Hays Poland: wciąż daleko do transparentności płac w Polsce

Na rynku coraz częściej podnoszony jest temat braku transparentności płac w firmach i informacji o wynagrodzeniu w ofertach pracy. Jednym z powodów jest fakt, że pracownicy i kandydaci coraz głośniej o to zabiegają. Drugim natomiast jest zapowiedziana dyrektywa unijna dot. równości i przejrzystości wynagrodzeń. W perspektywie długofalowej z pewnością niosłoby to za sobą wiele korzyści, choć obecnie z punktu widzenia pracodawców regulacje prawne w tym zakresie mogą być kłopotliwe. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, obecnie jawność płac obowiązuje w zaledwie 4 proc. organizacji.

Niezmiennie od lat wysokość wynagrodzenia stanowi najważniejszy element decydujący o pozostaniu bądź odejściu z organizacji. W ostatnim czasie profesjonaliści coraz częściej wprost komunikują jak ważna jest dla nich transparentność płac na rynku. Do tego dochodzą prace nad unijną dyrektywą mającą na celu usunięcie luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami. Tymczasem faktyczne zmiany są daleko na horyzoncie.

Wysokość pensji informacją poufną

Jak pokazują wyniki najnowszego badania Hays Poland – przeprowadzone wśród blisko 2,7 tys. organizacji działających w Polsce oraz niemal 3,5 tys. specjalistów i menedżerów – wynagrodzenia nadal rozpatrywane są w kategorii tabu, a czynniki wpływające na wysokość zarobków i ewentualne różnice często pozostają niejasne. Wysokość zarobków jest jawna dla pracowników wyłącznie w 4 proc. organizacji, a w 19 proc. firm powszechnie znane są przedziały wynagrodzeń na wszystkich stanowiskach. Ogólna procedura przyznawania podwyżek funkcjonuje w zaledwie połowie firm.

W jaki sposób firma wykazuje się transparentnością wobec zasad wynagradzania?

Perspektywa firm

Wynagrodzenia wszystkich pracowników są jawne 4%
Przedziały wynagrodzeń przewidziane na wszystkich stanowiskach są jawne 19%
Istnieje jedna, ogólnofirmowa procedura przyznawania podwyżek 52%
Nie wykazuje/ Trudno powiedzieć 32%

Źródło: Badanie Hays Poland, listopad 2022. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

W większości polskich firm wynagrodzenie traktowane jest jako kwestia, która powinna pozostać pomiędzy pracodawcą i pracownikiem. Jest to dostrzegalne np. w sposobie komunikowania aspektów finansowych w procesach rekrutacyjnych. Rozmowa o pieniądzach często jest traktowana jako nietaktowna, co znajduje odzwierciedlenie m.in. podczas spotkań w sprawie pracy – mimo że wynagrodzenie jest w tym kontekście kluczową kwestią. Co więcej, wyniki badania pokazują, iż nie tylko wysokość pensji, ale i przedziały płac przewidziane na wszystkich stanowiskach często pozostają niejawne. To z kolei może zwiększyć ryzyko występowania nieuzasadnionych nierówności w sposobie wynagradzania pracowników.

Warto nadmienić, iż wielu pracodawców w żaden sposób nie przyjrzało się jeszcze kwestii transparentności płac w organizacjach. Aż 32 proc. przedstawicieli firm przyznaje, iż nie ma pewności, czy i w jaki sposób organizacja wykazuje się jawnością wobec zasad wynagradzania. W przypadku badanych pracowników jest to odsetek prawie dwukrotnie wyższy i wynosi 61 proc. Co za tym idzie, nowe przepisy prawa z ramienia Unii Europejskiej mogą zmotywować wiele organizacji, aby dokładnie przyjrzeć się tej kwestii po raz pierwszy.

Obawy pracodawców przed większą transparentnością wynagrodzeń wynikają z wyzwań, jakie niosłaby za sobą ta zmiana. Organizacje, które do tej pory kształtowały swoją strategię wynagrodzeń bazując na poufności płac, miały bowiem mniejszą motywację do niwelowania potencjalnych dysproporcji. Tymczasem regulacje prawne w tym zakresie zmuszą firmy do szybkiego wyrównania nieuzasadnionych różnic w wynagrodzeniach pracowników. To z kolei może wymagać znacznych nakładów finansowych. – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w Hays Poland.

(Nie)jawne procedury przyznawania podwyżek

Wysoka inflacja i wzrost kosztów życia sprawiły, że wielu pracowników w ostatnim czasie negocjowało swój poziom wynagrodzenia. Jednak czy każdy mógł liczyć na podobną podwyżkę opartą o ogólnofirmowe procedury? Jak wynika z badania, nie jest to łatwe w ustaleniu, gdyż blisko połowa badanych firm nie ma transparentnych zasad, które by to określały.

Pracodawcy deklarują, iż podstawowym czynnikiem branym pod uwagę w decyzji o przyznaniu podwyżki są indywidualne wyniki pracownika (73 proc.). Jako drugi najczęstszy powód wskazano poziom stanowiska i zakres odpowiedzialności zatrudnionego (57 proc.). To, jak oczekiwania płacowe pracownika rysują się na tle obowiązującej w firmie siatki wynagrodzeń bierze pod uwagę 39 proc. firm. Przy czym należy podkreślić, że nie każda organizacja posiada takie zestawienie, które regularnie aktualizuje.

Jakie czynniki są brane pod uwagę w decyzji o przyznaniu podwyżki?

Perspektywa firm

Indywidualne wyniki pracownika 73%
Poziom stanowiska i zakres odpowiedzialności 57%
Wiedza i kompetencje pracownika 53%
Siatka wynagrodzeń w firmie 39%
Standardowe wynagrodzenia oferowane na rynku 37%
Wyniki finansowe firmy 37%
Poziom inflacji 32%
Potencjalne trudności ze znalezieniem zastępstwa 25%
Staż pracy 24%
Nie wiem 7%

Źródło: Badanie Hays Poland, listopad 2022. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi

Większa transparentność zasad wynagradzania i przyznawania podwyżek mogłaby pomóc rozwiązać problem luki płacowej, która może lecz nie musi wynikać wyłącznie z działań dyskryminacyjnych. Różnice wynagrodzeń pracowników zatrudnionych na tym samym stanowisku mogą również być powiązane z ich stażem pracy w firmie. W niektórych organizacjach zdarza się, że z uwagi na dynamiczny wzrost płac i rynek pracownika, osoby zatrudnione w firmie w tym roku zarabiają więcej od tych, które mają długi staż w firmie. – wyjaśnia Agnieszka Czarnecka z Hays.

Trudna, ale ważna zmiana

Szansy na zmianę w zakresie transparentności płac na rynku można upatrywać w odgórnych, unijnych ustawach, m.in. dyrektywie mającej na celu usunięcie luki płacowej pomiędzy kobietami i mężczyznami. Nowe przepisy pośrednio będą wymagać od firm weryfikacji, a często również ujednolicenia oraz aktualizacji obowiązujących siatek płac. Niewątpliwie będzie to proces długotrwały, który w początkowym stadium może być bardzo trudny dla firm. Warto jednak już teraz przeanalizować korzyści, które będą płynęły z rozporządzeń – zarówno dla pracodawców, jak i pracowników.

Minister Buda o miksie energetycznym Polski

Polska walczy z kryzysem energetycznym, a rząd podejmuje wiele działań, aby przeciwdziałać jego skutkom. W perspektywie krótkoterminowej ważnym zadaniem było zaopatrzenie luki po węglu importowanym ze Wschodu. Węgla spłynęło tyle, ile jest potrzebne – a samorządy potrzebują mniej niż zostało zakontraktowane. W związku z tym wszystko wskazuje na to, że Polacy będą mogli spać spokojnie tej zimy. Aktualnie na poziomie zarówno krajowym, jak i europejskim trwa dyskusja o gazie. W Europie toczy się dyskusja o limicie ceny gazu dla przedsiębiorców. Natomiast z punktu widzenia gospodarstw domowych, podmiotów wrażliwych, samorządów, szkół i przedszkoli Rząd proponuje specjalną taryfę, aby objąć tych beneficjentów pomocą. W perspektywie długoterminowej Rząd zapowiedział istotną aktualizację Polityki Energetycznej Państwa do 2040 roku. Ten strategiczny dokument ma zostać zmieniony do końca tego roku. To efekt przyspieszenia rozwoju energetyki atomowej w Polsce oraz problemów, z którymi cały sektor musi się mierzyć od początku wybuchu wojny w Ukrainie.

– Paliwa wschodnie, kopalne będą miały coraz mniejszy udział w naszym miksie energetycznym – i to będzie budowało nasze bezpieczeństwo. No i pytanie, co może być w zamian? W zamian oczywiście to, o czym słyszeliśmy kilka tygodni temu, czyli atom. Podstawa, bardzo stabilna energia w miksie energetycznym – która buforuje różne możliwości produkcji energii z odnawialnych źródeł. Wiemy, że nie zawsze wieje, nie zawsze świeci słońce – w związku z tym stabilna energia, która może być włączana start-stop, czyli bardzo szybko i bardzo szybko również wyłączana, to jest energia atomowa – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Buda, Minister Rozwoju i Technologii. – Oczywiście OZE musi być rozwijane i mamy duży potencjał, żeby w ramach miksu energetycznego zwiększyć udział OZE o kilkanaście procent w najbliższych latach. Dzisiaj mamy 20 gigawatów w OZE – większa część to fotowoltaika, ale też wiatraki. Mamy ustawę, która zbliża się do nowelizacji – czyli możliwość farm wiatrowych na lądzie. Gigantyczne inwestycje przygotowywane na morzu, czyli offshore – który będzie dużą odnogą OZE w Polsce. I to zabezpiecza część zieloną w miksie energetycznym. Ważna jest też technologia przyszłości – wodór, który za kilka lat może mieć namacalne, wydajne wolumeny, realnie wpływające na miks energetyczny. To jest kwestia jeszcze kilku lat, ale z pewnością pomoże w transformacji, której jesteśmy świadkami – wyjaśnia Buda.

Bain&Co.: Większość Polaków ograniczyła już wydatki konsumpcyjne; rośnie popularność tańszych sieci handlowych

Galopująca inflacja powoduje, że ponad połowa Polaków ograniczyła już wydatki konsumpcyjne i deklaruje jeszcze mocniejsze zaciskanie pasa w najbliższych 12 miesiącach, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company. Szukając oszczędności w budżetach domowych, Polacy coraz częściej wybierają zakupy online i sieci handlowe oferujące najniższe ceny.

Ankietowani deklarują, że zamierzają dalej oszczędzać, ograniczając liczbę kupowanych produktów, rezygnując z konkretnych towarów, szukając tańszych zamienników, okazji i promocji cenowych oraz kupując marki własne. Na razie najmocniej wydatki domowe ograniczyły osoby powyżej 45 roku życia, a młodsi konsumenci planują dokonać cięć budżetów w podobnym zakresie w ciągu najbliższego roku.

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza stanowi coraz większe wyzwanie dla budżetów domowych i zmusza do szukania oszczędności. Jak pokazuje nasze badanie, największy niepokój wśród polskich konsumentów wywołuje wzrost cen żywności i paliw oraz kosztów utrzymania nieruchomości – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Jeśli chodzi o żywność i odzież widzimy wyraźny zwrot w kierunku tańszych marek, kosztem produktów ze średniej półki cenowej. Spada też sprzedaż produktów nienależących do podstawowego koszyka konsumenta.

W październiku inflacja w Polsce wyniosła 17,9 proc. w ujęciu rocznym i była najwyższa od 26 lat. W listopadzie wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 17,4 proc., przy czym ceny żywności i napojów bezalkoholowych zwiększyły się rok do roku o 22,3 proc.

Niemal połowa ankietowanych (48 proc.) już kupuje tańsze artykuły żywnościowe, a 42 proc. deklaruje, że w przyszłym roku będzie częściej robić zakupy w sklepach dyskontowych typu Biedronka czy Lidl oraz bardziej przystępnych cenowo hipermarketach. Otwartym pytaniem pozostaje popularność sklepów convenience czy graczy delivery, którzy z jednej strony są drożsi, a z drugiej adresują inne misje zakupowe niż sklepy dużego formatu.

Odzież i obuwie to kolejne grupy towarów, na które w przyszłym roku może znaleźć się mniej miejsca w domowych budżetach. Respondenci przewidują, że w nadchodzącym roku będą rzadziej kupować odzież czy obuwie. Jedna trzecia z nich będzie szukać tańszych produktów i częściej wybierze takie sieci handlowe jak Pepco, Lidl, Carrefour czy KiK, a dużo rzadziej droższe marki mainstreamowe czy produkty z najwyższej półki. Należy jednak pamiętać, że deklaracje konsumentów nigdy w pełni nie przekładają się na ich zachowania zakupowe, o których nierzadko decyduje impuls.

W przypadku odzieży i obuwia skłonność do oszczędzania w dużej mierze zależy od wieku konsumentów. Jak pokazuje nasze badanie, w grupie poniżej 35 lat obserwujemy o wiele mniejszą chęć rezygnacji z zakupu droższych marek czy marek premium niż ma to miejsce wśród starszych konsumentów – twierdzi Patryk Rudnicki.

Co równie istotne, ponad trzy czwarte konsumentów planuje kontynuować przynajmniej część nowych zwyczajów zakupowych po tym, gdy sytuacja makroekonomiczna się unormuje. Będzie to stanowić dodatkowe wyzwanie dla przedsiębiorców, którzy nie powinni spodziewać się, że po przeczekaniu trudniejszych czasów ich biznes wróci do normy w formie, jaką znali sprzed kryzysu – dodaje Patryk Rudnicki.

Internetowe badanie zachowań konsumenckich Bain & Company zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków na platformie Dynata w październiku 2022 roku.

Zgodnie z oczekiwaniami FED podniósł stopy procentowe o 50 p.p.

Zgodnie z oczekiwaniami FED podniósł stopy procentowe o 50 p.p. Podwyżka jest niższa niż wcześniej oczekiwały rynki, jednak poprzednie podwyżki stóp zadziałały i inflacja zaczęła mocno spadać. Inne banki centralna mogą podążać podobną ścieżką.

Wzrost cen w USA spowolnił z 7,7 proc. w październiku do 7,1 proc. w listopadzie. Spadła także inflacja bazowa z 6,3 do 6 proc. Wzrosła tylko inflacja cen usług, co stanowi jedyny potencjalnie niepokojący element w danych o cenach. Spadek inflacji jest ewidentnym dowodem na to, że dokonane wcześniej podwyżki stop działają. A najbardziej dramatyczna seria podwyżek w historii FED przynosi efekty. Spadkowi inflacji pomagają także czynniki zewnętrzne związane ze spadkiem cen surowców.

Spadają inflacja to sygnał, że FED może podnosić stopy wolniej i trochę dłużej niż pierwotnie oczekiwano. Grudniowa podwyżka wynosi zatem 0,5 pp. zamiast wcześniej oczekiwanego poziomu 0,75 pp. Obecnie podstawowa stopa wynosi 4,25-4,5 proc. Rynki przewidują obecnie, że dojdzie jeszcze do jednej podwyżki stóp, choć otwartym pozostaje pytanie czy stopy przekroczą poziom 5 proc.

Zakończenie serii podwyżek stóp w USA to szansa dla rynków na wyjście z bessy i spokojne odbudowywanie się w roku 2023. Przewidujemy, że proces ten będzie następował stopniowo. W przyszłym roku mogą zatem poprawić się wyceny wielu spółek, przy jednoczesnym spadku zysków i pogorszeniu wyników finansowych. Będzie to efekt spowolnienia gospodarczego, które niechybnie czeka amerykańska i globalna gospodarkę w 2023 roku.

W czwartek czekają nas podwyżki stop w strefie euro i Wielkiej Brytanii. Wydaje się, że po decyzji FED także EBC i Bank Anglii mogą zdecydować się na podwyżkę o 0,50-0,75 pb.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Obciążenia ZUS-owskie i podatkowe uderzają w mikrofirmy. 18% z nich chce zamienić JDG na inną formę

Jak wynika z najnowszego badania, niemal sześciu na dziesięciu mikroprzedsiębiorców nie planuje w najbliższym czasie zmienić jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) na inną formę prowadzenia biznesu. Z kolei co szósty ankietowany zamierza dokonać takiej zmiany. Ponad połowa przedstawicieli tej ostatniej grupy deklaruje przejście na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a co dziesiąty respondent planujący przekształcenie chce wybrać spółkę komandytową. Głównymi powodami planowanych zmian są obciążenia ZUS-owskie oraz podatkowe.

Przyszłość JDG

58,9% uczestników sondażu UCE RESEARCH twierdzi, że w najbliższym czasie nie planuje zmienić JDG (jednoosobowa działalność gospodarcza) na inną formę. Z kolei taką zmianę deklaruje 17,6% spośród ponad tysiąca ankietowanych. Natomiast 10,1% badanych mikroprzedsiębiorców chce zamknąć swoją działalność, a 13,4% nie ma wyrobionego zdania w tej kwestii. Badanie zostało przeprowadzone w 16 województwach. O opinie poproszono tylko przedsiębiorców, którzy w co najmniej jednym z dwóch ostatnich lat obrotowych zatrudniali średniorocznie mniej niż 10 pracowników oraz osiągali roczny obrót netto nieprzekraczający równowartości 2 mln euro.

– Podmioty prowadzące działalność w oparciu o wpis w CEIDG nie muszą sporządzać i zgłaszać do KRS sprawozdań finansowych, ich obsługa księgowa jest tańsza. Jak sądzę, to właśnie wygoda sprawia, że większość ankietowanych chce pozostać przy JDG. Za utrzymaniem tej formy prowadzenia działalności może przemawiać również tzw. Polski Ład. Przepisy, które weszły w życie w tym roku, umożliwiły niektórym przedsiębiorcom wybór opodatkowania ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. To  pozwoliło niektórym z nich ograniczyć negatywny wpływ zmian w zakresie kalkulacji składek na ubezpieczenie zdrowotne – komentuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Jak stwierdza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, blisko 20% firm planujących zmianę formy prowadzenia działalności to relatywnie duży odsetek. Zdaniem eksperta, przejście z JDG np. na spółkę z o.o. może mieć związek z chęcią rozwoju firmy i zwiększania jej atrakcyjności dla odbiorców zewnętrznych. Jednak to może też oznaczać ucieczkę od płacenia składek zdrowotnych do ZUS-u od dochodu. Ponadto z badania wynika, że zmiany nie planują głównie podmioty, które są zlokalizowane w woj. warmińsko-mazurskim, podkarpackim i podlaskim. Natomiast przewidują przekształcenie przede wszystkim właściciele mikrofirm z woj. dolnośląskiego, wielkopolskiego i śląskiego.

– Możliwe, że ankietowani z woj. dolnośląskiego, wielkopolskiego i śląskiego reprezentują podmioty w zaawansowanym stadium swojej działalności gospodarczej. To sprawia, że decydują się na bezpieczniejsze formy prowadzenia biznesu niż wpis do CEIDG. Na wyniki badania mogły mieć wpływ dysproporcje w gospodarczym poziomie rozwoju niektórych części kraju. Ponadto przedsiębiorcy, zlokalizowani wzdłuż wschodniej granicy kraju, od dłuższego czasu funkcjonują w warunkach, które ponad 2 lata temu wydawały się całkowicie nierealne. Pandemia, kryzys uchodźczy na granicy z Białorusią czy wojna na Ukrainie nie sprzyjają myśleniu o rozwoju prowadzonego biznesu, a niekiedy wręcz go uniemożliwiają – dodaje Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Strategie działania

Wśród mikroprzedsiębiorców, którzy chcą dalej prowadzić działalność gospodarczą w oparciu o wpis w CEIDG, 76,5% nie planuje zmiany formy opodatkowania. Z kolei 14,9% zamierza to zrobić. Do tego 8,6% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

– Prowadzanie działalności na podstawie wpisu do CEIDG pozwala przedsiębiorcy na swobodne dysponowanie swoimi dochodami. Jednoosobowe firmy mogą rozliczać się z fiskusem na podstawie tzw. małej księgowości. W ten sposób ograniczają koszty prowadzania pełnych ksiąg. Wybranie JDG pozwala również na szybsze zamknięcie biznesu, w porównaniu np. z zamknięciem spółki z o.o. – analizuje Natalia Stoch-Mika.

Z badania wiemy też, na jaką formę działalności zamierzają przejść ww. mikroprzedsiębiorcy. 52,9% z tej grupy wybiera spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. 9,6% wskazuje na spółkę komandytową, 8,5% – cywilną, a 4,7% – jawną. Z kolei 3,2% mówi o spółce partnerskiej, a 1,3% o komandytowo-akcyjnej.

– Badani mogą rozważać przejście z JDG na spółkę z o.o. z myślą o wyborze tzw. estońskiego CIT-u. Jest to korzystne rozwiązanie z uwagi na brak opodatkowania dochodów do czasu podjęcia decyzji o wypłacie zysków. Estoński CIT jest jednak obecnie już dostępny dla innych spółek – także dla komandytowej i komandytowo-akcyjnej, o czym być może nie wszyscy podatnicy wiedzą. Ponadto spółka z o.o. może być atrakcyjna w przypadku osiągania przez nią przychodów do 2 mln euro rocznie. Wówczas opodatkowana jest ona 9% stawką podatku CIT – podkreśla Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Lista powodów

Respondenci informują też o powodach, dla których planują zmienić obecną formę działalności na inną. Najczęściej wskazują na kwestie zmniejszenia obciążeń ZUS-owskich – 24,9% i obciążeń podatkowych – 20,2%.

– Składki zdrowotne płacone od dochodu przedsiębiorcy wzbudzały od początku wiele kontrowersji. A jeszcze przed wprowadzeniem tej koncepcji, składki zdrowotne do ZUS-u były dla wielu jednoosobowych firm sporym kosztem. Przedsiębiorcy, którzy uznali, że nowe rozwiązanie będzie dla nich zbyt dużym obciążeniem, już wcześniej zdecydowali się na zmianę formy prawnej np. na spółkę z o.o. Jeżeli chodzi o kwestie podatkowe, to zapewne ankietowani mieli podobne podejście jak do składek ZUS-owskich – stwierdza Natalia Stoch-Mika.

Ankietowani argumentują też swoją decyzję o planowanej zmianie tym, że w przyszłości chcą pozyskać inwestora – 11,3%. Niektórzy planują ograniczyć odpowiedzialność za majątek osobisty – 10,9%. Z kolei inni zamierzają szybciej się rozwijać – 10,6%. Na kwestię lepszego dziedziczenia firmy wskazuje 2,3% ankietowanych, a na prostszą sprzedaż biznesu – 2,9%. Natomiast 14,3% respondentów informuje, że rozważa zmianę z innego powodu niż podany przez autorów badania. Tylko 2,6% pytanych nie ma zdania w tej kwestii.

– Niestety często prowadzący JDG nie myślą o kwestii sukcesji przedsiębiorstwa. To duży błąd, który może prowadzić do paraliżu firmy w przypadku śmierci jej właściciela. Ale takie podejście jest niestety zrozumiałe. Trudno jest analizować sytuację w odległej przyszłości, gdy ta bieżąca jest bardzo niepewna – podsumowuje doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.

Podsumowanie 2022 w branży IT i wyzwania na nadchodzące miesiące 2023 roku

Od początku stycznia do końca listopada tego roku na polskim rynku pracy ukazało się ponad 347 tysięcy ofert pracy skierowanych do specjalistów IT i telekomunikacji. To o 56% więcej niż rok temu w analogicznym okresie. Miesiącem w którym ukazało się najwięcej ofert pracy był marzec z liczbą niemal 61 tysięcy, natomiast najmniej zostało opublikowanych w styczniu – było ich niemal 50 tysięcy. Najwięcej ofert pracy dotyczyło Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Do najbardziej rozchwytywanych specjalistów IT w 2022 roku należeli Java Developerzy, DevOps Engineerowie oraz Frontend Developerzy (źródło: Job Market Insights). Nie wszystkie prognozy rekrutacyjne firm na 2022 rok okazały się trafne, jednak duża część przewidywanych trendów miała swoje odzwierciedlenie na rynku pracy.

W 2022 roku najwięcej możliwości na zmianę pracodawcy mieli kandydaci na stanowiska związane z rozwojem oprogramowania: Java Developera, i Frontend Developera oraz DevOps Engineer. Tuż za podium najczęściej poszukiwanych specjalistów IT znalazł się także .NET Developer oraz PHP Developer, a także Scrum Master. To przede wszystkim tych stanowisk dotyczyły oferty publikowane w mijającym roku. W okresie od początku stycznia do końca listopada 2022 roku w sieci opublikowano ponad 347 tysięcy ofert pracy skierowanych do specjalistów z branży IT i telekomunikacji – rok temu w analogicznym przedziale było to ponad 222 tysiące, a zatem można mówić o 56% wzroście rok do roku (źródło: Job Market Insights).

– Niezmiennie od kilku już lat zainteresowaniem pracodawców cieszą się kompetencje IT z zakresu rozwiązań chmurowych, bezpieczeństwa, sztucznej inteligencji czy analizy danych. Szacuje się, że popyt w obszarze IT w 2023 roku utrzyma się na niezmiennie wysokim poziomie dzięki coraz większej cyfryzacji niemal wszystkich już branż. Przedsiębiorstwa, pomimo trudnej sytuacji gospodarczej, będą kontynuować swoje inicjatywy biznesowe związane z automatyzacją czy digitalizacją procesów. Największe wzrosty popytu według prognoz Gartnera, spodziewane są w obszarze rozwoju oprogramowania (+11,3%) i usług IT (+7,9%). Nieznaczny spadek wydatków (-0,6%) szacowany jest w obszarze urządzeń. Nie sądzę, by nadchodzące miesiące były czasem rewolucyjnych zmian, będziemy raczej obserwować pogłębianie się dotychczasowych trendów. Niedobór pracowników wpłynie na modyfikacje procesów rekrutacyjnych, a organizacje będą starały się pozyskiwać nowe grupy talentów. W branży IT nadal będziemy mieli do czynienia z rynkiem pasywnego kandydata, mającego wiele opcji wyboru. Pracodawcy będą zwracać jeszcze większą uwagę zarówno na kompetencje techniczne, jak i umiejętności miękkie, takie jak komunikatywność, umiejętność szybkiej adaptacji czy budowanie właściwych relacji w zespole – mówi Justyna Mazur, liderka odpowiedzialna za linię biznesową realizującą rekrutacje stałe z obszaru IT w Experis.

Jak podkreśla ekspertka, presja na skrócenie procesów rekrutacyjnych będzie jeszcze większa. – Powszechnym i pożądanym zjawiskiem są szybkie, dynamiczne procesy. Kandydaci oczekują konkretnych informacji już od etapu pierwszego kontaktu, czy nawet ogłoszenia rekrutacyjnego. Liczy się błyskawiczna informacja zwrotna. Wzrośnie w tym obszarze świadomość managerów odpowiedzialnych za rekrutacje. Biorąc pod uwagę aktualne trendy rynkowe w obszarze HR, nabierać znaczenia będzie automatyzacja oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji. Pozwoli to sprostać oczekiwaniom i wymaganiom kandydatów – dodaje Justyna Mazur.

Niedobór talentów IT utrudnia zapełnianie wakatów, nie inaczej będzie także w kolejnym roku. Jak mówi ekspertka, już dzisiaj procesy przedłużają się, a kandydaci często na finalnym etapie rekrutacji, skuszeni atrakcyjną kontrofertą decydują się jednak na pozostanie w aktualnym miejscu pracy. – Pracodawcy, wiedząc że zwolnienie etatu wiąże się z dodatkowymi kosztami, podejmują próbę zatrzymania pracownika w organizacji. Firmy konkurują o pracowników zarówno lokalnie, jak i globalnie. Często o lokalnego pracownika zabiegają firmy spoza Polski, rywalizują bowiem o kandydatów z tej samej, globalnej puli talentów. O polskich specjalistów IT najczęściej zabiegają organizacje z siedzibami w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Szwajcarii czy Stanach Zjednoczonych. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z kilkuletnim doświadczeniem w branży. Luka kompetencyjna zmusza jednak organizacje do sięgania również po osoby z niewielkim doświadczeniem, jak i zupełnie spoza branży, ale otwarte na zmianę. Obserwujemy sporo działań wspierających kandydatów bez doświadczenia w zdobyciu odpowiedniej wiedzy czy kompetencji. Pracodawcy organizują w tym celu programy stażowe, akademie, czy bootcampy. Tego typu inicjatyw w nadchodzącym roku będzie jeszcze więcej – podsumowuje Justyna Mazur.

Z dużej chmury mały deszcz

Zgodnie z oczekiwaniami Fed podniósł wczoraj kluczową stopę procentową o 50 punktów bazowych. Mediana oczekiwań członków FOMC dotycząca przyszłej ścieżki stóp procentowych została wyraźnie podniesiona. Zmianie uległy również projekcje makro na ten rok i kolejna lata. Mimo jastrzębich przesłanek dolar nie umocnił się. Rynek nadal wycenia, że na koniec 2023 roku poziom głównej stopy procentowej spadnie w okolice 4,37 proc. Nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów o wstrzymaniu cyklu podwyżek stóp. Dolar jest handlowany na tych samych poziomach jak przed decyzją.

Obecny przedział dla fed funds wynosi 4,25 – 4,5 proc. Tym nieco mniejszym krokiem Fed kończy serię czterech dużych kroków o 75 pb. W sumie w 2022 roku kluczowe stopy procentowe w USA zostały podniesione o 425 pb, co daje niezwykle wysokie tempo zacieśniania. Wczorajsza decyzja została podjęta jednomyślnie.

Oświadczenie wydane po posiedzeniu nie zawierało prawie żadnych zmian w stosunku do poprzedniego, a tym samym żadnych nowości. Nadal zakłada się, że dalsze podwyżki stóp procentowych będą konieczne, aby polityka pieniężna była wystarczająco restrykcyjna do osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2 proc.

Fed cztery razy w roku publikuje zaktualizowane projekcje uczestników posiedzenia.

Urzędnicy widzą szczyt cyklu zacieśniania w okolicach 5,1 proc. w 2023 roku. W projekcjach oznacza to zawsze środek przedziału docelowego. Wartość jest zaokrąglona do jednego miejsca po przecinku. Zatem możemy się spodziewać kolejnej podwyżki o 50 pb w lutym oraz o 25 pb w marcu. Powell zakomunikował jednak wczoraj, że wielkość ruchu w górę na pierwszym posiedzeniu w nowym roku nie została do tej pory ustalona. Jeśli faktycznie do tego dojdzie, wówczas Fed osiągnie poziom ten sam jak Bernanke między czerwcem 2006 a sierpniem 2007 roku. Wg projekcji cel inflacyjny zostanie osiągnięty dopiero po 2025 roku. Wskaźnik PCE i PCE core został zrewidowany w górę a prognozy wzrostu gospodarczego uległy obniżeniu na lata 2023 i 2024, choć na ten rok podniesiono je z 0,2 proc. do 0,5 proc.

Z konferencji prasowej wynika, że Fed z ulgą przyjmuje wiadomości o osłabieniu inflacji w ostatnich dwóch miesiącach. Mimo tego kolejne podwyżki stóp wg instytucji są zasadne. Dynamika wzrostu cen towarów co prawda zmniejszyła się ale wciąż inflacja usługowa z wyłączeniem czynszów pozostaje zbyt wysoka. To widzi Rezerwa Federalna i dlatego zacieśnianie będzie kontynuowane. Powell ostrzegł przed zbyt szybkim zdjęciem nogi z hamulca i podkreślił, że bez znaczącego spowolnienia, bazowa presja inflacyjna nie będzie w stanie wystarczająco ustąpić. Praca Fed nie została jeszcze wykonana i jest zdecydowanie za wcześnie na otwieranie szampana.

