniać swoje transakcje. Oznacza to, że z łatwością możesz śledzić historię obu rachunków i na bieżąco kontrolować wpływy oraz wydatki. To także komfortowa opcja na wypadek kontroli urzędów – wszystko, co związane z prowadzoną działalnością możesz szybko wyszukać na koncie firmowym. Co więcej, jako posiadacz takiego rachunku, możesz budować relację z bankiem jako przedsiębiorca. Warto mieć to na uwadze zwłaszcza, jeśli w przyszłości planujesz skorzystać z kredytu dla firmy. Pamiętaj również, że jeśli w ramach swojej działalności zechcesz korzystać z terminalu płatniczego, bez konta firmowego nie będzie to możliwe.

Chętnych na biura nie brakuje, ale wynajem jest coraz droższy

Skala realizowanych w Polsce inwestycji biurowych jest dziś znacznie mniejsza niż w poprzednich latach, a zapotrzebowanie na powierzchnie wciąż duże.

Trzy lata po pandemii, po przejściu na hybrydowy model pracy na rynku biurowym możemy mówić o zastoju inwestycyjnym. Niesprzyjająca realizacji nowych projektów koniunktura gospodarcza w Polsce i na świecie, presja inflacyjna oraz rosnące koszty budowy i finansowania inwestycji spowodowały, że inwestorzy sporadycznie inicjują teraz budowę nowych projektów biurowych. Na rynku widoczna jest duża ostrożność w podejmowaniu decyzji, mimo że popyt na biura utrzymuje się na wysokim poziomie.

– W 2022 roku warszawski rynek biurowy wrócił do najlepszych okresów pod względem popytu. Ograniczona nowa podaż i duże zainteresowanie wynajmem spowodowały, że w Warszawie nastąpił spory spadek wolnej powierzchni. W tym roku spodziewamy się kontynuacji tego trendu, za którym pójdą podwyżki stawek czynszowych. Nieduży wzrost cen wynajmu widoczny był już pod koniec minionego roku, a w tym roku mamy do czynienia z dalszą waloryzacją stawek. W odróżnieniu od Warszawy, w regionach nie ma tak silnego podłoża dla presji na podwyżki z uwagi na większą dostępność powierzchni – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz.

Optymalizacja kosztów

Doradcy Walter Herz spodziewają się, że w tym roku popyt na biura nieznacznie zmaleje ze względu na rosnące koszty wynajmu i wykończenia powierzchni. Stoi za tym coraz powszechniejsza weryfikacja zapotrzebowania na przestrzeń do pracy związana z jej nowym modelem. Najemcy rewidują zapotrzebowanie na biura, optymalizują wielkość zajmowanych powierzchni, jednocześnie podnosząc ich standard. Wyposażają biura w najnowsze technnologie do pracy hybrydowej oraz meble biurowe, pozwalające na łatwą zmianę aranżacji przestrzeni.

Walter Herz prognozuje, że w tym roku wzrośnie również poziom zainteresowania rozwiązaniami, które pozwalają na zmniejszenie opłat eksploatacyjnych i zużycia mediów. Właściciele budynków koncentrować się będą na wprowadzaniu rozwiązań z zakresu ESG. Pozwoli to zaspokoić coraz bardziej zaostrzające się wytyczne unijne, ale przede wszystkim wprowadzić oszczędności i obniżyć koszty utrzymania i eksploatacji nieruchomości. W związku z rosnącymi wymaganiami środowiskowymi w najbliższym czasie podejmowane będą również realizacje mające na celu modernizację starszych obiektów biurowych.

Warszawa z rekordowym popytem

Popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie w ubiegłym roku był rekordowo wysoki, plasował się na podobnym poziomie, jak w czasie największej prosperity rynku przed pandemią. Przyczynił się do tego także  biznes przenoszony zza naszej wschodniej granicy. Z danych Walter Herz wynika, że w 2022 roku do najemców trafiło około 846 tys. mkw. biur, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Firmy celowały przede wszystkim w lokalizacje centralne, gdzie zakontraktowane zostało około 60 proc. powierzchni.

– Należy jednak zwrócić uwagę, że w ostatnim kwartale ubiegłego roku najemcy wyjątkowo byli zainteresowani bardziej biurami usytuowanymi poza centrum Warszawy, gdzie wynajęte zostało prawie dwa razy więcej powierzchni niż w centralnym obszarze miasta. Oznacza to, że firmy zaczynają poszukiwać oszczędności, o czym świadczyć może również rosnący udział renegocjacji umów w całkowitym wolumenie najmu – informuje Jarosław Zdzitowiecki, Associate Partner / Head of Tricity w Walter Herz.

W 2022 roku rynek warszawski zwiększył zasoby biurowe o prawie 236 tys. mkw. powierzchni. Został oddany m.in. wysokościowiec Varso Tower w kompleksie Varso Place z 64 tys. mkw. powierzchni i wieża Forest Tower z ponad 51 tys. mkw. oraz biurowiec P180 z 32 tys. mkw. powierzchni i budynki w kompleksie Skysawa, które dostarczyły łącznie przeszło 31 tys. mkw.

Deficyt warszawskich biur

W budowie pozostaje o połowę mniej biur niż rok wcześniej. W trakcie realizacji jest w stolicy ponad 203 tys. mkw. powierzchni, podczas gdy w szczycie hossy rynkowej w 2019 roku było to 800 tys. mkw. Trwa budowa inwestycji The Bridge, Lixa, Vibe i Drucianka Campus, a w przygotowaniu do realizacji są m.in. projekty Upper One, T22, czy The Form.

Przyrost podaży biurowej w tym i przyszłym roku w stolicy, jak szacuje Walter Herz, spadnie do poziomu około 80 tys. mkw. Duża chłonność warszawskiego rynku powoduje natomiast, że maleje współczynnik pustostanów, który wynosi dziś około 10,7 proc. To zjawisko odwrotne do obserwowanego w największych, europejskich ośrodkach biznesowych, co świadczy o dużym potencjale lokalizacji.

Rynki regionalne ze sporą nową podażą

Na rynkach regionalnych sytuacja jest nieco inna niż w Warszawie. Buduje się więcej, poziom pustostanów (ponad 15 proc.) nie spada i może jeszcze wzrosnąć w miarę oddawania do użytkowania kolejnych projektów.

Pod koniec 2022 roku w regionach było w budowie około 620 tys. mkw. powierzchni. Najwięcej we Wrocławiu – ponad 190 tys. mkw. W Katowicach deweloperzy mieli w realizacji 130 tys. mkw. powierzchni, a w Krakowie przeszło 100 tys. mkw. nowych biur.

W 2022 roku w regionach oddano ponad 405 tys. mkw. powierzchni, na rynki weszło o prawie 80 proc. więcej nowych biur niż rok wcześniej, ale i o 25 proc. mniej niż w czasie hossy. Najbardziej wzrósł rynek w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu.

–  Rok 2023 upłynie pod znakiem optymalizacji w sektorze nieruchomości biurowych. Na rynkach w całej Polsce spodziewamy się lekkiego obniżenia popytu ze względu na pogarszające się warunki gospodarcze i rosnące ceny. Zarówno najemcy, jak i właściciele nieruchomości mierzą się aktualnie z wyższymi kosztami utrzymania powierzchni. Rosnące ceny energii oraz koszty pracy przełożyły się na wyższe stawki opłat eksploatacyjnych. W tym roku będziemy zatem świadkami jeszcze głębszego dostosowywania przez firmy wielkości wynajmowanych powierzchni biurowych do rzeczywistych potrzeb – mówi Mateusz Strzelecki, Partner, Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Popyt równoważy przyrost powierzchni w regionach

W zeszłym roku na rynkach regionalnych, poza Warszawa wynajęte zostało łącznie około 624 tys. mkw. powierzchni biurowych, nieco więcej niż w 2021 roku i nieznacznie mniej niż w rekordowo dobrym pod tym względem 2019 roku. Największa aktywność najemców zarejestrowana została w Krakowie, gdzie podpisano umowy na prawie 200 tys. mkw. biur. We Wrocławiu zakontraktowane zostało 137 tys. mkw. powierzchni, a w Trójmieście około 100 tys. mkw.

Miniony rok, zarówno pod względem aktywności deweloperów, jak i najemców do udanych może zaliczyć Wrocław. W aglomeracji w budowie jest ponad 154 tys. mkw. powierzchni biurowych, najwięcej spośród rynków regionalnych. W 2022 roku zasoby stolicy Dolnego Śląska zwiększyły się o około 65 tys. mkw. biur, co oznacza przeszło trzykrotnie lepszy wynik w porównaniu z 2021 rokiem. Do użytkowania zostały oddane m.in. inwestycje MidPoint i Quorum Office Park D, a na etapie budowy są Ininity, i Centrum Południe III.

W Krakowie w 2022 roku został m.in. ukończony pierwszy etap Brain Park, pierwszy budynek kompleksu The Park Kraków, MK29, czy ostatni budynek High5ive i kolejny biurowiec w inwestycji Fabryczna Office Park. Oddane zostało łącznie około 100 tys. mkw. nowych biur.

W budowie na krakowskim rynku pozostaje około 115 tys. mkw. powierzchni. Największe projekty w trakcie realizacji to kolejne etapy kompleksu Ocean Office Park. Kreo, Fabryczna Office Park, Brain Park, Mogilska 35, The Park Kraków.

W 2022 roku w Trójmieście deweloperzy oddali do użytku 50 tys. mkw. biur. Nowa podaż na trójmiejskim rynku była o jedną trzecią mniejsza niż rok wcześniej. Na gdański rynek weszły m.in. biurowce Format, Airport City Gdańsk Alpha, Palio Office Park B i Officyna, a w Gdyni inwestycja K2.

W budowie na przełomie roku było w Trójmieście około 80 tys. mkw. powierzchni biurowych. Trwa realizacja m.in. Waterfront II w Gdyni oraz projektu Punkt, C300,  Palio Office Park C w Gdańsku.

2022 rok był dla Katowic lepszy niż poprzedni pod względem popytu, do najemców trafiło 63 tys. mkw. powierzchni. Ubiegły rok był natomiast dla katowickiego rynku rekordowy pod względem wolumenu powierzchni oddanej do użytku, na rynek weszło ponad 127 tys. mkw. biur. Ukończone zostały m.in. projekty Global Office Park i budynek .Ktw II o łącznej powierzchni prawie 100 tys. mkw.

Na koniec 2022 roku na katowickim rynku w budowie pozostawało przeszło 100 tys. mkw. biur. Wśród realizowanych inwestycji jest budynek Craft i kompleks Eco City Katowice.

W Poznaniu w ubiegłym roku zawarte zostały umowy najmu na ponad 48 tys. mkw. powierzchni biurowych. W stolicy Wielkopolski dała się zauważyć spora aktywność najemców. W ciągu dwóch ostatnich lat w Poznaniu nie oddano żadnego budynku biurowego. Nowy Rynek budynek E ma zostać ukończony w połowie bieżącego roku. W budowie jest projekt Andersia Silver, którego oddanie planowane jest w 2025 roku. W fazie realizacji pozostaje łącznie ponad 93 tys. mkw. powierzchni.

W Łodzi nowa podaż w połączeniu z relatywnie niskim popytem przyczyniły się do znacznego wzrostu współczynnika pustostanów, który na koniec 2022 roku wyniósł 21 proc. W 2022 roku deweloperzy dostarczyli około 43 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Największymi zrealizowanymi projektami były budynki C i D w kompleksie Fuzja i inwestycja React I.

Na koniec 2022 roku na etapie realizacji było na łódzkim rynku ponad 48 tys. mkw. powierzchni biurowych. W trakcie budowy jest Widzewska Manufaktura i kolejny budynek Fuzji.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach w Polsce przekraczają 12,7 mln mkw. powierzchni.

Znów biedniejemy

Średnie płace w Polsce osiągnęły w lutym drugi najwyższy poziom w historii, ale i tak rosną wyraźnie wolniej niż ceny. W tle spada produkcja przemysłowa, ale również ceny gazu.

Spadek produkcji przemysłowej

Wczorajsze dane pokazały nam spadek produkcji przemysłowej w skali roku o 1,2%. Jest to nie tylko wynik wyraźnie gorszy od oczekiwanego wzrostu o 1,1%, ale najzwyczajniej obiektywnie słaby rezultat. Z drugiej strony wzrost cen produkcji spada wolniej od oczekiwań. Rynki spodziewały się, że ceny produkcji sprzedanej wzrosną o 17,7%, a rosły o 18,4%. Był to zatem rezultat dokładnie równy inflacji konsumenckiej. Tutaj jednak w przeciwieństwie do inflacji konsumenckiej mamy spadki ze szczytów, a nie wieloletnie maksimum jak w przypadku inflacji konsumenckiej. Biorąc jednak pod uwagę spadek produkcji przemysłowej, trend spadku tempa wzrostu cen produkcji sprzedanej powinien się utrzymać. Polska waluta przyjęła te dane dość spokojnie.

Kolejne minima cen gazu

Wczoraj mieliśmy kolejne spadki cen gazu. Surowiec ten zachowuje się inaczej niż ropa naftowa. Na początku, gdy pojawiły się na rynkach informacje o problemach banków po obu stronach oceanu, byliśmy świadkami dużych wzrostów. Od tego czasu trwa jednak wyraźny ruch spadkowy i obecnie cena przebiła 40 euro za megawatogodzinę. W szczycie spadków gaz przebił minima z sierpnia 2021 roku. Jest to bardzo dobra wiadomość z punktu widzenia horyzontu zakończenia wojny w Ukrainie. Rosjanie dość dosłownie tracą paliwo przez dalszą agresję. Spadające ceny surowców energetycznych mogą szybciej powstrzymać ich inwazję.

Zarobki rosną szybciej od oczekiwań

Wczoraj poznaliśmy dane GUS na temat przeciętnego poziomu płac i zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Z jednej strony można się cieszyć. Przeciętne wynagrodzenie rośnie w skali roku o 13,6%. To dobra wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze oczekiwania mówiły o 12%. Po drugie jest to przekroczenie 7000 zł brutto. To drugi taki wynik w historii po grudniu 2022 roku, ale grudniowe płace ze względu na premie roczne często są zawyżone. Z drugiej strony inflacja wynosi 18,4%. Oznacza to, że średnio biedniejemy o niecałe 5%. Ta wiadomość nie napawa już optymizmem. Dodatkowym problemem jest jeszcze zmiana zatrudnienia. Warto zwrócić uwagę, że obecne poziomy zatrudnienia są blisko historycznych maksimów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Podniesienie wieku emerytalnego. OECD proponuje, Polska oponuje

Temat emerytur powraca jak bumerang. OECD, czyli Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zaproponowała ostatnio, by wprowadzić nowe regulacje dotyczące wieku emerytalnego w Polsce. Według OECD w Polsce trzeba podnieść minimalny wiek emerytalny, bo przyszli emeryci będą pobierać – na przestrzeni kolejnych dekad – coraz niższe świadczenia emerytalne, które nijak będą miały się do ich obecnych zarobków, a właściwie będą stanowiły ich niewielką część. Minister Rodziny i Polityki Społecznej twierdzi, że podniesienie wieku emerytalnego nie jest konieczne. Z kolei Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, zgadza się z rekomendacjami OECD pod jednym warunkiem. Jakim?

OECD proponuje, by Polska wydłużyła wiek emerytalny. Problemem jest starzejące się społeczeństwo, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Z danych ZUS wynika, że stopa zastąpienia, czyli relacja przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej wynosiła w 2018 roku 56,4 proc. To o ponad 5 pkt proc. mniej niż pięć lat wcześniej. Za 20 lat stopa zastąpienia będzie wynosiła już tylko 38 proc., a to oznacza, że dzisiejsi 40-45 latkowie, którzy zarabiają średnią krajową w wysokości ok. 3550-4000 zł netto, po przejściu na emeryturę, dostaną ok. 1300-1500 zł na rękę. Jeżeli system emerytalny się nie zmieni, nie uratuje ich nawet PPK. Co na temat proponowanych przez OECD zmian sądzi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM?

przeciętna emerytura

Źródło: Business Insider Polska

Komentarz ekspercki Roberta Majkowskiego, Prezesa Funduszu Hipotecznego DOM:

Indywidualny system emerytalny powinien składać się z szeregu elementów. Tylko puzzle emerytalne (wiele źródeł finansowania) mają szansę uchronić przyszłego emeryta przed katastrofą finansową.

O potrzebie podniesienia minimalnego wieku emerytalnego mówi się w Polsce, ale i całej Europie Zachodniej, już co najmniej od lat 90-tych XX wieku. Reforma emerytalna z roku 1999 miała służyć przede wszystkim zachęcaniu do jak najdłuższej pracy. Wydzielenie indywidualnych kont w ZUS, indywidualne konta w OFE miały uzmysławiać Polakom, że im dłużej pracujemy, tym więcej będziemy mieli środków na emeryturze. Niewiele osób dzisiaj pamięta, że podstawową wadą starego systemu, obowiązującego do 1998 roku, był szereg zachęt do wcześniejszej dezaktywizacji zawodowej i liczne przywileje emerytalne dla różnych grup zawodowych. W łatwy sposób można było nabyć prawo do wcześniejszej emerytury lub renty, a wysokość pobieranego świadczenia nie była powiązana z sumą wpłaconych składek. Nowy system – w założeniach – miał tworzyć więcej zachęt dla zwiększenia aktywności zawodowej i ograniczenia szarej strefy w gospodarce. Przedłużanie wieku naszej aktywności zawodowej jest po prostu dobre dla społeczeństwa, dla naszej gospodarki, a każdemu z nas pozwala na zgromadzenie większego kapitału do wykorzystania na emeryturze.

Pamiętajmy, że OECD od lat rekomenduje podnoszenie wieku emerytalnego, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Gdy spojrzymy na kraje Unii Europejskiej wszędzie, z wyjątkiem Polski, zachodzi proces stopniowego podnoszenia minimalnego wieku emerytalnego. Trzeba pamiętać jednak o tym, że system musi przewidywać opcję wcześniejszego przejścia na emeryturę w przypadku braku możliwości podjęcia pracy, na przykład ze względu na stan zdrowia. W mojej opinii indywidualny system emerytalny powinien składać się z szeregu elementów. Od lat promuję ideę tzw. puzzli emerytalnych – jest ZUS, OFE, IKE, IKZE, IKZE, PPE, ale są też oszczędności, aktywa które powinniśmy stale kumulować. Wiele osób w wieku emerytalnym posiada nieruchomości – one też mogą służyć uzyskiwaniu dochodu na emeryturze, a to oznacza, że hipoteka odwrócona może, a nawet powinna dołączyć do wyżej wymienionych puzzli, czyli elementów budujących bezpieczeństwo finansowe seniorów.

Zmiana 500+ w 700+ już nie wystarczy by zachować wartość świadczenia

W lutym inflacja osiągnęła rekordowy poziom 18,4 proc., a gdyby nie zmiany w koszyku inflacyjnym dokonane przez GUS, mogłaby się zbliżyć do 20 proc. To powoduje, że rosną ceny, ale także spada realna wartość świadczeń, które nie podlegają waloryzacji. Świadczenie 500 Plus jest dziś warte już tylko 342 zł w cenach ze startu programu, czyli z kwietnia 2016 roku. Obecnie, żeby zapewnić realną, pierwotnie zamierzoną wartość tego świadczenia powinno zostać zwaloryzowane do 800 Plus.

Wraz ze zbliżającymi się wyborami nasilają się głosy dotyczące możliwej waloryzacji świadczenia 500 Plus. Dzieje się tak, ponieważ inflacja zjadła już ponad 30 proc. jego początkowej wartości. Wypłacane dziś rodzicom 500 zł jest obecnie warte tylko 342 zł w cenach ze startu programu, czyli kwietnia 2016 roku. Aby świadczenie miało dziś taką samą wartość jak wówczas, powinno obecnie wynosić 731 zł., bliżej by mu więc było do 800 Plus (wypłata 800 zł na każde dziecko), a nie 700 Plus, o którym niedawno wspominano.

Oficjalna inflacja CPI podawana przez GUS to przeciętny koszyk dóbr konsumpcyjnych. Są jednak produkty, które podrożały bardziej niż sugeruje inflacja. Tak dzieje się w przypadku żywności czy benzyny, zatem realna wartość świadczenia dla części rodzin może być nawet niższa niż 342 zł.

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 Plus (w cenach z 1.04.2016 r.)

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 Plus
Źródło: GUS, obliczenia własne

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Pycha kroczy przed upadkiem? Jakie będą skutki upadku banku SVB?

Nie milkną echa upadku amerykańskiego Silicon Valley Bank (SVB). Niepokój na rynkach to efekt działań, jakie w ostatnim czasie podejmowało kierownictwo tej instytucji, aby ratować organizację przed katastrofą. Jeszce kilka dni temu prezes SVB Greg Becker na konferencji dla inwestorów odpowiadał na pytania, co robi, żeby się zrelaksować. By następnie po kilku dniach obwieścić upadek banku. Kwestia kondycji sektora finansowego z pewnością zagości podczas dyskusji i debat w trakcie zbliżającej się konferencji Invest Cuffs 2023.

Kluczem do paniki na rynkach okazała się komunikacja ze strony kierownictwa banku. Becker publicznie przyznał się do rozmiarów kłopotów finansowych banku. Zrobił to jednak zanim podjęto kroki zmierzające do utrzymania banku na powierzchni. Przed wdrożeniem planu ratunkowego. Tym samym wsparcie finansowe, na którego pozyskanie liczono, okazało się spóźnione i nie mogło pomóc „umierającej instytucji”.
– W efekcie po świecie rozlały się obawy o stan systemów bankowych. Zostały one wywołane słabością amerykańskich banków Silicon Valley, Signature i Silvergate. Wywołało to spadki cen akcji europejskich, w tym polskich banków. Jest to odbicie pojawiającej się na rynku nerwowości a także faktu, że banki stanowią fundament europejskiego systemu gospodarczego – wyjaśnia Paweł Majtkowski, analityk rynku w eToro.

