10 branż, w których pracownicy najczęściej zmieniają pracę

Pandemia przyczyniła się do wielu przewartościowań na rynku pracy. Prezentujemy wyniki najnowszego badania firmy rekrutacyjnej i outsourcingowej Devire, w którym swoim doświadczeniem podzieliło się ponad 3 tys. pracowników z 20 branż z całej Polski. Jak zmienił się rynek pracy w ostatnich miesiącach? Czego obecnie poszukują pracownicy? Kto jest w najtrudniejszej sytuacji?

W ogólnym rozrachunku sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Blisko co drugi pracownik ocenia, że pomimo pandemii jego sytuacja zawodowa była stabilna i nie uległa zmianie – 45%. Jednocześnie o pogorszeniu się sytuacji zawodowej mówi aż 4. na 10. pracowników. Przed największymi wyzwaniami stanęli dyrektorzy firm – jedynie 11% z nich przyznało, że ich sytuacja zawodowa poprawiła się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Z kolei lepszymi warunkami zatrudnienia cieszy się 1/5 uczestników badania.10. branż, w których pracownicy najczęściej zmieniają pracę 3

Michał Młynarczyk, prezes Devire i członek zarządu Polskiego Forum HR komentuje:

W najbliższych miesiącach przyjdzie nam konkurować o kandydata na równie trudnym, o ile nie trudniejszym rynku, co przed pandemią. Oczywiście nie dotyczy to pracowników sektorów bezpośrednio dotkniętych kryzysem, takich jak HoReCa, turystyka,gastronomia i retail, gdzie obecnie wciąż jest łatwiej pracowników. Pracodawcy będą mierzyć się z szeregiem wyzwań, takich jak: wypracowanie modeli funkcjonowania zespołów czy zaadresowanie problemu motywacji i zaangażowania pracowników. Może się wydawać, że ze względu na przyspieszenie akcji szczepień, jesteśmy na ostatniej prostej zmagań z pandemią. Na tym etapie kluczowa będzie komunikacja z pracownikami, którzy oczekują jasnej strategii oraz decyzji, jaki będzie model pracy w naszej firmie w postpandemicznej rzeczywistości.

Kto zmienia pracę i dlaczego?

Dynamika zmiany pracy po wybuchu pandemii pozostaje na stabilnym poziomie – 43% specjalistów i managerów zdecydowało się na zmianę zatrudnienia względem 44% w 2019 roku.

Dobrą informacją jest fakt, że na zmianę pracodawcy decydowali się przede wszystkim pracownicy z branży IT i telekomunikacji (54%) oraz prawie tyle samo z sektora mediów, marketingu i e-commerce – co drugi uczestnik badania. Wynika to przede wszystkim z dobrej sytuacji w obu branżach. Wybuch pandemii koronawirusa oraz wzrost zapotrzebowania na ekspertów z tych dziedzin spowodowały, że pracownicy lepiej oceniali swoją wartość na rynku i wybierali korzystniejsze warunki zatrudnienia.

Sytuacja wygląda nieco inaczej w przypadku branży HoReCa, która nadal boryka się z konsekwencjami pandemii koronawirusa. Pracodawcy często byli zmuszani do cięć w zatrudnieniach. Tutaj co drugi pracownik musiał szukać nowego miejsca zatrudnienia w ciągu ostatnich miesięcy. Podobnie w sektorze handlu detalicznego i retailu, który stracił możliwość sprzedaży tradycyjnymi kanałami (zamknięcie centrów handlowych i punktów sprzedaży).

10 branż, w których pracownicy najczęściej zmieniają pracę10. branż, w których pracownicy najczęściej zmieniają pracę 2

Kto stracił pracę w wyniku pandemii?

W wyniku pandemii, destabilizacji uległy branże, które nie mogły z różnych przyczyn dostosować się do nowych realiów, takie jak retail, HoReCa czy produkcja seryjna. Natomiast niezależnie od branży wiele firm zmagało się z brakiem zasobów bądź koniecznością transformacji. W efekcie aż 40% badanych przyznaje,

że zmiana pracy była wynikiem pandemii COVID-19. Mowa o pracownikach, którzy zostali zwolnieni, jak również sami podjęli decyzję o zmianie pracodawcy.10. branż w których pracownicy najczęściej zmieniają pracę

Młodzi w najtrudniejszej sytuacji

Do zmiany pracy najczęściej byli zmuszeni pracownicy dopiero rozpoczynający swoją karierę zawodową (60% juniorów i asystentów), a w następnej kolejności specjaliści (47%), menedżerowie (38%) i dopiero na końcu dyrektorzy (36%). Ci najbardziej doświadczeni kandydaci z jeszcze większą uważnością niż w poprzednich latach weryfikowali atrakcyjność propozycji zawodowych, uwzględniając stabilność branży i jej perspektywy.

Transfer do innego pracodawcy najczęściej dotyczył przedstawicieli pokolenia Z w przedziale wiekowym 18 – 25. Na drugim miejscu znaleźli się milenialsi (26 – 39 lat) – 45% z nich zmieniło pracodawcę.

Najważniejsze trendy na 2021 rok

  1. Lokalizacja biura nadal ma znaczenie.

Choć zarówno pracodawcy, jak i pracownicy otwierają się na pracę na odległość, to nadal lokalizacja firmy ma znaczenie dla zatrudnionych, którzy rozważają zmianę pracy – przyznaje 32% uczestników badania. Przyszłość pracy dąży w kierunku hybrydy i elastyczności, a całkowita izolacja jest dla wszystkich jedynie okresem przejściowym.

  1. Pracownicy wybierają hybrydowy model pracy.

Po ponad roku izolacji zdecydowana większość, bo 61% badanych, chciałaby w przyszłości pracować hybrydowo – łącząc pracę zdalną z obecnością w biurze.

  1. Well-being i kondycja psychiczna pracowników pod lupą.

61% pracowników wskazało, że pracodawca nie udzielił im należytej pomocy w zakresie utrzymania dobrej kondycji psychicznej w trakcie pandemii. W tym samym czasie do spadku ogólnego samopoczucia przyznaje się blisko 40% badanych.

  1. Talent bez granic.

Granice, które dotąd oddzielały pracę, dom i inne sfery życia całkowicie się zatarły. Brak bezpośredniego kontaktu z zespołem i pracodawcą, współpraca z firmą zlokalizowaną w innej miejscowości i zmiana pracy w czasie izolacji – spowodowały, że pracownicy i pracodawcy otwierają się na współpracę na odległość. Blisko co trzeci specjalista i manager aktualnie pracują zdalnie z innej niż firma miejscowości, a 77% deklaruje, że przyjmie nową ofertę pracy, nawet jeśli nie będzie mieć bezpośredniego kontaktu z zespołem i pracodawcą.

  1. Pracownicy szukają stabilnego i elastycznego pracodawcy.

Poczucie bezpieczeństwa stało się istotnym czynnikiem determinującym decyzje zawodowe. Pracownicy rozważający zmianę pracy oczekują od pracodawców przede wszystkim stabilności zatrudnienia. Równie ważną cechą wymaganą od pracodawcy jest umiejętność elastycznego odpowiadania na ich aktualne potrzeby w dobie ciągłej zmiany.

  1. Rynek jest rozgrzany i pozyskanie pracowników wymaga odpowiedniego podejścia.

Dynamika zmiany pracy po wybuchu pandemii pozostaje na stabilnym poziomie – 43% respondentów zdecydowało się na zmianę zatrudnienia względem 44% w 2019 roku. Jak widać w ogólnym rozrachunku pandemia nie wpłynęła na przestój w rekrutacjach. Dobrą informacją jest fakt, że zmiana dotyczyła przede wszystkim branż, które zyskały na pandemii, takich jak: IT i telekomunikacja, media, marketing i e-commerce.

Więcej danych znajdą Państwo w pełnej wersji raportu:

https://www.devire.pl/raport-devire-rynek-zmiany-pracy-2021/

Metodyka

Raport jest drugą edycją badania realizowanego wśród specjalistów i kadry kierowniczej. Ankieta została przeprowadzona metodą CAWI, a odpowiedzi zbierane były od listopada 2020 roku do marca 2021 roku. Na pytania odpowiedziało 3002 respondentów z 20 branż z całej Polski, spośród których 48% to specjaliści, 39% – menedżerowie, 7% – osoby na stanowiskach asystenckich, a 6% – studenci i wolni strzelcy.

Państwo wprowadza nowy system poboru opłat za autostrady

Rząd znowu przełożył wprowadzenie nowego systemu naliczania opłat za przejazd autostradą. Zapowiada, że system ruszy w czerwcu – chociaż miał być gotowy do testowania przez kierowców już w kwietniu. Jeżeli jednak termin wyłączenia starego systemu pozostanie zgodny z planem, na testowanie nowego będziemy mieli tylko 3 tygodnie. To bardzo mało, nawet na polskie standardy. Dlaczego w takim razie władze naciskają na zmianę systemu? Nie wiadomo. Z jakiegoś powodu administracja skarbowa uznała, że dotychczasowy, radiowy system nie spełnia jego oczekiwań. Nowy system ma być oparty na satelitarnym śledzeniu samochodów. To jedyny taki projekt na świecie. Nawet w Chinach nie śledzi się osobówek, by ściągnąć za nie opłatę na autostradę. Plan rządu wzbudza więc wiele kontrowersji – zarówno wśród operatorów autostrad, jak i obywateli. W systemie jest 1,5 miliona użytkowników. Przeprowadzenie tej operacji przez 3 tygodnie jest niemożliwe. Ma być też aplikacja w smartfonie. Jednak sygnał może zanikać – co jest niebezpieczne dla przewoźników. Wszelkie zakłócenia w dostawie sygnału i naliczaniu opłat będą ryzykiem po stronie przewoźnika. Przeciwko aplikacji, która będzie pokazywać skąd i dokąd jedziemy w danym czasie, są też Polacy. Bo nie wiadomo, co dalej się stanie ze zgromadzonymi danymi. Kiedy zostaną zniszczone? Czy nie zostaną wykorzystane do innych celów?

– Nasze państwo, w postaci Krajowej Administracji Skarbowej, postanowiło wymyślić polski narodowy system poboru opłat. Jesteśmy chyba jedynym przykładem państwa na  świecie, który rezygnuje z już postawionej infrastruktury i przechodzi na całkiem inny system. Druga sprawa to gotowość nowego systemu. Systemy informatyczne często na początku nie działają, są błędne. Tymczasem nawet przy przesunięciu startu nowego systemu o 3 miesiące bardzo możliwe jest, że będziemy korzystać z niesprawnego i nieprzetestowanego rozwiązania – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Przewoźnicy chcą całkowicie odroczyć wprowadzenie Etolu. Na pytanie dlaczego, odpowiadają: my nie wiemy nic. Płacenie ma następować przez nowy typ urządzenia – gdzie je dostaniemy? Ile będzie kosztować? Bez aplikacji zostaje nam średniowiecze – wydruk bileciku na stacji benzynowej czy w punkcie obsługi klienta, albo zakup przez internet. Wydawało się, że mamy już przetestowany system, który działa na prywatnych autostradach. To video tolling. Instalujemy aplikację, która jest podpięta pod naszą kartę. Opłaty są naliczane automatycznie, gdy wjeżdżamy na płatny odcinek drogi. Video tolling działa już na prywatnych A1 i A4, a zaczyna się do niej przekonywać A2. Na początku operatorzy bali się, że opłaty będą uciekać – ale okazuje się, że system jest szczelny. Rozwiązaniem na nowy państwowy system poboru opłat powinien być więc po prostu video tolling. Bo teraz państwo tworzy system dla swoich dwóch płatnych autostrad, a autostrady prywatne będą miały swoje systemy. Znowu będziemy testować rozwiązania na żywych organizmach, zamiast wprowadzać sprawdzone systemy, przyjęte na całym świecie – analizuje Furgalski.

Szybszy start kin i teatrów, ale z połową widowni i zaległościami wyższymi o kilkadziesiąt procent

Kina i teatry w ostatnich miesiącach jak w dobrym thrillerze wciąż miały do czynienia ze zwrotem akcji, najpierw wielomiesięczne całkowite zamknięcie, potem otwarcie na próbę, jak się okazało tylko na dwa tygodnie i znów lockdown. W końcu zapowiedź luzowania obostrzeń i nagłe przyspieszenie ponownego startu, zamiast 29 mogą ruszyć 21 maja. Oby widownia dopisała i obowiązujący limit dostępnych miejsc oraz zakaz sprzedaży przekąsek nie przeszkodziły w odrabianiu zaległości nagromadzonych w ciągu roku. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, między marcem 2020 a 2021 r. kina zwiększyły swoje nieregulowane na czas zobowiązania o 63 proc., a teatry o 23 proc.

Branża kulturalna poważnie odczuła ograniczenia wynikające z walki z pandemią koronawirusa. Po całkowitym zamknięciu od listopada minionego roku, mogła na chwilę wznowić funkcjonowanie w lutym, a zgodnie z zapowiedziami dopiero od 21 maja może ponownie liczyć na większą swobodę działania. Początkowo otwarcie planowano na 29 maja, ale ostatecznie, w związku z poprawiającą się sytuacją epidemiologiczną termin został przełożony. Oczywiście, nie obędzie się bez konieczności zachowania reżimu sanitarnego, czyli dystansu społecznego, dezynfekcji rąk i noszenia maseczek, co przełoży się na ograniczenie dostępności miejsc do połowy oraz zakaz spożywania napojów i posiłków.

Poważny wzrost zaległości w kinach

Choć firm zajmujących się działalnością związaną z projekcją filmów jest niewiele, nie wszystkie dadzą radę się przygotować na to szybsze otwarcie. O ile małe podmioty mogą sobie pozwolić na większą elastyczność i dopasowanie do zmieniających się okoliczności, o tyle kina sieciowe, operujące w wielu salach, zapowiadają, że w przyspieszonym terminie nie będą gotowe na powrót do względnie normalnego funkcjonowania i zgodnie z pierwotnymi planami zaproszą widzów pod koniec maja.

Problemy tych niewielu podmiotów zajmujących się projekcją filmów wzrosły przez rok dość poważnie, bo o ponad 60 proc., najwyżej w całej branży kulturalnej. Ze 182,5 tys. zł w marcu 2020 r. zaległości wobec dostawców i banków podwyższyły się na koniec marca 2021 r. do 298 tys. zł. Choć w porównaniu z zadłużeniem wielu innych branż nie jest to kwota przerażająca, podobnie jak i średnia zaległość wynosząca 18,6 tys. zł, to jednak sama zmiana już tak.

Spore kwoty długów w teatrach

Z koniecznością wznowienia od 21 maja działalności w ograniczonym zakresie muszą zmierzyć się też teatry. Procentowy wzrost ich zaległości był ponad dwukrotnie niższy niż w przypadku kin, dla wystawiających przedstawienia artystyczne wyniósł 23 proc., a dla aktywności ich wspierających 24 proc.

W grę wchodzą jednak znacznie wyższe kwoty. Przez rok pandemii zadłużenie firm związanych z pokazywaniem przedstawień, wśród których są m.in. orkiestry, zespoły muzyczne, indywidualni artyści: aktorzy, tancerze czy piosenkarze, wzrosło o 3,6 mln zł do 19,4 mln zł. Średnio jest to 42,7 tys. zł. Jeśli chodzi o podmioty wspierające wystawianie przedstawień, czyli m.in. reżyserów, producentów, scenografów, zaległości podwyższyły się o 1,4 mln zł do 7,3 mln zł. Co daje na jedną firmę 35,9 tys. zł.

– Na względnie normalne otwarcie kin i teatrów czekają z równym zniecierpliwieniem i widzowie, i podmioty prowadzące tego typu działalność. Z dostępnej od połowy maja możliwości działania na świeżym powietrzu znacznie częściej mogły skorzystać teatry, ale to właśnie firmy zajmujące się taką aktywnością mają zdecydowanie większe zadłużenie, sięgające na koniec marca 2020 r. w sumie niemal 27 mln zł. Najbliższy czas pokaże, czy stęsknieni widzowie, ostatnio częściej ślęczący przed ekranami telewizorów czy komputerów, pomogą branży odrabiać straty – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Prezes PGE Wojciech Dąbrowski: Żaden pracownik Elektrowni Bełchatów nie był odpowiedzialny za awarię rozdzielni PSE

Z szacunku dla pracowników Elektrowni Bełchatów, którzy przez ponad dobę pracowali nad pełnym przywróceniem pracy elektrowni, apeluję o precyzyjne informowanie o przebiegu awarii w rozdzielni PSE. Jeszcze raz stanowczo podkreślamy, że wyłączenie bloków nastąpiło z powodu uszkodzenia rozdzielni Polskich Sieci Elektroenergetycznych w Rogowcu. Żaden pracownik Elektrowni Bełchatów nie był odpowiedzialny za awarię PSE. Natomiast bardzo wielu z poświęceniem pracowało, aby przywrócić funkcjonowanie wszystkich bloków Elektrowni Bełchatów i tym samym ustabilizować krajowy system energetyczny – mówi  Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Dzięki wdrożonym procedurom kryzysowym i profesjonalizmowi pracowników PGE GiEK bloki Elektrowni Bełchatów w szybkim tempie były przywracane do pracy. Pierwsze bloki zostały uruchomione już kilka godzin po awarii rozdzielni PSE. Ponowne uruchomienie jednostek wytwórczych było ogromnym wyzwaniem technologicznym, z którym na taką skalę i takim tempie nie zmierzono się nigdy w historii polskiej energetyki. Wyłączenie 10 bloków energetycznych nastąpiło automatycznie i było konsekwencją uszkodzenia rozdzielni Polskich Sieci Energetycznych w Rogowcu oddalonej kilka kilometrów od elektrowni. Wszystkie urządzenia oraz instalacje na terenie elektrowni Bełchatów zadziałały prawidłowo.

Wczoraj o godz. 20.10 nastąpiła synchronizacja ostatniego z 10 bloków elektrowni z Krajową Siecią Elektroenergetyczną i aktualnie wszystkie bloki elektrowni funkcjonują zgodnie z mocą zadaną przez Operatora Systemu Przesyłowego.

Adw. Mateusz Janion: spot reklamujący TVP na Euro 2020 to zestaw wielu kontrowersyjnych prawnie aspektów działalności reklamowej

Ustawa o grach hazardowych z 2009 roku była uchwalana pod olbrzymią presją opinii publicznej, związaną z tzw. „aferą hazardową”. Z tego też powodu przewiduje bardzo rygorystyczne rozwiązania, w tym także w zakresie reklamy i promocji, i to nie tylko samych gier hazardowych w sensie ścisłym, ale także w zakresie – przez rozszerzenie definicji reklamy i promocji – publicznego rozpowszechniania m.in. symboli graficznych związanych z grami hazardowymi, publicznego prezentowania gier hazardowych oraz reklamowania podmiotów, których wizerunek reklamowy wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsamy z grami w karty (cokolwiek by to miało nie znaczyć). Prowadzenie reklamy lub promocji gier hazardowych wbrew przepisom ustawy jest karalne na podstawie art. 110a Kodeksu karnego skarbowego. Przepisy te były – i nadal są – dość konsekwentnie egzekwowane, np. Sąd Rejonowy w Opolu w wyroku z 15 października 2019 r., sygn. akt VII K 655/19, wyraził zgodę na dobrowolne poddanie się przez oskarżonego karze w wysokości 20.000 zł za m.in. zachęcanie do uczestnictwa w grach hazardowych. Warto też zaznaczyć, że w okresie ponad 10 lat ich obowiązywania dopuszczalność ich stosowania (podobnie jak innych przepisów ustawy hazardowej) budziła poważne kontrowersje, szczególnie w kontekście zgodności z prawem Unii Europejskiej. 

– W spocie promującym Mistrzostwa Europy przedstawiono m.in. symbole graficzne związane z grą w karty (tj. symbole używane na kartach do gry, żetony pokerowe). Tym samym wydaje się, że co najmniej – wykładany literalnie – zakaz z art. 29 ust. 6 mógł zostać naruszony. Osobną sprawą jest to, czy naruszenie to miało charakter pozwalający na jego ściganie karne (w co wątpię i to niezależnie od wspomnianych wątpliwości co do zgodności ustawy z prawem UE).

Autor opinii: adwokat Mateusz Janion, partner w kancelarii Loewen Legal Hub

Nowe przepisy dotyczące hulajnóg elektrycznych i urządzeń transportu osobistego

20 maja 2021 r. wejdą w życie przepisy nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw, która reguluje status prawny urządzeń napędzanych elektrycznie oraz urządzeń napędzanych siłą mięśni przeznaczonych do poruszania się po drogach publicznych. Ustawa wprowadza pierwszeństwo pieszego w stosunku do kierującego hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego (UTO) poruszającego się po części infrastruktury przeznaczonej dla ruchu pieszych. Kierujący tymi pojazdami będą zobowiązani do ustępowania pierwszeństwa pieszym i nieutrudniania im ruchu.

– Do tej pory stan prawny hulajnóg elektrycznych i urządzeń transportu osobistego pozostawał nieuregulowany. Stwarzało to realne zagrożenie bezpieczeństwa na drogach i chodnikach. Dlatego przygotowaliśmy rozwiązania, które zwiększą bezpieczeństwo, w szczególności najmniej chronionych uczestników ruchu drogowego – powiedział minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

Regulacje zawarte w projekcie ustawy zabraniają m.in.:

• kierowania hulajnogą elektryczną po jezdni, na której dopuszczalna prędkość jest większa niż 30 km/h,

• kierowania hulajnogą lub urządzeniem transportu osobistego osobie znajdującej się w stanie nietrzeźwości lub w stanie po użyciu alkoholu albo środka działającego podobnie do alkoholu,

• przewożenia hulajnogą elektryczną i urządzeniem transportu osobistego innych osób, zwierząt i przedmiotów,

• ciągnięcia lub holowania hulajnogą elektryczną i urządzeniem transportu osobistego innych pojazdów,

• pozostawiania hulajnóg elektrycznych i urządzeń transportu osobistego na chodniku w inny sposób niż równolegle do jego zewnętrznej krawędzi.

Hulajnoga elektryczna

Hulajnoga elektryczna to pojazd napędzany elektrycznie, dwuosiowy z kierownicą, bez siedzenia i pedałów, konstrukcyjnie przeznaczony do poruszania się wyłącznie przez kierującego znajdującego się na tym pojeździe.

Gdzie można się poruszać hulajnogą elektryczną?

Kierujący hulajnogą elektryczną jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić – z prędkością dopuszczalną 20 km/h. Dodatkowo jest obowiązany korzystać z jezdni, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością nie większą niż 30 km/h, w przypadku gdy brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów – z prędkością dopuszczalną 20 km/h. Kierujący może wyjątkowo poruszać się chodnikiem lub drogą dla pieszych, gdy chodnik jest usytuowany wzdłuż jezdni, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 30 km/h i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów – z zachowaniem następujących zasad: jazda z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego, zachowanie szczególnej ostrożności, ustępowanie pierwszeństwa pieszemu oraz nieutrudnianie ruchu pieszemu.

Uprawnienia do kierowania

Do kierowania hulajnogą elektryczną przez osoby w wieku od 10 lat do 18 lat wymagane będzie posiadanie tych samych uprawnień, co w przypadku kierowania rowerem, czyli karty rowerowej lub prawa jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T. Dla osób, które ukończyły 18 lat, dokument taki nie jest wymagany.

Poruszanie się hulajnogą elektryczną po drodze publicznej przez dziecko do 10 lat jest zabronione w każdej sytuacji, również pod opieką osoby dorosłej. Dzieci w wieku do 10 lat będą mogły poruszać się hulajnogą elektryczną jedynie w strefie zamieszkania, pod opieką osoby dorosłej.

Urządzenia transportu osobistego – UTO

Urządzenie transportu osobistego to pojazd napędzany elektrycznie, bez siedzenia i pedałów, konstrukcyjnie przeznaczony do poruszania się wyłącznie przez kierującego znajdującego się na tym pojeździe (np. deskorolka elektryczna, elektryczne urządzenie samopoziomujące).

Gdzie można się poruszać UTO?

Kierujący urządzeniem transportu osobistego jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów, jeśli jest ona wyznaczona dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić – z prędkością dopuszczalną 20 km/h. Może wyjątkowo poruszać się chodnikiem lub drogą dla pieszych, w przypadku braku drogi dla rowerów, z zachowaniem następujących zasad: jazda z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego, zachowanie szczególnej ostrożności, ustępowanie pierwszeństwa pieszemu oraz nieutrudnianie ruchu pieszemu.

Uprawnienia do kierowania

Poruszanie się urządzeniem transportu osobistego po drodze publicznej przez dziecko do 10 lat jest zabronione w każdej sytuacji, również pod opieką osoby dorosłej. Dzieci w wieku do 10 lat będą mogły poruszać się urządzeniem transportu osobistego jedynie w strefie zamieszkania pod opieką osoby dorosłej.

Do kierowania urządzeniem transportu osobistego przez osoby w wieku od 10 lat do 18 lat wymagane będzie posiadanie tych samych uprawnień, co w przypadku kierowania rowerem, czyli karty rowerowej lub prawa jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T. Dla osób, które ukończyły 18 lat, dokument taki nie jest wymagany.

Urządzenia wspomagające ruch

Jest to urządzenie lub sprzęt sportowo-rekreacyjny przeznaczone do poruszania się w pozycji stojącej, napędzane siłą mięśni (np. rolki, wrotki, deskorolka). Osoba korzystająca z urządzeń tego typu będzie mogła poruszać się po drodze dla rowerów lub po chodniku i drodze dla pieszych, z zachowaniem następujących zasad: jazda z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego, zachowanie szczególnej ostrożności, ustępowanie pierwszeństwa pieszemu oraz nieutrudnianie ruchu pieszemu.

Poruszanie się urządzeniem wspomagającym ruch napędzanym siłą mięśni nie wymaga posiadania żadnych uprawnień i jest dopuszczalne bez ograniczeń wiekowych.

Przejście dla pieszych nie dla hulajnóg, UTO

Zabronione jest przejeżdżanie hulajnogą elektryczną, urządzeniem transportu osobistego przez przejście dla pieszych.

Nie wszędzie można zaparkować hulajnogę elektryczną

Nowe przepisy wprowadzają obowiązek pozostawienia m.in. hulajnogi elektrycznej na chodniku w przeznaczonym do tego miejscu (wyznaczonym przez zarządcę drogi). W przypadku braku takiego miejsca, pozostawienie pojazdu na chodniku będzie możliwe tylko przy jednoczesnym spełnieniu następujących warunków:

• hulajnoga elektryczna będzie ustawiona jak najbliżej zewnętrznej krawędzi chodnika, najbardziej oddalonej od jezdni,

• hulajnoga elektryczna będzie ustawiona równolegle do krawędzi chodnika,

• szerokość chodnika pozostawionego dla ruchu pieszych jest taka, że nie utrudni im ruchu i jest nie mniejsza niż 1,5 m. W nowelizacji wskazano ponadto wysokość opłat za usunięcie z drogi hulajnogi elektrycznej lub urządzenia transportu osobistego. Pojazdy te mogą zostać usunięte z drogi na koszt właściciela, m.in. w przypadku pozostawienia ich w miejscu, gdzie jest to zabronione i utrudnia ruch lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu. Dyspozycję usunięcia pojazdu z drogi może wydać policjant lub strażnik gminny (miejski).

Nowe przepisy – nowe obowiązki

Nowelizacja wprowadza nowy rodzaj wykroczenia (w ustawie – Kodeks wykroczeń) za poruszanie się przez kierującego hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego albo przez osobę poruszającą się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch chodnikiem lub drogą dla pieszych z prędkością większą niż prędkość zbliżona do prędkości pieszego lub za nieustępowanie pierwszeństwa pieszemu.

Organy kontrolne mogą ponadto nałożyć mandat karny za popełnione naruszenie, m.in. na kierującego hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego albo osobę poruszającą się przy użyciu urządzenia wspomagającego ruch, która wykracza przeciwko innym przepisom ustawy – Prawo o ruchu drogowym lub przepisom wydanym na jej podstawie.

Szczegółowe parametry techniczne hulajnóg elektrycznych oraz urządzeń transportu osobistego zostaną uregulowane w przepisach rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia. Przepisy dotyczące nowych warunków technicznych będą stosowane jedynie do hulajnóg elektrycznych i urządzeń transportu osobistego wprowadzanych do obrotu po 31 grudnia 2021 r. Ponadto projekt ustawy zawiera przepis umożliwiający poruszanie się hulajnogami elektrycznymi i urządzeniami transportu osobistego, które nie spełniają nowych warunków technicznych, jeżeli pojazdy te zostały wprowadzone do obrotu przed 1 stycznia 2022 r.

ZPP: możliwość budowy domów do 70m2 to szansa rozwoju dla lokalnych firm budowlanych

W tej chwili inwestycja w postawienie domu jednorodzinnego wiąże się z istotnymi barierami kosztowymi, ale również administracyjnymi. Wyłom w skomplikowanym systemie pozwoleń na budowę i kolejnych etapów realizowania przedsięwzięcia budowlanego stanowi dopuszczalne od pewnego czasu stawianie domów o powierzchni do 35m2 na zgłoszenie, w bardzo uproszczonym trybie. Zarówno jednak powierzchnia takich budynków, jak i wskazanie w przepisach wprost, że możliwość taka dotyczy wyłącznie domów rekreacyjnych, powoduje że potencjał istniejącego rozwiązania pozostaje nie w pełni wykorzystany.

Mając na uwadze powyższe, uważamy że przedstawiony w Polskim Ładzie postulat poszerzenia możliwości prostej budowy na zgłoszenie o domy mieszkalne o powierzchni do 70m2, stanowić może odpowiedź na problemy mieszkaniowe w niewielkich miejscowościach i na wsiach. Jednocześnie, jego realizacja z pewnością będzie się wiązać z wygenerowaniem istotnych szans rozwojowych dla lokalnych przedsiębiorców sektora budowlanego.

Analogicznie poprzeć należy propozycję waloryzacji II progu podatkowego. Obowiązujący od lat pułap ok. 85 tys. zł, po przekroczeniu którego stawka podatku PIT rośnie o niemal 100%, zupełnie nie przystaje do obecnych realiów rynkowych. Wysokość przeciętnego wynagrodzenia za pracę konsekwentnie zbliża się do 6 tysięcy złotych miesięcznie. Tym samym, już w 2020 roku zarabianie półtorakrotności przeciętnego wynagrodzenia powodowało „wejście” w drugi próg podatkowy, który w rezultacie powoli przestaje spełniać swoją funkcję.

Jak wynika z danych przedstawionych przez PARP w Raporcie o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce za rok 2020, w naszym kraju istnieje ponad 200 tysięcy firm budowlanych z sektora MŚP. Znaczna część z nich to przedsiębiorstwa działające w pojedynczych gminach i ich sąsiedztwie, świadczące usługi dla lokalnej społeczności. Z ich punktu widzenia, wzrost popytu na budowę niewielkich domków w uproszczonej procedurze oznacza szansę na rozwój biznesu.

Proste konstrukcje o niewielkiej powierzchni mogą być z powodzeniem stawiane samodzielnie przez inwestora z minimalnym doświadczeniem budowlanym. Nie ulega jednak wątpliwości, że część osób pozbawionych takiego doświadczenia, albo chcących oddać budowę w ręce profesjonalistów, będzie zdecydowana skorzystać z usług doświadczonych firm.

W tym zakresie dostrzegamy dwie duże szanse dla firm. Z jednej strony możliwa jest sytuacja, w której inwestor zechce skorzystać z usług firmy budowlanej przy procesie budowy takiego domu od podstaw. Zakres takich usług może obejmować zarówno pełną realizację inwestycji, jak i doraźną pomoc przy niektórych zadaniach wymagających bardziej specjalistycznej wiedzy. Z drugiej strony, silnie rozwija się segment w zasadzie gotowych domów prefabrykowanych, w produkcji których Polska ma bardzo silną reprezentację.

Widać doskonale po rosnącej gęstości zabudowy w większych miastach, że rynek budowlany przeżywa boom, generowany w tym zakresie przede wszystkim przez dużych deweloperów realizujących inwestycje o znacznej skali. Uwolnienie możliwości prostej i szybkiej budowy domów mieszkalnych do 70m2 stanowić będzie dodatkową szansę rozwojową dla niewielkich, lokalnych firm budowlanych. Mając to na uwadze, apelujemy o kontynuowanie prac nad tym rozwiązaniem i jak najszybsze przełożenie propozycji na konkretny projekt aktu prawnego.

Wodorowa rewolucja gospodarcza

  • Bezemisyjne wytwarzanie wodoru – jedna z wiodących technologii zielonej transformacji
    w Europie;
  • Na projekty wodorowe do 2050 roku Unia chce przeznaczyć nawet ponad 400 mld euro pochodzących z różnego rodzaju finansowań;
  • Polska Strategia Wodorowa – krok naprzód w kierunku rozwoju technologii wodorowych;
  • Obecnie największym producentem wodoru jest Polska Chemia;

Prace nad Polską Strategią Wodorową w Ministerstwie Klimatu i Środowiska dobiegają końca. Kolejnym obszarem, w którym temat wodoru pojawia się, jest Krajowy Plan Odbudowy – na rozwój i wdrożenie technologii wodorowych zaplanowano w nim aż 800 mln euro. Fundusze na wsparcie innowacyjnych projektów w tym obszarze przeznacza także Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – na początek 300 mln zł, ale planowane jest już uruchomienie kolejnych programów dofinansowania. Czy wodór ma szansę stać się jednym z głównych paliw transformacji gospodarczej i w znaczący sposób przyczynić się do osiągnięcia neutralności klimatycznej?

Niemal rok temu Komisja Europejska (KE) ogłosiła strategię wodorową dla neutralnej klimatycznie Europy – jeden z projektów istotnych dla tworzenia unijnej polityki energetycznej, spójnej z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu. Za główny cel Bruksela uznaje w nim rozwój odnawialnego, zielonego, czyli tzw. bezemisyjnego wodoru, wytwarzanego w procesie elektrolizy przy wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii. Jednocześnie Komisja wskazuje, że w krótkim i średnim okresie, aby wesprzeć rozwój rynku wodorowego, potrzebne jest w Europie dopuszczenie stosowania także innych form wodoru powstających w niskoemisyjnych procesach. Niskoemisyjny wodór miałby być jednak, według założeń strategii unijnej, rozwiązaniem jedynie przejściowym, a docelowo – po 2050 roku – wykorzystywany ma być wyłącznie wodór z zeroemisyjnych źródeł.

Unijna strategia wodorowa a Europejski Zielony Ład

Komisja Europejska w swoim dokumencie podkreśla, że dostrzega kluczową rolę wodoru, zarówno w osiąganiu neutralności klimatycznej, odbudowie nadwyrężonej pandemią gospodarki, jak i budowie silnej, konkurencyjnej pozycji Unii Europejskiej w skali globalnej. Wodór, wraz z rozwojem odnawialnych źródeł energii (OZE), ma być jednym ze sposobów umożliwiających realizację ambitnych celów prośrodowiskowych Europejskiego Zielonego Ładu. Wyzwaniem dla europejskich planów jest jednak nadal wysoki koszt wytwarzania wodoru oraz jego znikomy udział w całkowitym zużyciu energii. Obecnie wodór stanowi jedynie około 2% energii zużywanej w UE i jest produkowany głównie z wykorzystaniem paliw kopalnych. Tylko 4% całości europejskiej produkcji wodoru stanowi tzw. zielony wodór.[1] W założeniach Komisji to właśnie on ma stać się jedną z wiodących technologii zielonej transformacji w Europie, a na projekty wodorowe do 2050 roku Unia chce przeznaczyć ponad 400 mld euro pochodzących z różnego rodzaju źródeł  finansowania.[2]

Polska Strategia Wodorowa

Plany unijne są bardzo ambitne. Polska nie pozostaje w tyle i kończy obecnie prace nad krajową strategią wodorową. Jak zakłada projekt dokumentu, nad którym w marcu br. zakończyły się konsultacje społeczne, do 2025 roku na technologie wodorowe ma zostać wydane 2 mld zł, a do 2030 roku łącznie blisko 17 mld zł.[3] Publikacja projektu strategii jest, zdaniem ekspertów, pozytywnym sygnałem. Oznacza, że Polska chce brać udział, obok innych państw europejskich, w projektowaniu nowych rozwiązań technologicznych.

W projekcie Polskiej Strategii Wodorowej wskazano 6 koniecznych do osiągnięcia celów:

  • Cel 1 – wdrożenie technologii wodorowych w energetyce;
  • Cel 2 – wykorzystanie wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie;
  • Cel 3 – wsparcie dekarbonizacji przemysłu;
  • Cel 4 – produkcja wodoru w nowych instalacjach;
  • Cel 5 – sprawna i bezpieczna dystrybucja wodoru;
  • Cel 6 – stworzenie stabilnego otoczenia regulacyjnego.

Strategia przewiduje łącznie 40 działań zmierzających do wykorzystania polskiego potencjału technologicznego, naukowego i badawczego w zakresie rozwoju nowoczesnych technologii wodorowych i powstania polskiej gałęzi gospodarki wodorowej. Projekt wspiera realizację unijnego celu osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku i jest nakierowany na budowanie niezależności energetycznej Polski. Ponadto, określa sektory, w których wodór może w przyszłości odgrywać istotną rolę, tj. w przemyśle, transporcie, energetyce i ciepłownictwie.  – Transformacja nie będzie możliwa bez zmian legislacyjnych w innych publikowanych przez rząd dokumentach określających przyszłość polskiej energetyki (przyp. red. np. PEP – Polityka Energetyczna Polski do 2040 roku oraz KPEiK – Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu na lata 2021-2030). Uzupełnienia wymagają również cele liczbowe, a także propozycje szczegółowych rozwiązań dotyczące systemu wsparcia dla produkcji zielonego wodoru w Polsce, które na razie są na wysokim poziomie ogólności. Kluczowe do przekucia wizji w konkretne działania jest to, by Ministerstwo Klimatu i Energii, zapowiadające  starania o tworzenie jak najlepszych warunków do inwestowania w tę technologię, prowadziło stały dialog ze stroną społeczną, a zwłaszcza z przemysłem chemicznym będącym głównym „producentem” wodoru. Z naszego, sektorowego punktu widzenia, bardzo istotne jest, by wzorem innych krajów unijnych, wsparcie otrzymały także technologie powiązane, tj. stanowiące pochodną wykorzystania produkcji wodoru w oparciu o OZE. Da to szansę na rozwój technologii zielonego amoniaku czy jego stosowania jako alternatywnego paliwa i magazynu energii. – zwraca uwagę dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, jednej
z najważniejszych organizacji reprezentujących przemysł w Polsce.

Wszyscy stawiają na wodór

Wodór to najczęściej występujący pierwiastek chemiczny w całym wszechświecie. W formie gazowej jest bezbarwny, bezwonny, nietoksyczny oraz bardzo łatwopalny. Związany z innymi pierwiastkami wodór jest obecny między innymi w wodzie i węglowodorach (w tym paliwach kopalnych). Choć sam w sobie nie jest źródłem energii, jest jej bardzo efektywnym nośnikiem. W procesie transformacji energetycznej, skupiającej się na dekarbonizacji, sam nie będzie w stanie zastąpić paliw kopalnych, ale jego szersze zastosowanie wydaje się jednak konieczne, aby konwencjonalne źródła energii mogły zostać zastąpione przez źródła odnawialne (OZE).

Wodór może też umożliwiać, poprzez magazynowanie energii, bilansowanie systemów opartych w coraz większym stopniu na energii odnawialnej. Jak go pozyskiwać? Z wody i prądu albo z wykorzystaniem gazu ziemnego. Może być też generowany ze światła słonecznego, wiatru. Daje się sprężać, gromadzić, przesyłać rurociągami. Jednak ze względu na małe cząsteczki gazu, które mogą przenikać przez ścianki konwencjonalnych zbiorników oraz gazociągów, wodór wymaga stosowania specjalnych materiałów oraz technik magazynowania. To gaz o niskiej gęstości energetycznej, co oznacza, że musi być składowany pod wysokim ciśnieniem (od 350 do 700 barów). Wodór jest paliwem nieemisyjnym – to znaczy, że samo wykorzystanie wodoru nie pociąga za sobą żadnych emisji. Ma bardzo wysokie ciepło spalania, a więc z jego niewielkich  ilości jesteśmy w stanie wyprodukować dużo energii. Wodór ma szerokie spektrum zastosowań i jest kluczowy dla wielu gałęzi przemysłu chemicznego, sektora rafineryjnego, petrochemii. Wodór jest nie tylko paliwem przyszłości – jest także jednym z podstawowych surowców w procesach przemysłowych.

Wodór wodorowi nierówny

W teorii wszystko wygląda bardzo dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że większość wodoru na Ziemi występuje w formie związanej, czyli w postaci wody lub związków organicznych. Aby uzyskać wodór, który będzie można zastosować jako paliwo np. w energetyce czy transporcie, trzeba go będzie ze wspomnianych związków „uwolnić”. Do tego potrzebna jest z kolei energia. Wiele mówi się o „kolorach wodoru”, ale to nie o jego barwę chodzi, gdyż sam jest bezbarwnym gazem. Mając na myśli kolory, wskazujemy na przyjęte oznaczenia związane właśnie ze sposobem pozyskiwania energii koniecznej do produkcji wodoru i emisyjnością tego procesu.

Rozróżniamy trzy podstawowe kolory wodoru: szary, niebieski i zielony. Wodór szary produkowany jest z paliw kopalnych. Proces jego wytwarzania odznacza się wysoką emisyjnością. Kolejnym rodzajem jest wodór niebieski. Do jego produkcji wykorzystuje się nieodnawialne źródła energii i surowce. Emisyjność procesu jest jednak niższa (niż w przypadku otrzymywania wodoru szarego), dzięki zastosowaniu metod wychwytu dwutlenku węgla, który jest następnie składowany lub ponownie wykorzystywany. I wreszcie wodór zielony – to ten rodzaj uchodzi za najbardziej pożądany w związku z dążeniem do zmniejszenia emisyjności. Wodór ten otrzymuje się w procesie wykorzystującym energię z odnawialnych źródeł energii (OZE), czyli np. w elektrolizie wody. Jednak potrzebna energia (np. na potrzeby pracy elektrolizera) musi pochodzić z odnawialnych źródeł energii (OZE), czyli nieobarczonych emisją dwutlenku węgla. To właśnie zielony wodór wymieniany jest jako jeden z kluczowych nośników energii, który może przyczynić się do realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Według Komisji Europejskiej tylko wodór produkowany przy wykorzystaniu OZE będzie pełnił rolę jako element dekarbonizacji gospodarki i budowania niezależności energetycznej.[4]

Nie będzie rewolucji wodorowej bez Polskiej Chemii

Jeśli poważnie myślimy o neutralności klimatycznej, to bez wodoru nie będzie ona możliwa. Prace nad wykorzystywaniem wodoru jako „paliwa”, trwają także w Polsce od co najmniej dwudziestu lat,
a w ostatnim czasie powstało kilka ważnych programów badawczo-rozwojowych. Ich efektem są już pokazowe instalacje przewidziane do pracy w warunkach przemysłowych. Polska dysponuje kompetentną kadrą do rozwoju tej gałęzi gospodarki, jednak, aby technologia wodorowa mogła się odpowiednio rozwijać, konieczne jest zaangażowanie sektora biznesu i świata akademickiego. Zakres współpracy państwa z przemysłem i światem akademickim może być naprawdę szeroki przy odpowiednio zaprojektowanej polityce technologicznej. – Branża chemiczna jest głównym producentem wodoru i to właśnie sektor chemiczny realizuje nowe projekty oraz podejmuje inwestycje w rozwój technologii wodorowych, a także w ich praktyczne zastosowanie w gospodarce. Na dziś możemy śmiało powiedzieć, że nie będzie błękitnego, ani tym bardziej zielonego, wodoru bez Polskiej Chemii. – powiedział dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Wsparcie rozwoju wodorowych technologii

W ramach dążenia do neutralności klimatycznej UE i osiągniecia wiodącej pozycji Wspólnoty
w światowym przemyśle rozwój technologii wodorowej został uznany za jeden z obszarów priorytetowych przez Strategiczne Forum IPCEI (Important Projects of Common European Interest, tzw. Ważne Projekty Stanowiące Przedmiot Wspólnego Europejskiego Zainteresowania). W ostatnim czasie rozstrzygnięty został konkurs IPCEI na projekty z obszaru technologii i systemów wodorowych. Powinny się one charakteryzować wysokim poziomem innowacyjności, pozytywnym wpływem
na środowisko oraz przyczyniać się do wzrostu konkurencyjności całego europejskiego przemysłu. Wnioski złożone w konkursie zostały zweryfikowane formalnie i ocenione zgodnie przyjętymi
z kryteriami. Do dalszego procedowania na poziomie krajowym zatwierdzono dziewięć projektów[5]. Inicjatywy realizowane w ramach obszaru wodorowego IPCEI będą ściśle związane z branżą chemiczną i rafineryjną. Według założeń, mają dotyczyć opracowania technologii i systemów wykorzystania wodoru w zakresie jego wytwarzania, dystrybucji i magazynowania.

Także krajowe instytucje zaczynają wdrażać pierwsze projekty dofinansowania w obszarze technologii wodorowych. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) pracuje już nad wstępnymi założeniami do nowego programu priorytetowego „Wodoryzacja Gospodarki”. Wystartował też nabór ekspertów do oceny wniosków w innym programie

– „Nowa Energia”, gdzie, w pilotażowym naborze przewidziano 300 mln zł, cały budżet programu wynosi zaś 2,5 mld zł.[6]

Jako wsparcie dla tworzenia podstaw gospodarki opartej o tzw. bezemisyjny wodór, w lipcu 2020 roku powołano Europejski Sojusz na Rzecz Czystego Wodoru (European Clean Hydrogen Alliance – ECH2A). To inicjatywa Komisji Europejskiej, która ma wskazać przeszkody w zwiększaniu skali zielonego wodoru oraz wnieść wkład w prace nad priorytetami w zakresie badań i innowacji. Do sojuszu przystąpiło wiele firm, m.in. z Polski, które planują wdrażać rozwiązania wodorowe, w tym przedsiębiorstwa z branży chemicznej i rafineryjnej. Według założeń, aktywny udział w sojuszu będzie także umożliwiał realny wpływ na tworzenie unijnych regulacji.

Podsumowanie

Polska produkuje rocznie ponad 1 mln ton wodoru[7], co stanowi około jedną dziesiątą całkowitej produkcji Europejskiego Obszaru Gospodarczego[8]. Mimo wielu zalet jest to technologia kosztowna.

Polska zabiega o zwiększenie dopłat dla szarego i niebieskiego wodoru
w okresie przejściowym polskiej dekarbonizacji. W upowszechnianiu wykorzystania wodoru konieczny jest rozwój całkiem nowych technologii, m.in. w obszarze jego magazynowania i transportu, dlatego ważne jest, aby Komisja Europejska nie dyskryminowała różnych rodzajów wodoru ani w zakresie finansowania, ani tym bardziej w zakresie regulacji, przynajmniej w początkowym okresie wdrażania. Bruksela upatruje jednak przyszłości w zielonym wodorze, nawet jeśli tymczasowo wesprze też inne kolory. Dlatego otwartą kwestią pozostaje inwestowanie w przejściowe rozwiązania w Polsce
– podkreśla dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu PIPC. Powodzenie Polskiej Strategii Wodorowej zależy od tego, czy i jak szybko uda się stworzyć w Polsce „branżę” wodorową. Do tego potrzebne będą przyjazne prawo, infrastruktura i współfinansowanie pierwszych projektów.

Technologie wodorowe będą również tematem rozmów podczas VIII Kongresu Polska Chemia, który odbędzie się już 16 czerwca w formule całodziennego programu telewizji online. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny dla wszystkich zarejestrowanych.

Szczegóły i rejestracja dostępna jest na stronie: www.kongrespolskachemia.pl

Artykuł opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

[1] Komunikat Komisji Do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów – Strategia w zakresie wodoru na rzecz Europy neutralnej dla klimatu https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:52020DC0301&from=EN

[2] Projekt „Polskiej Strategii Wodorowej do roku 2030 z perspektywą do 2040 r.”  https://bip.mos.gov.pl/strategie-plany-programy/polska-strategia-wodorowa-do-roku-2030-z-perspektywa-do-2040-r/

[3] Ibid.

[4] Instytut Chemicznej Przeróbki Węgla, http://www.ichpw.pl/blog/2020/08/28/trzy-kolory-niebieski/

[5] Komunikat Ministerstwa Klimatu i Środowiska, https://www.gov.pl/web/klimat/konkurs-ipcei-na-projekty-z-obszaru-technologii-i-systemow-wodorowych—rozstrzygniety

[6] Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, http://www.nfosigw.gov.pl/o-nfosigw/aktualnosci/art,1715,nabor-na-innowacyjne-projekty-wodorowe-od-18-marca.html

[7] Projekt „Polskiej Strategii Wodorowej do roku 2030 z perspektywą do 2040 r.”,  https://bip.mos.gov.pl/strategie-plany-programy/polska-strategia-wodorowa-do-roku-2030-z-perspektywa-do-2040-r/

[8] Projekt Rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie europejskiej strategii w zakresie wodoru, https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/A-9-2021-0116_PL.html

PKN ORLEN otworzył nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe w Płocku

PKN ORLEN otworzył nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe w Płocku. Jedna z najważniejszych dla przyszłości koncernu inwestycji została zrealizowana w ramach Programu Rozwoju Petrochemii. Projekt o wartości około 184 mln zł wpisuje się w strategię ORLEN2030 zakładającą wzrost zaangażowania w badania, rozwój i innowacje. Dla PKN ORLEN to ważny krok na drodze do efektywniejszego opracowywania nowych technologii i produktów, budowania własnego know-how, a także uzyskiwania patentów dla nowatorskich rozwiązań. Przy opracowaniu innowacyjnych projektów wykorzystany zostanie w pełni potencjał polskiej nauki.  

– Centrum Badawczo-Rozwojowe będzie motorem rozwoju i innowacyjności dla całej Grupy ORLEN, również spółek, które przejmujemy. Doskonale rozumiemy, że wzmacnianie naszego biznesu nie będzie możliwe bez budowy potencjału w badaniach i rozwoju. Dlatego, zgodnie ze strategią ORLEN2030, na inwestycje w tym obszarze w ciągu 10 lat wydamy 10 procent całej puli inwestycyjnej, czyli co najmniej 3 mld zł. Obejmą one nową mobilność, wodór, recykling, badania i rozwój oraz cyfryzację. Traktujemy te środki jako inwestycję w przyszłość. W pełni zamierzamy przy tym wykorzystać potencjał Centrum Badawczo-Rozwojowego, które wybudowaliśmy w niecałe 2 lata – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Centrum Badawczo-Rozwojowe PKN ORLEN jest miejscem przyjaznym środowisku, wykorzystującym najnowocześniejsze rozwiązania proekologiczne. Zainstalowane na nim panele fotowoltaiczne i turbina wiatrowa produkują zieloną energię. Na miejscu można także skorzystać ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych.

Obecnie trwają rozruchy technologiczne powstałej infrastruktury badawczej. Pierwsze instalacje pilotowe zostały już zabudowane. To instalacja do produkcji mieszanek asfaltowych, instalacje blendingu benzyn, olejów napędowych, paliwa lotniczego i środków smarowych, które pozwolą uzyskiwać optymalne receptury, a także instalacja produkcji zaawansowanych biokomponentów.

Najważniejszą częścią kompleksu jest zaplecze badawczo-testowe, w którego skład wchodzi Hala Odwzorowań i Pilotaży o powierzchni blisko 2 tys. m2. Zaawansowana konstrukcyjnie oraz technologicznie powierzchnia umożliwia elastyczną zabudowę instalacji badawczych i pilotowych o wysokości dochodzącej nawet do 15 metrów. W ten sposób nowe technologie oraz rozwiązania wprost z fazy naukowych doświadczeń będą mogły wkroczyć w etap testowania w okolicznościach bliskich realnym warunkom produkcji. Jeszcze w tym roku w Hali stanie instalacja pilotowa Hydrokrakingu. W przyszłym roku będą to instalacje pilotowe: Hydroodsiarczania Olejów Napędowych, Reformingu i Pirolizy oraz Destylacji.

Centrum Badawczo-Rozwojowe będzie także funkcjonować jako nowoczesna platforma współpracy pomiędzy PKN ORLEN a start-upami, wynalazcami, instytutami czy uczelniami. Stanowi ono również szansę dla młodych naukowców i inżynierów, którzy zyskają solidną, innowacyjną na skalę europejską bazę do rozwoju swoich projektów. Sieć współpracy PKN ORLEN już teraz obejmuje wszystkie uczelnie techniczne w Polsce, działające w obszarze zainteresowań koncernu, m.in. Politechnikę Warszawską z jej filią w Płocku, Politechnikę Gdańską, Uniwersytet Warszawski, Instytuty Badawcze oraz instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz.

Istotnym celem inwestycji jest również promocja nauki. Znajdująca się na terenie kompleksu ścieżka edukacyjna nawiązuje do nauk ścisłych i działalności Grupy ORLEN. W ramach realizacji projektów badawczych planowane jest zaangażowanie studentów i młodych naukowców, którzy będą mogli zdobywać doświadczenie i nowe kompetencje.

Łukasz Wardyn: Kryptowaluty trzeba uregulować. Dla dobra inwestorów

W ciągu miesiąca kurs bitcoina spadł o niemal 30%, a ostatnie wyjaśnienia Elona Muska niewiele pod tym względem zmieniły. Czy gigantyczne ryzyko związane z rynkiem kryptowalut oznacza, że inwestorzy powinni domagać się regulacji?

W USA szef komisji regulującej rynek giełdowy zasugerował, że kryptowaluty mogą zostać objęte nowymi przepisami. Czy to będzie atak na wolność, której uosobieniem dla inwestorów jest bitcoin?

Takie sugestie dotyczące zmian prawnych pojawiały się już w 2019 r. Inwestorzy byli wówczas przekonani, że rynek kryptowalut zostanie objęty dodatkowymi regulacjami. Pozostał jednak nietknięty. „Wyznawcy kryptowalut” nadal często powtarzają, że jest to rynek wolny od kontroli i interwencji.

– Bardzo istotne jest, że obecnie nie chodzi o regulacje, które właśnie do tego miałyby się sprowadzać, doprowadzając przykładowo do stworzenia banku centralnego kryptowalut – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Uregulowane miałyby zostać instytucje, takie jak na przykład giełdy kryptowalut, bo dziś inwestorzy nie mają praktycznie żadnej ochrony przed typowymi przestępstwami finansowymi, ściganymi na rynkach regulowanych.

Negatywne tego skutki już obserwowaliśmy, gdy ta czy inna giełda kryptowalut stwierdzała, że jest niewypłacalna i zamyka swą działalność, a inwestorzy ponosili ogromne straty.

Im bardziej kryptowaluty trafiają do szerokiego grona odbiorców, tym większe staje się zagrożenie, że w agresywnej grze spekulacyjnej uczestniczyć będzie coraz więcej inwestorów o nikłej wiedzy dotyczącej tego skomplikowanego rynku.

Kryptowaluty są dla inwestorów bardzo doświadczonych, nastawionych na bardzo duże ryzyko, gotowych pogodzić się z nagłą stratą dużej części zainwestowanych pieniędzy. Przy takiej akceptacji ryzyka można dopiero zacząć myśleć o potencjalnych zyskach.

Warto przypomnieć, że zmienność cen kryptowalut jest ogromna. W połowie kwietnia kurs BTC/USD był 7,5-krotnie droższy niż rok wcześniej, aby następnie do połowy maja spaść o niemal 30%. Bitcoinowi na pewno nie pomogło ogłoszenie Tesli, że ta przestaje przyjmować płatności w tej kryptowalucie.

Komu w takim razie najbardziej zależy na wprowadzeniu nowych regulacji? – Presja na wprowadzenie dodatkowych regulacji jest obecnie większa, bo domagają się tego inwestorzy instytucjonalni zainteresowani kupnem kryptowalut. Swoją obecność na rynku krypto zaznacza też na przykład Elon Musk i jego Tesla, która nadal posiada znaczne ilości bitcoinów – wyjaśnia Ł.Wardyn.

Dziś trudno wyobrazić sobie, że banki centralne któregoś z państw zdecydują się, aby część jego rezerw ulokowana była w kryptowalutach.

– Powód jest zasadniczy, o kryptowalutach należy mówić jako o czystej spekulacji, a bank centralny nie powinien w niej uczestniczyć – ocenia ekspert CMC Markets.

Dodaje, że w przypadku inwestycji wykorzystujących dźwignię finansową, takich jak Forex czy kontrakty CFD, przepisy dokładnie opisują na przykład, jak klienci muszą być informowani przez brokerów o ryzyku. Takie i podobne rozwiązania prawne mogłyby poprawić bezpieczeństwo inwestorów również na rynku kryptowalut.

Awaria stacji elektroenergetycznej Rogowiec zwraca uwagę na konieczność dywersyfikacji źródeł energii

Niedostępność elektrowni, odpowiadającej w danym momencie za 17% mocy krajowej, miałaby poważniejsze skutki, gdyby nie rezerwy mocy w elektrowniach krajowych i zagranicznych. Zdaniem ekspertów, awaria przypomina, jak istotny udział w zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw ma udział Polski w zintegrowanym Europejskim Rynku Energii. Nie bez znaczenia jest także dalsza dywersyfikacja źródeł wytwórczych, budowa mniejszych jednostek gazowych i inwestowanie w OZE.

Tym razem z tak ogromnej awarii udało się wyjść bez większych konsekwencji. Eksperci z branży energetycznej przypominają jednak o konieczności zadbania o bezpieczeństwo energetyczne w Polsce.

Problem stanowi przede wszystkim budowa tak dużych elektrowni. Sytuację uratowało relatywnie małe zapotrzebowanie na energię elektryczną w systemie oraz dostępność rezerw mocy w elektrowniach krajowych i zagranicznych. Gdyby nie to, awaryjne wyłączenie elektrowni odpowiadającej w danym momencie za 17% mocy w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym, mogłoby mieć poważniejsze skutki. To pokazuje, jak ważny jest dalszy rozwój połączeń transgranicznych, bez których stabilność dostaw mogłaby być zagrożona. Ale nie tylko. Po raz kolejny okazuje się, że konieczna jest dywersyfikacja źródeł energii, budowa mniejszych, elastycznych jednostek gazowych i dalszy rozwój OZE w Polsce – mówi Kamil Maziarz, Portfolio Analyst w Axpo Polska.

Kolejny problem z koncentracją mocy w dużych blokach

17 maja o godz. 16:34 doszło do zakłócenia na stacji elektroenergetycznej Rogowiec, czego efektem było wyłączenie 10 bloków Elektrowni Bełchatów o łącznej mocy 3640 MW. Dzięki reakcji służb, Krajowy System Elektroenergetyczny (KSE) pracował stabilnie i został zbilansowany przy użyciu elektrowni szczytowo-pompowych, dostępnej rezerwy w krajowych elektrowniach, a także międzyoperatorskiemu importowi z Niemiec, Czech i Słowacji.

– W ramach międzyoperatorskiej wymiany międzysystemowej importowaliśmy do 1400 MW energii elektrycznej. Niewykluczone, że bez wsparcia naszych sąsiadów doszłoby do ograniczenia dostaw energii. Awaria ta przypomina nam, jak istotny udział w zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw ma udział Polski w zintegrowanym Europejskim Rynku Energii – dodaje Kamil Maziarz.

Jak przekazuje za pomocą Twittera Konrad Purchała, Dyrektor Departamentu Zarządzania Systemem w PSE, łącznie Polska importowała 5,5 GW energii elektrycznej, z czego 3,5 GW nieplanowo.


To nie pierwsza tego typu awaria, w której nagła niedostępność dużej mocy wymaga wzmożonych środków. Prawie rok temu, w nocy z 21 na 22 czerwca ulewne deszcze doprowadziły do zalania elektrowni. Woda unieruchomiła taśmociągi z węglem, co spowodowało wyłączenie czterech bloków energetycznych. W tym samym czasie do awarii doszło też w innych elektrowniach, m.in. – Kozienice, Jaworzno czy Włocławek. Ograniczona przez żywioł produkcja nie była w stanie pokryć zapotrzebowania na energię, przez co jej cena na Rynku Bilansującym skoczyła do blisko 1300 zł/MWh. Tym razem, pomimo początkowego opublikowania cen w godzinach awarii na poziomie 1500 zł/MWh, ostatecznie zostały one skorygowane do wartości nieprzekraczających 370 zł/MWh.

Autor/Źródło: Axpo Polska

Mocny początek roku 2021 w wynikach Columbus Elite

17 maja zostały opublikowane wyniki Columbus Elite za pierwszy kwartał 2021 roku. Po sukcesie  2020 roku, Spółka podobnie jak cała Grupa Kapitałowa Columbus utrzymuje tempo rozwoju, potwierdzone wynikami i wzrostem dochodu. Znaczące środki za pierwszy kwartał 2021 roku przeznaczone zostały na rozwój technologii, szkoleń, zwiększenia kapitału ludzkiego oraz konkurencyjności.

W ciągu dwóch lat istnienia Spółki łączna moc zamontowanych instalacji to 67 MW, co dało liczbę ponad 15 000 zainstalowanych mikroinstalacji na domach Klientów w całej Polsce. To kolejny krok w stronę realizowania przyjętej przez Unię Europejską strategii Zielonego Ładu, który ma na celu osiągnięcie całkowitej neutralności klimatycznej dla całej Europy do 2050 roku. Columbus Elite to bezkonkurencyjny przykład firmy, która pomimo trudnej sytuacji gospodarczej pokazuje swoją innowacyjność na rynku OZE.

W pierwszym kwartale 2021 roku Spółka wprowadziła na rynek Zieloną Franczyzę, pierwszą w Polsce ofertę franczyzową w branży OZE. Jest to efektywne rozwiązanie dedykowane mniejszym jak i większym przedsiębiorcom, którzy chcą wejść na rynek OZE z pełnym zapleczem technologicznym jak i logistycznym, jaki gwarantuje Grupa Kapitałowa Columbus. Oferta przystosowana jest do wciąż niestabilnej sytuacji gospodarczej, dając możliwości zrównoważonego rozwoju przedsiębiorcom. Współpraca z silną marką jaką jest Columbus Elite, daje szansę na rozbudowę własnego biznesu przez kolejne kilkanaście lat. Dzięki współpracy w formacie franczyzy partnerzy biznesowi Columbus Elite mogą oferować Klientom innowacyjną technologię paneli fotowoltaicznych, pomp ciepła oraz już w najbliższych miesiącach ładowarek do samochodów elektrycznych.

Również w pierwszym kwartale Grupa Kapitałowa Columbus opracowała rewolucyjną usługę kompleksową, dzięki której klienci Grupy nie tylko będą mogli sprzedawać wyprodukowaną energię ale również przesyłać ją w dowolne miejsce na terenie całej Polski, z 100% gwarancją zielonej energii. Dzięki spółce dystrybucyjnej w Grupie Kapitałowej już realizowane są zapisy do programu Prąd Jak Powietrze, umożliwiające bilansowanie 1:1.

Jak mówi Prezes Columbus Elite Paweł Bednarek: Zielona Franczyza to partnerstwo, wsparcie w digitalizacji procesów operacyjnych, szkolenia produktowe, techniczne      i operacyjne oraz siła marki ogólnopolskiej. Dzięki dynamicznym działaniom i analizie rynku zoptymalizowaliśmy model franczyzowy tak, aby odpowiadał na potrzeby każdego Nowoczesnego Przedsiębiorcy. Zapewniamy pełne wsparcie podmiotom na różnym stopniu zaawansowania, cieszymy się ich sukcesami biznesowymi. Dajemy dostęp do przyszłości. 

Odnawialne źródła energii to w przeciągu kilku ostatnich lat jedna z najszybciej rozwijających się branż na świecie. Dotrzymanie tempa innowacjom technologicznym to jedyne rozwiązanie, które pozwala utrzymać i efektywnie rozbudowywać organizację. Jak podkreśla Rafał Kołłątaj, wiceprezes Columbus Elite: dzięki progresywnemu nastawieniu i zapleczu technologicznemu naszej Grupy Kapitałowej, możemy naszym Klientom zagwarantować najwyższej jakości kompleksową usługę. Inwestycja w nowatorską technologię perowskitów, pozwoli całej Grupie Kapitałowej  już wkrótce zrewolucjonizować rynek. Columbus Elite już dziś buduje silną strukturę sprzedażową, opartą na własnej sieci agentów jak i Zielonej Franczyzie, która gwarantuje dotarcie do dużej ilości Klientów, w maksymalnie krótkim czasie. 

Misją Columbus Elite przede wszystkim jest troska o środowisko. Każdego dnia budujemy lepszą przyszłość dla kolejnych pokoleń. Tylko i wyłącznie wspólną pracą jesteśmy w stanie realnie wpływać na zmiany, jakie są potrzebne by zatrzymać zmiany klimatyczne. Czas na dywagacje się skończył, natura potrzebuje naszych działań już teraz. Dlatego robimy co w naszej mocy by odnawialne źródła energii stały się naturalnym wyborem dla ludzi posiadających domy, firmy i gospodarstwa rolne.

Jak powiedział Paweł Bednarek: To dzięki unikatowemu systemowi sprzedaży            i innowacyjnym metodom zespół współpracowników Columbus Elite skutecznie buduje zawodową organizację w branży OZE. Celem Spółki jest dołożenie cegiełki w tworzeniu lepszych warunków życia dla obecnych i przyszłych pokoleń poprzez propagowanie zmian, jakie dają odnawialne źródła energii.

Akcje BioMaximy wprowadzone do obrotu na Boerse Frankfurt

W dniu 12 maja 2021 roku, akcje spółki BioMaxima SA zostały wprowadzone do obrotu na platformie „Boerse Frankfurt” (skrót XFRA) prowadzonej przez Frankfurcką Giełdę Papierów Wartościowych (Frankfurter Wertpapier Boerse). Boerse Frankfurt nie jest rynkiem regulowanym w rozumieniu MIFiD II. Platforma jest administrowana i prowadzona przez Deutsche Boerse AG.

Dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu akcji spółki BioMaxima SA odbyło się bez udziału emitenta. Akcje zostały dopuszczone i wprowadzone do obrotu na wniosek MWB Fairtrade Wertpapierenhandelsbank AG z siedzibą w Graefelfing (Bawaria), w Niemczech, będącego animatorem rynku dla akcji emitenta. Przedmiotem dopuszczenia są wszystkie, to jest 3.730.000 akcji oznaczonych kodem ISIN PLBIOMX00015.

Akcje BioMaxima SA zostały wprowadzone wraz z akcjami kilku innych podmiotów, wybranych przez niemieckich brokerów. Z uwagi na to, że Frankfurt Boerse nie jest rynkiem regulowanym i rynkiem oficjalnych notowań giełdowych, lecz zorganizowaną platformą obrotu, podobnie jak rynek NewConnect, nie powstał dla nas obowiązek ogłoszenia raportu zawierającego informację bieżącą. Spółka nie miała wiedzy o rozważaniu możliwości notowania jej akcji na rynku niemieckim. Nie ponosimy jako Emitent żadnych kosztów związanych z faktem notowania akcji BioMaxima SA we Frankfurcie – komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Ze względu na to, że powstanie nowego rynku notowań akcji może stanowić informację istotną z punktu widzenia wyceny akcji, zarząd postanowił jednak uzyskać dodatkowe informacje i przekazać je inwestorom w drodze raportu bieżącego.

Spółka skontaktowała się z podmiotem, który jest animatorem obrotu akcjami emitenta na rynku niemieckim – MWB Fairtrade Wertpapierenhandelsbank AG. Zarząd stoi na stanowisku, że rozszerzenie bazy inwestorów oraz możliwość nabywania akcji także na frankfurckiej giełdzie, za pośrednictwem członków Frankfurckiej Giełdy Papierów Wartościowych jest w interesie BioMaximy i jej akcjonariuszy. W związku z tym spółka będzie przekazywać informacje bieżące oraz raporty zawierające informacje cenotwórcze także w języku angielskim, podstawowe informacje finansowe zawarte w raportach okresowych, będą także publikowane w języku angielskim, tak aby zapewnić inwestorom działającym na Frankfurt Boerse dostęp do aktualnych informacji o spółce – powiedział Łukasz Urban.

Skonsolidowany wskaźnik EBITDA Grupy BioMaxima osiągnął w pierwszym kwartale 2021 roku wartość 8.403 tys. złotych, przy całkowitym skonsolidowanym EBITDA za rok 2020 w wysokości 11,347 tys. złotych. Oznacza to, że EBITDA za ostatnie 12 miesięcy osiągnął poziomu 18.852 tys. złotych, a stosunek „Debt/EBITDA(LTM)” wynosi 0,4. Wskaźnik pokrycia kapitałami własnymi sumy bilansowej Grupy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 55 proc. Spółka od początku 2021 roku raportuje wyniki finansowe zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej, w związku z zamiarem złożenia prospektu w KNF w celu przeniesienia notowań akcji spółki na główny rynek GPW.

BioMaxima SA specjalizuje się m.in. w produkcji testów mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro. W swojej ofercie spółka posiada również szeroką paletę systemów diagnostycznych SARS-CoV-2, m.in. molekularny test do wykrywania SARS-CoV-2 oparty na metodzie Real Time PCR, a także szybkie testy immunochromatograficzne do wykrywania antygenu wirusa oraz przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2. Jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog Inc, Accelerate Diagnostics, Inc. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 60 rynkach.

Huawei zmalał o 63% w ciągu roku

Tylko 18 mln smartfonów Huawei zostało sprzedanych na całym świecie w I kwartale bieżącego roku. To o ponad 63% mniej niż w analogicznym okresie 2020, kiedy to globalna sprzedaż producenta wyniosła aż 49 mln sztuk. Tym samym jego udział w globalnym rynku znacznie spadł.

Czy to początek końca Huawei?

W raportach rocznych od 2013 roku Huawei nieustannie melduje się w czołowej piątce największych producentów smartfonów na świecie, najczęściej ustępując pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy jedynie Samsungowi i Applowi. W I kwartale 2021 (a według niektórych źródeł już w IV kwartale 2020) wypadł z listy top 5. Z giganta, który dostarczał w skali całego roku nawet blisko 18% wszystkich smartfonów, stał się nagle firmą z udziałem na rynku zaledwie 5,3%.

Wiele wskazuje na to, że nie jest to chwilowa zadyszka Chińczyków. Brak usługi i aplikacji Google’a od końca 2019 roku wreszcie uderzył w sprzedaż produktów Huaweia na rynkach zachodnich, pojawiły się też problemy produkcyjne spowodowane przez embargo Amerykanów na korzystanie z ich technologii. Pod koniec 2020 roku Huawei sprzedał nawet swoją submarkę Honor, co też nie poprawiło sprzedaży na początku 2021.

O tak mocne spadki i problemy Huaweia nie można też winić pandemii COVID-19, gdyż inne koncerny w branży radzą sobie świetnie. Wg danych Strategy Analytics urosła cała piątka producentów smartfonów najchętniej kupowanych w I kwartale 2021, przy czym warto podkreślić, iż nie są to znaczne wzrosty. Prawdziwym rekordzistą jest chińskie vivo, które sprzedało o 80,5% więcej smartfonów niż w I kwartale 2020. Wzrósł ponadto cały globalny rynek o niemal 20% silnie napędzany przez 5 czołowych obecnie producentów.

Światowa sprzedaż smartfonów w I kwartale 2021 i I kwartale 2020sprzedaż smartfonów

Branża pamięta podobne kurczenie się innego czołowego producenta w dość odległej – z technologicznego punktu widzenia – przeszłości. Siemens, jeden z czołowych producentów telefonów komórkowych na przełomie wieków, zniknął z rynku w przeciągu roku – zauważa Marcin Szermański ekspert komorkomat.pl.

W jego przypadku upadek miał inną przyczynę. Problemy finansowe zmusiły Niemców do sprzedaży działu mobilnego Siemensa tajwańskiej spółce BenQ w 2005. Rezultat – po roku słabej sprzedaży BenQ-Siemens skoncentrował się na rynku azjatyckim, a niemieckie oddziały firmy zostały zamknięte. Siemens zniknął z katalogów operatorów i całego rynku telefonii komórkowej w zaledwie jeden rok.

Udział na rynku telefonów Siemensa i Huaweia

Co prawda pod względem udziału w rynku Siemens nigdy nie osiągnął poziomu Huaweia (rekordowe 17,6% w 2019 roku i drugie miejsce na świecie), to jednak w latach 2000-2004 był w piątce czołowych producentów telefonów. Najlepszy wynik zanotował w 2001 roku, kiedy to został przegoniony jedynie przez fińską Nokię i amerykańską Motorolę. W 2005 roku spadł na szóste miejsce z udziałem na rynku 3,5%, co było ostatnim akordem niemieckiej firmy w branży mobilnej.Simens Huwawei

Koniec Siemensa wykorzystali (przynajmniej na jakiś czas) Sony Ericsson i LG, ale i tych firm obecnie na próżno szukać na rynku. SE wrócił do nazwy Sony i jego modele nie sprzedają się najlepiej, z kolei LG ogłosiło na początku kwietnia br. całkowite wycofanie się z rynku mobilnego.

Jak na ironię, upadek jeszcze większego Huaweia – o ile do tego dojdzie, bardzo ważne dla niego są najbliższe kwartały –  wcale nie musi być bardziej dotkliwy dla branży niż zniknięcie Siemensa. Przy azjatyckiej ofensywie takich firm, jak Xiaomi, vivo i OPPO będzie jeszcze łatwiej zastąpić tego giganta na glinianych nogach.

Intel AI pomaga przyspieszyć proces produkcji papieru w Europie

Intel i byteLAKE opracowują rozwiązanie oparte o Sztuczną Inteligencję, które może pomóc papierni zwiększyć wydajność i obniżyć koszty produkcji.

Co nowego: byteLAKE i Intel współpracują nad nowym rozwiązaniem, którego fundamentem jest Sztuczna Inteligencja (SI). Technologia ta pomaga zautomatyzować zarządzanie tzw. linią mokrą (czasami zwaną suchą), która powstaje podczas procesu tworzenia papieru.  Rozwiązanie to ma na celu pomóc papierni uniknąć kosztownych przerw związanych z problemami podczas produkcji papieru. Produkt nazywa się Wet Line Detector for Paper Mills od byteLAKE. Jest już dostępny na rynku i z powodzeniem wdrożony został w papierniach Europie. Produkt ten jest częścią pakietu rozwiązań SI dedykowanemu Przemysłowi 4.0 o nazwie byteLAKE’s Cognitive Services. Rozwiązania znajdujące się w pakiecie oferują oprogramowanie SI do inspekcji wizualnej produktów (np. zliczanie, monitoring jakości) czy procesów (inteligentne kamery) oraz rozwiązania do analizy danych Big Data/ z sensorów IoT (Internet Rzeczy/czujniki przemysłowe).

W byteLAKE od kilku lat korzystamy z wielu technologii Intela®. Jesteśmy pod wrażeniem ich wydajności i skalowalności. Zastosowanie naszej technologii w przemyśle papierniczym pomaga uniknąć wielu awarii podczas codziennej pracy papierni. Połączenie usług Cognitive Services od byteLAKE z procesorami Intel® Xeon® z wbudowaną akceleracją SI pozwala osiągnąć lepszą wydajność nawet w zestawieniu z systemami opartymi na kartach graficznych (GPU). Dzięki temu znacznie uprościliśmy również sposób wdrożenia naszego rozwiązania w szeregu różnych scenariuszy dotyczących Przemysłu 4.0. ” —Marcin Rojek, współzałożyciel byteLAKE.

Dlaczego ma to znaczenie: Produkcja papieru jest procesem wielofazowym, podczas którego obserwuje się naturalne zjawisko zwane „wet line / linią mokrą”  (czasami  „dry  line / linią suchą”). Ta linia mokra musi być starannie monitorowana. Pozwala to uniknąć strat i kosztownych przerw w produkcji. Jest to bardzo żmudny proces, w którym operator musi wizualnie sprawdzać maszynę i linię mokrą, i dostosować ustawienia, aby uniknąć problemów.

SI odgrywa już bardzo ważną rolę w naszym codziennym życiu. Niemniej jednak wiele firm nadal postrzega zastosowanie Sztucznej Inteligencji w swojej działalności jako dodatek, a nie jej fundament. Zastosowanie Intel® OpenVINO w byteLAKE’s  Cognitive Services  pokazuje, że SI działa  sprawnie jako rzeczywiste narzędzie do optymalizacji działalności firmy. Co więcej, takie połączenie zmniejsza barierę niezbędnych modernizacji infrastruktury IT w firmie do dodatkowego komputera stanowiącego podstawę dla całego systemu. Jest to przełom w patrzeniu na SI z perspektywy przedsiębiorstw, które planują modernizacje swoich infrastruktur IT.” — Krzysztof Jonak, dyrektor sprzedaży EMEA Territory Sales, Intel.

Jak to działa: Wet Line Detector for Paper Mills to dedykowany model SI zaprojektowany i wytrenowany specjalnie do roli wykrywania linii mokrych. Może pracować w czasie rzeczywistym i wykonywać bieżącą analizę klatek z monitoringu (kamery przemysłowe). Algorytmy Sztucznej Inteligencji badają obraz powierzchni, na której powstaje problem i wykrywają linię mokrą. Ponadto algorytmy mierzą i szacują lokalizację linii mokrej i jej szerokość. Informacje te są następnie przekazywane operatorowi maszyny, który w razie potrzeby może odpowiednio wcześnie zareagować i dostosować ustawienia.

Technologia: W Europie byteLAKE zoptymalizowało swoje narzędzia przy użyciu skalowalnych procesorów Intel® Xeon® ze zintegrowanym Intel® Deep Learning Boost i zestawem narzędzi Intel Distribution of OpenVINO, umożliwiając jeszcze wydajniejsze wykorzystanie przedstawionego rozwiązania. W efekcie zespół byteLAKE osiągnął 10-krotnie wyższą wydajnością w produktach dla Przemysłu 4.0 bez żadnych aktualizacji sprzętu lub spadków dokładności obliczeń.

Inne zastosowania: Fortune Business Insights przewiduje, że Europa stanie się liderem na rynku Przemysłu 4.0, który to może osiągnąć ewaluację 260 miliardów dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat. byteLAKE’s Cognitive Services zostały zaprojektowane tak aby  można było je łatwo dostosować do scenariuszy wykraczających poza papiernie, wszędzie tam gdzie wysokowydajna analiza danych lub inspekcja wizualna spełniają kluczowe role w procesach automatyzacji.

„Ustawa hulajnogowa” weszła w życie

Długo wyczekiwane regulacje prawne dotyczące elektrycznych hulajnóg na minuty oraz innych urządzeń transportu osobistego (UTO), zaczęły obowiązywać od 20 maja. Przepisy te mają przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo ich użytkowników i innych uczestników ruchu oraz poprawić ład w przestrzeni publicznej.

Wprowadzenie w Polsce nowych przepisów regulujących kwestie korzystania z elektrycznych hulajnóg na minuty było konieczne i po dwóch latach prac nad nową legislacją zostały one wprowadzone 20 maja. Zmian zasad używania tych miejskich pojazdów jest wiele, a jedną z kluczowych jest to, że użytkownicy przestają być traktowani jako piesi. Od tej pory jasno wiedzą (a przynajmniej powinni wiedzieć), że mogą się poruszać w pierwszej kolejności po ścieżkach rowerowych, a gdy ich nie ma mogą wjechać na jezdnię wyłącznie tę, posiadającą ograniczenie prędkości do 30 km/h. Jeśli jednak nie ma obu możliwości, po chodnikach dla pieszych.

Zmniejszona została również maksymalna, dozwolona prędkość poruszania się e-hulajnogami i teraz wynosi ona 20 km/h, a w przypadku jazdy po chodniku ma być ona dopasowana do prędkości pieszych. Samorządy poszczególnych miast ponadto wprowadzają własne ograniczenia, do których muszą się dostosować operujące w tych miastach firmy. – Bezpieczeństwo jest dla nas priorytetowe, jednak ograniczenie prędkości do 20 km/h uważam za restrykcyjne. W większości krajów europejskich ta maksymalna prędkość jest nieco wyższa, na poziomie 25 km/h. Wolniejsza jazda po jezdniach z ograniczeniem prędkości do 30 km/h o 10 kilometrów w stosunku do innych pojazdów może stwarzać zagrożenie – mówi Borys Pawliczak, dyrektor generalny Dott w Polsce.

Zwiększająca się z sezonu na sezon popularność hulajnóg na wynajem i znacznie rosnąca przez to ich liczba powodowała to, że użytkownicy często pozostawiali je w przypadkowych miejscach, powodując tym różne zagrożenia dla innych użytkowników ruchu, w tym oczywiście pieszych, szczególnie osób niedowidzących. Obecnie zgodnie z nowymi, obowiązującymi przepisami parkowanie elektrycznych hulajnóg będzie dozwolone tylko w miejscach do tego przeznaczonych, a w przypadku, gdy ich nie ma tylko na chodniku, równolegle do jego zewnętrznej krawędzi.

Dzięki dużemu doświadczeniu, zebranemu na pięciu rynkach europejskich, jesteśmy w stanie bardzo szybko dostosować nasz biznes do nowych regulacji przy zachowaniu najwyższych standardów działania. Trudniej jest nam jednak dopilnować w tej kwestii dziesiątki tysięcy użytkowników, dlatego kluczowe jest, aby dostarczyć im wiedzy na temat tego, gdzie i w jaki sposób mogą poruszać się naszą e-hulajnogą bądź, w których miejscach mają ją odstawić po skończonej podróży. Dużą rolę przykładamy również do edukacji, aby nowe regulacje były respektowane, a mikromobilność była przyjazna wszystkim – mówi Borys Pawliczak.

W porządkowaniu przestrzeni miejskiej i organizacji parkingów dla miejskich hulajnóg dużą rolę odgrywają samorządy. Coraz popularniejsze stają się huby mobilności skoncentrowane m.in. przy centrach biurowych i ważnych węzłach komunikacyjnych, gdzie można wypożyczyć różne pojazdy bezemisyjne wielu operatorów.

Nowe przepisy są bardzo ważne i z pewnością im szybciej zaczniemy je przestrzegać, tym lepiej dla wszystkich. Od ekologicznej i wygodnej mikromobilności w miastach nie ma już odwrotu, dlatego oprócz jasnych regulacji niemniej istotne jest to, jak sami będziemy z niej korzystać, aby dla nikogo nie była uciążliwa – dodaje Borys Pawliczak.

Bank Pocztowy porozumiał się ze związkami zawodowymi w sprawie zwolnień grupowych

Bank Pocztowy zakończył konsultacje ze stroną społeczną dotyczące planowanych zwolnień grupowych i podpisał porozumienie z organizacjami związkowymi. Zgodnie z jego zapisami restrukturyzacja zatrudnienia obejmie maksymalnie 204 osoby. Zostaną one objęte świadczeniami przewidzianymi prawem pracy oraz dedykowanym programem outplacementowym. Bank zawiąże na ten cel rezerwę w szacowanej wysokości około 2,2 mln zł. To element Planu Naprawy z obszaru rentowności, mającego wspomóc realizację Strategii rozwoju Banku do 2024 roku.

Zgodnie z wypracowanym z organizacjami związkowymi porozumieniem w okresie do końca września bieżącego roku stosunek pracy zostanie rozwiązany z nie więcej niż 204 osobami. Strony porozumienia uzgodniły ponadto m.in. kryteria doboru pracowników do zwolnień, warunki odpraw i dodatkowych świadczeń oraz zakres programu pomocy zwalnianym pracownikom.

Zgodnie z wypracowanym porozumieniem, odchodzący pracownicy Banku Pocztowego objęci zostaną świadczeniami przy zachowaniu wszelkich standardów wynikających z prawa pracy, a także specjalnym programem outplacementowym. Bank zawiąże na ten cel rezerwę restrukturyzacyjną w szacowanej  wysokości ok. 2,2 mln zł, która obciąży wynik finansowy Banku w II kwartale br.

Restrukturyzacja zatrudniania to ważny element realizowanego przez Bank Planu Naprawy, mający doprowadzić do przywrócenia trwałej rentowności Banku w perspektywie 2024 roku. To również działanie mające lepiej przystosować Bank do obecnych trendów: cyfryzacji oraz odwrotu klientów od tradycyjnej bankowości na rzecz tej elektronicznej, co wymusza na bankach reorganizację.

O planowanych zwolnieniach grupowych Bank Pocztowy informował w połowie kwietnia bieżącego roku.

Nowoczesna Gospodarka: Cyfrowa rewolucja napędza wzrost zatrudnienia w dużych firmach usługowych

Pandemia COVID-19 wciąż rzutuje na funkcjonowanie krajowej gospodarki, jednak są sektory, które wykorzystały tę sytuację jako szansę na przyspieszenie zmian organizacyjnych i dostosowały się już do nowej rzeczywistości, rozwijając swoją działalność. Do tej grupy należą duże przedsiębiorstwa usługowe, które w I kw. 2021 r. zwiększyły zatrudnienie aż o 8,37 proc. (vs I kw. 2020 r.). Na drugim biegunie natomiast znajdują się firmy produkcyjne, które zatrudniły zaledwie o 1,12 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q1 2021” przygotowanego przez ADP Polska.

Od ponad roku światowa gospodarka zmaga się z wyzwaniami wynikającymi z pandemii COVID-19. Niektóre przedsiębiorstwa wykorzystały pojawiające się szanse, inne musiały przemodelować dotychczasowy schemat działania, wszystkie jednak musiały odnaleźć się w zupełnie nowych realiach. Jak wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q1 2021” opracowanego przez ADP Polska, w I kw. 2021 r. firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa wdrażające innowacyjne rozwiązania, skuteczniej poradziły sobie z sytuacją rynkową i odnotowały większą dynamikę zatrudnienia (+2,96 proc. vs I kw. 2020 r.) niż ogół rynku (-1,7 proc. vs I kw. 2020 r. wg Głównego Urzędu Statystycznego). W wyniku tego Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki wyniósł 137,44[1].

– Niewątpliwie, firmy Nowoczesnej Gospodarki były lepiej przygotowane niż ogół rynku do cyfrowej rewolucji, która znacznie przyspieszyła wskutek pandemii COVID-19. Nie możemy jednak ignorować faktu, że także innowacyjne przedsiębiorstwa wciąż zmagają się z konsekwencjami pandemii i w ostatnich kwartałach również w tych firmach obserwujemy wyhamowanie dynamiki wzrostu zatrudnienia – mówi Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.zatrudnienie cyfrowa rewolucja

Jako pozytywny zwiastun może być odbierana utrzymująca się na poziomie 6,4-6,5 proc. stopa bezrobocia, która plasuje nasz kraj na bardzo dobrym miejscu w Unii Europejskiej. – Chociaż liczba osób bezrobotnych w Polsce wskazuje na dobrą sytuację na rynku pracy, to nie możemy zapominać jednak o zjawisku, jakim jest „ukryte bezrobocie”, dotyczące osób decydujących się nieaktywność zawodową lub samozatrudnienie. Z tego też względu musimy traktować dane GUS oraz Eurostatu z pewną rezerwą – tłumaczy ekspertka, Anna Barbachowska.

Duże firmy usługowe łapią wiatr w żagle

Chociaż firmy usługowe Nowoczesnej Gospodarki jako pierwsze odczuły konsekwencje pandemii COVID-19 i w II kw. 2020 r. odnotowały mniejszą dynamikę wzrostu zatrudnienia niż sektor produkcyjny (+2,96 proc. vs +5,46 proc.), to jednak od tamtego momentu odbudowują swoją pozycję. W I kw. 2021 r. przedsiębiorstwa te zatrudniły o 4,8 proc. więcej osób niż w analogicznym okresie 2020 r. Znaczny udział w tym wzroście miały duże firmy usługowe, które w I kw. 2021 r. zwiększyły zatrudnienie aż o 8,37 proc. (vs I kw. 2020 r.).

– Doświadczenie, dywersyfikacja biznesu, a także zaawansowany proces wdrażania cyfrowych rozwiązań – to właśnie te argumenty przemawiają dzisiaj na korzyść dużych firm usługowych – ocenia Anna Barbachowska. – Nie jest tajemnicą, że przedsiębiorstwa te częściej działają w sposób scentralizowany i zaplanowany, co niekiedy wiąże się niestety z dłuższym procesem decyzyjnym. Z drugiej strony jednak firmy te z większą uwagą i szerszą perspektywą planują swój rozwój, biorąc przy tym pod uwagę skrajne czynniki, takie jak np. konieczność przeniesienia funkcjonowania organizacji w tryb pracy zdalnej. Dzięki takiej strategii budowania biznesu, duże przedsiębiorstwa usługowe znacznie szybciej dostosowały się do nowej, wymagającej rzeczywistości – wyjaśnia Anna Barbachowska.

 

Produkcja zachowuje status quo

 

Przedsiębiorstwa produkcyjne Nowoczesnej Gospodarki w I kw. 2021 r. odnotowały wzrost zatrudnienia o zaledwie 1,12 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 r. Jest to historycznie najniższa dynamika wzrostu w tym sektorze od początku prowadzenia raportu. Wśród firm produkcyjnych lepiej z wyzwaniami rynkowymi poradziły sobie przedsiębiorstwa zatrudniające poniżej 500 osób (+3,15 proc. vs I kw. 2020 r.).

– W ostatnich latach początek roku dla firm produkcyjnych Nowoczesnej Gospodarki wiąże się z nieznacznym wyhamowaniem dynamiki zatrudnienia. Jednak analizując kwartalną sytuację tego sektora możemy mówić już o tendencji spadkowej, wynikającej z jednej strony z wyzwań związanych z pandemią koronawirusa, z drugiej natomiast ze zamian rynkowych – analizuje Anna Barbachowska. – Niepewność biznesu, z którą w ostatnim roku zmagają się przedsiębiorcy, sprawia, że znacznie ostrożniej podchodzą oni do zwiększania liczby osób, za które są odpowiedzialne. Z drugiej strony mamy również do czynienia z postępującą stopniowo automatyzacją najbardziej powtarzalnych procesów. W wyniku tego zmienia się zapotrzebowanie firm produkcyjnych na pracowników – podsumowuje ekspertka.

[1] Metodologia opracowywania Wskaźnika bazuje na analizie różnicy w poziomu zatrudnienia w firmach Nowoczesnej Gospodarki oraz ogółu rynku. Dane do obliczenia wskaźnika gromadzone są na podstawie analiz własnych ADP oraz ogólnodostępnych źródeł (np. raportów Głównego Urzędu Statystycznego). Wartość bazowa wskaźnika wynosząca 100 przypada na 1.01.2019 r. Dane aktualizowane są w ujęciu kwartalnym.

Budowa Warsaw UNIT ukończona

Po 48 miesiącach zakończyła się budowa Warsaw UNIT. Najnowszy wieżowiec Ghelamco ma już pozwolenie na użytkowanie. Wkrótce wprowadzą się do niego pierwsi najemcy.

warsaw unit warszawa 

Warsaw UNIT oferuje 57 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej na 45 piętrach. Wynajęcie przestrzeni w budynku ogłosiły takie firmy, jak: potentat ubezpieczeniowy Warta oraz CBRE, czyli jedna z największych na świecie firm doradczych z sektora nieruchomości komercyjnych. CBRE pełni jednocześnie funkcję zarządcy budynku. Obecnie budynek jest już wynajęty w blisko 50 proc.

– Jesteśmy dumni z ukończenia kolejnego projektu przy Rondzie Daszyńskiego. Miejsce to stało się prawdziwym biznesowym centrum miasta. Warsaw UNIT jest przykładem wielkomiejskiego wieżowca, jest doskonale skomunikowany, a w jego najbliższym sąsiedztwie znajdują się liczne sklepy, restauracje, bary, osiedla mieszkaniowe i hotele – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland.warsaw unit warszawa 1

O wyjątkowości UNITA stanowi jego architektura łącząca modernistyczne dziedzictwo stolicy z nowoczesnymi materiałami. Smukła bryła wieżowca odbija krajobraz miasta w niebieskich przeszkleniach, a na wysokości ulic fasadę uzupełnia tak zwana „smocza skóra” – czyli tysiące płytek przypominających łuski, które reagują na każdy podmuch wiatru, ożywiając fasadę. Duże wrażenie robi też lobby. Wysokie, dwupiętrowe, w całości przeszklone wychodzi na ulicę i wydaje się być częścią miasta. Za projekt Warsaw UNIT odpowiada Polsko-Belgijska Pracownia Architektury Projekt.

Dobry początek 2021 roku w Grupie Transition Technologies

Grupa Kapitałowa Transition Technologies („Grupa”), dostawca innowacyjnych rozwiązań informatycznych dla energetyki, przemysłu i medycyny, wypracowała w I kwartale 2021 roku przychody w wysokości 107 mln zł. EBITDA Grupy wyniosła blisko 11 mln zł (+23% r/r), zysk brutto wyniósł 9,8 mln zł (+15% r/r).

Największe wzrosty przychodów ze sprzedaży rok do roku Grupa odnotowała w dwóch sektorach działalności: +16% w obszarze usług outsourcingu, +35% w dziale najnowocześniejszych technologii AR, IoT i VR. Backlog zamówień na koniec marca 2021 roku był na poziomie 75% tegorocznych założeń.

Pierwszy kwartał 2021 roku możemy podsumować jako intensywny i bardzo dobry zarówno pod względem sprzedaży, jak i zyskowności. Chcemy rozwijać się nie tylko organicznie, ale także poprzez akwizycje. Mamy dobre perspektywy, obserwujemy silny popyt na nasze usługi w kluczowych dla naszej firmy sektorach. Poza bardzo dobrymi wynikami finansowymi, kończymy pierwszy kwartał również z wieloma ważnymi wydarzeniami. Między innymi rozpoczęliśmy prestiżowy projekt dla NATO, otworzyliśmy biuro w Niemczech i dokonaliśmy pierwszej akwizycji. Powiększamy również stale nasz zespół – zatrudniliśmy właśnie dwutysięcznego pracownika. Nie zwalniamy tempa rozwoju, pozyskujemy kolejne zamówienia, wykorzystując możliwości rynkowe – mówi Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.

Grupa na początku 2021 roku podpisała kontrakt z NATO – dołączyła do grona firm oraz instytucji naukowych wspierających Innovation Hub, specjalną jednostkę przy Dowództwie ds. Transformacji NATO w Norfolk (USA). Eksperci Grupy będą wsparciem w obszarze rozwoju systemów informatycznych.

W okresie pandemii Grupa otworzyła kolejne zagraniczne biuro. Po Malezji, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Tajwanie i Francji w styczniu 2021 roku działalność rozpoczęło niemieckie biuro zlokalizowane w Monachium, które jest odpowiedzialne za rozwój oraz dostarczanie usług i systemów informatycznych dla firm przemysłowych na rynku niemieckim.

W lutym 2021 roku Grupa sfinalizowała pierwszą akwizycję, przejmując polską firmę Algomine specjalizującą się w dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań informatycznych do monetyzacji potencjału danych.

Strategia zrównoważonego rozwoju #TTgoesGreen

Grupa kontynuuje strategię #TTgoesGreen, w ramach której m.in. stale minimalizuje ślad węglowy, usprawnia procesy oraz wprowadza systemy niwelujące wpływ działalności na środowisko. Proekologiczne rozwiązania widoczne są także w portfolio produktów i usług. Grupa stworzyła specjalne rozwiązania dla sektora OZE – LuxTrade Green Energy, które wdraża już dla klientów w Polsce i na Ukrainie.

Ponad połowa pracowników może odejść, jeśli firmy nie zapewnią im elastycznych warunków pracy – wynika z badania EY

54% pracowników ankietowanych na całym świecie przez EY w ramach badania EY 2021 Work Reimagined Employee Survey zadeklarowało, że rozważy odejście z pracy, jeśli nie zostanie im zapewniona możliwość elastycznej pracy, w zakresie tego „gdzie” i „kiedy” pracują. To „gdzie” będzie wykonywana praca jest kwestią ważną dla 87% ankietowanych, natomiast elastyczne godziny pracy są istotne dla 88%. Gdyby ankietowani mieli wybrać tylko jedną możliwość i móc decydować jedynie gdzie pracują lub jedynie kiedy pracują, 54% wybrałoby elastyczność dotyczącą godzin pracy. Dla 40% ważniejszy jest warunek miejsca pracy. Nie zmienia to faktu, że 76% badanych jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy a 93% prawdopodobnie zostanie w niej przez najbliższe 12 miesięcy.

Po zakończeniu pandemii, wyłącznie w biurze, przez cały tydzień pracować chce co piąty ankietowany przez EY (22%). Jeden na czterech gotowy jest pracować zarówno w biurze, jak również zdalnie oraz hybrydowo. 26% badanych przez EY chciałoby pracować wyłącznie zdalnie, a 14% – zdalnie lub hybrydowo. Średnio, po zakończeniu pandemii, pracownicy chcieliby pracować 2-3 dni w trybie zdalnym, choć jedna trzecia oczekiwałaby również skrócenia tygodnia pracy. Co ciekawe, 67% badanych chciałoby wrócić do umiarkowanych a nawet intensywnych podróży służbowych (rok temu takie deklaracje składało zdecydowanie mniej, bo 49% ankietowanych).

– Praca poza biurem, która w większości dużych firm trwa już od ponad roku, pokazała zarówno pracownikom, jak i pracodawcom, że możliwe jest elastyczne podejście do miejsca wykonywanych czynności bez poważnych zakłóceń w działalności firm. Z jednej strony pracownicy chcą elastyczności, bo widzą dla siebie korzyści z pracy poza biurem – głównie wynikające z oszczędności czasu na dojazdy, możliwości godzenia obowiązków domowych z zawodowymi, z drugiej zaś strony mamy bardziej złożoną i nie dającą jednoznacznych ocen perspektywę pracodawcy. Stara się on pogodzić różne interesy, ale pamięta również o wyzwaniach po jego stronie. A tych wyzwań jest wiele. Są one związane między innymi z mierzeniem efektywności pracy zdalnej, zarządzaniem rozproszonym zespołem, wpływem izolacji na kreatywność i umiejętności współpracy pracowników, a także budowaniem kultury organizacyjnej. Do tego dochodzą wymogi prawne (prawo pracy, BHP), koszty powierzchni biurowej, ochrona wrażliwych danych poza biurem. Nie bez znaczenia pozostają balans pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym pracowników, ich kondycja psychiczna i przeciwdziałanie wypaleniu. Firmy stoją dziś przed poważnym wyzwaniem – jak połączyć interesy i oczekiwania wszystkich stron, jednocześnie wciąż pamiętając przecież o ryzykach epidemicznych – mówi Karol Raźniewski, Associate Partner w People Advisory Services EY.

elastycznych warunków pracy

64% pracowników ankietowanych w badaniu EY 2021 Work Reimagined Employee Survey uważa, że wykonywanie pracy zarówno z biura, jak i zdalnie, zwiększy produktywność firmy. 54% sądzi, że wpłynie na lepsze rozwiązywanie problemów, a 65% uważa, że model pracy hybrydowej może sprawić, że firma będzie tworzyć bardziej kreatywne rozwiązania. Negatywny wpływ pandemii i pracy zdalnej na kulturę organizacyjną firmy dostrzega z kolei jeden na trzech ankietowanych, a blisko połowa jest zdania, że w czasie pandemii uległa ona wręcz poprawie.

Istotne dla doświadczeń pracowników mogą się okazać inwestycje w technologie. 64% respondentów uważa że potrzebna jest lepsza technologia w biurach (szybszy internet, systemy videokonferencyjne). By zwiększyć produktywność 48% ankietowanych chciałoby, by firmy w których pracują zainwestowały w nowy sprzęt do użytku w domach (dodatkowe monitory, słuchawki), a 47% oczekiwałoby, że pracodawca zwróci koszty ponoszone na przykład za dostęp do szybkiego internetu.

– Niestety wciąż większość firm zmaga się z badaniem wpływu zmiany trybu pracy na ich działalność. Najczęściej problemem jest brak odpowiednich narzędzi pozwalających obserwować i mierzyć zachodzące zmiany. Część firm nie robi tego również w obawie o to, by nie stwarzać wrażenia braku zaufania czy nadmiernej kontroli. Co ciekawe, z globalnego badania wynika, że niemal co siódmy ankietowany pracownik sądzi, że produktywność może być badana niezależnie od miejsca pracy. To jednak wciąż wyzwanie, przed którym mimo upływającego czasu wiele firm jeszcze stoi. Powoduje to tym samym, że decyzje dotyczące przyszłego trybu pracy podejmowane są w dużej mierze w oparciu z jednej strony o opinie i oczekiwania pracowników, z drugiej – z uwzględnieniem sytuacji związanej z rozwojem pandemii. Firmy nie powinny pomijać jednak czynników biznesowych, bo one również ostatecznie będą przecież wpływać na jakość i środowisko pracy – dodaje Karol Raźniewski.

O badaniu

Badanie EY 2021 Work Reimagined Employee Survey jest jednym z największych tego rodzaju ankiet globalnych. Przedstawia opinie ponad 16 264 pracowników w 16 krajach i 23 branżach, sprawujących różne funkcje w organizacjach zatrudniających powyżej 500 pracowników. Uczestnikami badania były osoby w wieku 21-65+, a ankietę przeprowadzono w marcu 2021 r.

Obowiązki informacyjne spółki jawnej może wykonać spółka przekształcana

Zdaniem Ministerstwa Finansów w przypadku przekształcania spółki handlowej w spółkę jawną informację CIT-15J może złożyć spółka przekształcana lub spółka jawna w terminie 14 dni – w zależności od tego, czy wspólnicy zmienią zasady podziału zysku.

W związku z obciążeniem spółek komandytowych podatkiem CIT, popularnym sposobem ucieczki przed podwójnym opodatkowaniem stało się m.in. przekształcenie spółki komandytowej w spółkę osobową. Po zmianach przepisów stała się ona w zasadzie jedyną powszechną formą prowadzenia spółki w sposób transparentny podatkowo, a więc z jednokrotnym opodatkowaniem wspólników (drugą taką spółką jest spółka partnerska, która jednakże jest zarezerwowana dla tzw. wolnych zawodów).

Wspomniana transparentność podatkowa spółek jawnych ma niestety pewne (nieznajdujące racjonalnego wytłumaczenia), ograniczenia. O ile transparentność podatkową zachowały spółki osób fizycznych, to zgodnie ze znowelizowanymi przepisami prawa podatkowego obowiązującymi od 1 stycznia 2021 r., podatnikiem podatku CIT stały się spółki jawne, których wspólnikami nie są wyłącznie osoby fizyczne, w przypadku, gdy przed rozpoczęciem roku obrotowego spółki te nie złożą informacji o wspólnikach (CIT-15J)/lub nie zaktualizowały złożonej informacji w terminie 14 dni od zmiany.

O ile złożenie ww. informacji nie jest problematyczne w przypadku złożenia jej przez spółkę już istniejącą lub w przypadku aktualizacji danych o wspólnikach, to z uwagi na fakt, że spółka jawna powstaje dopiero w chwili rejestracji (nie istnieje spółka osobowa w organizacji) – nie ma fizycznej możliwości złożenia stosownej informacji przed rozpoczęciem roku obrotowego przez spółkę nowo powstającą. Literalne brzmienie przepisów wskazuje więc, że spółki jawne powstałe w 2021 r. (których wspólnikiem jest podmiot inny niż osoba fizyczna), zostały automatycznie objęte opodatkowaniem CIT. Sytuacja ta wynika z niedopracowania przepisów, które w zasadzie nie odnoszą się do sytuacji nowo założonych spółek jawnych. Dotyczy to zarówno spółek jawnych nowo założonych, jak również spółek powstających z przekształcenia innych spółek (zwykle komandytowych – które bardzo często posiadały spółkę komandytową jako komplementariusza).

Resort finansów łata lukę w przepisach

Tę lukę w przepisach – powodującą automatyczne objęcie spółek jawnych opodatkowaniem CIT w wyniku przekształcenia – obecnie próbuje „wypełnić” Ministerstwo Finansów w swoich komentarzach prasowych oraz odpowiedziach na interpelacje poselskie, które wskazują, że nowopowstałe spółki jawne jednak mogą uniknąć opodatkowania CIT. Niemniej jednak – stanowisko Ministerstwa zdaje się nie znajdować oparcia w treści przepisów, bazując raczej na ich celowościowej, a nie literalnej interpretacji.

Jeśli chodzi o kwestię złożenia stosownej informacji CIT-15J w przypadku przekształcenia spółki komandytowej w spółkę jawną, to kwestia ta stała się przedmiotem odpowiedzi na interpelację poselską Ministerstwa Finansów (nr DD5.054.8.2021).

Z odpowiedzi na interpelację wynika, że:

  • jeśli zmieniła się jedynie forma prawna spółki, zaś nie uległ zmianie skład wspólników i ich udział w zysku – wówczas informację CIT-15J powinna złożyć spółka przekształcana (np. komandytowa), przed dniem rejestracji przekształcenia,
  • jeśli zmieniła się forma prawna oraz skład wspólników lub ich udział w zysku – informację powinna złożyć spółka przekształcona (jawna) w terminie 14 dni od przekształcenia.

Ministerstwo wskazało także na możliwość niezamykania ksiąg przy przekształceniu spółek osobowych w inną osobową – niemniej jednak z interpelacji nie wynika, czy niezamykanie ksiąg jest warunkiem koniecznym to tego, by móc złożyć oświadczenie w ciągu 14 dni, czy też w ogóle wówczas nie trzeba składać oświadczenia do końca roku – skoro pierwszy rok obrotowy spółki jawnej rozpocznie się w 2022 r.

Brak umocowania w przepisach…

Należy jednak zaznaczyć, że treść odpowiedzi na interpelację nie ma umocowania w przepisach. Z pisma nie wynika, dlaczego poprzednik prawny może działać tylko, jeśli spółka nie zmieniła proporcji zysku i dlaczego w takiej sytuacji konieczne jest złożenie informacji już przed dniem rejestracji. Nie wiadomo też dlaczego spółka jawna już po rejestracji może złożyć informację CIT-15J w terminie 14 dni – skoro rozpoczęła już rok obrotowy (a zgodnie z przepisami musi złożyć to oświadczenie przed jego rozpoczęciem). Podejście to mogłoby być racjonalne w odniesieniu do spółek, które nie zamknęły ksiąg. Wówczas można uznać, że przekształcenie stanowi zmianę wpisu (notyfikowaną w terminie 14 dni) – jednak to także nie wynika z odpowiedzi na interpelację, która wspomina o przekształceniu z „innej spółki handlowej”, nie zastrzega więc, że dotyczy to jedynie przekształcenia z innej spółki osobowej w spółkę jawną i to bez zamykania ksiąg.

Generalnie wygląda na to, że Ministerstwo chcąc wybrnąć z patowej sytuacji spowodowanej niedopracowaną nowelizacją, stworzył rozwiązanie dające spółkom przekształcanym możliwość uniknięcia objęcia opodatkowaniem CIT. Natomiast o ile rozwiązanie to jest celowościowo słuszne, to zdaje się nie posiadać oparcia w przepisach (w szczególności różnicowanie obowiązków dla spółek zmieniających i niezmieniających proporcji zysku). Zaznaczyć należy także, że odpowiedź na interpelację nie stanowi normy prawa powszechnie obowiązującego – nie może więc zmieniać literalnej treści przepisów.

Lepiej zadbać o zabezpieczenie

W następstwie odpowiedzi na interpelację pojawiły się także interpretacje indywidualne dotyczące zgłaszania informacji o wspólnikach przekształconych spółek jawnych, które w zasadzie powtarzają postanowienia odpowiedzi na interpelację (także nie dając bliższych wyjaśnień dotyczących podstaw prawnych ww. rozwiązań). Niemniej jednak wygląda na to, że organy podatkowe powinny respektować zasady wskazane w odpowiedzi na interpelację – choć z uwagi na brak podstaw prawnych, podatnicy powinni zadbać o zabezpieczenie się np. interpretacją indywidualną, na wypadek, gdyby za kilka lat organy zmieniły zdanie i stwierdziły, że z uwagi na brak właściwego poinformowania urzędu o wspólnikach, spółka jawna od kilku lat powinna była odprowadzać podatek CIT.

Benedykt Rubak, radca prawny, doradca podatkowy, Manager w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z restrukturyzacją obciążeń podatkiem dochodowym, ze szczególnym uwzględnieniem podatkowo optymalnych transformacji oraz sprzedaży przedsiębiorstw.

„Polski Ład” z perspektywy pracodawcy

Pracodawcy nie dojdą raczej do ładu z Polskim Ładem…

Dokument programowy „Polski Ład” wspomina o pracownikach, w różnym kontekście, 22 razy. O pracodawcach tylko 6. To znamienne, bo biorąc pod uwagę całokształt zaproponowanych w programie rozwiązań dotyczących pracy, wydaje się, że pracodawca i jego potrzeby liczą się najmniej.

Oskładkowanie umów zlecenia

Najbardziej niepokoi dążenie do oskładkowania wszystkich umów zlecenia z perspektywą ich całkowitego wyeliminowania i wprowadzenia „jednego kontraktu na pracę”. Z jednej strony to oczywiste zwiększenie kosztów zatrudnienia dla wielu pracodawców, którzy dzisiaj decydują się na zatrudnienie takich zleceniobiorców, od których umów nie trzeba płacić składek. Z drugiej strony, może się okazać, że wiele osób straci dodatkowe źródło dochodu. Pracodawcy, dążąc do redukcji kosztów, mogą szukać innych rozwiązań niż zatrudnianie zleceniobiorców, dla których umowa zlecenia mogła być sposobem na „dorobienie” do umowy o pracę. Oczywiście, wyeliminowanie wciąż zdarzających się sytuacji nieuzasadnionego wykorzystania umowy zlecenia zamiast umowy o pracę jest potrzebne. Natomiast sposobem powinna być skuteczniejsza egzekucja istniejących już przepisów, które gwarantują zleceniobiorcy – pracownikowi ochronę w takiej sytuacji. Innym rozwiązaniem byłoby stworzenie systemu zachęt dla pracodawcy, żeby po prostu bardziej opłacało się zatrudnić pracownika na podstawie umowy o pracę. Dobrym wyjściem nie jest na pewno stworzenie jednego modelu współpracy, opartego wyłącznie na stosunku pracy. Współczesny świat i jego wyzwania wymagają elastycznego podejścia i często szybkich decyzji personalnych, które stosunek pracy wyklucza albo znacząco ogranicza.

Elastyczność – niekoniecznie z korzyścią dla pracodawcy

Elastyczność właśnie jest zasadniczym punktem rozwiązań, które mają umożliwić pracownikom łączenie obowiązków zawodowych z opieką nad dzieckiem. Tyle tylko, że ta elastyczność dotyczy wyłącznie pracownika. Pracodawca ma być zobowiązany do godzenia się na jedno z trzech rozwiązań: pracę zdalną (albo telepracę, o której do niedawno mówiło się, że zostanie usunięta z przepisów Kodeksu pracy), mniejszy wymiar godzin (pytanie: co z wynagrodzeniem w takim wypadku? Czy ma być proporcjonalnie obniżone?) albo przesunięcie godzin rozpoczynania i kończenia pracy. Nie trudno jest wyobrazić sobie sytuację, że żadne z tych rozwiązań nie będzie satysfakcjonujące, czy akceptowalne dla pracodawcy. Wygląda na to, że państwo chce rodzicom rekompensować zbyt małą liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach, kosztem pracodawców.

Praca zdalna – zmiany w dobrym kierunku

Cieszy, że kontynuowany jest plan utrzymania na stałe w polskim porządku prawnym pracy zdalnej. Dobrym rozwiązaniem jest wprowadzenie ryczałtu, co pozwoliłoby rozstrzygnąć wątpliwości, odnośnie kosztów pracy zdalnej ponoszonych przez pracownika. Zastanawia jednak „formuła diety”, którą przewiduje Polski Ład. Czy dieta ma być zamiast wspomnianego ryczałtu czy obok niego? Nie wiadomo, co takie dodatkowe świadczenie miałoby rekompensować. Poza tym program zakłada, że praca zdalna będzie możliwa tylko przy wykorzystaniu sprzętu zapewnionego przez pracodawcę. To oczywiście pożądane rozwiązanie, ale w praktyce może ograniczyć dostępność pracy zdalnej dla pracowników zatrudnionych u mniejszych pracodawców, których może być nie stać na doposażenie pracowników w sprzęt umożliwiający pracę zdalną.

Wyrównanie wynagrodzeń

Zapewnienie równości płacowej kobiet i mężczyzn to postulat, który coraz mocniej brzmi zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej. Nie dziwi więc, że Polski Ład zakłada „likwidację luki w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn”. Tyle tylko, że proponowane rozwiązania niekoniecznie tę lukę rzeczywiście zlikwidują, skoro ograniczają się tylko do dużych firm i wprowadzenia obowiązku uzasadniania kwot wynagrodzeń. Być może zobowiązanie pracodawcy do ujawnienia informacji o zarobkach płci pięknej to krok w dobrą stronę (chociaż gruntownego przemyślenia wymaga  szczegółowa konstrukcja tego rozwiązania), ale to za mało, by mówić o likwidacji luki.

Nowy Ład rozczarowuje pracodawców

Biorąc dodatkowo pod uwagę dyskutowane powszechnie zwiększenie obciążeń podatkowych dla wielu pracodawców, rozwiązania prawa pracy zaproponowane w „Polskim Ładzie” rozczarowują. Zamiast wyposażyć przedsiębiorców w narzędzia umożliwiające zmniejszenie kosztów zatrudnienia w czasie odbudowywania gospodarki po epidemii koronawirusa, przewiduje się dodatkowe koszty (np.: składki od wszystkich umów zlecenia, dieta za pracę zdalną) i ogranicza swobodę decyzyjną pracodawcy (np.: co do wyboru formy zatrudnienia). Poczekajmy jednak na szczegóły – bardzo ogólnych, na tym etapie – zapowiedzi, wtedy będzie można wyciągnąć dalej idące wnioski.

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci w Łodzi, ekspert z zakresu indywidualnego i zbiorowego prawa pracy oraz ochrony danych osobowych, trener i szkoleniowiec.

TopLevelTennis.com S.A. wejdzie na rynek chiński

TopLevelTennis.com S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2008 r., podpisała umowę z Beijing Road to Grand Slam Sports Co., Ltd., której przedmiotem jest rozpoczęcie dystrybucji jej materiałów szkoleniowych na terenie Chińskiej Republiki Ludowej. Jest to nowy i bardzo perspektywiczny rynek sprzedażowy dla Emitenta.

TopLevelTennis.com S.A. zawarła z Beijing Road to Grand Slam Sports Co., Ltd. (RTGS) umowę, zgodnie z którą rozpoczęta zostanie dystrybucja materiałów szkoleniowych Spółki na terenie Chińskiej Republiki Ludowej. RTGS będzie reprezentował Emitenta w promocji i sprzedaży wybranych przez obie strony kursów szkoleniowych zrealizowanych przez TLT na terenie Chin, na co RTGS będzie miał wyłączność. Wybór platformy dystrybucyjnej będzie w gestii RTGS, które dobrze rozpoznaje chiński rynek, a dystrybucja będzie realizowana w oparciu o logotyp oraz nazwę topleveltennis.com. Spółka poniesie koszty tłumaczenia kursów, natomiast koszty utrzymania platform dystrybucyjnych będzie ponosić RTGS. TopLevelTennis.com S.A. będzie miała prawo do 60% przychodów uzyskanych z tytułu dystrybucji materiałów szkoleniowych, a sama umowa będzie obowiązywała do końca 2024 r. z możliwością jej wcześniejszego rozwiązania przez każdą ze stron. Zarząd Spółki uważa, że rozpoczęcie sprzedaży na rynku chińskim jest ogromną szansą na zwiększenie skali działalności.

„Po wielu miesiącach poszukiwania odpowiedniego partnera w Chinach udało nam się go znaleźć i podpisać z nim umowę dystrybucyjną. Rynek chiński ma ogromny potencjał, a tenis należy do dynamicznie rosnących dyscyplin sportu w tym kraju. Wierzymy, że zainteresowanie naszymi kursami ze światowymi gwiazdami tenisa będzie w Chinach spore, co przełoży się na wysoką sprzedaż i wzrost naszych przychodów. Poszukiwanie lokalnych dystrybutorów jest jednym z naszych założeń strategicznych, dlatego cieszymy się, że pozyskaliśmy go na jednym z największych rynków sprzedażowych świata.” – wyjaśnia Artur Górski, V-ce Prezes Zarządu Spółki TopLevelTennis.com S.A.

TopLevelTennis.com S.A. (poprzednio Thunderbolt S.A. i Compress S.A.) zadebiutowała na rynku NewConnect w 2008 roku. Obecnie głównym przedmiotem działalności Spółki jest prowadzenie globalnej platformy edukacyjno-szkoleniowej TopLevelTennis.com, na której zamieszczane są materiały z udziałem gwiazd tenisa. W portfolio platformy możemy znaleźć m.in. Borisa Beckera – wielokrotnego zwycięzcę turniejów wielkoszlemowych i byłego lidera rankingu ATP, Wolfganga Thiema – ojca, trenera i managera jednego z najlepszych tenisistów na świecie Dominica Thiema, Marco Panichiego – trenera przygotowania motorycznego Novaka Djokovica, Dominikę Cibulkovą – mistrzynię turnieju Masters WTA 2016 i finalistkę wielkoszlemowego Australian Open, Ulę Radwańską – zwyciężczynię juniorskiego Wimbledonu oraz Alberto Castellaniego – jednego z najbardziej znanych trenerów tenisowych na świecie. Spółka pracuje także nad pozyskaniem kolejnych gwiazd, które uzupełnią swoimi kursami jej ofertę.

W lutym 2021 r. Emitent przystąpił do analizy możliwych kierunków związanych z jego rozwojem. Analiza będzie skupiała się na zweryfikowaniu opłacalności, kosztowności oraz popytu na nowe usługi i produkty, które mogłyby zostać wprowadzone do oferty w toku rozszerzenia przedmiotu działalności Spółki oraz w konsekwencji ustrukturyzowanie organizacyjne w oparciu o obszary prowadzonej działalności. Rozwój Spółki miałby skupiać się na kilku działaniach. Pierwszym z nich jest stworzenie struktury holdingowej, w ramach której powstanie Grupa Kapitałowa, gdzie Spółka będzie prowadzić działalność w zakresie zarządzania i kontrolowania działalności spółek zależnych, w ramach których prowadzona będzie działalność operacyjna w zakresie ściśle określonym dla tych spółek. Kolejnym obszarem jest wydzielenie obecnej działalności związanej z tenisem ziemnym, w której nadrzędnym narzędziem jest platforma szkoleniowa o charakterze sportowo-edukacyjnym pod nazwą „TopLevelTennis”, na której zamieszczane są filmy szkoleniowe o tenisie, do spółki w 100% zależnej od Spółki. Inny wariantem jest rozszerzenie przedmiotu działalności w drodze dołączenia do struktury Spółki podmiotów działających w branży sportowej/technologicznej (w pierwszej kolejności działalność miałaby zostać rozszerzona o kolejną dyscyplinę sportu, tj. piłkę nożną).

Urzędnicy nie mogą niejasnych uregulowań podatkowych interpretować na niekorzyść podatników

Podatnik kupił mieszkanie, ale zmuszony był je sprzedać, i to po cenie znacznie niższej niż rynkowa. Powodem zaniżenia ceny transakcji była ciążąca na nieruchomości dożywotnia służebność mieszkania, przez którą, pomimo upływu lat, nie mógł z niej korzystać. Fiskus stwierdził, że w przepisach podatkowych nie ma mowy o tym, aby wada prawna nieruchomości należała do katalogu okoliczności, które mogą wpływać na zaniżenie podstawy opodatkowania. Ochronę przed takim działaniem podatnik uzyskał w sądzie, który przypomniał fiskusowi, że „…zgodnie z uwarunkowaniami konstytucyjnymi nie wolno niejasnych uregulowań podatkowych interpretować na niekorzyść podatników…” (wyrok WSA w Gdańsku z 2 marca 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 1099/20).

Mieszkanie obciążone dożywotnią służebnością

W 2011 r. podatnik kupił mieszkanie. Nie wiedział jednak, że sprzedający ustanowił na tym lokalu dożywotnią i nieodpłatną służebność osobistą mieszkania na rzecz swojego syna. Służebność uprawnia syna do korzystania z całego lokalu. Mimo więc posiadania aktu własności nowy właściciel mieszkania nigdy nie miał możliwości korzystania z niego i użytkowania go, bo prowadzone przeciw korzystającemu ze służebności lokatorowi postępowanie o eksmisję okazało się bezskuteczne. W obliczu tej bezsilności w 2014 r. podatnik postanowił sprzedać mieszkanie, o czym poinformował urząd skarbowy w kwietniu 2015 r., składając PIT-39 za rok poprzedni.

Urząd skarbowy zdecydował się zażądać dopłaty podatku po ponad 5 latach od dokonania transakcji

Po blisko 5 latach od złożenia deklaracji, w lutym 2020 r., naczelnik urzędu skarbowego pozyskał opinię biegłego rzeczoznawcy majątkowego, który potwierdził, że wartość lokalu obciążonego dożywotnią służebnością mieszkania była w 2014 r. znacznie wyższa niż ta, jaką wykazał w zeznaniu podatnik. Decyzją z czerwca 2020 r. naczelnik określił mu zobowiązanie w podatku dochodowym od osób fizycznych z tytułu zbycia przedmiotowego mieszkania w wyższej kwocie, odpowiednio do wartości wynikającej z operatu szacunkowego sporządzonego przez rzeczoznawcę.

Decyzję naczelnika podtrzymał w mocy dyrektor izby administracji skarbowej. Przytoczył treść art. 19 ust. 3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zgodnie z którą wartość rynkową rzeczy lub praw majątkowych określa się na podstawie cen rynkowych z uwzględnieniem w szczególności ich stanu i stopnia zużycia oraz czasu i miejsca odpłatnego zbycia.

W opinii dyrektora użyte przez ustawodawcę określenie: „w szczególności ich stanu i stopnia zużycia oraz czasu i miejsca odpłatnego zbycia” wyraźnie przesądza, że czynnikami modyfikującymi cenę rynkową rzeczy mogą być jedynie czynniki dotyczące jej fizycznej strony, a więc takie jak materialne zużycie czy stan techniczny. Dyrektor nie dostrzega więc, aby mogły być nimi czynniki prawne, zwłaszcza że system prawa podatkowego kieruje się generalną zasadą, w myśl której dla określenia podstawy opodatkowania przyjmuje się wartość rynkową rzeczy lub prawa majątkowego bez odliczania długów i ciężarów. Ewentualne wyjątki od tej zasady zostały wyraźnie określone przez ustawodawcę, a wśród nich DIAS nie dostrzega ograniczonego prawa rzeczowego w postaci służebności osobistej mieszkania.

Przyczyn odejścia od ceny rynkowej nie można ograniczać jedynie do czynników fizycznych

Podatnik zaskarżył decyzję dyrektora izby administracji skarbowej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku przychylił się do jego argumentacji, orzekając, że zaskarżona decyzja nie jest zgodna z prawem. Sąd przytoczył treść kolejnego ustępu art. 19 ustawy o PIT – ust. 4. Stanowi on, że w przypadku, gdy wartość wyrażona w cenie określonej w umowie odpłatnego zbycia znacznie odbiega od wartości rynkowej nieruchomości lub praw majątkowych oraz innych rzeczy, organ podatkowy wezwie strony umowy do zmiany tej wartości lub wskazania przyczyn uzasadniających podanie ceny znacznie odbiegającej od wartości rynkowej.

Owe „uzasadnione przyczyny”, o których mowa w tym przepisie, należy zdaniem sądu łączyć z uregulowaniami dotyczącymi wartości rynkowej z art. 19 ust. 3. W zasadzie więc trudno wymienić wyczerpujący katalog przyczyn, które mogą uzasadniać znaczne zaniżenie bądź zawyżenie ceny w stosunku do wartości rynkowej. Zwłaszcza że w obrocie gospodarczym bardzo często występują sytuacje nietypowe, które nie pozostają bez wpływu dla wartości posiadanej rzeczy czy prawa. Sąd przywołał głos orzecznictwa w podobnych sprawach, w których wskazywano na takie przyczyny jak: potrzebę szybkiego zbycia przy stosunkowo dużej podaży na rynku, plany budowy znaczących obiektów budowlanych takich jak autostrada czy hipermarket, a także przymusowe położenie sprzedającego, tj. wysokie koszty utrzymania przy jednoczesnej nieprzydatności do wykorzystania w prowadzonej działalności gospodarczej. Zdaniem WSA w Gdańsku do takich przyczyn można również zaliczyć np. zmiany w otoczeniu nieruchomości powodujące, że korzystanie z niej staje się uciążliwe. Jak orzekł Sąd, przyczyn uzasadniających odejście od ceny rynkowej konkretnej rzeczy nie można ograniczać jedynie do czynników fizycznych.

Czysta wartość rzeczy lub praw

Następnie WSA przytoczył wyrok składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 7 listopada 2014 r., sygn. akt II FPS 3/14, w którego uzasadnieniu wskazano, że dokonując wykładni prawa, nie wolno ignorować wykładni systemowej lub funkcjonalnej i ograniczać się wyłącznie do wykładni językowej, gdyż jej, wydawać by się mogło, jasny wynik w konfrontacji z innymi przepisami lub celem regulacji może się okazać wątpliwy. WSA odwołał się więc do analogicznego do przyjętego w art. 19 ust. 3 ustawy o PIT rozwiązania, a zawartego w art. 7 ustawy o podatku od spadków i darowizn, w którym ustawodawca stwierdza, że podstawę opodatkowania stanowi wartość nabytych rzeczy i praw majątkowych po potrąceniu długów i ciężarów (czysta wartość). WSA skonstatował więc, że dokonując wykładni systemowej zewnętrznej, można stwierdzić, że w odniesieniu do ustaw podatkowych ustawodawca wyraził konstrukcję metody ustalania wartości rynkowej rzeczy i praw na potrzeby określenia podstawy opodatkowania w oparciu o ich czystą wartość, a więc po jej zmniejszeniu o długi i ciężary.

Służebność mieszkania jest ciężarem wpływającym na jego rynkową wartość

Z kolei ustawodawca w art. 6 ust. 2 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych stanowi, że przy ustalaniu wartości rynkowej na potrzeby opodatkowania tym podatkiem nie odlicza się długów i ciężarów. Skoro więc w ustawie podatkowej dotyczącej podatku od czynności cywilnoprawnych ustawodawca wyraźnie nakazał wyłączenie ciężarów i długów z katalogu czynników, jakie mogą uzasadniać modyfikację ceny rynkowej, to jeśli takiego wyraźnego wyłączenia nie zawarł w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, to oznacza to, że działając na gruncie tej drugiej ustawy, jako czynnik modyfikujący cenę rynkową należy uwzględniać długi i ciężary. A takim ciężarem w rozpoznawanej sprawie jest nieodpłatna dożywotnia służebność mieszkania.

Zasada braku zaufania do organów podatkowych

Czy dziś podatnicy potrzebują ochrony prawnej przed działaniami organów podatkowych? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza przywołana wyżej sprawa. Postulowana przez ustawodawcę zasada budowania zaufania do organów podatkowych, wyrażona w art. 121 Ordynacji podatkowej, wciąż pozostaje martwa. Co więcej, organy swoimi działaniami sprawiają, że coraz silniej ugruntowuje się zasada nakazująca podatnikom w relacjach z nimi wykazywać brak zaufania do działań urzędników.

WSA w Gdańsku, wydając swój wyrok, wyraźnie pouczył organy podatkowe, że nie tylko ustawy podatkowe, ale i sama Konstytucja RP zabrania urzędnikom interpretować niejasne przepisy na niekorzyść podatnika. Brak szczegółowych unormowań określonej sytuacji prawnej nie może prowadzić do nakładania na podatnika zobowiązań podatkowych i pozostawiania w tym nakładaniu nadmiernej swobody organom podatkowym. A żeby jeszcze bardziej uwypuklić ignorancję i hipokryzję tychże organów, przywołał dokument wydany przez ich szefa – Ministra Finansów, w którym to stwierdza: „Jeśli organ podatkowy natrafi na wątpliwości co do znaczenia przepisu w konkretnej sytuacji faktycznej, a wątpliwości tych nie będzie można usunąć w trakcie prawidłowo prowadzonej wykładni przepisów prawa podatkowego, to wówczas stosując art. 2a Ordynacji podatkowej, powinien przyjąć znaczenie przepisów korzystniejsze dla podatnika” (interpretacja ogólna Ministra Finansów z dnia 29 grudnia 2015 r., PK4.8022.44.2015, Dz.Urz. MF 2016/4).

Autor: radca prawny Robert Nogacki. Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Deloitte Digital i Medallia łączą siły

Deloitte Digital i Medallia połączyły swoje siły by wspólnie dostarczać polskim konsumentom swoją wiedzę i rozwiązania. Poprzez wykorzystanie inteligentnej technologii i najlepszych praktyk branżowych, a także bazując na rozwiązaniach wypracowanych przez lata współpracy globalnej, pragną pomóc polskim przedsiębiorcom w szybszej transformacji cyfrowej. Jak wynika z raportu „From disparate signals to transformative action”, opracowanego wspólnie przez firmę Deloitte Digital i Medallia, aż 87 proc. konsumentów jest lojalnych wobec swojej ulubionej marki.

Współpraca pomiędzy firmą Medallia, czyli dostawcą platformy technologicznej, która w czasie rzeczywistym wychwytuje sygnały dotyczące doświadczeń klientów, a firmą Deloitte – ekspertem w obszarze doradztwa – to odpowiedź na potrzeby wielu polskich firm. Nasza działalność pozwoli poukładać obszar zarządzania doświadczeniami klientów od strony procesów, budowania zaangażowania ludzi czy też komunikacji z klientami i inicjowania działań wewnętrznych w firmie. Mamy wiedzę oraz niezbędne narzędzia, by zagwarantować naszym partnerom zupełnie nową jakość usług – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu, Customer Strategy&Applied w Deloitte Digital CE.

W ofercie Deloitte Digital i Medallia znajdzie się wsparcie firm w zarządzeniu i analizowaniu ogromnej ilości danych dotyczących polskich konsumentów i ich opinii na temat produktów poszczególnych marek. Dodatkowo, firmy pragną pomóc przedsiębiorcom skierować ludzi, procesy i technologie na odpowiednią drogę biznesową, która doprowadzi do długoterminowych i trwałych zmian.

Od spostrzeżeń do strategii

Z raportu „From disparate signals to transformative action” wynika, że relacja marka-konsument zyskała na znaczeniu podczas pandemii, kiedy interakcje przeniosły się w jeszcze większym stopniu do Internetu. 84 proc. badanych dyrektorów marketingu twierdzi, że klienci zaczęli przywiązywać większą wagę do jakości cyfrowych doświadczeń.

– Konsumenci nie tylko oczekują odpowiedzi na swoje bieżące potrzeby, ale liczą również na to, że ich opinie będą brane pod uwagę w procesie tworzenia kolejnych produktów i usług. Deklaruje tak aż 82 proc. respondentów, którzy wzięli udział w naszym najnowszym badaniu. Dlatego też szczegółowo analizujemy potrzeby klientów, aby dostarczać im spersonalizowane rozwiązania, w jak najszybszym czasie. Uważam, że doświadczenie klienta staje się najważniejszą częścią strategii marki i wyznacznikiem nowych wartości – mówi Jan Michalski, partner, lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

Przełożenie różnorodnych sygnałów na spójne i satysfakcjonujące doświadczenia klienta może być dla organizacji ogromnym wyzwaniem. 80 proc. konsumentów podejmuje jednak decyzje o zakupie danego produktu w oparciu o emocjonalną więź z marką. Dlatego firmy, które dbają o jak najlepszą jakość obsługi klienta, odnotowują pięciokrotnie większy wzrost przychodów od firm, które tego nie robią.

– Jako światowy lider w zakresie rozwiązań zarządzania doświadczeniami klientów, cieszymy się z nawiązania bliskiej współpracy z Deloitte Digital w Polsce i regionie Europy Środkowej. Połączenie możliwości naszej platformy z potencjałem doradczym naszego Partnera pozwoli nam skuteczniej wspierać klientów w obszarze cyfrowej transformacji zbierania i analizowania doświadczeń klienta – mówi Ryszard Regucki, senior alliance manager CEE, Medallia.

Globalna współpraca firmy Medallia i Deloitte Digital rozpoczęła się w 2015 r. Od tego czasu firmy zrealizowały wspólne projekty m.in. w USA, Niemczech, Rosji, Hiszpanii, Szwajcarii.

Nowa marka na rynku wynajmu pojazdów. EFL i Grupa DBK tworzą TRUCK CARE

Europejski Fundusz Leasingowy (EFL), Grupa DBK oraz TRUCK CARE (dawna HAMA Polska) poinformowali o wprowadzeniu na rynek nowej marki wynajmu pojazdów użytkowych. Od dnia 18 maja 2021 roku wynajem szerokiej gamy pojazdów, w tym ciągników siodłowych, samochodów dostawczych czy naczep, będzie oferowany klientom pod nową marką – TRUCK CARE. Taki krok pozwoli na ujednolicenie oferty w ramach całej rodziny produktów Grupy Credit Agricole.

Nowy gracz na rynku powstał po przejęciu w maju 2020 roku przez EFL (należący do Grupy Credit Agricole) 70 proc. udziałów w HAMA Polska (należącej do Grupy DBK).

Do tej pory HAMA Polska oferowała wynajem pojazdów użytkowych pod marką DBK Rental, która od 18 maja 2021 roku będzie działała jako TRUCK CARE (www.truckcare.pl). Spółka oferuje wynajem szerokiej gamy pojazdów, w tym ciągników siodłowych, pojazdów ciężarowych, dostawczych, naczep, przyczep oraz pojazdów specjalistycznychObecnie flota TRUCK CARE liczy ponad 3700 pojazdów wiodących marek takich, jak: DAF, MAN, IVECO, Volvo, Mercedes-Benz, Scania, Kögel, Schmitz, Krone czy Renault. TRUCK CARE to nowy wymiar wynajmu (https://media.efl.pl/presskit/1917432)

Nowa marka zgodnie ze swoją strategią TOTAL CARE nie wynajmuje tylko pojazdów, wynajmuje opiekę!

–  Otwieramy nowy rozdział w rozwoju naszej oferty wynajmu i zyskujemy nowe możliwości realizacji ambitnych celów, w tym przede wszystkim wzbogacania i powiększania naszej floty. Marka TRUCK CARE łączy wsparcie finansowe Grupy EFL, kompleksowy wynajem pojazdów użytkowych i szeroki zakres usług, jakich potrzebuje branża TSL. Wykorzystujemy siłę sieci Grupy DBK oraz doświadczenie EFL, by wzmacniać relacje z naszymi klientami i pozyskać nowych partnerów – powiedział Łukasz Chyliński, Prezes Zarządu TRUCK CARE sp. z o.o.

–  Przed nami długofalowy i stabilny rozwój floty oraz wejście w nowe segmenty rynku wynajmu pojazdów użytkowych w Polsce. Od kilku lat obserwujemy wzrost zainteresowania tym rodzajem finansowania, który teraz, w dobie pandemii, jeszcze bardziej zyskał na znaczeniu. Rozszerzenie naszej oferty o to rozwiązanie jest tym, czego oczekują nasi klienci. Liczna sieć punktów, 25-letnie doświadczenie i kompleksowa oferta dla branży były kluczowymi argumentami stojącymi za wyborem Grupy DBK na naszego partnera. Obecnie intensywnie pracujemy nad najlepszym modelem obsługi jak najszerszej grupy firm, a w następnych etapach planujemy rozpocząć współpracę z kolejnymi producentami pojazdów użytkowych – tłumaczy Radosław Woźniak, Prezes Zarządu EFL.

Odwrót od dolara. Przecena bitcoina

Amerykański dolar po raz kolejny miał wyraźnie słabszy dzień. Nastroje na rynkach wyraźnie pokazują, że inwestorzy nie są szczególnie zainteresowani inwestycją w dolara, pomimo tego, że staje się ona potencjalnie coraz atrakcyjniejsza.

Dolar najsłabszy od stycznia

Po ostatnich przecenach dolar był dzisiaj najtańszy od stycznia tego roku. Analitycy nie są zgodni, co do powodów tak dużej przeceny. Wczorajsze dane z rynku nieruchomości były słabsze od oczekiwań, ale warto nadmienić, że oczekiwania były mocno wyśrubowane. Obecnie podstawowym tematem w dyskusji w sprawie dolara wydaje się być kwestia tego, że FED podejmie działania, czy wciąż będzie się starał przeczekać inflację. Z punktu widzenia gospodarki wyższa inflacja i słaba waluta może wydawać się dobrą strategią na ucieczkę do przodu. Z drugiej strony podwyżka stóp procentowych mogłaby ustabilizować zarówno ceny, jak i kurs dolara.

Kryptowaluty znów w odwrocie

Tym razem czarnym charakterem są Chiny. To właśnie tam pojawił się zapis zakazujący instytucjom finansowym wyrażać cen produktów i usług w kryptowalutach. Kolejne ograniczenia stosowania tych instrumentów oraz przypominanie, że to nie waluta a instrument spekulacyjny/inwestycyjny (wybrać odpowiednie w zależności od własnego nastawienia). W rezultacie znów byliśmy świadkami przeceny. Bitcoin, który jeszcze kilka tygodni temu notował kolejne maksima, obecnie po raz kolejny nurkuje. Tym razem przebił ważną granicę 40 000 USD. Spadki od szczytów o niemal 40% wydają się na wielu rynkach niemożliwe do odrobienia. Tutaj musimy pamiętać, że na tym samym poziomie co dzisiaj, byliśmy jeszcze w lutym, co świadczy o tempie zmian.

Inflacja na Wyspach

Od wzrostu cen nie uciekli też mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Dzisiejsze dane pokazały wzrost o 1,5%, co jest mniej więcej równe oczekiwaniom, ale również o 0,8% większe od odczytu miesiąc temu. Jak widać, problem rosnących cen pojawia się w kolejnych krajach, co nie jest zaskoczeniem dla analityków. W przypadku Wielkiej Brytanii nie są to jednak poziomy, które powodowałyby na razie wzmożoną dyskusję o podnoszeniu stóp procentowych. Funt jest po tych danych relatywnie stabilny, aczkolwiek należy wziąć pod uwagę, że wczoraj po przyzwoitych odczytach z rynku pracy inwestorzy wyraźnie sprzedawali brytyjską walutę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kinga Hanna Stachowiak rezygnuje z funkcji Wspólnika Zarządzającego w Kancelariach Prawnych Skarbiec

Z dniem 24 marca 2021 r. Kinga Hanna Stachowiak zrezygnowała z funkcji wspólnika zarządzającego w warszawskich kancelariach prawnych Skarbiec – lidera na polskim rynku w powoływaniu i zarządzaniu międzynarodowymi strukturami holdingowymi oraz doradztwie prawno-podatkowym, których była współzałożycielem odpowiedzialnym za rozwój biznesowy oraz zarządzanie obszarami marketingu, PR, administracji i finansów. Na dzień dzisiejszy, pozostaje w Grupie Skarbiec jako wspólnik oraz członek zarządu w spółce Skarbiec Corporate Services sp. z o.o., zajmującej się prowadzeniem finansów, księgowości, kadr i płac.

Kinga Hanna Stachowiak z Kancelarią Prawną Skarbiec była związana od samego początku, czyli od 2007 roku, jako jej współzałożycielka, udziałowiec i partner zarządzający. Stworzyła i wdrożyła unikalny model biznesowy, pozwalający na dotarcie z ofertą i pozyskiwanie klientów drogą internetową, niestandardowymi, pionierskimi metodami, na wzór rozwiązań znanych w amerykańskich, brytyjskich i australijskich kancelariach prawnych.

W chwili obecnej Kancelaria Prawna Skarbiec jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych marek wśród kancelarii prawnych w Polsce. Logo Kancelarii oraz strona www, pojawia się na czołowych miejscach w wyszukiwarkach internetowych pod frazami związanymi z doradztwem prawnym i podatkowym. Stworzyła markę osobistą współtwórcy Kancelarii r.pr. Roberta Nogackiego, która do dnia dzisiejszego kojarzona jest z ekspercką wiedzą prawną i podatkową oraz niezłomną postawą w walce z nadużyciami aparatu skarbowego i szerzej administracji państwowej. Zgodnie z przyjętą na samym początku strategią komunikacji oraz ustalonym modelem zarządczym.

Kancelaria Prawna Skarbiec w szczytowych okresach zatrudnia ponad 60 specjalistów i współpracuje z ponad 100: kancelariami prawnymi, bankami, audytorami i księgowymi z całego świata. Struktura organizacyjna Kancelarii pozwala w sposób efektywny i naturalny czerpać z kompetencji pracujących w niej prawników, doradców podatkowych, ekonomistów, specjalistów ds. marketingu i administracji. Natomiast zagregowanie w jednym centralnym miejscu wiedzy i doświadczenia poszczególnych osób, tworzy nie tylko podstawę do wielopłaszczyznowego spojrzenia na problem, ale pozwala również określić jednoznacznie odpowiedzialność za przekazywane Klientom rekomendacje. Kinga Hanna Stachowiak, jako wspólniczka zarządzająca zbudowała wysoce wykwalifikowany zespół specjalistów, którzy potrafili odnaleźć się w obszarach praktycznie nieeksplorowanych w polskiej rzeczywistości prawnej. Dzięki temu Kancelaria Prawna Skarbiec mogła zrealizować swoją koncepcję marketingową. Na gruncie zarządczym, opracowała i wdrożyła odpowiedni podział zadań i kompetencji w Kancelarii, umożliwiający zarządzanie wszystkimi procesami biznesowymi wspierającymi świadczenie usług doradczych. W efekcie, Klienci Kancelarii otrzymują usługę kompleksową i komplementarną, złożoną z wielu elementów różnych gałęzi prawa, ekonomii, zarządzania i planowania strategicznego, która jest jednocześnie zaprezentowana w sposób syntetyczny, zrozumiały i scentralizowany, jak w najlepszych butikowych kancelariach na świecie. Dla jeszcze lepszej obsługi i dbałości o interesy klientów Kancelaria zrezygnowała z outsourcingu części usług firm zewnętrznych, otwierając swoje własne biura na Malcie i na Cyprze.

Dziś Kancelaria Prawna Skarbiec to rozbudowana, prężnie działająca grupa spółek: Kancelaria Prawna „Skarbiec” R. Nogacki Sp. k., Kancelaria Prawna „Skarbiec” Plus Robert Nogacki Sp.k., Kancelaria Prawna „Skarbiec” Biznes Robert Nogacki Sp.k. i Skarbiec Corporate Services Sp. z o.o., które są  największym na rynku dostawcą publikacji prawniczych. W 2013 r. Kancelaria opublikowała 1768 artykułów i komentarzy, które ukazały się w największych polskich tytułach – zarówno w prasie jak i w Internecie. Dzięki konsekwentnej strategii marketingowej od 2011 r. liczba publikacji i materiałów w mediach ogólnopolskich autorstwa Kancelarii wzrosła o 62%. W 2020 r. do Kancelarii zgłosiło się ponad 2000 potencjalnych klientów, a obecnie Grupa obsługuje ponad 700 aktywnych podmiotów, legitymując się doświadczeniem w zarządzaniu kilkuset międzynarodowymi strukturami holdingowymi o łącznej wartości aktywów ponad 2,5 mld zł.

W 2012 r. Kinga Hanna Stachowiak dołączyła do prestiżowego klubu przedsiębiorcówBusiness Centre Club – największej w kraju organizacji pracodawców indywidualnych. Jest laureatką licznych nagród i wyróżnień dla najbardziej przedsiębiorczych i wpływowych kobiet w Polsce: Top Polish Brands 2020, Menedżerowie roku 2013 i 2017, 100 Kobiet Biznesu 2014, czy Perły Polskiego Biznesu 2012 i 2014. Pod Jej zarządem Kancelaria i r.pr. Robert Nogacki w każdym roku zostawali laureatami prestiżowych nagród i wyróżnień, przyznawanych przez kapituły konkursowe zarówno w kraju jak i za granicą.

Kinga Hanna Stachowiak, równolegle z pełnieniem funkcji zarządczych w Kancelarii, uczestniczy w projektach inwestycyjnych (m.in. giełdy papierów wartościowych, FOREX) oraz inwestycjach w nieruchomości, realizowanych dla takich firm, jak: Taurus Development Limited i Oppenheimer & Rochefoucauld Real Estate LLP oraz rozwija biznesowo spółki: Taurus Development Holding Sp. z o.o., Taurus Development Holding 2 Sp. z o.o., Beauchamp Properties Sp. z o.o., Diamdel sp. z o.o. oraz Fleming Financial Sp. z o.o. Wszystkie te przedsięwzięcia stanowią grupę spółek działających zarówno na rynku nieruchomości mieszkaniowych, jak i komercyjnych.

„Korzystając z okazji chciałabym podziękować za profesjonalizm i wysokie standardy etyki zawodowej Kontrahentom, Partnerom biznesowym oraz moim Pracownikom i Współpracownikom. Byliście dla mnie inspiracją i motywacją do nieustannego rozwoju. To dzięki Wam mogłam skutecznie mierzyć się z zadaniami i wszelkimi wyzwaniami. Jeszcze raz serdecznie Wszystkim dziękuję, życząc samych sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym” – napisała w swoim oświadczeniu Kinga Hanna Stachowiak.

Eszter Salamon dołącza do GTC jako dyrektor ds. transakcji

  • Jako dyrektor ds. transakcji, Eszter Salamon będzie odpowiadać za transakcje nieruchomościowe na wszystkich rynkach GTC, w tym w Polsce.
  • Nominacja Eszter pozwoli firmie pomyślnie realizować planowane transakcje na dużą skalę w Europie Środkowo-Wschodniej.

GTC powołało Eszter Salamon na stanowisko dyrektor ds. transakcji. Jej wybitna, dogłębna znajomość branży oraz bogate doświadczenie w zakresie nieruchomości i operacji finansowych pobudzą optymalizację oraz rozwój celów firmy. Z Eszter jako członkiem zespołu, deweloper liczy na płynną realizację zbliżających się transakcji na dużą skalę, które są planowane na rynkach operacyjnych firmy.

Eszter Salamon jest pełnoprawną ekspertką w dziedzinie finansów i transakcji z ponad 20 letnim doświadczeniem zdobytym w międzynarodowych firmach. Przed dołączeniem do GTC, Eszter pełniła funkcję dyrektor ds. zarządzania nieruchomościami w OTP Real Estate Fund Management Zrt., jednej z największych firm zarządzającymi funduszami nieruchomościowymi na Węgrzech. W ramach codziennych obowiązków, Eszter Salamon odpowiadała za zarządzanie aktywami w portfelu funduszy o wartości ponad 1000 mln euro, a także za realizację dużych transakcji w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej.

Podczas kryzysu związanego z pandemią COVID-19, Eszter z zaangażowaniem kierowała swoim działem, obsługując należności czynszowe i wnioski najemców tak, aby poziom pustostanów w portfelu OTP utrzymywał się na niskim poziomie. Wcześniej zajmowała różnorodne stanowiska kierownicze, związane z zarządzaniem finansami w bankach CIB i MKB na Węgrzech. Do jej obowiązków należało finansowanie biurowców klasy A oraz wspieranie transakcji sprzedaży wielofunkcyjnych obiektów na dużą skalę wraz z partnerami zewnętrznymi. W trakcie kariery zawodowej Eszter, silne zaplecze finansowe oraz dogłębna znajomość branży pozwoliły jej doskonalić się w negocjacjach z firmami deweloperskimi, a także finalizować transakcje fuzji i przejęć o wartości 60-220 milionów euro z największymi firmami międzynarodowymi.

To duża przyjemność, gdy tak wszechstronna specjalistka jest gotowa podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, aby osiągnąć wspólne cele. Cieszę się, mogąc powitać Eszter jako nową dyrektorkę ds. transakcji w GTC. W obliczu planowanych na różnych rynkach transakcji, jestem przekonany, że wiedza Eszter na temat nieruchomości w połączeniu z doskonałymi umiejętnościami z zakresu operacji finansowych sprawią, że sukcesy GTC przekroczą nasze oczekiwania” – mówi Yovav Carmi, Prezes Zarządu GTC. 

Eszter Salamon ukończyła Wydział Finansów i Wyceny Przedsiębiorstw z tytułem magistra ekonomii na Uniwersytecie Corvinus w Budapeszcie.

W trakcie mojej kariery zawodowej zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy – w nieruchomościach najważniejsze są profesjonalizm i sprawna współpraca w zespole. Dołączając do GTC, chciałbym, aby moje doświadczenie stanowiło wkład do imponującej puli talentów ekspertów GTC ds. rozwoju. Wierzę, że razem będziemy realizować strategię rozwoju Grupy w kierunku stałego, długoterminowego wzrostu na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej” – komentuje Eszter Salamon, dyrektorka ds. transakcji w GTC.

GTC zrealizowało ostatnio kilka kluczowych transakcji na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Deweloper powiększył swoje węgierskie portfolio, inwestując 160 mln euro w zakup dwóch nieruchomości biurowych w Budapeszcie: Ericsson Headquarters i Siemens Evosoft Headquarters. Wcześniej, GTC nabyło nowy biurowiec w Budapeszcie, Váci Greens D. Transakcja została częściowo sfinansowana z zielonych obligacji wyemitowanych w 2020 roku, zgodnie ze strategią Grupy, zakładającą inwestowanie w zrównoważony portfel budynków komercyjnych zlokalizowanych w stolicach Europy Środkowo-Wschodniej.

Inżynierowie IT z Gliwic docenieni na rynku brytyjskim oraz przez amerykański portal branżowy dla sektora B2B

Branżowe stowarzyszenie globalnego sektora outsourcingowego Global Sourcing Association’s wyróżniło gliwickie przedsiębiorstwo technologiczne Future Processing za najlepszą odpowiedź na pandemię COVID-19. Z kolei w dorocznym rankingu serwisu Clutch, wiodącej amerykańskiej platformy ocen i recenzji usług w sektorze B2B, firma znalazła się znalazło się w czołowej dziesiątce wśród stu najlepszych polskich przedsiębiorstw specjalizujących się w usługach programistycznych, konsultingu w chmurze i testowaniu aplikacji. 

W ostatnich miesiącach FP notuje stabilnie rosnący popyt na swoje usługi ze wszystkich krajów, w których ma klientów, w tym z Wielkiej Brytanii. Według prognoz rynek oprogramowania w latach 2021-2025 odnotuje skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) od kilku do kilkunastu procent. W przypadku rynku brytyjskiego szacuje się go na 5,8 proc., co oznaczałoby osiągnięcie wartości ok. 24 mld GBP w 2025 roku.

800 osobowy zespół przechodzi na pracę zdalną

Wiosną 2020 roku, po pojawieniu się zagrożenia ze strony Covid-19, zarząd gliwickiej spółki podjął decyzję o całkowitym przejściu pracy firmy na tryb zdalny. Całą operację dla 800 osobowego zespołu pracowników zrealizowano w ciągu 24 godzin. Podjęto także szereg działań w kontekście bezpieczeństwa pracowników m.in. powołany został specjalny zespół covidowy, którego zadaniem jest odpowiednie reagowanie na zgłoszenia zachorowania wśród pracowników.

W przypadku Global Sourcing Association’s (GSA) doceniono nas w kategorii Strategic Sourcing Awards za wdrażanie mierzalnych czynników, podejście „ludzie przede wszystkim” oraz aspekt CSR. Jesteśmy dumni, że mogliśmy zapewnić naszym klientom i pracownikom spokój w czasach, którym towarzyszy niepewność. Poczucie stabilizacji jest obok wzajemnego zaufania jedną z największych wartości obecnej rzeczywistości. W FP od lat w ten sposób podchodzimy do biznesu, który możemy dynamicznie rozwijać dzięki dobrym relacjom z klientami, opartymi właśnie na zaufaniu. Taka droga procentuje – komentuje Michał Grela, Field Manager w Future Processing.

W 2020 roku gospodarki większości krajów świata zanotowały ujemny wzrost, czego bezpośrednią przyczyną była pandemia koronawirusa. Po krótkotrwałym okresie niepewności odnotowano powrót na ścieżkę stabilnie rosnącego popytu na ofertę usług FP ze wszystkich krajów pochodzenia naszych klientów. Zakres i specyfika funkcjonowania branży IT pozwoliły zatem na uniknięcie negatywnych skutków recesji gospodarczej. Równolegle konieczność ograniczenia kontaktów bezpośrednich w dobie pandemii potwierdziła zasadność działań podejmowanych zarówno przez sektor prywatny, jak i publiczny w kierunku cyfryzacji wielu obszarów. Ten fakt może stać się szansą rozwojową dla firm z branży IT także w bieżącym roku. Według wielu prognoz rynek oprogramowania odnotuje w latach 2021-2025 skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) na poziomie od kilku do kilkunastu procent. W przypadku rynku brytyjskiego szacuje się go na 5,8 proc., co oznaczałoby osiągnięcie wartości ok. 24 mld GBP w 2025 roku. Kwietniowy odczyt wskaźnika usługowego PMI dla UK 60,1 punktów (80 miesięczne maksimum) potwierdza swoisty pozytywny szok popytowy, który w naszej opinii będzie również widoczny zakupach rozwiązań IT – komentuje dr Rafał Żelazny, Risk&Finance Manager w Future Processing.

Potencjalni klienci patrzą na Clutch

Przy opracowywaniu rankingu Clutch ocenie poddane zostały firmy z całej Polski. Ich zespoły specjalizują się w tworzeniu oprogramowania na zamówienie, aplikacji mobilnych, sztucznej inteligencji, a także w rozwoju e-commerce oraz w innych wykwalifikowanych usługach IT. Do przygotowania zestawienia wykorzystano zweryfikowaną przez serwis historię dostarczania klientom wysokiej jakości produktów, pozytywnych (również zweryfikowanych) recenzji klientów, a także zakres oferowanych usług. Warunkiem udziału w rankingu jest posiadanie konta na platformie Clutch.

– Z Clutch miesięcznie korzysta ponad pół miliona firm z całego świata, zarówno tych kupujących, jak i sprzedających usługi. Dzięki niej mają ułatwiony dostęp do wiarygodnych informacji rynkowych, co pomaga w podejmowaniu decyzji biznesowych. Wyróżnienie, którego fundamentem są de facto opinie naszych klientów, to najlepsza rekomendacja dla firm, które szukają partnerów do współpracy. Po raz kolejny zostaliśmy sklasyfikowani w czołówce polskiego sektora IT, co jest podkreśleniem naszej rzetelności i silnej pozycji – podkreśla Tomasz Hanke, Lead Generation Manager.

Ekstraklasa z zarządem na nową kadencję

Rada nadzorcza Ekstraklasy S.A. jednogłośnie powołała zarząd na kolejną kadencję. Ligową spółką przez najbliższe trzy lata będą dalej zarządzali Marcin Animucki jako prezes i Marcin Mastalerek jako wiceprezes. Nowa kadencja rozpocznie się z dniem 1 lipca br.

Dziękuję zarządowi za dotychczasową pracę, konsekwentny rozwój spółki Ekstraklasa w obszarze komercyjnym oraz sprostanie wielkim wyzwaniom związanym z pandemią i cieszę się, że będzie miał możliwość kontynuacji swojej misji w kolejnej kadencji. Słowa podziękowania kieruję także do całej rady nadzorczej oraz władz klubów, szczególnie za dobrą i konstruktywną współpracę, która w tym trudnym okresie wymagała od nas wszystkich mądrych decyzji i kompromisów. Wierzę, że dzięki tym doświadczeniom w przyszłości będziemy mogli jeszcze lepiej współpracować w interesie całej polskiej piłki klubowej – powiedział przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasa S.A., Dariusz Mioduski, prezes Legii Warszawa. 

Ekstraklasa zakończyła sezon 16 maja br., w pełni wywiązując się z umów z partnerami marketingowymi i mediowymi. Jedocześnie, w okresie pandemii ligowa spółka zwiększyła swój międzynarodowy zasięg podpisując umowy międzynarodowe zapewniające obecność transmisji rozgrywek PKO Bank Polski Ekstraklasy w 17 krajach. Kontynuowała także rozwój technologiczny, m.in. wokół własnej platformy OTT – Ekstraklasa.TV, dającej dostęp do meczów live nawet w odległych zakątkach świata.

– Zakończyliśmy właśnie niezwykle trudny sezon, rozgrywany w całości w warunkach pandemii. Dzięki bliskiemu współdziałaniu z klubami i ogromnej dyscyplinie w ramach ligi, a także dobrej współpracy z PZPN, rządem oraz wymianie wiedzy na poziomie międzynarodowym, możemy świętować nie tylko zakończenie rozgrywek w terminie, ale cieszyć się też, że wyszliśmy z tego okresu wzmocnieni i zjednoczeni w wielu wymiarach. To bardzo wartościowe doświadczenie dla wszystkich i doskonała baza do dalszej pracy na rzecz rozwoju ligi i całego futbolu. W imieniu zarządu dziękuję radzie nadzorczej za zaufanie i mandat na kolejną kadencję, a także wsparcie, którego udzieliła nam w wielu projektach. Dziękuję także wszystkim naszym akcjonariuszom, klubom i PZPN, za wspólny wysiłek w ostatnim sezonie oraz ciągłą gotowość do współpracy i podejmowania wyzwań, których nie brakowało. Dzięki temu wykorzystaliśmy wiele szans i kończymy ten sezon bogatsi o doświadczenie, które będziemy mogli wykorzystać dla dalszego rozwoju ligi w kolejnych latach – komentuje Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasy.

Marcin Animucki kieruje Ekstraklasą od 2017 r. Wcześniej przez pięć lat zajmował stanowisko wiceprezesa ligowej spółki. Zasiada także w zarządzie European Leagues – organizacji zrzeszającej najważniejsze profesjonalne ligi europejskie – niedawno został wybrany na drugą kadencję. Od 2020 r. jest też członkiem Grupy Roboczej UEFA/European Leauges ds. Rozwoju Biznesowego, w ramach której aktywnie działa na rzecz technologicznego rozwoju lig europejskich. Marcin Animucki jest specjalistą w dziedzinie zarządzania organizacjami sportowymi oraz sprzedaży sportowych praw mediowych i marketingowych.

Marcin Mastalerek z Ekstraklasą jest związany od 2018 r. Odpowiada w niej za komunikację w zakresie public affairs oraz społeczno-wizerunkową. Zajmuje się też kwestiami związanymi z bezpieczeństwem i współpracą z rządem, samorządami oraz klubami w zakresie budowy infrastruktury na potrzeby rozwoju młodzieżowej piłki nożnej.

Krytyka Fed-u

Dziś wieczorem poznamy minutki FOMC. Tym razem nie będzie konferencji prasowej prezesa Jeromego Powella.  Rynek będzie interpretował jedynie protokół po posiedzeniu. Zaskoczeń raczej nie powinniśmy się spodziewać. Retoryka Fed-u jest jasna i czytelna. Rezerwa Federalna prawdopodobnie nie ugnie się nawet krytyce znanego ekonomisty Lawrenca Summersa.

Summers, który w latach 1999-2001 pełnił funkcję sekretarza skarbu w Stanach Zjednoczonych w gabinecie prezydenta Clintona, w ostatnim czasie dość mocno krytykuje, jego zdaniem, zbyt luźne podejście Fed-u do inflacji.  Po zaskakująco wysokich odczytach kwietniowych kilkukrotnie już alarmował.  Wg ekonomisty inflacja przyspiesza szybciej nawet od jego wcześniejszych prognoz. Podkreśla również, że obawy Fed-u o rynek pracy są bezpodstawne i nie podziela zdania, że mamy do czynienia z zastojem siły roboczej.

Tymi komentarzami Summers jeszcze bardziej podsycił obawy inwestorów związane ze wzrostem inflacji. EURUSD testuje aktualnie poziom 1,2240. Tym samym główna para walutowa jest najwyżej od lutego. Sforsowanie tego obszaru otwiera drogę do 1,2340 (styczniowy szczyt). Mamy zatem 100 pkt. przestrzeń do wzrostów. Jeśli  Fed w środowisku wysokiej inflacji pozostawi stopy na niezmienionym poziomie (oraz nie zredukuje poziomu skupu aktywów) będzie osłabiać siłę nabywczą waluty, co w konsekwencji będzie potęgować jej dalszą deprecjację.

Nie ulega wątpliwości, że aby móc stwierdzić, czy obecnie wysokie poziomy inflacji są jedynie tymczasowym zjawiskiem, należy obserwować rozwój na rynku pracy. Członkowie FOMC odwołują się do wskaźnika stopy bezrobocia (6,1 proc.), który to nadal utrzymuje się na wyższym poziomie w porównaniu do okresu przed pandemią. Do tego mamy umiarkowaną presję płacową.

Spójrzmy zatem na rynki finansowe dziś o godz. 20:00. Wczorajsza sesja na Wall Street nie należała do najlepszych. Dow Jones stracił 0,78 proc., S&P500 znalazł się pod kreską (-0,85 proc.) a technologiczny NASDAQ spadł o 0,72 proc. Spoglądając na wykres indeksu przemysłowego widać, jakby korekta (rozpoczęta 10 maja) cały czas była w fazie rozwoju. Z kolei benchmark grupujący spółki technologiczne nie zdołał przełamać poziomu 13 400 pkt., od którego wczoraj dynamicznie odpadł. Nie wróży to najlepiej.

EURPLN cały czas znajduje się blisko 4,52. Nieco poniżej znajduje się ważne techniczne wsparcie, które jest w tym momencie kluczowe dla pary walutowej. W przypadku dobrych nastrojów na globalnych rynkach, możliwe jest przełamanie tego obszaru, co zwiększałoby szanse na zejście do 4,47, gdzie mamy minima z początku lutego. Jeśli jednak spadki na giełdach utrzymają się, większe prawdopodobieństwo wzrostu kursu tej pary walutowej. Stosunkowo dobrze zachowuje się nasz główny indeks WIG20. Kontrakt PL20 (oparty o polski benchmark) znajduje się aktualnie na poziomie 2118 pkt. co oznacza, że obóz byków jest ofensywie i utrzymuje kontrakt najwyżej od wybuchu pandemii.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Badanie GfK: Przeciętny Polak w ciągu roku robi zakupy FMCG w 20 różnych sieciach

Podczas zakupów produktów FMCG rzadko przywiązujemy się do konkretnej sieci. Aby to zmienić, najwięksi detaliści mocno rozwijają programy lojalnościowe, wśród których coraz większą rolę odgrywają aplikacje. Takie dane płyną z najnowszych badań opracowanych przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Lojalność mierzona przez GfK opiera się na procencie wydatków na dobra FMCG, które konsumenci ponoszą w danej sieci, w relacji do całości wydatków poniesionych we wszystkich kanałach zakupowych (poczynając od sklepów specjalistycznych, poprzez sklepy spożywcze, hipermarkety, supermarkety, dyskonty, aż po internet) przez tych samych nabywców.

Okazuje się, że tylko niewielka grupa konsumentów koncentruje swoje wydatki wokół jednej sieci. Trudno jednak się temu dziwić, ponieważ w Polsce znajduje się aż 140 tysięcy sklepów oferujących produkty FMCG, a przeciętny Kowalski w ubiegłym roku – pomimo pandemii – zrobił zakupy 325 razy, odwiedzając średnio aż 20 różnych sieci. Przy takiej konkurencji i częstotliwości zakupów, utrzymanie lojalności jest ogromnym wyzwaniem – tłumaczy Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Biedronka królową lojalności

Z badań GfK wynika, że wśród sieci działających na polskim rynku, największą lojalnością konsumentów może się pochwalić Biedronka (30,4%). Na kolejnych miejscach w zestawieniu znalazły się Lidl (12,8%), Dino (11,2%). Są to sieci, których sklepy znajdują się blisko domu, co wpływa na dużą liczbę odwiedzin. Z drugiej strony wymienione sieci mocno dbają o kompleksowy asortyment w przystępnej cenie. – Obecnie mówimy o dużej wadze tzw. „one-stop-shoppingu”, czyli kompleksowych zakupów w jednym miejscu, które zwiększają poczucie bezpieczeństwa kupujących poprzez ograniczenie kontaktu z innymi. W dobie pandemii odgrywało i wciąż odgrywa to ogromną rolę – wyjaśnia Michał Maksymiec.

W przypadku samych regularnych klientów, tzw. heavy shopperów (20% nabywców, którzy odpowiadają za największą wartość w danej sieci) przewaga Biedronki nad konkurencją jest jeszcze większa. Sieć należąca do koncernu Jeronimo Martins uzyskała w 2020 roku współczynnik lojalności na poziomie 57,3% i znacznie wyprzedziła Dino (36,1%) oraz Lidla (35,6%).

Aplikacje receptą na utrzymanie klientów

Aby utrzymać lojalność klientów, niemal wszystkie popularne sieci wprowadziły do swojej oferty programy lojalnościowe, które dotychczas opierały się przede wszystkim na kartach. Dziś, ze względu na powszechną obecność smartfonów, coraz popularniejsze stają się aplikacje, gdzie standardem stają się powoli m.in. płatności mobilne, a nawet zindywidualizowane oferty promocyjne – Aplikacja jest dziś absolutnym must have każdego detalisty, który chce utrzymać swojego klienta. Nie wolno jednak zapominać, że wśród konsumentów wciąż istnieje spora grupa osób wykluczonych cyfrowo, których nie można pominąć w swojej kampanii. Aplikacja powinna być więc obowiązkowym uzupełnieniem do standardowych, analogowych narzędzi – podkreśla Michał Maksymiec.

O rosnącej popularności aplikacji świadczą twarde liczby. Z badań GfK wynika, że w 2020 roku 59% nabywców, podczas zakupów produktów FMCG korzystało z aplikacji sieci spożywczych lub chemiczno-kosmetycznych. Wśród wszystkich osób korzystających z aplikacji, największy odsetek – 58% – deklaruje posiadanie narzędzia sieci Lidl (Lidl Plus) a ponad 50% wskazań otrzymał Rossmann (Rossmann Club).

Pandemia zmieniła nasze zakupowe nawyki

Zdaniem Michała Maksymca na wskaźniki lojalności wśród nabywców w najbliższym czasie z pewnością duży wpływ będzie miała pandemia i to czy w najbliższych miesiącach wrócimy do normalnego funkcjonowania, bez silnych obostrzeń sanitarnych.

Pandemia znacząco wpłynęła na nasze zachowanie podczas zakupów. Sklepy odwiedzamy znacznie rzadziej, ale jednorazowo kupujemy więcej. Częściej udajemy się także do sklepów w pobliżu miejsca zamieszkania. Ciągłe zmiany w sposobie robienia zakupów z pewnością nie ułatwiają zadania detalistom – podsumowuje dyrektor w Panelu Gospodarstwo Domowych GfK Polonia.

Rynek nieruchomości zaczyna się przegrzewać

Od stycznia do marca 2021 roku w serwisie Otodom opublikowano prawie 25% więcej ogłoszeń dotyczących sprzedaży mieszkań niż w analogicznym okresie 2020 roku. Z kolei na Domiporta liczba takich ofert zwiększyła się o blisko 12%, a w OLX – o 8%. Natomiast na portalu RynekPierwotny.pl nastąpił spadek o niespełna 0,7%. Do tego wszystkie wymienione podmioty miały mniej anonsów dotyczących sprzedaży domów niż wcześniej, spadki wyniosły od ponad 3,5% do niemal 21%. Potencjalni kupcy musieli też przygotować się na większe wydatki niż w ubiegłym roku.

Wybór z sieci

W serwisie Otodom w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku opublikowano prawie 25% więcej ogłoszeń mieszkań na sprzedaż niż w analogicznym okresie 2020 roku. Na Domiporta liczba takich propozycji wyniosła 74 430, a rok wcześniej – 66 486, co oznacza skok o blisko 12%. Z kolei w OLX wzrost w relacji rocznej wyniósł 8%, z 25 161 do 27 174 nowych ogłoszeń. W przypadku portalu RynekPierwotny.pl, gdzie zamieszczane są oferty deweloperów, pozyskano w pierwszym kwartale br. 16 320 mieszkań. To o 110 lokali mniej niż od stycznia do marca ub.r.

– Sytuacja z takimi ogłoszeniami jest trochę sztucznie nakręcana i w zasadzie nie odzwierciedla tego, co się dzieje na rynku. Jest to pewne przekłamanie Internetu z racji tego, że właściciel nieruchomości zgłasza to samo mieszkanie do kilku lub kilkunastu agencji. Robi tak, żeby uzyskać lepszą cenę albo nawet organizuje licytację. To powoduje, że mamy przyrost ogłoszeń. Sprawę można zweryfikować przez system MLS, gdzie są oferty na wyłączność – komentuje Wojciech Kuc, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Podobnego zdania są inni eksperci. Jak stwierdza Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, na podstawie samej liczby zamieszczonych ogłoszeń można wyciągnąć fałszywe wnioski. Część propozycji z pewnością się powtarza. Jednak ekspert zaznacza, że nastąpił istotny wzrost liczby takich publikacji. Niemniej kumulacja tego zjawiska miała miejsce w październiku ubiegłego roku. I później już stopniowo zaczęło się to zmniejszać.

– Podobna sytuacja była w latach 2007-2008. Rynek, obejmujący mieszkania, domy i działki budowlane, był mocno nadmuchany do pewnego momentu. Obecnie odnotowujemy brak albo ogromny niedosyt mieszkań do sprzedaży. Dotyczy to zwłaszcza tych najbardziej poszukiwanych kawalerek, dwupokojowych, ale też dużych, które są tzw. towarem luksusowym – podkreśla ekspert PFRN.

Inaczej wygląda sytuacja z ogłoszeniami dotyczącymi sprzedaży domów. W serwisie Otodom liczba takich ofert zmniejszyła się w pierwszym kwartale br. o prawie 12,5% w porównaniu z początkiem 2020 roku. Na Domiporta można było ostatnio wybierać spośród 30 476 propozycji, a wcześniej – z 38 529, co oznacza spadek o niemal 21%. W OLX liczba takich ogłoszeń zmniejszyła się o 10%, z 8 604 do 7 708. Do bazy danych portalu RynekPierwotny.pl zostało dodanych 1 400 ofert jednorodzinnych domów deweloperskich. W porównaniu z okresem od stycznia do marca 2020 roku odnotowano spadek o 53 propozycje, tj. o ponad 3,5%.

– Spadek liczby ofert sprzedaży domów spowodowany jest popytem na takie nieruchomości, które obserwujemy od wiosny 2020 r. Wobec pandemii, licznych restrykcji i ograniczeń Polacy zapragnęli więcej przestrzeni i własnego kawałka ziemi. W pierwszym kwartale 2021 ruch na naszych stronach poświęconych sprzedaży domów był o blisko 25% większy niż rok temu – zaznacza Michał Guzowski z Domiporta.

Ceny w górę

Jak wynika z danych serwisu Otodom za okres od stycznia do marca 2021 roku, suma cen ofertowych unikatowych ogłoszeń mieszkań na sprzedaż osiągnęła 5 mld zł. Natomiast w analogicznym okresie ub.r. było to 1,3 mld zł mniej.

– W serwisie Domiporta średnia wartość mieszkania w pierwszym kwartale br. wyniosła ponad 386 tys. zł, co oznacza wzrost o blisko 10,9 tys. zł. Średnie wartości wzrosły z uwagi na wzrost cen nieruchomości, ale nie tylko. Należy również zauważyć, że analiza nie przewidywała badania metrażu, a to ma duże znaczenie. Być może sprzedawane mieszkania są większe, co także wpływa na cenę jednostkową – informuje Michał Guzowski.

Z kolei RynekPierwotny.pl udostępnił dane dot. średnich nominalnych cen mieszkań. Porównując je z pierwszych kwartałów, widać wzrosty w Krakowie (z 515 tys. zł do 553 tys. zł), we Wrocławiu (z 442 tys.  zł do 528 tys. zł) i w Gdańsku (z 468 tys. zł do 507 tys. zł). Do spadków doszło w Warszawie (z 569 tys. zł na 552 tys. zł) i Poznaniu (z 481 tys. zł na 415 tys. zł). Jak zaznacza Jarosław Jędrzyński, ekspert tego portalu, taka sytuacja wynika z faktu dominacji standardu oraz powierzchni mieszkań w kreowaniu zaprezentowanych cen nominalnych i ich rozbieżności w relacji rocznej. Istotnymi różnicami jednak nie należy się specjalnie sugerować, ani też wyciągać z ich zmian w czasie zbyt daleko idących wniosków.

– Z naszych danych, które zbieramy z całego Internetu, wynika, że właściwie wszędzie ceny mieszkań wzrosły w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wyjątkiem są średniej wielkości nieruchomości w Katowicach, które potaniały o 2%. Ogólnie wzrosty nie są bardzo istotne, ale na pewno trzeba wspomnieć o Sosnowcu. Tam małe mieszkania podrożały aż o 66%, ale i tak pozostają najtańszymi wśród badanych miast, a średnie i duże – o 25% – opisuje główny analityk Expander Advisors.

W serwisie Otodom spadła suma cen ofertowych unikatowych ogłoszeń domów na sprzedaż. W pierwszym kwartale br. wyniosła 0,87 mld, a wcześniej – 0,88 mld zł. Natomiast w Domiporta wzrosła średnia wartość oferowanego domu – z przeszło 658 tys. zł do ponad 700 tys. zł.

– To nie jest tak, że wszystkie składowe rynku nieruchomości są w peaku albo dołują. Przykładowo, mieszkania mogą drożeć, lokale użytkowe już nie. Ale przez lata zauważyłem pewną zależność. Jeśli ceny idą w dół lub w górę, to zaczyna się to od Warszawy. Później następuje to w kolejnych dużych miastach – Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu, a następnie mniejszych. To wszystko rozciąga się w czasie, do Rzeszowa czy Białegostoku ta fala może dotrzeć po pół roku czy nawet roku – stwierdza Wojciech Kuc.

Według Jarosława Sadowskiego, obecnie nic nie wskazuje, żeby ceny mieszkań i domów przestały rosnąć. I tak będzie do momentu wzrostu stóp procentowych. Ale nie pierwszej, a znaczącej zmiany, która będzie odczuwalna w racie kredytowej oraz istotnie przełoży się na wzrost oprocentowania lokat bankowych. Wówczas kredyt hipoteczny stanie się droższy i trudniej dostępny. Inwestowanie w mieszkania na wynajem będzie mniej opłacalne.

– Ceny mieszkań będą rosnąć. Jeśli przyrosty w stosunku rocznym przekraczają 5%, to mamy objaw przegrzania rynku. A patrząc na Warszawę, to tak jest właśnie na Mokotowie czy Ursynowie. Sądzę, że liczba ogłoszeń sprzedaży zacznie spadać. W ostatnim czasie sporo osób kupiło nieruchomości pod kątem inwestowania. To na pewno spowoduje zamieszanie i popłoch – podsumowuje ekspert PFRN.

Ukraińcy chcą pracować w parach

52 proc. Ukraińców planujących przyjazd do Polski w celu zarobkowym chce sprowadzić do naszego kraju również swoją rodzinę i zrobi to, gdy tylko ich sytuacja finansowa będzie ustabilizowana, wynika z badania Grupy Progres. Nasz kraj jest popularnym miejscem – do pracy i życia – również wśród par, które stanowią 48 proc. wszystkich kandydatów zgłaszających swoją gotowość do opuszczenia Ukrainy i objęcia etatu w Polsce. Jednym z impulsów do podjęcia decyzji o wspólnym przyjeździe jest rosnąca liczba ofert pracy dla obojga partnerów oraz przychylność pracodawców do ich zatrudniania.

Zainteresowanie Ukraińców przeprowadzką do Polski i mieszkaniem w naszym kraju dłużej niż kilka miesięcy wzrasta. Jeszcze 2019 r. większość (88 proc.) naszych wschodnich sąsiadów myślących o przyjeździe do Polski deklarowała, że nad Wisłą chciałaby zostać powyżej trzech miesięcy i dłużej, jeśli tylko będzie szansa na stałe zarobki. Byli ostrożni, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji o rodzinnym wyjeździe. Obecnie, ponad połowa (52 proc). kandydatów do pracy w Polsce – przebywających na Ukrainie – chce przyjechać do nas na dłużej niż 3 lata. Co więcej, zaznaczają też, że sprowadzą tu również swoją rodzinę, wynika z badania Grupy Progres.

Związki w pracy tak, ale…

Polscy pracodawcy patrzą przychylnie na kandydatów, którzy chcą podjąć zatrudnienie wspólnie ze swoją drugą połówką. Gdy tylko mogą zaoferować im stanowiska – odpowiadające umiejętnościom i kondycji fizycznej obu płci – chętnie to robią. Co więcej, bardzo często zyskują na takim podejściu, bo osoby będące w związku i zatrudnione w jednej firmie wzajemnie się wspierają, motywują oraz dopingują do lepszego wykonywania obowiązków.

– Pozytywne nastawienie przedsiębiorców do zatrudniania osób tworzących parę, niestety nie przekłada się obecnie na liczbę ofert pozwalających na zagwarantowanie etatu zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie. Od kilku miesięcy obserwujemy znaczne ograniczenie potrzeb rekrutacyjnych związanych z pracą „w tandemie”. W ostatnim czasie, zdecydowanie najwięcej stanowisk jest dedykowanych panom – zaznacza Justyna Lach, Dyrektor ds. Rozwoju Projektów Międzynarodowych w Grupie Progres. – To zła wiadomość dla Ukraińców, którzy nie chcą przyjeżdżać do nas w pojedynkę, a jest ich coraz więcej. Nie tylko, jeśli chodzi o tych gotowych do przyjazdu od zaraz, ale również tych dopiero pytających o taką możliwość. Od początku 2021 r. otrzymujemy ok. 35 proc. więcej pytań o oferty pracy, które kierowane są dla zarówno do kobiet jaki i mężczyzn – mówi Justyna Lach.

Ukraińskie duety najczęściej chcą pracować w branży produkcyjnej i logistycznej, które od lat cieszą się popularnością wśród naszych wschodnich sąsiadów. Już w 2018 r. aż 66 proc. Ukraińców myślących o wyjeździe do Polski w celach zarobkowych deklarowało, że w naszym kraju chciałoby podjąć pracę w branży logistycznej. O takiej pracy marzyło 58 proc. kobiet i 42 proc. mężczyzn.

Rodzinne przywileje

Mimo spadku liczby ofert dla osób będących w związku i chcących pracować razem, wiele z nich nie zmienia zdania o wspólnej emigracji zarobkowej z Ukrainy do naszego kraju. Oprócz szansy na zarobek zachęcają ich również warunki życia oraz pomoc polskiego państwa, na którą może liczyć wielu z nich. Jeśli spełniają określone warunki m.in. przebywają i pracują w naszym kraju leganie, mają dostęp do świadczeń zdrowotnych, opiekuńczych, rodzinnych, wychowawczych oraz zasiłków i wsparcia w momencie straty pracy.

Na przyjeździe nie ucierpi również edukacja ich dzieci, które w Polsce mają prawo do nauki i muszą ją podjąć obowiązkowo. Liczba uczniów cudzoziemców objętych kształceniem w polskim systemie oświaty wzrosła z 9 610 osób w 2009 r. do 51 363 osób w 2019 r. (dane NIK I MEN). Najliczniejszą grupę w szkołach dla dzieci i młodzieży stanowili uczniowie z Ukrainy – 30 777 osób. Zwiększyła się także liczba placówek, w których prowadzone były zajęcia dla uczniów cudzoziemców. W roku szkolnym 2019/2020 odbywały się one w 7 318 szkołach dla dzieci i młodzieży (wobec 1571 szkół w roku szkolnym 2009/2010).

Wsparcie dla najmłodszych oferuje także Urząd ds. Cudzoziemców. Pomoc socjalna jest udzielana dzieciom korzystającym z nauki i opieki w publicznych placówkach, szkołach podstawowych lub szkołach ponadpodstawowych – zarówno korzystających z pomocy w ośrodku jak i ze świadczenia pieniężnego na pokrycie we własnym zakresie kosztów pobytu na terytorium RP – przysługują pomoce dydaktyczne. Uczniowie szkół ponadpodstawowych oraz dzieci realizujące obowiązkowe roczne przygotowanie przedszkolne zaopatrywane są w podręczniki. Urząd (w miarę możliwości) pokrywa także koszty zajęć pozalekcyjnych i rekreacyjno-sportowych dziecka. Może ono również korzystać z zajęć nauki języka polskiego prowadzonych w ośrodkach dla cudzoziemców mających formę pomocy w odrabianiu lekcji i zajęć wyrównawczych oraz przygotowawczo-wyrównawczych.

Rodzinne gniazdka w Polsce

Ukraińcy, planujący rodzinne życie w Polsce, coraz częściej decydują się na samodzielne mieszkanie, rezygnując przy tym z kwater oferowanych przez pracodawców. Nie tylko wynajmują lokum dla siebie i swoich najbliższych, ale też chętnie kupują je w Polsce. Tylko w 2019 r. obywatele Ukrainy stali się właścicielami 3 121 mieszkań o łącznej pow. 160,7 tys. m kw. (wg gethome.pl i rankomat.pl). Średnia pow. nabytej nieruchomości to nieco ponad 51 m kw. Ci, którzy przyjeżdżają do Polski bez dzieci i na początku korzystają z kwater pracowniczych mają wobec nich oczekiwania, które spełniają pracodawcy.

– Głównym walorem, na który zwracają uwagę partnerzy zainteresowani pracą w Polsce jest możliwość zakwaterowania w oddzielnym pokoju, przeznaczonym dla dwóch, maksymalnie czterech osób. Staramy się tak zarządzać dostępnymi kwaterami, aby zasada oddzielnych pokoi dla nich była przestrzegana. Równie ważny jest standard mieszkań oraz dostępność do lokalnych sklepów, aptek czy placówek medycznych – mówi Justyna Lach. – Nierzadko, ludzie będący w związku są otwarci na niższe warunki finansowe, w zamian za możliwość zdobycia etatu u jednego pracodawcy. Większą wagę do zarobków i możliwości wypracowania dużej liczby godzin przykładają ci, którzy przyjeżdżają do Polski bez parterów. Dla nich płaca jest najważniejsza – podsumowuje.

Sytuacja na polskim rynku pracy zmienia się bardzo dynamicznie i niewykluczone, że już niebawem nastąpi wzrost ofert pracy dla par, a wraz z nimi kolejne rodziny ze wschodu osiedlą się w Polsce. Zainteresowanie naszym krajem wśród osób będących w związku jest bardzo wysokie. Według danych Grupy Progres, tylko w styczniu 2021 r. w grupie ukraińskich kandydatów chcących przyjechać do pracy w Polsce, ponad połowę stanowiły duety. 32 proc. mężczyzn i aż 88 proc. kobiet szukających zatrudnienia w naszym kraju, deklarowało chęć podjęcia pracy wspólnie ze swoją drugą połówką.

Od 1 czerwca kierowca przed przejściem dla pieszych musi mieć „oczy dookoła głowy”

Od 1 czerwca kierowca zbliżający się do przejścia dla pieszych musi zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego znajdującego się na przejściu lub na nie wchodzącego. Jest też zobowiązany do ustąpienia pierwszeństwa pieszemu wchodzącemu na to przejście, w tym zatrzymania pojazdu – informuje Prawo.pl.

Zmiany te są wynikiem nowelizacji Prawa o ruchu drogowym, która ma poprawić bezpieczeństwo pieszych. Kierujący pojazdem będzie miał obowiązek umożliwić bezpieczne przejście przez jezdnię, nie tylko osobom znajdujących się na przejściu, ale również tym, którzy wchodzą na nie, a także oczekują na możliwość wejścia.

Rząd uzasadnia, że podobne regulacje zostały wprowadzone w ubiegłym roku na Litwie. I się sprawdziły, bo liczba potrąceń pieszych zmniejszyła się.

Autorzy nowelizacji podkreślają jednocześnie, że nałożenie na kierowców nowych obowiązków nie zwalnia pieszych wchodzących na „zebrę” od obowiązku zachowania szczególnej ostrożności i reagowania na warunki i sytuację na drodze.

Jak nowe regulacje oceniają eksperci? Jerzy Cygoń, biegły sądowy z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych i kolizji, którego cytuje Prawo.pl, obawia się, że „niektórzy uwierzą, że są na tyle uprzywilejowani, że na przejście dla pieszych będą wchodzić niczym czołg”. „Tu nie potrzeba zmieniać przepisów, ale przede wszystkim edukować” – przekonuje ekspert.

Także prof. Artur Mezglewski, prezes Stowarzyszenia Prawo na Drodze ma wątpliwości, czy nowe przepisy poprawą bezpieczeństwo pieszych. „Przecież dziś każdy dojeżdżający do przejścia ma obowiązek zachować szczególną ostrożność i patrzeć, czy nikt się nie zbliża do przejścia. Może dotychczasowe przepisy nie są najlepsze, ale nie są też złe, były też obudowane prawidłowym orzecznictwem” – dodaje ekspert cytowany przez portal.

Z kolei Mariusz Sztal były kierownik szkoleń w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Warszawie, a obecnie właściciel ośrodka szkolenia kierowców uważa, że dla odpowiedzialnych i rozważnych kierowców nowe przepisy nie będą problemem. Będą dla piratów drogowych.

Jak podaje Prawo.pl, z europejskich danych wynika, że Polska jest jednym z najbardziej niebezpiecznych unijnych krajów dla pieszych. W przeliczeniu na milion mieszkańców w ciągu roku śmierć w wypadkach ponoszą u nas 22 piesze osoby. Tymczasem europejska średnia to 10.

Stanowisko ZPP ws. Polskiego Ładu

Polski Ład jest programem, który na tym etapie trudno ocenić jednoznacznie. Z pewnością najdokładniej przygotowany jest w jego zakresie element podatkowy. Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł, czy też waloryzacja drugiego progu podatkowego to propozycje odzwierciedlające postulaty pojawiające się w debacie publicznej od lat i zasługujące na zdecydowaną aprobatę. Nie można nie zauważyć jednak, że pomysłom tym towarzyszą koncepcje zmierzające w zgoła innym kierunku, oznaczające faktyczny wzrost obciążeń dla znacznej części podatników. Chodzi tu przede wszystkim o zmiany w zakresie zasad opłacania składki zdrowotnej przez pracowników i osoby prowadzące jednoosobowe działalności gospodarcze. Poza aspektami podatkowo-składkowymi, w dokumencie znaleźć możemy kilka interesujących postulatów z innych zakresów, w tym m.in. propozycję umożliwienia budowania domów o powierzchni do 70m2 w ramach bardzo uproszczonej procedury. Jesteśmy przekonani, że taka formuła stanowić będzie przynajmniej częściowe rozwiązanie problemów mieszkaniowych w mniejszych miejscowościach i na wsiach.

Nie ulega wątpliwości, że obowiązująca do 2016 roku wysokość kwoty wolnej od podatku w Polsce była rozczarowująco niska. 3091 zł w skali roku to 257 zł miesięcznie, czyli suma odpowiadająca mniej niż połowie minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Wprowadzona w 2017 roku degresja kwoty wolnej, skutkowała nieznacznym wzrostem progresji obciążeń, ale nie stanowiła żadnej istotnej nowości – większość pracujących Polaków nie odczuła jej skutków. Skokowe podniesienie kwoty wolnej i to – jak deklaruje się w Polskim Ładzie – dla wszystkich podatników, to krok w dobrym kierunku. Jego realizacja doprowadzi do tego, że kwota wolna od podatku będzie w Polsce na przeciętnym w Europie poziomie, co wiąże się oczywiście z konkretnymi oszczędnościami dla podatników.

Analogicznie poprzeć należy propozycję waloryzacji II progu podatkowego. Obowiązujący od lat pułap ok. 85 tys. zł, po przekroczeniu którego stawka podatku PIT rośnie o niemal 100%, zupełnie nie przystaje do obecnych realiów rynkowych. Wysokość przeciętnego wynagrodzenia za pracę konsekwentnie zbliża się do 6 tysięcy złotych miesięcznie. Tym samym, już w 2020 roku zarabianie półtorakrotności przeciętnego wynagrodzenia powodowało „wejście” w drugi próg podatkowy, który w rezultacie powoli przestaje spełniać swoją funkcję.

Gdyby powyższe pomysły wyczerpywały podatkowo-składkową część Polskiego Ładu, można byłoby stwierdzić, że rządzący w końcu dostrzegli potrzebę powszechnego obniżenia klina podatkowego obciążającego wynagrodzenia. Niestety, podwyżce kwoty wolnej i waloryzacji drugiego progu towarzyszą daleko posunięte zmiany w zakresie składki zdrowotnej, które dla ponad miliona podatników oznaczać będą wzrost obciążeń. Odpowiedź zatem na pytanie, czy po wprowadzeniu Polskiego Ładu Polacy będą zarabiać na rękę mniej, czy więcej, nie jest zatem prosta. Jedni na tym programie zyskają, inni – nie będący wcale, jak się to przedstawia w części oficjalnych narracji, jakąś wąską grupą najbogatszych – stracą. Co prawda do tej pory nie znamy szczegółów „ulgi dla klasy średniej”, która ma zniwelować niekorzystne zmiany w opodatkowaniu osób zarabiających w przedziale 6 – 11 tys. zł miesięcznie, ale możemy już chyba stwierdzić, że stosunkowo szerokie grono specjalistów i menadżerów na proponowanych zmianach straci. Według informacji podawanych przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów, ze zwiększeniem obciążeń podatkowo-składkowych liczyć musi się nawet 60% jednoosobowych działalności gospodarczych. Oczywiście towarzyszyć temu ma długo oczekiwane zmniejszenie obciążeń dla milionów mniej zarabiających pracowników. Odpowiedzialne podejście do budżetu wymaga oczywiście znalezienia pewnych źródeł uzupełnienia wpływów utraconych wskutek zmniejszenia klina podatkowego dla części podatników. Jesteśmy jednak przekonani, że istnieje ku temu lepsza droga, niż obciążanie kosztami reformy wyłącznie jednoosobowych działalności gospodarczych – i w najbliższym czasie przedstawimy własne propozycje zmian w tym zakresie.

Istotnym elementem programu jest aspekt mieszkaniowy. Nakłady na program „Rodzina i dom w centrum życia”, obejmujący głównie projekty o charakterze mieszkaniowym, mają wynosić średniorocznie 3,4 mld zł., aż do roku 2030. Łączne nakłady tym samym mają wynieść 30,6 mld zł. Pomoc udzielana w ramach tych projektów ma być skierowana do 80 tys. rodzin rocznie.

Największa część tej sumy ma zostać przeznaczona na funkcje mieszkaniowe. W tym zakresie przewiduje się następujące formy pomocy (kwoty pochodzą z najnowszego dokumentu, wcześniej prezentowane były inne wartości):

– gwarantowanie przez państwo wkładu własnego do kredytu do kwoty 100 tys. zł.;
– dofinansowanie w wysokości do 160 tys. zł. dla osób korzystających z mieszkalnictwa społecznego oraz dla rodzin wielodzietnych (w zależności od liczebności rodziny);
– pomoc w spłacie kredytu – państwo będzie dopłacać maksymalnie 100 tys. zł. w zależności od ilości dzieci.

Uwagę musi zwracać fakt, że wskazane powyżej propozycje mają stymulować popyt na mieszkania przez obniżenie bariery kosztowej dla zakupu własnego lokum. Tego rodzaju podejście budzi obawy, zważywszy na będący i tak na granicy przegrzania rynek mieszkaniowy i znaczne poluzowanie polityki kredytowej przez banki. Co więcej, zwracamy uwagę na fakt, że gwarancja wkładu własnego będzie stosowana siłą rzeczy w odniesieniu do kredytobiorców, których w regularnych warunkach nie stać byłoby na zaciągnięcie takiego zobowiązania. Banki mogą wobec powyższego zabezpieczać się np. wyższą marżą, niż w przypadku kredytów przyznawanych rynkowo. Należy mieć również na uwadze fakt, że mamy obecnie do czynienia z rekordowo niskimi stopami procentowymi. Ryzyko ich wzrostu w przyszłości będzie w wysokim stopniu obciążało osoby, które zdecydują się skorzystać z programu.

Zdecydowanie pozytywnie należy z kolei ocenić postulat umożliwienia budowy domów mieszkalnych do 70m2 na zgłoszenie. W tej chwili z powodzeniem funkcjonuje formuła łatwej budowy domów rekreacyjnych o powierzchni do 35m2. Poszerzenie jej może doprowadzić do istotnego ograniczenia problemu mieszkaniowego na wsiach i w mniejszych miejscowościach. Zdumienie budzi fakt, że akurat ta propozycja spotyka się z radykalnym sprzeciwem części komentatorów. Głosy krytyczne wobec tego pomysłu odczytujemy jako przejaw podejścia opartego na braku zaufania do rozsądku Polaków i niezrozumiałym przekonaniu o tym, że bez wyraźnego wskazania urzędnika osoby budujące tego rodzaju domy nie pomyślą np. o ich elementarnej estetyce, czy dostępie do mediów lub kanalizacji. Nie jest też tak, że budowa tego typu odbywa się poza jakimikolwiek regulacjami i formułami – jest ona ugruntowana w przepisach, nie ma zatem mowy o żadnej samowoli budowlanej.

Istotne miejsce w Polskim Ładzie zajmuje oczywiście wątek opieki zdrowotnej – filar „Plan na zdrowie” jest najkosztowniejszym ze wszystkich opisanych projektów. Wydaje się jednak, że zaprezentowane podejście, oparte w głównej mierze na potrzebie zwiększenia nakładów na system ochrony zdrowia (7% PKB do 2027 roku), jest niekompletne. Ogólne zapowiedzi rozwoju nowoczesnych technologii i zwiększenia liczebności kadr medycznych nie wyczerpują potrzeby zaprojektowania bardziej efektywnego modelu opieki zdrowotnej w Polsce. Podobnie nie czyni tego powracający postulat opracowania ustawy o jakości w ochronie zdrowia. W dokumencie pojawia się również wzmianka o zmianach w strukturze własnościowej szpitali – można obawiać się, że pod tym hasłem kryje się de facto postulat centralizacji szpitalnictwa w Polsce.

Niedosyt pozostawiają zawarte w Ładzie postulaty w zakresie dobrego klimatu dla firm. W praktyce stanowią one mozaikę propozycji już znanych i zapowiadanych, albo wręcz realizowanych już legislacyjnie projektów (jak np. fundacja rodzinna). Oczywiście znaczna część opisanych w tym fragmencie dokumentu instrumentów – tak jak choćby wskazana fundacja, czy też poszerzenie możliwości wykorzystywania formuły „estońskiego CIT” – zasługuje na aprobatę. W kontekście jednak reszty dokumentu, złożonej w dużej mierze z nowych postulatów, wydaje się że Polski Ład nie będzie stanowił w zakresie otoczenia regulacyjnego dla firm żadnego nowego impulsu. Szczególnie rozczarowujący jest brak odniesienia do kluczowej bariery inwestycyjnej, jaką pozostaje niepewność regulacyjna i poziom skomplikowania systemu prawnego.

Reasumując, bardzo dobrą stroną Polskiego Ładu jest obniżka klina podatkowego dla dużej części podatników. Jest to realizacja postulatów podnoszonych od wielu lat i w tym zakresie (podniesienia kwoty wolnej i waloryzacji drugiego progu podatkowego) należy poprzeć propozycje zawarte w dokumencie. Niestety, zaproponowany sposób finansowania tej reformy (de facto przez redystrybucję od jednoosobowych działalności gospodarczych i lepiej zarabiających pracowników) jest niemożliwy do zaakceptowania. ZPP będzie proponował w tym zakresie alternatywne rozwiązania, mniej dotkliwe dla klasy średniej.

W odniesieniu do pozostałych części programu – znaczna część z nich została opisana dosyć hasłowo i ich ostateczna ocena będzie musiała zależeć od kształtu konkretnych projektów aktów prawnych. Już w obecnym brzmieniu dokumentu widać jednak propozycje stanowiące adekwatną odpowiedź na istniejące wyzwania, choćby uwolnienie możliwości łatwego budowania domów o powierzchni do 70m2, które powinno ograniczyć problemy mieszkaniowe, szczególnie na wsiach i w mniejszych miejscowościach.

W szerszym sensie niepokoić może tendencja do stymulowania strony popytowej gospodarki (zwłaszcza w kontekście konsekwentnie rosnących płac i znaczących środków, które w najbliższych latach trafią do Polski z budżetu UE i z instrumentu na rzecz odbudowy) i postępującej centralizacji. W Polskim Ładzie brakuje w naszym przekonaniu zwrotu ku deregulacji i uwolnieniu potencjału kapitału prywatnego w zakresie świadczenia usług publicznych.

InPost publikuje wyniki finansowe za I kw. 2021 rok

InPost w pierwszym kwartale 2021 zanotował przychody w wysokości 793 mln zł, co oznacza wzrost o 93% r/r. Skorygowany EBITDA wzrósł o 144% do 332 mln zł, marża EBITDA wyniosła 41,9% i zwiększyła się o 880 punktów bazowych w porównaniu do I kwartału 2020 r.

W Polsce wolumen przesyłek wzrósł o 97% do 97 mln paczek, do czego przyczyniło się zwiększenie liczby Paczkomatów® o 46% oraz liczby skrytek o 77% r/r. Skorygowany EBITDA w Polsce wzrósł o 141% przy marży 44,8%, co oznacza wzrost o 940 punktów bazowych r/r.

Wolumen przesyłek międzynarodowych zwiększył się o 600% do 1,4 mln paczek, do czego przyczynił się wzrost liczby Paczkomatów® w Wielkiej Brytanii o 76% r/r.

Jednocześnie InPost podwyższył prognozy na 2021 r. w Polsce: przewiduje 15,5-16 tys. Paczkomatów® na koniec roku, wzrost wolumenu paczek na poziomie 50-57%, a skorygowana marża EBITDA ma wynieść 45-47%.

„InPost może pochwalić się świetnym początkiem roku 2021. Wolumen paczek niemal podwoił się w pierwszym kwartale i osiągnęliśmy znakomite wyniki finansowe. Dlatego podwyższamy prognozy na cały rok. W ciągu tego kwartału jeszcze bardziej zwiększyliśmy skalę naszego działania oraz ofertę dla konsumentów i sprzedawców. Znacznie zwiększyliśmy tempo wdrażania systemu Paczkomatów® – zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii – a także wdrożyliśmy nowe, rewolucyjne usługi, jak zwroty bez etykiet. Pod koniec kwartału w Polsce mieliśmy ponad 6,3 mln aktywnych użytkowników aplikacji InPost Mobile, co przekłada się na stałe zaangażowanie odbiorców i wzrost lojalności wobec marki. Ponadto ogłosiliśmy planowaną akwizycję Mondial Relay, która pozwoli na wzrost wartości spółki dla akcjonariuszy. Planowana akwizycja będzie miała fundamentalny wpływ na naszą międzynarodową strategię rozwoju i jest ważnym krokiem w kierunku realizacji ambicji, aby stać się liderem wśród europejskich platform dostaw dla e-commerce. Nadal wykorzystujemy zalety naszego modelu operacyjnego, jednocześnie inwestując w budowanie podstaw długoterminowego wzrostu. Nasze przychody wzrosły aż o 93% rok do roku, a skorygowany zysk EBITDA o 144%, W Wielkiej Brytanii przychody w pierwszym kwartale przekroczyły łączne obroty w trzech pierwszych kwartałach 2020 – świetnie ilustrując tempo rozwoju, jakie zaczynamy osiągać na największym rynku e-commerce w Europie. Planujemy dalsze przyspieszenie tempa wdrażania Paczkomatów® w Polsce i zwiększamy nasze inwestycje. W połączeniu z unikalną ofertą i jasno określoną misją, patrzymy w przyszłość z coraz większym optymizmem” – powiedział Rafał Brzoska, prezes InPost.

Wybrane dane finansowe

Mln zł, chyba że określono inaczej 1Q 2021 1Q 2020 Wzrost y/y
Przychody 793,2 412,0 93%
W tym: Polska 782,1 410,0 91%
W tym: Rynki zagraniczne 11,1 2,0 455%
Skorygowany EBITDA[1] 332,2 136,3 144%
W tym: Polska 350,2 145,1 142%
W tym: Rynki zagraniczne (18,0) (8,8)
Skorygowana marża EBITDA 41,9% 33,1% +880pb
W tym: Polska 44,8% 35,4% +940pb
W tym: Rynki zagraniczne (162,1%) (440,0%) nm

Wybrane dane operacyjne

  1Q 2021 1Q 2020 Wzrost y/y
Liczba Paczkomatów 13.553 9.236 +47%
W tym: Polska 11.743 8.060 +46%
W tym: Rynki zagraniczne 1.810 1.176 +54%
Liczba skrytek (tyś.) 1.746 994 +76%
W tym: Polska 1.652 935 +77%
W tym: Rynki zagraniczne 94 59 +59%
Wolumen paczek: Polska (w milionach) 96,6 49,0 +97%
Paczkomaty 79,9 37,4 +114%
Doręczenia kurierskie 16,7 11,6 +44%
Wolumen paczek: rynki zagraniczne (w milionach) 1,4 0,2 +600%

Polska

Na 31 marca 2021 roku spółka posiadała w Polsce 11.743 Paczkomatów®, co oznacza wzrost o 3.683, czyli o 46% rok do roku oraz 1,65 mln skrytek, czyli o 720.000 więcej, 77% w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku.

W okresie trzech miesięcy do 31 marca 2021 r. łączny wolumen przesyłek w Polsce wyniósł 96,6 mln, co oznacza wzrost o 47,6 mln, czyli o 97%, w porównaniu z I kwartałem poprzedniego roku. Całkowity wolumen przesyłek paczkomatowych w Polsce osiągnął 79,9 mln w pierwszym kwartale 2021 r., co oznacza wzrost o 42,5 mln, czyli o 114%, w porównaniu z I kwartałem 2020 r. Wzrost ten wynika z przyspieszenia strukturalnych zmian e-commerce w Polsce w wyniku pandemii COVID-19, wzrostu wielkości i gęstości sieci Paczkomatów®, unikalnego doświadczenia konsumenckiego związanego z usługami InPost, a także rosnącej popularności Paczkomatów® jako preferowanej przez konsumentów formy dostawy.

W pierwszym kwartale 2021 r. wolumen przesyłek kurierskich w Polsce wyniósł 16,7 mln, co oznacza wzrost o 5,1 mln, czyli o 44%, w porównaniu z I kwartałem poprzedniego roku.

Przychody w Polsce: 782,1 mln zł, wzrost o 372,1 mln zł, czyli o 91% w porównaniu z I kwartałem 2020 r. – dzięki znaczącej dynamice zarówno w segmencie Paczkomatów®, jak i w segmencie przesyłek kurierskich. Przychody w segmencie Paczkomatów®: 588,4 mln zł, wzrost o 309,5 mln zł, czyli 111%, w stosunku do I kwartału 2020 roku. Wzrost przychodów w segmencie Paczkomatów® w ujęciu rok do roku wynikał ze wzrostu wolumenu przesyłek paczkomatowych o 114%, przy umiarkowanym spadku średniej ceny za paczkę.

Przychody w segmencie przesyłek kurierskich: 174,4 mln zł, wzrost o 50,5 mln zł, czyli o 41%, w stosunku do I kwartału 2020 roku. Wzrost przychodów w segmencie przesyłek kurierskich w ujęciu rok do roku wynikał ze wzrostu wolumenu przesyłek przy umiarkowanym spadku średniej ceny za paczkę.

Rynki zagraniczne

Na 31 marca 2021 roku Spółka posiadała sieć 1.810 Paczkomatów® poza granicami Polski. Liczba Paczkomatów® poza granicami Polski wzrosła o 634, czyli o 54%, w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku. Wszystkie nowe Paczkomaty® poza granicami Polski zostały zainstalowane w Wielkiej Brytanii, gdzie liczba Paczkomatów® wzrosła o 76% w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku.

W pierwszym kwartale 2021 r. wolumen przesyłek międzynarodowych Spółki wyniósł 1,4 mln, co oznacza wzrost o 1,2 mln, czyli o 600%, w porównaniu z I kwartałem 2020 r. Wszystkie przesyłki zostały dostarczone do Paczkomatów®. Wzrost wolumenu paczek w Wielkiej Brytanii wynika przede wszystkim z ciągłej ekspansji bazy e-sprzedawców Spółki, jak również ze zwiększenia zasięgu sieci Paczkomatów®.

W I kwartale 2021 r. przychody wyniosły 11,1 mln zł i wzrosły o 9,1 mln zł, czyli o 455%, w porównaniu do I kwartału roku poprzedniego.

Skorygowany EBITDA

W pierwszym kwartale 2021 r. skorygowany EBITDA wyniósł 332,2 mln zł, co oznacza wzrost o 195,9 mln zł, czyli 144%, w porównaniu z I kwartałem poprzedniego roku. Przyczynił się do tego silny wzrost skorygowanego EBITDA w Polsce w ujęciu rok do roku.

Skorygowana marża EBITDA na poziomie 41,9% w pierwszym kwartale 2021 roku wzrosła o 880 punktów bazowych r/r. Wzrost ten wynikał głównie z większego udziału przychodów z segmentu Paczkomatów®, który charakteryzuje się wyższą marżą brutto w porównaniu z segmentem przesyłek kurierskich, a także z ogólnego wzrostu produktywności wynikającego z większej skali działalności Spółki. Ponadto na skorygowaną marżę EBITDA wpłynęła dźwignia operacyjna, gdyż koszty ogólnego zarządu zmniejszyły się w stosunku do przychodów.

Polska

W okresie trzech miesięcy do 31 marca 2021 r. skorygowane EBITDA w Polsce wyniósł 350,2 mln zł, co oznacza wzrost o 205,1 mln zł, czyli o 142%, w porównaniu z I kwartałem ubiegłego roku. W rezultacie skorygowana marża EBITDA za pierwszy kwartał 2021 r. wyniosła 44,8%, co oznacza wzrost o 940 punktów bazowych w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Wzrost ten był spowodowany wzrostem marży brutto i efektem dźwigni operacyjnej, ponieważ koszty ogólnego zarządu zmniejszyły się jako odsetek przychodów.

Rynki zagraniczne

W okresie trzech miesięcy do 31 marca 2021 r. skorygowany EBITDA dla segmentu międzynarodowego wyniósł 18,0 mln zł, co oznacza spadek o 9,2 mln zł w porównaniu z I kwartałem poprzedniego roku.

Zaktualizowana prognoza na 2021

Spółka zaktualizowała prognozę na cały rok 2021, w związku z lepszymi niż oczekiwano wynikami za pierwszy kwartał i wyższymi oczekiwaniami na pozostałą część roku. Prognoza ta stanowi aktualizację prognozy na cały rok 2021 przedstawionej w komunikacie prasowym z dnia 30 marca 2021 r. dotyczącym wyników finansowych za rok 2020.

Należy zwrócić uwagę, że wskaźniki pro-forma Spółki uwzględniają oczekiwany wpływ za cały rok 2021 z tytułu nabycia Mondial Relay (jak przedstawiono w komunikacie prasowym z dnia 15 marca 2021 r.). Oczekiwania Spółki co do wpływów za cały rok 2021 z planowanej akwizycji Mondial Relay do prognozy pro-forma pozostają niezmienione.

Prognozy Spółki na cały 2021 rok

  • Liczba Paczkomatów (#): 18.250-19.000, w tym 15.500-16.000 w Polsce
  • Wolumen liczby przesyłek paczkomatowych: 455-485 mln, z czego 445-470 mln w Polsce
  • Przychody: w przedziale od 3,700 mld zł do 3,850 mld zł (wzrost o 46-52% r/r)
  • Przychody pro-forma: w przedziale 5,900 mld zł – 6,150 mld zł (wzrost 31-37% r/r)
  • Wzrost przychodów w sektorze Paczkomatów® w Polsce w ujęciu rok do roku w przedziale 50-55%
  • Marża skorygowanego EBITDA: w przedziale 41-43%
  • W ujęciu pro-forma, marża skorygowanego EBITDA ma wynieść 32-34%
  • Marża skorygowanego EBITDA, Polska: w przedziale 45% – 47%
  • Capex: w przedziale 865 mln zł do 920 mln zł
Mln zł, chyba że określono inaczej 2021E
(Zaktualizowane)
2021E
(Wcześniejsze)
FY2021E
pro-forma[2] (zaktualizowane)
FY 2021E
pro-forma[3] (wcześniejsze)
Paczkomaty (#) 18.250-19.000 16.500-18.500 18.250-19.000 16.500-18.500
Wolumen paczek (w milionach) 455-485 445-465 625-665 615-645
Przychody 3.700-3.850 3.460-3.610 5.900-6.150 5.665-5.910
Skorygowana marża EBITDA (%) 41-43% Niskie 40% 32-34% Niskie 30%
Capex 865-920 700-745 1.015-1.120 850-945
Konwersja gotówki %[4] Niskie 40% Średnie 40% Niskie 40% Średnie 40%
Wolumen paczek (w milionach) 455-485 445-465 625-665 615-645

Prognozy: Polska

Mln zł, chyba że określono inaczej 2021E
(Zaktualizowane)
2021E
(Wcześniejsze)
Paczkomaty (#) 15.500-16.000 14.500-15.500
Wzrost liczby przesyłek paczkomatowych 50-57% 45-50%
Wzrost liczby przesyłek kurierskich 25-30% 25-30%
Paczkomaty – przychody/wzrost 50-55% 40-45%
Przesyłki kurierskie – przychody/wzrost 25-30% 25-30%
Skorygowana marża EBITDA (%) 45-47% 43-45%
Capex 740-780 600-625

Prognozy: Rynki zagraniczne

Mln zł, chyba że określono inaczej 2021E
(Zaktualizowane)
2021E
(Wcześniejsze)
FY2021E
pro-forma[5] (zaktualizowane)
FY 2021E
pro-forma[6] (wcześniejsze)
Paczkomaty (#) 2.750-3.000 2.000-3.000 2.750-3.000 2.000-3.000
Wolumen paczek (w milionach) 10-15 10-15 180-195 180-195
Przychody 70-90 60-80 2.270-2.390 2.260-2.380
Skorygowana marża EBITDA (%) Próg rentowności: połowa 2022 Próg rentowności: połowa 2022 Niskie 10 Niskie 10
Capex 125-140 100-120 275-340 250-320

 

[1] Zdefiniowana jako EBITDA skorygowany o wypłaty w formie akcji zgodnieoraz koszty transakcji IPO

[2],3 Zakłada oczekiwane całoroczne wpływy Mondial Relay za 2021 r.

[4] Zdefiniowana jako Skorygowany EBITDA – zmiana kapitału obrotowego netto – nakłady inwestycyjne na utrzymanie i ekspansję Capex przed płatnościami leasingowymi zgodnie z MSSF-16

[5], 6  Zakłada oczekiwane całoroczne wpływy Mondial Relay za 2021 r.

Bank Pekao dostarczy finansowanie dla projektu obejmującego budowę blisko 700 mieszkań komunalnych w Żorach

Bank Pekao S.A.  podpisał ze spółką miejską ZTK Żory umowę na emisję obligacji z przeznaczeniem na finansowanie kolejnego etapu inwestycji budowy mieszkań komunalnych w tym położonym na Górnym Śląsku mieście. W ramach tego etapu inwestycji do 2024 roku powstanie 288 mieszkań, wcześniej bank współfinansował w Żorach budowę 398 mieszkań.

Mieszkania zbudowane w ramach pierwszego etapu zostały już całkowicie zasiedlone. Ich budowa była finansowania przez Bank Pekao i DNB. Po drugiej części inwestycji obejmującej dwa budynki i 288 mieszkań Bank Pekao będzie głównym bankiem finansującym projekt w Żorach z 113 mln zł udzielonego finansowania, co będzie stanowiło ponad 66 proc. wolumenu finansowania programu mieszkaniowego „Z przyszłością w Żorach”.

– Bank Pekao należy do liderów w finansowaniu przedsięwzięć samorządowych. Ze szczególną satysfakcją angażujemy się w projekty mieszkaniowe, które szybko przekładają się na poprawę jakości życia lokalnych społeczności. W przypadku mieszkań komunalnych to ważne wsparcie dla mniej zamożnych rodzin. Co ważne realizowana, inwestycja to nowoczesne, ekologiczne budownictwo mieszkaniowe z parkingami podziemnymi, ścieżkami rowerowymi, placem zabaw – mówi  Jerzy Kwieciński, wiceprezes Pekao, nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.

W ciągu ostatnich 11 lat Bank Pekao podpisał umowy finansowania infrastrukturalnych projektów komunalnych na kwotę przeszło 44 mld zł.