Outsourcing pracowniczy — dlaczego się opłaca?

Istnieje wiele branż, dla których normalną sytuacją są okresy pełne nowych zleceń, a także miesiące, gdy jest ich znacznie mniej. W takiej sytuacji, firmy nie chcąc tworzyć nowych etatów dedykowanych wyłącznie danemu projektowi, decydują się na outsourcing pracowniczy. Jest to świetne rozwiązanie również dla wszystkich przedsiębiorstw, które poszukują optymalizacji kosztów. Dlaczego się opłaca? Podpowiadamy.

Czym jest outsourcing?

Outsourcing polega na powierzeniu przez przedsiębiorstwo części jego wewnętrznych procesów zewnętrznemu podmiotowi, który specjalizuje się w danej branży. W tym przypadku oddelegowany do wyznaczonych zadań jest zewnętrzny pracownik. Przedsiębiorca, który korzysta z takiej usługi, nie nawiązuje więc stosunku pracy z tą konkretną osobą, tylko rozlicza się z firmą outsourcingową, taką jak Agencja pracy tymczasowej Fast Service. To do jej obowiązków należy koordynacja wszelkich kwestii formalnych i administracyjnych związanych z zatrudnieniem pracowników tymczasowych, a także rozliczanie ich płac.

Zalety outsourcingu pracowniczego

Przedsiębiorstwa, które korzystają z outsourcingu pracowników, doceniają to rozwiązanie ze względu na to, że mogą się skupić wyłącznie na podstawowym obszarze swojego funkcjonowania. Jest to więc dla nich duża oszczędność czasu i pieniędzy, które mogą inwestować w budowanie przewagi konkurencyjnej.

Niewątpliwą zaletą outsourcingu pracowniczego są korzyści finansowe, ponieważ to firma, która deleguje pracownika, zajmuje się opłaceniem jego wszelkich składek, a także zobowiązań podatkowych. W razie ewentualnych zwolnień lekarskich to również przedsiębiorstwo outsourcingowe ponosi ich koszty. Dodatkowo decydując się na ten rodzaj współpracy, nie musimy martwić się rekrutacją i utrzymaniem miejsca pracy.

Jedną z największych zalet outsourcingu pracowniczego jest odciążenie swojego własnego personelu. Często powierzenie swoim pracownikom obowiązków, które leżą poza ich obszarem zainteresowań, może być dla nich czasochłonne i wzbudzać frustracje. Outsourcing pracowniczy pozwala na odciążenie personelu, zwłaszcza w okresach zmultiplikowanej liczby zleceń, ale także na przykład podczas sezonu urlopowego.

Podjęcie współpracy z firmą, która zajmuje się outsourcingiem pracowniczym, pozwala również na przyspieszenie procesu rekrutacji, a także odciążenie działu HR. Dodatkowo korzystanie z firmy zewnętrznej pozwala na znaczne szybsze pozyskanie personelu. Więcej informacji na temat outsourcingu pracowniczego znajdziemy na https://fast-service.com.pl/outsourcing-2/.

Nowe trendy w handlu elektronicznym w Europie: cyfrowe portfele zdobywają Niemcy, podczas gdy PayPal wciąż dominuje we Włoszech

  • Dobra fizyczne dominują w europejskich wydatkach na handel elektroniczny, podczas gdy usługi cyfrowe i podróże dopiero wracają do łask, wynika z raportu Nexi 2021 European eCommerce Report.
  • Łączna wartość wydatków na zakupy online we Włoszech, Niemczech oraz krajach skandynawskich wyniosła w 2021 roku prawie pół biliona euro.

Nowe trendy w płatnościach e-commerce ewoluują, wynika z najnowszego raportu sporządzanego przez europejską Grupę Nexi. Niemieccy konsumenci wybierają e-portfele zamiast dotychczas preferowanego fakturowania i płatności przelewem. Natomiast silną popularnością we Włoszech cieszy się wciąż PayPal, który jest preferowany przez połowę kupujących.

Konsumenci w Finlandii wydali na zakupy w sieci w 2021 roku ponad 8,7 mld euro. W Danii było to 14 mld euro; w Norwegii 15,7 mld euro; w Szwecji 22,5 mld euro; w Austrii 23,2 mld euro oraz 31,4 mld euro w Szwajcarii. Europejskimi liderami okazały się Włochy z 186,7 mld euro i Niemcy z wydatkami rzędu 190 mld euro. Łączna wartość wydatków na zakupy online wyniosła prawie 500 miliardów euro.

Niemieccy konsumenci prawie zawsze wybierają płatność za pomocą portfel elektronicznych. 39 proc. preferuje właśnie taką metodę, 23 proc wciąż woli regulować faktury w tradycyjny sposób za pomocą przelewu. Austria podziela niemieckie zamiłowanie do e-portfeli (25 proc.), stawiając na prostotę, bezpieczeństwo i szybkość.

Natomiast we Włoszech konsumenci zdecydowanie preferują PayPal (50 proc.), przy czym 58 proc. wskazuje bezpieczeństwo jako kluczowy czynnik przy podejmowaniu decyzji dotyczącej formy płatności. Drugą ulubioną włoską opcją są karty płatnicze – 19 proc.

Duńscy konsumenci w przeważającej mierze preferują płatności kartą kredytową (51 proc.), ale ponad jedna trzecia (34 proc.) korzysta z popularnej w Danii aplikacji MobilePay. Finowie nadal preferują „tradycyjne” technologie transakcyjne, jak przelewy bankowe online (34 proc.) czy karty kredytowe (24 proc.). Duża popularnością w Skandynawii cieszą się lokalne metody płatności, jak VIPPS w Norwegii (23 proc.) czy Swish w Szwecji (19 proc).

– Raport Nexi European eCommerce 2021 pokazuje, że konsumenci oczekują, sprawdzonych, bezpiecznych i wygodnych form płatności. – mówi Omar Haque, Head Group E-commerce w Nexi Group. – Kupujący mają większe zaufanie do nabywania produktów online niż przed pandemią, co w niespotykany dotąd sposób przełoży się na demokratyzację zakupów online we wszystkich kategoriach produktowych w Europie. Co ciekawe ​​konsumenci porzucają koszyk, jeśli na przykład nie otrzymują możliwości skorzystania z preferowanej opcji płatności.

Potrzebne inwestycje w infrastrukturę gazu LPG

Polska Izba Gazu Płynnego (PIGP) – identyfikując się z sytuacją naszych Ukraińskich sąsiadów – w pełni popiera deklarację polskiego rządu o odejściu od dostaw rosyjskiego LPG do końca bieżącego roku. Izba uważa, że zadeklarowany przez rząd termin jest realny, abyśmy mogli chociaż częściowo zastąpić dotychczasowe dostawy dostawami z innych kierunków. Obecnie prowadzone są rozmowy zarówno z dostawcami jak i z dysponentami sieci logistycznych, które pozwolą na przekierowanie do polski dostaw z innych kierunków niż dotychczasowy kierunek rosyjski. Kluczowe jednak w tej sytuacji jest podjęcie przez Unię jasnych zobowiązań sankcyjnych tak, aby uniknąć sytuacji w której tylko Polska wprowadzi sankcje – a tymczasem rosyjski gaz LPG będzie nadal płynął do krajów Europy Zachodniej, po czym będzie wracał jako gaz europejski do Polski, tyle tylko, że w zdecydowanie wyższych cenach. Za to zapłaci przede wszystkim polski odbiorca.

– Polska musi jak najszybciej rozpocząć inwestycje w nową infrastrukturę dla dostaw gazu LPG z kierunków zachodnich. Prywatni polscy przedsiębiorcy – działający na tym rynku od 30 lat – zbudowali ogromne możliwości przeładunkowe i magazynowe na wschodniej granicy. Zainwestowali miliony złotych, a teraz okazuje się, że ta infrastruktura nie będzie potrzebna po zakręceniu kurka z gazem LPG z Rosji – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Bielski, prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego (PIGP) – Dlatego jak najszybciej trzeba rozpocząć inwestycje w nową infrastrukturę w zachodniej części Polski oraz w portach morskich.  Tu ważną rolę mogą odegrać instytucje państwowe, które powinny takie inwestycje budżetowe także zaplanować. Można na przykład przeznaczyć ponad 1,5 mld zł – środków zgormadzonych przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych w ramach opłaty zapasowej płaconej przez importerów LPG na przestrzeni ostatnich lat – aby zbudować nowe magazyny i terminale przeładunkowe. Całkowite rozbudowanie infrastruktury przeładunkowej i przystosowanie jej do przyjmowania w 100% gazu z kierunku zachodniego potrzeba od 2 do 3 lat. Jednak zadeklarowany przez Przedstawicieli Rządu okres przejściowy do końca bieżącego roku pozwoli przynajmniej na zabezpieczenie podstawowych potrzeb konsumentów gazu i pozwoli uniknąć kryzysu w postaci braku dostaw.

Takie decyzje potrzebne są jak najszybciej. Dodatkowo Polska jest obecnie istotnym eksporterem gazu LPG na Ukrainę. W związku z trwającą wojną gaz nie płynie na Ukrainę z Rosji, Białorusi (z powodów politycznych), z Kazachstanu (ze względów logistycznych), ani morzem z uwagi na blokadę portów czarnomorskich. Sytuacja ta będzie trwać nadal również po wojnie. Ograniczając podaż na rynku polskim zmniejszy się możliwość dostaw gazu z Polski na Ukrainę. Po zakończeniu wojny należy zakładać, że importerzy z Ukrainy również będą przez pewien czas polegać na dostawach z Polski, dopóki nie przygotują własnej logistyki dostaw i infrastruktury. Dlatego infrastruktura LPG w Polsce ma obecnie wymiar krytyczny – apeluje Bielski.

Wynajem mieszkania zamiast kupna? Rynek najmu znów na fali

Drastycznie drożejące kredyty, niepewność gospodarcza i polityczna, fala migracji ze wschodu – wszystkie te czynniki przesuwają zainteresowanie klientów rynku mieszkaniowego z kupna na wynajem. Czynsze mocno idą w górę, trend rosnący widać od początku roku. Rynek należy do wynajmującego, najemcy są w gorszej pozycji, bo popyt na mieszkania do wynajęcia przewyższa podaż.

Wyraźne przesunięcie w kierunku wynajmu jest zauważalne, jeśli spojrzeć na wzrosty stawek za mieszkania. Czynsze szły co prawda w górę przez cały zeszły rok, ale przyspieszyły po pierwszych podwyżkach stóp procentowych NBP, a więc jesienią zeszłego roku i z początkiem tego roku, gdy okazało się, że pieniądz pożyczony z banku nadal bardzo szybko drożeje.

Popularny wynajem

Wynajem w przypadku wielu osób rozważających kupno własnego M, stał się koniecznością z racji topniejącej zdolności kredytowej i rosnących rat. Przypomnijmy, że od jesieni zeszłego roku do teraz podstawowa stopa procentowa NBP wzrosła z niemal zera do 6 proc. Do tego trzeba dodać marżę bankową i prowizję, by uzyskać całkowity koszt kredytowania. Dziś RRSO przeciętnego kredytu na 30 lat wynosi około 8,5 – 10 proc.

Taki stan rzeczy oczywiście drastycznie przekłada się na zdolność kredytową. Dla przykładu – jeśli na koniec kwietnia modelowa rodzina średnio zarabiających mieszkańców Warszawy z dzieckiem, chciała zaciągnąć kredyt, mogła uzyskać finansowanie w wysokości  nieco ponad 400 tys. zł. Wg analityków PKO BP, rok temu byłoby to ponad 1,1 mln zł.

Z analizy ekspertów banku wynika, że zdolność kredytowa modelowych odbiorców zmniejszyła się aż o ponad połowę w porównaniu do minionych 12 miesięcy, z czego w 2/3 odpowiada za to wzrost stóp procentowych, a w 1/3 rekomendowane bankom przez KNF zasady wyliczania tejże zdolności. W Katowicach, czy Krakowie w zeszłym roku średnio zarabiająca rodzina z dzieckiem mogła dostać nawet 1 mln zł kredytu na 25 lat. Teraz jest to 400 tys. zł. W ujęciu procentowym zdolność kredytowa dla mieszkańców tych miast spadła o ponad 50 proc. W Warszawie spadek jest blisko 60–procentowy. Zaznaczmy, że od momentu, kiedy raport został opublikowany stopy procentowe NBP poszły jeszcze do góry.

Kredyty mieszkaniowe – spada liczba wniosków

Taka sytuacja musi uderzać w popyt na mieszkania i kredyty mieszkaniowe – i uderza. Widać to było już w pierwszym kwartale roku. Wg ekspertów PKO BP w lutym liczba wniosków kredytowych spadła aż o 36,3% r/r, a w marcu o 5,9% r/r.

Z danych Amron – Sarfin wynika, że w I kwartale br. liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 47 767 i była niższa aż o 25,27% niż w poprzednim kwartale i niższa o 16,45% od wyników I kwartału zeszłego roku. Wartość nowo udzielonych kredytów hipotecznych wyniosła 16,932 mld zł, co oznacza spadek o 24,59% w odniesieniu do IV kwartału ubiegłego roku oraz o 5,36% do analogicznego okresu zeszłego roku.

Tak więc rosnące zainteresowanie wynajmem  w wielu przypadkach jest po prostu koniecznością, wynikającą z niemożności zakupu mieszkania na własność. Rynek wynajmującego już przed pandemią kształtowany był w dużej mierze przez rzesze obcokrajowców ze wschodu, którzy u nas pracowali. Zainteresowanie wynajmem – zwłaszcza krótkoterminowym – spadło co prawda mocno w pierwszym okresie pandemii, ale popyt szybko się odbudował i dziś przekracza już poziom z 2019 roku, zwłaszcza że od lutego do Polski przyjechało kolejne kilka milionów osób z ogarniętej wojną Ukrainy.

Czynsze na drożdżach

Z ostatniego raportu Amron Sarfin za I kw. 2022 wynika, że tylko w ciągu kwartału czynsze najmu mieszkań w Warszawie wzrosły aż o ponad 8 proc., a wzrost stawek rok do roku wyniósł aż ponad 23 procent. Najwyższe kwartalne wzrosty odnotowano we Wrocławiu, gdzie w ciągu kwartału mieszkania podrożały o ponad 10 proc., a rok do roku o 22 proc. W Katowicach roczny wzrost stawek wyniósł aż ponad 27 proc.

Mapka 1 Czynsze najmu (źródło: Amron Sarfin, raport za I kw. 2022)Czynsze najmu

Wynajem a kredyt

Z danych Amron – Sarfin wynika, że w Warszawie przeciętny czynsz najmu mieszkania wynosi aktualnie 2000 zł. Jest to stawka uśredniona. Można założyć, że przeciętne ceny najmu dwóch pokoi będą wynosić około 2200 – 2500 zł miesięcznie. Zakładając, że modelowa rodzina zaciągnie kredyt na 30 lat na kwotę 400 tys. zł, by kupić mieszkanie dwupokojowe, to aktualnie rata takiego kredytu wyniesie już ponad 3000 zł. Tak więc wynajem wypada korzystniej jeśli chodzi o wysokość obciążenia, jest też po prostu łatwiejszy do uzyskania, bowiem najemca nie przechodzi szczegółowej procedury analizy możliwości finansowych, jak ma to miejsce przy kredycie. Nie ulega jednak wątpliwości, że wraz z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych i drożejącymi kredytami, w górę będą szły również stawki czynszów mieszkań.

Eksperci rynku mieszkaniowego podkreślają, że to właśnie popyt na mieszkania na wynajem ze strony klientów inwestycyjnych może w pewnym stopniu zahamować korektę cen mieszkań. Inwestorzy, zwłaszcza posiadający kapitał, którzy nie muszą posiłkować się kredytem, będą nadal zainteresowani taką lokatą środków, zwłaszcza w obliczu rosnącego popytu ze strony najemców. Poza tym zakup mieszkania postrzegany jest ciągle jako bezpieczna w dłuższej perspektywie forma lokaty środków i zachowania ich wartości.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

VRG S.A. przeznaczy 39,8 mln zł na dywidendę

Zwyczajne walne zgromadzenie VRG S.A. zdecydowało o przeznaczeniu 39,8 mln zł z zysku netto osiągniętego przez spółkę w latach ubiegłych na dywidendę, co oznacza wypłatę 0,17 zł na akcję – podała spółka w komunikacie.

Decyzja walnego zgromadzenia dotycząca wypłaty dywidendy jest zgodna z uchwałą przyjętą przez zarząd VRG S.A. w dniu 20 maja 2022 r. oraz z polityką dywidendową spółki. Dzień dywidendy tj. dzień ustalenia listy akcjonariuszy uprawnionych do dywidendy za 2021 rok, ustalono na dzień 15 lipca 2022 r. Termin wypłaty dywidendy ustalono na dzień 29 lipca 2022 roku.

– Jednym z celów zarządu jest zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej VRG, a co za tym idzie wartości naszych akcji. Środkiem do tego celu jest wzrost biznesu oraz odpowiedzialne dzielenie się wypracowanym przez Grupę zyskiem z akcjonariuszami. Rekomendacja o wypłacie dywidendy oraz opublikowanie polityki dywidendowej było jedną z naszych pierwszych wspólnych decyzji jako zarządu. To nasz manifest określający, jak chcemy zarządzać spółką w następnych latach – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu VRG

Decyzja o wypłacie dywidendy stanowi realizację założeń przyjętej przez zarząd VRG S.A. w dniu 18 maja 2022 roku polityki dywidendowej spółki. Zakłada ona coroczne rekomendowanie wypłaty w przedziale 20-70 proc. skonsolidowanego zysku netto przy założeniu, że wskaźnik dług netto/EBITDA na koniec roku obrotowego wyniesie mniej niż 2,5. Każdorazowo przed przedstawieniem rekomendacji walnemu zgromadzeniu, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację finansową Grupy, potrzeby inwestycyjne, sytuację płynnościową, perspektywy rozwoju w danej sytuacji rynkowej i makroekonomicznej, plany akwizycyjne oraz kowenanty bankowe.

Ostatnia wypłata dywidendy przez VRG S.A. (dawniej Vistula Group S.A.), w wysokości 0,74 zł na akcję, miała miejsce w 1999 roku.

Życie na kredycie: 72% kredytobiorców dotkliwie odczuwa wzrost rat

Jak wynika z najnowszego raportu „Polacy o cenach produktów i usług”, opracowanego przez agencję Inquiry, już co trzeci Polak odczuwa dotkliwie wzrost rat kredytów zarówno konsumpcyjnych, jak i hipotecznych. Zmniejsza się także siła nabywcza gospodarstw domowych – blisko połowa badanych (46%) wskazuje, że w porównaniu z ubiegłym rokiem odczuwają spadek dochodów. Równie duża grupa osób spodziewa się, że podobna tendencja utrzyma się w najbliższej przyszłości.

Znaczący wzrost cen produktów i usług spowodował, iż w ciągu ostatniego miesiąca wzrosły obawy o możliwość terminowej spłaty kredytów – w maju 2022 r. odsetek osób deklarujących takie obawy wśród kredytobiorców wynosił 62% w porównaniu do 55% w marcu i 57% w kwietniu. Jednocześnie wzrost wysokości rat kredytów okazał się bardzo dotkliwy dla budżetu domowego co trzeciego kredytobiorcy, a dla dalszych 39% – raczej dotkliwy. Skala zjawiska jest niepokojąca, biorąc pod uwagę, że prawie połowa z nas spłaca kredyt konsumpcyjny lub hipoteczny.

Oprócz wzrostu rat kredytów, wielu Polaków odczuwa wzrost cen produktów i usług. Zdecydowana większość wskazuje w kolejnych falach badania, ze w ostatnim miesiącu wzrosły ceny produktów spożywczych (94%) oraz pozostałych produktów i usług (85%). Z miesiąca na miesiąc zwiększa się także odsetek osób, dla których wzrost cen produktów i usług jest uciążliwy: na wysokie ceny skarży się już obecnie 2/3 badanych. Wzrost cen powoduje, że musimy ograniczać wydatki, przy czym najczęściej rezygnujemy z wydatków na rozrywkę i kulturę, a także usługi gastronomiczne.

Badani dostrzegają także związek pomiędzy inflacją a sytuacją międzynarodową (70%), jak również ze wzrostem cen paliw (77%), energii (69%), oraz transportu (52%), które podają najczęściej za przyczyny obecnej sytuacji. Dodatkowo Polacy tłumaczą wzrost cen wzrostem podatków (36%) oraz programami społecznymi, w tym 500+ (34%). W konsekwencji, aż 88% Polaków spodziewa się w najbliższych miesiącach wzrostu zarówno cen produktów spożywczych, jak i pozostałych produktów i usług. Na poprawę nastrojów nie wpływa również fakt, iż ponad połowa z nas negatywnie ocenia działania polskiego rządu w zakresie przeciwdziałania skutkom inflacji (54%).

Sytuacja gospodarstw domowych w Polsce robi się coraz trudniejsza. Większość Polaków upatruje przyczyn inflacji w zjawiskach zewnętrznych (a nawet gotowa jest zaakceptować wyższe ceny paliw), niemniej widzimy powody do niepokoju. Już teraz ograniczamy wydatki na rzeczy, które nie są absolutnie niezbędne – komentuje Agnieszka Górnicka, prezes agencji Inquiry.

Pełna wersja najnowszego raportu „Ceny produktów i usług” jest dostępna pod adresem: https://inquirymarketresearch.pl/polacy-o-cenach-produktow-i-uslug/

O badaniu
Badanie „Polacy o cenach produktów i usług” jest realizowane metodą CAWI w miesięcznych falach od marca 2022 r. na reprezentatywnej próbie ok. 2000 dorosłych Polaków w każdej fali (sondaż online na panelu YouGov).

Grupa PGE sfinalizowała zakup trzech lądowych farm wiatrowych

PGE zakończyła transakcję zakupu trzech lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy 84,2 MW. Dzięki akwizycji moc zainstalowana Grupy PGE w technologii onshore wzrosła o 12 proc. do ponad 770 MW, co zapewni Grupie PGE utrzymanie pozycji największego krajowego wytwórcy energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Portfel lądowych farm wiatrowych Grupy PGE stanowi 11 proc. udziału zainstalowanych mocy w farmach wiatrowych w Polsce.

Zgodnie z zapowiedzią do końca II kwartału 2022 r. zamknęliśmy transakcję przejęcia trzech lądowych farm wiatrowych. Inwestycja o łącznej mocy 84,2 MW wpisuje się w realizację naszej strategii biznesowej, zgodnie z którą do 2030 roku będziemy posiadać 1,7 GW mocy zainstalowanej w lądowych farmach wiatrowych. Już teraz z mocą zainstalowaną ponad 770 MW w wietrze jesteśmy liderem energetyki odnawialnej w Polsce – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Akwizycja oznacza dla Grupy PGE wzrost mocy zainstalowanej z 688 MW do 772 MW w technologii onshore oraz wzrost udziału w rynku z 9,6 proc do 10,8 proc. (wg danych Agencji Rynku Energii moc zainstalowana farm wiatrowych na koniec 2021 r. wyniosła blisko 7.117 MW).

Farmy, które nabyła Grupa PGE, znajdują się w trzech różnych województwach: województwie kujawsko-pomorskim (FW Radzyń o mocy 36,9 MW), województwie łódzkim (FW Ścieki o mocy 22 MW) i wielkopolskim (FW Jóźwin o mocy 25,3 MW). W sumie to łącznie 32 turbiny o łącznej mocy 84,2 MW i średniej produkcji rocznej na poziomie 240 tys. MWh, co pozawala zabezpieczyć zapotrzebowanie 120 tys. gospodarstw domowych, czyli miasta wielkości Lublina. Farmy posiadają długoterminowe umowy na zakup zielonej energii elektrycznej przez klientów zewnętrznych, które częściowo zabezpieczają wyprodukowane wolumeny nawet do 2030 r. Do ok. 2030 r. będą one korzystać z systemu wsparcia w formie zielonych certyfikatów.

Farmy te charakteryzują się wysoką produktywnością, w szczególności Farma Wiatrowa Radzyń, której wykorzystanie mocy netto na poziomie powyżej 3 400 FLH (ang. full load hours) zbliżone jest do wartości osiąganych przez morskie farmy wiatrowe. Dodatkowo, Farma Wiatrowa Ścieki zlokalizowana jest w bezpośrednim sąsiedztwie FW Skoczykłody nabytej przez PGE w 2020 r., co pozwoli wygenerować dodatkowe synergie w ich obsłudze w ramach Grupy.

Transakcja jest elementem realizacji Strategii Grupy PGE do 2030 roku, która zakłada, że w 2030 r. Grupa PGE będzie posiadać 1,7 GW mocy w lądowych farmach wiatrowych, co zostanie osiągnięte również poprzez akwizycje.

Informacje o transakcji

W kwietniu 2022 r. PGE podpisała umowę warunkową na nabycie trzech lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy 84,2 MW. Warunkiem zawieszającym transakcję było uzyskanie zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Spółka otrzymała taka zgodę w czerwcu 2022 r. i zgodnie z zapowiedzią transakcja została zamknięta w II kwartale 2022 r.

Akwizycja została zrealizowana przez PGE Energia Odnawialna, spółkę z Grupy PGE, która zawarła z Vanadium Holdco Limited umowę sprzedaży, w wyniku której nabyła 100 proc. udziałów w spółce Collfield Investments, posiadającej 100 proc. udziałów w trzech spółkach celowych operujących trzema farmami wiatrowymi o łącznej mocy 84,2 MW. Wartość transakcji wyniosła 939 mln zł łącznie i  obejmuje również gotówkę w kwocie ok. 180 mln zł zgromadzoną na rachunkach Collfield i jej spółek zależnych.

Zdrowie psychiczne i relacje w pracy

Co drugi Polak posiadający pracę deklaruje, że rzuciłby ją, jeśli negatywnie wpływałaby na zdrowie fizyczne lub psychiczne – wynika z najnowszych badań Pracuj.pl. Pracownicy w Polsce w teorii zdają się mieć rosnącą świadomość znaczenia dobrych relacji i odpowiedniego balansu w życiu zawodowym. Mimo to w praktyce wciąż mierzą się z wieloma wyzwaniami, często decydującymi o poszukiwaniu nowej pracy. Dlaczego mówimy sobie „dość”, co pozwala nam zostać na dłużej u pracodawcy i jak pandemia wpłynęła na nasz dobrostan w pracy? O tym piszemy w materiale z badania „Nowe oblicza pracy”.3xzdrowie

Najważniejsze ustalenia:

  • 50% Polaków rzuciłoby pracę wpływającą negatywnie na zdrowie fizyczne.
  • 45% zrobiłoby tak samo, jeśli wpływałaby źle na zdrowie psychiczne.Dobra atmosfera, relacje z szefem i docenianie utrzymują nas w pracy.
  • Pandemia wpłynęła na relacje ze współpracownikami 54% Polaków.

W poszukiwaniu lepszych relacji i balansu

Polacy pozostają mobilni zawodowo, a ponad co trzeci deklaruje, że aktywnie szuka nowej pracy. Najbardziej wyróżniającymi się i najczęstszymi motywacjami do podjęcia takiego kroku są kwestie finansowe, zwłaszcza w dobie wysokiej inflacji. Jednak wśród czynników decydujących o zmianie zawodowej istotne są także „miękkie aspekty”, związane z relacjami, poczuciem docenienia, kondycją psychiczną.Zdrowie i relacje

Na przełomie 2021 i 2022 roku na całym świecie głośno mówiło się o „great resignation” (ang. „wielka rezygnacja”), czyli masowych odejściach z pracy, odnotowywanych szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Za jedne z kluczowych przyczyn tego zjawiska uznawane są niezadowolenie z pracy czy chęć zadbania o własne zdrowie psychiczne. W efekcie nawet 4 na 10 Amerykanów myślało o opuszczeniu obecnego pracodawcy.

Ostatnie kilkadziesiąt miesięcy z różnych powodów dostarczało pracownikom w wielu krajach różnorodnych napięć i trudności. Czy ten czas wpłynął na wagę, jaką jako Polacy przykładamy do relacji i zdrowia psychicznego w środowisku zawodowym? By odpowiedzieć na te i wiele innych pytań, zespół Pracuj.pl przygotował badanie „Nowe oblicza pracy”, w którym o opinie dotyczące życia zawodowego zapytaliśmy 2128 Polaków.

Negatywny wpływ na zdrowie? Wielu mówi „nie”

Badania Pracuj.pl wskazują, że Polacy – przynajmniej na poziomie deklaracji – wykazują się stosunkowo dużą gotowością na porzucenie pracy, która wpływa na nich negatywnie. Najczęściej wskazywaną motywacją jest pogarszanie się zdrowia fizycznego. Byłoby ono przyczyną porzucenia pracodawcy przez połowę respondentów. Tylko nieco rzadziej do rezygnacji z obecnego miejsca zatrudnienia skłoniłoby badanych pogarszające się zdrowie psychiczne, wskazywane przez 45% respondentów. Odsetek w obu przypadkach jest znacznie wyższy, niż w przypadku pojawienia się wypalenia zawodowego. Ten aspekt skłoniłby do porzucenia pracy znacznie mniej, bo 27% Polaków badanych przez Pracuj.pl.Zdrowie i relacje

Co interesujące, do porzucenia pracy w każdym z przypadków bardziej skłonni są mężczyźni. Pogarszające się zdrowie psychiczne i wypalenie zawodowe są natomiast motywacjami do rezygnacji nieco częściej dla osób w młodszym wieku. Wraz ze stażem pracy taka skłonność maleje.Zdrowie i relacje

Podobne proporcje dostrzec można także wśród Polaków, którzy są skłonni porzucić obecną pracę i zmienić ją na mniej płatną. Najczęściej motywacją jest pogarszanie się zdrowia fizycznego (45%), nieco rzadziej wskazywano gorsze zdrowie psychiczne (42%), a wyraźnie rzadziej wskazywane było wypalenie zawodowe (27%).

We współczesnym życiu zawodowym dążymy do realizacji wielu ambicji, czasem trudnych do pogodzenia. Chcemy godnie zarabiać i mieć ciekawą pracę, ale jednocześnie zachować zdrowy dystans do obowiązków. Dążenie do jednoczesnego spełnienia tych wymagań jest częstą motywacją do zmiany miejsca zatrudnienia, którą ułatwia dobra koniunktura na rynku pracy. Interesujące jest, że według naszych badań Polacy nieco częściej są skłonni porzucić pracę, którą uważają za szkodliwą, nie posiadając żadnej alternatywy, niż zmienić ją na mniej płatną, ale gwarantującą lepszy balans. W obu przypadkach około połowy badanych byłoby gotowych podjąć decyzję o odejściu. Jednak praktyka dowodzi, że bez pomocy odpowiednich ekspertów wciąż sami często zbyt późno orientujemy się, że w pracy przekroczyliśmy granicę, za którą życie zawodowe zaczyna negatywnie wpływać na nasze zdrowie psychiczne czy fizyczne. Odpowiednio szybkie wykrywanie i przeciwdziałanie tym procesom jest ważną cechą zarówno najlepszych pracowników, jak i pracodawców
-– mówi Agnieszka Bieniak, Dyrektorka HR w Grupie Pracuj.

Relacje motywują do pozostania i… zmiany

Jak wykazały ostatnie badania Pracuj.pl, relacje międzyludzkie w pracy mają także niebagatelny wpływ na mobilność zawodową Polaków. Dbałość o ten aspekt odgrywa szczególną rolę w utrzymaniu pracowników w firmie na dłużej. Co trzeci badany respondent wskazuje, że do pozostania w obecnym miejscu przekonuje panująca w firmie dobra atmosfera, niewiele rzadziej wskazywane były dobre relacje z przełożonym. Ponadto co czwarty respondent nie szukający nowej pracy przyznawał, że ważną motywacją jest poczucie bycia docenionym.Zdrowie i relacje

Dla osób przynajmniej pobieżnie śledzących trendy na rynku pracy nie jest zaskoczeniem, że do zmiany pracodawcy najczęściej skłaniają Polaków lepsze zarobki w innych miejscach. Jednak nie można lekceważyć motywacji związanych z relacjami i zdrowiem psychicznym. Blisko co czwarty respondent rozglądający się za nowymi ofertami robi to, bo czuje się niedoceniony. Kolejne 17% motywuje do zmiany zła atmosfera panująca w firmie. Pewną dozę optymizmu pozwala zachować fakt, że tylko 7% badanych wskazuje na złe relacje z szefami jako kluczową przyczynę zmiany pracy.Zdrowie i relacje

Pandemia: wymagająca próba relacji i empatii

Choć czasem trudno w to uwierzyć, z pandemią koronawirusa w Polsce mierzymy się od niemal 2,5 roku. Wciąż nie sposób w pełni oszacować, jak ten czas wpłynie długofalowo na zdrowie psychiczne Polaków i ich relacje z otoczeniem. Jednak już dziś dostrzec można, że okres pandemii spowodował w wielu wypadkach zarówno pozytywne, jak i negatywne procesy wpływające na kontakty międzyludzkie.Zdrowie i relacje

Nie inaczej jest w świecie pracy. Z badań Pracuj.pl wynika, że 54% pracujących Polaków deklaruje wpływ pandemii na ich relacje ze współpracownikami. Co trzeci respondent doświadczył zarówno złych, jak i dobrych zjawisk z tym związanych, 14% – wyłącznie pozytywnych, natomiast 7% – wyłącznie negatywnych.Zdrowie i relacje

Do „jasnych stron” relacji w pracy podczas pandemii zalicza się na pewno wzajemna pomoc, przejawiająca się we wsparciu między członkami zespołu (33%), większej solidarności (30%) oraz wsparciu mentalnym od współpracowników (24%). Osoby, które doświadczyły dobrych zjawisk związanych z czasem pandemii zwracały także uwagę na większe zrozumienie różnorodności: otwartość na różne poglądy na temat pandemii (32%) oraz na specyfikę sytuacji rodziców mających dzieci, które uczą się zdalnie (28%). Ostatnie 2,5 roku, mimo ograniczenia kontaktu w części miejsc pracy, stało się także czasem narodzin nowych przyjaźni (25%).Zdrowie i relacje

Pandemia uwolniła jednak także nie tylko pozytywne, ale i negatywne procesy. Wśród najczęściej wskazywanych „ciemnych stron” relacji w dobie koronawirusa wskazywane były te związane z kontaktem międzyludzkim, spadkiem empatii i kwestiami konfliktogennymi. Do pierwszej grupy zaliczają się osłabienie relacji w zespole (46%) i rzadsze kontakty ze współpracownikami (42%). W drugiej znalazły się spadek wzajemnego zaufania w zespole (32%) oraz mniejsza empatia i samolubność (29%). Do trzeciej natomiast zaliczają się kłótnie i konflikty na temat pandemii (34%) oraz niesprawiedliwy podział obowiązków przez braki kadrowe (21%).

Pandemia koronawirusa uwypukliła wiele zjawisk, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych w życiu organizacji. Solidarności, przyjaźni i zrozumieniu między pracownikami towarzyszyły niestety także nieufność, obawy czy konflikty. Wiele z tych zjawisk jest naturalnych dla dużych społeczności. To, które z nich będą nabierać na sile, zależy jednak od przejrzystej i transparentnej komunikacji. Z naszych doświadczeń wynika, że firmy stawiające duży nacisk na klarowne informowanie pracowników, wzmacniające wymianę wiedzy i kontakt, częściej budują dobre zespoły. Także takie, które radzą sobie i wzajemnie się wspierają w trudnych, nieprzewidzianych sytuacjach – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.

W poszukiwaniu balansu

Przeprowadzone na koniec 2020 roku badanie Pracuj.pl wykazywało, że ponad połowa Polaków postrzega dzisiejszą pracę zawodową jako źródło większych napięć i stresu, niż 10 lat temu. Choć aktywność pracodawców i zaangażowanie pracowników pozwalają patrzeć z optymizmem na możliwości zmiany pracy na lepszą, warto takie kroki podejmować w przemyślany sposób, by uniknąć wspomnianej wcześniej „wielkiej rezygnacji”.

W sieci nie brakuje źródeł wiedzy o pracodawcach, ich aktywności czy wartościach firmy. Chcąc uniknąć wypalenia zawodowego czy dołączyć do zespołu, który pasuje do nas temperamentem, warto poświęcić sporo czasu na lepsze poznanie potencjalnego szefa czy współpracowników. I choć staranie o wyższe zarobki to nieodłączny, ważny element życia zawodowego, dobrze by w parze z nimi szła odpowiadająca nam kultura firmy czy styl pracy, który nie obciąża naszego zdrowia.

O BADANIU

Badanie Pracuj.pl „Nowe oblicza pracy” zostało przeprowadzone w marcu 2022 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie portalu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na próbie 2128 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

Kolejny dzień siły złotego

Pomimo czarnych chmur zbierających się nad budżetem polski złoty wyraźnie zyskuje na wartości. Nasze pensje przynajmniej średnio rosną pierwszy raz od dawna wolniej od inflacji.

Złoty się umacnia

Polska waluta po nagłym osłabieniu w Boże Ciało stabilnie odrabia straty. Wczoraj udało jej się zejść nawet poniżej tamtych poziomów, a dzisiaj od rana kontynuuje ruch spadkowy. W ciągu raptem trzech dni euro staniało z poziomu 4,74 zł do poziomu 4,64 zł. Złotemu sprzyja przede wszystkim oczekiwany dalszy wzrost stóp procentowych, o czym świadczy przynajmniej gwałtownie rosnąca w ostatnich dniach rentowność obligacji. W ciągu dwóch tygodni wzrosła ona o imponujące 1,5%. Wzrost ten miał miejsce z poziomu 6,6% na 8,1%. Zła wiadomość jest taka, że najprawdopodobniej porównywalnie drożej będziemy teraz emitować kolejny dług. Będzie to miało istotny wpływ na koszt obsługi zadłużenia w budżecie. Jest to bardzo istotna zmiana kosztów względem zeszłego roku, kiedy 10-letnie obligacje były oprocentowane poniżej 2%.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj wyniki z polskiego rynku pracy. Wzrost wynagrodzeń powoli spowalnia. Ze wzrostem na poziomie 13,5% pierwszy raz od dawna znajdujemy się w nieciekawej sytuacji, kiedy płace rosną wolniej od inflacji. W rezultacie pokazuje to, że średnio stać nas będzie na mniej niż rok temu. Mimo że wciąż jesteśmy rozwijającym się krajem. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że o ile wzrost cen jest w miarę równo rozłożony, to wzrost płac jest średni, czyli nie dotyczy wszystkich. Dobrą wiadomością dla pracowników jest wciąż istniejący wzrost zatrudnienia o 2,4%. To z kolei powoduje, że na rynku nadal powinno brakować pracowników i w konsekwencji powodować presję na wzrost płac.

Groźba inflacyjna za Odrą

Od strony praktycznej najbardziej interesuje nas inflacja konsumencka. Pokazuje ona bowiem, ile realnie więcej płacimy za towary i usługi. Jest jednak jeszcze jeden istotny wskaźnik, czyli inflacja producencka. Pokazuje nam, jak rosną ceny producentów. Dlaczego to ważne? Dobrym przykładem są nasi zachodni sąsiedzi. Tam co prawda inflacja konsumencka jest na znacznie niższym poziomie niż w Polsce. Z drugiej strony ceny producentów rosną o imponujące 33,6% w skali roku. Oznacza to, że gwałtownie spada rentowność niektórych branż. W rezultacie niedługo nie będzie się dało chować wzrostu kosztów w niższej marży, co może spowodować gwałtowne przyspieszenie wzrostu cen. Tak nawet względem dzisiejszych poziomów. Takie zjawisko może powodować dalsze pchanie stóp procentowych w górę, co z kolei tworzy ryzyko wypędzenia gospodarki w recesję.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

KSeF: Na razie widać słabe zainteresowanie. Doradcy podatkowi wskazują przyczyny i punktują rozwiązanie

Obecnie KSeF jest dobrowolny, ale od 2024 roku prawdopodobnie stanie się obligatoryjny. Zgodę na taki termin wydała Rada UE. Z kolei Ministerstwo Finansów podaje, że do 9 czerwca odnotowano 779 uwierzytelnień w środowisku produkcyjnym i ponad 731,7 tys. – w testowym. Firmy wystawiły też przeszło 8,9 mln próbnych faktur. Komentujący te dane eksperci wskazują, że jak na razie to dość małe zainteresowanie. Nie brakuje też opinii, że KSeF jest dysfunkcjonalny i przedsiębiorcy nie zechcą go wdrażać, a nawet zaczną go bojkotować. Resort wskazuje jednak zalety korzystania z systemu. Ale doradcy podatkowi zwracają przy okazji uwagę na obowiązki i nieuniknione koszty związane z wdrażaniem. I dodają, że są oczywiście plusy oraz minusy rozwiązania, jednak czas pokaże, jak to będzie w praktyce funkcjonowało.

Małe zainteresowanie

Od początku tego roku Krajowy System e-Faktur jest rozwiązaniem dobrowolnym. Jednak od 1 stycznia 2024 roku prawdopodobnie stanie się obligatoryjny. Zgodę na taki termin wydała Rada UE. Według szacunków Ministerstwa Finansów, w ciągu roku zainteresowanie systemem może wyrazić około 10% podmiotów. Zarówno informacje resortu, jak i sygnały z zewnątrz, potwierdzają, że firmy mają własny harmonogram wdrożenia KSeF. W dużej mierze może to nastąpić w trzecim lub czwartym kwartale br.

– Jeśli KSeF będzie obligatoryjny od 2024 roku, to przedsiębiorcy powinni już teraz zacząć przygotowywać się do tego. W średnich i dużych firmach faktury sprzedaży mogą być wystawiane przez kilkanaście osób, które należy wdrożyć, jak również odpowiednio przeszkolić – analizuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów zaznacza, że część firm sprawdza nie tylko środowisko testowe, ale i produkcyjne. Nie zamyka więc w nim całej sesji i nie wystawia faktury ustrukturyzowanej. Do 9 czerwca br. odnotowano 779 uwierzytelnień przedsiębiorców, którzy działają w środowisku produkcyjnym. Natomiast w środowiskach testowych, które cieszą się największym zainteresowaniem, odnotowano 731 711 uwierzytelnień w systemie i wystawiono 8 926 938 faktur testowych.

– Zainteresowanie tym rozwiązaniem, mimo usilnych prób przekonania przedsiębiorców, jest raczej śladowe. KSeF jest dysfunkcjonalny, niemożliwy do wdrożenia na większości rynków, np. na stacjach benzynowych. Stąd też podatnicy, nawet jeśli zostaną do tego zobligowani, w jakimś zakresie prawdopodobnie to zbojkotują – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Z kolei doradca podatkowy Ewa Flor stwierdza, że procesy księgowe da się digitalizować i daje to długofalowe, obustronne korzyści. Niemniej jednak to rozwiązanie może napotkać opór przedsiębiorców. Ekspert powołuje się na raport GUS-u, z którego wynika, że tylko 68% firm w Polsce wystawia faktury elektronicznie. Zatem jedna trzecia przedsiębiorców będzie musiała definitywnie zmienić swoje podejście, co z pewnością nie będzie dla nich łatwym zadaniem.

– Każda zmiana podatkowa budzi u przedsiębiorców szereg, często uzasadnionych, obaw. Trudno się im dziwić, bo w Polsce otoczenie prawno-podatkowe nie sprzyja prowadzeniu firmy. Często wprowadzane systemy centralne są wadliwe. Z praktyki wiem, że nie wszystkie działają, jak trzeba i w niektórych urzędach system się nie przyjął. Jeśli KSeF nie zadziała i spowoduje podwójną pracę po stronie podatników, to przedsiębiorcy nie będą chcieli go wdrażać – dodaje Natalia Stoch-Mika.

Zachęty i koszty

Ministerstwo Finansów wymienia na swojej stronie internetowej korzyści wynikające z e-fakturowania. To m.in. szybszy termin zwrotu VAT-u (skrócony z 60 do 40 dni), bezpieczeństwo (faktura nie zaginie) czy przyspieszenie obrotu (pewność, że faktura trafiła do kontrahenta). Jak podkreśla Ewa Flor, szybszy zwrot podatku nie będzie mógł być wyższy niż 3 tys. zł. Na to rozwiązanie nie będą mogły liczyć też nowe firmy. Ustawa nakazuje bowiem, by podatnik przez 12 miesięcy poprzedzających bezpośrednio okres w rozliczeniu, za który występuje z wnioskiem o zwrot, był zarejestrowany jako czynny podatnik VAT-u.

– Kwestia trochę szybszego terminu zwrotu VAT-u nie ma znaczenia biznesowego. To, że zginie kopia faktury, jest obawą o trzeciorzędnym znaczeniu. Natomiast planowane zmiany doprowadzą do całkowitej dezorganizacji fakturowania w Polsce. Nabywca staje się dłużnikiem, kiedy otrzyma fizycznie fakturę. Tu jej obiektywnie nie otrzymuje, tylko będzie musiał jej szukać w KSeF. Nikt o zdrowych zmysłach nie zgodzi się na tę fikcję otrzymywania faktur nieotrzymanych, bo od tego momentu biegnie termin płatności. To jest po prostu zły pomysł – stwierdza prof. Modzelewski.

Natomiast Natalia Stoch-Mika uważa, że zmiany w zakresie ujednolicenia faktur i KSeF są korzystne. I one powinny być wprowadzone już wiele lat temu, jeszcze przed wdrożeniem JPK. Ekspert zaznacza, że faktury elektroniczne w Polsce przecież istnieją już od wielu lat. Natomiast KSeF jest jedynie kolejnym krokiem, który ma ułatwić dostarczanie wystawianych faktur „na bieżąco” do urzędu skarbowego.

– Początkowa faza działania KSeF będzie wiązać się z dodatkowymi kosztami i nakładem czasu. Już teraz przedsiębiorcy obawiają się konsekwencji pomyłek, niespełniania pewnych obowiązków na nich nałożonych, tym bardziej że mają doświadczenia z wdrożenia obowiązkowych struktur JPK_VAT. Wprowadzenie KSeF w firmach będzie wymagało wielu zmian w systemach operacyjnych, księgowych i informatycznych, testów i uzgodnień – analizuje Ewa Flor.

Jak zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, przedsiębiorca może wskazać osobę odpowiedzialną za wystawienie faktury, np. księgowego lub skorzystać z biura rachunkowego. Zdaniem eksperta, część podatników poradzi sobie z zaplanowaną zmianą. Mowa o grupie korzystającej z aktualizowanych na bieżąco systemów finansowo-księgowych, w których będzie wprowadzony KSeF. Natomiast przedsiębiorcy, którzy zamierzają przenieść obowiązek wystawiania faktur na biuro rachunkowe, powinni się liczyć ze zwiększeniem opłat za usługi księgowe.

– Nie ma żadnych przeszkód, żeby każdy upoważnił do wystawiania faktur kogokolwiek chce. Natomiast nikt na dużą skalę nie zdecyduje się na coś takiego. Fakturowanie to jest przecież tajemnica handlowa, konkurenci nie mogą mieć do niej dostępu. A jeśli pełnomocnik popełnia błąd, poświadcza nieprawdę na dokumencie, to przedsiębiorca za to odpowiada. Obowiązują tutaj przepisy art. 270a i 271a kodeksu karnego, które mówią o fakturach podrobionych, przerobionych i poświadczających nieprawdę, wprowadzające zagrożenie do 8 lat więzienia – podsumowuje były wiceminister finansów.

Gdzie jest Polska Fundacja Narodowa? Pytają przedsiębiorcy. Potrzeba pilnie promocji polskiej turystyki za granicą

W ostatnich dniach trwają bardzo intensywne dyskusje na temat kondycji polskiej turystyki. Długi czerwcowy weekend pokazał, że zainteresowanie turystów polskim morzem jest spore, choć przedsiębiorcy zwracają uwagę na sporą niepewność i wiele rezerwacji robionych dosłownie „na ostatnią chwilę”. Północna Izba Gospodarcza pozostaje w bieżącym kontakcie z przedsiębiorcami, którzy przyznają, że po dwóch sezonach z COVID-19 trzeci minie branży turystycznej pod znakiem inflacji i wojny w Ukrainie. – Polskich przedsiębiorców straszy inflacja, a zagranicznych wojna w Ukrainie. Hotele i organizatorzy turystyczni wspólnie z samorządami robią wszystko, by przyciągnąć nad polskie morze jak najwięcej turystów. Brakuje nam jednak zaangażowania jednostek centralnych. Jeden z przedsiębiorców zapytał nas:  gdzie jest Polska Fundacja Narodowa? Jakie prowadzi działania poza granicami kraju, by przyciągać do nas turystów? – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – To ważne pytanie. Apelujemy więc o informacje, jakie Fundacja podejmuje działania dla promocji polskiej turystyki. Chętnie podpowiemy jak taka kampania powinna wyglądać i jakie są oczekiwania przedsiębiorców – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

„Im więcej turystów z zagranicy, tym lepsza kondycja polskich przedsiębiorców w kurortach nadmorskich”

Sezon turystyczny nad morzem zaczyna się w majówkę. Szczyt zwykle ma miejsce w lipcu, ale także w sierpniu i we wrześniu zwykle hotele zajęte były przez turystów. W tym sezonie jednak zmiennych i niepewności jest przynajmniej tyle samo, co w trudnych czasach pandemii. Jak wyjaśnia Prezes Hanna Mojsiuk turyści bardzo często rezerwują hotele w ostatniej chwili. Polscy turyści szukają także oszczędności dosłownie wszędzie, gdzie się da.

– Musimy szukać turystów zagranicą i przekonywać ich do tego, by przyjeżdżali na urlop nad polskie morze. Jesteśmy krajem bezpiecznym. Wojna w Ukrainie nie powinna wpływać w żaden sposób na to, ilu turystów do nas przyjedzie. Wielu przedsiębiorców wczesną wiosną odbierało telefony z odwoływanymi rezerwacjami z Niemiec, Skandynawii czy Czech, bo były wielkie obawy czy wojna nie rozleje się zaraz na całą Europę. Dzisiaj widzimy, że nie ma takiego zagrożenia, ale turyści nie zawsze zdecydowali się na powrót – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecnie.

– Im więcej turystów z zagranicy, tym lepsza kondycja polskich przedsiębiorców w kurortach nadmorskich. Polscy turyści są mocno nękani inflacją i kosztami rosnących stóp procentowych. Turyści z zagranicy przyjeżdżając do Polski nie liczą się z kosztami aż tak bardzo. Jest ogromne oczekiwanie, że frekwencja w hotelach, restauracjach i punktach handlowych turystów z zagranicy będzie wysoka – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Polska turystyka wymaga promocji zagranicą. Przedsiębiorcy potrzebują nowej energii

Podczas spotkania z przedsiębiorcami z sektora hotelowego Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk usłyszała pytanie: jak przedsiębiorców wspiera Polska Fundacja Narodowa i czy promuje polską turystykę zagranicą? Polska Turystyka bardzo tego potrzebuje .

– Zadaniem Polskiej Fundacji Narodowej jest promowanie Polski zagranicą, a obecnie polska turystyka wymaga takiej promocji. Potrzebujemy nowej energii po czasach pandemii, jest także nadal potrzeba przełamywania stereotypu, że pomoc Ukrainie w czasie wojny sprawia, że wakacje w naszym kraju są niebezpieczne. To nieprawda, trzeba krzyczeć o tym głośno i powtarzać to na każdym kroku – mówi Hanna Mojsiuk.

– Apelujemy do agend rządowych o większe zaangażowanie w promocję polskiej turystyki zagranicą. Jesteśmy ciekawi jak w tym zakresie działa Polska Fundacja Narodowa, bo  myślę, że jest tutaj duży potencjał  do zrealizowania– dodaje Hanna Mojsiuk.

W transporcie drogowym towarów przybywa dłużników, a w pasażerskim długów

Choć wojna w Ukrainie do tej pory nie przełożyła się na pogorszenie jakości wzajemnych rozliczeń większości firm, ma jednak bezpośredni i negatywny wpływ na polską gospodarkę. Co ósme przedsiębiorstwo działa w ograniczonym zakresie, a skutki konfliktu najbardziej dotkliwie odczuwa sektor transportowy. Tu już niemal co piąty podmiot mierzy się z jego konsekwencjami. Może to być początek poważnych kłopotów branży, szczególnie, że wojna się przedłuża, paliwo cały czas drożeje i w życie weszły unijne przepisy Pakietu Mobilności. Od początku br. zaległości transportu, wzrosły znacząco do niemal 2,5 mld zł. W największych tarapatach finansowych są firmy z Mazowsza, Śląska i Wielkopolski. Średnio na przedsiębiorcę ze Śląska przypada ponad 101 tys. zł długów.

Z cyklicznej ankiety wśród 500 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wynika, że 30 proc. miało w ostatnich 6 miesiącach klientów opóźniających przez ponad 60 dni rozliczenia za otrzymany towar czy usługi. Kwartał wcześniej było to 33 proc., a przed rokiem 35 proc. – pokazują badania Keralla Research realizowane co kwartał dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Ogólnie sytuacja wydaje się więc poprawiać, a w transporcie nawet bardziej niż w pozostałych branżach. Obecnie udział firm przewozowych posiadających niesolidnie rozliczających się kontrahentów wynosi 28 proc. wobec 36 proc. przed rokiem.

W transporcie drogowym towarów przybywa dłużników, a w pasażerskim długów
Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Z jednej strony, więc jest zmiana na lepsze, ale z drugiej widać zdecydowane pogorszenie. Sam sektor transportowy w pierwszych miesiącach tego roku znacząco powiększył zaległości wobec kontrahentów i banków, mimo że jeszcze w ubiegłym roku kwota nieopłaconych zobowiązań, faktur i rat spadła o 2,3 proc. Ale już w I kw. br. wzrosła o 16 proc. (347 mln zł) i osiągnęła wartość 2,48 mld zł, wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Wzrosła też liczba niesolidnych płatników (firm aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) – z 33 tys. do 36 tys. – Warto zaznaczyć, że z uwagi na uwzględnianie co najmniej 30 dniowych opóźnień w spłacie, są to dane jeszcze sprzed wybuchu wojny w Ukrainie, która jak już wiadomo dobitnie daje się we znaki firmom przewozowym. Po dwóch miesiącach konfliktu 18 proc. biznesów transportowych mówiło, że odczuwa negatywne skutki tej wyjątkowej sytuacji. A wojna trwa. Konflikt szczególnie pogarsza położenie firm transportowych związanych z rynkiem wschodnim, ale wszystkim szkodzi utrata kierowców z Ukrainy i galopujący wzrost cen paliw. Do tego doszły jeszcze kolejne przepisy unijnego Pakietu Mobilności, które od lutego zobowiązują m.in. do innego podejścia do wynagrodzeń kierowców – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor prowadzącego rejestr dłużników konsumentów i firm.

Mocne pogorszenie w przewozach pasażerskich i towarowych

Dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wskazują, że pierwsze miesiące tego roku to przede wszystkim pogłębienie się problemów przedsiębiorstw transportu pasażerskiego. Podwoiły one swoje zaległości. Z 347 mln zł nowych nieopłaconych zobowiązań, 201 mln zł przybyło właśnie przedsiębiorstwom świadczącym usługi przewozu osób, mimo że liczba firm – dłużników wzrosła nieznacznie, bo z ponad 5 tys. do 5,4 tys.

– W rezultacie, obserwujemy skok średniego długu firm transportu pasażerskiego z 37 tys. zł do niemal 72 tys. zł. Fatalnie zaczął też ten rok śródlądowy transport pasażerski, który zwiększył zaległości z niecałego 1 mln zł do prawie 46 mln zł. Kłopoty, przynajmniej kilku podmiotów są tu bardzo poważne, bo średnia zaległość wypada w milionach złotych – 2,9 mln zł. Najwięcej nowych dłużników, prawie 2,2 tys. przybyło jednak w transporcie drogowym towarów. Na koniec I kw. kłopoty z płatnościami wobec dostawców i firm finansowych miało 25,6 tys. podmiotów. Wartość zaległości drogowego transportu towarów przekroczyła 1,72 mld zł i była wyższa o ponad 90 mln zł niż na koniec 2021 r. Zaległości transportu rosną, choć same firmy transportowe nie zaczęły jeszcze skarżyć się na większe problemy z pozyskiwaniem należności – zauważa Sławomir Grzelczak.

Firmy średnie mają najwięcej nieterminowych płatników

Opóźnienia w płatnościach to problem, z którym mierzą się wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od tego, ile osób zatrudniają. W najgorszej sytuacji znajdują się jednak firmy średnie i to niezależnie od reprezentowanego sektora. Tam kłopoty z terminowym otrzymywaniem płatności ma aż 46 proc. z nich. Na początku tego roku poprawy nie odnotowały również mikro działalności, gdzie odsetek podmiotów, którym zleceniodawcy opóźniają zapłatę należności o ponad 60 dni, utrzymuje się na poziomie 21 proc. Największej poprawy solidności płatniczej kontrahentów doświadczyły małe firmy, zatrudniające od 10 do 49 osób. Odsetek podmiotów, którym zdarzało się czekać ponad dwa miesiące za dostarczony towar czy usługę spadł z 37 do 30 proc. Wynika to ze zmiany praktyk i uważniejszego podejścia do kontrahentów.

– Firmy nie są już tak chętne, jak kiedyś do sprzedaży z odroczonym terminem płatności, a jeśli jest to konieczne, z większą uwagą przyglądają się zleceniodawcom. Chętniej sięgają po wsparcie profesjonalistów pomagających odzyskiwać należności. Część klientów zaczęła się też zachowywać bardziej odpowiedzialnie wobec dostawców ze względu na problemy z łańcuchami dostaw. W rezultacie już piąty kwartał w sektorze MŚP utrzymuje się stosunkowo niski jak na nasze warunki  ok. 30 proc. odsetek firm, którym zleceniodawcy nie płacą przez dwa miesiące od wyznaczonego terminu – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Dodaje, że sytuacja jest dynamiczna i że wojna w Ukrainie, rosnąca inflacja oraz obawy o spowolnienie gospodarcze będą wpływały na utrzymanie dotychczasowych postaw. W takich okolicznościach jednak może się pogarszać położenie przedsiębiorstw, które nie robią nic, by zapobiec opóźnieniom w spływie należności.

Firmy transportowe z Mazowsza, Śląska i Wielkopolski w największych tarapatach

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, najwyższe kwoty zaległości mają firmy transportowe działające na Mazowszu, Śląsku i w Wielkopolsce – kolejno prawie 468 mln zł, 451 mln zł i 263 mln zł. W tych województwach jest również najwięcej dłużników z branży. Za to średnia zaległość na firmę jest najwyższa na Śląsku – 101 409 tys. zł. Znacznie powyżej średniej dla kraju wypadają też zaległości firm w woj. łódzkim – prawie 78 tys. zł. Obecnie  najlepiej sobie radzą przedsiębiorcy z województw: opolskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego.

W transporcie drogowym towarów przybywa dłużników, a w pasażerskim długów 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Zaskakująca decyzja Szwajcarskiego Banku Narodowego istotna nie tylko dla franka

Frank szwajcarski po wolcie Szwajcarskiego Banku Narodowego, który niespodziewanie podniósł stopy procentowe, był najlepiej radzącą sobie walutą G10. Agresywne podwyżki w krajach rozwiniętych mogą wpływać na zmianę optyki również w krajach takich jak Polska.

Gwałtowna wyprzedaż aktywów ryzykownych na całym świecie miała niejednoznaczny wpływ na waluty. Kurs EUR/USD doświadczył względnej stabilizacji po specjalnym zebraniu EBC, które uspokoiło peryferyjne rynki długu. Dla walut rynków wschodzących był to mieszany tydzień.

Zebrania kluczowych banków centralnych są już za nami, teraz rynki skupią się na bieżących i wyprzedzających danych makroekonomicznych, by przekonać się, czy uzasadnione są obawy o recesję wyraźnie widoczne na rynkach akcji. Kluczowym dniem pod tym względem będzie czwartek, kiedy poznamy wstępne odczyty wskaźników PMI w strefie euro, Wielkiej Brytanii i USA. Wskaźniki te są szczególnie istotne w przypadku dwóch pierwszych gospodarek. Spodziewamy się, że dane w tych trzech strefach ekonomicznych będą zbieżne z trwającą ekspansją, co może złagodzić recesyjne obawy.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł spore zawirowania na parach ze złotym. Kurs EUR/PLN wzrósł o ok. 1,5% i w trakcie tygodnia znajdował się nawet na poziomie 4,74, niewidzianym od marca. Można to częściowo wiązać z ograniczoną aktywnością polskich traderów z uwagi na Boże Ciało, a kurs obecnie jest bliższy poziomowi 4,65, niemniej ostatnia słabość złotego zwraca uwagę. Może być pewnego rodzaju zwiastunem tego, co może się stać z polską walutą, jeśli globalne banki centralne będą agresywnie podnosiły stopy, a Narodowy Bank Polski niedługo zakończy cykl.

Niespodziewanie silne sygnały i ruchy, w tym szczególnie te ze strony Fedu i SNB, są szokiem dla rynku. Naturalną zmianą w kontekście tego, co obserwujemy na zewnątrz kraju, byłoby docelowe silniejsze podniesienie stóp, niż zakładaliśmy wcześniej. Na to też liczy rynek, wyceniając, że stopy dobiją do co najmniej 8%. Pomimo ostatniej zmiany w retoryce NBP osiągnięcie tego typu poziomów wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.

W tym tygodniu czeka nas zatrzęsienie publikacji z polskiej gospodarki. Poznamy m.in. dane z rynku pracy, o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. To m.in. od nich powinny zależeć dalsze kroki NBP, tym samym dane mają znaczenie też dla perspektyw złotego.

EUR

Nadzwyczajne posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego spowodowane gwałtownymi wzrostami różnic rentowności krajów peryferyjnych i centrum uspokoiło rynki mimo braku szczegółowego planu zapobiegania temu zjawisku. Mimo że wystarczyło to, by tymczasowo powstrzymać spadek euro – które ostatecznie radziło sobie lepiej od większości głównych walut – spodziewamy się, że rynki wkrótce zażądają konkretów.

Zaplanowane na ten tydzień przemówienia członków EBC mogą rzucić trochę tak potrzebnego światła na to, jak będzie wyglądać narzędzie banku centralnego przeciwdziałające fragmentacji. Dodatkowo czwartkowe wyprzedzające wskaźniki PMI powinny rozwiać obawy dotyczące natychmiastowej recesji i mogą być katalizatorem silniejszego euro.

USD

Rezerwa Federalna zareagowała na zaskoczenie inflacyjne z wcześniejszego tygodnia, podnosząc stopy o ogromne 75 pb. – po raz pierwszy od trzech dekad tak mocno – i wysyłając jastrzębie sygnały. Nowy dot plot pokazał, że członkowie FOMC spodziewają się obecnie w drugiej połowie roku znacznie bardziej agresywnego tempa podwyżek stóp procentowych, niż przewidywali w marcu. Do końca roku stopy mają, jak sugerują nowe projekcje, znaleźć się 175 pb. wyżej niż obecnie. Giełdy i ogólnie aktywa ryzykowne zareagowały na jastrzębie sygnały negatywnie, zaś wyniki dolara były mieszane i nie udało mu się przyzwoicie umocnić.

Wskaźniki PMI dla USA mają mniejszy wpływ na rynek niż w innych krajach. Zamiast na nich rynki skupią się na copółrocznym sprawozdaniu prezesa Fedu Jerome’a Powella przed Kongresem, które wygłosi w środę i czwartek. Oczekujemy, że rozwinie wtedy wyjaśnienia dotyczące zakresu, w jakim Fed jest skłonny ograniczyć aktywność gospodarczą, by przywrócić inflację do celu.

CHF

Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) z pewnością nie obawia się zaskakiwania rynku, o czym przypomniał nam w zeszłym tygodniu. Nie tylko niespodziewanie podniósł stopy procentowe, ale aż o 50 pb. Co więcej, znacząco zmienił swój ton w odniesieniu do franka. Bank nie postrzega już waluty jako „wysoko wycenianej” i zasygnalizował, że może interweniować w obu kierunkach, w tym wzmacniać walutę w przypadku jej osłabienia.

Prognoza inflacji została zrewidowana znacznie w górę – obecnie SNB przewiduje, że dynamika cen osiągnie 3,2% w III kwartale i pozostanie stosunkowo wysoka (1,4–3,2%) w horyzoncie prognozy. Co ważne, nowa prognoza uwzględnia ostatnią podwyżkę stóp. Podwyższona inflacja może zachęcać do dalszych działań, a SNB zasugerował, że „nie można wykluczyć” kolejnych podwyżek. To dość jednoznaczne stwierdzenie, które naszym zdaniem oznacza podwyżkę na najbliższym posiedzeniu banku we wrześniu, co oznaczałoby wyjście z ujemnych stóp w Szwajcarii.

Decyzja banku i zmiana jego retoryki uzasadniają zmianę naszego spojrzenia na franka. W nadchodzących dniach będziemy rewidować naszą prognozę dla tej waluty. Frank jest obecnie wyraźnie silniejszy i nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby w najbliższym czasie testował parytet z euro. Jeśli chodzi o nadchodzące wieści, warto posłuchać w środę przemówienia prezesa SNB Thomasa Jordana.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

77 proc. polskich firm doświadcza opóźnień w płatnościach

Jak wynika z danych zebranych przez Intrum, korona-kryzys odcisnął piętno na polskich biznesach. Aż 54 proc. pytanych przedsiębiorców przyznaje się, że ich firmy są dziś w gorszej sytuacji niż przed wybuchem pandemii. Przedsiębiorstwa ledwo wyszły „na prostą” z covidowej zapaści, a na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie – galopująca inflacja. 60 proc. respondentów Intrum stwierdza, że ich firmy nie posiadają odpo-wiednich kompetencji, aby skutecznie zarządzać negatywnym wpływem inflacji na prowadzoną działalność. Co więcej, ponad połowa (55 proc.) przyznaje, że jest ona znaczącą przeszkodą w dalszym rozwoju przedsię-biorstwa. Inflacja sprawia również, że jeden z głównych problemów rodzimej gospodarki – opóźnione płatności – przy-brał na sile.  Klienci niepłacący na czas stanowią już problem dla blisko 8 na 10 (77 proc.) firm w naszym kraju, które są zmuszane do wydłużania terminów zapłaty zarówno przez konsumentów, jak i partnerów biznesowych. Luka płatnicza, która zauważalnie powiększyła się w ciągu ostatnich 12. miesięcy, jest największa w sektorze publicznym – 22 dni. Raport ”European Payment Report 2022” kolejny rok z rzędu pokazuje, że najbardziej rzetelnymi płatnikami są konsumenci – luka płatnicza w sektorze B2C wynosi 9 dni. W jaki sposób przedsiębiorcy w Polsce radzą sobie z konsekwencjami opóźnionych płatności i czy są gotowi na kolejny kryzys?

Nowe problemy na horyzoncie, czyli rosnąca inflacja

Jaka jest kondycja rodzimych biznesów po dwóch latach funkcjonowania w korona-kryzysie? Ponad połowa, bo 54 proc. respondentów Intrum przyznaje, że ich firmy są w gorszej sytuacji niż przed wybuchem pandemii w marcu 2020 r. Tylko co 5. pytany (21 proc.) deklaruje, że jego/jej przedsiębiorstwo ma się teraz lepiej niż przed pandemią. Dla porównania, 49 proc. europejskich przedsiębiorców zauważa, że kryzys pogorszył sytuację ich firm.

Części biznesów w naszym kraju z trudem udało się przetrwać, dlatego nie dziwią deklaracje respondentów naszego badania. 55 proc. pytanych przyznaje, że jeśli w ciągu kolejnego roku lub dwóch lat miałby nastąpić kolejny kryzys, ich firmy nie poradzą sobie lepiej z problemami, np. z kwestią zachowania płynności finansowej, niż przed pandemią Covid-19. A wiele wskazuje na to, że firmy powinny przygotować się na kolejną falę problemów, którą wywoła inflacja szalejąca w całej Europie – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce. Ta w naszym kraju wynosi już 13,9 proc.[1]. – Dwucyfrowa inflacja jest obciążeniem nie tylko dla budżetów konsumentów (68 proc. pytanych uważa, że w ciągu następnych dwunastu miesięcy będzie ona stanowić największe wyzwanie dla klientów chcących być rzetelnymi płatnikami), ale również dla biznesów.

Jest to o tyle znaczący problem, ponieważ aż 60 proc. respondentów z Polski uważa, że ich firmy nie posiadają odpo-wiednich kompetencji, aby skutecznie zarządzać negatywnym wpływem inflacji na prowadzoną działalność. Aż 55 proc. pytanych przyznaje, że inflacja uniemożliwia ich biznesom dalszy rozwój, co jest problemem, ponieważ 48 proc. jednocześnie deklaruje, że rozwój działalności jest najważniejszym priorytetem dla jego/jej organizacji w 2022 roku. Polscy przedsiębiorcy obawiają się także, że w okresie wysokiej inflacji nie będą w stanie zaspokoić żądań pracowników dotyczących wyższych płac (58 proc.). Z powodu rosnącej inflacji 61 proc. firm już ma problem z płaceniem swoim dostawcom na czas.

8 na 10 firm doświadcza opóźnień w płatnościach

Jak pokazuje badanie Intrum, paradoksalnie pandemia ma także pozytywne skutki. 6 na 10 przedsiębiorców (60 proc.) w naszym kraju uważa, że to wydarzenie zmusiło ich firmy do lepszego zarządzania ryzykiem związanym z opóźnio-nymi płatnościami.

Takie podejście jest bardzo potrzebne rodzimym biznesom, ponieważ aż 77 proc. firm przyznaje, że ma problem z opóźnionymi płatnościami, czyli klientami niepłacącymi na czas. Nie mniejszym problemem dla zachowania płynności finansowej firm są także długie terminy płatności (74 proc.) i zła sytuacja finansowa klientów – ich bankructwa (68 proc.) – zauważa Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Kolejny rok korona-kryzysu powiększył lukę płatniczą w naszym kraju. Chodzi o różnicę między terminem, jaki przed-siębiorcy dają swoim klientom na uiszczenie należności, a czasem, w którym ci realnie dokonują zapłaty. Raport ”European Payment Report 2022” ponownie pokazuje, że najbardziej rzetelnymi płatnikami są konsumenci
– w przypadku sektora B2C luka płatnicza wynosi 9 dni i od zeszłego roku wzrosła o 1 dzień. W sektorze B2B luka płatnicza w ciągu roku wzrosła z 10 (2021) do 17 dni (2022). Jednak niechlubnymi rekordzistami są klienci w sektorze publicznym – obecnie luka płatnicza wynosi 21 dni, a w zeszłym roku „tylko” 9 dni.opóźnione płatności

Blisko 3/4 (75 proc.) pytanych przedsiębiorców z Polski przyznaje, że ich firma w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zgodziła się na dłuższy termin płatności, niż ten, z którym czułaby się komfortowo. Takie zachowanie ma swoje powody. Połowa (50 proc.) respondentów przyznaje, że ich organizacja zgodziła się na taki krok, by nie popsuć sobie relacji z klientami. Podobny odsetek (49 proc.) podaje, że ich przedsiębiorstwo musiało zaakceptować dłuższe terminy płatności, by uniknąć ryzyka bankructwa – w myśl zasady: opóźniona płatność jest lepsza niż żadna. 45 proc. ankieto-wanych zaznacza również, że warunki płatności, które obecnie ich firmy oferują klientom, są zbyt korzystne i szkodzą ich przedsiębiorstwom.

 Rosnąca luka płatnicza jest niemałym problemem dla polskich przedsiębiorców. Często godzą się na dłuższy termin płatności z obaw o utratę ważnego klienta czy partnera biznesowego. Zapewne istnieje taka grupa, która patrzy przychylniej na klientów płacących po terminie – szczególnie w sektorze B2B – bo firmy oczekiwałyby podobnej wyrozumiałości, gdyby same znalazły się w podobnej sytuacji – zaznacza Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Opóźnione płatności są realnym problemem dla polskich przedsiębiorstw. Jakie działania podejmują firmy, by efektywnie sobie z nim radzić?

Lepsze zarządzanie wierzytelnościami to priorytet

Z jednej strony, aż dla 72 proc. pytanych przedsiębiorców z Polski poprawa zarządzania wierzytelnościami/

zaległościami klientów jest ważną inicjatywą strategiczną w ich organizacjach na rok 2022. Te firmy, które już podejmuje kroki w tym obszarze, przede wszystkim skupiają się na: uchwyceniu momentu, kiedy wierzytelność powstaje (tzw. wczesne zaległości) – 71 proc. i współpracy z firmami windykacyjnymi – 21. proc. Jednocześnie 52 proc. ankietowanych przyznaje, że chcielibyśmy poprawić sposób zarządzania opóźnionymi płatnościami, ale jest to trudne ze względu na brak umiejętności i zasobów wewnątrz ich firm. Ale czy rzeczywiście jest tak źle?

Wśród środków stosowanych przez polskie firmy, które mają je chronić przed skutkami opóźnionych płatności, na pierwszym miejscu znalazło się wymaganie przedpłaty od klientów (43 proc.). A po jakie rozwiązania sięgają przedsię-biorstwa, gdy klienci niepłacący na czas stają się faktem? Tutaj zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje sięganie po rozwiązania, które oferuje prawo (63 proc.). Pocieszający jest fakt, że tylko 6 proc. firm nie podejmuje jakichkolwiek działań, kiedy ma do czynienia z nierzetelnymi klientami.opóźnione płatności

Klienci płacący na czas gwarantem zrównoważonego rozwoju firm

Dokonywanie terminowych płatności przez klientów bez wątpienia jest warunkiem „zdrowego” funkcjonowania firm na rynku. Według aż 65 proc. polskich przedsiębiorców umożliwiałoby to ich biznesom inwestowanie w działania i poprawę wyników w obszarze zrównoważonego rozwoju. Na drugim miejscu (63 proc.) znalazła się możliwość

rozszerzenia gamy oferowanych produktów i usług. Szybsze płatności od klientów pozwoliłby także rodzimym firmom na szybsze wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych – terminowe płacenie swoim własnym dostawcom (62 proc.) i zatrudnianie większej liczby pracowników (43 proc.).

Klienci płacący na czas są warunkiem koniecznym do tego, by firma mogła bez przeszkód funkcjonować na rynku. Jednak, jak pokazuje nasze badanie, dla przedsiębiorców w Polsce to również warunek inwestowania w zrówno-ważony rozwój. Z roku na rok obserwujemy, jak filozofia sustainability staje się coraz ważniejsza dla polskiego biznesu – uważa Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Polskie firmy stawiają na zrównoważony rozwój, ponieważ coraz częściej są świadome „konsekwencji” lekceważenia podejścia sustainability w biznesie. Przykład – 56 proc. respondentów Intrum uważa, że jeżeli ich firmy nie będą postrzegane jako podmioty poważnie traktujące swoje obowiązki w zakresie ochrony środowiska, szybko stracą klientów.

O raporcie:

Raport European Payment Report 2022 bazuje na badaniu, które zostało przeprowadzone jednocześnie w 29 krajach Europy między 14.01 a 12.04 2022 r. W badaniu wzięło udział łącznie 11 007 firm z 15 branż. W Polsce w badaniu uczestniczyło 500 przedsiębiorstw.

Raport dostępny na stronie: https://www.intrum.pl/partner-biznesowy/nasze-raporty/epr/european-payment-report/

[1] Dane: GUS, maj 2022.

Zmiany w Polskim Ładzie dla samotnych rodziców

Wchodząca w życie z dniem 1 lipca nowelizacja Polskiego Ładu zmienia sposoby rozliczania PIT przez samotnych rodziców. Początkowo zapowiadano powrót do stanu prawnego z 2021 roku, co jednak później nie znalazło odzwierciedlenia w projekcie ustawy. Dzięki poprawkom Senatu oraz ich przyjęciu przez Sejm, osoby samotnie wychowujące dzieci znowu mogą rozliczać się na preferencyjnych warunkach.

Od blisko 30 lat istniała możliwość wspólnego rozliczenia się z dzieckiem przez osobę samotnie je wychowującą. Osoba ta w rocznym zeznaniu podatkowym mogła określić podatek w podwójnej wysokości podatku obliczonego od połowy swoich dochodów podlegających opodatkowaniu. Polski Ład zmienił te zasady. Od 1 stycznia tego roku podniesiono kwotę wolną do 30 tys. złotych, a drugi próg podatkowy do 120 tys. złotych, likwidując przy tym powyższą preferencję. W zamian dodano ulgę w postaci odliczenia od podatku kwoty w wysokości 1500 zł. Po licznych protestach rząd zadeklarował powrót do dotychczasowych zasad.

Widmo większych podatków

Niestety projekt nowelizacji ustawy odbiegał od zasad rozliczeń z 2021 roku. – Według nowych przepisów, dochody samotnych rodziców miały być najpierw dzielone przez 1,5, a nie jak wcześniej przez 2. Od nich miała zostać wyliczona wartość podatku według nowych zasad ogólnych, a na koniec pomnożona przez 1,5 – informuje Szymon Kwasigroch z Systim.pl. To wszystko sprawiało, że podatki dla samotnie wychowujących miały być wyższe niż wcześniej zapowiadano.

Wcześniejsze przepisy miały co prawda obowiązywać, ale wyłącznie w sytuacji gdy przynajmniej jedno z dzieci ma orzeczoną niepełnosprawność na podstawie odrębnych przepisów – dodaje ekspert z Systim.pl.

Specjaliści zwracali uwagę na fakt, że projekt nie był poddany konsultacjom społecznym, a zmiana była zdecydowanie mniej korzystna dla osób samotnie wychowujących dzieci. Jak twierdzi Kwasigroch, jego treść budziła wiele zarzutów i emocji ze strony obywateli.

Pomógł Senat

Projekt ustawy trafił do Senatu. Ten z kolei przyjął poprawki do noweli o PIT, która od 1 lipca ma zreformować Polski Ład. Jedna z nich zakłada przywrócenie prawa do wspólnego rozliczenia się samotnego rodzica z dzieckiem na zasadach obowiązujących 31 grudnia 2021 roku. Sejm przyjął większość ze zgłoszonych poprawek. Dzięki tej zmianie z preferencyjnego rozliczenia skorzystają wszyscy rodzice samotnie wychowujący dzieci, a nie tylko ci, których dziecko ma orzeczoną niepełnosprawność.

Inflacja mocno zakorzeniona

Potwierdził się wstępny szacunek GUS, dotyczący sięgającej 13,9 proc. inflacji w maju. Prognozy jej poziomu są podzielone. Jedne zakładają, że szczyt jest już blisko, inne bywają znacznie bardziej pesymistyczne. Pewne jest, że  rosnące ceny będą problemem przez dłuższy czas. Tendencja ta  ma mocne podstawy, o czym świadczą dane NBP na temat inflacji bazowej, czyli nieuwzględniającej cen energii i żywności.

Tuż przed czerwcowym przedłużonym weekendem Główny Urząd Statystyczny podał ostateczne dane dotyczące majowej dynamiki wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Były one potwierdzeniem wcześniejszych szacunków, że inflacja sięgnęła 13,9 proc., a więc była najwyższa od 24 lat. Największy impuls dały jej paliwa do środków transportu, które były o 35 proc. droższe niż w maju ubiegłego roku, a także nośniki energii ze wzrostem o 31,4 proc. Mocno odczuwalny – szczególnie dla mniej zamożnych gospodarstw domowych – był sięgający 14,1 proc. wzrost cen żywności. Patrząc bardziej ogólnie – mocniej, bo o 14,9 proc. w górę szły ceny towarów, zaś usługi podrożały średnio o 10,8 proc. Warto przypomnieć, że w czasie największego nasilenia pandemii i tuż po nim, to dynamika cen usług była wyższa niż w przypadku towarów. Skutkiem przede wszystkim wysokiego wzrostu cen nośników energii, była 22 proc. zwyżka kosztów użytkowania mieszkania lub domu. Z kolei skok cen paliw spowodował prawie 26 proc. wzrost kosztów transportu. Wchodząc w szczegóły, w niektórych kategoriach skoki cen są wręcz szokujące. Ceny mąki są wyższe niż przed rokiem o 34 proc., mięsa wołowego o niemal 33 proc., drobiowego o ponad 41 proc. Cukier jest droższy o pond 36 proc., a za pieczywo trzeba zapłacić o 26,5 proc. niż w maju ubiegłego roku. Gaz podrożał o 46,5 proc., a opał o ponad 100 proc.

Od szczegółowej obserwacji zmian cen w poszczególnych grupach towarów i usług, bardziej istotna jest analiza tendencji ogólnych i próba prognozowania rozwoju sytuacji w horyzoncie najbliższych kilku – kilkunastu miesięcy. Na to, że inflacja pozostanie z nami na dłużej, wskazują tendencje inflacji bazowej, czyli miernika, który nie uwzględnia najbardziej dynamicznie zmieniających się cen energii i żywności, a jednocześnie tych, które najmniej poddają się oddziaływaniu narzędzi polityki pieniężnej. Wskaźnik inflacji bazowej wyniósł w maju według danych NBP 8,5 proc. proc. To poziom najwyższy w historii obliczania tego wskaźnika, czyli od 22 lat. W kwietniu wyniósł on 7,7 proc.

Wśród ekonomistów – zarówno tych związanych z oficjalnymi ośrodkami analitycznymi, jak i działających na rzecz instytucji niezależnych i komercyjnych – dominuje przekonanie, że szczyt inflacji zobaczymy już w najbliższych miesiącach, być może w sierpniu. Później jej dynamika ma się obniżać, ale ceny nadal będą rosnąć w dużym tempie prawdopodobnie aż do końca przyszłego roku, a większą ulgę odczujemy pod koniec 2024 r., choć nawet w tak odległym terminie mało kto spodziewa się powrotu inflacji do celu przyjętego przez NBP, czyli 2,5 proc., z tolerancją plus/minus 1 punkt procentowy.

Nie brakuje jednak opinii, że inflacja może osiągnąć jeszcze dużo wyższy poziom niż obecnie, a nawrót może nastąpić nawet w przyszłym roku. Część ekonomistów nie wyklucza, że ceny mogą rosnąć w tempie zbliżonym do 20 proc. Według marcowej projekcji NBP – jej szczyt może sięgnąć 17 proc. Mowa tu jednak o wartościach maksymalnych, natomiast większe znaczenie ma poziom średnioroczny. Najnowsze szacunki agencji ratingowej Fitch zakładają że w tym roku sięgnie on 11 proc., w przyszłym obniży się do 7,7 proc. i dopiero na koniec 2024 r. spadnie do 4 proc., a więc i tak pozostanie powyżej górnej granicy celu inflacyjnego NBP. W konsekwencji Fitch prognozuje, że na koniec obecnego roku stopa referencyjna wyniesie 7 proc., na koniec przyszłego roku 6,5 proc., a w 2024 r. zostanie obniżona do 5,25 proc. Ocenę agencji należy uznać za dość ostrożną, bowiem istnieje duże ryzyko znacznego przekroczenia wartości obu prognozowanych przez nią parametrów. Wielu ekonomistów przyjmuje właśnie ten ostatni scenariusz za najbardziej prawdopodobny” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Wpływ wojny i rosnącej inflacji na rynek alkoholi

Początek roku jak zwykle przyniósł podwyżkę stawek akcyzy na alkohol. Ale na tym się nie skończyło! Wojna w Ukrainie, galopująca inflacja a w konsekwencji wyższe koszty energii i surowców to kolejne przyczyny drożejących alkoholi.

Na ceny alkoholi wpływ ma wiele czynników. Po pierwsze – dostęp do składników (w tym przede wszystkim zbóż), po drugie – „akcesoria” takie jak butelki, etykiety, palety, po trzecie – koszty produkcji, zatrudnienia i transportu. Do tego dochodzą jeszcze obciążenia w postaci akcyzy i innych podatków. W tym roku każdy z tych elementów zmienił się na niekorzyść dla branży.

Wpływ wojny

Przerwane łańcuchy dostaw to poważny problem. Niektóre ukraińskie obiekty, takie jak np. huty, z których były sprowadzane butelki, przerwały działalność, a inne zostały zniszczone lub uszkodzone. Bardzo duży wpływ na obecną sytuację ma również blokada eksportu ukraińskich zbóż.

Problem stanowi także import alkoholu z krajów takich jak Gruzja, Armenia czy Mołdawia. W wielu przypadkach import odbywał się przez Ukrainę, co teraz stało się bardzo trudne. Jedynym sposobem jest fracht drogą morską przez Turcję, ale taka opcja jest niezwykle kosztowna i często nieopłacalna.

Z kolei na Rosję i Białoruś zostały nałożone sankcje. Dotyczą one nie tylko rynku rolnego, ale także materiałów do produkcji palet, kartonów, czy folii opakowaniowej. Towaru w obrocie po prostu nie ma. Znalezienie nowych rynków zapewne potrwa, a do tego będzie kosztowne.

Do tego większość polskich firm sama zrezygnowała z handlu z Rosją, i to pomimo podpisanych kontraktów. To również odbija się finansowo na kondycji wielu przedsiębiorstw.

Wpływ inflacji

Inflacja to systematycznie malejącą siła nabywcza naszych wynagrodzeń. Od kwietnia 2021 r. do kwietnia 2022 r. za tyle samo pieniędzy możemy kupić o 12,4% mniej towarów. To oczywiście wartość uśredniona, bo ceny jednych produktów wzrosły zdecydowanie bardziej, a innych się nie zmieniły.

– W codziennym życiu uzależnieni jesteśmy od dwóch podstawowych grup towarowych: żywności i energii – mówi Remigiusz Zdrojkowski z firmy XBS Pro-Log. – To one wpływają w znacznym stopniu na ceny innych produktów. Energia to m.in. gaz i ropa naftowa, a te wpływają na koszt transportu. Ceny w tym sektorze zanotowały ogromne wzrosty. Rok do roku, wg statystyków, zmiana osiągnęła 21,1%. Za wzrost w pierwszej kolejności odpowiada dwukrotnie wyższy koszt nabycia ropy naftowej. Koszt stawki transportowej jest uzależniony od kilku czynników. Najczęściej przyjmuje się proporcje 30/30/30/10, w których udział po 30% mają koszty: zatrudnienia kierowcy, paliwa, utrzymania pojazdu i jego finansowania, a ostatni element to wpływ zmiany kursu euro – wyjaśnia ekspert.

Cena hurtowa oleju napędowego na koniec kwietnia br. wyniosła 6.944 zł za m3, podczas gdy rok temu było to „zaledwie” 3.994 zł. Daje to wzrost ceny hurtowej bliski 75%. Poza tym, z uwagi na duży niedobór osób uprawnionych do wykonywania zawodu kierowcy kategorii C+E w Unii Europejskiej, wysokość wynagrodzeń kierowców systematycznie rośnie. Jednocześnie w Polsce pracowało wielu kierowców i pracowników fizycznych z Ukrainy, którzy z powodu wojny wrócili do swojego kraju.

Historyczne rekordy osiągają także ceny zbóż. Wzrost cen pszenicy, żyta, jęczmienia oraz kukurydzy, a więc surowców używanych także w przemyśle spirytusowym, w ciągu ostatniego roku wyniósł od 50% do 80%.

Logistyka w trudnych czasach

W takich warunkach firmom z branży alkoholowej trudno określić jedną skuteczną strategię i jej się trzymać. Jak wskazują przedsiębiorcy, ceny surowców drożeją już nawet nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. To, ile faktycznie wyniesie zakup towaru, niezbędnych składników czy środków produkcji okazuje się często dopiero w dniu dostawy.

– W związku z dużymi problemami w dostępie do towarów takich jak palety, kartony, butelki, czy folie opakowaniowe, ceny ulegają zmianom – przyznaje Remigiusz Zdrojkowski. – Ale podwyżki nie oznaczają, że problemy się skończą, a po zmianie cen dostęp do towaru stanie się łatwy. Obecnie już prawie nikt nie zawiera długoterminowych kontraktów, które gwarantowałyby stałe ceny przez dłuższy okres – dodaje.

Coraz więcej firm ma problemy z realizacją dostaw w terminie i to pomimo gotowości poniesienia zwiększonych lub dodatkowych kosztów. Problemem jest także brak powierzchni magazynowej. Mniejszy dostęp do surowców, jak chociażby stali, braki w ekipach budowlanych, a w końcu postrzeganie Polski przez inwestorów jako rynku mało stabilnego to czynniki, które powodują, że zmniejsza się dostęp do powierzchni magazynowej. Podaż spada, a ceny najmu rosną. W związku z tym rosną także koszty magazynowania.

W związku z komplikującą się sytuacją, coraz większego znaczenia nabiera dyscyplina finansowa i terminowe płatności. To może spowodować, ze podmioty, które już wcześniej miały problemy z regulowaniem swoich należności na bieżąco, teraz mogą po prostu upaść.

Czy Polacy zrezygnują z piwa i wina?

Mówi się, że piwo sprzedaje pogoda, ale w tym roku może być trochę inaczej. Gorące dni zapewne będą miały pozytywny wpływ na sprzedaż piwa, ale niekoniecznie osiągnięty zostanie taki sam wolumen sprzedaży, jak w latach poprzednich. W ostatnich dwóch latach na sprzedaż piwa negatywnie wpływała pandemia. W tym roku browary mogłyby liczyć na odbicie, gdyby nie… wzrost kosztów i co za tym idzie, cen.

Rok temu słód jęczmienny kosztował 1,6 tys. zł za tonę. Dziś ta cena wynosi 3,2 tys. zł.  Producenci słodu zapowiadają, że jeśli zbiory nie będą satysfakcjonujące, cena może wzrosnąć nawet do 4 tys. zł za tonę. Do tego wszystkiego dochodzi wysoka inflacja, problemy z opakowaniami, transportem i logistyką oraz kolejne planowane podwyżki akcyzy. Okoliczności te zwiększą koszty produkcji, dlatego spodziewać się można, że średnia cena piwa w kolejnych kwartałach nadal będzie rosnąć.

Obserwując rynek piwa widać, że w ciągu ostatnich kilku lat klienci stawiali bardziej na jakość. Dużym zainteresowaniem cieszyły się piwa kraftowe. Stąd też można przypuszczać, że w przypadku zmniejszającej się różnicy cen pomiędzy różnymi klasami piwa, klient, który po piwo sięga dla smaku a nie dla „procentów”, chętniej wybierze trunki rzemieślnicze i regionalne, oferujące ciekawsze wrażenia smakowe.

Wino wyszło z pandemii obronną ręką. Z roku na rok Polacy piją go i produkują coraz więcej. Ceny win także na pewno wzrosną, przy czym w tym przypadku znaczenie będą miały także czynniki klimatyczne (pogoda latem i w czasie winobrania).

Podobnie jednak jak w przypadku piwa, klienci coraz większą uwagę zwracają na stosunek jakości do ceny. Ci mniej zamożni być może zrezygnują z wina lub zejdą o półkę niżej, ale ci, którzy sięgali po droższe trunki, pewnie przy nich pozostaną. Możliwe więc, że największe spadki sprzedaży zanotują wina, które obecnie kosztują około 25-29 zł, szczególnie gdy „magiczna” bariera 30 zł zostanie przekroczona. Niestety, w tej grupie mogą się znaleźć także wina z polskich winnic – nie dość ekskluzywne, by wybierali je koneserzy, ale jednocześnie zbyt drogie, by kupował je statystyczny „Kowalski”.

Mocne  alkohole także będą droższe

A co z alkoholami mocniejszymi? Wódkami, rumami, brandy? O tym przekonamy się za kilka miesięcy. W okresie wiosenno-letnim sprzedaż tego typu napojów przeważnie spadała. Poza tym rynek trunków mocnych ma nieco odmienną specyfikę. Generalnie dużo mamy rodzimej, polskiej wódki, do produkcji której na ogół wykorzystywane są polskie zboża.

Jeżeli jednak zbóż będzie na rynku mniej, to należy się spodziewać, że na alkohol już go nie wystarczy. Pierwszeństwo będzie bowiem miała produkcja żywności. Poza tym kraje rozwijające się (takie jak chociażby Libia, która importowała dużo zboża z Ukrainy), będą musiały znaleźć nowe kanały nabywcze. Czy i w jakiej części takim kanałem będzie Polska, to się dopiero okaże.

Z kolei alkohole takie jak whisky, brandy, rum w Polsce pochodzą głównie z importu. Oprócz wszystkich wymienionych czynników negatywnie wpływających na cenę, dochodzi tu jeszcze aspekt ryzyka walutowego – słabnięcie kursu złotego wobec euro i dolara wpływa na wzrost cen.

Trunki mocne nie są już tak chętnie i masowo kupowane jak 20 lat temu. Co prawda trudno sobie wyobrazić polskie wesele bez wódki, jednak „wódka weselna” bywa wytworem własnym. Czy oznacza to powrót produkcji alkoholu na własną rękę? Istnieje takie ryzyko… I to pomimo, że polskie przepisy nadal nie dopuszczają wytwarzania nawet najmniejszej ilości alkoholi mocnych we własnym zakresie.

Brandy, koniaki, giny to również popularne prezenty, które w dobie kryzysu mogą być zastępowane tańszymi produktami. Wódkę na imprezie można zastąpić winem lub nawet piwem. Kolokwialnie mówiąc – „obejdzie się”. Z alkoholi Polacy nie zrezygnują, ale branża spirytusowa może najbardziej odczuć wpływ inflacji i ogólnego kryzysu. No, może nie licząc zapotrzebowania na „małpki”…

Deloitte: Zmiana WIBOR na inny wskaźnik będzie mieć konsekwencje dla bilansów przedsiębiorstw i instytucji finansowych oraz budżetów domowych

Dyskusja o tym, czy stawka WIBOR zniknie i co ją zastąpi dotyczy bezpośrednio i pośrednio wielu uczestników rynków finansowych i konsumentów. Odwołuje się do niej większość portfela kredytowego w Polsce, w tym między innymi znaczna część kredytów hipotecznych dla klientów detalicznych. Temu zagadnieniu poświęcona była jedna z sesji Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie. Jej uczestnicy rozmawiali, czy istnieje preferowane rozwiązanie i jakie ma cechy oraz jakie mogą być konsekwencje wybranych alternatyw. Gospodarzem debaty Stawka zmienna WIBOR lub jej odpowiednik. Gdzie zmierzamy i co z tego wyniknie? była firma doradcza Deloitte.

Zasady, według których powinny być opracowywane wskaźniki referencyjne, które miałyby zastąpić dotychczas stosowany w Polsce WIBOR, określa unijne rozporządzenie BMR. Te stawki wpływają na oprocentowanie kredytów, lokat, kont oszczędnościowych, produktów strukturyzowanych, papierów dłużnych i innych instrumentów finansowych. Problem zmiany istniejących umów oraz zawieranie nowych umów z wykorzystaniem innego wskaźnika budzi wiele emocji. Ma też wymierne konsekwencje zarówno dla domowych budżetów, jak również dla bilansów przedsiębiorstw i banków. Wskaźniki referencyjne muszą więc oddawać rzeczywistość ekonomiczną w sposób rzetelny i dokładny, a dane, które wpływają na obliczenie wskaźnika muszą być rzetelne, kompletne i wysokiej jakości.

Perspektywa zastąpienia WIBOR-u innym wskaźnikiem bierze się bezpośrednio z wymogów BMR. Mówią one, że ma on wiernie odzwierciedlać rynek bazowy, powinien być możliwy do zweryfikowania i odporny na manipulacje. Jednocześnie musi być transparentny i – przede wszystkim – oparty na danych transakcyjnych. Poszczególne kraje europejskie wprowadzaniem założeń wynikających z BMR zajmują się już od kilku lat. Na obszarze europejskim nie ma jednego, powszechnie obowiązującego podejścia i wykorzystywane są wskaźniki o zróżnicowanej charakterystyce ekonomicznej – mówił podczas wprowadzenia do debaty Paweł Spławski, ACCA, FRM, partner, Risk Advisory, Financial Services Deloitte.

Uczestnicy debaty wskazywali, że polski rynek może z powodzeniem skorzystać w wielu przypadkach z doświadczeń zagranicznych regulatorów. Dzięki temu reformę WIBOR można nie tylko efektywniej zaplanować, ale i wdrożyć ponosząc mniejsze koszty. Co istotne, wyzwań związanych z taką zmianą jest dużo, więc warto ją przeprowadzić tak, żeby skorzystał na tym cały, szeroko rozumiany rynek, a nie jego pojedynczy uczestnicy.

WIBOR to nie tylko hipoteki

Rynek finansowy oparty o wskaźniki, takie jak WIBOR – to nie jest tylko rynek kredytowy, ale też rynek instrumentów zabezpieczających. Banki powszechnie stosują bowiem zabezpieczenia portfeli kredytowych opartych na zmiennej stopie procentowej przed ryzykiem zmiany przepływów pieniężnych. Efekt takiego posunięcia znajduje odzwierciedlenie w innych dochodach całkowitych, które są elementem kapitałów własnych tych instytucji. Zmiana wskaźnika może więc spowodować, że przepływy z kredytów będą inne niż przepływy z instrumentów zabezpieczających, a to może prowadzić do nieefektywności i konieczności zaprzestania stosowania rachunkowości zabezpieczeń oraz przeniesienia kwot ujętych w kapitale własnym do wyniku.

– Jeżeli dokonamy zmiany wskaźnika, który z różnych powodów nie będzie porównywalny z poprzednim poziomem, może się okazać, że bardzo wiele instrumentów, w tym instrumenty pochodne, obligacje korporacyjne i wiele obligacji rządowych, pożyczek korporacyjnych, w zasadzie każdy instrument finansowy, będą miały inną wartość i te konsekwencje mogą być bardzo zasadnicze. Założenie porównywalności wskaźnika jest niezwykle istotne – mówił podczas debaty Przemysław Szczygielski, lider sektora finansowego w Polsce i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Uczestnicy rozmowy wskazywali, że reforma WIBOR dotyczy całego sektora finansowego, wszystkich emitentów instrumentów finansowych, Ministerstwa Finansów, banków i na końcu również konsumentów. Ich zdaniem problem jest bardzo złożony i możliwe, że nie wszyscy mają wyobrażenie, jakie potencjalnie skutki finansowe mogą towarzyszyć tej zmianie.

Banki z uwagą analizują propozycje zmian i nie są zaskoczone, że do reformy w tym obszarze dojdzie. To jest dobra praktyka, żeby takie wskaźniki jak WIBOR zastępować stawkami opartymi o risk-free rate. Zaskoczeniem dla sektora bankowego jest proponowany termin tej zmiany. W strategii GPW zapisano datę zmiany w 2025 roku. Biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia oraz to, że jest to zmiana bardzo złożona i czasochłonna, termin 1 stycznia 2023 roku jest nierealny. Co więcej, każda zmiana, która nie będzie zmianą ekwiwalentną, czyli prowadzącą do tego, że WIBOR zostanie zamieniony na inny wskaźnik, ale zmieniony w sposób nieekwiwalentny, będzie wiązała się z bardzo istotnymi skutkami finansowymi – oceniła Bożena Graczyk, wiceprezes zarządu, ING Banku Śląskiego.

Z kolei Sławomir Panasiuk, wiceprezes zarządu Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych oraz izby rozliczeniowej KDPW_CCP, podkreślał w trakcie debaty, że przeprowadzenie reformy zgodnie z wymogami BMR gwarantuje ograniczenie szerokich rynkowych perturbacji.

– Aby bez kłopotów wprowadzić nowy wskaźnik, poza innymi szczegółami konieczne jest uzgodnienie adekwatnej korekty spreadu – bez niej nie da się w zasadzie bez wyraźnej straty jednej ze stron skonwertować transakcji IRS opartych o WIBOR do transakcji OIS, w której część zmienna jest powiązana z jednodniową stawką referencyjną. Ten proces dotyczy również międzynawowych CCP rozliczających instrumenty oparte o WIBOR – mówił.

Czas potrzebny jest uczestnikom rynku finansowego nie tylko po to, żeby wdrożyć zmianę, ale też, aby dostosować swój bilans i odpowiednio przeprofilować ryzyka na takie, które chcą zabezpieczyć. To jest świadoma decyzja, czy na jakieś ryzyko dana instytucja się naraża, czy je zabezpiecza. Rachunkowość zabezpieczeń bierze się właśnie stąd, że wiele banków w Polsce dużą cześć ryzyka transferuje i zabezpiecza.

Dobry wskaźnik, czyli jaki?

Dobry wskaźnik referencyjny po pierwsze budzi zaufanie. Każdy wskaźnik referencyjny inkorporuje charakterystyczne dla siebie ryzyka, które jesteśmy w stanie wyodrębnić i które mają jasną charakterystykę. Co więcej, wskaźnik referencyjny powinien być jasno zdefiniowany co do rynku, którego pomiar jest celem – a jeżeli „pożycza” dane z innych, powiązanych ryków, co jest dopuszczalne, to powinniśmy być w stanie zdefiniować, co się z takim wskaźnikiem referencyjnym stanie w przyszłości mając na uwadze wykorzystanie informacji z różnych segmentów gospodarki. Jeżeli decydujemy się na zmianę czegoś, co funkcjonuje w rzeczywistości ekonomicznej od 30 lat, to musimy wiedzieć, że zostanie to z nami nie na najbliższe dwa miesiące czy rok, tylko na 30 lat, a może więcej – zauważyła Aleksandra Bluj, wiceprezes zarządu, GPW Benchmark.

Projektowana reforma oznacza zmianę myślenia o wskaźniku referencyjnym z takiego, który patrzy do przodu, na taki, który patrzy na przeszłość. Z ugruntowanej w globalnej sferze gospodarki finansowej myśli o risk-free rate wynika, że instytucje finansowe wiedzą, jakiego rodzaju ryzyka mogą zostać włączane do danego wskaźnika referencyjnego. Podstawową cechą wskaźnika referencyjnego typu risk free rate jest to, aby ryzyka było jak najmniej. Odpowiedzią na potrzebę wskaźników terminowych z ograniczonym ryzykiem jest compound, czyli procent składany, ponieważ najmniej obarczone ryzykiem są rzeczywiste transakcje jednodniowe, wskaźniki O/N, które można przeliczyć i na ich podstawie opracować terminowy wskaźnik referencyjny.

Nawet jeśli wszystko uda się wyliczyć, wyprodukować do końca tego roku, to tak czy inaczej mamy cały rynek finansowy, który musi się rozwinąć. Pozostają jeszcze relacje z klientami – jak już wszystko wyliczymy, to będziemy się uczyć, jak klientom korporacyjnym i indywidualnym wytłumaczyć, co to jest compound. I to potrwa miesiące albo nawet lata – mówił na zakończenie Paweł Spławski.

Paneliści zgodnie podkreślali też, że jeśli reforma ma być przeprowadzona skutecznie musi obejmować wszystkich uczestników rynku, a nie tylko sektor bankowy. W tym celu – ich zdaniem – powinna powstać grupa robocza, w skład której obok banków, GPW Benchmark czy KDPW powinni wejść także przedstawiciele Ministerstwa Finansów, NBP i KNF oraz inni interesariusze rynku finansowego (np. TFI czy emitenci obligacji).

Czas jest kluczem do sukcesu – jeśli go zabraknie i znajdą się grupy osób niezadowolonych czy kontestujących zmianę, to w długim terminie możemy mieć kłopot. Może się wówczas okazać, że cała reforma nie doprowadziła nas do celu. Nagle któryś z elementów rynków finansowych czy instrumentów pochodnych po prostu w przyszłości nie będzie działać. To będzie dużo bardziej bolesne dla nas wszystkich niż wdrożenie tej reformy miesiąc, pół roku czy rok wcześniej. Czas jest tym, co jest najbardziej w tej chwili potrzebne, aby móc na końcu powiedzieć, że reforma jest sukcesem, jest dobrze wdrożona i jest zrozumiała – podsumował Przemysław Szczygielski.

Fundusz Unfold.vc z rekordowym zwrotem w Infermedice, szykuje też kilkumilionową dywidendę dla akcjonariuszy

  • W ramach częściowego exitu z telemedycznej Infermediki tworzącej narzędzie usprawniające diagnostykę i pracę lekarzy, notowany na GPW fundusz vc sprzedał część pakietu akcji za 9,3 mln PLN, przy wartości spółki szacowanej na ponad 500 mln PLN.
  • vc, zgodnie z założoną strategią, kolejny rok z rzędu wypłaci ponadto akcjonariuszom dywidendę. Wrocławski fundusz dzieli w ten sposób zyski z ubiegłego roku. Gromadzi przy tym kapitał na kolejne, nowe inwestycje w innowacyjne spółki o podobnym jak Infermedica potencjale.
  • W portfelu Unfold.vc (d. Venture INC), oprócz Infermediki, znajdują się m.in.: Brand24, Timecamp, Intelliseq, Sundose, Primetric, neurocare group czy GibLib.

Giełdowy fundusz venture capital – Unfold.vc – kontynuuje strategię dzielenia się zyskiem. Akcjonariuszom zaproponował w tym roku dywidendę na poziomie 3,3 mln PLN, co oznaczałoby 0,11 PLN na akcję. To więcej niż rok temu, kiedy to wypłacił im łącznie 2,1 mln PLN. Rekomendowana dywidenda jest możliwa m.in. dzięki sprzedaży części pakietu akcji w Infermedica – spółce dostarczającej narzędzie usprawniające diagnostykę i odciążające lekarzy w ich codziennej pracy. Wrocławski startup w planach ma zautomatyzowanie jak najwięcej elementów opieki zdrowotnej. W ciągu ostatnich dwóch lat pozyskał dwie rundy finansowania o łącznej wysokości 160 mln PLN.

W związku z częściowym exitem, Unfold.vc sprzedał akcje wrocławskiej Infermediki za 9,3 mln PLN, przy jej szacowanej wartości na ponad pół miliarda złotych. Trafią one do portfeli zagranicznych funduszy VC. Dzięki transakcji, Unfold.vc uzyskał dotychczas 15-krotny zwrot z inwestycji w spółkę (licząc metodą cash on cash). Do tego wciąż posiada pakiet akcji Infermediki wyceniany obecnie na ponad 20 mln PLN.

Do Infermediki dołączyliśmy w 2016 roku jako jeden z pierwszych inwestorów. Od tego czasu spółka  rozwija się w imponującym tempie, szczególnie w dobie pandemii, zwiększając swój udział w rynku międzynarodowym. Dziś współpracuje z firmami z ponad 30 krajów, ciesząc się uznaniem także zagranicznych inwestorów.  mówi Rafał Sobczak, managing partner w Unfold.vc.Decyzja o sprzedaży części pakietu Infermediki nie była łatwa, ponieważ wciąż widzimy perspektywę wzrostu spółki. Sprzedaż ta miała jednak znaczenie strategiczne, a uzyskany zwrot jest satysfakcjonujący. Dalej pozostajemy z dużym pakietem spółki, zyskując dodatkowo kapitał na kolejne międzynarodowe inwestycje w nadchodzącym czasie  – dodaje Rafał Sobczak.

Oprócz Unfold.vc, w Infermedice inwestorami są m.in.: brytyjski fundusz One Peak, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBRD), rodzimy Inovo Venture Partners, estoński fundusz Karma.vc czy niemiecki Heal Capital.

– Droga jaką przeszła Infermedica jest imponująca. Spółka już dziś podpisuje kontrakty warte kilkaset tysięcy dolarów rocznie. Infermedica wciąż będzie rosła, a inwestujące w nią fundusze razem z nią. Mamy nadzieję, że tak prężnie rozwijających się polskich startupów z branży HealthTech będzie przybywać  – mówi Christian Lautner, expert partner z Heal Capital.

Konsekwencja i satysfakcja

Zgodnie z przyjętą w 2021 roku Polityką Dywidendową, Unfold.vc po raz kolejny wypłaci dywidendę –  zwiększając ją o ponad 50% w porównaniu do zeszłego roku. Przedstawiciele funduszu podkreślają, że chcą maksymalizować zyski akcjonariuszy.

 Chcemy z jednej strony reinwestować środki i finansować rozwój naszych spółek portfelowych, a z drugiej, dzielić się zyskiem. Naszym celem jest utrzymanie strategii regularnych wypłat, które z roku na rok, mamy nadzieję, będą wzrastać wraz z kolejnymi udanymi exitami. Mamy w portfelu spółki z potencjałem na znaczący wzrost wartość, oraz exit w perspektywie kilku lat podkreśla Jakub Sitarz, prezes Unfold.vc.

Ubiegły rok wrocławski Unfold.vc zakończył z zyskiem netto na poziomie blisko 46 mln zł, co oznacza aż sześciokrotny wzrost rok do roku.

Ostateczna decyzja dotycząca wypłaty dywidendy podjęta zostanie na najbliższym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Fundusz pójdzie na zakupy

W portfolio wrocławskiego Unfold.vc znajdują się obecnie m.in.: Timecamp, Brand24, Sundose, Infermedica, Intelliseq, Primetric, Poley.me, Exit Plan Games czy neurocare group. Najnowszą inwestycją spółki jest AgronetPRO – firma agrotechnologiczna, pomagająca rolnikom monitorować stan ich pól i niwelować szkody wywołane przymrozkami czy infekcjami.

Przedstawiciele funduszu zapowiadają, że docelowo w kasie Unfold.vc będzie co najmniej kilkunastomilionowy kapitał – tak, by fundusz mógł płynnie i szybko realizować inwestycje na zmiennym rynku. A to, w obliczu obecnych prognoz makroekonomicznych, może nastąpić już niebawem.

Czy sztuczna inteligencja może rozwijać się w duchu zero waste? IDEAS NCBR uruchamia nową grupę roboczą

Na czele grupy roboczej, która zajmie się w IDEAS NCBR badaniami w obszarze computer vision stanie dr hab. inż. Tomasz Trzciński, prof. PW i UJ. Agenda badawcza grupy skupi się na zagadnieniach związanych z efektywnością modeli sztucznej inteligencji zarówno w kontekście trafności i tempa prowadzonych obliczeń, jak również zasobów niezbędnych do ich działania.

Nauka i przemysł w coraz większym stopniu bazują na modelach uczenia maszynowego, zwłaszcza na głębokich sieciach neuronowych. Ilość danych, a co za tym idzie parametrów, które modele mogą uwzględniać wzrasta.  Przekłada się to na potrzebną do ich analizy moc obliczeniową, a w konsekwencji również energochłonność. Dane wskazują, że tylko internet pochłania rocznie 70 miliardów kWh.  Zakładając, że do 2030 roku sektor IT zwiększy się o 21% (wliczając w to produkcję oraz działalność operacyjną), to każda możliwa oszczędność energii będzie na wagę złota[1]. Z uwagi na swoją specyfikę, badania w obszarze zrównoważonego rozwoju AI, są szczególnie istotne dla widzenia maszynowego (ang. computer vision), ponieważ np. w branży medycznej, gdzie algorytmy wspierają personel medyczny w trakcie operacji z użyciem robotów, wydajność obliczeniowa algorytmów przekłada się bezpośrednio na czas reakcji w trakcie zabiegu, a co za tym idzie zmniejszony potencjał powikłań czy skrócony czas rekonwalescencji.

„Agenda badawcza mojej grupy roboczej dotyczy szeroko rozumianej wydajności obliczeniowej, w szczególności z perspektywy wykorzystania (recyclingu) dostępnych zasobów. To kierunek, który pozwoli algorytmom nie tylko rozwiązywać zadania, ale robić to efektywnie (szybko i trafnie), z wykorzystaniem dostępnych danych, infrastruktury oraz wykonanych uprzednio obliczeń. Do tej pory, aby osiągnąć ten efekt naukowcy skupiali się na ograniczeniu uwzględnianych przez algorytmy parametrów lub pamięci obliczeniowej. My postanowiliśmy zredefiniować problem wydajności algorytmów uczenia maszynowego i, jako pierwsi na świecie, będziemy koncentrowali nasze badania na trzech filarach wydajnego AI: wykorzystania wykonanych obliczeń (computation recycling), wykorzystania dostępnej informacji cząstkowej oraz akumulacji wiedzy w modelach uczonych w sposób ciągły tłumaczy dr hab. Inż. Tomasz Trzciński, prof. PW, lider grupy badawczej w IDEAS NCBR.

Działalność badawczo-rozwojowa, jak również kształcenie nowego pokolenia naukowców to jedne z głównych celów działalności IDEAS NCBR. Do tej pory uruchomione zostały grupy pod przewodnictwem dr hab. Piotra Sankowskiego, prof. UW (inteligentne algorytmy i struktury danych) oraz prof. Stefana Dziembowskiego (cyfrowe waluty i inteligentne kontrakty).

„Cieszę się, że w tak krótkim czasie udało nam się uruchomić aż trzy zespoły badawcze i przyciągnąć na stanowiska liderów grup badawczych do IDEAS NCBR tak wybitnych ekspertów z międzynarodowym doświadczeniem i dorobkiem nie tylko naukowym, ale i komercjalizacyjnym. Ich rekrutacja to jedno z największych wyzwań z jakimi się mierzymy, ale to również kluczowy element każdego projektu badawczego. Jestem przekonany, że zespół, który udało nam się do tej pory stworzyć umożliwi prace nad innowacjami, które za kilka lat będą miały bezpośrednie zastosowanie w polskiej gospodarce” – komentuje dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, prezes IDEAS NCBR.

„Jestem przekonany, że zaproponowane przeze mnie kierunki badań przyciągną uwagę utalentowanych młodych naukowców z całego świata, którzy pracę nad najnowszymi algorytmami widzenia maszynowego będą mogli połączyć z działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju technologii, zgodnego z koncepcją „zero waste”. Aktualnie trwa rekrutacja do mojej grupy na stanowiska naukowe i pomocnicze, w tym stanowiska liderów zespołów, post-doców czy doktorantów. Zachęcam również wszystkich, którzy dopiero myślą o doktoracie lub są absolwentami informatyki, matematyki i podobnych kierunków do wizyty na stronie internetowej IDEAS NCBR i aplikacji w ramach programu przygotowanego dla doktorantów” – dodaje Tomasz Trzciński.

[1]Źródło: https://www.digitalinformationworld.com/2020/02/the-global-energy-consumption-of-information-technologies-infographic.html

Zainteresowanie wakacjami w Polsce o ⅓ mniejsze niż rok temu. Polacy wybierają się nad morze, a na noclegi wydadzą średnio prawie 2000 zł na osobę

Ponad ¼ Polaków planujących wakacyjny wyjazd to dwoje dorosłych z dwojgiem dzieci, jak wynika z danych polskiego serwisu turystycznego Nocowanie.pl. Najwięcej turystów szuka noclegów na wyjazd 7-dniowy, tylko niecałe 4 proc. na wyjazd dwutygodniowy. Najchętniej wybierany rodzaj zakwaterowania to domki. W porównaniu do ubiegłego roku widać bardzo duży spadek zainteresowania wyjazdami – aż o ⅓.

Za dwa dni rozpoczynają się wakacje, jednak zainteresowanie wyjazdami na terenie Polski jest aż o 32 proc. mniejsze niż rok temu, jak wynika z danych Nocowanie.pl, polskiego serwisu turystycznego z bazą zweryfikowanych obiektów, odwiedzanego w sezonie nawet przez 4 mln użytkowników miesięcznie. Zapytań o zakwaterowanie w lipcu jest o ¼, a w sierpniu nawet o połowę mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Nieco ponad ¼ osób szuka noclegów na wyjazd tygodniowy, a niecałe 4 proc. na dwutygodniowy. Na 6 dni planuje wyjechać 13 proc. turystów. Na podstawie już opłaconych zaliczek można szacować, że średni koszt noclegów wyniesie 1902 zł za cały pobyt i 108 zł za osobodobę.

Po dwóch latach pandemicznych ograniczeń zarówno turyści, jak i branża turystyczna liczyli na normalne wakacje. Tymczasem inflacja osiągnęła już poziom niemal 14 proc., pociągając za sobą wzrost kosztów życia, rosną też ceny m.in. energii i paliwa oraz raty kredytów hipotecznych. Zmagają się z nimi nie tylko sami turyści, ale również właściciele obiektów noclegowych, którzy oprócz tego jednocześnie muszą konkurować z tanimi ofertami zagranicznymi. Jednak ceny wycieczek zagranicznych również wzrastają. W tej sytuacji wielu Polaków wybiera ostrożność, odkłada decyzję o wyjeździe na ostatnią chwilę lub skraca długość planowanego urlopu – mówi Tomasz Zaniewski, CFO Nocowanie.pl.

Władysławowo najpopularniejszą miejscowością

Ponad 70 proc. wyjeżdżających szuka zakwaterowania w województwach pomorskim i zachodniopomorskim, a najpopularniejszą lokalizacją jest Władysławowo. Zakopane (3 proc. zapytań) i Karpacz (1,5 proc. zapytań) to jedyne nienadmorskie miejscowości wśród 20 najczęściej wyszukiwanych. Wśród popularnych destynacji wyszukiwanych przez osoby zainteresowane wyjazdem nad morze znajdziemy również Sarbinowo, Łebę, Pobierowo czy Kołobrzeg.

Co czwarte wyszukanie dotyczy wyjazdu pary z dwojgiem dzieci

Blisko 40 proc. turystów jest zainteresowanych wynajęciem domku, a 33 proc. myśli o rezerwacji kwatery lub pokoju. Małe zainteresowanie budzą gospodarstwa agroturystyczne – dotyczy ich tylko ok. 1,5 proc. wyszukiwań. Noclegu w hotelu szuka mniej niż 1 proc. wyjeżdżających.

Najwięcej turystów – aż ¼ szuka zakwaterowania dla dwojga dorosłych z dwojgiem dzieci. Ponad 17 proc. wyjeżdżających to pary dorosłych, a 16 proc. dwoje dorosłych z jednym dzieckiem. Niecałe 2 proc. to jeden dorosły z jednym dzieckiem, a 1,5 proc. szuka opcji wyjazdu w pojedynkę.

Czy nowa ustawa deweloperska wpłynie na inwestycje mieszkaniowe? Deweloperzy odpowiadają

Czy deweloperzy zmieniają decyzje dotyczące startu następnych inwestycji w związku z wejściem w życie nowej ustawy deweloperskiej? Czy wprowadzają zmiany w projektach? Jakie inwestycje trafią na rynek? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Mogłoby się wydawać, że deweloperzy będą starali się wprowadzać do sprzedaży jak najwięcej inwestycji, aby uniknąć wchodzącej 1 lipca br. w życie nowelizacji ustawy deweloperskiej. Nakłada ona obowiązek odprowadzania składki wynoszącej 0,45 proc. ceny mieszkania na tzw. Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Na ten moment nic takiego nie obserwujemy. W pierwszym kwartale tego roku wprowadzono najmniej inwestycji od 2020 roku, rozpoczęto również rekordowo niską liczbę budów. Strona podażowa boryka się z wieloma problemami. Do niskiej dostępności działek i przedłużających się procedur administracyjnych doszły trudności z kontraktowaniem generalnych wykonawców. Szybko rosnące koszty realizacji oraz problemy z dostępnością materiałów budowlanych sprawiają, że niektóre projekty są wstrzymywane.

Jeśli chodzi o inwestycje, które przygotowujemy, większość projektów planowanych na 2022 rok trafiła do sprzedaży. Od stycznia nasza oferta urosła o około 1500 mieszkań, w przygotowaniu znajduje się kolejnych 1000 lokali. Nową podaż w około 40 proc. stanowią mieszkania w kolejnych etapach już realizowanych projektów, m.in. Ceglana Park w Katowicach, Grzegórzecka 77 i Centralna Park w Krakowie czy Osiedle Latarników w Gdańsku. Przeważają natomiast premierowe lokalizacje, jak Krakowska Vita na warszawskich Włochach, Przemyska Vita w Gdańsku oraz inwestycje, które planujemy wprowadzić do sprzedaży w drugim i trzecim kwartale br.

Piotr Ludwiński, dyrektor ds. Sprzedaży i Obsługi Klientów w Archicom S.A.

Projekt ustawy, która ma zostać wprowadzona od 1 lipca 2022 roku jest już konsultowany od dawna. Branża deweloperska zdążyła się więc odpowiednio przygotować na wejście nowego prawa. Uważamy, że wpłynie to na koszty budowy i będziemy obserwować konsekwencje długoterminowe. Nie należy jednak starać się zdążyć z wprowadzeniem kolejnych inwestycji jeszcze przed wejściem w życie ustawy, a skupić się na odnalezieniu w nowych warunkach prawnych – tak właśnie robimy. Chcemy, aby dyskomfort związany ze wzrostem kosztów był jak najmniej odczuwalny przez naszych klientów. Ustawa nie jest kluczowa w kontekście przyspieszeń startów. Kluczowy jest dla nas klient i to od możliwości dopasowania produktów do jego potrzeb będziemy uzależniali starty nowych projektów. Mamy też świadomość, że rosnące koszty budowy przełożą się na mniejsze tempo sprzedaży – ale jeszcze raz – ważniejsza jest jakość projektu niż ilość.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Od początku 2022 roku wprowadziliśmy do sprzedaży już 8 inwestycji, a do końca tego roku planujemy co najmniej kolejnych 8, nad którymi obecnie pracujemy. Będą to inwestycje w Katowicach, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu i Łodzi. Terminy rozpoczęcia ich sprzedaży są zgodne z zaplanowanym przez nas harmonogramem.

W projektach nie zmienialiśmy aranżacji mieszkań. Od zawsze w planowaniu uwzględniamy preferencje klientów i sytuację na rynku, stąd w naszej ofercie szeroki wybór mieszkań, od kawalerek po apartamenty z tarasami. To, na co zwracamy uwagę, to raczej udział danych mieszkań w strukturze.

Zbliżający się termin wejścia w życie nowej ustawy, może przyczynić się do szybszego wprowadzania nowych projektów. Jednakże, w naszej ocenie i praktyce, w nieznacznym stopniu. Przygotowanie projektu wielorodzinnego do sprzedaży to złożony proces, uzależniony od wielu czynników. Działamy planowo, zgodnie z przyjętym harmonogramem, bazując na 30 letnim doświadczeniu w procedowaniu projektów deweloperskich.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W najbliższych tygodniach ruszamy z kolejną transzą domów drewnianych o powierzchni 135 mkw. o zerowym zapotrzebowaniu na energię nieodnawialną. Efektywność energetyczną zapewniają im elektryczne pompy ciepła. Do ogrzania pomieszczeń i wody oraz do wentylacji potrzeba będzie zaledwie 22 kWh/mkw. na rok, co oznacza, że są praktycznie pasywne energetycznie. Domy przygotowane będą do montażu instalacji systemu fotowoltaicznego. Stawiamy je w osiedlu Villa Campina w Ożarowie Mazowieckim. Inwestycje mieszkaniowe są w przygotowaniu. Nie przyczyni się do ich przyspieszenia mająca wejść w życie 1 lipca ustawa deweloperska.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

W 2022 roku do sprzedaży zostaną wprowadzone nowe inwestycje w Krakowie i na Śląsku. Szczegóły obu projektów już wkrótce pojawią się na naszej stronie internetowej. Wszelkie prace prowadzone są zgodnie z wcześniej założonym harmonogramem. Inwestycje zaprojektowane zostały zgodnie z aktualnymi potrzebami nabywców. Składają się więc głównie z mniejszych lokali – dwu i trzypokojowych. Zgodnie z potrzebami naszych klientów zadbaliśmy o dogodną lokalizację inwestycji w otoczeniu zieleni i zaprojektowaliśmy strefy wypoczynku. Lokale na parterach oferują lokatorom indywidualne ogródki, mieszkania na piętrach – balkony lub loggie. Mieszkańcy lokali położonych na ostatnich kondygnacjach budynków będą mogli skorzystać z prywatnych, zielonych tarasów. Projekty zostaną wprowadzone do sprzedaży przed 1. lipca br.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Nasz plan na 2022 zakładał mocne zasilenie oferty w drugim kwartale roku. Zgodnie z tym planem ruszyła już przedsprzedaż wyjątkowej w naszym portfolio inwestycji – EKO Falenty pod Warszawą. Zbudujemy tam 42 nowoczesne domy w zabudowie szeregowej, w standardzie wyposażone w pakiet rozwiązań ekologicznych. Ceny za mkw. domu rozpoczynają się od 7 700 zł, można go nabyć za 592 tys. zł.

Przed nami także uruchomienie sprzedaży w projekcie przy Studziennej w Warszawie z 84 jednostkami oraz kolejnego etapu Novej Królikarni z 11 jednostkami. Inwestycja przy Studziennej na warszawskiej Woli będzie świetnym produktem dla klientów, którzy chcą bezpiecznie ulokować pieniądze. Ponad 50 proc. oferty w tym projekcie stanowić będą mieszkania dwupokojowe, idealne na wynajem. W Novej Królikarni, projekcie realizowanym na skraju parku na Mokotowie, powstanie z kolei 11 ekskluzywnych domów. Na ten projekt od dłuższego czasu czeka grupa klientów.

Do końca 2022 rozpoczniemy 10 nowych projektów. Sześć z nich będą to kolejne etapy dotychczas realizowanych inwestycji, a 4 będą nowościami. Łącznie będzie to 1027 lokali.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Jesteśmy w trakcie przygotowań do rozpoczęcia czterech inwestycji. Wszystkie będą w centrum Poznania, w bardzo atrakcyjnych lokalizacjach. Nie mieliśmy wcześniej planów, co do terminu rozpoczęcia realizacji tych projektów i z całą pewnością jeszcze przez jakiś czas wstrzymamy się z ich ustaleniem. Chcemy najpierw uzyskać wszystkie potrzebne decyzje administracyjne, a gdy formalności będą „dopięte na ostatni guzik” zdecydujemy, w jakim czasie zrealizujemy te inwestycje. Każdy z projektów, o których mówię, dotyczy mieszkań o wyższym standardzie, a jego częścią jest też metraż, którego nie zamierzaliśmy korygować. W żaden sposób nie uzależniamy też terminów rozpoczęcia inwestycji od wejścia w życie jakichkolwiek ustaw.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W tym roku planujemy wprowadzić do sprzedaży co najmniej dwie inwestycje. Będą to kolejne etapy prowadzonych już na rynek inwestycji. Projekty, które przygotowujemy zawsze mają na tyle optymalną strukturę, na ile pozwalają zapisy MPZP lub dozwolona ilość miejsc w garażu.

Z pewnością wiele firm będzie dążyło do zainicjowania nowych projektów przed 1 lipca, jednak nie zawsze jest to możliwe. Wprowadzenie inwestycji do sprzedaży oznacza rozpoczęcie zawierania umów deweloperskich, a to z kolei konieczność posiadania pozwolenia na budowę. W tym zakresie niewiele się zmieniło, procedury ciągną się w nieskończoność i deweloper nie ma wpływu na uzyskanie tej decyzji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

W tym roku planujemy rozpocząć sprzedaż i realizację kilku nowych inwestycji w Warszawie. Będą też nowe etapy projektów, które są aktualnie w realizacji. Co do terminów startu, mogą raczej nastąpić zmiany związane z kolejnością wprowadzenia ich do sprzedaży. Przyglądamy się szczegółowo naszym projektom ze względu na ich lokalizacje oraz strukturę mieszkań. Chcemy jak najbardziej sprostać oczekiwaniom obecnego popytu.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Nieustannie rozwijamy inwestycję Miasteczko Jutrzenki, zlokalizowaną w warszawskich Włochach, której kolejne dzielnice pojawią się w sprzedaży jeszcze w tym roku. Pracujemy nad nowymi projektami, które z uwagi na wydłużony czas uzyskiwania pozwoleń na budowę pojawią się w sprzedaży w 2023 roku. Z doświadczenia wiemy, że obecny czas przygotowania inwestycji z uwagi na biurokrację wydłużył się dwukrotnie w porównaniu do okresu sprzed dwóch lat. Nie warunkujemy otwarcia sprzedaży wejściem w życie nowej ustawy i przygotowaliśmy się do nowych założeń i wymogów ustawodawcy.

Wszystkie nasze inwestycje przygotowane są na podstawie zapotrzebowania rynku, które nie zmienia się już od kilku lat. Nadal poszukiwane są mieszkania dwupokojowe o metrażu 40 mkw. – 45 mkw. Nowe przepisy, dotyczące ustawy deweloperskiej, wchodzące w życie 1 lipca 2022 roku nie przyczynią się do przyspieszenia sprzedaży nowych projektów. Niestety nie mamy możliwości wprowadzenia do sprzedaży inwestycji, dla których jesteśmy jeszcze w procesie uzyskiwania pozwolenia na budowę. Wiemy, że z taką samą rzeczywistością mierzą się inne firmy deweloperskie.

Teresa Witkowska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Napollo Residential

Nowe projekty planujemy wprowadzić na rynek w drugiej połowie roku. Będą to zarówno inwestycje w segmencie popularnym, jak również projekty o podwyższonym standardzie. Wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom klientów i oferujemy, zarówno różnorodne metraże, jak i układy mieszkań. Każdy projekt nowej inwestycji jest przez nas szczegółowo analizowany i dostosowywany do potrzeb oraz oczekiwań rynku.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Kontynuujemy nasz plan zgodnie z założeniami przyjętymi w 2021 roku. Jesteśmy tuż przed rozpoczęciem przedsprzedaży kolejnego etapu Osiedla Księżnej Dąbrówki w podpoznańskiej Dąbrówce. To flagowe osiedle stopniowo rozbudowywane według wizjonerskiej strategii już od 2000 roku. Nowy etap będzie obejmował, zarówno budownictwo wielorodzinne, jak i domy w zabudowie szeregowej. W następnej kolejności będziemy startować z dwoma projektami w destynacjach turystycznych.

Nie przyspieszamy rozpoczęcia budowy, natomiast być może zmienią się nasze prognozy i plany dotyczące tempa sprzedaży. Podobnie nie zmieniamy projektów pod względem powierzchni. Projekty, którymi dysponujemy opierają się na przemyślanych założeniach wynikających z metodycznej analizy i odpowiadają na zapotrzebowanie rynku.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Wprowadzamy nowe inwestycje zgodnie z naszym planem. Wszystkie projekty oraz budowy Grupy Robyg prowadzone są zgodnie z harmonogramami. Nie planujemy zmian w zakresie naszych realizacji. Staramy się utrzymywać stabilną i płynną działalność, zarówno w zakresie budowy, jak i sprzedaży mieszkań. Sądzimy, że zmiany w ustawie deweloperskiej nie będą miały wpływu na działalność i procedury dużych deweloperów, takich jak Grupa Robyg. Nasze standardy od dłuższego czasu spełniają, a nawet wyprzedzają wymogi ustawowe. Dlatego nie spodziewamy się zmian, ani po stronie podażowej, ani po stronie popytowej na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Nie sądzimy, aby nowe regulacje przyspieszyły wprowadzanie nowych osiedli do oferty. Na pewno nowelizacja ustawy wzmocni bezpieczeństwo klientów, zwłaszcza w kontakcie z mniejszymi firmami, które mają mniejsze zasoby gotówkowe czy płynnościowe. Z punktu widzenia Grupy Robyg nie zmieni się nic, nasze procedury są bardzo zaawansowane.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Relacji z Klientem w Aria Development

Obecnie rozpoczęliśmy sprzedaż i realizację trzeciego etapu nowego Osiedla Natura 2 w Wieliszewie. W tym etapie do oferty wprowadziliśmy 80 mieszkań o powierzchni od 29 mkw. do 76 mkw. Pierwsze klucze mieszkańcy otrzymają pod koniec przyszłego roku. Jest to inwestycja w pobliżu przyrody, z dogodnym dojazdem do Warszawy. Lokale na parterze będą miały ogródki, natomiast na wyższych piętrach – balkony. Sprawną komunikację wewnątrz budynków zapewnią szybkie i ciche windy. Wszystkie mieszkania zostaną wyposażone w system inteligentnego domu Aria Eco Smart.

Na tym etapie inwestycji nie było możliwe dokonanie zmian projektowych. W okresie spowolnienia gospodarczego prognozujemy, że lepiej będą sprzedawać się mieszkania o mniejszej powierzchni.

Jeśli chodzi o plany, kupiliśmy dużą działkę w pobliżu centrum Poznania. Będziemy tam realizować duże osiedle mieszkaniowe. Prowadzimy też rozmowy na temat zakupu gruntu w okolicach Warszawy, gdzie projektujemy samowystarczalne i ekologiczne miasteczko. Inwestycje te będą realizowanie w ramach nowej ustawy i nie zamierzamy ich przyspieszać.

Marcin Michalec, CEO Okam

W tym roku planujemy rozpoczęcie sprzedaży projektu CITYFLOW na warszawskiej Woli oraz sprzedaż loftów w historycznej Warzelni, będącej częścią kompleksu BOHEMA – Strefa Praga. A następnie, w trochę dłuższej perspektywie czasowej chcemy uruchomić wielofazowy projekt na Żeraniu, nad którego koncepcją architektoniczną obecnie pracujemy. Na ten moment wszystkie aktualnie realizowane i zakładane inwestycje prowadzimy zgodnie z harmonogramem i nie zakładamy w tym zakresie żadnych przesunięć, w tym przyspieszeń. Jednocześnie, możemy oczywiście obserwować na rynku intensyfikację działań niektórych inwestorów związaną z wcześniejszym niż zakładano rozpoczęciem projektów, aby zadziało się to przed wejściem w życie nowej ustawy deweloperskiej.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Rozważamy wprowadzenie kolejnych etapów inwestycji, które są już w sprzedaży zgodnie z wcześniejszymi założeniami. Decyzje o starcie nie uległy zmianie i są uwarunkowane głównie stanem zaawansowania sprzedaży etapów wcześniejszych oraz zapotrzebowaniem wśród klientów na określone typy lokali i ich dostępnością w ofercie. Planujemy również wdrożyć do sprzedaży nowy projekt, jednak jest to uzależnione od uzyskania pozwolenia na budowę. Naszym zdaniem nowe przepisy mogą wpłynąć na deweloperów, jeśli chodzi o przyspieszenie wprowadzania nowych projektów przed 1 lipca br.

KODA Bots zmienia się w KODA i otwiera pierwsze biuro w USA. Zarządzanie spółką przejmuje Michał Pawełczyk

KODA Bots, jeden z polskich liderów w obszarze tworzenia rozwiązań chatbotowych i voicebotowych wykorzystywanych w obsłudze klienta, sprzedaży czy procesach HR-owych zmienia nazwę na KODA. Rebranding jest pierwszym z kroków w zmianie strategii działania spółki.

KODA ma na koncie już ponad 100 wdrożeń dla takich podmiotów w jak TVN, Jeronimo Martins, Żabka, Kubota czy Adamed. Średnio skracają one czas pracy fizycznych konsultantów o połowę i automatyzują 70-80% powtarzających się zapytań. – Z naszej nazwy znika słowo “Bots”. Kilka lat temu faktycznie zaczynaliśmy od tworzenia prostych chatbotów, ale dziś naszym produktem jest technologia pozwalająca na zautomatyzowanie komunikacji w każdym kanale kontaktu z klientem lub pracownikiem.  Nasz autorki system operacyjny daje ponadto bardzo szerokie możliwości analityczne i pozwala na integrację z narzędziami BI komentuje Michał Pawełczyk, prezes KODA.

Zmianę w strategii odzwierciedlają też zmiany personalne. Operacyjne zarządzanie spółką przejmuje Michał Pawełczyk, dotychczas pełniący funkcję CTO, twórca systemu operacyjnego KODA.  Do zarządu dołącza Ola Bilińska pełniąca w spółce funkcję Head of Customer Success. Mariusz Pełechaty, dotychczasowy CEO, obejmuje stanowisko Head of Growth i będzie odpowiedzialny za wzrost przychodów spółki w regionie CEE.

Automatyzacja na świat

Zmiana strategii zakłada mocniejsze wyjście KODA na rynki zagraniczne poza regionem CEE. W pierwszej kolejności będą to Stany Zjednoczone, gdzie potencjał rozwoju i zapotrzebowanie na technologie do automatyzacji procesów komunikacji w firmach są największe. –  W bieżącym roku pozyskaliśmy kolejne już wdrożenia w USA. To zapotrzebowanie spowodowało, że na początku czerwca otworzyliśmy biuro w San Francisco. Z końcem września nasze przedstawicielstwo pojawi się również w Nowym Jorkumówi  Michał Pawełczyk.

Spółka, do tej pory finansująca działalność i rozwój ze środków własnych, przygotowuje się do globalnej rundy seed. – Przez ostatnie 3 lata pod wodzą Mariusza i na bazie przychodów ze sprzedaży  rozwinęliśmy nasz system KODA do poziomu, który śmiało możemy uznać za światową czołówkę. Jego efektywność potwierdzają dane naszych klientów i ich opinie. Jesteśmy na etapie na którym wiemy, że nasz produkt  może skutecznie działać na dowolnym rynku. Dlatego czujemy się gotowi do dużo szybszego skalowania – wyjaśnia  Michał Pawełczyk.

Na ekspansję zagraniczną i dalszy rozwój biznesu KODA planuje pozyskać 4 mln dolarów. Prowadzi już rozmowy z inwestorami Europie i USA – aniołami biznesu i funduszami Venture Capital. –  Nasze cap table pozostaje nienaruszone, spółka osiąga wzrosty MRR, dlatego uznaliśmy, że przyszedł czas na pierwszą rundę inwestycyjną. Chcemy ją zamknąć w IV kwartale. Wkrótce, aby jeszcze zwiększyć naszą atrakcyjność, zaprezentujemy kilka nowych produktów – dodaje Michał Pawełczyk.

Rekordowe wzrosty wydatków na technologie w handlu

Zakłócenia łańcuchów dostaw, niedobory siły roboczej czy zmiana nawyków zakupowych konsumentów – to wszystko sprawia, że dziś handel potrzebuje technologii jak powietrza. Wg raportu CB Insights „The Future of the Supermarket 2022”, wydatki na technologie dla handlu detalicznego w branży spożywczej w 2021 roku osiągnęły 19 mld dolarów, czyli aż o 115 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Sztuczna inteligencja, personalizacja, inteligentne wózki, inteligentne, wielorazowe opakowania, automatyzacja, kasy bezobsługowe – to główne hasła, pod jakimi zmieniają się supermarkety, ale to jeszcze nie wszystko. Innowacje technologiczne napędzane danymi będą dawały jeszcze większe możliwości wzrostu.

Handel wypełniony innowacjami

Detaliści szukają sposobów na zatrzymanie klientów i zwiększenie rentowności, ale przedstawiciele branży spożywczej mierzą się ze szczególnymi wyzwaniami: rozbudowanym asortymentem produktów, łatwo psującymi się towarami i topniejącymi marżami. Kolejne to rozwój handlu elektronicznego, który jest okazją dla detalistów spożywczych do eksperymentowania z omnichannelem, oczywiście przy wykorzystaniu najnowszych rozwiązań.

Rozwój internetowych zakupów spożywczych dał konsumentom wolność w wyborze pomiędzy kanałem tradycyjnym i nowoczesnym. Okazało się, że spora część z nich przekonała się do wygody zakupów online. Według badania PowerReviews ponad połowa, bo 57 proc. konsumentów, zwiększyła swoje wydatki na internetowe zakupy spożywcze w ciągu ostatniego roku.

Sztuczna inteligencja

Przykładów zastosowania najnowszych technologii w sprzedaży mamy już bardzo dużo. Inteligentne regały, bezobsługowe kasy, inteligentne etykiety na półki, które za pomocą ikon lub kodów QR mogą dziś wyświetlać informacje dotyczące m.in. alergenów. To powód, dlaczego największe sieci handlowe nawiązują współpracę z dostawcami takich usług jak wirtualny dietetyk czy konsultacje medyczne online.

Technologia w handlu spożywczym wywiera ogromny wpływ na codzienne życie konsumentów, sprawiając że zakupy stają się bardziej wygodne i spersonalizowane. Jednak kupujący są dziś nie tylko coraz bardziej wymagający. Dbają o swoje zdrowie i są lepiej zorientowani w dostępnym na rynku asortymencie, po prostu dobrze wiedzą, czego chcą. Dlatego zbudowanie odpowiedniej oferty sprzedażowej staje się bardziej skomplikowane. Rozpoznawanie zmieniających się preferencji żywieniowych i potrzeb klientów pozwalają dziś wspomagać narzędzia wykorzystujące m.in. sztuczną inteligencję – tłumaczy Adam Sienkiewicz, Head of Sales z Sagra Technology. To wszystko prowadzi do tego, że sklepów nafaszerowanych technologiami będzie coraz więcej.

Inteligentne wózki

Wózek wyposażony w ekran, wagę, czujniki i kamerę, umożliwia m.in. zalogowanie się klienta, wykorzystanie oferty lojalnościowej czy bezgotówkowe płatności. Może również inspirować do sprawdzania nowości, sugerować konkretne, pasujące do siebie lub będące w promocji produkty i wskazywać do nich drogę w sklepie. Sprzedawcom inteligentne wózki pomagają zrozumieć, w jaki sposób klienci poruszają się po sklepie oraz wychwycić potencjalne wąskie gardła i miejsca, w których klienci mogą wybierać produkty pod kątem impulsu. Są bardziej opłacalne niż doposażanie istniejących sklepów w rzesze kamer i czujników. Dodatkowo, inteligentne wózki umożliwiają klientom skanowanie produktów podczas zakupów za pomocą aplikacji na smartfona i pomijanie kas.

Sprawne dostawy

Wg raportu Capgemini, koszty dostaw ostatniej mili stanowią nawet 41 proc. całkowitych kosztów dostaw. Stąd idea niewielkich magazynów (MFC – Micro-fulfillment centers), położonych jak najbliżej punktów sprzedaży, a nawet na terenie sklepu, aby jak najszybciej i najsprawniej realizować dostawy. Takie rozwiązanie sprawia, że ostatnia mila jest krótsza i tańsza, zmniejsza także zapotrzebowanie na pracę ludzką. Dlatego giganci branży inwestują w zautomatyzowane obiekty MFC, dzięki którym mogą obniżać koszty realizacji zamówień nawet o 75 proc. (dane z raportu CB Insights).

Dane płynące od producentów, dystrybutorów i sprzedawców dają szereg informacji, które są bezcenne z punktu widzenia każdego uczestnika łańcucha dostaw. Producent potrzebuje informacji od sprzedawców, sprzedawcy od dystrybutorów itd. Dzięki wymianie i analityce tych danych mogą m.in. tworzyć modele predykcyjne oraz planować odpowiednio zasoby czy inwestycje. Dziś nikt nie może sobie pozwolić na przestój, brak zapasów czy przepełnione magazyny. Dodatkowo, klientów przyzwyczajonych do dostępności produktów oraz wygody zakupów nie można dziś zawieść – podkreśla ekspert.

Przyszłość

Sposobem na utrzymanie pozycji w handlu jest postawienie na wysoką jakość obsługi i doświadczenia klientów we wszystkich kanałach sprzedaży. To, o co zadbać muszą najbardziej, to personalizacja, podtrzymanie lojalności ora zapewnienie wygody. Dobra ekspozycja towarów, minimalizacja braków na półce to wyzwanie dla wszystkich w łańcuchu dostaw. – Tutaj z pewnością pomoże technologia tj. Image recognition, które na podstawie weryfikacji obrazu wygenerują działania zapobiegające brakom produktów na półce, ale i spowoduje , że wygląd ekspozycji będzie wpływał na zwiększenie sprzedaży detalisty – tłumaczy Adam Sienkiewicz. Inny element to zdolność detalistów do nawiązywania kontaktów z konsumentami z poza murami sklepu. Zwiększona ilość danych zbieranych online i w sklepie poddana analizie w środowisku Power BI z użyciem sztucznej inteligencji może pomóc producentom w lepszym zrozumieniu zmieniających się nawyków kupujących. W następnej dekadzie wszyscy uczestnicy rynku będą opierać się na szczegółowych danych napędzających sprzedaż i zyski.

Tak słabych nastrojów w polskim przemyśle nie było od wybuchu pandemii

Subindeks Barometru EFL dla branży produkcyjnej na II kwartał br. wyniósł 47,7 pkt. i był niższy o 2,2 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału. To najniższy wynik od 2 lat – w maju 2020 roku wyniósł 45,9 pkt. Żaden przedsiębiorca nie prognozuje wzrostu inwestycji, a co piąty ich spadek. Co więcej, nikt z branży nie spodziewa się poprawy kondycji w najbliższych miesiącach. Na tak pesymistyczne opinie mocno wpłynęła wojna na terytorium Ukrainy – 58% firm produkcyjnych wskazało na jej negatywne skutki dla ich biznesu.

Barometr EFL dla branży produkcyjnej na II kwartał 2022:

  • Subindeks: 47,7 pkt. (-2,2 pkt. kw./kw.)
  • Inwestycje: 80 proc. przedsiębiorców prognozuje taki sam poziom inwestycji; 20 proc. prognozuje spadek inwestycji
  • Sprzedaż: 22 proc. przedsiębiorców prognozuje zwiększenie sprzedaży; 32 proc. prognozuje spadek sprzedaży
  • Płynność finansowa: 10 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej; 31 proc. prognozuje pogorszenie płynności finansowej
  • Finansowanie zewnętrzne: 32 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 10 proc. prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne
  • Barometr COVID-19: żaden przedsiębiorca nie spodziewa się poprawy kondycji w branży w ciąg najbliższych 6 miesięcy

– Spoglądając wstecz i analizując dane naszych kwartalnych pomiarów z 2021 roku, produkcja w Polsce radziła sobie nieźle. Na cztery odczyty, aż trzy były powyżej progu ograniczonego rozwoju, który wynosi 50 pkt. Od początku tego roku mamy już do czynienia z tendencją spadkową. W pierwszym pomiarze subindeks dla branży produkcyjnej wyniósł 49,9 pkt., czyli niewiele zabrakło do optymistycznej granicy. Teraz mamy o ponad 2 punkty mniej. Również pozostałe wskaźniki jak na przykład ocena kondycji w kolejnych miesiącach, wpływ pandemii i wojny w Ukrainie na branżę wskazują, że „producenci” patrzą w przyszłość z dużymi obawami. Te opinie są zbieżne z ostatnimi danymi Głównego Urzędu Statystycznego. Choć w kwietniu br. produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych była wyższa o 13% w porównaniu z kwietniem ub. roku, to wtedy odnotowano wzrost o ponad 44% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Natomiast w porównaniu z marcem tego roku spadła o ponad 11% – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Wracamy do początku kryzysu?

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla branży produkcyjnej wyniósł 47,7 pkt., o 2,2 pkt. mniej niż w pierwszym kwartale tego roku. Jest to najniższa wartość wskaźnika od początku pandemii COVID-19 w Polsce. W maju 2020 roku wartość subindeksu wyniosła 45,9 pkt. W porównaniu z pozostałymi pięcioma branżami – przemysł odnotował trzecią najniższą wartość, po HoReCa (47 pkt.) i budownictwie (47,5 pkt.).

EFL w badaniu Barometr po raz kolejny zapytał przedstawicieli polskiego przemysłu, czy w obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Optymistów brak – żaden przedsiębiorca nie wskazał na poprawę sytuacji. Ponad połowa odpowiedziała, że pozostanie bez zmian (53%), a co czwarty jest zdania, że się pogorszy (26%).

Wojna trudniejsza niż pandemia

Produkcja bardziej odczuwa dziś wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy niż skutki pandemii. 58% firm uważa, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, ma niekorzystny wpływ na ich działalność (z czego 13% – bardzo niekorzystny i 45% – raczej niekorzystny). Warto podkreślić, że odsetek respondentów oceniających, że wojna ma raczej negatywny wpływ na ich działalność jest najwyższy wśród wszystkich 6 badanych branż (ex aequo z HoReCa). W przypadku COVID-19 – na jej negatywny wpływ wskazuje 44% zapytanych (z czego 11% – zdecydowanie niekorzystny, a 33% – raczej niekorzystny).

Inwestycje nie ruszą, a płynność coraz niższa

W II kwartale br. zdecydowana większość firm produkcyjnych (80%) planuje podobny poziom inwestycji co w poprzednich miesiącach, a 20% spodziewa je zmniejszyć. Nikt nie myśli o nowych większych nakładach inwestycyjnych.

Nieco lepiej niż w inwestycjach przedstawiciele branży prognozują sprzedaż. 22% liczy na jej wzrost, 44% spodziewa się podobnego poziomu zamówień co w poprzednim kwartale, a 32% obawia się ich spadku.

Niestety płynność finansowa firm produkcyjnych nie wygląda najlepiej. Co trzecia obawia się jej pogorszenia w II kwartale br. (31%). Tylko 10% liczy na jej poprawę.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na II kwartał 2022 roku wyniosła 48,7 pkt. Osiągnięty poziom jest o 0,2 pkt. niższy niż w I kwartale 2022 roku.

Sztuczna inteligencja to bajka dla dorosłych

O sztucznej inteligencji mówi się wiele, problem w tym, że wyłącznie dobrze
lub wcale. Nic dziwnego, że coraz więcej osób upatruje w tej technologii szansy dla biznesu; zintensyfikowanie operacji, przyspieszenie produkcji,
czy usprawnianie transportu. Niestety, dziś rzeczywistość odbiega od tego,
co się pisze o SI i na takie dobrodziejstwa, musimy jeszcze poczekać.

Sztuczna inteligencja w ciągu roku do półtora będzie funkcjonować w krytycznych obszarach i rozwiązywać kluczowe problemy przedsiębiorstw. Tak uważa zdecydowana większości (95 proc.) pytanych managerów, którzy wzięli udział
w badaniu AI Engineering Survey.

Skalowanie to wyzwanie

Co ciekawe, te same osoby deklarują, że wyzwaniem dla nich jest skalowanie aplikacji bazujących na SI. 76 proc. ankietowanych twierdzi, że ma z tym problemy.

Szybkie postępy w obszarze sztucznej inteligencji sprawiają, że każdy chce ją mieć, ale nie każdy potrafi wykorzystać jej możliwości. Prowadzenie bolidu F1 przerośnie kierowcę, który nigdy nie jeździł sportowym samochodem. Tak jest ze sztuczną inteligencją. — uważa Paweł Rutkowski z BPSC i dodaje: — Wdrażanie każdej technologii, wymaga odpowiedniego przygotowania i spokoju. Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą. Potencjał SI jest ogromny i choć tempo jej przyjęcia zaczyna przyspieszać, zrozumienie implementacji sztucznej inteligencji jest wciąż czymś, czego organizacje muszą się dopiero nauczyć. — podkreśla ekspert z katowickiej spółki IT.

Nic dziwnego, że w co trzeciej (32 proc.) firmie wdrożenie aplikacji wykorzystującej algorytmy sztucznej inteligencji zajęło więcej czasu, niż planowano. Tylko w co piątym (19%) przedsiębiorstwie prace skończyły się przed zakładanym terminem.

Sztuczna Inteligencja jak podatki?

Sztuczna Inteligencja ma być jak powietrze – wszędzie. Od takiej wizji przyszłości, jesteśmy dalej niż może się niektórym wydawać. Jak wynika z AI Engineering Survey, tylko 20 proc. kadry managerskiej deklaruje, że właśnie wdrożyło rozwiązanie wykorzystujące SI. 40 proc. respondentów twierdzi, że ma doświadczenie, ale implantacja sztucznej inteligencji wciąż trwa. Pozostałe 40 proc., o wdrożeniu dopiero myśli.

SI wbrew temu, co się o niej pisze, jest jeszcze niszową technologią. Oczywiście ma ogromny potencjał, ale daleko jej do powszechności. Prędko się to nie zmieni, a transformacja będzie miała zdecydowanie formę ewolucyjną, a nie rewolucyjną. — tłumaczy Paweł Rutkowski i podaje za przykład rynek systemów zintegrowanych: — Sztuczna inteligencja będzie podążała drogą, jaką jeszcze niedawno musiały przebyć ERP-y. Dziś powszechnie znane i używane, ale jeszcze 20 lat temu było zupełnie inaczej. — wyjaśnia ekspert BPSC.

Według PwC w 2023 roku globalne wydatki na sztuczną inteligencję osiągną poziom 500 miliardów dolarów. Szacuje się, że do 2030 r. potencjalny wkład sztucznej inteligencji w gospodarkę światową wyniesie 15,7 bln USD.

EUR/USD „rysuje” podwójny dołek?

Wczorajsza sesja przebiegała dość spokojnie. Amerykanie świętowali a europejskie indeksy odbijały od dna. Euro Stoxx 50 zyskał 0,9 proc. a DAX urósł o 1,1 proc. Na uwagę zasługuje zwyżka rentowności europejskich obligacji. Niemieckie są wyżej o 9 pb i wskazują 1,75 proc. a włoskie o 11 pb i osiągnęły poziom 3,7 proc.

Ten tydzień jest ubogi w dane makro i innego rodzaju wydarzenia. Ubiegły dostarczył inwestorom wielu emocji, dlatego w najbliższych kilku dniach rynki z pewności będą chciały złapać oddech, co może przełożyć się na mniejszą zmienność. Dolar kontynuuje osłabienie. Główna para walutowa przekracza właśnie poziom 1,0550 i zmierza w kierunku szczytu z 16 czerwca. Na USD wczoraj nie wpłynęły wypowiedzi James’a Bullarda z oddziału Fed w St. Louis, który ostrzegł, że oczekiwania inflacyjne w USA mogą się „odkleić” bez wiarygodnych działań Fed-u. Wskazał również, że inflacja w USA jest porównywalna z poziomem obserwowanym w latach 70-tych. Podkreślił również, że obecna sytuacja makroekonomiczna w USA nadwyręża wiarygodność Fedu w odniesieniu do celu inflacyjnego. Poza tym zostały powtórzone utarte frazy dotyczące zagrożeń dla gospodarki. Większość z tych rzeczy rynek już zdążył przetrawić.

Z powodu pustego kalendarza makro inwestorzy mogli skupić się na wystąpieniu Christine Lagarde. Prezeska EBC powtórzyła, że bank zamierza podnieść stopy procentowe w lipcu i wrześniu, sygnalizując, że Radę nie zniechęcą rosnące napięcie na rynkach finansowych. Podkreśliła, że przedstawiciele EBC muszą być absolutnie pewni, że obecne nastawienie w polityce monetarnej jest rzeczywiście kierowane do wszystkich krajów strefy euro. Lagarde nie podała żadnych szczegółów dotyczących narzędzia przeciwdziałania fragmentacji. Dyplomatycznie zostało zakomunikowane, że to zjawisko będzie zwalczane za pomocą odpowiednich instrumentów, z odpowiednią elastycznością. Temu tematowi było poświęcone ostatnie nadzwyczajne spotkanie w ubiegłym tygodniu. EBC jest mocno zaniepokojony dużą rozpiętością rentowności obligacji krajów strefy euro.
Główna para walutowa ostatecznie nie zdołała przełamać poziomu 1,0350. Na wykresie wyrysowuje się formacja podwójnego dołka, która może zapowiadać większe odbicie EUR/USD w kierunku 1,11. Ale żeby móc mówić o takim scenariuszu najpierw kurs będzie musiał poradzić sobie z oporem zlokalizowanym na 1,0780.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Nowoczesne armie szukają lekkiego sprzętu, co oznacza szansę dla polskiego rynku zbrojeniowego

Trwająca w Ukrainie wojna zmienia sposób, w jaki rządy podchodzą do obronności, która stała się jeszcze ważniejszym elementem polityki państw NATO. Na rynku brakuje sprzętu wojskowego, w szczególności lekkiego uzbrojenia, które okazało się niezwykle istotne podczas obrony przed rosyjską agresją. Zdaniem ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group zwiększony popyt stanowi szansę dla polskiego rynku zbrojeniowego.

Państwa wydają coraz więcej na obronność. Kraje członkowskie NATO zwiększyły wydatki z poziomu 911,654 mln USD w 2016 r. do 1,174,240 mln USD w 2021 r. Polska w 2021 r. przeznaczyła na obronność 2,1% PKB, co stawia nas na 7. miejscu wśród państw NATO za Estonią, Litwą czy Chorwacją. Po wybuchu wojny w Ukrainie rozpoczęły się problemy z dostawami sprzętu, którego zaczęło brakować. Strategie państw polegające na opracowanych kilkadziesiąt lat wcześniej doktrynach wojennych, opierających się głównie na broni ciężkiej, nie przeszły próby czasu. Co więcej, obecne zaopatrzenie okazuje się niekiedy przestarzałe w stosunku do tego, jak zmieniają się realia konfliktów zbrojnych.

Rosja ponosi koszty wojny w Ukrainie

Jak wskazują eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group, w pierwszych tygodniach wojny w Ukrainie szczególne znaczenie odgrywały lekkie pojazdy wystrzeliwujące przeciwpancerne pociski kierowane (ang. ATGM – Anti-Tank Guided Missile) i przenośne systemy obrony przeciwlotniczej (MANPADS). To właśnie im w dużej mierze przypisuje się udaremnienie rosyjskich prób zdobycia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Według szacunków ukraińskiego Forbesa od początku inwazji na pełną skalę Rosja straciła ponad 10,8 mld USD w sprzęcie wojskowym. Rosjanie ponoszą ogromne straty, ponieważ ich drogi, ciężki sprzęt niszczony jest przez tańsze rakiety, którymi dysponuje ukraińska armia. Przykładowo w koszt rosyjskiego czołgu T72 to ok. 1,2 mln USD, a ukraińskiej rakiety Stugna-P to ok. 20 tys. USD.

Armie stawiają na zaawansowany technologicznie, lekki sprzęt

We współczesnych wojnach coraz większe znaczenie ma aspekt technologiczny. W obronie Ukrainy kluczową rolę odgrywają m.in. drony, które stały się wręcz symbolem walki z rosyjskim agresorem, skutecznie niszcząc ciężki sprzęt. Wyciągając wnioski z sytuacji na wschodzie Europy, państwa NATO starają się dostosować politykę obronną do współczesnych realiów i inwestują w bardziej zaawansowany technologicznie, lżejszy sprzęt. To z kolei stwarza szansę dla mniejszych firm z branży zbrojeniowej, która w przeszłości była wyłączną domeną gigantów dysponujących budżetami na badania i rozwój. Eksperci ISI Emerging Markets Group wskazują, że dla biedniejszych krajów, które nie dysponują budżetem na myśliwce w cenie F35 lub czołgi M1 Abrams, bezzałogowe statki powietrzne i nowoczesna broń przeciwpancerna (ang. ATGW – Anti-Tank Guided Weapon) wydają się bardziej niż kiedykolwiek atrakcyjną alternatywą.

Szansa dla polskich firm zbrojeniowych

Polska w obliczu wojny w Ukrainie również zintensyfikowała działania mające na celu poprawę obronności kraju. Przyspieszono dostawy sprzętu dla Wojska Polskiego co ma m.in. wzmocnić obronę przeciwlotniczą. To dla rodzimych firm szansa na kontrakty, które pozwolą im się rozwinąć. Jak poinformował minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, firma Mesko S.A. z siedzibą w Skarżysku-Kamiennej otrzyma od Ministerstwa Obrony Narodowej zamówienia na wykorzystywane m.in. w Ukrainie systemy klasy MANPADS – Pioruny (przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe).

Polska produkuje również cenione przez wojsko Beryle – podstawowe karabinki automatyczne używane przez krajową armię. Ich produkcja na potrzeby Wojska Polskiego została wprawdzie zakończona w 2018 r., ale jak poinformowało Ministerstwo Obrony Narodowej, dalsza współpraca z Fabryką Broni „Łucznik” – Radom obejmować będzie dostawę części zamiennych oraz konserwację już posiadanych egzemplarzy. W zeszłym roku broń trafiła na amerykański rynek, gdzie cieszy się dużą popularnością. Do użytku powoli wchodzić będą Groty, również produkowane w Radomiu odpowiedniki Beryli. Także polskie Zakłady Mechaniczne „Tarnów” odgrywają niezwykle ważną rolę w zaopatrywaniu Sił Zbrojnych RP, produkując uniwersalne karabiny maszynowe UKM-2000.

Polskie firmy z branży zbrojeniowej mogą również liczyć na zyski z eksportu. Polska Grupa Zbrojeniowa to jeden z największych koncernów obronnych w Europie. W ramach Grupy zrzeszonych jest ponad 50 mniejszych producentów. W 2020 roku przychody PGZ wyniosły 6,5 mld zł i wzrosły o 9% r/r.

Turcja jako przykład biznesowego podejścia do obronności

Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group wskazują, że Turcja może stanowić przykład tego, jak kraje powinny podchodzić do zagadnienia obronności napędzając jednocześnie lokalną gospodarkę. W styczniu 2022 r., podczas wodowania pierwszego tureckiego okrętu sygnałowo-wywiadowczego, TCG Ufuk, prezydent Erdoğan przypomniał, że głównym celem jego rządu jest osiągnięcie całkowitej niezależności krajowego przemysłu obronnego oraz wyprodukowanie sprzętu i technologii niezbędnych tureckiej armii. Potwierdzając, że Ankara nie zabiega już o bezpośrednie pozyskiwanie systemów obronnych z zagranicy, prezydent ogłosił, że Turcja osiągnęła około 70% samowystarczalności. Obecnie najważniejszym graczem tureckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego jest Baykar Defence, twórca dronów Bayraktar. Imponujący sukces na polu bitwy tych bezzałogowych statków powietrznych otworzył bezprecedensowe możliwości dla przemysłu obronnego znad Bosforu.

Cały świat obserwuje obecnie rozwój konfliktu w Ukrainie, który już teraz zmienia sposób, w jaki rozmawia się o obronności. Rządy państw, mimo że w ostatnich latach i tak wydawały na uzbrojenie wojskowe coraz więcej, zauważyły braki, które teraz będą starały się jak najsprawniej uzupełnić. Nowoczesne armie polegają w dużej mierze na lekkim sprzęcie, który okazuje się niezwykle skuteczny na polu bitwy. Jego produkcja nie jest domeną wyłącznie wielkich firm, ale również mniejszych organizacji, które dysponują know-how technologicznym przydatnym w opracowywaniu rozwiązań dla wojska.

Źródło: EMIS Insights – War in Ukraine – A Seismic Shift in Warfare and Attitudes Towards Defense

Ubezpieczenie szyb samochodowych – ile kosztuje?

Niestety, ale czasem wystarczy jeden mały kamyk na drodze, aby szyba w Twoim samochodzie uległa uszkodzeniu. Trudno też o znalezienie sprawcy szkody, gdyż mały element może wystrzelić spod opon dowolnego pojazdu, który mija Twoje auto. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na ubezpieczenie szyb samochodowych. Dowiedz się, ile możesz kosztować taka polisa.

Ubezpieczenie szyb samochodowych – czy warto je wykupić?

Wiele osób zastanawia się, czy warto poszerzać zakres ochrony ubezpieczenia samochodu, ponad obowiązkową polisę OC. W tym celu najlepiej zastanowić się ile kosztowałaby wymiana całej szyby w aucie? Sama wycena usługi może wynosić około 200-250 zł. Do tego także należy doliczyć wartość oryginalnego elementu. W zależności od marki pojazdu szyba czołowa może kosztować od 300 do nawet 1000 zł. Zatem w przypadku zniszczenia tego elementu, właściciel samochodu jest narażony na duży wydatek.

Taką awarię należy usunąć niezwłocznie, gdyż jazda autem z uszkodzoną szybą jest niebezpieczna. W razie kontroli policji kierowcę spotkają nieprzyjemności w postaci nałożenia mandatu o wartości nawet 500 zł oraz odebrania dowodu rejestracyjnego. Zatem warto nie lekceważyć nawet drobnego pęknięcia. Ubezpieczenie szyb samochodowych pozwoli Ci na szybką ich naprawę.

Ubezpieczenie szyb samochodowych – co może obejmować?

Wykupienie ubezpieczenia na szyby samochodowe pozwoli kierowcy na uzyskanie zabezpieczenia podczas zniszczenia ich:

  • przez działanie osób trzecich,
  • w kolizji samochodowej, bez względu na to, kto jest jej sprawcą,
  • przez gałęzie lub kamyki,
  • w wyniku opadu gradu czy przez inne zdarzenia atmosferyczne.

Warto wiedzieć, że uszkodzenie może nastąpić nawet przez niewłaściwą pielęgnację. Na szczęście możesz wybrać takie ubezpieczenie szyb samochodowych, które pokryje szkodę. Należy jednak dobrze zastanowić się przed wykupieniem polisy, gdyż może ona obejmować tylko elementy przednie, boczne lub wszystkie z wyłączeniem szyberdachu. Warto zatem przemyśleć, jaki zakres ochrony będzie najkorzystniejszy.

Ile może kosztować ubezpieczenie szyb samochodowych?

Jednym z najważniejszych aspektów przy zakupie polisy na szyby samochodowe, jest jej cena. Na rynku można znaleźć wiele ofert towarzystw ubezpieczeniowych, które różnią się kosztem i zakresem ochrony. Najłatwiej możesz znaleźć najatrakcyjniejszą polisę, korzystając z porównywarek internetowych. Wystarczy wejść na kalkulator ubezpieczeń samochodowych, aby przejrzeć propozycję od nawet 18 towarzystw ubezpieczeniowych. Cały proces trwa tylko kilka minut i możesz to wykonać z dowolnego miejsca na ziemi. W efekcie uzyskasz czytelne zestawienie, które pozwoli Ci na łatwy wybór dobrej oferty na ubezpieczenie szyb samochodowych.  Wystarczy, że podasz dane dotyczące:

  • rodzaju pojazdu,
  • jego roku produkcji,
  • modelu i marki pojazdu,
  • daty obowiązywania polisy,
  • zakresu ochrony.

Tylko tych kilka kroków dzieli Cię od uzyskania porównania ofert. Korzystanie z internetowych porównywarek jest w pełni bezpłatne i nie zobowiązuje Cię do zakupu ubezpieczenia.

Zarządzanie nieruchomościami – jak zacząć wynajem krótkoterminowy?

Twoja nieruchomość jest już gotowa. Wszystko zostało przygotowane na przyjęcie pierwszych gości. Czekasz na zainteresowanych, a to… trwa dłużej, niż myślałeś. Jak poradzić sobie na samym początku z rozwinięciem biznesu, jakim jest wynajem krótkoterminowy? W jaki sposób zadbać o marketing, z jakich rozwiązań warto skorzystać i co zrobić, aby ułatwić sobie zarządzanie całym biznesem? Z tego artykułu dowiesz się: od czego zacząć?

Daj się poznać potencjalnym klientom

Siłą biznesu w dzisiejszych czasach jest rozwinięty marketing, który nadąża za wszystkimi nowościami. Nieustannie wprowadzane są coraz to nowsze aplikacje czy platformy, które umożliwiają stworzenie własnego miejsca w sieci. Bądź tam, gdzie jest Twój potencjalny klient. Daj się zauważyć. Stwórz ciekawe story, które będzie opowiadać historię wynajmowanego przez Ciebie obiektu. Zadbaj o wysokiej jakości zdjęcia, ciekawe opisy. Wchodź w interakcję z ludźmi zainteresowanymi podróżami, poznawaniem nowych miejsc czy z innymi wynajmującymi. Wymieniajcie się spostrzeżeniami, dzięki czemu twój biznes zacznie być rozpoznawalny.

Inteligentny asystent obiektu noclegowego

Szczególnie na początku nie możesz pozwolić sobie na rażące błędy i niedociągnięcia. Niestety dbanie o nieruchomość oraz poprawny system jej wynajmowania wymaga poświęcenia dużej uwagi. W tym dokładnej analizy planowanych działań. Coraz częściej natknąć się można na inteligentne systemy, aplikacje czy firmy, które umożliwiają opiekę nad prowadzonym przez nas biznesem. Zarządzanie każdym jego aspektem może być trudne… chyba że oddelegowujemy zadania tym, którzy znają się na tym najlepiej. Inteligentny asystent obiektu noclegowego pomaga gospodarzom oraz automatyzuje ich pracę. To system, który przypomina o zameldowaniu gości, niedokończonych płatnościach za wynajmowanie obiektu, umożliwia podział zadań między pracownikami czy tworzy raporty według zapotrzebowania. Przypomnienie o sprzątaniu, zautomatyzowana komunikacja z klientem, stworzenie gotowych szablonów komunikacyjnych, mobilna wtyczka… To wszystko dzięki dedykowanym rozwiązaniom, które zmieniły świat biznesu wynajmu nieruchomości na lepsze oraz prostsze.

Lista FAQ Twojego biznesu

Prowadzenie biznesu wiąże się także z byciem do dyspozycji klienta o każdej porze dnia i nocy. Jak usprawnić proces rozwiązywania problemów czy rozwiewania wątpliwości potencjalnych wynajmujących? Stwórz listę pytań, które zadawane są najczęściej, wraz z przygotowanymi przez siebie odpowiedziami. Pamiętaj o regularnym aktualizowaniu FAQ oraz zaimplementuj go na swojej stronie www, w zakładce na platformie, z której korzystasz czy w formie ciekawych infografik na social mediach. Na ostateczny wybór klienta ma wpływ cały proces rezerwacji, a w tym intuicyjność strony. Oszczędź sobie nieustannych telefonów oraz mnóstwa maili, które mogą okazać się zbędne w przypadku stworzenia listy najczęściej zadawanych pytań oraz odpowiedzi.

Zaczynając jakikolwiek biznes – musimy być na bieżąco. Nadążać za tym co nowe oraz wprowadzać ulepszone rozwiązania. Wszystko po to, aby podnosić jakość świadczonych usług, a przy tym budować pozycję naszej marki. Często również po to, aby oszczędzić sobie pracy i móc spożytkować ten czas na inne aspekty prowadzonych biznesów. Szczególnie na początku nasz biznes związany z wynajmem nieruchomości musi być wszędzie widoczny. Ma o sobie przypominać oraz wyróżniać się nowoczesnym podejściem do klienta czy łatwym procesowaniem finalizacji rezerwacji. Obserwuj działania konkurencji i wyciągaj wnioski. Traktuj każdy case jako lekcję i możliwość na przemyślane oraz skrupulatnie zaplanowane działanie. Dzięki aktywnym profilom w mediach społecznościowych, nowoczesnym rozwiązaniom oraz ułatwieniom tworzonym z myślą o kliencie, twoja nieruchomość zyska na popularności wśród podróżujących. Daj się poznać od najlepszej strony i rób to w zgodzie z trendami!

39 proc. Polaków przyznaje, że nie starcza im pieniędzy do następnej wypłaty

Według badań GFK aż 39% Polaków w ciągu ostatnich 12 miesięcy musiało pożyczać drobne sumy pieniędzy przed wypłatą – czyli nie starczało im pieniędzy do wypłaty. Ponad 65% tych osób pożyczało pieniądze kilkukrotnie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pracownicy, którzy szukają pieniędzy i mają problemy przed wypłatą, najczęściej szukają tych pieniędzy na 7 dni przed wypłatą. Potrzebują niewielkich kwot – bo średnia kwota, która im brakuje, to jest około 700 zł. Wynika to z faktu, że nie mają oszczędności – ponad 30% Polaków nie ma w ogóle oszczędności. Najczęściej szukamy tych pieniędzy albo u rodziny, albo u przyjaciół, albo u instytucji finansowych – pozabankowych, czyli tak zwanych chwilówek. Bardzo rzadko możemy liczyć na swoich pracodawców – prawie 80% Polaków twierdzi, że pytanie pracodawcy o zaliczkę jest dla nich zbyt stresujące. To jakby przyznanie się do problemów przed pracodawcą – ale problem jest też po drugiej stronie. Pracodawcy po prostu nie udzielają takich zaliczek, bo to jest zbyt skomplikowane systemowo. Pracodawca musiałby mieć też dodatkową poduszkę płynnościową, by wypłacać takie zaliczki.

– W Polsce co miesiąc udzielanych jest ponad 700 mln złotych krótkoterminowych pożyczek. W skali rocznej jest to 3 mln umów pożyczek. Krótki termin to 30 dni, czasem 60. Niestety, koszty takich pożyczek są bardzo duże i pracownicy wpadają w spiralę zadłużenia. Dlatego zbudowaliśmy naszą usługę – znaleźliśmy lukę i możliwość dostarczenia taniego pieniądza pracownikom – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Nowak, prezes i założyciel Flexee. – Wypłacamy pracownikom wypłatę na życzenie za pomocą aplikacji Flexee. Dla pracodawcy to atrakcyjny benefit pracowniczy, a dla pracownika ogromna ulga w zarządzaniu domowym budżetem. Wypłącamy tak naprawdę ich własne, zarobione u pracodawcy pieniądze, a koszt naszej usługi jest ponoszony przez pracodawcę a nie przez pracownika. Dzięki temu jest ponad 10 krotnie niższy niż koszt finansowania z rynku pozabankowego, czyli chwilówek. Pracownik nie ponosi dodatkowych kosztów i nie płaci odsetek za za korzystanie ze swoich pieniędzy – wystarczy, że pracodawca podpisze z nami umowę i zarejestruje pracowników w aplikacji – podkreśla Nowak.

PSNPH: Centra handlowe żądają opłat za sprzedaż w internecie

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) alarmuje, że właściciele centrów handlowych – forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.

PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].

„Sklep internetowy każdej firmy – nawet takiej, która ma wiele placówek stacjonarnych – to zupełnie odrębny byt marketingowy, wymagający wielu nakładów finansowych, oddzielnych, dedykowanych zespołów i oddzielnej strategii marketingowej. Nie można łączyć takiej działalności ze sprzedażą w galeriach handlowych. A już na pewno kuriozalne wydaje się żądanie opłat za obroty w internecie przez właścicieli galerii handlowych. Nakłady na sprzedaż w internecie – takie jak inwestycje w IT, promocje, dotarcie do klientów, obsługa magazynowa czy dostawy – są zupełnie nie powiązane z placówkami w galeriach handlowych. A jeśli teraz centrum handlowe będzie sobie liczyć dodatkowe -opłaty  za sprzedaż w internecie, to najemca zapłaci – kilkukrotnie za ten sam obrót. Przestrzegam najemców przed takimi umowami – to bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder. Co więcej – ewentualne odbiory zakupów internetowych w sklepach stacjonarnych to sama korzyść dla centów handlowych – które w ten sposób mogą liczyć na zwiększenie notorycznie malejącego ruchu w galeriach, a także na opcje innych zakupów dokonywanych przy okazji odbiorów” – mówi Zofia Morbiato, prezes Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:

  • Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
  • Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
  • Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
  • Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie

Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z  ZPPHIU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]

[1] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-na-pandemii-straca-wlasciciele-centrow-handlowych/j6sy24y

[2] https://zpphiu.pl/koszty-ciagna-na-dno-biznes-w-galeriach-handlowych/

Czy polski biznes jest zrównoważony? Wyniki badania EY

Aż 79% polskich przedsiębiorców ma świadomość, że w najbliższych latach działania związane z ochroną środowiska będą zyskiwały na znaczeniu. Według badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – do trzech największych wyzwań w tym obszarze rodzime organizacje zaliczają problem zanieczyszczenia plastikiem (49%), smogu (46%) i zanieczyszczeń odpadami (40%). Równocześnie jedynie 31% ankietowanych wymienia kwestię globalnego ocieplenia i zmian klimatu, co wskazuje na znaczący rozdźwięk pomiędzy międzynarodowymi wyzwaniami, a lokalnymi realiami. Znajduje to potwierdzenie w działaniach podejmowanych przez polskie firmy. Najwięcej przedsiębiorstw ( 91%) angażuje się w recycling , 83% w korzystanie z energooszczędnych rozwiązań, a 80% w ograniczanie ilości odpadów. Jedynie 60% deklaruje działania mające na celu ograniczenie śladu węglowego.

Jak wynika z badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony ­– 79% polskich przedsiębiorstw ma świadomość, że działania związane z ochroną środowiska będą zyskiwały na znaczeniu w ich branży w przeciągu 3-5 lat, a 66% uważa, że są one strategiczne dla ich sektora. Mimo to, aż 18% organizacji nie planuje podjęcia żadnych kroków w zakresie ograniczenia śladu węglowego. Wskazuje to na znaczącą rozbieżność pomiędzy pro-środowiskowymi aktywnościami firm wynikającymi z ich działalności biznesowej, a próbą wyjścia poza schemat i podejmowaniem szerszych inicjatyw z zakresu zrównoważonego rozwoju.

Jednocześnie rodzime przedsiębiorstwa większą uwagę przekładają do lokalnych problemów. Doskonałym przykładem jest smog, który 46% ankietowanych wskazuje jako największe wyzwanie środowiskowe. Równocześnie w przypadku organizacji o polskim kapitale ten odsetek wynosi 49%, a mieszanym lub zagranicznym – 38%. Zdecydowana większość jest również notowana na giełdzie (64%). Co więcej, w przypadku właśnie tej grupy aż 88% organizacji już wdrożyło odpowiednie rozwiązania.

– Podejmowane przez polskie firmy ekologiczne działania są w dalszym ciągu dość rozbieżne z najpilniejszymi wymogami światowymi. Wynika to z ich bezpośredniego powiązania z bieżącą działalnością biznesową organizacji, a nie długofalową, holistyczną strategią. Zmiana w tym zakresie jest nieunikniona. Ograniczanie się do minimum im nie wystarcza już coraz bardziej świadomym konsumentom. Rosnący odsetek polskich firm zaczyna to dostrzegać, rozbudowując swoje aktywności nie tylko o działania ekologiczne, ale i społeczne. – mówi Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

Recycyling przed śladem węglowym

Polskie firmy jako priorytet stawiają rozwiązywanie lokalnych wyzwań, co w wielu przypadkach wynika również z obowiązków regulacyjnych. Najwięcej – 91% – angażuje się w działania związane z segregacją odpadów. Na drugim miejscu wymienione zostało inwestowanie w energooszczędne rozwiązania (83%), a potem ograniczenie ilości odpadów (80%) i zanieczyszczeń powietrza (71%). Jedynie trzy na pięć firm wskazało na redukcję śladu węglowego. Wśród najważniejszych działań, które firmy deklarują wdrożyć w okresie najbliższych 5 lat warto wskazać wykorzystywanie innowacji ekologicznych (22%), odnawialnych źródeł energii (21%) oraz zmniejszenie emisji dwutlenku węgla (15%).

Rys. 1. Najważniejsze działania pro-środowiskowe, w jakie angażują się polskie firmyNajważniejsze działania pro-środowiskowe

– Postawa polskich przedsiębiorstw w kwestii ograniczania śladu węglowego ulega zmianie. Polski biznes coraz uważniej przygląda się konkretnym zagrożeniom i szansom, jakie zmiany klimatu stwarzają dla ich działalności i branż, przeprowadzając solidną analizę wpływu ryzyka biznesowego związanego z transformacją do gospodarki niskoemisyjnej. Rośnie świadomość, że konieczne jest wprowadzanie rozwiązań mających na celu walkę nie tylko z lokalnymi, ale również globalnymi wyzwaniami środowiskowymi – w tym w szczególności klimatycznymi. To pozytywna zmiana, która zwiastuje dalszy rozwój zrównoważonych inwestycji – dodaje dr Marcin Witkowski, menedżer EY Polska, ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Nowe priorytety interesariuszy

Firmy w naszym kraju coraz częściej dostrzegają, że zrównoważony rozwój nie kończy się na wątkach związanych z ekologią. W rezultacie, co potwierdzają wyniki badania EY – Czy polski biznes jest zrównoważony? – rodzime przedsiębiorstwa zaczynają przykładać coraz większą uwagę do dbałości o pracowników, klientów oraz społeczności lokalne. Przeważający odsetek badanych realizuje obecnie działania w zakresie uczciwych praktyk pracy (65%), bezpieczeństwa w miejscu zatrudnienia (61%), wsparcia społeczności lokalnych (60%), zdrowia (58%), dobrego samopoczucia (52%) oraz równowagi między życiem zawodowym i prywatnym (51%). Biorąc pod uwagę działania w zakresie ładu korporacyjnego, na pierwszym miejscu przedsiębiorstwa stawiają na etykę w biznesie (56%), a następnie na przejrzystość własności i struktury organizacji (54%) oraz przejrzystość danych (51%). Dane wskazują, że w tej dziedzinie istnieje znaczące pole do poprawy. Coraz częściej nie tylko inwestorzy, ale również klienci oczekują wysokich standardów we wszystkich obszarach ESG.

Rys. 2 Działania w wymiarze społecznym i korporacyjnego ładu realizowane w polskich firmach

Działania w wymiarze społecznym i korporacyjnego ładu realizowane w polskich firmach

– Firmy ignorujące odpowiedzialność środowiskową, ale także społeczną i korporacyjną, mogą znaleźć się pod większą presją ze strony regulatorów rynku, a także notować spadek zainteresowania ze strony coraz bardziej świadomych klientów, poszukujących i wybierających marki które prowadzą działalność zgodnie z ich przekonaniami. Dlatego nie dziwi fakt, że polskie firmy coraz chętniej, choć jeszcze wciąż w dość skromnym zakresie, podejmują działania spełniające wymogi ESG. Brak inicjatyw ze strony rodzimych przedsiębiorców do wdrażania realnych i mierzalnych działań niesie ze sobą ryzyko, że zarówno kapitał, klienci jak i najlepsi pracownicy będą odwracać się od firm. Bardziej atrakcyjnymi pracodawcami staną się te przedsiębiorstwa, które wdrażają działania długoterminowo i prowadzą je w sposób transparentny. Brak działań stanie się równoznaczny z ponoszeniem ogromnych kosztów, nie tylko wizerunkowych, ale także finansowych – podsumowuje Jarosław Wajer, Partner EY Polska, Lider Doradztwa w zakresie Sustainability w regionie CESA.

O Badaniu
Badanie – Czy polski biznes jest zrównoważony? – zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie EY w lutym 2022 roku na próbie 200 firm działających na rynku ogólnopolskim, zatrudniających minimum 200 pracowników.

Czy Kazachowie i Uzbecy zastąpią Ukraińców na polskim rynku pracy?

Z powodu sankcji i kryzysu gospodarczego w Rosji, rządy Kazachstanu Uzbekistanu szukają nowych kierunków migracji zarobkowej swoich obywateli oraz walczą z nielegalną migracją. Gremi Personal już aktywnie działa w tych państwach, lecz ostrzega, że o zatrudnieniu w Polsce obywateli państw Azji Środkowej warto decydować z wyprzedzeniem.

Pracownicy wracają z Rosji

Według Narodowego Biura Statystyk Republiki Kazachstanu, w 2021 r. do pracy za granicą wyjechało 1277 osób. Wyzwanie stanowią dokładne dane, ponieważ analizując statystyki krajów przyjmujących siłę roboczą z Kazachstanu oraz badań organizacji międzynarodowych, można stwierdzić, że migracja zarobkowa z Kazachstanu jest głównie nielegalna i pół legalna.

Dlatego pośrednio wzrost liczby pracowników za granicą można oceniać na podstawie przekazów pieniężnych. W samym tylko 2019 roku Kazachstan otrzymał z zagranicy 344,6 mld tenge (3,52 mld zł.). W 2020 roku – 286,9 mld tenge (2,93 mld zł), w 2021 roku – 233,4 mld tenge (2,38 mld zł). Głównym źródłem przekazów pieniężnych dotychczas również była Rosja – co najmniej jedna trzecia całkowitego wolumenu w ciągu ostatnich pięciu lat – podaje Centrum Analityczne agencji zatrudnienia Gremi Personal powołując na Strategię polityki migracyjnej Kazachstanu na 2022-2026 r.

Przyjęta przez rząd Kazachstanu w styczniu b.r. Strategia ma zapobiegać masowej nielegalnej migracji, m.in. za pomocą kampanii edukacyjnych. Szczególną uwagę w dokumencie zwrócono na działalność lokalnych agencji zatrudniających personel do pracy za granicą.

„Obecnie na rynku są firmy, które świadczą usługi niskiej jakości. W kraju przyjmującym nasi obywatele mogą pracować nielegalnie. Zdarzają się przypadki oszustwa – pobierania pieniędzy przez agencję bez świadczenia usług zatrudnienia” – podkreślają autorzy dokumentu.

Z kolei od stycznia do czerwca 2022 r. 6009 migrantów zarobkowych opuściło Uzbekistan. Tymczasem 133 tysięcy migrantów powróciło do kraju – podaje Centrum Analityczne agencji zatrudnienia Gremi Personal powołując się na Agencję ds. migracji Uzbekistanu.

Stabilność gospodarcza Uzbekistanu jest w dużym stopniu uzależniona od napływu przekazów pieniężnych od migrantów, a zatem od polityki migracyjnej krajów docelowych. Według Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, przekazy pieniężne z Rosji były wcześniej jednym z najważniejszych źródeł dochodów dla Uzbekistanu (11,4% PKB). Każdy szok ekonomiczny, który zmusza migrantów do powrotu do domu, dramatycznie zwiększy stopę bezrobocia w kraju i pogłębi ubóstwo poprzez odcięcie przekazów pieniężnych. Dlatego rząd Uzbekistanu szuka innych kierunków migracji zarobkowej dla swoich obywateli.

Agencja ds. migracji Uzbekistanu raportuje, że już wynegocjowała z różnymi krajami ok. 70 tysięcy miejsc pracy dla Uzbeków. Ponadto 22 tys. obywateli odbywa odpowiednie szkolenia do dalszej pracy dla zagranicznych przedsiębiorstw. Jednym z kierunków jest np. Kanada, która czeka na uzbeckich migrantów do pracy w sektorze rolniczym. Aby zachęcić ludzi do wyjazdu agencja zamierza też wypłacać pomoc materialną rodzinom migrantów zarobkowych.

Uzbecki Instytut Prognoz i Badań Makroekonomicznych ocenił nowe kierunki dla migrantów zarobkowych z Uzbekistanu w kontekście spadku przekazów pieniężnych z Rosji. Polska, Bułgaria, Litwa, Czechy i inne kraje Europy i Azji zostały wskazane jako najbardziej atrakcyjne.

Wcześniej głównymi kierunkami migracji były: Rosja (61,5%), Kazachstan (16,9%), Turcja (6,1%), Korea Południowa (2%) oraz ZEA (0,8%). Na 2 mln 356 tys. migrantów 75,9% stanowią mężczyźni, a 24,1% kobiety.

Czy Polski rynek pracy na tym skorzysta?

Mimo że poziom zapotrzebowania na pracownika na polskim rynku pracy w maju b.r. nieco spadł w porównaniu zarówno z kwietniem, jak i analogicznym okresem ubiegłego roku, historycznie wciąż jest na dość wysokim poziomie. Najwięcej aktywnych ogłoszeń dotyczy prostych prac, niewymagających wysokich kwalifikacji zawodowych czy znajomości języka polskiego.

Część takich wakatów obecnie wypełniają uchodźczynie z Ukrainy. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej już 209 tys. migrantów wojennych podjęło pracę w Polsce – zdecydowana większość z nich to kobiety. Jednak najbardziej na rynku pracy brakuje właśnie męskiej siły roboczej. Migranci z Azji Środkowej mogliby zastąpić mężczyzn z Ukrainy, które nieprędko wrócą do Polski z powodu wojny.

Polskie agencje zatrudnienia już aktywnie działają w państwach Azji Środkowej, ale nie jest to proste.

– Migracja zarobkowa w Kazachstanie i Uzbekistanie wygląda obecnie tak, jak w Ukrainie wyglądała piętnaście lat temu. Bardzo trudno jest znaleźć uczciwych partnerów i pośredników w rekrutacji. Połowa lokalnych agencji to po prostu oszuści, handlujący pozwoleniami na pracę bez świadczenia rzeczywistych usług zatrudnienia. Bardzo dokładnie weryfikujemy potencjalnych kontrahentów przed nawiązaniem współpracy. Czasem agencje proszą wręcz, żeby nauczyć ich wszystkich niuansów legalnego zatrudnienia migrantów. – mówi Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych agencji Gremi Personal.

Sami pracownicy, którzy prawie nie posiadają doświadczenia legalnej pracy za granicą, też obawiają się wyjeżdżać daleko od domu.

– Ani w lokalnych mediach, ani w internecie nie ma żadnych informacji o zatrudnieniu w Polsce – że to kraj Unii Europejskiej, więc o nielegalnym zatrudnieniu nie może być mowy, o realnych warunkach pracy tutaj, systemie ubezpieczeń społecznych, opiece medycznej, etc. Faktycznie ten rynek trzeba tworzyć od zera – uważa Anna Dzhobolda.

Największym wyzwaniem w procesie rekrutacji w Kazachstanie i Uzbekistanie jest okres oczekiwania na takiego pracownika – średnio ok. 3-5 miesięcy.

– Obywatele tych krajów nie posiadają paszportów biometrycznych, więc muszą jeszcze mieć czas na wyrobienie wizy. Głównym problemem jest oczekiwanie na zezwolenie na pracę typu A, którą wydają urzędy wojewódzkie. Obecne terminy wydawania zezwoleń na pracę, a potem oczekiwania na wizę roboczą powodują, że czas oczekiwania na pracowników to nawet pół roku. Duży jest również procent odmów w wydaniu wizy, bardzo często konieczne jest wysłanie dodatkowych dokumentów, co jeszcze bardziej wydłuża proces. Stąd pracodawcom, którzy będą potrzebowali męskiej siły roboczej w drugiej połowie roku i zastanawiają się nad zatrudnieniem pracowników z Azji Środkowej, radzę, żeby takie decyzje podejmowali już teraz – reasumuje Anna Dzhobolda.

MS chce zaostrzyć sankcje w Kodeksie karnym skarbowym

Najnowszy projekt nowelizacji Kodeksu karnego skarbowego autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości przewiduje podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami grzywien i więzienia za wybrane przestępstwa skarbowe. Jak tłumaczy ministerstwo, celem zaostrzenia kar jest lepsze zabezpieczenie interesów finansowych budżetu państwa.

Uszczelnianie systemu podatkowego

W uzasadnieniu do projektu ustawy o zmianie ustawy Kodeks karny skarbowy oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu UD357) z dnia 9 marca 2022 r. autorzy wyjaśniają, że zmiany są konieczne z powodu uchwalenia w 2016 r. ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej pakietu paliwowego oraz nowelizacji ustawy o VAT i potrzeby dostosowania do nich przepisów karnych skarbowych. Zmiany mają na celu uszczelnienie systemu podatkowego oraz egzekwowanie innych należności Skarbu Państwa. Realizacji tego celu ma służyć m.in. podwyższenie górnych granic zagrożenia karą pozbawienia wolności lub grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe, jak również inne rozwiązania nastawione na odzyskanie należności publicznoprawnych.

Należy pamiętać, że w czasie, gdy kolejne niechlubne rekordy bije rosnąca inflacja, a wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę jest o odgórnie podnoszona – do 3010 zł w 2022 r. podniesienie kar nie jest jedyną podwyżką. Wspomniane okoliczności powodują, że kary będą dotkliwsze, bo wyższa stawka grzywny liczona od najniższego wynagrodzenia przy jednoczesnej niższej wartości pieniądza to tak naprawdę podwójna podwyżka. Minimalna kara grzywny może wynieść w 2022 roku 301 zł, a maksymalna 28 895 040 zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 280 zł i 26 880 000 zł.

Wymagalność należności publicznoprawnej

Pierwsza z zasadniczych zmian polega na rezygnacji z warunku „wymagalności” w zakresie uszczuplenia należności publicznoprawnej. M.in. z obowiązującego przepisu art. 41 § 2 Kodeksu karnego skarbowego (dalej: k.k.s.) w brzmieniu: „Umarzając warunkowo postępowanie karne za przestępstwo skarbowe, w związku z którym nastąpiło uszczuplenie należności publicznoprawnej i tej wymagalnej należności nie uiszczono, sąd określa także obowiązek uiszczenia jej w całości w wyznaczonym terminie”, nowelizacja usuwa słowo: „wymagalnej”. Zmiana ta może mieć swoje uzasadnienie jako wyraz dążenia do zwiększenia swobody orzekania przez sądy w sprawach karnych, podkreślając niezależność postępowania karnego skarbowego od postępowania podatkowego.

Jednocześnie jednak rezygnacja z przesłanki wymagalności może naruszać prawa podatników. Przepis art. 19 § 2 k.k.s. stanowi, że „Jeżeli w związku z przestępstwem skarbowym lub wykroczeniem skarbowym nastąpiło uszczuplenie należności publicznoprawnej, sąd może odstąpić od wymierzenia kary lub środka karnego (…) tylko wtedy, gdy ta wymagalna należność została w całości uiszczona przed wydaniem wyroku”. W tym przypadku usunięcie warunku wymagalności spowoduje, że wydanie korzystnego dla podatnika rozstrzygnięcia w przedmiocie odstąpienia od wymierzenia kary może zostać uzależnione od konieczności spełnienia przez niego zobowiązania publicznoprawnego, które uległo przedawnieniu. Podobny, naruszający prawa podatnika skutek zmiana ta wywoła np. w zakresie instytucji czynnego żalu (art. 16 § 2 k.k.s.), uzależniając możliwość skorzystania z niej od uiszczenia w całości należność podatkowej uszczuplonej czynem zabronionym.

Pociągnięcie odpowiedzialnego posiłkowo do zapłaty należności podatkowej

Określony podmiot (osoba fizyczna, jak i osoba prawna, przedsiębiorstwo) może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za karę grzywny wymierzoną sprawcy przestępstwa skarbowego, jeśli sprawca był pełnomocnikiem podmiotu, zarządcą lub jego pracownikiem, a podmiot ten uzyskał lub mógł uzyskać w wyniku tego przestępstwa jakąkolwiek korzyść majątkową. Na mocy omawianej nowelizacji odpowiedzialni posiłkowo zostaną obarczeni ryzykiem konieczności uiszczenia należności publicznoprawnej, jeśli ta zostanie uszczuplona w wyniku czynu zabronionego. Na mieniu tego kto uzyskał korzyść majątkową organy będą mogły zabezpieczyć jej zwrot. Możliwe będzie zastosowanie zarządu przymusowego celem zabezpieczenia uiszczenia tej należności, oraz innych określonych w ustawie obowiązków i środków karnych.

Zaostrzenie kar pozbawienia i ograniczenia wolności

Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami Kodeksu karnego skarbowego kara pozbawienia wolności trwa najkrócej 5 dni, a najdłużej 5 lat. Przy nadzwyczajnym obostrzeniu kary może jednak wynieść 10 lat, a przy wymierzeniu kary łącznej – 15 lat.

W przypadku nadzwyczajnego obostrzenia kary nowelizacja proponuje podniesienie górnej granicy zagrożenia karą pozbawienia wolności do lat 15. Zgodnie z art. 38 § 2 k.k.s. sąd stosując to nadzwyczajne obostrzenie wymierza karę pozbawienia wolności w wysokości powyżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia, nie niższej niż 3 miesiące, do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego podwójnie. Ustawa zmieniająca zaostrza tę sankcję w ten sposób, że sąd będzie mógł wymierzyć karę pozbawienia wolności do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego potrójnie, a dodatkowe wymierzenie kary grzywny będzie możliwe tylko w wysokości nie mniejszej niż 100 stawek dziennych.

Podwyższeniu ulec ma również górna granica wymiaru kary łącznej pozbawienia wolności – z dotychczasowych 15 lat więzienia do lat 20. Kara łączna ograniczenia wolności będzie mogła wynieść maksymalnie do 2 lat, zamiast dotychczasowych 18 miesięcy. Autorzy projektu proponują również wydłużenie z trzech miesięcy do sześciu maksymalnego okresu wykonywania prac społecznych, na jakie sąd będzie mógł zamienić karę grzywny orzeczoną za wykroczenie skarbowe, jeśli jej egzekucja okaże się bezskuteczna.

Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej za posługiwanie się nierzetelną fakturą

Nowelizacja zaostrza przepisy ustanawiając, że zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej będzie mógł zostać orzeczony także za wystawienie lub posługiwanie się nierzetelną fakturą. Z kolei zakaz ten, a także zakaz wykonywania określonego zawodu lub zajmowania określonego stanowiska, oraz pozbawienie praw publicznych, będzie można wymierzyć w granicach od roku do lat 10, a nie jak dotąd do lat 5.

Łatwiejsze ściganie przestępstw skarbowych za granicą

Łatwiej będzie polskim organom ścigać sprawców popełnienia za granicą przestępstwa skarbowego skierowanego przeciw istotnym interesom państwa z całymi tego negatywnymi konsekwencjami. Obecnie obywatele polscy oraz cudzoziemcy w razie popełnienia za granicą przestępstwa skarbowego podlegają polskim sankcjom karnoskarbowym, jeśli ich czyn zabroniony zagraża budżetowi państwa powstaniem uszczerbku finansowego w wysokości co najmniej 10-krotnosci wielkiej wartości. Po zmianach ma to być tylko pięciokrotność wielkiej wartości.

Wyższe kary za uporczywe niepłacenie podatków

Dziś uporczywe niepłacenie podatków w terminie spenalizowane jest jako wykroczenie i podlega karze grzywny dopuszczalnej w granicach przewidzianych dla sankcji za wykroczenie, czyli do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia (20 x 3010 zł = 60 200 zł). Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje dodanie przepisu, zgodnie z którym jeśli kwota niewpłaconego podatku przekracza pięćdziesięciokrotność minimalnego wynagrodzenia, sprawca podlegać będzie karze grzywny do 720 stawek dziennych, a więc do 28 895 040 zł. Takie samo zaostrzenie kary autorzy nowelizacji proponują za niezgłoszenie przewozu.

Dłużej w więzieniu za paserstwo celne

W uzasadnieniu projektu nowelizacji Ministerstwo Sprawiedliwości wyjaśnia, że dotychczasowa sankcja za paserstwo towarami bez znaków skarbowych akcyzy nie zapobiega rozpowszechnianiu się tego procederu, stąd proponuje podwyższenie górnej granicy kary pozbawienia wolności grożącej za tego typu przestępstwa. Dotąd za paserstwo celne sprawcę można było skazać maksymalnie na 3 lata więzienia. Po zmianach sąd będzie mógł orzec karę pozbawienia wolności w maksymalnym wymiarze – czyli do lat 5. Oczywiście nie licząc przypadków nadzwyczajnego obostrzenia kary, wówczas kara więzienia może wzrosnąć do 10 lat, a przy karze łącznej – do lat 15.

Kara za udostępnianie lokalu lub innych środków do celów hazardu i za utrudnianie kontroli

Ministerstwo chce również ścigać osoby, które udostępniają środki lub nieruchomości do prowadzenia gier hazardowych. Jak tłumaczą autorzy projektu ustawy, osoby takie, często nie uczestnicząc w przestępczym procederze, a jedynie wynajmując swoją nieruchomość, mają świadomość tego, że taki proceder się tam odbywa. Obecnie karalne jest nielegalne posiadanie automatu do gier hazardowych. Jeśli zmiany wejdą w życie penalizowane będzie więc również już samo udostępnianie nieruchomości, lub bliżej nieokreślonych środków do prowadzenia lub urządzania gry hazardowej bez wymaganej koncesji lub zezwolenia. Grzywna za ten czyn wynosić ma do 360 stawek dziennych (a więc w teorii nawet do ponad 14 mln zł).

Samo utrudnianie urzędnikom kontroli celno-skarbowej w zakresie urządzania i prowadzenia gier hazardowych, nieudzielenie wyjaśnień lub nieudostępnienie wymaganych dokumentów mających znaczenie dla prowadzonej kontroli będzie zagrożone wysoką grzywną do 720 stawek dziennych.

Łatwiej zostać recydywistą

Również przypisanie sprawcy recydywy skarbowej specjalnej budzi kontrowersje. Dotąd o możliwości tej decydowało popełnienie kolejnego umyślnego przestępstwa skarbowego tego samego rodzaju w ciągu 5 lat od odbycia przez sprawcę co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności lub 6 miesięcy kary ograniczenia wolności albo uiszczenia grzywny wynoszącej co najmniej 120 stawek dziennych. Zatem sprawcę należało najpierw poddać karze, a dopiero potem, w przypadku ponownego popełnienia przez niego przestępstwa tego samego rodzaju uznać, że kara nie odniosła skutku, stąd należy orzec wobec niego surowszą karę. Autorzy omawianego projektu chcą usunąć przesłankę odbycia kary i kwalifikować kolejne przestępstwo jako recydywę, jeśli zostanie popełnione w okresie 5 lat od samego orzeczenia ww. kar. Kontrowersje wzbudza nie tylko sam fakt odstąpienia od wymogu poddania sprawcy karze i oceny jej oddziaływania na stopień zdemoralizowania przestępcy, ale i od strony technicznej – czy ów 5 letni okres próby płynąć będzie liczony od chwili prawomocnego skazania, czy już od nieprawomocnego wydania orzeczenia w tej sprawie.

Organy będą mogły dłużej ścigać dłużników

Omawiany projekt ustawy proponuje zmianę art. 44 k.k.s. poprzez uchylenie § 2, który stanowił, że karalność przestępstwa skarbowego polegającego na uszczupleniu lub narażeniu na uszczuplenie należności publicznoprawnej ustaje również, gdy nastąpiło przedawnienie tej należności. Autorzy proponując wykreślenie tego zapisu prawdopodobnie dążą do tego, by można było ścigać za narażenie Skarbu Państwa na uszczuplenie w nieskończoność, mimo obowiązującej ogólnej zasady cywilistycznej, ale i podatkowej, że wszystkie roszczenia majątkowe i podatkowe ulegają przedawnieniu.

Art. 44 § 5 k.k.s. stanowi, że jeśli w okresie biegu terminu przedawnienia przestępstwa skarbowego wszczęto postępowanie przeciwko jego sprawcy, to termin ten zostaje wydłużony dwukrotnie. Autorzy nowelizacji wykreślając słowa „przeciwko sprawcy” (in personam), chcą doprowadzić do tego, by każde postępowanie w sprawie (in rem), a więc bez konieczności postawienia konkretnych zarzutów oskarżonemu, wydłużało bieg terminu przedawnienia karalności przestępstw skarbowych.

Nowelizacja zaostrza też przepisy dotyczące karalności wszystkich przestępstw skarbowych, stanowiąc, że jeśli od czasu popełnienia upłynęło 5 lub 10 lat (w zależności od ciężaru przestępstwa), a w okresie tym wszczęto postępowanie, karalność ustaje z upływem lat 10 od zakończenia tego okresu, podczas gdy obecnie przepis ten mówi o upływie lat 5.

Zakaz wydania nakazu wobec nieobecnych

Na akceptację zasługuje również pomysł uzupełnienia katalogu przesłanek czyniących niedopuszczalnym wydanie wyroku nakazowego, jeśli sprawa podlega rozpoznaniu w postępowaniu w stosunku do nieobecnych. I tak już postępowanie nakazowe daje okrojoną, w porównaniu ze zwykłym trybem rozpoznania, ochronę oskarżonego.

Więcej przepadku na rzecz Skarbu Państwa

Realizując politykę lepszego zabezpieczenia interesów finansowych budżetu państwa, autorzy ustawy forsują rozszerzenie katalogu czynów zabronionych, w których będzie można orzec przepadek przedmiotów mających związek z przestępstwem skarbowym:

  • za stanowiące przypadek mniejszej wagi zorganizowanie loterii fantowej, gry bingo fantowe, loterii promocyjnej lub audiotekstowej i niezgłoszenie naczelnikowi urzędu celnego osiągnięcia tzw. nadwyżki z tych loterii, jeśli nadwyżka ta nie przekracza małej wartości;
  • za stanowiące przypadek mniejszej wagi posiadanie, przechowywanie, przewożenie, przesyłanie lub przenoszenie znaków akcyzy lub upoważnienia do odbioru banderol;
  • za przestępstwo dokonywania czynności poza składem podatkowym, jeśli sprawca odstąpił od przygotowania do niego;
  • za nabywanie, przyjmowanie, przechowywanie, przewożenie, przesyłanie lub przenoszenie wyrobów akcyzowych stanowiących przedmiot czynu zabronionego lub pomaganie w ich zbyciu lub ukryciu, jeśli kwota podatku narażonego na uszczuplenie nie przekracza ustawowego progu;
  • za paserstwo celne, jeśli kwota należności celnej lub wartość towaru w obrocie z zagranicą, co do którego istnieje reglamentacja pozataryfowa, nie przekracza ustawowego progu.

W przypadku tych dwóch ostatnich czynów zabronionych Kodeks karny skarbowy przewiduje już obecnie przepadek przedmiotów, ale tylko gdy zostały popełnione umyślnie. Po zmianach, przy wykryciu tych czynów przepadek będzie można orzec bez względu na to, czy działanie sprawcy było umyślne, czy nie.

Naruszenie zasady domniemania niewinności

W obecnym kształcie art. 33 § 2 k.k.s. stanowi, że w razie skazania za przestępstwo skarbowe, z którego popełnienia sprawca osiągnął, chociażby pośrednio, korzyść majątkową dużej wartości, albo przestępstwo skarbowe, z którego sprawca osiągnął lub mógł osiągnąć, chociażby pośrednio, korzyść majątkową, jest zagrożone karą pozbawienia wolności, której górna granica jest wyższa niż 3 lata, lub popełnione w zorganizowanej grupie albo związku mającym na celu popełnienie przestępstwa skarbowego za korzyść uzyskaną z popełnienia przestępstwa uważa się mienie, które sprawca objął we władanie lub do którego uzyskał jakikolwiek tytuł w okresie 5 lat przed popełnieniem przestępstwa skarbowego do chwili wydania chociażby nieprawomocnego wyroku, chyba że sprawca lub inna zainteresowana osoba przedstawi dowód przeciwny. Mienie to podlega przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa.

Już teraz przepis ten ustanawia więc domniemanie, że cały majątek, który sprawca nabył w okresie 5 lat przed popełnieniem przestępstwa skarbowego pochodzi z innych, nieujawnionych przestępstw. Wprowadzając w życie tę regulację zapomniano o fundamentalnej w demokratycznym państwie prawa zasadzie domniemania niewinności, przerzucając ciężar udowodnienia „nie przestępczego” pochodzenia swojego majątku na przedsiębiorcę.

Natomiast omawiana nowelizacja proponuje zmienić ww. regulację w ten sposób, że przepadkowi będzie podlegać korzyść majątkowa uzyskana z przestępstwa zagrożonego karą pozbawiania wolności, której górna granica jest nie niższa 3 lata. Tak więc forsowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiana Kodeksu karnego skarbowego nie tylko nie naprawia sytuacji przerzucania na oskarżonego ciężaru udowodnienia legalności pochodzenia swojego majątku, ale rozszerza zakres tej niezgodnej z konstytucyjnymi zasadami instytucji.

Wątpliwa instytucja zrzeczenia się prawa własności

Autorzy nowelizacji proponują ustanowienie instytucji zrzeczenia się prawa własności przedmiotów zatrzymanych przez organy ścigania. Sprawca wykroczenia skarbowego przyjmując mandat będzie mógł złożyć pisemne oświadczenie o przysługującym mu prawie własności do przedmiotów, które nie mogą zostać dopuszczone do obrotu (np. nie bo nie zostały opatrzone znakami skarbowymi akcyzy, albo nie odpowiadają krajowym warunkom dopuszczenia), zatrzymanych w związku z popełnieniem czynu zabronionego. Pomysłodawcy zmian chcą, by mógł on pisemnie zrzec się prawa własności tych przedmiotów. W razie zrzeczenia się prawa własności zatrzymanych rzeczy wygasałby obowiązek uiszczenia należności publicznoprawnej dotyczącej tych przedmiotów. Zatrzymane przedmioty przechodziłyby na własność Skarbu Państwa i podlegały zniszczeniu na jego koszt. W zamyśle miałoby to stanowić zachętę do zrzekania się prawa własności przedmiotów celu uniknięcia konieczności poniesienia kosztów w późniejszym terminie.

I tę propozycję należy ocenić krytycznie, a co najmniej sceptycznie. Bo choć właścicielowi rzeczy, zgodnie z fundamentalną zasadą prawa cywilnego, przysługuje swoboda do rozporządzania nią, to jednak w ramach postępowania w sprawach karnoskarbowych mamy do czynienia z pewnego rodzaju presją wywieraną na właścicielu. Można więc powziąć obawę, czy deklaracje zrzeczenia się swojego mienia w zamian za uniknięcie ciężaru kosztów jego zniszczenia oraz konieczności uiszczenia związanej z nim należności publicznoprawnej, nie będą na sprawcach przestępstw wymuszane, celem uniknięcia przez organy bardziej skomplikowanej procedury doprowadzenia do przepadku przedmiotów. Należy sobie również zadać pytanie jakiego wymiaru nabierze uprawnienie organów prowadzących postępowanie przygotowawcze do odbierania takich oświadczeń i ewentualne uzyskanie zrzeczenia się swojego majątku od osób, które w późniejszym etapie postępowania okażą się niewinne zarzucanych im czynów.

Niższa dolna granica wymiaru grzywny

Nowelizacja wprowadza zmianę, zgodnie z którą kara grzywny będzie mogła zostać wymierzona w granicach od jednej dwudziestej do dwudziestokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia, a nie jak dotąd od jednej dziesiątej.

Zapewne dzięki obniżeniu minimalnej dopuszczalnej wysokości grzywny projektodawcy dążą do tego, by sądy nie rezygnowały z wymierzenia kary grzywny z uwagi np. na ustalenie, że sprawca wykroczenia skarbowego nie będzie w stanie ponieść jej minimalnej wysokości. Również nie na rękę budżetowi państwa jest odbywanie przez sprawcę zastępczej kary pozbawienia wolności.

Zaostrzenie grzywien i kar pozbawienia wolności dla zabezpieczenia interesów finansowych państwa

Autorzy omawianej nowelizacji wyjaśniają w jej uzasadnieniu: „… proponuje się również podwyższenie górnych granic zagrożenia sankcjami w postaci kary pozbawienia wolności lub kary grzywny za wybrane przestępstwa skarbowe, tym niemniej w projekcie można spotkać wiele rozwiązań, które nastawione są przede wszystkim na odzyskanie należności publicznoprawnych. W zamierzeniu projektodawcy proponowane zmiany pozwolą lepiej zabezpieczyć interesy finansowe budżetu państwa…” [Projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny skarbowy oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu: UD357)].

Trafnie w swojej opinii do tego projektu 31 marca 2022 r. odniósł się Sąd Najwyższy przypominając, że choć surowość karania i ustalanie granic zagrożeń tym karaniem jest elementem polityki karnej państwa, to jednak nie ma ono w tym względzie pełnej swobody, bo kara w demokratycznym państwie musi spełniać warunek proporcjonalności, a także konieczności, o którym mowa w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.

Inflacja bazowa przyspiesza, stopy procentowe w Polsce mogą wzrosąć bardziej niż oczekiwano

Temat wzrostu cen powtarzany jest już w mediach w tylu różnych aspektach, że powoli staje się banałem. To jednak ten banał powoduje presję na wzrost stóp procentowych a tym samym umocnienie waluty.

Ceny wciąż rosną

W ekonomii jest tak, że większość wskaźników ma jeszcze swoje warianty. Nie inaczej jest z inflacją. Tutaj, oprócz podziału na konsumencką i producencką, jest jeszcze jeden ważny element. Jest to inflacja bazowa. Pokazuje ona, jak mocno zmieniają się ceny po wykluczeniu zmian cen żywności i energii. Wskaźnik ten pokazuje nam zatem, ile realnie zmieniają się ceny bez wpływu skoku cen ropy i gazu oraz zmian cen żywności. Piątkowy wynik wynosi niestety 8,5% i jest o 0,8% wyższy niż miesiąc temu. O czym to świadczy? Potwierdza to coś, co wielu z nas widzi na co dzień – ceny zasadniczo rosną. Nieutrzymanie inflacji w ryzach na początkowym etapie powoduje, że teraz znacznie ciężej będzie ją zatrzymać. Co to oznacza w praktyce? Stopy procentowe mogą wymagać jeszcze większego podnoszenia. To z kolei jest jednym z powodów odzyskiwania przez złotego wartości w ostatnich dniach.

Inflacja to nie problem całego świata

Okazuje się, że pomimo tego, że na zachodzie z wysoką inflacją zmagają się obecnie wszyscy, nawet Szwajcarzy, to na świecie nadal są oazy spokoju. Hong Kong, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chiny czy Japonia. Japonia to akurat dość ryzykowny przykład, bo w ciągu miesiąca inflacja skoczyła z 1,2% na 2,5%. Z drugiej strony wspomniane już Chiny znajdują się na stabilnym poziomie 2,1%. By to utrzymać przez całą pandemię, utrzymywały stopy procentowe powyżej 3,5%, żeby nie zalać gospodarki zbyt tanim pieniądzem.

Kryptowaluty nurkują

W ostatnich dniach byliśmy świadkami spadku bitcoina poniżej granicy 18 000 dolarów. Oznacza to, że jesteśmy już niemal 75% w dół od ostatnich szczytów. Na rynku widać poważny niepokój. Analitycy wskazują, że głównym problemem kryptowalut, w tym bitcoina jest polityka podnoszenia stóp procentowych. Inwestorzy widzą bowiem lepsze miejsca do lokowania pieniędzy. Nie brak też dodatkowych alarmujących sygnałów. Jedna z największych giełd kryptowalutowych właśnie realizuje masowe zwolnienia. Do tego dochodzą problemy z wypłatami w firmach oferujących pożyczki kryptowalutowe. Na horyzoncie wciąż widać czarne chmury.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin i Ethereum osuwają się poniżej kluczowych poziomów

Zarówno Bitcoin, jak i Ethereum osunęły się poniżej kluczowych poziomów wsparcia. Stało się tak dlatego, że rynki kryptowalut nadal zmagają się ze znacznymi trudności wynikającymi z rosnącej inflacji i stóp procentowych.

W zeszłym tygodniu BTC gwałtownie spadł poniżej 20 000 dolarów, podczas gdy w sobotę cena ETH spadła poniżej 1 000 dolarów. Dziś rano, na platformie eToro Bitcoin jest notowany nieco poniżej 20 000 dolarów, podczas gdy eter porusza się nieco powyżej 1 000 dolarów.
Obecne warunki rynkowe nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na optymizm. Po tym jak w ciągu ostatnich 18 miesięcy notowały one bardzo dobre wyniki, wyceny są mocno zaniżone. Obecnie powróciliśmy do poziomu z 2020 r., ale ceny nadal utrzymują się powyżej poziomów, które obserwowaliśmy zaledwie 1,5 roku temu.

Od szczytów w grudniu 2017 r., Bitcoin cofnął się o około 84 proc., aż do najniższego poziomu w grudniu 2018 r. W obecnej sytuacji, z poziomu ATH wynoszącego około 69 000 dolarów, w stosunku do obecnego poziomu 20 000 dolarów, spadek wynosi 71 proc.

Podczas gdy wskazywanie długoterminowej perspektywy dla każdego aktywa nie zawsze jest łatwe dla inwestorów, którzy kupili je na wyższych poziomach, najważniejsze jest to, aby wszystkie długoterminowe argumenty inwestycyjne dotyczące kryptowalut pozostały niezmienione (zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę podstawowe idee i historyczne trendy cenowe).

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Badanie: Prawie jedna czwarta Polaków dostaje wiadomości po pracy od swoich przełożonych. Ponad 85 proc. reaguje na nie tego samego dnia

Według badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, niemal jeden na czterech pracowników przyznaje, że przełożony kontaktuje się z nim po godzinach pracy w służbowych sprawach. Doświadczają tego głównie osoby młode, zarabiające od 7 do 9 tys. zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, z największych miast. Blisko dziewięciu na dziesięciu ankietowanych odpowiada na taki kontakt od razu. Przeszło połowa respondentów zaznacza, że jeśli szybko nie dostarcza informacji zwrotnej, to przełożeni jeszcze tego samego dnia ponawiają kontakt lub bardziej stanowczo dopominają się udzielenia odpowiedzi. Eksperci komentujący wyniki ostrzegają, że takie praktyki mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego, co jest niebezpiecznym i coraz częściej pojawiającym się zjawiskiem na naszym rynku pracy.  3xzdrowie

Praca po pracy

23,9% respondentów informuje, że przełożony wysyła im e-maile lub SMS-y bądź wiadomości za pomocą komunikatorów po godzinach pracy w typowo służbowych sprawach. Z kolei nie doświadcza tego 56,5% badanych z grupy 1068 pracujących zawodowo Polaków. Ponadto 13% ankietowanych przyznaje, że dochodzi do takich kontaktów, ale tylko w awaryjnych sytuacjach. Natomiast 6,6% uczestników badania nie pamięta takich zdarzeń.

– Wysłanie SMS-a lub skorzystanie z komunikatorów nie powinno w ogóle mieć miejsca. Z poprzednich naszych badań wynika, że 65,3% Polaków skarży się na symptomy, które mogą bezpośrednio prowadzić do wypalenia zawodowego. W grupie wiekowej 18-22 lata jest to nawet 81%. Jednym z powodów jest właśnie brak właściwego odpoczynku, a także stałe poczucie bycia w pracy. Pandemia zatarła granicę między nią a życiem osobistym – komentuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Jak podkreśla radca prawny dr Karolina Mazur, wysyłanie wiadomości e-mailowych przez pracodawcę lub podejmowanie kontaktu telefonicznego poza godzinami pracy, co do zasady nie jest zakazane. Jednak pracownik nie jest zobowiązany do odpowiedzi w czasie wolnym, z wyjątkiem dyżuru pracowniczego. Ekspert też zaznacza, że angażowanie pracownika w sprawy służbowe poza godzinami pracy może zostać uznane za polecenie pracy w godzinach nadliczbowych. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy w następstwie kontaktu dana osoba musi zrealizować dodatkowe czynności zawodowe poza normalnymi godzinami. A za takie należy uznać udzielenie odpowiedzi na e-maila pracodawcy, odpisywanie na SMS-y lub rozmowę telefoniczną w sprawach służbowych.

– Żyjemy coraz szybciej, więcej pracujemy. Nie dbając o odpowiednią higienę pracy oraz balans, tj. czas na prawdziwy odpoczynek, zatem szybko może okazać się, że po jakimś czasie będziemy zupełnie wyczerpani fizycznie i psychicznie. W życiu każdego z nas mogą zdarzyć się okresy intensywniejszej pracy, co jest zrozumiałe. Jeżeli jednak sytuacja będzie utrzymywać się stale, to może odbić się negatywnie na naszym samopoczuciu i motywacji, np. w postaci zwiększenia ryzyka szybkiego wypalenia zawodowego – mówi psycholog Michał Murgrabia, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Akcja i reakcja

Z badania także wynika, że kontaktu po godzinach pracy (z wyłączeniem awaryjnych sytuacji) częściej doświadczają mężczyźni (wśród nich – 27,2%) niż kobiety (20,5%). Ponadto o takich sytuacjach mówią głównie osoby w wieku 23-35 lat (29,7%), z miesięcznymi dochodami netto 7000-8999 zł (39,1%), z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (29,4%) i mieszkające w miastach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (28,6%).

– Z tego typu komunikacji często korzystają młodzi i aspirujący pracownicy, którzy nie założyli jeszcze rodzin. Dla takich osób praca jest bardzo ważna. Mają świadomość tego, że ich zwiększone zaangażowanie może szybciej doprowadzić do awansu, a co za tym idzie – do wzrostu zarobków – analizuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Wiemy też, że 85,5% respondentów odpowiada na ww. korespondencję w dniu, w którym ją dostaje. 12,4% ankietowanych nie reaguje tak szybko. Z kolei 2,1% uczestników badania nie pamięta, jak się zachowuje w ww. sytuacji. Jak stwierdza Michał Murgrabia, to wynika z kultury organizacyjnej firmy, która zachęca do takich zachowań. Jeśli takie działania są akceptowane i promowane przez przełożonego, to pracownikowi jest niezmiernie trudno nie odpowiedzieć. Często firmy wymagają od zatrudnionych bycia w tzw. pogotowiu.

– Odpowiadanie na wiadomości po godzinach pracy może zostać uznane za tzw. nadgodziny. Pracownikowi przysługuje ekwiwalent w postaci odpowiedniego wynagrodzenia lub udzielenia czasu wolnego. Zgodnie z art. 151 kodeksu pracy, praca wykonywana ponad obowiązujące pracownika normy czasu pracy i przedłużony dobowy wymiar czasu, wynikający z obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy, stanowi pracę w godzinach nadliczbowych – podkreśla dr Mazur.

Pracownik pod presją

Ponadto 52,8% respondentów informuje, że jeżeli szybko nie odpowie na korespondencję, to przełożony ponawia jeszcze tego samego dnia wiadomość lub zdecydowanie dopomina się o udzielenie odpowiedzi. Natomiast 39,4% ankietowanych zaznacza, że nie dochodzi do ponowienia kontaktu, a 7,8% nie pamięta, jak to wygląda w takich sytuacjach.

– Funkcjonujemy w trybie tzw. natychmiastowości. Brak odpowiedzi generuje reakcje przełożonego. I nie jest to pozytywne doświadczenie. Pracownik, nie chcąc dopuścić do takiej sytuacji, podejmuje szereg działań. Dla przykładu, włącza wyświetlanie komunikatów w telefonie, cyklicznie sprawdza pocztę w poszukiwaniu nowych wiadomości – mówi Michał Pajdak.

Z kolei dr Karolina Mazur zwraca uwagę na rezolucję Parlamentu Europejskiego z 21 stycznia 2021 roku. Wskazano w niej potrzebę uregulowania w państwach członkowskich kontaktu między pracodawcą a pracownikiem po godzinach pracy. Poruszono też kwestię prawa pracownika do bycia offline. Jednak obecnie nie ma europejskich ram prawnych bezpośrednio definiujących i regulujących ten obszar.

– Presja nakładana na pracownika przez szefa może niejako wymuszać zmianę stylu życia na taki, który podporządkuje go przede wszystkim pracy. Niestety, menadżerowie ciągle nie dostrzegają tego, że pracownik w dłuższej perspektywie jest bardziej efektywny i zaangażowany, jeżeli ma również czas na zadbanie o własne sprawy, po skończonej pracy – podsumowuje Michał Murgrabia.

Polscy uczniowie dobrze diagnozują cyberzagrożenia, gorzej radzą sobie z obsługą Excela

IT Fitness Test – wielki szkolny test kompetencji cyfrowych, który po raz pierwszy odbywa się w Polsce jest na półmetku. Jak podaje Związek Cyfrowa Polska, koordynator sprawdzianu w naszym kraju, wstępne wyniki po dwóch miesiącach trwania sprawdzianu wskazują na dobrą znajomość przez polskich uczniów narzędzi ochrony przed cyfrowymi zagrożeniami. Jednak gorzej już wypada obsługa komputerowych narzędzi biurowych. Branża cyfrowa szykuje już rekomendacje działań, by podnieść poziom kształcenia w tym obszarze.

To najszersza do tej pory akcja, badająca umiejętności cyfrowe polskich uczniów i nauczycieli. Dzięki zaangażowaniu firm branży technologicznej z całej Grupy Wyszehradzkiej oraz wsparciu finansowemu Funduszu Wyszehradzkiego, IT Fitness Test swoim zasięgiem obejmuje wszystkie szkoły podstawowe i średnie nie tylko w Polsce, ale też w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. W naszym kraju jego organizatorem jest Związek Cyfrowa Polska; akcję wspiera także Ministerstwo Cyfryzacji i Nauki, Centrum GovTech oraz minister ds. cyfryzacji Janusz Cieszyński.

Cel? Sprawdzenie kompetencji cyfrowych w grupie teoretycznie najlepiej dostosowanej do cyfrowego świata. – Chcemy się dowiedzieć, jak w świecie cyfrowym radzi sobie młode pokolenie – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Interesuje nas, na ile są oni przygotowani do wejścia w życie zawodowe. To cenne informacje dla resortu edukacji, potencjalnych pracodawców, a przede wszystkim dla samych uczestników – zaznacza Michał Kanownik.

Narzędzia biurowe sprawiają uczniom największe problemy

Od dwóch miesięcy uczniowie podchodzą do testu na specjalnie zorganizowanych lekcjach. Znamy wstępne wyniki na jego półmetku. Jak podaje Związek Cyfrowa Polska, do 14 czerwca do egzaminu podeszło niemal 18 tys. polskich uczniów ostatnich klas szkół podstawowych i wszystkich klas w szkołach ponadpodstawowych. Jednak ich wyniki, poza wyjątkami, są na ogół przeciętne. Organizatorzy z Polski podają, że uczniowie szkół licealnych, technicznych i zawodowych radzą sobie tylko ze średnio 41 proc. zadań z cyfrowego testu.  Trochę lepiej jest w podstawówkach – tu średnia poprawnych odpowiedzi to 46 proc.

A w jakich obszarach wypadają najlepiej? Analizując do tej pory przeprowadzone egzaminy wynika, że najmniej trudności sprawia uczniom z obu poziomu szkół część określana jako „Internet”, która bada umiejętności posługiwania się narzędziami w sieci internetowej, oraz „Bezpieczeństwo i systemy komputerowe” (sprawdza wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa). Jednak już gorzej uczniom idzie radzenie sobie z „narzędziami biurowymi”, czyli programami jak np. Excel czy praktyczne wykorzystywanie narzędzi współpracy w sieci oraz sieciach społecznościowych.

Eksperci Cyfrowej Polski analizują te wyniki również pod względem regionów. Jak podają najlepiej do tej pory z cyfrowym testem kompetencji cyfrowych poradzili sobie uczniowie z województwa podkarpackiego, a najsłabiej – lubuskiego.

Jesienią raport z rekomendacjami

– Na mapie polskich szkół mamy też oczywiście wiele pozytywnych przypadków. W niektórych placówkach wyniki były bardzo wysokie, a niektórzy z uczniów odpowiedzieli poprawnie na 100 proc.  pytań – zaznacza Michał Kanownik. Jego zdaniem pozytywnym sygnałem wynikającym ze wstępnych danych jest również m.in. duża świadomość polskich uczniów dotycząca cyberzagrożeń we współczesnym świecie i ochrony przed nimi. – Niemniej te uśrednione wyniki po dwóch miesiącach od jego startu, wskazują, że podniesienie kompetencji cyfrowych wśród uczniów powinno być zadaniem priorytetowym. Jako branża przygotowujemy już pewnego rodzaju rekomendacje działań, które pozwolą w przyszłości poprawić ten wynik, szczególnie w tych obszarach, które wypadają w teście najgorzej. Przedstawimy je wraz z pełnymi wynikami egzaminu – zapowiada prezes Cyfrowej Polski.

Raport z IT Fitness Testu, który obejmie nie tylko Polskę, ale i pozostałe kraje uczestniczące w projekcie, poznamy wczesną jesienią. Sam test, pomimo rozpoczynających się lada dzień wakacji, będzie trwał jeszcze przez cały lipiec. Cyfrowa Polska będzie zachęcała do jego rozwiązywania na koloniach oraz półkoloniach. A dzieci i młodzież pozostającą w domu do sprawdzenia swoich kompetencji cyfrowych mają przyciągać specjalne nagrody rzeczowe.

Kolejna destabilizacja rynku – nowe postanowienia Pakietu Mobilności

Pakiet Mobilności już od początku roku stanowi jedną z głównych przyczyn problemów natury finansowej i prawnej dla branży TSL. W drugiej połowie maja weszły jego kolejne postanowienia, tym razem dotyczące tzw. lekkiego transportu drogowego. Te zmiany spowodowały destabilizację na rynku transportowym, która może potrwać przez kilka najbliższych miesięcy – stwierdza Katarzyna Syta, prezes zarządu KAES Logistics.

W tym roku Pakiet Mobilności już zdążył w znaczący sposób uderzyć w finanse polskiej branży TSL ‒ po zmianie przepisów w lutym 2022 roku kierowcy realizujący przejazdy na terenie Unii Europejskiej muszą otrzymywać wynagrodzenie adekwatne do kraju, w którym wykonują przewóz, a co więcej, diety i ryczałty za noclegi mogą zostać wliczone do płacy minimalnej tak, jak to miało miejsce dotychczas. Konsekwencje tych postanowień oczywiście najbardziej dotknęły już i tak mocno nadszarpnięte fundusze branży TSL. To pociąga za sobą dalsze reperkusje, wśród których może pojawić się utrata konkurencyjności. Większość mniejszych przedsiębiorstw nie udźwignie nowych wymagań, co będzie prowadzić do ich upadku lub wchłonięcia przez większe firmy. Niedawno Pakiet Mobilności znowu uderzył powodując kolejną destabilizację rynku.

Nowe postanowienia – nowe problemy

21 maja tego roku w życie weszły kolejne postanowienia Pakietu Mobilności, które wprowadzają nowe wymagania dla przedsiębiorców realizujących międzynarodowe przewozy pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 ton. Od teraz zajmujące się tym firmy muszą mieć zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika oraz licencję wspólnotową. Wśród kolejnych najważniejszych zasad, które muszą spełniać przedsiębiorstwa, jest posiadanie zdolności finansowej (1800 euro na pierwszy lekki pojazd i 900 euro na każdy kolejny), a to jest w tym momencie coraz trudniejsze. Jednym z kryteriów potwierdzających spełnienie tego warunku ma być polisa OC zawodowego przewoźnika drogowego, a w Polsce ponad 50 proc. firm transportowych realizujących przewozy towarowe funkcjonuje jako indywidualna działalność gospodarcza. Co więcej, obowiązkowe posiadanie zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika oznacza nie tylko konieczność finansowego zabezpieczenia każdego pojazdu, ale przede wszystkim zatrudnienie na stanowisku kierowniczym osoby z certyfikatem kompetencji zawodowych (o ile nie posiada go właściciel, co jednak jest rzadkością), a to będzie generowało kolejne wysokie koszty.

Znaczenie transportu lekkiego

To jednak nie koniec problemów – wyrobienie licencji wspólnotowej trwa od sześciu do ośmiu tygodni, a według danych Biura ds. Transportu Międzynarodowego GITD ok. 70 proc. wniosków zawierało braki formalne, więc w konsekwencji nie mogły zostać zatwierdzone do dnia wprowadzenia nowych przepisów [1]. Poza tym wiele firm z różnych przyczyn bardzo późno zdecydowało się na załatwienie niezbędnych formalności, a sam proces jest długotrwały – jeszcze przed wystąpieniem o licencję trzeba zdać egzamin w Instytucie Transportu Samochodowego (ITS) i uzyskać Certyfikat Kompetencji Zawodowych w transporcie drogowym. Z tego powodu firmy, które do 22 maja nie otrzymały licencji wydawanej przez Główny Inspektorat Transportu Drogowego, nie mogą wykonywać przewozów międzynarodowych. Tutaj warto wspomnieć, że auta o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, czyli tzw. transport lekki, stanowią ponad 70 proc. wszystkich samochodów ciężarowych zarejestrowanych w Polsce, dlatego braki w pojazdach związane z niewydaniem licencji spowodują problemy i to nie tylko dla tego sektora transportu – przyczynią się one do kolejnego wzrosty cen frachtów oraz do utraty miejsca pracy przez tysiące kierowców. Ostatnie brakujące licencje zostaną najprawdopodobniej wydane w lipcu, jednak do tego czasu musimy zmierzyć się z kolejną destabilizacją.

Konieczne zmiany?

Sytuacja branży TSL od dłuższego czasu jest bardzo trudna, a nastroje pracowników również się pogarszają w związku z pojawiającymi się bez końca zmianami. Pocieszenie w tej sytuacji stanowi fakt, iż nowe obowiązki dotyczą tylko firm, które wykonują międzynarodowy przewóz rzeczy, a nie osób oraz spod tych regulacji są wyłączone przewozy w krajowym transporcie towarów. Zezwolenie i licencja wspólnotowa nie będą również wymagane od tych przedsiębiorców, którzy używają busów do tzw. transportu towarów na własne potrzeby. W ostatnim przypadku muszą jednak zostać spełnione pewne wymagania, np. pojazdy będące własnością przedsiębiorcy muszą być prowadzone przez niego lub jego pracowników, a przewożony towar muszą stanowić rzeczy związane z funkcjonowaniem danej firmy, czyli chociażby kupowany lub sprzedawany przez nie towar. Jako zaletę wprowadzanych zmian wymienia się przede wszystkim zwiększenie bezpieczeństwa – zdaniem Resortu podniesienie kwalifikacji pracowników branży jest niezbędne, a jako argument koronny przedstawiane są wyniki kontroli przeprowadzonych przez Inspekcję Transportu Drogowego w 2021 r. w zakresie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Wówczas według udostępnionych danych na 8042 przeprowadzonych kontroli masy i wymiarów pojazdu nałożono łącznie 7305 mandatów karnych [2].

Czy wprowadzone postanowienia przyniosą zmiany na lepsze? A może to kolejny cios finansowy, który ostatecznie przyniesie więcej szkody niż pożytku? Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, trzeba niestety poczekać.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1]   https://logistyka.rp.pl/regulacje-ue/art36332351-busiarze-jada-na-luzie-i-dopiero-skladaja-wnioski-o-wydanie-licencji

[2]   https://logistyka.rp.pl/regulacje-ue/art36332351-busiarze-jada-na-luzie-i-dopiero-skladaja-wnioski-o-wydanie-licencji