HR Business Partner – kim jest i jakie ma obowiązki w organizacji

HR Business Partner (nazwę tego stanowiska można w skrócie zapisać jako HR BP) zajmuje się realizacją celów i strategii biznesowych firmy w obszarze zasobów ludzkich. Jest prawą ręką zarządu i dyrektorów, gdy chodzi o różne aspekty związane z pracownikami.

Jako ekspert może brać udział w różnych procesach: rekrutacji, wdrażania pracowników (onboarding), rozwiązywania sporów, restrukturyzacji i rozwiązywania umów z pracownikami, których kierownicy uznają, że czas się rozstać.

Skoro firma to ludzie, to nie da się rozwijać jej bez dbania o pracowników i pewności, że dobrze czują się w organizacji, a ich potencjał jest wykorzystywany w odpowiedni sposób.

HR Business Partner ma być wsparciem dla menedżerów zajmujących się różnymi obszarami działalności firmy. W zależności od ustaleń i modelu pracy, może umawiać się z menedżerami na bieżące doradztwo dotyczące zarządzania pracownikami albo obserwować sytuację w działach i reagować, gdy uzna, że dzieje się w nich coś niepokojącego.

Może również regularnie spotykać się z menedżerami, aby omawiać z nimi sytuację w zespołach i podpowiadać, w jaki sposób usprawnić komunikację i stworzyć lepsze ramy dla współpracy.

Dowiedz się więcej o programie rozwojowym HRBP – Program HR Biznes Partnera organizowanym przez firmę szkoleniową Certes.

Z całą pewnością możemy powiedzieć, kim HR BP nie jest: specjalistą ds. kadr i płac oraz rekrutacji, gdyż jego obowiązki są dużo szersze. Aby pełnić swoją funkcję musi wykazać się doskonałą znajomością branży, w której działa, wyczuciem biznesowym oraz dobrą orientacją we wszystkich obszarach HR.

Tu nie wystarczy wąska specjalizacja. HR BP musi się znać na rekrutacji, motywowaniu, rozwiązywaniu konfliktów, ale także znać najnowsze metody zarządzania zespołami i umieć je przedstawić menedżerom bezpośrednio kierującymi poszczególnymi działami. Wykonywanie tej roli wymaga kompleksowej wiedzy i doświadczenia, więc z reguły jest kolejnym etapem kariery zawodowej.

Koncepcja HR business partneringu ma 30 lat

Jako pierwszy specyfikę profesji HR business partneringu opisał amerykański profesor Dave Ulrich. Zespół Ulricha co pięć lat, począwszy od 1987 roku, przeprowadzał badanie, którego celem było uchwycenie najbardziej pożądanych cech specjalistów HR.

To największe tego rodzaju badanie na świecie. Kolejne edycje badania potwierdzają, że najważniejsze w codziennej pracy HR BP jest wyznaczanie kierunku („strategiczny pozycjoner”) i zachęcanie ludzi, by za nim podążali („wiarygodny działacz”). Dodatkowo HR BP musi zarządzać („nawigować”) różnymi sprzecznościami w biznesie (na przykład znaleźć balans między celami krótko i długoterminowymi oraz oczekiwaniami wewnętrznymi i zewnętrznymi).

Kluczowe kompetencje HR BP

Zarówno z badań zespołu Dave’a Ulricha, jak również opracowań firm doradczych wynika, że wśród najbardziej pożądanych cech i umiejętności HR Business Partnerów znajdują się:

  • znajomość biznesu – bez wiedzy dotyczącej działalności branży i konkretnej firmy HR BP nie może planować działań i proponować usprawniania procesów,
  • wiarygodność i umiejętność budowania relacji opartych na zaufaniu – muszą mu ufać pracownicy, dla których stanie się rzecznikiem interesów oraz kierownictwo firmy, które będzie korzystać z wiedzy eksperckiej HR BP,
  • umiejętność budowania strategii – HR BP nie tylko reaguje w bieżących sprawach dotyczących firmy, ale także przygotowuje strategie dotyczące polityki zatrudnienia. Musi przewidzieć, jak w przyszłości będzie zmieniał się rynek i dopasować to do działalności firmy, jej planów rozwoju i możliwości.

Obowiązki HR Business Partnera w organizacji

Obowiązki HR BP mogą być różnorodnie ukształtowane, ale z reguły obejmują:

  • przeprowadzanie i koordynowanie rekrutacji,
  • odpowiedzialność za onboarding i offboarding,
  • proponowanie nowych rozwiązań w zakresie zatrudnienia,
  • zarządzanie talentami poprzez proponowanie indywidualnej ścieżki rozwoju wyróżniającym się pracownikom,
  • przygotowywanie oferty szkoleń,
  • motywowanie podwładnych i przekazywanie menedżerom wiedzy na temat tego, w jaki sposób mogą zachęcać swoje zespoły do lepszej pracy,
  • proponowanie rozwijania oferty świadczeń pozapłacowych, benefitów,
  • angażowanie się w rozwiązywanie konfliktów w firmie.

Jak zdobyć odpowiednie kompetencje i umiejętności?

Aby skutecznie wykonywać pracę HR BP, kandydat musi posiadać duże doświadczenie zawodowe. Trudno doradzać innym i przygotowywać wieloletnią strategię, gdy dany temat zna się tylko z teoretycznych szkoleń. Niezbędne jest więc przepracowanie kilku lat w różnych obszarach HR.

Nie znaczy to, że wiedza teoretyczna nie ma znaczenia. Kursy i studia podyplomowe porządkują informacje, a zajęcia praktyczne obejmują szereg case studies, dzięki którym w przyszłości ich absolwent będzie umiał szybko przeanalizować sytuację, w której znajdzie się jego firma i zaproponować odpowiednie rozwiązanie.

Kilkanaście uczelni wyższych, państwowych i prywatnych, oferuje roczne studia podyplomowe na kierunku HR Business Partner. Są one przeznaczone dla osób, które chcą rozwijać się w obszarze zarządzania ludźmi, pracują w działach HR lub wspierają procesy zarządzania ludźmi w organizacji.

Mogą być również ciekawym uzupełnieniem wiedzy dla właścicieli firm i menedżerów, zwłaszcza jeśli wcześniej nie pochylali się nad zagadnieniami dotyczącymi zarządzania zespołami.

Tego rodzaju studia podyplomowe oferowane są między innymi na AGH w Krakowie, SGH w Warszawie, Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, w kilku filiach Wyższej Szkoły Bankowej. Ponadto organizowane są szkolenia i programy rozwojowe, przygotowujące do wykonywania zawodu, prowadzone przez trenerów z branży.

Dowiedz się więcej o programie rozwojowym HRBP – Program HR Biznes Partnera organizowanym przez firmę szkoleniową Certes.

Zarobki w branży są bardzo atrakcyjne

Dojście do pozycji HR Business Partnera wymaga kilku lat doświadczenia i stałego doszkalania się. Nagrodą są dobre zarobki i szerokie perspektywy dalszej kariery, gdyż zapotrzebowanie na sprawnych menedżerów HR jest bardzo duże. Ile można zarobić?

Z danych zebranych przez serwis zarobki.pracuj.pl w oparciu o ankiety wypełnione przez HR Business Partnerów wynika, że co drugi zatrudniony w tym obszarze zarabia co najmniej 9 tysięcy złotych brutto. HR Business Partnerzy najczęściej pracują w dużych firmach. Tego typu stanowisko rzadko występuje w średnich przedsiębiorstwach.

Obawy przed recesją windują niepewność przed posiedzeniem RPP

Sytuacja na rynkach walutowych zależy teraz w większym stopniu od obaw dotyczących recesji niż od polityki banków centralnych czy różnic w stopach procentowych. Polski złoty oparł się tej tendencji, choć dane PMI zjechały w dół. Doprowadziło to do spadków wycen podwyżek stóp procentowych, wyraźnie wzrosła też niepewność w zakresie dalszych kroków RPP.

Najlepiej radzącymi sobie w ostatnim tygodniu walutami były te uznawane za bezpieczne: przodowały jen japoński i dolar amerykański, jednak frank szwajcarski również radził sobie dobrze, zajmując czwartą pozycję, za dolarem kanadyjskim. Wydaje się, że jen próbuje powrócić na pozycję waluty safe haven, odrabiając niewielką część strat, jakich doświadczył w ostatnich miesiącach. W tym samym czasie wyraźnie spadały rentowności obligacji, pikowały również indeksy akcji.

Pierwsza połowa roku była brutalna dla aktywów ryzykownych, a zeszły tydzień był dla niej odpowiednim zakończeniem. Waluty rynków wschodzących w większości notowały straty względem dolara, ale w znacznej mierze utrzymały się w parze z walutami europejskimi – niskie wyceny i ogromne różnice stóp procentowych na ich korzyść wydają się zachęcać część inwestorów.

Obawy dotyczące recesji wzrosły do naszym zdaniem nieuzasadnionego poziomu, co sprawia, że publikowany w tym tygodniu (08.07) raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy będzie bardzo istotny. Spodziewamy się kolejnego silnego raportu, pokazującego przyrost miejsc pracy powyżej trendu, rekordowo niskie bezrobocie i przyzwoity nominalny wzrost płac, co powinno nieco złagodzić niepokoje. Opublikowane zostaną również minutki z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej (06.07) i podobny dokument opisujący dyskusję Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego (07.07). Powinny one rzucić światło na to, jak bankierzy centralni chcą pogodzić ograniczenie inflacji i ryzyko gwałtownego spowolnienia gospodarczego.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro, nieznacznie poniżej psychologicznego poziomu 4,70. Można uznać to za niezły wynik, biorąc pod uwagę niesprzyjające otoczenie zewnętrzne i ponure dane z krajowej gospodarki. Te ostatnie obejmują czerwcowy odczyt PMI dla przemysłu, który na poziomie 44,4 pkt sugeruje wyraźną recesję sektora. Dane o aktywności gospodarczej niestety wyraźnie rozjeżdżają się z danymi o inflacji, która zgodnie ze wstępnym odczytem wyniosła w czerwcu 15,6%, osiągając kolejny rekord.

Dane PMI doprowadziły do spadków wycen podwyżek stóp procentowych – rynek nie ma już przekonania, że stopy przebiją 8%. Wyraźnie wzrosła niepewność w zakresie tego, jakie kroki podejmie Rada Polityki Pieniężnej w tym tygodniu i później. W przypadku oczekiwań prognostów trudno mówić o konsensusie – rozstrzał dotyczący nadchodzącej podwyżki stóp jest duży (50–100 pb.), a część prognoz może być jeszcze aktualizowana. Pojawiają się też głosy, że – w kontekście pogorszenia danych makro – RPP powinna wstrzymać się z podwyżkami. O ile wygląda na to, że koniec podwyżek zbliża się wielkimi krokami, o tyle w obliczu ciągle wysokiej, a potencjalnie i rosnącej inflacji pauza w cyklu czy też natychmiastowe zakończenie go na tym etapie mogłyby wysłać niewłaściwy sygnał zarówno rynkom, jak i uczestnikom życia gospodarczego.

W kontekście posiedzenia RPP równie istotne, jeśli nie istotniejsze niż sama decyzja, będą sugestie dotyczące dalszych kroków, dlatego najbliższą, prawdopodobnie piątkową konferencję prasową przewodniczącego Rady Adama Glapińskiego będziemy obserwować ze szczególną uwagą.

EUR

Inflacja w strefie euro nie wykazuje jeszcze oznak osiągania szczytu, które są widoczne w przypadku inflacji w USA – częściowo ze względu na większy wpływ na nią cen energii, a częściowo z powodu ogólnego opóźnienia w danych. Nieznaczny spadek głównej miary, który zaobserwowaliśmy w zeszłym tygodniu, był w całości spowodowany jednorazowymi działaniami administracyjnymi w Niemczech, zaś uwagę skupił na sobie nieprzyjemny, dwucyfrowy odczyt w Hiszpanii. Bardziej pozytywny, lecz właściwie niezauważony, był spadek stopy bezrobocia w strefie euro do rekordowo niskiego poziomu.

Na najbliższym posiedzeniu EBC (21.07) niemal pewna jest podwyżka stóp procentowych o 25 pb., a na wrześniowym – prawdopodobna o 50 pb. Uważamy, że w obecnej cenie wspólnej waluty zawiera się wiele niekorzystnych wieści i ma ona przestrzeń do istotnego umocnienia w parze z dolarem amerykańskim, gdy sytuacja aktywów ryzykownych ulegnie stabilizacji.

USD

W zeszłym tygodniu pojawiły się zachęcające oznaki, że inflacja w USA może jeszcze nie spada, ale przynajmniej też nie rośnie. Bazowa dynamika indeksu cen wydatków konsumpcyjnych (PCE) wzrosła poniżej oczekiwań i wydaje się, że ustabilizowała się na zanualizowanym poziomie ok. 4%. Jest on powyżej strefy komfortu, lecz znacznie poniżej dynamiki CPI. Ceny żywności i surowców energetycznych przestały rosnąć, a niektóre nawet spadają, więc w nadchodzących miesiącach możemy zaobserwować spadek inflacji.

Obecnie uważamy, że kolejna podwyżka o 75 pb. ze strony Fedu 27.07 jest mało prawdopodobna, co jest co najmniej umiarkowanie pozytywną wiadomością dla euro i ogólnie aktywów ryzykownych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nadal słabną na GPW akcje banków

W piątek najniższy poziom od jesieni 2020 zaliczyła brazylijska Bovespa. W USA główne indeksy w piątek wzrosły (S&P 500 +1,06 proc., DJIA +1,05 proc., Nasdaq Composite +0,9 proc.). Ten piątkowy wzrost był dziś rano korygowany: ok godz. 10-tej kontakty na S&P 500 spadały o 0,68 proc.

Swe nowe 1,5 roczne minima osiągnęły dziś główne indeksy rynków akcji na Tajwanie i w Korei Południowej.

W Europie DAX i CAC 40 nadal próbowały się utrzymać powyżej swoich minimów z marca.

GPW była dziś rano raczej słaba (WIG-20 -0,66 proc. ok. godz. 10-tej). Nowe roczne minimum osiągnął dziś WIG-Banki (-2,28 proc. ok. godz. 10-tej). Ponad 3 proc. spadały dziś rano ceny akcji Banku Handlowego, Banku Millennium, Aliora, mBanku, PKO BP oraz Pekao SA. Ceny akcji tych dwu ostatnich – największych w Polsce banków – osiągnęły dziś swe nowe roczne minima. Również najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny akcji ING BSK, Alior Banku oraz Millenium. Na drugim biegunie był dziś WIG-Paliwa, który rósł rano o 2,4 proc. (PGNiG +3,01 proc., PKN Orlen +2,5 proc.).

Lekko w górę odbijały dziś przeważnie rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność polskich 10-latek wzrosła dziś rano do poziomu 6,542 proc.

Cena ropy naftowej była dziś rano stabilna (WTI +0,01 proc., Brent +0,05 proc. ok. 9:50). Najtańsze od ponad roku były dziś kontrakty na miedź na COMEX-ie.

Amerykański dolar ustanowił dziś swój 5-letni szczyt względem tajlandzkiego bata. W piątek USD był najwyżej w historii względem chilijskiego peso. Kurs EUR/USD utrzymywał się poniżej poziomu 1,05, ale przebywał powyżej swoich minimów z maja i czerwca.
Złoty lekko słabł (EUR/USD +0,23 proc., USD/PLN +0,24 proc.).

Kurs Bitcoina względem dolara nadal przebywał poniżej 20000 USD (-0,92 proc. ok. 9:45 proc.), ale utrzymywał się powyżej poziomu swego czerwcowego minimum. Ten poziom jest o tyle znaczący, że był szczytem cyklicznej hossy Bitcoina w grudniu 2017 roku.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wysoka inflacja będzie nadal prowadzić do wzrostu stóp procentowych

Regionalne banki centralne coraz bardziej zaostrzają politykę pieniężną. Węgierski MNB, który zaskoczył rynki finansowe, gdy nagle podniósł swoją bazową stopę procentową o 185 pkt. bazowych z 5,4% do 7,25%, nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Powodem była wysoka inflacja, która w maju osiągnęła 10,7% r/r oraz próba zapobiegnięcia osłabieniu węgierskiego forinta. Trwa zacieśnianie polityki pieniężnej, a stopy procentowe mogą dalej rosnąć, dopóki banki centralne nie zaobserwują stopniowego spowolnienia tempa wzrostu cen. Podwyżka stóp procentowych najprawdopodobniej wesprze waluty regionalne, takie jak PLN, CZK czy HUF w stosunku do EUR.

W Polsce, Czechach i na Węgrzech banki centralne szybko zaostrzają politykę pieniężną, podczas gdy EBC (prawdopodobnie z powodu problematycznych gospodarek takich jak Włochy) nadal prowadzi ją niezwykle luźno. Rynki walutowe uważnie obserwują wszelkie oznaki spowolnienia inflacji. Jeden z nich pojawił się w tym tygodniu, kiedy niemiecka inflacja zharmonizowana niespodziewanie spadła z 8,7% do 8,2% r/r. Z drugiej strony, już następnego dnia opublikowano wyniki, według których inflacja zharmonizowana we Francji przyspieszyła z 5,8% do 6,5%. Według piątkowych wyników, czerwcowa inflacja w Polsce mierzona wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrosła do 15,6% r/r. Wzrost stóp procentowych w Polsce będzie więc kontynuowany.
Złoty osłabił się w tym tygodniu i w piątek rano był notowany na poziomie 4,71 zł/EUR. Dolar umocnił się w tym tygodniu wobec euro i na koniec tygodnia był na poziomie 1,045 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Fatalne dane z Polski

Otrzymaliśmy dzisiaj dwa bardzo ważne odczyty z Polski. Pierwszy to odczyt wskaźnika koniunktury, drugi to odczyt wzrostu cen. Oba pokazują niewesoły obraz przyszłości.

Słabsze odczyty w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Sytuacja, gdzie dochody rosną o 0,5% w ujęciu miesięcznym, a wydatki o 0,2% to teoretycznie korzystny wariant. Obywatele mniej się zadłużają. Problem w tym, że analitycy spodziewali się większych wydatków, zatem odczyt ten jest interpretowany jako zapowiedź spowolnienia w gospodarce. Do tego dochodzą dane z amerykańskiego rynku pracy. Wynik 231 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to lepiej o 2 tysiące niż tydzień temu. Gorzej jednak od oczekiwań. Nie są to oczywiście wysokie wyniki dla tej gospodarki. Wartości w tych okolicach to typowe wskazania dla stabilnego rynku pracy za oceanem. Te dwa słabsze od oczekiwań wyniki były jednak pretekstem dla wielu inwestorów, by realizować zyski na umocnieniu dolara. W rezultacie mieliśmy krótką, aczkolwiek silną, korektę w drugiej części dnia.

Fatalne PMI dla przemysłu

Dzisiaj dzień odczytów PMI dla przemysłu. Wynik dla Polski jest szczególnie niemiłą niespodzianką. Analitycy spodziewali się dalszych spadków do 48 z 48,5 pkt. Byłoby to dalsze oddalanie się od kluczowej granicy 50 pkt, oddzielającej rozwój od recesji. Odczyt wyniósł jednak 44 pkt, co pokazuje, że entuzjazm w Polsce dołuje. Podobnie zresztą dzieje się w innych krajach. Tak duży spadek może sugerować, że przedsiębiorcy w dobie coraz wyższych stóp procentowych przestają robić tak duże zamówienia. Jest to też bardzo słaby prognostyk na przyszłość. Zapowiada bowiem spowolnienie w gospodarce, a to zła wiadomość dla polskiego złotego.

Ceny rosną coraz szybciej

Poznaliśmy dzisiaj wzrost cen w Polsce. Inflacja przyspieszyła do 15.6%. Miesiąc temu było to 13,9%. Pokazuje to, że pomimo wzrostu stóp procentowych do poziomu 6%, inflacja w dalszym ciągu przyspiesza. Niepokojącą wiadomością jest fakt, że wzrost inflacji jest znacznie wyższy niż wzrost stóp procentowych. Jesteśmy obecnie w dość dziwnej sytuacji. Jednocześnie inflacja sugeruje konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych, z drugiej strony indeksy koniunktury sugerują, że nie powinno się tego robić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rekordowy odczyt inflacji. Słabe dane z prowadzą do osłabienia złotego

Napłynęły do nas kolejne złe wiadomości. Według GUS inflacja w Polsce jest najwyższa od 25 lat, a odczyty indeksu PMI dla przemysłu spada do najniższego poziomu od pandemii. Sygnały recesji nadchodzą nie tylko zza Oceanu, ale są obecne również w naszym kraju. W odpowiedzi obserwujemy osłabienie polskiej waluty.

Inflacja w Polsce za czerwiec sięgnęła poziomu 15,6% r/r, nieco wyżej od oczekiwań na poziomie 15,5%, ale znacznie powyżej poprzedniego poziomu 13,9% r/r. Oczywiście w dużej mierze musimy za to winić ceny paliw i energii. Te pierwsze wzrosły o 46,7% rok do roku i aż 9,4% w stosunku do poprzedniego miesiąca. Co ciekawe warto zauważyć, że ceny ropy naftowej wcale nie są tak wysokie jak było to w marcu, a w zasadzie cena ropy zakończyła czerwiec spadkowo, pierwszy raz od 8 miesięcy. Złoty oczywiście miał się mieszanie w ostatnim miesiącu, w szczególności w stosunku do dolara, ale wysokie ceny paliw są z pewnością zastanawiające. Oczywiście można to tłumaczyć problemami po stronie wysokiego popytu i ograniczonych mocy przerobowych. Takie problemy są widoczne na całym świecie, a w Stanach Zjednoczonych ceny sięgnęły ponad 5 dolarów za galon, gdzie w trakcie pandemii ceny spadły nawet poniżej 2.

Wracając jednak do sprawy inflacji w Polsce, to widać, że mamy potężny wpływ cen surowców na dynamikę inflacji. Ceny energii wzrosły o 35,3% r/r, a ceny żywności „zaledwie” o 14,1% r/r. Dzisiejsze dynamiki tych wszystkich trzech najważniejszych grup są najwyżej od początku roku. Jak widać, szczyt inflacyjny jest jeszcze przed nami, co powinno sugerować dalsze mocne podwyżki stóp procentowych w Polsce. Obecnie mamy poziom 6% dla głównej stopy, ale można oczekiwać, że stopy powinny wzrosnąć przynajmniej do połowy szczytu inflacyjnego. W takim wypadku na ten moment prognoza 7,5% na koniec roku wydaje się być całkiem sensowna.

Inflacja nie jest jedynym problemem

Mamy jednak drugi problem – znaczne osłabienie aktywności gospodarczej. W Stanach Zjednoczonych bank centralny wydaje się nie przejmować sygnałami recesyjnymi i za wszelką cenę chce doprowadzić do spadku inflacji. W zasadzie można podejrzewać, że Fed sam chce wpędzić gospodarkę w kontrolowaną recesję. W tym tygodniu sam szef Fedu, Jerome Powell przyznał, że dopiero teraz zdali sobie sprawę, jak niewiele wiedzą o naturze obecnej inflacji.

Wracając jednak do kwestii aktywności gospodarczej w Polsce. Indeks PMI spada do poziomu 44,4 punktów za czerwiec – najniższego poziomu od pandemii. Przypomnijmy, że poziom 50 punktów oznacza granicę ekspansji i spowolnienia lub recesji. W takim wypadku możemy oczekiwać pogarszającej się sytuacji, co może mieć na uwadze również bank centralny. Niemniej największym ryzykiem dla Polski byłaby stagflacja, a w tym momencie wydaje się być ona coraz bardziej prawdopodobna. Siła konsumentów w Polsce pozostaje silna, ale nasuwa się pytanie, jak długo i jak duże podwyżki są oni w stanie jeszcze znieść?

Słabe dane z Polski prowadzą do osłabienia się złotego. Za dolara płacimy 4,51 zł, za euro 4,71 zł, za franka 4,71 zł, a za funta 5,46 zł.

Michał Stajniak, Analityk XTB

Inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc., a to jeszcze nie koniec jej wzrostów

Inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc., w kolejnych miesiącach będzie dalej rosnąć. W związku z tym 7 lipca RPP ponownie podniesie stopy procentowe, choć nie tak mocno jak zrobiły to banki centralne w Czechach i na Węgrzech. Polacy na lokatach stracili rekordowe 13,4 proc. rocznie.

Czerwiec przyniósł kolejny mocny wzrost inflacji w Polsce. Według wstępnego szacunku GUS inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc. wobec 13,9 proc. w maju. Choć z gospodarki napływają niekorzystne dane wskazujące na możliwość wystąpienia recesji, to szczyt inflacji jest jeszcze przed nami, czyli w najbliższych miesiącach inflacja jeszcze wzrośnie. Jej maksymalny poziom może wynieść 17-18 proc., choć może być wyższy w razie dalszego wzrostu cen paliw lub wystąpienia poważnego kryzysu związanego z dostawami gazu w Europie. Gdyby mimo sygnałów o nadchodzącej recesji popyt konsumencki w Polsce pozostawał wysoki, także inflacja może być wówczas wyższa.

Wysoka inflacja oznacza dalsze podwyżki stóp procentowych. Już 7 lipca RPP może kolejny raz podnieść stopy o 0,5-0,75 pp. Warto jednak zauważyć, że w ostatnich dwóch tygodniach banki centralne w regionie dokonały rekordowych podwyżek. W czerwcu stopy w Czechach wzrosły o 1,25 pp., a na Węgrzech aż o 1,85 pp.

Tak wysoka inflacja oznacza, że Polacy na bankowych lokatach ponoszą rekordowe straty. Na rocznej lokacie bankowej założonej na początku lipca 2021 roku i zakończonej w czerwcu 2022 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła 13,4 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Za nami najsłabszy od I kw. 2020 kwartał na rynku akcji w USA

W zakończonym właśnie II kwartale br. S&P 500 spadł o 16,45 proc. To najsilniejszy kwartalny spadek tego indeksu od I kw. 2020, kiedy to panika wywołana wybuchem pandemii COVID-19 sprowadziła S&P 500 o 20 proc. w dół. WIG spadł w II kwartale o 17,45 proc. To również był najsilniejszy kwartalny spadek tego indeksu od I kw. 2020 (-28,03 proc.).

Główne indeksy giełdowe w USA zakończyły wczoraj drugi kwartał spadkami (S&P 500 -0,88 proc., DJIA -0,82 proc., Nasdaq Composite -1,33 proc.), ale pozostawały powyżej poziomów czerwcowych minimów. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy nadal spadały (S&P 500 -0,79 proc. ok. 9:30).

Za wyjątkiem głównych indeksów giełd w Malezji i Tajlandii „na czerwono” były dziś giełdy w Azji i Oceanii. Najsilniejszy spadek notował tajwański TAIEX (-3,26 proc.), którego wartość spadła do najniższego poziomu od 1,5 roku. Najniżej od listopada 2020 był dziś koreański Kospi (-1,4 proc.).

Główne giełdy w Europie również były słabe dziś rano (DAX -0,54 proc., CAC 40 -0,42 proc.). Główne indeksy giełd w Szwecji i Włoszech osiągnęły dziś swe nowe roczne minima.
Nieco silniejsza była GPW, gdzie ok. 9:45 WIG-20 rósł o 0,15 proc. Wśród składników mWIG-u 40 (-0,11 proc.) najniżej od roku była cena akcji Allior Banku (-0,99 proc.). Wśród składników sWIG-u swe przynajmniej roczne minima zaliczyły ceny akcji spółek CreepyJar i Toya.

Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich spadła dziś poniżej poziomu 3 proc. (2,972 proc.). Spadła również rentowność 2-letnich obligacji rządu USA (2,92 proc.), co pozwoliło uniknąć pojawienia się ponownej inwersji krzywej rentowności w USA.

Najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny miedzi, platyny i srebra. Ceny ropy pozostawały stabilne (WTI +0,02 proc., Brent +0,2 proc.). Po wczorajszym tąpnięciu aż o 16,53 proc. do najniższego poziomy od marca br. o 5,25 proc. odbijała w górę cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Generalnej słabości rynków towarowych przeciwstawiły się wczoraj kontrakty na drewno na CME rosnąc o 7,22 proc.

Umacniał się dziś amerykański dolar. USD nowe wieloletnie lub historyczne maksima ustanawiał względem wielu walut Azji i Oceanii: dolara australijskiego, dolara nowozelandzkiego, izraelskiego szekla, filipińskiego peso, tajlandzkiego bata i indonezyjskiej rupii. Amerykański dolar umacniał się również względem euro (EUR/USD -0,45 proc.), ale kurs pozostawał powyżej poziomów minimów z maja i czerwca.

Złoty osłabiał się w ślad za euro (USD/PLN +0,57 proc., EUR/PLN +0,17 proc.).

Kurs Bitcoina pozostawał poniżej poziomu 20000 USD, ale rósł dziś rano o 3,61 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

3 kwestie, o których musi pamiętać przedsiębiorca przy zmianie formy opodatkowania

Nowe przepisy Polskiego Ładu, które weszły w życie 1 lipca, dają możliwość zmiany formy opodatkowania tym, którzy do tej pory rozliczali się liniowo i na ryczałcie. Zanim jednak przedsiębiorca podejmie decyzję o zmianie, powinien rozważyć kilka istotnych kwestii.

Rozliczenie roczne przy zmianie formy opodatkowania

Po pierwsze, jeśli przedsiębiorcy dotychczas rozliczający się liniowo lub na ryczałcie, zdecydują się przejść na zasady ogólne za 2022 rok, muszą pamiętać o tym, że pospiech może się okazać złym doradcą.

Przy przejściu na skalę podatkową za rok 2022, deklarację rozliczenia rocznego należy złożyć do 2 maja 2023 roku. Dotychczasowi liniowcy będą składać zeznanie PIT-36 zamiast PIT 36L. Podobnie ryczałtowcy – będą musieli złożyć PIT-36, a nie jak dotychczas PIT-28.

Gdyby jednak z jakiegoś powodu taki przedsiębiorca pospieszył się ze złożeniem deklaracji rocznej za 2022 rok i złożył PIT według formy opodatkowania, jaką stosował w 2022 roku (PIT-36L lub PIT-28), to nie będzie miał już później możliwości przejścia na skalę podatkową i złożenia PIT-36. Złożenie zeznania odpowiadającego wcześniejszej formie opodatkowania zablokuje możliwość zmiany.

Warto dać więc sobie czas na podjęcie decyzji i nie spieszyć się ze złożeniem zeznania za rok 2022. Terminy ustawowe będą w tym przypadku po stronie podatnika, ponieważ od przyszłego roku wszystkie deklaracje rozliczenia rocznego – także te dotyczące liniowców i ryczałtowców – będzie można składać do 2 maja 2023 roku.

Zmiana formy opodatkowania wyłącznie za rok 2022

Po drugie, ryczałtowcy i liniowcy muszą pamiętać, że zmiana za 2022 rok ma skutki prawne tylko w odniesieniu do tego jednego roku. Przejście na skalę podatkową za rok 2022 wraz ze złożeniem zeznania PIT-36, nie jest równoznaczne ze stałą zmianą formy opodatkowania.

Jeśli podatnik chciałby rozliczać się na skali podatkowej także w roku 2023, musi pamiętać, aby osobno poinformować o tej decyzji organy podatkowe do 20 lutego 2023 roku (jeśli w styczniu osiągnie pierwszy przychód). Tylko taka deklaracja będzie uznana jako wiążąca dla formy opodatkowania na rok 2023 oraz na kolejne lata.

Jeśli taka deklaracja nie zostanie złożona, w roku 2023 podatnik automatycznie będzie się rozliczał liniowo lub ryczałtowo. Kolejną możliwość zmiany formy opodatkowania będzie miał dopiero na początku 2024 roku.

Zmiana w połowie czy na koniec roku?

Po trzecie, poza zmianą formy opodatkowania za cały rok 2022, osoby rozliczające się na ryczałcie otrzymają także możliwość przejścia na skalę podatkową już od 1 lipca. Decyzję o zmianie należy podjąć i udokumentować zmianą wpisu w CEIDG między 1 lipca a 22 sierpnia 2022 roku.

Przy rozważaniu takiej decyzji warto zwrócić uwagę na to, że podatnik utraci wtedy możliwość skorzystania z preferencji przy rozliczeniu rocznym za 2022 rok. Nie będzie więc mógł rozliczyć się wspólnie z małżonkiem czy jako osoba samotnie wychowująca dziecko.

W przypadku, gdy podatnik zdecyduje się przejść na skalę podatkową za cały rok 2022, będzie mógł skorzystać z preferencyjnych zasad w rozliczeniu rocznym.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Polskie miasta tracą na złej sytuacji osób LGBTQ+. Spadek Warszawy i Wrocławia w globalnym rankingu

Warszawa i Wrocław spadły w globalnym rankingu City Ratings Open For Business, który ocenia konkurencyjność gospodarczą oraz otwartość na społeczność LGBTQ+ miast na całym świecie. Pomomo ambitnych działań władz tych miejscowości na rzecz osób LGBTQ+, ogólna sytuacja w kraju wpływa na ich słabszy rating – zaznaczają eksperci. W opublikowanym właśnie zestawieniu wskazano, że miasta otwarte na osoby LGBTQ+ przyciągają wykwalifikowanych pracowników oraz cechują się większym potencjałem w zakresie innowacji i jakością życia.

Raport publikowany jest co dwa lata przez Open For Business, globalną koalicję firm działających przeciwko dyskryminacji środowisk LGBTQ+. Obejmuje on aż 145 miast z sześciu kontynentów.

Globalne badanie ekonomiczno-społeczne metropolii

Nowa edycja raportu City Ratings wskazuje, że miasta otwarte na osoby LGBT+ są bardziej odporne ekonomicznie. Tegoroczne badanie ukazuje również, że choć w ujęciu globalnym miasta rozwijają się ekonomicznie oraz w sferze otwartości na społeczność osób LGBTQ+, to w części regionów odnotowano pogorszenie wyników względem ubiegłych lat. Sytuacja taka dotyczy między innymi Europy Środkowo-Wschodniej, a w tym Polski.

Miasta oceniane są na podstawie 27 wskaźników ekonomicznych i społecznych, a finalny wynik “City Ratings” pozwala uplasować je w kilku kategoriach od “w pełni inkluzywnych i konkurencyjnych” (ang. “fully inclusive and competitive”) do miast, w których względy polityczne i społeczne utrudniają działalność biznesową i nie sprzyjają życiu obywateli. W obrębie kategorii wyróżniono także dla dokładności rankingu dodatkowo stopnie od AAA do E. Od 2020 r. 10 badanych miast poprawiło swój wynik. Już po raz drugi najwyższy wynik na świecie uzyskał Amsterdam.

Polskie miasta po raz kolejny w rankingu – są spadki

W raporcie City Ratings figurują dwa polskie miasta: Warszawa i Wrocław. Oba spadły w klasyfikacji o jedną pozycję względem poprzedniej edycji raportu, otrzymując kolejno stopień B i CC w kategorii „Miast częściowo otwartych na biznes”. Wynik ten wpisuje się w trend obserwowany w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie żadne z badanych miast nie poprawiło swojej noty sprzed dwóch lat. Dziewięć miast w regionie spadło w rankingu. Najlepszy wynik w regionie uzyskała stolica Estonii, Tallinn. – Spadek Warszawy i Wrocławia wynika z dynamiki sytuacji społeczności LGBTQ+ w całym kraju, która przekłada się również na poziom lokalny. Wpływ na wskaźniki społeczne mają m.in. decyzje polityczne takie jak wyznaczenie tzw. “stref wolnych od LGBT” oraz szeroko komentowane medialnie incydenty i ataki na tle dyskryminacyjnym. Ambitne działania na rzecz społeczności LGBTQ+ lokalnych władz w tych miastach, co należy docenic, niestety nie mają równie silnego odzwierciedlenia w indeksach. Pamiętać należy też, że na rating, a w efekcie przyznaną ocenę wpływ mają też wskaźniki gospodarcze – komentuje George Perlov, pełniący obowiązki Dyrektora Wykonawczego w Open For Business.

Wskazówka dla władz i biznesu

Raport City Ratings ma na celu ukazywać przedsiębiorstwom szukającym okazji do inwestycji otwartość miast na całym świecie na prowadzenie działalności biznesowej z uwzględnieniem wskaźników ekonomicznych i społecznych. Wyniku rankingu oferują także cenne informacje dla władz lokalnych i krajowych i pozwalają ocenić pozycje metropolii w globalnej stawce.

Columbus przejdzie na główny parkiet bez emisji akcji

Spółka Columbus Energy S.A. chce złożyć prospekt emisyjny jeszcze w wakacje. Wprowadzenie notowań do obrotu na GPW odbędzie się bez publicznej oferty akcji.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Columbus Energy S.A., które odbyło się w dniu 30 czerwca br., zatwierdziło uchwałę na temat ubiegania się przez Spółkę o dopuszczenie oraz wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych wszystkich akcji Spółki. Obecnie Columbus, wraz z partnerami, pracuje nad aktualizacją prospektu emisyjnego, który planuje złożyć do KNF w III kwartale 2022 r..

Przypomnijmy, że o przygotowywaniu się do przeprowadzenia publicznej oferty nowych akcji Columbus poinformował w czerwcu 2021 r.

Nasze plany przeniesienia notowań na główny parkiet GPW zostały zweryfikowane w dużej mierze przez dynamicznie zmieniającą się sytuację makroekonomiczną, nie tylko w naszym kraju,  ale w całej Europie twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.Konsultując ten temat od wielu miesięcy z naszymi doradcami i partnerami doszliśmy do wniosku, że publiczną ofertę nowych akcji przesuniemy na bardziej sprzyjający czas.             

W ostatnich dniach GPW poinformowała o zakwalifikowaniu 73 spółek, wśród nich Columbus Energy S.A., do segmentu NC Alert na NewConnect. Zmiana systemu notowań na tzw. fixingi nastąpiła od 1 lipca.

– Columbus od 1 lipca br. jest notowany na dwóch fixingach, co zapewne odbije się na płynności na walorze – komentuje Dawid Zieliński. – Spóźniliśmy się kilka godzin z publikacją opinii audytora, na co regulamin GPW przewiduje minimalną karę, czyli upomnienie. Przez dwa upomnienia, które otrzymaliśmy od GPW, lądujemy w NC Alert. Warto jednak przypomnieć, że przez ostatnie kilka lat inwestorzy przeprowadzili transakcje akcjami Columbusa na ponad 1 mld zł na NewConnect, więc czas przenieść się na rynek regulowany. Być może będzie to połączone z powrotem do dobrych wyników finansowych. Konsekwencją fixingu jest również jest to, że potencjalna umowa z inwestorem z USA nie jest dla nas atrakcyjna, bo wartość equity, jaką możemy pozyskiwać z tego finansowania, jest skorelowana z wielkością obrotów w danym miesiącu. Również emisja akcji przy kapitalizacji kilkuset milionów złotych nie jest dla nas korzystna, dlatego podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu się z negocjowaniem umowy, z możliwością wznowienia negocjacji, gdy sytuacja w Spółce i na rynku kapitałowym się poprawi – dodaje Dawid Zieliński.

Scenariusze gospodarcze i rynkowe: świat czeka bieg pod górkę

  • Wzrost światowy wchodzi w trudną fazę w związku z utrzymującym się wysokim poziomem niepewności wynikającej z ryzyk geopolitycznych.
  • W związku z szybszym zaostrzaniem polityki monetarnej i pogarszającą się sytuacją geopolityczną rosną ryzyka dla rynków wschodzących.

W Allianz Trade przewidujemy wzrost światowego PKB na poziomie +2,9% w tym roku oraz +2,5% w roku 2023, co stanowić będzie spadek o odpowiednio -0,4pp i -0,3pp w porównaniu do ostatniej prognozy Allianz Trade z marca. Zmiana ta wynika ze zwiększenia bezpośredniego i pośredniego wpływu wojny na Ukrainie oraz dłuższych niż przewidywano lockdownów w Chinach, które obniżą poziom produkcji o 1,2pp i -0,6pp odpowiednio w roku 2022 i 2023. Poziom handlu światowego najprawdopodobniej skurczył się w Kw II (-1,3% kwartał do kwartału). Ponowne otwarcie gospodarki chińskiej pomoże trochę nadrobić handlowi, a przez to i wzrostowi światowego PKB, szczególnie wraz z rozpoczęciem lata, ale spodziewane ożywienie będzie raczej nieśmiałe. Prognozujemy wzrost handlu światowego w ujęciu wolumenowym o +3,5% w roku 2022 i +3,6% w roku 2023, czyli znacznie poniżej uzgodnień. W ujęciu wartościowym, siła dolara i wysoka inflacja w 2022 r. popchną wzrost nominalny do +10,4%, po czym jednak spadnie on do +4,2% w 2023 r.

Choć scenariusz bazowy Allianz Trade na rok 2022 nadal zakłada miękkie lądowanie, ryzyko recesji szybko rośnie. Tym razem jednak obawy dotyczą nie tylko rozmiaru recesji, ale też efektu dystrybucyjnego.

Gdy rekordowo wysoka inflacja (8,1% w 2022 r. na poziomie światowym) obniża realny dochód rozporządzalny, gospodarstwa domowe i firmy wykazują tendencję do obniżania odpowiednio ich konsumpcji i inwestycji. Choć nastroje konsumenckie pikują, wśród przedsiębiorstw utrzymują się one na wysokim poziomie. Tym niemniej niższy planowany CAPEX sugeruje, że firmy będą przyjmować bardziej ostrożną postawę. Przedłużająca się wysoka inflacja (4,7% w 2023 r. na świecie; powyżej 3% w USA, strefie euro, Wlk. Brytanii) powoduje wzrost ryzyka spirali płacowo-cenowej. Pełne i nieuporządkowane zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji przez UE do końca roku może spowodować zmaterializowanie się „niekorzystnego” scenariusza (40% prawdopodobieństwo), w którym większość gospodarek popada w recesję. W tym scenariuszu politykom nie udałoby się uratować sytuacji jak miało to miejsce 2020 r., ponieważ początkowa fiksacja banków centralnych na zwalczaniu inflacji ograniczyłaby dostępne opcje polityki fiskalnej. Natomiast przewidywany zwrot w 1. połowie 2023 r., w tym agresywne cięcie stóp, nastąpiłby zbyt późno. Przewiduje się, że zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji do UE będzie kosztować -1,6pp wzrostu unijnego PKB w związku z szacowanym niedoborem energii po wprowadzeniu rozwiązań zakładających zastępowanie i samo-racjonowanie na poziomie ok. 4% końcowego zużycia energii w porównaniu do 10% w marcu. Generalnie, mając na względzie dodatkowy wpływ pogarszających się warunków monetarnych i finansowych, przewidujemy skurczenie się światowego PKB o -2,8pp w 2023 r. do -0,2% w niekorzystnym scenariuszu (po spowolnieniu o -0,3pp do +2,6% w 2022 r.). Wskazuje to na recesję na poziomie -1,4% w USA i -2,5% w strefie euro i Wlk. Brytanii, co daje ok. 1,5 odchylenia standardowego od dwuletniego trendu wzrostowego w zakresie strat w produkcji globalnej. Wzrost w Chinach spowolniłby do +2,5% w 2023 r.

Przestrzeń polityczna na ograniczenie ryzyka spadku szybko się kurczy

Banki centralne w gospodarkach rozwiniętych stały się bardziej zdeterminowane, by agresywnie zwalczać inflację w związku z utrzymującą się silną presją cenową po stronie dostaw. Przewidujemy, że Rezerwa Federalna zwiększy stopy procentowe do przynajmniej 3,5% do końca 2022 r., a Europejski Bank Centralny do 0,75%. Tym niemniej śrubowane warunki finansowe mające na celu stłumienie łącznego popytu mogą łatwo spowodować recesję, szczególnie w krajach, w których nie doszło jeszcze do pełnej odbudowy po kryzysie Covidowym. Polityka fiskalna może pomóc w ograniczeniu niekorzystnego efektu dystrybucyjnego, ale nie wystarczy by zapobiec spowolnieniu wzrostu i może przedłużyć utrzymywanie się wysokiej inflacji. W niekorzystnym scenariuszu Allianz Trade zakłada zaostrzanie skoncentrowanej na zwalczaniu inflacji polityki monetarnej, które spowoduje znaczny spadek popytu, co zaś spowoduje ogólnoświatową recesję na początku 2023 r., wzmocnioną dodatkowo spadającymi cenami aktywów. W tej sytuacji przewidujemy spadek wzrostu światowego PKB o -2,6pp w 2023 r. do -0,1% (po spowolnieniu o -0,3pp do +2,6% w tym roku).

Co to oznacza dla firm?

Wysoka presja kosztowa hamuje perspektywy inwestycyjne, ale w 2. połowie roku może dojść do pewnej konwergencji w związku ze znacznym obniżeniem poziomu niedoborów i normalizacją dostaw, przy jednoczesnym dalszym spadku popytu. Tym niemniej takie problemy natury strukturalnej jak wyższe ceny energii (przy średniej cenie kosztu ropy wynoszącej 105 USD/bbl w pozostałej części 2022 r. i znacznie powyżej 90 USD/bbl w kolejnym roku), czy też rosnące stopu procentowe i przyspieszenie wzrostu płac będą wywierać ciągłą presję na marże firm. Symulacja wpływu wzrostu o 200bp na korporacyjne stopy procentowe wskazuje, że rentowność najbardziej zagrożona jest w sektorach budowlanym, energii, transportowym oraz komputerowym i telekomunikacyjnym, gdzie wpływ ten po upływie jednego roku widoczny będzie w zakresie od -5,7pp do -2pp utraty marży w USA i ponad -7pp do -3pp w strefie euro, zależnie od sektora. Po dwóch latach spadku przewidujemy odbicie w zakresie światowego wskaźnika niewypłacalności firm o +10% w roku 2022 i +145 w roku 2023, tym samym zbliżając się do poziomów sprzed pandemii. Jeden na trzy kraje powróci do poziomów sprzed pandemii w 2022 r., a jeden na dwa kraje w 2023 r.

W związku z szybszym zaostrzaniem polityki monetarnej i pogarszającą się sytuacją geopolityczną rosną ryzyka dla rynków wschodzących

Rynki wschodzące (RW) otrzymały podwójne uderzenie – ze strony rosnącej inflacji spowodowanej wzrostem cen energii i produktów spożywczych na całym świecie oraz wycofaniem kapitału w perspektywie zaostrzania polityk monetarnych w gospodarkach rozwiniętych (GR), szczególnie agresywnego podnoszenia stóp procentowych przez Fed w USA. Oba te czynniki zmusiły RW do znacznego zwiększenia stóp procentowych celem wyhamowania inflacji i utrzymania atrakcyjności w oczach zagranicznych inwestorów. W tym kontekście słabsze RW będą bardziej narażone na problemy z płynnością, a niektóre kraje mogą mieć się z trudnościami w zakresie finansowania zadłużenia w związku z rosnącymi kosztami kredytów i presją w zakresie walut udzielanych kredytów. Sri Lanka jako pierwsza padła ofiarą pogorszających się warunków ogólnoświatowych dla RW, ponieważ szybki wzrost cen żywności przyczynił się do uszczuplenia rezerw walutowych, co ostatecznie doprowadziło do pierwszego bankructwa państwa w jego historii w maju 2022.

Czy czeka to także kolejne rynki wschodzące? Zaktualizowaliśmy w Allianz Trade analizę wrażliwości RE pod kątem ostrego zaostrzania polityk monetarnych w GR w odniesieniu do ryzyka płynności (saldo na rachunku bieżącym, należny zewnętrzny dług krótkoterminowy, pokrycie kosztów importów, wzrost zadłużenia kredytowe w sektorze prywatnym) i ryzyka cyklicznego (ryzyko walutowe, inflacja, uzależnienie towarowe, kapitały własne, obligacje). Ustaliliśmy w Allianz Trade grupę 10 najważniejszych RW, które wykazują w tym zakresie szczególną wrażliwość. Poza Argentyną i Turcją – gdzie występują ryzyka idiosynkratyczne spowodowane powtarzającymi się błędami polityki od 2018 r. – grupa ta obejmuje Pakistan, Chile, trzy kraje afrykańskie (Egipt, Kenia, Tunezja), a także rynki Europy Środkowo-Wschodniej (Węgry, Polska, Rumunia).  Sześć z tych 10 krajów (Egipt, Tunezja, Pakistan, Argentyna, Turcja, Kenia) należą również do grupy 25 najbardziej wrażliwych RW w odniesieniu do utrzymania bezpiecznego poziomu długu publicznego. W związku z tym kraje te mogą mierzyć się z kryzysem związanym z długiem publicznym na przestrzeni kolejnych dwóch lat lub w zbliżonym okresie. W przypadku czterech kolejnych wrażliwych RW (Chile, Węgry, Polska, Rumunia) prawdopodobieństwo problemów z długiem publicznym w najbliższej przyszłości jest niższe niż w przypadku ryzyka płynności w sektorze prywatnym w związku z ogólnoświatowym ograniczeniem płynności i presją walutową. Węgierski forint już stracił -8% w stosunku do euro w ujęciu rok do roku, a kraj doświadcza rosnącego deficytu w rachunku bieżącym przy niskim poziomie rezerw walutowych (2,2 miesiąca pokrycia kosztów importu). Ponadto nieustający spór Węgier z UE nie pomaga w wysiłkach na rzecz przywrócenia ufności inwestorów.

Słabnący popyt światowy tym razem nie pomoże RW w wyjściu z kryzysu, szczególnie jeśli utrzymają się zagrożenia dla wzrostu światowego: nieustanne wąskie gardła w łańcuchach dostaw, zakłócenia na rynkach towarowych i zaostrzone polityki anty-Covidowe, gdzie część tych czynników pogarsza jest sytuacja wojenna na Ukrainie.

RW wkroczyły na ścieżkę zaostrzania polityki monetarnej już około rok temu, by powstrzymać wzrost inflacji oraz problemy związane z ogólnoświatowym spadkiem płynności i będą musiały te działania kontynuować. Szczyt inflacji na większości rynków przewiduje się na III Kw 2022 r., ale wzrost stóp procentowych najprawdopodobniej utrzyma się przynajmniej do końca roku – po pierwsze dlatego, że GR również zaostrzą swe polityki, a po drugie ponieważ wiele RW nadal posiada znacznie ujemne realne stopy procentowe, szczególnie w Europie Wschodzącej. Rynki regionu Europy Wschodzącej, a także Ameryki Południowej, Afryki i krajów Bliskiego Wschodu, które nie eksportują ropy doświadczą średnio dwucyfrowej inflacji w roku 2022, a w konsekwencji jeszcze wyższych skoków stóp procentowych. Natomiast rynki Azji Wschodzącej i GCC doświadczą znacznie niższej inflacji w przedziale 3-4% w roku 2022.

Tymczasem eksporterzy towarów skorzystali na efekcie „rozlania się” cen w związku z wojną na Ukrainie. Nasze analizy wskazują, iż rynki te są obecnie mniej wrażliwe na zaostrzanie polityki monetarnej w GR. Sytuacja ta powinna utrzymać się przynajmniej do końca roku 2022. Tym niemniej słabszy popyt światowy i ryzyka recesji na początku 2023 r., potencjalnie jeszcze pogorszone wpływem chińskiej polityki zero Covid, mogą ostatecznie doprowadzić do poluzowania cen towarowych (poza ropą) i osłabienia obecnej pozycji krajów będących eksporterami netto tych towarów. Prognozy wskazują jednak, że ceny ropy i gazu utrzymają się do końca 2023 r.

Scenariusz „niekorzystny” (40% prawdopodobieństwo) zakłada kompletne i nieuporządkowane zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji przez UE do końca roku, co popchnęłoby największe gospodarki w recesję. Politykom nie udałoby się uratować sytuacji jak miało to miejsce 2020 r., ponieważ początkowa fiksacja banków centralnych na zwalczaniu inflacji ograniczyłaby dostępne opcje polityki fiskalnej. Natomiast przewidywany zwrot w 1. połowie 2023 r., w tym agresywne cięcie stóp, nastąpiłby zbyt późno.

W szczególności przyjrzawszy się perspektywie pełnego embarga na import energii z Rosji, szacujemy niedobory energii po wprowadzeniu rozwiązań zakładających zastępowanie i samo-racjonowanie na poziomie ok. 4% końcowego zużycia energii w porównaniu do 10% w marcu. W typowym roku kraje UE 27 importują około 170.00 mln m3 gazu ziemnego z Rosji. USA eksportują około 100.000 mln m3 LNG rocznie. Tradycyjnie UE przyjmuje ok. 30% tego wolumenu, ale od stycznia przyjęła prawie 75% wolumenu amerykańskiego. Należy przewidywać, że ta preferencja europejska utrzyma się przez cały czas trwania wojny, co oznacza dodatkowe 45.000 mln m3 rocznie dla UE. Choć Katar również przeorientował swój eksport, jest on związany umowami długoterminowymi z kupcami azjatyckimi, przez co prawdopodobieństwo dostarczenia przez tej kraj większych dodatkowych wolumenów jest niskie. Tym niemniej możemy oczekiwać dodatkowych 15.000 mln m3 rocznie. W związku z tym zostaje 110.000 mln m3 do pozyskania, co odpowiada ok. 1.050.000 GWh/rok. Jeśli UE uda się otworzyć ponownie część opalanych węglem elektrowni (70% których zostało wyłączonych z eksploatacji w roku 2018), uda się wygenerować dodatkowe 100.000 GWh/rok. Dla przykładu Niemcy posiadają rezerwę 4,3 GWh z elektrowni węglowych. W konsekwencji UE „brakowałoby” jedynie 950.000 GWh/rok, co stanowi ok. 8% końcowego zużycia energii (co stanowi spadek z 10% szacowanych w lutym).

Chiny utrzymają politykę zero Covid w roku 2022, ale najgorsze w ramach ostatniej fali już raczej za nami

Prowincje i miasta objęte częściowymi lub zupełnymi lockdownami odpowiadały za niemalże 25% PKB w okresie od marca do kwietnia (w porównaniu do 18% w najgorszym tygodniu w sierpniu 2021 r. i 63% w ciągu najgorszych 20 dni 2020 r. w okresie od stycznia do lutego). Tym niemniej udział ten spadł do jedynie 9% w maju i 5% w pierwszej połowie czerwca. Opierając się o doświadczenia dotyczące znoszenia lockdownów w roku 2020, powrót do normalności w zakresie mobilności na poziomie krajowym jest prawdopodobny już w lipcu, o ile nie dojdzie do nowych zakażeń Covid-19 na dużą skalę i kolejnych lockdownów.

Słabnący wzrost i utrzymujący się wysoki poziom inflacji na horyzoncie w Europie Wschodzącej

Pęd gospodarczy trzymał się dobrze na początku roku. Wzrost PKB w kw I w UE 11 CEE (11 państw członkach UE regionu Europy Środkowo-Wschodniej) był wyższy niż przewidywano, osiągając poziom +2,3% kwartał do kwartału (+6,9% rok do roku). Tym niemniej wczesne wskaźniki sugerują, że działalność zaczęła zwalniać w kw 2. Gospodarska rosyjska jeszcze nie upadła, wydaje się też, iż gospodarka realna Turcji dostosowała się do wysokiej inflacji, przynajmniej na teraz. Jeśli chodzi o prognozy na przyszłość, przewidujemy spadek poziomu działalności w 2. połowie roku oraz wejście części gospodarek w recesję, szczególnie w Rosji, która odczuje mocniej skutki wojny i sankcji. Tym niemniej rozlewający się wpływ wojny na Ukrainie może również spowodować spowolnienie koniunktury w krajach bałtyckich w związku z bliskim sąsiedztwem Rosji, a także w Czechach i Słowacji, których duże branże samochodowe cierpią na utrzymujących się zakłóceniach łańcuchów dostaw. Impuls fiskalny i znaczny wzrost płac powinny pomóc Polsce, Węgrom i Rumunii osiągnąć wyższy wzrost w 2022 r., ale rosnący brak równowagi makroekonomicznej czyni je bardziej wrażliwymi na silny spadek płynności na świecie i presje na ich waluty. Naszą prognozę wzrostu realnego PKB w UE 11 CEE aktualizujemy na +3,9% w 2022 r. (w porównaniu do poziomu +3,4% prognozowanego w marcu), a następnie na +2,9% w 2023 r. (bez zmian). Jeśli chodzi o Europę Wschodzącą jako całość (wliczając Rosję, ale wyłączając Ukrainę), przewidujemy recesję na poziomie -0,7% w 2022% (-1,1% w marcu) oraz umiarkowany wzrost o +0,7% w 2023 r. (+0,9%).

InteliWISE ma nowego właściciela. Efecte kupi 90 proc. akcji

Notowany na fińskiej giełdzie Nasdaq First North, Efecte Plc zostanie właścicielem 90 proc. akcji InteliWISE w wyniku rozliczenia zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji InteliWISE. Przewidywany termin rozliczenia to 1 lipca. Jednocześnie wydłużony został termin przyjmowania zapisów na sprzedaż akcji do 6 lipca, aby zapewnić pozostałym akcjonariuszom ostateczną możliwość sprzedaży akcji w zaproszeniu.

Dobrowolne zaproszenie do sprzedaży akcji InteliWISE zostało ogłoszone przez Efecte 27 maja 2022 r. Na koniec okresu subskrypcji (29 czerwca) inwestorzy złożyli nieodwołalne oferty sprzedaży na łączną liczbę 6.175.244 mln akcji, czyli 90,03 proc. kapitału zakładowego. Efecte zrealizuje transakcje zakupu tych akcji, a przewidywana data jej rozliczenia to 1 lipca 2022 r.

– Cieszę się mogąc ogłosić sukces transakcji. Pomagamy ludziom w digitalizacji i automatyzacji ich pracy, a transakcja jest kolejnym ważnym krokiem w budowie wiodącej europejskiej alternatywy dla globalnych korporacji w naszej branży. Jestem bardzo podekscytowany dołączeniem zespołu InteliWISE do rodziny Efecte. Razem jesteśmy silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. – komentuje Niilo Fredrikson, CEO Efecte.

Jednocześnie Efecte zdecydowało o przedłużeniu zapisów w ramach zaproszenia do 6 lipca 2022 r., aby zapewnić pozostałym akcjonariuszom InteliWISE ostateczną możliwość odpowiedzi na zaproszenie. Przewidywana data rozliczenia zapisów otrzymanych w przedłużonym okresie to 11 lipca.

– Zgodnie z zapowiedziami, naszym planem jest wycofanie InteliWISE z obrotu giełdowego oraz integracja spółki z Efecte. Po przejęciu dotychczas złożonych zapisów możemy przeprowadzić ten proces. Z przyjemnością przedłużamy okres subskrypcji o około tydzień, aby umożliwić wszystkim pozostałym akcjonariuszom InteliWISE uzyskanie tej samej atrakcyjnej ceny i premii, jaką oferujemy. Możemy wycofać z obrotu i przeprowadzić przymusowy wykup pozostałych akcjonariuszy, nawet jeśli nie osiągniemy 95 proc. akcji, dlatego akcjonariusze InteliWISE, którzy nie zgłoszą się do zaproszenia, ryzykują znacznie dłuższy czas na sprzedaż swoich akcji. – dodaje Niilo Fredrikson.

Po ogłoszonym dziś przedłużeniu zapisów do 6 lipca 2022 r., okres przyjmowania zgłoszeń nie będzie dalej przedłużany. Natomiast jeżeli suma zapisów będzie mniejsza niż 95 proc. akcji InteliWISE, to Efecte zamierza ogłosić formalne wezwanie na akcje InteliWISE, aby wycofać akcje z obrotu giełdowego na rynku NewConnect prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Zrealizowanie formalnego wezwania do wycofania akcji z obrotu giełdowego umożliwiłoby Efecte rozpoczęcie procesu wycofania akcji InteliWISE z obrotu w alternatywnym systemie obrotu (ASO) NewConnect niezależnie od liczby złożonych zapisów w odpowiedzi na to wezwanie. Według Efecte, firma nawet w tym scenariuszu nie zamierza podnosić ceny z poziomu 3,99 zł za jedną akcję. Po wycofaniu spółki z giełdy Efecte zamierza przeprowadzić przymusowy wykup pozostałych akcjonariuszy mniejszościowych (tzw. squeeze out).

Dywidenda krajowa bez podatku u źródła – kiedy?

Brak spełnienia określnych w ustawie warunków może prowadzić do poważnych konsekwencji podatkowych przy wypłacie dywidendy. Jednak niejasność przepisów w tym zakresie skutkuje licznymi wnioskami o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej, co ma dodatkowo zabezpieczyć pozycję podatkową przedsiębiorców. Przykładem takiego postępowania, jest interpretacja Dyrektora KIS z 28 stycznia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-2.4010.641.2021.1.SK, która przedstawia wszystkie niezbędne warunki do zwolnienia krajowej wypłaty dywidendy z podatku.

Zasady ogólne

Zgodnie z art. 22 ust. 1 Ustawy CIT, podatek dochodowy od przychodów z dywidend oraz innych przychodów (dochodów) z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, mających siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, wynosi 19% uzyskanego przychodu (dochodu). Niemniej ustawa o VAT przewiduje zwolnienia z poboru zryczałtowanego podatku, po spełnieniu określonych w ustawie kryteriów.

Zwolnienie z opodatkowania

W myśl art. 22 ust. 4 ustawy CIT zwalnia się od podatku dochodowego przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, jeżeli spełnione są łącznie następujące warunki:

  • wypłacającym dywidendę oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych jest spółka mająca siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  • uzyskującym dochody (przychody) z dywidend oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, jest spółka podlegająca w Rzeczypospolitej Polskiej lub w innym niż Rzeczpospolita Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania;
  • spółka, o której mowa w punkcie powyżej, posiada bezpośrednio nie mniej niż 10% udziałów (akcji) w kapitale spółki, o której mowa w pkt 1;
  • spółka, o której mowa w pkt 2, nie korzysta ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na źródło ich osiągania.

Innymi słowy zwolnienie dywidendy z opodatkowania przysługuje w sytuacji, gdy wypłata jest dokonywana na rzecz większego, przynajmniej 10%, właściciela, który nie korzysta ze zwolnień. Warunki te mają zasadniczo zapobiec sytuacjom, w których wypłata dywidendy nie będzie w ogóle opodatkowana, a grupy kapitałowe będą mogły tak dopasować strukturę właścicielską, aby korzystać z braku opodatkowania.

Dwuletni okres posiadania

Z kolei art. 22 ust 4a ustawy o CIT przewiduje kolejny warunek, tj. konieczność posiadania własności udziałów lub akcji w spółce wypłacającej dywidendę przez okres minimum 2 lat. Zwolnienie ma również zastosowanie w przypadku, gdy okres dwóch lat nieprzerwanego posiadania udziałów (akcji) przez spółkę uzyskującą dochody (przychody) z dywidendy z krajowej spółki upływa po dniu uzyskania tych dochodów (przychodów) – art. 22 ust 4b ustawy o CIT.

Kryterium to zostało wprowadzone, aby zablokować podejmowanie działań restrukturyzacyjnych nakierowanych na omijanie opodatkowania w legalny sposób. Przedsiębiorcy, którzy chcą czerpać dochody w postaci dywidend i dokonują różnych działań restrukturyzacyjnych w grupie kapitałowej powinni zwrócić szczególną uwagę na to kryterium, ponieważ może ono w niektórych przypadkach zmienić kierunek restrukturyzacji.

Należyta staranność

Pomimo, że przepisy dotyczące wypłaty dywidendy nie wymagają od podatników weryfikacji kryterium beneficjenta rzeczywistego wypłaconych środków, to organy podatkowe często korzystają z klauzuli należytej staranności i obligują podatników do weryfikacji tego kryterium. W omawianej interpretacji podatnik pozyskał oświadczenia i dokumenty potwierdzające spełnienie warunków wskazanych w art. 22 ust. 4 Ustawy CIT pomimo faktu, iż otrzymujący dywidendę jest podmiotem polskim (a nie zagranicznym). Ich pozyskanie było wyrazem chęci zachowania możliwie wysokich standardów należytej staranności w trosce o właściwe wypełnienie obowiązków płatnika.

Doszło zatem do kuriozalnej sytuacji, w której płatnicy/podatnicy niepewni swojej sytuacji podatkowej i interpretacji przepisów przez organy podatkowe, zwłaszcza w zakresie tak subiektywnego kryterium jak należyta staranność, decydują się na pozyskanie niewymaganych ustawą dokumentów i oświadczeń drugiej strony. Tego rodzaju próby zabezpieczania się przedsiębiorców, choć z ich punktu widzenia zasadne i celowe, są jednocześnie wyrazem daleko idącego braku zaufania przedsiębiorców do stałości przepisów i ich skutków. Jako takie powinny dać nam – doradcom podatkowym i ustawodawcy – do myślenia, i stanowić przyczynek do pracy nad systemem podatkowym, który powinien być przejrzysty, przewidywalny i sprawiedliwy.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przyszłość usług finansowych 2022 – wyniki badań Salesforce

Cyfrowo zorientowani klienci usług finansowych oczekują od usługodawców większej personalizacji i przejrzystości.

Co się dzieje, gdy wymagania klientów przewyższają możliwości firmy? Z tym pytaniem zmagają się instytucje finansowe (FSI), ponieważ świat kontynuuje swój marsz ku przyszłości opartej na technologii cyfrowej.

Klienci sektora FSI coraz częściej wybierają opcje cyfrowe do wykonywania codziennych czynności, takich jak wpłaty i płatności. Prawie 70% klientów twierdzi, że pandemia COVID-19 zwiększyła ich oczekiwania w stosunku do cyfrowych możliwości cyfrowych. Dowodzi to, że zmiany technologiczne dokonane w czasie pandemii mają charakter trwały. Jednak, jak wynika z badania, klienci z sektora bankowości, ubezpieczeń i zarządzania majątkiem nie szczędzili pochwał za to, jak dobrze rozumiane są ich potrzeby finansowe.

Poniżej przedstawiono te i inne spostrzeżenia z białej księgi Salesforce „2022 Future of Financial Services”, w tym sposób, w jaki automatyzacja może odegrać rolę w cyfrowym sukcesie FSI.

W gospodarce cyfrowej klienci cenią sobie łatwość obsługi i przejrzystość

Klienci coraz częściej wybierają transakcje internetowe. Bankowość jest tutaj liderem, wyprzedzając instytucje ubezpieczeniowe i zarządzające majątkiem – 78% klientów nawiązuje pierwszy kontakt z bankiem za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji. Klienci bankowości są czołowymi użytkownikami technologii cyfrowych, ale nawet w sektorach o bardziej złożonej ofercie rośnie liczba klientów preferujących usługi online. W branży ubezpieczeniowej 44% respondentów rozpoczyna kontakt z bankiem przez Internet, a w branży zarządzania majątkiem – 42%.

Te cyfrowe doświadczenia muszą zapewniać usługi, których klienci dziś potrzebują i pragną. Średnio 1 na 3 klientów we wszystkich trzech sektorach deklaruje gotowość do zmiany instytucji, jeśli ich doświadczenia nie spełnią oczekiwań, a około jedna trzecia klientów podaje łatwość obsługi i przejrzystość jako główne powody zmiany instytucji finansowej. Dobra wiadomość jest taka, że instytucje FSI oferujące łatwe w zarządzaniu i przejrzyste usługi (bez niezrozumiałych drobnych druczków) najszybciej zdobywają klientów.

Kluczowe dane płynące z badań Salesforce:

  • 78% klientów sektora bankowego nawiązuje pierwszy kontakt z dostawcą usług finansowych za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji – to prawie dwukrotnie więcej niż w przypadku klientów sektora ubezpieczeniowego (44%) i wealth management (42%).
  • 37% klientów wealth management zmienia dostawców usług finansowych ze względu na łatwość obsługi (interfejs cyfrowy i doświadczenie użytkownika), podczas gdy odsetek ten wynosi 35% dla klientów bankowych i 33% dla klientów ubezpieczeniowych.
  • 37% klientów wealth management zmienia dostawców usług finansowych ze względu na przejrzystość – np. mniej ukrytych opłat i mniej niejasnych zapisków – podczas gdy w przypadku klientów bankowych odsetek ten wynosi 34% i 25% w przypadku klientów ubezpieczeniowych.
  • 36% klientów korzystających z usług wealth management zmienia dostawcę usług finansowych z powodu złych doświadczeń z poprzednimi dostawcami, podczas gdy odsetek ten wynosi 27% w przypadku klientów bankowych i 22% w przypadku klientów ubezpieczeniowych.
  • 81% klientów deklaruje, że korzystało z bankowości cyfrowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, w porównaniu z 43% w sektorze ubezpieczeń i 14% w sektorze zarządzania majątkiem.
  • Tylko 16% klientów bankowości, 15% klientów ubezpieczeń i 25% klientów zarządzania majątkiem zdecydowanie zgadza się z opinią, że ich sprzedawcy dbają o ich dobrobyt finansowy.
  • Rezygnacje klientów pozostają wciąż wyzwaniem dla instytucji finansowych. Badanie Salesforce wykazało, że wskaźnik rezygnacji (roczny procent, przy którym klienci przestają korzystać z usługi) dla banków wynosi 22%, dla ubezpieczeń – 33%, a dla wealth management – 34% w ciągu 12 miesięcy.

Współczesny klient chce zarówno personalizacji, jak i porad w zakresie bezpieczeństwa finansowego

Banki, instytucje ubezpieczeniowe i te zarządzające majątkiem stoją przed poważnymi wyzwaniami związanymi z centralizacją danych o klientach w celu świadczenia spersonalizowanych usług. W rzeczywistości mniej niż 15% klientów w bankowości, ubezpieczeniach i zarządzaniu majątkiem „zdecydowanie zgadza się” z tym, że ich potrzeby finansowe są przewidywane przez te instytucje.

Dzisiejszy klient oczekuje więcej, a personalizacja jest kluczem do zwiększenia satysfakcji i utrzymania klienta. Klienci oczekują od sektora FSI nie tylko spełnienia ich próśb, ale także przewidywania i dostarczania informacji o tym, czego będą chcieli lub potrzebowali w przyszłości. Wyniki badania wykazały, że trzy z pięciu głównych problemów, z którymi borykają się klienci, są związane bezpośrednio z niską personalizacją.

Brak personalizacji przekłada się również na poczucie, że instytucje FSI mogłyby poprawić swój poziom dbałości o kondycję finansową klientów – coś, co według panelu ekspertów Salesforce ma kluczowe znaczenie dla silnych relacji z klientami. Klienci zgadzają się z tym stwierdzeniem, twierdząc, że FSI nie radzą sobie z priorytetowym traktowaniem ich dobrobytu finansowego.

FSI mają również możliwość zwiększenia zadowolenia klientów dzięki technologii, która uwalnia pracowników pierwszej linii do obsługi bardziej złożonych spraw. Obecnie klienci wystawiają niskie oceny, gdy są pytani o to, czy otrzymują potrzebną im pomoc, gdy są przełączani do agenta lub innego kanału obsługi klienta. Wirtualne boty i inne narzędzia mogą pomóc rozwiać te problemy.

Automatyzacja zmienia reguły gry – zarówno dla klientów, jak i dla pracowników

Eksperci, z którymi rozmawiał Salesforce na potrzeby niniejszego opracowania, traktują automatyzację jako klucz do usprawnienia obsługi klienta. Dotyczy to zwłaszcza instytucji B2B, gdzie potrzeby klientów – i wynikająca z nich dokumentacja – są bardziej złożone. Obecnie informacje o klientach są przekazywane ręcznie z działu do działu, co jest procesem powolnym, uciążliwym i obfitującym w błędy.

Dzięki automatyzacji organizacje mogą wyeliminować tego rodzaju błędy przy wprowadzaniu danych, a jednocześnie znacznie przyspieszyć czas przetwarzania informacji o klientach. Lepsza spójność danych może prowadzić do lepszej interakcji z klientami.

Kolejną korzyścią płynącą z automatyzacji jest fakt, że FSI będą mogły generować rozbudowane raporty i wnioski, które pomogą im w podejmowaniu świadomych, opartych na danych decyzji i znalezieniu nowych sposobów optymalizacji – na przykład w zakresie przyjmowania klientów lub zarządzania roszczeniami.

Partnerstwa mają kluczowe znaczenie dla wypełnienia luk w usługach

Jak wynika z pogłębionych wywiadów, przeprowadzonych z panelem ekspertów z branży usług finansowych, FSI powinny rozważyć nawiązanie współpracy z różnymi kategoriami dostawców w celu stworzenia lepszych doświadczeń klientów. Niektóre z nich wzorują się już na marketingu cyfrowym i handlu elektronicznym, gdzie doświadczenie klienta od dawna znajduje się w centrum uwagi.

Aby umożliwić firmom zbliżenie się do doświadczeń, których poszukują klienci, panel ekspertów sugeruje, aby FSI:

  • Zatrudniały zewnętrznych dostawców danych atrybucyjnych w celu wzbogacenia informacji o klientach i zwiększenia personalizacji.
  • Zatrudnienie projektantów UI/UX w celu stworzenia dobrze zaprojektowanych doświadczeń cyfrowych, ponieważ klienci często utożsamiają dobre doświadczenia z większym bezpieczeństwem i wiarygodnością.
  • Wykorzystanie partnerów analitycznych do identyfikacji zachowań i zaangażowania klientów w celu usunięcia punktów krytycznych, takich jak powody, dla których porzucają oni proces obsługi klienta lub jakie pytania zadają chatbotowi.

Skupienie się na kluczowych miernikach zachowania może pomóc liderom FSI odnieść sukces

Przychody i marże nadal mają znaczenie, jednak analiza Salesforce jasno pokazuje, że FSI muszą śledzić inne kluczowe wskaźniki zachowań, takie jak logowania, sesje chatbota, wpłaty bezpośrednie i inne, aby zoptymalizować swoje usługi cyfrowe.

Firmy muszą odpowiedzieć na pytania takie jak: „Jak daleko klienci docierają w swojej cyfrowej podróży?”. „W jaki sposób możemy stworzyć dla nich drogę do rozważenia kupna produktów o wyższej marży, takich jak pożyczki?” oraz „Gdzie znajdują się zgrzyty w naszym cyfrowym zaangażowaniu?”.

Odpowiedzi na te pytania, przy jednoczesnym śledzeniu szeregu działań, mogą pomóc każdemu podmiotowi sektora FSI w osiągnięciu sukcesu w cyfrowym świecie.

Główne wnioski:

  • Ma być łatwo i przejrzyście. Przyszły klient usług finansowych jest cyfrowy, ale jego główne cechy, których poszukuje, są klarowne: Chcą łatwych doświadczeń UI/UX, w których wszystkie istotne informacje są przejrzyste i dostępne we wszystkich kanałach – tekst, e-mail, chatbot, strona internetowa.
  • Wydajność. Automatyzacja odgrywa kluczową rolę w usprawnianiu działań za kulisami, aby zapewnić szybką i dokładną obsługę klienta. Zamiast automatyzacji typu end-to-end, najlepszym sposobem na wykorzystanie jej wartości jest optymalizacja automatyzacji w odpowiednich obszarach.
  • Bezproblemowo i w spersonalizowany sposób. Aby tak się stało, firmy sektora FSI muszą na nowo przemyśleć sposób mierzenia sukcesu, co oznacza wyjście poza wskaźnik rezygnacji lub wzrostu przychodów i transakcji. Utrzymanie klienta i rentowność są najważniejsze, ale coraz więcej kierowników poszukuje dokładniejszych wskaźników dotyczących zachowania i ujawniania istotnych momentów w podróży klienta.
  • Rozbudowane i korzystne partnerstwa. Konieczne są nowe partnerstwa pomiędzy firmami świadczącymi usługi finansowe a firmami, które wzbogacają doświadczenia klientów, przechodząc od relacji transakcyjnych do doradczych. Klienci poszukują instytucji FSI, które nie tylko spełnią ich żądania, ale także dostarczą im jakościowych informacji, które poprawią ich sytuację finansową.

Dagmara Piasecka Ramos nową Dyrektor Generalną i Prezes Zarządu PepsiCo Polska

Dagmara Piasecka Ramos nową Dyrektor Generalną i Prezes Zarządu PepsiCo Polska, Michał Jaszczyk awansuje na Wiceprezesa ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych w Europie obejmując jednocześnie stanowisko Dyrektora Generalnego Rynków Franczyzowych w Europie Centralnej.

4 lipca 2022 roku Dagmara Piasecka Ramos obejmie stanowisko Dyrektor Generalnej i Prezes Zarządu PepsiCo Polska. Zastąpi tym samym obecnego Prezesa Zarządu Michała Jaszczyka, który w ramach struktur firmy awansował na Wiceprezesa ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych w Europie i Dyrektora Generalnego Rynków Franczyzowych w Europie Centralnej.

Dagmara Piasecka Ramos posiada międzynarodowe doświadczenie na stanowiskach zarządczych. Przez ostatnie 20 lat pracowała w Phillip Morris, gdzie rozwijała karierę w obszarze marketingu, sprzedaży, transformacji, strategii wzrostu oraz cyfryzacji. Praca i życie w wielu miejscach, w tym w Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji, pozwoliły nowej Dyrektor Generalnej PepsiCo Polska zyskać pełne zrozumienie zachowań konsumentów i funkcjonowania rynków w różnych regionach świata.

Objęcie stanowiska Dyrektor Generalnej i Prezes Zarządu PepsiCo Polska jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Cieszę się, że mogę włączyć się w rozwój organizacji, która posiada tak wspaniały dorobek rynkowy, społeczny i środowiskowy. Głęboko wierzę, że moja wiedza i wieloletnie doświadczenie pomogą mi zarówno kontynuować tradycję firmy jak i realizować ambitne cele rozwoju na polskim rynku. W biznesie stawiam na odważne kroki, inkluzywność i otwartość, dlatego jestem dumna, że mogę stać się częścią rodziny PepsiCo – powiedziała Dagmara Piasecka Ramos. – Jednocześnie gratuluję awansu obecnemu Prezesowi Zarządu, Michałowi Jaszczykowi, który przez ostatnie 4 lata z sukcesem realizował strategię rozwoju i wzrostu PepsiCo w Polsce – dodała Dagmara Piasecka Ramos

Od 1 czerwca 2018 r. funkcję Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska pełnił nieprzerwanie Michał Jaszczyk.

Michał Jaszczyk, PepsiCo Polska
Michał Jaszczyk, PepsiCo Polska

– Praca na stanowisku Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska była dla mnie niezwykłym zaszczytem. Wspólnie udało nam się nie tylko realizować założone cele biznesowe, ale co ważniejsze prowadzić organizację w kierunku zrównoważonego rozwoju – powiedział Michał Jaszczyk, ustępujący z funkcji Prezesa Zarządu PepsiCo Polska. – Zdecydowanie za największy sukces PepsiCo ostatnich lat uważam inwestycję w projekt ekologicznego zakładu produkcji przekąsek w Środzie Śląskiej, gdzie zastosowaliśmy najbardziej innowacyjne w skali Europy zielone rozwiązania. Cieszę się, że mogę rozwijać się w ramach organizacji i jednocześnie jestem przekonany, że wiedza i doświadczenie mojej następczyni otworzą jej drogę do licznych sukcesów na nowym stanowisku – dodał Michał Jaszczyk.

W roli Dyrektora Generalnego w Europie Centralnej Michał Jaszczyk będzie odpowiedzialny za współpracę z partnerami biznesowymi na siedmiu rynkach – austriackim, czeskim, węgierskim, słowackim, bułgarskim, czarnogórskim oraz serbskim. Jako Wiceprezes ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych odpowiadać będzie za ponad 20 rynków w całej Europie.

Dagmara Piasecka Ramos będzie raportować bezpośrednio do Christophe’a Guille, Wiceprezesa PepsiCo na Europę Centralną i Bałkany.

Firmom telekomunikacyjnym coraz trudniej walczyć o polskiego klienta

W ciągu ostatnich dwóch lat obserwujemy w Polsce szybką cyfryzację i rozwój usług telekomunikacyjnych, spowodowane w dużej mierze wybuchem pandemii i potrzebą przeniesienia wielu procesów do przestrzeni cyfrowej. Firmy z branży telco stoją przed trudnymi wyzwaniami, jakimi są duże nasycenie rynku i oczekiwane przez klientów niskie koszty usług. Szansami są jednak wdrożenie standardu 5G i korzystne oferty łączone.

Jedną z konsekwencji pandemii okazało się przyspieszenie cyfryzacji na całym świecie. Przyczyniło się do tego chociażby nagłe, nieplanowane zamknięcie szkół i firm, a co za tym idzie – przeniesienie kształcenia i pracy do przestrzeni cyfrowej. Zmobilizowana pandemią Unia Europejska, chcąc zapewnić wszystkim Europejczykom łatwy dostęp do technologii cyfrowych, wyznaczyła sobie cel, aby do 2030 r. stać się najlepiej skomunikowanym kontynentem. Jej nadrzędnym celem jest opracowanie przepisów dotyczących usług komunikacyjnych. Już zrealizowane działania obejmują m.in. wspieranie rozbudowy sieci bezprzewodowych, w tym 5G, a także zniesienie opłat roamingowych na terenie UE. W raporcie „Poland Telecom Sector Report 2022-2023” analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przewidują, że popyt na usługi telekomunikacyjne będzie wciąż rósł, chociażby przez wdrożoną w tak wielu firmach pracę zdalną lub hybrydową.

Jak rośnie polski rynek telekomunikacyjny

W 2020 r. rynek telekomunikacyjny w Polsce wart był 40,8 mld zł (1,8% PKB), co stanowiło wzrost o 2,7% r/r. Rozwój widać przede wszystkim po wynikach finansowych firm działających nad Wisłą. Największy wzrost przychodów osiągnęła Grupa Polsat Plus – zarabiając w 2021 r. aż 5% więcej niż w roku poprzednim, który i tak był dla firmy rekordowym. Przychody pomnożyli także pozostali giganci polskiego rynku telekomunikacyjnego – Orange Polska ogłosiło wzrost o 3,6% r/r, Play o 2% r/r, a T-Mobile o 0,9% r/r.

Jak twierdzą analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, rynek wzrósł, ponieważ bardzo zwiększyło się zapotrzebowanie na szybki internet, zarówno stacjonarny, jak i mobilny. W 2020 r. pracowaliśmy, uczyliśmy się czy dokonywaliśmy zakupów z domowego zacisza, tak samo wyglądały nasze kontakty ze znajomymi. W Polsce liczba użytkowników szybkiego internetu stacjonarnego (min. 100 Mb/s) wzrosła w 2020 r. o prawie 13% r/r, a użytkowników internetu o min. szybkości 1 Gb/s o prawie 58% r/r.

Stały wzrost odnotowują w Polsce technologie IPTV (telewizji internetowej) i VoIP (telefonii internetowej). Liczba osób wykonujących połączenia telefoniczne przez internet wyniosła w 2020 r. 2,5 mln, czyli o 3,3 pkt. proc. więcej niż w 2019 r. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przewidują z kolei, że już w 2024 r. sygnał telewizyjny będzie przesyłany przez internet do 1,4 mln użytkowników, co stanowiłoby wzrost o ponad 6 pkt. proc. w stosunku do 2020 r. Usługi telekomunikacyjne dostarczane drogą internetową stanowią w tym momencie ważny obszar polskiego rynku i zgodnie z przewidywaniami, ich udział będzie się stale powiększać.

Polska zmierza w kierunku 5G

Polska wyróżnia się na tle innych krajów Unii Europejskiej wysokim nasyceniem rynku telekomunikacyjnego usługami internetu mobilnego. W 2020 r. uśredniony wskaźnik dla UE wynosił 107% oznacza to, że na 100 osób przypadało 107 zakupionych pakietów usług internetu mobilnego. Natomiast nad Wisłą wskaźnik ten osiągnął 190%, co uplasowało Polskę na pierwszym miejscu wśród krajów Wspólnoty, zostawiając aż o 29 pkt. proc. w tyle będącą na drugim miejscu Estonię i o 34 pkt. proc. zamykającą podium Finlandię. Należące do mieszkańców Polski urządzenia z dostępem do mobilnego internetu korzystają obecnie głównie z technologii 4G (ok. 84%), jednak ten procent stale maleje na rzecz nowszego standardu – 5G. Szacuje się, że już w 2024 r. technologia 5G wyprzedzi swoją poprzedniczkę, aby rok później osiągnąć 66% udziału w całościowym użyciu. Szacowana średnia wykorzystania 5G w Unii Europejskiej to 71%, co stawia Polskę w dobrej pozycji na tle innych krajów Wspólnoty.

W tym momencie Polska należy do ostatnich państw w Unii Europejskiej, w których nie rozstrzygnięto przetargów na rozbudowę sieci 5G. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets wskazują, że najnowsza technologia to nowe możliwości nie tylko dla klientów indywidualnych, ale w dużej mierze także dla biznesu i przemysłu. Osoby fizyczne odczują zmianę w poprawie prędkości i jakości przesyłania danych, natomiast polskie przedsiębiorstwa dzięki podłączeniu do sieci 5G będą miały możliwość dostosowania się do światowych standardów.

Polscy konsumenci lubią oferty łączone

Wysokie nasycenie rynku telekomunikacyjnego to dla Polski jednocześnie duże wyzwanie, ale i szansa. Jak zauważają analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, taki stan pozostawia przede wszystkim niewiele miejsca na organiczny wzrost abonentów, zmuszając firmy do coraz bardziej agresywnej polityki cenowej i opracowywania ofert łączonych, które pozwolą skutecznie zabiegać o nowego klienta. Liczba konsumentów decydujących się na zakup oferty łączonej w przeciągu 5 lat wzrosła o 132% z 5,6 mln w 2015 r. do 13,7 mln w 2020 r.

Takie otocznie rynkowe sprzyja fuzjom i przejęciom. Przykładem może być połączenie Play i UPC. Wspólna oferta zakłada, że przy zakupie pakietu usług jednej z tych firm, pakiet drugiej otrzymuje się na dwa lata za darmo. Promocji towarzyszy największa od 10 lat kampania reklamowa Playa. Kolejny przykład to przejęcie przez Vectrę spółki Multimedia Polska w lutym 2020 roku. Transakcja umożliwiła świadczenie usług na znacznie większą skalę i oferowanie bardziej atrakcyjnej oferty zarówno klientom detalicznym, jak i biznesowym, a także uczyniła z Vectry największego operatora kablowego w kraju.

„Rosnące koszty prowadzenia działalności telekomunikacyjnej i jej rozwoju prawdopodobnie przyniosą kolejne konsolidacje rynkowe, mające na celu umacnianie pozycji liderów rynku oraz synergie kosztowe potrzebne do uzyskania zakładanej rentowności. Od blisko dwóch lat obserwujemy trend sprzedaży posiadanej przez operatorów infrastruktury pasywnej, a w niektórych przypadkach również aktywnej, zewnętrznym podmiotom wyspecjalizowanym w długoterminowych inwestycjach infrastrukturalnych. Transakcje te dotyczyły zarówno operatorów mobilnych, jak i oferujących dostęp do sieci światłowodowych czy też konwergentnych” – mówi Jan Pilewski, ekspert ds. telekomunikacji w Business Centre Club.

Co na tle Europy ma do zaoferowania polski rynek telekomunikacyjny

W Polsce wciąż jedynie 56% osób wykorzystuje internet do wykonywania połączeń telefonicznych lub wideo. Stawia to nas na odległym 12. miejscu wśród krajów europejskich, gdzie do będącego na szczycie podium Cypru tracimy aż 29 pkt. proc., a 27 pkt. proc. do plasującej się zaraz za nim Norwegii. To pokazuje, że na polskim rynku wciąż są potencjalni odbiorcy usług internetowych, do których firmy telekomunikacyjne mogą skierować swoją ofertę.

Średni miesięczny koszt usług telekomunikacyjnych w Polsce jest jednym z najniższych w Europie. Polacy płacą za telefon komórkowy średnio 5,5 euro miesięcznie, czyli prawie 5 razy mniej niż płacący 26,2 euro Słowacy. W 2020 r. polskie ceny usług telekomunikacyjnych były o 18,4 euro niższe niż średnia w Unii Europejskiej. Lepszymi cenami za telefonię w ubiegłym roku mogła się pochwalić wyłącznie Rumunia. Polscy konsumenci doceniają niskie ceny, a wybierając tańsze oferty zmuszają dostawców do dopasowywania się do ich potrzeb i obniżania kosztów usług telekomunikacyjnych. Jednak, jak wskazują eksperci, rosnąca inflacja może wpłynąć na zmianę tego trendu.

„Utrzymujący się i zakładany trend inflacyjny zmusi także operatorów do rozpoczęcia dialogu rynkowego w zakresie regulacji związanych z możliwością indeksowania cen obowiązujących kontraktów, co obecnie skutecznie uniemożliwia Prawo Telekomunikacyjne, a jest dopuszczalne w innych regulowanych branżach, takich jak np. energetyka. Pozyskane w ten sposób środki pozwolą na dalsze inwestycje, w tym m.in. rozwój sieci 5G, której pełen potencjał obecnie nie jest jeszcze w Polsce wykorzystywany w związku z brakiem rozdysponowania przez UKE częstotliwości dedykowanych tej technologii 3,4-3,8 GHz, 700 MHz, 26 GHz” – podsumowuje Jan Pilewski.

Źródło: EMIS Insights – Poland Telecom Sector Report 2022-2023

Polacy zgodni – to nie jest dobry czas na prowadzenie biznesu.

Niemal co trzeci przedsiębiorca myśli o zamknięciu firmy, a co drugi chętnie poszukałby pracy na etacie – wynika z badania Assay Biznes, badającego gotowość biznesową Polaków. Najbardziej boimy się niestabilności przepisów i wojny w Ukrainie.

  • 58% Polaków uważa, że jesteśmy narodem przedsiębiorczym, ale jedynie 38% z nas jako przedsiębiorczych określiłoby samych siebie.
  • Aż 64% dorosłych Polaków uważa, że nie jest to dobry moment na założenie biznesu. Przeciwnego zdania jest tylko 7% społeczeństwa.
  • Niemal 30% przedsiębiorców myśli o zamknięciu firmy, a nieco ponad 20% o jej sprzedaży (w całości lub częściowo).
  • Aż 49% obecnych przedsiębiorców – gdyby musiało zmienić pracę – wybrałoby… etat.
  • Aż 82% Polaków nie rozumie lub nie zna zmian zawartych w „Polskim Ładzie”.
  • Polacy ogółem szacują, że na wprowadzeniu Polskiego Ładu stracili średnio 877 złotych miesięcznie. Wśród przedsiębiorców deklarowana strata to aż 2346 zł!
  • Ponad 80% Polaków jest zdania, że rosyjska agresja na Ukrainę stanowi zagrożenie dla polskiej gospodarki.
  • Assay Biznes – nowy wskaźnik poziomu przedsiębiorczości Polaków i ich gotowości do prowadzenia biznesu – w roku 2022 przyjmuje wartość 34 (w skali od 0 do 100).

Grupa Assay, zajmująca się wspieraniem rodzimych start-upów, przyjrzała się kondycji polskiej przedsiębiorczości. Rezultatem tych prac jest stworzenie raportu – Assay Biznes – oraz nowego wskaźnika o tej samej nazwie. Parametr odzwierciedla stosunek Polaków do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej.

 – Stworzyliśmy Assay Biznes, by uzyskać obraz aktywności gospodarczej Polaków. Chcieliśmy poznać ich opinię na temat posiadania własnej firmy, poziom inicjatywy biznesowej, czy wreszcie to, jak postrzegają „klimat” do tworzenia nowych biznesów w Polsce. W ramach badania podzieliliśmy respondentów na dwie grupy – przedsiębiorców oraz ogół Polaków. Okazuje się, że przedsiębiorcy widzą rzeczywistość w lepszych barwach niż ogół społeczeństwa, ale i tak wyniki badania są bardzo pesymistyczne – mówi Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay.

Własna firma? Chętnie, ale nie teraz

Na początek informacja, która dodaje otuchy – niemal połowa Polaków ma pozytywne nastawienie do prowadzenia własnego biznesu. Negatywnie o posiadaniu firmy myśli 17% naszego społeczeństwa. Mimo to, jedynie co piąta zapytana osoba uważa, że właściciele polskich firm otoczeni są szacunkiem.

Jako najważniejsze plusy pracy „na własny rachunek” respondenci wymieniają satysfakcję z pracy dla siebie (42%), poczucie niezależności (41%) oraz możliwość samodzielnego decydowania m.in. o godzinach i wymiarze czasowym pracy (39%) – przy czym na ten ostatni aspekt szczególnie często zwracają uwagę osoby, które już prowadzą firmę. Z kolei wśród głównych wad wymienia się ryzyko niepowodzenia przedsięwzięcia (47% – zdaniem ogółu społeczeństwa i tylko 32% zdaniem samych przedsiębiorców) oraz duży poziom stresu (45%).

O założeniu własnej firmy myśli 15% zapytanych Polaków, przy czym niemal trzy na cztery osoby z tej grupy nie są do tego w pełni przekonane. Własnej działalności zdecydowanie częściej pragną mężczyźni (21% vs. 11% w przypadku kobiet) i osoby zamożne, zarabiające miesięcznie ponad 25 tys. złotych netto (aż 46% wskazań).

Zdecydowana większość respondentów, która bierze pod uwagę założenie firmy, nie chce tego uczynić w ciągu najbliższego roku. Co więcej, aż 64% zapytanych w badaniu Assay Biznes odpowiedziało, że to nie jest dobry moment na zakładanie biznesu.

­– Przyczyn takiego poglądu jest wiele – do tych „tradycyjnych”, takich jak poczucie niestabilności prawa (24% wskazań i aż 37% w grupie 55+), dołączyły bieżące czynniki ekonomiczno-polityczne, z kryzysem i brakiem stabilności gospodarczej (28%) oraz inflacją (21%) na czele. Na to nakłada się trwająca rosyjska agresja na Ukrainę (którą jako czynnik ryzyka sam w sobie wymienia 23% respondentów), ale z pewnością swoje piętno odcisnęła również pandemia czy… Polski Ład. Ten program reform gospodarczo-podatkowych jako negatywny ocenia 66% Polaków, a pozytywnie wyraża się o nim tylko 18% – mówi Iwo Rybacki, członek zarządu w Grupie Assay.

Portret polskiego przedsiębiorcy i jego obawy

Około 5% respondentów prowadzi obecnie własny biznes, a prawie co trzeci ma przynajmniej jedno doświadczenie związane z jego prowadzeniem w swoim życiu zawodowym.

Kim jest statystyczny polski przedsiębiorca? To najczęściej mężczyzna po 35. roku życia, mieszkający w mieście liczącym ponad 100 tys. mieszkańców. Może pochwalić się wyższym wykształceniem i dochodem przekraczającym miesięcznie 5 tys. złotych netto. Zwykle prowadzi mikrofirmę (zatrudniającą do 9 pracowników), najczęściej z sektora usług.

Czego się obawia? Przede wszystkim wysokich kosztów pracy, w tym składek ZUS (aż 54% wskazań), wysokich podatków (39% wskazań) i niestabilności prawa (38%). Zaledwie garstka polskich przedsiębiorców jest zdania, że system podatkowy i otoczenie prawne sprzyjają posiadaniu działalności w kraju (odpowiednio 15% i 16% wskazań). Niemal połowa (47%) prowadzących biznes obawia się negatywnego wpływu wojny na własną firmę.

„Zostawcie to Polakom” – miał podobno powiedzieć Napoleon Bonaparte w czasie bitwy pod Somosierrą, kiedy rozkazał szarżę wprost na armaty wroga. Cytat ten pozostaje najprawdopodobniej tylko legendą, ale dobrze oddaje przekaz mówiący, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Podobne wrażenie można wysnuć na podstawie wyników badania Assay Biznes. Mimo przeciwności i barier formalno-prawnych, Polacy chcą pielęgnować swój „gen przedsiębiorczości”. Obecne realia prowadzą jednak do daleko idącej ostrożności, którą można zamknąć w krótkim stwierdzeniu „to nie jest dobry czas na założenie działalności gospodarczej” – mówi Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay.

Jakie plany mają przedsiębiorcy na najbliższą przyszłość? Przeciwstawne – podobna grupa respondentów planuje zainwestować w rozwój firmy (47%), jak i zrezygnować z planowanych wcześniej inwestycji (43%). Najbardziej niepokoi jednak, że aż 28% przedsiębiorców myśli o zamknięciu swojej działalności, a 26% o redukcji zatrudnienia. Jednocześnie chęć zwiększenia zatrudnienia w firmie deklaruje 24% zapytanych.

Prawie 7 na 10 przedsiębiorców wskazuje, że Polski Ład zwiększył ich obciążenia podatkowe (vs. 38% wśród ogółu społeczeństwa). Średnia miesięczna deklarowana przez nich strata z tego tytułu to 2346 złotych.

– Fakt, że aż 49% obecnych przedsiębiorców w sytuacji konieczności poszukania nowego źródła zarobku, rozglądałoby się za pracą na etat, jest niezwykle znamienny i doskonale oddaje to, z czym na co dzień zmaga się polski biznes. Poza wojną, szalejącą inflacją i przerwanymi łańcuchami dostaw, na osobną uwagę zasługuje zatrważająco wysoki poziom niezrozumienia dla zmian podatkowych wprowadzonych przez ustawodawcę w ramach Polskiego Ładu i poczucie negatywnego wpływu programu również na przedsiębiorczość. Warto zaznaczyć, że już 1 lipca wejdzie w życie tzw. korekta Polskiego Ładu. Oznacza to kolejną zmianę systemu podatkowego w ciągu kilku miesięcy i spotęgowany chaos w obszarze prawno-podatkowym. Przekłada się to na niepewność wobec prawa, a to jest z kolei jedną z kluczowych barier wstrzymujących wzrost przedsiębiorczości w Polsce – wyjaśnia Milena Krasuska, Chief Operations Officer w Grupie Assay.

Przedsiębiorczość teoretyczna

Co ciekawe, Polacy – stereotypowo – uważają się za naród przedsiębiorczy, (stwierdza tak 58% odpowiadających) ale jedynie 38% ogółu społeczeństwa nazwałoby przedsiębiorczymi samych siebie. Tak twierdzą najczęściej, co nie dziwi, sami przedsiębiorcy (65% wskazań).

Zjawisko zwane „primus inter pares” polega na tym, że zazwyczaj ludzie postrzegają siebie jako lepszych od innych – bardziej inteligentnych, fajniejszych, uczciwszych. Assay Biznes pokazał zaskakujący odwrócony efekt – Polacy uważają siebie samych za mniej przedsiębiorczych od ogółu swoich rodaków. Rozbieżność ta może być efektem dwóch niezależnych zjawisk. Po pierwsze postrzeganie Polaków jako przedsiębiorczych prawdopodobnie jest konsekwencją dosyć powszechnej komunikacji, m.in. w mediach, że nie ma dla nas Polaków rzeczy niemożliwych. Każdy zna jakąś historię, która mówi o spektakularnym osiągnięciu biznesowym jakiegoś Polaka. Równocześnie, gdy ludzie myślą o sobie i zaczynają oceniać swoje możliwości, to następuje czasem brutalna weryfikacja – konstatacja braku wiedzy, brak umiejętności czy też zwykły brak odwagi, żeby zaryzykować – wyjaśnia prof. Dominika Maison, właścicielka firmy Maison&Partners, która przeprowadziła badanie.

Większość (62%) Polaków ocenia swoją wiedzę nt. prowadzenia biznesu jako małą lub żadną (brak wiedzy). Tylko 9% Polaków zadeklarowało, że posiada w tym zakresie dużą wiedzę. Nieco wyższą samoocenę wiedzy widać wśród mężczyzn niż kobiet (11% vs. 6% dla odpowiedzi posiadam dużą wiedzę na ten temat), osób powyżej 45. roku życia niż młodszych, osób z wyższym wykształceniem i mieszkańców większych miast. Spośród umiejętności potrzebnych w biznesie, Polacy wysoko oceniają swoje kompetencje w kontekście takich aspektów jak: sumienność i uczciwość, umiejętności organizacyjne oraz elastyczność (otwartość na zmiany). Najniżej oceniają natomiast swoją znajomość przepisów prawnych oraz finansowych (co jest zresztą przez nich postrzegane jako bariera na drodze do samozatrudnienia).

­­– Im wyższe zarobki, tym silniejsze poczucie bycia przedsiębiorczym – to dość oczywista zależność, która wyłania się z wyników naszego badania. Niepokoi jednak fakt, że za najmniej przedsiębiorcze osoby postrzegają się najmłodsi respondenci (grupa wiekowa 18-24 lata). Może to świadczyć o pewnych brakach w edukacji młodego pokolenia, które nie wynosi ze szkoły odpowiedniej wiedzy na tematy ekonomiczne. Warto wspomnieć, że przedmiot „podstawy przedsiębiorczości”, który zgodnie z obecną podstawą programową realizowany jest w szkole średniej, to raptem kilkadziesiąt godzin nauki na temat ekonomii i finansów. To zdecydowanie za mało, by móc powiedzieć o solidnych podwalinach w systemie edukacji – wskazuje Paweł Kruszyński, członek zarządu Grupy Assay.

Wskaźnik Assay Biznes pokazuje – mamy dobre chęci, ale brak nam wiedzy

Assay Biznes to zaproponowany przez Grupę Assay wskaźnik odzwierciedlający stosunek Polaków do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej. Przyjmuje wartość od 0 do 100 i składa się z czterech komponentów: doświadczenie (doświadczenia w obszarze prowadzenia biznesu), przekonania (postrzeganie klimatu ekonomicznego dla prowadzenia biznesu), kompetencje (subiektywne poczucie kompetencji z obszaru prowadzenia firmy, prawa, finansów i zarządzania) oraz potencjał (otwartość i gotowość do prowadzenia własnego biznesu).

Ogólna wartość wskaźnika Assay Biznes to 34. Najmniejszą wartość respondenci uzyskali w komponencie doświadczenie (13), natomiast najwyższe w komponentach kompetencje i przekonania (po 44). Komponent potencjał przyjął wartość 33.

– Assay Biznes ukazuje, że subiektywne poczucie kompetencji z obszaru biznesu plasuje się na przyzwoitym poziomie, który rośnie wraz z wysokością deklarowanego dochodu (wartość 59 dla osób zarabiających powyżej 10 tys. złotych). Nieco gorzej sprawa ma się w przypadku oceny rzeczywistych doświadczeń związanych z prowadzeniem firmy (choć i tu widać wyraźną zależność wraz ze wzrostem deklarowanego dochodu) oraz w ocenie potencjału – a więc otwartości na stworzenie własnego biznesu. W tym drugim przypadku optymizmem napawa jednak fakt, że wskaźnik ten jest szczególnie wysoki wśród ludzi młodych – dla grupy 18-24 lata jego wartość wyniosła 44, podczas gdy w grupie osób powyżej 55 lat to tylko 26 – podsumowuje prof. Dominika Maison.

Badanie przeprowadziła firma Maison&Partners w kwietniu 2022 roku. Ankieta online została zrealizowana przez ogólnopolski panel badawczy Ariadna na ogólnopolskiej, losowo-kwotowej próbie 1047 osób, gdzie kwoty zostały dobrane według reprezentacji w populacji dorosłych Polaków dla płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania. Ponadto, w badaniu wzięły udział 352 osoby posiadające własną działalność gospodarczą / firmę (grupa „prowadząca biznes”).

Wskaźnik Assay Biznes to kolejny, po Assay Index, który bada gotowość inwestycyjną Polaków, stworzony przez Grupę Assay parametr ekonomiczny badający postawy i doświadczenia polskiego społeczeństwa. Celem Grupy jest coroczne uaktualnianie obu indeksów, aby móc badać zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie na przestrzeni czasu.

Czy to początek spowolnienia?

Oprócz rosnącej w wielu miejscach na świecie inflacji pojawia się również kolejny problem. Jest to przewidywana przez coraz większą liczbę analityków recesja. Wielu z nich wskazuje na ten problem w przypadku Niemiec.

Spadek inflacji w Niemczech

Wczoraj analitycy spodziewali się symbolicznego wzrostu inflacji z 7,9% na 8%. Odczyt wyniósł jednak 7,6%. Wydawać by się mogło, że spadek inflacji przy tych poziomach to bardzo dobra wiadomość. Analitycy wskazują jednak, że jest to fragment pewnych negatywnych procesów. Łączone jest to z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym oraz ogólnym pesymizmem obywateli. Widać to chociażby w ankietach koniunktury, które ostatnio pokazały rekordowo niskie wyniki. Rynki zareagowały dość ostrożnie, wycofując się jednak z euro. Potencjalne problemy głównej lokomotywy strefy euro mogą bowiem spowolnić nadchodzący cykl podwyżek stóp procentowych.

W Szwecji podnoszą stopy procentowe

Szwecja w kwietniu symbolicznie zakończyła epokę zerowych stóp procentowych, podnosząc je symbolicznie do 0,25%. Na dzisiejszym posiedzeniu podniesiono je o kolejne 0,5%. Jest to efekt przygotowywania się na wzrost stóp procentowych u głównego partnera handlowego, jakim jest strefa euro. Z pozostałych ważnych gospodarek dla Szwecji Norwegia jest również w wyraźnym cyklu podnoszenia stóp. Po czterech podwyżkach zaczętych już we wrześniu 2021 stopy wynoszą obecnie 1,25%. Kraj ten zaczął bardzo szybko podnosić stopy procentowe, jednakże robi to mało zdecydowanie. Najciekawsza sytuacja jest jednak w Danii, która czeka na decyzję strefy euro. Silne powiązanie kursu waluty powoduje, że Duńczycy nie mogą realnie prowadzić własnej polityki monetarnej. Na świecie istnieje jakaś sprawiedliwość i Norwedzy podchodzący najbardziej racjonalnie do walki z inflacją z państw skandynawskich mają ją też najniższą.

Kryptowaluty w odwrocie

Po raz kolejny jesteśmy świadkami zejścia ceny głównej kryptowaluty świata, jaką wciąż jest bitcoin poniżej psychologicznej bariery 20 000 dolarów. Jest to ważny poziom, bo na nim rozpoczęła się przed laty najgłośniejsza na razie przecena tej kryptowaluty. Inne aktywa, z wyjątkiem walut mających stałą wartość względem dolara, również znajdują się w odwrocie. Jako powód przeceny wielu analityków wskazuje atrakcyjne rentowności obligacji, gdzie ostatnimi czasy lokuje się dużo kapitału.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – Raport na temat wydatków Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Firmom w Polsce brakuje zaawansowanych systemów, aby w pełni wykorzystać możliwości cyfrowej integracji

Integracja cyfrowa usprawnia procesy i zwiększa konkurencyjność firm na rynku. Pozwala na szybszy przepływ informacji, sprawniejsze zarządzanie, lepszą integrację procesów biznesowych, trafniejsze prognozy i bardziej skuteczne reagowanie na potrzeby rynku. W badaniu „Transformacja organizacyjna przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce”[1] zrealizowanym na zlecenie Dassault Systèmes, firma analityczna PMR przeanalizowała stopień integracji technologii cyfrowych w takich obszarach jak projektowanie cyfrowe, praca równoległa, mass customization, współpraca z podwykonawcami i inne, które składają się na zagadnienie integracji cyfrowej przedsiębiorstwa.

Analiza wykazała, że polskie firmy doceniają korzyści płynące z integracji cyfrowej, ale często brakuje im zaawansowanych narzędzi do pełnego wykorzystania jej potencjału:

  • Ucyfrowienie procesu projektowania ma znaczący wpływ na rozwój produktu i skrócenie „time to market”. Według respondentów obszarami, które szczególnie zyskują na digitalizacji procesu projektowania są: tworzenie dokumentacji (89%), poprawa komunikacji w firmie (78%) oraz umożliwienie prowadzenia procesów równolegle (74%).
  • Firmy odpowiadają na zmieniające się wymagania klientów poprzez „mass customization”, czyli indywidualizację produktów wytwarzanych masowo, poprzez następujące działania: tworzenie indywidualnych serii produktów (54%), wytwarzanie produktów o zmienionych parametrach technicznych (42%) oraz projektowanie indywidualnych części do produktów (39%). Jednak tylko niewielka liczba respondentów przyznaje, że korzysta z zaawansowanych narzędzi wspomagających projektowanie i wytwarzanie produktów: MES (20%), APS (18%), PLM (19%).
  • Ponad połowa respondentów (54%) potwierdziła stosowanie modelu pracy równoległej. Wśród jej kluczowych zalet respondenci podkreślają możliwość skrócenia procesu projektowania i wdrażania produktu. Badanie pokazuje jednak, że firmom

brakuje zaawansowanych systemów, aby w pełni wykorzystać potencjał takiego modelu pracy. Ponad 50% respondentów – jako główną barierę – wskazuje na wysoki koszt rozwiązań umożliwiających pracę równoległą.

  • Brak zaawansowanych systemów wpływa na współpracę z podwykonawcami podczas procesu projektowania i wdrażania produktu. Jak wynika z badania, połowa firm współpracuje z podmiotami zewnętrznymi. Co trzecia firma wykorzystuje do tego celu jedynie komunikatory, a 18% korzysta z aplikacji wchodzących w skład pakietu biurowego. Wskazuje to na brak odpowiednich, zaawansowanych narzędzi, które pozwoliłyby na zabezpieczenie danych, a także ustrukturyzowanie i przyspieszenie współpracy.
  • Tylko 19% badanych firm produkcyjnych korzysta z oprogramowania PLM. Respondenci korzystający z systemów PLM wskazują na kluczowe zalety tych rozwiązań: koordynację działań projektowych (58%), lepsze zarządzanie informacją o produkcie (58%), planowanie działań związanych z rozwojem produktu (53%) czy niższe koszty prac projektowych (47%). Wskazują też na następujące bariery wdrażania rozwiązań PLM: wysokie koszty wdrożenia (49%) oraz brak specjalistów w firmie, którzy potrafią obsługiwać systemy PLM (46%). Raport wskazuje, że istniejące bariery wdrożeniowe mogą zostać wyeliminowane przez rozwiązania chmurowe, które oferują skalowalność, specjalistyczne wsparcie, możliwość szybkiego reagowania i minimalizacji nakładów inwestycyjnych.

W ramach badania zespół PMR zbadał następujące obszary związane z transformacją organizacyjną: integracja cyfrowa, skracanie łańcuchów dostaw, zrównoważony rozwój oraz pracownicy przyszłości. Celem badania była diagnoza doświadczeń i znaczenia tych obszarów dla polskich przedsiębiorstw.Badanie - Dassault Systemes - infografika1 Badanie - Dassault Systemes - infografika2

[1] Badanie, zatytułowane „Transformacja organizacyjna przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce”, zostało przeprowadzone w Q2 2022 roku na próbie 100 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów Transport i Mobilność, Urządzenia Przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle.

Długie, gorące lato dla rynków

TRAGICZNY Q2: Dziś kończy się drugi kwartał i pierwsze półrocze 2022. Były one fatalne dla inwestorów, którzy nie mieli gdzie się schować, a rynki pogrążyły się w bessie. Napędzane były przez podwójne uderzenie wysokiej i długotrwałej inflacji oraz agresywnych działań banków centralnych, a następnie przez rosnące obawy przed recesją. Amerykańskie i globalne akcje spadły w II kwartale o ponad 15 proc., a bitcoin o ponad połowę. Spadły zarówno obligacje, jak i towary. Wśród największych rynków jedynie Chiny odnotowały wzrost, wśród klas aktywów dolar amerykański.

NIECO LEPSZY Q3: Wyścig pomiędzy szczytem inflacji a recesją jest kluczowy dla rynków i zapewni długie, gorące lato. Inflacja w USA powinna osiągnąć szczyt i pozwolić FED’owi na spowolnienie tempa podwyżek, zanim recesja stanie się nieunikniona. EBC stoi przed jeszcze trudniejszym zadaniem podniesienia stóp procentowych przy wysokich i długotrwałych cenach ropy naftowej i trwającym konflikcie w Ukrainie. Nadzieje na wzrost gospodarczy przenoszą się do Azji, a otwierające się na nowo Chiny coraz mocniej zakotwiczają globalną gospodarkę i pozwalają uniknąć kolejnej blokady. Jakby tego było mało, trzeci kwartał zazwyczaj jest najsłabszy dla rynków, ale to nie jest standardowy rok.

PERSPEKTYWA: W III kwartale widzimy, że zmienny rynek osiąga dno. Wiele zostało już wycenione, a wyceny jeszcze spadły. Jesteśmy blisko szczytu inflacji, warunki finansowe są znacznie zaostrzone, a gospodarki spowalniają. Recesja nie jest ani nieunikniona, ani globalna, ani prawdopodobnie duża. Jednak ryzyko pozostaje wysokie, ponieważ inflacja nie osiągnęła jeszcze wyraźnego szczytu, a zyski wcale nie spadły. Spodziewamy się nieuniknionego wzrostu, ale bronimy się przed ryzykiem. Rynki hossy są budowane na ramionach rynków bessy i zazwyczaj są czterokrotnie dłuższe. W drugiej połowie roku widzimy ożywieni e na kształt litery U. Skupiamy się na spółkach defensywnych, od opieki zdrowotnej po wysokie dywidendy i na rynkach od Wielkiej Brytanii po Chiny.Długie, gorące lato dla rynkówBen Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Rozwój trójmiejskiego rynku biurowego

Trójmiasto jest trzecim największym regionalnym rynkiem biurowym w Polsce. Całkowite zasoby Gdańska, Gdyni i Sopotu przekroczyły właśnie 1 mln m kw. powierzchni, podała firma doradcza Savills, która niedawno otworzyła swój oddział na Pomorzu. W pierwszym kwartale 2022 r. w Trójmieście wróciła również aktywność na rynku najmu, a odnotowany popyt był niemal o połowę wyższy niż pod koniec zeszłego roku.

Zgodnie z najnowszym raportem Savills „Spotlight: Rynek biurowy w Trójmieście” w ciągu pięciu ostatnich lat w Trójmieście oddano do użytku 373 500 m kw. nowej powierzchni. Niezmiennie największym ośrodkiem biurowym w regionie jest Gdańsk dysponujący ponad 755 000 m kw. powierzchni, co stanowi ponad trzy czwarte całego trójmiejskiego rynku. Następna w kolejności jest Gdynia z zasobami przekraczającymi 200 000 m kw. W Sopocie zasoby biurowe wynoszą niewiele ponad 35 000 m kw. powierzchni.

Rynek biurowy w Trójmieście jest stosunkowo młody. Około 38% całkowitej podaży to budynki niemające więcej niż pięć lat, a budynki starsze niż 10 lat odpowiadają za zaledwie 30% zasobów.

„Wśród biznesowych regionów Trójmiasta na znaczeniu zyskuje gdańskie Młode Miasto, gdzie w najbliższym czasie skupi się znaczna część aktywności deweloperskiej. Na koniec pierwszego kwartału na Pomorzu w budowie znajdowało się dziesięć nowych biurowców o łącznej powierzchni około 87 500 m kw., z czego ponad połowę stanowią projekty zlokalizowane w Gdańsku” – komentuje Piotr Skuza, dyrektor oddziału Savills w Gdańsku.

Zgodnie z danymi Savills, w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2022 roku w całej aglomeracji trójmiejskiej wynajęto 22 500 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej i był to wynik o 58% wyższy w porównaniu z ostatnim kwartałem 2021 r. Da się zaobserwować dużą aktywność najemców z sektora IT i usług dla biznesu, którzy łącznie odpowiadali za ponad połowę całkowitego popytu.

„Trójmiasto jest czwartym co do wielkości ośrodkiem centrów usług biznesowych w Polsce. Aktualnie w regionie działa 181 takich podmiotów, w których zatrudnienie znajduje blisko 35 000 specjalistów z różnych dziedzin. Obserwujemy dynamiczny rozwój tego sektora, który od 2016 roku powiększył się o 50%. Rozmawiając z inwestorami zainteresowanymi prowadzeniem działalności na Pomorzu widzimy, że kwestia wyboru odpowiedniego biura jest jedną z pierwszych decyzji jakie podejmują. Również firmy już obecne w Trójmieście doskonale zdają sobie sprawę, że chcąc zatrudnić i utrzymać wartościowych pracowników, konieczne jest zapewnienie im nowoczesnej przestrzeni biurowej. Trójmiasto, jako polska stolica jakości życia, również w tej kategorii chce być wzorem do naśladowania” – komentuje Marcin Grzegory, zastępca dyrektora, Invest in Pomerania.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Trójmieście wyniósł 14,3% i wzrósł o 2,1 pp. w ujęciu kwartalnym. W I kw. 2022 r. miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, póki co utrzymują się w przedziale 12-14,75 euro za m kw. miesięcznie.

Według ekspertów Savills poziom czynszów bazowych w Trójmieście w najbliższej przyszłości powinien, mimo m.in. rosnących kosztów budów po stronie deweloperów oraz wysokiej inflacji, utrzymać się na stabilnym poziomie. Głównymi czynnikami przemawiającymi za taką sytuacją są wysoki poziom pustostanów w regionie oraz kolejne powstające projekty biurowe. Chęć wynajmujących do podnoszenia czynszów prawdopodobnie zostanie wyhamowana przez konkurencję, zwłaszcza wśród właścicieli nowo dostarczanej powierzchni, która będzie stopniowo wchłaniana przez najemców.

Eksplozja cyberzagrożeń – zagrożone m.in. samorządy

Przestarzały sprzęt, mnogość wrażliwych i cennych z perspektywy cyberprzestępców danych, a także konieczność zapewnienia ciągłości świadczenia usług publicznych – to czynniki, które sprawiają, że jednostki samorządu terytorialnego (JST) stają się obiektem licznych cyberataków. Według badania z 2020 roku, 44 proc. ataków ransomware było wymierzonych w samorząd terytorialny*. Jak wskazują eksperci ds. bezpieczeństwa IT ze Stormshield, z rosnącym zagrożeniem muszą radzić sobie władze zarówno dużych miast i metropolii, jak i mniejszych ośrodków.

Antidotum na zagrożenia w cybersferze nie jest wyłączanie w godzinach wieczornych i w weekendy świadczonych cyfrowo usług – co ma miejsce w niektórych gminach. Zdaniem ekspertów Stormshield kluczowe z perspektywy JST są odpowiednie firewalle oraz nieustanne podnoszenie kompetencji pracowników.

Jak pokazują dane ryzyko ataków ransomware rośnie, a dodatkowo stają się one coraz bardziej złożone. Co więcej przestępcy stosują również nową formę presji mającą skłonić ofiary do zapłaty okupu tj. groźbę upublicznienia skradzionych danych. Taka sytuacja miała miejsce we francuskiej metropolii Aix-Provence-Marseilles. We wrześniu 2020 r. cyberprzestępcy opublikowali 20 gigabajtów skradzionych danych, obejmujących bazę 23 tys. adresów e-mail powiązanych z nazwiskami funkcjonariuszy publicznych. Innym przykładem, jednym z wielu w ostatnich miesiącach, było sparaliżowanie w sierpniu 2021 roku regionalnego centrum danych włoskiego Lacjum, co uniemożliwiło dostęp do platformy rezerwacji szczepień przeciwko Covid-19.

Liczba ataków ransomware gwałtownie rośnie, tak że można nazwać skalę tego zjawiska mianem swoistej „eksplozji”. Pamiętajmy, że władze lokalne obsługują zarówno tradycyjne systemy informatyczne, jak i bardziej wrażliwe pod względem bezpieczeństwa cyfrowego infrastruktury IoT. Jakie mogą być skutki wrogich działań pokazała sytuacja ze stycznia 2022 roku, kiedy to atak na więzienie w Nowym Meksyku spowodował wyłączenie kamer monitoringu i automatycznie sterowanych drzwi. Z kolei na początku maja zaszyfrowana została bułgarska poczta. Atak przeprowadzono przed prawosławnymi świętami Wielkanocymi co utrudniło obsługę świątecznych przesyłek, a także wypłatę emerytur. Podobne przypadki miały miejsce w Polsce, w Gminie Kościerzyna przed Bożym Narodzeniem w 2019 roku oraz w Gminie Aleksandrów przed Wielkanocą w 2021 roku – mówi Aleksander Kostuch, ekspert Stormshield, europejskiego lidera branży bezpieczeństwa IT.

Na wzrost zagrożenia w polskich realiach przekłada się także sytuacja związana z atakiem Rosji na Ukrainę.

Cyberprzestępcy w kampaniach będą z całą pewnością nawiązywać do tematu wojny i uchodźców. Praca pod presją nie sprzyja koncentracji uwagi, co powoduje, że łatwiej o omyłkowe kliknięcie w wiadomość lub załącznik, które pochodzą z niezaufanego źródła, a to może mieć poważne konsekwencje – dodaje Aleksander Kostuch.

Specjaliści Stormshield wskazują na kilka kluczowych efektów jakie mogą rodzić ataki przeciwko samorządom:

  • Zakłócenie ciągłości usług publicznych. Władze lokalne z wykorzystaniem systemów informatycznych administrują szeroką gamą usług dla społeczności lokalnych, np. wodociągowych. Bez dostępu do danych obsługa tych obszarów jest poważnie utrudniona, a niejednokrotnie niemożliwe.
  • Problemem jest groźba wycieku, kradzieży lub utraty danych: osobowych, finansowych czy podatkowych, jako że władze lokalne mają dostęp do wrażliwych danych swoich obywateli.
  • Należy także wziąć pod uwagę ryzyko prawne. W przypadku udowodnienia winy w zakresie ochrony danych osobowych, organ samorządu terytorialnego narażony jest nie tylko na sankcje ze strony organów państwowych, ale także na postępowanie sądowe podejmowane przez samych obywateli.
  • Istotną konsekwencją jest również obniżenie reputacji samorządu. Cyberatak może mieć negatywny wpływ na zaufanie do władz lokalnych, aspekt o niebagatelnym znaczeniu w kontekście wyborów samorządowych.

Niewystarczający budżet

Jedną z przyczyn słabości systemów zabezpieczeń stosowanych przez samorządy jest brak wystarczających środków. Większość francuskich władz lokalnych przeznacza na cyberbezpieczeństwo mniej niż 10% swojego budżetu, co jest wskaźnikiem zalecanym przez ANSSI (Agence nationale de la sécurité des systèmes d’information – Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Systemów Informatycznych). W polskich warunkach ten wskaźnik oscyluje na poziomie około 3% wszystkich wydatków na informatykę, a powinien kształtować się na poziomie od 9 do 14%. W naszym kraju nie obowiązuje żadne rozporządzenie dotyczące rekomendowanej wielkości budżetu na IT.

W polskich gminach poziom wydatków najczęściej kształtowany jest doraźnie. W budżetach uwzględniane są koszty aktualizacji użytkowanych na bieżąco systemów antywirusowych i firewalli oraz audytu, który ostatnio został rekomendowany jako obowiązkowy. Nierzadko jednak samorządowcy szukają oszczędności poprzez zaniechanie wydatków w nowe rozwiązania podnoszące zabezpieczenia sieci i systemów czy zewnętrzne konsultacje z ekspertami – komentuje ekspert Stormshield.

Brak budżetu wpływa na pojawienie się kolejnego potencjalnego obszaru ataku dla cyberprzestępców – starzejących się stacji roboczych, które operują na przestarzałych i często nieaktualizowanych systemach. Inwentaryzację gminnych komputerów przeprowadzono w ubiegłym roku na wniosek Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Badanie było związane z planowanym wdrożeniem rozwiązań technicznych umożliwiających wydawanie dowodu osobistego zawierającego odciski palców. Jak wykazało, blisko 40% stacji roboczych, czyli cztery spośród 11 tysięcy komputerów wykorzystywanych przez gminy, jest poza okresem gwarancyjnym lub ich systemy operacyjne (Windows 7 i 8) utraciły wsparcie producenta. W związku z tym nie zapewniają one odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, aby przetwarzać na nich dane osobowe.

–  Praca na systemach operacyjnych, które utraciły wsparcie producenta, to igranie z ogniem. Pośrednio skala tego problemu jest potwierdzeniem wciąż niewystarczającej wiedzy co do potencjalnego zagrożenia. Zasadnym byłoby intensyfikować działania edukacyjne poprzez szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa oraz zwiększać stan świadomości „higieny cyfrowej”, której poziom wciąż pozostaje niewystarczający – dodaje Aleksander Kostuch.

Gminy będą bardziej cyfrowe

Sytuacja w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego JST powinna ulec zmianie. W ramach Krajowego Planu Odbudowy Polska do końca 2026 roku ma otrzymać z UE ponad 57 mld euro. 20% tej kwoty jest zarezerwowane na cyfryzację. Jednym z punktów planu jest zapewnienie cyberbezpieczeństwa systemów informacyjnych. Obejmie to budowę sieci siedmiu regionalnych centrów cyberbezpieczeństwa dla jednostek samorządu terytorialnego, budowę systemu sześciu sektorowych zespołów reagowania na incydenty komputerowe, wzmocnienie potencjału i modernizację infrastruktury podmiotów Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa oraz innych podmiotów kluczowych, podłączenie 385 podmiotów Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa do zintegrowanego – centralnego systemu zarządzania bezpieczeństwem cyberprzestrzeni, realizację projektów mających na celu zabezpieczenie ciągłości działania ośrodków obliczeniowych i systemu telekomunikacyjnego na potrzeby zabezpieczenia konkretnych e-usług i wsparcie cyfryzacji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Bieżącą odpowiedzią na problemy i potrzeby samorządów jest m.in. program „Cyfrowa gmina”. W ramach programu gminy mogą pozyskiwać systemy i sprzęt zwiększający ochronę IT.

Dzięki programowi można uzyskać środki na sprzęt z aktualnym systemem operacyjnym i pakietem biurowym, dzięki czemu możliwy będzie bezpieczny dostęp do zasobów lokalnych lub realizowanych poprzez pracę zdalną. Możliwa jest także wymiana lub uzupełnienie ochrony brzegu sieci poprzez zakup lub uzupełnienie firewalli nowszej generacji czy zakup systemów rejestrowania zdarzeń i wizualizacji oraz obsługi incydentów, tzw. systemy SIEM – mówi Aleksander Kostuch.

Zdaniem ekspertów Stormshield perspektywy JST szczególne znaczenie ma możliwość zakupu narzędzi Endpoint detection and response (EDR) służących wykrywaniu i reagowaniu na podejrzane aktywności w urządzeniach końcowych, czy tworzenie ochrony dedykowanej zapobieganiu atakom typu ransomware i wyciekom danych (tzw. Data Loss Prevention – DLP), jak również narzędziom do ich szyfrowania. Warunkiem obligatoryjnym otrzymania grantu jest audyt bezpieczeństwa IT wykonywany przez specjalistyczne podmioty i certyfikowanych fachowców od bezpieczeństwa.

Dofinansowanie przełoży się na zwiększoną ochronę przed podatnościami i skuteczniejszą konfigurację infrastruktury cyber zabepieczeń. W szczególności ważne są aspekty zabezpieczeń sieci wewnętrznej, w których należy wykonać separacje kluczowych elementów, oddzielając użytkowników od serwerów umieszczonych w dedykowanych „strefach zdemilitaryzowanych” (demilitarized zone – DMZ) bazując na wykrywaniu włamań (tzw. Intrusion Prevention System – IPS), który jest kluczową i zintegrowaną funkcjonalnością w firewall. Firewall aktywnie kontroluje ruch sieciowy w ramach podsieci blokując zagrożenia i ataki – wyjaśnia Aleksander Kostuch ze Stormshield.

Firewalle umożliwiają bezpieczne, zdalne połączenie się pracowników mobilnych z siecią, tak jakby pracowali w biurze. Obok pracy zdalnej, samorządy coraz częściej korzystają z aplikacji chmurowych.

Trudno sobie wyobrazić zastój spowodowany awarią głównego z elementów zabezpieczeń. A jako że nie zawsze pojedynczy firewall jest wystarczający, to praktykowanym rozwiązaniem jest instalacja drugiego urządzenia, co pozwala zapewnić wysoką dostępność do usług w przypadku potencjalnej awarii jednego z nich – komentuje specjalista w dziedzinie bezpieczeństwa IT.

Jak wskazuje tam, gdzie mamy do czynienia z protokołami przemysłowymi, np. w oczyszczalniach ścieków i wodociągach miejskich należy realizować ochronę poprzez instalacje firewalli najbliżej elementów krytycznych, takich jak stacje sterujące, czujniki, siłowniki i inne urządzenia autonomiczne jak zintegrowane systemy (tzw. Internet of Things – IOT). Rozproszone firewalle mają możliwość komunikacji z centralnym systemem nadzoru, gdzie się monitoruje i zarządza bezpieczeństwem. Tak powstają centralne, gminne lub miejskie ośrodki Centrum Operacji Bezpieczeństwa, (tzw. Security Operations Center – SOC).

Uzupełnieniem tych rozwiązań są szkolenia, nie tylko użytkowników, lecz również kadry technicznej, aby miała świadomość słabych punktów infrastruktury sieciowej i w oparciu o tę wiedzę wprowadzała i regularnie aktualizowała stosowne zabezpieczenia i procedury. Firewalle firmy Stormshield mają intuicyjny polski interfejs, Wsparciu polskiego dystrybutora rozwiązań Stormshield daje pełnię możliwości wykorzystania rozwiązania tego typu w JST. Oceniając to z perspektywy ograniczeń budżetowch, ale przede wszystkim strat wywołanych potencjalnym atakiem, koszt utrzymania takiego rozwiązania jest relatywnie najtańszy – podsumowuje Aleksander Kostuch.

* https://www.prawo.pl/samorzad/ataki-hakerskie-na-serwery-gmin-i-miast,513134.html

Przedsiębiorco, poznaj standardy archiwizacji dokumentów!

Jesteś przedsiębiorcą i szukasz odpowiedniego archiwum zewnętrznego, aby oddać swoje dokumenty i należycie je zabezpieczyć?  Ani trochę nie dziwi nas ten ruch, gdyż doskonale wiemy, jak dużo problemów potrafią sprawić firmowe papiery. Zwykłe i proste przechowywanie dokumentów? Zapomnij! Zawiłe prawne regulacje, brak wiedzy lub czasu – to wszystko może skutecznie ograniczyć Twoje starania.  Zanim jednak zdecydujesz się na konkretne archiwum zewnętrzne, upewnij się, że spełnia ono wszystkie najważniejsze standardy.

Jakie standardy powinno spełniać dobre archiwum?

Co mamy na myśli mówiąc o standardach archiwizacji? Jedną z najbardziej istotnych kwestii jest bez wątpienia Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych). Koniecznie sprawdź, czy archiwum, na które się zdecydowałeś spełnia wymagania zawarte w tych dokumentach. Jeśli nie jesteś w stanie tego zweryfikować, to możesz być pewien, że nie jest to najwyższy poziom standardów archiwizacji.

Najwyższe standardy archiwizacji to także zaawansowane systemy zarządzania jakością (zgodne z normą PN-EN ISO 9001:2015-10), które posiadają oczywiście wszelkie certyfikaty i są stale audytowane. Ważnym aspektem jest również gwarancja bezpieczeństwa. Sprawdź, czy archiwum, które wybrałeś daje gwarancję zapewnienia ciągłości świadczenia usług dla klientów, poufności przetwarzanych informacji oraz ochronę przed ich przypadkowym lub nieuprawnionym zniszczeniem. Kolejnym istotnym aspektem są również plany awaryjne na wypadek zagrożeń. To przecież ważne, aby być pewnym, że dokumenty są odpowiednio zabezpieczone.

Zatem, jakie archwium?

O czym jeszcze powinieneś pamiętać przy wyborze archiwum zewnętrznego? Na co zwrócić szczególną uwagę? Już spieszymy z odpowiedzią! Najważniejsze jest zawsze bezpieczeństwo dokumentów i danych! Sprawdź, czy archiwum ma własne magazyny i czy posiadają one należyte zabezpieczenia przeciwpożarowe i przeciwwłamaniowe. Zdobądź wiedzę o planach awaryjnych, aby mieć pewność, że archiwiści są gotowi na nieoczekiwane problemy.

Warto mieć także świadomość, że pracownicy dobrego archiwum pomogą Ci podczas całego procesu przekazywania, gromadzenia i korzystania z dokumentacji. Na pewno ustalą z Tobą również wszystkie szczegóły katalogowania akt, kryteriów wyszukiwania dokumentów w bazie danych oraz czasu ich przechowywania. Po przeterminowaniu dokumentów archiwiści powinni wysłać ich wykaz do Ciebie, abyś zaakceptował decyzję o ich wybrakowaniu, a następnie zniszczyć je.

Warto mieć świadomość, że najwyższe standardy archiwizacji, które deklaruje archiwum to Twoja gwarancja bezpieczeństwa i odpowiedniego przechowywania ważnych dokumentów. Zwróć uwagę na powyższe aspekty i będziesz mógł spać spokojnie!

Podatki niemieckich spółek w Polsce – raport ZPP

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od wielu miesięcy bada sposób w jaki duże, zagraniczne korporacje dokonują płatności podatku CIT w Polsce. W naszych poprzednich publikacjach wskazywaliśmy na fakt, że konstrukcja podatku dochodowego od osób prawnych umożliwia daleko idącą optymalizację podatkową i sprzyja działalności największych podmiotów, które są w stanie taką optymalizację efektywnie prowadzić. W konsekwencji podatek CIT stał się niemal dobrowolną daniną i wiele podmiotów odprowadza do budżetu państwa jedynie symboliczne kwoty, często znacznie niższe niż 1% uzyskiwanych w Polsce przychodów.

Tym razem ZPP wybrał 18 największych i najbardziej rozpoznawalnych spółek mających niemieckie korzenie i działających w naszym kraju. Korzystając z publicznie dostępnych danych znajdujących się na stronie Ministerstwa Finansów sprawdziliśmy jakie przychody uzyskiwały te spółki, jakie wykazywały koszty oraz w jakiej wysokości odprowadzały podatek CIT w okresie od 2012 do 2020 r., a zatem w całym okresie, za jaki dane ujawnione zostały na stronie MF. Poza danymi dotyczącymi płatności podatku CIT ZPP prześledził także dane dostępne na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące wysokości udzielonej pomocy publicznej również w okresie od 2012 do 2020 r.

Analiza danych wskazuje, że spośród 18 analizowanych spółek jedynie 4 zapłaciły podatek CIT w badanym okresie powyżej 1% przychodów. Co interesujące, żadna z badanych firm z sektora motoryzacyjnego nie odprowadziła podatku powyżej tego progu. Dodatkowo, wiele z badanych firm uzyskało wielokrotnie większą pomoc publiczną w okresie badanych 9 lat działalności, niż odprowadziło podatku dochodowego do budżetu państwa.

– Dla międzynarodowych korporacji Polska to podatkowe El Dorado – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Jest oczywiście dużo takich, które bardzo istotnie dokładają się do naszego budżetu. Wciąż jednak wielu korzysta z naszej infrastruktury i dostępu do polskiego rynku, płacąc niższy podatek dochodowy, niż niektóre gospodarstwa domowe. Dlatego od lat proponujemy prosty podatek przychodowy, który wyeliminuje takie sytuacje.

Dla przykładu, Volkswagen Motor Polska zapłacił podatek CIT w wysokości 0,003% (!) osiągniętego przychodu, a jednocześnie otrzymał największą spośród badanych podmiotów pomoc publiczną. Pomoc rzeczywista (brutto) dla tego przedsiębiorstwa wyniosła niemal 200 krotność zapłaconego podatku CIT, którego spółka odprowadziła około 1,5 miliona złotych (nominalnie pomoc ta była jeszcze większa – 1,5 miliarda złotych, a zatem 1000 krotnie więcej niż zapłacony w badanym okresie podatek).

Również inne firmy związane z grupą Volkswagen płaciły jedynie symboliczny CIT – Volkswagen Group Polska 0,392%, Volkswagen Poznań 0,648%, zaś Porsche Inter Auto Polska zapłaciło podatek wynoszący zaledwie jedną dziesiątą procenta przychodów.

Część z badanych spółek uzyskała także bardzo znaczącą pomoc publiczną. Poza wspomnianą już spółką Volkswagen Motor Polska inna spółka Volskwagena – Volkswagen Poznań – uzyskała ponad 187 milionów złotych realnej pomocy publicznej (644 miliony złotych nominalnie). Nadto wysoką pomoc publiczną brutto uzyskał ZF Automotive Systems Poland (92 miliony złotych) oraz BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego (ponad 81 milionów złotych).

Przeanalizowane przez nas dane wskazują na fakt, że również w przypadku niemieckich spółek działających w Polsce podatek CIT jest odprowadzany w większości przypadków w symbolicznej wysokości. Polska z pewnością cierpi na brak skutecznego i przejrzystego prawa podatkowego, w każdym jego obszarze. Obecny system prowadzi do powstawania kuriozalnych wprost przypadków, a utracone przychody budżetowe wynikające z luki CIT sięgają miliardów złotych każdego roku.

Silny frank

Para walutowa EUR/CHF kwotowana jest poniżej parytetu. Silny frank to efekt zaskakującego zwrotu SNB w polityce monetarnej, który nastąpił 16 czerwca. Szwajcarski bank centralny to instytucja, która dołączyła do grupy banków centralnych reagujących na globalny szok inflacyjny poprzez podniesienie stóp procentowych. Swoją ostatnią decyzją SNB wyprzedził w działaniu EBC, który zamierza wykonać podobny ruch dopiero w lipcu.

Decyzja SNB była kompletnym zaskoczeniem dla rynków. Podwyżka o 50 pb nie była brana pod uwagę i w związku z tym nie była wyceniana. Wzrost stóp proc. nie był jedynym zaskoczeniem. W połowie czerwca widzieliśmy 2 proc. spadki pary EUR/CHF co doprowadziło, że kurs był najniżej od I połowy kwietnia. W kolejnych dwóch tygodniach notowania sukcesywnie zmierzały w kierunku parytetu, który wczoraj został osiągnięty.

Prawdziwym zaskoczeniem było to, że SNB ogłosił, że teraz – w przypadku deprecjacji franka – będzie również skłonny sprzedawać rezerwy walutowe.

W Szwajcarii inflacja jest jeszcze stosunkowo niska. CPI wskazuje 2,9 proc. Bazowa jest na poziomie 1,7 proc.. Znaczna jest jednak dynamika jej wzrostu. Inflacja cen producentów i importu wynosi 6,9 proc. (stopa, której nie widziano w Szwajcarii od ponad 40 lat), zatem należy zakładać, że presja cenowa jeszcze się rozwinie a wskaźnik bazowy wzrośnie. Wówczas SNB znajdzie się poza strefą komfortu.

Ogólnie rzecz biorąc, wczesne działanie jest mądrym posunięciem w polityce pieniężnej. Dlatego motywacja SNB jest zrozumiała i wytłumaczalna.

SNB wyprzedził tym samym EBC, który to bank zamierza wykonać pierwszy tego typu ruch dopiero w lipcu. Można było zakładać, że szwajcarski podmiot będzie starał się utrzymać dystans między stopą depozytową EBC a własną. Taka strategia pozwoliłaby na kontrolowanie zmienności notowań pary EURCHF na niskim poziomie. W tym momencie jest ona jednak podwyższona i teraz pytanie brzmi na jak dużą aprecjację pozwoli SNB oraz w którym momencie nastąpi interwencja.

Autor: Łukasz Zembik TMS Brokers

E-klienci. Wydają, ale wymagają

Izba Gospodarki Elektronicznej prezentuje szczegółowe wyniki siódmej edycji badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie”. Analizie poddano zjawisko zakupów wielokanałowych i zmiany w zachowaniach zakupowych Polaków oraz nowości w e-commerce. Tegoroczna edycja raportu została wzbogacona o obszary płatności odroczonych oraz zakupów transgranicznych.

E-zakupy to już standard

W sieci zakupów dokonuje 87% internautów. Wzrosła zarówno częstość zakupów internetowych, jak i wartość e-koszyków zakupowych. 2 do 5 razy w miesiącu kupuje już 61% e-klientów, a ponad 5 razy w miesiącu – 16%. To o +6p.p. więcej regularnie kupujących w e-commerce. Największe jednorazowe wydatki w Internecie, czyli takie o wartości ponad 500 zł, rok temu były udziałem 2% konsumentów, a obecnie przyznaje się do nich aż 9%. Dodatkowo, ostatni zapamiętany przez konsumentów zakup w 2/3 przypadków został sfinalizowany w sieci, a wyłącznie offline – zgodnie z informacją od konsumentów – dokonanych zostało jedynie 29% zakupów. W przypadku osób, które kupują w sieci, czyli e-klientów, było to jeszcze mniej, bo 10%, czyli 9 na 10 koszyków zakupowych w tej grupie zapełniło się z udziałem Internetu.

New e-normal

Konsumenci nie tylko kupują w sieci więcej i częściej, ale także oczekują, że to e-commerce jako najprężniej rozwijająca się gałąź handlu i miejsce, gdzie wydają coraz więcej, będzie wyznaczał trendy i ustalał standardy zakupów. Z różnych nowoczesnych rozwiązań e-zakupowych, jak np. prezentacja produktów w formie wideo, wizualizacja produktu offline z wykorzystaniem smartfona, wirtualne przymierzalnie, czy mobilne formy płatności, korzysta już 79% badanych. Rok temu było to 56%. 22% internautów, a 38% e-kupujących skorzystało też z nowej możliwości jaką są płatności odroczone, zwiększając tym samym swoją zdolność zakupową. Coraz ważniejszy jest natychmiastowy kontakt z klientem. Ponad połowa konsumentów oczekuje, że w przypadku jakichkolwiek pytań czy problemów z zakupem, marka udzieli im odpowiedzi maksymalnie w ciągu 3 godzin. Dla co 4. klienta możliwy czas oczekiwania jest jeszcze krótszy i wynosi maksymalnie godzinę. Marka musi być też mobilna. 64% internautów oczekuje, że będzie dostępna w tym kanale. W innym przypadku aż 2/3 klientów zniechęci się do niej i uda do konkurencji lub podzieli negatywną opinią.

Tegoroczna edycja raportu wyraźnie pokazuje, iż rośnie wartość średnia dla wydatków konsumentów on-line. W sieci wydajemy więcej w ujęciu skumulowanym oraz kupujemy pojedyncze produkty o większej wartości. Jednocześnie przy rosnących parametrach zakupowych, zwiększają się świadomość i wymagania konsumentów w zakresie obsługi i jakości transakcji. Dlatego e-sklepy będą musiały inwestować w obszarach przyjazności procesów, dostępności, doświadczeń i obsługi posprzedażnej, żeby zagwarantować sobie powrót klienta przy kolejnej potrzebie zakupowej. -Zbigniew Nowicki, Przewodniczący Rady Izby Gospodarki Elektronicznej

Off nie wyłącza wymagań

Dlaczego ten – obserwowany na wielu polach – wzrost wymagań jest ważny nie tylko dla sprzedawców internetowych, ale także podmiotów sprzedających w sklepach stacjonarnych? Dotyczy on nie tylko Internetu. Po pandemii rośnie wyraźnie skala zakupów wielokanałowych. 61% badanych kupuje te same marki w wielu kanałach i chce, by rozpoznawać ich i traktować tak samo dobrze niezależnie od miejsca zakupowego. I dodatkowo, okazuje się, że 9 na 10 konsumentów oczekuje, że różne rozwiązania, z jakich korzystają podczas e-zakupów, będą dostępne także offline. Co to za oczekiwania? Konsumenci chcą przede wszystkim w sklepach stacjonarnych korzystać z atrakcyjnych promocji online’owych. Wymagają też, aby sklepy stacjonarne uznawały programy lojalnościowe, z jakich korzystają już online i mobilnie. Polacy chcą też mieć możliwość korzystania offline z szerszego wachlarza metod płatności. 32% badanych chciałoby móc skorzystać w sklepie stacjonarnym z opcji płatności odroczonych oferowanych obecnie online. W przypadku tych, którzy już zakupili coś w sieci z wykorzystaniem tej metody jest to jeszcze więcej, bo aż 77%. Nie lubimy już też płacić w sklepach stacjonarnych gotówką. Preferujemy rozwiązania kartowe, zbliżeniowe i BLIKA. Najwyraźniej e-commerce – tak jak mówią konsumenci – zaczął już wyznaczać standardy, oferując możliwość dokonywania zakupów wygodnie, bezpiecznie i szybko.

Partnerzy merytoryczni publikacji: Adyen, Modivo, PayU, Przelewy24, Tpay.

Źródło: Dane pochodzą z badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2022” zrealizowanego na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej przez firmę badawczą Mobile Institute. Badanie przeprowadzone zostało na próbie 2466 internautów. Opinie zebrano metodą CAWI, wykorzystując responsywne ankiety elektroniczne. Dane zostały zebrane w dniach 11-22 kwietnia 2022 roku. Są reprezentatywne dla internautów w Polsce po względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.
Marta Zagożdżon

Rynek dóbr luksusowych odrabia straty po pandemii. W 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych

Stale powiększa się grono polskich konsumentów dóbr luksusowych, czyli przede wszystkim osób bogatych, o zarobkach brutto przekraczających 50 tys. zł miesięcznie. W 2020 roku było ich 77 tys., czyli o 11,6% więcej niż rok wcześniej. Z kolei Polaków, którzy zarabiają rocznie powyżej 1 mln zł brutto, było już ponad 35 tys.  W 2021 roku rynek dóbr luksusowych w Polsce osiągnął wartość blisko 30 mld złotych. Wydatki konsumentów na produkty i usługi luksusowe okazały się wyższe niż przed pandemią, ale przyczynił się do tego wyłącznie jeden, największy segment – samochody premium i luksusowe. Ponad 4/5 ankietowanych przedstawicieli branży uważa, że zrównoważony charakter dobra luksusowego poprawia jego poziom prestiżu. Chociaż firmy przywiązują coraz większą uwagę do kwestii zrównoważonego rozwoju, to nie przekłada się to na ambitne cele osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 roku – wynika z raportu KPMG w Polsce pt. „Rynek dóbr luksusowych. Luksus w dobie zrównoważonego rozwoju”.

216 tys. zł średnio miesięcznie zarabiają bardzo bogaci Polacy

Pandemia COVID-19 nie zatrzymała wzrostu liczby osób zamożnych oraz bogatych, które są kluczowymi odbiorcami rynku dóbr luksusowych. W 2020 roku mieszkało 284 tys. osób zamożnych o dochodach powyżej 20 tys. zł miesięcznie – o 7% więcej niż w 2019 roku, a ich łączne dochody były z kolei wyższe o 15,1% r/r i wyniosły 201 mld złotych.  Z kolei liczba osób bogatych, o dochodach brutto przekraczających 50 tys. zł miesięcznie wzrosła o 11,6% do 77,1 tys. Przeciętne zarobki w tej grupie wyniosły prawie 134 tys. zł miesięcznie, co oznacza, że dochody osób bogatych rozliczających się w Polsce w całym 2020 roku wyniosły 124 mld zł i były o 20% wyższe niż w 2019 roku.

Kolejną grupą docelową dla firm z branży dóbr luksusowych są osoby bardzo bogate. W 2020 roku w Polsce mieszkało ponad 35 tys. osób zarabiających ponad 1 mln złotych brutto rocznie, a ich łączne dochody wyniosły 92 mld zł. Zarobki osób bardzo bogatych zwiększyły się o 23,8% względem 2019 roku, a liczebność tych osób powiększyła się o 10,3%. Średnio miesięcznie osoby bardzo bogate zarabiały 216 tys. złotych. Najwięcej bardzo bogatych Polaków zamieszkiwało w 2020 roku: Mazowsze (8,16 tys.), Wielkopolskę (4,19 tys.) oraz Małopolskę (3,19 tys.). Z kolei w województwie kujawsko-pomorskim wzrost liczby podatników o dochodach brutto przekraczających 1 mln zł rocznie był najwyższy i wyniósł 97,1% w stosunku do 2019 roku.

Rok 2021 upłynął pod znakiem rekordowej inflacji, która w grudniu przekroczyła 8% i osiągnęła najwyższy poziom od 21 lat, a pierwsze półrocze 2022 roku przyniosło w tym zakresie kolejne rekordy. Choć osoby zamożne i bogate są dotknięte inflacją w mniejszym stopniu niż reszta Polaków, ma ona przełożenie na decyzje zakupowe także tej grupy. Jednym z bezpośrednich efektów inflacji, który obserwujemy jest zwiększone zainteresowanie dobrami luksusowymi, jako lokatą kapitału czy też inwestycją. Jest to szczególnie widoczne w kategoriach takich jak nieruchomości, samochody czy luksusowa biżuteria – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Zespołu PIT w KPMG w Polsce.Rynek dóbr luksusowych w 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych

Blisko 150 tys. Polaków dysponuje majątkiem netto przekraczającym 1 mln dolarów

Na koniec 2020 roku Polskę zamieszkiwało ponad 149 tys. osób zaliczanych do grupy HNWI (ang. high net worth individuals), których majątek netto wynosi minimum 1 mln dolarów. Tylko w okresie od roku 2019 do 2020 liczba HNWI w Polsce zwiększyła się o 14,6 tys. osób. Ponad 91% milionerów w Polsce dysponuje majątkiem w przedziale 1-5 mln dolarów. Polska w bezwzględnej liczbie HNWI wyprzedza takie kraje jak Portugalia, Finlandia, Grecja oraz Czechy. W czołówce państw europejskich z największą liczbą HNWI po raz pierwszy Niemcy z liczbą ponad 2,9 mln HNWI wyprzedziły Wielką Brytanię oraz Francję (po 2,5 mln).

Z kolei na koniec 2021 roku suma majątku zgromadzonego przez gospodarstwa domowe w Polsce wyniosła 2 802 mld zł. Stanowi to wzrost o 9% względem 2020 roku. Wartość zobowiązań wyniosła 860 mld zł, o 5% więcej niż w przed rokiem. Dynamika zadłużenia okazała się mniejsza niż wzrost wartości aktywów, co przełożyło się na wzrost różnicy między tymi kwotami. Wartość aktywów netto gospodarstw domowych powiększyła się o 190 mld zł, czyli 11% w 2021 roku w porównaniu do roku poprzedniego.

Rynek dóbr luksusowych odrabia straty po pandemii COVID-19

Po załamaniu sprzedaży w 2020 roku, kolejny rok był czasem odbudowy na rynku dóbr luksusowych. W 2021 roku cały rynek dóbr luksusowych w Polsce był warty prawie 30 mld zł.

Bardzo dobre wyniki sprzedażowe samochodów premium i luksusowych zrekompensowały wciąż gorsze niż przed pandemią wyniki innych segmentów. Ten największy segment, który okazał się najbardziej odporny na skutki pandemii w 2020 roku, w 2021 roku osiągnął 25,3% wzrost wartości do poziomu 20,5 mld złotych. To także jedyny segment, na którym wartość sprzedaży przekroczyła już tę z 2019 roku – o 23,4%. W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano ponad 91 tys. nowych samochodów premium i 267 sztuk aut luksusowych.Rynek dóbr luksusowych w 2021 roku osiągnął wartość 30 mld złotych 2

Branża luksusowa powoli odbudowuje przychody do poziomów sprzed pandemii. Jak na razie tylko segment samochodów marek premium i luksusowych przekroczył poziom z 2019 roku. Oprócz branży motoryzacyjnej najlepiej radzi sobie segment alkoholi, którego wartość w 2021 roku wyniosła 1,2 mld złotych i który prawdopodobnie już w 2022 roku osiągnie wartość sprzedaży sprzed załamania rynku. W znacznie gorszej sytuacji znajduje się segment luksusowych hoteli i SPA, który najboleśniej doświadczył obostrzeń w szczycie pandemii, a choć miniony rok przyniósł wzrost, przed branżą jeszcze długa droga do odrobienia strat. Wszelkie przewidywania o przyszłości obarczone są dozą ryzyka przede wszystkim ze względu na sytuację na Ukrainie, ogólną sytuację gospodarczą, a także ewentualną możliwość ponownego wprowadzenia obostrzeń w gospodarce, jeśli sytuacja epidemiczna w Polsce się pogorszy – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

Rynek luksusowej odzieży i akcesoriów w 2021 roku powiększył się o 418 mln zł, czyli 16,6% r/r, tym samym odrabiając dużą część spadków odnotowanych w pierwszym roku pandemii. Wartość rynku wyniosła 2,9 mld zł, a prognozy wskazują, że odbuduje swoją rekordową wartość z 2019 roku (3,1 mld zł) już w 2023 roku. Z kolei wartość segmentu luksusowej biżuterii i zegarków wyniosła w 2021 roku 493 mln złotych i była wyższa o 15% niż w roku 2020. Warto zaznaczyć, że w ubiegłym roku sprzedaż luksusowych zegarków niemalże powróciła do poziomu przed wybuchem pandemii – wynosząc 224 mln zł. Najmniej optymistyczna jest sytuacja na rynku luksusowych usług hotelarskich i SPA. Rynek ten w 2020 roku stracił dwie trzecie swojej wartości, dlatego 13,1% wzrost osiągnięty rok później nie jest imponujący. W 2021 roku segment pozostawał przeszło o połowę mniejszy niż przed wybuchem pandemii, a jego wartość wyniosła 576 mln złotych.

52% firm z polskiej branży luksusowej posiada strategię ESG (ang. Environmental, Social and Governance)

Ponad połowa (58%) badanych firm z branży dóbr luksusowych deklaruje, że przykłada dużą lub bardzo dużą wagę do zagadnień ESG, a blisko jedna trzecia twierdzi, że umiarkowaną wagę. Co więcej, zdecydowana większość respondentów stwierdza, że zrównoważony charakter dobra luksusowego może zdecydowanie (36%) lub umiarkowanym w stopniu (48%) poprawić jego poziom prestiżu. Wśród najważniejszych czynników wpływających na uwzględnianie aspektów ESG w działalności firmy, przedstawiciele branży dóbr luksusowych wskazują głównie na oczekiwania ze strony klientów oraz systemowe regulacje formalnoprawne (po 36% wskazań). Oczekiwania ze strony inwestorów mają kluczowe znaczenie dla co dziesiątej firmy. Więcej, bo 18% respondentów odczuwa największą presję w tej kwestii ze strony swoich obecnych i przyszłych pracowników. Pomimo tak wyraźnego deklarowanego zainteresowania kwestiami ESG oraz dostrzegania potencjału zrównoważonego rozwoju w poprawienie prestiżu dobra luksusowego, niewiele więcej niż połowa firm biorących udział w badaniu posiada opracowaną strategię ESG.

Oczekiwania od marek i produktów luksusowych są zawsze wyższe niż od pozostałych. Obecnie nie mówimy już tylko o oczekiwaniach względem jakości, ale również o kwestiach ekologicznych i społecznych. Klientów tego rynku stać na zapłacenie za „dodatkową wartość”, a firmy mają większe pole do popisu będąc trendsetterem w zakresie wysokojakościowych, zrównoważonych rozwiązań. Jeżeli jednak przyjrzymy się wynikom badania to możemy dostrzec, że dużą i bardzo dużą wagę do zagadnień ESG przykłada 58% firm, jednak jeżeli chodzi o motywację to większość wdraża działania ESG ze względu na presję zewnętrzną, z czego 36% ze względu na zbliżające się obowiązkowe regulacje. Blisko połowa respondentów nie ma strategii uwzględniającej ESG, co przekłada się na nieliczne ambitne deklaracje osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 roku. Otoczenie i oczekiwania konsumentów oraz innych interesariuszy szybko się zmieniają, a przewagę zdobędzie ten, kto pierwszy wykorzysta nadarzające się okazje – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG w KPMG w Polsce.

W kwestiach środowiskowych firmy z branży luksusowej przykładają największą wagę do tzw. śladu węglowego, na które wskazało 65% uczestników badania. Jednak zaledwie 26% firm działających w segmencie luksusowym zamierza osiągnąć zerową emisję netto gazów cieplarnianych do roku 2030 lub wcześniej. 39% firm nie ma określonej daty, a kolejne 26% firm, zadeklarowało, że nie posiada takich planów. Z kolei wśród najważniejszych aspektów społecznych uczestnicy badania wskazali działalność charytatywną oraz kwestie związane z dbaniem o pracowników – wzrost satysfakcji i zaangażowania pracowników oraz inkluzywność – otwartość w zatrudnieniu. W przypadku ładu korporacyjnego większość organizacji wskazuje na obszar przejrzystości podatkowej oraz na kwestie zapewnienia różnorodności w zarządach i radach nadzorczych.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy PTWP zdecydowało o wypłacie blisko 3 mln zł dywidendy

W środę 29 czerwca br. odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy Kapitałowej PTWP. Spotkanie zgromadziło grono akcjonariuszy, które podjęło kluczowe dla spółki uchwały, w tym decyzję o wypłacie dywidendy.

Obradujące w Warszawie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Grupy PTWP zdecydowało o przeznaczeniu całości zysku jednostkowego netto wypracowanego w 2021 r. (w wysokości 1 096 440,65 zł) oraz części kapitału zapasowego (w kwocie 1 896 598,83 zł), tj. łącznie blisko 3 mln zł (2 993 039,48 zł) na wypłatę dywidendy dla akcjonariuszy po 2,54 zł brutto na jedną akcję. W uchwale o podziale zysku za rok 2021 ustalono, że dniem dywidendy będzie 8 lipca 2022 r., natomiast 18 lipca 2022 r. będzie dniem jej wypłaty.

Uchwały, jakie przyjęło grono Akcjonariuszy dotyczyły m.in. zatwierdzenia sprawozdań finansowych i sprawozdań Zarządu za rok 2021 oraz udzielenia absolutorium członkom Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki. Wszystkie poddane głosowaniu projekty uchwał w tych sprawach, zostały przyjęte w niezmienionej formie.

– Mimo trudnych warunków zewnętrznych, perturbacji wywołanych pandemią i wahań gospodarczych, byliśmy w stanie wypracować znakomite wyniki. To bardzo duże osiągnięcie, świadczące o doświadczeniu naszej organizacji i skutecznym modelu biznesowym, dzięki któremu przy dużej skali działania, potrafimy szybko i sprawnie dostosować się do warunków rynkowych – ocenia prezes Wojciech Kuśpik. – nadrzędnym celem działalności Grupy PTWP jest sprawne funkcjonowanie w trzech głównych obszarach działalności (organizowanie wydarzeń, wydawanie serwisów online i zarządzanie obiektami) i umocnienie w obszarze digitalu, udowadniamy, że jesteśmy na najlepszej drodze ku osiąganiu założonych celów – dodaje.

Wypracowany w 2021 r. zysk brutto, przekraczający na poziomie skonsolidowanym wymagane 5 mln zł (przed opodatkowaniem), jest podstawą do uruchomienia zapowiadanego przed rokiem programu motywacyjnego, mającego na celu wynagrodzenie i motywowanie kluczowych i zasłużonych dla Grupy PTWP pracowników. Do członków organów spółki, kierowników oraz szerokiej kadry, współpracującej z Grupą nie mniej niż 3 lata, mogą trafić akcje – cena jednej to 11 złotych. Łącznie spółka przeznaczy na realizację programu motywacyjnego do 58 958 walorów, wdrożenie programu do realizacji nastąpi po zweryfikowaniu spełnienia warunku po Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu, które zatwierdziło skonsolidowane sprawozdanie finansowe za 2021 r.

Facility management w różnych obszarach przedsiębiorczości

Powołując do życia firmę, właściciel skupia się na opracowaniu dobrego produktu lub usługi i ma w głowie perspektywę rozwoju, może nawet ekspansji na rynki zagraniczne. Jeśli planuje wybudować siedzibę, myśli o źródłach finansowania inwestycji i projekcie przestrzeni. A przecież jakość codziennej pracy zależy w dużej mierze od niewidocznych z początku aspektów, które są pomijane w biznesplanie.

Warunki, w jakich pracownicy wykonują swoje obowiązki, bywają kluczowe w ocenie jakości pracodawcy. Jeśli przestrzeń wokół zatrudnionych osób jest zaniedbana, a oni sami nie będą czuli się bezpiecznie, trudno utrzymać na stanowisku dobrych specjalistów. Z tego względu zadaniem managera ds. organizacyjnych jest dbanie o zarządzanie obiektem. Pomocną dłoń w tym zakresie wyciągają firmy, które specjalizują się w usługach facility management. Poznajmy ten sektor na przykładzie przedsiębiorstwa Sodexo, które oprócz Polski działa również w 55 krajach na całym świecie.

Facility management w biurowcach

Zadaniem managerów budynków biurowych jest zapewnienie najemcom odpowiednich warunków. To na barkach zarządcy nieruchomości ciąży odpowiedzialność za bezpieczeństwo osób znajdujących się we wszystkich lokalach. Często jest to też wymóg prawny. Mowa w tym miejscu o przepisach ochrony przeciwpożarowej, które wymagają wdrożenia sprawnych systemów oraz wytyczenia dróg ewakuacyjnych. Dodatkową korzyścią dla najemców jest całodobowa ochrona, która czuwa, aby do budynku np. nie przedostał się ktoś niebezpieczny. W udostępnianej przestrzeni biurowej powinno być także czysto, o co dbają firmy sprzątające.

Znalezienie solidnych usługodawców wbrew pozorom nie jest takie proste. Mimo wyraźnej poprawy sytuacji na rynku usługowym, część przedsiębiorstw wciąż daje się poznać ze złej strony i opieszale traktuje swoje obowiązki. Inną niedogodnością jest także konieczność podpisywania kilku kontraktów z przedstawicielami różnych branż – ochroniarskiej, sprzątającej i specjalizującej się w przepisach ppoż. i BHP.

Tymczasem główną korzyścią wynikającą z powierzenia wyżej wymienionych zadań firmie Sodexo jest możliwość skorzystania z kompleksowej oferty usług dla biznesu. Przedsiębiorstwo zawdzięcza to doświadczeniu, głównie międzynarodowemu. A jest to kilkadziesiąt lat praktyki, ponieważ założenie firmy miało miejsce w 1966 roku. Od tego czasu specjaliści z Sodexo doskonalili procesy w 56 państwach, co daje ogromną wiedzę o potencjalnych problemach organizacyjno-logistycznych i sposobach ich rozwiązywania.

Usługi facility management w sektorze MŚP

Wprawdzie ze względu na wielkość partnera biznesowego, jakim jest Sodexo, z usług dla firm korzystają głównie korporacje, fabryki oraz zarządcy największych biurowców, to przedsiębiorstwo jest otwarte na współpracę z sektorem małych i średnich przedsiębiorstw. Facility management może równie dobrze ograniczyć się do usług doradczych z zakresu zarządzania obiektem lub wdrażania konkretnych rozwiązań. Siła Sodexo tkwi w elastyczności na potrzeby klientów biznesowych. To właśnie ta cecha sprawiła, że przedsiębiorstwo w ciągu kilku dekad stało się globalnym potentatem w sektorze usługowym.

Sprawdź więcej na: https://pl.sodexo.com/uslugi/facility-management-obsluga-nieruchomosci.html

Najczęstsze sposoby cyberataków w Europie w pierwszym kwartale 2022

Próby zainfekowania telefonów i komputerów trojanami komputerowymi oraz oprogramowaniem adware były w pierwszym kwartale 2022 roku najczęstszymi formami cyberataków w Europie. Stanowiły one ponad 90% wszystkich działań podejmowanych przez cyberprzestępców. Allot, jeden z globalnych liderów w obszarze cyberbezpieczeństwa, zarejestrował i zablokował w tym czasie ponad 2.3 miliardy ataków na użytkowników indywidualnych, co stanowi wzrost o 618% w porównaniu do podobnego okresu rok wcześniej – wynika z raportu firmy „Cyber Threat Report Q1 2022”.

Raport Allot powstał w oparciu o dane zebrane od europejskich operatorów telefonicznych, dostawców internetu oraz usług z chmury, którzy korzystają z oprogramowania Allot NetworkSecure. Wszystkie te firmy mają zainstalowane rozwiązanie Allot na swojej infrastrukturze i dzięki temu mogą zapewnić swoim klientom automatyczną ochronę przed cyberzagrożeniami – bez konieczności instalowania oprogramowania przez użytkowników. Łącznie rozwiązanie Allot chroni ponad 20 milionów abonentów na całym świecie. Statystyki z zablokowanych prób ataków na tę grupę dają wiarygodny obraz tego, jakie są obecnie najpopularniejsze narzędzia wykorzystywane przez cyberprzestępców.

Trojany w natarciu

Na szczycie listy z najczęściej wykorzystywanymi przez cyberprzestępców narzędziami są obecnie trojany komputerowe. Ataki z ich wykorzystaniem stanowiły aż 62 proc. wszystkich zablokowanych prób infekcji komputerów i telefonów. Trojan podszywa się pod aplikacje używane przez użytkownika, a po zainstalowaniu pobiera na komputer lub telefon niepożądane elementy, które mogą wyrządzić poważne szkody.

„W ciągu ostatniego kwartału zaobserwowaliśmy w szczególności wzrost liczby trojanów bankowych. Są to złośliwe programy komputerowe zaprojektowane w celu uzyskania dostępu do informacji z systemu bankowości internetowej, takich jak dane logowania. Bardzo niepokojący jest przy tym fakt, że przestępcy wykorzystują wiele trojanów, o których myśleliśmy, że zostały już wyeliminowane” –  komentują autorzy raportu.

Do tego grona należą:

  • Beating Bian – ten typ trojana został po raz pierwszy wykryty w 2019 roku, ale potem nie notowano wielu prób ataków z jego wykorzystaniem. Od listopada 2021 roku nastąpiła tutaj zmiana i wygląda na to, że to złośliwe oprogramowanie ponownie stało się bardzo popularne wśród cyberprzestępców. Beating Bian jest trudny do wykrycia, bo nie komunikuje się z serwerem, a dane uwierzytelniające użytkowników zdobywa nagrywając ekran ich urządzenia. Nagranie jest potem pobierane przez przestępców w dogodnym dla nich momencie.
  • Coper – ten trojan bankowy został po raz pierwszy zidentyfikowany w Kolumbii, ale rozprzestrzenił się na inne części Ameryki Łacińskiej, a także został zidentyfikowany w Europie. Coper rozprzestrzenia się podszywając się pod oficjalną aplikację instytucji finansowej Bancolombia, używając podobnej ikonografii i marki. Po uruchomieniu aplikacji urządzenie jest infekowane, a po przyznaniu uprawnień aplikacja może przejąć kontrolę nad wiadomościami, zainstalować keylogger i wiele więcej.
  • Emotet – według EUROPOLu jest to najniebezpieczniejszy złośliwy program na świecie, który może zablokować komputer i telefon, a potem zażądać okupu. Podobno miał on zostać wyeliminowany już na początku stycznia 2021 roku. Wygląda jednak na to, że obecnie mamy nawrót ataków z wykorzystaniem tego wirusa.

Rośnie liczba ataków phishingowych i z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych

Według raportu Allot, w Europie aż o 37 proc. wzrosła także liczba ataków phishingowych, które w pierwszym kwartale br. zostały zablokowane 64 miliony razy w porównaniu z 47 milionami rok wcześniej. Obserwujemy także odrodzenie ataków z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych, które były popularne w 2017 roku, ale potem ich wykorzystanie zmalało.

„Liczba zablokowanych ataków z wykorzystaniem trojanów bitcoinowych wzrosła o 600%. Zagrożenia z nimi związane nie obejmują jedynie złośliwego oprogramowania, które po zainstalowaniu wykorzystuje zasoby komputera użytkowników, aby kopać kryptowalutę. Cyberprzestępcy często tworzą także strony udające giełdy kryptowalut i za ich pomocą infekują komputery użytkowników innymi rodzajami złośliwego oprogramowania” – wyjaśniają autorzy raportu.

Adware nadal groźny

Niezmiennie bardzo popularnym wśród cyberprzestępców narzędziem jest adware, który służy do wyświetlania niechcianych reklam. Ataki wykorzystujące te narzędzia stanowiły w pierwszym kwartale aż 36 proc. wszystkich zablokowanych prób infekcji urządzeń użytkowników. Konsekwencje zainfekowania oprogramowaniem adware to nie tylko wyświetlanie irytujących reklam. Cyberprzestępcy bardzo często wykorzystują adware do nakłaniania nas do pobrania znacznie groźniejszego złośliwego oprogramowania.

W minionym kwartale nieco zmalała liczba ataków z wykorzystaniem strony Omnatuor.com, która jest automatycznie otwierana w przeglądarkach zainfekowanych specjalnym wirusem i wyświetla fałszywe komunikaty o błędach. Ich celem jest zachęcenie do zasubskrybowania powiadomień. Okazują się one potem niechcianymi reklamami stron dla dorosłych, serwisów z grami hazardowymi, a także fałszywych uaktualnień różnego rodzaju oprogramowania. Zwiększyło się za to wykorzystanie adware’a Fybian, który atakuje telefony z systemem Android przez gry, a potem wyświetla niechciane reklamy.

Forma opodatkowania a składka zdrowotna od 1 lipca. Które najbardziej opłacalne dla JDG?

1 lipca w życie wejdzie reforma systemu podatkowego. Jedną ze zmian będzie prawo do odliczania części składki zdrowotnej przez przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. Jednocześnie obniżono pierwszy próg skali podatkowej do 12 proc. W związku z tym dano też przedsiębiorcom możliwość (jeśli uznają to za rozwiązanie lepsze) zmiany formy rozliczania się z fiskusem na skalę podatkową.

W Polsce prawo dopuszcza zmiany w podatkach w trakcie trwania roku jedynie jeśli są one dla podatników korzystne, ewentualnie neutralne. Wprowadzane od 1 lipca zmiany w podatkach powodują, że wybrana wcześniej przez przedsiębiorcę, najkorzystniejsza jego zdaniem, forma opodatkowania, od drugiej połowy 2022 r. może już taka nie być. Dlatego rozliczający się ryczałtem i liniowo będą mogli przejść na zasady ogólne. Jednak sami będą musieli zdecydować, która forma opodatkowania jest dla nich lepsza.

– Na chwilę obecną trudno ocenić czy wdrażane zmiany będą miały pozytywny czy negatywny wpływ na finanse przedsiębiorców, bo niezależnie od aktualnych wyborów, prawo pozwala im zmienić model rozliczania na koniec roku podatkowego – zauważa Krzysztof Pulkiewicz, Country Manager Unifiedpost Group, odpowiedzialny za rozwój platformy Banqup w Polsce. – Trzeba jednak podkreślić, że zmienianie zasad rozliczania w trakcie trwania roku podatkowego nie jest dobrym rozwiązaniem. Brak stabilności i przewidywalności systemu utrudnia przedsiębiorcom planowanie i efektywne zarządzanie swoimi firmami.

Liniowcy i ryczałtowcy oszczędzą na składce zdrowotnej

Kluczową zmianą dla przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym i ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych będzie możliwość częściowego odliczania składek na ubezpieczenie zdrowotne.

W wypadku liniowców opłacana przez nich składka zdrowotna będzie mogła być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów albo odliczona od dochodu do kwoty 8700 zł rocznie (limit ten ma być corocznie waloryzowany) . W efekcie obniży ona podstawę opodatkowania, a więc należny podatek zmniejszy się o 19 proc. zapłaconej składki. Maksymalna roczna oszczędność dla przedsiębiorcy z tego tytułu w 2022 r. wyniesie 1653 zł.

Rozliczający się ryczałtem obniżą podstawę opodatkowania o kwotę równą połowie zapłaconych składek na ubezpieczenie zdrowotne. W związku z tym, że maksymalna roczna składka dla rozliczających się w ten sposób w 2022 r. wynosi 12 094 zł, oszczędzą oni maksymalnie od 120 do 1028 zł, w zależności od wysokości ryczałtu.

– Warto zauważyć, że choć prawo do odliczania składki zdrowotnej wchodzi w życie od 1 lipca, to działa z mocą wsteczną od 1 stycznia 2022 roku. Dzięki temu zarówno rozliczający się liniowo, jak i ryczałtem, obniżą podstawę opodatkowania również o składki zapłacone w pierwszej połowie roku – podkreśla Krzysztof Pulkiewicz z platformy Banqup.Podatek liniowy Skala podatkowa Ryczałt

– Jeśli przedsiębiorca ma niskie koszty uzyskania przychodów i może rozliczać się ryczałtem z niskimi stawkami podatku, to zdecydowanie będzie dla niego najkorzystniejszy wybór. Z naszych wyliczeń wynika, że w przypadku dochodu wynoszącego do ok. 150 tys. zł rocznie bardziej opłacalne będzie wybranie przez przedsiębiorcę skali podatkowej, a przy wyższych kwotach – podatku liniowego – tłumaczy Krzysztof Pulkiewicz.

Możliwość zmiany formy opodatkowania

W związku z tym, że na ten moment nie ma pewności co do tego, że wprowadzone zmiany będą korzystne dla wszystkich przedsiębiorców, reforma da możliwość rozliczającym się liniowo i ryczałtem zmiany formy opodatkowania na zasady ogólne.

Ryczałtowcy będą mogli zdecydować się na to w dwóch terminach. Jeśli zrobią to do 22 sierpnia 2022 r., całe drugie półrocze rozliczą już na zasadach ogólnych. Oczywiście wtedy poza stawką podatku zmieni się również stawka i sposób wyliczania składki zdrowotnej.

Drugim terminem, w jakim zarówno ryczałtowcy, jak i liniowcy, będą mogli przejść na rozliczenie dochodów uzyskanych w 2022 r. według skali podatkowej, będzie składanie rocznego zeznania podatkowego za ten rok, a więc do 30 kwietnia 2023 r. W tej sytuacji całość dochodów uzyskanych w 2022 r. rozliczona będzie na zasadach ogólnych. Należy pamiętać, że w takiej sytuacji przedsiębiorca straci prawo do odliczenia składki zdrowotnej, zmieni się też jej wysokość do 9 proc. dochodu.

– Choć wprowadzane zmiany mogą ostatecznie okazać się dla przedsiębiorców korzystne, to będą wymagały od nich i ich księgowych sporo dodatkowej pracy. Zarówno teraz, przy wyliczaniu comiesięcznych zobowiązań podatkowych według nowych zasad, jaki później, przy rocznym zeznaniu podatkowym – zauważa ekspert z Banqup.

Rewolucyjne zmiany w prawie patentowym Unii Europejskiej

Pod koniec bieżącego roku spodziewany jest start całkowicie nowego systemu ochrony patentowej Unii Europejskiej. Projekt, którego początki sięgają lat 70-tych ubiegłego wieku, wprowadza pierwszy na świecie mechanizm udzielania patentu wywołującego jednolity i niepodzielny skutek w wielu krajach. Jednocześnie działalność rozpocznie Jednolity Sąd Patentowy (UPC). Nowe prawo patentowe stwarza szereg niewątpliwych korzyści, ale także ryzyka wynikające z rewolucji zachodzącej w systemie ochrony patentowej w UE.

Stan obecny

Unia Europejska wykształciła znakomite rozwiązania prawne umożliwiające uzyskanie praw wyłącznych w zakresie znaków towarowych oraz wzorów przemysłowych wywołujących skutek na obszarze wszystkich Państw Członkowskich. Jednak w zakresie wynalazków sytuacja wygląda odmiennie. Dotychczas nie istniała możliwość uzyskania „unijnego patentu” lub innego prawa wyłącznego podlegającego jednolitej i niepodzielnej ochronie na obszarze wielu państw. Obecnie zgłaszający może wystąpić o udzielenie ochrony w procedurze krajowej w wybranym przez siebie państwie, bądź też może skorzystać z systemu EPC (Konwencja o Udzielaniu Patentów Europejskich) w celu uzyskania Patentu Europejskiego. System EPC wymaga jednak przeprowadzenia tzw. walidacji, czyli potwierdzenia ochrony patentowej przez krajowe urzędy patentowe. W kolejnych krokach zgłaszający uzyskuje szereg niezależnych praw (patentów) podlegających ochronie krajowej w wybranych państwach. Proces walidacji jest niestety czasochłonny oraz bardzo kosztowny. Co więcej, egzekwowanie udzielonej ochrony, w tym unieważnianie kolizyjnych patentów, wymaga podejmowania działań przed odpowiednimi organami w każdym z państw, w którym przeprowadzono walidację.

Patent europejski o jednolitym skutku (Patent jednolity)

Nowy system patentowy nie oznacza możliwości uzyskania „unijnego” patentu, na wzór unijnych znaków towarowych i wzorów przemysłowych. Zakres terytorialny ochrony Patentów jednolitych obejmie tylko te Państwa Członkowskie UE, które ratyfikują Porozumienie w sprawie Jednolitego Sądu Patentowego (UPCA). Dokument został podpisany przez wszystkie Państwa Członkowskie UE za wyjątkiem trzech: Chorwacji, Hiszpanii oraz Polski. Dotychczas ratyfikacji dokonało 17 państw: Austria, Belgia, Bułgaria, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Holandia, Litwa, Łotwa, Luxemburg, Malta, Niemcy, Portugalia, Słowenia, Szwecja, Włochy.

Patent jednolity będzie udzielany przez EPO (Europejski Urząd Patentowy) i będzie wywoływał jednolity i niepodzielny skutek we wszystkich państwach uczestniczących w systemie, bez konieczności jego walidacji.

Polska w nowym systemie patentowym

Pomimo iż Polska nie przystąpiła do nowego systemu, to polscy przedsiębiorcy będą oczywiście mieli możliwość zgłoszenia patentu europejskiego do EPO, a następnie złożenia wniosku o nadanie mu jednolitego skutku, uzyskując tym samym patent jednolity obowiązujący we wszystkich państwach uczestniczących w tym systemie. Dzięki temu znacząco obniżą się koszty uzyskania patentu – nie będzie bowiem konieczności przeprowadzania jego walidacji.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że nowy system patentowy wywołuje również negatywne skutki. Wszelkie spory dotyczące patentu jednolitego będą rozstrzygane wyłącznie przez Jednolity Sąd Patentowy (UPC). Koszty takich postępowań są znaczne i mogą okazać się zbyt wysokie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Przykładowo, opłata za wniesienie pozwu wyniesie od 11.000 do nawet 325.000 EUR, w zależności od wartości przedmiotu sporu. Opłata od wniosku o unieważnienie patentu jednolitego ma wynieść 20.000 EUR. Dla porównania, opłata od wniosku o unieważnienie patentu przed Urzędem Patentowym RP wynosi obecnie 1.000 PLN. Co istotne, unieważnienie patentu jednolitego będzie możliwe w ramach jednego postępowania przed UPC i nie będzie wymagało żadnych dodatkowych działań przed organami krajowymi. Jeśli przedsiębiorca utraci ochronę patentu jednolitego, negatywne konsekwencje będą rozciągać się na terytorium wielu państw. Obecnie patent europejski po walidacji może podlegać unieważnieniu, jednak wymaga wszczęcia odrębnych postępowań przed organami w każdym państwie, w którym został walidowany.

Równie istotną kwestią jest odpowiedzialność polskiego przedsiębiorcy za naruszenie patentu jednolitego. Fakt, że Polska nie przystąpiła do nowego systemu nie oznacza wyłączenia odpowiedzialności polskich przedsiębiorców za ewentualne naruszenia patentów jednolitych. Co więcej, w globalnej gospodarce, opartej w dużej mierze o rozwiązania e-commerce i szeroką dostępność produktów i usług, możliwość pozywania polskich przedsiębiorców przed UPC wydaje się bardzo realna.

Bezapelacyjnie mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją w europejskim prawie patentowym od początku jego istnienia. Możliwość egzekwowania prawa wyłącznego przed Jednolitym Sądem Patentowym, pierwszym w historii międzynarodowym sądem właściwym dla rozstrzygania sporów pomiędzy podmiotami prawa prywatnego – z jednej strony niewątpliwie usprawni rozwój i prowadzenie biznesu, z drugiej jednak strony oznacza szereg negatywnych skutków, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Autor: Maciej Priebe – Rzecznik Patentowy, Partner w Kancelarii Chałas i Wspólnicy

Co możesz zyskać idąc na szkolenie menedżerskie?

Otrzymałeś awans na menedżera lub chcesz zwiększyć wydajność swoich podwładnych? Szkolenie menedżerskie prowadzone przez doświadczonych trenerów to sposób, aby zarówno zapoznać się z podstawami zarządzania, jak i rozwinąć swoje umiejętności w tym  zakresie.

Zdobądź umiejętności niezbędne po awansie na menedżera

Aby być dobrym menedżerem, posiadanie odpowiednich kompetencji miękkich nie wystarcza – potrzebna jest jeszcze znajomość obowiązków każdego z pracowników. Z tego względu wielu menedżerów jest wyłanianych w rekrutacji wewnętrznej. Właśnie otrzymałeś awans i masz zarządzać swoimi dotychczasowymi współpracownikami? Szkolenie menedżerskie pomoże Ci przygotować się do nowej roli.

Wielu menedżerów, którzy z dnia na dzień muszą odnaleźć się na stanowisku przełożonego, poszukuje narzędzi do motywacji lub chce nauczyć się delegować zadania. Szkolenia menedżerskie obejmują takie zagadnienia nie tylko od strony teoretycznej – to także warsztaty, podczas których menedżer ma szansę zastosować zdobytą wiedzę w praktyce i dzięki temu rozwijać swoje umiejętności.

Rozwiń swoje umiejętności interpersonalne

Asertywność, komunikatywność, odporność na stres i umiejętność rozwiązywania konfliktów – to przykładowe umiejętności miękkie, które musi posiadać menedżer. Niezależnie od tego, jak długo pracujesz na stanowisku menedżera, możesz mieć przekonanie, że zespół mógłby pracować jeszcze lepiej, gdybyś potrafił go efektywniej poprowadzić. Taka refleksja to dobry moment, aby zapisać się na szkolenie menedżerskie.

W trakcie szkolenia menedżerskiego będziesz miał szansę:

  • Poznać zasady efektywnej komunikacji i następnie wdrożyć nabyte kompetencje do swojego stylu zarządzania
  • Nauczyć się rozpoznawać, jaką postawę prezentują poszczególni podwładni i w rezultacie zastosować najbardziej skuteczną technikę motywacyjną

W firmie, dla której pracujesz, zwiększała się rotacja? Szkolenie menedżerskie to także sposób, aby zbudować autorytet przywódcy i poprawić kontakt z podwładnymi.

Planuj sprawniej i naucz się kontroli pracowników

Zadań stawianych przed menedżerami jest wiele. Jeżeli zajmujesz się zarządzaniem, to doskonale wiesz, że jednym z procesów jest nieustanne ulepszanie organizacji pracy. Delegowanie zadań, podejmowanie decyzji, pilnowanie terminów i kontrolowanie podwładnych – na tym, w dużym uproszczeniu, polega codzienna praca menedżerów. Jak zwiększyć efektywność zespołu i tym samym poprawić jego wyniki? Rozwiązaniem również jest dobre szkolenie menedżerskie, które będzie koncentrowało się na budowie skutecznego zespołu.

W czasie szkolenia zdobędziesz lub odświeżysz wiedzę o cechach efektywnych zespołów, ulepszysz też swój dotychczasowy sposób wyznaczania celów i podziału zadań wśród podwładnych. Ponowne zdefiniowanie priorytetów czy wprowadzenie zmian w dotychczasowym stylu zarządzania pozwoli Ci osiągnąć zamierzony cel.

Poznaj nowe trendy w zarządzaniu

Zmiany zachodzące na rynku powodują, że organizacje wciąż poszukują nowych metod i technik, których wdrożenie pozwoli im osiągnąć zamierzone cele, w tym zyskać miano lidera w swojej branży. Szkolenie menedżerskie to doskonały sposób, aby poznać nowe koncepcje zarządzania i określić, czy będą one przydatne w Twojej firmie.

Do nowoczesnych metod zarządzania zalicza się choćby:

  • Lean management – rozwiązania opierające się o model wypracowany przez japoński koncern motoryzacyjny Toyota
  • Just in time – technika zarządzania wykorzystywana przez firmy produkcyjne, które chcą mądrze zarządzać zapasami

Zmieniasz branżę – z firmy produkcyjnej przenosisz się np. do budowlanej? Szkolenie menedżerskie pozwoli Ci zapoznać się także ze specyfiką i wyzwaniami, z jakimi przyjdzie Ci się zmierzyć w nowej pracy.

Zwiększ swoją atrakcyjność na rynku pracy

W aktualnym miejscu pracy nie masz szansy na awans? Z uwagi na posiadane predyspozycje i umiejętności uważasz, że doskonale odnalazłbyś się na stanowisku menedżera? Szkolenie menedżerskie pozwoli Ci sprawdzić swoje umiejętności w praktyce. To dobry punkt wyjścia przed rozpoczęciem ubiegania się o nową pracę.

W zależności od wybranego szkolenia możesz m.in. nauczyć się nagradzać i dyscyplinować pracowników, efektywnie komunikować się z podwładnymi czy radzić sobie w sytuacjach konfliktowych. Mimo że własny styl zarządzania wypracujesz w praktyce, to w czasie szkoleń poznasz różne narzędzia i techniki oraz nauczysz się je stosować. To pozwoli Ci odpowiednio przygotować się do pracy w charakterze menedżera i pozwoli uniknąć wielu błędów.

Automatyzacja procesów sprzedaży – o czym mowa w praktyce?

Branża e-commerce na przestrzeni ostatnich lat mocno zyskała na popularności. W dużej mierze jest to wynik pandemii i związanych z nią obostrzeń, jednak handel internetowy od zawsze wykazywał ogromny potencjał. Dzięki niemu można z łatwością nabyć towary lub usługi bez wychodzenia z domu. Staje się on ogromną szansą na rozwój dla wielu przedsiębiorstw, które do tej pory polegały na działalności offline. Konkurencja w Internecie stale rośnie, dlatego warto wdrożyć narzędzia automatyzacji procesów sprzedaży.

Czym jest automatyzacja procesów sprzedaży?

Automatyzacja procesów sprzedaży to szereg działań mających na celu zwiększenie efektywności firmy poprzez wdrożenie odpowiednich narzędzi i systemów pozwalających na automatyzację wielu procesów – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Dzięki temu każdy przedsiębiorca może zaoszczędzić wiele czasu na manualnej koordynacji pracy i skorzystać z rozwiązań generujących większy ruch w biznesie. Z narzędzi automatyzacji sprzedaży online korzystają zarówno małe firmy stawiające swoje pierwsze kroki w świecie e-commerce, jak i duże korporacje mające ugruntowaną pozycję wśród konkurencji.

Automatyzacja sprzedaży w Internecie – jak działa?

Coraz większa konkurencja na rynku wespół z większą świadomością potencjalnych klientów sprawia, że coraz trudniej zdobyć ich zaufanie. Zwracają oni uwagę nie tylko na jakość oferowanych towarów czy usług, ale przede wszystkim czas realizacji zamówienia. W przestarzałych modelach biznesowych za organizację e-commerce na każdym szczeblu odpowiadał czynnik ludzki, jednak dzięki automatyzacji procesów sprzedażowych można ograniczyć jego udział do minimum. Wdrożenie wsparcia dla systemów ERP w postaci np. BaseLinkera pozwala m.in. błyskawicznie tworzyć dokumenty sprzedaży, synchronizować stany magazynowe i ceny, a także wysyłać wiadomości do klientów według ustalonego harmonogramu.

Automatyzacja sprzedaży – indywidualne podejście

Digitalizacja sprzedaży to obecnie jeden z najważniejszych czynników decydujących o rozpoznawalności marki. Większość konsumentów oczekuje natychmiastowego dostępu do interesujących ich towarów lub usług, co pozwala zaoszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze. Firmy zajmujące się komplekoswą automatyzacją sprzedaży takie jak m.in. https://ceo.com.pl/technologia oferują indywidualne podejście do klienta i proponują rozwiązania skrojone na miarę jego potrzeb. Można liczyć na fachowy doradztwo i doświadczenie specjalistów.

Sąd apelacyjny uchyla uniewinniający wyrok Sadu Okręgowego w głośniej sprawie WGI

Po blisko dekadzie od wniesienia aktu oskarżenia w sprawie WGI o sygnaturze sygn. akt XII K 294/12, w której jednymi z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych są prawnicy działającej w tej sprawie pro publico bono Kancelarii Prawnej Skarbiec, założonej przez Roberta Nogackiego, oraz po ponad roku od kiedy oskarżeni zostali, wbrew przytłaczającemu materiałowi dowodowemu, uniewinnieni wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie,  Sąd Apelacyjny w Warszawie, nie szczędząc krytyki, uchylił wyrok Sądu Okręgowego i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.

W ustnym uzasadnieniu swojego wyroku Sąd Apelacyjny wyjątkowo trafnie stwierdził, że sprawa ta jest porażką wymiaru sprawiedliwości, a sposób procedowania sądu pierwszej instancji oraz uzasadnienie wydanego przez niego wyroku są przykładem jak sądy nie powinny działać. Jednak dzisiejszy wyrok nie zamyka sprawy. Sąd odwoławczy nie mógł zamienić wyroku uniewinniającego na wyrok skazujący nawet w przypadku swojego głębokiego przekonania o winie oskarżonych.

Sprawa powróci teraz do rozpoznania przez inny skład Sądu Okręgowego w Warszawie. Zarówno po stronie pokrzywdzonych w aferze WGI jak i pełnomocników na nowo zajaśniała nadzieja, że choć sprawiedliwość wymierzana jest powoli, to słuszny wyrok jest nieuchronny. Kancelaria Prawna Skarbiec z pewnością nie spocznie dopóki winni nie zostaną ukarani – podkreśla  Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Głównym zarzutem, który był podnoszony zarówno przez Prokuraturę jak i pełnomocników oskarżycieli posiłkowych – min. prawników z Kancelarii Prawnej Skarbiec, oraz pełnomocnika Komisji Nadzoru Finansowego dotyczył faktu, że Sąd Okręgowy ocenił obszerny materiał dowodowy w sposób w zasadzie dowolny, a nie swobodny.

Sąd nie jest skrępowany w swojej ocenie dowodów, natomiast ocena ta musi mieścić się w ramach przepisów, zasad logicznego rozumowania i być oparta na doświadczeniu życiowym oraz zawodowym sędziego. W sprawie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej sąd całkowicie wyszedł poza te granice. Ogólne i pobieżne uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji, było zupełnie oderwane od zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego co w zasadzie uniemożliwiło pełną kontrolę instancyjną skarżonego orzeczenia – komentuje Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec, która pro bono jest zaangażowana w sprawę. – Uzasadnienie Sądu Okręgowego, pomimo swej obszerności, okazało się merytorycznie puste i nieodpowiadające minimalnym wymaganiom określonym przepisami procedury karnej. Samo zestawienie zgromadzonych w sprawie opinii biegłych z treścią uzasadnienia sądu świadczy o fakcie, że sąd w ogóle nie podjął próby pogłębionej analizy zgromadzonego w sprawie materiału i jedynie powtórzył argumentacje oskarżonych. Należy pamiętać, że sąd miał ponad 8 lat by przyjrzeć się sprawie, czego niestety nie zrobił. Wobec takiego stanu rzeczy Sąd Apelacyjny wydał jedyne słuszne rozstrzygnięcie, które dla ponad tysiąca pokrzywdzonych, ponownie rozpaliło słuszne oczekiwanie, ze sprawiedliwości stanie się zadość – dodaje Nogacki.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Oświadczenie Akcjonariuszy ASM Group w sprawie działań Adama Stańczaka

W nawiązaniu do wcześniejszych informacji akcjonariusze reprezentujący ponad 65 proc. kapitału Spółki ASM Group oświadczają, że Adam Stańczak i Łukasz Stańczak nie są członkami Zarządu Spółki i nie są w żaden sposób uprawnieni do występowania w jej imieniu. Członkami Zarządu Spółki pozostają Dorota Kenny oraz Jacek Pawlak – co zostało potwierdzone w poniedziałek na podstawie głosowania Akcjonariuszy-Założycieli Spółki.

Jednocześnie Spółka ASM Group SA podjęła wszelkie niezbędne czynności zmierzające do wyeliminowania z obrotu dokumentów, którymi posługuje się pan Adam Stańczak i inne nieuprawnione osoby.

Uważamy, że obecne działania pana Stańczaka są obliczone wyłącznie na dalszą eskalację konfliktu i nie służą Spółce. Przypominamy, że pan Stańczak reprezentuje jedynie 30 proc. kapitału zakładowego ASM Group SA i nie ma poparcia pozostałych ponad 65 proc. akcjonariuszy działających w Porozumieniu, które zostało ogłoszone publicznie dnia 8 marca 2022 r. w raporcie ESPI – powiedziała Tatiana Pikula, jedna głównych Akcjonariuszy, reprezentująca także pozostałe ponad 65 proc. kapitału skupionych w Porozumieniu.

Spółka w poniedziałek, 27 czerwca, złożyła wniosek o zmianę danych w rejestrze przedsiębiorców KRS dotycząca składu Zarządu i oczekuje obecnie na wpis prawidłowego Zarządu Spółki, w którym zasiadają pani Dorota Kenny (Prezes Zarządu) i pan Jacek Pawlak. Zarząd ten został potwierdzony poniedziałkowym głosowaniem Akcjonariuszy-Założycieli Spółki przeprowadzonym na podstawie uprawnień wynikających ze statutu. Dopuszczają one możliwość odwołania i powołania dwóch członków Zarządu.

Ponadto Spółka niezwłocznie złoży odwołanie od postanowienia Sądu Rejestrowego o zmianę danych w rejestrze przedsiębiorców KRS dotyczącą składu Zarządu i Rady Nadzorczej Spółki i będzie oczekiwać na cofnięcie nieprawidłowego wpisu.

Oświadczenie pana Adama Stańczaka, dotyczące wprowadzenia jego strategii w ASM Group, która zresztą nigdy nie została przedstawiona, nie ma poparcia ponad 65 proc. Akcjonariatu. Co więcej, Akcjonariusze są wysoce zaniepokojeni, że indywidualne działania pana Adama Stańczaka mogą po raz kolejny odbić się negatywnie na ASM Group. Tak było podczas akwizycji upadłej już grupy Vertikom, kiedy to pan Stańczak również nie uzyskał żadnych zgód korporacyjnych na przeprowadzenie transakcji, a ówcześni Akcjonariusze zostali przez niego wprowadzeni w błąd – powiedziała Tatiana Pikula.

Węgrzy jednak walczą z inflacją. Co zrobi RPP?

Bank Centralny Węgier przestał się bawić w półśrodki i stopy procentowe zostały podniesione o niemal 2%. Z drugiej strony Polski Instytut Ekonomiczny wieszczy szybki koniec podwyżek nad Wisłą.

Węgrzy nie biorą jeńców

Wczorajsza decyzja Banku Węgier mocno zaskoczyła rynki. Po ostatniej niemrawej podwyżce stóp procentowych o zaledwie 0,5% wczoraj spodziewano się podobnego ruchu. Stopy procentowe wzrosły jednak o 1,85%. Trzeba oczywiście pamiętać, że tamtejszy rynek nieruchomości ma specyficzne regulacje, zatem kredytobiorcy nie odczują w większości tego wzrostu. Państwo bowiem zamroziło wysokość odsetek, pozostawiając w bankach i ich budżetach olbrzymią dziurę, którą właśnie mocno powiększa. Forint po tej decyzji się umacnia. Nie jest to żadna niespodzianka. Po pierwsze waluta Węgier szoruje ostatnio dno i rynki czekały tylko na pretekst do odkupienia forintów. Po drugie rosnące znacznie silniej od oczekiwań stopy procentowe są ku temu idealnym pretekstem. Wczoraj forint zyskał na wartości imponujące 1,5% względem złotego.

Gdzie będzie zakres wzrostu stóp w Polsce?

Polski Instytut Ekonomiczny popełnił właśnie bardzo odważną prognozę mówiącą o tym, że stopy procentowe wzrosną na lipcowym posiedzeniu i 0,5% i będzie to koniec cyklu wzrostów. Jest to bardzo odważny pogląd przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze WIBOR na dłuższe okresy jest wyższy niż na krótsze, co sugeruje, że rynek spodziewa się dalszego wzrostu stóp. Po drugie kontrakty na stopę procentową są na wyraźnie wyższych poziomach. Nie bez znaczenia jest też obecny poziom inflacji. W dłuższym okresie jest oczywiście ważny czynnik duszący inflację w postaci spowolnienia gospodarczego. Rada Polityki Pieniężnej może się jednak bać stagflacji. Pod tą nazwą znajduje się stagnacja w gospodarce połączona z inflacją. Gdyby jednak prognoza PIE okazała się słuszna, byłby to sygnał silnie osłabiający złotego, gdyż rynki liczą na dużo wyższe wzrosty.

Absurdalna wycena rubla

Wydawać by się mogło, że sankcje i izolacja Rosji spowodują, że waluta tego kraju zaliczy gwałtowny spadek. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Dzisiaj rubel ustanowił kolejny rekord. 150% wzrostu od dołka z początku rosyjskiej agresji. Dlaczego piszemy o tym jako o absurdzie? Wycena rubla po odcięciu Rosji od rynków to okrutna fikcja. Napompowana w ten sposób gospodarka na papierze staje się nagle niesamowitym mocarstwem. Jeżeli w statystykach uwzględni się to nagłe wzbogacenie, Rosja może bardzo sprawnie wrócić na miejsce, gdzie była jeszcze przed poprzednim atakiem na Ukrainę. Po otwarciu rynków zobaczymy jednak najprawdopodobniej jedną z najbardziej brutalnych przecen w historii ostatnich lat.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Białorusini w Polsce – aktualne dane migracyjne

Obywatele Białorusi są drugą najliczniej reprezentowaną grupą cudzoziemców w Polsce. Liczba Białorusinów posiadających ważne zezwolenia na pobyt przekroczyła 50 tys. osób. Zdecydowany wzrost skali migracyjnej w tym przypadku zauważalny jest od sierpnia 2020 r.

Ułatwienia w wydawaniu wiz i dostępie do rynku pracy sprawiły, że Polska stała się bardzo atrakcyjnym kierunkiem dla białoruskich migrantów. Przedsiębiorcy i specjaliści z branży IT mogą korzystać z programu Poland.Bussines Harbour – kompleksowego pakietu ułatwiającego relokację na terytorium Polski. Posiadacze tzw. wiz humanitarnych mogą natomiast podejmować pracę bez konieczności posiadania dodatkowych zezwoleń.

W efekcie, od początku 2021 r. liczba obywateli Białorusi posiadających ważne dokumenty pobytowe wzrosła o ok. 90 proc. Większość Białorusinów dysponuje zezwoleniami na pobyt stały wydanymi w związku z posiadaniem polskiego pochodzenia i Kart Polaka. Systematycznie rośnie także liczba osób z zezwoleniami na pobyt czasowy. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy.

Z Białorusi do Polski emigrują w zbliżonej proporcji mężczyźni i kobiety. Z nieco ponad 50 tys. obywateli Białorusi posiadających ważne karty pobytu, ok. 55 proc. to osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat. Dzieci i młodzież poniżej 20. roku życia stanowią 17 proc., a osoby powyżej 40 lat – ok. 28 proc.

Rozmieszczenie terytorialne Białorusinów osiedlających się w Polsce jest dość nierównomierne. Większość zamieszkuje województwo mazowieckie – 19 tys. osób oraz podlaskie – 9 tys. osób. Ponadto, najczęściej wybieranymi regionami są: małopolskie (4,2 tys.), pomorskie (4 tys.) i lubelskie (3,2 tys.).

Od wyborów prezydenckich na Białorusi z sierpnia 2020 r., utrzymuje się również zwiększona liczba osób ubiegających się w Polsce o udzielenie ochrony międzynarodowej. Decyzje o przyznaniu takiej ochrony otrzymało już prawie 3 tys. Białorusinów.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo na podstawie wiz.

Deloitte: W Polsce 60 proc. konsumentów ocenia, że podwyżki cen nie do końca odzwierciedlają skalę inflacji

– W czerwcowej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, widać wyraźnie, że po okresie, gdy wojna w Ukrainie generowała poważne obawy dotyczące sfery politycznej czy społecznej, teraz na pierwszy plan wybija się niepewność finansowa – tak deklaruje 63 proc. ankietowanych w Polsce. Z drugiej strony jednak, choć obawy inflacyjne na świecie nadal powoli rosną – odsetek respondentów z Polski zaniepokojonych wzrostem cen spadł o 3 p.p. i jest o 5 p.p. mniejszy niż średnia globalnie.

W 31. odsłonie badania Global State of the Consumer Tracker, przeprowadzonej pod koniec maja 2022 r., pytani coraz powszechniej deklarują spadek obaw bezpośrednio wynikających z agresji Rosji na Ukrainę. Jako powód większego niepokoju niż tydzień wcześniej, zamiast sytuacji politycznej częściej wymieniają zagadnienia finansowe. W ostatniej ankiecie wskazało na nie 63 proc. respondentów z Polski i oznacza to wzrost o 2 p.p. Jednocześnie kwestie polityczne wymienia już tylko 53 proc. pytanych (spadek o 8 p.p.), a społeczne – 38 proc. (o 3 p.p. mniej).

Na dalszy plan zeszły też niepokoje dotyczące sfery zdrowotnej – o pandemii mówi zaledwie 18 proc. ankietowanych, podczas gdy w poprzedniej fali badania uzyskała ona 27 proc. wskazań. Od badania przeprowadzonego w lutym oznacza to spadek niepokoju dotyczącego COVID-19 aż o 27 p.p.

Choć minimalnie mniejszy niż w kwietniu, utrzymuje się jednak bardzo wysoki poziom obaw dotyczących potencjalnego wpływu wojny w Ukrainie na codzienne życie – tak ocenia 95 proc. respondentów badania przeprowadzonego w Polsce. 12 proc. wskazuje na delikatne zaniepokojenie sytuacją za naszą wschodnią granią, a 29 proc. trochę się nią martwi. Jednak odsetek mówiących, że bardzo boją się możliwego wpływu inwazji na ich bieżącą sytuację ponownie spadł, tym razem o kolejne 4 p.p. i wynosi teraz 37 proc. Może wynikać to rosnącego znaczenia dla respondentów innych czynników, o które byli pytani respondenci, np. obawy związane z rosnącymi cenami – mówi Anna Rączkowska, partnerka w dziale Doradztwa Podatkowego, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Uczestnicy badania przeprowadzonego w Polsce nie zmienili natomiast swoich opinii, jeśli chodzi o konkretne sfery życia, na które wpływ ma ich zdaniem sytuacja w Ukrainie. Odpowiedzi utrzymują się na poziomie podobnym do poprzedniego badania, a najpowszechniejszą poważną konsekwencją wojny jest nadal wzrost cen paliw, który wymienia 69 proc. Wpływ na możliwość ogrzewania domów wskazuje 65 proc. ankietowanych (wzrost o 3 p.p.), a większe wydatki na produkty spożywcze 59 proc. (o 2 p.p. więcej).

Obawy inflacyjne na świecie nadal powoli rosną

W ujęciu globalnym badanie konsumentów pokazuje, że od początku roku co miesiąc poziom zaniepokojenia sytuacją inflacyjną regularnie nieznacznie przyrasta – do 76 proc. wskazań w ostatnim badaniu. Ponownie takie wskazania są najczęstsze w RPA 90 proc. (wzrost o 1 p.p.), Hiszpanii 88 proc. (wzrost o 2 p.p.) i Irlandii 84 proc. (spadek o 1 p.p). Z takim samym wynikiem do tego grona dołączyli też respondenci z USA.

Zmiany zaszły też w trójce państw, których obywatele deklarują największy optymizm – na pierwsze miejsce wysunęła się Korea Płd., gdzie odsetek ankietowanych wskazujących na swoje obawy inflacyjne spadł o 2 p.p., do 58 proc. W tym samym czasie w Chinach i Japonii wyniósł on po 60 proc. – wzrost deklaracji o odpowiednio 3 p.p. i 2 p.p.

Wśród ankietowanych z Polski między poszczególnymi falami badania w tym roku da się zauważyć brak stałego trendu – wskazania raz rosną, a raz spadają: między lutym a marcem o 3 p.p. w dół, w kolejnym miesiącu o 4 p.p. w górę, a teraz ponownie o 3 p.p. w dół.

W odpowiedziach uzyskanych wśród polskich konsumentów utrzymuje się natomiast opinia, że doświadczane przez nich podwyżki nie do końca odzwierciedlają skalę inflacji. Na zbyt wysoki wzrost cen i wykorzystywanie przez firmy sytuacji do zwiększenia własnych przychodów wskazywało 60 proc. pytanych (wzrost o 2 p.p.), a jedynie co czwarty (spadek o 2 p.p.) ocenił, że dzięki podwyżkom przedsiębiorstwa pokrywają tylko własne rosnące koszty.

Rośnie poczucie bezpieczeństwa konsumentów

W majowej edycji badania Deloitte wszystkie wskazania dotyczące średniego deklarowanego przez konsumentów na świecie poczucia bezpieczeństwa podczas różnych aktywności wzrosły względem poprzedniej ankiety. Jedynym wyjątkiem są odpowiedzi dotyczące możliwości robienia zakupów w sklepach stacjonarnych – w tym przypadku odsetek utrzymał się na poziomie 70 proc. Równie dobrze konsumenci czują się tylko podczas wizyt w restauracjach 70 proc. (wzrost o 2 p.p.). O tyle samo zwiększyło się poczucie bezpieczeństwa w czasie udziału w wydarzeniach masowych (do 58 proc.). W przypadku korzystania z usług osobistych wskazania zwiększyły się o 1 p.p. (do 67 proc.). Najbardziej, o 3 p.p., wzrosło zaufanie do usług hotelowych (do 67 proc.) oraz podróżowania samolotem (do 55 proc.).

Choć rośnie poczucie bezpieczeństwa w sklepach stacjonarnych, w ostatnim badaniu wyraźnie spadł jednak odsetek konsumentów deklarujących, że w poszczególnych kategoriach produktów tylko w taki sposób dokonują zakupów: do 63 proc. w przypadku produktów spożywczych, 54 proc. – leków, 47 proc. – artykułów pierwszej potrzeby czy 44 proc. – środków higieny osobistej. Tym razem to nie obawy o zdrowie, ale kwestie cen i przekonanie o tańszych zakupach internetowych mogły zdecydować o takich opiniach ankietowanych – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy & Design w regionie Europy Centralnej, Deloitte Digital.

Więcej chętnych na zakup samochodu, szczególnie nowego

W maju zwiększył się odsetek konsumentów deklarujących chęć zakupu samochodu w nadchodzącym półroczu. W poprzednim badaniu tak odpowiedział niespełna co piąty pytany (19 proc.), teraz już 23 proc. Co ciekawe, w tym samym czasie o 2 p.p. spadł odsetek respondentów oceniających, że w przyszłości zamierzają częściej korzystać z własnego pojazdu – tak uważa 17 proc., a przeciwnego zdania jest niespełna co siódmy pytany.

Więcej chętnych do wymiany samochodu to może być efekt większej dostępności pojazdów. Po okresie pandemii, gdy na nowe auto trzeba było czekać wiele miesięcy, wreszcie o kupno jest trochę łatwiej. Możliwe też, że dopiero teraz dochodzi też do finalizacji transakcji zaplanowanych wcześniej i niemożliwych do zrealizowania. Może o tym świadczyć także fakt, że więcej ankietowanych deklaruje chęć zakupu pojazdu nowego – w kwietniu tak odpowiadało 40, a teraz 43 proc. pytanych – mówi Daniel Martyniuk, partner, lider doradztwa technologicznego Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec maja 2022 r. Była to 31. edycja przeprowadzona globalnie i 25., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.