Rynek biurowy w Warszawie I kw. 2022 r. – dane PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w pierwszym kwartale 2022 r. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec marca 2022 r. zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie przekroczyły 6 238 000 mkw.

W I kwartale 2022 r. na stołeczny rynek dostarczono ponad 93 400 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w sześciu projektach. Największymi z nich były Forest Tower o powierzchni 51 500 mkw. oraz kolejny budynek w ramach kompleksu LIXA, bud. C (19 400 mkw.) obydwa zlokalizowane w strefie Centrum.

Na koniec I kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 12,2% (spadek o 0,5 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 0,8 pp. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2021 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 759 700 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 12,1%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 12,3%.

W pierwszym kwartale 2022 r. popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął prawie 273 200 mkw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyła się strefa Centrum.

W okresie od stycznia do końca marca 2022 r. najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 52% (włączając umowy przednajmu). Renegocjacje i przedłużenia obowiązujących kontraktów odpowiadały za 27% zarejestrowanego popytu, ekspansje za 13%, a powierzchnia wynajęta na potrzeby własne właścicieli – 8%.

Największymi transakcjami I kwartału 2022 r. były dwie umowy przednajmu, a mianowicie: PKO BP w kompleksie biurowym SKYSAWA na ponad 34 500 mkw. oraz poufnego najemcy z sektora bankowego w Forest Tower na 30 000 mkw., a następnie umowa renegocjacji i ekspansji Grupy ING w Placu Unii na 23 500 mkw. oraz przedłużenie poufnego najemcy z sektora bankowego w Generation Park X na 18 800 mkw.

EUR/USD może doświadczyć odbicia pod koniec tygodnia

Obawy, że wojna w Ukrainie potrwa jeszcze przynajmniej jakiś czas, i napięcie związane z wyborami prezydenckimi we Francji sprawiły, że w ubiegłym tygodniu euro było najgorzej radzącą sobie walutą G10. W najbliższych dniach sytuacja waluty może się jednak odwrócić – wiele zależy od czwartkowego posiedzenia decyzyjnego EBC.

Rzeź na amerykańskim rynku długu trwa – rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wzrosły w ciągu tygodnia o zdumiewające 30 pb. Naturalną reakcją dolara w tym kontekście było umocnienie względem wszystkich głównych walut świata z wyjątkiem kilku zmiennych walut emerging markets. Chwiejność rubla trwa i obecnie znajduje się on wyżej niż przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji. Waluta jest jednak wyjątkowo niepłynna, a jej notowania rynkowe coraz bardziej tracą na znaczeniu. Juan chiński udowadnia swoją stabilność mimo rynkowej niepewności, umacniając się w ujęciu ważonym handlem mimo spowolnienia chińskiej gospodarki i twardych pandemicznych lockdownów.

Posiedzenie EBC w tym tygodniu najprawdopodobniej będzie bardzo istotne. Jak pokazały minutki z poprzedniego zebrania, wybuchł przewidywany przez nas od jakiegoś czasu konflikt między jastrzębiami i gołębiami. Po kilku ostatnich nieprzyjemnych odczytach inflacyjnych spodziewamy się, że czwartkowe komunikaty banku to odzwierciedlą. W tym tygodniu dowiemy się, jak kształtowała się marcowa inflacja w USA (wtorek 12.04) oraz Wielkiej Brytanii (środa 13.04) i poznamy zrewidowane dane dla Polski (piątek 14.04).

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej od innych walut regionu i mimo niesprzyjającego otoczenia zewnętrznego nie osłabił się w parze z euro. Zakładamy, że walucie pomogła mocna podwyżka stóp procentowych ze strony Rady Polityki Pieniężnej, która zaskoczyła i nas, i konsensus ruchem o 100 pb. Nie był on dobrze wyjaśniony, niemniej sugestia prezesa Glapińskiego, że nie jest to front-loading (mocny ruch, który mógłby pozwolić na szybsze zakończenie cyklu) wzmocniła już wcześniej rosnące oczekiwania rynkowe w zakresie podwyżek stóp w Polsce, co jest korzystne dla waluty. Obecnie oczekiwania dotyczące tego, gdzie WIBOR 3M znajdzie się za pół roku, zbliżają się do 7%.

W tym tygodniu skupimy się na otoczeniu zewnętrznym. Rynkowy sentyment powinien mieć największe znaczenie dla złotego, aczkolwiek zmiany wycen w zakresie podwyżek stóp – tak w Polsce, jak i głównych krajach – też pozostaną istotne. Kluczowym czynnikiem ryzyka pozostaje wojna w Ukrainie, niemniej wybory prezydenckie we Francji i sytuacja covidowa w Chinach też mogą wpływać na sentyment.

EUR

Wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji był lekko pozytywny dla euro. Wydaje się, że Macron w drugą turę wkracza z nieco silniejszą pozycją niż oczekiwano. Dodatkowo pozytywny dla wspólnej waluty był chór jastrzębich wypowiedzi członków EBC i pewne kąśliwe uwagi w minutkach z marcowego posiedzenia, dotyczące niemal niezrozumiale optymistycznych prognoz inflacji banku (która zgodnie z oczekiwaniami ma ponownie znaleźć się blisko celu już w 2023 r.). Wydaje się, że żadne z nich nie miało jednak dużego wpływu na rynek, i wszystkie oczy są teraz zwrócone ku posiedzeniu EBC w ten czwartek (14.04). Uważamy, że nawet subtelna zmiana tonu gołębiej dotąd prezeski Christine Lagarde mogłaby mieć nieproporcjonalnie korzystny wpływ na kurs euro względem głównych walut.

USD

Minutki z posiedzenia Rezerwy Federalnej ujawniły agresywny – bardziej niż oczekiwano – plan zmniejszania rozmiaru bilansu Fedu poprzez ograniczenie reinwestycji obligacji skarbowych i papierów zabezpieczonych hipoteką posiadanych przez bank centralny. Oczekiwania rynkowe dotyczące podwyżek stóp Fedu nadal rosną, a wyceny wskazują, że zdaniem rynku stopy już w pierwszej połowie 2023 r. osiągną ponad 3%. Rynkom trudno będzie wycenić jeszcze większą jastrzębiość Rezerwy Federalnej bez jakiegoś zmniejszenia luki między oczekiwaniami względem działań Fedu i EBC. Sprawia to, że naszym zdaniem euro może niedługo doświadczyć odbicia, szczególnie jeśli, jak zakładamy, Macron za dwa tygodnie wygra drugą turę wyborów prezydenckich.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nowe przepisy pakietu mobilności – obowiązek uzyskania licencji na transport do 3,5 tony

Już od 5 lutego 2022 roku można ubiegać się w Polsce o licencję dla firm, które wykonują przewozy pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej od 2,5 ton, czyli busami. Nowe przepisy, wynikające ze zmiany Ustawy o transporcie drogowym i pakietem mobilności[1] oznaczają, że najpóźniej do 20 maja br., konieczne jest uzyskanie licencji, a także wypisów na każdy pojazd dla firm, wykonujących międzynarodowy zarobkowy przewóz rzeczy, pojazdami od 2,5 do 3,5 tony DMC.

Kto nie musi ubiegać się o licencję wspólnotową

Warto zaznaczyć, że wymóg uzyskania licencji na podstawie nowych zasad nie dotyczy przewozów pojazdami od 2,5 do 3,5 tony:

  • Krajowych i międzynarodowych przewozów osób,
  • Wyłącznie krajowych przewozów rzeczy,
  • Międzynarodowych przewozów rzeczy na potrzeby własne.

Obowiązki dla firmy z licencją na transport międzynarodowy

Firmy transportowe, które posiadają już licencję wspólnotową dla dużych pojazdów, ale wykonują zarobkowe przewozy międzynarodowe pojazdami lub zespołami pojazdów od 2,5 do 3,5 tony, muszą dokonać zgłoszenia takiego pojazdu do zezwolenia oraz wystąpić o wypis z licencji wspólnotowej. Aby to zrobić, należy skorzystać z druku LM8, a wniosek można już składać od 21 lutego 2022 roku.[2]

Jak zaznacza Główny Inspektorat Transportu Drogowego, „od dnia 21 lutego br. otrzymuje on właściwość do rozpatrywania wniosków dla przedsiębiorcy, posiadającego obecnie zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego oraz licencję wspólnotową prowadzący transport pojazdami powyżej 3,5 tony.”[3] 

Aby uzyskać wypis, niezbędne są dowody, poświadczające spełnienie wymogu zabezpieczenia finansowego na każdy pojazd. W przypadku, gdy przewoźnik posiada już wypisy na inne pojazdy, to kwota zabezpieczenia na pojazd o DMC 2,5 – 3,5 tony  wynosi 900 euro – komentuje Mateusz Włoch, ekspert Grupy Inelo i dodaje, że kierowcy, którzy nie są obywatelami UE, muszą dodatkowo uzyskać świadectwo kierowcy, wydawane na podstawie badań zdrowotnych oraz psychologicznych.

Transport do 3,5 tony – wymagania dla przewoźnika bez licencji

Jak wygląda sprawa z firmą transportową, wykonującą zarobkowe przewozy międzynarodowe wyłącznie pojazdami bądź zespołami pojazdów od 2,5 do 3,5 tony, która nie posiada jeszcze licencji wspólnotowej? W tej sytuacji od przewoźnika wymagane jest spełnienie kilku wymogów. Konieczne jest między innymi uzyskanie zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego, którego opłata wynosi 1000 zł.

Ponadto, taka firma musi posiadać stałą i rzeczywistą siedzibę, a w tym odpowiednią liczbę miejsc parkingowych, która odpowiada przynajmniej 1/3 liczby pojazdów zgłoszonych przez przewoźnika do organu, wydającego zezwolenie na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego. – Wtedy przewozy muszą być organizowane w taki sposób, żeby pojazdy wracały na jedną z baz w kraju siedziby, raz na co najmniej 8 tygodni, a lokale firmy muszą mieć dostęp do oryginalnych dokumentów dotyczących głównej działalności przedsiębiorstwadodaje Włoch.

Co więcej, przewoźnik musi posiadać dobrą reputację oraz być zabezpieczony finansowo. Osoba spełniająca wymóg dobrej reputacji nie może być skazana za poważne przestępstwa ani nie mogą ciążyć na niej sankcje za poważne naruszenia, w szczególności przepisów wspólnotowych związanych z transportem drogowym. Z kolei wartość wykazanego zabezpieczenia finansowego na każdy pojazd, w przypadku pojazdów od 2,5 do 3,5 tony wynosi:

  • 1 800 EUR na pierwszy wykorzystywany pojazd,
  • 900 EUR na każdy dodatkowy, wykorzystywany pojazd.

Firma transportowa musi także wyznaczyć zarządzającego transportem, posiadającego certyfikat kompetencji zawodowych. Kierowcy, którzy nie są obywatelami UE, podobnie jak we wcześniejszym przypadku, muszą uzyskać świadectwo kierowcy.

Do działania niezbędne jej będzie uzyskanie licencji oraz wypisów na każdy pojazd. Opłata za udzielenie licencji dotyczącej międzynarodowego zarobkowego przewozu drogowego rzeczy na okres:

  • do 5 lat wynosi 4 000 zł + 440 zł za każdy wypis z licencji,
  • powyżej 5 lat (do 10 lat) wynosi 8 000 zł + 880 zł za każdy wypis z licencji.

Podsumowując, przedsiębiorcy, wykonujący międzynarodowe zarobkowe przewozy rzeczy busami od 2,5 do 3,5 tony DMC, najpóźniej w okresie do 20 maja 2022 muszą spełnić wymienione wymogi administracyjne.  Następne zmiany związane z wykonywaniem tych przewozów ukażą się w lipcu 2026 roku – wtedy obowiązkowe w tych pojazdach staną się tachografy, a kierowcy będą musieli rejestrować czas pracy oraz przestrzegać m.in. przepisów rozporządzenia 561/2006/WE.

[1] https://inelo.pl/ustawa-o-transporcie-drogowym-i-czasie-pracy/

[2] https://www.gov.pl/web/gitd/informacje-pojazdy-2.5-3.5t

[3] https://www.gov.pl/web/gitd/informacje-pojazdy-2.5-3.5t

10 pytań i odpowiedzi o usługę „Twój e-PIT” i rozliczenie PIT-37

Obowiązek złożenia PIT-37 mają podatnicy, którzy w 2022 byli zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, zlecenie lub o dzieło oraz otrzymali od pracodawcy PIT-11. Ekspertka z firmy inFakt przedstawia dziesięć najczęściej zadawanych pytań o rozliczenie się z fiskusem przez formularz PIT-37 i korzystanie z usługi „Twój e-PIT”.

Czy podczas składania e-PIT należy sprawdzać rozliczenie przygotowane przez Ministerstwo? Czy może ono zawierać błędy?

Niestety tak, błędy w zaciągniętych do e-deklaracji danych się zdarzają. Najczęściej są to:

  • błędne wykazywanie w usłudze „Twój e-PIT” uprawnienia do zastosowania ulgi prorodzinnej. Warto sprawdzić, czy faktycznie występuje ona w rozliczeniu i czy naliczona kwota jest prawidłowa.
  • brak PIT-11 w usłudze „Twój e-PIT”.

Trzeba też mieć świadomość, że ministerstwo nie wie jakie ulgi przysługują konkretnemu podatnikowi, dlatego należy je zastosować samodzielnie. Warto też zweryfikować, czy uprawnienia, z których korzystano poprzednich latach, a zostały automatycznie przeniesione do deklaracji za obecny rok, nadal przysługują.

Czy jeśli nie dostałem PIT-11 od swojego pracodawcy to mogę skorzystać z usługi Twój e-PIT?

Tak, jest to możliwe jeśli podatnik posiada lub założy Profil Zaufany.

Czy korzystając z usługi „Twój e-PIT” mogę rozliczyć się wspólnie z małżonkiem?

Tak, w usłudze można zmienić swoje rozliczenie indywidualne na:

  • wspólne z małżonkiem,
  • osoby samotnie wychowującej dziecko.

Czy mogę modyfikować kwoty na moim rozliczeniu?

Tak, ale trzeba pamiętać, że jeśli wartości automatycznie zaciągnięte do formularza przez Ministerstwo Finansów zostaną zmienione, to należy je udokumentować. Oczywiście jeśli w swoim rozliczeniu podatnik widzi np. pominiętą umowę o pracę, zlecenie czy dzieło, lub też uzupełnia rozliczenie o przychody, od których zaliczki odprowadza się samodzielnie (np. z działalności niezarejestrowanej), to te informacje muszą być wykazane przez niego samodzielnie w PIT.

Czy mogę nie robić nic i oczekiwać, że deklarację PIT rozliczy za mnie Urząd? Czy wtedy dostanę zwrot podatku? Skąd dowiem się jaką kwotę muszę zwrócić w razie powstania niedopłaty?

Można nie podejmować żadnych czynności. Wtedy 2 maja 2022 roku deklaracja zostanie automatycznie wysłana do fiskusa. Jeśli z rozliczenia wychodzi, że należny jest zwrot podatku, to zostanie on przelany na rachunek bankowy lub dostarczony na adres wykazany jako miejsce zamieszkania w terminie 45 dni kalendarzowych. Jeśli z rozliczenia wynika, że trzeba dopłacić do podatku, warto sprawdzić należną kwotę w usłudze „Twój e-PIT”. Urząd Skarbowy przesyła informację o zaległościach listem poleconym lub za pomocą systemu e-PIT – wtedy podatnik ma 7 dni na zapłatę.

Czy jeśli do umowy o pracę w 2022 dodatkowo uzyskiwałem dochody z najmu, to mogę rozliczyć się poprzez usługę „Twój e-PIT”?

Można złożyć deklarację przez „Twój e-PIT”, ale Urząd nie zna przychodów i kosztów z najmu. W takim przypadku należy modyfikować rozliczenie (PIT-36 lub PIT-28).

Dostałem PIT-11 już po rozliczeniu się. Co zrobić?

W takim przypadku należy sporządzić korektę rozliczenia. Poprawioną deklarację trzeba wysłać ponownie, ale jako korygującą.

W 2022 miałem jedną umowę o pracę i kilka umów o dzieło i zlecenie. Czy wszystkie należy wykazać w jednym rozliczeniu? Co jeśli jeden z pracodawców nie wystawił mi PIT-11 – czy przychody te należy wykazać samodzielnie? Czy zawsze trzeba skorzystać z przygotowanego przez Ministerstwo rozliczenia, czy mogę rozliczyć się w innym programie?

Co do zasady wszystkie przychody z różnych źródeł powinny znaleźć się w deklaracji, która jest automatycznie udostępniona w usłudze „Twój e-PIT”. Trzeba pamiętać, aby zachować ostrożność i uważnie sprawdzić wszystkie dane w przygotowanym rozliczeniu. Jeśli podatnik nie otrzymał PIT-11, to należy go wykazać poprzez dokonanie modyfikacji w opisanych wysokościach przychodu, składek itp.

Usługa „Twój e-PIT” ma być ułatwieniem dla podatników, którzy mogą, ale nie muszą z niej korzystać. Dla niektórych konieczność logowania i zakładania Profilu Zaufanego może być uciążliwa. Rozliczenie można też przygotować i złożyć we właściwym Urzędzie Skarbowym samodzielnie, na podstawie otrzymanych dokumentów źródłowych.

Prowadziłem działalność gospodarczą jednocześnie pracując na umowę o pracę. Czy mogę skorzystać z usługi Twój e-PIT?

Tak, ale samodzielnie trzeba uzupełnić dane dotyczące działalności gospodarczej. Można też samodzielnie dokonać całego rozliczenia .

Czy w „Twój e-PIT” automatycznie naliczy mi się ulga na dziecko? Czy otrzymam zwrot nawet wtedy, gdy ulga przewyższy kwotę należnego podatku? Czy dziecko uczące się też można rozliczyć za pomocą usługi „Twój e-PIT”?

Jeśli chodzi o ulgę na dzieci, to naliczana jest ona automatycznie. W tym zakresie jednak warto zweryfikować poprawność danych w deklaracji. W przypadku gdy zapłacony podatek jest mniejszy niż przysługująca kwota ulgi, można uwzględnić dodatkowy limit – sumę zapłaconych składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Niestety w tym zakresie zdarzają się błędy w przygotowanym przez Ministerstwo zeznaniu. Część składek zostaje pominięta, czego konsekwencją jest naliczenie niższej kwoty ulgi.

W przypadku dziecka uczącego się, można rozliczyć je korzystając z usługi, ale urząd nie posiada informacji o tym, czy dziecko kontynuuje naukę. Taką informację trzeba dodać samodzielnie lub usunąć odliczenie z przygotowanej wcześniej deklaracji.

Joanna Grochala, księgowa w firmie inFakt

Indeks GIP60: Giełdowy Indeks Produkcji odrabia wojenne straty

Polscy producenci z Giełdy Papierów Wartościowych doświadczyli solidnej wyprzedaży w pierwszych tygodniach wojny w Ukrainie. Jednak doświadczenie w radzeniu sobie z problemami w zaopatrzeniu nabyte podczas pandemii i stosunkowo niskie zaangażowanie na rynkach za Bugiem spowodowały, że kolejne spółki odzyskiwały zaufanie inwestorów już w marcu. W konsekwencji GIP60 odrobił w marcu lwią część strat wywołanych wojną i wzrósł o 15,96% do 964,72 punktów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc marzec. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Kolejny raz prognozy zespołu DSR okazały się trafne i zostały zrealizowane z niemal 100% skutecznością. W komentarzu za luty, kiedy wojna w Ukrainie zdążyła już wywołać falę wyprzedaży na giełdach akcji, zwracaliśmy uwagę na liczne analogie do sytuacji z pierwszych dni pandemii: „przecena na GPW jest drastycznie silna, również na spółkach produkcyjnych, co może sugerować, że podobnie jak w podczas pandemii korekta jest mocno przesadzona i daje okazję do naprawdę tanich zakupów porządnych polskich firm produkcyjnych”. Ten optymistyczny scenariusz zrealizował się już w marcu, kiedy Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł o 15,96%, wyłamując się tym samym z wielomiesięcznego trendu spadkowego.

Wzrost ceny akcji w marcu zaobserwowano w przypadku 50 z ogółu 60 polskich spółek produkcyjnych tworzących Giełdowy Indeks Produkcji, a dla pełnego obrazu należy dodać, że równo połowa producentów z GIP60 zwiększała swoją wycenę rynkową w tempie dwucyfrowym. Największe odbicie stało się udziałem spółek z branży chemicznej, które po wybuchu wojny zostały mocno przecenione z powodu dużego uzależnienia od surowców z Rosji, głównie gazu – w marcu mediana stóp zwrotu dla producentów chemicznych wyniosła 19,11%. Mocno zyskiwały również spółki z przemysłu lekkiego (mediana 17,44%), branży spożywczej (13,64%) i tzw. projektanci czyli producenci i dystrybutorzy odzieży (13,29%). Dwucyfrowe mediany miesięcznych stóp zwrotu w tych branżach dowodzą, że przecena z początku wojny miała wiele cech panicznej wyprzedaży. Tymczasem, kolejny raz w ciągu zaledwie kilku ostatnich kwartałów polskie spółki produkcyjne notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych skutecznie radzą sobie z presją negatywnych czynników zewnętrznych, co ujawnia ich duży potencjał, w który uwierzyli inwestorzy aktywni na GPW.

Na pierwszym miejscu marcowej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji znalazła się spółka Ursus S.A., która mimo widma bankructwa jakie rozpościera się nad spółką od niepamiętnych czasów, po raz kolejny została zidentyfikowana przez spekulantów jako spółka, która może skorzystać na zmianie warunków otoczenia, a jej kurs akcji odbił od dna zyskując 74,46%. Tym razem bodźcem pobudzającym wyobraźnię spekulantów był udział Ursusa w wojskowych zamówieniach. Co do tego, że wydatki na armię wzrosną nie ma wątpliwości, ale zdania są podzielone w szacowaniu korzyści jaka przypadnie w udziale spółce, o czym świadczy równie szybki spadek kursu w pierwszych dniach kwietnia, niwelujący niemal cały entuzjastyczny wzrost z marca.

Drugie miejsce dla spółki z branży spożywczej Polskiego Koncernu Mięsnego DUDA S.A. za miesięczną stopę zwrotu równą 66,29%. Zgodnie z teorią ekonomii spółki z branży spożywczej jako producenci dóbr podstawowych, powinny cechować się mniejszą elastycznością popytową dlatego, że konsumenci w obliczu spadku dochodów mogą ograniczać ilość jedzenia tylko do pewnego poziomu, poniżej którego pojawiać się może głód, który z kolei sprowokuje ich do przeznaczenia większej części dochodu na żywność kosztem pozostałych dóbr, takich jak ubrania, dobra luksusowe, rozrywka itd. Dodatkowym wzrostowym bodźcem dla branży spożywczej będzie zwiększenie  liczby konsumentów w Polsce o ponad 2 miliony uchodźców. Nie dziwi więc wzrost wartości wielu producentów żywności z GPW. Nie dziwi również problem z powrotem indeksu WIG-SPOZYW do poziomu sprzed wojny, gdyż wiele spółek wchodzących w skład tego subindeksu to producenci żywności z Ukrainy.