Becker i władze banku w zeszłą środę wieczorem przedstawili publicznie nadzieję na pozyskanie blisko 2,25 miliarda dolarów kapitału, a także 21 miliardów dolarów ze sprzedaży aktywów. Był to ich program na poprawę sytuacji finansowej banku, jednak zakomunikowany rynkowi w ten sposób wcale nie uspokoił nastrojów. Wręcz przeciwnie.

Działania SVB w ostatnich dniach po prostu zaskoczyły rynek. Z jednej strony ze zdziwieniem przyjęto planowane podniesienie kapitału. W odpowiedzi na te kroki pojawiła się fala próśb ze strony inwestorów venture capital o wycofywanie pieniądzy z banku.

– W tej sytuacji warto podkreślić, że system bankowy w Europie różni się od amerykańskiego. To zaś sprawia, że upadek dużego banku w Europie jest mniej prawdopodobny (choć jego skutki, gdyby do niego doszło, mogą być bardziej dotkliwe dla gospodarki). Wymagane bufory kapitałowe dla banków w Europie są wyższe, a regulacje znacznie bardziej restrykcyjne niż w USA. To dotyczy także Polski, choć nasze banki mają swoje problemy związane z portfelem kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich – dodaje Paweł Majtkowski.

Dodatkowo, tydzień przed upublicznieniem ogromnych strat Greg Becker sprzedał akcje jego spółki-matki warte 3,6 mln dol. Tym samym pozbył się akcji przed upadkiem banku. Co tym bardziej budzi ogromne wątpliwości analityków i ekspertów, co do zachowania jego kierownictwa.

Dziś wiemy, że pokryte zostaną wszystkie depozyty klientów upadłego w piątek Silicon Valley Bank. Rynek może zatem odetchnąć z ulgą i nie obawiać się jak to było blisko 15 lat temu powtórki z upadku innego amerykańskiego banku – Lehmann Brothers.

– Bankructwo SVB przypomniało inwestorom sytuację sprzed 15 lat – czyli zamieszanie związane z Lehman Brothers. Teraz kaliber jest jednak mniejszy, a decydenci o wiele bardziej doświadczeni i elastyczni w temacie nieszablonowych działań – zaznacza Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ. – Kontekst SVB pokazał jednak to, że mamy pierwsze „ofiary” restrykcyjnej polityki banków centralnych, jaka miała miejsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Znacząco przyspieszył też dyskusję wokół tzw. pivotu, czyli de facto zwrotu w polityce monetarnej w stronę luzowania – rynek zaczął wyceniać pierwsze obniżki stóp przez FED już w najbliższe wakacje. Czy można ignorować to co dzieje się wokół banków? Nie do końca, gdyż to one są tym narzędziem łączącym cały krwiobieg rynkowej gospodarki i „realizatorem” przyjętego kształtu polityki monetarnej.

Blisko 80 proc. specjalistów nie chciałoby wrócić do pracy w biurze na starych warunkach

Zdalne i hybrydowe modele pracy niezmiennie cieszą się zainteresowaniem specjalistów i menedżerów. Pełnienie obowiązków zawodowych w formie home office stało się standardem w wielu firmach. Natomiast wdrożenie nowej ustawy dotyczącej pracy zdalnej powoduje, że pracodawcy muszą uporządkować kwestie, które do tej pory były jedynie umowne. W konsekwencji podejście niektórych firm do pracy zdalnej ulegnie zmianie, a od pracowników będzie się oczekiwać powrotu do biura. Tymczasem, jak wynika z badania opisanego w Raporcie płacowym Hays 2023 – na taką zmianę nie byłoby gotowych niemal 80 proc. specjalistów.

Nie ulega wątpliwości, że praca hybrydowa i zdalna nie budzi już tak wiele emocji, co kilka lat temu. Ostatnie badania Hays Poland pokazują, że obecnie zaledwie 33 proc. organizacji praktykuje wyłącznie model stacjonarny, co może wynikać zarówno ze strategii danej firmy, jak i specyfiki branży, w której prowadzi działalność. Taki stan rzeczy może jednak się zmienić, zgodnie z planowanym na kwiecień 2023 roku wejściem ustawy o pracy zdalnej. Przepisy zastąpią dotychczasowe regulacje o telepracy, wewnętrzne polityki home office i tzw. covidową ustawę o pracy zdalnej.

Najbliższe tygodnie będą zatem wyzwaniem dla pracodawców, którzy zobowiązani są do uregulowania dotychczasowych zasad w tym zakresie. Zmiany mogą okazać się dotkliwe dla pracowników, którzy nie wyobrażają sobie powrotu do biura na starych warunkach.

Czas na zmiany

Pomimo wzrostu powszechności pracy zdalnej na przestrzeni ostatnich lat, odpowiednie regulacje prawne zostały ogłoszone dopiero na początku lutego 2023 roku. Do tej pory model ten nie był jednoznacznie uregulowany, a wszelkie zasady jego obowiązywania ustalane były indywidualnie przez pracodawców. Firmy, zauważając pozytywny wpływ zwiększonej elastyczności miejsca pracy na zatrudnionych, chętnie oferowały im taką możliwość. Również sami pracownicy przyzwyczaili się do pełnienia obowiązków zawodowych w pełni lub częściowo poza biurem.

 

model pracyŹródło: Raport płacowy Hays Poland 2023

Nowelizacja Kodeksu pracy ma za zadanie zastąpienie wewnętrznych regulaminów dotyczących pracy zdalnej ogólną ustawą. Czasu na dopasowanie i ujednolicenie swoich strategii pracodawcy mają jednak niewiele. Przepisy wejdą bowiem w życie 7 kwietnia br. Co się zmieni? Przede wszystkim firmy będą zobowiązane do sprecyzowania kto, gdzie i z jaką częstotliwością będzie mógł pełnić obowiązki służbowe poza biurem. Do rozważenia pozostaje również kwestia pokrywania kosztów związanych z pracą zdalną – czy ustalony będzie stały ryczałt, czy pracownik będzie otrzymywał zwrot faktycznych wydatków. Konieczne będzie także określenie, czy wykonywanie pracy zdalnej będzie możliwe zza granicy, tj. w formie „work from anywhere”, a jeżeli tak – to na jakich zasadach.

Jak wynika z badań Hays przeprowadzonych pod koniec minionego roku, większość firm z hybrydowym lub zdalnym modelem pracy nie planowała wprowadzać zmian w tym zakresie w 2023. Jednak co piąty pracodawca deklarował chęć aktualizacji dotychczasowej polityki home office poprzez zwiększenie obecności pracowników w biurze.

Powody chęci zwiększenia wymiaru pracy w biurze były różne, natomiast firmy najczęściej powoływały się na potrzebę podniesienia produktywności pracy lub redukcji poczucia osamotnienia wśród pracowników. W związku ze zmianą przepisów prawa i nałożenia na firmy dodatkowych obowiązków, dla części organizacji dodatkową motywacją mogą być obecnie również kwestie finansowe – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director w Hays Poland.

Aspekt finansowy może być przeszkodą w utrzymaniu szerokiego dostępu do pracy zdalnej w szczególności w dużych firmach, które w krótkiej perspektywie czasu musiałyby przeznaczyć znaczne środki na przewidziane w ustawie dodatki dla pracowników. Nie każda organizacja uwzględniła bowiem te koszty w swoim rocznym budżecie.

Z perspektywy pracowników

Uaktualniając zasady wykonywania pracy zdalnej, może się zdarzyć, że część organizacji zredukuje liczbę dni dostępnych na pracę poza biurem lub zaoferuje je wyłącznie konkretnym pracownikom, np. na stanowiskach zarządczych. Innym potencjalnym scenariuszem jest wprowadzenie okazjonalnej pracy zdalnej, tzn. w okresie maksymalnie 24 dni kalendarzowych, na wniosek pracownika.

Jeżeli powrót do biur okazałby się faktem, to satysfakcja większości pracowników z pracy mogłaby znacznie zmaleć. Zgodnie z Raportem płacowym Hays 2023, aż 79 proc. specjalistów i menedżerów, którzy obecnie mogą korzystać z home office, nie zaakceptowałoby przywrócenia w pełni stacjonarnego modelu pracy lub zaakceptowałoby ten fakt, gdyby zostały spełnione dodatkowe warunki. Najwięcej, bo 36 proc. respondentów, zmieniłoby wówczas miejsce zatrudnienia.reakcja na zmianę modelu pracy

Źródło: Raport płacowy Hays Poland 2023

Tak istotny wpływ pracy zdalnej i hybrydowej na satysfakcję z życia zawodowego, może wynikać z przyzwyczajenia profesjonalistów do elastyczności oraz równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, jaką pozwala zachować.

Wyniki badań Hays pokazują, że zadowolenie z równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym częściej idzie w parze z dostępem do pracy zdalnej. Nie dziwi zatem fakt, iż zdecydowana większość specjalistów i menedżerów, którzy obecnie praktykują elastyczne modele pracy, nie jest gotowa zrezygnować z takiego udogodnienia i wrócić do biura na starych warunkach – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Patrząc w przyszłość

W najbliższych tygodniach pracodawców czeka wyzwanie zaktualizowania strategii związanej z elastycznymi modelami pracy. Zadanie będzie o tyle trudne, że wszelkie zmiany dotychczasowej polityki pracy zdalnej powinny uwzględnić preferencje pracowników.

Pracodawcy mają świadomość, że elementami, które pomagają przyciągać i zatrzymywać specjalistów w organizacji, są wynagrodzenie, stabilność zatrudnienia i ciekawe wyzwania. Równie wysoko plasuje się jednak kwestia modelu pracy. Mało prawdopodobne jest zatem, aby firmy masowo decydowały się na radykalne zmiany w zakresie dostępu do pracy zdalnej – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz.

Z drugiej strony jednak, skompletowanie wszystkich niezbędnych dokumentów, zabudżetowanie dodatków finansowych z tytułu pracy zdalnej i uregulowanie jej zasad – często w porozumieniu ze związkami zawodowymi, działem finansowym, prawnym i HR – może być dla części firm na tyle obciążające, że zdecydują się ograniczyć dostęp do home office.

GUS o handlu i e-handlu w lutym 2023

Sprzedaż detaliczna[1] w cenach stałych w lutym 2023 r. była niższa niż przed rokiem o 5,0% (wobec wzrostu o 8,1% w lutym 2022 r.). W porównaniu ze styczniem 2023 r. notowano spadek sprzedaży detalicznej o 3,6%.

W okresie styczeń-luty[2] 2023 r. sprzedaż zmalała r/r o 1,9% (w 2022 r. wzrost o 9,0%).

W lutym 2023 r. największy spadek sprzedaży detalicznej (w cenach stałych) w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r. spośród prezentowanych grup wykazały jednostki handlujące paliwami stałymi, ciekłymi, gazowymi (o 26,2% wobec wzrostu o 22,1% przed rokiem). Sprzedaż zmalała również w grupach: „pozostałe” (o 12,3%), „meble, rtv, agd” (o 10,3%), „prasa, książki, pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach” (o 8,9%), „żywność, napoje i wyroby tytoniowe” (o 4,6%). Wzrost sprzedaży raportowały natomiast podmioty zaklasyfikowane do grupy „tekstylia, odzież, obuwie” (o 9,9%), „pojazdy samochodowe, motocykle, części” (o 7,5%) oraz „farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny” (o 2,7%).

[1] Dane dotyczą przedsiębiorstw handlowych i niehandlowych o liczbie pracujących powyżej 9 osób. Grupowania przedsiębiorstw dokonano na podstawie PKD 2007, zaliczając przedsiębiorstwo do określonej kategorii według przeważającego rodzaju działalności, zgodnie z aktualnym w omawianym okresie stanem organizacyjnym. Odnotowane zmiany (wzrost/spadek) wolumenu sprzedaży detalicznej w poszczególnych grupach rodzajów działalności przedsiębiorstw mogą zatem również wynikać ze zmiany przeważającego rodzaju działalności przedsiębiorstwa oraz zmian organizacyjnych (np. połączenia przedsiębiorstw). Nie ma to wpływu na dynamikę sprzedaży detalicznej ogółem.

Co czwarta firma w Polsce rozwinęła się dzięki sprzedaży transgranicznej [raport PayPal]

Blisko 9 na 10 sprzedawców z Polski (86%) sprzedaje swoje produkty i usługi za granicę, co stanowi już 1/3 ich całkowitego obrotu[1]. Chociaż czują, że międzynarodowi klienci pomagają w rozwoju ich biznesu, 23% badanych handlowców uważa, że trudno im zrozumieć międzynarodową konkurencję i preferencje klientów. Jakie są niektóre ze sposobów dla małych i średnich firm, aby potencjalnie wzmocnić swoją pozycję za granicą?

Według raportu PayPal eCommerce Index 2022, 86% polskich handlowców już sprzedaje swoje produkty i usługi za granicę, generując w ten sposób około 33% swoich obrotów. Jest to korzystna strategia, ponieważ 25% badanych przedsiębiorców potwierdza, że sprzedaż do międzynarodowych klientów pomogła w rozwoju ich biznesu. W związku z tym aktywnie kierują oni swoją ofertę do nabywców z innych rynków.

Pod pewnymi względami sprzedaż za granicę w 2023 roku jest łatwiejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Sprzedawcy mają dostęp do nowoczesnych narzędzi, które pozwalają im skalować swój biznes i kierować nabywców w innym kraju za pomocą zaledwie kilku kliknięć do swojego e-sklepu. Należy jednak pamiętać, że każdy rynek ma swoje własne niuanse kulturowe i zwyczaje. Wiele dużych i znanych firm miało problemy z odniesieniem sukcesu na arenie międzynarodowej, ponieważ nie udało im się do nich dostosować. Jest to problem także dla mniejszych firm – 23% badanych przez nas sprzedawców ma trudności ze zrozumieniem międzynarodowego środowiska” – mówi Efi Dahan, dyrektor generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią i Izrael.

Ale to nie znaczy, że małe firmy powinny rezygnować z marzeń o wyjściu na arenę międzynarodową. PayPal podzielił się swoimi 3 wskazówkami, jak rozwijać nawet mały biznes na rynkach zagranicznych.

Oferuj produkty w dobrej cenie

Do zakupów za granicą najbardziej motywują kupujących lepsze ceny i dostęp do produktów niedostępnych lokalnie. Prawie co trzeci konsument postrzega przeglądanie zagranicznych e-sklepów jako okazję do znalezienia nowych, ciekawych produktów. Oznacza to, że kluczem do przyciągnięcia zainteresowania jest oferowanie atrakcyjnych cen i produktów, które są unikalne i trudne do znalezienia we własnym kraju. Mogą to być lokalne słodycze, tradycyjne rzeźby lub rzeczy pochodzące od krajowych producentów, takie jak żywność, środki chemiczne czy dekoracje.

Spraw, by kupujący czuli się bezpiecznie

Jednego na pięciu zapytanych kupujących przekonuje do dokonania zakupu transgranicznego możliwość skorzystania z preferowanej i znanej im metody płatności. To pokazuje, jak ważne jest oferowanie różnorodnych opcji płatności. Badanie PayPal pokazują, że porównując ten sam produkt na różnych stronach, konsumenci w większości krajów są ponad dwukrotnie bardziej skłonni do zakupu na stronie, która oferuje PayPal. W Niemczech, Irlandii i Włoszech wzrost zainteresowania może być nawet trzy- lub czterokrotnie większy.

Wykorzystanie kanałów społecznościowych

Sprzedaż za pośrednictwem serwisów społecznościowych rośnie z wielu powodów, z których wszystkie są ważne dla skalowania biznesu. Jednym z nich jest to, że bardzo łatwo jest promować firmę na różnych rynkach przy użyciu tylko jednego kanału. Innym ważnym powodem jest to, że media społecznościowe często zastępują proste wyszukiwanie w przeglądarce. Więcej niż jeden na pięciu europejskich konsumentów przegląda media społecznościowe, aby zobaczyć produkty lub usługi, którymi są zainteresowani, ponieważ mogą zobaczyć ich praktyczne zastosowanie. Ponadto 17% konsumentów w Europie dokonuje zakupów za pośrednictwem mediów społecznościowych co najmniej raz w tygodniu. Wszystko to pokazuje potencjał platform mediów społecznościowych, jeśli są one prawidłowo wykorzystywane.

Zakupy transgraniczne nigdy nie były łatwiejsze – a 2023 rok to świetny moment, by z nich skorzystać. Według badań PayPal, co najmniej jedna piąta zakupów na 12 rynkach europejskich jest dokonywana u międzynarodowego sprzedawcy, przy czym Grecy i Irlandczycy najchętniej kupują w zagranicznych sklepach internetowych. A kto będzie Twoim klientem w Europie?

[1] PayPal eCommerce Index 2022; Metodologia badania: 15-minutowe badanie na 15 221 europejskich i izraelskich konsumentach w wieku 18-75 lat i 10-minutowe badanie na 4 604 decydentach biznesowych w Europie i Izraelu. Wszystkie dane w informacji prasowej pochodzą z tego raportu, chyba że zaznaczono inaczej.

Dobrowolny ZUS jest nierealny?

W styczniu 2023 roku oficjalnie zawiadomiono Sejm o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej projektu ustawy Dobrowolny ZUS dla Przedsiębiorców w Polsce. Rozpoczęła się zbiórka 100 tys. podpisów pod projektem ustawy, która ma wprowadzić dobrowolne składki na ubezpieczenia społeczne dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Projekt ustawy powstał już w 2022 roku, a 7 listopada 2022 roku złożono go w Sejmie. Koszt wprowadzenia Dobrowolnego ZUS dla Przedsiębiorców może wynosić rocznie ok. 6-7 mld zł przy założeniu, że zrezygnuje około 50% przedsiębiorców.

– ZUS nie powinien być dobrowolny. ZUS to w końcu zabezpieczenie na starość. Żyjemy w społeczeństwie, w którym nawet jeśli ludzie mówią inaczej – to koniec końców oczekują, że jak będą starsi, to ktoś im będzie wypłacać emerytury – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Dotyczy to także tych osób, które mówią, że nie zgłoszą się po emeryturę, bo jej na pewno nie będzie. Ja w to do końca nie wierzę. Myślę, że żyjemy w kraju, w którym składki emerytalne przynajmniej w minimalnym poziomie powinny być obowiązkowe. I uważam, że propozycje dobrowolności składek to tak naprawdę nie jest nic innego jak tylko ułuda. Można oszczędzić dzisiaj na składkach – a jutro strajkować, aby wypłacano emerytury. Nie ma powodu, aby ludzie pracujący na własny rachunek nie odprowadzali składek emerytalnych – przekonuje Orłowski.

Coraz mniej wypadków i kolizji, jednak ubezpieczyciele płacą za nie coraz więcej

Choć liczba wypadków i kolizji zmniejszyła się w ubiegłym roku o prawie 62 tys. w porównaniu do 2021 roku, to z każdym rokiem rosną wypłaty z ubezpieczeń komunikacyjnych. Średnia wartość szkody przekroczyła już 9 tys. zł, jednak niektóre zdarzenia powodują straty idące w miliony. 

W świeżo opublikowanym raporcie Polskiej Izby Ubezpieczeń „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo” opisano przypadek, w którym kierowca najechał na tył naczepy pojazdu poprzedzającego, w wyniku czego doszło do znacznych uszkodzeń obu pojazdów. Oczywiście szkody powstałe na naczepie pokryje w całości polisa OC, ale trzeba zauważyć, że straty w przypadku auta sprawcy zdarzenia wyniosły prawie 280 tys. zł. Taki rachunek potrafi przyprawić o zawał. Na szczęście kierowca miał polisę AC, która w pełni go uchroniła przed wydatkami. Podobnych sytuacji jest więcej. Jednak nie wszystkie z nich są tak klarowne i nie wszystkie tak kosztowne.

Polacy kupują coraz więcej polis OC i AC

Z danych KNF wynika, że w 2021 roku średnio co czwartej obowiązkowej polisie komunikacyjnej OC odpowiadało dobrowolne ubezpieczenie autocasco. Ten współczynnik regularnie rośnie. Nic w tym dziwnego, wzrasta wartość pojazdów posiadanych przez kierowców, a także koszty ich napraw. Sytuację tę dodatkowo wzmaga ograniczona produkcja nowych samochodów ze względu na problemy z wytwarzaniem podzespołów, do których brakuje surowców. Liczba umów

Choć ubezpieczyciele zarabiają więcej, to więcej też wydają na usuwanie szkód. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że średnia wartość szkody komunikacyjnej w ostatnim kwartale 2022 r. przekroczyła już 9 tys. zł. To 600 zł więcej niż przed rokiem. Co ciekawe, spada liczba szkód zgłaszanych z OC, jednak w 2021 roku wzrosła liczba szkód likwidowanych z AC.

Liczba likiwdowanych szkód

Wypłaty z ubezpieczeń komunikacyjnych stanowiły 63% ogółu odszkodowań i świadczeń wypłacanych w ubezpieczeniach majątkowych i osobowych. Po trzech kwartałach 2022 r. przekroczyły one 12 mld zł, co oznacza wzrost o 8%. 7,3 mld zł przekazano w ramach wypłat odszkodowań i świadczeń z obowiązkowego OC komunikacyjnego. W stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego stanowi to wzrost o 7%. Wypłaty z autocasco wyniosły 4,8 mld i odnotowały wzrost na poziomie 8,8% w stosunku do roku poprzedniego.

Powodem takich wzrostów są rosnące koszty napraw i obsługi szkód. Jednak średnia polisa OC na ten moment to wydatek nieprzekraczający 500 zł, a w pakiecie z AC to nieco ponad 1300 zł. Warto pamiętać jednak o rozszerzeniach, które zapewnią dodatkową ochronę i jednocześnie nie będą kosztowne np. NNW, assistance, czy ochrona szyb. Los nie oszczędza kierowców, ale mogą oni zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze. Kluczem do tego jest porównanie ofert wszystkich ubezpieczycieli i najlepiej dopasowana do swoich potrzeb polisa – komentuje Dawid Pożoga, CMO rankomat.pl.

Tylko 4% Polaków nie uważa się za dobrego kierowcę

Dobrą wiadomością jest fakt, że na polskich drogach odnotowuje się coraz mniej kolizji i wypadków. Wg danych pochodzących z sewik.pl od 2018 roku jest ich mniej o ponad 83 tys., a w porównaniu do ubiegłego roku prawie 62 tys. mniej. Liczba wypadków i kolizji

Jednak nie ma co popadać w samozachwyt. Raport Polskiej Izby Ubezpieczeń pokazuje również, że mamy tendencję do przeceniania swoich umiejętności. Wg niego 96% badanych uważa się za raczej lub zdecydowanie dobrych kierowców. Tymczasem życie kierowcy to loteria i nikt nie wie, co może wykręcić los. W analizie PIU można znaleźć na to świetne przykłady:

  • Samochód ciężarowy cofając, uderzył w zaparkowany za nim śmigłowiec. Uszkodzony został wirnik, płoza oraz statecznik. Śmigłowiec uziemiono z zakazem wykonywania lotów. Koszty naprawy i najmu śmigłowca zastępczego wyniósł 1,55 mln zł. Na szczęście koszty pokrył ubezpieczyciel z polisy OC, której składka wyniosła 1680 zł.
  • Czteroosobowa rodzina wybrała się autem na wakacje do północnych Włoch. Awaria sprawiła, że konieczne było holowanie auta do Polski. Ubezpieczyciel zorganizował też transport lotniczy do kraju dla całej rodziny. Całość kosztowałaby „Kowalskich” 20 tys. zł, na szczęście dzięki pakietowi assistance udało się uniknąć wydatków z już dostatecznie nieprzyjemną przygodą.

Z badania PIU wynika, że 69% Polaków obawia się wypadku samochodowego, a 43% z nich uznaje jego ryzyko za prawdopodobne w swoim życiu. Jednak nie tylko wypadki mogą spowodować utratę oszczędności. Czasem wystarczy nieuwaga lub po prostu pech. Zderzenie ze zwierzęciem na drodze, powalenie drzewa na samochód, uszkodzenia powstałe w wyniku gradobicia, albo kradzież, to tylko przykłady, w których może ochronić nas polisa lub jej rozszerzenie. Biorąc pod uwagę te sytuacje i mając na względzie rosnące koszty życia, w najnowszej kampanii rankomat.pl chcemy zwiększać świadomość ubezpieczeniową Polaków i pokazywać im, jak oraz dlaczego warto się chronić odpowiednio dobraną polisą komunikacyjną – komentuje Michał Gołota, Brand Manager rankomat.pl.

Grupa ROBYG – wyniki finansowe za 2022 rok

W 2022 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,5 mld zł, co oznacza 16% wzrost w porównaniu do 2021 roku. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 410,8 mln zł, czyli o 11% więcej niż w 2021 roku. EBIT wyniósł 438,8 mln zł a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 354,2 mln zł. W 2022 roku Grupa ROBYG podpisała w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu 2144 umowy deweloperskie i przedwstępne. Spółka sfinalizowała w tym okresie 2114 umowy rezerwacyjne i przekazała klientom około 3500 lokali. Spółka podtrzymuje cel sprzedażowy na 2023 rok na poziomie ponad 2,5 tys. mieszkań. ROBYG utrzymuje stabilne marże, dysponuje dużym bankiem ziemi, szuka też gruntów w nowych lokalizacjach i nie wyklucza wejścia do kolejnych miast.

W grudniu 2022 roku Grupa ROBYG z sukcesem zakończyła proces budowy książki popytu na obligacje zł. Przydzielono 110.000 obligacji serii PE o łącznej wartości 110 mln zł. Obligacje będą notowane na ASO GPW, a ich wykup przypada na 9.12.2025. Spółka oferowała obligacje w ramach programu emisji obligacji na okaziciela do kwoty 500 mln zł. Jest to już druga seria w ramach programu.

„Rok 2023 będzie z pewnością wymagający dla całej gospodarki, także w sektorze budownictwa mieszkaniowego. Dlatego stawiamy na budowę synergii w ramach dużej, silnej Grupy TAG Immobilien. Dzięki temu mamy stabilną sytuację, duży bank ziemi i możemy ze spokojem przygotować się na trudniejszy czas w gospodarce. Niezależnie od tego mamy nadzieję, że zarówno rządzący, jak i sektor finansowy skupią się na budowaniu dostępności finansowania dla Polaków. Bo popyt na mieszkania w Polsce jest bardzo duży – a główną blokadą jest właśnie możliwość zaciągnięcia kredytu. Od początku 2023 roku sytuacja na rynku kredytów hipotecznych poprawia się – co potwierdzają dane BIK (Biura Informacji Kredytowej). Widać coraz więcej wniosków kredytowych w porównaniu do grudnia 2022 roku i można zakładać, że trend ten będzie nadal pozytywny w kolejnych miesiącach. W większości banków wzrosła zdolność kredytowa klientów, co pozwala im na bardziej elastyczne decyzje odnośnie zakupu mieszkania” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej Grupy ROBYG.

W marcu 2022 roku TAG Immobilien, jedna z największych i renomowanych firm nieruchomości mieszkaniowych w Niemczech, kupiła 100% akcji ROBYG od Bricks. TAG jest długoterminowym inwestorem, który widzi potencjał polskiego rynku mieszkaniowego. Już 2 lata temu Grupa Tag nabyła Vantage Development, a w tym roku zakończyliśmy proces integracji działalności TAG w Polsce. Połączenie kadry zarządzającej i pracowniczej obu firm pozwoli na bardziej efektywną i dynamiczną działalność. ROBYG kontynuuje działalność w sektorze sprzedaży mieszkań oraz prowadzi prace budowlane na rzecz Grupy TAG w Polsce. Natomiast Vantage Development rozwija działalność PRS Grupy. Łącznie Grupa TAG w Polsce posiada największy bank ziemi wśród deweloperów. To pozwala nam jeszcze lepiej dopasowywać się do warunków rynkowych i otoczenia makroekonomicznego. Z pewnością programy rządowe będą ważnym wsparciem dla Polaków i ułatwią im inwestycję we własne lokum. Np. program Pierwsze Mieszkanie, który ma pomóc młodym Polakom sfinansować zakup swojego pierwszego mieszkania lub domu czy też „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Wsparciem mogą też być planowane rozwiązania finansowe: tani kredyt z dopłatami rządowymi oraz specjalne konto oszczędnościowe. To ważne, że programy te – już przyjęte przez Rząd – będą miały tak szeroki zasięg dla osób do 45 roku życia oraz małżeństw, bez limitu ceny za metr kwadratowy. Dzięki temu bardzo szybko nastąpi ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych, a Polacy będą mogli realizować potrzeby w zakresie własnego lokum. Dodatkowym czynnikiem wspomagającym kredytobiorców będzie ostatnia decyzja KNF – Urząd Komisji Nadzoru Finansowego złagodził warunki oceny zdolności kredytowej. Według decyzji KNF najniższy, minimalny poziom bufora, wynoszący 2,5 punktu procentowego, powinien być stosowany dla kredytów z tymczasowo stałą stopą procentową. To oznacza, że dostępność kredytów wzrośnie” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu Grupy ROBYG.

W 2022 roku Grupa ROBYG wprowadziła kolejne etapy osiedli w Warszawie: Royal Residence w Wilanowie, Sady Ursynów, Jutrzenki, Praga Piano, Modern City, Modern Space, Rytm Mokotowa oraz Mój Ursus. Także w Trójmieście kolejne etapy osiedli: Wiśniowa Aleja, Wendy, Vista, Szumilas, Porto, Zielony Widok, Moment i Lagom oraz 5 nowych etapów osiedla ROBYG Jagodno, Osiedle nad Widawą i osiedle Dożynkowa we Wrocławiu.

TAG Immobilien AG został 100% akcjonariuszem ROBYG z dniem 31 marca 2022 r. Grupa TAG rozpoczęła rok obrotowy 2022 od znacznego wzrostu w Polsce i dodatkowych inicjatyw ESG. Polskie działania wzmocniono przejęciem ROBYG – co dało fundament pod budowę ok. 20.000 mieszkań na wynajem w Polsce w ciągu najbliższych sześciu-siedmiu lat. Ponadto cele ESG koncentrowały się na bieżącym wdrażaniu strategii dekarbonizacji oraz na atrakcyjnych dzielnicach mieszkaniowych w przystępnych czynszach.

W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien oraz połączyły kompetencje zarządcze. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh – od 15 lat wiceprezes ROBYG. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. Grupa ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage Development. Spółka Vantage Development pod marką Vantage Rent prowadzi działalność wyłącznie w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

Łącznie Grupa TAG Immobilien na rynku polskim w 2022 roku sprzedała 2419 mieszkań i przekazała klientom ponad 4500 lokali (wraz z mieszkaniami na wynajem), w tym Vantage Development sprzedał 275 lokali oraz przekazał 309 lokali nabywcom. Jednocześnie do eksploatacji wprowadzono blisko 800 lokali z przeznaczeniem na najem.  Oferta Vantage Rent na koniec roku obejmowała 1 153 lokale na wynajem, z czego 740 było już wynajętych. Aż 408 lokali z 413 pozostających do wynajęcia zostało oddanych w grudniu 2022 roku. Spółka zakłada, że dojście do pełnego poziomu najmu (tj. około 97-98%) zajmie około 2 miesięcy. Portfel mieszkań na wynajem będzie systematycznie powiększany, już na koniec I kwartału 2023 wyniesie prawie 2 300 lokali, a na koniec 2024 ponad 3 300.

ROBYG dołączył do inicjatywy ONZ – United Nations Global Compact. UN Global Compact to największa na świecie inicjatywa skupiająca liderów zrównoważonego biznesu. Deweloper potwierdził tym samym swoje zaangażowanie w działania na rzecz społeczeństwa, środowiska i odpowiedzialnego biznesu oraz zobowiązał się do dalszego doskonalenia. ROBYG inwestuje w bioróżnorodność i promuje powstawanie łąk kwietnych oraz ochrony dla fauny i flory we wszystkich miastach, w których działa.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Pod koniec 2021 roku spółka opublikowała Strategię ESG oraz Raport Wpływu, a w 2022 opublikowała Raport ESG.

Grupa ROBYG systematycznie podwyższa standard mieszkań w swoich inwestycjach i wprowadza nowatorskie, ekologiczne rozwiązania – np. farby elewacyjne i kostka antysmogowa, pochłaniające zanieczyszczenia. Wyjątkowa jakość ROBYG obejmuje ponadstandardową wysokość mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, drewniane okna, dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne. Ponadto na każdym osiedlu ROBYG projektuje obszerne tereny zielone, ogrody deszczowe, place zabaw, siłownie, stacje rowerowe, monitoring wizyjny HD, ławki solarne i ładowarki samochodów elektrycznych. Przygotowane są specjalne tereny spacerowe, a także budki dla ptaków i domki dla owadów. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple, który pozwala na oszczędności na rachunkach do 50%.

W 2021 roku ROBYG wprowadził na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje posiadają miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

ROBYG podjął decyzję o przejściu przy procesach budowlanych w 100% na energię ze źródeł odnawialnych już w ciągu najbliższych dwóch lat, czyli do końca 2024 roku. Zamierza to osiągnąć uwzględniając w procesie zakupowym energii dostawców z jak największym udziałem energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych – a od 2024 roku, tylko i wyłącznie zielonej energii. Taki krok pozwoli na znaczną redukcję śladu węglowego i przyczyni się do ograniczenia emisji CO2. Firma podjęła też oficjalne zobowiązania w zakresie raportowania emisji CO2 oraz zwiększenia udziału energii odnawialnej w prowadzonej działalności.

Grupa ROBYG jest stabilnym, wiarygodnym deweloperem – realizuje swoje cele wprowadzając kolejne inwestycje do sprzedaży, a wszystkie budowy są budowane zgodnie z harmonogrmami. Firma utrzymuje stabilną i płynną działalność zarówno w zakresie budowy, jak i sprzedaży mieszkań.

Grupa ROBYG od lat angażuje się w lokalne inicjatywy, wspiera sztukę, kulturę, edukację czy sport. Firma podjęła także liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne. Dodatkowo program CSR Grupy obejmuje realizację i nieodpłatne przekazanie projektów infrastruktury publicznej na rzecz dzielnic i miast.

ROBYG to ponad 30.000 sprzedanych lokali i ponad 90.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane Grupy ROBYG:

  2017 2018 2019 2020 2021
Umowy deweloperskie i przedwstępne   2500 2200 2738 4308
Kontraktacja netto 3471 2520 2569 2156 4276
Lokale uznane w przychodach 2100 2500 2845 2715 2940
Przychody 738 mln zł ponad 1 mld zł ponad 1,12 mld zł ponad 1,11 mld zł 1,3 mld zł

To będzie pracowity rok w windykacji. Coraz więcej Polaków ma problemy z zapłaceniem rachunków

Zaległości Polaków znów rosną. Po 2022 r. 2,68 mln osób ma niemal 79 mld zł przeterminowanych zobowiązań. W ciągu minionego roku wartość długów podwyższyła się o 6,4 mld zł. Głównie za sprawą alimentów oraz opóźnionych o co najmniej 30 dni rat kredytów, ale także niezapłaconych rachunków z telekomów czy nieopłaconych polis ubezpieczeniowych. Niesolidnych dłużników przybyło 18 tys. i jest ich tylu, ilu mieszkańców mają łącznie dwa województwa: zachodniopomorskie i lubuskie. Porównanie nie jest przypadkowe, bo problem z terminową obsługą zobowiązań właśnie w tych regionach jest rozpowszechniony najbardziej, dotyczy więcej niż co dziesiątego dorosłego mieszkańca tych województw – pokazuje Raport InfoDług, przygotowany w oparciu o dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK.

Wygląda na to, że drugi rok pandemii był jedynym, w którym Polakom udało się zmniejszyć zaległe zobowiązania. Stopniały zarówno te kredytowe, widoczne w bazie informacji kredytowych BIK jak i pozakredytowe z tytułu bieżących rachunków, alimentów, opłat za jazdę bez biletu, grzywien sadowych czy wielu innych zgłaszanych przez wierzycieli do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG InfoMonitor. Mowa tu o zaległościach na kwotę min. 200 zł, opóźnionych o co najmniej 30 dni.

– W minionym roku, COVID zastąpiły inne problemy, przede wszystkim wojna w Ukrainie, która pociągnęła za sobą drastyczne podwyżki cen paliwa i energii, ale także wzrost stóp procentowych i wysoką inflację. I to niestety okazało się dla wielu osób zbyt trudne do udźwignięcia, tym bardziej, że już w czasie pandemii część społeczeństwa wykorzystała swoje oszczędności. Nie pomogła nawet, deklarowana przez Polaków w okresie lockdownów, większa ostrożność przy zaciąganiu kolejnych zobowiązań, także kredytów – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Przestał bowiem sprawdzać się dotychczasowy scenariusz i niemal z dnia na dzień zmieniała się lista głównych powodów kłopotów finansowych. Gdy przed rokiem były to niskie zarobki, nieprzewidziane wydatki i zdarzenia losowe, teraz na pierwszym miejscu wskazywana jest inflacja (36 proc.), na drugim niskie zarobki (22 proc.), a na trzecim, jako efekt podwyżek stóp procentowych, wysokie koszty spłacanych kredytów (8 proc.) – dodaje. Efekt? Wartość opóźnionych o 30 dni kredytów wzrosła w minionym roku o ponad 1 mld zł do 34,1 mld zł, a zaległości pozakredytowe podwyższyły się o blisko 5,4 mld zł do 44,7 mld zł. Łącznie dało to niemal 78,9 mld zł zaległości, o 9 proc. więcej niż na koniec 2021 r., wynika z Raportu InfoDług przygotowanego na podstawie danych rejestru dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK.

– Na przyrost zaległości pozakredytowych złożyły się głównie alimenty, których przybyło m.in. po tym jak po zmianie prawa, długi alimentacyjne starsze niż 6 lat ponownie zaczęły trafiać do rejestru dłużników prowadzonego przez BIG. Obecnie ich wartość sięga już prawie 14 mld zł. Zwiększyła się też wartość zobowiązań zgłoszonych na podstawie wyroków sądowych do ponad 11 mld zł, za nieopłacone rachunki za telefon i TV do niemal 1 mld zł, czynsz do ok 200 mln zł. Wśród zaległości pozakredytowych Polaków znajdują się także nieopłacone polisy ubezpieczeniowe – ponad 96 mln zł, a także nieopłacone kredyty przez osoby poręczające cudze kredyty, które wynoszą ponad 5 mln zł – wymienia Sławomir Grzelczak. Charakterystyczne dla zmian minionego roku jest to, że zaległości bardziej przybywało w regionach, które cechują się mniejszymi problemami w tym względzie, jak choćby na Podlasiu, Lubelszczyźnie, Podkarpaciu czy w woj. świętokrzyskim i opolskim. Podobnie było ze wzrostem liczby dłużników.

W całym kraju przybyło 18 412 niesolidnych dłużników, do 2,68 mln osób. Co piąty z nich ma jednocześnie zaległości kredytowe i pozakredytowe. W ślad za większą liczbą dłużników podwyższył się też wskaźnik, pokazujący ilu niesolidnych płatników przypada w Polsce na 1000 osób pow. 18 roku życia. Indeks Zaległych Płatności Polaków (IZPP) podniósł się do 85,9 pkt. z 84,6 pkt. na koniec 2021 r. co oznacza, że wśród 1000 pełnoletnich osób 86 ma problemy z regulowaniem zobowiązań. To wciąż jest jednak lepszy wynik niż przed pandemią.

zaległe rachunki polaków

Jak wynika z badań Quality Watch realizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor osobom w tarapatach finansowych trudniej teraz będzie pozbyć się zaległości. – Co w sumie nie jest zaskakujące, dłużnicy deklarują, że galopująca drożyzna spowalnia wychodzenie z zadłużenia. W ciągu 2022 r. przybyło też osób, które wątpią, że uda im się spłata długów, jeśli w grę wchodzi suma 10 tys. zł i więcej – wskazuje na to już co trzecia osoba (30 proc.). Z drugiej strony 19 proc. respondentów zwątpiłoby w możliwość wyjścia z długów dopiero przy zaległości na 500 tys. zł. Inflacja, która z jednej strony zmniejsza wartość zarobków i oszczędności, potęguje przerażenie, gdy trzeba zmierzyć się ze zobowiązaniami, a szczególnie długami – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. Tymczasem średnia zaległość wzrosła przez rok o 2,2 tys. zł do 29,4 tys. zł, m.in. w wyniku kłopotów pokolenia X. Minionych 12 miesięcy najwięcej finansowych zmartwień dołożyło, bowiem osobom w wieku 45-54 lata, to im najbardziej przyrosły zaległości i przybyło niesolidnych dłużników.

W ujęciu geograficznym, nastąpiła zmiana na czele województw z największą liczbą nierzetelnych dłużników, miejsce Śląska zajęło Mazowsze. Tym samym woj. mazowieckie jest teraz liderem w obu kategoriach – liczby dłużników i wartości zaległości. Zawdzięcza to ogromnej populacji stanowiącej ponad 14 proc. mieszkańców Polski. Sam udział niesolidnych dłużników wśród Mazowszan – 82 na 1000 dorosłych mieszkańców – pozycjonuje je jednak poniżej średniej krajowej. Gdy liczbę dłużników zestawi się z populacją regionu najgorzej wypadają woj. zachodniopomorskie i lubuskie. W obu nie radzi sobie z finansami, ponad 110 na 1000 pełnoletnich mieszkańców. Co oznacza, że co dziewiąta osoba z tych regionów widoczna jest z powodu niepłacenia zobowiązań w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor lub bazie informacji kredytowych BIK.

Pokolenie X ma już do spłaty średnio na osobę niemal 42 tys. zł

Średnia zaległość przeciętnego niesolidnego dłużnika obniżyła się wśród młodych osób, tj. między 18 a 24 rokiem życia – o 8,2 proc. do 6 917 zł oraz u 25- 34 latków – o 1,4 proc. do 16 018 zł. Pozostałe grupy odnotowały spore wzrosty, szczególnie przedstawiciele pokolenia X, którym średnia zaległość podwyższyła się o prawie 13 proc. do 41 842 zł na osobę. Niemało problemów na jednego konsumenta przypada też w grupie wiekowej 55-64 lata – po zmianie o 10,1 proc. jest to 37 198 zł. Osobom po 64 roku życia zaległości podwyższyły się o 6,3 proc., do 27 643 zł.
zaległe rachunki polaków 2022

Jeśli chodzi o liczbę niesolidnych dłużników ubyło ich w dwóch z sześciu grup wiekowych, wśród 25-34 latków oraz w gronie 55-64 latków. Najbardziej przybyło natomiast w pokoleniu X (45-54 lata), bo aż o 23 650 (4,3 proc.) i jest ich już w sumie blisko 575 tys. Na barkach pokolenia X spoczywa też najwyższa kwota przeterminowanych zobowiązań, ponad 24 mld zł. Największą grupą niesolidnych płatników pozostaje nadal pokolenie Y – 35-44 latków. Jest ich już niemal 680 tys., a w ostatni rok przybyło 1 577 osób (0,2 proc.). O 1 906 (1,5 proc.) więcej jest też nieterminowych płatników wśród najmłodszych dłużników, czyli 18-24 latków oraz o 9 252 osoby (2,4 proc.) więcej wśród najstarszych.

dłużnicy 2

dłużnicy

W Lubuskiem i na Pomorzu Zachodnim problemy finansowe zdarzają się najczęściej

Statystycznie nadal najwięcej osób opóźniających płatności za rachunki i kredyty przypada na pełnoletnich mieszkańców Polski Zachodniej oraz województwa kujawsko-pomorskie i warmińsko-mazurskie. Wszędzie tu na 1000 pełnoletnich osób ponad 100 zdarza się nie płacić w terminie bieżących zobowiązań. Kłopoty finansowe są najbardziej powszechne w Lubuskiem – 112 osób z problemami na każde 1000 dorosłych mieszkańców. Przeciwieństwem jest Podkarpacie, gdzie zarządzenie finansami wpędza w tarapaty 47 osób na 1000 i Małopolska z liczbą 58. Udział niesolidnych dłużników wzrósł w 13 na 16 województw. O jedną osobę spadł w Wielkopolsce i na Śląsku. Na takim samym poziomie jak przed rokiem utrzymał się na Mazowszu – 82 osoby.

windykacja

W woj. podlaskim i opolskim najmniej długów i dłużników

Zaległych zobowiązań przybyło we wszystkich województwach, najbardziej w świętokrzyskim, podlaskim i pomorskim – odpowiednio o 15,1, 14,2 oraz 13,9 proc. przy zmianie w całym kraju na poziomie 8,8 proc. (6,4 mld zł). Niezmiennie najwyższe wartości niespłacanych długów kredytowych i pozakredytowych przypadają na Mazowsze (15,02 mld zł), następnie na Górny (9,48 mld zł) i Dolny Śląsk (7,10 mld zł). Najmniejszą wartość zaległości mają natomiast osoby z województw: opolskiego – 1,5 mld zł oraz podlaskiego i świętokrzyskiego, po 1,6 mld zł.

Co do liczby niesolidnych dłużników, to ubyło ich nieznacznie w trzech z 16 województw, w woj. śląskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim. Pozostałe odnotowały wzrosty. Po tej zmianie Śląsk, który przez lata miał największą liczbę osób z kłopotami finansowymi, wyprzedziło Mazowsze. W woj. stołecznym jest już ponad 360 tys. niesolidnych płatników. W całym kraju liczba dłużników powiększyła się o 18 412 osób, czyli 0,7 proc.

gdzie najwięcej dłużników

66-latek z Lubelszczyzny na czele listy rekordzistów

Wraz ze wzrostem łącznego zadłużenia Polaków, wzrosła kwota zaległości pierwszej dziesiątki dłużników – w rok prawie o 28 mln zł. Obecnie mają oni już do spłacenia niemal 0,5 mld zł zaległych zobowiązań. By wejść do grona najbardziej zadłużonych, konieczne jest obecnie posiadanie prawie 29,5 mln zł zaległości, jest to o 1,1 mln zł więcej niż przed rokiem. Zmienił się też lider niechlubnej listy, 49-letniego Pomorzanina zastąpił mężczyzna z Lubelszczyzny, którego zaległość wzrosła w rok o grubo ponad 6 mln zł. Obecnie ma on do spłaty 81,2 mln zł. Poza tym nadal połowa osób z TOP 10 pochodzi z Mazowsza, a reprezentacja kobiet nie przekroczyła trzech. Do TOP 10 daleko wielu wojewódzkim rekordzistom. Najskromniej prezentują się reprezentanci woj. warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego z kwotami 7,3 mln zł.najwięksi dłużnicy

Odreagowanie na rynkach akcji

W weekend sześć głównych banków centralnych (Fed, EBC, BoJ, BoE, BoC oraz SNB) postanowiło wzmocnić mechanizm swap-owy, co ma polepszyć płynność w sektorze bankowym. W poniedziałek rano widzieliśmy kontynuację przeceny ryzykownych aktywów. W kolejnych godzinach inwestorzy ponownie kupowali akcje i finalnie spowodowało to, że sesja w Europie oraz w USA zakończyła się nad kreską. Złoto na początku tygodnia wyceniane było przez chwilę powyżej poziomu 2000 USD za uncję. Cena ulegał jednak niewielkiej korekcie.

Fed razem z innymi głównymi instytucjami krajowymi wydał oficjalne oświadczenie, w którym poinformował, że „akcja” ma na celu poprawienie efektywności linii swapowych w zapewnianiu finansowania w USD. Banki centralne postanowiły zwiększyć częstotliwość siedmiodniowych operacji zapadalności z tygodniowego na dzienny.

Przypomnijmy, że w poprzednim tygodniu amerykańskie banki skorzystały z „okna dyskontowego” Fed w rekordowej ilości. W środę 15 marca pożyczyły 153 mld USD, co przekroczyło szczytowy poziom 111 mld USD z 29 października 2008 roku.

Z jednej strony można powiedzieć, że banki centralne są wyraźnie w trybie zapobiegania kryzysowi i ten proces ma zdecydowane pierwszeństwo przed średniookresowym celem walki z inflacją. Jeśli instytucje dojdą do wniosku, że wysokie stopy procentowe i inwersja krzywej dochodowości stanowią nadmierne obciążenie dla systemów finansowych, to z tego powodu powinny wstrzymać się z dalszymi restrykcyjnymi działaniami. EBC pokazał jednak, że sektor bankowy jest pod kontrolą i ostatnie zawirowania nie przeszkodziły Lagarde na ogłoszenie ruchu o 50 pb. Ta decyzja niekoniecznie neguje ten punkt widzenia. Instytucja udowodniła w przeszłości, że zwykle późno przestawia się na tryb walki z kryzysem lub zapobiegania kryzysowi (podwyżki stóp latem 2008 oraz wiosną i latem 2011 roku).

Z drugiej jednak strony można dojść do wniosku, że wczesne i silne działania zapobiegające kryzysowi mają zapewnić bankom centralnym niezbędne pole do dalszej walki z wysoką dynamiką wzrostu cen.

Pierwsza interpretacja byłaby prawdopodobnie negatywna dla USD w średnim terminie. W takim scenariuszu można zakładać, że Fed nie podniesie już stóp lub dokona ruchu w niewielkim stopniu a w niedalekiej przyszłości być może zdecyduje się na pierwsze obniżki. Rezerwa Federalna może zasygnalizować, że dalsze kroki w polityce monetarnej zależą od rozwoju napięć w systemie finansowym.

Druga interpretacja mogłaby być pozytywna dla USD, ponieważ rynkowe oczekiwania co do ścieżki cyklu zacieśniania w USA musiałyby wówczas zostać skorygowane w górę w większym stopniu niż w przypadku pozostałych banków centralnych.

Popularny indeks DAX podczas wczorajszego handlu „wybił” lokalne dołki i przetestował horyzontalne wsparcie (14.620 pkt.), które koresponduje ze szczytem z 13 grudnia. Pro-wzrostowa formacja świecowa sugeruje, że na rynku buduje się kolejny impuls do zwyżek. Na rynku FX dolar tracił. Para EUR/USD „wyszła” powyżej 1,07 ale nie zdołała pokonać szczytu z minionego tygodnia. Złoty zyskał w relacji do „zielonego” a para USD/PLN ustanowiła nowe lokalne minima na poziomie 4,38. Względem euro nasza waluta również ostatecznie zyskała w drugiej części dnia a notowania EUR/PLN spadły na moment do 4,6960. Obecnie kurs rośnie powyżej 4,70. Do lekkiego odreagowania doszło na rynku ropy naftowej. Cena odmiany WTI wciąż jest jednak na niskim poziomie i wskazuje 67,15 USD za baryłkę.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sondaż wśród frankowiczów: Banki coraz częściej inicjują kontakt w sprawie ugód

Jak wynika z najnowszego badania, co ósmy frankowicz niebędący w sporze sądowym zainicjował ostatnio kontakt ze swoim bankiem w sprawie zaproponowania mu ugody. Dokładnie rok wcześniej, takich osób było nieznacznie więcej. Natomiast z blisko 14% do ponad 21% rdr. wzrosła grupa respondentów, z którymi bank z własnej inicjatywy skontaktował się w celu zawarcia ugody. Do tego sondaż wykazał, że prawie co czwarty ankietowany jest skłonny do rozmów z kredytodawcą na ww. temat. Frankowiczów, którzy chcą polubownie załatwić sprawę, głównie interesuje przewalutowanie po uzgodnionym kursie lub unieważnienie umowy ze wzajemnym rozliczeniem.

Zainteresowanie ugodami

W ciągu 6 miesięcy poprzedzających sondaż, 12,4% respondentów z własnej inicjatywy skontaktowało się ze swoim bankiem w sprawie zaproponowania mu ugody. Natomiast 71,7% nie podejmowało takich działań. Rok wcześniej tak deklarowało odpowiednio 15,1% i 81%. Badanie jest prowadzone cyklicznie od trzech lat przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Najnowsza edycja została zrealizowana na przełomie IV kwartału 2022 roku i I kwartału 2023 roku. Wówczas odpowiedzi udzieliło blisko 740 osób niebędących w sporze sądowym z bankiem i mających tzw. kredyt frankowe w jednym z jedenastu banków w Polsce.

– Widać mniejsze zainteresowanie ugodami z bankami. Zapewne jest to spowodowane coraz większą świadomością kredytobiorców w zakresie ich sytuacji prawnej. Drugą przyczyną są wysokie stopy procentowe, które wpływają na koszt ugody. Banki proponują bowiem przewalutowanie kredytu frankowego na złotowy z oprocentowaniem opartym o WIBOR, zwykle 3M. Całkowity koszt ugody, z uwzględnieniem jej kilkuletniej spłaty w złotym z wysokim oprocentowaniem, powoduje, że takie rozwiązanie nie jest korzystne dla frankowicza. Ponadto banki nadal często nie uwzględniają w zawieranych porozumieniach dokonanych już spłat – komentuje mec. Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

21,1% respondentów wskazuje, że w ciągu sześciu miesięcy poprzedzających badanie skontaktował się z nimi przedstawiciel banku w sprawie ewentualnego zaproponowania warunków ugody (rok wcześniej – 13,8%). 61,6% ankietowanych stwierdza, że takiego kontaktu w ogóle nie było (poprzednio – 81,7%). Natomiast 17,3% nie pamięta, czy taka inicjatywa była podejmowana przez kredytodawcę (wcześniej – 4,5%).

– Wzrost aktywności banków w kontakcie z frankowiczami w celu zawarcia ugody jest wynikiem korzystnych wyroków, jakie są wydawane na rzecz konsumentów. Szacuje się, że obecnie banki w „sporach frankowych” przegrywają w ok. 90% przypadków. Opłacenie kosztów sądowych i obsługi prawnej oraz zasądzonych do zapłaty kwot po niekorzystnym dla kredytodawcy wyroku powoduje, że częściej dąży on do zawarcia porozumienia. Zawarcie ugody z frankowiczem jest bardzo korzystne dla banku – zaznacza adwokat Marta Michałowska z Kancelarii MBM Legal.

Słabsza chęć do rozmów

Z badania wiemy też, czy obecnie frankowicze są skłonni do rozmów z bankiem na temat ugody. 22,7% respondentów odpowiada twierdząco (poprzednio – 25,4%), a 48% – przecząco (49,9%). Natomiast 29,3% badanych jeszcze nie ma wyrobionego zdania w tym temacie (rok wcześniej – 24,7%). Jak podkreśla mec. Adrian Goska, liczba kredytobiorców skłonnych do rozmów z bankami jest nieco mniejsza niż w poprzednim okresie badania. Duża część frankowiczów już poszła do sądu. W takiej sytuacji banki bardzo rzadko są w stanie namówić inne osoby do zawarcia ugody.

– Część kredytobiorców jest zniechęconych do rozmów. Oni wiedzą, jak wygląda rozpatrywanie reklamacji przez bank. Niektórzy doświadczyli tego, że zaproponowana przez nich chęć ugody została odrzucona przez kredytodawcę. Z kolei te osoby, które mają wyrok po pierwszej instancji, poświęciły już czas na walkę o sprawiedliwość i poniosły spore koszty, więc czekają cierpliwie na prawomocny wyrok – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Frankowicze, którzy są skłonni rozmawiać na temat ugody, wskazują, jakie warunki są dla nich akceptowalne. Na szczycie listy znajduje się przewalutowanie po uzgodnionym kursie – 34,1% (poprzednio – 10,3%). Dalej widzimy unieważnienie umowy ze wzajemnym rozliczeniem – 29,4% (wcześniej – 39,4%) oraz przewalutowanie po obecnym kursie średnim NBP – 18,8% (2,4%). Z kolei przewalutowanie po kursie średnim NBP z dnia wypłaty wybrałoby 10,6% respondentów (we wcześniejszym badaniu – 37%). Natomiast o innym rozwiązaniu niż wyżej wymienione mówi 4,7% ankietowanych (poprzednio – 7,9%). Ponadto z badania wynika, że 2,4% nie ma jeszcze wyrobionej opinii w tym zakresie (rok wcześniej – 3%).

– Stanowisko frankowiczów w sprawie warunków ugód jest silnie uzależnione od aktualnego kursu franka, stopy WIBOR oraz wysokości stóp procentowych. Jeszcze na początku ub.r. przewalutowanie kredytu wydawało się być kuszącą opcją dla frankowiczów. Dziś kurs franka szwajcarskiego jest bardzo wysoki i nie można też liczyć na jakikolwiek spadek. Obecnie przewalutowanie kredytu, biorąc pod uwagę wysoką inflację oraz niepewność co do dalszego jej wzrostu, nie jest korzystne. Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że nie sposób przewidzieć, czy szybciej wzrośnie kurs CHF czy też inflacja w Polsce – analizuje mec. Michałowska.

Jak podsumowuje Arkadiusz Szcześniak, sytuacja każdego kredytobiorcy jest inna ze względu na różne warunki kredytu. Zdaniem eksperta, niepokojąca jest informacja o osobach, które zgodziłyby się na przeliczenie po aktualnym kursie NBP. Ta forma rozliczenia z bankiem jest możliwa praktycznie od początku trwania umowy. Przyjęcie takiej „ugody” jest de facto realizacją całej straty na tym kredycie w jednym z najgorszych momentów.

Kłopoty sektora bankowego źródłem spadku oczekiwań dotyczących stóp procentowych

Upadek amerykańskiego banku SVB i kłopoty szwajcarskiego Credit Suisse wzbudziły wśród inwestorów obawy dotyczące ewentualnego kryzysu bankowego i podały w wątpliwość słuszność ścieżek polityki monetarnej obranych przez największe banki centralne. W efekcie obserwowaliśmy wyjątkowo wysokie wahania zarówno rentowność amerykańskich obligacji dwuletnich, jak i pary EUR/USD. W obliczu wysokiej niepewności dobrze radził sobie jednak złoty. Polska waluta odnotowała znacznie mniejsze straty niż korona czeska i forint węgierski.

Wobec obserwowanych w ostatnich dniach pokaźnych spadków na światowych giełdach i niebagatelnej skali zmian rynkowych stóp procentowych, aktywność inwestorów na rynku walutowym można jednak ocenić jako relatywnie spokojną.

Dodatkowo część ruchów mogła wydawać się nieoczywista. Np. w przypadku walut safe haven jen japoński radził sobie znacznie lepiej niż pozostałe inne waluty z tego koszyka (frank szwajcarski i dolar amerykański znalazły się pod presją). Można to wiązać z tym, że najpoważniejsze problemy dotyczyły banków ze Szwajcarii i USA. Waluty Ameryki Łacińskiej osłabiły się, co jest typowe w okresach awersji do ryzyka, azjatyckie zaś umocniły się – kłopoty sektora bankowego wydają się nie dotykać tamtejszych gospodarek, znacząca pozostaje rezygnacja z polityki „zero-Covid” i ponowne otwarcie chińskiej gospodarki.

W tym tygodniu prawdopodobnie będziemy nadal obserwować wysoką zmienność. Inwestorzy wciąż uważnie analizują wieści z sektora bankowego. Ponadto wielkimi krokami zbliża się posiedzenie Fedu, którego wyniki poznamy już w tę środę (22.03). Tym razem niezwykle trudno przewidzieć, jaką decyzję podejmie amerykańska Rezerwa Federalna. Z jednej strony musi mieć ona bowiem na uwadze nieustępującą presję inflacyjną, z drugiej zaś możliwe zacieśnienie warunków finansowania spowodowane problemami banków w USA.

Co istotne, szwajcarski UBS błyskawicznie zgodził się przejąć Credit Suisse. Według doniesień nastąpi to pod szeregiem warunków, do których należą znaczne gwarancje rządowe i wsparcie płynnościowe SNB. Uważamy, że w połączeniu z domniemaną gwarancją dla wszystkich depozytów bankowych w USA obecnie powinno to wystarczyć, by powstrzymać rozlanie się kryzysu na cały sektor bankowy.

Spodziewamy się jednocześnie, że Fed podniesie stopy procentowe o 25 pb, choć zaznaczamy, że panuje w tej kwestii znaczna niepewność. Sytuacja może zmieniać się z godziny na godzinę, czego dowiodły wydarzenia minionych dni.

PLN

W obliczu wyraźnego niepokoju o stan sektora bankowego złoty doświadczył presji i powrócił w okolice 4,70 w parze z euro. Niemniej, polska waluta radziła sobie wyraźnie lepiej niż podobne waluty regionu. Spadek o 0,6% do euro jest bowiem niewielki w porównaniu z 1,4% w przypadku korony czeskiej i aż 3,7% w przypadku forinta węgierskiego. Relatywnie mała skala słabości złotego rodzi pytania – może to być częściowo kwestia niwelowania nierównowagi, jaka wcześniej wytworzyła się między tymi walutami. Złoty przez wiele miesięcy radził sobie gorzej od forinta i korony, co w naszej opinii nie było w pełni uzasadnione.

Zeszłotygodniowe dane o inflacji w Polsce pokazały, że lutowy szczyt (18,4%) był nieco niższy, niż oczekiwał konsensus. Od kolejnego miesiąca powinniśmy obserwować spadki. Nie oznacza to jednak, że walka z inflacją jest wygrana. Momentum inflacji bazowej pozostaje wyjątkowo mocne – w styczniu notowaliśmy zmianę indeksu o 0,9% w ujęciu miesięcznym, z kolei w lutym o 1,3%. Bez pojawienia się przeciwnej tendencji – tj. trwałego wyhamowania momentum inflacji bazowej – trudno będzie mówić o właściwej dezinflacji. Dane wzmacniają nasze oczekiwania, że najprawdopodobniej nie ma co liczyć na obniżki stóp procentowych w tym roku.

W kolejnych dniach czeka nas szereg publikacji z gospodarki, z których najważniejsze będą dane o sprzedaży detalicznej w lutym (wtorek 21.03). Po jej skurczeniu się w styczniu o 0,3% w ujęciu rocznym oczekuje się pogłębienia spadku.

EUR

Problemy sektora bankowego nie doprowadziły do zahamowania podwyżek stóp procentowych EBC. Bank podniósł stopy o 50 pb. Zrezygnował jednak z wyraźnego sygnalizowania rynkom dalszych kroków. Zamiast tego dał jasno do zrozumienia, że dalsze ruchy będą zależne od napływających danych. Uważamy, że to rozsądna decyzja.

Jeśli nie pojawią się oznaki wyraźnego pogorszenia stabilności finansowej – czego obecnie się nie spodziewamy, po zdecydowanych krokach władz i banków centralnych USA i Szwajcarii – ubiegłotygodniowe prognozy inflacji i aktywności gospodarczej będą naszym zdaniem wspierać dalsze podwyżki stóp. A kontynuacja procesu zwiększania kosztów pieniądza powinna sprzyjać euro.

Najważniejszymi danymi ze strefy euro będą w tym tygodniu wstępne odczyty wskaźników PMI (piątek 24.03). Powinny one nadal sugerować umiarkowany wzrost gospodarczy oraz bardzo niskie prawdopodobieństwo recesji.

USD

Dane o sytuacji gospodarczej i inflacji niezmiennie wspierają dalsze podwyżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej. Ostatnie odczyty mogą sugerować, że na powrót rośnie wewnętrzna presja cenowa. Rynek pracy pozostaje niezwykle ciasny, np. liczba nowych, cotygodniowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych ponownie spadła poniżej 200 tys. Kłopoty niektórych banków regionalnych w USA mogą jednak mieć zacieśniający efekt, prowadząc do zmniejszenia akcji kredytowej. Efekt ten powinien być jednak niewielki; nie obserwowaliśmy gwałtownego zwiększenia spreadów kredytowych. Nie zmienia to jednak faktu, że ze strony Fedu aktualnie spodziewamy się większej ostrożności w podejmowaniu decyzji.

Niezmiennie oczekujemy, że Fed, podążając niejako za EBC, podniesie swoje stopy procentowe o 25 pb. Rezerwa Federalna zadeklaruje także uzależnienie kolejnych decyzji od kolejnych danych. Niemniej, skala cięć stóp procentowych, szacowanych aktualnie przez rynek na ok. 100 pb. jest naszym zdaniem dalece przesadzona.

GBP

Funt, mimo napięć, radzi sobie dobrze. Brytyjski system bankowy wydaje się mieć solidne podstawy. Wciąż maleją także obawy dotyczące recesji. Także budżet Wielkiej Brytanii był nieco bardziej optymistyczny niż oczekiwano. Choć również w przypadku tego kraju uwaga inwestorów skoncentrowana była jednak na sektorze bankowym.

W tym tygodniu w centrum uwagi wciąż znajdować się będzie sektor bankowy. Jednocześnie dotrze do nas wyjątkowo dużo wieści mogących mieć wpływ na funta. W środę (22.03) opublikowane zostaną dane o inflacji. Oczekuje się, że, jej miara bazowa istotnie się nie zmieni, pozostając tuż poniżej 5%.

Dzień później (czwartek 23.03) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii. Inwestorzy dzielą się równo na tych oczekujących, podobnie jak my, podwyżki o 25 pb., jak i tych spodziewających się utrzymania obecnego poziomu stóp procentowych. Uważamy, że Bank Anglii podąży śladami EBC. Czyli próbując oddzielić walkę z inflacją od utrzymania stabilności finansowej (będącej oddzielnym problemem, wymagającym użycia innych narzędzi).

CHF

Wydaje się, że ubiegłotygodniowe wydarzenia i obawy dotyczące sektora bankowego zaciążyły na uznawanym za bezpiecznego franku szwajcarskim. W efekcie skutecznie ściągnęły go na dno zestawienia walut G10.

Sprawne działania ze strony tamtejszych władz, banku centralnego oraz nadzoru, i niedzielna decyzja o przejęciu Credit Suisse przez UBS mogą przyczynić się do pewnej poprawy zaufania inwestorów. Jeżeli tak się stanie, frank może odrobić część poniesionych w ubiegłym tygodniu strat.

W kontekście ostatnich problemów sektora bankowego, szczególnego znaczenia nabiera czwartkowe posiedzenie SNB. Wciąż zakładamy podwyżkę stóp o 50 pb., szczególnie biorąc pod uwagę uporczywość inflacji bazowej. W lutym sięgnęła ona 2,4%, wykazując silne momentum. Prawdopodobnie przykuło to uwagę decydentów. W zależności od dalszego kształtowania się rynkowych wycen stóp do czasu posiedzenia oraz sygnałów z tamtejszego banku centralnego, frank może otrzymać pewne wsparcie. Co jednak pokazało niedawne posiedzenie EBC, w obliczu wysokiej nerwowości reakcja rynku może być nieintuicyjna.

CNY

Podczas gdy większość walut europejskich i waluty latynoamerykańskie pozostawały w ub. tygodniu pod presją w związku z obawami dotyczącymi sektora bankowego, waluty azjatyckie błyszczały. Wyjątkiem nie był też juan, odnotowujący zyski zarówno względem dolara, jak i w ujęciu ważonym handlem.

Odczyty makroekonomiczne za dwa pierwsze miesiące roku okazały się zróżnicowane. Potwierdziły one jednak, że ożywienie gospodarcze w Chinach jest na dobrej drodze. Dane dotyczące bezrobocia nie były jednak zachęcające, co sygnalizuje, że warto bacznie przyglądać się w najbliższych miesiącach danym z tamtejszego rynku pracy. Umiarkowanym optymizmem napawać może jednak sytuacja na rynku nieruchomości – ostatni spadek inwestycji w owym sektorze był relatywnie niewielki (-5,7% r/r w styczniu/lutym) a ceny nowych mieszkań zaczęły zaś ponownie rosnąć (+0,3% m/m w lutym).

W piątek PBOC zaskoczył, ogłaszając cięcie stopy rezerw obowiązkowych (RRR) dla większości banków o 25 pb. Wcześniej, w środę, bank utrzymał stopę MLF (one-year medium term lending facility rate) na niezmienionym poziomie, rolując wszystkie zapadające pożyczki, a także zapewniając także dodatkowe 281 mld juanów świeżej płynności netto. Wydaje się, że w obliczu mieszanych danych gospodarczych i globalnych obaw dotyczących sektora bankowego, chińskie władze chcą minimalizować ryzyko. Dziś banki pozostawiły jedno oraz pięcioletnie stopy LPR (loan prime rates) na niezmienionych poziomach. Biorąc jednak pod uwagę kontekst, nie można całkowicie wykluczyć ich obniżki w przyszłości.

W najbliższych dniach uwaga powinna w dalszej mierze skupić się na wiadomościach zewnętrznych. Niemniej, wszelkie wieści dotyczące pierwszej od 2019 r. wizyty Xi Jinpinga w Rosji w tym tygodniu mogą przykuć uwagę inwestorów.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Thorium Space podpisało przełomowy kontrakt z Sivers Semiconductors

Thorium Space, polska firma działająca w sektorze kosmicznym, podpisała z Sivers Semiconductors kontrakt o wartości 1,85 miliona dolarów na opracowanie
i wdrożenie do produkcji przełomowych na rynku globalnym chipsetów dla terminali naziemnych SATCOM oraz najnowszej generacji satelit definiowanych cyfrowo.

W ramach kontraktu, opracowane zostaną cztery innowacyjne układy scalone MMIC, pozwalające na realizację aktywnych elektronicznie sterowanych anten płaskich w paśmie Ka, zarówno w terminalach naziemnych (pozwalających na równoległą łączność z wieloma satelitami na różnych orbitach – tzw. „make it before brake it”), a także unikatowy na rynku Światowym chipset kosmiczny do zastosowań na pokładzie satelit telekomunikacyjnych. (oba rozwiązania wyprzedzają o co najmniej dwie generacje obecnie dostępne rozwiązania konkurencji)

Sivers Semiconductors to wiodąca i uznana na całym świecie firma technologiczna, dostarczająca układy scalone i zintegrowane moduły w swoich dwóch obszarach biznesowych: bezprzewodowym i fotonicznym. Prace rozwojowe w ramach obecnie zawartej umowy rozpoczną się już w marcu 2023 roku i potrwają cały bieżący rok. Sivers szacuje zapotrzebowanie rynku na opracowywanie chipy na 5 mld USD
w okresie 2023-2030.

Celem szerszej współpracy firm, w pierwszych fazach rozwoju, jest dostarczenie przez Thorium Space działających próbek inżynieryjnych kilku różnych dedykowanych chipów
w paśmie milimetrowym Ka dla zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej.
W następnej fazie, nieuwzględnionej obecną umową, spółka planuje osiągnąć znaczny potencjał rozwoju wspomnianych chipów, które będą dalej rozwijane, kwalifikowane
i przygotowywane do masowej produkcji. Chipsety będą wspierać zarówno segment naziemny, jak i kosmiczny, a wprowadzenie ich do masowej produkcji planowane jest
w drugiej połowie 2024 r.

Współpraca z Sivers to jest dokładnie to, na co czekaliśmy od pierwszego dnia w Thorium Space. Dzisiaj jesteśmy pewni, że możemy opracować i dostarczyć najlepsze w swojej klasie, najnowocześniejsze, aktywne rozwiązania antenowe dla globalnego segmentu naziemnego i kosmicznego bez żadnych kompromisów — mówi Paweł Rymaszewski, CEO/CTO Thorium Space,

Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Thorium Space nad tym projektem, mającym na celu wprowadzenie najlepszych w swojej klasie chipsetów do ich rozwiązań naziemnych
i kosmicznych. Po raz pierwszy dostarczymy rozwiązania do zastosowań kosmicznych,
a współpraca z tak znakomitą i innowacyjną firmą jak Thorium Space zapowiada się niezwykle inmtersująco
– mówi Anders Storm, Group CEO, Sivers Semiconductors

JR HOLDING pozyskuje 24 mln zł na inwestycje

Notowana na NewConnect spółka inwestycyjna JR HOLDING ASI poinformowała o zawarciu trzech umów z inwestorami instytucjonalnymi, którzy zdecydowali się powierzyć spółce środki w łącznej kwocie 24 mln zł w cenie 10 zł za jedną akcję.

Trzy podmioty w tym dwa Fundusze Inwestycyjne Zamknięte zarządzane przez jedno Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych oraz Alternatywna Spółka Inwestycyjna obejmą łącznie 2,4 mln szt. nowych akcji JR HOLDING, akcje te zostaną wyemitowane w drodze wykorzystania kapitału docelowego, na podstawie upoważnienia udzielonego przez Walne Zgromadzenie.

Cieszymy się z zainteresowania inwestorów instytucjonalnych, jest to dla nas potwierdzenie realizowanej polityki inwestycyjnej. Nie możemy jeszcze ujawnić nazw tych podmiotów, ale to kwestia czasu. Perspektywa debiutu na głównym rynku GPW, w niedługim, mam nadzieję, terminie ułatwia nam powadzenie rozmów z potencjalnymi dużymi inwestorami. Nie wszyscy z zainteresowanych mogą inwestować w spółki spoza głównego parkietu, przeniesienie notowań otwiera nam drogę do pozyskania funduszy od takich inwestorów – tłumaczy Artur Jedynak, Wiceprezes JR HOLDING.

Nowi inwestorzy zobowiązani są do wpłaty zaliczek w łącznej wartości 8 mln zł do końca marca b.r., a umowy przyrzeczone zostaną zawarte w terminie do 14 lipca 2023 r.

Witamy w akcjonariacie JRH kolejne trzy podmioty. Tym razem są to inwestorzy instytucjonalni, co pokazuje, że chcą z nami współpracować coraz więksi inwestorzy. Pozyskane kwoty przeznaczymy na dalszą dywersyfikację i rozbudowę portfela inwestycyjnego. Obecne zawirowania w otoczeniu gospodarczym przekuwamy w szansę – widzimy możliwość szybszego rozwoju. Takie sytuacje zawsze generują okazje inwestycyjne, kapitał jest ostrożniejszy dzięki czemu, dysponując gotówką, my możemy umiejętnie lokować pozyskane środki w najlepsze spółki z perspektywicznych branż. Te 24 mln zł pozwolą nam bez zakłóceń, korzystając z przewagi, powiększać portfel, a intuicja mi podpowiada, że to jeszcze nie jest nasze ostatnie słowo! Pracujemy nad tym, aby wyjść też po inwestycje spoza Polski – tam też szukamy szans inwestycyjnych. Chcemy być najszybciej rosnącą firmą inwestycyjną w regionie – deklaruje January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

EY: Polscy dyrektorzy finansowi podchodzą do procesu digitalizacji z mieszanymi uczuciami, jednak nie planują zmniejszać budżetów

W ostatnich latach można zaobserwować dynamiczny wzrost inwestycji organów podatkowych w nowoczesne rozwiązania technologiczne oraz towarzyszące temu procesowi zmiany regulacyjne. Jak pokazuje badanie EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – rodzimi CFO jednak wciąż z mieszanymi uczuciami podchodzą do digitalizacji procesu raportowania. Dla 38% to szansa, dla 29% – obciążenie, a dla 33% – częściowo szansa, a częściowo obciążenie. Pomimo tak niejednoznacznych deklaracji, aż 36% ankietowanych planuje w kolejnych 5 latach przeznaczyć przynajmniej 150 000 złotych na dodatkowe inwestycje w digitalizację raportowania podatkowego. Niemniej, dalszy rozwój procesów cyfrowych wzmacnia presję na rozwój kompetencji członków wewnętrznych zespołów, które często zmagają się z brakami kadrowymi. Niewątpliwą szansą staje się modele współpracy na zasadach co-sourcingu.. W obszarze księgowym, w Polsce, firmy będą sięgać po zewnętrzne wsparcie szczególnie ze względu na dostęp do najlepszych technologii (44%) oraz oszczędności na kosztach obsługi (39%).

Rosnące inwestycje organów podatkowych w narzędzia pozwalające wychwytywać nieprawidłowości księgowo-podatkowe firm i idące w ślad za nim zmiany regulacyjne takie jak np. split payment, JPK lub nadchodzące e-faktury stawiają przed dyrektorami finansowymi szereg nowych wyzwań. Kontrole są coraz bardziej celowane i rzeczowe. W efekcie wykorzystywanie przez przedsiębiorstwa przestarzałych technologii, nienadążających za rozwiązanymi stosowanymi przez instytucje administracji publicznej, znacząco utrudnia optymalne funkcjonowanie biznesu.

Cyfrowe zmiany mogą być postrzegane jako szansa dla dyrektorów finansowych. Poprzez uwolnienie ich zasobów czasowych związanych z koniecznością zapewnienia poprawności rozliczeń podatkowych (tax compliance), zyskują oni możliwość większego zaangażowania w główne obszary działań firmy np. tworzenie strategii. Z drugiej strony, w wyniku ostatnich zmian regulacyjnych, organy państwowe zyskują dodatkową wiedzę oraz mogą badać obszary będące dotychczas poza strefą ich zainteresowań.

W efekcie polscy CFO mają mieszane uczucia w stosunku do procesu cyfryzacji procesów raportowania. Co prawda największy odsetek (38%) postrzega go jako szansę, jednak równocześnie 29% traktuje jako obciążenie. Aż 33% dyrektorów finansowych nie posiada jednoznacznej opinii. Wpływ na taką sytuację może mieć fakt, że 73% ankietowanych sądzi że zwłaszcza w pierwszym okresie wdrożeniowym digitalizacja zwiększy obciążenie pracą zespołu podatkowo-księgowego. Jednocześnie, dyrektorzy finansowi mają świadomość, że nie ma odwrotu od cyfryzacji. Najlepszym potwierdzeniem jest tak, że aż 36% CFO planuje w kolejnych 5 latach przeznaczyć ponad 150 000 złotych na dodatkowe inwestycje w zakresie digitalizacji raportowania podatkowego.

Wykres 1. Czy digitalizacja raportowania jest dla Państwa firmy bardziej szansą czy obciążeniem?
Czy digitalizacja raportowania jest dla Państwa firmy bardziej szansą czy obciążeniem

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat obserwujemy całkowitą zmianę rzeczywistości raportowania podatkowego. W wyniku rozwoju technologicznego i zmian regulacyjnych organy podatkowe zyskały możliwości znacznie dokładniejszego i celowanego kontrolowania firm. Sprawia to, że przedsiębiorstwa bardzo szybko muszą dostosować się do tych realiów. Wymaga to nie tylko inwestycji w nowe rozwiązania technologiczne, ale również rozwój kompetencji działów podatkowo-księgowych. Ich brak będzie wiązał się z ryzykiem dostarczenia nieprzeanalizowanych danych. Trudno te umiejętności nabyć z dnia na dzień, stąd wielu dyrektorów finansowych ma mieszane uczucia na temat tempa i zakresu wprowadzanych zmian. Z tego względu coraz częściej i chętniej korzystają oni z zewnętrznego wsparcia – mówi Aleksandra Sewerynek-Barszcz, Partnerka w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Świat biznesu zmierza w kierunku co-sourcingu

Aktualnie proces zmierzający do udostępniania organom podatkowym, w czasie rzeczywistym, niemal całkowitego dostępu do raportów i faktur organizacji budzi szereg obaw wśród dyrektorów finansowych. W długofalowej perspektywie rozwój procesów cyfrowych stwarza dla nich jednak szereg korzyści, gdyż zapewnienie tradycyjnie rozumianego tax compliance straci na znaczeniu. Jak wskazuje badanie EY obecnie ten obszar stanowi priorytet na najbliższe 3 lata dla 84% CFO w Polsce. Wynikająca z digitalizacji zmiana sprawi, że wiele firm zwróci się ku co-sourcingowi tj. modelowi współpracy z zewnętrznymi podmiotami opartego na zasadach ścisłego partnerstwa i współdzielenia zasobów, wiedzy i nowoczesnych rozwiązań. W ten sposób CFO m.in. zmniejszą konieczność nabywania nowych rozwiązań technologicznych.

To zjawisko staje się światowym standardem. Wyniki globalnego badania EY Tax and Finance Operations Survey wskazują, że aż 84% firm planuje zmianę modelu funkcjonowania ich działów finansowych. W zdecydowanej większości (68%) będą one miały miejsce poprzez współpracę na zasadach co-sourcingu z partnerami posiadającymi odpowiednie zaplecze eksperckie oraz technologiczne. Wśród kluczowych korzyści wymienione zostały możliwości skupienia się przez organizację na rozwoju najbardziej dochodowych aktywności (39%), ograniczenie ryzyka (37%) oraz zmniejszenie kosztów (24%). Co więcej, aż 96% firm uznaje za wysoce prawdopodobne, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy skorzysta z usług co-sourcingowych.

Polscy CFO szczególnie chętnie spoglądają w kierunku wsparcia w zakresie doradztwa podatkowego (73%). Wśród największych zalet co-sourcingu usług księgowo-podatkowych wskazują na dostęp do najlepszych technologii (44%) oraz oszczędności na kosztach obsługi (39%). Ostatni obszar silnie koreluje ze wskazanymi przez CFO wadami księgowości wewnętrznej. Dyrektorzy finansowi wskazują przede wszystkim na trudności z szybkim zastąpieniem osoby, która odeszła z organizacji (58%), ograniczenia kadrowe (52%) i wysokie koszty pracownicze (46%).

Równocześnie, w kolejnych miesiącach należy się spodziewać, że dalszy rozwój obowiązków związanych z ESG sprawi, iż organizacje coraz aktywniej będą poszukiwać profesjonalnej współpracy w dziedzinach od niedawna odgrywających ważną rolę w otoczeniu biznesowym zamiast rozbudowywać swoje wewnętrzne działy.

Wykres 2. Zalety księgowości zewnętrznej

Zalety księgowości zewnętrznej

Wykres 3. Wady księgowości wewnętrznej

Wykres 3. Wady księgowości wewnętrznej

– Polskie firmy wciąż mocno wierzą w moc wewnętrznych zespołów. Jednak dynamiczny rozwój cyfrowych rozwiązań oraz zmiany legislacyjne sprawiają, że coraz chętniej spoglądają w kierunku co-sourcingu. W ten sposób ograniczają koszty oraz ryzyka biznesowe. Brak konieczności ponoszenia znaczących inwestycji w rozwój narzędzi technologicznych oraz większa elastyczność w utrzymywaniu stanu osobowego działów księgowo-podatkowych wskazują, że rodzime firmy dołączą do globalnego trendu. Kolejny krokiem bez wątpienia będzie rozwój współpracy w obszarach związanych z ESG, wynikający zarówno z rosnącej presji ze strony konsumentów i inwestorów, jak i zmian unijnych oraz krajowych przepisów – podsumowuje Karolina Gizicka, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu Sprawozdawczości podatkowej.

O badaniu
Raport powstał w oparciu o badanie TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce, ilościowe i jakościowe, przeprowadzone przez CubeResearch na zlecenie EY. W badaniu ilościowym wzięło udział 300 firm o obrotach od 20 mln do 1 mld zł oraz zatrudnieniu od 50 do 1000 pracowników. W raporcie przedstawiono odpowiedzi udzielone przez grupę CFO liczącą 114 respondentów. Metoda badania: wywiady telefoniczne CATI oraz wywiady online CAWI. Termin realizacji: maj 2022.

Dane globalne pochodzą z najnowszej edycji – EY Tax and Finance Operations Survey – przeprowadzonego w okresie od września do listopada 2021 na grupie 1 653 przedstawicieli kadry menadżerskiej. Reprezentowali oni ponad 1000 firm działających na więcej niż 40 rynkach.

Interpelacja o opłacie cukrowej

Posłowie i posłanki sprzeciwiają się nierównemu opodatkowaniu produktów roślinnych w porównaniu do nabiału. Komentarz ekspercki.

Grupa posłanek i posłów z różnych partii wystosowała do Ministra Zdrowia interpelację, sprzeciwiając się nierównemu traktowaniu roślinnych alternatyw nabiału przez polskie prawo finansowe. Producenci napojów roślinnych muszą płacić podatki, od których zwolnieni są producenci ich odzwierzęcych odpowiedników.

Pismo zostało wystosowane przez parlamentarzystów z inicjatywy Hanny Gil-Piątek, w związku z planowanymi zmianami w ustawie na temat opłaty cukrowej (inaczej podatek cukrowy), która pobierana jest od 2021 roku od środków spożywczych, by wspierać prozdrowotne wybory konsumentów i ograniczać spożycie przez nich słodkich napojów. Opłacie tej nie podlegają m.in. „napoje, które są wyrobami na bazie mleka albo jego przetworów (na przykład jogurty, maślanki, kefiry, mleko zsiadłe)”. Ustawa nie uwzględnia natomiast wykluczenia z obowiązku opłaty tej daniny przez roślinne odpowiedniki wyrobów na bazie mleka, w tym napojów roślinnych oraz roślinnych alternatyw nabiału. Na I kwartał 2023 roku zaplanowano termin przyjęcia projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, ustawy o zdrowiu publicznym oraz niektórych innych ustaw, który przewiduje wprowadzenie zmian w zakresie opłaty cukrowej. Projekt ustawy i zaproponowane rozwiązania nie odnoszą się natomiast do rozszerzenia listy napojów niepodlegających tej opłacie o napoje roślinne i roślinne alternatywy nabiału.

Treść interpelacji powstała m.in. w oparciu o materiały kampanii RoślinnieJemy, wspierającej rozwój rynku pełnowartościowej roślinnej żywności i edukującej na temat jej pro-zdrowotnych i pro-środowiskowych korzyści. Jak czytamy w treści pisma:

Kwestia nieuwzględnienia napojów roślinnych i roślinnych alternatyw nabiału na równi z wyrobami na bazie mleka albo jego przetworów w regulacji o opłacie cukrowej jest szeroko zgłaszana przez przedstawicieli branży produktów roślinnych, producentów żywności oraz organizacje społeczne.

Jednym z powodów, dla których posłowie i posłanki interweniują w tej sprawie, jest wykluczenie z możliwości podejmowania zrównoważonych wyborów osób z nietolerancjami pokarmowymi, w tym dzieci. Napoje roślinne nie zawierają cholesterolu i charakteryzują się naturalnie niską zawartością nasyconych kwasów tłuszczowych. Produkty mleczne oraz roślinne alternatywy nabiału są przez konsumentów traktowane podobnie i używane w podobny sposób. Wybór napojów roślinnych w wielu przypadkach jest także podyktowany prozdrowotnymi właściwościami produktów na bazie soi, orzechów, zbóż czy nasion oraz ich wartościami odżywczymi.

Roślinne alternatywy nabiału są źródłem białka, wapnia i witamin. Potwierdza to w Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej: „napój sojowy fortyfikowany może dostarczać praktycznie tyle samo wapnia i białka co szklanka mleka krowiego” oraz „jeśli nie możesz jeść produktów mlecznych, sięgaj po roślinne zamienniki wzbogacane w wapń i witaminy, np. napoje i jogurty roślinne…”. – czytamy dalej w treści interpelacji.

Inicjatywa spotkała się już z odpowiedzią Ministerstwa. Czytamy w niej jedynie, że zaplanowane prace nad ustawą mają mieć wyłącznie charakter porządkujący, nie możemy więc spodziewać się bezpośredniego odniesienia do kwestii niesprawiedliwego traktowania napoi roślinnych.

Alicja Bućko, ekspertka kampanii RoślinnieJemy, komentuje:

Obejmując napoje roślinne opłatą cukrową, w kontrze do wykluczenia z opłaty wszystkich produktów mlecznych, ustawa o zdrowiu publicznym nie spełnia swojego założenia, którym jest wspieranie prozdrowotnych wyborów konsumentów. Sięgają oni po roślinne alternatywy nabiału ze względu na ich prozdrowotne właściwości, ale też, gdy muszą walczyć z alergiami lub nietolerancjami pokarmowymi. Roślinne alternatywy spełniają tę samą funkcję w diecie, co ich odzwierzęce odpowiedniki. Klienci wybierają napoje roślinne także w poszukiwaniu na rynku produktów o mniejszym śladzie węglowym niż produkty mleczne. Wartość emisji gazów cieplarnianych dla mleka wynosi 3,15 ekwiwalentu CO2/kg; natomiast dla napoju sojowego 0,98 ekwiwalentu CO2/kg, dla napoju migdałowego 0,70 ekwiwalentu CO2/kg[1].

Napoje roślinne i produkty mleczne powinny być traktowane równoprawnie wobec wszystkich ustaw, także legislacji dotyczącej opłaty cukrowej. Systemowe wykluczenie roślinnych alternatyw, którego przykładem jest także nieobjęcie napoi roślinnych finansowanie w ramach Programu dla Szkół, brak odpowiedniego kodu w PKD (Polskiej Klasyfikacji Działalności) dla produkcji roślinnych alternatyw czy nieuwzględnianie roślinnych źródeł białka w systemie dofinansowań i badań publicznych tworzy niesprawiedliwą przewagę konkurencyjną dla produkcji odzwierzęcej i spowalnia transformację w kierunku zrównoważonego systemu żywnościowego. Jednocześnie jest to ogromna bariera dla budowania innowacyjności polskiej gospodarki oraz rozwoju przedsiębiorstw i gospodarstw zaangażowanych w produkcje roślinnej żywności.

[1] https://ourworldindata.org/environmental-impact-milks

W Polsce istnieje prawie 5 mln firm. Ile odnotowano upadłości i nowych rejestracji w 2022 roku?

Obecnie w Polsce aktywnych jest 4,3 mln działalności gospodarczych oraz 602 tys. spółek – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Liczba aktywnych działalności w lutym 2023 jest większa o 3,5% w porównaniu ze stanem sprzed pandemii, a więc ze stycznia 2020 roku.

W 2022 roku liczba nowo zarejestrowanych działalności gospodarczych wyniosła ponad 366 tys. i był to wzrost o 4,6% względem 2021 r., a w tylko w IV kwartale 2022 – ponad 86 tys (spadek o 2,6% w porównaniu z IV kwartałem 2021 roku).

W IV kwartale 2022 r. udział osób fizycznych w zakładaniu działalności gospodarczych wyniósł 80,5%, a w całym 2022 r. 83,8% działalności ogółem. Spółki z o.o. stanowiły aż 17% ogółu zakładanych działalności w IV kwartale, a w całym minionym roku – 13,8%.

Największy spadek rejestracji firm w gastronomii

Największy spadek rejestracji firm w IV kwartale 2022 roku w porównaniu do IV kwartału 2021 roku odnotowano w trzech branżach: zakwaterowaniu i gastronomi (o 22,6%), przemyśle (o 13,1%) oraz budownictwie (o 12,2%). Znaczny wzrost liczby rejestracji nastąpił natomiast w informacji i komunikacji – o 33,2%.

Pod względem formy prawnej firmy w IV kw. 2022 roku, największy spadek rejestracji nastąpił w spółkach akcyjnych (45%), a największy, aż 3,5 krotny wzrost – w przypadku spółdzielni.

Które branże dotknięte inflacją?

W IV kwartale 2022 r. odnotowano więcej upadłości firm niż w IV kwartale 2021 roku. Ogłosiło ją wówczas 112 firm, a w analogicznym okresie 2021 r. było to 87. Wzrost wyniósł więc 28,7%.

Biorąc pod uwagę formę działalności, najwięcej upadłości odnotowały spółki z o.o. Było to aż 72,3% (w IV kwartale 2021 roku było to 57,5%), a 12,5% osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą (wobec 21,8% w IV kwartale 2021 roku). Jednak w całym 2022 roku zanotowano 349 upadłości przedsiębiorstw, tj. o 7,2% mniej niż w roku 2021 (wtedy było to 376).

Jak można było zaobserwować, inflacja najbardziej dotknęła działalności z branży gastronomii i zakwaterowania, gdzie zanotowano taką samą liczbę upadłości w IV kwartale 2022, jak w IV kwartale 2021 roku. Liczba upadłości w obu kwartałach wyniosła 3. Jednak w całym 2022 roku 11, a w 2021 aż 24. Wpływa na kolejne upadłości z pewnością miały ceny energii i gazu. Zwłaszcza ten drugi surowiec stał się znacznym obciążeniem dla przedsiębiorców. Obecnie przedsiębiorcy mogą jednak skorzystać z zamrożenia cen.

Z kolei największe wzrost liczby upadłości odnotowano w:

  • handlu i naprawie pojazdów samochodowych (29 wobec 20),
  • przemyśle (34 wobec 27),
  • informacji i komunikacji (6 wobec 1),
  • budownictwie (14 wobec 9).

Warto zwrócić szczególną uwagę na przemysł i budownictwo. W obu tych branżach widoczne jest zahamowanie, nie tylko w postaci mniejszej liczby działalności, ale również obserwujemy mniejszą liczbę wydawanych pozwoleń na budowy oraz realizowanych nowych budów.  W mojej ocenie powstaje duże ryzyko wzrostu cen lokali mieszkalnych w przyszłości. W przypadku gdy zostaną wdrożone programy mieszkaniowe i kredyty będą bardziej dostępne, popyt może znacznie urosnąć, a podaż niestety maleje. To może przyczynić się do wzrostu cen. Powinny zostać podjęte działania, które miałyby ten stan rzeczy zbalansować i w pierwszej kolejności pobudzić budownictwo.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

DHL: Globalizacja odporna nawet w obliczu postępującej separacji na linii USA – Chiny

  • Międzynarodowe przepływy handlu, kapitału oraz informacji są silniejsze niż przed pandemią, przepływy osób wracają do normy.
  • Brak przesunięcia z globalnych do regionalnych przepływów
  • Brak istotnych dowodów na to, że globalna gospodarka ulega rozpadowi na bloki handlowe.
  • Przepływy amerykańskie z udziałem Chin zmniejszyły się w 8 z 11 obszarów objętych badaniem – mowa m.in. o eksporcie i imporcie towarów oraz specyficznych przepływach kapitałowych.
  • Najbardziej zglobalizowanym krajem pozostaje Holandia, wyprzedzając Singapur i Belgię. Z kolei Polska znalazła się na 25. miejscu przed Hiszpanią, Włochami oraz Japonią. Tym samym awansowała o 8 miejsc w stosunku do 2019 roku.

DHL i New York University Stern School of Business opublikowały nowy raport DHL Global Connectedness Index 2022, stanowiący gruntowną analizę stanu globalizacji i jej perspektyw. Weryfikacja danych pochodzących ze 171 krajów i terytoriów ujawnia, w jaki sposób przepływy handlu, osób, kapitału oraz informacji zmieniły się na całym świecie.

Raport pokazuje, że przepływy międzynarodowe były wyjątkowo odporne w obliczu m.in. pandemii Covid-19 czy wojny w Ukrainie. W połowie minionego roku międzynarodowy handel towarami przewyższył poziomy sprzed pandemii o 10%. Natomiast podróże międzynarodowe w 2022 r. uległy podwojeniu w porównaniu z 2021 r. Pozostały jednak na poziomie o 37% niższym niż w 2019 r.

Najnowsze dane DHL Global Connectedness Index wyraźnie obalają wyobrażenie na temat globalizacji poruszającej się na wstecznym biegu — podsumowuje John Pearson, CEO DHL Express. — Globalizacja to nie tylko modne słowo, to potężna siła, która zmieniła nasz świat na lepsze. Dzięki przełamywaniu barier, otwieraniu rynków i tworzeniu możliwości pozwoliła jednostkom, przedsiębiorstwom i całym narodom na niespotykany dotąd rozkwit i rozwój. Wspierając globalizację, możemy budować lepszą przyszłość zapewniającą korzyści nam wszystkim. To też szansa, by stworzyć świat, który jest bardziej połączony, lepiej prosperujący i bardziej nastawiony pokojowo niż kiedykolwiek przedtem.

Geopolityczna rywalizacja USA i Chin wpływa na relacje handlowe

Z najnowszego raportu DHL wynika, że gospodarki USA oraz Chin uniezależniają się od siebie na wielu płaszczyznach. Gdy spojrzymy na analizowane w raporcie obszary amerykańskich przepływów handlu, kapitału, informacji i osób (takie jak eksport towarów, transakcje fuzji i przejęć oraz współpraca w zakresie badań naukowych), ich udział od 2016 r. w odniesieniu do Chin zmniejszył się w przypadku 8 z 11 analizowanych obszarów.

W tym samym okresie udział przepływów chińskich w odniesieniu do USA zmalał w przypadku 7 z 10 rodzajów. Niemniej jednak, USA i Chiny nadal są połączone znacznie większymi przepływami niż jakiekolwiek dwa inne kraje, które nie mają wspólnej granicy. Co więcej, dane pokazują, że do tej pory uniezależnienie się od siebie tych dwóch krajów nie doprowadziło do większej destabilizacji globalnych przepływów między rywalizującymi blokami państw.

Rośnie średnia odległość przepływów międzynarodowych

Analizy wskazują, że przewidywania dotyczące przejścia od globalizacji do regionalizacji – przynajmniej jak do tej pory – nie spełniły się. Średnia odległość, jaką pokonują przepływy handlu, kapitału, informacji i osób wzrosła w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci. Co więcej, podczas pandemii Covid-19 przepływy handlowe rozciągnęły się nawet na większe odległości. Jedynym obszarem, który wyraźnie wykazuje w ostatnim czasie przestawienie na regionalizację, są przepływy osób. Jest to efekt radykalnej zmiany wzorców podróżowania podczas pandemii Covid-19.

Regionalizacja może przynieść znaczne korzyści biznesowe. Wiele firm koncentruje się dzisiaj na przykład na nearshoringu, czyli skracaniu łańcucha dostaw. Dlatego pytanie, czy wymiana handlowa stanie się w przyszłości znacznie bardziej zregionalizowana, pozostaje otwarte – mówi Tomasz Buraś, prezes DHL Express Polska.

Rosnąca pozycja Polski

Z raportu wynika, że sytuacja Polski jest coraz lepsza, a wskaźnik globalizacji Polski na przestrzeni ostatnich 20 lat wzrósł z około 55 do 68. Obecnie nasz kraj zajmuje 25 miejsce na świecie, awansując o 8 pozycji w stosunku do 2019 roku. W obszarze globalnych przepływów wyprzedzamy m.in. Hiszpanię, Włochy, Portugalię czy Japonię.

Raport pokazuje, że Polska nie tylko się rozwija, ale też zajmuje znaczącą pozycję na świecie. Natomiast istotne jest przeanalizowanie poszczególnych wskaźników, które brane są pod uwagę. Można tu zaobserwować, że najbardziej dynamicznie rozwija się wymiana handlowa. Obecnie zajmujemy 15 miejsce, które jest o 6 pozycji lepsze niż w 2019 roku. Niemal tak samo dobrze jako kraj radzimy sobie w przepływie informacji, gdzie zajmujemy 15 miejsce, a nasza pozycja nie zmieniła się w ostatnim czasie. Warto też wspomnieć o umacniajacej się wymianie kapitałowej, co przełożyło się na awans Polski o 6 pozycji. Jednak najbardziej zastanawiające wnioski przynosi filar badający przepływy ludzi. Tu obserwujemy spadek notowań liczbowych przy jednoczesny wzroście pozycji w stosunku do innych krajów. Te dane pokazują, jak wydarzenia na śwecie w ciagu ostatnich lat przełożyły się na ludzkość. Reasumując, Polska ma bardzo mocną pozycję na świecie, co napawa optymizmem, ponieważ im wyższy wskaźnik globalizacji tym wywiększe szanse na dobre życie i prace oraz lepszy potencjał rozwoju biznesu – komentuje prezes DHL Express Polska.

Wśród krajów, na które Polska ma największy wpływ, są: Niemcy (33%), Wielka Brytania (5%), Holandia (5%), Francja (4%), Ukraina (4%), Włochy (4%), Czechy (4%), Stany Zjednoczone (3%), Chiny (3%).

Polska gospodarka odgrywa kluczową rolę w państwach sąsiadujących, takich jak Słowacja, Litwa, Czechy czy Ukraina. W przypadku Niemiec nasz udział w ich przepływach wynosi 6%, co czyni nas czwartym największem partnerem handlowym tego kraju – dodaje Tomasz Buraś.

Holandia na szczycie listy najbardziej powiązanych globalnie krajów

W rankingu krajów DHL Global Connectedness Index 2022 Holandia ponownie okazała się najbardziej powiązanym globalnie krajem. Singapur zajął drugie miejsce w klasyfikacji ogólnej i pierwsze pod względem wielkości przepływów międzynarodowych względem przepływów krajowych. Natomiast Wielka Brytania wykazuje najbardziej globalnie rozproszone przepływy.

Pełna treść raportu w języku angielskim jest dostępna na stronie dhl.com/gci.

DHL Global Connectedness Index

Publikowany regularnie od 2011 r. DHL Global Connectedness Index przedstawia dane w zakresie globalizacji, analizując 13 rodzajów przepływów handlu międzynarodowego, osób, kapitału i informacji. Edycja z 2022 r. bazuje na ponad czterech milionach danych ze 171 krajów, co stanowi 99,7% światowego produktu krajowego brutto i 96% światowej populacji. Zbiór 171 jednostronicowych profili krajów zawiera zwięzłe podsumowania wzorców globalizacyjnych poszczególnych państw.

Raport powstał na zlecenie DHL, a jego autorami są Steven A. Altman i Caroline R. Bastian z New York University Stern School of Business.

Czy ustawa frankowa jest jeszcze możliwa?

Przez ostatnie kilka tygodni mamy do czynienia z bardzo intensywnym przekazem środowisk skupionych wokół Komisji Nadzoru Finansowego, mającym za przedmiot propozycję stworzenia „ustawy frankowej”. Choć koncepcje zmieniają się w czasie i są uzależnione od aktualnych okoliczności zewnętrznych, to ich wspólnym celem jest takie uregulowanie sytuacji kredytobiorców „walutowych”, aby uniemożliwić im masowe wygrywanie spraw w sądach.

Przede wszystkim środowisko bankowe zmierza do ustawowego uregulowania kwestii abuzywności klauzul czy skutków ustalenia nieważności umowy w całości. Bankowcy chcą odgórnie uregulować brak możliwości rozliczenia kredytu przez sądy „na zero”, w szczególności poprzez obligatoryjną zamianę na kredyt złotówkowy oprocentowany WIBOR-em od samego początku lub rozliczaniem wpłat i wypłat po kursach średnich NBP. Przypomnijmy, że „Frankowicze” w sądach wygrywając swoje sprawy, doprowadzają do ustalenia nieważności swoich umów. Skutkiem powyższego jest obowiązek zwrotu wyłącznie kapitału – bez odsetek, prowizji, czy jakichkolwiek innych dodatkowych świadczeń. To właśnie ustawa miałaby rzekomo wykluczać.

Punktem zapalnym nagłego uaktywnienia się tegoż środowiska w mediach było ogłoszenie opinii Rzecznika Generalnego TSUE Anthony’ego Micheala Collinsa z dnia 16 lutego 2023 roku w sprawie C-520/21, jednoznacznie wskazującej na brak możliwości uzyskania tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przez banki. Przypomnijmy, że banki liczyły jeszcze do niedawna na to, że nawet przy ustaleniu nieważności zawartych umów kredytów waloryzowanych walutą obcą będą mogły domagać się środków za to, że kredytobiorca przez dany okres korzystał z ich pieniędzy. Wydaje się jednak, że wspomniana opinia jednoznacznie taką możliwość wykluczyła. Co prawda to jeszcze nie wyrok, ale wszystko wskazuje na to, że orzeczenie, które zapadnie za kilka miesięcy, będzie w tym zakresie analogiczne. Wydaje się, że bankowcy też tak uważają.

Zabawne w tym wszystkim jest to, że kiedy cały spór się rozpoczynał – w roku 2014 i 2015 – banki, jak i KNF, były zdecydowanie przeciwne uregulowaniom ustawowym, które dzisiaj same proponują. Powodem jest oczywiście to, że wtedy wydawało im się niemożliwe, aby sądy masowo takie umowy wykluczały z obrotu. Aktualnie sytuacja jest zupełnie inna – statystyki pokazują, że około 99 % tego typu umów w sądach jest uznawana za nieważne. Dlatego też dzisiaj taka ustawa z punktu widzenia banków byłaby zdecydowanie opłacalna. Sęk w tym, że jest na to zdecydowanie za późno. Zresztą takie uregulowanie sytuacji prawnej stron byłoby sprzeczne z Dyrektywą 93/13.

Środowiska bankowe mają niesłychaną tendencję do interpretacji niekorzystnych dla nich wyroków TSUE w taki sposób, aby wmówić opinii publicznej wniosek zupełnie przeciwny. Tak było po pierwszej polskiej sprawie „frankowej” w TSUE (C-260/18), jak i kolejnych (np. C-19/20). Ich interpretacje oczywiście nie wytrzymywały próby czasu i stanowiska polskich sądów powszechnych, ale zapewne część osób do walki zniechęciły. Nie zdziwiło mnie więc, że niedawno zapadły wyrok w sprawie C-6/22 z dnia 16 marca 2023 roku również postanowiły przekuć w pozytyw. A że teoretycznie jego materia pośrednio wpisywała się w modny ostatnio temat rzekomej ustawy frankowej, to na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W mediach możemy więc przeczytać, że ten wyrok nie tylko pozwala ustawodawcy na ustawowe uregulowanie sytuacji „Frankowiczów” w sposób zaproponowany przez KNF, ale wręcz takie zachowanie nakazuje. Przedstawiciele środowiska zdają się jednak albo niecelowo (z powodu braku dostatecznej wiedzy prawniczej) albo celowo (z powodu oczywistego partykularnego interesu) manipulować opinią publiczną. Nie tylko pomijają znaczną część tego orzeczenia, ale też i cały uprzedni dorobek TSUE w tego typu kwestiach.

Jedynym prawdziwym twierdzeniem jest to, że rzeczywiście TSUE nie wyklucza możliwości ustawowego uregulowania takich sytuacji. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Otóż zgodnie zarówno z wyrokiem C-6/22, jak i poprzednimi wyrokami, taka ustawa musiałaby przywracać sytuację faktyczną i prawną stron, która miałaby miejsce, gdyby bank nie stosował nieuczciwych zapisów. Ustawa mogłaby więc co najwyżej … masowo unieważnić te umowy. A raczej nie o to bankom chodzi. Przypomnijmy, że ten problem ustawowo już w 2014 uregulowały Węgry. W sposób nie do końca korzystny dla kredytobiorców, stosując pośrednie, „sprawiedliwe” rozwiązanie. Jednak TSUE – choćby w wyroku z dnia 14 marca 2019 roku w sprawie C-118/17 (Z. Dunai p-ko ERSTE Bank Hungary zrt.) – już orzekł, że taka ustawa w zakresie, w jakim zamyka drogę kredytobiorcom do dochodzenia pełni ich praw, jest niezgodna z Dyrektywą 93/13 i kredytobiorcy pomimo uchwalenia ustawy dalej mogą domagać się swoich słusznych roszczeń. A więc w skrócie – ustawa tak, zabranie uprawnień już nie. I pośrednio to samo zostało powtórzone w polskiej sprawie. Zresztą TSUE i do tego węgierskiego wyroku się odwoływał. Bankowcy zupełnie zdają się zapominać, że kwestia ustawowej próby zamknięcia drogi konsumentom w dochodzeniu ich praw została już w unijnej jurysprudencji w całości zakwestionowana. Uchwalenie takiej ustawy byłoby więc i tak bezskuteczne. Zupełnie nie rozumiem ich przekonania o tym, że ich propozycja – niezależnie od moralnej czy społecznej oceny takiego rozwiązania – jest w obecnej sytuacji prawnej w ogóle możliwa.

Warto także zaznaczyć, wbrew twierdzeniom niektórych prezesów banków, jak i samego KNF-u, że sprawy „frankowe” w Polsce nie opierają się wyłącznie o tzw. abuzywne postanowienia dotyczące sposobu ustalania tabel kursowych banków. To kolejny przejaw ignorancji. Mamy przecież gros orzeczeń, które odnoszą się także do nienależytego informowania kredytobiorców o ryzyku kursowym. Zdaniem znakomitej większości polskich sędziów to równorzędny argument świadczący o nieważności umów kredytów waloryzowanych. Nie jest więc tak, że to tylko kwestia samych spreadów, a „Frankowicze”
z Dyrektywą 93/13 na ustach chcą na niewielkim błędzie banków uzyskać darmowe kredyty. To retoryka mająca za zadanie obrzydzić tę grupę społeczną i nastawić resztę społeczeństwa spłacającą drogie, WIBOROwe kredyty przeciwko nim. No bo, dlaczego sąsiad ma mieć lepiej?

O podstawowych błędach w rozumowaniu prawniczym świadczą także argumenty, jakimi wspomniane środowisko się posługuje. Otóż KNF odwołuje się przede wszystkim do argumentów ekonomicznych czy sprawiedliwościowych. Z punktu widzenia prawnej ochrony konsumentów w Unii Europejskiej takie argumenty są w całości pozbawione znaczenia,
o czym przypomniał zresztą szeroko Anthony Micheal Collins w swojej opinii. To, ile banki na tym stracą, nie ma po prostu tutaj znaczenia i nie powinno ustawodawcy interesować.

Najprawdopodobniej kwestia „Frankowiczów” będzie mieć ogromny, pozytywny wpływ na cały bankowy sektor w Polsce i musimy to w końcu zrozumieć. Jeżeli przez kilka dobrych lat banki nie będą mogły wypłacać sobie z tego powodu dywidend, to na następne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat dobrze tę lekcję zapamiętają. Gwarantuję, że obecnie osiągane przez nie zyski spokojnie pozwolą przetrwać i bankom i całemu systemowi finansowemu w Polsce. Natomiast jeżeli w przyszłości znowu pojawią się wątpliwości dotyczące tego, jak zachowywać się w stosunku do konsumentów, mam nadzieję, że banki będą wiedziały, co robić. Pamiętajmy więc, że sprawy „Frankowiczów” ważne są dla nas wszystkich – aktywnych uczestników systemu bankowego w Polsce. W dobie zupełnej „bankizacji” obrotu środkami pieniężnymi, choćby poprzez znaczne ograniczenia w korzystaniu z gotówki, wszyscy powinniśmy być żywo zainteresowani tym, aby banki trzy razy zastanowiły się nad tym, jak zachowywać się w stosunku do klientów. Nie jest więc tak, że „Frankowicze” grają przeciwko reszcie społeczeństwa, które będzie musiało zrzucić się na ich roszczenia. Oni przede wszystkim torują drogę do uczciwej, prokonsumenckiej bankowości XXI wieku. Czasy się zmieniły, a szanse na odzyskanie przez banki takiego statusu jak w latach dziewięćdziesiątych czy dwutysięcznych bezpowrotnie zniknęły – zaręczam, z korzyścią dla nas wszystkich. Powinno to w końcu zrozumieć i zająć się minimalizacją strat, a nie ciągłą walką z oczywistym.

adw. Andrzej Zorski – wspólnik w Pilawska Zorski Adwokaci

Ropa atakuje 70 dolarów za baryłkę. Rynki czekają na decyzję FED

Problemy banków szybko przypomniały wszystkim o potencjalnej recesji. Widać to bardzo wyraźnie nie tylko po coraz ostrożniejszym podejściu banków centralnych, ale również przecenie surowców energetycznych.

Rynki czekają na decyzję FED

Od dawna nie było tak interesującego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to odpowiednik polskiej RPP. Dlaczego są takie emocje? Przeważnie Rezerwa Federalna od dłuższego czasu sygnalizowała w przeszłości, jaka decyzja będzie podjęta. Obecnie mamy jednak problem wynikający z bardzo silnych sygnałów, które trafiły na rynek w ostatnich dniach. W rezultacie mamy bardzo ciekawą sytuację. Z jednej strony mamy analityków sugerujących podwyżkę stóp procentowych przeważnie o 0,25%, ale są tacy, co oczekują wzrostu o 0,5%. Coraz częściej pojawiają się jednak sygnały o możliwym braku zmian. Gdzieś na obrzeżach znajdują się również głosy o spadku stóp procentowych. Jest to jednak scenariusz mało prawdopodobny na tym posiedzeniu.

Inflacja w strefie euro

W piątek poznaliśmy dane na temat inflacji w strefie euro. Nie były one dużym zaskoczeniem, gdyż większość danych cząstkowych była już wcześniej znana. Wynik 8,5% nie jest zatem żadnym zaskoczeniem. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która przyspiesza. Mamy obecnie na rynku specyficzną sytuację, w której wskaźnik inflacji konsumenckiej wyraźnie spada, ale jest to głównie zasługą spadków cen surowców energetycznych. W ciągu roku ropa staniała o 40%, gaz o 60%. Nie może zatem dziwić, że inflacja konsumencka spada. Pytanie, czy uda się to tempo spadków cen surowców utrzymać, a jeżeli nie, to na jakim poziomie ustabilizuje się wzrost cen?

Ropa nadal szuka dna

Piątek wydawał się końcem paskudnego tygodnia dla osób zainteresowanych wzrostem cen ropy. Z drugiej strony dla osób tankujących na stacjach benzynowych okazał się bardzo sympatycznym prezentem m.in. przed wyjazdami wielkanocnymi. Obecnie ropa Brent notowana w Londynie atakuje poziomy 70 dolarów za baryłkę, to wyraźnie ponad 15% spadku w ciągu miesiąca. Spadek cen jest w ostatnich dniach tak duży, że widać wyraźne zmiany w cenach hurtowych u polskiego monopolisty. To, że są one kilkukrotnie niższe niż zmiany surowca to inna sprawa. Należy pamiętać, że paliwo to nie tylko koszt ropy, ale również podatki. Po raz kolejny okazuje się jednak, że reakcja cen na spadki ropy jest wyraźnie wolniejsza, niż na wzrosty cen czarnego złota.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Pracodawcy chcą sprawdzać trzeźwość, a pracownicy próbują tego unikać

Nowe przepisy dają pracodawcy możliwość kontrolowania trzeźwości pracowników. Póki co przedsiębiorcy nie nadużywają ich, ale pojawiają się pierwsze wiadomości w tym temacie do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Co ważne, wiadomości pisane są nie tylko przez pracowników, ale i właścicieli firm. – To jest kilkanaście informacji, głównie z sektora budowlanego, przemysłu, handlu oraz co ciekawe, sektora BPO. Mieliśmy skargę, że kontrola była przeprowadzona w jednej z pracownic, która pracowała zdalnie, na którą doniesiono, że pozwala sobie na alkohol w czasie godzin pracy. Kontrola miała być przeprowadzona w Warszawie, a pracownica pytała czy „ktoś może ją odwiedzić” gdy pracuje zdalnie – opisuje Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia.

Prawnik: „Konieczność powtórzenia badania z użyciem metody spektrometrii powoduje, że to przepis iluzoryczny”

Pracodawcy próbują sięgać po nowe przepisy, ale robią to póki co incydentalnie. Powody? Przede wszystkim obawa, że rzeczywiście okaże się, że pracownicy mają problemy z alkoholem, a to może powodować komplikacje w obsadzie zakładu pracy.

– Pracodawcy musza pamiętać o tym, że sama ustawa nie daje jeszcze uprawnień do kontrolowania trzeźwości pracowników – w celu wprowadzenia takiej kontroli, niezbędne jest dopełnienie wskazanych w ustawie formalności, przede wszystkim – wprowadzenie zapisów o takiej kontroli do układu zbiorowego pracy, regulaminu pracy, a jeśli dany pracodawca nie ma obowiązku tworzenia regulaminu pracy – w obwieszczeniu. Te akty prawne powinny wskazywać grupę lub grupy pracowników objętych kontrolą, sposób prowadzenia kontroli a także czas i częstotliwość przeprowadzania kontroli – mówi mecenas Marek Jarosiewicz, prawnik z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski, ekspert stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Bez odpowiedniego wprowadzenia możliwości kontroli w zakładzie pracy, pracodawcy pozostaje w razie uzasadnionego podejrzenia nietrzeźwości pracownika, wezwanie Policji.

– Pracodawcy skarżą się na przyjęte w rozporządzeniu wykonawczym rozwiązanie zgodnie z którym pracownik, u którego badanie alkomatem wykaże obecność alkoholu, może żądać powtórzenia takiego badania z użyciem metody spektrometrii w podczerwieni, która wymaga nabycia bardzo kosztownego urządzenia. W tej sytuacji możliwość kontrolowania trzeźwości pracownika przez pracodawcę może stać się iluzoryczna. Dodatkowym utrudnieniem w takich sytuacjach będzie upływ czasu od spożycia alkoholu, do momentu badania pracownika, który może wpłynąć na odpowiednio niższy wynik badania – mówi mec. Jarosiewicz.

– Pożądanym rozwiązaniem byłoby przyjęcie zasady, że w razie zgłoszenia przez pracownika żądania powtórzenia badania, pracodawca może powtórne badanie przeprowadzić z wykorzystaniem tej samej metody, jak badanie pierwsze. Bez wątpienia wówczas pracodawcy chętniej korzystaliby z możliwości profilaktycznych badań trzeźwości pracowników – dodaje prawnik.

„Większe poruszenie u pracodawców niż pracowników”

To, co mówi mecenas Jarosiewicz potwierdzają przedsiębiorcy. W wiadomościach do naszego stowarzyszenia pojawiają się informacje, że pracodawcy chcą kontrolować, ale nie za bardzo wiedzą jak i często spotykają się z odmową.

– Dostajemy informacje, że w wielu firmach budowlanych brygadziści i menadżerowie ucieszyli się z przepisów kontrolnych, ale nie mają jak skutecznie ich wdrażać. Nie jest tajemnicą, że „małpkowanie” o poranku to zmora wielu placów budów i firm budowlanych. Przedsiębiorcy nie wiedzą jak kontrolować, czym kontrolować, co to będzie oznaczało dla samego pracodawcy, a wiadomo, że konsekwencje są takie, że pracownik kończy pracę i co dalej? – mówi Małgorzata Marczulewska. – Jest to przepis ważny, ale póki co bardzo ramowo opisany i myślę, że nie będzie szeroko stosowany – dodaje.

Czy do stowarzyszenia docierają wiadomości w tej sprawie? – Kilkanaście od początku roku. Pojawiają się na przykład donosy, że pracownicy piją podczas pracy zdalnej. Pojawiły się także skargi, że sprawdzanie alkomatem jest uciążliwe i zajmuje wiele czasu o poranku w firmach produkcyjnych. Większe poruszenie ta zmiana spowodowała u pracodawców niż pracowników – mówi Marczulewska.

Co kupimy z Bezpiecznym Kredytem 2%?

Wiele wskazuje na to, że program Bezpieczny Kredyt 2% ruszy w czasie tegorocznych wakacji. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak duże nowe lokum będzie można kupić z jego pomocą.

Po stronie rządu widzimy determinację związaną z wprowadzeniem programu Bezpieczny Kredyt 2% jeszcze przed wyborami. Taki scenariusz wydaje się całkiem prawdopodobny i stanowi o przewadze rządowego pomysłu nad konkurencyjną propozycją darmowego kredytu mieszkaniowego. Program Bezpieczny Kredyt 2% już teraz wzbudza zainteresowanie wielu rodaków, choć jego faktyczne oprocentowanie po odliczeniu dopłaty może być bliższe stawki 4% niż 2%. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem policzyć, jaka może być maksymalna powierzchnia nowego mieszkania możliwa do zakupu w ramach opisywanego programu.

Projekt ustawy o pomocy państwa w oszczędzaniu na cele mieszkaniowe wskazuje, że preferencyjny kredyt będzie miał maksymalną wartość wynoszącą 600 000 zł (dla małżonków i rodziców) lub 500 000 zł (w pozostałych przypadkach). Najwyższy dopuszczalny wkład własny to natomiast 200 000 zł według rządowych planów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl obliczyli, jaką powierzchnię miałoby obecnie nowe mieszkanie kupowane za maksymalną wartość Bezpiecznego Kredytu 2% z wkładem, czyli 800 000 zł. Taki metraż uwzględniający trzyprocentowy rabat dewelopera i lutowe ceny z dużych miast wygląda następująco:
Wykres nr 1 - Średnia powierzchnia nowych mieszkań, które można by kupić za maksymalną wartość BK 2%

Powyższe wyniki prezentują się nieźle (z wyjątkiem Warszawy), ale warto pamiętać, że wiele osób nie będzie posiadało zdolności kredytowej na 600 000 zł oraz tak wysokiego wkładu własnego (200 000 zł). Wiele wskazuje, że przynajmniej w 2023 r. do pożyczenia kwoty 600 000 zł przykładowa rodzina „2+1” będzie potrzebowała dochodu netto na poziomie 10 000 zł – 11 000 zł miesięcznie.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

UBS przejmuje Credit Suisse, złoto najdroższe od roku

W niedziele dowiedzieliśmy się, że znajdujący się w poważnych kłopotach finansowych drugi największy szwajcarski bank Credit Suisse zostanie przejęty za ponad 2 mld USD przez największy bank w Szwajcarii czyli UBS. Mechanicznie sumując aktywa UBS Group (ok. 982 mld euro) oraz Credit Suisse (729 mld euro) otrzymujemy czwarty największy bank w Europie (za HSBC Holdings, BNP Paribas, Credit Agricole Group).

W piątek spadły główne indeksy amerykańskiego rynku akcji (S&P 500 -1,1 proc., DJIA -1,19 proc., Nasdaq Composite -0,74 proc.).

Dziś zniżkowały też wszystkie główne indeksy rynków Azji i Oceanii. Najsilniejszy spadek – o 2,65 proc. – notował Hang Seng.

Spadki indeksów dominowały również na europejskich rynkach akcji (DAX -0,89 proc., CAC 40 –0,46 proc.). Oba wspomniane indeksy znalazły się na najniższych poziomach od ponad 2 miesięcy.

Do najniższego poziomu od listopada spadł dziś WIG-20 (-0,98 proc. ok. godz. 10:05). Traciły również pozostałe główne indeksy GPW oraz wszystkie indeksy sektorowe. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od 4 lat zaliczył dziś rano kurs akcji spółki Ciech, natomiast najniżej od 3 lat była cena akcji Mabionu. Wśród składników sWIG-80 swe nowe roczne maksimum zaliczył dziś rano kurs akcji spółki R22, natomiast do najniższego poziomu od 2021 roku spadła cen akcji spółki Grodno.

Do najniższego poziomu od września ub.r. spadła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji rządu Stanów Zjednoczonych (3,31 proc. ok. godz. 9:40). Rentowność niemieckich 10-latek spadła dziś do najniższego poziomu od grudnia ub.r. (1,954 proc.). Rentowność 10-latek polskiego rządu spadła dziś poniżej poziomu 5,9 proc. do najniższego poziomu od ponad miesiąca.

Umacniał się dziś rano japoński jen. Kurs USD/JPY spadał dziś ok. godz. 9:15 o 0,9 proc. Lekko słabło natomiast względem amerykańskiego dolara euro tracąc ok. godz. 9:25 0,26 proc. Najwyższy od 2020 roku poziom osiągnął dziś kurs EUR/ZAR.
Polski złoty lekko słabł dziś ok. godz. 9:40 względem euro (EUR/PLN +0,18 proc., USD/PLN 0,37 proc.).

Do najniższego poziomu od grudnia 2021 spadły dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Ok. godz. 9:30 traciły mniej więcej 3,5 proc. W piątek do najniższego poziomu od lipca 2021 spadła cena kontraktu na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii. Cena kontraktów na złoto na COMEX-ie przekroczyła poziom 2000 USD i była dziś rano najwyżej od marca ub.r.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara skutecznie przełamał w piątek kluczowy poziom oporu wyznaczany przez znajdujące się w okolicach poziomu 25000 USD lokalne szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. W piątek kurs przekroczył poziom 27000 USD, a w niedzielę poziom 28000 USD i w poniedziałek rano nadal przebywa powyżej tego najwyższego od czerwca ub.r. poziomu.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Najtańsze mieszkania w dużych miastach – lokalizacje i ceny

Ceny mieszkań na największych rynkach w Polsce ciągle opierają się większym spadkom. Są metropolie – takie jak np. Warszawa – gdzie mieszkania ostatnio wyraźnie drożały. Wg analityków portali RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl, wynika to przede wszystkim z faktu, że deweloperzy w większym stopniu adresują obecnie swoją ofertę do najzamożniejszych klientów, dostarczając im nieruchomości bardzo drogie, co z kolei przekłada się na średnie cenowe dla całych miast.

Z raportu cenowego luty 2023 platformy monitoringu i analiz rynkowych BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w minionym miesiącu wśród 6 największych lokalizacji wielkomiejskich stawki z miesiąca na miesiąc spadły nieznacznie w dwóch. Chodzi o Gdańsk i Katowice. W obu tych ośrodkach nowe mieszkania od deweloperów staniały o 2 proc. Średnia cen dla Gdańska wynosi aktualnie 11600 zł/mkw., a dla Katowic 10100 zł/mkw.

Ceny nie zmieniły się w Krakowie (12236 zł/mkw.) i w Łodzi (9835 zł/mkw.). Z miesiąca na miesiąc mieszkania podrożały natomiast aż o 5 proc. w Warszawie (aktualna średnia to niecałe 14 tys. Zł/mkw.) i o 4 proc. W Poznaniu (niecałe 10400 zł/mkw.). Dwuprocentowy wzrost zanotowano we Wrocławiu. Tu średnia cen wynosiła w lutym niecałe 12250 zł/mkw.

Przegląd tych danych może wskazywać na to, że mieszkania wcale nie tanieją. Na większości największych rynków ceny albo rosły albo pozostały bez zmian. Autorzy raportu cenowego luty 2023 podkreślają jednak, że duży wpływ na wzrosty cen na lokalnych rynkach ma wyższa podaż mieszkań najdroższych. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w Warszawie, gdzie jeden z deweloperów wprowadził do sprzedaży ponad 330 mieszkań z cenami powyżej 24 tys. zł/mkw.

Eksperci BIG DATA zaznaczają, że na niektórych lokalnych rynkach (m.in. w Poznaniu) widać kurczenie się podaży mieszkań najtańszych, za to przybywa w ofercie nieruchomości luksusowych – co podbija średnią cenową. Taki stan rzeczy wynika z faktu, że w obecnej sytuacji najtrudniej o mieszkanie osobom o stosunkowo niskich dochodach, które przy zakupie muszą posiłkować się kredytem. Bardzo drogi pieniądz z banku i bardzo wysokie ceny mieszkań (co oznacza konieczność wyłożenia wysokiego wkładu własnego) uniemożliwiają tym ludziom realizację mieszkaniowych zamierzeń.

Z kolei takiego problemu nie mają osoby zamożne, które stać na kredyt bankowy, bądź też mają wystarczająco własnego kapitału. To z kolei prowokuje deweloperów do przestawienia oferty na klienta zamożnego.

Powyższe zjawiska najlepiej obrazuje struktura cenowa oferty firm deweloperskich, która w ostatnich 12 miesiącach radykalnie się zmieniła. Np. w Poznaniu odsetek mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw. skurczył się z 11% do 3%. Równocześnie z 10% do 16% wzrósł tu odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 12 tys. zł za metr.”- piszą autorzy raportu BIG DATA luty 2023.

Dostępność najtańszych mieszkań

Z raportu cenowego luty 2023 BIG DATA wynika, że w największych miastach podaż mieszkań najtańszych (do 8 tys. zł/mkw.) jest kilkuprocentowa i sukcesywnie mocno się zmniejsza. Wyjątkiem są miasta takie jak Łódź, czy Katowice – gdzie ceny mieszkań są wyraźnie niższe od pozostałych największych metropolii. Tu co prawda podaż mieszkań najtańszych również spada, ale ciągle jest dosyć wysoka.ceny-mieszkan-luty-2023-struktura-cenowa-pierwotny srednie-ceny-mieszkan-w-ofercie-deweloperow

Warszawa

Wg danych z raportu cenowego luty 2023 BIG DATA w Warszawie zaledwie 1 proc. oferty deweloperskiej stanowią mieszkania w cenach do 8 tys. zł/mkw.

Często może chodzić o zabudowę szeregową o większych metrażach (cena za 1mkw. jest wówczas zazwyczaj niższa), znacznie rzadziej o mieszkania w budynkach wielorodzinnych. Jeśli chodzi o położenie takich nieruchomości,  mowa tu o najbardziej peryferyjnych lokalizacjach, takich jak m.in. Białołęka czy Wawer.

Przykładowo- na Białołęce (w cenach od 7750 zł/mkw.) do kupienia są mieszkania powstałe w ramach inwestycji Odkryty Zakątek (ul. Odkryta, Nowodwory). Ogrody Tawułkowa to z kolei inwestycja w dzielnicy Wawer. Tu stawki wynoszą od  7586 do 7895 zł /mkw. W grę wchodzą jednak duże metraże – od 75 do 120 mkw.

Podobne ceny znajdziemy też w miejscowościach przylegających do stolicy, takich jak choćby  Ząbki, czy Marki.

Kraków

W Krakowie również tylko 1 proc. oferty deweloperskiej stanowią nieruchomości w cenach do 8000 zł/mkw. Tego typu mieszkań również należy szukać albo w ofertach z zabudową szeregową/bliźniaczą, z dużymi metrażami, albo na peryferiach. W grę wchodzą takie lokalizacje, jak m.in. Bieżanów – Prokocim, Nowa Huta, Dębniki, Mistrzejowice oraz miejscowości satelickie – m.in. Wieliczka.

Trzeba jednak zaznaczyć, że poziom cen najtańszych mieszkań jest niższy niż w Warszawie. W przypadku mieszkania na sprzedaż w Krakowie, w ofercie deweloperskiej znajdziemy już ceny powyżej 6000 zł/mkw. Przykładem jest inwestycja Słoneczne Miasteczko w dzielnicy Bieżanów – Prokocim. Ceny nowych mieszkań zaczynają się tu od 6400 zł/mkw.

Wrocław

We Wrocławiu około 7 proc. oferty deweloperskiej stanowią mieszkania w cenach do 8000 zł/mkw. Tak samo, jak w przypadku pozostałych miast, w grę wchodzą najczęściej większe metraże (np. zabudowa szeregowa) i wielkomiejskie peryferia oraz miejscowości satelickie. Najtańsze mieszkania znajdziemy na takich osiedlach jak m.in. Psie Pole, Wojnów, Swojczyce, Maślice, Fabryczna, Jagodno, Wojszyce, Brochów. W ofertach deweloperskich z Wrocławia znacznie częściej niż w Krakowie, czy Warszawie spotyka się tanie mieszkania w zabudowie wielorodzinnej. Przykładowe inwestycje to m.in. Robyg Jagodno, Jodłowicka 3 na Stabłowicach, Osiedle nad Widawą – Zgorzelisko wiele innych.

Gdańsk

Z raportu cenowego luty 2023 Big Data analityków portalu RynekPierwotny.pl wynika, że w Gdańsku 6 proc. oferty stanowią mieszkania najtańsze – ze stawkami do 8000 zł/mkw. W grę wchodzą takie lokalizacje jak m.in. Jasień, Kokoszki, Borkowo,Ujeścisko, Łostowice. Najtańsze mieszkania w budynkach wielorodzinnych znajdziemy już za nieco ponad 7000 zł/mkw. Przykładem jest inwestycja Urzeka w lokalizacji Gdańsk/Jasień. Ceny zaczynają się tu od 7300 zł/mkw.

Poznań

W Poznaniu udział najtańszych mieszkań w ofercie deweloperskiej spadł w ciągu roku bardzo mocno – z 11 do zaledwie 3 proc. Z ofert portalu RynekPierwotny.pl wynika jednak, że tanie mieszkania w Poznaniu można znaleźć nie tylko w dzielnicach peryferyjnych, ale również i w dobrych, centralnych lokalizacjach. Przykładem może być inwestycja Goplana przy ul. Świętego Wawrzyńca, na Jeżycach, zaledwie kilka kilometrów od ścisłego centrum. Ceny mieszkań  zaczynają tu się od 7900 zł/mkw.

Podsumowanie

Dobrą informacją dla przymierzających się do kupna własnego mieszkania jest fakt, że przy krachu popytowym na najtańsze nieruchomości, te mogą szybciej tanieć, co – wraz z sygnałami przełamania i początku spadku inflacji, korzystniejszymi zasadami wyliczania zdolności kredytowej klientów oraz zapowiadanym wejściem do użytku nowego wskaźnika wyliczania oprocentowania kredytów -WIRON – może poprawić dostępność mieszkań i dać szanse na zaspokojenie mieszkaniowych aspiracji dla tysięcy osób, które dziś nie mogą zakupić “własnego M”.

Haitong Bank zanotował trzykrotny wzrost zysku netto

Haitong Bank opublikował globalne wyniki finansowe za 2022 rok. Bank zanotował zysk netto w wysokości 11,1 mln euro, co oznacza trzykrotny wzrost w porównaniu do 3,6 mln euro wypracowanych w 2021 roku. Mimo wymagającego otoczenia biznesowego spowodowanego konfliktem w Ukrainie i niepewnością makroekonomiczną, Bank skupiał się na dywersyfikacji źródeł finansowania oraz realizacji strategii umacniania swojej pozycji w Europie i Chinach.

W 2022 roku Haitong Bank odnotował w ujęciu globalnym 11,1 mln euro zysku netto. Przychody z działalności bankowej wyniosły 74 mln euro, czyli o 17 proc. mniej niż w 2021 roku (89 mln euro). Z kolei koszty operacyjne nieznacznie wzrosły w porównaniu z rokiem ubiegłym i wyniosły 61 mln euro, co pozwoliło na osiągnięcie 13 mln euro zysku operacyjnego.

Ubiegły rok upłynął pod znakiem wojny, dużej zmienności warunków panujących na rynkach finansowych i w wielu branżach, inflacji i stóp procentowych. Dodatkowo blokady wynikające z COVID-19 w Chinach miały wpływ na działalność Banku związaną z tamtym regionem. Po wymagającej pierwszej połowie roku, w kolejnych miesiącach 2022 roku zanotowaliśmy poprawę dzięki dobrym wynikom z obszarów Fixed Income i M&A. Wszystko przez ożywienie koniunktury w Europie i Brazylii oraz wzrost aktywności związanych z rynkiem chińskim. Dodatkowo otwarty w październiku 2021 roku oddział Banku w Makau oraz nowo utworzone przedstawicielstwo w Paryżu zaczęły również spełniać swoją rolę w generowaniu nowego biznesu – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Wzrost aktywów i solidna pozycja kapitałowa

W ciągu ubiegłego roku Bank zanotował 24-procentowy wzrost aktywów, których wartość osiągnęła poziom 3,4 mld euro. Portfel kredytowy wzrósł do 772 mln euro, napędzany silną dynamiką wzrostu działalności w obszarze finansowania strukturyzowanego. W zakresie jakości aktywów, Bank zanotował w 2022 roku rekordowe wartości wskaźników NPL i NPE na poziomie odpowiednio 1,2 proc. i 0,5 proc. (2,1 proc. oraz 1,0 proc. w 2021 roku).

Haitong Bank niezmiennie wykazuje silną pozycję kapitałową i płynnościową. Wskaźniki CET1, informujący o relacji posiadanych przez bank kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, na koniec 2022 roku wyniósł 17,4 proc., a łączny współczynnik kapitałowy (TCR) 21,8 proc. Dodatkowo wskaźnik stabilnego finansowania netto (NSFR) osiągnął poziom 145 proc.

Dywersyfikacja źródeł finansowania i umacnianie działalności

W 2022 roku Haitong Bank przeprowadził dwie emisje obligacji własnych: w lutym wyemitował 3-letnie obligacje senior notes o wartości 230 mln euro, a w maju rozpoczął emisję 5-letnich obligacji o stałym oprocentowaniu o wartości 150 mln dolarów. Obie emisje otrzymały rating BBB od agencji S&P i oparte były na gwarancjach Haitong Securities Co. Ltd. Umożliwiło to zwiększenie bilansu poprzez wzrost akcji kredytowej, gwarantowanie obligacji, oferowanie produktów zabezpieczających (hedging) oraz innych produktów Fixed Income dla przedsiębiorstw.

Od kilku lat Bank konsekwentnie buduje swoją pozycję rynkową w Azji, Europie i Ameryce Południowej. Odporność jaką wykazuje bank w ciągu ostatnich 3 lat dowodzi skuteczności modelu biznesowego i korzystnie pozycjonuje Bank do wykorzystania możliwości jego rozwoju. W przyszłości zamierzamy koncentrować się na dalszym rozwoju podstawowych obszarów, w których Haitong Bank zbudował przewagę konkurencyjną – tj. Fixed Income, M&A oraz Structured Finance – podsumowuje Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Dlaczego tak wiele osób chce pracować w IT?

IT to jedna z najbardziej rozchwytywanych branż na rynku pracy. Wejście do niej nie jest jednak takie proste. Mimo tego kandydaci nie ustają w swoich staraniach i intensywnie walczą o miejsce dla siebie w tym sektorze rynku. Dlaczego IT jest tak rozchwytywane?

Co daje praca w IT?

Praca w IT to ciągły kontakt z nowoczesnymi i rozwijającymi się technologiami. Stanowisko w takiej firmie umożliwia uczestniczenie w innowacyjnych projektach i tworzenie pomocnych rozwiązań np. w postaci aplikacji mobilnych i webowych. Taka praca przynosi sporo satysfakcji, a wiele osób wiąże ją nawet z prestiżem. Wszystko dlatego, że próg wejścia jest dość wysoki.

Poza tym IT daje możliwość pracy zdalnej. W bardzo wielu firmach zatrudnia się osoby, które wykonują swoje obowiązki we własnym domu. To niweluje ograniczenia lokalizacyjne i pozwala na szukanie pracy właściwie w dowolnym miejscu na świecie. Z tego względu w pracy można poznać znajomych z różnych krajów, co pozwala na budowanie ciekawych sieci kontaktów.

Bardzo ważnym aspektem są też pieniądze, jakie można zarobić na poszczególnych stanowiskach. Programiści zarabiają nierzadko kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, a nie muszą nawet kończyć kierunkowych studiów informatycznych. Praca w tej branży jest bardzo przyszłościowa i nie trzeba martwić się o brak ofert w tym zakresie.

Jakie są możliwości rozwoju w IT?

IT to jedna z tych branż, w której nie można stać w miejscu. Każdy pracownik musi cały czas się rozwijać, w czym pomaga mu jego codzienna praca. Nieustanny kontakt z nowymi technologiami, językami programowania czy aplikacjami sprawia, że bez ustanku uczy się czegoś nowego. Nawet gdy wykonuje się konkretny zawód, w IT istnieje mnóstwo możliwości na zmiany kierunku swoich działań. Każdy może zostać managerem, zarządzać projektami czy zająć się działem DevOps. Liczy się doświadczenie i zdobyta wiedza, która pozwala na urozmaicanie swoich ścieżek rozwoju.

W branży IT stanowiska dzieli się na trzy poziomy ze względu na seniority – junior, mid i senior. Na stanowiska juniorskie jest zwykle najwięcej kandydatów, ponieważ są to wszystkie osoby, które dopiero chcą zająć się rozwojem w tym sektorze rynku. Mid to osoba z pewnym doświadczeniem, która może liczyć na wysokie zarobki. Największe zapotrzebowanie jest na seniorów, doskonale znających się na wykonywanej pracy. To oni mogą pochwalić się najwyższymi wypłatami i najmniejszymi trudnościami w znalezieniu nowego miejsca pracy.

Portal do szukania pracy w IT

Pracę w IT można znaleźć na portalu No Fluff Jobs. Strona cechuje się ogromną liczbą ogłoszeń, a także szczegółowymi opisami stanowisk. Można na niej wyszukać oferty dotyczące stosowanych na co dzień technologii czy zaliczające się do konkretnych kategorii. Wśród nich są m.in. Agile, IT Support, Fullstack, Backoffice, Game dev czy Testing.

Kandydaci najbardziej doceniają w No Fluff Jobs to, że przy każdej ofercie znajduje się informacja o proponowanych zarobkach. Jest to aspekt, którego często brakuje w innych wyszukiwarkach, więc tym bardziej zasługuje na docenienie. Pozwala to na precyzyjne dopasowanie ogłoszeń do swoich wymagań i odrzucenie tych, które nie są wystarczająco zadowalające. Wyszukiwarka jest bardzo łatwa w obsłudze i pozwala na szybką filtrację ofert.

Ogromne możliwości finansowe w branży IT

Możliwości finansowe w branży IT są tym, co najsilniej przyciąga kandydatów. Na jedne z najwyższych wypłat mogą liczyć m.in. programiści oraz osoby pracujące w działach Big Data i DevOps. Spore wynagrodzenia otrzymują także ci, którzy zajmują się sztuczną inteligencją, ponieważ ta nigdy nie rozwijała się tak dynamicznie, jak w ostatnim czasie. Zarobki w tych sektorach wahają się zwykle od kilkunastu do około 30 tys. zł miesięcznie.

Stanowiska juniorskie w branży IT zapewniają zwykle wynagrodzenie na poziomie co najmniej 5 tys. zł, co zależy od konkretnego stanowiska. Niektóre posady nawet na początkowym etapie kariery są wynagradzane jeszcze lepiej.

Co drugi nowy dom w Polsce ogrzewany jest pompą ciepła

W Polsce od kilku lat można zaobserwować zmianę rodzaju stosowanych systemów centralnego ogrzewania. Odnotowano, że coraz rzadziej w nowych domach montowane są piece gazowe. Blisko 50% inwestorów w 2022 roku wybrało pompę ciepła jako centralną jednostkę instalacji grzewczej – wynika z Raportu o budowie domów w Polsce, przygotowanego przez Oferteo.pl.

W niniejszym materiale znajdują się informacje na temat:

  • popularności pomp ciepła,
  • poziomu zainteresowania innymi systemami ogrzewania,
  • systemów oddawania ciepła montowanych w nowych domach.

Pompa ciepła to główne źródło ogrzewania

Ekologiczne systemy CO cieszą się coraz większą popularnością w Polsce. Osoby budujące dom w 2022 roku najczęściej wybierały pompy ciepła jako główne źródło ogrzewania. Na taki wybór zdecydowano się w 47% przypadków. Jest to o 17 punktów procentowych więcej niż w roku poprzednim – wynika z danych Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich wykonawcami.

Drugim najpopularniejszym źródłem ogrzewania są instalacje z piecem gazowym. Takie rozwiązanie wybrało 31% inwestorów, czyli o blisko 8 p.p. mniej niż rok wcześniej. W 12% nowych domów zamontowano piece elektryczne.

Odnotowano również spadek o 9 p.p. liczby deklaracji montażu pieców na paliwa stałe. Obecnie taki system wybrano jedynie w 6% nowych domów, podczas gdy w 2021 roku było to 15%. W przypadku kolektorów słonecznych popularność jako główne źródła ogrzewania utrzymała się na poziomie 2%.główny rodzaj ogrzewania porownanie 21 i 22

3 na 4 domy wyposażone są w system ogrzewania podłogowego

Istotnym elementem instalacji CO są też systemy oddawania ciepła w pomieszczeniach. Najpopularniejszym rozwiązaniem jest wodne ogrzewanie podłogowe, które wybrało 74% osób. 27% badanych zdeklarowało, że w swoich nowych domach zdecydowało się na montaż kominka.

Kaloryfery to znany i często montowany system oddawania ciepła w wielu lokalach mieszkalnych. Jednak w 2022 roku zaledwie 18% inwestorów zdecydowało się na montaż ich w swoich domach. Następne były systemy elektrycznego ogrzewania podłogowego (15%) oraz nadmuchy ciepłego powietrza (6%). W 2% nowych domów znalazły się grzejniki kanałowe.

Pomimo dostępności zaawansowanych systemów grzewczych, niektórzy nadal preferują klasyczne rozwiązania. Z badania Oferteo wynika, że 1% inwestorów w swoich domach zamontowało tradycyjne piece kaflowe lub kuchenne.główny rodzaj ogrzewaniasposób oddawania ciepła w pomieszczeniach

Dane pochodzą z badania przeprowadzonego techniką CAWI, w ramach Raportu o budowie domów w Polsce, przez serwis Oferteo.pl w styczniu 2023 roku.

Próba badawcza wyniosła 465 osób, które w 2022 roku budowały dom.

Populizm jest w fazie schyłkowej?

Współczesny świat jeszcze się nie nauczył mówić, rozmawiać, dyskutować, określać cele w sposób racjonalny, ekspercki, pogłębiony. Mając do dyspozycji tak jeszcze nie opanowane sposoby komunikacji jak internet, komórki czy nowoczesne platformy z mediów społecznościowych – społeczeństwa są na etapie gorączki wynikającej z pośpiechu, z przyspieszenia obiegu informacji. Efektem obaw i zmęczenia tą prędkością transformacji technologicznej jest także odwrót w kierunku takich haseł, jak opieka państwa, silna władza centralna – która załatwi wszystkie problemy i jeszcze będzie przysyłać czeki czy przelewy. Tego typu marzenia są oczywiście naturalne, są ludzkie – ale świat się zmienia i w końcu społeczeństwa nauczą się racjonalizować i ustawiać wspólne cele.

– Patrzę na ten populizm, na konkurencję haseł populistycznych jako na chorobę, przez którą przechodzimy. To pewnego rodzaju pandemia. Ona ma swoje źródła czy w transformacji technologicznej – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Wydaje mi się, że jednak wrócimy do racjonalnych źródeł polityki, będziemy brać pod uwagę mądre argumenty – a nie takie, jakie są w tej chwili są formułowane. Mam nadzieję, że to już ostatnia faza choroby populistycznej, jaką przeżywamy w Polsce. Widać to już zresztą w innych krajach, które odrzuciły bardzo populistyczne rozwiązania i mamy tam do czynienia z powrotem do racjonalnej polityki. Mam na myśli także takie kraje, jak Włochy. Powoli społeczeństwa dochodzą do nowych przekonań i nie dają się uwieść idiotycznym hasłom o tym, że każdy dostanie dużo pieniędzy i będzie żył szczęśliwie. To po prostu jest nierealne – wyjaśnia Cydejko.

Problemy banków są spowodowane gigantyczną ekspansją pieniężną. Drukowanie pieniędzy trwało zbyt długo

Nie spodziewajmy się tłumów stojących przed bankomatami. Upadłość SVB nie wywołała paniki. Pozostał jednak problem spowodowany nadmiernym drukowaniem pieniędzy przez banki centralne.

Silicon Valley Bank, szesnasty co do wielkości największy bank w USA ogłosił upadłość. Jest to największy przypadek upadłości amerykańskiego banku od upadku Lehman Brothers w 2008 r. Pozytywną informacją jest fakt, iż straty powstałe w wyniku upadłości banku pokryje federalny fundusz gwarancyjny. Zgodnie z prawem gwarantowane są tylko depozyty do kwoty 250 tys. dolarów, jednak administracja Bidena zdecydowała się zagwarantować klientom dostęp do całości środków zgromadzonych na kontach w SVB. Powodem jest chęć wyeliminowania ryzyka dla systemu bankowego. W efekcie, według wypowiedzi przedstawicieli Departamentu Skarbu, FED i Federalnej Korporacji Gwarantowania Depozytów (FDIC) depozyty spółek technologicznych, głównie start-upów ulokowane w SVB są bezpieczne, a ryzyko paniki bankowej podobnej do tej z 2008 r. zostało ograniczone do minimum.

– Przez kilka dni panowała zwiększona nerwowość i niepewność, ale nie rozlała się po rynkach globalnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień. – Jednak warto pamiętać, że kryzys finansowy z 2008 r. rozpoczął się tak naprawdę rok wcześniej, gdy ogłaszano upadłości banków, a jednak dobre nastroje utrzymywały się przez kolejne miesiące, nawet przez dużą część 2008 r. Na razie nie ma panki, bo Fed zdołał przylepić łaty na problem powstały z kilkoma średniej wielkości bankami.

Sektor finansowy nie ma jednak zbyt wielu powodów do świętowania, agencja ratingowa Moody’s obniżyła dziś ocenę amerykańskiego sektora bankowego do negatywnej. Demony SVB, Signature i Silvergate odeszły ale inwestorzy pozostają ostrożni ponieważ rynek nieruchomości komercyjnych potencjalnie może stać się kolejną bombą zegarową na Wall Street.

– To jednak tylko łaty, bo problem ma charakter strukturalny, geneza problemu wynika z polityki pieniężnej ostatnich lat, gdy z powodu obaw o gospodarcze skutki covid banki centralne zdecydowały się na gigantyczną ekspansję pieniężną – komentuje ekspert XTB. – Drukowanie pieniędzy trwało zbyt długo, mniej więcej do końca 2021 r. Zignorowano pierwsze sygnały o inflacji.

Przesadnie długi okres bezprecedensowego luzowania polityki pieniężnej sprawił, że nadmiar pieniądza zagospodarowywano niekoniecznie w logiczny sposób.

Teraz tych pieniędzy na rynku jest coraz mniej, bo mamy zacieśnienie polityki pieniężnej. SVB jest właśnie przykładem bardzo złej alokacji zasobów. Startupy z łatwością pozyskiwały gigantyczne ilości pieniędzy.

Przyklejona łata zadziałała w USA, ale strukturalny problem pozostał. Zła alokacja zasobów się dokonała.

– Banki centralne będą musiały zderzyć się z problemem, gospodarce potrzebne jest oczyszczenie z anomalii, aby stworzyć dobre podstawy pod cykl koniunkturalny, a to oznacza, że walka z inflacją prowadzona na serio jeszcze będzie trwać – wyjaśnia P.Kwiecień z XTB. – Jeżeli jednak wybrany zostanie inny wariant, dojdzie do przedwczesnego obniżania stóp procentowych, to problem pozostanie tylko odłożony w czasie.