Złoty dość gwałtownie traci po decyzji RPP

Na październikowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Taka decyzja była sygnalizowana wcześniej, jednak rynek spodziewał się, że wobec wysokiej inflacji Rada zmieni zdanie. Złoty dość gwałtownie traci.

Październik był pierwszym miesiącem od dłuższego czasu, gdy nie tylko skala podwyżki,   ale także sam jej fakt stał pod znakiem zapytania. To pokłosie wypowiedzi prezesa Glapińskiego z początku wakacji, który po sierpniowej przerwie sugerował już tylko jedną podwyżkę stóp o 25 punktów bazowych, a o tej Rada zdecydowała we wrześniu. Z drugiej strony oczywiście za podnoszeniem stóp przemawia inflacja, która w minionym miesiącu przyspieszyła aż do 17,2%. Oczywiście to w dużej mierze efekt cen energii, ale inflację widać nadal w kategoriach popytowych. Realne stopy procentowe znalazły się na rekordowym poziomie ponad -10% i w tym kontekście ryzyko utrwalenia się oczekiwań inflacyjnych jest bardzo wysokie.

Wydaje się, że w takich okolicznościach należałoby kontynuować cykl podnoszenia stóp procentowych. Choć polska gospodarka zwalnia, rynek pracy pozostaje mocny, nie widać też znaczącego osłabienia popytu (m.in. wobec ekspansywnej polityki fiskalnej, włączając w to wakacje kredytowe). Tak się jednak nie stało. Wobec agresywnych podwyżek wdrażanych przez główne banki centralne taka postawa RPP nakłada presję na kurs złotego. Wpływ na niego ma wiele czynników (w tym głównie sytuacja euro wobec dolara, a także sytuacja na Ukrainie), jednak gołębia postawa RPP zwiększa ryzyko dalszego osłabienia naszej waluty. O 15:30 euro kosztuje 4.83 złotego, dolar 4,89 złotego, frank 4,96 złotego, zaś funt 5,52 złotego.

Autor: dr Przemysław Kwiecień CFA, Główny Ekonomista XTB

Z podwyżką stóp procentowych lub bez, inflacja może wzrosnąć do 20 proc.

RPP po raz pierwszy od roku zdecydowała się nie podnosić stóp procentowych. Czy do podwyżki by doszło, czy też nie, wydaje się, że droga do 20 proc. inflacji pozostaje otwarta. W czasie obecnego cyklu, stopy wzrosły z poziomu 0,5 proc. do 6,75 proc. A przeciętny kredytobiorca hipoteczny płaci dziś ratę o 104 proc. większą, niż rok temu.

Od października 2021 roku, RPP podnosiła stopy procentowe na każdym comiesięcznym posiedzeniu. Wyjątkiem był sierpień, kiedy takiego posiedzenia nie było. We wrześniu tego roku, Rada podniosła stopy tylko o 0,25 pp. co miało być sygnałem, że cykl podwyżek powoli ma się ku końcowi. Według wcześniejszych prognoz NBP, szczyt inflacji w tym roku miał być już za nami. Okazało się jednak, że inflacja we wrześniu wzrosła do 17,2 proc., czyli znacznie powyżej oczekiwań. Szczególnie niepokojący dla RPP powinien być wzrost inflacji bazowej do blisko 10,7 proc. To inflacja konsumencka, z wyłączeniem jej najbardziej zmiennych wskaźników, czyli przede wszystkim cen żywności i surowców energetycznych. To właśnie na poziom inflacji bazowej wpływa polityka pieniężna.

Jednak pomimo tego znacznego wzrostu, RPP postanowiła poczekać i w tym miesiącu nie podnosić stóp. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że od podwyżki stóp do wystąpienia jej efektów mija od 6 do 9 miesięcy. Zatem RPP uznała, że inflacja (z powodu nadchodzącej recesji) w ciągu najbliższych miesięcy zacznie spadać. Jednak wydaje się, że przed tym spadkiem jeszcze wzrośnie, być może nawet do poziomu 20 proc. RPP uznała, że nie posiada instrumentów potrzebnych, by wpłynąć na wysokość inflacji krótkoterminowo.

Brak podwyżki oznacza także niezmienione raty kredytów oraz oprocentowanie depozytów. Najlepsze bankowe lokaty są obecnie oprocentowanie na 8-8,2 proc. Jednak w wyniku zniknięcia z rynku Getin Banku, który ostatnio bardzo aktywnie walczył o klientów wysokim oprocentowaniem lokat, presja na ich wzrost w najniższym czasie będzie niższa.

Brak podwyżki stóp będzie także w najbliższym czasie wpływał na osłabienie złotego. Złoty, podobnie jak euro, pozostanie na dalszych etapach słabą walutą.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Answear.com ze sprzedażą online o 51 proc. większą rdr. w III kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty dekoracyjne do wnętrz w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w III kw. 2022 r. 244 mln zł sprzedaży on-line, oznacza to wzrost o 51 proc. rdr. Bardzo dobre wyniki pokazują, iż mimo wymagającego otoczenia rynkowego, Spółka jest w stanie z powodzeniem realizować założoną strategię i utrzymywać atrakcyjne dynamiki wzrostu.

Cieszymy się ze wstępnych danych sprzedażowych w III kw. 2022 r. Mimo trudnego otoczenia rynkowego w postaci przede wszystkim dużej inflacji oraz widma recesji nasz biznes stale dynamicznie rośnie w odróżnieniu od konkurencji, która odnotowuje spadki sprzedaży. Potwierdza to zasadność naszej strategii dywersyfikacji geograficznej oraz stałego zwiększania średniej wartości zamówienia. Dodatkowo miniony kwartał był to pierwszy w tym roku pełen okres, który uwzględniał ponownie uruchomiony rynek ukraiński. Tu również pozostajemy optymistami, widzimy stałą odbudowę tego rynku, co powinno w przyszłości przełożyć się na jeszcze lepszą sprzedaż – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Dobre wstępne wyniki sprzedażowe Answear.com w minionym kwartale to m.in. zasługa wykorzystania efektów ekspansji geograficznej na nowe rynki w Europie Południowej, dzięki której rośnie baza klientów oraz ilość realizowanych zamówień. Rozciągłość geograficzna rynków Spółki pozwala na jednoczesną sprzedaż nowych kolekcji jesień-zima na rynkach Europy Środkowej i wydłużenie okresu sprzedaży letnich kolekcji na południu kontynentu. Dodatkowo Answear.com kontynuował działania wspierające budowę świadomości marki, które w III kw. były realizowane w ramach kampanii reklamowych w TV.

Rozpoczynamy teraz IV kwartał, czyli najbardziej pracowity okres w całym roku. Jesteśmy do niego bardzo dobrze przygotowani, dla naszych klientów mamy bogatą ofertę kolekcji zimowej. Dodatkowo zamierzamy zaprezentować nowe atrakcyjne marki. W planach mamy również przeprowadzenie intensywnej kampanii reklamowej obejmującej TV i video on-line. Liczymy, że tak jak zwykle, IV kwartał będzie dla nas najlepszym okresem w całym roku – dodaje Krzysztof Bajołek.

Stopy RPP bez zmian. Czy to koniec podwyżek?

Rada Polityki Pieniężnej tym razem wybrała najmniej prawdopodobny choć możliwy scenariusz, zakładający pozostawienie stóp procentowych bez zmian. W okolicznościach wciąż rekordowej dynamiki inflacji decyzja ta wydaje się zdecydowanie dyskusyjna, by nie powiedzieć nieco szokująca.

Najnowszy odczyt inflacji na poziomie 17,2 proc. nie pozostawia większych wątpliwości co do wciąż niesłabnącej dynamiki postępującej drożyzny w kraju. Pomimo niedawnych jeszcze deklaracji władz NBP, dających nadzieję na rychły koniec windowania kosztu krajowego pieniądza, prognozy przed kolejnym posiedzeniem RPP raczej nie przewidywały innych scenariuszy, jak tylko kolejny ruch w górę  w granicach 25-50 pb. Tym bardziej, że nie tylko z niezależnych źródeł, ale ze strony samego gremium RPP docierają na rynek prognozy wzrostu inflacji w kilkumiesięcznej perspektywie do poziomu 20 proc. W przypadku materializacji podobnego scenariusza, zresztą dosyć prawdopodobnego w okolicznościach proinflacyjnych inicjatyw rządu, zakończenie cyklu na obecnym poziomie 6,75 proc. wydaje się coraz mniej prawdopodobne.

Tymczasem w październiku stopy pozostają na niezmienionym poziomie, co oznacza brak istotnego statystycznie ruchu stawki WIBOR 3M w najbliższej przyszłości, a tym samym zapewne pozostawienie rat kredytów mieszkaniowych na niezmienionym poziomie.

Dotyczy to jednak wyłącznie kredytów złotowych. Jeśli chodzi o te walutowe, ze szczególnym uwzględnieniem denominowanych we franku szwajcarskim, to brak podwyżki stóp NBP powoduje dalsze osłabienie złotego, a za nim trudno przewidywalny wzrost kosztów obsługi kredytów przez frankowiczów.

W sumie aż tak silne preferowanie interesu kredytobiorców złotowych grozi całym szeregiem konsekwencji, wśród których może nie zabraknąć i tych o katastrofalnym wymiarze, ze wzrostem inflacji wyraźnie powyżej 20 proc. już w bezpośredniej perspektywie i załamaniem kursu złotego na czele.

W tej sytuacji trudno również oczekiwać jakiegokolwiek odwrócenia sytuacji zapaści statystyk kredytów mieszkaniowych, która ma się wciąż jak najlepiej. Indeks BIK popytu na kredyty mieszkaniowe we wrześniu zniżkował o 68,7 proc. w relacji rok do roku. Z kolei wolumen wnioskujących o kredyt spadł o blisko 67,6 proc. do 13,6 tys., co jest wprawdzie wartością wyższą w relacji miesiąc do miesiąca o 9,6 proc. od rekordowo niskiego poziomu z sierpnia, jednak nie dającą jakiejkolwiek nadziei na trwałe odwrócenie trendu już na obecnym etapie dekoniunktury.

Może to jednak oznaczać, że rynek kredytów mieszkaniowych próbuje stabilizować się na rekordowo niskim poziomie, poszukując twardego dna swoich statystyk. Jednak ewentualne, acz bardzo prawdopodobne pomimo październikowego postoju dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej NBP,  najprawdopodobniej dość mocno zakłóci ten proces już w bezpośredniej perspektywie.

Tymczasem z najnowszych danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl. wynika, że stabilizacja coraz mocniej zaznacza swoją dominację w statystykach pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki. Po bardzo umiarkowanych wzrostach stawek ofertowych w sierpniu, we wrześniu zapanował już niemal idealny bezruch ze wskazaniem na kosmetyczny spadek w relacji miesiąc do miesiąca. Wciąż jednak istotnych statystycznie przecen nie widać, choć za sprawą rozwijającej się akcji promocyjnej deweloperów ceny transakcyjne w przypadku coraz większej liczby inwestycji mogą osiągać atrakcyjne poziomy.

Z kolei sytuacja na rynku kredytów hipotecznych wciąż nie wróży najlepiej  perspektywom sprzedaży mieszkań deweloperskich. Ostatni raport BIG DATA RynekPierwotny.pl. komunikuje wrześniowy wynik sprzedaży nowych mieszkań w liczbie zaledwie 2,6 tys. lokali na siedmiu największych rynkach kraju. Oznacza to wprawdzie kilkuprocentowy wzrost w relacji miesiąc do miesiąca, ale i w tym przypadku trudno to uznać za dobry omen dla koniunkturalnych perspektyw. Od początku roku deweloperzy w przedmiotowych lokalizacjach znaleźli klientów na zaledwie 25,4 tys. lokali,  czyli o 37% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W efekcie kolejne miesiące mogą w konsekwencji przynieść niespotykany w historii rynku pierwotnego spadek podaży nowych mieszkań. Najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego informują o wolumenie zaledwie 5 tys. nowo rozpoczętych budów lokali deweloperskich w sierpniu, czyli wyniku już od wielu lat nienotowanego. Jeśli kolejne miesiące przyniosą utrwalenie podobnego poziomu danych inwestycyjnych, katastrofalne dla podaży nowych mieszkań skutki windowania rodzimych stóp procentowych staną się faktem.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jakich warunków zatrudnienia oczekują dziś pracownicy i kandydaci? Wyniki badania Michael Page

Z badania firmy Michael Page wynika, że praca marzeń oznacza obecnie stałą umowę (80 proc. wskazań) w średniej firmie (41 proc.) z transparentnym podziałem obowiązków (93 proc.). Jednocześnie u idealnego lidera kandydaci najbardziej doceniliby pomoc w rozwijaniu potencjału (48 proc.), szacunek (47 proc.), profesjonalne przywództwo (46 proc.) i dobrą komunikację (44 proc.). Co jeszcze składa się na pracę marzeń, a co zniechęca do przyjęcia oferty lub motywuje do szukania innego pracodawcy?

Rynek specjalisty nadal podbija stawki

Braki w zatrudnieniu i duża rotacja pracowników to dziś poważny problem dla wielu firm, wpływający mocno na ich efektywność. Dla organizacji kluczowa staje się miarodajna informacja o najistotniejszych i co ważne – aktualnych oczekiwaniach wobec pracodawców. Potrzeby te dynamicznie zmieniają się w ostatnich latach, m.in. na skutek pandemii, wojny w Ukrainie czy rosnących kosztów życia.

Z punktu widzenia samych kandydatów poszukujących pracy lub rozważających jej zmianę – trudno o lepszą sytuację. Rosnąca rywalizacja o talenty, obserwowany na rynku deficyt kompetencji, a także galopująca inflacja podbijają w ostatnich miesiącach ich wynagrodzenia, co najwyraźniej widzimy w przypadku stanowisk specjalistycznych. Wobec tego w wielu branżach doświadczeni pracownicy oczekują obecnie 20-, a nawet 30-procentowych podwyżek. Aby ograniczyć zaburzenia siatki płac w organizacji i znacznego wzrostu kosztów, firmy powinny na bieżąco reagować na potrzeby pracowników, zarówno te dotyczące wynagrodzenia, jak i te związane z warunkami zatrudnienia i pozapłacowymi benefitami – mówi Monika Wojciechowska, Executive Manager w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Stabilność przede wszystkim

Z przeprowadzonego przez Michael Page badania wynika, że w czasach wielkiej niepewności i dużych zmian kandydaci najbardziej cenią stałą umowę o pracę. Taka forma zatrudnienia preferowana jest przez aż 80 proc. ankietowanych – i jest to wyraźny sygnał skierowany do pracodawców. Umowę tymczasową byłoby skłonnych wybrać już tylko 34 proc. badanych, natomiast każdą inną formę kontraktu przyjęłoby 15 proc. respondentów.

Skala firmy ma znaczenie

Z jaką firmą kandydaci skłonni by byli się związać? Wprawdzie wyborem nr 1 jest organizacja średniej wielkości, ale podpisuje się pod nim 41 proc. respondentów, a na dużą lub małą wskazuje odpowiednio 30 i 25 proc. Średnie firmy są przez kandydatów odbierane jako te, w których można liczyć na wyraźne poczucie sprawczości i wpływu. Tak można odczytać fakt, że o takiej preferencji w największym stopniu decyduje krótki proces decyzyjny (dla 36 proc.), możliwość szkolenia (30 proc.) i jasna wizja strategiczna (27 proc.).

W przypadku dużych organizacji najsilniejszym motywem jest możliwość rozwoju poprzez oferowane w nich programy szkoleniowe – na ten aspekt wskazywała niemal połowa badanych (46 proc.). Na kolejnych pozycjach uplasowała się szansa na awans (39 proc.) oraz wyższe wynagrodzenie (27 proc.). Taki rozkład odpowiedzi potwierdza też, że pensja nie jest już najważniejszym kryterium przyciągającym kandydatów do danej firmy. Rośnie natomiast znaczenie rozwijania kompetencji i szans na przyspieszenie kariery.

Takich perspektyw ‒ według kandydatów ‒ nie oferują małe firmy, wybierane najrzadziej przez ankietowanych. Jako wymarzone miejsce zatrudnienia wskazała je tylko jedna czwarta osób biorących udział w badaniu Michael Page. Nie znaczy to jednak, że nie mają one ważnych atutów – szczególnie dla tych, którzy cenią możliwość szybkiego spontanicznego działania, kameralne środowisko pracy i niezależność. Tu również, podobnie jak w średnich organizacjach, szybki proces decyzyjny jest kluczowym kryterium, liczącym się dla 41 proc. preferujących tej wielkości pracodawcę. Taki sposób działania ma związek także ze zwykle mniej formalną kulturą organizacyjną, która przyciąga do małych firm niemal tyle samo kandydatów (40 proc.). Powiązaną z powyższymi cechami możliwość bardziej samodzielnego zarządzania swoimi obowiązkami wymienia z kolei jedna trzecia respondentów (34 proc.).

Transparentne i empatyczne zarządzanie

Ze wskazaniami dotyczącymi wielkości idealnej firmy dobrze korespondują oczekiwania wobec obowiązującego w niej stylu zarządzania. Ma to wszak istotny wpływ na to, czy możemy w pracy rozwijać się, realizować i zdobywać nowe kompetencje. Jak wynika z badania Michael Page, dla ogromnej większości, aż 93 proc. ankietowanych, transparentność firmy w zakresie codziennych obowiązków jest niezbędną cechą pracy marzeń.

Jeśli chodzi natomiast o przywództwo, pracownicy i kandydaci chcieliby, żeby ich szef był dla nich inspirującym mentorem, szanującym swój zespół i jednocześnie motywującym go do osiągania sukcesów. Dla niemal połowy (48 proc.) najważniejsza jest u menedżera umiejętność wspierania pracowników w realizacji potencjału, a na prawie równorzędnych pozycjach respondenci wymieniają szacunek (47 proc.), przywództwo (46 proc.) i umiejętność komunikowania się (44 proc.). Warto przy tym zauważyć, że umiejętności przywódcze są najistotniejsze dla mężczyzn (52 proc.), a kobiety na pierwszym miejscu stawiają szacunek (50 proc.). Jednocześnie tym, co najbardziej doskwiera u potencjalnego szefa, jest opór wobec zmian – praca z niechętnym im przełożonym zniechęciłaby 43 proc. Kobiety wskazują także na pierwszym miejscu nierówne traktowanie, co pokazuje, że w zakresie inkluzywności ich oczekiwania wciąż nie są całkowicie spełnione. Nieco niższą liczbę osób zraziłby do menedżera brak umiejętności organizacyjnych (38 proc.) i publiczne krytykowanie członków zespołu (37 proc.).

Pracownicy oraz kandydaci doskonale wiedzą, czego oczekują od pracodawcy. Nasze badania potwierdzają, że transparentność, stabilność, szacunek i umiejętność przyjęcia innych punktów widzenia to dla nich podstawowe elementy nowoczesnego miejsca zatrudnienia. Rynek pracy daje dziś bardzo dużo możliwości – mamy zatem najlepszy moment, aby wreszcie znaleźć swoją pracę marzeń – podsumowuje Monika Wojciechowska, Executive Manager z Michael Page.

Parytet franka, euro i dolara

Na rynku mieliśmy wczoraj sytuacje, gdy kursy głównych walut obcych dla Polaków niemal się zrównały. Do zestawu brakowało tylko funta, ale jeżeli Bank Anglii będzie kontynuował swoje działania niewykluczone, że funt też dołączy do pozostałych.

Czekając na RPP

Dzisiaj poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Rynki oczekują wzrostu o 0,25% pomimo ostatnich deklaracji i utrzymaniu stóp na niezmienionym poziomie. Powodem jest wzrost inflacji we wrześniu mimo zapowiadanego przez prezesa NBP tzw. płaskowyżu. Okazuje się, że jest to półprawda. Jest to wyż, ale już niepłaski. Należy również pamiętać, że RPP ma dziwny zwyczaj niepodawania godziny publikacji decyzji. W rezultacie dzisiaj gdzieś pewnie między 15:00 a 17:00 poznamy werdykt. Patrząc na WIBOR, w cenie jest już większość podwyżki o 0,25%. W rezultacie brak zmiany powinien działać na niekorzyść naszej waluty. Większy wzrost, mało prawdopodobny z powodów politycznych, z kolei powinien umacniać polskiego złotego.

Dolar znów szuka parytetu

Wczoraj rano dolar był niemal na wartości parytetu względem franka. Wieczorem z kolei zbliżył się względem euro. W obydwóch przypadkach była to odległość wyraźnie niższa niż 1%. Powodem jest zmiana nastrojów na rynkach. Mamy obecnie ruch w stronę górnych ograniczeń trendu spadkowego na parze EURUSD. Oprócz technicznych przesłanek warto jednak wskazać na dane makroekonomiczne. USA od kilku dni pokazuje mocno przeciętne odczyty. Przeczy to koncepcji dużo lepszej sytuacji gospodarczej za Oceanem. W rezultacie wielu inwestorów realizuje zyski z ostatniego ruchu, nie spodziewając się jego kontynuacji.