Rynek zareagował w umiarkowany sposób. USD po 20:00 umocnił się, głównie ze względu na opublikowany wykres kropkowy i nowe projekcje makro, które to czynniki stanowiły jastrzębie przesłanki. Po 20:30, kiedy głos zabrał Powell, dolar osłabił się, a finalnie to jego wycena w zasadzie się nie zmieniła. W przypadku indeksów giełdowych otrzymaliśmy wczoraj ostatecznie na koniec dnia ujemne wyniki, choć zmienność była zdecydowanie mniejsza od tej, którą można było zaobserwować po publikacji wtorkowego wskaźnika CPI.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Przez problemy deweloperów ucierpi budownictwo, handel i przemysł

Wraz z wygasaniem pandemii zadłużenie deweloperów sukcesywnie spadało. Jednak 2022 rok przyniósł branży nowe wyzwania: wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych i zmniejszenie zdolności kredytowej Polaków sprawiły, że IV kwartał bieżącego roku deweloperzy przywitali ponownym wzrostem zadłużenia i liczby dłużników. Według danych Krajowego Rejestru Długów wartość przeterminowanych zobowiązań finansowych sektora to obecnie 177,6 mln zł. Jeśli nie uda się zahamować spadków rozpoczynanych inwestycji mieszkaniowych, to ucierpią inne gałęzie gospodarki.

Jak wynika z danych GUS, od stycznia do października br. deweloperzy rozpoczęli budowę o 28,3 proc. mniej mieszkań niż przed rokiem. Powodem mniejszej liczby rozpoczętych budów jest m.in. spadek popytu na rynku mieszkaniowym. Przyczyniło się do tego kilka czynników, takich jak: zmniejszenie dostępności kredytów hipotecznych (w pierwszych dziesięciu miesiącach 2022 r. banki udzieliły o 48,2 proc. mniej kredytów mieszkaniowych niż w ub.r. i na niższe kwoty średnio o 45 proc.), zaostrzenie sposobu obliczania zdolności kredytowej przez banki oraz podwyżki stóp procentowych. Ponadto niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej, wysokie ceny materiałów budowlanych oraz surowców energetycznych, a także brak siły roboczej i wzrost jej kosztów sprawiają, że deweloperzy i inwestorzy działający w sektorze nieruchomości gruntownie weryfikują dzisiaj swoje plany.

Mały dług zwiastunem dużych kłopotów

Deweloperzy mają obecnie na koncie 177,6 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych, co jest wartością zbliżoną do wartości sprzed pandemii (marzec 2020 r.), kiedy zadłużenie wynosiło 195 mln zł. Liczba zadłużonych podmiotów notowanych w Krajowym Rejestrze Długów od dłuższego czasu utrzymuje się na poziomie ok. 4,5 tys. firm (obecnie to 4 541). Większość z nich, bo 53 proc., to spółki prawa handlowego, na które przypada 71 proc. całego długu. Nie znaczy to jednak, że mniejsi przedsiębiorcy, którzy realizują kameralne inwestycje, jak np. domy w zabudowie szeregowej czy bliźniaczej, są w komfortowej sytuacji. W KRD jest obecnie nieco ponad 2 tys. takich jednoosobowych działalności gospodarczych, a ich zadłużenie przekracza 50,6 mln zł. Średni dług jednej zadłużonej firmy z tego sektora to niemal 40 tys. zł (39 122 zł).

Pozornie może się wydawać, że to nie dużo, biorąc pod uwagę wartość inwestycji. Ale często jest to wierzchołek góry lodowej, który sygnalizuje znacznie poważniejsze problemy. Jeśli firma nie jest w stanie regulować takich małych sum, to tym bardziej będzie miała kłopot z zapłatą większych. Trzeba też pamiętać, że nie wszyscy wierzyciele wpisują od razu swoich dłużników do rejestru. W budownictwie, gdzie powszechnie akceptowalne są długie terminy płatności czy ciągłe ich przesuwanie, wierzyciele znacznie później decydują się na wpisanie dłużnika do KRD bądź na zlecenie windykacji – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Łańcuch zależności

Największym wierzycielem branży deweloperskiej są instytucje finansowe (banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy windykacyjne) – 72,2 mln zł. Tuż za nimi w kolejce po pieniądze ustawili się przedstawiciele budownictwa – 31,2 mln zł, handlu – 24,8 mln zł i przetwórstwa przemysłowego – 12 mln zł. Jak podkreślają eksperci KRD, wraz z rosnącym zadłużeniem deweloperów, rośnie też skala przeterminowanych należności w portfelach innych firm.

– Gospodarka jest systemem naczyń połączonych i przykład deweloperów pokazuje, że ani ten, ani żaden inny sektor nie jest samotną wyspą. Problemy finansowe jednej branży pociągają za sobą problemy innych. Problemy finansowe deweloperów zaważą na płynności finansowej firm budowlanych, wykończeniowych, instalatorskich, a także producentów i sprzedawców materiałów budowlanych czy nawet firm z branży wyposażenia wnętrz i meblarskiej – wskazuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Konsument lepiej chroniony, ale też zadłużony

Najbardziej zadłużone firmy działają na Mazowszu (55,8 mln zł). Drugie pod względem zadłużenia jest województwo śląskie (18,6 mln zł), a następnie wielkopolskie (14,3 mln zł). Rekordzistką jest spółka z województwa mazowieckiego, która ma na koncie 93 przeterminowane zobowiązania finansowe wobec 23 wierzycieli – firm budowlanych, wynajmujących maszyny i narzędzia, z energetycznych czy IT. Jej łączny dług to blisko 11,8 mln zł.

Na przykładzie tej firmy bardzo wyraźnie widać niski poziom etyki biznesowej w branży, czyli zaciąganie zobowiązań u kolejnych kontrahentów, gdy ma się już kłopoty z regulowaniem płatności. Niestety to się będzie działo tak długo, jak długo kooperanci firm będą traktowali takie działanie jako pewną specyfikę branży, dopuszczalne ryzyko biznesowe. A wystarczyło wcześniej sprawdzić, czy ten deweloper nie widnieje w Krajowym Rejestrze Długów i po uzyskaniu potwierdzenia wysłać mu jasny sygnał: dopóki nie staniesz się rzetelny, nie będziemy z tobą współpracować – komentuje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Na polskim rynku są już regulacje dotyczące ochrony praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Działający od 1 lipca 2022 roku Deweloperski Fundusz Gwarancyjny zabezpiecza konsumenta w sytuacji, gdy z jakichś powodów firma realizująca projekt zaprzestanie budowy bądź utraci pozwolenie na budowę, a bank przekazałby jej już środki z rachunku powierniczego. W przypadku upadłości dewelopera nabywca może ubiegać się o zwrot środków z Funduszu. Niemniej jednak warto zabezpieczyć się w dwójnasób i jeszcze przed podpisaniem umowy z firmą deweloperską, sprawdzić jej kondycję finansową w wielu źródłach.

Ale konsumenci też nie są bez winy. Zarówno oni, jak i inni przedsiębiorcy zalegają deweloperom na blisko 40 mln zł. Z tego 4,4 mln zł to zobowiązania osób fizycznych.

Przełomowy wyrok. Przedsiębiorcy mogą domagać się ograniczenia publicznego dostępu do informacji o swoich beneficjentach

zobowiązani do ujawniania w publicznym rejestrze informacji na swój temat, jak również do ujawniania danych identyfikacyjnych swoich beneficjentów rzeczywistych. Najnowszy wyrok TSUE z 22 listopada 2022 r. stwierdza, że przepis umożlwiający każdej osobie uzyskanie dostępu do informacji o beneficjentach rzeczywistych podmiotów o charakterze korporacyjnym jest nieważny. W Polsce działa blisko 0,5 miliona spółek, fundacji, stowarzyszeń i spółdzielni, dla których wyrok ten może mieć bezpośrednie znaczenie.

Przedsiębiorcy, stowarzyszenia i trusty zobowiązane do ujawniania beneficjentów rzeczywistych

Interesy lubią ciszę. Jednak administracje skarbowe poszczególnych państw, jak i organizacji międzynarodowych sui generis, takich jak Unia Europejska, pod pretekstem przeciwdziałania praniu tzw. brudnych pieniędzy domagają się, by przedsiębiorcy ujawniali informacje na temat swój i swoich beneficjentów rzeczywistych. Przy czym za beneficjenta rzeczywistego uznaje się osobę fizyczną lub prawną, która sprawuje faktyczną kontrolę nad przedsiębiorstwem.

W Polsce od 13 października 2019 r. obowiązują przepisy, na mocy których większość rodzajów spółek handlowych, spółdzielnie, stowarzyszenia, fundacje i trusty muszą przekazywać te informacje do prowadzonego przez Ministra Finansów Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. W wydanym 22 listopada wyroku w sprawach połączonych C-37/20 Luxembourg Business Registers i C-601/20 Sovim, Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że takie przepisy, w zakresie w jakim dają każdemu swobodny dostęp do tych informacji, stoją w sprzeczności z gwarancjami zawartymi w Karcie praw podstawowych UE. Dzięki temu rozstrzygnięciu, polscy przedsiębiorcy będą mogli skutecznie domagać się od fiskusa ograniczenia publicznego dostępu do informacji na temat swój i swoich beneficjentów rzeczywistych.

Spółka w Luksemburgu i obowiązek ujawniania danych o beneficjentach rzeczywistych

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/849 z dnia 20 maja 2015 r. w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu (czwarta dyrektywa AML), ustawą luksemburską z dnia 13 stycznia 2019 r. ustanowiła rejestr beneficjentów rzeczywistych. Podlegające rejestracji podmioty muszą ujawniać w nim dane identyfikujące ich beneficjentów.

Jedna ze spółek w Luksemburgu oraz jej beneficjent rzeczywisty wystąpili do rejestru o ograniczenie publicznego dostępu do informacji o nich. Podnieśli, że ujawnienie tego typu danych może skutkować niewspółmiernym ryzykiem naruszenia ich praw podstawowych, gwarantowanych ww. Kartą.

Przepis o nieograniczonym udostępnianiu informacji o beneficjentach jest nieważny

Luxembourg Business Registers nie przychylił się do wniosku przedsiębiorcy. Przedsiębiorca zaskarżył więc jego decyzję. Sąd okręgowy w Luksemburgu zwrócił się o pomoc w rozstrzygnięciu sprawy do TSUE, który orzekł, że w świetle unijnej Karty praw podstawowych przepis dyrektywy AML, który pozwala państwom członkowskim we wszystkich przypadkach udostępniać każdej osobie informacje o beneficjentach rzeczywistych podmiotów o charakterze korporacyjnym i innych podmiotów prawnych utworzonych na swoim terytorium jest nieważny.

Poważne zagrożenie dla beneficjentów rzeczywistych

W uzasadnieniu Trybunał stwierdził, że publiczny dostęp do informacji o beneficjentach rzeczywistych stanowi poważną ingerencję w prawo do poszanowania życia prywatnego i ochrony danych osobowych, także poprzez umożliwienie nieograniczonej liczbie podmiotów uzyskania dostępu do informacji o sytuacji materialnej beneficjenta rzeczywistego. Niesie to dla takiego podmiotu ogromne zagrożenie niewłaściwego wykorzystania tych danych, zwłaszcza że po ich upublicznieniu mogą zostać nie tylko swobodnie przeglądane, ale i przechowywane i rozpowszechniane.

Beneficjenci rzeczywiści, właściciele danych, obarczeni ryzykiem nadużyć

TSUE zgodził się, że celem spoczywającego na przedsiębiorcach obowiązku ujawniania przedmiotowych danych w publicznym rejestrze jest zwiększenie przejrzystości otoczenia wykorzystywanego do prania pieniędzy i finansowania terroryzmu. Jednak stwierdzona ingerencja w ww. prawa podstawowe nie jest ani ograniczona do koniecznego minimum, ani proporcjonalna do zamierzonego celu. Dodał, że fakultatywne regulacje, pozwalające władzom państw warunkować udostępnianie informacji o beneficjentach rzeczywistych spełnieniem wymogu rejestracji online i ograniczaniem w wyjątkowych okolicznościach publicznego dostępu do tych informacji, nie są wystarczające do wykazania wyważenia pomiędzy interesem ogólnym, a prawami podstawowymi jednostek, ani do zapewnienia właścicielom danych wystarczających gwarancji skutecznej ochrony przed ryzykiem nadużyć.

Natychmiastowe zawieszenie dostępu do rejestru beneficjentów na Cyprze po przełomowym wyroku

Na rozstrzygnięcie TSUE błyskawicznie zareagował cypryjski rząd. Departament Rejestru Spółek i Własności Intelektualnej, prowadzący rejestr działalności gospodarczej na Cyprze, już tydzień po wydaniu wyroku przez Trybunał poinformował, że dostęp do Rejestru Właścicieli Beneficjalnych dla ogółu społeczeństwa zostaje zawieszony. Cypryjczycy nazwali wyrok przełomowym.

Podsumowanie

Orzecznictwo europejskich trybunałów w ostatnim czasie coraz silniej przeciwstawia się zaostrzeniom regulacyjnym państw, dającym swoim administracjom skarbowym legitymację do nieograniczonej inwigilacji przedsiębiorców wbrew fundamentalnym prawom jednostek. We wrześniu belgijski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy MDR niepozwalające radcom prawnym i innym profesjonalnym pełnomocnikom powoływania się na tajemnicę zawodową w zakresie raportowania o schematach podatkowych swoich klientów są sprzeczne z belgijską konstytucją. Opisany wyrok TSUE może przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa firm i ich beneficjentów rzeczywistych, narażonych na negatywne konsekwencje niegraniczonego dostępu do danych na ich temat, udostępnianych w Centralnym Rejestrze Beneficjentów Rzeczywistych przez Ministra Finansów.

Według danych raportu Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, na koniec września 2020 r. w Polsce zarejestrowanych było 461 000 spółek prawa handlowego, 9 800 spółdzielni i 18 900 fundacji i stowarzyszeń – wszystkich tych podmiotów,  a także trustów, dotyczy obowiązek ujawniania informacji o beneficjentach rzeczywistych w CRBR.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Nawet o 80% wzrośnie popyt na taksówki w okresie świątecznym

Nawet o 80% względem dni powszednich wzrośnie popyt na przejazdy taksówką w tegorocznym okresie świątecznym – przewiduje FREE NOW, europejska superaplikacja mobilności miejskiej, dostępna w 25 polskich miastach. ​​Z najnowszego badania KANTAR dla FREE NOW[1] wynika, że co trzeci mieszkaniec polskich miast planuje spędzić święta w podróży. Pozostałe 70% badanych zamierza pozostać w mieście i przemieszczać się tylko w jego obrębie.

Z ankiety FREE NOW wynika także, że ponad 80% Polaków planuje powitać Nowy Rok w gronie najbliższej rodziny lub przyjaciół, a zaledwie 15% rozważa udział w większej domówce. W okresie świątecznym taksówka uznawana jest przez 35% respondentów za najbardziej bezpieczną formę transportu dla powrotów z firmowych i rodzinnych spotkań – obok publicznego transportu, wskazanego przez 30% badanych.

Rokrocznie najwyższy popyt na przejazdy taxi na platformie FREE NOW odnotowujemy w okresie świątecznym i sylwestrowym. W tym roku z powodu braku obostrzeń pandemicznych spodziewamy się, że potrzeba przemieszczania się wśród mieszkańców miast będzie jeszcze większa, a liczba zamówień FREE NOW wzrośnie prawie dwukrotnie. Największą liczbę zamówień w zeszłoroczną Wigilię odnotowaliśmy w godzinach 15:00 – 17:00 i między 21:00 a 22:00, natomiast w Sylwestra szczyt przypadł na 2-4 w nocy. Kierowcom pracującym w tym okresie będziemy oferować dodatkowe bonusy do zrealizowanych zamówień, aby utrzymać dostępność naszej usługi na najlepszym, możliwym poziomie – podkreśla Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce.

Badanie FREE NOW wykazało również, że część Polaków planuje zmienić swoje nawyki transportowe w związku z rosnącą inflacją, ale również większą świadomością ekologiczną. Już 1 na 4 respondentów z polskich miast planuje w 2023 roku znacząco ograniczyć korzystanie z własnego samochodu, a nawet z niego zrezygnować. Aż 35% mieszkańców miast zamierza ograniczyć wydatki na transport.

W odpowiedzi na sytuację ekonomiczną i rosnące koszty utrzymania, wprowadziliśmy dla użytkowników FREE NOW w Warszawie usługę Lite Basic, umożliwiającą budżetowe przejazdy poza godzinami szczytu. W styczniu 2023 roku planujemy rozwijać ją w kolejnych miastach. Dostrzegamy zmianę w wyborach transportowych Polaków. Z naszego badania wynika, że nawet 23% z nich zamierza przerzucić się na współdzielony transport, by zredukować szkodliwe emisje dwutlenku węgla. Te czynniki sprawiają, że rok 2023 może być przełomowym pod tym względem dla branży mobility w Polsce – podsumowuje Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający FREE NOW w Polsce.

[1] Świąteczna ankieta FREE NOW zrealizowana przez Instytut Badawczy KANTAR dla FREE NOW w listopadzie 2022 roku, wśród 500 mieszkańców polskich miast.

Predykcje na 2023 rok – co będzie miało wpływ na rynki i na nasze portfele?

Co roku analitycy Saxo Banku publikują listę szokujących predykcji, których zrealizowanie ma być skrajnie mało prawdopodobne, ale za to może mieć ogromny wpływ na rynki. Jest to pewnego rodzaju eksperyment myślowy, mający na celu odszukanie potencjalnych czarnych łabędzi. My również postanowiliśmy stworzyć podobną listę, skupiając się jednak na trochę mniejszej skali. Opisywane wydarzenia bardziej dotyczą Polski, jak i nam najbliższego otoczenia. I to jest pierwszy powód do stworzenia tej listy. 

Drugim jest to, że nie do końca zgadzamy się z tym, co szokuje analityków z Saxo Banku. Mamy wrażenie, że ulegli oni pokusie, by za rok przeczytać, jak wiele z nich się sprawdziło. Założenie, że świat w przyszłym roku podąży obecnie wyznaczonym trendem, czyli stanie się jeszcze bardziej konfliktowy i zapalnych miejsc tylko przybędzie, w naszym mniemaniu powinno być scenariuszem bazowym. Ostatnie wydarzenia w Turcji, na Bałkanach czy w Ameryce Południowej tylko to potwierdzają. My będziemy bardziej zdziwieni, gdy świat nagle się opamięta i zejdzie z wybranej ostatnio ścieżki. 

Warszawska giełda wejdzie na historyczne szczyty

Wróżenie kolejnych kryzysów jest banalnie proste. Co roku zajmują się tym setki analityków, filozofów, dziennikarzy. Każdy pragnie zostać kolejnym Panem Zagładą. My idziemy pod prąd. A do tego jesteśmy pełni pokory i godzimy się na założenie, że RPP ma rację. W 2023 roku inflacja w niewyjaśnionych okolicznościach zacznie drastycznie spadać, prawdopodobnie trend rozpocznie się w Stanach i szybko rozleje na cały świat. Wszystko wydarzy się na tyle dynamicznie, że już na przełomie pierwszego i drugiego kwartału banki centralne zdecydują się na istotne luzowanie polityki pieniężnej. Dzięki temu spodziewana recesja okaże się oka mgnieniem.

Dodatkowo w międzyczasie zakończony zostanie konflikt rosyjsko-ukraiński, Pekin oficjalnie ogłosi zerwanie z polityką zero-covid, a Waszyngton podejmie kolejną próbę wciągnięcia Chin w przyjazne relacje biznesowe. Programy QT zostaną zakończone, zanim będą miały jakikolwiek wpływ na bilanse banków centralnych. Nadmiar pieniądza znów będzie szukał miejsca alokacji, a problemy kryptowalut sprawią, że świat sobie przypomni o Europie Centralno-Wschodniej.

Zbiegnie się to z okresem wyborów i zakończeniem ryzyka z nim związanego. Warszawski parkiet kolejny raz zacznie ubiegać się o miano lidera regionu, a dzięki bliskości wielkiego placu odbudowy, jakim będzie Ukraina, inwestorzy spojrzą na nią przychylnym okiem. Nawet największy optymizm ma swoje granice, dlatego nie zakładamy, że na historyczne maksima wyjdzie WIG-20, ale jego o połowę większy kontynuator już jak najbardziej ma na to szansę. Jeszcze bardziej prawdopodobne (w opisanym scenariuszu) wydaje się wspięcie na szczyty szerokiego rynku.

Rok 2023 rokiem forinta

Co roku wśród najsłabszych walut globu należy rozróżnić te, które są fundamentalnie zniszczone, od tych, które przechodzą tylko okresowe perturbacje. Do tych pierwszych spokojnie można zaliczyć turecką lirę, która swobodny spadek kontynuuje już od ponad dekady. W tym roku słabo sobie radził jen japoński, który z kolei wcześniejsze lata miał całkiem przyzwoite. Nie do końca wiadomo, do jakiej grupy zaliczyć węgierskiego forinta. Z jednej strony przez większość upływającego roku nasi bratankowie podążali tureckim kierunkiem, oddalając się od miana semipoważnych graczy na rynku walutowym.

Forint nawet względem złotego w tym roku stracił blisko 10%, a nie oszukujmy się, nie jesteśmy najlepszym benchmarkiem na rynku. Rzecz w tym, że w ostatnim czasie widać pewne sygnały, że Budapeszt chce zerwać z siebie łatkę pariasa Europy. Wyraźnie stał się bardziej koncyliacyjny wobec Unii i nawet jeśli słowa o przymierzaniu się do euro są zwykłą bujdą, to i tak mają potencjał, by ogrzewać obustronne relacje. Jeżeli dodamy do tego warunki, o których mowa w pierwszym akapicie, zwłaszcza zakończenie konfliktu w Ukrainie, to klimat wokół Madziarów może się widocznie poprawić. Zwłaszcza że Viktor Orban chętnie trzyma się strony, z którą może więcej ugrać. Do tej pory było to lawirowanie między Moskwą a Brukselą, ale w przyszłym roku może być kontynuowany trend rozpoczęty w ostatnich tygodniach. Jeśli odrzucimy ryzyka związane z konfliktem z Unią oraz opcją rosyjską, to nagle okaże się, że forint jest mocno niedowartościowany. A wygłodniały kapitał lubi takie kąski.

Załamanie się kursu franka szwajcarskiego

Skoro jesteśmy już przy walutach, to oprócz wygranych wypadałoby wskazać jakiegoś przegranego. Nie będziemy szli na łatwiznę, znęcając się nad walutami permanentnie słabymi. Zakończenie konfliktu za naszą wschodnią granicą i uwolnienie kursu rubla, najprawdopodobniej doprowadzi do drastycznego powrotu do poziomów równowagi, które obecnie znajdują się kilkadziesiąt procent poniżej grudniowych notowań. Ale ta prognoza wydaje się nazbyt oczywista jak na nasze zestawienie. Dlatego my patrzymy w kierunku franka szwajcarskiego.

Wciąż jesteśmy przy założeniach globalnego eldorado, co już samo w sobie powinno uderzać w waluty tak zwanego safe haven. Dodatkowo w warunkach kryzysowych kapitał bezmyślnie chowa się w znanych i sprawdzonych norach, a że kryzysy nam towarzyszą od wielu lat, to nie było kiedy zrobić przeglądu tych bezpiecznych przystani. Nagle może się okazać, że zaliczanie Szwajcarii do tego grona jest zwykłym archaizmem. Neutralność militarna w obecnych czasach to jednak trochę za mało, a jak zerkniemy na fundamenty Helwetów, to lata zbyt mocnej waluty zrobiły swoje. Szwajcaria od pewnego czasu staje się Japonią Europy i boryka się z podobnymi problemami. Wzrost gospodarczy od lat jest niewielki i nie widać tu specjalnie opcji na poprawę. Deprecjacja szwajcarskiej waluty powiedzmy o 20% w ostatecznym rozrachunku, wszystkim może wyjść na dobre, na czele z naszymi frankowiczami i sektorem bankowym.

Stopy procentowe w Polsce wejdą na dwucyfrowy poziom

Tu odchodzimy od idei szybkiej dezinflacji, co samo w sobie nie szokuje. Ciekawiej się robi, gdy dodamy do tego wynik wyborów w momencie porażki obecnego obozu rządowego. Spowoduje to, że większość decyzyjnego gremium Rady Polityki Pieniężnej zostanie osierocona politycznie. Niezależnie od tego, czy za motywacje przyjmiemy chęć odegrania się za porażkę swojego otoczenia, czy zerwanie się z kagańca oczekiwań, skutkiem może być bardziej zagorzała walka z inflacją. Zgodnie z obecnymi założeniami Narodowego Banku Polskiego dynamika cen dopiero na koniec przyszłego roku ma spaść poniżej dwucyfrowego wyniku. Daje to, co najmniej kilka posiedzeń, by urealnić poziom stóp procentowych. Zakładając ruchy po 50 p.b., w ciągu zaledwie pół roku RPP może dojść w okolice dwucyfrowego kosztu pieniądza. Ciężko jednoznacznie określić, jaki będzie miało to wpływ na polskiego złotego.

Z jednej strony podnoszenie stóp procentowych jest czynnikiem zawsze wspierającym lokalną walutę. Z drugiej możemy zakładać jednak, że inwestorzy w przyszłym roku będą zafiksowani pojęciem recesji. A ta w Polsce w opisanym scenariuszu na pewno będzie głębsza niż w jej otoczeniu. Dodatkowo nowo powstający rząd już na starcie będzie musiał się zmierzyć z niepokojami społecznymi wywołanymi kosztami kredytu. Sprawę jeszcze bardziej będą utrudniać rosnące koszty obsługi długu publicznego, co spowoduje wzrost napięć budżetowych. Dlatego skłaniamy się jednak ku opcji, że mimo wszystko złoty ucierpi w tym scenariuszu i możemy powrócić w okolice szczytów z 2022 roku.

Z całą pewnością nadchodzący rok będzie przełomowy na wielu płaszczyznach. Świat w ostatnich latach mocno nas przyzwyczaił, by spodziewać się rzeczy niezwykłych, wyjątkowych w swojej skali. Dlatego może najbardziej szokującą predykcją jest ta zakładająca, że czeka nas… nudny rok. Patrząc po ostatnich wydarzeniach, nie byłoby to takie złe rozwiązanie. I chyba właśnie tego chcemy Państwu życzyć w nadchodzących 12 miesiącach. Spokoju i powrotu do normalności.

Autor: Krzysztof Adamczak – analityk walutowy w Walutomat.pl i InternetowyKantor.pl

Budimex poszerza skład zarządu

W dniu 14.12 Rada Nadzorcza Budimex powołała trzech nowych członków Zarządu poszerzając obecny ‎czteroosobowy skład Zarządu.‎

Do nowej funkcji zostali powołani z dniem 1.01.2023 r: Anna ‎Karyś – ‎Sosińska, Maciej Olek i Cezary  Łysenko. ‎

Anna Karyś – Sosińska pełni funkcję dyrektora pionu zarządzania zasobami ludzkimi w Budimex SA. ‎‎Maciej Olek jest dyrektorem budownictwa kolejowego Budimex SA. Cezary Łysenko jest dyrektorem ‎budownictwa infrastrukturalnego w Budimex S.A.‎

Oprócz nowo powołanych menadżerów skład Zarządu pozostaje w obecnym kształcie: Artur Popko – ‎Prezes Zarządu, Jacek Daniewski – Dyrektor Pionu Prawno-Organizacyjnego, Marcin Węgłowski ‎- Dyrektor Pionu Finansowego i Artur Pielech – Prezes FB Serwis.

Poszerzenie składu Zarządu i jego wzmocnienie jest naturalnym efektem rozwoju Grupy Budimex. W ‎‎zeszłym roku Grupa Budimex rozpoczęła działalność na rynkach zagranicznych: niemieckim, czeskim i ‎‎słowackim. Firma rozwinęła segmenty budownictwa: kolejowego, hydrotechnicznego, ‎‎infrastrukturalnego. Budimex zainwestował w obszar OZE, elektromobilności i gospodarki odpadami ‎‎oraz surowcami. Wzmocnienie Zarządu pozwoli lepiej odpowiedzieć na wymagania stawiane przez ‎‎nowe rynki i realizacje celów strategicznych Grupy w kolejnych latach. Nowi członkowie Zarządu mają ‎‎ponad 20-letnie doświadczenie w pracy na stanowiskach kierowniczych i menadżerskich w Grupie ‎‎Budimex. Uczestniczyli w rozwijaniu nowych dywizji, struktur organizacyjnych i realizacji najbardziej ‎‎wymagających zadań z zakresu zarządzania budownictwem i HR.  ‎Nowi członkowie Zarządu Tworzą i ‎szerzą kluczowe dla Budimeksu wartości, budują i rozwijają swoje zespoły a także wzmacniają pozycje ‎podległych sobie ‎obszarów na tle branży. ‎

Anna Karyś-Sosińska, Budimex SA
Anna Karyś-Sosińska, Budimex SA

Anna Karyś – Sosińska jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Doświadczenie ‎z ‎obszarem HR rozpoczęła od pracy w Krakowskim Instytucie Technologii gdzie w latach 2000 – 2002 ‎jako ‎Konsultant odpowiadała za procesy executive search kadry menadżerskiej wyższego i ‎najwyższego ‎szczebla.  Z Grupą Budimex związana od 2002 roku i przez kolejne 20 lat pełniła rolę ‎‎Kierownika/Dyrektora Personalnego w większości obszarów biznesowych. Z początkiem roku 2022 ‎‎objęła funkcję Dyrektora Pionu Zarządzania Zasobami Ludzkimi w Budimex SA. ‎

Maciej Olek, Budimex SA
Maciej Olek, Budimex SA

Maciej Olek – jest absolwentem Wydziału Budownictwa Politechniki Wrocławskiej. Z branżą ‎budowlaną ‎związany od ponad 20 lat. W latach 2001-2007 pracował w firmie NCC Polska przy ‎realizacji autostrady ‎A2 oraz na projekcie Citytunnel w Malmo (Szwecja) gdzie pełnił rolę zastępcy ‎menedżera projektu. W ‎latach 2008-2009 realizował drogę ekspresową S3. Od 2010 roku związany z ‎Budimex S.A. najpierw w ‎roli kierownika budowy, następnie kierownika i dyrektora kontraktu. Od ‎jesieni 2014 roku ‎odpowiedzialny za budowanie kompetencji Budimex S.A. w zakresie ‎budownictwa kolejowego ‎najpierw w roli Dyrektora Rejonu, następnie Dyrektora Oddziału, a od ‎maja 2020 roku po osiągnieciu ‎przez Budimex S.A. roli lidera polskiego rynku projektów kolejowych ‎w roli Dyrektora Budownictwa ‎Kolejowego.  ‎

Cezary Łysenko, Budimex SA
Cezary Łysenko, Budimex SA

Cezary Łysenko – jest absolwentem Politechniki Białostockiej. W latach 1996 – 1999 zdobywał swoje ‎‎pierwsze doświadczenia zawodowe w urzędach wojewódzkich odpowiadając za inżynierię ruchu i ‎‎zarządzanie drogami. Od 2006 roku związany z firmą Budimex najpierw w roli kierownika działu ‎‎technicznego, następnie kierownika kontraktu, dyrektora rejonu, dyrektora oddziału północnego, a ‎‎‎2020 roku przejął odpowiedzialność za całe budownictwo infrastrukturalne w Budimex S.A. Wraz z ‎‎rozwojem firmy Budimex, w 2021 roku przejął odpowiedzialność za rozwój Grupy Budimex na ‎rynkach ‎zagranicznych a także został członkiem Rady Nadzorczej Budimex Bau, Budimex Prague ‎Construction ‎oraz Budimex Slovakia. Jest członkiem Rady Nadzorczej FBSerwis. W grudniu 2021 ‎roku został ‎przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Budimex S.A..

64 proc. konsumentów kupi prezenty przez smartfona

Na świecie konsumenci w okresie świątecznym wybierają mobile. Ponad 6 na 10 z nich kupi prezent za pomocą smartfona. Z kolei według najnowszego raportu GWI, Holiday Shopping in Europe, Q3 2022, co trzeci z badanych przyznaje, że większość zakupów online robi za pomocą swojego telefonu. Blisko 70 proc. z nich wybiera dostawę do domu, a 27 proc. zakupy online z odbiorem produktu w sklepie.[1] W tym roku ponad połowa skorzysta też z porównywarek cen, zanim kupi prezent, a następnie sprawdzi dostępność na stronie lub w wyszukiwarce. Większą uwagę będziemy zwracać również na oferowane w reklamach promocje i oferty specjalne. Blisko połowa z nas liczy na kupon rabatowy czy informacje o przecenach i prawie tyle samo oczekuje reklam, które będą dotyczyły marek, które nas interesują. A jak i kiedy najlepiej trafić do użytkowników? Okazuje, że najlepsza percepcja dopasowanego przekazu reklamowego ma miejsce podczas jednej z ulubionych rozrywek Polaków, czyli grania na smartfonach. W okresie świątecznym blisko 70 proc. respondentów sięgnie po gry mobilne przynajmniej raz dziennie.[2] Jak będą wyglądały zakupy świąteczne w tym roku, co będziemy kupować i za pomocą jakich urządzeń – komentują eksperci Mobiem Polska.

Gwiazdka 2022 – mobile znowu wygrywa?

W tym roku głównym kanałem zakupów online dla św. Mikołaja będą urządzenia mobilne. Według raportu Modern Mobile Consumer 2022: Holiday marketing playbook, 64 proc. konsumentów na świecie użyje smartfonu lub tabletu, żeby kupić prezenty na tegoroczną Gwiazdkę. Ponad 6 na 10 badanych deklaruje, że podczas zakupów na urządzeniach przenośnych chce korzystać z aplikacji mobilnych, a 59 proc. twierdzi, że ściągnęłoby nową „apkę” na czas świątecznych zakupów, gdyby zobaczyło wcześniej jej reklamę.[3]

Z kolei z danych GWI wynika, że ponad 1/3 konsumentów w Europie, kupując online, korzysta z urządzeń mobilnych przez większość czasu, a tylko czasami sięga po komputer bądź laptopa.[4] A jak kupują Polacy?

Z raportu E-commerce 2022 (PBI, IAB Polska, Gemius) wynika, że smartfony wyprzedziły laptopy i stały się najpopularniejszym urządzeniem wykorzystywanym przez respondentów w procesie zakupów online. Już 75 proc. ankietowanych korzysta z mobile’u. 43 proc.  respondentów również porównuje ceny produktów na telefonie i tabletach podczas zakupów w sklepach stacjonarnych. Mobile jest wiodącym kanałem zakupowym. Tylko niecałe 4 na 10 osób deklaruje robienie zakupów z wykorzystaniem urządzeń mobilnych, zaczynając proces na telefonie, a kończąc na komputerze mówi Michał Giera, Mobiem Polska.

Najczęściej ze smartfonów podczas zakupów online korzystają młodzi – 15-24 lata (92 proc.), niemniej, nawet wśród najstarszej grupy badanych (powyżej 50 roku życia) po telefon w tej sytuacji sięga już blisko 6 na 10 badanych.

Porównywarki rozgrzane do czerwoności

Sytuacja ekonomiczna na świecie nie rozpieszcza konsumentów. W Polsce kwoty, które przeznaczymy na organizację Świąt wzrosną o 300 zł więcej w porównaniu do ubiegłego roku i wyniosą średnio 1259 złotych.[5] Wyższe koszty zakupów świątecznych są skutkiem m.in. inflacji i rosnących cen towarów. Ta niełatwa sytuacja zmusza kupujących do szukania oszczędności. Większość z nas zamierza odpowiedzialnie podjeść do tegorocznych zakupów świątecznych, robiąc wcześniej research i analizując różnice w cenach. 56 proc. konsumentów w Europie planowała zacząć poszukiwania świątecznych upominków w serwisach porównujących ceny, a następnie na stronach marki (53 proc.) i wyszukiwarkach internetowych (45 proc.).[6]

Polacy, w poszukiwaniu oszczędności, często zaczynają świąteczne „polowanie” już na kilka miesięcy przed świętami (1/5 badanych), a wcale nie mały odsetek (15,7 proc.) szuka okazji przez cały rok. A nieco ponad 17 proc. chętnie korzysta z grudniowych wyprzedaży.[7]

Prezenty świąteczne pod lupą

W tym roku 7 na 10 osób na świecie dokona zakupów świątecznych. Najczęściej chęć sprostania listom do św. Mikołaja deklarują rodzice (86 proc.) i kobiety (84 proc.). Panowie z mniejszym entuzjazmem niż panie, ale również zamierzają obdarować prezentami bliskie osoby (67 proc.).[8]

A co dokładnie znajdziemy pod polską choinką?

Nieco ponad 27 proc. konsumentów chciałoby dostać pieniądze lub bony na zakupy. Na drugim miejscu świątecznych życzeń znajdują się kosmetyki i perfumy (15,5 proc.). A dalej odzież i obuwie (9,9 proc.), elektronika (8 proc.) i biżuteria (7,7 proc.).[9]

Świąteczne last minute. Jak w święta marki wygrywają wyścig o uwagę konsumenta?

Reklamy mobilne mają duży wpływ na decyzje zakupowe konsumentów szczególnie w sezonie okołoświątecznym. 66 proc. ankietowanych stwierdziło, że jest dość prawdopodobnym, że zakupi produkt bezpośrednio z reklamy, z czego 17 proc. jest tego pewna.[10]

Jak wygrać wyścig o uwagę konsumenta? Biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną, w jakiej znajdują się obecnie konsumenci, każdy gest w stronę potencjalnego klienta może zaważyć na „być albo nie być” sprzedaży. Czego oczekują odbiorcy od reklam mobilnych w sezonie świątecznym? 49 proc. Europejczyków liczy na to, że dostarczy mu ona kupon lub zniżki, a 44 proc. chce informacji na temat dostępnych promocji[11] – komentuje Michał Giera, Mobiem Polska.

– Co więcej blisko połowa ankietowanych w Europie oczekuje, że wyświetlane reklamy będą zawierały atrakcyjną i istotną dla oglądającego ofertę. Biorąc pod uwagę fakt, że prezenty najczęściej kupują rodzice i kobiety. Dlatego marketerzy przede wszystkim powinni pamiętać o tym, żeby komunikaty reklamowe były dopasowane do różnych grup docelowych – dodaje Michał Pietruszka, Head of Mobile Product, Mobiem Polska.

Gdzie na święta szukać klientów? W mobile gamingu

W okresie okołoświątecznym w gry mobilne grają niemal wszyscy. W podróży, w trakcie zakupów, imprez i spędzania czasu z rodziną i przyjaciółmi – użytkownicy codziennie korzystają ze swoich telefonów po to, aby uczestniczyć w mobilnych rozgrywkach, co czyni je doskonałym kanałem reklamowym dla marek.

Według raportu Modern Mobile Consumer 2022: Holiday Marketing Playbook w okresie świątecznym 7 na 10 użytkowników codziennie znajduje trochę czasu na gry mobilne. Dość często się zdarza, że mobile gaming jest jednym ze sposobów wspólnego spędzania czasu z bliskimi. 57 proc. graczy[12] dołączy do mobilnej rozgrywki z przyjaciółmi, rodziną lub partnerem podczas świąt, a wśród pokolenia Z jest to aż 67 proc. ankietowanych. – Jest to zatem doskonałe potencjalne miejsce styku z marką. Biorąc pod uwagę, że 40 proc. badanych twierdzi, że reklamy z bonusami wpływają na ich decyzje zakupowe, a blisko połowa znalazła dzięki nim prezentowe inspiracje, śmiało można stwierdzić, że reklama w grach mobilnych to idealny kanał do kampanii świątecznych, więc jeśli planujesz przyszłoroczny budżet, zaplanuj go na reklamę w grach. Jeśli nie zrobisz tego ty, to zrobi to za Ciebie konkurencja – dodaje Magda Wąsikowska-Gal, Marketing Manager, Mobiem Polska.

[1] Raport ironSource I M&C Saatchi Performance partnered – Modern Mobile Consumer 2022: Holiday marketing playbook

[2] jw.

[3] Raport: Modern Mobile Consumer 2022: Holiday marketing playbook

[4] GWI, Digital Turbine – Holiday Shopping in Europe, Source: GWI, Q3 2022

[5] Barometr Providenta, 2021

[6] GWI, Digital Turbine – Holiday Shopping in Europe, Source: GWI, Q3 2022

[7] Barometr Providenta

[8] Raport:Modern Mobile Consumer 2022: Holiday marketing playbook

[9] Barometr Providenta

[10] GWI, Digital Turbine – Holiday Shopping in Europe, Source: GWI, Q3 2022

[11] jw.

[12] Raport: Modern Mobile Consumer 2022: Holiday marketing playbook

Eksperci na CEE Edu Digital Summit: Cyfrowa transformacja oświaty powinna mieć charakter ewolucyjny, a nie rewolucyjny

Oświata to delikatny i skomplikowany system naczyń połączonych, któremu z założenia nie sprzyjają zmiany o charakterze rewolucyjnym, również, jeżeli chodzi o wdrażanie nowych technologii. Konieczna jest raczej cyfrowa ewolucja w szkołach – ocenili eksperci podczas CEE Edu Digital Summit w Lublinie, pierwszej edycji konferencji o cyfryzacji edukacji. Zgodzili się, że systemowe rozwijanie kompetencji cyfrowych – zarówno uczniów jak i nauczycieli –jest niezbędne z punktu widzenia gospodarki.

CEE Edu Digital Summit to wydarzenie zorganizowane przez CEE Digital Coalition oraz Związek Cyfrowa Polska, które po raz pierwszy zostało zorganizowane w Lublinie i było poświęcone zagadnieniom związanym z transformacją cyfrową systemów edukacji w Polsce oraz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Rola kompetencji cyfrowych

Podczas debaty otwierającej wydarzenie Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, podkreślił rolę budowania kompetencji cyfrowych. – Każdy absolwent szkoły czy uczelni wyższej staje zawsze przed dylematem wyboru ścieżki kariery. Trudno jednak dziś na rynku o profesję, która nie używałaby tzw. umiejętności przyszłości. A wymóg też będzie rósł – zaznaczył. Prezes zwrócił uwagę, że istotnym elementem warunkującym rozwój umiejętności technologicznych młodzieży jest odpowiednia edukacja samych nauczycieli, którzy im tą wiedze przekazują. – Trzeba przygotować ich do rewolucji technologicznej, nauczyć ich jak opowiadać uczniom o zastosowaniach nowych technologii – mówił.

Zgodziła się z nim Valeria Djukic, reprezentująca bułgarską organizację branży cyfrowej – Digital National Alliance oraz firmę Anthill. Jej zdaniem dziś wciąż mierzymy się z problemem zapewnienia przez szkoły odpowiedniej edukacji cyfrowej, by młodzież odnalazła się na współczesnym rynku pracy. To istotny problem, bo jak podkreślił z kolei przedstawiciel bułgarskiego ministerstwa edukacji, Alexander Angelov, dzieci i młodzież jest zainteresowana budowaniem umiejętności z zakresu kompetencji związanych z technologiami cyfrowymi, ale często nie odnajdują odpowiedniej i wystarczającej wiedzy w szkole. Jednocześnie, w jego opinii, wciąż nie występuje „bezpośrednia korelacja” między liczbą dostępnych technologii a poziomem umiejętności cyfrowych. – Taka korelacja może zaistnieć dopiero przy zaangażowaniu systemu oświaty – ocenił.

Stopniowa ewolucja systemu oświaty

Uczestnicy dyskusji rozmawiali też o kwestii tempa wprowadzania cyfrowych zmian w oświacie. Ich zdaniem cyfrowa reforma w szkołach jest potrzebna, ale drobnymi krokami. – Systemy edukacyjne nie lubią rewolucji, preferują one ewolucję. To jest bardzo złożony zespół naczyń połączonych. Rodzice, nauczyciele, dzieci – kiedy myślimy o szkole to oni najczęściej przychodzą  nam do głowy. Ale to także  samorządy, organizacje pozarządowe itp. To cała konstelacja uczestników edukacji – przypomniała Justyna Orłowska, Pełnomocniczka Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech, Pełnomocnik Ministra Edukacji i Nauki ds. Transformacji Cyfrowej. Według niej „szybkie, rewolucyjne zmiany wywołałyby napięcie w  systemie,  ale  także  stres wśród jego  uczestników”.  – Dobra reforma po prostu trwa dłużej – stwierdziła.

Do jej wypowiedzi odniósł się przedstawiciel rumuńskiego Innovation Labs (uniwersyteckiego programu wspierającego start-upy technologiczne), George Sarbu.  Według niego, by doprowadzić do cyfrowej ewolucji w szkole konieczna jest „zmiana mentalności”. Zastrzegł, że chociaż są nauczyciele, którzy sami wychodzą z inicjatywą rozwijania swoich umiejętności technologicznych, to jednak „nie wszyscy są gotowi na zmianę”. – To jest podstawowy problem – ocenił.

Dlatego w opinii Marii Rahamagi, założycieli Fundacji Edumus z Estonii, konieczne jest otwarcie systemu edukacji również na zewnętrznych ekspertów, którzy mogliby kształcić uczniów i nauczycieli z niezbędnych kompetencji cyfrowych oraz którzy pokazywaliby, jak można cyfryzować szkołę. – Jeden nauczyciel nie może być przecież ekspertem jednocześnie i od drukowania 3D czy automatyzacji i od oprogramowania. Otwarcie szkół na zewnętrznych specjalistów jest niezbędne, by dostarczyć rzetelną cyfrową wiedzę – powiedziała Maria Rahamagi.

Cyfryzacja oświaty bez końca

Uczestnicy dyskusji zgodzili się również z tezą, że transformacja cyfrowa oświata jest procesem, który już z samego założenia nigdy się nie kończy, a inwestycje w nowe technologie i edukację cyfrową powinny mieć charakter stały. Prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik podkreślił przy tym, że cyfryzując system oświaty powinniśmy mieć na uwadze również ogólny poziom transformacji cyfrowej w pozostałych branżach. Jego zdaniem „trudno szkolić młodych ludzi bez inwestowania w startupy cyfrowe”. – Rozmawiając  o cyfrowej transformacji w szkołach nie można zapominać o konieczności transformacji cyfrowej całego kraju czy wręcz  regionu –  podsumował Kanownik.

Ceny mieszkań nadal spadają. Deweloperzy wstrzymują inwestycje i wycofują ze sprzedaży najatrakcyjniejsze lokale  

Ceny mieszkań spadają, ale nie „na łeb na szyję”. Deweloperzy szukają sposobów na ucieczkę od utraty wartości ich lokali.

– Ceny mieszkań spadają i w najbliższym czasie można spodziewać się jeszcze korekty cenowej w dół zarówno na rynku deweloperskim jak i wtórnym. Jeżeli jednak ktoś liczy, że ceny polecą na łeb na szyję i będzie można kupować lokale za pół ceny to niestety się nie doczeka – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Specjalista przyznaje jednak, że jest kilka symptomów, że rynek deweloperski przechodzi kryzys. – Wiele inwestycji zwolniło, inwestorzy liczą na to, że tendencja się odwróci i za kilka miesięcy znowu sprzedaż mieszkań ruszy. Dlatego deweloperom zależy, by inwestycje toczyły się wolniej, co pozwala na utrzymanie ceny metra kwadratowego – dodaje ekspert.

5% w dół na rynku nieruchomości. „Na rynku trwa wielkie wyczekiwanie”

Według ostatnich statystyk w grudniu 2022 roku ceny mieszkań minimalnie spadły w 14 z 16 miast wojewódzkich. To najpoważniejszy spadek statystyczny od ponad dekady. W ostatnich latach obserwowaliśmy tylko wzrosty cen mieszkań – często galopujące. Co ważne, spadek cen jest widoczny w porównaniu z cenami sprzed pół roku. Rok do roku nadal widzimy wzrosty, tyle że ich tempo jest mniejsze.

– Na rynku trwa wielkie wyczekiwanie. Właściciele mieszkań i deweloperzy czekają na odwrócenie złej koniunktury, a kupujący liczą na dalsze spadki cen. Korekta wynosi obecnie około 5%. W żadnym mieście nie odnotowano jeszcze dwucyfrowego spadku cen i nie nastąpi to raczej w najbliższym czasie – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – W ostatnim kwartale w Szczecinie spadek cen na rynku pierwotnym wyniósł 6%, w Krakowie i Poznaniu po 4%, a w Warszawie o symboliczny jeden procent. Wyraźnie spadły ceny w Częstochowie, tutaj wskaźnik jest najwyższy w Polsce i dobija do 8% – mówi ekspert.

Jak dodaje Mirosław Król trudniejszą sytuację mają osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym. Tutaj spadek cen jest większy, a klienci są bardziej skłonni do negocjacji. Poza tym klienci obawiając się wzrostów kosztów remontów i odświeżenia mieszkania zwykle nie decydują się na mieszkania wybrakowane lub takie, które wymagają wielkich inwestycji.

– Mieszkania do remontu czy słabo zlokalizowane są w tym momencie niemal niesprzedawalne – mówi Mirosław Król. – Właściciele mieszkań, którzy chcą je szybko sprzedać zwykle zgadzają się na upusty. W dzisiejszych czasach pustostan to generator strat. Trudno go wynająć, a jednocześnie trzeba opłacać czynsz i część opłat energetycznych – dodaje ekspert.

Deweloperzy wstrzymują sprzedaż mieszkań premium, bo nie chcą obniżać cen

Deweloperzy starają się szukać sposobów na poprawę wyników sprzedaży. Na rynku pojawia się coraz więcej promocji czy ofert specjalnych. Eksperci zwracają uwagę, że w roku 2022 pierwszy raz w historii wiele firm zdecydowało się na zaprezentowanie oferty specjalnej na Black Friday. To jednak nie koniec zmian.

– Wielu deweloperów spowalnia swoje inwestycje, by poczekać na lepszą koniunkturę. Inni dywersyfikują działalność i zaczynają wynajmować mieszkania, które wcześniej były na sprzedaż. Taka sytuacja masowo ma miejsce w Poznaniu, Wrocławiu czy miastach typowo akademickich. To dla dewelopera szansa na przeczekanie gorszego czasu, zarobek i nie sprzedawanie mieszkania poniżej założeń finansowych – dodaje Mirosław Król.

– Widzimy także, że wiele mieszkań zniknęło z rynku. Deweloperzy nie chcąc tracić usuwają ofertę atrakcyjnych lokalizacji np. na najwyższych piętrach czy apartamentów premium czekając aż skończą się spadki cen – dodaje Mirosław Król.

53 proc. MŚP z sektora przemysłowego uważa, że wysokie ceny energii będą najmocniej wpływały na ich przyszłość

Zdaniem firm przemysłowych z sektora MŚP w nadchodzących miesiącach wpływ na ich przyszłość będą miały przede wszystkim rosnące ceny energii. Tak odpowiedział co drugi (53,3 proc.) przedsiębiorca badany na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce. 40 proc. ankietowanych wskazywało na wysoką inflację, a ponad 31 proc. na braki kadrowe. Łącznie przedsiębiorcy wymienili aż sześć najistotniejszych czynników, które mają najmocniej wpływać na badane branże w najbliższym czasie. To dwa razy więcej niż w roku ubiegłym.

Siemens Financial Services w Polsce w ramach raportu Index MiU 2022 zapytał przedsiębiorców z branży obróbki metali, przetwórstwa tworzyw sztucznych oraz spożywczej, jakie czynniki będą najbardziej wpływać na przyszłość ich branży. Ankietowani najczęściej wymieniali coraz droższą energię elektryczną (53,3 proc.) oraz utrzymującą się wysoką inflację (40 proc.). Co trzeci badany wskazywał również na braki kadrowe (31,3 proc.) i wzrost cen surowców (29 proc.), a co czwarty na odczuwalne skutki wojny (20 proc.) oraz problemy z dostępnością komponentów do produkcji (18,7 proc.).

Index MiU 2022
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2022 r.
N = 300 firm produkcyjnych (MŚP z branży obróbki metali, przetwórstwa tworzyw sztucznych i spożywczej).

W porównaniu z ubiegłorocznym badaniem przedsiębiorcy wymieniali dużo większą liczbę czynników, które będą miały istotny wpływ na ich przyszłość w nadchodzącym czasie. Jeszcze 12 miesięcy temu przedstawiciele badanych branż wskazywali przede wszystkim trzy główne czynniki –  w tym roku jest ich już aż sześć.

Warto podkreślić, że każda z badanych branż nieco inaczej oceniała istotność poszczególnych czynników. Wysokie ceny energii były najbardziej istotne dla przetwórców tworzyw sztucznych oraz firm obrabiających metale. Na inflację wskazywali z kolei częściej przedstawiciele branży spożywczej, a rzadziej branży obróbki metali. Znaczące różnice występowały również między odpowiedziami, jakich udziały małe i średnie firmy. Te drugie znacznie częściej wskazywały na braki kadrowe, jako jeden z głównych czynników, który będzie wpływać na ich przyszłość w nadchodzących miesiącach. Takie wyniki jednoznacznie obrazują w jak wymagającym i zróżnicowanym otoczeniu biznesowym funkcjonują obecnie firmy przemysłowe z sektora MŚP – mówi Katarzyna Kaczmarek, CEO Siemens Financial Services w Polsce.

Odpowiedzią na wyzwania powinien być zrównoważony rozwój

W tym roku wśród wymienianych przez przedstawicieli badanych branż czynników, które w najbliższych miesiącach będą kształtować rynek, rzadziej niż w roku ubiegłym pojawiała się ekologia (zmiana z 19 proc. do 9 proc.). To zaskakujące, ponieważ producenci powinni dążyć do zrównoważonego rozwoju nie tylko dlatego, by dostosować swoją działalność do ograniczeń i regulacji związanych z ochroną środowiska. Inwestycje w zielone technologie rozumiane między innymi jako zwiększenie efektywności energetycznej zakładów produkcyjnych mogą wesprzeć przedsiębiorców, których działalność jest dziś mocno utrudniona z powodu coraz wyższych cen energii. 

Według szacunków ekspertów Siemens Financial Services, dzięki zwiększeniu efektywności energetycznej swoich zakładów przedstawiciele europejskiego sektora przemysłowego w perspektywie 5 lat mogliby zaoszczędzić ponad 40 miliardów dolarów.  To dane z raportu „Financing Decarbonization: Manufacturing” opublikowanego w drugiej połowie 2021 roku.

Gdyby dziś, w dobie rosnących cen energii, oszacować skalę takich oszczędności, kwoty z pewnością byłyby znacznie wyższe. Zmniejszanie energochłonności zakładów produkcyjnych może wesprzeć budowanie długotrwałej rentowności przedsiębiorstwa, co jest szczególnie istotne w obecnej, wymagającej sytuacji makroekonomicznej. Takie działania mogą również wzmocnić wizerunek marki w oczach klientów i konsumentów. To wszystko przekłada się na wzrost zdolności do konkurowania przedsiębiorstwa.  Realizację takich inwestycji mogą ułatwić rozwiązania z zakresu inteligentnego finansowania, które pozwalają obniżać energochłonność zakładów produkcyjnych bez konieczności inwestowania kapitału z góry – podkreśla Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 300 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2022 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży obróbki metali, przetwórstwa tworzyw sztucznych i spożywczej z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Ceny nieruchomości na świecie w ujęciu realnym spadły o 0,3%

Firma Knight Frank opublikowała kolejny, kwartalny Global House Price Index – indeks śledzący zmiany cen nieruchomości mieszkaniowych w 56 krajach i regionach na świecie. Biorąc pod uwagę rosnącą inflację, w indeksie uwzględniliśmy procentową zmianę cen nieruchomości w ujęciu nominalnym i realnym, czyli skorygowanym o inflację. Indeks pokazuje procentową  zmianę cen na koniec III kwartału 2022 r. w ujęciu rocznym.

Najważniejsze wnioski:

  • Ceny nieruchomości mieszkaniowych w 56 badanych krajach i terytoriach rosną w tempie 8,8% rocznie, co oznacza spadek w stosunku do I kwartału 2022 r., kiedy dynamika wzrostu cen osiągnęła szczyt na poziomie 10,9%.
  • W ujęciu realnym, skorygowanym o inflację ceny nieruchomości spadły o 0,3% rok do roku.
  • 48 z 56 badanych krajów i terytoriów cały czas odnotowuje wzrost cen w ujęciu rocznym, a 21 z nich nadal odnotowuje wzrost dwucyfrowy.
  • Najwyższy wzrost cen, na poziomie 189,2% odnotowała Turcja. W ujęciu realnym, czyli skorygowanym o inflację wynosi jednak 57,6%.
  • W Polsce ceny wzrosły o 12,4%, ale w ujęciu skorygowanym o inflację spadły o 2,8%. Polska uplasowała się na 16 miejscu w zestawieniu po względem dynamiki wzrostu cen.
  • Tylko 6 krajów i terytoriów odnotowało spadek cen w III kwartał 2022 r., w tym Korea Południowa (-7,5%), Hongkong (-7,1%), Peru (-4,7%), Chiny kontynentalne (-2,2%), Nowa Zelandia (-2%) i Maroko (-0,3%).

Falę uchodźców z Ukrainy czeka w Polsce fala zmian. Czy będą mieć z nią problem?

Od 24 lutego br. do 11 grudnia z Ukrainy do Polski wjechało w sumie 8,346 mln os. (dane Straży Granicznej), a w przeciwnym kierunku wyruszyło 6,513 mln ludzi, co oznacza, że na naszym terytorium przebywa ok. 1,833 mln Ukraińców. Część z nich planuje związać się z Polską na dłużej, inni chcą wrócić do Ukrainy, gdy tylko sytuacja ulegnie zmianie. Jednak z pewnością ciężka zima, która czeka naszych wschodnich sąsiadów w ich ojczyźnie, nie jest najlepszym czasem na powrót. Uchodźcy muszą być czujni, bo już niebawem zasady ich pobytu i pracy w Polsce ulegną zmianie. Od stycznia 2023 r. wprowadzone będą nowe przepisy, cześć z nich budzi wiele wątpliwości.

Po wybuchu wojny nasz kraj był dla większości uchodźców z Ukrainy kierunkiem pierwszego wyboru. Najwięcej z nich przybyło do Polski w marcu, sierpniu i październiku. Początek wojny, tj. marzec br., był czasem, w którym odnotowano najwyższy poziom fali migracji ze Wschodu – 2 mln os. przekroczyło wtedy granicę z naszym krajem. Nadchodząca zima może oznaczać kolejną falę, bo warunki życia w Ukrainie są coraz trudniejsze. Problemy z dostępem do bieżącej wody, dostawami elektryczności i ciepła sprawiają, że część uchodźców chce przeczekać zimowe miesiące w innym miejscu i naturalnym wyborem jest dla nich właśnie Polska. Ci, którzy już tu są oraz ci, którzy dopiero do nas przyjadą, muszą liczyć się ze zmianami przepisów, które wychodzą w życie w styczniu 2023 r. i dotyczą zarówno pobytu, jak i pracy w Polsce.

Co z tą aktywnością zawodową?

Wielu uchodźców z Ukrainy, którzy trafili na Wisłę po wybuchu wojny od samego początku radzi sobie całkiem dobrze – szybko zaaklimatyzowali się w naszym kraju i usamodzielnili na tyle, by nie korzystać z pomocy polskich instytucji czy organizacji. Część podjęła pracę i dzięki temu nie ma problemów z utrzymaniem siebie oraz bliskich, w których towarzystwie przekroczyli granicę.

Z ostatnich danych resortu rodziny i polityki społecznej wynika też, że w Polsce zatrudnionych jest ponad 420 tys. z ok. 540 tys. osób w wieku produkcyjnym. Według raportu Grupy Progres, analizującego aktywność zawodową uchodźców, w pierwszych 10 miesiącach 2022 r. liczba pracujących tymczasowo Ukraińców była o 44,5 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2021 r. Po wybuchu wojny – od marca do końca października – zwiększyła się ona o 31 proc. Co więcej, z początkiem listopada nasiliło się zainteresowanie Ukraińców pracą tymczasową – o ponad 15 proc. w porównaniu do analogicznych miesięcy w 2021 r. Zauważalnie wzrosła także liczba kandydatów chętnych do podjęcia tego typu etatu już w zimie i gotowych do przyjazdu nad Wisłę od zaraz. Porównując czerwiec, lipiec i sierpień br. z październikiem czy listopadem br. wspomniany wzrost wynosi ok. 15 proc.

Z ankiety przeprowadzonej przez Grupę Progres wynika, że duży wpływ na obecne decyzje o migracji i podjęciu pracy w Polsce mają działania Rosji niszczącej ukraińską infrastrukturę energetyczną. Jednak nie każda z osób, które z powodu braku prądu i ogrzewania przyjadą do Polski, będzie szukała tu zatrudnienia, bo część Ukraińców ma środki do życia, które wystarczą im na czas pobytu. Inni nie podejmą pracy np. z uwagi na swój wiek. Raport Grupy Progres wskazuje, że etat w Polsce chciałby znaleźć co 4 uchodźca z Ukrainy, który chce przyjechać nad Wisłę.

Zatrudnianie Ukraińców jest dla polskich przedsiębiorców sporym wyzwaniem. Na początku roku borykaliśmy się z Polskim Ładem, o którym od wybuchu wojny nikt już nie pamięta. Mierzyliśmy się i nadal mierzymy z wieloma wyzwaniami. Jako pracodawcy praktycznie każdego dnia musimy być czujni, bo zmiany przepisów dot. legalnej pracy i zatrudniania obcokrajowców w tym roku występowały już tyle razy, że można się było pogubić. Od stycznia 2023 r. czekają nas kolejne nowelizacjepodkreśla Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. Czujne muszą być nie tylko firmy, ale też osoby aktywne zawodowo, których wspomniane nowelizacje dotyczą. Dlatego, my jako pracodawcy informujemy obecnych pracowników, jak i kandydatów o tym, co zostało zmodyfikowane, jeśli chodzi o przepisy regulujące ich pracę i życie w Polsce. Uważam jednak, że potrzebna jest też szeroka kampania informacyjna skierowana do uchodźców z Ukrainy. Powinni oni wcześniej wiedzieć, jakie formalności będą musieli spełnić, chcąc żyć i utrzymywać się w Polsce, co będzie ich obowiązkiem, a co prawem i przywilejemdodaje wiceprezes Magda Dąbrowska.

Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej przyznaje, że dostosowanie obowiązujących przepisów dot. zatrudniania uchodźców do aktualnej sytuacji jest słusznym kierunkiem. Wyzwaniem może okazać się jednak zrozumienie wprowadzanych zmian przez uchodźców. Jego zdaniem, kampania informacyjna skierowana do Ukraińców w ich ojczystym języku to bardzo dobry pomysł. Szczególnie że wielu z nich nie zna polskiego. Tego typu działania powinny być stałym – i realizowanym z dużym wyprzedzeniem – punktem na liście zdań rządzących. Co więcej, powinny być realizowane nie tylko na terenie Polski, ale również Ukrainy, bo uchodźcy, którzy pojawią się nad Wisłą, muszą być przygotowani na to, co czeka ich w naszym kraju i jakich przepisów mają przestrzegać, dodaje prezes Jacek Piechota.

Komunikacja jest tym bardziej potrzebna, że od nowego roku szykuje się wiele zmian, które częściowo budzą wątpliwości. Projekt ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców opracowany przez urzędników Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej z założenia miał ułatwić życie pracodawcom. Jednak znajdują się w nim zapisy, które zamiast usprawnić przyjmowanie do pracy uchodźców z Ukrainy, mogą jeszcze bardziej skomplikować ten proces, mimo że już teraz nie należy on do najłatwiejszych. Dotyczą one m.in. zatrudniania na podstawie specustawy COVID-owej, terminu ważności dokumentów pobytowych, wymóg zatrudnienia cudzoziemca na nie mniej niż 1/4 etatu i deklarowania konkretnych godzin jego pracy czy możliwość wprowadzenia limitów na zatrudnianie cudzoziemców w danym województwie. Pytania budzi także, jak wprowadzane przepisy sprawdzą się w praktyce i czy system planowanego zelektronizowania procedur związanych z zatrudnianiem cudzoziemców będzie działał tak, jak powinien (pełne zelektronizowanie postępowań dot. zatrudniania obcokrajowców planowane jest na 2023 r.).

Praca pracą, a co z życiem?

Część osób, które nadal przebywają w naszym kraju, usamodzielniła się na tyle, by nie korzystać z pomocy polskich instytucji czy organizacji. Jest też spora grupa uchodźców, którzy uciekli do Polski przed wojną i nie korzystali z pomocy, potwierdzają to m.in. dane regionalne. W punkcie kontaktowym w gdańskim Domu Harcerza w marcu 2022 r. liczba przybyszów z Ukrainy zgłaszających się po wsparcie sięgała 700 osób dziennie. W kwietniu było to 100-110 osób, w maju około 60, a w czerwcu – poniżej 25. Około połowę z tych osób stanowili ludzie, którzy dopiero przybyli do Gdańska, pozostali to osoby już zadomowione w tym mieście, które próbują poprawić swoją sytuację, przede wszystkim, szukając lepszego mieszkania.

Nie wszyscy jednak radzą sobie bez wsparcia z zewnątrz. W miejscach zbiorowego zakwaterowania w całej Polsce mieszka prawie 85 tys. uchodźców Ukrainy tj. niecałe 5 proc. Ukraińców przebywających w naszym kraju. Z zapowiedzi Rządu wynika, że od stycznia osoby znajdujące się w tego typu placówkach będą musiały pokrywać najpierw połowę, a potem trzy czwarte kosztów utrzymania.

Tego typu zmian, należało się spodziewać i jak wynika z naszych rozmów z pracownikami z Ukrainy, nie byli oni zdziwieni decyzją rządzących dot. współfinansowania przez uchodźców ich pobytów w miejscach zbiorowego zakwaterowania. Biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej znajdują się Ukraińcy, to muszę przyznać, że bardzo dobrze radzą sobie oni w Polsce. Często od samego początku nie oczekują ani nie potrzebują żadnej pomocy. Ich postawa i hart ducha są godne podziwu i nie jest dla mnie zaskoczeniem, że również większość osób korzystających ze zbiorowego zakwaterowania przyznała, że poradzi sobie z planowanym wprowadzeniem opłat. Szczególnie że zwolnione z nich mają być dzieci, kobiety w ciąży, emeryci, a także inne osoby w ciężkiej sytuacjimówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. Zmiany nie dziwią, tym bardziej że nasz kraj przeznaczył wiele środków na pomoc Ukrainie, a potrzeb nadal jest bardzo wiele. Co więcej, kondycja gospodarcza firm, które również wspierały uchodźców, nie jest obecnie w najlepszym stanie. W listopadzie wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtował się na poziomie minus 20,6, w październiku wynosił on minus 21,1. Do tego dochodzi kryzys nastrojów społecznych, który nie sprzyja pomaganiu uchodźcom na szeroką skalę. Na szczęście mogą oni nadal liczyć na wsparcie np. w aktywizacji zawodowej pozwalającej im oraz ich bliskim na godne życie w Polsce stwierdza Magda Dąbrowska.

Z perspektywy Polski wojna w Ukrainie oznaczała dla przedsiębiorców pospolite ruszenie. Zaangażowanie było ogromne i udało się zrobić wiele dobrego. Uchodźcy zaaklimatyzowali się w naszym kraju, zaczęli pracę, w większości radzą sobie sami. Ich samodzielność to ogromny sukces, zarówno dla nich, jak i dla nas. Kolejny raz przekonaliśmy się, że zaangażowanie obu stron – Polaków udzielających pomocy i Ukraińców, którzy w dobry sposób potrafili tę pomoc wykorzystać – może przynieść bardzo dobre efekty. Przed nami jednak kolejne miesiące, na które musimy mieć przygotowany plan. Już w marcu byłem pewien, że pomoc Ukrainie to nie jest kwestia tylko na chwilę, a długoletnia działalność wymagająca długoterminowych założeń oraz projektów realizowanych na szczeblu rządowym i koordynowaniu wszystkich organizacji, które z czasem przestały działać na zasadzie pospolitego ruszenia. Na szczęście możemy liczyć na zaangażowanie i merytoryczne wsparcie wielu interesariuszy i mam nadzieję, że wspólnie uda się nam stworzyć warunki do życia i pracy w Polsce, które przyniosą każdej ze stron wielowymiarowe korzyści – podsumowuje Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Andrzej Jacaszek dołącza do Rady Nadzorczej IAI S.A.

Do Rady Nadzorczej IAI S.A. dołączył znany biznesman, manager, działacz gospodarczy – Andrzej Jacaszek.

Nowy członek Rady Nadzorczej IAI S.A. (spółki, która odpowiada za jedną z największych polskich platform sklepowych IdoSell) ma wzmocnić organizację swoim doświadczeniem, a także wspierać ją w jeszcze dynamiczniejszym wzroście.

– IAI S.A. jest liderem SaaS w oprogramowaniu e-commerce na polskim rynku. To firma z bardzo dużym potencjałem, dlatego też cieszę się, że będę mógł pracować z tak profesjonalnym zespołem. Organizacja ma szansę stać się czempionem – nie tylko na polskim, europejskim, ale być może światowym rynku rozwijając zakres innowacyjnych usług oraz jakość obsługi klienta. Usługi i produkty IAI pomagają przedsiębiorcom w realnym skalowaniu biznesu praktycznie we wszystkich branżach, które prowadzą sprzedaż e-commerce. Nasze produkty e-commerce chociażby IdoSell mają ogromny potencjał rozwojowy poprzez zastosowanie unikalnych na świecie rozwiązań – mówi Andrzej Jacaszek.

Andrzeja Jacaszka do Rady Nadzorczej IAI S.A. powołał fundusz MCI Capital. To właśnie w jego portfelu znajduje się spółka.

– IAI S.A. to w tym momencie jedna z naszych największych inwestycji. Chcemy, żeby realny kierunek organizacji nadawali prawdziwi liderzy, a Andrzej Jacaszek należy do elity polskiego biznesu. Jesteśmy pewni, że jego dołączenie do Rady Nadzorczej IAI S.A. sprawi, że spółka będzie rozwijać się jeszcze prężniej – dodaje Filip Berkowski z MCI Capital.

Andrzej Jacaszek

Dyrektor Zarządzający, Wiceprezes ICAN Institute. Współtwórca magazynów „Harvard Business Review Polska”, „MIT Sloan Management Review Polska” oraz „ICAN Management Review” – tytułów, które kształtują nowe pokolenia przywódców i kadry zarządzającej.

W latach 2004-2005 pełnił funkcję Wiceministra Finansów RP w rządzie premiera Marka Belki. Od sierpnia 2005 roku jest wykładowcą i trenerem biznesu w ICAN Institute oraz współwłaścicielem Instytutu.

Od 1991 r. doświadczenie zdobywał pracując m.in. dla: Medicover Holding BV jako dyrektor Grupy ds. Sprzedaży i Marketingu, Norwich Union jako country manager of Life & Pension Operations Poland, Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego Norwich Union SA jako prezes zarządu, TUiR Warta S.A. jako wiceprezes zarządu, Agros Holding S.A. jako dyrektor Grupy ds. Sprzedaży i Marketingu, pełnomocnik zarządu oraz dla B.P.S. Consultants Poland Sp. z o.o. jako prezes zarządu.

Specjalizuje się m.in. w formułowaniu i wdrażaniu wygrywających strategii konkurencyjnych, zarządzaniu sprzedażą konsultacyjną i strategiczną, strategiach wyboru i absorpcji technologii cyfrowych z korzyścią dla przedsiębiorstwa, a także we wdrażaniu modeli przywództwa sprawdzających się w dynamicznym i złożonym otoczeniu rynkowym.
Otrzymał tytuły: Doctor of Business Administration w Polskiej Akademii Nauk, Master of Business Administration w Carlson School of Management University of Minnesota oraz Magistra Inżyniera Nawigatora Morskiego w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni.

Perspektywy inwestycyjne w poszczególnych sektorach europejskiego rynku nieruchomości w 2023 roku

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny, opublikował rekomendacje poświęcone globalnym perspektywom inwestycyjnym na rynkach nieruchomości w 2023 roku. Mimo, że 2023 rok może okazać się wymagający dla inwestorów ze względu na globalne zawirowania, Savills IM dostrzega okazje inwestycyjne w sektorach o silnych, długofalowych fundamentach. Wśród nich należy wymienić miejskie obiekty produkcyjne i logistyczne, mieszkania z segmentu popularnego oraz parki handlowe z usługami pierwszej potrzeby.

Sektor nieruchomości biurowych

  • Trendy strukturalne, w tym praca zdalna, zmieniają sposób wykorzystania i charakterystykę istniejących zasobów biurowych, zwiększając tym samym ryzyko sektora, a w szczególności bezpieczeństwa przychodów.
  • W obliczu niedoboru odpowiedniego typu powierzchni oraz zbyt wysokich cen nielicznych dostępnych biur typu core, pojawia się możliwość inwestowania w dobrze zlokalizowane budynki klasy B i tworzenia zasobów biurowych na miarę przyszłych, elastycznych potrzeb najemców. Mogą one generować wzrost czynszów kompensujący wyższe koszty operacyjne. Podejście to wymaga jednak gruntownej analizy, a nieruchomości muszą spełniać rygorystyczne standardy ESG i efektywności energetycznej – pomoże to uzasadnić wysokość czynszu i pozwoli uniknąć szybkiego starzenia się budynku z powodu nieodpowiednich technologii czy braku rozwiązań z zakresu ESG.

Sektor nieruchomości logistycznych i produkcyjnych

  • Jest to jeden z kluczowych sektorów o mocnych fundamentach, korzystający na silnym popycie najemców na wysokiej jakości budynki produkcyjne i logistyczne, zlokalizowane
    w obszarach miejskich, w bliskości konsumenta końcowego. Niedobory powierzchni
    o odpowiedniej jakości i lokalizacji są potęgowane przez intensywną konkurencję ze strony np. budownictwa mieszkaniowego.
  • Strukturalna nierównowaga podaży i popytu będzie sprzyjać budowaniu odporności rynku. W połączeniu z potencjałem wzrostu wartości aktywów, powinno to dobrze niwelować pojawiające się cyklicznie ryzyka.
  • Sektor dystrybucji i logistyki dowiódł swojej odporności w szczytowym momencie pandemii. Znakomicie wywiązał się ze swoich zadań w zakresie dostaw. Spodziewamy się, że będzie nadal osiągać dobre wyniki pomimo obecnych trudnych warunków gospodarczych.
  • Sektor logistyki miejskiej i lekkiej produkcji najbardziej skorzysta na makro-trendach, dołączając do sektorów o stabilnych, odpornych przychodach z czynszów, jak budownictwo mieszkaniowe, logistyka wielkopowierzchniowa i handel spożywczy.

Sektor nieruchomości handlowo-usługowych

  • Inwestorzy nie mogą iść na kompromis w kwestii lokalizacji i dostępności dla konsumentów, za to powinni starannie oceniać zdolność najemców do regulowania czynszów.
  • Kryzys kosztów utrzymania i rosnąca inflacja na wielu rynkach to sygnał, że konsumenci ograniczą zakupy uznaniowe, skupiając się na towarach pierwszej potrzeby.
  • Popyt na artykuły pierwszej potrzeby utrzyma się, a zapotrzebowanie na dobra luksusowe prawdopodobnie spadnie. Dlatego parki handlowe z usługami pierwszej potrzeby,
    w szczególności supermarkety i parki handlowe z wiodącym udziałem najemców spożywczych, wykazały się odpornością podczas pandemii i nadal są względnie bezpieczną inwestycją.

Sektor living

  • Sektor living w tym cyklu dojrzeje i zyska na popularności wśród inwestorów doceniających długofalowe i stabilne dochody nieskorelowane z sektorami komercyjnymi.
  • W naszej ocenie, szczególnie interesujący jest segment budownictwa wielorodzinnego, któremu sprzyjają czynniki demograficzne, trendy społeczne oraz nierównowaga podaży
    i popytu. Co prawda, krótkoterminowe perspektywy są mniej korzystne, a ceny prawdopodobnie będą dalej spadać, ale z drugiej strony ułatwia to inwestorom wejście do sektora o silnych, długofalowych fundamentach.
  • W 2023 roku przewagę zyskają inwestorzy kapitałowi (equity), ponieważ warunki finansowania bankowego prawdopodobnie ulegną zaostrzeniu.
  • Mieszkania z segmentu popularnego cechują się zbyt niską podażą i stałym popytem. Wymaga to pilnych inwestycji ze strony sektora publicznego i prywatnego. Rok 2023 może przynieść zwiększenie inwestycji w tym segmencie w celu udostępnienia większej liczby mieszkań o wyższej jakości jako odpowiedź na potrzeby mieszkańców i inwestorów.
  • Europejskie zasoby mieszkaniowe są generalnie przestarzałe, nieefektywne energetycznie, o nieodpowiednim metrażu i w mało dogodnych lokalizacjach. Tworzy to okazje inwestycyjne polegające na budowie, przebudowie lub finansowaniu odpowiednich projektów mieszkaniowych, dostępnych dla osób o przeciętnych dochodach i w miejscach, w których chcą one mieszkać.

Sektor finansowania zabezpieczonego nieruchomościami

  • Uważamy, że w krótkim horyzoncie czasowym finansowanie przez tradycyjne banki zostanie ograniczone, ponieważ będą one skoncentrowane na analizie ryzyka kredytowego istniejących portfeli. Tworzy to lukę i perspektywę zysków dla kredytodawców oferujących alternatywne źródła finansowania.

Rekomendacje inwestycyjne na rynku nieruchomości w 2023 r.

Według Savills IM najbezpieczniejszymi inwestycjami w 2023 roku będą: miejskie obiekty produkcyjne i logistyczne, parki handlowe z usługami pierwszej potrzeby, mieszkania z segmentu popularnego oraz finansowanie zabezpieczone nieruchomościami.

W najnowszych globalnych rekomendacjach inwestycyjnych, Savills Investment Management podkreśla konieczność powrotu do podstaw i gruntownej oceny czynników fundamentalnych, aby z powodzeniem przejść przez nadchodzący, prawdopodobnie trudny rok dla rynków nieruchomości.

Mimo wielu wyzwań, w sektorach o trwałych tendencjach wzrostowych okazje inwestycyjne będą się pojawiać. Jak podkreśla Savills Investment Management, rynki często reagują przesadnie na zakłócenia zewnętrzne. Mimo, że szanse na wzrost wartości nieruchomości są obecne w każdym sektorze, coraz większy nacisk kładziony jest na jakość lokalizacji, charakterystykę pod kątem ESG oraz mocne fundamenty rynkowe.

14 grudnia 2022 roku, Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny, opublikował rekomendacje poświęcone globalnym perspektywom inwestycyjnym na rynkach nieruchomości w 2023 roku.

Mimo, że 2023 rok może okazać się wymagający dla inwestorów ze względu na globalne zawirowania, Savills IM dostrzega okazje inwestycyjne w sektorach o silnych, długofalowych fundamentach. Wśród nich należy wymienić miejskie obiekty produkcyjne i logistyczne, mieszkania z segmentu popularnego oraz parki handlowe z usługami pierwszej potrzeby.

Wśród głównych zagrożeń dla otoczenia makroekonomicznego w najbliższej przyszłości Savills IM wymienia rosnącą inflację, stopy procentowe i ryzyko recesji, wpływające na poziom inwestycji oraz sytuację najemców.

Poziom stóp procentowych będzie miał wpływ zwłaszcza na inwestorów z wysokim zadłużeniem. Przykład tego zjawiska stanowi brytyjski sektor nieruchomości, gdzie w ciągu najbliższych dwóch lat do zrefinansowania będą kredyty o wartości 60 mld GBP. Podobna sytuacja ma miejsce w innych krajach. Rynki najmu również mogą wykazywać niestabilność, ponieważ niższy wzrost gospodarczy i zagrożenie recesją zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia problemów po stronie najemców.

Inwestorzy, z wyprzedzeniem przygotowujący się do trudniejszego okresu, będą mieli lepszą pozycję wyjściową, gdy koniunktura ulegnie poprawie. Nieruchomości z solidnymi strumieniami przychodów i spełniające rygorystyczne kryteria ESG zyskują na atrakcyjności.

Zdaniem Savills IM, jednym z sektorów wzrostowych będą mieszkania z segmentu popularnego, ze względu na silny popyt, przewidywalne stopy kapitalizacji i funkcję społeczną takich projektów. Jedno jest pewne – sektor publiczny nie będzie w stanie samodzielnie zaspokoić popytu na budownictwo mieszkaniowe. Jednocześnie, sektor prywatny jest coraz bardziej zainteresowany finansowaniem nowych inwestycji i poprawą standardu istniejących zasobów, poprzez długofalową współpracę ze spółdzielniami mieszkaniowymi i władzami lokalnymi.

Ze względu na niestabilność ekonomiczną, banki tradycyjnie finansujące nieruchomości, będą prawdopodobnie działały z dużą ostrożnością, ograniczając skalę finansowania w 2023 roku. Z kolei, refinansowanie kredytów zapadających w przyszłym roku nastąpi przy wyższym oprocentowaniu, na bardziej restrykcyjnych warunkach. Tworzy to lukę dla kredytodawców alternatywnych, mogących elastycznie finansować wybrane sektory lub aktywa, których banki nie są skłonne finansować m.in. ze względu na jakość aktywów.

Region Azji i Pacyfiku (APAC) jest coraz częściej postrzegany jako region stosunkowo bezpieczny,
w którym inwestorzy mogą dywersyfikować działalność z dala od zawirowań na innych rynkach.
Dzięki niższej inflacji oraz odpornemu rynkowi pracy, gospodarki azjatyckie są lepiej przygotowane do ożywienia gospodarczego. Wraz ze stabilizacją stóp procentowych znaczenia nabierze dochodowy składnik zwrotów z inwestycji. Na zyski mogą liczyć inwestorzy i właściciele nieruchomości, którzy podążają za trendami, wprowadzając nowoczesne, dopasowane do oczekiwań najemców technologie i rozwiązania środowiskowe.

Kiran Patel, Global CIO and Deputy Global CEO, Savills IM, skomentował

Nie ulega wątpliwości, że w 2023 roku inwestorzy na rynku nieruchomości staną w obliczu wielu wyzwań. Skala wzrostu stóp kapitalizacji nie jest jeszcze znana, a inwestorzy poszukujący refinansowania w ciągu 12-24 miesięcy mogą spodziewać się niemałego zaskoczenia. Z drugiej strony, okres tak poważnych napięć rynkowych będzie stanowił okazję dla inwestorów uważnie obserwujących zachodzące zmiany.

W sektorze mieszkaniowym pozytywnie oceniamy perspektywy dla segmentu popularnego, w którym przewidujemy zdecydowany wzrost znaczenia kapitału prywatnego. Pomimo rosnących stóp kapitalizacji, dostrzegamy również atrakcyjne możliwości wejścia inwestorów na rynek budownictwa wielorodzinnego, ponieważ wyceny tych aktywów spadają zgodnie z rynkowymi trendami.

Finansowanie dłużne wciąż stanowi źródło atrakcyjnych zysków skorygowanych o ryzyko oraz zabezpieczonych przed spadkami. Wolumeny aktywnych kredytodawców będą prawdopodobnie uwzględniać wysoki poziom refinansowań, ponieważ kredyty, które wcześniej kwalifikowały się do obsługi przez tradycyjne banki, obecnie odpowiadają kryteriom inwestycyjnym alternatywnych kredytodawców.

Warto podkreślić, że silne trendy strukturalne powiązane z urbanizacją, przynoszą korzyści zarówno dla sektora convenience, jak i logistyki ostatniej mili. Widzimy przekonujące powody do inwestowania w tego typu klasy aktywów i budowania ekspozycji w warunkach przejściowej korekty cenowej.

Rok 2023 będzie bez wątpienia okresem pełnym wyzwań, jednak w przeciwieństwie do sytuacji towarzyszącej poprzednim globalnym spowolnieniom, poziom zadłużenia rynku nieruchomości jest pod większą kontrolą, nadpodaż nowych projektów została poważnie ograniczona, a w okres słabszej koniunktury wchodzimy z wysokim poziomem zatrudnienia. Nieruchomości skorzystają na wzroście czynszów, ale rosnące koszty dla najemców i inwestorów w postaci energii, kosztów pracy i wyższych kosztów finansowania spowodują wyrównanie cen. Naszym zdaniem będzie to okres krótkotrwały
i dlatego koncentracja wysiłków zakupowych na sektorach o długofalowych fundamentach strukturalnych zapewni doskonały punkt wejścia w kolejny cykl po korekcie cen
”.

Piotr Trzciński, Head of Poland, Savills IM, powiedział

„W Polsce obserwujemy wzrost czynszów zwłaszcza w najlepszych biurowcach, obiektach logistycznych i sektorze mieszkań na wynajem, co w pewnym stopniu rekompensuje wzrost stóp kapitalizacji. Trend ten może sprzyjać właścicielom istniejących obiektów, których wyniki finansowe mogę być lepsze od oczekiwań – szczególnie na rynkach biurowych mierzących się z luką podażową (jak np. Warszawa), w sektorze magazynowym oraz na rynku mieszkań na wynajem i akademików.
Z drugiej strony, napędzany inflacją wzrost kosztów operacyjnych będzie wpływał na dalszą dynamikę wzrostu czynszów. Zmusza to właścicieli do podnoszenia opłat eksploatacyjnych, co może doprowadzić do wzrostu kosztów operacyjnych po stronie wynajmujących, pustostanów oraz obniżenia dostępności cenowej dla najemców, np. w sektorach handlowym i mieszkań na wynajem. O ile nie pojawią się zakłócenia zewnętrzne, inflacja w Polsce powinna się ustabilizować w 2023 roku. Jednak ze względu na wysoki wzrost płacy minimalnej, możliwe transfery socjalne w roku wyborczym, niski poziom bezrobocia i stopniową rezygnację rządzących z tarcz antyinflacyjnych, pozostanie ona jednak na wysokim poziomie.

Sytuacja na rynku kredytowym w 2023 roku będzie w dalszym ciągu trudna, a banki bardziej selektywne, zarówno w zakresie finansowania nowych inwestycji, jak i refinansowania kredytów zaciągniętych jeszcze w erze niskich stóp procentowych. Powstała luka kredytowa otwiera możliwości  alternatywnym kredytodawcom.

W ciągu najbliższych 6–8 miesięcy spodziewam się, że obniżona płynność na rynku się utrzyma. Inwestorzy zachowują ostrożność ze względu na sytuację geopolityczną i niepewność co do głębi potencjalnej recesji w regionie. Lukę po tradycyjnych inwestorach z Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych lub Azji, może częściowo wypełnić kapitał z Europy Środkowo-Wschodniej lub krajów skandynawskich, wykorzystując mniejszą konkurencję o aktywa lepszej jakości. Inwestorzy, którzy weszli do Polski na początku cyklu 5-7 lat temu (np. w sektorze magazynowym), mogą być skłonni do sprzedaży po ustabilizowaniu się pułapów cenowych.”

Uspokojenie po wczorajszych inflacyjnych emocjach

Początkowe silne wzrosty głównych indeksów rynków akcji w USA, które nastąpiły po publikacji danych na temat inflacji w listopadzie, wyniosły je początkowo do najwyższych od kilku miesięcy poziomów, ale później te zwyżki zostały w trakcie sesji znacząco skorygowane w dół (S&P 500 +0,73 proc., DJIA +0,3 proc., Nasdaq Composite +1,01 proc.). Ceny kontraktów na te indeksy notowały dziś rano niewielkie wzrosty.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii dominowały dziś wzrosty głównych indeksów. O ponad 1 proc. zwyżkowały dziś rano główne indeksy giełd na Tajwanie i w Korei Południowej. Minimalne spadki notowały dziś rano jedynie główne indeksy rynków akcji na Filipinach, w Indonezji oraz chiński SSE B-Share Index.

W Europie dziś rano przeważały dziś rano lekkie spadki (DAX -0,47 proc., CAC 40 -0,4 proc. ok. godz. 9:40).

Na początku środowej sesji WIG-20, który wyszedł wczoraj na najwyższy poziom od pół roku, notował minimalną zmianę (-0,07 proc. ok. godz. 9:45). Na najwyższy poziom od października 2021 wyszedł dziś rano WIG-Budownictwo. Wśród składników sWIG-u 80 kursy akcji spółek PCC Rokita i Torpolu osiągnęły dziś swe historyczne maksima, a ceny akcji Synektiku i Polimexu-Mostostal ustanowiły swe nowe cykliczne maksima.

Rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych wróciła dziś rano poniżej poziomu 3,5 proc. Rentowność tamtejszych 2-latek również dziś lekko spadała, ale nadal utrzymywała się na znacznie wyższym poziomie od rentowności obligacji 10-letnich. Spadała dziś rano polskich 10-latek wróciwszy poniżej poziomu 6,5 proc.

Cena kontraktów na ropę naftową spadła pod koniec minionego tygodnia spadła do najniższych w tym roku poziomów, a w tym tygodniu nadal próbuje odrabiać straty (WTI +0,12 proc., Brent +0,09 proc. ok. godz. 9:15). O 4,76 proc. spadała dziś ok. godz. 9:15 cena kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie.

Po wczorajszych danych na temat rocznej dynamiki CPI w USA w listopadzie (okazała się najniższa w tym roku i wyniosła +7,3 proc.) kurs EUR/USD wyszedł powyżej poziomu 1,06 po raz pierwszy od pół roku. Dziś rano kurs tej pary pozostawał w pobliżu poziomu wczorajszego zamknięcia (-0,02 proc. ok. godz. 9:10). Kurs USD/JPY nie zdołał wczoraj spaść do nowych kilkumiesięcznych minimów, a dziś rano pozostawał stabilny (+0,01 proc.).

Amerykański dolar był wczoraj najtańszy względem polskiego złotego od pół roku. Dziś rano ruchy kursów polskiego złotego względem głównych walut były kosmetyczne.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł wczoraj o 3,57 proc. do najwyższego poziomu od 11 listopada. Dziś ok. godz. 8:05 notowane były na tym rynku niewielkie zmiany (+0,13 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Pracownicy z Ukrainy wchodzą na polski rynek ambitnie, ale z problemami

Księgowi, nauczyciele, finansiści, osoby z doświadczeniem menedżerskim – to tylko kilka przykładowych zawodów, w których specjalizują się migranci z Ukrainy. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej podaje, że do sierpnia 2022 roku blisko 380 tysięcy Ukraińców znalazło pracę w Polsce. Teraz liczba legalnie zatrudnionych może być wyższa. Jednak czy wysokie kwalifikacje Ukraińców poszukujących pracy w swojej branży są wystarczające, aby wykonywać ich zawód w Polsce?

Zatrudnienie Ukraińców jest prostsze, ale…

Ustawa z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa sprawiła, że zatrudnienie Ukraińców przebywających legalnie na terenie Polski stało się łatwiejsze. Formalności związane z uzyskaniem numeru PESEL czy zdobyciem tytułu pobytowego sprowadzono do minimum, a sam proces zatrudnienia Ukraińca stał się niemal tak prosty jak przyjęcie do pracy obywatela Polski. Czy te zmiany sprawiły, że osobom z Ukrainy jest łatwiej o znalezienie zajęcia? Z pewnością tak, ale niekoniecznie w swoim zawodzie… Dlatego może zdarzyć się, że na kasie w supermarkecie będzie pracować osoba z doktoratem, a sprzątaniem biur zajmie się wyspecjalizowana księgowa z dużym doświadczeniem. Oszczędności szybko topnieją, a życie w Polsce jest droższe niż w Ukrainie. To sprawia, że specjaliści z Ukrainy są zmuszeni do podjęcia jakiegokolwiek zajęcia zarobkowego – często bez względu na dopasowanie go do ich profilu zawodowego.

Bariera językowa przeszkodą w znalezieniu pracy

Dla Ukraińców ukierunkowanych na znalezienie pracy zgodnej z ich kwalifikacjami jedną z najpoważniejszych przeszkód jest brak znajomości języka polskiego. Coraz więcej firm wychodzi naprzeciw tej sytuacji. Sposobem na szybkie pokonanie bariery językowej może być zatrudnienie native speakera lub zapewnienie pracownikom z Ukrainy narzędzi pracy, w tym oprogramowania, w języku ukraińskim.

– Już od wielu miesięcy w Polsce utrzymuje się trend dostosowywania informacji umieszczonych w przestrzeni miejskiej do potrzeb językowych naszych gości. To zjawisko przeniosło się także na sferę biznesową, bo bardzo szybko zauważyliśmy, że i ukraińscy pracownicy, i Ukraińcy prowadzący własną działalność gospodarczą w naszym kraju po prostu potrzebują takich ułatwień. My jeszcze wiosną zdecydowaliśmy się na przygotowanie ukraińskiej wersji językowej naszej platformy SaldeoSMART. Dzięki temu i księgowi zza naszej wschodniej granicy, którzy chcą rozpocząć pracę zgodną z ich wykształceniem i kwalifikacjami w naszym kraju, i ukraińscy przedsiębiorcy współpracujący z polskimi biurami rachunkowymi mają znacznie ułatwione zadanie – tłumaczy Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

Co trzeci pracodawca w Polsce chce zatrudnić Ukraińca

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, chęć zatrudnienia Ukraińców wyraziło aż 31 proc. badanych firm. Do branż, w których zainteresowanie zatrudnieniem Ukraińców jest największe, zalicza się budownictwo, usługi czy produkcję przemysłową. PIE szacuje, że większym zainteresowaniem na polskim rynku pracy cieszą się Ukrainki. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego sugerują, że na legalną pracę w Polsce może liczyć ponad 250 tys. z nich.

Co ciekawe, tylko 12 procent badanych przedsiębiorców wskazuje na to, że profil zawodowy migrantów nie odpowiada wymaganiom stawianym przez ich firmę. W tej grupie mogą się mieścić przedsiębiorstwa poszukujące specjalistów z biegłym językiem polskim. Dlatego część Ukraińców poszukujących pracy w Polsce bierze sprawy w swoje ręce i decyduje się na założenie własnej działalności gospodarczej.

Coraz więcej ukraińskich przedsiębiorców w Polsce

– Podczas konferencji organizowanej przez Międzynarodowy Kongres Biur Rachunkowych MKBR w Kielcach usłyszeliśmy, że w Polsce jest zarejestrowanych 93 tys. firm zagranicznych, z czego aż 23 tys. firm ukraińskich. To duża liczba – mówi Krzysztof Wojtas z SaldeoSMART.

Według szacunków PIB migrantom dużo łatwiej funkcjonować w sektorach hotelarsko-gastronomicznym i indywidualnej działalności usługowej, ale nie tylko! Duży sukces mają szansę odnieść również firmy świadczące usługi informatyczne. HTML i SQL nie zna barier językowych, dzięki czemu specjalistom z branży IT może być łatwiej na polskim rynku pracy niż np. wykwalifikowanym księgowym.

Ukraińscy księgowi mają jeszcze trudniej

Obywatele Ukrainy z doświadczeniem w księgowości mogą nie mieć tyle szczęścia co informatycy. Poza koniecznością opanowania języka muszą bowiem zapoznać się z przepisami podatkowymi obowiązującymi w Polsce. Nieustannie zmieniające się regulacje wprowadzane  przez kolejne nowelizacje Polskiego Ładu są trudne do opanowania przez polskich księgowych, a co dopiero przez obcokrajowców, którzy do tej pory mieli doświadczenie z innym systemem podatkowym.

Dużym ułatwieniem dla zatrudniania ambitnych migrantów może okazać się proponowanie im przyjaznego środowiska pracy:  dwujęzycznych współpracowników, dodatkowych wersji językowych branżowego programowania, a także kursów prowadzonych przez ukraińskich szkoleniowców. Coraz więcej firm decyduje się na taki krok, a to może wpłynąć na jeszcze większe ożywienie gospodarki, które w aktualnej sytuacji ekonomicznej Polski jest niezbędne.

Medicover przejmuje 18 klubów fitness w Krakowie i na Górnym Śląsku

W grudniu Medicover sfinalizował przejęcie spółki Smart Platinium – sportowego giganta klubów fitness i siłowni działających pod markami Platinium Fitness i Smart Gym. W wyniku akwizycji sportowe portfolio Medicover zwiększy się aż o dziesięć klubów Platinium Fitness w Krakowie i osiem klubów Smart Gym na Górnym Śląsku. To kolejna duża transakcja Medicover w tym roku, po przejęciu m.in. sieci McFIT, Fit Forma (obecnie Well Fitness), czy Premium Fitness&Gym. Nowa inwestycja w kluby fitness zdecydowanie wzmocni ofertę Medicover Sport w regionie Górnego Śląska i Krakowa.

Medicover konsekwentnie buduje swoją pozycję w świecie sportu, rozbudowując sieć klubów fitness i siłowni, jak również rozwijając markę Medicover Sport (operatora pakietów sportowych). Nowe przejęcie to pozyskanie mocnego gracza z południa Polski, a tym samym wzmocnienie oferty dla klientów pakietów sportowych Medicover Sport.

Włączenie do naszego portfolio sieci Platinium Fitness i Smart Gym to dla nas ważny krok inwestycji na południu Polski. Pozyskujemy do swojego portfolio osiemnaście prestiżowych, wysokiej jakości klubów fitness, obsługiwanych przez profesjonalnych trenerów i instruktorów. Tym samym bardzo wzmacniamy swoją pozycję w tym regionie – mówi Justyna Gościńska, Dyrektor Departamentu Sport i Fitness w Medicover w Polsce.

To dla nas także ważny akcent na koniec roku, w którym sfinalizowaliśmy wiele inwestycji w kluby sportowe. Myślę, że odczują to także klienci pakietów sportowych Medicover Sport, ponieważ nasze portfolio klubów dynamicznie się zwiększa – dodaje.

Dziesięć nowo przejętych przez Medicover klubów działa w Krakowie pod marką Platinium Fitness, a pozostałych osiem funkcjonuje w ramach górnośląskiej sieci Smart Gym (w Katowicach, Gliwicach, Zabrzu i Rudzie Śląskiej). Obie sieci cieszą się wieloletnią renomą na lokalnych rynkach fitness i kierują szeroką ofertę zajęć sportowych dla klubowiczów w różnym wieku, o różnym stopniu zaawansowania. Równolegle do aktywności ruchowych organizowanych stacjonarnie (tu m.in.: pilates, treningi EMS, „Full Body Workout”, „Płaski Brzuch”, „Fiesta Latino”, zajęcia z trenerem personalnym) kluby Platinium Fitness i Smart Gym organizują różnorodne zajęcia online z udziałem trenerów. Platinium Fitness świadczy ponadto usługi z zakresu fizjoterapii sportowej. W dwóch krakowskich klubach (przy ul. Bratysławskiej 4 i Al. Pokoju 16) prowadzona jest kompleksowa rehabilitacja urazów sportowych.

Medicover dąży do budowania silnej lokalnej pozycji w branży fitness. Widać to np. na przykładzie województwa łódzkiego, gdzie firma prowadzi aż 16 klubów (pod markami: Just GYM, McFIT i Calypso Fitness – w systemie franczyzowym). W Krakowie Medicover jest obecnie właścicielem 12 klubów: dziecięciu pod marką Platinium Fitness, jednego klubu McFIT i jednego klubu Just GYM, a na terenie województwa śląskiego prowadzi już kluby Smart Gym (osiem), Well Fitness (osiem), McFIT (jeden), Just GYM (pięć) i Calypso Fitness (trzy – w systemie franczyzy). Daje to łącznie 25 klubów w tym regionie.

Z oferty klubów fitness i siłowni należących do Medicover (w tym: klubów Platinium Fitness i Smart Gym) będzie można korzystać w ramach pakietów sportowych Medicover Sport. Obecnie całkowita baza Medicover Sport skupia 4623 obiekty partnerskie w całej Polsce (w tym: 1700 klubów fitness i siłowni, ponad 650 obiektów basenowych), a pakiety umożliwiają także udział w zajęciach m.in. jogi lub tańca.

Ekonomia wojny w Ukrainie i jej następstwa – analiza Allianz Trade

  • Wojny dezorganizują i reorientują produkcję
  • Zmieniają przepływy handlowe
  • Wywołują inflację
  • Są w większości przypadków opłacane przez monetyzację długu publicznego
  • Za cenę skrajnego ograniczenia wolności, kontrola cen i reglamentacja mogą skutecznie stłumić inflację do czasu powrotu pokoju.
  • Następstwa wojen są pełne wyzwań, a deflacja jest pierwszym z nich.
  • Gospodarczo i finansowo Ukraina jest zagrożona pyrrusowym zwycięstwem.
  • Ostatecznie jego koszty będą musiały ponieść kraje członkowskie NATO.

Wojna powróciła po siedemdziesięciu siedmiu latach pokoju

Od zakończenia II wojny światowej w maju 1945 roku do ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku Europa cieszyła się wyjątkowo długim okresem pokoju na swojej ziemi: okres ten trwał 77 lat. Wojny dekolonizacyjne w Indochinach (1946-1954) i Algierii (1954-1962) toczyły się daleko, na terenach będących jeszcze francuskimi koloniami. Wojny jugosłowiańskie (1991-2001) były wojnami etnicznymi w granicach byłej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Błyskawiczna aneksja Krymu w 2014 roku przez Rosję, a następnie mało intensywny, ale trwały konflikt pomiędzy Ukrainą a wspieranymi przez Rosję separatystami w południowo-wschodniej Ukrainie powinny w opinii Allianz Trade były bardziej przebudzić zachodnią opinię publiczną w kwestii ryzyka wojny, niż to się stało. Trzy pokolenia urodziły się i dorastały w czasie pokoju, który trwał siedemdziesiąt siedem lat, słysząc o wojnie od swoich rodziców, dziadków lub pradziadków i będąc świadkami pokojowego zakończenia zimnej wojny w 1989 roku. Przed lutym 2022 roku doświadczenie wojny, a dokładniej jej skutków ekonomicznych i finansowych, było na etapie wymazywania ze zbiorowej pamięci.

Ekonomia wojenna zapomniana po siedemdziesięciu siedmiu latach pokoju

Zapominanie lub ignorowanie tego, czego możemy się nauczyć z przeszłych doświadczeń, jest zawsze ryzykowne, nie tyle dlatego, że – jak podobno ujął to Mark Twain – „historia nie powtarza się, ale się rymuje”, ale raczej dlatego, że – jak twierdzi Santayana – „ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie”. Stąd nasz temat: czego możemy się nauczyć z historii o warunkach gospodarczych i finansowych w czasie wojen i po nich? W zależności od dostępności i dokładności danych, w jakim stopniu doświadczenia te rzucają światło na obecną wojnę w Ukrainie.?[i]

Ze względu na czas trwania, zasięg i skalę, niektóre wojny – takie jak wojny napoleońskie (1803-1815), I wojna światowa (1914-1918) oraz II wojna światowa (1939-1945) – stanowiły większe wyzwanie gospodarcze niż inne, zarówno dla stron walczących, jak i tych, które nie brały w nich udziału. Tego rodzaju wielkie konflikty zwiększają wpływ wymogów wojennych na wielkość i strukturę produkcji, ceny i płace, przepływy i bilans handlowy, kursy walutowe, finanse publiczne oraz charakter i ilość pieniądza. Dostarczają one materiału do określenia  ryzyk ogona związanych z wojnami. Dlatego też skupimy się na takich dużych konfliktach, a w szczególności na I wojnie światowej. Podobnie jak dzisiejsza wojna w Ukrainie, I wojna światowa wybuchła w epoce intensywnej globalizacji, a powszechna mądrość głosiła, że wzajemne powiązania gospodarcze i finansowe czynią wojnę absurdalną, a zatem mało prawdopodobną. Co więcej ii, choć debata na temat przyczyn Wielkiego Kryzysu wciąż nie została rozstrzygnięta, żaden historyk ekonomii nie będzie twierdził, że I wojna światowa nie odegrała żadnej roli w jego powstaniu. A okres międzywojenny wpłynął na porządek gospodarczy i finansowy ustanowiony po II wojnie światowej.

Dezorganizacja i reorientacja produkcji

Zdaniem niektórych wojny pobudzają gospodarkę. Jednak nie dotyczy to krajów, na których terenie toczy się wojna. W latach 1913-1919 produkcja przemysłowa spadła o 43% we Francji, 62% w Niemczech, ale tylko o 11,5% w Wielkiej Brytanii. Natomiast w USA iii wzrosła o 18,5%.  Jedną z kluczowych przyczyn jest niedobór siły roboczej spowodowany poborem do wojska: w czasie I wojny światowej na 39 mln mieszkańców Francji 8 mln mężczyzn (czyli 63% aktywnych zawodowo) zostało powołanych do wojska. iv

Pod koniec października 2022 roku bank centralny Rosji ostrzegł, że nabór wojskowy pogłębi niedobory siły roboczej. v Zniszczenie ukraińskiej sieci energetycznej wzmocni spadek aktywności gospodarczej w tym kraju. Jeśli chodzi o wartość tych pomiarów, szacuje się, że realny PKB zmniejszył się o około jedną trzecią w I i II kwartale 2022 r. na Ukrainie i tylko o 2,3% w Rosji (ale prawie 8% rocznie w samym II kwartale).

Z analiz Allianz Trade wynika, że wpływ wojny jest również bardzo zróżnicowany w poszczególnych sektorach, co ilustruje realokację zasobów na potrzeby wojenne. Podczas I wojny światowej wzrosła produkcja kilku francuskich sektorów przemysłowych (guma, skóra). Sprzedaż Renault wzrosła ponad czterokrotnie. Jednak w większości sektorów produkcja przemysłowa drastycznie spadła, co było wynikiem charakteru produkcji i odległości od pól bitewnych. Przed wojną północna i wschodnia część Francji, czyli ta, gdzie miały znajdować się pola bitew, produkowała 90% lnu i rudy żelaza, 80% stali, 70% cukru, 60% tkanin bawełnianych, 55% węgla, 43% energii elektrycznej.vi

Podobnie mocno ucierpiała produkcja rolna. W czasie I wojny światowej zbiory pszenicy spadły o 47% w Niemczech i 43% we Francji (gdzie 45% powołanych do wojska mężczyzn było rolnikami) vii.  W całej Europie areał upraw pszenicy zmniejszył się podczas wojny, szczególnie w krajach, które wcześniej były eksporterami pszenicy (Francja i carska Rosja, do której należały żyzne czarne ziemie Ukrainy) viii.  Dla carskiej Rosji możliwość eksportu zboża została dodatkowo ograniczona przez zainspirowaną przez Niemców blokadę cieśnin tureckich przez Turcję.

Krucha, wynegocjowana przez ONZ umowa o eksporcie zboża pomiędzy Ukrainą a Rosją przez Morze Czarne przypomina tamten okres i obrazuje trwałość geografii.

Zmiany w przepływach handlowych

Wojny zmieniają kształt przepływów handlowych, tworząc zwycięzców i przegranych. W istocie, często celem wojennym jest zablokowanie przepływów handlowych w celu osłabienia przeciwnika. Blokada kontynentalna Napoleona z 1806 r. skierowana przeciwko Anglii okazała się zbyt ambitna, by odnieść sukces. W 1914 roku, pewna przewagi w postaci Królewskiej Marynarki Wojennej na Morzu Północnym, Admiralicja Brytyjska rozważała nałożenie blokady na Niemcy, ale propozycja ta spotkała się ze skutecznym sprzeciwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które nie chciało niepokoić państw neutralnych (Norwegia, Szwecja, Dania, Holandia).ix

Nie było więc niczego nowego w wyłączeniu przez Rosję lub sabotowaniu głównego gazociągu Europy – Nord Stream 1 – we wrześniu 2022 roku x.  Nie ma też niczego nowego w blokowaniu przez Europę rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską z kontynentu do krajów trzecich, chyba że kraje te zaakceptują cenę za ropę dyktowaną przez zachodnie mocarstwa xi. W takiej czy innej formie wojna gospodarcza i finansowa zawsze była częścią broni stosowanej podczas wojen.

W czasie I wojny światowej zmniejszenie areału pszenicy w Europie zostało zrównoważone gwałtownym wzrostem w Nowym Świecie (Argentyna, Australia, Kanada, USA). W latach 1913-1919 zbiory pszenicy w USA wzrosły o 27%. Obecnie widzimy, że Stany Zjednoczone, Katar, Algieria, by wymienić tylko kilka z nich, wkraczają do Europy z dostawami gazu, którego nie dostarcza już Rosja.

W rzeczywistości, gdy wybuchła I wojna światowa, Stany Zjednoczone były czymś, co dziś nazwalibyśmy bardzo dużym rynkiem wschodzącym. Były międzynarodowym dłużnikiem netto, potencjalnie narażonym – jak podczas kryzysu finansowego w 1907 roku – na nagłe zatrzymanie przepływu kapitału. Jego bilans handlowy ledwie wykazywał nadwyżkę (około 500 mln USD rocznie, rok po roku). Cztery lata później, dzięki trzykrotnemu wzrostowi wartości dolarowej eksportu, USA odnotowywały nadwyżkę w bilansie handlowym w wysokości ok. 4 mld USD rocznie i stały się międzynarodowym wierzycielem netto.  W międzyczasie, dla kontrastu, deficyt francuskiego bilansu handlowego skoczył z około 1,5 mld franków w latach 1913-14 do 7 mld w 1915 r., 14 mld w 1916 r. i 21 mld w 1917 r. Był on finansowany ze sprzedaży towarów i usług, a także z podatków. Finansowany był ze sprzedaży złota i aktywów zagranicznych oraz kredytów udzielonych przez USA i Wielką Brytanię. Pod koniec wojny Francja, która wcześniej była dużym wierzycielem międzynarodowym netto (45 mld franków w 1913 r.) stała się międzynarodowym dłużnikiem netto (bez reparacji wojennych) w wyniku sprzedaży złota i aktywów zagranicznych (3,5 mld franków), odpisanych aktywów rosyjskich, austriacko-węgierskich, niemieckich i tureckich (23 mld franków) oraz długu wobec Wielkiej Brytanii i USA (31,4 mld franków).xiii

Podobnie jak Francja podczas I wojny światowej, Ukraina płaci za to cenę: od lutego 2022 roku roczny deficyt handlowy Ukrainy wzrósł z 5,4 mld USD do 8,2 mld USD (czyli 5,5% przedwojennego PKB), a jej zadłużenie zagraniczne brutto wynosi już 85% przedwojennego PKB. W styczniu Rosja miała roczną nadwyżkę handlową w wysokości 200 mld USD (czyli 11,3% PKB). Od tego czasu przestała publikować swój bilans handlowy, ale wysokie ceny ropy i gazu musiały zwiększyć tę nadwyżkę.

Podnoszenie cen

Inflacja jest znana laikom jako kluczowy ekonomiczny atrybut wojny, a historycy określiliby ją zapewne jako jej najbardziej odwieczny atrybut. Występowała podczas wojny peloponeskiej (431-404 p.n.e.) pomiędzy Atenami a Spartą, drugiej wojny punickiej (218-202 p.n.e.) pomiędzy Rzymem a Kartaginą, wojen napoleońskich (1803-15), wojny secesyjnej w USA (1861-65) oraz wojny pomiędzy Francją a Prusami w latach 1870-71. Pod koniec 1918 roku ceny hurtowe w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA, Kanadzie i Japonii wzrosły mniej więcej dwukrotnie w stosunku do poziomu z 1913 roku. We Francji pomnożono je prawie 3,5 raza, we Włoszech – 4. Nawet Szwecja, kraj neutralny, odnotowała trzykrotny wzrost. xiv W tym okresie średnia stopa inflacji cen hurtowych wahała się od 15% do 30% rocznie. Bliżej naszych czasów, mierzona amerykańskim indeksem cen konsumpcyjnych, inflacja przyspieszyła również podczas II wojny światowej i wojny wietnamskiej.

Od lutego 2022 r. roczna stopa inflacji CPI w Rosji wzrosła z 8,7% do 12,7% (ze szczytem na poziomie 17,9% w kwietniu), natomiast w Ukrainie przyspieszyła z 10% do 26,6%. W strefie euro, w tym samym okresie, inflacja przyspieszyła z 5,1% do 10%.

Podczas I wojny światowej, podobnie jak dziś, rynki towarowe były kluczowym kanałem propagacji inflacji. Mierzone w dolarach ceny towarów zarówno rolnych, jak i przemysłowych podwoiły się między sierpniem 1914 a listopadem 1918 roku.

W kontekście niedoboru siły roboczej i rosnących cen, presja na podnoszenie płac była również bardzo duża. Między sierpniem 1914 a listopadem 1918 roku amerykański indeks płac złożonych wzrósł o prawie 60%, choć znacznie mniej niż ceny.

Płacenie za wojnę monetyzacją długu

Teoretycznie istnieje kilka sposobów płacenia za potrzeby wojenne: opodatkowanie, dobrowolne oszczędności, oszczędności przymusowe, opłata od pokonanych, oszczędności przymusowe poprzez kreację pieniądza i inflację.  xv

Pomijając zawsze „popularne” podatki od „nadwyżki” zysków wojennych (przyjęte w co najmniej 22 krajach w pierwszych latach I wojny światowej), historia ujawnia niechęć do opodatkowania. xvi  W rezultacie wojny zazwyczaj powodują deficyty i zadłużenie publiczne. We Francji zwykłe wpływy podatkowe pokryły jedynie 16% wydatków z okresu I wojny światowej. Podczas gdy w 1913 roku budżet państwa wykazywał niewielką nadwyżkę, w 1914 roku deficyt wzrósł do 5,5 mld franków, w 1915 roku 16,8 mld, w 1916 roku 22,9 mld, w 1917 roku 28,4 mld, a w 1918 roku 34,3 mld. Dług rządowy wzrósł o 135 mld franków. xvii   W Wielkiej Brytanii dług narodowy pomnożony został przez 12; w Niemczech dług zmienny przez 184. Bilans budżetu federalnego USA pozostawał bliski równowagi do czasu wypowiedzenia przez USA wojny Cesarstwu Niemieckiemu 06 kwietnia 1917 roku. Do końca wojny, 20 miesięcy później, deficyt wynosił 12,5 mld USD. Druga wojna światowa powtórzyła ten sam schemat: w 1939 roku rząd federalny USA miał deficyt w wysokości 3,6 mld USD; pod koniec 1941 roku deficyt wzrósł do 10,2 mld USD. Po zakończeniu wojny deficyt wyniósł 52 mld USD. Podczas I wojny światowej dług federalny USA wzrósł z 1 mld USD do 19 mld USD; podczas II wojny światowej z 36 mld USD do prawie 200 mld USD.xviii

Od lutego 2022 roku deficyt publiczny Ukrainy został pomnożony przez 4, z 153 mld hrywien ukraińskich do 606 mld (czyli 11% przedwojennego PKB), a dług publiczny wzrósł o 31%. Wzrost wydatków publicznych w całości wynika ze wzrostu wydatków na obronę, z których tylko jedna trzecia jest pokrywana przez zwiększone dochody. Budżet Rosji pozostawał w nadwyżce, do czego przyczyniały się wysokie ceny ropy i gazu.

Historia ujawnia preferencje dla prasy drukarskiej i inflacji, wielkiego zbieracza podatków, jak powiedział Keynes. Zwykle wprowadzane jako środek awaryjny w przypadku wybuchu wojny, osłabienie waluty i monetyzacja długu stają się normą, ponieważ wojny zwykle trwają dłużej niż oczekiwano lub planowano. Podczas wojny peloponeskiej Ateny zamieniły swoje wysokiej jakości srebrne monety na monety z brązu pokryte warstwą srebra. Podczas drugiej wojny punickiej rzymska moneta z brązu, as (lub assarius), straciła 83% swojej wagi. xix  Częściowo nakładająca się na wojnę trzydziestoletnią (1618-48), która miała miejsce w Świętym Cesarstwie Rzymskim, Kipper-und Wipperzeit (1619-23) była wyścigiem na dno pomiędzy wojownikami. Od 1789 do 1796 roku rewolucjoniści francuscy drukowali asygnaty, rodzaj papierowego pieniądza początkowo, a następnie rzekomo podpartego ziemiami kościelnymi skonfiskowanymi podczas rewolucji.  xx W latach 1797-1821 Bank Anglii zawiesił płatności w złocie; w latach 1797-1815 jego banknoty w obiegu zostały pomnożone przez 2,44 xxi.   Od 1861 do 1878 roku Skarb Państwa USA (System Rezerwy Federalnej jeszcze nie istniał) emitował greenbacki, papierowy pieniądz nie poparty ani złotem, ani srebrem i drukowany tylko na jednej stronie, druga była jednolicie zielona.

Kiedy wybuchła I wojna światowa, gospodarka światowa funkcjonowała w oparciu o standard złota. Banknoty i depozyty bankowe były zabezpieczone złotem i mogły być swobodnie na nie wymieniane. Wybuch wojny wywołał mało znany, ale dotkliwy kryzys finansowy w postaci masowego wycofywania wkładów z banków, ponieważ nagle okazało się, że wielu dłużników na kontynencie nie będzie w stanie regulować należności.  xxii Po próbach powstrzymania tego zjawiska poprzez podniesienie stóp procentowych, banki centralne państw biorących udział w wojnie szybko podjęły decyzję o zawieszeniu krajowej wymienialności banknotów na złoto. W Niemczech, podobnie jak we Francji, szybko uchwalono ustawy pozwalające bankowi centralnemu na dyskontowanie trzymiesięcznych bonów skarbowych. xxiii  Wiele krajów przyjęło moratorium na dług komercyjny i depozyty bankowe. W Wielkiej Brytanii, aby zabezpieczyć wypłacalność domów dyskontowych, Bank Anglii podjął śmiałą decyzję o zakupie jednej trzeciej zaległych weksli na rynku dyskontowym, gwarantując związane z tym ryzyko kredytowe za pieniądze podatników (tzw. program „cold storage”). Aby zapobiec monetyzacji aktywów finansowych (zarówno akcji, jak i obligacji), a tym samym zmniejszyć ryzyko odpływu kapitału, który uszczupliłby zasoby złota, wiele krajów zamknęło na kilka miesięcy swoje giełdy. xxiv

Ewolucja francuskiej podaży pieniądza i jej odpowiedników podczas I wojny światowej dostarcza bowiem faktów na temat kreacji pieniądza w czasach wojen. Po stronie zobowiązań suma M2 wzrosła prawie czterokrotnie, przy czym wartość banknotów rosła szybciej niż depozytów bankowych. Po stronie aktywów należności od rządu zostały pomnożone przez prawie 16, a należności od podmiotów prywatnych przez „tylko” xxv trzy.  Rezerwy międzynarodowe brutto (dewizy i złoto) podwoiły się, ale wzrosło też zadłużenie zagraniczne.

Od stycznia 2022 roku M1 Ukrainy wzrosło o 16,5%, a M3 o 13,6%; M2 Rosji wzrosło o 13,5%.

To, że przed 1914 r. gospodarka światowa była oparta na standardzie złota, oznaczało, że była również w systemie stałego kursu walutowego. Zawieszenie wymienialności walut krajów biorących udział w wojnie na złoto spowodowało, że znalazły się one w reżimie płynnego kursu walutowego i deprecjacji w stosunku do złota, a także dolara amerykańskiego, ponieważ waluta amerykańska pozostała jednoznacznie powiązana ze złotem. Do końca wojny funt brytyjski i frank francuski zdeprecjonowały się o około 5%, ale marka Rzeszy straciła już około połowy swojej przedwojennej wartości.

Od lutego 2022 roku ukraińska waluta straciła wobec dolara jedną piątą wartości, a wobec euro prawie jedną dziesiątą. Z kolei rosyjski rubel, po początkowym ostrym spadku, zdołał się ustabilizować na poziomie o około 20% wyższym niż przed wybuchem wojny, prawdopodobnie wspierany przez wysokie ceny ropy i gazu.

Zwalczanie objawów inflacji, a nie jej przyczyn, poprzez kontrolę cen i reglamentację

Przez większość I wojny światowej realne krótkoterminowe stopy procentowe były w dużej mierze ujemne. W głównych gospodarkach walczących wahały się one między 4% a 5%, podczas gdy inflacja rosła co najmniej trzy razy szybciej. Podczas II wojny światowej, w kwietniu 1942 r. (czyli krótko po japońskim ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 r.), USA jeszcze bardziej zwiększyły represje finansowe. Zgodnie z umową pomiędzy Ministerstwem Skarbu USA a Systemem Rezerwy Federalnej, rentowność trzymiesięcznych bonów skarbowych została ustalona na poziomie 3/8% (do czerwca 1947 r.), a rentowność długoterminowych obligacji skarbowych została ograniczona do 2,5% (do marca 1951 r.). Przez cały okres kontroli krzywej dochodowości inflacja CPI wynosiła średnio około 5% rocznie. W tym czasie realne stopy procentowe były mocno ujemne.

Rządy mają tendencję do finansowania wojen poprzez zadłużenie, drukowanie pieniędzy oraz inflację. Próbują jednak ograniczyć społeczne i polityczne koszty inflacji, tłumiąc jej objawy poprzez kontrolę cen i reglamentację. Niemcy pod rządami Trzeciej Rzeszy stanowią prawdopodobnie najbardziej ekstremalny przykład takiej strategii tłumienia inflacji. Wydatki wojenne Trzeciej Rzeszy (700 mld marek) równały się dziewięciokrotności przedwojennego nominalnego PKB. Finansowane były z opłat od podbitych państw (20%), podatków (28%) i długu (50%). Deficyt budżetowy Rzeszy wzrósł z 5,1 mld reichsmarek w latach 1938-1939 do 240 mld pod koniec wojny, a zadłużenie Rzeszy z 31 mld marek do 380 mld (średni roczny wzrost o 52%), z czego dwie trzecie przypadało na trzymiesięczne bony skarbowe. Trzy czwarte niespłaconych bonów znajdowało się w posiadaniu banków, stanowiąc 70% aktywów dziewięciu największych banków. Szacuje się, że w okresie od 1938 r. do maja 1945 r. podaż pieniądza wzrosła z 56,4 mld marek do co najmniej 300 mld (średnia roczna stopa wzrostu 32%), przy czym należności od rządu stanowiły 60% jej odpowiedników. Tymczasem ceny wyrobów gotowych wzrosły w latach 1939-1944 tylko o 10,8%. Trzy drastyczne środki zapewniły ten paradoksalny wynik: kontrola coraz większego zestawu cen, kontrola płac i reglamentacja (zwłaszcza żywności – 1900 kalorii dziennie). Te trzy środki razem wzięte uniemożliwiały ludziom wydawanie swoich dochodów na towary i usługi. Co więcej, handel wymienny i czarnorynkowy był surowo karany. Za cenę ograniczenia wolności, przymusowe (jeśli nie obowiązkowe) oszczędności skutecznie tłumiły inflację. xxvi

Od października 2022 roku energia elektryczna jest reglamentowana w Ukrainie poprzez przerwy w dostawie prądu (rolling blackouts).xxvii

Wyzwania związane z następstwami wojny

Wyzwania gospodarcze i finansowe związane z wojną nie znikają z dnia na dzień po jej zakończeniu. Powrót do pokoju wiąże się również z ryzykiem gospodarczym i finansowym. Podobnie jak wielu jemu współczesnych, Keynes spodziewał się deflacji po II wojnie światowej. xxviii Pamiętając mniej więcej epizody deflacyjne, które nastąpiły po wojnie siedmioletniej (1756-1763), wojnach napoleońskich, wojnie secesyjnej w USA, wojnie francusko-pruskiej i I wojnie światowej (w tym ostatnim przypadku, jeśli nie w Niemczech do 1923 r., to przynajmniej później i w skali globalnej), zdecydowana większość decydentów chciała zapobiec kolejnemu Wielkiemu Kryzysowi. xxix  Powrót do pokoju zwykle wiąże się z trzema problemami: przestawieniem zdolności produkcyjnych na zaspokajanie potrzeb ludności, uregulowaniem zadłużenia zagranicznego i reparacjami wojennymi oraz likwidacją nadwyżki pieniądza.

Po zakończeniu wojny produkcja wraca do normy zaskakująco szybko. W latach 1919-1923 produkcja przemysłowa wzrosła o 87% w Niemczech i 37% we Francji. Gdyby hiperinflacja nie przeszkodziła w odbudowie w 1923 roku, niemiecka produkcja przemysłowa prawdopodobnie podążyłaby tą samą drogą co francuska, gdzie w 1924 roku osiągnięto  poziom sprzed wojny. Dawno temu John Stuart Mill zakwestionował pojęcie powojennych „cudów” w słowach, które wciąż warto tu zacytować:

„[Nieustanna] konsumpcja i reprodukcja kapitału [wyjaśnia] wielką szybkość, z jaką kraje odbudowują się po … spustoszeniu wojennym… To, co zniszczył wróg, zostałoby w krótkim czasie zniszczone przez samych mieszkańców: bogactwo, które tak szybko odtwarzają, musiałoby zostać odtworzone i zostałoby odtworzone w każdym przypadku… Możliwość szybkiej naprawy … zależy głównie od tego, czy kraj został wyludniony [i czy] jego efektywna populacja [zachowuje] te same umiejętności i wiedzę, co przedtem.” xxx

We współczesnych słowach kapitał fizyczny jest cały czas „niszczony” przez deprecjację; ale jeśli wojna go oszczędzi, dostępny jest kapitał ludzki, który może go odbudować, być może lepiej. Odbudowa zniszczonych w czasie wojny zdolności produkcyjnych oznacza jednak, że przynajmniej w niektórych sektorach, zwłaszcza w rolnictwie, nadpodaż zastępuje niedobory i powoduje spadek cen. W 1921 roku zbiory pszenicy we Francji były na poziomie sprzed wojny, ale areały pszenicy w Nowym Świecie (Argentyna, Australia, Kanada, USA) były o 30% wyższe. Po zawieszeniu broni w listopadzie 1918 r. oraz aż do kwietnia-maja 1920 r. ceny USD towarów rolnych i przemysłowych nadal rosły, choć w wolniejszym tempie niż w czasie wojny. Jednak do końca 1921 roku spadły o połowę. Depresja w rolnictwie trwała.

Skomplikowana sieć zewnętrznych długów i roszczeń, w tym reparacji wojennych, jest kolejnym typowym następstwem wojen. Pod koniec I wojny światowej Francja była winna USA 4 mld USD, Wielka Brytania 4,7 mld. Francja była też winna Wielkiej Brytanii 3 mld USD. Jedna czwarta francuskich aktywów zagranicznych (głównie rosyjskie obligacje wyemitowane w czasach carskich) stała się i pozostanie bezwartościowa. W tym kontekście reparacje wojenne, jakie miały zapłacić Niemcy, mogły być jedynie kwestią bardzo drażliwą i kontrowersyjną. Rzeczywiście zatruła ona następstwa wojny, tym bardziej że USA odmówiły powiązania uregulowania długu międzysojuszniczego z uregulowaniem niemieckich reparacji.

Jak ujął to Kindleberger, „zapłaciwszy dwa razy [w 1815 i 1871 roku], [Francuzi] byli gotowi do przyjęcia”. xxxi Jeszcze zanim Komisja ds. Reparacji oszacowała wysokość reparacji w 1921 roku na 31,4 mld USD, Keynes głośno przekonywał, że ich wysokość znacznie przekracza możliwości płatnicze Niemiec. xxxii Jak można się było spodziewać, nie przekonał Francuzów. Ponad 20 lat później francuski historyk Mantoux podważył analizę Keynesa tak skutecznie, że uczniowie Keynesa starali się go uciszyć. xxxiii Kontrowersje związane z reparacjami dotyczą także kwoty ostatecznie zapłaconej przez Niemcy. W okresie od 1919 roku do moratorium Hoovera w czerwcu 1931 roku Niemcy wpłaciły, według Komisji Reparacyjnej, 5 mld USD (16% szacowanej sumy) lub, według rządu niemieckiego, 16 mld USD (51% szacowanej sumy).

Dziś znów pojawia się kwestia reparacji. Wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej powiedział, że stolice UE powinny rozważyć zajęcie zamrożonych rosyjskich rezerw walutowych na pokrycie kosztów odbudowy Ukrainy po wojnie. xxxiv Niedawna, rozwodniona propozycja sugeruje, aby zwrot z takich zamrożonych aktywów przeznaczyć tylko na odbudowę Ukrainy. xxxv  Niezależnie od tego, jak mocno należy potępić agresję Rosji na Ukrainę, potępienie to nie powinno przeszkadzać w starannym zaprojektowaniu i wyskalowaniu uzasadnionych reparacji wojennych, przy czym należy pamiętać, że jak dotąd Rosji udało się uniknąć bólu ekonomicznego dzięki wysokim cenom ropy i gazu.

Oprócz fatalnego wpływu na geopolitykę europejską i politykę wewnętrzną, zwłaszcza w Niemczech, kwestia reparacji miała istotny wpływ na kursy walut. Francja, przekonana, że Niemcy zapłacą, nie podjęła się uporządkowania swoich finansów. Jej płynne (czyli krótkoterminowe) zadłużenie wciąż rosło. W rezultacie na początku 1919 r. frank zaczął tracić na wartości. Do końca 1920 r. stracił on dwie trzecie swojej wartości w stosunku do dolara. xxxvi Do połowy 1926 roku stracił ponad połowę. W Niemczech powszechna mądrość Reichsbanku, kolejnych rządów, biznesmenów i prasy nakazywała sądzić, że przyspieszająca deprecjacja marki Rzeszy nie była spowodowana przyspieszającą inflacją niemieckiej podaży pieniądza, lecz raczej negatywnym wpływem reparacji na bilans płatniczy. xxxvii  Na konferencji w Genui w 1922 r., aby zwiększyć podaż międzynarodowej płynności po zgromadzeniu złota przez USA, uzgodniono, że udziały walut wspieranych przez złoto (tj. głównie dolara amerykańskiego, a w mniejszym stopniu funta brytyjskiego) będą zaliczane do rezerw międzynarodowych: narodził się system waluty złotej (Gold Exchange Standard). Trwał on do czasu, gdy kolejna wojna, wojna w Wietnamie, skłoniła prezydenta Nixona do zawieszenia zewnętrznej wymienialności dolara na złoto 15 sierpnia 1971 roku. Postrzegana przez większość londyńczyków jako „kwestia prestiżu [rzucenie wyzwania Nowemu Jorkowi jako nowemu światowemu centrum finansowemu], kwestia dogmatu… niemal kwestia religii”, decyzja podjęta w maju 1925 roku przez Churchilla, ówczesnego kanclerza skarbu, o przywróceniu wymienialności funta na złoto według przedwojennego parytetu, mimo że brytyjskie ceny wzrosły w międzyczasie o dwie trzecie, wygląda w tym kontekście na jeden z najgorszych błędów politycznych, jakie kiedykolwiek popełniono. xxxviii  Doprowadziło to do deflacji w kraju, który wciąż był potęgą gospodarczą.

Niemiecka hiperinflacja z lat 1920-23 pokazała, jak nie należy postępować z powojenną nadwyżką pieniądza. Reforma monetarna przeprowadzona 20 czerwca 1948 roku pod silnym amerykańskim przywództwem przez zachodnich aliantów w kraju, który miał stać się Republiką Federalną Niemiec, pokazała coś zupełnie przeciwnego. Naród niemiecki wiedział, że inflacja została stłumiona podczas II wojny światowej i że jego marki były bezwartościowe. W związku z tym nikt nie chciał przyjmować zapłaty w markach, a gospodarka stanęła w miejscu. Od maja 1945 roku normą stał się barter i alternatywne waluty (na przykład papierosy). Utrzymywana w tajemnicy do ostatniej chwili zamiana jednej marki niemieckiej na dziesięć marek Rzeszy natychmiast przywróciła zaufanie i uwolniła potencjał produkcyjny Niemiec. xxxix

Następstwa II wojny światowej zmyliły oczekiwania deflacyjne Keynesa i jego współczesnych. Natychmiastowy początek zimnej wojny i jej wczesne punkty zapalne, takie jak blokada Berlina (czerwiec 1948-maj 1949) oraz wojna koreańska (1950-1953), mogły złagodzić, przynajmniej częściowo, problemy z odbudową, które zwykle towarzyszą powrotowi do pokoju. Co więcej, wyciągnięto pewne wnioski z błędów politycznych popełnionych po I wojnie światowej: plan Marshalla sprawił, że dyskusje o reparacjach stały się bezprzedmiotowe; przynajmniej w zachodniej części Europy udało się poskromić przekleństwo hiperinflacji.

Ryzyko pyrrusowego zwycięstwa

Na polach bitewnych, przy wsparciu NATO, dzięki odwadze i pomysłowości Ukrainy udało się powstrzymać, a nawet częściowo odeprzeć rosyjską agresję. Jednak z wojskowego i politycznego punktu widzenia czas trwania i wynik konfliktu pozostają niepewne. Ostatecznie Ukraina może odnieść pewne cenne korzyści z członkostwa w UE i NATO. Natomiast z pewnością, oprócz ofiar w ludziach, koszty wojny dla Ukrainy są już teraz niebotycznie wysokie. Szacuje się, że PKB Ukrainy skurczył się o jedną trzecią. Prawie jedna piąta jej ludności uciekła do Europy Zachodniej. Inflacja sięga 26,6% rocznie. Ponadto jej sieć energetyczna jest w znacznym stopniu zniszczona; jej deficyt handlowy wynosi co najmniej 5,5% PKB; zadłużenie zewnętrzne brutto co najmniej 85%; deficyt budżetowy co najmniej 11%, a dług publiczny co najmniej 65%; jej waluta również straciła jedną piątą wartości. Jednocześnie Rosja nie zgodzi się łatwo na jakiekolwiek reparacje wojenne.  Bez ekonomicznego i finansowego wsparcia ze strony członków NATO, w postaci nowego planu Marshalla, Ukrainie grozi pyrrusowe zwycięstwo.  Ale cena, jaką zapłacą jej Sojusznicy, będzie warta zapłacenia.

[i] Szereg kluczowych ukraińskich i rosyjskich gospodarczych i finansowych szeregów czasowych nie było aktualizowanych od lutego 2022 r..

ii Norman Angell, (1909), The Great Illusion, A Study of the Relation of Military Power to National Advantage, Bottom of the Hill Publishing.

iii NBER Macrohistory database

iv Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

v FT, 28/10/2022.

vi Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

vii Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

viii Charles P. Kindleberger, (1986), The World in Depression, 1929-1939, Basic Books.

ix Nicholas A. Lambert, (2012), Planning Armageddon: British Economic Warfare and the First World War, Harvard University Press.

x FT, 05/09/2022 and 28/09/2022.

xi FT, 28/11/2022.

xii NBER Macrohistory Database.

xiii Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

xiv John M. Keynes, (1924), A Tract on Monetary Reform.

xv John M. Keynes, (1939), How to pay for the war in Essays in Persuasion, Cambridge University Press.

xvi IMF Working Paper/22/187, (2022), Excess Profit Taxes : Historical Perspective and Contemporary Relevance.

xvii Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xviii NBER Macrohistory Database.

ix Bruno Théret, (2007), La monnaie dévoilée par ses crises, Editions de l’Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales.

xx Charles P. Kindleberger, (1986), A Financial History of Western Europe, Oxford University Press.

xxi David Ricardo (1811), The High Price of Bullion, University Press of The Pacific.

xxii Richard Roberts (2014), Saving the City: The Great Financial Crisis of 1914, Oxford University Press.

xxiii Costantino Bresciani-Turoni (1937), The Economics of Inflation, Augustus M. Kelley.

xxiv William L. Silber (2008), When Washington Shut Down Wall Street: The Great Financial Crisis of 1914 and the Origins of America’s Monetary Supremacy, Princeton University Press.

xxv Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xxvi Bruno Théret, (2007), La monnaie dévoilée par ses crises, Editions de l’Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales.

xxvii FT, 20/10/2022.

xxviii John M. Keynes, (1939), How to pay for the war in Essays in Persuasion, Cambridge University Press.

xxix Charles Gide, Charles Rist, (1944), Histoire des idées économiques, 6ème édition, Dalloz.

xxx John Stuart Mill, (1848), Principles of Political economy, Augustus M. Kelley.

xxxi Charles P. Kindleberger, (1986), The World in Depression, 1929-1939, Basic Books.

xxxii John M. Keynes, (1919), The Economic Consequences of the Peace.

xxxiii Etienne Mantoux, (1946), The Carthaginian Peace or the Economic Consequences of Mr Keynes, Oxford University Press.

xxxiivFT, 8/5/2022.

xxxv FT, 30/11/2022.

xxxvi Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xxxvii Costantino Bresciani-Turoni (1937), The Economics of Inflation, Augustus M. Kelley.

xxxviii Alfred Sauvy (1965), Histoire économique de la France entre les deux guerres, Economica

xxxix Jacques Rueff (1953), La résurrection de l’Allemagne, Revue des Deux Mondes.

Przed nami decyzja EBC: nadchodzi zwrot? Jak może zareagować kurs euro?

Po dwóch z rzędu podwyżkach stóp procentowych o 75 pb. Rada Prezesów prawdopodobnie spowolni tempo zacieśnia i podejmie decyzję o ruchu o 50 pb. Naszym zdaniem niższe ceny energii i ostatni spadek inflacji skłaniają do takiej skali podwyżki. Nie można jednak całkowicie wykluczyć ruchu o 75 pb., szczególnie biorąc pod uwagę względną odporność gospodarczą strefy euro. Pewna jest tylko wysoka zmienność euro w tym tygodniu.

Uważamy, że niższa od oczekiwań inflacja w listopadzie może być dla części decydentów argumentem za powrotem do podwyżek o 50 pb. Wzrost cen konsumenckich zwolnił bardziej niż oczekiwano i w listopadzie osiągnął 10% po wcześniejszych rekordowych 10,6%. Miara bazowa, zapewne istotniejsza dla decydentów, pozostaje jednak na rekordowych 5%, co sugeruje, że presja cenowa po wykluczeniu najbardziej zmiennych komponentów jeszcze nie maleje.

Spadek cen ropy, częściowa normalizacja cen gazu i niedawne odbicie pary EUR/USD również mogą skłaniać decydentów do spowolnienia tempa podwyżek. Jednocześnie dane gospodarcze ze strefy euro kształtują się lepiej niż oczekiwano. Rynek pracy jest ciasny, na co wskazuje rekordowo niska stopa bezrobocia, zaś odczyt PKB w III kwartale w skali kwartału został zrewidowany w górę do +0,3% ze wstępnego odczytu +0,2%.

Bardziej aktualne wyprzedzające wskaźniki PMI również ostatnio przekroczyły oczekiwania, wskazując na jedynie delikatne skurczenie się gospodarki. Poprawiły się nawet wskaźniki zaufania, choć wciąż pozostają słabe – szczególnie te bazujące na ankietach wśród konsumentów. 

Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2019 – 2022)Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2019 – 2022)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 12.12.2022

Jak na wieści z EBC może zareagować euro?

Biorąc pod uwagę mieszane argumenty i rozbieżną retorykę poszczególnych decydentów, uważamy, że czwartkowa decyzja raczej nie będzie jednogłośna. Naszym zdaniem niższe ceny energii i ostatni spadek inflacji przechylą szalę na korzyść podwyżki o 50 pb. Nie można jednak całkowicie wykluczyć ruchu o 75 pb., szczególnie biorąc pod uwagę względną odporność gospodarczą strefy euro.

Od czasu ostatniego posiedzenia część jastrzębi w Radzie Prezesów opowiadała się za kolejną dużą podwyżką o 75 pb. i można wysuwać argument, że ostatnie dane wspierają to stanowisko. Nawet w przypadku podwyżki o 50 pb. spodziewamy się, że dojdzie do kompromisu i będą jej towarzyszyły bardziej jastrzębie sygnały dotyczące przyszłości.

Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia tylko ok. 55 pb. podwyżek w grudniu, typowo oczekiwalibyśmy, że ruch o 50 pb. będzie miał raczej ograniczony wpływ na euro. Zauważamy jednak, że skala ostatniego wzrostu kursu EUR/USD – który obecnie kształtuje się o ponad 10% wyżej w stosunku do lokalnych minimów z końcówki września – może stwarzać przestrzeń do realizacji zysków. Ruch o 75 pb. prawdopodobnie pozwoliłby parze EUR/USD na osiągnięcie nowych lokalnych maksimów.

QT i nowy outlook, czyli na co jeszcze warto zwrócić uwagę

Poza decyzją odnośnie do stóp procentowych, decydenci będą prawdopodobnie dyskutować na temat zacieśniania ilościowego (quantitative tightening; QT) i przedstawią informacje na ten temat. Oczekuje się, że proces ten, będący w ujęciu ogólnym przeciwieństwem luzowania ilościowego, które obniżyło rynkowe stopy procentowe, rozpocznie się w nadchodzących miesiącach. Uważamy, że podwyżka stóp o 50 pb. otwiera drogę do bardziej jastrzębiego oświadczenia dotyczącego QT; spodziewamy się rozpoczęcia tego procesu w I kwartale 2023 r. Nie jest jednak jasne, jak dużo informacji na ten temat poznamy w czwartek. Może to być częściowo zależne od skali ruchu, choć oczekuje się, że EBC przedstawi chociaż ogólny plan, w jaki sposób zamierza zredukować ogromny zasób posiadanych obligacji.

EBC opublikuje także nowe projekcje makroekonomiczne. Podejrzewamy, że wszelkie zmiany będą niewielkie. Prognoza inflacji na 2023 r. może zostać nieco podniesiona z 5,5%, zaś prognoza wzrostu obniżona bliżej 0% z oczekiwanych we wrześniu 0,9%. Dodatkowo po raz pierwszy poznamy projekcje na 2025 r. – one również prawdopodobnie przyciągną uwagę.

Wszelkie wzmianki o QT również mogą być istotne dla euro, podobnie jak zrewidowane prognozy i retoryka banku centralnego w kontekście dalszych działań. Niezależnie od decyzji dotyczącej stóp i komunikacji EBC, spodziewamy się zwiększonej zmienności euro w okolicach posiedzenia, szczególnie że odbędzie się ono tuż po środowym oświadczeniu FOMC.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (15.12) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

CVI finalizuje pierwszy instytucjonalny fundusz private debt skoncentrowany na Europie Środkowej. EBOiR dołącza do grona inwestorów

CVI Dom Maklerski („CVI”), wiodąca firma zarządzająca funduszami private debt
z siedzibą w Polsce i działająca w Europie Środkowej, ma przyjemność ogłosić finalizację fundraisingu swojego pierwszego funduszu zamkniętego skoncentrowanego na inwestorach instytucjonalnych, CVI CEE Private Debt Fund („Fundusz”) na poziomie 132 mln EUR.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju („EBOR”) wraz z kilkoma inwestorami instytucjonalnymi oraz polskim family office uzupełnili grono inwestorów w ramach ostatecznego zamknięcia Funduszu. W sumie Fundusz przyciągnął inwestorów z ośmiu krajów Europy, w tym Europejski Fundusz Inwestycyjny, EBOR, PFR Ventures, a także fundusze emerytalne, firmę ubezpieczeniową, kilka family offices oraz zespół CVI.

Do końca października Fundusz dokonał już 23 inwestycji o wartości 70 mln euro. Finansowane przedsiębiorstwa pochodzą z wielu różnych branż, w tym budowy jachtów, turystyki, motoryzacji, e-commerce, energii odnawialnej, usług energetycznych, wellness, przewozów kolejowych, farmacji i budownictwa. Fundusz zamierza zrealizować ponad 40 inwestycji w całej Europie Środkowej, w tym w Polsce, Czechach, Słowacji, krajach bałtyckich, Rumunii i na Węgrzech.

Do tej pory CVI przeprowadziło blisko 700 inwestycji private debt, inwestując kapitał
w wysokości prawie 2,7 mld euro, który wsparł ponad 250 firm w Europie Środkowej. „Zainwestowaliśmy już ponad 53% funduszu, co potwierdza zapotrzebowanie rynku na finansowanie typu private debt, polegające na inwestowaniu w przedsiębiorstwa o średniej kapitalizacji oraz MŚP w wybranych krajach Europy Środkowej, przy wielkości inwestycji od
2 do 15 mln EUR” – skomentował Marcin Leja, Partner CVI.

Rafał Lis, partner zarządzający CVI: „Bardzo cieszy nas dołączenie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju do grona naszych inwestorów, co postrzegamy jako kolejny ważny kamień milowy i docenienie naszej strategii inwestycyjnej ze strony rozpoznawalnych na rynku inwestorów. Mamy nadzieję, że będzie to pierwszy krok w ramach nowego partnerstwa, ponieważ firmy i przedsiębiorcy z regionu Europy Środkowej potrzebują dostępu do kapitału dłużnego o wyższym apetycie na ryzyko”.

Radoslav Tausinger, dyrektor zarządzający CVI, dodał: „Fundusz zainwestował w spółki z czterech krajów regionu Europy Środkowej, a większość kapitału została przeznaczona na wsparcie inicjatyw rozwojowych naszych pożyczkobiorców. Fundusz zwiększa naszą skalę finansowania dobrze funkcjonujących firm z sektora MŚP w całym regionie, jednocześnie umożliwiając inwestorom szybkie zaangażowanie kapitału, jak również doskonałe stopy zwrotu”.

Anne Fossemalle, EBOR, dyrektor ds. funduszy kapitałowych: „EBOR z przyjemnością ogłasza swoje znaczące zaangażowanie w CVI CEE Private Debt Fund, wiodącego inwestora sektora private debt w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to pierwsza inwestycja EBOR w prywatny fundusz kredytowy o strategii skoncentrowanej na długu uprzywilejowanym, mająca na celu wsparcie rodzącej się klasy aktywów w regionie, w którym ewidentne jest zapotrzebowanie na elastyczne rozwiązania kredytowe, motywowane obecnymi warunkami rynkowymi. Współpraca ta umożliwi również CVI wykorzystanie wiedzy EBOR w zakresie przyjęcia standardów poprawiających różnorodności genderowej w branży kredytów prywatnych w regionie”.

Elisabetta Falcetti, EBOR, dyrektor, szef regionalny Europy Środkowej: „Dzięki inwestycji w CVI CEE Private Debt Fund, EBOR wzmacnia swoją misję poprawy lokalnych rynków kapitałowych poprzez oferowanie specjalistycznych produktów dla MŚP, dla których nie ma aktualnie ofert. Zaangażowanie to pozwoli również EBOR na wsparcie niezależnego
i doświadczonego zespołu z wieloma osiągnięciami i pomoże poprawić ogólną konkurencyjność sektora prywatnego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej”.

Bartłomiej Latoszek nowym Dyrektorem Generalnym Enefit Green w Polsce

Od grudnia działalnością Enefit Green w Polsce kieruje Bartłomiej Latoszek. Na stanowisku Dyrektora Generalnego zarządza zespołem i pracami Enefit Green w Polsce. Enefit Green to spółka wchodząca w skład estońskiej grupy Eesti Energia i największy producent energii wiatrowej w krajach bałtyckich.

Jak mówi Aavo Kärmas, prezes zarządu Enefit Green, Polska jest ważnym rynkiem dla spółki. – Enefit Green wszedł na polski rynek OZE w czerwcu 2019 roku i od tego czasu dynamicznie rozwija swoją działalność. Dziś zarządzamy w Polsce farmami fotowoltaicznymi o łącznej mocy ponad 18 MW, dodatkowo w budowie mamy dwa parki słoneczne o łącznej mocy ok. 15 MW. Dążymy do tego, aby do 2026 roku stać się liderem sektora zielonej energii w Polsce, a budowa nowych mocy ze źródeł odnawialnych będzie odgrywała w tym procesie istotną rolę – komentuje Aavo Kärmas.

Chcemy jeszcze sprawniej realizować nasze cele biznesowe, dlatego zdecydowaliśmy się na utworzenie nowego stanowiska w naszej strukturze, tj. Dyrektora Generalnego. Cieszę się, że to akurat Bartłomiej będzie kierował naszą działalnością w Polsce. Jest on doświadczonym menedżerem, posiadającym szeroką wiedzę na temat sektora odnawialnych źródeł energii w różnych krajach. Dzięki swojemu doświadczeniu i wiedzy będzie w stanie realizować plany rozwoju Enefit Green na polskim rynku – dodaje Aavo Kärmas.

Bartłomiej Latoszek posiada blisko 12-letnie doświadczenie w sektorze energii odnawialnej. Przed dołączeniem do zespołu Enefit Green, pracował w Grupie Iberdrola, gdzie zajmował stanowiska Offshore Wind Country Manager, Poland Developments Manager oraz Office Manager i Head of Electrical Engineering. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej na kierunku elektrotechnika.

Bardzo się cieszę, że dołączam do zespołu Enefit Green. W strategii spółki dostrzegam ciekawe wyzwania, a wyznaczone cele są jasno określone. Postawione przed nami zadania są ambitne, ale działania związane z zieloną transformacją zawsze były dla mnie ważne i motywujące – mówi Bartłomiej Latoszek i dodaje: – Wierzę, że połączenie mojego wykształcenia z zakresu energetyki z doświadczeniem zdobytym w międzynarodowej firmie z sektora OZE oraz jednoczesną koncentracją na realizacji długoterminowej strategii biznesowej, pozwolą mi być wartościową częścią zespołu Enefit Green i zapewnią dynamiczny rozwój firmy w Polsce.

Enefit Green posiada obecnie w Polsce 19 elektrowni słonecznych o łącznej mocy nieco ponad 18 MW i generujących rocznie ok. 19 GWh energii elektrycznej. Obecnie, trwają również prace nad inwestycjami fotowoltaicznymi w Zambrowie o mocy 8,8 MW oraz w Dębniku, o mocy 6 MW. W przyszłym roku spółka planuje zwiększyć portfel projektów z sektora energii odnawialnej.

ZPPHiU apeluje o zamrożenie indeksacji czynszów w 2023 roku

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) apeluje do właścicieli galerii handlowych o zamrożenie indeksacji czynszów w 2023 roku. Najemcy pokrywają wszystkie koszty funkcjonowania obiektów – w tym także koszty zarządzania, czyli koszty pracy. Ponadto czynsze – choć płacone w złotówkach – każdego miesiąca są przeliczane z ustalonej w umowie kwoty w euro. Ta praktyka przenosi na najemców ryzyko kursowe wynajmujących. Dlatego zamrożenie indeksacji inflacyjnej w 2023 roku jest fundamentalne dla najemców, których koszty zwiększą się drastycznie w wyniku wzrostu cen surowców, płac, logistyki dostaw i dystrybucji oraz opłat eksploatacyjnych płaconych przez sklepy czy punkty usługowe. Trzeba również uważnie obserwować osłabiającą się siłę nabywczą polskiego społeczeństwa, która skutkuje ograniczeniem zakupów – poza tymi niezbędnymi.

ZPPHiU wraz ze swoimi członkami – najemcami powierzchni w galeriach handlowych – przygotowują się do rozliczeń kosztów wspólnych za 2022 rok. Właściciele sklepów i punktów usługowych obawiają się, że będą musieli znowu dopłacać do wcześniej zapłaconych opłat. Z pewnością te dopłaty będą poddane szczegółowym analizom – najemcy oczekują transparentnego udokumentowania poniesionych wydatków. Ponadto ZPPHiU rozpoczyna wśród swoich członków badanie jakości zarządzania kosztami wspólnymi przez zarządców galerii handlowych. Celem badania będzie wskazanie najlepiej i najgorzej ocenianych firm odpowiadających za opłaty serwisowe w centrach handlowych.

„Najemcy w galeriach handlowych płacą czynsze w przeliczeniu z euro. W efekcie – w związku ze słabą złotówką – realny koszt płatności czynszowych w bieżącym roku wydatnie wzrósł. Do tego dochodzi niemal drastyczny wzrost innych kosztów prowadzenia działalności. Należy zaznaczyć, że w większości galerii handlowych czynsze i tak są na wysokich poziomach, obliczonych na dobre czasy. Tymczasem rynek oraz handel słabnie i z dużą dozą pewności można założyć, że w przyszłym roku przychody sklepów i punktów usługowych w centrach handlowych będą niższe niż w roku bieżącym. Dlatego zrezygnowanie z dodatkowego, istotnego obciążenia najemców indeksacją czynszów – w tak ciężkich czasach jak obecnie, przy ograniczanych przez konsumentów zakupach – jest konieczne. Uważam, że obie strony powinny współdziałać w szukaniu oszczędności i redukcji kosztów. Pamiętajmy przy tym, że najemcy pokrywają zwiększone koszty energii, mediów i obsługi całego obiektu handlowego. Żaden wynajmujący nie skorzysta na tym, jeśli jego partnerzy nie udźwigną tak dużych kosztów i będą zmuszeni zrezygnować z danej lokalizacji” – komentuje Stanisław Bogacki, prezes firmy Solar.

„Indeksacja czynszów o wskaźnik inflacji jest stałym elementem umów, a właściciele galerii handlowych co roku podwyższają z tego tytułu swoje wpływy i wyceny centrów. Nawet gdy inflacja była poniżej 2%, nasze czynsze rosły – bo taki był wymóg bardzo wielu wynajmujących. Co więcej – kiedy przez kilka lat notowana była deflacja – nasze czynsze wcale się nie obniżyły. W 2023 roku obawiamy się bardzo trudnych warunków dla prowadzenia sklepów i punktów usługowych. Wzrost kosztów surowców, cen energii, pracy, zmiany zachowań konsumenckich, pogorszenie nastrojów zakupowych, osłabienie siły nabywczej Polaków w wyniku inflacji – to wszystko czynniki, które mogą istotnie obniżyć nasze przychody. Dlatego indeksacja inflacyjna czynszów – która jest dla galerii handlowych dodatkowym czystym zyskiem – powinna być zamrożona. Pokrywamy wszystkie koszty funkcjonowania galerii handlowych – które systematycznie rosną. Nasze opłaty poza samym czynszem znacząco zwiększy choćby wzrost cen energii i płac. Nie widzimy zasadności tak drastycznego podwyższenia kosztów, przecież wartość i atrakcyjność centrów handlowych nie zwiększa się w wyniku wojny i inflacji – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w większości galerii handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, ubezpieczenia, itp.

ZPPHiU stoi na stanowisku, że czynsz i opłaty w centrach handlowych powinny być obniżane w przypadku przestojów, utrudnień w działaniu jak choćby brak prądu. Obecnie takie zdarzenia, które nie pozwalają prowadzić najemcom sprzedaży, nie wpływają na obniżenie opłat. Co więcej – centra handlowe nigdy nie obniżyły ani czynszu, ani opłat eksploatacyjnych po zamknięciu handlu w niedziele – choć w te dni zrezygnowano z usług typu ochrona czy sprzątanie, a przychody najemców obniżyły się. Dlaczego najemcy muszą płacić tyle samo także za okresy, w których nie mogą prowadzić sprzedaży?

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) i Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU oraz PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

Maroš Šefčovič: Bateryjna akademia utrwali konkurencyjność naszych firm

O potrzebie szkolenia specjalistów sektora bateryjnego w dobie transformacji napędowej, pozycji Polski w światowym łańcuchu dostaw akumulatorów Li-Ion oraz dużych pieniądzach zainwestowanych w rozwój zeroemisyjnej i zrównoważonej mobilności, z Marošem Šefčovičem, słowackim dyplomatą i politykiem, wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej ds. stosunków międzyinstytucjonalnych i prognozowania.

Panie Przewodniczący, jakie dostrzega Pan narzędzia, którymi Unia Europejska napędza innowacyjność i konkurencyjność Państw Członkowskich. Jaką rolę odgrywają European Battery Alliance i European Battery Academy?

Europa przechodzi obecnie przez bardzo gwałtowne zmiany, związane z destabilizacją geopolityczną wywołaną rosyjską inwazją w Ukrainie i spowodowan ym tym kryzysem energetycznym oraz trwającym wciąż procesem unormowania gospodarczego po pandemii COVID-19. W momencie, kiedy decydenci w innych regionach świata poszukują sposobów na ochronę gospodarki przez tymi trudnościami, niezbędne jest, abyśmy również my zapewnili konkurencyjność europejskiego przemysłu, przedsiębiorców i gospodarki.

Jeżeli uda nam się połączyć wszystkich interesariuszy i skupić łącznie nasz wysiłek, to możemy poczynić skokowe postępy we wszystkich strategicznych obszarach gospodarczych. Baterie to idealny przykład. Przez ostatnie 5 lat, odkąd wspólnie z Państwami Członkowskimi, interesariuszami oraz przemysłem uruchomiłem European Battery Alliance, Unia Europejska przeobraziła się z praktycznie nieistniejącego rynku bateryjnego w globalne centrum tych technologii. Polska jest jednym z liderów w tym procesie. Mamy już ponad 110 istotnych projektów bateryjnych w Europie, wliczając w to 40 gigafabryk. To wszystko wspiera niezrównana ilość inwestycji o wartości blisko 130 miliardów euro.

Dodatkowo, zdecydowaliśmy się przeznaczyć łącznie 925 milionów euro na badania i innowacje poprzez program Horizon Europe. Unia Europejska zaakceptowała też dwa projekty IPCEI, dostarczając 20 miliardów euro w postaci pomocy publicznej i prywatnych inwestycji, na cele wzmocnienia europejskiego ekosystemu bateryjnego, w tym 60 firm w 12 Państwach Członkowskich z Polską włącznie.

Ten sukces napędził utworzenie European Battery Academy, aby stawić czoła wyzwaniu rosnącego popytu na wyszkolonych pracowników w sektorze bateryjnym na kolejne lata. Sam przemysł sygnalizuje potrzebę 800 000 pracowników, którzy będą musieli być przeszkoleni ponownie lub doszkoleni do 2025 r. Akademia wspiera ten proces poprzez wdrażanie kompleksowej usługi szkoleniowej, z celem nadrzędnym, aby wesprzeć firmy bateryjne i utrwalić ich konkurencyjność i innowacyjność na scenie globalnej.

European Battery Academy ma szansę odegrać istotną rolę w Europie środkowo-wschodniej, jakie widzi Pan wyzwania w tym kontekście?

Baterie będą odgrywały kluczową rolę w gospodarce przyszłości i jestem zachwycony, że CEE jest w czołówce tego unijnego procesu, bo państwa tego regionu już są liderami pod względem produkcji baterii. Zarówno Polska, jak i Węgry są wśród 10 największych eksporterów baterii w skali globalnej. W każdym z tych państw mamy już ponad 10 tys. osób zatrudnionych w tym sektorze.

Polska, mając liderów takich jak LG Energy Solution Wrocław i Northovolt jest jednym z głównych dostawców baterii litowo-jonowych i magazynów energii w Unii Europejskiej.

Muszą istnieć zasoby ludzkie w całym łańcuchu wartości, również w recyklingu, aby ten dobry trend się utrzymał.

Cieszy mnie, że EBA nabiera tempa i wdrażana jest z coraz większym rozmachem. Cztery Państwa Członkowskie podpisały już na przykład porozumienia o wyszkoleniu dużej ilości pracowników. W Hiszpanii i Francji dotyczy to 150 tys. osób, na Węgrzech 40 tys., a w Rumunii 20 tys. Unia Europejska udzieliła wsparcia dla Akademii poprzez grant REACT-EU (Recovery Assistance for Cohesion and the Territories of Europe) w wysokości 10 milionów euro.

Sukces Akademii w postaci wyszkolonych i doszkolonych pracowników dla sektora baterii litowo-jonowych nie byłby jednak możliwy, gdyby nie partnerzy działający w Państwach Członkowskich, tacy jak PSPA, które wdraża program EBA w Polsce.

Jaką w Pana opinii rolę w rozwoju elektromobilności i dekarbonizacji może odegrać łańcuch wartości baterii litowo-jonowych?

Elektromobilności jest kluczowa dla dekarbonizacji transportu drogowego, co zaś stanowi strategiczny element unijnej ambicji klimatycznej i naszego dążenia do podwójnego celu zielonej i cyfrowej transformacji.

Europa stoi na czele rewolucji elektromobilności. W 2021 r., zarejestrowano ponad 2,2 miliona nowych pojazdów z wtyczką na naszym kontynencie. To potężny wzrost 66% w porównaniu do 2020 r. Łącznie rynek ten wzrósł do 19%, przy udziale 10% dla pojazdów bateryjnych elektrycznych i 9% dla PHEV.

To oznacza, że mamy dziś w Europie ponad 4 miliony pojazdów elektrycznych i spodziewamy się 50 milionów w 2030 r. Taki poziom przyrostu elektrycznej floty będzie wymagał 1,5 TWh baterii litowo-jonowych. Na przykładzie tej liczby widać, że bateryjny łańcuch wartości odegra bardzo istotną rolę w ogólnym procesie elektryfikacji i dekarbonizacji transportu drogowego.

Sektor baterii jest w dodatku tak zaawansowany technologicznie i nowoczesny, że pozwoli Unii Europejskiej zaznaczyć swoją eksperckość, zwiększyć moce wytwórcze i wesprzeć swoją autonomię gospodarczą.

Jest to również sektor tworzący zielone miejsca pracy i wspierający transformację starych regionów górniczych (związanych z węglem). Dzięki innowacyjności tego sektora, zmiany tę będą dynamiczne, sprawiedliwe i społecznie akceptowane.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że musimy inwestować w kolejne generacje technologii bateryjnych tak, aby miały one większą gęstość energii, mniejszy wpływ na środowisko i wymagały mniej metali ziem rzadkich.

Jak wielkie znaczenie ma rozwój transportu zeroemisyjnego w CEE i w jaki sposób może pomóc Państwom Członkowskim tego regionu w wypełnieniu unijnej strategii dekarbonizacji?

 

Transport jest obecnie jedynym obszarem unijnej gospodarki, w którym emisyjność jest wciąż wyższa niż w 1990 r. Pojazdy osobowe i lekkie dostawcze są obecnie odpowiednio odpowiedzialne za 12% i 2,5% całkowitej emisji CO2 w Unii Europejskiej. Transport ciężki, w tym również autobusy, odpowiada za około 6%.

Chcąc osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r. musimy więc zredukować całkowitą emisyjność transportu o 90%. W praktyce oznacza to, że wszystkie pojazdy osobowe i lekkie dostawcze będą musiały być w przyszłości zeroemisyjne.

To szczególne wyzwanie dla Polskie i innych Państw Członkowskich z regionu środkowo-wschodniej Europy, mają na uwadze ich silny udział w ciężkim transporcie drogowym i przemyśle motoryzacyjnym.

Dla Unii Europejskiej i naszej polityki klimatycznej jest więc niezmiernie istotne, aby zmiany w tym regonie były trwale realizowane, wyłączając z ruchu pojazdy napędzane silnikami wewnętrznego spalania.  W tym samym czasie, musi być zwiększone tempo przyrostu infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. W ten sposób wszyscy obywatele Unii Europejskiej będą częścią pozytywnej zmiany na elektromobilność.

Rozwój zasobów ludzkich i edukacja są też narzędziami budowy świadomości, jak Pan ocenia obecny stan i wagę świadomości, jeśli chodzi o dekarbonizację transportu i rozwój elektromobilności w CEE?

 

Sektor elektromobilności będzie siłą napędową postępującej cyfryzacji i zielonych technologii. Będzie to też filar siły przemysłowej i gospodarczej Unii Europejskiej w przyszłości. Korzyści wynikające z tej transformacji dla regionu CEE będą olbrzymie.

Europa środkowo-wschodnia już teraz ma silny sektor motoryzacyjny z dobrze wyszkoloną kadrą, rosnący potencjał przemysłowy i obiecujące pokłady surowców. Okno do tych korzyści powoli się jednak zawęża wraz z przyspieszeniem działań innych gospodarek na świece dążących do elektryfikacji transportu.

Musimy więc cały czas łączyć siły i współpracować, aby rozpędzić te zmiany jeszcze bardziej w Europie. Większa świadomość tych fenomenów w CEE jest więc absolutnie kluczowa, aby to się powiodło.

Dlatego dostrzegamy i uznajemy za wyjątkowo ważne takie projekty jak rozwijane przez PSPA CEE Green Transport Initative. Mają one bowiem szanse zwiększyć tempo procesu podążania do zeroemisyjności transportu drogowego i zwiększenia wsparcia dla elektromobilności.

Eksperci o danych CEIDG: Mamy niewielki wzrost nowych firm. Sytuacja nie zmieni się do połowy przyszłego roku

W pierwszych dziesięciu miesiącach br. do rejestru CEIDG wpłynęło o 6% więcej wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie o przeszło 8% wzrosła liczba wniosków dotyczących wznowienia JDG. Najwięcej takich firm powstało i wznowiło swoją działalność w woj. mazowieckim. Jednocześnie sporo wnioskodawców nie wskazało miejsca wykonywanej działalności, na co zezwala prawo. Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie jednak nie należy spodziewać się wzrostu liczby zakładanych firm. Znawcy tematu dodają też, że względna stabilizacja może nastąpić dopiero w II lub III kwartale przyszłego roku.

Wejście na rynek

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, od stycznia do października br. do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 263,7 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ponad 248,7 tys. Ten wzrost jest oczywiście dobrą informacją dla gospodarki, co podkreśla radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński. Jednak według eksperta, ta sytuacja w znacznej części może wynikać z konieczności optymalizacji kosztów pracy poprzez założenie tego typu działalności.

– W ub.r. pandemia nie sprzyjała otwieraniu firm. W tym roku warunki też są niekorzystne, głównie ze względu na inflację, a także wzrost kosztów surowców energetycznych i energii elektrycznej. Przedstawiony wzrost rok do roku nie jest duży. Na rynku działa przecież ponad 2 mln firm. Tego typu wahania nie wyznaczają jeszcze żadnych konkretnych trendów – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Według tegorocznych statystyk, wniosków o założenie JDG było o ok. 106,6 tys. więcej niż wniosków dot. zamknięcia JDG (odpowiednio prawie 263,7 tys. – 157,7 tys.). Po pierwszych dziesięciu miesiącach 2021 roku różnica ta wyniosła ok. 114 tys. (ponad 248,7 tys. – blisko 134,7 tys.). Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, polska gospodarka hamuje. Nastroje przedsiębiorców i konsumentów są złe. Właściciele firm zmuszeni są do kończenia tego, co nie przynosi dochodu lub staje się zbyt trudne. Jednocześnie szukają nowych możliwości w myśl zasady, że kryzys to zmiana, czyli szansa.

– Wzrost liczby zakładanych JDG jest dość symboliczny i wynika raczej z tego, że przedsiębiorcy wciąż żyją w dużym zawieszeniu i niepewności. Obecna sytuacja w gospodarce jest dla nich mocno niekorzystna. I jak na razie nie widać jakichkolwiek symptomów poprawy. Proszę też zwrócić uwagę  na to, że mamy kolejne zapowiedzi o podnoszeniu składek na ZUS i przez to sprawa dodatkowo się komplikuje. Całość zamyka tzw. Polski Ład, który jest oceniany przez większość przedsiębiorców, szczególnie tych najmniejszych, jako niekorzystne i szkodliwe dla nich rozwiązanie – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Biorąc pod uwagę podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG powstało w mazowieckim – 26 261 (rok wcześniej – 30 675). Dalej mamy małopolskie – 15 947 (17 996), śląskie – 15 453 (17 743), wielkopolskie – 14 769 (17 628) i dolnośląskie – 14 152 (14 637). Na drugim końcu zestawienia widzimy opolskie – 3 108 (3 503), podlaskie – 4 139 (4 420) i lubuskie – 4 309 (4 788). Natomiast w 104 029 przypadkach nie wskazano miejsca wykonywania działalności, więc pole dot. województwa pozostaje puste (rok wcześniej – 67 138). Jak informuje MRiT, jest to oczywiście zgodne z ustawą. Osoba zakładająca JDG nie musi wskazywać miejsca wykonywanej działalności. Wówczas domyślnie przyjmuje się, iż działalność jest wykonywana na terenie całego kraju.

– Mazowieckie to jest duży obszar. W samej Warszawie mieszka ok. 2 mln osób. Jednak chcąc wyciągnąć wnioski dotyczące tego zestawienia, musielibyśmy porównać liczbę zakładanych JDG z liczbą mieszkańców danego województwa. Natomiast wpływ na pozostawianie pustego pola ma zapewne kilka czynników. Niektórzy przedsiębiorcy wychodzą z założenia, że skoro nie muszą podawać tej informacji, to jej nie wpisują. Ale mamy też osoby świadczące usługi informatyczne, co często oznacza pracę na odległość. Do tego dochodzą np. budowlańcy, którzy jeżdżą po całym kraju. Swoje obowiązki wykonują tam, gdzie są potrzebni – opisuje Jeremi Mordasewicz.

Z kolei według Adriana Parola, w przedmiocie szczegółowych danych z województw sytuacja jest dość prosta. Otóż w dużej mierze pokrywa się ona w zakresie ilości prowadzonych firm na danym terenie. Najwięcej JDG otwiera się z reguły w miejscach, gdzie od wielu lat widzimy najszerszą aktywność społeczną, bo tam jest największa szansa na potencjalny zysk i powodzenie misji gospodarczej.

Wznowienie działalności

Z udostępnionych danych wynika także, że w pierwszych dziesięciu miesiącach br. wpłynęły 132 tys. wnioski dot. wznowienia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 8,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 122,1 tys.

– Wzrost liczby wniosków dotyczących wznowienia działalności gospodarczej to również dobra informacja dla gospodarki. Jednocześnie zestawiając powyższe dane czy te dotyczące otwarć JDG z zamknięciami i zawieszaniem, nasuwa się wniosek, że sytuacja gospodarcza nie stwarza dzisiaj korzystnych warunków do prowadzenia biznesu. Coraz więcej małych firm znika z rynku, a trend ten wydaje się być dość trwały – podkreśla Łukasz Goszczyński.

Uwzględniając podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG wznowiono w mazowieckim – 16 470 (rok wcześniej – 15 947). Następne na liście są pomorskie – 11 986 (11 581), śląskie – 10 879 (10 417), małopolskie – 10 814 (10 208) i zachodniopomorskie – 9 252 (9 086). Na końcu zestawienia znajdują się opolskie – 2 145 (2 126), świętokrzyskie – 2 502 (2 471) oraz lubuskie – 2 571 (poprzednio 2 517). Natomiast najwięcej wniosków było bez wskazania miejsca wykonywanej działalności – 20 613 (15 352).

– Jest wiele zmiennych, które w nadchodzących miesiącach mogą wpłynąć na liczbę zakładanych czy wznawianych JDG. Obawiam się jednak, że wzrośnie bezrobocie, ale nie za dużo, ponieważ mamy taki trend demograficzny. Zwalniane osoby będą rejestrować się w urzędach pracy jako bezrobotne, aby pobierać zasiłek przez pewien czas. Część z tych ludzi zacznie nieoficjalnie pracować. Dopiero kiedy skończą pobieranie świadczenia, to przystąpią do pracy lub założą JDG – analizuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Zwrot w połowie roku

Jak stwierdza radca prawny Adrian Parol, pod koniec 2022 roku i na początku 2023 roku raczej nie nastąpi wzrost liczby zakładanych nowych JDG. Ekspert ostrożnie szacuje, że bilans będzie na zero lub na lekkim minusie. Natomiast względna stabilizacja powinna się pojawić się dopiero w okolicach II lub nawet III kwartału przyszłego roku. Przy założeniu, że nic negatywnego nie wydarzy się w tym czasie. Wówczas ten stan może się przedłużyć. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Obecna sytuacja pogorszenia nastrojów będzie widoczna przynajmniej do połowy 2023 roku. Jeżeli już coś się zadzieje na plus, to największy rozwój JDG powinniśmy obserwować w branżach usługowych oraz w obszarze szeroko rozumianych nowych technologii – twierdzi Marek Zuber.

Z kolei według radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego Łukasza Goszczyńskiego, obecnie szalejąca inflacja, wysokie ceny nośników energii i niepewna sytuacja polityczna mają bezpośredni wpływ na decyzje przedsiębiorców o otwieraniu lub odwieszaniu działalności gospodarczej. Wszystkie czynniki wskazują na to, że trend ten utrzyma się na wysokim poziomie również w przyszłym roku. A sytuacja przynajmniej do czerwca nie ulegnie poprawie.

– Prognozując rozwój sytuacji, trzeba też zaznaczyć, że przedsiębiorcy skrupulatnie liczą każdą złotówkę i szukają oszczędności. Jednak coraz ciężej im to idzie, bo mechanizmy optymalizacyjne zostały już wdrożone praktycznie na każdym etapie działalności. I de facto teraz nie ma już na czym oszczędzać. Widząc to, przyszli przedsiębiorcy są poniekąd przerażeni taką perspektywą i zaczynają myśleć raczej o możliwości przebranżowienia się, a w ostateczności idą do kogoś na etat, często chcąc przeczekać turbulencje i odsunąć decyzję o założeniu własnej działalności – podsumowuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Dezinflacja – ekonomiczne słowo 2023 roku?

Nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji za oceanem. Temat ten idealnie komponuje się z dzisiejszym oczekiwaniem na posiedzenie FOMC. Pytanie, czy wieczorem uda się podtrzymać euforyczne nastroje na rynkach.

Bal czas zacząć

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia miała być dzisiejsza decyzja Rezerwy Federalnej w sprawie wysokości stóp procentowych. Niewykluczone jednak, że pozostanie ona w cieniu wczorajszego odczytu o dynamice cen w Stanach. Ta wyraźnie spada, szybciej nawet od wydawało się optymistycznych prognoz analityków. Od czerwcowego szczytu, kiedy inflacja była najwyższa od 1981 roku, oddała już 2 punkty procentowe. Obecnie dynamika cen wynosi 7,1% przy predykcjach 7,3% i poprzednim odczycie na poziomie 7,7%. Od razu w oczy rzuca się przyspieszenie tempa spadków, jak i nakręcające się oczekiwania dezinflacyjne analityków. Reakcja rynku była jednoznaczna. Dolar tracił na szerokim rynku, wybijając ostatnią konsolidację na głównej parze walutowej globu. Euro kosztuje już powyżej 1,06 $ i jest najdroższe od początku czerwca. Jeszcze większą euforię obserwowaliśmy na parkietach giełdowych. S&P 500 wczoraj nawet wyłamał tegoroczną linię trendu spadkowego, jednak ostatecznie nie był w stanie się utrzymać powyżej.

Co na to FED?

Kolejną szansę będzie miał już dziś wieczorem, gdy poznamy decyzję Komitetu Otwartego Rynku w sprawie wysokości stóp procentowych. Oczywiście nie można zakładać, że wczorajszy odczyt coś tu zmieni, rynek dalej jest przekonany o podwyżce o 50 p.b.. Wpływ może być jednak już widoczny na konferencji prasowej przewodniczącego Powella, jak i na popularnych fedokropkach. Z jednej strony więc mamy oczekiwanie na wieczór, z drugiej jednak inwestorzy są już przekonani o pewnych rzeczach. A ostatnie tygodnie pokazały, że wiary we własne predykcje nie są w stanie złamać nawet oficjalne dementi decydentów Rezerwy. Ciekawie wygląda sytuacja zwłaszcza na amerykańskich obligacjach. Rentowność tych dwuletnich wczoraj spadła do poziomu 4,13%, co oznacza, że już dziś wieczorem znajdzie się poniżej dolnego pułapu oficjalnych stóp procentowych. Taka inwersja przeważnie zwiastuje koniec restrykcyjnej polityki pieniężnej. Co więcej, rynek jest przekonany, że po zakończeniu cyklu podwyżek praktycznie od razu wejdziemy na drogę obniżek. I po raz kolejny niewiele tu zmieniają powtarzane jak mantra słowa Powella, że między jednym a drugim będzie musiał minąć “pewien czas”.

Czas odbudować rezerwę

Z pozostałych rynkowych informacji warto odnotować wczorajsze dane o zapasach ropy w Stanach. Te systematycznie w ostatnich miesiącach się kurczyły, dochodząc do najniższych poziomów od wczesnych lat 80’. Głównie za sprawą decyzji prezydenta Bidena, by w ten sposób wpływać na cenę paliwa, zwłaszcza przed wyborami. Nie ulegało jednak wątpliwości, że Amerykanie w końcu będą musieli zacząć odbudowywać rezerwy i wczorajszy odczyt sugeruje, że ten proces właśnie się zaczął. Trochę niespodziewanie, bo analitycy spodziewali się kolejnego ujemnego wyniku, zapasy wzrosły o blisko 8 mln baryłek. Oznacza to, że dołki z poprzedniego tygodnia, mogą przez dłuższy czas pozostać nienaruszone.

Złoty po wczorajszym umocnieniu dziś delikatnie się osłabia. Nieznacznie drożeje większość głównych walut. Euro średnio kosztuje 4,685 zł, frank wrócił do 4,75 zł, a funt 5,45 zł. Jedynie dolar po porannym ruchu w górę wrócił już w okolicę wczorajszego zamknięcia. Dopiero wieczorem po decyzji FOMC możemy spodziewać się większych ruchów, które jednak będą na tyle istotne, że prawdopodobnie wyznaczą kierunek na resztę sesji w tym roku.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Raport: III kwartał w polskiej gospodarce zaskoczył analityków

Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC (ISI Emerging Markets Group) opublikował kwartalny raport „Poland Economy in a Snapshot”. To ogólny oraz gruntowny przegląd bieżących wydarzeń gospodarczych i finansowych wybranych przez polskich ekonomistów. Najnowsza edycja obejmuje podsumowanie trzeciego kwartału 2022 r. oraz przewidywania dot. czwartego.

Według wstępnych szacunków GUS, polska gospodarka wzrosła w III kwartale 2022 r. po wyrównaniu sezonowym o 1 proc. kw/kw, co przekłada się na roczne tempo wzrostu na poziomie 4,5 proc. r/r. Dane te są lepsze od oczekiwań, ponieważ w poprzednim kwartale pojawiły się prognozy, że Polska jest na drodze do technicznej recesji. Dodatnia dynamika pozwala oczekiwać, że gospodarka uniknie spowolnienia.

Polska w obliczu niepewnej gospodarki

W III kwartale 2022 r. tematem na pierwszych stronach gazet była przede wszystkim rekordowo wysoka inflacja. Wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w III kw. doprowadził do tego, że w październiku jego roczne tempo osiągnęło aż 17,9 proc. r/r – najwięcej od 1997 r. Z kolei w listopadzie było to 17,4 proc. r/r. Inflacja ciążyła na wydatkach i wywierała presję na polską walutę. Według NBP inflacja konsumencka wyniesie w tym roku średnio 14,5 proc. i 13,1 proc. w przyszłym, czyli wciąż znacznie powyżej celu inflacyjnego wynoszącego 2,5 proc.

Jak zaznaczają analitycy CEIC, gospodarka w III kwartale br. wysyłała mieszane sygnały. Chociaż statystyki dotyczące wzrostu gospodarczego i rynku pracy pokazywały przyzwoite wyniki (bezrobocie wyniosło 5,2 proc.), pewne wskaźniki makroekonomiczne pokazały, że spowolnienia gospodarki nie można wykluczyć całkowicie, mimo że jest mało prawdopodobne. Wzrost wydatków Polaków spowolnił do 2 proc. r/r w lipcu, 4,2 proc. r/r w sierpniu i 4,1 proc. we wrześniu po silnym skoku w poprzednim kwartale (nawet do 8,2 proc. w maju).

Starania o spokój

Choć polski rząd zdecydował o przedłużeniu tzw. tarczy antyinflacyjnej do końca 2022 r., media cytują wypowiedź szefa Państwowego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa o tym, że od stycznia pakiet nie zostanie przedłużony. W ramach tarczy obniżono VAT na energię, ciepło i paliwa z 23 proc. do 8 proc., zniesiono VAT na żywność oraz akcyzę na paliwa. Wygaśnięcie pakietu antyinflacyjnego może spowodować wzrost cen, ponadto wpłynie to na dobrobyt konsumentów (zmniejszy się dochód do dyspozycji).

Rząd w ramach reakcji na gwałtownie rosnące ceny energii zdecydował o wprowadzeniu limitów cen węgla i energii elektrycznej. Ustalono maksymalną cenę energii elektrycznej w kwocie 785 zł (156,61 dol.) za 1 MWh dla małych firm i podmiotów takich jak szpitale, a także w kwocie 693 zł za 1 MWh dla gospodarstw domowych. Jak zaznaczają eksperci Zespołu Badań Makroekonomicznych CEIC, omawiane decyzje rządu mogą podważyć dotychczasowe działania antyinflacyjne.

Gospodarcze przemiany

Najnowszy raport „Poland Economy in a Snapshot” jest kolejnym, który pokazuje, że jesteśmy świadkami historycznych wydarzeń gospodarczych. W III kwartale 2022 roku polska waluta przekroczyła rekordową granicę 5 zł za 1 dolara amerykańskiego, czyli najwięcej od denominacji w 1995 roku. Ponadto nasz kraj wciąż odczuwa skutki pandemicznego załamania. Analitycy nie wykluczają jednak, że pomimo trudności polska gospodarka ma szanse na unormowanie, a w pewnych obszarach nawet wzrost. Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC na bieżąco obserwuje, jak kształtują się wskaźniki makroekonomiczne, aby w pierwszych tygodniach 2023 r. udostępnić raport „Poland Economy in a Snapshot” dot. IV kwartału 2022 r.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce:

  • polska gospodarka wzrosła o 1 proc. kw/kw,
  • realny wzrost PKB osiągnął na koniec września 3,6 proc. r/r,
  • stopy procentowe pozostały od września na poziomie 6,75 proc.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce

Źródło: CEIC Insights Report „Poland Economy in a Snapshot – Q4 2022”

Planujesz leasing nowego pojazdu? Sprawdź, czy warto wykupić ubezpieczenie GAP

Negocjując z doradcą warunki umowy leasingu nowego pojazdu lub przeglądając różne oferty, możesz spotkać się z propozycją dokupienia ubezpieczenia GAP. To dobrowolne ubezpieczenie cieszy się sporą popularnością wśród leasingobiorców, ponieważ w razie wystąpienia szkody całkowitej albo kradzieży pojazdu chroni przed stratą finansową. Czym dokładnie jest ubezpieczenie GAP i czy warto je wykupić? Wyjaśniamy!

Ubezpieczenie GAP w leasingu – co to jest?

Ubezpieczenie GAP w leasingu to ochrona od utraty wartości samochodu, w przypadku kradzieży lub wystąpienia szkody całkowitej. Pojazdy z czasem tracą na swojej wartości, nawet bardzo zadbane i młode auto może po 2, 3 czy 5 latach zostać przez rzeczoznawcę wycenione na kwotę kilkadziesiąt tysięcy złotych niższą od tej widniejącej na fakturze za jego zakup. A to sprawia, że odszkodowanie z AC lub OC nie zawsze pokryje całość pozostałego zobowiązania leasingowego.

Ubezpieczenie GAP stanowi idealne uzupełnienie OC/AC. Umożliwia uzyskanie dodatkowych środków, które w szczególności pomogą spłacić leasing w całości lub znacznej części. Celem produktu jest wyrównanie bądź częściowe zrekompensowanie różnicy między kwotą zakupu nowego auta w leasingu a jego wyceną sprzed szkody. Odpowiedź na pytanie, czy warto wybrać ubezpieczenie GAP, brzmi zatem: zdecydowanie tak!

Dodatkowe korzyści z ubezpieczenia GAP

GAP to nie tylko ochrona od straty finansowej, ale także szereg dodatkowych korzyści, czego doskonałym przykładem jest GAP od PKO Ubezpieczenia. W przypadku tego ubezpieczyciela polisa poza wypłatą odszkodowania może zapewnić także:

  • zwrot kosztów za najem pojazdu zastępczego nawet do 7. Dni,
  • refundację kosztów dodatkowych związanych z zakupem nowego pojazdu – można wybrać jedną z opcji:
    • refundacja wpłaty własnej na zakup nowego samochodu w leasing,
    • refundacja trzech pierwszych rat z nowej umowy leasingu,
    • refundacja opłaty wstępnej do nowej umowy leasingu albo
    • pokrycie kosztów ubezpieczenia nowego pojazdu: OC, AC, NNW.

Ubezpieczenie GAP – na jak długo?

O tym, na jak długo można zawrzeć ubezpieczenie GAP w leasingu, decydują Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU). W przypadku PKO Ubezpieczenia minimalny okres obowiązywania polisy to 12 miesięcy. Z kolei czas maksymalny jest uzależniony od wybranego wariantu polisy GAP, jednak nie może trwać dłużej niż 120 miesięcy.

Jeśli chcesz zawrzeć umowę ubezpieczenia na dłuższy czas lub podnieść kwotę refundacji kosztów dodatkowych, warto zapytać doradcę o możliwość otrzymania indywidualnych warunków.

Ubezpieczenie GAP może zatem obowiązywać nawet przez 10 lat, co zapewnia długotrwałą ochronę od utraty wartości pojazdu. Warto jednak pamiętać, że jego poszczególne warianty różnią się konstrukcją i przeznaczeniem, a co za tym idzie, sprawdzają się w nieco innych sytuacjach. Aby wybrać najlepszą dla siebie opcję, warto samodzielnie przeanalizować szczegóły konkretnej oferty, a następnie dopasować ochronę do własnych potrzeb i możliwości finansowych.

Inflacja gorsza niż recesja. Zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów

Inwestorzy obawiają się, że chińska gospodarka wpędzi świat w recesję z powodu polityki „zero covid” i wysoka inflacja pozostanie z nami na długo.

Bardzo restrykcyjne ograniczenia związane z koronawirusem w Chinach doprowadziły do fali protestów w wielu głównych miastach. Doszło również do starć z policją, co może prowadzić dodatkowo do jeszcze większego zatrzymania aktywności gospodarczej w Chinach. Pojawiły się na przykład obawy, że za listopad produkcja najpopularniejszego smartfona na świecie, czyli iPhone’a mogła spaść w fabryce Foxconn w Zhengzhou nawet o 30%.

– Cały świat niepokoi sytuacja w Chinach ponieważ pamiętamy, że inflacja, z którą borykamy się od ponad roku w dużej mierze wzięła się z tego, że mieliśmy problemy z produkcją wielu ważnych rzeczy, takich jak choćby półprzewodniki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Gdyby ta sytuacja w Chinach miała się powtórzyć, to wysoka inflacja pozostanie z nami na dłużej przy jednoczesnym spowolnieniu aktywności gospodarczej.

W Chinach liczba oficjalnie zarejestrowanych zachorowań wzrosła kilkuset przypadków w październiku do nawet 40-60 tys. To oczywiście grozi kompletnemu zamknięciu chińskiej gospodarki, która już w II kwartale tego roku w związku z covidem zaliczyła bardzo niski wzrost gospodarczy. To oczywiście rzutuje na całym świecie i ma spory wpływ na większość sektorów aktywów finansowych. Obserwujemy wyraźne osłabienie na rynku ropy naftowej oraz na rynku surowców rolnych. Natomiast cena złota w kontraktach terminowych przekroczyła 1 800 USD za uncję.

Chiny są bardzo ważne dla cen ropy naftowej, a ta spadła od rozpoczęcia się protestów i nie odbiła, gdy zaczęło się łagodzenie polityki zero-covid (spadki cen ropy brent pogłębiły się z 86 USD/baryłka do poziomów poniżej 80 USD.

– Chiny są zagadką na 2023 r. dla rynku ropy, są bardzo ważne jeśli chodzi o popyt na ropę, natomiast strona podażowa nie jest zależna od Chin – dodaje ekspert XTB.

Chińskie władze łagodzą restrykcje, prawdopodobnie nie ze względu na skalę protestów, ale z powodu obaw o spadające tempo PKB. Jednak nie osłabiło to w sposób przekonujący obaw inwestorów.

Niepokój inwestorów wywołuje wyraźny zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów. Wspomniane wcześniej złoto zachowuje się bardzo solidne, ale obserwujemy również spadek rentowności amerykańskich obligacji w związku ze wzrostem popytu na nie.

– Teraz inwestorzy swą uwagę koncentrują jednak na inflacji, która jest kluczowa dla oczekiwań na 2023 rok – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – W USA pod koniec roku lekko spadała inflacja, na takie „światełko w tunelu” od miesięcy oczekiwały banki centralne, pojawiły się więc nadzieje na mniejsze podwyżki stóp procentowych, co zwiększyłoby szanse na powrót do wzrostów indeksów giełdowych.

Dwa etaty w fizjoterapii to standard

System opieki zdrowotnej zdominowany jest przez pracę w różnych miejscach zatrudnienia, dotyczy to także fizjoterapeutów. Jej ograniczenie do jednego etatu przybliży dochody fizjoterapeutów do płacy minimalnej.

Zarobki fizjoterapeutów są znacząco różne pomiędzy publiczną i prywatną służbą zdrowia. Wiele osób łączy pracę w kilku miejscach zatrudnienia.

W Polsce zarejestrowanych jest prawie 75 tys. fizjoterapeutów. To trzecia co do liczebności medyczna grupa zawodowa.

– Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 28-30 tys. fizjoterapeutów pracuje w ramach umów podpisanych z NFZ, jednocześnie mamy zarejestrowanych ok. 15 tys. prywatnych praktyk zawodowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Weronika Krzepkowska, starszy specjalista ds. współpracy międzynarodowej w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów (KIF). – Wielu fizjoterapeutów pracuje więc więcej niż na jednym etacie.

Żeby zostać fizjoterapeutą trzeba skończyć pięcioletnie studia magisterskie. Zarobki młodych fizjoterapeutów, pracujących w ramach umów podpisanych z NFZ, rosną doganiając wzrost płacy minimalnej. W 2023 r, płaca minimalna ma wzrosnąć dwukrotnie, a już obecnie jej relacja do średniego wynagrodzenia jest najwyższa w UE.

Gry napędzają rozwój metaverse i vice versa

Dynamiczny rozwój branży gier na poziomie 15,6 proc. rocznie w latach 2016-2021 powinien lekko spowolnić w 2022 r. by osiągnąć szacowane 211 mld USD w 2025 r. Branża gier jest również motorem innowacyjności – 97% respondentów badania EY uważa, że jest fundamentem rozwoju metaverse.

Światowe przychody sektora gier komputerowych przekroczyły 193 mld USD w 2021 roku, a w okresie od 2016 do 2021 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w sektorze gamingowym wyniósł 15,6%, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY w badaniu What’s possible for the gaming industry in the next dimension?.

– Duże ożywienie w sektorze gier komputerowych nastąpiło w latach 2020 i 2021 w efekcie pandemii COVID-19, w trakcie której znacząco wzrosło korzystanie z technologii internetowych dla rozrywki i podtrzymania życia towarzyskiego. Spodziewamy się kontynuacji dynamicznego rozwoju branży gier komputerowych, pomimo chwilowej zadyszki w 2022 roku spowodowanej z jednej strony niedoborami chipów, które będą opóźniać dostawy urządzeń do gier komputerowych, z drugiej – wygaszaniem efektów pandemii i stopniowym powrotem do przed-pandemicznego stylu życia, wraz z zanikaniem pandemicznych ograniczeń – mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska.

Kluczowe dla rozwoju branży są korzystne zmiany w profilu demograficznym i wzrost liczby kobiet grających w gry komputerowe, rozwój technologii i zdolność do budowania społeczności. Przewidujemy, że do roku 2025 branża gier komputerowych wygeneruje szacunkowe przychody w wysokości 211 mld USD, z czego 116 mld USD będzie pochodzić z gier używanych na urządzeniach przenośnych, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY.

– Ten rozwój napędzają też zmiany technologiczne: coraz szybsze procesory, coraz lepsza grafika i nieustanna poprawa jakości doświadczeń klienta korzystającego z gier komputerowych. Postępujące upowszechnienie internetu stymuluje rozwój gier online. Spodziewamy się dalszego rozwoju gier wieloosobowych i mobilnych oraz dalszego wzrostu populacji graczy okazjonalnych. Rozwój sieci 5G upowszechni granie na urządzeniach przenośnych i w chmurze i umożliwi konsumentom zanurzenie się w trakcie gry w wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość (VR, AR) na urządzeniach przenośnych – mówi Bazyli Pietraszewski, Menedżer, EY Polska.

Rywalizacja kluczem do rozwoju branży

Branża gier komputerowych od początku charakteryzuje się wysokim stopniem konkurencyjności, która nasila się wraz z rozwojem rynku. To – paradoksalnie – zwiększa ilość wysokiej klasy specjalistów i menedżerów w niej działających.

Rywalizacja na tak dynamicznym rynku wymaga, aby działające na nim firmy posiadały żyłkę techniczną i artystyczną, jak również znakomite umiejętności biznesowe i operacyjne. W obliczu wciąż rosnących oczekiwań klientów, głównym filarem sukcesu będzie nieustanne tworzenie innowacyjnych rozwiązań i różnicowanie produktów – z czego wyraźnie zdaje sobie sprawę kadra zarządzająca z branży gier komputerowych: 83% ankietowanych mówi, że branża gier komputerowych znajduje się pod stałą presją, aby wykazywać się innowacyjnością i kreować nowe doświadczenia w obszarze gier komputerowych.

Na tropie metaverse

Branża gamingowa to sektor, który stoi na czele innowacyjności. Najlepszym przykładem jest rozwój metaverse, którego branża jest fundamentem: tak uważa 97% respondentów badania. Cieszące się dużą popularnością gry Minecraft i Fortnite, popularna platforma gamingowa Roblox, zawierają w sobie wiele aspektów metaverse, w tym wirtualne światy, w których gracze spotykają się, aby grać w gry i korzystać z funkcji społecznościowych takich jak wirtualne czaty.

Wiele firm gamingowych oferuje też wirtualne systemy płatności i wirtualne aktywa, takie jak ubrania i zmiana wyglądu, rekwizyty, broń i pojazdy, które przemieszczają się wraz z graczami po różnych platformach (np. PC, konsola, urządzenie mobilne). Coraz częściej gry pełnią rolę przestrzeni towarzyskiej, w której gracze nawiązują internetowe przyjaźnie i tworzą internetowe społeczności.

Realne doświadczenia z wirtualnego świata

Zapytani o potencjalne korzyści, które mogą wyniknąć z gry w metaverse, prawie połowa respondentów (48%) powiedziała, że daje ona możliwość stworzenia nowych modeli biznesowych; podczas gdy 40% respondentów wskazało na możliwość zacieśnienia relacji pomiędzy markami i klientami. Wskazali oni również na możliwość wdrożenia nowych produktów i usług, lepszego pozyskiwania klientów oraz tworzenia nowych społeczności w ramach posiadanej bazy klientów.

Metaverse drastycznie rozszerza możliwości rozwoju rynku gier o doświadczenia z pogranicza świata wirtualnego i rzeczywistości. W jaki sposób firmy z branży gier dowiedzą się, jakiego rodzaju spersonalizowanych doświadczeń pragną ich klienci? Będą musiały zbierać coraz więcej danych, aby lepiej zrozumieć, co robią ich klienci w świecie gier komputerowych i w świecie rzeczywistym. Użytkownicy będą grać w więcej gier na większej liczbie urządzeń; rosnąć też będzie ilość wirtualnych zakupów i wolumen zawieranych transakcji. Aby odnieść sukces, spółki gamingowe muszą na nowo przemyśleć, jak inwestować w produkty i w ludzi.

– Kompetencje posiadane przez spółki gamingowe już są i będą coraz częściej wykorzystywane w różnych gałęziach gospodarki. Przykładowo, gamifikacja procesu edukacji, czy szkoleń, powoduje rozwój nowej niszy jaką jest tworzenie gier, zarówno prostych mobilnych, jak i dużo bardziej zaawansowanych z użyciem rozszerzonej rzeczywistości, na potrzeby ich wykorzystania w procesie uczenia dzieci, szkolenia pracowników (np. policji, czy wojska), czy też trenowania umiejętności kognitywnych przez osoby starsze – mówi Bazyli Pietraszewski.

Jak utrzymać pracowników

Sektor gier jest atrakcyjnym pracodawcą i przyciąga młodych ludzi. Pokolenie Z częściej wybiera ten sektor niż bardziej tradycyjne obszary gospodarki, które oferują porównywalne zarobki. Spółki gamingowe potrzebują z kolei niezliczonych wykwalifikowanych programistów, koderów, projektantów i technologów. Metaverse przyspieszy wyścig o talenty ponieważ będzie o wiele bardziej ekspansywny niż obecnie istniejące środowiska gamingowe, zmuszając spółki z tego obszaru do pozyskiwania osób posiadających dodatkowy zestaw umiejętności. W naszej ankiecie, 40% przedstawicieli kadry zarządzającej stwierdziło, że priorytetem jest dla nich doskonalenie zdolności technologicznych obecnie zatrudnionych pracowników.

Fuzje i przejęcia przyspieszają wzrost

Jedną z metod umożliwiających tworzenie innowacji są fuzje i przejęcia, które mają na celu pozyskanie talentów, technologii oraz franczyz na popularne gry komputerowe. W roku 2021 było około 400 ogłoszonych lub zamkniętych transakcji gamingowych o wartości ok. 36,3 mld USD, wynika z analizy EY opartej o dane Capital IQ. Należy równolegle podkreślić, że tylko 16% respondentów badania uznało fuzje i przejęcia jako główne źródło sukcesu w ciągu najbliższych trzech lat. Firmy mają głównie apetyt na wzrost organiczny, umożliwiający opracowywanie i dostarczenie nowych produktów oraz usług: 50% ankietowanych przedstawicieli kadry zarządzającej z branży gamingowej w okresie następnych trzech lat planuje zwiększyć fundusze przeznaczone na działalność badawczą i rozwojową, podczas gdy podobna liczba respondentów (44%) planuje zainwestować w rozwój nowych technologii.

– Historycznie jedną z najczęściej wybieraną przez firmy gamingowe ścieżką rozwoju było pozyskanie środków na giełdzie papierów wartościowych. Natomiast, zmiana sentymentu ze strony inwestorów giełdowych w ostatnim czasie powoduje, że spółki gamingowe coraz częściej szukają nowych inwestorów i kapitału w transakcjach typu M&A z udziałem inwestorów branżowych lub wyspecjalizowanych inwestorów finansowych typu venture capital lub private equity inwestujących w sektor gier. Dotychczas, fundusze private equity stosunkowo często omijały sektor gier z uwagi na relatywnie trudny do zaakceptowania dla nich profil przepływów finansowych (tzn. duże nakłady na wyprodukowanie gry w początkowych latach i monetyzacja dopiero po premierze przez zwykle stosunkowo krotki okres). To się jednak zmienia z dwóch powodów, mianowicie, po pierwsze, na rynku jest sporo firm gamingowych produkujących gry mobilne, które cechują się dużą powtarzalnością przychodów (np. dzięki mikropłatnościom realizowanym w grze), a po drugie, producenci gier typu AAA starają się bardziej wydłużać cykl monetyzacji gry publikując dodatki pozwalające na rozszerzenie zawartości gry lub kreując wirtualne światy bazujących na szeregu mikropłatności jak i sprzedając licencje na przykład wytwórniom filmowym, czy markom odzieżowym. Od powyższych grup nie odstają również producenci gier o niższym budżecie, którzy pomimo istotnie niższych nakładów, ale m.in. dzięki wciągającej fabule i możliwości natychmiastowej sprzedaży nowopowstałego tytułu globalnie, są w stanie zapewnić imponującą sprzedaż i bardzo wysoki zwrot z zainwestowanego kapitału w krótkim czasie – mówi Michał Płotnicki.

O badaniu:
EY wraz firmą badawczą Oxford Economics przeprowadził badanie pod koniec 2021 r. na próbie ponad 200 firm – leaderów branży gamingowej z 12 krajów Europy, USA i Azji, od firm o przychodach powyżej 20 mln USD do podmiotów osiągających przychody powyżej miliardów dolarów. Badaniem objęto kompleksowy ekosystem firm z branży – od producentów konsoli, operatorów platform gamingowych, producentów gier i dostawców technologii. Odpowiedzi uzyskano od zarządów, dyrektorów, dyrektorów strategii i dyrektorów do spraw produktu.

62% Polaków wyda mniej na święta ze względu na inflację

*Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll

Oblężenie galerii handlowych, tłok na bożonarodzeniowych jarmarkach czy pięknie przybrane choinki i uroczyste dekoracje w witrynach sklepów oznaczają jak co roku jedno – Polacy rozpoczęli już wielkie odliczanie do 24 grudnia. Jak jednak będą wyglądać nasze świąteczne zakupy w czasach prawie 18-proc. inflacji? Ile wydamy w tym roku na prezenty dla najbliższych i czy w ogóle je kupimy? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi w wynikach najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll.

Czas polowania na świąteczne promocje – start!

Zacznijmy od tego, czego nie może zabraknąć na święta w każdym polskim domu, czyli jedzenia, którym zwykle suto zastawiamy nasze stoły. Gdzie wybierzemy się zatem po produkty spożywcze na święta? Jak wynika z badania PAYBACK, udamy się po nie przede wszystkim do dyskontów – tak wskazało 67% ankietowanych lub do super- i hipermarketów, które odwiedzi 65% respondentów. Targi i bazary wybierze co piąty konsument, a sklepy online – 15% badanych.

Gdzie-planujemy-zrobić-świąteczne-zakupy_PB

Wybierając sklep, w którym kupimy artykuły spożywcze na święta, najczęściej kierujemy się ceną, poszukując sklepów oferujących niskie ceny i promocje – wynika z odpowiedzi 70% ankietowanych. Wygoda i dostępność produktów w jednym miejscu jest kluczowa dla 51% respondentów, a dla 42% – ich jakość. Z kolei 40% konsumentów zwraca uwagę także na lokalizację i wybiera sklepy, które znajdują się blisko domu.

A ile w tym roku wydamy na świąteczne zakupy spożywcze? Ponad połowa ankietowanych przeznaczy na ten cel od 101 do 500 zł, 35% respondentów planuje wydać na takie zakupy od 501 do 1000 zł, a 8% – od 1001 do 1500 zł.Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-tegoroczne-zakupy-na-świąteczny-stół_PB

Mimo że 52% badanych zadeklarowało, iż na ich świątecznych stołach nie może niczego zabraknąć, to ponad 60% osób przyznało, że w tym roku ich zakupy będą skromniejsze. Z naszej ankiety wynika też, że Polacy coraz bardziej racjonalnie podchodzą do tematu świąt. Blisko 90% respondentów sfinansuje je z bieżących dochodów lub oszczędności, a tylko 10% skorzysta w tym celu z karty kredytowej. Jednocześnie kredyt lub pożyczkę planuje zaciągnąć zaledwie 1% ankietowanych – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Czy-panująca-inflacja-wpłynie-na-nasze-zakupy-na-świąteczny-stół-i-ich-ilość_PB

Czy przyjdzie do nas św. Mikołaj?

Święta dla większości to czas obdarowywania innych prezentami. Te najczęściej kupujemy w sklepach online, które wybiera 57% ankietowanych. Z kolei 47% osób udaje się do galerii handlowych, a 31% z nas kupuje upominki w super- lub hipermarketach.Gdzie-planujemy-zakupić-prezenty-świąteczne_PB

Co ciekawe, 6% ankietowanych w ogóle nie planuje zakupów prezentów świątecznych. Głównym powodem jest w tym przypadku inflacja, na którą wskazało 55% respondentów z tej grupy. Warto też podkreślić, że wśród konsumentów, którzy planują zakup prezentów, aż 60% przeznaczy na nie niższe niż w poprzednich latach kwoty, a 16% ograniczy liczbę osób, którym sprawi podarunki – dodaje Katarzyna Grzywaczewska.

W tym roku pod naszymi choinkami najczęściej, podobnie jak w zeszłym roku, znajdą się kosmetyki i perfumy, które zamierza kupić blisko połowa badanych (47%). Bardzo popularną gwiazdkową kategorią zakupową są też gry i zabawki znajdujące się w koszykach co trzeciego respondenta, a także ubrania czy obuwie, które sprezentuje swoim najbliższym 27% ankietowanych. Wśród popularnych bożonarodzeniowych prezentów są też słodycze, wskazane przez co czwartego ankietowanego, książki i płyty (21% badanych) oraz elektronika (21%).Jakie-prezenty-świąteczne-najczęściej-wręczamy-najbliższym_PB

Na prezenty przeznaczymy zwykle od 101 do 500 zł (47% ankietowanych) lub między 501 a 1000 zł (32%).Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-wszystkie-prezenty-świąteczne_PB

Skoro mowa o budżecie, zwłaszcza w dobie wciąż rosnących cen, większości z nas włącza się syndrom szukania oszczędności i okazjizwłaszcza tych świątecznych, z których korzysta blisko 90% ankietowanych PAYBACK. Dodatkowo, ze względu na inflację, 71% respondentów robi zakupy w sklepach, które oferują niższe ceny lub regularne promocje. Równocześnie prawie jedna trzecia ankietowanych ogranicza zakupy wyłącznie do niezbędnych produktów – tłumaczy Katarzyna Grzywaczewska.

Czas w gronie bliskich

Świąteczne dni zamierzamy spędzić przede wszystkim we własnym domu, co zadeklarowało prawie 60% ankietowanych. Po 18% respondentów święta będzie celebrować częściowo we własnym zaciszu domowym i u rodziny/znajomych lub po prostu u rodziny. Jednocześnie wyjazdy turystyczne w Polsce albo za granicą planuje w tym czasie zaledwie 3% osób.

Dla ponad połowy respondentów (54%) ulubioną „aktywnością” podczas nadchodzących świąt będzie wspólne biesiadowanie z bliskimi. Co piąty badany postawi po prostu na odpoczynek przy dobrym filmie lub książce, a ok. 10% z nas wykorzysta świąteczny czas na różnego rodzaju aktywności sportowe.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 23-29 listopada 2022 r. metodą ankiety online na grupie 950 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

EFL: polski sektor budowalny zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje

Sytuacja finansowa firm budowlanych w Polsce jest dobra (30%) lub stabilna (46%), a 22% ankietowanych ocenia ją jaką trudną. Największe wyzwania stanowią rosnące koszty materiałów budowlanych (70%), sprzętu (65%) oraz jego dostępność (63%). Coraz niższa rentowność i spadek koniunktury sprawiają, że firmy zdecydowanie bardziej kontrolują koszty i szukają efektywnych finansowo rozwiązań. Wybór pada na najem. Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” wynika, że to najczęściej wybierany, obok gotówki, sposób finansowania maszyn budowlanych. Korzysta z niego aż 85% firm, najchętniej z wynajmu krótkoterminowego, do 30 dni. Najczęściej wypożyczane są zaawansowane urządzenia oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki.

– W pandemii branża budowlana, jako jedna z nielicznych, funkcjonowała praktycznie bez przestojów i nie została bezpośrednio dotknięte obostrzeniami. Rok 2022 jest jednak zdecydowanie trudniejszy. Branża mierzy się ze spowolnieniem inwestycyjnym wywołanym niepewną sytuacją polityczno-gospodarczą, odpływem pracowników z Ukrainy, wzrostem kosztów budowy czy zmianami podatkowymi. Koniunktura w budownictwie spada z miesiąca na miesiąc, między innymi w związku z wybuchem wojny w Ukrainie. Najnowsze dane GUS pokazują̨, że w październiku tego roku wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie kształtował się na poziomie minus 22,1 pkt. Miesiąc wcześniej wynosił minus 19,1 pkt., a rok temu minus 9,4 pkt. Widać wyraźnie pogarszający się klimat. Niska rentowność́ i spadek koniunktury wymagają̨ rozwiązań́, które pozwolą̨ na lepszą kontrolę kosztów i zwiększą bezpieczeństwo finansowe biznesu. Daje to duży potencjał do dynamicznego rozwoju branży najmu maszyn i urządzeń́ budowlanych, co potwierdzają wyniki naszej najnowszej analizy – mówi Wojciech Przybył, członek zarządu EFL.

Rosnące koszty osłabiają fundamenty branży

Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują. Pod lupą” wynika, że większość przedstawicieli sektora budowlanego uważa swoją sytuację finansową za dobrą lub stabilną (odpowiednio 30% i 46% wskazań). Co piąty zapytany określa ją jako ciężką lub bardzo ciężką (odpowiednio 18% i 4%). W kontekście pandemii COVID-19, trwającej wojny na terytorium Ukrainy oraz galopującej inflacji, największą bolączką są rosnące ceny. Wśród trzech największych wyzwań w budownictwie, dwa dotyczą właśnie cen. 70% przedsiębiorstw wskazało na rosnące koszty materiałów budowlanych, 65% na rosnące koszty sprzętu i maszyn, a 63% narzeka na problemy z dostępnością sprzętu.

Warto także zwrócić uwagę, że ponad połowa przedsiębiorców budowlanych już musi stawiać czoła spadającemu popytowi na ich usługi (54%). Więcej niż połowa obawia się także spadających marż (52%).

Polskę budują wynajęte maszyny

Wynajem, obok własnych środków finansowych, jest najczęściej wybieranym sposobem finansowania maszyn budowlanych. Dziś́ korzysta z niego aż 85% firm budowlanych, a w perspektywie najbliższych 3 lat niewiele się w tym zakresie powinno zmienić (84% wskazań). Zdecydowanie mniej popularnymi formami finansowania są kredyt i leasing. Dziś korzysta z nich odpowiednio 47% i 42% firm, a w perspektywie 3 lat zamierza odpowiednio 49% i 45%.

Najpopularniejszą formą najmu maszyn budowlanych jest wynajem krótkoterminowy
– na maksymalnie 30 dni (73% wskazań́). 62% przedstawicieli budownictwa korzysta z wynajmu średnioterminowego – od 1 do 24 miesięcy, a tylko 5% stawia na opcję długoterminową, czyli powyżej 24 miesięcy. – W branży budowlanej umów krótkoterminowych jest zdecydowanie więcej niż długoterminowych. Klienci, którzy zajmują̨ się̨ usługami, czyli wykorzystaniem obiektów ruchomych na wysokościach, często zmieniają̨ swoje lokalizacje, inwestycje, czasami jest to krótki strzał i potrzebują̨ takiego sprzętu na kilka dni, czy tydzień – zwraca uwagę Marek Moszczyński, dyrektor sprzedaży, Partner Maszyny Sp. z o. o.

Zaawansowane narzędzia i urządzenia (87% wskazań́) oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki (83% wskazań́) to zdecydowanie najpopularniejsze rodzaje wynajmowanego sprzętu budowlanego w branży. 16% pożycza podstawowe narzędzia.

Po zakończeniu umowy 54% przedsiębiorstw budowlanych najchętniej kupiłoby używaną maszynę na preferencyjnych warunkach, 26% zwróciłoby sprzęt, a 20% przedłużyłoby umowę.

Dostępna i serwisowana maszyna

Lista korzyści z wynajmu jest bardzo długa. Najwięcej firm docenia dostęp do maszyny bez potrzeby angażowania środków własnych (49%) oraz szybki serwis maszyn w razie awarii (48%). – Klienci branży budowlanej to osoby, dla których maszyna budowlana jest narzędziem pracy. Zwykle niezbędnym do zrealizowania wielkich kontraktów. Maszyny muszą być́ konserwowane przez uprawnionych serwisantów, którzy dzięki swojej wiedzy potrafią̨ przygotować́ maszynę̨ tak, by nie generowała strat w przypadku jej niesprawności – podkreśla Marek Moszczyński.

W branży budowlanej, a co za tym idzie w wynajmie sprzętu budowlanego widoczna jest bardzo duża sezonowość́. Szczyt przypada na okres od września do listopada, w okresie zimowym najczęściej magazyny i place są zajęte maszynami. Stąd aż 39% przedsiębiorców wskazuje na oszczędność na kosztach przechowywania maszyny, kiedy z niej nie korzystają, jako na dużą zaletę wynajmu.

Po 37% ankietowanych z sektora wskazuje na szybki dostęp do sprzętu oraz jego szeroką ofertę. W szczególności, 35% zwraca uwagę na dostęp do nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie urządzeń pozwalających na osiąganie lepszej wydajności.

– Polski sektor budowlany zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje maszyn i urządzeń́ budowlanych, np. w Niemczech czy Francji. I to nie tylko z uwagi na niską dostępność́ maszyn u producentów niemal od początku wybuchu pandemii, a wzmocnioną wybuchem wojny w Ukrainie. Świadomość korzyści z najmu i patrzenie na najem jako rozwiązanie większych zalet niż zakup na własność są kluczowe w prowadzeniu efektywnego przedsiębiorstwa budowlanego w obliczu obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej – mówi Wojciech Przybył z EFL.

Pełna wersja raportu „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dostępna na stronie https://media.efl.pl/reports/16870.

Raport „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dwunastym opracowaniem z serii „Pod lupą” wydanym przez Europejski Fundusz Leasingowy S.A. w ramach autorskiego projektu „Europejski Fundusz Modernizacji Polskich Firm”. Pierwszy opisywał kondycję sektora MŚP w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był gospodarstwom rolnym („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty działalności transportowej („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Szósty raport przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016). Siódme wydanie dotyczyło pokolenia milenialsów („Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, 2017). Ósmy raport przedstawiał wielostronny obraz budownictwa („Budownictwo przyszłości. Pod lupą”, 2018). Dziewiąte wydanie pokazywało, ile MŚP wiedzą o społecznej odpowiedzialności biznesu („CSR w MŚP. Pod lupą”, 2019). Dziesiąta publikacja koncentrowała się na obszarze ekologii, energii odnawialnej, elektromobilności i aktywności MŚP na tych polach („Zielona energia w MŚP. Pod lupą”, 2020). Jedenaste wydanie przedstawiało 30 najważniejszych trendów, jakie w najbliższych latach mogą zdominować branżę leasingową w Polsce („Cyfrowa (r)ewolucja na rynku leasingu. Pod lupą”, 2021).

Tematem obecnej edycji są trendy w wynajmie samochodów osobowych i ciężarowych, maszyn rolniczych i budowlanych, wózków widłowych i robotów oraz sprzętu IT. W badaniu pod lupę wzięto takie zagadnienia jak sposoby finansowania inwestycji, postawy wobec najmu, poziom zainteresowania najmem w krótkiej i długiej perspektywie, korzyści z najmu.

Metodologia badania:

Badanie ilościowe „Pod lupą” zostało zrealizowane przez ICAN Institute na zlecenie EFL S.A. z właścicielami, współwłaścicielami i osobami odpowiedzialnymi za finanse w segmencie firm MŚP z całego kraju, z różnych branż. W sumie zrealizowano 500 wywiadów: 100 rozmów z przedstawicielami branży budowlanej, 100 rozmów z przedstawicielami branży handlowej, 100 rozmów z przedstawicielami branży produkcyjnej, 100 rozmów z przedstawicielami branży transportowej oraz 100 rozmów z przedstawicielami gospodarstw rolnych. Przygotowane w ten sposób dane pozwalają analizować i opisywać na poziomie całej populacji firm w Polsce. Badanie wykonano metodą telefonicznych ankiet (CATI) od 20 czerwca do 4 lipca 2022 roku.

Badanie jakościowe zostało zrealizowane w oparciu o scenariusz wywiadu. W badaniu brały udział osoby, które można nazwać liderami opinii – posiadające bogatą wiedzę dotyczące segmentu MŚP oraz branży wynajmu. W sumie przeprowadzono 22 wywiady pogłębione oraz analizę desk research.

Który impuls wyrwie EUR/USD z konsolidacji?

Rynki finansowe powoli zbliżają się do kluczowych godzin, które mogą nakreślić kierunek handlu na następne tygodnie. We wtorek gwoździem programu ma być amerykańska inflacja, rozpalająca apetyt przed środowym posiedzeniem FOMC. Konsolidacja na EUR/USD nie będzie trwała wiecznie, a jej koniec zdaje się już za rogiem.

Grudniowa gorączka rynkowa

Kurs EUR/USD już prawie od tygodnia porusza się w trendzie bocznym o zakresie 1,05$ – 1,06$, ale ta konsolidacja za chwilę może się stać jedynie wspomnieniem. Pierwszy impuls nadejdzie już dziś zza oceanu, gdy poznamy listopadową dynamikę cen w USA. Rynkowy konsensus zakłada spadek tempa inflacji do 7,3%, co byłoby potwierdzeniem zniżkowego trendu zapoczątkowanego w lipcu. Pomimo tego, że do celu inflacyjnego (w pobliżu 2%) droga wciąż daleka, to wynik zgodny z prognozami bądź niższy stanie się pożywką dla spekulacji co do kolejnych ruchów amerykańskich decydentów. Inwestorzy raczej nie czekają w napięciu na samą decyzję Komitetu Otwartego Rynku (+ 50 pb), ale chyba zdecydowanie bardziej wyglądają konferencji szefa Rezerwy. Jerome Powell przyniesie ze sobą także tzw. fed-kropki, czyli predykcje wszystkich członków FOMC odnośnie do poziomów stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Powoli wyłaniać będzie się z tego obraz końca cyklu zacieśniania i wycena trwałości szczytu kosztu pieniądza za oceanem. W przypadku wyższego od oczekiwań rezultatu CPI rynki pozostaną w niepewności co do dalszych działań bankierów centralnych, którzy znajdą się ponownie pod większą presją inflacji.

Mieszane dane z Europy

Przed najważniejszym odczytem dzisiejszej sesji poznaliśmy, czy też zostały potwierdzone, inne dane inflacyjne. Istotne z punktu widzenia całej UE niemieckie CPI rzeczywiście „zwolniło” do 10%. Umieszczam pewne słowo w cudzysłowie, ponieważ to naprawdę nie jest jeszcze moment na ogłoszenie zwycięstwa w walce z wysoką dynamiką cen. Pozostaje liczyć, że taki sam pogląd wyrazi prezeska Lagarde po czwartkowym posiedzeniu Rady Prezesów EBC. Jak złudne może być nadinterpretowanie pojedynczych odczytów makro, przekonują się właśnie Rumuni. Po październikowym spowolnieniu tempa inflacji do 15,3% mogli na chwilę odetchnąć z ulgą. Niestety listopad to przyspieszenie i osiągnięcie wieloletniego rekordu na poziomie 16,8%. Co ciekawe, Bank Narodowy Rumunii po ostatniej podwyżce ustalił główną stopę procentową na 6,75%, czyli progu identycznym co w przypadku RPP.

Wycena ropy odbija

Niezmiennie ciekawie prezentuje się w ostatnich tygodniach rynek ropy. Teraz rozwija się na nim wzrostowa korekta, która we wtorkowe przedpołudnie za baryłkę Brent (notowaną w Londynie) każe płacić 79$. Korekta na wycenie czarnego złota nie powinna dziwić, skoro ostatnie dni sprowadziły wykresy na najniższe poziomy w tym roku. Impulsem do zmiany kierunku była awaria ropociągu Keystone, czyli najważniejszej tego typu instalacji na kontynencie północnoamerykańskim. Wznowienie przesyłu surowca wciąż jest oddalane w czasie, co podsyca obawy o zapewnienie wystarczającej podaży. W przypadku USA należy jeszcze dodać fakt, że rezerwy strategiczne są na najniższym poziomie od lat 80. Za baryłkę WTI (West Texas Intermediate) trzeba już płacić 74$.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Adam Fuchs – analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat