Czy istnieją naprawdę ekologiczne opakowania?

W dobie postępujących zmian klimatycznych i nowych dyrektyw unijnych ekologiczne opakowania to temat, który bywa problematyczny dla przedsiębiorców, ale i producentów opakowań. Które rozwiązania są naprawdę ekologiczne? I jak nie paść ofiarą greenwashingu?

Z danych Eurostatu za 2018 rok wynika, że na jednego mieszkańca Unii Europejskiej przypadają 174 kilogramy odpadów opakowaniowych. Z tego niespełna 114 kilogramów podlega recyklingowi. Wyniki za zeszły rok jeszcze nie zostały udostępnione, jednak można się spodziewać, że w związku z pandemią i wzrostami w sprzedaży online liczba ta wzrośnie. Nic zatem dziwnego, że zarówno ze strony UE, jak i zwykłych konsumentów rośnie oczekiwanie, że firmy będą korzystać z możliwie najbardziej ekologicznych rozwiązań podczas pakowania produktów.ekologiczne opakowania Packhelp

To znacząca zmiana w stosunku do sytuacji, którą mieliśmy dobre kilka lat temu, kiedy jeszcze tematy eko były zarezerwowane raczej dla wąskiej grupy świadomych konsumentów. Obecnie klienci wręcz oczekują, że firma, która produkuje ich ulubione produkty działa w sposób zrównoważony i odpowiedzialny – także w kwestii opakowań.

W pierwszej kolejności należy jednak obalić dwa pokutujące mity. Po pierwsze – chwilowo nie ma na rynku rozwiązania idealnego. Jeden typ opakowania może okazać się bardziej przyjazny środowisku w pewnym obszarze, ale w innym już taki nie będzie. Wybierając opakowania ekologiczne należy zatem rozważyć wady i zalety konkretnych rozwiązań i wybrać takie, które minimalizuje pozostawiany ślad węglowy. Strategia wdrażania ekologicznych opakowań powinna zatem opierać się nie na poszukiwania „złotego Graala”, a wybrać rozwiązanie, które maksymalnie redukuje wpływ na środowisko.

Po drugie, ekologiczne opakowania wcale nie wiążą się z wyższymi kosztami.

Rezygnacja z plastiku

Pierwszym krokiem w kierunku ekologicznych opakowań jest często rezygnacja z plastików. I słusznie. Powstaje na rynku coraz więcej bardziej ekologicznych odpowiedników tradycyjnych rozwiązań. Przykład? Tradycyjne foliopaki. To bardzo wygodne rozwiązanie chroniące paczkę przed uszkodzeniami w wysyłce. O ile są bardzo praktyczne i wytrzymałe, o tyle nie jest to zbyt ekologiczny wybór – właśnie z powodu zawartości plastików. Na rynku jednak dostępna jest alternatywa, czyli biodegradowalne foliopaki wykonywane z przetworzonej skrobi. Warto wspomnieć również o papieropakach – zastępnikach wykorzystujących zamiast plastiku wytrzymały papier o większej gramaturze.

Materiały wtórne i recykling

Kolejną istotną kwestią jest przetwarzalność materiałów, z których produkowane są opakowania. Najpopularniejszymi materiałami są papier i karton, które wedle badań Eurostatu stanowią około 40% odpadów opakowaniowych. Mają one jednak niezaprzeczalną przewagę nad innymi dostępnymi surowcami – są ekonomiczne, wytrzymałe i… najbardziej ekologiczne. To właśnie papier i tektura są materiałami, które najczęściej są odzyskiwane i poddawane recyklingowi. Jednak i tutaj należy być rozważnym. Dlaczego? Każdy producent oferuje inny procent zawartości pozyskanego z recyklingu papieru. Czasami jest to 20%, czasami 40%, a nierzadko nawet 80-90%! Te ostatnie są niezwykle korzystne dla zrównoważonego biznesu. Obieg takiego surowca jest bowiem zamknięty – opakowania powstają z odzyskanych materiałów, a po ich zużyciu mogą zostać ponownie wykorzystane do produkcji pudełek.

Niezwykle ważną częścią dotyczącą materiałów jest także samo projektowanie opakowania. Warto zadbać o to, by pudełko było jak najlepiej dopasowane do rozmiarów produktu. Oszczędność materiałów to nie tylko względy środowiskowe. To także oszczędność pieniędzy przedsiębiorców.

Ceryfikaty i źródła pozyskiwania materiałów

Istotnym zabezpieczeniem potwierdzającym ekologiczny i zrównoważony sposób produkcji jest certyfikacja. Jednym z najpopularniejszych certyfikatów na rynku opakowań jest FSC. To potwierdzenie, że papier i tektura są pozyskiwane z lasów zarządzanych w odpowiedzialny sposób. Certyfikacja wiąże się z poniesieniem dodatkowych kosztów, ale jest ona gwarantem ekologicznego waloru opakowań rozpoznawalnym na całym świecie. Taka inwestycja może okazać się bezcenna w kontekście sprzedaży zagranicznej.

Co ciekawe, jeden z polskich producentów opakowań – zapakuj.to, umożliwia za drobną opłatą wzięcie udziału w akcji sadzenia drzew organizowanej z fundacją One Tree Planted. Po uiszczeniu niewielkiej kwoty zyskujemy pewność, że w ramach rekompensaty zostaną na świecie zasadzone drzewa – dokładnie w tej ilości, która została wykorzystana podczas produkcji.

Nie można także zapomnieć o kwestiach związanych z transportem. Mniej śladu węglowego pozostawimy korzystając z usług lokalnych producentów na terenie kraju bądź nawet województwa.

Ekologiczne opakowania nie muszą być droższe

Jednak ekologiczne opakowania to nie tylko te z certyfikatem. W praktyce okazuje się, że ekologiczne i zrównoważone podejście do materiałów wykorzystywanych przy produkcji opakowań pozwala na pewne oszczędności. Podobnie rzecz ma się z transportem. Nierzadko, dobre zoptymalizowanie opakowań i ekologiczne podejście już na poziomie ich projektowania pozwala na oszczędności rzędu 10-12%.

W jaką stronę zmierza rynek nowych mieszkań? Jak pandemia wpływa na sprzedaż?

W jaką stronę zmierza rynek nowych mieszkań? Jak pandemia wpływa na sprzedaż? Jakie założenia sprzedażowe przyjęli deweloperzy na ten rok? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes Develii

Spowolnienie gospodarcze na pewno nie pozostanie bez wpływu na rynek mieszkaniowy. Prawdopodobnie część osób, szczególnie tych pracujących w najbardziej dotkniętych sektorach gospodarki, będzie musiało wstrzymać się z zakupem mieszkania. Jednak spodziewam się, że w 2021 roku popyt nadal będzie wspierany przez klientów inwestycyjnych i nabywców, którzy w obliczu spadających stóp procentowych będą chcieli ochronić swój kapitał przed inflacją. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę fakt, że potrzeby mieszkaniowe Polaków wciąż są bardzo duże, co potwierdzają wyniki sprzedaży za drugie półrocze 2020 roku. Zakładamy, że w tym roku sprzedaż utrzyma się na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Jednocześnie wierzymy w długoterminowy wzrost segmentu mieszkaniowego.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Rynek nieruchomości, podobnie jak preferencje nabywców stale się zmienia. W 2021 roku możemy liczyć na kontynuację trendu zakupu nieruchomości w celach inwestycyjnych, jako ochrona kapitału przed inflacją. Natomiast wśród klientów zainteresowanych zakupem nieruchomości pod własne cele mieszkaniowe coraz większą popularnością cieszą się przestronne mieszkania o większym metrażu.

W ostatnim czasie budujemy także coraz więcej wysokich budynków mieszkalnych, co nie jest jeszcze popularne w Polsce. Swoją działalnością staramy się także wspierać zrównoważony rozwój miast m.in. dzięki adaptacji do nowych funkcji obiektów poprzemysłowych oraz zagospodarowaniu terenów poprodukcyjnych i nieużytków.

Pomimo niepewnego otoczenia popyt na mieszkania jest nadal na bardzo wysokim poziomie. Utrzymujemy dotychczasowe cele, skupiając się na najwyższej jakości realizowanych inwestycji. Jesteśmy skoncentrowani także na utrzymaniu ciągłości realizacji wszystkich prowadzonych projektów deweloperskich. Jeśli chodzi o sprzedaż, nasze plany na ten rok zakładają utrzymanie kontraktacji na poziomie z 2020 roku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W 2021 roku nadal będą widoczne trendy, które ujawniły się w drugiej połowie 2020 roku. Klienci nieco zmodyfikowali swoje preferencje zakupowe. Na znaczeniu zyskały dodatkowe powierzchnie np. balkon czy ogródek. Część klientów zmieniła założenia, co do wielkości poszukiwanego mieszkania, bowiem ważniejsze stało się posiadanie miejsca do pracy zdalnej. Z tego samego powodu zmieniły się też preferencje lokalizacyjne. Okazało się, że dojazd do biura nie jest już tak istotny. Pojawiło się też wielu klientów którzy poszukiwali sposobu na uratowanie wartości swoich środków. W porównaniu do innych, alternatywnych możliwości zarabiania czy oszczędzania, nieruchomości są nadal bezpieczną i pewną lokatą kapitału. Tym bardziej, że obecny poziom inflacji oraz oprocentowanie lokat powoduje, że trzymanie środków w banku oznacza realną stratę ich wartości. To samo dotyczy zakupu obligacji natomiast inwestowanie w akcje czy fundusze jest obarczone większym niż zwykle ryzykiem.

Wszystko to pozwala zakładać dalszy kilku procentowy wzrost cen mieszkań w 2021 roku, tym bardziej że nic nie wskazuje na znaczące zmiany w podaży nowych inwestycji.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Przewidujemy, że poziom sprzedaży utrzyma się na wysokim poziomie. Popyt będzie duży, zarówno zgłaszany przez osoby poszukujące mieszkań do życia, jak i przez inwestorów, którzy traktują mieszkania jako bezpieczną i rentowną metodę ulokowania kapitału. Decyzje ułatwiają zdalne metody wyboru i zakupu mieszkania, a w przypadku inwestorów m.in. niskooprocentowane lokaty bankowe oraz poczucie bezpieczeństwa i dużej szansy na zysk, które daje stabilny rynek nieruchomości. W 2021 roku będziemy kontynuować sprzedaż mieszkań w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu, a ponadto planujemy uruchomić sprzedaż w Trójmieście.

Przewidujemy, że wciąż będzie rosło zainteresowanie mieszkaniami z balkonami, tarasami i ogródkami. Zauważamy nową tendencję, klienci potrzebują coraz większych mieszkań w danym typie. Stąd w osiedlu Pespective – Wille Miejskie we Wrocławiu przygotowujemy dwupokojowe mieszania większe niż 40 mkw. oraz trzypokojowe o metrażu większym niż 60 mkw.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

W branży nieruchomości mieszkaniowych na 2021 rok zakładamy wzrost popytu inwestycyjnego, szczególnie że WIBOR jest rekordowo niski, co może zachęcać do inwestowania w nieruchomości. Lokowanie kapitału w nieruchomości daje obecnie znacznie wyższe stopy zwrotu niż lokaty bankowe czy rynek kapitałowy. Pewna nadpłynność gotówki na rynku będzie przekierowana właśnie na inwestycje w mieszkania, także przez cudzoziemców. Jako dobrą lokatę klienci będą coraz częściej postrzegać mikroapartamenty. Nieduże metraże i promocyjne ceny lokali pozwalają na szeroki wybór. Do zakupu przekonuje także zaawansowany pakiet usług dodatkowych, jak recepcja, concierge, ochrona, elektroniczne zamki, strefa biurowa, pralnia, suszarnia, czy fitness. Taka inwestycja jest jeszcze bardziej opłacalna w przypadku skorzystania z opcji odliczenia podatku VAT.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Niewątpliwie nowe, restrykcyjne normy, dotyczące efektywności energetycznej wprowadzanych inwestycji, zmuszą inwestorów do zadbania o wyższą efektywność energetyczną budynków. Wielu ekspertów przewiduje, że to może spowodować wzrost kosztów budowy nawet o kilkanaście procent.

Jeśli stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie, będzie utrzymywał się trend kupowania mieszkań z myślą o wynajmowaniu. Nie tylko przez osoby prywatne. Co najmniej od roku widać na rynku dużą aktywność zagranicznych funduszy, zainteresowanych zakupem większej puli mieszkań w powstających nieruchomościach projektowanych pod najem instytucjonalny. Te nieruchomości będą musiały wyróżniać się dobrą lokalizacją, standardem wykonania, estetyką i przemyślaną strukturą mieszkań. Części wspólne będą musiały być atrakcyjnie zaplanowane, z restauracjami i małymi lokalami usługowymi, jak np. siłownia, spa itp. Będą musiały być objęte profesjonalnym zarządzaniem, co dla wielu inwestorów będzie zupełnie nowym obowiązkiem.

Dla nas, zarówno aspekt energooszczędności, jak też realizacji projektów klasy premium, nie jest wyzwaniem. Mamy w tych obszarach bogate doświadczenie. Także w zarządzaniu lokalami na wynajem. Muszę podkreślić, że, mając na uwadze, jak ważną sprawą dla każdego z nas jest posiadanie własnego lokum oraz chęć inwestowania w mieszkanie indywidualnych nadwyżek finansowych, to chociaż nie wykluczamy współpracy z funduszami, indywidualni klienci pozostają dla nas najważniejszymi partnerami. Przykładem może być aparthotel Varsovia Apartamenty czy Apartamenty Jerozolimskie Invest. W 2021 roku zakładamy uruchomienie nowych inwestycji w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Chorzowie i Łodzi.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

W 2021 roku nadal trudny do przewidzenia jest rozwój sytuacji związanej z pandemią. Reakcją na negatywne skutki epidemii, może być zarówno większa oszczędność konsumentów oraz wydłużenie czasu podejmowania decyzji zakupowych albo wręcz ich przyspieszenie dla ochrony wartości posiadanych środków.

Klienci coraz większą uwagę zwracają na jakość otaczającej ich przestrzeni, przemyślane rozwiązania projektowe, atrakcyjnie zaaranżowane części wspólne i tereny wokół inwestycji. Są zainteresowani lokalami o większych metrażach, z ogródkami lub większymi balkonami, a także z pomieszczeniami umożliwiającymi zorganizowanie miejsca do pracy i nauki z domu, czy też strefy relaksu i aktywności fizycznej.

W odpowiedzi na obniżenie stóp procentowych zauważamy wzrost zakupów nieruchomości w celach inwestycyjnych. Lokale o podwyższonym standardzie, znajdujące się w prestiżowych lokalizacjach nie tracą na wartości i są postrzegane jako bezpieczna forma lokaty środków.

Na koniec 2020 roku posiadaliśmy blisko 1000 lokali w ofercie we wrocławskich i krakowskich inwestycjach. Sukcesywnie wprowadzamy do sprzedaży kolejne projekty, aby utrzymać atrakcyjną ofertę mieszkań. W bieżącym roku planujemy sprzedać 1000 lokali.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Spodziewamy się stabilnej sytuacji na rynku mieszkaniowym, nie przewidujemy drastycznego osłabienia koniunktury. Przewidujemy spadek liczby mieszkań wprowadzanych do sprzedaży głownie ze względu na utrudnienia w uzyskiwaniu pozwoleń na budowę. Zakładamy jednak, że rynek będzie sprzyjał deweloperom dostarczającym dobry produkt i zróżnicowane, przemyślane projekty zlokalizowane w dużych miastach.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Bardzo liczymy na to, że sytuacja związana z pandemią szybko się zakończy. Prognozujemy, że pomimo spowolnienia gospodarczego, rynek mieszkaniowy w tym roku nadal będzie się rozwijał. Popyt na mieszkania będzie utrzymywał się na wysokim poziomie, gdyż klienci nadal będą poszukiwać bezpiecznych form lokowania i ochrony kapitału. W 2021 roku planujemy wprowadzić do oferty kilka nowych inwestycji na terenie Warszawy. W związku z tym, mamy nadzieję, że uda się zwiększyć wynik sprzedażowy w porównaniu z 2020 rokiem.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Deweloperzy starannie weryfikują projekty, które planują wdrożyć do sprzedaży w 2021 roku i w kolejnych latach. Z uwagi na zmiany preferencji klientów, wiele firm rozpoczęło analizę gruntów pod budownictwo domów jednorodzinnych, segmentów, które są przeznaczone dla kilkuosobowych rodzin. Na bieżący rok założyliśmy optymistyczne plany sprzedażowe, które wynikają m.in. z wprowadzanych nowych projektów do sprzedaży o przemyślanej strukturze, architekturze oraz udogodnieniach dla mieszkańców.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Myślę, iż rynek mieszkaniowy nadal pozostanie w dobrej kondycji. Popularnością będą cieszyły się projekty w dobrych lokalizacjach, co widzimy na przykładzie naszej topowej inwestycji w Poznaniu przy ul. Lwowskiej. Obserwujemy trendy wśród naszych klientów i pod nie dostosowujemy ofertę. W inwestycji Kórnicka w Poznaniu oddaliśmy naszym klientom Klub Mieszkańca, który okazał się strzałem w dziesiątkę.

Myślę, iż spowolnienie gospodarcze tylko częściowo wpłynie na decyzje zakupowe. Na pewno trudniej obecnie uzyskać kredyt na zakup mieszkania, a z drugiej strony stale rozwija się segment mieszkań na wynajem.

Na rok 2021 nasza spółka założyła wzrost sprzedaży w porównaniu do roku 2020. Planujemy wykonać podobny wolumen sprzedażowy jak w 2019 roku. Do sprzedaży wprowadzamy kilka nowych inwestycji, m.in. w Poznaniu, Świnoujściu, Warszawie, Wrocławiu, Bydgoszczy.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu Nickel Development

Od wielu lat obserwujemy, że w Poznaniu jest coraz mniej działek na sprzedaż i dlatego deweloperzy chętnie budują na przedmieściach. W najbliższych latach prognozujemy dalsze rozlewanie się miasta poza jego granice. Trend ten jest także zbieżny z oczekiwaniami dużej grupy klientów, dla których dystans i pewnego rodzaju izolacja mają znaczenie. Dom, czy szeregowiec pod Poznaniem daje im więcej swobody i niezależności, a bliskość przyrody zapewnia rodzaj relaksu, który dla mieszkańców miasta jest trudniej dostępny.

Od początku pandemii obserwujemy więcej zapytań o lokale 3-4 pokojowe i zapewne w tym roku będzie podobnie. Część osób bowiem zakłada, że system pracy zdalnej pozostanie z nami na dłużej i chcą mieć odpowiednio dużo przestrzeni do jej realizacji. Nadal obserwujemy duże zainteresowanie rynkiem second home. Posiadanie nawet niedużego mieszkania w atrakcyjnej turystycznie lokalizacji jest gwarantem odpoczynku i niezależności.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Przede wszystkim mamy nadzieję, że uda nam się uniknąć kolejnych lockdownów. W styczniu br. obserwowaliśmy lekkie spowolnienie. Wydaje się, że kolejna, niewielka obniżka referencyjnej stopy procentowej może podtrzymać popyt na rynku pierwotnym. W 2021 roku chcielibyśmy osiągnąć sprzedaż na poziomie podobnym, jak w ubiegłym roku. Zakładamy, że do grudnia sfinalizujemy sprzedaż Osiedla Łomianki. Planujemy też zakończenie sprzedaży mieszkań w pierwszym etapie Nowego Osiedla Natura i rozpoczęcie kolejnej fazy inwestycji. Pracujemy również nad kilkoma dużymi projektami, które prawdopodobnie wystartują pod koniec tego roku.

Sylwester Śniadecki, prezes zarządu Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

2021 rok będzie czasem, w którym klienci coraz częściej będą poszukiwać mieszkań czy domów mających większy metraż lub komfortowo rozplanowaną przestrzeń. Wydarzenia z poprzedniego roku sprawiły, że nasze M stały się nie tylko azylem, w którym odpoczywamy i spędzamy czas w gronie najbliższych. Obecnie są również miejscami pracy i szkołami. Możliwość wygospodarowania stref dedykowanych różnorodnym potrzebom domowników okazała się nieoceniona, dlatego obserwujemy już od ponad pół roku większe zainteresowanie projektami o powierzchni powyżej 60 mkw.
Naszym celem na 2021 jest oddanie do użytku 60 lokali, czyli o połowę więcej, aniżeli w 2020 roku. To dowód na to, że zakładamy pozytywny scenariusz i nie przewidujemy, aby spowolnienie gospodarcze wpłynęło negatywnie na wskaźniki sprzedaży, także w ujęciu całego rynku.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Ostatnie miesiące pokazały, że pomimo niepewnego otoczenia, popyt na mieszkania wciąż jest relatywnie wysoki. Dodatkowo, niskie stopy procentowe zachęcają do inwestowania w nieruchomości, które obecnie są postrzegane, nie tylko jako dodatkowe źródło dochodu, ale także jako doskonały sposób ochrony kapitału przed rosnącą inflacją.

Rozpoczynamy budowę II etapu osiedla Miasteczko Jutrzenki w warszawskich Włochach, w którym oferujemy łącznie 140 mieszkań. Osiedle cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem i większość lokali z pierwszego etapu jest już wyprzedana. Wkrótce rozpoczniemy bardzo ciekawy projekt w Ursusie. Na 2,5 ha działce przy ulicy Dyrekcyjnej w Warszawie planujemy wybudować około 800 mieszkań, a także lokale handlowe, gastronomiczne i usługowe.

Autor: dompress.pl

Dolar rośnie względem euro. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

Po pozytywnych danych z amerykańskiego rynku pracy trwa dobra passa amerykańskiej waluty. Nie zmienia to faktu, że nawet w tym tempie powrót do przedpandemicznej normy potrwa wiele kwartałów.

Dobre dane zza Oceanu

W USA szczególną wagę przykłada się do danych z rynku pracy. Nie może zatem dziwić, że wczorajszy odczyt nowo utworzonych miejsc pracy, który wyniósł +174 tysiące wywołał entuzjazm na rynkach. Analitycy spodziewali się poprawy po słabym grudniu, ale zaledwie o 45 tysięcy. Żeby lepiej oddać skalę tego zjawiska, w USA jest 10,7 mln bezrobotnych, oznacza to, że powstały miejsca pracy dla 1,5%. Aby wrócić do poziomów sprzed pandemii, potrzebowalibyśmy utrzymać to tempo jeszcze ponad dwa lata. Pomimo tego, rynki uznały te dane za korzystne i dolar dalej się umacnia – dzisiaj nad ranem przekraczając pierwszy raz od przełomu listopada i grudnia poziom 1,20 na parze względem euro.

RPP nie tnie stóp

Zgodnie z oczekiwaniami analityków Rada Polityki Pieniężnej nie obniżyła stóp procentowych na wczorajszym posiedzeniu. Nie pojawiły się też w komentarzach żadne istotne fakty dotyczące kolejnych działań. W dalszym ciągu jednak inwestorzy obawiają się straszaka w postaci możliwych interwencji walutowych gdyby cena euro wyrażona w złotych była zbyt niska. Słaba waluta oprócz niskich stóp procentowych jest jednym z pomysłów na pobudzenie gospodarki. W rezultacie wczoraj doszło do stabilizacji euro w okolicach 4,49 zł. Ostatnio tak tanie euro mieliśmy w połowie grudnia.

Ropa naftowa w górę

Dobre dane z kolejnych gospodarek powodują, że inwestorzy coraz przychylniej patrzą również na ropę naftową. Rosnący popyt spowodowany widmem odmrażania gospodarki spowodował, że od początku roku cena baryłki notowanej w Londynie wzrosła z 51 dolarów do 59 dolarów dzisiaj rano. W rezultacie tych danych byliśmy świadkami wzrostów na walutach krajów wydobywających ten surowiec, jako istotny procent gospodarki. Widać to szczególnie na koronie norweskiej, w przypadku rosyjskiego inne problemy tłumiły ten efekt.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Różna stawka VAT dla dań na miejscu i na wynos – ważny wyrok TSUE

Franczyzobiorca sieci McDonald’s prowadzi sprzedaż gotowych posiłków i dań oferowanych do spożycia w lokalu lub na wynos, np. w okienku zewnętrznym do zakupu typu „drive-thru”. W 2016 r. organ skarbowy uznał, że cała działalność przedsiębiorcy powinna zostać zakwalifikowana jako usługi związane z wyżywieniem, a więc podlegać opodatkowaniu 8% stawką VAT, a nie jako dostawy dań gotowych ze stawką VAT 5%, jak to kwalifikował przedsiębiorca. W sprawie tej z wnioskiem do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym wystąpił Naczelny Sąd Administracyjny. TSUE 12 listopada 2020 r. wydał bardzo ważne dla przedsiębiorców orzeczenie, bo – jak sam zaznaczył – okoliczności sprawy skłoniły go do dokonania po raz pierwszy wykładni wiążących w prawie unijnym pojęć „usług restauracyjnych i cateringowych” (Sprawa C‑703/19, J.K. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej w Katowicach).

Różna stawka VAT dla dań na miejscu i na wynos

Przygotowywane we franczyzowych lokalach dania z półproduktów oferowane są klientom na ciepło i na zimno jako gotowe do spożycia na miejscu wewnątrz lokalu lub na wynos. Urząd kontroli skarbowej we wrześniu 2016 r. przeprowadził u franczyzobiorcy kontrolę rozliczeń VAT za okres od 1 stycznia do 30 czerwca 2016 r. W jej wyniku uznał, że przedsiębiorca stosował niewłaściwą, zaniżoną 5% stawkę VAT do posiłków oferowanych na wynos, kwalifikując je jako opodatkowane w ramach dostawy gotowych dań. Zdaniem organu powinien je traktować jako usługi związane z wyżywieniem i opodatkowywać 8% stawką VAT, bowiem decyduje o tym już sam fakt sporządzania tych dań na miejscu, jak i oferowanie ich do natychmiastowego spożycia w lokalu. To zdaniem urzędu elementy przesądzające o zakwalifikowaniu działań przedsiębiorcy jako świadczenie usług gastronomicznych.

Wątpliwości Naczelnego Sądu Administracyjnego

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w marcu 2018 r. oddalił skargę przedsiębiorcy wniesioną na decyzję organu, wymierzającą mu zobowiązanie w VAT. Jednak wątpliwości co do słuszności oceny urzędu kontroli skarbowej wyraził rozpoznający wniesioną przez franczyzobiorcę skargę kasacyjną NSA. Składając do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne, zauważył, że zgodnie z art. 98 unijnej dyrektywy VAT obniżone stawki VAT mają zastosowanie wyłącznie do dostaw towarów i świadczenia usług, których kategorie są określone w jej załączniku III. A załącznik ten, zatytułowany: „Wykaz dostaw towarów i świadczenia usług, do których można zastosować stawki obniżone, o których mowa w art. 98” w pkt 1 stwierdza, że zaliczają się do nich m.in. środki spożywcze przeznaczone do spożycia przez ludzi, natomiast w pkt 12a wskazane są również usługi restauracyjne i cateringowe.

NSA powziął wątpliwość, czy w zakresie pojęcia „usługi restauracyjnej”, do której zastosowanie ma obniżona stawka VAT w oparciu o ww. unijne przepisy, mieści się sprzedaż dań gotowych, w warunkach takich jak w tej sprawie w sytuacji, w której sprzedawca:

  • udostępnia klientom odpowiednią infrastrukturę umożliwiającą spożycie dania na miejscu, a więc wydzieloną przestrzeń konsumpcyjną oraz dostęp do toalet;
  • nie oferuje przy tej sprzedaży wyspecjalizowanej obsługi kelnerskiej oraz serwisu w ścisłym znaczeniu;
  • sprzedaje dania w uproszczonym procesie zamówień, częściowo zautomatyzowanym;
  • oferuje klientowi ograniczone możliwości personalizacji zamówienia.

NSA zadał również pytanie, czy dla udzielenia odpowiedzi twierdzącej wystarczające jest ustalenie, że klient miał potencjalną możliwość skorzystania z oferowanej infrastruktury, czy też niezbędne jest stwierdzenie, że z punktu widzenia przeciętnego klienta element ten stanowi istotną część świadczenia? Zapytał też, czy dla rozstrzygnięcia powyższej kwestii ma znaczenie sposób przygotowania dań, w szczególności polegający na obróbce termicznej niektórych z półproduktów oraz skomponowaniu z półproduktów gotowych dań?

Wątpliwości klasyfikacyjne PKWiU

Polski sąd odsyłający zauważył, że zgodnie z art. 5a krajowej ustawy o VAT towary i usługi wymienione w klasyfikacjach wydanych na podstawie przepisów o statystyce publicznej są identyfikowane za pomocą tych klasyfikacji, jeżeli dla tych towarów lub usług przepisy ustawy lub przepisy wykonawcze wydane na jej podstawie powołują symbole statystyczne. Zaś zgodnie z art. 41 ust. 2a ustawy o VAT, w związku z jej załącznikiem nr 10, dla gotowych posiłków i dań z wyłączeniem produktów o zawartości alkoholu powyżej 1,2% stawka podatku VAT wynosi 5%. Natomiast grupowanie statystyczne 56.1 PKWiU zatytułowane „Usługi restauracji i pozostałych placówek gastronomicznych” obejmuje w szczególności kategorie 56.10.11 („Usługi przygotowywania i podawania posiłków w restauracjach”), 56.10.13 („Usługi przygotowywania i podawania posiłków w lokalach samoobsługowych”) i 56.10.19 („Pozostałe usługi podawania posiłków”).

Zdaniem NSA sposób uregulowania usług restauracyjnych w PKWiU wpłynął na zakres uregulowania kategorii „Gotowe posiłki i dania, z wyłączeniem produktów o zawartości alkoholu powyżej 1,2%”. Odwołanie się do PKD zawęża bowiem tę kategorię do podklasy PKD 10.85.Z – odnoszącej się do wytwarzania gotowych posiłków i dań, a podklasa ta nie obejmuje przygotowywania posiłków do bezpośredniego spożycia, sklasyfikowanego w odpowiednich podklasach działu 56 PKWiU. Tak więc pojęcie „działalność usługowa związana z wyżywieniem” użyte dla określenia pozycji w 56 PKWiU jest szersze od pojęcia „usługi restauracyjne” zawartego w dyrektywie VAT, co oznacza, że ma wpływ na zakres stosowania do kategorii „Gotowe posiłki i dania”.

Usługi restauracyjne i cateringowe, czy dostawa środków spożywczych?

TSUE postanowił odpowiedzieć na pytania odsyłające polskiego sądu bez przeprowadzania rozprawy. Zdecydował je połączyć w jedno: czy do celów opodatkowania według obniżonej stawki VAT art. 98 ust. 2 dyrektywy VAT i pkt 1 i 12a załącznika III do tej dyrektywy w związku z art. 6 rozporządzenia wykonawczego nr 282/2011 należy interpretować w ten sposób, że różne rodzaje działalności polegającej na dostarczaniu dań gotowych do natychmiastowego spożycia w lokalach gastronomicznych szybkiej obsługi objęte są pojęciem „usług restauracyjnych i cateringowych”, czy też pojęciem „środków spożywczych”. Pierwsze podlegały w Polsce opodatkowaniu 8% stawką VAT, drugie z kolei 5%.

Zgodnie z art. 6 ust. 1 i 2 rozporządzenia wykonawczego nr 282/2011 usługi restauracyjne i cateringowe oznaczają usługi polegające na dostarczaniu gotowej lub niegotowej żywności lub/i napojów przeznaczonych do spożycia przez ludzi wraz z odpowiednimi usługami wspomagającymi, pozwalającymi na ich natychmiastowe spożycie. Dostarczanie żywności i/lub napojów stanowi jedynie element większej całości, w której muszą przeważać usługi. Usługi restauracyjne polegają na świadczeniu takich usług w lokalu należącym do usługodawcy, podczas gdy usługi cateringowe polegają na świadczeniu takich usług poza lokalem usługodawcy. Za usługi cateringowe i restauracyjne nie uznaje się dostawy gotowej lub niegotowej żywności i/lub napojów wraz z ich transportem lub bez niego, jeśli nie towarzyszą im żadne inne usługi wspomagające.

Decydująca jest realizacja usług wspomagających towarzyszących dostarczeniu żywności

W opinii rzecznika generalnego TSUE Jeana Richarda De La Toura brzmienie dwóch pierwszych zdań oraz zdania ostatniego ww. przepisu prowadzi do uznania, że usług restauracyjnych i cateringowych nie charakteryzuje sposób przygotowania żywności, lecz realizacja usług wspomagających, towarzyszących dostarczaniu tej żywności. A te wspomagające usługi muszą mieć dodatkowo charakter wystarczający i przeważający w celu zapewnienia natychmiastowego spożycia gotowej żywności. W przeciwnym razie dostarczanie żywności należy traktować jako dostawę towarów, a konkretnie „środków spożywczych”. Zdanie trzecie powyższej regulacji stanowi natomiast, że jedynie miejsce świadczenia usług towarzyszących dostarczaniu żywności pozwala odróżnić usługi restauracyjne od usług cateringowych.

W oparciu o wyrok TSUE Faaborg‑Gelting Linien z 2 maja 1996 r. oraz doprecyzowujący jego zakres wyrok Bog i in. z 10 marca 2011 r. rzecznik TSUE stwierdził, że o kwalifikacji, czy w danym przypadku mamy do czynienia ze świadczeniem usług restauracyjnych i/lub cateringowych, decyduje ustalenie dominującej roli ww. usług wspomagających, oferowanych przez pracowników odpowiedzialnych za zapewnianie usług organizujących bezpośrednie spożycie podawanej żywności.

„…jestem zdania, że w większości przypadków fakt, iż żywność jest podawana w miejscu znajdującym się pod kontrolą podatnika, w którym zasoby rzeczowe i ludzkie są zgromadzone i wykorzystywane w celu zapewnienia konsumentowi komfortu (np. za pomocą stołów i krzeseł) i bezpieczeństwa (w szczególności higieny wyposażenia), pozwala rozróżnić świadczenie usług od dostawy towarów” (opinia z 12 listopada 2020 r. w sprawie C 703/19).

Ostatecznie to klient decyduje, czy skorzysta z usługi restauracyjnej, czy nie

Rzecznik dodał, że powyższe należy jednak połączyć z decyzją konsumenta o skorzystaniu lub nie z usług wspomagających. A więc, czy zdecyduje on o natychmiastowym spożyciu podanych mu posiłków wewnątrz, czy spożyciu ich na zewnątrz obiektów usługodawcy. Bo jeśli zdecyduje o wyborze drugiej opcji, wówczas samo udostępnianie materiałowej i osobowej infrastruktury nie jest wystarczające do uznania dokonanej przez przedsiębiorcę czynności za świadczenie usług restauracyjnych czy cateringowych.

W odpowiedzi na zadane przez NSA pytanie rzecznik TSUE stwierdził, że unijne przepisy w zakresie możliwości stosowania obniżonych stawek VAT 8% lub 5% należy interpretować tak, że:

„…pojęcie „usług restauracyjnych i cateringowych” obejmuje dostarczanie żywności w miejscu znajdującym się pod kontrolą podatnika, w którym zasoby rzeczowe i ludzkie są zgromadzone i wykorzystywane w celu zapewnienia jakości obsługi konsumenta, która jest wystarczająca do zagwarantowania komfortu i bezpieczeństwa natychmiastowego spożycia tej żywności na miejscu. (…) pojęcie „środków spożywczych” obejmuje dostarczanie żywności celem jej natychmiastowego spożycia poza udostępnionym przez podatnika miejscem zapewniającym usługi wspomagające umożliwiające spożycie tej żywności na miejscu” (opinia z 12 listopada 2020 r. w sprawie C 703/19).

Zatem, jeśli klient weźmie zakupione w lokalu danie na wynos i nie spożyje go przy wykorzystaniu infrastruktury udostępnionej przez ten lokal, to nie będzie to stanowić usługi restauracyjnej, a dostawę środków spożywczych.

Aby nie było niejasności, polski fiskus po prostu podciągnął wszystko pod jedną, wyższą stawkę VAT

Powyższe rozstrzygnięcie TSUE może pomóc przedsiębiorcom z branży gastronomicznej, których dostawy towarów, gotowych dań na wynos, rozumianych przez regulacje unijne jako dostawy środków spożywczych, fiskus opodatkowywał wyższą, 8% stawką VAT przeznaczoną dla usług restauracyjnych lub cateringowych. Audyt prawny dokonanych w tym zakresie rozliczeń opłaca się im jednak przeprowadzić tylko wstecz od 30 czerwca 2020 r. Z dniem 1 lipca 2020 r. zaczął bowiem obowiązywać wprowadzony Ustawą z dnia 9 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1751) przepis art. 41 ust. 12f ustawy o VAT, zgodnie z którym 8% stawkę VAT stosuje się, poza kilkoma wyjątkami, do dostawy towarów i świadczenia usług klasyfikowanych według Polskiej Klasyfikacji Wyrobów i Usług w grupowaniu „usługi związane z wyżywieniem” (PKWiU 56). Ale wydana opinia TSUE może również okazać się istotną wskazówką dla firm w celu właściwej interpretacji obecnych, zmienionych przepisów dotyczących opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co napędzi branżę logistyczną w 2021?

Za nami wyjątkowy dla e-commerce pod wieloma względami rok 2020, a przed nami kolejne miesiące, kiedy znajdujemy się w pandemicznej rzeczywistości. Czy obserwować będziemy zmiany w globalnym biznesie, mające wpływ także na branże logistyczną? Czy też kontynuowane będą trendy widoczne już w 2020 roku?

  1. E-commerce? Dekada w trzy miesiące

Rok 2020 był pod względem wzrostów w e-commerce szalony. Przykładowo w Stanach Zjednoczonych pierwszy kwartał 2020 roku wygenerował tak duże zyski, jak cała dekada! Pod względem wzrostów handlu internetowym, Europa Środkowo-Wschodnia była najszybciej rosnącym obszarem ze skalą wzrostu 21,5% (Środkowy Wschód i Afryka – 19,9%, Ameryka Płd. – 19,4%). Przedłużająca się pandemia spowodowała zmianę nawyków zakupowych. Po doświadczeniach roku 2020 część biznesów opierających się na sprzedaży nie wróci już do trybu stacjonarnego – dotyczy to np. branży odzieżowej. Przed nami kolejny rok ze wzrostami w e-commerce, tym bardziej, że wg danych Według ostatniego badania GEMIUS i Izby Gospodarki Elektronicznej już 73% internautów robi zakupy online. Wynik ten jest lepszy od poprzedniej fali badania aż o 11 punktów procentowych.

  1. Wzmacnianie pozytywnego doświadczenia

Każda poprawa w obszarze customer experience zwiększa zaangażowanie klienta, dlatego firmy z branży e-commerce muszą dopracowywać swoje procesy do perfekcji. Jednym z kluczowych aspektów jest terminowość dostawy. W najbardziej zaawansowanych systemach automatycznego magazynowania zdjęcie towaru z lokalizacji może zająć zaledwie 49 sekund od kliknięcia. Jak to wpływa ma szybkość realizacji, nie trzeba wspominać.

  1. Czas na Business 5.0

Cyfrowa transformacja dzieje się na naszych oczach, a przyspieszył ją kryzys COVID-19. Biznes 5.0 wykorzystuje możliwości, które niosą za sobą technologie i era cyfryzacji, w tym takie narzędzia jak sztuczna inteligencja, Big Data, automatyzacja procesów biznesowych.

– Niewątpliwie do tego obszaru zalicza się automatyzacja procesów magazynowych, od której zależy rentowność wielu biznesów i zadowolenie milinów klientów różnych branż. Przykładem może być oparty o najnowsze rozwiązania robotyzacji i oprogramowania system AutoStore, który dzięki kilku tysiącom realizowanych zamówieniach dziennie pozwala zwiększyć wydajność o kilkadziesiąt procent w skali rok do roku – mówi Anna Wiśniewska, managing director w Element Logic Polska.

  1. Doskonalenie łańcucha dostaw

Głównym założeniem efektywnego łańcucha dostaw jest obniżenie kosztów lub wzrost przychodów w wyniku doskonalenia jakości obsługi. To z kolei pozwala zmaksymalizować korzyści ekonomiczne Według danych EY przedsiębiorcy są świadomi, jak duże rezerwy tkwią w ich niedoskonałych łańcuchach dostaw. Aż 52% z nich – aktywnie podejmuje kroki w celu zmiany obecnego łańcucha dostaw, natomiast 40% ma w planach ich zainicjowanie, ale jeszcze zastanawia się nad ich charakterem.

  1. Redukcja kosztów i… śladu węglowego

Użytkownicy oraz opinia publiczna coraz częściej zwracają uwagę na to, jak pod względem ekologii wygląda proces produkcji i dostawy towaru – eko trend wciąż będzie jednym z wiodących, również w branży logistycznej – ze względu na oszczędności, ale nie tylko. – Magazyny pochłaniają ogromne ilości zasobów, ale zarządzanie nimi w sposób zrównoważony jest możliwe. Przykładowo roboty wdrożone w systemie AutoStore regenerują energię za każdym razem, gdy opuszczają pojemnik lub zmniejszają prędkość – podobnie jak samochód elektryczny – dzięki czemu energia cyrkuluje i jest stała. Dziesięć robotów AutoStore zużywa tyle samo energii co jeden odkurzacz. Mogą one z łatwością korzystać także z energii słonecznej, dzięki czemu idealnie nadają się do zastosowania w nowoczesnych energooszczędnych magazynach – dodaje Anna Wiśniewska.

Źródło:

  • https://www.mckinsey.com/business-functions/strategy-and-corporate-finance/our-insights/five-fifty-the-quickening#
  • https://www.ey.com/pl_pl/business-5-0/odpornosc-lancucha-dostaw-znane-wyzwanie-w-nowym-wydaniu
  • https://eizba.pl/e-commerce-co-nas-czeka-w-2021/
  • https://www.businessinsider.com/global-ecommerce-2020-report?IR=T
  • https://www.businessinsider.com/global-ecommerce-2020-report?IR=T

Wyniki finansowe PKN ORLEN za 4 kwartał 2020 roku

PKN ORLEN w 2020 roku osiągnął wynik EBITDA LIFO na wysokim poziomie 12,1 mld zł oraz zysk netto w wysokości 3,4 mld zł, uwzględniając zysk na nabyciu akcji spółki Energa. W tym czasie kontynuowano kluczowe inwestycje rozwojowe, na które zgodnie z planem przeznaczono łącznie 9 mld zł. W 2020 roku rekordowy wynik 3,3 mld zł osiągnął segment detaliczny oraz obszar energetyki z zyskiem EBITDA LIFO w wysokości 3,4 mld zł. Pomimo negatywnego wpływu otoczenia makroekonomicznego, związanego z pandemią COVID-19, przychody ze sprzedaży uplasowały się na poziomie 86,2 mld zł. Pod koniec listopada ubiegłego roku przyjęta została długoterminowa strategia PKN ORLEN do roku 2030 roku, a we wrześniu polityka klimatyczna Grupy ORLEN, która zakłada osiągnięcie neutralności emisyjnej przez Koncern w 2050 roku.

– W 2020 roku osiągnęliśmy bardzo solidne wyniki, mimo niesprzyjającego otoczenia makroekonomicznego spowodowanego pandemią. Kluczem do sukcesu w branży paliwowo-energetycznej jest dywersyfikacja  obszarów działalności. Dlatego wnikliwie obserwujemy panujące trendy i skutecznie na nie odpowiadamy, co przekłada się bezpośrednio na osiągane wyniki finansowe. Jesteśmy firmą globalną, więc podejmowane decyzje i działania muszą być ukierunkowane na wzmacnianie naszej pozycji w stosunku do konkurentów, bo w długiej perspektywie, w grze zostaną tylko najsilniejsze koncerny. Rekordowe wyniki segmentu detalicznego i energetycznego oraz wysokie wyniki w segmencie petrochemii pokazują, że podejmując trzy lata temu decyzje uwzględniające akwizycje oraz inwestycje w tych obszarach, właściwie określiliśmy strategiczne kierunki rozwoju – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2020 roku konsekwentnie realizowano działania nakierowane na tworzenie multienergetycznego koncernu. PKN ORLEN kontynuował i zainicjował szereg działań inwestycyjnych, ukierunkowanych na wzrost zysków i poszerzenie oferty produktowej. Kontynuowane były prace nad inwestycjami w segment petrochemiczny oraz rozbudowa mocy nawozowych w ANWIL czy przekształcanie spółki ORLEN Południe w nowoczesną biorafinerię, m.in. poprzez budowę instalacji do produkcji ekologicznego glikolu. Rozpoczęła się również inwestycja w instalację Visbreakingu w Płocku. PKN ORLEN sfinalizował nabycie akcji spółki Energa, zakończył przejęcie spółki RUCH, uzyskał warunkową zgodę Komisji Europejskiej na akwizycję Grupy LOTOS oraz zainicjował proces przejęcia PGNiG.  Na początku grudnia ubiegłego roku zainicjowany został proces przejęcia Grupy Polska Press, na bazie, której PKN ORLEN zbuduje nowoczesną platformę do komunikacji z klientami. W 2020 roku wzmacniano kompetencje w obszarze odnawialnych źródeł energii, m.in. poprzez przejęcie Grupy Energa oraz zaawansowane przygotowania do budowy morskiej farmy wiatrowej, co umożliwiło wybór partnera branżowego do realizacji tego projektu na początku 2021 roku.

W 2020 roku PKN ORLEN osiągnął:

  • EBITDA LIFO na poziomie 12,1 mld zł (przed odpisami aktualizującymi wartość aktywów trwałych i uwzględniając zysk na nabyciu akcji spółki Energa)
    • zysk netto w wysokości 3,4 mld zł
    • przychody na poziomie 86,2 mld zł

PKN ORLEN w 4 kwartale 2020 roku utrzymał stabilną pozycję i wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. W tym czasie spółka wyemitowała obligacje korporacyjne  o łącznej wartości 1 mld zł, gdzie poziom marży uzależniony będzie od ratingu ESG, nadawanego przez agencję MSCI ESG Research Limited. Emisja spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów – łączna wartość zapisów w procesie budowy księgi popytu wyniosła 2,2 mld zł, ponad 2 razy więcej niż łączna wartość nominalna obligacji. PKN ORLEN uzyskał bardzo korzystne warunki finansowania – najniższe oprocentowanie w historii spółki i jednocześnie najniższą marżę od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku.

Na wynik segmentu rafineryjnego w 4 kwartale 2020 roku znaczący wpływ miały niekorzystne warunki makroekonomiczne. Spowodowane były głównie spadkiem marż na lekkich i średnich destylatach, niższym dyferencjałem Brent/Ural o (-) 1,4 USD/bbl (r/r) i umocnieniem złotówki względem dolara. Duże znaczenie miał także ujemny wpływ transakcji zabezpieczających przepływy pieniężne, realizowanych na zakupach ropy naftowej i sprzedaży produktów. Czynniki te spowodowały, że segment rafineryjny osiągnął EBITDA LIFO na poziomie (-) 145 mln zł. Niekorzystne efekty zostały częściowo ograniczone wpływem wyższych marż na ciężkich frakcjach rafineryjnych oraz niższych kosztów zużyć własnych w wyniku spadku cen ropy o (-) 19 USD/bbl. Przerób ropy wyniósł 7,4 mt, natomiast sprzedaż 6,2 mt.

Segment petrochemiczny w ostatnim kwartale 2020 roku osiągnął 508 mln zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 187% (r/r). Jest to efekt poprawy wyników przez wszystkie spółki segmentu m.in. dzięki wyższym (r/r) marżom petrochemicznym oraz osłabieniu złotówki względem euro. Sprzedaż produktów petrochemicznych wyniosła 1,4 mt i była wyższa o 17% (r/r), w tym: poliolefin o 47%, nawozów o 12%, PCW o 115% i PTA o 15%, przy porównywalnej sprzedaży olefin. W Polsce wzrost wyniósł 13% (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży etylenu, PTA, nawozów i PCW, w Czechach 22% (r/r) w związku z wyższą sprzedażą polietylenu, spowodowaną uruchomieniem PE3, polipropylenu oraz PCW, natomiast w ORLEN Lietuva aż 200% (r/r) w efekcie wyższej sprzedaży zewnętrznej propylenu.

W 4 kwartale ub.r. Koncern odnotował rekordowy wynik segmentu energetycznego, który wyniósł 1,1 mld zł EBITDA LIFO. To wzrost o 192% (r/r). Rezultat ten został osiągnięty głównie w efekcie konsolidacji wyników Grupy ENERGA przy korzystnym wpływie makro (r/r) spowodowanym szybszym wzrostem cen energii elektrycznej w porównaniu do cen gazu. W tym czasie Koncern dysponował 3,2 GWe zainstalowanej mocy elektrycznej i 6 GWt mocy cieplnej. Produkcja energii elektrycznej, która w ponad 70% pochodziła ze źródeł zero i niskoemisyjnych, wyniosła 3,3 TWh, co oznacza wzrost o 10% (r/r). Na zwiększenie produkcji energii elektrycznej wpływ miało głównie korzystne makro dla bloków gazowych, elektrowni wodnych (lepsze warunki hydrometeorologiczne), elektrowni wiatrowych (wzrost wietrzności i oddana do użytku nowa farma wiatrowa Energi o mocy ok. 31 MW) oraz mniejszy wolumen ze spalania biomasy (rezygnacja ze współspalania w Ostrołęce). Sprzedaż energii elektrycznej utrzymała się na poziomie porównywalnym do analogicznego okresu ubiegłego roku, natomiast w wyniku zwiększenia pracy zdalnej w Polsce wzrosła jej dystrybucja. W ramach budowy nowych obszarów biznesowych w segmencie energetyki, PKN ORLEN koncentruje się na rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Inwestycja w pierwszą farmę wiatrową na Bałtyku będzie realizowana wspólnie z wybranym partnerem – kanadyjską spółką Northland Power.

Segment detaliczny PKN ORLEN wypracował w 4 kwartale ub.r. 827 mln zł EBITDA LIFO, co oznacza wzrost o 41% (r/r). Na dobry wynik wpłynął głównie wzrost marż paliwowych na rynku polskim i niemieckim, przy porównywalnym poziomie marż na rynku czeskim i litewskim (r/r). W tym czasie kontynuowano rozwój oferty pozapaliwowej. O 145 wzrosła liczba punktów gastronomicznych Stop Cafe/star Connect (włączając sklepy convenience) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Na koniec grudnia 2020 roku było ich łącznie 2290, w tym: 1725 Stop Cafe w Polsce (włączając 662 sklepy convenience), 385 Stop Cafe w Czechach, 139 star Connect w Niemczech, 28 Stop Cafe na Litwie oraz 13 Stop Cafe na Słowacji. Zgodnie z przyjętą strategią, Koncern konsekwentnie przystosowywał sieć stacji do sprzedaży paliw alternatywnych. W rezultacie liczba punktów alternatywnego tankowania wzrosła o 104 (r/r) i obecnie wynosi 212, w tym: 167 punktów ładowania samochodów elektrycznych, 2 stacje wodorowe oraz 43 stacje CNG. Najwięcej jest ich zlokalizowanych w Polsce – 137, w Czechach 66, a w Niemczech 9.

Segment wydobycia wypracował rezultat EBITDA LIFO na poziomie 50 mln zł, co oznacza wzrost o 52% (r/r). Wynik ten Koncern osiągnął pomimo spadku cen ropy i kondensatu gazowego głównie dzięki wyższym cenom gazu (r/r) oraz transakcjom zabezpieczającym przepływy pieniężne. W Polsce średnie wydobycie wyniosło 1 tys. boe/d, przy czym 100% stanowił gaz, a w Kanadzie 15,2 tys. boe/d, w tym 42% stanowiły węglowodory ciekłe. W grudniu 2020 roku, w ramach testu produkcyjnego, spółka ORLEN Upstream uruchomiła wydobycie gazu ziemnego ze złoża Bystrowice. Zrealizowano również wiercenie otworu Grodzewo-1 i przeprowadzono testy wydobywcze. Z kolei w Kanadzie wznowiono prace inwestycyjne związane z zagospodarowaniem posiadanych aktywów, w tym m.in. rozpoczęto wiercenie trzech otworów na obszarze Ferrier oraz jednego otworu na obszarze Kakwa. Ponadto Koncern prowadzi działania proekologiczne, które pozwolą zredukować emisję gazów cieplarnianych i spełnić wszystkie wymagania środowiskowe wprowadzone przez rząd federalny i prowincjonalny Kanady.

Przełom w zdalnej diagnostyce płuc: polski AioCare podpisał umowę z amerykańskim Vyaire Medical Inc.

HealthUp, twórca AioCare ™ – cyfrowego systemu do zdalnej diagnostyki pacjentów z chorobami płuc – podpisał kluczową umowę z amerykańskim partnerem na wyłączną dystrybucję AioCare.

  • Umowa z Vyaire Medical jest rynkowym potwierdzeniem jakości polskiej technologii i zabezpiecza wdrożenie rozwiązania na 3 kontynentach i 15 rynkach, w tym w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Australii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich.[1]
  • Vyaire to globalna firma skupiająca się wyłącznie technologiach i urządzeniach związanych z oddychaniem. Ma z 65-letnie doświadczenie we wsparciu terapii oraz diagnostyki chorób układu oddechowego poprzez portfolio wielu zintegrowanych rozwiązań.

Komercjalizacja AioCare, cyfrowego systemu do diagnostyki i wsparcia pacjentów z chorobami płuc, złożonego z wielofunkcyjnego urządzenia (spirometru i pulsoksymetru), aplikacji mobilnej oraz panelu online, nabiera nowej dynamiki. Twórca AioCare – spółka HealthUp z portfela Joint Polish Investment Fund – podpisała właśnie umowę partnerską z Vyaire Medical. To globalny lider w dystrybucji urządzeń związanych z zaawansowaną diagnostyką układu oddechowego. W ramach partnerstwa, amerykański koncern zagwarantował sprzedaż systemu AioCare na ponad 15 rynkach w 3 regionach (Europa, Bliski Wschód, Australia).

Partnerstwo z Vyaire, w tak kluczowym okresie, otwiera nam szeroko dostęp do czołowych specjalistów i do ich pacjentów w krajach liczących kilkaset milionów mieszkańców. Nasze rozwiązanie jest szczególnie potrzebne właśnie w czasie pandemii, pozwalając pacjentom kontynuować terapie i diagnozować się na bieżąco, z domu, w sposób 100 proc. bezpieczny i skuteczny – podkreśla dr Łukasz Kołtowski, prezes i współzałożyciel HealthUp.

Tylko w Polsce, okresowej spirometrii wymaga ponad 6 mln pacjentów, co wobec obecnej sytuacji w służbie zdrowia nie jest wykonalne tradycyjną metodą, poprzez wizytę u specjalisty. Po to właśnie powstał AioCare, by wydajnie i łatwo diagnozować, monitorować i w efekcie leczyć niebezpieczne choroby płuc i tym samym ratować ludzkie życia.

Warto uświadomić sobie, że przewlekła obturacyjna chorba płuc (POChP) jest trzecią wiodącą przyczyną zgonów na świecie, cierpi na nią 10 proc. osób powyżej 40. roku życia[2], a jej rozpoznanie nie jest możliwe bez wykonania badania spirometrycznegododaje Piotr Bajtala, współzałożyciel HealthUp.

Wedle ostatnich szacunków, na świecie jest ponad 600 mln pacjentów z[3] astmą lub przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, którzy dzięki AioCare będą mogli się lepiej monitorować i skuteczniej się leczyć.

[1] Sprzedaż w kolejnych krajach będzie postępować wraz z uzyskaniem odpowiednich zgód na danych rynkach

[2] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7273182/

[3] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7096989/

Toyota liderem rynku w styczniu 2021. Corolla i Yaris najczęściej rejestrowanymi modelami w Polsce

Toyota zarejestrowała w styczniu 2021 roku 5 857 samochodów osobowych, zajmując niekwestionowane pierwsze miejsce z przewagą ponad 1700 egzemplarzy nad kolejną marką. Najpopularniejszymi modelami w minionym miesiącu były Corolla i Yaris, a w pierwszej dziesiątce znalazły się także RAV4 i Toyota C-HR. Toyota zarejestrowała najwięcej samochodów na rynku flotowym i całkowicie zdominowała rynek klientów indywidualnych. Najpopularniejszym samochodem flotowym jest Corolla, a faworytem nabywców prywatnych jest model Yaris.

Toyota potwierdziła w styczniu 2021 roku swoją pozycję lidera na polskim rynku samochodów osobowych po tym, jak w 2020 roku zajęła pierwsze miejsce w kraju. W pierwszym miesiącu roku marka zarejestrowała 5 857 nowych samochodów osobowych, co stanowi 18% rynku.

Dominująca pozycja Toyoty na polskim rynku znajduje odzwierciedlenie w rankingu rejestracji modeli. Corolla zajęła w minionym miesiącu pierwsze miejsce, po zarejestrowaniu 1 628 samochodów, zaś tuż za nią znalazł się Yaris z wynikiem 1 543 aut. Piąte miejsce w kraju zajął SUV Toyota RAV4 (929 rejestracji), zaś dziewiąte – Toyota C-HR (685 rejestracji).

Co piąty nabywca prywatny wybiera Toyotę

Siłę Toyoty na polskim rynku szczególnie wyraźnie widać w wyborach klientów indywidualnych. Samochody marki wybrało w styczniu 21,8% nabywców prywatnych, rejestrując 2 270 egzemplarzy. To o ponad 90% więcej niż marka zajmująca drugie miejsce.

Zdecydowanym faworytem prywatnych klientów był Yaris, którego wybrały 803 osoby. Corolla znalazła się na trzecim miejscu z wynikiem 475 aut, RAV4 na szóstym (319 aut), Toyota C-HR na ósmym (297 aut), zaś AYGO na dziewiątym (277 aut).

Toyota najpopularniejszą marką flotową

Klienci firmowi zarejestrowali w styczniu 3 587 samochodów Toyoty, co dało marce pierwsze miejsce i 16,4-procentowy udział w rynku. Najczęściej wybieranym samochodem w Polsce była Corolla (1153 rejestracje), zaś Yaris zajął trzecie miejsce (741 rejestracji). Tuż za Yarisem znalazła się Toyota RAV4 (610 rejestracji), zaś Toyota C-HR zajęła dziewiąte miejsce (388 rejestracji).

Toyota na pierwszym miejscu w polskim rankingu niezawodności

Bardzo dobre wyniki Toyoty w 2020 oraz 2021 roku to efekt kilku czynników. Marka oferuje szeroką gamę nowych modeli opracowanych w architekturze TNGA, zapewnia pełną dostępność swoich modeli oraz duży wybór niskoemisyjnych hybryd. Toyota szybko dostosowała się do zmiany warunków na rynku w związku z pandemią i już w marcu 2020 roku uruchomiła nowy kanał sprzedaży przez salony internetowe. Duży wpływ na popularność Toyoty mają także takie czynniki jak niezawodność oraz wysoka wartość rezydualna jej samochodów.

Potwierdzeniem tych atutów jest badanie „Marka nr 1” portalu Wybór Kierowców, oparte na 100 tys. opinii polskich użytkowników samochodów. Toyota po raz piąty z rzędu zwyciężyła w kategorii najbardziej niezawodnych marek z oceną 90,9%. Marka zajęła pierwsze miejsce także w kategorii „Serwisy ASO”.

Cyfryzacja biznesu zwiększa popyt na kompetencje IT – raport płacowy 2021

Pandemia nie pozostała bez wpływu na rynek kontraktingu usług IT, lecz skala negatywnych konsekwencji była zdecydowanie mniejsza niż w innych sektorach. Cyfryzacja biznesu oraz liczne inwestycje w nowe technologie utrzymały wysoki popyt na kompetencje IT, co przełożyło się na atrakcyjne warunki dla specjalistów współpracujących z firmami w modelu B2B. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla rynku IT Contracting, w 2021 będzie dominował trend stopniowej stabilizacji płac. Nie wyklucza to jednak podwyżek w wybranych obszarach specjalizacyjnych.

Pandemia wpłynęła na ogólnoświatową gospodarkę, niosąc za sobą negatywne konsekwencje dla wielu branż. W wyjątkowo dobrej sytuacji znalazł się sektor IT oraz firmy, których głównym źródłem dochodu jest działalność prowadzona w sieci. Inwestycje w IT – rozwój systemów informatycznych i cyfryzację procesów biznesowych – w minionym roku stały się codziennością dla wielu organizacji, które dotychczas miały niewiele wspólnego z nowoczesnymi technologiami. W konsekwencji rynek pracy IT bardzo szybko wrócił do stanu sprzed pandemii i wiele wskazuje na to, że tempo jego rozwoju w najbliższym czasie nie wyhamuje.

Jak zauważa Arkadiusz Wargin, dyrektor dywizji IT Contracting w Hays Poland, na naszych oczach zmienia się tak wiele, że trudno przewidzieć jak dużą metamorfozę przejdzie biznes w ciągu następnej dekady. Pewne jest jednak utrzymanie wysokiego zapotrzebowania na ekspertów w dziedzinie IT. – Nie każda branża i nie każdy obszar usług reaguje tak samo na zmiany otoczenia biznesowego. Wyzwania, z jakimi mierzą się jedne firmy mogą jednak tworzyć szansę rozwoju dla innych. Technologie informacyjne i powiązane z nimi obszary inżynieryjne, od kilku dekad stają się coraz bardziej znaczącą siłą napędową dla rozwoju gospodarek światowych. Kompetencje IT nie tracą na wartości, a specjaliści branży informatycznej, jak byli poszukiwani, tak nadal są i będą firmom potrzebni wyjaśnia ekspert Hays.

Trendy na rynku

Jak wynika z badania Hays przeprowadzonego na koniec 2020 roku, kompetencje IT i cyfrowe pozostają na szczycie listy potrzeb kompetencyjnych firm, przy czym 30 proc. organizacji uznaje je również za najtrudniejsze do pozyskania. W branży IT i telekomunikacji – pozostającej jednym z sektorów generujących największy popyt na kompetencje IT – takiej odpowiedzi udzieliło aż 72 proc. firm objętych badaniem.

Większość organizacji działających w branży deklaruje plany rekrutacyjne na rok 2021. Zatrudniać chce 91 proc. firm IT i telekomunikacyjnych, a 55 proc. z nich spodziewa się trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników. Chociaż większość przewidzianych działań rekrutacyjnych będzie dotyczyć pracy etatowej, to 36 proc. firm z branży uwzględnia rekrutację pracowników zewnętrznych, tymczasowych i kontraktorów. Odsetek organizacji zainteresowanych nowoczesnymi formami zatrudnienia rośnie z roku na rok.

raport płacowy 2021 IT contracting
Raport płacowy 2021 – IT Contracting, Hays Poland

Najczęstszą motywacją do podjęcia współpracy z konktraktorami usług IT jest chęć pozyskania kompetencji niezbędnych wyłącznie do ukończenia danego projektu. Bardzo często unikalne, a przez to drogie i trudne do pozyskania zdolności nie są na stałe przydatne w organizacji. Tworzenie w strukturze firmy nowego stanowiska nie znajduje w tej sytuacji uzasadnienia biznesowego. Model kontraktingu IT oferuje organizacjom dostęp do niezbędnych kompetencji, a także jasne warunki współpracy, polegające na wykonaniu konkretnego zadania bądź projektu w określonym czasie. Co więcej, im bardziej doświadczeni specjaliści IT, tym większe prawdopodobieństwo, że B2B będzie dla nich jedynym akceptowalnym modelem współpracy.

Optymizm kandydatów

W 2020 wśród ofert dla kandydatów z sektora IT przeważały te kierowane do ekspertów posiadających konkretne umiejętności i doświadczenie. Firmy mierzące się z niecodziennymi warunkami biznesowymi, częściej poszukiwały kontraktorów z poziomem doświadczenia standardowym dla stanowisk specjalistycznych lub eksperckich. Samodzielność i dojrzałość biznesowa były szczególnie cenne w sytuacji, gdy wdrożenie do firmy odbywało się całkowicie zdalnie.

Specjaliści w obszarze technologii informacyjnych są pewni swojej pozycji na rynku pracy. Jak wynika z badania Hays, aż 72 proc. specjalistów IT pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe na rok 2021. Szeroki dostęp do atrakcyjnych ofert przekłada się również na większą otwartość wobec zmiany miejsca pracy. Taką ewentualność jeszcze w tym roku bierze pod uwagę 38 proc. specjalistów IT. Perspektywy uzyskania korzystnych warunków współpracy wciąż są obiecujące, zarówno dla pracowników etatowych, jak i kontraktorów.

 

W minionym roku, w kontekście modelu współpracy B2B, największe podwyżki zanotowaliśmy w obszarze programowania w języku C# i .NET, a także bezpieczeństwa i zarządzania projektami. W nadchodzącym czasie stawki na polskim rynku kontraktingu usług IT będą się stabilizować, co nie oznacza, że ich wzrost całkowicie wyhamuje. Wysoki popyt na kompetencje w obszarze software developmentu, technologii chmurowych i Big Data, w 2021 może poskutkować wzrostem stawek oferowanych kontraktorom specjalizującym się w tych dziedzinach – komentuje Elwira Policht, IT Contracting Recruitment Manager w Hays Poland.

IT bez granic

Z badania Hays wynika, że 96 proc. specjalistów w dziedzinie IT obecnie pracuje zdalnie. Wielu z nich docelowo będzie chciało kontynuować taką formę pracy również po zakończeniu pandemii. Co to oznacza dla kandydatów i rekrutujących firm?

Możemy zaobserwować nowe trendy w obszarze rekrutacji, które nasiliły się po ostatnich miesiącach walki z pandemią. Usługi świadczone przez specjalistów IT, jak w żadnym innym sektorze gospodarki, mogą być realizowane zdalnie, bez uszczerbku dla ich jakości. Ofert pracy zdalnej w IT przybywa lawinowo, co również spełnia jedno z od dawna artykułowanych oczekiwań kandydatów. Geografia w wielu przypadkach przestaje mieć znaczenie. Dla pracodawców oznacza to poszerzenie obszaru rekrutacji i zwiększenie możliwości pozyskania najlepszych specjalistów – zaznacza Arkadiusz Wargin z Hays Poland.

Jednak trend globalizacji rynku IT niesie za sobą również potencjalne zagrożenia. W obliczu popularyzacji pracy zdalnej na całym świecie, podjęcie pracy za granicą nie musi wiązać się z relokacją. Stąd też zagranicznym firmom obecnie zdecydowanie łatwiej jest podjąć współpracę z polskim kontraktorem. Już teraz można zaobserwować sytuacje, w których developerzy nie decydują się na współpracę z organizacją obecną na polskim rynku, w zamian przyjmując propozycję z zagranicy. Istnieje zatem ryzyko, że problem luki kompetencji na polskim rynku będzie narastał.

Cenna elastyczność

Dynamika zmian zachodzących na rynku wpłynęła na podejście niektórych firm do modelu współpracy z ekspertami IT. Część z nich dąży do większej dywersyfikacji zatrudnienia i dostrzega korzyści angażowania wysoko wykwalifikowanych specjalistów wyłącznie na określony czas. Obok większej elastyczności, model kontraktingu oferuje szybki dostęp do odpowiednich kandydatów, a także jasno określone warunki współpracy. Zalety pracy w modelu B2B dostrzegają również specjaliści, którzy czerpią korzyści natury finansowej, ale też zyskują możliwość pracy przy różnorodnych projektach oraz większą swobodę w kształtowaniu swojego życia zawodowego.

Kontrakting usług IT nie jest jednak rozwiązaniem dla wszystkich. Do pracy w tym modelu niezbędne są takie predyspozycje, jak zdolność adaptacji do zmiennych warunków, umiejętność pracy pod presją, a także rozwinięte kompetencje interpersonalne. Warto również zaznaczyć, że kontrakting w wielu przypadkach wiąże się z tymczasowym charakterem pracy, a co za tym idzie – koniecznością posiadania umiejętności sprzedawania swoich usług i wyszukiwania kolejnych zleceń. 

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla rynku kontraktingu usług IT jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na blisko 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów. Raport bazuje na oczekiwaniach finansowych ponad 12,5 tysiąca kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2020 r.

Jak cyberprzestępcy próbowali nas oszukać w ostatnim sezonie wyprzedażowym?

Kończy się kolejny sezon wyprzedaży, będący czasem szczególnej aktywności cyberprzestępców. Ze względu na zamknięcie sklepów, wiele osób chętniej niż w ubiegłych latach korzystało z handlu online. Tymczasem oszuści, jak co roku, stosowali inżynierię społeczną, aby żerować na emocjach ofiary, a następnie podjąć próbę kradzieży pieniędzy i danych osobowych.

Według analizy ekspertów z Fortinetu, cyberprzestępcy podczas ostatniego okresu świątecznych wyprzedaży korzystali ze sprawdzonych i wypróbowanych metod. Warto je poznać i uświadomić sobie, że ostrożność wobec niżej wymienionych zjawisk jest potrzebna zawsze, a nie tylko od święta.

  • Fałszywe strony internetowe – Podczas zakupów online zawsze należy upewnić się, czy odwiedzamy oficjalne strony sklepów. Trzeba uważać na adresy URL, które mogą zawierać nazwy znanych marek ze zmienionymi niektórymi znakami oraz zwracać uwagę na obecność symbolu kłódki i “https” przy adresach, aby upewnić się, że strona jest chroniona.
  • Okazje w social media – Cyberprzestępcy mają sposoby na śledzenie wyników wyszukiwania ofiary i mogą reklamować w mediach społecznościowych akurat te produkty, których ona szuka, po zaskakująco niskich cenach. Reklama może wydawać się godna zaufania, ale należy pamiętać, że każdy – w tym przestępcy – może zapłacić za umieszczenie reklamy w mediach społecznościowych i skierować ją do określonej grupy docelowej.
  • Fałszywe powiadomienia o wysyłce – W razie otrzymania podejrzanego powiadomienia o dostawie paczki albo konieczności dopłaty za jej dezynfekcję, nie wolno klikać w żadne dołączone linki! Takie wiadomości zawierają łącza lub załączniki, które instalują na komputerze złośliwe oprogramowanie lub prowadzą na fałszywe strony internetowe.
  • Fałszywe organizacje charytatywne – W okresie świąt ludzie są często w życzliwym nastroju, a cyberprzestępcy chcą to wykorzystać. Tworzą fałszywe strony organizacji charytatywnych w mediach społecznościowych, wysyłają wiadomości e-mail, a nawet SMS-y. Przed przekazaniem jakiegokolwiek datku trzeba upewnić się, że dana organizacja działa legalnie, a jej dane, w szczególności numer konta, są prawidłowe.
  • Nietypowe formy płatności – Należy uważać na sklepy lub osoby, które proszą o opłacenie zakupów za pomocą kart przedpłaconych, przelewów bankowych, osób trzecich, itp. W przypadku oszustwa, takiej płatności często nie da się cofnąć. Zamiast tego należy używać kart kredytowych, gdyż mają one zabezpieczenia na wypadek oszustwa, płatności można łatwo prześledzić, a odpowiedzialność leży nie tylko po stronie konsumenta.
  • Darmowe karty podarunkowe – Wyskakujące reklamy lub wiadomości e-mail z ofertami bezpłatnych kart podarunkowych mogą być zarówno legalną ofertą, jak też próbą wyłudzenia informacji i kradzieży tożsamości. Jeśli okazja brzmi zbyt dobrze, żeby była prawdziwa, to prawdopodobnie mamy do czynienia z oszustwem.

Metody ataków w czasie świąt w większości nie zmieniają się z roku na rok, zaś inżynieria społeczna to zdecydowanie najczęściej wykorzystywany przez cyberprzestępców sposób – wyjaśnia Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Wykorzystywaną przy tych oszustwach podatnością jest przede wszystkim ludzka natura, a dopiero w drugim etapie luki w oprogramowaniu czy systemach. Wiadomości pochodzą przecież ze źródeł, które ofiara często uznaje za zaufane. A druga natura człowieka sprawia, że systemy nie są aktualizowane na bieżąco i ułatwia to pracę przestępcom 

Dla cyberprzestępców czasem nawet jedna ofiara jest warta inwestycji. Dlatego warto korzystać z wygody zakupów online, ale robić to rozsądnie i mieć się na baczności. Cyberprzestępcy wykorzystają bowiem każdą nadarzającą się okazję, zwłaszcza w czasie zwiększonego ruchu w e-commerce.

Suh Kyung Wook nowym prezesem Samsung Electronics Polska

Suh Kyung Wook objął funkcję nowego prezesa Samsung Electronics Polska.

Suh Kyung Wook jest związany z firmą Samsung od lat. Ostatnie dwa lata spędził na stanowisku prezesa w Wietnamie, gdzie z powodzeniem rozwijał oddział technologicznego giganta na jednym z największych rynków w Azji Południowo-Wschodniej. Wcześniej, w latach 2015-2017 dowodził filią w Singapurze, a następnie na rok objął stanowisko szefa sprzedaży Samsung w południowo-wschodnim regionie Azji. W połowie grudnia wzmocnił oddział Samsung Electronics Polska.

„Jestem niezwykle dumny z możliwości dołączenia do polskiego oddziału firmy. Polska jest wspaniałym krajem z ogromnym potencjałem, przed którym stoją także spore wyzwania. Ostatnia dekada pokazała, jak istotny wpływ na rozwój gospodarki ma transformacja cyfrowa. Dziś sięgamy po kolejne zdobycze technologii – rozwijamy IoT i sztuczną inteligencję, oferujemy technologie, które ułatwiają życie, jednocześnie zapewniając użytkownikom maksimum bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że moja rola jako nowego prezesa firmy, przyczyni się nie tylko do wzmocnienia pozycji Samsung w Polsce. Wierzę w rozwój i umacnianie gospodarki cyfrowej w kraju, dzięki inwestowaniu w innowacje służące wspólnemu dobru ” – powiedział Suh Kyung Wook.

Samsung obecny jest na polskim rynku od ponad 20 lat. Firma należy do grona największych inwestorów zagranicznych prowadzących działalność w Polsce, wpisując się w krajobraz cyfrowej transformacji w kraju. Samsung aktywnie kreuje i definiuje nowe standardy w świecie telewizorów, smartfonów, urządzeń ubieralnych, tabletów, rozwiązań cyfrowych, systemów sieciowych, pamięci, technologii LSI, półprzewodników oraz rozwiązań LED.

Develia podsumowuje rok 2020 na rynku nieruchomości komercyjnych

Rok 2020 Develia SA rozpoczęła mocnym akcentem, finalizując rekordową sprzedaż biurowca Wola Center za 101,9 mln euro. W ostatnim kwartale spółce udało się uzyskać pozwolenie na budowę dla nowej inwestycji biurowej we Wrocławiu. Pomimo zawirowań na rynku związanych z pandemią koronawirusa obiekty spółki – stołeczna Wola Retro, Sky Tower oraz Arkady Wrocławskie – utrzymały stabilne portfolio najemców. W minionym roku firma wynajęła ponad  10 000 m kw. powierzchni komercyjnej.

Sprzedaż Wola Center to kolejny dowód na atrakcyjność obiektów Develia SA na rynku nieruchomości komercyjnych. Spektakularna transakcja o wartości 101,9 mln euro, zawarta w styczniu 2020 roku z Hines European Value Fund, potwierdziła słuszność strategii obranej dla segmentu biurowego. Spółka dostarcza na rynek obiekty, by następnie przeprowadzić proces ich komercjalizacji i odsprzedaży.

Najnowsza inwestycja dewelopera otrzymała w grudniu pozwolenie na budowę. Na działce wielkości 5 428 m kw. przy ulicy Kolejowej we Wrocławiu, zakupionej w 2019 roku za blisko 32 mln zł, ma powstać nowoczesny biurowiec.

Stabilny portfel najemców

W 2020 roku Develia SA podpisała 19 nowych umów na wynajem powierzchni handlowej i biurowej oraz prolongowała 11 dotychczas obowiązujących. Część firm przedłużających kontrakty  w związku z organicznym wzrostem zdecydowała się na powiększenie lokali.

Komercjalizacja biurowa naszych wrocławskich obiektów jest stabilna i wynosi około 90%. Pozytywną informacją jest również utrzymanie wynajęcia części handlowej Arkad Wrocławskich na poziomie sprzed pierwszego lockdownu. 96% zajętej powierzchni na koniec 2020 roku to dobry wynik w tym niezwykle trudnym dla całej branży retail okresie. Pandemia zastała nas również w trakcie remodelingu struktury najemców i innych spektakularnych zmian w Sky Tower. Coraz większe znaczenie zyskuje tutaj przestrzeń biurowa oraz rozbudowywana strefa rozrywki i gastronomii, których uzupełnieniem jest oferta convinience. Sky Tower, jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków stolicy Dolnego Śląska, jest wyjątkowo atrakcyjnym miejscem pracy dla polskich i międzynarodowych koncernów – mówi Piotr Pirogowicz, Dyrektor Zarządzający Obiektami Komercyjnymi Develia SA. W 2020 w warszawskiej Woli Retro wynajęliśmy łącznie 1 800 m kw. przestrzeni. Coraz więcej firm w tym obiekcie pracuje już w trybie stacjonarnym. Najemcy potrzebują jednak czasu, aby móc dostosować fit-outy i zapewnić pracownikom maksymalny komfort i bezpieczeństwo. Pomagamy im, stosując m.in. ponadstandardowe działania antywirusowe w częściach wspólnych budynku dodaje Piotr Pirogowicz.

Bezpieczeństwo w obiektach

Wrocławski deweloper od początku pandemii wdrożył w swoich obiektach szereg procedur związanych z nowymi wymogami sanitarnymi. Wśród innowacyjnych rozwiązań zainstalowanych w przestrzeniach wspólnych Wola Retro znalazły się przepływowe lampy wirusobójcze i bakteriobójcze oraz specjalistyczne wentylatory oczyszczające, które w sposób ciągły zapewniają czystsze i zdrowsze powietrze. Warszawski obiekt jest jednym z pierwszych na rynku, który zastosował takie rozwiązanie. Dzięki wysokiej skuteczności tego typu urządzenia mogłyby być również z powodzeniem stosowane np. w branży fitness czy gastronomii. W efektywny sposób pozwalają bowiem podnieść poziom bezpieczeństwa epidemiologicznego. Spółka pracuje obecnie nad możliwością ich  zainstalowania w częściach wynajętych przez najemców. Powierzchnie w nieruchomości odkażane są także za pomocą zamgławiania ULV w dwu- lub czterotygodniowych odstępach. Dzięki cyklicznej wymianie filtrów firmie udało się również uzyskać certyfikat potwierdzający bardzo dobrą jakość powietrza w Sky Tower. Ponadto w obu wrocławskich inwestycjach zastosowano całą gamę środków mających zapewnić bezpieczeństwo, m.in. zwiększono częstotliwość dezynfekcji powierzchni z użyciem środków wirusobójczych.

– Błyskawiczne dostosowanie się do nowej sytuacji, ale przede wszystkim zagwarantowanie w pełni bezpiecznego środowiska zakupowego spowodowały, że po pierwszym odmrożeniu gospodarki Arkady Wrocławskie stosunkowo szybko zaczęły odbudowywać traffic. Rosły też obroty najemców – w lipcu osiągnęły poziom 97% w stosunku do analogicznego miesiąca 2019 roku. W trzecim kwartale 2020 roku wskaźniki footfall wynosiły 76,3% w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku, natomiast średnie obroty najemców – 95,3% – mówi Piotr Pirogowicz. I dodaje: Wyniki te pokazują, że klienci czekają na powrót do galerii handlowych. Jednak czynnikiem decydującym o wyborze danej destynacji zakupowej będzie teraz zapewnienie przez zarządcę poczucia bezpieczeństwa i komfortu przebywania w budynku.

Develia silna w regionie

Arkady Wrocławskie od kilku lat skutecznie pozycjonują się jako centrum otwarte na rodziny, dzięki dopasowanemu do potrzeb tenant-mix oraz aktywnym działaniom wspierającym obroty najemców. Panująca od marca pandemia i narzucone przez nią ograniczenia mocno przemodelowały harmonogram aktywności zarówno Arkad, jak i Sky Tower. Oba obiekty, podobnie jak zdecydowana większość spółek z branż pokrewnych, z dnia na dzień musiały przystosować się do nowej rzeczywistości i zmienić strategię działania. Skoncentrowano się na relacjach z najemcami i promowaniu ich oferty handlowej, a także wspieraniu wrocławskich instytucji oraz wartościowych społecznie inicjatyw.

Rok 2020 był okresem kolejnych modyfikacji w segmencie rozrywki w Sky Tower. Adaptowanie lokalu do swoich potrzeb rozpoczęło Kolejkowo, największa w Polsce makieta kolejowa, jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych regionu. Ekspozycja zajmie powierzchnię około 1 650 m kw. Wachlarz segmentu entertainment poszerzy również pierwsze w Polsce centrum SimRacingu oraz e-sportu, które zostanie uruchomione w 2Q 2021. Rozpoczęły się także prace projektowe i remont przestrzeni pod wejście do Punktu Widokowego oraz przebudowa nowej kasy biletowej.

Rok 2020 miał być czasem spektakularnych zmian związanych z repozycjonowaniem Sky Tower, kolejnych prognozowanych wzrostów w Arkadach Wrocławskich oraz dynamicznym poszerzaniem portfolio Wola Retro. Niestety, pandemia skorygowała nasze plany – musieliśmy zmodyfikować założenia, wesprzeć naszych najemców, a mnóstwo sił i nakładów skierować na przystosowanie obiektów do funkcjonowania w ścisłym reżimie sanitarnym. Jesteśmy dobrze przygotowani na nadchodzący czas – klienci oraz pracownicy czują się u nas komfortowo i bezpiecznie podkreśla Tomasz Wróbel, Członek Zarządu Develia SA. I dodaje: – Mam nadzieję, że wkrótce uwolnimy się od ograniczeń nałożonych przez sytuację epidemiczną i całą energię będziemy mogli skoncentrować na realizacji przyjętej wcześniej strategii dla naszych budynków.

Gotówka cały czas w użyciu. Prawie 69% Polaków uważa, że jest ona potrzeba

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Większość (81%) Polaków deklaruje, że na co dzień nosi ją w swoich portfelach. Co więcej, ponad dwie trzecie z nas uważa, że jest ona potrzebna gospodarce – wynika z badania Tavex zrealizowanego przez firmę SW Research. Przeciwnego zdania jest jedynie 13% ankietowanych. Pozostali nie mają na ten temat wiedzy. Czy na co dzień preferujemy korzystanie z gotówki?

Obrót gotówką w oczach Polaków

Opinie na temat potrzeby obrotu gotówką w gospodarce znajdują swoje potwierdzenie w stosunku Polaków do pomysłu likwidacji gotówki. Ponad połowa badanych uważa, że jest to rozwiązanie niekorzystne (59%), natomiast przeciwnego zdania jest 17% respondentów, według których gospodarka powinna postawić na obrót bezgotówkowy.

Warto pamiętać, że postawa Narodowego Banku Polskiego, jako promotora gotówki, jest bardzo optymistycznym znakiem dla polskiej gospodarki. Pojawienie się NBP w roli promotora gotówki na pewno zrównoważy debatę i trendy rynkowe. Do tej pory były one zdominowane przez organizacje kartowe i finansowane przez nie fundacje, które intensywnie promowały płatności za pomocą kart płatniczych na terenie naszego kraju – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Czym płacimy za zakupy?

Co ciekawe, niemal 80% Polaków preferuje posługiwanie się kartą płatniczą dokonując płatności w sklepie stacjonarnym – wynika z badania firmy Tavex.

Przy wyborze metody płatności, Polacy najczęściej kierują się wygodą i szybką dostępnością środków (71%). W dalszej kolejności wskazują na bezpieczeństwo transakcji i swoich finansów (49%) oraz kontrolę nad swoimi finansami, wybierając rozwiązanie, które pozwala im lepiej zarządzać budżetem (37%).

Z gotówki korzystają wszystkie grupy wiekowe. Najchętniej fizycznymi środkami pieniężnymi posługują się osoby w przedziale 24-30 lat (23%). Respondenci w wieku 35-49 lat (22,5%), powyżej 50 lat (18,5%) oraz do 24 lat (17,2%) również wykorzystują gotówkę do dokonywania płatności.

Gotówka potrzebna od zaraz

Płatności gotówkowe są krytycznym elementem infrastruktury płatniczej kraju. Chronią nie tylko przed cyberzagrożeniami, ale również przed gwałtownymi ruchami np. organizacji kartowych, które mogliśmy ostatnio obserwować na przykładzie podwyżki prowizji o 400% w Wielkiej Brytanii. Gotówka gwarantuje pełną suwerenność, a także ochronę przed coraz powszechniejszymi ujemnymi stopami procentowymi – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Płatności gotówkowe należy również rozpatrywać w kontekście patriotyzmu gospodarczego. Polega on na tym, że koszty płatności gotówkowych przekładają się na przychód w Polsce, podczas gdy płatności elektroniczne (np. kartowe) zasilają zagraniczne budżety głównie Visy i Mastercarda.

Warto zwrócić uwagę, że gotówka również daje poczucie bezpieczeństwa. Zdaniem niemal jednej trzeciej Polaków, płatność gotówką jest zawsze bezpieczna. 46% badanych uważa, że taka forma płatności jest bezpieczna tylko przy małych kwotach, a 15% respondentów nie uznaje płacenia gotówką za bezpieczne, przy czym uważa, że inne metody wiążą się z większym zagrożeniem.

Szymon Piduch dołączył do Rady Nadzorczej Anwim S.A.

Rada Nadzorcza Anwim S.A., właściciela sieci stacji paliw MOYA, zyskała nowego członka. Został nim Szymon Piduch, doświadczony menedżer w branży FMCG, wieloletni prezes zarządu i członek rady nadzorczej sieci sklepów detalicznych Dino Polska. Rozszerzenie składu Rady Nadzorczej Anwim S.A. jest podyktowane nową strategią rozwoju spółki. Według założeń do końca 2024 r. sieć MOYA będzie liczyć minimum 500 stacji paliw.

Szymon Piduch z siecią Dino Polska związany był od 2002 r. Do 2010 r. odpowiedzialny był za finanse spółki, zajmując stanowisko m.in. dyrektora finansowego. Następnie do 2020 r. pełnił funkcję prezesa zarządu. Za prezesury Szymona Piducha sieć Dino odnotowała gwałtowne wzrosty – ze 111 placówek w 2011 r. powiększyła się do 1496 sklepów na koniec ubiegłego roku. W tym czasie kapitał grupy Dino zwiększył się do ponad 2 mld zł.

 Cieszę się, że mogę dołączyć do Anwim S.A. właśnie w momencie, kiedy nowa strategia spółki zakłada tak dynamiczny przyrost liczby stacji benzynowych. Do tej pory moje doświadczenie zawodowe było związane z bardzo intensywnym rozwojem placówek sklepów spożywczych. Tak więc wykorzystanie mojego doświadczenia właśnie w branży paliwowej będzie dla mnie bardzo interesującym wyzwaniem – mówi Szymon Piduch, członek Rady Nadzorczej Anwim S.A.

Szymon Piduch jest absolwentem Wydziału Zarządzania i Marketingu Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku zarządzanie przedsiębiorstwami. Jego aktywność zawodowa rozpoczęła się w 1995 roku. W latach 1995-2002 odpowiadał za takie obszary jak marketing, kontroling i finanse w firmach z sektora spożywczego.

Raport IDC i Oracle – organizacje z Europy Środkowo-Wschodniej muszą wprowadzać innowacje

By zapewnić sobie bezpieczną przyszłość, organizacje w Europie Środkowo-Wschodniej powinny wypracować nowe możliwości rozwoju. Raport z najnowszego badania przeprowadzonego przez IDC i Oracle wskazuje firmom na co powinny zwrócić szczególną uwagę, a czego unikać. Prezentuje też najważniejsze kroki, które należy podjąć, by zmaksymalizować szanse odniesienia sukcesu.

Europa Środkowo-Wschodnia stoi dziś przed wyzwaniami mogącymi stanowić zagrożenie dla konkurencyjności regionu. Przyspieszenie transformacji i szybka adopcja rozwiązań cyfrowych, zwłaszcza opartych o chmurę obliczeniową, może być kluczowa dla przetrwania i rozwoju firm i instytucji z tego obszaru. Takie wnioski płyną z najnowszego badania IDC przeprowadzonego na zlecenie Oracle wśród respondentów z ośmiu krajów: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Grecji, Chorwacji i Serbii, reprezentujących sektor publiczny i komercyjny.

Priorytety biznesowe w Europie Środkowo-Wschodniej

W dobie pandemii organizacje musiały na nowo określić swoje priorytety. Kwestia ta wyjątkowo często dotyczyła, i wciąż dotyczy, inwestycji IT. Poddawane zwiększonej kontroli, powinny stanowić wartościowe wsparcie dla strategicznych i biznesowych celów organizacji. Osoby decyzyjne z regionu CEE, biorące udział w badaniu IDC, wskazały najważniejsze ich zdaniem priorytety biznesowe. Są nimi:

  • poprawa wyników biznesowych (72%)
  • redukcja kosztów (71%)
  • lepsze zaspokojenie potrzeb klientów (71%)
  • zabezpieczenie biznesu/cyberbezpieczeństwo (69%)
  • zwiększenie możliwości pracowników (62%)

W podziale na poszczególne kraje, najważniejsze priorytety prezentują się następująco:najważniejsze priorytety

Trzy najwyżej notowane priorytety biznesowe mają niemal równe znaczenie dla respondentów. Pokazuje to wyraźnie, jak ważny dla organizacji w regionie CEE jest proces podejmowania decyzji. Przedsiębiorstwa bardzo często muszą bowiem wybierać pomiędzy celami krótkoterminowymi, zorientowanymi na ochronę firmy, a inwestycjami wspierającymi długoterminowy dobrobyt organizacji – mówi Razvan Savu, Senior Consultant IDC w regionie CEE – Pytanie, jak w tej sytuacji dokonać optymalnego wyboru? IT, a w szczególności chmura, zarządzanie danymi i rozwiązania do ich analizy będą odgrywać coraz większą rolę w równoważeniu kompromisów, na które muszą obecnie iść firmy oraz w osiąganiu przez nie celów biznesowych – dodaje ekspert IDC.

Szybsza droga do chmury

Obserwowane ostatnio przyspieszenie wdrażania rozwiązań chmurowych przez firmy i instytucje w regionie CEE to nie przypadek. Jest ono związane, m.in., z pandemią Covid-19. W okresie wiosennego lockdownu i po nim, dla wielu organizacji usługi w chmurze okazały się być optymalnym rozwiązaniem. – Przykłady projektów cyfrowych zrealizowanych w ostatnim czasie przez naszych klientów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej mógłbym długo wyliczać. Wśród nich są zarówno instytucje rządowe, jak też organizacje publiczne czy prywatne przedsiębiorstwa reprezentujące różne branże – komentuje Tomasz Bochenek, Dyrektor Generalny Oracle Polska – Niezależnie od obszaru działalności, historie naszych klientów mają wspólny mianownik. Nowe technologie, jak usługi w modelu cloud, miały stanowić dla nich narzędzie do poradzenia sobie z bieżącymi wyzwaniami. Tymczasem ich wdrożenie otworzyło drogę do realizacji znacznie ważniejszego celu, jakim była trwała zmiana procesów technologicznych i biznesowych – dodaje.

Te przykłady są dość charakterystyczne dla wielu firm w regionie CEE. Po kilku miesiącach korzystania z rozwiązań chmurowych przekonały się one do licznych korzyści, jakie oferuje cloud computing. W efekcie coraz śmielej eksplorują ten obszar technologiczny. Jest to o tyle istotne, że usługi chmurowe stanowią obecnie klucz do szybkiej i skutecznej transformacji cyfrowej.

Różne branże, różne priorytety

W dzisiejszej rzeczywistości, gdy wiele firm boryka się ze skutkami pandemii Covid-19, decydenci biznesowi znajdują się pod coraz większą presją, aby udowodnić, że inwestycje w transformację cyfrową przynoszą organizacji realną wartość. Zapytani o plany dotyczące trwającej lub przyszłej transformacji cyfrowej, respondenci wskazali najważniejsze inicjatywy dla swoich branż:Różne branże, różne priorytety

Wszechobecne dane i ich analiza

W badaniu prawie trzy czwarte (72%) respondentów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej wskazało rozwiązania do zarządzania danymi jako najważniejszy czynnik ułatwiający realizację priorytetów danej organizacji. Wysokiej jakości dane, profesjonalnie zbierane, zarządzane i analizowane za pomocą narzędzi opartych o sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe mogą pomóc firmom w szybszym podejmowaniu optymalnych decyzji biznesowych. W rezultacie przedsiębiorstwa są lepiej zorganizowane i dostosowane do wymagań rynku. Jednocześnie wiele organizacji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wciąż zmaga się z wykorzystaniem siły danych, które gromadzą. Firmy czują się też przytłoczone ilością informacji, którymi muszą zarządzać.Wszechobecne dane i ich analiza

Siedem kroków do bezpieczniejszej przyszłości

Pomiędzy celami i priorytetami organizacji w regionie CEE a rolą, jaką IT odgrywa we wspieraniu tych celów, nadal istnieje pewien rozdźwięk. Nadszarpnięta zębem czasu infrastruktura IT, silosy informacyjne, nieefektywne lub realizowane ręcznie procesy mogą hamować innowacje. Aby dobrze przygotować się na przyszłość, organizacje powinny sprostać tym wyzwaniom. Jak to zrobić? IDC radzi, aby decydenci biznesowi rozważyli podjęcie następujących kroków:

  • zobrazowanie sobie roli firmy w gospodarce zdominowanej przez platformy internetowe
  • umieszczenie redukcji długu technologicznego na czele listy priorytetów
  • stworzenie inteligentnego rdzenia technologicznego
  • uproszczenie i modernizacja procesów w celu kontroli ich złożoności
  • wdrożenie infrastruktury spełniającej wymagania dynamiki biznesowej
  • podkreślenie znaczenia zaufania i bezpieczeństwa
  • uczynienie analizy istotną częścią procesu podejmowania decyzji na wszystkich poziomach

Szczegółowe wyjaśnienia dotyczące poszczególnych kroków i ich znaczenia dla firm z regionu CEE można znaleźć w raporcie przygotowanym przez IDC i Oracle.

Nie ma wątpliwości, że technologia pomaga organizacjom w szybkim dostosowaniu do wymagań „nowej rzeczywistości”. Od sukcesu transformacji cyfrowej często bowiem zależy ich los. Z tego powodu powinna być ona traktowana przez każdą organizację jako priorytet biznesowy. Znaczna część tego procesu zależy od sposobu, w który firmy wykorzystają swoje zasoby IT oraz tego, jakie nowe technologie i aplikacje będą wdrażać. Podstawowym narzędziem w tym zakresie staje się przetwarzanie w chmurze, zapewniające organizacjom elastyczność i skalowalność, których obecnie potrzebują.

Wybrani klienci z regionu CEE realizujący innowacyjne projekty z wykorzystaniem Oracle Cloud:

Polska: Miasto Katowice uruchomiło serwis internetowy zawierający zdjęcia miasta w modelu 3D, precyzyjną ortofotomapę, zdjęcia archiwalne oraz potencjalne instalacje fotowoltaiczne. To pierwsze tego typu rozwiązanie w Polsce i Europie w pełni wdrożone w Oracle Cloud. Usługa umożliwia prezentację zmian w poszczególnych latach, pomiar odległości, wysokości i powierzchni.

Polska: Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej odpowiada za zarządzanie i rozwój Systemu Funduszy Europejskich w Polsce. Klient zdecydował się na migrację rozwiązania do Oracle Cloud z bazą danych Autonomous Transaction Processing Database i użycie narzędzi programistycznych natywnych dla chmury. Ministerstwo posiada pierwszą w UE platformę do zarządzania funduszami opartą o rozwiązania chmury publicznej i usługi IaaS i PaaS od Oracle.

Polska: Stobrawskie Centrum Medyczne (SCM) uruchomiło nowoczesne centrum danych w chmurze oparte na Oracle Cloud Infrastructure (OCI). Centrum medyczne korzysta z systemu do obsługi pacjentów i szpitali opracowanego przez partnera Oracle, firmę Asseco. W ramach projektu SCM wdrożyło usługi OCI wraz z migracją istniejącej serwerowni oraz wszystkich danych korporacyjnych. To pierwsze tego typu rozwiązanie w polskiej służbie zdrowia.

Polska: Oracle wspiera 29. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dostarczając środowisko Oracle Cloud Infrastructure dla aplikacji „eSkarbonka”. „eSkarbonka” to „wirtualne puszki” dzięki którym można zbierać darowizny na rzecz Orkiestry za pośrednictwem skalowalnego, elastycznego i bezpiecznego środowiska chmurowego.

Czechy: Firma DCIT w oparciu o Oracle Cloud Infrastructure zbudowała rozwiązanie do kompleksowej obsługi audycji i programów dla jednego z nadawców radiowo-telewizyjnych i przeniosła dotychczasowych klientów z rozwiązań on-premise do Oracle Cloud.

Słowacja: IS-COVID to aplikacja, która odpowiada za proces testowania obywateli Słowacji pod kątem Covid19 – od rejestracji i wniosku o badanie, poprzez komunikację z laboratoriami oceniającymi próbki, po raportowanie wyników testów. Aplikacja została stworzona przez Asseco CE i jest obsługiwana przez Słowacki Urząd Zdrowia Publicznego w Oracle Cloud. Obecnie prowadzi rejestr milionów obywateli i wyników ich testów. Projekt zdobył brązowy medal dla „TOP Innowacyjny projekt IT na Słowacji 2020”.

Węgry: Dostawca energii E.on w swojej codziennej pracy zarządza flotą ponad 2300 pojazdów. E.on korzysta z rozwiązania do zarządzania flotą firmy Seacon, partnera Oracle, działającego w oparciu o Oracle Autonomous Database. Narzędzie to spełnia bardzo wysokie wymogi firmy E.on w zakresie bezpieczeństwa i dostępności. Oferuje rozwiązanie dostępne dla personelu z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie na wielu urządzeniach.

Węgry: Uniwersytet Technologiczno-Ekonomiczny w Budapeszcie (BME) jest jedną z wiodących węgierskich uczelni wyższych w dziedzinie badań i rozwoju. Instytucja ta od 2017 roku korzysta z usług Oracle Cloud, takich jak High Performance Computing, dynamiczne wykorzystanie maszyn wirtualnych i zasobów GPU, chatboty oraz rozwiązań opartych na technologii Oracle Autonomous.

Grecja: Narodowy System Świadczeń Zdrowotnych (EOPYY) przeprowadził migrację swojego środowiska IT do Oracle Exadata Cloud@Customer. EOPYY odpowiada za negocjacje, zawieranie umów i opłacanie publicznych i prywatnych usługodawców opieki zdrowotnej. EOPYY będzie korzystać z nowoczesnej platformy Oracle do zarządzania danymi, przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa informacji i zgodności z RODO.

Grecja: ΑEGEAN jest największym przewoźnikiem lotniczym w Grecji. Firma prowadzi analitykę danych dotyczących sprzedaży lotów z wykorzystaniem połączonych usług Oracle Analytics Cloud (OAC) i Oracle Sales Cloud. Zintegrowane rozwiązanie AEGEAN w Oracle Cloud Infrastructure (OCI) w pełni zaspokaja potrzeby analityczne firmy w tym wyjątkowo wymagającym dla branży lotniczej okresie.

Cypr: XM Trading jest jednym z wiodących detalicznych brokerów Forex na świecie. W celu obsługi wolumenu i tempa przyrostu danych generowanych z transakcji handlowych, klient zbudował system z dwiema instancjami Oracle Exadata Cloud Service zsynchronizowanymi przez narzędzia Oracle Data Guard i wykorzystujących usługi Object Storage Classic and Backup, replikowane poprzez łącze FastConnect pomiędzy centrami danych w Slough i Amsterdamie.

Serbia: Elektroprivreda Srbije. Oracle Cloud@Customer zapewnia środowisko chmurowe w centrum danych klienta i pomaga obniżyć koszty oraz usprawnić zarządzanie konsolidacją baz danych.

Serbia: Oktacron – wykorzystując platformę Oracle Cloud Infrastructure do hostowania rozwiązania SIEM, Oktacron zdołał obniżyć koszty, skrócić czas wprowadzania produktu na rynek i wdrażania nowych funkcjonalności.

Chorwacja: Plodine d.d. – jeden z wiodących sprzedawców detalicznych w Chorwacji wdrożył swój system disaster recovery w Oracle Cloud. Jest on kluczowy dla strategii odporności firmy, która obejmuje zasoby lokalne oraz w chmurze. Celem jest szybkie wznowienie normalnych operacji i uniknięcie niekorzystnego wpływu ewentualnych długotrwałych przestojów w przypadku nieplanowanych zakłóceń w świadczeniu usług.

Deloitte: technologia wyznaczy strategiczny kierunek zmian w firmach

Coraz więcej firm przyspiesza działania związane z transformacją cyfrową, nie tylko po to, aby uczynić swoje operacje szybszymi i bardziej wydajnymi, ale także aby reagować na gwałtowne w ostatnich miesiącach wahania popytu i oczekiwań klientów. Z tegorocznego, dwunastego już, raportu firmy doradczej Deloitte „Tech Trends 2021” wyłania się 9 trendów, które będą napędzać rozwój przedsiębiorstw w ciągu najbliższych 2 lat. Przewidują one m.in. połączenie strategii biznesowej i technologicznej, sprawną modernizację systemów głównych i cyfrową transformację łańcuchów dostaw.

– Miniony rok pokazał nam, jak ważna dla firm jest technologiczna dojrzałość. Dziś możemy z całą pewnością powiedzieć, że ci, którzy stosują nowoczesne rozwiązania dużo lepiej poradzili sobie z wyzwaniami, jakie postawiła przed wszystkimi pandemia. Przewidujemy, że w tym roku firmy będą kontynuować swój rozwój oparty przede wszystkim o pracę zdalną. Nasz najnowszy raport o trendach technologicznych pokazuje rozwiązania, które mogą wesprzeć kolejne etapy transformacji – mówi Daniel Martyniuk, Partner, lider zespołu strategii i transformacji IT w Deloitte.

Strategia oparta na technologii

Rozwój technologiczny może stanowić dla przedsiębiorstw szansę na zdobycie przewagi konkurencyjnej i jednocześnie być dużym zagrożeniem dla firm, które zbyt wolno implementują takie rozwiązania. Dlatego w najnowszym raporcie „Tech Trends 2021” strategia została wymieniona, jako jeden z głównych trendów technologicznych. Osiągnięcie przewagi konkurencyjnej zdaniem ekspertów Deloitte wymaga zintegrowania strategii biznesowej i technologicznej, co da organizacji większą zwinność, skalowalność i stabilność. Tradycyjny proces opracowywania strategii biznesowej jest zbyt pracochłonny, oraz utrudnia szybką reakcję na zmieniające się otoczenie i pojawiające się możliwości rynkowe.

– Dlatego też przedsiębiorstwa, które odnoszą największe sukcesy monitorują technologię, wykorzystują zaawansowane narzędzia analityczne i sztuczną inteligencję nie tylko po to, by zwiększać możliwości operacyjne firmy. Robią to też po to, aby w czasie rzeczywistym monitorować sytuację na rynku i śledzić zmiany, które mogą wpłynąć na strategiczne decyzje podejmowane przez zarządy spółek – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w zespole strategii i M&A, Deloitte.

Mimo, że większość uczestników badania twierdzi, że dąży do przełomowego wzrostu, 71 proc. z nich przyznaje, że odświeża strategię rzadziej niż co trzy miesiące. Prawie połowa robi to raz do roku, a prawie jedna czwarta co dwa lata. Tymczasem, skuteczna realizacja strategii korporacji wymaga ciągłego monitorowania i dostosowywania założeń, które leżą u jej podstaw. Aby było to możliwe, liderzy ds. strategii powinni współpracować z liderami technologicznymi. To da im pewność, że zespoły IT rozumieją strategię organizacji i w oparciu o jej założenia podejmują decyzje dotyczące technologii.

Warto przy tym zauważyć, że 70 proc. szefów strategii (Chief Strategy Officer) w badaniu Deloitte „2020 CSO Survey” uznała, że przełomowy wzrost jest kluczowy dla sukcesu organizacji, ale tylko 13 proc. jest przekonanych, że ich firma jest w stanie zrealizować ten strategiczny priorytet.

Wielka odnowa starego systemu

W wielu organizacjach system główny wdrażany był 15-20 lat temu i od tamtej pory podlegał ciągłej rozbudowie. Jedocześnie informatyka diametralnie się zmieniała, powstały nowe możliwości, których system główny nie potrafi wykorzystać – jak na przykład chmura. Jak zauważają eksperci Deloitte, w obecnym klimacie gospodarczym strategicznie ważniejsze niż kiedykolwiek jest, aby systemy główne w przedsiębiorstwie wspierały sprawność, innowacyjność i nowe sposoby pracy, które napędzają potencjał cyfrowy.

– 80 proc. organizacji przyznaje, że albo planuje, albo przechodzi właśnie transformację cyfrową. Wprowadza nowe kanały sprzedaży, obsługi klienta, narzędzia do analityki danych czy do automatyzacji procesów. Stary system główny utrudnia efektywne przeprowadzenie takiej transformacji i wymusza bardzo często, albo trudne kompromisy, albo kosztowne obejścia. Dlatego jednym z podstawowych trendów, na które wskazujemy w raporcie jest odnowa systemu głównego – mówi Anna Wiącek-Kocot, Dyrektor w zespole strategii i transformacji IT, Deloitte.

W obliczu niepewności związanej z pandemią i napiętymi budżetami, wielu liderów IT szuka nowych sposobów finansowania inicjatyw modernizacyjnych, bardziej neutralnych pod względem kosztów i łatwiejszych w zarządzaniu operacyjnym. Przy tym, oczekują od tych inwestycji nie tylko usprawnień w pracy zespołów IT, ale też stworzenia trwałej podstawy dla innowacji, a co za tym idzie przewagi konkurencyjnej.

Zauważalny staje się trend związany z wykorzystaniem mądrze skonstruowanych umów outsourcingowych, których specyfika będzie się różnić w zależności od potrzeb i branży. Jednym z typów umów testowanych przez organizacje są operate-to-transform z partnerami wdrożeniowymi, które nakładają na nich odpowiedzialność za ciągłą modernizację systemów. Niektóre organizacje są w stanie zabezpieczyć umowy, na mocy których ich systemy zostaną zmodernizowane do platform cloud-native w ciągu kilku lat, podczas gdy koszty operacyjne organizacji pozostaną neutralne.

Od łańcucha do sieci

Wywołane pandemią zakłócenia procesów realizacji dostaw dowiodły, że łańcuchy dostaw wymagają niezwłocznej transformacji cyfrowej. Najbliższe dwa lata przyniosą znaczną zmianę w ich postrzeganiu oraz poziomie transformacji. – Producenci, sprzedawcy i inni uczestnicy rynku zaczną przekształcać swoje łańcuchy dostaw w centra generowania wartości ukierunkowanej na klienta. Część z nich już stosuje cały szereg narzędzi cyfrowych do hipersegmentacji klientów i przechwytywania sygnałów popytu z różnych części ich łańcuchów dostaw. Zdobyte informacje pomagają lepiej reagować na wahania popytuSzymon Braciszewski, ekspert w zespole SAP Supply Chain Management Area, Deloitte.

Innym sposobem na optymalizację całego ekosystemu dostaw jest wirtualizacja dużych zbiorów danych, dzięki czemu są one łatwiej dostępne i można je wykorzystać w każdym punkcie stale rosnących sieci dostaw. Z kolei wykorzystanie robotów, dronów i innych technologii, zwiększa skuteczność, wydajność, produktywność, ale też bezpieczeństwo osób obsługujących cały ten proces.

Przekształcenie tradycyjnych łańcuchów dostaw w klientocentryczne sieci wymaga czasu, a w większości przypadków nigdy się nie skończy. Tego rodzaju przełomowa zmiana, spowodowana pandemią, może stać się nowym standardem działania. Jeżeli więc w przyszłości wystąpi zdarzenie o porównywalnej skali i znaczeniu, członkowie zarządu odpowiedzialni za łańcuch dostaw i technologię nie będą mogli usprawiedliwiać się, że nie byli w stanie go przewidzieć.

„Kompetencje dla sektorów” – ponad 25 mln zł dla operatorów szkoleń branżowych

Od 5 marca 2021 r. firmy szkoleniowe i doradcze będą znów mogły ubiegać się o środki z funduszy europejskich w trzeciej rundzie konkursu „Kompetencje dla sektorów” w ramach Programu Wiedza Edukacja Rozwój. Celem programu jest wybór operatorów usług doradczych i szkoleniowych, które wynikają z rekomendacji Sektorowych Rad ds. Kompetencji. Łączna wysokość dofinansowania to ponad 25 mln zł. Termin składania wniosków upływa 19 marca br.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłosiła trzecią z czterech planowanych rund programu „Kompetencje dla sektorów – oferta dla operatorów”, którego celem jest wyłonienie operatorów działań szkoleniowych lub doradczych w sektorach:

  • budowlanym,
  • motoryzacyjnym,
  • nowoczesnych usług biznesowych,
  • gospodarki wodno-ściekowej i rekultywacji,
  • chemicznym,
  • przemysłu lotniczo-kosmicznego,
  • usług rozwojowych.

Dotacje mogą otrzymać podmioty działające na rzecz rozwoju gospodarczego, zatrudnienia, rozwoju zasobów ludzkich lub potencjału adaptacyjnego przedsiębiorców, organizacje związkowe i pracodawców, organizacje samorządu gospodarczego oraz przedsiębiorcy (mikroprzedsiębiorstwa, małe, średnie i duże przedsiębiorstwa) z terenu całej Polski.

– Operatorzy wybrani w konkursie będą odpowiedzialni za przeprowadzenie rekrutacji pracowników przedsiębiorstw i pomoc w uzyskaniu dofinansowania na działania szkoleniowe lub doradcze zgodne z rekomendacjami Rad w poszczególnych sektorach – mówi Katarzyna Karpińska z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach PARP.

Wsparcie wyniesie do 90 proc. Łączna wysokość dofinansowania projektów dla 7 sektorów w tej rundzie konkursowej wynosi 25 609 950,00 zł.

Nabór wniosków o dofinansowanie projektów potrwa od 5 do 19 marca 2021 r. (godzina 10:00).

HiPets pozyskał 2,7 mln zł na rozwój

Startup HiPets pozyskał drugą, pre-seedową rundę finansowania. W spółkę zainwestowały fundusze SMOK Ventures i Next Road Ventures oraz aniołowie biznesu. Spółka zamierza przeznaczyć środki pochodzące z inwestycji na szybkie zbudowanie pozycji lidera rezerwacji usług w branży zwierząt domowych oraz dalszy rozwój technologii.

HiPets to marketplace typu “all in one” dla właścicieli zwierząt i profesjonalistów z branży opieki nad zwierzętami. Dla “zwierzęcych rodziców” platforma online umożliwia rezerwację wizyt u specjalistów takich jak lekarz weterynarii, behawiorysta czy groomer. Dla usługodawców to narzędzie oferujące m.in. kalendarz pracy, system powiadomień czy możliwość komunikacji z klientami, pozwalające na bardziej efektywne zarządzanie biznesem w branży usług dla zwierząt domowych.

Założyciele HiPets tworzą miejsce, które odmieni branżę petcare, zaczynając od umożliwienia rezerwacji usług w sposób, do którego konsumenci przywykli i używają go masowo, np. w Booksy czy Uberze. – Widzimy zmianę zachowań i potrzeb konsumentów. Większość osób nie rozumie, dlaczego może zarezerwować wizytę u fryzjera, masażysty czy lekarza, zamówić taksówkę lub pizzę kilkoma kliknięciami, a żeby umówić się z lekarzem weterynarii czy groomerem, muszą dzwonić lub czekać w kolejkach – mówi Leszek Wolany, współzałożyciel i CMO HiPets. Spółka pozyskuje już usługodawców, którzy korzystają z wirtualnego kalendarza do zarządzania swoim biznesem, udostępniając jednocześnie możliwość rezerwacji wizyt klientom. Misją twórców HiPets jest ułatwienie “zwierzęcym rodzicom” opieki nad ich pupilami.- Wiele osób nie decyduje się na adopcję czy zakup zwierzęcia z obawy przed codziennymi problemami. Nie wiedzą, co zrobić z kotem, gdy chcą wyjechać na weekend albo jak poradzić sobie, kiedy pies “nie dogaduje się” z dziećmi lub niszczy przedmioty. Budujemy HiPets tak, aby ułatwić naszym użytkownikom dotarcie do właściwych specjalistów, którzy te problemy potrafią rozwiązać. Wierzę, że życie ze zwierzakiem w domu jest lepsze niż bez niego. HiPets powstał, żeby ułatwić życie właścicieli zwierząt, a tym, którzy ich jeszcze nie mają, ułatwić podjęcie decyzji o ich posiadaniu – mówi Dorota Rymaszewska, założyciel i CEO spółki.

W pomysł HiPets uwierzyły topowe fundusze inwestycyjne i aniołowie biznesu. Jeszcze w sierpniu w spółkę zainwestował SMOK Ventures, który obecnie kontynuuje inwestycję. Lead inwestorem tej rundy jest Next Road Ventures, koinwestujący z inwestorami prywatnymi. W spółkę zainwestował również Amadeusz Król, anioł biznesu i współwłaściciel grupy Petstar, wydawcy serwisów psy.pl i koty.pl oraz magazynu „Mój pies i kot”.

– Jesteśmy w świetnym momencie rynkowym. Pandemia przyspieszyła cyfryzację branż, które do tej pory były dość tradycyjne. Także branża opieki nad zwierzętami jest już gotowa, żeby zacząć na dużą skalę wykorzystywać technologie cyfrowe z korzyścią dla siebie i dla klientów. Chcemy być liderami tej zmiany i wykorzystamy do tego środki i know-how, który daje nam inwestycja – mówi współzałożyciel i CMO startupu Leszek Wolany. – Mamy przekonanie, że branża usług dla zwierząt dojrzała do wykorzystania nowoczesnych rozwiązań – dodaje Borys Musielak, partner w SMOK Ventures.

Niewątpliwym atutem HiPets jest zespół. Dorota Rymaszewska ma ponad 20 lat doświadczenia w sprzedaży m.in jako menadżer sprzedaży w P&G, trener sprzedaży na Europę Wschodnią i republiki postsowieckie w PZ Cussons czy jako Country Manager i VP Global Sales Development w Booksy. Leszek Wolany był Managing Directorem w Juice Sound i CMO w Coders Lab gdzie budował markę największej w Polsce szkoły programowania. Mentorami i doradcami w spółce są niemal od początku Maciej Kowalczyk – partner zarządzający Corvus Ventures – oraz Mirek Janik, ex CEO Wincor Nixdorf, obecnie w board of investors w Funding Box.

– Inwestując w HiPets od początku stawialiśmy na doświadczenie zespołu, który ma duże szansę zrewolucjonizować wciąż dość tradycyjną branżę. Dorota Rymaszewska, ma ogromne biznesowe doświadczenie, potrafi zbudować i poprowadzić świetny zespół. Wie, jak skalować projekty. Leszek Wolany, w roli co-foundera i CMO, uzupełnia kompetencje zespołu w zakresie budowania marki konsumenckiej i komunikacji. Wierzę, że HiPets pobudzi branżę i jednocześnie realnie ułatwi właścicielom opiekę nad zwierzakami – dodaje Musielak.

– Spółka działa na rynku, który w tym roku tylko w Polsce powinien być wart ponad 1 miliard USD. Pomimo zmieniających się oczekiwań właścicieli zwierzaków i w odróżnieniu od lekarzy, fryzjerów czy kosmetyczek, cały sektor jest jeszcze bardzo analogowy, zatem potencjał przed Spółką jest ogromny – podkreśla Marcin Łączyński, Partner w Next Road Ventures. – Wierzymy, że HiPets będzie w stanie stać się tzw. “household name” nie tylko w Polsce, ale i w regionie. Polska, ze zwierzakami w 10 milionach gospodarstw domowych, to dobre miejsce na zrobienie pierwszego kroku na tym rynku – dodaje Łączyński.

Plany spółki są szerokie. – Dziś skupiamy się na rezerwacjach usług, bo ten obszar potrzebuje naszych narzędzi, żeby się rozwijać – mówi Dorota Rymaszewska. – W przyszłości z pewnością powalczymy także o rynek pet sittingu, który w Polsce raczkuje, a jest już ogromny na zachodzie Europy i w USA, oraz zbudujemy marketplace produktowy. Chcemy aby “zwierzęcy rodzic” znalazł u nas wszystko, czego będzie potrzebował – dodaje Rymaszewska.

Prognoza na 2021 r.: Pracy w IT nie zabraknie. Polacy coraz częściej będą dostawać zagraniczne oferty

Branża IT już nie tylko potrzebuje programistów. Teraz inne umiejętności są w cenie. Rynek pracy w branży IT wciąż będzie rósł. Nawet przez następne 10-20 lat.

Pandemia doprowadziła do zmian wewnątrz branży informatycznej. Według ekspertów, rynek będzie w bieżącym roku rósł, ale też ulegał transformacjom. Wynagrodzenia nie spadną, a podwyżek mogą spodziewać się najbardziej pożądani specjaliści. Ostatnio na wybranych stanowiskach płace wzrosły nawet o kilkanaście procent. Szacuje się, że okres prosperity w branży potrwa minimum10-20 lat. Polska wciąż jest atrakcyjnym obszarem do lokowania centrów kompetencji. Obecnie na zatrudnienie mogą liczyć testerzy oprogramowania, profesjonalni architekci systemowi, menedżerzy projektów, wdrożeniowcy, a nie tylko sami programiści.

Rynek w górę

W przestrzeni publicznej coraz częściej mówi się o zmianach, które po pandemii nastąpią na rynku pracy informatyków. W ostatnich miesiącach zauważono wymuszone zmiany wewnątrz branży, co podkreśla Sergiusz Diundyk, ekspert ds. nowych technologii i automatyzacji procesów IT. W wyniku tego pracę tracą fachowcy o konkretnej specjalizacji. Jednocześnie pojawiają się nowe obszary, w których brakuje zasobów ludzkich. Zjawisko wielokrotnie następowało z powodu aktualizacji technologii. Teraz przesądził o tym kryzys.

– Rynek utrzymał się na takim poziomie na jakim był przed pandemią. Odłożono inwestycje w obszarze uruchamiania nowych i rozbudowy istniejących centrów R&D, które były zaplanowane na 2020 rok. Ale od grudnia ub.r. widać wzmożone działania w tym zakresie. Rynek będzie rósł i ulegał pewnym transformacjom – komentuje Agnieszka Grzybowska, menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Również Alicja Malok, Executive Manager w Hays Poland, stwierdza, że w 2021 roku rynek na pewno będzie rósł. Płace nie spadną, a w przypadku najbardziej pożądanych technologii – wzrosną, choć nie należy oczekiwać spektakularnych zmian. Ekspert zaznacza, że w branży IT wzrost wynagrodzeń wyniósł od 3 do 8%. Ale w przypadku np. programistów full stack czy front-end ze znajomością takich frameworków jak React, Angular czy Vue.JS podwyżki były nawet wyższe. Spore wzrosty odnotowano też wśród specjalistów DevOps, ekspertów technologii chmurowych, data science i data engineering. Z kolei Agnieszka Grzybowska zwraca uwagę na wynagrodzenia tzw. midów, czyli specjalistów z 2-4-letnim doświadczeniem. Pandemia przyniosła wzrost ich wynagrodzeń, nawet o kilkanaście procent.

– Jak wynika z wielu badań, po kryzysie z lat 2008-2009 rynek IT ustabilizował się i poszedł w górę dopiero w 2011 roku. Prezesi spółek informatycznych, z którymi rozmawiałem, wskazują że dopiero pod koniec 2022 roku branża powróci do obrotów z 2019 roku. Oczywiście, jeśli wiosną wszystkie branże zostaną w pełni otworzone i nie będą co jakiś czas zamykane – dodaje Sergiusz Diundyk.

Boom i problemy

Według różnych prognoz okres prosperity dla branży IT jest szacowany na minimum 10-20 lat, o czym informuje Alicja Malok. Ale zaznacza, że sytuacja zmienia się rok do roku. Pewne stanowiska wyglądają zupełnie inaczej niż 10 lat temu. Pojawiają się nowe technologie, jest też inne podejście do realizacji projektów oraz zastosowania tworzonych rozwiązań. Jak stwierdza Agnieszka Grzybowska, należy oczekiwać coraz większego popytu na specjalistów w branży. Polska pozostaje nadal atrakcyjnym obszarem do lokowania centrów kompetencji IT czy R&D. A nie można zapomnieć o naszych firmach, które również rozwijają się dynamicznie i realizują pionierskie projekty.

– Średnia zatrudnienia w branży informatycznej raczej nie uległa mocnym zmianom, jednak specjaliści od poszczególnych technologii odczuwają duże turbulencje, czasem dla nich bardzo niebezpieczne. Kryzys sprawił, że producenci aplikacji dla branży lotniczej, gastronomicznej, eventowej zostali bez klientów. Natomiast dotąd nieznany boom obserwujemy w branży oprogramowania e-commerce, zdrowotnej, e-learningu i e-konferencji. Ci, którzy nie potrafią błyskawicznie opanować innej technologii, po prostu wypadają z rynku – dodaje Diundyk.

Natomiast Alicja Malok potwierdza, że pandemia okazała się dość trudna dla firm dostarczających oprogramowanie czy usługi dla podmiotów działających w turystyce. Ale to nie znaczy, że kontrakty przepadły. Po prostu skupiono się na innej specyfice oferowanych rozwiązań. Szukano nowych kierunków i możliwości rozwoju.

– Zanim liczba nowych umów o pracę czy kontraktów B2B wróci do stanu z 2019 roku, to technologia mocno się zmieni. W międzyczasie pojawią się nowe wersje języków programowania czy systemów operacyjnych, być może zaktualizują się niektóre standardy – chociażby HTML albo protokoły komunikacyjne. Może się też okazać, że wiedza i doświadczenie informatyków, którzy pozostaną dłużej bez pracy, będą przestarzałe i nie pozwolą na konkurowanie z innymi kandydatami – mówi ekspert ds. nowych technologii i automatyzacji procesów w branży IT.

Procesy rekrutacyjne

Jak zaznacza Agnieszka Grzybowska, pandemia sprawiła, że bardzo utrudnione jest rozpoczęcie pracy jako specjalista IT. Wiele firm wstrzymało w ogóle nabory na stanowiska juniorskie, skupiając się na poszukiwaniu kandydatów posiadających już komercyjne doświadczenie. Jest to zrozumiałe, bo osoby te łatwiej wdrażają się w nowe obowiązki i są bardziej samodzielne. Ponadto, wprowadzanie juniorów do organizacji w sytuacji, kiedy cała praca odbywa się zdalnie, może się wiązać z pewnymi wyzwaniami organizacyjnymi.

– Do polskiego IT powoli wchodzi pojęcie jakości produktów i usług, bo konsument zastanawia się, czy warto wydać pieniądze, a konkurencja nie śpi. Teraz trzeba zatrudniać testerów oprogramowania, profesjonalnych architektów systemowych, menedżerów projektów, wdrożeniowców, a nie samych programistów. Należy poważnie myśleć o przyszłości, dbać o przewagę konkurencyjną na lata, zamiast cieszyć się z chwilowych zysków – przekonuje Sergiusz Diundyk.

Obecnie niemal wszystko w branży IT odbywa się zdalnie, co podkreśla ekspert z Hays Poland. I zaznacza, że wcześniej istniały firmy, które oferowały tylko pracę stacjonarną lub bardzo ostrożnie podchodziły do tego tematu. Ostatnie miesiące pokazały, że sprawdziło się wykonywanie obowiązków zawodowych w domu czy w modelu hybrydowym. Jednak według eksperta, strategie przedsiębiorstw zakładają stopniowy napływ pracowników do biur po okresie pandemii. Natomiast osoby, które przyzwyczaiły się do nowego modelu pracy, niekoniecznie będą chciały się na to zgodzić.

– Jeszcze 2 lata temu oferty z zagranicznych rynków pracy były raczej rzadkim zjawiskiem, ale w ostatnim czasie są częściej spotykane. Podczas procesów rekrutacyjnych coraz więcej kandydatów sygnalizuje nam, że bierze udział w tego typu naborach. I w takich przypadkach, jak wiadomo, wynagrodzenia są zupełnie inne – podsumowuje menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Szybko otwórzmy hotele! Wspólny apel Północnej Izby Gospodarczej i Polskiej Izby Hotelarzy

Temat ten jest nadal aktualny i nie uspokajają nas zapowiedzi, że do otwarcia hoteli w reżimie sanitarnym może dojść już w połowie lutego. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie oraz Polska Izba Hotelarzy apelują: prosimy o pilną informację kiedy branża hotelarska zostanie odmrożona i w jakim trybie. – Każdy dzień zwłoki i niepewności jest źródłem kolejnych strat. Przedsiębiorcy opierają się na medialnych spekulacjach i żyją w ogromnym stresie związanym ze swoją przyszłością.  Przygotowaliśmy pismo do Premiera Mateusza Morawieckiego oraz Wicepremiera Jarosława Gowina i liczymy na rozsądek rządzących. Gospodarka potrzebuje tlenu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk pismo do Prezesa Rady Ministrów jest kolejną odsłoną bliskiej współpracy między Północną Izbą Gospodarczą, a Polską Izbą Hotelarzy. Nasze instytucje wsłuchując się w głos przedsiębiorców apelują o odmrażanie gospodarki w trybie reżimu sanitarnego oraz pilne przedstawienie planu na to, jak wyglądać będzie funkcjonowanie branż po zniesieniu całkowitego lockdownu na usługi hotelarskie. Poniżej treść pisma, które trafiło na biuro Premiera Mateusza Morawieckiego.

 

Szanowny Panie Premierze,

Północna Izba Gospodarcza W Szczecinie stale przygląda się sytuacji gospodarczej kraju
i skutkom, jakie wywołuje pandemia koronawirusa i obostrzenia z nią wprowadzone. Wiele branż, przedsiębiorców stoi niestety u progu bankructwa z uwagi na brak możliwości prowadzenia swej działalności. Naszą  szczególną uwagę kierujemy tym razem  w stronę branży turystycznej. Hotele, pensjonaty, domy wypoczynkowe zamknięte są dla ruchu turystycznego od listopada 2020 r., zatem niemal od 3 miesięcy nie generują żadnych przychodów, ponosząc ogromne koszty utrzymania pracowników i infrastruktury.

Zgodnie z badaniami dotyczącymi transmisji wirusa, wykonanymi przez brytyjski system służby zdrowia (NHS) miedzy 5 a 11 listopada 2020 roku  na dużej próbie 73651 osób zarażonych nowym, brytyjskim szczepem wirusa, a zatem zgodnie z informacjami , o wiele bardziej zakaźnym od pierwotnego, hotele przyczyniły się do zakażenia jedynie 1,7% osób z całej grupy badawczej. Dla porównania w supermarketach, w tym samym czasie zaraziło się aż 12,1% osób. Różnica jest ogromna, przy czym branża turystyczna jest „zamknięta”, a supermarkety prowadzą działalność nieprzerwanie generując znaczne zyski z uwagi na wzrost zapotrzebowania  na żywność przez  konsumentów .

W oparciu zatem  o te dane, apelujemy Panie Premierze, o zmianę strategii podejmowania decyzji i jak najszybsze określenie procedur umożliwiających przedstawicielom branży hotelarskiej wznowienie działalności. Przedstawiciele tej branży  są   w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej  i często   z uwagi na wymóg  właściwego PKD nie  mogą otrzymać żadnego finansowego wsparcia z tytułu tarcz  a należy pamiętać , iż często są to dramaty przedsiębiorców , którzy mocno inwestowali , budowali silną infrastrukturę  usług wokół branży więc są to problemy również  działalności powiązanych  . Apelujemy zatem  o jak najszybsze i zdecydowane działania strony rządowej i stanowczą reakcję na pogłębiające się problemy branży hotelarskiej i turystycznej .

Z poważaniem

Prezes Północnej Izby Gospodarczej

Hanna Mojsiuk

Austria w portfolio MLP Group

Do portfolio MLP Group właśnie dołączyła Austria. Deweloper sfinalizował zakup działki pod budowę nowego projektu miejskiego MLP Business Park Vienna, zlokalizowanego w północno-wschodniej części Wiednia, w bliskim sąsiedztwie drogi ekspresowej S2. Niezabudowana nieruchomość liczy 98 249 m2, a docelowa powierzchnia najmu po zakończeniu budowy wyniesie blisko 55 000 m2. W transakcji pośredniczyła firma doradcza Otto Immobilien/Knight Frank.

MLP Business Park Vienna
MLP Business Park Vienna

Zakup nieruchomości w Austrii stanowi ważny etap rozwoju portfela nieruchomości MLP Group w Polsce i Europie. Debiut na rynku austriackim jest istotnym uzupełnieniem udanej ekspansji w Niemczech. Oba rynki są kluczowe dla przyszłego rozwoju i strategii spółki. Całkowita wartość projektu to 55 mln euro (około 250 mln zł).

Cały czas konsekwentnie się rozwijamy, realizując w ten sposób strategię zorientowaną na utrzymanie silnej pozycji nie tylko w Polsce, ale także poza jej granicami. MLP Business Park Vienna jest pierwszym przedsięwzięciem spółki w Austrii, który potwierdza naszą przynależność do grona wiodących deweloperów komercyjnych w Europie. MLP Group koncentruje się na głównych oraz strategicznych lokalizacjach w Europie i wierzę, że dzięki takiemu podejściu, niezależnie, czy nastąpią dobre czy złe czasy, nasze magazyny zlokalizowane w kluczowych aglomeracjach Europy będą atrakcyjne dla klientów – powiedział Radosław T. Krochta, prezes zarządu MLP Group.

MLP Business Park Vienna będzie miejskim parkiem biznesowym, wyposażonym w najnowocześniejsze rozwiązania odpowiednie dla klientów z różnych branż, m.in.
e-commerce, logistycznej, „last mile”, montażowej, usługowej i przemysłu lekkiego. Doskonała lokalizacja w północno-wschodniej części Wiednia, na rozwiniętych gospodarczo terenach miejskich, zapewnia dobry dostęp do obwodnicy miasta i do zjazdu z drogi ekspresowej S2, oddalonego od parku o ok. 350 m. Bliskość komunikacji miejskiej, w tym stacja metra (U1) oddalona o ok. 1,8 km, wpływa na atrakcyjność lokalizacji dla przyszłych najemców i pracowników. Odległość do centrum Wiednia wynosi ok. 13 km. Do lotniska Wiedeń-Schwechat można dojechać w ciągu 20 minut.

Po zakończeniu budowy, łączna powierzchnia użytkowa w czterech obiektach magazynowo-biurowych wyniesie blisko 55 000 m2. Powierzchnia najmu najmniejszych dostępnych modułów zaczynać się będzie od 2500 m2. Pierwsza hala zostanie wybudowana spekulacyjnie, a rozpoczęcie budowy zaplanowane jest na trzeci kwartał 2021 roku.

Cieszę się, że zapowiadane przez nas wejście na rynek austriacki zakończyło się sukcesem w postaci niezwykle atrakcyjnego przedsięwzięcia w doskonałej lokalizacji w Wiedniu. Włączenie nowego kraju do portfela MLP Group stanowi ważny krok naprzód. Austria, a w szczególności Wiedeń, to dla nas niewątpliwie bardzo atrakcyjny rynek o dużym potencjale popytu. Jesteśmy przekonani, że wybudowany przez nas park będzie atrakcyjny i przyciągnie najemców z rynku dodał Patrick Schumacher-Kurowski, Country Manager w MLP Group S.A. odpowiedzialny za Niemcy i Austrię.

Projekt w Wiedniu będzie realizowany zgodnie ze strategią zrównoważonego rozwoju MLP Group, której zamiarem jest budowa energooszczędnych i ekologicznych nieruchomości. Dotyczy to również strategicznego wykorzystania dostępnej powierzchni dachowej na potrzeby instalacji fotowoltaicznych. Celem Spółki jest certyfikacja wszystkich nowo powstających budynków w systemach DGNB (German Sustainable Building Council) lub BREEAM (Building Research Establishment Environmental Assessment Method).

Prezes InventionMed udzielił spółce 2,7 mln zł pożyczki na objęcie emisji akcji SoftBlue

Prezes spółki InventionMed, Tomasz Kierul, udzielił pożyczki do kierowanej przez siebie firmy o wartości 2,7 mln zł. Kapitał zostanie przeznaczony na objęcie wszystkich akcji przepadających spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue.

Pożyczka zostaje udzielona na okres 5 lat, a oprocentowanie wynosi 1 proc. Środki zostaną przeznaczone na objęcie wszystkich przysługujących InventionMed akcji serii F SoftBlue, tj. 19 mln akcji po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł.

– Decyzję o udzieleniu pożyczki traktuję jako długoterminową inwestycję. Dodatkowy zastrzyk gotówki pozwoli InventionMed na objęcie akcji SoftBlue bez uszczerbku dla finansowania bieżących projektów – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed.

InventionMed przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. Będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Wsparcie w realizacji inwestycji zadeklarowała spółka Softblue, która zapewni technologiczne wsparcie oraz dostęp do posiadanych zasobów IT. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.

Równolegle, trwają prace nad flagowym projektem – TutorDerm. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Spółka jest również w trakcie opracowywania wirtualnej strzykawki – rewolucyjne na skalę światową urządzenie szkoleniowe, które pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych.

RPP nie reaguje na silniejszego złotego. Euro wyraźnie poniżej 4,50

Jeszcze w środę rynek akcji wyhamował odbicie przy braku silnego motywu przewodniego. Na FX USD pozostaje umiarkowanie silniejszy, ale bez widocznego przekonania, aby ruch miał nabierać na sile. Nagromadzony w ostatnich dniach szum informacyjny jeszcze nie przycichł i utrudnia powrót do trendu. W efekcie EUR/USD dokleja się do 1,20, GBP/USD spad pod 1,36, ale EUR/PLN pozostaje wyraźnie poniżej 4,50.

W tym ostatnim pomaga wczorajszy komunikat Rady Polityki Pieniężnej, który w zasadzie od stycznia nie zmienił się. RPP utrzymała stopy procentowe bez zmian (referencyjna 0,1 proc.), a także dalej będzie prowadzić operacje zakupu aktywów dłużnych. Rada zwróciła uwagę na negatywny wpływ zaostrzonych restrykcji w Europie i Polsce, co doprowadziło do spadku PKB w IV kw., ale dalej oczekuje odbicia ożywienia 2021 r., w czym ma pomóc poluzowanie polityki pieniężnej. Ponownie zaznaczono, że przeszkodą może być silny złoty, dlatego bank centralny może także stosować interwencje na rynku walutowym. Interesujące jest, że komunikat RPP nie zmienił się, mimo że w ostatnich dniach obserwowaliśmy dynamiczne umocnienie złotego i złamanie psychologicznego poziomu 4,50 za euro. Jakkolwiek interwencje walutowe nie są w gestii RPP, ale zarządu banku, to jednak jeśli kurs walutowy stał się tak ważnym elementem polityki, zmiana warunków rynkowych wymagałaby nasilenia chociażby werbalnej interwencji. Fakt, że nic w komunikacie się nie zmieniło, wzmacnia tezę, że NBP nie będzie silnie walczył o obronę słabego złotego na konkretnym pułapie. Sądzę, że to słuszne podejście, gdyż próby walki z siłami rynkowymi nigdy nie kończą się dla banku centralnego dobrze. Złoty nie realizuje wyraźnego rajdu ulgi po decyzji RPP (wskutek braku ostrzejszego języka w stosunku do waluty), ale zachowawczość inwestorów można tłumaczyć tym, że w tym tygodniu NBP jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. To będzie należeć do prezesa Glapińskiego w piątek o 16:00, kiedy zaprezentuje nagranie z odpowiedziami na pytania przesłane przez dziennikarzy. Czy komentarze krytykujące aprecjację złotego zostaną synchronizowane z interwencją walutową? Miejmy nadzieję, że na takie rzeczy miejsce jest tylko w filmach.

Dziś decyzję przedstawi Bank Anglii, ale nie oczekujemy zmian w poziomie stóp procentowych i warunkach program skupu aktywów. Ważnym punktem konferencji prezesa Baileya będzie za to opinia o ujemnych stopach procentowych po przeprowadzonej w sektorze bankowym analizie wykonalności takiej operacji. Zakładamy, że konkluzja z analizy wskaże na dostępność takiego rozwiązania, co automatycznie otworzy drogę do pytań o to, czy 1) czy BoE aktualnie myśli o cięciu stóp procentowych oraz 2) gdzie wypada limit dla obniżek? Jeśli BoE chce utrzymać optymistyczne oczekiwania co do perspektyw ożywienia, implikuje to brak pośpiechu z wprowadzeniem ujemnych stóp procentowych. Jednocześnie dla uniknięcia rewaluacji w górę rynkowych oczekiwań w stosunku do ścieżki stóp procentowych, bank powinien podtrzymać ryzyko obniżki. Każda sugestia, że „efektywne dolne ograniczenie” (effective lower bound) jest gdzieś poniżej zera, będzie odebrane za gołębie. Wycena funta w ostatnim czasie podążała za redukcją prawdopodobieństwa ujemnych stóp procentowych Banku Anglii oraz pozytywnych informacji o tempie wyszczepienia w Wielkiej Brytanii, kontrastując z problemami z dostawami szczepionki w Europie. Rynek całkowicie ignoruje inne czynniki ryzyka po stronie funta – silniejsze na Wyspach niż w Eurolandzie załamanie sektora usługowego oraz trudności biurokratyczne w wymianie handlowej po brexicie. Premiowanie GBP przez uczestników rynku ustawia względnie nisko poprzeczkę dla gołębich zaskoczeń w czwartkowym przekazie Banku Anglii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

UPS publikuje wyniki finansowe za Q4 2020. Wzrost o 21% r/r

  • Wzrost przychodów w ujęciu skonsolidowanym o 21,0%, do poziomu 24,9 mld USD, dzięki lepszym wynikom odnotowanym we wszystkich segmentach działalności
  • Wzrost skonsolidowanego zysku z działalności operacyjnej o 1,6%, do poziomu 2,2 mld USD (o 26,0% według wartości skorygowanych*)
  • Rozwodniona strata na akcję na poziomie (3,75 USD); skorygowany rozwodniony zysk na akcję na poziomie 2,66 USD, wzrost o 26,1%
  • Roczne przychody i skorygowany rozwodniony zysk na akcję najwyższe w historii firmy

Spółka UPS (NYSE: UPS) opublikowała dane dotyczące skonsolidowanych przychodów za czwarty kwartał 2020 r., które wyniosły 24,9 mld USD i były o 21,0% wyższe w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Skonsolidowany średni wolumen dzienny zwiększył się o 10,6% w ujęciu rok do roku. Zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 2,2 mld USD, co oznacza wzrost o 1,6% w porównaniu z czwartym kwartałem ubiegłego roku (w ujęciu skorygowanym wzrost o 26,0%). Strata netto za kwartał wyniosła 3,3 mld USD, natomiast skorygowany zysk netto wyniósł 2,3 mld USD – o 26,4% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

W czwartym kwartale rozwodniona strata na akcję wyniosła 3,75 USD, w porównaniu z rozwodnioną stratą na akcję w wysokości 0,12 USD w czwartym kwartale 2019 roku. Skorygowany rozwodniony zysk na akcję wzrósł o 26,1% do 2,66 USD, w porównaniu z 2,11 USD w tym samym okresie ubiegłego roku.

Wyniki czwartego kwartału 2020 r. ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP obejmują koszty w łącznej wysokości 5,6 mld USD, tj. 6,38 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną, na które złożyły się: niepieniężny odpis z tytułu aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych do wartości rynkowej po opodatkowaniu w wysokości 4,9 mld USD, koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w wysokości 114 mln USD oraz odpisy z tytułu utraty wartości po opodatkowaniu w wysokości 545 mln USD, związane z decyzją Spółki o sprzedaży UPS Freight. Wyniki czwartego kwartału 2019 r. ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP obejmowały koszty w łącznej wysokości 1,9 mld USD, tj. 2,23 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną, na które złożyły się: niepieniężny odpis z tytułu aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych do wartości rynkowej po opodatkowaniu w wysokości 1,8 mld USD, koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w wysokości 39 mln USD oraz koszt rezerwy ustawowej po opodatkowaniu w wysokości 91 mln USD, rozpoznany w segmencie przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych.

– Wyniki finansowe czwartego kwartały przewyższyły nasze oczekiwania, dlatego dziękuję wszystkim pracownikom UPS za ich niezwykły wysiłek włożony w świadczenie najwyższej jakości usług w okresie świątecznym – powiedziała Carol Tomé, dyrektor generalna UPS. – Chcę również podziękować naszym klientom za ich współpracę w tym trudnym roku. Z optymizmem patrzymy na nadchodzący rok. W czwartym kwartale uruchomiliśmy dostawy szczepionek COVID-19 i jesteśmy gotowi, aby nieść nadzieję i chronić zdrowie ludzi na całym świecie.

Segment przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 15 744 mln USD   13 408 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1 247 mln USD 1 379 mln USD 1 074 mln USD 1 207 mln USD

 

  • Przychody wzrosły o 17,4% dzięki rosnącym przychodom w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw.
  • W przeliczeniu na przesyłkę przychody wzrosły o 7,8%, do czego przyczynił się segment przesyłek drogowych dla klientów indywidualnych.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 7,9%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 8,8%.

* “Kwoty „skorygowane” stanowią wskaźniki finansowe, które nie są obliczane zgodnie ze standardami rachunkowości GAAP. Więcej informacji na temat wskaźników finansowych obliczanych zgodnie ze standardami rachunkowości innymi niż GAAP, w tym uzgodnienie do najbliżej skorelowanego wskaźnika GAAP, przedstawiono w załączniku do niniejszego komunikatu.

Segment przesyłek międzynarodowych

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 4 770 mln USD   3 762 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1 148 mln USD 1 160 mln USD 799 mln USD 809 mln USD

 

  • Średni dzienny wolumen przesyłek zwiększył się o 21,9% za sprawą wzrostu wolumenu przesyłek eksportowych we wszystkich regionach.
  • Przychody zwiększyły się o 26,8%, głównie dzięki wzrostom odnotowanym w Azji i Europie.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 24,1%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 24,3%.

Segment łańcucha dostaw i spedycji towarów

   

IV kw. 2020 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2020 r.

 

IV kw. 2019 r.

Dane skorygowane

IV kw. 2019 r.

Przychody ze sprzedaży 4 382 mln USD   3 398 mln USD  
Zysk/(strata) z działalności operacyjnej -228 mln USD 331 mln USD 260 mln USD 262 mln USD

 

  • Przychody wzrosły o 29,0% dzięki silnemu popytowi w niemal wszystkich obszarach działalności, w tym w segmencie usług spedycji z Azji oraz UPS Healthcare.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie -5,2%, a skorygowana marża operacyjna wyniosła 7,6%.

Wyniki skonsolidowane za 2020 r.

  • Przychody wzrosły o 14,2%, do poziomu 84,6 mld USD.
  • Zysk operacyjny osiągnął poziom 7,8 mld USD, a skorygowany zysk operacyjny 8,7 mld USD, co oznacza wzrost o 7,0%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 1,64 USD, a skorygowany rozwodniony zysk na akcję – 8,23 USD.
  • Nakłady inwestycyjne sięgnęły 5,4 mld USD (5,6 mld USD w ujęciu skorygowanym).
  • Roczne wolne przepływy pieniężne ukształtowały się na poziomie 5,1 mld USD, w tym 3,1 mld USD z tytułu składek emerytalnych.
  • Kwota wypłaconej dywidendy wyniosła 3,6 mld USD, co oznacza wzrost o 5,2% w przeliczeniu na akcję w porównaniu z rokiem poprzednim.

Perspektywy

Ze względu na utrzymującą się niepewność gospodarczą spowodowaną globalną pandemią koronawirusa, Spółka nie publikuje prognoz przychodów i rozwodnionego zysku na akcję. Spółka publikuje natomiast całoroczną prognozę alokacji kapitału.

Alokacja kapitału w 2021 roku

  • Zakładana wysokość nakładów inwestycyjnych to ok. 4,0 mld USD.
  • Oczekuje się wzrostu poziomu dywidendy pod warunkiem uzyskania zgody Rady Dyrektorów.
  • Długoterminowe dłużne papiery wartościowe o wartości 2,5 mld USD zostaną spłacone w terminie ich zapadalności.
  • Prognozowana efektywna stopa podatkowa wyniesie około 23,5%.
  • W 2021 roku Spółka nie planuje wykupu akcji własnych ani nie zamierza pozyskiwać finansowania na rynku dłużnym.

TenderHut SA złożyła dokument informacyjny na GPW

Spółka TenderHut SA złożyła dokument informacyjny na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Rozpoczyna w ten sposób formalną procedurę wprowadzenia akcji do Alternatywnego Systemu Obrotu. TenderHut planuje wejść na rynek NewConnect w I kw. tego roku.

TenderHut SA już formalnie rozpoczęła swoją długo zapowiadaną drogę do stania się spółką publiczną. Spółka złożyła dokument informacyjny w celu wejścia na NewConnect. Przygotowanie dokumentu informacyjnego wspierał Dom Maklerski INC SA.

– Do wejścia spółka przygotowuje się już od wielu lat, a droga ta była poprzedzona wieloma analizami. Jesteśmy wdzięczni naszym doradcom z PwC oraz L2 Partners za cenne rady w całym procesie analizy europejskich parkietów, DM INC za profesjonalne wsparcie, oraz GPW za przekonanie nas do ostatecznego wyboru warszawskiego parkietu. Mam nadzieję, że weryfikacja dokumentu informacyjnego przez GPW przebiegnie sprawnie i wejdziemy na NewConnect jeszcze w pierwszym kwartale tego roku – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu TenderHut SA.

Grupa TenderHut obecnie rozwija trzy linie biznesowe: outsourcing usług IT (SoftwareHut, ExtraHut, ProtectHut, LegalHut), transformacja cyfrowa procesów laboratoryjnych (Solution4Labs, Holo4Labs) oraz venture building (polski VenturesHut, szwedzki Nordic Tech House) nadzorujący rozwój spółek produktowych takich jak: Zonifero – tworzące rozwiązania Work-Tech, Holo4Med – zajmujące się wykorzystaniem Mixed Reality w medycynie, Grow Uperion – platforma grywalizacyjna motywująca pracowników.

Plany grupy są ambitne i niezależnie od założeń związanych z organicznym wzrostem chce ona rozwijać się również przez połączenia na rynku polskim oraz akwizycje na rynkach Europy Zachodniej czy Ameryk Północnej i Południowej. – Chcemy rozwijać się globalnie. Naszym celem strategicznym jest stworzenie grupy informatycznej zdolnej świadczyć usługi w trybie “follow-the-sun”. Kluczowym elementem tego planu jest dostępność zespołów developerskich we wszystkich strefach czasowych. Pandemia COVID-19 spowodowała, że nasze zagraniczne procesy M&A zostały zamrożone, ale nie zaniechane. Mamy nadzieję, że obecność na rynkach kapitałowych wzmocni naszą transparentność, wiarygodność i rozpoznawalność, co pozwoli nam z przytupem wrócić na rynek transakcyjny. Liczymy także na aktywną współpracę z instytucjami oferującymi wsparcie takich inicjatyw, m.in. z Funduszem Ekspansji Zagranicznej PFR, z którego strategią nasze plany wydają się być idealnie zbieżne.  

Jednak celem spółki jeszcze na ten rok kalendarzowy jest wejście na główny parkiet warszawskiej GPW.  – Wejście na NewConnect to dla nas okres przejściowy. Będziemy się starać, aby jeszcze w tym roku wprowadzić akcje TenderHut na główny parkiet. Debiut na głównym parkiecie GPW prawdopodobnie połączymy wówczas z ofertą publiczną  – podsumowuje Robert Strzelecki.

Pakiet Mobilności czy rzeczywiście wpływa na branżę transportową?

54 procent klientów PKO Leasing[1], prowadzących działalność transportową, obawia się że wprowadzony w sierpniu Pakiet Mobilności obniży konkurencyjność polskich firm na rynku przewozów międzynarodowych. Jednak 62 proc. ankietowanych deklaruje, że nie odczuwa jeszcze wejścia nowych przepisów w życie.

Polska jest liderem europejskiego rynku przewozów towarowych, dlatego tyle emocji wzbudzało wprowadzenie do prawodawstwa Unii Europejski aktów prawnych regulujących zasady przewozu towarów. Polskie firmy transportowe do samego końca walczyły o zmianę niektórych przepisów twierdząc, że Pakiet w przyjętej obecnie formie znacznie obniży ich konkurencyjność na rynku międzynarodowym. Jak ocenią one nowe regulacje pięć miesięcy po wprowadzeniu nowego prawodawstwa?

Delegowanie kierowców, wypoczynek i czas pracy

Nowe zasady są wdrażane stopniowo. Pierwsze z nich, dotyczące czasu pracy i odbioru wypoczynku, weszły w życie w sierpniu 2020 roku. Co piąty badany uznał je za trudne do wdrożenia. Znacznie więcej obaw wzbudzają zmiany dotyczące delegowania kierowców, które wchodzą w życie dopiero w lutym 2022 roku. Wprowadzania tych przepisów już teraz obawia się 29 proc. właścicieli firm transportowych. Dodatkowo nowe przepisy będą obejmować takie obszary jak wymóg posiadania siedziby, poszerzenie Krajowego Rejestru Przedsiębiorców Transportu Drogowego oraz wprowadzenie nowych wymogów finansowych wobec firm transportowych.

Polska jest krajem o dużym rynku wewnętrznym, położonym relatywnie blisko obszaru, w którym wykonuje się najwięcej operacji transportowych w Unii Europejskiej. Co więcej, branża wykazała się dużą odpornością na negatywny wpływ pandemii koronawirusa i notuje bardzo dobre wyniki finansowe. Pakiet Mobilności może przyczynić się do lekkiego spadku efektywności sieci transportowej oraz wzrostu kosztów prowadzonej działalności. Jego regulacje mogą być bardziej dotkliwe dla małych firm. Perspektywy rozwoju dla firm średnich i dużych pozostają jednak korzystne, a Pakiet nie powinien istotnie wpłynąć na pogorszenie ich sytuacji finansowej czy konkurencyjności – mówi Wojciech Matysiak, ekonomista PKO Banku Polskiego.

Europa Wschodnia kabotażem stoi

Pakiet uderza głównie w operacje kabotażowe i cross trade, w których specjalizuje się Europa Środkowo-Wschodnia. W Polsce udział cross trade oraz kabotażu w pracy przewozowej ogółem wynosi odpowiednio ok. 20 i 6 proc. Na ocenę wpływu Pakietu na działalność firm jest jeszcze za wcześnie. Jednak ankietowani już teraz zakładają, że nowe przepisy przełożą się na wyższe koszty prowadzenia działalności. Aż 95 proc. firm wskazuje na taką możliwość. Przekłada się to na nastroje inwestycyjne w branży. Tylko co piąty ankietowany zamierza dalej inwestować w sprzęt i nowe rozwiązania.

Sytuacja w branży nie jest jednoznaczna. Widać coraz większy optymizm, ponieważ wstępne dane finansowe za trzeci kwartał 2020 dla średnich i dużych firm transportowych wskazują na poprawę zysku netto o 85,6% r/r. Firmy notują wprawdzie spadek przychodów, ale w znacznym stopniu udało im się obniżyć koszty. Pozytywnym symptomem jest również to, że rośnie liczba rejestracji w transporcie ciężkim. Z drugiej strony aktywność inwestycyjna firm w okresie wiosennego lockdownu praktycznie zamarła. Przedsiębiorcy wskazują na dużą niepewność co do przyszłości w kontekście recesji gospodarczej oraz wchodzącego w życie Pakietu Mobilności – podkreśla Piotr Gąska, dyrektor Rynku Transportu Ciężkiego w PKO Leasing

Praca i liczba firm

Bardzo dużym problemem dla branży transportowej jest deficyt pracy kierowców. Jedną z kluczowych przewag konkurencyjnych polskiego sektora transportu drogowego towarów na rynku UE są niższe koszty pracy. Z roku na rok firmy raportują coraz poważniejsze problemy ze znalezieniem pracowników. Potwierdzają to również wyniki ankiety przeprowadzonej na klientach PKO Leasing. Spółka zapytała przedsiębiorców, czy Pakiet Mobilności wpłynie na rynek pracy w branży transportowej. 69 proc. przedsiębiorców uważa, że wprowadzone zmiany pogłębią tylko problem deficytu kierowców na rynku. Pandemia może jednak zmienić optykę, ponieważ branże dotknięte Covid-19 uwolniły część zasobu pracowników.

Kolejną kwestią, co do której branża ma podzielone zdanie jest proces konsolidacji firm. Branża transportu drogowego towarów jest silnie rozdrobniona. Niemniej już od kilku lat widoczny jest coraz wyraźniejszy trend konsolidacyjny na rynku. Wzrost rynku transportowego jest udziałem głównie firm średnich i dużych. Nie ulega wątpliwości, że wzrost kosztów oraz biurokracja związana z Pakietem Mobilności uderzy przede wszystkim w firmy małe, co może przyczynić się do przyspieszenia konsolidacji sektora. Ankietowani przedsiębiorcy są w tej kwestii podzielni – 56 proc. uważa, że nowe przepisy nie wpłyną na łączenie się firm. Natomiast 44 proc. uważa że Pakiet Mobilności przyspieszy konsolidację rynku.

[1] Badanie przeprowadzone na grupie 100 klientów PKO Leasing reprezentujących branżę transportową z aktywną umowę leasingową w segmencie transportu ciężkiego.

PZF: pandemia nie zatrzymała faktoringu

Pogorszenie sytuacji gospodarczej w Polsce nie osłabiło kondycji sektora faktoringowego. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zanotowały w 2020 r. wzrost obrotów. Nabyły wierzytelności wynikające z faktur wystawionych przez krajowych przedsiębiorców o łącznej wartości ponad 290 mld zł. Rok temu kwota ta sięgała 281,7 mld zł. Oznacza to, że obroty sektora faktoringowego zanotowały wzrost o 3 proc. Z jego usług korzysta obecnie 18,4 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 18,4 mln faktur.faktoring podsumowanie 2020

Polski Związek Faktorów (PZF) zrzesza większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Skupia obecnie 5 banków komercyjnych, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania oraz 5 podmiotów o statusie partnera.

– Rok 2020 był dla polskich przedsiębiorców zdecydowanie najtrudniejszym okresem odkąd nasza gospodarka działa w warunkach wolnego rynku. Znaleźliśmy się w warunkach pandemii, która ma bardzo duży wpływ na to co dzieje się na rynkach, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Zostały dotknięte skutkami pandemii i w znaczny sposób ucierpiały. Kryzys nie ominął klientów usług faktoringowych. Jednak mimo niekorzystnych warunków gospodarczych, zainteresowanie faktoringiem udało się utrzymać. Przybyło przedsiębiorców, decydujących się na finansowanie działalności w oparciu o faktury – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.faktoring podsumowanie 2020 – obroty

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 18,4 tys. firm. Wystawili oni blisko 18,4 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Nasza oferta jest dla przedsiębiorców istotnym wsparciem. Zapewniamy płynność finansową zamieniając ich należności na gotówkę. To pozwala im zachować zdolność do regulowania zobowiązań na bieżąco. Dzięki temu łatwiej im przetrwać trudne czasy. Stale też udoskonalamy technologie i upraszczamy procesu obsługowe. Współpracujemy też ze Skarbem Państwa. Wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego uruchomiliśmy pierwsze w Europie rozwiązanie ułatwiające dostęp do finansowania biznesu w warunkach pandemii o wartości 11 mld zł – powiedział Jarosław Jaworski. faktoring podsumowanie 2020 – liczba faktorów

Po faktoring sięgają najczęściej firmy z sektorów: produkcyjnego i dystrybucyjnego. W ich przypadku utrzymanie płynności finansowej decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to także – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.faktoring podsumowanie 2020 – struktura

Zmiany w kierownictwie Avis Budget Group

Avis Budget Group mianował Martina Grubera na stanowisko wiceprezesa ds. handlowych, a Laurenta Sculiera na dyrektora zarządzającego w regionie Europy Środkowej i Zachodniej, który obejmuje również Polskę. To część szerszych zmian w międzynarodowym kierownictwie firmy.

Martin Gruber
Martin Gruber – wiceprezes ds. handlowych w Avis Budget Group

Martin Gruber kontynuuje wieloletnią karierę w Avis Budget Group. Z globalnym dostawcą usług mobilności osób jest związany od 1999 roku. Przez ostatnich dziewięć lat zarządzał firmą w Europie Środkowej oraz nadzorował przejęcie kilku spółek z branży mobilność osób w regionie.

Jestem dumny z możliwości zarządzania pracą nowego, międzynarodowego zespołu handlowego Avis Budget Group, złożonego z wysoko wykwalifikowanych i doświadczonych ekspertów. Stworzyliśmy zespół, który kompleksowo odpowiada za obsługę klienta i dla którego priorytetem jest dobro wynajmujących. Koncentracja na naszych klientach, a także fakt, że jesteśmy wiarygodnym i elastycznym partnerem, oferującym bezpieczną usługę mobilności osób w czasach obecnych ograniczeń sprawią, że wyjdziemy z pandemii jeszcze silniejsi – mówi Martin Gruber, który nową funkcję sprawuje od stycznia 2021 roku.

Dotychczasowe stanowisko Martina Grubera obejmuje Laurent Sculier, który przed awansem odpowiadał za marki Avis i Budget we Francji, Belgii, Holandii oraz w Luksemburgu. Od teraz będzie zarządzał również biznesem w Polsce, Niemczech, Austrii, Szwajcarii oraz w Czechach.

Laurent Sculier
Laurent Sculier – Avis Budget Group

Cieszę się z możliwości pracy z zespołem Avis oraz z naszymi klientami w Europie Środkowej, co będzie sprzyjać jeszcze lepszej wymianie informacji między regionami. Będziemy dalej pracować nad nowymi, elastycznymi i innowacyjnymi rozwiązaniami – produktami, które zapewnią naszym klientom jeszcze więcej satysfakcji z wynajmu. Jestem przekonany, że Avis Budget Group wyjdzie z kryzysu mocniejszy i będzie w jeszcze większym stopniu gwarantować bezpieczeństwo klientów podczas podróży – podkreśla Laurent Sculier.

Zespół Laurenta Sculiera będą tworzyć dyrektorzy generalni poszczególnych krajów: Sascha Hümmerich (Polska i Czechy), Alexander Schuricht (Niemcy), Pierre-Olivier Bard (Francja), oraz Wolfgang Huber (Austria i Szwajcaria).

Boom na e-commerce to czas na naukę

Wzrost popularności zakupów w internecie wymusił rozwój sieci logistycznych, ale także innowacje w dostarczaniu produktów. To jednak nie jedyny wymiar fenomenu e-commerce. Sprzedawcy i producenci powinni nie tylko korzystać na boomie na zakupy w internecie i „ratować przychody”, ale wyciągnąć wnioski, nauczyć się efektywniej dopasowywać do potrzeb konsumenta i jeszcze lepiej zrozumieć ogromny potencjał danych na temat swoich klientów.

Źródła danych – aplikacje, reklamy czy … wearables

Każda firma, która zajmuje się sprzedażą swoich produktów w sieci, ma dostęp do bardzo wielu informacji na temat zachowań klientów. Jest to możliwe dzięki śladowi, który zostawiamy w internecie, korzystając ze stron lub aplikacji mobilnych sklepów internetowych. To już nie tylko informacje na temat tego, w jaki sposób przeglądamy stronę i jak kupujemy, ale także na jakich kategoriach produktowych spędzamy najwięcej czasu, czy „odkładamy” koszyk zakupowy na później. Jednocześnie sprzedawcy walczą o naszą uwagę: tworzą i emitują reklamy internetowe, a nasz odbiór tych reklam i to, na ile efektywnie na nie reagujemy, też jest dla nich źródłem cennej informacji.

Danych jest jednak zdecydowanie więcej. Źródłem cennej wiedzy jest także to, w jaki sposób korzystamy z urządzeń, na których przeglądamy strony internetowe czy robimy zakupy: telefonów, komputerów czy nawet urządzeń wearables, czyli zegarków czy inteligentnych opasek, a nawet samochodów, wyposażonych w cały szereg czujników. Wiele mówią o nas interakcje z innymi ludźmi – jakich influencerów śledzimy czy to, na jakich stronach najchętniej komentujemy.

Umiejętne przetwarzanie takiej wiedzy to w dzisiejszych czasach nadal rzadkość. Podobnie zresztą, jak świadomość, że one w ogóle istnieją! Wielu przedsiębiorców, sprzedawców i marketerów nawet nie wie, jaki ogrom informacji o kliencie można uzyskać właśnie na bazie wymienionych wyżej surowych danych. Ci, którzy mają tego świadomość, nie wiedzą, że są u nich zgromadzone, ale nie wiedzą, jak je wykorzystać.

Szansa dla menedżerów produktu

Coraz częściej w organizacjach, które dysponują szerokim asortymentem, tworzy się role menedżerów produktu, którzy są odpowiedzialni za zaprojektowanie danego produktu, kontakt z klientem, prognozy, planowanie nowych wersji produktu czy jego promocji. Wymienione wcześniej informacje, dotyczące nie tylko samego procesu zakupowego i wsparte przez sztuczną inteligencję, mogą być istotnym źródłem danych o potencjalnych klientach.

Wszystkie informacje koncentrują się wokół trzech obszarów – klienta, produktu i wsparcia procesu. Na poziomie klienta można wykorzystać je do m.in. pogłębienia zrozumienia zachowań konsumenckich i prognozowania, co, gdzie i kiedy kupi dany klient, a tym samym – spersonalizowania przekazu marketingowego, dostosowanego do potrzeb, ale i stylu komunikowania się czy nawet kultury określonego użytkownika. Na poziomie produktu można prognozować zapotrzebowanie na zaopatrzenie czy automatycznie optymalizować ceny produktu w oparciu o ich dostępność. Na ostatnim z poziomów – procesowym – znajdują się sprzedaż, obsługa sklepu, tworzenie planogramów, logistyka czy marketing, które również można zautomatyzować.

Kluczowe dla menedżera produktu jest nie tylko uświadomienie sobie ogromu danych i możliwości, jakie one oferują, ale także znalezienie przestrzeni w organizacji, która pozwoliłaby na stworzenie cyfrowego produktu, wykorzystującego potencjał dostępnych danych i generującego wartość biznesową dla organizacji. Taki menedżer w ogóle nie musi być programistą, ale powinien potrafić wytłumaczyć swoje założenia choćby architektom tak, by przełożyli je na praktykę.

To nie czas na ratowanie przychodów, a na wnioski

W dobie pandemii, lockdownu i kryzysu gospodarczego wśród sprzedawców internetowych zapanowała silna pokusa, by skupić się przede wszystkim na działalności operacyjnej i „ratowaniu” przychodów. Zadali sobie pytanie: a co, jeśli taki boom na zakupy w internecie nie potrwa długo i już nigdy się nie powtórzy? Oderwanie się od tej pokusy nie jest łatwe, ale to najlepszy możliwy czas, by rozwijać kompetencje w obszarze wykorzystania danych w zarządzaniu produktem – tak, by jeszcze mocniej wykorzystać potencjał e-commerce.

Dr hab. Andrzej Wodecki, opiekun programów MBA Digital Transformation oraz Sztuczna Inteligencja w Biznesie w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

Wstępne wyniki finansowe Grupy XTB za 2020 rok

Rekordowy rok XTB: 402,4 mln zł zysku, 797,7 mln zł przychodów i ponad 112 tys. nowych klientów. Wstępne wyniki finansowe XTB za 2020 rok.Kluczowe wskaźniki efektywności XTB w 2020 roku

W 2020 roku, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), skonsolidowany zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). XTB pozyskało także rekordową liczbę 112 tys. nowych klientów (wzrost o 206,5% w porównaniu z liczbą klientów pozyskanych w 2019 roku). Grupa przełamała także barierę ćwierć miliona pozyskanych klientów.

Rekordowe wyniki finansowe XTB w 2020 roku

XTB zanotowało dynamiczne wzrosty we wszystkich kluczowych wskaźnikach efektywności finansowej. Dzięki korzystnym uwarunkowaniom rynkowym, XTB wypracowało najwyższe w historii firmy przychody operacyjne – 797,7 mln zł (wzrost o 233,4 % w porównaniu z 2019 rokiem), zysk netto – 402,4 mln zł (wzrost o 597,4% r/r) oraz EBIT – 516,3 mln zł (wzrost o 689,3% r/r). Do osiągnięcia bardzo dobrych rocznych wyników finansowych, oprócz obecnej na rynkach przez cały 2020 rok wysokiej zmienności na rynkach finansowych i towarowych, przyczyniły się także cięcia stóp procentowych, które sprawiły, że handel na instrumentach finansowych stał się mocno atrakcyjny dla wielu inwestorów. W czwartym kwartale ub. roku Grupa XTB odnotowała 140,1 mln zł przychodów z działalności operacyjnej (w czwartym kwartale 2019 było to 89,6 mln zł) oraz 40,5 mln zł zysku netto (wobec 37 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku).

– 2020 rok był bardzo dobrym rokiem dla XTB. Osiągnięcie trzycyfrowych wzrostów przychodów i zysków nie byłoby jednak możliwe bez kilku wcześniejszych lat wytężonej pracy nad naszym produktem, technologią i doskonaleniem obsługi. Dzięki nim, wykorzystaliśmy szansę na rozwój i wzrost którą dostarczyła ponadprzeciętna zmienność na rynkach. Ten rok udowodnił stabilność fundamentów, na których oparty jest nasz biznes. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout. Chcemy być firmą inwestycyjną pierwszego wyboru, nie tylko dla klientów w Polsce czy Europie, ale na całym świecie. – dodał Omar Arnaout.

Równolegle do działalności detalicznej stanowiącej większość przychodów Grupy, XTB rozwija działalność instytucjonalną pod marką X Open Hub (XOH), w ramach której dostarcza płynność i technologię innym instytucjom finansowym, w tym domom maklerskim. W tym obszarze w 2020 roku spółka odnotowała również pięciokrotny wzrost przychodów do 104,9 mln zł, wobec 20,8 mln w 2019 roku.

Koszty działalności operacyjnej w 2020 r. ukształtowały się na poziomie 281,7 mln zł i były o 107,8 mln zł wyższe od tych rok wcześniej (2019: 173,9 mln zł). Wzrost ten był związany przede wszystkim ze zwiększonymi kosztami marketingowymi związanymi z wyższymi nakładami na kampanie online oraz rosnącymi kosztami wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, a także wzrostem zatrudnienia.

Ponad ćwierć miliona klientów XTB

Jednym fundamentów solidnego i długofalowego wzrostu XTB jest stale rosnąca baza klientów i liczby aktywnych klientów. W 2020 r. Grupa odnotowała kolejny rekord w tym obszarze pozyskując 112 025 nowych klientów, który oznacza nie tylko wzrost o 206,5%
w ujęciu rocznym (w 2019 roku XTB pozyskała 36 555 klientów), ale wartość ta odpowiada sumarycznej liczbie klientów pozyskanych w ciągu sześciu ostatnich lat (w latach 2014-2019 Grupa XTB pozyskała 112 825 klientów). Łącznie z usług polskiego brokera skorzystało ponad 261 tys. klientów. Wraz ze wzrostem ogólnej bazy klienckiej, rośnie także liczba klientów, którzy aktywnie korzystają z możliwości inwestycyjnych oferowanych przez XTB. Liczba aktywnych klientów (takich, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję ciągu 12 miesięcy) sięgnęła w 2020 roku 107 287, wobec 45 837 klientów w 2019 roku. Podwoiła się także średnia liczba aktywnych klientów (obejmuje klientów, którzy przeprowadzili co najmniej jedną transakcję w okresie 3 miesięcy) – z 26 582 w 2019 do 58 069 w 2020 roku.

– Wzrost liczby aktywnych klientów jest i nadal będzie dla nas jednym z największych priorytetów. Pomimo że wzrosty, które osiągnęliśmy w 2020 roku były bardzo solidne, to celujemy w dalsze zwiększenie naszej bazy zarówno pozyskanych, jak i aktywnych klientów. Zamierzamy jak najlepiej wykorzystać fakt, że coraz większa liczba osób interesuje się inwestowaniem. Myślę tu nie tylko o doświadczonych inwestorach, którzy często już nas znają i inwestują w XTB, ale również o osobach, które dzięki sytuacji, którą obserwujemy na rynkach, dopiero zaczęły się tym tematem interesować. – powiedział Prezes Zarządu XTB Omar Arnaout.

Dynamiczny wzrost bazy klientów współgrał z dużą aktywnością transakcyjną wyrażoną w liczbie zawartych kontraktów w lotach. W konsekwencji obrót instrumentami pochodnymi wyniósł 3 175,2 tys. lotów (2019: 1 597,2 tys. lotów) a rentowność na lota w ujęciu rocznym wzrosła do 251 zł (2019: 150 zł).

Polityka dywidendowa

Zarząd XTB podtrzymuje zamiar rekomendowania Walnemu Zgromadzeniu wypłaty dywidendy zgodnie z polityką dywidendową Spółki. Rekomendacja w tym zakresie zostanie przedstawiona w marcu br. po publikacji raportu rocznego.

Wykorzystanie szans i dalszy rozwój globalny Nadrzędnym celem XTB jest zostanie wyborem i kompleksowym rozwiązaniem dla każdego inwestora. Priorytetem Zarządu jest dalszy przyrost bazy klienckiej prowadzący do umocnienia pozycji rynkowej XTB na świecie bazując zarówno na efektywnym zagospodarowaniu korzystnych czynników zewnętrznych jak i doskonaleniu w obszarze oferty, technologii i obsługi.

Działania te wspierane będą przez szereg inicjatyw m.in. wprowadzoną 5 października 2020 r. nową i stałą ofertą na akcje i ETF-y (ang. Exchange-Traded Funds) „0% prowizji” dla miesięcznych wolumenów o wartości do 100 000 EUR. Oferta „0% prowizji” wspierana jest przez kampanię marketingową i reklamową z udziałem nowego ambasadora marki XTB – jednego z najlepszych menadżerów piłkarskich na świecie, José Mourinho, który będzie ambasadorem XTB przez dwa lata. Oferta ta została przyjęta z dużym entuzjazmem zarówno przez obecnych, jak i nowych klientów. Klienci XTB mają dostęp łącznie do 4500 instrumentów finansowych obejmujących m.in. ponad 2000 prawdziwych akcji z 16 największych światowych giełd oraz fundusze ETF, w tym na towary, nieruchomości i obligacje, a także dostęp do rynku Forex i kryptowalut.

XTB kontynuuje także ekspansję na nowe rynki skupiając się na rozpoczęciu działalności operacyjnej Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w RPA. 9 stycznia 2021 r. została założona spółka XTB MENA Limited w DIFC (ang. Dubai International Financial Centre), Obecnie trwają prace nad spełnieniem warunków określonych przez lokalnego regulatora DFSA i wymaganych do rozpoczęcia działalności w ZEA, co zarząd firmy planuje uczynić jeszcze w I półroczu 2021 r. W zakresie RPA, ze względu na złożone lokalne uwarunkowania formalno-prawne przewidywana data rozpoczęcia działalności nie jest możliwa do określenia.

– Mamy jasną wizję rozwoju w 2021 roku. Chcemy pozyskać przynajmniej 120 tysięcy nowych klientów, otwieramy nowe biuro w Dubaju i intensyfikujemy działania na rynkach, na których już jesteśmy obecni. Mocno postawimy również na najwyższą jakość obsługi naszych klientów oraz na technologię i to nie tylko w kontekście naszej platformy xStation oraz xStation Mobile, ale także w zakresie bezpieczeństwa, wydajności i stabilności. Nawet ostatnie dni udowodniły nam, jak ważna dla klientów jest możliwość inwestowania w interesujące ich instrumenty wtedy, kiedy zechcą. Zrobimy wszystko, by XTB było miejscem, które takie możliwości zapewni; dzisiaj i w przyszłości. – powiedział Omar Arnaout.

Dalsze szczegółowe informacje podsumowujące podsumowujące działalność Grupy XTB 2020 roku są zawarte w Raporcie bieżącym numer 2/2021 – „Wstępne wyniki finansowe i operacyjne za 2020 rok”.

„Kontrakty CFD są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej.

77% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty pieniężne w wyniku handlu kontraktami CFD u niniejszego dostawcy CFD.

Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty CFD, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.”

Technologia 5G – jakie korzyści przyniesie dla branży logistycznej?

5G wprowadzi prawdziwą rewolucję w komunikacji mobilnej i transmisji danych. Sieć piątej generacji umożliwi znaczny postęp technologiczny, na którym niewątpliwie skorzysta również branża logistyczna. Wspólnie z ekspertami GEFCO wskazujemy główne korzyści z wprowadzenia nowego standardu łączności bezprzewodowej – poprawę widoczności w łańcuchach dostaw, lepsze zarządzanie flotą i wsparcie przy podejmowaniu decyzji. 5G umożliwi również szybki rozwój Internetu Rzeczy.

Na czym polega przewaga technologii 5G?

Sieci 5G i urządzenia obsługujące 5G pozwolą uzyskać skokowy wzrost wydajności. Potencjał nowej technologii jest na tyle wysoki, aby zmienić sposób, w jaki projektujemy i korzystamy z usług informacyjnych. Jedną z najmocniejszych stron technologii 5G jest brak opóźnień w transmisji danych, czyli skrócenie do skrajnego minimum czasu jaki jest potrzebny na przesłanie żądania danych z urządzenia podłączonego do sieci, a następnie uzyskanie odpowiedzi w postaci danych.

Sieci 5G charakteryzują bardzo małe opóźnienia, co oznacza, że nowa technologia umożliwi komunikację między urządzeniami w czasie rzeczywistym. Sieci 5G są również w stanie obsłużyć jednocześnie większą liczbę urządzeń. Dla porównania, w sieci 4G może działać około 4000 urządzeń na kilometr kwadratowy, podczas gdy sieci 5G mogą obsługiwać do miliona urządzeń na tej samej powierzchni.

„5G otwiera przed nami nowe możliwości rozwoju Internetu Rzeczy (IoT), który w uproszczeniu jest systemem urządzeń elektronicznych, komunikujących się ze sobą i wymieniających dane. W przypadku branży logistycznej może przybrać on formę na przykład tysięcy czujników, działających w sieci 5G, umieszczonych w transportach i używanych do monitorowania w czasie rzeczywistym wielu zmiennych, od lokalizacji towaru przez jego temperaturę i wilgotność po kontrolę zapasów” – wyjaśnia Rafał WILK, Dyrektor IT, GEFCO Polska.

Konsekwencje z uruchomienia sieci 5G dla sektora logistycznego

Systemy danych i informacyjne są siłą napędową w łańcuchu dostaw, ponieważ umożliwiają dokładniejsze i szybsze podejmowanie decyzji, dzięki czemu rośnie wydajność pracy i zadowolenie klientów. Gdy łańcuchy dostaw są wyposażone w dużą liczbą urządzeń IoT, można na bieżąco śledzić to, co dzieje się w środowisku operacyjnym. W konsekwencji wiele łańcuchów dostaw stanie się bardziej responsywnych i elastycznych. Na przykład, urządzenia pracujące w sieciach 5G w magazynach i centrach dystrybucyjnych mogą samodzielnie powiadamiać o niskim poziomie zapasów. Sprzęt może również samodzielnie informować nas o problemach lub automatycznie planować prace serwisowe. Pozwoli to zaoszczędzić koszty, ale także czas, co przełoży się na wyższy poziom wydajności w branży logistycznej.

Urządzenia wyposażone w funkcję rzeczywistości rozszerzonej mogą wzbogacać lub uzupełniać informacje ponad to, co widzimy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pracownik magazynu musi szybko zlokalizować towar wśród tysięcy podobnych produktów. Korzystając ze smartfona lub okularów do rzeczywistości rozszerzonej, poszukiwany przedmiot może poinformować o swoim położeniu, zmieniając kolor lub generując wirtualną animację. Sieci 5G będą w stanie przesłać duże ilości danych, niezbędnych do bezproblemowego renderowania takich obrazów w czasie rzeczywistym.

Główne korzyści jakie oferuje technologia 5G dla branży logistycznej:

  1. Lepsza widoczność przepływów. Widoczność w łańcuchu dostaw to znacznie więcej niż śledzenie przesyłek. Największą zaletą technologii 5G jest natychmiastowy i dokładny wgląd w operacje w łańcuchach dostaw – tj. widoczność zakupów, zapasów, zamówień, produkcji i wysyłek w całym środowisku operacyjnym, wspierana przez aktywne zarządzanie zdarzeniami w czasie rzeczywistym. Firmy logistyczne będą mogły monitorować i zarządzać przepływem procesów i usług, podejmując decyzje w czasie rzeczywistym, co będzie szczególnie pożądane w przypadku reagowania na zakłócenia w łańcuchu dostaw.
  1. Nowe możliwości w zarządzaniu flotami pojazdów. Każdy pojazd użytkowy jest wyposażony w czujniki, które monitorują jego pracę, pomagając zachować dostępność floty i unikać wystąpienia awarii. Ponieważ sieci 5G będą działać również poza obszarami miejskimi, floty pojazdów użytkowych staną się częścią stale dostępnej sieci transportowej. Systemy zarządzania transportem (TMS) umożliwią kontrolę wykorzystania pojazdów w czasie rzeczywistym z korzyścią dla całego łańcucha dostaw.
  1. Wsparcie decyzji predykcyjnych. Przy podejmowaniu decyzji zawsze warto posiadać jak najwięcej informacji, aby mieć pewność dokonania najlepszego wyboru. Ze względu na prawdopodobny wzrost ilości danych generowanych przez czujniki i urządzenia IoT w sieciach 5G, systemy wspomagania decyzji powinny pracować z jeszcze większą precyzją.

„Tylko komunikacja w czasie rzeczywistym, jaką oferuje technologia 5G, pozwoli w pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy w branży logistycznej. Ilość generowanych danych znacznie się zwiększy, co spowoduje, że zarządzanie łańcuchem dostaw będzie jeszcze bardziej płynne, szybsze i efektywne kosztowo. Równocześnie wzrośnie znaczenie bezpieczeństwa danych, ponieważ wraz z popularyzacją internetu rzeczy coraz więcej decyzji będzie podejmowanych w oparciu o informacje pozyskiwane z sieci” – podsumowuje specjalista GEFCO, globalnego eksperta w zakresie multimodalnych łańcuchów dostaw.

Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Pożyczanie pieniędzy przez Internet staje się coraz popularniejsze. Za skorzystaniem z pożyczek pozabankowych przemawiają proste i przystępne procedury, szybki proces rozpatrywania wniosku oraz niemal natychmiastowy dostęp do pieniędzy, które mogą zostać wydane na dowolny cel. Pożyczka pozabankowa, czyli popularna chwilówka, posiada liczne zalety, jednak nie każda oferta dostępna w Internecie będzie warta naszej uwagi. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, aby wybrać korzystną, a przede wszystkim bezpieczną szybką pożyczkę?

Czym pożyczka pozabankowa różni się od kredytu bankowego?

Pożyczka pozabankowa, jak sama jej nazwa wskazuje, jest udzielana przez firmy spoza sektora bankowego. Jako że nie obowiązują ich przepisy prawa bankowego, tego typu podmioty mogą oferować korzystniejsze i szybsze procedury przyznawania pieniędzy obarczone w dodatku zredukowanymi do niezbędnego minimum formalnościami. Do otrzymania chwilówki potrzebny jest jedynie dowód osobisty, wypełniony online wniosek oraz posiadanie konta bankowego na własne nazwisko. Do wniosku nie musimy dołączać dokumentów potwierdzających wysokość dochodu, stabilność zatrudnienia ani wskazywać osób, które wystąpią w roli poręczycieli.

Możliwość ubiegania się o pożyczkę bez wychodzenia z domu, siedząc wygodnie przez komputerem lub ze smartfonem w dłoni sprawia, że cały proces jest łatwy, szybki i przyjemny. Co więcej, pożyczka pozabankowa jest udzielana 24h, 7 dni w tygodniu, w tym także w weekendy, święta oraz dni wolne od pracy. Pozwala to na uzyskanie wsparcia finansowego w każdej sytuacji, co zyska uznanie osób ceniących sobie elastyczność oraz pragnących mieć dostęp do dodatkowych pieniędzy w dowolnej chwili. Pieniądze wpływają na konto w przeciągu kilkunastu minut i od razu mogą zostać spożytkowane na dowolny cel, wedle preferencji klienta.Pożyczka pozabankowa a kwestie bezpieczeństwa

Jak bezpiecznie pożyczać pieniądze przez Internet?

Ogromna popularność szybkich pożyczek gotówkowych sprawiła, że na polskim rynku działa obecnie wiele firm oferujących chwilówki. Kluczem do bezpiecznego korzystania z ich oferty jest dokładne sprawdzenie kilku kwestii, zanim zdecydujemy się na wypełnienie i przesłanie wniosku o pożyczkę. Po pierwsze, należy zweryfikować, czy wybrana firma pożyczkowa jest legalnie działającym w naszym kraju podmiotem oraz sprawdzić, czy nie znajduje się na tzw. czarnej liście Komisji Nadzoru Finansowego lub Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jeśli firma wydaje się w porządku, należy dokładnie zapoznać się z zasadami udzielania pożyczek. Wszystkie najważniejsze informacje oraz koszty powinny być dostępne na stronie www firmy oraz być jasno i zrozumiale wyjaśnione. Jeśli dana oferta budzi wątpliwości, warto poszukać innej. Istotną kwestią są rzeczywiste koszty pożyczki pozabankowej – powinniśmy móc je sprawdzić za pomocą specjalnego symulatora dostępnego na stronie firmy, który pokaże kwotę do spłaty oraz termin jej uiszczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest wybór firmy, w której pierwsza pożyczka pozabankowa zostanie udzielona za darmo, a na kolejne, już jako stali klienci, uzyskamy atrakcyjne zniżki i rabaty.

Ustawa wolnościowa może zwiększyć ilość szkodliwych treści w sieci. Przed usuwaniem wpisów administratorów odstraszy groźba 50 mln zł kary

Ustawa wolnościowa została 22 stycznia przesłana do KPRM i czeka na wpis do wykazu prac Rady Ministrów. Nowy akt prawny ma chronić prawo do wolności słowa w sieci, nad czym czuwać będzie pięcioosobowa Rada Wolności Słowa. Będzie ona rozstrzygać kwestię zasadności usunięcia przez administratorów danego wpisu czy zablokowania konta użytkownika. W razie niekorzystnych rozstrzygnięć serwis społecznościowy musi liczyć się z karą do nawet 50 mln zł. Adwokat Xawery Konarski ocenia jednak, że ustawa może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego i nie przysłuży się ani mediom internetowym, ani samym internautom.

Wstępne założenia tzw. ustawy wolnościowej zostały przedstawione przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę 15 stycznia br., krótko po tym, jak Twitter, a później także Facebook, Instagram i Snapchat zdecydowały o bezterminowym zablokowaniu kont byłego już prezydenta USA Donalda Trumpa, oskarżanego o podżeganie w mediach społecznościowych do styczniowego ataku na Kapitol.

 Wszyscy zaczęli się wtedy zastanawiać, czy prawidłowe jest rozwiązanie, w którym prywatne firmy mogą dość swobodnie blokować rozpowszechnianie różnego rodzaju wypowiedzi w internecie. To jest coś, nad czym zastanawiamy się w Polsce, nad czym zastanawiają się w Unii Europejskiej, ale i w Stanach Zjednoczonych. Nasze Ministerstwo Sprawiedliwości chciało zagwarantować użytkownikom wolność wypowiedzi w internecie i postanowiło to zrobić w formie odrębnej ustawy, powszechnie nazywanej ustawą wolnościową – mówi agencji Newseria Biznes Xawery Konarski, partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

W założeniu resortu sprawiedliwości ustawa wolnościowa ma przede wszystkim chronić konstytucyjne prawo do wolności słowa w internecie. W tej chwili serwisy społecznościowe – w przypadku uznania pewnych treści za bezprawne i naruszających czyjeś dobra osobiste – mogą zadecydować o usunięciu takiego wpisu albo zablokowaniu konta użytkownika, który to opublikował. Od takiej decyzji de facto nie ma realnej szybkiej możliwości odwołania. Według Ministerstwa Sprawiedliwości łamie to wolność wypowiedzi i pozwala na cenzurę w internecie, gdzie obecnie toczy się najwięcej politycznych dyskusji i sporów światopoglądowych.

Dlatego w projekcie ustawy zaproponowano powołanie pięcioosobowej Rady Wolności Słowa, która ma stać na straży wolności wyrażania poglądów w serwisach społecznościowych. W jej skład będą wchodzić eksperci z dziedziny prawa i nowych mediów, wybierani przez Sejm na sześcioletnią kadencję (większością kwalifikowaną 3/5 głosów, co ma zagwarantować ponadpartyjny skład rady).

– Zgodnie z założeniami projektu w Polsce ma zostać powołany regulator internetu, którego dotąd nie mieliśmy. Rada ma być powoływana i wybierana przez parlament. Moim zdaniem to rozwiązanie niedobre, które spowodowałoby upolitycznienie polskiego internetu. Po drugie, ponad 20 lat zajmuję się prawem internetu, uczestnicząc w wielu przedsięwzięciach legislacyjnych i regulacyjnych, i nie przypominam sobie debaty dotyczącej tego, w jakim kształcie, z jakimi kompetencjami i czy w ogóle takiego regulatora powinniśmy powoływać. Wydaje się, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie jest właściwym podmiotem do decydowania o tym. Tymczasem ten projekt tylnymi schodami wprowadza regulatora polskiego internetu, bez jakiejkolwiek debaty publicznej w tym zakresie – mówi Xawery Konarski.

Jeżeli administrator serwisu internetowego zablokuje konto albo usunie wpis, którego treść nie narusza polskiego prawa, wtedy użytkownik będzie mógł złożyć skargę do serwisu, który powinien ją rozpatrzyć w ciągu 48 godzin. Jeśli nie przywróci wpisu albo utrzyma blokadę konta, użytkownikowi będzie przysługiwać odwołanie do Rady Wolności Słowa, która rozpatrzy je w ciągu siedmiu dni.

Jeżeli rada uzna skargę za zasadną, może nakazać niezwłoczne przywrócenie zablokowanej treści lub konta (jej decyzję będzie można jeszcze zaskarżyć w sądzie). Za niezastosowanie się do rozstrzygnięć serwisowi społecznościowemu będzie grozić kara administracyjna w wysokości od 50 tys. zł do nawet 50 mln zł.

Adwokat ocenia, że tak wysoka kara finansowa może spowodować, że administratorzy serwisów społecznościowych nie będą usuwać treści, nawet tych ewidentnie szkodliwych, bojąc się wchodzić w spory dotyczące tego, czy dana treść jest bezprawna.

– To też niedobrze, bo o ile wolność wypowiedzi jest ogromną wartością, o tyle źle jest, jeżeli w internecie znajdują się wypowiedzi szkodliwe i potencjalnie bezprawne. Przykładem są chociażby fake newsy polityczne czy mowa nienawiści. Nie w każdym przypadku takie wpisy są łatwe do ocenienia jako bezprawne. Natomiast wielokrotnie są one bardzo szkodliwe. Trudno byłoby podejmować swobodne decyzje dotyczące takich treści, mając z tyłu głowy myśl o tej 50-milionowej karze. Tak więc spodziewam się, że gdyby ta ustawa weszła w życie, w polskim internecie mielibyśmy znacznie więcej szkodliwych treści, co na pewno nie było założeniem projektodawców – ocenia partner w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Jego zdaniem ustawa wolnościowa będzie miała wręcz istotny wpływ na funkcjonowanie mediów internetowych w Polsce. Jak podkreśla, nie jest to rozwiązanie konieczne legislacyjnie, bo kwestie swobody wypowiedzi wkrótce ureguluje prawo europejskie. W grudniu ub.r., po pięciu latach prac UE zaprezentowała bowiem projekt Digital Services Act, czyli kodeks europejskiego internetu, który rangą i znaczeniem można porównać do RODO.

– W tym kodeksie są zawarte bliźniacze do ustawy wolnościowej próby zabezpieczenia swobody wypowiedzi w internecie. Przykładowo nie będzie można zablokować konta użytkownika bez powiadomienia go o tej decyzji wraz z uzasadnieniem i daniem mu szansy na zakwestionowanie jej w ramach różnych procedur online – wyjaśnia Xawery Konarski. – To oznacza, że projekt ustawy wolnościowej dubluje coś, co i tak będzie w Polsce prawem. Digital Services Act jest rozporządzeniem UE, które po uchwaleniu będzie stosowane bezpośrednio również w naszym kraju. Dlatego – przy całym poparciu dla idei, która przyświeca temu projektowi – kontynuowanie prac nad ustawą wolnościową uważam za bezprzedmiotowe. 

22 stycznia br. projekt ustawy został ogłoszony do KPRM z wnioskiem o wpis do wykazu prac legislacyjnych. Wniosek wciąż czeka na realizację, po której będą możliwe dalsze konsultacje, a następnie – przyjęcie projektu przez rząd.

Ruszają pierwsze inwestycje magazynowe w parku logistyczno-przemysłowym przy planowanym Centralnym Porcie Komunikacyjnym

90 proc. deweloperów magazynowych ocenia perspektywy na ten rok jako pozytywne lub zdecydowanie pozytywne – wynika z badania Cushman & Wakefield. Wielu z nich – choć z niepokojem śledzi wpływ pandemii na gospodarkę – planuje nowe inwestycje, które napędza przede wszystkim zwiększony popyt ze strony e-commerce. Takie jest też przeznaczenie magazynów budowanych na terenie nowego parku przemysłowo-logistycznego oddalonego o 10 km od przyszłego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Przy węźle komunikacyjnym w Wiskitkach operator logistyczny FM Logistic stawia platformę magazynową o docelowej powierzchni przekraczającej 100 tys. mkw. 

Jak pokazuje styczniowa analiza firmy doradczej Cushman & Wakefield, większość działających w Polsce deweloperów magazynowych dobrze ocenia ubiegły rok pod względem popytu i podaży. Zdaniem 33 proc. najemcy magazynowi byli równie aktywni jak w ciągu dwóch ostatnich, rekordowych lat. W ocenie 45 proc. potrzeby najemców nawet wzrosły. Zgodnie z wcześniejszymi prognozami największą aktywność na rynku magazynowym wykazali najemcy związani ze sprzedażą internetową.

W tym samym badaniu ponad 90 proc. deweloperów magazynowych uważa, że sytuacja rynkowa w tym roku będzie pozytywna lub zdecydowanie pozytywna. Zdaniem 88 proc. wzrost popytu na magazyny generowany przez sprzedaż internetową będzie jednym z dominujących trendów, m.in. dlatego deweloperzy nie przewidują spowolnienia i planują nowe inwestycje. W tym gronie jest również FM Logistic, którego obroty przekraczają miliard euro rocznie. Operator logistyczny stawia właśnie pierwszą inwestycję na terenie planowanego parku przemysłowo-logistycznego, który będzie w przyszłości sąsiadować z Centralnym Portem Komunikacyjnym.

– Od planowanego CPK dzieli nas zaledwie 10 km. Z tego względu miasto Wiskitki zaplanowało na tym obszarze utworzenie parku przemysłowo-logistycznego. Nasza platforma jest pierwszą inwestycją realizowaną na tym terenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Jóźwik, regional director FM Logistic Central Europe.

Lokalizacja między Warszawą a Łodzią ma być jednym z głównych atutów nowej inwestycji – magazyny budowane są przy samym węźle komunikacyjnym Wiskitki łączącym autostradę A2 z drogą krajową 50, która w perspektywie zostanie jeszcze rozbudowana o kolejną nitkę, pełniącą dziś rolę dużej obwodnicy Warszawy.

Firma tym samym chce wzmacniać swoją obecność w centralnej Polsce, a bliskość aglomeracji warszawskiej i położenie przy ważnym węźle komunikacyjnym umożliwi realizację jej strategii dla logistyki miejskiej, którą od kilku lat rozwija w ramach projektu CityLogin. Zakłada on zastąpienie obecnie używanych pojazdów samochodami napędzanymi alternatywnymi źródłami energii. Pierwsza duża realizacja w tym zakresie zaplanowana jest już na ten rok.

Nowa platforma logistyczna w Wiskitkach będzie mieć całkowitą powierzchnię przekraczającą 100 tys. mkw. W pierwszym etapie, który ma być oddany do użytku na początku 2022 roku, powstaną trzy hale magazynowe, które pomieszczą prawie 30 tys. miejsc paletowych oraz powierzchnię biurową (1,5 tys. mkw.) z salami konferencyjnymi. Operator logistyczny szacuje, że już w przyszłym roku zatrudnienie znajdzie tu ok. 100 osób.

– Inwestowanie we własne magazyny to istotna część modelu biznesowego naszej grupy, która daje nam realną przewagę konkurencyjną. Wynika ona z pełnej kontroli nad całym obiektem, którą doceniają zwłaszcza klienci o rosnących i zmiennych potrzebach biznesowych – wskazuje Daniel Franke, managing director FM Logistic Central Europe– Dodatkowo długoterminowa i dedykowana forma inwestycji umożliwia nam razem z klientami zupełnie inne spojrzenie dotyczące wysokonakładowych inwestycji związanych z automatyzacją, a także zrównoważonym rozwojem.

Magazyn w Wiskitkach będzie dostosowany do obsługi wszystkich kanałów sprzedaży, zgodnie ze strategią omnichannel. Ponadto jedna z hal będzie też przystosowana do składowania towarów w temperaturze kontrolowanej.

– Dziś nie wystarczy już zwykła usługa magazynowania. Firmy oczekują od operatorów logistycznych dodatkowych kompetencji – mówi Mariusz Jóźwik. – Dlatego w Wiskitkach chcemy być gotowi na najbardziej wymagające wyzwania naszych klientów. Proponujemy tu kompleksowy zakres usług logistycznych, w tym magazynowanie, dystrybucję, co-packing, co-manufacturing, a także tak bardzo w ostatnim czasie zyskującą na popularności obsługę kanału e-commerce. W naszej ocenie żaden inny operator do tej pory nie zapewnił tak kompleksowej oferty we własnym obiekcie, pod jednym dachem.

Cushman & Wakefield prognozuje, że bieżący rok na rynku magazynów przyniesie dalszy rozwój rozwiązań proekologicznych. Ten trend był zauważalny już w ubiegłym, ale w kolejnym mogą się pojawić nowe, ciekawe rozwiązania w tym zakresie. Wpisuje się w niego również nowa inwestycja FM Logistic.

– Zastosowane w niej zostaną innowacyjne rozwiązania wykorzystujące dobre praktyki oszczędzania wody pitnej i osiągania efektywności energetycznej obiektu. Zadbano też o zielone otoczenie inwestycji oraz infrastrukturę pozwalającą pracownikom na m.in. dojazd współdzielonymi środkami transportu bądź pojazdami elektrycznymi, które będą mogli naładować na parkingu. Wysoka dbałość o surowce budowlane oraz dobre praktyki wynikające z certyfikacji LEED zapewniają maksymalne obniżenie wpływu procesu budowlanego na środowisko naturalne – precyzuje regional director FM Logistic Central Europe.

Liczba chętnych na kredyty mieszkaniowe powróciła do poziomów sprzed pandemii. Polacy wnioskują o wyższe kwoty

Banki notują coraz wyższe zainteresowanie kredytami hipotecznymi. O odbudowie popytu informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, który w styczniu wyniósł 18,1 proc. Z informacji BIK wynika także, że w porównaniu do stycznia ub.r. wzrosła zarówno liczba chętnych na kredyt, jak i średnie kwoty, o jakie wnioskują Polacy. – Prognozy na ten rok zależą między innymi od polityki kredytowej banków, ale spodziewamy się wzrostów – mówi Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. BIK prognozuje wartość akcji kredytowej na poziomie 72 mld zł, czyli o 14 proc. wyższą niż w 2020 roku.

Pierwszy w tym roku dodatni odczyt BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe oznacza, że w styczniu 2021 roku w przeliczeniu na dni robocze banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 18,1 proc. w porównaniu ze styczniem ub.r. Wartość tego indeksu w porównaniu do odczytu z grudnia 2020 roku wzrosła o 11,7 pkt proc. – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski.

Ujemne odczyty BIK Indeks notował w okresie od marca do sierpnia 2020 roku. Od września tendencja się odwróciła, nie licząc przerwy w listopadzie, kiedy ponownie wskaźnik spadł. Ostatnie dane wskazują na to, że popyt na kredyty – w ujęciu liczby wnioskujących – praktycznie odbudował się do poziomu sprzed pandemii.

W styczniu do banków i SKOK-ów wnioskowało 37 460 potencjalnych kredytobiorców. To o 0,3 proc. więcej niż przed rokiem, i to pomimo mniejszej liczby dni roboczych, oraz o 11,5 proc. więcej niż w grudniu ub.r. W stosunku do kwietnia 2020 roku, kiedy dołek był największy, liczba wnioskujących wzrosła o ponad jedną trzecią. Styczniowy wzrost zainteresowania kredytobiorców będzie widoczny w sprzedaży kredytów za jeden–dwa miesiące, bo tyle trwa procesowanie wniosków w bankach.

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w styczniu br. wyniosła 306,46 tys. zł i była o 6,6 proc. wyższa niż w styczniu 2020 roku – mówi główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Jak podkreśla, odzwierciedla to obecną sytuację na rynku mieszkaniowym – wzrost średniej ceny powierzchni użytkowo-mieszkalnej oraz zakupy coraz większych nieruchomości.

– Trzeba również pamiętać, że banki poluzowały wymagania odnośnie do wkładu własnego przy kredycie mieszkaniowym, co bezpośrednio przekłada się na poziom akceptowania wyższej wartości wskaźnika LtV – mówi dr hab. Waldemar Rogowski. – Pozytywny wpływ będzie miał również wzrost liczby osób zaszczepionych.

Pierwsze miesiące pandemii przyniosły znaczące zaostrzenie warunków przyznawania kredytów mieszkaniowych, ale w drugim półroczu banki zaczęły je łagodzić. To spowodowało, że w całym roku liczba wniosków kredytowych była tylko minimalnie niższa niż w 2019 roku (o 0,6 proc.). Ten segment produktów – na tle całego rynku – poradził sobie z kryzysem wyjątkowo dobrze.

Prognozy BIK zakładają, że akcja kredytowa w segmencie mieszkaniowym w tym roku wyniesie 72 mld zł i będzie o 14 proc. wyższa niż w całym 2020 roku. Wysokiemu popytowi na kredyty będą sprzyjać wciąż niskie stopy procentowe oraz względnie dobra sytuacja na rynku pracy.

Zmiany w uldze abolicyjnej wprowadzają limit odliczenia do 1360 zł. Część osób pracujących za granicą zapłaci w efekcie podwójny podatek

Od stycznia 2021 roku osoby, które rozliczają dochody z zagranicy zgodnie z metodą proporcjonalnego odliczenia, skorzystają z ulgi podatkowej tylko do kwoty 1360 zł. Ministerstwo Finansów tłumaczy, że ma to zapobiec nieprawidłowościom i unikaniu opodatkowania. – Wydaje się jednak, że zmiany te służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – ocenia Agnieszka Telakowska-Harasiewicz z SSW Pragmatic Solutions. Nowe zasady dotkną ponad 26 tys. osób.

– Sam mechanizm działania ulgi abolicyjnej nie został bardzo zmieniony, wprowadzono natomiast limit odliczenia do kwoty 1360 zł. Ulga abolicyjna została wprowadzona, aby wyrównać opodatkowanie między dwiema metodami unikania opodatkowania, czyli metodą proporcjonalnego odliczania oraz metody wyłączenia z progresją. Dotyczy zatem polskich podatników, którzy uzyskują dochody za granicą, w stosunku do których umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania przewiduje metodę proporcjonalnego odliczenia – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Telakowska-Harasiewicz, doradca podatkowy SSW Pragmatic Solutions.

Z ulgi abolicyjnej korzystają podatnicy, którzy osiągają za granicą dochody z tytułu umowy o pracę, z działalności wykonywanej osobiście, np. z zasiadania w radach nadzorczych spółek, w radach dyrektorów, zarządach, a także osoby uzyskujące dochody na podstawie kontraktów menedżerskich czy z tytułu działalności gospodarczej. Przysługuje ona podatnikom pracującym w krajach, z którymi Polska umówiła się na metodę proporcjonalnego odliczenia. To m.in. Australia, Holandia, Irlandia, Norwegia, USA czy Wielka Brytania.

– Od 2021 roku taka metoda jest również przewidziana w umowach z Danią i Portugalią, a to za sprawą zmian na podstawie konwencji MLI – wskazuje doradca podatkowy. – Ulga abolicyjna nie będzie miała zastosowania do dochodów uzyskiwanych na terytorium np. Francji czy Niemiec, albowiem umowy zawarte pomiędzy Polską a tymi krajami przewidują metodę wyłączenia z progresją.

Co do zasady w przypadku metody proporcjonalnego odliczenia zagraniczny dochód jest opodatkowany w naszym kraju, ale podatku nie trzeba płacić w tej części, w jakiej został uregulowany za granicą. Ulga abolicyjna pozwalała uniknąć tej zapłaty. W efekcie osoba, która musi stosować metodę proporcjonalnego odliczenia, rozlicza się tak jak ten, komu wolno stosować wyłączenie z progresją.

– Ulga abolicyjna w dotychczasowym brzmieniu pozwalała na zredukowanie podatku od dochodów uzyskanych za granicą praktycznie do zera. Innymi słowy, jeżeli polski podatnik uzyskiwał dochody np. z umowy o pracę za granicą, to rozliczając się w Polsce przy wykorzystaniu ulgi abolicyjnej, nie musiał już dopłacić podatku – tłumaczy Agnieszka Telakowska-Harasiewicz.

Zmiana wprowadza od przyszłego roku maksymalne odliczenie w ramach ulgi abolicyjnej do poziomu 1360 zł. To oznacza, że będzie można skorzystać z ulgi w przypadku zagranicznego dochodu nieprzekraczającego kwoty 8 tys. zł. Od nadwyżki trzeba będzie dopłacić w Polsce różnicę między podatkiem płaconym w kraju wykonania pracy a tym naliczonym przez polskiego fiskusa.

W uzasadnieniu projektu ustawy Ministerstwo Finansów podaje, że zmiana ma ograniczyć nieprawidłowości i unikanie opodatkowania dochodów. Twierdzi też, że likwidacja ulgi abolicyjnej dotknie relatywnie niewielką liczbę osób. W 2018 roku z ulgi abolicyjnej skorzystało 67 tys. osób, z tej grupy 26 tys. osób będzie miało podatek wykraczający poza limit. Ponad 60 proc. podatników będzie mogło skorzystać z ulgi tak jak dotychczas.

– Wydaje się, że wbrew temu, co twierdzi Ministerstwo Finansów, zmiany do ulgi abolicyjnej służą jedynie zwiększeniu przychodów z tytułu podatków do budżetu państwa – zauważa doradca podatkowy z SSW Pragmatic Solutions. – Wprowadzenie limitu odliczenia spowoduje, że w wielu przypadkach polscy podatnicy uzyskujący dochody za granicą będą musieli dopłacić podatek.

Poseł Stanisław Tyszka w interpelacji poselskiej wylicza, że np. nauczycielka pracująca w Londynie, osiągająca przychód 30 tys. funtów rocznie brutto, będzie płaciła oprócz 3,5 tys. funtów podatku brytyjskiego i 2,5 tys. funtów na składki społeczne ponad 2,1 tys. funtów podatku do polskiego fiskusa. Zdaniem ekspertów ograniczenie ulgi abolicyjnej może też naruszać równość podatkową. Osoby pracujące np. w Niemczech, Francji czy Hiszpanii nie będą musiały ponosić dodatkowych obciążeń podatkowych, bo stosują metodę wyłączenia z progresją.

Nowe przepisy zaczną mieć zastosowanie w przypadku rozliczania dochodów za 2021 rok, czyli w deklaracjach składanych w 2022 roku.

Narzędzie polskiej firmy pozwala naprawić błędy w oprogramowaniu w kilka minut. Wkrótce sztuczna inteligencja zacznie poprawiać programistów

W typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu – podaje National Institute of Standards and Technology. Niewykryty błąd oprogramowania może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu, a naprawianie usterek zajmuje programistom nawet 60 proc. czasu. Polski start-up znalazł rozwiązanie problemu – RevDeBug umożliwia programistom łatwą identyfikację i naprawę błędów w oprogramowaniu. Rejestruje wykonywany kod i pozwala odtworzyć w ciągu kilku minut zdarzenia, które doprowadziły do wystąpienia błędu.

– RevDeBug to narzędzie, które usprawnia proces naprawy błędów w oprogramowaniu. Usuwamy przyczyny frustracji związane z tym procesem, dzięki cztemu pozwalamy zespołom odpowiedzialnym za rozwój oprogramowania na skupienie się na tworzeniu i rozwijaniu nowego. Przetwarzamy więcej danych, korzystamy z nowych technologii, przyczyny i symptomy związane z błędami nie są cały czas w tym samym miejscu. To powoduje, że osoby odpowiedzialne za naprawę oprogramowania muszą szukać, co jest prawdziwą przyczyną – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Biegun, członek zarządu w RevDeBug.

Według National Institute of Standards and Technology w typowym oprogramowaniu występuje średnio 25 błędów na 1000 linii kodu. Oznacza to ogromną liczbę luk w zabezpieczeniach, a większość z nich jest wynikiem prostych błędów w kodowaniu. Niewykryty błąd może spowodować krytyczne przerwy w działaniu systemu. Błędna konfiguracja platform chmurowych doprowadziła np. do naruszenia bezpieczeństwa danych w instytucji finansowej Capital One w 2019 roku, w wyniku którego ucierpiało ok. 106 mln osób.

– Wykrywanie błędów jest problematyczne. Weźmy np. zwykłą stronę internetową, z której korzysta przeciętny Polak – z jego perspektywy coś nie działa, jest to frustrujące. Natomiast z perspektywy działu IT przyczyny, dlaczego to nie działa, są pochowane w różnych miejscach. Zaczęliśmy korzystać z bardziej skomplikowanych systemów, rozwiązań chmurowych, nowych technologii, które powodują, że błędy, przyczyny i symptomy tych błędów są w różnych miejscach. Jesteśmy w stanie szybciej tworzyć oprogramowanie i je skalować, natomiast znajdowanie i naprawianie błędów stało się trudniejsze – wskazuje Piotr Biegun.

Polski start-up opracował system, który wykrywa i naprawia różnego rodzaju nieprawidłowości w systemach i aplikacjach. Narzędzie rejestruje wykonywany kod, w ten sposób umożliwiając odtworzenie zdarzenia, które doprowadziło do wystąpienia błędu. Dzięki temu nie trzeba zgadywać przyczyn awarii, a sam proces naprawy skraca się czasem z miesięcy do kilku minut.

– Wykorzystujemy do tego naszą opatentowaną technologię pozwalającą nagrać film z wykonania kodu, który doprowadził do danej awarii. Dzięki temu programista patrząc na ten kod, nie musi poszukiwać przyczyny tych błędów i potem odtwarzać sytuacji, które nie wiadomo, dlaczego się wydarzyły – wskazuje ekspert.

Opracowane przez Polaków narzędzie bazuje na sztucznej inteligencji. Dostarcza gotowe rozwiązania programistom i informatykom.

– RevDeBug pozwala stwierdzić, dlaczego dana rzecz się wydarzyła, czyli nie trzeba pytać sztucznej inteligencji, dlaczego zadziałała w ten sposób. Z drugiej strony pracujemy nad tym, żeby z wykorzystaniem nie tylko sztucznej inteligencji, ale również metod statystycznych i matematycznych dostarczać programistom informacje, które ułatwiają i skracają proces związany z analizowaniem, naprawianiem błędów, żeby dostawali od nas gotowe wiadomości i sugestie, które elementy wymagają poprawy – mówi Piotr Biegun.

Raport Consortium for Information & Software Quality (CISQ) „The Cost of Poor Software Quality in the US” szacuje, że koszty związane z oprogramowaniem słabej jakości sięgają 2,08 tryliona dol. i nie obejmuje to nawet „długu technicznego”, czyli nagromadzonych luk w oprogramowaniu w aplikacjach, sieciach i systemach, które nigdy nie zostały naprawione. Raport CISQ szacuje to zadłużenie na kolejne 1,3 tryliona dol. Zdecydowana większość (75 proc.) to awaria oprogramowania spowodowana brakiem łatania znanych luk w zabezpieczeniach, problemy ze starszym sprzętem i nieudane projekty rozwojowe.

Błędy związane z oprogramowaniem hamują działalność firm, często mogą powodować wielomilionowe straty związane z przestojem. Dzięki rozwiązaniu polskiej firmy takie sytuacje praktycznie nie mają miejsca, dlatego z systemu korzystają m.in. sektor finansowy, e-commerce czy e-usługi.

– To, nad czym pracujemy przyszłościowo, to proces „self-healing”, czyli będziemy w stanie dostarczać programistom nie tylko przyczyny, ale od razu kod, który dane problemy rozwiązuje w sposób automatyczny – zapowiada członek zarządu w RevDeBug. – Skupiamy się na tym, żeby nasze narzędzie było dostępne nie tylko dla dużych korporacji, z którymi obecnie pracujemy, ale również było dostosowane do pracy mniejszych zespołów. Dzięki temu, że będziemy dystrybuować je za pomocą chmur publicznych, takich jak Microsoft Azure, każdy będzie mógł skorzystać z naszego rozwiązania w prosty sposób i rozliczyć się w takim modelu, który jest dla niego wygodny, tzn. w zależności od tego, jakiej wielkości przetwarza dane i jakiej wielkości ma biznes.

Polka opracowała mobilną aplikację dla chorych na hashimoto. Może pomóc setkom tysięcy osób w Polsce

Hashiona to aplikacja mobilna skierowana do osób zmagających się z chorobą Hashimoto i niedoczynnością tarczycy. Ma na celu ułatwienie życia chorym i zarządzanie chorobą, a także udzielenie pomocy w wejściu w tzw. remisję. – Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie sam śledzić swoje objawy oraz szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw, np. alergie pokarmowe – tłumaczy Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

Przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) problemy z tarczycą uznawane są już za chorobę cywilizacyjną, na którą cierpi według różnych szacunków endokrynologów nawet 4,5 procent populacji. Z kolei według danych GUS z 2018 roku w Polsce aż milion osób chorowało z powodu tarczycy. Eksperci szacują, że nawet 800 tys. przypadków to efekt choroby Hashimoto. To schorzenie autoimmunologiczne wynikające z wady układu odpornościowego. Organizm sam atakuje białka tarczycowe, powodując degradację tarczycy i zaburzenia w produkcji hormonów. Choć jest to choroba nieuleczalna, można z nią żyć, a przy wykorzystywaniu dodatkowej wiedzy i zmianie stylu życia całkiem sprawnie radzić sobie z jej objawami. Dzięki opracowanej przez Polkę aplikacji Hashiona będzie to o wiele łatwiejsze, a pacjenci otrzymają dodatkowe wsparcie.

– Pacjent ma do wyboru kilka funkcjonalności w aplikacji, m.in. jest w stanie samodzielnie śledzić swoje objawy choroby i szukać tzw. wyzwalaczy, czyli czynników, które powodują dany objaw choroby. Mogą to być np. alergie pokarmowe, ale nie tylko. Dodatkowo pracujemy właśnie nad funkcjonalnością specjalnego programu, który będzie trwał 24 tygodnie i będzie przeprowadzał użytkowników przez wszystkie etapy wejścia w remisję choroby przez zmianę nawyków żywieniowych i zmianę stylu życia. Podobnie jak np. przy cukrzycy styl życia przy hashimoto jest kluczowy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Ewa Galant, autorka aplikacji i założycielka firmy Hashiona.

W celu dokładnych pomiarów stylu życia pacjenci będą logować się do aplikacji każdego dnia i oznaczać najpierw swoje symptomy, zarówno psychiczne, jak również fizyczne, a także opisywać swój styl życia, czyli m.in. częstotliwość i jakość snu oraz odżywiania, a także występowanie sytuacji stresogennych. Na podstawie tych informacji aplikacja będzie wspierać pacjenta w szukaniu tzw. indywidualnych wzorców zdrowotnych, aby wcielać je w życie, a jednocześnie wykluczać lub ograniczać negatywne wzorce.

– Nasz program „Step by step to remission” jest dosyć unikatowy w skali światowej, dlatego że za pomocą aplikacji prowadzimy naszego pacjenta za rękę poprzez poszczególne zmiany stylu życia do momentu, aż wejdzie on do etapu remisji choroby. Remisję rozumiemy przez stan, w którym pacjent nie odczuwa objawów, czyli czuje się dobrze, jest w stanie normalnie funkcjonować, oraz w momencie, w którym jego przeciwciała w krwi spadają do poziomu najbliższego zeru – wskazuje założycielka firmy Hashiona.

Choć aplikacja nie jest produktem medycznym i nigdy nie zastąpi kontaktu z lekarzem, oferuje wsparcie standardowej terapii osobom chorym na hashimoto lub chorobę niedoczynności tarczycy. Oznacza to, że pacjenci zawsze już będą musieli przyjmować lek na niedoczynność tarczycy, natomiast aplikacja ma na celu wsparcie stylu życia. Co ważne, Hashiona jest jednym z niewielu tego typu rozwiązań na rynku.

– Na dzisiaj, szczególnie na rynku polskim, nie istnieją rozwiązania technologiczne skierowane do tej grupy pacjentów, jesteśmy pierwsi w Polsce. Budujemy społeczność wśród pacjentów, lekarzy, ale również naukowców, którzy będą rozwijać wiedzę na temat choroby Hashimoto za pomocą danych zbieranych anonimowo z aplikacji – wskazuje Ewa Galant.

Hashiona jest już dostępna dla polskich użytkowników w sklepie Google Play na urządzenia z systemem operacyjnym Android, na razie w ograniczonej formie. Dodatkowe funkcjonalności, w tym program „Step by step to remission”, pojawią się na przełomie marca i kwietnia 2021 roku.

Spadek PKB i wzrost bezrobocia, czyli co nas czeka w szponach kryzysu?

Porównując poziom kryzysu w Polsce z innymi krajami – głównie Zachodniej Europy – można pomyśleć, że pandemia koronawirusa za bardzo nas nie dotknęła. Przewidywany spadek PKB na poziomie 5% wygląda dobrze, w porównaniu z kilkunastoprocentowymi spadkami w Hiszpanii i Francji. To prawda – pandemia dotknęła Europę Wschodnią znacznie mniej, niż inne państwa. Widać to na przykładzie Niemiec – gdzie granica między liczbą zachorowań dzieli kraj na wschodnią i zachodnią część. Czemu tak jest, nie wie nikt. Nie należy jednak zachwycać się sytuacją naszej gospodarki. Spadek PKB o 5% to wciąż ogromny kryzys, niewidziany w Polsce od 30 lat.

– Mówienie o zielonej wyspie to przesada. To nie jest normalny kryzys, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Sytuacja jest bardzo ciężka. Obniżenie wartości PKB o 5% to gigantyczny spadek, któremu towarzyszy w dodatku ogromny wzrost zadłużenia państwa – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Dzisiaj możemy powiedzieć, że radzimy sobie nie najgorzej. Ale sytuacja jest bardzo ciężka. Możemy jeszcze oczekiwać załamania się wielu wskaźników, na przykład bezrobocia. Dzięki interwencji państwa bezrobocie nie wzrosło – co obserwujemy także na rynku europejskim. Jednak kosztem tego jest ogromny wzrost długu publicznego. Cenę za to zapłacimy w przyszłości, a bezrobocie wkrótce zacznie rosnąć – przewiduje Orłowski.

Na telefon z banku lub na Sanepid, czyli nowe sposoby oszustów na kradzież naszych danych

Pandemia Covid-19 sprawiła, że funkcjonujemy głównie w kanale online. Nie chodzi tylko o możliwość pracy zdalnej. Przez Internet możemy załatwić już prawie wszystko, nawet takie sprawy, jak np. „wizytę” u lekarza specjalisty czy zaciągnięcie kredytu hipotecznego, co kiedyś było niemożliwe. Za tę wygodę płacimy czasem wysoką cenę. W sieci umieszczamy coraz więcej informacji na swój temat, co jest na rękę osobom czyhającym na nasze dane, będące w dzisiejszym świecie walutą ważniejszą niż złoto… Tylko od kwietnia do lipca w naszym kraju odnotowano aż o 42% więcej ataków przy użyciu szkodliwego oprogramowania niż w poprzednio analizowanym okresie[1]. Cyberprzestępcy w swoich działaniach są coraz bardziej przebiegli. Skutki mogą być zauważalne od razu, np. w postaci „uszczuplenia” naszego konta bankowego lub niestety bardziej długofalowe. Jeżeli nie zorientujemy się w porę, złodziej może się posługiwać się skradzionymi danymi przez dłuższy czas i np. zaciągać na nazwisko ich właściciela kolejne pożyczki czy kredyty. Jak się przed tym chronić i unikać niechcianych długów? Podpowiada ekspert Intrum!

Korona-kryzys, czyli czas „żniw” dla cyberprzestępców

Polacy są świadomi tego, że ciągłe przebywanie w kanale online przynajmniej w teorii zwiększa szanse na naruszenie prywatności, a nawet kradzież tożsamości. Obawiamy się tego zjawiska. Z badania przeprowadzonego przez KRD i serwis ChronPESEL.pl wynika, że 60 proc. respondentów obawia się utraty danych osobowych, a 54 proc. za największe zagrożenie uznaje wycieki z baz danych urzędów i firm.

– Przestępcy nie zawsze stosują wyrafinowane metody, nie zawsze chodzi o zaplanowane ataki hakerów. Niestety takie osoby częściej bazują na naszym braku wiedzy, nieostrożności, roztargnieniu, o co przecież w korona-kryzysie nietrudno. Wystarczy np. nie doczytać wszystkich zapisów umowy, którą dokonujemy na odległość (online), albo nie sprawdzić wiarygodności konsultanta jakiejś firmy, który chce nam sprzedać jakiś towar lub usługę po podejrzanie niskiej cenie. Możemy odczuć skutek takiej nieuwagi od razu w postaci zapłaty za transakcję, która nie dojdzie do skutku, ale konsekwencji może być więcej. Gdy nasze dane raz dostaną się w niepowołane ręce, oszust może posługiwać się nimi wielokrotnie. Zawieranie różnych umów w naszym imieniu, zaciąganie pożyczek i kredytów – to najpopularniejsze sposoby wykorzystania naszej tożsamości przez cyberprzestępców. W taki nieświadomy sposób stajemy się dłużnikami. Dowiadujemy się o tym najczęściej w momencie, kiedy staramy się „oficjalnie”, we własnym imieniu o kredyt czy chcemy dokonać zakupu na raty. Wtedy otrzymujemy informację, że widniejemy na jednej z tzw. czarnych list dłużników, bo oczywiste jest, że zobowiązanie zaciągnięte na nasze nazwisko, nie jest spłacane przez oszusta – komentuje ekspert Intrum, Magdalena Krakowczyk.

Nowa rzeczywistość, w której żyjemy prawie od roku, to również nowe sposoby oszustów na wyłudzanie naszych danych i pieniędzy. Te ostatnio często spotykane, to podawanie się w fałszywych wiadomościach sms czy telefonach za pracowników Sanepidu, ministerstw, Policji czy innych służb zaangażowanych w walkę z pandemią.

Czy zagrożenie i obawy Polaków są zasadne?

Dane pokazują, że niestety odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Boimy się nie tylko działania cyberprzestępców, ale nie mamy również zaufania do instytucji, które gromadzą nasze dane osobowe. Jak podaje KRD, w kwietniu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. W tym samym miesiącu do podobnego incydentu doszło w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. Na początku jesieni cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. W listopadzie doszło z kolei do wycieku, m.in. numerów PESEL z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. Podobne przykłady można mnożyć.

O czym każdy internauta wiedzieć powinien, czyli zasady bezpieczeństwa w sieci

Czy w starciu z internetowym oszustem jesteśmy na straconej pozycji? – Na szczęście nie! Rozsądek, szczególna uwaga na pewne podejrzane działania, znajomość podstawowych zasad bezpiecznego korzystania z sieci, powinny skutecznie utrudnić cyberprzestępcom kradzież naszych danych, czyli w konsekwencji także naszych pieniędzy. To ważne, ponieważ jak wynika z danych Intrum, w korona-kryzie dochody aż 45 proc. konsumentów w Polsce uległy zmniejszeniu[2]. Pojawienie się niechcianych długów w takiej sytuacji oznaczałoby również powstanie poważnych problemów finansowych. Zawsze warto starać się ich unikać, a w czasach kryzysu powinien być to imperatyw – podpowiada Magdalena Krakowczyk, ekspert Intrum.

W dbaniu o bezpieczeństwo danych z pewnością pomoże Dekalog Bezpiecznego Użytkowania Internetu od Intrum:

  1. Wybieraj tylko bezpieczne i sprawdzone sklepy internetowe, czyli takie, o których wiadomo, że przestrzegają zasad bezpieczeństwa i stosują odpowiednie zabezpieczenia, dzięki którym dane osobowe ich klientów nie staną się łatwym łupem dla oszustów. Ta zasad dotyczy wszelkich instytucji, którym powierzamy swoje dane.
  2. Dokonuj płatności internetowych tylko przy udziale certyfikowanych pośredników.
  3. Nie otwieraj wiadomości e-mail i sms nieznanego pochodzenia oraz zawierających podejrzaną treść. Zwróć szczególną uwagę na wiadomości nakazujące zapłatę zaległych (w tym przypadku fikcyjnych) faktur lub podanie dostępu do konta bankowego albo danych z karty płatniczej.
  4. Zadbaj o bezpieczeństwo haseł dostępu. Hasła powinny składać się z różnych znaków (wielkie i małe litery, znaki specjalne i cyfry) oraz być odpowiednio długie (min. 8 znaków), wtedy będą trudniejsze do złamania. Co nie mniej ważne – nie posługuj się tym samym hasłem dostępu do wielu kont i pamiętaj, aby zmieniać je co jakiś czas.
  5. Nigdy nie podawaj haseł i loginów osobom trzecim. Nawet takie podmioty jak ZUS czy Policja tego nie wymagają!
  6. Sprawdzaj, czy bank lub sklep internetowy, z którego korzystasz, wykorzystuje szyfrowaną wersję protokołu http. Innymi słowy, sprawdź, czy adres strony poprzedza fraza „https” (np. https://www.abcdefghijkl.pl). Jeżeli nie, to takie połączenie nie jest szyfrowane, co znacząco obniża poziom zaufania do takiej witryny i warto rozważyć, czy istnieje potrzeba przekazywać tam swoje dane.
  7. Wykonując przelew bankowy on-line, nigdy nie kopiuj numeru rachunku bankowego z zewnętrznych źródeł, tylko za każdym razem wpisuj go ręcznie.
  8. Nie korzystaj z otwartych, niezabezpieczonych sieci Wi-Fi, czyli tzw. hotspotów, dostępnych w miejscach publicznych, takich jak restauracje, galerie handlowe czy lotniska, nawet jeżeli musisz skorzystać z aplikacji bankowej, aby wykonać szybki przelew. W celu zwiększenia ochrony naszych urządzeń, zasadne wydaje się rozważenie nabycia usługi VPN (z ang. Virtual Private Network), dzięki której przeglądanie Internetu, w tym także korzystanie z usług bankowych czy robienie zakupów, będzie odpowiednio zabezpieczone i niedostępne dla osób trzecich.
  9. Używaj sprawdzonych programów antywirusowych. Dzięki temu dodatkowemu zabezpieczeniu możesz mieć pewność, że zarówno Twoje dane, które udostępniasz w Internecie, jak i informacje, które przechowujesz lokalnie na komputerze lub w smartfonie, będą bezpieczne. Korzystaj tylko z oprogramowania pochodzącego z autoryzowanych, legalnych źródeł.
  10. Dokonuj regularnych aktualizacji oprogramowania na Twoim komputerze, smartfonie i tablecie.

[1] Dane: CERT Polska, 2020.

[2] Intrum, European Consumer Payment Report 2020, grudzień 2020.