Strata ze zbycia wierzytelności może być kosztem spółki przekształconej – wyrok NSA o sygn. akt II FSK 1543/19

Zmiana formy prowadzenia działalności gospodarczej jest często połączona z rozwojem firmy. Na pewnym etapie przedsiębiorcy decydują się na przejście na strukturę ograniczającą ich odpowiedzialność osobistą oraz umożliwiającą dalszą ekspansję. Zmiany formy organizacyjno-prawnej są niejednokrotnie problematyczne od strony podatkowej, czego przykładem jest sprawa zawisła przed Naczelnym Sądem Administracyjnym (sygn. II FSK 1543/19).

Czego dotyczyła sprawa?

Sprawa dotyczyła czynnego podatnika VAT, który zajmował się działalnością remontowo – budowlaną. Podmiot chciał dokonać przekształcenia swojej jednoosobowej działalności gospodarczej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. W związku z tym procesem poniósł szereg wydatków na obsługę podatkowo-prawną oraz inne koszty dotyczące procesu przekształcenia jak opłaty sądowe czy notarialne.

Podatnik dokonując przekształcenia formy prowadzenia działalności gospodarczej jednocześnie nie chciał wstrzymywać biznesu. Wskazał też, że szereg prac jest w toku i udzielał swoim klientom gwarancji celem zabezpieczenia ich interesów. Część klientów zatrzymywała część wynagrodzenia tytułem kaucji gwarancyjnej, co odbywało się na mocy postanowień umownych pomiędzy przedsiębiorcą a klientem. W praktyce zdarzają się jednak sytuacje, w których kaucja gwarancyjna nie jest zwracana, tj. na skutek nieprawidłowości wykrytych po wykonaniu umowy klient zatrzymuje część kwoty wynikającej z kaucji gwarancyjnej.

Wątpliwość podatnika wzbudził przypadek, gdy wierzytelności wynikające z kaucji gwarancyjnej, przejdą zgodnie z przepisami kodeksu spółek handlowych na nowopowstałą spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, spółka ta będzie mogła niezwrócone w całości kwoty wynikające z kaucji gwarancyjnej zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Innymi słowy powstała wątpliwość, czy spółka będzie uprawniona do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów straty z tytułu zbycia wierzytelności obejmującej kwotę kaucji gwarancyjnej, o której mowa w opisie zdarzenia przyszłego.

W ocenie przedsiębiorcy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, będąca następcą prawnym, stanie się wierzycielem w stosunku do należnej kaucji po upływie okresu gwarancyjnego i będzie mogła zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów stratę z tytułu zbycia wierzytelności obejmującej kwotę kaucji gwarancyjnej zatrzymanej przez kontrahenta wnioskodawcy.

Stanowisko organu podatkowego

Z podejściem spółki nie zgodził się organ podatkowy, który zakwestionował związek całości kaucji gwarancyjnej z osiąganym przychodem tj. stwierdził, że koszt poniesiony na zapłatę kaucji kontrahentowi (przez zatrzymanie przez kontrahenta części wynagrodzenia za usługi budowlane) musi być w tej sytuacji ustalony tylko do wysokości uzyskanego przychodu. Tym samym organ podatkowy powiązał wykonywanie robót budowlanych z wierzytelnościami ze zwrotu kaucji gwarancyjnej, wskazując na związek pomiędzy tymi dwoma transakcjami oraz konieczność rozpoznania obu przez jeden podmiot świadczący usługi budowlane, czyli jednoosobową działalność gospodarczą. Z takim stanowiskiem nie zgodził się podatnik, który wniósł skargę do WSA.

Wyroki sądów administracyjnych

NSA w wyroku z dnia 8 marca 2022 r. w sprawie o sygn. II FSK 1543/19 oddalił skargę kasacyjną organu podatkowego, podtrzymując tym samym stanowisko wyrażone wcześniej przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (wyrok z dnia 20 marca 2019 r., sygn. III SA/Wa 1344/18).

Sądy administracyjne zgodnie wskazały, że w ich ocenie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która powstanie z przekształcenia, będzie wierzycielem uprawnionym o zwrot kwoty kaucji gwarancyjnej zatrzymanej przez kontrahenta celem zabezpieczenia należytego wykonania robót budowlanych. Zatem już na wstępie obalona została teza organu podatkowego o braku sukcesji praw z tego tytułu przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.

Dodatkowo sądy administracyjne odniosły się do samej kwalifikacji braku zwrotu kaucji gwarancyjnej jako kosztu podatkowego. W ich ocenie wydatek taki spełnia wszystkie kryteria kosztu uzyskania przychodu, w szczególności jest definitywny i nie jest podatnikowi zwracany w żaden sposób – podatnik zaliczy go do kosztów w sytuacji, gdy brak jest możliwości jego odzyskania w inny sposób. Ponadto tego typu koszty nie są wymienione w katalogu kosztów niestanowiących kosztów uzyskania przychodów. Zatem w ocenie sądów administracyjnych strata ze zbycia opisanej wyżej wierzytelności będzie mogła być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Stanowisko sądów administracyjnych należy uznać za korzystne dla podatników, którzy planują dokonywać zmian organizacyjnych i nie są pewni konsekwencji podatkowych. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę na bardzo długi okres pomiędzy wydaniem interpretacji podatkowej, a prawomocnym orzeczeniem NSA. Cała sprawa trwała blisko 4 lata. Tak długi okres, w dzisiejszych realiach należy traktować jako niedopuszczalny i istotnie godzący w interesy podatnika, który chcąc uniknąć sporu z fiskusem, nie dokonywał kwalifikacji tego typu wydatków w koszty podatkowe. Teraz będzie musiał zrobić korektę przeszłych rozliczeń. Dlatego w przypadku planowania tego typu transakcji dobrze jest skorzystać z pomocy profesjonalnych doradców podatkowych.

Autor: adwokat Paweł Chmielowiec, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty próbuje odrabiać straty po trudnym tygodniu

Presję na złotego w ubiegłym tygodniu nałożyły zarówno czynniki zewnętrzne, jak i zachowawcza – wobec oczekiwań rynku – podwyżka stóp procentowych Rady Polityki Pieniężnej. Złoty powrócił po niej do okolic 4,70 w parze z euro. Początek tygodnia przynosi stabilizację dolara i korektę rentowności amerykańskich papierów skarbowych. To oraz brak eskalacji wojny w Ukrainie przez Rosję pozwala złotemu na pewne odreagowanie.

Stopy procentowe na całym świecie rosną w szybkim tempie, a rynkom coraz trudniej ignorować konsekwencje tego. Po podwyżce stóp Rezerwy Federalnej o 50 pb. w środę obserwowaliśmy globalny wzrost cen akcji, lecz trwało to krótko i już kolejnego dnia ponownie skierowały się na południe. Niektóre indeksy zakończyły tydzień na najniższych poziomach nawet od końcówki 2020 r. Największymi beneficjentami ucieczki do bezpiecznych aktywów były dolar amerykański i, co bardziej zaskakujące, euro, które zyskało dzięki ogólnemu poczuciu, że Europejski Bank Centralny wkrótce odejdzie od ignorowania rzeczywistości inflacyjnej i w końcu rozpocznie podwyżki stóp.

W tym tygodniu skupimy się na danych o inflacji w USA w kwietniu. Wszelkie oznaki, że presja inflacyjna osiąga szczyt, mogą spowodować gwałtowną wyprzedaż dolara i spadek rynkowych stóp procentowych, które od jakiegoś czasu rosną razem. Euro może jeszcze zyskać na jastrzębich komentarzach decydentów EBC, którzy zaczynają zauważać, jak bardzo zachowanie banku nie przystaje do sytuacji.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiego złotego, który powrócił do okolic 4,70 w parze z euro. Zachowanie to wpisywało się w dużej mierze w ogólne osłabienie walut emerging markets w obliczu silniejszego dolara, wyższych rentowności obligacji w USA i rynkowych obaw, niemniej mniejsza od oczekiwań podwyżka stóp procentowych ze strony RPP również zaszkodziła walucie.

Rada zdecydowała się podnieść stopy o 75 pb., podczas gdy zarówno my, jak i konsensus zakładaliśmy wzrost o 100 pb. Trudno powiedzieć, co przeważyło za decyzją o mniejszej skali ruchu, niemniej retoryka prezesa Glapińskiego sugeruje, że czeka nas dalszy wzrost stóp. Nadal zakładamy, że w perspektywie kilku miesięcy dobiją one do ok. 7%.

W tym tygodniu skupimy się przede wszystkim na informacjach z zewnątrz. Wbrew obawom części analityków wojskowych Putin nie ogłosił zintensyfikowania działań militarnych ani mobilizacji w Rosji, nie wypowiedział też formalnie wojny Ukrainie. Również dla walut regionu jest to dobra wiadomość.

EUR

Euro w zeszłym tygodniu przełamało ogólny rynkowy trend i zdołało zyskać nieco względem dolara. Bez wątpienia walucie pomógł chór jastrzębich wypowiedzi przedstawicieli EBC sugerujących, że podwyżka stóp w lipcu jest praktycznie pewna, a i ruch w czerwcu nie jest wykluczony. Za wspomagający czynnik uznajemy też coraz bardziej napięte pozycjonowanie inwestorów – w ostatnim czasie zaczęli oni masowo zawierać krótkie pozycje, spodziewając się osłabienia waluty. Oczekujemy, że kolejni decydenci, w tym prezeska Christine Lagarde w środę, wzmocnią jastrzębią narrację, co potencjalnie pomoże ustabilizować euro.

USD

Majowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznaliśmy w środę wieczorem, zapewniło rynkom bardzo krótką ulgę. Prezes Jerome Powell zdawał się na tym etapie wykluczać możliwość podwyżek stóp o 75 pb.

Aktywa ryzykowne i papiery skarbowe szybko jednak wznowiły wyprzedaż i kolejnego dnia mocno traciły. Szczególnymi poszkodowanymi były akcje firm technologicznych i aktywa spekulacyjne lubiane przez inwestorów.

Piątkowy raport z rynku pracy (non-farm payrolls) pokazał taki obraz sytuacji, jaki widzieliśmy w ostatnich miesiącach. Rynek pracy w USA charakteryzuje stan pełnego zatrudnienia lub przekraczający go, pomocy w rozładowaniu napięć nie należy więc szukać w zwiększeniu siły roboczej. Oprócz tego płace nadal rosną wolniej niż inflacja. Ten ostatni element może być pozytywną informacją dla Fedu. Jeśli zobaczymy, że zgodnie z oczekiwaniami presja na wzrost cen osiągnęła szczyt, to rynek papierów skarbowych może odetchnąć, a wzrostowy rajd dolara amerykańskiego stracić na sile.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Branża fotowoltaiczna apeluje do rządu o zmiany w prawie ułatwiające rozwój fotowoltaiki

Można zająć jedną Elektrownię w Czarnobylu, ale nie można zająć setek tysięcy domów i firm wyposażonych w systemy OZE, magazyny energii.

W Ukrainie trwa wojna. Polska, podobnie, jak większość świata nie chce finansować putinowskiej agresji. Konieczne jest zatem szukanie rozwiązań, które spowodują, że polska energetyka będzie maksymalnie niezależna od importowanych paliw. Jednym z elementów tej niezależności może być energia słoneczna. Trzeba jednak podjąć działania, które rozwiną branżę fotowoltaiczną i zachęcą nie tylko gospodarstwa domowe, ale również firmy i instytucje do skorzystania z tego paliwa energetycznego.

Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej jest inicjatorem apelu skierowanego do władz państwowych i parlamentarzystów, w którym znajdują się postulaty ułatwiające rozwój fotowoltaiki. To między innymi:

  • Wprowadzenie zerowej stawki VAT na urządzenia do produkcji energii odnawialnej tj. instalacji fotowoltaicznych, pomp ciepła, magazynów energii.
  • Uproszczenia procedur związanych z instalacją urządzeń fotowoltaicznych. Zwolnienia z procedury uzyskania pozwolenia na budowę oraz skrócenie do 14 dni procedury wydawania warunków przyłączenia dla średniej wielkości instalacji fotowoltaicznych
  • Uznania za abuzywne klauzule wyłączające możliwość zakupu energii ze źródeł odnawialnych przez spółkę obrotu

Spotkanie w sprawie podpisania apelu odbędzie się 11 maja 2022 o godz 11.00 w „Poleczki Park”, kompleksie biurowym, które planuje budowę instalacji fotowoltaicznej. Pojawią się na nim przedstawiciele branży fotowoltaicznej, stowarzyszenia, przedsiębiorcy, pracodawcy, naukowcy a także reprezentanci samorządów. W trakcie konferencji zawiązana zostanie szeroka koalicja wspierająca rozwój fotowoltaiki w Polsce, zapowiadane jest stworzenie think tanku, który działać będzie na rzecz tej branży, a także podpisany zostanie apel w sprawie natychmiastowych zmian w przepisach prawa, dotyczących ułatwień w rozwoju fotowoltaiki w Polsce

Wojna w Ukrainie zmienia świat, Europę i Polskę. Przede wszystkim ukazuje, że putinowska Rosja i jej sposób prowadzenia wojny niczym nie różni się od działań innych zbrodniarzy wojennych XX wieku. Najwięksi przywódcy świata zgodnie uważają, że z takim partnerem nie może być współpracy gospodarczej. Jednak zwłaszcza Europa, a w tym także Polska wciąż jeszcze są uzależnione od rosyjskich dostaw ropy, gazu czy węgla. A każda taka dostawa finansuje putinowski reżim i jego zbrodnicze działania na terenie Ukrainy. Podczas spotkania unijnych przywódców w Wersalu, szefowa Komisji Europejskiej wypowiedziała m.in. takie słowa:

W perspektywie średnioterminowej oznacza to pozbycie się naszej zależności od rosyjskiego gazu poprzez dywersyfikację dostaw, masowe inwestycje w odnawialne źródła energii. Źródła odnawialne są rodzime, tworzą miejsca pracy w Europie. Stanowią strategiczną inwestycję w nasze bezpieczeństwo i niezależność.

Mocnych słów w tej sprawie użył także premier Mateusz Morawiecki, który powiedział: „To, co się dzisiaj dzieje na Ukrainie, to już nie jest zwykła wojna, to jest masakra, to już jest barbarzyństwo. Koszty wojny będą jeszcze wyższe, jeżeli odpuścimy Rosji. Rosja odbudowuje swoje imperium zła. Dlatego Polska apeluje zdecydowanie, żeby odciąć Rosję od źródeł finansowania jej machiny wojennej”.

Zapalenia „zielonego światła” dla rozwoju fotowoltaiki zarówno w zakresie mikroinstalacji, jak i instalacji dla firm i przedsiębiorstw w Polsce, ale także w zakresie poprawy efektywności energetycznej w kraju opartej na termoizolacji budynków, wyposażenie ich w pompy ciepła czy magazyny energii to ważny element budowania energetycznego bezpieczeństwa Polski. Słońce to źródło energii, od którego  ani Putin, ani nikt inny nas nie odetnie.

Dziś w całej Unii Europejskiej 40% energii zużywane jest na wytwarzanie ciepła. To zużycie można ograniczyć. Można spowodować, że opłaty za energię elektryczną będą niższe.  Fotowoltaika jest to ta część OZE, która w zdecydowany sposób może wpłynąć na częściowe uniezależnienie się krajowej energetyki od importowanych paliw energetycznych, zwłaszcza z Rosji. Może być ważnym elementem dywersyfikacji źródeł pozyskania energii elektrycznej.

Opieranie się na dotychczasowych rozwiązaniach energetycznych powoduje, że Niemcy i Polska sprowadzają najwięcej węgla z Rosji w całej Europie. Rosyjski węgiel jest stosunkowo tani i dlatego niemal 80% tego surowca trafia na opał w gospodarstwach domowych. Z powodzeniem i w dużej części może go zastąpić fotowoltaika w połączeniu z pompą ciepła. Ponadto największe zużycie gazu, który również wciąż pochodzi z Rosji przypada na ogrzewanie budynków. Termoizolacja i zamiana kotłów gazowych na pompy ciepła to klucze do zmniejszenia zapotrzebowania na gaz do tych celów.

Proponowane przez SBF Polska PV zmiany w przepisach, które umożliwią firmom budowę większych elektrowni słonecznych na swoje potrzeby, stworzenia tarczy, która pomoże im w walce z potężnymi cenami energii i finansowe zachęty do przekształcania obecnych rozwiązań energetycznych przede wszystkim w gospodarstwach domowych w Polsce z pewnością zwiększą niezależność naszego  kraju od paliw energetycznych pochodzących z Rosji. Tym samym spowodują, że Polska ograniczy w znaczący sposób finansowanie rosyjskiego reżimu dziś i w przyszłości.

SatRevolution zmienia nazwę na SatRev

Kosmiczna spółka zmienia nazwę na SatRev. Oficjalna zmiana nazwy jest częścią procesu ujednolicenia wizerunku firmy w skali globalnej i jest zgodna z jej planem rozwoju. Obecnie spółka pracuje nad projektami w różnych częściach świata, a do końca przyszłego roku planuje podwoić zatrudnienie.

SatRev to wiodący polski podmiot w sektorze kosmicznym wspierany przez Virgin Orbits. Firma pracuje nad wieloma projektami na całym świecie, które łącznie mają doprowadzić do powstania konstelacji nanosatelitów i rozmieszczenia ponad 1500 obiektów do obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym do 2026 r. Tym samym spółka chce stać się jednym z głównych globalnych graczy w sektorze kosmicznym.

Zmiana nazwy na SatRev to jeden z elementów naszej strategii. Firma dynamicznie się rozwija i realizuje wiele ciekawych projektów. W związku z tym prowadzimy obecnie rekrutację na kilka nowych stanowisk do zespołów technicznych, sprzedażowych i kadrowych. Znajdujemy się w fazie szybkiego rozwoju. Do końca przyszłego roku podwoimy liczbę pracowników. – komentuje Grzegorz Zwoliński, prezes i współzałożyciel SatRev.

Wśród głównych projektów realizowanych przez SatRev znajdują się: nowy projekt realizowany przy wsparciu Virgin Orbits, dostawa platformy satelitarnej CubeSat 6U w ramach inicjatywy Australijskiej Sieci Produkcji Kosmicznej oraz opracowanie rozwiązania do analizy obrazów satelitarnych dla rządu Omanu.

Zniesienie zakazu eksmisji nie rozwiąże wszystkich problemów

Zniesienie zakazu eksmisji nastąpiło 15 kwietnia 2022 r. Trzeba jednak pamiętać, że ta zmiana nie rozwiąże wszystkich problemów.

Już od pewnego czasu eksperci sugerowali, że należałoby uchylić zakaz eksmisji wprowadzony na czas pandemii COVID-19. Wspomniany zakaz miał bowiem negatywny wpływ nie tylko na rynek najmu. Przepisy zakazujące eksmisji w czasie trwania pandemii koronawirusa były też problematyczne dla nabywców domów i mieszkań z rynku wtórnego, a także dla osób kupujących nieruchomości na licytacjach komorniczych. Tacy nabywcy lokali oraz domów obawiali się komplikacji w razie problemów z wyprowadzką poprzedniego właściciela. Na szczęście, pandemiczny zakaz eksmisji został uchylony 15 kwietnia 2022 r. Nie oznacza to jednak, że po zmianach prawnych sytuacja będzie dobra. Brakuje bowiem wielu lokali socjalnych oraz pomieszczeń tymczasowych.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Zniesienie zakazu eksmisji oznacza powrót do rozwiązań funkcjonujących przed pandemią COVID-19. Jedyną różnicą będzie specyficzny status Ukraińców, którym użyczono mieszkań.
  • W czasie pandemii utrzymał się spory niedobór mieszkań socjalnych i pomieszczeń tymczasowych, który teraz będzie spowalniał uwolnione eksmisje.
  • Z powodu eksmisji w całym kraju na pomieszczenia tymczasowe i lokale socjalne czeka około 60 000 gospodarstw domowych.

Poniżej prezentujemy inne ciekawe informacje. Mogą one zainteresować nie tylko najemców i wynajmujących.  

Zmiana „ukraińskiej” ustawy wprowadziła zniesienie zakazu eksmisji

O zamiarach rządu, które zakładały zniesienie zakazu eksmisji, dowiedzieliśmy się przy okazji planowanych zmian w tak zwanej „ukraińskiej” ustawie. Taką potoczną nazwę nosi ustawa z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa (Dz.U. 2022 poz. 583). Warto dodać, że nowelizacja ustawy z dnia 12 marca 2022 r. przewidująca zniesienie zakazu eksmisji została bez poprawek przyjęta przez Senat i podpisana przez Prezydenta. „Zniesienie zakazu eksmisji nastąpiło już kolejnego dnia po ogłoszeniu nowych przepisów, czyli 15 kwietnia 2022 r.” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawą z dnia 8 kwietnia 2022 r. o zmianie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa oraz niektórych innych ustaw rząd uchylił wprowadzający zakaz eksmisji artykuł 15zzu ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (potocznie zwanej ustawą COVID-ową). „Wszystko wskazuje, że ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy może stać się kolejnym aktem prawnym, przy pomocy którego rząd będzie wprowadzał wiele innych zmian przepisów – również dotyczących mieszkaniówki” – przypuszcza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Na pomieszczenie tymczasowe nadal trzeba będzie długo czekać …

Zniesienie zakazu eksmisji jest dobrą wiadomością zarówno dla wynajmujących, jak i nabywców mieszkań oraz domów z rynku wtórnego. Z punktu widzenia obydwu tych grup, niedawne zmiany przepisów oznaczają bowiem ograniczenie ryzyka prawnego i finansowego. Nie można jednak zapominać, że zniesienie zakazu eksmisji oznacza powrót przepisów do stanu sprzed pandemii. Jedyna różnica dotyczy specyficznego statusu ukraińskich uchodźców, którym Polacy udostępnili lokum. „Takich osób nie obejmuje bowiem ustawa o ochronie praw lokatorów – w przeciwieństwie do innych lokatorów korzystających z użyczenia mieszkania” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, opisywane zniesienie zakazu eksmisji nie rozwiązuje innych problemów, z którymi wynajmujący borykali się jeszcze przed pandemią. Przykładem może być długi czas oczekiwania na lokal socjalny lub pomieszczenie tymczasowe dla eksmitowanego. W tym kontekście warto przypomnieć o przedpandemicznej nowelizacji artykułu 1046 paragraf 4 kodeksu postępowania cywilnego. Począwszy od 21 kwietnia 2019 roku, komornik po półrocznym oczekiwaniu na pomieszczenie tymczasowe nie może już eksmitować dłużnika do noclegowni lub schroniska dla bezdomnych. „Obecne regulacje wskazują, że na pomieszczenie tymczasowe trzeba czekać bezterminowo” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Brakuje minimum 45 000 lokali socjalnych oraz 20 000 pomieszczeń

Gdy w 2019 roku wprowadzano zmiany w kodeksie postępowania cywilnego, to argumentem ich zwolenników było zapowiadane zwiększenie liczby pomieszczeń tymczasowych. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują jednak, że niedobór wspomnianych pomieszczeń nadal jest znaczący. Pod koniec 2020 r. na pomieszczenia tymczasowe oczekiwało 16 898 gospodarstw domowych z całej Polski. „Ponadto Główny Urząd Statystyczny informuje o 43 406 gospodarstwach domowych, które w związku z realizacją wyroku eksmisyjnego pod koniec 2020 r. czekały na lokal socjalny” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Niestety, nie posiadamy dostępu do nowszych statystyk. Trudno jednak oczekiwać, że sytuacja względem końca 2020 r. mocno się poprawiła. Dlatego trzeba mieć świadomość, że zniesienie zakazu eksmisji jest tylko jedną ze zmian potrzebnych właścicielom mieszkań na wynajem. Jeżeli problem dotyczący niedoboru lokali socjalnych i pomieszczeń tymczasowych nie zostanie rozwiązany, to coraz większą popularność będzie zdobywał najem instytucjonalny oraz najem okazjonalny. „Warto przypomnieć, że obydwa te warianty najmu poza brakiem uprawnień eksmitowanego do lokalu socjalnego i pomieszczenia tymczasowego przewidują też np. swobodę właściciela w zakresie podnoszenia czynszów” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Wojna i pandemia „winne” wzrostowi gotówki w obiegu?

Czy Polacy „zbroją” się w gotówkę? Wskazywać mogą na to najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego. Wynika z nich, że wartość zaliczanej do podaży pieniądza M3 gotówki w obiegu – w marcu br. – zwiększyła się o 18,3 mld zł, tj. o 5,2 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca oraz 16,7 proc. r/r. Polskie społeczeństwo lubi i zna wartość fizycznego pieniądza. W 2021 roku aż 83% respondentów uważało, że likwidacja gotówki jest niekorzystnym ruchem dla gospodarki i bezpieczeństwa konsumentów – wynika z badania przeprowadzonego przez Opinie24 na zlecenie Tavex.