Nowa Zelandia nie zaskakuje

W przeciwieństwie do swoich najbliższych sąsiadów, Nowozelandczycy nie spowalniają zmian w polityce monetarnej. Stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami wzrosły z 3% na 3,5%. Powodem oczywiście jest wzrost inflacji, która sięga tam już 7,3%. Reakcja na rynkach jest relatywnie niewielka, bo inwestorzy byli właśnie przygotowani na taką decyzję. Brak zaskoczenia powoduje, że mogli się oni do wzrostu przygotować już wcześniej, co tłumaczy brak silnych ruchów po samej publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

O ile wzrośnie rata kredytu po kolejnej podwyżce stóp NBP? [WYLICZENIA]

Przed październikowym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej na pewno można mieć wątpliwości co do najbardziej prawdopodobnej podwyżki głównej stopy NBP. Wcześniejsze doniesienia sugerowały bowiem podniesienie wspomnianej stawki o 0,25 punktu procentowego. Jednakże niedawne informacje na temat wrześniowej inflacji, a także negatywne rekordy kursowe złotego sugerują, że RPP może zwiększyć najważniejszą polską stopę o 0,50 punktu procentowego. Notowania kontraktów FRA na WIBOR 3M z 4 października br. sugerują natomiast mniejszą podwyżkę (o 0,25 punktu procentowego).Wyliczenia kredytowe - październik 2022

W przypadku modelowego kredytu na 300 000 zł, posiadającego marżę 2,00% i trzydziestoletni okres spłaty, podwyżka głównej stopy NBP o 0,25 punktu procentowego oznaczałaby wzrost raty wynoszący 37 zł względem obecnego poziomu. Większa korekta (o 0,50 p.p.) skutkowałaby podwyżką równej raty wynoszącą 102 zł. Natomiast w stosunku do lipca 2021 r. raty przykładowego kredytu wzrosłyby o:

  • 1 371 zł/120% – przy podwyżce głównej stopy NBP o 0,25 p.p.
  • 1 437 zł/126% – w razie podwyższenia głównej stopy NBP o 0,50 p.p.

Niewykluczone, że przed końcem cyklu podnoszenia stóp procentowych NBP, raty kredytowe wzrosną o ponad 130% względem minimum (notowanego przy stopie WIBOR 3M wynoszącej 0,21%).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

MRiT zapowiada zmiany w prawie zamówień publicznych. Podwykonawcy mówią o kosmetycznych zmianach i braku logiki

  • Podwykonawców czekają nowe przepisy. Eksperci: Zmiany powinny iść szerzej. Inaczej nic z tego nie będzie
  • Podwykonawcy niewiele ugrają na zmianie przepisów. Pozycja zamawiającego wciąż będzie dominująca
  • Eksperci komentują: Nowe przepisy mogą być martwą literą prawa

MRiT przewiduje, że w czwartym kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Wynika z nich, że sposób dokonania waloryzacji wynagrodzenia będzie uzależniony od woli stron. Ponadto przewidziana jest modyfikacja art. 439 ustawy Pzp poprzez rozszerzenie obowiązku zawierania klauzul waloryzacyjnych na umowy o długości powyżej 6 miesięcy oraz umowy dostaw. Projekt regulacji zakłada obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę w określonej sytuacji. Jednak znawcy tematu, związani z branżą budowlaną, negatywnie odbierają część ministerialnych zapowiedzi. 

Z wolą stron

Jak przewiduje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w IV kwartale br. wejdą w życie nowe przepisy związane z rynkiem zamówień publicznych. Aktualnie toczą się prace parlamentarne dotyczące rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców. Resort podaje, że jedną z planowanych regulacji jest ustanowienie wyraźnej podstawy prawnej do dokonywania zmian zawartych umów w sprawie zamówienia publicznego w zakresie wysokości wynagrodzenia wykonawców, wprowadzania do nich nowych klauzul waloryzacyjnych lub modyfikacji dotychczasowych (np. poprzez zmianę wysokości limitu waloryzacji). Strony będą mogły zmieniać także inne postanowienia umów, dotyczące warunków, terminu i sposobu jej wykonania, a w szczególności zakresu świadczenia (katalog będzie otwarty).

– Pytanie, czy nieobowiązkowa formuła zmian umów będzie wystarczająca. Ustawa ma pozostawiać swobodę decyzyjną zamawiającemu co do uznania przesłanek zmiany umowy i zawarcia aneksu. Obawiam się, że jeśli nawet obecne nadzwyczajne okoliczności nie przemawiają za dokonaniem zmiany umowy – waloryzacją albo inną modyfikacją sposobu wykonywania umowy, to ustawa nienakładająca obowiązku zmiany może pozostać martwą literą prawa – komentuje Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).

Ministerstwo wskazuje, że z nowych przepisów będzie wprost wynikała możliwość dokonania waloryzacji wynagrodzenia w oparciu o stosowne wskaźniki, publikowane przez Prezesa GUS. Sposób dokonania waloryzacji będzie jednak uzależniony od woli stron. Jeżeli uznają one, że inny sposób dokonania waloryzacji lepiej oddaje rzeczywistą zmianę, jaka zaszła w danej branży i wpłynęła na możliwość realizacji umowy, będą mogły dokonać waloryzacji w oparciu o wybrany przez siebie i uzgodniony model.

Jak podkreśla prezes Styliński, to byłby milowy krok, ale tylko jeśli intencją ustawodawcy będzie, aby w każdym przypadku konkretny mechanizm waloryzacyjny był przedmiotem „uzgodnienia” stron. Ekspert obawia się jednak, że ustawodawca nie pójdzie tak daleko i nie będzie wymagał uzgodnienia mechanizmu waloryzacji z wykonawcą. To oznacza, że choć zmiana umowy musi się dokonać za obopólną zgodą, to w procesie uzgadniania aneksu nadal zbyt często będziemy mieli do czynienia z dominującą pozycją zamawiającego i narzucaniem danej waloryzacji.

– Negatywnie odbieram propozycję waloryzacji opartą tylko o wolę stron. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby niezależnie od obowiązkowej waloryzacji ustawowej strony ustaliły dodatkowe warunki dla dodatkowej waloryzacji. Ustawowa odpowiedzialność stron musi zostać jednak uregulowana prawem do zastosowania określonych wag wskaźników waloryzacji, inaczej mija się to z celem – stwierdza Robert Gil, dyrektor jednej z wiodących spółek w branży oznakowania dróg w Polsce.

Ponadto resort informuje, że regulacje obejmą swym zakresem także umowy zawarte pod reżimem uchylonego z dniem 1 stycznia 2021 roku prawa zamówień publicznych, które nie przewidywało istniejącego obecnie obowiązku wprowadzania do określonej kategorii umów klauzul waloryzacyjnych. Strony, w oparciu o przygotowane regulacje, będą mogły zatem uzupełnić treść umowy o stosowną klauzulę waloryzacyjną lub inną zmianę.

– Podejście MRiT należy poprzeć, bowiem nie ma żadnego rynkowego uzasadnienia, aby zmianie podlegały tylko takie kontrakty, które generują istotną stratę wykonawcy po 1 stycznia 2021 roku. Przesłanką podlegającą ocenie, uruchamiającą zawieranie aneksów, powinno być stwierdzenie zaistnienia straty, a więc istotne pogorszenie efektywności umowy, którego nie dało się przewidzieć. I to musi być możliwe bez względu na to, czy dana umowa była zawarta przed czy po 1 stycznia 2021 roku – dodaje prezes PZPB.

Wokół klauzul

Resort podaje, że nowe przepisy przewidują także modyfikację art. 439 ustawy Pzp, poprzez rozszerzenie obowiązku zawierania klauzul waloryzacyjnych na umowy trwające powyżej 6 miesięcy (obecnie jest to 12 miesięcy) oraz umowy dostaw (dziś obowiązek ten odnosi się jedynie do robót budowlanych i usług). Dzięki temu w większej liczbie kontraktów w sprawie zamówień publicznych znajdą się klauzule waloryzacyjne.

– Załóżmy, że na początku stycznia br. podwykonawca zawarł umowę, a w maju skończył wykonywać wszystkie roboty. Zatem w dalszym ciągu pozostaje bez prawa do waloryzacji z tytułu wojny w Ukrainie, bo nie wyrobił tych 6 miesięcy. Wprowadzanie czasowych ograniczeń w sytuacjach nieprzewidywalnych zaprzecza idei pomocy. Waloryzacja wynagrodzenia powinna następować z dniem podpisania umowy przez podwykonawcę – podkreśla Robert Gil.

Z kolei według Jana Stylińskiego, racjonalny jest pomysł skrócenia minimalnego okresu obowiązkowej waloryzacji do umów 6-miesięcznych i dłuższych. Zdaniem prezesa PZPB, nieco dyskusyjne jest wprowadzenie waloryzacji umów na dostawy. Dotychczasowe przepisy nie nakładały takiego obowiązku, bowiem dostawcy aktualizują cenniki znacznie częściej niż mogła następować jakakolwiek zmiana cen usług budowlanych. W efekcie, w pewnym uproszczeniu, dostawcy co do zasady realizują dostawy po aktualnych cenach rynkowych.

– Ponadto Generalni Wykonawcy dokonują waloryzacji tylko tej części robót, jaka została zafakturowana od trzynastego miesiąca umowy. Przykładowo, jeśli przez 12 miesięcy wykonałem 90% wartości robót, a przez kolejne 2 miesiące resztę, to otrzymuję waloryzację tylko za resztę prac. Gdyby nie kary umowne, korzystniej dla podwykonawcy byłoby nic nie robić przez 12 miesięcy, żeby potem można było zwaloryzować wszystko. Waloryzacja zgodnie z ustawą Pzp dotyczyć ma całości robót, co oznacza, że dopiero po upływie 12 miesięcy umowy podwykonawca waloryzuje całość odebranych na ten czas prac, a potem co miesiąc resztę. Takie negatywne praktyki, pozbawiające jedną ze stron znacznych pieniędzy powinny być zakazane i karane przez inwestorów  – dodaje dyrektor Gil.

Jak informuje MRiT, w projekcie regulacji przewidziany został też obowiązek waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców przez wykonawcę w sytuacji, gdy zamawiający dokonał waloryzacji wynagrodzenia wykonawcy. Jednocześnie zaproponowano, aby rozwiązanie to miało zastosowanie także do umów zawartych między podwykonawcami a dalszymi podwykonawcami. Zakres waloryzacji będzie ustalany w drodze porozumienia stron. Przepisy nie będą narzucały w tym zakresie szczegółowych rozwiązań. Według Roberta Gila, widać bardzo dobry kierunek działania, ale dopóki nie powstanie ostateczna wersja tych regulacji niemożliwa jest ocena, jak intencje przełożą się na rzeczywiste korzyści.

– Taki mechanizm schodzącej w dół waloryzacji obowiązuje już obecnie. Przepisy doprecyzowujące nie stworzą zatem obecnie żadnej nowej wartości w tym względzie. Obawiam się, że nawet najlepsza ustawa nie rozwiąże problemu zamawiających, którzy nie korzystają z instrumentów, jakimi dysponują. Podwykonawcy powinni być traktowani w sposób analogiczny do generalnych wykonawców. Jeśli zatem ci drudzy korzystają z mechanizmów waloryzacyjnych, to w sposób identyczny powinni mieć do nich dostęp również ci pierwsi – podsumowuje prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Czy nowe prawo zniechęci przedsiębiorców do obniżania cen? Interweniuje branża cyfrowa

Związek Cyfrowa Polska apeluje do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o korektę kilku kwestii w projekcie wdrożenia unijnej Dyrektywy Omnibus. Stawką jest ochrona konsumentów przed nieuczciwymi praktykami przedsiębiorców – to właśnie jej dotyczy Dyrektywa, stanowiąca element tzw. Europejskiego Nowego Ładu dla Konsumentów. Tymczasem niektóre zapisy, procedowane właśnie w Sejmie, mogą zadziałać dokładnie odwrotnie – alarmują eksperci Cyfrowej Polski.

Wzmocnienie pozycji konsumentów oraz jasne ustalenie dodatkowych obowiązków przedsiębiorców – to główne cele wynikające z unijnej Dyrektywy Omnibus, przyjętej na poziomie UE w listopadzie 2019 roku. W szczegółach: Dyrektywa odnosi się do kwestii reklamy wprowadzającej w błąd i reklamy porównawczej, nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich oraz ochrony konsumenta poprzez czytelne podawanie cen produktów.

Wątpliwości ekspertów budzi jednak kilka zapisów w projekcie implementacji Dyrektywy w polskich warunkach. – Są trzy kwestie, na które zwracamy uwagę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów –mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnie procedowanym kształcie, stracą zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy. Ci pierwsi nie będą w pełni chronieni, a na drugich bezpodstawnie zostaną nałożone dodatkowe obowiązki – wyjaśnia.

Przedsiębiorcy zniechęceni do obniżania cen?

Po pierwsze, jak zawrócono uwagę w liście ekspertów Cyfrowej Polski do UOKiK,  nieprecyzyjne przetłumaczono Dyrektywę Omnibus, co skutkuje rozszerzeniem obowiązków przedsiębiorców. Chodzi o rozbieżność w tłumaczeniu jednego zdania, dotyczącego ogłoszeń o obniżkach cen. Obecny projekt dwukrotnie podnosi tę samą kwestię, za każdym razem nakładając na przedsiębiorców nieco inne obowiązki. To, według Związku Cyfrowa Polska, stoi w sprzeczności z przejrzystością, jaką ma wprowadzać Dyrektywa.

Branża cyfrowa podnosi również kwestię stopniowej obniżki cen. Według obecnego projektu, w przypadku stopniowego zwiększania promocji, przedsiębiorca może odnosić się jedynie do poprzedniej, już obniżonej ceny. Jak zwaracją uwagę branżowi eksperci, keśli więc – przykładowo – podczas pierwszej obniżki cena towaru spadła o 50 proc., ze 100 do 50 złotych, a następnie przedsiębiorca obniży cenę o kolejne 10 zł, klient dowie się jedynie o dwudziestoprocentowej obniżce (z 50 do 40 złotych). To z kolei może zniechęcać przedsiębiorców do dalszego obniżania ceny w ramach jednej promocji, co ostatecznie będzie niekorzystne dla konsumentów – twierdzą eksperci.

W opinii przesłanej do UOKiK, przedstawiciele sektora cyfrowego postulują również wydłużenie terminu implementacji ustawy. Ze względu na skalę zmian wynikających z nowego prawa, eksperci Cyfrowej Polski proponują wydłużenie tzw. vacatio legis do trzech miesięcy lub zastosowanie tzw. leniency period, czyli ulgowego traktowania przedsiębiorców, którzy od razu nie zastosują się do wszystkich zapisów Dyrektywy Omnibus.

Każdy z nas jest konsumentem, dlatego doceniamy rozwiązania, które mają na celu ochronę kupujących przed nieuczciwymi praktykami sprzedawców. Uważamy jednak, że prawo powinno być tworzone starannie, z troską o interesy wszystkich stron. Dlatego wnosimy o drobne poprawki, które z jednej strony wesprą przedsiębiorców, a z drugiej, dzięki jasnemu ustaleniu kilku kwestii, jeszcze lepiej wpłyną na ochronę konsumenta – podsumowuje Michał Kanownik.

RPP przed trudną decyzją

Od RPP oczekuje się dzisiaj, że podniesie główną stopę procentową o przynajmniej 25 punktów bazowych. Wówczas koszt pieniądza urośnie z poziomu 6,75 proc. do 7 proc. Ostatnie dane, głównie niezwalniająca inflacja, potwierdzają słuszność tej decyzji. Rynek tak naprawdę bardziej ciekawy jest jednak tego, co zakomunikuje NBP – czy cykl się kończy w październiku czy jednak zostanie przedłużony. To ta decyzja powinna mieć większy wpływ na złotego niż sama dzisiejsza zmiana parametrów polityki monetarnej.

Inflacja w Polsce nie zwalnia tempa. Wstępny szacunek GUS- pokazał wartość 17,2 proc. To dużo powyżej rynkowego konsensusu, który oscylował wokół 16,4 proc. Szczególnie również może martwić odczyt bazowy, który zbliżył się do 11 proc. Rada Polityki Pieniężnej ma twardy orzech do zgryzienia. Przewidywania dotyczące tego, że szczyt dynamiki wzrostu cen przypadnie na wakacje okazał się nietrafiony i coraz bardzie staje się realny scenariusz osiągnięcia przez wskaźnik CPI nawet 20 proc. na początku 2023 roku. Już dziś kolejna decyzja RPP. Piątkowe dane prawdopodobnie sprawią, że stopy w Polsce nadal będą rosły a zapowiadany koniec cyklu podwyżek być może będzie musiał być przesunięty w czasie. Złoty jest nadal bardzo słaby, pomimo tej ostatniej aprecjacji. Szczególnie słabość ta widoczna jest w relacji do dolara i franka. Wzrost kosztu pieniądza mógłby chociaż po części wpłynąć na umocninie PLN, chociaż moim zdaniem na wycenę naszej waluty większy wpływ będzie mieć czwartkowy komunikat banku – czy wstrzymuje się na razie z dalszymi podwyżkami, czy może jednak pozostaje na restrykcyjnej ścieżce. Rada z pewnością widzi, że za dolara trzeba było przed chwilą płacić już ponad 5 złotych, co być może dodatkowo skłoni „ciało decyzyjne” do kontynuowania restrykcyjnego nastawienia.

Należy jednak dostrzegać płynące z gospodarki sygnały spowolnienia. Ostatni odczyt PMI dla przemysłu co prawda odbił do 43 pkt., jednak nadal znajduje się dużo poniżej granicy 50 pkt. Indeks z pewnością stanowi czynnik hamulcowy w kontekście dalszych podwyżek. Nie jest wykluczone, że RPP pójdzie śladami banku Węgier oraz Czech, które to instytucje zakończyły już cykl.

Istnieje jeszcze taki scenariusz, w którym RPP nie deklaruje ani zakończenia ani kontynuacji cyklu a jedynie uzależnia dalsze działania od globalnych wydarzeń, jesiennych projekcji makro oraz napływających na bieżąco danych makro z krajowej gospodarki. Wydaje się, że taki bieg zdarzeń jest na ten moment najbardziej prawdopodobny. Będzie on po prostu najwygodniejszy dla RPP w obecnych, niepewnych warunkach ekonomicznych.

Od kilku dni złoty korzysta na poprawie nastrojów na globalnych rynkach. Widać odpływ kapitału od dolara, co automatycznie faworyzuje waluty naszego regionu. Eurodolar osiągnął dziś rano parytet i od dołka z ubiegłego tygodnia odbił już blisko 4,5 figury. Tym samym złoty w od połowy ubiegłego tygodnia odrabia straty. PLN w relacji do USD zdołał umocnić się już o ponad 25 groszy. W długim terminie nasza waluta pozostaje nadal słaba a ryzyko kolejnej fali osłabiającej jest stosunkowo dużo i trudne do przewidzenia w czasie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

FPP: Recepta jak obniżyć inflację o 2,3 pp. w ciągu 6 miesięcy

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przygotowała propozycję rozwiązania, które w ciągu 6 miesięcy pozwoliłoby na obniżenie wskaźnika inflacji (CPI) w ujęciu rok do roku o 2,3 punktu procentowego. Mechanizm polegałby na zrekompensowaniu wzrostu cen energii dla przedsiębiorstw produkujących i sprzedających wyroby spożywcze – które w ramach umowy utrzymałyby ceny swoich produktów. Udział w systemie wsparcia byłby dobrowolny – na podstawie indywidualnej decyzji każdej firmy. Dzięki temu system wsparcia dla przedsiębiorstw – obecnie zakładający objęcie jedynie 250 podmiotów – dotyczyłby szerokiego grona firm z różnych branż, a jednocześnie miałby charakter ograniczający inflację. To ważny aspekt, ponieważ dotychczasowe mechanizmy pomocowe były proinflacyjne i kosztowały finanse publiczne już ponad 70 mld zł. Ceny żywności stanowią istotny element koszyka inflacyjnego (26,6%), a tym samym ich ograniczenie może istotnie pomóc obniżyć całościowy wskaźnik inflacji.

Proponowane rozwiązanie zakłada przyznanie przedsiębiorcom wytwarzającym i sprzedającym podstawowe artykuły konsumpcyjne dobrowolnego wsparcia finansowego na pokrycie zwiększonych kosztów energii i jej nośników pod warunkiem utrzymania cen sprzedawanych produktów pośrednikom i odbiorcom końcowym na niezmienionym poziomie przez okres korzystania z rządowego programu. System mógłby być obsługiwany przez Polski Fundusz Rozwoju, a pomoc byłaby przyznawana w ramach umowy zawieranej z przedsiębiorcą. Tymczasowe ograniczenie podwyżek cen przez konkurencyjne podmioty byłoby naturalną zachętą do partycypacji w systemie wsparcia. W przypadku naruszenia warunków umowy przez przedsiębiorcę poprzez podniesienie cen dla kontrahentów i konsumentów, przyznane wsparcie podlegałoby zwrotowi, wraz z kwotą doliczonej kary. Szacunkowy koszt wdrożenia proponowanego rozwiązania wyniósłby ok. 11,3 mld zł.

„Polska gospodarka znajduje się pod presją rosnących cen energii elektrycznej i gazu, które silnie ciążą na ogólnej ocenie koniunktury wśród przedsiębiorców oraz stają się jednym z czynników wywołujących, z jednej strony, wysoką inflację, a jednocześnie również głębokie spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego lub nawet recesję. Zdecydowana większość rządowego wsparcia łagodzącego skutki drogiej energii oraz wysokich cen innych dóbr i usług była ukierunkowana na ochronę konsumentów. Przyjęty przez Sejm projekt ustawy o działaniach osłonowych skierowanych do firm w swym założeniu ma obejmować jedynie ok. 250 podmiotów. Obecna sytuacja wymaga jednak wsparcia skierowanego również do mniejszych przedsiębiorstw oraz szerszego grona branż, dla których udźwignięcie ciężaru gwałtownie rosnących kosztów także staje się coraz poważniejszym wyzwaniem. Jednocześnie wprowadzane mechanizmy powinny oddziaływać w kierunku ograniczania inflacji, zamiast jej dalszego podsycania. W związku z powyższymi wyzwaniami, Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) przedstawiła propozycję szerszego mechanizmu wsparcia firm w obecnym kryzysie. Projekt FPP zakłada przyznanie przedsiębiorcom wytwarzającym i sprzedającym podstawowe artykuły konsumpcyjne (tj. żywność i napoje) wsparcia finansowego rekompensującego zwiększone koszty zakupu energii i jej nośników. Firmy uczestniczące w programie jednocześnie zobowiązałyby się do utrzymania przez okres jego obowiązywania, zakładany na 6 miesięcy, do utrzymania dotychczasowych cen oferowanych ich odbiorcom. Dzięki temu, realizowane byłby jednocześnie dwa cele – wsparcie sektora przedsiębiorstw w obecnych trudnych warunkach oraz ograniczenie inflacji konsumenckiej” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

inflacja

Aby system był możliwie najprostszy zarówno z punktu widzenia beneficjentów, jak również podmiotów odpowiedzialnych za jego obsługę, propozycja FPP zakłada odgórne określenie wartości wsparcia w relacji do poziomu przychodów firmy korzystającej ze wsparcia. Wartość ta byłaby obliczana z uwzględnieniem zmiany średniej ceny kontraktów na Towarowej Giełdzie Energii na dostawy energii elektrycznej i gazu ziemnego w przyszłym roku w stosunku do poziomu obowiązującego w analogicznym okresie 2021 r. oraz uśredniony udział kosztów energii w przychodach ogółem przedsiębiorstw w gałęziach objętych systemem wsparcia.

Pierwszy omański satelita został zintegrowany z rakietą LauncherOne i jest gotowy do lotu w kosmos

Integracja była kamieniem milowym w misji wyniesienia pierwszego omańskiego satelity na niską orbitę okołoziemską na pokładzie zmodyfikowanego samolotu Boeing 747.

Po zakończeniu dzisiejszej udanej operacji na lotnisku Newquay w Kornwalii w Wielkiej Brytanii, pierwszy omański satelita Aman jest gotowy do wystrzelenia na niską orbitę okołoziemską jeszcze w 2022 roku. Omański satelita został zintegrowany z rakietą LauncherOne, która zabierze satelitę w kosmos. Integracja satelity jest ważnym krokiem w realizacji celów pierwszej misji kosmicznej rządu Omanu.

Reprezentujący Sułtanat Omanu ETCO – pochodzący z Omanu innowator w dziedzinie technologii wschodzących, Virgin Orbit – wiodąca amerykańska firma zajmującą się wynoszeniem satelitów na orbitę, SatRev – polski producent i operator nanosatelitów oraz TUATARA – specjalista w zakresie zaawansowanych rozwiązań z zakresu AI, analityki danych i technologii kognitywnych, kontynuują prace nad omańską misją w kosmos. Pierwszy omański satelita CubeSat, Aman, został zintegrowany ze statkiem kosmicznym na lotnisku Newquay w Kornwalii.

Za proce integracji odpowiadał zespół Virgin Orbit rozpoczynając od ostatecznego czyszczenia i sprawdzenia satelity Amani oraz usunięcia wszystkich elementów Remove Before Flight (RBF) na CubeSat. Po przygotowaniu satelity, został on umieszczony w dyspenserze startowym, po czym nastąpiła seria ścisłych kontroli.

Integracja satelity stanowi ważny kamień milowy w realizacji planu wysłania pierwszego omańskiego statku kosmicznego w kosmos. To niesamowite być świadkiem rozwoju tego pierwszego w historii kraju projektu i z niecierpliwością czekamy na jego zakończenie, które nastąpi jeszcze w tym roku, gdy zostanie on wystrzelony na niską orbitę okołoziemską – wyjaśnia Abdulaziz Jaafar, CEO ETCO.

Byliśmy świadakami udanej integracji naszego satelity. Wszystkie ryzyka zostały już zminimalizowane dzięki wydarzeniu Fit-Check, które miało miejsce w ubiegłym miesiącu, kiedy ten sam zespół integracyjny Virgin Orbit przeprowadził szczegółową kontrolę wszystkich zaplanowanych kroków integracji w siedzibie SatRev we Wrocławiu – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes SatRev.

Projekt zgodny jest z omańską strategią cyfryzacji „Oman Vision 2040”. Jest to narodowy program mającym na celu wspieranie konkurencyjności gospodarczej i dobrobytu społecznego przy jednoczesnym stymulowaniu wzrostu oraz budowaniu zaufania we wszystkich relacjach gospodarczych, społecznych i rozwojowych. Program kosmiczny Omanu umożliwi przełomowe badania naukowe i przechwytywanie obrazów satelitarnych o wysokiej rozdzielczości. Będą on dalej analizowane cyfrowo przy użyciu rozwiązań wizji komputerowej (computer vision), uczenia maszynowego (machine learning) oraz sztucznej inteligencji, które opracowane zostało przez TUATARĘ w strategicznym partnerstwie z ETCO.

Omański projekt kosmiczny zamierza zapewnić długotrwałe korzyści i odblokować nowe możliwości dla następnego pokolenia światowych odkrywców kosmosu i innowatorów w sektorze kosmicznym przy zapewnieniu inwestycji w krajowe talenty, które będą odpowiedzialne za przyszłość Omanu. Projekt będzie również zachęcał i wspierał firmy w Omanie, aby przyspieszyć jego transformację w gospodarce związanej z przestrzenią kosmiczną.

Wyniki operacyjne po trzech kwartałach 2022 w GK Murapol

  • Mocna sprzedaż do klientów detalicznych wsparta transakcjami na rzecz PRS.
  • W okresie od stycznia do września br. Grupa Murapol sprzedała 2665 lokali mieszkalnych, w tym 2091 klientom detalicznym, zaś 574 w formule design&build na rzecz PRS.
  • W analizowanym okresie deweloper przekazał klucze łącznie do 2649 lokali, a w tym 444 kluczy zostało wydanych do lokali w ramach projektów PRS.
  • Grupa wprowadziła do oferty 2106 nowych mieszkań w 9 miastach w Polsce.

SPRZEDAŻ

W ciągu trzech kwartałów 2022 GK Murapol łącznie sprzedała 2665 lokali mieszkalnych.

Na tę liczbę składa się 2091 mieszkań sprzedanych klientom detalicznym oraz 574 lokale w formule design&build na rzecz PRS.

Tylko w trzecim kwartale br. GK Murapol osiągnęła sprzedaż na poziomie 1275 lokali mieszkalnych, w tym 574 w formule design&build.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do września 2022 GK Murapol przekazała klucze do 2649 lokali mieszkalnych, w tym 444 na rzecz PRS. W trzecim kwartale przekazanych zostało 835 mieszkań.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W ciągu dziewięciu miesięcy br. GK Murapol wprowadziła do oferty 2106 lokali mieszkalnych. Do sprzedaży trafiły mieszkania zaoferowane w 4 nowych projektach mieszkaniowych w Gdańsku, Wrocławiu i Tychach oraz w kolejnych etapach już realizowanych inwestycji nieruchomościowych, w tym m.in. w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Toruniu i Bydgoszczy.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec trzeciego kwartału 2022 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6712 lokali w 70 budynkach powstających w ramach 23 projektów na terenie
13 miast Polski, z tego dla segmentu PRS/BPSA 1943 lokale.

BANK ZIEMI

Na dzień 30 września 2022 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 20,4 tys. lokali, który można podzielić wg dwóch kategorii – kryterium własności i etapu inwestycyjnego:

  • blisko 8,4 tys. lokali powstanie na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz ponad 12 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstępnymi,
  • blisko 5,3 tys. lokali jest w trakcie realizacji oraz ponad 15,1 tys. lokali w przygotowaniu.
Potencjalna liczba lokali
W trakcie realizacji 5 269
W trakcie przygotowania 15 160
Razem 20 429
Własność/użytkowanie wieczyste 8 389
Umowy przedwstępne 12 040
Razem 20 429

 

Spośród 20,4 tys. lokali wchodzących w skład aktywnego banku ziemi na dzień 30 września, ok. 17,6 tys. mieszkań przeznaczone jest na rzecz klientów detalicznych, z kolei ok. 2,8 tys. lokali dedykowane jest pod segment PRS w formule design&build.

– Komentując wypracowane przez GK Murapol wyniki operacyjne w ciągu trzech kwartałów br. warto zauważyć stosunkowo niewielki spadek sprzedaży mieszkań klientom detalicznym r/r tj. na poziomie poniżej 10%, a także dwa mocne filary biznesowe GK Murapol – mamy silny fundusz w akcjonariacie i stabilnego odbiorcę w segmencie PRS, zaś w ofercie mieszkań skierowanej do klientów detalicznych sprawdzony produkt – uniwersalny i adekwatny do potrzeb, taki który sprawdza się we wszystkich naszych 15 lokalizacjach w całej Polsce, także w trudniejszych, jak obecne, warunkach rynkowych. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – W całym 2022 spodziewamy się sprzedaży mieszkań klientom detalicznym na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Równolegle będziemy umacniać współpracę z naszymi inwestorami kapitałowymi w segmencie PRS. Utrzymujemy stabilne liczby mieszkań znajdujących się w budowie oraz w procesach pozwoleniodawczych. Niezmiennie jesteśmy też aktywni na polu akwizycji gruntów, korzystając z posiadanych umiejętności odnawiania aktywnego banku ziemi. To zabezpiecza nam potencjał na przyszłość. – dodaje Nikodem Iskra.

W ciągu ponad 21 lat działalności GK Murapol zrealizowała 77 wieloetapowych inwestycji,
w ramach, których powstało 370 budynków obejmujące łącznie ponad 23,5 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej milion mkw.

Develia sprzedała 1225 lokali od początku 2022 r.

Develia na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych sprzedała 1225 lokali w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2022 r., wobec 1500 lokali w analogicznym okresie ubiegłego roku, co oznacza spadek o 18%. W samym III kwartale br. deweloper sprzedał 261 lokali wobec 438 w III kwartale 2021 r.

Develia na koniec września br. miała również zawarte 106 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą przekształcić się w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

Biorąc pod uwagę sytuację rynkową wynik za trzy kwartały tego roku jest dla nas zadowalający. Sprzedaż w okresie styczeń-wrzesień była o 18% niższa w porównaniu do bardzo dobrego, analogicznego okresu w 2021 r. – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Kumulacja podwyżek stóp procentowych w II kwartale wpłynęła na mniejsze zainteresowanie klientów szukających mieszkania na własne potrzeby, a to przełożyło się na wynik w III kwartale. W ciągu ostatnich trzech miesięcy odnotowywaliśmy więcej kontaktów ze strony klientów i obecnie ich poziom jest zbliżony do ubiegłorocznego. Jednak wielu klientów wstrzymuje się z decyzjami, pomimo, że ich potrzeby mieszkaniowe nie zmieniły się. Możemy spodziewać się, że za jakiś czas będziemy obserwować odroczony popyt, analogicznie jak to miało miejsce w I półroczu 2021 r. Prawdopodobnie złoży się to z mniejszą dostępnością mieszkań ze względu na to, że obecnie wielu deweloperów mocno ogranicza nowe inwestycje – podsumowuje Andrzej Oślizło.

W III kwartale 2022 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach Aleje Praskie (Warszawa), Centralna Park (Kraków), Szmaragdowy Park (Gdańsk) i Kaskady Różanki (Wrocław).

W okresie lipiec-wrzesień 2022 r. Develia przekazała 420 lokali wobec 521 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Od początku roku deweloper przekazał 626 lokali w porównaniu do 1279 w tym samym okresie 2021 r. Zgodnie z harmonogramem projektów, kumulacja przekazań nastąpi w IV kwartale br., co przełoży się na znaczną poprawę wyników Develii za 2022 r.

Złoty czeka na RPP. Aprecjacja dolara wstrzymana

W tym tygodniu dla złotego istotne będzie środowe (5.10) posiedzenie RPP. Prezes NBP Adam Glapiński wskazał, że koniec cyklu podwyżek stóp procentowych jest coraz bliżej, jednak przekraczający ponownie oczekiwania odczyt inflacji we wrześniu sprawia, że podwyżka w tym tygodniu jest wysoce prawdopodobna. Spodziewamy się typowej podwyżki o 25 pb., podobnie jak rynek.

Za nami kolejny nadzwyczajny tydzień na rynku walutowym – wiele walut osiągnęło nowe minima, a poziomy zmienności były najwyższe od lat. Długotrwała aprecjacja dolara, który w środę 28.09 osiągnął najwyższy poziom od 20 lat, zatrzymała się w drugiej połowie tygodnia. Kolejne zaskoczenie w górę pod względem inflacji w strefie euro wsparło wspólną walutę – inwestorzy oczekują podwyżki stóp o 75 pb. podczas zebrania Europejskiego Banku Centralnego w październiku. Po tym, jak w ostatni poniedziałek 26.09 osiągnął rekordowo niski poziom względem dolara, kurs funta brytyjskiego wzrósł dzięki działaniom Banku Anglii nakierowanym na ochronę brytyjskiego rynku obligacji, który ucierpiał po niedawnym ogłoszeniu budżetu.

W drugiej połowie tygodnia większość walut rynków wschodzących również odzyskała grunt względem dolara. Prowadził wśród nich juan chiński, który po słownej interwencji przedstawicieli Banku Ludowego Chin odbił się z rekordowo niskich poziomów. Zmienność wielu par walut głównych i rynków wschodzących wzrosła w zeszłym tygodniu do wieloletnich maksimów. Dotyczy to m.in. euro i funta brytyjskiego, których implikowana 6-miesięczna zmienność wzrosła do najwyższego poziomu od odpowiednio 10 i 13 lat.

Inwestorów w tym tygodniu czeka kilka intensywnych dni na rynkach finansowych – uwaga wszystkich zwraca się ku szeregowi głównych odczytów makroekonomicznych. Szczególnie istotne będą dla nas rewizje wskaźników PMI dla krajów G3 (poniedziałek 3.10 i środa 5.10) i oczywiście piątkowy (7.10) raport z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu. W Wielkiej Brytanii uwaga skupi się na minibudżecie. Rano 03.10 brytyjski kanclerz Kwasi Kwarteng ogłosił, że rząd może porzucić plany usunięcia 45-procentowego progu podatku dochodowego, co wsparło funta, lecz naszym zdaniem raczej nie na długo.

PLN

W tym tygodniu dla złotego istotne będzie środowe (5.10) posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego. Prezes NBP Adam Glapiński wskazał, że koniec cyklu podwyżek stóp procentowych jest coraz bliżej, jednak przekraczający ponownie oczekiwania odczyt inflacji we wrześniu (wzrosła do najwyższego poziomu od 25 lat – 17,2%) sprawia, że podwyżka w tym tygodniu jest wysoce prawdopodobna. Spodziewamy się typowej podwyżki o 25 pb., podobnie jak rynek.

Najważniejsze będą komunikaty RPP dotyczące przyszłości cyklu. Jeśli Glapiński zasugeruje, że po tym zebraniu bank może wstrzymać zacieśnianie polityki, złoty prawdopodobnie doświadczy wyprzedaży. Biorąc jednak pod uwagę, że inflacja wciąż wzrasta i raczej nie osiągnie szczytu wcześniej niż na początku przyszłego roku, bank może zdecydować się na podejście zależne od danych i pozostawić otwarte drzwi do dalszych podwyżek. Konferencja prasowa Glapińskiego w czwartek (6.10) będzie uważnie śledzona pod kątem wskazówek dotyczących tej kwestii.

EUR

Duże zaskoczenie w górę inflacją w strefie euro, która we wrześniu po raz pierwszy wzrosła do wartości dwucyfrowych (10%), wsparło w zeszłym tygodniu euro względem większości walut. W przeciwieństwie do sytuacji w USA, w Europie wciąż czekamy na oznaki szczytu presji cenowej. Wzmacnia to nasz pogląd, że Europejski Bank Centralny wciąż pozostaje w tyle pod względem podnoszenia stóp procentowych i wchodząc w 2023 r. prawdopodobnie będzie musiał zacieśnić politykę znacznie mocniej niż Rezerwa Federalna, co w średnim terminie jest korzystne dla euro.

W międzyczasie najważniejsze dla wspólnej waluty będą oczekiwania dotyczące najbliższego posiedzenia EBC, które odbędzie się w tym miesiącu. Rynek swap wyceniają obecnie w pełni podwyżkę o 75 pb., a ruch o pełny punkt procentowy może być rozważany przez decydentów, jeśli publikowane do czasu zebrania dane okażą się wyższe od oczekiwań.

USD

Odczyty makroekonomiczne w USA były w zeszłym tygodniu w większości korzystne dla dolara, w szczególności gwałtowny spadek wstępnych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i większe od oczekiwań wzrosty sprzedaży nowych domów i w wydatkach osobistych. Indeks USD spadł jednak ze swoich 20-letnich maksimów – rynkowy sentyment do ryzyka doświadczył szerokiej poprawy, może to mieć również związek z realizacją zysków i rebalansowaniem portfeli inwestycyjnych na koniec miesiąca.

Publikowany w piątek (7.10) raport z amerykańskiego rynku pracy będzie najważniejszy dla trwającego tygodnia handlowego w USA – rynki oczekują solidnego przyrostu miejsc pracy i dodatniego nominalnego wzrostu płac. Na początku tygodnia przemawiać będzie wielu członków Fedu (m.in. John Williams, Esther George i Tom Barkin). Szczególnie istotne będą dla nas ich przemyślenia dotyczące niedawnego spadku inflacji i jego wpływu na wielkość kolejnej podwyżki stóp na posiedzeniu FOMC w listopadzie.

GBP

Funt brytyjski zachowywał się w zeszłym tygodniu niczym waluta rynków wschodzących, doświadczając wciąż gwałtownych zmian w związku z niedawno ogłoszonym budżetem. Zakończył go jednak na szczycie tabeli G10, gdy inwestorzy usłyszeli wieści, że Bank Anglii planuje wykorzystać rezerwy do zakupu obligacji skarbowych bez ograniczeń do końca października, by złagodzić zawirowania na rynkach obligacji.

Przekonamy się, czy ta interwencja pozwoli funtowi nie spadać poniżej pewnego poziomu, czy tylko zapewni krótkoterminowe wsparcie. Bank Anglii wskazał już, że raczej nie będzie awaryjnej podwyżki stóp, a bezpośrednia interwencja na rynku walutowym naszym zdaniem nie wchodzi w grę, ponieważ brytyjskie rezerwy nie są wystarczające (poniżej 2 miesięcy pokrycia importu). Zwrot rządu o 180 stopni w kontekście 45-procentowego progu jest pozytywnym sygnałem dla brytyjskich aktywów. Uważamy jednak, że to nie wystarczy, by funt był bezpieczny – usunięcie progu odpowiadało tylko ok. 4% całkowitych kosztów cięć podatkowych w ciągu najbliższych dwóch lat.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Lafarge finalizuje przejęcie Izolbet

Lafarge zamknął transakcję zakupu Izolbet, jednego z wiodących graczy na rynku specjalistycznych rozwiązań budowlanych. W ciągu ostatnich trzech lat Izolbet odnotował wzrost przychodów, na który składał się dwucyfrowy wzrost sprzedaży i EBITDA. Przejęcie wzmocni pozycję Lafarge na rynku renowacji, suchych zapraw i izolacji zewnętrznych, a także uzupełni niedawną inwestycję Lafarge w zakład do produkcji suchych mieszanek betonowych w Krakowie.

Jesteśmy dumni, że zyskujemy takiego partnera jak Izolbet, który tak jak my stawia na jakość i innowacyjność oferowanych rozwiązań. Chcemy, aby dzięki synergii nasze zaawansowane rozwiązania odpowiadały na potrzeby współczesnego budownictwa, zwiększając efektywność energetyczną budynków oraz pozwalając szybciej i efektywniej budować. Jest to również kolejny krok w realizacji „Strategii 2025 – przyśpieszenie zielonego wzrostu”. Specjalistyczne rozwiązania budowlane są jej kluczową osią w Europie, stąd wcześniej jako Grupa Holcim pozyskaliśmy firmy PRB Group we Francji oraz PTB-Compaktuna w Belgii – mówi Xavier Guesnu, Prezes Zarządu Lafarge w Polsce.

„Strategia 2025 – przyspieszenie zielonego wzrostu” jest globalną strategią Grupy Holcim, do której należy Lafarge w Polsce. Jej celem jest rozszerzenie działalności w segmencie „Rozwiązania i Produkty”, aby stanowił on 30 proc. sprzedaży netto Grupy do 2025 roku. Firma zrealizuje strategię poprzez wejście w najbardziej atrakcyjne segmenty budownictwa – od systemów dachowych po izolacje i renowacje.

Cloud Technologies planuje rozszerzenie formuły skupu akcji własnych

Cloud Technologies, notowana na rynku NewConnect spółka koncentrująca się na sprzedaży danych, zwołała na 7 listopada br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, na którym Zarząd spółki zarekomenduje rozszerzenie uchwały dotyczącej skupu akcji własnych. Rozszerzona formuła umożliwi skup akcji nie tylko podczas sesji giełdowej, jak dotychczas, ale również w drodze publicznego zaproszenia do składania ofert sprzedaży.

 – Jednym z kluczowych elementów przyjętej przez nas strategii na lata 2021-2023 jest rozpoczęty w lutym bieżącego roku skup akcji własnych, który prowadzimy w celu realizacji przyszłego programu motywacyjnego. Będziemy konsekwentnie kontynuować skup, a w celu zwiększenia dynamiki nabywania akcji, zaproponujemy podczas NWZ rozszerzenie podjętej uchwały o możliwość zaproszenia do składania ofert sprzedaży przez naszych akcjonariuszy – komentuje Piotr Prajsnar, przez zarządu Cloud Technologies.

Do końca 2023 roku Cloud Technologies planuje nabyć maksymalnie 250 tys. akcji, przeznaczając na ten cel do 15 mln zł. Dotychczas, czyli do 30 czerwca 2022 r., w ramach skupu akcji, spółka nabyła 44,9 tys. akcji, przeznaczając na ten cel 1,4 mln zł.

Cloud Technologies prowadzi skup akcji od lutego br. w trybie transz. Proponowana przez zarząd Cloud Technologies zmiana uchwały NWZ z 31 stycznia br. w sprawie upoważnienia zarządu do nabywania akcji własnych, zakłada, że zarząd będzie mógł nabywać akcje jak dotychczas, czyli podczas sesji giełdowej w ramach transakcji zawartych na rynku zorganizowanym oraz również w formie transakcji lub transakcjach zawieranych poza zorganizowanym systemem obrotu instrumentami finansowymi, czyli w formie zaproszenia do składania ofert.

Podczas zwołanego na 7 listopada Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy zaplanowana została również zmiana w składzie Rady Nadzorczej Cloud Technologies, mająca na celu dostosowanie składu tego organu do planowanego przeniesienia notowań na Główny Rynek GPW.

Nowe limity w programie Mieszkanie bez wkładu własnego. Czy zwiększyła się dostępność mieszkań?

Od października obowiązują nowe, wyższe limity ceny m kw. dla mieszkań, które można kupić za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl sprawdził, jak duża jest w największych miastach oferta takich lokali.

Limity cenowe są ogłaszane przez wojewodów co pół roku. Obecne będą obowiązywały do końca marca 2023 r. – przypomina ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. I dodaje, że dla mieszkań i domów kupowanych od firm deweloperskich limit cenowy jest nieco wyższy niż dla nieruchomości z rynku wtórnego. Trzeba też wiedzieć, że osobne limity obowiązują dla miast wojewódzkich, dla gmin z nimi sąsiadujących i reszty województw.Wykres 1 - Limity cen w programie Mieszkanie bez wkładu własnego

Warto zwrócić uwagę, że taki sposób ustalania limitów budzi kontrowersje. Np. w Zielonej Górze i Wielkopolsce średnią cenę m kw. na IV kw. 2022 r. i I kw. 2023 r. wojewoda podwyższył o 12% w porównaniu z obowiązującą w poprzednich dwóch kwartałach. O tyle samo pułap cenowy wzrósł w województwie wielkopolskim, a o 11% w mazowieckim. W samym Poznaniu i Warszawie poprzeczka poszła w górę o odpowiednio 9% i 7%. Natomiast w Gdańsku i całym województwie pomorskim limity ceny m kw. pozostały na starym poziomie. W Bydgoszczy, Rzeszowie i Szczecinie zwiększyły się tylko o 2%.

Limity ceny m kw.  w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego” w IV kw. 2022 r.

Jednak najgorsze jest to, że limity są często oderwane od realiów rynkowych, co powoduje, że w największych miastach, w których popyt na mieszkania jest największy, stosunkowo niewiele z nich spełnia wymogi programu Mieszkanie bez wkładu własnego”. Można je znaleźć głównie na obrzeżach miast – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Wykres 2 - Mieszkanie bez wkładu - rynek pierwotny

Pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego, ale także maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki. Ponieważ nie przekracza ona 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają oszczędności muszą znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl i portalu GetHome.pl wynika, że do tej pory czas działał na niekorzyść tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem.

Ekspert GetHome.pl liczył jednak na wzrost podaży takich mieszkań w październiku na skutek wzrostu limitów ceny metra kwadratowego. Po drugie, w sytuacji malejącego popytu na mieszkania, część firm deweloperskich zaczęła obniżać ceny. Z tonu spuszczają też niektórzy sprzedający mieszkania na rynku wtórnym.Wykres 3 - Udział mieszkań które można kupić w programie MbWW
Okazuje się, że w Poznaniu miał miejsce najbardziej spektakularny wzrost udziału mieszkań spełniających kryteria cenowe programu w ofercie rynkowej. Na rynku pierwotnym ich udział wzrósł z 8% do 24%, zaś na rynku wtórnym z 22% do 52% (oferty portalu GetHome.pl). Duży wzrost – szczególnie jeśli chodzi o liczbę mieszkań w ofercie deweloperów – zaobserwowano także we Wrocławiu i Warszawie.

W pozostałych miastach sytuacja na rynku pierwotnym albo niewiele się zmieniła (Katowice, Kraków i Łódź), albo nieco się pogorszyła wskutek wyprzedaży najtańszych mieszkań (Gdańsk). Dla potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego w Łodzi i Katowicach pocieszeniem jest to, że wyraźnie wzrósł ich udział w ofercie agencji pośrednictwa. Niestety, w Krakowie znalezienie takiego mieszkanie w dalszym ciągu jest sporym wyzwaniem.
Wykres 4 - Liczba mieszkań któe można kupić w programie MbWW

Niestety mocno promowany rządowy program nie odniósł do tej pory sukcesu. Tylko trzy banki – Alior Bank, Santander Bank Polska i Bank Pekao SA – zdecydowały się włączyć do swojej oferty kredyt, za który można kupić mieszkanie nie mając oszczędności na wkład własny. Jednak zainteresowanie takim kredytem jest znikome, bo możliwości potencjalnych kredytobiorców drastycznie się skurczyły wskutek wzrostu stóp procentowych oraz zaostrzenia kryteriów oceny zdolności kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Co lepiej wybrać – ZUS czy indywidualne konto emerytalne?

Osoby pracujące i wykonujące działalność gospodarczą obłożone są obowiązkiem odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne do ZUS. Wśród nich jest również składka emerytalna, która uprawnia daną osobę do wypłaty emerytury z ZUS. Czy poprzestać tylko na takim, gwarantowanym przez ZUS świadczeniu, czy lepiej zdecydować się na dodatkowe oszczędzanie w ramach indywidualnego konta emerytalnego?

Zła wiadomość – emerytury będą maleć

Dzisiejsi 30-latkowie powinni robić wszystko, by samodzielnie odłożyć na swoją jesień życia, ponieważ emerytura zagwarantowana przez ZUS będzie bardzo niska. Jak wynika z najnowszego raportu przygotowanego na zlecenie ZUS przez dr. Jarosława Oczka z Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK w Toruniu wraz z zespołem, stopa zastąpienia w 2060 roku przy założeniu wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn wyniesie około 18,7 proc.

Stopa zastąpienia jest wysokością przyszłych emerytur w stosunku do otrzymywanej pensji. Jednocześnie jeszcze w czerwcu w raporcie Komisji Europejskiej znalazły się wyliczenia, jakoby w 2060 roku emerytury Polaków miały stanowić 25 proc. ostatniej pensji. Przypomnijmy, że dziś wskaźnik ten wynosi około 54 proc. – więcej niż połowa ostatniej pensji wpływa co miesiąc na konto współczesnych emerytów.

Niestety, ale stopa zastąpienia w Polsce w przyszłości będzie jedną z najniższych w krajach rozwiniętych. To z kolei sprawia, że przyszli emeryci są zagrożeni życiem w ubóstwie. Dlatego na pytanie o to, czy lepiej wybrać ZUS czy IKE, należy powiedzieć, że do świadczenia z ZUS absolutnie potrzebne są dodatkowe wypłaty cykliczne, ponieważ w przeciwnym wypadku emeryt nie będzie mógł się samodzielnie utrzymać.

Dodatkowa emerytura – jak ją uzyskać?

Skoro świadczenie wypłacane w przyszłości przez ZUS będzie bardzo niskie, na pewno nie wystarczy emerytom na życie. Dlatego jak najwcześniej warto wybrać odpowiednią formę oszczędzania na jesień życia.

W ramach tzw. III filaru emerytalnego można dobrowolnie odkładać pieniądze np. za pomocą indywidualnego konta emerytalnego (IKE) czy indywidualnego konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) lub pracowniczych programów emerytalnych (PPE).

IKE jest ciekawą formą budowania kapitału na przyszłą emeryturę. Środki przekazywane na takie konto są inwestowane w różne papiery wartościowe, odkładane na kontach oszczędnościowych, lokowane w jednostki funduszy inwestycyjnych itp. Warto wiedzieć, że istnieje dowolność w wyborze instytucji zarządzającej IKE, a raz zawarta umowa o IKE może zostać zmieniona, dzięki wypłacie transferowej i przenoszeniu pieniędzy pomiędzy różnymi kontami tego samego rodzaju.

Oszczędzanie w IKE nie wiąże się z płaceniem podatku od zysków kapitałowych od kwoty dochodu, o ile spełnisz dwa warunki:

  •   Osiągniesz wiek 60 lat lub 55 lat, jeśli wcześniej uzyskasz uprawnienia emerytalne.
  •   Będziesz wpłacać na IKE przez co najmniej 5 dowolnych lat kalendarzowych albo ponad połowy wartości wpłat na IKE dokonasz co najmniej 5 lat przed dniem złożenia wniosku o wypłatę.

Wówczas przy wybieraniu środków z IKE otrzymasz ulgę podatkową. Możesz złożyć dyspozycję wypłaty jednorazowo lub w ratach miesięcznych, które potraktujesz jak dodatkową emeryturę.

Limity wpłat na IKE

Nie jest tak, że możesz przelewać na IKE dowolne kwoty. Istnieją pod tym względem ograniczenia, którym musisz się podporządkować. Na IKE możesz co roku przekazać maksymalnie równowartość 300 proc. prognozowanego na dany rok przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Dodatkowo limit ten w kolejnym roku nie może być niższy od limitu wpłat na IKE obowiązującego w roku poprzednim. W 2022 roku jest to 17 766 zł.

Co wybrać: ZUS czy IKE?

Na pytanie o to, czy wybrać emeryturę z ZUS czy IKE, należy odpowiedzieć, że emerytura z ZUS najprawdopodobniej będzie wypłacana w niskiej kwocie. Uzasadnione więc jest korzystanie z innych form oszczędzania na przyszłość, do czego IKE znakomicie się nadaje. 

Pośrednik w dropshippingu bez kosztów

Dropshipping jest coraz bardziej popularną formą sprzedaży towarów. Brak konieczności posiadania i utrzymywania własnego magazynu, dostęp do szerokiej gamy produktów, ograniczona odpowiedzialność za produkt – to niekwestionowane atuty tej opcji sprzedaż. Dropshipping wiąże się także z określonymi skutkami podatkowymi i odpowiednim wykazaniem tego rodzaju transakcji w księgach podatnika. Jednym z tematów do analizy jest możliwość zaliczenia zakupionych towarów do kosztów uzyskania przychodów.

Czego dotyczyła sprawa?

Przedsiębiorca sprzedawał sztuczną biżuterię, odzież, dekoracje oraz inne produkty pochodzące z Chin. Produkty były kupowane na platformach internetowych. Model sprzedaży produktów wyglądałby tak, że na platformie internetowej podatnika można by zamówić produkty bezpośrednio. Transport towarów byłby natomiast dokonywany bezpośrednio z Chin. W modelu tym podatnik pełniłby funkcję pośrednika w zamawianiu towaru z Chin, a towar nigdy nie stawałby się własnością podatnika. Innymi słowy podatnik pełniłby funkcję pośrednika w komunikacji pomiędzy polskim klientem, a chińskimi stronami internetowymi. Podatnik nie posiada magazynu, a towar transportowany będzie bezpośrednio od chińskiego dostawcy do polskiego klienta.

Płatność za zakupione towary dokonywana będzie na rzecz podatnika, który następnie będzie dokonywał płatności na rzecz chińskiego dostawcy. Wynagrodzeniem podatnika będzie różnica w cenie (dokonywanych płatnościach).

W związku z tak przedstawionym zdarzeniem przyszłym podatnik chciał potwierdzić, czy dowodem poniesienia kosztów uzyskania przychodu może być dowód przelewu bankowego do dostawcy produktów dokonany z rachunku firmowego tego samego, na który dokonano wpłaty za zakupioną bluzę.

Stanowisko organu

W interpretacji dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 19 lipca 2022 r. sygn. 0112-KDIL2-2.4011.392.2022.1.WS, Dyrektor KIS stwierdził, że w opisanej sytuacji dowód przelewu bankowego nie będzie stanowić dowodu poniesienia kosztów uzyskania przychodów, ponieważ zapłata za towar, którą dokumentuje ten przelew, nie będzie kosztem podatkowym w rozumieniu art. 22 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Organ podatkowy przy analizie kwalifikacji wydatków do kosztów uzyskania przychodów wskazał ogólne przesłanki takie jak (i) związek przyczynowo – skutkowy pomiędzy ponoszonym wydatkiem, a przychodami lub zachowaniem źródła przychodów (ii) brak wykluczenia z kosztów uzyskania przychodów (art. 23 ust 1 ustawy o PIT) oraz (iii) posiadanie dokumentacji potwierdzającej poniesienie wydatku.

Następnie organ podatkowy wskazał jakie warunki powinien spełniać dokument, aby stanowić podstawę wpisu w podatkowej księdze przychodów i rozchodów. Zgodnie z odrębnymi przepisami co do zasady dowód opłat bankowych może stanowić dowód księgowy.

Niemniej organ podatkowy wskazał, że w niniejszej sprawie podatnik w ogóle nie powinien rozpoznawać kosztów uzyskania przychodów, bowiem jedynie pośredniczy w transakcji, czyli nie dokonuje zakupu oraz sprzedaży towarów we własnym imieniu i nie będzie ich właścicielem. Organ wskazał, że podatnik powinien rozliczyć się jedynie z przychodów, jakie w tym przypadku stanowią prowizje, czyli różnica pomiędzy przelewem od klienta oraz do dostawcy.

Komentarz

Poruszana problematyka nie jest nowa, a stanowisko organów podatkowych jest jednolite i oparte o przepisy podatkowe. Podatnicy w przypadku dropshoppingu świadczą bowiem usługę, a nie dostarczają towar. Jest to usługa pośrednictwa w transakcji sprzedaży, za którą pobierane jest wynagrodzenie. Nie mogą więc do kosztów podatkowych zaliczyć wydatków ponoszonych na zakup towaru, tak samo do przychodów nie zaliczą wydatków związanych ze sprzedażą towaru, do ceny zakupu. Sprzedaż powyżej ceny zakupu będzie stanowić marżę pośrednika i ta marża powinna zostać opodatkowana.

Organy podatkowe wypowiadały się także odnośnie kwestii księgowania przychodów z tego typu transakcji. W ich ocenie przychód nie powinien być księgowany jedynie w oparciu o różnice w przelewach bankowych. Oznacza to, że przedsiębiorca działający w modelu dropshippingu powinien przekazywać nabywcy dokument, w którym rozliczy on prowizję za dokonaną transakcję (np. interpretacja z dnia 19 lipca 2022 r. sygn. 0112-KDIL2-2.4011.392.2022.1.WS).

Należy zaznaczyć, że powyższa analiza dotyczy tylko podatku dochodowego, nie dotyczy podatku VAT, gdzie pojawiają się dodatkowe kwestie związane z koniecznością rozliczenia importu towarów, sprzedaży, często do innych krajów i rozliczania w procedurze OSS. Jeżeli więc przedsiębiorca decyduje się na dropshipping warto jest poznać wszystkie aspekty podatkowe tego typu transakcji.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Nadchodząca zima przyniesie gigantyczny smog

Polskie powietrze od lat jest jednym z najgorszych w Unii Europejskiej. To już taka polska tradycja zimowa, że kiedy mamy wysokie stężenia pyłów zawieszonych w okresie zimowym, to Polska jest po prostu czerwoną plamą na mapie Unii Europejskiej. Dzieje się tak za każdym razem – każdej zimy okazuje się, że obraz jest dokładnie taki sam. Wszystko zależy od warunków pogodowych – ale w tym roku będzie co najmniej tak samo. Prawdopodobnie ta zima będzie smogowo dużo cięższa niż poprzednie. Wynika to z kilku powodów – rząd zawiesił normę jakości węgla, w związku z tym sprzedawany w Polsce węgiel nie musi spełniać żadnych norm jakości. Można założyć, że normy te będą zawieszone na następne dwa lata.

– Nie mamy norm jakości węgla – więc możemy kupić wszystko, co ma czarny kolor i leży na składzie. Tak na wiarę zakładamy, że to będzie węgiel, który będzie nam się palił. Pewnie jakoś tam się będzie palił, z naciskiem na “jakoś”, bo jakość będzie fatalna – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Drugim czynnikiem, dosyć istotnym, są odpady. Niestety, o śmieciach też mamy bardzo złe doniesienia. Te śmieci są już wykorzystywane do palenia – na wysypiska dowozi się ich mniej, znikają plastikowe butelki wystawione do recyklingu, zbelowane kartony, opony, meble. Tutaj panika jest ewidentna – bardzo wielu ludzi próbuje się zabezpieczyć przed zimą zbierając cokolwiek, co ma wartość opałową. Oczywiście palenie śmieci jest wykroczeniem – ale panika wywołana niewłaściwą polityką energetyczną tego rządu jest silniejsza. Doszło do tego, że ludzie próbują się ratować tak, jak potrafią. A więc zbierają wszystko, co ma wartość opałową, albo wycinają drzewa, próbują kupić węgiel – wykorzystują wszelkie dostępne opcje – wskazuje Siergiej.

Karolina Opielewicz i Grzegorz Brona dołączają do Rady Nadzorczej Sygnis

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie akcjonariuszy Sygnis SA powołało Karolinę Opielewicz i dr. Grzegorza Bronę na nowych członków Rady Nadzorczej. Karolina Opielewicz posiada cenne doświadczenie w obszarze realizacji polityki ESG oraz zielonej transformacji przedsiębiorstw.  Natomiast Grzegorz Brona może się pochwalić wieloletnim doświadczeniem w branży deeptech, które zdobył będąc m.in. prezesem i współzałożycielem Creotech Instruments. Nowi członkowie Rady Nadzorczej Sygnis pomogą spółce realizować założenia ambitnej strategii rozwoju na lata 2022- 2027.

– Obecnie na rynku obserwujemy rosnącą świadomość przedsiębiorstw i ich klientów w zakresie polityki ESG oraz zielonej transformacji energetycznej, dla których te dwa aspekty mają coraz większe znaczenie. Naukowcy Sygnis na co dzień realizują przełomowe projekty w obszarze technologii druku 3D, jednocześnie spółka przykłada dużą wagę do wcześniej wspomnianych czynników. Bardzo się cieszę, że będę miała okazję pomóc Sygnis w realizacji celów z zakresu polityki ESG. – komentuje Karolina Opielewicz, Członkini Zarządu Krajowej Izby Gospodarczej, Dyrektorka Biura Komunikacji i Spraw Członkowskich oraz nowa członkini Rady Nadzorczej Sygnis SA.

Karolina Opielewicz zainicjowała powstanie Komitetu ds. ESG, a w jego ramach Szkoły ESG oraz Krajowego Standardu ESG. Aktywnie wspiera polskie przedsiębiorstwa w procesie zielonej transformacji. Obecnie pełni funkcję Członkini Zarządu Krajowej Izby Gospodarczej oraz Dyrektorki Biura Komunikacji i Spraw Członkowskich.

– Technologia druku 3D dynamicznie się rozwija i pozwala na nowe zastosowania w kolejnych obszarach i branżach. Wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych pozwalających rozwiązywać realne problemy jest immanentną cechą branży deeptech, w której z powodzeniem działają Creotech Instruments oraz Sygnis. Ogromnie się cieszę, że będę miał okazję wspomagać rozwój spółki, która już teraz pokazuje ogromny potencjał technologii, a w planach ma kolejne, ambitne projekty – komentuje Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments SA oraz nowy członek Rady Nadzorczej Sygnis SA.

Dr Grzegorz Brona jest prezesem Creotech Instruments, największej polskiej firmy produkującej i dostarczającej na światowy rynek technologie kosmiczne oraz specjalistyczną elektronikę i aparaturę, m.in. na potrzeby komputerów kwantowych, kryptografii kwantowej czy laboratoriów fizyki kwantowej i wysokich energii. Jest również m.in. koordynatorem Rady Sektorowej ds. Kompetencji Przemysłu Lotniczo-Kosmicznego oraz członkiem Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych Polskiej Akademii Nauk.

– Wdrażamy ambitny plan rozwoju, komercjalizujemy nasze projekty badawczo-rozwojowe i uruchamiamy kolejne, poszerzając spektrum zastosowań druku 3D. Niezmiernie cieszy nas fakt, że Karolina Opielewicz i Grzegorz Brona będą nas wspierać w realizacji planów i projektów jako członkowie  Rady Nadzorczej. Ich kompetencje i doświadczenie to ogromna wartość dla firmy takiej jak Sygnis – dynamicznie rosnącej spółki deeptechowej, która chce przesuwać granice zastosowania innowacyjnych technologii – komentuje Andrzej Burgs, prezes Zarządu Sygnis SA.

Grupa Sygnis, dzięki niedawnej akwizycji Zmorph, stała się największą grupą w polskiej branży druku 3D.  Spółka jest obecnie w trakcie realizacji strategii rozwoju na lata 2022- 2027, której celem jest stanie się największą firmą innowacji hardware w Europie Środkowej i Wschodniej. Naukowcy Sygnis jako pierwsi na świecie stworzyli technologię druku 3D ze szkła niskotemperaturowego. Maszyna Syglass_01, będąca rezultatem pięciu lat prac badawczo-rozwojowych, umożliwia minimum czternastokrotne skrócenie procesu produkcji jednego włókna światłowodu przy jednoczesnym obniżeniu kosztów.

Jesienią Sygnis zaprezentuje urządzenie przeznaczone dla wszystkich prowadzących badania nad materiałami oraz pracujących z elastyczną elektroniką i robotyką – uniwersalną drukarkę 3D z bezpośrednim nakładaniem tuszu, która odpowiada coraz większym potrzebom laboratoriów i grup badawczych z różnych dziedzin nauki. W przyszłym roku planuje natomiast wprowadzenie na rynek kolejnych maszyn 3D: Plumbo, przeznaczonej dla sektora energetycznego, oraz Sygpast –  wielofunkcyjnej hybrydowej drukarki 3D z systemem kontroli jakości w czasie rzeczywistym. Z kolei w 2024 planuje premierę biodrukarki Sygbio.

SpeedUp Group inwestuje w ReadyCode

ReadyCode ułatwi życie twórców gier i samych graczy. Polski zespół właśnie pozyskał ponad milion złotych i wkracza na rynek.

