W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań

To był czarny maj na rynkach mieszkaniowych największych miast. We wszystkich eksperci RynekPierwotny.pl zaobserwowali duży spadek sprzedaży mieszkań. A jak zmieniły się ceny?

Niniejsza analiza zawiera szczegółowe dane dotyczące popytu, podaży oraz cen mieszkań, które eksperci portalu RynekPierwotny.pl przygotowują co miesiąc, w oparciu o pierwszą ogólnopolską platformę do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Sprzedaż mieszkań

Z majowych danych wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie zaledwie 2447 mieszkań, co jest wynikiem gorszym od kwietniowego o 35%!

Oczywiście także w porównaniu z majem 2021 r. sprzedaż była mniejsza i to aż o 49%. Jednak wtedy kredyty były rekordowo tanie. Ponadto z powodu wysokiej inflacji wielu majętnych Polaków inwestowało swoje nadwyżki finansowe w mieszkania, licząc na wzrost ich wartości oraz dochód z najmu. W tym roku wśród ekspertów powszechne jest natomiast przekonanie, że popyt na mieszkania spadnie z powodu wzrostu oprocentowania kredytów mieszkaniowych oraz skutków gospodarczych wojny w Ukrainie. Majowe dane sprzedażowe wydają się tę prognozę potwierdzać.

Co prawda miesiąc wcześniej eksperci RynekPierwotny.pl odnotowali wzrost sprzedaży, ale zwracano wówczas uwagę, że mogło to być chwilowe ożywienie, mające związek z zapowiedzią wejścia w życie od kwietnia nowej rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań kredyty

Jej efektem jest obniżenie zdolności kredytowej potencjalnych nabywców mieszkań. Dlatego – jak informowało Biuro Informacji Kredytowej (BIK) – w marcu gwałtownie wzrosła liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe. Po prostu chcieli się oni załapać się na korzystniejsze zasady, by móc zrealizować swoje plany. W kwietniu skutkowało to wzrostem finalizowanych transakcji mieszkaniowych. Kwiecień przyniósł tąpnięcie na rynku kredytów mieszkaniowych, co w maju przełożyło się na sprzedaż mieszkań.

Sprzedaż mieszkań spadła we wszystkich analizowanych przez nas miastach, i to bardzo gwałtownie! Oczywiście sytuacja popytowa w poszczególnych miastach wciąż jest bardzo zróżnicowana. Problem w tym, że maj może pozbawić złudzeń tych, którzy jeszcze miesiąc wcześniej liczyli na stabilizację sprzedaży lub nawet na jej niewielki wzrost w niektórych miastach.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań

Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia np. w Łodzi, gdzie kwietniowa sprzedaż była aż o 160% wyższa niż w marcu. Niestety, maj przyniósł jej spadek o 42%.

Powody do zmartwienia mają także deweloperzy w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. W kwietniu mogli się cieszyć z większej liczby zawartych umów, ale w maju nie mieli zbyt wielu powodów do radości. Sprzedali bowiem mniej mieszkań niż w kwietniu o odpowiednio: 24%, 38% i 40%. W stolicy tak słabego miesiąca pod względem sprzedaży nie było od czasu lockdownu związanego z pandemią Covid-19 w kwietniu 2020 r.

W tych miastach sprzedaż była dużo gorsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, np. w Warszawie aż o 54%, a we Wrocławiu – o 49%.

Kontynuację spadków sprzedaży odnotowano w Poznaniu (o 32%) i Gdańsku (o 40%). W stolicy Wielkopolski deweloperzy znaleźli chętnych na zaledwie 154 mieszkania! Także w tym mieście gorszym pod względem sprzedaży miesiącem był kwiecień 2020 r. Dla porównania w ubiegłym roku poznańscy deweloperzy sprzedawali 426 mieszkań średnio w miesiącu, a w okresie pierwszych czterech miesięcy tego roku – ta średnia wynosiła 400 mieszkań. Majowy wynik świadczy o znaczącym spadku sprzedaży.

Pesymizmem napawają też dane sprzedażowe za okres pięciu miesięcy 2022 r. We wszystkich analizowanych miastach popyt na nowe mieszkania wyraźnie się bowiem zmniejszył, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Najbardziej we Wrocławiu (o 48%), Warszawie (o 44%) i Gdańsku (o 37%).

Podaż mieszkań

A jak wyglądała sytuacja podażowa? We wszystkich analizowanych przez nas miastach do sprzedaży trafiły łącznie 1852 mieszkania, czyli aż o 46% mniej niż w kwietniu. W Katowicach deweloperzy najwyraźniej wstrzymali wprowadzanie na rynek nowych mieszkań.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań ile mieszkań

Aż 88% spadek mieszkań wprowadzonych do sprzedaży odnotowano w Poznaniu. W Warszawie majowa podaż była niższa od kwietniowej o 26%, a we Wrocławiu – o 65%.

Natomiast z wprowadzenia przez deweloperów na rynek o 7% większej niż miesiąc wcześniej puli mieszkań mogli się cieszyć potencjalni nabywcy w Łodzi.

Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że we wszystkich analizowanych miastach deweloperzy wprowadzili w maju do sprzedaży mniej mieszkań niż ich sprzedali. W Warszawie wygląda to tak, jakby deweloperzy zaciągnęli hamulec ręczny.

W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań liczba mieszkań

Co ciekawe, liczba mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła w Katowicach i Krakowie, a w Warszawie nie zmieniła się, choć w maju sprzedaż mieszkań w tych miastach przewyższała nową podaż.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań niesprzedane

Może to świadczyć o tym, że np. część klientów rozwiązuje umowy z deweloperami, więc „sprzedane” wcześniej mieszkania wróciły do oferty.

Niestety, w pozostałych metropoliach oferta wyraźnie się skurczyła, choć końcówka ubiegłego roku dawała nadzieję na poprawę sytuacji podażowej.

Warto również zwrócić uwagę, że w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Gdańsku i Katowicach oferta mieszkań w maju była większa niż przed rokiem, np. w stolicy o 21%, , w Katowicach – o 32%, a w Łodzi aż o 64%.

Ceny mieszkań

Jaki to miało wpływ na ceny mieszkań? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że maj przyniósł zastopowanie wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów. W Katowicach, Krakowie, Łodzi i Poznaniu średnia utrzymała poziom z kwietnia, a w Gdańsku spadła nawet o 2%. Jest to efektem wprowadzenia na rynek puli mieszkań ze średnią ceną ok. 9 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w dół od średniej w ofercie, która w maju sięgnęła 11,4 tys. zł za metr.

Tylko 1% zwyżkę średniej ceny metra kwadratowego odnotowano w Warszawie i Wrocławiu.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań ceny mieszkań

Porównując średnią cenę metra kwadratowego rok do roku, to liderem podwyżek są Poznań i Katowice. W maju była ona w tych miastach aż o 24% wyższa niż w analogicznym okresie przed rokiem. We wszystkich miastach odnotowana została dwucyfrowa podwyżka. Przy czym w Krakowie była ona niemal o połowę niższa niż w obu wymienionych wcześniej miastach.

Rosnące koszty budowy powodują, że poprzeczka cenowa wciąż idzie w górę. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań. Przez ostatni rok we wszystkich miastach ubyło mieszkań z ceną poniżej 8 tys. zł za m kw.W maju deweloperzy sprzedali o 35% mniej mieszkań jakie mieszkania

Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowano w Poznaniu, gdzie w maju ubiegłego roku aż 71% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 8 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi… 7%! W Warszawie i Krakowie takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Autor: RynekPierwotny.pl

Rządowy plan na rozwój sektora biotechnologicznego

Polska potrzebuje zaprojektowania i wdrożenia spójnego planu rozwoju sektora biotechnologii. Mimo dysponowania dużym potencjałem, wydatkowane na ten cel środki były dotychczas rozproszone, a niewystarczająca koordynacja i konsolidacja działań skutkowała stosunkowo niską konwersją środków finansowych na wymierne, produktowo-usługowe wyniki projektów.

Okres funkcjonowania w warunkach pandemii COVID-19 jeszcze mocniej potwierdził potrzebę posiadania silnego krajowego sektora biomedycznego, który przekłada się na wzmocnienie bezpieczeństwa lekowego kraju, efektywność systemu ochrony zdrowia i wyraźne efekty gospodarcze.

W odniesieniu do wyżej wymienionych potrzeb, Agencji Badań Medycznych zostało powierzone zadanie zaprojektowania Rządowego Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego w Polsce w latach 2022–2031, na którego realizację został zabezpieczony budżet w wysokości 2 mld zł pochodzący z dwóch źródeł – Krajowego Planu Odbudowy oraz środków Agencji Badań Medycznych pochodzących z dotacji Ministerstwa Zdrowia.

Jednym z kluczowych elementów planu jest rozwój sektora biomedycznego w kraju poprzez utworzenie przyjaznego ekosystemu, jasno zdefiniowanych celów rozwojowych, uczelni, start-upów, scale-upów i dojrzałych przedsiębiorstw, przyjaznego prawa i obsługi administracyjnej oraz finansowania ukierunkowanego na wspieranie innowacyjnych projektów odpowiadających na potrzeby strategiczne dla sektora, z potencjałem do szybkiej komercjalizacji oraz skalowania.

Przemysł farmaceutyczny jest obecnie w trakcie głębokiej reorganizacji. Tradycyjnie powolny w przyjmowaniu nowych technologii, przemysł ten przechodzi obecnie gwałtowne zmiany dzięki pomyślnemu wykorzystaniu biotechnologicznych i bioinformatycznych rozwiązań w leczeniu i diagnostyce.

Aktualnie mamy do czynienia z tzw. nową falą innowacji w opiece zdrowotnej, która związana jest głównie z terapiami komórkowymi, genowymi, z użyciem komórek macierzystych, czy też terapeutykami na bazie RNA . Trendy te są kluczowymi czynnikami rozwoju sektora biomedycznego i źródłem dla projektowania kierunków rozwoju sektora biomedycznego w Polsce. Działalność B+R w tym sektorze, pomimo że zaowocowała już cennymi i skutecznymi rozwiązaniami, jak szczepionki oparte o technologię mRNA, czy terapie komórkowe CAR-T, które wspierane są przez Agencję Badań Medycznych, należą wciąż do działalności wysokiego ryzyka i wymagają dużych wydatków inwestycyjnych – w tym wsparcia rządowego, współpracy wielu instytucji i specjalistów z wielu dziedzin, specjalistycznej infrastruktury badawczo-rozwojowej oraz podejścia interdyscyplinarnego – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr hab. n. med. Radosław Sierpiński.

Gwałtowny postęp, jaki dokonuje się w ostatnich latach w naukach biologicznych w wyniku kumulacji wiedzy, badań i doświadczeń, a także coraz szybszym rozwojem informatyki, przetwarzania danych i sztucznej inteligencji (AI), napędza nową falę bioinnowacji, z potencjalnie przełomowym wpływem na gospodarkę, opiekę zdrowotną, rolnictwo czy produkty konsumenckie.

Rosnące globalne zdolności do zrozumienia genomu i wykorzystania bioinżynierii, m. in. dzięki gwałtownemu spadkowi kosztów sekwencjonowania DNA oraz nowym technikom edycji genów i przeprogramowania komórek poszerzają perspektywę poprawy profilaktyki i leczenia chorób. Nowe metody automatyzacji, uczenia maszynowego oraz coraz większa dostępność danych biologicznych zwiększają wydajność badań i rozwoju.

Rządowy Plan Rozwoju Biomedycyny skupia w sobie strategię działania mającą na celu szczególne wsparcie w zakresie wyrobów medycznych oraz innowacyjnych leków, jak choćby leki małocząsteczkowe. Ponad połowa środków alokowanych  w tych działaniach przeznaczona jest na wsparcie coraz dynamicznej rozwijających się firm zajmujących się innowacyjnymi lekami czy wyrobami medycznymi wykorzystującymi sztuczną inteligencję. Działanie to ma doprowadzić także do zwiększenia istotności sektora biotechnologii medycznej w krajowej gospodarce.

Innowacyjne przedsiębiorstwa biotechnologiczne i farmaceutyczne koncentrują się obecnie na wykorzystaniu rozwiązań informatycznych w medycynie i farmacji. Trwają intensywne prace nad narzędziami do przetwarzania i analizy dużych zbiorów danych przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji i algorytmów maszynowego uczenia. W tym obszarze specjalizuje się 45% firm typu start-up oraz 36% firm będących na etapie zwiększania skali działania (tzw. scale-upów).

Od 15 lat rozwijamy w naszym kraju projekty, które nie tylko mogą wpłynąć na znaczący skok innowacyjny polskiej gospodarki, ale również pozwolą dokładniej diagnozować, a także skuteczniej i bezpieczniej leczyć pacjentów na całym świecie – w tym oczywiście również Polaków. Polskie firmy biotechnologii medycznej mają zróżnicowane kompetencje, w tym m.in. w obszarze leków małocząsteczkowych, przeciwciał monoklonalnych, aptamerów, koniugatów mała cząsteczka-przeciwciało monoklonalne (ADC), białek terapeutycznych (np. hormonów), terapii na bazie kwasów nukleinowych, terapii komórkowych i genowych, nanonośników, peptydów czy kwasów nukleinowych, które pozwalają odpowiadać na niezaspokojone potrzeby zdrowotne. Z powodzeniem też rozwijają projekty diagnostyczne i technologie mające na celu wspieranie procesów B+R. Wierzymy, że Rządowy Planu Rozwoju Sektora Biomedycznego w Polsce, uwzględni te szerokie kompetencje i pozwoli wspierać prace nad zupełnie nowymi technologiami oraz skuteczną konkurencję w wyścigu z firmami z całego świata, co na stałe wpisze Polskę w globalny krwioobieg innowacji w sektorze biomedycznym –    

Realizacja planu rozwoju sektora, przygotowana przez ABM, ukierunkowana będzie na poszukiwaniu rozwiązań o największym potencjale, mogących mieć szybką ścieżkę komercjalizacji i realny wpływ na poprawę sytuacji sektora (m.in. wyższa wyleczalność, niższe koszty, poprawa jakości życia). Agencja Badań Medycznych, poprzez realizację planu, w perspektywie dekady, będzie dążyć do osiągnięcie przez Polskę pozycji lidera sektora biomedycznego w Europie Środkowo-Wschodniej, a także doprowadzenie do powstania pierwszego polskiego innowacyjnego leku.

Niejednoznaczne sygnały dla polskiej gospodarki

Ostatnie dni i tygodnie przyniosły sporo sygnałów dotyczących stanu i perspektyw polskiej gospodarki, jak również sytuacji kredytobiorców oraz posiadaczy oszczędności. Obraz jest niejednoznaczny, ale większych zagrożeń nie widać.

Koncentrując się na najnowszych danych z ostatniej dekady maja można było dowiedzieć się, że w kwietniu dynamika produkcji przemysłowej spowolniła do 13 proc., z 17,3 proc. w marcu. To wciąż bardzo wysokie tempo, a jego lekki spadek można interpretować optymistycznie jako stopniową normalizację sytuacji po sporych turbulencjach z poprzednich dwunastu miesięcy.

Schłodzenie rozpędzonej gospodarki jest zjawiskiem korzystnym także z punktu widzenia ograniczenia  szalejącej inflacji. Równowaga wskaźników makroekonomicznych w dłuższym horyzoncie jest wartością większą niż chwilowe bicie rekordów. Wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu i tak już osiągnęła poziom wyższy niż przed pandemicznym załamaniem, czym nie mogą się jeszcze pochwalić największe i uznawane za najbardziej prężne gospodarki europejskie. W ślad za wysoką inflacją, która w kwietniu sięgnęła 12,4 proc. – czyli wykazała się dynamiką najwyższą od ponad dwudziestu lat – silnie rosną także płace, które w kwietniu poszły w górę w porównaniu do kwietnia ubiegłego roku o 14,1 proc., zatem również najmocniej od ponad dwóch dekad. Wyścig cen i płac uznawany jest przez większość ekonomistów za jedno z największych zagrożeń dla równowagi makroekonomicznej, napędzające inflację i niekorzystnie wpływające na wzrost gospodarczy.

Prognozowane spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, spowodowane także przez inne czynniki a także wysoka inflacja, wpływająca na ograniczenie konsumpcji, będą przeciwwagą – łagodzącą, czy wręcz hamującą wspomnianą spiralę cenowo płacową. Już teraz widać obniżenie się popytu zarówno na kredyty hipoteczne, jak i konsumpcyjne. Co prawda w kwietniu sprzedaż detaliczna w cenach realnych wzrosła w porównaniu do kwietnia ubiegłego roku aż o 19 proc., ale też należy mieć na względzie, że ten trzeci najwyższy w tym stuleciu wynik był spowodowany wpływem wielu nietypowych i przejściowych czynników, takich jak choćby wynik napływu uchodźców z Ukrainy, czy też zwiększonych zakupów Polaków związanych z pomocą dla wschodnich sąsiadów. Ponadto dołożyły się do tego efekty statystyczne i sezonowe. W kolejnych miesiącach dynamika sprzedaży detalicznej z pewnością będzie zdecydowanie niższa, a skłonność do konsumpcji mniejsza. Ta ostatnia jest wypierana przez zwiększającą się skłonność do oszczędzania, za którą stoją z jednej strony niepewność co do kondycji gospodarstw domowych w przyszłości oraz rosnące stopy procentowe i idące w ślad za tym istotne podwyżki oprocentowania lokat przez banki.

Ten ostatni proces niedawno mocno przyspieszył, głównie za sprawą inicjatyw rządowych, czyli nacisków na banki będące pod kontrolą Skarbu Państwa, jak również wskutek zapowiedzi wyżej oprocentowanych obligacji skarbowych. Inbank bacznie obserwuje zarówno tendencje rynkowe, jak i inicjatywy rządowe i konsekwentnie na nie reaguje, najczęściej będąc w czołówce instytucji finansowych w tym zakresie” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Francis Wong nowym Dyrektorem Generalnym realme w Europie

Firma realme mianowała Francisa Wonga, dotychczasowego CMO realme w krajach Europy oraz w Indiach, na stanowisko CEO w Europie. Nowy Dyrektor Generalny odpowiada za poszerzenie obecności marki w regionie oraz kierowanie operacjami biznesowymi marki na Starym Kontynencie. Jego bezpośrednim przełożonym będzie Madhav Sheth, Prezes realme International Business Group, a także poprzednik Wonga na nowo objętym stanowisku.

Świeże spojrzenie na biznes

Firma realme została założona w 2018 roku. W 2020 roku weszła do Europy, a zaledwie dwa lata później dołączyła do grona TOP 4 producentów smartfonów na Starym Kontynencie. Francis Wong jest jednym z członków założycieli realme i jest związany z marką od wprowadzenia na rynek pierwszego smartfona marki – realme 1.

Pełniąc rolę CMO w Indiach, Francis przyczynił się do wzrostu realme, które błyskawicznie stało się trzecią co do wielkości marką w Indiach, a zarazem ulubionym wyborem młodych konsumentów. Jednocześnie odpowiadał za strategię marketingu treści oraz współprace z liderami opinii, takimi jak popularny aktor i ambasador marki, Salman Khan.

Lider globalnego wzrostu realme

W 2021 roku Francis Wong został mianowany CMO realme na Europę, Indie, Afrykę i Amerykę Łacińską. Awansując w strukturach firmy, kontynuował biznesową ekspansję marki w nowych dla niej obszarach. Odpowiadał również za flagową serię realme GT, zajmując się udoskonalaniem i wprowadzaniem serii smartfonów klasy premium realme na rynek globalny.

Obecnie jako CEO realme na rynku europejskim, Francis stoi na czele realme w rekordowym dla niej roku, w którym odnotowała niezwykle dynamiczny wzrost i znacząco zwiększyła swoją rozpoznawalność. realme uplasowało się w TOP 4 producentów smartfonów w Europie. Jest także najszybciej rozwijającą się marką smartfonów w Europie z aż 518% wzrostem w 2021 roku. W Polsce realme znajduje się w TOP 3 marek smartfonów, natomiast we Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii utrzymuje swoją mocną pozycję w TOP 5.

– Obserwowanie, od samego początku realme, rozwoju naszych zespołów to ogromna satysfakcja. Wiemy, jak ważny jest europejski rynek i czujemy się gotowi, aby go pielęgnować i oferować mu rozwiązania, które łączą przełomowe technologie oraz nowoczesne wzornictwo. Naszym celem jest dbałość o wysokiej jakości doświadczenia związane z użytkowaniem naszych smartfonów i kreowanie marki, która na stale wpisze się w świadomość konsumentów – mówi Francis Wong, Dyrektor Generalny realme w Europie.

Francis Wong obejmuje stanowisko Dyrektora Generalnego w Europie w kluczowym dla marki momencie premiery serii realme GT NEO 3 – najszybciej ładujących się smartfonów na świecie. Poza wkroczeniem w sektor produktów premium i stałe wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań, marka aspiruje również do stania się liderem 5G – rozwijając tę technologię, zobowiązała się do dostarczenia 100 milionów smartfonów 5G w ciągu najbliższych trzech lat.

Czy oficjalny wskaźnik inflacji pokazuje realny wzrost cen?

Inflacja, którą widzimy jako oficjalny wskaźnik, często różni się od naszych obserwacji, bieżących doświadczeń czy intuicji. Wynika to z faktu, że jako konsumenci zazwyczaj opieramy swoje osądy na wybranej części produktów, z którymi mamy do czynienia. Dlatego często obywatele odczuwają inflację jako wyższą lub niższą niż jest oficjalny wskaźnik. Przykładowo, świeżo po kupnie opału widać wzrost cen nawet o 70%. Patrząc na opłaty za energię także odczuwamy spore podwyżki.

– Nie oznacza to, że doświadczenie cen wyższych nawet o 70% można generalizować jako całkowitą inflację. Są artykuły, które nie drożeją tak szybko – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Niektóre produkty mają stabilne ceny, a niektóre wręcz notują spadki cen – chociaż akurat w dzisiejszej sytuacji takich jest naprawdę niewiele. Dlatego często spotykamy dyskusje ekonomistów, że wskaźniki inflacji powinny być zróżnicowane dla odmiennych strukturalnie gospodarstw domowych – trudno jednak przygotować nową, jednolitą klasyfikację dla kilkunastu milionów gospodarstw – zaznacza Soroczyński.

OX2 sprzedaje Ingka Investments 63 MW lądową farmę wiatrową i 29 MW farmę fotowoltaiczną w Polsce

OX2 sprzedała Ingka Investments, stanowiącej ramię inwestycyjne Grupy Ingka, największej na świecie franczyzie IKEA, lądową farmę wiatrową o łącznej mocy 63 MW w miejscowości Wysoka oraz farmę fotowoltaiczną o łącznej mocy 29 MW w miejscowości Recz.

Farma wiatrowa Wysoka, składająca się z jedenastu turbin wiatrowych o mocach 5,5 – 5,7 MW, zostanie wybudowana w powiecie pilskim, w północno-zachodniej Polsce. Prace budowlane  rozpoczną się w trzecim kwartale 2022 roku. Oddanie do użytku planowane jest na koniec 2024 roku.  Średni prognozowany poziom produkcji energii wyniesie około 180 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 90 tysięcy gospodarstw domowych i pozwala na uniknięcie emisji około 63 tysięcy ton CO2 z paliw kopalnych każdego roku. Po uruchomieniu farmy wiatrowej Wysoka, OX2 zapewni zarządzanie techniczne i komercyjne, gwarantując jednocześnie maksymalną wydajność oraz bezpieczeństwo eksploatacji.

Farma fotowoltaiczna Recz, o mocy 29 MW powstanie w południowej części województwa zachodniopomorskiego, w północnej części powiatu choszczeńskiego i jest pierwszym projektem fotowoltaicznym OX2 w Polsce i w grupie kapitałowej OX2. Prognozowana, roczna produkcja energii elektrycznej z farmy fotowoltaicznej Recz wyniesie 30 GWh, co pokrywa roczne zapotrzebowanie dla około 6 tysięcy gospodarstw domowych i pozwala na uniknięcie emisji około 15 tysięcy ton CO2 z paliw kopalnych każdego roku.  Termin gotowości do budowy planowany jest na trzeci kwartał 2022 roku.

Krister Mattson, Dyrektor Zarządzający, Ingka Investments: „Cieszymy się, z dalszego rozwoju naszego porfolio projektów na terenie Polski. Ta inwestycja stanowi kolejny, istotny krok dla Ingka Investments, ponieważ oznacza dalszą redukcję śladu węglowego IKEA Retail włączając dystrybucję i logistykę, jak również łańcuch wartości IKEA partnerów z całego kraju.”

Paul Stormoen, CEO, OX2: Cieszę się, że już po raz kolejny podpisaliśmy umowę z Grupą Ingka i naszą dotychczasową współpracę kontynuować będziemy również w Polsce. Rozpoczęcie kolejnych realizacji naszych projektów udowadnia, że OX2 jest kluczowym uczestnikiem sektora energetyki odnawialnej w Polsce i Europie. Systematycznie rozwijamy naszą organizację oraz portfolio naszych projektów, przyczyniając się do budowania bardziej zrównoważonej przyszłości.

Katarzyna Suchcicka, dyrektor generalny OX2 w Polsce: Projekty te stanowią kolejny już krok OX2 w kierunku wsparcia transformacji energetycznej w Polsce. Przyczyniają się do zwiększenia udziału energii odnawialnej w krajowym miksie energetycznym oraz do zmniejszenia zależności kraju od produkcji energii z paliw kopalnych.

Informacje o farmie wiatrowej Wysoka:

  • Łączna moc projektu: 63 MW
  • 11 turbin Nordex N149 – 5.X MW o wysokości piasty 125m
  • Operator sieci: Enea S.A.
  • Średni prognozowany poziom produkcji energii: około 180 GWh
  • Planowane rozpoczęcie budowy: Q3 2022
  • Przewidywany termin uruchomienia: Q4 2024
  • Podwykonawcy: Nordex, Elemont, Mega

Informacje o farmie fotowoltaicznej Recz:

  • Łączna moc projektu: 29 MW
  • Operator sieci: Enea S.A.
  • Średni prognozowany poziom produkcji: około 30 GWh
  • Termin gotowości do budowy: Q3 2022

W trakcie trzech lat obecności na polskim rynku, zbudowaliśmy bogaty portfel projektów wiatrowych i fotowoltaicznych o łącznej mocy około 1,6 GW w różnych fazach rozwoju. Przekazaliśmy do użytku naszą pierwszą w Polsce farmę wiatrową Żary o łącznej mocy 21 MW. Aktualnie w Polsce budujemy kolejne cztery farmy wiatrowe o łącznej mocy 132 MW oraz przygotowujemy się do budowy farmy słonecznej o łącznej mocy około 100 MW. Stale zwiększając udział energii odnawialnej,  przyczyniamy się do pozytywnego kształtowania trwającej transformacji energetycznej.

Węgierski forint najsłabszy wobec złotego w historii

Kurs węgierskiego forinta względem złotego spadł dziś rano do najniższego poziomu od przynajmniej 1995 roku. Najsłabszy od końca 2018 roku był względem złotego japoński jen.

Euro minimalnie dziś rano słabło względem dolara (EUR/USD -0,07 proc.). Trzeci dzień z rzędu zauważalnie słabł dziś rano względem amerykańskiego dolara japoński jen. Zmiany kursu złotego względem dolara i euro było dziś rano niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Kurs BTC/USD drugi dzień z rzędu lekko korygował poniedziałkowy skok w górę do najwyższego poziomu od 3 tygodni.

Na wczorajszej sesji w USA główne indeksy spadły ze swoich 3-tygodniowych maksimów (S&P 500 -0,63 proc., Nasdaq Composite -0,41 proc.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy nieco odrabiały wczorajsze straty (S&P 500 +0,33 proc., Nasdaq 100 +0,16 proc.).

Na giełdach w Azji i Oceanii brak było dziś rano dominującej tendencji. Najsilniej – o 1,55 proc. – spadał korygując ostatnie wzrosty do wieloletnich maksimów Shanghai B-Share Index. Największy wzrost – o 0,65 proc. – notował japoński Nikkei 225.
Na europejskich rynkach akcji dziś rano lekko przeważały wzrosty (DAX +0,51 proc., CAC 40 +0,4 proc.). Dziś rano najwyższy poziom w historii osiągnął turecki XU100.
Słabo na tle innych głównych europejskich indeksów rynków akcji radził sobie dziś rano WIG-20 (-1,02 proc. ok. 9:30). Przyczyniały się do tego ponad 2 proc. zniżki cen akcji PGE, KGHM i Santander Bank Polska. Wśród składników mWIG-u 40 najniżej od 2019 roku były dziś ceny akcji Ten Square Games. Dzięki ponad 10 proc. wzrostowi najwyżej od 12 lat były dziś ceny akcji Arctic Paper. Swe historyczne maksimum osiągnęła dziś cena akcji spółki Bowim. Na drugim biegunie były zaliczające swe cykliczne minima ceny akcji Vercomu i Amiki.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA wzrosły dziś do najwyższego poziomu od ponad tygodnia (2,873 proc.). Wczoraj najwyższy poziom od 2014 roku osiągnęła rentowność 10-latek rządu Finlandii. Najwyżej od 2015 roku była również rentowność brytyjskich 10-letek.

Po wczorajszym spadku ceny ropy naftowej dziś rano lekko odbijały w górę (WTI +1,25 proc., Brent +1,25 proc.). Ceny kontraktów na biały cukier na ICE zaliczyły wczoraj swój najwyższy poziom od 2016 roku.

Euro minimalnie dziś rano słabło względem dolara (EUR/USD -0,07 proc.). Trzeci dzień z rzędu zauważalnie słabł dziś rano względem amerykańskiego dolara japoński jen. Kurs węgierskiego forinta względem złotego spadł dziś rano do najniższego poziomu od przynajmniej 1995 roku. Najsłabszy od końca 2018 roku był względem złotego japoński jen. Zmiany kursu złotego względem dolara i euro było dziś rano niewielkie (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN +0,06 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Tsunami zmian w kodeksie pracy

Wyczekiwane zmiany w kodeksie pracy dotyczące work-life balance mogą wejść w życie z opóźnieniem.

W najbliższym czasie szykuje się istne tsunami zmian w kodeksie pracy. Pierwsza szykowana nowelizacja wymuszona jest między innymi koniecznością implementacji dyrektywy w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. 2 sierpnia 2022 r., to określona w dyrektywie data transpozycji. Jeśli ma zostać dotrzymana, prace nad nowelizacją kodeksu pracy powinny znacząco przyspieszyć.

W porównaniu do aktywności zawodowej kobiet w innych krajach Unii Europejskiej, aktywność zawodowa Polek jest dość niska. Niewiele ponad 63 proc. kobiet w naszym kraju w wieku produkcyjnym jest aktywnych zawodowo. Dla porównania, średnia dla UE wynosi aż 68 proc. Co więcej zróżnicowanie wskaźnika zatrudnienia ze względu na płeć wzrasta wraz z liczbą dzieci w rodzinie. Współczynnik zatrudnienia kobiet bez dzieci wynosi 66 proc., w porównaniu do 74 proc. dla mężczyzn. W rodzinach z trojgiem i więcej dzieci współczynnik zatrudnienia kobiet spada do 57 proc. dla kobiet, w porównaniu z 85 proc. dla mężczyzn. Zdaniem specjalistów – pozytywne zmiany w tym zakresie, mogą przynieść działania dotyczące bardziej przyjaznego rynku pracy dla rodziców.

Projekt ustawy zmieniającej kodeks pracy w duchu „work-life balance”, który może przyczynić się do zmiany niekorzystnej dla Polski statystyki aktywności zawodowej kobiet, został opublikowany na stronie Rządowego Centrum Legislacji już w lutym bieżącego roku i zgodnie z projektem nowelizacja powinna wejść w życie 1 sierpnia 2022 r., nie jest pewne czy termin ten zostanie dochowany, bowiem projekt jest na etapie opiniowania i nie wiadomo kiedy zostanie skierowany do Sejmu – mówi Agnieszka Nowak-Błaszczak, Counsel w kancelarii Wolf Theiss.

Projekt nowelizacji kodeksu pracy przewiduje m.in. płatne zwolnienie od pracy w wymiarze 2 dni lub 16 godzin w roku kalendarzowym z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, jeżeli konieczna jest natychmiastowa obecność pracownika. Za okres zwolnienia pracownik otrzyma 50% wynagrodzenia obliczanego jak wynagrodzenie za czas urlopu wypoczynkowego. Wniosek o udzielenie zwolnienia pracownik będzie mógł zgłosić najpóźniej w dniu korzystania ze zwolnienia.

Jest to pewna analogia do urlopu na żądanie, jednak co istotne, zwolnienie takie ma nie zmniejszać puli dni urlopowych. Warto zauważyć, że zwolnienie z powodu siły wyższej zwiększy niewątpliwie koszty pracownicze i dodatkowo utrudni pracodawcom organizację pracy, nie będą oni mieli możliwości weryfikowania istnienia siły wyższej i konieczności udzielenia zwolnienia. Na podstawie kodeksu pracy pracownikowi będą zatem przysługiwały 4 dni w ramach pełnopłatnego urlopu na żądanie i 2 dni w ramach zwolnienia z powodu siły wyższej z zachowaniem połowy wynagrodzenia – tłumaczy Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Kolejną nowością w kodeksie pracy ma być nieodpłatny urlop opiekuńczy w wymiarze do 5 dni w roku kalendarzowym przysługujący w celu zapewnienia osobistej opieki lub wsparcia osobie będącej członkiem rodziny lub zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym, która wymaga znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych.

Krąg członków rodziny został w projekcie określony bardzo wąsko i obejmuje wyłącznie syna, córkę, matkę, ojca lub małżonka. Zgodnie z projektem w ramach urlopu opiekuńczego nie będzie zatem możliwa opieka nad rodzeństwem, dziadkami bądź innymi członkami rodziny, jeżeli nie mieszkają z pracownikiem. Urlop nie będzie udzielony ad hoc, ale będzie wymagał planowania. Projekt przewiduje, że wniosek urlopowy należy złożyć 3 dni przed rozpoczęciem urlopu wskazując osobę wymagającą znacznej opieki lub znacznego wsparcia z poważnych względów medycznych, przyczynę, stopień pokrewieństwa lub w przypadku osoby niebędącej członkiem rodziny ‒ adres zamieszkania tej osoby – precyzuje ekspert.

Projekt kodeksu zakłada także wydłużenie wymiar urlopu rodzicielskiego. Nowy dłuższy urlop rodzicielski będzie przysługiwał w wymiarze do 41 tygodni, a w przypadku porodu mnogiego do 43 tygodni, przy czym każdemu z rodziców będzie przysługiwało wyłączne prawo do 9 tygodni urlopu rodzicielskiego. Prawa tego nie będzie można przenieść na drugiego z rodziców dziecka.

Celem tego rozwiązania zgodnie z dyrektywą jest zachęcenie ojców do korzystania z przysługującego im prawa do urlopu rodzicielskiego, jak również promowanie i ułatwianie powrotu matek na rynek pracy po okresie urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego – mówi Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Zmianie ulegnie także zasiłek macierzyński za okres urlopu rodzicielskiego. Projekt przewiduje, że zasadniczo za okres urlopu rodzicielskiego zasiłek macierzyński będzie wynosił 70% podstawy wymiaru zasiłku. Jednak kobieta w ciągu 21 dni miałaby prawo złożyć wniosek o wypłacanie jej 81,5% zasiłku macierzyńskiego za okres urlopu macierzyńskiego i urlopu rodzicielskiego, przy czym za okres 9 tygodniowej nieprzenoszalnej części tego urlopu dla ojca dziecka przysługiwałby zasiłek macierzyński w wysokości 70% podstawy wymiaru zasiłku.

Projekt wydłuża z 4 do 8 roku życia dziecka okres, kiedy polecenie pracy w godzinach nadliczbowych bądź delegowanie poza stałe miejsce pracy, będzie wymagało zgody pracownika. Skróceniu ulegnie okres na skorzystanie z odpłatnego dwutygodniowego urlopu ojcowskiego z obecnych 24 miesięcy do 12 miesięcy od narodzin dziecka.

Zgodnie z dyrektywą „work-life balance” urlop ojcowski powinien służyć wczesnemu tworzeniu więzi między ojcami i dziećmi, stąd urlop powinien być wykorzystany w okresie narodzin dziecka, wyraźnie wiązać się z tym wydarzeniem i służyć sprawowaniu opieki nad nowo narodzonym dzieckiem. Na tej samej zasadzie skrócony zostanie okres wykorzystania urlopu ojcowskiego w przypadku przysposobienia – dodaje Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Projekt zakłada także prawo rodziców dziecka do lat 8 do wnioskowania o bardziej elastyczną organizację pracy i ochronę przed niekorzystnym traktowaniem z powodu korzystania przez pracownika z uprawnień przysługujących na podstawie przepisów Kodeksu pracy.

Oczywiście projekt może ulec dalszym zmianom w toku procesu legislacyjnego, gdyż nie zakończyły się jeszcze choćby uzgodnienia międzyresortowe. Warto jednak śledzić prace nad zmianą kodeksu pracy i powoli przygotowywać zmiany regulaminów pracy i odpowiednich procedur, tak aby odpowiednie przepisy wewnątrzzakładowe zostały na czas zmienione, a działy personalne odpowiednio przeszkolone – podsumowuje Agnieszka Nowak-Błaszczak.

Columbus zamknął rok 2021

Grupa Columbus Energy opublikowała raport roczny za 2021 r. Skonsolidowane przychody Grupy wyniosły ponad 706 mln zł i były wyższe  o 8% w stosunku do roku ubiegłego.

Rok 2021 był skomplikowany dla Columbus, ze względu na dynamiczną sytuację otoczenia rynkowego, kończącą się starą ustawę prosumencką oraz związaną z tym presję kosztową komponentów i pracy podwykonawców, zwłaszcza w ostatnim kwartale. Zgodnie z opublikowanym sprawozdaniem finansowym, skonsolidowana EBITDA Grupy osiągnęła wartość  -1,1 mln zł. Należy jednak zwrócić uwagę, że w 2021 r. Columbus dokonał zasadniczej korekty, związanej z wyceną Programu Managerskiego, która wpłynęła negatywnie na prezentowany wynik EBITDA. Rzeczywisty wynik EBITDA, po wyeliminowaniu korekty (która jest pozycją jednorazową i niepieniężną), osiągnął wartość dodatnią, tj. 13,6 mln zł. Na zysk netto największy wpływ miały koszty finansowe, które Grupa zdecydowała się zredukować w najbliższych miesiącach.

Nie udało nam się zrealizować w pełni naszych ambicji i planów, dotyczących wyniku finansowego z podstawowej działalności. Niemniej, w ubiegłym roku wypracowaliśmy znaczącą wartość w biznesie farm fotowoltaicznych oraz mocno rozwinęliśmy naszą technologię do zarządzania energetyką rozproszoną i elektromobilnością, której premierę planujemy jeszcze w tym roku twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że na koniec pierwszego kwartału 2022 r. łączna moc projektów farm fotowoltaicznych rozwijanych przez Columbus liczyła 5 257 MW. Mając na uwadze zwiększenie wartości inwestycji w projekty farmowe, Grupa stopniowo przechodzi z modelu aukcyjnego na bardziej opłacalne rozliczenie w modelu cPPA.

Columbus aktywnie działał też na perspektywicznym rynku OZE dla klientów biznesowych, dla których przygotował specjalną ofertę, wzbogaconą o magazyny energii i pompy ciepła. W minionym roku do grona kontrahentów Spółki dołączyły takie firmy jak: Wiśniowski, SOPP Packaging, Smay, Polmos Żyrardów, FAKRO, INTEX czy Greinplast Plus.

Spółka rozwinęła też współpracę partnerską z firmą Arval Service Lease Polska, z którą wprowadziła kompleksowy pakiet, łączący użytkowanie samochodu elektrycznego z montażem punktu ładowania oraz paneli fotowoltaicznych, jak również z firmami Saule i Somfy, z którymi opracowuje nowe produkty z użyciem perowskitów, przeznaczone dla sektora budowlanego. Nowym partnerem Columbus, z którym umowa została podpisana już w bieżącym roku, jest Orange Energia, gdzie Spółka dostarcza klientom Orange produkty i usługi z zakresu odnawialnych źródeł energii.

Na koniec pierwszego kwartału 2022 r. z usług Columbus skorzystało ponad 58 tys. prosumentów i użytkowników, a łączna moc zrealizowanych instalacji wśród klientów indywidualnych oraz biznesowych wyniosła 401 MW. W samym 2021 r. Grupa zamontowała 120 MW mocy w fotowoltaice.

Fotowoltaika przez 2021 r. i pierwszy kwartał 2022 r. była takim ciasnym pudełkiem, pełnym małych instalatorów i drogich komponentów. Od 1 kwietnia br. pudełko pękło przez zmianę ustawy, a Columbus, dzięki wieloletniej budowie marki, inwestycji w organizację i technologię, którą rozwijamy, wydostał się z tego pudełka. Zaczęło się nowe rozdanie, które w tym roku zweryfikuje, czy nasze założenia strategiczne są trafne dodaje Dawid Zieliński.

Marcin Wlazło szefem Biura Maklerskiego Pekao

Od 1 czerwca 2022 roku Biuro Maklerskie Pekao ma nowego szefa. Dyrektorem Biura został Marcin Wlazło. Zastąpił na tym stanowisku Piotra Kozłowskiego, który będzie kontynuował karierę w strukturach Grupy Pekao, jako doradca zarządu Banku Pekao odpowiedzialny m.in. za projekt wprowadzenia do sprzedaży obligacji skarbu państwa.

Marcin Wlazło jest menedżerem z 20-letnim doświadczeniem na rynkach finansowych. Zarządzał portfelami dłużnymi w Commercial Union PTE, Credit Suisse Asset Management (Polska) S.A., ING Investment Management (Polska) S.A. Przez całą ubiegłą dekadę zajmował funkcje kierownicze i zarządcze w podmiotach Grupy PZU. Od 2016 roku był wiceprezesem PZU TFI S.A. oraz PZU PTE S.A. Następnie w Banku Gospodarstwa Krajowego był dyrektorem Departamentu Inwestycji nadzorującego krajowe i zagraniczne inwestycje kapitałowe.

Jestem przekonany, że zdobyte przez Marcina doświadczenie przyczyni się do dalszego rozwoju i wzmocnienia pozycji Biura Maklerskiego Pekao na rynku. Jednocześnie chciałbym podziękować dotychczasowemu dyrektorowi Biura, Piotrowi Kozłowskiemu, za wkład w rozwój oraz zaangażowanie w przeprowadzone procesy integracyjne i optymalizacyjne obszaru maklerskiego Pekao, przekładające się na wysoką konkurencyjność BM Pekao – mówi Jarosław Fuchs, wiceprezes Banku Pekao, nadzorujący Pion Bankowości Prywatnej i Produktów Inwestycyjnych.

Bank Pekao S.A., założony w 1929 r., jest jedną z największych instytucji finansowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i drugim największym bankiem uniwersalnym w Polsce z ponad 270 mld zł aktywów. Posiadając drugą co do wielkości sieć oddziałów, Bank Pekao obsługuje ponad 6,1 mln klientów. Jako wiodący bank korporacyjny w Polsce, obsługuje co drugą korporację w Polsce. Status banku uniwersalnego opiera się na wiodącej na rynku pozycji w private banking, zarządzaniu aktywami i działalności maklerskiej. Zróżnicowany profil działalności Banku Pekao jest wspierany przez wiodący na rynku bilans i profil ryzyka odzwierciedlony w najniższych kosztach ryzyka, silnych wskaźnikach kapitałowych i odporności na warunki makroekonomiczne (jest na drugim miejscu wśród 50 najbardziej odpornych banków w Europie w testach warunków skrajnych, przeprowadzonych przez EBA). Od 1998 r. Bank Pekao jest notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i uczestniczy w kilku lokalnych (w tym WIG 20 i WIG) oraz międzynarodowych indeksach (w tym MSCI EM, Stoxx Europe 600 i FTSE Developed). Pekao jest jedną z najbardziej dywidendowych spółek giełdowych w Polsce na przestrzeni ostatnich 10 lat, wypłacając łącznie 20 mld zł w ciągu dekady.

Wyniki finansowe Grupy PTWP w 2021 roku

Znaczący wzrost skonsolidowanego zysku netto, zysku brutto i łącznych przychodów netto ze sprzedaży – to główne wnioski z zatwierdzonego przez biegłych rewidentów sprawozdania podsumowującego działalność Grupy Kapitałowej PTWP w 2021. Na przestrzeni poprzedniego roku kluczowe wskaźniki finansowe Grupy PTWP zaczęły wracać do poziomu sprzed pandemii. Wpływ na to miały m.in. efektywne pod kątem rozwoju i zysków zmiany wdrażane w każdym z obszarów działalności Grupy, a w szczególności transformacja w kierunku digital.

W 2021 r. Grupa PTWP wypracowała ponad 9,3 mln zł zysku brutto oraz zysk netto na poziomie ponad 8 mln zł,  co oznacza ponad 10-krotny wzrost w stosunku do roku wcześniejszego. Przychody netto przekroczyły 55 mln zł i znacząco wrosły po szczególnie trudnym, naznaczonym pandemią 2020 roku. EBIDTA w analizowanym okresie sprawozdawczym wyniosła 10,8 mln zł. Istotnie lepsze wyniki w 2021 roku generowały Spółki zależne PTWP Online i PTWP Event Center.

– Działalność Grupy Kapitałowej PTWP w 2021 roku dostosowaliśmy do sytuacji związanej z pandemią. W  obiektach zarządzanych przez PTWP Event Center, zgodnie z rozporządzeniami rządowymi, w pierwszej połowie 2021 roku nie odbywały się wydarzenia. Imprezy własne organizowaliśmy w formie hybrydowej i online – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP. – Z kolei w drugim półroczu 2021 r. nastąpiło ożywienie branży eventowej. Zorganizowaliśmy z sukcesem szereg wydarzeń własnych w  formule stacjonarnej i hybrydowej, takich jak: Europejski Kongres Gospodarczy, Forum Rynku Zdrowia, Forum Rynku Spożywczego i Handlu czy Property Forum – dodaje.

W zarządzanych przez spółkę PTWP Event Center obiektach, Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku, odbyło się kilkadziesiąt wydarzeń, w tym prestiżowy Szczyt Cyfrowy ONZ – IGF 2021. Poprzedni rok był także czasem budowania i niemal stuprocentowego zapełnienia kalendarza wydarzeń na kolejny rok, w tym m.in. 11. sesji Światowego Forum Miejskiego (ONZ – UN Habitat).

Globalny trend, jakim jest przyspieszona cyfryzacja, zainteresowanie rynku i zmiany w ecommerce to czynniki, które zdecydowały o uczynieniu z segmentu digital kluczowego obszaru rozwoju Grupy PTWP. Specjalistyczne serwisy internetowe umocniły swoją pozycję lidera w poszczególnych segmentach, notując bardzo dobre wyniki oglądalności. Miesięcznie portale Grupy odwiedza już 9,2 mln unikalnych użytkowników.

– W 2021 roku skoncentrowaliśmy się na rozbudowie zespołu, wzmocnieniu kompetencji w obszarze nowych technologii i inwestycjach w narzędzia IT, co pozwala nam intensywnie pracować nad rozwojem serwisów i ich integracją z platformami e-commerce czy opracowaniem i wdrożeniem nowych portali i produktów. Naszą strategię opieramy przede wszystkim na inwestycji w innowacyjne, internetowe rozwiązania i  szacujemy, że w 2022 roku i w kolejnych latach największą dynamikę wzrostów przychodów i zysku odnotujemy właśnie w segmencie digital – dodaje Wojciech Kuśpik.

Wypracowany zysk brutto, przekraczający na poziomie skonsolidowanym wymagane 5 mln zł (przed opodatkowaniem), jest podstawą do uruchomienia zapowiadanego przed rokiem programu motywacyjnego, mającego na celu wynagrodzenie i motywowanie kluczowych i zasłużonych dla Grupy pracowników. Do członków organów spółki, kierowników oraz szerokiej kadry, współpracującej z Grupą nie mniej niż 3 lata, mogą trafić akcje – cena jednej to 11 złotych. Łącznie spółka przeznaczy na realizację programu motywacyjnego do 58 958 walorów, a wdrożenie programu do realizacji zostanie zatwierdzone przez Walne Zgromadzenie.

– Przesłankę uruchomienia programu motywacyjnego zrealizowaliśmy z nawiązką – to cieszy, bo pozwoli naszym pracownikom partycypować w zyskach związanych z rozwojem Grupy, a jednocześnie ten rozwój stymulować. Korzyści z realizacji tego programu są nie do przecenienia: efektywne motywowanie kluczowych pracowników naszej firmy i docenienie ich wkładu w budowanie naszej pozycji rynkowej i osiąganie celów strategicznych, a w konsekwencji – zwiększanie przychodów i wartości firmy – podsumowuje Wojciech Kuśpik.

W ślad za bardzo dobrymi wynikami finansowymi zarząd Grupy PTWP zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu również wypłatę dywidendy w wysokości 2,54 zł brutto za jedną akcję, tj. w łącznej wysokości 2 993 039,48 zł. Jej zatwierdzenie nastąpi w czasie Walnego Zgromadzenia, którego datę wyznaczono na 29 czerwca br.

Eksperci: JPK_VAT słabo zapobiega karuzelom VAT-owskim. KSeF też raczej sobie z tym nie poradzi

  • Doradcy podatkowi: KSeF raczej nie ograniczy liczby fałszywych faktur, ale zniweluje część wyłudzeń VAT
  • KSeF będzie jednym z najbardziej obciążonych systemów. Resort uspokaja: System obsłuży do 100 mln faktur dziennie.

Według niektórych ekspertów, KSeF może efektywniej ograniczać wyłudzenia VAT w porównaniu do wcześniejszych rozwiązań. Ale znawcy tematu nie wierzą, że wyeliminuje karuzele VAT-owskie. Twierdzą, że do systemu wciąż będą trafiały puste faktury, a uczciwi podatnicy nadal nie będą mogli się bronić przed podejrzeniami urzędników. Do tego wskazują, że będzie to jeden z najbardziej obciążonych publicznych systemów informatycznych. Jednak, jak zapewnia resort, jest on w stanie obsłużyć nawet do 100 mln faktur dziennie. Natomiast doradcy podatkowi zalecają przedsiębiorcom, by już teraz intensywnie testowali stosowanie nowego obiegu dokumentów, bo zostało mało czasu na jego obowiązkowe wprowadzenie, a o pomyłki nie będzie trudno.

Koniec fałszerstw?

Ministerstwo Finansów przytacza na swojej stronie internetowej wypowiedź z końca ub.r. ówczesnego wiceministra Jana Sarnowskiego: „E-faktura to nie tylko znaczne ułatwienie dla firm, ale również najbardziej zaawansowany technologicznie sposób zwalczania wyłudzeń VAT. Dzięki analizom big data, tempo wykrywania podatkowych przestępców skróciło się z kilku lat do kilku miesięcy. Po wdrożeniu e-faktury, będzie ono liczone już nie w miesiącach, tylko w tygodniach. Pozwoli to na dalsze zmniejszenie luki VAT i zapewnienie uczciwym przedsiębiorcom równych warunków konkurencji”.

– Fałszywa e-faktura niczym nie różni się od prawdziwej. KSeF nie ma możliwości weryfikacji tego. Moim zdaniem, do systemu wciąż będzie można wprowadzać dowolną liczbę sfałszowanych faktur. Pod tym względem nic się nie zmieni. Jednocześnie uczciwi podatnicy nadal będą nagminnie podejrzewani o to, że ich faktury potencjalnie mogą być puste. I jeśli nie będą w stanie przedstawić dostatecznych dowodów swojej niewinności, będą mieć problemy z fiskusem – mówi radca prawny i doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Jak komentuje adwokat i doradca podatkowy prof. Adam Mariański, od wielu lat resort walczy z luką VAT, wprowadzając kolejne rozwiązania ograniczające możliwość wyłudzenia podatku, takie jak mechanizm podzielonej płatności, kasy online czy pliki JPK_V7. Jednak wśród nich KSeF wydaje się najważniejszy, bo będzie stosowany przez wszystkie firmy w Polsce. Ponadto dane będą dostarczane Ministerstwu Finansów na bieżąco wg określonego schematu. W ocenie eksperta, w zestawieniu z innymi gromadzonymi informacjami to może okazać się dobrym narzędziem do wykrywania nieprawidłowości. Jednak dopiero praktyka pokaże, czy organy używać będą KSeF do walki z przestępcami czy też z uczciwymi podatnikami.

– Niestety z moich obserwacji wynika, że coraz częściej podważane są nawet prawdziwe faktury. I trudno wyobrazić sobie, jakie narzędzie mogłoby rozwiązać ten problem, tj. chronić uczciwych podatników przed podejrzeniami urzędników. W zakresie wykrywania przestępstw system KSeF może nie okazać się tak niezawodny i skuteczny, jak rząd tego oczekuje – stwierdza Natalia Stoch-Mika.

Z kolei doradca podatkowy Ewa Flor uważa, że Ministerstwo Finansów powinno wyjaśnić, dlaczego pliki JPK są niewystarczające do zwalczania wyłudzeń VAT i jakich danych brakuje w walce z nieprawidłowościami. Przecież w przypadku transakcji pomiędzy kontrahentami krajowymi organy podatkowe otrzymują informacje od sprzedającego i kupującego. Ekspert zauważa również, że JPK_VAT jako narzędzie, które miało zapobiegać karuzelom VAT-owskim, nie zrealizowało tego celu. I ma poważne wątpliwości co do tego, czy KSeF spełni tę rolę.

– W mojej opinii, KSeF nie wyeliminuje karuzel VAT-owskich. Natomiast faktury ustrukturyzowane należało wprowadzić przed wdrożeniem JPK po to, żeby usprawnić dostarczanie dokumentów na bieżąco do urzędów skarbowych, zautomatyzować cały proces i ograniczyć liczbę błędów popełnianych przez podatników. Biorąc pod uwagę aktualne rozwiązania technologiczne, elektroniczne wysyłanie i przechowywanie faktur jest bezpieczne, ekologiczne oraz tańsze niż drukowanie ich i gromadzenie w papierowej formie – dodaje Stoch-Mika.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów wskazuje, że minimalny zakres informacji nt. transakcji znajduje się obecnie w ewidencji VAT, przesyłanej w formie plików JPK_VAT. Pozyskanie dodatkowych danych zwiększy efektywności prowadzonych analiz. Szybszy dostęp do nich pozwoli zbudować skuteczniejszy system zarządzania i kontroli podatku VAT, efektywnie identyfikować przestępcze łańcuchy transakcji oraz eliminować proceder wystawiania pustych faktur na o wiele wcześniejszym etapie niż obecnie. Wdrożenie KSeF przyspieszy pozyskiwanie danych analitycznych i pozwoli na bieżące monitorowanie transakcji. Możliwa będzie analiza zdarzeń gospodarczych jeszcze przed terminem wskazanym dla składania deklaracji podatkowych.

Infrastruktura techniczna

– Stworzenie tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest ogólnopolska chmura dla wszystkich wystawianych w Polsce faktur, to nie lada wyzwanie. Pozostaje mieć nadzieję, że Ministerstwo Finansów dobrze przeanalizowało ilość danych, jakie będzie pozyskiwało i przechowywało, przygotowując pod to odpowiednią infrastrukturę techniczną – zwraca uwagę prof. Mariański.

Resort jednak uspokaja, że infrastruktura techniczna KSeF jest adekwatna do jego zakresu i skali. System jest w stanie obsłużyć do 100 mln faktur dziennie. Na etapie projektowania go zdefiniowano potrzeby zasobów sprzętowych niezbędnych do przetwarzania oraz przechowywania w KSeF e-faktur. Zakładany zakres i skalę oszacowano na podstawie średniej wielkości pojedynczej faktury, którą pomnożono przez oczekiwaną liczbę dokumentów, jaka może się pojawić w kolejnych latach jego użytkowania. Tak otrzymano przewidywane roczne wolumeny przyrostu danych w systemie, a także obliczono potencjalny roczny ruch sieciowy, jaki wygeneruje przesłanie faktury do systemu, jej przetwarzanie i udostępnianie zainteresowanym podmiotom, bezpośrednio w okresie po wystawieniu, jak i w kolejnych 10 latach.

– W praktyce to może być jeden z najbardziej obciążonych publicznych systemów informatycznych. Ważne będzie więc ustalenie procedur wystawiania faktur w sytuacji jego awarii. Firmy nie będą mogły sobie pozwolić na przestoje w wystawianiu faktur – wskazuje Ewa Flor.

Na czas niedostępności systemu zostanie przewidziany odpowiedni tryb awaryjny wystawiania faktur. Natalia Stoch-Mika ma nadzieję, że wprowadzając tak istotne zmiany w obiegu faktur, Ministerstwo zapewni odpowiednią sprawność systemu, o jakiej nas przekonuje. Wówczas takie przerwy będzie można porównać do braku dostępności systemu bankowości elektronicznej. Występują one najczęściej w nocy i po wcześniejszym poinformowaniu klientów. Według eksperta, jeśli niedostępność KSeF nie będzie trwała przez cały dzień roboczy, to nie powinna mieć istotnego wpływu na funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Jak uniknąć problemów?

– Mając w pamięci doświadczenie z wdrożeniem JPK_V7M, możemy niestety założyć, że proces wdrożenia e-faktur będzie kolejnym wyzwaniem dla przedsiębiorców. O ile JPK składany jest raz w miesiącu i można poprawić dane przed wysyłką, o tyle proces e-fakturowania będzie toczył się w czasie rzeczywistym, więc trudno będzie go korygować. Skutki ewentualnych błędów będą dużo większe. Dlatego kluczowe jest wcześniejsze przetestowanie nowego systemu, póki jest nieobowiązkowy – przekonuje Ewa Flor.

W opinii prof. Mariańskiego, przedsiębiorcy już teraz powinni zacząć bardzo intensywnie testować nowy obieg dokumentów w organizacji, bo czasu na jego wprowadzenie jest niewiele. Zmiana będzie dotyczyła całych przedsiębiorstw i procedur związanych z obiegiem dokumentów w organizacji. I wymaga podniesienia świadomości pracowników.

– Już na podstawie obecnie funkcjonującego systemu dobrowolnego można wskazać szereg kwestii problematycznych. Przykładem jest data wystawienia faktury, która jest pierwotnie wpisana w momencie przygotowania e-faktury. Jednak nie zawsze jest ona zgodna z dniem wystawienia, określonym w przepisach jako data przesłania faktury do KSeF. Tych dylematów przy masowym stosowaniu KSeF będzie więcej. Dopiero w dłuższej perspektywie wprowadzenie jednolitego standardu dla podatników krajowych może uprościć procesy księgowe w przedsiębiorstwach i obniżyć koszty administracyjne. Obecnie nabywcy zmagają się z tym, że np. faktury zakupowe mają różne formaty – podkreśla Ewa Flor.

Jak podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, dobrym rozwiązaniem byłoby np. wprowadzenie systemu KSeF najpierw dla podmiotów dużych i średnich, a dopiero po jakimś czasie np. po roku dla wszystkich. W okresie korzystania z KSeF przez największe przedsiębiorstwa można by było wykryć i zniwelować większość problemów, tak by małe firmy nie musiały się z nimi borykać. Więksi gracze korzystają już z programów elektronicznych, więc dla nich KSeF nie będzie bardzo istotną zmianą. Natomiast na rynku są mikrofirmy, dla których przejście na taką wersje może być sporym utrudnieniem w bieżącym prowadzeniu działalności gospodarczej.

Mieszkania będą trzymały ceny, ale częściej mogą trafiać się okazje

W 2021 r. ceny mieszkań na największych rynkach rosły w dwucyfrowym tempie, bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy. W niektórych lokalizacjach za mkw. trzeba było zapłacić nawet o 1/5 więcej niż przed rokiem, pokazuje najnowszy raport Evaluer Index 2022 przygotowany przez Emmerson Evaluation. Autorzy zwracają uwagę, że obecnie sytuacja na rynku mieszkaniowym jest zupełnie inna niż rok temu. W związku z niską dostępnością kredytów, odpłynąć może z niego połowa, a nawet 2/3 chętnych do zakupu lokum przy wsparciu banku. Jednocześnie rekordowo wysokie koszty związane z budową nie pozwalają deweloperom na obniżki. Mniejszy popyt będą równoważyć wysokością podaży. Na rynku pierwotnym i wtórnym, częściej niż w ubiegłych latach, mogą się za to zdarzać okazje cenowe, prognozują autorzy raportu.

W raporcie Evaluer Index 2022 Emmerson Evaluation jak co roku analizuje ceny transakcyjne mieszkań na 21 najważniejszych rynkach mieszkaniowych w Polsce stosując przy tym mediany, a nie średnie ceny mieszkań. Dzięki odporności tej metody obliczeń na odchylenia od normy, pozwala ona na dokładniejsze przedstawienie rzeczywistego obrazu rynku.

Dynamiczne podwyżki

Jak pokazuje opracowanie największy skok cen z roku na rok zanotował Sopot, gdzie nowe mieszkania podrożały o 29%. Jest to specyficzny rynek, gdzie ograniczona przestrzeń i brak gruntów oraz prestiż lokalizacji powoduje, że powstają tu bardzo drogie inwestycje. Jednak Sopot nie był jedynym miastem, które zanotowało ponad 20-procentowe podwyżki na rynku pierwotnym. 23 proc. wzrost cen był widoczny w Gdyni, Katowicach, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze. W czołówce najszybciej drożejących miast znalazła się także Łódź z 19% skokiem stawek.

Najdroższy pozostał wspomniany już Sopot, z medianą cen mkw. na poziomie 21,5 tys. zł. Drugie miejsce tradycyjnie piastuje Warszawa (12,3 tys. zł/mkw.), a na trzeciej pozycji Gdynia (11,8 tys. zł/mkw.) zastąpiła Kraków (11,3 tys. zł), który w 2021 r. był czwarty. Wśród 21 analizowanych rynków najtańsze lokale w ofercie deweloperów można było natomiast znaleźć w Gorzowie Wielkopolskim (5,8 tys. zł/mkw).

Rekordowo wysokich wzrostów cen nie zabrakło też na rynku wtórnym. W żadnej z opisywanych w raporcie lokalizacji nie były one mniejsze niż 12%. Najwyższy ich skok znów widoczny był w Sopocie (26%). O ponad 1/5 wzrosły też stawki we Wrocławiu, Gdańsku i Łodzi, bliskie przekroczenia tego progu były też Katowice i Kraków. Najwięcej za mkw. kupujący płacili za sopockie mieszkania (mediana ceny niemal 13 tys. zł). Podobnie, jak na rynku pierwotnym druga była stolica (11,4 tys. zł mkw). Po nich na zbliżonym poziomie ukształtowały się mediany cen mkw. dla Gdańska i Krakowa (po niemal 9,6 tys. zł). Najtaniej wyceniali swoje dotychczasowe mieszkania sprzedający z miast w obrębie Aglomeracji Śląskiej oraz Gorzowa Wielkopolskiego (dla obu 4,5 tys. zł/mkw.).

Dla porównania w 2020 r. wzrosty cen sięgały głównie kilku procent, w maksymalnych porywach do 13% w przypadku rynku pierwotnego, nie przekraczając 10% dla używanych mieszkań.

Kluczową rolę w podwyżkach cen mieszkań w ubiegłym roku odegrały czynniki takie jak: zwiększony popyt napędzany dużą dostępnością kredytów i niskimi stopami procentowymi, gwałtowny wzrost cen materiałów budowlanych i gruntów, a także rosnąca inflacja.mediana cen nieruchomości

2021 rok szczytem hossy

W całym 2021 r. na rynku pierwotnym w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście oraz Katowicach wprowadzono do sprzedaży ponad 56 tys. lokali, co stanowiło wzrost o 16% r/r. Wzrost ten byłby prawdopodobnie większy, gdyby nie pandemia. Wzbudziła ona niepewność co do przyszłości, co chwilowo spowolniło aktywność deweloperów i przesunęło w czasie wprowadzanie nowych inwestycji, zaznaczają autorzy raportu Evaluer Index 2022.

Liczba sprzedanych mieszkań na badanych siedmiu rynkach przekroczyła łącznie 63 tys., co stanowiło najlepszy wynik od rekordowego 2017 r. Bardzo wysoką sprzedaż odnotowano w Łodzi i Poznaniu, gdzie jej przyrost był najwyższy w historii tych miast.

W 2021 r. miały też miejsce zmiany w strukturze nabywców mieszkań. Dla Rynku PRS (najmu instytucjonalnego mieszkań) był to czas największego dotychczas rozwoju na polskim rynku. Obecnie jest gotowych około 6 tys. lokali na wynajem, a w trakcie budowy lub na etapie planowania jest łącznie około 30 tysięcy mieszkań.

Sytuacja na rynku nieruchomości w 2021 r. była o wiele lepsza niż przed pandemią. Nie sprawdziły się przewidywania, że przez COVID-19 rynkowi mieszkaniowemu grozi zapaść, co mogłoby mieć miejsce w przypadku, gdyby nie to, że stopy procentowe były utrzymywane w tym okresie na rekordowo niskim poziomie. Dodatkowo, 2021 był rokiem, w którym deweloperzy odnotowywali rekordowe wyniki sprzedażowe. Szczególnie pierwsze półrocze było wyjątkowo owocne. Natomiast jego końcówka przyniosła gwałtowne zmiany na rynku za sprawą wysokiej inflacji i wzrostu stóp procentowych – zaznacza Dariusz Książak, Prezes Emmerson Evalaution.

Wysokie stopy procentowe schłodzą rynek

Wraz z wyższymi stopami procentowymi zaostrzyły się zasady udzielania kredytów oraz badania zdolności kredytowej. Wyraźny, kilkuprocentowy wzrost oprocentowania kredytów skokowo ograniczył zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. Należy ocenić, że na chwilę obecną zdolność kredytowa została ograniczona o minimum 30% w stosunku do momentu przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp przez NBP, a część potencjalnych kredytobiorców całkowicie ją utraciło. Do tego, na początku 2022, w szczególności po inwazji Rosji na Ukrainę, dodatkowo pogłębiły się problemy z inflacją, dostawami materiałów i ich wysokimi cenami.

Pewne zmiany w sytuacji klientów planujących zakupy wspierane kredytem hipotecznym może spowodować wchodząca w życie 27 maja 2022 r. ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym. Zgodnie z jej zapisami państwo będzie gwarantować za pośrednictwem BGK do 20 proc. kwoty kredytu. Będzie to jednak kwota nie większa niż 100 tys. zł. Gwarancja ta może pewnej grupie klientów zastąpić wymagany przez banki wkład własny. W obecnej sytuacji rynkowej jego brak nie jest jednak głównym czynnikiem ograniczającym dostęp do kredytu mieszkaniowego. Od momentu przygotowania ustawy sytuacja uległa zmianie, gdyż dziś to nie wkład własny, jak było to w momencie przyjęcia ustawy, ale zdolność kredytowa stanowi główny problem w dostępie do długoterminowego finansowania – zauważa Dariusz Książak.

Nie bez znaczenia dla rynku deweloperskiego będzie również wchodząca w życie od 1 lipca 2022 r. nowelizacja Ustawy z dnia 16 września 2011 roku o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, która wprowadza między innymi obowiązek utworzenia tzw. Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego. Zgromadzone od deweloperów na rachunku DFG fundusze zostaną przeznaczone na zwroty dla nabywców związane np. z odstąpieniem od umowy, ogłoszeniem upadłości przez dewelopera lub upadłości banku prowadzącego rachunek powierniczy danej inwestycji. Jest to czynnik, który jeszcze dodatkowo podroży koszty po stronie dewelopera.

Możliwe okazje

Jak wskazują autorzy raportu Evaluer Index 2022, aktualnie podaż nowych mieszkań jest całkiem spora, jednak w warunkach mniejszego niż dotychczas popytu należy brać pod uwagę zmniejszenie podaży po stronie deweloperów. W szczególności jeżeli weźmiemy pod uwagę narastające problemy z kosztami i dostępnością materiałów budowlanych oraz braki w obsadzie budów odpowiednią liczbą pracowników. Ten proces możemy obserwować już teraz, gdyż liczba uzyskiwanych pozwoleń na budowę oraz inwestycji wprowadzanych do sprzedaży jest wyraźnie mniejsza niż w roku ubiegłym.

Przy obserwowanym wzroście kosztów kredytu należy liczyć się z tym, że z rynku może potencjalnie wyparować w porównaniu z rokiem ubiegłym ponad połowa, a nawet dwie trzecie zakupów wspieranych kredytem hipotecznym. Można powiedzieć, że o realnym popycie i kondycji rynku będą decydować nabywcy gotówkowi. Spodziewamy się, że w obecnej sytuacji dominować będą inwestorzy kupujący mieszkania z własnych środków, z przeznaczeniem na wynajem. Rosnąć będzie też rola funduszy PRS, które przy dobrej koniunkturze na rynku najmu będą zainteresowane zwiększeniem w nim swoich udziałów. Spodziewać się zatem należy kolejnych zakupów pakietowych dokonywanych przez te fundusze. W perspektywie najbliższych kilku lat przewidujemy więc zauważany wzrost udziału PRS w rynku mieszkaniowym – wskazuje Prezes Emmerson Evaluation.

Spadek popytu wynikający z ograniczenia liczby klientów kredytowych będzie w dłuższej perspektywie rekompensowany przez wspomniane fundusze oraz dostosowanie przez deweloperów podaży do skali popytu. Pomimo spadku popytu w perspektywie najbliższych miesięcy, eksperci Emmerson Evalaution nie przewidują zauważanych spadków cen mieszkań na rynku pierwotnym, które skutecznie będą ograniczane przez rekordowo drogie koszty wytworzenia. Zaznaczają przy tym, że szansa na nieznaczną korektę będzie możliwa w przyszłym roku, w chwili, gdy deweloperzy będą chcieli wyprzedać ostatnie mieszkania z projektów rozpoczętych jeszcze w roku 2021 i zbilansować aktualną podaż do zmniejszonego popytu. Prawdopodobne jest pojawienie się na przełomie roku okazji cenowych na rynku wtórnym, gdyż część osób, która zaciągnęła kredyty hipoteczne przy wyjątkowo niskich stopach będzie chciała ograniczyć rosnące koszty ich obsługi i zdecyduje się na sprzedaż kupionych wcześniej mieszkań, dodaje Dariusz Książak.

Widmo stagflacji coraz bliżej, a przedsiębiorcy i konsumenci oglądają każdą złotówkę dwa razy

Inflacja zmusza konsumentów i przedsiębiorców do oglądania każdej złotówki dwa razy.

– Polacy jeszcze nigdy nie byli tak oszczędni jak teraz, a przedsiębiorcy jeszcze nigdy nie byli zmuszeni, by tak mocno zaciskać pasa jak w ostatnich miesiącach. Ograniczane są wydatki bieżące, bardzo często dochodzi do redukcji zatrudnienia czy rozkładaniu w czasie planowanych inwestycji. Spirala inflacji w Polsce wiruje jak szalona i zatrzymanie jej powinno być teraz jednym z najważniejszych zadań gospodarczych realizowanych przez Rząd RP. Rozumiemy, że obecna sytuacja, czyli wojna w Ukrainie to wielkie, światowe wyzwanie, które zmusza nas do przyzwyczajenia się do wyższych cen. Obecny galop inflacyjny nie może jednak zostać zignorowany, bo mamy obecnie do czynienia z realnym zagrożeniem dla całej gospodarki – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Odczyt majowy będzie znacznie powyżej 14%”

Inflacja w Polsce według szacunków GUS w maju 2022 miała wynieść 13,9%. Realny wskaźnik może być jeszcze wyższy, podobnie jak wzrost cen w sklepach. Jak mówi Hanna Mojsiuk inflacyjna spirala kręci się coraz mocniej i nic nie wskazuje na to, by na horyzoncie była nadzieja na zmianę sytuacji.

– Spirala inflacyjna kręci się w całej Europie, co jest efektem wojny w Ukrainie, dwuletniej pandemii COVID-19. Niestety programy socjalne w Polsce zostały przygotowane tak szeroko, że w tym momencie ich powstrzymanie jest po prostu niemożliwe z politycznego punktu widzenia. Taka sytuacja więc skazuje nas na wysoką inflację, a przedsiębiorców do zaciskania pasa i przygotowywania planów awaryjnych na kolejne miesiące. Niestety wiara w to, że inflacja się zatrzyma byłaby naiwnością. Spodziewam się, że realny odczyt w maju będzie znacznie powyżej 14% – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Wzrost cen surowców, wzrost cen paliwa, gigantyczna presja płacowa, to przekłada się na sytuacje w firmach. Niestety nastroje przedsiębiorców nie są zbyt dobre, bo czynników generujących niepewność jest całe mnóstwo – dodaje Prezes Izby.

„Scenariusz stagflacyjny coraz bliżej”

Co mogłoby zatrzymać inflację? Rząd zapowiedział przedłużenie tarcz antyinflacyjnych, ale w opinii ekspertów nie jest to rozwiązanie, które jest w stanie zatrzymać rozszalałe ceny.

– Agresja Rosji na Ukrainę nasiliła i spotęgowała czynniki inflacyjne. Nie jest ona jednak przyczyną inflacji, inflacja ma bowiem charakter popytowy. W dalszym ciągu brakuje realnego planu przeciwdziałania inflacji. Z jednej strony bank Centralny podwyższa stopy procentowe i wpędza kredytobiorców w kłopoty, z drugiej Rząd uruchamia kolejne programy socjalne i interwencyjne.  Polityka monetarna i fiskalna mocno się rozjeżdżają. Kiedy RPP w sposób radykalny podnosi koszt pieniądza, Rząd nie rezygnuje z transferów socjalnych i nie zamierza zaciskać pasa, przenosząc koszty inflacji głównie na klasę średnią i ludzi pracujących. Biorąc pod uwagę kalendarz wyborczy nie należy się spodziewać zmiany tej strategii, co pozwala mieć duże obawy o to, że szczyt inflacji jeszcze daleko przed nami, a scenariusz stagflacyjny staje się coraz bardziej realny – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Wielkimi krokami zbliża się sezon urlopowo-wakacyjny. Przez ostatnie dwa lata wielu Polaków musiało rezygnować lub mocno ograniczyć swoje plany wyjazdowe, z uwagi na szalejącą pandemię. W tym roku sezon może być równie nieudany, z uwagi na szalejącą inflację – mówi dyrektor Wolny.

Branża IT – oni płacą, im nie płacą

O 18 proc. spadło przez ostatni rok zadłużenie branży IT. Przedsiębiorcy z tego sektora są aktualnie w dobrej sytuacji. W dłuższej perspektywie problemem mogą okazać się jednak rosnące należności branży. Przez ostatnie 3 lata ich wysokość się prawie potroiła i znacznie przekracza kwotę zaległości. Firmy IT mają do odzyskania ponad 400 mln zł. Najwięcej zalega im handel i budownictwo.

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, w kwietniu 2022 r. długi przedsiębiorców z branży IT wyniosły blisko 180 mln zł. Liczba dłużników notowanych w bazie danych to 6 388, z których każdy ma średnie zaległości w wysokości ponad 28 tys. zł. Porównując te dane z 2021 r., możemy zaobserwować spadek ogólnej kwoty zadłużenia o 18 proc.

Branża IT, która jest jednym z beneficjentów przyspieszonej przez pandemię cyfryzacji, ma za sobą bardzo dobry czas. Z dnia na dzień zapotrzebowanie zarówno na urządzenia jak i oprogramowanie do pracy zdalnej gwałtowanie wzrosło, a szeroko rozumiana digitalizacja i przenoszenie usług do przestrzeni online stała się dla wielu przedsiębiorstw priorytetem. Popyt na usługi firm z tego sektora stale rośnie, co ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w dynamicznie rosnącej liczbie ofert pracy na polskim rynku, ale także w spadku zadłużenia – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczych SA.

Najwięcej do oddania mają firmy z sektora informacji i komunikacji (ponad 123 mln zł), czyli programiści, administratorzy sieci oraz stron internetowych. Kolejni na liście dłużników są przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą oprogramowania, technologii i sprzętu elektronicznego (26,8 mln zł) oraz ci zajmujący się naprawą i konserwacją urządzeń (blisko 19 mln zł).

Samozatrudnieni mają najwięcej zobowiązań

Ponad 40 proc. wartości zadłużenia wszystkich przedsiębiorców branży IT należy do jednoosobowych działalności gospodarczych. Samozatrudnieni stanowią także większość wszystkich dłużników w bazie KRD (3 484 z 6 388 notowanych) oraz mają najwięcej zobowiązań (14 680 spośród 28 267). Nie przodują jednak pod względem wysokości zaległości. Tych najwięcej do uregulowania mają bowiem spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – blisko 84 mln zł.

Najwięcej do oddania branża IT ma wtórnym wierzycielom (72,5 mln zł) oraz instytucjom finansowym (ponad 48 mln zł). Następni w kolejce do odzyskania swoich pieniędzy są twórcy i sprzedawcy oprogramowania (17,7 mln zł) oraz firmy telekomunikacyjne (ponad 16 mln zł).

Najwyższe zaległości mają firmy z województwa mazowieckiego. Łączna kwota ich niezapłaconych zobowiązań przekracza bowiem 52 mln zł. Dalej na liście dłużników znajdują się przedsiębiorcy z Wielkopolski (prawie 25 mln zł) i Śląska (19,3 mln zł). Wysoko w tym zestawieniu znajdują się także firmy z województwa dolnośląskiego, które mają do uregulowania zaległości w wysokości 18,1 mln zł. To zestawienie nie jest zaskoczeniem. Dane dotyczą bowiem regionów, w których w skali kraju działa najwięcej firm z branży IT. W takiej sytuacji naturalnym zjawiskiem jest także wysoka liczba zadłużonych.

Branża jako wierzyciel

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów, znacznie większym problemem niż zaległości są dla sektora IT nieodzyskane należności, które wynoszą ponad 409 mln zł, czyli ponad dwa razy więcej niż zadłużenie. ¼ tej kwoty (99 mln zł) to rachunki i faktury, których nie zapłacili przedsiębiorcy z branży handlowej. Z zapłatą spóźniają się także firmy budowlane (69 mln zł) oraz transportowe (50,4 mln zł).

Prawie połowa wszystkich należności branży to długi jednoosobowych działalności gospodarczych, którzy mają do oddania 200,5 mln zł. Pomimo dobrej sytuacji, przedsiębiorcy poważnie powinni potraktować sytuację, w której tak wielu kontrahentów zalega z płatnościami.

Dobre warunku do rozwoju biznesu w sektorze IT, które obecnie obserwujemy, mogą jednak uśpić czujność przedsiębiorców. Rosnąca grupa klientów, którzy nie regulują na czas swoich zobowiązań wobec branży, może w dłuższej perspektywie przynieść negatywne skutki. Dlatego tym bardziej konieczne jest zachowanie odpowiedniej czujności w trakcie współpracy poprzez monitorowanie sytuacji kontrahenta oraz staranne dobieranie nowych partnerów biznesowych – mówi Tomasz Gadziński, menedżer ds. klientów strategicznych w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej SA.

Zaległości wobec firm IT rosną od lat. Największa zmiana nastąpiła między rokiem 2019 a 2020, kiedy łączna kwota należności zwiększyła się prawie dwukrotnie – ze 170,1 mln zł do na 337,5 mln zł. Wówczas znacznie wzrosły zaległości jakie wobec przedsiębiorców z branży IT miały firmy handlowe, transportowe oraz przemysł. Niekoniecznie jest to efekt pandemii, bo KRD znaczący skok długów wobec branży IT zarejestrował już w listopadzie 2019 roku.

Przedsiębiorcy z tego sektora zdają się popełniać częsty grzech czasów koniunktury. Znaczący wzrost przychodów powoduje, że nie dbają tak o ściąganie należności. Bo przecież pieniądze są. Taka postawa może jednak spowodować, że część zarobionych pieniędzy zostanie stracona bezpowrotnie. Dłużnik widząc, że wierzycielowi wcale nie zależy na odzyskaniu należności, będzie grał na czas i prowadził z nim grę na przeczekanie, aż doprowadzi do przedawnienia. Co prawda nie kasuje to całkowicie długu, ale znacznie utrudnia jego odzyskanie. Jedynym argumentem motywującym wówczas dłużnika do zapłaty może być wpis do bazy Krajowego Rejestru Długów mówi Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

KPMG w Polsce rozbudowuje zespół ESG

KPMG wzmacnia kompetencje w obszarze doradztwa ESG poprzez włączenie w swoje struktury Przemysława Oczypa – dotychczasowego Prezesa Zarządu i Partnera firmy doradczej Go Responsible, specjalizującego się w doradztwie w zakresie strategii i raportowania ESG (ang. Environmental, Social and Governance). KPMG tym samym kontynuuje poszerzanie kompleksowej oferty usług z zakresu ESG, skierowanych do przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki.

Połączenie wiedzy i globalnego doświadczenia KPMG z ekspertyzą praktyków ESG, którzy dołączyli do firmy tworzy dla klientów KPMG wszechstronną i integralną ofertę wsparcia na każdym etapie wdrażania ESG w organizacji – od diagnozy obecnej sytuacji firmy, przez stworzenie strategii ESG i jej wdrożenie, opracowanie polityk dekarbonizacji, finansowanie, raportowanie ESG i usługi poświadczające, due diligence ESG, aż po edukację z zakresu ESG. Istotne wzmocnienie usług doradczych w zakresie ESG w ramach Działu Doradztwa Biznesowego, rozszerza kompetencje KPMG w Polsce w dziedzinie zarządzania obszarem ESG w firmach, które chcą zwiększać swoją transparentność, konkurencyjność oraz wartość dla różnych grup interesariuszy, w tym m.in. inwestorów. Dotychczasowe projekty z obszaru ESG realizowane przez KPMG dla klientów z sektora finansowego m.in. w obszarze taksonomii czy usług poświadczających pokazują, że zwiększa się świadomość firm na temat rosnących wymogów w zakresie ESG i konieczności zmian w organizacjach.

ESG to nie tylko trend, to nowy sposób myślenia o biznesie i jego oddziaływaniu na otoczenie, który coraz bardziej wpływa na światową gospodarkę i zmianę modelu działalności wielu firm. Normą staje się, że ESG powinno stanowić trzon strategii firmy, łącząc efektywność biznesową z odpowiedzialnością wobec otoczenia. Pandemia COVID-19, nowe wyzwania oraz regulacje wprowadzane na poziomie Unii Europejskiej dodatkowo przyspieszyły ten trend. Wzmocnienie kompetencji KPMG w Polsce w zakresie ESG pozwala nam lepiej odpowiadać na potrzeby klientów, którzy są świadomi, że nadanie odpowiedniego priorytetu ESG w organizacji to nie tylko szansa na rozwój i zwiększanie pozycji konkurencyjnej, ale wręcz warunek konieczny – mówi dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Doradztwa Biznesowego w KPMG w Polsce.

Decyzja o dołączeniu do KPMG była podyktowana chęcią rozwoju usług w zakresie ESG i możliwością bardziej kompleksowego, efektywniejszego świadczenia usług dla naszych dotychczasowych i przyszłych klientów. Z naszych obserwacji zrównoważony rozwój jest strategicznym obszarem dla biznesu, coraz więcej firm potrzebuje profesjonalnego doradztwa w tym zakresie. Dołączenie do tak znaczącej w obszarze konsultingu firmy pozwoli nam uzyskać międzynarodowe zaplecze, know-how oraz szersze możliwości dotarcia do klientów ze wszystkich branż – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.

Wskaźniki ESG mają coraz większe znaczenie dla inwestorów i mogą decydować o przyszłości firmy. Wskaźniki są wyłącznie wynikiem działań, które firma podejmuje i w jaki sposób postępuje. Ujawnione dane i ich przejrzystość mają kluczowe znaczenie dla uchwycenia zaangażowania biznesu w ESG i udowodnienia interesariuszom odporności biznesowej i zrównoważonego rozwoju firmy.

Wiele firm w Polsce jeszcze nie rozpoczęło lub jest w początkowej fazie wdrażania ESG w swojej organizacji. Tymczasem nowe obowiązki ujawnieniowe związane z Taksonomią UE, a w dalszej perspektywie także zmiany w raportowaniu niefinansowym wprowadzone przez Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) sprawiają, że konieczne jest strategiczne podejście do tego obszaru i wdrażanie najlepszych praktyk ESG. KPMG w Polsce aktywnie rozwija i doskonali zakres oferowanych usług ESG świadczonych dla firm z sektora finansowego i niefinansowego, aby mogły efektywnie zarządzać tematyką ESG w swojej działalności – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG, KPMG w Polsce.

Answear.com wchodzi na rynek słoweński

Answear stawia kolejny krok na drodze ekspansji zagranicznej i rozpoczyna działalność w Słowenii. Jest to jeden z najbardziej zamożnych i rozwiniętych gospodarczo krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Przychody z handlu online w tym kraju wyniosły w 2021 r. 641 mln USD, a kategoria „moda” miała największy udział i stanowiła 28 proc. wszystkich zakupów w internecie. Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach pozwoli również zoptymalizować proces logistyczny.

Słowenia to już jedenasty rynek, na który wchodzimy z naszą ofertą. Jest to dla nas atrakcyjny kierunek przede wszystkim pod względem rozwoju e-commerce oraz wciąż dynamicznych wzrostów. Dodatkowo Słoweńcy są relatywnie zamożnym społeczeństwem, z wysokim wskaźnikiem dochodu per capita oraz dużą świadomością marek premium, co oczywiście będzie miało bezpośredni wpływ na wartość średnich koszyków i rentowność transakcji na naszej platformie – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

W Słowenii kategoria „moda” cieszy się dużą popularnością wśród kupujących online. W 2021 r. i wyprzedziła kategorię „elektronika” stanowiąc 28 proc. wszystkich zakupów dokonanych w internecie. Zakupy modowe w sieci wzrosły w tym kraju o blisko 18 proc. w 2021 r., przy niewielkim spadku w sklepach stacjonarnych (o 0,89 proc.). Answear.com kieruje ofertę do klientów zainteresowanych zarówno modą i produktami premium, jak i asortymentem dla osób aktywnych, poprzez szeroką ofertę produktów sportowych.

Otwarcie drugiego rynku na Bałkanach, ze względu na geografię, pozwoli nam na zoptymalizowanie procesu logistyki. Będziemy zapewniać dostawę przez partnera logistycznego GLS nawet w ciągu 48 godzin. Klienci mogą wybrać dostawę kurierem do jednego z 650 punktów odbioru lub do 185 paczkomatów. Jesteśmy spokojni o nasze wyniki w przyszłości, każdy nowy otwarty kierunek zwiększa wolumeny sprzedaży i przyczynia się do wzrostu wartości całego biznesu – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com to założony w 2011 r. e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia, akcesoriów oraz dekoracji wnętrzarskich. Spółka prowadzi obecnie działalność w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Słowenii, Grecji, Chorwacji, Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie, na Cyprze oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 25 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki.

Jak zmniejszyć szarą strefę w polskiej branży hazardowej

UN Global Compact Network Poland opublikował raport Przeciwdziałanie szarej strefie, współpraca Krajowej Administracji Skarbowej z branżą hazardową i odpadową. Eksperci rekomendują zmianę formy i wysokości opodatkowania branży zgodnie ze światowymi standardami w celu minimalizacji szarej strefy w Polsce. Kluczowym, zalecanym rozwiązaniem jest wprowadzenie powszechnego na świecie podatku od sprzedaży brutto (tzw. GGR) zamiast obecnego opodatkowania od przychodów. Według niezależnych badań rynkowych wymienianych w raporcie udział szarej strefy w polskiej branży hazardowej może sięgać od niemal 18 do nawet 35 proc.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • wprowadzenie podatku GGR (Gross Gaming Revenue – przychody pomniejszone o wypłacone wygrane) jako najskuteczniejsze narzędzie w walce z szarą strefą
  • potrzeba ścisłej współpracy Krajowej Administracji Skarbowej z legalnymi operatorami, w celu wypracowania wysokości procentu opodatkowania, jak również konieczność debaty regulatora z prywatnym rynkiem w celu wypracowania najlepszego rozwiązania
  • konieczność utworzenia specjalnego podmiotu do kontroli branży hazardowej na wzór KNF – Komisja Nadzoru Hazardu
  • branża hazardowa obejmuje m.in. gry, loterie, zakłady wzajemne

Aż 57% graczy online deklaruje, że gra również nielegalnie – Jesteśmy więc w niechlubnym gronie największych szarych stref w Europie. GGR to standardowa forma opodatkowania w Unii Europejskiej i na świecie. W Europie tylko 6 krajów ma podatek od zakładów bukmacherskich w oparciu o przychód. W Polsce jest on najwyższy przewyższając stawki stosowane w innych krajach. – Polska 12%, Portugalia 8%, Niemcy 5%, Chorwacja 5%, Austria 2% i Irlandia 2%. Pozostałe kraje unijne stosują podatek od zysku brutto ze średnią stawką na poziomie 22 proc. W Szwecji po wprowadzeniu podatku od GGR wpływy podatkowe wzrosły o ponad 300 proc. w ciągu 2 lat, w Bułgarii między 2014 a 2021 r. podatek od GGR zaowocował ponad 750 proc. wzrostem wpływów podatkowych – komentuje Adam Lamentowicz,, Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej i prezes Superbet Polska. – Zmiany podatkowe w Polsce w szeroko pojętej branży hazardowej byłyby ważnym krokiem przeciwdziałającym negatywnym zjawiskom jak pranie brudnych pieniędzy czy tzw. migracja graczy korzystających np. z gier online czy zakładów do szarej strefydodaje.

Autorzy raportu wskazują podatek od GGR jako najlepsze obecnie narzędzie do zwalczania szarej strefy w branży hazardowej w Polsce. Wysokość rekomendowanego podatku jest przedmiotem dyskusji i proponowane są wspólne prace resortu finansów oraz legalnych operatorów gier hazardowych nad wypracowaniem wspólnego stanowiska, które przyczyni się do ograniczenia szarej strefy, a tym samym poprawienia sytuacji branży.

– Jako członek Rady Programowej UN Global Compact Network Poland i przedstawiciel branży podkreślam, że wprowadzenie podatku od GGR na poziomie 22-25 proc. spowodowałoby samo-uregulowanie się rynku, migrację polskich graczy na legalny rynek. Zmiana ta powiększyłaby ten rynek nawet o kilkaset procent bez generowania dodatkowego popytu. Długoterminowy efekt to rzetelna ochrona polskich graczy i istotne zmniejszenie szarej strefy oraz skokowy wzrost wpływów do budżetu państwa – podsumowuje Adam Lamentowicz.

Podatek od GGR ciosem w szarą strefę

W Polsce funkcjonuje 23 legalnych operatorów zakładów wzajemnych. Pozostałe podmioty, świadczące gry hazardowe z serwerami poza granicami Polski, są nielegalne. Do 2021 roku państwo miało zamknąć ponad 14 tys. takich nielegalnych stron, jednak chęć „łatwego i szybkiego” zarobku w sieci powoduje, że tego typu zakłady wciąż są popularne, a co za tym idzie, w miejsce zamkniętych witryn pojawiają się nowe. Podmioty z szarej strefy zarabiają krocie dzięki unikaniu opłat i danin publicznych.

Autorzy raportu, zgodnie ze specjalistami EY, zwracają również uwagę na wysokie obciążenia podatkowe legalnych operatorów, wynoszące w 2020 r. średnio 38,5 proc., jako jedną z głównych przyczyn istnienia szarej strefy, ponieważ podmioty, które nie odprowadzają części opłat i podatków są w stanie zaproponować graczom większe nagrody, a to powoduje zwiększenie atrakcyjności nieuczciwych platform. Zmiana sposobu opodatkowania dałaby operatorom większą elastyczność w działaniu i większe możliwości do bardziej efektywnego zarządzania biznesem. Zmiana miałaby również realny wpływ na zwiększenie atrakcyjności oferty legalnych operatorów, co spowodowałoby przyciągnięcie większej ilości użytkowników, którzy do tej pory korzystali z rozwiązań jakie oferuje szara strefa.

Wielkość szarej strefy branży hazardowej wciąż pozostaje przedmiotem dyskusji – dane H2 Gambling Capital pokazują, że w 2021 r. wynosiła ona 17,9%. Przedstawiciele branży wskazują, że liczba ta może być znacznie wyższa, na co zwracają uwagę również eksperci Global Compact, wskazując na rozbieżności w szacunkach dotyczących udziału szarej strefy w grach hazardowych w Polsce również w 2020 roku (H2 Gambling Capital – 22,8 proc., EY – 34 proc.). Wszystkie raporty branżowe, zarówno te przygotowane przez instytucje państwowe (raport NIK), prywatne (EY) czy przygotowane przez niezależne instytucje we współpracy z organami państwa (United Nations Global Compact) i H2Gambling wskazują, że szara strefa w Polsce stanowi olbrzymi problem. Stąd potrzeba zmian na poziomie legislacyjnym.

Komisja Nadzoru Hazardu

Twórcy raportu podkreślają zasadność stworzenia specjalnego podmiotu na wzór Komisji Nadzoru Finansowego, którego głównym zadaniem będzie kontrola branży hazardowej. Eksperci uzasadniają tę rekomendację coraz większą skalą działania branży hazardowej oraz coraz większym stopniem skomplikowania zagadnień, z którymi muszą mierzyć się organy państwa – nie tylko w zakresie podatków, ale także zdrowia, bezpieczeństwa publicznego czy zwalczania przestępczości zorganizowanej. Podobne komisje działają już z powodzeniem, m.in. w Danii, Hiszpanii, Holandii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Zakres kompetencyjny rodzimej komisji mógłby objąć takie działania, jak:

  • nadzór nad podmiotami oferującymi gry hazardowe, zarówno online, jak i stacjonarnie
  • udzielanie koncesji i zezwoleń
  • prowadzenie postulowanej Centralnej Listy Zaufanych/Niezaufanych Podmiotów Rynku Hazardowego.

Oprócz powyższych kwestii autorzy raportu zaznaczają również konieczność modyfikacji przepisów dotyczących wysokości wygranych, umożliwiających otrzymanie gwarantowanej stawki, mniejszej niż wejściowa, a także m.in. umożliwienie organizacji gier stolikowych w pokera przez kasyna stacjonarne, co przyczyni się do lepszego uregulowania i rozwoju rynku.

Pełna treść raportu dostępna jest pod tym adresem.

Polska wysyła gaz LPG na Ukrainę, ale musi też zabezpieczyć dostawy na potrzeby krajowe

W aktualnej sytuacji Polska jest reeksporterem gazu LPG na Ukrainę. Ukraina została pozbawiona de facto możliwości sprowadzania gazu LPG z kierunków wschodnich. Dostawy z Rosji zostały oczywiście zablokowane, podobnie sytuacja ma się z Białorusią oraz z dostawami z Kazachstanu. Rosjanie prowadzą również blokadę czarnomorskich portów Ukrainy. W tej sytuacji Polska i polscy przedsiębiorcy z branży LPG stanowią główną alternatywę, jeśli chodzi o możliwości sprowadzania gazu LPG na Ukrainę – a wiadomo, że nie tylko w sytuacji wojennej, ale też dla funkcjonowania gospodarki, to paliwo jest niezbędne. Niestety, zagrożenie natychmiastowym zakazem sprowadzania LGP do Polski z kierunku rosyjskiego z pewnością zablokowałby wszelkie dostawy na Ukrainę. Nie moglibyśmy być solidarni z naszym sąsiadem w obliczu rosyjskiej agresji, ale też bardzo poważnie zaszkodzilibyśmy przedsiębiorcom oraz obywatelom, społeczeństwu w Polsce.

– Jeśli chodzi o gospodarkę, mielibyśmy bardzo poważne problemy w branży spożywczej i w branży rolnej, ponieważ gaz LPG jest wykorzystywany chociażby w fermach drobiu. Producenci drobiu mieliby problem z paliwem bądź musieliby płacić za gaz LPG wielokrotnie więcej – a szacunki wskazują, że to byłoby przynajmniej o połowę więcej niż aktualnie, choć ceny i tak są już teraz o wiele wyższe niż rok temu. Cena drobiu w istotny sposób by wzrosła, a jest to jeden z podstawowych produktów spożywczych, którego konsumpcja z roku na rok systematycznie się zwiększa – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Problem byłby również z chlebem, bo producenci wykorzystują gaz LPG przygotowania ziarna do produkcji. Musimy zwrócić uwagę na to, że podejmowanie decyzji dotyczących gazu LPG powinno następować w sposób odpowiedzialny i najlepiej, żeby były to decyzje unijne – a nie tylko podejmowane przez Polskę. Tutaj akurat mamy taką sytuację, w której zarówno rząd, jak i branża LPG mają jednolite stanowisko o odejściu od importu gazu LPG z Rosji do końca bieżącego roku. Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich popieramy to stanowisko i jesteśmy przekonani, że jest to możliwe do zrealizowania – w szczególności widząc działania podejmowane przez branżę – szukanie nowych kierunków dostaw, zapewnianie możliwości sprowadzenia paliwa z portów zachodnich, planowanie nowych inwestycji oraz działania na rzecz udostępnienia terminala przeładunkowego LPG w gdańskim porcie na rzecz innych przedsiębiorców niż tylko jego właściciel – ocenia Wołejko.

Jaki wpływ na rynek nieruchomości w Polsce mają przybywający uchodźcy z Ukrainy?

Z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl wynika, że od początku wojny w Ukrainie do Polski przyjechało 3,7 mln uchodźców, z czego 1,7 mln wróciło do swojej ojczyzny. Ponad połowa z 2 mln osób, które znalazły u nas schronienie, otrzymała numer PESEL, ok. 200 tysięcy dzieci uczy się w polskich szkołach, a kolejne dziesiątki tysięcy znalazły opiekę w przedszkolach. Każdy z uchodźców potrzebuje dachu nad głową oraz pracy. W związku z ich przybyciem rynek najmu przeżywa istny boom, popyt jest ogromny – pytanie, kto i czy będzie w stanie go zaspokoić? Jakie zmiany już zaszły i co czeka rynek nieruchomości w najbliższej przyszłości? – komentarze eksperckie Katarzyny Tworskiej, dyrektor zarządzającej redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich, i Macieja Dymkowskiego, prezesa zarządzającego serwisem tabelaofert.pl.

– Europa od czasów II wojny światowej nie borykała się z podobnym kryzysem migracyjnym jak obecnie. Polska stała się głównym krajem schronienia uchodźców z racji naszych dobro- sąsiedzkich relacji z Ukrainą. Chęć pomocy ze strony zwykłych obywateli i rządu jest bardzo duża. Z powodu braku bariery językowej aż 102 tysięcy Ukraińców znalazło już u nas pracę. W zaledwie trzy miesiące od rosyjskiej agresji rynek najmu w Polsce przeszedł ogromną rewolucję. W niektórych miastach już brakuje ofert, czynsze wzrosły o 30%-50%, a tak wielkiego popytu nie było od latzauważa Maciej Dymkowski.

2 mln uchodźców mieszka obecnie w Polsce

Kryzys migracyjny znacząco wpłynął na rynek nieruchomości w Polsce. Początkowo można było zauważyć zwiększony popyt na rynku najmu, a teraz sytuacja ta jest czynnikiem pozytywnie wpływającym również na rozwój rynku pierwotnego, zwiększenie popytu oraz płynność finansową. Około 30% z przybyłych do nas uchodźców może pozostać w Polsce na dłużej – wynika z raportu opracowanego przez redNet Consulting dla serwisu tabelaofert.pl

Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę, że muszą szybko odpowiadać na zapotrzebowanie klientów. Według naszej analizy obecnie jest konieczność zmian w strukturze lokali i dostosowanie jej do obecnych możliwości nabywców. Należałoby ograniczyć liczbę lokali o dużej powierzchni z małą liczbą pokoi, bo już teraz widać spadek ich sprzedaży ze względu na zdolności kredytowe kupujących. Niezwykle ważny stał się rozwój sektora mieszkań na wynajem. W miarę upływu czasu uchodźcy, mieszkający obecnie na małych powierzchniach, często w kilka rodzin w jednym mieszkaniu, będą poszukiwać ofert zapewniających większą prywatność. Natomiast teraz potrzebne są przede wszystkim mieszkania gotowe – podkreśla Katarzyna Tworska.

Co czeka rynek nieruchomości w najbliżej przyszłości?

Wojna w Ukrainie spowodowała kryzys walutowo–surowcowy. Wzrosły ceny energii, paliw, wykonawstwa oraz materiałów budowlanych, których łańcuchy dostaw są bardzo utrudnione. Inflacja jest najwyższa od 1998 r. i sięgnęła 14%, co z pewnością przełoży się na kolejne podwyżki stóp procentowych i spadek zdolności kredytobiorców. Jak wpływa to na rynek nieruchomości?

– W najbliższym czasie należy spodziewać się wzrostu liczby rozpoczynanych projektów w związku z wejściem w życie 1 lipca nowej ustawy deweloperskiej. Na ten moment brakuje jakichkolwiek przesłanek, które miałyby zwiastować spadek cen, pomimo zmniejszonego popytu, z racji ograniczonych możliwości klientów posiłkujących się przy zakupie mieszkania kredytem hipotecznym. Patrząc w dalszą przyszłość, można liczyć na spadek inflacji i stóp procentowych, a co za tym idzie odbudowanie popytu kredytowego. W dłuższej perspektywie może nastąpić wzrost sprzedaży większych mieszkań oraz domów, a także wzrost cen mieszkań przekraczających inflację – ocenia Katarzyna Tworska.

7 na 10 polskich konsumentów wybiera ekologiczną żywność, a prawie 60% sprawdza etykiety

Mimo że awokado czy nasiona chia zrobiły w ostatnich latach karierę, coraz modniejsze staje się sięganie po produkty spożywcze uprawiane lokalnie. To efekt wyraźnie widocznego zainteresowania konsumentów kwestią odpowiedzialności społecznej i zrównoważonego rozwoju. Można to dostrzec też w Polsce: według danych PayPal, 7 na 10 polskich konsumentów wybiera asortyment pochodzący z ekologicznych źródeł i przyjazny środowisku[1]. Czasem jednak nawet świadomi nabywcy potrzebują pomocy – zwłaszcza jeśli kupują w Internecie. Jakie korzyści mogą osiągnąć e-handlowcy, pomagając konsumentom w znalezieniu towarów pochodzących z lokalnych upraw?

W 2022 roku najpopularniejszymi artykułami będą te domowej produkcji, ekologiczna żywność cruelty-free[2] oraz ręcznie zbierane owoce. W Europie, w zależności od kraju, około 5-10% konsumpcji żywności jest efektem tzw. aktywizmu ekologicznego konsumentów[3], czyli chęci dostosowania swoich zakupów do osobistych przekonań przez osoby dbające o klimat. Aż 60% Europejczyków wybiera produkty ekologiczne i przyjazne środowisku[4], a robiąc zakupy w ten sposób, chętnie okazuje swoje poparcie dla społecznie odpowiedzialnych inicjatyw (takich jak Fair Trade).

Dla dzisiejszych kupujących ważna jest również jakość codziennego odżywiania. Aż 63% konsumentów w całej Europie zaczęło wybierać sklepy z ofertą produktów ekologicznych[5], – wynika z raportu PayPal „Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.”. Wyższa świadomość zdrowotna sprawia, że europejscy konsumenci częściej zwracają uwagę na pochodzenie kupowanych produktów, ich wartości i certyfikaty jakości. Aby mieć pewność co do właściwości odżywczych, klienci czytają etykiety i sprawdzają posiadane atesty. Co ciekawe, robi to już prawie 60% Polaków. Spośród tych, którzy zapoznają się z opisami, 74% osób w Polsce twierdzi, że świadomie porównuje produkty, aby wybrać te ze zdrowszymi składnikami[6].

Cena nie zawsze jest istotna

Dla wielu firm szybko stało się jasne, że zrównoważone zakupy nie oznaczają jedynie wizyty na lokalnym targu z torbą wielokrotnego użytku. Chodzi także o wspieranie ich aktywności w Internecie. W praktyce aż 70% amerykańskich konsumentów wspiera lokalne firmy, robiąc zakupy wyłącznie lub częściowo przez Internet[7].

Tendencje w innych krajach mogą być bardzo podobne, ponieważ odpowiedzialna konsumpcja stała się istotna także w Europie Środkowo-Wschodniej. Konsumenci z tego regionu opowiadają się za zrównoważonymi produktami poprzez swoje portfele – w tym portfele elektroniczne. W Polsce aż 85% konsumentów kupuje artykuły spożywcze przez Internet[8], a to wyraźny znak, że nieustannie poszukują oni dobrych, odpowiednio wartościowych produktów” – wyjaśnia Efi Dahan, Dyrektor Generalny PayPal na Europę Środkowo-Wschodnią.

Oznacza to, że choć zakupy przez Internet często kojarzą się z poszukiwaniem jak najniższych cen, to istotnym czynnikiem jest także miejsce pochodzenia i jakość produktu. Co więcej, większość Europejczyków woli kupować na stronach internetowych i w aplikacjach, które wskazują im lokalne sklepy.[9].

Pomimo ostatnich zawirowań gospodarczych, dla konsumentów jakość produktu zaczyna mieć takie samo znaczenie jak jego niska cena. Produkty zdrowe, uprawiane w sposób zrównoważony, ekologiczne i lokalne są szczególnie poszukiwane. Nasze dane potwierdzają, że choć 84% kupujących jest skłonnych podejmować decyzje na podstawie ceny towaru, to jeszcze więcej – 89% – bierze pod uwagę jego jakość[10]. To powinno wpłynąć na firmy, które do tej pory polegały na swojej strategii cenowej, aby utrzymać przewagę konkurencyjną. Nie jest to już główny czynnik i powinny one być tego świadome”, dodaje Efi Dahan.

Eko rewolucja warta miliardy

Przyjrzyjmy się teraz prognozom. W czasie pandemii 37% polskich konsumentów zadeklarowało, że zwiększyło swoje zainteresowanie produktami ekologicznymi[11], co stwarza nie lada okazję do wykorzystania przez branżę e-commerce, która ma się jeszcze bardziej rozwinąć, osiągając wartość 162 mld zł do 2026 roku[12]. Sektor e-grocery również byłby wielkim zwycięzcą, biorąc pod uwagę prognozy wzrostu rynku do 28,7% w ciągu czterech lat[13]. Czy jest coś, co jeszcze stoi na przeszkodzie?

W tej chwili firmy internetowe stoją przed wyborem: dołączyć do ekologicznego trendu lub pozostać w tyle za branżą, która nieuchronnie zmierza w kierunku zrównoważonego rozwoju. Konsumenci chcą być informowani i edukowani na temat wpływu ich zakupów na środowisko. Sklepy e-commerce, które ułatwią im dokonywanie wyborów zgodnych z zasadami zrównoważonego rozwoju, wygrają. Zawsze lepiej jest coś kupić, jeśli wiemy, że nie tylko jest to dobre, ale także wspiera lokalnych producentów i rolnictwo”, komentuje Efi Dahan.

Sprzedawcy nie muszą od razu zmieniać swojej strategii. Ważne są także małe, ale regularne zmiany, takie jak współpraca z lokalnymi dostawcami, jasne etykiety i opisy produktów. Wszystko to i wiele więcej może w znaczący sposób przyczynić się do realnej zmiany świadomości konsumentów. Konkretne działania zależą od sytuacji danego sklepu internetowego, ale jedno jest pewne: angażowanie się w lokalne łańcuchy dostaw i działania na rzecz środowiska naturalnego z pewnością będą atutem w oczach potencjalnych klientów.

[1] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[2] Organiczna żywność, podczas produkcji której unikano okrucieństwa wobec zwierząt

[3] https://www.greeneuropeanjournal.eu/going-local-reforming-europes-food-system/

[4] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[5] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[6] https://www.zywnosc.com.pl/polacy-czytaja-etykiety/

[7] https://mint.intuit.com/blog/money-etiquette/buying-local-statistics-survey/

[8] https://inwestycje.pl/gospodarka/41-polakow-chce-kupic-online-przynajmniej-czesc-zywnosci-na-swieta/

[9] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[10] PayPal, Trendy i możliwości: Europejski krajobraz branży spożywczej w 2022 r.

[11] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[12] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/12/ey-future-consumer-index-2021-zrownowazony-rozwoj

[13] https://www.pwc.pl/pl/media/2021-02-09-analiza-pwc-prognoza-rozwoju-rynku-ecommerce-w-polsce.html

Polski Ład: od 1 lipca rozczarowująca zmiana dla samotnie wychowujących dzieci

Jedna z najbardziej rozczarowujących zmian, które mają wejść w życie 1 lipca w ramach nowelizacji Polskiego Ładu, dotyczy sposobu rozliczania PIT przez samotnie wychowujących dzieci. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wcześniej, że tę grupę podatników będzie obowiązywał stan prawny z 2021 roku. Takie zapisy pojawiły się też w projekcie ustawy poddanym konsultacjom społecznym. Jednak w wersji przyjętej przez Sejm już ich nie było.

W 2021 roku podatnicy, którzy samotnie wychowywali dziecko, mogli korzystać z podwójnej kwoty wolnej od podatku, a granica drugiego progu podatkowego była dla nich mnożona razy 2. Polski Ład zmienił te zasady. Od 1 stycznia podniesiono kwotę wolną do 30 tys. złotych, a drugi próg podatkowy do 120 tys. zł., likwidując przy tym powyższą preferencję. Jednak w myśl przyjętych ostatnio przez Sejm przepisów, które mają wejść w życie 1 lipca, wbrew wcześniejszej zapowiedzi, samotnie wychowujący w rozliczeniu z fiskusem nie będą  mogli stosować podwójnej kwoty wolnej i wysokości drugiego progu.

W myśl nowych przepisów ich dochody będą najpierw dzielone przez 1,5 (a nie na pół, jak wcześniej), od nich zostanie wyliczona wartość podatku według nowych zasad ogólnych, a na koniec pomnożona przez 1,5. Dlatego też dla samotnie wychowujących podatki będą wyższe niż zapowiadano. Będą oni wpadali w drugi próg od dochodu w wysokości 160 tys. zł, a nie 240 tys., jak to pierwotnie zakładano.

Przykładowo, jeśli rodzic osiąga dochód roczny w wysokości 240 tys. zł, przy mnożniku 1,5 musi zapłacić 35 400 zł podatku (bez odliczania ulgi prorodzinnej), a dla mnożnika 2 – 21 600 zł. W obu przypadkach, jeśli zastosujemy jeszcze ulgę prorodzinną na dzieci, różnica będzie taka sama.

Łącznie może to być nawet 13 800 zł różnicy w porównaniu z tym, co było zapowiedziane i poddane społecznym konsultacjom.

Zasady z roku 2021 zostały zachowane jedynie dla tych osób samotnie wychowujących, które opiekują się dziećmi z niepełnosprawnością. W ich przypadku mnożnik wynosi nadal 2.

Ustawa trafiła do Senatu. Już podczas prac sejmowych opozycja wskazywała na rozróżnienie mnożników, ale zgłoszona przez nią poprawka nie została przyjęta. Najprawdopodobniej Senat znowu zaproponuje możliwość zastosowania zasad z roku 2021 i mnożnika 2 dla wszystkich samotnie wychowujących, a projekt zapewne wróci do Sejmu. Wtedy okaże się, czy izba niższa zdecyduje się przyjąć poprawkę, czy zostawi rozróżnienie na mnożniki 1,5 i 2.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Nieobecność na rozprawie z powodu zakażenia COVID-19

W trakcie toczącego się postępowania cywilnego powód dwukrotnie wnosił, przed rozpoczęciem rozpraw, o odroczenie ich terminu z uwagi na zachorowanie na COVID-19 i w konsekwencji konieczność odbycia izolacji. Sąd rejonowy nie uwzględnił drugiego wniosku i wydał wyrok pod nieobecność powoda. Ten odwołał się od wyroku podnosząc, że pozbawiono go podstawowych praw do obrony swoich interesów w procesie cywilnym, mimo że złożył wniosek o odroczenie rozprawy z powodu choroby. Kto miał rację?

Ponad siedmioletni spór z ZUS-em

Pracownik toczył wieloletni spór z ZUS-em o wysokość należnego mu zasiłku chorobowego. W 2014 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał dwie decyzje, w których ustalił podstawę wymiaru składek i zobowiązał ubezpieczonego do zwrotu odsetek od kwot nienależnie pobranych świadczeń. Wyrokiem z czerwca 2021 r. sąd rejonowy zmienił decyzję ZUS, na korzyść powoda, tylko w części dotyczącej okresu odsetkowego, w pozostałej oddalając odwołanie.

Wniosek o odroczenie rozprawy

Powód wniósł apelację. Zarzucił sądowi, że ten uniemożliwił mu, bez jego winy, wzięcie czynnego udziału w postępowaniu, składanie wniosków dowodowych i dochodzenie swoich podstawowych praw. Sąd nie przeprowadził dowodów ani z urzędu, ani na wniosek powoda, ponieważ powód z uwagi na nieobecność nie miał możliwości złożenia takich wniosków w trakcie rozprawy.

W dniu 2 grudnia 2021 r. powód przesłał drogą mailową do akt sprawy wniosek o odroczenie terminu rozprawy w związku z zachorowaniem na COVID-19 i koniecznością pozostania w izolacji. Zadeklarował przy tym, że zaświadczenie lekarza sądowego dośle niezwłocznie po zakończeniu choroby. Sąd odroczył rozprawę do 12 stycznia 2022 r. Tego dnia do akt sprawy ponownie, drogą elektroniczną, wpłynął wniosek o odroczenie i tego terminu, z tych samych przyczyn co za pierwszym razem. Ponownie też oświadczył, że stosowne zaświadczenie lekarskie dośle natychmiast po zakończeniu choroby.

Uzasadnione odroczenie

Sąd okręgowy ww. wniosek oddalił. Przywołał treść art. 214 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którą rozprawa ulega odroczeniu, jeśli sąd stwierdzi nieprawidłowość w doręczeniu wezwania, albo gdy nieobecność strony jest wywołana nadzwyczajnym wydarzeniem lub inną znaną sądowi przeszkodą, której nie można przezwyciężyć. Sąd podkreślił, że zasadniczo odroczenie rozprawy z powodu nieobecności strony może być uzasadnione tylko w przypadku, gdy jej obecność zarządził sąd, lub gdy na rozprawie mają zostać podjęte czynności, których za stronę nie może wykonać pełnomocnik, jak i wtedy, gdy strona sama wniosła o prowadzenie postępowania z jej udziałem.

Rzetelność postępowania

Sąd apelacyjny stwierdził, że wniosek o odroczenie terminu rozprawy miał jedynie na celu przewlekanie prowadzenia postępowania i stanowił nadużycie praw procesowych. Podkreślił, że zasada rzetelnego postępowania, której złamanie powód zarzucił sądowi I instancji, obowiązuje także strony. Art. 3 K.p.c. stanowi, że strony zobowiązane są dokonywać czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami, co obejmuje również nienadużywanie praw procesowych. Korzystanie z nich przez jedną stronę nie może prowadzić do naruszenia praw drugiej strony. W niniejszej sprawie prawo powoda do odroczenia rozprawy, przedłużające niezasadnie postępowanie, nie może być nadużywane kosztem prawa pozwanego do sądu.

Sąd okręgowy przyznał, że ma świadomość okoliczności towarzyszących pandemii COVID-19, jednak powód dwukrotnie powołując się na zachorowanie i konieczność izolacji nie przedstawił żadnych zaświadczeń lekarskich i tym samym nie potwierdził choroby. Sąd dodał, że stosowne zaświadczenie nie musi, choć powinno, być załączone do wniosku o odroczenie terminu rozprawy. Natomiast po odroczeniu terminu po raz pierwszy, mimo obietnic, powód nie przedstawił żadnego zaświadczenia, a we wniosku o odroczenie kolejnego terminu nie wskazał głębszej argumentacji na poparcie swego wniosku, a jedynie powielił treść poprzedniego. Sąd uznał więc apelację za bezzasadną i ją oddalił.

„Sąd może nie odroczyć rozprawy, mimo nieobecności strony wywołanej długotrwałą chorobą, jeżeli w okolicznościach sprawy stwierdzi, że korzystanie przez stronę z tej podstawy odroczenia stanowi nadużycie praw procesowych (…) Wnioskodawca składając kolejny wniosek o odroczenie rozprawy (…) w żaden sposób nie uprawdopodobnił, iż choruje na covid 19, choć powoływał się na konieczność izolacji. Tymczasem przesłanie mailowo zarządzenia o kwarantannie czy izolacji przy wykorzystaniu informacji konta pacjenta nie stanowi zbytniego utrudnienia” (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi – VIII Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z 24 lutego 2022 r., sygn. akt VIII Ua 63/21).

Podsumowanie

Powód toczył spór z państwową instytucją przez ponad 7 lat od czasu wydania niekorzystnej dla niego decyzji. Może więc dziwić fakt, że gdy jego walka zbliżała się już ku końcowi, ze znanych tylko sobie przyczyn, nie skorzystał z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, który zapewne uchroniłby go przed negatywnymi skutkami nieobecności na rozprawie. W jego przypadku ziściły się słowa paremii prawniczej: Ignorantia iuris nocet. Konstytucyjne prawo do sądu realizuje się m.in. poprzez zapewnienie stronom czynnego udziału w toczonym przed sądem postępowaniu – a więc poprzez możliwość obrony swoich interesów, podnoszenia dowodów czy zgłaszania wniosków. Należy jednak pamiętać, że nadużywanie swoich praw może doprowadzić do ich utraty. Konsekwencje tego mogą być dotkliwe i nieodwracalne, zarówno w sprawach cywilnych, administracyjnych, a zwłaszcza karnych, pomijając zagrożenie grzywną za powołanie się na nieprawdziwe okoliczności mające uzasadnić nieobecność na rozprawie.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Nadal wysoka aktywność na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w I kw. 2022 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce przekroczyły 25 mln mkw., co oznacza wzrost o 16,6% w porównaniu z analogicznym okresem w 2021 r. Nowa podaż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wyniosła blisko 1,3 mln mkw. i był to najwyższy kwartalny wynik w historii polskiego rynku.

– W pierwszym kwartale 2022 r. aktywność zarówno deweloperów, jak i najemców na rynku magazynowo-przemysłowym utrzymywała się na dość wysokim poziomie. Jednocześnie kolejny kwartał z rzędu znacząco zmniejszyła się ilość dostępnej powierzchni, a rosnące koszty pracy i budowy oraz zakłócenia łańcuchów dostaw spowodowały wzrost czynszów. Przewidujemy, że w najbliższej przyszłości deweloperzy będą ostrożniej podejmować decyzje o rozpoczynaniu nowych inwestycji – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

W I kw. 2022 r. deweloperzy dostarczyli na rynek prawie 1,3 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w tym okresie były województwa wielkopolskie i dolnośląskie, gdzie oddano do użytku odpowiednio 281 400 mkw. i 216 950 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec marca 2022 r. w budowie znajdowało się ponad 4,82 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej, tj. o prawie 4% więcej niż w IV kw. 2021 r. i ponad 105% więcej niż pod koniec I kw. 2021 r. Najwięcej nowych obiektów powstawało w Polsce Centralnej (778 200 mkw.), na Górnym Śląsku (751 700 mkw.) oraz w woj. mazowieckim (645 200 mkw.). Jednak z uwagi na globalne zakłócenia w łańcuchach dostaw i trudności związane z dostępem do materiałów budowlanych oraz ich rosnące ceny, możemy spodziewać się stopniowego ograniczania nowej podaży oraz wydłużenia czasu budowy obiektów magazynowych.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w I kw. 2022 r. wyniósł prawie 1,6 mln mkw., co oznacza spadek o 2% r.d.r. i o 36% kwartał do kwartału. Popyt netto na powierzchnię magazynową i przemysłową wzrósł do 1,17 mln mkw. i stanowił prawie 74% popytu brutto. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach śląskim, mazowieckim i łódzkim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 24,2%, 18,6% i 14,8%. W I kw. 2022 r. największy udział procentowy w wolumenie transakcji miały nowe umowy najmu (67%), a w dalszej kolejności renegocjacje (26%) oraz ekspansje (7%). Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 91 800 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji zawartych w I kw. 2022 r. znalazły się między innymi: realizacja przez firmę Exeter obiektu BTS o powierzchni 100 000 mkw. dla poufnego najemcy z sektora handlowego w Świebodzinie, renegocjacja połączona z ekspansją poufnego najemcy z sektora handlowego w SEGRO Logistics Park Gliwice (66 300 mkw.) oraz wynajęcie 47 700 mkw. w Hillwood Łowicz Południe przez Dealz.

Udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach obniżył się na koniec marca bieżącego roku do 3,0%, co oznacza spadek o 0,7 p.p. kwartał do kwartału oraz o 3,3 p.p. r.d.r. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 762 200 mkw.,w porównaniu z 2 278 500 mkw. w obiektach będących w budowie.

– Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie lubelskim i opolskim (po 6,1% w każdym) oraz na Górnym Śląsku (5,6%), natomiast brak dostępnej powierzchni odnotowano w lubuskim, podkarpackim, podlaskim i warmińsko-mazurskim – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa w Newmark Polska.

Ze względu na rosnące koszty związane z budową oraz funkcjonowaniem obiektów magazynowo-przemysłowych obserwujemy stopniowy wzrost czynszów w większości lokalizacji magazynowych. Na koniec I kw. 2022 r. najdroższe były powierzchnie magazynowe w Warszawie (strefa I).

Wolumen transakcji inwestycyjnych na polskim rynku nieruchomości komercyjnych w I kw. 2022 r. wyniósł 1,66 mld euro i był wyższy od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o ok. 18% (na sektor magazynowy przypadło 191 mln euro). Tak dobry wynik świadczy o odporności rodzimego rynku nieruchomości na ostatnie zawirowania w naszym regionie, do których można zaliczyć wojnę w Ukrainie, rosnące koszty budowy, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz wysoką inflację. Największym zainteresowaniem inwestorów nadal cieszą się bezpieczne i obarczone niskim ryzykiem nieruchomości, m.in. parki logistyczno-magazynowe. Natomiast stopy kapitalizacji wahają się w przedziale od 4,75% do 5,25% dla parków magazynowych typu multi-let z długimi umowami najmu.

Śnieżka uchwaliła dywidendę z zysku za 2021 rok

FFiL Śnieżka SA wypłaci 31,5 mln zł z zysku wypracowanego w 2021 roku, czyli 2,5 zł na jedną akcję. Spółka dzieli się zyskiem z akcjonariuszami nieprzerwanie od giełdowego debiutu na warszawskim parkiecie w 2003 roku. W ciągu dziewiętnastu lat przeznaczyła na dywidendę już niemal pół miliarda złotych.

Walne zgromadzenie FFiL Śnieżka SA zdecydowało, aby na dywidendę przeznaczyć nieco ponad połowę jednostkowego zysku netto za 2021 rok. Pozostała jego część – czyli 28,8 mln zł – zasili kapitał zapasowy. W ten sposób akcjonariusze przychylili się do rekomendacji zarządu Śnieżki, aby w najbliższych latach wypłacać dywidendę na poziomie 50% skonsolidowanego zysku netto Grupy przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej za poszczególne lata obrotowe.

Rekomendacja ta, pozytywnie zaopiniowana przez radę nadzorczą, ma obowiązywać do czasu zmniejszenia wskaźnika długu netto Grupy Śnieżka do poziomu jednokrotności skonsolidowanego zysku EBITDA.

Utrzymujemy tradycję dzielenia się dywidendą, która jest jednym z filarów naszych długoterminowych relacji z inwestorami instytucjonalnymi i indywidualnymi posiadającymi akcje Śnieżki. Jednocześnie, biorąc pod uwagę wymagające otoczenie rynkowe, zdecydowaliśmy się wzmocnić naszą pozycję kapitałową poprzez zasilenie kapitału własnego i redukcję poziomu zewnętrznego finansowania. To zapewni nam większe możliwości realizacji przyszłych planów rozwojowych – mówi Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

W tym roku dzień dywidendy przypadnie w środę 15 czerwca – tego dnia posiadacze akcji zyskają prawo do dywidendy. Oznacza to, że akcje należy nabyć najpóźniej 13 czerwca – zgodnie z zasadą T+2. Dzień wypłaty dywidendy ustalono na poniedziałek, 1 sierpnia 2022 roku.

W 2021 roku Grupa Śnieżka wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 794,9 mln zł oraz 64,3 mln zł zysku netto. Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 59,7 mln zł.
FFiL Śnieżka SA, której zysk podlega podziałowi na corocznym zwyczajnym walnym zgromadzeniu, osiągnęła 484,9 mln zł przychodów i 60,3 mln zł zysku netto.

Historia dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SAHistoria dywidend uchwalonych przez akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA

Galopująca inflacja

W portfelu Polaków zdaje się być coraz mniej pieniędzy, zwłaszcza przez inflacje oraz przez podatki. Podczas panelu na toruńskim forum Welconomy, zaproszeni eksperci rozmawiali między innymi o tym, co wpływa na taką sytuację i jak działać, by temu zapobiec.

Na samym początku panelu padło podstawowe pytanie, co może zrobić rząd czy władze banku centralnego, by móc zahamować inflację. Paweł Cybulski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej w latach 2017-2019, stwierdził, że są pewne kroki, które można wprowadzić. – Można podejmować działania, ale żadne z nich nie będzie receptą na inflację. Mamy wyniki badań europejskich, naszych, krajowych, ale mamy wiele czynników inflacjogennych. Zastanawiamy się od strony monetarnej czy rządowej jak działać. Mamy działania monetarne, ale za wolno wprowadzone. Musimy skorzystać z szeregu innych instrumentów, położyć ręce na pokład i opracować jedną politykę antyinflacyjną. W czasie, gdy inflacja rośnie nie należy obniżać podatków. Oczywiście, w przypadku dóbr podstawowych, najważniejszych dla kosztów życia codziennego podwyżki są wykluczone, ale w niektórych sferach można je podnieść, na przykład można podnieść akcyzę na papierosy. Państwo wydaje ogromne środki na leczenie skutków palenia papierosów. I to też może mieć wpływ na inflację. – powiedział Cybulski.

Dr n. ekon. Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, członek władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich powiedział, że obecnie inflacja rośnie we wszystkich krajach, ale nie wszędzie jest wysoka. –  Popatrzmy na cały horyzont czasowy, bo u nas silnik inflacyjny jest obecny od 2,5 roku. Gdyby u nas ceny energii wzrosły tak jak w innych krajach europejskich, to inflacja miałaby postać dwudziestopunktową i kłamstwem jest mówienie, że to „putinflacja”. Do inflacji dokłada się sytuacja geopolityczna, ale nie jest głównym czynnikiem. Głównymi źródłami inflacji są czynniki krajowe między innymi wzrost ilości pieniądza na rynku. Także brak powściągliwości rządu w pompowaniu konsumpcji, czyli na przykład czternaste emerytury. Rząd próbuje działać poprzez tarczę ja nazywam inflacyjną, ona nas nie chroni przed inflacją. Nie leczymy problemu, tylko uśmierzamy ból, zaraz będziemy musieli zapłacić za to podwójnie. – skomentował Dudek.

Jak możemy wpłynąć, żeby obniżyć poziom inflacji? Rada Polityki Pieniężnej i NBP nie zrobił nic w tym celu – powiedział prowadzący dr hab. Konrad Raczkowski i zapytał dr hab. Roberta Gwiazdowskiego – Profesora Uczelni Łazarskiego co jest winne inflacji?  – Inflacji jest winny Glapiński, Morawiecki, ale też Kaczyński. Ale najbardziej winny jest John Case. Stworzył paradygmat, że możemy wszystko wyprodukować i potem sprzedać. Co było manipulowaniem zagregowanym popytem. Przenosząc się do stycznia 2020 roku i mamy przy sobie jakaś gotówkę. Nagle zostaje przerwany łańcuch dostaw i podrożał na przykład chleb. Niektórzy zrezygnują dla oszczędności, a inni nie. Wzrosła cena, a jedynym powodem inflacji jest dosypywanie pieniędzy do gospodarki, która nie będzie w stanie wyprodukować tyle ile będzie potrzeba. – stwierdził Gwiazdowski.

Dr Sławomir Mentzen, właściciel Kancelarii Mentzen opowiedział o perspektywie przedsiębiorców. Które podatki można podnieść lub obniżyć? Prowadzący zapytał ponownie, czy powinno się podnosić akcyzę na używki? – Ludzie powinni sami decydować, czym się będą truć w kontekście akcyzy na papierosy. Idąc tą myślą powinniśmy podnieść podatki na niektóre stacje telewizyjne czy radiowe. – powiedział ekspert. W kontekście opodatkowania przedsiębiorców powiedział, że w ostatnich miesiącach mamy „eldorado” w przepisach. Stwierdził, że podatnicy nie wiedzą jakie mają płacić podatki i wpływa to niekorzystnie na całe funkcjonowanie systemowe. Jak powiedział Metzen, taka sytuacja ma także wpływ na inflację.

Jak w tej konstelacji, wraz ze spadkiem inwestycji, wzrostem konsumpcji, by wypełnić lukę w agregacie PKB. Jak pomóc przedsiębiorcom, nie mówimy oczywiście o dosypywaniu pieniędzy? Kamil Sobolewski Główny Ekonomista Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej powiedział, że dzisiejsza inflacja i spowolnienie gospodarki zaraz zamienią się w biedę, widzimy to w Turcji, Wielkiej Brytanii i powinniśmy skupić się tym by do tego nie dopuścić.  –  Jak zbić inflację nie doprowadzając do recesji? Globalnym antidotum na inflację była produkcja pieniędzy. Tego narzędzia w tej chwili nie ma. Rządy w długoterminowych działaniu będą cięły finansowanie programów społecznych w sytuacji, kiedy będą najbardziej potrzebne i to doprowadzi do globalnej biedy. Sposobem na obniżenie inflacji jest zmniejszenie popytu albo zwiększenie produkcji. Ważne jest także podniesienie poziomu inwestycji do 25%. Niestety w 2022 roku wiemy, że inwestycje spadla poniżej 16% i jest to dramatem napędzającym inflację. Jeśli ludzie dostają pieniądze na wydawanie, a nie ma produktów do kupienia to napędza inflację. – mówił Sobolewski i dodał. – Powinniśmy żyć w kraju, w którym klimat sprzyja inwestycjom oraz prowadzeniu działalności. Jak tworzone jest prawo, wraz z rzetelnymi  konsultacjami społecznymi, dobrym kierunkiem polityki gospodarczej, a potem konkretne ustawy realizujące te kierunki według określonego planu – to powinny być działania rządu.

Moderator: prof. dr hab. Konrad Raczkowski – Dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW, Instytut Ekonomii i Finansów

Prelegenci:

  • Paweł Cybulski – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów i Zastępca Szefa Krajowej Administracji Skarbowej w latach 2017-2019
  • dr n. ekon. Sławomir Dudek – Główny Ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju, Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, członek władz Towarzystwa Ekonomistów Polskich
  • dr hab. Robert Gwiazdowski – Profesor Uczelni Łazarskiego
  • dr Sławomir Mentzen – właściciel Kancelarii Mentzen
  • Kamil Sobolewski – Główny Ekonomista – Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Co dalej z luką kadrową w branży IT?

Zapotrzebowanie na usługi firm tworzących oprogramowanie jest na tyle duże, że software house’y nie narzekają na brak ciekawych projektów. Coraz mocniej jednak słychać głosy, że niewystarczająca liczba programistów staje się istotną barierą rozwoju tego sektora. Jak podaje Software Development Association Poland (SoDA) luka kadrowa w samej Polsce sięga już nawet 300-350 tys. osób i stale rośnie.

Głównym wyzwaniem, z którym mierzy się obecnie polski sektor IT jest niedobór wykwalifikowanej kadry, co ogranicza możliwości ekspansji branży i podnosi koszty pracy. W konsekwencji zmniejsza się nasza konkurencyjność wobec krajów, z którymi rywalizujemy o udział w międzynarodowym rynku nowych technologii. Jeszcze w ubiegłym roku SoDA informowała, że w Polsce brakuje 250-300 tys. specjalistów IT. Obecnie przedstawiciele tej organizacji szacują, że zatrudnienie „na już” znalazłoby nawet 300-350 tys. osób z doświadczeniem deweloperskim.

Na tak duży wzrost zapotrzebowania wpłynęła z jednej strony pandemia, która była swoistym katalizatorem transformacji cyfrowej praktycznie w każdej dziedzinie gospodarki i życia. Z drugiej strony, część globalnych firm po wybuchu wojny za naszą wschodnią granicą postanowiła realizować swoje projekty właśnie w Polsce, zamiast w objętej sankcjami Rosji czy na Białorusi – mówi Konrad Weiske, wiceprezes SoDA. – Jeśli branża miałaby sprostać rosnącemu popytowi na usługi, należałoby podwoić zatrudnienie w stosunku do tego z 2021 r.

Według danych Eurostatu na koniec 2021 r. w sektorze ICT pracowało około 586 tys. osób, co stanowiło 3,5% ogółu zatrudnionych ludzi w kraju.

Coraz mniej absolwentów na rynku

Deficytu specjalistów nie będą w stanie zniwelować absolwenci uczelni technicznych, których jest zdecydowanie za mało. Jak wynika z raportów GUS dotyczących szkolnictwa wyższego w roku akademickim 2020/2021 studia na kierunku technologie teleinformatyczne ukończyło 12 068 osób, rok wcześniej było ich niecałe 14 tys. Ponadto, zdaniem SoDA system kształcenia na kierunkach informatycznych w Polsce jest niedostosowany do potrzeb rynku.

Uczelnie zapewniają solidne podstawy teoretyczne, brakuje jednak nacisku na umiejętności praktyczne. Wchodząc na rynek pracy, absolwenci mają więc wiedzę ogólną, a nie specjalistyczną i potrzebują minimum 1,5 roku do 2 lat, aby można było im powierzyć samodzielne prowadzenie projektów – dodaje Konrad Weiske.

Część firm IT radzi sobie z tym wyzwaniem poprzez programy stażowe, do udziału w których zaprasza absolwentów oraz studentów. W ten sposób ukierunkowują przyszłych programistów na technologie, które są najbardziej potrzebne w danej organizacji. Mają też szansę wyłowienia młodych talentów i zaangażowania ich w bieżące projekty. Natomiast stażyści zdobywają tak potrzebne na rynku doświadczenie i perspektywę zatrudnienia w firmie, którą poznają „od kuchni”.

Specjaliści z zagranicy poszukiwani

Pozyskanie doświadczonej kadry wspiera program Poland. Business Harbour (PBH), który maksymalnie uprościł proces pozyskania wizy i podjęcia pracy w Polsce przez obywateli Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Rosji, Mołdawii i Ukrainy. Od startu PBH we wrześniu 2020 r. do stycznia br. takich wiz wystawiono aż 24 258 – liczba ta obejmuje zarówno osoby z branży IT, jak i członków ich najbliższej rodziny. Wojna zablokowała natomiast działanie programu w Ukrainie, który dotychczas pomagał zwiększyć napływ specjalistów IT z tego rynku oraz w Rosji. Widać z kolei wzrost zainteresowania relokacją pracowników z Białorusi.

Nadal jest to kropla w morzu potrzeb. Nasze firmy członkowskie coraz częściej pytają o możliwość rozszerzenia programu wizowego PBH o kolejne kierunki, jak Indie, Ameryka Łacińska czy Bałkany. Dobrze byłoby również wprowadzić procedury ułatwiające legalizację pracy i pobytu na podstawie PBH dla osób otwierających działalność B2B – zwraca uwagę Marcelina Chojnacka, Koordynator ds. Public Advocacy w SoDA.

Rekrutacja wykraczająca poza granice kraju jest jednak równie popularna wśród dużych, zachodnich podmiotów. Polskie firmy rywalizują więc z nimi nie tylko o deweloperów ze wschodu, lecz również o tych dostępnych na rodzimym rynku. Badanie Devire pokazało, że aż 47% specjalistów IT w ostatnim roku otrzymało ofertę pracy od firmy, która nie posiada biura czy przedstawicielstwa w Polsce.

Zagraniczne przedsiębiorstwa kuszą wyższymi stawkami i dużymi, międzynarodowymi projektami, bez konieczności relokacji. Przy rosnących kosztach funkcjonowania przedsiębiorstwom w Polsce coraz trudniej będzie z nimi rywalizować o najbardziej doświadczoną, a więc najdroższą, kadrę – twierdzi Konrad Weiske.

Ławka rezerwowych

W warunkach dużego popytu na specjalistów oraz ich niskiej dostępności zrekrutowanie osób do nowego projektu IT jest czasochłonne i kosztowne. Niejednokrotnie firmy decydują się więc na outsourcing pracowników. Taką możliwość daje im na przykład tzw. ławeczka, dobrze znana wśród deweloperów. Jej nazwa nawiązuje do ławki rezerwowych w sporcie.

Ławeczka jest miejscem oczekiwania na zlecenie i umożliwia „wypożyczenie” pracowników z branży na potrzeby konkretnego projektu czy zlecenia. W ramach SoDA również mamy takie rozwiązanie. Chęć przyjęcia lub użyczenia czasu pracy programisty ogłasza się na specjalnych, zamkniętych kanałach Slack – bench_ask i bench_own. Każda firma korzystająca z ławeczki zobowiązuje się do przestrzegania dobrych praktyk, które ramowo określa regulamin naszej organizacji – opowiada Marta Kępa, Dyrektor Zarządzająca w SoDA. – Obecnie skupiamy blisko 180 przedsiębiorstw, które zatrudniają w Polsce ponad 30 000 pracowników, potencjał jest więc ogromny.

Jak podaje Marta Kępa, od początku działalności użytkownicy sodowej „ławeczki” wymienili ze sobą około 7 000 wiadomości. Część firm właśnie tam nawiązała też partnerską współpracę w obszarze outsourcingu specjalistów i obecnie w razie potrzeby kontaktuje się już ze sobą bezpośrednio. Jest to jednak rozwiązanie, które wykorzystywane jest przez przedsiębiorstwa adhocowo. Myśląc o rozwoju w dłuższej perspektywie, każda firma stara się budować własne zespoły oparte o wykwalifikowane osoby, a pula tych dostępnych na rynku jest niewystarczająca.

Branża IT jest w rozkwicie, a w dobie postępującej cyfryzacji i automatyzacji, staje się coraz bardziej kluczowa z perspektywy rozwoju gospodarczego kraju. Tym bardziej palącym problemem jest powiększająca się luka kadrowa.

– Potrzebujemy szeroko zakrojonego, systemowego programu podnoszenia kompetencji cyfrowych i informatycznych zarówno w obszarze kształcenia uniwersyteckiego, jak i przekwalifikowywania kadr. Bez tego wkrótce będziemy w tyle za innymi państwami, które w porę wykorzystały swoją szansę, inwestując w rozwój IT – apeluje Konrad Weiske.

Konsumenci łatwiej zmieniają marki, zawracają uwagę na etykę, ekologię i spersonalizowaną obsługę

W tej erze przyspieszonej cyfryzacji przedsiębiorstwa muszą elastycznie reagować na potrzeby klientów. Lojalność wobec marki już nie wystarczy. Chcąc utrzymać klientów, firmy muszą nadal optymalizować doświadczenia konsumenckie, ale również kłaść duży nacisk na wartości etyczne i ekologiczne.

Piąta edycja raportu firmy Salesforce „State of Connected Customer” informuje, w jaki sposób firmy mogą wchodzić w interakcje z klientami i efektywnie ich angażować. Raport ten jest oparty na ankietach, które przeprowadzono wśród 13 020 konsumentów i 3916 klientów biznesowych w 29 krajach, aby odpowiedzieć na następujące pytania: Jak zmienia się lojalność i zaufanie w relacjach klienta z marką? Jak klienci godzą swoje oczekiwania dotyczące personalizacji i prywatności? Jak wygląda cykl obsługi klienta oparty głównie na technologiach cyfrowych?

Zmiany dotyczące zaufania i lojalności w relacjach klienta z marką

Zaufanie to najważniejsza waluta w dzisiejszym biznesie. Gdy świat zmienia się w zawrotnym tempie, klienci pragną mieć pewność, że firmy chcą i mogą sprostać ich potrzebom i oczekiwaniom.

Jak wynika z najnowszego raportu Edelman Trust Barometer, konsumenci oczekują od firm, aby wzięły na siebie rolę liderów w tym niepewnym czasie. Jeśli firma respektuje wartości, z którymi identyfikują się klienci, może wygrać z konkurencją. Jeśli nie, musi się liczyć z odejściem klientów.

Chodzi jednak nie tylko o wartości. Firmy muszą postępować zgodnie ze swoimi deklaracjami w zakresie etyki i zrównoważonego rozwoju. Zaufanie klientów trzeba nie tylko zdobyć, lecz również utrzymać, a kluczowe znaczenie dla utrzymania bazy zaangażowanych klientów ma wiarygodność.

W badaniach przeprowadzonych przez Salesforce 78% klientów stwierdziło, że praktyki przedsiębiorstwa związane z ochroną środowiska mają wpływ na decyzję o zakupie jego produktów. Jeśli chodzi o lojalność wobec marki, to oferowanie dobrego produktu już nie wystarcza. W ubiegłym roku 71% konsumentów co najmniej raz zmieniło markę kupowanych przez siebie produktów.

Generalnie, choć poziom zaufania rośnie, wciąż mogłoby być lepiej. Zbudowanie firmy o silnych wartościach, która może prosperować w gospodarce opartej na zaufaniu, jest kluczowym elementem każdej długofalowej strategii biznesowej.

Wyzwania związane z personalizacją

W okresie przyspieszonej transformacji cyfrowej i personalizacji usług coraz więcej klientów oczekuje, że firmy będą lepiej rozumieć ich indywidualne wymagania podczas zakupów online.

Ma to jednak swój koszt. Optymalizacja nowych cyfrowych modeli biznesowych i stosowanie spersonalizowanych usług na dużą skalę to procesy oparte na danych, których przetwarzanie wymaga ochrony prywatności.

Większość klientów nie ma nic przeciwko używaniu przez firmę danych i sztucznej inteligencji (SI) w celu zapewnienia im lepszej obsługi. Wielu jednak żywi obawy związane z nieetycznym wykorzystywaniem SI. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Salesforce, 84% klientów sądzi, że konsekwencje stosowania sztucznej inteligencji mogą być dobre lub złe – w zależności od sposobu jej używania.

Wiąże się z tym konieczność osiągnięcia równowagi. Z jednej strony dane klienta są niezbędne w celu zbudowania relacji opartej na zaufaniu, ponieważ stanowią podstawę funkcjonalności spełniającej indywidualne oczekiwania. Biorąc jednak pod uwagę konsekwencje używania informacji w sposób niezgodny z prawem (naruszenie bezpieczeństwa i inwazyjne praktyki marketingowe), klienci ostrożnie powierzają firmom swoje dane.

W świecie, w którym klienci żądają zarówno personalizacji, jak i prywatności, firmy muszą gromadzić tylko te dane osobowe, których faktycznie potrzebują, oraz zapewnić klientom przejrzystą ochronę danych, tak aby czuli, że znajdują się w dobrych rękach.

61% klientów zgadza się na wykorzystanie istotnych danych osobowych w sposób przejrzysty i przynoszący korzyści.

Ocena dotychczasowych relacji z firmą przez klientów

Jak wykazuje raport firmy Salesforce, w warunkach zmian indywidualnych priorytetów, rosnących kosztów życia i problemów z globalnymi łańcuchami dostaw większość konsumentów zmieniła marki kupowanych produktów lub zamierza to zrobić.

Minęły czasy długoterminowej lojalności wobec marki. W dynamicznie zmieniającym się środowisku geopolitycznym i gospodarczym dla klienta najważniejsza staje się wygoda.

W raporcie Salesforce czytamy, że 71% konsumentów przyznaje się do co najmniej jednej zmiany wybieranej marki w ciągu ostatniego roku. Dla 66% z nich przyczyną zmiany była korzystniejsza oferta, a dla 58% wyższa jakość produktów.

Dla firm oznacza to zarówno nowe możliwości, jak i zagrożenia: z jednej strony więcej dróg dotarcia do nowych klientów, z drugiej – ryzyko utraty tych dotychczasowych, lojalnych.

W utrzymaniu stałych klientów mogą pomóc takie rozwiązania, jak programy lojalnościowe, zaangażowanie w mediach społecznościowych czy spersonalizowany marketing. W szerszym kontekście firmy mogą zwiększyć lojalność klientów, sprzedając produkty i usługi nie tylko za pośrednictwem sieci detalicznych, lecz również bezpośrednio odbiorcom końcowym.

Łącząc kanały cyfrowe z taktyką zatrzymania klientów w celu osiągnięcia lepszych rezultatów, przedsiębiorstwo może nie tylko umacniać relacje z dotychczasowymi klientami, lecz również rozszerzać swój zasięg i zwiększać przychody.

Elastyczne relacje z klientami

Angażując się w relacje z firmami, klienci oczekują elastyczności i wygody. Coraz chętniej korzystają z kanałów cyfrowych i obsługi internetowej, które zapewniają szybką i efektywną komunikację.

Nie jest to jednak regułą. Przykładowo, w kontaktach z działem obsługi klienci oczekują nie tylko natychmiastowych odpowiedzi udzielanych przez dobrze poinformowanych przedstawicieli, lecz również opcji samoobsługowych, które umożliwiają łatwe znajdowanie rozwiązań. Trzeba jednak pamiętać, że wielu klientów – zwłaszcza starszych i mniej obeznanych z nowoczesnymi technologiami – wciąż życzy sobie bezpośrednich interakcji z człowiekiem.

Zapewnienie klientowi optymalnych doświadczeń jest bardzo ważne. Klienci chętnie obdarzają zaufaniem firmę, która rozwiązuje problemy z wyprzedzeniem, bez ich zaangażowania. Ponadto większość respondentów twierdzi, że wysoka jakość obsługi klienta zachęca ich do dokonania ponownego zakupu.

W świecie hybrydowym firmy muszą oferować usługi, które spełnią oczekiwania szerokiej i zróżnicowanej klienteli. Tylko tak mogą zdobywać zaufanie klientów, równocześnie zwiększając swoją efektywność.

Korzyści z równowagi

Aby zapewnić sobie lojalność klientów, firmy nie mogą już polegać wyłącznie na swoich produktach i obsłudze. Równie ważne jest zaufanie i komfort obsługi, a także odgrywanie roli lidera kierującego się wartościami.

Podsumowując, firmy muszą dążyć do znalezienia równowagi między takimi aspektami obsługi klienta, jak zaufanie, bezpieczeństwo danych, personalizacja usług, lojalność i doświadczenie konsumenckie, aby zapewnić sobie szybki wzrost oraz zyski i sukcesy w przyszłości.

Ropa naftowa znów bardzo droga, inflacja przyspiesza

Jeżeli ktoś liczył na tańsze wakacyjne wyjazdy, to wygląda na to, że będą musiały być niedaleko od domu. Obecna cena ropy szybko przełoży się bowiem na drogie paliwo. Z drugiej strony umacniający się złoty chociaż trochę równoważy te wzrosty.

Baryłka znów po 120 dolarów

Cena czarnego złota zaskakuje i to mocno negatywnie. W ostatnich dniach nakładają się głównie dwa czynniki. Pierwszym i ważniejszym z nich jest europejskie embargo na import ropy z Rosji. Nie jest to pełne embargo, aczkolwiek odcięty ma zostać całkowicie import rosyjskiej ropy tankowcami oraz rurociągiem przyjaźń. W efekcie tej decyzji do końca roku import surowca powinien zostać ograniczony o 90%. Drugim ważnym bodźcem pchającym w górę ceny jest wychodzenie Chin z problemów pandemicznych. Głośno się mówi jednak o tym, że obecny wzrost cen ropy może się okazać niestabilny. Chiny bowiem będą w stanie odbierać coraz więcej niezagospodarowanego surowca z Rosji. Tym samym niedobór ropy na rynku się zmniejszy, a cena powinna się ustabilizować. Z drugiej strony Chiny mają bardzo niskie stany zapasów. Z kolei, by przyjmować rosyjską ropę w hurtowych ilościach, potrzebne są istotne inwestycje logistyczne. W tym czasie baryłka jednak ponownie osiągnęła 120 dolarów, czyli najwyższy poziom od pierwszego wybicia w trakcie pandemii koronawirusa.

Inflacja w Niemczech przyspiesza

Europejski Bank Centralny traci kolejne argumenty za pozostawieniem rekordowo niskich stóp procentowych. Ceny wcale się nie stabilizują, a presja na ich wzrost tylko rośnie. Wczorajszy wstępny odczyt z Niemiec na poziomie 7,9%, czyli 0,3% powyżej oczekiwań tylko potwierdza te obserwacje. Finalny wynik może jeszcze wyższy, biorąc pod uwagę wzrost cen ropy w końcówce miesiąca nieobjętej wstępnym badaniem. To między innymi presja na wzrost stóp procentowych w Europie jest powodem obecnego umacniania się euro względem dolara. Wyższe stopy procentowe z jednej strony zachęcają inwestorów do przechowywania środków w walucie europejskiej. Z drugiej strony rozpoczyna się proces zamykania linii kredytowych w euro, które po wzroście stóp procentowych nie będą już tak korzystne. W obu przypadkach kupowane jest euro, a zatem jego cena rośnie.

Oddech na złotym

Po piątkowym gwałtownym umocnieniu euro wczoraj przyszedł czas na korektę. Po tak silnym ruchu odbicie w okolicy połowy jego zakresu nie jest niczym nadzwyczajnym na rynku walutowym. Inwestorzy najwyraźniej przeszacowali pozytywny wpływ zmian w Polsce i wzrostu szans na dodatkowe pieniądze z Unii. Z drugiej strony patrząc z perspektywy analizy technicznej, euro jest dalej w trendzie spadkowym względem złotego. Można zatem oczekiwać, że to nie koniec najtańszego euro od czasu rosyjskiej inwazji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jak zwiększyć widoczność strony?

Zwiększanie widoczności strony internetowej to długotrwały proces, który zależy od wielu czynników. Polega na pozycjonowaniu witryny, czyli dążeniu do tego, żeby wyświetlała się jak najwyżej w wynikach wyszukiwania. Algorytmy wyszukiwarek są coraz bardziej zaawansowane i biorą pod uwagę wiele aspektów stron internetowych. Obecnie w sieci istnieje duża konkurencja, więc warto jest powalczyć o zwiększenie widoczności swojej witryny, aby wyróżnić się na tle konkurencji. Co ma wpływ na widoczność strony WWW? Jakie działania podjąć, żeby zwiększyć widoczność?

Co wpływa na widoczność strony?

Podczas pracy nad polepszeniem pozycjonowania witryny internetowej musisz pamiętać, że jest to złożony proces i skutki swoich działań zobaczysz dopiero po jakimś czasie. Bądź cierpliwy, a na pewno Twoja praca się opłaci!

Czynniki wpływające na widoczność strony internetowej i jej pozycjonowanie w wynikach wyszukiwarek można podzielić na dwa rodzaje: on-site i off-site. Te pierwsze dotyczą działań na Twojej stronie internetowej, natomiast te drugie – głównie poza nią.

Przyjrzyjmy się najpierw czynnikom on-site, które mogą poprawić widoczność Twojej witryny w Internecie.

  1. Zamieszczanie wartościowych treści

Jedną z podstawowych metod na zapewnienie swojej witrynie wysokiego pozycjonowania w wyszukiwarce jest dostarczanie użytkownikowi atrakcyjnych treści. Muszą być dla niego przydatne, wyczerpywać temat i nie mogą być kopiowane z innych serwisów.

Dobrej jakości teksty są pisane pod SEO (Search Engine Optimization), czyli zgodnie z zasadami, według których wyszukiwarki pozycjonują strony internetowe. Jeżeli Twoja witryna będzie publikować teksty przynoszące wartość dla odbiorcy – szansa, że algorytmy będą ją wysoko pozycjonować, będzie większa.

Treści muszą odpowiadać na pytania i problemy użytkowników, być spójne logicznie i poprawne gramatycznie. Zadbaj o to, żeby przyciągały uwagę odbiorców i zatrzymywały ich na dłużej w Twojej witrynie.

  1. Używanie słów kluczowych

Słowa kluczowe to takie frazy, które są często wyszukiwane przez internautów. Za pomocą różnych narzędzi do analizy zachowań w Internecie, można sprawdzić, czego szukają użytkownicy w wyszukiwarkach. Jeśli będziesz zamieszczał słowa kluczowe w tytułach, nagłówkach, opisach i treściach swoich tekstów, zapewnisz dużą wartość dla użytkownika, ale także pokażesz algorytmom, że Twoja strona publikuje przydatne treści.

  1. Meta dane

Meta dane to specjalne tytuły i opisy tego, co znajduje się na Twojej witrynie. Wyświetlają się one w wynikach wyszukiwania. Dają informacje zarówno dla użytkownika, jak i dla algorytmów wyszukiwarek. Dzięki używaniu chwytliwych meta danych i zawieraniu w nich słów kluczowych – zwiększasz widoczność swojej strony internetowej.

  1. Układ tekstu

Publikując treści na swojej stronie, musisz zadbać o ich odpowiedni wygląd. Ani wyszukiwarki, ani użytkownicy nie lubią dużych bloków tekstowych. Ciężko się je czyta. Za to wszystkie wypunktowania, listy czy pogrubienia będą bardzo dobrze odbierane.

Stosuj także nagłówki od h1 do h3. Najlepiej, żebyś zawierał w nich również słowa kluczowe. Dzięki temu pozycjonowanie strony będzie wyższe, a odbiorca będzie łatwiej przyswajał tekst.

  1. Linkowanie wewnętrzne

Dbając od wysokie pozycjonowanie strony, a tym samym o jej dobrą widoczność, musisz pamiętać o zamieszczaniu linków wewnętrznych. To odnośniki, które przenoszą użytkownika z jednego miejsca w inne, w obrębie Twojej strony WWW. Ułatwiają nawigację po witrynie, a także sugerują kolejne elementy, które mogą zainteresować użytkownika. Są więc bardzo pomocne, zarówno dla niego, jak i dla algorytmów wyszukiwarek.

  1. Szybkość ładowania witryny

Koniecznie musisz zadbać o to, żeby Twoja strona internetowa szybko się ładowała. Nie może się zacinać czy pokazywać błędów. Jeśli tak będzie, użytkownicy będą z niej wychodzić, co będzie powodowało dużą liczbę odrzuceń. Wpłynie to negatywnie na widoczność Twojej strony w Internecie.

  1. Mobilność strony internetowej

W dzisiejszych czasach mobilność to kluczowa kwestia. Twoja witryna musi być responsywna, czyli dostosowana do różnego rodzaju urządzeń. Coraz częściej użytkownicy korzystają z Internetu na smartfonach czy tabletach. Musisz zapewnić im tę możliwość również w przypadku swojej witryny. Wyjdź naprzeciw potrzebom Twoich klientów.

  1. Bezpieczeństwo strony internetowej

Kolejna ważna kwestia to zapewnienie bezpieczeństwa witryny. Zadbaj o wykupienie certyfikatu SSL, który gwarantuje brak wycieku danych zarówno Twoich, jak i Twoich klientów. To podstawa. Algorytmy wyszukiwarek zwracają dużą uwagę na kwestie bezpieczeństwa.

Jak zadbać o widoczność strony internetowej dzięki czynnikom off-site?

Wspomniane wcześniej czynniki off-site, to działania poza stroną internetową, które również wpływają na pozycjonowanie witryny. Głównym elementem jest link building, czyli budowanie profilu linkowego.

Jakie rodzaje linków można zamieszczać w witrynie?

  • Linki wychodzące – to takie, które przenoszą odbiorcę do innych witryn. Muszą prowadzić do wartościowych stron internetowych, które są powiązane tematycznie z Twoją witryną, są wysokie jakościowo i nie zacinają się.
  • Linki przychodzące – linki, które są zamieszczane na innych stronach internetowych i przenoszą użytkowników do Twojej witryny. Najlepiej, żeby znajdowały się na stronach o wysokiej randze, często odwiedzanych. Wtedy szansa, że odbiorca wejdzie na Twoją stronę, jest większa.

To jedne z najważniejszych czynników mających wpływ na widoczność strony internetowej. Dodatkowym atutem będzie też obecność i promocja w mediach społecznościowych. To świetny kanał, który umożliwi zwiększenie widoczności Twojej witryny. Prezentuj swoje produkty i usługi, zamieszczaj linki do swoich stron i traktuj media społecznościowe jako swoją wizytówkę w sieci.

Strona internetowa

Kto pomoże w zwiększeniu widoczności strony internetowej?

Wiesz już, jakie są najważniejsze czynniki, które mają wpływ na pozycjonowanie witryny. To dość skomplikowany i długotrwały proces, ale przynoszący świetne rezultaty. Jednak nie musisz się na tym znać. Możesz zająć się swoim biznesem, a rozwój w sieci pozostawić specjalistom.

Warto jest zaufać specjalistom z firmy WeNet, którzy kompleksowo zajmą się Twoją witryną i sprawią, że będzie widoczna w sieci. Co możesz zyskać, jeśli zdecydujesz się na współpracę?

  • Budowę strony internetowej od podstaw
  • Opiekę dedykowanego opiekuna, który doradzi i będzie zawsze do Twojej dyspozycji
  • Poprawę widoczności Twojej witryny
  • Wzrost ruchu na stronie internetowej
  • Możliwość dotarcia do nowych klientów
  • Oszczędność czasu na rozwój biznesu

Sprawdź szczegóły oferty na WeNet.pl! Zadbaj o swoją obecność w sieci i wyróżnij się na tle konkurencji!

BUX zyskuje dzięki decyzji UE w sprawie embarga na rosyjską ropę

W Europie na rynkach akcji brak było dziś rano dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost – o +1,87 proc. – notował rano węgierski BUX, który próbował odrabiać część dużych strat poniesionych w poprzednim tygodniu. Ten wzrost można przypisać wczorajszej decyzji UE o wyłączeniu ropy przesyłanej rurociągami z wprowadzonego embarga na rosyjską ropę naftową, co było ustępstwem na rzecz Węgier, które do tej pory blokowały wprowadzenie kolejnej rundy sankcji na Rosję.

Ta decyzja UE dotyka również częściowo – podobnie jak Węgry pozbawione dostępu do morza – Czechy i Słowację, ale tu brak było pozytywnej reakcji. Czeski PX tracił 1,23 proc. Słowacki SAX był wczoraj najniżej od roku. Niemiecki DAX tracił 0,55 proc., zaś francuski CAC 40 -0,47 proc.

Giełdy w Stanach Zjednoczonych były wczoraj zamknięte z powodu obchodów „Memorial Day”. Kanadyjski S&P/TSX Composite Index zyskał wczoraj 0,82 proc. wychodząc na najwyższy poziom od 3 tygodni. Chilijski IPSA Index osiągnął najwyższy poziom od 3 lat, ale zakończył poniedziałkową sesję minimalną stratą (-0,03 proc.). Dziś rano kontrakty na główne indeksy rynku akcji w USA korygowały ostatnie wzrosty (S&P 500 –0,8 proc.).
Na rynkach akcji Azji i Oceanii lekko przeważały dziś wzrosty. Najsilniej – o ponad 1 proc. – zwyżkowały dziś nowozelandzki NZX50, tajwański TAIEX oraz Shanghai Composite. Shanghai B-Share Index był dziś najwyżej od 3 lat. Najwięcej – 0,9 proc. – tracił australijski All Ordinaries.

WIG-20, który wczoraj zamknął się na najwyższym poziomie w maju dziś rano spadał o 0,82 proc. Wśród składników sWIG-80 swe nowe cykliczne maksima ustanawiały dziś rano akcje Unimotu i Bowimu.

Rosła dziś rano zauważalnie rentowność 10-letnich obligacji rządu USA. Podobny trend obserwowany był dziś na większości najważniejszych rynków obligacji w Azji i Oceanii.
Ceny kontraktów na ropę naftową po raz kolejny rosły (WTI +1,26 proc., Brent +1,53 proc.) zbliżając się do poziomu 120 dolarów za baryłkę. Wczoraj najwyżej od 2016 roku były kontakty na biały cukier na ICE.

Kurs EUR/USD lekko dziś rano korygował wzrosty z ostatnich 2 tygodnie (-0,28 proc.). Amerykański dolar umacniał się również w podobnym stopniu względem japońskiego jena (USD/JPY +0,24 proc.). Złoty lekko słabł (EUR/PLN +0,08 proc., USD/PLN +0,38 proc.).
Bitcoin lekko korygował we wtorkowy poranek wczorajszy silny wzrost (-0,88 proc.).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Rynek elektromobilności rośnie – coraz więcej inwestycji i miejsc pracy

Elektromobilność to sektor, dzięki któremu w ciągu najbliższych lat możemy osiągnąć pozycję światowego lidera, wynika z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie”. To w Polsce zlokalizowanych jest 30% europejskich mocy produkcyjnych baterii do samochodów elektrycznych i to w Polsce znajduje się największa w Europie fabryka produkująca tego typu komponenty. Branża rozwija się i już dziś daje zatrudnienie tysiącom pracowników.

Elektromobilność to jedna z najbardziej rozwojowych gałęzi polskiej gospodarki. Dziś sektor ten obejmuje nie tylko produkcję elektrycznych pojazdów, ale również wydobycie surowców, modernizację i rozwój infrastruktury oraz zaawansowany recycling w ramach gospodarki cyrkularnej. O tym, że nasz kraj jest wyjątkowo atrakcyjny dla inwestorów z tej branży mówi raport „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie”, przygotowany przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu (PAIH), firmę rekrutacyjną Bergman Engineering oraz Polską Izbę Rozwoju Przedsiębiorczości (PIRE).

Dzięki dostępowi do wykwalifikowanych pracowników, szybko rosnącej liczbie nowych firm z branży, a także dobrze rozwiniętej infrastrukturze transportowej, Polska postrzegana jest jako jedna z najlepszych lokalizacji dla przedsięwzięć związanych z elektromobilnością. Te inwestycje będą zataczać coraz szersze kręgi, szczególnie że elektromobilność traktowana jest jako skuteczne narzędzie do dekarbonizacji sektora transportu i osiągnięcia neutralności klimatycznej, wymaganej postanowieniami Porozumienia Paryskiego z 2015 – tłumaczy Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Polska w elektro-liczbach

 

Według danych PIRE, na koniec lutego 2021 roku w Polsce zarejestrowanych było 20 tysięcy w pełni elektrycznych samochodów (BEV – Battery Electric Vehicles) oraz funkcjonowało 3000 ogólnodostępnych punktów szybkiego (DC – 1017) i wolnego ładowania (AC – 2364 punkty). Jednocześnie sprzedaż samochodów elektrycznych na przestrzeni ubiegłego roku wzrosła aż o 120%. Jeżeli przewidywania ekspertów sprawdzą się, w 2023 roku na samochód elektryczny będzie decydował się co piąty Polak.

 

Wrażenie robi także fakt, że to w naszym kraju, pod Wrocławiem, znajduje się największa w Europie fabryka baterii do samochodów. Jako kraj odpowiadamy za 30% europejskiej produkcji komponentów do tego typu pojazdów. Dodatkowo Polska uchodzi za europejskiego lidera we wdrażaniu e-busów do flot transportu publicznego. W naszym kraju jest siedem zakładów, które produkują takie autobusy i eksportują je do innych krajów Europy.

 

O potencjale sektora electromobility świadczą również dane udostępnione przez PAIH. Wynika z nich, że w ciągu ostatnich 6 lat Polska Agencja Inwestycji i Handlu wsparła blisko 30 projektów w sektorze elektromobilności o łącznej wartości 6 miliardów Euro. Sektor ten przyniósł 13 tys. nowych miejsc pracy. Dziś PAIH informuje o kolejnych 21 projektach, które do końca 2022 roku mają pozwolić na utworzenie 7 tys. nowych etatów.

 

Krzysztof Drynda, prezes PAIH podkreśla: – Wśród firm reprezentujących sektor elektromobilności znajdują się przedsiębiorstwa stanowiące różne ogniwa łańcucha wartości. Szczególnie przedsiębiorstwa z Chin, Korei i Japonii wykazują coraz większe zainteresowani inwestycjami na polskim rynku.

Liderzy polskiego rynku electromobility

Rozwój elektromobilności to ogromna szansa dla rynku, nowych, rodzimych firm i startupów dostarczających zaawansowane technologie. Do globalnych łańcuchów dostaw włączają się bowiem nie tylko firmy z sektora automotive, ale i inne, które po przezbrojeniu parku maszynowego są gotowe dostarczać komponenty, produkty czy elementy wyposażenia hal dla branży electromobility – tłumaczy Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności.

Obecnie największą polską inwestycją w sektorze jest LG Energy Solution znajdujący się w Kobierzycach pod Wrocławiem. Firma posiada zdolność produkcji baterii o łącznej pojemności nawet do 70 GWh rocznie, zaspokajając 30% zapotrzebowania Europy na tego typu komponenty. Warto dodać, że w UE notowana jest niewystarczająca podaż baterii do aut elektrycznych, więc rynek ten nadal jest otwarty na kolejne inwestycje.

Poza tym wśród liderów branżowych wymienić trzeba koreański koncern SK Innovation, który produkuje separatory do baterii litowo-jonowych (Li-Ion), jak i zajmujące się produkcją samochodów elektrycznych – Volkswagen Motor Polska (auto dostawcze VW Crafter) oraz Polaris Polska (pojazdy terenowe). Warto wspomnieć także o firmie Aptiv, która jest liderem rynkowym w tworzeniu zaawansowanych systemów wspomagania.

W przypadku e-autobusów, do największych firm należy Solaris, Volvo Polska oraz MAN.mapka

Mapa lokalizacji projektów z sektora elektromobilności w Polsce w podziale na poszczególne segmenty – produkcja baterii i komponentów do nich, produkcja pojazdów elektrycznych, produkcja e-autobusów oraz centra rozwoju technologii związanych z EV

Nadchodzące inwestycje, czyli jeszcze większy wkład w rynek i nowe miejsca pracy

Producenci już zapowiadają nowe inwestycje w rynek electromobility. Przykładem jest firma Daimler, która deklaruje 200 milionów Euro wkładu w produkcję baterii elektrycznych w Jaworznie. Z kolei Stellantis właśnie projektuje w pełni elektryczny samochód typu crossover marki Jeep, który ma być produkowany w fabryce w Tychach, wraz z podobnymi autami marek: Alfa Romeo oraz Fiat. Inwestycja w tym zakładzie wyniesie ponad 755 mln zł. W ciągu najbliższych lat ma zostać uruchomiona także produkcja pierwszego polskiego EV: „Izera”. Za tę inwestycję odpowiada ElectroMobility Poland, spółka należąca do konsorcjum państwowych firm energetycznych. Rozwój sektora electromobility to jeszcze więcej pieniędzy dla gospodarki oraz nowe miejsca pracy.

Od 2021 roku obserwujemy wzmożone zapotrzebowanie na konstruktorów i inżynierów produktu ds. napędu/baterii elektrycznych, specjalistów z obszaru elektryki i elektrotechniki, inżynierów ds. jakości baterii oraz inżynierów testów. Poza tym przedsiębiorcy szukają product managerów oraz ekspertów ds. analiz rynkowych w zakresie wykorzystania i utylizacji baterii elektrycznych – mówi Tomasz Szpikowski, i dodaje: – Jest jeszcze trzecia grupa stanowisk w sektorze, dotycząca stacji ładowania baterii elektrycznych. Tutaj najbardziej pożądanymi pracownikami są technicy serwisu i technicy-elektrycy.

Z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie” wynika ponadto, że w 2022 roku wzrośnie zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za tworzenie infrastruktury, niezbędnej do funkcjonowania branży. To przede wszystkim analitycy w zakresie obsługi danych i systemów monitorujących stan infrastruktury dla sektora e-mobility, specjaliści ds. obsługi serwisowej infrastruktury ładowania samochodów elektrycznych, a także serwisanci baterii elektrycznych i specjaliści ds. obsługi pogwarancyjnej baterii elektrycznych.

Ile zarabia się w branży electromobility?

Pięciocyfrowe zarobki to branżowe minimum, przy czym pensje rosną wraz z nabywanym doświadczeniem. Praca w sektorze jest ciekawa, jednak to branża interdyscyplinarna, która potrzebuje pracowników z wiedzą mechaniczną, elektroniczną, energoelektroniczną, elektrochemiczną, programistyczną w zakresie big data oraz systemów embedded – mówi Tomasz Szpikowski.

Zarobki specjalistów od elektromobilności (dane Bergman Engineering):

– Konstruktor: 8.000 zł – 10.000 zł brutto

– Inżynier produktu: 9.000 zł – 11.000 zł brutto

– Inżynier testu: 8.000 zł – 11.000 zł brutto

– Specjalista ds. elektroniki: 9.000 zł – 11.000 zł brutto

– Inżynier ds. jakości baterii: 8.000 zł – 10.000 zł brutto

Z raportu „Elektromobilność w Polsce: inwestycje, trendy, zatrudnienie” wynika, że Polacy są najbardziej cenionymi fachowcami z zakresu obsługi fabryk baterii litowo-jonowych w Europie. To właśnie polscy inżynierowie budują fabrykę Northvolta w Szwecji czy Gigafactory Tesli pod Berlinem.

Polscy pracownicy posiadają wysoki poziom umiejętności technicznych, ale brakuje osób wyspecjalizowanych stricte w branży electromobility. Dlatego tak istotna jest ciągła promocja zawodu, oraz wprowadzanie do szkół coraz większej liczby zajęć z obszaru programowania, elektrotechniki i elektrochemii – podsumowuje Rafał Biszcz, dyrektor PIRE Knowledge HUB.

Opracowanie: Bergman Engineering

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę rynek nieruchomości w Europie Środkowej cechuje zwiększona niepewność

Wyraźna poprawa nastrojów uczestników rynku nieruchomości w Europie Środkowej, związana z ustępującymi konsekwencjami kryzysu pandemicznego, okazała się być chwilowa. Jak wynika z tegorocznego raportu Real Estate Confidence Survey for Central Europe, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, rosyjska napaść na Ukrainę spowodowała, że odsetek respondentów przewidujących możliwość zwiększenia aktywności branży spadł między pierwszym a drugim kwartałem tego roku z jednej trzeciej do zaledwie 13 proc. W tym samym czasie aż o 41 p.p., do niemal połowy, wzrosła częstotliwość deklaracji spodziewających się mniejszej liczby zawieranych transakcji.

Tegoroczna edycja badania Deloitte Real Estate Confidence Survey została opóźniona przez rosyjską napaść na Ukrainę. Przeprowadzenie dwóch tur ankiety, w styczniu 2022 r. (I kwartał) oraz w kwietniu 2022 r. (II kwartał), pozwoliło ekspertom Deloitte porównać poglądy i opinie uczestników rynku wyrażone w dwóch różnych momentach oraz bliżej przyjrzeć się bieżącym i przewidywanym skutkom trwającego konfliktu zbrojnego na branżę real estate w Europie Środkowej.

Między dwoma rundami tegorocznego badania oczekiwania interesariuszy rynku nieruchomości w Europie Środkowej dotyczące perspektyw branży uległy znaczącemu pogorszeniu. W związku z wybuchem wojny w Ukrainie nastąpił wzrost pesymizmu deklarowanego przez ankietowanych analogiczny do tego obserwowanego w 2020 r., w związku z pandemią. O ile w pierwszym kwartale tego roku respondenci spodziewali się stabilizacji sytuacji, a ich prognozy były coraz bardziej optymistyczne, o tyle drugi kwartał przyniósł zwiększenie z 10 do 42 proc. odsetka przewidujących spadek ogólnej aktywności rynkowej – mówi Dominik Stojek, partner, lider zespołu doradztwa nieruchomościowego Deloitte w Polsce.

To oznacza możliwość odwrócenia trendu obserwowanego w minionym roku, kiedy respondenci deklarowali poprawę nastrojów, a rynkowi nieruchomości udało się bardzo wyraźnie odbić, na co dowodem jest osiągnięty w 2021 wolumen inwestycji na rynku CE wynoszący 11 mld euro. Dwa lata wcześniej, w 2019 r. osiągnął on historyczną wartość 14 mld euro, by w 2020 r. w wyniku pandemii obniżyć się do poziomu 9,7 mld euro.

Mniejsza aktywność, mniej transakcji, mniej kredytów – wyższe koszty

W nadchodzących miesiącach stabilizacji aktywności na rynku nieruchomości spodziewa się 45 proc. uczestników badania Deloitte i jest to spadek o 12 p.p. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Jednocześnie, z 33 do 13 proc. zmniejszył się też odsetek mówiących o możliwym wzroście aktywności. W Polsce te nastroje są trochę mniej pesymistyczne – 36 proc. respondentów przewiduje spadek aktywności, 46 proc. – że nie ulegnie ona zmianie, a 18 proc., że wzrośnie.

Pogorszeniu uległy też przewidywania dotyczące średniej liczby transakcji. Ich spadku w pierwszym kwartale spodziewało się zaledwie 6 proc. ankietowanych, a w drugim ten odsetek wzrósł aż do 47 proc. W Polsce ta zmiana nie była aż tak wyraźna, ale i tak ponad połowa odpowiedzi (53 proc., wzrost o 37 p.p.) dotyczy możliwości zmniejszenia wolumenu transakcji na krajowym rynku.

Widoczne w badaniu odpowiedzi dotyczące dostępności finansowania dłużnego w Europie Środkowej ewoluowały w ciągu ostatniego roku w podobny sposób, jak te dotyczące klimatu gospodarczego. Po negatywnych odczuciach w 2020 r. i gwałtownej zmianie perspektywy w 2021 r., poglądy respondentów na początku 2022 r. były stabilne i zbliżone do tych sprzed pandemii. W kwietniu tego roku nastąpił jednak wzrost pesymizmu – ponad połowa pytanych spodziewa się pogorszenia dostępności finansowania. W Polsce odsetek ten był jeszcze wyższy i ze względu na szybki wzrost stóp procentowych oraz rosnącą niepewność na rynku sięgnął aż 64 proc.

Dla odpowiedzi ankietowanych z Polski charakterystyczne jest też pesymistyczne nastawienie do kwestii podatkowych. W regionie Europy Środkowej w tym roku 30 proc. uczestników badania ma negatywne zdanie o otoczeniu podatkowym i jest to ocena zbliżona do odpowiedzi z lat ubiegłych. Polscy respondenci są w tym względzie znacznie bardziej zdecydowani – w I kwartale 2022 r. aż 81 proc. przewidywało pogorszenie klimatu podatkowego. Sytuacja nie zmieniła się w II kwartale, kiedy aż 95 proc. osób, które wzięły udział w ankiecie uważało, że ulegnie on pogorszeniu albo się nie zmieni.

O ile uczestnicy badania Deloitte spodziewają się, że dostępność produktów inwestycyjnych wzrośnie lub nie zmieni się na całym rynku CE i w poszczególnych krajach w ciągu najbliższych trzech lat, to wyniki z 2022 roku mimo wszystko są nieco bardziej pesymistyczne niż te z roku wcześniejszego. Prawie 70 proc. badanych uważa, że w nadchodzących trzech latach polski rynek zaoferuje większą lub porównywalną liczbę produktów inwestycyjnych, a około 74 proc. miało takie same oczekiwania wobec całego rynku CE. To odpowiednio o 4 p.p. i 8 p.p. mniej niż w pierwszym kwartale tego roku.

– Jak wynika z naszego badania, największym zmartwieniem branży w tym roku może stać się wzrost kosztów budowy, powodując prognozowany przez zdecydowaną większość respondentów spadek opłacalności inwestycji. W drugim kwartale tego roku tak uważa aż 91 proc. deweloperów – ponad dwukrotnie więcej niż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku. Nowością jest też wzrost zainteresowania projektami handlowymi. Spodziewane ożywienie w handlu detalicznym powoduje, że w nadchodzących miesiącach coraz więcej przedstawicieli branży deklaruje koncentrację na tym sektorze – mówi Sylwia Zychewicz, Senior Manager w Dziale Doradztwa Nieruchomościowego Deloitte.

Wojenna perspektywa zmienia krajobraz rynku real estate

Jak wynika z badania Deloitte, konsekwencje wojny w Ukrainie są widoczne w nastrojach głównych grup interesariuszy rynku real estate w Europie Środkowej. Z tego powodu zmianę swoich strategii biznesowych na ten rok zapowiada niemal połowa deweloperów i wyraźnie mniej, bo tylko co trzeci inwestor z tej branży.

I jedni, i drudzy spodziewają się też konieczności mierzenia się z długoterminowymi skutkami rosyjskiej agresji i jej znaczącym wpływem na całe gospodarki regionu CE – tak przewiduje ponad połowa pytanych, a na konsekwencje w krótszej perspektywie czasowej wskazuje jedna trzecia ankietowanych z pierwszej grupy i aż 44 proc. z drugiej.

Między poszczególnymi uczestnikami rynku widać też różnice w ocenie segmentów biznesu nieruchomościowego najbardziej odczuwających obecny kryzys. Deweloperzy w badaniu najczęściej wskazywali budownictwo mieszkaniowe oraz najem instytucjonalny – tak wyglądało 41 proc. odpowiedzi, inwestorzy w 28 proc. przypadków wymieniali część przemysłową, a wśród doradców najpowszechniejsza odpowiedź, 35 proc., dotyczy segmentu hotelowego.

O badaniu

Badanie Deloitte Real Estate Confidence Survey dla Europy Środkowej jest publikowane corocznie. Jego obecna, czwarta edycja, ponownie odbyła się w dwóch turach: na przełomie grudnia 2021 i stycznia 2022 oraz w kwietniu 2022, co wiązało się z rosyjską agresją na Ukrainę. Ta druga runda zawierała dodatkowe pytania dotyczące wpływu trwającego konfliktu zbrojnego na rynek nieruchomości w Europie Środkowej. W badaniu wzięli udział członkowie zarządów, menadżerowie i specjaliści z zakresu rynku nieruchomości operujący przede wszystkim w Polsce, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii, a także na terenie całej Europy Środkowej. Kwestionariusz składał się z dwóch części. Pierwsza skupiała się na opiniach respondentów dotyczących poszczególnych aspektów ogólnych warunków ekonomicznych w Europie Środkowej w 2022 r. Druga dotyczyła indywidualnych perspektyw biznesowych każdego uczestnika.

Handel numerem jeden wśród zadłużonych branż – suma przeterminowanych zobowiązań przekracza 2,28 mld zł

Handel jest najbardziej zadłużonym sektorem polskiej gospodarki. Zajmuje się nim blisko co czwarta firma wśród wpisanych do Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Zaległości sektora sięgają 2,28 mld zł i w ciągu ostatniego roku wzrosły o niemal 9 proc. Ponad połowę tej kwoty branża mogłaby zwrócić swoim wierzycielom, gdyby jej kontrahenci spłacili swoje należności. Jak wskazują eksperci KRD i Rzetelnej Firmy, istotny wpływ na sytuację sektora ma również wojna na Ukrainie. Z jednej strony napędza sprzedaż detaliczną, z drugiej stanowi zagrożenie dla stabilności łańcuchów dostaw.

Polski rynek handlowy powoli regeneruje się po pandemii. W ostatnich latach mocno rozwinęła się sprzedaż internetowa, której popularność cały czas rośnie. Najnowsze dane Gemius wskazują, że już 77 proc. internautów kupuje online, co oznacza wzrost o 4 pp. rok do roku. Ale, pomimo długotrwałych lockdownów, Polacy nie odzwyczaili się od zakupów stacjonarnych. Jak wskazują analizy firmy doradczej CBRE, e-handel nie wypiera tradycyjnego, a sklepów przybywa. W pierwszym kwartale 2022 r. do użytku oddano nowe placówki o powierzchni 40 tys. mkw. takiej powierzchni, a kolejne o powierzchni 250 tys. mkw. są budowane, z czego większość ma być gotowa jeszcze w tym roku. Najszybciej rozwijającym się obszarem są parki handlowe, zlokalizowane w mniejszych miastach. Z prognoz Euromonitor International wynika, że do 2026 roku sprzedaż stacjonarna zwiększy się o 10,5 proc.

Hurtowe długi

Pomimo widocznych początków regeneracji branży po pandemii i pozytywnych prognoz na przyszłość, w najbliższych miesiącach sprzedawcy nie będą mogli jeszcze odetchnąć. Do odrobienia mają spore zadłużenie. Na długi sektora handlu składają się zobowiązania hurtowników i detalistów. Najgorzej z terminowym regulowaniem płatności radzą sobie ci pierwsi. Firmy zajmujące się handlem hurtowym są winne swoim wierzycielom 1,15 mld zł. Detaliści zalegają na 824,3 mln zł.

Łącznie w Krajowym Rejestrze Długów widnieje 68,3 tys. podmiotów z sektora handlowego. Średnia kwota przeterminowanych zaległości jednej firmy to 33,4 tys. zł. Najliczniejszą grupę stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze (66 proc.), jednak kwota ich niespłaconych faktur i rachunków jest zbliżona do tej, którą powinny oddać większe przedsiębiorstwa i sięga prawie 1,2 mld zł.

Najwięcej do uregulowania mają dłużnicy z województwa mazowieckiego (500,4 mln zł). Śląskie oraz wielkopolskie firmy handlowe powinny spłacić odpowiednio 297,5 mln zł i 251,1 mln zł. Najmniej zadłużone są firmy z woj. opolskiego (33,8 mln zł), świętokrzyskiego (36,2 mln zł) i podlaskiego (39,8 mln zł). Rekordzistą jest natomiast przedsiębiorstwo z Poznania, od którego wierzyciele próbują odzyskać 12,7 mln zł.

Nowe wyzwania, ale i szanse

Po trudnych czasach pandemii – obostrzeniach i lockdownach – nadeszło kolejne wyzwanie dla handlowców pod postacią wojny za wschodnią granicą. Tym razem jednak sektor jest w innej sytuacji, a czynnikiem sprzyjającym branży może być rosnąca konsumpcja, która nie hamuje mimo wysokiej inflacji. Z najnowszych danych GUS dotyczących koniunktury konsumenckiej wynika, że choć rosnące ceny i wojna na Ukrainie wciąż mają negatywny wpływ na nastroje, to w kwietniu odnotowano ich poprawę w porównaniu do marca. Zmalały obawy o przyszłą sytuację ekonomiczną kraju i gospodarstwa domowego.

Do Polski przyjechało już ponad 3 mln uchodźców. W naszym kraju jest więcej ludzi, więc i potrzeby zakupowe są większe. Kupujemy i zamawiamy towary także po to, aby wysłać je jako pomoc humanitarną. Większy popyt oznacza większą sprzedaż i obroty dla handlu. Dodatkowym czynnikiem, który napędza zakupy, jest też obawa przed rosnącą inflacją, dla której paliwem jest wojna w Ukrainie. Boimy się, że zaraz będzie drożej, chcemy zdążyć przed podwyżkami. Wysokie obroty widać już w danych. Według GUS sprzedaż detaliczna w marcu bieżącego roku wzrosła powyżej oczekiwań analityków, bo o 22 proc. rok do roku. W cenach stałych, czyli po odjęciu inflacji, wynik ten spada do 9,6 proc. Ale i tak jest wysoki, biorąc pod uwagę, że porównujemy tu dane do miesiąca zeszłego roku, w którym branża zanotowała duże wzrosty wynikające ze zniesienia obostrzeń dla sklepów i galerii handlowych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Firmy z sektora handlu liczą na wzrost konsumpcji spowodowany napływem uchodźców. Potwierdza to badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone przez Krajowy Rejestr Długów. W ocenie wpływu konfliktu na swoją działalność handel jest branżą, w której przedsiębiorcy dostrzegają najwięcej szans dla swojego biznesu. Ponad połowa z nich wymienia tu właśnie wzrost popytu związany z napływem ukraińskich konsumentów oraz zwiększenie zapotrzebowania na produkty dla kobiet i dzieci.

Wojna i Covid-19 odbijają się w długach

Medal ma jednak zawsze dwie strony. Wojna na Ukrainie i zerwanie większości relacji handlowych z Rosją i Białorusią oznacza nie tylko wyłączenie dużych obszarów z tranzytu, ale również kłopoty z produkcją, wskazują analizy firmy doradczej CBRE. Dodatkowych problemów cały czas nastręcza pandemia, która co prawda przycichła w Europie, ale ze zdwojoną siłą uderzyła w Chiny, a to nie pozostanie bez wpływu na dostępność komponentów do produkcji i towarów. Taka sytuacja odbije się na wielu ważnych obszarach handlu, a przede wszystkim motoryzacji, elektronice i branży modowej.

Firmy muszą znaleźć nowe źródła dostaw i surowców, które już nie popłyną ze Wschodu. A gdy produkcja ma problemy, to odczuwają je także sprzedawcy. Do tego część firm z sektora handlu poniesie ogromne koszty związane z wyjściem z rynku rosyjskiego. W tym kraju obecne były polskie marki ze swoimi sklepami i fabrykami. Taki wydatek może poważnie naruszyć ich stabilność finansową. Podobnie w przypadku przedsiębiorstw, które opierały swoją działalność na handlu ze Wschodem. Możliwe jest więc pogorszenie się moralności płatniczej w sektorze.

Zniesienie stanu epidemii w Polsce nie powinno uśpić czujności firm. To, że w Polsce i w Europie koronawirus zszedł na dalszy plan, nie oznacza, że zniknął. W kluczowych dla światowego handlu Chinach dopiero co obserwowaliśmy kolejną falę zachorowań, a dodatkowo towarzyszy temu nowy ogromny problem, w postaci wojny za naszą wschodnią granicą. Może to sprawić, że firmy, które dotychczas nawet w pandemii nie notowały problemów z płynnością, teraz mogą ich doświadczyć. Dlatego obecnie jeszcze bardziej na znaczeniu zyskuje monitorowanie sytuacji finansowej kontrahentów – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Handel nie płaci handlowi

Dłużnicy z branży handlowej najczęściej zalegają instytucjom finansowym, którym są winni 1,2 mld zł. Sektor jest winny też innym firmom z własnej branży. Handlowcy powinni oddać sprzedawcom i hurtownikom 415,3 mln zł. Jako trzeci w kolejce po odbiór pieniędzy z nieopłaconych faktur (130,5 mln zł) czeka natomiast sektor przetwórstwa przemysłowego.

Przytłaczające zaległości w handlu są również pochodną trudności w odzyskiwaniu przez branżę pieniędzy od innych firm. W długach ma ona bowiem zamrożone 1,2 mld zł. To kwota, która pozwoliłaby na spłatę ponad połowy łącznego zadłużenia sektora. Oprócz wspomnianych już wzajemnych długów handlu, spore długi wobec branży ma też budownictwo (270,9 mln zł), przetwórstwo przemysłowe (147,1 mln zł) i transport (133,3 mln z).

 

Rolnicy mają coraz większe problemy finansowe. Jest gorzej niż rok temu

  • Niepojące dane z rynku. Zadłużeni rolnicy mają przeterminowane wierzytelności średnio o blisko 900 dni
  • Zadłużony rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 2,5 roku. To o 3 miesiące dłużej niż rok temu
  • Rolnicy wciąż z milionowymi długami. Wolniej też niż rok temu je spłacają

Liczba rolników wpisanych na koniec I kwartału do Krajowego Rejestru Dłużników spadła o prawie 6% rdr. Natomiast w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK o 4,5% przybyło takich dłużników. Do tego widać, że łączne zadłużenie – wg powyższych rejestrów – spadło rdr. odpowiednio o 10,4% i 14,1%. Z kolei najwięcej zadłużonych notują woj. mazowieckie i wielkopolskie. W zależności od źródła informacji, średni dług wynosi od ponad 64 tys. zł do niespełna 295 tys. zł. Ponadto KRD podaje, że ostatnio statystyczny dłużnik zalegał ze spłatą o blisko 3 miesiące dłużej niż rok wcześniej. Eksperci jednak uważają, że dane nie oddają realiów. I przewidują, że kolejne kwartały tego roku mocniej pogłębią problemy finansowe ww. grupy, co pewnie będzie można zauważyć już w następnej analizie.

Spada liczba dłużników

Na koniec I kw. br. w Krajowym Rejestrze Długów widniało 4 256 dłużników z branży rolniczej. To o 5,9% mniej w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku – 4 521. Natomiast, wg Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, z końcem marca br. liczba zadłużonych, zaliczanych do kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo (w tym działalność usługowa), wyniosła 1 598. Rok wcześniej było ich 1 529. Wzrost osiągnął 4,5% rdr.

– Odnotowany przez KRD spadek liczby dłużników najprawdopodobniej wynika z faktu, iż rolnicy sprzedali zgromadzone w 2021 roku zapasy produktów i uzyskane środki przeznaczyli na zaległe oraz bieżące płatności. W końcówce ub.r. wstrzymali się ze sprzedażą, by uzyskać nieco lepsze ceny w tym roku – tłumaczy doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Adrian Parol.

Natomiast doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Łukasz Goszczyński ocenia sytuację całej grupy zawodowej, szerzej ujętej w BIG InfoMonitor i BIK, jako trudniejszą w tym roku niż w zeszłym. I choć dane balansują na granicy, to nie są one zbyt optymistyczne. Trzeba zauważyć, że przede wszystkim pogorszyły się ogólne czynniki makroekonomiczne. Wzrosły ceny paliw, energii elektrycznej i nawozów oraz koszty pracy.

– Dane z rejestrów są zatrważające. I co gorsza, w pełni nie oddają realiów. Nawet jeśli w statystykach widzimy spadek to dlatego, że rolników z miesiąca na miesiąc jest coraz mniej. Wiele zadłużonych rok temu gospodarstw już nie istnieje – wyjaśnia Michał Kołodziejczak, lider AGROunii.

Najwięcej i najmniej

KRD informuje, że na koniec I kw. br. najwięcej dłużników było w woj. mazowieckim – 627 (kwota długu – ponad 47,8 mln zł), wielkopolskim – 617 (35,2 mln zł), a także w kujawsko-pomorskim – 355 (ok. 25,3 mln zł). Najmniej odnotowano ich w woj. opolskim – 99 (ok. 10,2 mln zł), świętokrzyskim i podkarpackim – po 111 (kwota długu – odpowiednio 6,4 mln zł i prawie 4,4 mln zł). Do tego było 12 dłużników nieprzypisanych do żadnego województwa ze skalą zadłużenia na ponad 182 tys. zł.

– W woj. opolskim dominują duże gospodarstwa rolne. Tym samym ich ilość jest mniejsza, co ma wpływ na liczbę zadłużonych wpisanych w KRD. Podkreślić należy, że nie oznacza to, iż nie ma tam dłużników. Problemy dotykają też duże gospodarstwa – komentuje mec. Adrian Parol.

Z kolei z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika, że na koniec marca br. najwięcej dłużników było w woj. wielkopolskim – 254 (kwota zaległości – 154,9 mln zł), mazowieckim – 231 (prawie 57,7 mln zł), a także zachodniopomorskim – 141 (blisko 26 mln zł). Najmniej zaś było w świętokrzyskim – 29 (ok. 7,3 mln zł), podkarpackim – 40 (blisko 3,9 mln zł), a także opolskim – 50 (ok. 6,8 mln zł).

–  Generalnie najwięcej dłużników, wbrew pozorom jest w województwach bardzo rozwiniętych rolniczo. W wielkopolskim przez lata dominowała hodowla świń, która, jak wiemy, jest obecnie w rozsypce i z dnia na dzień znika. Każdego dnia w całej Polsce upada ponad 50 gospodarstw trzody chlewnej. Z kolei w woj. mazowieckim dominują rodzinne gospodarstwa sadownicze, m.in. słynące z uprawy jabłek, które ostatnio napotkały na potężne problemy z eksportem – zwraca uwagę Michał Kołodziejczak.

Ile sięgają długi?

Z danych KRD wynika również, że na koniec I kw. br. łączne zadłużenie rolników wyniosło ok. 273,9 mln zł, czyli o 10,4% mniej niż rok wcześniej – 305,7 mln zł. Wg BIG InfoMonitor i BIK, ostatnio długi w całej ww. kategorii sięgały prawie 470,9 mln zł. Było to o 14,1% mniej niż na koniec marca ub.r. – ok. 548,2 mln zł.

– Do spadków przyczyniło się to, że ceny skupu produktów rolnych znacznie wzrosły. Z uwagi na cykl produkcji, należy jednak się spodziewać wzrostu zadłużenia rolników już w II połowie tego roku – ostrzega Adrian Parol.

Jak podaje KRD, w I kw. br. średnie zadłużenie jednego dłużnika z branży rolniczej wynosiło 64 351,13 zł, czyli o 4,8% mniej niż rok wcześniej – 67 612,51 zł. Wg BIG InfoMonitor i BIK, na koniec marca br. przeciętny dług osiągał 294 661 zł. W relacji rocznej spadł o 17,8%, bo z 358 516 zł.

– Spadki mogą wynikać jedynie z nieco droższej sprzedaży produktów rolnych w I kw. br. niż rok wcześniej. Jednak w II półroczu tego roku wyraźnie pogorszy się sytuacja finansowa branży, bo wzrosną nieobsługiwane wierzytelności. Rolnicy, z uwagi na wysokie koszty uruchomienia produkcji i sezonowość przychodów, w znacznej części korzystają z finansowania zewnętrznego. Natomiast Rada Polityki Pieniężnej już kilkukrotnie podniosła stopy procentowe, które mają znaczny wpływ na obsługę kredytów. I co ważniejsze, są prognozowane nowe podwyżki – przypomina mec. Łukasz Goszczyński.

Rekordowe zadłużenia

Ponadto KRD wskazuje, że na koniec I kw. br. największe średnie zadłużenie mieli rolnicy z woj. opolskiego – 102 580,54 zł, małopolskiego – 77 464,62 zł, a także mazowieckiego – 76 266,48 zł. Natomiast zgodnie z danymi BIG InfoMonitor i BIK, należy wymienić woj. wielkopolskie – 609 880 zł, łódzkie – 406 048 zł, jak również lubelskie – 347 170 zł.

– Z tak wysokich zadłużeń bardzo trudno będzie wyjść z powodu rosnących kosztów pracy. Na pewno do września zadłużenia będą rosły. Potem, po sprzedaży części produkcji, sezonowo spadną. Ale finalnie to niewiele zmieni dla poszczególnych rolników – przewiduje mec. Adrian Parol.

W KRD na koniec marca br. łącznie największe zadłużenie mieli dłużnicy z woj. mazowieckiego – ok. 47,2 mln zł, wielkopolskiego – 35,2 mln zł, a także kujawsko-pomorskiego – ok. 25,3 mln zł. W BIG InfoMonitor i BIK w czołówce widać kolejno woj. wielkopolskie – 154,9 mln zł, mazowieckie – prawie 57,7 mln zł, jak również kujawsko-pomorskie – ok. 43,3 mln zł. Jak stwierdza mec. Łukasz Goszczyński, w tych woj. problemy są od lat. Pandemia je pogłębiła. Nie widać też niczego, co mogłoby to poprawić.

Ostatni dzwonek

– Dane KRD pokazują też, że na koniec I kw. br. statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań 891 dni. Rok wcześniej ten okres trwał 805 dni. Wydłużenie go o 86 dni ewidentnie świadczy o pogorszeniu sytuacji, pomimo wzrostu cen skupu płodów rolnych. Ci, których to dotyczy, będą musieli skorzystać z postępowania sanacyjnego albo ogłosić upadłość. Po przekroczeniu okresu opóźnienia trwającego 730 dni szansa na jego uregulowanie maleje praktycznie do zera, albowiem świadczy to o niewypłacalności, która będzie się pogłębiała – tłumaczy doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

Jak przekonuje mec. Łukasz Goszczyński, rolnicy, którzy przewidują pogorszenie swojej płynności finansowej, powinni z wyprzedzeniem wystąpić do swoich wierzycieli z wnioskiem o renegocjację zobowiązań. Warto o tym pomyśleć wcześniej, by skorzystać z szerszego wachlarza możliwości na drodze polubownej. Jeśli sytuacja gospodarcza nie zostanie ustabilizowana, a kontrahenci i wierzyciele nie zechcą uzgodnić satysfakcjonujących obie strony warunków ewentualnej ugody, wtedy warto będzie skorzystać z możliwości prawa restrukturyzacyjnego.

– Państwo musi zadbać o rolnictwo. I nie chodzi tu o dopłaty, a o sprawiedliwe prawo, które wyeliminuje patologię w handlu. Obecne przepisy pozwalają na to, by sieci handlowe narzucały producentom ceny poniżej kosztów produkcji. Jeżeli to się nie zmieni, liczba gospodarstw w kraju z każdym miesiącem będzie coraz bardziej się zmniejszać, aż w końcu rodzima produkcja żywności będzie mocno okrojona – podsumowuje ekspert z AGROunii.

Do 2250 euro dotacji dla MŚP na ochronę własności intelektualnej

“®” nie tylko przy logo wielkich korporacji. UE dofinansowuje rejestrację znaków towarowych przez sektor MŚP.

Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) realizuje projekt SME Fund (Fundusz dla MŚP), którego celem jest wsparcie praw własności intelektualnej za pomocą dotacji. W tym roku przeznaczono na ten cel 16 mln euro. Małe i średnie przedsiębiorstwa europejskie mogą otrzymać z funduszu po 1500 euro na pokrycie do 75 proc. kosztów związanych z rejestracją znaków towarowych.

Własność intelektualna jest niezwykle ważną składową aktywów przedsiębiorstwa. Unikatowe pomysły, produkty lub usługi stanowią często podstawę marketingowej i biznesowej strategii firm. Dlatego też ich ochrona jest niezbędnym rozwiązaniem, które zapobiega bezprawnemu kopiowaniu i wykorzystywaniu przez inne podmioty. Jednym z elementów, które mogą podlegać prawnej ochronie własności intelektualnej są znaki towarowe.

Po co rejestrować znak towarowy

Rolą znaku towarowego jest odróżnianie oferowanych przez przedsiębiorstwo produktów lub usług od dostępnych u konkurencji. Może on przyjmować bardzo różne formy (np.: słowo, symbol, dźwięk, obiekt przestrzenny), z zastrzeżeniem, że oznaczenie to musi dać się przedstawić w rejestrze znaków towarowych. Jest to jeden ze sposobów budowania renomy, rozpoznawalności marki i produktów.

– Rejestracja znaku towarowego daje jego właścicielowi wyłączność używania go w celach komercyjnych, przede wszystkim oznaczania nim produktów lub usług – mówi Marzena Piątek, radca prawny w kancelarii Legal Geek, która specjalizuje się w procedurach rejestracji znaków towarowych. – Uzyskana w ten sposób ochrona pozwala przedsiębiorcy wykorzystać szeroki wachlarz możliwości przeciwdziałania istniejącym lub potencjalnym naruszeniom jego prawa. Może on domagać się zaprzestania używania zarejestrowanego znaku przez innych, żądać naprawienia poczynionych w ten sposób szkód, a w skrajnych wypadkach doprowadzić nawet do pozbawienia wolności osób za to odpowiedzialnych.

SME Found – dofinansowanie na ochronę prawną znaków towarowych

Do 16 grudnia 2022 r. małe i średnie przedsiębiorstwa mające siedzibę w Unii Europejskiej mogą składać do EUIPO wnioski o dofinansowanie. Choć pula środków w Funduszu jest znacząca, bo wynosi aż 16 mln euro, warto podjąć odpowiednie działania jak najszybciej, ponieważ dotacje przyznawane są zgodnie z kolejnością zgłoszeń.

Finansowanie w ramach SME Fund działa na zasadzie bonów własności intelektualnej. Bon związany ze znakami towarowymi to tzw. Bon 1, którego maksymalna wartość to 1500 euro (Bon 2 o wartości 750 euro można wykorzystać na pokrycie opłat patentowych).

Środki z Bonu 1 można przeznaczyć na pokrycie nawet 75 proc. opłat związanych z rejestracją znaku towarowego w dowolnym kraju członkowskim lub na obszarze całej Unii Europejskiej. W wypadku rejestracji w ramach międzynarodowego systemu znaków towarowych (tzw. protokół madrycki), który obejmuje 128 krajów, z przyznanych środków pokryć można do 50 proc. poniesionych kosztów.

– Bony nie mają mocy wstecznej, co oznacza, że nie można zwrócić kosztów działań wykonanych przed jego otrzymaniem – zwraca uwagę Marzena Piątek. – Na decyzję o jego przyznaniu czeka się maksymalnie piętnaście dni roboczych. Od tego momentu przedsiębiorca ma cztery miesiące (z możliwością przedłużenia do sześciu) na złożenie wniosku o wykorzystanie tych środków – wyjaśnia ekspertka.

Ile kosztuje rejestracja znaku towarowego?

Koszt rejestracji znaku towarowego zależy przede wszystkim od obszaru, na jakim jego ochrona ma obowiązywać, a więc w którym urzędzie będzie on rejestrowany. Aktualnie podstawowa opłata urzędowa z tytułu złożenia wniosku obejmującego jeden znak towarowy i jedną klasę w Urzędzie Patentowym Rzeczpospolitej Polskiej, wynosi 450 zł (a jeśli zgłoszenie następuje drogą elektroniczną – 400 zł). Za każdą kolejną klasę dla danego znaku towarowego należy uiścić dodatkową opłatę urzędową w kwocie 120 zł.

– Gdy nasz towar lub usługa ma charakter ściśle lokalny (krajowy), rejestracja znaku na szczeblu unijnym może być niepotrzebnym kosztem. Jednak jeśli chcemy prowadzić działalność na szerszą skalę, rejestracja znaku w EUIPO jest rozwiązaniem znacznie lepszym i tańszym, niż uzyskiwanie ochrony w poszczególnych krajach oddzielnie – tłumaczy Marzena Piątek.

W postępowaniu o rejestrację znaku towarowego na szczeblu unijnym, prowadzonym przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, koszty uzyskania prawa ochronnego są znacznie wyższe. Opłata podstawowa wynosi 1000 euro (zgłoszenie online – 850 euro). Opłata za drugą klasę towarów i usług wynosi 50 euro, a za trzecią i kolejne 150 euro. Należy jednak pamiętać, że ochrona zapewniana przez znak towarowy UE obejmuje nieporównywalnie większy zasięg terytorialny.

– Choć cały proces składania dokumentów do EUIPO czy Urzędu Patentowego może wydawać się skomplikowany i kosztowny, warto rozważyć jego przejście i zastrzeżenie np. nazwy firmy. Niestety w pracy naszej kancelarii odnotowaliśmy już przypadki podszywania się pod firmy, wykorzystywania logotypów czy wyłudzeń, które finalnie okazały się dużo bardziej kosztowne i problematyczne dla biznesów niż zastrzeżenie znaku towarowego. Podpowiadamy przedsiębiorcom, by traktowali zabezpieczenie własności intelektualnej, tak jak wykupienie domeny z nazwą firmy – to jeden z podstawowych kroków działania na rynku – sugeruje prawniczka z kancelarii Legal Geek.

ABSL: Rekordowy wzrost eksportu usług biznesowych

Z najnowszego raportu ABSL Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022 wynika, że wzrost sektora był większy niż przewidywano.  W lutym br. w 1 714 centrach usług zatrudnionych było ponad 400 tys. osób. Szacunkowy udział sektora w PKB wynosi 4,4 proc., a wartość eksportu wzrosła do 26,4 mld USD odnotowując rekordowy skok o 15,1 proc. rok do roku. Nadwyżka eksportu nad importem kształtuje się na poziomie 11,3 mld USD.

Sektor usług biznesowych pozostaje jednym z najszybciej rosnących sektorów polskiej gospodarki. W drugim roku pandemii powstało blisko 42 tys. nowych miejsc pracy, co stanowi wzrost o 11,6 proc. w ujęciu rocznym. Tym samym udział sektora w ogólnym zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw wzrósł z 5,6 proc. do 6,2 proc. (rok do roku). Działalność rozpoczęło 46 nowych centrów, w których powstało 6 400 miejsc pracy. Widoczny jest wzrost reinwestycji, co przy mniejszej niż w zeszłym roku liczbie nowych podmiotów (74) – zaowocowało zdecydowanym wzrostem liczby miejsc pracy. Najwięcej nowych podmiotów przybyło w Warszawie i Trójmieście (po 9), Katowicach i GZM (6) oraz w Krakowie (5). Obecnie 72 proc. wszystkich centrów należy do inwestorów zagranicznych, pochodzących z 46 państw. Co piąta firma z listy Fortune Global 500 otworzyła w Polsce centrum usług.

– W ciągu ostatnich dwóch lat rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania, czego potwierdzeniem jest rekordowy wzrost eksportu usług biznesowych. Sektor wyjątkowo szybko i zwinnie dostosował się do okoliczności. Ewoluowały modele biznesowe, doskonalono plany zapewniające ciągłość operacyjną, koncentrowano się na wartościach. Elastyczność i szybkość adaptacji do zmian pozwoliła na spektakularny wzrost sektora, głównie za sprawą reinwestycji, a to oznacza, że potrafiliśmy wykorzystać szanse i przekonać globalne firmy do zwiększenia inwestycji w Polsce. Tę pracę w największym stopniu wykonali menedżerowie zarządzający centrami wraz ze swoimi zespołami. Stanowią oni nieocenione wsparcie dyplomacji gospodarczej – mówi Janusz Dziurzyński, prezes ABSL.

Rekordowy udział wysokospecjalistycznych usług biznesowych

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce tworzy obecnie miejsca pracy w 1 714 centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrach badawczo-rozwojowych (R&D). Systematycznie wzrasta stopień złożoności realizowanych usług. Rośnie rola kompleksowych procesów i dalsze przechodzenie do middle- i front office, generujących wyższą wartość dodaną. Do Polski przenoszone są funkcje globalne. Po raz pierwszy udział wysokospecjalistycznych usług opartych na wiedzy (KIBS) przekroczył 50 proc. wszystkich usług realizowanych w centrach w Polsce. Jest to wynik wyższy o 6,5 p.p. niż przed pandemią.

Właśnie przekroczyliśmy kolejną ważną granicę. Udział wysokospecjalistycznych usług wyniósł po raz pierwszy w historii ABSL w Polsce ponad 50 proc. wszystkich świadczonych usług. To jednoznacznie dowodzi, że nasz rynek bardzo się zmienił i osiągnął dojrzałość. Biorąc pod uwagę, że dziennie w sektorze powstawało 130 miejsc pracy, średnio 75 z nich przypada na miejsca wysokospecjalistyczne, a to z kolei pokazuje jak ważne są tzw. kompetencje przyszłości – podkreśla Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL. Zwraca też uwagę: – Realizacja coraz bardziej złożonych procesów i przejmowanie globalnych funkcji wymaga coraz większych kompetencji zarówno w obszarze cyfrowym, jak i kompetencji miękkich. Musimy łączyć siły, aby działać na rzecz wprowadzenia rozwiązań systemowych, które są warunkiem koniecznym dla dalszego rozwoju.

Dostępność pracowników kluczowym wyzwaniem dla rozwoju

Analizy ABSL potwierdzają, że jednym z najważniejszych wyzwań dla sektora pozostaje dostęp do pracowników posiadających odpowiednie kompetencje. Przedstawiciele ABSL od dłuższego czasu podnoszą temat edukacji jako kluczowy dla rozwoju sektora i gospodarki opartej na wiedzy. Wydarzenia ostatnich dwóch lat dodatkowo dowiodły jak ważne są regulacje dotyczące rynku pracy oraz przewidywalność stanowionego prawa. Dodatkowo, globalne trendy, takie jak m.in. zmiana modelu pracy oraz wzrost znaczenia dobrostanu i dbałości o zdrowie pracowników (well-being), w połączeniu z wysoką inflacją i presją płacową – wymagają podjęcia przez firmy zdecydowanych działań. W efekcie 85 proc. firm bierze pod uwagę szukanie pracowników poza Polską, a 20 proc. firm już prowadziło rekrutację za granicą. Ponad połowa firm inwestuje w programy edukacyjne podnoszące kwalifikacje pracowników lub pozwalające na zdobycie nowych kwalifikacji.

Obecnie w centrach w Polsce zatrudnionych jest ponad 55 400 obcokrajowców, co stanowi 13,8 proc. wszystkich zatrudnionych. W blisko połowie z nich (47 proc.) liczba pracowników z zagranicy stanowi min. 10 proc. Największą grupę wśród pracowników z zagranicy stanowią osoby z Ukrainy (21,9 proc.), Włoch (9,0 proc) oraz z Indii (7,9 proc.). Indie pojawiają się po raz pierwszy w top 3 w miejsce Hiszpanii).  Dane zebrane tuż przed inwazją Rosji na Ukrainę wskazują, że w sektorze w Polsce zatrudnionych było 12 tys. obywateli Ukrainy.

Mając na uwadze potrzeby inwestorów w zakresie rekrutacji, ABSL aktywnie działa na rzecz wprowadzenia zmian w przepisach dotyczących pracy zdalnej oraz zatrudniania obcokrajowców. Demografia nie pozostawia nam wyboru. Bezwzględnie należy zadbać o rynek pracy, jeżeli chcemy się rozwijać, przyciągać inwestorów i tworzyć miejsca pracy oparte na wiedzy – konkluduje Janusz Dziurzyński.

Pierwszy Wiceprezydent Katowic, Bogumił Sobula podkreśla: – Również pomiędzy miastami coraz większa jest zdrowa konkurencja o przyciągnięcie nie tylko inwestycji, ale też pracowników, którzy zdecydują się na zmianę miejsca zamieszkania. Atrakcyjność miast odgrywa kluczową rolę w rozwoju sektora. W Katowicach bardzo konsekwentnie realizujemy politykę poprawy jakości życia – od dbałości o czyste powietrze po rozwiązania typu smart city. W całej tej rozpiętości działań liczy się przede wszystkim mieszkaniec, który chce się na stałe związać z naszym miastem i być świadomym członkiem naszej społeczności.

W lutym br. centra nowoczesnych usług biznesowych były zlokalizowane w 84 miastach.  W 18 miastach łączna liczba miejsc pracy w sektorze przekroczyła 1 000 osób, a w ośmiu 10 tys. Najwięcej zatrudnionych w sektorze pozostaje w Krakowie – blisko 93 000 osób. Z raportu rocznego ABSL 2022 wynika, że blisko 85 proc. firm biorących udział w ankiecie deklaruje wzrost zatrudnienia w perspektywie I kw. 2023 r., co dowodzi, że kwestie dotyczące rynku pracy i dostępu do tzw. puli talentów będą w najbliższym czasie pierwszoplanowe.

Wraca apetyt na ryzyko, dolar dalej pod presją

Polski złoty umocnił się do najsilniejszego poziomu od lutego w parze z euro – sprzyjają mu obecnie otoczenie zewnętrzne i pozytywne wieści z kraju. Lepszy sentyment do aktywów ryzykownych jest wzmacniany przez osłabienie dolara.

Zeszły tydzień przyniósł ogólną poprawę sytuacji na giełdach i wzrosty aktywów ryzykownych. Jednocześnie podobnego wzrostu nie pokazały rentowności. Efektem była przewidywalna wyprzedaż dolara, której beneficjentami były waluty europejskie i południowoamerykańskie. Pierwsze zostały wsparte przez zmniejszającą się różnicę między wysokością stóp procentowych po obu stronach Atlantyku, zaś drugie przez ogólny wzrost apetytu na ryzyko i w szczególności gwałtowny wzrost cen surowców. Na specjalne wyróżnienie zasługuje polski złoty, który zakończył tydzień ze świetnym wynikiem. Inwestorów cieszy odporność krajowej gospodarki na wpływ wojny i perspektywa nowego strumienia unijnych środków, który jest na horyzoncie.

W tym tygodniu najważniejsze będą dane makroekonomiczne. We wtorek 31.05 poznamy wstępny odczyt inflacji w strefie euro i w Polsce w maju, a tydzień zamknie raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls). Jeśli chodzi o dynamikę cen w strefie euro, rynki oczekują kolejnego wzrostu, również inflacji bazowej – powinno to przypieczętować podwyżkę stóp przez Europejski Bank Centralny nie później niż w lipcu. Uwzględnienie w oczekiwaniach rynkowych większej liczby i szybszego tempa podwyżek EBC powinno istotnie wspierać euro, a jego ostatnie odbicie może trwać dalej.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł aprecjację polskiego złotego w parze z euro do najmocniejszej pozycji od lutego. Tym samym kurs EUR/PLN zbliżył się do poziomu prognozowanego przez nas na koniec II kwartału (4,55).

Dla złotego korzystne stało się otoczenie zewnętrzne: poprawił się sentyment do Europy, rynki akcji doświadczyły odbicia po długim okresie spadków, a dolar amerykański był poddany presji wyprzedażowej. Informacje krajowe również były w znacznej mierze pozytywne. Warto zwrócić uwagę na to, że bardziej realna stała się zgoda na przyznanie Polsce unijnych środków pozwalających sfinansować Krajowy Plan Odbudowy. Kluczowy podpis w tym kontekście przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma złożyć w Warszawie w czwartek 02.06.

Złoty nieźle wypada też na tle walut regionu. W przypadku korony czeskiej bank centralny zbliża się do końca podwyżek stóp i w dalszej perspektywie – częściowego ich odwracania. W przypadku forinta węgierskiego rynek negatywnie reaguje na plany dodatkowego opodatkowania banków i dużych firm.

Oprócz czwartkowej wizyty przewodniczącej KE w Polsce w tym tygodniu skupimy się na wspomnianych wyżej danych o inflacji w maju, które poznamy we wtorek 31.05. Podobnie jak w strefie euro ma ona wzrosnąć, a jej wysokość będzie jednym z istotniejszych punktów odniesienia w kontekście prognozowania skali kolejnej podwyżki stóp przez Radę Polityki Pieniężnej. Tego samego dnia poznamy też szczegółowe dane o PKB w I kwartale, które dadzą nam brakujący kontekst pozwalający lepiej ocenić sytuację i perspektywy gospodarki.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej były w strefie euro znacznie lepsze niż w Wielkiej Brytanii czy USA, co oznacza, że gospodarka ta jest odporniejsza, niż zwykło się uważać. Odczyty zdecydowanie powyżej granicy ekspansji przeczą poglądowi, że zbliżamy się do recesji. Tym samym obecna polityka monetarna zupełnie nie przystaje do realiów inflacyjnych i gospodarczych.

Dane o inflacji w strefie euro najpewniej przyniosą kolejny rekord. Wysokość odczytu będzie kluczowa dla ustalenia skali nadchodzącej – najpewniej w lipcu – podwyżki, a nieprzyjemne zaskoczenie inflacyjne zapewne zwiększyłoby prawdopodobieństwo podwyżki o 50 pb. i wsparło wspólną walutę.

USD

W zeszłym tygodniu odczyty większości drugorzędnych danych były gorsze od oczekiwań. Słabość rynku mieszkaniowego pomogła w szczególności amerykańskiemu rynkowi obligacji, który dalej rósł, a 12-miesięczna różnica między rynkowymi stopami w USA i strefie euro jest teraz mniejsza niż pod koniec marca, co bez wątpienia w dużej mierze wyjaśnia ostatnie odbicie euro. Inflacja wciąż zdecydowanie przekracza cel Rezerwy Federalnej, więc nie spodziewamy się, by te pierwsze stadia słabości powstrzymywały Fed przed dalszym działaniem.

W tym tygodniu poznamy ostatnie ważne tego typu dane przed czerwcowym zebraniem Fedu – raport z rynku pracy w maju. Spodziewany jest spadek rocznej dynamiki płac, które wciąż pozostają w tyle za cenami. Zaskoczenie na plus w tym kontekście mogłoby skłonić rynki do wyceniania trzech kolejnych podwyżek o 50 pb. ze strony Fedu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wzrost liczby ataków ransomware i globalnych zagrożeń

Badanie Marsh i Microsoft: Wzrost liczby ataków ransomware i globalnych zagrożeń zmniejsza zaufanie liderów do gotowości ich organizacji na ryzyko cybernetyczne.

Obserwowane na przestrzeni ostatnich trzech lat zmiany w miejscu pracy, transformacja cyfrowa oraz nasilające się ataki ransomware sprawiły, że większość liderów nie jest już tak pewna swojej zdolności do zarządzania ryzykiem cybernetycznym jak dwa lata temu – wynika z raportu opublikowanego przez firmę Marsh i Microsoft.

Raport The State of Cyber Resilience dostarcza odpowiedzi ponad 660 decydentów w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym, na podstawie których dokonano analizy postrzegania cyberryzyka przez kadrę kierowniczą w wiodących organizacjach na świecie, w tym dyrektorów generalnych, specjalistów ds. ryzyka i ubezpieczeń, finansów, IT i cyberbezpieczeństwa.

Według publikacji, stopień pewności liderów do podstawowych zdolności ich organizacji w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym, w tym zdolności do rozumienia i oceny cyber zagrożeń, łagodzenia/przeciwdziałania atakom oraz do zarządzania/reagowania na incydenty cybernetyczne – pozostaje w głównej mierze niezmieniony od czasu ostatniego badania w 2019 r., kiedy to 19.7% respondentów wyraziło, że są wysoce przekonani o gotowości firmy na ryzyko cybernetyczne (w porównaniu do 19% w 2022 r.).

„Mając na uwadze nieustanny wzrost popularności ataków ransomware oraz obecny, burzliwy krajobraz zagrożeń, nie jest zaskakującym fakt, że wiele organizacji nie czuje się bardziej pewnie w zakresie reagowania na zagrożenia cybernetyczne niż miało to miejsce w 2019 roku” – komentuje wyniki raportu Sarah Stephens, Head of Cyber, International w Marsh.

Co więcej, wiele organizacji nadal ma trudności ze zrozumieniem zagrożeń stwarzanych przez dostawców i cyfrowe łańcuchy dostaw, które stanowią elementy strategii cyberbezpieczeństwa tych firm. Tylko 43% respondentów stwierdziło, że przeprowadziło ocenę ryzyka swoich dostawców lub łańcuchów dostaw.

Pozostałe wnioski:

  • Tylko 41% organizacji wykracza poza kwestie bezpieczeństwa cybernetycznego i ubezpieczeń, aby angażować swoje działy prawne, planowania korporacyjnego, finansowe, operacyjne lub zarządzania łańcuchem dostaw w tworzenie planów dotyczących ryzyka cybernetycznego.
  • Blisko czterech na dziesięciu respondentów (38%) stwierdziło, że ich organizacja wykorzystuje metody ilościowe do pomiaru swojej ekspozycji na ryzyko cybernetyczne, co stanowi ważny krok w zrozumieniu, w jaki sposób cyberataki i inne incydenty mogą zwiększać niestabilność firm. Jest to poprawa w porównaniu do badania z 2019 r., w którym trzech na dziesięciu respondentów (30%) zadeklarowało, że ich organizacja stosuje metody ilościowe.

„Ryzyko cybernetyczne jest wszechobecne w większości organizacji. Skuteczne przeciwdziałanie zagrożeniom cybernetycznym powinno być głównym celem firm, ukierunkowanym na budowanie cyberodporności w całym przedsiębiorstwie, a nie na pojedyncze inwestycje w zapobieganie incydentom lub ochronę przed cyberatakami. Poprawa komunikacji wewnątrz organizacji może pomóc zniwelować istniejące luki, zwiększyć możliwości oraz lepiej informować o strategicznych decyzjach dotyczących zagrożeń cybernetycznych.” – podsumowuje raport Tom Reagan, Cyber Risk Practice Leader, US & Canada w Marsh.

Anna Pluta – Lider Praktyki Cybernetycznej w Marsh Polska dodaje: „Blisko dwie trzecie respondentów przyznało, że ich firmy stały się ofiarą ataku w minionym roku. Najczęściej były wskazywane phishing i ataki ransomware. Raport Marsh i Microsoft jest zbieżny z danymi publikowanymi przez Cert Polska. W 2021 najwięcej odnotowanych zdarzeń dotyczyło szyfrowania zasobów i okupu w zamian za ich odblokowanie a także licznych ataków polegających na podszywaniu się pod inne firmy lub organizacje w celu wyłudzenia danych i kradzieży tożsamości.

Departamenty cyberbezpieczeństwa i IT przejmują inicjatywę w zrównoważonym wdrażaniu technologii i środków kontroli, takich jak: filtrowanie poczty e-mail i bezpieczeństwo stron www, wykrywanie i reagowanie w punktach końcowych, technik wzmacniania dla protokołu zdalnego dostępu (RDP), czy w też zarządzaniu dostępem uprzywilejowanym (PAM).

Wdrożenie większej liczby środków kontroli ryzyka prowadzi do wyższej oceny higieny cybernetycznej. Jednak tylko 3% respondentów wskazało, że poziom higieny w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego jest na najwyższym poziomie.

Organizacje, które chcą strategicznie zająć się ryzykiem cybernetycznym powinny rozważyć przyjęcie 12 metod kontroli rekomendowanych przez ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, które pomagają zapobiegać, reagować, minimalizować i odzyskiwać dane po incydencie. Zastosowanie wszystkich lub większości metod prawie dwukrotnie zwiększa prawdopodobieństwo przypisania wysokich ratingów” w zakresie oceny dbałości cyberbezpieczeństwo organizacji”.

Spadek sprzedaży kredytów dla mikrofirm w kwietniu 2022 r.

W kwietniu 2022 r., w porównaniu do kwietnia 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-14,5%), jak i wartościowym (-12,2%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-30,2%) mniej kredytów inwestycyjnych oraz o (-15,0%) mniej kredytów obrotowych. W przypadku kredytów w rachunku bieżącym dynamika również jest ujemna i wyniosła (-14,0%). Spadki wystąpiły także w wartości udzielonych w kwietniu 2022 r. kredytów inwestycyjnych o (-22,6%) oraz kredytów obrotowych o (-12,1%). Wartość kredytów w rachunku bieżącym spadła najmniej, o (-9,0%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W okresie pierwszych czterech miesięcy 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-8,5%) w ujęciu liczbowym oraz o (-3,0%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa była w przypadku kredytów inwestycyjnych (-30,6%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika (-16,3%) dotyczy jedynie kredytów inwestycyjnych. Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+2,1%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Kwietniowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,34% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w kwietniu 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,1%, kredyty w rachunku bieżącym 2,74% oraz kredyty obrotowe 8,01%. W kwietniu 2022 r. w porównaniu do marca 2022 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,21). Indeks polepszył się (spadł) również w porównaniu do kwietnia 2021 o (-0,76). W okresie 12-miesięcznym polepszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe polepszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (-1,56).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 11,0 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w kwietniu br., 5,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (45,8%) i 2,6 tys. handlowe (23,4%). Łącznie więc prawie 70% udzielonych w kwietniu 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,637 mld zł, banki udzieliły 590 mln zł (36,1%) kredytów firmom z sektora usług oraz 423 mln zł (25,8%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w kwietniu 2022 r. 61,9% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom. W kwietniu 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania handlu (-21,8%) oraz produkcji (-15,7%). W ujęciu wartościowym w kwietniu 2022 r. w porównaniu do kwietnia 2021 r. ujemne dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firm handlowych (-21,1%) oraz produkcyjnych (-20,9%).

W okresie styczeń-kwiecień 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-13,9%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym. Również w ujęciu wartościowym banki udzieliły w czterech miesiącach br. 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku niższego finansowania firmom z dwóch sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-16,8%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+5,3%) oraz usługowym (+2,5%).

JAKOŚCI PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w kwietniu 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 4,99%. Najlepszy (najniższy) odczyt w kwietniu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 2,99%. W porównaniu do kwietnia 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) tylko w budownictwie o (+0,17). W porównaniu do kwietnia 2021 r. Indeks polepszył się natomiast w trzech branżach: usługach o (-0,96), produkcji (-0,85) oraz handlu o (-0,72).