Popularność gotówki efektem ostatnich wydarzeń?

Marcowy wzrost gotówki w obiegu to m.in. efekt rosnącego zapotrzebowania na waluty obce (po wybuchu wojny w Ukrainie), które nabywane były właśnie za gotówkę PLN. Co więcej, w analizowanym okresie Narodowy Bank Polski odnotował również odpływ gotówki w stronę gospodarstw domowych – kwota zgromadzonych środków finansowych na rachunkach bankowych zmniejszyła się o ponad 16 mld zł. Zmianę tę można określić jako rosnący popyt przezornościowy. Oznacza to, że coraz więcej osób widzi potrzebę posiadania gotówki w portfelu na „czarną godzinę”.

Warto jednak zwrócić uwagę, że wzrost gotówki w obiegu nie jest jedynie efektem chwilowym, wywołanym wojną. Stan ten utrzymuje się już od dłuższego czasu – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarząd, Tavex. Sytuację tę potwierdza nasze badanie przeprowadzone za cały 2021 rok o preferowanych metodach płatności. Pokazało ono, że dla polskiego społeczeństwa niezmiennie ważna jest możliwości korzystania z gotówki w codziennym życiu i w najbliższym czasie z tego przywileju nie zrezygnujemy – dodaje.

Aż 83% respondentów twierdzi, że likwidacja gotówki w obiegu gospodarczym byłby to niekorzystny ruch. „Za” wyłączeniem fizycznego pieniądza z obiegu jest jedynie 11% badanych (7% badanych odpowiedziało, że nie posiada odpowiedniej wiedzy) – wynika z danych firmy Tavex.

Najliczniejszą grupą wiekową wskazującą, że brak gotówki w obiegu jest niekorzystny, są osoby w wieku 25-34 lat (86%), oraz kolejno grupy wiekowe 45-54 (85%), 18-24 i 65+ (84%). Co ciekawe, wyróżniającą się grupą z mniejszą liczbą wskazań są ankietowani w przedziale 35-44 (78%), a także 55-64 (80%).

Fenomen gotówki

Gotówka w portfelu daje nam niezależność i zapewnia prywatność. W niepewnych czasach oraz cyfrowym świecie to wartości bardzo ważne – coraz częściej w przestrzeni publicznej porusza się temat swobody korzystania ze swoich środków finansowych oraz ochrony prywatności. Co więcej, istnieje wiele argumentów popierających płacenie fizycznym pieniądzem – to np. odporność na awarie infrastruktury technicznej czy bankowej. Pieniądz gotówkowy ułatwia również udział w życiu społecznym ludziom mniej biegłym technologicznie, jak np. osobom starszym.

W perspektywie długoterminowej wzrost zamożności społeczeństwa wraz ze stabilnym udziałem płatności gotówkowych powoduje – widziany w wynikach NBP – wzrost popytu na gotówkę.

Warto również wiedzieć, że pewna pula dostępnej gotówki jest potrzebna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Co ciekawe, według informacji Europejskiego Banku Centralnego – w strefie euro banknoty i monety są przeważającym środkiem płatniczym.

Pogłębiające się problemy na rynku kryptowalut

W ubiegłym tygodniu, rynek kryptowalut doświadczył poważnej wyprzedaży, co pogłębiło problemy, z jakimi boryka się on od początku roku. Po tym jak na początku tygodnia wartość bitcoina wzrosła do około 39 000 dolarów, w ciągu ostatnich kilku dni, spadła o 16 proc. Od tamtej pory nadal spada – obecnie notowany jest już powyżej poziomu 33 000 dolarów. Jego wartość jest obecnie o ponad 50 proc. niższa od swojego dotychczasowego rekordu (ATH), ustanowionego w listopadzie ubiegłego roku.

Ethereum od czwartku doświadczył poważniejszego spadku o około 17 proc. Prawdopodobnie jest to spowodowane wieloma przeszkodami na rynku, z którymi zmagała się ta kryptowaluta. W czwartek Ethereum wzrósł do około 2 900 dolarów, ale od tego czasu spadł do poziomu nieco powyżej 2 400 dolarów. Inwestorzy kryptowalutowi zastanawiają się, kiedy seria tych spadków się skończy.

Rynek porusza się obecnie w obrębie głównych ryzykownych aktywów, takich jak, między innymi, akcje spółek technologicznych. Wskazuje to na istotną zmianę na rynku kryptowalut: obecność instytucji, które stanowią obecnie znacznie większą część własności i mają tendencję do łączenia swoich decyzji dotyczących kryptowalut z innymi głównymi aktywami. Choć może nie jest to pocieszenie dla inwestorów kryptowalutowych, którzy stoją w obliczu znacznych spadków, nasuwa się wniosek, że inwestorzy detaliczni nie muszą już stawiać czoła rynkowi w pojedynkę, a sama obecność instytucji jako właścicieli – z punktu widzenia długoterminowej wartości i potencjału – jest pozytywna.

Zmienność na rynku i słabe wyniki mają skłonność do normowania się z czasem. Dlatego, na ten moment najważniejsze jest, aby inwestorzy upewnili się, że są zadowoleni ze swoich inwestycji oraz że są gotowi utrzymać kurs w przypadku większej zmienności.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Fundusze CVI objęły obligacje Marcos Provit o wartości 8,7 miliona euro

CVI Dom Maklerski, największy w Europie Środkowej podmiot specjalizujący się w inwestycjach typu private debt, zainwestował 8,7 miliona euro w obligacje  jednego z czołowych regionalnych graczy rynku farmaceutycznego w Rumunii, Marcos Provit. Za aranżację emisji odpowiadał PCF Investment Banking.

Spółka, w którą zainwestowały fundusze zarządzane przez CVI Dom Maklerski, to jeden z największych regionalnych podmiotów w rumuńskim sektorze farmaceutycznym – posiada łącznie 100 aptek, działając również na rynku hurtowym. Wyemitowane obligacje korporacyjne, pozwolą na przyspieszenie rozwoju firmy. Obligacje były oferowane w ramach oferty prywatnej, która została w całości objęta przez fundusze private debt zarządzane przez CVI.

Marcos Provit to ambitna firma z jasno zdefiniowanym planem rozwoju, którego realizację z przyjemnością wesprzemy. Rumuński rynek farmaceutyczny wchodzi w etap konsolidacji, a Marcos Provit, z zabezpieczonym finansowaniem, będzie jednym z kluczowych uczestników tego procesu. Do inwestycji w ten projekt przekonała nas nie tylko pełna sukcesów historia spółki, ale przede wszystkim wizja i plany zarządu firmy na nadchodzące lata. Rumunia jest krajem szczególnie interesującym dla CVI ze względu na wysoki potencjał rynku private debt. Po zamknięciu tej transakcji szukamy kolejnych firm potrzebujących finansowania na tym rynku, szczególnie takich, które szukają  wsparcia dla swoich  planów rozwoju – komentuje Marcin Leja, Partner w CVI.

Cieszymy się, że mogliśmy sfinalizować transakcję, która pomoże naszej firmie kontynuować drogę szybkiego wzrostu. Posiadanie CVI jako naszego partnera finansowego pozwala na utrzymanie dotychczasowego tempa wzrostu. Z naszym inwestorem od początku czujemy chemię – w końcu spotkaliśmy firmę inwestycyjną, która podziela naszą wizję i wartości. Nieoceniona jest również rola PCF, wieloletniego doradcy finansowego, dzięki któremu transakcja doszła do skutku. Specjalne podziękowania dla naszych doradców prawnych z Nestor Nestor Diculescu Kingston Petersen (NNDKP), za zorganizowanie wszystkich aspektów prawnych tej skomplikowanej transakcji – podkreśla Marius Neagu, Założyciel i CEO Marcos Provit

Transakcję przeprowadził PCF Investment Banking Romania, zapewniając doradztwo Marcos Provit w zakresie strukturyzacji, negocjacji i realizacji transakcji.

Zostaliśmy zaangażowani do pomocy Marcos Provit w przeprowadzeniu tej wyjątkowej transakcji, która łączy potencjał firmy z instrumentem finansowym specjalnie dopasowanym do jej potrzeb. Transakcja ma na celu wsparcie planów akwizycyjnych spółki poprzez w pełni finansowany instrument dłużny, który ułatwi szybką wypłatę środków po podjęciu decyzji inwestycyjnej. To dobrze, że lokalne firmy zaczynają zwiększać zainteresowanie nowoczesnymi produktami finansowymi, co jest wyraźnym sygnałem, że rynek dojrzewa – skomentował Mihai Murgu, Partner PCF Investment Banking.

DWF oraz Wolf Theiss pełnili funkcję doradców prawnych dla CVI Domu Maklerskiego, natomiast Nestor Nestor Diculescu Kingston Petersen (NNDKP) pełnił funkcję doradcy prawnego Marcos Provit.

Szkolenia SEO – dlaczego warto zdobywać nową wiedzę?

Zdobywanie nowych kwalifikacji i podnoszenie swoich umiejętności to zdecydowanie coś, co warto zrobić. W ten sposób zwiększa się swoje szanse na rynku pracy i na odniesienie sukcesu. W dzisiejszych czasach pewne umiejętności związane z internetem takie, jak tworzenie contentu stają się dużo popularniejsze i dużo bardziej istotne od innych umiejętności. Warto więc właśnie w nie inwestować. Dlaczego to właśnie szkolenia SEO warte są inwestycji? Dlaczego warto uczyć się właśnie tego? Gdzie można znaleźć szkolenia z zakresu content marketingu? I czy takie szkolenia faktycznie będą w stanie się zwrócić? 

W jaki sposób można podwyższyć swoje umiejętności bez konieczności wracania do szkoły?

Dzisiejsze czasy dają nam multum możliwości poszerzania swojej wiedzy i zdobywania nowych umiejętności. Jeżeli chcesz nauczyć się czegoś nowego, ale nie widzisz siebie wracającego do szkoły i tradycyjnej edukacji to nadal masz wiele ścieżek do wyboru. Kurs seo, marketingu internetowego czy kurs pozycjonowania stron możesz zrobić przez internet. Zresztą nie tylko tego rodzaju wiedza tam się znajduje. Możesz nauczyć się tworzyć biżuterię, wiązanki kwiatowe czy składać ebooki nie wychodząc z domu. Nauczenie się zasad content marketingowych i możliwość ich użycia to zaledwie wierzchołek góry lodowej tego, czego można nauczyć się w internecie.

Dlaczego warto się szkolić z pozycjonowania stron i nie tylko?

Copywriting seo, pozycjonowanie stron w wyszukiwarce google, link building, analiza słów kluczowych – to wszystko to umiejętności przyszłości, które jednak zaczną ci przynosić zyski już teraz. Są potrzebne w branży seo, w prowadzeniu sklepów internetowych, w optymalizacji stron WWW. Dzięki nim jesteś w stanie sprawić, że twoja marka wybije się wśród innych, a co za tym idzie, będziesz w stanie więcej na niej zarabiać. Niezależnie od tego, czy sprzedajesz coś w internecie, czy też jesteś blogerem lub influencerem.

Szkolenia seo – komu mogą się one przydać?

Jeżeli chcesz wiedzieć czy dana oferta edukacyjna jest dla ciebie po prostu zobacz program szkolenia. Na dobrych stronach takich, jak Zgred, które oferują szkolenia można znaleźć takie programy i można je przejrzeć zanim jeszcze zamówi się szkolenie. To istotne, aby od samego początku być świadomym tego, co znajduje się w danym kursie, ponieważ w ten sposób można określić czy jest on dla nas przydatny czy też nie.

Czy szkolenie seo pomoże w prowadzeniu bloga bądź konta w mediach społecznościowych?

Czy szkolenie, które nauczy cię czym jest pozycjonowanie stron internetowych i jak dobierać słowa kluczowe pod kątem seo będzie w stanie pomóc ci w prowadzeniu bloga bądź mediów społecznościowych? Tak, jeżeli program szkolenia będzie odpowiednio dobrany to nawet jako influencer lub freelancer będziesz w stanie z niego wyciągnąć coś bezpośrednio dla siebie. Narzędzia seo i opanowanie ich może pomóc ci w wybiciu się i znalezienia swojej niszy, a co za tym idzie – w osiągnięciu sukcesu w internecie.

Czy można nauczyć się optymalizacji stron internetowych?

Czy można nauczyć się optymalizacji stron internetowych? Czy można dowiedzieć się jak zrobić audyt seo sklepu e-commerce z kursów? Jak najbardziej! Warto jednak podkreślić, że jest to wiedza, którą później po prostu trzeba wcielić w życie – oznacza to, że samo pójście na kurs nie sprawi, że twój sklep internetowy nagle stanie się popularniejszy wśród klientów. Trzeba jeszcze wykonać kroki, których się nauczyłeś i po prostu zacząć pracować wedle nowej wiedzy, którą się posiadło.

Czy inwestycja w content marketing się zwróci?

Wiele osób myśli o szkoleniach różnego typu, jak o inwestycji i chce, aby się ona zwróciła. Oczywiście wiedza zawsze jest w cenie tak samo, jak nowe umiejętności. Chcąc polepszyć swoją pozycję w firmie, wynegocjować podwyżkę lub po prostu pójść dalej ze swoim biznesem, trzeba się nieustannie kształcić, aby nie zostać w tyle. Content marketing czy optymalizacja stron jest obecnie tym rodzajem wiedzy, który zastosowany w praktyce, faktycznie jest w stanie dać wymierne korzyści. I zdecydowanie warto jest z tego skorzystać.

Gdzie znaleźć szkolenia z SEO dla siebie?

Szkolenia SEO, z content marketingu, pozycjonowania stron czy copywritingu można znaleźć z łatwością w internecie – w końcu są to umiejętności powiązane stricte z internetem. To właśnie tam można znaleźć wszelkiego rodzaju specjalistów, którzy znają się nie tylko na prowadzeniu szkoleń, ale również na przekazywaniu wiedzy z tej konkretnej dziedziny. Dlatego właśnie warto jest się do nich zgłosić i u nich poszerzyć swoją wiedzę na temat SEO.

Prezes NBP wspiera eksporterów

Nie tylko decyzja Rady Polityki Pieniężnej, ale również wystąpienie prezesa NBP nie pomogły złotemu. Amerykańska waluta kolejny już raz pozostaje mocna pomimo przeciętnych danych. Kryptowaluty nurkują.

Adam Glapiński przemówił

Konferencje prezesa NBP ostatnimi czasy zrobiły się znacznie popularniejsze. Powodem jest to, że oprócz przekazu merytorycznego jest jeszcze specyficzna forma. Niestety bliżej jej momentami do stand-upu niż do wystąpień prezesów banków centralnych. Jedno trzeba mu oddać, przestał zaklinać rzeczywistość i wprowadzać słuchaczy w błąd. Przekaz o podwyżkach stóp procentowych i kontynuowania obecnej tendencji jest bardzo jasny. Jako główny cel wskazywane jest oczywiście obniżanie inflacji. Z drugiej strony na konferencji było sporo odniesień do poprzednich działań. Aż miło posłuchać, jak dobrze działa ten urząd, problem w tym, że ma to miejscami niestety mało wspólnego z rzeczywistością. Prezes po prostu prowadzi kampanię o reelekcję. Analitycy, słuchając tych przemyśleń, doszli jednak do wniosku, że przeszacowywali tempo podwyżek stóp procentowych w Polsce. W rezultacie przeceny w piątek euro dotarło do poziomu 4,72 zł.

Dolar nadal mocny

Piątkowe dane dla dolara były mocno niejednoznaczne. Z jednej strony bezrobocie wbrew oczekiwaniom analityków nie spadło do 3,5%, co z pewnością jest złą informacją. Z drugiej strony Zmiany zatrudnienia wypadły delikatnie lepiej od oczekiwań. Pokazuje to, że rynek dalej ma bardzo dobrą dynamikę po prostu. Widać pewne rysy na tym doskonałym wizerunku, ale inwestorzy są jeszcze spokojni. Pewnym problemem może być liczba zatrudnionych, która spadła, co pokazuje, że część bezrobocia może być schowana. Z drugiej strony nie są to bardzo istotne zmiany na razie. Inwestorzy wciąż jednak wierzą w dolara i wciąż kupują go do okolic 1,05 dolara za 1 euro. Dzisiaj już 9 dzień z rzędu kurs znajduje się w tych okolicach.

Kryptowaluty nurkują

Bitcoin w ciągu ostatnich dni wyraźnie traci na wartości. Wbrew początkowym spekulacjom wcale nie okazał się on alternatywą dla rosyjskich finansów i pomimo chwilowych zwyżek wcale nie zyskał na konflikcie na Ukrainie. Co więcej, po ostatnich spadkach znajduje się obecnie niecałe 300 dolarów powyżej minimów ze stycznia tego roku. Jeżeli przekroczy ten pułap, będzie najtańszy od lipca 2021 roku. Okazuje się, że instrument reklamowany jako lekarstwo na inflację walut tradycyjnych właśnie w sytuacji rosnącej inflacji radzi sobie na razie słabiej niż zwykłe waluty. Powodem jest brak lokat i obligacji, które powodują, że w dobie rosnącego oprocentowania mimo inflacji można część tej straty zamortyzować.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Fundusz Pracuj Ventures inwestuje w People Force

Pod koniec kwietnia fundusz venture capital Pracuj Ventures sfinalizował umowę inwestycyjną z PeopleForce. Spółka oferuje kompleksowe rozwiązania typu HR suite, umożliwiające zautomatyzowanie procesów zarządzania zasobami ludzkimi: na etapie rekrutacji oraz w trakcie zatrudnienia. PeopleForce to już dziewiąta spółka w portfelu Pracuj Ventures.

PeopleForce to spółka wywodząca się z Ukrainy odpowiedzialna za wdrażanie rozwiązań z zakresu HR Management (HRM), które umożliwiają – w jednym ekosystemie – obsługę najważniejszych procesów z obszaru zarządzania talentami. Nowoczesne narzędzia dedykowane są przede wszystkim firmom z sektora MŚP oraz rozwijającym się, które za pomocą dedykowanej platformy oraz wybranych w ramach oferty funkcjonalności mogą nadzorować procesy wewnętrzne i prowadzić bezpośrednią komunikację z pracownikami.

Pracuj Ventures widzi w regionie CEE duży – i niezagospodarowany jeszcze – potencjał w oferowanym przez PeopleForce rozwiązaniu tj. kompleksowym, a zarazem prostym i intuicyjnym HR suite dla średniej wielkości organizacji.

Szukamy spółek, które oferują sprawdzone przez klientów narzędzia mające potencjał do skalowania. PeopleForce dodatkowo notuje wysoką dynamikę wzrostu i poszukiwała partnera, który pomógłby jej rozwinąć się na kolejnych rynkach, w tym w Polsce. – komentuje Mykola Mykhaylov, Dyrektor Inwestycyjny funduszu

Paweł Leks, Partner Zarządzający Pracuj Ventures dodaje: Dostrzegliśmy w spółce to, co wysoce cenimy: świadomy, doświadczony i chłonący wiedzę zespół, który ponadto wykazał się dużą determinacją w kontynuowaniu swojej działalności wobec wydarzeń ostatnich miesięcy. Pomimo bezprecedensowych wyzwań zdołał zmobilizować wszystkie siły, aby zapewnić sobie wzajemnie wsparcie i bezpieczeństwo oraz utrzymać zdecydowaną większość swoich klientów w Ukrainie. Jednocześnie był w stanie nakreślić strategię wejścia na nowe rynki oraz dopasować ofertę do potrzeb obecnych i przyszłych klientów.

Choć dotychczas głównym obszarem działalności spółki była Ukraina, firma ma międzynarodowe korzenie i z powodzeniem działa na rynkach globalnych. Tylko w Ukrainie z PeopleForce korzysta już ponad 250 organizacji, spółka jest więc gotowa na dalsze rozszerzanie działalności. W poszukiwaniu nowych klientów priorytet ma obecnie Polska i Hiszpania.

Dobrze przemyślana strategia spółki stawiająca jakość oferowanego oprogramowania na pierwszym miejscu (tzw. product-led growth) oraz obiecujące wyniki sprzedażowe pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość. W 2021 roku spółka czterokrotnie zwiększyła sprzedaż.

Na rynku jest ogromna liczba narzędzi HR, które adresują różne problemy biznesowe, w tym te z obszaru HR. Jednak największym wyzwaniem jest integracja tych rozwiązań w spójny ekosystem oraz stworzenie „standardu doświadczeń” dla pracowników i kontakt z wieloma dostawcami. PeopleForce chce być swego rodzaju hubem dla HR. Dzięki różnorodności naszych produktów zapewniamy klientom wszystko, czego potrzebują, w jednym rozwiązaniu. Wspieramy takie obszary jak rekrutacja, zaangażowanie pracowników, oceny pracownicze oraz ewaluacje. Dotychczas zaufały nam już m.in. Rakuten, BMW, AJAX, Snovio, Media Group Ukraine, SkyUp i Robota.ua i powierzyły nam centralizację  swoich procesów HR – zaznacza Andrew Cetinic, CEO PeopleForce.

Wybrałem Pracuj Ventures na naszego inwestora ze względu na pozycję funduszu, doskonałą znajomość obszaru HR Tech oraz rynków, na których planujemy w przyszłości się rozwijać. Potencjał współpracy dostrzegłem już podczas naszych pierwszych dyskusji na temat ukierunkowania na produkt i rynek. Wspólna wizja oraz gotowość Funduszu do wsparcia nas w wejściu na nowe rynki sprawiają, że jest to dla nas strategiczne partnerstwo – dodaje Andrew Cetinic, CEO PeopleForce.

Za transakcje odpowiada zespół funduszu w składzie Mykola Mykhaylov Investment Director oraz Małgorzata Grostal Junior Investment Manager.

PeopleForce to już dziewiąta spółka w portfelu Pracuj Ventures, obok, m.in: Gamfi, Gymsteer, Inhire.io, Kadromierz, SeniorAPP, Sherlock Waste, Wandlee czy Worksmile.

Rekordowe wyniki Transition Technologies w I kwartale 2022 r.

Grupa Kapitałowa Transition Technologies (TT), dostawca innowacyjnych rozwiązań informatycznych dla energetyki, przemysłu i medycyny, wypracowała w I kwartale 2022 r. rekordowe w historii przychody w wysokości 170 mln zł, co oznacza wzrost o ok. 40% r/r. Z kolei EBITDA po trzech miesiącach br. był na poziomie 24,4 mln zł, a zysk brutto wyniósł 22 mln zł. Plany TT na cały 2022 r. zakładają m.in. dalszy wzrost wyników.

Grupa TT zanotowała rekordowy kwartał w swojej historii. Tak dobre wyniki finansowe są owocem stałego i dynamicznego wzrostu. Przez ostatnie trzy lata roczne tempo wzrostu Transition Technologies wynosi ok. 30% rocznie.

Odnotowujemy silny wzrost właściwie we wszystkich naszych segmentach działalności – od managed services (zaawansowany outsourcing), poprzez usługi integracyjne, aż po sprzedaż produktów własnych. Co szczególnie istotne, Grupa jest obecnie w bardzo komfortowej sytuacji finansowej, a zamówienia z rynków Europy Zachodniej i USA wciąż znajdują się w trendzie wzrostowym – mówi prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Dobre perspektywy w wielu obszarach

Na rekordowe przychody TT wpływ miał rozwój spółek z Grupy. Jedna z nich – Transition Technologies MS (TTMS) – jest przygotowana do debiutu na GPW. Jednak z uwagi na sytuację geopolityczną i inwazję rosyjską na Ukrainę, IPO zostało zawieszone.

Liczymy, że będziemy atrakcyjną spółką dla przyszłych inwestorów. Już niedługo będziemy mogli zaprezentować im jeszcze szybszy, niż wcześniej prognozowaliśmy, wzrost przychodów i zysków. Obecnie intensyfikujemy możliwości akwizycji spółek informatycznych w Europie Zachodniej, prowadząc kolejne zaawansowane rozmowy na rynku niemieckim – podkreśla Sebastian Sokołowski, Prezes Transition Technologies MS.

Inne spółki z Grupy Kapitałowej Transition Technologies także mogą pochwalić się dynamicznym rozwojem.

Za nami najlepszy rok w historii. Co więcej, mamy bardzo ambitny plan działania na kolejne lata i nasze perspektywy wyglądają bardzo obiecująco – podkreśla Szymon Bartkowiak, Prezes Transition Technologies PSC, firmy skoncentrowanej na dostawach i wdrożeniach najnowszych systemów informatycznych dla Przemysłu 4.0.

Tendencja reindustrializacji i digitalizacji fabryk nie tylko się utrzymuje, ale nabiera zupełnie nowego wymiaru. Tu paradoksalnie turbulencje na rynkach politycznych tylko wzmacniają trend wzrostowy w naszej branży – dodaje Szymon Bartkowiak.

Grupa TT jest silnie obecna także na rynkach usług inżynierskich dla przemysłu oraz systemów informatycznych dla energetyki.

Poza wieloma projektami automatyzacji elektrowni oraz nowymi inwestycjami gazowymi, z sukcesem rozwijamy nową dziedzinę, czyli robotykę. Jesteśmy dumni, że zostaliśmy partnerem koreańskiej firmy Doosan Robotics w zakresie zaawansowanych robotów przemysłowych – zaznacza Daniel Dziadek, Prezes Transition Technologies CSC, spółki skoncentrowanej na automatyce przemysłowej.

Oczekujemy, że dalej pozostaniemy liderem systemów wsparcia handlu hurtowego energia i gazem w zmieniającym się rynku polskim – zapowiada z kolei Urszula Jarosz, Prezes Spółki Transition Technologies ST.

Bezpieczny biznes TT

Wydarzenia związane z wojną w Ukrainie spowodowały, że Grupa tymczasowo zawiesiła projekty na tym rynku, aczkolwiek niektórzy klienci poprosili o kontynuacje wdrożeń – prace zdalne.

Mamy nadzieję na stopniowe zakończenie konfliktu i możliwość uczestniczenia w wielkim programie odbudowy gospodarki Ukrainy. Jednak z biznesowego punktu widzenia obecna sytuacja geopolityczna nie wpłynie negatywnie na naszą działalność. Jest tak m.in. dlatego, że koncentrujemy swoją działalność na międzynarodowym rynku i sektorach stosunkowo odpornych na wahania koniunktury o wysokich barierach wejścia oraz potencjale wzrostowym – mówi na koniec prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Eksplozja zysków deweloperów giełdowych w 2021 r.

Tym razem sezon publikacji rocznych wyników finansowych spółek notowanych na GPW nie tylko nie zawiódł oczekiwań akcjonariuszy większości spółek deweloperskich, ale zapewne wielu zaskoczył na plus osiągniętymi profitami i dynamiką ich wzrostu. W efekcie topniejąca z roku rok liczba notowanych na GPW deweloperów zarabia w sumie coraz więcej. Pytanie, jak długo potrwa jeszcze dochodowe eldorado na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl ubiegłoroczne dochody notowanych na GPW (rynek podstawowy i Catalyst) reprezentantów branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym nie tylko osiągnęły rekordowy w historii rynku poziom, ale też pozostawiły dotychczasowe rekordy zyskowności daleko w tyle.Skonsolidowany zysk netto - deweloperzy 2021 vs 2020

Zaledwie tuzin raportujących spółek zakomunikował w sumie skonsolidowany zysk netto na poziomie, bagatela, 1,65 mld zł, czyli ponad 80 procent więcej licząc rdr. Dla porównania, dotychczasowy rekord w wymiarze 1135 mln zł osiągnęła szesnastka giełdowych tuzów deweloperki mieszkaniowej w 2018 roku.

Pozycję rynkowych dominatorów w kwestii zdolności generowania zysków z działalności deweloperskiej, których profity można liczyć w setkach milionów złotych, tym razem potwierdziło 6 firm, czyli dokładnie połowa prezentowanej stawki. Natomiast klasą samą dla siebie okazały się dwie spółki z najwyższych miejsc na podium – Robyg i Atal z zarobkiem na czysto odpowiednio blisko 400 i ponad 330 mln zł. Co więcej, w obu przypadkach bardzo niewiele brakowało, by jednoroczna dynamika skonsolidowanych zysków netto uległa podwojeniu. Tego typu statystyki mogą wydawać się wręcz nieprawdopodobne, a jednak są prawdziwe. Co więcej, dają najlepsze świadectwo siły eskalacji rynkowej prosperity na rodzimym mieszkaniowym rynku pierwotnym w jego najnowszej historii, choć jednocześnie potwierdzają od dawna obowiązującą na nim zasadę, że „duży może więcej”.

Natomiast tym razem dotychczasowej pozycji niekwestionowanego lidera krajowej deweloperki mieszkaniowej nie potwierdził Dom Development. Jak się okazało, jednocyfrowa dynamika wzrostu zysków pozwoliła jedynie na zajęcie najniższego miejsca na podium, co jednak najważniejsze dla akcjonariuszy, ponownie z gigantycznym zyskiem grubo powyżej 300 mln zł.

Prawdopodobnie po raz pierwszy od bardzo dawna żadna giełdowa spółka deweloperska o profilu mieszkaniowym nie zakomunikowała straty netto za rok miniony, a tylko dwie – Archicom i Inpro pokazały ujemną dynamikę zysków.

Tymczasem poza Wikaną, i2 Development i Lokum Deweloper, które zaprezentowały rekordowe trzycyfrowe dynamiki zysków rdr, uwagę zwraca casus Develii. Spółka przed rokiem ujawniła stratę netto na poziomie blisko 140 mln zł w roku 2020, by obecnie za rok ubiegły zaraportować zysk na czysto w wysokości 154 mln zł.

To właśnie tego typu wolta pozwoliła wywindować profity ogółem deweloperów giełdowych do astronomicznego poziomu 1,65 mld zł. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku Develii wielomilionowa strata netto sprzed dwóch lat była efektem negatywnej wyceny nieruchomości komercyjnych, nie miała natomiast nic wspólnego z nieprzerwanie wysokodochodową od dawna działalnością operacyjną spółki na pierwotnym rynku mieszkaniowym.

Rozpatrując wyniki finansowe firm deweloperskich, których podstawowym przedmiotem działalności jest budownictwo mieszkaniowe, eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę na jeden ważny aspekt. Chodzi mianowicie o to, że w tym segmencie rynku nieruchomości tego typu parametr jak zysk netto, choć jest wiarygodnym wskaźnikiem kondycji finansowej spółki,  nie musi do końca odzwierciedlać bieżącego stanu koniunktury rynkowej, ani też nawet bieżącej sytuacji poszczególnych firm. Osiągnięty zysk netto jest bowiem efektem tzw. przekazań, a więc zawarcia ostatecznych umów przeniesienia własności lokali pochodzących ze sprzedaży, a ściślej przedsprzedaży poprzednich okresów. Jest to więc bardziej efekt działalności operacyjnej sprzed kilku kwartałów, aniżeli aktualnej aktywności gospodarczej.

W tej sytuacji także w roku bieżącym zyski deweloperów mieszkaniowych nie powinny ulec drastycznemu spadkowi. Wysoki poziom kontraktacji w minionych kwartałach będzie jeszcze dość długo, a na pewno w tegorocznej perspektywie skutkował analogicznie zadowalającym poziomem przekazań, stymulującym profity budowniczych mieszkań. Z kolei obecna sytuacja koniunkturalnego przesilenia w sposób istotny statystyczne zacznie oddziaływać na rentowność deweloperów mieszkaniowych raczej nie wcześniej niż od 2023 roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar drożeje, tanieją 10-letnie obligacje skarbowe

Nadal trwa bessa na globalnym rynku obligacji skarbowych. Dziś rano rentowności 10-latek osiągnęły swe nowe cykliczne maksima w Australii, Indonezji, Indiach, Południowej Korei, Singapurze. Rentowności 10-latek rządu USA dziś rano (3,145 proc.) były już blisko swego 11-letniego maksimum ustanowionego w październiku 2018 (3,261 proc.).

W wielu krajach Europy po piątkowych cyklicznych rekordach rentowności 10-latek rosły również dziś rano. Rentowności polskich 10-letnich obligacji skarbowych (6,96 proc.) były dziś najwyżej od czasu paniki z wywołanej jesienią 2008 bankructwem banku Lehman Brothers.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii za wyjątkiem Shanghai Composite Index i Shanghai B-Share Index minimalnie rosnących po publikacji lepszych od oczekiwań danych na temat handlu zagranicznego Chin w kwietniu dominowały spadki. Najwięcej – 4,34 proc. – tracił indonezyjski JCI. Najniżej od sierpnia ub.r. był dziś nowozelandzki NZX50.
W Europie również rano przeważały spadki (DAX –0,33 proc., CAC 40 –0,57 proc.).

Ceny kontraktów na główne amerykańskie indeksy spadały dziś rano o ok. 1 proc. Kontrakty na Nasdaq 100 i Russell 2000 były dziś rano najniżej od roku.
WIG-20 spadał dziś rano ok. 9:40 o 0,56 proc. Wśród jego składników najtańsze od 1,5 roku były akcje KGHM. O prawie 11 proc. drożały dziś rano akcje Arctic Paper wychodząc na najwyższy poziom od 12 lat.

Cena kontraktów na ropę naftową po wyjściu w piątek na najwyższy poziom od końca marca dziś rano spadała (WTI -1,38 proc., Brent -1,82 proc.). Taniała miedź (-2,26 proc.) i metale szlachetne (złoto –0,72 proc.).

Amerykański dolar ponownie drożał dziś rano w stosunku do wielu walut. W Azji i Oceanii ustanawiał swe nowe cykliczne maksima względem walut Chin, Izraela, Indonezji, Południowej Korei, Malezji, Nowej Zelandii, Singapuru, Tajlandii i Tajwanu. Na kolejne 20-letnie maksimum wyszedł dziś kurs USD względem japońskiego jena. W Europie nowe cykliczne maksima amerykański dolar ustanawiał dziś rano względem brytyjskiego funta i szwajcarskiego franka. Kurs EUR/USD (-0,32 proc.) ciągle próbował utrzymać się powyżej poziomu 1,05 .

Złoty lekko słabł wobec dolara (USD/PLN +0,33 proc.) i minimalnie umacniał się wobec euro (EUR/PLN -0,06 proc.) dziś rano.

Kurs BTC/USD (33539 USD) atakował dziś rano poziom swego styczniowego minimum (33263 USD). Gdyby je przełamał w dół, to znalazłby się na najniższym poziomie od lipca ub.r.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Czy dorobek artystyczny Beaty Kozidrak mógł wpłynąć na wymiar kary? – okoliczności łagodzące w wyroku karnym

Sąd Rejonowy dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie w dniu 4 maja 2022 roku skazał Beatę Kozidrak za popełnienie czynu z art. 178a § 1 k.k., czyli za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Duże poruszenie na rozmaitych forach internetowych oraz e mediach społecznościowych przyjęcie przez sąd, że okolicznością łagodzącą wpływającą na wymiar kary wymierzonej Beacie Kozidrak jest jej niekwestionowany dorobek artystyczny oraz zasługi dla polskiej muzyki i kultury.

Istotną rzeczą jest zrozumienie w jaki sposób sąd podejmuje decyzję o wymierzeniu sprawcy przestępstwa kary i jakie okoliczności wpływają na to, że kara taka jest niższa niż wynikająca z ustawowego zagrożenia karą wynikającą z przepisu kodeksu karnego.

Kodeks karny w art. 53 zawiera tzw. dyrektywy wymiaru kary. Zgodnie z treścią § 1, sąd wymierza karę według swojego uznania, w granicach przewidzianych przez ustawę, bacząc, by jej dolegliwość nie przekraczała stopnia winy, uwzględniając stopień społecznej szkodliwości czynu oraz biorąc pod uwagę cele zapobiegawcze i wychowawcze, które ma osiągnąć w stosunku do skazanego, a także potrzeby w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa. Przepis § 2 z kolei wskazuje, że wymierzając karę, sąd uwzględnia w szczególności motywację i sposób zachowania się sprawcy, zwłaszcza w razie popełnienia przestępstwa na szkodę osoby nieporadnej ze względu na wiek lub stan zdrowia, popełnienie przestępstwa wspólnie z nieletnim, rodzaj i stopień naruszenia ciążących na sprawcy obowiązków, rodzaj i rozmiar ujemnych następstw przestępstwa, właściwości i warunki osobiste sprawcy, sposób życia przed popełnieniem przestępstwa i zachowanie się po jego popełnieniu, a zwłaszcza staranie o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie społecznemu poczuciu sprawiedliwości, a także zachowanie się pokrzywdzonego.

Należy wskazać, że katalog okoliczności, które sąd bierze pod uwagę wydając wyrok w konkretnej sprawie nie jest katalogiem zamkniętym, bowiem ustawodawca używa w § 2 sformułowania „sąd uwzględnia w szczególności”, co daje sądowi możliwość brania pod uwagę także innych niż wymienione okoliczności, które w jego ocenie powinny wpłynąć na wymiar orzekanej kary.

Jedną z okoliczności wpływającą na wymiar kary jest sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa. Co do zasady oczywiście podstawowym wyznacznikiem tej okoliczności jest uprzednia karalność sprawcy, jeśli był on wcześniej karany, może to wpłynąć na zaostrzenie wymierzonej mu kary, z kolei dotychczasowa niekaralność jest okolicznością łagodzącą. Nie oznacza to jednak, że uprzednia karalność lub niekaralność jest jedynym elementem, jaki sąd bierze pod uwagę oceniając sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa.

Oceniając sposób życia sprawcy przed popełnieniem przestępstwa sąd bierze pod uwagę kwestie związane z ustabilizowaną pozycją społeczną, nienagannym wykonywaniem ciążących na sprawcy obowiązków społecznych i zawodowych, charakterem zatrudnienia, zaangażowaniem społecznym, działalnością charytatywną, dobrą opinią środowiskową (por. Wróbel Włodzimierz [red.], Zoll Andrzej [red.], Kodeks karny. Część ogólna. Tom I. Część II. Komentarz do art. 53-116, wyd. V, LEX/el.).

Czy zatem, jak w przypadku skazania Beaty Kozidrak, dorobek artystyczny oraz zasługi dla kultury i sztuki mogą stanowić okoliczność łagodzącą przy wymiarze kary? Jakkolwiek w odczuciu powszechnym może się to wydawać kontrowersyjne, to nie wydaje się, by przy ustalaniu wymiaru kary dla sprawcy przestępstwa sąd nie mógł brać pod uwagę dorobku artystycznego oraz zasług dla kultury i muzyki. Niewątpliwie mogą one bowiem stanowić element zaangażowania społecznego sprawcy oraz element wykonywania przez sprawcę obowiązków społecznych i zawodowych. Należy jednak przy tym pamiętać, że kwestie te stanowią jedynie część okoliczności i faktów, jakie sąd bierze pod uwagę przy wymierzaniu sprawcy kary. Pojawiające się w przestrzeni mediów społecznościowych wypowiedzi, jakoby przywołanie tych okoliczności stanowiło naruszenia zasady równości wobec prawa czy wręcz stanowiło hańbę dla wymiaru sprawiedliwości są chybione i wydają się wynikać z niezrozumienia funkcji okoliczności łagodzących i obciążających w wymierzaniu kary sprawcy czynu. Równocześnie nie może jednak umknąć uwadze, że tego rodzaju oceny wypływają zapewne z charakteru czynu jakiego popełnienie zarzucono Beacie Kozidrak, który jest niewątpliwie naganny. Pamiętać jednak należy, że zapadły przez Sądem Rejonowym wyrok jest nieprawomocny i jak wynika z wypowiedzi w przestrzeni medialnej zostanie on poddany weryfikacji Sądu Okręgowego wskutek apelacji prokuratury. Sąd Okręgowy z kolei może dojść – w zakresie dorobku artystycznego jako okoliczności łagodzącej – do odmiennych wniosków niż te, do których doszedł Sąd Rejonowy wymierzając Beacie Kozidrak karę.

Autor: mec. Jacek Jaruchowski, Grupa Chałas i Wspólnicy

Nadchodzą zmiany w reklamie wyrobów medycznych i leczniczych

Warszawa, 09 maja 2022 r. – Przepis dotyczący zakazu reklamy, która wykorzystuje wizerunek lekarzy lub sugestię, że osoba na ekranie lub bilbordzie wykonuje zawód medyczny zostanie już wkrótce rozszerzony na wyroby medyczne. To efekt podpisania przez Prezydenta ustawy o wyrobach medycznych z 7 kwietnia 2022 r., której przepisy wejdą w życie 26 maja br. a w części dotyczącej reklamy 1 stycznia 2023 r. To nie jedyne zmiany, które czekają firmy farmaceutyczne w najbliższym czasie.

Zgodnie z toczącymi się pracami nad zaostrzeniem przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych, możliwe, że już w przyszłym roku usłyszymy w przekazach reklamowych zmienioną treść ostrzeżeń przed niewłaściwym użyciem takich produktów.

Ustawa o wyrobach medycznych z 7 kwietnia 2022 r., dostosowuje polski rynek wyrobów medycznych do regulacji unijnych tj. rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/745 z dnia 5 kwietnia 2017 r. w sprawie wyrobów medycznych oraz rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/746 z dnia 5 kwietnia 2017 r. w sprawie wyrobów medycznych do diagnostyki in vitro. Co istotne, żadne z rozporządzeń nie wprowadza szczegółowych zasad prowadzenia reklamy wyrobów medycznych, pozostawiając ustalenie takich zasad w gestii państw członkowskich.

– Oprócz narzędzi czy urządzeń tradycyjnie uznawanych w szeroko pojętym odbiorze społecznym za wyroby medyczne takie jak implanty, ortezy czy sprzęt diagnostyczny, coraz częściej określenie wyrobu medycznego dotyczy także kapsułek, tabletek i syropów. Chociaż taka kwalifikacja produktu najczęściej budzi zdziwienie przeciętnego konsumenta, jest ona prawnie dopuszczalna. Dotychczas wiele preparatów np. syropów na kaszel, tabletek na ból gardła czy kapsułek na niestrawność z oznaczeniem „wyrób medyczny” mogło być reklamowanych na znacznie mniej restrykcyjnych zasadach niż leki. To ma się zmienić od 1 stycznia 2023 r., z chwilą wejścia w życie nowych zasad reklamowania wyrobów medycznych wprowadzonych ustawą o wyrobach medycznych z dnia 7 kwietnia 2022 r. – mówi mec. Joanna Wajdzik, Senior Associate z kancelarii Wolf Theiss.

Według uchwalonych już przepisów, reklama wyrobu kierowana do publicznej wiadomości nie może wprowadzać w błąd, oraz musi być sformułowana w sposób zrozumiały dla laika, czyli dla osoby nieposiadającej wykształcenia w odpowiedniej dziedzinie ochrony zdrowia czy medycyny. Wymóg ten dotyczy również reklamy, w której dla wzmocnienia przekazu zostaną wykorzystane sformułowania medyczne i naukowe czy powołującej się na badania naukowe, opinie, literaturę i opracowania docelowo skierowane do profesjonalistów – taka reklama również musi być zrozumiała dla laików.

– Podobnie jak w przypadku reklamy leków, reklama wyrobów medycznych nie będzie mogła już wykorzystywać wizerunku osób wykonujących zawody medyczne lub podających się za takie osoby, lub przedstawiać osoby prezentujące wyrób w sposób sugerujący, że wykonują taki zawód. Oznacza to koniec reklamy wyrobów medycznych z aktorami przebranymi za lekarzy, w aptekach, gabinetach dentystycznych czy lekarskich, chętnie wykorzystywanej przez firmy farmaceutyczne w reklamach produktów sklasyfikowanych jako wyroby medyczne – dodaje Joanna Wajdzik.

To nie koniec zakazów. Jak wskazują specjaliści, najbardziej problematyczny może okazać się w praktyce zakaz reklamowania wyrobów przeznaczonych do używania przez użytkowników innych niż laicy, czyli specjalistów i profesjonalistów. Pojawia się bowiem pytanie o zakres sformułowania „do używania”. Nie do końca wiadomo, czy za używanie wyrobu należy uznać również jego montaż przez lekarza, czy jednak tylko jego noszenie przez pacjenta. Są bowiem takie wyroby, których finalnym użytkownikiem jest wyłącznie pacjent, ale jednocześnie muszą być zamontowane z pomocą specjalisty, np. implanty piersi czy protezy. Rozstrzygnięcie wątpliwości, czy tego typu wyroby medyczne zostaną objęte zakazem reklamy, ma nastąpić w drodze interpretacji przepisów do wydania której zobowiązał się Minister Zdrowia.

– Kluczowe w nowej ustawie jest również rozszerzenie zakazów na inne działania reklamowe takie jak reklama działalności gospodarczej przy użyciu danego wyrobu, prezentowania wyrobów w czasie spotkań, podczas których zachęca się do zakupu wyrobów medycznych, czy kierowania do publicznej wiadomości opinii przez użytkowników takich produktów, o ile otrzymują oni z tego tytułu korzyści. Jak przyznano w uzasadnieniu do projektu ustawy, tak szerokie ujęcie reklamy pozwoli na „wyeliminowanie obecnie spotykanych niekorzystnych zjawisk”. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to nawiązanie m.in. do rosnących wpływów branży influencerów na sektor wyrobów medycznych i reklamy opartej na tzw. osobistym doświadczeniu – zauważa Joanna Wajdzik.

Dzięki postulatom Ogólnopolskiej Izbie Gospodarczej Wyrobów Medycznych PolMed, do Ustawy wprowadzono tzw. okres przejściowy, dzięki któremu reklama wyrobów, której rozpowszechnianie rozpoczęto przed 2023 r., niespełniająca wymogów określonych w Ustawie, może być dalej rozpowszechniana, ale nie dłużej niż do 30 czerwca 2023 r.

Równolegle do zmian w zasadach reklamowania wyrobów medycznych, toczą się prace nad zaostrzeniem przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych w ramach projektu zmieniającego rozporządzenie w sprawie reklamy produktów leczniczych. Projekt Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 5 kwietnia br. przewiduje zmiany w trzech obszarach: treści ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa stosowania produktu leczniczego, wskazywania przeciwwskazań do stosowania produktu leczniczego w reklamie kierowanej do publicznej wiadomości oraz uaktualnienia nomenklatury.

– Jak wskazuje ministerstwo w uzasadnieniu do rozporządzenia, obecne komunikaty i ostrzeżenia pojawiające się w reklamach produktów leczniczych są często niezrozumiałe i niejasne dla odbiorcy. Dodatkowo nie zmieniały się one od 14 lat, tj. od dnia wejścia w życie rozporządzenia w sprawie reklamy produktów leczniczych z 28 listopada 2008 r. Rozporządzenie przewiduje również odstąpienie od obowiązku wskazywania przeciwwskazań do stosowania produktu leczniczego w reklamie. Wydaje się, że jest to właściwy kierunek – tekst dotyczący przeciwwskazań, o ile w ogóle zauważalny dla odbiorcy w przypadku reklamy audiowizualnej, przeważnie i tak nie zostanie zapamiętany przez odbiorcę do momentu faktycznego zastosowania produktu leczniczego – mówi Joanna Wajdzik.

Jak przyznano w uzasadnieniu do projektu, ignorowanie treści ostrzeżenia, które było już słyszane i czytane wielokrotnie może sprzyjać rozpowszechnieniu się wśród Polaków zjawisku „samoleczenia”, a zatem przyjmowania produktów leczniczych bez kontroli lekarza. Aby to zmienić, w projekcie znalazły się ostrzeżenia w trzech różniących się od siebie wersjach, z powtarzającym się w każdej z nich głównym przekazem w brzmieniu „To jest lek. Dla bezpieczeństwa stosuj go zgodnie z ulotką dołączoną do opakowania”. Nowe ostrzeżenia usłyszymy w reklamach z pewnością nie wcześniej niż w przyszłym roku, gdyż w przygotowanym projekcie okres wejścia przepisów w życie wynosi 6 miesięcy od dnia ogłoszenia. Przepisy przejściowe przewidują ponadto, że reklama, której rozpowszechnianie rozpoczęto przed dniem wejścia w życie rozporządzenia, niespełniająca wymogów w nim zawartych, może być rozpowszechniana po dniu jego wejścia w życie, ale nie dłużej niż przez 6 miesięcy.

Zmiany będą miały duży wpływ na działalność reklamową i promocyjną zarówno firm farmaceutycznych, jak i producentów kojarzonych z rynkiem FMCG, których produkty w zależności od klasyfikacji, mogą występować jako produkty lecznicze, wyroby medyczne lub kosmetyki (np. pasty do zębów). Z uwagi na okresy przejściowe producenci i dystrybutorzy nie powinni mieć jednak problemu z implementacją nowych przepisów, choć będzie to w niektórych przypadkach wymagało znaczących zmian w zakresie komunikacji poszczególnych marek.

Badanie: Wojna jak pandemia – firmy nie płacą, trzymają pieniądze na czarną godzinę

Zmniejszenie wartości składanych zamówień, prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach, rezygnacja z planowanych zleceń – średnio co trzeci właściciel firmy doświadcza ze strony kontrahentów przeróżnych zachowań, które tamci tłumaczą… wojną na Ukrainie – wynika z badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Wiele z tych zjawisk nie ma podłoża ekonomicznego, a psychologiczne, zapewniają eksperci i przypominają, że podobne reakcje biznesu obserwowaliśmy na początku pandemii.

Nic nie wskazuje na to, by wojna za naszą wschodnią granicą miała szybko dobiec końca. Tymczasem przedłużający się konflikt na Ukrainie odciska coraz większe piętno nie tylko na polskiej gospodarce, ale również na polskich firmach. I to niezależnie od tego, czy prowadzą one interesy na Wschodzie Europy, czy też nie.

Jak pokazuje badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone pod koniec marca 2022 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG, 38 proc. właścicieli firm z sektora MŚP uważa, że wojna rosyjsko-ukraińska ma lub będzie miała negatywny wpływ na ich działalność. Skłania to przedsiębiorców do podejmowania decyzji mających na celu lepszą ochronę własnych interesów. Jednak zdaniem ekspertów, to nieuzasadnione obawy – większość z nich nie ma pokrycia w rzeczywistości. W praktyce natomiast takie działania przynoszą tylko szkodę mniejszym i słabszym partnerom biznesowym.

A są to:

  • wstrzymywanie płatności za produkty lub usługi,
  • opóźnianie płatności za produkty lub usługi,
  • prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach,
  • rezygnacja z zaplanowanych projektów lub zleceń,
  • odraczanie zaplanowanych projektów lub zleceń
  • i zmniejszenie wartości składanych zamówień.

Już średnio co trzeci przedsiębiorca doświadczył ze strony kontrahenta każdego z tych zjawisk:

Czy Państwa firma doświadcza następujących zachowań ze strony kontrahentów tłumaczonych przez nich wojną na Ukrainie?
Wstrzymywanie płatności za produkty lub usługi Opóźnianie płatności za produkty lub usługi Prośba o dłuższe terminy płatności na fakturach Rezygnacja z zaplanowanych projektów lub zleceń Odraczanie zaplanowanych projektów lub zleceń Zmniejszenie wartości składanych zamówień
Tak 30% 33% 38% 35% 30% 44%
Nie 60% 54% 51% 48% 52% 42%
Nie wiem/trudno powiedzieć 10% 13% 11% 17% 18% 14%

  

Zamrożona gotówka i odwołane projekty

Najwięcej, bo 44 proc. badanych przedsiębiorców, uskarża się na zmniejszenie wartości składanych zamówień przez kontrahentów. Tamci z kolei wstrzymują się z większymi wydatkami, argumentując swoje decyzje niestabilną sytuacją ekonomiczno-gospodarczą naszego kraju i związaną z tym rosnącą inflacją.

Z rozmów z naszymi klientami wynika, że firmy decydują się tylko na konieczne zakupy, akumulując środki finansowe i czekając na lepsze warunki do inwestowania. Stanowi to poważny problem dla dostawców, którzy dotychczas zbywali większe ilości towarów, a teraz, na skutek decyzji kontrahentów, muszą je magazynować lub szukać nowych możliwości zbytu. Zmniejszenie wolumenu sprzedaży oznacza dla przedsiębiorstwa również mniejszy zysk i gotówkę zamrożoną w niesprzedanym towarze – tłumaczy Dariusz Szkaradek, prezes firmy faktoringowej NFG, na co dzień obsługującej sektor MŚP. 

Jak łatwo się domyślić, największe wskazania w tym zakresie pochodzą od firm z branży handlowej – 57,4 proc., ale i budowlanej – 56,13 proc. Zjawisko to występuje najczęściej w firmach średnich – 47 proc. (zatrudniających od 50 do 249 osób) i zlokalizowanych w regionie północnym (kujawsko-pomorskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie) – 78,7 proc.

Ale nie tylko mniejszy zysk jest problemem. Wielu przedsiębiorców uskarża się na utracone kontrakty. Negatywną konsekwencją takiej sytuacji może być utrata płynności finansowej, a także brak dostępu do szybkiego finansowania.

– Według badania KRD, blisko 30 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP spotkało się z odraczaniem zaplanowanych projektów lub zleceń przez kontrahentów, a 35 proc. z całkowitą rezygnacją z nich. W efekcie takie przedsiębiorstwa znalazły się bez zleceń i bez pieniędzy. Zostały też nagle pozbawione możliwości szybkiego finansowania chociażby w postaci faktoringu, bo nie mogą przecież wystawić faktury za projekt, którego de facto nie zrobili. Płynność finansowa tych firm zawisła na włosku – komentuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

W największym stopniu problem ten dotyczy firm z branży handlowej i zlokalizowanych w południowo-zachodniej części kraju (woj. dolnośląskie i opolskie). Zdecydowanie częściej przedsiębiorcy skarżą się na całkowitą rezygnację z zaplanowanych wcześniej projektów, aniżeli na ich odraczanie.

Psychologiczne podłoże zatorów

Kolejnym problemem przedsiębiorców jest opóźnianie płatności bądź całkowite wstrzymywanie zapłaty przez kontrahentów. Z tym pierwszym zjawiskiem musi się mierzyć 33 proc. przedsiębiorców, a z drugim – 30 proc. Są to przeważnie firmy budowlane i transportowe.

Zdaniem ekspertów, takie zachowanie to nic innego jak kredytowanie swojej działalności kosztem innych podmiotów na rynku.

W pierwszych miesiącach pandemii mieliśmy do czynienia z podobną „reakcją obronną” firm, która w istocie nie miała podłoża ekonomicznego, a psychologiczne. 27 proc. badanych przez nas wtedy przedsiębiorców przyznawało wprost, że choć ma pieniądze, to nie płaci, bo woli je trzymać na czarną godzinę, a 65 proc. ankietowanych podejrzewało o to swoich kontrahentów. Dziś z podobnym problemem mierzy się co trzeci badany. Oczywiście trudno znaleźć wytłumaczenie dla tak nieetycznych zachowań, zwłaszcza, że jak pokazała rzeczywistość, wstrzymywanie płatności działa na niekorzyść całej gospodarki, nakręcając przy tym spiralę zatorów płatniczych i przyczyniając się do spadku poziomu zaufania wśród firm – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Godzą się z obawy o utratę kontraktów

Ale są też tacy kontrahenci, którzy najpierw próbują się dogadać. Stąd 38,43 proc. właścicieli firm spotkało się z prośbą o wydłużenie terminu płatności na fakturze „z powodu wojny na Ukrainie”. To głównie firmy średnie i z branży budowlanej.

W tym wypadku przyczyny takich próśb mogą być zarówno ekonomiczne, jak i psychologiczne. A z podobnymi zjawiskami mieliśmy do czynienia również w pandemii.

Wówczas przedsiębiorcy bardzo często potrzebowali więcej czasu na zgromadzenie środków niezbędnych do uregulowania należności, bo ich kontrahenci mieli problem z wypłacalnością i sygnalizowali opóźnienia. Dużym problemem były też zerwane łańcuchy dostaw, co wstrzymywało ich własne kontrakty. Dziś łańcuchy dostaw wciąż stanowią realny problem, a do tego doszły wysokie ceny materiałów, surowców, komponentów, podzespołów. Ponadto firmy chcą zyskać na czasie, aby dłużej obracać pieniędzmi i być fair w stosunku do swojego dostawcy – wyjaśnia Adam Łącki, prezes KRD.

Firmy z sektora MŚP najczęściej odraczają swoim klientom termin płatności o 14 i 30 dni, ale robią to niechętnie i nierzadko kosztem własnej płynności finansowej.

Pierwszy kwartał był wyjątkowy, jeśli chodzi o wartość faktur, które przedsiębiorcy przekazali do finansowania faktoringiem. W skali całego rynku to 105 mld zł, czyli około jedna trzecia więcej niż w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku. A brak pieniędzy od kontrahentów był i jest nadal jednym z głównych powodów, dla którego mikro i małe przedsiębiorstwa sięgają po to źródło finansowania. Z jednej strony wojna i inflacja wzmogły obawy, że podzespołów i półproduktów będzie brakowało, a ich cena będzie rosła. Z drugiej wielu klientów zwlekało z zapłatą. MŚP szuka więc sposobu, żeby i utrzymać płynność finansową, i zapewnić sobie materiały do produkcji czy świadczenia usług – podsumowuje Dariusz Szkaradek, prezes NFG.

Ogólnopolskie badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA w marcu 2022 r. przez TGM Research na grupie 320 firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, metodą CAWI.

Ostatnie dni zdominowały posiedzenia banków centralnych

W tym tygodniu odbyły się posiedzenia kilku banków centralnych, których decyzje były ważne dla polskiej gospodarki. Spośród tych światowych trzeba wspomnieć o posiedzeniu amerykańskiego Fedu. Zgodnie z oczekiwaniami podniósł on podstawową stopę procentową o 50 pkt. bazowych, z 0,25-0,50 do 0,75-1%. Jednocześnie Fed planuje zmniejszyć swój bilans, a tym samym „ściągać” pieniądze z obiegu aby stoczyć bój z inflacją. Z drugiej strony, niektórzy analitycy spekulowali, że amerykański bank centralny może zasugerować na posiedzeniu, że będzie kontynuował w szybsze podnoszenie stóp procentowych. Tak się jednak nie stało. Po posiedzeniu dolar w krótkim horyzoncie się osłabił. Należy przy tym zaznaczyć, że aktualnie nie ma przestrzeni dla wyraźniejszego osłabienia dolara w stosunku do walut europejskich, ponieważ konflikt w Ukrainie w znacznie mniejszym stopniu dotyka gospodarkę amerykańską niż europejską. Ożywienie gospodarcze w USA nastąpi też znacznie szybciej.

Swoje posiedzenie odbył też polski NBP i czeski CNB. Ich władze z kolei bardzo agresywnie zaostrzają politykę pieniężną, co potwierdziły ostatnie decyzje. W obu przypadkach stopa bazowa wzrosła o 75 pkt. bazowych. W przypadku Polski stopa referencyjna wynosi 5,25%, w Czechach sięga już 5,75%.

Złoty w porównaniu z ubiegłym piątkiem lekko się osłabił w stosunku do euro i para walutowa PLN/EUR na koniec tygodnia była na poziomie 4,69. Eurodolar w piątek przed południem notowany był w okolicach 1,054 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Ekonomiści podnoszą prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Polsce

Spodziewano się ostrzejszej walki z inflacją w maju. RPP zaskoczyła mniejszą podwyżką, choć generalnie na świecie tendencje są przeciwne. Rynek wycenia już, że podwyżki stóp procentowych dojdą aż do poziomu bliskiego 8%.

Rada podniosła stopy o 75 punktów bazowych, choć rynek i analitycy spodziewali się podwyżki o 100 pkt, tym bardziej, że miesiąc wcześniej RPP podniosła stopy procentowe o 100 pkt., gdy spodziewano się korekty o 75 pkt. I teraz główna stopa będzie wynosić 5,25%.

– Uważam, że kluczowe jest to, ile podwyżki wynoszą w pewnym okresie czasu i tu niewątpliwie wykonany ruch przez Radę jest spory – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Komunikacja ze strony RPP i NBP jednak nadal zawodzi, aby nie powiedzieć, że nie istnieje. Dzień przed podwyżką stóp procentowych w Polsce rynek dokładnie wiedział co zrobi Fed, tymczasem niemal każda decyzja RPP to „zgadywanka”. To nie służy transmisji, a zatem zmniejsza skuteczność prowadzonej polityki.

Rada nie pomogła sobie mniejszą (od oczekiwanej i niż w kwietniu) podwyżką, utrwalając wrażenie, że goni uciekający punkt inflacji, raczej niż stara się odzyskać nad nią kontrolę. Na innych rynkach wschodzących jest inaczej, tego samego dnia w Czechach i Chile podniesiono stopy mocniej od oczekiwań (Czechy do 5,75%, Chile 8,25%).

– Rada powinna komunikować, jak to się określa w języku ekonomistów, swoją funkcję reakcji czyli „jak zareaguje wtedy, gdy…”, jednak nadal ma z tym poważny kłopot – komentuje ekspert XTB. – Gdyby RPP zachowywała się inaczej rynek łatwiej mógłby dostosowywać się do tego co się dzieje. Politykę pieniężną trzeba komunikować a nie nią zaskakiwać.

Poziom stresu byłby wówczas mniejszy, dla przedsiębiorców, dla inwestorów, a także dla gospodarstw domowych posiadających oszczędności bądź sięgających po kredyt.

Czekają nas oczywiście dalsze podwyżki. Być może Rada będzie chciała zejść na podwyżki o 50 pkt. bazowych na kolejnych posiedzeniach, o ile ponownie nie zaskoczy inflacja tudzież rząd nowymi rozwiązaniami z zakresu polityki fiskalnej. Bo mamy ósmą już podwyżkę stóp procentowych, RPP studzi popyt konsumpcyjny, a rząd rozkręca ten popyt.

– Przed nami podwyżki, które u wielu osób powodują dreszcze – dodaje P.Kwiecień. – Jednak po najnowszej decyzji RPP, gdy podwyżki stóp były niższe od spodziewanych, nie potrafię przewidzieć co RPP zrobi w czerwcu. Pewne jest natomiast to, że rząd będzie musiał pożyczać pieniądze drożej, aby sfinansować swoje wydatki. Zapłacimy za to więcej my wszyscy, jako podatnicy.

Duża transakcja w Poznaniu. Skanska sprzedaje biurowiec Nowy Rynek D za 121 mln euro

Skanska sprzedała poznański biurowiec Nowy Rynek D szwedzkiej spółce Eastnine AB, specjalizującej się w dostarczaniu nowo­czesnych nieruchomości biurowych i logistycznych, tworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Inwestycję zaprojektowano i wybudowano w ramach standardów ESG (Environmental, Social, Governance), potwierdzając przywiązanie Skanska do tworzenia zrównoważonych przestrzeni, które mają pozytywny wpływ na ludzi, społeczeństwo i planetę. Jest to pierwsza transakcja pomiędzy firmami w Europie Środkowo-Wschodniej.

Skanska Nowy Rynek PoznańNowy Rynek D jest częścią wielofunkcyjnego kompleksu zlokalizowanego w centrum Poznania, który docelowo będzie składał się z pięciu budynków, oferując ponad 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej i handlowej. Ukończony w czerwcu 2021 roku, Nowy Rynek D zapewnia 39 tys. mkw. nowoczesnej, zrównoważonej powierzchni biurowej i handlowej, która jest już w 96% wynajęta. Głównym najemcą jest Allegro – najpopularniejsza platforma zakupowa w Polsce i największa platforma e-commerce wywodząca się z rynku europejskiego. Przestrzenie biurowe zostały wynajęte również, między innymi, przez silne, międzynarodowe marki – Rockwool – światowego lidera w produkcji skalnej wełny mineralnej oraz Arvato – wiodącego międzynarodowego dostawcę usług biznesowych, będącego częścią koncernu Bertelsmann.

Nowy Rynek zaprojektowano z myślą o stworzeniu bezpiecznej i zdrowej przestrzeni do pracy, wychodzącej naprzeciw różnorodnym potrzebom najemców i gości, w tym osób z niepełnosprawnościami, rodziców z dziećmi, seniorów oraz obcokrajowców, którzy nie znają języka polskiego. Budynek uzyskał już certyfikaty WELL Health-Safety Rating i “Obiekt bez barier”. Inwestycja ubiega się także o uzyskanie certyfikatów LEED Core & Shell oraz WELL Core & Shell.

– Kompleks Nowy Rynek w Poznaniu to wyjątkowy projekt. Biura, które buduje Skanska, opierają się na zrównoważonych, innowacyjnych rozwiąza­niach, stanowiących o ich wysokiej jakości oraz dopasowaniu do obec­nych i przyszłych potrzeb najemców i inwestorów. Sprawia to, że doskonale sprawdzają się jako długoterminowe inwestycje oraz bezpieczne i zdrowe przestrzenie dla użytkowników. Klienci doceniają nasze rozwiązania, co potwierdzają ich pozytywne opinie na temat tego projektu. Jest to dla nas źródłem ogromnej satysfakcji – podkreśla Arkadiusz Rudzki, wice­pre­zes ds. wynajmu i sprzedaży w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

 Bardzo się cieszymy z zakupu tak prestiżowego budynku, zlokalizowanego w jednym z największych miast w Polsce. Wchodzimy na nowy rynek z wielkimi możliwościami mówi Kestutis Sasnauskas, CEO Eastnine AB.

Cieszymy się, że tak ważny projekt został doceniony przez firmę Eastnine AB, która zdecydowała się rozpocząć inwestowanie w Europie Środkowo-Wschodniej ze Skanska. Zakup Nowego Rynku D świadczy o gotowości inwestorów do dywersyfikacji portfela w ramach nowych aktywów zlokalizowanych w największych polskich miastach, potwierdzając tym samym, że Polska ma pod tym względem wiele do zaoferowania. W niespokojnych czasach budynki typu core assets, budowane zgodnie z zasadami ESG, są tym, czego inwestorzy poszukują w naszym regionie. Jesteśmy dumni, że Skanska ​​może zaoferować biurowce, które odpowiadają na tę potrzebę – dodaje Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

Ze swoją wyjątkową elewacją, mieniącą się odcieniami zieleni, która w górnej części przechodzi w rdzawy róż, Nowy Rynek D łączy współczesną architekturę i nowo­czesne technologie, wpisując się zarazem w zabytkowe sąsiedztwo. Budynek posiada przyjazne użytkownikom rozwiązania, takie jak system wentylacji i regu­lacji temperatury oparty na belkach chłodzących, które zapewniają lepszy komfort cieplny, czystsze powietrze i cichą pracę urządzeń, tym samym wpływając pozytywnie na komfort i samopoczucie korzystających z niego osób.

Nowy Rynek D to jeden z najbardziej zrównoważonych budynków w Poznaniu. Zastosowanie rozwiązań przyjaznych dla klimatu (np. wentylacja wolnoobrotowa, belki chłodzące, oświetlenie LED, system free cooling, system odzysku wody szarej i deszczowej) umożliwia znaczne zmniejszenie zużycia energii i wody. Ponadto chodniki wokół biurowca wykonano ze specjalnego rodzaju betonu, który oczyszcza powietrze ze szkodliwych substancji, takich jak tlenek azotu (NOx) pochodzący ze spalin samochodowych z okolicznych dróg.

W pełni ukończony Nowy Rynek ma tworzyć nowe miejsce spotkań, wypoczynku i rozrywki dla najemców oraz dla lokalnej społeczności. Oferuje w ten sposób wartość dodaną nie tylko dla użytkowników biur, lecz także miesz­kańców i odwiedzających miasto.­­ Częścią budynku D jest wewnętrzny dziedziniec. To ważny element przestrzeni biurowej i integralna część kompleksu, która wzbogaca jego charakter i zapewnia nieograniczony dostęp dla osób z zewnątrz.

Czym się kierować wybierając projektanta wnętrz?

Aby wybrać odpowiedniego architekta wnętrz, musimy wziąć pod uwagę kilka ważnych czynników. Przede wszystkim musimy daną osobę dokładnie zweryfikować pod względem rekomendacji poprzednich klientów. Sprawdzić czy są zadowoleni z efektów czy też nie. Dodatkowo skorygować dostępne opinie w Internecie, które mogą jasno wskazywać, czy dany projektant ma fachowe podejście do swojej pracy. Kolejnym punktem jest rozmowa z potencjalnym wykonawcą, która może pomóc nam rozwiać wszelkie wątpliwości, poznając nasze preferencje dotyczące wymarzonego mieszkania. Warto zwrócić uwagę również na ofertę usług danego architekta, nie bojąc się ofert bardzo rozbudowanych. Dlaczego? Dlatego, że w katalogu czynności, które architekt oferuje swoim klientom, jest bardzo wiele pozycji. Może okazać się, że z pozoru krótka i techniczna oferta, o stosunkowo niskiej cenie może być dużo droższa niż pakiet rozbudowany. Warto zatem wszystkie oferty ze sobą porównać i wybrać tą najodpowiedniejszą.

Styl projektowania

Bardzo ważnym czynnikiem podczas wyboru osoby, która projektuje wnętrz mieszkania, domy czy biura, są style jakimi się zajmuje. Budzi to wiele kontrowersji oraz sporów, ponieważ z jednej strony może nam się wydawać, że jeżeli jest architekt, który projektuje w różnych stylach to jego umiejętności są wszechstronne oraz ma dużo możliwości. Oczywiście może tak być, ponieważ każdy projektant powinien z danego stylu posiadać jakąkolwiek wiedze i doświadczenie, jednak najlepszym rozwiązaniem jest wybranie osoby, która charakteryzuje się w jednym, konkretnym stylu. Wybierając więc architekta wnętrz warszawa radzimy kierować się wąskimi kryteriami. Co to oznacza? Jeżeli macie pomysł jak ma wyglądać wasze mieszkanie czyli jaki styl powinien w nim dominować, niezbędne jest wybranie takiej osoby, która się w nim specjalizuje. Szukajcie więc takiego projektanta, który w swoim portfolio ma wnętrza w Waszym klimacie.

Weryfikacja doświadczenia

Jest to temat niezwykle trudny dla osoby, która nie zna się na branży i tym samym, nie śledzi na bieżąco osób specjalizujących się w projektowaniu wnętrz. Sama weryfikacja doświadczenia architekta wnętrz może okazać się być nie lada wyzwaniem. Jak więc się za to zabrać? Na początku powinniśmy zacząć od dobrego researchu na temat konkretnej osoby, czyli przejrzeć zrealizowane projekty oraz zapoznać się z opiniami osób, które miały okazje współpracować z architektem. Następnie porozmawiać z taką osobą na temat jego zdobytego doświadczenia, czyli ile lat pracuje w zawodzie oraz ile projektów udało mu się stworzyć. Ostatnią i najważniejszą kwestią naszego wybranego projektanta jest to, czy zajmuje się on tylko kwestią wizualizacji i rysunkiem zapoznawczym, czy również realizuje nadzory podczas budowy wnętrza. Podczas wyboru projektanta wnętrz warto więc skupić się na tych wszystkich czynnikach.

Kosztorys usługi

Usługi architekta wnętrz nie należą do najtańszych. Spowodowane jest to zdobytą wiedzą, doświadczeniem zawodowym oraz wszelkimi kursami i zdolnościami artystycznymi jakie posiada. Oprócz tych wszystkich istotnych elementów, ważna jest również znajomość wyposażenia wnętrz każdego pomieszczenia. Ceny architekta wnętrz w Warszawie wynoszą od 80 do nawet 300-350 zł za m2. Oczywiście możliwe jest znalezienie kogoś tańszego, jednak musimy się liczyć, że taka osoba może posiadać mniejsze doświadczenie i są to na przykład studenci architektury. Już na samym początku współpracy warto określić oczekiwania finansowe, czyli ile jesteśmy w stanie wydać na dany projekt i co w tej cenie możemy dostać. Projektant może pokazać nam swoje portfolio i na jego podstawie możemy stwierdzić jaki styl i wizualizacja się nam podoba, a następnie określić ceny takiej usługi. W dostarczonym projekcie możemy znaleźć całkowitą wycenę oraz wszystkie niezbędne informacje, czyli ilość i rodzaj potrzebnych produktów oraz materiałów, rysunki techniczne oraz plan rozmieszczenia instalacji elektrycznej i wodnej. Całość usługi może potrwać od 4 do 6 tygodni.

Finansowa wojna Rosji. Wpływ sankcji na światowy system finansowy

Sankcje Zachodu wobec Rosji, spowodowane jej inwazją na Ukrainę były szybkie i druzgocące. W ciągu półtora miesiąca, licząc od dnia rozpoczęcia wojny, konsekwentnie nazywanej przez Rosję „operacją specjalną”, wprowadzono ponad 5,3 tys. ograniczeń wobec Moskwy. Ograniczenia w szczególności dotknęły sektor bankowy, energetykę i handel. Wiele międzynarodowych firm ogłosiło wycofanie się z Federacji Rosyjskiej. W geopolitycznej rozgrywce z Rosją, Zachód użył między innymi bardzo bolesnej dla tego kraju broni finansowej. Kraje zachodnie zablokowały prawie połowę rosyjskich rezerw złota i walut. Mówimy o około 300 miliardach dolarów umieszczonych na rachunkach zagranicznych banków i organizacji. Zablokowano głównie rosyjskie rezerwy dolarowe, ale także rezerwy w euro, brytyjskich funtach i jenach. Poważnie ograniczono możliwość dokonywania przez Rosję płatności w tych walutach przez odłączenie banku centralnego i znaczących rosyjskich banków komercyjnych od międzynarodowego systemu transakcji finansowych SWIFT.

Stany Zjednoczone poprzez sankcje próbują stworzyć sytuację, w której Rosja musiałaby wybrać między niewypłacalnością, a wykorzystaniem pozostałych rezerw walutowych – powiedziała sekretarz prasowy Białego Domu Jen Psaki. „Rosja nie ma nieograniczonych zasobów, zwłaszcza teraz, biorąc pod uwagę paraliżujące sankcje, które wprowadziliśmy. I będą musieli wybrać między wyczerpaniem pozostałych cennych rezerw dolarowych <…> a niewypłacalnością” – cytują agencje informacyjne słowa sekretarz prasowej Białego Domu. „Naszym celem jest zmuszenie ich do dokonania wyboru”, dodała Psaki, zapytana czy celem USA na tym etapie jest niewypłacalność Rosji.

Przypomnijmy, że niewypłacalność oznacza odmowę pożyczkobiorcy wywiązania się ze swoich zobowiązań pieniężnych. Z taką sytuacją Rosja zetknęła się w 1998 roku. W następstwie szeregu problemów gospodarczych i całkowitego wyczerpania rezerw Banku Centralnego, kraj zawiesił realizację swoich zobowiązań dłużnych na 90 dni.

Tymczasem w momencie wprowadzenia sankcji w lutym br. rosyjskie rezerwy złota i walut przekraczały 643 miliardy dolarów, z których część ulokowana była na rachunkach zagranicznych. Łączna wielkość rosyjskich rezerw gotówkowych pozwala na pełne pokrycie zadłużenia zagranicznego kraju, które na dzień 1 stycznia 2022 r. wynosiło 480 mld USD. Jednak częściowe zablokowanie przez Zachód rosyjskich rezerw złoto-walutowych stwarza techniczne trudności w spłacie zadłużenia. W marcu br. Waszyngton zdecydował się na jednorazowe odblokowanie części rosyjskich rezerw na spłatę długów terminowych, ale teraz Stany Zjednoczone zrezygnowały również z tego złagodzenia.

Sankcje antyrosyjskie mają na celu sparaliżowanie gospodarki tego kraju i uniemożliwienie mu dostępu do broni i sprzętu umożliwiającego prowadzenie wojny w Ukrainie i początkowo wydawało się, że amerykańska strategia działań finansowych wobec Rosji odniesie szybki sukces. W ciągu tygodnia od zamrożenia rosyjskich rezerw, rubel spadł o 40% w stosunku do dolara i w zasadzie po tak radykalnych krokach można by spokojnie przyglądać się krachowi rosyjskich finansów, gdyby nie to, że w światowym systemie finansowym zaczęły pojawiać się bardzo niepokojące sygnały. Sygnały, które mogą świadczyć o tym, że tego rodzaju działania Zachodu mogą być „mieczem obosiecznym”. Już dziesięć dni później rubel odrobił ponad połowę strat i w porównaniu do 25 lutego, tracił mniej niż 25% w stosunku do dolara i tylko 18% w stosunku do euro. Według Instytutu Finansów Międzynarodowych w Waszyngtonie sytuacja finansowa w Rosji również znacznie się poprawiła i pomimo sankcji Rosja szybko uzupełnia swój skarbiec.

Ponadto okazuje się, że blokada Rosyjskiego Banku Centralnego nie jest pełna. Bank ten ma rachunki walutowe w wielu rosyjskich bankach komercyjnych, więc Bank Centralny nadal może za ich pośrednictwem otrzymywać dolary. Stany Zjednoczone zabraniają bankom posiadającym oddziały w Stanach Zjednoczonych przeprowadzania bezpośrednich lub pośrednich transakcji z udziałem Rosyjskiego Banku Centralnego. Jednak banki te mogą nadal prowadzić interesy z największymi rosyjskimi bankami i samym Bankiem Centralnym w niektórych obszarach, w tym w handlu energią i powiązanymi towarami i usługami, a także żywnością i medycyną. Poza tym, od czasu nałożenia sankcji Moskwa ogranicza przepływ kapitału, aby uniemożliwić Rosjanom wyprowadzanie aktywów poza rosyjską jurysdykcję. Rosja zobowiązała również swoich eksporterów do sprzedaży 80% swoich dochodów z wymiany walutowej Bankowi Centralnemu. Biorąc pod uwagę zakres, w jakim Rosja może nadal eksportować surowce energetyczne, a Centralny Bank Rosji przyjmować i dystrybuować napływające waluty obce, zamrożenie aktywów tego ostatniego okazało się nie tak bolesne.

Główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Pierre-Olivier Gurinsha twierdzi, że rosyjskim władzom udało się powstrzymać załamanie finansowe i zapobiec bankructwu głównych banków w kraju. Według niego „władze rosyjskie podjęły skuteczne działania w celu złagodzenia skutków sankcji. Jednym z tych środków jest wsparcie budżetowe. Z powodzeniem powstrzymują wszelkiego rodzaju załamanie finansowe w kraju i zapewniają, że system bankowy stoi na nogach, a w Rosji nie ma poważnych bankructw banków. Agencja Bloomberg dodaje, że „wszystkie te fakty w połączeniu z kontrolą kapitału wyjaśniają, dlaczego rubel nie tylko nie załamał się, ale także odbił się od swoich minimalnych notowań”.

Wg Paula J. Davies’a z agencji Bloomberg, w systemie amerykańskich sankcji znalazły się dwie duże „dziury”, które zasadniczo go podważają. Po pierwsze, Rosji wciąż wolno sprzedawać paliwa kopalne, a po drugie, wydaje się, że Rosja jest w stanie wykorzystać dolary z ich sprzedaży na wsparcie rubla, a nawet na import środków prowadzenia wojny, jeśli kraje lub firmy, które nie przyłączyły się do sankcji, będą gotowe je dostarczać. Według eksperta Bloomberga, jedynymi rozwiązaniami w tej sytuacji są:

  • albo sankcjonowanie całego handlu energią z Rosją, co jak na razie pozostaje nie do przyjęcia dla krajów europejskich, których energetyka oparta jest na gazie,
  • albo zrealizowanie przez USA groźby wprowadzania sankcji wtórnych wobec krajów lub firm wspierających ekonomicznie Rosję poprzez handel surowcami.

Handel energią w Rosji ucierpiał, ale nie w takim stopniu, jak początkowo oczekiwano. Oprócz sprzedaży gazu do Europy i Chin rurociągami, Rosja nadal eksportuje ropę tankowcami z portów bałtyckich i czarnomorskich. Według ekonomistów z Banku Rezerwy Federalnej w Dallas, wykorzystując dyskonty cenowe, wobec obecnych wysokich cen paliw i możliwości wielokrotnej zmiany właściciela, rosyjska ropa wciąż płynie, a Javier Blas, ekspert Bloomberga ds. energii twierdzi, że światowy eksport ropy i gazu przynosi Rosji około 900 milionów dolarów dziennie.

Sankcje zagrożeniem dla światowej hegemonii dolara?

Z kolei analityk inwestycyjny Bloomberga w Credit Suisse Zoltan Pozhar twierdzi, że poprzez sankcje finansowe USA wobec Rosji, ale wcześniej wobec Iranu, Wenezueli czy Libii, gracze finansowi na świecie otrzymali niezwykle ważny sygnał – nie można liczyć na bezpieczeństwo swoich rezerw, jeśli są one przechowywane w dolarach. Wyrazem ich obaw może być podjęcie rozmów pomiędzy saudyjską firmą naftowo-gazową Saudi Aramco, a chińską CST na temat przejścia w opłatach za ropę naftową z dolarów na juany, o czym wcześniej poinformował The Wall Street Journal. Rijad rozważa wykorzystanie juana zamiast dolara do rozliczania transakcji naftowych. Niektórzy eksperci doszli już do wniosku, że Biden „stracił” Arabię ​​Saudyjską, która rzekomo przedkłada obiecującą współpracę z Chinami, nad sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Zdaniem Zhang Yugui, dziekana Wydziału Finansów Międzynarodowych i Handlu Uniwersytetu w Szanghaju doprowadzi to do „prawdziwej eksplozji” na rynku ropy. W artykule dla Huánqiú Shíbà ekspert ten twierdzi, że transformacja walutowa firmy, która zarabia ponad 350 miliardów dolarów rocznie (chodzi o CST – przyp. autorów), znacząco wpłynie nie tylko na światowy rynek obrotu surowcami energetycznymi, ale również na pozycję dolara. Chiński specjalista uważa, że ​​„w niedalekiej przyszłości głównym problemem dla dolara będzie nie tylko brak zaufania do emitenta, ale również rosnące koszty utrzymania obecnego systemu finansowego dla Stanów Zjednoczonych. Ze względu na pewien spadek ich potencjału ekonomicznego, trudno będzie temu państwu jednocześnie zaspokoić oczekiwania kilku dużych krajów produkujących ropę na Bliskim Wschodzie. Ponadto sama ropa stopniowo traci swoją dominację na światowych rynkach energetycznych w kontekście coraz bardziej rozwijającej się koncepcji „neutralności węglowodorowej”. Doprowadzi to do tego, że system petrodolara, aby nadal istnieć, musi zostać gruntownie zreformowany, albo pogodzić się z tym, że zostanie częściowo zastąpiony przez inne waluty” – twierdzi Yugui.

Ciekawe, że na koniec 2021 r. udział dolara w rezerwach światowych spadł do 58,81%. Wartość ta była najniższa od 1995 roku, o czym świadczą dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jak wynika z materiałów tej organizacji jeszcze w 2015 roku około 66% światowych rezerw gotówkowych ulokowanych było w walucie amerykańskiej. Zauważalny spadek wskaźnika w ciągu ostatnich kilku lat to w dużej mierze zasługa politycznych decyzji Waszyngtonu.

Działań interwencyjnych w światowych finansach obawia się prezes Rezerwy Federalnej USA, Jerome Powell. Według agencji Bloomberg z początku marca 2022 r., Powell przyznał, że wojna w Ukrainie może przyspieszyć dążenie Chin do opracowania alternatywnych rozwiązań wobec obecnej infrastruktury płatności międzynarodowych, zdominowanej przez dolara. Podobne oceny prezentują niektórzy finansiści europejscy.

Jakie mogą być antydolarowe działania w świecie finansów?

Alternatywnych wobec dolara rozwiązań finansowych poszukuje przede wszystkim Rosja, próbując ratować swoje, zagrożone totalnymi sankcjami, finanse. Rosyjscy ekonomiści, a przede wszystkim politycy, liczą przede wszystkim na ograniczenie roli amerykańskiej waluty w międzynarodowych operacjach finansowych, m.in. przez prowadzenie rozliczeń w walutach narodowych. Rozmowy na temat wprowadzenia takich rozliczeń Rosja prowadzi m.in. z Iranem, Chinami, Indiami, Turcją, a także z kilkoma krajami afrykańskimi i południowoamerykańskimi. Były prezydent FR, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew powiedział, że świat stopniowo zmierza w kierunku unowocześnionego systemu finansowego. Twierdzi, że reputacja gwarantów globalnego systemu finansowego po nałożeniu sankcji na rosyjskie rezerwy walutowe okazała się mocno wątpliwa. „Nie można ufać tym, którzy zamrażają konta innych państw, kradną cudze mienie biznesowe i osobiste, naruszając zasady absolutnej ochrony świętego prawa własności prywatnej” – dodaje Miedwiediew. Stwierdził, że świat nie może zaakceptować działań „tych, którzy w nieskończoność powiększają swój dług publiczny, drukując ciągle nowe banknoty, niemające oparcia w bogactwie narodowym, podejmując fikcyjne zobowiązania finansowe, których realizacji podupadające władze mogą w każdej chwili odmówić”. Natomiast według rosyjskiego eksperta-amerykanisty Dymitra Drobnitsky’ego „era globalizacji i roli dolara jako jedynej waluty światowej minęła, a globalny zachodnio-centryczny porządek światowy zostanie zastąpiony przez lokalne ośrodki władzy”.

Innym z antydolarowych działań podjętych przez Rosję, jest próba wprowadzenia przez ten kraj opłat w rublach za gaz dostarczany na Zachód. 23 marca prezydent Putin ogłosił, że Rosja odmawia przyjmowania płatności za dostawy gazu ziemnego w „skompromitowanych” według Rosji walutach, w tym w dolarach i euro, a płatność za to paliwo będzie przyjmowana w rublach. Szef rosyjskiego państwa podkreślił, że zmiany w kontraktach gazowych z tzw. nieprzyjaznymi krajami wpłyną jedynie na walutę płatności, podczas gdy Rosja będzie nadal dostarczać gaz ziemny w ustalonych w kontraktach ilościach, zgodnie z cenami kontraktowymi i zasadami cenowymi. Ze strony Rosji jest to próba wymuszenia na Zachodzie: albo wymiany zachodnich walut na ruble, albo odmrożenia rosyjskich rezerw walutowych, zablokowanych w zachodnich bankach, celem opłaty za dostarczany gaz.

Tymczasem Chiny już od dłuższego czasu próbują wyeliminować amerykańskiego dolara ze swojego handlu ropą naftową. W tym celu w październiku 2015 roku wprowadziły własną markę ropy naftowej, podobną do ropy marki Brent lub WTI, dążąc do zwiększenia swej roli w ustalaniu cen surowców. Ceny nowej marki ropy ustalane są w chińskich juanach i notowane na Szanghajskiej Międzynarodowej Giełdzie Energetycznej. Gdyby teraz, w wyniku toczących się negocjacji, Chińczykom udało się przejść w rozliczeniach z Saudi Aramco na juany, to byłoby to poważne uderzenie w pozycję dolara. Poza tym Chiny już całkiem poważnie przymierzają się do wprowadzenia cyfrowego juana[1].

Negatywny wpływ na pozycję dolara na świecie miały również działania Stanów Zjednoczonych podczas pandemii. Główny analityk TeleTrade Group of Companies, Mark Goykhman twierdzi, że w 2020 r., w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa i masowym wprowadzaniem ograniczeń społecznych w większości stanów USA, Rezerwa Federalna USA ogłosiła bezprecedensowe rozszerzenie programu luzowania ilościowego amerykańskiej waluty. FED zaczął drukować dolary i pompować pieniądze w system finansowy kraju, aby szybko uchronić gospodarkę przed skutkami COVID-19. Działania amerykańskiego regulatora pozwoliły na ożywienie aktywności biznesowej i konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych. Jednak kwestia wydrukowanych dolarów bez pokrycia stała się jedną z głównych przyczyn rekordowego wzrostu cen w samych Stanach Zjednoczonych i przyspieszenia inflacji na świecie – zauważył Goykhman. „Stany Zjednoczone wyczerpały potencjał dolarowego systemu finansowego. Widać to w gorączkowych próbach rozwiązania wszystkich problemów politycznych, finansowych i gospodarczych za pomocą jednego narzędzia – dolara. Jednak im bardziej Waszyngton to robi, tym bardziej podważa zaufanie innych krajów do nienaruszalności systemu dolarowego gospodarki światowej” – podkreśla analityk.

Zwraca również uwagę sankcyjne wykorzystanie, opartego głównie o transakcje dolarowe, Międzynarodowego Systemu Transakcji Finansowych – SWIFT[2]. 2 marca 2022 roku w UE weszły w życie sankcje wykluczające siedem rosyjskich banków z tego systemu. Wyłączenie rosyjskich banków ze SWIFT oznacza wydłużenie czasu rozliczania transakcji międzynarodowych, co będzie miało negatywne przełożenie np. na rosyjski handel zagraniczny, w tym na rosyjskie wpływy ze sprzedaży ropy naftowej i gazu ziemnego. Na liście sankcyjnej zabrakło jednak dwóch kluczowych instytucji — największego pożyczkodawcy w Rosji Sberbanku oraz kontrolowanego częściowo przez Gazprom Gazprombanku, co ma związek z obawami o stabilność dostaw surowców energetycznych z Rosji.

Wykorzystanie SWIFT dla wywarcia politycznej presji na Rosję wywołało poważne zaniepokojenie w Chinach. Zhou Xiaochuan, były szef chińskiego banku centralnego (PBC). podkreślił, że jeśli SWIFT zacznie być stosowany jako narzędzie do nakładania sankcji, to państwa dotknięte sankcją odłączenia od tego systemu płatności, z pewnością znajdą inne kanały komunikacji, aby kontynuować handel. Płatności transgraniczne w handlu światowym teoretycznie można dokonywać bez przechodzenia przez SWIFT. „SWIFT nie jest niezastąpiony, chociaż jego zastąpienie będzie wymagało wielu przygotowań” – stwierdził Zhou Xiaochuan. Z kolei Liu Liange, prezes Bank of China, wyraził w czasie wspomnianego forum opinię, że przyjęcie przez Zachód tzw. „opcji nuklearnej” w wojnach ekonomicznych tj. wykorzystania SWIFT do sankcjonowania, w tym wypadku Rosji, jest sygnałem alarmowym dla rozwoju finansowego Chin. „Musimy się przygotować, wykorzystując np. gospodarkę cyfrową, aby zapewnić bezpieczeństwo finansowe i handlowe” – powiedział Liu Liange.

Chiny posiadają własny transgraniczny międzybankowy system płatności – CIPS[3]. System ten przeznaczony jest głównie do płatności z udziałem juana. Jednak teraz w związku z sankcyjnym wykorzystaniem SWIFT, Chiny pracują nad rozszerzeniem funkcjonalności swojego systemu na inne waluty głównego nurtu. W ubiegłym, 2021 roku liczba transakcji obsługiwanych przez CIPS przekroczyła 3,3 miliona, czyli o ponad 50 procent więcej, niż rok wcześniej. W tym samym roku, system przetworzył około 80 bilionów juanów (12,56 bilionów dolarów) transakcji, co stanowi wzrost o ponad 75 procent w porównaniu z 2020 r. – podał Jiefang Daily pod koniec lutego 2022 r. Uczestnikami CIPS jest 1259 instytucji finansowych, ze 103 krajów i regionów. W systemie bierze udział 649 instytucji zagranicznych, co stanowi 52 procent wszystkich uczestników systemu.

Własny odpowiednik systemu SWIFT stworzyła również Rosja, chociaż rosyjski system realizował dotąd głównie wewnętrzne rozliczenia finansowe. Dopiero ostatnio „do rosyjskiego systemu przekazów finansowych SPFS[4], dołączyły 52 zagraniczne organizacje z 12 krajów” – poinformowała w Dumie szefowa Banku Rosji Elwira Nabullina. Dlatego rosyjskie instytucje finansowe, pozbawione możliwości wykorzystywania SWIFT, uciekają w miarę możliwości  do chińskiego systemu CIPS, zwiększając potencjał transakcji realizowanych w juanach, co w wymiarze długofalowym nie może być korzystne dla amerykańskiego dolara i transakcji opartych o tę walutę.

W podsumowaniu można stwierdzić, że świat finansów targany jest toczonymi na ogromną skalę, wojnami ekonomicznymi. Nie mniejszy wpływ mają na nie również wojny informacyjne, dyplomatyczne, a także otwarty konflikt zbrojny rozgrywany pomiędzy Rosją a Zachodem – w Ukrainie. Wszystko to powoduje, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) z niepokojem przygląda się stanowi światowych finansów, a w swoim raporcie, wydanym po posiedzeniu plenarnym Międzynarodowego Komitetu Walutowo-Finansowego (IMFC), które odbyło się w 2022 roku, w ramach wiosennego spotkania organów zarządzających MFW i Grupy Banku Światowego w Waszyngtonie, organ ten stwierdza wprost, że ograniczenia nałożone na Rosję doprowadzą do fragmentacji międzynarodowego systemu finansowego i monetarnego.

Autorzy: Robert Nogacki – Twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Pisaliśmy o tym w naszym artykule pt. „Chiny bliskie wprowadzenia suwerennej cyberwaluty” z 20.05.2020 r. Patrz: https://kancelaria-skarbiec.pl/publikacje/chiny-bliskie-wprowadzenia-suwerennej-cyberwaluty.html.

[2] SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – Stowarzyszenie na Rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej. Jest to międzynarodowa organizacja zrzeszająca różne instytucje finansowe, która umożliwia realizację przelewów walutowych drogą elektroniczną. SWIFT ma swoją główną siedzibę w Belgii, ale jest nadzorowana przez banki centralne w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Europie. SWIFT pozwala na dokonywanie płatności międzynarodowych w dowolnej walucie i z dowolnej instytucji, którą obejmuje system.

[3] CIPS (Cross-Border Interbank Payment System) – Transgraniczny system płatności międzybankowych został uruchomiony w październiku 2015 r. w celu zapewnienia „niezależnego, międzynarodowego systemu płatności i rozliczeń w juanie, łączącego rynki rozliczeniowe na morzu i lądzie oraz uczestniczące w nim banki”. Ma siedzibę w finansowym centrum Szanghaju, zatrudnia ponad 100 osób i posiada kapitał zakładowy o wartości 2,38 mld juanów (376,9 mln USD). Tę ważną infrastrukturę finansową systemu nadzoruje Ludowy Bank Chin.

[4] SPFS (ros. Система передачи финансовых сообщений – СПФС) – dosł.   System Przekazywania Komunikatów Finansowych jest rosyjskim odpowiednikiem systemu przelewów finansowych SWIFT w Rosji. System jest rozwijany od 2014 roku, kiedy rząd Stanów Zjednoczonych zagroził odłączeniem Rosji od systemu SWIFT. Pierwsza transakcja w sieci SPFS z udziałem przedsiębiorstwa pozabankowego została zrealizowana w grudniu 2017 r. W marcu 2018 r. do sieci należało ponad 400 instytucji (w większości banków).

RPP nie spełnia oczekiwań

Zmiany stóp procentowych nadal istotne, aczkolwiek widzimy ruch wyraźnie w stronę kredytobiorców. Spodziewana podwyżka stóp uderzyłaby w ich budżety jeszcze bardziej. Pytanie, czy z niższymi podwyżkami uda się wygrać z inflacją.

RPP łaskawsza dla kredytobiorców

Na wczorajszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 0,75%. Rynki oczekiwały wzrostu o 0,25% wyższego. W rezultacie po samej decyzji złoty stracił na wartości około 4 groszy względem euro. Powodem jest właśnie fakt, że rynki przygotowywały się na docelową stopę 5,5%, podczas gdy dostały 5,25%. WIBOR w dalszym ciągu rośnie. W dół poszły jednak trochę kontrakty na stopę procentową. Inwestorzy, widząc spowolnienie wzrostu, zastanawiają się, jak daleko dotrą te podwyżki i czy ostatnie zasięgi nie były przeszacowane.

Dolar mimo danych znów mocny

Wczorajsze dane z USA nie napawały optymizmem. To znaczy były to obiektywnie dobre dane. Problemem było jednak, że analitycy spodziewali się jeszcze lepszych odczytów. Raport Challengera na temat zwolnień pokazał co prawda wzrosty, ale były one relatywnie niewielkie. Rośnie liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To może niepokoić, ale wzrost do 200 tysięcy tygodniowo to nie jest problem. Przed pandemią cieszono by się ze spadku do tego poziomu. Rynek pracy w USA powoli staje się wysycony. Nie można w takim tempie redukować bezrobocia, gdy spada ono poniżej 4%, bo brakuje po prostu chętnych podjąć pracę. Waluty przyjęły to spokojnie, dalej wierząc w siłę amerykańskiego pieniądza.

Czesi podnoszą stopy procentowe

Wczoraj w Czechach stopy procentowe poszły w górę również o 0,75%. W tym kraju jednak oczekiwania były o 0,25% niższe niż decyzja. Gdyby obie decyzje odbyły się zgodnie z oczekiwaniami, w obydwóch krajach stopy procentowe byłyby równe. W Polsce wzrosły o 0,25% mniej, za to w Czechach o 0,25% więcej od oczekiwań, mimo to stopy procentowe w Czechach są nadal o 0,5% wyższe niż w Polsce. Jak zareagowały rynki? Ponieważ spodziewano się wzrostu niższego, niż miał miejsce, nie powinno dziwić, że czeska korona zyskiwała wczoraj po decyzji na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia,
14:30 – Kanada – stopa bezrobocia,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

WIG i WIG-20 najniżej od końca 2020 roku

Po najsilniejszym od czasu covidowej paniki 2 lat temu wzroście głównych indeksów rynku akcji w USA w środę, czwartkowa sesja przyniosła równie silny, ale przeciwnie skierowany ruch. S&P 500 spadł o 3,56 proc. do najniższego poziomu od początku maja. Średnia przemysłowa Dow Jonesa straciła 3,12 proc., ale również utrzymywała się powyżej swego minimum z 2 maja. Największy spadek zanotował Nasdaq Composite (-4,99 proc), który w trakcie sesji zaliczył – podobnie jak Nasdaq 100 – swe nowe roczne minimum. To największy dzienny spadek tego indeksu od 11 czerwca 2020 roku.

Dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie indeksy spadały o ok. 0,3 proc.

Po takim przebiegu wczorajszej sesji w USA można się było dziś rano spodziewać spadków cen akcji na innych rynkach. I tak rzeczywiście się stało, chociaż w Azji i Oceanii japoński Nikkei 225 (+0,69 proc.) i filipiński PSEi (+0,14 proc.) uniknęły zniżki. Najsilniej – o 3,87 proc. – spadał dziś Hang Seng. Najniżej od 1,5 roku był dziś nowozelandzki NZX50.
Za wyjątkiem indeksów giełd w Rydze (+3,46 proc.) i Moskwie (+0,55 proc.) cała Europa również otworzyła się na czerwono. Najsilniej spadał austriacki ATX (3,24 proc.). Ok. 9:30 DAX tracił 0,38 proc., a CAC 40 0,88 proc.

WIG-20 po wczorajszym spadku o 2,38 proc. zniżkował dziś rano o kolejne 2,32 proc. osiągając najniższy poziom od listopada 2020. Również najniżej od końca 2020 był dziś WIG. Pomimo spadków ponad lutowymi dołkami były dziś rano indeksy średnich i mniejszych spółek mWIG-40 i sWIG-80. Wśród indeksów sektorowych swe nowe cykliczne maksima ustanawiały WIG-Gry i WIG-Media. Największy spadek notował dziś rano WIG-Górnictwo (-3,26 proc.). Wśród składników WIG-u 20 swe nowe przynajmniej roczne minima ustanawiały ceny akcji Allegro, Cyfrowego Polsatu, Orange Polska, KGHM oraz PKO BP. Wśród składników mWIG-u 40 nowe cykliczne minimum ustanawiały dziś ceny akcji Wirtualnej Polski, a wśród składników sWIG-u 80 kursy akcji spółek Voxel, Onde i Apatora.
Na swe nowe cykliczne maksima wyszły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Singapurze, Australii, Malezji i Południowej Korei. W Europie podobnie było w przypadku 10-latek rządów Belgii, Grecji, Portugalii, Włoch i Austrii. Wczoraj najwyżej od 11 lat była rentowność kanadyjskich 10-latek. Dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA nadal otrzymywały się powyżej poziomu 3 proc., ale nie przekraczały wczorajszych wewnątrzsesyjnych maksimów.

Kontrakty na ropę naftową lekko drożały (+0,3 proc.). Taniały dziś metale szlachetne (platyna i pallad o nieco ponad 3 proc.).

Amerykański dolar ustanawiał dziś swe nowe cykliczne maksima względem chińskiego juana, koreańskiego wona, malezyjskiego ringita, dolara singapurskiego, dolara tajwańskiego, brytyjskiego funta i norweskiej korony. Kurs EUR/USD spadał rano o 0,39 proc. utrzymując się w okolicach poziomi 1,05.

Po silniejszym osłabieniu, do którego doszło wczoraj po ogłoszeniu decyzji RPP, złoty lekko dziś słabł (USD/PLN +0,44 proc., EUR/PLN +0,03 proc.).

Po wczorajszym silnym 8,28 proc. spadku do najniższego poziomu od 24 lutego kurs Bitcoina wobec amerykańskiego dolara tracił w piątkowy poranek 1,38 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

W I kwartale 2022 r. EDPR odnotowała zysk netto na poziomie 66 mln EUR, o 75% więcej niż w roku ubiegłym

  • Wskaźnik EBITDA za ten okres wyniósł 394 mln EUR (+46% r/r)
  • Spółka powiększyła swój portfel o łącznie 465 MW mocy zainstalowanej w elektrowniach wiatrowych i fotowoltaicznych
  • Przyrost mocy zainstalowanej wynika głównie z zakończonej z powodzeniem integracji aktywów Sunseap, które obecnie stanowią 3% portfela EDPR
  • EDPR już zabezpieczyła 50% z mocy zainstalowanej założonej w planie operacyjnym na lata 2021-25 (+20 GW)

EDP Renewables (Euronext: EDPR), czwarty pod względem wielkości producent energii odnawialnej na świecie, odnotował w I kwartale 2022 r. zysk netto w wysokości 66 mln EUR, poprawiając tym samym ubiegłoroczny wynik o 75%. Zysk netto został częściowo pomniejszony m.in. przez wyższe stawki podatków, rozliczenia finansowe i wyższy udział pakietów mniejszościowych w akcjonariacie. EDPR obecnie zarządza portfelem aktywów operacyjnych o łącznej mocy zainstalowanej 14 GW, z których 13 GW było w pełni skonsolidowanych, a 1,1 GW było skonsolidowane kapitałowo (w Hiszpanii, Portugalii, USA, obszarze Azji i Pacyfiku oraz w sektorze offshore).

W I kwartale 2022 r. EDPR dodała łącznie 465 MW mocy zainstalowanej w obiektach wiatrowych i fotowoltaicznych, z których 450 MW jest w pełni skonsolidowanych. W Europie przybyło 45 MW mocy, w Ameryce Północnej 3 MW, a w regionie Azji i Pacyfiku (APAC) 401 MW. Przyrost mocy zainstalowanej skonsolidowanej kapitałowo wyniósł 15 MW dzięki nowym projektom fotowoltaicznym w obszarze APAC. Zwiększenie mocy zainstalowanej wynika głównie z zakończonej z powodzeniem integracji aktywów Sunseap, które obecnie stanowią 3% portfela EDPR. Ponadto w marcu 2022 r. EDPR prowadziła prace budowlane przy nowych projektach o łącznej mocy 2,4 GW, na którą składało się 1569 MW w inwestycjach w lądowe farmy wiatrowe i 805 MW w farmy fotowoltaiczne.

W I kwartale 2022 r. EDPR wygenerowała 9,2 TWh czystej energii (+14% r/r), co pozwoliło uniknąć emisji 18 mln ton CO₂. Poprawa wyników względem zeszłorocznego okresu wynika z przyrostu mocy zainstalowanej w ciągu ostatnich 12 miesięcy oraz z większej dostępności zasobów odnawialnych.

EDPR odnotowała ponadto współczynnik wykorzystania mocy na poziomie 35% (o jeden punkt procentowy więcej niż w poprzednim roku finansowym), co znalazło odzwierciedlenie we wskaźniku OZE o 2% wyższym niż prognozowany średni długoterminowy współczynnik wykorzystania mocy brutto (ang. Gross Capacity Factor) (wzrost o 5 punktów procentowych względem poprzedniego roku).

Miguel Stilwell d’Andrade, CEO EDP Renewables, komentuje: Wyniki odzwierciedlają nasz trwały rozwój oraz silną pozycję światowego lidera rynku. Obecnie dysponujemy platformami we wszystkich kluczowych regionach wzrostu, nasz zespół urósł w siłę i stał się bardziej spójny, a nam udało się zabezpieczyć już 50% z mocy zainstalowanej przewidzianej w planie strategicznym na lata 2021-2025. Jesteśmy gotowi do dalszego przewodzenia transformacji energetycznej.

Wyniki finansowe

Przychody EDPR wzrosły do kwoty 596 mln EUR (przyrost o 27% r/r), czyli zwiększyły się o 121 mln EUR względem ubiegłego roku. Wynika to z dodatkowej mocy zainstalowanej (+79 mln EUR względem ubiegłego roku) i większych zasobów odnawialnych (+20 mln EUR r/r), pozytywnego wpływu kursu wymiany walut i z innych czynników (+27 mln EUR względem poprzedniego roku), które z nawiązką zrównoważyły negatywny wpływ spadku średniej ceny sprzedaży (o 5 mln EUR względem poprzedniego roku) wynikający z efektu zróżnicowanego portfela.

Inne przychody operacyjne osiągnęły wartość 81 mln EUR (poprawa o 65 mln EUR względem analogicznego okresu w poprzednim roku). Koszty operacyjne (Opex) wyniosły łącznie 241 mln EUR (wzrost o 62 mln EUR r/r) z uwagi na przyrost oddanej do użytku mocy zainstalowanej oraz koszty początkowe poniesione w związku z przyspieszonym wzrostem. W porównywalnym ujęciu główne koszty operacyjne przypadające średnio na 1 MW, skorygowane o koszty związane z inwestycjami w energetykę morską, opłatami za usługi, zdarzeniami jednorazowymi i kursami wymiany walut wzrosły o 13% względem ubiegłego roku.

Wskaźnik EBITDA wyniósł 394 mln EUR (wzrost o 46% względem poprzedniego roku), zaś wskaźnik EBIT 232 mln EUR (wzrost o 83%), głównie za sprawą wyższych obrotów i doskonałości operacyjnej podstawowego portfela aktywów. Koszty finansowe netto wzrosły do 74 mln EUR (o 20 mln EUR względem poprzedniego roku); na porównanie z ubiegłorocznymi wynikami wpłynęło wyższe zadłużenie, wyższy średni koszt zadłużenia r/r i transakcje wymiany walut.

Zysk netto wyniósł 66 mln EUR (+75% względem ubiegłego roku), częściowo osłabiony przez wyższe stawki podatków, rozliczenia finansowe i wyższy udział pakietów mniejszościowych w akcjonariacie do 61 mln EUR (+51 mln EUR względem ubiegłego roku) w związku z dobrymi wynikami sprzedaży w portfelu udziałowców mniejszościowych.

Na koniec marca 2022 r. zadłużenie netto wyniosło 4 217 mln EUR (wzrost o 1 282 mln EUR względem grudnia 2021 r.), co odzwierciedla strategię inwestycyjną EDPR oraz niedawne przejęcie Sunseap, co równoważy 365 mln EUR przychodów z programu sprzedaży aktywów, które wpłynęło do spółki w styczniu po zamknięciu transakcji w Portugalii.

Zobowiązania wynikające z partnerstwa instytucjonalnego wyniosły 1517 mln EUR (spadek o 20 mln EUR względem grudnia 2021 r.), co odzwierciedla korzyści uzyskane dzięki projektom.

McKinsey & Company: Europa liderem jedynie w dwóch na dziesięć najważniejszych technologii

W Europie działają liczne bardzo efektywne firmy, jednak w porównaniu do amerykańskich odpowiedników, rosną wolniej, przynoszą mniejsze zyski i mniej inwestują w badania i rozwój. Luka technologiczna może w konsekwencji oznaczać od 2 do 4 bilionów euro mniej wartości dodanej wypracowywanej przez europejskie firmy do 2040 r.

Technologie takie jak sztuczna inteligencja czy chmura obliczeniowa, stając się coraz powszechniejsze w wielu branżach, decydują o konkurencyjności czy dynamice rozwoju firm. Tymczasem, jak wskazuje najnowszy raport McKinsey Global Institute (MGI) pt.„Securing Europe’s future beyond energy: Addressing its corporate and technology gap”, Europa może poszczycić się tytułem lidera w zaledwie dwóch spóśród dziesięciu najwazniejszych technologii. Jak twierdzą autorzy, jeśli Europie nie uda się nadgonić liderów w tych technologiach, w przyszłości może stracić swoją pozycję również w tradycyjnych gałęziach przemysłu, które dotychczas były mocną stroną regionu. Przykładem może być motoryzacja, w której Europa jest liderem, jednak bez rozwoju technologii AI nie będzie w stanie dynamicznie rozwijać produkcji autonomicznych pojazdów. Ten wolnorozwijający się kryzys może zagrozić Europie na wielu frontach, takich jak wzrost ekonomiczny, inkluzywność i zrównoważony rozwój, a także jej strategicznej autonomii i pozycji na arenie międzynarodowej.

Inwestycja w rozwój nowych technologii ma ogromne znaczenia również w Polsce. Według naszych badań jeszcze z 2018 roku, dzięki pełnemu wykorzystaniu potencjału cyfryzacji, PKB Polski może wzrosnąć aż o 275 mld złotych do 2025 r. – komentuje Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce. – Niedawno mieliśmy także okazję oszacować, że pełniejsze wykorzystanie samych tylko technologii chmurowych w polskich firmach i instytucjach publicznych może przynieść gospodarce dodatkowo 121 mld złotych w roku 2030. To nawet 4% obecnego PKB kraju. Mamy do tego solidne podstawy, a rozwój technologii cyfrowych umożliwiłby Polsce zwiększenie konkurencyjności na globalnych rynkach – dodaje.

Według raportu McKinsey Global Institute, w latach 2014- 2019 duże europejskie firmy rozwijały się o 40% wolniej niż ich odpowiednicy w USA, inwestując o 8% mniej i wydając 40% mniej na badania i rozwój niż amerykańskie firmy. Warto zauwazyć, że sektory ICT i farmaceutyki odpowiadały za 80% luki w inwestycjach, 60% luki we wzroście i 75% luki w nakładach badawczo-rozwojowych. Obecna sytuacja stwarza konieczność do podjęcia działań w walce z brakami w efektywności biznesu czy w obszarze innowacji, kluczowych dla budowania konkurencyjności. A stawka jest wysoka.

Według szacunków do roku 2040 zagrożonych będzie 2 do 4 bilionów euro z wartości dodanej wypracowywanej dziś przez europejskie korporacje. Jest to równowartość nawet 70% prognozowanego wzrostu PKB Europy w tym okresie lub sześciokrotność kwoty brutto potrzebnej Europie na sfinansowanie zeroemisyjności do roku 2050, czy około 90% całości bieżących wydatków socjalnych na  kontynencie.

W raporcie MGI zaproponowano również 11 inicjatyw, które mogą stanowić część zintegrowanego pakietu, wspierającego europejskie firmy w skalowaniu działalności i przyciąganiu większego finansowania, umożliwiającego szybsze oraz zwinniejsze działanie oraz wyrównanie szans w stosunku do bardziej zaawansowanych technologicznie regionów. – Podczas rozmów z prezesami firm, dotrzegamy ogromny entuzjazm i zaangażowanie w budowanie przyszłości Europy, lecz także coraz większe obawy, że w niektórych obszarach technologii, które będą kształtować całe branże i społeczeństwa w nadchodzących dekadach, mamy wiele do nadrobienia. Jeśli firmy chcą działać na skalę  i w tempie koniecznym, aby konkurować w świecie, w którym nowe technologie szybko stają się wszechobecne, potrzebne będzie silniejsze wsparcie innowacji – zauważa Tomasz Marciniak. Dotychczasowa reakcja na inwazję na Ukrainę pokazuje, że Europa potrafi wykorzystać swoją skalę i działać szybko w obliczu poważnego wyzwania. Podobne podejście będzie potrzebne, aby stawić czoła kryzysowi technologicznemu i budować konkurencyjną Europę w nadchodzących latach.

Prospekt Millennium Banku Hipotecznego zatwierdzony przez KNF

29 kwietnia 2022 r. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła pierwszy prospekt Millennium Banku Hipotecznego. Decyzja KNF o zatwierdzeniu prospektu umożliwi bankowi emisję hipotecznych listów zastawnych na terytorium Polski, na zasadach określonych w prospekcie.
– Od momentu rozpoczęcia działalności operacyjnej w czerwcu 2021 roku koncentrowaliśmy się na transferach kredytów hipotecznych udzielonych przez Bank Millennium do banku hipotecznego. Kredyty te mogą stanowić podstawę emisji hipotecznych listów zastawnych. Równolegle do tych działań, przygotowywaliśmy się do przeprowadzenia pierwszej emisji hipotecznych listów zastawnych. Zatwierdzenie prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego kończy ważny etap tych przygotowań – powiedziała Agata Chrzanowska, Prezes Millennium Banku Hipotecznego. – Dla przypomnienia w Polsce banki hipoteczne są jedynymi instytucjami finansowymi, które mają prawo emitować ten rodzaj papierów dłużnych.
Treść prospektu zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego jest dostępna na stronie internetowej Millennium Banku Hipotecznego www.millenniumbh.pl.

Emisje Listów Zastawnych to główny cel powołania banku hipotecznego w Grupie Banku Millennium. Mają one zapewnić efektywne i stabilne finansowanie kredytów hipotecznych udzielanych przez Bank Millennium i wpierać dalszy rozwój tej linii biznesowej. W 1 kwartale 2022 roku, mimo spadku sprzedaży spowodowanego bezprecedensowym, zbyt szybkim wzrostem stóp procentowych, co podniosło koszt kredytów i przełożyło się na zmniejszony popyt oraz mniej korzystnym scenariuszem gospodarczym opóźniającym podjęcie decyzji przez klientów, sprzedaż kredytów hipotecznych w Banku Millennium wyniosła 1,985 mld zł. Ich udział w rynku wynosi aktualnie 10,5%.
Prospekt Millennium Banku Hipotecznego zatwierdzony przez KNF

Stopy procentowe nadal w górę

Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje dynamiczne podwyżki stóp procentowych, do czego zmusza nasilająca się inflacja. Majowe posiedzenie przyniosło wzrost stopy referencyjnej z 4,5 do 5,25 proc. Z pewnością to jeszcze nie koniec cyklu, choć trudno przewidzieć poziom docelowy.
Na majowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej ponownie podniosła stopy procentowe 0,75 punktów bazowych, czyli mniej niż się spodziewano. Analitycy szacowali, że stopy pójdą w górę o 100 punktów bazowych. Stopa referencyjna wynosi już 5,25 proc. Władze monetarne wciąż walczą z inflacją, która według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego w kwietniu osiągnęła 12,3 proc., czyli poziom najwyższy od ponad dwudziestu lat (poprzednio tak duży wzrost miał miejsce w 1998 r.). Prognozy inflacyjne są coraz bardziej niepokojące i niektórzy ekonomiści zakładają, że jej poziom może sięgnąć nawet 13-14 proc. w miesiącach wakacyjnych. Z wysokim, choć stopniowo malejącym wzrostem wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych, będziemy mieć do czynienia jeszcze w kolejnych latach. W kwietniu ceny żywności poszły w górę o 12,7 proc., a nośników energii o 27,3 proc. Najnowsza prognoza NBP zakłada, że w obecnym roku średnioroczny wskaźnik inflacji może wynieść 10,8 proc., a w 2023 r. 9 proc. Dopiero w 2024 r. obniży się do 4,2 proc.

Najbardziej niepokojący jest wzrost tzw. inflacji bazowej, a więc nieuwzględniającej cen żywności i energii. Odzwierciedla on, w uproszczeniu, wpływ czynników lokalnych. W marcu wskaźnik inflacji bazowej wyniósł 6,9 proc. i był najwyższy od 2000 r., czyli od czasu, gdy jest wyliczany, a są obawy, że w kwietniu sięgnie nawet 7,5 proc.

Równie trudno ocenić, do jakiego poziomu podniesione zostaną oficjalne stopy procentowe. Zależeć to będzie nie tylko od tendencji inflacyjnych, ale także od kondycji gospodarki. Coraz częściej pojawiają się scenariusze poważniejszego spowolnienia tempa wzrostu PKB. Pierwszy kwartał obecnego roku był pod tym względem bardzo dobry, gdyż wzrost mógł według szacunków ekonomistów wynieść nawet 8,5 proc. Jednak hamowanie tego tempa jest nieuniknione i cały rok zakończymy zwyżką jedynie o około 4 proc. NBP zakłada, że w tym roku będzie to 4,4 proc. w przyszłym 3 proc., a w 2024 r. 2,7 proc. Nie można więc wykluczyć, że w kolejnych kwartałach możemy mieć do czynienia wręcz ze spadkiem PKB. Taki scenariusz spowodowałby, że RPP będzie mniej skora do podwyższania stóp procentowych, choć nadal będzie dążyła do opanowania inflacji i podtrzymania kursu złotego. Umocnienie złotego także działa antyinflacyjnie, obniżając koszty importowanych surowców i towarów.

Dalsze zaostrzanie polityki pieniężnej skutkować będzie zarówno podwyższaniem kosztu kredytów, jak i oprocentowania lokat bankowych. W tym roku te tendencje będą przebiegać dość dynamicznie, ale w kolejnych latach należy spodziewać się ich stopniowego hamowania” – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Kolejna podwyżka stóp NBP. Raty kredytów w praktyce uległy już podwojeniu

Rada Polityki Pieniężnej podniosła ósmy raz z rzędu, licząc od października ub. roku, stopy procentowe NBP. Tym razem obyło się bez niespodzianki, co oznacza, że główna stopa w odpowiedzi na ponad 12-procentowy galop inflacyjny wzrosła o 75 pb. do poziomu 5,25 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym samym raty kredytów mieszkaniowych uległy w praktyce podwojeniu, licząc od października ub. roku, czyli punktu zwrotnego w polityce monetarnej NBP.

Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych skala pojedynczego ruchu stóp NBP rzędu 75 pb. oznacza dość traumatyczne doświadczenie, jednak prawdziwy respekt dłużników hipotecznych budzi ich docelowy poziom. A wiele zdaje się wskazywać na to, że do tego ostatniego jeszcze dość daleka droga. Na chwilę obecną prognozy zakończenia bieżącego cyklu windowania kosztu krajowego pieniądza zawierają się w dość szerokim zakresie od 6,5 do równych 10 proc. Niestety, całkiem realne przewidywania wzrostu rodzimej inflacji do 17 proc. w roku bieżącym grożą przesunięciem tego zakresu wyraźnie wyżej.

Tymczasem już przy obecnej wartości stopy referencyjnej raty kredytów mieszkaniowych praktycznie uległy podwojeniu w stosunku do okresu sprzed podwyżek. Rata kredytu o wartości 350 tys. zł zaciągniętego na 25 lat z marżą równą 2 proc. wzrośnie od początku października ub. roku z poziomu 1520 zł do 2818 zł, czyli o blisko 86 proc. Natomiast miesięczna spłata analogicznego zobowiązania w wysokości 450 tys. zł z okresem spłaty 30 lat pójdzie w górę z 1711 zł do 3460 zł, a więc już o ponad 102 proc.

Taki stan rzeczy dla ogromnej części, a być może już zdecydowanej większości dłużników hipotecznych, może oznaczać przekroczenie poziomu krytycznego, powyżej którego dalsza, systematyczna spłata zadłużenia będzie zadaniem trudnym do realizacji na dłuższą metę. Tymczasem, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, odczuwalnych obniżek stóp nie należy oczekiwać wcześniej niż za kilkanaście kwartałów, i to raczej w optymistycznym wariancie.

Oczywiście największym problemem pozostaje 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020-2021. Są to kredyty obciążone największym ryzykiem ze wszystkich dotychczas udzielonych w kraju, które już nie tylko w przewidywalnej, ale bezpośredniej perspektywie najbliższych miesięcy, w okolicznościach dalszego zacieśniania polityki pieniężnej NBP mogą stać się prawdziwą zmorą krajowej gospodarki.

Tymczasem trudno na razie ocenić, czy zapowiedziane w ostatnich dniach rządowe rozwiązania pomocowe dla posiadaczy złotowych kredytów mieszkaniowych okażą się skutecznym panaceum na ich coraz to większe kłopoty. Dofinansowanie programu dopłat do kredytów, darmowe wakacje kredytowe czy wreszcie zastąpienie WIBOR-u instrumentem mniej drenującym rodzinne budżety kredytobiorców pozornie mogą wydawać się pakietem skutecznych mechanizmów zabezpieczających całą rzeszę zagrożonych niewypłacalnością dłużników hipotecznych. Sęk w tym, że w tego typu regulacjach zazwyczaj diabeł tkwi w szczegółach, których do końca jeszcze nie znamy.  

Tymczasem tegoroczne wyraźne tąpnięcie sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w I kw. o ponad 40 proc. rok do roku, będące w pierwszym rzędzie konsekwencją drastycznego wzrostu stóp NBP, nie znalazło potwierdzenia w kwietniu. Jak bowiem wynika ze statystyk serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, w ubiegłym miesiącu deweloperzy sprzedali na sześciu głównych rynkach kraju 3700 lokali, co oznacza wynik lepszy licząc miesiąc do miesiąca o blisko jedną piątą. Wygląda więc na to, że do zakupów przystąpili ponownie inwestorzy gotówkowi skuszeni eldorado na rynku mieszkaniowego wynajmu oraz wciąż rosnącymi cenami lokali z pierwszej ręki. W tegorocznym kwietniu ich ceny ofertowe na czterech z sześciu głównych rynków kraju ponownie osiągnęły historyczne poziomy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

RPP zaskoczyła. Co dalej ze stopami?

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 75 pb. W konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 5,25%, najwyższego poziomu od 2008 r. Natychmiastową reakcją rynku walutowego na informacje o stopach procentowych było osłabienie złotego. Kurs EUR/PLN wzrósł z poziomu 4,65 do okolic 4,69. Osłabienie waluty w takiej sytuacji jest naturalną reakcją – rynek liczył na więcej.

Skala podwyżki jest zaskoczeniem: zarówno konsensus, jak i my zakładaliśmy, że stopy wzrosną o 100 pb. Sugerowaliśmy nawet, że możliwy jest nieco większy ruch. Co ciekawe, jest to odwrotna sytuacja niż w kwietniu, kiedy oczekiwano wzrostu o 50–75 pb., a stopy zostały podniesione o 100 pb.

Nieco wcześniej niż NBP stopy podniósł Narodowy Bank Czeski, również o 75 pb. Tam jednak oczekiwania były niższe, więc decyzja wywołała umocnienie czeskiej korony.

Jednocześnie warto dodać, że obserwowany obecnie sentyment jest ogólnie negatywny dla grupy aktywów ryzykownych, do których zalicza się złoty. Te waluty, które wczoraj zyskiwały na poprawie nastrojów po posiedzeniu Fedu, dziś raczej tracą. Osłabienie polskiego złotego częściowo wpisuje się w ten trend.

Co dalej ze stopami?

Majowy komunikat po posiedzeniu RPP ma podobny wydźwięk do kwietniowego. Podkreślone są w nim zarówno negatywne efekty dla gospodarki z tytułu rosyjskiej agresji na Ukrainę, jak też ryzyko z nią związane. W zakresie dalszych kroków banku centralnego komunikat jest identyczny jak kwietniowy i wskazuje na to, że „decyzje będą zależne od napływających informacji”.

Po decyzji rynek obniżył nieco oczekiwania w zakresie kształtowania się stóp procentowych w Polsce, kontrakty FRA nadal jednak sugerują, że w perspektywie trzech miesięcy stopy powinny wynieść ok. 7,5%. Zachowanie kursu złotego w najbliższym czasie będzie zależało m.in. od kształtowania się tych wycen.

Z uwagą będziemy obserwować konferencję prasową prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w piątek 06.05 o 15:00. Być może wyjaśni ona skalę majowej podwyżki i rzuci nieco światła na to, jak mogą kształtować się stopy w przyszłości. Obecnie zakładamy nadal, że kolejne miesiące przyniosą kontynuację podwyżek stóp procentowych w Polsce i że w perspektywie kilku miesięcy wzrosną one do ok. 7%.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Podwójna podwyżka stóp

W środę FED podniósł stopy o 0,5 p.p., a w czwartek po raz ósmy z rzędu dokonała tego Rada Polityki Pieniężnej. Stopy wzrosły o 0,75 p.p., do 5,25 proc. Rosną jednak wolniej niż inflacja, która w kwietniu wyniosła 12,3 proc, czyli o 1,3 p.p. więcej niż w marcu. Rekordowe są także straty posiadaczy bankowych lokat.

FED rozpoczął podnoszenie stóp procentowych w marcu, a w środę dokonał drugiej podwyżki w serii, o 0,50 p.p. Wcześniej FED nie podnosił stóp, co w roku 2021 było jednym z argumentów Rady Polityki Pieniężnej, by wstrzymać się także z podwyżkami stóp w Polsce. RPP od października 2021 roku przestała oglądać się na FED i na wszystkich ośmiu kolejnych posiedzeniach podniosła stopy procentowe. Dziś dokonała podwyżki o 0,75 p.p., co oznacza, że podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi obecnie 5,25 proc.

Realna stopa procentowa (stopa procentowa minus inflacja) w Polsce jednak kolejny raz spadła, bowiem inflacja wzrosła bardziej niż stopy, z 11 do 12,3 proc. Miesiąc temu realna stopa w Polsce wynosiła -5,77 proc, teraz spadła do -6,28 proc. Najbardziej niepokojący pozostaje fakt, że inflacja nadal może rosnąć w kolejnych miesiącach, co jeszcze bardziej obniży realną stopę procentową. Cały czas realna stopa w Polsce jest wyższa od amerykańskiej, która wynosi obecnie -6,91 proc.

Choć stopy wynoszą już 5,25 proc, to jeszcze do niedawna najlepsze lokaty nie przekraczały 2 proc.

A to powodowało, że najważniejszy z celów podwyżek, czyli zachęcenie do rezygnacji z bieżącej konsumpcji na rzecz oszczędzania, nie był w pełni realizowany. Mamy także za sobą kolejny miesiąc rekordowych strat, ponoszonych przez posiadaczy kończących się rocznych lokat. Lokaty na 12 miesięcy założone w maju 2021, z przeciętnym oprocentowaniem, przyniosły po roku straty wynoszące 10,86 proc.

Podczas gdy oprocentowanie lokat nie rośnie tak szybko jak stopy, to szybciej niż stopy wzrasta stawka rynkowa WIBOR (WIBOR 3M wynosi obecnie 6,14 proc). Stanowi ona podstawę do obliczania oprocentowania kredytów hipotecznych o zmiennej stopie procentowej. To właśnie kredytobiorcy ponoszą obecnie największe koszty podwyżek stóp. Widać to po spadających notowaniach polskich banków, które mierzą się z kilkoma problemami dotyczącymi kredytów hipotecznych. Pierwszym są kredyty w walutach obcych i procesy z kredytobiorcami, na które banki muszą tworzyć rezerwy. Kolejnym są rosnące problemy kredytobiorców w złotym i możliwe pogorszenie jakości portfela tych kredytów. Trzecim są pojawiające się propozycje polityków dotyczące ewentualnej pomocy kredytobiorcom mieszkaniowym, które w dużym stopniu zostałyby sfinansowane przez same banki.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Bez ciśnienia. Czyli jak produkować zbiornik ciśnieniowy?

Czy w dzisiejszych czasach można konkurować czymś innym niż ceną? Można. Pytanie tylko czym i co jest ważne oprócz ceny. O to zapytałem polskiego producenta zbiorników ciśnieniowych. Jaka jest recepta na sukces w przemyśle według Gpi Poland? Gotowe wskazówki poniżej.

Czym jest zbiornik ciśnieniowy?

Zbiorniki ciśnieniowe to rodzaj konstrukcji, która stanowi najlepsze rozwiązanie do magazynowania cieczy, substancji półpłynnych i gazów. Trzeba spełniać najbardziej rygorystyczne wymagania, które są tak szalenie istotne kiedy mowa o ciśnieniu powyżej 0,5 bara.

Zbiorniki ciśnieniowe nierzadko muszą być wytrzymałe na wysokie ciśnienie bądź próżnię, duże skoki temperatur i substancje silnie żrące lub niebezpieczne. Wtedy też mówimy o zbiornikach podlegających pod UDT, ale to temat na osobny wpis. Ryzyko wybuchu w tego typu konstrukcjach jest wysokie, dlatego już na etapie projektowania inżynierowie muszą je ograniczyć do minimum. Ciśnieniowe zbiorniki nierdzewne mogą być wyposażone, w zależności od rodzaju medium, w dodatkowe elementy, jak mieszała, systemy grzewczo-chłodzące, drabiny zewnętrzne, włazy, okno inspekcyjne, stację CIP, czujniki wycieku itp.

Normy i regulacje prawne

Zbiorniki ciśnieniowe można produkować na podstawie certyfikatu PED 2014/68/EU, zgodnie z EN 13445, AD 2000, ASME VIII-1 i wielu innych regulacji. Wszystko zależy od kraju w jakim dane zbiorniki mają pracować i od ogólnych założeń i preferencji odbiorcy. Są zakłady, których oddziały znajdują się w Polsce, Niemczech, Holandii, a zbiorniki projektowane są według normy amerykańskiej. Ze względu na globalizację przemysłową przepisy te są akceptowane również na terenie ponad 140 krajów poza USA i Kanadą. Taka praktyka jest częsta, choć dla zbiorników i urządzeń ciśnieniowych najpopularniejszą normą jest ta europejska EN 13445, jako dopełnienie dyrektywy PED (Pressure Equipment Directive).

Zbiorniki ciśnieniowe dla spożywki i browarów

zbiornik ciśnieniowyZapytałem producenta zbiorników, kto najczęściej zamawia ciśnieniowe odpowiedniki i jakie wymagania są stawiane przez klientów, „Mogę zdradzić, że najczęściej zbiorniki ciśnieniowe są zamawiane przez duże międzynarodowe koncerny oraz polskie, niemieckie i belgijskie browary. Co nie dziwi, gdyż ten rodzaj zbiorników najlepiej sprawdza się w kwestii żywności i wszelkich napojów, zwłaszcza w przypadku tych, u których zachodzi proces fermentacji. Odpowiadając na pytanie o wymagania jakie musi spełnić producent zbiorników, aby liczyć się na rynku, to będąc obiektywną, z całą pewnością w dzisiejszych realiach ważny jest czas realizacji zamówienia. Firmy często nie mogą i nie chcą czekać na dostawę, a z drugiej strony dostępność stali jest ograniczona. Co więcej, klienci stawiają na przepływ informacji o tym, na jakim etapie jest produkcja i możliwość dostosowania zbiornika do procesu i miejsca w zakładzie klienta. Oczywiście, cena to też ważny czynnik decyzyjny, natomiast zastanowiłabym się skąd wynikają różnice między jedną ofertą, a drugą. Szczegóły, w tej branży mają ogromne znaczenie”. – Aleksandra Chmiel-Karakuła, Marketing Coordinator Gpi Poland.

Zbiorniki ciśnieniowe ze stali nierdzewnej ze względu na swoją odporność materiałową znajdują zastosowanie w przemyśle chemicznym, farmaceutycznym na przykład do produkcji leków, czy szczepionek. Konstrukcje są produkowane najczęściej ze stali nierdzewnej 304 (L) i 316 (L) w zależności od właściwości chemiczno-fizycznych medium. Z drugiej strony magazynowanie piwa, mleka, koncentratów, syropów wiąże się również z koniecznością zastosowania neutralnego i odpornego materiału. Wydaje się, że stal nierdzewna jest najlepszym rozwiązaniem.

Od czego zależy wytrzymałość zbiorników ciśnieniowych?

zbiornik ciśnieniowyZe wszystkich rodzajów zbiorników, jakie są budowane, zbiorniki ciśnieniowe stanowią najbardziej szczególną konstrukcję, z którą inżynierowie musza się zmierzyć. Na wytrzymałość zbiornika, co się wiąże także z bezpieczeństwem, ma wpływ rodzaj materiału, ścisłe przestrzeganie wszelkich norm czy odpowiednie testy kontroli. Podczas projektowania zbiorników zawsze bierze się pod uwagę możliwość powstawania korozji, starzenie materiału po formowaniu metodą na zimno czy kruchość wodorową. Producent zbiorników posiada wewnętrzny system identyfikacji materiałów, które wykorzystywane są do produkcji.

Doświadczony inżynier na podstawie danych od klienta prowadzi obliczenia wytrzymałościowe bazując na wybranej wcześniej normie projektowej. Od tego w jakim stopniu przepisy będę przestrzegane, zależy jakość nierdzewnych urządzeń oraz jednocześnie bezpieczeństwo pracowników danej firmy, w której stalowa konstrukcja ma się znajdować.

Chcąc uzyskać jak największą wytrzymałość zbiorników ciśnieniowych i jednocześnie nie tworzyć „ciężkiej”, kosztownej konstrukcji, specjaliści  zwracają szczególną uwagę nie tylko na ciśnienie, ale i na właściwości chemiczne produktu magazynowanego w zbiorniku. Inną grubość będzie miał zbiornik chemiczny, mający styczność z substancją żrącą, a jeszcze inną zbiornik na mleko, czy czekoladę.

Kalkulacje są szczegółowe i sprawdzane przez nowoczesne programy obliczeniowo-projektowe.

Odpowiedzialna produkcja bez ciśnienia

Produkując zbiorniki ciśnieniowe nie ma miejsca na najmniejsze przeoczenie i błąd. Choć w Gpi produkowane są zbiorniki z zadanym przez klienta ciśnieniem projektowym, to sama praca konstruktora, mówiąc kolokwialnie, tego ciśnienia musi być pozbawiona. Pośpiech jest złym doradcą.

Polski oddział Gpi od dekady dostarcza zbiorniki nierdzewne, w tym zbiorniki procesowe, zbiorniki buforowe czy magazynowe, dla największych firm w Europie. Producent słynie z dużych zbiorników i niecodziennej praktyki jeśli chodzi o podejście do pracy.  Dziś w Gpi pracuje prawie 100 osób.

Zmieniająca się sytuacja na rynku gospodarczym i ekonomicznym, zapoczątkowana w 2020 roku, rosnące ceny stali, wysoka inflacja, czy wojna za wschodnią granicą, która doprowadziła do destabilizacji gospodarczej w Europie, ma wpływ na produkcję zbiorników. Dzieje się tak dlatego, ponieważ zapotrzebowanie na zbiorniki zależy od rozwoju branż, dla których są produkowane – od możliwości tworzenia zakładów pracy, rozbudowy istniejących fabryk lub wprowadzenia nowego produktu na rynek.

„Nasza filozofia działania, choć skrupulatna, profesjonalna i przemyślana, zdecydowanie odbiega od idei korporacyjnych firm. Jesteśmy nastawieni na indywidualne potrzeby każdego pracownika, staramy się stwarzać dobrą atmosferę, która sprawdza się nawet przy dużych i trudnych projektach. Konkurencja była, jest i będzie. Natomiast, mówiąc w przenośni i czerpiąc z doświadczenia moich kolegów wiem, że nieodpowiednie ciśnienie może położyć wszystko”.

Przed dzisiejszymi dostawcami stawia się wymagania jak; gwarancję na optymalizacja procesów, krótki czas dostawy, szukanie alternatywnych rozwiązań i przede wszystkim na wiedzę. Firmy wiedzą czego potrzebują, ale to od producenta powinna wychodzić informacja, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Klient wie CO chce magazynować, producent zbiorników musi wiedzieć JAK to zrobić bezpiecznie.

Rynek powierzchni handlowych w I kw. 2022 r.

  • W pierwszym kwartale 2022 roku do użytkowania oddane zostało zaledwie 30 tys. mkw. powierzchni handlowej. Liczba ta obejmuje trzy nowe obiekty i jedną rozbudowę centrum handlowego;
  • Ponad 65% obiektów będących w budowie to parki handlowe;
  • Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w lutym i w marcu 2022 roku wzrosła odpowiednio o 8,1% i 9,6% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku;
  • Średnia odwiedzalność w centrach i parkach handlowych w marcu 2022 osiągnęła średni poziom 372 tys. konksumentów na obiekt handlowy, co stanowi 4-proc. spadek w porównaniu do 2019 roku;
  • Średnie obroty osiągane w centrach handlowych w lutym 2022 roku były wyższe o 2% niż w roku ubiegłym.

Wpływ wysokiej podaży w czwartym kwartale 2021 roku

Zaledwie 30 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej zostało oddane do użytku w pierwszym kwartale 2022 roku. Niski bilans wynika z zarówno z bardzo wysokiej podaży, którą zakończony został czwarty kwartał 2021 roku, jak i z opóźnień budowy poszczególnych obiektów.

Wymieniona liczba mkw. obejmuje trzy obiekty i rozbudowę jednego centrum handlowego, które zlokalizowane są w Kołobrzegu, Warce, Sierpcu i Tychach. Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce przekroczyła 15,5 mln mkw.

350 tys. mkw. powierzchni handlowej w budowie na koniec marca 2022

Na koniec pierwszego kwartału 2022 roku zarejestrowano 350 tys. mkw. w budowie z terminem otwarcia zaplanowanym na lata 2022-2023. Nowa powierzchnia handlowa zlokalizowana będzie w 25 obiektach, z których 12 zostanie rozbudowanych, a 3 będą przebudowane. Wśród największych obiektów będących aktualnie w budowie są: centrum handlowe Atut Ruczaj w Krakowie, które powiększone zostanie o 25 tys. mkw., Galeria Bawełnianka w Bełchatowie, druga faza kompleksu handlowego Karuzela w Kołobrzegu oraz park handlowy DOR Plaza w Częstochowie.

Ponad 55% budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczone na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy też obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi centrami codziennych zakupów oraz małymi parkami handlowymi. Ponad 65% obiektów będących w budowie to parki handlowe; szacujemy, że w najbliższych latach powstanie lub zostanie rozbudowanych 30 takich obiektów – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Polski rynek przyciąga nowe marki

W pierwszym kwartale 2022 roku na polskim rynku debiutowały dwie nowe marki: Philipp Plein – która swój monobrandowy butik otworzyła w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży – oraz Snipes, niemiecka sieć obuwnicza i odzieżowa streetwear. Wspomniana marka pod koniec 2021 roku przejęła spółkę Distance S.A. i jej sieć sprzedaży, która liczy 31 sklepów.

W bieżącym roku przewidywane są kolejne debiuty, m.in. marek Butlers, DM, czy Less.store.

Wzrost sprzedaży detalicznej o 8,1% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w lutym i w marcu 2022 roku wzrosła odpowiednio o 8,1% i 9,6% w porównaniu do lutego i marca 2021 roku. Warty podkreślenia jest marcowy wysoki wzrost sprzedaży detalicznej ze względu na fakt, że bazą porównawczą jest wysoki – ponad 15-procentowy wzrost odnotowany w marcu 2021 roku. W tym samym miesiącu bieżącego roku największy wzrost sprzedaży detalicznej w porównaniu z marcem 2021 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 42%), sklepy z farmaceutykami, kosmetykami i sprzętem ortopedycznym (16%), punkty sprzedaży paliw (15,5%) oraz sklepy oferujące prasę, książki i sklepy specjalistyczne (7,3%).

Popularność zakupów przez Internet nie spada

Sprzedaż internetowa osiągnęła znaczny wzrost w czasach pandemii – w okresie zakazu handlu udział tej formy sprzedaży sięgał 11%, powracając do średniego poziomu ok. 8% w trakcie znoszenia obostrzeń. Od listopada ubiegłego roku zauważalny jest wzrost sprzedaży internetowej do średniego poziomu ok. 10%, który utrzymywał się także w pierwszym kwartale 2022 roku.

W porównaniu do Wielkiej Brytanii – najbardziej rozwiniętego rynku sprzedaży przez Internet w Europie – Polska osiąga wartości rejestrowane tam w 2013 roku. Zauważyć natomiast należy, że dystans do nadrobienia jest zróżnicowany w zależności od kategorii produktowej. Najbardziej dojrzały pod względem udziału jest rynek modowy ze średnim udziałem sprzedaży online w ciągu ostatnich 12 miesięcy na poziomie ponad 25%, będący zaledwie o 2,5 pp. niższy od poziomów odnotowanych na rynku brytyjskim. Największa różnica między polskim a brytyjskim rynkiem, wynosząca prawie 10 pp., zarejestrowana jest w kategorii artykułów spożywczych. Udział wartości żywności, napojów i wyrobów tytoniowych kupowanych w sieci nie przekracza 1% – mówi Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Odwiedzalność w dużych centrach handlowych wyższa niż przed pandemią

Na koniec czwartego kwartału 2022 roku zarejestrowano średni poziom 372 tys. odwiedzających na obiekt handlowy. Liczba ta stanowi 4-proc. spadek w porównaniu do 2019 roku. Należy jednak podkreślić, że spadek odwiedzalności w zeszłym roku był głębszy i wynosił średnio 32%.

Poziom frekwencji konsumentów w centrach handlowych w styczniu i lutym br. nie był zadowalający, jednak w marcu 2022 zarejestrowano silne odbicie i powrót klientów. Szczególnie wysoki poziom odwiedzalności odnotowano w dużych (liczących od 40-60 tys. mkw.) i bardzo dużych (liczących pow. 60 tys. mkw.) centra handlowe, które w marcu 2022 odwiedziło odpowiednio o 2% i 3% więcej klientów niż w 2019 roku przed pandemią.

Skumulowana wartość obrotów w 2021 roku była wyższa niż w roku 2020

Z danych o obrotach w centrach handlowych wynika, że poziom sprzedaży w lutym 2022 roku był wyższy o 2% niż w roku ubiegłym; jednocześnie o 4% niższy niż w analogicznym miesiącu 2019 roku. Średni poziom sprzedaży w marcu 2022 wyniósł prawie 670 PLN netto na mkw. powierzchni GLA. Biorąc pod uwagę polepszający się wskaźnik odwiedzialności, można spodziewać się poprawy wyników sprzedaży w kolejnych miesiącach. W dłuższej perspektywie jednak, ogólnie pogarszająca się koniunktura gospodarcza oraz rosnąca inflacja, zmniejszająca zasobność portfela polskiego konsumenta, może negatywnie wpłynąć na poziom osiąganych przez najemców obrotów.

Klienci wrócili do centrów handlowych – w marcu odwiedzalność zrównała się z tą sprzed pandemii

  • W marcu 2022 r. odwiedzalność centrów handlowych mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu wyniosła 99,7% w porównaniu do marca 2019 r.
  • Obroty w centrach handlowych w lutym 2022 r. były o 5% niższe w stosunku do lutego 2019 r. 
  • W podziale na kategorie produktów najlepsze wyniki odnotowały żywność i usługi. Ich obroty wzrosły odpowiednio o 45,8% i 35,9%, porównując do lutego 2019 r. 
  • Najlepsze wyniki osiągnęły największe centra handlowe (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie obroty były jedynie 0,3% niższe niż w lutym 2019 r. Z kolei średniej wielkości centra handlowe (20-40 tys. mkw. GLA) odnotowały spadek obrotów o 11,6% w stosunku do lutego 2019 r.

Bardzo nas cieszy, że Polacy wraz ze zniesieniem limitów osób w placówkach handlowych chętnie wrócili do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych i zachowań zakupowych sprzed pandemii. Jednoznacznie wskazują na to wyniki odwiedzalności galerii handlowych za marzec, które prezentujemy w oparciu o Footfall Density Index. To reprezentatywne dane pochodzące z systemów kamer liczących klientów z dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Gromadzi i analizuje je globalna firma audytorska PwC – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Z danych na temat obrotów w centrach handlowych, analizowanych w oparciu o Turnover Index, wynika, że w lutym 2022 r. były one o 5% niższe niż dwa lata wcześniej. Są to wyniki raportowane wynajmującym bezpośrednio przez najemców, zawsze po zamknięciu danego miesiąca i weryfikowane przez PwC, stąd miesięczne opóźnienie w ich publikacji w stosunku do danych nt. odwiedzalności. Przyczyn niższych, lutowych obrotów można wymienić kilka. Nałożyły się tu: efekt szoku spowodowanego gwałtownie rosnącą inflacją i wzrostu kosztów życia, co spowodowało, że klienci kupują ostrożniej i częściej sięgają po produkty pierwszej potrzeby. Stąd znaczący wzrost obrotów w kategorii żywność. Podwyżki cen mediów, nowe przepisy podatkowe, które zmniejszyły pensje Polaków oraz wyższe raty kredytów spowodowały ograniczenie konsumpcji części produktów i odroczenie decyzji zakupowych na późniejszy okres.

Badania odwiedzalności centrów handlowych (Footfall Density Index), których wyniki podaje Polska Rada Centrów Handlowych, są prowadzone przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii powalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych, a co za tym idzie raportowanie wiarygodnych danych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Jest on znacznie dokładniejszy od systemów opierających się na analizie danych z telefonów, które nie zliczają np. osób mających wyłączoną lokalizację lub internet w swoich urządzeniach. Specjaliści określają dokładność przy badaniu telefonów na około 30%.

– Prezentowane przez PRCH wyniki odwiedzalności centrów handlowych są reprezentatywne i bardzo dokładne. Podobnie wysokość obrotów, która jest raportowana bezpośrednio przez najemców. To dane pochodzące z centrów handlowych reprezentujących 35% całej powierzchni dostępnej w Polsce. Dlatego dziwią nas i niepokoją pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje prezentujące znacząco zaniżone wyniki odwiedzalności i obrotów najemców. Nie znamy metod ich pomiaru oraz przetwarzania, ani powodów, dla których informacje takie są przekazywane opinii publicznej. Pokazują one nieprawdziwy obraz kondycji branży, co nie jest w interesie najemców i wynajmujących – konkluduje Krzysztof Poznański.

W 2021 roku podpisano ponad 16 tys. nowych umów o dożywocie

Z najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że liczba umów o dożywocie (mowa o nieruchomościach rolnych i nierolniczych) wciąż rośnie. W 2020 roku zawarto łącznie ponad 13 tys. nowych umów o dożywocie, w wyniku których przeniesiono prawo własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę. W 2021 roku było ich już ponad 16 tys. co daje dynamikę wzrostu na poziomie 21,8 proc.

Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi statystyki dotyczące liczby zawieranych umów o dożywocie od ponad 30 lat. Informacje gromadzone przez resort sprawiedliwości dotyczą, w większości przypadków, kontraktów zawieranych przez osoby indywidualne np. seniora i jego sąsiada. W latach 2000-2010 takich umów było łącznie 43 tys. ale w następnym dziesięcioleciu już 98 tys. W kolejnych latach można obserwować stałą tendencję wzrostową o coraz większej dynamice. Ta dynamika przyrostu w 2021 roku sięgnęła 21,8 proc. (względem roku poprzedniego).

Warto przeanalizować informacje dotyczące nieruchomości rolnych oraz nierolniczych, by zauważyć pewną tendencję. Znacznie większa liczba zawieranych kontraktów dotyczy nieruchomości nierolniczych. W 2021 było ich ponad 14 tys., podczas gdy umów dotyczących nieruchomości rolnych było (w analogicznym okresie) nieco ponad 2 tys.

– Stale rosnąca liczba zawieranych umów o dożywocie oraz nasze obserwacje i doświadczenie pozwalają zakładać, że zdecydowana większość umów jest zawierana pomiędzy osobami fizycznymi. To pozwala wysnuć wniosek, że wiele osób woli zawrzeć umowę o dożywocie, w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę z osobą prywatną (np. sąsiadem, kimś znajomym, a często również nieznajomym), aniżeli z profesjonalną instytucją np. funduszem hipotecznym. Tu trzeba przypomnieć, że profesjonalne fundusze hipoteczne zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) podpisały na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat ok. 1000 tego rodzaju umów. Tymczasem w analogicznym okresie osoby indywidualne zawarły ponad 100 tys. takich kontraktów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Wartość nieruchomości wyniosła blisko 5 mld zł

Zgodnie z danymi GUS na koniec roku 2020 przeciętna wielkość mieszkania w Polsce wynosiła 64,8 metra kwadratowego.[1] Przeciętna cena sprzedaży lokali mieszkaniowych na koniec tegoż roku wynosiła 352,7 tys. zł. W trakcie roku 2021 mieszkania w Polsce podrożały średnio o 16,94 proc.

– Jeżeli pomnożylibyśmy te średnie wartości lokali przez liczbę zawartych umów o dożywocie, to w 2021 roku łączna wartość przedmiotu transakcji w ramach umów o dożywocie wyniosła blisko 5 mld zł. Tak istotny ze względów społecznych i ekonomicznych obszar życia pozostaje niestety poza jakimkolwiek nadzorem. Podmioty zrzeszone w ZPF od lat zabiegają i przypominają o konieczności regulacji i profesjonalizacji tego rynku – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Gospodarka mieszkaniowa i infrastruktura komunalna w 2020 r., GUS, Warszawa 2021

Stopy rosną, a dolar traci

Wczorajsza decyzja o podwyżce stóp procentowych tylko teoretycznie powinna wspierać dolara. Brakowało korzystnych niespodzianek, dużo było negatywnych, więc dolar traci na wartości. W tle tych wydarzeń w górę idzie ropa naftowa.

Dolar w odwrocie

Wczorajsza decyzja o wzroście stóp procentowych o 0,5% w USA nie zaskoczyła rynków. Było to bowiem dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Rynki zareagowały jednak przeceną dolara. Dlaczego waluta mimo podwyżek stóp procentowych traci? Powodem jest fakt, że wszyscy wiedzieli, że podwyżki będą, a po cichu liczono na przyspieszenie tempa wzrostu. Na konferencji prasowej prezes Jerome Powell odciął jednak te spekulacje. Nadal zatem obowiązuje scenariusz dwóch podwyżek o 0,5% w ciągu kwartału. Ograniczanie sumy bilansowej również jest mocniej odsunięte w czasie. W rezultacie byliśmy wczoraj świadkami istotnego odbicia na amerykańskim parkiecie.

Ropa znów idzie w górę

Informacje o przygotowaniach do odcięcia się od rosyjskiej ropy przez kraje Unii Europejskiej mocno namieszała na rynkach. Nawet gdy się okazało, że mówimy o końcu roku, a planowana jest dyspensa dla Słowacji i Węgier. Powodem jest duże uzależnienie tych państw od importu rosyjskiej ropy. Złośliwi komentatorzy zwracają uwagę na konieczność zebrania jednomyślności, by sankcje weszły w życie. W rezultacie przymknięto oko na jawne prorosyjskie sympatie na Węgrzech. Takie rozwiązanie z dużym prawdopodobieństwem powoduje, że kraj ten zostanie dużym brokerem rosyjskiej ropy, a całe sankcje tylko podniosą koszty pozyskania surowca w UE. Jakby tego było mało, przebicie poziomu 110 dolarów odczujemy jeszcze w naszych kieszeniach.

Nie samymi stopami rynek żyje

Słabszy moment dolara zaczął się po decyzji Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Grunt pod spadki zaczął się pojawiać jednak już wcześniej. Zobaczyliśmy bowiem rekordowy deficyt handlowy w USA oraz mniejszą od oczekiwań liczbę miejsc pracy. Nie można jednak danych tych traktować jako jednoznacznie złych. Deficyt wynika bowiem z ogromnego wzrostu importu. Zarówno bowiem import, jak i eksport są na rekordowo wysokich poziomach. Miejsce pracy powstało niby mniej od oczekiwań, ale 247 tysięcy to niemal 0,2% łącznej liczby pracujących. Biorąc pod uwagę jeden z najniższych wskaźników bezrobocia w historii, ten wzrost to i tak solidny wynik. Nie zmienia to faktu, że dolar wpadł w pułapkę bardzo wysokich oczekiwań i teraz traci.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych głównym odczytem jest wzrost stóp procentowych w Polsce, problem w tym, że w przeciwieństwie do wszystkich banków centralnych, których decyzje obserwujemy, tylko polski nie podaje godziny decyzji.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nowe zasady rozliczania przychodów zagranicznych 2022

Polscy rezydenci podatkowi są zobligowani do rozliczenia się z całości dochodów osiąganych zarówno w kraju, jak i za granicą. Międzynarodowa Konwencja MLI kilka lat temu narzuciła zmiany w sposobach rozliczeń przychodów zagranicznych, a od tego roku obowiązuje ograniczenie w stosowaniu tzw. ulgi abolicyjnej dla dochodów osiągniętych w 2021 r. Jakie są nowe zasady opodatkowania?

Konwencja MLI

Zasady rozliczeń zagranicznych przychodów, prócz wewnętrznych przepisów prawa krajowego, regulują zawierane przez Polskę z innymi państwami umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania. Jednak wpływ na te umowy mają również uzgodnienia o szerszym międzynarodowym zakresie. Przykładem jest Konwencja wielostronna implementująca środki traktatowego prawa podatkowego, mające na celu zapobieganie erozji podstawy opodatkowania i przenoszeniu zysku, podpisana w Paryżu dnia 7 czerwca 2017 r. (ang. Multilateral convention to implement tax treaty-related measures to prevent base erosion and profit shifting – zwana “Konwencją MLI”). Sygnatariusze Konwencji są zobowiązani do wdrażania ustanowionych w niej standardów do swoich systemów prawnych, przede wszystkim w zakresie stosowania umów w sprawie unikania podwójnego opodatkowania (dalej również: u.p.o.), głównie celem:

  • zapobiegania nadużyciom traktatów dla osiągania korzyści podatkowych,
  • realizowania międzynarodowych umów ws. unikania podwójnego opodatkowania
  • usprawnienia procedury międzynarodowej współpracy podatkowej.

Odnośnie pozostałych reguł i klauzul państwa przystępujące do MLI mogą wybierać, czy je przyjmą czy nie. Aktualne stanowiska państw co do zakresu w jakim przyjęły protokoły MLI są publikowane na stronie internetowej OECD. Przyjęte standardy mają swoje odzwierciedlenie i wpływ na zawarte umowy dwustronne w sprawie unikania podwójnego opodatkowania. Standardy Konwencji MLI zaczęły stopniowo wchodzić w życie od 1 lipca 2018 r.

Zmiany w opodatkowaniu zagranicznych dochodów

Od 1 stycznia 2019 r. postanowienia Konwencji MLI mają zastosowanie do podatków u źródła podlegających u.p.o. zawartym z: Austrią, Australią, Francją, Izraelem, Japonią, Litwą, Nową Zelandią, Serbią, Słowacją, Słowenią i Wielką Brytanią. W zakresie pozostałych podatków, w tym obarczających przychody z pracy za granicą, MLI ma zastosowanie do u.p.o. zawartych z Austrią i Słowenią. W konsekwencji, podatnicy osiągający przychody z pracy najemnej w Austrii i/lub Słowenii do rozliczenia PIT za 2019 r. muszą stosować zasadę proporcjonalnego odliczenia w miejsce obowiązującej wcześniej zasady wyłączenia z progresją.

Protokoły Konwencji MLI mają zastosowanie do dochodów z pracy osiągniętych od 1 stycznia 2020 r.: w Finlandii, Irlandii, Izraelu, Japonii, na Litwie, w Nowej Zelandii, na Słowacji i w Wielkiej Brytanii. W ich przypadku podatnicy również zostali zmuszeni do zmiany metody wyłączenia z progresją na metodę proporcjonalnego odliczenia. Podobnie jak osiągający dochody z umowy o pracę lub zlecenie w: Arabii Saudyjskiej, Belgii, na Cyprze, w Danii, Indiach, na Islandii, w Kanadzie, Katarze, na Łotwie, w Norwegii, Portugalii, Rosji, na Ukrainie i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – w zakresie dochodów osiąganych od 1 stycznia 2021 r.

Co to oznacza w praktyce?

Dla wymienionych podatników oznacza to, że

  • zostali zobowiązani do złożenia deklaracji podatkowej w Polsce bez względu na to, czy osiągali przychody z pracy najemnej w kraju i za granicą, czy tylko za granicą;
  • osiągnięte za granicą przychody mają wpływ na wysokość opodatkowania w Polsce i zostaną opodatkowane stawką przewidzianą dla tego typu przychodów w polskich przepisach, przy proporcjonalnym odliczeniu podatku dochodowego zapłaconego za granicą;
  • do podstawy opodatkowania w Polsce wliczany jest zwrot nadpłaconego podatku w roku podatkowym, w którym podatnik go otrzyma.

Metoda proporcjonalnego odliczenia a wyłączenia z progresją

Jaka jest różnica między dwoma metodami unikania podwójnego opodatkowania? Metoda wyłączenia z progresją pozwala na wyłączenie z podstawy opodatkowania w Polsce dochodów osiągniętych za granicą, zwolnionych od opodatkowania na podstawie u.p.o. Podatek od pozostałych dochodów podatnika oblicza się jednak przy zastosowaniu stawki właściwej dla całego osiągniętego w roku podatkowym dochodu, a więc zsumowanych dochodów uzyskanych w Polsce i za granicą.

Natomiast przy metodzie proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód powiększa podstawę opodatkowania w Polsce, ale od podatku należnego odlicza się wartość podatku zapłaconego za granicą proporcjonalnie do uzyskanego tam dochodu. Przy tej metodzie podatnik zawsze jest zobowiązany do wykazania w deklaracji podatkowej dochodu uzyskanego za granicą, bez względu na to, czy osiągnął inne dochody.

Ulga abolicyjna

Art. 27g ustawy o PIT stanowi, że podatnicy podlegający obowiązkowi podatkowemu w Polsce od całości swoich dochodów (przychodów) bez względu na miejsce położenia ich źródeł, uzyskane w roku podatkowym poza terytorium RP przychody:

  1. ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy;
  2. z działalności wykonywanej osobiście;
  3. z pozarolniczej działalności gospodarczej lub
  4. z praw majątkowych w zakresie praw autorskich i praw pokrewnych, z wykonywanej poza terytorium RP działalności artystycznej, literackiej, naukowej, oświatowej i publicystycznej, z wyjątkiem dochodów (przychodów) uzyskanych z tytułu korzystania z tych praw lub rozporządzania nimi

– mają prawo odliczyć od podatku dochodowego kwotę stanowiącą różnicę między podatkiem obliczonym metodą odliczenia proporcjonalnego, a kwotą podatku obliczonego według metody wyłączenia z progresją.

Limitowana ulga abolicyjna od 2022 r.

Jednak wskazana ulga abolicyjna została ograniczona. Rozliczając dochody z 2021 roku wysokość odliczenia nie może przekroczyć kwoty 1 360 zł. Należy też pamiętać, że z ulgi mogą skorzystać podatnicy wyłącznie w zakresie dochodów, do których zastosowanie ma metoda proporcjonalnego odliczenia. Poza tym ulga nie obejmuje dochodów ze wskazanych wyżej w art. 27g źródeł, ale uzyskanych w krajach i na terytoriach wymienionych w rządowym wykazie krajów i terytoriów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową.

Przychody uzyskane przed 1 stycznia 2021 r. korzystają z prawa od odliczenia kwoty ulgi w pełnej wysokości. Pełne odliczenie dotyczy również dochodów:

  1. ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej oraz spółdzielczego stosunku pracy;
  2. z usług wykonywanych na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło, uzyskiwanych wyłącznie od osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, osoby prawnej i jej jednostki organizacyjnej oraz jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej (z wyjątkiem przychodów z umów zawieranych w ramach prowadzonej przez podatnika pozarolniczej działalności gospodarczej);
  3. osiąganych w oparciu o umowy o zarządzanie przedsiębiorstwem, z kontraktów menedżerskich lub umów o podobnym charakterze, w tym w ramach prowadzonej przez podatnika pozarolniczej działalności gospodarczej (z wyjątkiem przychodów otrzymywanych przez osoby wchodzące w skład zarządów, rad nadzorczych, i/lub
    innych organów stanowiących osób prawnych);

– jeśli dochody te są osiągane z tytułu pracy lub usług wykonywanych poza terytorium lądowym państw.

Podatnicy, którzy chcieliby się dowiedzieć, czy przysługuje im pełna kwota ulgi abolicyjnej w zakresie rozliczenia zagranicznych dochodów, muszą więc w pierwszej kolejności ustalić, co kryje się pod pojęciem „terytorium lądowym państw” zdefiniowanym w przepisach podatkowych.

Skomplikowane rozliczenie

Ulegający modyfikacjom system rozliczeń ma zasadniczą wadę – jest trudny do opanowania dla zwykłego podatnika. Samo Ministerstwo Finansów, publikując obszerne objaśnienia podatkowe przepisów przyznało, że stopień ich skomplikowania jest znaczny. Podatnicy chcąc w terminie i prawidłowo rozliczyć się z fiskusem, będą musieli szukać pomocy u profesjonalnego księgowego, czy prawnika podatkowego. Zwłaszcza, że choć ulgę abolicyjną rozlicza się w zeznaniu rocznym, przez co nie uwzględnia się jej przy obliczaniu zaliczek na PIT w trakcie roku, to jednak jeśli podatnik zakłada, że jego roczne zobowiązanie zostanie wyraźnie pomniejszone w wyniku zastosowania ulgi, może wystąpić do urzędu skarbowego o ograniczenie wysokości pobieranych zaliczek.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Chmura Krajowa i Google Cloud uruchamiają program dla startupów “Let’s get (c)loud”

Chmura Krajowa i Google Cloud uruchamiają program akceleracyjny dla startupów “Let’s get (c)loud”. Ma on na celu szybszy rozwój młodych innowacyjnych firm, dzięki wsparciu w zakresie technologii i biznesu oraz wykorzystaniu narzędzi Google Cloud.

Program dla startupów “Let’s get (c)loud” wspiera rozwój spółek technologicznych w wielu obszarach. Są to zarówno konsultacje techniczne z inżynierami Chmury Krajowej oraz Google Cloud, którzy pomogą maksymalnie wykorzystać potencjał technologii chmurowej, jak też sesje biznesowe z praktykami. Najlepsze projekty będą mogły uzyskać wsparcie o wartości nawet do 100 tys. USD do wykorzystania na usługi Google Cloud Platform lub środki na migrację do chmury albo walidację produktu.

Sukcesy polskich startupów pokazują, że jesteśmy w stanie budować firmy o zasięgu globalnym lub regionalnym, które są liderami swoich branż i technologii. Chcemy wspierać rozwój takich organizacji, bo mamy głębokie przekonanie, że naprawdę globalny sukces jest dzisiaj możliwy jedynie przy wykorzystaniu najnowszych i najbardziej zaawansowanych technologii cloudowych – mówi Paweł Ławecki, wiceprezes Chmury Krajowej.

Dla tego typu zwinnych organizacji chmura obliczeniowa jest naturalnym wyborem. Przede wszystkim uruchomienie środowiska IT jest o wiele szybsze niż w modelu on-premise i nie wymaga znacznych nakładów inwestycyjnych związanych z zakupem i utrzymaniem infrastruktury IT. Po drugie chmura obliczeniowa jest elastyczna, co pozwala dopasować zasoby do faktycznego zużycia, unikając niepotrzebnych kosztów. Jest też skalowalna. Jeżeli startup odniesie sukces i zapotrzebowanie na wielkość środowiska IT gwałtownie wzrośnie, chmura obliczeniowa pozwoli obsłużyć wszystkich klientów.
I co najważniejsze chmura publiczna – taka jak Google Cloud ma również wbudowanych wiele gotowych do użycia usług, które znacznie przyspieszają wdrażanie nowych pomysłów biznesowych i wyjście z nimi na rynek. Część z tych najnowszych technologii i narzędzi dostępnych jest dzisiaj już tylko w chmurze publicznej.

Uczestnicy programu będą mogli skorzystać z doświadczenia ekspertów Chmury Krajowej oraz Google Cloud, którzy brali udział w złożonych projektach chmurowych. Program startupowy “Let’s get (c)loud” ma za zadanie wesprzeć rozwój innowacyjnych firm, dzięki maksymalnemu wykorzystaniu zalet Google Cloud. Na jego uczestników czeka wiele spotkań i rozmów dotyczących między innymi wsparcia technicznego, mentoringu biznesowego, możliwości wykorzystania kredytów na usługi Google Cloud oraz wspólnych działań marketingowych, również międzynarodowych. Mentoring biznesowy i techniczny uwzględnia między innymi:

  • wsparcie certyfikowanych inżynierów z zespołów Chmury Krajowej i Google Cloud specjalizujących się w obszarze architektury rozwiązań chmurowych, app development, mulit-cloud, security, data, AI, ML, etc.
  • sesje z praktykami biznesu i przedstawicielami funduszy venture capital
  • techniczne meetupy, Q&A
  • a dla startupów z rozwiązaniami o największym potencjale biznesowym i chmurowym, wspólne aktywności sprzedażowe do dużych klientów korporacyjnych

Chcemy, aby polskie startupy mogły skupić się na faktycznej innowacji, dzięki wykorzystaniu w pełni tego, co już oferuje Google Cloud. Nasze narzędzia umożliwiają tworzenie innowacji szybciej, bardziej efektywnie kosztowo i bezpieczniej.
W ramach naszego programu będziemy wspierać zarówno startupy, które z chmurą już miały do czynienia, jak i te, które swoją przygodę z chmurą dopiero zaczynają. Chcemy również “łączyć kropki” i łączyć startupy z ekspertami i instytucjami, które wyniosą te spółki na wyższy poziom np. poprzez dodatkowe finansowanie, wiedzę branżową lub pomoc w ekspansji międzynarodowej – mówi Justyna Hojnacka z Google Cloud.

FOMC nie zaskoczył negatywnie

Amerykański Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) nie sprawił wczoraj jakiejś negatywnej niespodzianki inwestorom. Zgodnie z oczekiwaniami wysokość oprocentowania funduszy federalnych wzrosła o 0,5 pkt. proc. do przedziału 0,75-1 proc. Stopy w USA są nadal ekstremalnie niskie, ale ta skala tej podwyżki była największa od 2000 roku. FOMC zaprezentował też swe plany redukcji wielkości swej sumy bilansowej. Okazały się one mniej agresywne, niż to wcześniej było sugerowane: od czerwca sprzedaż obligacji wartych 47,5 mld dolarów miesięcznie, od września wartych 95 mld dolarów miesięcznie. Dziś decyzję na temat stóp podejmie polska RPP.

Niezmaterializowanie się obaw przed bardziej agresywnymi działaniami FED przełożyło się na silny wzrost cen akcji w USA. S&P 500 zyskał wczoraj +2,99 proc., DJIA +2,81 proc., zaś Nasdaq Composite +3,19 proc. To trzecia z rzędu wzrostowa sesja na Wall Street. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy lekko korygowały wczorajszy skok (S&P 500 -0,23 proc.).

Na giełdach w Azji i Oceanii przeważały dziś wzrosty (najsilniej – o 1,65 proc. – zwyżkował filipiński PSEi).

Zgodnie z tym czego można było oczekiwać europejskie giełdy otworzyły się na wyraźnych plusach (ok. 9:30 DAX +2,25 proc., CAC 40 +2,21 proc.). Do najwyższego poziomu od początku agresji Rosji na Ukrainę wyszedł dziś rano rosyjski RTS (+2,76 proc.).
Podążając za Wall Street WIG-20 rozpoczął czwartkową sesję od wzrostu (+1,33 proc. ok. godz. 9:15). Jedynym indeksem sektorowym GPW, który na początku czwartkowej sesji nie rósł był WIG-Chemia (-0,3 proc.). Najwyżej od 2010 roku była dziś cena akcji Arctic Paper (+2,48 proc.). Po wyjściu na początku sesji na najwyższy poziom od 2018 roku, akcje Boryszewa taniały o 6,76 proc..

Rentowność 10-letnich obligacji rządu Indii wyszły dziś na najwyższy poziom od 3 lat. O krok od wyjścia na najwyższy poziom od 2008 roku były rentowności 10-latek rządu Malezji. Rentowność 10-letnich obligacji rządu Kanady był wczoraj najwyżej od 2011 roku. Rentowność amerykańskich 10-latek po wczorajszym cofnięciu się poniżej poziomu 3 proc., dziś lekko ponownie rosły.

Wczoraj o 10 proc. podrożały kontrakty na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie. Ponownie na najwyższy poziom od 2008 roku wyszła dziś rano cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Ceny ropy naftowej rosły dziś nieznacznie. Drożały dziś metale szlachetne (złoto +1,35 proc.).

Lekko umacniał się po decyzji FED amerykański dolar (USD/JPY +0,31 proc., EUR/USD –0,29 proc.). Złoty słabł dziś rano (USD/PLN +0,59 proc., EUR/PLN +0,35 proc.).
Kurs Bitcoina wobec USD spadał dziś rano o 0,5 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

AGH podejmuje współpracę z IDEAS NCBR

Szkoła Doktorska AGH podejmuje współpracę z IDEAS NCBR, ośrodkiem badawczo-rozwojowym powołanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Obszarem współpracy będzie działalność badawczo-rozwojowa w dziedzinie sztucznej inteligencji oraz rozwiązań informatycznych dla ekonomii cyfrowej.

W ramach współpracy rekrutowani będą doktoranci, którzy będą kształcić się w Szkole Doktorskiej AGH i jednocześnie pracować w IDEAS NCBR. Spółka, oprócz atrakcyjnych zarobków, oferuje młodym naukowcom refundację kosztów podstawowego stypendium doktoranckiego.

Prorektor ds. Nauki AGH prof. Marek Gorgoń podkreśla:- Współpraca Szkoły Doktorskiej AGH z IDEAS NCBR stanowić będzie poszerzenie oferty badawczej dla doktorantów AGH. IDEAS NCBR uzyska możliwość zaangażowania doktorantów w prowadzone w spółce badania naukowe oraz, co bardzo istotne, komercjalizację wyników badań naukowych. Transfer rozwiązań badawczych powstających w ramach rozpraw doktorskich jest niezwykle istotny. To są najczęściej projekty zlecane przez konkretne firmy, które poszukują specjalistycznych rozwiązań. Mamy nadzieję, że współpraca będzie wzajemnie korzystna, a porozumienie będzie początkiem wspólnych działań na rzecz transferu technologii dotyczących sztucznej inteligencji z uczelni do
prężnie działającego biznesu i przemysłu.

Sztuczna inteligencja jest rozwijana w AGH na bardzo wielu płaszczyznach. Cyfrowy wymiar rzeczywistości wspierany jest pracami studentów, zaawansowanymi projektami kół naukowych,  pracami dyplomowymi, grantami kadry naukowej AGH oraz doktoratami wdrożeniowymi. – Te ostatnie są dla nas kluczowe. Zależy nam na umocnieniu tej prężnie rozwijającej się dziedziny oraz wsparciu rynku najlepszymi rozwiązaniami
z obszaru artificial intelligence –
wyjaśnia prof. Marcin Szpyrka, Dyrektor Szkoły Doktorskiej AGH w Krakowie.

Z uwagi na wsparcie finansowe ze strony IDEAS NCBR uczelnia będzie mogła przyjąć dodatkowych doktorantów. Jesteśmy przekonani, że już za kilka lat, kadra naukowa specjalizująca się w szeroko rozumianym AI znacznie się rozrośnie. Dzięki współpracy w ramach różnych projektów badawczych realizowanych przez spółkę zaobserwujemy nie tylko transfer wiedzy między studentami i najlepszymi uczelniami w Polsce i za granicą, ale również zintegrujemy środowisko ekspertów. Liczymy na to, że taka forma współpracy pozwoli nam na wykształcenie nowego pokolenia innowatorów – tłumaczy dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, prezes IDEAS NCBR.

Kształcenie w Szkole Doktorskiej AGH trwa 8 semestrów i realizowane jest w 4 dziedzinach nauki w 16 dyscyplinach naukowych. Doktoranci realizują indywidualny plan badań i indywidualny plan kształcenia dostosowany do potrzeb danej osoby. Szkoła Doktorska jest bezpłatna, prowadzona w trybie stacjonarnym, a jej uczestnicy mają zagwarantowane stypendium doktoranckie. Szczegółowe informacje dotyczące oferty Szkoły dostępne są na stronie: https://www.agh.edu.pl/doktoranci/szkoly-doktorskie/szkola-doktorska-agh/