Surowce tanieją, ale wojna może to zmienić

Od szczytu w czerwcu, ceny surowców spadły o 16 proc. Jednak eskalacja wojny na Ukrainie po raz kolejny zwraca naszą uwagę na zależność rynku surowców od sytuacji politycznej. Gdyby doszło do kolejnego znacznego wzrostu ich cen, oznaczałoby to dalszy wzrost inflacji w Polsce i na świecie.

Rynek surowców w tym roku to prawdziwy roller-coaster. Bloomberg Commodity Index (BCI), czyli szeroki indeks surowcowy, spadł o 16 proc. wobec swojego szczytu z czerwca br. Jednak surowce to aktywa, które w tym roku, pod względem możliwości zarabiania nie miały konkurencji. Od początku roku BCI wzrósł o 16 proc. Pomiędzy poszczególnymi surowcami występują spore różnice, zależnie od sposobu ich wykorzystania i zmian popytu na niego w czasie spowolnienia gospodarczego.

Obecne spadki cen niektórych surowców, to efekt umocnienia się dolara oraz coraz mocniejszych obaw dotyczących recesji na świecie. Jednak dalsza eskalacja sytuacji na Ukrainie, może skutkować kolejnymi sankcjami na Rosję, co może wpływać na sytuację na rynku.

Spadki cen metali przemysłowych od miedzi po aluminium, to pokłosie sytuacji w gospodarce chińskiej, która generuje ponad połowę światowego popytu na te surowce. Odradzanie się Chin po pandemii jest bolesne i skokowe, rynek surowców reaguje szczególnie na znaczne spowolnienie na chińskim rynku nieruchomości. Z drugiej strony jednak Chiny zapowiedziały program stymulowania wzrostu o wartości 1 biliona juanów (700 miliardów złotych). W tym tygodniu rozpoczyna się także kongres Komunistycznej Partii Chin, który będzie miał ogromne znaczenie dla tego jak będzie wyglądał rozwój chińskiej gospodarki w najbliższych miesiącach i latach.

Od początku roku na światowym rynku o 60 proc. staniało drewno. Jest to sygnał nadchodzących problemów także dla amerykańskiego rynku mieszkaniowego, gdzie 90 proc. domów ma konstrukcję drewnianą. Spadają także ceny kakao i bawełny bowiem rynek obawia się, że w recesji konsumenci będą ciąć wydatki na nie. A wysokie zapasy obu tych surowców rekompensują tegoroczne gorsze zbiory.

Po drugiej stronie są surowce, które cały czas drożeją. Ceny litu i niklu rosły w tym roku, wraz z coraz szybszym wprowadzaniem pojazdów elektrycznych. Rosną także ceny zboża, co jest także wynikiem ograniczania podaży przez wojnę na Ukrainie. Bowiem obecny eksport ukraińskiego zboża jest niewielki w porównaniu do sytuacji sprzed wojny.  A może on ulec dalszemu zahamowaniu w wyniku eskalacji działań wojennych. W czasie recesji, konsumenci bardziej skupiają się na zaspokojeniu podstawowych potrzeb stąd, popyt na podstawowe produkty spożywcze nie powinien ulec zahamowaniu. Popyt ten jest także wspierany przez ciągły wzrost populacji na świecie.

Ceny aktualne na dzień 11.10.2022 godz 12:30 CET

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polski startup – Demoboost pozyskał 1,7 miliona euro

Innowacyjna platforma do tworzenia, udostępniania i trackowania spersonalizowanych i interaktywnych prezentacji demo dla firm software’owych, Demoboost otrzymała dofinansowanie w wysokości 1,7 miliona euro. Kwota ta pozwoli na przyspieszenie globalnej ekspansji i dalsze rozwinięcie rozwiązania demonstracyjnego, podnoszącego istotnie efektywność i ROI procesów sprzedażowych w branży IT.

Demoboost to warszawski startup, założony przez Piotra Zesiuka (Prezes), Pawła Jaszczurowskiego (CEO), Kamila Smugę (CTO) & Annę Decroix (CMO). Pomaga firmom software’owym skutecznie wprowadzać na rynek i efektywnie sprzedawać oraz wdrażać ich produkty. Opracowane przez firmę rozwiązanie, umożliwia tworzenie stabilnych, wersji demonstracyjnych, bez potrzeby kodowania. Założyciele startupu zapowiadają, że zebrane środki przyspieszą globalną ekspansję platformy oraz umożliwią dalszy jej rozwój.

Coraz powszechniejsza digitalizacja procesów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej przyczyniła się do powstania olbrzymiego zapotrzebowania na adresujące coraz to nowe potrzeby oprogramowanie. Już dziś szacuje się, że globalny rynek oprogramowania jako usługi (SaaS) jest wart, aż 130 miliardów dolarów. Według prognoz do 2028 roku rynek ten będzie posiadał prognozowaną złożoną roczną stopę wzrostu na poziomie 27,5%. Wtedy to ma osiągnąć wartość 717 miliardów dolarów.

Wraz z powiększającą się nominalną wartością rynku, rosną oczekiwania potencjalnych nabywców, a same procesy zakupu oprogramowania stają się bardziej złożone. Już dziś 57% przychodów na rynku SaaS generują partnerzy kanałowi[1]. Założyciele Demoboost doskonale poznali dynamikę zakupu i sprzedaży software’u dzięki wieloletniej współpracy jako członkowie zespołu Salesforce. Udało im się zgłębić specyfikę pracy zarówno w charakterze vendora jak i resellera. Doświadczenie w kupowaniu oprogramowania dla globalnych korporacji pomogło zdiagnozować funkcjonowanie potężnej luki rynkowej pomiędzy rosnącymi oczekiwaniami nabywców, a zdolnością dostawców do nadążania za nimi.

Dzisiejsi kupujący, oczekują natychmiastowego dostępu do istotnych informacji o produkcie, zanim podejmą decyzje o zakupie. Mają też jasno określone wymagania. Jak podaje Gartner, 88% kupców oprogramowania korzysta ze strony vendorów, a z kolei 60% decyzji o zakupie jest podejmowanych przed spotkaniem z teamem sprzedażowym[2].

W przypadku branży IT jednym z najbardziej efektywnych sposobów akwizycji klienta jest prezentacja wersji demonstracyjnych, które pozwalają poznać specyfikę danego software’u. Niestety od kliknięcia „zamów demo” na stronie internetowej do pierwszego spotkania handlowego mija średnio 5 dni i jest to jeden z wielu etapów całego procesu, który może trwać nawet kilka miesięcy. Rosnące zapotrzebowanie na wersje demonstracyjne we wszystkich etapach procesu sprzedażowego i luka kadrowa w branży przyczynia się do wydłużenia tego procesu. Te problemy są jeszcze bardziej widoczne dla dystrybutorów, którzy często sprzedając wiele produktów jednocześnie, mają mniejszy dostęp to ekspertyzy i środków, którymi dysponują vendorzy.

Demoboost pomaga zwiększać efektywność pracy demoinżynierów, co jest możliwe, dzięki bibliotece demo. Demoinżynierowie są odpowiedzialni za tworzenie szablonów wersji demonstracyjnych produktów, które następnie mogą być wykorzystywane przez całą organizację oraz jej partnerów do prezentacji na żywo lub na żądanie. Dzięki temu na przykład zespół sprzedaży będzie zawsze w stanie dostarczyć dopasowane do projektu demo na żywo bez zbędnych opóźnień, a marketerzy zyskują narzędzie do generowania większej liczby i lepszych jakościowo leadów, podczas gdy zespoły customer success będą mogły zautomatyzować proces onboardingu.

Chociaż firma została założona tylko rok temu, ma już zasięg globalny (klienci między innymi z Polski, Niemiec, Irlandii, US, Indii, Hong Kongu i Australii) i współpracuje z wieloma globalnymi klientami korporacyjnymi, jak chociażby: Veritas i Citrix, a także z szybko rozwijającymi się startup’ami, takimi jak Kogena i Ken24.

Rzadko zdarza się, aby startup na tak wczesnym etapie rozwoju miał produkt, który działa na tyle dobrze, że jest już używany przez dużą grupę firm będących liderami w swoich branżach. To świadczy nie tylko o wizji założycieli, ale także o ich zdolności do jej realizacji. Jesteśmy przekonani, że Demoboost będzie firmą definiującą kategorię demo – podkreśla Andreas Goeldi, btov Partners.

Demoboost to pierwszy startup w Europie, który posiada w swojej ofercie tego typu usługę. Przedstawiciele Demoboost nie ukrywają, że wraz z szybko pozyskanym zaufaniem partnerów biznesowych oraz dzięki jasnej wizji rozwoju produktu ich ambicją jest stać się wiodącą firmą na rynku.

Jesteśmy niezwykle dumni z całego zespołu Demoboost i pracy, którą wspólnie wykonaliśmy, doprowadzając firmę do tego momentu. Szalenie cieszą nas pozytywne opinie oraz zaufanie, jakim zostaliśmy obdarzeni przez klientów i partnerów. A przecież to dopiero początek! Nie możemy się doczekać, aby wzbogacić nasz know-how wspólnie z takimi inwestorami jak BTOV, Movens Capital i naszymi aniołami biznesu – zaznacza Paweł Jaszczurowski, CEO Demoboost.

Dzięki opracowaniu przełomowych dla sektora sprzedaży w IT narzędzi projekt zyskał zaufanie funduszu btov i Movens Capital oraz Aniołów Biznesu, takich jak: Rafał Brzoska (założyciel & CEO, InPost), Julius Goellner (wsólpzałozyciel ARRtist), Piotr Karwatka i Tomasz Karwatka (Catch the Tornado), Remy Lazarovici (SVP, EMEA Sales, Celonis), Szymon Walach (InPost), Maciej Zawadzinski (założyciel & CEO, Piwik PRO).

[1] https://www.cloudsoftwareassociation.com/2020/01/14/rob-belcher-saas-capital-talk/

[2] https://www.gartner.com/en/articles/the-saas-buying-experience-mapping-how-businesses-buy-software

Poprawki Polskiego Ładu korzystne dla podatników

Od 1 lipca bieżącego roku obowiązują nowe przepisy ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Przede wszystkim dotyczy to zmian w PIT – które stanowią korektę tych rozwiązań, które obowiązywały w ramach Polskiego Ładu. Główną zmianą jest obniżenie stawki podatkowej w ramach pierwszego przydziału skali podatkowej z 17 do 12% – jako rekompensata za likwidację ulgi dla klasy średniej. Był to mechanizm, który budził poważne wątpliwości. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) z satysfakcją przyjęła, że Ministerstwo Finansów zdecydowało się poprawić te rozwiązania i wdrożyć prostszy mechanizm, który generuje mniej wątpliwości po stronie podatników.

– Obniżka stawki w ramach skali podatkowej w przypadku przedsiębiorców powoduje to, że opłacalność różnych form opodatkowania względem siebie może ulec zmianie. Natomiast przedsiębiorcy podejmowali wybór form opodatkowania, które stosują w roku 2022, jeszcze przed wejściem w życie zmian i przed ogłoszeniem projektu ustawy nowelizującej przepisy w tym zakresie – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Stąd też dobrze, że w wyniku uwag zgłoszonych przez Federację Przedsiębiorców Polskich do procedowanego projektu ustawy uwzględniona została możliwość zmiany form opodatkowania wybranej przez przedsiębiorcę w czasie trwania roku podatkowego. Jest to rozwiązanie zasadne, ponieważ powoduje zachowanie konstytucyjnego charakteru tych zmian. Należy pamiętać o tym, że naczelną zasadą prawa podatkowego jest to, że w przypadku zmian reguł gry – czyli zmian przepisów w czasie roku podatkowego – żadna nie może być na niekorzyść podatnika. Możliwość wyboru i zmiany form opodatkowania w czasie trwania roku podatkowego powoduje, że ta zasada jest realizowana w praktyce – wyjaśnia Kozłowski.

Nadpłacanie kredytów bije rekordy. Czy to dobrze dla inwestycji?

Dodatkowe wakacje kredytowe zaproponowane jako pomoc w czasie rosnących stóp procentowych cieszą się sporym zainteresowaniem. Jednak moda na nadpłacanie nie jest nowa. Już w pierwszym półroczu tego roku kredytobiorcy nadpłacili prawie 25 mld złotych. To więcej niż przez cały zeszły, rekordowy pod tym względem rok. Czy to dobry znak dla inwestorów?

Osoby inwestujące w nieruchomości najczęściej finansują ich zakup na jeden z dwóch sposobów – wykładając gotówkę lub korzystając z kredytu bankowego. W każdym z przypadków liczy się to, która z metod będzie tańsza. Gdy kredyty są drogie, gotówka może okazać się lepszym rozwiązaniem. W czasie niskich stóp procentowych, więcej osób będzie skłonnych zaciągnąć kredyt. I to niezależnie od tego, czy zakup nieruchomości traktowaliśmy jako spełnienie podstawowych potrzeb mieszkaniowych, czy też jako inwestycję i możliwość zarabiania na przykład na wynajmie. Duży ruch na rynku nieruchomości, spora liczba przeprowadzanych transakcji spowodowały, że w 2021 roku na wcześniejszą spłatę i nadpłatę kredytu przeznaczono 23 mld złotych. Wlicza się do tego spłaty dokonane w wyniku sprzedaży mieszkań obciążonych wcześniej kredytem. Wystarczyło jednak sześć miesięcy 2022 roku, by chęć do nadpłacania kredytu przebiła ten wynik. Jak pokazują dane HREIT, rosnące stopy procentowe sprawiły, że do czerwca kredytobiorcy w Polsce nadpłacili ponad 25 mld złotych.

Nadpłacanie kredytu. Jak to wpływa na rynek?

Takie zachowanie pozwala obniżyć nieznacznie raty kredytu hipotecznego. To szczególnie ważne przede wszystkim dla tych, którzy inwestują w nieruchomości i posiłkują się kredytem. Niższe koszty obsługi zobowiązania, właśnie dzięki nadpłacie, są w stanie poprawić zyskowność najmu. Lepsza rentowność z inwestycji pozwala uzyskać wynik nierzadko przewyższający zarobek na lokacie bankowej. Szczególnie, że w odróżnieniu od lokaty bankowej, do końca trwania inwestycji nieruchomościowej jest ona naszą własnością i na dodatek zwiększa swoją wartość.

Inwestując w nieruchomości, warto dobrze policzyć, czy w konkretnym przypadku nadpłata kredytu nam się opłaca. Może okazać się bowiem, że zamiast nadpłacać obsługiwane zobowiązanie, lepiej utrzymać wyższy stan gotówkowy. Choćby po to, by przygotować się na zakup kolejnej nieruchomości pod wynajem.

Łańcuchy dostaw odbudowują się, a skala inwestycji nie tylko w Polsce, ale też na świecie maleje. To ma wpływ na normalizację cen wielu materiałów budowlanych. Do tego zrywanie kontraktów budowlanych powoduje, że dostępność ekip budowlanych wzrosła. Zanim rynek i banki zauważą zmianę trendu, można wykorzystać tę okazję.

Utrzymanie wyższego stanu gotówkowego może pozwolić na zakup kolejnej nieruchomości z pominięciem sporego obciążenia wynikającego z kosztów obsługi zadłużenia. O ile bowiem jesteśmy w stanie oszacować, jak może zachować się rynek nieruchomości w okolicy, w której działamy i błyskawicznie zareagować w przypadku sporych zmian, to refinansowanie czy jakakolwiek zmiana w umowie kredytowej to sporo dodatkowych formalności. Wolna gotówka przyda się na zakup kolejnej nieruchomości jako inwestycji. W okresie wysokiej inflacji nieruchomości okazują się najlepszym sposobem ochrony przed utratą wartości pieniądza.

Czy więc opłaca się dziś nadpłacać kredyt? Na wszystko należy spojrzeć ze swojej, prywatnej perspektywy. Jeśli koszt finansowania jest niższy niż rentowność inwestycji w najem, nadpłata może okazać się nieopłacalna. Szczególnie, że zachowanie oszczędności pozwoli nam poprawić płynność finansową. A ta jest bardzo ważna w trudniejszych gospodarczo czasach.

Inflacja, a nadpłacanie kredytu

Istnieje też podejście zakładające, że przy obliczaniu opłacalności inwestycji uwzględniamy inflację. Przy zastosowaniu tej metody może się okazać, że finansowanie kredytem jest wyjątkowo korzystne. Gdy bowiem koszt kredytu wynosi 7%, a inflacja 16% lub więcej, to realnie kilka punktów procentowych zyskujemy na utracie wartości pieniądza. Sprawdza się to jednak tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie osiągnąć stopę zwrotu z inwestycji przynajmniej na poziomie inflacji lub gdy znacząco zwiększamy swoje zyski, co powoduje, że do dyspozycji mamy wyższe kwoty.

Głównym powodem nadpłaty i podstawową korzyścią jest zmniejszenie łącznego kosztu obsługi długu hipotecznego. Po prostu dzięki nadpłacie będziemy musieli oddać bankowi mniej odsetek. Jeśli chcemy odczuć efekty tu i teraz, warto wybrać opcję polegającą na zmniejszeniu raty przy niezmienionym okresie kredytowania. To istotne wsparcie bieżącego, domowego budżetu. Jeśli jednak chcemy maksymalnie ograniczyć łączny koszt obsługi kredytu w skali 10 czy 20 lat, to korzystniej będzie pozostać przy tej samej racie, ale skrócić okres kredytowania. Wówczas krócej będziemy spłacać odsetki i szybciej pozbędziemy się kredytu.

Michał Sapota, Prezes Heritage Real Estate Investment Trust

Specjaliści data science potrzebni od zaraz

W polskich firmach na 10 tysięcy pracowników jest średnio tylko 8 specjalistów w zakresie sztucznej inteligencji. 60 proc. przedsiębiorstw ma mniej niż 10 ekspertów w tej dziedzinie. Równocześnie badania pokazują, że nawet w Stanach Zjednoczonych luka kompetencyjna w obszarze AI hamuje produktywność i innowacyjność.

Z jednej strony, jak wynika z raportu “State of Polish AI” Fundacji Digital Poland, Polska jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej, jeśli chodzi o kadry wyspecjalizowane w SI. Nasz kraj zajmuje pod tym względem 7 miejsce w Unii Europejskiej. Z kolei według badania “State of Science Index”, opublikowanego przez 3M, ponad 50% Polaków uważa, że SI to interesująca technologia, która ma wpływ na codzienność. Ale 83% nie planuje kształcenia w tym kierunku. Z drugiej strony, na 10 tysięcy pracowników mamy nad Wisłą zaledwie 8 ekspertów od AI (dla porównania, Luksemburg – 53). Jedynie 13 proc. firm dysponuje ponad 40-osobowymi zespołami zajmującymi się AI. Dziedziną zwykle zajmują się mężczyźni, kobiety stanowią 13 proc.

Kadry nie nadążają za inwestycjami

Szerszy kontekst tym informacjom przynosi nowe badanie przeprowadzone przez SAS, z którego wynika, że potrzebne są pilne działania na rzecz podnoszenia kompetencji w obrębie sztucznej inteligencji i data science. Luka kompetencyjna widoczna na rynku już dziś hamuje produktywność i innowacyjność gospodarki USA. Brak wystarczającej liczby specjalistów w zakresie SI może powodować marnowanie inwestycji dotyczących technologii i opóźniać procesy cyfryzacyjne. Według wyliczeń Fortune Business Insights, wartość światowego rynku AI wzrośnie w ciągu 7 najbliższych lat z niespełna 0,4 do 1,4 biliona dolarów. Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe to dla firm priorytety inwestycyjne na najbliższe 1-2 lata – tak z kolei mówią respondenci badania SAS.

Brak prostych recept na lukę kompetencyjną

Jeśli rozwój kadr nie nadąży za opisanymi wydatkami, inwestycje zostaną zmarnowane. Jak firmy chcą podejść do problemu? ¾ zamierza szkolić obecnych pracowników, 64 proc. planuje natomiast rekrutacje. Z raportu SAS wynika, że podnoszenie kwalifikacji może być bardziej opłacalne niż zatrudnianie nowych pracowników. Odpowiedzi menadżerów uwidoczniają jednak bariery, takie jak brak czasu i motywacji oraz obawy, że zatrudnieni przeniosą nowe umiejętności do innych firm. Zarządzający planują również współpracę z uczelniami pod kątem wyszukiwania uzdolnionych osób. Niemniej rozumieją, że nie mogą w rekrutacjach polegać wyłącznie na tym źródle. Badanie pokazuje jeszcze, że pracodawcy przy decyzjach personalnych nie kierują się wyłącznie dyplomem kandydata. 74 proc. docenia doświadczenie w pracy nad projektamii wdrożeniami, a 71 proc. premiuje ukończone szkolenia. Dla 54 proc. znaczenie mają certyfikaty pochodzące np. od dostawców technologii. 53 proc. ceni udział w hakatonach. Natomiast dla 54 proc. istotnym punktem oceny kandydata pozostaje dyplom akademicki.

Szkolić swoich pracowników

– Firmy nie mogą polegać wyłącznie na absolwentach lub przejmować pracowników innych przedsiębiorstw – przekonuje współautorka raportu, dr Sally Eaves. – Dobrą wiadomością jest, że pracodawcy zaczęli już dostrzegać wartość szkoleń wewnętrznych i certyfikatów – akcentuje ekspertka w zakresie sztucznej inteligencji.

Raport SAS pt. “Jak rozwiązać problem luki kompetencyjnej w zakresie data science?” daje trzy zalecenia odnośnie tego problemu:

  • konsolidacja zróżnicowanych narzędzi AI i analityki wokół nowoczesnych, otwartych, wielojęzycznych rozwiązań, które zwiększą produktywność data science
  • poprawa warunków podnoszenia kwalifikacji i doskonalenia umiejętności pracowników, w tym osób bez kompetencji technicznych
  • stymulowanie środowiska i kultury ustawicznego rozwoju (uczenia się przez całe życie), w ramach których pracownicy są zachęcani do poszerzania umiejętności.

Według uczniów empatia u nauczycieli jest ważniejsza niż ich wiedza

W badaniu przeprowadzonym przez producenta papieru POL*, zaledwie 15% uczniów wskazuje, że najbardziej ceni ekspercką wiedzę nauczyciela. Dziś lubiany i ceniony nauczyciel to taki, który przede wszystkim stawia na dialog i kompetencje miękkie. To także osoba wrażliwa na niepokojące sygnały dotyczące stanu psychicznego uczniów i potrafiąca reagować na ich problemy. Jaki więc jest idealny pedagog i jak pomóc nauczycielom sprostać oczekiwaniom uczniów w czasach braków kadrowych w oświacie i przeciążenia zadaniami tych, którzy pracują w zawodzie? Tematem zajęła się Polska Akcja Humanitarna we współpracy z producentem papieru maki POL. 

Najważniejsze cechy nauczyciela Ocena spotkania z pedagogiem Pedagog w szkole

W badaniu przeprowadzonym wśród uczniów szkół podstawowych i średnich, zapytano o cechy idealnego nauczyciela. Okazuje się, że to tzw. „kompetencje miękkie”, szczególnie z zakresu komunikacji, są najbardziej pożądane przez uczniów.  Dobry nauczyciel to taki, który kieruje się empatią i szuka wspólnego języka z uczniami. Niestety niedobór szkolnych pedagogów oraz przeciążenie nauczycieli powoduje, że często trudno wpisać się im w te oczekiwania. Akcja „POLećmy ze wsparciem” skierowana do nauczycieli odpowiada na ten problem. W ramach programu pod patronatem Polskiej Akcji Humanitarnej opracowano specjalny bezpłatny poradnik dla nauczycieli, który w praktyczny sposób podpowie im jak na co dzień budować relacje z uczniami i rozmawiać z nimi w sytuacjach trudnych i stresujących.

Słuchać, słyszeć, rozmawiać

33% uczniów ceni indywidualne podejście nauczycieli do podopiecznych i próbę dotarcia do każdego; 32% wskazuje umiejętność rozmowy z uczniami i znalezienia z nimi wspólnego języka; kolejne 32% marzy o nauczycielu, który jest cierpliwy i poświęca uczniom odpowiednią ilość czasu.

Jednocześnie aż 75% uczniów deklaruje, że lubi swoich nauczycieli. Przy czym 40% nastolatków chciałoby częściej z nimi rozmawiać na tematy niezwiązane z przedmiotem. Młodzi oczekują większego zainteresowania nimi jako ludźmi, a nie tylko jako uczniami.

  • Chciałabym, aby nauczyciele zrozumieli, że nie bez powodu wybrałam kierunek humanistyczny i mogę nie być zbyt dobra np. na chemii czy fizyce – mówi Emilia, uczennica II klasy liceum ogólnokształcącego.
  • Nauczyciele powinni się zainteresować młodzieżą i powinni być bardziej uważni na to, co mówią – dodaje Bartek, uczeń 7 klasy szkoły podstawowej.
  • Idealna szkoła? – Bardziej bezpośrednie relacje, mniej pośpiechu, więcej luźnych zajęć, wyjść, wspólnych spotkań – podsumowuje Wiktoria, uczennica III klasy liceum ogólnokształcącego.

Trochę bardziej wstrzemięźliwi są rodzice. Tylko 1/3 z nich uważa, że nauczyciele powinni podejmować aktywne kroki, jakimi są rozmowa z uczniem o jego problemach poza klasą. Równocześnie większość rodziców chciałoby otrzymać wsparcie od nauczycieli przy wychowywaniu swojego dziecka. Mniej niż połowa rodziców uważa, że nauczyciel powinien być dla ucznia inspiracją i wzorem.

– W polskich szkołach funkcjonują dwa modele komunikacji. Jeden to ten stary, który koncentruje się bardziej na dyscyplinie, autorytecie, który często ma mobilizować uczniów przez wywołanie w nich poczucia lęku. Drugi to ten poszukujący porozumienia, nastawiony na dialog. W tym ujęciu nauczyciel jest przewodnikiem i partnerem. Z radością obserwuję, że coraz więcej nauczycieli idzie tą drugą ścieżką. Jednak nie jest to łatwe. Liczba podopiecznych przypadająca na jednego nauczyciela, a czasami także brak umiejętności – mimo chęci – powodują, że kontakty na linii nauczyciel-uczeń, ale też nauczyciel-rodzic miewają raczej status „to skomplikowane”. Dlatego przygotowaliśmy poradnik, który ma pomoc reagować w codziennych sytuacjach – mówi Karolina Isio-Kurpińska, autorka pomocnika dla nauczycieli i pracowników szkół „Zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży”, który powstał w ramach kampanii „POLećmy ze wsparciem”, realizowanej przez markę POL oraz PAH.

Nauczymy się rozmawiać

Poradnik zwraca uwagę m.in. na sposób komunikowania się z uczniami w sytuacjach dla nich szczególnie trudnych, np. przy przekazywaniu przez nauczyciela informacji na temat złych wyników ucznia. W takich momentach użyte słowa i sposób komunikacji mogą zmotywować ucznia lub wręcz przeciwnie – wpłynąć negatywnie na samoocenę. Zadaniem poradnika jest budowanie świadomości takich sytuacji oraz udzielenie konkretnych porad. Są tu też wskazówki dotyczące rozmów z rodzicami, którzy czasem mają zupełnie inne spojrzenie lub wręcz nie dostrzegają problemów dotyczących wyników dziecka. Materiał został opracowany na podstawie faktycznych doświadczeń nauczycieli w relacjach z uczniami. Można go będzie pobrać bezpłatnie na stronie www: https://polecmyzewsparciem.pl/.

Nauczyciele nie muszą mieć przygotowania psychologicznego i mogą mieć poczucie, że jest to zadanie przekraczające ich kompetencje. W kampanii „POLećmy ze wsparciem” podkreślamy, że nie chodzi o nakładanie na barki nauczycieli kolejnego obowiązku. Poradnik opiera się także na gotowych scenariuszach rozmowy w najbardziej typowych sytuacjach, z którymi w ciągu roku mierzy się zarówno uczeń, jak i nauczyciel- mówi Karolina Isio-Kurpińska.

Pedagog – wsparcie doceniane przez uczniów

Okazuje się, że młodzież wysoko ocenia pomoc szkolnego pedagoga. Uczniowie chętnie omawiają z nim m.in. problemy w szkole, takie jak konflikty z innymi uczniami bądź nauczycielami lub problemy rodzinne czy w kontaktach międzyludzkich.

Jak wskazuje badanie, uczniowie i uczennice, którzy odbyli spotkanie z pedagogiem (38%) w minionym roku, w zdecydowanej większości postrzegają to spotkanie jako pomocne – 73%. W ramach wybranych grup to dziewczynki w większym stopniu pozytywnie opisały swoje doświadczenie z pedagogiem – 80% (w porównaniu do 68% chłopców).

Wyniki te dają jasny sygnał – pomoc specjalisty, jakim jest pedagog jest dziś bardzo potrzebna w szkole, a dostęp do porady powinien mieć każdy uczeń. Dlatego Polska Akcja Humanitarna od 2021 roku w ramach rozszerzonego programu „Pajacyk”, dzięki wsparciu partnerów, finansuje różne formy zajęć psychoterapeutycznych dla dzieci i młodzieży w wieku 6-18 lat. Akcje takie jak „POLećmy ze wsparciem” pomagają nam dotrzeć do większej liczby potrzebujących – mówi Magdalena Jaranowska, menedżerka programu „Pajacyk” w Polskiej Akcji Humanitarnej.

POL zlecił przeprowadzenie badania „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli” oraz wraz z PAH i ekspertką, Karoliną Isio-Kurpińska, przygotował bezpłatny poradnik dla nauczycieli. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na problem kondycji psychicznej uczniów.

*Raport „Idealny nauczyciel. Polscy uczniowie i ich oczekiwania wobec nauczycieli”, 10.08.2022 zrealizowany na zlecenie POL. Badanie zostało zrealizowane techniką CAWI w ramach panelu internetowego. Łącznie przeprowadzono 300 wywiadów, po 50 wśród uczniów klas 7 – 8 podstawówki oraz 1 – 4 klas liceum.

Paliwo ma szansę stanieć. Konflikt wewnątrz RPP

Poziom 8 zł za litr diesla to koszmar tego roku. Przez wzrost kursu dolara znów wracamy do niego, pomimo wyraźnie tańszej ropy niż na początku rosyjskiej agresji.

Chwila oddechu na ropie

Wczoraj wreszcie byliśmy świadkami odbicia w dół cen ropy. Ciężko nazwać ropę Crude po 95 dolarów za baryłkę tanim surowcem. Z drugiej strony kierowcy zmuszeni tankować diesla za prawie 8 zł z każdego odbicia się z pewnością ucieszą. Tym bardziej że pogoda w kolejnych miesiącach mniej będzie nas zachęcać do korzystania z alternatywnych form komunikacji niż latem. W tle jeszcze mamy kolejne spekulacje na temat pandemii COVID-19 w Chinach. Wiadomości te stawiają pod znakiem zapytania tamtejszą aktywność gospodarczą, a to obniża prognozowany popyt na ropę naftową.

Konflikt wewnątrz RPP

Poparcie społeczne dla polityki monetarnej jest ostatnio wyjątkowo niskie. Niestety wraz z niepopularnymi decyzjami pojawiają się również konflikty wewnątrz tego gremium. Biorąc pod uwagę, że członkowie senaccy wybrani są przez opozycję, a członkowie sejmowi przez rząd konflikt mniejszy lub większy może się pojawiać. Apolityczny, przynajmniej z założenia, prezes i członkowie prezydenccy, którzy formalnie też nie powinni stać po żadnej ze stron, nie tonują jednak obecnych problemów. Powodem obecnego sporu u podstaw są kwestie merytoryczne. Strona rządowa nie chce podnosić stóp procentowych, by ułatwić rządowi życie, członkowie senaccy bardziej dążą do ograniczenia inflacji kosztem wyższych stóp. W materiałach publikowanych przez tych ostatnich pojawiły się jednak informacje o tym kto jak głosował, co spowodowało oświadczenie prezesa oraz 4 członków o skierowaniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Takie rzeczy się jeszcze nie działy, a zaufania rynków to nie buduje.

Wzrost bezrobocia w Czechach

Zgodnie z oczekiwaniami analityków bezrobocie u naszego południowego partnera wzrosło do poziomu 3,5%. Nie jest to oczywiście pułap, który powinien nas mocno niepokoić. Mamy przecież koniec sezonu wakacyjnego w związku z czym prac sezonowych powoli zaczyna ubywać. Jest to zawsze jednak sygnał ostrzegawczy. W kryzysach ekonomicznych to wzrost liczby bezrobotnych, a tym samym spadek dochodów społeczeństwa, jest często niestety powodem pogłębiania problemów. Im słabiej w gospodarce, tym niższe zatrudnienie. Im niższe zatrudnienie, tym mniej pieniędzy u obywateli. Ci z kolei mniej konsumują, a pętla się zamyka. Nie można zatem lekceważyć takich sygnałów. Korona czeska pozostała w miarę stabilna po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ile jeszcze gotowa jest znieść polska branża TSL? Czeka nas fala bankructw

Polscy przewoźnicy widzą przyszłość w ciemnych barwach, co nie jest zaskoczeniem, jeśli spojrzymy na obecną sytuację na rynku – recesja stała się faktem. Ta sytuacja oczywiście ma bezpośrednie przełożenie na transport, bowiem nieustannie piętrzące się kryzysy doprowadziły do dalekosiężnych zmian w przepływie towarów. Z kolei ze względu na zmieniającą się sytuację gospodarczą i polityczną ciężko przewidzieć jakiekolwiek długofalowe konsekwencje dla branży TSL – zauważa Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Spadek zapotrzebowania na transport staje się coraz bardziej widoczny. Okres jesienny zawsze był wysokim sezonem, z kolei w czasie wakacji obserwować można było wyraźnie spadki popytu na usługi transportowe, dlatego konkretne wnioski będziemy mogli wyciągnąć dopiero w niedalekiej przyszłości. Jednak prognozy pozostają nieubłagane i wszystko wskazuje na długotrwałą stagnację, co jest bezpośrednio związane z recesją i zmniejszeniem popytu na konsumpcję i towary. Konsekwencje tych wydarzeń mogą być znacznie bardziej dalekosiężne niż myślimy, a dodatkowo transport nieustannie napotyka na kolejne przeszkody, które skutecznie odwracają myśli od końca kryzysu.

Fala bankructw

W tym sezonie jesiennym wiele firm transportowych upadnie, niestety nie możemy się w tej kwestii oszukiwać. Rekordy inflacji, ciągłe podwyżki stóp procentowych, bardzo szybki wzrost kosztów, szczególnie paliwa i energii, a także wciąż zwiększające się wymagania prawne, które trzeba spełnić, stwarzają sytuację bez wyjścia. Mniejszych przedsiębiorstw nie stać w tej sytuacji również na zakup taboru – na to mogą sobie pozwolić duże, często międzynarodowe firmy. Przyszłość małych rodzimych biznesów jest na pierwszy rzut oka bardzo pesymistyczna, a dodatkowym problemem jest uzyskanie i przedłużenie dokumentów potwierdzających legalny pobyt ukraińskich kierowców w krajach Unii, zatrudnionych przez polskich przewoźników. Sytuacji nie poprawia również niedobór pracowników, wśród których brakuje już nie tylko osób na stanowiska truckerów. Ostatnio branża TSL mierzy się z trudnościami w pozyskaniu pracowników do… działów handlowych. Pracodawcy w całym kraju potrzebują osób, które będą odpowiedzialne za pozyskiwanie klientów i sprzedaż usług logistycznych, a jak się okazuje, zadanie nie jest proste, bowiem oczekiwania finansowe kandydatów są znacznie wyższe od ofert, w związku z czym łatwo przegrać walkę o pracownika z konkurencją. Brak Home Office również skutecznie zniechęca wiele osób do rozpoczęcia pracy w danej firmie, jednak obecnie to nie są jedyne szczególnie palące bolączki branży.

Ceny prądu a magazyny

Wzrost cen prądu to zdecydowanie temat, który budzi niepokój nie tylko wśród przedsiębiorców, ale również wszystkich obywateli. W branży TSL wzrost cen i konieczność oszczędzania znacząco wyhamują rozwój zielonego transportu opartego na elektryczności. Po drugie ceny prądu mają bezpośrednie przełożenie na koszty magazynowania towarów, szczególnie tych, które wymagają chłodni lub mroźni. Kiedy dodamy do tego wzrosty cen niezbędnych elementów, jak palety i folie, wówczas widzimy, że koszty magazynowania wzrosną gwałtownie i znacząco. Do tej pory można było zrekompensować je poprzez optymalizacje, takie, jak chociażby montaż paneli fotowoltaicznych. Niestety teraz to nie wystarczy, bowiem wzrosty są dosłownie ekstremalne. Zresztą nie tylko ceny prądu są niepokojące, duże obawy wzbudza również sytuacja z gazem. Wzrost cen gazu trwa od kwartałów, a jego znaczące przyspieszenie obserwujemy od dwóch miesięcy, co więcej te realia mogą się znacznie pogorszyć przez obniżanie przepływów z Rosji. Znacząca, negatywna presja wywołana przez te niedobory powoduje dużą zmienność rynków i najwyższe w historii ceny gazu.  Nie wiadomo, jak sprawa potoczy się w tym aspekcie – czy Rosja zupełnie odetnie dostawy? A może podejmie decyzję o zwiększeniu przepływów do Europy, aby nie ograniczać wydobycia na polach gazowych? Tutaj niestety możemy tylko gdybać.

Dalekosiężne konsekwencje

Problemy branży TSL będą niestety odczuwane mocno przez zwykłych obywateli. Koszty związane ze wzrostem cen energii przełożą się na kolejny wzrost cen żywności, a niedobór kierowców ciężarówek może skutkować powtórką sytuacji, która miała kiedyś miejsce w Wielkiej Brytanii, czyli brakiem towarów na sklepowych półkach i zastojem w sektorze e-commerce. Inflacja powoduje spadek dokonywanych zakupów, a to bezpośrednio przekłada się na spadek zapotrzebowania na transport, co komplikuje już i tak trudną sytuację w branży, a dodatkowo inflacja w strefie euro oznacza dalszy wzrost cen paliwa, nowych ciężarówek oraz ich części. Rosnące koszty niszczą branżę TSL zwłaszcza, iż coraz bardziej dostrzegane jest spowolnienie gospodarcze i chociaż o jego skali na ten moment ciężko jeszcze coś powiedzieć, to obniżona aktywność gospodarcza potrwa z pewnością jeszcze dłużej niż do połowy przyszłego roku. Jak się uchronić przed konsekwencjami tej rzeczywistości? Większość firm z branży stawia na dywersyfikację, aby w jakiś sposób utrzymać się na powierzchni. Szukanie nowej sprzedaży, nowych klientów, a może zacieśnienie współpracy z dotychczasowymi – nie ma jednej recepty na poradzenie sobie z obecnym kryzysem. Zatem ile jeszcze jest w stanie znieść polska branża TSL? To pytanie, na które ciężko mi znaleźć odpowiedź, jednak możemy wszyscy być pod wrażeniem jej dotychczasowej siły i miejmy nadzieję, że będzie gotowa przetrwać ten kryzys i stać się silniejsza niż kiedykolwiek.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Vivid Games z 4,4 mln zł zysku netto za wrzesień

Spółka zaksięgowała we wrześniowych przychodach zbycie technologii Bidlogic, co przełożyło się na rekordową miesięczną sprzedaż na poziomie blisko 8 mln zł (narastająco 32 mln zł) oraz znaczący zysk netto. Na koniec miesiąca na rachunkach Spółki było 6,2 mln zł, a EBITDA wyniosła 7,1 mln zł. W zakresie przychodów z gier, niezmiennie, największy udział wypracowały Real Boxing 2 (74%) i Eroblast (20%). Spółka kładzie nacisk na zwiększenie rentowności portfolio w ostatnim kwartale.

Sprzedaż technologii Bidlogic istotnie wzmocniła stabilność finansową Spółki i zwiększyła nasze możliwości podjęcia nowych inwestycji. Kolejnym krokiem jest znacząca poprawa rentowności portfolio. „Jesteśmy obecnie w dużo lepszej sytuacji niż przed kilkoma miesiącami. Środki pozyskane ze sprzedaży Bidlogic zapewniają nam nie tylko większą stabilność finansową, ale również otwierają możliwości kolejnych inwestycji. Od kilku tygodni analizujemy różne scenariusze, uwzględniające zarówno przedterminową spłatę obligacji, jak i przyspieszenie prac nad nowym tytułem. Priorytetem jest obecnie zwiększenie dochodowości bieżącej działalności. Wybierzemy scenariusz, który to umożliwi w największym stopniu” – podkreśla Jarosław Wojczakowski, CEO Vivid Games.

Zespół Real Boxing 2 nieprzerwanie pracuje nad realizacją strategicznego celu 1 mln USD miesięcznych przychodów. We wrześniu przychody z gry wyniosły ok. 0,4 mln USD. W ostatnich tygodniach w grze wprowadzono istotne zmiany wpływające na skuteczność monetyzacji. Kalendarz produkcyjny jest też wypełniony ambitnymi planami na nadchodzące miesiące. „Real Boxing 2 utrzymuje bardzo dobre pozycjonowanie zarówno w Apple App Store jak i Google Play. Osłabienie wyników zostało spowodowane z jednej strony pogorszeniem koniunktury, widocznym na całym rynku. Z drugiej, podmianą narzędzia do atrybucji użytkowników. Nowy system potrzebował czasu na adaptację, jednak teraz pozwala na efektywniejsze i bardziej przewidywalne kampanie UA” – wyjaśnia Bartosz Biniecki, Product owner Real Boxing 2. „W IV kwartale pozostajemy skupieni na pogłębianiu zaangażowania użytkowników, co przekłada się na monetyzację. W sierpniu wprowadziliśmy do gry możliwość walki z gospodarzami kampanii live-ops, dołączającymi do gry, co najmniej raz w miesiącu. Jesteśmy też w przededniu uruchomienia tzw. paska aktualności (news bar), który umożliwi bieżącą komunikację z graczami. Równolegle przygotowujemy się do najważniejszych w roku świąt, skupiając się na użytkownikach z USA. Jesteśmy już gotowi na Halloween, kończymy prace nad akcjami pod Black Friday. Już w tym momencie przygotowujemy się na okres bożonarodzeniowy i nowy rok. Dodatkowo, pierwszy raz zaprezentujemy oferty związane z najważniejszym wydarzeniem sportowym w USA – Superbowl. Jestem przekonany, że efekty tych działań będą widoczne.” – dodaje Bartosz Biniecki.

W III kw. 2022 r. sprzedaż mieszkań u deweloperów giełdowych mniejsza o połowę

W trzecim kwartale br. kontraktacja deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW pozostawała pod wpływem zdecydowanie kroczącego regresu. Czy rynek pierwotny czeka dalsze pogorszenie koniunktury sprzedażowej?

Sprzedażowej równi pochyłej ciąg dalszy

Potrzeba było dokładnie roku czasu od daty pierwszej podwyżki stóp procentowych NBP, aby koniunktura sprzedażowa pierwotnego segmentu mieszkaniówki cofnęła się o mniej więcej osiem lat, czyli niemal dokładnie do punktu wyjścia okresu ostatniej prosperity. Do takiego właśnie wniosku prowadzą najnowsze statystyki sprzedaży giełdowych tuzów branży deweloperskiej.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl notowana na rodzimej GPW stawka czternastu deweloperów mieszkaniowych w III kwartale br. znalazła nabywców na zaledwie 3524 lokale. To o 47 proc. mniej licząc rok do roku i 17 proc. słabiej w relacji kwartał do kwartału. W II kwartale br. parametry te wynosiły odpowiednio -41 proc. i -16 proc. W kolejnych okresach kwartalnych mamy więc postępujący dużymi krokami regres, którego końca póki co nie widać.

Niewiele mniej deprymująco prezentuje się wynik ogółem za trzy kwartały na poziomie 12 769 lokali, gorszy w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego o 37 proc.

Tym samym koniunktura sprzedażowa pierwotnego rynku mieszkaniowego cofnęła się do okolic roku 2014 czyli początków niedawno zakończonego okresu prosperity. Wyniki kontraktacji komunikowane obecnie przez deweloperskie spółki giełdowe dość wiernie korespondują bowiem z analogicznymi wynikami wypracowywanymi przed ośmiu laty. Pytanie, czy w przyśpieszonym tempie rynek zszedł już na koniunkturalne dno, czy może znajduje się ono jeszcze niżej.

Kontynuacja regresu wciąż prawdopodobna

Jedynym wyjątkiem potwierdzającym regułę kontynuacji koniunkturalnej zapaści pierwotnego segmentu mieszkaniówki, jest kwartalny wynik dewelopera Victoria Dom, niezależnie od faktu, że spółka publikuje swoje raporty sprzedażowe wraz z wolumenem płatnych umów rezerwacyjnych obok umów deweloperskich i sprzedaży. Rezultat 445 zakontraktowanych mieszkań w minionym kwartale jest w tym przypadku lepszy rok do roku o 19 proc., co jest jedynym dodatnim wynikiem deweloperów giełdowych zarówno kwartalnym jak i licząc od początku roku.

Zarząd Victoria Dom tłumaczy taką sytuację odczuwalnym hamowaniem spadku kontraktacji z ostatnich miesięcy oraz widocznymi oznakami stabilizacji. Niestety tego typu optymistyczna diagnoza absolutnie nie koresponduje z wynikami całej reszty stawki giełdowych tuzów branży deweloperskiej, w przypadku której średnio sprzedaż mieszkań tąpnęła w III kw. o grubo ponad połowę w relacji rok do roku.

Co gorsza jednak, główna przyczyna takiego stanu rzeczy, czyli bieżący cykl podnoszenia stóp procentowych NBP, do trudnych do przewidzenia jeszcze rok temu poziomów, z całą pewnością nie dobiegł jeszcze końca. A dopóki koszt rodzimego pieniądza będzie windowany, dopóty sytuacja na rynku nieruchomości nie osiągnie stanu względnej choćby stabilizacji. Stąd prosty wniosek, że IV kwartał br. z dużym prawdopodobieństwem powinien przynieść kolejny regres sprzedaży mieszkań, tak u deweloperów giełdowych, jak i wszystkich pozostałych.W III kw. 2022 r. sprzedaż mieszkań u deweloperów giełdowych mniejsza o połowę 1

WIG – Nieruchomości wciąż ponadprzeciętnie mocny

Tymczasem, jak wskazują analitycy portalu RynekPierwotny.pl, załamanie koniunktury sprzedażowej na rynku nieruchomości mieszkaniowych nie spowodowało analogicznej reakcji giełdowego wskaźnika koniunktury giełdowej spółek deweloperskich. Co więcej, Indeks WIG – Nieruchomości pomimo średnioterminowego trendu spadkowego wciąż dość mocno trzyma się ponad linią 10 – letniej długoterminowej hossy, tracąc od początku roku zaledwie 16 proc. swojej kapitalizacji. Dla porównania strata indeksu rodzimych blue chipów WIG-20 od początku roku to już, bagatela, prawie 40 proc. Wygląda więc na to, że akcje deweloperów w czasach największej od lat bessy to jedna z najmniej dokuczliwych opcji dla portfeli inwestorów giełdowych.

Tego typu siła relatywna może wynikać po pierwsze, z wiary akcjonariuszy spółek deweloperskich w stosunkowo szybki powrót koniunktury, wynikający choćby z liczonego najczęściej w milionach jednostek deficytu mieszkaniowego w Polsce. Po drugie, fakt że deweloperzy mieszkaniowi coraz mniej sprzedają, bynajmniej nie oznacza, że proporcjonalnie mniej zarabiają. Zyski spółek deweloperskich, z których następnie wypłacane są dywidendy, liczone są bowiem od przekazań lokali, a tych w roku bieżącym wciąż powinno być pod dostatkiem, w efekcie jeszcze „byczej” kontraktacji z lat 2020/21.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

GfK: Polacy kupują coraz mniej

Aż 80 proc. polskich konsumentów planuje ograniczenie wydatków oraz poszukiwanie oszczędności przy zakupach produktów spożywczych i większych dóbr oraz usług. Równocześnie Polacy coraz częściej sięgają po najtańsze produkty, aktywnie szukają promocji, a coraz większy odsetek całkowicie rezygnuje z zakupów wybranych kategorii. Takie wnioski płyną z 13. fali badania Current Consumer Mood zrealizowanego we wrześniu br. przez firmę GfK.

Galopująca inflacja, rosnące koszty kredytów oraz napięcia na arenie międzynarodowej coraz mocniej wpływają na decyzje konsumentów. Polacy odczuwają skokowe podwyżki cen i w odpowiedzi coraz intensywniej poszukują oszczędności. – Obecnie 82 proc. nabywców przyznaje, że kupuje mniej większych produktów i usług. Co więcej, aż 78 proc. Polaków deklaruje podobne oszczędności podczas zakupów spożywczych. Przeciętny koszyk polskiego konsumenta kurczy się z miesiąca na miesiąc. I choć wolumenowo kupujemy mniej, na zakupy wydajemy więcej – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Jak oszczędzają Polacy?

Z raportu Current Consumer Mood wynika, że konsumenci mają różne strategie na cięcie wydatków. Ponad połowa nabywców wybiera najtańsze produkty spożywcze. – Cena znów stała się najważniejszym czynnikiem w podejmowaniu decyzji zakupowych. Konsumenci coraz częściej rezygnują z produktów ulubionych marek. Na znaczeniu straciły także lokalne pochodzenie czy pozytywny wpływ na zdrowiewymienia Dominika Grusznic-Drobińska.Rosnące znaczenie kryterium niskiej ceny z pewnością wzmocni pozycję rynkową marek własnych, które również oferują wysoką jakość, a kosztują mniej dodaje ekspertka.

Według danych GfK Polacy tną także wydatki na większe produkty. Niemal 70 proc. konsumentów powstrzymuje się od zakupu zbędnych rzeczy, połowa chętniej niż dotychczas korzysta z promocji, a 42 proc. szuka zbliżonych produktów w niższych cenach. Najrzadszą strategią nadal pozostają zakupy z drugiej ręki. – Trudna sytuacja ekonomiczna skutecznie przekonuje Polaków do ekologicznych zachowań. Liczba konsumentów, którzy decydują się na zakup używanych przedmiotów konsekwentnie rośnie. Przez ostatnie półtora roku zwiększyła się o 10 punktów procentowych i obecnie wynosi 29 proc. – zaznacza Dominika Grusznic-Drobińska.

JRH przybliża dwie ze swoich inwestycji w raporcie miesięcznym

Firma inwestycyjna JR HOLDING ASI S.A. opublikowała raport miesięczny, w którym po raz pierwszy zaprezentowała bardziej szczegółowo dwie ze swoich inwestycji – LaserTec oraz GREEN LANES. Spółka przypomniała również, że w minionym miesiącu zawarła dwie przedwstępne umowy objęcia łącznie 1,87 mln akcji przy cenie 8 zł za sztukę co w sumie przyniesie do końca roku niemal 15 mln zł na inwestycje.

JRH zapowiedziała zmiany w zawartości publikowanych regularnie raportów miesięcznych. Ze względu na planowane przeniesienie notowań na rynek główny GPW, a co za tym idzie obowiązek sporządzania sprawozdań finansowych zgodnie z MSSF/MSR, co zajmuje więcej czasu, wyceny spółek portfelowych będą prezentowane w raportach kwartalnych i rocznym (oraz półrocznym po przejściu na GPW).

„W dalszym ciągu w raportach miesięcznych będziemy ukazywać Państwu aktualną strukturę naszych inwestycji wraz najważniejszymi informacjami z JRH oraz spółek portfelowych, nowością w raportach miesięcznych, będą rozszerzone opisy działalności co najmniej jednej spółki niepublicznej z naszego portfela, aby Państwo mogli lepiej zaznajomić się z biznesami, w które inwestujemy.” – zadeklarował w liście do akcjonariuszy, Prezes Spółki January Ciszewski.

Pierwszą spółką przedstawioną szerzej w nowej formule jest LaserTec – twórca nowoczesnych rozwiązań i producent magazynów energii o mocach od 5 kWh do 10 MWh. Jest to producent kompletnych urządzeń bateryjnych i kompetentny podmiot w integracji magazynów energii z instalacjami fotowoltaicznymi małymi 5-20 kWp, średnimi 50 do 1000 kWp, przemysłowymi od 1 do 10 MWp wzwyż. Spółka rozwija własne projekty dotyczące systemów Battery Management Systems (BMS) i Energy Management Systems (EMS) znajdujących zastosowanie w stacjonarnych magazynach energii i bateriach trakcyjnych do pojazdów elektrycznych, a także projekty z zakresu elektroniki stosowanej w systemach magazynowania i przetwarzania energii elektrycznej.

Przed 2021 rokiem spółka działała w segmencie usług laserowych, który obecnie na tle segmentu bateryjnego stał się drugoplanowym, spółka wydzieliła go organizacyjnie i nadal uzyskuje z jego działalności stałe przychody, stara się pozyskiwać w tym obszarze nowych klientów oraz rozwijać działalność.

„Posiadana gama produktów i technologii a także kompetencje w ich rozwijaniu pozwolą LaserTec, dzięki wsparciu inwestorów, odpowiedzieć na aktualne wyzwania stojące przed branżą OZE. Oferowane rozwiązania znajdą zastosowanie w rozwoju infrastruktury na potrzeby sieci elektromobilności, stabilizacji sieci elektroenergetycznych, rozwoju OZE oraz integracji z sieciami trakcyjnymi.” – przekonuje January Ciszewski.

GREEN LANES to zintegrowana grupa, rozwijająca proekologiczne technologie w branży przetwórstwa konopi włóknistych w modelu „zero waste”. Celem Spółki jest tworzenie proekologicznych produktów przy jednoczesnym wykorzystaniu dodatkowej wartości ekonomicznej, wynikającej z optymalizacji kosztu surowca, dzięki pełnemu wykorzystaniu wszystkich elementów pochodzących z konopi.

Spółka „The True Green” opracowała technologię produkcji substytutu drewna twardego na bazie łodygi konopi. Kończy ona pracę na uruchomieniem prototypowej linii produkcyjnej, która w przyszłości ma być przeskalowana do produkcji seryjnej. Termin zakończenia prac to listopad 2022. Projekt zajął pierwsze miejsce w kategorii “Environment” w konkursie „Start-up Challenge” organizowanym przez European Tech and Start-up Days podczas XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Przetwórstwem ziarna zajmuje się „Green Lanes Proteins”. Dzięki zastosowaniu innowacji technologicznych i procesowych spółka uzyskuje wysokoskoncentrowany izolat białka konopi bogatego w edestynę. Wytwarzany produkt jest cenną alternatywą w stosunku do innych roślinnych izolatów np. grochowego czy sojowego. Prace R&D zostały zakończone a sprzedaż zostanie uruchomiona jeszcze w tym roku. Ponadto spółka jako pierwsza w Europie opracowała technologię wytwarzania roślinnych zamienników mięsa drugiej generacji na bazie teksturowanego białka konopi. Wytworzone produkty w postaci burgerów oraz „mięsa” szarpanego w drugim kwartale 2022 roku z powodzeniem zostały wprowadzone na rynek gastronomiczny pod marką HEMPEAT. W kolejnych okresach spółka prognozuje utrzymanie dotychczasowej dynamiki wzrostu lokali i przychodów oraz zapowiada wprowadzenie do obrotu nowych produktów na bazie HEMPEAT, takich jak substytut mięsa mielonego oraz meatballs.

„Produkty opracowane przez GREEN LANES doskonale pasują do bieżących trendów. Pozyskiwanie, z odnawialnych źródeł, produktów takich jak substytuty drewna czy mięsa odpowiadają na potrzeby dzisiejszych czasów. Spółka GREEN LANES wpisuje się, podobnie jak LaserTec w strategię inwestycyjną JR HOLDING. Chcemy wywierać pozytywny wpływ na technologie przyszłości a nawet kreować trendy, wspierając innowacyjnych przedsiębiorców uczestniczyć w rozwoju gospodarki. Wierzę, że dzięki temu, będziemy w długim terminie kreować ponadprzeciętną wartość dla naszych akcjonariuszy.” – podsumował January Ciszewski.

JRH poinformował również, że w minionym miesiącu spółka portfelowa The Batteries zajęła 8 miejsce w Top 25 najlepszych polskich startupów 2022 miesięcznika „My Company Polska” oraz otrzymała główną nagrodę w kategorii „Najlepsze rozwiązanie technologiczne” w tegorocznym konkursie „Orły Innowacji Rzeczpospolitej”. W tym samym konkursie inna spółka portfelowa – Livekid otrzymała wyróżnienie w kategorii: „Start-up z potencjałem Polska-Świat”.

Rehabilitacja po COVID-19 w Centrum Osteohelp.pl Kraków

Choroba COVID-19 może przebiegać łagodnie, ale nawet w takiej sytuacji jej następstwa bywają poważne. Powikłania pocovidowe mają różne nasilenie i przybierają odmienny charakter, jednak w żadnym wypadku nie należy lekceważyć żadnych dolegliwości, które pojawiły się po przebytej infekcji. Dzięki specjalistycznej rehabilitacji stan zdrowia osób cierpiących z powodu zespołu pocovidowego może się znacznie poprawić!osteohelp krakow

Fizjoterapia w Krakowie – dzięki niej poczujesz się znacznie lepiej

Nie musisz już dłużej zastanawiać się nad tym, gdzie szukać pomocy. Krakowskie Centrum Fizjoterapii i Osteopatii Osteohelp.pl, które mieści się przy ul. Limanowskiego 15, specjalizuje się między innymi w rehabilitacji Pacjentów zmagających się powikłaniami po chorobie wywołanej wirusem SARS-CoV-2. W tym miejscu przekonasz się, że nowoczesna fizjoterapia wykorzystuje różne, niezwykle skuteczne metody, które pomagają nawet całkowicie wyeliminować niektóre dolegliwości. Jeśli zdecydujesz się na skorzystanie z oferty osteohelp.pl, zobaczysz, jak skuteczne mogą być manipulacje tkanek miękkich, masaż leczniczy i relaksacyjny oraz terapia manualna.

Fizjoterapeuta potraktuje Cię indywidualnie i zaplanuje dokładnie to, jak będzie przebiegała rehabilitacja. Wykorzysta on całą swoją wiedzę, by jak najlepiej dobrać metody pracy i oczyścić Twój organizm z cytokin powodujących przewlekły stan zapalny. Jego starania sprawią, że Twoja sprawność psycho-ruchowa będzie lepsza, a ogólna odporność poprawi się. W zależności od potrzeb Pacjenta rehabilitant może pracować na przykład nad przywróceniem prawidłowego rytmu i ruchu przepływu krwi w naczyniach krwionośnych, usprawnieniem wymiany gazowej i pracy płuc czy łagodzeniem zaburzeń neurologicznych. Nie trać czasu i jak najszybciej umów się na spotkanie, podczas którego sporo dowiesz się o stanie swojego zdrowia i zaczniesz pracować nad jego poprawą!

Tylko 31% organizacji z Europy i Wielkiej Brytanii uważa, że ich model zarządzania ryzykiem jest „dojrzały” lub „solidny”

  • 47% organizacji z siedzibą w Europie i Wielkiej Brytanii określiłoby swoje kluczowe wskaźniki ryzyka jako „przeważnie” lub „bardzo” solidne
  • 48% respondentów stwierdziło, że Covid-19 „w większości” lub „w znacznym stopniu” zmienił charakter najważniejszych zagrożeń wpływających na ich organizację

W rzeczywistości, w której globalne organizacje stoją w obliczu coraz bardziej złożonego otoczenia ryzyka, znaczna ich część ma niewystarczające podejście do zarządzania ryzykiem i niedojrzałe procesy zarządzania ryzykiem korporacyjnym (ang. Enterprise Risk Management, ERM) – wskazuje nowy raport. AICPA & CIMA wraz z Enterprise Risk Management Initiative (ERM Initiative) na Uniwersytecie Stanowym Karoliny Północnej przeprowadziły ankietę wśród 747 globalnych liderów finansów i biznesu, której wyniki zostały opublikowane w raporcie “2022 Global State of Risk Oversight: Managing the Rapidly Evolving Risk Landscape”.

W ankiecie zmierzono ocenę poziomu dojrzałości w zakresie proaktywnego zarządzania ryzykiem poprzez wdrażanie procesów ERM. Jest to metodologia, która strategicznie analizuje zarządzanie ryzykiem z perspektywy całej firmy lub organizacji i ma na celu identyfikację, ocenę i przygotowanie na potencjalne straty, niebezpieczeństwa, zagrożenia i inne potencjalne szkody, które mogą kolidować z operacjami i celami organizacji i/lub prowadzić do strat.

Zwiększona niepewność i szybko zmieniająca się rzeczywistość, w tym zmiany geopolityczne, zakłócenia w łańcuchu dostaw, rywalizacja o talenty i utrzymujące się skutki globalnej pandemii, w dalszym ciągu napędzają ryzyko, z którym musi się zmierzyć kadra zarządzająca. Ale nawet w obliczu tych złożonych zagrożeń tylko 31% respondentów z Wielkiej Brytanii i Europy stwierdziło, że ich model zarządzania ryzykiem jest „dojrzały” lub „solidny”.

Inne kluczowe wnioski z raportu to:

  • Tylko 13% kadry kierowniczej z Europy i Wielkiej Brytanii uważa, że ​​procesy zarządzania ryzykiem w ich organizacji zapewniają im przewagę konkurencyjną
  • 64% organizacji z siedzibą w Europie i Wielkiej Brytanii twierdzi, że posiada ustandaryzowany proces identyfikacji ryzyka.

Liderzy biznesu rozumieją, że organizacje muszą podejmować ryzyko, aby generować zyski. Jednak wśród respondentów pytanych czy ich procesy zarządzania ryzykiem zapewniają im przewagę konkurencyjną, widoczna była zauważalna różnica między analizowanymi regionami. 40% respondentów w Azji i Austrazji oraz 34% w Afryce i na Bliskim Wschodzie uważa, że ​​ich nadzór nad ryzykiem zapewnia im istotną przewagę konkurencyjną, podczas gdy w Europie i Wielkiej Brytanii odsetek ten wynosił tylko 13%.

Mark Beasley, KPMG Professor of Accounting, Director of the ERM Initiative, NC State  (Uniwersytet Stanowy Karoliny Północnej), powiedział:

„Globalnie organizacje zmagają się z realiami coraz bardziej złożonego otoczenia ryzyka, jednocześnie zdając sobie sprawę, że ich obecne podejście do nadzoru nad ryzykiem może być niewystarczające. Co ciekawe, jeszcze przed ogromnie destrukcyjną pandemią Covid-19 liderzy biznesu czuli przytłaczający ciężar i złożoność zagrożeń wpływających na ich organizacje. Jak sugerują nasze badania, zarządzanie ryzykiem nie staje się łatwiejsze”.

Ash Noah CPA, CGMA, Vice President & Managing Director of Management Accounting Association of International Certified Professional Accountants, reprezentujące AICPA & CIMA, powiedział:

„Liderzy biznesu, którzy rozumieją, że ryzyko i zyski są ze sobą powiązane, prawdopodobnie zwiększą swoje inwestycje w nadzór nad ryzykiem, aby wzmocnić odporność i zwinność swojej organizacji nawigując po złożonym i niepewnym krajobrazie ryzyka. Co więcej, korzystanie z ERM wspiera tworzenie wartości oraz długoterminowej rentowności i zrównoważony rozwój.”

Metodologia badania

2022 Global State of Risk Oversight: Managing the Rapidly Evolving Risk Landscape obejmuje dane zebrane w 2022 r. w ramach ankiety online przeprowadzonej wśród światowych liderów biznesu z czterech głównych regionów: Europy i Wielkiej Brytanii, Azji i Austrazji, Afryki i Bliskiego Wschodu oraz Stanów Zjednoczonych. Około połowa z nich pełni wysokie funkcje w księgowości i finansach, a pozostali reprezentują różne stanowiska kierownicze w różnych branżach. W sumie zebrano 747 w pełni wypełnionych ankiet.

Nasdaq ustnowił nowe dwuletnia minima. Złoto ponownie traci

Wczorajsza sesja na Wall Street przebiegła pod dyktando sprzedających. Najwięcej z indeksów stracił Nasdaq zamykając się pod kreską ponad 1 proc. Słabe nastroje utrzymują się z piątku, kiedy administracja Bidena ogłosiła nowe ograniczenia dla amerykańskich firm w zakresie sprzedaży półprzewodników i powiązanego sprzętu produkcyjnego do Chin. Rynek czekana CPI z USA, które już w czwartek. Przed nami start sezonu publikacji wyników amerykańskich spółek.

Nasdaq ustnowił nowe dwuletnia minima. Indeksowi SP500 oraz Dow Jones do takiego wyniku brakuje niewiele. Jak na razie nie widać zakończenia spadków na Wall Street. Dolar po NFP jest coraz silniejszy a główna para walutowa osuwa się w stronę dołków z końca września. Złoto ponownie traci a odbicie cen surowca na początku października okazało się jedynie korektą techniczną.

Jesteśmy po danych z amerykańskiego rynku pracy a przed odczytem inflacji. Przed weekendem dowiedzieliśmy się, że zatrudnienie w USA ponownie znacząco wzrosło we wrześniu, zwiększając się o 263 tys. Jednocześnie stopa bezrobocia zaskakująco mocno spadła do 3,5%. Wynik NFP jest wciąż silny i znacznie przekracza próg około 70 tys. – tyle jest potrzebnych wakatów każdego miesiąca do integracji rosnącej populacji na rynku pracy. Spadek stopy bezrobocia wynikał głównie z tego, że z rynku pracy wycofało się we wrześniu 57 tys. osób. Współczynnik aktywności zawodowej ponownie nieznacznie spadł do 62,3 proc. Od początku roku nie widać tu żadnego postępu.

Z punktu widzenia Fed napięcia na rynku pracy nie zmalały więc w wystarczającym stopniu, należy spodziewać się kolejnych, wysokich podwyżek stóp. Dane nie są w 100 proc. klarowne. Popyt na pracę wciąż znacznie przewyższa podaż. Dalszy lekki spadek inflacji płacowej (płace godzinowe były o 5 proc. wyższe niż rok wcześniej; wzrost płac osiągnął w marcu szczyt na poziomie 5,6 proc.) należy więc interpretować z ostrożnością.

Dalsze podwyżki stóp przez Fed mają na celu ograniczać inflację. Rezerwa Federalna chciałaby również, aby rynek pracy uległ schłodzeniu, wówczas ten czynnik w zdecydowanie szybszy sposób wpłynąłby na spowolnienie dynamiki wzrostu cen.

Czwartek może okazać się dniem wyższej zmienności. Konsensus rynkowy zakłada wzrost inflacji bazowej do 6,5 proc. co argumentowane jest coraz wyższymi cenami czynszów. Pamiętajmy, że koszty mieszkaniowe są najważniejszą pozycją w koszyku dóbr. Z kolei spadek cen używanych aut będzie nieco tłumił wynik. Perspektywy dla inflacji zasadniczej są lepsze. Tutaj dalszy spadek cen benzyny łagodzi sytuację. Ponadto wzrost cen żywności powinien powoli tracić impet.

Dane są szczególnie ważne, ponieważ będą mogły wpłynąć na kolejną decyzję Rezerwy Federalnej. W tym roku zaplanowane są jeszcze posiedzenia listopadowe oraz grudniowe. Niższe odczyty będę wodą na młyn wszystkich tych uczestników rynku, którzy oczekują złagodzenia polityki monetarnej przez Fed. Wyższe wręcz przeciwnie – utrzymania obecnego tempa zacieśniania lub jego podwyższenia.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Ostatni dzwonek, żeby zadbać o system edukacji w Polsce

– Skończmy z masowym rozdawaniem coraz mniej wartych matur i przestańmy próbować kształcić ludzi na pracowników fabryk. Oceniajmy szkoły przez pryzmat atrakcyjności oferty, pozwólmy uczyć przedmiotów zawodowych porządnie i przede wszystkim zadbajmy o tych nauczycieli, którzy jeszcze zostali przy tablicach – Mateusz Krajewski, prezes największej w Polsce fundacji oświatowej analizuje krytyczną sytuację systemu edukacji i przedstawia pomysły na jego ratowanie.

Przekornie można powiedzieć, że system edukacji w Polsce jest efektywny. Dowody? Oto i one: wystarczy efektywność mierzyć w bardzo prosty sposób: na przykład odsetkiem uczniów zdających egzamin ósmoklasisty i opanowaniem podstawy programowej. Albo poziomem oferty opiekuńczej, czyli zagospodarowania czasu dzieci, kiedy ich rodzice są w pracy. Ba, przykładając taką miarę, można powiedzieć nawet, że efektywność polskiego systemu oświaty jest bardzo wysoka.

– Gdybyśmy przyjęli taką definicję efektywności, to nasze państwo za pieniądze włożone w system edukacji dostaje wynik na oczekiwanym poziomie – twierdzi Mateusz Krajewski, prezes fundacji Ogólnopolski Operator Oświaty. – Przecież większość ósmoklasistów zdaje egzamin z przyzwoitym wynikiem, a poziom opieki jest wystarczający, bo liczba wypadków w szkołach jest niewielka.

Tylko czy o taki wymiar i kryteria efektywności powinno w polskiej szkole chodzić? Gdyby rozumieć ją inaczej: jako rozwój, jako poszukiwanie w uczniach talentów i umiejętne kierowanie ich w stronę wykorzystania w życiu i w pracy ich umiejętności i potencjału, ocena będzie zupełnie inna.

Diagnoza: Nadal próbujemy wychowywać pracowników fabryk

W ciągu ostatnich 30, może nawet 50 lat, merytorycznie i programowo w polskiej oświacie zaszły stosunkowo niewielkie zmiany. Mentalnie stoimy w miejscu i dalej wychowujemy pracownika fabryki. W pruskim modelu staramy się przekazywać uniwersalną wiedzę wszystkim. Dzisiaj to już się nie sprawdza i nie prowadzi do spektakularnych efektów.

– Jeśli naszą ambicją jest wychowywanie kolejnych pokoleń, które umieją czytać, pisać, liczyć i formułować proste tezy, to zasadniczo nam się to udaje. Ale czy to tworzy jakiekolwiek zasoby kreatywności, talentu? Nie! – analizuje Mateusz Krajewski. – Ani system pruski, ani potem radziecki, nie były zainteresowane indywidualnością. Miały wypuszczać kolejne roczniki ludzi uległych, potrafiących przeczytać instrukcje i się do nich zastosować. Najlepiej bez dyskusji. Rzecz w tym, że po 1989 roku nasze myślenie o szkole pozostało w tych ramach.

Oczywiście, mało który masowy system jest skonstruowany tak, żeby wspierać indywidualności. Jednak z doświadczeń innych krajów wiemy, że jest to możliwe. Tymczasem polska szkoła robi niewiele, by kierować młodych ludzi tak, aby w dorosłym życiu potrafili wykorzystać swoje zdolności. Żeby robili w życiu to, co lubią i byli w tym naprawdę dobrzy. A wtedy skorzystalibyśmy wszyscy. Z naszą gospodarką na czele.

Inna wizja szkoły podstawowej

Nawet dzisiaj, w niedofinansowanym systemie, można stworzyć atrakcyjną ofertę szkoły podstawowej. Można ją prowadzić inaczej, w sposób interesujący, rozwijający dzieci i korzystny dla rodziców.

– Kluczowe jest zapewnienie spokojnych warunków pracy i odciążenie od zbędnych zadań. To organ prowadzący powinien dbać o wsparcie techniczne i administracyjne. Zapewniać pomoc w pozyskiwaniu dodatkowych środków, dobre narzędzia do pracy czy atrakcyjne szkolenia – wylicza Mateusz Krajewski. – To da się zrobić i nasze szkoły są tego przykładem. Dyrektor z dużą autonomią, fachowiec potrafiący zorganizować funkcjonowanie placówki pod kątem merytorycznym, ma czas, przestrzeń i warunki do zajmowania się rozwijaniem szkoły. Do realizowania ciekawych pomysłów, dbania o jakość i poziom nauki.

Jak podkreśla prezes fundacji Ogólnopolski Operator Oświaty, jakość szkoły nie powinna być mierzona poziomem zdawalności testów czy egzaminów. Głównym kryterium oceny powinien być poziom zadowolenia uczniów i to, ilu chętnych wskazuje szkołę jako placówki pierwszego wyboru. To, jak jest oceniana przez uczniów i czy chcą do niej przychodzić kolejne roczniki.

– Jest wiele badań, które pokazują, że jeśli rozlicza się ludzi pod kątem wyniku, potrafią zachowywać się skandalicznie, tylko po to, żeby w określonym momencie mieć określoną cyfrę – tłumaczy Krajewski. – W szkole nie powinniśmy się skupiać na tej finalnej cyfrze, tylko na sposobie, w jakim ją osiągnęliśmy. Na tym, żeby uczeń się rozwijał, rósł intelektualnie, poznawczo, moralnie. Rozwijał się jako człowiek. Lepiej, żeby wynik był przeciętny, ale proces był stabilny. Dzięki temu szkoły będą kończyć nieporównywalnie lepiej ukształtowani ludzie. Tacy, którzy będą mieć wartościowy punkt odniesienia. Umiejący szanować, wybitnych, przeciętnych i tych, którym trzeba pomóc. Ludzie, którzy potrafią dbać o siebie nawzajem, a nie tylko o to, żeby napisać jakiś test na określoną liczbę punktów.

W publicznej debacie, jako rozwiązanie finansowych bolączek systemu oświaty, pojawia się pomysł bonu oświatowego. Ta idea tak naprawdę… już działa. Pieniądze w postaci subwencji idą za dzieckiem od dobrych 20 lat. Działałaby jeszcze lepiej, gdyby samorządy, zwłaszcza duże, miały odwagę likwidować placówki, które sobie nie radzą. Tej odwagi jednak brakuje.

– Żeby ten system zadziałał w pełni, rozwiązanie jest bardzo proste. Trzeba w większej mierze do budowy sieci placówek publicznych dopuścić niezależne organy prowadzące – postuluje Mateusz Krajewski. – Każdy niesamorządowy podmiot jest pod nieporównywalnie większą presją, żeby zrobić dobrą szkołę. Ile ma w niej dzieci, tyle ma pieniędzy. Tutaj trzeba się ścigać i starać o jakość oferty i przede wszystkim o jakość relacji.

Tak funkcjonujące szkoły – choć jest ich w Polsce jeszcze niewiele – wcale nie mają gorszych wyników edukacyjnych. Mogą pochwalić się olimpijczykami z każdego przedmiotu. Potrafią wychować profesjonalnych sportowców z sukcesami. A przede wszystkim mają coś, co staje się coraz bardziej wartościową walutą: atmosferę spokoju i szacunku. Na każdej płaszczyźnie.

Lepiej być szczęśliwym dekarzem, niż smutnym księgowym

Dziś nie trzeba być naukowcem, żeby robić w życiu rzeczy zaawansowane i potrzebne innym. Takie, które pozwalają dobrze zarabiać i spędzać czas w sposób sprawiający przyjemność. Jednak młodym ludziom w ogóle nie pokazuje się przykładów szczęśliwych i spełnionych osób, które pracują rękami. A przecież tacy ludzie są wokół nas!

– Jako kraj rozdajemy zdecydowanie za dużo matur. Świadectwo dojrzałości zdewaluowało się do tego stopnia, że nie ma już większego znaczenia na rynku pracy. Coraz mniejszą wartość ma też dla samych maturzystów – przyznaje prezes fundacji Ogólnopolski Operator Oświaty. – Szkoła mogłaby i powinna przekazać nastolatkom wiedzę praktyczną, pomóc im wybrać sensownie, według zainteresowań to, czym chcą się w życiu zajmować. Lepiej być w życiu szczęśliwym dekarzem, niż smutnym księgowym.

Zadowolonych, dobrze zarabiających mechaników, hydraulików czy dekarzy właśnie wcale nie trzeba dziś długo szukać. Tymczasem wciąż pokutuje teza, że szkoła branżowa jest karą. Czymś gorszym. Choć powoli zainteresowanie dobrymi technikami i szkołami branżowymi rośnie, w szerszej skali nie są one w stanie stworzyć wystarczająco atrakcyjnej oferty. Problemem szkół technicznych jest też nieaktualność wiedzy.

Tu pojawia się słowo-mantra: pieniądze. Żeby w szkole technicznej chciał uczyć dobry fachowiec, trzeba mu dobrze zapłacić. Nawet jeśli znajdzie się entuzjasta, który chciałby poprowadzić zawodowe warsztaty przez kilka godzin w tygodniu, sprawa rozbija się o kolejną barierę: formalności. Żeby mieć uprawnienia do pracy z uczniami trzeba przejść bardzo żmudny, skomplikowany i zniechęcający proces.

– To powinno nas skłonić do postawienia pytania: czy nauczyciel zawodu koniecznie powinien być pedagogiem? – zastanawia się Mateusz Krajewski. – Może rozwiązaniem będzie sytuacja, kiedy klasa ma wychowawcę-pedagoga, który dba o klasę jako grupę, uczy odpowiedzialności i pracy zespołowej, ale kładzenia instalacji, dekarstwa albo hydrauliki uczy fachowiec z tej dziedziny.

Takie podejście pozwoliłoby osiągnąć dwa efekty. Zamiast nieatrakcyjnych pieniędzy za etat, dobremu specjaliście z określonej dziedziny można zaproponować rozsądną stawkę za godzinę cennych zawodowo warsztatów. Usuwając formalne, biurokratyczne przeszkody przed szkoleniem młodzieży w niewielkim wymiarze godzinowym – być może pod okiem pedagoga-wychowawcy – od razu podnosimy atrakcyjność oferty szkół. A za tym idą uczniowie. Za nimi z kolei – pieniądze.

Zatrzymać nauczyciela i skrócić drogę do tablicy

Systemowe rozwiązanie kwestii płac nauczycieli prędzej czy później musi się znaleźć.  Ostatnie lata pokazały, że w podbramkowych sytuacjach – a taka właśnie nieuchronnie nadchodzi dla oświaty – udaje się znaleźć potrzebne środki.

Jednak żeby zdolni ludzie chcieli po studiach podejmować pracę w szkołach, nawet pieniądze mogą okazać się za słabym magnesem. Odium, ciążące nad zawodem nauczyciela, odzieranie go z szacunku i prestiżu przez lata zrobiło dużo złego.

– Już teraz jest przestrzeń, żeby rozmawiać o działaniach pomocowych dla nauczycieli. Żeby próbować zatrzymać w szkołach tych, którym jeszcze chce się uczyć. Zaczynając od spraw najbardziej oczywistych, czyli przeciwdziałających wypaleniu zawodowemu – mówi Mateusz Krajewski. – W tej chwili nie ma takiego miejsca, w którym nauczyciel mógłby bezpłatnie porozmawiać z fachowcami o tym, jak się czuje, dlaczego tak się czuje i co może z tym zrobić. Superwizja dla nauczyciela jest niesamowicie potrzebna. Również możliwość spotkania się z pedagogami z innych szkół. Rozmowa, wymiana doświadczeń i pomysłów. W tej chwili takie rzeczy są niszowe, lub nikt się tym w ogóle nie zajmuje.

Pomysłem na taką przestrzeń jest projekt instytucji Rzecznika Praw Nauczyciela, nad którym pracuje fundacja Ogólnopolski Operator Oświaty. Oprócz wsparcia zawodowego, emocjonalnego i psychologicznego, projekt obejmuje też obszar poradnictwa prawnego. Na przykład w kwestii wniosków, wszelkich kontroli, ale również relacji w pracy, w tym z rodzicami. Projekt – który zyskał już wstępne zainteresowanie kilku samorządów – miałby być finansowany z grantów i środków unijnych.

– Trzeba zrobić wszystko, żeby zatrzymać odpływ pracowników ze szkół. Edukacja nie jest już rynkiem pracodawcy, gdzie zamęczonych nauczycieli można było wymieniać na nowych. Dzisiaj prawie nikt nie startuje nawet w konkursach na dyrektorów. Nikt nie chce tej pracy – wyjaśnia Mateusz Krajewski. – Trzeba zacząć poważnie myśleć o skróceniu ścieżki wejścia do zawodu nauczyciela. Zwłaszcza w przypadku nauczania początkowego. Nie ma dziś żadnego uzasadnienia dla kształcenia nauczycieli na pięcioletnich, jednolitych studiach. Nauczyciel nie musi być magistrem. Powinien być fachowcem od pracy z grupą. Ma być pedagogiem, mieć w sobie trochę miłości do zawodu i dzieci, z którymi pracuje.

Czarne chmury na horyzoncie

Jakość i dostępność systemu opieki nad dzieckiem jest jednoznacznie powiązany z decyzją o posiadaniu dziecka. Dostępność żłobków, przedszkoli i szkół to klucz do rozwiązania fundamentalnego problemu, jakim dzisiaj jest demografia. Tymczasem kryzys już trwa. W oświacie katastrofalnie brakuje ludzi, a ci którzy zostali, stają na głowie, żeby system działał. Tego paliwa nie starczy jednak na długo.

– Kwestią maksymalnie dwóch lat będzie rozpoczęcie dyskusji o współpłaceniu rodziców za ofertę szkół. Oczywiście podstawa programowa musi być realizowana bezpłatnie, jednak z innych rzeczy będzie trzeba sukcesywnie rezygnować – przewiduje Mateusz Krajewski. – Za chwilę skończy się też dyskusja na temat indywidualnego dotarcia do ucznia, bo wyczynem będzie jakiekolwiek dotarcie. System zmierza do punktu, w którym woła się trzy klasy do jednego nauczyciela, albo organizuje zajęcia w formie wykładu dla kilkuset uczniów i raz na trzy miesiące zalicza materiał.

Zdaniem prezesa fundacji Ogólnopolski Operator Oświaty, w całkiem niedalekiej przyszłości może czekać nas szkoła, która będzie ograniczać się wyłącznie do funkcji opiekuńczej. Bo do jej sprawowania nie potrzeba wykształcenia pedagogicznego. A nauczycieli… nie będzie.

– Dlatego za wszelką cenę musimy zadbać o ludzi pracujących jeszcze w szkołach. O ich warunki pracy i poczucie bezpieczeństwa – podkreśla Mateusz Krajewski. – Jeśli tego nie zrobimy, zacznijmy już teraz pisać algorytmy, do uczenia dzieci matematyki i wszystkich innych przedmiotów. Będziemy na nie skazani szybciej, niż nam się wydaje.

Pomysły na opanowanie kryzysu systemu oświaty fundacja Ogólnopolski Operator Oświaty przedstawiła już we wrześniu, podczas XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Kolejną okazją do dyskusji będzie panel „Kadrowa katastrofa w oświacie. Czy możemy jej jeszcze uniknąć?” podczas XX Samorządowego Forum Kapitału i Finansów w Katowicach.

W dyskusji wezmą udział przedstawiciele największych polskich miast, odpowiadający za oświatę w Krakowie, Wrocławiu i na Śląsku.

MINUTOR Energia podpisuje pierwszą umowę z Tauronem

MINUTOR Energia, notowana na New Connect spółka, która specjalizuje się w sprzedaży fotowoltaiki i produkcji magazynów energii, zawarł z TAURON Nowe Technologie S.A. z siedzibą we Wrocławiu umowę na zaprojektowanie i montaż instalacji fotowoltaicznej na rzecz klienta TAURON Nowe Technologie S.A. Realizacja instalacji ma nastąpić w terminie 45 dni od daty zawarcia niniejszej umowy.

– Jestem niezwykle zadowolony z podpisania obecnej umowy. Jest to nasz pierwszy podpisany projekt z TAURON Nowe Technologie, ale na pewno nie ostatni. Obecny kontrakt jest zaplanowany na kilka etapów, a w kolejce są jeszcze inne postępowania na etapie negocjacji, koncepcji czy to ofertowania, w których wspólnie bierzemy udział. Rynek B2B zwłaszcza dużych instalacji charakteryzuje się zdecydowanie dłuższą ścieżką sprzedażową niż rynek B2C. Niemniej jednak, idziemy w dobrym kierunku. – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

Podpisana umowa jest następstwem zawartej 19 maja 2022 r. z TAURON Nowe Technologie S.A. umowy o współpracy w zakresie zlecania robót dotyczących budowy instalacji fotowoltaicznych. Zapowiedź rozpoczęcia współpracy pojawiła się już na tegorocznym Europejskim Kongresie Gospodarczym, którą ogłosił wtedy Piotr Apollo, prezes TAURON Nowe Technologie S.A.

– Spółka Minutor jest naszym certyfikowanym instalatorem fotowoltaiki, więc zdążyliśmy się już poznać podczas realizacji kilku projektów. Dlatego mamy pewność, że kolejne wspólne zadanie będzie obsłużone bezproblemowo. To dla nas szczególnie ważne żeby klient, który wykłada na inwestycję niemałe pieniądze, nie musiał martwić się o przebieg procesu inwestycyjnego. Nasz certyfikowany partner posiada prężny, doświadczony i merytoryczny dział koncepcyjno-projektowy przygotowujący dla nas oferty, które później kierujemy do naszych największych klientów. – dodał Piotr Apollo, prezes TAURON Nowe Technologie S.A. – Sezon wakacyjny się skończył i od początku września dostrzegamy wzmożoną aktywność wśród potencjalnych klientów, dlatego niebawem będziemy zapewne świadkami kolejnych podpisanych umów na projekty wielkoskalowe z naszym partnerem – zakończył Piotr Apollo.

MINUTOR Energia prowadzi obecnie emisję akcji serii D o wartości do 3 mln zł, której celem jest m.in. podwyższenie kapitału zakładowego w spółce-córce, odpowiadającej za produkcję magazynów energii.

Rośnie sprzedaż i przychody Miraculum

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum sukcesywnie zwiększa przychody ze sprzedaży, zwłaszcza z eksportu. We wrześniu spółka odnotowała wzrost przychodów ze sprzedaży netto o 11 proc. r/r. Sprzedaż na eksport wzrosła aż o 92 proc. r/r. Narastająco, od stycznia do września tego roku, Miraculum szacuje wzrost przychodów w tym kanale sprzedaży o 78 proc. względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Działająca od 1924 r. Miraculum skupia w swoim portfolio 11 marek, w tym m.in. Miraculum, Pani Walewska, Joko i Chopin. Spółka we wrześniu zrealizowała kolejne dostawy do klienta z Arabii Saudyjskiej – sprzedaż narastająco w ramach zawartego kontraktu wynosi obecnie ok. 385 tys. USD. Jednocześnie firma prowadzi z nim rozmowy o kolejnych zamówieniach na I kwartał 2023 r. W zeszłym miesiącu Miraculum zrealizowała także sprzedaż do klientów z Tajwanu, Mołdawii, Finlandii, Kazachstanu, Hiszpanii i wielu innych państw. Dzięki rozwijaniu eksportu przychody netto spółki w tym kanale dynamicznie rosły kolejny miesiąc z rzędu. We wrześniu wyniosły 1,65 mln zł, co stanowi wzrost o 92 proc. w stosunku do września 2021 r. (858 tys. zł). Narastająco, w okresie styczeń-wrzesień br., przychody te wynoszą  prawie 8 mln zł. Natomiast przychody ze sprzedaży netto w ww. okresie wynoszą 32,1 mln zł, co stanowi wzrost o 36 proc. w stosunku do okresu styczeń-wrzesień 2021 r. (23.531 tys. zł).

– Konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju, w ramach której rozwijamy i wzmacniamy poszczególne kanały sprzedaży. Ostatnie miesiące to czas intensywnego rozwoju i pracy naszego działu eksportu, czego efekty są już dobrze widoczne w naszych wynikach sprzedaży. Co istotne, realizacji kolejnych kontraktów i wzrostowi przychodów z eksportu towarzyszą długofalowy rozwój sprzedaży w kanale nowoczesnym oraz wzrost marży, co przełoży się pozytywnie na nasze wyniki finansowe w długiej perspektywie – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.

Również we wrześniu Miraculum poszerzyło zakres współpracy z największą drogerią internetową w Europie – Notino. W jej ofercie poza kosmetykami z serii Miraculum i Pani Walewska są już także dostępne perfumy premium marki Chopin. Miraculum posiada wyłączność na używanie unijnego i międzynarodowego znaku towarowego „Chopin” dla produktów kosmetycznych, a umowa z Narodowym Instytutem Fryderyka Chopina obejmuje wszystkie rynki krajów Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Chin, Japonii i Korei Południowej. Poszerzenie współpracy z Notino powinno przełożyć się na dalszy rozwój nowoczesnego kanału dystrybucji. Narastająco, w okresie styczeń-wrzesień 2022 r., Miraculum szacuje przychody ze sprzedaży netto w tym kanale na 12,4 mln zł, co stanowi wzrost o 39 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Kiril Marinov na czele nowego działu Henkel Consumer Brands w Polsce

Kiril Marinov, dyrektor zarządzający działu Henkel Beauty Care w polskim oddziale firmy, 1 października 2022 r. przejął dodatkowo obowiązki dyrektora zarządzającego działu Laundry&Home Care. Sprawując obie funkcje, jest odpowiedzialny za przeprowadzenie w Polsce procesu integracji obu zespołów w jeden dział Henkel Consumer Brands, a następnie stanie na jego czele jako dyrektor zarządzający. Zgodnie ze strategią firmy i kalendarzem projektu integracji nowy globalny dział Henkel Consumer Brands zacznie oficjalnie działać w strukturach firmy Henkel z początkiem 2023 roku.

Z założenia integracja ta ma stymulować wzrost i rentowność zarówno połączonych działów jak i całej firmy. Wynikiem synergii będzie także poprawa efektywności i możliwości dostosowania działań organizacji w wysoce zmiennym otoczeniu biznesowym. Dodatkowo utworzenie nowego sektora biznesowego Consumer Brands uwolni część zasobów, które będą mogły zostać przeznaczone na ukierunkowanie inwestycji w strategiczne kompetencje spółki, w tym cyfryzację obszaru badawczo-rozwojowego, możliwości w zakresie e-commerce i działania na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Mam bardzo duże poczucie odpowiedzialności za powodzenie misji, jaką jest integracja obu działów w jeden dobrze funkcjonujący organizm. Razem z moim zespołem zarządzającym rozpoczęliśmy podróż. Będzie pełna wyzwań, ale i możliwości budowania nowych sposobów działania, lepiej dostosowanych do nadchodzącej przyszłości. Mamy wizję stworzenia zdrowego i bardzo skutecznie działającego zespołu. Chcemy stworzyć kulturę organizacyjną, w której wszyscy sobie ufają, cenią się i nawzajem inspirują mówi Kiril Marinov.

Do zadań Kirila na nowym stanowisku będą należeć m.in. integracja działań łączących się obszarów biznesowych, utrzymanie i umacnianie wiodącej pozycji henklowskiego portfolio kosmetyków i środków czystości na rynku, zapewnienie wysokich, trwałych wyników sprzedażowych oraz przygotowanie zespołu na obecne i przyszłe wyzwania i możliwości rynkowe.

Jestem zaszczycony, że powierzono mi tak odpowiedzialne zadanie w okresie transformacji, jaką przechodzi Henkel. Głęboko wierzę w to, że zarówno ja, jak i zespół połączonych działów zrobimy wszystko, by dalej budować silną pozycję Henkla na polskim rynku kosmetycznym i środków czystości. Naszym klientom możemy obiecać, że będziemy zaufanym i wiarygodnym partnerem biznesowym zapewniającym doskonałą współpracę i wspólne osiąganie celów. A konsumentom w Polsce będziemy nadal oferować portfolio innowacyjnych i zrównoważonych produktów, dopasowanych nie tylko do ich potrzeb, ale także oczekiwań, jeśli chodzi o odpowiedzialność środowiskową – dodaje  Marinov.

Zanim Kiril Marinov dołączył do zespołu Henkla w 2003 r. zajmował szereg stanowisk w działach marketingu międzynarodowych firm z sektora FMCG. W Henklu swoją karierę rozpoczął jako przedstawiciel handlowy w bułgarskim oddziale firmy, z czasem pełniąc tam funkcje kierownicze w działach marketingu i sprzedaży. Kolejne doświadczenia zdobywał w regionalnej centrali w Austrii w ramach organizacji sprzedaży na region Europy Środkowo-Wschodniej. W 2014 roku objął stanowisko dyrektora generalnego działu Beauty Care na Litwę, Łotwę i Estonię, a od 2018, jako dyrektor zarządzający działu Beauty Care Henkel Polska, był odpowiedzialny za rozwój biznesu i wyniki na polskim rynku.

Nowy dyrektor zarządzający działu Henkel Consumer Brands Polska ma 44 lata. Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej DA Tsenov w Bułgarii. Jest żonaty i ma dwoje dzieci. Prywatnie interesują go podróże i taniec.

Długi alimentacyjne nie ulegają przedawnieniu. Jak wygląda egzekucja?

  • Od grudnia 2021 r. obowiązują przepisy, na mocy których długi alimentacyjne wobec Funduszu Alimentacyjnego nie ulegają przedawnieniu. Dzięki tej zmianie gminy mogą zgłaszać do biur informacji gospodarczej nierzetelnych alimenciarzy bez względu na datę powstania długu.
  • Na początku bieżącego roku było nawet 290 tys. osób z zadłużeniem alimentacyjnym. Dług, który wygenerowały, sięga blisko 13 mld zł. Natomiast rocznie nawet 70 tys. dzieci ma przyznawane alimenty.
  • W jaki sposób windykowany jest dług alimentacyjny, w jaki sposób mogą walczyć osoby, które nie otrzymują przyznanych alimentów, jaką rolę w tym zakresie pełni windykacja?

Od 29 grudnia 2021 r. obowiązują przepisy, na mocy których długi alimentacyjne wobec Funduszu Alimentacyjnego nie przedawniają się. Oznacza to, że niezależnie od tego, kiedy powstał dług – rok, pięć, siedem czy dwanaście lat temu, to osoba zadłużona może przez gminę zostać wpisana do biur informacji gospodarczej. To duża zmiana, bo jeszcze w zeszłym roku te rejestry zobowiązane były przyjmować informacje nie starsze niż 6-letnie. Ważne jest to o tyle, że dzięki wprowadzonej nowelizacji znacznie łatwiej jest weryfikować, czy osoba, z którą mamy do czynienia jest rzetelnym płatnikiem nałożonych sądownie zobowiązań – czy jest wiarygodna.

Takie zmiany otwierają też nowe drzwi do dochodzenia należnych nam świadczeń drogą windykacji. Co może zrobić osoba, której przyznane alimenty nie są wypłacane? Kiedy można zgłosić się do wyspecjalizowanych firm windykacyjnych w celu wsparcia w zakresie odzyskania należności alimentacyjnych?

Nierzetelni alimenciarze na celowniku

W skali roku w Polsce nawet 70 000 dzieci może mieć przyznawane przez sąd alimenty. Czy wszyscy rodzice, którym sądownie nałożono zobowiązanie wobec dzieci, wywiązują się ze swojej powinności? Jak się okazuje, aż 290 tys. osób zadłużonych z tytułu zadłużenia alimentacyjnego widniało w bazach Biura Informacji Gospodarczej ERIF. Dane te wskazują, że w sumie jest to dług sięgający blisko 13 mld zł.

Od lat podejmowane są liczne aktywności ustawodawcy, by wyeliminować patologiczną sytuację migania się od płacenia sądownie przyznanych alimentów. Dla przykładu w 2019 r. w przypadku kierowców zawodowych zdecydowano o włączeniu połowy diety do możliwości egzekucji na poczet zaspokojenia roszczeń alimentacyjnych. W minionym roku w grudniu także podjęto kolejne zmiany niektórych ustaw, które pozwalają na umieszczanie nierzetelnych alimenciarzy w bazach BIG niezależnie od terminu powstania długu, co może ich mocniej motywować do regulacji zadłużeń – zauważa Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Wszystkie tego typu działania państwa mają za zadanie zadbać o skuteczność w dochodzeniu alimentów. Niemniej jednak w wielu przypadkach osoba, na poczet której powinny być wypłacane alimenty – a nie są – pozostaje sama w walce o należności. Co można zrobić w takiej sytuacji?

Kiedy alimenty nie wpływają na konto…

Osoby, które mimo pozytywnej decyzji sądu nie otrzymują alimentów, mogą ubiegać się o świadczenia z tytułu Funduszu Alimentacyjnego. Maksymalna miesięczna kwota, którą można uzyskać w ramach wsparcia tego funduszu, wynosi 500 zł. Konieczne jest jednak spełnienie kryterium dochodowego, które obecnie wynosi 900 zł na jednego członka rodziny netto. W wielu przypadkach takie kryterium jest przekraczane, bo nawet zarabiając minimalne wynagrodzenie – 2363,56 zł i mając na utrzymaniu jedną osobę, przekracza się wskazany próg dochodowy o ponad 280 zł. To w zdecydowanej większości przypadków determinuje brak kwalifikacji do otrzymywania świadczenia.

W takich okolicznościach można o pomoc zwrócić się do wyspecjalizowanych firm windykacyjnych, które mogą wesprzeć w odzyskaniu należnych pieniędzy. Jest to ścieżka polubowna – bez angażowania komornika czy instytucji sądu, które w wielu przypadkach mogą okazać się zbyt radykalnym działaniem – zwłaszcza w początkowej fazie prób odzyskania należności.

Firmy windykacyjne dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu, kompetencjom i stosownym narzędziom wspierają nierzetelnych alimenciarzy w regulacji długu, a jednocześnie pomagają wierzycielom w odzyskiwaniu należności. Posiadanie wiedzy w zakresie zarządzania wierzytelnościami skutecznie i efektywnie doprowadza, w wielu przypadkach, do spłaty długu polubownie, co może być ogromną wartością dla np. byłych małżonków – wyjaśnia Marcin Czugan z ZPF.

Egzekwowanie przez windykację spłaty zadłużenia odbywa się za pośrednictwem sprawdzonych kanałów komunikacji i ściśle określonych narzędzi, wśród których jest m.in. możliwość rozłożenia zadłużenia na dogodne do spłaty transze.

Bardzo często w przypadku dochodzenia zadłużeń alimentacyjnych wyjątkowo motywujące jest włączenie się specjalisty „z zewnątrz”. Chłodne ocenienie sytuacji, rzeczowość i profesjonalne podejście, którym wykazują się windykatorzy, jest skuteczniejsze, niż samodzielne próby egzekucji długu, które często podszyte są negatywnymi emocjami – dodaje prezes ZPF.

Alimenty szansą na lepsze jutro

Bardzo często alimenty zasądzone są na rzecz niepełnoletnich dzieci. Determinacja w odzyskiwaniu takich należności często jest tak silna, że wzbudza negatywne emocje, które w wielu przypadkach mogą pogłębiać problem i oddalać czy utrudniać skuteczność egzekucji. Dlatego samodzielne podejmowanie negocjacji, prób odzyskania zaległych alimentów może okazać się wyjątkowo nieskuteczne.

Walka o alimenty w wielu przypadkach jest próbą zdobycia szansy lepszego jutra dla dziecka, co zdecydowanie podnosi priorytet istoty odzyskania wierzytelności. Windykacja choć często kojarzona z polubownym odzyskiwaniem należności na rzecz firm, specjalizuje się także w egzekucji świadczeń alimentacyjnych na rzecz osób prywatnych. Z usług windykatora może skorzystać każda osoba, której dotychczasowe próby egzekucji długu były nieskuteczne.

Chciałbym podkreślić, że wszystkie działania podejmowane przez profesjonalne firmy windykacyjne są sprawdzone, zgodne z obowiązującymi przepisami i przede wszystkim polubowne. Wybierając takie wsparcie, warto sprawdzić, czy dana firma jest członkiem ZPF – dzięki temu otrzymujemy pewność, że spełnia ona zasady ujęte w Zasadach Dobrych Praktyk i działa w pełni etycznie – mówi Marcin Czugan, prezes ZPF.

Wszystko kręci się wokół inflacji w USA

W raporcie z amerykańskiego rynku pracy nie było widać oznak rozluźnienia. Przypieczętowuje to podwyżkę o 75 pb. na najbliższym zebraniu Rezerwy Federalnej i niweczy nadzieje inwestorów dotyczące zwrotu Fedu ku wolniejszym podwyżkom. Obecnie wszystko kręci się wokół inflacji w USA oraz skali i tempa podwyżek, które musi wprowadzić Fed, by ją ograniczyć.

Zmienność powróciła na rynki z nawiązką w pocovidowym, inflacyjnym świecie. Aktywa ryzykowne i większość głównych walut zakończyły tydzień na poziomie podobnym do tego, na którym go zaczęły. Przysłania to jednak ich ogromne zyski w pierwszej połowie tygodnia, po których nastąpiły gwałtowne spadki aż do zakończenia handlu w piątek.

Z trendu wyłamały się przede wszystkim rynki energetyczne, wspierane decyzją OPEC-u o cięciach wydobycia, i ogólnie waluty surowcowe, spośród których prowadziły real brazylijski (wspierany przez zaskakująco dobry wynik Jaira Bolsonary w pierwszej turze wyborów prezydenckich) i peso chilijskie.

Ten tydzień przyniesie bardzo istotne raporty inflacyjne z USA. Oczekuje się, że główny odczyt inflacji CPI w czwartek (13.10) pokaże spadek miary głównej, ale wzrost bazowej. Szacunki konsensusu dotyczące inflacji były jednak w tym roku wyjątkowo nietrafne, a zaskoczenie – w dowolnym kierunku – będzie miało prawdopodobnie duży wpływ na rynek walutowy. Istotne będą również odczyty inflacji producenckiej (PPI) i oczekiwania inflacyjne (14.10).

PLN

Polski złoty rozpoczął ostatni tydzień, odrabiając wcześniejsze straty, w jego środku jednak ponownie doświadczył presji. Walucie nie sprzyjało kilka czynników. Wśród krajowych przede wszystkim zaskakująca decyzja RPP o niepodnoszeniu stóp procentowych (rynek zakładał wzrost o 25 pb.) – pierwsza taka od czasu rozpoczęcia cyklu w październiku 2021 r. Nie pomagał również spadek pary EUR/USD. W konsekwencji w czwartek kurs EUR/PLN zaczął zbliżać się do poziomu 4,90, a w poniedziałek 10.10 znajduje się niewiele niżej.

Choć prezes NBP Adam Glapiński podkreślił, że formalnie nie zakończono cyklu, wygląda na to, że Rada Polityki Pieniężnej nie ma apetytu na dalsze podwyżki stóp procentowych – jeśli sytuacja będzie sprzyjać, możliwe, że to koniec cyklu podwyżek. Wydaje się, że sytuacja musiałaby być naprawdę niekorzystna, by wymusić coś więcej niż ograniczoną kalibrację stóp. Nie jest to dobra wiadomość dla złotego.

Przed nami w tym tygodniu finalny odczyt inflacji CPI we wrześniu i dane o sytuacji rachunku bieżącego w sierpniu (14.10). Dla polskiej waluty istotniejsze powinny być jednak sygnały z zewnątrz.

EUR

Europejskie wskaźniki wyprzedzające i opisujące koniunkturę są wciąż zgodne ze stagnacją lub płytką recesją. Warto jednak zauważyć, że pojawiło się wiele nowych państwowych pakietów osłonowych, mających na celu wsparcie gospodarstw domowych i firm w czasie kryzysu energetycznego. Długoterminowy wpływ tego na inflację nie jest korzystny dla Europejskiego Banku Centralnego, wydaje nam się jednak, że część bardziej pesymistycznych prognoz nie uwzględnia tej hojności fiskalnej.

Handel euro jest obecnie zgodny z handlem aktywami ryzykownymi i zależy niemal wyłącznie od jastrzębiego nastawienia Fedu. W tym tygodniu nie będzie wielu publikacji dotyczących strefy euro, więc ta zależność zapewne się utrzyma.

USD

Wrześniowy raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał, że miejsca pracy powstają w dobrym tempie, stopa bezrobocia jest rekordowo niska i nie widać oznak rozluźnienia mimo znacznego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku. Rozwiało to wszelkie wątpliwości dotyczące skali najbliższej podwyżki Fedu (50 czy 75 pb.).

Pojawiły się pewne oznaki spadku w danych drugorzędowych, o wakatach (JOLTS) i cotygodniowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, nie są one jednak wystarczające, by powstrzymać Fed przed silniejszym ruchem.

Oczekuje się, że raport dotyczący inflacji CPI (13.10) pokaże delikatny spadek miary głównej dzięki obniżeniu cen energii. Ważniejsza będzie jednak miara bazowa, której bardziej trwałe komponenty, takie jak wydatki mieszkaniowe, pokazują obecnie wysoki jednocyfrowy wzrost – oczekuje się, że z tego względu wyniesie ona wyraźnie ponad 6%.

GBP

Głównym wsparciem dla funta pozostają nadzieje rynkowe, że Liz Truss ograniczy skalę zaplanowanych deficytów fiskalnych.

Nawet symboliczna decyzja, by nie zmieniać górnego progu podatku dochodowego, miała pozytywny wpływ na walutę. Brak kolejnych ustępstw w dalszej części tygodnia sprawił jednak, że funt powrócił do ścisłego handlu względem euro i dolara. Najważniejszą informacją ekonomiczną była znaczna rewizja w górę wskaźników PMI dla aktywności biznesowej, choć ich poziomy wciąż pozostają zgodne z niewielkim spadkiem aktywności.

W tym tygodniu ukaże się lekko wsteczny raport z rynku pracy, ważniejsze od niego będą jednak liczne przemówienia członków komitetu decyzyjnego BoE. Będą one uważnie śledzone, by ocenić, jak Bank Anglii zamierza zareagować na niedawne zamieszanie na brytyjskich rynkach finansowych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Zmiany w kancelarii prawnej stowarzyszonej z KPMG: nowa nazwa KPMG Law i nowy kierujący – Paweł Bajno

W wyniku reorganizacji kancelaria prawna stowarzyszona z KPMG w Polsce będzie prowadzić działalność pod nazwą KPMG Law, a na jej czele stanął Paweł Bajno, Partner, radca prawny z blisko 30-letnim doświadczeniem w zakresie prawa handlowego i gospodarczego, w szczególności fuzji i przejęć, ładu korporacyjnego oraz rynków kapitałowych.

We wrześniu do zespołu na stanowisko Partnera dołączył dr Adam Stopyra, adwokat specjalizujący się w obsłudze klientów z sektora finansowego, który objął funkcję kierowania praktyką Prawa Bankowego i Instytucji Finansowych. Wkrótce praktyka ta powiększy się o kolejnych prawników.

Nowa nazwa KPMG Law jest elementem globalnego rebrandingu i dodatkowo wpisuje się w zmiany reorganizacyjne w obrębie Kancelarii w Polsce. W ramach nowej struktury Kancelarii, w zakresie najbardziej istotnych dziedzin prawa w obrocie gospodarczym, wyodrębnione zostały następujące praktyki specjalizacyjne, za rozwój których odpowiedzialni będą prawnicy z wieloletnim doświadczeniem w danej dziedzinie prawa:

  • Transakcyjnej oraz Obsługi Korporacyjnej
  • Prawa Bankowego i Instytucji Finansowych
  • Compliance oraz Dochodzeń Wewnętrznych
  • Nieruchomości i Inwestycji Budowlanych
  • Prawa Konkurencji oraz Postępowania przed Instytucjami UE
  • Prawa Pracy
  • Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacyjnego
  • Własności Intelektualnej oraz Ochrony Danych Osobowych

Transformacja praktyki prawnej była naturalnym krokiem związanym z dynamicznym rozwojem na poziomie całej firmy KPMG. Dzięki nowej strategii i organizacji KPMG Law w Polsce będziemy mogli świadczyć naszym klientom usługi w sposób jeszcze bardziej efektywny zapewniając naszym klientom doradztwo prawne na najwyższym poziomie w danej dziedzinie prawa – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce.

Kierującym KPMG Law został Paweł Bajno, który dołączył do KPMG w marcu br. Paweł jest radcą prawnym z wieloletnim doświadczeniem w zakresie prawa handlowego, w szczególności fuzji i przejęć, ładu korporacyjnego oraz rynków kapitałowych. Specjalizuje się w doradztwie dla funduszy private equity. Jest prawnikiem rekomendowanym przez międzynarodowe rankingi prawnicze, m.in. EMEA Legal 500, Chambers Global i Chambers Europe czy IFLR1000.

KPMG Law prowadzi obsługę transakcji zawieranych we wszystkich sektorach gospodarki przez polskich i zagranicznych inwestorów. Kancelaria posiada 4 biura w Polsce i zatrudnia 50 prawników w większości posiadających uprawnienia radcy prawnego lub adwokata.

Strategia KPMG Law zakłada dalszy dynamiczny rozwój zarówno pod względem oferowania nowych usług, jak i zatrudniania nowych specjalistów w zakresie poszczególnych dziedzin prawa. Wszelkie działania podejmowane w ramach Kancelarii zakładają nieustanne dostosowywanie się do zmieniającej się rzeczywistości gospodarczej oraz reagowanie na coraz dalej idące oczekiwania klientów. KPMG jest strategicznym doradcą świadczącym usługi doradcze w różnych dziedzinach obrotu gospodarczego zapewniając swoim klientom kompleksowe i skoordynowane wsparcie w trakcie planowania i realizacji najbardziej skomplikowanych projektów i przedsięwzięć. Działalność KPMG Law jest istotnym elementem w strategii KPMG w powyższym zakresie – mówi Paweł Bajno, radca prawny, Head of KPMG Law w Polsce.

Unidevelopment: przekazania i sprzedaż lokali w 3 kw. 2022 r.

Wstępne wyniki liczby przekazanych mieszkań w III kw. br. – pochodna działań zrealizowanych przede wszystkim w 2021 roku – są zgodne z naszymi założeniami. Pomimo niekorzystnej sytuacji rynkowej widzimy zainteresowanie naszą ofertą mieszkań, podsumowuje Zbigniew Gościcki, Prezes Unidevelopment SA. Spółka jest dobrze przygotowana na bieżącą sytuację w branży, a posiadany portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój Unidevelopment w następnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów, dodaje Prezes Gościcki.

Przekazania w III kw. zgodnie z harmonogramem

Grupa Unidevelopment rozpoznała w wyniku za III kw. 2022 r. 116 lokali, z czego 107 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi.

Narastająco w I-III kw. 2022 r. rozpoznano w wyniku 452 lokale, z czego 284 lokale w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. W br. w planach są przekazania m.in. lokale w inwestycjach Osiedle Latte w Warszawie oraz Idea Leo w Radomiu, co będzie stanowić ok. 160 lokali. Przekazania w IV kwartale br. będą miały istotny pozytywny wpływ na wyniki finansowe w 2022 r.

Sprzedaż deweloperska pod wpływem czynników rynkowych

Sprzedaż Unidevelopment w III kw. 2022 r. wyniosła 110 lokali, z czego 78 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. Narastająco w 2022 r. sprzedanych zostało 318 lokali, tj. 59,6% spadku rdr, z czego 171 lokali w ramach wspólnych przedsięwzięć deweloperskich z podmiotami zewnętrznymi. Poziom sprzedaży to pochodna obecnej sytuacji na rynku oraz harmonogramu realizowanych inwestycji. Biorąc pod uwagę etapy realizacji projektów, w tym inwestycję z segmentu PRS, zarząd zakłada wzrost sprzedaży lokali w IV kw. br., co znacząco wpłynie na liczbę sprzedanych lokali w 2022 r.

Dzięki synergii w Grupie UNIBEP, w omawianym okresie wszystkie rozpoczęte projekty były realizowane zgodnie z planem, przy utrzymaniu zakładanej rentowności, pomimo istotnego wzrostu cen materiałów budowlanych.

Portfel projektów w toku

Spółka obserwuje zainteresowanie ofertą swoich mieszkań, pomimo barier finansowych związanych z inflacją i rosnącym kosztem kredytu dla klienta. Wielu klientów – choć są zdecydowani na zakup mieszkania – wstrzymuje się teraz z decyzjami, w oczekiwaniu na zmiany na rynku. W kolejnych kwartałach można spodziewać się odroczonego popytu. Taki efekt jest tym bardziej prawdopodobny, że spodziewamy się mniejszej dostępności mieszkań, ponieważ wielu deweloperów ogranicza nowe inwestycje.

W II półroczu br. spółka prowadziła sprzedaż w 9 projektach w Warszawie, Poznaniu, Radomiu i w Gdańsku, co przełożyło się na portfel 634 mieszkań dostępnych w ofercie na dzień sporządzenia raportu.

Na koniec III kw. 2022 r., w ramach realizowanych inwestycji, Grupa miała zawarte 46 umów rezerwacyjnych.

Wielkość i struktura bieżącej oferty dostosowana do koniunktury w branży

W ocenie Zarządu obecna oferta sprzedażowa jest dostosowana do bieżącej sytuacji w branży i potencjalnego dalszego osłabienia koniunktury na rynku.

W banku ziemi Unidevelopment ma obecnie ponad 5000 lokali. Bieżący portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój spółki w kolejnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów. Zarząd nie wyklucza stabilizacji cen na rynku w kolejnych okresach. Wraz z urealnieniem wartości transakcyjnych gruntów spółka bierze pod uwagę możliwość dalszych działań mających na celu zabezpieczanie nowych lokalizacji pod inwestycje. Bieżąca sytuacja gotówkowa i dostęp do finansowania umożliwiają takie działania.

Bezrobocie w USA tylko 3,5%

Kondycja rynku pracy jasno pokazuje, że obecnie w gospodarce mamy do czynienia z czymś bardzo dziwnym. Z jednej strony mamy wiele sygnałów nadchodzącego spowolnienia, z drugiej strony ludzie nie tracą pracy, a to nie powoduje spadku wydatków pogłębiającego problem.

Rynek pracy znów mocny

Po niespodziewanym wzroście bezrobocia w USA do poziomu 3,7% w sierpniu, we wrześniu znów wróciliśmy do poziomu 3,5%. Korzystnie wypadły również zmiany zatrudnienia, które okazały się delikatnie wyższe od oczekiwań. Jest jednak skaza na tym rajskim obrazku. Rynek pracy może jest silny, ale pensje rosną o 5%. W sytuacji gdy inflacja wynosi 8,3%, oznacza to, że średnia płaca po uwzględnieniu inflacji pozwala kupić mniej niż rok temu. Nie jest to jednak rzadka sytuacja w okresie rosnącej inflacji. Rynki zareagowały entuzjastycznie i inwestorzy znów chętniej kupują dolara. Powodem jest wracająca niczym bumerang narracja, o spowolnieniu gospodarczym, które USA przejdzie lekko, a w Europie będziemy mieć prawdziwe problemy.

Ropa atakuje 100 dolarów

Już w piątek ropa naftowa notowana w Londynie przebiła poziom 98 dolarów. Jest to o tyle istotny ruch, gdyż zamknęliśmy tydzień powyżej poziomów z obecnego trendu spadkowego. Głośno mówiło się jeszcze w piątek o możliwej realizacji zysków i jakiejś korekcie w nadchodzących dniach. Biorąc pod uwagę wydarzenia na Wschodzie i wybuch na kluczowym moście, którym Rosjanie prowadzą logistykę na okupowanym Krymie, to uspokojenie wcale nie musi szybko nadejść. Jest to odczuwane na stacjach, gdzie ceny paliw, a szczególnie diesla przypominają kierowcom obrazki z pierwszych tygodni wojny. W tym miejscu należy przypomnieć, że owszem ropa była wtedy znacznie droższa, ale cena dolara, w którym była kwotowana również. Cena złotowa jest dzisiaj zbliżona, stąd nie mogą dziwić brutalne ceny za tankowanie.

Ile rosną ceny

Inflacja na poziomie 17,2% to coś, co nie budzi niczyjego entuzjazmu. Problem w tym, że wiele osób zwraca uwagę, że ich rachunki w sklepach rosną wyraźnie szybciej. To wcale nie jest złudzenie, jak pokazuje ostatni raport „Indeks cen w sklepach detalicznych”. Okazuje się, że ceny rosną o imponujące 24,1%. Jest to wzrost o 0,4% względem poprzedniego miesiąca. Pokazuje to, że ceny w sklepach przyspieszają wolniej niż ogólny wskaźnik inflacji. Marne to jednak pocieszenie dla kogoś, kto za towary, które rok temu kupował za 100 zł, dzisiaj płaci już niemal 125 złotych i to pomimo tarczy antyinflacyjnej. Dalszy wzrost cen może powodować, że nawet niechętna podwyżkom RPP wróci na ścieżkę wzrostów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Indie chcą wprowadzić e-rupię

W ostatnich miesiącach sprawy wyglądały spokojnie na froncie cyfrowej waluty banku centralnego (CBDC), ale Indie właśnie ogłosiły, że pracują nad stopniowym wprowadzeniem własnego cyfrowego aktywa w najbliższej przyszłości – e-rupia.

Bank centralny Indii nie podał zbyt wielu szczegółów, ale potwierdził, że rozważa wprowadzenie CBDC opartego na rachunku, który miałby segment przeznaczony do hurtowego wykorzystania przez instytucje finansowe oraz cyfrową walutę do użytku detalicznego przez konsumentów.

Pod względem używania fizycznej gotówki Indie pozostają w tyle za innymi krajami, więc udane wprowadzenie cyfrowej waluty mogłoby być dużym krokiem naprzód w kategoriach ekonomicznych dla narodu. CBDC nie są jednak pozbawione kontrowersji, a niektóre podgrupy społeczności kryptowalutowej są przeciwne, ponieważ są ostatecznie kontrolowane przez potężne scentralizowane instytucje rządowe.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Offshoring – firmy płacą podatek od lekkomyślności

Rosnące koszty uderzają w globalną produkcję elektroniki, wynika z raportu IPC, organizacji zrzeszającej producentów hardware’u. Drastyczny wzrost kosztów materiałów — na to ankietowani skarżą się przede wszystkim. Rynek sprzętu nie jest odosobniony. Ofiary mody na offshoring są w każdej branży. Czy przemysł dojrzał do fundamentalnej zmiany i powrotu do przeszłości?

W ostatnich dwóch latach drastycznie wzrosły koszty materiałów. Szczególnie odczuwają to producenci sprzętu IT. Z badania firmy IPC, zrzeszającej producentów hardware’u, wynika, że wyższe koszty półprzewodników to największy problem producentów elektroniki. Taką odpowiedź wskazuje 86 proc. pytanych przedstawicieli firm. Rosnące koszty uderzają przede wszystkim w europejskie przedsiębiorstwa. Próżno szukać producenta czy dostawcy, który nie odczułby wzrastających nakładów na materiały
(96 proc.). Dla porównania w Azji mniej niż połowa (48 proc.) pytanych odnotowała coraz większe koszty półproduktów.

Jak się okazuje, to spory, ale nie jedyny cios dla producentów na Starym Kontynencie. Rosną nie tylko koszty półwyrobów, ale także pracy. ¾ przedsiębiorstw pytanych przez IPC jasno deklaruje, że coraz większa presja płacowa wpływa na kondycję firmy. Co drugi europejski zakład ma problemy z pozyskaniem pracowników.

Rosnące koszty odbiją się echem w zyskach, które mogą nie być już tak spektakularne, jak jeszcze w 2020 roku. Wówczas rynek sprzętu komputerowego w Europie wygenerował łączny przychód w wysokości 71,2 mld dolarów.

— Sytuacja na rynku elektroniki dobitnie pokazuje, że lokalizacja produkcji ma kluczowe znaczenie. Wyzwania, przed jakimi stoją firmy w Europie, są zdecydowanie inne niż w Azji. Odczuwamy zawirowania na rynku mocniej, bo jakiś czas temu postawiliśmy na produkcję z dala od macierzy. Przez lata przynosiło to dobry efekt, ale wszystko ma swój kres. — zauważa Grzegorz Kłopot, Menedżer ds. Kluczowych Klientów z technologicznej spółki BPSC.

Ofiary mody na outsourcing

Outsourcing do Azji był jednym z najważniejszych trendów w ciągu ostatnich trzech dekad.

— Moda na wyłączanie ze struktury operacji produkcyjnych i przekazanie ich do realizacji firmom na Dalekim Wschodzie ukształtowała współczesny przemysł i próżno było szukać przeciwników. Model był prosty: zachód tworzył, wschód produkował. — opisuje ekspert
z katowickiej spółki IT.

Dzięki przenoszeniu produkcji lub jej elementów do krajów takich jak Chiny
i Bangladesz, firmy obniżały koszty przy jednoczesnym wzroście przychodów. Outsourcing pozwolił budować przewagę kosztową nad konkurencją, która pozostała z produkcją
na droższych, ale lokalnych rynkach. Jednak taka polityka nie była pozbawiona konsekwencji. Eksperci ostrzegali przed zbytnim uzależnieniem od wydłużania łańcuchów dostaw.

Analitycy MFW jasno wskazywali, że im większa dywersyfikacja w ramach łańcuchów dostaw, tym mniejsze skutki ewentualnych zakłóceń i większa odporność na zmiany.
W raporcie World Economic Outlook, Global Trade and Value Chains During the Pandemic stwierdzono, że zwiększenie różnorodności w łańcuchach dostaw „znacząco zmniejsza straty powstałe w wyniku zakłóceń w dostawach”. MFW przeprowadził symulację blokady podobnej do tej, która miała miejsce na początku pandemii i stwierdził, że zmniejszenie podaży pracy o 25 proc. u jednego globalnego dostawcy komponentów, spowodowało spadek średniej produkcji gospodarczej o 0,8%. W przypadku symulacji blokady, w której firmy miały wysoki poziom różnorodności dostawców, spadek ten był o połowę mniejszy i wynosił 0,4 proc. W skali całego globu wartości takie idą w miliardy dolarów na plus lub na minus.

Czas na zmianę adresu

Po dekadach spędzonych na outsourcingu produkcji wydarzenia ostatnich dwóch lat dobitnie pokazały, że najwyższa pora na wielki reset. Rozwiązaniem jest powrót do korzeni. Globalne badanie ABB pokazało, że rośnie presja na reshoring i nearshoring zarówno
w Europie, jak i za Atlantykiem. 74 proc. europejskich i 70 proc. amerykańskich przedsiębiorstw, planuje wrócić z produkcją do kraju macierzystego lub jego bliskiego sąsiedztwa. Głównym powodem jest chęć zbudowania odpornego łańcucha dostaw. Reshoring i nearshoring ma być też odpowiedzią na niedobory siły roboczej, a także bardziej ekologiczny i zrównoważony przemysł.

— Od dekady mówi się, że przemysł wraca do Europy. Dotychczas kończyło się na deklaracjach, ale coraz częściej firmy zaczynają rzeczywiście działać. Outsourcing był dobry, bo był tani, ale gdy koszty pracy, energii i transportu zaczęły rosnąć, produkcja na antypodach nie jest już tak atrakcyjna. — mówi Grzegorz Kłopot z BPSC i dodaje: — Jednak nim będziemy świadkami wielkich powrotów, potrzebne są inwestycje w cyfryzację i automatyzację. Jeszcze większe niż do tej pory. Bez tego Zachód nadal nie będzie konkurencyjny. — tłumaczy Grzegorz Kłopot.

Większość badanych firm zgadza się z ekspertem z BPSC. Przedsiębiorcy postrzegają automatyzację jako czynnik umożliwiający zmianę status quo. Dlatego 75 proc. badanych firm europejskich i 62 proc. amerykańskich planuje inwestycje w robotykę i automatyzację w ciągu najbliższych trzech lat. Robotyzacja i automatyzacja w najbliższej dekadzie będą kształtować rynek pracy – aż 80 proc. pytanych w badaniu ABB nie ma co do tego wątpliwości.

Produkcja na wschodzie

Firmy produkcyjne z Europy patrzą głównie na Środkową i Wschodnią część kontynentu, jako możliwe miejsca produkcji, wynika z badania Buck Consultants International. Mimo że środkowoeuropejski nearshoring ma obecnie wyższe koszty pracy niż kraje azjatyckie,
to bliska odległość, elastyczność i zwinność produkcji są ważniejsze niż niskie koszty pracy, które są najmocniejszą stroną odległej Azji. Faworytem w zakresie lokalizacji produkcji jest Polska. 58 proc. pytanych w badaniu Buck Consultants International wskazuje na nasz kraj jako prawdopodobny lub bardzo prawdopodobny kierunek nearshoringu. Polska jest znacznie częściej wybierana niż Czechy (48%), Niemcy (44%), czy Węgry (38%).

Ostatni gasi światło

Na drodze do reidustralizacji Europy stanęła jedna, ale spora przeszkoda. To oczywiście rosnące ceny energii. Sektor wytwórczy już mocno odczuwa większe rachunki, a może być znacznie gorzej. O to, że zakłady nie staną, możemy być spokojni, ale bez stabilnych
a najlepiej niskich cen energii, Europa i także Polska może zapomnieć budowaniu konkurencyjności. Dlatego kluczowe staje się podnoszenie efektywności energetycznej.

— Sektor wytwórczy staje przed nie lada wyzwaniem. Musi wycisnąć więcej z każdego kilowata. Firmy produkcyjne od lat walczą o większą efektywność energetyczną, co przynosi wiele korzyści, od zmniejszenia zapotrzebowania na energię po ograniczenie emisji CO2. Jednak dziś oszczędność staje się koniecznością. — zauważa ekspert z BPSC.

Jego zdaniem niewiele mówi się o potencjale technologii, która może pomóc
w podniesieniu efektywności energetycznej.

— Analiza danych jest podstawą do szukania oszczędności. — tłumaczy Grzegorz Kłopot. Wiedzą o tym doskonale w chociażby nieodległej Danii. Tamtejsze Centrum Inteligentnych Systemów Energetycznych (The Centre for IT Intelligent Energy Systems), dzięki analizie danych, mogło zmniejszyć ilość energii wykorzystywanej do oczyszczania ścieków
i związanej z tym emisji gazów cieplarnianych o około 40%, bez uszczerbku na wydajności. Dania od lat jest krajem, w którym inwestycje w IT są priorytetem, co dziś procentuje.
To jasny sygnał i przykład, że można i należy, być mądrym przed szkodą.

Nobel w dziedzinie nauk ekonomicznych 2022

Tegorocznymi laureatami Nagrody Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych za badania nad bankami i kryzysami finansowymi zostali: Ben S. Bernanke, Douglas W. Diamond i Philip H. Dybvig.

Komentarze ekspertek i ekspertów centrum informacyjnego Tygodnia Noblowskiego Centrum Współpracy i Dialogu UW:

– Dzisiejsi laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych pokazali, że niezależnie od tego, jak uregulujemy sektor bankowy, zawsze istnieje ryzyko ulokowania pieniędzy w banku, który może się okazać kłopotliwy i w związku z tym wywoływane zostanie zjawisko „run na bank”, czyli wypłacania gotówki na masową skalę. Laureaci wykazali również, jak regulować banki, aby zminimalizować ryzyko takich zjawisk. Badania te otworzyły ścieżkę tzw. polityki makroostrożnościowej, czyli miejsca dla regulatora. Naukowcy prowadzili badania nad „run na banki”, które miały miejsce w XIX wieku, korzystając z ówczesnych danych i doświadczeń, a także z późniejszych wydarzeń. W tych badaniach wyciągnęli wnioski dla współczesności, aby ograniczyć ryzyko negatywnych zjawisk prof. dr hab. Joanna Tyrowicz, Wydział Zarządzania UW.

– Zjawisko, o którym wspomnieliśmy – „runy na banki” – może doprowadzić do niewypłacalności zarówno pojedynczych, nawet dużych banków, jak i całego sektora finansowego oraz być jednym z powodów powstawania kryzysów finansowych. Kryzysy te przenoszą się później na realną strefę gospodarki, prowadzą do wzrostu bezrobocia, spadku dochodu narodowego i stanowią jeden z mechanizmów, które przyczyniają się do wielkich katastrof. Można bez wahania stwierdzić, że dzisiejsza Nagroda Nobla w obszarze ekonomii została przyznana w dużej mierze za badania, które służą wyjaśnieniu przyczyn kryzysów finansowych oraz zjawisk, które mogą negatywnie dotknąć całe społeczeństwa. Dlatego jest ona bardzo istotna również z punktu widzenia polityki gospodarczej – dr hab. Michał Brzeziński, prof. ucz., Katedra Ekonomii Politycznej, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Nagroda Banku Szwecji im. A. Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych

W swoim testamencie Alfred Nobel nie wymienił nauk ekonomicznych jako dziedziny, w której miano nagradzać związane z nią osoby. Wyróżnienie powstało z inicjatywy Banku Szwecji i zbiegło się z trzechsetną rocznicą jego założenia. Od 1969 roku wyróżnienie przyznaje się rokrocznie. Pierwszymi zwycięzcami zostali Ragnar Frisch i Jan Tinbergen za „wkład w opracowanie modeli dynamicznych i ich zastosowanie do analizy gospodarczej”. Frisch jest uznawany za twórcę systemu rachunkowości narodowej, który odegrał znaczącą rolę w procesach planowania gospodarczego w Norwegii, natomiast Tinbergen to pionier w zakresie ekonometrii oraz stosowania metod statystycznych i matematyki w ekonomii.

Bain&Co: Sklepy dyskontowe zyskują klientów dzięki inflacji

Z powodu galopującej inflacji coraz więcej osób decyduje się na zakupy artykułów spożywczych w sklepach dyskontowych oraz poszukuje ofert promocyjnych, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company. Inne formaty handlowe mogą utrzymać klientów, wpływając na ich percepcję cenową poprzez odpowiednio skrojony asortyment oraz akcje rabatowe i lojalnościowe.

Jak pokazało badanie Bain & Company przeprowadzone na grupie 20 tys. konsumentów w USA, wskaźnik Net Promoter Score (NPS) mierzący satysfakcję i lojalność klienta, wyraźnie wzrósł w pierwszym kwartale tego roku dla sklepów dyskontowych. Sieci spożywcze oferujące tańsze produkty zyskały także nowych klientów, zwiększając udziały w rynku średnio o 1,3 punktu w porównaniu do drugiego kwartału 2021. W USA inflacja wyniosła w sierpniu r/r 8,3 proc., a ceny żywności zwiększyły się o 11,4 proc. W Polsce, inflacja była znacznie wyższa i we wrześniu wyniosła 17,2 proc.

– Klienci mają coraz mniej pieniędzy w portfelu i coraz rozważniej robią zakupy. Wiele osób rezygnuje z zakupów w sklepach, które postrzegają jako bardziej premium – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Wzrostu inflacji klienci szczególnie boleśnie doświadczają podczas robienia zakupów spożywczych. I to właśnie w tym segmencie lojalność klientów wystawiona jest obecnie na największe wyzwania.

W Polsce, sieci dyskontowe takie jak Biedronka, Lidl czy Netto stały się w ostatnich latach jednym z największych graczy na rynku detalicznym. Szacuje się, że obecnie odpowiadają już za około 40 proc. wartości zakupów polskich gospodarstw domowych. Według Bain & Company, ten segment handlu ma dalszy potencjał rozwoju w Polsce, czemu po części sprzyjać będzie także inflacja.

– W warunkach gwałtownego wzrostu cen artykułów spożywczych, sieci dyskontowe zyskują klientów. Obserwujemy to również w Polsce, gdzie ich udział w rynku regularnie zwiększa się. Ponieważ walka o klienta się zaostrza, sytuacja robi się bardzo trudna dla całego sektora – twierdzi Patryk Rudnicki.

W najbliższych miesiącach graczy na rynku detalicznym będą czekały jednak wyzwania. Jak wskazują eksperci Bain & Company, polski konsument w coraz większym stopniu zwraca uwagę na cenę, a coraz mniej na inne aspekty przy kupowaniu artykułów spożywczych, co potencjalnie może okazać się wyzwaniem dla formatów i sieci stawiających na szeroką ofertę premium i wygodę zakupów.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że w obecnej sytuacji sieci handlowe powinny skoncentrować się na kilku kluczowych aspektach swojej działalności operacyjnej, by zadbać o zadowolenie klientów. Przede wszystkim powinny skupić się na towarach, które mają największy wpływ na budowanie percepcji cenowej wśród klientów. Istotną kwestią będzie także zwiększanie akcji promocyjnych i lojalnościowych, by klienci mieli przekonanie, że oferty, które otrzymują, stanowią faktyczną okazję zakupową. Komunikaty o promocjach i wyprzedażach będą tutaj odgrywać kluczową rolę.

Oprócz prowadzenia konkurencyjnej polityki cenowej, sieci spożywcze powinny również rozważyć zwiększenie inwestycji w rozwój marek własnych, by poprawić ogólne postrzeganie ich cen. Już podczas pandemii, klienci dostrzegli zalety marek własnych, gdy z powodu przerwania łańcuchów dostaw dostęp do produktów markowych był ograniczony. Obecnie udział marek własnych sieci w koszyku zakupowym Polaków oscyluje w okolicy 20 proc., podczas gdy średnia europejska przekracza 30 proc.

Równie istotne będzie też aktywne zarządzanie relacjami z dostawcami oraz innymi kontrahentami, którzy mają wpływ na poziom kosztów, uważają eksperci Bain & Company.

– Choć sytuacja jest trudna dla całego sektora, to droższe formaty nadal mają szansę efektywnie odpowiedzieć na obecne wyzwania rynkowe. Kluczowe jest tu jednak kształtowanie percepcji cenowej i dobra komunikacja z konsumentami – dodaje Patryk Rudnicki.

Więcej informacji dotyczących badania satysfakcji klientów dostępnych jest na stronie:
Suffering Sticker Shock, Grocery Shoppers Flock to Value Stores | Bain & Company

Projekt nowelizacji ustawy – Prawo o notariacie oraz niektórych innych ustaw

Zmiana statusu notariusza oraz przyznanie mu nowych uprawnień, które mają na celu przyspieszenie procesu dokonywania wpisów w księgach wieczystych i dochodzenie należności przez wierzycieli. Tak w dużym skrócie można opisać przyjęty przez Radę Ministrów projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo o notariacie oraz niektórych innych ustaw, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

W świetle obecnie obowiązujących przepisów notariusz w zakresie swoich uprawnień działa jako osoba zaufania publicznego, korzystając z ochrony przysługującej funkcjonariuszom publicznym.

Po nowelizacji status notariusza ma ulec zmianie, ponieważ stanie się on po prostu funkcjonariuszem publicznym. Taki zabieg ma na celu stworzenie przestrzeni do zwiększenia nadzoru nad działalnością notariuszy, ale również uwzględnia nowe uprawnienia notariuszy.
Omawiany projekt umożliwia Ministrowi Sprawiedliwości zawieszenie notariusza w czynnościach zawodowych, jeżeli prowadzone jest przeciwko niemu postępowanie o umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Jednocześnie projektowane przepisy wprowadzają instytucję Rzecznika Dyscyplinarnego Notariatu wybieranego przez szefa resortu sprawiedliwości.

Warto również zwrócić uwagę, iż zmianie ulegnie minimalny wiek, w którym będzie można się ubiegać o powołanie na stanowisko notariusza. Obecna granica 26 lat zostanie podwyższona do ukończenia 28 roku życia.

Jednakże najistotniejsze dla obrotu prawnego wydaje się być przyznanie dwóch nowych uprawnień notariuszom – dokonywania wpisów w księgach wieczystych oraz wydawania notarialnych nakazów zapłaty.

Mając na uwadze fakt, iż na rozpatrzenie sprawy w postępowaniu wieczystoksięgowym czeka się średnio około 4 miesięcy, a w dużych miastach nawet ponad 12 miesięcy, umożliwienie notariuszom dokonywania w księgach wieczystoksięgowych wpisów własności nieruchomości, związanych z ustanowieniem odrębnej własności lokali należy ocenić pozytywnie. Wpisy obejmą również ustanowienia i obciążenia odrębnej własności lokalu ograniczonymi prawami rzeczowymi, a także innymi roszczeniami związanymi z tym lokalem.

Innymi słowy po nowelizacji pojawi się możliwość wyboru złożenia wniosku do ksiąg wieczystych poprzez skorzystanie z dotychczasowych procedur albo wykorzystanie nowych uprawnień notariuszy.

Kompetencje notariuszy powiększą się również o wydawanie notarialnych nakazów zapłaty, mających z kolei spore znaczenie dla wierzycieli.
W świetle projektu ustawy na pisemny wniosek notariusz wyda notarialny nakaz zapłaty z obejmujący roszczenia w kwocie do 75 tysięcy złotych, jeżeli zasadność dochodzonego roszczenia nie budzi wątpliwości, w szczególności, gdy dochodzone roszczenie udowodnione jest dołączonym do wniosku:

1) dokumentem urzędowym;
2) zaakceptowanym przez dłużnika rachunkiem;
3) wezwaniem dłużnika do zapłaty i pisemnym oświadczeniem dłużnika o uznaniu długu.

W notarialnym nakazie zapłaty nakazuje się osobie zobowiązanej, aby w ciągu dwóch tygodni od doręczenia tego nakazu uiściła określone w nakazie zapłaty należności w całości wraz z kosztami za wydanie nakazu albo w tym terminie wniosła sprzeciw do notariusza. Jednocześnie notarialny nakaz zapłaty ma zawierać pouczenie o sposobie i terminie wniesienia sprzeciwu, a jego skuteczne wniesienie spowoduje utratę mocy nakazu. Natomiast jeżeli nakaz się uprawomocni, klauzulę wykonalności notarialnemu nakazowi zapłaty nada sąd rejonowy ogólnej właściwości osoby zobowiązanej. Dopiero po jej uzyskaniu sprawa może trafić na drogę postępowania egzekucyjnego. Krótko mówiąc mamy tu do czynienia ze znanymi z kodeksu postępowania cywilnego zasadami w zakresie wydania nakazu zapłaty.

Również w tym przypadku projektodawca ma na celu głównie odciążenie sądów rejonowych. Jednakże wydaje się, że zapisy w tym zakresie wymagają jeszcze doprecyzowania, choćby w zakresie zasad doręczenia nakazów, które różnią się od tych z kodeksu postępowania cywilnego, choćby poprzez pominięcie instytucji tzw. doręczenia zastępczego z art. 138 § 1 k.p.c.

Nie można także przejść obojętnie wobec faktu, iż notariusz stanie się organem quasi-sądowym. Nadto posłużenie się zwrotem „w szczególności” stwarza notariuszowi duże pole w ocenie zasadności roszczenia. Przyznanie notariuszom możliwości podjęcia w tym zakresie dyskrecjonalnej decyzji w praktyce może budzić ogromne wątpliwości, chociażby z uwagi na brak konstytucyjnego umocowania do rozstrzygania sporów cywilnych.

Podsumowując wydaje się, że o ile uprawnienia notariuszy w zakresie dokonywania wpisów w księgach wieczystych należy ocenić pozytywnie, o tyle możliwość wydania notarialnego nakazu zapłaty powinna być przedmiotem głębokiej dyskusji na dalszym etapie procesu legislacyjnego.

Autor: adw. Michał Jabłoński – Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

FPP i OPZZ wspólnie za wprowadzeniem podatkowej ulgi zdrowotnej

Federacja Przedsiębiorców Polskich i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wystąpiły ze wspólnym stanowiskiem, w którym deklarują działania na rzecz wprowadzenia w polskim systemie podatkowym ulgi w PIT, w ramach której możliwe byłoby odliczenie od podatku kwoty 15% wydatków na świadczenia zdrowotne, ponoszonych przez podatników z prywatnych środków. Uszczelnienie tego obszaru mogłoby przynieść nawet 1,6 mld zł dodatkowych wpływów podatkowych rocznie.

Wprowadzenie proponowanych zmian byłoby korzystne dla pacjentów i finansów publicznych. Wielkość szarej strefy w obszarze usług zdrowotnych można oszacować na ok. 11,6 mld zł w skali roku. Wprowadzenie ulgi podatkowej spowoduje, że pacjenci zaczną oczekiwać dokumentowania świadczonych usług dla celu jej rozliczenia, co w konsekwencji znacznie ograniczy nierejestrowany obrót. FPP i OPZZ postulują, by dodatkowe wpływy osiągnięte dzięki wprowadzeniu tego rozwiązania zasiliły Narodowy Fundusz Zdrowia i zostały przeznaczone na zwiększenie dostępności świadczeń w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

„Postulowana przez FPP i OPZZ ulga zdrowotna to nowoczesne narzędzie, pozwalające na polepszenie sytuacji finansowej pacjentów, ograniczenie szarej strefy i zwiększenie dostępności do świadczeń zdrowotnych zarówno przez odciążenie publicznej ochrony zdrowia, jak i dofinansowanie jej dodatkowymi źródłami dochodu oraz rozbudowę narzędzi analitycznych do efektywnego planowania polityki zdrowotnej. Liczymy, że nasza propozycja spotka się z zainteresowaniem ze strony rządu oraz pozostałych partnerów, co umożliwiłoby jej wdrożenie w ramach obowiązującego porządku prawnego. Podobne rozwiązanie z powodzeniem funkcjonowało w Polsce do końca 2000 r. Zostało ono wówczas uchylone ze względu na reformę systemu ubezpieczeń zdrowotnych, w ramach której zapłacona składka zdrowotna mogła być odliczana od podatku. Polski Ład, obowiązujący od początku bieżącego roku, zlikwidował to rozwiązanie – co przemawia za przywróceniem, w unowocześnionej formie, ulgi na wydatki zdrowotne finansowane z prywatnych środków obywateli. Ulga pozwoli lepiej wykorzystać potencjał sektora prywatnego, stanowiącego uzupełnienie publicznego systemu ochrony zdrowia i przyczyni się do poprawy jakości usług zdrowotnych oraz dostępności pacjentów do świadczeń zdrowotnych” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

 „Najważniejszą korzyścią dla pracowników wynikającą z wprowadzenia proponowanego przez FPP i OPZZ rozwiązania byłoby odciążenie budżetów ich gospodarstw domowych, w przypadku których wydatki na opiekę zdrowotną nierzadko stanowią istotną część ponoszonych wydatków. W przypadku przeciętnej 4-osobowej rodziny takie rozwiązanie może przynieść oszczędność rzędu 530 zł rocznie. Zaprojektowane rozwiązanie wzmacnia ponadto publiczny system ochrony zdrowia – konstytucyjny fundament zapewniający wszystkim obywatelom równy dostęp do gwarantowanych świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. To istotne zwłaszcza w sytuacji skoncentrowania zasobów tego systemu na walce z wirusem SARS-CoV-2 i konieczności zapewnienia pacjentom nowych świadczeń zdrowotnych, jak również rozwiązania problemu tzw. „długu zdrowotnego” wobec osób, których leczenie w ostatnim okresie zostało odroczone lub zaniechane. Ulga zdrowotna stałaby się zatem rozwiązaniem pozytywnie oddziałującym na zdrowie publiczne społeczeństwa – mówi Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ).

FPP i OPZZ zależy na rozwiązaniach, które pozytywnie wpływają na dostępność świadczeń i poprawę stanu zdrowia pracowników. Dzięki uwzględnionemu w propozycji powiązaniu ulgi podatkowej z systemem informatycznym Centrum e-Zdrowia, informacja o wykonanych świadczeniach byłaby dostępna na Internetowym Koncie Pacjenta, a dane zbiorcze o wartości zrealizowanych usług trafiałyby do KAS. Umożliwiałoby to automatyczne rozliczenie ulgi w usłudze e-PIT i zdejmowałoby z pacjenta wszelkie obowiązki formalne. Dodatkową korzyścią z wdrożenia tak nowoczesnego systemu byłoby umożliwienie budowy kompleksowej mapy potrzeb zdrowotnych w skali całego kraju. Obecnie dostępne dane dotyczą głównie publicznej ochrony zdrowia, co uniemożliwia pełną identyfikację potrzeb zdrowotnych, które zaspokajane są w prywatnych placówkach.

Moonlit wraz z CD-Projekt RED stworzył płatny dodatek do Model Buildera

Krakowskie studio specjalizujące się w tworzeniu gier hobbystycznych – Moonlit – dodało do swojej oferty drugi płatny dodatek. DLC powstało we współpracy z wielokrotnie nagradzanym studiem CD PROJEKT RED. Za możliwość rozszerzenia gry Model Builder o modele z Wiedźmina i Cyberpunka gracze zapłacą 3.99 Euro. Gamedeveloper podpisał także aneks do umowy z wydawcą Model Buildera – GMGP – który wyłącza DLC spod recoupu.

Model Builder zapewnia radość z budowania modeli zarówno entuzjastom, jak i nowicjuszom dzięki bogatej i zróżnicowanej kolekcji treści, w tym pojazdów, pamiątek historycznych i ikon popkultury. Nowe DLC do Model Builder: Wiedźmin i Cyberpunk 2077 jeszcze bardziej rozszerzy i wzbogaci osobiste portfolio gry o pięć ekscytujących modeli. Dodanie do gry contentu, z tak popularnych marek, z pewnością otworzy przed nami nowe szanse sprzedażowe i pozwoli umocnić naszą pozycję w segmencie hobby symulatorów. – mówi Maciej Kowalówka, wiceprezes Moonlit.

Gra Model Builder to pierwszoosobowy symulator modelarstwa. Produkcja miała swoją premierę w lutym 2022 r. i została ciepło przyjęta przez graczy, a na Steamie opinie  utrzymują się na poziomie 78% pozytywnych. Odbiorcy chwalili sam pomysł na rozgrywkę i konsekwentnie zbudowaną, urokliwą oprawę wizualną.

Ponadto zawarliśmy, wraz z GMG Label, istotny aneks do umowy wydawniczej stanowiący o wyłączeniu dodatku Wiedźmin i Cyberpunk spod recoupu. Oznacza to, że wydawca nie będzie potrącał z ze sprzedaży dodatku zaliczek na poczet przyszłych zysków oraz kosztów marketingowych produkcji,  – dodaje wiceprezes.

Oprócz pracy nad rozszerzeniami do flagowego tytułu, Moonlit umacnia swoje struktury po rezygnacji Michała Gardeły z pełnienia funkcji prezesa. We wrześniu powołano do Rady Nadzorczej spółki trzech nowych członków: Panią Katarzynę Pióro, Pana Andrzeja Szafrańca oraz Pana Łukasza Kozaka. Wszyscy są doświadczonymi doradcami w spółkach technologicznych i gamingowych. Obecnie Moonlit znajduje się w trakcie procesu wyboru nowego prezesa zarządu.

Rząd powinien jak najszybciej uruchomić dopłaty termomodernizacyjne

Ocieplony dom to o połowę niższe koszty ogrzewania – niezależnie od tego, jakiego paliwa używamy. Do tej pory program dotacyjny do ocieplenia domów był dostępny – ale były to małe kwoty, trudno się o nie aplikowało, stąd jego niska popularność. Przez cztery lata program “Czyste Powietrze” w postaci różnych dotacji przekazał 3 miliardy 300 milionów złotych. Tymczasem zapowiadano rocznie 10 miliardów złotych z tego programu dla obywateli. Czyli po czterech latach programu przekazane dotacje powinny wynosić już 40 miliardów złotych. Zamiast tego obecnie wydaje się kilkadziesiąt miliardów złotych na dopłaty do paliw i na import paliw z różnych egzotycznych państw. Gdyby przekazano takie kwoty na termomodernizację i docieplenie domów, to nie potrzebowalibyśmy teraz tyle węgla. Nie byłoby kryzysu, ponieważ zapotrzebowanie na węgiel byłoby o 4-5 milionów ton niższe – dokładnie o tyle, ile obecnie brakuje.

– Rekomendacji dla rządu, żeby ta zima była lżejsza, już po prostu nie mam. Od lat apelujemy i przekazujemy rekomendacje – niestety, nie skorzystano z nich. Dotyczy to także prostych i łatwych działań – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Przykładowo, jeżeli rząd włączyłby w programie dotacyjnym o nazwie “Czyste Powietrze” filar termomodernizacji, filar ocieplenia domów czy wymiany źródeł ciepła i ten filar byłby korzystniejszy finansowo dla wszystkich – to Polacy po tej zimie zdecydowaliby się masowo ocieplać swoje domy, masowo wymieniać źródła ciepła na bardziej efektywne. Wówczas kolejna zima nie byłaby już taka dotkliwa zarówno w sensie finansów, jak i zanieczyszczenia powietrza. Najtańszym paliwem jest bowiem paliwo niespalone i niekupione. To jest nasz potężny apel do rządu – nawet teraz można taki program uruchomić – apeluje Siergiej.

Cena gazu w Europie najniższa od 3 miesięcy

Miniony tydzień zakończył się silnymi spadkami cen akcji w USA na piątkowej sesji (S&P 500 -2,8 proc., DJIA -2,11proc., Nasdaq Composite -3,8 proc.). Do najniższego poziomu od marca 2021 spadł w piątek Dow Jones Utilities (DJUA). Na giełdach w Azji i Oceanii wśród głównych indeksów zwyżkę notował jedynie Shanghai B-Share Index (+0,16 proc.). Pozostałe indeksy czynnych dziś giełd spadały (najsilniej – o 2,76 proc. – Hang Seng).

Dziś rano Rosja przeprowadziła serię ataków rakietowych na ukraińskie miasta postrzeganych jako odwet za sobotni atak na most kerczeński.

Europejskie rynki akcji otworzyły nowy tydzień spadkami (jednym z nielicznych wyjątków był niemiecki DAX, który ok. 9:50 rósł o +0,09 proc.).

Słaba była na początku poniedziałkowej sesji GPW. WIG-20 spadał o 0,78 proc. ok. godz. 9:50. Wśród składników WIG-u 20 najniższy poziom od końca 2020 roku osiągnęła dziś cena akcji PGE. Wśród składników mWIG-u 40 również najniżej od końca 2020 była cena akcji spółki Enea. O ok. 10 proc. drożały dziś rano ceny akcji Lubawy.

Z racji obchodów Dnia Kolumba („Columbus day”) w USA tamtejszy rynek obligacji będzie dziś zamknięty (rynek akcji pozostanie otwarty). W strefie euro dziś rano przeważały niewielkie spadki rentowności 10-letnich obligacji skarbowych. Lekko rosła natomiast dziś rano rentowność polskich 10-latek (7,335 proc. dziś rano). W piątek najwyższy poziom od 10 lat osiągnęła rentowność węgierskich 10-letnich obligacji skarbowych.

Ceny kontraktów na gaz w Europie, które w piątek o ok. 9 proc. osiągnęły dziś rano najniższy od 3 miesięcy poziom. Ceny kontraktów na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie spadły w piątek do najniższego poziomu od marca. Minimalnie dziś rano spadały spadły z najwyższych od końca sierpnia poziomów ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE (WTI -0,17 proc., Brent -0,26 proc. ok. godz. 9:30). Taniały dziś metale szlachetne (złoto -0,89 proc., srebro -2,1 proc., platyna –0,81 proc., pallad -0,57 proc. ok. godz. 9:30).

Amerykański dolar lekko się dziś rano umacniał względem euro (-0,12 proc. ok. godz. 9:20). USD osiągnął dziś najwyższy w historii poziom względem indyjskiej rupii. Najwyższy od kwietnia 2020 poziom osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara australijskiego. Najniżej względem USD w swej historii notowany był dziś węgierski forint.

Polski złoty był dziś rano dosyć stabilny (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN +0,11 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara utrzymywał się poniżej poziomu 20000 USD i spadał dziś rano o 0,32 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak Dyrektywa Omnibus wpłynie na biznesy działające w Internecie

Dyrektywa Omnibus na poziomie unijnym została przyjęta już 7 stycznia 2020 roku i powinna zostać zaimplementowana do 28 maja 2022 roku. Wiele spośród jej przepisów w istotny sposób wpływa na prowadzenie biznesów oferujących produkty lub usługi konsumentom. Nic więc dziwnego, że o dyrektywie mówi się dużo i od dawna. W końcu jednak projekt ustawy wprowadzającej postanowienia dyrektywy do polskiego porządku prawnego znalazł się w Sejmie i istnieje szansa, że do końca roku nowe przepisy zostaną uchwalone. Wprowadzane przez nią zmiany niosą niemałe wyzwania dla przedsiębiorców. Jak im sprostać?

Skąd potrzeba nowych przepisów?

Zapewnianie wysokiego poziomu ochrony praw konsumentów jest jednym z podstawowych założeń regulacji wprowadzanych przez Unię Europejską. Dyrektywa Omnibus wprost zmierza do ich realizacji – jej celem jest eliminacja niekorzystnych dla konsumenta praktyk rynkowych, a także lepsze egzekwowanie i unowocześnienie unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumentów. W ramach tych działań twórcy dyrektywy postanowili rozprawić się z kwestią możliwych manipulacji dotyczących opinii klientów prezentowanych na stronach internetowych.

Jak wskazują badania, opinie internetowe mają znaczenie i wpływają na decyzje zakupowe podejmowane przez większość konsumentów. Ten fakt nie umknął oczywiście przedsiębiorcom, z których część zdecydowała się sięgnąć po nieetyczne i nieuczciwe działania, takie jak handel recenzjami czy sztuczne tworzenie opinii. To właśnie z nimi walczyć chcą autorzy nowych przepisów.

–  Niestety odsetek firm stosujących praktyki wprowadzające konsumentów w błąd, np. podczas wyprzedaży czy poprzez zamieszczanie fałszywych opinii o firmie, nieustannie rósł. Wprowadzone zmiany mają szansę zatrzymać rozwój tego zjawiska, w tym praktyk manipulacji cenami oraz kupowania recenzji. Dobrym rozwiązaniem jest również to, że platformy handlowe będą miały obowiązek informowania o tym, co wpływa na ranking ofert przedstawianych konsumentom w wynikach wyszukiwania – komentuje Mateusz Piwnicki, CEO Rating Captain, platformy ułatwiającej pozyskiwanie opinii i zarządzanie reputacją firm w internecie.

Jak zatem nowe przepisy wpływają na działalność przedsiębiorców i jakie nakładają na nich obowiązki?

Zweryfikowane = prawdziwe?

Nowe regulacje unijne nie tylko wprost zakazują tworzenia lub kupowania fałszywych opinii, ale także zniekształcania i manipulowania nimi (np. poprzez usuwanie negatywnych recenzji). Dyrektywa uznaje również za nieuczciwą praktykę rynkową twierdzenie, że opinie pochodzą od konsumentów, którzy kupili produkt, jeśli przedsiębiorca nie podejmuje kroków w celu weryfikacji opinii.

Nowe przepisy wprowadzają przy tym obowiązek wyraźnego informowania konsumentów, czy i w jaki sposób opinie udostępniane na stronie internetowej są weryfikowane przez przedsiębiorcę. Nie nakładają więc wprost konieczności ich weryfikacji, ale zamieszczenia informacji o tym, czy firma sprawdza recenzje pod kątem autentyczności, a także czy i w jaki sposób te opinie są przetwarzane.

Nowe przepisy to prawdziwa rewolucja dla wszystkich przedsiębiorców, którzy w swojej działalności korzystają z opinii publikowanych przez klientów bezpośrednio na stronach tych sklepów, a także na platformach typu Google.

– Nic dziwnego, że informacja o dyrektywie wywołała niemałe zamieszanie wśród wielu firm, które zaczęły poszukiwać wsparcia i rozwiązań wśród dostępnych na rynku produktów. Nikt nie chce rezygnować z tak skutecznego narzędzia marketingowego, jakim są pozytywne recenzje innych klientów. Na szczęście na wejście w życie przepisów można się przygotować i cieszymy się, że możemy wspierać w tym przedsiębiorców – mówi Karol Bocheński, COO w Rating Captain.

Jak zatem w praktyce przygotować się na nowe przepisy?

Jak zbierać i wyświetlać opinie zgodnie z dyrektywą Omnibus?

Sposobów zbierania opinii jest naprawdę wiele: zaproszenia mailowe i SMS-y wysyłane po dostarczeniu zamówienia lub zakończeniu usługi, QR kody, pop-up’y czy formularz oceny na stronie produktu. W kontekście wymogów dyrektywy ważne jest jednak to, aby wybrać taki sposób pozyskiwania recenzji, który pozwoli powiązać je z konkretnym klientem. Dobrym pomysłem są wiadomości zawierające link, który pozwala na wystawienie opinii. Można również udostępnić możliwość dodania oceny tylko użytkownikom zalogowanym na danej platformie. Inną opcją może być wymóg wpisania numeru zamówienia lub rezerwacji podczas dodawania opinii.

Przedsiębiorcy zobowiązani są także do udzielania odwiedzającym ich stronę jasnej informacji, jak opinie są przetwarzane – na przykład czy zamieszczają na niej wszystkie opinie (zarówno pozytywne, jak i negatywne), czy opinie te są sponsorowane, skąd są czerpane, jak jest liczona ich średnia. Ważne jest również to, aby taki komunikat znajdował się w tym samym miejscu, w którym publikowane są opinie konsumentów, czyli np. na stronie danego produktu (mogą mieć również formę widocznych odnośników – linków do pełnej informacji). Taki komunikat warto również zamieścić w regulaminie sklepu lub strony internetowej.

Można robić to samodzielnie, można też skorzystać z zewnętrznego narzędzia, takiego jak Rating Captain. Platforma umożliwia wyświetlanie opinii na stronach internetowych naszych klientów zgodnie z dyrektywą, a konsumenci dostają jasną informację o tym, czy opinie są weryfikowane przez sprzedawcę, czy wszystkie są udostępniane oraz w jaki sposób liczona jest ich średnia – opowiada Karol Bocheński.

Być #OmnibusReady, czyli co w przypadku kontroli?

Za tworzenie, pozyskiwanie i zamieszczanie fałszywych opinii w sieci grozi kara finansowa do 10% obrotu. W przypadku ewentualnej kontroli Prezesa UOKiK przedsiębiorca prezentujący opinie na stronie internetowej będzie musiał udowodnić, że pochodzą one od prawdziwych klientów. Aby uniknąć kar za niedopatrzenia, przedsiębiorcy powinni zatem wdrożyć środki, które pozwalać będą na łatwe potwierdzanie autentyczności opinii.

Dyrektywa Omnibus nie wskazuje tutaj konkretnych rozwiązań, ale zastrzega, że podejmowane kroki powinny być uzasadnione i proporcjonalne. Przykładem takiego rozwiązania są opisane wyżej środki techniczne służące weryfikacji wiarygodności osoby zamieszczającej opinię czy zamieszczenie na stronach internetowych odpowiednich komunikatów o sposobie sprawdzania pochodzenia recenzji. Takie działania potwierdzają transparentność firmy, na co szczególny nacisk kładzie dyrektywa Omnibus.

Podsumowanie

Dyrektywa Omnibus wzbudza wiele emocji, jednak dostosowanie się do jej przepisów nie jest aż tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przyjęte rozwiązania – m.in. obowiązek informacyjny o sposobie weryfikacji recenzji czy  uściślenie zachowań kwalifikowanych jako zakazane praktyk handlowe, które mogą wprowadzać konsumentów w błąd – mają służyć wyeliminowaniu fałszywych opinii i rekomendacji, a tym samym zapewnieniu przejrzystości w korzystaniu ze sklepów internetowych, a w długiej perspektywie – promocji tego sektora.

Mimo nowych regulacji na pewno nie warto rezygnować też z udostępniania opinii potencjalnym klientom. Oceny i komentarze konsumentów to świetne narzędzie reklamy, które niejednokrotnie może przesądzić o decyzji zakupowej. Dlatego warto zainwestować czas i środki na narzędzia potrzebne do efektywnego wdrożenia nowych przepisów w życie. Na koniec dnia jest to inwestycja, która przełoży się na rozwój zarówno poszczególnych sklepów, jak i całej branży.

Europa potrzebuje inwestycji w infrastrukturę gazową oraz nowych źródeł surowca

Dyskusja związana z otwarciem Baltic Pipe doskonale obrazuje sytuację całego europejskiego systemu energetycznego, w której kwestie związane z wydobyciem i dostawami gazu przeplatają się z pytaniami dotyczącymi możliwości przesyłowych. Zabezpieczenie surowca na polskie potrzeby należy rozpatrywać w kontekście całego kontynentu, a ten ma dziś duży problem z pozyskaniem błękitnego paliwa. Jak zauważają eksperci firmy doradczej Kearney[1], obok konieczności zwiększania wydobycia oraz inwestycji w infrastrukturę, wyzwaniem dla Europy jest kondycja światowego przemysłu, który wracając do zdrowia, domaga się zwiększonych dostaw gazu, w szczególności do Azji.

Zdolność przesyłowa to zmartwienie zarówno producentów jak i odbiorców. Przykładowo w marcu br. Norwegia potwierdziła, że będzie w stanie dostarczyć 1,4 mld m3 dodatkowego gazu poprzez zwiększenie produkcji w okresie letnim. Porównanie z dostępną pojemnością jej rurociągów, która wynosi 13 mld m3, pokazuje jednak wyraźnie, jakim problemem dla zaopatrzenia w gaz ziemny mogą być rozbieżności między mocą produkcyjną a przesyłową. Kluczowe stają się pytania dotyczące tego, czy bogate w surowce energetyczne kraje będą w stanie zwiększyć produkcję gazu oraz czy istniejąca infrastruktura podoła takiej zmianie.

Alternatywne źródła gazu mogą być niewystarczające

– W dobie trwających napięć geopolitycznych oraz gwałtownie rosnących cen gazu Europa dwoi się i troi, poszukując alternatywnych źródeł tego surowca. Jego import ze wschodu maleje zarówno ze względu na decyzje Unii Europejskiej, jak i działania Rosji, która była do tej pory jego głównym dostawcą – komentuje Marta Szostak, Dyrektor w firmie Kearney. – Dziś konieczność znalezienia nowych źródeł gazu ziemnego jest tym bardziej paląca, że produkcja własna pokrywa niecałe 20 proc. europejskiego zapotrzebowania, a 40 proc. importu pochodzi z Rosji. Do końca 2022 roku Unia planuje zredukować import rosyjskiego gazu o 2/3, czyli o 100 mld m3 – dodaje.

Jak wskazują eksperci Kearney, w perspektywie krótkoterminowej przestawienie się na surowiec z innych źródeł może być trudne. Stany Zjednoczone deklarowały, że do końca 2022 roku dostarczą do Europy 15 mld m3 dodatkowego LNG, ale już w lutym ich możliwości eksportowe zostały wyczerpane. Co więcej, ich moce produkcyjne oraz przesyłowe są zakontraktowane na kolejne miesiące czy nawet lata, a wielu krajowych producentów nie jest związanych rządowymi deklaracjami. Import LNG z USA będzie możliwy w dłuższej perspektywie, ale nie wcześniej niż przed rokiem 2025.

Duże nadzieje pokładane są w katarskim Polu Północnym, które w latach 2025-2030 planuje zwiększyć produkcję LNG o ponad 60 proc. Do tego czasu Europa może liczyć na maksymalne wsparcie w postaci 3 do 4 mld m3, gdyż większość surowca została już zakontraktowana długoterminowo i trafi do odbiorców z Azji (75 mld m3). Azerbejdżan ma ograniczone moce produkcyjne, jednak jest szansa na to, by obowiązująca umowa swap na 2 mld m3 gazu rocznie między Turkmenistanem, Iranem i Azerbejdżanem została rozszerzona do 6 mld m3. To potencjalnie mogłoby oznaczać dodatkowe 4 mld m3 gazu dla Europy Południowej. Nadzieją mogłaby być także Algieria, która mimo ograniczonych możliwości produkcyjnych, mogłaby do końca 2022 roku dostarczyć 2,5 mld m3.

Infrastruktura przesyłowa działa na pół gwizdka

Choć docelowa przepustowość Baltic Pipe wynosi 10 mld m3, to do końca roku 2022 możemy liczyć na jedynie 2-3 mld m3 gazu rocznie. Ostatecznie, ze względu na przepisy unijne i konieczność pozostawienia rezerwy przesyłowej, będziemy mogli wykorzystywać tylko niecałe 80 proc. całkowitych mocy gazociągu. Ze względu na ograniczenia produkcji, podobny problem dotyczy całej europejskiej sieci przesyłowej. Choć przez alternatywne do rosyjskich rurociągi moglibyśmy w krótkim terminie ściągnąć do Europy 7 mld m3 gazu, nie jesteśmy w stanie zapełnić ich liczoną krótkoterminowo produkcją. Rozbieżności między możliwościami produkcyjnymi a przesyłowymi widać zarówno w przypadku Norwegii, jak i Algierii, a podobnym wąskim gardłem jest rurociąg transadriatycki z Turcji do EU, którym mógłby popłynąć gaz z Azerbejdżanu.

Kwestia infrastruktury dotyczy również transportu LNG. Europejskie instalacje do importu ciekłego gazu zlokalizowane są głównie w Europie Zachodniej, na Półwyspie Iberyjskim, we Francji, Wielkiej Brytanii i Belgii, gdzie odpowiadają za ponad 60 proc. całego przesyłu. Dobrą wiadomością jest to, że ich nominalna zdolność przesyłowa jest daleka od pełnego wykorzystania. W 2021 roku wskaźnik wykorzystania terminalu LNG w Hiszpanii i Francji nie przekroczył odpowiednio 36 i 50 procent.

– Niewykorzystane moce terminali LNG w krajach Europy Zachodniej stanowią realną szansę na zapewnienie tak bardzo potrzebnych zdolności magazynowych i regazyfikacyjnych. Niestety kolejnym wąskim gardłem są połączenia między krajami. Przykładem może być Hiszpania która, mimo że w 2021 roku miała możliwość zaimportowania dodatkowych 35 mld m3 ciekłego gazu, to ogranicza ją prowadzący w głąb kontynentu rurociąg zdolny do przesyłania jedynie 7,5 mld m3 gazu rocznie. Dlatego tak ważna jest dziś inwestycja w FRSU (pływające instalacje do magazynowania i regazyfikacji, które pozwolą zyskać na czasie, zanim nowe terminale LNG osiągną zdolność operacyjną – komentuje ekspert Kaerney.

Ekonomiczne i środowiskowe koszty kryzysu energetycznego

Poza kwestiami wydobycia i przesyłu należy wziąć pod uwagę również koszty finansowe i środowiskowe związane z pozyskiwaniem gazu z nowych źródeł. Ze względu na duże zapotrzebowanie, proces regazyfikacji oraz konieczność transportu do miejsca użytkowania, koszt ładunków LNG potrafi być nawet o 40 proc. wyższy niż gazu rurociągowego. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat (4Q 2020 – 3Q 2021) średnia cena dla gazu transportowanego rurociągiem przez Gazprom wyniosła 219 dolarów, w porównaniu do 308 dolarów w przypadku importu LNG. Przy dzisiejszych warunkach rynkowych oznaczałoby to koszt dodatkowego gazu dla Europy (50 mld m3) wyższy o 4,5 mld dolarów rocznie. Natomiast biorąc pod uwagę cenę tylko z trzeciego kwartału 2021 roku, możemy mówić nawet o 11 mld dolarów rocznie więcej.

Nie bez znaczenia pozostają też koszty środowiskowe. Ładunek LNG emituje około 50 procent więcej gazów cieplarnianych niż porównywalna z nim ilość gazu przesyłanego rurociągiem. Przy skali 50 mld m3 oznaczałoby to 5,8 mln ton dodatkowej emisji CO2 rocznie. Można porównać to do zanieczyszczenia, jakie spowodowałoby w ciągu roku dodatkowe 1,3 mln samochodów.

Przykładem kosztów środowiskowych związanych z obecną, napiętą sytuacją w Europie, mogą być również niedawne wycieki z gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Poza kwestiami ekologicznymi bez wątpienia przełożą się one na to, że ewentualny import surowca z Rosji będzie jeszcze trudniejszy. Kraje europejskie tym bardziej powinny więc skupić się na poszukiwaniu alternatywnych źródeł gazu, inwestować w infrastrukturę do jego przesyłu oraz w pełni wykorzystywać możliwości istniejących instalacji.

[1] https://www.kearney.com/energy/article/-/insights/the-future-of-the-european-energy-system-a-focus-on-alternative-gas

Wyższa kwota przychodu dla działalności bez rejestracji w 2023 roku?

Zgodnie z ustawą Prawo przedsiębiorców, podatnik nie musi rejestrować swojej działalności, jeśli miesięcznie jego przychody nie przekraczają 50% płacy minimalnej. Pojawiła się szansa, że limit ten już w przyszłym roku będzie podwyższony do pełnej kwoty najniższego wynagrodzenia.

Prowadzenie działalności nierejestrowanej jest korzystne dla podatnika, ponieważ nie ponosi on wówczas kosztów działalności i nie musi odprowadzać składek ZUS. W 2022 roku limit przychodów wynosi 1505 zł.

W ostatnich dniach pojawił się projekt zmiany ustaw w celu zlikwidowania zbędnych barier administracyjnych i prawnych. Zakłada on, że limit przychodów przy działalności niezarejestrowanej wynosiłby równowartość minimalnego wynagrodzenia. W przyszłym roku płaca minimalna ma wzrosnąć do 3490 zł od 1 stycznia oraz do 3600 zł od 1 lipca. Oznacza to, że przedsiębiorcy, którzy np. rozpoczynaliby działalność w lipcu nie musieliby jej rejestrować, o ile ich przychody nie przekroczą 3600 zł.

Jeśli faktycznie tak się stanie, to w przyszłym roku bez rejestracji działalności gospodarczej będzie można zarobić maksymalnie około 42 500 zł w ciągu roku. Trzeba jednak pamiętać, że miesięczne przychody nie mogą przekroczyć wysokości minimalnego wynagrodzenia.

Działalność nierejestrowana podlega opodatkowaniu i rozliczeniu w zeznaniu rocznym na zasadzie skali podatkowej. A zatem za 2023 rok przychód do 30 tys. zł byłby zwolniony z podatku, pozostałe 12,5 tys. zł podlegałoby opodatkowaniu stawką 12%. Podatek wyniósłby więc 1500 zł – przedsiębiorcy zostałoby „na czysto” 41 tys. zł.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Złoty w odwrocie

Nie każdego dnia złoty traci 7 groszy względem euro. 8 groszy względem franka to też nie jest codzienność. 13 groszy względem dolara jest chyba najbardziej imponujące. Nie można zatem powiedzieć, że konferencja prezesa NBP przeszła bez echa.

Show prezesa

Ostatnimi miesiącami zainteresowanie konferencjami prezesa NBP wyraźnie wzrosło. Nie jest może na nich przesadnie merytorycznie, ale na pewno jest barwnie. W kwestii samych stóp procentowych nie wiemy, co mamy myśleć. Z jednej strony brak podwyżki nie oznacza końca cyklu. Z drugiej strony wiele innych wypowiedzi sugeruje zakończenie. Rynek uznał, że to jednak koniec podwyżek i zaczął dostosowywać pozycję. W rezultacie za 1 euro rano trzeba było płacić 4,82 zł a wieczorem nawet 4,89 zł. Nie cały ten ruch można przypisać oczywiście tej konferencji, ale miała ona swój udział.

Przybywa bezrobotnych w USA

Po wielu tygodniach bardzo dobrych danych przyszedł w końcu słabszy odczyt. Wczorajsza liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 219 tysięcy podczas gdy oczekiwano zaledwie 200 tysięcy. Należy jednak pamiętać, że na te dane najczęściej patrzy się na podstawie średniej z ostatnich 4 odczytów, by przejść z tygodniowych odczytów na miesięczne. Średnia tak liczona jest wciąż malejąca, co wskazuje, że pomimo tego, że nie dowieziono oczekiwań sytuacja wciąż jest przyzwoita. Daje to nadzieje na dobry odczyt stopy bezrobocia dzisiaj. Nie powinniśmy być zatem zdziwieni, że wraz z publikacją tych danych dolar się umacniał.

Ropa wciąż drożeje

Wzrost cen ropy ma ostatnio jedno ważne uzasadnienie – decyzja OPEC. Początek tego ruchu sięga co prawda spekulacji nad odleglejszym kryzysem, co wiązało się z odwrotem od dolara. Dzisiaj to jednak spadek wydobycia jest głównym motorem napędowym wzrostów. Ograniczenie wynosi 2 mln baryłek dziennie, co jest bardzo dużą zmianą – to ponad 2% dziennego wydobycia na świecie. Z drugiej strony część redukcji obejmuje niewykorzystywane moce. Nie brakuje też analityków wskazujących, że przy tych cenach wiele państw nie dostosuje się do nowych limitów. Nie zmienia to faktu, że w ciągu niecałych dwóch tygodni ropa wzrosła o imponujące 12 dolarów za baryłkę.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy branże drzewne zostaną wysłuchane, czy czeka nas katastrofa?

5 października w Warszawie odbyła się konferencja prasowa prezentująca stanowisko organizacji branżowych wobec decyzji Lasów Państwowych. Przedsiębiorców z sektorów związanych z przemysłem drzewnym reprezentowali: Michał Strzelecki – Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Rafał Szefler – Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Aneta Muskała – Stowarzyszenie Papierników Polskich, Jędrzej Kasprzak – Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Roman Malicki – Polski Komitet Narodowy EPAL oraz Jarosław Michniuk – Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna.

Spotkanie pokazało, że sektor drzewny jeszcze nigdy nie był tak zjednoczony wobec krytycznej sytuacji, której musi sprostać. Pogłębiające się problemy przedsiębiorców to nie tylko efekt wyzwań, z którymi mierzy się cała gospodarka (ceny energii, spadek popytu, bezpieczeństwo międzynarodowe), ale również postawy rodzimych instytucji państwowych. Przedstawiciele polskich firm wskazali na liczne zaniedbania ze strony resortów rządowych, do których od wielu miesięcy kierowali bezskutecznie swe postulaty, jak i Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, która zerwała dialog z przedsiębiorcami. Ignorowanie głosu branż drzewnych doprowadziło do wywindowania cen drewna, niekontrolowanego spalania pełnowartościowego drewna w energetyce oraz nieudanych negocjacji Lasów Państwowych i organizacji FSC certyfikującej zrównoważoną gospodarkę leśną.

Windowanie cen drewna

Pierwsza część konferencji poświęcona była rosnącym cenom drewna. Temat ten przybliżyła Aneta Muskała, prezes Stowarzyszenia Papierników Polskich oraz Jarosław Michniuk z Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, pokazując że cenotwórczy system sprzedaży drewna, wprowadzony przez Lasy Państwowe, już w 2022 roku doprowadził do wzrostu cen niektórych sortymentów w Polsce nawet o 100%, podczas gdy w Unii Europejskiej pozostają one niemal od 3 lat na  tym samym poziomie. W dodatku, zaniedbania rządu i Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych oraz utrzymanie cenotwórczego systemu sprzedaży drewna już w najbliższym tygodniu wygenerują wzrost cen wywoławczych na aukcjach o kolejne 40%. Dotyczy to zarówno przetargu ograniczonego (PLD), jak i aukcji wolnorynkowych (e-systemowe). Jako podstawę do wyliczenia tych cen wzięto pod uwagę ceny uzyskane w 2021 i 2022 roku – okresie niespotykanej do tej pory hossy, będącej efektem odbicia po pandemii.

Obecny system sprzedaży drewna w Lasach Państwowych nie promuje, tak jak ma to miejsce w innych europejskich krajach, rodzimych przedsiębiorców, co stawia ich na dużo gorszej pozycji w porównaniu z firmami zachodnimi.

Rosnące ceny drewna uderzają we wszystkie firmy bazujące na przerobie drewna (od producentów mebli, płyt drewnopochodnych, po dostawców palet, opakowań i papieru), które dotychczas były dumą polskiej gospodarki, zapewniając ponad 400 tys. miejsc pracy. Polski przemysł drzewny to ponad 40 tys. firm, które odpowiadają za 15 % wpływów z eksportu do budżetu państwa i generują 6 % polskiego PKB. Kolejna podwyżka cen, wykreowana przez Lasy Państwowe, w czasie już rozpoczynającego się załamania rynkowego doprowadzi do wstrzymywania produkcji i zwalniania ludzi w tym znaczącym sektorze polskiej gospodarki. To już się w wielu firmach dzieje. Straty, które poniesiemy będą nieodwracalne.

Spalanie pełnowartościowego drewna

Prezydent Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce, Jędrzej Kasprzak poruszył też temat niekontrolowanego przez Państwo współspalania pełnowartościowego drewna w energetyce przemysłowej.  Mimo, iż prawo unijne zabrania spalania pełnowartościowego drewna, które w pierwszej kolejności powinno trafić do przemysłu wytwarzającego produkty obniżające emisję CO2, to – zdaniem ekspertów z przemysłu drzewnego – w Polsce ten proceder jest powszechny i znajduje się poza kontrolą. Często do elektrowni współspalających biomasę trafia nie tylko cenne drewno okrągłe prosto z lasu (także wcześniej celowo zrębkowane przez zewnętrznych dostawców), ale również ogromne pieniądze z budżetu jako dopłaty do współspalania biomasy. Pula drewna spalana w elektrowniach uszczupla podaż surowca dla przemysłu drzewnego i generuje jego wyższe ceny.

Rezygnacja Lasów Państwowych z certyfikacji FSC

Kolejną ważną kwestią, która pojawiła się na konferencji, była certyfikacja FSC.  Międzynarodowa certyfikacja FSC to gwarancja odpowiedzialnej gospodarki leśnej, uwzgledniającej aspekty społeczne, ekologiczne i ekonomiczne. Zarówno polskie, jak i zagraniczne sklepy i hurtownie zazwyczaj wymagają od dostawców produktów drewnopochodnych, by ich wyroby były certyfikowane właśnie w tym systemie. Dla polskich producentów możliwość pozyskania surowca drzewnego posiadającego FSC jest więc kwestią przetrwania na coraz bardziej wymagającym rynku. Niestety kolejne Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych rezygnują z certyfikacji, co wywołuje coraz większe zaniepokojenie w branżach drzewnych. Uważają one, że sytuacja ta jest w dużej mierze efektem zaniedbań w zakresie negocjacji Lasów Państwowych i podmiotu certyfikującego. Według ekspertów z branży drzewnej, negocjacje były prowadzone nieudolnie i nieprofesjonalnie, a konsekwencją jest jednostronne zerwanie łańcucha certyfikacji, którego głównym finansującym był przecież pośrednio przemysł drzewny. Lasy Państwowe tym samy znowu nie uwzględniły interesów producentów mebli, stolarki, papieru czy opakowań.

Temat certyfikacji przybliżył Rafał Szefler, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. Z prezentacji, którą przedstawił, można było się dowiedzieć, że przez 20 lat niemal 100% surowca pochodzącego z Lasów Państwowych podlegało certyfikacji FSC. W ramach łańcucha certyfikowało się w Polsce również 2500 firm – co daje Polsce drugie miejsce pod względem podmiotów certyfikowanych w Europie. Niestety 20 lat inwestycji w certyfikacje teraz jest zaprzepaszczane. Konsekwencje rezygnacji ze znaku odpowiedzialnej gospodarki to między innymi: kryzys wizerunku Polski na arenie międzynarodowej, utrata klientów – szczególnie dużych europejskich sieci handlowych, a także rynków zbytu, w których Polska była liderem wśród dostawców (m.in. palet, programu ogrodowego, paneli podłogowych, płyt, mebli, opakowań do żywności, papieru), spadek eksportu oraz utrata argumentu w trudnych warunkach negocjacyjnych.

Perspektywy dla sektora meblarskiego

Branżę meblarską reprezentował na konferencji Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, który podkreślał coraz trudniejszą sytuację w tym sektorze i wskazywał na groźne następstwa decyzji Lasów Państwowych. Przytoczył dane GUS, które wyraźnie pokazują, iż wolumen produkcji sprzedanej w branży meblarskiej od początku tego roku systematycznie spada. Spadki ilości zamówień w fabrykach mebli sięgają już 50%. Spada również wskaźnik koniunktury GUS w branży meblarskiej w zakresie nowych zamówień – w czerwcu tego roku poszybował on dramatycznie w dół, do poziomu -35. Dane te uzmysławiają, w jak trudnej sytuacji znalazło się polskie meblarstwo. Co więcej, przyszłość również nie napawa optymizmem. W roku 2023 prognozowane są bowiem spadki obrotów w stosunku do roku 2022 o dalsze 8% wartościowo (z uwzględnieniem inflacji) i nawet 30% pod względem wolumenu.

Dalsze podwyżki cen surowców w tym drewna okrągłego wywołają kolejne spadki produkcji i w konsekwencji koniczność zwolnień grupowych. Sektor meblarski zatrudnia obecnie ponad 200 000 osób, z czego pracę może stracić nawet 20% pracowników. Większość z nich to wykwalifikowani, przeszkoleni w obsłudze zaawansowanych technologicznie urządzeń, specjaliści, których być może nie uda się już odzyskać – zwracał uwagę Michał Strzelecki.

Branże drzewne zgodnie przyznały, że dalsze windowanie cen dla polskich przedsiębiorstw przetwarzających drewno i rezygnacja z FSC oraz przeznaczanie drewna, które powinno być wykorzystywane do produkcji, na spalanie, oznacza dla polskich producentów katastrofę.

– Jeżeli nikt nas nie wysłucha wypadniemy z rynku – podsumował Rafał Szefler.

Co czeka najem instytucjonalny/PRS w Polsce?

Polski rynek najmu instytucjonalnego podobnie jak przed laty każdy z segmentów sektora nieruchomości komercyjnych przechodzi przez czas rozkwitu. Jest on potrzebny na ujednolicenie ofert, większą standaryzację dostępnych powierzchni, a także profesjonalizację samego rynku. Jedną z pierwszych spektakularnych transakcji z udziałem tzw. PRS był 2016 r. i zakup 72 apartamentów w budynku Złota 44 w Warszawie przez niemiecki fundusz inwestycyjny Catella Residential Investment Management. Na dziś, na koniec września 2022 r. segment ten tworzy oferta ponad 8.500 mieszkań na wynajem rozlokowanych w największych miastach w Polsce. Perspektywy dla rozwoju rynku pozostają bardzo duże a sprzyjają mu głównie warunki rynkowe i struktura sektora mieszkaniowego w Polsce. AXI IMMO wraz z ekspertami rynkowymi Inquiry i ThinkCo prezentuje dane dla polskiego rynku najmu instytucjonalnego w specjalnej publikacji „Perspektywy rozwoju sektora PRS w Polsce”.

Rynek PRS (Private Rental Sector) czyli tzw. instytucjonalny najmem jest stosunkowo nowym produktem na polskim rynku nieruchomości. Segment formułuje się od około 6 lat, a najaktywniejsze pod względem zakupu, przejęć czy tworzenia nowych ofert był ostatnie dwa tj. 2020 i 2021 r. To w tym czasie zarejestrowano prawdziwy boom na inwestycję w sektor, w którym m.in. Aurec Capital utworzyło markę LivUp, przejmując trzy nieruchomości w Warszawie (ponad 400 mieszkań) a Zeitgeist Asset Management zakupił cztery budowane w Gdańsku budynki z ponad 200 mieszkaniami. Z kolei szwedzki fundusz Heimstaden Bostad nabył w 2020 roku 640 mieszkań w Warszawie (Praga Północ i Służewiec) od spółki Eiffage, a w rok później zakupił ponad 3.000 lokali od spółek Marvipol i Budimex. Również w 2021 r. nordycki fundusz NREP nabył od YIT ponad 1.000 mieszkań w Warszawie.

Na koniec września 2022 r. sektor PRS odpowiadał za ok. 1% rynku najmu w Polsce z nieco ponad 8.500 mieszkań na wynajem instytucjonalny. Największymi ośrodkami były Warszawa (ponad 4.000), Wrocław (ok. 1.200) i Poznań (ok. 1.000), przy czym w budowie pozostawało ponad 10.000 mieszkań. Najwięcej w Warszawie (ponad 3.500) a następnie w Krakowie i w Łodzi (po ponad 1.500). Co więcej, do 2028 roku w Polsce ma powstać łącznie ponad 30.000 mieszkań na wynajem instytucjonalny.

Typowy inwestycja w PRS składa się z około 300 jednostek mieszkalnych, które zwykle są częścią większego projektu mieszkaniowego na sprzedaż o średniej łącznej powierzchni 15.000 mkw. W ofercie znajdują się mieszkania jedno- (22-35 mkw.), dwu- (35-50 mkw.), trzy- (powyżej 50 mkw.) czy czteroosobowe, w których najemca m.in. ponosi dodatkowo opłaty za media w formie zaliczek czy opcjonalnie za komórkę lokatorską i/lub miejsce parkingowe.

Co ciekawe, wg danych Eurostat 14,4% Polaków wynajmuje mieszkania i jest to mniej niż połowa średniej dla całej UE wynoszącej 30%. To jeden z najniższych poziomów w krajach członkowskich, który w 2020 r. oznaczał, że niższy udział najmu odnotowano tylko na Litwie, Węgrzech, Chorwacji, Słowacji i Rumunii. Struktura ta może jednak zmienić się w kolejnych latach. Przyczyny należy przede wszystkim doszukiwać się w rosnących kosztach kredytów hipotecznych będących m.in. efektem wzrostu stóp procentowych i zwiększenia poziomu restrykcyjności badania zdolności kredytowej konsumentów. Dodatkowym warunkiem pozostaje wojna w Ukrainie i szacunki o pozostaniu na stałe w Polsce nawet miliona uchodźców. Nie należy także zapominać o studentach, którzy po czasowym wyłączeniu związanym z pandemią Covid-19 pozostali w domach, a dziś ponownie stanowią dużą grupę zainteresowaną najmem mieszkania. Przedstawione czynniki stanowią duże wyzwanie dla krajowego segmentu mieszkaniowego. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być wejście na polski rynek inwestorów zagranicznych zainteresowanych ulokowaniem kapitału w sektorze PRS.

Średnie czynsze w projektach PRS w Polsce (PLN / miesiąc)

Średnie czynsze w projektach PRS w Polsce
Źródło: Opracowanie własne AXI IMMO, wrzesień 2022

Zdecydowaną większość zainteresowanych najmem instytucjonalnym stanowią osoby, które m.in. mają trudności w uzyskaniu finansowania na zakup własnego mieszkania. Dodatkowo psycholodzy kulturowi sygnalizują, że w wyniku zmian pokoleniowych, rozwoju transportu czy dostępnej oferty społeczno-przestrzennej będącej rezultatem globalizacji na rynku pracy obserwujemy zanik przywiązania pracowników do miejsca zamieszkania, jak i samej pracy. Idea współdzielenia czy wprowadzenie pracy zdalnej w wyniku pandemii dodatkowo potęgują ten trend związany z promocją ducha well-being i ogólnym dobrostanem człowieka. Zmiany te są tożsame z transformacją na rynku nieruchomości, która promuje budowę obiektów wielofunkcyjnych tzw. mixed-use łączących np. ofertę mieszkaniową z biurami i funkcją handlową, a w niedalekiej przyszłości uzupełnioną o prywatne akademiki czy przestrzenie co-workingowe – komentuje Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO.

Ekipa Holding opublikowała pierwszy raport miesięczny

Notowana na NewConnect spółka EKIPA HOLDING S.A. rozpoczęła publikację raportów miesięcznych. W pierwszym raporcie poinformowano m.in. o dystrybucji nowych produktów czekoladowych FMCG EKIPA x Millano. Jak podkreślił Zarząd Spółki podczas czatu z inwestorami, dla Spółki najbardziej perspektywiczne obecnie obszary działalności to komercjalizacja posiadanych marek poprzez produkty FMCG oraz produkcja treści audiowizualnych i wydawniczych realizowana w ramach spółki Laniakea Pictures. Największym, jak dotąd, sukcesem komercyjnym okazały się napoje Ekipy, które przełożyły się na największy przychód z jednostkowego produktu FMCG.

W opublikowanym raporcie spółka poinformowała o intensyfikacji komunikacji z inwestorami przez publikację raportów miesięcznych oraz zamiar organizacji kolejnych spotkań z inwestorami. Podczas zrealizowanego czatu inwestorskiego Zarząd wskazał, że powodem zaproponowania skupu akcji jest ich aktualny poziom cen nieodzwierciedlający, zdaniem Zarządu, wartości spółki Ekipa Holding S.A.

„Projekty związane z grupą EKIPA to tylko część naszej działalności, która dotychczas była najbardziej rozpoznawalna. Jednak EKIPA HOLDING S.A. to znacznie więcej. Nasz zespół tworzą ludzie niezwykle kreatywni zarówno w przestrzeni lifestylowej jak i biznesowej. Wykorzystujemy ten potencjał i profesjonalizujemy działania. Naszym głównym celem i ambicją jest dostarczanie szeroko pojętej rozrywki dla odbiorców w różnym wieku. W tym celu powstała EKIPA HOLDING S.A. i nasze poszczególne spółki wyspecjalizowane w odpowiednich branżach, które realizują działalność operacyjną grupy kapitałowej.” – przekazał Zarząd spółki w raporcie.

Z publikacją raportu zbiegło się uruchomienie pod koniec września dystrybucji i sprzedaży czekoladek EKIPA x Choctopus, tj. pralinek o sześciu różnych, przeciwstawnych smakach oraz Choco Cup z prażoną kukurydzą w mlecznym nadzieniu. Oba produkty wyróżniają się nietuzinkowym smakiem, a w pralinkach zastosowano innowacyjny pomysł, z elementem losowości, poprzez opakowanie ich w trzy rodzaje papierków, którym przypisane zostały dwa przeciwstawne smaki. Pierwsze reakcje rynku są obiecujące.

W raporcie podkreślono, że na wartość spółki EKIPA HOLDING składa się szereg przedsięwzięć realizowanych w spółkach zależnych.

Spółka EKIPA Management odpowiada za zarządzanie wizerunkami twórców. Do jej zadań należą m.in. pośrednictwo w kontraktach reklamowych, obsługa i pozyskiwanie nowych kontraktów oraz zapewnienie zaplecza technicznego. Spółka posiada zespół produkcyjny pracujący bezpośrednio z Twórcami i zajmuje się ochroną wizerunku Twórców.

Laniakea Pictures to spółka medialno-rozrywkowa odpowiedzialna za development i produkcję treści audiowizualnych i wydawniczych. Prowadzi działalność w obrębie produkcji filmowej (filmy pełnometrażowe, seriale, animacje) oraz wydawniczej (komiksy, książki, gry planszowe i RPG). Głównym celem działalności jest wytwarzanie nowych uniwersów i ich bohaterów. Firma działa w oparciu o wewnętrzne jak i zewnętrzne zespoły kreatywne i produkcyjne. Współpracuje ze światowymi ekspertami w dziedzinie kinematografii, literatury gatunkowej, komiksu, animacji i game-devu. Aktualnie największym realizowanym przez spółkę projektem jest wysokobudżetowa produkcja autorskiego konceptu o międzynarodowym potencjale, którego premiera zaplanowana jest na 2024 rok. Projekt serialu, gier i publikacji wykorzystuje motyw dinozaurów, którego ujęcie zachwyci fanów fantasy i sci-fi.

Spółka EKIPATONOSI zajmuje się konfekcją odzieży oraz akcesoriów z wysokiej jakości materiałów. Spółka odpowiada za projektowanie, konfekcję i wysyłkę odzieży oraz akcesoriów dystrybuowanych w oparciu o domeny: ekipatonosi.pl, genzie.store, krakowkings.store oraz indeste.pl. Posiada jeden stacjonarny punkt sprzedaży w Parku Rozrywki ENERGYLANDIA, który jest jej strategicznym partnerem. Ponadto produkuje asortyment dla wielu twórców internetowych, co owocuje współpracą z jednymi z największych polskich influencerów.

GGBAY jest współproducentem oraz wydawcą gier. Obecnie finalizuje prace nad w pełni autorską produkcją gry mobilnej “My Dino Friend” dostosowanej do potrzeb IOS oraz Android. Spółka zamierza rozpocząć prace nad kolejnymi tytułami poprzez wykreowanie treści gry i kooperację z zewnętrznym partnerem przy jej tworzeniu lub udzielając licencji na gry osadzone w posiadanych uniwersach/prawach autorskich (IP).

Pozostałymi spółkami w Grupie są BRAINCHILD – spółka księgowa, Kraków Football Kings – krakowska drużyna footballu amerykańskiego oraz EKIPA Investments – wspierająca młodych przedsiębiorców poprzez dostarczanie kapitału oraz wsparcie w rozwoju biznesów, w które inwestuje.

„EKIPA to holding posiadający kilka spółek, które bardzo dobrze komercjalizują IP, które mają w portfolio. W świadomości ludzi to marka związana z projektem prowadzonym przez Karola ‘Friza’ Wiśniewskiego. Realnie to znacznie więcej. Zakończenie projektu Dom Ekipy, to nie koniec marki Ekipa. Dziś EKIPA HOLDING i inne wyspecjalizowane w poszczególnych branżach spółki dynamicznie się rozwijają i realizują projekty na światowym poziomie. Obecnie cały NewConnect przeżywa gorsze chwile i kurs EKIPA HOLDING też oczywiście jest na to podatny. Wierzę głęboko w ogromny sukces tych młodych, kreatywnych i utalentowanych, pełnych determinacji ludzi, zarówno na rynku polskim jak i światowym, czego przedsmak już mieliśmy. Mam nadzieję, że inwestorzy docenią model biznesowy jaki oferuje EKIPA HOLDING SA” – zaznacza January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING ASI, cytowany w raporcie.