Polski sektor bankowy czeka konsolidacja

Niewielka koncentracja polskiego sektora bankowego będzie w najbliższych latach sprzyjać procesom konsolidacyjnym.

Chociaż sektor bankowy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej lepiej radzi sobie ze spowolnieniem gospodarczym w porównaniu z poprzednim kryzysem, to pogarszająca się koniunktura i zmiany regulacyjne mają negatywny wpływ na przewidywania co do przyszłości branży i aktywności M&A w sektorze instytucji finansowych. Zdaniem autorów raportu „CEE Banking M&A Study”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, środowisko wysokich stóp procentowych będzie miało szczególnie negatywny wpływ na najmniejsze podmioty, co z kolei może przyczynić się do przejmowania ich przez większych graczy. Zmiany w sektorze nie pozostaną bez wpływu na zarówno polski, jak i środkowoeuropejski rynek fintechów.

Piąta edycja raportu autorstwa Deloitte wnikliwie analizuje bieżącą sytuację sektora bankowego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem największych wyzwań dla uczestników rynku. W publikacji ujęto także tendencje dotyczące procesów fuzji i przejęć oraz po raz pierwszy opisano rynek fintechów pochodzących z regionu CEE.

Obecnie głównym determinantem kondycji banków są działania instytucji centralnych, podejmowane celem ograniczenia wzrostu inflacji. Chociaż rosnące stopy procentowe z jednej strony tworzą okazje do zwiększania marż odsetkowych, to wyższe koszty kapitału powodują jednocześnie spadek zapotrzebowania na kredyt wśród konsumentów indywidualnych. W przypadku polskiego rynku dodatkowe wyzwanie stanowią kredyty frankowe oraz wprowadzone w 2022 roku wakacje kredytowe, które miały znaczący wpływ na wyniki finansowe banków. Z drugiej strony istniejące od lat regulacje, mające na celu ochronę branży przed powtórką kryzysu z 2008 roku sprawiły, że banki wydają się przygotowane na trudniejsze czasy dla gospodarki. Świadczy o tym chociażby średni współczynnik wypłacalności sięgający 20 proc. – o 5 pkt. proc. wyższy niż najwyższa stopa wskaźnika określona przepisami.

Polski sektor bankowy zmaga się obecnie z kumulacją różnego rodzaju czynników negatywnie wpływających na zdolność kredytową i dochodowość wielu modeli biznesowych. Jednocześnie rodzime banki dzięki racjonalnej polityce kredytowej uniknęły znaczących strat związanych z ekspozycją na rynki objęte wojną lub sankcjami. Nie zmienia to faktu, że ryzyka prawno-regulacyjne ciążą sektorowi i mimo relatywnie dobrej kondycji gospodarki sprawiają, że jest on postrzegany przez inwestorów jako mało atrakcyjny. Możemy więc stwierdzić, że przed polskim rynkiem trudne czasy. Tym ważniejsza staje się stabilność i przewidywalność prawno-regulacyjna, aby dostęp do kredytu mógł pomóc napędzić polską gospodarkę – Przemysław Szczygielski, partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i zarządzania ryzykiem, Deloitte

Powolna konsolidacja

Podobnie jak w przypadku pozostałych krajów regionu, polski sektor bankowy charakteryzuje się sporym rozdrobnieniem. Jak wynika z raportu Deloitte, co drugi rodzimy bank posiada mniej niż 1 proc. udziałów w rynku, natomiast wartość wskaźnika Herfindahla–Hirschmana, oceniającego poziom natężenia konkurencji, w przypadku Polski wynosi mniej niż 800 (średnia dla regionu CEE przekracza 1,5 tys.). Jednocześnie najbardziej odporne na zawirowania rynkowe są największe podmioty, co oznacza, że w czasach spowolnienia gospodarczego i powszechnej niepewności spodziewana jest dalsza konsolidacja poprzez fuzje i przejęcia. Tempo zachodzenia tych procesów będzie jednak ograniczane przez niepewność gospodarczą i regulacyjną.

W latach 2015 – 2022 na polskim rynku bankowym odnotowaliśmy łącznie trzynaście transakcji M&A, w znacznej części będących efektem naturalnych procesów rynkowych. Chociaż w najbliższych latach rosnący koszt kapitału będzie spowalniał tempo konsolidacji sektora to powszechna chęć zdobycia większych udziałów w rynku oraz uzyskania efektów skali będzie na tyle duża, że możemy się spodziewać kolejnych akwizycji – Tomasz Ochrymowicz, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte

Fintechy jak banki

Kondycja polskiego sektora bankowego nie pozostaje bez wpływu na sytuację firm zajmujących się technologiami finansowymi. Dostarczające przede wszystkim oprogramowanie, usługi umożliwiające zarządzanie finansami czy płatności elektroniczne polskie fintechy w ostatnich latach notowały dynamiczny wzrost. Był to efekt m.in. zamiłowania Polaków do rozliczeń elektronicznych oraz popularność bankowości cyfrowej lub mobilnej, z której w Polsce korzysta 20,5 mln użytkowników. Silne powiązanie branży z bankami sprawiają jednak, że jest ona bezpośrednio narażona na konsekwencje spowolnienia gospodarczego. Jednocześnie powodowany turbulencjami gospodarczymi spadek wyceny podmiotów typu fintech może przyczynić się do wzrostu liczby fuzji i przejęć ze względu na wzrost liczby okazji rynkowych.

W Polsce mamy obecnie ponad 300 firm, z których większość powstała w ostatnich 4-5 latach. Oznacza to, że polski rynek technologii finansowych jest młody i niewielki w porównaniu z np. Europą Zachodnią. Silne powiązania z bankami sprawiają, że w najbliższej przyszłości wiele firm będzie musiało zmierzyć się z pierwszym w ich historii poważniejszym kryzysem. Dla niektórych będzie to szansa na zdobycie większego udziału w rynku, natomiast inne albo upadną, albo staną się przedmiotem transakcji akwizycyjnej. Kluczowa dla rozwoju rynku jest również kwestia regulacji, które powinny nadążać nad zmianami i jednocześnie unikać tworzenia barier – Wiesław Kotecki partner, lider Customer Strategy & Design, Deloitte.

Obiekty handlowe i hotele wracają do łask inwestorów

Połowa europejskich inwestorów planuje zwiększyć aktywność na rynku nieruchomości komercyjnych lub utrzymać ją na poziomie z zeszłego roku – wynika z raportu CBRE „Europe Investor Intentions  Survey”. Najbardziej pożądanym sektorem pozostają biura, które mimo 10 proc. spadku zainteresowania, nadal wybiera niemal 3 na 10 inwestorów. Na kolejnych miejscach znajdują się budynki mieszkaniowe i magazynowe. W porównaniu do zeszłego roku widać rosnące zainteresowanie hotelami oraz obiektami handlowymi, co jest efektem odbicia po pandemii. Liczba inwestorów preferujących strategie oportunistyczne i value-add jest większa niż w poprzednich latach. Inwestorzy poszukują nieruchomości, które obecnie są tańsze, ale mają dobre perspektywy na przyszłość. 

– Nasz raport pokazuje, że mimo trudniejszego otoczenia gospodarczego, europejscy inwestorzy wykazują znaczne zainteresowanie inwestycjami w nieruchomości. Ponad połowa z nich przewiduje, że w 2023 roku zwiększy swoją aktywność lub utrzyma ją na dotychczasowym poziomie. Trzy czwarte inwestorów instytucjonalnych prognozuje, że procentowe alokacje w inwestycje nieruchomościowe (w stosunku do całego portfela) w tym roku utrzymają poziom lub wzrosną. Mimo to spodziewamy się obniżek cen, co będzie wynikiem spowolnienia gospodarczego i wyższych stóp procentowych. Te czynniki powodują też, że coraz więcej strategii inwestycyjnych koncentruje się na poszukiwaniu okazji cenowych – mówi Przemysław Łachmaniuk, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Mimo znacznego spadku w porównaniu z minionym rokiem, sektor biurowy zajmuje pierwsze miejsce pod względem zainteresowania europejskich inwestorów nieruchomościowych. Niemal 3 na 10 z nich poszukuje tego typu obiektów. To spadek o 10 pp. w porównaniu rok do roku, gdy w biura inwestować chciało aż 39 proc. inwestorów. Rynkowi biurowemu po piętach depczą obiekty mieszkaniowe, które odnotowały wzrost o 2 pp. w ciągu roku i obecnie są interesujące dla jednej czwartej inwestorów. Wysoki poziom trzymają budynki przemysłowo-logistyczne, którym z uwagą przygląda się 23 proc. inwestujących, czyli o 2 pp. więcej niż w zeszłym roku.

Optymistycznie na rynku handlu i hoteli

Sektory handlowy i hotelowy zostały najmocniej doświadczone w pandemii. Aktualnie trend na tych rynkach zaczyna być pozytywny. Zainteresowanie hotelami wzrosło o 4 pp. w porównaniu do 2022 roku i obecnie chce w nie inwestować 8 proc. europejskich inwestorów. Tyle samo (8 proc.) przygląda się obiektom handlowym, podczas gdy jeszcze rok temu było to 6 proc.

– Wśród obiektów hotelowych największą uwagę przyciągają tradycyjne hotele z pełną obsługą, w które chce inwestować ponad połowa badanych. Hotelami resortowymi zainteresowana jest jedna trzecia z nich. Natomiast jeśli chodzi o handel, to największe zainteresowanie utrzymuje się w sektorze parków handlowych, ale ulice handlowe i centra handlowe również przykuwają wzrok europejskich inwestorów  – dodaje Przemysław Łachmaniuk.

Czy Republikanie pozwolą USA dalej pomagać Ukrainie?

Uzyskanie przewagi przez Republikanów w Kongresie i tym samym wyznaczenie na stanowisko spikera przedstawiciela Partii Republikańskiej, może utrudnić prezydentowi Bidenowi i administracji USA udzielanie pomocy Ukrainie. Niestety są obawy co do dalszych decyzji Republikanów – szczególnie frakcji republikańskiej reprezentowanej przez nowego spikera Kevina McCarthy’ego – bo oto oni mają najwięcej wątpliwości, co zresztą pokazali w czasie wizyty Prezydenta Zełeńskiego. Część z nich nawet nie wstała, nie biła braw, zachowywała się zupełnie odmiennie od reszty – również kongresmenów republikańskich, co spotkało się z dużą krytyką tego środowiska.

– Jak widzieliśmy, pewne działania na rzecz Ukrainy zostały podjęte. Służyła temu chociażby wizyta Prezydenta Zełeńskiego w Kongresie i zaakceptowanie na cały 2023 roku budżetu pomocowego w kwocie ponad 40 mld dolarów – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – A więc administracja prezydenta Bidena będzie korzystała z tej puli i pierwsza transza już została zakwalifikowana. Około 3 mld dolarów zostanie przekazanych Ukrainie – w tej puli są bojowe wozy piechoty Bradley, wiele amunicji i innego sprzętu, haubice. W przyszłości pewne utrudnienia mogą mieć miejsce – póki co jednak administracja prezydenta Bidena nadal będzie miała najwięcej do powiedzenia i zakładam, że pomoc będzie udzielana – przewiduje Matysiak.

FPP: Ustawa o 7 proc. PKB na zdrowie nie przynosi efektów

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że zmieniona składka zdrowotna – zgodnie z założeniami autorów Polskiego Ładu – powinna przynieść 7 mld zł rocznie dodatkowych wpływów do NFZ. Jednak na mocy nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, zniesiono dotacje z budżetu państwa do NFZ na realizację zadań o wartości 5,9 mld zł rocznie, a jednocześnie przeniesiono z budżetu państwa na NFZ obowiązek finansowania zadań kosztujących 1,2 mld zł rocznie – czyli łącznie 7,1 mld zł. W praktyce oznacza to, że Polski Ład wygenerował dodatkowe 7 mld zł rocznie wpływów do NFZ z tytułu składki zdrowotnej, a następnie całość tych środków została wykorzystana nie na leczenie pacjentów – lecz po to, by budżet państwa zaoszczędził na dotacjach.

Obiecywanych efektów nie przyniosła również ustawa o 7% PKB na zdrowie. Za sprawą przyjętej metody obliczania nakładów na ochronę zdrowia w relacji do poziomu PKB sprzed dwóch lat, regulacje te są w praktyce martwe i nie wywierają żadnego wpływu na poziom środków wydatkowanych na ochronę zdrowia. Wystarczy wspomnieć, że – porównując wydatki i PKB z tych samych lat – nakłady na zdrowie systematycznie maleją od 2021 r. z 5,4% do 4,8% PKB. Realny poziom nakładów na zdrowie wymagany ustawowo w tym samym czasie wzrósł z 4,60% do 4,74% PKB, co w praktyce stanowiło nieistotną zmianę.

„Rzeczywistość bardzo surowo zweryfikowała zapowiedzi. Składka zdrowotna w nowej formule znacząco utrudniła prowadzenie działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy dokonujący wyboru formy opodatkowania na kolejny rok stają przed nie lada wyzwaniem – muszą trafnie przewidzieć wielkość swoich dochodów i wskaźnik rentowności wybiegając co najmniej 10 miesięcy do przodu, aby wskazać w oświadczeniu optymalne dla nich rozwiązanie. Sama umiejętność trafnego przewidywania przyszłości jednak nie wystarczy, w sytuacji, gdy każda forma opodatkowania wiąże się z inną stawką oraz inną metodą ustalania podstawy wymiaru składki zdrowotnej, które muszą być jednocześnie zestawione z konkretnym sposobem obliczania podatku do zapłaty, co w wielu przypadkach wymaga skorzystania z płatnego doradztwa. Pułapki w składce zdrowotnej czyhają na firmy również w trakcie samego roku podatkowego – na przykład ryczałtowcom może nie opłacać się realizowanie zleceń na rzecz klientów pod koniec roku, bo dopłata składki z wyższego progu byłaby wyższa od ich zarobków. Skoro na przedsiębiorców nałożono dodatkowe obciążenia, należałoby przynajmniej oczekiwać przełożenia się ich w pozytywny sposób na poziom dofinansowania oraz jakość funkcjonowania publicznego systemu ochrony zdrowia” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Ogłoszony w 2021 r. program Polski Ład obiecywał znaczącą poprawę sytuacji w publicznej ochronie zdrowia. Zapowiadane zmiany obejmowały w szczególności systematyczne zwiększanie nakładów na zdrowie do 7% PKB w ciągu 6 lat oraz zmiany w składce zdrowotnej, które miały zapewnić osiągnięcie tego celu. Podkreślano przy tym, że pandemia COVID-19 wyraźnie uwidoczniła znaczenie sprawnego systemu ochrony zdrowia, który od tej pory powinien znaleźć się w samym centrum zainteresowania polityki społecznej i gospodarczej w Polsce.

Jednocześnie narastają wyzwania związane z pokryciem bieżących kosztów funkcjonowania systemu. Od 1 lipca nastąpi kolejna waloryzacja najniższych wynagrodzeń osób wykonujących zawody medyczne, niosąca ze sobą miliardowe koszty. Wobec przekazania w praktyce do budżetu państwa całości dodatkowych wpływów NFZ wynikających z Polskiego Ładu oraz czysto teoretycznym działaniu przepisów o nakładach w relacji do PKB na zdrowie, pacjenci w dalszym ciągu nie mogą liczyć na poprawę dostępności i jakości świadczeń opieki zdrowotnej.

Wartość inwestycji Eesti Energia wzrosła do blisko pół miliarda euro w 2022 r.

Skorygowany zysk netto Eesti Energia, estońskiej państwowej grupy energetycznej, wyniósł w 2022 roku 128 mln euro, prawie trzykrotnie więcej niż w roku ubiegłym. To pozwoliło grupie na rekordowo wysokie inwestycje, których wartość w 2022 roku osiągnęła blisko pół miliarda euro, z czego większość została przeznaczona na rozwój odnawialnych źródeł energii. W ubiegłym roku Eesti Energia systematycznie zwiększała swój portfel klientów na wszystkich rynkach, na których grupa prowadzi działalność – w tym w Polsce, gdzie liczba klientów wzrosła aż o 89%.

W 2022 r. Eesti Energia zainwestowała 447 mln euro, najwięcej w historii grupy, i aż o 200 milionów euro więcej niż w 2021 r. Znaczna część tych środków została przeznaczona na budowę farm wiatrowych i fotowoltaicznych, podnoszenie niezawodności linii dystrybucyjnych w Estonii i podłączanie mikro-producentów do sieci.

– Dynamiczny wzrost na rynkach bałtyckich umożliwia nam inwestowanie rekordowych kwot w dalszy rozwój. Systematycznie zwiększamy portfolio naszych klientów, a także wolumeny produkowanej energii – komentuje Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia.

Nakłady inwestycyjne zwiększył także Enefit Green, jeden z wiodących producentów energii odnawialnej w regionie. W raportowanym roku spółka zainwestowała 161 milionów euro, czyli czterokrotnie więcej niż w 2021 r. – Jednocześnie podjęliśmy kolejne sześć decyzji dotyczących inwestycji za pół miliarda euro, które w przyszłości pozwolą nam rozwinąć trzy lądowe farmy wiatrowe i trzy fotowoltaiczne. Pozwoli nam to produkować bardziej przystępną cenowo i przyjazną środowisku energię elektryczną. Pod koniec zeszłego roku Enefit Green budował sześć farm wiatrowych o łącznej mocy 546 MW energii i cztery farmy fotowoltaiczne, o mocy sięgającej 50 MW – dodaje Andri Avila.

Ponad 100 tys. nowych klientów

W 2022 roku o ponad jedną piątą wzrosła liczba klientów grupy w krajach bałtyckich, Finlandii i Polsce, do rekordowych 605 tysięcy. Największy udział w tym przyroście miało czterokrotne zwiększenie liczby klientów na Litwie. Liczba ta wzrosła również na pozostałych rynkach, na których grupa prowadzi działalność – na Łotwie o 71%, w Polsce o 89%, a w Finlandii o 24%.

W dobie kryzysu energetycznego, rosnąca liczba i satysfakcja naszych klientów są dla nas niezwykle ważnymi wskaźnikami, które pokazują, że pomimo trudności na światowych rynkach energetycznych, Enefit oferuje skuteczne rozwiązania – wskazuje Andri Avila.

Większość energii elektrycznej Eesti Energia sprzedała poza Estonią: w Finlandii, na Łotwie, Litwie i w Polsce. Grupa zajmuje obecnie drugie miejsce pod względem udziałów w rynkach na Łotwie i Litwie.

Przychody Eesti Energia ze sprzedaży wzrosły w 2022 roku o 69% i wyniosły 2,2 mld euro, a 56% tego zysku pochodziło ze sprzedaży na rynkach poza Estonią.

Działalność Eesti Energia w Polsce

Od 2016 roku w Polsce działa Enefit, należący do grupy Eesti Energia. Rok 2022 był rekordowy dla spółki pod względem kontraktacji. Najwyższe wyniki firma odnotowała w zakresie sprzedaży energii elektrycznej – wysoki wzrost dotyczył wszystkich kanałów, tj. dużych przedsiębiorstw (+140 proc.), agencyjnym (+90 proc.) i MŚP (+132 proc.). Na polskim rynku firma współpracuje z ponad 3000 klientami biznesowymi, oferując im inteligentne rozwiązania energetyczne i wpierając ich w dążeniu do neutralności emisyjnej.

Enefit konsekwentnie działa na rzecz rozwoju OZE w Polsce, m.in. oferując swoim klientom kontrakt Corporate Power Purchase Agreement (CPPA). Corporate PPA przyszłościowe rozwiązanie, które pozwala na dalszy rozwój energetyki odnawialnej, jednocześnie generując korzyści dla wszystkich zaangażowanych stron. Przedsiębiorcy zyskują dostęp do zielonej energii w dobrej cenie i z gwarancją pochodzenia, natomiast deweloper ma zapewnione bezpieczeństwo odbioru oraz długoterminowy kontrakt na finansowanie źródła. Więcej o tej formie umowy prezes Zarządu Enefit Polska, Maciej Kowalski opowie 22 marca w trakcie najbliższej edycji Re-Source Poland.

Wyniki Eesti Energia w 2022 r.

Znormalizowana EBITDA grupy, z wyłączeniem skutków zmian wartości długoterminowych umów na zakup energii, wyniosła w 2022 roku 333 mln euro i wzrosła o 37% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Znormalizowany zysk netto Eesti Energia wyniósł 128,3 mln euro i był ponad trzykrotnie wyższy niż w ubiegłym roku.

 

 

  2021 2022
Przychody ze sprzedaży mln EUR 1 313,0 2 218,2
*EBITDA mln EUR 243,0 333,0
Inwestycje mln EUR 253,3 447,4
w tym inwestycje w rozwój energii odnawialnej mln EUR 42,4 161,2
*Zysk netto mln EUR 36,9 128,3

 *Normalizacja wyników, która nie obejmuje aktualizacji wyceny instrumentów pochodnych

Dane makro w Stanach Zjednoczonych zaczynają niepokoić, bo są zbyt dobre

Jerome Powell, szef Fed, wypowiadał się 7 marca przed komisjami Senatu i Izby Reprezentantów bardzo „jastrzębio” wskazując, że dane makro są zdecydowanie lepsze od oczekiwań, co pozwala na prowadzenie ostrzejszej walki z uporczywą inflacją. Należy zatem spodziewać się większej skali podwyżek stóp procentowych i wyższego ich poziom. 

Kończyłem w poprzednim miesiącu tekst pisząc o tym, że świat finansów czekał na raport o amerykańskiej inflacji CPI. Ostrzegałem, że jeśli spadek będzie niewielki to rynki mogą się przestraszyć. Był niewielki (zamiast spadku z 6,5 proc. na 6,2 proc. było 6,4 proc.). Rynki się nie wystraszyły, ale potem zaczęli się pojawiać mówcy z Fed i to rynek akcji dobiło, a dolara umocniło. Nawiasem mówiąc nieoczekiwane wzrosty inflacji w Hiszpanii, Holandii i Francji też rodziły niepokój o losy procesu dezinflacji.

Podczas tej korekty na rynku walutowym i rynku  akcji, bo to była korekta i daleko jej było do kontynuacji bessy, właśnie wypowiedzi członków Fed miały największy wpływ na nastroje. Mówili oni o konieczności walki z uporczywą inflacją oraz o opornym rynku pracy, którego stan nie pogarsza się mimo podwyżek stóp procentowych. Poza tym na rynek napływały dane makro, które mogły niepokoić.

Szczególnie zaniepokoił indeks PCE (wskaźnik osobistych wydatków konsumpcyjnych Amerykanów), bo jest podobno ulubionym wskaźnikiem Fed. Okazało się, zarówno na poziomie głównej liczby, jak i w jego bazowej mierze dynamika wzrostu wydatków zwiększyła się, a przecież oczekiwano spadku. Zdecydowanie rosła więc obawa o to, że Fed będzie podnosił stopy procentowe jeszcze przynajmniej 3 razy, być może nawet do 6 proc. (to najbardziej pesymistyczne prognozy).

Wydawało się, że kropkę nad „i” postawił Jerome Powell, szef Fed, podczas swoich wypowiedzi przed komisjami Senatu i Izby Reprezentantów USA (co pół roku ma taki obowiązek). Były bardzo „jastrzębie” – Powell mówił, że dane makro są zdecydowanie lepsze od oczekiwań, co prowadzić powinno do wyższego od dotychczasowych prognoz poziomu stóp procentowych i zwiększenia skali podwyżek.

Rynek zaczął zakładać, że 22 marca stopy wzrosną o 50 pb (do 5,25 proc.), a nie jak wcześniej oczekiwano o 25 pb. Umocnienie dolara po tych wypowiedziach było potężne, a indeksy na Wall Street zanurkowały. To nie znaczy jednak, że wracamy do bessy. „Byki” z „niedźwiedziami” toczą dyskusję na temat tego, czy podwyżki są już zdyskontowane w cenach akcji. Dane z USA o inflacji lutowej (15 marca) i z rynku pracy (10 marca) mogą dać wskazówkę, która chwilowo rozstrzygnie tę dysputę.

Dla GPW ważne było to, że rzecznik TSUE przedstawił swoją opinię na temat wynagrodzenia dla banków za bezumowne korzystanie z kapitału. W skrócie: bankom nic się nie należy, a kredytobiorcy mogą pozywać banki o dodatkowe opłaty. Za kilka miesięcy TSUE podejmie decyzję, która zazwyczaj jest spójna z opinią rzecznika. Według mnie wyrok TSUE bezpośrednio nowych strat bankom by nie przysporzył, ale znacznie zwiększyłby liczbę spraw w polskich sądach i to rzeczywiście uderzyłoby w sektor bankowy.

Uważam, że problem kredytów frankowych powinien być rozwiązany „od góry” – ustawą, która zamykałaby ten temat (i rodzącą się kwestię spraw sądowych związanych z WIBOR-em). Rządzący się do tego nie palą (wspominają o 2024 roku) – nie chcą antagonizować 20 proc. zadłużonych zapominając o 80 proc. (złotowych). Poza tym rządzący zastawiają pułapkę – jeśli przegrają wybory to kryzys bankowy uderzy w nowy rząd…

Autor: Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

Ile można zyskać, kupując „elektryka” do firmy?

  • Aż 45% Polaków zamierza w perspektywie najbliższych dwóch lat kupić samochód, a wśród nich aż co drugi badany myśli o samochodzie elektrycznym.
  • Pół roku temu co trzeci polski przedsiębiorca obawiał się, że będzie musiał poszukiwać nowych źródeł oszczędności w swojej firmie. Od nowego roku koszty prowadzenia działalności wzrosły, w związku z czym optymalizacja kosztów stała się jeszcze bardziej konieczna.
  • Jedną z możliwości optymalizacji kosztów jest wymiana floty samochodowej na elektryczną. Oszczędności wynikają nie tylko z kosztów paliwa, ale także z braku opłat za parkowanie, zwolnienia z akcyzy czy większego limitu amortyzacji.

Jak wskazują badania EY Mobility Consumer Index 2022, w ciągu najbliższych dwóch lat aż 45% Polaków zamierza kupić auto. Jest to widoczny wzrost – o 12 p.p. w stosunku do tego samego badania z 2020 r. Co więcej, jak się okazuje, aż połowa zainteresowanych zakupem samochodu wskazuje, że rozważa nabycie pojazdu elektrycznego.

„Elektryki” to dobry pomysł, zwłaszcza jeśli do dyspozycji mamy prąd pozyskiwany w ramach OZE. Samochody o napędach elektrycznych i hybrydowych to szereg oszczędności i profitów, które wynikają nie tylko z tańszego „paliwa”, ale m.in. z możliwości bezpłatnego parkowania, zwolnienia z akcyzy, większego limitu amortyzacji czy nawet poruszania się po buspasach! Zatem auta elektryczne to dobra inwestycja, jeśli stawiamy na optymalizację kosztów.

Na specjalnych warunkach

Szczególnie odczuwalny w ostatnich miesiącach kryzys energetyczny, ale także polityka Unii Europejskiej i coraz większa świadomość ekologiczna, obligują nas do poszukiwania i wykorzystywania rozwiązań przyjaznych naszej planecie. Jednym z ważniejszych obszarów do zagospodarowania jest transport. Tylko w Unii Europejskiej transport drogowy odpowiada za ok. 1/5 emisji dwutlenku węgla, dlatego wszelkie działania na rzecz dekarbonizacji transportu są szczególnie premiowane.

Dostrzegamy w Polsce coraz większe zainteresowanie samochodami elektrycznymi. Tylko w zeszłym roku zarejestrowano 11,3 tys. „elektryków”, tym samym zbliżając liczbę pojazdów z zielonymi tablicami do 62 tys. (auta elektryczne oraz hybrydy plug-in). Choć nie plasuje nas to w europejskiej czołówce, to dostrzegam tutaj pozytywny trend, na który wpływ mają m.in. dofinansowania z programu „Mój Elektryk”, rozwój infrastruktury, popularyzacja OZE i chęć optymalizacji negatywnego wpływu na środowisko oraz optymalizacja kosztów – mówi Nuno De Oliveira Dyrektor Generalny Cofidis Polska.

Warty zwrócenia uwagi jest fakt, że właściciele aut elektrycznych otrzymują szereg benefitów, który również wspiera optymalizację kosztów związanych z transportem. Jednym z takich przywilejów jest możliwość bezpłatnego parkowania w strefach płatnego parkowania dla samochodów o tradycyjnych napędach. Kierowcy też nie są obligowani do ubiegania się o specjalne zgody – zielona tablica rejestracyjna ułatwia identyfikację pojazdu i jest wystarczającym pretekstem do nieuiszczenia opłaty za postój w miejskiej strefie płatnego parkowania. Za 8-godzinny postój w Warszawie samochodu z tradycyjnym napędem należy zapłacić 38,8 zł. W skali roku jest to kwota powyżej 9 tys. zł. Kierowcy „elektryków” nie muszą obawiać się takich kosztów.

Do 1 stycznia 2026 r., według obowiązujących przepisów, właściciele aut elektrycznych mogą poruszać się buspasami. To przywilej, który szczególnie cieszy mieszkańców dużych miast, którzy w godzinach szczytu zwykle muszą ćwiczyć swoją cierpliwość w korkach. Zielone tablice pozwalają znacznie skrócić czas dotarcia do celu i ograniczyć zbędne stanie w miejskich korkach.

I więcej benefitów…

– W Polsce przedsiębiorcy mogą liczyć ze strony państwa na dofinansowanie samochodu o napędzie elektrycznym w kwocie do 70 tys. zł. Dla porównania – maksymalna kwota takiego wsparcia zakupu „elektryka” dla osób fizycznych wynosi 27 tys. zł. Zatem prowadząc działalność warto rozważyć wymianę floty samochodowej na elektryczną – ocenia Bartłomiej Pszeniczny Kierownik Działu Rozwoju Produktów w Cofidis Polska.

Co więcej, nawet na zwolnienie z akcyzy za zakup samochodu elektrycznego, hybrydy plug-in lub pojazdu napędzanego wodorem, również można liczyć, o ile złoży się wniosek do właściwego urzędu skarbowego. Ponadto dodatkowym benefitem dla kierowców „elektryków” jest większy limit amortyzacji, czyli odpis z tytułu zużycia. Dla samochodów o silnikach spalinowych oraz hybrydowych amortyzacja wynosi maksymalnie 150 tys. zł, natomiast w przypadku aut elektrycznych limit ten podniesiono do 225 tys. zł.

Także w Polsce znajduje się wiele punktów, które w ramach zachęty, promocji lub działań z zakresu ESG proponują darmowe punkty ładowania samochodów.

W przypadku samochodowych podróży zagranicznych można spodziewać się innych profitów za wybór „elektryka”, wśród których znajdują się m.in. darmowe przejazdy płatnymi autostradami, wyznaczone miejsca parkingowe czy możliwość poruszania się w tzw. strefach niskoemisyjnych, które coraz częściej pojawiają się w europejskich stolicach.

Perspektywa oszczędności

W obliczu wysokiej wartości pojazdów, z którą obecnie mamy do czynienia, wiele używanych aut nie straciło na wartości, a w niektórych przypadkach auta mogły nawet zwiększyć swoją wartość rynkową. Toteż sprzedaż samochodu może okazać się dobrym – niestratnym – biznesem.

Pieniądze pozyskane ze sprzedaży samochodu o tradycyjnym napędzie i dofinansowanie z tytułu „Mój Elektryk” może w wielu przypadkach finansować zakup pojazdu elektrycznego. Jeśli decydujemy się na coś droższego, warto też poznać propozycje instytucji finansowych, które oferują preferencyjne finansowania „elektryków”. Inwestycje te dość sprawnie zwracają się w codziennym użytkowaniu, więc z pewnością możemy tutaj mówić o perspektywie optymalizacji kosztów, a nawet atrakcyjnych oszczędnościach – podsumowuje Bartłomiej Pszeniczny.

Z raportu przygotowanego w czerwcu 2022 r. przez ERIF BIG wynikało, że nawet co trzeci polski przedsiębiorca miał obawę, że będzie zobligowany poszukiwać oszczędności w swojej firmie. Wraz z początkiem 2023 r. wzrosły koszty prowadzenia działalności, więc tym bardziej perspektywa oszczędności lub optymalizacji kosztów staje się realna i wręcz konieczna. Inwestycja w „elektryki” z perspektywy firmy może przynieść atrakcyjne oszczędności i ograniczyć rosnące koszty związane z utrzymaniem samochodów o napędach tradycyjnych.

Prawie 5 mld złotych może kosztować wymiana prawie 10 mln dekoderów spowodowana przez Lex Pilot

Konieczność wymiany niemal wszystkich dekoderów w Polsce czeka abonentów, jeśli w życie wejdą przepisy dotyczące Lex Pilot. Wymienionych będzie musiało być prawie 10 mln urządzeń. Szacunkowy koszt wymiany dekoderów może wynieść prawie 5 miliardów złotych.

Wprowadzenie obowiązku odbioru telewizji hybrydowej i wdrożenie modelu a la carte spowodują konieczność wymiany niemal wszystkich dekoderów telewizji płatnej. Takie zapisy przewidują bowiem poprawki do projektu ustawy wprowadzającej Prawo Komunikacji Elektronicznej (tzw. Lex Pilot). Telewizja hybrydowa umożliwia łączenie tradycyjnej emisji sygnałów telewizyjnych z treściami multimedialnymi za pośrednictwem szerokopasmowego Internetu. W celu jej odbioru niezbędny jest odpowiedni dekoder.

– Szacujemy, że mniej niż 5% dekoderów do odbioru TV płatnej wykorzystywanych w Polsce umożliwia dziś odbiór funkcjonalności telewizji hybrydowej. Wdrożenie obowiązku umożliwienia odbioru tej telewizji oznaczałoby wymianę prawie całego sprzętu dla 10 milionów gospodarstw domowych. Zamówienie nowych dekoderów, następnie ich produkcja, zmiana umów z klientami i na koniec montaż to wieloletni proces. Szacujemy, że koszty z nim związane pochłoną prawie 5 miliardów złotych. Wprowadzenie takich zmian może oznaczać problemy wielu operatorów i w konsekwencji utratę dostępu do płatnej tv przez część klientów. – mówi Jerzy Straszewski, prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.

Branża zrzeszająca operatorów i nadawców apeluje o wykreślenie szkodliwych zapisów oraz o dialog z rynkiem.

Jak fiskus próbuje ściągać z firm wyższe podatki

Jak ściągać z firm większe podatki? Uchwalając nowe, lub wyższe. Ale nie tylko. Można również podciągnąć określone działania podatnika pod katalog czynności podlegających opodatkowaniu, nawet jeśli takimi nie są. Również bezpodstawnie. W zakończonej wyrokiem z 10 lutego 2023 r. sprawie firmy, którą fiskus objął obowiązkiem poboru podatku u źródła z tytułu jej wydatków na zakup usług ubezpieczenia, WSA w Poznaniu orzekł, że taka interpretacja organu „nie odpowiada prawu”. Uchylając ją wskazał, że organ jest zobowiązany dokonać prawidłowej wykładni prawa.

Wysokie podatki i urzędnicze – samowole

W opublikowanym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców raporcie „Bariery prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce”, w 2020 roku wśród 10 głównych przeszkód przedsiębiorcy aż w 8 przypadkach wskazali na przyczyny związane z podatkami i stosowaniem prawa. Na pierwszym miejscu barier szkodliwych dla rozwoju działalności prowadzący firmy umieścili wysokie podatki – wskazało na nie aż 65% respondentów. Na drugim były koszty pracy – 54%. Pierwszą trójkę zamyka „nadmiar obowiązków biurokratycznych” – 52%. Na kolejnych miejscach przedsiębiorcy umieścili: niestabilność prawa – 46%, skomplikowane prawo gospodarcze – 43%, „urzędy i urzędnicy” – 36%, samowolne i arbitralne decyzje urzędników – 33%, kontrole urzędu skarbowego i innych instytucji – 27%, powolne rozstrzyganie sporów sądowych – 25% i bariery inwestycyjne – 15%.

Usługi ubezpieczenia a podatek u źródła

Rekapitulując całokształt powyższych rozważań należy stwierdzić, że zaskarżona interpretacja indywidualna nie odpowiada prawu” – podsumował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stając po stronie przedsiębiorcy i wniesionej przez niego skargi przeciw Dyrektorowi Krajowej Informacji Skarbowej. W sprawie tej polska firma w związku z charakterem prowadzonej przez siebie działalności nabywała szereg usług od kontrahentów niemających w Polsce siedziby ani zarządu. By minimalizować wynikające z takiej współpracy ryzyka, firma sama, lub za pośrednictwem swoich podmiotów powiązanych, nabywała usługi ubezpieczeniowe. Jeden z zagranicznych podmiotów powiązanych zawierał polisy o globalnym zasięgu, których przedmiotem była ochrona prawna, odpowiedzialność cywilna, ubezpieczenie mienia, od szkód i na wypadek przerw w działalności. Drugi odpowiedzialny był za ubezpieczenia transportu do granicy RP. Koszty ubezpieczenia refakturowane były na skarżącego przedsiębiorcę. Czasem spółki powiązane doliczały swoją marżę z tytułu pośrednictwa w zawarciu umów ubezpieczenia.

Firma zwróciła się do Dyrektora KIS o potwierdzenie, że dokonując zapłaty za polisy na rzecz zagranicznych ubezpieczycieli nie będzie zobowiązana do poboru podatku u źródła na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Przepis ten stanowi, że 20% podatek obciąża przychody osiągnięte na terytoriom RP z tytułu świadczeń: doradczych, księgowych, badania rynku, usług prawnych, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, usług rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze. Zdaniem przedsiębiorcy, w katalogu usług podlegających podatkowi u źródła zawartym w art. 21 ust. 1 pkt 2a, nie wskazano usług ubezpieczenia.

Organ podatkowy stwierdził, że stanowisko firmy jest nieprawidłowe. Wyjaśnił, że ów katalog to katalog otwarty, bowiem dopuszcza objęcie opodatkowaniem również świadczenia o podobnym charakterze. A za takie należy uznać usługi ubezpieczenia jako podobne w swym charakterze do usług gwarancji. Dyrektor KIS, choć przyznał, że pomiędzy oboma świadczeniami istnieją pewne różnice, to jednak nie są na tyle istotne, by nie można było obu nazwać świadczeniami o podobnym charakterze.

Nie ma usprawiedliwienia dla nadmiernego rozszerzenia ram opodatkowania

Przedsiębiorca zaskarżył taką interpretację organu. WSA w Poznaniu, przywołując wyrok NSA z 5 lipca 2016 r., sygn. akt II FSK 2369/15 przypomniał, że aby świadczenie nie wymienione w spornym przepisie można było objąć jego regulacją, elementy charakterystyczne świadczeń w nim wymienionych muszą przeważać nad cechami charakterystycznymi niewymienionego świadczenia. Decydujące w tej kwestii są ustalenia dokonane przez NSA w wyroku z 17 sierpnia 2021 r., sygn. akt II FSK 587/21. NSA stwierdził, że wnioski o podobieństwie umów ubezpieczenia do umów gwarancji są zbyt daleko idące i wykraczają poza ramy wykładni językowej art. 21 ust. 1 pkt 2a, jak i poza zakres wykładni celowościowej i systemowej. Użycie przez ustawodawcę pojęcia świadczeń o podobnym charakterze, czyniącym zbiór tych podlegających opodatkowaniu świadczeń katalogiem otwartym, nie może stanowić usprawiedliwienia dla nadmiernej swobody organów przy jego interpretacji, ani dla nadmiernego rozszerzania ram tej regulacji. Podatnikowi działającemu w zaufaniu do państwa i stanowionego przez nie prawa należy zapewnić możliwość racjonalnego rozumienia przepisu. A na tle językowym uwidaczniają się istotne różnice między pojęciami ubezpieczenia i gwarancji. Cechy ubezpieczenia, mające doniosłe znaczenie dla zdefiniowania tego rodzaju świadczeń w słowniku języka polskiego, nie znajdują się w opisie słownikowego pojęcia gwarancji.

Ustawodawca podatkowy sam wyraźnie odróżnił ubezpieczenie od gwarancji

Sąd zwrócił wreszcie uwagę na brzmienie art. 15e ust. 1 pkt 1 tej samej ustawy obowiązujące do 31 grudnia 2021 r. Stanowił on, że podatnicy są zobowiązani wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze. Przepis ten, analogicznie jak przepis art. 21 ust. 1 pkt 2a, zawierał katalog otwarty usług, których zakupu nie można było odliczyć w ramach prowadzonej działalności. W tymże uchylonym już przepisie ustawodawca wprost wymienił koszty ubezpieczeń obok kosztów gwarancji. Wprowadzone rozróżnienie obu świadczeń wyklucza więc możliwość uznania ubezpieczenia za świadczenie o charakterze podobnym do świadczenia gwarancji.

Organy podatkowe nie mogą lekceważyć orzecznictwa sądów

Sąd uchylając zaskarżoną przez firmę interpretację Dyrektora KIS stwierdził, że dopuścił się on naruszenia zasady prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych. WSA potępił również lekceważenie przez Dyrektora orzeczeń sądów przywołanych przez przedsiębiorcę we wniosku o wydanie interpretacji. Organy podatkowe powinny analizować orzecznictwo sądów w postępowaniu interpretacyjnym, szczególnie gdy na takie orzecznictwo powołuje się osoba wnosząca o wydanie interpretacji – orzekł sąd.

Podsumowanie

Zgodnie z jedną z podstawowych zasad, wyrażoną w art. 2a Ordynacji podatkowej, niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika. Jak widać w praktyce urzędnicy potrafią czynić tę regułę martwą, dokonując profisklanej, sprzecznej z interesem podatnika interpretacji. Dobrze, gdy zderzenie podatnika ze skarbówką kończy się „tylko” takimi podciągnięciami podejmowanych przez niego w obrocie gospodarczym czynności pod obowiązek podatkowy. Zdarza się bowiem, że organy potrafią pójść znacznie dalej. Jak na przykład w sprawie I SA/Bk 203/20 WSA w Białymstoku uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję i udzielając jej ochrony prawnej stwierdził: „… organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu…” (wyrok z 22 lipca 2020 r.).

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Chińczycy szpiegują w Wietnamie, Tajlandii i Indonezji

  • Według raportu Check Point Research chińskie grupy szpiegowskie atakowały jednostki rządowe w Azji Południowo-Wschodniej przy użyciu złośliwego oprogramowania
  • Ataki rozpoczęły się na początku 2022 roku i były przeprowadzane przy użyciu e-maili typu spear phishing zawierających linki do złośliwych stron internetowych. Po wejściu do sieci celu atakujący stosowali różne taktyki w celu zebrania poufnych informacji.
  • Check Point Research uważa, że ataki są częścią większych wysiłków chińskich agencji wywiadowczych w celu gromadzenia danych wywiadowczych i wywierania wpływu w Azji Południowo-Wschodniej, regionie strategicznie ważnym dla geopolitycznych interesów Chin.

Chińska kampania cyberszpiegowska rozszerza się na kolejne rządy Azji Południowo-Wschodniej – Wietnam, Tajlandię i Indonezję. Kampania, przypisywana chińskiej grupie APT SharpPanda, wykorzystuje platformę szkodliwego oprogramowania o nazwie „Soul” do kradzieży informacji i szpiegowania działań rządu – informują analitycy bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research, którzy szczegółowo opisali łańcuch infekcji w swoim raporcie.

Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego alarmują, że są swiadkami kampanii cyberszpiegowskiej, której celem są rządy Azji Południowo-Wschodniej, w tym Wietnam, Tajlandia i Indonezja. W czerwcu 2021 r. grupa badawcza Check Point Research zidentyfikowała chińską grupę APT o nazwie SharpPanda, która wykorzystywała luki w zabezpieczeniach i kampanie typu spear phishing w celu uzyskania dostępu do sieci docelowych. Od tego czasu analitycy nadal śledzą aktywność SharpPanda.

W nowych atakach, realizowanych od końca 2023 roku, „ładunki” wykorzystują tak zwaną modułową strukturę Soul, wcześniej nieprzypisaną modułową strukturę szkodliwego oprogramowania. Chociaż platforma Soul jest używana od co najmniej 2017 r., stojący za nią cyberprzestępcy stale ją aktualizują, udoskonalając jej architekturę i możliwości.

Atak rozpoczyna się jako phishing ze złośliwym dokumentem zawierającym zdalny szablon z exploitem. Exploit uruchamia wbudowany downloader, który pomaga uruchomić backdoor Soul.

Chociaż struktura złośliwego oprogramowania Soul była wcześniej opisana przez firmę Semantic na podstawie kampanii szpiegowskiej skierowanej do sektorów obrony, opieki zdrowotnej i ICT w Azji Południowo-Wschodniej, nigdy wcześniej nie była przypisywana ani powiązana z żadnym znanym ugrupowaniem cyberprzestępczym. Obecnie nie jest pewne, czy framework Soul jest wykorzystywany wyłącznie przez jedną grupę.

– Jesteśmy świadkami chińskiej operacji cyberszpiegowskiej wymierzonej w jednostki rządowe Azji Południowo-Wschodniej, w tym Wietnam, Tajlandię i Indonezję. Po raz pierwszy dostrzeżono interesujące połączenie między dwoma zestawami narzędzi do ataku. Na podstawie ustaleń technicznych przedstawionych w naszym badaniu uważamy, że kampania ta jest zorganizowana przez zaawansowanych cyberprzestępców wspieranych przez Chiny, których inne narzędzia, możliwości i pozycja w szerszej sieci działań szpiegowskich nie zostały jeszcze zbadane – wyjaśnia Eli Smadia, kierownik grupy badawczej w Check Point Software.

Zdaniem specjalistów z Check Point Research, związek między narzędziami Sharp Panda a wspomnianymi wcześniej atakami w Azji Południowo-Wschodniej to kolejny przykład kluczowych cech charakterystycznych dla chińskich operacji APT, takich jak dzielenie się niestandardowymi narzędziami między grupami lub specjalizacja zadań cyberprzestępców. Według analityków Check Pointa głównym motywem napastników jest kradzież danych i szpiegowanie podmiotów rządowych.

– Podczas gdy poprzednie kampanie Sharp Panda dostarczyły niestandardowego i unikalnego backdoora o nazwie VictoryDll, ładunkiem tego konkretnego ataku jest nowa wersja programu SoulSearcher, który ostatecznie ładuje modułową strukturę Soul. Chociaż próbki tego środowiska z lat 2017-2021 były analizowane wcześniej, jest to najobszerniejszy udokumentowany łańcuch infekcji z rodziny złośliwego oprogramowania Soul, w tym pełna analiza techniczna najnowszej wersji, skompilowana pod koniec 2022 r. – dodaje ekspertka firmy Check Point Software.

Wpływ zacieśnienia ilościowego na pieniądz i kredyt w strefie euro

  • Od 2014 r. skup aktywów i ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (TLTRO) to dwa główne elementy luzowania ilościowego (QE) w strefie euro. Skup aktywów przez EBC doprowadził do znacznej kompresji spreadów terminowych, złagodzenia warunków finansowania w celu podniesienia inflacji do celu stabilności cen. TLTRO uzupełniły skup aktywów, zapewniając tanią płynność sektorowi bankowemu, a tym samym wzmacniając kanał pożyczkowy polityki pieniężnej, zwłaszcza w czasie kryzysu Covid-19. Jednak TLTRO odegrały drugorzędną rolę za programami skupu aktywów animujących rynek (APP i PEPP).
  • Teraz stopniowe zmniejszanie utrzymywania aktywów w ramach strategii zacieśniania ilościowego (QT) EBC przeniesie punkt ciężkości na wycofanie finansowania TLTRO, co usunie większość ogólnosystemowej nadwyżki płynności. Allianz Trade oczekuje, że spłata i umorzenie TLTRO przyczynią się do około trzech czwartych redukcji bilansu EBC do połowy 2024 r. w związku ze stosunkowo powolnym wycofywaniem się ze skupu aktywów.
  • Zakończenie finansowania TLTRO będzie miało znaczący wpływ zarówno na kredyty bankowe, jak i na rynki kapitałowe. Z jednej strony wycofanie nadwyżki płynności zwiększy płynność rynku poprzez uwolnienie zabezpieczeń; pomoże to zawęzić spready asset swap, będące miarą niedoboru zabezpieczeń, co ułatwia animację rynku na rynkach opartych na kwotowaniach, takich jak obligacje rządowe i korporacyjne. Z drugiej strony Allianz Trade szacuje, że usunięcie TLTRO jako taniego źródła finansowania dla banków wzmocni obecny spadek dynamiki kredytów (r/r) średnio o około 1,4 pp miesięcznie. W przypadku rynków kapitałowych spodziewamy się istotnego wpływu na wycenę korporacyjnego ryzyka kredytowego, przy czym segmenty zarówno o ratingu inwestycyjnym, jak i o wysokiej rentowności wzrosną odpowiednio o +10-15 punktów bazowych i +40-50 punktów bazowych.
  • Jeżeli inflacja utrzyma się na wyższym poziomie przez dłuższy czas, EBC może zostać zmuszony do dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej, w tym poprzez zmniejszenie posiadanych aktywów powyżej stopy amortyzacji; mogłoby to zintensyfikować efekty. Chociaż oczekuje się, że EBC zwiększy tempo wycofywania aktywów pasywnych, proaktywna redukcja bilansu wydaje się mało prawdopodobna ze względu na jej znacząco zakłócający wpływ na dynamikę rynku; na przykład uwolnienie zabezpieczeń przez bardziej wrażliwe rządy i przedsiębiorstwa ze strefy euro może pobudzić rozszerzenie spreadu i zwiększyć ryzyko fragmentacji w czasie dalszego zacieśniania polityki monetarnej.

TLTRO: Nieopowiedziana historia luzowania ilościowego

Od 2014 r. zarówno skup aktywów, jak i ukierunkowane dłuższe operacje refinansujące (TLTRO) są filarami luzowania ilościowego (QE) w strefie euro. W szczytowym momencie w 2021 r. bilans EBC osiągnął prawie 9 bln euro, z czego ponad połowę (5 bln euro) stanowiły programy skupu aktywów (APP) i pandemiczny program zakupów awaryjnych (PEPP). Skup aktywów przez EBC doprowadził do znacznej kompresji spreadów terminowych, złagodzenia warunków finansowania w celu podniesienia inflacji do celu EBC w zakresie stabilności cen. Jednak jedna czwarta wzrostu bilansu była spowodowana mniej znaczącą operacją rynkową: aukcjami TLTRO, które oferowały bankom finansowanie długoterminowe (do trzech lat) po korzystnych stawkach pod warunkiem utrzymania akcji kredytowej dla gospodarki realnej poprzez kredyty korporacyjne i kredyty konsumenckie.

Aby uzyskać dostęp do tego finansowania, banki musiały zastawić EBC zabezpieczenie w postaci kwalifikowanych papierów wartościowych i wykorzystać środki na udzielanie kredytów przedsiębiorstwom niefinansowym. Pierwsza seria została ogłoszona w czerwcu 2014 r., następnie TLTRO-II w marcu 2016 r. i TLTRO-III w marcu 2019 r. TLTRO-III zakończyło się w II kwartale 2021 r. i będzie w całości spłacane do połowy 2024 r.

Podczas pandemii Covid-19 nowa seria TLTRO odegrała kluczową rolę w zapewnieniu taniej płynności sektorowi bankowemu, przyczyniając się do wzrostu akcji kredytowej dla przedsiębiorstw niefinansowych o 1,2 pp (prawie trzykrotnie więcej niż w poprzednich operacjach). Ponowna kalibracja warunków TLTRO przez EBC na początku pandemii, wraz z powiększonym zestawem aktywów kwalifikowanych, które można było zastawić jako zabezpieczenie, znacznie zwiększyła zainteresowanie TLTRO.

W rezultacie nierozliczony wolumen TLTRO osiągnął prawie 2,2 bln EUR (1% wszystkich aktywów bankowych i 20% całkowitej płynności systemu euro) do połowy 2021 r. Ten rozszerzony dostęp do taniego pieniądza banku centralnego pomógł zapobiec niepożądanemu kryzysowi kredytowemu, który mógł doprowadzić do poważnej i przedłużającej się recesji. Biorąc pod uwagę wykorzystanie zabezpieczeń dostępu do finansowania TLTRO, około 30% do 40% finansowania opartego na TLTRO było bezpośrednio związane z działalnością kredytową (banki „recyklingowały” nowe kredyty, zastawiając je jako zabezpieczenie finansowania) (Wykresy 1 i 2).

Wykres 1: Aktywa bilansowe EBC (2014-22, bln EUR)Aktywa bilansowe EBC

Wykres 2: Wykorzystanie zabezpieczeń w EBC (bln EUR) (zmiana od grudnia 2019 r.)

Wykres 2: Wykorzystanie zabezpieczeń w EBC (bln EUR) (zmiana od grudnia 2019 r.)

Handlowe kredyty korporacyjne również znacznie skorzystały na środowisku nadwyżki płynności. Utrzymując rynkowe ryzyko kredytowe na akceptowalnym poziomie, borykające się z trudnościami przedsiębiorstwa mogłyby uzyskać dostęp do finansowania po niższych średnich kosztach, co spowodowałoby zaspokojenie przyszłych potrzeb finansowych i wydłużenie średniego terminu zapadalności profili dłużnych będących przedmiotem obrotu i niebędących przedmiotem obrotu (Wykres 3).

Wykres 3: Emisja kredytów korporacyjnych w EURWykres 3: Emisja kredytów korporacyjnych w EUR

Autorzy: Allianz Research

Przemysław Berendt pokieruje Tech Hubem Volvo Cars w Krakowie

Samochody Volvo Cars i wszystkie ich funkcje są coraz częściej definiowane przez oprogramowanie. Nowe centrum technologiczne w Krakowie to krok w kierunku dalszego rozwoju naszych możliwości w zakresie inżynierii związanej z oprogramowaniem. Centra R&D, wzmocnione o Tech Hub w Krakowie, pozwolą zrealizować ważny cel: w połowie bieżącej dekady 50% software’u Volvo Cars ma być stworzona wewnątrz organizacji.

Przemysław Berendt dołącza do zespołu Volvo Cars and R&D Software Engineering jako szef naszego nowego centrum technologicznego w Krakowie od 1 marca. Przemek będzie odgrywał kluczową rolę w kierowaniu budową nowego centrum. Będzie też odpowiadał za rekrutację i pozyskiwanie talenów w dziedzinie oprogramowania i analityki danych. Celem tych działań jest osiągnięcie przez krakowski oddział sprawności operacyjnej do końca bieżącego roku.

Rozległe doświadczenie Przemka w rozwijaniu i prowadzeniu firm technologicznych w różnych regionach geograficznych, firmach średniej wielkości i start-upach sprawia, że idealnie pasuje do tej roli — mówi Alwin Bakkenes, Head of Software Engineering Volvo Cars. Naprawdę nie mogę się doczekać współpracy z nim i lokalnym zespołem w celu stworzenia naszego najnowszego centrum oprogramowania w Krakowie, które będzie uzupełnieniem naszych istniejących centrów inżynieryjnych na całym świecie.

Od 15 lat Przemek buduje zespoły technologiczne i tworzy marki technologiczne zajmujące się softwarem w Polsce i na świecie. Ostatnio rozwijał firmę Talent Alpha: od małego start-upu do globalnej platformy talentów programistycznych wraz z inteligentną platformą ich doboru, działającej w ponad 40 krajach.

Dołączenie do Volvo Cars w celu stworzenia i kierowania nowego centrum technologicznego w Krakowie to wyjątkowa i bardzo ekscytująca szansa na zastosowanie wszystkich moich umiejętności i sieci kontaktów w zakresie produktów, technologii i oprogramowania mówi Przemysław. To, co szczególnie przyciągnęło mnie do dołączenia do Volvo Cars, to jasna strategia stania się w pełni elektryczną marką i prawdziwym liderem w dziedzinie nowych technologii, a także poczucie silnego osobistego związku z wartościami firmy.

SVB i NFP – o tym mówi obecnie globalny rynek finansowy

Ostatnie wypowiedzi Jerome Powella przed Kongresem potwierdziły znaczenie dzisiejszych danych z amerykańskiego rynku pracy. Jeśli raport ponownie będzie mocny, wówczas będzie to kolejny argument dla Fed-u za agresywnymi podwyżkami stóp procentowych. Wczoraj sentyment na Wall Street popsuł bank SVB, który sprzedał swój portfel obligacji aby poprawić płynność. Instytucja w głównej mierze finansuje startup-y z Doliny Krzemowej.

Indeks banków SP500 spadł w czwartek o prawie 6 proc.. Był to największa jednodniowa strata od ponad dwóch lat. Akcje SVB Bank (Silicon Valley Bank) zniżkowały o prawie 60 proc. – była to z kolei największa strata w historii notowań tych papierów. To pokłosie ogłoszenia decyzji o sprzedaży obligacji o wartości 1,75 mld USD. Instytucja wzmacnia tym samym swoją płynność z powodu malejących depozytów startup-ów, które mają problemy w finansowaniu.

Cały sektor bankowy w USA uległ przecenie. Wzmacniają się obawy o to, że gwałtownie podwyżki stóp procentowych w USA powodują erozję bilansów w całej branży finansowej. Akcje innych dużych instytucji bankowych (Bank of America, JP Morgan) również mocno traciły a zniżki przekraczały poziom 5 proc. Cały sektor jest obecnie w posiadaniu dużej ilości amerykańskiego długu. Agresywne podwyżki stóp przez Fed spowodowały, że niezrealizowane straty cały czas rosną.

Startup-y borykają się z problemem braku dywersyfikacji finansowania. Wyższe stopy procentowe, obawy przed recesją i słaby rynek pierwszych ofert publicznych utrudniły tym firmom pozyskanie dodatkowego kapitału.

Na skutek wczorajszych doniesień rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji spadły z poziomu 5,06 do 4,76 – najniższego do 24 lutego.

Trudna sytuacja Silicon Valley Bank sprawia, że społeczeństwo zaczyna obawiać się jak przedstawia się kondycja innych instytucji sektora finansowego. SVB był do tej pory bardzo silnym, dobrze zarządzanym bankiem. Teraz ta reputacja została zachwiana, a awersja do ryzyka może „rozlać się” szeroko.

Wracając do dzisiejszych danych NFP, rynek zakłada zmianę zatrudnienia w sektorze pozarolniczym na poziomie 225 tys. a stopa bezrobocia ma pozostać na historycznie niskim poziomie 3,4 proc. Miesięczne dane z amerykańskiego rynku pracy zawsze podgrzewały atmosferę, wpływały na nerwowość i powodowały podwyższoną zmienność. Ostatnio jednak znaczenie tego raportu było nieco mniejsze ze względu na to, że głównym problemem stała się inflacja i to uwaga rynku była skupiona na odczytach CPI oraz PCE. Teraz, kiedy sam Powell wskazuje wprost, że to właśnie ten raport będzie miał duży wpływ na marcową decyzję w sprawie stóp, ranga publikacji diametralnie rośnie. Oznacza to jedno – w przypadku zaskoczenia w danych – dolar amerykański oraz indeksy giełdowe odczują to najmocniej. Lepsze dane od konsensusu umocnią USD i wpłyną negatywnie na giełdy. Po raz kolejny lepsze dane to gorsze dane. Brzmi to paradoksalnie – ale takimi regułami rządzi się obecnie rynek finansowy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Freelancer vs software house – komu zlecić wykonanie projektu?

Rynek oferuje szeroki zakres usług informatycznych i programistycznych. Pewne wątpliwości może wzbudzać jedynie jakość wykonywanych usług oraz duża rozbieżność cenowa. Jak wybrać specjalistę godnego zaufania? Warto podjąć współpracę z freelancerem, czy lepiej postawić na software house? Poniższy artykuł ułatwi Ci podjęcie dobrej decyzji.

Czym jest studio software – krótka definicja

Studio software jest firmą specjalistyczną, zajmującą się tworzeniem wszelkiego rodzaju oprogramowania na indywidualne zamówienie klienta. Niejednokrotnie profil działalności obejmuje rozwijanie własnego oprogramowania komercyjnego. Takie firmy to swego rodzaju nowość na rynku IT. Powstały w wyniku specjalizacji branży interaktywnej, jednakże nie należy utożsamiać ich z agencjami interaktywnymi.

Software house cechuje wszechstronność, szerokie możliwości, a przede wszystkim wiedza i doświadczenie. Z tego powodu współpraca z zespołem specjalistów studia software może stać się doskonałym wsparciem dla nowoczesnych, stawiających na digitalizację przedsiębiorstw. Ponadto będzie dobrym wyborem w przypadku firm, które nie zatrudniają stałego zespołu IT.

Freelancer vs software house – jaką współpracę wybrać?

Zacznijmy od tego, że freelancer i software house diametralnie różnią się nie tylko pod względem struktury, ale również sposobu wykonywania zlecenia. W obu przypadkach przewidziane zadania zostaną zrealizowane, jednak sposób wykonania, dobór rozwiązań oraz czas będą inne.

Freelancer jest osobą pracującą jako „wolny strzelec” i niejednokrotnie łączy to zajęcie np. z pracą na etacie. Zlecenia najczęściej wykonuje zdalnie i w wybranych przez siebie godzinach. Realizacją całego projektu zajmuje się samodzielnie – od obsługi klienta, poprzez planowanie, projektowanie i programowanie, aż po testowanie i wdrożenie.

Ceny takich usług bywają niższe, jednak należy się liczyć z dłuższym oczekiwaniem na rezultaty oraz mniejszym zaangażowaniem i niższą wydajnością, choć oczywiście nie jest to regułą. Wspomniane aspekty należy jednak brać pod uwagę, zwłaszcza przy dużych i skomplikowanych projektach.

Jak wygląda współpraca z software house? W tym przypadku mamy do czynienia z całym zespołem specjalistów posiadających określone kwalifikacje oraz szeroką wiedzę techniczną. W pracach nad projektem biorą udział osoby odpowiedzialne m.in. za przeprowadzenie analizy biznesowej, projektowanie, programowanie i testowanie. Jak widać, prace przebiegają wielopłaszczyznowo, a klient ponosi mniejsze ryzyko.

Software house dla startupów oraz małych i dużych przedsiębiorstw

Wiele firm na stałe korzysta z rozwiązania, jakim jest outsourcing zadań z zakresu IT. Do najważniejszych korzyści należy zaliczyć oszczędność czasu oraz środków finansowych. Jest to szczególnie istotne w przedsiębiorstwach, które nie posiadają własnego działu IT. Ponadto zatrudnienie nowych pracowników lub współpraca z freelancerem nie zawsze przynosi zamierzone efekty.

Interesuje Cię nowe rozwiązanie informatyczne lub udoskonalenie wykorzystywanego dotychczas systemu? Zastanawiasz się nad wyborem wykonawcy? Sprawdźmy, co może zaoferować zespół ekspertów – przykładowo Gloo Software House.

Mowa tutaj o project managerach, testerach, grafikach oraz przede wszystkim programistach. Zespół Gloo skupia się na tworzeniu indywidualnych aplikacji oraz systemów webowych z wykorzystaniem technologii PHP, a także frameworków CodeIgniter i Laravel. Ponadto oferuje zaawansowane aplikacje mobilne typu webview na Android i iOS, projektowanie sklepów internetowych, stron WWW oraz interfejsów aplikacji.

Rynek pracy w Polsce jest stabilny

Nadchodzi globalne osłabienie koniunktury. Jednak rynek pracy w Polsce ma bardzo silne fundamenty – co potwierdza niskie bezrobocie. Polski wskaźnik jest jednym z najniższych w Europie, co jest wynikiem kilku czynników. Po pierwsze pracodawcy mierzyli się z deficytem kadrowym już od dłuższego czasu – co pokazuje, że cały czas jest za mało rąk do pracy. Po drugie choć wiele osób z Ukrainy przybyło do Polski – to jednak doszło także do zjawiska przeciwnego, czyli masowego powrotu mężczyzn do Ukrainy. Odczuła to branża transportowa, branża budowlana, które mają cały czas problemy ze znalezieniem pracowników. Poziom napływu cudzoziemców widać w danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej – w 2022 roku do Polski przyjechało o pół miliona cudzoziemców więcej wobec roku 2021. Inne wskaźniki, które mówią o tym, że fundamenty polskiego rynku pracy są całkiem niezłe, to wzrost wynagrodzeń. Jest on nadal widoczny – w ostatnim okresie o 13,5%. Jak widać te wzrosty są mniejsze niż inflacja, która przekroczyła 17%.

– Wzrosty płac nie rekompensują rosnących cen, jednak proces podwyżek cały czas trwa. Z ostatniego barometru polskiego rynku pracy wynikało, że nadal około połowa firm w Polsce planowała podwyżki dla swoich pracowników. Pracodawcy mają świadomość, że jeżeli chcą zatrzymać pracowników, to muszą oferować im podwyżki, żeby wyrównać inflację – powiedziała serwisowi eNewsroom Monika Banyś, ekspertka rynku pracy w Personal Service. – Zasób bezrobotnych jest bardzo niewielki. Jeżeli ktoś jest bezrobotny, to jest najprawdopodobniej bezrobotny długotrwale – czyli będzie bardzo trudno zaktywizować go na rynku pracy. Przełomowym elementem, który mógłby w znaczący sposób spowodować jakościową zmianę na rynku pracy, to rozwijająca się automatyzacja. Pracodawcy coraz odważniej mówią o tym, że chcą wprowadzać automatyzację w swoich firmach. Chcą w długim terminie obniżać koszty i w dużym stopniu zastąpić pracę ludzką – zwłaszcza przy czynnościach powtarzalnych. Z pewnością automatyzacja będzie wymagała od pracowników przekwalifikowania, zdobywania nowych umiejętności, udowodnienia, że potrafimy robić coś więcej niż przysłowiowy robot. To będzie przyszłość rynku pracy – wyjaśnia Banyś.

Sklep Max&Mrau z nagrodą „Laur konsumenta – Odkrycie 2023”

Sklep Max&Mrau został wyróżniony nagrodą Laur Konsumenta Odkrycie 2023. Przyznawany od 17 lat certyfikat jest świadectwem szczególnego zaufania klientów do produktów i usług oferowanych przez marki.

Dla każdej marki, niezależnie od branży, niezwykle ważne jest zadowolenie klientów. To właśnie te firmy, do których chce się wracać cieszą się największym zaufaniem i wiernością konsumentów. Sklep zoologiczny Max&Mrau otrzymał w tym roku potwierdzenie w postaci wyróżniania przyznanego właśnie przez klientów.

Rośnie znaczenie jakości usług dla zwierząt

Nie od dziś wielu opiekunów definiuje swoich pupili jako członków rodziny. W ostatnich latach miłość i szacunek do podopiecznych zaczęły jednak przekładać się na znacznie większą świadomość ich potrzeb gatunkowych i wymagań żywieniowych.

Szeroki dostęp do internetu i mediów społecznościowych sprawił, że klienci branży zoologicznej zaczęli przykładać coraz większą wagę do jakości produktów i usług. Dotyczy to przede wszystkim sposobu żywienia. W karmach dla psów, kotów, czy małych ssaków coraz rzadziej zwraca się uwagę na markę, a coraz częściej na skład produktu.

Podobnie dzieje się w przypadku zabawek, akcesoriów spacerowych, czy klatek i terrariów dla małych zwierząt. Konsumenci są coraz bardziej świadomi, a jednocześnie coraz bardziej wymagający.

Spośród licznych sklepów zoologicznych, także tych internetowych zauważane i wyróżniane są właśnie te, które przykładają dużą wagę nie tylko do komunikacji z klientem i reklamy, ale także do szerokiego i naprawdę jakościowego asortymentu.

Max&Mrau – sklep dla wymagających opiekunów

Laur Konsumenta 2023 jasno wskazuje na to, że sklep Max&Mrau w pełni spełnia oczekiwania swoich klientów. Chociaż od jej debiutu na rynku minęło zaledwie kilka lat, marka stała się rozpoznawalna i ceniona przez opiekunów zwierząt bardzo różnych gatunków.

Asortyment sklepu internetowego Max&Mrau nie ogranicza się wyłącznie do psów i kotów. Coś dla siebie znajdą tam również opiekunowie małych ssaków, gadów i płazów a także ptaków i koni. Co szczególnie istotne w ofercie znalazły się różnorodne produkty wysokiej jakości, pochodzące od uznanych i cenionych producentów.

Klientów przyciąga do sklepu nie tylko świetny asortyment i szybka dostawa. Każdy, to przynajmniej raz odwiedził jego stronę internetową poznał dwójkę sympatycznych brand heros. Kot Mrau i pies Max zerkają na nas z logo, pomagają w wyborze produktu i towarzyszą na wszystkich etapach robienia zakupów.

Dzięki spójnej strategii marketingowej i olbrzymiej dbałości o asortyment sklep internetowy w stosunkowo krótkim czasie zyskał wielu wiernych klientów. Fakt, że Max&Mrau zostało docenione w kategorii odkrycie roku świadczy o tym, że marka nie powiedziała jeszcze na rynku ostatniego słowa i na pewno nie zamierza spocząć na laurach.

Laur konsumenta – szczególne wyróżnienie od klientów

Plebiscyt „Laur Konsumenta” to inicjatywa, która pozwala wyróżnić najlepsze produkty i usługi na polskim rynku. Nagroda jest wyjątkowym wyróżnieniem przede wszystkim dlatego, że jest przyznawana przez samych konsumentów.

Głosowanie polega na wypełnianiu dostępnych w internecie anonimowych ankiet. Trwa zazwyczaj przez kilka tygodni a po jego zakończeniu zwycięzcy poszczególnych kategorii otrzymują tytuł „Laureata Lauru Konsumenta”.

Plebiscyt przeprowadzany jest nieprzerwanie od 2004 roku. Cieszy się nie tylko dużym zainteresowaniem głosujących, ale także olbrzymim prestiżem. Wybrane produkty i usługi są bowiem wybierane bezpośrednio przez samych konsumentów.

Nagroda w kategorii „Odkrycie Roku” przyznawana jest produktom i usługodawcom, którzy wyróżniają się ciekawymi rozwiązaniami, oryginalnością przekazu i naprawdę jakościowym asortymentem. Wyróżnienie dla sklepu internetowego Max&Mrau jasno wskazuje na to, że dążenie do wysokiej jakości w branży zoologicznej jest naprawdę cenione i zauważane przez konsumentów.

Wpływy z VAT maleją

  • Dochody z VAT zmalały w styczniu 2023 r. o ponad 21%.
  • Na przełomie roku dochody z VAT dziwnie się zmieniały. Powstaje wątpliwość, czy czasem celowo nie sterowano zwrotami, aby sztucznie podnieść dochody w 2022 roku. To wymaga wyjaśnienia. Ministerstwo Finansów powinno szybko opublikować dane o zwrotach podatku VAT.
  • Relacja dochodów z VAT w styczniu spadła do poziomu 7,2 proc. PKB – to w zasadzie tyle samo co na początku 2016 r. Oznacza to powrót do punktu wyjściowego z początku kadencji obecnego rządu.
  • Prognoza dochodów z tytułu VAT w budżecie na 2023 jest kompletnie nierealna. Aby zrealizować tę prognozę, w każdym z miesięcy – począwszy od lutego – dochody VAT musiałyby rosnąć w ujęciu rok do roku o ponad 32%.
  • To oznacza szukanie oszczędności w budżecie w ciągu roku. Rząd będzie musiał dokonywać trudnych wyborów: albo 14 emerytury, albo osłony energetyczne. Albo 14 emerytury, albo świadczenia dla opiekunów osób niepełnosprawnych.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w styczniu 2023 r. dochody budżetu państwa z tytułu VAT mocno tąpnęły. Mimo niemal 20% inflacji oraz wciąż wyższego PKB niż przed rokiem, dochody z VAT były niższe o ponad 21% r/r. Różnica to aż minus 7 mld złotych.. Tak ogromnego spadku nie wyjaśniają obniżone stawki VAT. Zresztą przywrócenie stawek, jak pokazuje historia, nie musi przynieść symetrycznego odbicia dochodów w górę. Ponadto mafie VAT-owskie mogą wykorzystywać momenty istotnych zmian stawek podatkowych, szczególnie, jeżeli dotyczy to np. paliw.

Ręczne sterowanie zwrotami VAT?

Kształtowanie się VAT na przełomie roku było dość zaskakujące. W grudniu 2022 r. po słabych wskaźnikach z października i listopada dane o VAT nagle skoczyły w górę (zanotowano wzrost aż o 18,6% r/r), a potem – w styczniu nagle tąpnęły. Pojawia się wątpliwość, czy znowu nie mieliśmy do czynienia z ręcznym sterowaniem zwrotami VAT, tak aby poprawić wynik roku ubiegłego, a wyniki za 2022 r. lepiej wyglądały na propagandowej konferencji premiera na stadionie narodowym.

Wykres 1: Dynamika VAT na przełomie 2022 i 2023 r.Kłamstwa Vatowskie wróciły

Źródło: Instytut Finansów Publicznych na podstawie danych MF.

Zresztą z publikacją danych za grudzień resort długo zwlekał, przekroczył znacząco dotychczasowe, zwyczajowe terminy publikacji. To potęguje wątpliwości. Ale jeśli nawet zsumujemy wzrost grudniowy ze spadkiem styczniowym, to wyniki VAT-u są bardzo słabe. Powód? Łącznie w tych dwóch miesiącach zanotowano spadek o prawie 8,5% r/r przy wzroście PKB w IV kw.

Wzrost dochodów z podatku VAT wynika z wielu czynników. W grę wchodzi dobra koniunktura, wzrost PKB czy poziom inflacji. Jak to wygląda w praktyce?  Wyższa cena chleba to wyższy VAT od jednego bochenka chleba. Płaci nie mafia, lecz zwykły konsument. To z pewnością nie jest efekt uszczelniania. Oczywiście na dochody wpływają też efekty uszczelniania systemu podatkowego. Wzrost dochodów z VAT ponad to, co wynika ze wzrostu PKB i inflacji, można w przybliżeniu przypisać efektom uszczelniania.

Przy ocenie tendencji dochodów z VAT nie możemy więc abstrahować od inflacji i dynamiki PKB, chyba że chodzi o efekt propagandowy. Premier Mateusz Morawieckie na konferencji na stadionie narodowym epatował rzekomymi, ogromnymi efektami uszczelniania tego podatku. Na kolorowych slajdach pokazywał ogromne przyrosty VAT w miliardach złotych – to były ogromne procenty. Na slajdach pokazywał, że dochody z VAT od 2016 r. do końca 2023 r. wzrosły o 163 mld zł, czyli o 132%.

Nadużycia premiera

Pierwsze nadużycie to fakt, że do policzenia tych ogromnych kwot premier użył prognozy na ten rok, a w opisie posłużył się trybem dokonanego: „wzrosły”. Nie ma żadnych gwarancji, że prognoza będzie zrealizowana. Bieżące dane pokazują, że jest ona kompletnie nierealna, ale o tym – niżej.

Drugie nadużycie to przypisywanie całej zmiany w VAT efektom uszczelniania. To już nie nadużycie, ale kłamstwo VAT-owskie, o którym już wielokrotnie pisałem. Szacując efekty uszczelniania, musimy odjąć efekty wzrostu PKB i efekty wzrostu inflacji. To elementarz analiz podatkowych. Efekty uszczelniania można obliczyć na podstawie luki VAT lub analizy dochodów VAT w relacji do PKB. Ostatnie dane Komisji Europejskiej pokazują, że efekty uszczelniania liczone na podstawie luki VAT są wielokrotnie niższe niż pokazywane przez premiera 132 miliardy złotych przyrostu tego podatku. Efekty uszczelniania liczone na podstawie luki vatowskiej wynoszą co najwyżej 20-30 mld zł.  To mniej niż połowa tylko trzech sztandarowych programów rządu, a więc 500+, 13-tki i 14-tki.

Używanie nominalnych wartości VAT przy galopującej inflacji to absurd do kwadratu. Przykład: w Turcji dynamika VAT jest jeszcze lepsza niż w Polsce, tam tylko do 2021 r. zanotowano wzrost VAT o 220% w porównaniu do 2015 r. Co ciekawe, w Argentynie był jeszcze lepszy wynik – wzrost VAT o 340%. Czy oznacza to, że wyłapano tam mafie VAT-owskie? Nie, po prostu VAT tam rósł, bo była gigantyczna inflacja. Ostatnie wzrosty VAT w Polsce to efekt niemal wyłącznie inflacji. To żadne uszczelnianie ani sukces rządu. Chyba że rząd uważa za swój „sukces” wywołanie galopującej inflacji.

Nikt nie neguje pewnych efektów uszczelniania VAT. Ale największym szkodnikiem w dostrzeżeniu tych sukcesów jest wybujała fantazja premiera, tępa propaganda rządu, a wręcz kłamstwa vatowskie, które wbrew logice i faktom próbują rozmnożyć te efekty do niebotycznych rozmiarów.

Niestety aktualne dane o VAT odniesione do nominalnego PKB pokazują bardzo niebezpieczne tendencje. Relacja ta od początku 2022 r. gwałtownie spada. Spadek ten jest bardzo gwałtowny i trudno wyjaśnić go czasowym obniżeniem niektórych stawek VAT.

Wykres 2. Relacja dochodów z VAT do PKB (suma krocząca, %PKB)Kłamstwa Vatowskie wróciły 2

Źródło: Instytut Finansów Publicznych na podstawie danych MF, interpolacja liniowa.

Przyjmując prognozy rynkowe dla PKB w I kw. można oszacować, że relacja dochodów z VAT do PKB w styczniu spadła do 7,2%. To niemal tyle samo, co na początku 2016 r. Słabe dane w styczniu mogą być efektem recesji. W okresach recesji luka VAT rośnie. Coraz więcej firm nie wywiązuje się w pełni ze swoich obowiązków podatkowych. Może to wynikać z czynników obiektywnych, takich jak: upadłości, zatory płatnicze czy zgodna z prawem optymalizacja podatkowa. Ale może być też efektem wzrostu szarej strefy i działalności przestępczej. Okazją do łatwego przestępczego zarobku są sytuacje, kiedy zmieniane są stawki VAT. Powstaje pytanie, czy rząd nie stracił potrójnie na tak zwanej tarczy anty inflacyjnej? Dlaczego? Po pierwsze, miał standardowy ubytek w dochodach. Po drugie, stworzył okazję do spekulacyjnych zarobków i przestępczych działań warunkach zmieniania stawek VAT. I wreszcie po trzecie, poniósł kompletną porażkę w ochronie gospodarstw domowych przed galopującą inflacją.

Nierealna prognoza na 2023

Słabe dane za styczeń pokazują jeszcze inny problem. Prognoza dochodów z VAT zapisana w ustawie budżetowej na 2023 rok jest kompletnie nierealna. Od lutego musielibyśmy obserwować skokowy wzrost dochodów. W każdym z miesięcy obecnego roku – począwszy od lutego – dochody z VAT musiałyby być wyższe rok do roku o blisko 32%. To oznacza, że w budżecie z tytułu VAT może zabraknąć od 10 do 20 mld złotych – w skrajnym scenariuszu może być to nawet 30 miliardów złotych. Efekt? Szukanie oszczędności w budżecie w ciągu roku. Rząd będzie musiał dokonywać trudnych wyborów: albo 14 emerytury, albo osłony energetyczne. Albo 14 emerytury, albo świadczenia dla opiekunów osób niepełnosprawnych.

AUTOR: dr Sławomir Dudek – założyciel, prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych. Ekspert w zakresie finansów publicznych z ponad 23-letnim doświadczeniem w Ministerstwie Finansów. Przez wiele lat jako dyrektor kierował Departamentem Polityki Makroekonomicznej. W latach 2012-2019 przewodniczył polskiej delegacji na osiedzeniach Economic Policy Committee przy OECD. Był członkiem Rady Statystyki, Rządowej Rady Ludnościowej, Rady Edukacji Statystycznej. Zasiadał w radach nadzorczych Narodowego Funduszu Zdrowia, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, Aplikacji Krytycznych. W 2020 roku został powołany w skład Rady Gospodarczej – Zespołu Doradców ds. Gospodarczych przy Marszałku Senatu RP. Był członkiem władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Pełnił wiele znaczących funkcji, m.in. koordynatora Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej przy Radzie Przedsiębiorczości. Uznany komentator gospodarczy w mediach branżowych i ogólnoinformacyjnych. Absolwent Akademii Ekonomicznej (ob. Uniwersytetu Ekonomicznego) w Poznaniu. Doktoryzował się w Szkole Głównej Handlowej.

Chcesz zabezpieczyć swoją firmę przed szkodnikami? Skorzystaj z usługi DDD

Zarówno w firmie, jak i w gospodarstwie domowym, wszelkie szkodniki są bardzo niemile widziane. Kiedy już się pojawią, nikt nie ma wątpliwości, że należy podjąć z nimi walkę. Sprawdź, w jaki sposób pomogą Ci usługi DDD!

Usługi DDD, czyli kompleksowe wsparcie

W ramach usług DDD wykonywane są w zasadzie wszelkie możliwe działania prowadzące do likwidacji szkodników. Firmy, które oferują tego typu wsparcie, likwidują zarówno gryzonie, jak i insekty oraz drobnoustroje, ponieważ rozwinięcie skrótu oznacza: deratyzację, dezynsekcję i dezynfekcję.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że deratyzacja a dezynsekcja, czy też dezynsekcja i dezynfekcja, to zupełnie inne zabiegi. Owszem, wiedza i doświadczenie w jednym z tych obszarów przydają się również w pozostałych, przez co zwykle usługi te są realizowane przez te same firmy.

Dezynsekcja, gdy pojawią się owady

Zabieg dezynsekcji polega na usuwaniu insektów. Przewidzenie prawdopodobieństwa pojawienia się danego rodzaju owada jest niezwykle trudne. Każdy gatunek szkodnika z tej grupy może wymagać wdrożenia nieco innych działań. Dlatego w zakresie dezynsekcji zwykle nie stosuje się profesjonalnej profilaktyki.

Działania wdraża się dopiero wtedy, kiedy dojdzie do zagnieżdżenia się insektów. Na co dzień można co najwyżej pilnować czystości w obiekcie. Jeśli jednak szkodniki już się pojawią, koniecznie będzie skorzystanie z pomocy firm takich jak Stander oferujący usługi DDD

Dezynfekcja i deratyzacja dla firm – alarmowo i profilaktycznie

Dobre firmy oferujące usługi DDD, takie jak wspomniany wcześniej Stander, przeprowadzają dezynfekcję i deratyzację zarówno w trybie alarmowym, jak i profilaktycznie. Identyfikacja zagrożenia w postaci drobnoustrojów oznacza konieczność wykorzystania środków chemicznych lub fizycznych. W tym artykule skupiamy się na wsparciu dla firm, niemniej warto zaznaczyć, że dezynfekcja mieszkania jest przeprowadzana w ten sam sposób. Natomiast deratyzacja dla firm i osób prywatnych w formie alarmowej to likwidacja gryzoni poprzez zastosowanie pułapek i trutek.

Profilaktyka w zakresie walki z owadami jest ograniczona, jednak co innego ochrona przed drobnoustrojami i gryzoniami. Jeśli chcesz ochronić siebie i swoich pracowników przed zakażeniami, powinieneś regularnie zlecać dezynfekcję zakładu pracy.

Profesjonalne firmy świadczące usługi DDD korzystają z metod, których przeprowadzenie zabiera niewiele czasu i nie powoduje u nikogo dyskomfortu. Natomiast jeśli chodzi o walkę ze szczurami, deratyzacja dla firm to usługa, z której przedsiębiorstwa korzystają obligatoryjnie.

Obowiązujące w Polsce prawo nakazuje zabezpieczać obiekty przed zagrożeniami higienicznymi, a takim jest z pewnością każdy gryzoń. W przypadku deratyzacji działania profilaktyczne wygląda podobnie jak alarmowe. Zwykle jednak liczba pułapek lub trutek jest mniejsza. Ważne jest też uszczelnienie budynku.

Ochrona firmy przed szkodnikami powinna być dla przedsiębiorców priorytetem. Szczególnie że dzisiaj nie stanowi ona wcale wielkiego wyzwania. Wystarczy zatrudnić fachowców, oferujących profesjonalne usługi DDD.

Ulgi podatkowe – co warto o nich wiedzieć?

W deklaracji składanej w 2023 roku obejmującej przychody za 2022 rok można zastosować kilka nowych ulg. Wiele z nich jest skierowanych do przedsiębiorców, a więc między innymi podatników, którzy składają deklarację PIT-36.

Pamiętajmy jednak, że sama możliwość obniżenia kwoty należnego podatku nie jest niczym nowym, ponieważ rozwiązania takie przewidziane są już w ustawie z 1991 roku. Sprawdź, z jakich ulg podatkowych możesz skorzystać, rozliczając deklarację za 2022 rok i komu przysługują poszczególne odliczenia.

Ulga prorodzinna 

Jedną z najczęściej stosowanych przez podatników ulg, bez wątpienia jest ulga prorodzinna, nazywana również ulgą na dziecko. Żeby z niej skorzystać, należy dołączyć do deklaracji (na przykład w usłudze Twój e-PIT) akty urodzenia dzieci lub dokumenty potwierdzające prawo opieki nad nimi. Uwzględnia się ją w załączniku PIT-0 do deklaracji PIT-36 oraz PIT-37.

Ulga prorodzinna nie przysługuje jednak podatnikom rozliczającym się na formularzu PIT-28 i PIT-36L. Jej wysokość jest uzależniona od liczby dzieci, które wychowuje podatnik i wynosi 1112,04 zł na pierwsze i drugie dziecko, 2000,04 zł na trzecie dziecko, a 2700 zł na czwarte i kolejne.

Ulga na internet

Kolejną, dość często wykorzystywaną ulgą, jest ulga na internet. Polega ona na tym, że podatnik w dwóch latach następujących bezpośrednio po sobie może odliczyć koszty internetu w wysokości do 760 zł. Oczywiście w tym przypadku wydatki takie należy potwierdzić odpowiednimi dokumentami, tj. fakturami od dostawcy.

Z tej ulgi mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się z Urzędem Skarbowym za pomocą deklaracji PIT-28, PIT-36 i PIT 37. Wówczas należy ją wykazać na załączniku PIT-O.

Ulga na robotyzację

Wśród nowych ulg, które obowiązują w przypadku rozliczania deklaracji za rok podatkowy 2022, można wymienić ulgę na robotyzację. W jej ramach można odliczyć wszelkie wydatki na urządzenia peryferyjne, maszyny czy roboty. Z odliczenia takiego można skorzystać już w roku poniesienia wydatków lub w jednym z kolejnych sześciu następujących po nim lat.

Co więcej, podatnik ma prawo do rozliczenia 100% danej kwoty. Ulga na robotyzację przysługuje osobom, które rozliczają się na formularzu PIT-36 oraz PIT-36L.

Ulga na marketing produktu i stworzenie nowego produktu

W 2022 roku pojawiła się możliwość odliczenia maksymalnie 1 000 000 zł w związku z wydatkami poniesionymi na marketing. Oczywiście koszty takie należy odpowiednio udokumentować fakturami. Rozwiązanie to dostępne jest dla osób rozliczających się na druku PIT-36 i PIT-36L.

Podatnicy, którzy wypełniają takie deklaracje, mogą skorzystać również z kolejnej nowej ulgi, tym razem na stworzenie nowego produktu. W jej ramach mają możliwość odliczenia 30% kwoty wydanej na produkcję próbną nowego wyrobu i wprowadzenie go na rynek. W tym przypadku występuje jednak limit 10% dochodu działalności.

Ulga na związki zawodowe i sponsoringowa

Kolejnym nowym odliczeniem, z którego mogą skorzystać przedsiębiorcy, jest ulga na związki zawodowe w wysokości 500 zł składek rocznie. Przysługuje ona osobom rozliczającym się na druku PIT-28, PIT-36 i PIT-36L.

Nowym odliczeniem jest także ulga sponsoringowa na sport, kulturę i szkolnictwo wyższe. W jej ramach podatnicy składający PIT-36 i PIT-36L mogą odliczyć 50% kosztów poniesionych na tę działalność, jednak nie więcej niż wynosi dochód z działalności.

Ulga na złe długi

Podatnicy, którzy rozliczają się z fiskusem, wykorzystując w tym celu druki PIT-28, PIT-36 i PIT-36L, mogą odliczyć wartość niespłaconych należności, które zwiększyły przychód podatkowy. Żeby móc korzystać z tego rozwiązania powinien jednak upłynąć termin 90 dni od terminu zapłaty na fakturze. Do rozliczenia takiego należy posiadać umowę lub fakturę, która będzie potwierdzeniem prawa do ulgi.

Ulga termomodernizacyjna i na zabytki

Osoby, które składają deklaracje PIT-36, PIT-36L, PIT-37 oraz PIT-28, mogą skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej w wysokości do 53 000 zł. Można o nią wnioskować w ciągu sześciu lat od momentu poniesienia pierwszych kosztów.

Ulga na zabytki potocznie nazywana „Pałacyk Plus” pozwala z kolei na odliczenie maksymalnie 50% wydatków poniesionych w związku z zakupem zabytkowego obiektu o wartości maksymalnej 500 000 zł. Z odliczenia takiego mogą skorzystać podatnicy, którzy rozliczają się na deklaracji PIT-36, PIT-36L oraz PIT-37 i PIT-28.

To jednak nie wszystkie obecnie dostępne preferencje. Na uwagę osób, które prowadzą swoją własną działalność gospodarczą, zasługuje również ulga na inwestycje w spółkę alternatywną, badania i rozwój oraz terminal płatniczy.

Do kiedy sprawozdanie finansowe za 2022 rok?

Rozporządzenie w sprawie przedłużenia terminów wykonania niektórych obowiązków w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych zostało już opublikowane w Dzienniku Ustaw.

• To oznacza, że zeznania o wysokości osiągniętych dochodów lub poniesionych strat w roku podatkowym należy złożyć do końca czerwca 2023 r.

• Terminy sprawozdawcze wynikające z ustawy o rachunkowości nie zostały przedłużone. Tym samym, sprawozdanie finansowe należy sporządzić do 31 marca br.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów przedłużeniu do 30 czerwca 2023 r. podlega ustawowy termin na:

• złożenie zeznania o wysokości osiągniętego dochodu lub poniesionej straty w roku podatkowym, który zakończył się między 1 grudnia 2022 a 28 lutego 2023 r. (CIT-8, CIT-8AB);

• wpłatę podatku należnego wykazanego w zeznaniu albo różnicy między podatkiem należnym od dochodu a sumą zapłaconych zaliczek za okres od początku roku.

• Terminy sprawozdawcze wynikające z ustawy o rachunkowości nie zostały przedłużone. W poprzednich latach odbywało się to na podstawie delegacji zawartej w ustawie covidowej i było związane z nasiloną pandemią.

W rezultacie ostateczne terminy sprawozdawcze za 2022 r. upływają (gdy rok obrotowy jest równy kalendarzowemu):

  • 31 marca 2023 r. – sporządzenie sprawozdania finansowego
  • 30 czerwca 2023 r. – zatwierdzenie sprawozdania finansowego
  • 15 lipca 2023 r. – złożenie sprawozdania finansowego we właściwym rejestrze sądowym

Termin na zatwierdzenie sprawozdania finansowego będzie zbieżny z terminem na złożenie zeznania CIT-8. Informacje o podatku zawarte w CIT-8 będą zgodne z danymi w zatwierdzonym sprawozdaniu finansowym.

Rozwój i awans w firmie – Polacy są gotowi być lojalni wobec dobrego pracodawcy

Polacy są coraz bardziej otwarci na nowe oferty pracy – wynika z „Raportu trendów 2023’’ firmy Manpower*. Dla znakomitej większości badanych główną motywacją do zamiany zatrudnienia są oczekiwania zarobkowe (41%). Ale coraz częściej wymieniają awans i rozwój jako czynniki, które mogą wpłynąć na lojalność wobec obecnego pracodawcy.

Jaki powinien być idealny pracodawca? Oprócz satysfakcjonującego wynagrodzenia, powinien wykorzystywać umiejętności kadry, stwarzać możliwości rozwoju (40%) i dawać szansę na awans. Ważne jest również, aby pozwalał zapomnieć o obowiązkach służbowych po godzinach pracy, zapewnił opiekę medyczną oraz wspierał samodzielność i równe traktowanie pracowników.

Czynnik awansu w pracy jest jeszcze bardziej istotny dla pracowników w USA. Według danych Pew Center Research ponad 60% amerykańskich pracowników, którzy w ubiegłym roku zrezygnowali z pracy, podało, że głównym powodem odejścia był brak możliwości rozwoju kariery. Badania przeprowadzone przez naukowców z MIT Sloan School of Management, New York University’s Stern School of Business oraz Revelio Labs wykazały, że rozwój kariery jest ponad dwukrotnie ważniejszy w utrzymaniu pracowników niż wynagrodzenie.

Eksperci uważają, że pracodawcy w Polsce i na świecie mają świadomość tego trendu… Odpowiednie działania prowadzą do zwiększenia zaangażowania i zaufania dotychczasowych pracowników. Employer branding już nie jest jedynie marketingowym sloganem, lecz fundamentem pozwalającym budować przewagę konkurencyjną w dotarciu do talentów – podkreśla Dorota Pałysewicz, ekspert i Dyrektor ds. HR w Brown-Forman Polska.

Eksperci HR podkreślają, że przemyślana polityka employer branding, kierowana do obecnej kadry służy m.in. zwiększeniu zadowolenia i zaangażowania pracowników, budowy warunków pracy, dających możliwość samorealizacji i rozwoju. W konsekwencji, zwiększa się stopień lojalności pracowników wobec firmy, stopień ich zaangażowania i otwierają możliwości awansu w strukturach poziomych i pionowych. Efektem jest bardziej efektywna retencja talentów, ograniczenie kosztów związanych z dodatkową rekrutacją.

To, że wraz z oczekiwaniami rynku pracodawcy zaczną zmieniać swoją politykę, było oczywiste. Najnowsze analizy firmy Randstad Poland wskazują, że w ostatnim roku zwiększyła się rotacja wewnątrz firm, rozumiana jako awanse, jako zmianę stanowiska, przekwalifikowanie czy pewnego rodzaju rozwój stanowiskowy. Przykładem może być polski oddział amerykańskiego koncernu Brown-Forman Polska (znany na rynku z takich marek jak Jack Daniel’s, Finlandia Vodka, Woodford Reserve), gdzie zaledwie w ciągu kilku miesięcy doszło do istotnych zmian – i możliwości rozwoju nowych kompetencji – na kluczowych stanowiskach zarządczych. Po tym, jak w październiku 2022 roku awansowano dyrektora generalnego polskiego oddziału (Bibiannę Konieczną-Sano) do globalnych struktur zarządczych, firma awansowała dyrektora sprzedaży (Filipa Popławskiego) na stanowisko dyrektora generalnego w Polsce, a eksperta sprzedaży (Sławomira Przywałę) na dyrektora działu i członka zarządu.

Kiedyś takie sytuacje stanowiły wyjątek, teraz to nowa rzeczywistość – podsumowują eksperci zarządzania zasobami ludzkimi. Awanse poziome i pionowe są istotne dla rozwoju zawodowego, umożliwiając pracownikom pozyskiwanie nowych umiejętności – podkreśla Nithya Vaduganathan, Dyrektor zarządzająca i partnerka w Boston Consulting Group oraz BCG Henderson Institute Fellow on the Future of Work.

Na poszukiwanie pracowników na stanowiska zarządcze pośród swojej kadry decydują się zazwyczaj duże przedsiębiorstwa. Jest to spowodowane dużą dynamiką panującą w firmie oraz rozbudowanymi strukturami, pozwalającymi na rozwój poziomy i pionowy. Na uwagę zasługują pracownicy z dłuższym stażem, sprawdzeni i znający wartości firmy, jednocześnie po cichu liczący na awans wewnętrzny. To ta grupa stanowi odpowiednich kandydatów do objęcia stanowisk menedżerskich. Awans wewnętrzny to nie tylko obniżenie kosztów rekrutacji, ale także dowód dla pracowników, że rozwój zawodowy w danej firmie jest możliwy. Taki awans znacząco wpływa także na relacje w pracy.

*Dane pochodzą z badania przeprowadzonego w grudniu 2022 roku na grupie 645 osób o profilu white collar. Respondentami było 344 specjalistów, 197 osób pełniących rolę dyrektora lub menedżera oraz 104 pracowników będących asystentami.

Podstawy inwestowania w młodą sztukę

Temat młodych twórców na polskim rynku zaczął zyskiwać na popularności wraz z powstaniem aukcji młodej sztuki w 2008 roku. Pomysł zrodził się w czasach dużych zawirowań i był odpowiedzią na ówczesną stagnację. Ponadto była to chęć zwrócenia uwagi kolekcjonerów na artystów, którzy nie funkcjonowali wcześniej na rynku sztuki. Przyjęło się umownie, że twórcy zaliczani do wspomnianej kategorii nie powinni mieć więcej niż 35 lat. Dziś w Polsce organizowanych jest około 100 aukcji młodej sztuki w skali roku i przez lata urosły one do rangi jednego z najistotniejszych czynników kształtujących rynek młodszego pokolenia w Polsce.

Niskie ceny

Realnym problemem początkujących artystów są bardzo niskie kwoty, jakie ich prace osiągają na aukcjach młodej sztuki. Z czasem ceny te utrwalają się w świadomości kolekcjonerów, a twórcom trudno jest wyjść poza przyjęty poziom, co zazwyczaj „nie służy” w rozwoju kariery. Według raportu OneBid w ubiegłym roku średnia cen prac na aukcjach młodej sztuki wyniosła 2,2 tys. zł (1). Dekadę temu była niemal o połowę mniejsza. Należy pamiętać, że od tej kwoty odejmowana jest opłata dla podmiotu odpowiedzialnego za licytację, a z tego co pozostanie, artysta musi jeszcze odprowadzić podatek. 

Fenomen rodzimego rynku

Aukcje młodej sztuki to specyfika niemal wyłącznie polskiego rynku sztuki, gdzie domy aukcyjne przejęły rolę opiniotwórczą w kreowaniu cen. Zupełnie inaczej sytuacja prezentuje się na zagranicznych rynkach, gdzie galerie przewodzą w budowaniu wartości dzieł młodych artystów, a domy aukcyjne podążają za rynkiem galeryjnym. Sytuacja w Polsce jest zupełnie odmienna bowiem wartość cenotwórcza należy przede wszystkim do domów aukcyjnych. Zauważalna jest jednak zmiana na korzyść galerii, które mają coraz silniejsze oddziaływanie w budowaniu wartości dzieł młodych twórców. 

Nierówny poziom

Pośród bardzo szerokiej, jednak zazwyczaj średniej jakości oferty, na aukcjach młodej sztuki można znaleźć artystę, którego prace wyróżniają się czymś z ogółu. Niewielka część twórców z czasem znajduje reprezentację w galeriach, które profesjonalnie zajmują się rozwojem ich kariery. Są to jednak sytuacje incydentalne. Należy mieć na uwadze, że aukcje młodej sztuki bardzo często posiadają ofertę skrajnie wczesnych dzieł danego artysty. Każda twórczość z czasem ewoluuje, zazwyczaj w tym lepszym kierunku pozostawiając wczesne prace gdzieś w tyle. Tego typu aukcje należy zatem traktować przede wszystkim jako możliwość obserwacji rozwoju danego artysty. 

Minimalizowanie ryzyka

Nabywanie młodej sztuki jest zazwyczaj obarczone wysokim ryzykiem, niemniej jej zaletą jest niska cena prac. Przez fakt, że dzieła młodych twórców bywają kapryśne w kontekście inwestycyjnym, na pojedyncze prace początkujący kolekcjoner nie powinien przeznaczać zbyt dużych środków. Przy wyborze należy kierować się przede wszystkim własnym poczuciem estetyki i przekonaniami, następnie wiedzą oraz informacjami, jakie zdobyliśmy na temat danego artysty. Istnieje powiedzenie, że kiedy kupimy obraz, który przypadł nam do gustu, a twórca nie zaistnieje na rynku, to wówczas zostaniemy z dziełem, które nam się podoba. 

Pomocne narzędzie

Kompas Młodej Sztuki roku powstał w 2008 roku, a twórcy w nim obecni zazwyczaj posiadają już ugruntowaną pozycję na rynku. Inicjatywa wyniknęła z potrzeby stworzenia obiektywnego rankingu polskich artystów. Warto jednak spojrzeć na Kompas Młodej Sztuki z szerszej perspektywy i sprawdzić, na którym miejscu dany twórca był w poprzednich edycjach. To pozwoli nam wywnioskować, czy ma on tendencję zwyżkową, czy przeciwnie. 

Gdzie nabywać prace młodych artystów?

Galeria, pracownia artysty czy dom aukcyjny? Każde z wymienionych miejsc posiada zupełnie inną specyfikę i rodzaj oferty. Warto dokonywać zakupów w galeriach, gdyż są to miejsca, które w profesjonalny sposób reprezentują twórcę i pomagają mu zaistnieć na rynku. Nie należy obawiać się wyższych cen, gdyż środki te galeria przeznacza na działania mające na celu promocję artysty. Oferta jest niewielka, bo aby dobrze zarządzać karierą, nie można tego robić na wielką skalę – warto zatem zwrócić uwagę na ilość prezentowanych artystów. W Polsce funkcjonuje kilkaset galerii o bardzo zróżnicowanym poziomie artystycznym i cenowym. 

W przypadku, gdy twórca nie posiada reprezentacji, zakupów możemy dokonywać bezpośrednio. Wartością dodaną kontaktu z artystą jest możliwość zyskania większej wiedzy na temat specyfiki twórczości, co jest kluczowe w rozwijaniu pasji kolekcjonerskiej. Zakup u artysty powinien być sformalizowany umową kupna, w której warto zawrzeć zapis o osobistych prawach autorskich. Często bowiem kolekcjonerzy wydają publikacje (albumy) czy tworzą strony internetowe prezentujące swoje zbiory. Wówczas należy mieć  od artysty zgodę na publikację pracy – samo jej posiadanie nas do tego nie uprawnia.

Natomiast oferta domów aukcyjnych zdecydowanie przeważa nad galeriami czy pracowniami artystów i najlepiej sprawdzi się w przypadku nieco bardziej wprawionych kolekcjonerów, gdyż umiejętność wyboru spośród szerokiej oferty to zadanie dla osób, które mają już początkowe doświadczenie. Na aukcji konkurujemy z innymi licytującymi i jest to sytuacja zupełnie odwrotna niż zakup dzieł sztuki w galerii. Wylicytowanie obrazu, które finalizowane jest uderzeniem młotka, należy rozumieć jako formę umowy kupna, która zobowiązuje do wykupienia wylicytowanego obiektu. 

Wnioski

Początkujący kolekcjoner czy inwestor powinien przede wszystkim obserwować, czytać i odwiedzać wystawy, a decyzje zakupowe odkładać jak najdłużej może. Bowiem tylko poprzez długofalową obserwację można wyciągać konkretne wnioski. Jedyna rada, jakiej mogę udzielić to bezustanne śledzenie twórczości wielu artystów jednocześnie. Przy tym działania te powinny mieć charakter długofalowy. Dzięki temu można wyciągnąć pewne wnioski, które nasuwają się dopiero w perspektywie czasu. 

autor: Roman Kaczkowski

Ukończył historię sztuki na UJ, studia poświęcił na zgłębianie tajemnic rynku sztuki. Tej tematyce też poświęcił swoją pracę magisterską. Po studiach rozpoczął pracę w instytucjach polskiego rynku sztuki. W pierwszej kolejności w galerii Piotra Nowickiego, następnie wydawnictwo Art&Business, by w końcu rozwinąć swoje umiejętności w domu aukcyjnym DESA Unicum, gdzie przez 6 lat zajmował się doradztwem w zakresie inwestowania w dzieła sztuki, budowania kolekcji dzieł sztuki. Od trzech lat realizuje swój własny projekt ARX Gallery, która zajmuje się najlepszą klasyką polskiej sztuki powojennej.

Źródła: Raport OneBid, https://onebid.pl/pl/aktualnosci/Raport-polskiego-rynku-aukcyjnego-2022 (dostęp: 09.03.2023)

Jakie są skutki nieterminowej spłaty pożyczki gotówkowej?

Nieterminowa spłata pożyczki gotówkowej może nieść za sobą nieprzyjemne (nie tylko dla portfela) konsekwencje. Jakie? Podpowiadamy.

Pożyczka gotówkowa to szybki, wygodny i bezpieczny sposób na zasilenie domowego budżetu kwotą kilku, kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy złotych. Pozyskane z jej tytułu pieniądze możesz przeznaczyć na dowolny cel. Spłata pożyczki gotówkowej odbywa się w miesięcznych ratach dostosowanych do Twoich możliwości finansowych.

Co jednak w sytuacji, jeśli z powodu przejściowych problemów finansowych, nieprzewidzianych kosztów czy innych okoliczności pożyczkobiorca nie jest w stanie spłacić pożyczki w terminie? Jakie są konsekwencje opóźnień?

Nieterminowa spłata pożyczki gotówkowej — 7 konsekwencji dla pożyczkobiorcy

Kwoty rat pożyczki gotówkowej oraz terminy spłaty każdej z nich określa harmonogram spłaty pożyczki, który stanowi nieodłączny element umowy z instytucją finansową. Jeśli przekroczysz wskazany w harmonogramie termin spłaty raty, pożyczkodawca rozpocznie procedurę windykacyjną, mającą na celu wyegzekwowanie kwoty zaległości. To, jakie działania windykacyjne zastosowuje i kiedy je rozpocznie, zależy od polityki konkretnej instytucji finansowej. Mogą być to m.in.:

  1. wysyłanie monitów, czyli mailowych, listowych i SMS-owych przypomnień o konieczności uregulowania zaległości;
  2. wykonywane do pożyczkobiorcy połączenia telefoniczne;
  3. naliczenie odsetek za opóźnienie w spłacie;
  4. przekazanie informacji o nieterminowej spłacie do Biura Informacji Kredytowej. Do przekazywania informacji o terminowo opłaconych ratach oraz opóźnieniach obliguje instytucje finansowe prawo. Każda taka informacja wpływa na Twoją historię kredytową. Ta z kolei ma kluczowe znaczenie, jeśli starasz się o kredyt czy pożyczkę. Kiepska historia kredytowa może skutecznie utrudnić, a czasem wręcz uniemożliwić otrzymanie finansowania;
  5. wypowiedzenie umowy pożyczki gotówkowej;
  6. przekazanie sprawy do zewnętrznej firmy windykacyjnej;
  7. skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. Jeśli wcześniejsze próby wyegzekwowania zwrotu należności spełzną na niczym, instytucja finansowa może skierować sprawę na drogę postępowania sądowego. Jeśli sąd uzna zasadność roszczeń, wyda tytuł wykonawczy, a pożyczkodawca będzie miał prawo przekazać sprawę komornikowi.


Przedłużenie terminu spłaty pożyczki — czy to możliwe?

Przedłużenie spłaty pożyczki pozwala odsunąć moment spłaty finansowania — z reguły o kilka lub kilkanaście dni. Takie konstrukcje stosują obecnie wyłącznie pozabankowe instytucje finansowe oferujące popularne chwilówki. Niestety, nie są one wolne od — często stosunkowo wysokich — kosztów. Jeśli spłacasz pożyczkę zaciągniętą w banku lub spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, nie przedłużysz terminu spłaty.

Ubezpieczenie spłaty pożyczki — tak czy nie?

Czy skutecznym sposobem na uniknięcie stresujących konsekwencji opóźnień w spłacie może być wykupienie ubezpieczenia spłaty pożyczki? Jaką ochronę zapewni pożyczkobiorcy taka polisa?

Jeśli wykupisz ubezpieczenie spłaty pożyczki, w przypadku zaistnienia określonych, wskazanych w umowie okoliczności (mogą być to np. utrata pracy, pobyt w szpitalu, poważne zachorowanie uniemożliwiające zarobkowanie itd.), ubezpieczyciel spłaci pozostałą do spłaty część. Takie rozwiązanie pozwoli więc uniknąć konsekwencji ewentualnych opóźnień w spłacie. Zanim sięgniesz po ubezpieczenie, porównaj oferty poszczególnych ubezpieczycieli, zwracając uwagę nie tylko na cenę ochrony, ale przede wszystkim na jej zakres.

Karencja w spłacie pożyczki

Karencja w spłacie pożyczki zapewnia możliwość zawieszenia kapitałowej części raty pożyczki (część odsetkową trzeba regulować zgodnie z harmonogramem spłat) przez określony okres. Nie wszyscy pożyczkodawcy oferujący pożyczki gotówkowe oferują swoim klientom takie rozwiązanie. Jeśli Twój budżet jest bardzo napięty i podejrzewasz, że w niedalekiej przyszłości możesz mieć problemy z terminową spłatą finansowania, zweryfikuj, czy masz możliwość zawieszenia części raty. Aby to zrobić, zajrzyj do umowy kredytowej lub skontaktuj się z doradcą bankowym.

Konsekwencje towarzyszące nieterminowej spłacie pożyczki gotówkowej mogą być dotkliwe dla portfela i stresujące. Aby znacząco zminimalizować ich ryzyko, przed sięgnięciem po zobowiązanie finansowanie przeanalizuj dokładnie swoje możliwości finansowe.

 

Opracowano na zlecenie partnera, tj. Kasy Stefczyka.

Źródło:

https://www.totalmoney.pl/artykuly/38467,kredyty-gotowkowe,opoznienie-w-splacie-kredytu—jakie-konsekwencje-i-koszty-niesie-ze-soba-nieterminowa-splata-kredytu,1,1

Rozwiązania magazynowe dla ecommerce

Magazynowanie to jeden z najistotniejszych elementów logistyki dla e-commerce. Skuteczne zarządzanie magazynem w wielu przypadkach wpływa na szybkość oraz jakość obsługi klienta. Co więcej, przyczynia się również do wyników finansowych przedsiębiorstwa. Istnieją cenne wskazówki, dzięki którym można usprawnić proces magazynowania dla sklepów internetowych.

Magazynowanie dla e-commerce – co trzeba wiedzieć?

Bardzo ważny jest przede wszystkim wybór operatora logistycznego. W praktyce jest tak, że dobry magazyn powinien być dobrze zlokalizowany oraz łatwo dostępny. Co więcej, ma też zapewniać właściwe warunki przechowywania wszelkich towarów. Mowa tutaj na przykład o odpowiedniej temperaturze czy wilgotności. Jeżeli mowa o e-commerce, najlepiej rozważyć magazyny oferujące usługi fulfillment.

Mowa tu o kompleksowej obsłudze zamówień, w tym kompletacji, wysyłce towarów, pakowaniu, obsłudze zwrotów i reklamacji. Bardzo istotnym procesem jest zarządzenie magazynem. Jak się okazuje, w e-commerce niezbędne jest użycie systemów zarządzania magazynem, czyli WMS. Pozwolą one śledzić ilość towarów, ich lokalizację, datę ważności, a ponadto terminy przydatności. Kolejną ważną kwestią jest optymalizacja procesów. W każdym magazynie warto wprowadzić standardy oraz procedury pozwalające na optymalizację procesów oraz zmniejszenie czasu realizacji wszelkich zamówień.

Fulfillment – dlaczego takie rozwiązanie jest coraz popularniejsze?

Warto na samym początku wyjaśnić, że fulfillment to usługa, w ramach której przedsiębiorstwo zajmuje się kompleksową obsługą zamówień od momentu ich złożenia przez klienta aż do dostarczenia do niego zamówionego produktu. Jeżeli prowadzony jest sklep internetowy, jest to zdecydowanie słuszny wybór. Fulfillment obejmuje takie działania jak na przykład przyjmowanie zamówień, pakowanie, etykietowanie, kompletowanie, a ponadto wysyłkę czy śledzenie przesyłek. Istnieje kilka powodów, dla których warto rozważyć wykorzystanie usług tego typu w przypadku prowadzenia sklepu internetowego. Przede wszystkim jest to oszczędność czasu oraz funduszy.

Okazuje się, że usługa fulfillmentu pozwala na redukcję kosztów związanych z procesem realizacji zamówień. Przedsiębiorstwo zajmujące się fulfillmentem ma już właściwe zaplecze magazynowe, a ponadto specjalistyczne narzędzia oraz zasoby wymagane do szybkiej oraz sprawnej obsługi. Nie jest to koniec zalet takiego rozwiązania. Do tego dolicza się też zwiększenie skali działalności. Dzięki usługom typu fulfillment możliwe jest utrzymanie wysokiej jakości obsługi klienta, co powinno być priorytetem dla każdego przedsiębiorcy.

Rosną długi w sektorze HoReCa, głównie w gastronomii

Branża noclegowo-gastronomiczna ma coraz większe problemy finansowe. W ciągu ostatniego roku jej łączne zadłużenie wzrosło o 14 proc. i na koniec lutego wyniosło 311,6 mln zł. 82 proc. tej kwoty (255,8 mln zł) są winne swoim wierzycielom restauracje i firmy cateringowe. One najmocniej odczuły inflację, nie tylko w kosztach działalności, ale i w dochodach. Eksperci Krajowego Rejestru Długów ostrzegają, że sytuacja w branży szybko się nie poprawi, a problem z płatnościami w sektorze HoReCa może się pogłębiać.

W Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej widnieje 13 386 firm zajmujących się zakwaterowaniem lub wyżywieniem. Większość, bo 11 658, działa w gastronomii. Głównie są to restauracje, a ich dług opiewa na ponad 205,9 mln zł. W tej grupie jest też branżowy rekordzista. Wrocławska firma ma aż 59 niespłaconych zobowiązań na ponad 4,2 mln zł, przede wszystkim za leasing. Wśród pozostałych rodzajów działalności związanej z wyżywieniem catering ma do uregulowania 33,7 mln zł, a pozostałe przedsiębiorstwa zajmujące się przygotowywaniem posiłków i napojów prawi 16,2 mln zł. Średnie zadłużenie jednej firmy gastronomicznej to 21,9 tys. zł.

Na koniec lutego oferujący zakwaterowanie nie wywiązali się ze zobowiązań na 55,8 mln zł, z czego największą kwotę powinny oddać hotele. 971 takich obiektów nie zapłaciło 34,7 mln zł. Przeciętnie na jeden zadłużony obiekt noclegowy przypada 32,3 tys. zł przeterminowanych zobowiązań finansowych.

Rosną koszty – rosną długi

Firmy oferujące noclegi, usługi restauracyjne i catering zmagają się obecnie z drugim po pandemii kryzysem. Tym razem ich sytuację wyraźnie pogorszyła inflacja, szczególnie w przypadku gastronomii. Jedną z przyczyn wyraźnych kłopotów finansowych jest zmniejszony popyt na tego rodzaju usługi. Według badania KRD „Oszczędzanie Polaków w inflacji” prawie 2/3 społeczeństwa ograniczyło wydatki w związku z podwyżkami cen. W tej grupie najwięcej respondentów (61 proc.) wskazało, że obecnie rzadziej chodzi do restauracji.

Zadłużenie gastronomii rośnie też szybciej niż w branży noclegowej. W ciągu ostatniego roku zaległości pierwszej z nich wzrosły o 17 proc., a drugiej o 4 proc. Jak zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, w ostatnich miesiącach widać wyraźne przyśpieszenie trendu wzrostowego zobowiązań firm zajmujących się wyżywieniem.

W ciągu roku zaległości gastronomii urosły o ponad 37 mln zł. Niepokojące są też najnowsze dane. W czwartym kwartale ubiegłego i na początku obecnego roku wzrosła dynamika zadłużenia, z miesiąca na miesiąc dług potrafił wzrosnąć nawet o kilka milionów. Przyczyn trzeba jednak szukać wstecz. Jest to bowiem efekt pogorszenia się sytuacji biznesu sprzed wielu miesięcy, wywołanego inflacją i dużymi skokami cen. Wzrosły koszty działalności, pracy, produktów. Przerzucenie tych podwyżek na klientów to dla gastronomii miecz obosieczny. Powoduje odpływ konsumentów, bo coraz więcej osób dokładniej ogląda każdą złotówkę – wskazuje prezes KRD.

Dużym problemem branży gastronomicznej jest również jej rozdrobnienie. Widać to także w długach. 64 proc. firm z zaległościami to jednoosobowe działalności gospodarcze. To one mają do uregulowania najwięcej, bo prawie 156,2 mln zł.

W sektorze HoReCa nie najlepiej jest też w hotelarstwie. Popandemiczne odbicie okazało się krótkie i miejsca noclegowe znów obserwują niepokojąco niskie obłożenie. Według ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego w styczniu, mimo startu ferii, kolejny miesiąc z rzędu zwiększyła się liczba obiektów, w których frekwencja wyniosła mniej niż 30 proc. Spadł też odsetek hoteli z obłożeniem przekraczającym 50 proc. Pod koniec roku w KRD zadłużenie obiektów noclegowych zaczęło rosnąć. Na koniec lutego zaległości na łącznie ponad 55,8 mln zł miało 1728 firm. Sektor ten jest co prawda mniej rozdrobniony niż gastronomia – JDG-i i spółki stanowią po 50 proc. Te pierwsze są winne 26 mln zł, te drugie – 29,8 mln zł.

Zaraźliwe zatory

W ostatnich miesiącach zaległości obiektów noclegowych, podobnie jak w przypadku gastronomii, wykazują tendencję wzrostową. Także hotele i pensjonaty odczuwają wzrost kosztów utrzymania. Trudno im wygenerować na tym polu oszczędności, bo odbijają się one na komforcie gości.

Sytuacji nie poprawia też fakt, że firmy z tego sektora bardzo często są multidłużnikami. Średnio jeden przedstawiciel branży ma aż 5 niespłaconych zobowiązań wobec różnych wierzycieli.

W obliczu dużego zagrożenia zatorami płatniczymi, bo warto przypomnieć, że problemy z wypłacalnością ma obecnie nie tylko sektor HoReCa, ale i wiele innych branż, przedsiębiorcy powinni zwrócić szczególną uwagę na swoich kontrahentów. Problemy w biznesie mają to do siebie, że łatwo się nimi „zarazić”. Niezwykle ważna staje się więc profilaktyka i monitorowanie sytuacji finansowej swoich parterów biznesowych. Dzięki temu można w porę zareagować, gdy zaczyna się dziać coś złego i kontrahent przestaje płacić. Obecna sytuacja jest testem dla przedsiębiorców. Zdadzą go ci najostrożniejsi i ci najbardziej rzetelni – tłumaczy Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy. 

Komu nie płaci HoReCa?

Ponad połowę kwoty widniejącej w KRD, bo prawie 172 mln zł, HoReCa powinna oddać branży finansowej i ubezpieczeniowej (bankom, firmom leasingowym i windykacyjnym etc.). Po zapłatę 36,6 mln zł upomina się u restauratorów, hotelarzy i firm cateringowych sektor handlu, a po 21 mln zł branża spożywcza. Długi za usługi telekomunikacyjne sięgają niemal 16,5 mln zł, a za media (m.in. prąd, wodę, gaz) przekraczają 11,6 mln zł. Zarządcom nieruchomości HoReCa zalega z zapłatą ponad 13,1 mln zł.

Największe długi w branży noclegowo-gastronomicznej wygenerowali mazowieccy przedsiębiorcy (78,3 mln zł). Odpowiednio 36,6 mln zł i 32,8 mln zł do spłacenia mają także firmy z województwa śląskiego i dolnośląskiego. Wysoko na tej liście jest też Małopolska (27,5 mln zł) i Pomorze (27,2 mln zł).

HoReCa sama ma też odzyskania przeszło 23,7 mln zł od swoich dłużników. Najwięcej są jej winni konsumenci – 14,5 mln zł. Wśród branż gros zaległości finansowych mają wobec niej: budownictwo – ponad 2,4 mln zł oraz handel – 1,1 mln zł.

Polski sektor TSL osiągnął znaczącą odporność na kryzysy

Firmy sektora TSL wkroczyły w 2023 r. z perspektywą globalnego spowolnienia gospodarczego, mimo to aż 72,3% z nich deklarowało w grudniu 2022 r. utrzymanie lub wzrost poziomu inwestycji. Większość przedsiębiorstw nie zamierza redukować zatrudnienia, a wojna na Ukrainie nie ma już znaczącego wpływu na ich działalność. Udało im się również uniknąć kryzysu na rynku kierowców, a styczeń zaskoczył rekordem rejestracji nowych pojazdów. Wzmocniona odporność i elastyczność sektora przydadzą się w przyszłości, bo wyzwań z pewnością nie zabraknie.

Zmienne oczekiwania wobec wzrostu gospodarczego i handlu

Według najnowszej prognozy Departamentu ds. Gospodarczych i Społecznych ONZ (UN DESA) wzrost światowego PKB osłabnie w tym roku do 1,9%, a w roku następnym 2,7%. Dla 2023 r. to założenia o 1,2% gorsze niż te z połowy 2022 r. Jeśli chodzi o tegoroczną gospodarkę Unii Europejskiej, ma się ona powiększyć o zaledwie 0,2%, co jest wynikiem aż o 2,2% gorszym niż przewidywania sprzed pół roku. W 2024 r. w Unii ma nastąpić odbicie do 1,6%, zarówno w strefie euro, jak i poza nią. Dla porównania otwierająca się gospodarka Chin powiększy się o 4,85% w 2023 r. i 4,5% w 2024 r. Prognozy dla Polski wypadają lepiej niż średnia dla Unii, ale realne PKB w naszym kraju ma urosnąć o zaledwie 1% w tym roku i o 2,6% w przyszłym.

Znaczące spowolnianie aktywności gospodarczej na świecie utrzymało się także w aktualizacji prognozy IMF opublikowanej w styczniu. Organizacja podwyższyła co prawda tegoroczny wzrost światowego PKB do poziomu 2,9% i 3,1% w 2024r, co w przypadku bieżącego roku jest szacunkiem o 0,2% lepszym niż w październiku, ale i tak niższym niż historyczna średnia z lat 2000 – 2019 na poziomie 3,8%. IMF zaznacza, że pozytywne wskaźniki są m.in. zasługą zaskakującej odporności wielu gospodarek, a ostatecznie dla globalnego PKB nie przewiduje się recesji. Słaby tegoroczny wynik na poziomie 0,7% spodziewany jest w strefie euro i niewiele lepiej będzie w roku kolejnym (+1,6%). Z korzyścią dla naszej gospodarki i pomimo wcześniejszych zapowiedzi recesja ominie Niemcy, a wzrost gospodarczy naszego sąsiada ma osiągnąć 0,1% w 2023 r. i 1,4% w 2024 r.

Obie instytucje zaktualizowały także prognozy dla handlu, który według UN DESA osiągnie ujemną wartość -0,4% w 2023 r. i wzrost 2,5% w 2024 r. W przypadku tego roku to szacunek aż o 5,2% gorszy niż ten z połowy zeszłego roku. IMF także zakłada dalszą obniżkę w handlu na ten i kolejny rok. Wzrost zatrzyma się na poziomie 2,4% i 3,4% i są to założenia niższe o 0,1% i 0,3% względem tych z października.

Odrobinę więcej optymizmu wnosi z kolei zimowa prognoza Komisji Europejskiej, która zakłada lepszą kondycję unijnej gospodarki niż szacunek przedstawiony jesienią 2022 r. Według KE wzrost gospodarczy w 2023 r. osiągnie 0,8%, a w 2024 r. 1,6%. Wcześniejsze przewidywania zakładały wzrost o 0,3% w bieżącym roku. Niestety najnowsza prognoza słabiej ocenia polską gospodarkę. Według KE PKB Polski spadnie z wcześniej zapowiadanych 0,7% do 0,4% w tym roku oraz z 2,6 % do 2,5% w 2024r.

Sektor TSL wciąż trzyma się mocno

Pomimo zapowiadanego przynajmniej od połowy ubiegłego roku spowolnienia w światowej, europejskiej i polskiej gospodarce, ale także w handlu, przemyśle i transporcie towarowym, analiza danych za zeszły rok i prognozy na bieżący kwartał wskazują, że polski sektor TLS osiągnął znaczącą odporność na kryzysy i nabył umiejętność właściwego reagowania na niesprzyjające wydarzenia, z wojną na wschodzie włącznie.

Widać to choćby w zatrudnieniu i wnioskach płynących z badania ManpowerGroup opublikowanych w styczniu br. Wynika z nich, że 47% firm sektora transportu i logistyki w Polsce zamierza utrzymać dotychczasowy poziom zatrudnienia w pierwszym kwartale 2023 r. Mało tego, 29% pracodawców chce powiększać bazę pracowniczą w potencjalnie najgorszym kwartale słabego roku, a tylko 24% firm planuje redukcję etatów. Według autorów badania transport i logistyka to jedna z nielicznych gałęzi polskiej gospodarki, która deklaruje utrzymanie dodatniego wskaźnika rekrutacji na poziomie +3% netto. W odniesieniu do poprzedniego kwartału to wynik o 3% lepszy, choć ujęcie rok do roku wskazuje na spadek o 7%. Lepsza od polskiego rynku pracy jest szersza prognoza dla obszaru EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Zatrudnienia netto dla tego regionu na I kwartał wynosi +19%, a 38% firm planuje nowe rekrutacje. Taki sam odsetek przedsiębiorstw chce utrzymać zatrudnienie, natomiast zwolnienia zapowiada 20% organizacji.

W 2022 r. nie nastąpił spodziewany odpływ zagranicznych kierowców

Polskiemu sektorowi TSL, zwłaszcza przewozom drogowym udało się uniknąć jeszcze jednego poważnego i powszechnie zapowiadanego kryzysu, mianowicie odpływu kierowców, zwłaszcza tych z Ukrainy. Okazało się, że nie tylko nie nastąpiło drastyczne pogorszenie w tym obszarze, a było wręcz przeciwnie, kierowców przybyło, co potwierdzają dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Z ostatnich danych GITD wynika, że w 2022 r. zwiększyła zarówno liczba świadectw kierowców ważnych w obrocie prawnym na koniec 2022 r., jak i liczba nowych dokumentów wydanych w ciągu roku obywatelom państw spoza Unii Europejskiej. Względem 2021 r. obie kategorie zyskały odpowiednio 21,14% oraz 18,6%, a liczba świadectw wydanych obywatelom Ukrainy zmalała o zaledwie 3,03%. Uprawnienia przyznane kierowcom pochodzącym z Rosji skurczyły się w tym samym czasie aż o 23,08%. Co ciekawe, o ponad 166% wzrosła liczba świadectw wydanych obywatelom pochodzącym z innych krajów niż Białoruś, Kazachstan, Mołdawia, Rosja oraz Ukraina, co jest oznaką nabycia przez sektor umiejętności pozyskiwania kierowców z nowych kierunków. Wbrew wielu obawom nie nastąpiło więc znaczące tąpnięcie na rynku kierowców spowodowane odpływem pracowników ze wschodu, oczywiście tych zatrudnionych legalnie. Liczba ukraińskich kierowców z ważnym świadectwem kierowcy na koniec 2022 r. wyniosła 127 389, to 22,77% więcej niż rok wcześniej (103 766). Ogólny bilans zatrudnionych obcokrajowców pozostał w 2022 r. dodatni i wyniósł 28 039 w przypadku uprawień ważnych na koniec roku oraz 16 721 w przypadku uprawnień wydanych w trakcie jego trwania.ŚWIADECTWA KIEROWCY WYDANE ORAZ WAŻNE W OBROCIE PRAWNYM W LATACH 2021-2022

Pozytywne dane na temat kierowców mają niebagatelne znaczenie, ponieważ Europa, a w szczególności Polska, dysponująca największą flotą ciężarówek w Unii od lat cierpi na ich niedobór. Alarmujące dane IRU o nieuniknionym kryzysie zatrudnienia w transporcie drogowym mówią, że stanie się on wyjątkowo groźny po 2026 r., kiedy nastąpi brak zdolności rynku pracy do zastępowalności pokoleniowej. Z kalkulacji organizacji wynika, że już w 2021 r. 34% europejskich kierowców miało ponad 55 lat, a zaledwie 7% poniżej 25 lat. Szacunki za 2021 r. mówią, że w Polsce nieobsadzonych było nawet 80 tys. stanowisk, co stanowiło 11% wszystkich wakatów. W gorszej sytuacji znajdowała się tylko Wielka Brytania, gdzie brakowało nawet 100 tys. kierowców, czyli 9,7% wakatów. Procent nieobsadzonych stanowisk w Europie także wyniósł 9,7%, co przekłada się na brak nawet 425 tys. kierowców. Według oczekiwań na 2022 r. udział nieobsadzonych stanowisk miał osiągnąć 14%.

– Biorąc pod uwagę wszystkie niesprzyjające czynniki makroekonomiczne i geopolityczne można z całą pewnością powiedzieć, że polski sektor TSL sprostał wyzwaniom stawianym mu w ciągu całego roku. Pomimo ogromnego ciosu w gospodarkę, która wkraczała na ścieżkę dynamicznego wzrostu po pandemii, udało się wypracować ogólny wzrost przewozów towarowych w Polsce na poziomie 0,8% i to pomimo słabego ostatniego kwartału. Transport drogowy zamknął ostatecznie rok z wynikiem o 0,7% wyższym niż w 2021r. i przewiezionymi ponad 284,2 mln ton towarów, co w kontekście mocnego osłabienia można uznać za sukces. Jest on tym bardziej uzasadniony, że w ciągu roku firmy straciły dostęp do rynków za wschodnią granicą, musiały dostosować się do nowych regulacji unijnych, w tym do zmian w czasie pracy kierowców. Co jednak ważniejsze przedsiębiorstwa ponownie i w bardzo szybkim tempie nauczyły się operowania w nowym i niepewnym otoczeniu gospodarczym. To już drugi raz w ciągu zaledwie kilku lat, kiedy musieliśmy się mierzyć z kryzysami, które nie występowały przez dziesięciolecia. Najpierw była to pandemia, obecnie jest to wojna w naszym bezpośrednim sąsiedztwie. Uważamy, że taka elastyczność i umiejętność szybkiej adaptacji będzie wyjątkowo cenną cechą w przyszłości. Stoimy przecież u progu rewolucji technologicznej na rynku przewozów, a być może w niedługim czasie przyjdzie się nam mierzyć z deglobalizacją łańcucha przemysłowego i dostaw. To otworzy nowe możliwości dla silnego sektora TSL, ale będzie wymagało nowego podejścia i odważnych decyzji. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że takie kompetencje w Polsce są, bo firmy w znacznym stopniu uodporniły się na kryzysy i nie szukają już scenariuszy przetrwania, ale strategii rozwojowych i inwestycyjnych – mówi Karolina Pawlak, Dyrektor FTL Spedimex, polskiego operatora logistycznego obsługującego sieci detaliczne, galerie handlowe, handel internetowy oraz przewozy drobnicowe i FTL w Polsce i w Europie.

Początek roku potwierdził mniejszy wpływ wojny na branżę TSL

Dane GUS za styczeń odnoszące się do wpływu wojny na koniunkturę wskazują, że sektor transportu i gospodarki magazynowej w jeszcze większym stopniu uodpornił się na jej oddziaływanie. Aż 21% przedsiębiorstw wskazuje bowiem na brak negatywnych skutków konfliktu. To najwyższy wskaźnik od marca 2022 r. i znaczący wzrost w stosunku do grudnia, kiedy twierdziło tak tylko 9,3% badanych. Ponadto 49,8% firm uważa, że wojna rodzi tylko nieznaczne skutki, a poważne i zagrażające stabilności firmy skutki deklaruje odpowiednio 19% i 10,2% przedsiębiorstw. Wśród tych firm, które deklarują negatywne konsekwencje wojny największymi utrudnieniami są: wzrost kosztów działalności (75,3%), zakłócenia w łańcuchu dostaw (22,9%) oraz spadek przychodów (20,5%).

Tak jak w przypadku kierowców wojna przestała wywierać znaczący wpływ na zatrudnienie pracowników z Ukrainy. Aż 67,3% badanych organizacji całego sektora transportu i magazynowania twierdzi, że ta kwestia ich nie dotyczy. Na nieznaczny odpływ pracowników wskazuje 25,2%, a nieznaczny napływ pracowników z Ukrainy odczuwa 26,7%. Poważane odpływy lub napływy odczuwa zaledwie 4,5% i 1,6% badanych podmiotów.

Początek roku przyniósł także dane o inwestycjach, z których wynika, że 44,9% firm sektora deklaruje utrzymanie nakładów, a 27,4% zapowiada wzrost. Z kolei 27,7% zakłada spadek inwestycji, o czym zadecydowały przede wszystkim: wysoka inflacja (69,5%), wysoki koszt realizacji (63,7%) oraz niepewna sytuacja makroekonomiczna (38,7%).

W kryzysie firmy transporotowe zarejestrowały więcej pojazdów ciężkich, a styczeń przyniósł rekordy

Pomimo niesprzyjających warunków rynkowych polskie przedsiębiorstwa zanotowały relatywnie dobre wyniki rejestracji nowych pojazdów w segmencie powyżej 3,5 t. Według danych zawartych w ostatnim raporcie Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) i KPMG rejestracja nowych samochodów dostawczych o DCM do 3,5 t spadła w 2022 r. o 16,8% względem roku poprzedniego, jednak wzrost na poziomie 6,8% odnotowano w segmencie pojazdów ciężkich (powyżej 3,5 t), których zarejestrowano 34 905 szt. Ciężarówki i motocykle to w zasadzie jedyne segmenty rynku, które zanotowany wzrosty. Według PZPM i KPMG podobny trend odnotowano na poziomie unijnym, gdzie rejestracje lekkich pojazdów dostawczych spadły o 18,1% do 1,279 mln szt., natomiast wzrost o 3,5% osiągnęły pojazdy ciężkie, których przybyło 299,9 tys. szt. Dane produkcyjne także przemawiają na korzyść przewozów towarowych, ponieważ spośród podstawowych typów pojazdów rok na plusie zakończyły wyłącznie samochody dostawcze, zarówno lekkie, jak i ciężkie. Z taśm produkcyjnych zjechało 223,7 tys. szt., czyli o 29% więcej niż w 2021 r.

Jeśli chodzi o początek bieżącego roku w Polsce, to według danych PZPM samochodów dostawnych do 3,5 t zarejestrowano w styczniu o 14,9% więcej niż przed rokiem (+672 szt.) i jest to drugi (po styczniu 2019 r.) najwyższy rezultat tego miesiąca w historii notowań. Jeśli zaś chodzi o nowe ciężarówki powyżej 3,5 t, to przybyło ich 10,3% więcej niż rok wcześniej i jest to najwyższy wynik dla analogicznego miesiąca w całej historii notowań. Rejestracji samochodów najcięższych (powyżej 16 t) było w styczniu o 4,4% więcej niż rok wcześniej.

Swoje kalkulacje odnoście pojazdów użytkowych w Unii przedstawiła także ACEA, która wylicza, że rejestracje wszystkich pojazdów tego typu w 2022 r. spadły o 14,6% do 1,6 mln szt. Było to zasługą problemów wewnątrz łańcuchów dostaw, które przełożyły się na niedobory nowych pojazdów w ciągu roku. Wina tak dużego tąpnięcia leży jednak po stronie pojazdów lekkich do 3,5t, których rejestracje były o 18% niższe niż rok wcześniej. Skok o 6,5% zanotowano natomiast w sektorze pojazdów ciężkich, powyżej 16 t. Największymi wzrostami na koniec roku mogli pochwalić się przedsiębiorcy z Hiszpanii (+13,6%), Polski (+6,6%) oraz Włoch (+2,3%). W obszarze pojazdów średnich (powyżej 3,5 t) ACEA zanotowała wzrost rejestracji na poziomie 3,5%. Wyraźne wzrosty w kategoriach pojazdów średnich były widoczne zwłaszcza w okresie od sierpnia do listopada, gdzie liczba rejestrach rosła o odpowiednio +18,1%, +18,3, +16, +19,4% i dopiero w grudniu nastąpił nieznaczny spadek o 3,2%. Podobnie wyglądała sytuacja pojazdów ciężkich, powyżej 16 t. Rajd nowych rejestracji rozpoczął się w sierpniu (+24%), następnie +21%, +18%, i +21,1% w listopadzie. Dopiero w grudniu nastąpił spadek o 1,9% w porywaniu z analogicznymi miesiącami 2021 r.

Na horyzoncie widać stabilizację

Po słabym ostatnim kwartale 2022 r. rozpoczęcie bieżącego roku przyniosło pierwsze sygnały normalizacji, o czym świadczą bieżące odczyty indeksów i lepsze nastroje w wybranych gospodarkach. Indeks zmienności globalnego łańcucha dostaw GEP i S&P Global z 14 lutego br., będący wiodącym wskaźnikiem śledzącym warunki popytu, niedobory, koszty transportu, zapasy oraz zaległości w firmach z 40 krajów na świecie spadł w styczniu do 0,97 z 1,61 w grudniu, pokazując, że globalne łańcuchy dostaw poprawiają się i są najmniej obciążone od września 2020. W przypadku tego wskaźnika, im większe wartości powyżej 0, tym łańcuchy dostaw są bardziej obciążone. Styczniowe dane pokazują także, że niedobory artykułów są najniższe od ponad dwóch lat. Dodatkowo firmy czynią postępy w likwidowaniu zapasów i buforów bezpieczeństwa, które były gromadzone w ciągu ostatnich kilku lat. Globalne raporty dotyczące zapasów łagodzą z kolei obawy o przyszłą podaż i ceny. To samo dotyczy kosztów transportu, które normalizują się wraz z osłabieniem presji we wszystkich rodzajach transportu. Widać to wyraźnie m.in. po stawkach w transporcie morskim, gdzie ceny za kontener 40-stopowy zmalały na początku marca br. o 80% względem tego samego miesiąca 2022 r.

Poprawiają się także wskaźniki w wybranych regionach na świecie, co świadczy o postępującej stabilizacji w badanych gospodarkach. Dla przykładu opublikowany na początku marca Eurozone Manufacturing Output Index, czyli wskaźnik odpowiadający na pytanie o poprawę wyników przedsiębiorstw produkcyjnych w strefie euro wzrósł w lutym do poziomu 50,1 z 48,9 w styczniu – to najlepszy wynik od 9 miesięcy. Produkcyjne dane dla całej światowej gospodarki także wzrosły, z 48,9 w styczniu do 50,8 w lutym, gdzie każda wartość powyżej 50 oznacza ekspansję w gospodarce, poniżej 50 sygnalizuje spadki, a pułap 50 wskazuje poziom neutralny. Przekroczenie pożądanego poziomu 50 pkt to oczywiście dobra wiadomość dla sektora TSL, ponieważ większa produkcja to większy popyt na usługi transportowe.

Inny, złożony z produkcji, nowych zamówień, zatrudniania, szybkości dostaw i zapasów łączny wskaźnik PMI dla całego sektora przemysłowego Eurolandu (Eurozone Manufacturing PMI) wciąż niestety pozostaje w strefie spadkowej (48,5), ale poprawę w lutym zanotowały m.in. Włochy (52,0), Grecja (51,7), Irlandia (51,3) i Hiszpania (50,7). Słabe rezultaty wciąż jednak notuje Francja (47,4), Niemcy (46,3), Holandia (48,7) oraz Austria (47,1). Także w Polsce indeks PMI sektora przemysłowego pozostał poniżej neutralnego poziomu, ale przyjął trajektorię wzrostową, wspinając się z pułapu 47,5 w styczniu do 48,5 w lutym. Podobna sytuacja panuje obecnie w Wielkiej Brytanii (wzrost 47 do 49,3) oraz USA (wzrost 46,9 do 47,8). Na poziom neutralny (50,0) wskoczyły za to dane globalne (z 49,1 w styczniu), a solidną poprawę zanotowano w Chinach, gdzie PMI wzrósł z 49,2 w styczniu do 51,6 w lutym. Dobrze wygląda także sytuacja w Indiach (55,3) oraz krajach ASEAN (51,5). Dane spływające ze świata wskazują na nieznaczną poprawę, ale to wciąż słaby pierwszy kwartał i zapowiadano go jeszcze w 2022 r. Oczekuje się jednocześnie, że sytuacja globalnej gospodarki będzie się pooprawiać, zwłaszcza w drugim półroczu 2023 r.

Krzysztof Oflakowski

Pallad najtańszy od 2019 roku, pszenica najtańsza od 1,5 roku

Po silniejszym spadku we wtorek środowa sesja na amerykańskim rynku akcji przyniosła niewielkie ruchy (S&P 500 +0,14 proc., DJIA -0,18 proc., Nasdaq Composite +0,4 proc.). Dziś rano ok. godz. 9:30 cena kontraktów na S&P 500 spadała o 0,23 proc. Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś jakiejś wyraźniejszej tendencji: najsilniej – o 0,74 proc. – rósł filipiński PSEi, największy spadek – o 0,72 proc. – notował indyjski SENSEX 30.

Na europejskich rynkach akcji lekko przeważały dziś niewielkie spadki (DAX -0,18 proc., CAC 40 -0,33 proc. ok. godz. 9:30).

Na GPW ok. godz. 9:30 WIG-20 tracił 0,84 proc. Najwyższy poziom od roku osiągnął dziś sWIG-80. Wśród składników tego indeksu swe nowe cykliczne maksima ustanowiły dziś kursy akcji spółek Decora, Action, Mirbud, PlayWay i R22. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursu spółek Benefit Systems, 11 bit studios i Inter Cars, natomiast najniżej od 2020 roku osiągnął dziś kurs akcji spółki DataWalk. Wśród indeksów sektorowych GPW najwyżej w historii była dziś wartość WIG-Moto, zaś najwyżej od roku WIG-Nieruchomości.

Lekko rosła dziś ok. godz. 9:10 rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych przebywając tuż niżej poziomu 4 proc. Również rentowność polskich 10-latek lekko dziś rano rosła pozostając jednak poniżej poziom 6,3 proc.

Po dwóch dniach silniejszych spadków minimalnie taniały dziś kontrakty na ropę naftową (WTI na NYMEX-ie -0,17 proc., Brent -0,13 proc. na ICE ok. godz. 9:05). Drożały natomiast kontrakty na gaz ziemny na NYMEX-ie (+2,43 proc. ok. godz. 9:05). Poniżej poziomu „covidowego” minimum z marca w 2020 spadła dziś cena kontraktów na pallad na NYMEX-ie. Lekko taniały dziś również kontrakty na srebro (-0,34 proc. ok. godz. 9:05), platynę (-0,49 proc.) i pallad (-1,91 proc.). Cena złota na COMEX-ie była dziś rano na poziomie wczorajszego zamknięcia utrzymując się tuż powyżej swojego najniższego poziomu od końca grudnia ub.r. Najniższy poziom od września 2021 osiągnęła dziś rano cena kontraktów na pszenicę na CBOT.

Amerykański dolar lekko dziś słabł wobec innych głównych walut (EUR/USD +0,08 proc., USD/JPY –0,3 proc. ok. godz. 9:00).

Stabilne były kursy polskiego złotego względem euro (+0,01 proc. ok. godz. 9:00, USD/PLN -0,09 proc.)

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł wczoraj do 14 lutego i dziś rano kontynuował zniżkę poniżej poziomu 22000 USD (-0,51 proc. ok. godz. 9:00).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Traktat sopocki znów w mocy

Profesor Adam Glapiński jest słownym człowiekiem, jak raz coś obiecał w Sopocie, to słowa dotrzymuje. To już pół roku z główną stopą procentową na poziomie 6,75%, ciekawe czy to już oficjalny koniec cyklu podwyżek.

Stopy procentowe bez zmian

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła rynków. Niemal wszyscy analitycy spodziewali się pozostawienia stóp procentowych na niezmienionych poziomach. Na złotym było widać co prawda gwałtowne ruchy, ale wśród komentatorów nie ma zgody co do ich przyczyn. Jest jednak zgoda, że nie powinno to być wywołane decyzją Rady. Najprawdopodobniej, któryś z dużych graczy przerzucił na rynku olbrzymią ilość kontraktów, co spowodowało dostosowanie cen. Przed tym gwałtownym ruchem mieliśmy jednak niewiele słabszy ruch w drugą stronę. W rezultacie wczoraj przy zmienności minimum do maksimum ponad 3 grosze złoty finalnie umocnił się niecały grosz względem euro. Dzisiaj zostaje jeszcze konferencja prasowa, ta zawsze budzi duże emocje.

Amerykanie znów mają dobrą passę

Dolar ostatnio dostaje dużo wsparcia. Z jednej strony dane makroekonomiczne, które dla odmiany są bardzo korzystne, przynajmniej z punktu widzenia dolara. Mowa tutaj przede wszystkim o rynku pracy. Zarówno wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, jak i raport ADP na temat zatrudnienia. Oczekiwania względem piątkowych danych podsumowujących rynek pracy coraz bardziej rosną. Z drugiej strony ostatnia wypowiedź szefa FED mocno podniosła szanse na 0,5% wzrostu stóp na marcowym posiedzeniu zamiast oczekiwanych obecnie 0,25%. To właśnie zwiększone zakupy dolara w związku z oczekiwaną wyższą podwyżką są powodem ostatnich umocnień amerykańskiej waluty.

Kanada jednak czeka na USA

Bank Kanady jest w dość nietypowej sytuacji. Kraj ten zwyczajowo utrzymywał stopy procentowe powyżej amerykańskich. Ostatnie spadki tempa inflacji spowodowały jednak, że wstrzymał cykl podwyżek stóp procentowych. Przy głównej stopie procentowej na 4,5% ceny rosną zaledwie o 5,9%, co może sugerować pewien poziom kontroli. Tym bardziej że inflacja bazowa spadła do 5%. Wczorajszy brak podwyżki spowoduje jednak, że najprawdopodobniej jeszcze w tym miesiącu to USA będą mieć wyższe stopy procentowe niż Kanada. W rezultacie tych danych dolar kanadyjski traci ostatnio wyraźnie względem amerykańskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – wystąpienie szefa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Kobiety a inwestycje – profil inwestorki

Przez lata kobieta operująca na rynkach finansowych była kimś wyjątkowym. W XXI wieku nastąpiła dynamiczna zmiana i udziały pań wśród ogółu inwestorów z roku na rok jest coraz większy. Kim jest typowa inwestorka? Danymi na ten temat podzieliła się Grupa XTB.

Ostatnie trzy lata to czas, w którym rynki finansowe stały się niezwykle popularne. W 2020 roku mieliśmy do czynienia z niskimi stopami procentowymi, wzrostem cyfryzacji oraz lockdownem. Ten ostatni spowodował, że ludzie mieli więcej czasu, by móc zapoznać się z tym, jak działają rynki finansowe. Szczególnie, że w obecnych czasach w wielu miejscach, m.in. na platformie XTB, można znaleźć ogrom darmowej wiedzy dotyczącej inwestowania.

2022 rok to natomiast ogromna zmienność rynków, spowodowana napiętą sytuacją geopolityczną. Inflacja na całym świecie dała się ludziom we znaki i to zmotywowało dużą część społeczeństwa do próby ochrony zgromadzonego kapitału, m.in. poprzez operacje na rynkach finansowych.

Rynki finansowe coraz bardziej kobiece

Według danych platformy inwestycyjnej XTB, w 2022 roku udział kobiet wśród nowych klientów okazał się być rekordowym. Wyniósł on bowiem 16%. Jeszcze do niedawna ten odsetek był zdecydowanie niższy, ale w ostatnich latach zaczyna on wzrastać. Co może być tego przyczyną?

– Powstała tzw. luka płciowa, czyli różnica między odsetkiem mężczyzn i kobiet będących nowymi uczestniczkami rynku kapitałowego, wynosi 68%. Oznacza to, że choć w mniejszości, to kobiety istnieją w tej branży, a zaobserwowana tendencja rosnąca jest pozytywnym sygnałem. Jako podstawową przyczynę rosnącego udziału kobiet, wskazałabym zmianę w postawie samych kobiet we współczesnym świecie, które są aktywne zawodowo, kreatywne i podejmują działania w obszarach dotychczas uznanych za domenę mężczyzn. Pojawia się tu aspekt rywalizacji między płciowej, czy też próba udowodnienia, że kobiety tak samo jak płeć przeciwna mogą osiągnąć sukces w tej dziedzinie – komentuje dr Anna Szczepańska-Przekota z Wydziału Nauk Ekonomicznych Politechniki Koszalińskiej.

Dane dotyczące udziału kobiet wśród ogółu inwestorów jeszcze ciekawiej prezentują się w podziale na poszczególne kraje. Z danych XTB wynika, że największy udział inwestorek wśród uczestników rynków finansowych jest w Rumunii. Obecnie panie stanowią tam aż 26 proc. Ten wynik może być dla innych wzorem, ponieważ drugim krajem z największym udziałem kobiet jest Wielka Brytania. Tam stanowią one 14 proc. ogółu inwestorów. Najmniejszy odsetek kobiet wśród inwestorów występuje w Czechach, Francji i Niemczech. To jedyne rynki, na których wynosi on obecnie poniżej 10 proc.

Tak wyglądają inwestycje kobiet

Przez lata można było usłyszeć wiele stereotypów dotyczących obecności pań na rynkach finansowych. Fakty jednak okazują się być zupełnie inne. Kobiety i ich wybory inwestycyjne nie odbiegają znacząco od tego, co można zaobserwować wśród mężczyzn. W latach 2020-2022 panie najczęściej stawiały na CFD na indeksy światowych giełd. W tym przypadku dominowały dwa rynki – amerykański i niemiecki.

Do ciekawych wniosków można również dojść, spoglądając na wybory pań na rynku akcji. W latach 2020-2022 kobiety wyraźnie stawiały na BigTechy. Wystarczy powiedzieć, że w tym okresie na platformie XTB panie najchętniej nabywały akcje trzech amerykańskich spółek – Palantir Technologies, Tesla oraz Apple. To jednak nie oznacza, iż panie nie wierzyły w lokalne spółki. Dane z poszczególnych krajów pokazują, że sentyment regionalny był mocno widoczny. W omawianym okresie w Polsce najpopularniejsze było bowiem CCC, w Czechach CEZ, we Francji TechnipFMC, a w Hiszpanii International Consolidated Airlines Group.

W czym kobieta na rynku różni się od mężczyzn?

Dane XTB pokazują, iż kobieta na rynku finansowym to użytkownik o innym profilu niż mężczyzna. Przede wszystkim panie są nieco starsze. W ich przypadku średnia wieku wynosi 37 lat, a wśród mężczyzn jest to 35. Jednakże największa różnica dotyczy sposobu inwestowania.

W ostatnich latach wśród panów inwestowanie częściej przebiegało za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Można natomiast zauważyć, iż panie są większymi tradycjonalistkami. Aż 59 proc. transakcji zainicjowanych przez kobiety zostały przeprowadzone za pośrednictwem aplikacji desktopowej, czyli za pomocą komputera.

– Rzeczywiście dysproporcja w wykorzystaniu urządzeń inwestycyjnych jest duża, ale w mojej ocenie nie jest zaskakująca. Wskazałabym dwie przyczyny takiego stanu: natura ludzka i czas – wskazuje dr Szczepańska-Przekota.

– Kobiety są z natury ostrożniejsze, potrzebują więcej informacji do podjęcia decyzji. Podjęcie decyzji inwestycyjnej zajmuje kobietom więcej czasu, ale robią to w oparciu o wnikliwe analizy, nierzadko korzystają z różnego rodzaju konsultacji. Dokonywanie transakcji poprzez aplikację desktopową stwarza poczucie większej kontroli i bezpieczeństwa nad swoimi finansami. Mężczyźni natomiast podejmują decyzje szybciej, są mniej cierpliwi, i nie pytają nikogo o zdanie. Dlatego urządzenia mobilne są ich sprzymierzeńcem – analizuje ekspertka z Politechniki Koszalińskiej.

Kobiety mogą podbić rynki finansowe

Czasy, w których dominowało stereotypowe podejście do “podziału ról w gospodarstwach domowych” mijają. Jako społeczeństwo dążymy do budowania relacji partnerskich, w którym każdy powinien mieć przestrzeń do samorozwoju. Potencjał na dynamiczny wzrost liczby kobiet na rynkach finansowych jest ogromny, bowiem na studiach chętnie wybierają one kierunki ekonomiczne, m.in. w Polsce przeważają pod tym względem nad mężczyznami. Co więc należy robić, aby zachęcić panie do aktywniejszego zarządzania finansami?

Właściwym kierunkiem będzie działalność dydaktyczną w zakresie finansowego samokształcenia się kobiet. Krajowe i międzynarodowe organizacje, kluby czy zrzeszenia mogą w tym pomóc, wspierając kobiety poprzez oferowanie przystępnych materiałów dydaktycznych oraz warsztatów dla pań. Może to działanie stanie się trampoliną do świata inwestycji – sugeruje dr Anna Szczepańska-Przekota.

Ważną kwestią na rynku pracy są działania ze strony pracodawców, mające pomóc kobietom godzić karierę z rolą matki. Narzędzia w postaci oferowania kobietom możliwości pracy na część etatu czy umożliwienie pracy w elastycznych godzinach pozwalają na stworzenie warunków na rozwój indywidualnych cech zarządczych pań – kończy ekspertka.

Co dalej ze stopami procentowymi w Polsce? Jakimi przesłankami kieruje się RPP?

Przed nami decyzja Rady Polityki Pieniężnej ws. stóp procentowych, jaka zwieńczy kolejne już, 2-dniowe posiedzenie. Jak zwykle nie znamy godziny podania decyzji, ale ponieważ czasu na dyskusję jest od stycznia nieco więcej po powrocie do posiedzeń 2-dniowych, zatem można zakładać, że werdykt poznamy w środę, we wczesnych godzinach popołudniowych. Ekonomiści raczej nie spodziewają się niespodzianki. Czy jednak coś przemawia za zmianą?

Stopa referencyjna w Polsce od września zatrzymała się na poziomie 6,75%. Według najnowszych danych BIK w lutym 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało nadal mniej osób r/r – spadek o 37,4%. Jednak – co interesujące – w porównaniu do stycznia 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 43,5%. Warto przy tym podkreślić, że dane te nie oznaczają jeszcze ożywienia popytu na rynku kredytów mieszkaniowych. Jest to raczej sygnał stabilizacji popytu na niskim poziomie. Kiedy więc będziemy mogli mówić o poprawie? Wówczas, gdy w danym miesiącu będziemy mieć zapytania na wyższą kwotę niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku, a na to zapewne będziemy musieli poczekać. Tym bardziej, że często powtarzana jest informacja przez NBP, iż formalnie cykl podwyżek nie jest jednak jeszcze zakończony. Co więc musiałoby się stać, aby RPP zebrała się i zagłosowała za podwyżką stóp procentowych?

Choć inflacja wciąż jest znacznie wyższa od ceny pieniądza, za brakiem dalszych podwyżek przemawiało umocnienie złotego w IV kwartale ub.r. Ponadto, w wielu krajach na świecie w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy dezinflacyjne tendencje – co mogło napawać nas optymizmem. Dodatkowo styczniowy odczyt inflacji CPI w Polsce wyniósł 17,2% r/r, wypadając poniżej prognoz, które wynosiły 17,6% – czyli mamy argument za tym, aby pozostawić stopy procentowe „w spokoju”.

Za dalszym utrzymywaniem naszych rat kredytowych na obecnym poziomie przemawiać będzie również fakt, że wiosną ubiegłego roku doszło do wyraźnego przyspieszenia dynamiki wzrostu cen w kolejnych miesiącach. Oznacza to, że teraz odnosić będziemy się do tych „gorszych” czasów, czyli do wyższej bazy.

Choć kwestia rosnącej bazy, nieco silniejszego w ostatnich miesiącach złotego, czy wreszcie jesiennych wyborów parlamentarnych może być argumentem dla neutralnych głosów, czy wręcz tych postulujących do obniżki stóp procentowych, nie można też zapominać o tym, jak zmieniają się oczekiwania wobec polityki monetarnej najważniejszych banków centralnych.

Ostatnie dane inflacyjne z USA sygnalizują, że inflacja w Stanach Zjednoczonych jednak nie cofa się tak szybko jak niektórzy przypuszczali.  W połączeniu z wciąż mocnymi danymi z rynku pracy, przesuwa to w górę oczekiwania dotyczące miejsca, gdzie zakończy się cykl podwyżek stóp procentowych za oceanem, ale i także czasu, kiedy miałoby do tego dojść.

Jeśli spojrzymy na aktualne wyceny przyszłych stóp, przed nami jeszcze najprawdopodobniej trzy ich podwyżki po 25 pb. O ile w poprzednich miesiącach oczekiwano, że pierwsza obniżka pojawić się tam może już w listopadzie br., o tyle teraz te oczekiwania przesuwają się na marzec 2024 roku.

To z kolei tworzy złotemu de facto konkurencję i może prowadzić do jego osłabiania wobec dolara. Jeśli natomiast skala tego osłabienia zaczęłaby się robić ponownie niepokojąco duża, RPP może w pewnym momencie zostać zmuszona bronić krajowej waluty wyższym jej oprocentowaniem. Pojawia się więc pytanie, gdzie jest nasz próg bólu?

“Rozwód” z Kanye Westem wpływa na zarobki Adidasa

Rozwiązanie partnerstwa z amerykańskim raperem Kanye Westem w październiku ubiegłego roku miało wysoką cenę dla Adidasa. Firma szacuje utracone dochody na wysokość 1,2 mld euro, gdyby nie udało im się sprzedać pozostałego inwentarza. West jest bardziej popularny niż Messi i Puchar Świata, ponieważ sponsoring Adidasa nie przynosi pożądanej sprzedaży, aby wyrównać straty z rozpadu współpracy.

Adidas podał czwarte ostrzeżenie o zyskach w mniej niż sześć miesięcy. Firma szuka drastycznych zmian pod kierownictwem nowego dyrektora generalnego, Bjorna Guldena. Stwierdził on, że 2023 jest rokiem transformacji i niepewności wśród wysokiego ryzyka recesji w Europie i Ameryce Północnej oraz powolnego chińskiego ożywienia.

W zeszłym miesiącu firma zaskoczyła inwestorów, publikując wstępne wyniki za rok 2022, wyzwalając spadek akcji i zamykając je o prawie 11 proc. niżej. Dzisiejsza aktualizacja nie daje uspokajających przesłanek, ale zachęca inwestorów do pewności siebie, a przede wszystkim cierpliwości. Dywidendy za cały rok zostały obcięte o 79 proc.

Wydaje się, że decyzje oparte na etyce i moralności, dla rynków nadal pozostają drugorzędne, a firma może jedynie dostosować się lub odejś, aby pozostać konkurencyjną i zrównoważoną w dłuższej perspektywie.

Gabriel Debach, analityk rynkowy eToro

Prawa kobiet w pracy w okresie ciąży i macierzyństwa

Kobiety w ciąży oraz pracujące mamy należą do szczególnej grupy pracowników. Podlegają ochronie w pracy zawodowej, mają także dodatkowe prawa i przywileje wynikające z Kodeksu pracy. Regulacje te ułatwiają łączenie aktywności na polu zawodowym z życiową rolą mamy. W Dzień Kobiet, radczyni prawna Marta Wadas z Kancelarii Kupilas i Krupa w Bielsku-Białej, przygotowała zestawienie praw kobiet w pracy. 

Zwolnienie z pracy

Zgodnie z przepisami Kodeksu pracy kobieta w ciąży jest chroniona przed zwolnieniem przez cały okres ciąży aż do zakończenia urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego czy wychowawczego. Ochrony nie stosuje się jednak do pracownicy w okresie próbnym, nieprzekraczającym jednego miesiąca. Umowa o pracę zawarta na czas określony albo na okres próbny przekraczający jeden miesiąc, która uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, ulega przedłużeniu do dnia porodu. Nie ma to jednak zastosowania do umowy o pracę na czas określony zawartej w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy. Jednak, w zdecydowanej większości przypadków, pracodawca nie może więc wypowiedzieć ani rozwiązać z nią umowy o pracę.  Nie dotyczy to jednak sytuacji, gdy zachodzą przyczyny uzasadniające rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z jej winy. Mowa tu np. o ciężkim naruszeniu podstawowych obowiązków pracowniczych, jak kradzież mienia pracodawcy czy skopiowanie ze służbowego komputera poufnych danych. Co istotne, z zasady tej nie wynika także zakaz rozwiązywania umowy o pracę za porozumieniem stron albo zmiany warunków pracy i płacy w drodze takiego porozumienia.

Żaden przepis nie zabrania również, aby ciężarna sama wypowiedziała umowę o pracę. Gdyby jednak złożyła stosowne oświadczenie, nie wiedząc, że jest w ciąży, to może uchylić się od jego skutków – podkreśla radczyni  prawna Marta Wadas z Kancelarii Kupilas i Krupa w Bielsku-Białej.

Należy mieć jednak na uwadze, że zakaz wypowiadania umowy o pracę, o którym mowa powyżej nie oznacza automatycznie, że takie wypowiedzenie jest bezskuteczne. Jest to wypowiedzenie niezgodne z prawem, a pracownica może wystąpić do sądu m.in. z pozwem o uznanie go za bezskuteczne.

Wyjście z pracy a badania kobiet w ciąży

Zgodnie z art. 185 § 2 kodeksu pracy pracodawca jest obowiązany udzielać pracownicy ciężarnej zwolnień od pracy na zalecone przez lekarza badania lekarskie, przeprowadzane w związku z ciążą, jeżeli badania te nie mogą być przeprowadzone poza godzinami pracy. Za czas nieobecności w pracy z tego powodu pracownica zachowuje prawo do wynagrodzenia. Niezbędne jest, aby ciąża została wykazana pracodawcy odpowiednim zaświadczeniem wydanym przez lekarza. Badania natomiast muszą mieć związek z ciążą, zatem nie może być to chociażby kontrolna wizyta u dentysty. Muszą być także zlecone przez lekarza, a więc nie dodatkowe, o wykonaniu których decyzję podejmuje sama ciężarna.  Ponadto powinny to być badania,  których nie można wykonać poza godzinami pracy – przykładowo są to badania krwi, które muszą zostać wykonane rano, na czczo.

Jakich prac nie mogą wykonywać kobiety w ciąży i karmiące piersią?

Pracownice w czasie ciąży oraz w czasie karmienia piersią, zgodnie z art. 176 § 1 kodeksu pracy,  nie mogą wykonywać prac uciążliwych, niebezpiecznych lub szkodliwych dla zdrowia. Prace te bowiem  mogą mieć niekorzystny wpływ na ich zdrowie, przebieg ciąży lub karmienie dziecka piersią. W rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 3 kwietnia 2017 r. w sprawie wykazu prac uciążliwych, niebezpiecznych lub szkodliwych dla zdrowia kobiet w ciąży i kobiet karmiących dziecko piersią jako taką pracę wskazano:

  • dla kobiet w ciąży, np.:

– ręczne podnoszenie i przenoszenie przedmiotów o masie przekraczającej 3 kg,

– prace na stanowiskach z monitorami ekranowymi – w łącznym czasie przekraczającym 8 godzin na dobę, przy czym czas spędzony przy obsłudze monitora ekranowego nie może jednorazowo przekraczać 50 minut, po którym to czasie powinna nastąpić co najmniej 10-minutowa przerwa, wliczana do czasu pracy

  • dla kobiet karmiących piersią, np.: ręczne podnoszenie i przenoszenie przedmiotów o masie przekraczającej: 6 kg – przy pracy stałej, 10 kg przy pracy dorywczej
  • dla kobiet w ciąży i kobiet karmiących dziecko piersią: prace stwarzające ryzyko zakażenia: wirusem zapalenia wątroby typu B, wirusem ospy wietrznej i półpaśca, wirusem różyczki, wirusem HIV, wirusem cytomegalii, pałeczką listeriozy, toksoplazmą.

Pracodawca zatrudniający pracownicę w porze nocnej jest obowiązany na okres jej ciąży zmienić rozkład czasu pracy w sposób umożliwiający wykonywanie pracy poza porą nocną.  Jeżeli jest to niemożliwe lub niecelowe, przenieść pracownicę do innej pracy, której wykonywanie nie wymaga pracy w porze nocnej. W razie braku takich możliwości pracodawca jest zobowiązany zwolnić pracownicę na czas niezbędny z obowiązku świadczenia pracy. Jak wskazuje, radczyni prawna Marta Wadas, zmiana warunków pracy w takich okolicznościach nie wymaga wręczenia pracownicy wypowiedzenia o zmianie warunków pracy i płacy, a odbywa się na podstawie polecenia pracodawcy.

Przerwa w pracy dla mam karmiących piersią

Pracownica karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy. Z kolei pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda. Pracownica może złożyć wniosek o udzielenie jej przerw łącznie, a pracodawca powinien ten wniosek uwzględnić. Może to oznaczać, np. późniejsze rozpoczęcie pracy lub jej kończenie o godzinę wcześniej. Z istoty tego uprawnienia wynika również, że przerwy na karmienie nie mogą być łączone w dłuższym okresie, co skutkowałoby możliwością wzięcia dnia wolnego. Pamiętać jednak należy, że pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują, a jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie. Nie jest wskazany wiek dziecka, do którego możliwe jest korzystanie z przerwy na karmienie. Nie istnieją też szczególne wymagania co do tego, jak pracownica ma udowodnić fakt karmienia dziecka. Powinno się to odbywać na podstawie jej oświadczenia, że karmi piersią, jednakże w razie wątpliwości pracodawcy, na jego żądanie należy ten fakt udokumentować odpowiednim zaświadczeniem lekarskim.

Polska w czołówce pod względem długości urlopu macierzyńskiego

Polska jest krajem, gdzie kobietom, w porównaniu z innymi krajami europejskimi, przysługuje długi urlop macierzyński. W przypadku urodzenia jednego dziecka jest to 20 tygodni, aż do 37 tygodni w przypadku urodzenia piątki i więcej dzieci przy jednym porodzie. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego istnieje natomiast możliwość skorzystania z urlopu rodzicielskiego od 32 do 34 tygodni (w zależności od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie).

Warto także pamiętać, że prawo do urlopu macierzyńskiego przysługuje nie tylko w przypadku urodzenia dziecka, ale również m.in. w sytuacji adopcji dziecka. Oprócz urlopu na warunkach urlopu macierzyńskiego pracownikowi adoptującemu dziecko lub dzieci przysługuje prawo do urlopu rodzicielskiego na takich samych zasadach jak przysługujący rodzicom biologicznym – podkreśla prawniczka Marta Wadas.

Zwolnienie od pracy z tytułu opieki nad dzieckiem

Zgodnie z art. 188 Kodeksu pracy pracownikowi wychowującemu przynajmniej jedno dziecko w wieku do 14 lat przysługuje w ciągu roku kalendarzowego zwolnienie od pracy w wymiarze 16 godzin albo 2 dni, z zachowaniem prawa do wynagrodzenia. Zwolnienie od pracy, o którym mowa wyżej, udzielane w wymiarze godzinowym, dla pracownika zatrudnionego w niepełnym wymiarze czasu pracy ustala się proporcjonalnie do wymiaru czasu pracy tego pracownika. Pracownik może skorzystać z dni wolnych po uprzednim złożeniu wniosku  do pracodawcy. O sposobie wykorzystania w danym roku kalendarzowym takiego zwolnienia decyduje pracownik. Informacja ta znajduje się w pierwszym wniosku o udzielenie zwolnienia, które składa się w danym roku kalendarzowym. Prawo to przysługuje w tym samym wymiarze także w roku, gdy najmłodsze dziecko kończy 14 lat, niezależnie od miesiąca, w którym to następuje.

RPP utrzymuje status quo. Co dalej?

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe w Polsce w marcu pozostały utrzymane na niezmienionym poziomie. W zasadzie nikt nie spodziewał się zmian, choć z pewnością marcowe posiedzenie mogło należeć do ciekawszych. Jest to związane z dostępnością nowych projekcji makroekonomicznych, które pomimo możliwego wzrostu inflacji w lutym do wyższego niż obecnie poziomu, mogą pokazać szybsze schodzenie inflacji do celu. To z kolei będzie kluczowe przy dywagacjach na temat pierwszej obniżki stóp, być może w tym roku.

Poprzednie projekcje makroekonomiczne pokazywały, że inflacja spadnie do jednocyfrowego poziomu pod koniec tego roku. Jednak szef NBP, prof. Glapiński podczas poprzedniej konferencji spekulował, że widzi szanse na zejście nawet do zakresu 6-8%. Jeśli faktycznie najnowsza projekcja pokazałaby, że centralne oczekiwania wskazują na taki poziom, to wtedy furtka do obniżek pojawiłaby się. Nie można również nie patrzeć na obniżki przez pryzmat polityczny, gdyż na jesieni odbędą się wybory parlamentarne. Z drugiej strony rząd oraz inne partie polityczne prześcigają się w znajdowaniu nowych pomysłów, które miałyby ulżyć obywatelom posiadającym kredyty. Nie można wykluczyć również scenariusza przedłużenia wakacji kredytowych w połowie roku, choć taki scenariusz zakładałby utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie.

Oczywiście na ten moment trudno mówić o potrzebie obniżek stóp procentowych, patrząc na inflację przekraczającą 17%. Niemniej przestrzeń według Rady może pojawić się wraz z szybszym spadkiem inflacji. Oczywiście pewien spadek od marca powinien być widoczny ze względu na efekt bazy, ale z drugiej strony obserwujemy dosyć wysokie ceny paliw. Obecnie bliżej jest do poziomu 7 zł za litr benzyny niż poziomu 6 zł, który obserwowaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem wojny w zeszłym roku, a cena ropy i poziom dolara wskazywałby raczej na ten niższy poziom.

Złoty pozostaje stabilny po decyzji, a w ostatnich dniach jest również całkiem mocny. Za euro płacimy blisko 4,68 zł, za dolara 4,44 zł, za franka 4,71 zł, za funta 5,25 zł. Jutro w czwartek konferencja o 15:00, która może przynieść sporo komentarzy na temat najnowszych prognoz!

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

Podaż powierzchni magazynowej w 2022 roku przekroczyła rekordowy poziom 4,4 mln mkw.

Według najnowszego raportu pt. „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, rok 2022 był rekordowy pod względem dostarczonej nowej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce. Również aktywność najemców utrzymywała się na stosunkowo wysokim poziomie, a wolumen powierzchni magazynowej będącej w budowie stopniowo się zmniejszał.

– Wskutek intensywnej aktywności deweloperów w Polsce, ubiegły rok zamknęliśmy rekordową nową podażą – ponad 4,4 mln mkw. magazynów. Ten wynik szedł w parze z utrzymującym się na wysokim poziomie popytem – prawie 6,7 mln mkw., co stanowi drugi wynik w historii tego rynku. Pokazuje to, że polski rynek magazynowo-przemysłowy nadal pozostaje bardzo atrakcyjny na tle Europy – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska. – Rok 2023 będzie okresem jeszcze bardziej wzmożonej redefinicji łańcuchów dostaw, optymalizacji kosztów i poszukiwania oszczędności, a całkowite zasoby magazynowe przekroczą 30 mln mkw.

Na koniec 2022 r. zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce wyniosły 28,3 mln mkw., co oznacza wzrost o 18,9% w ciągu roku. W ubiegłym roku dzięki wysokiej aktywności deweloperzy dostarczyli na rynek rekordowe 4,4 mln mkw., co jest wynikiem o ponad 42% wyższym niż w 2021 r. Niemniej w IV kw. 2022 r. nowa podaż wyniosła niewiele ponad 820 tys. mkw., co jest prawie 31% spadkiem w porównaniu z kwartałem poprzednim.

Na koniec grudnia 2022 r. w budowie znajdowało się ponad 3,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej, tj. o 14,6% mniej niż w III kw. 2022 r. i prawie 30% mniej niż pod koniec I kw. 2022 r., kiedy to w budowie pozostawało rekordowe ponad 4,8 mln mkw. To pokazuje, że deweloperzy ostrożniej podejmują decyzje odnośnie rozpoczynania nowych inwestycji, szczególnie tych niezabezpieczonych umowami najmu przynajmniej w 50%. Największe spadki wolumenu powierzchni w budowie w ciągu roku zaobserwowano w Polsce Centralnej (prawie 388 100 mkw. i 51% mniej w porównaniu I kw. vs. IV kw. 2022 r.) oraz na Dolnym Śląsku (237 700 mkw. i 38% mniej w analogicznym okresie).

Aktywność najemców nadal jednak utrzymuje się na dość wysokim poziomie. W całym 2022 r. podpisano umowy najmu na prawie 6,7 mln mkw., co jest drugim najwyższym wolumenem powierzchni wynajętej w historii polskiego rynku magazynowego. W porównaniu z rekordowym rokiem 2021 jest to spadek 8,9% r/r. W IV kw. 2022 r. najemcy podpisali umowy najmu na prawie 1,53 mln mkw. – to o 2% więcej niż w kwartale poprzednim. Najwyższy popyt w 2022 r. odnotowano w II kw. – 2,09 mln mkw. Popyt netto na powierzchnię magazynową i przemysłową wzrósł do 4,46 mln mkw. i stanowił 67% popytu brutto.

W 2022 r. największy udział procentowy w wolumenie transakcji miały nowe umowy najmu (60%), a w dalszej kolejności renegocjacje (33%) oraz ekspansje (7%). Wraz z rosnącym zainteresowaniem najemców optymalizacją kosztów w dotychczasowych lokalizacjach widzimy stały wzrost udziału renegocjacji w całkowitym popycie, który w IV kw. 2022 r. przekroczył 40% całkowitego popytu odnotowanego w tym kwartale. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 345 200 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji zawartych w 2022 r. znalazły się między innymi: przedłużenie umowy najmu 123 tys. mkw. przez VidaXL w VidaXL BTS Września, czy wynajęcie 90 tys. mkw. przez BestSecret w dedykowanym dla tej firmy obiekcie BTS budowanym przez Panattoni.

Udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach nieznacznie spadł na koniec grudnia ubiegłego roku do 4,1%, co oznacza spadek o 0,2 pp. k/k, ale wzrost o 0,4 pp. r/r. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 1,17 mln mkw. w porównaniu z 1,56 mln mkw. w obiektach będących w budowie.

 

W zależności od lokalizacji w 2022 r. czynsze za powierzchnie magazynowe w Polsce odnotowały ok. 15-20% – a nawet do 30% – wzrost. Powoli się one stabilizują. Niemniej Polska nadal pozostaje bardzo konkurencyjną lokalizacją dla inwestycji magazynowo-przemysłowych w Europie. Na chwilę obecną nowo budowane magazyny kwotowane są na poziomie bazowym powyżej EUR 4/mkw./miesiąc.

– W 2023 r. utrzymujące się na relatywnie wysokim poziomie koszty budowy oraz trudności z pozyskaniem finansowania na nowe inwestycje będą przekładały się na dalszy spadek aktywności deweloperów w Polsce. Spodziewamy się utrzymania takiego trendu przynajmniej do II poł. tego roku – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska. – Deweloperzy chętniej będą decydowali się na budowę obiektów w formule BTS czy BTO. Inwestycje spekulacyjne będą realizowali głównie deweloperzy korzystający z własnego źródła finansowania. Dodatkowo poszukując optymalizacji, rynek magazynowy będzie się coraz bardziej skłaniał ku rozwiązaniom z zakresu zrównoważonego rozwoju oraz ESG – dodaje ekspertka.

Nowe technologie oddają kontrolę w ręce ludzi a rezultaty są zaskakujące

  • Raport Life Trends 2023 identyfikuje pięć globalnych trendów, które będą wpływać na biznes, kulturę i społeczeństwo w 2023 roku.
  • Po kilku latach globalnej destabilizacji obecnie ludzie zyskują lepszy dostęp do nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja (AI), internet rzeczy (Web3) i tokenizacja, które kształtują nowy wymiar w sferach kreatywności, społeczności internetowych oraz tożsamości cyfrowej.
  • Jak wynika z raportu Accenture Life Trends 2023 wpływa to na zachowania konsumentów, dlatego przedsiębiorstwa powinny przygotować się do zmian dotychczasowych modeli biznesowych.
  • Raport Life Trends 2023 powstał w ramach kontynuacji badań prowadzonych przez Accenture od 15 lat i prezentowanych dotychczas w raportach Fjord Trends.

Nasze życie codzienne ulega istotnym zmianom: od adaptacji do życia w „wiecznokryzysie”, przez rosnącą popularność społeczności internetowych, po utratę korzyści związanych z pracą stacjonarną, a także wykorzystywanie sztucznej inteligencji do zwiększania kreatywności. W konsekwencji tych zmian – jak dowodzi raport Accenture – przedsiębiorstwa będą funkcjonować w zupełnie nowych realiach.

– Żyjemy w czasach permanentnego kryzysu, w poczuciu ciągłej niepewności i nieustannych zmian. Dynamiczne zmiany dotyczą również potrzeb konsumenckich, do których firmy – koncentrując się na życiu swoich klientów, jego zmiennych okolicznościach oraz priorytetach – muszą się dostosować. Perspektywie „życiocentryczności”, tj. umieszczeniu w centrum zainteresowań przedsiębiorstw życia konsumentów, z całą jego złożonością oraz niepewnością, a także uznaniu jego wpływu na decyzje zakupowe, potrzeby, zachowania oraz nastroje współczesnych konsumentów, poświęcony jest Playbook Accenture The Life-Centricity. W tej perspektywie osadzony jest również tegoroczny raport Accenture Life Trends 2023, prezentujący pięć głównych trendów, które będą wpływać na układ sił pomiędzy firmami a konsumentami w 2023 roku – mówi Rainer Balensiefer, dyrektor zarządzający Accenture Song w Polsce.

Tegoroczny raport Accenture Song, do którego wizualizacji wykorzystano sztuczną inteligencję, został opracowany przez międzynarodowy zespół projektantów, pracowników kreatywnych, specjalistów od technologii, socjologii oraz antropologii. Przedstawia następujące trendy i zjawiska, na które firmy powinny zwrócić uwagę w 2023 roku:

  1. I will survive – Świat przechodzi od jednej globalnej katastrofy do drugiej, ale jak pokazuje historia ludzkości, człowiek adaptuje się do trudnych warunków korzystając z reakcji walki, ucieczki, koncentracji lub zamrożenia. Sposób, w jaki ludzie poradzą sobie z życiem w permanentnym kryzysie, wpłynie na ich decyzje zakupowe, postrzeganie marek oraz pracodawców.
  2. I’m a believer – W niepewnym świecie ludzie szukają miejsc, do których przynależą. Dlatego marki nowej generacji będą rodzić się jako wspólnoty, redefiniując lojalność i współudział w ich budowaniu. Dla przykładu, zdecydowana większość badanych, w ciągu ostatnich sześciu do dziewięciu miesięcy, spróbowała nowego hobby lub dołączyła do nowych społeczności. Trzy zjawiska wspierają ten trend:
  • Silne wspólnoty na platformach takich jak: Reddit, Discord i Twitch.
  • Token-gating: dostęp zarezerwowany wyłącznie dla posiadaczy tokenów.
  • Kolekcjonowanie: digital art, autografy, karty i inne.
  1. As it was – Debata na temat powrotu do pracy stacjonarnej trwa. Jasne jest jednak, iż obecna sytuacja nie jest korzystna dla wszystkich. Każdemu z nas brakuje takich aspektów pracy stacjonarnej, jak osobisty kontakt czy możliwość bezpośredniego przekazywania wiedzy młodszym stażem kolegom. Bez osobistego, fizycznego zaangażowania, firmy mogą stracić pozycję mentora mobilizującego pracowników do innowacyjności, rozwoju i integracji. Nadszedł czas, aby liderzy stworzyli nowe plany godzące sprzeczne interesy.
  2. OK, creativity – Technologia AI stała się ogólnodostępna i szeroko wykorzystywana w procesie twórczym. Sieci neuronowe wspierają kreowanie treści i obrazów, nie wymagając od użytkowników indywidualnego wysiłku, ani umiejętności. Firmy będą musiały szukać sposobów wyróżnienia się w morzu generowanych przez AI przekazów i wykorzystywać ją do rozwoju swojej innowacyjności.
  3. Signed, sealed, delivered – Sposoby korzystania (także nieuczciwe) z danych osobowych od dawna wymagają transformacji. Brak transparentności firm w budowaniu cyfrowych doświadczeń klientów, przekłada się na brak zaufania ze strony konsumentów. Wkrótce, dzięki cyfrowym portfelom zawierającym tokeny (m.in. jako metodę płatności, identyfikator lub kartę lojalnościową), klienci odzyskają kontrolę nad tym, jakie dane udostępniają lub sprzedają w sieci. To dobra wiadomość dla firm. Dane przekazane dobrowolnie mają większą wartość niż informacje pochodzące od podmiotów trzecich, które w świecie bez cookies będą blokowane.

Ludzie, doświadczając kryzysów w różnych sferach i sytuacjach, odczuwają naturalną potrzebę zachowania kontroli. W tym celu najczęściej muszą coś zmienić, a te zmiany mają nieodzowny wpływ na firmy i organizacje. Nie musi jednak on być niekorzystny. Zrozumiany i umiejętnie pokierowany, pozwoli na nowo budować relacje, rozwijać technologie, tworzyć nowe przestrzenie. Upowszechnianie się i demokratyzacja zaawansowanych, i dotychczas dostępnych tylko dla wykwalifikowanych specjalistów technologii takich jak AI, może również mieć znaczący wpływ nie tylko na poczucie stabilności i kontroli jutra wśród ludzi, ale również może przemodelować relacje i układ sił między firmami i ich klientami. Jesteśmy świadkami złożonej rewolucji, która sprawia, że nadążanie za zmianami, przewidywanie trendów i odważne sięganie po nieznane dotąd powszechnie technologie wpisują się w DNA firm i konsumentów Krzysztof Ślęczka, dyrektor zarządzający obszarem Consumer Goods and Services w Accenture w Polsce.

FPP otwiera biuro w Brukseli

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) otworzyła swoje biuro w Brukseli, a jego szefem został Mariusz Korzeb – ekspert ds. gospodarczych i podatkowych. Dzięki stałej obecności w Brukseli FPP będzie proaktywnie działać w zakresie legislacji unijnej. Biuro w Brukseli pozwoli lepiej identyfikować wyzwania i zagrożenia dla polskich firm płynące ze strony propozycji legislacyjnych, a także brać proaktywny udział w licznych debatach, konferencjach i innego rodzaju wydarzeniach odbywających się z udziałem europejskich decydentów oraz interesariuszy. To także szansa na nawiązywanie międzynarodowych koalicji i porozumień, tworzenie nowych szans i możliwości rozwoju dla członków FPP.

„Dzięki stałej obecności w Brukseli będziemy mieli lepszy dostęp do unijnego procesu legislacyjnego i decydentów. Pozwoli to nam szybciej reagować na inicjatywy UE i lepiej realizować interesy naszych firm i organizacji członkowskich. Przedstawicielstwo w Brukseli to kolejny etap, nasz kamień milowy, aby zbudować silną organizację – której głos będzie słyszalny nie tylko w kraju, ale również na poziomie UE. Nowe otwarcie w Brukseli to logiczna konsekwencja działań podejmowanych przez FPP w kraju, gdzie wspólnie z partnerami dokonujemy konsolidacji biznesu. Chcemy sprawić, by głos polskich przedsiębiorców był słyszalny w skali międzynarodowej, by miał wpływ na europejską debatę o gospodarce, o jej przyszłości, o wyzwaniach przed którymi stoimy i sposobach radzenia sobie z zagrożeniami” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).FPP otwiera biuro w Brukseli 2

„Dużo się dzieje w regulacjach na poziomie UE. Aktualnie trwają prace nad projektem dyrektywy o pracy platformowej czy jawności wynagrodzeń, a także w szeroko rozumianym obszarze energetycznym. FPP będzie w centrum tych wydarzeń i zamierza mieć wpływ na kształt regulacji prawnych, które będą wdrażane do krajowego porządku prawnego. Nasze biuro będzie działać w Brukseli bardzo aktywnie – planujemy liczne inicjatywy i realne przedsięwzięcia z korzyścią dla polskich przedsiębiorców. W najbliższym czasie przedstawimy naszą agendę na 2023 rok” – dodaje Mariusz Korzeb, szef brukselskiego biura Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Skąd nagłe umocnienie złotego?

Złoty zaliczył fenomenalny początek tygodnia. Wzmocnił się bardzo wobec euro. Polska waluta odrabiała straty. Możliwe, że przed nami stabilizacja kursu polskiej waluty.

Już przełom lutego i marca był dla złotego dobry. Za euro na początku lutego płaciliśmy na poziomie 4,70 zł. Minimum z ostatnich 52 tygodni to 4,55 zł za euro. Maksimum to 4,99 zł (cena z 6 marca 2022 r.). Dolar jest nieco poniżej poziomu 4,40 zł.

– Złoty był zbyt słaby we wcześniejszych tygodniach, co było zastanawiające – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Można to wiązać z oczekiwaniami inwestorów na informacje o obniżkach stóp procentowych, nie dotyczących Polski.

Inwestorzy czekają na decyzje dwóch najważniejszych banków centralnych i realizują spekulacyjne warianty przypatrując się inflacji. Decyzję EBC poznamy dopiero za dwa tygodnie, a decyzję Fed za trzy tygodnie. Niemniej na ten moment rynek jest ponownie bardziej przekonany o mocniejszym jastrzębim nastawieniu ze strony Rezerwy Federalnej. Rentowności przebijają psychologiczną barierę, a dolar wydaje się odzyskiwać blask.

EBC pozostaje w większości jastrzębie. Wciąż są mocne podstawy do podwyżki 50 pb na posiedzeniu 16 marca. Szefowa EBC mówiła na początku marca, że dalsze podwyżki będą potrzebne i nie jest w stanie określić jak wysoko zawędrują stopy. Obecnie na rynku mówi się, że szczyt może znaleźć się w okolicach 3,75-4,0%, co było bardzo wysoką stopą, jak na standardy historyczne w strefie euro. Co więcej w okresie prognozy, nie widać, aby rynek oczekiwał cięcia stóp, jak jest to w przypadku Fed.

Inflacja nie odpuszcza. Pozytywne zaskoczenia we Francji, Hiszpanii i Niemczech sugerują, że dzisiaj inflacja w strefie euro za luty nie spadnie tak mocno jak oczekuje tego rynek. Obecnie konsensus zakłada 8,2-8,3% przy odczycie za styczeń na poziomie 8,6% r/r. Wyższy od oczekiwań odczyt może wspomóc euro, choć patrząc na parę EURUSD wcale sytuacja nie wygląda najlepiej. To efekt mocnych jastrzębich oczekiwań dotyczących Fed. W odpowiedzi rentowności 10 latek przebiły 4%, pierwszy raz od listopada.

Z drugiej strony, euro pozostaje mocne w stosunku do innych walut, co pokazuje, że walka na bardziej jastrzębi bank centralny na ten moment powinna rozwiązać się końcem marca.

Natomiast polskie dane gospodarcze mogą rozczarowywać inwestorów z rynków walutowych, z kolei lepsze są odczyty indeksów PMI, choć te są nadal poniżej poziomów 50 pkt., a więc granicy pomiędzy pesymizmem i optymizmem. Trwają wyczekiwania na komunikat GUS o lutowej inflacji.

– Przed nami szanse na stabilizację złotego, a w sposób istotny mogłoby wzmocnić złotego zakończenie konfliktu z Unią Europejską i napływ środków z KPO – komentuje ekspert XTB. – Taka zmiana w polityce mogłaby uwolnić potencjał złotego i innych polskich aktywów. Natomiast gdy już dojdzie do obniżek stóp procentowych w Polsce, niekoniecznie wpłynie to na wzmocnienie złotego.

Kurs BTC/USD najniżej od ponad 2 tygodni

Średnia przemysłowa Dow Jonesa była w środę najniżej od listopada, ale wczoraj odbiła w górę o 1,05 proc. Z najniższych poziomów od drugiej połowy stycznia br. wzrosły również w czwartek S&P 500 (+0,76 proc.) i Nadaq Composite (+0,73 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii przeważały dziś niewielkie wzrosty (najsilniejszy – o 1,58 proc. notował indyjski SENSEX 30).

Zwyżki przeważały dziś rano również na europejskich rynkach akcji (DAX +0,71 proc., CAC 40 +0,41 proc.).

Ok. godz. 9:40 WIG-20 rósł dziś o 0,66 proc. Zwyżkowały również pozostałe główne indeksy GPW. Wśród składników WIG-u 20 najsilniej – o 2,76 proc. ok. godz. 9:45 – spadał kurs akcji PGE osiągając najniższy poziom od listopada ub.r. Wśród składników sWIG-u 80 swój kolejny historyczny rekord osiągnął kurs akcji spółki Alumetal.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych większości krajów strefy euro osiągnęły wczoraj najwyższe poziomy od 2012 roku, a dziś rano lekko korygowały ten wzrost. Rentowność polskich 10-latek spadała dziś rano lekko z najwyższego poziomu od tygodnia. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych spadała dziś z osiągniętego wczoraj najwyższego od listopada ub.r. poziomu.

Ceny kontraktów na ropę naftową wykazywały dziś rano minimalne zmiany (WTI -0,03 proc., Brent -0,07 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie rosła natomiast o 1,95 proc. ok. godz. 9:10. Lekko zwyżkowały dziś rano ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto +0,48 proc., srebro +0,99 proc., platyna +0,59 proc., pallad +0,2 proc. ok. godz. 9:15). O 0,6 proc. rosła cena kontraktu na miedź na COMEX-ie.

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena, który wczoraj osiągnął najwyższy poziom od 20 grudnia ub.r. (przez chwilę ponad 137 JPY), dziś rano spadał (-0,31 proc. ok. godz. 9:05). Amerykański dolar lekko słabł również względem euro (EUR/USD +0,15 proc. ok. godz. 9:05).

Po czwartkowy osłabieniu polski złoty dziś rano lekko się umacniał (EUR/PLN -0,07 proc., USD/PLN -0,2 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który niecałe 2 tygodnie temu odbił się od poziomu oporu wyznaczanego przez szczyt z sierpnia ub.r. spadał dziś rano wyraźnie (-4,61 proc. ok. godz. 9:05) osiągając najniższy poziom od 15 lutego.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Na zachodzie stopy w górę. Kryptowaluty nurkują

Wolniej spadająca inflacja powoduje gotowość do dalszych podwyżek stóp procentowych. Proces ten ma mieć miejsce zarówno w EBC, jak i w FED. W tle dla odmiany afera w branży kryptowalutowej.

Inflacja wciąż uciążliwa

Ceny niby miały wolniej rosnąć, ale po pierwszych objawach nagle się okazało, że wcale tak łatwo nie jest. W Polsce za sprawą wiceministra finansów króluje chwilowo w mediach termin „dezinflacja”, aczkolwiek poczekajmy na pełne dane z lutego, bo dopiero po lutym ma się ten proces zacząć. Mowa o sytuacji, gdy ceny nadal rosną, ale co miesiąc wolniej. Problem w tym, że długotrwałe utrzymywanie inflacji powoduje, że ludzie się do niej przyzwyczajają, a to tworzy miejsce na wzrost cen. W rezultacie może to spowodować kolejne wzrosty cen. Problem ten został unaoczniony ostatnimi odczytami z głównych europejskich gospodarek. Wyższe od oczekiwań odczyty pokazali m.in. Niemcy, Francuzi i Hiszpanie.

EBC gotowy do działań

Protokół z ostatniego posiedzenia EBC sugeruje, że marazm, z którym ta instytucja się kojarzyła, w obecnym cyklu monetarnym nie jest w pełni uzasadniony. Podwyżka o 0,5% na marcowym posiedzeniu wydaje się niemal pewna. Do tego, patrząc na wypowiedzi pozostałych członków, należy się spodziewać jeszcze krótkiej serii wzrostów o 0,25% w kolejnych miesiącach i zakończeniu cyklu podwyżek w wakacje, a najpóźniej we wrześniu. O ile oczywiście nie wydarzy się nic nadzwyczajnego. Jak takie ruchy powinny wpływać na złotego? Przynajmniej względem euro powinien być to spory problem. Im lepiej będą bowiem dawać zarobić instrumenty wolne od ryzyka w strefie euro, tym bardziej kapitał będzie uciekał z Polski do strefy euro. Może się zatem okazać, że wakacje, szczególnie te po sezonie w Polsce mogą okazać się trochę droższe niż obecnie kalkulowane. Patrząc jednak na obecną dynamikę wydarzeń, wiele rzeczy może jednak do tego czasu ulec zmianie.

Kryptowaluty nurkują w cieniu skandalu

Na rynku kryptowalut widzieliśmy dzisiaj w nocy gwałtowną około 5% przecenę. Powodem są problemy jednego z bardzo przyjaznych tej branży banków. Silvergate Bank, bo o nim mowa, poinformował, że musi ponownie zweryfikować swoje aktywa z audytorami. Jest to subtelne określenie tego, że istnieje uzasadnione ryzyko, że mają mniej pieniędzy, niż mieć powinni. Największe serwisy już zawiesiły współpracę z tą instytucją. Na rynku spekuluje się, że problemy banku mogą być wstrząsem wtórnym afery z giełdą FTX.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – indeks ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Bezprecedensowy wzrost wydatków militarnych zwiększy zyski koncernów zbrojeniowych

Wydatki na cele militarne są obecnie na świecie o 60 proc. niższe niż w najgorszych latach zimnej wojny. Jednak trend spadkowy, zapoczątkowany w połowie lat 80-tych dobiega końca i mamy przed sobą lata zwiększonych wydatków na wojsko. Beneficjentami będą producenci sprzętu i technologii. Wiele z tych firm jest notowanych na giełdzie, a coraz więcej zamówień powinno skutkować wzrostem ich zysków.

Geopolityczne napięcie na świecie wzrosło do poziomów nienotowanych od lat. Ostatnio obserwowaliśmy pierwszą rocznicę rosyjskiej inwazji na Ukrainie, wzrastają też napięcia na linii Waszyngton-Pekin wynikające m.in. z pojawiania się nad USA chińskich balonów. Efektem tego są zapowiedzi wzrostu budżetów wojskowych. Dotyczy to przede wszystkim Europy, gdzie zapowiedzi i pierwsze realne wzrostu są największe. Jednak może to wywołać wzrost wydatków na zbrojenia na innych kontynentach, chociażby ze względu na rosnące ceny wywołane przez zwiększony popyt.

Wydatki zbrojeniowe na świecie są obecnie o 60 proc. niższe niż w latach 60-tych XX wieku, czyli w najgorszych latach Zimnej Wojny. Wtedy wydatki zbrojeniowe stanowiły ponad 6 proc. światowego PKB, a w USA było to nawet ponad 9 proc. PKB. Zaczęły sukcesywnie spadać od drugiej połowy lat 80-tych, kiedy doszło do odprężenia w relacjach ze Związkiem Radzieckim. Potem, gdy zniknął dwubiegunowy podział świata, spadek wydatków zbrojeniowych jeszcze przyspieszył. W roku 2021 światowe wydatki na zbrojenia wyniosły 2,2 proc. PKB (2,1 tryliona dolarów). Widać także wyraźną dysproporcję w ramach NATO. O ile USA wydały na zbrojenia 3,5 proc. PKB, to Unia Europejska tylko 1,5 proc. Za USA plasują się Chiny, z wydatkami rzędu 300 mld dolarów, choć stanowią one zaledwie 1,7 proc. PKB. Rosja jest piąta, z wydatkami na poziomie 4,0 proc. PKB.

Choć nie ma jeszcze danych za rok 2022 to przyniósł on odwrócenie trendu i zwiększenie wydatków. A także zapowiedzi dalszego zwiększania budżetów. Największe wzrosty powinny nastąpić w Europie, które czuje się najbardziej zagrożona, a jednocześnie najbardziej w przeszłości ograniczyła swoje wydatki militarne. Znaczny wzrost swojego budżetu wojskowego zapowiedziały Niemcy, które na stałe planują wydawać ponad 2 proc. PKB (1,3 proc w 2021). Polska planuje w 2023 roku wydać na wojskowość 3 proc. PKB a w kolejnych latach zwiększyć te wydatki do 5 proc.

Nadchodzą zatem ciekawe czasy dla branży zbrojeniowej. W pierwszej kolejności, zwiększenie zamówień może wymagać inwestycji, bowiem produkcja bardzo wielu elementów została w przeszłości mocno ograniczona, np. amunicji artyleryjskiej, której produkcja na świecie nie nadąża za tempem jej wykorzystania w konflikcie na Ukrainie. Dotyczy to także zaawansowanego sprzętu, np. samolotów wielozadaniowych, których proces produkcji jest skomplikowany i długotrwały. Na przykładzie obecnych zamówień zbrojeniowych dokonywanych przez Polskę, widać, że sprawne dostarczenie niektórych sprzętów jest trudne i prowadzi do zakupu podobnych produktów u różnych dostawców. Polska dokonała ostatnio znacznych zamówień w Korei Południowej, bowiem europejski i amerykański przemysł nie był w stanie tak szybko dostarczyć potrzebnego wyposażenia.

Wydaje się, że przemysł zbrojeniowy ma przed sobą bardzo dobre lata. Widać to wyraźnie na giełdach, gdzie spółki zbrojeniowe radziły sobie w ciągu ostatniego roku znacznie lepiej niż szeroki rynek. Ich wyceny są obecnie o około 20-30 proc. wyższe niż rynkowa średnia. Jednak ta premia ma wyraźne uzdatnienie w już zapowiedzianych wzrostach wydatków. W ciągu ostatnich 12 miesięcy skupiający firmy zbrojeniowe i lotnicze ITA ETF zyskał 3,7 proc., podczas gdy indeks S&P spadł o 9,9 proc. Liderami wzrostów są koncerny Raytheon (RTX), Lockheed Martin (LMT) i Transdigm (TDG). I to nawet przy słabych wynikach Boeinga (BA) w segmencie samolotów komercyjnych. Europejskie spółki obronne również radziły sobie dobrze i są beneficjentami długo oczekiwanego odrabiania strat w europejskich wydatkach obronnych. Dotyczy to m.in. Rheinmetall (RHM.DE) do Dassault (DSY.PA), Leonardo (LDO.MI) i BAE (BA.L).

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce