Już w środę 8 czerwca rozpocznie się posiedzenie Senatu, podczas którego izba wyższa zajmie się poprawkami do nowelizacji Polskiego Ładu. Wśród proponowanych zmian są m.in. przywrócenie możliwości pełnego rozliczania dla samotnie wychowujących dzieci czy zwiększenie wysokości odpisów na rzecz organizacji pożytku publicznego do 1,5% podatku.
Zmiany dla samotnie wychowujących
Senatorowie będą głosowali łącznie nad czterema propozycjami zmian do projektu, który trafił do nich z Sejmu. Pierwsze z nich dotyczą powrotu do możliwości pełnego rozliczania się osób samotnie wychowujących dzieci. Projekt przegłosowany niedawno przez Sejm likwiduje taką możliwość, wprowadzając zamiast niej dzielenie dochodów przez 1,5 (zamiast na pół). Senat zajmie się także powrotem do sytuacji, kiedy wspólnie z dzieckiem może rozliczać się oboje opiekunów sprawujących opiekę naprzemienną.
Więcej na organizacje pożytku publicznego
Jednym z efektów podniesienia kwoty wolnej do 30 tys. złotych i drugiego progu do wysokości 120 tys. zł. oraz obniżki stawki podatku dla pierwszego progu do 12% będą niższe kwoty PIT odprowadzane przed podatników. Tym samym kwoty przekazywane na rzecz organizacji pożytku publicznego w ramach 1% będą niższe. W związku z tym Senat chce, aby zwiększyć wysokość odpisów na rzecz opp z 1 do 1,5%.
Już w tym roku po części zrównano podstawę wyliczania składki zdrowotnej z podatkiem dochodowym m.in. poprzez zmiany dotyczące remanentu. W mojej ocenie dochód dla celów obliczenia podatku jak i składki zdrowotnej powinien być zrównany na każdej płaszczyźnie, tak aby podatnik nie musiał się zastanawiać, czym ten dochód właściwie jest.
Podatek – ale według jakich zasad?
Obecnie, zgodnie z ustawą przegłosowaną przez Sejm, podatnicy, którzy są uprawnieni do skorzystania z ulgi dla klasy średniej, a więc których roczny przychód mieścił się w przedziale 68 412 zł – 133 692 zł, będą mogli wyliczyć podatek dochodowy za 2022 rok według zasad:
z 2021 r.,
z pierwszego półrocza 2022;
z drugiego półrocza 2022;
i następnie wybrać najkorzystniejsze dla siebie rozwiązanie. Przypomnijmy, że ulga dla klasy średniej będzie zlikwidowana 1 lipca z mocą wsteczną od 1 stycznia. Jednak ze względu na to, że dla niektórych podatników jej zasady mogłyby być korzystne, to ustawodawca wciąż daje możliwość skorzystania z niej.
Senat natomiast proponuje, aby każdy podatnik rozliczający się na skali podatkowej mógł wybrać, według których zasad chce rozliczyć swój podatek za 2022 rok.
Niewątpliwie sporządzenie zeznań za rok 2022 będzie nie lada wyzwaniem. Jednak ze względu na specyficzne zmiany przepisów propozycja Senatu wydaje się rozsądnym rozwiązaniem.
Po przegłosowaniu zmian w izbie wyższej projekt ustawy trafi ponownie do Sejmu, który zadecyduje o ich przyjęciu bądź odrzuceniu.
Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt
Jakie wyniki sprzedaży odnotowali deweloperzy mieszkaniowi w pierwszych miesiącach bieżącego roku? Czy na przestrzeni ostatniego roku zmieniły się preferencje kupujących? Jakie mieszkania cieszą się teraz największym powodzeniem? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl
Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.
Pierwszy kwartał 2022 roku był dla nas dobry pod kątem sprzedaży. Znaleźliśmy nabywców na 603 lokale. Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku podpisaliśmy 580 umów. Taki wynik był możliwy dzięki znacznemu zwiększeniu oferty. Od początku roku wprowadziliśmy do sprzedaży około 1500 mieszkań. Spodziewamy się jednak, że na skutek kolejnych podwyżek stóp procentowych i wejścia w życie nowelizacji tzw. rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego zainteresowanie klientów w kolejnych miesiącach br. będzie się zmniejszać.
Andrzej Gutowski, Wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development
W pierwszych czterech miesiącach 2022 roku sprzedaliśmy 130 mieszkań. Ten wynik wpisuje się w nasz tegoroczny plan sprzedażowy, choć nie jest tajemnicą, że rynek skurczył się o blisko 40 proc. Wpływa na to ma wzrost stóp procentowych i związana z tym ograniczona dostępność do kredytów, ale też rosnące koszty budowy, które są dodatkowym czynnikiem cenotwórczym. W związku z tym rośnie procent klientów-inwestorów, którzy płacą gotówką i kupują mieszkania o kompaktowych metrażach, idealnych pod wynajem.
Piotr Ludwiński, dyrektor ds. Sprzedaży i Obsługi Klientów w Archicom S.A.
W pierwszym kwartale 2022 roku nie odnotowaliśmy zmian w sprzedaży w porównaniu do analogicznego czasu w 2021 roku. Jesteśmy jedyną spółką giełdową, która osiągnęła sprzedaż na poziomie powyżej 100 mieszkań i nie zanotowała spadków. Nie oznacza to jednak, że sytuacja nie ulegnie zmianie w perspektywie długoterminowej, biorąc pod uwagę coraz trudniejszy dostęp do kredytów hipotecznych. Warto podkreślić, że nie obserwujemy braku zainteresowania kupnem mieszkania wśród potencjalnych klientów. Biorąc pod uwagę aktualny poziom i prognozy dotyczące inflacji uważamy, że mieszkania nadal są atrakcyjną inwestycją umożliwiającą ochronę kapitału. To, co obserwujemy to zmiany w popycie efektywnym, wyrażanym fizyczną możliwością zakupu.
Ostatnie sytuacje, pandemia oraz konflikt zbrojny w Ukrainie przyczyniły się do weryfikacji naszych potrzeb i ponownie uwrażliwiły nas na wartości, jakie daje rodzina, dom, czy poczucie bezpieczeństwa. Warto pamiętać, że mieszkanie nie ma substytutu, jeśli więc zmieniają się nasze preferencje np. ze względu na obecną sytuację ekonomiczną, musimy zweryfikować swoje marzenia i dopasować je do aktualnych możliwości lub przeczekać. W takich okolicznościach często decydujemy się na wynajem mieszkania, które też ma swojego właściciela będącego inwestorem. W ten sposób rynek nieruchomości nieustannie się rozwija.
Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
W pierwszych miesiącach roku otoczenie rynkowe nie było dla deweloperów wsparciem. Podwyżki stóp procentowych, wzrost cen materiałów budowlanych i robocizny, pandemia i najazd Rosji na Ukrainę to czynniki, które spowolniły sprzedaż mieszkań. Jednak warto podkreślić, że w naszym przypadku w porównywalnym stopniu, co w pierwszym kwartale ubiegłego roku utrzymywało się zainteresowanie zakupem lokali w celach inwestycyjnych i sprzedaż w tym segmencie była dla nas dużym wsparciem. Zakup mieszkania, które nadaje się na wynajem nadal chroni przed inflacją, a roczna stopa zwrotu tylko z wynajmu apartamentu, który można kupić np. w inwestycji Pileckiego 59 w Warszawie za 295 tys. zł., wynosi około 8 proc. brutto. Wysokie stopy procentowe wstrzymują decyzje zakupowe części klientów, którzy potrzebują mieszkań dużych. Przy zakupie mieszkania o małym metrażu, np. w Osiedlu Kościuszki w Chorzowie, gdzie ceny wynoszą od 218 tys. zł do 258 tys. zł, raty kredytowe będą z pewnością niższe niż koszt najmu.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service
Nasi klienci nadal chętnie inwestują w nieruchomości, ponieważ zdają sobie sprawę, że w przypadku wysokiej inflacji kupno mieszkania jest wciąż dobrą lokatą kapitału. Zauważyliśmy jednak przeniesienie zainteresowania nabywców z większych lokali na mniejsze mieszkania, najczęściej dwupokojowe.
Zbigniew Juroszek, prezes Atal S.A.
W pierwszych czterech miesiącach 2022 roku zawarliśmy łącznie 968 umów deweloperskich i przedwstępnych. Za kwiecień dane są następujące: 214 umów deweloperskich i przedwstępnych oraz 210 umów rezerwacyjnych. Na koniec kwietnia posiadaliśmy 413 aktywnych umów rezerwacyjnych. Mieszkania sprzedają się wolniej niż rok temu, natomiast dotyczy to klientów, którzy zamierzają posiłkować się kredytem hipotecznym i którzy przez wyższy poziom stóp procentowych utracili zdolność kredytową. Klienci gotówkowi nadal kupują mieszkania. Wielu z nich chroni się w ten sposób przed skutkami rosnącej inflacji. Pod względem preferencji klientów nie zauważamy większych zmian. Zakup mieszkania to zwykle wybór na wiele lat, który klienci starają się dopasować do swoich potrzeb i możliwości.
Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic
W pierwszych czterech miesiącach tego roku odnotowaliśmy zmniejszenie sprzedaży głównie większych lokali, trzy i czteropokojowych. Zakup takich mieszkań klienci finansowali częściowo lub w większości posiłkując się kredytem. Z danych NBP wynika, że sprzedaż hipotek w kwietniu 2022 roku w ujęciu rocznym spadła o blisko 40 proc., co musiało się przełożyć na sprzedaż.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest
Dobrze oceniamy sprzedażowo pierwsze cztery miesiące roku, pomimo trudnej sytuacji geopolitycznej związanej z wojną w Ukrainie, wzrostem stóp procentowych, galopującej inflacji, czy spadku zdolności kredytowej przez wielu klientów. Generalnie jesteśmy zadowoleni z wyników, chociaż sprzedaż była mniejsza niż rok temu. Natomiast jest to związane z czynnikami zewnętrznymi, na które nie mamy wpływu. Największym zainteresowaniem obecnie cieszą się mieszkania o niedużych metrażach, kupowane za gotówkę w celach inwestycyjnych. Z kolei klienci kredytowi musieli zweryfikować swoją sytuację, bo niektórych po prostu nie stać obecnie na większy metraż.
Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development
Pierwsze cztery miesiące tego roku minęły pod znakiem niepewności. Początek roku był obiecujący, jednak po rosyjskiej agresji na Ukrainę liczba zapytań wyraźnie zmalała. Malejący ruch ze strony osób kupujących mieszkania dla siebie zastąpili inwestorzy, kupujący nawet po kilka mieszkań. Tych ostatnich przyciągnęły zmiany na rynku najmu, gdzie czynsze wzrosły znacząco z korzyścią dla wynajmujących. Do grona potencjalnych najemców dołączyli uciekający przed wojną Ukraińcy i Białorusini, a także Polacy, których podwyżki stóp procentowych skutecznie wykluczyły z rynku pierwotnego. W przypadku naszych klientów nie widać znaczącej różnicy w preferencjach względem wcześniejszych lat. W dalszym ciągu najchętniej kupują oni mieszkania dwupokojowe, o powierzchni do 40 mkw., niezależnie od tego, czy mówimy o inwestorach, czy kupujących na własny użytek.
Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper S.A.
W przypadku wyników sprzedaży możemy mówić o stałym trendzie rosnącym w ciągu roku, uwzględniając w wyniku również umowy rezerwacyjne. Z jednej strony obserwujemy niesłabnące zainteresowanie nieruchomościami nabywanymi w celach inwestycyjnych, a z drugiej wciąż niezaspokojone potrzeby w zakresie kupna mieszkania na własny użytek. Jednocześnie widzimy obniżenie wpływu czynników emocjonalnych na decyzje nabywców oraz obecność gotówki na rynku. Nie możemy pominąć faktu odczuwalnego spowolnienia sprzedaży, ze względu na to, że wynika on z trudniejszego dostępu do finansowania przez klientów kredytowych. Zauważamy jednak zainteresowanie ze strony nabywców gotówkowych, natomiast u klientów kredytowych zrozumienie wysokości rat oraz determinację w realizacji planów. Prowadzimy rozmowy z klientami zarówno o mieszkaniach, jak i o mechanizmach, które wpływają na dzisiejszy koszt kredytu i jego osłabione w czasie oddziaływanie na cenę zakupu.
Preferencje wyjściowe kupujących są bardzo zbliżone do tych, z którymi klienci przystępowali do rozmów również w roku poprzednim. Dotyczy to, zarówno inwestorów, jak i kupujących na użytek własny. Są one poddawane weryfikacji w momencie, w którym dochodzimy do kwestii możliwości finansowania. Wówczas nabywcy decydują się na mniejszą powierzchnię nieruchomości lub zmianę lokalizacji, żeby odpowiednio dopasować cenę mieszkania do swojej zdolności kredytowej.
Teresa Witkowska, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Napollo Residential
W pierwszy kwartale tego roku osiągnęliśmy zakładane wyniki sprzedaży. Zainteresowaniem naszymi mieszkaniami jest spore, a wynika to z faktu, że budujemy w atrakcyjnych lokalizacjach, blisko węzłów komunikacji zbiorowej, w pobliżu szkół, w sąsiedztwie terenów zielonych. Dodatkowo mamy inwestycje, które są w znacznym stadium zaawansowania budowy, co też przyciąga klientów. Dotychczasowe preferencje klientów nie uległy zmianie. Niemniej jednak zauważamy, że częściej zwracają oni uwagę na oferowany standard, na możliwości wprowadzania zmian lokatorskich, czy na elastyczny harmonogram płatności. Jesteśmy deweloperem, który odpowiada na potrzeby rynku, potrafimy dostosować się do tych oczekiwań i zaoferować klientowi każdą z powyższych opcji.
Marcin Michalec, CEO Okam
Zainteresowanie oferowanymi przez nas mieszkaniami utrzymuje się od wielu miesięcy na stabilnym poziomie. Przed nami kolejne, ważne fazy poszczególnych inwestycji . W zależności od osobistych potrzeb nabywcy sięgają po zróżnicowane metraże. Rodziny z dziećmi preferują większe powierzchnie, zaś single lokale jedno i dwupokojowe. Z uwagi na sytuację ekonomiczną, trudności z uzyskaniem kredytów hipotecznych i rosnące stopy procentowe zmniejszają się oczywiście możliwości zakupu mieszkań przez konsumentów nieposiadających dużego wkładu własnego czy pełnego finansowania. W perspektywie może to zmniejszyć minimalnie popyt, ale ten obecnie wciąż przewyższa podaż. Jeśli chodzi o dodatkowe preferencje, po wybuchu pandemii z pewnością więcej osób poszukuje mieszkań z zieloną przestrzenią oraz dodatkowymi udogodnieniami na osiedlach, jak kluby mieszkańca, które znajdą się także w naszych inwestycjach, czy licznymi usługami w okolicy.
Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg
Od początku 2022 roku mieliśmy wiele wydarzeń w Europie i w Polsce. Istotny wpływ na rynek miała wojna na Ukrainie, napływ uchodźców, a także nowe przepisy podatkowe i ogromna inflacja. Trudno jeszcze ocenić długoterminowe trendy, jakie pojawią się na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Grupa Robyg już w marcu ogłosiła aktualizację swojej strategii w związku z pozyskaniem nowego właściciela i strategicznego partnera – Tag Immobilien. Naszym celem jest posiadanie 20 000 mieszkań do wynajęcia do końca 2027 roku. Planujemy dalszą sprzedaż mieszkań na poziomie 2500 lokali rocznie.
Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus
Trudno jest porównywać okres od rozpoczęcia roku z tym, co działo się po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Przez pierwsze półtora miesiąca od wybuchu wojny sprzedaż w bardzo widoczny sposób wyhamowała, natomiast potem zaczęliśmy nadrabiać to spowolnienie. Aktualnie mamy takie samo tempo sprzedaży, jak przed rokiem o tej porze. Preferencje naszych klientów pozostają niezmienne. Od lat najbardziej popularne mieszkania dwupokojowe w dalszym ciągu są przedmiotem zapytań klientów. Nic się pod tym względem u nas nie zmieniło.
Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home
Pomimo dużych zmian na rynku nieruchomości, od początku 2022 roku realizujemy założone plany sprzedażowe. Lata 2020 i 2021 pod względem popytu zaskoczyły niejednego analityka i dewelopera. Nie porównujemy naszych założeń sprzedażowych do minionego roku, ale w rozsądny sposób analizujemy sytuację rynkową. Droższy pieniądz przełożył się na mniejsze zainteresowanie zakupem mieszkań. Nie pomaga także niepewna oferta dla kredytobiorców oraz wciąż niejasne kryteria programu rządowego Mieszkanie Bez Wkładu Własnego. Zauważyliśmy jednak, że klienci tak łatwo nie rezygnują z zakupu mieszkania. Część z nich decyduje się na mniejsze lokale lub szuka alternatywnych sposobów na zakup własnego M. Nadal największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania dwupokojowe o metrażu 40 – 45 mkw.
Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Relacji z Klientem w Aria Development
Sprzedaż jest stabilna, choć obserwujemy spowolnienie. Wzrosły koszty kredytu oraz znacząco spadła zdolność kredytowa nabywców. Obecnie przeważają klienci, którzy nie korzystają z finansowania i wybierają mieszkania o mniejszej powierzchni.
Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper
Biorąc pod uwagę pierwsze cztery miesiące ubiegłego roku i obecnego, nie ma znaczącej różnicy, jeśli chodzi o liczbę zawartych umów. Różnica nie przekracza 10 proc. Spowolnienie w decyzyjności klientów o zakupie było zauważalne w końcówce lutego i w marcu 2022, co było spowodowane wybuchem wojny w Ukrainie. W kwietniu i w maju tego roku widzimy jednak powrót do sytuacji sprzed wojny.
Na rynku mieszkaniowym kwestię kluczową przy decyzji odgrywa cena w związku z podwyżkami stóp procentowych i zmianą zdolności kredytowej klientów. Na potrzeby zamieszkania wybierane są najczęściej lokale o relatywnie niewielkiej powierzchni i niskiej cenie całkowitej, ale umożliwiające aranżację dwóch, trzech i nieco rzadziej czterech pokoi. Klienci ostrożniej rozpatrują zakup lokali o dużej powierzchni z uwagi na cenę, ale nabywcy gotówkowi nadal się na nie decydują.
Osoby poszukujące lokali inwestycyjnych pod wynajem, w związku z odbiciem rynku najmu, wybierają najczęściej lokale dwupokojowe o jak najmniejszej powierzchni ze strefą dzienną i sypialną, ponieważ daje im to najszersze grono odbiorców oraz satysfakcjonującą cenę najmu. W segmencie premium preferencje nie uległy zmianom, ale z uwagi na wybuch wojny w Ukrainie oraz w obliczu zmian gospodarczych klienci są ostrożniejsi przy podejmowaniu decyzji mocno obciążających ich portfel. Niektórzy zrezygnowali z zakupu w Polsce i rozważają inne rynki.
W mediach toczy się dyskusja o rosnącym wpływie wirtualnej rzeczywistości (VR) na otaczający świat, rozrywkę, naukę, kreowanie własnego wizerunku w sieci. Wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut IPC wskazują jednak, że temat ten budzi wśród Polaków więcej obaw niż entuzjazmu.
Przeprowadzone przez Instytut IPC na zlecenie grupy Evry1 badanie dotyczy postrzegania wirtualnej rzeczywistości przez dorosłych Polaków oraz gotowości do zakupu cyfrowych produktów, które można wykorzystać tylko w wirtualnym świecie. W badaniu przeprowadzonym metodą CAWI wzięło udział 1090 osób.
Wirtualna rzeczywistość? Nie znam
VR polega na multimedialnym kreowaniu komputerowej, trójwymiarowej wizji przedmiotów, przestrzeni i zdarzeń. Technologia ta opiera się zarówno na elementach świata fikcyjnego, jak i realnego, dając odbiorcom możliwość wchodzenia w interakcję z nimi. Zanurzenie się w wirtualnej rzeczywistości ma przekonać nasz mózg, że to, czego doświadczamy, jest realne. Tymczasem jeden na dziesięciu badanych deklaruje, że nie wie, czym jest wirtualna rzeczywistość.
Emeryci się boją, młodzi stawiają na rozrywkę
Popularyzacja przeznaczonych do domowego użytku urządzeń wykorzystujących technologię VR znacznie zwiększyła liczbę osób, które mają możliwość przetestowania jej w praktyce. Wciąż jednak budzi ona wiele obaw. 30% respondentów postrzega wirtualną rzeczywistość głównie jako zagrożenie dla relacji międzyludzkich w świecie rzeczywistym. W grupie emerytów wartość ta wzrasta do 41%. Świat gier online, ale także wirtualnych działek budowlanych, sieciowych relacji z ludźmi/awatarami dla wielu osób jest czymś odległym, niebezpiecznym.
Na drugim biegunie znajdują się entuzjaści. Wśród ankietowanych VR jako szansę na nowe doświadczenia i przeniesienie rozrywki na wyższy poziom postrzega 27% osób. Procent ten jest jeszcze wyższy w młodszych grupach wiekowych (18–34 lata) oraz wśród mężczyzn.
Andrzej Rabsztyn, Managing Partner w hyperCREW wskazuje: Wśród entuzjastów VR znaleźć można przede wszystkim grupę gamerów. Młodzi ludzie już teraz spędzają wolny czas ze znajomymi, grając np. w „League of Legends”, który działa na podobnej zasadzie. Wybieramy postać (już narzuconą przez grę), podpinamy się do Discorda i gramy, jednocześnie rozmawiając live ze znajomymi. Dla tej grupy gry online, także te oparte na VR, stanowią istotny aspekt zarówno rozrywkowy, jak i budujący relacje, a wirtualny świat jest realnie ważnym miejscem.
Rzeczywistość umiarkowanie uzależniająca
Niebezpieczeństwo uzależnienia się od technologii VR dostrzega 17% ankietowanych, przy czym procent ten zwiększa się wśród badanych w małych miastach i z podstawowym wykształceniem.
Dostrzeżenie i zrozumienie obaw i motywacji związanych z wirtualną rzeczywistością wśród różnych grup społecznych nabiera jeszcze większego znaczenia w kontekście intensywnych prac nad rozwojem Metaverse. Dla wielu użytkowników mediów społecznościowych ta przestrzeń może stać się alternatywą dla codzienności i szansą na stworzenie wersji siebie bez licznych ograniczeń realnego świata, takich jak dystans liczony w kilometrach, wygląd zewnętrzny, stan konta.
Zimowa kurtka dla awatara
Wśród toczących się dyskusji o wartości NFT oraz zmianie, którą wprowadzają niewymienne tokeny, badanie pokazuje, że Polacy są niechętni do wydawania rzeczywistych pieniędzy online. Niemal połowa respondentów deklaruje „zdecydowanie nie” w odpowiedzi na pytanie: „Czy kupiłbyś produkt cyfrowy, z którego można skorzystać tylko w wirtualnym świecie?”.
Jednocześnie jedynie 16% badanych wskazuje, że wirtualna rzeczywistość to dla nich przede wszystkim możliwość kreowania wizerunku dzięki tworzeniu własnych awatarów, projektowaniu otoczenia, pokazaniu swojej wyjątkowości.
Wypowiedzi ankietowanych potwierdzają, że w Polsce rynek wirtualnych dóbr, ubrań i dodatków dla postaci z gry to wciąż jeszcze raczej rozrywka dla pasjonatów i sposób na wyrażenie swojego statusu przez nielicznych.
Autor: Alicja Miazga, Marketing Manager, grupa Evry1
O badaniu:
Badanie wykonane przez Instytut IPC.
Badanie CAWI na ogólnopolskiej próbie liczącej N=1090 osób.
Kwoty dobrane według reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania.
Metoda: CAWI.
Branża finansowa zanotowała wyraźny spadek oceny satysfakcji klientów, tracąc niemal połowę wyniku NPS (ang. Net Promoter Score) – wynika z badania KPMG „Customer Experience Excellence”, w którym respondenci kolejny rok z rzędu ocenili doświadczenia oferowane przez marki z sektora finansowego. Wnioski z badania zostały zaprezentowane podczas dedykowanego panelu na Europejskim Kongresie Finansowym. Wypowiedzi reprezentantów sektora bankowego biorących udział w panelu potwierdzają, że ewoluujące oczekiwania klientów, przyspieszająca digitalizacja i rosnąca konkurencja ze strony fintechów, będą wpływały na zewnętrzne i wewnętrzne funkcjonowanie organizacji finansowych, które będą poszukiwać możliwości budowania nowej przewagi konkurencyjnej i innowacyjnych modeli organizacyjnych i biznesowych.
Między wiodącymi bankami zorientowanymi na klienta, a pozostałymi bankami istnieje znacząca luka. Wg badania KPMG, lidera sektora od instytucji zamykającej stawkę dzieli niemal aż 85 punktów we wskaźniku NPS. Badanie wskazuje również, że ta luka może się jeszcze bardziej poszerzyć. Zasadniczo sektor bankowy jest jednym z najbardziej spolaryzowanych pod kątem oceny klientów. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji badania, realizowanej w warunkach szczytu pandemii COVID-19, banki nie odnotowały znaczących wzrostów NPS. Liderzy polskiego sektora bankowego jedynie nieznacznie poprawili lub utrzymali swoje wyniki, a większość instytucji została oceniona przez klientów gorzej, niż w trakcie pandemii.
Ogólna ocena sektora bankowego spadła o 47% z 17 do 9 punktów wskaźnika NPS. Średnio o 5% pogorszyła się ocena 6 filarów Customer Experience – wiarygodności, rozwiązywania problemów, oczekiwań, czasu i wysiłku, personalizacji oraz empatii, czyli elementów budujących NPS. Szczególną uwagę zwracają spadki w dwóch ostatnich filarach – personalizacji i empatii, odpowiednio o 5,3% i 5,6%. Oznacza to, że większość przedstawicieli sektora bankowego wciąż stoi przed wyzwaniem polegającym na budowaniu przewagi bazując na filarach wyróżniających.
To kluczowe czasy dla sektora bankowego. Choć branża obronną ręką przeszła przez okres pandemii i w ostatnich kwartałach zanotowała rekordowe wzrosty przychodów, obecne otoczenie biznesowe jest zupełnie inne. Banki mierzą się z wieloma czynnikami, które wymagają ciągłej transformacji nie tylko podstawowej działalności, ale również odkrywania i definiowania na nowo swojej misji i celu oraz wprowadzania innowacji w bezprecedensowym tempie. Przede wszystkim zmieniają się zachowania i oczekiwania dotychczasowych klientów, uchodźcy z Ukrainy stanowią nową grupę kliencką, której istotność dla banków skokowo rośnie – mówi Andrzej Gałkowski, Partner w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider doradztwa dla sektora bankowego w KPMG w Polsce.
Zmieniające się oczekiwania klientów i otoczenie biznesowe wyzwaniem dla banków
Preferencje klientów w zakresie dokonywania codziennych czynności bankowych w sposób cyfrowy sięgają 85%, średnio we wszystkich ankietowanych grupach wiekowych, a wśród osób poniżej 35. roku życia jest to już niemal 100%. Oznacza to konieczność rewizji i przyspieszenia transformacji cyfrowej w bankach. Jednocześnie klienci oczekują coraz większej personalizacji i empatii, szczególnie kiedy ich sytuacja materialna, zdolności konsumpcyjne i kredytowe pogarszają się w związku z rosnącą inflacją.
Banki poprzez zapewnienie potrzebnego obecnie klientom wsparcia i poczucia bezpieczeństwa mogą zapewnić sobie ich długoterminową lojalność. Rośnie również grupa klientów uciekających z Ukrainy, których obsługa wymaga dokonania inwestycji w zapewnienie uchodźcom pełnego dostępu do bankowości, począwszy od nowych interfejsów, poprzez dostosowanie oferty produktowej i usługowej. Jednocześnie na horyzoncie widnieją potencjalne trudności gospodarcze, globalnie obserwujemy kolejną falę powstawania fintechów, które dynamicznie skalując swoją działalność, mogą z czasem stać się również konkurencją dla polskich banków. Nadal zaostrza się otoczenie regulacyjne, a pojawiające się nowe technologie w coraz mniejszym stopniu stanowią o przewadze konkurencyjnej ze względu na demokratyczny dostęp do nich wszystkich instytucji.
Jakie działania mogą podjąć banki, aby budować i zwiększać przewagę konkurencyjną?
Zmiana niesie ze sobą jednak również szanse. Banki, które potrafią w sposób kompleksowy i zintegrowany umieszczać doświadczenie klienta w centrum swojej działalności i traktując CX jako główny cel swojej transformacji, już teraz zapewniają sobie znaczącą przewagę.
Liderzy sektora bankowego w Europie i na świecie koncentrują się obecnie na 5-ciu kluczowych obszarach: strategii i transformacji opartej o CX, czyli koncentracji na doświadczeniu klienta we wszystkich segmentach klienckich w celu poprawy skuteczności planowania strategicznego i transformacyjnego; integracji wszystkich funkcji organizacyjnych wokół klienta, aby dostarczać doskonałe doświadczenia; adaptacji nowych sposobów pracy zwiększających szybkość, innowacyjność i skuteczność w dostarczaniu rozwiązań i zwiększaniu satysfakcji pracowników; optymalizacji kosztów, ponieważ banki klientocentryczne są średnio niemal 2-krotnie bardziej efektywne kosztowo od ich konkurencji; tworzeniu nowych modeli biznesowych w celu dywersyfikowania swojej działalności i dostarczaniu wartości dla klientów poza podstawowym biznesem bankowym – mówi Marcin Popadiuk, Customer & Strategy Lead w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego w KPMG w Polsce.
****
O badaniu:
Badanie rynkowe przeprowadzone zostało w trzecim kwartale 2021 r. przez niezależną firmę badawczą metodą CAWI (ang. Computer-Assisterd Web Interview) na próbie ponad 5 000 polskich konsumentów, reprezentatywnej dla mieszkańców Polski w wieku powyżej 16. roku życia. Badanie zostało zrealizowane wg tej samej metodologii KPMG Nunwood, która jest wykorzystywana do badań w 20 innych krajach. Podstawą porównań pomiędzy markami, branżami i krajami jest indeks CEE (ang. Customer Experience Excellence). Wskaźnik obliczany jest na podstawie oceny Sześciu FilarówTM Customer Experience z uwzględnieniem ich indywidualnego wpływu na budowę doświadczeń klientów w danym kraju. Tymi filarami są: Wiarygodność, Rozwiązywanie problemów, Oczekiwania, Czas i wysiłek, Personalizacja oraz Empatia. Filary pozwalają lepiej zrozumieć, jakie aspekty są szczególnie istotne dla klienta w całym cyklu relacji z marką i jej produktami, co przekłada się na satysfakcję i lojalność klienta oraz skłonność do rekomendacji marki.
Wbrew początkowym oczekiwaniom, kompleksowe sankcje nie pogrążyły Rosji w kryzysie walutowym, gwałtowny wzrost wartości rubla mógł jednak osiągnąć już punkt zwrotny i może w końcu wywołać odwrotny skutek.
W przeciwieństwie do innych walut rynków wschodzących w okresie napięć, rosyjski rubel doświadczył krótkotrwałej deprecjacji. Po gwałtownym spadku w pierwszych dniach inwazji Moskwy na Ukrainę, rubel zanotował znaczącą poprawę i wzrósł ponad dwukrotnie w stosunku do dolara amerykańskiego od czasu marcowego załamania, stając się od początku roku osiągającą najlepsze wyniki walutą rynków wschodzących. Poniżej skrót wniosków z raportu Allianz Trade.
W uzupełnieniu ustalenia kursu rubla wobec złota, władze Rosji podjęły próbę przewalutowania eksportu gazu na ruble. Ponieważ niższy popyt na pieniądz zmniejsza przepływ dochodów walutowych z eksportu energii do banku centralnego, Rosja zażądała od klientów z nieprzyjaznych jej krajów, aby płacili za import gazu bezpośrednio w rublach. Ten krok, w połączeniu z oparciem kursu rubla na złocie, skutecznie związał rosyjski eksport gazu z ceną złota. W ten sposób CBR mógł również złagodzić zamrożenie swoich rezerw zagranicznych z powodu sankcji, skutecznie delegując interwencję walutową na banki dostarczające ruble importerom energii.
Kilka czynników tłumaczy, dlaczego Rosja uniknęła kryzysu walutowego pomimo zamrożenia większości rezerw banku centralnego.
W pierwszym kwartale 2022 roku nadwyżka bilansu obrotów bieżących osiągnęła rekordowy poziom 58 mld USD i może wzrosnąć nawet do 250 mld USD (w przypadku braku kompleksowego embarga na eksport energii i zmniejszenia importu na skutek sankcji).
Władze Rosji podjęły również w porę środki zaradcze w celu zorganizowania „interwencji walutowej przez delegację”, obejmujące rygorystyczną kontrolę kapitału, tymczasowe ustalenie kursu rubla wobec złota i żądanie od importerów energii, aby dokonywali płatności w rublach, wraz z gwałtowną podwyżką stóp procentowych w celu ustabilizowania rubla po jego gwałtownym spadku.
„Rublizacja” rosyjskiego gazu prawdopodobnie przyczyniła się do odbudowy kursu waluty. Chociaż zasada obowiązkowej płatności została ogłoszona w kwietniu, to jeszcze dwa tygodnie temu dokładny termin jej wprowadzenia pozostawał nieznany. Jednak już samo ogłoszenie miało natychmiastowy wpływ na walutę. Dodatkowo – większość krajów europejskich przyjęła rozwiązanie płatnicze, które pozwala im zaspokoić rosyjski popyt bez naruszenia obecnych sankcji finansowych (szczegóły w raporcie Allianz Trade).
Gwałtowny wzrost wartości rubla mógł jednak osiągnąć już punkt zwrotny i może w końcu wywołać odwrotny skutek. Ponieważ obroty rublami prowadzone są na bardzo słabym rynku (i to głównie na rynku krajowym, biorąc pod uwagę dramatyczny spadek popytu poza Rosją spowodowany sankcjami), jego niedawna aprecjacja świadczy o trudnościach w gospodarce krajowej, która w tym roku prawdopodobnie wpadnie w poważną recesję, co będzie mieć realne konsekwencje. Ponieważ większość eksportu energii jest denominowana w walucie obcej, silniejszy rubel szkodzi równowadze budżetowej państwa, obniżając wartość lokalnej waluty, na którą dodatkowo może wpłynąć możliwość nałożenia przez UE ceł na eksport rosyjskiej energii podczas stopniowego odchodzenia od importu ropy.
Wbrew początkowym oczekiwaniom, kompleksowe sankcje nie pogrążyły Rosji w kryzysie walutowym. W przeciwieństwie do innych walut rynków wschodzących w okresie napięć, rosyjski rubel doświadczył krótkotrwałej deprecjacji. Po gwałtownym spadku w pierwszych dniach inwazji Moskwy na Ukrainę, rubel zanotował znaczącą poprawę i wzrósł ponad dwukrotnie w stosunku do dolara amerykańskiego od czasu marcowego załamania, stając się od początku roku osiągającą najlepsze wyniki walutą rynków wschodzących.
Kilka czynników tłumaczy, dlaczego Rosja uniknęła kryzysu walutowego pomimo zamrożenia większości rezerw banku centralnego. W pierwszym kwartale 2022 roku nadwyżka bilansu obrotów bieżących osiągnęła rekordowy poziom 58 mld USD i może wzrosnąć nawet do 250 mld USD (w przypadku braku kompleksowego embarga na eksport energii i zmniejszenia importu na skutek sankcji). Władze Rosji podjęły również w porę środki zaradcze w celu zorganizowania „interwencji walutowej przez delegację”, obejmujące rygorystyczną kontrolę kapitału, tymczasowe ustalenie kursu rubla wobec złota i żądanie od importerów energii, aby dokonywali płatności w rublach, wraz z gwałtowną podwyżką stóp procentowych w celu ustabilizowania rubla po jego gwałtownym spadku.
Gwałtowny wzrost wartości rubla mógł jednak osiągnąć już punkt zwrotny i może w końcu wywołać odwrotny skutek. Ponieważ obroty rublami prowadzone są na bardzo słabym rynku (i to głównie na rynku krajowym, biorąc pod uwagę dramatyczny spadek popytu poza Rosją spowodowany sankcjami), jego niedawna aprecjacja świadczy o trudnościach w gospodarce krajowej, która w tym roku prawdopodobnie wpadnie w poważną recesję, co będzie mieć realne konsekwencje. Ponieważ większość eksportu energii jest denominowana w walucie obcej, silniejszy rubel szkodzi równowadze budżetowej państwa, obniżając wartość lokalnej waluty, na którą dodatkowo może wpłynąć możliwość nałożenia przez UE ceł na eksport rosyjskiej energii podczas stopniowego odchodzenia od importu ropy. Dwa tygodnie temu bank centralny zareagował trzecią od kwietnia obniżką stóp procentowych, aby powstrzymać aprecjację waluty. Obecna presja wzrostowa na rubla prawdopodobnie z czasem osłabnie, ponieważ niektóre z rosyjskich środków zaradczych wygasną, eksport rosyjskiej energii stanie się mniej konkurencyjny, a pogarszające się perspektywy gospodarcze zaczną ciążyć na kursach walut.
Oprócz skutków dla rosyjskiej waluty, „militaryzacja finansów” mająca na celu sparaliżowanie rosyjskiej gospodarki może mieć również długotrwałe konsekwencje dla światowego systemu finansowego. Chociaż niektóre z sankcji, takie jak zamrożenie prawie dwóch trzecich rezerw walutowych Rosji, były celowe z politycznego punktu widzenia, to jednak budzą też pytania o suwerenność finansową w systemie monetarnym silnie zdominowanym przez dolara amerykańskiego. Możemy być świadkami, jak niektóre kraje z czasem zaczną odchodzić od dolara i/lub zdominowanej przez Zachód globalnej architektury finansowej – zwłaszcza te, które czują, że w pewnym momencie mogą zostać objęte sankcjami. Co więcej, krótkotrwałe ustalenie przez Rosję kursu rubla wobec złota może posłużyć jako wzór dla poważniejszych prób krajów, które mają wystarczające rezerwy złota (lub eksport towarów), aby odejść od obecnego systemu opartego na walutach fiducjarnych.
Rosji udało się uniknąć kryzysu walutowego mimo dotkliwych sankcji
Chociaż koncepcja „militaryzacji finansów” nie jest nowa,[1] jednak w następstwie inwazji Rosji na Ukrainę osiągnęła bezprecedensową skalę. Z dnia na dzień około 55% przedwojennych rezerw walutowych Rosji o wartości 630 mld USD (wykres 1) zostało zamrożone i nie może być wykorzystane, pozostawiając Centralny Bank Rosji (CBR) głównie z krajowymi rezerwami złota. Co więcej, wykluczenie większości rosyjskich banków z międzynarodowego systemu przekazu płatności SWIFT, które w końcu zostało rozszerzone i objęło również zakończenie relacji z bankami korespondentami, praktycznie uniemożliwia rosyjskim bankom dokonywanie transakcji z ich zachodnimi kontrahentami (Aneks, Tabela 1).[2] Wspomnianym sankcjom finansowym towarzyszą zakazy eksportu w różnych sektorach, wpis na czarną listę niektórych dostaw oraz ukierunkowane ograniczenia działalności gospodarczej firm i osób prywatnych, w tym częściowe embargo na eksport energii. Sankcje nie spowodowały jednak całkowitego zamknięcia rachunku zagranicznego Rosji. Kluczowe firmy i banki związane z surowcami nie zostały dotknięte sankcjami, co pozwoliło na kontynuację przepływu gazu i ropy, ale także napływu pieniędzy do Rosji.
Wykres 1: Rosja – rezerwy międzynarodowe w rozbiciu na waluty (styczeń 2022, w mld USD)
Źródła: CBR, Dział Analiz Allianz. Skład pozycji „Inne” nie jest znany, ale obejmuje między innymi SDR i rezerwy utrzymywane w „przyjaznych” krajach.
Wydaje się, że początkowo sankcje były bardzo skuteczne. W początkowej fazie wojny na Ukrainie rubel uległ deprecjacji aż o 40% w stosunku do głównych walut rezerwowych (Wykres 2); taki rozwój sytuacji był spodziewany, biorąc pod uwagę wcześniejsze kryzysy walutowe w gospodarkach rynków wschodzących (Aneks, Tabela 1). Jednak po upływie dwóch miesięcy zmienność kursu zaczęła się zmniejszać, a rubel zasadniczo powrócił do poziomu sprzed inwazji – mimo że CBR miał częściowo związane ręce z powodu zamrożenia rezerw walutowych, co pozostawiło mu mniejsze pole manewru.
Wykres 2: Rosja – zmiany kursów walut i porównanie z historycznymi kryzysami nagłego zatrzymania
Zmiany kursów (RUB do USD) 1/
Obraz wcześniejszych kryzysów walutowych 2/
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: 1/ na podstawie kursu wymiany do dolara amerykańskiego, 2/ 100 = dzień przed rozpoczęciem ostrej dewaluacji.
* Kupon lub płatność kuponowa to roczna stopa procentowa płacona od obligacji, wyrażona jako procent wartości nominalnej i wypłacana od dnia emisji do dnia zapadalności. Kupony są zwykle określane jako stopa kuponowa (suma kuponów wypłacanych w ciągu roku podzielona przez wartość nominalną danej obligacji).
W jaki sposób Rosji udało się uniknąć kryzysu walutowego? W odpowiedzi na sankcje, władze rosyjskie przyjęły zestaw wzajemnie uzupełniających się środków zaradczych. Po pierwsze, nałożyły surowe środki kontroli kapitału (uzupełniające spowolnienie odpływu kapitału z powodu sankcji handlowych na import do Rosji) polegające na żądaniu od banków, eksporterów i gospodarstw domowych scedowania większości (80%[3]) swoich zasobów walutowych na rzecz CBR. Celem „rublizacji” nadwyżki bilansu obrotów bieżących było zapobieżenie nadmiernej deprecjacji rubla przy jednoczesnym budowaniu – w miarę możliwości – rezerw walutowych, które mogłyby zastąpić te zamrożone.
CBR zwiększył również ponad dwukrotnie (z 8,5% do 20%) politykę referencyjną. W obliczu kompleksowych sankcji zacieśnienie polityki pieniężnej było potrzebne raczej do powstrzymania odpływu środków finansowych (nieobjętych istniejącą kontrolą kapitału) niż do powstrzymania gwałtownego wzrostu importowanej inflacji (poprzez zmniejszenie zagregowanego popytu). W odróżnieniu od ostatniego kryzysu z 1998 roku (oraz w porównaniu z innymi bankami centralnymi podczas wcześniejszych kryzysów walutowych), CBR zareagował zdecydowanie i szybko.[4] Od tego czasu Centralny Bank Rosji obniżył referencyjną stopę procentową do 11%, a następnie dwukrotnie ją zredukował, ostatnio 26 maja.
Chociaż ustalenie kursu waluty w stosunku do złota było krótkotrwałe, to stanowiło dodatkowe wsparcie dla rubla. Rosja znacznie zwiększyła swoje rezerwy złota od 2005 roku, ale przestała kupować złoto po I kwartale 2020 roku, kiedy rubel osłabł, a cena złota gwałtownie wzrosła. Na początku inwazji CBR ogłosił, że wznowi zakupy złota, aby zabezpieczyć swoje rezerwy na wypadek, gdyby konieczna była monetyzacja. Wkrótce jednak był zmuszony wstrzymać zakupy od banków, które musiały zaspokoić rosnący popyt detaliczny na złoto przy dramatycznie słabnącym rublu. Gdy pod koniec marca popyt krajowy osłabł, CBR ponownie rozpoczął skup złota od banków po tymczasowo ustalonej cenie 5.000 rubli za gram (co przy panującym kursie RUB/USD i międzynarodowej cenie złota było kosztowne, tzn. wartość godziwa rubla w przeliczeniu na złoto była niższa; Wykres 3). To rozwiązanie (które miało obowiązywać do końca czerwca) zostało wkrótce zarzucone (8 kwietnia), a cena jest ponownie negocjowana na podstawie popytu na pieniądz. Dokładniejsza analiza rosyjskich agregatów monetarnych i rezerw złota sugeruje, że dla CBR byłoby wyzwaniem wprowadzenie na stałe ustalania kursu rubla opartego na złocie (Wykres 3).
Wykres 3: Rosja – ustalenie kursu waluty wobec złota i agregaty pieniężne
Cena złota w USD i rublach rosyjskichZmiana podaży pieniądza i rezerw złota
Źródła: CBR, Refinitiv, Dział Analiz Allianz.
W uzupełnieniu ustalenia kursu rubla wobec złota, władze Rosji podjęły próbę przewalutowania eksportu gazu na ruble. Ponieważ niższy popyt na pieniądz zmniejsza przepływ dochodów walutowych z eksportu energii do banku centralnego, Rosja zażądała od klientów z nieprzyjaznych jej krajów, aby płacili za import gazu bezpośrednio w rublach. Ten krok, w połączeniu z oparciem kursu rubla na złocie, skutecznie związał rosyjski eksport gazu z ceną złota. W ten sposób CBR mógł również złagodzić zamrożenie swoich rezerw zagranicznych z powodu sankcji, skutecznie delegując interwencję walutową na banki dostarczające ruble importerom energii.
„Rublizacja” rosyjskiego gazu prawdopodobnie przyczyniła się do odbudowy kursu waluty. Chociaż zasada obowiązkowej płatności została ogłoszona w kwietniu, to jeszcze dwa tygodnie temu dokładny termin jej wprowadzenia pozostawał nieznany. Jednak już samo ogłoszenie miało natychmiastowy wpływ na walutę. Od momentu osiągnięcia dołka w kwietniu, rubel umocnił się o ponad 50% w stosunku do euro dzięki rosnącemu popytowi zewnętrznemu na ruble w obrocie energią, a kurs wymiany jest obecnie na poziomie sprzed wojny w Ukrainie. Warto zauważyć, że od początku roku kurs rosyjskiego rubla osiąga najlepsze wyniki w stosunku do dolara (+30%) od początku roku.
Większość krajów europejskich przyjęła rozwiązanie płatnicze, które pozwala im zaspokoić rosyjski popyt bez naruszenia obecnych sankcji finansowych. Obecne rozwiązanie przewiduje, że w obsłudze płatności w twardej walucie „nieprzyjaznych importerów” pośredniczy Gazprombank (który z kolei przekazuje ruble Gazpromowi)[5]. Komisja Europejska wydała w minionym tygodniu zalecenie, w którym stwierdza, że taka płatność nie będzie naruszać obowiązujących restrykcji, jeżeli „operatorzy z UE […] wyraźnie oświadczą, że uważają swoje zobowiązania umowne za wypełnione w momencie wpłaty EUR lub USD do Gazprombanku [a nie po przeliczeniu płatności na ruble]”. Jednocześnie operator unijny powinien uzyskać od strony rosyjskiej potwierdzenie, że płatność została sfinalizowana niezwłocznie po dokonaniu przelewu w EUR/USD; oznacza to również, że operator unijny nie jest zobowiązany do uiszczenia opłaty za transakcję walutową (Wykres 4). W ten sposób importerzy unikają obrotu w rublach, który naruszałby obowiązujące sankcje.[6]
Wykres 4: Procedura proponowana przez CBR dla płatności w RUB
[opis rysunku]
Europejski dystrybutor gazu
Rosyjski bank nie objęty sankcjami
Rachunek w EUR
Rachunek w RUB
Zabezpieczenie
Pożyczka
Centralny Bank Rosji (CBR)
Źródła: Bruegel, CBR, Dział Analiz Allianz
Jednak pierwsze kostki domina w rosyjskim gambicie „rublizacji” gazu już upadły. Prawie miesiąc po ogłoszeniu, że „nieprzyjazne” kraje będą musiały płacić za importowany gaz w rublach, 27 kwietnia rosyjski państwowy gigant gazowy Gazprom odciął dostawy gazu do Polski i Bułgarii, ponieważ kraje te nie zgodziły się na nowe warunki płatności. Kilka tygodni później, 21 maja, po złożeniu wniosku o członkostwo w NATO odcięta została również Finlandia. Kraje odmawiające powoływały się na obawy, że zaproponowana przez rosyjski bank centralny „umowa o płatności na dwa rachunki” (za pośrednictwem Gazprombanku) może nadal naruszać obowiązujące sankcje. Niemniej jednak połączenie wszystkich trzech środków stanowiło de facto „interwencję walutową przez delegację” za pośrednictwem rosyjskich banków, zaspokajającą zewnętrzny popyt na ruble (przy ograniczonej sile rażenia CBR).
Czy aprecjacja rubla może wywołać odwrotny skutek?
Ostatni rajd rubla zaskoczył analityków finansowych, którzy spekulowali na temat dalszej presji sprzedaży. Rubel nawet na krótko umocnił się do poziomu 51 do dolara amerykańskiego, ostatnio widzianego w 2015 roku, po tym jak na początku marca na krótko spadł powyżej 150. Jednak płynność obrotu rublem drastycznie się zmniejszyła, a znaczna ilość rubli zmieniała właściciela po cenach spoza oficjalnego fixingu rubla przez CBR (Wykresy 5 i 6). Ponieważ obroty rublami prowadzone są na bardzo słabym rynku (i to głównie na rynku krajowym, biorąc pod uwagę dramatyczny spadek popytu poza Rosją spowodowany sankcjami), jego orientacyjny kurs może być mylący i świadczy o borykającej się z problemami gospodarce krajowej, która według prognoz w tym roku wpadnie w poważną recesję. Ponieważ większość eksportu energii jest denominowana w walutach obcych, silniejszy rubel szkodzi równowadze budżetowej rządu poprzez obniżenie wartości lokalnej waluty. Biorąc pod uwagę, że wygasły sankcje amerykańskie wyłączające płatności kuponów od rosyjskiego długu publicznego, pogarszający się bilans fiskalny może zachęcić Rosję do niewywiązania się ze spłaty zaległego zadłużenia, szczególnie biorąc pod uwagę jej szybko zmniejszającą się zależność od międzynarodowych rynków kapitałowych.
CBR wkroczył do akcji, aby poskromić ostatnią aprecjację rubla poprzez rozluźnienie polityki monetarnej. W ubiegły czwartek bank centralny Rosji obniżył główną stopę procentową o 3 punkty procentowe do 11% (z 14%) w związku ze spowolnieniem inflacji. Silniejszy rubel sprawił, że import stał się tańszy, co pomogło utrzymać na wodzy inflację, która w ostatnich tygodniach zaczęła się zmniejszać. Na dzień 20 maja roczna inflacja spowolniła do 17,5% z 17,8% w kwietniu, przy zauważalnym spadku przewidywań dotyczących inflacji. Trzecia obniżka stóp procentowych od początku kwietnia pomaga w dalszym odreagowaniu początkowej podwyżki stóp do 20% pod koniec lutego w celu ustabilizowania rubla po gwałtownym spadku jego kursu w początkowej fazie wojny w Ukrainie.
Źródła: Centralny Bank Rosji (CBR), Global Trade Information Services, Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Wykres 6: Rozbieżność pomiędzy oficjalnie ustalonym (CBR) i handlowym kursem wymiany RUB/USD
Źródła: Centralny Bank Rosji (CBR), Global Trade Information Services, Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Nasze modele wyceny walutowej sugerują, że rubel jest obecnie dość wysoko wyceniany (Wykres 7). W początkowej fazie wojny w Ukrainie gwałtowna dewaluacja rubla sprawiła, że stał się on jedną z najbardziej niedowartościowanych walut. Późniejsza silna aprecjacja nominalnego kursu waluty odwróciła ten trend. Mimo że obecne sankcje uniemożliwiają normalną interakcję między podażą a popytem, a tym samym utrudniają uzyskanie precyzyjnej oceny zewnętrznej, to uważamy, że niedawne ożywienie kursu rubla jest zasadniczo zgodne z podstawami, zwłaszcza dzięki zyskom w zakresie warunków wymiany handlowej, do których przyczyniły się wysokie ceny ropy i gazu. Duża nadwyżka bilansu obrotów bieżących (dzięki utrzymującemu się eksportowi energii przy zmniejszającym się imporcie spowodowanym sankcjami handlowymi) czyni Rosję szczególnym przypadkiem w porównaniu z kryzysami walutowymi w krajach wschodzących w przeszłości (kiedy te kraje wykazywały deficyt obrotów bieżących, po czym z czasem przywracały równowagę do nadwyżek; Aneks, Tabela 1).
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: Parytet siły nabywczej (PPP): odchylenie realnego efektywnego kursu walutowego (REER) od długoterminowej średniej; behawioralny model kursu równowagi (BEER): uwzględnia kluczowe czynniki cykliczne, takie jak warunki wymiany handlowej i produktywność, jak również zmienne fiskalne, takie jak stosunek długu do PKB, wpływające na zmiany REER; fundamentalny model kursu równowagi (FEER): łączy zmiany REER z dynamiką bilansu płatniczego, który ujmuje wszystkie przepływy finansowe i transakcje pomiędzy rezydentami i nierezydentami. Wynik „Końcowy” opiera się na wadze każdego modelu dla rubla rosyjskiego, uzyskanej na podstawie pierwiastka błędu średniokwadratowego (RMSE). Oznacza to, że modele z największymi błędami są karane.
Przy braku całkowitego embarga na rosyjski eksport ropy i gazu, silny bilans zewnętrzny będzie stanowił wsparcie dla rubla w przyszłości (Wykres 8). Nadwyżka bilansu obrotów bieżących Rosji nawet wzrosła, dzięki częściowo niezamierzonemu, spowodowanemu sankcjami zmniejszeniu importu. W przeciwieństwie do poprzednich kryzysów walutowych, Rosja była w stanie zgromadzić rezerwy dzięki ograniczonemu, ale ciągłemu handlowi energią w połączeniu ze ścisłą kontrolą kapitału, podczas gdy surowe sankcje doprowadziły do nieuniknionego zmniejszenia importu (w ten sposób również do ujarzmienia importowanej inflacji).[7] Rosyjskie nadzieje opierają się na zwiększeniu eksportu do krajów niezachodnich (głównie Chin i Indii). Wobec obowiązujących sankcji rosyjskie towary są obecnie sprzedawane z dyskontem (nawet w rublach), co może stanowić zachętę cenową. Indie podobno zwiększają zakupy, a Chiny również rozważają taką możliwość. W ślad za nimi mogą pójść również inne kraje, chociaż o mniejszym znaczeniu w całkowitym zużyciu ropy zwłaszcza, że nadciągające ryzyko kryzysu żywnościowego zagraża stabilności społecznej (np. Pakistan).
Wykres 8: Rosja – zmiany w bilansie płatności i rezerw
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz.
Jednak w ostatnich tygodniach warunki gospodarcze w Rosji nadal się pogarszają, ponieważ wojna na Ukrainie przedłuża się, a izolacja gospodarcza kraju wzrasta z powodu eskalacji sankcji. Oczekujemy, że w 2022 roku gospodarka rosyjska doświadczy głębokiej całorocznej recesji (-8% w 2022, a następnie dalszy spadek o -3% w 2023 roku; Wykres 9). Prawdopodobny wydaje się kolejny pakiet sankcji UE, obejmujący embargo na ropę naftową i odcięcie Sberbanku, głównego banku Rosji, od systemu SWIFT, który spowoduje dalszą izolację gospodarki. Możliwość nałożenia przez UE ceł na rosyjski eksport energii podczas stopniowego wycofywania się z importu ropy naftowej może znacząco wpłynąć na dochody państwa. Galopująca inflacja i wyższe stopy procentowe będą miały negatywny wpływ na wydatki konsumpcyjne, podczas gdy exodus kapitału zagranicznego w połączeniu z wyższymi stopami procentowymi uderzy w działalność inwestycyjną. Ponieważ ograniczenia pozostają w mocy, obecna presja wzrostowa na rubla prawdopodobnie osłabnie, ponieważ eksport energii stanie się mniej konkurencyjny, a pogarszające się perspektywy gospodarcze zaczną ciążyć na kursie walutowym. W przypadku nagłego ponownego otwarcia obrotów kapitałowych, rubel może poważnie stracić na wartości.
Zakres sankcji finansowych może mieć trwałe skutki dla światowej polityki gospodarczej
Zamrożenie rezerw walutowych dużej gospodarki jest bezprecedensowym posunięciem i może być prawnie kwestionowane – przy czym szanse powodzenia takiego zaskarżenia są prawdopodobnie mniejsze w UE niż w USA.[8] Może to również spowodować, że niektóre banki centralne będą się izolować od politycznego ryzyka sankcji finansowych, przesuwając swoje rezerwy poza zasięg amerykańskich oraz unijnych decydentów i organów nadzoru. Abstrahując od przekonań politycznych, fakt, że podmioty utraciły dostęp do swoich rezerw – nie mogą wypełniać swoich zobowiązań jako pożyczkodawcy ostatniej instancji i agenta rozliczeniowego w zakresie wymiany walut – rodzi pytania dla innych krajów, które mogą być zagrożone sankcjami finansowymi w przyszłości.
Wykres 10: Rozbicie rezerw banku centralnego (według walut).
Źródła: BIS, MFW, Dział Analiz Allianz.
Chociaż jest bardzo mało prawdopodobne, aby obecne wydarzenia mogły w najbliższym czasie zaszkodzić obecnemu systemowi finansowemu skoncentrowanemu na dolarze amerykańskim (lub dominującemu statusowi dolara), to w dłuższej perspektywie wpisują się w narrację o potencjalnym przejściu do innego reżimu monetarnego.
Chociaż w ciągu ostatniej dekady udział dolara amerykańskiego w aktywach rezerwowych banków centralnych zmniejszył się, pozostaje zdecydowanie dominującą walutą rezerwową na świecie (Wykres 10). Jako największa i najbardziej otwarta gospodarka z największym systemem finansowym, Stany Zjednoczone są głównym importerem kapitału na świecie (dwie trzecie światowych aktywów jest denominowanych w dolarach amerykańskich). Co więcej, ponad 40% światowego handlu jest fakturowane w dolarach amerykańskich (Wykres 11). Nawet euro nie jest bliskim substytutem dolara amerykańskiego. Niemniej jednak, pojawienie się Chin i szybko rozwijający się system finansowy, w tym digitalizacja systemów płatniczych nasuwa pytanie, czy dominacja dolara amerykańskiego i jego rola jako kotwicy w systemie monetarnym po Bretton Woods może z czasem zmaleć (Ramka 1).
Wykres 11: Otwartość finansowa
Źródła: Australijski Urząd Statystyczny, GeoNames, Microsoft, Navinfo, OpenStreetMap, TomTom, Chinn and Ito (2021), Dział Analiz Allianz. Uwaga: Wskaźnik Chinn-Ito (1 = całkowicie otwarty; 0 = całkowicie zamknięty). Górne wykresy przedstawiają ewolucję wybranych krajów w latach 1970-2019, natomiast mapy (dolne wykresy) pokazują kontrast pomiędzy obiema datami dla wszystkich krajów objętych badaniem.
Impulsem do takiej zmiany mogą być w szczególności następujące zjawiska, wynikające ze zbiegu zahamowania globalizacji na rzecz regionalizacji lub tworzenia bloków oraz rosnących rozbieżności między rozwiniętymi i wschodzącymi gospodarkami rynkowymi:
Geo-strategiczny onshoring i merkantylizm. Po kryzysie związanym z Covid-19, wojna w Ukrainie nie tylko doprowadziła do rozerwania rynków energetycznych i wzrostu cen towarów, ale także wywołała ponowne przemyślenia na temat wrażliwości globalnego handlu poprzez wydajne, ale złożone relacje w łańcuchu dostaw. Bolesne wnioski z kryzysu Covid-19, dotyczące zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw, zostały spotęgowane przez gospodarcze skutki sankcji handlowych i rosyjskich środków zaradczych. W przyszłości „wstrzymana” globalizacja, a nawet ryzyko deglobalizacji może spowodować, że polityka monetarna będzie musiała sprostać wyzwaniom związanym z zarządzaniem dynamiką inflacji w obliczu negatywnych wstrząsów po stronie podaży i wyższych cen spowodowanych przeniesieniem produkcji do kraju (onshoring).
Powstanie bloków regionalnych i rozbieżności między zaawansowanymi i wschodzącymi gospodarkami rynkowymi. Wojna w Ukrainie uwydatniła napięcia geopolityczne, co może doprowadzić do regionalizacji lub tworzenia bloków państw. Dalsze pogorszenie stosunków USA-Chiny, w tym niedawna retoryka dotycząca statusu Tajwanu, może doprowadzić do autoselekcji krajów, które mają lepszą pozycję strategiczną, aby chronić swój kanał handlowy poprzez ściślejsze powiązanie z USA lub Chinami.
Dywersyfikacja walut rezerwowych i ucieczka od dolara amerykańskiego. Państwa zagrożone potencjalnymi sankcjami w przyszłości (lub postrzegane jako takie ze względu na swoje ambicje geopolityczne) będą prawdopodobnie zaniepokojone skalą sankcji nałożonych na Rosję, szczególnie w odniesieniu do zamrożenia rezerw walutowych przechowywanych za granicą. Dywersyfikacja walut rezerwowych – coś, co już się zaczęło (Arslanalp, Eichengreen i Simpson-Bell, 2022) – oraz rozwój alternatywnych systemów płatniczych mogą stać się realną alternatywą, ponieważ kraje szukają zabezpieczeń. Obejmuje to również stosowanie walut lokalnych w wymianach dwustronnych, w których nie uczestniczy żaden z krajów posiadających waluty rezerwowe, co będzie miało miejsce głównie pomiędzy dużymi gospodarkami rynków wschodzących (np. stosowanie RUB i INR w transakcjach Indie-Rosja), ale również fakturowanie kluczowych światowych towarów w innych walutach (np. rublizacja gazu, petrojuan zamiast petrodolara).
Ogólnie rzecz biorąc uważamy, że w dającej się przewidzieć przyszłości dolar amerykański pozostanie główną walutą światową. Ogólnie rzecz biorąc uważamy, że w dającej się przewidzieć przyszłości dolar amerykański pozostanie główną walutą światową. Jego wpływ będzie się jednak z czasem prawdopodobnie zmniejszać na korzyść alternatywnych aktywów rezerwowych, w tym krypto-aktywów, oraz poza zakresem innych głównych walut w koszyku SDR (jen japoński, euro, funt szterling i chiński juan).
Ramka 1. Perspektywa chińska: malejące narażenie na militaryzację finansów
Sankcje nałożone na Rosję stanowią również lekcję dla Chin w obliczu rosnących napięć handlowych i geopolitycznych z USA, zwłaszcza w kontekście przyszłości Tajwanu. W szczególności nasuwają się dwa kluczowe pytania: (1) czy możliwe byłoby skoordynowanie skutecznych sankcji finansowych gospodarek zachodnich wobec Chin oraz (2) jeśli tak, w jaki sposób Chiny mogłyby się przygotować na taki obrót wydarzeń.
Odcięcie Chin od światowej gospodarki będzie z pewnością dużo trudniejsze do skoordynowania i dużo bardziej bolesne do wdrożenia, biorąc pod uwagę ich znacznie większe znaczenie i wzajemne powiązania w zakresie światowych inwestycji, handlu i finansów. Chiny odpowiadają za 12% światowego handlu towarami i usługami (w porównaniu z niecałymi 2% w przypadku Rosji). W pozostałej części świata wykorzystuje się chińskie środki produkcji o wartości prawie 1,3 bln USD; dla porównania, środki pochodzące z Rosji warte są mniej niż 400 mld USD (większość z nich to raczej towary, a nie wytworzone półprodukty). Ekspozycja banków w odniesieniu do Chin jest również znacznie większa (Wykres 12). Na koniec należy dodać, że udział zagranicznych inwestycji bezpośrednich Chin wynosi 5% całkowitej wartości światowej, w porównaniu z 1% w przypadku Rosji.
Wykres 12. Po lewej: Ekspozycja banków w odniesieniu do Chin i Rosji. Po prawej: Udział roszczeń z tych dwóch krajów w całkowitej wartości roszczeń zagranicznych (%)
Źródła: BIS, Dział Analiz Allianz
Pomimo ograniczonego pola manewru w perspektywie średnioterminowej, Chiny mogą próbować strategicznie oddzielić i/lub spróbować zdywersyfikować swoje rezerwy. W marcu 2022 roku Chiny posiadały amerykańskie obligacje skarbowe o wartości ponad 1 bln USD, tj. około 15% portfela w posiadaniu zagranicznym i 5% wszystkich obligacji. Szybka likwidacja tej ekspozycji bez wpływu na płynność rynku i wycenę wydaje się praktycznie niemożliwa.
Reformy strukturalne mogą pomóc Chinom przyspieszyć umiędzynarodowienie CNY od bardzo niskiego poziomu wyjściowego. W dłuższej perspektywie Chiny mogą rzucić wyzwanie dominacji dolara amerykańskiego, ponieważ CNY powoli staje się coraz bardziej powszechny:
· Transakcje finansowe. Według danych z systemu SWIFT, udział transakcji w CNY wyniósł na początku 2022 roku 3,2% w porównaniu z 1,7% dwa lata wcześniej.
· Fakturowanie wymiany handlowej. Udział całkowitej wymiany handlowej Chin rozliczanej w CNY wzrósł z 10% w 2012 roku (kiedy rozpoczęto raportowanie danych) do szczytowego poziomu 30% w III kwartale 2015 roku, po czym spadł z powodu obaw przed CNY w latach 2015-16. W ciągu ostatnich kilku lat udział ten wzrasta, z około 15% w 2017 roku do 21% na koniec 2021. Chiny mogłyby wykorzystać swoją kluczową pozycję w światowym handlu i łańcuchach dostaw do zwiększenia zastosowania swojej waluty.
· Rezerwy banku centralnego. Jeśli chodzi o globalne alokowane rezerwy walutowe, na koniec 2021 roku 2,8% stanowią aktywa denominowane w CNY. Wzrost ten jest wart odnotowania, ponieważ aktywa wyrażone w CNY zaczęły być konsekwentnie włączane do rezerw walutowych dopiero w IV kwartale 2016 roku (wraz z włączeniem tej waluty do koszyka IMF SDR). Udział CNY jest już wyższy niż dla CAD, AUD i CHF, ale nadal znacznie niższy niż dla USD i EUR (i o połowę niższy niż dla JPY).
· Swapy walutowe banku centralnego. Od 2009 roku Chiny podpisały dwustronne umowy swapów walutowych z 32 partnerami. Zawieranie kolejnych takich umów powinno w dalszym ciągu wspierać chiński handel i inwestycje oraz międzynarodowe wykorzystanie CNY.
W związku z internacjonalizacją CNY, Chiny mogą dążyć do dalszego rozwoju infrastruktury rynku finansowego. Pomimo znaczącego postępu, nie można jej uznać za poważną alternatywę dla istniejącego światowego systemu finansowego skoncentrowanego na USD. W 2015 roku Chiny stworzyły system płatności (CIPS), ale pozostaje on nadal niewielki. Amerykański odpowiednik (CHIPS) ma prawie 10 razy więcej uczestników i przetwarza 40 razy więcej transakcji. Dodatkowo CIPS nadal opiera się na międzybankowym systemie komunikacyjnym, jakim jest SWIFT. Pojawiają się jednak doniesienia o szybko rosnącym wykorzystaniu CIPS, a zwiększony udział zagranicznych banków w CIPS może sygnalizować rosnącą akceptację dla alternatywnej infrastruktury finansowej Chin. Chiny mogą potencjalnie stać się liderem w rozwoju waluty cyfrowej banku centralnego (CBDC), która może wypełnić część obecnego zapotrzebowania na infrastrukturę dla bardziej efektywnych transgranicznych transakcji bankowych (a tym samym zastąpić instytucje rozliczeniowe i SWIFT).
Ogólnie rzecz biorąc, znaczenie Chin dla gospodarki światowej i rosnący sektor finansowy sprawią, że prawdopodobieństwo, iż staną się one celem militaryzacji finansów będzie mniejsze. Niemniej jednak, Chiny powinny przyspieszyć reformy strukturalne, aby zwiększyć międzynarodowe wykorzystanie CNY i opracować alternatywy dla dominacji infrastruktury finansowej skoncentrowanej na dolarze amerykańskim. W dłuższej perspektywie wysiłki Chin mogą doprowadzić do powstania dwóch konkurujących ze sobą bloków finansowych (jeden skoncentrowany na USD, drugi na CNY), nakładających się na siebie, jeżeli utrzymają się powiązania handlowe i inwestycyjne, lub rozdzielających się w scenariuszu negatywnym..
ANEKS
Stany Zjednoczone
Unia Europejska
Wielka Brytania
Szwajcaria
Gospodarcze i finansowe
Zamrożenie rezerw walutowych rosyjskiego banku centralnego ( ukierunkowanie na nowe zadłużenie, przechowywane w depozycie za granicą)
Sankcje na rezerwy złota rosyjskiego banku centralnego, warte około 130 mld USD
Usunięcie większości rosyjskich banków z systemu SWIFT (blokuje finansowanie wymiany handlowej dla rosyjskiego eksportu/importu) i ograniczenia w działalności banków korespondentów
Sektor bankowy
Sberbank i Alfa Bank, które do początku kwietnia podlegały niższego szczebla sankcjom USA, zostały całkowicie zablokowane.
Bruksela rozszerza sankcje finansowe na Sberbank, co sprawia, że Gazprombank pozostaje jedynym pośrednikiem w zakresie europejskich płatności za energię.
Odcięcie banków od funtów szterlingów i uniemożliwienie rozliczania płatności za pośrednictwem Wielkiej Brytanii.
Uniemożliwienie bankom szwajcarskim przyjmowania depozytów > 100.000 CHF od obywateli Rosji.
Odcięcie głównych banków rosyjskich od amerykańskiego systemu płatniczego (m.in. Sberbank, VTB Bank)
Rozszerzenie wykluczenia z systemu SWIFT na Sberbank, Credit Bank of Moscow i Rosyjski Bank Rolny
Zamrożenie aktywów wszystkich rosyjskich instytucji finansowych, w tym Narodowego Funduszu Majątkowego
Zamrożenie aktywów osób i firm notowanych na giełdzie ze skutkiem natychmiastowym (obok zakazu nawiązywania nowych kontaktów biznesowych)
Rynki kapitałowe
Ograniczenia w zakresie wskaźnika zadłużenia do kapitału własnego dla kluczowych rosyjskich instytucji finansowych i przedsiębiorstw państwowych
Uniemożliwienie świadczenia usług inwestycyjnych w zakresie papierów wartościowych i instrumentów rynku pieniężnego (od 12 kwietnia)
Zakaz ratingu rosyjskich spółek przez agencje ratingowe UE oraz świadczenia usług ratingowych na rzecz rosyjskich klientów
Wielka Brytania odebrała Moskiewskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (MOEX) status uznanej giełdy papierów wartościowych, co utrudnia inwestorom dostęp do określonych korzyści podatkowych w przyszłości przy obrocie papierami wartościowymi na MOEX
Żadne zbywalne papiery wartościowe denominowane w euro nie mogą być sprzedawane rosyjskim osobom ani podmiotom
Tabela 1. Omówienie najważniejszych sankcji finansowych i handlowych nałożonych przez państwa zachodnie na Rosję
Tabela 1. Omówienie najważniejszych sankcji finansowych i handlowych nałożonych przez państwa zachodnie na Rosję (c.d.)
Stany Zjednoczone
Unia Europejska
Wielka Brytania
Szwajcaria
Handel i inwestycje
Handel i inwestycje Cofnięcie Rosji statusu MFN (odmowa normalnej ochrony w ramach WTO) umożliwia krajom G7 nakładanie znacznie wyższych ceł na rosyjski eksport (np. Kanada nałożyła cło w wysokości 35%)
Energia
Zakaz importu rosyjskiej ropy i gazu
Ograniczenie możliwości pozyskiwania środków finansowych na rynku amerykańskim dla dwóch głównych producentów gazu i ropy (obok ograniczeń dla Gazpromu)
Zakaz importu do Europy rosyjskiej ropy naftowej w ciągu sześciu miesięcy, a produktów naftowych do końca 2022 roku (jednak Węgry nadal są w tej sprawie głównym hamulcowym)
Zakaz importu węgla w całej UE
Stopniowe wycofanie importu rosyjskiej ropy, produktów ropopochodnych i węgla do końca 2022 roku
Przyjęcie sankcji podobnych do restrykcji dotyczących sprzętu dla przemysłu naftowo-gazowego, które UE wprowadziła od 2014 roku
Technologia
Dalszy nacisk na kontrolę eksportu poprzez ukierunkowanie na rosyjski przemysł morski i lotniczy, największego operatora transportowego i komunikacyjnego
Zakaz eksportu technologii krytycznych dla modernizacji rafinerii ropy naftowej oraz firm farmaceutycznych
Zawieszenie licencji na eksport produktów podwójnego zastosowania i ograniczenia w wymianie handlowej prowadzonej przez rosyjski przemysł zaawansowanych technologii (np. zasobów naturalnych i obronny)
Zakaz eksportu towarów i technologii związanych z sektorami lotniczym, kosmicznym i rafineryjnym (zgodnie ze środkami UE)
Przemysł
Dalszy nacisk na kontrolę eksportu poprzez ukierunkowanie na rosyjski sektor techniczny, morski, lotniczy i elektroniczny
Zakaz importu rosyjskich towarów luksusowych, wyrobów żelaznych i stalowych (wartość eksportu samej stali wynosi 3,3 mld)
Zakaz importu rosyjskich produktów z żelaza i stali oraz eksportu do Rosji technologii kwantowych, zaawansowanych materiałów i towarów luksusowych
Zakaz importu, transportu i zakupu wyrobów żelaznych i stalowych (w tym udzielania pomocy technicznej lub finansowej)
Tabela 2. Najważniejsze kryzysy walutowe na rynkach wschodzących: kluczowe wskaźniki makroekonomiczne dotyczące nierównowagi wewnętrznej i zewnętrznej
Obroty bieżące / PKB
Inflacja wskaźnika cen konsumenckich (CPI) w ujęciu rocznym
Państwowe zadłużenie zewnętrzne / PKB
Saldo fiskalne
Przed kryzysem
1 rok po /1
Przed kryzysem
1 rok po
Przed kryzysem
1 rok po
Przed kryzysem
1 rok po
MEX 1994
-5,4 %
0,6 %
7,1 %
48,5 %
16 %
24 %
-2,4 %
-2,4 %
THA 1997
-7,0 %
10,0 %
4,6 %
10,6 %
11 %
23 %
-1,7 %
-9,0 %
RUS 1998
-1,9 %
8,9 %
7,9 %
126 %
33 %
69 %
-7,4 %
-3,6 %
TUR 2001
-4,1 %
2,6 %
36,2 %
73,7 %
16 %
20 %
-8,4 %
-11,7 %
ARG 2002
-2,5 %
0,8 %
-0,5 %
28,0 %
29 %
74 %
-5,3 %
-1,9 %
RUS 2022
6,9%
10,3%
8,7 %
19,0%
3,5 %
4,4%
0,7%
-2,0%
Tabela 3. Najważniejsze kryzysy walutowe na rynkach wschodzących: omówienie reakcji w zakresie polityki państwa
Dewaluacja kursu waluty
Reżim kursowy
Polityka w zakresie zmiany efektywnej stopy
Środki kontroli kapitału 3/
Reakcja w zakresie polityki państwa
Wczesna reakcja /2
1 rok po
Przed kryzysem
1 miesiąc po
Maksimum*
MEX 1994
-40 %
-55 %
Powiąz. z USD
+20 pkt proc.
+55 pkt proc.
Nie
Wsparcie USA
THA 1997
-20 %
-38 %
Powiąz. z USD
+3,5 pkt proc.
+7,5 pkt proc.
Nie
Kredyt MFW
RUS 1998
-72 %
-75 %
Powiąz. z USD
–
duże wzrosty przed kryzysem
Tak
Pomoc MFW**
TUR 2001
-42 %
-50 %
Powiąz. z USD
+73 pkt proc.
+73 pkt proc.
Nie
Pomoc MFW
ARG 2002
-50 %
-70 %
Powiąz. z USD
+2 pkt proc.
+70 pkt proc.
Tak
MFW wstrzymał wsparcie
RUS 2022
-45 %
–
Zmienny
+11,5 pkt proc.***
+11,5 pkt proc.
Tak
Sankcje, zamrożenie rezerw
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. Uwaga: daty kryzysu = Meksyk 19/12/1994, Tajlandia 01/07/1997, Rosja 13/08/1998 i 25/02/2022, Turcja 21/02/2001, Argentyna 04/01/2002. Ponieważ zmienna salda fiskalnego ma charakter roczny, wartość przedkryzysowa pochodzi z roku, w którym wystąpił kryzys, jeżeli miał miejsce po 30/06, lub z roku poprzedzającego, jeżeli wystąpił przed 30/06. */ skumulowane, **/ niewystarczające, ***/ Efektywna zmiana stóp procentowych wynosi obecnie tylko +2,5 pkt. proc. po drugiej obniżce stóp procentowych przez CBR do 11%, co oznacza dalszy odwrót od podwyżki do 20% na początku kryzysu w celu ustabilizowania waluty. 1/ Jeden rok po w przypadku Rosji 2022 to szacunki Działu Analiz Allianz na koniec roku 2022. 2/ Wczesna reakcja oznacza maksymalne doświadczenie spadku w ciągu miesiąca od rozpoczęcia kryzysu. 3/ Aby uzyskać standardową miarę, przypisujemy „tak”, gdy indeks Chinn-Ito (Wykres 8) otwartości kapitałowej spadł w stosunku do okresu przed kryzysem
[1] Podobne środki (choć w różnym stopniu) były już podejmowane przeciwko mniejszym i słabiej rozwiniętym gospodarkom, takim jak Afganistan, Iran, Syria czy Wenezuela. Administracja USA zaproponowała na przykład niedawno wykorzystanie 7 mld USD z zamrożonych aktywów afgańskich na odszkodowania dla ofiar ataków z 11 września i na działania pomocowe.
[2] Środek ten ma również pośredni wpływ na transakcje między podmiotami rozliczane między bankami rosyjskimi i ich odpowiednikami zarejestrowanymi w krajach, które nie nałożyły sankcji finansowych na Rosję.
[3] Obecnie wymóg ten został obniżony do 50% w zależności od sektora, ponieważ główny cel został osiągnięty – a nawet spowodował umocnienie rubla w stosunku do okresu sprzed nałożenia sankcji.
[4] W czasie innych kryzysów walutowych wiele banków centralnych reagowało zbyt późno, starając się powstrzymać odpływ kapitału drenującego ich rezerwy ( lub, co gorsza, próbując bronić reżimu stałego kursu walutowego).
[5] CBR wyjaśnia procedurę, zgodnie z którą powinni działać „nieprzyjaźni” nabywcy zagraniczni tutaj. W związku z tym należy pamiętać, że Gazprombank posiada licencję i nadal prowadzi działalność w UE oraz Wielkiej Brytanii za pośrednictwem oddziałów w Londynie i Luksemburgu.
[6] Zewnętrzne rozważania na temat naruszenia sankcji i importu gazu z Rosji mogą również ustać, ponieważ (1) kraje UE wstrzymują import, ponieważ żądanie przez Rosję płatności w rublach (nawet w ramach powyższej procedury) stanowi naruszenie umowy lub (2) Rosja jednostronnie wstrzymuje eksport gazu jako środek odwetowy (co również stanowiłoby naruszenie umowy).
[7] W przeciwieństwie do poprzedniego kryzysu walutowego, tym razem niewiele zagranicznych artykułów stało się niedostępnych cenowo, lecz ich zakup stał się niemożliwy.
[8] W przeciwieństwie do USA, gdzie sankcje są prawnie chronione klauzulą bezpieczeństwa narodowego, w UE jurysdykcję nad sankcjami sprawują sędziowie, co sprawia, że są one łatwiejsze do podważenia w sądzie. Ponadto, UE opracowuje i zatwierdza sankcje, ale ich faktyczne wdrożenie należy do sądów krajowych i rządów. Na przykład w latach 2008-2015 UE przegrała około dwóch trzecich procesów dotyczących sankcji – dowiadujemy się z badania przeprowadzonego na zlecenie Parlamentu Europejskiego.
Rynek inwestycyjny jeszcze nie zdążył się do końca ustabilizować po pandemii, kiedy przed głównymi graczami sektora nieruchomości stanęły kolejne wyzwania. O ile wolumen transakcji inwestycyjnych, które zamknięto w I kwartale roku był wynikiem lepszym o 30% od analogicznego okresu w roku poprzednim, o tyle za większą część całości z ponad 1,65 mld euro odpowiadają 3 duże transakcje. Jakie konsekwencje może mieć wojna w Ukrainie na decyzje inwestorów w poszczególnych sektorach i kiedy możemy spodziewać pierwszych konsekwencji konfliktu za wschodnią granicą?
Wolumen transakcji inwestycyjnych, które zamknięto w I kwartale 2022 roku przekroczył 1,65 mld euro, co było wynikiem o 30% lepszym od analogicznego okresu w roku poprzednim. Warto jednak podkreślić, że około 70% tego wolumenu przypadło na trzy transakcje – nabycie budynku biurowego Warsaw HUB przez Google od Ghelamco oraz zbycie przez EPP ok. 50% udziałów w dwóch portfelach nieruchomości handlowych – do PIMCO i do I Group – w konsekwencji wycofania się EPP z giełd w Johannesburgu i Luksemburgu.
Analizując szczegółowo wolumen, bez uwzględnienia w nim trzech wspomnianych transakcji, w dalszym ciągu pozycję lidera utrzymuje sektor magazynowy. W pierwszych trzech miesiącach aktywa logistyczne zostały zakupione za kwotę około 190 mln. euro. Na drugim miejscu uplasował się sektor biurowy, w ramach którego sfinalizowano transakcje opiewające na 147 mln euro, a podium zamyka sektor handlowy, w który zainwestowana 75 mln euro.
„Pozytywny sygnał jakim jest stosunkowo wysoka wartość transakcji w pierwszym kwartale, dla obiektywnego komentarza należy przeanalizować nieco szerzej. Warto podkreślić, że sfinalizowane w pierwszym kwartale procesy negocjacyjne rozpoczęły się jeszcze w 2021 roku, a więc polski rynek inwestycyjny nie odnotował jeszcze konsekwencji wybuchu wojny w Ukrainie. Według naszych prognoz, skutki tego konfliktu będą widoczne nie wcześniej niż w III kw. tego roku, gdyż wielu inwestorów, którzy planowali rozpocząć procesy akwizycyjne w pierwszym kwartale, po wybuchu wojny zdecydowała się przyjąć strategię „wait and see”,” – komentuje Michał Grabara, Dyrektor w dziale Rynków Kapitałowych Knight Frank.
Stopy kapitalizacji w przypadku najlepszych wielonajemcowych obiektów magazynowych, zlokalizowanych w głównych obszarach koncentracji w Polsce, kształtowały się na stabilnym poziomie około 5,00-5,50%. Na bardziej atrakcyjne stopy oscylujące na poziomie 4,35-4,50% mogłyby liczyć projekty prime o dłuższych niż standardowe umowach najmu – powyżej 10 lat. Stopy kapitalizacji typu prime dla budynków biurowych oscylowały wokół 4,50% (potwierdzone transakcją pomiędzy Google a Ghelamco). W I kwartale 2022 roku nie było transakcji najlepszymi projektami typu prime z sektora handlowego, jednak można szacować, że gdyby takie negocjacje miały miejsce, projekty te osiągnęłyby stopę ok. 5,25%. Zdecydowana większość inwestycji w tym sektorze obejmowała mniejsze projekty (małe parki handlowe i centra typu convenience), które cieszą się niezmiennym zainteresowaniem ze strony inwestorów w ostatnich kwartałach.
„Z naszych obserwacji i wniosków wynika, że w kolejnych miesiącach na nastroje oraz decyzje inwestorów w dużej mierze będzie wpływać wojna w Ukrainie, a także konsekwencje, które będzie ona miała dla polskiej gospodarki. Już teraz mówi się, że niepewność związana z wybuchem wojny oraz wywołanym przez nią pogorszeniem się sytuacji w sektorze budowlanym będzie skutkować trudnością w pozyskaniu materiałów budowalnych oraz wzrostem ich cen i problemem z naborem pracowników z Ukrainy. W poprzednim roku, głównym zmartwieniem inwestorów był systematyczny wzrost inflacji i odpowiedź na ten trend ze strony Rady Polityki Pieniężnej w postaci serii podnoszonych stóp procentowych (zapoczątkowanej w październiku 2021 roku). Rezultatem tych działań był wzrost kosztów kredytów oraz spadek zwrotów z inwestycji. W związku z tym, w kolejnych miesiącach można oczekiwać spadku liczby rozpoczynanych budów w różnych sektorach nieruchomości w Polsce,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska, Dyrektor w dziale Badań Rynku Knight Frank.
Obserwowane obecnie niepewności będą miały swoje odzwierciedlenie w nadchodzących miesiącach. W średnim okresie może przełożyć się na ograniczoną podaż nowoczesnej powierzchni komercyjnej, co wytworzy presje na wzrost czynszów. Z drugiej strony, zauważalna w ostatnim czasie niepewność w gospodarce, rosnąca inflacja i w konsekwencji również stopy procentowe mogą wpłynąć na wyhamowanie wzrostów cen aktywów, a być może nawet lekką korektę stóp kapitalizacji.
Fiskus odmówił firmie odliczenia VAT od zakupu towarów i usług związanych z naprawą szkody powstałej z jej winy podczas prowadzonych robót ziemnych, ponieważ uznał, że wydatki te nie są związane z przedmiotem działalności firmy. Spółka wygrała jednak w sądzie.
Prawo do odliczenia VAT
Art. 5 ust. 1 pkt 1 ustawy o podatku od towarów i usług stanowi, iż opodatkowaniu VAT podlega odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług. Natomiast zgodnie z art. 86 ust. 1 podatnikom przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego (odliczenie VAT) w zakresie, w jakim w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych.
Wydatki na naprawę szkody wynikłej w trakcie prowadzonej przez firmę działalności
Trudniąca się wydobyciem węgla i wytwarzaniem energii elektrycznej oraz ciepła spółka akcyjna, czynny podatnik VAT, podczas wykonywania robót odwodnieniowych złóż naruszyła ziemię tak, że powstał w niej lej depresji powodujący obniżenie poziomu wód gruntowych. Władze gminy, na której terenie wykonywano prace podniosły, że spółka jest winowajcą zaistniałych w gminie niedoborów wody. Firma przyjęła odpowiedzialność i zadeklarowała naprawę szkody na własny koszt. Wystąpiła przy tym do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy będzie mogła odliczyć VAT od zakupu towarów i usług niezbędnych do jej naprawienia.
Naprawa szkody niezwiązana z przedmiotem działalności spółki
W wydanej we wrześniu 2021 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor KIS poinformował, że spółka jest w błędzie. Zdaniem organu wydatki poniesione na naprawę szkody nie mają bezpośredniego związku z prowadzoną przez nią działalnością, będą więc bezpośrednio służyły do wykonania czynności nieopodatkowanych podatkiem od towarów i usług, niepodlegających VAT, a zatem nie będą mogły zostać objęte odliczeniem w świetle art. 5 ust. 1 i art. 86 ust. 1 ustawy o VAT.
Ryzyko spowodowania szkody wpisane w prowadzenie działalności gospodarczej
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi stanął jednak po stronie przedsiębiorcy. Przytoczył przepisy działu VIII ustawy Prawo geologiczne i górnicze, stanowiące, że właściciel nieruchomości nie może się sprzeciwić zagrożeniom spowodowanym ruchem zakładu górniczego, który jest prowadzony zgodnie z ustawą. Ryzyko to rekompensuje właścicielowi przyznane mu uprawnienie żądania naprawienia wyrządzonej tym ruchem szkody. Zatem obowiązek przedsiębiorcy prowadzącego ruch zakładu górniczego do naprawienia szkody spowodowanej tym ruchem jest nałożony na niego ustawowo, zatem jest wpisany w ryzyko prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. Już tylko to jest wystarczające do stwierdzenia, że likwidacja szkód powstałych przy pracach górniczych jest standardowym elementem, wpisanym w charakter prowadzonej działalności. Zatem i wydatki poniesione na likwidację szkód pozostają w naturalnym związku z tą działalnością.
Rozumienie przepisów przez organ jest niezgodne z ich celem
Sąd zaakcentował, że dokonana przez organ podatkowy wykładnia przepisów prowadząca do ograniczenia prawa przedsiębiorcy do odliczenia VAT jedynie do wydatków poniesionych na nabycie towarów i usług służących dalszej odsprzedaży jest niezgodna z celem tych przepisów, jak i samym charakterem podatku VAT. Wydatki mogą mieć bowiem również pośredni związek z prowadzoną działalnością, jeśli całościowo są skorelowane z inwestycją. Potwierdzają to wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego: z 3 września 2019 r., sygn. akt I FSK 592/19, z 13 listopada 2013 r., sygn. akt I FSK 1606/12, z 31 sierpnia 2018 r., sygn. akt I FSK 1370/16.
Dla odliczenia VAT wydatki nie muszą mieć absolutnego związku z działalnością firmy
Łódzki sąd wskazał organowi podatkowemu przykład firmy, która prowadząc działalność wyłącznie opodatkowaną nabywa np. usługi sprzątania biura, czy środki czystości. Choć zakupy tych towarów i usług nie mają żadnego bezpośredniego związku z konkretną czynnością opodatkowaną VAT wykonywaną przez firmę, to jednak w szerszej perspektywie sprzątnięcie biura jest codziennym elementem prowadzonej przez tę firmę działalności.
„… wbrew temu, co przyjął organ (…) nie można absolutyzować wymogu istnienia bezpośredniego związku jako warunku odliczenia podatku naliczonego. W niektórych przypadkach bowiem związek tego rodzaju nie występuje, chociaż nabyte towary i usługi niewątpliwie służą wyłącznie czynnościom opodatkowanym” (wyrok WSA w Łodzi z 23 lutego 2022 r., sygn. akt I SA/Łd 926/21).
Podsumowanie
W tej sprawie sąd orzekł o jeszcze jednej bardzo istotnej kwestii. W uzasadnieniu swojego wyroku podkreślił, że organ podatkowy naruszył także przepisy prawa procesowego w postaci zasady zaufania, pomijając korzystny dla przedsiębiorcy element stanu faktycznego, czyli ustawowe obciążenie spółki odpowiedzialnością za szkody górnicze. To kolejny przykład
nadużyć fiskusa, który interpretuje przepisy w sposób niekorzystny dla przedsiębiorców, usiłując pozbawić ich prawa do odliczeń podatkowych, do których mają prawo.
Autor: adwokat Paweł Chmielowiec, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców.
Wiele firm poszukuje specjalistów z branży IT, jednak zwłaszcza na początku ścieżki zawodowej ciężko jest znaleźć ciekawą ofertę pracy. Dlatego zanim zaczniemy przeglądać ogłoszenia, powinniśmy przygotować sobie profesjonalne CV i portfolio prezentujące nasze umiejętności. Jak i gdzie skutecznie szukać pracy w branży IT? Podpowiadamy.
Po pierwsze: dobre CV i portfolio
Zwłaszcza osoby, które są dopiero na początku swojej ścieżki zawodowej i poszukują pracy w branży IT, powinny się przyłożyć, tworząc swoje CV i portfolio. Gdy nie możemy pochwalić się dużym doświadczeniem, powinniśmy wyeksponować w nim adekwatne do stanowiska kompetencje miękkie. Wśród nich wyróżnia się między innymi zdolność analitycznego myślenia, komunikatywność, asertywność, umiejętność pracy w zespole, czy pod presją czasu. Warto umieścić w nim również swoje dotychczasowe sukcesy i doświadczenia. W CV nie może zabraknąć też informacji o tym jakie języki programowania znamy i jakie narzędzia biegle obsługujemy.
W portfolio z kolei warto umieścić wszystkie swoje dotychczasowe największe sukcesy — może to być stworzenie strony internetowej, czy optymalizacja sklepu. Doświadczeni specjaliści w tym miejscu powinni zamieścić informacje o najważniejszych projektach, które zrealizowali oraz ich efektach.
Po drugie: branżowe portale z ogłoszeniami
Szukając pracy, warto rozpocząć od przeglądania ofert na dedykowanych platformach dla branży IT takich jak portal pracy it No Fluff Jobs. Strona ta jest bardzo przyjazna dla użytkownika, a przede wszystkim wymaga od pracodawców publikacji widełek wynagrodzenia, co pozwoli nam zaoszczędzić sporo czasu, ponieważ łatwo prześlemy CV jedynie w takie miejsca, które spełniają nasze oczekiwania finansowe. Ogłoszenia pogrupowane są na konkretne technologie lub poziom zaawansowania wymagany na stanowisku, co znacznie ułatwia wyszukiwanie ciekawych ofert. Portale, w których umieszczane są propozycje pracy dla wszystkich branż, warto zostawić sobie na sam koniec, kiedy wszystkie inne zawiodą.
Po trzecie: znajomi
Warto poinformować swoich znajomych, że obecnie poszukuje się pracy w branży IT. Być może mamy w swoim otoczeniu osoby, które wiedzą o wakatach w swojej lub zaprzyjaźnionej firmie. Nie ma nic złego w wykorzystaniu podczas poszukiwania pracy znajomości, ponieważ i tak będziemy musieli przejść rozmowę kwalifikacyjną, której wynik uzależniony jest od tego jak się na niej zaprezentujemy.
Często rekruterzy z branży IT poszukują pracowników z polecenia. Dlatego warto poszerzać stale swoją sieć kontaktów, ponieważ być może znane nam osoby w najbliższym czasie zostaną poproszone o rekomendacje, dzięki czemu zdobędziemy interesujące nas stanowisko.
Po czwarte: media społecznościowe
Media społecznościowe obecnie odgrywają znaczącą rolę w procesie rekrutacji. Zwłaszcza w branży IT większość rekruterów szuka na różnego rodzaju portalach potencjalnych kandydatów do pracy. Dlatego warto zadbać o to, aby w nich zaistnieć. Dobrze jest uzupełnić swój profil i umieścić w nim wszelkie informacje, które można znaleźć w CV, czyli ukończone szkoły, kursy, znane nam technologie i narzędzia, a także doświadczenie zawodowe.
Warto również poszerzać na takich portalach swoją sieć kontaktów i zapraszać do obserwowania nie tylko osoby, które znamy, ale również rekruterów i przedstawicieli branży IT. Dodatkowo po każdym wykonanym zleceniu można poprosić klienta o wystawienie rekomendacji na naszym profilu, ponieważ taka opinia stanowi potwierdzenie naszych umiejętności.
Po piąte: wydarzenia branżowe
Osoby, które poszukują pracy w IT, powinny brać udział w spotkaniach dedykowanych tej branży. Często odbywają się one w formie wykładów lub prelekcji podczas których można dowiedzieć się wiele o nowościach, czy sytuacji w danym sektorze. Dodatkowo jest to świetny sposób na poznanie przedstawicieli wielu firm i nawiązanie nowych znajomości. W trakcie takich meet-upów często pracownicy różnych przedsiębiorstw informują, że prowadzą rekrutację.
Ceny czarnego złota pozostają od wczoraj na wysokich poziomach. Bank Rezerwy Australii niespodziewanie podnosi stopy procentowe bardziej, niż wskazywały na to prognozy analityków. Od wczorajszego wieczora na głównej parze walutowej świata silnie odznacza się umocnienie dolara.
Ropa nie ustępuje
Wtorkowy poranek na ropie absolutnie nie sugeruje silniejszego odreagowania wczorajszego wzrostu cen. WTI i BRENT oscylują na poziomach niższych o maksymalnie 2$ w stosunku do wczorajszych szczytów. Analitycy wskazują dwa główne powody umocnienia czarnego złota w tym tygodniu. Pierwszy to oczywiście luzowanie obostrzeń w Chinach, czyli wzrost popytu na ten surowiec. Bezpośrednio z tym związana jest druga domniemana przyczyna wczorajszych wzrostów, a mianowicie podwyższenie przez koncern Aramco (największego eksportera ropy na świecie) cen surowca sprzedawanego do Azji i Europy. Podwyżka o 2,10$ na baryłce była dużo wyższa od spodziewanej zmiany o 1,50$.
Zawirowania na dolarze australijskim
Tuż po północy poznaliśmy indeks PSI dla usług w Australii, który osiągnął wartość 49,2. Jest to pierwszy w tym roku odczyt poniżej neutralnej wartości 50. Indeks PSI opracowywany jest na podstawie ankiet wypełnianych przez kadrę kierowniczą w około 200 firmach. Na jego podstawie prognozuje się aktywność sektora danej gałęzi gospodarki na przyszły miesiąc. Odczyty poniżej wartości 50 sugerują spowolnienie w stosunku do poprzedniego miesiąca i odwrotnie. Patrząc na wykresy EUR/AUD oraz USD/AUD, zauważyć można silne poranne osłabienie dolara australijskiego. Wygląda to tak, jakby na dzisiejszy odczyt z antypodów nałożyła się niepewność co do decyzji Banku Rezerwy Australii w związku z wysokością stóp procentowych w tym kraju. Po ogłoszeniu informacji o podwyższeniu stóp o 0,5% do poziomu 0,85%, AUD szybko odrobił stratę, lecz nadal utrzymuje się na poziomach nieco niższych niż sprzed porannego osłabienia.
Aprecjacja USD
Wczoraj po południu na głównej parze walutowej świata zeszliśmy poniżej poziomu 1,07$ i nie był to koniec. Dziś ruch ten był kontynuowany i zakończył się przy poziomach ok. 1.066$. Z technicznego punktu widzenia spadek ten mógł się zakończyć jeszcze niżej. Ostatni miesiąc wskazywałby na lokalne wsparcie w granicach 1.063$, jednak (po dzisiejszym muśnięciu 1,066$) euro wygląda tak, jakby w tym kierunku (póki co) nie chciało nawet patrzeć.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
Zakładamy, że kolejna podwyżka stóp o 75 pb. na jutrzejszym (8.06) posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej jest bardzo prawdopodobna. Przybywa jednak argumentów za tym, że tempo podwyżek w kolejnych miesiącach będzie wolniejsze.
Zdecydowana większość ekonomistów, w tym my, zakłada, że RPP w środę podniesie stopy o 75 pb. – do 6,0% w przypadku stopy referencyjnej. Byłby to ruch o takiej samej skali jak w maju, warto jednak zaznaczyć, że bank centralny wydaje się mieć skłonność do zaskakiwania i na trzech ostatnich zebraniach podnosił stopy o wartość inną niż zakładana przez konsensus.
Mając to na uwadze, nie bylibyśmy zaskoczeni podwyżką o 50 pb. Tempo podwyżek prawdopodobnie niedługo spadnie, szczególnie że gospodarka się ochładza. Wciąż jednak zakładamy, że stopa referencyjna zostanie podniesiona do ok. 7% w perspektywie kilku miesięcy.
Sygnały z RPP istotne dla złotego
Trudno dokładnie określić, co wycenia rynek w związku z nadchodzącym zebraniem, lecz przypuszczamy, że podwyżka mniejsza niż 75 pb. miałaby negatywny wpływ na złotego. Nawet ruch o tej skali może nie wystarczyć, by waluta od razu doświadczyła umocnienia.
Poza samym ruchem istotna dla złotego może być komunikacja banku – oświadczenie publikowane po decyzji i komentarze prezesa NBP Adama Glapińskiego na konferencji prasowej następnego dnia. Nie liczymy na żadne precyzyjne wskazówki, lecz będziemy uważnie wypatrywać wszelkich sygnałów, które mogą dać nam lepszy obraz skali przyszłych zmian stóp procentowych.
Wzrosty cen skłaniają do dalszych podwyżek stóp
Najważniejszym argumentem za kontynuacją podwyżek stóp w Polsce jest uparcie wysoka inflacja, która wciąż rośnie. Zgodnie ze wstępnym odczytem osiągnęła w maju 13,9%, co jest najwyższym poziomem od 1997 r. Momentum było silne – ceny wzrosły o 1,7% w skali miesiąca w porównaniu do 2% w kwietniu. Wzrosty cen w maju były szerokie. Najmocniej rosły ceny paliw, zaś tempo wzrostu cen żywności spadło z ogromnych 4,1% w skali miesiąca do 1,3%.
Wykres 1: Inflacja w Polsce (2012 – 2022)
Źródło: Bloomberg Data: 06.06.2022
Dane dotyczące inflacji bazowej zostaną opublikowane w połowie czerwca, wstępny odczyt sugeruje jednak, że wyniosła ona ok. 8,5% w porównaniu do 7,7% w kwietniu. Dynamika cen utrzymuje się znacznie powyżej celu NBP (2,5% ± 1 p.p.) i choć największy szok może już mijać, w krótkim terminie inflacja pozostanie najprawdopodobniej na nieakceptowalnie wysokim poziomie. Co więcej, perspektywy jej powrotu do docelowego przedziału są niewielkie nie tylko w tym, ale również w przyszłym roku.
Oznaki spowolnienia nie bez wpływu na decyzje NBP
Zeszłotygodniowy odczyt pokazał, że PMI dla przemysłu Polski spadł w maju do 48,5 pkt – najniżej od czerwca 2020 r. Spadek poniżej poziomu 50, który jest granicą rozdzielającą ekspansję i kurczenie się sektora, był niespodziewany.
Wykres 2: PMI dla przemysłu Polski (2019 – 2022)
Źródło: Bloomberg Data: 06.06.2022
Inne gospodarki regionu również odnotowały spadki indeksu, recesyjny wynik Polski odstawał jednak na ich tle. Większość pozostałych danych jest silna – PMI obejmuje tylko jeden, w dodatku nie najważniejszy, sektor. Niemniej część ekonomistów obawia się, że to punkt zwrotny dla gospodarki.
Naszym zdaniem te obawy nie są bezpodstawne, szczególnie biorąc pod uwagę wysoką inflację, zewnętrzne zagrożenia i globalne zacieśnianie polityki monetarnej. Spowolnienie gospodarki jest spodziewane, pytanie dotyczy tylko czasu jego wystąpienia i skali. Decydenci muszą mieć to na uwadze i prawdopodobnie będą coraz bardziej skupiać się na aktywności gospodarczej, szczególnie w drugiej połowie roku.
Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona w środę (08.06). Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego odbędzie się w czwartek o 15:00.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Kurs USD względem japońskiego jena wyszedł dziś na swe nowe 20-letnie maksimum powyżej poziomu 135 jenów i zbliżał się do poziomu swego szczytu z lutego 2002 (134,99 jenów). Euro po raz kolejny ustanawiało dziś 7-letnie maksimum względem japońskiego jena. Kurs euro wobec amerykańskiego dolara był stabilny (-0,04 proc.).
Pomimo większej niż oczekiwania ekonomistów skali podwyżki wysokości podstawowej stopy procentowej przez bank centralny Australii (o 50 punktów bazowych do 0,85 proc.). australijski dolar nie wykonywał dziś rano większych ruchów (USD/AUD -0,01 proc.).
Złoty lekko dziś słabł względem euro (+0,13 proc.) i dolara (+0,16 proc.).
Wczorajsza sesja na rynku akcji w USA zakończyła się lekkim wzrostem (S&P 500 +0,31 proc., Nasdaq Composite +0,4 proc.), ale dziś rano kontrakty na te indeksy oddawały te zyski (S&P 500 -0,37 proc., Nasdaq 100 -0,52 proc.).
Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś spadki. Najsilniej – o 1,63 proc. – zniżkował koreański Kospi. Największy wzrost – o 0,85 proc. – notował Shanghai B-Share Index.
W Europie również przeważały spadki (DAX –0,69 proc., CAC 40 -0,57 proc.). Najwyższy poziom w swej historii osiągnął dziś po raz kolejny turecki XU100.
Również na GPW oddawane były wczorajsze zyski (WIG-20 -0,93 proc.). Najniżej od ponad 2 lat były dziś ceny akcji Cyfrowego Polsatu i spółki Amica. Do najwyższego od 2010 roku poziomu doszły dziś ceny akcji Arctic Paper.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Kanady wyszła wczoraj na najwyższy poziom od 2011 roku (3,198 proc.). Również wczoraj najwyższy poziom od 2014 roku osiągnęła rentowność brytyjskich 10-latek (2,2575 proc.). Dziś rano swe nowe cykliczne maksima ustanowiły rentowności 10-letnich papierów skarbowych w Indiach i Południowej Korei.
Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie wyszła dziś na najwyższy poziom od 2008 roku. Ceny kontraktów na ropę naftową oscylowały w pobliżu najwyższych od marca poziomów (WTI +0,52 proc., Brent +0,49 proc.). Ceny kontraktów na biały cukier na ICE były dziś najwyżej od 2016 roku.
Bitcoin po silnym wczorajszym wzroście (+5,09 proc.) dziś jeszcze silniej (-6,09 proc.) spadał wracając poniżej poziomu 30000 USD.
Do zespołu i Zarządu Emmerson Evalaution dołączyła Agata Bazyly-Ciniewska. Jej zadaniem na nowym stanowisku będzie optymalizacja i rozwój działu sektora nieruchomości komercyjnych. Agata Bazyly-Ciniewska była związana z Emmerson Evaluation na początku swojej drogi zawodowej. Obecnie wraca z ponad 12-letnim doświadczeniem w obszarze nieruchomości i finansów.
– Przez ostatnie lata byłam odpowiedzialna m.in. za monitoring i zarządzanie zabezpieczeniami w banku. Zajmowałam się optymalizacją tych procesów, tak aby były czytelniejsze, a uzyskane dane były lepszej jakości. Tworzyłam i opiekowałam się również procedurami dotyczącymi zabezpieczeń klientów. Miałam okazję współpracować z wieloma specjalistami i analitykami, dzięki czemu mam szerokie spojrzenie na różne etapy procesów, które dotyczą wycen nieruchomości. Teraz chciałabym wykorzystać zdobytą wiedzę i doświadczenie do rozwoju na nowym stanowisku – mówi Agata Bazyly-Ciniewska, Członkini Zarządu Emmerson Evaluation.
W swoich działaniach jako Członkini Zarządu Emmerson Evaluation Agata Bazyly-Ciniewska zamierza skupić się na rozwinięciu sektora obsługi nieruchomości komercyjnych. Planuje popracować nad organizacją zespołu i skupić się na optymalizacji procesów wycen nieruchomości przy jednoczesnym wzroście ich jakości oraz wolumenu sprzedaży usług.
Powrót po latach
Ścieżka kariery Agaty Bazyly-Ciniewskiej już raz przecięła się z Emmerson Evaluation. Na początku swojej drogi zawodowej przez cztery lata pracowała w firmie jako Ekspert ds. wyceny nieruchomości we Wrocławiu. W roku 2014 na blisko 8 lat związała się z mBankiem, gdzie pełniła rolę m.in. Starszego specjalisty ds. wyceny nieruchomości, a następnie Starszego specjalisty ds. monitoringu i jakości zabezpieczeń. Doświadczenie zdobywała również pełniąc funkcję Product ownera w projektach wewnątrzbankowych. Jako analityk i specjalista w zespole zajmującym się wyceną nieruchomości mieszkalnych i komercyjnych, w tym analizą portfela nieruchomości klientów korporacyjnych i private bankingu, Agata Bazyly-Ciniewska była odpowiedzialna za poprawę jakości procesów bankowych związanych z monitoringiem zabezpieczeń oraz ich optymalizację pod kątem efektywności czasowej i jakościowej.
Agata Bazyly-Ciniewska ukończyła studia magisterskie na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu ze specjalizacją Gospodarka nieruchomościami. Na stanowisku Członka Zarządu Emmerson Evaluation zastąpi Michała Mrowca, który rozstał się z firmą pod koniec 2021 r.
Jeszcze kilka tygodni temu głównym źródłem zmartwień sektora turystycznego była wojna w Ukrainie i brak rezerwacji turystów z zagranicy. Obecnie sytuacja wojenna nieco się uspokoiła, ale hotele i gastronomia nadal znajdują się w poważnym potrzasku. – Inflacja jest dla turystyki większym zagrożeniem niż COVID i wojna w Ukrainie. Polaków po prostu coraz częściej nie stać na urlop nad morzem. Kondycja konsumentów odbija się bardzo mocno na przedsiębiorcach, którzy coraz częściej zgłaszają nam, że sytuacja jest trudna. Nie brakuje odwoływanych rezerwacji. Pojawiły się także inne zwiastuny tego, że Polacy będą oszczędzać na urlopach np. rezygnują z posiłków w restauracjach czy z kupowania pamiątek czy korzystania z wakacyjnych rozrywek – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
„Przedsiębiorcy wiedzą, że nie mogą przerzucać kosztów na klienta, bo wychodzą z tego później „paragony grozy”, a one jeszcze mocniej odstraszają turystów”
Sytuacja sektora turystycznego od 2020 roku jest bardzo trudna do jednoznacznego oszacowania. Z jednej strony COVID zabierał turystów, a z drugiej napędzał popyt wewnętrzny i obecność turystów z Polski nad Bałtykiem. W tym roku perturbacje spowodowała wojna, ale i rosnąca inflacja i galopujące stopy procentowe.
– Obecność turystów z Polski w kurortach turystycznych będzie na pewno słabsza niż w ubiegłym roku. Wysoka inflacja, rekordowe ceny paliwa, galopujące raty kredytów, brak bonu turystycznego. Polacy rezygnują z urlopów, bo zmuszeni są do oszczędzania. To w naturalny sposób odbija się na przedsiębiorcach. Tracą hotelarze, tracić będą również przedstawiciele gastronomii czy szeroko rozumianego sektora rozrywkowego. W kurortach powstało wiele przedsiębiorstw, które utrzymują się z tego, ile pieniędzy zostawią u nich turyści, a Ci na pewno nie są tak skłonni do wydawania pieniędzy jak jeszcze rok temu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.
– Hotelarze nie podnieśli cen radykalnie. Problem ma gastronomia, bo tutaj ceny produktów i koszty pracownicze są kilkadziesiąt procent wyższe niż przed rokiem. Przedsiębiorcy wiedzą, że nie mogą przerzucać kosztów na klienta, bo wychodzą z tego później „paragony grozy”, a one jeszcze mocniej odstraszają turystów. Gofry nie mogą kosztować 20 złotych, a gałki lodów 7 złotych. Przestrzegamy jako Izba przedsiębiorców, by nie nakręcać spirali, która mocno odbija się na całym sektorze turystycznym – mówi Hanna Mojsiuk.
Polscy turyści oszczędzają. Powodem wysokie ceny i rosnące zobowiązania kredytowe. „Negocjują ceny, rezygnują z wyżywienia”
Jak mówi ekspert Północnej Izby Gospodarczej ze Świnoujścia, dyrektor zarządzający hotelu Hamilton Roman Kucierski, sytuacja branży hotelarskiej nie jest najlepsza. – Nad morze powoli wracają turyści z Niemiec, co jest dobrym zwiastunem, bo jeszcze miesiąc temu był z tym problem. Kiedy udało się delikatnie opanować konsekwencje wojny to problemem stała się galopująca inflacja i fakt, że Polscy turyści naprawdę oszczędzają na wakacjach – wyjaśnia ekspert. – Pojawiają się próby negocjacji cen. Inflacja jest czynnikiem jeszcze mocniej wstrzymującym decyzje turystyczne niż wojna. Ludzie cały czas są w zawieszeniu: co będzie dalej? Wakacje są jednak towarem luksusowym. Nie myślimy o urlopach, gdy skaczą nam do góry raty kredytu czy kiedy nagle okazuje się, że nie mamy z czego oszczędzać – przyznaje Kucierski.
Andrzej Mielcarek, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Koszalinie mówi, że sektor turystyczny w pasie nadmorskim nie panikuje, bo obłożenie nie jest złe, ale na pewno nie można mówić, że jest to czas spokojny dla branży. Najpierw pandemia, potem wojna, a teraz galopująca inflacja i wzrosty cen powoduje, że klienci bardzo oszczędzają.
– Mamy informacje szczególnie od mniejszych hoteli i pensjonatów, że sytuacja nie jest najlepsza. Hotele luksusowe, adresujące swoją ofertę do bogatych turystów i osób z zagranicy, nie narzekają na obłożenie – mówi Mielcarek. – Mamy informacje o odwoływanych rezerwacjach czy o tym, że turyści preferują rezerwacje apartamentów czy pokojów hotelowych bez opcji z wyżywieniem. Szukają również oszczędności na rozrywkach. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i na pewno wiele rodzin, widząc swoją sytuację finansową będzie podejmowało decyzje o rezygnacji z wakacji albo o wakacjach zdecydowanie skromniejszych – mówi prezes Izby w Koszalinie.
Jak informuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych, od stycznia do marca br. przeprowadzono ponad 7300 kontroli płatników składek. To o przeszło 4 tys. procent więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Ostatnio najwięcej takich działań podjęły oddziały Warszawa I, Kraków oraz Lublin, a najmniej – Słupsk, Piła i Gorzów Wielkopolski. Eksperci komentujący te dane nie są zaskoczeni wzrostem, ponieważ przede wszystkim łączą go z procesem wychodzenia z pandemii. Jednocześnie prognozują, że w najbliższym czasie liczba kontroli nie spadnie, a może nawet się zwiększy, bo urzędnicy będą chcieli wrócić do stanu sprzed obostrzeń związanych z COVID-19.
Powrót kontroli
Według danych udostępnionych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, w I kw. br. przeprowadzono 7302 kontrole płatników składek. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było ich tylko 168, czyli nastąpił wzrost o przeszło 4,2 tys. procent. Jak stwierdza Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ten wzrost wynika z powrotu do normalności po okresie pandemii. Jeszcze na początku 2021 roku liczba prowadzonych kontroli była symboliczna. To miało związek z koniecznością zachowania dystansu społecznego i brakiem możliwości prowadzenia działań w terenie. Trudno wyobrazić sobie kontrolę prowadzoną wyłącznie w sposób zdalny.
– W ub.r. firmy miały mnóstwo problemów, m.in. nieobecności pracowników związane z chorobą i kwarantanną czy zerwane łańcuchy dostaw. To nie był dobry moment na kontrole ZUS-u, bo one tylko powodowałyby stany napięć. Warto jednak przypomnieć, że w przyszłości im więcej będziemy mieli samokontroli, tym mniejsza będzie potrzeba kontroli zewnętrznej. Nie można tolerować łamania prawa, bo bezkarność powoduje, że zjawisko nieprzestrzegania przepisów się rozlewa – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.
Według Łukasza Kozłowskiego, 7,3 tys. kontroli w ciągu kwartału nie szokuje. Przed pandemią liczba takich działań malała z roku na rok. W całym 2015 roku przeprowadzono ich 81 tysięcy, a w 2019 roku – 55 tysięcy. Jak przekonuje ekspert, wynika to z coraz skuteczniejszej analizy ryzyka oraz trafniejszego typowania podmiotów do kontroli. ZUS coraz rzadziej kontroluje „na ślepo”. Natomiast częściej prowadzi działania jedynie w przypadku wystąpienia konkretnych przesłanek uzasadniających dokonanie pewnej weryfikacji. To oczywiście pozytywny kierunek, dzięki któremu firmy doświadczają mniejszych utrudnień w bieżącym prowadzeniu działalności ze względu na kontrole.
– Wzrost liczby kontroli rdr. jest ogromny. Oprócz czynników pandemicznych w latach 2020-2021 ZUS brał udział także w rozliczeniach środków z tarcz antykryzysowych. Pomoc państwa odbywała się m.in. w zakresie zwolnień i dofinansowań do składek. Na etapie rozpatrywania wniosków, Zakład był instytucją, która weryfikowała poprawność formalną wielu warunków ubiegania się o wsparcie. Obecnie przyszedł zapewne czas na weryfikowanie zasadności uzyskanej pomocy. Stąd tak duże wzrosty – analizuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.
Oddziały w akcji
Uwzględniając dane z 43 Oddziałów ZUS-u, widać, że w pierwszym kwartale br. najwięcej kontroli płatników składek przeprowadziła Warszawa I – 308 (w I kw. ub.r. – 0). Dalej plasuje się Kraków – 307 (4), Lublin – 307 (7), Gdańsk – 281 (0) oraz Toruń – 277 (11). Natomiast na końcu listy znajduje się Słupsk – 53 (3), Piła – 58 (3), Gorzów Wielkopolski – 67 (1), Siedlce – 79 (0) oraz Sosnowiec – 83 (0). Ponadto najniższy tegoroczny wynik zanotowany w Słupsku jest większy od najwyższego w I kw. 2021 roku, który wystąpił w Opolu. Od stycznia do marca 2021 roku 14 Oddziałów nie przeprowadziło żadnej kontroli w tym zakresie, a w czterech przypadkach wynik jest dwucyfrowy (od 10 do 17).
– Zróżnicowanie natężenia kontroli w różnych oddziałach w tym roku jest zupełnie zrozumiałe, bo mamy różny potencjał przedsiębiorstw w poszczególnych Oddziałach. Specjalnie nie używam określenia „liczba” przedsiębiorstw, tylko „potencjał”. Na danym obszarze może być bardzo wiele firm i to w dodatku dużych, a liczba i wielkość mają przecież wpływ na natężenie kontroli – mówi ekspert z Konfederacji Lewiatan.
Jak dodaje Łukasz Kozłowski, w największych polskich metropoliach, takich jak Warszawa czy Kraków, koncentruje się najbardziej intensywna działalność gospodarcza. W nich zatrudnianych i zgłaszanych do ubezpieczeń jest najwięcej pracowników. Tam też największe przedsiębiorstwa mają swoje główne siedziby.
– Znaczny wzrost liczby kontroli dotyczył przede wszystkim dużych miast, w których znajdują się największe skupiska firm, zwłaszcza związanych z gastronomią, turystyką oraz rozrywką. Obostrzenia covidowe dotknęły je najbardziej – dodaje Marek Niczyporuk.
Nadciągają kontrole
Jak podkreśla Jeremi Mordasewicz, kiedyś pojawił się pomysł, żeby nie kontrolować przedsiębiorców zatrudniających poniżej 10 osób, bo ewentualne nieprawidłowości są niewielkie. Ale niestety poczucie bezkarności powoduje upowszechnianie się złych zachowań. Według eksperta, kontrole powinny być jednak możliwie mało uciążliwe i odbierane jako sprawiedliwe. Inaczej należy spojrzeć na wykroczenie wynikające z niejasności przepisów niż na oczywiste łamanie prawa i w dodatku w sytuacji recydywy. Trzeba też zadbać o jednoznaczność i stabilność regulacji dot. ubezpieczeń społecznych.
– Należy spodziewać się stabilizacji liczby kontroli w kolejnych kwartałach, a nawet ich pewnego wzrostu. Wynika to z całkowitego zniesienia obostrzeń związanych z pandemią, które utrudniały lub uniemożliwiały prowadzenie czynności w siedzibie płatnika. Być może tymczasowe zintensyfikowanie będzie miało związek ze swego rodzaju nadrabianiem zaległych działań, które nie zostały przeprowadzone ze względu na pandemię – stwierdza główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Zdaniem Marka Niczyporuka, liczba kontroli nie spadnie, lecz utrzyma się na podobnym poziomie jak w pierwszym kwartale br. Wpłynie na to nie tylko wsparcie udzielone w ramach tarcz antykryzysowych. Przyczynią się do tego również zmiany w zakresie kontroli zwolnień lekarskich. Do tego dochodzą jeszcze wprowadzone regulacje PPK i masowe wręcz rezygnowanie z nich pracowników i pracodawców.
– Spodziewam się, że kontrole będą coraz lepiej adresowane, skupią się na firmach, gdzie jest uzasadnione podejrzenie łamania przepisów. Jeżeli przestaniemy kontrolować dopływ składek, to pogłębi się chroniczny deficyt systemu ubezpieczeń społecznych, tym bardziej że rząd oferuje kolejne świadczenia socjalne, np. tzw. trzynastą i czternastą emeryturę, nie dbając o zrównoważenie dochodów i wydatków. Przecież pracujący nie płacą dodatkowych składek – trzynastej i czternastej. W takiej sytuacji pogłębia się deficyt systemu ubezpieczeń społecznych – podsumowuje były członek Rady Nadzorczej ZUS-u.
Escola przedstawiła wyniki finansowe za I kwartał 2022 roku. Spółka wypracowała 2,1 mln zł przychodów. Firma w raportowanym okresie rozwijała działalność w dwóch głównych obszarach – rozwój spółek zależnych (Venture Building) i jako software house. Pozyskała również znaczącego inwestora dla spółki, Marcina Kuśmierza. Spółki zależne w perspektywie 1-3 lat mogą stać się niezależnymi segmentami Grupy Kapitałowej. Firma podtrzymuje plan debiutu na rynku NewConnect w 2022 roku.
– Wypracowaliśmy przychody na poziomie 2,1 mln zł, i 1,1 mln straty EBITDA w I kwartale 2022 roku, zgodnie z zapowiadanymi inwestycjami, które mają wpływ na zysk spółki. Ostatnie miesiące były dla nas czasem rozbudowy grupy kapitałowej między innymi o wysokiej klasy programistów i rozwój spółek zależnych. Rośniemy nie tylko przez spółki zależne, ale i bazową działalność usługową software house – mówi dr Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola. – Od początku 2022 roku rośnie także sprzedaż naszych usług. Szacujemy, że od stycznia do maja wygenerowaliśmy ponad 5,4 mln zł przychodów. Prognoza za sam maj to już 1,68 mln zł przychodu, a więc więcej niż styczeń i luty razem wzięte.Na zyskGrupy Kapitałowej wpływ mają spółki zależne, w które mocno inwestujemy. Dążymy do tego, by w przyszłości spółki te stały się niezależnymi, istotnymi dla rynku firmami – dodaje Krzysztof Wojewodzic.
Escola S.A. planuje zadebiutować na giełdzie w 3 lub 4 kwartale 2022 roku. Spółka zrealizowała wszystkie cele emisyjne z kampanii crowdfundingowej w 2021 roku. Escola rozwija się poprzez usługi software house, a także fuzje i przejęcia oraz venture building. Dotychczas firma przejęła m.in. firmę ClickMaster z Krakowa, stając się właścicielem marki konferencji Mobile Trends, a w kwietniu przyjęła do Escola doświadczony zespół programistów z katowickiej spółki IT.focus. Spółka rozwija również działalność w kierunku data science i segment związany z konsultingiem IT. W skład spółek zależnych grupy kapitałowej Escola wchodzą: aplikacja Frivo rozwijana przez Frivo Sp. z o.o, aplikacja Meetinga.com, platforma e-learnignowa Wellms.io, platforma kursów on-line MyVOD.io oraz platforma e-commerce Heseya.
– Pierwszy kwartał tego roku był bardzo dynamiczny. Dołączył do nas Marcin Kuśmierz, najpierw jako członek rady nadzorczej, a od niedawna jako znaczący inwestor. Rozwijamy nasze spółki zależne i prowadzimy rozmowy z inwestorami. W nadchodzących miesiącach chcemy skoncentrować się również na debiucie giełdowym i podpisaniu inwestycji z funduszami do spółek zależnych – dodaje dr Krzysztof Wojewodzic.
W ubiegłym roku Escola zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek, a 8. miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”. Escola uplasowała się również na 6. miejscu w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch ze średnim wzrostem przychodów wynoszącym 180 proc. za lata 2019-2020.
Eksperci zgodnie twierdzą, że rozwój platform marketplace jest największą zmianą od czasu pojawienia się handlu elektronicznego w latach 90. Już w 2025 r. sprzedaż za pośrednictwem platform może odpowiadać za połowę transakcji w handlu detalicznym i podróżach. Ponadto polski rynek, obok amerykańskiego i brytyjskiego, jest uznawany za jeden z najbardziej atrakcyjnych pod kątem rozwoju platform. Ten model jest szczególnie korzystny dla małych i średnich firm, które aby oferować swoje produkty i usługi, nie potrzebują tworzyć własnych narzędzi i struktur sprzedażowych. Coraz częściej mniejsi przedsiębiorcy rezygnują z własnych stron internetowych, wykorzystując do prezentacji oferty właśnie wspomniane platformy marketplace.
Według raportu Digital 2022 Global Overview Report w ciągu ostatnich 10 lat liczba użytkowników korzystających z internetu wzrosła ponad dwukrotnie z 2,18 mld do 4,95 mld. Ta ogromna społeczność stanowi kluczowy rynek sprzedaży produktów i usług zarówno dla światowych gigantów, jak i dla lokalnych firm. O ile największe marki mogą sobie pozwolić na wydanie setek milionów na promocję, zaawansowane narzędzia marketingowe i rozbudowane struktury sprzedaży, o tyle mniejsze biznesy muszą radzić sobie w inny sposób.
Rozwiązaniem dla firm, które nie są gotowe, aby walczyć na równi z globalnymi graczami, są platformy agregujące w jednym miejscu produkty lub usługi. Wystarczy spojrzeć na światowych liderów w tym segmencie, jak Amazon, Airbnb, z których usług korzystają miliony internautów. Również w Polsce mamy do czynienia z platformami, które na stałe zadomowiły się w świadomości użytkowników. Liderem w kategorii e-commerce jest Allegro, który to serwis według danych Mediapanel w marcu 2022 odwiedziło ponad 22 mln użytkowników. Wiodącym internetowym marketplace dla szerokiego spektrum usług działającym w modelu na żądanie jest Oferteo, które w ostatnim roku obrotowym obsłużyło 1,35 mln zleceń.
– Od blisko dekady jesteśmy zdecydowanym liderem w kraju pod względem liczby wizyt użytkowników. W porównaniu do konkurencji – mamy 68 proc. udział w segmencie marketplace’ów obsługujących rynek usług. Z roku na rok obserwujemy coraz większą rolę platform zarówno wśród użytkowników, jak też – w naszym przypadku, wykonawców i dostawców usług. Dzięki tak dużej bazie naszych partnerów możemy pochwalić się 10 milionami nawiązanych kontaktów pomiędzy zlecającymi a wykonawcami od początku naszej działalności – opisuje Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.
Zgodnie z raportem firmy OC&C do 2025 r. rozwój platform jeszcze przed nami, zwłaszcza w wyspecjalizowanych sektorach, w których nie ma jeszcze dostatecznej konsolidacji. Analitycy w swoim raporcie uwzględnili Polskę wśród najbardziej obiecujących rynków lokalnych do rozwoju platform marketplace. Wyszczególniono w zestawieniu takie atuty, jak wysoka popularność internetu, ugruntowana infrastruktura oraz zróżnicowana baza nabywców.
Kluczem sukcesu platform jest model biznesowy opierający się na umożliwieniu interakcji między stronami podaży i popytu dzięki wykorzystaniu efektu sieciowego, który znacząco obniża koszty prowadzenia biznesu. Ekspozycja produktu dla większej grupy klientów, zaawansowany interface czy wsparcie obsługi sprzedażowej to tylko niektóre korzyści, które zachęcają małe i średnie firmy do związania się z platformami. Coraz częściej ekosystem platform zastępuje podstawowe narzędzia, takie jak strona internetowa czy pozycjonowanie w wyszukiwarkach.
Przykładem jest między innymi platforma Oferteo, na której przedsiębiorca tworzy swoją dedykowaną wizytówkę z najważniejszymi informacjami, na kształt podstawowej strony internetowej.
– Możliwość kompleksowej prezentacji oferty firmy stanowi bardzo dużą wartość dla przedsiębiorców, którzy zakładają konto na Oferteo. Intuicyjny interfejs pozwala stworzyć dedykowany profil, który z powodzeniem może zastąpić stronę www firmy. Platforma stanowi również silne narzędzie reklamowe dla naszych klientów, pozwalające pozyskać wiele zleceń, bez potrzeby posiadania własnej strony www – ocenia Karol Grygiel. – Wraz z rozwojem mechanizmów dostępnych na platformach już niedługo możemy być świadkami zmiany podejścia do stron internetowych, zwłaszcza wśród małych i średnich firm, które całkowicie przeniosą swoje produkty lub usługi właśnie do środowiska marketplace – dodaje członek zarządu Oferteo.
Pewne jest to, że aktualnie platformy marketplace stanowią niezwykle ważną przestrzeń dla kupujących, ale stwarzają również możliwości rozwoju dostawcom produktów i usług, dla których niejednokrotnie jest to podstawowe narzędzie sprzedażowe. Rozwój tego rodzaju platform jest nieunikniony. Wraz z postępem technologicznym możemy spodziewać się kolejnych mechanizmów zwiększających doznania zakupowe. Znakomitym przykładem jest metaverse, którego możliwości już teraz są testowane w e-commerce, a to dopiero początek.
Stopniowo, ale systematycznie – tak rośnie liczba postępowań o udzielenie zamówień publicznych, które uwzględniają aspekty społeczne, wynika z analizy Sprawozdań Prezesa UZP o funkcjonowaniu systemu zamówień publicznych z ostatnich lat. Z roku na rok rynek i jego uczestnicy oczekują jednak coraz większego zaangażowania od firm. Dlatego coraz częściej mówi się o nowych, społecznych kryteriach jakościowych, które jeszcze w tym roku mają zostać zgłoszone do Prawa Zamówień Publicznych.
Badania potwierdzają rosnące wymagania Polaków względem zaangażowania społecznego biznesu, jednocześnie wskazując na korzyści z tym związane. Zgodnie z raportem „Filantropia Korporacyjna w Europie Środkowo-Wschodniej”, który został stworzony przez Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, UN Global Compact Network Poland, Kantar Polska oraz kancelarię Dentons, aż 69% Polaków oczekuje od firm większego zaangażowania w działania odpowiedzialne społecznie, a ponad połowa z nas (56%) decyduje się nagradzać marki społecznie odpowiedzialne, kupując ich produkty i usługi. Potrzebę rozwoju społecznej odpowiedzialności firm zgłaszają zarówno konsumenci, jak i kluczowe organizacje, które kształtują rynek zaangażowania społecznego w Polsce. To między innymi przedstawiciele przedsiębiorstw, organizacji zrzeszających firmy rodzinne, fundacji korporacyjnych, świata akademickiego oraz krajowych i międzynarodowych organizacji animujących zaangażowanie społeczne w kraju i regionie.
– Zwiększenie udziału działalności społecznej przedsiębiorstw w kryteriach wyboru partnerów i dostawców podczas przetargów publicznych to realna szansa na premiowanie firm, które swoim zaangażowaniem dają dobry przykład innym. Tak mogłoby się stać, gdyby do prawa zamówień publicznych został wprowadzony zapis umożliwiający przyznawanie dodatkowych punktów wykonawcom, którzy prowadzą i wykazują działania społecznie odpowiedzialne. Zeszłoroczne badania wskazują, że jest to wyraźny postulat środowiska – mówi Anna Korzeniewska, założycielka Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.
Na korzyści związane ze stosowaniem klauzul społecznych zwraca uwagę również Polityka Zakupowa Państwa. W dokumencie wskazuje się, że preferowanie w zamówieniach publicznych firm, które uwzględniają w swojej działalności aspekty społeczne, służy promocji społecznej odpowiedzialności wśród przedsiębiorstw.
Czy polskie firmy są społecznie odpowiedzialne?
Z danych publikowanych corocznie przez Prezesa UZP wynika, że udział społecznych zamówień publicznych z roku na rok rośnie, tak samo jak rośnie liczba zamawiających, którzy uwzględnią aspekty społeczne w postępowaniach przetargowych.
– W 2020 roku zamawiający udzielili 135 048 zamówień publicznych, w tym blisko 30 tysięcy, które uwzględniały aspekty społeczne. Dobrą wiadomością jest to, że wartość zamówień społecznych zwiększyła się o ok. 12 miliardów złotych netto w odniesieniu do roku poprzedniego. Nie zmienia to jednak faktu, że zamówienia publiczne uwzględniające aspekty społeczne stanowiły mniej niż połowę łącznej wartości zamówień publicznych z 2020 roku, bo ok. 72 ze 183,5 miliardów złotych – mówi Agnieszka Gilowska, radca prawny w kancelarii Dentons.
O dążeniu do pozytywnych zmian może świadczyć jednak fakt, że zamawiający dostrzegają wpływ klauzul społecznych na zwiększanie zaangażowania wykonawców („Raport z badania jakościowego w zakresie zrównoważonych (społecznych i zielonych) zamówień publicznych udzielonych w Polsce w 2020 roku”, przygotowany przez Bluehill Sp. z o.o na zlecenie Urzędu Zamówień Publicznych w ramach realizacji projektu „Profesjonalizacja kadr w zamówieniach publicznych” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020, Oś priorytetowa II: Efektywne polityki publiczne dla rynku pracy). Z badań wynika, że w wyniku udziału w postępowaniu co czwarty zamawiającyuregulował kwestie społeczne i środowiskowe w dokumentacji wewnętrznej dotyczącej postępowań o udzielenie zamówienia publicznego. Jednocześnie czytamy, że podstawową barierą w rozszerzaniu tych instrumentów jest brak wiedzy na temat ich istoty i wprowadzania w praktyce oraz obawa przed popełnieniem błędów na etapie przygotowywania danego postępowania.
Czy obecne klauzule premiują firmy odpowiedzialne społecznie?
Obecnie w prawie zamówień publicznych funkcjonuje kilka klauzul społecznych, przy czym tylko jedna, pracownicza, jest dla określonego rodzaju zamówień (usługi i roboty budowlane) obligatoryjna. Zastosowanie pozostałych jest dobrowolne – decyzję, czy wymogi uwzględniające aspekty społeczne będą wymagane od uczestników postępowań lub premiowane czy nie, podejmuje każdorazowo zamawiający. To być może zmieni się na skutek postulowanych przez ekspertów zmian.
Jak mówi radca prawny Aldona Kowalczyk, kierująca w kancelarii Dentons Praktyką Prawa Zamówień Publicznych i Kontraktów Rządowych: – Prawo zamówień publicznych gwarantuje wykonawcom równe traktowanie, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby działania społecznie odpowiedzialne były dodatkowo premiowane przez zamawiających. Takierozwiązania stosują zamawiający w innych państwach Unii Europejskiej, jak na przykład w Hiszpanii, gdzie premiowane są działania mające na celu promowanie zatrudnienia kobiet czy ogólną poprawę warunków pracy zatrudnianego przez wykonawców personelu.
Co do zasady w Prawie zamówień publicznych znajdziemy następujące klauzule uwzględniające aspekty społeczne:
Klauzula „pracownicza” obliguje wykonawców do zatrudnienia na podstawie stosunku pracy osób, które będą wykonywały określone czynności w trakcie realizacji zamówienia.
Klauzula „zastrzeżona” umożliwia zamawiającemu ograniczenie udziału w postępowaniu do podmiotów, których głównym celem działalności jest społeczna i zawodowa integracja osób społecznie marginalizowanych , przy czym osoby te muszą stanowić minimum 30% osób zatrudnionych przez wykonawcę .
Klauzula „zatrudnieniowa” także służy integracji zawodowej osób zagrożonych marginalizacją, przy czym w tym przypadku zamawiający sam określa jaki procent osób zatrudnionych do realizacji zlecenia będą stanowiły osoby z tych grup.
Klauzula „usługowa” – stosowana w zamówieniach na usługi społeczne i inne szczególne usługi, która pozwala zamawiającemu ograniczyć listę wykonawców wyłącznie do podmiotów, których m.in. celem działalności jest realizacja zadań w zakresie użyteczności publicznej oraz które nie działają celem osiągnięcia zysku, ale celem uzyskiwania dochodów na realizację celów statutowych. Ideą tej klauzuli jest uspołecznienie świadczenia usług istotnych dla obywateli poprzez promowanie spółdzielni socjalnych i społecznych przedsiębiorstw.
Jakie zmiany społeczne postulują eksperci?
Pierwsze kroki do wprowadzenia bardziej obszernych wymagań dotyczących klauzul społecznych już zostały wykonane. W nowym Prawie zamówień publicznych, które weszło w życie 1 stycznia 2021 roku, znalazł się zapis obligujący każdego zamawiającego do przeprowadzenia analizy potrzeb i wymagań związanych z danym zamówieniem przed wszczęciem postępowania o udzielenie zamówienia publicznego w konkretnych trybach. – Analiza obejmuje możliwości uwzględnienia również aspektów społecznych, niemniej nie jest to jednoznaczne z narzuceniem obowiązku zamawiającemu stosowania klauzul społecznych. Właśnie ta kwestia w naszej opinii wymaga doprecyzowania – dodaje Agnieszka Gilowska.
Warunki, jakie zamawiający mogą lub muszą stawiać wykonawcom ubiegającym się o zamówienie, przedstawia m.in. artykuł 94 Prawa zamówień społecznych. Z kolei postulatem, którzy eksperci planują zgłosić, jestdodatnie zapisu, dzięki któremu zamawiający będą moglipremiować wykonawców wykazujących zaangażowanie w działalność społeczną. Proces miałby być maksymalnie uproszony i ograniczony do darowizny pieniężnej, realizowanej na rzecz wybranego przez siebie celu wskazanego w art. 4 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie.
– Korzystanie z klauzul społecznych przynosi wymierne korzyści dla całego społeczeństwa. Zmiana, o którą postulujemy, ma szansę realnie zwiększyć przepływ środków z sektora prywatnego do sektora społecznego, a więc wesprzeć działalność organizacji pozarządowych, które zarówno na co dzień, ja i w trakcie kryzysów takich jak COVID-19 czy wojna na Ukrainie, rozwiązują palące problemy społeczne w Polsce – podsumowuje Anna Korzeniewska.
O 51,6% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe – najnowszy, majowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w maju 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 51,6% w porównaniu do maja 2021 r.
W maju 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 23,82 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 48,21 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 50,6%. W porównaniu do kwietnia 2022 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było mniej o 16,2%.
Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w maju br. wyniosła 343,89 tys. zł i była wyższa o 2,9% w relacji do wartości z maja 2021 r. i niższa o 2,8% niż w kwietniu 2022 r.
– Przewidywania wobec majowego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe niestety sprawdziły się. Popyt spada w przepaść. A wyjaśnienie marcowej anomalii – wzrostu wartości Indeksu o 4,3% – jako efektu nowych zaostrzonych wymagań KNF co do liczenia zdolności kredytowej, było właściwe. Obecny majowy odczyt Indeksu jest już kolejnym potwierdzeniem bardzo dużego schłodzenia na rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych kwartałach roku. Majowa wartość Indeksu jest najniższa w historii pomiaru od stycznia 2008 r., czyli od 14 lat. Na majową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o połowę niż przed rokiem liczba wnioskujących. Jest ona najniższa od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskujących. Trzeba pamiętać, że liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy regularnie spadała od kwietnia 2021 r. Niestety obawiam się, że w kolejnych miesiącach liczba wnioskujących jeszcze spadnie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.
– Na wartość popytu na kredyty mieszkaniowe w perspektywie kolejnych miesięcy wpływać będzie przede wszystkim polityka monetarna. Dalsze jej zaostrzanie i wzrost stóp procentowych jeszcze bardziej zmniejszy zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców, a tym samym bardzo osłabi popyt na kredyt mieszkaniowy – dodaje prof. Rogowski.
Metodyka indeksu:
Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 10 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.
Krakowski zespół Cisco urósł w ciągu 10 lat z 80 osób do 2400.
Cisco wciąż jest jednym z najbardziej docenianych pracodawców w Polsce. Firma wdraża prawdziwie hybrydowy model pracy.
Usługi i innowacje w obszarach Customer Experience, cyberbezpieczeństwa i oprogramowania wciąż mają strategiczne znaczenie dla firmy.
Cisco Global Services Center działa w Krakowie już dziesięć lat. W 2012 r., gdy była to inwestycja typu „greenfield”, w stolicy małopolski pracowało 80 osób. Obecnie w Krakowie znajduje się nowoczesny kampus wyposażony w najnowocześniejszą technologię, w którym zatrudnionych jest 2400 pracowników. W ciągu 10 lat oddział urósł 30-krotnie.
Oddział świadczy usługi technologiczne i biznesowe klientom, partnerom i pracownikom Cisco w ramach różnych działów, włączając w to Customer Experience, finanse i operacje.
Oddział w Krakowie jest głównym hubem usług Customer Experience (CX) w regionie EMEA
Ponad 70% pracowników Cisco Kraków wchodzi w skład zespołu Customer Experience & Operations, co czyni oddział ze stolicy małopolski największym centrum CX w Europie Środkowo-Wschodniej.
Zespół Customer Experience pomaga klientom Cisco zmaksymalizować korzyści biznesowe, jakie daje wykorzystywana przez nich technologia, dzięki koncentracji na kilku kluczowych obszarach:
Wsparciu technicznemu zapewnianemu przez ekspertów światowej klasy, którzy bazują na wiedzy zdobytej podczas analizy milionów różnych przypadków każdego roku.
Proaktywnym zarządzaniu, monitoringu i optymalizacji środowiska IT, aby zapewnić szybki zwrot z inwestycji.
Zaangażowaniu ekspertów w rozwój technologii, od przygotowania strategii i projektowania, aż po wdrożenie.
Praca w modelu hybrydowym
Od ubiegłego roku Cisco wdraża hybrydowy model pracy dla każdego pracownika. Może oznaczać to pracę w domu przez pięć dni w tygodniu i spotykanie się z zespołem od czasu do czasu lub w przypadku konkretnych wydarzeń. Zespół ma też możliwość przebywania w biurze od poniedziałku do piątku i wykorzystania technologii do jak najlepszej współpracy z kolegami z całego świata. Firma proponuje też scenariusz mieszany – hybrydowy. Dotyczy to także 2400 osób pracujących w krakowskim oddziale firmy.
Tworząc prawdziwie hybrydowe środowisko pracy, Cisco Kraków zachowuje dynamiczną kulturę, pielęgnowaną przez inicjatywę Connected Poland, która pomaga zaangażować pracowników w szereg działań zgodnych z jednym z kluczowych celów Cisco, jakim jest tworzenie inkluzywnej przyszłości.
Krakowski oddział firmy jest bardzo zróżnicowany, pracują tam przedstawiciele ponad 70 narodowości, przy czym około 1/3 pracowników pochodzi spoza Polski. Dodatkowo, 40% zespołu Cisco w Krakowie to kobiety.
Wypowiedzi przedstawicieli Cisco Kraków:
„Zespół Customer Experience (CX) zapewnia klientom firmy doskonałe doświadczenia z wykorzystywania technologii Cisco. Firma oferuje najlepsze w swojej klasie usługi na każdym etapie cyklu życia produktów: sieci, centrów danych, bezpieczeństwa, chmury, współpracy i Internetu rzeczy. Nasi klienci kontaktują się z zespołem Customer Experience za pośrednictwem Centrów CX, takich jak to w Krakowie. Dzięki temu, że ponad 70% wszystkich krakowskich pracowników należy do zespołu CX, Cisco Kraków jest największym ośrodkiem inżynierów Cisco w Europie. Spodziewamy się, że stolica małopolski będzie nadal odgrywała strategiczną rolę dla naszej organizacji, ponieważ poszukujemy największych talentów do pracy w CX Kraków” – powiedział Thimaya Subaiya, SVP i Dyrektor Generalny, Global Customer Experience w Cisco.
„Z perspektywy biznesowej bezpieczeństwo, oprogramowanie i innowacje są w Krakowie obszarami priorytetowymi. Na krakowskim kampusie firmy znajduje się jedyne w regionie EMEAR Centrum Operacji Bezpieczeństwa (SOC) i Centrum Operacji Sieciowych (NOC) Cisco, a także zespół 350 specjalistów zajmujących różne stanowiska związane z cyberbezpieczeństwem. Ostatnio Kraków stał się także centrum dla przejęć Cisco, takich jak AppDynamics i ThousandEyes, dostarczając klientom firmy w regionie EMEA wsparcie w zakresie inżynierii oprogramowania, pomagając im działać w hybrydowym środowisku chmurowym, skoncentrowanym na aplikacjach. Ponadto dysponujemy 20 patentami opracowanymi przez inżynierów w Krakowie, które albo już są, albo wkrótce zostaną wdrożone w naszych produktach i usługach” – powiedziała Adele Trombetta, wiceprezes odpowiedzialna w Cisco za obszar Customer Experience na region EMEA.
Jacek Przybylski, Cisco Kraków Site Lead
„Priorytety, wokół których planujemy rozwój Cisco w Krakowie, skupiają się na trzech głównych obszarach: kontynuacji rozwoju oddziału, nie tylko pod względem zatrudnienia, ale przede wszystkim pod względem stażu pracy naszych zespołów i dojrzałości placówki; przesunięciu Cisco Kraków jeszcze wyżej w łańcuchu wartości firmy poprzez dodanie nowych kompetencji i wyspecjalizowanych funkcji strategicznych dla Cisco, także w obszarach zaawansowanej inżynierii; oraz pielęgnowaniu kultury pracy Cisco w Krakowie, polegającej na inkluzywności, różnorodności i działaniach na rzecz społeczności, ponieważ na tym ostatecznie opiera się nasz sukces, który od kilku lat zapewnia nam wysoką pozycję wśród najlepszych miejsc pracy w Polsce w rankingu Great Place to Work” – powiedział Jacek Przybylski, Senior Director, Cisco Customer Experience Centers EMEAR i Cisco Kraków Site Lead.
„To niesamowite doświadczenie móc obserwować, jak krakowski oddział Cisco rozrósł się z 80 osób, gdy zaczynaliśmy w 2012 roku, do 2400 obecnie. Cisco Kraków odegrało kluczową rolę we wspieraniu naszych klientów na ich drodze do cyfrowej transformacji. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że placówka nadal się rozwija o nowe strategiczne funkcje, tworząc miejsca pracy o wysokiej wartości i przyczyniając się do rozwoju w Polsce gospodarki opartej na wiedzy” – podsumowuje Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce.
Chcąc wyróżnić się na tle konkurencji i przyciągnąć uwagę potencjalnych klientów, stosuje się różne metody, np. reklamę, konkursy czy programy lojalnościowe. To wszystko sprawia, że marka zostaje dobrze odebrana i pozytywnie zapamiętana. Nie musisz jednak wydawać fortuny na nieszablonowe metody wzbudzenia zainteresowania. Prostą, a przy tym skuteczną, a do tego niedrogą i oryginalną metodą jest uszlachetnianie druku. W ten sposób ze zwykłej ulotki możesz zrobić niezwykły przekaz. W jaki sposób?
Co to jest uszlachetnianie druku?
Uszlachetnianie druku to powszechnie wykorzystywany sposób na to, by rzeczom zwykłym nadać niezwykłego charakteru. Pod pojęciem uszlachetniania druku kryją się różne techniki poligraficzne, dzięki którym wydrukom można nadać różne cechy fizyczne. W ten sposób można:
poprawić walory wizualne wydruku;
zwiększyć wytrzymałość papieru;
wzmocnić jego strukturę;
zwiększyć odporność wydruku na uszkodzenia mechaniczne (np. ścieranie);
zabezpieczyć powierzchnię przed skutkami działania wody czy światła;
nadać powierzchni dodatkowych cech (np. poprzez pokrycie jej klejem).
Uszlachetnianiu można poddać praktycznie każdy rodzaj wydruku – kalendarz, plakat, a także zwykłą ulotkę czy wizytówkę. Uszlachetnianie druku sprawia, że jest on trwalszy, bardziej odporny na uszkodzenia, a przy tym atrakcyjniejszy wizualnie. Prosty zabieg może wpłynąć na lepszy odbiór produktu!
Metod uszlachetniania druku jest wiele. Najpopularniejsze to foliowanie, lakierowanie UV, lakier UV 3-D wybiórczy, hotstamping i tłoczenie.
Foliowanie
Foliowanie to inaczej laminowanie – metoda powszechnie znana i bardzo często wybierana przez klientów. Laminowanie polega na powleczeniu wydruku specjalną folią, czyli laminatem. W ten sposób wydruk nie tylko zyskuje ładniejszy, bardziej profesjonalny wygląd, ale jest również zabezpieczony przed działaniem wody, słońca i czynników mechanicznych. Laminowanie można wykonać na gorąco lub na zimno. Można również wybrać różne efekty: błyszczący, matowy, a nawet holograficzny. Zalaminować można właściwie każdy rodzaj wydruku.
Lakierowanie UV i lakierowanie UV 3-D wybiórcze
Lakierowanie UV to metoda używana do uszlachetniania wydruków, którym chce się nadać połysku. Tym samym wydruk zyskuje zupełnie inny charakter. Warto jednak wiedzieć, że lakierowanie UV może zapewnić także inne efekty – nie tylko połysk. W ten sposób można uzyskać powierzchnię matową, strukturalną, perłową, a nawet brokatową. Tą samą metodą wykonuje się charakterystyczny nadruk do zdrapywania – jak w zdrapkach.
Ciekawym rozwiązaniem jest lakierowanie UV 3-D wybiórcze. Polega ono na pokryciu wybranego miejsca wydruku warstwą lakieru. Dzięki temu ten fragment jest wypukły, co doskonale wyróżnia go spośród pozostałych elementów danej płaszczyzny.
Hotstamping
Hotstamping to jedna z ulubionych luksusowych metod zdobienia. Jest znana również pod nazwą termodruk. Do tej metody uszlachetniania druku wykorzystuje się specjalną folię, która przy użyciu matryc jest odwzorowywana na wydruku. Hotstamping często widuje się na luksusowych opakowaniach lub okładkach.
Tłoczenie to prosta i niezwykle efektowna metoda uszlachetniania druku. Polega na odciśnięciu wybranego wzoru na zadrukowanej powierzchni. Można zrobić to na dwa sposoby – wyróżnia się tłoczenie uwypuklone (odbity element wznosi się ponad powierzchnię druku) oraz wklęsły (element jest głębiej niż powierzchnia druku).
W trakcie pandemii na wielu pracowników spadła większa niż dotychczas odpowiedzialność zawodowa, co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu odczuwanego przez nich stresu. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, co piąty Polak przyznaje, że codziennie doświadcza stresu w pracy (22,15 proc.).
Globalny lider usług kadrowo-płacowych, firma ADP, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, jak często i z jakiego powodu, pracownicy doświadczają stresu w pracy.
Stresująca codzienność
Pandemia, obawa o zdrowie swoje i najbliższych czy niepewna sytuacja na rynku pracy, to codzienność, z którą przez dwa lata mierzyli się pracownicy na całym świecie. W 2020 r. stresu w pracy – przynajmniej raz w tygodniu – w skali globalnej doświadczało aż 62 proc. pracowników (Raport People at Work: Workforce View 2021). Według danych z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” sporządzonego przez ADP, obecnie wskaźnik ten zwiększył się o 5 p.p. i wynosi 67 proc. Optymizmem nie napawa również fakt, że Polacy wciąż pozostają jednym z najbardziej zestresowanych narodów w Europie. Blisko co piąty ankietowany Polak (22,15 proc.) twierdzi, że codziennie w pracy doświadcza stresu, a 20 proc. twierdzi, że odczuwa go 1-3 razy w tygodniu. Bardziej od naszych rodaków stresują się tylko Niemcy, gdzie 25,14 proc. ankietowanych przyznaje, że stresuje się każdego dnia. Badanie wskazuje również, że codziennego stresu w pracy, częściej doświadczają Polki (24,45 proc.) niż Polacy (19,92 proc.).
– Przygnębienie, smutek, rozdrażnienie czy trudności z koncentracją, to pierwsze objawy chronicznego stresu u pracowników, na które pracodawcy powinni zwracać szczególną uwagę. To często są pierwsze sygnały związane ze złym samopoczuciem zatrudnionych, spowodowanym nagromadzeniem się stresu w pracy i nie należy ich lekceważyć – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Niezależnie od tego czy zespół pracuje
w domu, czy w siedzibie firmy, ważne jest, aby menedżerowie dostrzegali, kiedy któryś z nich nie radzi sobie ze stresem i bieżącymi obowiązkami – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska.
– Odczuwanie codziennego stresu nie wiąże się tylko z wahaniem nastroju, ale ma także ogromny wpływ na zaburzenia w naszej fizyczności, co w konsekwencji może prowadzić do rozwoju poważnych schorzeń np. nadciśnienia tętniczego, otyłości czy zawału serca. Jak pokazują badania, częściej stresują się kobiety, a dzieje się tak, ponieważ to właśnie przed nimi społeczeństwo stawia wysokie oczekiwania. W mediach kreowany jest obraz businesswoman, kobiety odnoszącej sukcesy zawodowe, mającej pasje i zainteresowania, przy czym będącej równocześnie idealną matką, żoną i kochanką – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog z Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Medycyna nie odkryła jeszcze jednego i idealnego sposobu na radzenie sobie ze stresem. Pracownicy, najczęściej praktykują uprawianie sportu, który daje im moment wytchnienia, medytację, ale także często stawiają po prostu na odpoczynek czy sen. Warto także, jeśli ze swoimi problemami udają się do specjalisty, który pomoże im w rozpoznaniu ich emocji, co również pomoże rozładować powstałe napięcie – dodaje ekspertka.
Co jest powodem stresu?
Zwiększona odpowiedzialność w wyniku pandemii oraz długość dnia pracy – te dwa czynniki stresują najbardziej pracowników na całym świecie. Z danych ADP wynika, że blisko co trzeci Polak (26,85) twierdzi, że to właśnie nadmierna odpowiedzialność zawodowa sprawia, że żyje w stresie, zaś 23,81 proc. polskich pracowników przyznaje również, że wpływ na odczuwany stres ma także długość jego dnia w pracy.
– Na niektórych pracowników stres działa mobilizująco i może przekładać się na jego zwiększoną efektywność, szybkość działania, a także koncentrację na danym celu. Należy jednak pamiętać, że długotrwały stres powoduje spadek produktywności zatrudnianych osób, a w konsekwencji tego pojawia się chroniczne zmęczenie, które może doprowadzić do wypalenia zawodowego czy depresji – podkreśla Barbachowska.
W ostatnich latach Polska stała się jednym z głównych producentów samochodów, części i komponentów motoryzacyjnych w Europie. W 2020 roku znalazła się na 5. miejscu, jeśli chodzi o liczbę aut osobowych w Unii Europejskiej. Duży rynek wewnętrzny, potencjał wytwórczy i integralność z globalnym łańcuchem dostaw sprawiają, że branża motoryzacyjna nad Wisłą bardzo się rozwinęła. Czekają ją jednak zmiany związane z unijnym planem zakazu sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 r. Według ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group o pozycji Polski w regionie może zdecydować umiejętne dostosowanie zakładów wytwórczych do potrzeb produkcji elementów pojazdów elektrycznych.
Jak wynika z raportu EMIS „Poland Automotive Sector Report 2022–2023”, do września 2021 roku Polska sprzedała 4,2 miliarda samochodów osobowych, 3,2 miliarda samochodów dostawczych, miliard autobusów i ponad 20 miliardów części i komponentów. W 2020 r. wartość dodana brutto polskiego sektora motoryzacyjnego wraz ze współpracującymi z nim branżami wyniosła 3,4% PKB kraju, co oznacza, że była to druga co do wielkości gałąź produkcji. Według GUS motoryzacja stanowiła wtedy 10% przetwórstwa przemysłowego Polski i 12% jego eksportu.
Wielkość państwa, rozwinięte terminale portowe oraz dostęp do wykwalifikowanych pracowników to szczególne atuty Polski w regionie Europy Środkowej. Kraj nad Wisłą posiada jedną z największych w Unii liczbę osób w wieku produkcyjnym, które mają wykształcenie techniczne. Na państwowych uczelniach uczy się około 1,4 miliona studentów, z czego ponad 300 tysięcy na kierunkach inżynierskich. Polska posiada również duży rynek wewnętrzny, z największą liczbą zarejestrowanych samochodów w regionie. Wynika to z faktu, że wiele osób mieszka poza dużymi miastami, gdzie własny środek lokomocji jest często niezbędny. Inwestycje z ostatnich lat sprawiły, że Polska dysponuje rozbudowaną siecią drogową oraz solidną siatką autostrad i dróg ekspresowych, co plasuje ją na piątym miejscu w Europie pod względem długości sieci dróg najwyższej kategorii.
Rozwój motoryzacji nad Wisłą
Nad Wisłą znajdują się liczne zakłady produkcyjne takich marek jak Inter Cars, Toyota Motor Poland czy Mercedes-Benz. Volkswagen Poznań wyprodukował od stycznia 2022 roku już 40 881 samochodów. W 2016 roku Mercedes-Benz zdecydował się wybrać Jawor w województwie dolnośląskim na lokalizację zakładu produkcyjnego o wartości 500 milionów euro. Na Dolnym Śląsku, w Kobierzycach, znajduje się największa w Europie fabryka baterii litowo-jonowych, które są niezbędne do produkcji pojazdów elektrycznych. Rozwijane są tam samoobsługowe linie produkcyjne wykorzystujące sztuczną inteligencję. Ponadto, szwedzki producent baterii do e-pojazdów, Northvolt, poinformował w lutym 2021 o budowie fabryki w Gdańsku. Koniec pierwszego etapu inwestycji o łącznej wartości 200 milionów dolarów zaplanowano na przełom 2022 i 2023 roku.
Inwestorzy z branży motoryzacyjnej w Polsce mogą korzystać z preferencyjnych przepisów podatkowych i dotacji, które są różnymi formami pomocy publicznej. Wśród środków wspierających znajdują się zwolnienia z podatku dochodowego dla inwestycji oraz podatku od nieruchomości w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, a także pomoc oferowana w ramach programów współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej, które mają wspierać prace badawczo-rozwojowe.
Zdaniem ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group inwestycje w produkcję elementów i części składowych samochodów elektrycznych to warunek konieczny, aby Polska utrzymała pozycję lidera w Europie Środkowo-Wschodniej oraz stała się atrakcyjna dla krajów z zachodniej części Starego Kontynentu. Nie ma wątpliwości, że w najbliższych latach e-mobilność będzie najważniejszym trendem w branży motoryzacyjnej. Komisja Europejska dąży do tego, aby do 2030 roku po drogach jeździło około 30 milionów niskoemisyjnych samochodów. Poza zniwelowaniem negatywnego wpływu na środowisko naturalne, przyczyni się to również do ograniczenia zależności energetycznej wobec Rosji, co ma szczególne znaczenie w obliczu wojny w Ukrainie.
Wyzwania na drodze do sukcesu
Pomimo stabilnej pozycji i dobrych perspektyw, w najbliższych latach polską branżę motoryzacyjną czekają liczne wyzwania. Główne z nich wiążą się z programem UE dotyczącym przejścia z pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi na zeroemisyjne do 2035 roku. Planowana transformacja będzie wymagała ogromnych inwestycji w infrastrukturę, rozwój technologii i szkolenia pracowników. Aby sprostać tym oczekiwaniom niezbędna będzie restrukturyzacja linii produkcyjnych w polskich zakładach wytwórczych, które koncentrują się obecnie głównie na małych samochodach osobowych z tradycyjnymi silnikami.
Tylko w pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 r. produkcja pojazdów silnikowych na europejskich rynkach wschodzących spadła o 23%. W 2021 r. Europa była najsłabszym rynkiem świata w sektorze automotive. W drugim półroczu ubiegłego roku spadła ilość rejestracji nowych pojazdów. Początek roku 2022 pokazał, że liczba ta była niższa niż w analogicznych miesiącach w trzech ostatnich latach. Ma to związek m.in. z zakłóceniami łańcuchów dostaw i problemami z dostępnością materiałów potrzebnych do produkcji aut.
Polska będzie musiała zmierzyć się z perspektywą utraty przewagi konkurencyjnej w kilku segmentach branży motoryzacyjnej, co ma związek z rosnącymi kosztami pracy w kraju. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group zwracają uwagę na lata 2013-2018, kiedy to średnia płaca brutto w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce wzrosła o 28% – był to skutek aktywnych działań rządu mających na celu podniesienie poziomu życia ludności. W dłuższej perspektywie wyzwanie stanowi również mały przyrost naturalny, przez co na rynku brakuje pracowników. W związku z tym, Polska w coraz większym stopniu polega na sile roboczej spoza Unii (zwłaszcza z Ukrainy), chcąc zaspokoić niedobory pracowników.
Logistyka dostaw jest kluczowa dla rynku gazu płynnego LPG po to, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw dla konsumentów w Polsce. W związku ze złożoną przez rząd deklaracją o odejściu od importu rosyjskiego LPG od końca bieżącego roku przedsiębiorstwa zrzeszone w Polskiej Izbie Gazu Płynnego (PIGP) rozpoczęły już przygotowania, które pozwolą na zmiany kierunków dostaw i zabezpieczenie potrzeb Polaków – zarówno gospodarstw domowych korzystających z butli, przedsiębiorców, a także kierowców używających LPG jako paliwa samochodowego.
Udział LPG z Rosji w całym rynku krajowym przekracza 60% (1.300.000 ton rocznie) i potrzeba co najmniej kilku miesięcy, aby zmienić kierunki dostaw. W szczególności należy rozbudować infrastrukturę: liczbę terminali kolejowych i morskich w Polsce, znacząco zwiększyć tabor cystern kolejowych oraz udostępnić Terminal w Porcie w Gdańsku dla wszystkich operatorów LPG. Branża LPG będzie rozwijać zakres dostaw gazu z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) – co jednak zdecydowanie zwiększy ceny gazu płynnego dla konsumentów.
– Prowadzimy rozmowy z nowymi dostawcami z innych kierunków geograficznych o wynajęciu odpowiedniej liczby w setkach cystern kolejowych, które będą mogły dostarczać gaz z kierunku zachodniego do Polski. Przygotowujemy na ile się da do końca roku naszą infrastrukturę do zmiany kierunku dostaw – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Bielski, prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego (PIGP) – Wszystko to jest podyktowane koniecznością zabezpieczenia rynku, zabezpieczenia dostaw – tak, aby każdy z naszych odbiorców mógł liczyć na gaz również po grudniu bieżącego roku. Jest to możliwe, aby przestawić logistykę z kierunku wschodniego na zachodni w zakresie dostaw gazu LPG – ale jest to zadanie trudne, dlatego też potrzebujemy czasu, który zadeklarował rząd. Zgodnie z decyzją Sejmu będziemy gotowi z nową logistyką i infrastrukturą na całkowite odcięcie dostaw gazu LPG z Rosji na koniec 2022 roku. Już teraz bardzo intensywnie pracujemy nad nowymi kierunkami dostaw, nowymi umowami i cały czas rozmawiamy z potencjalnymi partnerami. Trzeba mieć na uwadze fakt, że w branży gazu LPG kontrakty są długoterminowe – nie jesteśmy w stanie w ciągu kilku tygodni pozyskać nowych dostawców czy infrastruktury – jak cysterny, pojemności magazynowe w europejskich terminalach, etc. Natychmiastowe odcięcie gazu LPG to problem przede wszystkim dla konsumentów, którzy nie będą mogli funkcjonować bez tych dostaw – gospodarstwa domowe korzystające z butli, rolnicy używający zbiorników czy kierowcy jeżdżący na autogazie, a także Ukraina – do której reeksportujemy gaz LPG – wyjaśnia Bielski.
Podczas wakacji będzie drogo. Ze względu na decyzje OPEC ropa może będzie tańsza, ale za 3-6 miesięcy.
W ciągu miesiąca ropa naftowa brent podrożała o ponad 9% i testuje poziom 120 USD za baryłkę.
Cenę podbiło wprowadzenie embarga na Rosje przez UE, dotyczącego rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską. Tankowcami Rosja eksportuje 2/3 ropy do Europy.
– Pomimo wcześniejszych sankcji Rosja miała rekordowy rachunek bieżący za I kw. na poziomie 58 mld USD, a przychody ze sprzedaży ropy i gazu w kwietniu okazały się historycznie rekordowe i wyniosły niemal 2 bln rubli – mówi w rozmowie z MarkerNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.
Ten wzrost korzyści z eksportu wynika ze wzrostu cen przy jednoczesnych próbach blokowania rosyjskiego eksportu. Coraz więcej rosyjskiej ropy trafia też do niezidentyfikowanych europejskich portów.
Sytuację zmienić mogą to dopiero decyzje OPEC, związane ze wcześniejszymi ograniczeniami wydobycia z powodu pandemii. Rosja wywiera w ramach OPEC+ presję, aby nie zwiększać produkcji.
– OPEC mógłby wyłączyć Rosje z rozszerzonego porozumienia OPEC+, doprowadzając do nowego porozumienia bądź do ustalenia nowych limitów produkcji – ocenia ekspert XTB. – Taki scenariusz jest prawdopodobny, ale dopiero w kolejnych miesiącach.
Ceny ropy są już bardzo wysoko i mogą szukać swych szczytów. Cofnięcie oczekiwań inflacyjnych w USA i Europie może oznaczać, że inwestorzy jednak oczkują na spadek cen ropy. W perspektywie 3-6 miesięcy cena ropy może spaść do 100-110 USD za baryłkę.
Na polskim rynku paliw ropa była tym bardziej droga, że złoty osłabiał się wobec dolara. Gdy złoty się wzmacniał akurat wzrastały światowe ceny ropy. Dla cen ropy na stacjach paliw najistotniejsze jest jednak obecnie to, że polskie rafinerie należące do państwa nie chcą podzielić się swymi bardzo wysokimi zyskami z konsumentami. Zmienić mogłyby to decyzje rządu występującego w roli najważniejszego akcjonariusza.
– Ceny na stacjach powinny być niższe biorąc pod uwagę obecną sytuacje rynkową, jednak rafinerie pozostają przy bardzo wysokich marżach, dlatego na stacjach paliw ceny Pb95 mogą nadal przekraczać 8 zł/l nawet wówczas, gdy ropa na światowych rynkach będzie tańsza stabilizując się na niższym poziomie, który jednak nie powinien być niższy od 100 USD za baryłkę – dodaje M.Stajniak. – Benzyna może potanieć, ale dopiero po wakacjach czyli za 3-6 miesięcy.
Według wstępnych danych GUS, w maju inflacja wyniosła rekordowe 13,9 proc. i prawdopodobnie to nie koniec wzrostowej tendencji. Jednocześnie w pierwszym kwartale polska gospodarka zanotowała jedną z najwyższych w historii dynamikę wzrostu. Są jednak wyraźne sygnały nadchodzącego spowolnienia, które mogą powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przed kontynuacją cyklu podnoszenia stóp procentowych.
Najwyższa od lutego 1998 r. inflacja, z jaką mieliśmy do czynienia w maju, powinna skłonić Radę Polityki Pieniężnej do kontynuacji cyklu podwyżek stóp procentowych. Prawdopodobnie decyzja w tej kwestii nastąpi w trakcie czerwcowego posiedzenia, choć raczej w mniejszej skali, niż miało to miejsce w poprzednich dwóch miesiącach. Można oczekiwać wzrostu stopy referencyjnej o 0,5 punktu procentowego. Rada Polityki Pieniężnej stanie przed dylematem, na ile intensywnie działać na rzecz ograniczenia inflacji, a na ile nie dopuścić do spowolnienia wzrostu gospodarczego.
W pierwszym kwartale PKB poszybował w górę aż o 8,5 proc., co wyłączając popandemiczne odbicie z drugiego kwartału ubiegłego roku, jest wynikiem najwyższym w historii. Niemal wszystkie prognozy – włącznie z tymi oficjalnymi, podawanymi między innymi przez ekonomistów Narodowego Banku Polskiego, ale także renomowanych międzynarodowych instytucji finansowych – zakładają szybkie hamowanie tempa wzrostu gospodarczego. W przyszłym roku może ono wynieść 3,5-4 proc., to i tak byłby bardzo dobry wynik, ale też oznaczałoby to nawet przejściowo ujemne tempo wzrostu, czyli tak zwaną techniczą recesję. Pierwsze sygnały takiego zjawiska płyną z majowego odczytu wskaźnika PMI, który z wyprzedzeniem pokazuje tendencje koniunktury gospodarczej. Po raz pierwszy od dwunastu miesięcy jego wartość spadła poniżej 50 punktów, co oznacza nadchodzenie spowolnienia gospodarczego. Nie jest to jeszcze poważny sygnał alarmowy, ale może skłonić Radę Polityki Pienięznej do nieznacznego złagodzenia kursu, czyli ogranicznia skali podwyżek stóp procentowych. Jest to tym bardziej prawdopodbne, że dynamika inflacji zbliża się do apogeum, które może zostać osiągnięte w ciągu dwóch-trzech najbliższych miesięcy.
Jednocześnie polityka rządu, który oferuje wysoko oprocentowane obligacje skarbowe, sprzyja częściowej przynajmniej ochronie oszczędności obywateli przed wysoką inflacją. Wymusza także podobne działania na bankach, które również podwyższają atrakcyjność swojej oferty w zakresie oprocentowania lokat. Inbank od początku swej działalności w Polsce podąża za rynkowymi tendencjami, niejednokrotnie nawet je wyprzdzając, nie wymagając jednocześnie od klientów spełniania żadnych dodatkowych warunków. W tej kategorii lokat Inbank wciąż utrzymuje się w czołówce banków, oferujących oszczędzającym najbardziej atrakcyjne oprocentowanie” – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.
W tym tygodniu decyzje podejmą Rada Polityki Pieniężnej i Rada Prezesów EBC. Po majowych danych o inflacji kolejny ruch stóp procentowych na posiedzeniu RPP jest w zasadzie przesądzony – ale nie jego skala. Podobne wątpliwości rodzi EBC, który stóp w czerwcu nie podniesie, ale przygotuje rynek do ruchu w kolejnym miesiącu.
W zeszłym tygodniu pozytywne dane z USA pomogły rozwiać obawy dotyczące wzrostu gospodarczego. Dodatkowo członkowie Rezerwy Federalnej utrzymują jastrzębi ton. Rentowności w USA gwałtownie wzrosły, co zapewniło wsparcie dolarowi i sprawiło, że większość głównych walut straciła względem niego. Najważniejszymi wyjątkami są waluty krajów eksportujących surowce, w tym część walut Ameryki Łacińskiej, które radzą sobie dobrze dzięki wysokim cenom surowców.
Zmienność na rynku walutowym w ubiegłym tygodniu była raczej niewielka – trwało oczekiwanie dwóch kluczowych zebrań banków centralnych, które odbędą się w tym i kolejnym tygodniu. Pierwszym z nich jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w czwartek 09.06. Rynki oczekują wzmocnienia jego jastrzębiego tonu. Obecnie pytanie nie brzmi: czy i kiedy wzrosną stopy?, lecz: jak duże będą ruchy stóp, począwszy od lipca? W piątek (10.06) poznamy dane o inflacji w USA w maju – będzie to ostatni istotny odczyt przed posiedzeniem Rezerwy Federalnej w przyszłym tygodniu.
PLN
Miniony tydzień przyniósł wieści o akceptacji polskiego KPO przez Komisję Europejską oraz o najwyższej od 1997 r. inflacji odnotowanej w zeszłym miesiącu (13,9%). Obie kwestie nie wywołały jednak istotnego zamieszania na rynku – taki obrót spraw był w znacznej mierze oczekiwany. Ciekawsze były dane o strukturze PKB, które pokazały ekstremalny wzrost zapasów w I kwartale, wywołując niemałą konsternację wśród obserwatorów rynku. Kurs EUR/PLN charakteryzowała niewielka zmienność. Wzrósł nieznacznie, tydzień zakończył jednak poniżej psychologicznej granicy 4,60.
W tym tygodniu skupimy się na środowym (08.06) posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Nie mamy wątpliwości, że i tym razem stopy wzrosną – otwartym pytaniem jest jednak skala czerwcowej podwyżki. Zakładamy, że wyniesie ona 75 pb., niemniej w ostatnich miesiącach nie brakowało zaskoczeń ze strony RPP. Nie można więc wykluczyć ruchu o innej skali. Bardziej prawdopodobny od mocniejszego ruchu wydaje się słabszy – argumentem może być możliwe spowolnienie gospodarcze, sugerowane choćby przez ostatnie dane PMI. Oprócz samej decyzji istotna będzie komunikacja, szczególnie konferencja prasowa prezesa Glapińskiego dzień po posiedzeniu (09.06).
EUR
Oczekuje się, że EBC ogłosi w ten czwartek rychłe zakończenie luzowania ilościowego, co utoruje drogę do pierwszej od 2011 r. podwyżki stóp na kolejnym zebraniu. Najważniejszym pytaniem jest, czy będzie to podwyżka o 25 pb., czy o 50 pb. Spodziewamy się, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się właśnie na tej kwestii.
EBC opublikuje także zrewidowane prognozy wzrostu i inflacji, lecz jego niezbyt imponujące osiągnięcia w tym zakresie oznaczają, że będą one prawdopodobnie niezbyt interesujące dla rynków. Spodziewamy się, że prezeska Christine Lagarde w kontekście lipcowego posiedzenia pozostawi wszystkie opcje na stole. Biorąc pod uwagę, że rynkowa wycena prawdopodobieństwa ruchu o 50 pb. to mniej więcej ⅓, powinno to wspomóc wspólną walutę, wspierając rosnące oczekiwania w zakresie wyższych stóp procentowych (nie tylko w najbliższym okresie).
USD
Silny raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls) zdaje się potwierdzać pozytywny pogląd na amerykańską gospodarkę spójny z opublikowaną kilka dni wcześniej Beżową Księgą Fedu. Miejsca pracy są nadal tworzone w dość szybkim tempie, rynek jest w stanie pełnego zatrudnienia lub je przekracza, a jednak wzrost płac nadal nie nadąża za inflacją. Stopy procentowe są nadal znacznie poniżej inflacji, a z Waszyngtonu nie płyną żadne sygnały dotyczące zacieśniania fiskalnego, dlatego naszym zdaniem prawdopodobieństwo recesji pozostaje w krótkim terminie bardzo niewielkie.
Mimo że uwagę skupi na sobie w tym tygodniu posiedzenie EBC, piątkowy raport dotyczący inflacji w USA będzie istotny. Pokaże, czy miara bazowa stabilizuje się na poziomie ok. 6%, co byłoby bardzo niepożądaną wiadomością dla Fedu.
CHF
Frank szwajcarski doświadczył w zeszłym tygodniu wyprzedaży względem większości podobnych walut. Uważamy, że słabość ta jest związana z rosnącymi rentownościami amerykańskich obligacji, co często działa na niekorzyść franka. Skala deprecjacji była jednak ograniczona – w szczególności względem euro. Frank nie tracił też istotnie w parze ze złotym. Rosnące oczekiwania dotyczące normalizacji polityki przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) pomogły ograniczyć straty franka.
Wśród zeszłotygodniowych danych szczególnie przykuwał uwagę odczyt inflacji – 2,9% to najwyższy poziom od 2008 r. i znacznie powyżej oczekiwań. Dane o PKB w I kwartale również zaskoczyły w górę. Jednocześnie wyprzedzające wskaźniki aktywności zawiodły. Barometr ekonomiczny KOF, zbiorczy wskaźnik przewidujący wyniki szwajcarskiej gospodarki w najbliższej przyszłości, spadł znacznie poniżej długotrwałej średniej – do 96,8 pkt, co jest najniższym poziomem od stycznia 2021 r.
W tym tygodniu skupimy się na danych dotyczących depozytów na żądanie SNB (to wskaźnik używany do szacowania skali interwencji walutowych), które zostaną opublikowane we wtorek (07.06). Mogą one dać lepszy obraz podejścia banku do zacieśniania polityki. Nie spodziewamy się w natychmiastowej podwyżki stóp, lecz głosy z banku centralnego sugerują, że przyszłotygodniowe zebranie SNB będzie jednym z bardziej interesujących w ostatnich latach.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Trwają prace nad projektem ustawy nowelizującej Kodeks karny skarbowy, a ze względu na zagrożenie dla gwarancji prawa podatnika i oskarżonego, proponowane zmiany wywołują wiele wątpliwości wśród sędziów, prawników, adwokatów czy doradców podatkowych.
Chodzi m.in. o kontrowersyjną, długo zapowiadaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmianę zakresu możliwości korzystania z tzw. czynnego żalu karno-skarbowego i o częściową implementację instytucji konfiskaty rozszerzonej, pozwalającej orzekać przepadek majątku bądź przedmiotów pochodzących z przestępstwa, nie tylko tych pozostających w posiadaniu sprawcy przestępstwa, lecz również będących w posiadaniu innych osób.
– Najwięcej emocji wśród prawników budzi to, że majstrując przy instytucji przedawnienia karalności minister sprawiedliwości proponuje, aby możliwe było orzekanie o karalności i winie osób oskarżonych za popełnienie przestępstw skarbowych również po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, adwokat, doradca podatkowy, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Na dzień dzisiejszy taka możliwość nie występuje, ponieważ przedawnienie zobowiązania podatkowego jest równoznaczne z przedawnieniem karalności za przestępstwa karnoskarbowe. Jeżeli podatnikowi nie zarzuca się przestępstw na gruncie przepisów Kodeksu karnego, to przedawnienie zobowiązania podatkowego jest równoważne z „uwolnieniem” od k.k.s.
Po zmianach, jeżeli przedawni się zobowiązanie podatkowe i jednocześnie nie będzie następować przedawnienie karalności, to może dojść do takiej sytuacji, w której np. podstawą do skazania będzie decyzja nieostateczna, która została uchylona, a postępowanie podatkowe umorzone przez organ drugiej instancji ze względu właśnie na przedawnienie. Podstawą do formułowania aktu oskarżenia będzie coraz częściej protokół kontroli podatkowej czy wynik kontroli celno-skarbowej, jeżeli takie kontrole nie zostaną zakończone przed zakończeniem okresu przedawnienia zobowiązania podatkowego.
Warto dodać, że przy okazji ustawodawca nie przewiduje żadnych podobnych preferencji dla wierzycieli komercyjnych, które pozwalałyby im na wydłużenie okresu dochodzenia swych praw od dłużnika.
– Ministerstwo Sprawiedliwości tylnymi drzwiami próbuje przemycić przepisy, które są nieakceptowalne ze względu na zasadę równości i mam nadzieję, że ustawodawca wycofa się z tych rozwiązań – komentuje J.Matarewicz z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.
Jest kilka rozwiązań, które mogą sprawić, że państwa najbardziej zależne od surowców rosyjskich będą mogły z powodzeniem się ich pozbyć. Po pierwsze, to mechanizmy solidarnościowe w Unii Europejskiej – które w razie kryzysu dostaw pozwolą dzielić się zapasami strategicznymi. Tak może być na przykład w relacjach pomiędzy Polską a Niemcami. Jeżeli po zakręceniu kurka z gazem w Bułgarii i Polsce dojdzie na przykład do zatrzymania dostaw do Niemiec – może się wówczas okazać, że zapasy z Polski popłyną do Niemiec w ściśle określony sposób zgodny z rozporządzeniem SOS. To unijny sposób na to, jak radzić sobie z kryzysem dostaw przy jednoczesnej ochronie odbiorców wrażliwych – czyli na przykład szkół czy szpitali w państwie, które dzieli się gazem. Kolejnym rozwiązaniem jest rozbudowa infrastruktury.
– Nieprzypadkowo trwają rozmowy o dywersyfikacji dostaw ropy z użyciem istniejącej oraz nowej infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska już od dawna sprowadza nierosyjską ropę przez naftoport w Gdańsku. Może więc zwiększyć dostawy do Niemiec, a także do innych krajów w naszej części świata – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – PKN Orlen jest obecny na Litwie, na Słowacji, w Czechach i może być też obecny w innych miejscach. Pewnym wyzwaniem jest fakt, że węgierski Mol jest obecny na południowym rynku ropy i jest cały czas zainteresowany importem ropy rosyjskiej – więc może być problem z wykorzystaniem go do dywersyfikacji dostaw. Natomiast jeżeli chodzi o gaz ziemny, to powstaje nowa infrastruktura. Niemcy mówią wręcz o 4 pływających terminalach LNG – czyli statkach, które można w miarę łatwo wydzierżawić i sprowadzać przez nie gaz, dopóki będzie to konieczne. Więc takie rozwiązanie jest brane pod uwagę w wielu krajach unijnych. W Niemczech, w Grecji – oczywiście także w Polsce, która może nawet powiększyć planowaną przepustowość swojego FSRu, czyli pływającego gazoportu, z 6 do więcej miliardów metrów sześciennych – jeżeli będzie potrzeba dostarczenia gazu nie tylko na rynek polski, ale także do sąsiadów – przewiduje Jakóbik.
Rzeczywistość ransomware AD2022? Nowy atak ma miejsce średnio co 11 sekund, a cyberatak kosztujący przestępców ok. 30 dolarów może im przynieść zyski na poziomie nawet 25 tysięcy. Branża szkodliwego oprogramowania rozwija się niezwykle dynamicznie, tworząc coraz bardziej ustrukturyzowany, hierarchiczny i profesjonalny ekosystem.
Szacuje się, że „równoległa gospodarka” jest warta prawie 1,5 miliarda dolarów rocznie. Jej rozwój rodzi konsekwencje także dla sektora cyberbezpieczeństwa, którego wartość w 2026 roku może osiągnąć ponad 40 mld Euro. Jednym z głównych zagadnień w tym obszarze są ataki ransomware.
Ekosystem ransomware w praktyce
Sektor cyberprzestępczości coraz bardziej przypomina tradycyjny rynek, z własnymi kanałami komunikacji i dystrybucji, mechanizmami podaży i popytu oraz konkurencyjnymi procesami przetargowymi. Jak w wielu sektorach oficjalnej gospodarki następuje transformacja polegająca na przejściu od filozofii „produktów i narzędzi” do zorientowania na usługi i tworzenia rozwiązań – w tym przypadku złośliwych kampanii, wręcz „pod klucz”. Grupy cyberprzestępcze stosują techniki komercyjne przypominające te używane przez prawdziwe firmy.
– Żyjemy w erze Ransomware-as-a-Service i Malware-as-a-Service. Dane karty kredytowej można nabyć za 10 dolarów, identyfikatory logowania są dostępne w cenach od 100 do 1000 dolarów, a złośliwe oprogramowanie za kilkadziesiąt lub setki dolarów. Topowym towarem są np. wady dnia zerowego, które mogą zmienić właściciela za niebagatelną cenę od 500 000 do 2 milionów dolarów. Oczywiście ceny są pokłosiem potencjalnych zysków, jakie można uzyskać – wyjaśnia Aleksander Kostuch, ekspert Stormshield. – Co więcej możliwe jest wykupienie subskrypcji na regularny dostęp do poszczególnych metod ataków. Oferowane są zniżki i promocje, takie jak na przykład: „kup 11 miesięcy, jeden gratis”, których uzupełnieniem jest obsługa posprzedażowa – dodaje ekspert Stormshield.
Przeprowadzając wystarczającą liczbę prostych ataków – pociągających za sobą stosunkowo minimalne koszty operacyjne i infrastrukturalne – cyberprzestępcy mogą osiągnąć duże zyski. Według Deloitte, cyberatak kosztujący 34 dolary miesięcznie, może przynieść zysk w wysokości nawet 25 000 dolarów. Ogromna dysproporcja nakładów i korzyści przekłada się na rosnące możliwości przestępców, którzy nie stronią od działań skierowanych do pracowników firm, o których myślą jako o potencjalnych ofiarach swoich działań. W 2021 r. członkowie grupy LAPSUS$ regularnie zamieszczali w sieci Reddit oferty łapówek skierowanych do grup pracowników, którzy potencjalnie mogliby zarabiać w zamian za udostępnienie możliwości dostępu do sieci wewnętrznych ich organizacji.
Jak się bronić?
W odpowiedzi na coraz bardziej zorganizowane i wręcz uprzemysłowione zagrożenia, firmy i instytucje muszą szukać skutecznych środków zaradczych. Zdaniem ekspertów niezmiennie najlepszym możliwym rozwiązaniem, jest stawianie barier przed atakującymi w celu ich „zniechęcenia” oraz uświadomienie, że koszty cyberataku przewyższą jego potencjalne korzyści. Jednak nawet rosnąca wśród przedsiębiorców świadomość konieczności wdrażania rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo nie sprawi, że problem ransomware zniknie.
W tym kontekście budzącą dyskusję i wątpliwości kwestią jest płacenie okupów. We Francji, zgodnie z oficjalnym stanowiskiem władz francuskich, agencja ANSSI zaleca by nie płacić okupów. Ale ta zasada nie zawsze jest łatwa do przestrzegania w praktyce. Według doniesień jednej z francuskich gazet, w 2020 r. żandarmeria narodowa zaangażowała się w negocjacje dotyczące okupu oczekiwanego przez przestępców od międzynarodowej firmy transportowej.
– Firma będąca ofiarą, stojąc wobec perspektywy utraty milionów euro w efekcie zatrzymania jej działalności operacyjnej, zdecydowała się zapłacić. Dzięki informacjom zebranym przez policję podczas negocjacji udało się schwytać sprawców – mówi Aleksander Kostuch.
Okup to podstawowe narzędzie w rękach przestępców. Czy zatem w takiej sytuacji jednym z zawodów przyszłości będzie „negocjator cyberokupów”, który w sytuacji ataku ransomware pełniłby rolę pośrednika między firmami, a cyberprzestępcami? Jego rola nie ograniczałaby się jedynie do negocjowania z hakerami. Istotnym elementem byłaby pomoc ofiarom w koordynowaniu działań podejmowanych w reakcji na atak, tak aby ułatwić im przejście przez to doświadczenie.
– Rozważania wśród ekspertów zajmujących się tematyką cyberbezpieczeństwa obejmują również ten aspekt. Negocjacje z cyberprzestępcami są bardzo kontrowersyjne. Tworzą ułudę, że nasza pozycja jest mocniejsza, a w rzeczywistości wszystkie atuty posiada druga strona – ocenia ekspert Stormshield.
Czy negocjacje powinny być zakazane? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, prokuratura w Paryżu powołała sekcję ds. cyberprzestępczości, której celem jest uniemożliwienie takim pośrednikom czerpania korzyści z ransomware, jak wyjaśnił kapitan Paul-Alexandre Gillot podczas forum FIC 2021. Kwestia ich zakazu została postawiona wtedy… i od tamtego czasu to pytanie cały czas jest stawiane.
– Warto cały czas pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak maksymalne cyberbezpieczeństwo systemu, w którym nie można zhakować witryny, a wady są wykrywane z wyprzedzeniem. Dlatego cały czas musimy podejmować wysiłki, by stawiać jak najlepsze bariery chroniące sieci i zasoby organizacji. Celem tego działania jest jak największe zniechęcenie przestępców i dążenie do sytuacji, w której koszt cyberataku pozostanie wyższy niż jego potencjalne korzyści – podsumowuje Aleksander Kostuch z Stormshield.
Pod koniec maja br. odbyło się Walne Zgromadzenie Związku Polskiego Leasingu. Wybory do organów statutowych organizacji, sprawozdania z działalności, dyskusje dotyczące aktualnej sytuacji rynkowej i kierunków strategicznych zmian ZPL – to najważniejsze punkty agendy zebrania polskiej branży leasingowej.
Podczas Walnego Zebrania Związku Polskiego Leasingu odbyły się wybory do organów statutowych organizacji (Rady ZPL, Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego). Kilka dni później Rada Związku Polskiego Leasingu wybrała Pawła Pacha, Prezesa Zarządu PKO Leasing, na stanowisko Przewodniczącego Rady ZPL.
„Bardzo dziękuję wszystkim delegatom obecnym na Walnym Zebraniu ZPL za zaufanie, jakim nas, jako Radę Związku Polskiego Leasingu obdarzyliście. W tym miejscu chciałbym przywitać nowych członków Rady ZPL, organu, który liczy obecnie dziewięciu ekspertów, na co dzień pracujących w zarządach konkurujących ze sobą firm leasingowych. Tak liczna reprezentacja przedstawicieli spółek w Radzie ZPL, jest gwarantem pluralizmu i szerokiej reprezentacji, a także daje nam silny mandat do wyznaczania kierunków rozwoju rynku leasingu w Polsce. Związek Polskiego Leasingu, podobnie jak cała polska branża leasingowa, jest obecnie w fazie dynamicznej transformacji. Jako przewodniczący Rady ZPL, przez najbliższy rok, będę z dużą satysfakcją angażował się w rozwój sektora leasingowego w Polsce. Po roku – zgodnie ze zmienionym statutem ZPL – przekażę zaszczytną funkcję Przewodniczącego Rady ZPL kolejnemu jej członkowi” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Rady Związku Polskiego Leasingu.
Wiceprzewodniczącymi Rady ZPL, na mocy ostatnich wyborów, zostali:
Robert Antczak – Prezes Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów i Dyrektor Generalny Arval Polska,
Marcin Balicki – Prezes Zarządu Millennium Leasing,
Maciej Kijo – Członek Zarządu PEKAO Leasing,
Krzysztof Kowalewski – Wiceprezes Zarządu Santander Leasing Polska,
Rafał Piskorski – Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions w Polsce, Prezes Zarządu BNP Paribas Lease Group,
Cezary Raczyński – Prezes Zarządu mLeasing,
Adam Sar – Prezes Zarządu ING Lease (Polska),
Radosław Woźniak – Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.
Obecna Rada ZPL liczy dziewięciu członków i została wybrana na wspólną, trzy- letnią kadencję, która zakończy się w 2025r. Stanowisko Przewodniczącego Rady jest rotacyjne i przekazywane co roku. Dla przypomnienia, obok Rady organami statutowymi Związku Polskiego Leasingu są: Walne Zebranie, Zarząd, Komisja Rewizyjna oraz Sąd Koleżeński.
Prezesem Zarządu ZPL – pod koniec ubiegłego roku – został Tomasz Sudaj, ekspert związany z branżą finansową od blisko 20 lat. Prezes ZPL kieruje pracami związku i reprezentuje go na zewnątrz, natomiast Rada Związku sprawuje stały nadzór nad działalnością zarządu. Biogramy wszystkich członków Rady i Prezesa ZPL są dostępne na stronie internetowej polskiej organizacji leasingowej: http://leasing.org.pl/o_zwiazku/wladze
Uroczystym punktem programu Walnego Zebrania ZPL, było przyznanie Andrzejowi Sugajskiemu, Dyrektorowi Generalnemu, honorowego członkostwa ZPL, w dowód uznania za 16 lat pracy dla Związku Polskiego Leasingu. Tytuł przyznaje Rada Związku za szczególne zasługi na rzecz rozwoju leasingu w Polsce.
Podczas Walnego Zebrania ZPL zostały przeprowadzone także wybory do Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego ZPL. Wspólna kadencja członków Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego i Rady ZPL trwa trzy lata. Eksperci wybrani do ww. organów statutowych ZPL pracują społecznie na rzecz rozwoju polskiej branży leasingowej.
Skład Komisji Rewizyjnej ZPL na lata 2022-2025:
Maciej Cymmerman (Acting Head of Legal, BNP Paribas Lease Group),
Mirosław Grzelak (Wiceprezes Zarządu PKO Leasing),
Jacek Rakowski (Dyrektor Departamentu Prawnego mLeasing),
Krzysztof Zgorzelski (Prezes Zarządu PEKAO Leasing),
Hubert Wojciechowski (Manager Zespołu Rachunkowości, Podatków i Skarbu w ING Lease Polska).
Skład Sądu Koleżeńskiego ZPL na lata 2022-2025:
Ewa Krystel (Manager Zespołu Prawnego w ING Lease Polska),
Tomasz Salamon (radca prawny, Dyrektor Departamentu Prawnego w PKO Leasing),
Jerzy Strasz (radca prawny, Kierujący Wydziałem Obsługi Prawnej Millennium Leasing),
Paweł Szeipuk (Członek Zarządu, Dyrektor Działu Prawnego De Lage Landen Leasing Polska),
Solidne wyniki finansowe GK GPW za I kwartał 2022 r.
Rekomendacja wypłaty dywidendy z zysku za 2021 r. w wysokości 115,0 mln zł (2,74 zł na akcję)
Mimo nadzwyczajnej sytuacji na rynku, jaką wywołała rosyjska agresja na Ukrainę, Grupie Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) udało się wypracować w I kwartale 2022 r. solidne wyniki. Przychody GK GPW wyniosły 110,2 mln zł w I kw. 2022 r. (-1,2% rdr).
– I kwartał 2022 roku, z powodu wybuchu wojny w Ukrainie, charakteryzował się podwyższoną zmiennością cen aktywów na światowych rynkach kapitałowych, w tym również na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Zmienność spowodowana tym bardzo negatywnym wydarzeniem skutkowała wzrostem wolumenów i wartości obrotów na rynkach finansowych prowadzonych przez GPW. W I kwartale 2022 roku Grupa Kapitałowa GPW osiągnęła bardzo dobre wyniki finansowe, zysk netto wyniósł 38,1 mln zł i był porównywalny z wynikiem za I kwartał ubiegłego roku – powiedział Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.
Największą część przychodów Grupy Kapitałowej GPW w I kwartale br. stanowiły przychody z obrotu na rynku finansowym, które wyniosły 53,7 mln zł. Do 13,7 mln zł wzrosły przychody ze sprzedaży informacji na rynku finansowym, zaś 6,3 mln zł wyniosły przychody z obsługi emitentów. Przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 35,9 mln zł.
Zarząd GPW zarekomendował wypłatę w wysokości 115,0 mln zł z ubiegłorocznego zysku w formie dywidendy: – W związku z bardzo dobrymi wynikami Grupy Kapitałowej GPW za ubiegły rok, gdzie zysk netto za cały rok wyniósł ponad 160 mln zł, Zarząd Giełdy zaproponował (…) wypłatę dywidendy w wysokości 2,74 zł na akcję. Stopa dywidendy wyniesie ponad 7 procent. Decyzję w sprawie wypłaty dywidendy ostatecznie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy GPW zwołane na 23 czerwca – dodał Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.
Warto zauważyć, że w I kwartale 2022 r. Grupa Kapitałowa GPW prowadziła też prace związane z podsumowaniem efektów realizacji Strategii #GPW2022, a także rozpoczęła prace koncepcyjne nad nową strategią na lata 2023-2027.
Maj 2022 r. upłynął w Polsce pod znakiem kontynuacji spadku wskaźnika nastrojów konsumenckich. Jak wynika jednak z danych gromadzonych przez firmę GfK mieszkańcy naszego kraju reagują na turbulencje gospodarcze i geopolityczne nieco spokojniej niż przeciętni obywatele Unii Europejskiej.
Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w maju br.
-15,8 i spadł o 1,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Dla porównania na terenie całej Unii średnia dla barometru wynosi już -22,2, a warto podkreślić, że jeszcze pięć miesięcy temu przeciętne nastroje unijne utrzymywały się na wyższym poziomie niż nad Wisłą.
Nieznaczny spadek to kontynuacja uśrednionego trendu z ostatniego półrocza. Dane GfK wskazują, że niżej niż przed miesiącem oceniamy np. obecną i przyszłą sytuację finansów domowych. W przypadku sytuacji gospodarczej kraju statystyki niemal nie uległy zmianie.
W maju ujemne nastroje konsumenckie odnotowano w większości grup wiekowych. Najniższy wskaźnik (-26,3) – ze znaczną różnicą względem pozostałych – utrzymuje się w grupie osób, które ukończyły 60. rok życia. Najwyższy wynik dotyczy z kolei grupy 15-22 lata i wynosi on 4,1. Jest to jednocześnie jedyna badana grupa wiekowa, w której wskaźnik barometru utrzymał się na dodatnim poziomie. Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.
W przypadku podziału na płeć, po jednorazowym odwróceniu trendu w marcu br., w kolejnym miesiącu nastąpił powrót do statystyk, wedle których gorsze nastroje notowane są w Polsce wśród kobiet. Maj to kontynuacja tego trendu, przy czym nastroje konsumenckie wśród kobiet są już wyraźnie słabsze niż u mężczyzn (-18,5 vs. -13,9).
Większe dysproporcje możemy zaobserwować także w przypadku różnych poziomów wykształcenia, jednak różnice w tym zakresie nie są tak wyraźne jak jeszcze kilka miesięcy temu. W maju br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem wyższym (-18,4). Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom -6,5.
– Dwa największe zmartwienia Polaków to obecnie wysoka inflacja oraz konflikt w Ukrainie. Obecna sytuacja, choć nie napawa optymizmem, jest oceniana mimo wszystko lepiej niż to, co miało miejsce pod koniec 2020 roku, w kulminacyjnej fali pandemii COVID-19. Wtedy wartość indeksu spadła do rekordowego w 18-letniej historii poziomu –33 punktów – mówi Artur Noga-Bogomilski, head of market intelligence w firmie GfK w Polsce.
W maju br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:
Informacje o badaniu
Badanie zrealizowano w dniach 5-11 maja 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.
Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.
Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.
Polskie porty wyraziły gotowość we wspieraniu ukraińskiej gospodarki. To bardzo ważne, bo objęty wojną kraj dotychczas definiowany był jako „spichlerz Europy” i jeden z głównych eksporterów zbóż w wiele rejonów świata. Obecnie porty w Ukrainie nie są w stanie efektywnie obsługiwać transportów, co powoduje gigantyczne straty finansowe i realne widmo głodu w niektórych rejonach świata. Czy sektor TSL w Polsce jest w stanie pomóc Ukrainie? Owszem, ale nie będzie to działanie pełnoskalowe.
Polska może zapewnić Ukrainie maksymalnie 20% potrzeb przeładunkowych. My pracujemy już na 100%
Specjaliści sektora TSL zdecydowanie popierają i bardzo chętnie przyłączają się do wspierania firm z Ukrainy. Jak mówią jednak – nie dojdzie do sytuacji, że porty w Polsce przejmą cały wolumen ładunków, które dotychczas były odprawiane w Ukrainie. Powodów jest kilka.
– Polska logistyka na ten moment wykorzystuje blisko 100% swoich możliwości, by pomóc Ukrainie. Nasz sektor TSL jest trochę inny niż ten w Ukrainie. Bazujemy na kontenerach i to one stanowią dominujący wolumen przeładunkowy. To węgiel, aluminium, surowce przemysłowe. Ukraina za to specjalizuje się w towarach sypkich i rolnictwie. Trudno porównywać więc nasze specjalizacje dominujące, do tego co podtrzymuje gospodarkę naszych walczących z okupantem sąsiadów. Ukraina jest w stanie produkować zboża i towarów rolnych i pozostałych sypkich na poziomie 5 milionów ton miesięcznie, a możliwości polskie, by je obsłużyć są zdecydowanie mniejsze. To może ok. 20% możliwości przeładunkowych w kontekście całego zapotrzebowania ukraińskiego. Musimy jednak pamiętać także o realizacji naszych bieżących kontraktów i zobowiązań od których porty czy firmy zajmujące się transportem samochodowym nie są w stanie ograniczyć czy anulować – dodaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL.
Rozwiązania krótkoterminowe zamiast inwestycji długofalowych
Inwestycje portowe, by przystosować naszą infrastrukturę do potrzeb rosnącego rynku polskiego i rynku Ukraińskiego warte byłyby dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Nie opłaca się ich przeprowadzać tylko po to, by chwilowo przejąć ruch z objętej wojną Ukrainy. Naszym celem jest pomoc, a nie stałe przejmowanie ruchu gospodarczego sąsiedniego kraju.
– Ukraina ma wielką potrzebę, by porty polskie ją wspierały. Polska infrastruktura nie jest jednak gotowa, by w całości obsłużyć drugi kraj. Inwestycje są możliwe, ale to kwestia długofalowa, a takich gwarancji nikt dzisiaj nie jest w stanie przedsiębiorcom udzielić. Życzymy Ukrainie, by ich porty zostały szybko odblokowane, a wtedy logistyka stopniowo powróci do tego kraju. Po odzyskaniu portów w Ukrainie w pierwszej kolejności powróci logistyka zbóż i oleju słonecznikowego, gdyż te produkty są priorytetowe i w dużej mierze obsługiwane przez port w Odessie, który prawdopodobnie jako pierwszy zostanie udrożniony. Może to być rok, może dwa lata, maksymalnie 5 lat. Musimy więc skupić się na rozwiązaniach krótkoterminowych, które są szansą dla polskich firm i portów, ale nie należy podchodzić do tej sytuacji jako czegoś, co potrwa długo. Nie wydaje mi się, by polscy przedsiębiorcy byli w stanie przejąć na stałe klientów obsługiwanych dotychczas przez porty ukraińskie – mówi Przemysław Hołowacz.
Hanna Mojsiuk: Sytuacja logistyki w Ukrainie to poważny problem geopolityczny. Temat dla dyskusji dla całej Europy
Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy sektora TSL wykazują się dużą elastycznością jeżeli chodzi o wspieranie firm z Ukrainy obsługę portową. Nie mogą jednak przedkładać swoich dotychczasowych interesów nad obsługę towarów z Ukrainy, bo mogłoby to spowodować poważne komplikacje w wielu firmach.
– Polskie porty i terminale: publiczne oraz komercyjne bardzo szybko zareagowały na apele firm z Ukrainy, by umożliwić im odprawę zbóż oraz innych produktów, które w Ukrainie nie miałyby teraz szans na przygotowanie, odprawę i dotarcie do klientów. Nasze porty pracują z pełną mocą i już przed wojną pojawiały się pewne oznaki przesilenia. Rozpędzony sektor e-commerce, Brexit, zrywane przez COVID łańcuchy towarowe, to wszystko wymaga od firm spedycyjnych i logistycznych mobilizacji na absolutnie mistrzowskim poziomie. Jak jest? Póki co organiczna siła naszej gospodarki jest na najwyższym poziomie. Obawiam się jednak, czy tej energii stary nam do końca wojny, a tego końca na horyzoncie nie widać – mówi Hanna Mojsiuk.
– Sektor TSL, porty, cała logistyka w Polsce potrzebuje wsparcia i strategii. Myślę, że rządzący muszą się nad tym pochylić. Myślę nawet, że to nie temat do dyskusji w Polsce, a w całej Europie. Ograniczenie przeładunku zbóż jest wielkim, geopolitycznym problemem. Odpowiedzialność społeczna sektora TSL wymaga szukania rozwiązań, bo ofiar będzie więcej jeżeli zboże z Ukrainy nie trafi np. do Afryki. Stoimy przed realną wizją głodu na tamtym kontynencie. Musimy więc działać, szukać rozwiązań i bardzo intensywnie dyskutować w sprawie alternatyw dla portów ukraińskich i polskich. – dodaje Hanna Mojsiuk.
Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki doprowadził do faktycznego istnienia w obrocie prawnym wielopoziomowych struktur współpracujących ze sobą podmiotów – holdingów. W polskim prawie brak było jednak do tej pory szczegółowych regulacji tej materii. Ten stan rzeczy zmieni się z dniem 13 października 2022 r., kiedy to wejdzie w życie nowelizacja kodeksu spółek handlowych z dnia 9 lutego 2022 r., a w polskim porządku prawym pojawi się pojęcie ‘grupy spółek’.
Ustawa zmieniająca kodeks spółek handlowych wprowadza do polskiego prawa instytucję ‘grupy spółek’ wraz z unormowaniem relacji między spółką dominującą, a jej spółkami zależnymi, które taką grupę tworzą. W ramach tych regulacji zostają wprowadzone przepisy, których celem jest nie tylko umożliwienie sprawnego zarządzania grupą spółek przez spółkę dominującą, w związku z realizacją wspólnej strategii gospodarczej, ale również zrównoważenie interesów uczestniczących w grupie spółek. ‘Interes grupy spółek’ jest tutaj pojęciem zasadniczym. To wokół niego koncentrują się regulacje dotyczące wyważania sprzecznych interesów w ramach grupy spółek odwołujące się nie tylko do spółki dominującej i spółki zależnej, ale również do interesów wierzycieli, członków organów menedżerskich oraz mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy) spółki zależnej.
Do polskiego porządku prawnego została zatem recypowana, wypracowana przez orzecznictwo francuskie, tzw. koncepcja interesu grupy spółek (doktryna Rozenbluma), wskazująca na potrzebę uznania działań menedżerów spółek tworzących grupę podejmowanych w interesie holdingu. Zgodnie z nową regulacją spółki uczestniczące w grupie biorą pod uwagę nie tylko interes każdej z tych spółek, ale również interes grupy spółek, o ile nie zmierza do pokrzywdzenia wierzycieli lub wspólników mniejszościowych spółki zależnej. Natomiast członek zarządu spółki zależnej, który wykonał szkodliwe dla tej spółki polecenia spółki dominującej, leżące jednak w interesie grupy spółek, może zostać z odpowiedzialności za szkodę zwolniony (przy spełnieniu pewnych warunków), zaś poniesiona szkoda wyrównana w przyszłości spółce zależnej.
Ustawa wprowadza instytucję wiążących poleceń spółki dominującej dla spółki zależnej. W myśl zasady, że za decyzją idzie odpowiedzialność, nowa regulacja wprowadza odpowiedzialność spółki dominującej za skutki wydania wiążącego polecenia, wykonanego następnie przez spółkę zależną uczestniczącą w grupie spółek. Spółka dominująca może zatem ponosić odpowiedzialność nie tylko wobec spółki zależnej, ale również wobec jej wierzycieli oraz mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy).
Odpowiedzialność spółki dominującej względem spółki zależnej jest odpowiedzialnością odszkodowawczą opartą na zasadzie domniemania winy. Spółka dominująca odpowiada wobec spółki zależnej za szkodę, która została wyrządzona wykonaniem wiążącego polecenia i która nie została naprawiona w terminie wskazanym w wiążącym poleceniu, chyba że nie ponosi winy. Odpowiedzialność spółki dominującej względem wierzycieli spółki zależnej aktualizuje się, jeżeli egzekucja przeciwko spółce zależnej okaże się bezskuteczna, a szkoda wyrządzona wierzycielom spółki zależnej powstała jako skutek wykonania się przez tę spółkę wiążącego polecenia spółki dominującej oraz innych zawinionych przez spółkę dominującą okoliczności. Natomiast odpowiedzialność spółki dominującej wobec mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy) spółki zależnej sprowadza się do odpowiedzialności za szkodę w postaci obniżenia wartości udziału (akcji) spółki.
Funkcjonujące holdingi musiały mierzyć się z różnymi problemami praktycznymi, których finał nierzadko miał miejsce w postępowaniach sądowych. Polskie sądy jednak co do zasady rzadko uwzględniały w swoich orzeczeniach interesy grup spółek jako struktur nieformalnych. Czy nowelizacja przyczyni się do zmiany takiego podejścia? Na tak postawione pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Nowelizacja daje bowiem wyraźne oparcie dla dotychczasowej praktyki grup spółek, a z drugiej strony pozwala judykaturze precyzować bliżej zakres dopuszczalnego respektowania interesów grupy spółek organom spółki dominującej i zależnej.
Autor: mec. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy
W maju zatrudnienie w USA urosło o 390 tys. To więcej niż oczekiwania (320 tys.). Widać, ze rynek pracy nadal znajduje się w dobrej kondycji. Jednak ze względu na wysoki popyt na pracę nadal istnieje duże ryzyko zjawiska spirali płacowo-cenowej. Fed nadal będzie podnosił stopy wg zamierzonego planu.
Piątkowy odczyt jest niewiele mniejszy od kwietniowego (436 tys.). Z kolei stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym poziomie 3,6 proc.. Mediana ekonomistów wskazywała spadek do 3,5 proc. Przed pandemią normą była zmiana na poziomie 200 tys. osób.
Silny rynek pracy wskazuje, że gospodarka USA powinna odnotować solidny wzrost w II kwartale. Spadek w okresie styczeń – marzec był wywołany silnym importem i mniejszym gromadzeniem zapasów. W USA cały czas panuje silny krajowy popyt końcowy.
Przyjrzyjmy się zarobkom. Średnie godzinowe płace wzrosły o 0,3 proc w stosunku do kwietnia. W porównaniu z sytuacją sprzed roku, wzrost ten zmniejszył się z 5,5% do 5,2%. Oznacza to, że szczytowy poziom 5,6% z marca mógł zostać przekroczony. Jednak bardziej znaczące wskaźniki płacowe, takie jak Atlanta Fed Median Wage Growth Tracker, nie wskazują jeszcze na spadek, dlatego prawdopodobnie jest jeszcze za wcześnie, aby ogłaszać spowolnienie wzrostu płac.
W ostatnich miesiącach wzrost zatrudnienia nieco spowolnił, ale nadal pozostaje na dość wysokim poziomie. Należy również wziąć pod uwagę, że rynek pracy musi tworzyć jedynie około 80 tys. nowych miejsc pracy miesięcznie, aby nadążyć za wzrostem populacji. Obecny przyrost w żadnym wypadku nie oznacza więc „schłodzenia” rynku pracy. Jak na razie brakuje sygnałów nadchodzącej recesji. Jeśli weźmiemy bardzo dobry ISM dla przemysłu, mamy układankę, która daje Rezerwie Federalnej zielone światło do dalszego działania. Fed nie przejdzie na wolniejsze tempo podwyżek stóp, dopóki nie pojawią się wyraźne oznaki spowolnienia.
Dolar prawie w ogóle nie zareagował. Główna para walutowa cały czas pokazuje wartośći powyżej 1,07. Z technicznego punktu widzenia EUR/USD cały czas znajduje się ponżej istotnych technicznych oporów. Kluczową barierą wydaje się być nadal 1,08. Na indeksach giełdowych z kolei obserwowaliśmy słabe nastroje. W tym momencie dobre dane z gospodarki USA to złe dane dla Wall Street. Indeks Nasdaq pomimo spadków piątkowych (blisko 2,5 proc.) nadal znajduje się w krótkoterminowej konsolidacji pomiędzy 12 500 pkt. a 12 900 pkt.
Firmy przetwarzające tworzywa sztuczne systematycznie podnoszą swoją zdolność do konkurowania. Sub-indeks MiU dla tej branży wzrósł już trzy razy z rzędu – do 54,72 pkt. Ponadto co drugi przedsiębiorca ocenia, że poprawił swoje przygotowanie do konkurowania w ubiegłym roku. Jeśli branża chce utrzymać ten trend będzie musiała zmierzyć się z wieloma wyzwaniami. Zdaniem badanych przedsiębiorców największym będzie poradzenie sobie z rosnącymi cenami surowców.
Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, firmy MŚP z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych konsekwentnie podnoszą swoją konkurencyjność. Co drugi ankietowany ocenił, że w ubiegłym roku poprawił ogólne przygotowanie do konkurowania z perspektywy posiadanego parku maszyn i urządzeń (MiU). Z kolei w przypadku 41 proc. przedsiębiorców konkurencyjność w 2021 utrzymała się na tym samym poziomie, a u 9 proc. uległa pogorszeniu.
Dobrą kondycję do konkurowania potwierdza również aktualny pomiar sub-indeksu MiU dla tej branży, który wynosi 54,72 i jest to wzrost o 2,44 pkt w porównaniu do poprzedniego badania przeprowadzonego jesienią 2020 r. Warto również podkreślić, że branża przetwórstwa tworzyw sztucznych poprawiła wartość sub-indeksu już po raz trzeci z rzędu – tuż przed wybuchem pandemii wynosił on 45,79 pkt.
– Przedsiębiorcy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych konsekwentnie wzmacniają swoją zdolność do konkurowania od marca 2020 r. Motorem ostatniego wzrostu były m.in. inwestycje w automatyzację procesów produkcji oraz zwiększenie częstotliwości odnowień parku maszyn i urządzeń. Istotny wpływ miał także wzrost eksportu. Przed branżą stoi jednak kolejny rok pełen wyzwań. Przedsiębiorcy już w ubiegłym roku zwracali uwagę na problem z surowcami, który potęguje teraz obecna sytuacja geopolityczna. Dodatkowym czynnikiem są wzrosty cen energii oraz wyzwania regulacyjne, z którymi będą musiały się zmierzyć firmy z tej branży – mówi Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.
Branża automatyzuje się i zwiększa eksport
W ubiegłym roku ponad 40 proc. firm z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych podniosło poziom automatyzacji produkcji. W tym samym czasie co trzecie przedsiębiorstwo zwiększyło także nakłady na odnowienie parku maszyn i urządzeń (MiU). Warto również zwrócić uwagę, że co drugi ankietowany planował inwestować w automatyzację (52 proc.) oraz odnowienie parku MiU (47 proc.) również w najbliższej przyszłości.
Inwestycje udało się zrealizować prawdopodobnie dzięki wzrostom w sprzedaży. Połowa (49,4 proc.) ankietowanych przedsiębiorców oceniła, że zwiększyła eksport w ubiegłym roku. Ponadto 43 proc. informowało o wyższej sprzedaży krajowej w tym okresie.
Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, firmy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych chętnie sięgają również po finansowanie zewnętrzne. Co trzecie przedsiębiorstwo dywersyfikuje źródła finansowania przy inwestycjach w park maszyn i urządzeń. Z kolei co czwarty przedsiębiorca w ogóle nie wykorzystuje własnych środków finansując maszyny i urządzenia, i korzysta wyłącznie z zewnętrznych funduszy np. leasingu.
Ceny surowców największym wyzwaniem
Mimo dobrych wyników przed branżą jest rok pełen wyzwań, do których muszą się dostosować przedsiębiorcy, aby utrzymać konkurencyjność swoich firm. Zdaniem 40 proc. badanych przetwórców, największym z nich będzie poradzenie sobie z cenami surowców. Dla 28 proc. będzie to większa automatyzacja zakładu. Z kolei 22 proc. ankietowanych firm zwraca uwagę na problemy z pozyskaniem pracowników. Dla 19 proc. największym wzywaniem będzie utrzymanie płynności i przychodów.
– Należy pamiętać, że czasy, w których żyjemy cechują się podwyższoną nieprzewidywalnością. Z jednej strony pandemia COVID-19 mniej już wpływa na gospodarkę, ale z drugiej rosnąca inflacja oraz m.in. wzrost kosztów energii coraz bardziej dają się we znaki przedsiębiorcom. Ponadto słyszymy o problemach branży transportowej, na które składają się również trudności z pozyskaniem pracowników, rosnące ceny paliw czy niedostępność kontenerów. Dodatkowo mamy trudną sytuację na rynku półprzewodników. Biorąc pod uwagę konsekwencje tych czynników, odpowiednie zarządzanie parkiem maszyn i urządzeń jeszcze nigdy nie było tak istotne jak dziś – podsumowuje Artur Sokalski, Business Development Manager w Siemens Financial Services w Polsce.
Nota metodologiczna:
Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.
Badanie z przedstawicielami 400 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2021 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).
Według danych Ministerstwa Finansów na początku 2022 roku ponad 328 tys. przedsiębiorców zmieniło formę opodatkowania. Od 1 lipca 2022 roku rząd wprowadza nowe stawki podatkowe i w ramach wyjątku oferuje polskim podatnikom możliwość dokonania jeszcze jednej zmiany sposobu rozliczenia.
Komu będzie ona się opłacać? Czasu do namysłu pozostało niewiele, a i nie wszyscy przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z tego przywileju.
Kto może, a kto nie będzie mógł zmienić formy rozliczania podatku?
W świetle przepisów (art. 9 ust. 2 ustawy o PIT) zmiana formy opodatkowania jest możliwa do 20 lutego roku każdego roku kalendarzowego. W ramach planu naprawczego Polskiego Ładu od lipca 2022 roku zaczną obowiązywać nowe stawki podatku. Ministerstwo Finansów zezwoliło zatem, w drodze wyjątku, na zmianę sposobu opodatkowania, nawet jeśli przedsiębiorca przed rozpoczęciem tego roku już zadeklarował jego formę.
Zmiany dotyczą jednak wyłącznie podatników, którzy chcieliby zmienić sposób rozliczania na zasady ogólne.
Kiedy będzie możliwa zmiana sposobu opodatkowania?
Zgodnie z zapowiedziami rządu podatnicy będą mogli zdecydować się na ewentualną zmianę sposobu opodatkowania w terminie od 1 lipca do 22 sierpnia. Dzięki temu na przykładzie ryczałtowców – pierwsze pół roku będzie można rozliczać się w postaci ryczałtu, a drugą połowę według skali podatkowej.
Jakie zmiany podatkowe będą wprowadzone?
Do głównych zmian związanych z korektą Polskiego Ładu zaliczyć można likwidację ulgi dla klasy średniej i obniżenie podatku PIT u podatników na skali podatkowej. Zamiast 17% ma on wynieść 12%. (na pierwszym progu). Zmiany dotyczą również sposobów na zmniejszenie podstawy opodatkowania o wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne:
– dla przedsiębiorców na podatku liniowym – do kwoty limitu 8700 zł podstawy (co daje w rocznym ujęciu 1653 zł),
– dla ryczałtowców – możliwość odliczenia połowy składki od przychodów (oszczędności są uzależnione zatem od stawki ryczałtu i przychodu firmy),
– dla przedsiębiorców na karcie podatkowej – pomniejszenie podstawy opodatkowania jest możliwe do 19% wysokości składki.
PIT i CIT – terminy rocznych rozliczeń
Rozliczenia roczne PIT były obligatoryjne do 30 kwietnia. CIT to podatek rozliczany przez spółki akcyjne i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W tym roku, w ramach wyjątku, rozliczeń CIT-u można dokonywać do 30 czerwca. W 2023 roku ma już obowiązywać jeden, wspólny termin rozliczeń. Deklaracje i zeznania trzeba będzie składać do 30 kwietnia.
Liniówka, skala czy CIT? Dylemat oszczędnego przedsiębiorcy
Polskie spółki od momentu wprowadzenia Polskiego Ładu starają się podwyższać swój dochód. Najbardziej oszczędne przestały nawet już zmniejszać koszty uzyskania przychodu. Wszystko przez minimalny podatek dochodowy w wysokości 10 proc., który zaczął obowiązywać 1 stycznia 2022 roku. Dotyczy on wszystkich “nierentownych” spółek kapitałowych i podatkowych grup kapitałowych, które poniosą stratę lub których dochód nie przekroczy 1 proc. (chodzi dokładnie o udział dochodów z działalności operacyjnej w przychodach operacyjnych). Dla spółek mniejsze koszty przychodu przekładają się automatycznie na wyższą podstawę opodatkowania klasycznym podatkiem dochodowym, co jest jednym ze sposobów na przetrwanie w nowych realiach podatkowych.
Przedsiębiorcy na liniówce również mają twardy orzech do zgryzienia. Podniesienie kwoty wolnej od podatku może bowiem wpłynąć na to, że będzie to opłacalna forma rozliczania się z fiskusem, ale tylko dla tych podatników, których dochód przekracza 200 tys. złotych rocznie. Na szczęście właściciele firm, którzy widzą dla siebie szansę w najbliższej, lipcowej zmianie opodatkowania – już niebawem będą mieli okazję sprawdzić, jak kształtować będą się ich opłaty na innej formie rozliczenia.
– To nie jest łatwy czas dla przedsiębiorców. Zmiany przepisów w ciągu roku podatkowego sprawiają, że tak naprawdę wciąż nie wiemy, jakie obciążenia finansowe nas czekają. Oczywiście dobrze, że mamy możliwość – biorąc pod uwagę tak istotne modyfikacje systemu podatkowego – przejść na inny model rozliczeń z fiskusem, niemniej według mnie połowa roku to nie jest moment na tego typu zmiany – mówi Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART. – Tym bardziej że nowe pomysły wpływają nie tylko na właścicieli firm, ale i na producentów systemów wspierających pracę księgowych i biur rachunkowych, którzy po raz kolejny w ostatnich miesiącach będą dokonywać aktualizacji w swoich aplikacjach, by dostosować je do wchodzących w życie przepisów.
Czy w związku z najnowszymi zmianami przejście na skalę będzie najbardziej atrakcyjne? Jest to prawdopodobne. Do kolejnej z ważnych zalet skali podatkowej zalicza się zastosowanie kwoty wolnej od podatku w wysokości 30 tys. złotych, a także możliwość rozliczania się wspólnie z małżonkiem (a po najnowszych zmianach także z dzieckiem – dla samotnych rodziców).
– Ryczałt pozostanie atrakcyjny dla tych przedsiębiorców, którzy rozliczają się według stawki niższej niż 12 proc. Jeśli stawka będzie wyższa – warto rozważyć zmianę rozliczenia na zwykły PIT. Jest to oczywiście opłacalne tylko z perspektywy przedsiębiorców, których przychody nie przekroczą 120 tys. złotych rocznie, ponieważ przy kwotach wyższych obowiązuje już 32 proc. podatek PIT – tłumaczy Kamila Cieszkowska, współwłaściciel, główna księgowa w Biuro Rachunkowe Podatnik P&K Cieszkowscy.
W opozycji do chęci zmiany formy opodatkowania stoi jednak wysokość składek zdrowotnych. W skali podatkowej wynoszą one 9 proc. od dochodu, u liniowców jest to 4,9 proc., a ryczałtowcy płacą składkę zryczałtowaną.
Po najświeższej korekcie Polskiego Ładu, nazywanej przewrotnie Polskim Ładem 2.0, skala podatkowa stała się realną alternatywą i dla liniowców (19 proc. PIT), i dla ryczałtowców. Czy przejście na tę formę rozliczenia faktycznie wpłynie na oszczędności w postaci niższych podatków? Odpowiedź na to pytanie przyniesie z pewnością druga połowa roku.
Ceny kryptowalut utrzymywały się w zeszłym tygodniu na stałym poziomie, ponieważ inwestorzy oceniali sytuację pod ich kątem. Bitcoin od kilku tygodni utrzymuje się na stałym poziomie na poziomie 30 000 dolarów, co daje nadzieję, że najgorszy czas dla krypto minął.
Bitcoin rozpoczął tydzień poniżej 29 000 dolarów i wzrósł do prawie 32 000 dolarów we wtorek, po czym spadł poniżej 29 500 dolarów. Od tamtego czasu ponownie wzrósł i obecnie kształtuje się na poziomie 31 000 dolarów.
Ethereum podlegał ciągłej zmienności, prawdopodobnie przez niepewność inwestorów wokół The Merge, która jest teraz na czasie. Token ETH rozpoczął ubiegły tydzień poniżej 1800 dolarów, po czym we wtorek wzrósł powyżej 1950 dolarów. Jednak jego wartość spadła poniżej 1750 dolarów w ciągu tygodnia poprzedzającego, który powrócił do około 1850 dolarów.
Jest prawdopodobne, że ETH pozostanie pod wpływem zewnętrznych czynników, dopóki wyniki The Merge nie będą jasne. Aktualizacja techniczna blockchain ma poważne konsekwencje dla jego zastosowań i wartości tokenów. Teoretycznie, będzie to mieć deflacyjny wpływ na kryptowaluty, co może okazać się cennym aspektem w obecnym środowisku wysokiej inflacji.
Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro
Koniec poprzedniego tygodnia to nie najgorsze dane z amerykańskiego rynku pracy, które wyhamowały zapędy rozpędzającego się euro na głównej parze walutowej świata. Dla surowcowych traderów poniedziałkowym budzikiem okazało się wybicie lokalnych szczytów cenowych na wykresach czarnego złota.
Piątkowy kontratak danych na rynku pracy w USA
Pod koniec poprzedniego tygodnia otrzymaliśmy kilka istotnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Po czwartkowych, o ponad połowę niższych od oczekiwań, informacji z raportu ADP, dolar uległ deprecjacji. W związku z powyższym analitycy nie oczekiwali pojawienia się silnych danych podczas piątkowych odczytów z amerykańskiego rynku pracy. Te jednak nie okazały się takie złe. Co prawda stopa bezrobocia pozostała na poziomie 3,6%, ale za to zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym była o 70 tys. wyższa od prognozowanej. Wzrost zatrudnienia w stosunku do predykcji zanotowano także w sektorze prywatnym. Dane te ożywiły “zielonego” powodując zejście kursu na głównej parze walutowej świata momentami do poziomów poniżej 1,071$.
Decyzje w sprawie stóp
Wśród ekspertów coraz częściej usłyszeć można głosy mówiące o łagodniejszym podejściu FED do zacieśniania polityki monetarnej. Jednak piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują, iż ten scenariusz wcale musi dojść do skutku. W tym tygodniu czekają nas kolejne informacje w sprawie stóp procentowych z kilku banków centralnych. 8 czerwca poznamy decyzję RPP, na którą nerwowo czekają kredytobiorcy. Na polskim rynku oczekuje podniesienie stopy do wartości minimum 6%. Dzień później, bo w czwartek głównym wydarzeniem będzie decyzja EBC w sprawie stopy refinansowanej i depozytowej, na którą na pewno wpływać będzie finalny odczyt PKB za pierwszy kwartał dla strefy euro.
Inflacja z baryłką tańczą w jednej parze
W ten tydzień wchodzimy wraz z lokalnymi górkami na wykresach ropy. Cena indeksu Oil WTI nad ranem przekroczyła 120$, a Oil Brent 121$. Dane te nie sugerują, aby ceny na stacjach paliw miały ulec zmianie z korzyścią dla konsumentów. W mediach pojawia się coraz więcej artykułów straszących, że na wakacyjny wyjazd samochodem w tym roku będą mogli pozwolić sobie tylko osoby bardziej zamożne. Wzrosty cen paliw na pewno pomagają inflacji, której odczyty z wielu krajów europejskich poznamy pod koniec tego tygodnia.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Branża odzieżowa to dynamiczne środowisko, w którym zatrudnienie znajduje naprawdę wiele osób. Do bardzo istotnych stanowisk w tym segmencie gospodarki bez wątpienia należy asystent kupca i kupiec. Na czym polega praca osób na tych stanowiskach i jak wygląda ścieżka rozwoju w tym kierunku?
Jak zostać asystentem kupca mody w polskiej marce?
Praca na stanowisku asystenta kupca to zajęcie wymagające i odpowiedzialne – osoba, która pełni tę funkcję, bierze udział w procesie przygotowywania zamówień na zakupy wewnętrzne. Oznacza to, że ma duży wpływ na to, jakie produkty ostatecznie będą dostępne w sprzedaży. Osoba, która chce rozpocząć pracę w tym kierunku, musi mieć odpowiednie umiejętności i predyspozycje. Niezbędna jest znajomość języka angielskiego oraz zainteresowanie modą.
Aby ubiegać się o pracę na stanowisku asystenta kupca, ważne jest, aby posiadać zdolności analityczne i strategiczne. Osoba na tym stanowisku powinna być wszechstronna oraz ciekawa świata, otwarta na nawiązywanie nowych kontaktów. Ważna jest także umiejętność działania pod presją czasu – wiele decyzji często musi być podejmowanych natychmiast i nie ma tutaj miejsca na chwilę zawahania się.
W polskich brandach modowych, które należą do grupy LPP, asystent kupca może liczyć na jasno rozpisaną ścieżkę rozwoju. Dzięki temu kariera w Sinsay lub w innej polskiej marce odzieżowej może być rozwijana stopniowo i od początkowego stanowiska, czyli asystenta kupca, po wykazaniu odpowiednich cech i zdobyciu doświadczenia, można liczyć na awansowanie na kolejne szczeble.
Jakich wyzwań możesz się spodziewać na tym stanowisku?
Do podstawowych zadań pracowników marek odzieżowych na stanowisku asystent kupca należy przede wszystkim wspieranie kupca, z którym bezpośrednio się współpracuje. Pomoc jest niezbędna w procesie planowania i realizowania zamówień poszczególnych produktów. Do zadań asystenta kupca i kupca należy również kontaktowanie się z działem marketingu, technologii odzieży oraz z projektantami w celu stworzenia optymalnej kolekcji odzieżowej, dopasowanej do aktualnych trendów i klienta docelowego.
Asystent kupca to osoba, która musi być kreatywna i umieć pracować zespołowo. Ostateczne decyzje są wynikiem wielu rozważań i dyskusji z innymi członkami zespołów, dlatego dobra komunikacja jest niezwykle istotna. Podczas rozwoju kariery na tym stanowisku warto wykazywać się analitycznym podejściem do codziennych zadań – konieczne jest przewidywanie różnych scenariuszy rozwoju sytuacji oraz odpowiednie przygotowanie się na ich ewentualne wystąpienie.