Najniższy stopień podium marcowej klasyfikacji GIP60 dla Grupa Azoty S.A. za miesięczną stopę zwrotu na poziomie 34,53%. Podobnie jak pozostałe zakłady chemiczne w Polsce, Grupa Azoty w wyniku wojny stanęła przed obliczem wielu nowych ryzyk związanych z dostępnością surowców niezbędnych do produkcji, w tym przede wszystkim rosyjskiego gazu ziemnego. Każda informacja wpływająca na uspokojenie nastrojów w tej grupie ryzyk jest dla spółek chemicznych paliwem do sporych wzrostów.

Oczywiście wpływ wojny w Ukrainie na sytuację polskiego przemysłu jest ciągle destabilizujący. Spadają nowe zamówienia i produkcja, a ceny paliw i energii wyznaczają nowe okresowe maksima, do tego ciągle żywe problemy z łańcuchami dostaw jeszcze się pogłębiły w wyniku rosyjskiej inwazji. W tej sytuacji wiele spółek zintensyfikowało proces budowy zapasów bezpieczeństwa, wracając do strategii, która okazała się skuteczna podczas pandemii. Wahania kursu złotówki, popytu na wyroby, podaży materiałów i surowców, oraz rosnąca inflacja, która w przemyśle od dawna utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie nie wpływają dobrze na nastroje producentów. Jednak zauważamy również oczekiwania stosunkowo szybkiej poprawy warunków, o czym świadczy kontynuacja długiego trendu tworzenia nowych miejsc pracy w polskich fabrykach. ”

Pierwsza runda wyborów prezydenckich we Francji za nami

We Francji odbyła się pierwsza runda wyborów prezydenckich. Po przeliczeniu 97 proc. oddanych głosów ubiegający się o reelekcję prezydent Emmanuel Macron zdobył 27,6 proc. głosów, „prawicowa” Marine Le Pen 23,41 proc. a „lewicowy” Jean-Luc Melenchon 21,95 proc. Tak więc w drugiej turze wyborów za 2 tygodnie zmierzą się – podobnie jak w poprzednich wyborach prezydenckich we Francji w 2017 roku – Macron i Le Pen. 5 lat temu w pierwszej rundzie Macron zdobył 24,01 proc., zaś Le Pen 21,3 proc. W drugiej rundzie Macron pokonał Le Pen zdobywając 66,1 proc.

Kurs EUR/USD nie reagował w jakiś silniejszy sposób na wynik pierwszej tury wyborów we Francji. W piątek EUR/USD zamknął się na poziomie 1,08777, dziś po godz. 9-tek kurs tej pary walutowej wynosił 1,08818. Kurs amerykańskiego dolara wobec japońskiego jena wyszedł dziś na nowy najwyższy poziom od 2015 roku i był o milimetry od swego szczytu z czerwca 2015. Jeśli go pokona to znajdzie się na najwyższym poziomie od 20 lat, co nie zdarzyło się na tej parze walutowej w ciągu minionych przynajmniej 50 lat. Najwyżej od 1,5 roku był dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara tajwańskiego. Złoty dziś rano lekko słabł (EUR/PLN +0,31 proc., USD/PLN +0,14 proc.). Kurs dolara do rosyjskiego rubla, która to waluta Rosji w okresie minionego miesiąca odrobiła prawie całość wojennych strat, rósł dziś rano o 6,07 proc.

Piątkowa sesja na rynku akcji w USA miała dosyć zróżnicowany charakter. Z jednej strony S&P 500 i Nasdaq Composite lekko spadły (o odpowiednio -0,27 proc. i 1,34 proc.), ale średnia przemysłowa Dow Jonesa dla odmiany wzrosła o 0,4 proc. Swój kolejny historyczny rekord ustanowiła Dow Jones Utilities Average, natomiast Dow Jones Transportation Average zamknęła się na najniższym od pół roku poziomie.

Na giełdach Azji i Oceanii dziś rano przeważały spadki. Najsilniejszy notował Hang Seng (-3,29 proc.). Na drugim biegunie był indonezyjski JCI (+0,41 proc.), który ustanowił dziś po raz kolejny swój nowy historyczny rekord.

W Europie najsilniej dziś rano tracił rosyjski RTS (-4,77 proc.). Turecki XU100 był dziś na najwyższym poziomie w swej historii. Niemiecki DAX tracił dziś rano 0,68 proc., zaś francuski CAC 40 0,16 proc. WIG-20 zyskiwał dziś rano +0,44 proc. odbijając się z najniższego od 3 tygodni poziomu.

W wielu krajach rentowności 10-letnich obligacji skarbowych ustanawiały dziś swe nowe cykliczne rekordy. W Azji i Oceanii z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Australii, Indonezji, Indiach, Korei Południowej i Singapurze. Rentowności 10-latek rządu USA wyszły dziś na najwyższy poziom od stycznia 2019. Z nowymi cyklicznymi szczytami rentowności 10-latek mieliśmy też do czynienia na wielu europejskich rynkach.

Ceny kontraktów na ropę naftową spadały dziś rano o ponad 2 proc. zbliżając się do swoich minimów z okresu minionego miesiąca. W piątej najwyżej od 11 lat były ceny kontraktów na uran na Comexie. Swój historyczny rekord ustanowiły w piątek ceny kontraktów na owies. Do poziomu swego szczytu z 2018 roku doszły ceny kontraktów na sok pomarańczowy.

Kurs bitcoina względem USD spadał dziś rano o 0,84 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Inflacja nadal straszy na rynkach

Inwestorzy pilnie oglądają wskaźniki zmian cen, gdyż to one najmocniej wpływają na zmiany stóp procentowych. Im szybciej rosną z kolei stopy, tym mocniej umacniają się waluty państw, których to dotyczy.

Inflacja w Czechach przyspiesza

Poranne dane od naszych południowych sąsiadów nie napawają optymizmem. Ceny wciąż przyspieszają i odczyt za marzec wynosi imponujące 12,7%. To najwyższy poziom od 25 lat. Odwoływanie się do tak odległych czasów na zupełnie innym poziomie rozwoju jest zawsze ryzykowne. Problemem jest jednak przywołanie stóp procentowych z tamtych czasów. Stopy procentowe miały wówczas szczyt na poziomie 15%. To jest coś, co wydaje się w tej chwili niemożliwe. Z drugiej strony jeszcze niedawno przedstawiciele władz monetarnych w wielu krajach opowiadali o spadku inflacji od początku roku. Czeska korona przyjęła te dane neutralnie. Powodem jest fakt, że rynki i tak oczekują dalszych wzrostów stóp procentowych na kolejnych posiedzeniach Banku Centralnego.

Inflacja to nie tylko ceny dla konsumentów

Najpopularniejszą metodą patrzenia na wzrost cen jest zdecydowanie CPI. Skrót pochodzi od consumer price index i pokazuje, o ile zmieniły się w badanym okresie ceny dla konsumentów. Publikowany jest jednak analogiczny wskaźnik dla producentów. Jest on o tyle istotny, że pozwala z pewnym wyprzedzeniem przewidywać zmiany cen dla konsumentów. Do pewnego momentu zmiany cen producentów mogą być amortyzowane marżą detalistów. Pewnych rzeczy się jednak przeskoczyć nie da. Problem ten występuje obecnie w wielu krajach, które zaniżają inflację kosztem marż. Widać to w Chinach, gdzie inflacja dla konsumentów rośnie o 1,5% a dla producentów o 8,3%. Nie jest to jednak żadne ekstremum w Norwegii, jest to 4,5% oraz absurdalne 79,4%. Tak nie przesunął się tutaj przecinek. Oznacza to, że kraj ten może spodziewać się wkrótce gwałtownego problemu ze wzrostem cen. Być może nawet wyraźnie przekraczającego tego, który jest obecnie w Europie Środkowowschodniej.

Czy reelekcja jest zagrożona?

W weekend odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Zgodnie z oczekiwaniami konieczna będzie druga tura, by wyłonić zwycięzcę. Za zwycięzców można uznać obecnego prezydenta Emmanuela Macrona, który wygrał tę rundę wynikiem około 27%. Na drugim miejscu jest (delikatnie mówiąc kontrowersyjna) Marine Le Pen z około 24%. Wielkim przegranym jest kandydat lewicy Jean-Luc Melenchon z ponad 21% głosów. Pomimo tak dobrego wyniku nie zobaczymy go bowiem w drugiej rundzie. Na razie sondaże mówią o przewadze Macrona nad Le Pen, ale przewaga ta się kurczy. Biorąc pod uwagę jawne sympatie wschodnie kandydatki, nie możemy wykluczyć, że w najbliższych dniach dojdzie do jakichś przełomowych wydarzeń we Francji. Prowadzenie obecnego prezydenta jest neutralne dla rynków walutowych, ewentualna przewaga Le Pen powinna mieć negatywny wpływ na kurs euro, szczególnie względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bez szybkich zmian w prawie dekarbonizacja w Polsce nie przyspieszy

Polska powinna jak najszybciej wdrożyć zmiany legislacyjne, by przyspieszyć inwestycje w odnawialne źródła energii (OZE) i zmniejszyć uzależnienie od importu paliw kopalnych, uważają prawnicy międzynarodowej kancelarii prawnej DLA Piper. Kluczową barierą w rozwoju zielonej energii są obecnie regulacje dotyczące budowy lądowych farm wiatrowych oraz procedury związane z przyłączeniami nowych projektów do sieci przesyłowych.

W obecnej sytuacji geopolitycznej i trwającej wojnie w Ukrainie, wiele krajów Unii Europejskiej, w tym Polska, zapowiedziało intensyfikację działań w celu ograniczenia importu surowców energetycznych z Federacji Rosyjskiej i zastąpienia ich m.in. zieloną energią. Polski rząd zadeklarował pod koniec marca, że do 2030 roku łączna moc zainstalowana OZE wzrośnie do ok. 50 GW, czyli wyniesie niemal tyle, ile obecnie ma cały system energetyczny w Polsce. Moc zainstalowana zielonych źródeł energii przekracza dziś 17 GW, z czego połowa przypada na projekty fotowoltaiczne.

Jak wskazują eksperci DLA Piper, kluczową kwestią dla przyspieszenia rozwoju sektora energii odnawialnej będzie w najbliższym czasie zmiana regulacji dotyczących inwestycji w lądowe farmy wiatrowe. Rząd wielokrotnie zapowiadał liberalizację tzw. ustawy odległościowej, jednak jak dotychczas żadne prace legislacyjne w parlamencie nie zostały podjęte. Tymczasem według Komisji Europejskiej osiągnięcie celów klimatycznych będzie wymagać zwiększenia mocy lądowych farm wiatrowych w Polsce do 17-27 GW w 2030 roku z obecnych 7,6 GW.

– Wojna w Ukrainie zdecydowanie przyspieszyła działania UE w kierunku poszukiwań nowych źródeł energii i zmniejszenia uzależnienia od paliw z Rosji. Pojawiają się głosy, także w Polsce, o możliwym powrocie do węgla, jednak naszym zdaniem jest to scenariusz całkowicie nierealny, biorąc pod uwagę cele klimatyczne i wysokie ceny uprawnień do emisji – powiedział Łukasz Jankowski, Counsel i szef praktyki energetycznej w warszawskim biurze DLA Piper. – Polska ma szansę w krótkim czasie skokowo zwiększyć moce wytwórcze zielonej energii, jeśli zostaną zniesione bariery blokujące rozwój farm wiatrowych i usprawnione procedury związane z przyłączeniami nowych projektów do sieci.

Rozwój energetyki wiatrowej hamuje tzw. ustawa 10H, która w 2016 roku wprowadziła zakaz lokowania instalacji w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości wiatraka od najbliższych zabudowań. Przepisy w Polsce są najsurowsze w UE. W większości państw członkowskich turbiny mogą powstawać w odległości 500 m od zabudowań. Jak szacuje think-tank Ember zasada 10H wyłączyła z inwestycji wiatrowych ponad 99 proc. polskich gruntów i ograniczyła łączną moc zainstalowaną w tej technologii maksymalnie do około 10 GW.

– Zwiększanie produkcji energii ze źródeł odnawialnych nie jest kampanią wyłącznie o przyszłość planety, czy lepszą jakość powietrza, ale również kwestią bezpieczeństwa energetycznego. Odblokowanie rozwoju lądowej energetyki wiatrowej pomoże Polsce w uniezależnieniu się od rosyjskiego węgla i gazu – dodał Łukasz Jankowski.

Sprawą liberalizacji zasady 10H zajmuje się Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które pod koniec ubiegłego roku skierowało projekt do konsultacji publicznych. Według informacji Ministerstwa, nowelizacją ustawy odległościowej parlament miałby się zająć w drugim kwartale 2022 roku.

Prawnicy DLA Piper podkreślają, że kolejnym czynnikiem, który blokuje rozwój energetyki odnawialnej są nieprzejrzyste procesy administracyjne. Skutkują one znacznymi opóźnieniami w przyłączaniu do sieci nowych projektów prowadzonych zarówno przez inwestorów jak i prosumentów. Poważnym wyzwaniem jest także włączenie odnawialnych źródeł energii do planowania przestrzennego i środowiskowego i złożony system uzyskiwania pozwoleń dla farm wiatrowych czy fotowoltaicznych.

Kluczowy dla przyspieszenia inwestycji w OZE i spełnienia przez Polskę celów klimatycznych będzie również rozwój sieci elektroenergetycznych, który według szacunków rządowych może wymagać inwestycji w infrastrukturę przesyłową i dystrybucyjną rzędu nawet 100 mld złotych.

– Budowa farm wiatrowych wymaga znacznych nakładów finansowych, ale o to najmniej bym się dziś obawiał – powiedział Jacek Giziński, partner współzarządzający warszawskim biurem DLA Piper. – Od lat widzimy ogromne zainteresowanie inwestorów projektami związanymi z zieloną energią, czego najlepszym przykładem jest szybkie tempo rozwoju fotowoltaiki. Polski rynek OZE jest bardzo atrakcyjny dla inwestorów zagranicznych, w tym funduszy infrastrukturalnych, podmiotów zarządzających aktywami i deweloperów.

Z szacunków Agencji Rynku Energii w lutym br. wynika, że pod względem mocy zainstalowanej OZE stanowiły około 30 proc. wszystkich źródeł energii. Realna produkcja OZE była jednak znacznie niższa i wyniosła około 17 proc.

Łódź na fali wysokiego popytu

Polska Centralna cieszy się wysokim zainteresowaniem najemców i deweloperów powierzchni magazynowych. Dzięki doskonałej lokalizacji region jest atrakcyjny szczególnie dla firm logistycznych, dystrybucyjnych oraz branży e-commerce.

Polska Centralna jest trzecim największym rynkiem magazynowym w kraju. Jej zasoby wynoszą 3,48 mln mkw. nowoczesnej powierzchni przemysłowej i magazynowej, z czego tylko w latach 2018 – 2021 na rynek trafiło ponad 1,7 mln mkw. Największym atutem regionu jest jego centralne położenie, na skrzyżowaniu autostrad A1 i A2 oraz drogi ekspresowej S8, które łączą aglomeracje: wrocławską, łódzką i warszawską. Dzięki lokalizacji i rozbudowanemu systemowi dróg Polska Centralna dla wielu firm stała się punktem przeładunkowym do dystrybucji towarów po Polsce, jak i dalej, za granicę.

Boom podażowy w okolicach Łodzi

W grudniu 2021 r. aż 18,3 proc. wszystkich metrów magazynowych powstających w kraju było w budowie w województwie łódzkim. – Na koniec ubiegłego roku tylko 38 proc. z tej powierzchni zabezpieczone było umowami najmu, co oznacza, że pozostałe 62 proc. powstawało spekulacyjnie – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa w Newmark Polska, i wyjaśnia, że powierzchnia w budowie pozwoli w najbliższych kwartałach złagodzić w Polsce Centralnej niedobór magazynów dostępnych od zaraz. A o tym, że tych powierzchni od jakiegoś czasu w regionie brakuje, świadczą rekordowo niskie pustostany, które na koniec ubiegłego roku kształtowały się w województwie łódzkim na poziomie 3,2 proc.

– Na dynamiczny rozwój powierzchni magazynowych w Polsce Centralnej wpłynęła pandemia. Nigdy wcześniej nie notowaliśmy takiego zapotrzebowania na hale, jak w ubiegłych dwóch latach. W 2021 roku popyt kształtował się na poziomie 907 tys. mkw., co jest ponad 26-procentowym wzrostem w porównaniu z wolumenem odnotowanym w roku 2020 – mówi Katarzyna Bojanowicz, Business Development Director w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska. – Tak duży popyt dodał deweloperom odwagi, żeby budować spekulacyjnie. We wcześniejszych latach – w 2018 czy 2019 roku, inwestycje niezabezpieczone umowami były ograniczone. Dlatego, gdy w 2020 roku firmy nagle zaczęły wynajmować, wygranymi okazali się deweloperzy, którzy posiadali wolne powierzchnie.

Według statystyk Newmark Polska, w regionie najwięcej budują: Panattoni, Hillwood i 7R, a największymi powstającymi tam projektami są: Panattoni Park Zgierz, Panattoni Park Pabianice, Hillwood Stryków II (BTS dla Oponeo) oraz Panattoni Park Stryków IV – Beta Wschód i Zachód. Natomiast największe projekty oddane w 2021 roku to: Loogic Park Radomsko, 7R Park Łódź West II oraz 7R Park Łódź East.

Coraz dalej na zachód

Polska Centralna była jedną z pierwszych lokalizacji na rynku nowoczesnej powierzchni przemysłowej i magazynowej, które zaczęły się dynamicznie rozwijać w Polsce na początku pierwszej dekady tego wieku. Historycznie najwięcej budowało się na Widzewie i w Strykowie. Dzisiaj w tych okolicach coraz trudniej o grunty przygotowane pod infrastrukturę magazynową. Same lokalizacje nie są już też tak atrakcyjne dla najemców, jak jeszcze 10 lat temu, ponieważ duże zagęszczenie parków w tej okolicy powoduje korkowanie się dróg dojazdowych – mówi Agnieszka Marczak, Starszy Doradca w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska. – Jednocześnie otwarcie nowych dróg, między innymi drogi ekspresowej S14, czyli tzw. zachodniej obwodnicy Łodzi i Pabianic, umożliwiło rozwój innych lokalizacji na mapie logistycznej Polski Centralnej. Nowe inwestycje powstają przede wszystkim w Konstantynowie Łódzkim, Pabianicach, Zgierzu oraz w okolicach Aleksandrowa. Nie znaczy to oczywiście, że we wschodnich rejonach nic się już nie buduje. W okolicach autostrady A1 cały czas powstają nowe obiekty.

W poszukiwaniu pracowników

Kolejnym powodem rozwoju nowych lokalizacji w aglomeracji łódzkiej jest poszukiwanie przez deweloperów miejsc z lepszym dostępem do pracowników. Dotychczasowe lokalizacje, które cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów ze względu na nasycenie rynku, nie są już tak atrakcyjne. – Obecni tam pracodawcy z powodzeniem zaangażowali potrzebnych im wykwalifikowanych pracowników, dbając jednocześnie o warunki zatrudnienia. To sprawia, że nowi inwestorzy musieliby się mierzyć z wyzwaniami rekrutacyjnymi, ze względu na deficyt pracowników. Często oznacza to konieczność ciągłego konkurowania poziomem wynagrodzeń, a nie zawsze pozwalają na to budżety inwestorów. Taka sytuacja na rynku pracy sprzyja większemu zainteresowaniu obszarami inwestycyjnymi w regionie, dotychczas rzadziej wybieranymi przez firmy – twierdzi Małgorzata Mudyna, Randstad Professionals Regional Manager, Randstad Polska.   Decyzje inwestorów wpływają na sytuację na lokalnym rynku pracy. – Widzimy zwiększone zapotrzebowanie na pracowników magazynowych, zawody techniczne związane z produkcją, w tym elektryków, elektromechaników, elektromonterów, spawaczy, a także budowlańców – murarzy i tynkarzy, operatorów sprzętu budowlanego i monterów instalacji. Poszukiwani są również kierowcy samochodów ciężarowych – dodaje Małgorzata Mudyna.

Łódź napędzają logistycy oraz e-commerce

Ze względu na swoje położenie, Polska Centralna jest lokalizacją typowo przeładunkową z przewagą powierzchni przeznaczonej pod magazynowanie. Najbardziej aktywne w regionie w poprzednim roku były firmy z sektora e-commerce oraz operatorzy logistyczni. Rekordowo wysokie transakcje najmu zawarł w tym okresie Jysk, renegocjując kontrakt na 70 tys. mkw. w Logistic City – Piotrków Distribution Center oraz wynajmując 54 tys. mkw. w Loogic Park Radomsko. W sumie w 2021 roku firmy w województwie łódzkim wynajęły prawie 907 tys. mkw., co jest ponad 26-procentowym wzrostem w porównaniu z wolumenem transakcji odnotowanym w 2020 roku.

Czynsze coraz wyższe

Ostatnie tygodnie to czas zmian i wzrostu stawek czynszu. Czynsze bazowe w Strykowie kształtują się na poziomie 3,00 – 3,40 euro/mkw./miesięcznie. Zdecydowanie drożej jest w Łodzi, gdzie za wynajem hali trzeba zapłacić 3,50 – 4,00 euro/mkw., a za powierzchnie Small Business Units nawet powyżej 4 euro/mkw. Trochę taniej magazyn można wynająć jeszcze w zachodniej części miasta, gdzie stawki zaczynają się od 3,50 euro/mkw. Jednak zdecydowanie najtańszą lokalizacją w regionie zawsze był i jest Piotrków Trybunalski, gdzie czynsze bazowe wahają się w przedziale 2,70 – 3,10 euro/mkw.

– Biorąc pod uwagę fakt, że łódzkie magazyny znajdują się w bliskich centrum częściach miasta, a nie na jego obrzeżach, to stawki czynszu w Łodzi są naprawdę bardzo atrakcyjne i kształtują się na podobnym poziomie, jak np. w drugiej strefie Warszawy. Dużo taniej niż w stolicy województwa magazyny można wynająć w Strykowie i Piotrkowie Trybunalskim, jednak w tych lokalizacjach najemcy muszą liczyć się z większymi trudnościami w znalezieniu pracowników – twierdzi Katarzyna Bojanowicz. – W Strykowie aktualnie powstaje mniej nowych inwestycji, a w ofercie przeważają starsze hale. Jednak właściciele tych parków dostosowują je do obecnych standardów, wymieniając oświetlenie na energooszczędne LED-y i przeprowadzając inne niezbędne prace remontowe. Stryków na pewno wybiorą firmy, dla których istotna jest cena. Również najemcy obecni już w tym rejonie, dalej będą chcieli „rosnąć” w tych samych albo sąsiadujących parkach.

Jak jednak twierdzi Agnieszka Marczak, czynsze w Polsce Centralnej, podobnie, jak w całym kraju, będą wzrastać, przede wszystkim ze względu na rosnące ceny działek oraz koszty wykonawstwa i materiałów budowlanych. – Ubiegły rok w Polsce Centralnej upłynął pod znakiem dużych transakcji i rekordowego wolumenu nowych umów najmu, co przyczyniło się do znacznego spadku wskaźnika pustostanów. Trudno też dzisiaj oceniać, jak na rynek magazynowy w Polsce Centralnej wpłynie sytuacja polityczno-gospodarcza na wschodzie Europy, spodziewamy się wydłużenia procesów budowlanych i zmniejszenia liczby obiektów budowanych spekulacyjnie – podsumowuje Agnieszka Marczak.

Na zdjęciu od lewej: Małgorzata Mudyna, Randstad Professionals Regional Manager, Randstad Polska; Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa w Newmark Polska; Katarzyna Bojanowicz, Business Development Director w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska; Agnieszka Marczak, Starszy Doradca w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska

W sektorze budowlanym obowiązuje „cena dnia” na materiały. Eksperci: może nie być czym, za co i kim budować

Budownictwo na poważnym zakręcie. „W wielu hurtowniach obowiązuje cena dnia. Następnego dnia już jest inna”.

Przedsiębiorcy są zgodni – budownictwo dotychczas charakteryzowało się pewną stabilnością i przewidywalnością. Można było ocenić ile kosztować będą materiały budowlane, jak szybko dotrą na teren inwestycji, jak można szacować wartość całego zadania, jak wysokie będą koszty pracownicze. Ostatnie miesiące, które przyniosły galopującą inflację oraz wojnę w Ukrainie zmieniły cały rynek nie do poznania. Eksperci nie mają wątpliwości, że przed nami poważne problemy, które odbiją się na całej gospodarki. – Słyszałam już głosy, że nie będzie komu budować, nie będzie czym budować i nie będzie za co budować – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Cena dnia” – czyli dzisiaj płacisz tyle, a jutro możesz już dużo więcej. Budownictwo w gigantycznym kryzysie

Jak mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie sytuacja wielu przedsiębiorców jest bardzo trudna, a kolejne miesiące mogą ją tylko zweryfikować negatywnie. Realizowanie inwestycji w roku 2022 w ramach budżetu negocjowanego w latach 2018-2020 to dla firm często konieczność wykonywania prac poniżej kosztów rentowności.

– Informacje, które otrzymujemy od przedsiębiorców są niestety bardzo niepokojące. Mówią nam o tym, że dostępność materiałów budowlanych spadła już w czasie pandemii, a obecna wojna jest wręcz dobijająca dla całego sektora. Ciężko jest zamówić stal, ceny styropianu wzrosły o 30-40%, dostajemy informacje, że przedsiębiorcy otrzymują informację o „cenach dnia”. Czyli dzisiaj płacisz określoną kwotę, która nieaktualna może być już jutro. W takich warunkach nie da się prowadzić dużych inwestycji infrastrukturalnych, nie da się planować inwestycji gospodarczych, ale i często po prostu budowa domu czy remont biura jest po prostu niemożliwy do czasowej realizacji w ramach zaplanowanych budżetów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Budownictwo musi mieć zapewnioną stabilność finansowania inwestycji. To bardzo poważny problem, bo w obecnym czasie wiele firm nie może liczyć na dodatkowe wsparcie banków komercyjnych, co oznacza przestój w inwestycji. No i wreszcie brakuje rąk do pracy, bo wiele osób z Ukrainy wróciło do swoich ojczyzn – dodaje Hanna Mojsiuk.

„Jak dzisiaj ktoś chce kupić dachówkę to wpisujemy go w kolejkę. Nie ma pewnego czasu realizacji czy kosztów tej dachówki”

Przedstawiciel Klastra Budowlanego przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie Andrzej Kozakowski również nie kreśli optymistycznych scenariuszy.

– Nie ma na całą sytuację prostego rozwiązania. Posuwamy się po omacku do przodu, ale wielkimi kosztami dla przedsiębiorców. Jak dzisiaj ktoś chce kupić dachówkę to wpisujemy go w kolejkę. Nie ma pewnego czasu realizacji czy kosztów tej dachówki. Poza tym towary są raczej dostępne, ale ceny zmieniają się nie z miesiąca na miesiąc, a z dnia na dzień. Walczymy o wszystko: o ceny, o terminy, o załatwianie spraw w hurtowniach i w magazynach. Sektorowi budowlanemu coraz częściej jest być w służbie klienta – mówi Andrzej Kozakowski. – Staramy się jednak wypierać negatywne scenariusze i kończyć to, co zaczęliśmy – dodaje ekspert Izby.

– Ludzie kupowali nieruchomości jak były niskie stopy procentowe i wysoka inflacja. Teraz wszystko zaczyna się zmieniać i na rynku obowiązuje strach. Część klientów nie wie do końca, co ma robić. Popyt na mieszkania może spadać. Jeżeli marzymy o mieszkaniu to należy dokładnie zbadać swoje finanse, szukać oszczędności. Czujemy, że jest obecnie moment wyczekiwania. Czy mamy na tyle odwagi, by zaryzykować inwestycje? Budując dom czy porywając się na inwestycje infrastrukturalne musimy mieć bufor finansowy – dodaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Poznaj możliwości Windows 11

Pojawił się jesienią 2021 i zachwycił. Chociaż wciąć prowadzone są nad nim prace i wydawane poprawki to nowy system od Microsoftu, Windows 11 jest niewątpliwie jego najlepszym systemem od lat. Zainstaluje, wprowadź oryginalny klucz i ciesz się wszystkimi zaletami tego wyjątkowego oprogramowania dla Twojego komputera.

Microsoft Windows 11

System Windows 11 to najnowsze dziecko światowego giganta w dziedzinie oprogramowania komputerowego, jakim jest firma Microsoft. Wydany w wersji Home, Professional i Enterprise umożliwia pracę na komputerze zarówno użytkownikom domowy, biznesowym, jak i wielkim korporacjom. Każda wersja oferuje poszczególnym użytkownikom wiele różnych możliwości i każda wersja robi to w świetny sposób. Od czasów jego poprzednika — systemu Windows 10, który został wydany w 2015 roku, na rynku multimediów, sprzętu komputerowego i oprogramowania zmieniło się bardzo dużo, zaś Windows 11 z całą pewnością wyprzedza te zmiany i daje ogrom możliwości. Chcesz wiedzieć jakich?

Zalety systemu Windows 11

Wraz z rozwojem sieci Internetu na świecie zwiększyła się liczba oszustw i przestępstw elektronicznych. Popularne stały się wyłudzenia czy kradzież danych, a także pieniędzy z kont bankowych. Handel każdym rodzajem danych stał się tak powszechny, że hakerzy zbierają swoje żniwa i prześcigają się w coraz nowszych sposobach przestępstw wirtualnych. Najnowsza wersja systemu Windows, pod nazwą Windows 11 to szeroki zakres nowoczesnych zabezpieczeń, które zapobiegają w znacznym stopniu utracie plików i wrażliwych danych z Twojego komputera. Jeśli połączysz ją z dobrej jakości programem antywirusowym, to w znacznym stopniu utrudnisz przestępcom dostęp do wszystkich informacji, jakie przechowujesz na swoim komputerze. Zwłaszcza jeśli korzystasz z sieci. Microsoft do swojego nowego systemu wprowadził szereg zabezpieczeń, między innymi szyfrowanie urządzenia, które znacznie ograniczają dostęp do niego osobom postronnym. Jednak wyższy poziom bezpieczeństwa to nie jedyne zmiany w systemie Windows 11.

Na szczególną uwagę zasługuje całkowicie odświeżony wygląd samego systemu operacyjnego. Zupełnie odmienione menu Start i dużo czytelniejsza obsługa okienek to coś, co przypadnie do gustu wielu użytkownikom. Jednocześnie Microsoft zrezygnował z wielu niepopularnych funkcji, które tylko spowalniały działanie Windowsa. Dzięki temu komputer wyposażony w Windows 11 działa płynniej i umożliwia obsługę wielu nowoczesnych aplikacji, dzięki którym codzienne korzystanie będzie łatwiejsze i przyjemniejsze. Co więcej, Windows 11 pozwala na swobodne rozmieszczanie okienek i tworzenie wirtualnych pulpitów. Dlatego łatwo dostosujesz jego wygląd do swoich potrzeb.

Wymagania sprzętowe dla Windows 11

System Windows 11 to wiele nowych możliwości, ale co za tym idzie także dużo większe wymagania sprzętowe. Od kondycji komputera, jaki posiadasz, zależy czy będzie on działać poprawnie. Wymagania systemowe Windows 11 są większe niż jego poprzednika i dotyczą głównie procesora i karty graficznej. Starsze urządzenia mogą sobie nie poradzić. Zanim dokonasz instalacji, możesz sprawdzić na oficjalnej stronie Microsoft czy Twój komputer będzie obsługiwać najnowszy system tego wydawcy.

Za pośrednictwem usługi Windows update? Jak zainstalować Windows 11

Jeśli masz na swoim komputerze zainstalowany system Windows 10, to w łatwy sposób możesz uaktualnić go do najnowszej wersji. Zrobisz to poprzez Windows Update. Instalacja się nie powiedzie, jeśli Twój komputer nie spełnia minimalnych wymagań sprzętowych, ale jeśli mimo to chciałbyś mieć możliwość korzystania z systemu, możesz pobrać nową wersję tego systemu w formie obrazu płyty z oficjalnej strony Microsoft i przeprowadzić instalację z poziomu rozruchu komputera. Czy warto to robić, musisz przemyśleć sam. Przed taką instalacją, ważne jest utworzenie kopii zapasowej plików.

Do pełnego korzystania z systemu potrzebujesz klucz aktywacyjny, który znajdziesz na stronie kluczesoft.pl. To sprawdzony dostawca legalnych kluczy do oprogramowania komputerowego, w tym Windows 11, dlatego masz pewność, że Twój system będzie otrzymywać wszystkie uaktualnienia i poprawki, a także będzie kompatybilny z innymi programami wydawanymi przez Microsoft.

Windows 11 – podsumowanie

Windows 11 to przede wszystkim duże bezpieczeństwo w trakcie korzystania z komputera, które zwiększają także automatyczne aktualizacje zabezpieczeń. Co więcej, sam możesz zadbać o proces aktualizacji. Typowa aktualizacja funkcji systemu to stała ochrona przed nowymi zagrożeniami, jakie pojawiają się w sieci, ale też znacznie łatwiejsza obsługa komputera na co dzień. Windows 11 to nie tylko nowy wygląd samego systemu, ale także jego aplikacji jak Microsoft Edge, Paint czy Microsoft Teams, który ułatwia komunikację w pracy. Jeśli tylko Twój komputer spełnia minimalne wymagania sprzętowe, to warto zainstalować najnowszą wersję Windows. Jeśli zrobisz to za pośrednictwem Windows update, będziesz mieć 10 dni na powrót do Windows 10. Dlatego, nie musisz pozostawać przy nowym systemie, gdy ten nie przypadnie Ci do gustu. Wierzymy jednak, że szybko polubisz najnowszą wersję Windowsa, która zadowoliła już wielu użytkowników.

PFR Ventures inwestuje 100 mln PLN w 2 fundusze private debt

PFR Ventures zainwestował 100 mln PLN w dwa fundusze private debt: polski CVI oraz wywodzący się z Wielkiej Brytanii Beechbrook. Oba zespoły udzielają firmom finansowania dłużnego. Tym samym, PFR Ventures poszerzył zakres swojego programu PFR PE o ten typ funduszy.

Z początkiem 2022 roku portfel PFR Ventures rozbudował się o dwa nowe fundusze private debt: CVI oraz Beechbrook. Tym samym polski inwestor instytucjonalny zainwestował już w sumie w 10 funduszy PE. Dotychczas zapewniły one około 6 mld PLN dla blisko 60 firm działających na polskim i międzynarodowym rynku.

Do tej pory PFR Ventures inwestowało przede wszystkim w fundusze o profilu wzrostowym (growth), wykupowym (buyout) oraz mezzanine (formuła hybrydowa łącząca dług z kapitałem własnym). Inwestycje w CVI i Beechbrook rozszerzają mandat inwestycyjny o fundusze dłużne (private debt). PFR Ventures planuje zainwestować w jeszcze co najmniej jeden zespół o takim profilu.

Rozwój lokalnego rynku

CVI to doświadczony zespół ekspertów inwestycyjnych, zdecydowany lider private debt w regionie Europy Centralnej, który już wcześniej dostarczał finansowania spółkom z regionu. Z początkiem 2022, najnowszy fundusz CVI skierowany do inwestorów instytucjonalnych osiągnął kapitalizację 100 mln EUR. Obecnie PFR Ventures zainwestował w niego 12 mln euro.

Jesteśmy liderem rynku private debt w Europie Centralnej – mówi Rafał Lis, partner zarządzający CVI. – Łącząc wieloletnie doświadczenie zespołu z najlepszymi standardami procesu inwestycyjnego udało nam się zbudować efektywną platformę dostarczania finansowania najbardziej interesującym przedsięwzięciom. Nowy fundusz CVI, w który zainwestował PFR Ventures umożliwi realizację kolejnych ciekawych projektów, oferując jednocześnie atrakcyjne stopy zwrotu inwestorom

Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures
Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures

Balansujemy nasz portfel, aby kapitał PFR trafiał do najlepszych zespołów zarządzających zarówno w regionie, jak i na świecie. Nasze inwestycje w lokalnych zarządzających potwierdzają ich atrakcyjność w oczach zagranicznych inwestorów i ułatwiają pozyskiwanie kapitału z dodatkowych źródeł. Tak było też w przypadku CVI, który dzięki naszemu zaangażowaniu mogło liczyć na dodatkowe pieniądze z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego – mówi Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures.

Ekspozycja w najlepszych międzynarodowych funduszach

Beechbrook to fundusz, który działa od blisko 13 lat i zainwestował już w 83 spółki. Zespół prowadzi już czwarty fundusz dłużny. Inwestycja PFR Ventures wyniosła 10 mln EUR i jest powiązana ze zobowiązaniem Beechbrook do zainwestowania dwukrotności tej kwoty w polskie spółki.

Nasze międzynarodowe działania ponownie skierowały uwagę jednego z najlepszych zespołów w Europie na polski rynek. Beechbrook nie tylko zainwestuje w polskie przedsiębiorstwa dwukrotność naszego wkładu, ale także rozbuduje swój zespół o zarządzających z naszego rynku. Tym samym do polski trafi nie tylko kapitał, ale też wiedza o najlepszych praktykach rynkowych – mówi Michał Gładyś, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

Cieszymy się, że PFR Ventures dołącza do naszego czwartego europejskiego funduszu private debt. Zapewniamy elastyczne opcje finansowania małym i średnim firmom z Europy Północnej i cieszymy się, że możemy poszerzyć obszar naszej działalności o Polskę. Segment lower mid–market to ważny element ekosystemu gospodarczego każdego państwa, a my będziemy kontynuować wspieranie średnich firm w rozwoju – mówi Paul Shea, partner zarządzający Beechbrook Capital.

Zgodnie z informacjami z połowy 2021 roku, PFR Ventures przeznaczyło na inwestycje w fundusze Private Equity dodatkowe 0,5 mld PLN. Z tych środków dokonano już trzech inwestycji. Kolejne planowane są jeszcze w tym roku.

Wynagrodzenia w digital i e-commerce

Pandemia wymusiła na wielu firmach zmianę strategii biznesowej, co znacząco oddziaływało na rynek pracy i doprowadziło do zwiększonego zapotrzebowania na ekspertów z obszaru digital i e-commerce. Duży popyt na nowych pracowników przy jednoczesnym niedoborze talentów stale wpływa na rosnące wynagrodzenia. W efekcie kandydaci z tego obszaru, w trakcie zmiany pracy, mogą liczyć na wzrost wynagrodzeń nawet o 10% – 20%. Najwięcej zarobi się na stanowiskach bezpośrednio związanych z e-commerce i digital, najmniej otrzyma copywriter i graphic designer. Więcej o płacach w obszarze digital i e-commerce w najnowszym raporcie Manpower.

30 000 zł brutto to najczęściej ofertowane wynagrodzenie na pozycji dyrektora e-commerce, a niektórzy kandydaci na to stanowisko mogą liczyć nawet na 45 000 zł brutto. Z kolei manager w ramach e-commerce najczęściej może zarobić 18 000 zł brutto, a najlepsi w dobrze płatnych branżach mogą otrzymać nawet 22 000 zł brutto. W obszarze digital kandydatowi na stanowisko dyrektora proponuje się najczęściej 28 000 zł brutto, z maksymalną stawką na poziomie 35 000 zł brutto. Z kolei digital manager może spodziewać się 15 000 zł brutto, które jest ofertowane najczęściej.

– Zwiększenie sprzedaży online oraz rozwój technologii wpłynęły na dynamiczny wzrost zapotrzebowania na specjalistów z obszaru digital i e-commerce. Aby osiągnąć przewagę konkurencyjną, firmy rozpoczęły inwestycje w zaawansowane analizy danych, personalizację, customer experience czy automatyzację procesów marketingowych. Dlatego na wiele ofert pracy mogą liczyć obecnie osoby na stanowiskach, takich jak e-commerce manager, digital manager, projektant UX/UI, marketing automation specialist, czy CRM manager. Korzystne perspektywy kariery czekają też na pracowników zajmujących pozycje SEM/SEO specialist, traffic manager, web analyst, czy customer experience manager. W agencjach marketingowych nieustannie prowadzone są rekrutacje mające na celu przyciągnięcie project managerów, account managerów, strategy plannerów, content managerów, czy social media managerów – mówi Anna Tietianiec, business manager i ekspert w obszarze rekrutacji dla obszaru digital i e-commerce.

Mimo intensywnego rozwoju e-commerce i digital w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat, liczba ekspertów w tym obszarze nadal pozostaje niewystarczająca. Zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy a jednocześnie trudna dostępność pożądanych pracowników zachęcają firmy do szukania rozwiązań, które pozwolą im wzmocnić swoją konkurencyjność na rynku.

– Doświadczony pracownik, w trakcie zmiany pracy, może liczyć na wzrost wynagrodzenia w granicach 10 – 20%. Kandydaci z tego sektora niezwykle cenią sobie elastyczność. Doceniają pracę w formule w pełni zdalnej, rzadziej, hybrydowej. Najczęstszą motywacją do udziału w procesie rekrutacyjnym jest motywacja finansowa bądź możliwość rozwoju. Oceniając atrakcyjność propozycji zawodowej, kandydaci biorą pod uwagę zaplecze technologiczne firmy, możliwości uczestniczenia w szkoleniach branżowych oraz atrakcyjność projektów, w jakich będą brali udział – podsumowuje Anna Tietianiec.

Stanowiska najniżej opłacane w ramach obszaru digital i e-commerce to copywriter, z najczęściej oferowaną stawką na poziomie 8 000 zł brutto i maksymalną wyższą o 2 000 zł. Specjalista ds. afiliacji zarobi najczęściej 7 500 zł brutto, do maksymalnie 10 000 zł brutto.

Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł

Na koniec lutego 314 352 przedsiębiorstw miało łącznie 37,74 mld zł przeterminowanych zobowiązań w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł (1,1 proc.), przybyło też 2785 niesolidnych dłużników. W porównaniu z początkiem zeszłego roku widać, że dynamika zmian wyhamowała.

Wg danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2022 roku, w największym stopniu za sprawą długów pośredników finansowych, podwyższyły się przeterminowane i nieopłacone zobowiązania sektora Działalność finansowa i ubezpieczeniowa (o 26 proc., 150 mln zł). Znacząco ponad średnią wzrosły też zobowiązania Pozostałej działalności usługowej (2,5 proc., 8,5 mln zł).Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł

– Głównie dołożyły się do tego zakłady fryzjersko-kosmetyczne i zakłady pogrzebowe oraz usługi związane z poprawą kondycji fizycznej. Szczególnie martwiące są kłopoty oferujących usługi beauty i fitness, bo w sumie obostrzenia pandemiczne już ich nie dotyczą, a widać, że sytuacja do końca nie wróciła do normy. Bardziej zauważalny na tle innych sektorów wzrost zaległości odnotowała też Informacja i komunikacja (2,1 proc., 11 mln zł). I tu  zaskoczenie, bo w płatnościach zawiodły, w tym sektorze przede wszystkim podmioty zajmujące się oprogramowaniem oraz doradztwem IT, które z pewnością obecnie na brak klientów nie narzekają – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z początkiem roku słabiej wypadły też Transport i gospodarka magazynowa (1,9 proc., 41 mln zł), tu zaległości podbił głównie transport drogowy. Nie najlepiej w 2022 weszły też  Rolnictwo (1,8 proc., 10,5 mln zł) oraz Kultura, rozrywka i rekreacja (1,7 proc., 2,9 mln zł). W ostatnim przypadku widać, że trudności mają firmy przygotowujące przedstawienia oraz prowadzące obiekty sportowe.

W największych, kluczowych sektorach gospodarki, przemyśle, handlu i budownictwie zmiany były bardzo nieznaczne.

Ponad 60 proc. Polaków wyda mniej na święta niż rok temu

  • Rośnie liczba Polaków chcących oszczędzić na zakupach świątecznych. Zmiana rdr. jest na poziomie 13 p.p.
  • Polacy przytną nakłady na świąteczne zakupy. Najczęściej wydadzą o 10-20 proc. mniej niż rok temu
  • Prawie co trzeci Polak w tym roku wyda na świąteczne zakupy spożywcze do 200 zł na osobę

Z najnowszego sondażu wynika, że Polacy najczęściej planują wydać do 200 zł na świąteczną żywność dla jednej osoby. Tak deklaruje prawie 37% badanych. 200-300 zł wskazuje 26% rodaków, 300-400 zł – ponad 13%, 400-500 zł – powyżej 8%, a przeszło 500 zł – blisko 5%. Od początku pandemii przybyło shopperów tnących koszty. W tym roku z powodu rosnącej inflacji i innych negatywnych czynników niecałe 64% ankietowanych chce przed świętami zacisnąć pasa. W porównaniu do poprzedniego roku to więcej o blisko 13 p.p. Obecne redukcje mają sięgać przeważnie od 10 do 20%.

Wielkość wydatku

Według badania przeprowadzonego pod koniec marca br. przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX, w tym roku 36,9% Polaków planuje wydać na wielkanocną żywność do 200 zł w przeliczeniu na jednego domownika. 25,8% rodaków deklaruje 200-300 zł, 13,2% – 300-400 zł, a 8,4% – 400-500 zł. Z kolei 4,8% konsumentów zamierza przekroczyć 500 zł. Wysokość wydatku nie ma znaczenia dla 1,6% respondentów. W ankiecie uczestniczyło ponad 2,2 tys. dorosłych osób, które w swoich gospodarstwach odpowiadają za robienie zakupów.

– Niemal 40% ankietowanych planuje przeznaczyć na zakup produktów spożywczych mniej niż 200 zł na osobę. Wskazanie najniższego pułapu wynika z potrzeby oszczędzania w dobie rosnącej inflacji. Jednak deklarowana kwota powinna pokryć zakup składników tradycyjnych potraw świątecznych, w tym m.in. jaj, majonezu, bakalii, białego sera, masła i wielu innych potrzebnych artykułów spożywczych – mówi Anna Senderowicz, analityk sektorowy z PKO Banku Polskiego.

Z sondażu wynika też, że 9,3% uczestników badania jeszcze nie wie, ile wyłoży na wielkanocne potrawy. Jak zauważa dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX, Polacy w przeszłości wielokrotnie przesadzali z ilością kupowanej żywności na święta, której nie byli w stanie zjeść. W rezultacie duża część pożywienia marnowała się. W ostatnim roku sytuacja ekonomiczna wielu osób pogorszyła się, a do tego większość rodaków zaczęła niepokoić się o swoją przyszłość. Konsumenci chcą rozważniej robić świąteczne zakupy. Jednak potrzebują nauczyć się tego w praktyce. Dlatego prawie 1 na 10 badanych może nie wiedzieć, ile pieniędzy finalnie wyda.

– Zaplanowanie świątecznego budżetu jest wyzwaniem. Silnie rosnące ceny podstawowych artykułów spożywczych uderzają szczególnie w rodaków z niższymi dochodami. Osoby lepiej zarabiające raczej nie będą oszczędzały na wielkanocnych zakupach. Zniesienie obostrzeń pandemicznych może sprzyjać spotkaniom w większym gronie, co pociągnie za sobą powiększenie zaplanowanych wydatków. Dlatego część osób nie umie określić, ile faktycznie wyda – wyjaśnia analityk z PKO Banku Polskiego.

Więcej oszczędzających

W związku z rosnącą inflacją i innymi negatywnymi czynnikami, 63,6% badanych zamierza wydać mniej pieniędzy na świąteczne potrawy niż rok temu. W minionych latach nieco ponad połowa respondentów zapowiadała redukcję wydatków (51% w 2021 roku i 56% w 2020 roku). Natomiast w br. 20,1% ankietowanych nie planuje zaciskać pasa. I pod tym względem nastąpił spadek (32% w 2021 roku i 29% w 2020 roku). W obecnej edycji badania 6,3% rodaków jeszcze nie podjęło decyzji w tej kwestii, a 5,3% nie potrafi się określić. Dla 4,7% to nie ma znaczenia.

– Obawy związane z toczącą się tuż obok nas wojną i gwałtowny wzrost kosztów utrzymania pogarszają nastroje konsumenckie. Ponadto w ostatnim czasie Polacy przeznaczyli część swoich dochodów na wsparcie dla uchodźców i z tego powodu mogą mieć mniej środków na święta. Niemniej udział osób, które nie zamierzają ograniczać wydatków, nadal jest spory. To pokazuje silne przywiązanie do tradycji przygotowania świąt przy suto zastawionym stole. Może też być efektem dobrej sytuacji na rynku pracy i wzrostu wynagrodzeń – analizuje Senderowicz.

Wśród osób, które planują ograniczenie świątecznych wydatków, 22,3% wyda o 15-20% mniej niż rok temu. 22,2% badanych z tej grupy deklaruje spadek o 10-15%. Z kolei 16,2% ankietowanych wskazuje redukcję o 20-30%. Jak komentuje dr Łuczak, chęć zmniejszenia inwestycji powyżej poziomu inflacji wynika z silniejszej potrzeby oszczędzania niż w minionych latach. Polacy zdają sobie sprawę z tego, że Ukraina była dużym eksporterem żywności. I tym samym przewidują, że przez trwający konflikt ceny produktów spożywczych w Europie mocno wzrosną w tym roku.

– W sytuacji drożejącej żywności ograniczanie wydatków oznacza mniejszą konsumpcję. Niewiele pomaga wprowadzona w lutym br. tarcza antyinflacyjna, gdyż wzrosty cen są tak silne, że obniżka VAT-u nie jest w stanie zmienić trendu. Dziś praktycznie niemożliwe jest znalezienie artykułu spożywczego, który byłby tańszy niż przed rokiem. Deklaracje konsumentów oznaczają więc, że część z nich planuje spędzić święta znacznie skromniej, niż to bywało wcześniej – zaznacza Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank Polska.

Jak jeszcze zacisnąć pasa?

Natomiast 9,5% Polaków chcących wydać mniej pieniędzy niż na poprzednią Wielkanoc jeszcze nie zdecydowało, o ile procent zmniejszy tę kwotę. 9,2% deklaruje redukcję o 10%. Z kolei 8,9% nie wie, jak odpowiedzieć na zadane pytanie. Łącznie prawie 12% respondentów przewiduje ograniczenie wydatków o co najmniej 30% względem zeszłego roku. Wśród nich 6% zapowiada uszczuplenie świątecznego budżetu o 30-40%, 4,2% badanych – o 40-50%, a 1,5% ankietowanych – o ponad 50%.

– Redukcja wydatków przekraczająca 30% na osobę w rodzinie świadczy o tym, że konsumenci już doświadczają trudności finansowych lub niedługo się ich spodziewają. Wpływać na to mogą m.in. rosnące raty kredytów na domy, mieszkania i samochody. Tego rodzaju podwyżki mogą pochłaniać nawet 30-40% dotychczasowych budżetów. To tłumaczy ww. poziom ograniczeń. Jednak nie wszyscy Polacy, których sytuacja ekonomiczna pogorszyła się, chcą zaciskać pasa na święta. Dlatego tylko niespełna 12% ankietowanych deklaruje zmniejszenie wydatków o ponad 30% – tłumaczy dr Łuczak.

Jak podsumowuje Grzegorz Rykaczewski, drastyczne ograniczenie wydatków prawdopodobnie jest związane z pogorszeniem kondycji gospodarstw domowych względem poprzedniego okresu. W niektórych przypadkach nastawienie na duże oszczędności może też być reakcją na wybuch wojny za naszą wschodnią granicą. Rozgrywający się blisko nas konflikt militarny wciąż stanowi nowe doświadczenie dla Polaków. Wysoka dynamika wydarzeń skłania do gwałtownych reakcji i deklaracji. Jednak może dawać krótkotrwały efekt. Po pierwszym etapie szoku emocje opadną. Wówczas nastroje konsumentów mogą się uspokoić. Oznacza to, że część osób będzie w stanie wydać więcej na święta, niż zapowiadało.

Vivid Games zaprezentował wstępne wyniki za marzec

Vivid Games utrzymuje przychody ze sprzedaży na wysokim poziomie. Poza niesłabnącą kondycją Real Boxing 2, coraz większy wpływ ma na nie rosnąca sprzedaż Eroblast.W marcu Spółka wypracowała przychody na poziomie 2,6 mln zł i zysk netto w kwocie 20 tys. zł. EBITDA za I kwartał to 1,0 mln zł. Na koniec marca na rachunkach Spółki były 2 mln zł.

Real Boxing 2 otrzymał w ostatnich tygodniach kilka następujących po sobie globalnych wyróżnień w kanałach sprzedaży, co dowodzi rosnącego potencjału gry w oczach Apple App Store i Google Play.

Real Boxing 2 jest obecnie w fazie szerokiego eksplorowania kolejnych możliwości zwiększania zarówno zasięgu jak i dochodowości. Z jednej strony stale inwestujemy w angażujące kampanie live-ops i rozbudowę gry. Z drugiej znajdujemy nowe kanały jak TikTok, dzięki którym społeczność użytkowników stale rośnie. Jednym z celów na II kwartał jest odświeżenie animacji wewnątrz gry. Chcemy, by rozgrywka na naszym ringu dostarczała graczom jeszcze więcej wrażeń.” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner Real Boxing 2.

Dzięki wyróżnieniom w kanałach sprzedaży istotnie zwiększyliśmy dzienną liczbę aktywnych użytkowników (DAU). W samym marcu gra została pobrana blisko 1,2 mln razy, z czego aż ~530 tys. to użytkownicy organiczni, czyli tacy, którzy nie wymagają nakładów na user acquisition. ARPU jest nieco niższe niż w styczniu czy lutym i wynosi dla kluczowych rynków 1,09 USD, jednak jest to standardowe odchylenie w sytuacji dużej liczby użytkowników organicznych. Przeanalizowaliśmy ARPU dla ruchu nabytego w ramach UA i tutaj nie widzimy istotnych odchyleń, wobec poprzednich miesięcy.” – tłumaczy Bartosz Biniecki.

Poza Real Boxing 2 Spółka może też pochwalić się coraz wyższymi przychodami Eroblast. „Eroblast jest specyficzną grą. W związku z tematyką nie może liczyć na wyróżnienia kanałów sprzedaży. Nasz zespół jednak konsekwentnie realizuje przyjętą strategię i od podstaw buduje bardzo zaangażowaną społeczność graczy. Przychody w marcu wzrosły o niemal 40% wobec lutego i wyniosły prawie 100 tys. USD. W ubiegły poniedziałek (04.04.) uruchomiliśmy pierwszą kampanię live-ops, a kolejne będą wypuszczane w tygodniowych odstępach. Zakładamy, że to również pozytywnie przełoży się na przychody.” – podkreśla Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

Poza powyższymi Spółka pracuje nad rozbudową portfolio. W marcu ogłosiła, że leitmotivem nowego, nawiązującego do Real Boxing 2, tytułu będzie świat walk karate. 8 kwietnia do dystrybucji na Nintendo Switch trafiła też kolejna gra z segmentu casual – Calm Colors.

Firmy z Litwy, Niemiec i Słowacji największymi dłużnikami polskich firm

Prawie 400 polskich firm czeka na uregulowanie 25,3 mln zł od zagranicznych kontrahentów. Największą część tej kwoty, bo 44 proc., muszą odzyskać spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, 22 proc. jednoosobowe działalności gospodarcze, a 12 proc. polskie spółki akcyjne. Jednak zdaniem ekspertów Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, skala tych wierzytelności może być znacznie większa, gdyż nie każdy przedsiębiorca wie, że dłużnika z zagranicy można wpisać do KRD.

Średni dług zagranicznego przedsiębiorcy wynosi 34,8 tys. zł. W ciągu ostatniego roku łączne zaległości spadły, o 8 proc. r/r. Jednak liczba dłużników wzrosła o 1,7 proc.

Litwini najmniej rzetelni, Włosi spłacili zadłużenie

Najbardziej nierzetelnymi zagranicznymi partnerami biznesowymi dla polskich firm pozostają kontrahenci z krajów sąsiadujących. Najwięcej, bo 5,6 mln zł, zalegają Litwini. O milion mniej, czyli 4,6 mln zł, Niemcy, a 2,08 mln zł są winni Polakom Słowacy.

Co ciekawe, rok wcześniej na trzecim miejscu plasowały się Włochy, z ponad 3,9 mln zł do oddania. Jednak przedsiębiorstwa z tego kraju spłaciły sporą część swojego zadłużenia i do uregulowania pozostało im obecnie ponad 1 mln zł. Tuż za pierwszą trójką plasuje się Wielka Brytania, z której firmy narobiły sobie zaległości w Polsce na przeszło 1,9 mln zł. Ponad milion zł winne są belgijskie i holenderskie przedsiębiorstwa, niewiele do tego progu brakuje też Łotyszom.

O ile najwyższe sumy polskie firmy próbują odzyskać od Litwinów, o tyle najwięcej dłużników działa w Niemczech. Co trzeci wpisany do KRD zagraniczny podmiot to firma zza Odry.

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje obecnie 727 zagranicznych firm, które nie uregulowały swoich należności wobec polskich przedsiębiorstw. Większość, bo 83 proc. niesolidnych kontrahentów, to przedsiębiorstwa z Unii Europejskiej, z którą polski biznes robi najwięcej interesów. Jednak zdarzają się także dość egzotyczne przypadki, jak dłużnicy z Wysp Świętego Tomasza i Książęcych, Peru czy Nowej Zelandii. Wszędzie na świecie bowiem mogą znaleźć się niesolidni płatnicy – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Kropla drąży skałę

Polski biznes z roku na rok coraz bardziej otwiera się na świat. Według wstępnych danych GUS, w 2021 r. polskie firmy wyeksportowały za granicę produkty o wartości ponad 1 biliona zł, pobijając zeszłoroczny wynik o 22,8 proc. Obroty w imporcie były zbliżone, również przekroczyły 1 bln zł i były wyższe o 28,8 proc. r/r. Do tego dochodzą także usługi, których polska jest znaczącym dostawcą. Ich wartość zrealizowana przez polski biznes w 2020 r. była szacowana na 257,8 mld zł. Z kolei import usług sięgał 156,5 mld zł. Międzynarodowe przepływy między Polską a innymi krajami są więc ogromne i tak jak w biznesie krajowym firmy mogą napotkać na partnera, który nie wywiąże się ze swoich finansowych zobowiązań, tak niesolidnych płatników nie brakuje również w innych częściach globu. Problemy z płatnościami od zagranicznych kontrahentów nie są też wyłącznie domeną firm eksportowych i importowych. Przedsiębiorstwa z innych państw inwestują na polskim rynku, podnajmują miejscowych wykonawców, składają zamówienia i tu również mogą pojawić się problemy z nieterminowymi płatnościami.

Zgłoszone w Krajowym Rejestrze Długów zaległości zagranicznych podmiotów mogą pomóc innym firmom uniknąć współpracy z nierzetelnym kontrahentem. Jednak wciąż niewiele firm decyduje się na taki ruch.

Polscy przedsiębiorcy mają ograniczone możliwości weryfikacji rzetelności płatniczej zagranicznych kontrahentów. Takie dane zbiera między innymi Krajowy Rejestr Długów. Warto z nich korzystać, bo myślenie, że zagraniczne firmy są zawsze solidne, jest błędne. Ale to co ujawnia KRD, to tylko niewielka część tych zaległości. Szacujemy, że skala wierzytelności zagranicznych może być nawet dziesięć razy wyższa. Po prostu wiele firm nie wie, że dłużników z innych państw można wpisywać również do KRD. A ma to głęboki sens, bo ostrzega innych polskich przedsiębiorców przed takimi kontrahentami. Tym samym wywiera na nich presję, aby zapłacili, bo inaczej nikt im nic więcej nie sprzeda – wskazuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Wojna zagrożeniem dla biznesu

Międzynarodowy biznes jest wrażliwy na wszelkie kryzysy i wahania koniunktury na globalnym rynku. Duże perturbacje może więc wywołać konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą. Krajowy Rejestr Długów odnotowuje obecnie śladowe zadłużenie podmiotów z Rosji, które nie przekracza kilku tysięcy złotych. Nie widnieje w nim Białoruś. Nieco gorzej wypadają tu firmy z Ukrainy, które nie uregulowały 443,6 tys. zł. Niemniej jednak, w związku z wojną, relacje handlowe w tych regionach ulegną załamaniu i wiele polskich firm może mieć problem z odzyskaniem pieniędzy od kontrahentów z tych krajów.

Co więcej, jak zwraca uwagę Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, wojna na Ukrainie dotknie nie tylko kraje w nią zaangażowane, ale zatoczy dużo szerszy krąg. Nastąpi efekt domina. Do tego dochodzi wzrost kosztów, który towarzyszy wojnie, i który też częściowo będą musieli ponieść przedsiębiorcy w swoich krajach.

Kto czeka na pieniądze z zagranicy?

W gronie czekających na swoje pieniądze największą grupę stanowią spółki z o.o. (257) oraz jednoosobowe działalności gospodarcze (244). Te pierwsze mają jednak dwa razy więcej do odzyskania od zagranicznych dłużników, bo przeszło 11,2 mln zł.

Wśród branż nie ma zdecydowanego lidera. Poważnym wierzycielem są firmy zajmujące się budownictwem (5,6 mln zł), jak i transportem lub gospodarką magazynową (5,5 mln zł). Na spłatę sporej kwoty czekają też przetwórcy przemysłowi (4,7 mln zł) oraz przedstawiciele sektora handlu (4 mln zł). Wierzytelności tych czterech branż stanowią 79 proc. sumy zadłużenia wobec polskich firm.

NBP zaskoczył wszystkich znaczną podwyżką stóp procentowych

W tym tygodniu głównym wydarzeniem dla złotego było posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej NBP. Bank centralny zaskoczył wszystkich znaczną podwyżką głównej stopy procentowej o 1%, do 4,5%. Rynek oczekiwał wzrostu jedynie o 0,5%. Natomiast powodem tak gwałtownego wzrostu jest wysoka inflacja. W marcu wzrosła do 10,9% rok do roku, co zdołało nawet przewyższyć wysokie oczekiwania rynku. Mówi się też, że członkowie Rady są gotowi do dalszej interwencji przeciwko osłabieniu złotego. Według NBP kolejne działania będą uzależnione od rozwoju sytuacji w gospodarce w zakresie skutków konfliktu na Ukrainie.

Inne dane makroekonomiczne to opublikowane w czwartek w Niemczech wyniki lutowej produkcji przemysłowej. Wzrosła ona o 0,2% miesiąc do miesiąca i o 3,2% w skali rok do roku. Należy jednak zauważyć, że styczniowe wyniki produkcji przemysłowej zostały zrewidowane w dół. Ponadto przemysł europejski prawdopodobnie stanie w obliczu stosunkowo trudnego okresu z powodu gwałtownego wzrostu nakładów.

Kurs złotego nie zmienił się znacząco w porównaniu do ubiegłego tygodnia i w piątek rano był na poziomie 4,64 PLN/EUR. Z kolei eurodolar spadł w tym tygodniu i w piątek rano był notowany po 1,085 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Podwyżka stóp procentowych to wyższe odsetki podatkowe

Na wczorajszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej kolejny raz podniosła stopy procentowe. Decyzja ta ma wpływ nie tylko na raty kredytów, ale także na wartość odsetek ustawowych od zaległości podatkowych.

Od października 2014 do lutego 2022 roku wysokość odsetek ustawowych wynosiła 8%. Po ostatnich podwyżkach stóp procentowych było to 8,5% w lutym oraz 10% w marcu. Środowa decyzja RPP spowodowała, że od 7 kwietnia podstawowe odsetki ustawowe (także od zaległości podatkowych) wynoszą 12%. Ekonomiści przewidują dalsze podwyżki stóp w kolejnych miesiącach. Co za tym idzie, wysokość odsetek również wzrośnie. Następne posiedzenie RPP jest zaplanowane 5 maja br.Podwyżka stóp procentowych to wyższe odsetki podatkowe

Czym są odsetki ustawowe?

Jest to najpowszechniejsza forma odszkodowania za opóźnienia w spłacie świadczeń pieniężnych. Dzięki tej regulacji wierzyciel musi jedynie udowodnić okres zwłoki ze strony dłużnika oraz wysokość zadłużenia wynikającą z nieterminowego opłacania zobowiązań. Aby otrzymać odszkodowanie nie musi więc wykazywać swoich strat.

Odsetki ustawowe należą się zarówno przedsiębiorcom, jak i osobom, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Każdy może się znaleźć w sytuacji, w której musi je spłacić, np. za zaległości podatkowe, nieterminowe opłacanie faktur i rachunków czy ujemne saldo na koncie bankowym. Podmiot, który zaczyna naliczać odsetki, nie musi informować o tym innego podmiotu, także dłużnika.

Czym są zaległości podatkowe?

​​Są to podatki nieuregulowane w terminie. W sytuacji kiedy podatnik wie, że z pewnych względów niemożliwa będzie terminowa zapłata podatku, może złożyć wniosek o tzw. ulgę podatkową, czyli odroczenie zapłaty lub rozłożenie należności na raty. Jeśli tego nie zrobi, fiskus będzie naliczał odsetki, które obecnie wynoszą wspomniane 12% w skali roku (wzrost o 4% względem roku 2021).

Co grozi za niepłacenie podatku w terminie?

Podatnik, który zalega z zapłatą podatku, może dodatkowo zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnoskarbowej. Jeśli pomimo upomnienia dług nie zostanie uregulowany w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji, US może wszcząć postępowanie egzekucyjne, w ramach którego będzie ściągać zaległości podatkowe z majątku dłużnika. Dodatkowo, jeśli podatnik uporczywie nie płaci podatku, musi liczyć się z konsekwencjami karnoskarbowymi, czyli np. karą grzywny. Wynosi ona od 1/10 do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia. W 2022 roku to kwota od 301 zł do 60 200 zł.

Jak wyliczyć wysokość odsetek za zwłokę?

Do wyliczenia zaległości można skorzystać ze wzoru:

(kwota zaległości x liczba dni x stopa odsetek za zwłokę) / 365 = odsetki naliczone

Wszystkie wartości należy przez siebie pomnożyć, a następnie podzielić przez 365 dni w roku. Wynik należy odpowiednio zaokrąglić zgodnie z zasadami matematycznymi – jeśli końcówka jest mniejsza niż 50 groszy – pomija się ją, jeśli jest wyższa niż 50 groszy – zaokrągla się w górę do pełnych złotówek.

Co ważne, odsetek za zwłokę nie nalicza się, jeżeli ich wysokość nie przekracza trzykrotności wartości opłaty pobieranej przez operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy Prawo pocztowe za traktowanie przesyłki listowej jako przesyłki poleconej (obowiązki operatora wyznaczonego pełni Poczta Polska S.A.). Obecnie kwota ta wynosi 8,70 zł (czyli 3 x 2,90 zł).

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Amerykanie pokazują coraz lepsze dane

Perspektywy amerykańskiego rynku pracy są jeszcze lepsze niż były. Z naszego regionu ciemne chmury zbierają się z kolei nad Węgrami. Nie powinno zatem dziwić, że dolar zyskuje a forint traci.

Rynek pracy za oceanem idzie na rekord

Wczoraj poznaliśmy wyjątkowo niską wartość liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 166 tysięcy tygodniowo to wynik, który uchodziłby za bardzo dobry w najlepszych momentach przed pandemią. Potwierdza on stawianą przez wielu analityków hipotezę, że USA ma szansę wyjść z pandemii z najlepszą kondycją rynku pracy od wielu dekad. Ma to oczywiście pozytywny wpływ na rynki walutowe. Przy tak dobrych wynikach ryzyko, że podwyżki stóp wpędzą największą gospodarkę świata w recesję, wydaje się niewielkie. Tym samym oddala się główny argument powstrzymujący wzrost stóp procentowych. Konsekwencje widać szczególnie patrząc na kurs dolara. O ile złoty był stabilny względem euro, to dolar od początku tygodnia podrożał o 7 groszy już.

Co z Węgrami?

Po wyborach wiele instytucji wypowiadało się na temat sytuacji Węgier. Prognozy dla tego kraju należy określić jako pesymistyczne. dobrym przykładem jest ostatnie stanowisko agencji ratingowej Fitch. Wskazuje ona na wzrost niepewności w relacjach z Unią Europejską. Z drugiej strony analitycy tej instytucji jako główny scenariusz przewidują brak odcięcia Węgier od środków unijnych, co jest bardzo dobrą wiadomością dla Budapesztu. Z drugiej strony nie wykluczają tego scenariusza. Bardzo mocno za to zrewidowano oczekiwania wzrostu gospodarczego. Na ten rok jest to spadek z 7,1% na 2,3%. Wśród głównych problemów wskazuje się zarówno militarną agresję Rosji na Ukrainę jak również wysoką inflację na Węgrzech. W tle tych mało jednak optymistycznych prognoz inwestorzy wycofują się z forinta.

Ropa przez moment złamała 100 dolarów

Wczoraj również baryłka ropy naftowej Crude złamała magiczną barierę cenową 100 dolarów. Piszemy również, gdyż baryłka ropy WTI notowana w USA robiła to już kilkukrotnie w ostatnich dwóch tygodniach. Znajduje się ona zresztą od środy poniżej tej bariery. Analitycy jako główny powód spadków wskazują uwolnienie rezerw. Jest też kwestia korekty. Dotychczasowe poziomy są relatywnie wysokie. Mniej negatywnych bodźców powoduje, że cena wraca do poziomów sprzed wojny. Z drugiej strony pandemia w Azji, która była jednym z powodów spadków popytu na ropę powoli wygasa. Szczególnie na uwagę zasługuje Hong Kong, gdzie osiągnięto już poniżej 5% zarażeń z marcowych szczytów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

NBP sugeruje, że podwyżka o 100 pb. to nie front-loading

Brak jasnej komunikacji ze strony NBP i ogólna niepewność sprawiają, że trudno precyzyjnie przewidywać wysokość stóp, lecz oczekiwania dotyczące podwyżek rosną. Uważamy obecnie, że w nadchodzących miesiącach stopy sięgną do 5,50% lub wyżej.

Prezes NBP na konferencji prasowej zasugerował, że decyzja podwyżki stóp o 100 pb. nie stanowiła front-loadingu (skoncentrowanego, mocnego ruchu, który mógłby sugerować szybsze zakończenie cyklu zacieśniania) i że nie wskazuje ona, kiedy może zakończyć się cykl. Jednocześnie Adam Glapiński nie określił, jak wysokie mogą być stopy, ani nawet czego można się spodziewać po kolejnym posiedzeniu. Podkreślił, że RPP będzie regulować politykę w zależności od napływających danych, podobnie jak zrobiła to w kwietniu. Niemniej wspomniał, że luźna polityka fiskalna w obecnej sytuacji oznacza, że polityka monetarna musi być ciaśniejsza, by przeciwdziałać inflacji.

Prezes Glapiński poświęcił sporo czasu na omówienie wpływu wojny w Ukrainie i niepewności z nią związanych na inflację i sytuację gospodarczą. Zasugerował, że nawet 4–5 p.p. inflacji może wynikać z czynników geopolitycznych i gdyby nie one, inflacja mogłaby wynosić 6–7%.

Poinformował również, że rozmawiał z prezesem Rezerwy Federalnej Jerome’em Powellem. Miał on potwierdzić, że Fed jest gotów udzielić wsparcia NBP. Wcześniej, mniej więcej dwa tygodnie temu, NBP ogłosił uruchomienie linii swapowej o wartości 10 mld euro z Europejskim Bankiem Centralnym. Tego typu wsparcie pozwala na łagodzenie napięć na rynku poprzez zapewnienie płynności w obcej walucie oraz może poprawić komfort prowadzenia interwencji walutowych.

Zacieśnianie polityki pieniężnej powinno pomóc złotemu

Rynek na środową decyzję zareagował umocnieniem złotego. Po publikacji komunikatu po posiedzeniu waluta utraciła jednak swoje zyski, a kurs EUR/PLN z okolic 4,61 powrócił do 4,65, co mogło mieć związek z brakiem nowych wieści dotyczących dalszych działań banku centralnego. Wpływ mógł mieć również negatywny sentyment do ryzyka, który wywierał presję na waluty CEE i inne aktywa ryzykowne w dniu decyzji.

Reakcja złotego na odbywającą się następnego dnia konferencję prezesa Glapińskiego była ograniczona. Pod koniec konferencji waluta doświadczyła osłabienia. Niemniej złoty zakończył dzień, radząc sobie lepiej niż pozostałe kluczowe waluty regionu, czyli forint węgierski i korona czeska.

Narodowemu Bankowi Polskiemu wyraźnie zależy na silniejszej walucie, która wspierałaby ograniczenie inflacji. Uważamy, że mimo posiadania znacznych rezerw walutowych odpowiadających 158 mld dolarów (mniej więcej 5,5 miesięcy pokrycia importu) i wsparcia głównych banków centralnych, w tym pod postacią linii swapowej z EBC, NBP nie będzie wykorzystywać interwencji walutowych jako głównego narzędzia do wsparcia złotego. Ważniejsze będą zapewne zmiany stóp procentowych i komunikacja.

Zacieśnianie polityki pieniężnej powinno naszym zdaniem pomóc polskiej walucie i umożliwić jej dalszą aprecjację w nadchodzących miesiącach i kwartałach.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (05.04.2022 – 08.04.2022)

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (05.04.2022 – 08.04.2022)
Źródło: Bloomberg Data: 08.04.2022

Rosną oczekiwania dotyczące podwyżek stóp

Sądzimy, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuować podwyżki stóp na nadchodzących posiedzeniach. Brak jasnej komunikacji ze strony NBP i ogólna niepewność sprawiają jednak, że trudno precyzyjnie przewidywać wysokość stóp. Nieco podnieśliśmy nasze oczekiwania i uważamy obecnie, że w nadchodzących miesiącach stopy sięgną do 5,50% lub wyżej – podczas gdy obecny poziom stopy referencyjnej wynosi 4,50% (najwyżej od 2012 r.). Wydaje się, że przeciwdziałanie inflacji będzie głównym celem banku, który nie martwi się zbytnio możliwym spowolnieniem gospodarczym.

Oczekiwania rynkowe są jeszcze agresywniejsze niż nasze – wyceny instrumentów pochodnych sugerują, że oczekiwana wysokość stóp za sześć miesięcy to 6,50–6,75%, czyli niemal 50 pb. więcej niż przed posiedzeniem.

Wykres 2: Stawki FRA 6×9 dla PLN (oczekiwany poziom WIBOR 3M za 6 miesięcy) (kwiecień ‘21 – kwiecień ‘22)

Wykres 2: Stawki FRA 6x9 dla PLN (oczekiwany poziom WIBOR 3M za 6 miesięcy) (kwiecień ‘21 – kwiecień ‘22)
Źródło: Bloomberg Data: 08.04.2022

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Co bardziej zagraża złotemu – wojna czy inflacja?

Trzymanie gotówki staje się nieopłacalne. Chociaż świat codziennie zamiera w szoku wywołanym wojną w Ukrainie, pierwsza panika na rynkach finansowych minęła. Jednak nie odpuszcza inflacja.

Giełdy odrobiły straty wywołane agresją rosyjską w Ukrainie, a kursy głównych walut spadły w ostatnim czasie o kilkadziesiąt groszy. Zdaniem ekspertów pierwszy szok spowodowany wybuchem wojny został wyhamowany. – Pod koniec lutego polska waluta osłabła na niespotykaną skalę, a z giełdy wyparowały miliardy złotych. Mimo iż w Ukrainie nadal giną ludzie, to rynki otrząsnęły się z panikizłotówka się umacnia, a warszawska giełda rośnie – mówi Jakub Balcerzak, doradca biznesowy Amronet.pl. Ale jednocześnie podkreśla, iż mimo spadków kursów dolara (4,20 zł – 04.04.2022) i stabilizacji euro (4,63 zł – 04.04.2022), nasza rodzima waluta kończy kwartał w najgorszej formie od 18 lat.

Kolejne zagrożenie

Koniec marca to powolny powrót kursów walut do poziomu sprzed 24 lutego. Zarówno dolar, jak i euro są obecnie w tym samym miejscu, gdzie były w listopadzie, czyli wtedy, gdy mało kto wierzył w scenariusz, w którym Putin zdecyduje się zaatakować Ukrainę.

Całe straty od początku wojny odrobił już najważniejszy indeks warszawskiej giełdy. WIG20 od dołka odnotowanego 24 lutego zyskał na wartości już około 20 proc. Podobnie jest na parkietach w Niemczech czy Francji. Z kolei w USA akcje są wyceniane najwyżej od połowy stycznia – mówi Jakub Balcerzak i dodaje, że dalszy rozwój sytuacji zależy od międzynarodowego „cichego” wsparcia Rosji, np. przez Chiny czy też od pogłębiania sankcji nakładanych na reżim Putina przez USA i Unię Europejską.

Obecnie problemem najbardziej palącym jest inflacja. Jej efektem będzie znaczna podwyżka cen artykułów spożywczych. Chleb już wkrótce może zdrożeć o 20 proc., a to i tak nie koniec. Dobrym wskaźnikiem jest indeks cen żywności FAO, który osiągnął w ubiegłym miesiącu rekordową wartość.

Ale w żadnym stopniu nie uwzględniał tego, co się wydarzyło na rynku zbóż, roślin oleistych w reakcji na wybuch wojny. Ceny zbóż i roślin oleistych na giełdach światowych wzrosły o ponad 50 proc.

Inflacja w marcu wyniosła 10,98 proc. i zdaniem ekspertów podwyższenie tego wyniku nie jest wykluczone.

Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

W 2021 r. w ręce cudzoziemców trafiło ponad 10,6 tys. mieszkań. Portal GetHome.pl ustalił, że pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii!   

Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. kupno mieszkań w Szczecinie, Trójmieście, Świnoujściu oraz Zakopanem. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

Raporty MSWiA przyzwyczaiły nas więc do tego, że rejestrowanych transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców jest coraz więcej. Pandemia COVID-19 tylko na rok przełamała ten trend. 2021 r. przyniósł eksplozję transakcji – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo, który dotarł do najnowszych statystyk MSWiA. Jak podaje ten resort, w 2021 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły w naszym kraju 10621 mieszkań oraz 2542 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o ponad 43% więcej niż rok wcześniej!Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Warto zwrócić uwagę, że nad Wisłą coraz lepiej czują się nasi wschodni sąsiedzi, zwłaszcza z Ukrainy. Pandemia Covid-19 zwiększyła ich skłonność do pozostania w Polsce i ograniczyły ich plany wyjazdów do innych krajów.  Agencja zatrudnienia Gremi Personal podaje, że do naszego kraju sprowadzają się już całe rodziny, które kupują u nas nieruchomości, a nawet zakładają własny biznes. Dlaczego Polska, a nie inny kraj UE? Gremi Personal wyjaśnia, że Polska jest dla imigrantów z Ukrainy „oknem na świat”, jest stabilna politycznie i gospodarczo, a jej obywatele korzystają w pełni z praw UE, co jest dla nich korzystne. Ponadto nasz kraj jako jedyny wprowadził podczas pandemii ułatwienia w przekraczaniu granicy oraz podjęcia pracy dla swoich wschodnich sąsiadów.

W Gremi Personal tłumaczą, że głównym powodem przyjazdów imigrantów z Ukrainy do Polski jest różnica w poziomie wynagrodzeń. Ponadto duża część osób wybiera imigrację także w poszukiwaniu lepszej jakości życia. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej podaje, że w 2021 r. blisko 504,2 tys. cudzoziemców dostało zezwolenie na pracę. Aż 325,2 tys., czyli przeszło dwie trzecie przypadało na obywateli Ukrainy.

Nie dziwi więc, że od siedmiu lat to właśnie oni są największą grupą kupujących z obcym paszportem.  W 2021 r. sfinalizowali transakcje dotyczące co najmniej 4,5 tys. mieszkań. Pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii – mówi ekspert GetHome.pl.

I dodaje, że obywatele Ukrainy kupują u nas nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2020  r. wydał im 626 takich zezwoleń na zakup 28,3 hektarów gruntów. Jako główny cel nabycia działek wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Duży odsetek wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania stanowią obywatele Białorusi i Rosji. Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2021 r. – głównie w największych miastach – przeszło 5,5 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 303 tys. m kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 10 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie przeszło 3 mld zł. Raport MSWiA pokazał też rosnąca aktywność na rynku mieszkaniowym osiedlających się w naszym kraju obywateli Indii i  Wietnamu. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od trzech lat robią to coraz odważniej.

Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Ekspert GetHome.pl przypomina, że przed przystąpieniem Polski do UE chętnych na mieszkania w naszym kraju nie było wielu. W ręce cudzoziemców trafiało poniżej 500 mieszkań rocznie. Kupującymi byli głównie obywatele Niemiec, w tym Polacy z niemieckim paszportem. Faktycznie po uzyskaniu członkostwa w UE zainteresowanie zakupem mieszkań w Polsce wzrosło. W 2005 r. resort spraw wewnętrznych  odnotował 1368 transakcji mieszkaniowych. Wtedy wśród kupujących wciąż przeważali Niemcy. Jednak na drugim miejscu byli obywatele Wielkiej Brytanii, a na trzecim – Irlandii. Mieszkania chętnie kupowali też Włosi i Hiszpanie, ale nie po to, żeby zamieszkać w naszym kraju. To byli inwestorzy liczący na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań.

Niektórzy kupowali od deweloperów całe pakiety. Najczęściej nie trafiały one do rejestru MSWiA, bo były odsprzedawane z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy. Jednak światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., wymiótł w Polski inwestorów spekulacyjnych.

Mimo to każdy kolejny rok przynosił nowy rekord w liczbie transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców. W 2012 r. na drugie miejsce – po kupujących z Niemiec – wysunęli się obywatele Ukrainy. W kolejnych latach coraz więcej Ukraińców zaczęło przyjeżdżać do Polski za pracą i coraz częściej decydowali się na pozostanie w naszym kraju. Według MSWiA w 2015 r. po raz pierwszy to właśnie przybysze z Ukrainy kupili w Polsce najwięcej mieszkań. W 2021 r. stanowiły one 42% wszystkich mieszkań kupionych przez cudzoziemców.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Widać wyraźnie, że najchętniej kupują oni mieszkania w największych miastach, a więc tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Gdańsku. Co ciekawe, w ostatnich trzech latach najbardziej, bo aż o 67% wzrosła liczba transakcji mieszkaniowych zawieranych w Łodzi. W 2021 r. było ich więcej niż w Poznaniu i Gdańsku.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Trzeba zastrzec, że rejestry MSWiA nie w pełni odzwierciedlają rzeczywistą skalę transakcji. Niektóre dane od notariuszy docierają bowiem z opóźnieniem.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Polska w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych

Do połowy 2022 r. aż 64 polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej będą dysponować autobusami elektrycznymi w swoich flotach. W ciągu kolejnych miesięcy łączna liczba e-busów w Polsce wyniesie prawie 850 szt. – prawie cztery razy więcej niż pod koniec 2019 r. – wynika z najnowszej edycji cyklicznego raportu Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) „Polish EV Outlook 2022”.  

Polska w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych

Na podstawie danych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej (IGKM), która jest jednym z partnerów merytorycznych „Polish EV Outlook 2022”, na dzień 31 grudnia 2021 r. w polskich miastach jeździło 615 autobusów elektrycznych. To prawie 5,2% całego parku autobusów miejskich w Polsce.

Największą flotą – składającą się ze 160 e-busów – dysponuje MZA Warszawa. Pojazdy zeroemisyjne stanowią prawie 11% floty stołecznego przedsiębiorstwa. Na kolejnych miejscach znajdują się takie podmioty jak MPK Kraków (79 szt., 13,7% floty), MPK Poznań (59 szt., 18,3%), PKM Jaworzno (44 szt., 62,9% – to najwyższy procentowy udział w Polsce wśród przedsiębiorstw posiadających co najmniej 3 e-busy) oraz MZK Zielona Góra (43 szt., 48,3%). Zeroemisyjny transport publiczny – podobnie jak inne obszary elektromobilności w Polsce – koncentruje się przede wszystkim w największych miastach.

Ponad połowa (54,1%) wszystkich autobusów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce (333 szt.) wchodzi w skład flot kursujących w niektórych miastach powyżej 300 tys. mieszkańców, czyli w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Bydgoszczy oraz w Lublinie. W wybranych ośrodkach miejskich liczących od 150 tys. do 300 tys. mieszkańców (Katowice, Częstochowa, Radom, Sosnowiec, Rzeszów, Gliwice) jeżdżą 83 takie pojazdy (13,5% floty w Polsce). Autobusami elektrycznymi dysponują zaledwie 3 polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej z siedzibą w gminach liczących od 100 tys. do 150 tys. mieszkańców (Zielona, Góra, Włocławek, Tychy). W ich flotach porusza się łącznie 48 e-busów (7,8% parku takich pojazdów w Polsce) z czego aż 43 w Zielonej Górze. Zauważamy jednak trend polegający na zamawianiu pojazdów zeroemisyjnych również przez mniejsze gminy, nie obciążone obowiązkami wynikającymi z Ustawy o Elektromobilności. To efekt dostępności wsparcia ze środków publicznych – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

Zdaniem IGKM, mimo znaczącego rozwoju elektromobilności w komunikacji miejskiej nie można zapominać, że jest to kosztowny proces. Skokowy wzrost kosztów – w tym energii elektrycznej – stawia operatorów komunikacji miejskiej w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej i to w chwili, gdy wciąż są odczuwalne skutki kryzysu pandemicznego.

– W obliczu poważnego kryzysu finansów publicznych bardzo niepokoimy się o przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej. Im mniejsze miasto, tym konsekwencje deficytu budżetowego mogą być gorsze dla funkcjonowania sieci transportu publicznego. Musimy pamiętać o tym szczególnie przy wdrażaniu nowych technologii – w tym elektrycznych autobusów – mówi Marcin Żabicki, Dyrektor ds. Rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.

Pod koniec ubiegłego roku na dostawę do flot polskich operatorów oczekiwały 233 autobusy elektryczne. Otrzymają je 36 przedsiębiorstwa prowadzące działalność w obszarze zbiorowego transportu publicznego. Najwięcej autobusów zeroemisyjnych trafi do flot PKA Gdynia (24 szt.), MZK Gliwice i MPK Łódź (po 17 szt.), PKM Gliwice (16 szt.) oraz MPK Wrocław 11 szt. Aż 22 operatorów, którzy oczekują na odstawy e-busów, nie dysponowało wcześniej pojazdami zeroemisyjnymi.  Do przedsiębiorstw z miast liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców (Łódź, Lublin, Wrocław, Gdańsk, Szczecin) zostaną dostarczone 42 zamówione e-busy (18% wszystkich zamawianych pojazdów). Floty podmiotów z siedzibą w gminach liczących od 150 tys. do 300 tys. mieszkańców (Katowice, Częstochowa, Gdynia, Radom, Toruń, Sosnowiec, Gliwice) otrzymają 72 autobusy zeroemisyjne (31% wszystkich zamawianych pojazdów). Polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej z siedzibą w gminach liczących od 100 tys. do 150 tys. mieszkańców (Zielona, Góra, Opole, Gorzów Wielkopolski) zakontraktowały lub zamierzają zakontraktować w najbliższym czasie 21 e-busów (9% wszystkich zamawianych pojazdów).

 

Polska polityka wsparcia elektromobilności w obszarze zbiorowego transportu publicznego przynosi wymierne efekty prowadząc do synergii pomiędzy posiadającymi fabryki w naszym kraju, kreującymi podaż dostawcami e-busów (reprezentowanymi m.in. przez takie podmioty jak Solaris, Volvo czy MAN) oraz infrastruktury ładowania a będącymi odbiorcami tych pojazdów jednostkami samorządu terytorialnego oraz instytucjami udzielającymi wsparcia finansowego, w tym NFOŚiGW, który uruchomił cieszący się znaczną popularnością program „Zielony Transport Publiczny”. W rezultacie staliśmy się nie tylko europejskim centrum eksportowym autobusów elektrycznych, ale również jednym z liderów pod względem rozwoju zelektryfikowanej floty w samorządach. W 2021 w zakresie liczby nowo zarejestrowanych e-busów zajęliśmy 5 miejsce w Europie, a wyprzedziły nas tylko takie kraje jak Dania, Francja, Wielka Brytania oraz Niemcy.  Wiele wskazuje na to, że w roku bieżącym Polska umocni swoją pozycję w tym rankingu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Powrót pesymizmu amerykańskich inwestorów indywidualnych

Wczoraj poznaliśmy najnowsze odczyty wskaźników sentymentu amerykańskich i polskich inwestorów indywidualnych. Saldo „byków” i „niedźwiedzi” w sondażu American Association of Individual Investors (AAII) tydzień temu po raz pierwszy w tym roku wyszło na plus, ale w czwartek ponownie spadło do wartości ujemnych („byki” 24,7 proc., „niedźwiedzie” 41,4 proc.) To najbardziej pesymistyczny odczyt od 3 tygodni. Saldo optymistów i pesymistów w sondażu nastrojów polskich inwestorów indywidualnych przeprowadzanych co tydzień przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych spadło w tym tygodniu, ale trzeci tydzień z rzędu pozostawała dodatnie (+2,6 pkt. proc.).

Czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się niewielkimi wzrostami wartości głównych indeksów (S&P 500 +0,43 proc.), a dziś rano to odbicie było kontynuowane na rynku kontraktów terminowych (S&P 500 +0,29 proc.).

Najwyżej od 2006 roku był wczoraj Tadawul All Share Index giełdy w Arabii Saudyjskiej.
Na giełdach Azji i Oceanii w piątkowy poranek przeważały ostrożne wzrostu. Najsilniejszy – +0,83 proc. – notował indonezyjski Jakarta Composite Index, który po raz kolejny ustanowił swój nowy historyczny rekord.

Za wyjątkiem rosyjskiego RTS (-0,76 proc.) wszystkie główne indeksy giełd europejskich otworzyły się dziś na plusach (ok. 9:30 DAX +1,4 proc., CAC 40 +1,4 proc.).

WIG-20 po wczorajszym spadku do najniższego poziomu od ponad 3 tygodni rósł w okolicach 9:30 o 0,8 proc. Wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od lipca 2020 był na początku dzisiejszej sesji kurs akcji XTB, zaś do najniższego poziomu od końca 2019 roku spadła cena akcji spółki TS Games. Wśród składników sWIG-u najniżej w historii był dziś rano kurs akcji ubiegłorocznego debiutanta firmy Captor Therapeutics.

Wczoraj najwyższy poziom od 2018 roku osiągnęły rentowności 10-letnich obligacji rządu Kanady. Swe nowe cykliczne maksima dziś rano ustanawiały rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Australii (najwyżej od 2017 roku), Indiach (najwyżej od 2019 roku), Malezji (najwyżej od 2019 roku) oraz Singapurze (najwyżej od 2018 roku). Rentowności 10-latek polskiego rządu zbliżały się powoli do poziomu 6 proc. osiągając wczoraj najwyższy poziom od dekady (5,817 proc.). Na rynku obligacji w strefie euro i w USA rentowności 10-latek dziś lekko spadały.

Najwyżej od 2010 roku były wczoraj ceny kontraktów na uran na COMEX-ie. Najwyższe od 2018 roku były w czwartek ceny kontraktów na sok pomarańczowy na ICE. Lekko – ok. +0,4 proc. – drożały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową.

Spadał ponownie kurs euro względem dolara (-0,25 proc.) zbliżając się do swego minimum sprzed miesiąca.

Kurs BTC/USD spadał dziś rano o 0,17 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Fala pozwów w warszawskim sądzie. Terminy w sprawach frankowych wyznaczane są już na 2023 rok

Warszawski sąd puchnie od postępowań frankowych. Na jednego sędziego przypada ponad tysiąc spraw.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Sąd Okręgowy w Warszawie, w styczniu i lutym br. wpłynęło do niego ponad 4,5 tys. spraw frankowych. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Jednak, według ekspertów, to wciąż spory ruch w temacie. W XXVIII Wydziale Cywilnym, rozpoznającym ww. spory, orzeka 21 sędziów. Natomiast liczba czynnych spraw przekracza 23,5 tys. Na każdego sędziego przypada więc średnio ponad tysiąc spraw. Władze Sądu podejmują działania, by nie doszło do paraliżu. Mimo wszystko efektywność jego pracy jest osłabiana przez kolejne fale pozwów, które mogłyby przecież trafiać do innych sądów na ternie całego kraju.

Według oficjalnych danych, aż 4542 tzw. spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. (styczeń – 2933, luty – 1609). To tylko nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich pozwów złożono 4658 (odpowiednio 2452 i 2206). Od kwietnia 2021 roku działa w nim XXVIII Wydział Cywilny, który rozstrzyga spory dotyczące umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do walut obcych.

– Skala obciążenia tego typu sprawami w innych sądach okręgowych jest znacznie niższa niż w Warszawie. Zatem oczywiste jest, że to w tamtych sądach sprawy te powinny zakończyć się znacznie szybciej. Orzecznictwo w sprawach frankowych jest bardzo bogate i jedna z ostatnich wątpliwych kwestii dotyczy roszczeń banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Nie ma żadnych przeszkód, by i inne sądy prowadziły oraz kończyły tego typu sprawy – komentuje Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Obecnie w XXVIII Wydziale Cywilnym orzeka 21 sędziów, a liczba czynnych spraw przekracza 23,5 tys. W kilku referatach terminy rozpraw są już wyznaczane na wiosnę 2023 roku. Adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal zaznacza, że w ww. wydziale minimalny czas na rozpoznanie spraw to zwykle 18 miesięcy. Zdaniem eksperta, okres ten będzie się ciągle wydłużał. Nowy wydział staje na wysokości zadania. Jednak referaty poszczególnych sędziów są coraz bardziej obciążone, co znacznie wydłuża moment, w którym sprawa trafia na wokandę. Po liczbach widać, że średnio na jednego sędziego przypada ponad 1,1 tys. spraw.

– Stały, bardzo duży wpływ nowych pozwów przekłada się negatywnie na tempo rozpoznania spraw. Sędziowie muszą skupić uwagę na większej liczbie zadań do wykonania. Zanim dojdzie do etapu wydania wyroku, należy wykonać wcześniej bardzo dużą liczbę innych czynności. Mam na myśli m.in. doręczenie odpisu pozwu, ewentualnie dalszych pism, np. w razie modyfikacji powództwa, zapoznanie się z wnioskami dowodowymi, zaplanowanie czynności dowodowych, wyznaczenie rozprawy czy przesłuchanie świadków i stron – zaznacza sędzia Urbańska.

Władze SO w Warszawie podejmują stale działania, by nie doszło do paraliżu funkcjonowania wydziału, m.in. poprzez kierowanie do niego kolejnych sędziów, zmiany organizacyjne czy poprawę warunków lokalowych. Kierowane są także wnioski do Ministra Sprawiedliwości o delegowanie do wydziału sędziów z innych sądów. Wdrażane są także różne inne rozwiązania mające na celu usprawnienie oraz racjonalizację pracy. Jak wynika z informacji Przewodniczącego XXVIII Wydziału Cywilnego, organizowane są zebrania sędziów. Stanowią one niewątpliwe forum wymiany argumentów czy bieżących doświadczeń. Nie ma jednak instrumentów prawnych, które mogłyby prowadzić do przyjmowania przez sędziów we wszystkich sprawach jednolitego stanowiska.

– Sędziowie orzekający w wydziale frankowym mają już doświadczenie w tego typu sprawach. Często wydają wyroki po pierwszej rozprawie, pomijając wnioski o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego oraz o przesłuchanie świadków, których zeznania właściwie nic nie wnoszą do sprawy. Niestety, nadal są braki kadrowe wśród sędziów i pracowników sądu. Sytuację komplikuje funkcjonowanie tzw. neo-KRS i fakt, że z tego powodu wielu doświadczonych sędziów wstrzymuje się z aplikowaniem do Sądu Okręgowego – stwierdza mec. Jakub Bartosiak.

W SO w Warszawie mówi się, że kredytobiorcy powinni zdecydowanie w pierwszej kolejności kierować sprawy frankowe do sądów właściwych ze względu na ich miejsce zamieszkania. Dotyczy to także oczywiście powództw o ustalenie nieważności umów kredytu. Jak podkreślają prawnicy, taką możliwość zapewnia im art. 37(2) § 1 kpc oraz dyrektywa 93/13.

– Dalsze obciążanie wydziału tysiącami kolejnych spraw, które równie dobrze mogłyby toczyć się w innych sądach, de facto przyczynia się do osłabienia efektywności jego pracy. Skala obciążenia sędziów orzekających w tym wydziale jest nieporównywalna do obciążenia sędziów orzekających na analogicznych stanowiskach w innych sądach w kraju. Pomimo wysiłku orzeczników, po raz kolejny wskazuję na konieczność rozwiązań systemowych problemu spraw kredytów tzw. frankowych – podsumowuje sędzia Sylwia Urbańska.

Deloitte: Polska najbardziej aktywnym rynkiem pod względem fuzji i przejęć w sektorze ubezpieczeniowym w Europie Środkowo-Wschodniej

W porównaniu z poprzednimi rekordowymi latami, w 2021 r. liczba fuzji i przejęć na rynku ubezpieczeniowym w Europie Środkowo-Wschodniej spadła. Pomimo mniejszej liczby sfinalizowanych transakcji utrzymuje się jednak ich wysoka dynamika – wynika z raportu CEE insurance M&A outlook. Calm after the storm – steady outlook with further consolidation and disposal of non-core assets on the horizon, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Wiele wskazuje na to, że poważny wpływ na sytuację branży, perspektywy jej dalszego rozwoju oraz potencjalne transakcje będą w najbliższym czasie miały konsekwencje wojny toczącej się w Ukrainie.

Przed wybuchem pandemii COVID-19 Europa Środkowo-Wschodnia doświadczała wyraźnego rozwoju gospodarczego, a w latach 2015-2019 średnie roczne tempo realnego wzrostu PKB dochodziło bądź przekraczało 3 proc. Ekonomiczne konsekwencje koronakryzysu odwróciły ten pozytywny trend, a uśrednione PKB tej części Europy spadło o 4 proc. Do spowolnienia przyczyniły się także działania poszczególnych państw, których rządy, walcząc z rozprzestrzeniającym się zagrożeniem i tym samym zmniejszając obciążenie krajowych systemów opieki zdrowotnej, wprowadzały różne obostrzenia w przestrzeni publicznej.

Zdaniem ekspertów Deloitte, choć wszystkie gałęzie gospodarek regionu CEE musiały zmierzyć się z najgorszym spowolnieniem od czasu zakończenia II Wojny Światowej, sektor ubezpieczeniowy stosunkowo łagodnie odczuł skutki tego kryzysu. Po dziesięciu latach nieprzerwanego wzrostu w 2020 r. ubezpieczyciele musieli jednak pogodzić się ze spadkiem całkowitym dynamiki składek przypisanych (GWP) o 4 proc. w latach 2019-2020. Spadki nie rozłożyły się jednak równo między segmentami i podczas gdy biznes polis majątkowych okazał się bardziej odporny i zmalał o 2,8 proc., segment ubezpieczeń na życie stracił ponad dwukrotnie więcej (6,5 proc.)

– Na ograniczone spadki w ubezpieczeniach majątkowych wpływ miało upowszechnienie cyfrowych procesów sprzedażowych i zdalnej działalności operacyjnej. Z drugiej strony, do spadków sprzedaży w segmencie polis na życie przyczyniły się zmiany regulacyjne dotyczące produktów z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Co więcej, niepewność związana z pandemią i kryzysem gospodarczym sprawiła, że klienci unikali zaciągania długoterminowych zobowiązań finansowych. Taki też może się okazać skutek wojny. Choć wyniki finansowe z 2021 r. wskazują na potencjalnie szybkie odbicie, tragiczne wydarzenia w Ukrainie, kontynuacja problemów w łańcuchach dostaw a w rezultacie wysoka inflacja mogą znacząco wpływać na rentowność sektora ubezpieczeniowego – mówi Tomasz Ochrymowicz, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Ubezpieczeniowy krajobraz Europy Środkowo-Wschodniej

Jak wynika z analizy Deloitte, pomimo mniejszego wolumenu transakcji w ostatnim roku, dynamika na rynku fuzji i przejęć (M&A) w sektorze ubezpieczeniowym pozostała taka sama. Duże międzynarodowe grupy, takie jak Aegon, MetLife czy Aviva, postanowiły zrewidować swoją strategię regionalną i opuścić Europę Środkowo-Wschodnią w ramach globalnego podejścia, skupiającego się na rynkach o silnej pozycji lub większym potencjale wzrostu. Jednocześnie ich brak stał się okazją dla dominujących graczy, takich jak NN czy Allianz, do dalszego umacniania swojej pozycji poprzez dalszą konsolidację rynku.

W latach 2017-2021 najwięcej transakcji było prowadzonych na rynku polskim (18), w tym świeżo sfinalizowane przejęcie Aviva Poland przez Allianz (za 2,5 mld euro) lub zakup Metlife Polska przez NN. Znacznie mniej aktywne były kolejne w zestawieniu rynku czeski i węgierski, gdzie zanotowano po osiem umów w zakresie M&A.

Kluczowe wyzwania sektora ubezpieczeniowego

Zdaniem ekspertów Deloitte na poziomie regionalnym największą zmianą regulacyjną najbliższych kilku lat jest niewątpliwie wprowadzenie nowego standardu rachunkowości MSSF 17, który zakłada nowe podejście do wyceny zobowiązań ubezpieczeniowych oraz rozpoznawania przychodów i zysków oraz strat w okresie świadczenia takich usług.

Poważnym wyzwaniem dla firm ubezpieczeniowych są także kwestie zrównoważonego rozwoju wprowadzone przez regulatora w postaci raportowania ESG, szczególnie trudnego w regionie, który dopiero rozpoczyna transformację energetyczną. Można oczekiwać, że te zagadnienia będą odgrywać istotną rolę w kontekście przyszłych transakcji M&A, ponieważ zrozumienie możliwych ryzyk klimatycznych staje się priorytetem dla potencjalnych inwestorów.

Nie można też zapominać o długofalowych konsekwencjach pandemii. Ograniczenia wprowadzone przez większość krajów w szczytowych okresach zakażeń koronawirusem zmieniły zachowania konsumenckie i często prowadziły do zmniejszenia ruchu pojazdów, ograniczenia podróży, zmniejszenia aktywności gospodarczej, a w konsekwencji do zmniejszenia liczby szkód i ich wartości. Poprawiające się wskaźniki szkodowości zaowocowały nieoczekiwanymi choć krótkoterminowymi zyskami dla ubezpieczeń majątkowych, zwłaszcza komunikacyjnych.

W związku z postępującą cyfryzacją i konsolidacją szeroko pojętej branży usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej kluczowym tematem pozostają nowe kanały i modele dystrybucji usług. Kolejną kwestią, dawno niespotykaną w regionie, jest nowe środowisko inflacyjne, odbijające się zarówno na odszkodowaniach, jak i kosztach operacyjnych, ale mające co najwyżej niewielki pozytywny wpływ na wyniki inwestycyjne.

Wcześniejsze klarowne perspektyw rozwoju sektora oraz potencjalne wyzwania, z którymi mógłby się ewentualnie mierzyć biznes ubezpieczeniowy, takie jak zmieniające się czynniki makroekonomiczne, rekrutacja i utrzymanie talentu oraz transformacja cyfrowa stały się jeszcze bardziej istotne w konsekwencji wzrostu niepewności rynkowej wynikającej z inwazji rosyjskiej na Ukrainę– mówi Tomasz Ochrymowicz.

Dark stores – postpandemicznym trendem

W Polsce pandemia COVID-19 w zdecydowany sposób przyspieszyła rozwój sieci q-commerce, tym samym zwiększając liczbę tak zwanych dark stores w największych polskich miastach. Łącznie jest ich w Polsce kilkadziesiąt, jednak większość z nich funkcjonuje w stolicy – Warszawie. Powstają one  nie tylko w bliskiej odległości od osiedli mieszkaniowych, ale także w parterach bloków mieszkalnych oraz w centrach miast, co sprzyja możliwości dostarczenia zamówionych produktów w ciągu deklarowanych kilkunastu lub maksymalnie kilkudziesięciu minut.

„Dynamiczny rozwój technologii oraz wybuch pandemii, czego efektem była zmiana nawyków i potrzeb konsumentów, wpłynęły również na gwałtowny rozwój sprzedaży internetowej. Dark stores powstały pod presją skracania łańcucha dostaw, w szczególności artykułów spożywczych, w dobie lockdownów, podczas których mieszkańcy miast w trosce o swoje zdrowie chętniej korzystali z ekspresowych dostaw podstawowych produktów,”komentuje Lidia Zawiła, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank. Do wzrostu popularności usług typu quick delivery przyczyniło się także wejście na rynek e-commerce tradycyjnych sieci handlowych, które dotychczas prowadziły sprzedaż w ramach stacjonarnej sieci sklepów.

Na polskim rynku działa kilka platform funkcjonujących w modelu q-commerce: Lisek.app (prekursor tego typu usług w Polsce), Glovo, a także działająca w ramach współpracy Glovo i sieci Biedronka usługa Biek, Wolt Market, Bolt Market, GetNowX oraz Żabka Jush. Co więcej, w Polsce funkcjonuje także platforma logistyczna Stuart, która oferuje dostawy „last-mile” dla biznesu. Warto dodać, że platforma Swyft, która weszła na polski rynek latem 2021 roku zawiesiła działalność po zaledwie kilku miesiącach w wyniku zmian strategicznych, natomiast Jokr, który wystartował na polskim rynku w czerwcu 2021 roku, jako pierwszy podmiot podjął decyzję o zamknięciu działalności w Polsce. Firma rozważała sprzedaż Jokr Polska, jednak z uwagi na uwarunkowania geopolityczne i niepewną sytuację ekonomiczną w Europie Środkowo-Wschodniej transakcja nie doszła do skutku i platforma Jokr planuje skupić się na optymalizacji swojej działalności na rynkach obu Ameryk.

„Problemem, który zaczynają dostrzegać władze miast jest zewnętrzny wygląd dark stores – zaklejone witryny lokali w prestiżowych częściach miast negatywnie wpływają na estetykę przestrzeni publicznej. Ponadto krótki czas dostawy często wymusza na dostawcach brawurową jazdę, na co w szczególności zwracają uwagę miejscy aktywiści. W efekcie można się spodziewać, że w przypadku wzmożonej ekspansji tego typu działalności handlowej w przyszłości będzie konieczne wprowadzenie stosownych regulacji i wytycznych dla funkcjonowanie dark stores, np. wykluczenie możliwości prowadzenia tego typu działalności w lokalach będących własnością miast położonych na reprezentacyjnych ulicach lub regulacje na poziomie planowania przestrzennego,”dodaje Lidia Zawiła.

Oczekuje się także, że w przyszłości może nastąpić konsolidacja rynku szybkich dostaw w Polsce, czego efektem ma być zwiększenie skali biznesu i zwiększenie efektywności pojedynczego podmiotu.

Jak wzrosty stóp procentowych odbijają się na kredytobiorcach?

Od października 2021 roku co miesiąc Rada Polityki Pieniężnej podnosi stopy procentowe. Nowa uchwała wchodzi w życie 7 kwietnia br. Brak zdolności kredytowej, obawa przed rosnącymi ratami kredytów przełoży się na rynek nieruchomości. Jakie są alternatywy dla osób planujących zakup nieruchomości na kredyt?

Czy decyzja Rady Polityki Pieniężnej jest zaskoczeniem dla rynku?

„Rynek spodziewał się decyzji o podwyżce, jednak prognozowano wzrost o 0,5%-0,75%. Podwyżka stóp procentowych o 1% jest zaskoczeniem dla branży finansowej. Dziś, w wyniku podwyżki stopa referencyjna jest obecnie na poziomie 4,5%.” – mówi Katarzyna Dmowska, wiceprezeska w Grupie ANG.

W jaki sposób wzrosty stóp procentowych odbijają się na kredytobiorcach?

„Po pierwsze, wzrost stóp procentowych, który obserwujemy od października 2021 roku, ma bardzo negatywny wpływ na nowych kredytobiorców. Ceny kredytów są coraz wyższe, a zdolność kredytowa klientów spada. Dodatkowo zdolność kredytową obniża mocno rekomendacja KNF, która wprowadziła obowiązek doliczania 5% buforu oraz zwiększenia kosztów utrzymania branych pod uwagę przy szacowaniu zdolności kredytowej. Po drugie, odbija się także na kondycji domowych budżetów obecnych kredytobiorców. Raty kredytów wzrosły w znacznym stopniu. To zaś zaczyna także przekładać się na ceny wynajmu. Te znacząco wzrosły w wyniku wzrostu rat kredytów, które często są spłacane przez właścicieli mieszkań na wynajem oraz dodatkowo wzmożonego popytu spowodowanego przybyciem do naszego kraju dużej liczby uchodźców z Ukrainy.” – wyjaśnia Katarzyna Dmowska z Grupy ANG.

Co mogą zrobić osoby, które planują zakup mieszkania na kredyt?

„Liczba zapytań w BIK oraz bardzo duża liczba wniosków złożonych w marcu br., czyli przed wejściem w życie rekomendacji KNF, pokazuje, że klienci – mimo wzrostu oprocentowania – są gotowi na nowe mieszkania, co za tym idzie na kredyt. Widzimy wyraźny wzrost zainteresowania kredytami ze stałą stopą procentową. Musimy teraz znaleźć rozwiązanie na dobrą zdolność kredytową. W przypadku młodych osób może być pomocne dołączenie do kredytu rodziców. Niemniej należy pamiętać, że banki w różny sposób podchodzą do szacowania maksymalnego okresu kredytowania ze względu na wiek kredytobiorców. Stąd dobrze zasięgnąć opinii u eksperta kredytowego, który zna procedury bankowe i potrafi dopasować rozwiązanie do potrzeb oraz możliwości klienta.” – mówi Katarzyna Dmowska z Grupy ANG.

Magazyny na wagę złota

Rekordowe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe, które notowane było w ubiegłym roku, utrzymuje się nadal. Wolnych magazynów nie ma, mimo, że na terenie kraju powstaje największa ilość powierzchni logistycznych w historii naszego rynku     

– W sektorze magazynowym mamy do czynienia z dużą aktywnością deweloperów już od kilku lat. Motywacją do działania dla inwestorów jest stale rosnąca chłonność polskiego rynku. W ubiegłym roku do najemców trafiła rekordowa ilość – 7,4 mln mkw. powierzchni magazynowych. Popyt wzrósł o ponad 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Sektor rozwija się w tempie, jakiego nigdy dotąd nie obserwowaliśmy. Roczny wzrost rynku przekroczył 15 proc. Na terenie kraju pozostaje aż 4,7 mln mkw. powierzchni magazynowych. Tylko w Niemczech w obszarze UE budowanych jest więcej magazynów niż w Polsce – zauważa Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner /CEO w Walter Herz.

­– Brak magazynów dostępnych od ręki sprawia, że rośnie presja na podwyżki czynszu. Już pod koniec 2021 roku mogliśmy zauważyć niewielki wzrost w wyjściowych stawek czynszowych, generowany przez zwyżkujące koszty budowy projektów. Szanse na wzrost rentowności w segmencie magazynowym w Polsce stwarza również potrzeba uruchamiania nowych destynacji logistycznych w naszym regionie w związku z przenoszeniem biznesu z obszarów objętych konfliktem. Popyt mogą generować też u nas inwestorzy opuszczający Rosję – wyjaśnia. – Coraz większym zainteresowaniem cieszy się nasza usługa Land Development, w ramach której poszukujemy i kompleksowo przygotowujemy dla klientów grunty pod inwestycje magazynowe i produkcyjne. Pozyskujemy WZ, dokonujemy uzgodnień, analizujemy wydajność działek,  robimy przygotowania projektowe zjazdów/wjazdów, itp. dostarczając inwestorom całościową usługę i najbardziej optymalne rozwiązania – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

– W ubiegłym roku w segmencie magazynowym odnotowanych zostało kilka dużych transakcji najmu na ponad 100 tys. mkw. powierzchni. Sektor okazał się także gwiazdą rynku inwestycyjnego, notując również w tym przypadku rekordowy wynik. Nieruchomości magazynowe miały ponad połowę udziału w wolumenie transakcji inwestycyjnych o wartości 5,9 mld euro zarejestrowanych w Polsce. Na sektor magazynowy przypadło blisko 3 mld euro, co oznacza wzrost o 8 proc. r/r. – informuje Piotr Szymoński, Director Office Agency w Walter Herz.

Mimo światowych zawirowań Polska utrzymuje swoją pozycję dojrzałego rynku, który ma do zaoferowania dobrej klasy nieruchomości w relatywnie niższych cenach w porównaniu z Europą Zachodnią, zapewniające atrakcyjne zwroty z inwestycji na tle innych krajów. – Stopy kapitalizacji dla nieruchomości magazynowych na rynkach regionalnych w Polsce sięgają 5,0-5,5 proc., a w rejonie Warszawy około 4,0-4,3 proc. Potwierdzeniem utrzymującej się dobrej koniunktury mogą być natomiast m.in. kolejne spektakularne transakcje zawarte niedawno w sektorze komercyjnym, w tym zakup warszawskiego kompleksu The Warsaw HUB, wrocławskiej wieży Sky Tower, czy działki przy ulicy Towarowej 22 w Warszawie, przeznaczonej pod inwestycję mixed-use – mówi Piotr Szymoński.

Krajowe zasoby magazynowe na koniec 2021 roku wynosiły 23,8 mln mkw. powierzchni. W minionym roku, jak podaje Walter Herz, deweloperzy dostarczyli na rynek przeszło 3 mln mkw. magazynów. Sytuacja w sektorze sprzyja budowie nowych obiektów, z których co najmniej połowa realizowana jest spekulacyjnie.

Ponad połowa powierzchni magazynowo-przemysłowych, tworzących zasoby magazynowe w Polsce wybudowana została w ciągu ostatnich pięciu latach. Największym rynkiem magazynowym pozostaje województwo mazowieckie, na terenie którego skupiona jest blisko jedna czwarta krajowej podaży. Na kolejnych miejscach plasuje się województwo śląskie, łódzkie, dolnośląskie i wielkopolskie. W pozostałych województwach zaplecze magazynowe nie przekracza 1 mln mkw. powierzchni.

W minionym roku najwięcej powierzchni przybyło w województwie śląskim (620 tys. mkw.), mazowieckim (425 tys. mkw.) oraz lubuskim (415 tys. mkw.). Najwięcej magazynów budowanych jest z kolei aktualnie w województwie łódzkim, dolnośląskim i śląskim. W trakcie realizacji pozostaje największa ilość powierzchni magazynowych od 2015 roku.

W 2021 roku do najemców trafiło o 2,2 mln mkw. powierzchni więcej niż w roku poprzednim. Najwięcej zakontraktowanych magazynów zostało na obszarze województwa mazowieckiego (1,3 mln mkw.), śląskiego (1,2 mln mkw.), wielkopolskiego (1,1 mln mkw.) oraz dolnośląskiego (1 mln mkw.).

Niezwykle duże zapotrzebowanie na magazyny zrównoważyło wysoki wolumen nowej podaży i dodatkowo wpłynęło na obniżenie współczynnika pustostanów do poziomu przeszło 3 proc. w skali kraju.

Czynsze wywoławcze w obiektach magazynowych typu Big Box mieszczą się obecnie w przedziale 2,75 a 4,5 euro/mkw./m-c. Stawki czynszowe w magazynach miejskich typu last mile lub SBU pozostają na poziomie 4 euro/mkw./m-c., a w przypadku niektórych dużych miast mogą dochodzić nawet do 6 euro/mkw./m-c.

3/4 mieszkańców Europy Środkowej uważa, że przyczyną zmian klimatycznych są działania człowieka

Inwazja Rosji na Ukrainę przyniosła katastrofę humanitarną na skalę niespotykaną w Europie od wielu lat, a jej konsekwencje będą odczuwalne także w zakresie wpływu na środowisko. W długofalowej perspektywie może się to przyczynić do zmiany strategii energetycznej w Unii Europejskiej i przyspieszonego odchodzenia od paliw kopalnych. Jak wynika z raportu Sustainable Actions Index: Consumers, Employees, Citizens – CE perspective. Growing concerns about Global Warming, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, zaledwie 7 proc. respondentów z obszaru Europy Środkowej nie wierzy, że do niepożądanych zmian klimatycznych przyczynia się działalność człowieka. Daje to nadzieję na poparcie działań mających na celu ochronę klimatu, takich jak zmiana nawyków konsumenckich i powszechniejszy wybór zrównoważonych produktów i usług.

Jak wynika z opublikowanego w lutym br. raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatycznych ONZ (IPCC), temperatura atmosfery stale rośnie i w ciągu 20 lat może przekroczyć 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego, ponieważ nie maleją emisje gazów cieplarnianych spowodowane aktywnością człowieka. W obliczu coraz bardziej prawdopodobnego katastrofalnego i nieodwracalnego kryzysu klimatycznego, wojna w Ukrainie zwróciła uwagę m.in. na znaczenie i pilną konieczność położenia kresu uzależnieniu świata od paliw kopalnych.

– Chociaż na razie trudno przewidzieć wszystkie skutki tej wojny dla środowiska, historia pokazuje, że będą one dalekosiężne i długotrwałe. Mamy tutaj do czynienia także z bezpośrednim wpływem działań wojennych na ekosystemy. W dłuższej perspektywie presja geopolityczna i cenowa wywołana inwazją Rosji na Ukrainę może przyspieszyć proces odchodzenia Europy od ropy, gazu i węgla, ale krótkoterminowo budzi konieczność zabezpieczenia alternatywnych źródeł paliw – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

W reakcji na tragiczne wydarzenia w Ukrainie, Unia Europejska zmienia swoje podejście do kwestii energetycznych i chce przyspieszyć proces zmniejszania udziału paliw kopalnych w swoim miksie energetycznym.

Zmiany klimatyczne to efekt działania człowieka

Raport Sustainable Actions Index: Consumers, Employees, Citizens – CE perspective. Growing concerns about Global Warming prezentuje odpowiedzi 4 tys. respondentów z Polski, Czech, Rumunii i Węgier, które uzupełniają światowe badanie przeprowadzone w ramach Global State of Consumer Tracker wśród 23 tys. respondentów z 23 krajów. W badaniu pytaliśmy o to jak postawy, zachowania i niepokoje związane ze środowiskiem i zmianami klimatu kształtują ich działania w trzech obszarach: osobistych wyborach, aktywności obywatelskiej i w miejscu pracy.

Wyniki badania globalnego pokazują, że niepokój klimatyczny jest wyższy w tych regionach, gdzie badani są bardziej narażeni na osobiste doświadczanie ekstremalnych warunków pogodowych. Jednak nawet w obszarach o relatywnie niższym narażeniu na konsekwencje zmian klimatu, takich jak Europa Środkowa, odsetek respondentów deklarujących obawy z tym związane utrzymuje się w przedziale od 40 do 60 proc.

W tym regionie bardzo wyraźne jest wskazywanie na antropogeniczne, a więc wynikające z działalności człowieka, powody obserwowanych zmian. W Rumunii tak uważa 80 proc. respondentów, w Polsce udział ten wynosi 79 proc., na Węgrzech 77 proc., a w Czechach 64 proc. Jak wynika z badania, tylko 7 proc. badanych w tych krajach nie wierzy, że to ludzka aktywność powoduje degradację środowiska.

Zdaniem ekspertów Deloitte niski odsetek osób zaprzeczających faktom naukowym leżącym u podstaw zmian klimatycznych daje nadzieję na merytoryczną dyskusję i poparcie dla działań mających na celu ochronę planety. Stosunkowo wysoki jest natomiast odsetek osób, które nie potrafią odpowiedzieć na pytanie dotyczące ich obaw związanych ze zmianami w środowisku naturalnym. Średnie wskazanie w regionie wynosi w tym przypadku 18 proc. Wskazuje to wyraźnie na konieczność podjęcia zwiększonych wysiłków i dalszej dyskusji na temat możliwości zaangażowanie większych środków w działalność edukacyjną dotyczącą tego obszaru

Zmieniający się klimat i wynikające z tego ekstremalne zjawiska pogodowe nie tylko mogą bezpośrednio powodować utratę życia i mienia, ale także wpływają na produktywność światowej gospodarki. Katastrofy, takie jak powodzie i huragany, powodują zakłócenia logistyczne, wstrzymując pracę fabryk, podczas gdy fale upałów mogą stwarzać warunki, w których ani maszyny, ani pracownicy nie mogą osiągnąć normalnej wydajności. Susza może zaszkodzić produkcji żywności, powodzie mogą prowadzić do rozprzestrzeniania się chorób i szkód w ekosystemach oraz infrastrukturze – mówi Irena Pichola.

Globalizacja i duża zależność regionu CE od niemieckiej gospodarki

Wzajemne ścisłe relacje gospodarek na świecie powodują, że nastrojów dotyczących klimatu obserwowanych w jednym kraju nie można oceniać w oderwaniu od tych zauważanych w innych. Globalizacja sprawia, że firmy muszą odpowiadać na zmieniające się potrzeby nie tylko klientów krajowych, ale również zagranicznych.

Jest to szczególnie ważne w przypadku rynków tak otwartych jak w krajach Europy Środkowej. Widać to w skali ich zależności od najsilniejszej w Europie gospodarki Niemiec. Jako jeden z czołowych partnerów handlowych krajów z tego regionu w ciągu ostatnich 30 lat, Niemcy cały czas wywierają znaczący wpływ na lokalne rynki. Od jednej trzeciej do jednej piątej wartości eksportu w Europie Środkowo-Wschodniej przypada na Niemcy, co stanowi niemal jedną czwartą PKB państw z regionu. Oznacza to, że preferencje niemieckich konsumentów w dużym stopniu kształtują podaż wśród producentów w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech.

W kierunku zielonej gospodarki regionu

W badaniu przeprowadzonym w krajach Europy Środkowej średnio sześciu na dziesięciu ankietowanych (61 proc.) wyraża chęć takiego dostosowania swoich preferencji zakupowych, aby ograniczyć negatywny wpływ na środowisko naturalne. Powyżej średniej wypadają deklaracje w Polsce (aż 71 proc.) i Rumunii (67 proc.). Na Węgrzech i w Czechach takich wskazań jest nieco mniej – odpowiednio 55 proc. i 53 proc.

Sposób postrzegania tego, co znaczy wybór produktów lub usług zrównoważonych klimatycznie różni się jednak w zależności od badanego kraju. W Czechach (83 proc.) i na Węgrzech (76 proc.) respondenci przywiązują największą wagę do kwestii odpowiedzialności społecznej. Dla ankietowanych w Rumunii czynniki społeczne znalazły się na drugim miejscu (80 proc.), a najważniejsze było skupienie się na lokalnej produkcji (86 proc.). Polscy konsumenci za najistotniejsze uznali wykorzystanie materiałów pochodzących z recyklingu (61 proc.) oraz biodegradowalnych (57 proc.), a najmniejszą wagę przykładali do długowieczności wybieranych towarów (30 proc.) oraz bliskiego miejsca ich produkcji (29 proc.). Oznacza to, że w zależności od rynku, aby sprostać oczekiwaniom konsumentów, producenci powinni kłaść różny nacisk na poszczególne aspekty zrównoważonego rozwoju.

W oparciu o przyjętą przez siebie definicję zrównoważonego rozwoju prawie połowa respondentów z krajów Europy Środkowej (47 proc.) w ciągu czterech tygodni poprzedzających badanie kupiła takie towary lub usługi. Najczęściej wspominali o tym badani w Polsce (56 proc.), a najgorzej wypadli w tym przypadku konsumenci z Czech, gdzie na taki krok zdecydowała się niewiele więcej niż jedna trzecia respondentów (36 proc.).

– Wyniki badania wskazują, że na wybór zrównoważonych produktów i usług częściej decydują się młodsi respondenci. W regionie CE średnio bycie o 10 lat starszym odpowiada spadkowi odsetka deklarujących taki wybór o 4 p.p. Taka zmiana preferencji wśród młodszych konsumentów, połączona z oczekiwanym w nadchodzących latach wzrostem ich dochodów, oznacza rosnące prawdopodobieństwo dalszego i dynamicznego rozwoju potencjału zielonej gospodarki – mówi Aleksander Łaszek, menedżer Deloitte w zespole analiz ekonomicznych i zrównoważonego rozwoju.

Klimat a rynek pracy

W badaniu Deloitte widać też wpływ kwestii środowiskowych na nastawienie do wyborów zawodowych respondentów z rejonu CE i sposób postrzegania przez nich pracodawców.

Średnio, co trzeci ankietowany deklaruje, że jego firma dokonała pewnych zmian, aby działać w sposób zrównoważony. Odpowiedzi twierdzące polskich ankietowanych występują nieznacznie częściej niż średnio w badaniu – tak wskazało 38 proc. z badanych w Polsce i jest to najwyższy odsetek wśród badanych państw. Wśród najrzadziej deklarujących takie działania Czechów odsetek odpowiedzi wyniósł 32 proc. W tym przypadku bardzo wyraźnie widać natomiast, jak liczna jest grupa osób niepotrafiących jednoznacznie określić, czy ich firma podejmuje, czy nie podejmuje się takich aktywności – wskazała na to aż połowa czeskich respondentów.

Jak wynika z badania, prawie czterech na dziesięciu respondentów w regionie deklaruje, że rozważyłoby zmianę pracodawcy na firmę kładącą większy nacisk na kwestie dbałości środowisko. Takie opinie najczęściej występują w Rumunii (44 proc.) i Czechach (40 proc.), a najmniej popularne są w Polsce, gdzie taką możliwość rozważa tylko co czwarty pytany. Mimo to, odpowiedzi uzyskane w Europie Środkowej wskazują, że pracownicy z tego regionu są bardziej wrażliwi na korporacyjne wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju niż np. z Niemiec, gdzie tak odpowiedziało tylko 21 proc. respondentów.

W handlu nadal gorąco. „Klienci wyżywają się na pracownikach sklepów za wysokie ceny”

Ilość skarg trafiających do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom w pierwszym kwartale roku 2022 była zdecydowanie mniejsza niż rok wcześniej – odnotowaliśmy znaczący spadek tematów „koronawirusowych”, ale nie brakuje zupełnie nowych wątków. Najwięcej dotyczy pracowników handlu. – Najwięcej skarg w ostatnim czasie dotyczyło przede wszystkim bardzo nieeleganckich zachowań klientów. Zdarzały się sytuacje, że pracownicy marketów czy stacji benzynowych byli obrażani przez klientów za to, że ceny paliwa czy produktów spożywczych są wysokie – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Otrzymaliśmy także kilka skarg od pracowników sieci handlowych, które nie zdecydowały się na wyjście z Rosji – dodaje.

  • Najwięcej skarg w roku 2022 dotyczyło sektora handlowego
  • Kasjerzy i ekspedienci padają często ofiarami frustracji klientów, którzy mają do nich pretensje za wysokie ceny w sklepach. Kilka skarg dotyczyło stacji benzynowych
  • Pracownicy zwracają uwagę na braki kadrowe i konieczność pracy po godzinach
  • Inne skargi dotyczą handlu w niedzielę, dokuczania pracownikom sieci, które nie zrezygnowały z handlu z Rosją czy spraw związanych z pandemią COVID-19

Początek roku 2022 jest zdecydowanie spokojniejszy niż to, co działo się w roku 2021. Fakt wyciszenia zamieszania związanego z pandemią nie oznacza jednak, że stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom nie ma co robić. W pierwszym kwartale roku 2022 trafiło do nas blisko 250 wiadomości z czego ok. połowa została skierowanych do analizy przez prawników i windykatorów. Co warte odnotowania znaczna część skarg dotyczy sektora handlowego. Istotne jest również to, że skargi dotyczą częściej relacji pracownik-klient, a rzadziej pracownik-pracodawca.

–  Wiele sygnałów, które otrzymujemy dotyczą braków kadrowych i tego, że pracownicy są często zmuszani do pracy powyżej swojego wymiaru godzinowego. Dotyczy to zarówno sklepów franczyzowych jak i dyskontów czy stacji benzynowych. Podobne skargi zdarzają się w sektorze transportowym, budownictwie czy hotelarstwie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Handel ewidentnie znajduje się w ogniu. Galopująca inflacja powoduje, że ceny wciąż są wysokie. Otrzymujemy skargi od znerwicowanych pracowników, którzy piszą o pretensjach, a nawet awanturach wywoływanych przez klientów, którzy często swoją frustracje wyładowują na Bogu ducha winnych kasjerach. Zdarzały się również sytuacje, że klienci wręcz wyliczali o ile spadła wartość VAT, a produkt nie zmniejszył swojej ceny proporcjonalnie – mówi Prezes Marczulewska. – Nigdy też nie dostaliśmy tak wiele skarg od pracowników stacji benzynowych. Tutaj również powodem awantur była cena paliwa. Zdarzały się niewybredne komentarze polityczne wystosowywane w kierunku pracowników stacji paliw, co oczywiście nie powinno mieć miejsca – dodaje.

Inne tematy skarg odnosiły się np. do zmuszania pracowników do handlu w niedzielę, do braku noszenia maseczek mimo, że obowiązek ten został zniesiony czy do… awarii kas samoobsługowych, co mocno zirytowało jednego z klientów.

– Zdarzyło się również kilka wiadomości od pracowników sieci, które nie wyszły z Rosji. Jeden z pracowników marketu budowlanego zajmujący się dowozem mebli i sprzętów został wulgarnie zwyzywany w czasie swojej pracy. Pojawiały się także złośliwe uwagi od klientów tych sklepów w kierunku kasjerów. Trudno to zrozumieć, ktoś przychodzi do sklepu, robi zakupy i dokucza kasjerce, że ta pracuje w „prorosyjskiej” sieci sklepów – mówi Małgorzata Marczulewska.

7R sprzedało centrum badawczo-rozwojowe Grupy BWI zlokalizowane w Polsce

Polski deweloper 7R i amerykańska firma inwestycyjna InSite Real Estate sprzedali centrum badawczo-rozwojowe BWI Group w Balicach. Niemalże samowystarczalna energetycznie nieruchomość została nabyta przez REICO ČS LONG LEASE, jeden z czeskich funduszy inwestycyjnych, zarządzany przez REICO investiční společnost České spořitelny, a.s. Wartość transakcji wynosi około 27,3 mln euro.

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group, zrealizowane przez 7R w Balicach, zajmuje 11 000 mkw. powierzchni laboratoryjno-biurowej i posiada certyfikat BREEAM na poziomie Very Good. Składa się z dwóch, przyjaznych środowisku, połączonych ze sobą budynków, oddanych do użytkowania w 2020 roku. Wyłącznym najemcą obiektu jest BWI Group, globalny koncern zajmujący się projektowaniem i produkcją elementów zawieszenia dla przemysłu motoryzacyjnego.

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group jest zabezpieczone długoterminową umową najmu. Przejęcie jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju funduszu REICO ČS LONG LEASE i jasnym sygnałem dla akcjonariuszy oraz partnerów biznesowych, czego można oczekiwać od funduszu w przyszłości. -Tomáš Jandík, prezes zarządu REICO IS ČS

Nieruchomość, sprzedana przez 7R, położona jest w atrakcyjnej lokalizacji w Małopolsce, w bezpośrednim sąsiedztwie krakowskiego lotniska, oraz około 1 km od autostrady A4, łączącej kraj z Niemcami na zachodzie i Ukrainą na wschodzie. Centrum Krakowa oddalone jest o około 20 km i posiada dogodny dojazd różnymi środkami transportu.

Jachna, Chief Capital Markets Officer 7R
Łukasz Jachna, Chief Capital Markets Officer 7R

Sprzedany właśnie budynek BWI Group to przede wszystkim stabilność najmu i ekologiczne rozwiązania. Tworząc ten obiekt udowodniliśmy, że zeroemisyjna przyszłość w branży nieruchomości jest możliwa. Mamy świadomość, że inwestorzy poszukują wysokiej jakości produktów, które zapewniają zysk w długiej perspektywie i – co bardzo ważne – spełniają standardy ESG. Tak właśnie jest w przypadku centrum BWI Group w Balicach. Tym bardziej cieszymy się, że ten wyjątkowy projekt powiększy portfel funduszu REICO ČS LONG LEASE. -Łukasz Jachna, Chief Capital Markets Officer, członek zarządu w 7R

Obiekt jest unikalny pod względem rozwiązań proekologicznych i produkcji energii, ponieważ wykorzystuje nowoczesny system trigeneracji. Zaawansowana technologia sprawia, że przy użyciu turbiny gazowej wytwarzana jest energia potrzebna do zasilania, ogrzewania, chłodzenia i wentylacji budynku. Jest to pierwsze w Polsce wdrożenie tego typu systemu w projekcie biurowo-laboratoryjnym. 7R zrealizowało tę nieruchomość kompleksowo w formule BTS (Build-to-Suit) – począwszy od pozyskania gruntu, po spełnienie wszystkich wymogów operacyjnych, technicznych, środowiskowych i kadrowych.

W 2021 roku sprzedaliśmy 17 projektów o wartości prawie 400 mln euro. Jesteśmy dumni, że nasza strategia nastawiona na innowacje i zgodna z kryteriami ESG wpisuje się w modele biznesowe międzynarodowych inwestorów, takich jak REICO ČS LONG LEASE. – Tomasz Kostrzewa, Senior Investment Director w 7R

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group jest nie tylko niemal samowystarczalne energetycznie. Budynek posiada także własną studnię i racjonalnie gospodaruje wodą w obrębie całej działki. W 2020 roku nieruchomość zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie Prime Property Prize w kategorii Zielony Budynek.

Kupującego w procesie transakcji reprezentowały firmy: CMS, TPA, Knight Frank oraz Arcadis. Doradcą 7R i InSite Real Estate była kancelaria Baker McKenzie.

BETFAN z 354 mln zł obrotów i 3,5 mln zł zysku netto w 2021

BETFAN, polski bukmacher, wypracował w 2021 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 354 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 90% r/r. Bukmacher, działający zaledwie od kwietnia 2019 r., rośnie skokowo i za 2021 r. osiągnął zysk netto o wartości 3,5 mln zł. W planach firmy na 2022 r. jest dalszy wzrost przychodów w dwucyfrowym tempie, wprowadzenie nowej aplikacji mobilnej i desktopowej oraz kolejnych innowacji technologicznych, a także inwestycje w sieć samoobsługowych terminali bukmacherskich.

BETFAN to jeden z najmłodszych rodzimych bukmacherów legalnie działających w Polsce. Firma pierwsze zakłady zaoferowała w kwietniu 2019 r., prowadząc biznes wyłącznie w Internecie. Od tego czasu konsekwentnie rozwija skalę działalności. Jednocześnie, mimo wynikających z pandemii restrykcji w zakresie organizacji rozgrywek sportowych, firma wypracowała rentowność netto w rekordowo krótkim czasie, bo po niecałych trzech latach działalności – nie osiągnął tego dotąd żaden bukmacher na polskim rynku.

Wzrostowi wyników finansowych za 2021 r. towarzyszyło zwiększenie liczby klientów o 85 % r/r oraz znaczny rozwój oferty. W ubiegłym roku gracze mieli w BETFAN niemal 1 mld możliwości obstawienia zakładów, co oznaczało 20-procentowy wzrost rok do roku liczby zakładów przygotowanych przez dział bukmacherski. Rozwijając ofertę, BETFAN kładzie duży nacisk na przestrzeganie zasad odpowiedzialnej gry
i regularnie szkoli swoich pracowników w tym zakresie.

Ruszając z działalnością trzy lata temu mieliśmy bardzo ambitne plany i te założenia konsekwentnie realizujemy. Sprzyja nam rosnący rynek zakładów, który w ubiegłym roku zwiększył się o około 50%, a w tym jego dynamika ma wynieść między 15% a 20%. BETFAN rośnie jednak znacznie szybciej niż branża i będziemy dążyć do utrzymania tego trendu także w kolejnych latach. Jednocześnie naszą solidną przewagą jest biznesowa skuteczność i efektywność kosztowa. Nie jest sztuką wlać ogromny strumień pieniędzy w marketing i sponsoring, żeby rozwijać sprzedaż i przy tym ciągle dopłacać do biznesu. A tak właśnie wygląda praktyka na polskim rynku. My mamy zupełnie inną strategię – bardzo uważnie planujemy wydatki i sięgamy wyłącznie po mierzalne narzędzia marketingowe o odpowiedniej stopie zwrotu. Jednocześnie duży nacisk kładziemy na rozwój technologiczny. Nasza strategia od początku koncentruje się na segmencie mobilnym, który ma coraz większe znaczenie i jest głównym motorem napędzającym naszą sprzedaż. Dzięki takiemu podejściu obecnie plasujemy się wśród głównych graczy rynku bukmacherskiego, mimo że konkurujemy z wieloma markami o dłuższym niż my stażu i znacznie większym kapitale – mówi Łukasz Łazarewicz, współwłaściciel i przewodniczący rady nadzorczej BETFAN.

Większe potrzeby kapitałowe BETFAN będzie mieć w 2022 r. Firma inwestuje w nowoczesne technologie – wprowadziła nowy zintegrowany system CRM, całkowicie zmienia swój produkt mobilny i desktopowy, a równolegle buduje naziemną sieć tzw. betting corners. To punkty z samoobsługowymi innowacyjnymi terminalami bukmacherskimi, które  umożliwiają oglądanie wydarzeń i obstawianie zakładów. Jednocześnie bukmacher w kilku lokalizacjach testuje nowy koncept pubów bettingowo-sportowych.

– W minionym roku inwestycje w segment detaliczny dociążyły nasz wynik, ale w 2022 r. planujemy urentownienie także tego obszaru działalności. Chcemy stawiać przede wszystkim na terminale bukmacherskie, które są przyszłością kanału stacjonarnego. Mamy już 60 otwartych punktów betting corners i w tym roku planujemy uruchomić dodatkowych 90 – zapowiada Łukasz Łazarewicz.

Na koniec 2021 r., tj. po niespełna trzech latach od startu, BETFAN z blisko 3,5 proc. udziałów w polskim rynku bukmacherskim uplasował się na 6. miejscu wśród 19 firm działających legalnie w branży. Po trzech latach działalności, BETFAN odprowadził do budżetu państwa 86 mln zł w ramach podatku od gier. Firma zamierza nadal rosnąć, korzystając z innowacyjnych narzędzi marketingu internetowego i pozytywnych trendów na rynku bukmacherskim.

– Sytuacja na rynku legalnych zakładów bukmacherskich w Polsce jest niezwykle ciekawa, zwłaszcza to, co dzieje się za plecami dwóch największych firm. Konkurencja staje się coraz bardziej zacięta, a dodatkowo pandemia obnażyła wiele problemów w modelach biznesowych firm. W BETFAN stosujemy różne sposoby, aby jak najlepiej wykorzystać potencjał rosnącego i wciąż zmieniającego się rynku – dodaje Łukasz Łazarewicz.

W 2021 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym ponad 41 mld zł

W 2021 r. Polacy otrzymali 41,3 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To ponad 4 proc. więcej niż rok wcześniej.

  • 41,3 mld dla poszkodowanych, w tym:
    • 18,4 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 17 proc. wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych).
    • 15,3 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC).
    • Około 7,6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto):
    • 69,2 mld zł, o 9,1 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Ponad 85,6 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Ponad 17,5 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.

Ubezpieczenia na życie

Na rynku życiowym w 2021 r. rosły zarówno wypłaty świadczeń jak i składka. Miało to związek ze zwiększonym zainteresowaniem polisami ochronnymi oraz ze zwiększoną śmiertelnością z powodu pandemii. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 22,1 mld zł.Ostatni kwartał 2021 r. to wyhamowanie wzrostu wypłacanych świadczeń z tytułu polis na życie. Jeśli jednak rozpatrujemy pod tym kątem cały zeszły rok, to niewątpliwie pandemia była najważniejszym czynnikiem dla rynku życiowego, jeśli chodzi o wypłaty świadczeń – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Grupa 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
na życie 7 963 584 9 066 916 13,85%
posagowe 109 829 106 692 -2,86%
związane z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym 5 884 507 5 700 455 -3,13%
rentowe 158 752 161 003 1,42%
wypadkowe 6 636 813 7 092 419 6,86%
reasekuracja czynna 8 5 -37,50%
SUMA: 20 753 493 22 127 490 6,62%

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne.

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły w 2021 r. 9,3 mld zł i były o 3,2 proc. większe niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 6 mld zł, czyli o 9,2 proc. więcej niż przed rokiem.

Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, spada średnia składka w ubezpieczeniach OC ppm. W 2021 r. wyniosła ona 488 zł, o 2 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie średnia szkoda z OC ppm wzrosła o 3,8 proc., do 8484 zł.

Średnia składka z autocasco wyniosła w 2021 r. 1197 zł, czyli o 1 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie koszt średniej szkody wzrósł o 7 proc. – do 7257 zł.

Grupa 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
wypadku 1 738 320 1 981 788 14,01%
choroby 779 471 1 043 287 33,85%
casco pojazdów lądowych 8 797 202 9 697 615 10,24%
casco pojazdów szynowych 83 536 92 973 11,30%
casco statków powietrznych 44 482 53 959 21,31%
żeglugi morskiej i śródlądowej 97 109 115 485 18,92%
przedmiotów w transporcie 170 941 182 277 6,63%
szkód spowodowanych żywiołami 3 934 708 4 414 609 12,20%
pozostałych szkód rzeczowych 3 663 641 4 472 245 22,07%
odpowiedzialności cywilnej wynikającej
z posiadania pojazdów lądowych
14 631 214 14 927 006 2,02%
odpowiedzialności cywilnej wynikającej
z posiadania pojazdów powietrznych
23 462 19 060 -18,76%
odpowiedzialności cywilnej
za żeglugę morską i śródlądową
22 949 21 218 -7,54%
odpowiedzialności cywilnej ogólnej 2 551 192 2 809 700 10,13%
kredytu 488 950 592 276 21,13%
gwarancji 475 066 458 906 -3,40%
różnych ryzyk finansowych 799 870 1 205 371 50,70%
ochrony prawnej 79 760 83 863 5,14%
świadczenia pomocy 1 344 436 1 595 003 18,64%
reasekuracja czynna 2 942 443 3 328 232 13,11%
SUMA: 42 668 752 47 094 873 10,37%

Inne ubezpieczenia majątkowe

W 2021 r. w Polsce nie odnotowano zjawisk pogodowych, które przyniosłyby znaczące wzrosty odszkodowań w ubezpieczeniach majątkowych. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 3,4 mld zł, czyli o 0,5 proc. mniej niż rok temu. – Musimy pamiętać, że zjawiska związane z żywiołami będą się pojawiały w Polsce co roku, na większą lub mniejszą skalę. Ubezpieczyciele są przygotowani finansowo na to, by nieść swoim klientom pomoc w takich przypadkach – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Zyski w 2021 r.

W 2021 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa ponad 1,2 mld zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie 5,7 mld zł zysku netto, czyli o 7,3 proc. mniej niż przed rokiem.

Wielkość 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Dział I
Koszty działalności ubezpieczeniowej 5 051 082 5 410 232 7,11%
Wynik techniczny 2 974 496 2 142 982 -27,95%
Wynik finansowy brutto 2 831 850 2 040 610 -27,94%
Podatek dochodowy 629 028 407 850 -35,16%
Wynik finansowy netto 2 202 201 1 633 206 -25,84%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 6 554 986 6 128 104 -6,51%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 29 738 676 29 121 822 -2,07%
Wielkość
Dział II 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Koszty działalności ubezpieczeniowej 10 381 593 10 882 010 4,82%
Wynik techniczny 3 128 909 2 970 447 -5,06%
Wynik finansowy brutto 4 739 660 4 855 299 2,44%
Podatek dochodowy 801 567 797 592 -0,50%
Wynik finansowy netto 3 938 093 4 057 707 3,04%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 10 107 197 11 328 036 12,08%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 57 575 678 56 526 209 -1,82%

Medicover przejmuje Nasz Lekarz

Medicover sfinalizował przejęcie działalności z zakresu badań prowadzonej w ramach działalności Nasz Lekarz. Jest to jeden z wiodących tego typu ośrodków w Polsce. Jest to wspólna transakcja obu pionów Medicover – Diagnostic Services i Healthcare Services – ponieważ Medicover podpisał również umowę nabycia lokalnej przychodni pod szyldem Nasz Lekarz. Transakcja obejmuje nowoczesną nieruchomość o powierzchni 2000 m2.

Medicover świadczy szeroki zakres usług opieki zdrowotnej obejmujący opiekę ambulatoryjną i specjalistyczną, sieć szpitali, laboratoriów oraz punktów pobrań krwi świadczonych w ramach dwóch pionów – Healthcare Services i Diagnostic Services.

Nasz Lekarz to największy ośrodek badawczy w województwie kujawsko-pomorskim. W ciągu 20 lat istnienia na rynku ośrodek uczestniczył w ponad 600 badaniach klinicznych I do IV fazy. Równolegle przychodnie oferują innowacyjne, biologiczne leczenie chorób reumatologicznych, dermatologicznych, gastroenterologicznych i pulmonologicznych.

Nasz Lekarz to synergiczna inwestycja dla obu dywizji Medicover. Diagnostic Services wykorzysta potencjał zespołu przychodni, który umożliwi wzrost w strategicznych obszarach zarządzania badaniami i włączaniem pacjentów do badań klinicznych, z kolei pion Healthcare Services, Medicover, wzmocni wysokiej jakości opiekę medyczną na polskim rynku usług medycznych. Toruńska przychodnia stanowi atrakcyjne uzupełnienie działalności Healthcare Services, zapewniając pacjentom wielospecjalistyczną opiekę i odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na jakościową opiekę w tym regionie.

Przejęcie biznesu Nasz Lekarz jest kluczowe dla strategii Medicover w zakresie rozwoju działalności Diagnostic Services w obszarze badań klinicznych. To doskonały moment, aby wzmocnić naszą globalną obecność w branży life science, wykorzystując potencjał przejmowanego podmiotu, jego doświadczenie i regionalną infrastrukturę odpowiadającą usługom laboratoriów klinicznych, zarządzania pacjentami i diagnostyki towarzyszącej. Jesteśmy o krok bliżej do stania się kompleksowym partnerem dla firm z branży life science i organizacji badań klinicznych, wspierającym je we wprowadzaniu na rynek innowacyjnych terapii i diagnostyki – mówi Staffan Ternström, COO Diagnostic Services.

Przejęcie biznesowego obszaru badań klinicznych Nasz Lekarz pozwala Medicover Integrated Clinical Services (MICS) na dalszą synergiczną współpracę z globalnymi partnerami z branży farmaceutycznej oraz wzmocnienie już rozwiniętej działalności w zakresie usług laboratoriów klinicznych, zarządzania pacjentami i diagnostyki towarzyszącej. MICS jest wyspecjalizowaną jednostką biznesową w ramach pionu Diagnostic Services, która ma ambicję stania się silnym, globalnym podmiotem i przyspieszenia integracji innowacyjnej diagnostyki i terapii w ramach Medicover.

Przychodnie Nasz Lekarz działają w Toruniu i Bydgoszczy od 20 lat, obsługując ok. 15 tys. pacjentów. Ponad stuosobowy zespół lekarzy i pielęgniarek zapewnia opiekę medyczną w ramach podstawowej opieki zdrowotnej oraz specjalistycznej opieki ambulatoryjnej za pośrednictwem 36 poradni i 20 pracowni. Szeroki zakres świadczonych usług obejmuje: medycynę pracy, medycynę sportową, medycynę podróży oraz badania kliniczne. Inwestycja pozwoli pionowi Healthcare Services zaznaczyć silną obecność Medicover w województwie kujawsko-pomorskim.

Pozyskanie sieci Nasz Lekarz to kolejny etap ekspansji Medicover po przejęciu m.in. Grupy CDT Medicus – prywatnego dostawcy usług medycznych z okręgu legnicko-głogowskiego, sieci centrów medycznych i szpitali Dom Lekarski w Szczecinie i warszawskiego Centrum Medycznego MML – kliniki wyspecjalizowanej w otolaryngologii.

Mangata Holding z najwyższym poziomem sprzedaży w historii

Mangata Holding, polska grupa przemysłowa, działająca w segmentach produkcji: podzespołów dla motoryzacji i komponentów, armatury i automatyki przemysłowej oraz elementów złącznych, wypracowała 791 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co stanowi 40%-owy wzrost w porównaniu do 2020 r. Był to najwyższy poziom sprzedaży w historii Holdingu. Największy wzrost przychodów odnotowano w segmencie podzespołów dla motoryzacji i komponentów – o 161 mln zł, czyli o 53% w relacji do roku ubiegłego. Segment ten odpowiada za blisko 60% przychodów Grupy. Wysoki poziom sprzedaży przełożył się na prawie 130 mln zł EBITDA (wzrost o 75%). W ubiegłym roku Grupa podwoiła skonsolidowany zysk netto (wzrost o 107%) osiągając blisko 72 mln zł, co również stanowi historyczny rekord Holdingu.

Pomimo niestabilnych warunków rynkowych Mangata Holding osiągnęła rentowność brutto ze sprzedaży na wyższym poziomie niż w 2020 r. – wzrost o 25%. Z kolei marża EBITDA wyniosła 16,4% wobec 13,1% w ubiegłym roku. Rentowność zysku netto w roku 2021 osiągnęła poziom 9,1% wobec 6,1 % w 2020.

Ubiegły rok był kolejnym dosyć nieprzewidywalnym okresem dla przemysłu. Pomimo znaczącego wzrostu popytu na rynku, musieliśmy zmierzyć się z szeregiem trudnych do przewidzenia zdarzeń. Wśród czynników, które destabilizowały rynki były m.in.: skokowo rosnące ceny stali, gazu oraz energii czy też brak podzespołów elektronicznych, który miał największy wpływ na segment automotive. Pomimo tego, we wszystkich trzech segmentach produkcyjnych, zrealizowaliśmy znacznie wyższe wolumeny produkcji. – powiedział Leszek Jurasz, prezes zarządu Mangata Holding SA. – Bardzo dobra rentowność była zasługą m.in. realizowania polityki inwestycyjnej, która jest ukierunkowana na modernizację oraz działania służące optymalizacji technologicznej – dodał prezes.

Segment Podzespołów dla motoryzacji i komponentów, za który odpowiada Kuźnia Polska, MCS oraz Masterform, odnotował wzrost 53% (465 mln zł przychodów ze sprzedaży, stanowiących 60% sprzedaży ogółem).

W segmencie Elementów Złącznych (Śrubena Unia), przychody ze sprzedaży wyniosły 160,8 mln zł, co stanowiło wzrost o blisko 36% rok do roku. Wzrost przychodów ze sprzedaży to przede wszystkim efekt zwiększonego popytu rynkowego oraz podwyżki cen stali.

Segment Armatury i automatyki przemysłowej (Zetkama) odnotował przychody ze sprzedaży na poziomie 162 mln zł, co stanowi wzrost o prawie 14%. Pomimo pandemii Covid-19, sprzedaż w tym segmencie w 2020 r. utrzymywała się na stabilnym poziomie, dlatego nie odnotowano tak wysokiej dynamiki wzrostu przychodów w 2021 r., jaka ma miejsce w pozostałych segmentach działalności Grupy.

– W minionym roku w segmencie automotive miała miejsce odbudowa sprzedaży i silny trend wzrostowy popytu rynkowego. Wynikało to m.in. z ożywienia na rynkach europejskich i amerykańskim. W segmencie Elementów złącznych – za który w ramach działalności Holdingu odpowiedzialna jest Śrubena Unia – oprócz zwiększonego popytu, na wzrost przychodów ze sprzedaży, miały również podwyżki cen stali, co ma miejsce również i w tym roku. Dzięki odpowiednim mechanizmom indeksującym staramy się przekładać wzrosty na ceny naszych produktów.-  powiedział Leszek Jurasz, Prezes Zarządu Mangata Holding SA.

Grupa zanotowała wzrosty przychodów ze sprzedaży na większości obsługiwanych rynkach. Najistotniejszy wzrost w ujęciu procentowym odnotowano na rynku polskim, gdzie przychody ze sprzedaży były wyższe o 56%. Na rynkach Unii Europejskiej odnotowała 35% wzrost przychodów, natomiast na pozostałych rynkach wygenerowała wzrost o blisko 28%. Największym rynkiem zbytu dla Grupy pozostaje rynek krajowy, na którym realizowane jest około 30% sprzedaży. Głównymi kierunkami sprzedaży wśród krajów Unii Europejskiej są: Niemcy, Finlandia oraz Czechy. Natomiast w gronie kluczowych rynków pozostają również klienci z USA oraz Szwajcarii.

W latach 2016-2021 Mangata Holding wypłaciła akcjonariuszom łącznie aż 155 mln zł dywidendy. W ubiegłym roku Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 4,5 zł na akcję (łącznie 30 mln zł).

Kazimierz Przełomski Wiceprezes Zarządu Dyrektor Finansowy_Easy-Resize.com
Kazimierz Przełomski, wiceprezes zarządu oraz dyrektor finansowy Mangata Holding S.A.

Naszym celem jest systematyczna realizacja polityki dywidendowej komunikowanej w 2017 roku. Wyniki finansowe za ubiegły rok i obecna pozycja gotówkowa Grupy umożliwiają zarządowi Mangaty planowanie wypłaty dywidendy w tym roku. Wkrótce Rada Nadzorcza i akcjonariusze (WZA) podejmą  decyzję w tej sprawie.  W naszych założeniach planu finansowego oczekujemy  wypłatę dywidendy nie niższej niż rok temu.– podkreśla Kazimierz Przełomski, wiceprezes zarządu oraz dyrektor finansowy Mangata Holding S.A.

Zgodnie z założeniami strategicznymi Holding planuje przeznaczać średnio 50 proc. zysku corocznie na wypłatę dywidendy.

Nieudana próba umocnienia złotego

Rada Polityki Pieniężnej zareagowała w sposób najbardziej zdecydowany od 2000 roku. Przed odczytem inflacyjnym za marzec konsensus rynkowy wskazał ruch o 50 pb. Po danych oczekiwania wzrosły do 75 pb. Rada zaskoczyła, ale był to ruch zamierzony, być może skierowany na aprecjację złotego, którego siła może skompensować wysoką inflację. Mamy stopy najwyższe od 10 lat.

Wczoraj jeszcze przed decyzją RPP w okolicach godz. 14:00 można było zaobserwować chwilowe, bardzo dynamiczne umocnienie złotego. Kurs EUR/PLN spadł na moment w okolice 4,56 po czym szybko zawrócił powyżej 4,60. W trakcie decyzji, złoty ponownie zaczął zyskiwać, jednak na koniec dnia PLN był słabszy. Tak naprawdę najbliższe dni zobrazują nam, czy wczorajsza decyzja Rady wpłynie na trwałe umocnienie złotego. Widać wyraźnie, że wsparcie na 4,60 jest silnie bronione. Wszystko wskazuje na to, że do jego przełamania nie wystarczy jastrzębie zaskoczenie RPP. Cały czas na złotym ciąży presja wojny. Giełdy spadają w obawie przed kryzysem energetycznym oraz stagflacją. Euro nie radzi sobie najlepiej, a spadki na głównej parze walutowej nie będą pomagać w aprecjacji PLN. To nie jest najlepsze środowisko dla walut EM, w którym to koszyku nadal jest złoty.

Poza samą decyzją o wielkości podwyżki RPP już niczym nie zaskoczyła. Rada podtrzymała w najnowszym komunikacie stwierdzenie, że będzie robić wszystko aby zapewnić stabilność makro, w głównej mierze będzie starać się aby nie doprowadzić do utrwalenia się podwyższonej inflacji. Cały czas możliwe są interwencje na FX, w przypadku, gdyby kurs złotego zmierzła w odwrotnym kierunku do prowadzonej polityki monetarnej. To oczywiście werbalna próba umocnienia PLN, która wydaje się nie do końca zadziałała spoglądają na wykresy. Być może na efekty musimy chwilę poczekać.

Jedno jest pewne, raty kredytów w Polsce ponownie wzrosną a dochód do dyspozycji gospodarstw domowych tym samym zmniejszy się co w konsekwencji w pierwszej kolejności wpłynie na spadek wydatków na towary i usługi konsumpcyjne. W średnim terminie oznacza to spadek koniunktury. W I kwartale w Polsce nadal utrzymywała się wysoka dynamika aktywności gospodarczej, co pokazują dane o sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej czy budowalno-montażowej. W kolejnych miesiącach wyniki będą prawdopodobnie gorsze.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Stopy procentowe aż o 1% w górę

Jeszcze kilka miesięcy temu optymiści uważali, że stopy procentowe osiągną co najwyżej poziom 4%. Dzisiaj już mamy 4,5%, a to absolutnie nie wygląda na ostatnie słowo. Węgrzy wybrali słaby moment na zaprzyjaźnienie się z Rosją.

WIBOR nie kłamał

Okazuje się, że prognozowanie podwyżek stóp procentowych o stawkę WIBOR okazało się najskuteczniejszym sposobem. Wczorajsza podwyżka stóp procentowych o 1% jest tego doskonałym dowodem. Wzrost ten powinien podnieść ratę kredytu hipotecznego wziętego na 30 lat o ponad 15%. Z drugiej strony niezwalczanie inflacji może spowodować znacznie większe straty w naszych domowych budżetach. Na rynkach wczoraj pojawił się pewien nietakt. Mianowicie przed samą decyzją nagle doszło do absurdalnego, zdaniem niektórych, źródeł nawet 6-groszowego umocnienia złotego względem euro. Kurs niemal od razu powrócił do poprzednich poziomów. Pomimo tego wzrostu stóp złoty zakończył dzień stratami.

Winne czynniki globalne

Fenomen tego, że złoty pomimo bardzo wyraźnej podwyżki stóp procentowych tracił na wartości, łatwo wyjaśnić, patrząc na to, co działo się na szerszym rynku. Wczoraj trwał odwrót od walut z naszego koszyka. Złoty stracił proporcjonalnie mniej na wartości niż np. czeska korona, czy szczególnie forint węgierski. Waluta ta ma zresztą bardzo nieciekawy tydzień, na własne życzenie Węgrów zresztą. W poniedziałek rano jedno euro kupowano za 368 forintów, dzisiaj jest to 382 forinty, to około 4% straty. Okazuje się, że rynki nie patrzą przychylnie nie tylko na Rosję, ale również na jej europejskich przyjaciół. Niestety dla Węgrów Wiktor Orban jest za takiego, nie bez podstaw, uznawany. Zdaniem części analityków niektórzy inwestorzy powoli rozważają ryzyko odcięcia Węgier od funduszy unijnych.

Ropa znów szuka dnia

Pomimo napięć w naszej części świata na rynku nadal nie materializują się najgorsze dla kupujących ropę naftową scenariusze. Nie można jednak wykluczyć, że masakr ludności cywilnej na Ukrainie było znacznie więcej i Rosjanie zostanę definitywnie odcięci od rynku. Obecnie cena poszła w dół przez uwolnienie rezerw na rynki. To z kolei spowodowało nadmiar surowca, który zdusił cenę. Nie jest to jednak stabilne rozwiązanie i problem trzeba rozwiązać fundamentalnie. W przeciwnym wypadku, jak tylko skończy się nadmiarowa ropa, problem powróci. Warto zwrócić uwagę, że po wczorajszym spadku cen ropy mamy jedne z najniższych cen hurtowych diesla od początku pandemii. Jest zatem duża szansa, że wkrótce odczujemy to na stacjach benzynowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jakie strony lubi Google? Poradnik skutecznego pozycjonowania

Profesjonalnie przeprowadzone pozycjonowanie stron internetowych może zakończyć się tym, że dana witryna będzie zajmować wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Dzięki temu internauci łatwo ją odnajdą, a marka zyska na rozpoznawalności. Istnieje kilka ciekawych sposobów, które mogą doprowadzić do tego, że budowana witryna stanie się przyjazna dla Google. Warto wdrożyć je w życie i oczekiwać na korzystne rezultaty.

Szybki serwer i krótki czas ładowania witryny

Pierwszym elementem, na którym należy się bezwzględnie skupić jest szybkość serwera. Im szybszy jest serwer, tym większa wydajność strony www. Następnie warto się zabrać za krótki czas ładowania witryny. Zawieszająca się strona nie będzie zbyt atrakcyjna w odbiorze i internauci szybko ją opuszczą. Kluczem do sukcesu okaże się sprawdzony i funkcjonalny hosting. Dodatkowo nie można omijać przydatnych narzędzi Google, które pomogą zainteresowanym przeanalizować stronę www i wskażą potencjalne zmiany.

Bezpieczeństwo i atrakcyjne treści

Tworzenie stron internetowych nie obejdzie się bez certyfikatu SSL. To gwarancja bezpieczeństwa w sieci, gdyż taki certyfikat jest w stanie:

  • zapewnić użytkownikom pełną prywatność podczas transmisji danych,
  • poprawić wizerunek firmy,
  • zadbać o autentyczność i poprawność pobieranych danych,
  • zwiększyć komfort użytkowników w trakcie surfowania po rozmaitych stronach www.

Równie ważne są atrakcyjne treści, które będą się pojawiać na konkretnej stronie internetowej. Treści muszą być nie tylko stale aktualizowane, ale też wartościowe i unikalne. Strzałem w dziesiątkę okaże się firmowy blog i nawiązywanie do branży, w której klient obraca się na co dzień. Dzięki temu można zbudować prawidłową relację na linii właściciel witryny – użytkownik.

Responsywność, prowadzenie social mediów i linki

Trzy ostatnie elementy, które sprawią, że Google polubi tworzoną stronę internetową to responsywność, linki oraz prowadzenie social mediów. Profesjonalnie tworzona strona musi być umiejętnie dopasowana do wielkości wyświetlacza urządzeń poszczególnych użytkowników.

Jeśli chodzi o linki można pomyśleć przede wszystkim o materiałach wideo, zdjęciach czy też rzetelnych artykułach. Użytkownicy zaczną udostępniać je na swoich blogach i profilach, a to z kolei przełoży się na generowanie linków.

Strony www powinny być też ściśle powiązane z social mediami. To szansa na zbudowanie silnej pozycji w wyszukiwarce Google. Można sprawdzić takie serwisy, jak: Facebook, Instagram, GoldenLine, LinkedIn oraz Snapchat.