Dodawanie modowalności, czyli rozwijania treści i/lub zasad przez społeczność graczy, np. możliwość tworzenia własnych map, do gier od dawna uważane jest za święty graal branży gamingowej. Przyczyną jest wysoki poziom kosztów wprowadzenia takiej funkcjonalności po stronie twórców gier, a także niezbędna wiedza techniczna po stronie graczy. Niektóre tytuły posiadają opcję modowalności, lecz tylko te największe dostarczają graczom wygodne i przyjazne narzędzia do wprowadzania zmian. W mniej dopracowanych produkcjach edycja map, postaci czy logicznych zasad rozgrywki wymaga od graczy zaawansowanej wiedzy technicznej i mnóstwa czasu. Problem zarówno twórców gier, jak i samych graczy rozwiąże polski startup ReadyCode, który właśnie pozyskał finansowanie i planuje wykorzystać je do powiększenia zespołu oraz wejścia na rynek.

Zespół RedyCode stworzył narzędzie do zaawansowanego modowania i skryptowania gier ze wsparciem hot reloading, dzięki czemu dodanie do gry modowalności będzie proste i intuicyjne. Odpowiadamy na potrzeby rozwoju i komercjalizacji technologii związanej ze skryptowaniem gier komputerowych. Tworzymy technologie znacząco skracając czas potrzebny na wprowadzenie modyfikacji do mechaniki gry w trakcie tworzenia oraz umożliwiającej łatwe dodawanie do nich modowalności, co znacząco może wydłużyć każdorazową monetyzację projektów gamingowych. Rozwijamy technologię typu middleware integrującą się z popularnymi silnikami gier takimi jak Unity. – opisuje działalność spółki Julek Kopczewski, pomysłodawca i CTO ReadyCode.

Jak podkreślają założyciele startupu, Julek Kopczewski oraz Marcin Tchórzewski, gry od zawsze były ich wielką pasją. Julek doświadczenie w branży IT oraz gamingu zdobywał pracując dla Facebook’a w Dolinie Krzemowej, a także w założonym przez siebie wcześniej studio gier Noobz from Poland. Marcin z kolei w Polsce kojarzony jest z pierwszą w Polsce szkołą programowania Coders Lab.

Startup pozyskał ponad półtorej miliona złotych finansowania od idealnego na rundę pre-seed duetu VC i inwestora branżowego. Są nimi będący częścią SpeedUp Group fundusz SpeedUp Bridge Alfa oraz Izraelski gigant branży gamingowej – firma OverWolf z technologii której na całym świecie korzysta 20 milionów graczy miesięcznie. W najbliższej przyszłości ReadyCode planuje powiększyć swój zespół o kluczowe osoby m.in. takie jak COO oraz Business Development Manager. ,,Jesteśmy mocno nastawieni na pracę w modelu remote. Wierzymy, że dzięki temu szybko uda nam się współpracować z partnerami z całego świata. Jako startup technologiczny o międzynarodowych ambicjach chcemy pozyskać kolejną rundę finansowania na przestrzeni najbliższych 18 miesięcy, co pozwoli nam z pełnym impetem wkroczyć na rynek amerykański. Do tego właśnie potrzeba nam odpowiednich ludzi w zespole. – argumentuje Tchórzewski.

Sektor gamingu w ostatnich latach dynamicznie rośnie, obecnie jego wartość estymuje się na 174 miliardy USD, a do 2024 ma wzrosnąć do przeszło 200 miliardów USD. Co więcej na świecie jest blisko 3 miliardy graczy, a liczba ta nieustannie rośnie. W sektorze gier komputerowych występuje obecnie wysoki popyt na gry wspierające modowalność przez społeczność graczy, jak również gry wykorzystujące treści tworzone przez społeczność graczy (UGC). Gry zawierające te elementy charakteryzują się wyższym poziomem sprzedaży po pierwszym roku. Dzięki temu osiągają lepszą całkowitą sprzedaż przy zachowaniu niskich kosztów utrzymania – nowe treści są produkowane przez społeczność, nie wymagają zatem zaangażowania zespołu deweloperskiego studia gier. Z drugiej strony, rozwijanie gier wspierających modowalność i UGC wymaga obecnie od studiów gier wysokich nakładów pracy. Zależnie od parametrów projektu, całkowity koszt wytworzenia gry z taką funkcjonalnością w stosunku do tej samej gry bez niej może być wyższy nawet o 100%. Dodanie do projektu nawet najprostszej formy modowalności zajmuje wiele miesięcy. Dodanie jej zaawansowanej wersji – potencjalnie nawet lata. Problem ten idealnie rozwiązuje zespół ReadyCode – wskazuje na rynkową szansę Tomasz Czapliński, członek zarządu SpeedUp Bridge Alfa.

Ubezpieczenia zdrowotne – wyniki rynku po I półroczu 2022 r.

Na prywatne polisy zdrowotne na koniec drugiego kwartału 2022 r. Polacy wydali blisko 550 mln złotych. Liczba posiadaczy polis wzrosła o 11,6 proc. do blisko 4 mln ubezpieczonych r/r. Wyniki te wskazują, że Polacy, ze względu na trudną sytuację w publicznej ochronie zdrowia, szukają skuteczniejszych sposobów uzyskania pomocy medycznej.

  • 548,8 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych na koniec drugiego kwartału 2022 r.
  • 3 950,7 tys. – liczba korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce.

Rosnący dług zdrowotny

Trwająca prawie trzy lata pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na zdrowie Polaków. Wzrósł tak zwany dług zdrowotny. Przez reorganizację i skupienie się szpitali i przychodni na pacjentach zakażonych koronawirusem, zamykanie innych oddziałów, przekładanie planowych zabiegów i operacji, a także lęk pacjentów przed kontaktem z placówkami ochrony zdrowia, pogorszył się ogólny stan zdrowia Polaków. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy chorują przewlekle, co staje się coraz większym problemem w Polsce. Niemal co trzeci Polak deklaruje, że ma zdiagnozowane nadciśnienie tętnicze, co ósmy chorobę serca, a co jedenasty cukrzycę. Choroby nowotworowe zdiagnozowano u 5 proc. ankietowanych, a u 3 proc. przewlekłą obturacyjną chorobę płuc[1].

Od kilku lat obserwujemy wzrost nakładów na ochronę zdrowia, jednak jest on konsumowany przez koszty walki z koronawirusem oraz rosnące koszty usług medycznych, wnikające z inflacji medycznej napędzanej przez wzrost cen oraz oczekiwania płacowe personelu. Z tego powodu rzeczywista liczba świadczeń i dostępność do usług realnie spada. To przekłada się na rosnący dług zdrowotny ­– komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Z drugiej strony widzimy, że mimo wzrostu kosztów życia, według danych PIU tylko 10 proc. agentów ubezpieczeniowych miało do czynienia wśród klientów z chęcią rezygnacji lub ograniczenia ubezpieczeń zdrowotnych. Co więcej, według naszych obserwacji jest to ostatnie z ubezpieczeń, od którego w ramach oszczędności odchodzą Polacy. Widzimy też, że coraz większa liczba nowych osób kupuje przynajmniej dobre i tanie polisy zdrowotne. To sygnał, że widzą potrzebę przetestowania takiego rozwiązania – dodaje Dorota M. Fal.

Współpraca dla zdrowia

Bieżące wydatki prywatne na ochronę zdrowia zwiększyły się w 2021 r. porównaniu do 2020 r. o 5,4 mld zł (12,5 proc.) i wyniosły w 2021 r. 47,4 mld zł, co stanowi 1,8 proc. PKB. Na ich wzrost wpływ miało m.in. zwiększenie bezpośrednich wydatków gospodarstw domowych, które wyniosły 33,8 mld zł, tj. o 4,1 mld (14 proc.) więcej niż w roku poprzednim. W tym czasie bieżące wydatki publiczne zwiększyły się również o 14 proc. i wyniosły 125,5 mld zł[2]. Wzrost nakładów publicznych na ochronę zdrowia w 2021 wzrósł o 25 mld zł, czyli o 21,5%. Jednak szpitale udzieliły w 2021 roku o 22 proc. mniej świadczeń niż w 2020 i o 15 proc. mniej niż w 2019 roku[3].

Według opracowanej przez PIU „Mapy ryzyka Polaków” 81 proc. Polaków obawia się nowotworu, 80 proc. utraty sprawności, a 76 proc. uszkodzenia mózgu. 7 na 10 ankietowanych boi się braku dostępności opieki medycznej. Tyle samo badanych stwierdziło, że mogłoby opłacać dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, gdyby możliwe było odliczenie tej kwoty od podatku[4].

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne nie powinny być postrzegane jako konkurencja czy zastępowanie świadczeń przysługujących z tytułu obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Docelowy model powinien łączyć oba rozwiązania, które pozwolą szybciej i efektywniej zarządzać całym procesem diagnostyczno-leczniczym: od planowania działań profilaktycznych, wdrażania zdrowego stylu życia poprzez wizyty u lekarza pierwszego kontaktu, konsultację ze specjalistami po hospitalizację, zabiegi, rekonwalescencję i dalsze prowadzenie pacjenta ‒ komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. ‒ Jednak w takim modelu powinien istnieć jasny sygnał ze strony decydentów oraz system zachęt dla obywateli do inwestowania w swoje zdrowie. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, w której wzrost kosztów usług medycznych będzie wzrastał. To istotna bariera dla wielu pacjentów, która wraz ze wzrostem inflacji będzie się pogłębiać ‒ dodaje Dorota M. Fal.

[1] https://narodowytestzdrowia.medonet.pl/

[2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/zdrowie/zdrowie/wydatki-na-ochrone-zdrowia-w-latach-2019-2021,27,2.html

[3] https://serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/8403161,badania-diagnostyczne-pandemia-przyjecia-szpitalne.html

[4] https://piu.org.pl/raporty/mapa-ryzyka-polakow-jak-ubezpieczyciele-odpowiadaja-na-potrzeby-spoleczenstwa/

Na kredyty mieszkaniowe nie ma chętnych. Kontynuacja spadków we wrześniu

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że we wrześniu 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 68,7% w porównaniu do września 2021 r.

We wrześniu 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 13,58 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 41,94 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 67,6%. W porównaniu do sierpnia 2022 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak wzrosła o 9,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego we wrześniu br. wyniosła 337,82 tys. zł i była niższa o 3,4% w relacji do wartości z września 2021 r. ale o 0,3% wyższa w porównaniu do sierpnia 2022 r.

– Wrześniowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe potwierdza, że wysokie stopy procentowe, zaostrzenie wymogów regulacyjnych oraz obawy przed skutkami spowolnienia gospodarczego, a nawet możliwej recesji, skutecznie zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe. We wrześniu odnotowujemy jednak pierwsze oznaki „życia”. W porównaniu do sierpnia br. drgnęły oba komponenty, w oparciu o które liczony jest Indeks tj. wzrosła liczba wnioskujących i średnia kwota wnioskowanego kredytu. Oczywiście w porównaniu do września ub.r. nadal spadki są wysokie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że wrześniowa wartość Indeksu pomimo tego, że nie jest najniższa, to jest jedną z najniższych w całej 14 letniej historii pomiaru.

– Na wrześniową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o prawie 68% niż przed rokiem liczba wnioskodawców. Jest to drugi najniższy wynik od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców. Pojawiło się jednak małe światełko w tunelu. Po raz pierwszy od 6 miesięcy w ujęciu m/m wzrosła liczba wnioskodawców. Częściowo może być to spowodowane wzrostem liczby współkredytobiorców starających się o ten sam kredyt, aby zwiększyć zdolność kredytową. Zjawisko to będziemy monitorowali na poziomie udzielonych kredytów. Również pozytywny jest fakt, że we wrześniu po 6 miesiącach spadków, nieznacznie wzrosła średnia kwota wnioskowanego kredytu. Dwie jaskółki nie czynią jednak wiosny, tym bardziej, że przecież zbliżamy się wielkimi krokami do zimy. Zobaczymy co się wydarzy w kolejnych miesiącach. Nadal możliwy jest bowiem scenariusz negatywny, w którym zarówno liczba wnioskujących, jak i średnia kwota wnioskowanego kredytu, spadną. Oba scenariusze są więc nadal w grze – tłumaczy prof. Rogowski.

Kontynuacja spadków we wrześniu

Związek Cyfrowa Polska: za kilka lat możemy mieć spory problem z zużytymi panelami fotowoltaicznymi

Panele fotowoltaiczne, jako ekonomiczny i ekologiczny sposób dostarczenia energii gospodarstwom domowym, zdobywają popularność w całej Polsce. Ale bez długofalowej strategii ich recyklingu, za kilka lat możemy mieć spory problem – znacząco wzrośnie liczba zużytych paneli, co bezpośrednio przełoży się na koszty instalacji i użytkowania fotowoltaiki. Dlatego eksperci Związku Cyfrowa Polska proponują ulepszenie istniejących rozporządzeń.

O temacie recyklingu zużytych paneli fotowoltaicznych mówi się od dawna. Luki prawne w istniejącym prawodawstwie doprowadziły do sytuacji, w której odpowiednia utylizacja fotowoltaiki staje się droga i skomplikowana. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło właśnie projekt nowych przepisów, mających znacznie uprościć postępowanie z zużytymi panelami. Tyle że i one, w ocenie ekspertów, nie są do końca adekwatne.

Bardzo cieszymy się z faktu, że ministerstwo dostrzegło problem z odpowiednim recyklingiem paneli fotowoltaicznych – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, reprezentującego branżę elektroniczną i nowych technologii w Polsce. – Uważamy jednak, że zaproponowane rozwiązania nie do końca odpowiadają na wszystkie wątpliwości rynku. Żeby prawo było faktycznie dostosowane do realiów, a cały system był bardziej sprawiedliwy, potrzebne są zmiany – przekonuje Michał Kanownik. I dodaje, że Cyfrowa Polska wystosowała już niezbędne uwagi do projektu rozporządzenia.

Jak jest obecnie?

Aktualnie przepisy regulują obrót zużytym sprzętem elektrycznym i elektronicznym. Dystrybutorzy są zobowiązani do osiągania minimalnych rocznych poziomów zbierania zużytego sprzętu. Jeśli ich nie wypełnią – ponoszą opłaty na rzecz recyklingu. Wysokość opłat uzależniona jest od sklasyfikowania urządzenia w ramach jednej z sześciu grup. Inne stawki płaci się więc za lampy, inne za lodówki, a inne za sprzęt AGD i RTV wielko– i małogabarytowy.

Całość systemu opiera się na założeniu, że sprzęty elektroniczne są na bieżąco wycofywane z rynku i zastępowane przez nowsze odpowiedniki. Przykładowo – przy wprowadzeniu na rynek drukarki  albo głośnika bluetooth, dystrybutor jest w stanie zutylizować inny niewielki sprzęt RTV, który w tym samym czasie ląduje na śmietniku. Jednak ten – nienajgorzej działający – system gorzej sprawdza się w przypadku paneli fotowoltaicznych. Urządzenia tego typu mają bowiem długą żywotność, a większość paneli pojawiła się na polskich domach stosunkowo niedawno.

To z kolei prowadzi do sytuacji, w której dystrybutorzy fotowoltaiki, nie będąc w stanie spełnić dotychczas nakładanych wymogów prawnych, muszą rekompensować wprowadzenie paneli recyklingiem innych urządzeń z tej samej grupy urządzeń. Czyli np. wież HiFI, komputerów wielkogabarytowych czy pralek.

Proponowane przepisy niesprawiedliwe gospodarczo

Kwestię niewydolności aktualnych przepisów dostrzegło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jednak zaproponowane zmiany także nie są dostosowane do realiów rynkowych. – Resort proponuje, aby wydzielić panele fotowoltaiczne jako oddzielną kategorię sprzętu, dla której roczny poziom zbierania oblicza się jako procent masy zużytego sprzętu wytworzonego w Polsce . To ruch, który doraźnie rozwiąże problem, ale w przyszłości może skutować drastycznym wzrosztem kosztów i problemami z recyklingiem – twierdzi Michał Kanownik.

Prezes Cyfrowej Polski precyzuje, że problem nabrzmieje za kilkanaście lat, kiedy zużyje się większość używanych obecnie paneli. – Znaczoąco zwiększą się koszty gospodarki odpadami tego typu. Będziemy mieli problem z odpowiednią utylizacją tak sporych ilości wycofywanej fotowoltaiki, a jej koszty, w dużo większym stopniu, poniosą dystrybutorzy. Którzy będą musieli znacząco podnieść ceny dla ostatecznych odbiorców – mówi.

Sytuacja, w której koszty wprowadzania sprzętu na rynek będą jednoznacznie powiązane z aktualnym stopniem jego recyklingu, cechuje się pewną niesprawiedliwością: opłaty będą ponosić nie aktualni dystrybutorzy sprzętu, ale firmy wprowadzające panele w przyszłości. Eksperci Cyfrowej Polski alarmują, że może to prowadzić do powstania nieuczciwych praktyk: firmy będą się formalnie zamykać, a następnie otwierać działalność pod inną nazwą. Ostatecznie koszty recyklingu poniesie państwo, czyli… my wszyscy.

Jak powinno być w przyszłości?

Dlatego Związek Cyfrowa Polska postuluje rozwiązanie hybrydowe: pozostawienie aktualnych metod zbierania zużytego sprzętu, ale zmianę (urealnienie) opłaty ponoszej w momencie nieosiągnięcia limitu zbiórki. Jak czytamy w opinii Związku: „obecnie koszty zbiórki i przetworzenia sprzętu z grupy 4. kształtują się na poziomie 0,30-0,50 zł za 1 kg wprowadzonego sprzętu. Dlatego zasadnym rozwiązaniem byłoby ustalenie (…) stawki na poziomie 0,80-0,90 zł za 1 kg wprowadzonego sprzętu”. Widoczna różnica w cenie za kilogram miałaby podziałać mobilizująco, tak, aby producentom faktycznie opłacało się zbierać z rynku zużyty sprzęt.

Główna korzyść takiego rozwiązania to ciągłość finansowania systemu gospodarki zużytym sprzętem przez wprowadzających panele fotowoltaiczne. Dzięki temu za kilkanaście lat branża nie odczuje znaczącego szoku cenowego, mogącego bezpośrednio przełożyć się na ceny fotowoltaiki.

Ponadto opłaty ponoszone w sposób ciągły pomogą finansować publiczne kampanie edukacyjne, które przyczynią się do kształtowania świadomości ekologicznej w zakresie fotowoltaiki. – Od lat przekonujemy, że regularne prowadzenie kampanii edukacyjnych jest kluczowe dla podwyższenia świadomości społeczeństwa oraz faktycznych zachowań w odniesieniu do zużytego sprzętu – mówi Michał Kanownik. – Koniec końców właściwe nawyki konsumentów pomagają w dużo skuteczniejszym recyklingu zużytego sprzętu. Co wydajnie wspomaga dbałość o środowisko, a ponadto obniża koszty procesów gospodarki odpadami – dodaje prezes Cyfrowej Polski.

Inflacja zagląda do salonów samochodowych. Ruch w nich coraz mniejszy

Według analizy Proxi.cloud i UCE RESEARCH, w ciągu roku liczba unikalnych klientów salonów samochodowych segmentu ekonomicznego spadła o blisko 25%. W tym samym czasie w grupie premium odnotowano spadek o nieco ponad 5%. Konsumenci odwiedzający placówki marek luksusowych wciąż stanowią zdecydowaną mniejszość, choć ostatnio zwiększyli swój udział w całym rynku.

W ciągu roku o 5,1% zmniejszyła się liczba unikalnych klientów salonów samochodowych segmentu premium, a o 24,4% – sektora ekonomicznego. Analitycy firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH zebrali dane obejmujące okres od września 2021 roku do sierpnia 2022 roku i porównali je z wynikami z dwunastu wcześniejszych miesięcy. Monitoringiem objęto ponad 864 tys. konsumentów oraz ponad 1,7 tys. placówek. W analizie uwzględniono 35 marek, w tym 26 z segmentu ekonomicznego i 9 z premium.

– Widzimy stale rosnące ceny, przez co potencjalnych kupców, gotowych zainwestować pieniądze w nieużywane samochody, jest coraz mniej. Ponadto spadek dostępności oraz długi okres oczekiwania na zamówione auta mógł wpłynąć na mniejszy ruch. Zauważalny był chwilowy wzrost zainteresowania w lipcu, który jednak nie odwrócił trendu spadkowego dla branży – komentuje Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.

Jak podkreśla Miłosz Sojka, analityk w Proxi.cloud, inflacja i ograniczona dostępność dotykają mocniej ludzi rozważających zakup samochodu z segmentu ekonomicznego. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie kupno nowego pojazdu z tej grupy będzie wydatkiem, z jakiego zrezygnuje co najmniej ¼ Polaków, którzy zdecydowaliby się na niego w normalnych okolicznościach. Ekspert dodaje, że marki premium nie mają tak znaczących spadków zainteresowania. Może to także wynikać z tego, że inflacja mniej uderzyła w portfele bardziej zasobnych rodaków. Ponadto spadek ruchu w salonach samochodowych w dużej mierze ma związek z tym, że klienci nie chcą czekać na nowe auta. Decydują się na używane pojazdy, które są tańsze, a także dostępne od ręki, co w tej sytuacji stanowi ich dużą przewagę.

– Patrząc na działania marketingowe branży automotive, widzimy zdecydowane cięcie budżetów. Kampanie coraz częściej komunikują o tym, że samochód jest dostępny od ręki, zamiast, jak dawniej wskazywać na mocne cechy danego modelu. W czasie przestoju i długiego oczekiwania na auto, bardziej świadomi producenci dbają także o wizerunek swojej marki. To bardzo dobry kierunek, który na pewno zapunktuje, gdy sytuacja w końcu się unormuje. Promowane są samochody elektryczne i często podkreślane są rozwiązania eko. Wraz z normalizacją sytuacji łańcucha dostaw, producenci będą musieli znacząco zwiększyć efektywność swoich działań sprzedażowych, żeby zachęcić konsumentów do wizyty w salonie – zwraca uwagę Jakub Pijanowski z Proxi.cloud.

Ponadto z badania wiemy, jak wyglądał udział klientów według segmentu w porównywanych okresach. Widzimy, że od września 2021 roku do sierpnia 2022 roku wynik dla sektora ekonomicznego wyniósł 83%, a dla premium – 17%. W statystykach z wcześniejszych dwunastu miesięcy zanotowano odpowiednio 86% i 14%.

– Pomimo spadku, segment ekonomiczny dalej znacznie przeważa nad premium, biorąc pod uwagę ogół klientów, co rynkowo jest zrozumiałe. Marki premium jednak zdecydowanie lepiej radziły sobie przez ostatni rok, notując prawie 5-krotnie mniejszy spadek liczby klientów – podsumowuje Mateusz Chołuj.

PragmaGO rozpoczyna zapisy na obligacje w ramach III Publicznego Programu Emisji Obligacji

6 października PragmaGO rozpocznie zapisy na obligacje w ramach Publicznej Oferty Obligacji Zabezpieczonych. Spółka planuje pozyskać z emisji do 20 mln zł, oferując obligatariuszom oprocentowanie zmienne, oparte o WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% (przy obecnym poziomie WIBOR 3M, odsetki w skali roku wyniosą 11,16%*). PragmaGO to doświadczony emitent, obecny na rynku Catalyst od 2011 roku. Od początku działalności Spółka wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 296 mln zł, z czego spłaciła dotychczas 209 mln zł i wypłaciła inwestorom 42 mln zł tytułem odsetek.

„Wszystkie dotychczasowe emisje obligacji PragmaGO zostały uplasowane w całości. Zapadalne emisje zostały przez nas spłacone w terminie lub przed, zawsze gotówkowo, bez tzw. rolowania. Nasz wskaźnik zadłużenia finansowego (relacja długu oprocentowanego pomniejszonego o gotówkę do kapitałów własnych) wynosi tylko 105% (przy konwenantowym wskaźniku możliwości zadłużenia do poziomu 400%). Utrzymujemy wysoką płynność – większość aktywów PragmaGO to należności krótkoterminowe, które rotują gotówkowo ponad 5 razy w roku. Dbamy o dywersyfikację portfela – zarówno pod względem klientów, jak i dłużników, co przekłada się bezpośrednio na rozproszenie ryzyka biznesowego i niskie wskaźniki szkodowości. Trafiamy do klientów o niskim ryzyku kredytowym. Często są to przedsiębiorcy, którzy równocześnie korzystają z usług bankowych, wybierający nasze produkty przede wszystkim ze względu na wygodę, szybkość i przyjazne rozwiązania User Experience. Mamy stabilne wskaźniki finansowe, a obligacje PragmaGO są notowane na rynku Catalyst oraz zabezpieczone portfelem wierzytelności i rachunkiem bankowym” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

W pierwszym półroczu 2022 PragmaGO odnotowała dynamiczny wzrost wartości udzielonego finansowania (65% r/r), przychodów (68% r/r) i zysku netto, który wyniósł 3,45 mln zł (wzrost o 190% r/r).  28.09.2022 NWZA Spółki podjęło uchwałę o emisji akcji serii I i tym samym podwyższeniu wartości kapitałów własnych PragmaGO o kolejne 8 mln zł – do poziomu 100 mln zł, co pozwoli na dalszy prężny wzrost skali działalności.

PragmaGO jest jedną z największych niebankowych instytucji zajmujących się udzielaniem finansowania online w formie faktoringu i pożyczek w segmencie MŚP.  Jest też największym dostawcą usług embedded finance dla B2B w Polsce. To usługi finansowe wbudowywane w środowiska (np. platformy marketplace), w których klienci przebywają na co dzień. PragmaGO wprowadza rozwiązania embedded finance we współpracy z partnerami. Spółka pozyskała już 100 partnerów, z rozwiązań embedded finance skorzystało 12 000 klientów biznesowych. PragmaGO planuje dalsze inwestycje w rozwój tego obszaru.

Bank Pekao: Polska może odegrać ważną rolę w odbudowie Ukrainy

Odbudowa Ukrainy ze zniszczeń wojennych będzie dużym wyzwaniem, a trwająca wojna powoduje, że perspektywa jej odbudowy ze zniszczeń wydaje się bardzo odległa. Mimo to warto już teraz dobrze się do niej przygotować. Istnieją dobre powody, aby Polska i inne kraje zainwestowały w odbudowę Ukrainy. W przypadku Polski łączne korzyści dla gospodarki mogą wynieść 3,6-3,8 proc. PKB – szacują w najnowszym raporcie „Największa odbudowa nowoczesnej Europy” analitycy Banku Pekao S.A.

Odbudowa Ukrainy będzie niezwykle kosztownym i trudnym przedsięwzięciem. Bezpośrednie straty materialne wywołane wojną, głównie w postaci zniszczonej infrastruktury Kijowska Szkoła Ekonomii szacowała we wrześniu na blisko 115 mld USD. Do tego dochodzą straty pośrednie w postaci utraconego potencjału gospodarczego. Szacuje się, że Ukraina utraciła dotąd co najmniej 5 milionów miejsc pracy, a jej zdolności wytwórcze (PKB) obniżyły się o 30-45 proc. Z każdym kolejnym dniem aktywnej wojny straty te powiększają się. Odbudowa Ukrainy będzie wymagać nie tylko odtworzenia zniszczonych budynków, zakładów pracy oraz infrastruktury, lecz także stabilizacji fundamentów makroekonomicznych tego kraju i włączenia go ponownie w globalne łańcuchy dostaw.

Aby przywrócić Ukrainę na ścieżkę zrównoważonego wzrostu, państwa Zachodu będą musiały łącznie zainwestować 300-500 mld USD w odbudowę Ukrainy, a pozyskanie takich środków w sytuacji wysokiego zadłużenia państw i rosnących stóp procentowych nie będzie łatwe, piszą analitycy Banku Pekao.

Mimo to istnieją dobre powody, aby Polska i kraje Zachodu, zainwestowały w odbudowę Ukrainy.  Przemawiają za tym, poza moralnymi, względy gospodarcze. Ukraina jest kluczowa dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego oraz posiada duże zasoby cennych surowców, w tym metali ziem rzadkich, nieodzownych dla zielonej transformacji.

Zdaniem ekspertów Banku Pekao, Polska może odegrać ważną rolę w odbudowie Ukrainy
z korzyścią dla obydwu krajów. Odbudowa Ukrainy będzie bowiem w dużej mierze polegać
na integracji z Unią Europejską, infrastrukturalnej i regulacyjnej. Podobny proces przechodzi od dwóch dekad Polska. Polskie instytucje publiczne i firmy mogą dzielić się tym doświadczeniem oraz potencjałem wykonawczym z Ukrainą.

Według raportu Polska musiałaby wejść w nową rolę – z biorcy pomocy międzynarodowej stać się jej sponsorem. Łączne korzyści dla gospodarki Polski mogą wynieść 3,6-3,8 proc. PKB i będą rozłożone na przynajmniej dekadę. Złożyłyby się na to z jednej strony bezpośrednie korzyści z tytułu udziału krajowych podmiotów w odbudowie kraju sąsiada, z drugiej zaś znacznie większe korzyści pośrednie związane z powrotem Ukrainy do trajektorii gospodarczej sprzed wybuchu wojny i procesu jej konwergencji gospodarczej i integracji z Unią Europejską.

Odbicie na rynkach kapitałowych. Słabszy dolar

Ze swych piątkowych 22-miesięcznych minimów odbiły się wczoraj dosyć silnie główne amerykańskie indeksy (S&P 500 +2,59 proc., DJIA +2,66 proc., Nasdaq Composite +2,27 proc.). Dziś rano ta zwyżka była dosyć dynamicznie kontynuowana na rynku kontraktów na terminowych (S&P 500 +1,42 proc.).

W Azji chińskie giełdy są zamknięte od 1 do 7 października z racjo obchodów chińskiego święta narodowego. Na pozostałych rynkach dominowały wzrosty (wyłamał się tylko nowozelandzki NZX50 -0,21 proc.). Najsilniejsze wzrosty – o 3,74 proc. i 3,53 proc. – notowały – odpowiednio – australijski All Ordinaries oraz filipiński PSEi.

W Europie rosły dziś rano wszystkie indeksy (DAX +1,9 proc., CAC 40 +2,43 proc.).

Nawet GPW podnosiła się dziś ze swoich poniedziałkowych cyklicznych minimów (WIG-20 +2,53 proc. ok. godz. 9:50). Rosły również wszystkie indeksy sektorowe GPW (ok. 9:50 WIG-Media i WIG-Górnictwo zyskiwały ponad 4 proc.). Rosły również ceny akcji wszystkich składników WIG-20 (najsilniej o ponad 4 proc. zwyżkowały kursy KGHM i PGE). Za wyjątkiem kursów akcji Budimex-u i 11 but studios, które nie zmieniały ceny, rosły dziś rano również kursy wszystkich składników mWIG-u 40.

Spadały dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych we wszystkich (za wyjątkiem Rumunii) krajach rozwiniętych. Wczoraj najwyżej od początku 2012 roku była rentowność węgierskich 10-latek (9,85 proc.).

Wczoraj o 9-10 proc. potaniały kontrakty na gaz ziemny w Europie osiągając najniższy poziom od końca lipca br. Dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową lekko rosły (WTI +0,38 proc., Brent +0,51 proc.). Drożały dziś metale szlachetne (złoto +0,92 proc., srebro +2,13 proc., platyna +1,64 proc., pallad +3,26 proc.). Pallad osiągnął dziś najwyższy poziom od przełomu kwietnia i maja. Srebro na COMEX-ie było dziś najwyżej od końca czerwca. Wczoraj na COMEX-ie o 7,13 proc. spadła cena kontraktów na rudę żelaza osiągając najniższy poziom od listopada ub.r. Cena kontraktów na sok pomarańczowy na ICE wzrosła wczoraj do najwyższego poziomu od 2016 roku.

Słabł dziś amerykański dolar. Kurs EUR/USD wzrósł dziś do najwyższego poziomu od 8 sesji (+0,66 proc. ok. godz. 9:20). Jednym z nielicznych wyjątków, który dziś rano nie zyskiwał względem USA był japoński jen (+0,02 proc. ok. godz. 9:20).

Umacniał się dziś rano złoty (EUR/PLN -0,42 proc., USD/PLN -1,02 proc.).
Kurs USD/BTC utrzymywał się dziś rano tuż poniżej poziomu 20000 USD (+1,84 proc. ok. godz. 9:20).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

W I półroczu br. najem podrożał nawet o 40%

Napływ uchodźców oraz malejąca zdolność kredytowa Polaków spowodowały ożywienie na rynku najmu w I półroczu br. Raport Evaluer Index IH 2022 opracowany przez Emmerson Evaluation podaje, że w ciągu 6 miesięcy stawki za mieszkania wzrosły od 18% w Warszawie do nawet 40% w Gdyni. Średnio w 13 analizowanych lokalizacjach chętni na wynajem musieli płacić o ok. 28% więcej niż na początku roku. Wraz z dużym popytem poprawiła się rentowność najmu. Stopy zwrotu osiągały poziom od 3,6 do 5,7%.

W 13 analizowanych przez Emmerson Evaluation miastach, największe wzrosty czynszów najmu w I połowie 2022 r. odnotowano w Gdyni, Białymstoku i Sopocie – odpowiednio o 40,1%, 38,4% oraz 36% w stosunku do poprzedniego półrocza. Najmniejsze podwyżki miały miejsce w Warszawie i Poznaniu, tylko tu  nie przekroczyły one progu 20%, osiągając poziom 18% i 18,4%.

najem podrożał nawet o 40%

O ile podczas pandemii wiele mieszkań stało pustych, to wojna za wschodnią granicą i napływ uchodźców zdecydowanie ożywiły rynek najmu. Ukraińcy, którzy mieli możliwość wynajmu lokali za gotówkę, napędzili popyt, a tym samym również czynsze najmu. Dodatkowo, zainteresowanie rynkiem najmu wzrosło ze względu na malejącą zdolność kredytową Polaków. Na zwiększone koszty najmu wpłynęły również podwyżki stóp procentowych i kosztów eksploatacyjnych. Część mieszkań przeznaczonych na wynajem jest kupiona na kredyt, a więc aby zrównoważyć rosnący WIBOR właściciele musieli podnieś stawki czynszów posiadanych lokali – wskazuje Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Stopy zwrotu między 3,6 a 5,7%

W pierwszym półroczu średnie stopy zwrotu[1] z wynajmu kształtowały się między 3,6% a 5,7%. Najwyższą rentownością cechowały się Katowice. Stopy zwrotu były tu wysokie dla wszystkich rodzajów mieszkań. Sięgały 4,9% dla 1-pokojowych, 5,5% dla 2-pokojowych oraz 5,4% w przypadku 3-pokojowych. Kolejnym najbardziej rentowym miastem była Łódź z najwyższą wśród analizowanych miast stopą zwrotu (5,7%) dla lokali z 1 pokojem. Nieco mniejsze zyski przynosiły mieszkania z dwoma i trzema pomieszczeniami (odpowiednio 4,8% i 5,2%). Nadal dobrze radził sobie rynek najmu w Szczecinie, gdzie stopy zwrotu osiągnęły od 4,7 do 5,3%. najem podrożał 2022

Trójmiasto również pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych miejsc do inwestowania w najem. Turyści tłumnie odwiedzają to miejsce, nie tylko ze względu na Bałtyk, ale też na wyjątkową architekturę i interesującą ofertę turystyczną. Trójmiasto posiada także prężnie rozwijający się rynek pracy, więc deweloperzy chętnie budują tu kolejne inwestycje – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

Najbardziej rentownym miastem na rynku trójmiejskim jest Gdańsk i Gdynia, gdzie stopy zwrotu mieszczą się w przedziale 4,2%-5,1%. Natomiast ich najniższy poziom wśród analizowanych w raporcie miast cechował Białystok (3,7%-4,1%). Na dole zestawienia uplasowały się także Warszawa i Kraków. Stołeczne lokale dawały od 3,8 do 4,4% zwrotu, dla stolicy Małopolski przedział ten zamykał się na 4,5%.

Zbliża się najgorętszy sezon dla najmu

Autorzy raportu Evaluer Index IH 2022 r. zwracają uwagę, że w tym roku przed osobami nie posiadającymi własnego lokum pojawił się nie lada problem, bo aktualnie zarówno pozyskanie kredytu hipotecznego, jak i wynajęcie mieszkania, może okazać się trudne. Koszty kredytu przy tak wysokich stopach procentowych są bardzo dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Dodatkowo, wiele osób ma problem z otrzymaniem finansowania lub ich zdolność kredytowa nie jest na tyle wysoka, aby wystarczyło na zakup wymarzonego mieszkania. Jednocześnie wzrosły ceny najmu mieszkań, a oferta mocno się skurczyła w obliczu popytu ze strony uchodźców zza wschodniej granicy.

Na drugie półrocze przypada najgorętszy okres na rynku. Jak co roku spodziewany jest zwiększony popyt na najem w październiku, kiedy to na uczelnie wrócą studenci, stanowiący znaczną grupę wśród wynajmujących. Może to stanowić kolejny powód dla wzrostu cen, szczególnie, że liczba dostępnych ogłoszeń dotyczących wynajmu jest niska – dodaje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Raport Evaluer Index IH 2022 jest dostępny pod adresem: https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2022/09/raport-evaluer-index-1h2022.pdf.

[1] W raporcie Evaluer Index stopa zwrotu z wynajmu została obliczona jako relacja rocznego dochodu możliwego do uzyskania z wynajmu do ceny transakcyjnej mieszkania. Cena transakcyjna została powiększona o koszt wykończenia mieszkania (w przypadku mieszkań zakupionych na rynku pierwotnym) i koszty remontu mieszkania w celu przygotowania pod najem (w przypadku transakcji z rynku wtórnego). Koszt remontu przyjęto jako 50% kosztów ponoszonych na wykończenie mieszkania. Dochód z najmu mieszkania został pomniejszony o kwotę, którą właściciel przeznacza na remont mieszkania przewidziany raz na 10 lat od roku rozpoczęcia najmu. Powyższa kwota została wyliczona jako iloczyn powierzchni mieszkania i 50% kosztów wykończenia. Przyjęty model uwzględnia zryczałtowany podatek od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5% oraz straty w dochodach związane z 2-miesięcznym okresem przeznaczonym na poszukiwanie najemcy.

Savills przejmuje w Polsce zespół zarządzania nieruchomościami firmy Knight Frank

Międzynarodowa firma doradcza Savills podpisała umowę z firmą Knight Frank, która obejmuje przejęcie zespołu zarządzania nieruchomościami komercyjnymi zlokalizowanymi w Polsce. W ramach zawartego porozumienia do Savills przeszło 35 pracowników, a portfel zarządzanych przez Savills obiektów w Polsce przekroczył milion dwieście tysięcy metrów kwadratowych.

„Wzmocnienie usług zarządzania nieruchomościami jest jednym z głównych priorytetów strategii rozwoju Savills w Europie. Zespół zarządzania nieruchomościami firmy Knight Frank w Polsce cieszył się znakomitą opinią na rynku i bardzo cieszymy się, że od teraz stają się częścią naszego biznesu. Polska jest dla nas ważnym rynkiem, na którym chcemy się dalej rozwijać” – mówi James Sparrow, CEO Savills w Wielkiej Brytanii oraz regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu.

Przejęty portfel nieruchomości komercyjnych, którymi od tej pory zarządzać będzie Savills, obejmuje w większości budynki biurowe zlokalizowane w Warszawie oraz największych miastach w Polsce. W połączeniu z nieruchomościami, którymi dotychczas zarządzał Savills, w tym obiektami handlowymi i mixed-use, budynki te stworzą duży, zróżnicowany portfel aktywów. Wśród najbardziej rozpoznawalnych obiektów, które przechodzą pod opiekę Savills, znajdują się m.in.: kompleks biurowy West Station I i II (115 900 m kw.) oraz Miasteczko Orange (77 100 m kw.) w Warszawie, a także kompleks Maraton A i B (39 300 m kw.) w Poznaniu, Green Towers A i B (36 600 m kw.) we Wrocławiu, Arkońska Business Park (30 800 m kw.) w Gdańsku oraz budynki Kapelanka (22 000 m kw.), Jacobs CH2M Center (18,000 m kw.) i MK29 (11,000 m kw.) w Krakowie.

„Dokonaliśmy bardzo ważnego kroku w kierunku dalszego rozwoju Savills w Polsce, który pozwoli na podwojenie skali naszej działalności w obszarze zarządzania nieruchomościami i na znaczące wzmocnienie naszej pozycji w sektorze biurowym. Przekraczając wyraźnie próg miliona metrów kwadratowych zarządzanej powierzchni, Savills dołącza do ścisłej czołówki zarządców nieruchomości komercyjnych na polskim rynku. Nie zamierzamy na tym poprzestawać i planujemy dalszą rozbudowę portfela. Jestem przekonany, że nasi nowi klienci skorzystają m.in. na dostępie do najnowszych technologii, jakie wdrożyliśmy w ostatnim czasie, a nowi pracownicy szybko poznają zalety naszej kultury organizacyjnej i poczują się częścią zespołu Savills” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Na czele rozbudowanego zespołu zarządzania stać będzie Michał Bryszewski, pełniący od czerwca 2021 roku funkcję dyrektora działu zarządzania nieruchomościami w Savills. Dyrektorką zespołu odpowiadającego za sektor biurowy będzie Izabela Miazgowska, doświadczony ekspert, przez ostatnich 10 lat związana z Knight Frank, która w nowej roli współpracować będzie z Wiolettą Nowotnik. Dyrektorką zespołu nieruchomości handlowych i mixed-use w Savills pozostaje Marta Mikołajczyk-Pyrć, a sektor nieruchomości magazynowych obejmie Przemysław Piórek.

„W ramach grupy projektowej odpowiedzialnej za akwizycję, do której należeli również przedstawiciele firmy Knight Frank, przygotowywaliśmy się do połączenia obu zespołów już od wielu miesięcy. Dzięki temu, na długo przed sfinalizowaniem transakcji, wypracowaliśmy wspólnie nowy model działania, który zagwarantował płynność całego procesu i pozwoli na efektywne wspieranie naszych dotychczasowych i nowych klientów już od pierwszego dnia. Jestem szczególnie dumny, że zaowocowało to tym, że wszyscy klienci oraz członkowie zespołu zarządzania nieruchomościami naszego partnera zdecydowali się na dołączenie do Savills” – mówi Michał Bryszewski, dyrektor działu zarządzania nieruchomościami, Savills.

W ramach transakcji, do Savills dołączy również czteroosobowy zespół inżynierów Knight Frank kierowany przez Urszulę Łuszpińską, który będzie realizował projekty dla klientów działu zarządzania nieruchomościami oraz działu doradztwa budowlanego i projektowego Savills, na czele którego stoi Jakub Jędrys.

Zasoby polskiego rynku najmu instytucjonalnego wynoszą około 7400 lokali. W budowie jest kolejnych 12 tysięcy

Rynek PRS (Private Rented Sector) w Polsce jest dopiero w początkowej fazie rozwoju, jednak od momentu powstania ponad 5 lat temu systematycznie rośnie. Zasoby tego typu obiektów są wciąż stosunkowo niewielkie, jednak przewidujemy, że do 2028 r. na rynku będzie ponad 63 tys. mieszkań. Według stanu na połowę 2022 roku największymi graczami na rynku są polskie podmioty: Resi4Rent i PFRN, dysponujące łącznie ok. 4,5 tys. lokalami, co odpowiada ponad 60% istniejących zasobów. Spodziewamy się stałego napływu zagranicznych inwestorów, z globalnymi graczami, takimi jak Heimstaden, NREP i Zeitgeist, rozbudowujących swoją platformę – wynika z raportu “Przegląd rynku PRS w Polsce – I poł. 2022 r.” opracowanego przez PwC Polska.

 

Warszawa, 4 października – Najwięcej zasobów znajduje się w Warszawie, 3611 istniejących lokali, 5758 w trakcie budowy, następny jest Wrocław z 1077 istniejącymi lokalami i 1065 w budowie, na trzeciej pozycji plasuje się Kraków z 894 dostępnymi lokalami i 1228 w budowie. Poza Warszawą, największy przyrost obserwujemy w Łodzi, w której powstaje 2573 nowych obiektów.

 

“Po ciepłym przyjęciu naszego ostatniego raportu, który ukazał się w maju “Najem instytucjonalny – trwały trend, a nie chwilowa moda”, zespół nieruchomości M&A postanowił kontynuować cykliczne, półroczne przeglądy dynamicznie rozwijającego się rynku najmu instytucjonalnego w Polsce. Niniejszy raport podsumowuje obecny stan rynku, skupiając się na 6 największych miastach, a także na przeszłych transakcjach na rynku inwestycyjnym. W każdym wydaniu Przeglądu rynku PRS, różne zespoły PwC wniosą swój wkład i zapewnią dodatkowe informacje na temat branży z różnych perspektyw biznesowych. Z przyjemnością informuję, że niniejsza edycja została wsparta przez Zespół Prawny PwC i zawiera kompleksowy przegląd ram prawnych w sektorze PRS” – mówi Kinga Barchoń, partner i lider Zespołu Nieruchomości PwC Polska.

Szacujemy, że łączna liczba nieruchomości na wynajem w Polsce wynosi 1,21 mln jednostek, przy czym jednostki  dostępne obecnie na rynku PRS stanowią nieznaczną część zasobów mieszkaniowych na wynajem w Polsce (około 0,62%). Biorąc pod uwagę prognozowaną podaż nowych mieszkań na wynajem w najbliższych latach (średnio 22 600 mieszkań rocznie w siedmiu największych miastach do 2028 r.), procent dostarczanego corocznie produktu PRS wyniesie około 40% podaży. Do 2028 r. istniejące zasoby na rynku najmu instytucjonalnego wyniosą 4,7% całego rynku najmu mieszkań w siedmiu największych polskich miastach.

“W części prawnej niniejszego raportu poruszamy najbardziej aktualne, z punktu widzenia inwestorów instytucjonalnych, zagadnienia dotyczące inwestycji PRS w Polsce. Inwestycje PRS coraz wyraźniej zaznaczają swoją obecność na polskim rynku. Potrzebna jest dyskusja na temat ram regulacyjnych, w szczególności w zakresie przeznaczenia nieruchomości pod inwestycje PRS oraz najmu lokali.. Chociaż polskie prawo nie przewiduje jeszcze odrębnej kategorii odpowiadającej inwestycjom PRS, praktyka prawna stopniowo dostosowuje się do zmieniających się trendów na rynku mieszkaniowym” – mówi Marta Hincz, radca prawny i counsel w Zespole Nieruchomości w PwC Legal Polska.

Obecne nasycenie segmentu najmu instytucjonalnego w całkowitej liczbie dostępnych mieszkań na wynajem w każdym z aktywnych miast kształtuje się na niskim, jednocyfrowym procencie. Warszawa jest najbardziej nasyconym rynkiem, gdzie ok. 2,5% produktu na wynajem stanowią zasoby PRS. Według stanu na I półrocze 2022 r. najniższe nasycenie odnotowano w Katowicach (0,71%), które było nieco wyższe od średniej krajowej wynoszącej 0,61%. Można również zaobserwować, że w kilku kluczowych miastach regionalnych, takich jak Szczecin, Bydgoszcz, Lublin i inne, nie istniał żaden projekt PRSowy.

Producenci mebli apelują do premiera o pomoc

Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Jan Szynaka, napisał list do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym apeluje o pomoc dla zagrożonej zapaścią i zwolnieniami grupowymi branży meblarskiej.

Prezes Izby zwraca uwagę na trudną sytuację, w jakiej obecnie znalazła się polska branża meblarska, która do tej pory była światowym liderem w produkcji i eksporcie. Tylko w okresie od marca do czerwca br. ilość sprzedawanych za granicę mebli spadła prawe o 100 tysięcy ton. Złą koniunkturę w branży potwierdzają badania GUS, według których sytuacja gospodarcza przedsiębiorstw meblarskich jest najgorsza od stycznia 2014 roku. Widać to także w  pogłębiającym się spadku zamówień krajowych i zagranicznych, który osiągnął już poziom -35,7 proc.

Dynamiczny wzrost kosztów energii elektrycznej, materiałów stosowanych w produkcji mebli, wynagrodzeń i innych kosztów okołoprodukcyjnych spowodowały, że polska branża meblarska traci konkurencyjność cenową na rynkach zagranicznych. Według prognoz OIGPM i B+R Studio, w 2023 roku nastąpi spadek o 8 proc. wartości i aż o 30 proc. wolumenu produkcji sprzedanej w sektorze meblarskim.

W związku z coraz trudniejszą sytuacją polskich producentów mebli, Jan Szynaka apeluje do premiera o działania, które uchroniłyby branżę przed zapaścią i zwolnieniami grupowymi pracowników. Postuluje o pilne objęcie polskiej branży meblarskiej systemem rekompensat związanych z dynamicznym wzrostem cen energii elektrycznej oraz niewprowadzanie w niej tzw. podatku od nadmiarowych zysków. Prosi również o rozwiązanie kwestii związanych ze sprzedażą surowca drzewnego przez Lasy Państwowe. Jak wskazuje, konieczne jest wstrzymanie dalszych podwyżek cen surowca drzewnego, jego eksportu na rynki zagraniczne i dotowania przemysłowego spalania drewna. Apeluje również o utrzymanie i pilne przywrócenie certyfikacji FSC we wszystkich dyrekcjach regionalnych Lasów Państwowych. Utrata tego certyfikatu, wymaganego przez większość kontrahentów, spowoduje bowiem dalsze spadki zamówień na polskie meble.

W liście zwrócono także uwagę na ignorowanie merytorycznego głosu całej polskiej branży drzewnej, w tym meblarskiej, przez Lasy Państwowe oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska. W ciągu ostatnich kilku miesięcy organizacje branżowe, reprezentujące przemysł drzewny, wystosowały kilkanaście pism z propozycjami zmian w systemie sprzedaży surowca drzewnego. „Muszę z dużą przykrością stwierdzić, iż nasze postulaty były ignorowane, a strona rządowa w moim odczuciu przestała się interesować losem kilkudziesięciu tysięcy polskich firm drzewnych, w tym meblarskich, dających bezpośrednie zatrudnienie ponad 400 000 pracowników” – pisze Jan Szynaka.

Miejmy nadzieję, że tym razem branża meblarska zostanie w końcu wysłuchana i będzie mogła nadal być podawana jako przykład sukcesu polskiej gospodarki.

Osteopatia a leczenie bólu pleców

Osteopaci stosują szeroką gamę łagodnych zabiegów manualnych, aby złagodzić ból pleców i zapobiec jego nawrotom. Terapia ma na celu uwolnienie napięcia i poprawę mobilności ciała pacjenta. Osteopata przedstawia również zalecenia dotyczące ćwiczeń, które pomogą złagodzić, lub wyeliminować problem powodujący dyskomfort.

Wśród najczęstszych przyczyn bólu pleców możemy wymienić:

  • Napięcie ścięgien lub mięśni. Mięśnie pleców i więzadła mogą być napięte przez powtarzające się ciężkie podnoszenie lub nagły niezręczny ruch. Ciągłe obciążenie pleców może powodować silne skurcze mięśni u osób o złej kondycji fizycznej.
  • Artretyzm. Choroba zwyrodnieniowa stawów może wpływać na dolną część pleców. W niektórych okolicznościach zapalenie stawów kręgosłupa może powodować zwężenie kręgosłupa, zaburzenie charakteryzujące się zwężeniem obszaru otaczającego rdzeń kręgowy.
  • Osteoporoza. Jeśli kręgi kręgosłupa stają się porowate i kruche, mogą wystąpić bolesne złamania.
  • Problem z dyskiem. Dyski służą jako wyściółka między kręgami kręgosłupa. Miękka substancja w dysku może puchnąć lub pękać, powodując ucisk nerwów. Niemniej jednak przepuklina lub pęknięty dysk może nie powodować bólu pleców. Wiek może powodować, że dyski stają się bardziej płaskie i mniej ochronne (choroba zwyrodnieniowa dysków).
  • W razie wypadku, takiego jak kolizja samochodu lub upadek, kręgi kręgosłupa mogą ulec złamaniu. Niektóre zaburzenia (takie jak spondyloliza lub osteoporoza) zwiększają ryzyko złamań.

Co się dzieje, gdy pacjent z dolegliwościami pleców odwiedza osteopatę?

1. Identyfikacja problemu

Pierwsze wizyty u osteopatów często trwają od 45 do 60 minut. Osteopata pyta o dolegliwości pleców, ogólny stan zdrowia i choroby na jakie pacjent jest leczony oraz leki, które zażywa. Prawdopodobnie poproszą cię o zdjęcie części ubrania, aby mogli cię zbadać. Osteopata zbada całe twoje ciało i może zobaczyć, jak wykonujesz proste ćwiczenia rozciągające i ćwiczenia.

2. Zgoda po otrzymaniu informacji

Przed przystąpieniem do terapii osteopata omawia z pacjentem wyniki swoich obserwacji. Wyjaśnią zalecane leczenie, a także związane z tym korzyści. Powinien również omówić liczbę sesji, których prawdopodobnie będziesz potrzebować, i związane z nimi koszty.

3. Techniki osteopatii

Osteopata użyje zabiegów manualnych, aby spróbować zmniejszyć dyskomfort pleców. Zabiegi osteopatyczne pomagają zwiększyć ruchomość stawów i złagodzić napięcie mięśni.

Poniżej przedstawiono podstawowe techniki, z których może korzystać osteopata.

  • Masaż. To wtedy osteopata wywiera bezpośredni nacisk na miękkie tkanki pleców. Został zaprojektowany, aby zmniejszyć stres pleców i złagodzić dyskomfort.
  • Przeciwnapięcie. Oznacza to, że osteopata stopniowo przenosi cię do najmniej bolesnej postawy. Utrzymają cię w tej pozycji przez chwilę, podczas gdy będą sprawdzać miejsca na twoim ciele, które powodują twój ból.
  • Rozluźnienie mięśniowo-powięziowe jest to forma głębokiego masażu, podczas której osteopata stara się złagodzić napięcie i sztywność mięśni.
  • Techniki pomp limfatycznych. Zabiegi te mają na celu poprawę przepływu płynu limfatycznego w całym ciele i wyeliminowanie wszelkich przeszkód. Opierają się na założeniu, że nagromadzenie limfy w tkankach może powodować problemy zdrowotne.

Osteopata może również doradzić, jak poprawić postawę i inne ćwiczenia, które pacjent może wykonywać, aby złagodzić dyskomfort pleców.

Czego możesz oczekiwać po osteopatii?

  • Możesz odczuwać dyskomfort przez kilka dni po zabiegu.
  • Aby wyleczyć ból pleców, możesz wymagać kilku zabiegów. Podczas każdej sesji osteopata oceni aktualne postępy, omówi i jeżeli to potrzebne zaproponuje zmiany w planie leczenia.
  • Terapie manualne, takie jak te oferowane przez osteopatę, są zazwyczaj tylko jednym z elementów leczenia bólu pleców. Bardzo ważne jest, abyś stosował się do zaleceń swojego osteopaty lub innego pracownika służby zdrowia w zakresie pielęgnacji pleców i ćwiczeń. To zmaksymalizuje Twoje szanse na szybki powrót do zdrowia i zapobiegnie nawrotowi bólu pleców.

Jakie korzyści może przynieść osteopatia?

Osteopatyczne zabiegi manualne mogą skutecznie złagodzić ból pleców i poprawić ruchomość ciała.

Najlepszy miesiąc dla deweloperów od maja. We wrześniu sprzedaż mieszkań poszła w górę

Z danych portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl za wrzesień tego roku wynika, że łączna sprzedaż nowych mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce wzrosła o prawie 13% w stosunku do sierpnia. Jednocześnie, jeśli chodzi o wolumen sprzedaży, wrzesień był najlepszym miesiącem dla deweloperów od maja. Wzrost ten zaobserwowano na każdym z analizowanych rynków. Jednak w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku sprzedaż spadła o ponad 46%. Pomimo tego nie spadają jednak ceny, choć realnie są one niższe dzięki powszechnym promocjom i rabatom.

We wrześniu na siedmiu największych rynkach w Polsce – Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Łódź, Katowice oraz Trójmiasto – sprzedano łącznie 2 876 mieszkań, co stanowi wzrost o 12,74% w stosunku do sierpnia, ale spadek o 46,5% w stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Był to najlepszy miesiąc dla deweloperów od maja. Jeśli porównamy wolumen sprzedaży do średnich wartości za okres wakacji (czerwiec, lipiec, sierpień), to wyraźnie widać wzrosty we wszystkich analizowanych rynkach. Najszybciej sytuacja poprawia się w Katowicach, gdzie wzrost w stosunku do średniej sprzedaży z wakacji wyniósł 41%, jednak to wciąż spadek o ponad 35% w stosunku do ubiegłego roku. Na drugim biegunie jest Kraków, gdzie zanotowany wzrost miał charakter symboliczny i wyniósł niespełna 0,7%. Łączna sprzedaż w tych miastach była we wrześniu większa o 8,3% niż średnia sprzedaż w miesiącach wakacyjnych (czerwiec, lipiec, sierpień).

Tab. 1. Sprzedaż mieszkań we wrześniu 2022 r. w porównaniu do wybranych miesięcy.

Wrzesień 2021 Wrzesień 2022 zmiana r/r Sierpień 2022 Wrzesień 2022 zmiana m/m
Warszawa 1 833 736 -59,8% 728 736 1,1%
Kraków 799 586 -26,7% 574 586 2,1%
Wrocław 596 493 -17,3% 464 493 6,3%
Trójmiasto 987 405 -59,0% 388 405 4,4%
Poznań 484 326 -32,6% 168 326 94,0%
Łódź 501 218 -56,5% 148 218 47,3%
Katowice 173 111 -35,8% 81 111 37,0%
Razem – 7 rynków 5 373 2 875 -46,5% 2 551 2 875 12,7%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Tab. 2. Sprzedaż mieszkań w ujęciu wrzesień 2022 r. do września 2021 r.Sprzedaż mieszkań w ujęciu wrzesień 2022

Tab. 3. Sprzedaż mieszkań w ujęciu wrzesień 2022 r. do sierpnia 2022 r. Tab. 3. Sprzedaż mieszkań w ujęciu wrzesień 2022 r. do sierpnia 2022 r.

Do danych za wrzesień należy podchodzić bardzo ostrożnie. Trzeba pamiętać, że właśnie zakończone wakacje to okres, kiedy ludzie po raz pierwszy od wybuchu pandemii nie mieli poważnych restrykcji covidowych i tłumnie wyjechali na wakacje. Zwiększona sprzedaż może wynikać po prostu z powrotu kupujących z wakacji – zastrzega Robert Chojnacki, założyciel serwisu tabelaofert.pl. W dalszym ciągu bardzo zróżnicowana jest struktura sprzedaży – lepiej sprzedają się mieszkania gotowe oraz te które mają atrakcyjne rabaty i promocje. Jednak tam gdzie projekt ma odległy termin oddania i dodatkowo brak promocji, sprzedaż jest bardzo słaba – dodaje Robert Chojnacki.

Portal mieszkaniowy tabelaofert.pl opublikował także dane dotyczące cen sprzedanych mieszkań. Wynika z nich, że ceny ofertowe nowych mieszkań ustabilizowały się, a zmiany w stosunku do ubiegłego miesiąca są symboliczne.

Publikowane ceny mieszkań nie uwzględniają powszechnie udzielanych obecnie rabatów oraz czasowych promocji – zaznacza Robert Chojnacki. Analizując dane o sprzedaży i cenach za ostatnie miesiące, można zaryzykować hipotezę, że klienci gotówkowi, którzy oczekiwali głębszych spadków, powoli tracą cierpliwość i zaczynają wracać na rynek, zwłaszcza że podaż nowych projektów jest rekordowo niska ze względu na masowe wstrzymywanie się deweloperów z wprowadzaniem na rynek nowych inwestycji. Jeżeli taka teza jest prawdziwa, to w kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować powolne wzrosty sprzedaży. Kolejne podwyżki stóp procentowych nic tu nie zmienią, bo zakupów na kredyt i tak nie ma, a szaleństwo cenowe na rynku najmu pokazuje, po pierwsze, że mieszkań brakuje, po drugie, że zakup mieszkania na wynajem za gotówkę jest bardzo dobrym sposobem na ochronę kapitału przed inflacją – prognozuje Robert Chojnacki.

Tab. 4. Średnie ceny ofertowe mieszkań sprzedanych we wrześniu 2022 r. w porównaniu do sierpnia 2022 r. i września 2021 r.

Wrzesień 2021 Wrzesień 2022 zmiana r/r Sierpień 2022 Wrzesień 2022 zmiana m/m
Warszawa 11 626 13 115 12,8% 13 264 13 115 -1,1%
Kraków 10 545 11 544 9,5% 11 465 11 544 0,7%
Wrocław 10 330 10 921 5,7% 10 910 10 921 0,1%
Gdańsk 10 526 11 137 5,8% 11 062 11 137 0,7%
Poznań 8 288 9 567 15,4% 9 533 9 567 0,4%
Łódź 7 508 8 554 13,9% 8 575 8 554 -0,2%
Katowice 8 880 9 421 6,1% 9 311 9 421 1,2%

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Obecnie przy zastosowaniu rozsądnej strategii rabatowej nie ma problemu ze sprzedażą mieszkań gotowych. Na jednym ze sprzedawanych przez nas projektów deweloperskich w Katowicach we wrześniu sprzedaliśmy więcej mieszkań niż przez całe wakacje, a dziennie mamy kilka spotkań z nowymi klientami. Widzimy też, że coraz więcej klientów inwestycyjnych, którzy wstrzymywali się z decyzjami, wraca na rynek, negocjuje cenę i po otrzymaniu finalnej propozycji rabatu decyduje się na podpisanie umowy – zauważa Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Światowy Dzień Mieszkalnictwa w cieniu spadku dostępności mieszkań i wzrostu kosztów ich utrzymania

Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) wyznaczyła pierwszy poniedziałek października każdego roku jako Światowy Dzień Mieszkalnictwa. Eksperci GetHome.pl zwracają uwagę, że w naszym kraju jest on obchodzony w minorowych nastrojach. Poprawiające się od lat wskaźniki obrazujące sytuację mieszkaniową najpewniej wyraźnie się pogorszą.

Światowy Dzień Mieszkalnictwa po raz pierwszy obchodzony był w 1986 r. pod hasłem „ Mieszkanie to moje prawo”. Ten dzień ma przypominać światu o jego zbiorowej odpowiedzialności za przyszłość mieszkalnictwa. W naszym kraju kwestia mieszkaniowa jest jednym z najbardziej palących wyzwań – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Przyznaje, że kolejne rządy oraz władze samorządowe próbowały w miarę skromnych możliwości budżetowych poprawiać sytuację mieszkaniową. Od 2004 r. z pomocą przyszła Unia Europejska, której staliśmy się członkiem. Na budowę instalacji wodociągowo-kanalizacyjnej gminy dostały ogromne dotacje. Wciąż jednak warunki mieszkaniowe, w jakich żyją na co dzień Polacy są jednymi z najgorszych w Europie. Pokazują to dane Eurostatu. Np. na każdego mieszkańca naszego kraju przypada 1,2 pokoju. Gorzej lub podobnie jak u nas jest tylko w Rumunii, Chorwacji, Słowacji i na Łotwie.

Innym miernikiem sytuacji mieszkaniowej jest wskaźnik pokazujący odsetek populacji żyjącej w przeludnionych mieszkaniach. U nas jest on jednym z najwyższych w UE i wynosi aż 35,7%. Gorzej jest tylko w Bułgarii i Rumunii i na Łotwie. Z drugiej strony, w ostatnich latach mogliśmy się szczycić tym, że w Europie Polska zajmowała trzecie miejsce, po Francji i Niemczech, pod względem liczby budowanych mieszkań, na co w dużej mierze zapracowali deweloperzy. Niestety, naszego kraju próżno szukać w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o dostępność mieszkań, czyli relację ich cen do zarobków.

Wprawdzie Eurostat nie publikuje tego typu danych, ale robi to od kilku lat międzynarodowa firma doradcza Deloitte. Według niej mamy wprawdzie jedne z najtańszych mieszkań w Europie – w 2021 r. średnio 1729 euro za m kw. Problem w tym, że aby na nie zarobić, musimy pracować dużo dłużej niż np. Niemcy, Belgowie czy Duńczycy.Wykres 1 - Odsetek ludności mieszkającej w przepełnionych mieszkaniach

W Deloitte policzyli, że w 2021 r. 70-metrowe lokum w Polsce kosztowało równowartość 7,8 rocznych pensji brutto. Na 19 sklasyfikowanych w tym rankingu europejskich krajów dało to nam 11 miejsce. Możemy pozazdrościć zwłaszcza Irlandczykom, którzy na własne 70-metrowe M muszą wydać równowartość 3,1 rocznych pensji. Nam z kolei mogą jednak pozazdrościć w Czechach i Słowacji, gdzie przeciętny mieszkaniec musiałby swoją pensję brutto odkładać przez ok. 13 lat.

Z raportu wynika również, że dość drogi jest u nas najem mieszkań. W Warszawie średnie stawki czynszu w przeliczeniu za m kw. są wyższe niż np. w Wiedniu czy Berlinie. Niestety, ten rok przyniesie najpewniej duży regres w budownictwie mieszkaniowym. Wskutek gwałtownego wzrostu kosztów budowy nowe mieszkania mocno podrożały. Równocześnie możliwości finansowe potencjalnych nabywców drastycznie się skurczyły wskutek wzrostu stóp procentowych oraz zaostrzenia kryteriów oceny zdolności kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Efektem tego jest spadek sprzedaży mieszkań, na co deweloperzy odpowiedzieli wstrzymaniem inwestycji.

Przy okazji Światowego Dnia Mieszkalnictwa nie sposób więc nie wspomnieć o perspektywach mieszkaniowych młodego pokolenia Polaków, a te w tym roku wyraźnie się pogorszyły. Pamiętajmy, że nasz kraj ma jeden z najwyższych w Europie odsetek tzw. gniazdowników, jak nazywani są młodzi dorośli, którzy mimo ukończenia studiów i znalezienia pracy wciąż mieszkają pod jednym dachem z rodzicami. Najnowsze statystyki Eurostatu wskazują, że w 2020 r. było to 43,9%, czyli znacznie powyżej średniej UE, która wynosi 30,5%.

Warto podkreślić, że w największych miastach ceny mieszkań osiągnęły poziom, który coraz mniej kupujących, zwłaszcza posiłkujących się kredytem, jest w stanie zaakceptować. W tej sytuacji coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, jest skazanych na najem. Tymczasem przez siedem lat odkąd rząd Zjednoczonej Prawicy przyjął Narodowy Program Mieszkaniowy, nie udało się ożywić budowy tanich czynszówek. Udział mieszkań komunalnych i społecznych czynszowych w łącznym bilansie mieszkań rozpoczętych w tym roku wciąż jest symboliczny i wynosi zaledwie ok. 1%. Bardzo skromne są też efekty rynkowej części programu „Mieszkanie Plus”.Wykres 2 - Mieszkania, których budowę rozpoczęto

Tymczasem napływ uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy spotęgował problem szybko kurczącej się oferty mieszkań na wynajem. Duży popyt w warunkach niskiej podaży nakręca zaś czynsze. Zdaniem eksperta GetHome.pl do tego dochodzi potężny problem wzrostu cen energii. Koszty utrzymania mieszkań i domów w każdym kraju UE stanowią duże obciążenie budżetu gospodarstw domowych.

Według Eurostatu, mieszkańcy UE przeznaczają na ten cel przeciętnie jedną piątą dochodu do dyspozycji. Dla porównania w naszym kraju – 17,1%. Gorzej, gdy tego typu wydatki przekraczają 40% dochodu, który gospodarstwa domowe mają do dyspozycji. Eurostat mówi wtedy o przeciążeniu kosztami mieszkania. W 2020 r. najwyższe wskaźniki Eurostat odnotował w miastach w Grecji (36,9%), Niemczech (22,2%) i Danii (20,3%). W naszym kraju przeciążonych kosztami mieszkania było tylko 5,4% mieszkańców miast. Jednak w tym roku ten wskaźnik najpewniej mocno poszybuje.

Ekspert GetHome.pl przytacza najnowsze dane GUS, z których wynika, że w sierpniu utrzymanie mieszkania, wliczając w to energię, kosztowało średnio o 27,4% więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Tempo wzrostu jest więc znacznie szybsze od sierpniowego wskaźnika inflacji, który GUS oszacował na 16,1%.Wykres 3 - Opłaty za mieszkanie a inflacja

Najbardziej dotkliwe dla budżetów domowych wielu gospodarstw domowych są podwyżki cen opału, w tym węgla. W sierpniu był on aż o 156,9 droższy niż rok wcześniej. Z kolei gaz podrożał przez rok o 36,6%, a energia dostarczana z ciepłowni – o 16,5%.Wykres 4 - Odsetek gospodarstw z zaległymi opłatami mieszkaniowymi

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Rosyjscy hakerzy z Killnet atakowali polskie porty lotnicze

  • Naukowcy z Check Point Research wyróżnili nowy model haktywizmu – charakteryzuje się określoną ideologią polityczną, hierarchią przywództwa oraz wykorzystaniem PR-u.
  • Wśród reprezentatków modelu jest rosyjski Killnet, który od końca lutego do września przeprowadziła ponad 550 ataków.
  • Killnet atakował Polskę co najmniej 41 razy – m.in. polską policję oraz porty lotnicze!

Haktywizm to zjawisko, które zyskuje na popularności na całym świecie. Do tej pory związany był ze spontanicznymi oddolnymi ruchami społecznymi w cyberprzestrzeni. Dziś, wg badaczy z Check Point Research, wyłania się jego nowy model – o jasno określonej ideologii politycznej, hierarchii przywództwa oraz wykorzystujący PR. Przykładem takiej organizacji jest rosyjski Killnet, grupa hakerska, która w tym roku zaatakowała m.in. Polskę.

Celem ataków i rosnącego zainteresowania rosyjskiej grupy haktywistów Killnet są domeny rządowych instytucji, policji i infrastruktura transportowa naszego kraju, w tym porty lotnicze. – Po tym, jak w lipcu zaatakowano kilkanaście portów lotniczych, co najmniej 5 systemów lokalnych lotnisk było zablokowanych, zmuszając operatorów do szybkiego działania i wprowadzania nowych zabezpieczeń – ujawnia Sergey Shykevich, Threat Intelligence Group Manager w firmie Check Point Software. Według przedstawiciela Check Point Software zagrożenie nadal jest realne.

Grupa Killnet, aktywna po wybuchu konfliktu zbrojnego na Ukrainie, skoncentrowała się na wspieraniu rosyjskich interesów geopolitycznych na całym świecie. Grupa twierdziła, że od końca lutego do września przeprowadziła ponad 550 ataków. Tylko 45 z nich było wymierzonych przeciwko Ukrainie (mniej niż 10% ogólnej liczby ataków). Reszta wycelowana została głównie w kraje wspierające Ukrainę. Najwięcej z nich w Estonię (214) oraz Łotwę (103). W czołówce znalazła się również Polska, która doświadczyła ze strony Killnetu co najmniej 41 ataków na różne instytucje.

Historycznie ataki Killnetu rozkładają się następująco:

  1. Marzec: grupa przeprowadziła atak DDoS na międzynarodowe lotnisko Bradley w Connecticut (USA)
  2. Kwiecień: strony internetowe należące do rządu rumuńskiego, takie jak Ministerstwo Obrony, Straż Graniczna, Państwowa Spółka Transportowa i bank komercyjny, przez kilka godzin były niedostępne.
  3. Maj: masowe ataki DDOS zostały przeprowadzone przeciwko dwóm głównym krajom UE, Niemcom i Włochom
  4. Czerwiec: Wykonano dwie bardzo znaczące fale ataków na Litwę i Norwegię w odpowiedzi na poważne wydarzenia geopolityczne między tymi krajami a Rosją
  5. Lipiec: Killnet skoncentrował swoje wysiłki na Polsce i spowodował, że kilka rządowych stron internetowych było niedostępnych.
  6. Sierpień: Cyberataki zostały przeprowadzone na instytucje Łotwy, Estonii i USA
  7. Wrzesień: grupa po raz pierwszy zaatakowała Azję i skoncentrowała swoje wysiłki na Japonii dzięki wsparciu Japonii dla Ukrainy

Haktywizm w nowym modelu działania

Haktywizm, to jeden z bieżących trendów krajobrazu cyberzagrożeń. Do tej pory opierał się o zdecentralizowane grupy o podobnych poglądach, wykorzystujących – najczęściej w nielegalny sposób – komputery i Internet do szerzenia określonych poglądów politycznych i społecznych. Zjawisku od dłuższego czasu przyglądają się analitycy Check Point Research, którzy wskazali na jego nowy model – lepiej zorganizowany, uporządkowany i wyrafinowany.

Haktywizm to już nie tylko grupy społeczne o płynnych programach. Obecnie jest lepiej zorganizowany, uporządkowany i bardziej wyrafinowany. Uważam, że w ciągu ostatniego roku wszystko się zmieniło, zwłaszcza z początkiem wojny ukraińsko-rosyjskiej – wskazuje Sergey Shykevich.

Specjaliści zauważają, że grupy haktywistów nie składają się już z kilku przypadkowych osób, które przeprowadzają małe ataki DDoS lub dokonują zniszczeń (defacement) na stronach niskiej rangi. Dziś są to skoordynowane organizacje o wyraźnych, wcześniej niespotykanych cechach. Wg Check Point Research są to:

  • Spójna ideologia polityczna (manifesty i/lub zbiory zasad)
  • Hierarchia przywództwa (mniejsze grupy przekazują rozkazy ataku „dowódcom”)
  • Formalny proces rekrutacji (na podstawie minimalnych wymagań)
  • Narzędzia, które grupy zapewniają swoim członkom (Zaawansowane narzędzia do rozgłosu)
  • Solidne funkcje public relations (obecności na głównych stronach internetowych)

Zmiany w modelu haktywizmu miały zacząć się mniej więcej dwa lata temu, z pojawieniem się takich grup jak Hackers of Saviour, Black Shadow i Moses Staff, które koncentrowały się wyłącznie na atakowaniu Izraela, jednak to wojna rosyjsko-ukraińska znacząco rozprzestrzeniła nowy model haktywizmu. Przykładowo, IT Army of Ukraine została publicznie zmobilizowana przez rząd ukraiński do ataku na Rosję. W nowym haktywizmie pojawiły się również grupy, które wspierały rosyjską narrację geopolityczną, takie jak Xaknet, From Russia with Love (FRwL), NoName057(16) oraz właśnie Killnet.

– Istnieje kilka kluczowych cech, które wyróżniają nowy model haktywizmu, w tym spójna ideologia polityczna, jasna hierarchia przywództwa, formalne procesy rekrutacji, wyrafinowany zestaw narzędzi i solidne możliwości PR. Chociaż zmiana rozpoczęła się w określonych regionach geograficznych związanych z konfliktami, teraz rozprzestrzeniła się na zachód, a nawet dalej. Główne korporacje i rządy w Europie i Stanach Zjednoczonych są silnie atakowane przez ten pojawiający się typ haktywizmu. Wszystko to pozwala nowym grupom haktywizmu mobilizować się wedle rządowych narracji i osiągać strategiczne i szeroko zakrojone cele jeszcze skuteczniej – i ze znacznie szerszym wpływem na opinię publiczną – niż kiedykolwiek wcześniej – dodaje ekspert Check Pointa.

Rekordowa inflacja i… spadki na GPW

Jakkolwiek dziwnie to brzmi, orędzie Władimira Putina, mimo że kuriozalne oraz anektujące część suwerennego państwa, które wcześniej bestialsko zaatakował, uspokoiło sytuację na rynkach walutowych.

Rosja uważa, że przyłączyła sobie część Ukrainy

W piątek miało miejsce orędzie prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. Powiedzenie, że obyło się bez niespodzianek to jakby nie powiedzieć nic. Od wielu miesięcy niemal wszyscy wiedzieli, że Rosjanie spróbują powtórzyć manewr krymski. Skoro odbyły się referenda, ogłoszenie ich rezultatu było tylko kwestią czasu. Co ciekawe na rynkach nawet czuć było lekki oddech ulgi. Część analityków wiedząc o nieobliczalności rosyjskiego agresora, zastanawiała się, czy nie dorzuci on czegoś jeszcze. W rezultacie widać nawet ucieczkę kapitału z bezpiecznych przystani i powolny powrót do Europy. Dobrym dowodem jest nie tylko delikatne odbicie na polskim złotym, ale przede wszystkim wyraźna korekta na franku względem euro. To między innymi dlatego za franka nie płaci się już ponad 5,10 zł jak przez ostatnie trzy dni a poniżej 5 zł.

Giełdy szukają dna

Polski parkiet giełdowy to ostatnio piękna powtórka z historii polski. Ponieważ w kwietniu na WIG20 zeszliśmy poniżej poziomu 2000 punktów, rozpoczęło się przyporządkowanie kolejnym poziomom historycznych dat. Jeszcze tydzień temu ekscytowaliśmy się sukcesem Jagiełły w bitwie pod Grunwaldem. Dzisiaj jesteśmy w połowie okresu rządów Kazimierza Wielkiego, a fundamenty giełdy zgodnie z odwołaniem do początku jego rządów nie są zbyt solidne. Polska giełda traci więcej niż jej zachodni koledzy. Powodem są dodatkowe poszukiwania pieniędzy w ramach nadmiarowych zysków. Być może spółki mają nadmiarowe zyski, ale wyceny mimo nich spadają. Powodem jest coraz droższy kapitał, który powoduje, że stopa zwrotu, która jeszcze rok temu wydawała się ekscytująca, nie jest już taka i kapitał płynie w inne miejsca.

Inflacja pokonała płaskowyż

Zapowiadany przez prezesa płaskowyż niestety nie zatrzymał inflacji, a wspinaczka trwa w najlepsze. Wynik 17,2% pokazuje, że jesteśmy na takim samym poziomie, jak nasi południowi sąsiedzi. Problem w tym, że Czesi do poziomu 17,2% spadli z 17,5%, my niestety wskoczyliśmy z 16,5%. Tendencja jest zatem znacznie słabsza. Odczyt ten stawia pod znakiem zapytania utrzymanie stóp procentowych na niezmienionych poziomach na środowym posiedzeniu RPP. To właśnie prognoza wzrostu o 0,25% powoduje, że złoty odzyskuje trochę wartości po ostatnich stratach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień publikacji indeksów koniunktury.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja nie zatrzymuje inwestorów na polskim rynku nieruchomości

Mimo inflacji i rosnących stóp procentowych polskie nieruchomości wciąż cieszą się zainteresowaniem inwestorów, zwłaszcza tych zagranicznych – ponad 90% z nich to duże fundusze inwestycyjne. Rodzimy kapitał stanowi w Polsce rzadkość, m.in. ze względu na brak inwestorów instytucjonalnych. Wyjątkiem jest tu fundusz PZU FIZ AN Sektora Nieruchomości 2.

W praktyce oznacza to, że w naszym kraju osoby prywatne nie mają możliwości zbiorowego inwestowania w fundusze nieruchomości. Inaczej sytuacja wygląda np. w Czechach, gdzie taka forma oszczędzania jest popularna i dobrze się rozwija. Biorąc pod uwagę mniejszą niż w Polsce dostępność nieruchomości komercyjnych na czeskim rynku, inwestorzy z Czech zwracają się w kierunku Polski. Jako przykład można podać nabycie od Echo Investment biurowca MidPoint71 we Wrocławiu za kwotę ok. 110 mln euro przez czeski fundusz Trigea oraz inwestycje REICO, Wood&Company czy Investika. W ostatnich miesiącach na polskim rynku obserwujemy zresztą znaczną aktywność kapitału środkowo-wschodnioeuropejskiego.

Korzystniej w euro

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce jest denominowany w euro, co w obecnych realiach makroekonomicznych stanowi niewątpliwą zaletę. Finansowanie projektów inwestycyjnych w euro, np. uzyskiwanie kredytów pod inwestycje, okazuje się być tańsze niż w złotówkach. Dlaczego? Podczas gdy główna stopa NBP, po kilkunastu podwyżkach z rzędu, sięga obecnie 6,75%, stopy procentowe ustalane przez Europejski Bank Centralny (EBC) wynoszą 1,25%. Krótko mówiąc – koszt uzyskania pieniądza w euro jest niższy. Z tego powodu wzrost kosztów finansowania denominowanego w euro nie był tak drastyczny, jak w przypadku rodzimej waluty i nie powoduje zatrzymania inwestycji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych – mimo rosnącej inflacji.

Inwestorzy działają, deweloperzy czekają

Chociaż dynamicznie rosnąca inflacja w Polsce nie wstrzymała aktywności inwestorów, to wpływa na działania deweloperów na rynkach regionalnych. Mimo że dostępne są tu grunty pod inwestycje i istnieją projekty z pozwoleniami na budowę, to barierą nowej podaży okazują się dwucyfrowe wskaźniki pustostanów, mniej dynamiczny popyt ze strony najemców i wysokie, nieprzewidywalne koszty budowy. Czynniki te stawiają pod znakiem zapytania opłacalność nowych inwestycji i wydaje się, że dopóki nie zmniejszy się stopa pustostanów w regionach, nie spadną koszty budowy oraz nie wzrosną stawki czynszów, nie możemy liczyć na ożywienie działalności deweloperskiej. Światełkiem w tunelu może się jednak okazać normalizowanie się rynku – po zaskakującym i skokowym wzroście cen surowców i materiałów budowlanych na początku roku w związku konfliktem w Ukrainie, ceny te powoli się stabilizują, chociaż oczywiście na wyższym poziomie niż na przykład rok temu.

Rynek nieruchomości biurowych odżywa

Nieco inaczej kształtuje się sytuacja, jeśli chodzi o istniejące obiekty biurowe na rynkach regionalnych. Przez ostatnie dwa lata rynek nieruchomości komercyjnych funkcjonował w cieniu pandemii, która przyczyniła się do bardziej ostrożnego podejścia inwestorów do nabywania obiektów biurowych. Było one skoncentrowane na najbardziej atrakcyjnych, centralnie położonych nieruchomościach w Warszawie, z kolei aktywność inwestycyjna na rynkach regionalnych była wówczas stosunkowo niewielka. Po pandemii okazało się jednak, że biura – i to nie tylko w Warszawie – wciąż są potrzebne najemcom, choć w inny sposób niż jeszcze trzy lata temu wykorzystują oni przestrzeń. Co więcej, podczas pandemii wiele przedsiębiorstw zatrudniło nowych pracowników, zwiększając skalę działalności. Przyczyniło się to do ożywienia wśród inwestorów. Dziś regionalne kompleksy biurowe oferują atrakcyjne stopy zwrotu, a inwestorzy mają też w perspektywie wzrost dochodu z czynszów. Dodatkowym czynnikiem budującym atrakcyjność tych obiektów jest ich wysoka jakość wykonania oraz fakt, że zazwyczaj są to nieruchomości już wynajęte. Najlepszym przykładem wzrostu zainteresowania inwestycjami w budynki biurowe na rynkach regionalnych jest zakup przez fundusz Lone Star trzech nieruchomości biurowych we Wrocławiu i Krakowie od spółki Cavatina. Obserwując sytuację na rynku, możemy zakładać, że w 2022 r. wolumen transakcji biurowych na rynkach regionalnych (poza Warszawą) może osiągnąć miliard euro.

Również nieruchomości w Warszawie, ze stabilnymi najemcami, są cały czas uważane za bardzo bezpieczne i atrakcyjne. Tym bardziej że o ile w tym roku podaż nowej powierzchni będzie stosunkowo duża, o tyle już przez najbliższe trzy lata w stolicy wskaźnik ten będzie się kształtował na rekordowo niskim poziomie. W czasie pandemii rozpoczęto realizację mniejszej liczby obiektów, a biorąc pod uwagę czas procesu inwestycyjnego, który wynosi minimum 2-3 lata, deweloperzy nie będą w stanie zapewnić nowej podaży na rynku warszawskim. To dobra informacja dla właścicieli budynków w Warszawie. W najbliższym czasie na stołecznym rynku nie pojawi się bowiem znacząca konkurencja.

Magazyny równie stabilną inwestycją

Rozwój e-commerce przyspieszony pandemią COVID-19 oraz przeniesienie przez wiele firm operacji i produkcji bliżej europejskich rynków zbytu, m.in. do Polski, przyczyniły się do wzrostu rynku magazynowego. Ten sektor nieruchomości komercyjnych nadal dynamicznie rośnie – w każdym kwartale ostatnich dwóch lat przybywało ok. 1 mln mkw. powierzchni. Naturalnie za tym trendem podążała też aktywność inwestycyjna i wzrost cen tego rodzaju nieruchomości. Przy niskich stopach procentowych (co równało się taniemu finansowaniu projektów) inwestorzy byli skłonni akceptować coraz niższe stopy zwrotu – do tego stopnia, że na przełomie 2021 r. i 2022 r. ceny nieruchomości logistycznych odzwierciedlały stopy zwrotu niższe niż te notowane dla najatrakcyjniejszych nieruchomości biurowych w Warszawie. Obiekty magazynowe były zatem postrzegane jako równie stabilne inwestycje, jak biura w centrum Warszawy. Dziś rynek nieruchomości logistycznych pozostaje płynny, ale nie zauważamy już na nim aktywności inwestorów zorientowanych na „grę na dalszy wzrost cen”. W związku z nieprzewidywalnością i wzrostem kosztów budowy odnotowujemy z kolei coraz mniej transakcji typu forward funding, podczas których inwestorzy na wczesnym etapie partycypują w realizacji konkretnego projektu.

Czy przyszłość zaskoczy inwestorów?

Droższe finansowanie w złotówkach w oparciu o WIBOR powoduje, że duża części firm będących właścicielami nieruchomości szuka alternatywnej formy finansowania. Coraz bardziej popularne na rynku inwestycyjnym stają się transakcje leasingu zwrotnego (tzw. Sale and Leaseback), podczas których dotychczasowy właściciel sprzedaje nieruchomość, jednocześnie zawierając umowę najmu tej samej nieruchomości z inwestorem. Ponieważ stawki czynszu są wyrażane w euro, nabywca może zaakceptować stosunkowo niską stopę zwrotu. Koszt najmu dla przyszłego najemcy może być wtedy niższy niż koszt np. finansowania bankowego lub obligacji, które byłyby emitowane w złotówkach. Również inwestorzy są zainteresowani tego typu transakcjami – zapewniają stabilny dochód i najemcę na długie lata.

Sami inwestorzy, uwzględniając wzrost stóp procentowych i tym samym kosztów finansowania inwestycji, oczekują korekty stóp kapitalizacji, szczególnie na do niedawna rozgrzanym rynku logistycznym. Obecnie stopy zwrotu z nieruchomości komercyjnych są wyższe niż jeszcze pół roku temu i – co istotne – można zainwestować w projekt już ukończony i wynajęty, a konkurencja wśród kupujących jest mniejsza.

Komentarz ekspercki Pawła Surackiego, Dyrektora w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers