Polacy coraz częściej spierają się z bankami i ubezpieczycielami. W tym roku do Rzecznika Finansowego wpływa dwa razy więcej skarg

Dynamicznie rośnie liczba wniosków o interwencję Rzecznika Finansowego ze strony klientów banków – wynika z opublikowanej przez niego z okazji jubileuszu pięciolecia instytucji „Białej Księgi”. Według szacunków w tym roku próśb o jego interwencję będzie ponad 10 tys., podczas gdy rok temu było ich mniej niż 5 tys. Najwięcej skarg dotyczy kredytów konsumenckich i walutowych, a także kradzieży pieniędzy z kont klientów, za które banki nie chcą brać odpowiedzialności. – Dynamiczny wzrost liczby skarg klientów sektora finansowego do Rzecznika Finansowego pokazuje, jak społecznie potrzebna jest ta instytucja. Jej kompetencje powinny zostać wzmocnione – uważa pełniący tę funkcję dr hab. Mariusz Golecki.

– Przy okazji dyskusji o roli Rzecznika Finansowego warto by porozmawiać na temat strategii ochrony konsumentów w Polsce, która powinna być realizowana przez różne instytucje, oraz o wzmocnieniu roli Rzecznika Finansowego. Obecne kompetencje pozostawiają pewne pole do niezadowolenia i powinny być wzmocnione, szczególnie w świetle tych zjawisk, z którymi mamy ostatnio do czynienia – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Mariusz Golecki, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, Rzecznik Finansowy.

Jak wskazuje, ochrona praw konsumentów jest bardziej zaawansowana w Stanach Zjednoczonych i wielu krajach UE, gdzie po kryzysie finansowym z 2008 roku zbudowano potężne instytucje, które stoją na straży interesów klientów ubezpieczycieli, banków i towarzystw funduszy inwestycyjnych. Takie instytucje dysponują nie tylko budżetami, lecz także odpowiednimi uprawnieniami, które pozwalają im adekwatnie reagować na nieprawidłowości na rynku.

– W Polsce to jest jeszcze przyszłość, dyskusja dotycząca tej kwestii jest dopiero przed nami. Ale kolejne afery, np. GetBacku, a także związana z oferowaniem przez jeden z banków jednostek uczestnictwa w funduszach, które okazały się piramidą finansową, czy ta dotycząca tzw. polisolokat pokazują, że ten rynek powinien być jednak analizowany w sposób szczególny – mówi Rzecznik Finansowy.

Statystyki potwierdzają, że Polacy mają coraz więcej problemów z instytucjami finansowymi. Z opublikowanej właśnie „Białej Księgi” wynika, że od początku 2016 do końca lipca 2020 roku do Biura Rzecznika Finansowego wpłynęło około 225 tys. wniosków i zapytań od klientów szukających wsparcia, najczęściej w sporach z bankami i ubezpieczycielami. W tej liczbie zawierało się 86 tys. wniosków o tzw. postępowanie interwencyjne i 14 tys. wniosków dotyczących wszczęcia postępowania polubownego. Eksperci udzielili też w tym czasie ponad 125 tys. porad telefonicznych i e-mailowych.

– Odnotowujemy bardzo duży wzrost skarg klientów rynku bankowo-kapitałowego. Szacujemy, że do końca tego roku ten wzrost będzie już na poziomie 80 proc., a do naszego wydziału wpłynie w tym roku ponad 10 tys. skarg. Dla porównania, wcześniej odnotowywaliśmy po około 4–5 tys. spraw – mówi dr hab. Jakub Szczerbowski, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, dyrektor Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego w Biurze Rzecznika Finansowego.

W latach 2016–2019 liczba wniosków o interwencję wobec firm z sektora bankowo-kapitałowego rosła stabilnie o około 12 proc. rocznie. Tymczasem po siedmiu miesiącach br. takich wniosków było już więcej niż w całym ubiegłym roku (5847 wobec 5561).

Jak podkreśla dr hab. Jakub Szczerbowski, sukcesywnie rośnie liczba skarg dotyczących kredytów konsumenckich, co jest efektem ubiegłorocznego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, po którym wielu klientów postanowiło ubiegać się o zwrot prowizji i tzw. kosztów pozaodsetkowych w tym popularnym produkcie bankowym. Zgodnie z prawem, jeżeli klient spłaci taki kredyt przed terminem, bank powinien proporcjonalnie rozliczyć wszystkie poniesione przez niego koszty. Jednak w praktyce część instytucji uchyla się od zwrotu należnej klientom części prowizji czy opłat przygotowawczych.

– Drugi temat to tzw. kredyty walutowe, popularnie nazywane frankowymi, chociaż mamy też kredyty w innych walutach. Tu też rośnie liczba skarg, które później przeradzają się w procesy sądowe – mówi dyrektor w Biurze Rzecznika Finansowego. – Kolejnym źródłem rosnącej liczby skarg są też tzw. transakcje nieautoryzowane, czyli kradzieże pieniędzy z kont bankowych przez oszustów, którzy wykorzystują w tym celu internet i aplikacje. To nas bardzo niepokoi, bo tendencja jest rosnąca i wydaje się, że ciężko będzie to zatrzymać.

Nieco stabilniej wygląda sytuacja w segmencie ubezpieczeniowo-emerytalnym.

– Obserwujemy pewną stabilizację liczby wystąpień klientów na rynku ubezpieczeniowym. Wynika to z faktu, że na tym rynku najpierw przez  20 lat w ochronie konsumentów aktywnie uczestniczył Rzecznik Ubezpieczonych, a przez ostatnich pięć lat Rzecznik Finansowy. W tym czasie dokonano kompleksowych zmian, dzięki którym nie mamy już do czynienia z łamaniem prawa, ale obserwujemy kreatywne działanie firm ubezpieczeniowych w zakresie interpretacji już obowiązujących przepisów. Stąd mniejsza liczba skarg – mówi Andrzej Kiciński, zastępca Rzecznika Finansowego.

Rokrocznie do tej instytucji wpływa około 11 tys. skarg dotyczących działania instytucji ubezpieczeniowych. Jednak w szczytowym momencie było ich nawet po ok. 15–16 tys.

– Wówczas królowały ubezpieczenia z funduszami inwestycyjnymi, popularne wtedy UFK, na które było bardzo wiele skarg. Obecnie nastąpiła zmiana tendencji na rynku i obserwujemy przesunięcie akcentu z ubezpieczeń na życie w stronę ubezpieczeń majątkowych. Na nie właśnie Polacy skarżą się najczęściej – wskazuje Andrzej Kiciński.

Duża liczba skarg kierowanych do instytucji Rzecznika Finansowego powoduje, że sięga on po nowe, niewykorzystywane dotąd instrumenty wsparcia klientów w sporach z instytucjami finansowymi, takie jak pozwy o zaniechanie nieuczciwej praktyki rynkowej, pozwy w imieniu klientów czy przystąpienie do spraw po stronie klientów.

– Rzecznik Finansowy jest przede wszystkim wsparciem dla klientów. To nie jest organ administracji, który ma realizować jakąś politykę, ale reprezentować indywidualnych klientów w ich relacjach z bankami i ubezpieczycielami. To wsparcie powinno być większe, ponieważ asymetria między stronami jest większa, a produkty są dla przeciętnego Kowalskiego coraz bardziej niebezpieczne. Również przepisy, które regulują ten sektor, bywają niejasne i często się zmieniają – wskazuje Rzecznik Finansowy.

Telekomy ruszają z proekologicznymi ofertami. Coraz więcej klientów będzie wybierać używane smartfony zamiast nowych

Od poniedziałku T-Mobile rusza ze specjalną ekologiczną ofertą, w ramach której klienci będą mogli kupić w abonamencie smartfony Apple iPhone za złotówkę. Wszystkie urządzenia będą odnowione, gruntownie przetestowane i objęte dwuletnią gwarancją. – Są klienci, którzy chętnie skorzystają z oferty zakupu telefonu używanego, ale w 100 proc. sprawnego i na gwarancji. Wraz z rosnącą świadomością ekologiczną społeczeństwa ten trend będzie coraz popularniejszy – mówi Konrad Mróz z T-Mobile Polska. Operator podkreśla, że to jedno z wielu działań ukierunkowanych na ochronę środowiska, które stały się w ostatnim czasie filarem odpowiedzialności społecznej w branży telekomunikacyjnej.

– Gdyby pytanie o to, jakie są największe wyzwania społeczne dla biznesu, padło na początku tego roku, to zdecydowanie odpowiedziałabym, że są to zmiany klimatyczne. Natomiast okazało się, że jednak rozwój pandemii stał się jeszcze większym wyzwaniem dla wszystkich organizacji, nie tylko w Polsce, lecz na świecie – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Rybak-Dowżyk, dyrektor Departamentu Komunikacji Korporacyjnej w T-Mobile Polska. – Chociaż pandemia nie odpuszcza, nie możemy też zapomnieć o kwestiach klimatycznych.

W trakcie pandemii głównym zadaniem dla branży telekomunikacyjnej stało się przeciwdziałanie cyfrowemu wykluczeniu i edukacja, ponieważ duża część społeczeństwa wciąż nie potrafi dobrze korzystać m.in. z cyfrowych narzędzi do zdalnej nauki i pracy. Takie działania branża prowadzi już zresztą od lat. Tegoroczny raport Forum Odpowiedzialnego Biznesu pokazuje, że zdaniem 70 proc. badanych w Polsce menedżerów i menedżerek CSR biznes przyczynił się w ostatnich latach do rozwiązywania kluczowych problemów społecznych, wśród których główne miejsce zajęła właśnie edukacja w walce z wykluczeniem cyfrowym. Ponad połowa badanych (53 proc.) dostrzegła pozytywny wkład biznesu w rozwiązanie tego problemu.

Jak wynika z badania Forum Odpowiedzialnego Biznesu, w ocenie 59 proc. menedżerów i menedżerek CSR biznes przyczynił się w ostatnich latach również do rozwiązywania problemów środowiskowych, takich jak nadmierna produkcja plastiku, nadmierne zużycie wody i eksploatacja surowców, emisja gazów cieplarnianych oraz smog. Raport FOB („Menadżerowie CSR 2020”) pokazuje też, że o ile jeszcze do niedawna działania prośrodowiskowe dla wielu firm były tylko motywacją do zaoszczędzenia pieniędzy, o tyle teraz ochrona środowiska stała się ważna sama w sobie.

– Biznes odgrywa olbrzymią rolę w rozwiązywaniu problemów klimatycznych. Już od kilku lat obserwujemy dynamiczny wzrost znaczenia odpowiedzialnego biznesu w strategicznych działaniach wielu spółek na świecie – podkreśla Małgorzata Rybak-Dowżyk.

Również w strategię T-Mobile już od kilku lat wpisane są działania z zakresu CSR, dla których jednym z filarów jest właśnie ochrona środowiska. Telekomunikacyjna spółka do 2030 roku zamierza zredukować swoją emisję CO2 aż o 90 proc., co będzie oznaczać o 25 proc. mniej śladu węglowego w przeliczeniu na każdego klienta.

– Za tymi celami idą jasne i sprecyzowane działania, które wdrażamy we wszelkich obszarach naszej spółki, zaczynając od wykorzystywanej energii, która już w 2021 roku będzie w 100 proc. zielona. To jest również sukcesywna wymiana naszej floty samochodowej – napędy Diesla wymieniamy na samochody hybrydowe, mamy już ponad 150 takich aut. Odpowiednio planujemy też naszą infrastrukturę sieciową i informatyczną, którą zarządzamy tak, że sektory w danym momencie nieużywane są czasowo wyłączane, co daje nam oszczędności na poziomie 20–40 proc. Oprócz tych działań, które mocno wpływają na redukcję śladu węglowego, redukujemy też ilość plastiku i papieru, m.in. zachęcając klientów do korzystania z e-faktur. Prowadzimy też wiele działań edukacyjnych – wymienia dyrektor z T-Mobile Polska.

W ramach proekologicznych działań skierowanych do klientów marka rusza z nową akcją „Smartfon Regeneracja”, w której daje używanym telefonom drugie życie. Już za symboliczną złotówkę klienci będą mogli kupić w abonamencie odnowione egzemplarze iPhone’ów, objęte dwuletnią gwarancją.

 W ramach nowej oferty klienci mogą kupić używane telefony marki Apple: iPhone 6s, 7 lub 8, które zostały przez nas poddane przeglądowi i regeneracji. We wszystkich urządzeniach, jeśli była taka potrzeba, wymieniono uszkodzone elementy. Sprawdzono również baterie, które albo zostały wymienione, albo pozostawione w przypadku wydajności powyżej 85 proc. Urządzenia te zostały zapakowane w nowe pudełka wraz z nowymi ładowarkami. Każde z nich ma dwuletnią gwarancję, w związku z tym w przypadku jakichkolwiek problemów z użytkowaniem klient może w ramach niej naprawić lub wymienić urządzenie – mówi Konrad Mróz, kierownik Działu Komunikacji Zewnętrznej w T-Mobile Polska.

Jak podaje Europejskie Biuro Ochrony Środowiska (EEB), średnia żywotność smartfona w Europie to trzy lata, a roczna sprzedaż to prawie 211 mln sztuk. Cały cykl życia europejskich smartfonów jest odpowiedzialny za 14 mln ton emisji (ekwiwalentu CO2) każdego roku. Wydłużenie ich żywotności tylko o rok pozwoliłoby zaoszczędzić ponad 2 mln ton emisji CO2, natomiast wydłużenie o pięć lat do 2030 roku zaoszczędziłoby rocznie aż 10 mln ton emisji (ekwiwalentu CO2). Odpowiada to usunięciu z dróg każdego roku około 5 mln samochodów, czyli mniej więcej tylu, ile zarejestrowanych jest w całej Belgii.

– W portfolio każdego z producentów znajduje się kilka, czasami kilkanaście modeli telefonów, które różnią się od siebie wielkością, wyposażeniem, możliwościami i co za tym idzie  również ceną. Nowości i premier w skali roku jest co najmniej kilka u każdego z producentów, ale to nie oznacza, że klienci muszą wymieniać urządzenie natychmiast. Oczywiście są tacy, którzy chcą mieć najnowocześniejszy sprzęt, ale część osób wymienia je w cyklach dwuletnich, jak wynika to z podpisania aneksu do umowy. Są też tacy, którzy chętnie skorzystają z oferty zakupu telefonu używanego, ale w 100 proc. sprawnego i na gwarancji. Wraz z rosnącą świadomością ekologiczną społeczeństwa ten trend będzie coraz popularniejszy – mówi Konrad Mróz.

Branża filmowa i telewizyjna przechodzi na zdalną produkcję. Pomagają w tym nowe technologie i sztuczna inteligencja

Restrykcje pandemiczne odcisnęły piętno na branży produkcji telewizyjnej. W związku z wymuszeniem ograniczenia kontaktów międzyludzkich konieczne stało się wdrożenie nowego modelu pracy. Z pomocą przyszły technologie zdalnej komunikacji umożliwiające zredukowanie liczby osób obsługujących plany filmowe, konferencje oraz widowiska sportowe. Zdalny model realizacji filmów oraz produkcji na żywo nie jest jednak chwilowym rozwiązaniem, ale przyszłością całego rynku telewizyjnego i może na dobre zmienić tę branżę.

Już podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa wiele stacji telewizyjnych zostało zmuszonych do wprowadzenia zmian w ramówkach. Ucierpiały zarówno programy nadawane na żywo, jak i te nagrywane w studiach telewizyjnych. Po kilku tygodniach od wybuchu pandemii przedstawicielom branży udało się wypracować zdalne metody pracy umożliwiające przywrócenie standardowej ramówki. 

– Dzięki remote production ekipa realizacyjna nie musi znajdować się na planie. Jest to nowy trend, który będzie zastępować tradycyjny sposób produkcji telewizyjnej, przede wszystkim ze względu na koszty. Dzięki centralizacji działań odpada dużo kosztów logistycznych. Z drugiej strony mamy sytuację pandemiczną, ograniczamy kontakty międzyludzkie. Jeśli ekipa nie przebywa na planie, to oczywiście jest łatwiej przeprowadzać tego typu realizacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Maciej Kowalski, członek zarządu BlackBurst.

Po technologię tego typu sięgnęli m.in. twórcy amerykańskiego programu „Idol”. Zespół Fremantle wyposażył wszystkich uczestników w iPhone’y, które wykorzystano w zastępstwie klasycznych kamer filmowych. Choć odcinki programu nie były nadawane na żywo, sam proces rejestracji obrazu przebiegał w trybie live to tape. Oznacza to, że użytkownicy nagrywali swoje występy za jednym podejściem, a następnie materiał filmowy był przetwarzany w procesie postprodukcji, aby przystosować go do telewizyjnej specyfiki.

Możliwości zdalnego modelu współpracy docenili także przedstawiciele sektora filmowego. Studio Universal w obliczu rosnących problemów z realizacją filmów w modelu tradycyjnym zleciło nakręcenie pięciu produkcji wykorzystujących technologię Screenlife. Format ten zakłada całkowitą rezygnację z pracy na planie i rejestrację ujęć za pośrednictwem komputerów, tabletów oraz smartfonów i wyświetlanie ich w formie nagrań na pulpicie. W ten sposób można realizować zarówno pełnometrażowe filmy fabularne, dokumentalne, jak i programy telewizyjne.

– To jest przyszłość telewizji. Produkcja jest bardzo droga, co wynika ze sprzętu i kosztów logistycznych, które trzeba ponosić. Zdalna produkcja pozwala na wykorzystywanie tylko części infrastruktury. Jest wiele wydarzeń, które powinny być transmitowane, a nie ma pieniędzy na to, żeby robić pełną produkcję w starym stylu. W związku z tym jestem pewien, że to jest przyszłość produkcji – przekonuje ekspert.

Największy potencjał zdalnego modelu realizacji transmisji tkwi w łatwej do automatyzacji branży sportowej. Firma Pixellot zaprojektowała inteligentnego operatora zdolnego do samoczynnej rejestracji wydarzeń sportowych. System składa się z kamer wizyjnych połączonych z komputerem, a całością zarządza sztuczna inteligencja. Algorytmy wyszkolone w procesie rozpoznawania obrazu mogą np. śledzić pozycję piłki na murawie i automatyczne kierować na nią obiektyw kamery. Obraz przechwycony w ten sposób może być następnie transmitowany na żywo za pośrednictwem internetu.

Polska firma BlackBurst również eksperymentuje z systemami inteligentnej transmisji, które sprawdziłyby się w transmitowaniu mniej popularnych rozgrywek sportowych. Zautomatyzowane kamery mogłyby mieć zastosowanie m.in. w drugiej lidze koszykówki czy piłki nożnej, które przyciągają przed ekrany kilkadziesiąt tysięcy widzów, ale ich produkcja przy wykorzystaniu metod tradycyjnej produkcji nie jest opłacalna.

– Są pewne prawa, np. do piłki nożnej, wymagające dużych nakładów. Ale istnieją też prawa do mniejszych sportów, na które nigdy nie będzie na tyle dużych budżetów, żeby produkować transmisje w tradycyjnym stylu. I tu wchodzi remote production. Instalujemy na hali kamerę wysokiej rozdzielczości z zaawansowanym algorytmem sztucznej inteligencji i ona jest w stanie przy bardzo niskich kosztach produkować sygnał bez udziału człowieka. Tradycyjna produkcja wysokobudżetowa pozostanie obsługiwana przez ludzi, natomiast te niskobudżetowe na przestrzeni najbliższych 10 lat będą robione zdalnie za pomocą sztucznej inteligencji – wskazuje Maciej Kowalski.

Naukowcy opracowali algorytm wykorzystujący moc komputerów kwantowych. Dzięki niemu urządzenia mają szansę na szybsze upowszechnienie się [DEPESZA]

Wraz z upowszechnieniem się komputerów kwantowych konieczne będzie wdrożenie nowych systemów obliczeniowych przystosowanych do wykonywania operacji matematycznych w nowym, kwantowym środowisku. Zespół inżynierów z City College of New York poczynił ważny krok na drodze do wykorzystania potencjału tych maszyn – stworzono algorytm zaprojektowany z myślą o wykonywaniu obliczeń kwantowych.

– Fizyka kwantowa jest podstawową teorią przyrody, która prowadzi do powstawania cząsteczek i powstałej wokół nas materii – wskazuje fizyk kwantowy Pouyan Ghaemi, adiunkt na wydziale naukowym City College of New York. – Wiadomo już, że kiedy mamy makroskopową liczbę cząstek kwantowych, takich jak elektrony w metalu, które oddziałują ze sobą, pojawiają się nowe zjawiska, takie jak nadprzewodnictwo.

Sposób funkcjonowania komputerów kwantowych jest zgoła odmienny od działania maszyn opartych na elektronice krzemowej. Klasyczne komputery dokonują obliczeń za pośrednictwem systemu zero-jedynkowego, każdy bit informacji może przechowywać wyłącznie jedną wartość: jeden bądź zero. Komputery kwantowe wyłamują się z tego schematu i przeprowadzają obliczenia oparte na kubitach, zdolnych do przechowywania stanów pośrednich między zerem a jedynką. Taka konstrukcja czyni je urządzeniami o znacznie większym potencjale obliczeniowym niż komputery krzemowe. Aby go wykorzystać, należy sięgnąć po nowy język programowania zdolny do interpretowania kubitowych informacji.

Zespół z City College of New York opisał podstawy działania takiego algorytmu w pracy „Creating and Manipulating a Laughlin-Type ν=1/3 Fractional Quantum Hall State on a Quantum Computer with Linear Depth Circuits”, która zostanie opublikowana w grudniowym magazynie „PRX Quantum” wydawanym przez American Physical Society.

– W ramach naszych badań opracowaliśmy algorytm kwantowy, który można wykorzystać do badania klasy wieloelektronowych układów kwantowych przy użyciu komputerów kwantowych. Nasz algorytm otwiera przestrzeń do wykorzystania nowych urządzeń kwantowych w badaniu problemów, które są dość trudne do zbadania przy użyciu klasycznych komputerów – podkreśla Pouyan Ghaemi.

Nadrzędnym celem wspomnianej pracy badawczej było wypracowanie narzędzi, które umożliwią pracę z dużą liczbą interakcji kwantowych jednocześnie. Tylko algorytmy zdolne do masowego przetwarzania danych zapisanych w kubitach będą mogły wykorzystać pełny potencjał komputerów kwantowych.

– Bezpośrednim efektem naszych badań jest dostarczenie narzędzi do ulepszania kwantowych urządzeń obliczeniowych. Ich bezpośrednie, rzeczywiste zastosowanie pojawi się, gdy komputery kwantowe będą mogły być używane w codziennych zastosowaniach – przekonuje fizyk.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 25 proc.

W Europie rosną inwestycje w centra danych

Jak podaje firma doradcza Savills, w Europie największy potencjał pod względem inwestycji w hiperskalowe centra danych oraz centra typu cloud-scale mają Islandia, Szwecja i Norwegia, a zaraz za nimi także Dania i Holandia. Jak na tym tle prezentuje się Polska?

Według informacji przedstawionych w raporcie, dostępność gruntów, produkcja na dużą skalę stosunkowo taniej zielonej energii oraz rozbudowana sieć łączy umożliwiają operatorom hiperskalowych centrów danych oraz centrów typu cloud-scale uzyskanie efektu skali. Zaletą inwestowania w krajach na północy kontynentu są również panujące tam niższe temperatury.

Ze względu na dynamiczny wzrost liczby urządzeń połączonych z Internetem firma Savills przeanalizowała również potencjał inwestycji w tradycyjne centra danych i centra danych w chmurze, które realizują na ogół lżejsze i bardziej różnorodne zadania takie jak streaming danych, który wymaga szybkiego działania sieci.

W zestawieniu dotyczącym tradycyjnych centrów danych i centrów danych w chmurze, najwyższe oceny otrzymały Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Szwecja i Holandia. Stało się tak przede wszystkim dzięki dużej liczbie konsumentów danych, większej gęstości zaludnienia i firm, wyższym wskaźnikom penetracji internetu, bardziej rozpowszechnionemu korzystaniu z usług w chmurze oraz rozbudowanym sieciom infrastrukturalnym.

„Na wciąż rosnącym rynku centrów danych w Europie, region Europy Środkowo-Wschodniej staje się coraz ważniejszy w kontekście strategicznych planów kluczowych graczy, a Polska ma potencjał znalezienia się w samym ich sercu. Z początkiem roku amerykański operator centrów danych, firma Vantage, ogłosiła ekspansję w Europie wartą 2 mld dolarów, a Polskę określiła, jako jeden ze swoich strategicznych kierunków. Microsoft zainwestuje 1 mld dolarów w swoje pierwsze centrum danych w naszym regionie, a Google, wraz z Operatorem Chmury Krajowej Danych, zrealizuje swoje plany co do warszawskiego regionu Google Cloud. Rzeczywistość pandemii koronawirusa tylko zwiększyła zapotrzebowanie na produkty i usługi cyfrowe i chociaż rynek centrów danych będzie rósł w całej Europie, to następny krok na drodze jego rozwoju w regionie EŚW będzie miał miejsce w Polsce” – mówi Tomasz Buda, menadżer ds. innowacji w Savills Polska.

Najwyżej sklasyfikowane państwa w Europie, w których lokowane są hiperskalowe centra danych
Grafika: Najwyżej sklasyfikowane państwa w Europie, w których lokowane są hiperskalowe centra danych oraz centra typu cloud-scale (po lewej) oraz tradycyjne centra danych i centra danych w chmurze (po prawej)

„Wobec rosnącej popularności internetu w krajach europejskich, zwłaszcza w roku bieżącym, w którym wzrost ruchu internetowego w regionie EMEA wyniósł od 35 do 90 proc., nie jest dużym zaskoczeniem fakt, że – jak podaje Cisco Systems – liczba hiperskalowych centrów danych na całym świecie wzrosła ponad dwukrotnie w okresie od roku 2015 do drugiego kwartału 2020 roku z 259 do 541” – powiedziała Lydia Brissy, dyrektor w dziale badań rynków europejskich.

„Z powodu pandemii Covid-19 widzimy na własne oczy, jak ważne są dalsze inwestycje w sieć internetową, a gwałtowny wzrost liczby firm przechodzących, przynajmniej tymczasowo, na model pracy zdalnej pokazuje, jak duże znaczenie ma ten sektor dla utrzymania przez nie ciągłości funkcjonowania. Infrastruktury chmurowe w ogromnym stopniu umożliwiły rządom i służbie zdrowia szybką reakcję na kryzys i nadal odgrywają kluczową rolę w czasie, gdy próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości” – dodaje Lydia Brissy.

Pandemia Covid-19 spowodowała, że centra danych znalazły się w 2020 roku w centrum uwagi, ale zainteresowanie inwestorów tą klasą aktywów rośnie od pięciu lat. Wzrost ten, w ocenie Savills, powinien się utrzymać w perspektywie kolejnych pięciu lat. Ze względu na bardzo dużą złożoność procesu, jakim jest migracja centrów danych, najemcy zazwyczaj wynajmują powierzchnie długookresowo, najczęściej na 10 lat lub dłużej. W związku z tym sektor ten oferuje bezpieczeństwo przychodów w dłuższej perspektywie.

Wśród aktywnych inwestorów działających na rynku centrów danych można wymienić: niespecjalistyczne instytucje prywatne, które powoli weszły na rynek inwestycji w centra danych, między innymi ogólne fundusze inwestycyjne REIT (Schroder European REIT), firmy zarządzające inwestycjami (Catella APAM), inwestorów instytucjonalnych (AXA), a ostatnio także fundusze państwowe (GIC, PFA) oraz fundusze infrastrukturalne (Brookfield Infrastructure Partners, EQT Infrastructure).

„W 2020 roku odnotowaliśmy wyraźną zmianę w kierunku większej płynności na rynku centrów danych jako klasy aktywów. Aktywność inwestycyjna w tym sektorze, którą historycznie napędzają nowe projekty deweloperskie oraz fuzje i przejęcia, ewoluuje i przewidujemy wzrost płynności na tym rynku w najbliższych latach. Poziom zwrotu z inwestycji jest obecnie bardzo atrakcyjny w porównaniu z innymi rodzajami aktywów, a sektor ten rozwija się bardzo dynamicznie, co przekłada się na wzrost zainteresowania nim ze strony inwestorów i deweloperów” – komentuje Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Raport Savills objął 21 krajów europejskich. Oceny opracowano na podstawie 25 wskaźników składających się na siedem kategorii: bezpieczeństwo, zasoby naturalne i dostawy energii, infrastruktura szerokopasmowa, indukowane koszty, popyt i istniejąca podaż, dostępność specjalistów z sektora ICT oraz rynek kapitałowy centrów danych.

W 2021 czeka nas pandemia kontroli skarbowych. Na razie liczba mandatów mniejsza o połowę

Dane z KAS za I-III kw. 2020 r.: O przeszło połowę spadła wartość mandatów karnych za wykroczenia skarbowe.

Liczba mandatów karnych, nałożonych przez organy Krajowej Administracji Skarbowej za wykroczenia skarbowe, spadła o ponad 55% w trzech kwartałach br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Wartość nałożonych kar grzywny zmniejszyła się o przeszło 53%. Jednak zdaniem ekspertów, w przyszłym roku kontrole zostaną zaostrzone. Stanie się tak, ponieważ państwo będzie szukać różnego rodzaju wpływów, żeby pokryć bieżące straty w budżecie.

Ponad 50,1 tys. mandatów karnych za wykroczenia skarbowe zostało nałożonych przez organy Krajowej Administracji Skarbowej w od stycznia do końca września 2020 roku. Jak wynika z przekazanych danych, to przeszło 2 razy mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas takich kar było 111,5 tys.

– W tych danych nie dostrzegam nic pozytywnego. To nie jest przejaw dobrej woli ze strony organów skarbowych czy realizacja zapowiadanych wcześniej postulatów, aby nie karać za błędy. Ustawy antycovidowe przewidywały zamrożenie wszelkich postępowań podatkowych lub karnoskarbowych. Boję się, że te statystyki mogą być motywatorem czy uzasadnieniem do tego, żeby zaostrzyć działania, jak tylko pandemia odpuści – komentuje dr Jacek Matarewicz, lider praktyki VAT, Akcyzy i Ceł w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, część mandatów karnych jest nakładanych z powodu nieuregulowania płatności w wyznaczonym terminie. Tarcze antykryzysowe spowodowały, że w firmach pojawiły się środki. One zostały przeznaczone m.in. na bieżące zobowiązania wobec skarbówki czy ZUS-u. Zapewne w tym zakresie spadła liczba podmiotów do ukarania.

– Nie znamy kategorii podatków czy spraw, w których takie kary zostały nałożone. A to pozwoliłoby dokładnie wskazać przyczyny spadku liczby mandatów. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że widzimy tylko efekt zawieszenia części przepisów podatkowych w czasie pandemii. Terminy płatności były przedłużane, można też było wnioskować o rozłożenie podatków na raty – mówi dr Radosław Piekarz, doradca podatkowy, partner z Kancelarii A&RT.

Od stycznia do końca września br. wartość nałożonych kar grzywny wyniosła ponad 25,3 mln złotych, a rok wcześniej – przeszło 54,6 mln złotych. Te kwoty nie powodują poważnej poprawy sytuacji budżetu państwa, co stwierdza Marek Zuber. I dodaje, że mandaty mają m.in. zwiększyć chęć płacenia podatków. Wpływają więc na ograniczenie szarej strefy. Jak wskazuje ekspert, tu jeszcze dochodzi kwestia ściągalności, bo przecież część osób unika regulowania zobowiązań.

– Dla porównania, wpływy z VAT-u to ok. 180, ale nie milionów, a miliardów złotych rocznie. Celem mandatów jest więc zdyscyplinowanie podatnika, nie zaś pozyskanie dodatkowych środków do budżetu. Oczywiście, patrząc na tegoroczne dane, średnia kwota do zapłaty wyniosła nieco ponad 500 zł. Dla zwykłego Kowalskiego, prowadzącego np. jednoosobową działalność, to już jest zauważalne uszczuplenie jego majątku. Ale z punktu widzenia budżetu państwa wpływy z mandatów są praktycznie niewidoczne – dodaje dr Piekarz.

Natomiast ekspert z Kancelarii Ożóg Tomczykowski podkreśla, że organy podatkowe korzystają z procedur karnoskarbowych również w drobnych sprawach. Mowa tu np. o późnym złożeniu deklaracji, błędzie klasyfikacyjnym czy zbyt wczesnym zaksięgowaniu zdarzenia. To podejście należałoby zmienić. Tego typu narzędzia przydają się do walki w sytuacji świadomego wyłudzania podatków czy ich zaniżania na wielką skalę. Za mniejsze błędy w rozliczeniach i tak jest kara finansowa w postaci odsetek od zaległości. Zdaniem eksperta, państwo będzie szukało pieniędzy, także wystawiając mandaty za dość błahe przewinienia.

– Myślę, że wrócimy do bardzo dokładnych i ostrych kontroli skarbowych, zwłaszcza że firmy otrzymały wsparcie finansowe w ramach tzw. tarcz. Jednak teraz takie działania zostałyby fatalnie przyjęte. Prawdopodobnie stanie się to w przyszłym roku, choć nie na samym początku. Państwo będzie musiało szukać różnego rodzaju wpływów i to jest jeszcze przed nami. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – podsumowuje Marek Zuber.

Ważny wyrok TSUE ws. zwrotu VAT z nieuregulowanych przez dłużnika faktur

Trybunał Sprawiedliwości UE 15 października 2020 r. orzekł, że część polskich przepisów warunkujących możliwość uzyskania przez firmę zwrotu VAT naliczonego na nieuregulowanych przez dłużnika fakturach (tzw. ulga na złe długi) jest sprzeczna z prawem unijnym. Przedsiębiorcy powinni więc przejrzeć swoje księgi, bo ten wyrok otwiera furtkę do odzyskania VAT nawet z faktur wystawionych przed sześcioma laty.

Ulga na złe długi

Art. 89a ust. 1 polskiej ustawy o VAT stanowi, że podatnik może skorygować podstawę opodatkowania oraz podatek należny z tytułu dostawy towarów lub świadczenia usług na terytorium kraju w przypadku wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona. Korekta dotyczy również podstawy opodatkowania i kwoty podatku przypadającej na część kwoty wierzytelności, której nieściągalność została uprawdopodobniona.

Ustęp 1a tego przepisu precyzuje, że uprawdopodobniona nieściągalność występuje, gdy wierzytelność nie została uregulowana lub zbyta w jakiejkolwiek formie w ciągu 90 dni od dnia upływu terminu jej płatności określonego w umowie lub na fakturze (do 31 grudnia 2018 r. termin ten wynosił 150 dni). Natomiast w ust. 2 zawarty jest katalog warunków, jakie muszą zostać spełnione, aby podatnik mógł dokonać powyższych korekt w VAT w przypadku braku uregulowania płatności przez dłużnika:

  1. a) dostawa towaru lub usługi musi być dokonana na rzecz podatnika zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny oraz niebędącego w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji;
  2. b) na dzień poprzedzający dzień złożenia deklaracji podatkowej, w której dokonuje się korekty:
  • wierzyciel i dłużnik są podatnikami zarejestrowanymi jako podatnicy VAT czynni,
  • dłużnik nie jest w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego, postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji;
  1. c) od daty wystawienia faktury dokumentującej wierzytelność nie upłynęły 2 lata, licząc od końca roku, w którym została ona wystawiona.

Polskie warunki skorzystania z ulgi sprzeczne z unijnymi regułami

W dniu 15 października 2020 r. TSUE w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne wniesione przez Naczelny Sąd Administracyjny w sprawie jednej z polskich spółek występujących przeciwko Ministrowi Finansów orzekł, że prawo wspólnotowe „stoi na przeszkodzie przepisom krajowym, które uzależniają obniżenie podstawy opodatkowania podatkiem od wartości dodanej (VAT) od warunku, by w dniu dostawy towaru lub świadczenia usług, a także w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej mającej na celu skorzystanie z tego obniżenia dłużnik był zarejestrowany jako podatnik VAT i nie był w trakcie postępowania upadłościowego lub w trakcie likwidacji, zaś wierzyciel był w dniu poprzedzającym dzień złożenia korekty deklaracji podatkowej nadal zarejestrowany jako podatnik VAT” (sprawa C 335/19).

Trybunał uzasadnił swoje rozstrzygnięcie m.in. tym, że odbieranie przedsiębiorcy, z wyżej wymienionych powodów, możliwości obniżenia podstawy opodatkowania o kwotę VAT z faktur nieopłaconych np. przez upadłego kontrahenta naruszałoby fundamentalną zasadę neutralności podatku VAT. Konstytuuje ona bowiem regułę, zgodnie z którą przedsiębiorca, jako inkasent podatkowy na rzecz państwa, powinien być całkowicie zwolniony z ostatecznego obciążenia go tym podatkiem. A tak się obecnie nie dzieje, gdy przedsiębiorca będący wierzycielem nie może odliczyć od swoich zobowiązań w VAT kwoty VAT, jaką miał zapłacić, a nie zapłacił dłużnik.

Co daje ten wyrok przedsiębiorcom?

Wyrok TSUE otwiera polskim przedsiębiorcom furtkę do składania korekt deklaracji VAT oraz rewizji negatywnych decyzji organów podatkowych odmawiających im możliwości odliczenia VAT z faktur wystawionych kontrahentom, a którzy nie uregulowali płatności. Orzeczenie Trybunału daje możliwość odzyskania należnego VAT także tym przedsiębiorcom, którym odmówiono zwrotu VAT z tego powodu, że na dzień poprzedzający dzień złożenia deklaracji podatkowej, którą korygowali, nie byli zarejestrowani jako czynni podatnicy VAT.

Nawet ponad 6 lat wstecz

Przedsiębiorcy mogą więc teraz przejrzeć swoje księgi rachunkowe w poszukiwaniu nieopłaconych przez kontrahentów faktur. Jak daleko mogą szukać? Zgodnie z art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej zobowiązania podatkowe przedawniają się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Podatnicy VAT są obowiązani do wpłacania podatku za okresy miesięczne w terminie do 25 dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym powstał obowiązek podatkowy.

Możliwość odzyskania zwrotu podatku VAT może więc sięgać niezwindykowanych faktur z grudnia 2014 r., a nawet z października 2014 r. – jeśli przedsiębiorca dokonywał rozliczeń kwartalnych. Trudno wyrokować, jak organy podatkowe będą traktować podatników, którzy z tego korzystnego orzeczenia TSUE w zakresie ulgi na złe długi chcieliby skorzystać w odniesieniu do starszych faktur. Niemniej linia orzecznicza sądów wydaje się w tej kwestii jednoznaczna:

„Naczelny Sąd Administracyjny w niniejszym składzie podziela także podgląd zawarty w wyroku NSA z 11 czerwca 2015 r., sygn. akt I FSK 515/14 (publ. CBOSA), że wniosek o zwrot nadpłaty w podatku od towarów i usług, złożony po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego (art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej), jest bezskuteczny, nawet w sytuacji, gdy ta nadpłata powstała w wyniku orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej…” (wyrok NSA z dnia 7 marca 2018 r., sygn. akt I FSK 82/15).

Wyrok pomocny w odzyskaniu zwrotu VAT

– To bardzo korzystny dla przedsiębiorców wyrok TSUE. Firmy nie powinny ponosić ciężaru finansowego niewywiązywania się z płatności przez swoich kontrahentów, tak jak i nie powinny ponosić konsekwencji czyjejś niegospodarności, która bywa jedną z przyczyn ogłoszenia upadłości – mówi Robert Nogacki, radca prawny, współwłaściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec.

I jak dodaje: – Niejednokrotnie w sporach z fiskusem musimy się mierzyć z namacalnym urzędniczym bezprawiem. Dla przykładu, w czerwcu 2019 r. udało nam się uzyskać przed krakowskim sądem wyrok uchylający postanowienia organów, które pięciokrotnie przedłużały przedsiębiorcy termin zwrotu VAT na kilkaset tysięcy złotych. W tej sprawie sąd stanowczo podkreślił, że taka praktyka organów nie może być aprobowana (sygn. akt I SA/KR 319/19). W innej sprawie nasz klient w grudniu 2019 r. wciąż czekał na odzyskanie od fiskusa należnego mu zwrotu VAT na ponad 4 mln zł, mimo że korzystny dla niego wyrok, zakazujący organom dalszego wstrzymywania zwrotu, wywalczyliśmy już w listopadzie 2018 r. (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18). To nie są działania urzędników, które można nazwać zgodnymi z prawem. Wyrok TSUE z pewnością pomoże przeciwstawić się takim działaniom, jeśli miałyby miejsce w przyszłych sprawach przedsiębiorców chcących odzyskać VAT tytułem ulgi na złe długi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pandemia przyspieszyła rozwój e-zakupów spożywczych o 3-4 lata

Radykalna zmiana zachowań konsumenckich spowodowana pandemią koronawirusa przyspieszyła o około 3-4 lata rozwój handlu produktami spożywczymi w kanale online, wynika z europejskiego badania konsumentów przeprowadzonego przez Bain & Company. W wyniku pandemii gwałtownie wzrosło również zainteresowanie produktami z segmentu zdrowej żywności i pogłębiła się polaryzacja cenowa produktów.

Eksperci Bain & Company przewidują, że trend robienia zakupów spożywczych przez Internet zostanie z nami na dłużej. Świadczą o tym deklaracje konsumentów oraz fakt, że nawet po rozluźnieniu restrykcji w miesiącach letnich nie zrezygnowali oni z tej formy zaopatrzenia. Choć początkowo doświadczenia zakupowe nie zawsze były najlepsze, to jednak 30 proc. osób, które po raz pierwszy zdecydowały się kupować żywność i napoje online, twierdzi, że będzie nadal korzystać z tej opcji. Ponadto, po zmniejszeniu restrykcji, liczba Europejczyków, którzy kupowali produkty spożywcze online wzrosła w lipcu do 50 proc. z 39 proc. w maju.

– Również w Polsce sieci spożywcze intensywnie rozwijają sprzedaż online. Oczekują tego klienci, którzy zaczęli korzystać z tej formy zakupów najpierw z obawy przed zakażeniem, a potem ze względu na wygodę. Wraz ze skokowym wzrostem atrakcyjności kanału online obserwujemy intensyfikację rywalizacji pomiędzy poszczególnymi graczami w Internecie. Teraz największym wyzwaniem jest zaoferowanie klientom jak najlepszego doświadczenia zakupowego online, gdyż propozycja wartości tego kanału jest inna niż w przypadku sklepów stacjonarnych sprzedających żywność – powiedział Patryk Rudnicki, Młodszy Partner Bain & Company.

Błyskawiczny wzrost zainteresowania zakupami online spowodował, że coraz więcej producentów żywności otwiera własne sklepy internetowe oraz ogłasza ofertę nowych produktów właśnie w sieci. Na przykład w Wielkiej Brytanii koncern Kraft Heinz poprzez dedykowaną stronę oferuje klientom detalicznym zestawy swoich produktów. W Polsce swoje e-sklepy otworzyła grupa mleczarska Mlekovita, czy też producent herbat i napojów Herbapol-Lublin. Osiągnięcie odpowiedniej skali oraz pozytywnej ekonomiki własnego e-commerce dla producentów żywności jest jednak sporym wyzwaniem.

Jak wynika z analiz Bain & Company pandemia nie tylko wpłynęła na to, gdzie klienci indywidualni dokonują zakupów spożywczych, ale również na to, jakie produkty wybierają. Covid-19 wyraźnie wzmocnił rosnącą już wcześniej popularność zdrowej żywności i produktów prozdrowotnych. W Europie połowa respondentów deklaruje, że częściej niż przed pandemią wybiera obecnie żywność nieprzetworzoną. Ponadto, co piąty ankietowany twierdzi, że wydaje więcej na świeże warzywa i owoce ze względu na potrzebę wzmocnienia odporności i fakt, że częściej gotuje w domu. Troska o zdrowie spowodowała też wzrost popytu na roślinne alternatywy dla produktów mięsnych i mleczarskich. Producenci od dłuższego już czasu wprowadzali roślinne alternatywy do swojej oferty, ale w ostatnich kilku miesiącach ten trend nabrał znacznego przyspieszenia. Ostatnio w Polsce miała miejsce premiera roślinnych kabanosów Tarczyńskiego, czy też roślinnej wersji klopsików w sieci Ikea.

Jak wynika z badania, troska o zdrowie przełożyła się też w Europie na 7-procentowy wzrost sprzedaż suplementów diety i dostępnych bez recepty preparatów podnoszących odporność.

Eksperci Bain & Company zwracają również uwagę, że wybuch pandemii dodatkowo pogłębił polaryzację cenową – wzrost sprzedaży odnotowały zarówno produkty z segmentu budżetowego, jak i premium. Obecnie 21 proc. badanych deklaruje, że częściej sięga po marki własne sieci handlowych, a 16 proc. przewiduje, że będzie kupować takich produktów więcej. Chociaż wielu konsumentów obawia się o stan swoich finansów i dostosowuje wydatki do nowej sytuacji, to niska cena nie zawsze jest kluczowym kryterium wyboru.

W Europie, w przypadku zakupów spożywczych czynnikiem decydującym pozostaje jakość, ale już przy wyborze innych artykułów domowego użytku najważniejsza jest cena. Jednocześnie zamożniejsi klienci, którzy z powodu pandemii ograniczyli wydatki na rozrywkę, zaczęli kupować więcej produktów spożywczych z półki premium – dodał Patryk Rudnicki.

Siedem zagrożeń, z którymi Europa będzie mierzyć się po koronawirusie

Unia Europejska w perspektywie trzech dekad może być jak nigdy wewnętrznie podzielona, opierać na gospodarce-zombie i walczyć z narastającymi konfliktami pokoleniowymi oraz klasowymi. Ponadto będzie sobie coraz gorzej radzić w wyścigu technologicznym z USA i krajami azjatyckimi, a koszty dojścia do neutralności klimatycznej ulegną radykalnemu podniesieniu. Oto wyzwania, z którymi będą musiały się mierzyć kolejne pokolenia po przejściu Unii Europejskiej przez koronakryzys, na które Polski Instytut Ekonomiczny zwraca uwagę w raporcie „Europa 2050. Siedem głównych ryzyk w epoce post-COVID”.

Ze względu na światowy kryzys wywołany pandemią COVID-19, zamiast pisać o szansach czy scenariuszach dla Europy, postanowiliśmy skupić się na ryzykach. Zarówno tych nakreślonych już przed 2020 rokiem, jak i tych, które pandemia uwidoczniła lub przyspieszyła. Zwracamy uwagę na to, co grozi przyszłości Unii Europejskiej i na co powinna przygotować się obecna oraz przyszłe składy Komisji Europejskiej, a także rządy poszczególnych krajów i ich obywatele, którzy tworzą wspólnotę europejską – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Pandemia COVID-19 przyspieszyła wiele trendów, które wiążą się z siedmioma ryzykami zagrażającymi przyszłości Unii Europejskiej. Jednym z nich jest konieczność przenoszenia produkcji do Europy i USA, co niesie za sobą zatrzymanie globalizacji na obecnym etapie. Spadek międzynarodowych obrotów towarowych w 2020 r. wyniesie według prognozy Światowej Organizacji Handlu z października 2020 r. 9,2 proc.

handel międzynarodowy a PKB

Wraz z utratą dominującej pozycji UE w światowym handlu idzie niebezpieczeństwo pozostania w tyle w wyścigu technologicznym. Pandemia pokazała uzależnienie Europejczyków od zewnętrznych usług pracy zdalnej i edukacji czy technologii chmury obliczeniowej. Widać to także po rynku systemów operacyjnych na smartfony, którego 99,4 proc. kontrolują dwie amerykańskie firmy: Apple i Google. Utrzymanie takiego stanu rzeczy nie tylko negatywnie wpłynie na pozycję Europy, lecz także będzie stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Importowane aplikacje i urządzenia ułatwią szpiegowanie i dostęp do naszych danych, a także kontrolę nad dostarczanymi treściami.

Europa podzielona jak nigdy

Wewnętrznie Unii Europejskiej grozi narastający podział na wygranych i przegranych integracji. W trakcie pierwszej fali pandemii obserwowaliśmy go na przykładzie podziału na osi Północ-Południe Europy. Wartość grantów, które Hiszpania, Włochy, Portugalia i Grecja otrzymają w latach 2021-2022 z Recovery and Resilience Facility, wynosi 110 mld EUR – to mniej więcej równowartość grantów, które otrzymają w tym czasie pozostałe 23 państwa Unii. W przyszłości polaryzacja dynamiki PKB per capita może grozić osłabieniem strefy euro. Z drugiej strony coraz większym problemem będzie dualizm rynku pracy, który może doprowadzić do spadku dostępności i jakości usług, a także konfliktów społecznych na tle polityk migracyjnych oraz rozwoju srebrnej gospodarki wywołanego problemem rosnącego rozwarstwienia demograficznego.zmiana PKB w UE

Jednym z najważniejszych celów traktatowych Unii Europejskiej jest konwergencja gospodarek i standardów życia w państwach członkowskich. Pandemia koronawirusa to kolejny kryzys, który uwypukla jednak silną polaryzację gospodarek i społeczeństw unijnych. Jednym z największych wyzwań stojących przed Europą jest znalezienie odpowiedzi na te coraz silnie artykułowane różnice, zarówno między ścieżkami rozwoju państw, jak i różnice w jakości życia między grupami społecznymi wewnątrz państw. Temperatura debaty publicznej wokół Brexitu oraz negocjacji programu odbudowy po pandemii pokazują, że te różnice mogą być paliwem silnych konfliktów wewnątrz Unii i grozić dalszym osłabieniem wspólnoty.– wyjaśnia Paweł Śliwowski, kierownik zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Gospodarka-zombie i fiasko Green Deal?

Z dużym ryzykiem wiążą się pakiety stymulacji fiskalnej, które mogą stać się trwałym elementem polityki gospodarczej. Jeśli do tego dojdzie, a długi publiczne i bilanse banków centralnych nadal będą rosły, może się to odbić na gotowości firm do podejmowania ryzyka, a w konsekwencji zahamować niezbędną dla dalszego rozwoju gospodarczego innowacyjność. Wówczas niemożliwe może stać się m.in. dojście do neutralności klimatycznej. Doświadczenie koronakryzysu pokazuje, że głównym ryzykiem w realizacji Europejskiego Zielonego Ładu może być radykalne podniesienie kosztów realizacji celu neutralności klimatycznej lub osiągnięcie go za cenę degradacji środowiska naturalnego.

Nowa tarcza okiem prawnika

Apl. adw. Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy komentuje rowiązania z kolejnej tarczy antykryzysowej.

Dofinansowanie kosztów stałych dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw (MŚP)

Dofinansowanie przez rząd kosztów stałych poniesionych przez przedsiębiorców należy ocenić jako korzystne dla sektora MŚP. Należy jednak zaznaczyć, że dofinansowanie to obejmie jedynie branże objęte restrykcjami, a więc nie obejmie ono branż, które odnotowały negatywne konsekwencje COVID-19, ale ich działalność nie została tak ograniczona jak w przypadku branży gastronomicznej, handlowej czy tez fitness. Ponadto, warunkiem otrzymania tego świadczenia jest spadek przychodów o 30% względem tego samego okresu z 2019 r. co oznacza, że przedsiębiorstwa, które powstały w 2020 r., a które należą do branż najbardziej poszkodowanych przez obostrzenia, nie otrzymają tego świadczenia.

Umorzenie subwencji z Tarczy Finansowej z Polskiego Funduszu Rozwoju

Jak w przypadku pierwszej z pozycji, rozwiązanie to jest korzystne dla przedsiębiorców z sektora MŚP. Analogiczny pozostaje warunek prowadzenia działalności w 2019 r., co oznacza, że z umorzenia subwencji nie skorzystają przedsiębiorstwa działające od 2020 r.
Wydłużenie programu Tarczy Finansowej dla Dużych Firm do 31.03.2021 r. (wnioski) oraz do 30.06.2021 r. (wypłaty).

Korzystna zmiana dla wszystkich dużych przedsiębiorców. Wydłużenie terminów składania wniosków o pożyczki preferencyjne oraz wypłat niewątpliwie pozwoli na skorzystanie z nich przez jeszcze większą liczbę podmiotów. W przeciwieństwie do pierwszych dwóch instytucji, proponowana zmiana ma dotyczyć wszystkich rodzajów działalności.

Pożyczki długoterminowe z gwarancją

Kontynuowanie gwarancji de minimis dla MŚP oraz gwarancji płynnościowej dla dużych firm niewątpliwie jest korzystne dla przedsiębiorców, niemniej jednak nie jest to nowy instrument pomocy przedsiębiorcom, a jedynie wydłużenie obecnie już funkcjonującego. Zapowiedziana możliwość dopłat na pokrycie rat dla pożytek na 6 lat jest obecnie na etapie konsultacji, toteż nie wiadomo czy faktycznie ona nastąpi. Jeżeli Komisja Europejska wyrazi zgodę na takie działanie, wówczas należy ocenić je pozytywnie.

Dofinansowanie do zatrudnienia

Dopłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w postaci postojowego i obniżonego wymiaru czasu pracy stanowią jeden z pierwotnych instrumentów walki z negatywnymi konsekwencjami COVID-19. Jest to również jedna z instytucji, która cieszyła się dużym zainteresowaniem i wykorzystaniem. Tym samym kontynuowanie obu tych instrumentów należy ocenić pozytywniej. Negatywnie należy jednak ocenić kontynuowanie tych świadczeń jedynie dla branż objętych restrykcjami sanitarnymi, a nie dla wszystkich przedsiębiorców.

Przedłużenie postojowego oraz zwolnienie ze składek na ZUS

Przedłużenie funkcjonowania tych instrumentów jest pozytywnym z punktu widzenia przedsiębiorców działaniem. Wątpliwości budzi skierowanie tych instrumentów jedynie dla branż dotkniętych restrykcjami, bowiem w obecnym czasie, to wszyscy przedsiębiorcy zmagają się z negatywnymi konsekwencjami COVID-19, nie tylko (choć szczególnie) branże, których działalność została ograniczona w skutek nowych zasad bezpieczeństwa.

Dofinansowanie zmiany zakresu działalności w ramach „Dotacji na biznes”

Dofinansowanie przebranżowienia się przez przedsiębiorców spotkało się raczej z krytyką, niż z pozytywnym odbiorem. Choć zmiana przedmiotu obecnej działalności niewątpliwie może poprawić kondycje finansową przedsiębiorcy, to jednak powoduje, że przedsiębiorca ten musi od nowa zdobywać wiedzę, umiejętności, kontakty, a w szczególności nowych klientów, w gałęziach gospodarki, w których dotychczas nie występował. Zaskakujące jest również, że instytucja ta jest skierowana jedynie dla branż objętych restrykcjami, a nie dla wszystkich przedsiębiorców, którzy od marca 2020 r. ponieśli znaczące negatywne konsekwencje w skutek wszystkich obostrzeń.

Polityka drugiej szansy

Dofinansowanie kosztów związanych z restrukturyzacją przedsiębiorstw przez Agencję Rozwoju Przemysłu jest korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców. Celem takich postępowań jest „naprawa” przedsiębiorstwa i przywrócenie mu odpowiedniej kondycji finansowej. Dofinasowanie zatem kosztów restrukturyzacji przez ARP stanowi szansę dla przedsiębiorców, którzy zamierzali wystąpić z takim wnioskiem, a nie byli w stanie ponieść kosztów takiej operacji.

Dofinansowanie leasingu

Dofinansowanie leasingu przez ARP nie jest rozwiązaniem nowym, albowiem już od maja 2020 r. Agencja Rozwoju Przemysłu udziela dopłat do leasingu dla firm transportowych oraz przedsiębiorstw MŚP. Po raz jednak kolejny, przedstawione rozwiązanie zostało skierowane jedynie dla branż objętych restrykcjami, w tym jedynie dla przedsiębiorców, którzy prowadzą działalność co najmniej od 12 miesięcy. W obecnej chwili oznacza to, że nowi przedsiębiorcy, funkcjonujący od stycznia 2020 r., nie skorzystają z zapowiedzianego rozwiązania.

Blokowanie budżetu unijnego odbija się na kursie złotego

Po dobrym dniu dla złotego dzisiaj przyszedł zimny prysznic. W sytuacji, gdy na rynkach widać wyraźne problemy, inwestorzy znów przychylniej spojrzeli na kryptowaluty.

Słabsze dane z USA

Wczorajszy odczyt indeksu New York Empire State potwierdza pewną tendencję, którą widzimy w ostatnich dniach w USA. Są to słabsze odczyty indeksów koniunktury, a tym samym potencjalnie mniejszy optymizm konsumentów. To z kolei powinno się przekładać na twarde dane w nadchodzących miesiącach. Nie może zatem dziwić, że widząc te dane, inwestorzy patrzą mniej przychylnie na dolara, czego efektem jest jego osłabianie się względem głównych walut w ostatnich dniach.

Złoty powyżej 4,50 zł

Po wczorajszym optymizmie związanym ze zbliżeniem się do poziomu 4,47 zł złoty wyraźnie odbił i dzisiaj już przebiliśmy przez chwilę 4,50 zł. Odbyło się to bez publikacji ważnych danych makroekonomicznych. W tle jest blokowanie budżetu unijnego na spółkę z Węgrami przez Polskę. Powoduje to trochę strach przed kolejną eskalacją napięć pomiędzy Polską a głównymi państwami Unii Europejskiej.

Kryptowaluty zwycięzcami wyborów w USA

Z jakiegoś powodu na rynku kryptowalut po wyborach w USA zapanował wyjątkowy entuzjazm. Jest to, co prawda, kontynuacja ruchu z października, ale przybrała ona wyraźnie na sile. Główna kryptowaluta – bitcoin, odpowiedzialna za około ⅔ kapitalizacji rynku idzie wyraźnie w górę, ciągnąć za sobą inne aktywa. Od początku października wzrost wynosi imponujące 50%, a cena osiągnęła już niemal 17 tysięcy dolarów. Tak drogo było dotychczas tylko raz w historii tuż przed gwałtowną przeceną z grudnia 2017 roku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rajd szczepionkowy trwa

Za nami kolejny Szczepionkowy Poniedziałek, kiedy rewelacje o skuteczności opracowywanego leku windują ceny ryzykownych aktywów. Entuzjazm był jednak mniejszy niż tydzień temu, gdyż brakowało mu efektu zaskoczenia. Mimo to nowe szczyty Dow Jones i S&P500 pokazują, że pogląd na przyszłość pozostaje optymistyczny.

Rajd szczepionkowy trwa. Reflacja i rotacja w kierunku spółek cyklicznych premiuje aktywa ryzykowne – nie tylko akcje, ale w szerszym ujęciu także waluty rynków wschodzących czy surowce. Kolejna firma (tym razem Moderna) przedstawiła wstępne wyniki testów szczepionki przeciw COVID-19, której skuteczność wynosi prawie 95 proc. Lek jest też łatwiejszy do przechowywania, co wyraźnie ogranicza problemy logistyczne. Wciąż jest jeszcze kilka innych ośrodków badawczych, które wkrótce mogą przedstawić swoje wyniki. Im więcej producentów, tym szybsze tempo immunizacji globalnego społeczeństwa i powrotu aktywności gospodarczej do normalności.

Umocnienie aktywów ryzykownych w reakcji na szczepionkowe informacje nie miało jednak znamion niepohamowanej euforii, jak tydzień temu po rewelacjach od Pfizera. Brakowało efektu zaskoczenia, że szczepionka jest już prawie gotowa i jej skuteczność jest tak wysoka. Próg 95 proc. nie zostawia już wiele pola do ogłoszenia jeszcze skuteczniejszego leku, więc rajd ryzyka będzie musiał karmić się czymś innym. Poza tym, zanim będzie lepiej, może być przejściowo gorzej, gdyż liczba zachorowań na COVID-19 dramatycznie rośnie w USA, ponosząc ryzyko powtórzenia lockdownów. To istotne, gdyż drugi przestój może doprowadzić do nieodwracalnych zniszczeń w gospodarce, co w efekcie będzie determinować skale przyszłoroczne odbicia która rynki chce aktualnie dyskontować. W rezultacie trzeba mieć na uwadze, że sporo z ostatniej zmienności bierze się z agresywnych działań kapitału spekulacyjnego, za to długoterminowy kapitał portfelowy jeszcze nie wyczuwa takiej stabilizacji, aby dokonywać inwestycji. To w końcu nastąpi i będzie potężnym kołem zamachowym dla kontynuacji rajdu ryzyka, ale póki COVID-19 straszy, zmienność może pokazywać swoje paskudne oblicze, sprowadzając korekty.

Wczoraj złoty nie brylował w grupie walut rynków wschodzących i EUR/PLN nie opuścił zeszłotygodniowego korytarza wahań, choć na fali optymizmu otarł się o jego dolną bandę 4,46. Podobnie jak na rynkach zewnętrznych, także i na złotym entuzjazm związany z postępami prac nad szczepionką jest hamowany przez obawy o ekonomiczne konsekwencje rozwoju pandemii. Może i w Polsce zostało oddalone ryzyko wprowadzenia narodowej kwarantanny, ale dzienne statystki przyrostu zachorowań i hospitalizacji pozostają niepokojąco wysokie. Podtrzymuje to ryzyko paraliżu gospodarczego i będzie zniechęcać długoterminowy kapitał do inwestycji w Polsce. Jest to główny czynnik istotny dla krótkoterminowych perspektyw złotego, który przysłania np. polityczne konsekwencje zablokowania przez Polskę i Węgry unijnego budżetu z powodu powiązania wypłat z praworządnością. Dobrą wiadomością jest, że zapisy dotyczące wartego 1,8 bln EUR Funduszu Naprawczego mogą zostać wyjęte z budżetu i przyjęte w formie umowy międzynarodowej, pozwalając na uruchomienie pomocy dla krajów UE doświadczonych przez ekonomiczne skutki pandemii. Weto jest „wstępne”, gdyż zostało zgłoszone na naradzie ambasadorów krajów członkowskich, więc może zostać cofnięte. W przeciwnym razie Polska i Węgry jako jedyne utracą dostęp do Funduszu Naprawczego. Ograniczenie sobie możliwości odbudowy wzrostu gospodarczego będzie nieść implikacje dla długoterminowych perspektywy złotego, ale na razie nie jest to impuls do osłabienia waluty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oxygen S.A. potwierdza plan realizacji gier do końca 2020 roku

Notowana na NewConnect spółka Oxygen SA poinformowała o stopniu realizacji gier zapowiedzianych przez spółki z Grupy Kapitałowej Oxygen. Mousetrap Games i HyperCat wydadzą w tym roku łącznie 15 tytułów.

Zgodnie z zapowiadaną strategią, spółki z grupy kapitałowej Oxygen produkują gry z czterech kategorii: hyper casual, casual i mid-core i premium. Mousetrap Games rozpoczął w tym roku także działalność wydawniczą, w ramach której na rynku pojawi się tytuł „Train City Station” od studia gamingowego Goobsta.

  • Dzięki wsparciu inwestorów indywidualnych i giełdowych, a także środkom pozyskanym w akcji crowdinvestycyjnej GK Oxygen mogła w 100% zrealizować plan wydawniczy i produkcji gier na ten rok – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA. – Sytuacja epidemiologiczna w kraju sprawiła, że przeszliśmy na system hybrydowy i większość zespołu pracuje zdalnie, w żadnym stopniu nie przeszkadzało to zespołowi w trzymaniu się założonych planów – dodaje.

Gry premium

„Jars” to gra typu tower defence, będzie ją można kupić na Steamie. Produkcja przypomina swoją stylistyką klimat z „Rodziny Addamsów” i filmów Tima Burtona. Gracz wciela się w postać ciekawskiego chłopca, który schodzi do ciemnej piwnicy i rozbija słoiki z paskudnymi robakami oraz straszydłami. Premiera demo na Steamie: grudzień 2020.

Fabularna gra muzyczna „Lovely Music” to historia Jacka, nastolatka, który dzięki przeniesieniu się w świat muzyki zapomina o problemach, odkrywa swoje mocne strony i buduje pewność siebie. Premiera demo na urządzenia mobilne: grudzień 2020.

Po przeanalizowaniu danych dotyczących rozgrywek, zespół Mousetrap Games zdecydował o przebudowaniu dwóch produkcji na wersję premium. Jest to nagrodzona złotem w konkursie The Big Indie Pitch gra muzyczna „Run the Beat” (premiera wersji premium odbyła się w lutym) i hypercasual „Circle Protector”. „Circle Protector” w wersji premium będzie dystrybuowany przez Inlogic Software na wielu platformach mobilnych poza App Store i Google Play w grudniu 2020 .

Casual i mid-core (free to play)

Mocnym segmentem w Mousetrap Games są produkcje dla graczy casual i mid-core, dla których rozgrywka musi być przyjemna, ale także wymagająca. Od początku roku wydane zostały już cztery gry. Na początku roku gracze mogli poznać nową wersję przeboju Quiz 96%, a w maju nastąpił soft launch nagrodzonego złotem na The Very Big Indie Pitch roguelite’a „Rocat Jumpurr”. Pod koniec wakacji szerokiej publiczności zaprezentowano „Shape Up!”, którego mocną stroną jest połączenie dopracowanej grafiki, ukochanej przez graczy mechaniki łączenia wzorów i coraz trudniejszych wyzwań. W październiku wrocławska spółka wydała produkcję RPG pod tytułem „Sword of Glory”. Wyróżnia się wyjątkową mechaniką walki dostosowaną do urządzeń mobilnych, w której gracz rozwija swoją postać i mierzy się z coraz trudniejszymi wyzwaniami, a struktura gry zmienia się w myśl zasad rogualike tak, aby była zawsze świeża i dynamiczna.

Na swoją premierę czekają jeszcze dwa tytuły free-2-play: układanka „Cards Up!” oraz wyprodukowana przez Goobsta Games gra o transportowaniu zasobów koleją i rozbudowie miast pod roboczym tytułem „Train City Station”. Obie produkcje są na zaawansowanym etapie i zostaną wydane najpóźniej w grudniu 2020 roku.

Hyper casual

W 2020 roku Mousetrap Games wyprodukowało pięć tytułów hyper casual. Cztery z nich zostały już wydane: „Joist” (kwiecień), gra zręcznościowa „Trainy Trains” (październik), sterowanie zmianami pasów w korku „Crowdy Road” (październik) i najnowsza produkcja „Bouncy Maze” połączenie łamigłówki w stylu labiryntu z fliperem. W grudniu odbędzie się także premiera „Merge Pack” – gry, w której trzeba łączyć czasem bardzo nieoczywiste pary do pudełka.

Selekcja gier

Spółki z grupy kapitałowej Oxygen dopasowują obłożenie pracy ponad 20-osobowego zespołu artystów, deweloperów i wsparcia marketingowego do potencjału gier. Każda produkcja poddawana jest testom wewnętrznym, zewnętrznym, a finalne wersje przedstawiane są jeszcze grupie inwestorów. W ten sposób zdecydowano o odrzuceniu czterech gier, trzech hyper casuali, w tym gry „Play with Fire” polegającej na układaniu zapałek.

Zakończono także negocjacje dotyczące produkcji gry opartej na serialu animowanym „Kosmiczny Wykop”. Mousetrap Games zdecydowało, że nie może poświęcić odpowiednich zasobów ludzkich, aby jakość gry odpowiadała standardom spółki w czasie określonym przez Orange Studio Animacji.

Jestem dumny z zespołów pracujących w tym roku nad grami, które zaplanowaliśmy. Nie chcemy zwalniać tempa, choć w przyszłym roku na pewno chcielibyśmy zmienić proporcje pomiędzy self-publishingiem, a produkcjami pozyskanymi z rynku – mówi Edward Mężyk, Prezes Oxygen SA. – Ten rok jest przełomowy dla wszystkich spółek z GK Oxygen. Wierzę, że w przyszłym będziemy zbierać plony naszej ciężkiej pracy. Cieszę się, że pozyskaliśmy na rynku wielu partnerów, którzy wspierają nas swoim know how, zasobami i dopingują do dalszego rozwoju.

Komputery kwantowe – nadzieja czy zagrożenie cyberbezpieczeństwa?

Wyścig do stworzenia pierwszego powszechnie stosowanego komputera kwantowego trwa – być może wkrótce poznamy producenta, który jako pierwszy przekroczy metę i sięgnie po złoto. Czy maszyny kwantowe będą w stanie wyprzedzić najlepsze współczesne superkomputery? Z pewnością. Czy wiele zmienią w naszej codziennej pracy? To zależy. Jak wpłyną na cyberbezpieczeństwo? To stało się przyczyną rozważań Raportu: Quantum Computing i Cyberbezpieczeństwo.

Tajemniczy komputer kwantowy

Sekret wielkiej mocy komputera kwantowego to tak naprawdę jego zdolność do generowania i manipulowania bitami kwantowymi lub inaczej kubitami – cząsteczkami subatomowymi, takimi jak elektrony lub fotony. Kubity są w stanie wygenerować znacznie większą moc obliczeniową niż odpowiadająca im ilość bitów, które znamy z dzisiejszych komputerów. Dzieje się tak dlatego, że reprezentują wiele możliwych kombinacji 1 i 0 jednocześnie. Zdolność ta jest określana mianem superpozycji. Pozwala ona komputerom kwantowym procesować ogromną liczbę potencjalnych wyników w tym samym momencie.

Firmy prześcigają się w próbach generowania kubitów. IBM i Google wykorzystują do tego celu superobwody nadprzewodzące, schłodzone do temperatury niższej niż ta w najdalszych zakątkach kosmosu. Inne firmy, jak m.in. IonQ zatrzymują pojedyncze atomy w polach elektromagnetycznych w ramach krzemowego chipa zamkniętego dodatkowo w komorach ultra-próżniowych.

Wykorzystanie dziś

Tradycyjne urządzenia będą nadal najłatwiejszym i najbardziej ekonomicznym narzędziem do rozwiązywania wielu problemów. I choć definicja maszyn kwantowych wydaje się pochodzić rodem z filmów science-fiction, technologia ta już umacnia swoją pozycję w niektórych obszarach gospodarki – m.in. inżynierii materiałowej czy badaniach farmaceutycznych.

Producenci samochodów, m.in. Volkswagen i Daimer wykorzystują symulację zachowania materii w próbach zwiększenia wydajności akumulatorów. Firmy farmaceutyczne z wykorzystaniem maszyn kwantowych analizują i porównują związki chemiczne, które mogą prowadzić do tworzenia nowych, lepszych leków. Airbus z kolei z ich pomocą optymalizuje zużycie paliwa tworząc najbardziej efektywne trasy znoszenia i osiadania samolotów.

Quantum Computing a Cyberbezpieczeństwo

Czy komputery kwantowe stanowią spory problem dla branży cyberbezpieczeństwa? Specjaliści są zgodni co do tego, że ich ogromna moc obliczeniowa może doprowadzić do złamania powszechnie używanych kluczy szyfrujących. Największe ryzyko środowisko widzi dla kryptowalut i technologii blockchain. Komputery kwantowe mogą tam naprawdę namieszać, gdyż algorytmy szyfrujące oparte o krzywe eliptyczne, dziś uznawane za najbezpieczniejsze, przestaną być zabezpieczeniem.

Z pewnością nie nastąpi to jeszcze dziś, ale być może za mniej niż dekadę. Dlatego specjaliści już teraz starają się opracować nowe podejście do kryptografii, które będzie w stanie wytrzymać przyszłe ataki kwantowe. Naukowcy we współpracy z firmami technologicznymi pracują także nad stworzeniem ultra-bezpiecznej sieci komunikacyjnej, która mogłaby posłużyć jako podstawa dla przyszłego kwantowego internetu.

Stwierdzenie, że zostało nam jeszcze kilka względnie bezpiecznych lat wielu nie zadowala. Wystarczy cofnąć się do pierwszych doniesień o domniemanej supremacji kwantowej Google’a. Wiele osób – w tym amerykańscy politycy – podeszło do tematu zero-jedynkowo: żadne dane nie są już bezpieczne. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że zdecydowanie tak nie jest. Oczywiście, obecne metody szyfrowania w końcu ulegną pod kwantowym naciskiem, ale nie wydarzy się w to kolejnych miesiącach – twierdzi Karolina Dzierżyńska, autorka Centrum Bezpieczeństwa Xopero –  Istotne jest, że jesteśmy świadomi zagrożenia. Największe ośrodki badawcze na świecie pracują nad rozwiązaniem tego problemu już od kilku lat – dodaje.

A czy już teraz branża cyberbezpieczeństwa może praktycznie wykorzystać osiągniecia quantum computingu? Tak, można m.in. zabezpieczać przesyłane dane za pomocą quantum key distribution (QKD). Na czym właściwie ono polega? Zaszyfrowane dane wysyła się w postaci klasycznych bitów, podczas gdy klucze konieczne do ich odszyfrowania są przesyłane pod postacią kubitów. Na świecie powstaje coraz więcej sieci tego typu. Najdłuższa z nich znajduje się w Chinach – liczy 2032 km i łączy Pekin z Szanghajem. QKD nastęcza jednak kilku problemów – zwłaszcza w kwestii podróży kubitów, czy możliwości skopiowania danych przez przestępców, którym udałoby się złamać zabezpieczenia.

Nasuwa się więc pytanie, kiedy dzisiejsze cyberbezpieczeństwo stanie się przestarzałe? Jak twierdzą specjaliści – mamy przed sobą jeszcze kilka „bezpiecznych” lat. Obecne komputery kwantowe nie są w stanie złamać powszechnie stosowanych metod szyfrowania. Nie zmienia to faktu, że kryptografia stanowiąca podstawę dzisiejszego bezpiecznego internetu i e-commerce pewnego dnia ulegnie kwantowemu atakowi. Dlatego już dziś naukowcy pracują nad ich alternatywą.

Barometr ekologiczny Polaków. Susza nadal niedocenianym problemem

Mniej niż połowa Polaków (48%) uważa, że susza jest aktualnym problemem w naszym kraju – wynika z raportu „Barometr ekologiczny Polaków. Co robimy, aby chronić środowisko? Banku Ochrony Środowiska. W najbliższym czasie należy spodziewać się jednak wzrostu znaczenia rozwiązań zwiększających możliwości retencjonowania wody.

Zdaniem siedmiu na dziesięciu Polaków (71%), obecnie w naszym kraju susze są częstszym zjawiskiem niż w przeszłości. Jednocześnie prawie jeden na pięciu respondentów (19%) nie odczuwa zmian w tym zakresie. 10% ankietowanych uważa z kolei, że susze dotykają Polskę rzadziej niż kiedyś. Co interesujące, w większym stopniu problem dostrzegają mieszkańcy największych miast w Polsce (90% z nich) niż wsi (72%).

W warunkach postępujących zmian klimatu, wydłużających się okresów bez opadów przeplatanych nawalnymi deszczami, powodującymi lokalne podtopienia, konieczne jest podjęcie adekwatnych działań adaptacyjnych. Prostymi rozwiązaniami są oszczędzanie i retencja wody a także tworzenie obszarów zieleni, szczególnie w miastach. Współczynnik retencjonowania wody w Polsce wynosi obecnie 6,5%, a warunki fizyczne i geograficzne Polski stwarzają możliwości retencjonowania 15% średniego rocznego odpływu wody – zauważa Sławomir Mazurek, główny ekolog Banku Ochrony Środowiska.

Jednocześnie z badania wynika, że mniej niż połowa respondentów (48%) zgadza się z twierdzeniem, że susza obecnie występuje w naszym kraju. 30% neguje istnienie problemu, a 22% nie ma zdania. Warto również przy tym podkreślić, że znacznie częściej zjawisko zauważają ankietowani z miast od 250 do 500 tys. mieszkańców (68% z nich) niż osoby zamieszkujące wsie (42%).Wykres 1 Wykres 2 Wykres 3

Wyniki Barometru wskazują, że zagrożenie suszą silniej odczuwają mieszkańcy dużych miast. Miasta są obszarem szczególnie wrażliwym, w którym koncentrują się najpilniejsze współcześnie wyzwania ekologiczne. Efektywne podejście do zasobów środowiska miejskiego, prowadzanie rozsądnej gospodarki przestrzennej, a także rozpowszechnianie w miastach rozwiązań tzw. błękitno-zielonej infrastruktury dają możliwości łagodzenia presji na środowisko i poprawy jakości życia człowieka – wskazuje Sławomir Mazurek.

Wśród ewentualnych konsekwencji wystąpienia suszy, Polacy w największym stopniu obawiają się wzrostu cen warzyw i owoców. Problemy w tym zakresie przewiduje 83% ankietowanych. Tylko 8% biorących udział w badaniu ocenia, że podwyżki cen żywności są nieprawdopodobne w przypadku wystąpienia suszy, a 9% nie ma zdania.

Polacy z entuzjazmem o rozwoju technologii w motoryzacji i mobilności osób

  • 79% Polaków uważa, że nowe technologie ułatwią prowadzenie auta, a 58% jest zdania, że będą skutkować bogatszą ofertą wynajmu długo i krótkoterminowego.
  • Ponad połowa ankietowanych (54%) uważa, że technologie przełożą się na bardziej spersonalizowaną ofertę w sektorze mobilności osób.
  • Nowinki techniczne w sektorze motoryzacji i mobilności osób będą szczególnie istotne w związku z rosnącą popularnością podróżowania samochodem, wywołaną przez pandemię.

Dbałość o zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym w dobie pandemii przyspieszy rozwój nowych technologii w sektorze motoryzacyjnym i mobilności osób. Jak pokazuje raport „Droga przed nami: Przyszłość mobilności” przygotowany przez Avis, większość Polaków z optymizmem obserwuje rozwój innowacyjnych technologii w tych sektorach.

79% Polaków, ankietowanych w ramach prac nad raportem Avis oczekuje, że rozwój technologii w ciągu najbliższych lat ułatwi prowadzenie samochodu. Blisko 58% badanych uważa z kolei, że przełoży się to na bogatszą ofertę wynajmu krótko i długoterminowego. Konsumenci coraz chętniej korzystają z rozwiązań dostosowanych do indywidualnych potrzeb. 54% osób liczy na to, że rozwój technologii umożliwi większą personalizację i bardziej precyzyjne dopasowanie rozwiązań w sektorze mobilności osób do potrzeb klienta.

Obecnie wielu Polaków decyduje się na korzystanie z samochodu jako bezpieczniejszego, bo indywidualnego środka transportu w czasie pandemii. Jak wynika z badania Avis Polska, 83% przedstawicieli samorządów, zajmujących się promocją i turystyką potwierdza, że w czasie ostatnich wakacji więcej podróżujących przyjechało do ich miast i regionów samochodem. Wraz z rosnącą popularnością aut możemy spodziewać się również większej ilości nowoczesnych rozwiązań.

Od dłuższego czasu obserwujemy wśród polskich konsumentów rosnące zainteresowanie nowoczesnymi technologiami. Już teraz proponujemy wynajmującym szybką i wygodną rezerwację aut przez aplikację mobilną. W czasie pandemii wprowadziliśmy też opcję Digital Check-In, która pozwala dokonać odprawy samochodu online. Klienci mogą za pośrednictwem stront internetowej Avis wprowadzić swoje dane oraz wybrać wyposażenie samochodu. Spędzają zatem mniej czasu w biurze obsługi wynajmu, co przyczynia się do ograniczenia kontaktu między nimi i naszą obsługą. Chcemy, aby dzięki temu wynajmujący czuli się bezpieczni i podróżowali autami Avis  – stwierdza Martin Gruber, dyrektor zarządzający Avis Budget Group na Europę Centralną.

Oprócz nowoczesnych technologii, w czasie pandemii widoczne jest zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami, które zwiększają bezpieczeństwo. Dlatego Avis wprowadziło tak zwaną „Obietnicę Bezpieczeństwa Avis” oraz nawiązało współpracę z RB, producentem Dettol, aby dodatkowo rozszerzyć procedury mycia i dezynfekcji aut, aby zapewnić bezpieczeństwo klientów i pracowników.

Polacy z entuzjazmem o rozwoju technologii w motoryzacji i mobilności osób
*Pytanie wielokrotnego wyboru.

W roku 2020 masowo wzrośnie liczba dłużników. Polacy nadal żyją ponad stan

Jakim Polak jest dłużnikiem? „Raczej niefrasobliwym. Znam milionerów, którzy mają niepopłacone faktury na kilkaset złotych”.

17 listopada obchodzony jest Ogólnopolski Dzień bez Długów. Święto to ma wydobyć problem zadłużenia Polaków na światło dzienne i uświadomić wszystkim, jak ważne jest dążenie do pozbycia się zaległości finansowych. Pomysł ciekawy, ale żeby spłacić kredyty wszystkich Polaków trzeba byłoby.. ponad 83 miliardów złotych. – Polacy w dużej mierze przyzwyczajeni są do życia ponad stan,  debet nie jest czymś co przeraża, a naturalnym stanem, który zwykle wyrównuje się w dzień nadejścia wypłaty. Dłużników podzieliłabym na osoby fizyczne oraz na przedsiębiorców, bo obie grupy zadłużają się zupełnie inaczej – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

Polacy nadal się zadłużają. Nawet, gdy żyją na debecie. „W dobie zakupów online i przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym przyjacielem”

Według ostatnich statystyk pracowni BIG Info Monitor zaległości konsumentów z tytułu nieuregulowanych faktur, rachunków i rat kredytowych wynoszą ponad 83 miliardy złotych. Optymistyczne jest to, że o kilka tysięcy spadła liczba niesolidnych konsumentów i dzisiaj wynosi ona 2,82 mln osób. Sytuacja nadal jest jednak bardzo poważna, a trudny czas pandemii koronawirusa powoduje, że perspektywa dłużników jest zła albo bardzo zła. Jak mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska nikt nie wie tyle, o długach Polaków, co windykatorzy. Mamy przed oczami wielkie tragedie ludzi, którzy popadli w długi na skutek utraty pracy czy choroby, ale mamy też osoby, które żyją ponad stan i po prostu nie potrafią inaczej.

– Polacy wciąż mają pewne konsumpcyjne kompleksy, stąd tak chętnie sięgamy po wszelkie kredyty. Zadłużamy się, by kupować samochody, mieszkania, jeździć na drogie wycieczki. Nie ma w tym nic złego jeżeli robimy to mając na tyle stabilną sytuację finansową, by potem spłacić wszystkie zobowiązania. Niestety z tym jest problem. Czas pandemii często weryfikował to, jak stabilna była nasza sytuacja finansowa. Zdarzały się przypadki windykacji u bardzo młodych osób, mieszkających w pięknych mieszkaniach i jeżdżących drogimi samochodami. Po kilku miesiącach bez pracy ich sytuacja finansowa była tak zła, że konieczna była wyprzedaż majątku – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Cieszą statystyki pokazujące, że spada zadłużenie młodych ludzi, bo to oznacza, że kolejne pokolenie może będzie rozsądniejsze finansowo. Z drugiej strony wyobrażałam sobie, że czas pandemii trochę nas „uspokoi” jeżeli chodzi o zakupy, a okazało się, że szybko odnaleźliśmy się w dobie zakupów online i przycisk „dodaj do koszyka” stał się naszym przyjacielem – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.   – Polacy żyją ponad stan. Nawet jak nie mają pieniędzy, to chcą mieć rzeczy, chcą się w nich pokazywać. Nasze ambicje przewyższają nasze finansowe możliwości – dodaje.

Spodziewam się, że ostatni kwartał 2020 roku przyniesie lawinowy wzrost liczby dłużników”

Mimo wzrostu łącznej kwoty zadłużenia ubyło dłużników. W porównaniu z I kwartałem 2020 r. łączna liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się o 11 945 osób i wyniosła na koniec września 2 821 624. Według statystyk BIG Info Monitor ma na to wpływ zmniejszenie liczby dłużników kredytowych. Pozytywne jest także to, że wskaźnik zadłużonych do 24 roku życia spadł o kilka procent (w województwie zachodniopomorskim o 1,2%).

Według Prezes Grupy AVERTO Małgorzaty Marczulewskiej liczba dłużników wśród przedsiębiorców niestety będzie rosnąć. – Spodziewam się, że ostatni kwartał 2020 roku przyniesie lawinowy wzrost liczby dłużników. Wszystko to przez „soft-lockdown” i zamknięcie takich branż jak gastronomia, fitness, turystyka, hotelarstwo. Ograniczone są usługi i handel detaliczny, w kryzysie jest transport osobowy. Nie ma szans, by zamknięte branże mogły szybko się odbić, a nie znam osób, które mają na tyle silne podstawy finansowe działania, by kilka miesięcy generować straty i z uśmiechem patrzeć w przyszłość – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Przedsiębiorca dłużnik to człowiek, który ma nóż na gardle i bardzo chce się dogadać z wierzycielami, by dalej funkcjonować. Z takim człowiekiem efektywna współpraca jest możliwa. Niestety zdarzają się także kombinatorzy, żeby nie powiedzieć wprost: oszuści. Dla nich pandemia koronawirusa stała się pretekstem do tego, by opóźniać płatności faktur lub generalnie unikać wszelkich płatności. W tak trudnych czasach jeden nieuczciwy przedsiębiorca wciąga w wir zadłużenia inne firmy. To bardzo niebezpieczne. Znałam dłużników, którzy mieszkali w willach za miliony, a nie opłacali faktur na kilkaset złotych mówiąc „nie mam pieniędzy”. O dłużnikach i ich historiach można by napisać kilka książek – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.

Polski rynek biurowy po trzecim kwartale – więcej podnajmów i pustostanów

Całoroczne prognozy gospodarcze dla Polski na rok 2020 wskazują spadek PKB o 3-3,5% w odniesieniu do roku poprzedniego. Niemniej jednak w roku 2021 gospodarka powinna powrócić na ścieżkę wzrostu i powiększyć się o około 4% w odniesieniu do roku 2020 – wynika z najnowszego raportu firmy Cushman & Wakefield.

Na koniec III kwartału 2020 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na dziewięciu największych rynkach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin i Szczecin) wyniosły blisko 11,5 miliona mkw., co oznacza wzrost o 7% rok do roku.

Podaż

Nowa podaż w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku osiągnęła wartość 543 400 mkw, z czego 238 300 mkw. w Warszawie i 305 100 mkw. w miastach regionalnych. Do największych projektów oddanych do użytku w Warszawie możemy zaliczyć budynki kompleksu Warsaw Hub (bud. B – 43 400 mkw. i bud. C – 45 600 mkw. – Ghelamco) oraz Varso II (39 900 mkw – HB Reavis). Do największych projektów ukończonych w miastach regionalnych możemy zaliczyć Olivia Prime B w Gdańsku (25 000 mkw. – Olivia Business Center), pierwszą fazę Centrum Południe we Wrocławiu (23 700 mkw. – Skanska), Wave A w Gdańsku (23 600 mkw. – Skanska), High 5ive IV w Krakowie (23 500 mkw. – Skanska) oraz pierwszy budynek kompleksu Face2Face w Katowicach (19 600 mkw. – Echo Investment).

Na koniec września 2020 roku w budowie znajdowało się 89 projektów o łącznej powierzchni 1,4 miliona mkw., z czego największa liczba nowych inwestycji powstaje w Warszawie (22), Krakowie (15), Trójmieście (14), w Katowicach (13) oraz Łodzi (12).

Większość projektów jest obecnie realizowana zgodnie z harmonogramem. Niemniej jednak, na wielu rynkach spodziewamy się wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023 ze względu na ograniczanie decyzji o rozpoczęciu realizacji nowych projektów do momentu ustabilizowania sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Popyt

W pierwszych trzech kwartałach 2020 roku najemcy wynajęli łącznie 906 800 mkw., co jest wartością o 25% niższą niż w analogicznym okresie 2019 roku.

Znaczną większość transakcji zawartych w tym roku stanowiły procesy rozpoczęte jeszcze przed wybuchem pandemii. Ponadto, obecna sytuacja wpłynęła na strukturę popytu w odniesieniu do analogicznego okresu 2019 roku poprzez zmniejszenie udziału nowych umów i wzrost liczby renegocjacji umów najmu – mówi Vitalii Arkhypenko, Junior Consultant, Cushman & Wakefield.

Do największych transakcji zawartych w 2020 roku możemy zaliczyć umowę przednajmu zawartą przez PZU w budynku Generation Park Y w Warszawie (46 500 mkw.), a w miastach regionalnych renegocjację umowy najmu ABB w budynku Axis w Krakowie (20 000 mkw.).

Wskaźnik pustostanów

Pogarszająca się koniunktura gospodarcza doprowadziła do wzrostu poziomu pustostanów, który w ujęciu kwartalnym powiększył się o 1,7 pp., a w ujęciu rocznym wzrósł o 2,1 pp. i na koniec III kwartału wyniósł 10,7%. W Warszawie stopa pustostanów wyniosła 9,6%, a w miastach regionalnych – 11,9%.

Na skutek niepewności gospodarczej spowodowanej wybuchem pandemii Covid-19 zarejestrowany został wzrost liczby podnajmów oferowanych na rynku. Według szacunków Cushman & Wakefield na koniec trzeciego kwartału 2020 roku blisko 190 000 mkw. powierzchni biurowych było oferowanych w tej formie, co nie jest uwzględnione w statystykach dotyczących stopy pustostanów.

Czynsze

Wraz z ograniczeniem aktywności uczestników rynku stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe dla stref centrum i poza centrum spadły o 0,25 EUR/ mkw./ miesiąc i znalazły się na poziomie 23,75 EUR/ mkw./ miesiąc w centrum i 14,75 EUR/ mkw./ miesiąc poza centrum. Korekta stawek wynika z coraz szerszej oferty podnajmów oraz większej presji na zachęty oferowane najemcom przez deweloperów. Stawki za najlepsze powierzchnie w miastach regionalnych pozostały bez zmian.

Prognozy

Po dwuprocentowym wzroście gospodarczym w I kwartale 2020 roku okres kwarantanny spowodowany wybuchem pandemii Covid-19 doprowadził do spadku PKB w II kwartale 2020 roku o 8,9% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. Wraz ze zniesieniem większości restrykcji, w III kwartale nastąpiło odbicie gospodarcze, lecz poziom PKB nie osiągnął wyniku sprzed pandemii i według wstępnych szacunków zmniejszył się o 1,9% w porównaniu do ubiegłego roku.

Druga fala pandemii i przywracane w związku z nią ograniczenia wstrzymają odbicie gospodarcze w ostatnich trzech miesiącach 2020 roku i doprowadzą do jego spadku o około 4% w porównaniu do IV kwartału 2019. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się także dalszej korekty warunków komercyjnych, jeśli popyt na powierzchnie biurowe utrzyma trend spadkowy, a gospodarka nadal będzie pracować na zwolnionych obrotach – dodaje Jan Szulborski.

Ochrona zdrowia i rozwój umiejętności – benefity, których chcą pracownicy

Jakie benefity w trakcie pandemii są najbardziej pożądane przez pracowników? To prywatna opieka medyczna oraz rozwiązania związane ze szkoleniami i rozwojem. Respondenci badania ManpowerGroup i HRlink, wybierając trzy kluczowe świadczenia, wskazali również dodatkowe dni wolne od pracy. Co ciekawe o potrzebie wsparcia psychologicznego mówi jedynie 8% ankietowanych. Jednocześnie to jedno z rozwiązań, o jakie w pandemii firmy najczęściej rozbudowywały pakiet świadczeń pozapłacowych. Raport potwierdza również, że atrakcyjniejszy zestaw benefitów to motywator do zmiany pracy jedynie dla 1% pracowników.

Respondenci badania ManpowerGroup i HRlink zapytani o trzy najważniejsze dla nich świadczenia pozapłacowe wytypowali na pierwszym miejscu prywatną opiekę medyczną, wymienianą przez 65% badanych. Na podium znajdują się również benefity związane ze szkoleniami i rozwojem (59%) oraz dodatkowe dni wolne od pracy (36%). Znaczna część pracowników wspomina także o ubezpieczeniu na życie (31%) oraz dofinansowaniu do nauki języków obcych (30%). Najmniejszym zainteresowaniem cieszą się wsparcie psychologiczne (8%) oraz eventy integracyjne (9%).

– Obszar zdrowia zyskał na znaczeniu dla większości pracowników, a możliwość zapewnienia wsparcia lekarskiego dla siebie i rodziny stała się kluczowym priorytetem w obliczu rosnącej liczby zachorowań na koronawirusa. Z tego powodu pierwsze miejsce prywatnej opieki medycznej nie jest zaskoczeniem – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Kolejnym wymienianym przez pracowników obszarem jest rozwój i dostęp do szkoleń, na które warto spojrzeć z kilku perspektyw. Po pierwsze pandemia i dążenie do redukcji kosztów w firmach mogły spowodować zmniejszenie oferty szkoleniowej dla pracowników. W tradycyjnym modelu pracownicy spotykali się wspólnie w sali szkoleniowej, co w dobie rekomendowanego dystansu oraz braku grupowych spotkań znacząco zawęziło pole możliwości firm, co więcej pracodawcy często nie byli przystosowani do oferowania szkoleń zdalnie. Natomiast ambicje pracowników w zakresie podnoszenia swoich kwalifikacji i kompetencji nawet wzrosły, co może mieć związek także z koniecznością pozyskania nowych umiejętności, które są niezbędne w obecnym czasie. Są to na przykład wirtualne negocjacje i obsługa klienta czy komunikacja oraz zarządzanie w zdalnym zespole – dodaje ekspertka Manpower.
najważniejszymi benefitami w czasie pandemiiCo ciekawe 12% badanych potwierdziło, że pandemia zmieniła ich oczekiwania od pracodawców w zakresie świadczeń pozapłacowych. W jaki sposób? W tej grupie najwięcej osób mówi o malejącej roli kart uprawniających do korzystania z obiektów sportowych i spotkań integracyjnych, a jednocześnie rosnącej roli prywatnej opieki medycznej. W przypadku 88% badanych nowa rzeczywistość nie miała wpływu na oczekiwania względem benefitów.

– Polacy częściej muszą sprostać jednocześnie obowiązkom pracownika i rodzica-nauczyciela. Pracując z domu, niekiedy wyzwaniem jest utrzymanie odpowiedniego balansu pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym, stąd oczekiwanie dodatkowych dni na odpoczynek. Jednocześnie z listy benefitów zniknęła praca zdalna, która w ubiegłych latach była traktowana jako ciekawa możliwość, a obecnie staje się standardem. Z kolei wsparcie psychologiczne mogło być oferowane w postaci webinarów ze specjalistami, wirtualnych spotkań motywacyjnych, które mogły zostać potraktowane jako forma szkoleń i rozwoju. Polacy nadal raczej niechętnie w miejscu pracy mówią o wyzwaniach związanych z radzeniem sobie ze stresem, ze zmianą, utrzymaniem zdrowego stylu życia. Natomiast świadomi pracodawcy dostrzegają potrzebę długofalowego zadbania o ogólnie rozumiany dobrostan pracowników, bo dzięki temu organizacja działa efektywniej – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Benefity w nowej rzeczywistości – odpowiedź firm na pandemię

W wyniku pandemii co dziesiąty pracodawca zdecydował się na rozszerzenie pakietu świadczeń pozapłacowych. W tej grupie firmy najczęściej wybierały dodatkowe szkolenia wewnętrzne, przeważnie związane z zarządzaniem sobą w czasie pracy lub efektywną pracą na home-office (50%), wsparcie psychologiczne pracownika (33%) oraz dodatkowe dni wolne od pracy (25%). Co czwarta firma w warunkach nowej rzeczywistości podjęła decyzję o rezygnacji z niektórych świadczeń, najczęściej wybierając kartę uprawniającą do korzystania z obiektów sportowych (72% w tej grupie), szkolenia i rozwój (31%) a także dofinansowanie do nauki języków obcych (17%). W przypadku 63% przedsiębiorstw pakiet benefitów pozostał bez zmian, a 6% firm pozostało przy obecnej liczbie, ale zmieniły oferowane rozwiązania.

Badanie ManpowerGroup i HRlink zostało zrealizowane w dn. 7-24 sierpnia br. na reprezentatywnej grupie 130 firm oraz 558 pracowników. Przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (badanie online). Dane o dostępnych ofertach pracy i liczbie ich publikacji pochodzą z panelu administracyjnego systemu ATS HRlink i odzwierciedlają realizację procesów rekrutacyjnych w okresach: od 1.01.2019 do 31.07.2019 oraz od 1.01.2020 do 31.07.2020.

DB Energy SA – wyniki finansowe za I kw. roku obrotowego 2020-2021

Przychody i zyski zgodnie z oczekiwaniami, rekordowy portfel zleceń, w ofertowaniu kolejne 30 projektów o wartości 40 mln euro.

I kw. roku obrotowego 2020/2021 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2020 r. do 30 czerwca 2021 r.

w tys. zł 01.07.2020-30.09.2020 01.07.2019-30.09.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 5 345,30 6 426,84 -17%
EBIT 235,69 1 066,38 -78%
Marża EBIT 4,4% 16,6%  
EBITDA 385,06 1 110,43 -65%
Marża EBITDA 7,2% 17,3%  
Zysk netto 121,28 834,93 -85%

Spółka zamknęła I kwartał br. nieznacznie niższym wynikiem finansowym, co jest zgodne z założeniami. Przed nami miesiące wytężonej pracy nad realizacją projektów w ramach rekordowego portfela zleceń, który zbudowaliśmy w ostatnich tygodniach. W ofertowaniu pozostaje ponad 30 innych projektów o wartości 40 mln euro. Mamy nadzieję na podpisanie kolejnych umów już w najbliższych miesiącach, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.

Przychody zgodnie z oczekiwaniami

W I kw. 2020/2021 r. sprzedaż DB Energy wyniosła 5 345,30 tys. zł wobec 6 426,84 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, tj. 17% spadku. Spółka zanotowała 0,47 mln zł przychodów z tytułu rozliczenia projektów związanych z pozyskiwaniem Białych Certyfikatów dla klientów. W I kw. br. obrotowego spółka realizowała projekty inwestycyjne, między innymi, dla Ciech Soda Polska SA (o łącznej wartości blisko 10,2 mln zł), Schumacher Packaging Grudziądz sp. z o.o. (o wartości 17,9 mln zł).

W omawianym okresie w strukturze sprzedaży spółki 10% stanowiły audyty EEA i pozyskiwanie Białych Certyfikatów, a projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO, stanowiły 90% udziału.

Spadek przychodów jest wynikiem rekordowo wysokiej bazy z I kw. 2019/2020 r. oraz początkowego etapu realizacji kluczowych bieżących projektów, które w kolejnych kwartałach z fazy projektowania przejdą do fazy budowlanej. 

Zyski i marże w dół, pochodna niższej sprzedaży

EBITDA spółki w I kw. 2020/2021 r. wyniosła 385,06 tys. zł, w porównaniu do 1 110,43 tys. zł w I kw. 2019/2020 r., tj. 65% spadku. Marża EBITDA wyniosła 7,2% wobec 17,3% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W I kw. 2020/2021 r. spółka odnotowała 235,69 tys. zł zysku operacyjnego, tj. 78% spadku rdr. Marża EBIT wyniosła 4,4% wobec 16,6% w analogicznym okresie ubiegłego roku. Koszty operacyjne w I kw. br. wyniosły 5 112,45 tys. zł, tj. spadek o 5% rdr. Jest to głównie pochodna spadku kosztów usług obcych (koszty podwykonawców w projektach inwestycyjnych), które zmieniają się proporcjonalnie do skali realizowanych projektów. Zysk netto na koniec I kw. 2020/2021 r. wyniósł 121,28 tys. zł, tj. 85% spadku rdr. Na koniec okresu spółka dysponowała gotówką w kwocie 3,62 mln zł, tj. spadek o 50% rdr.

Wyniki spółki są zgodne z założeniami w związku ze zmianą modelu działalności z doradczej na inwestycyjną.

Perspektywy dalszego rozwoju w 2020/2021 r.

DB Energy planuje dalszy dynamiczny rozwój w segmencie inwestycji energetycznych na rynku ESCO w Polsce. W ofertowaniu pozostaje ponad 30 zidentyfikowanych projektów inwestycyjnych o wartości ok. 40 mln euro. Zarząd ma nadzieję na podpisanie kolejnych umów w najbliższych miesiącach.

W ostatnich latach spółka złożyła łącznie wnioski na Białe Certyfikaty o wartości ponad 450 mln zł, z czego już ok. 200 mln zł zostało przyznane klientom (tj. 37% całego rynku za lata 2017/2018). W portfelu spółki znajduje się obecnie ponad 70 umów BC.

Uwzględniając specyfikę działalności spółki oraz koniunkturę gospodarczą, Zarząd oczekuje w całym 2020/2021 r. utrzymania dotychczasowego tempa realizacji projektów, co powinno mieć pozytywny wpływ na przychody. W ocenie Zarządu, przy utrzymaniu stabilności gospodarczej, przychody spółki powinny rosnąć, co przełoży się pozytywnie na skalę generowanych zysków.

Db Energy rozwija rynek ESCO w Polsce

W październiku br. DB Energy podpisała umowę z międzynarodowym funduszem inwestycyjnym, SUSI Partners. SUSI Partners AG, który specjalizuje się w inwestycjach wspierających transformację energetyczną, umożliwi finansowanie projektów poprawy efektywności energetycznej w modelu ESCO dla klientów przemysłowych DB Energy o łącznej wartości co najmniej 20 mln euro do 2023 r. Pod koniec października br. DB Energy podpisała już pierwszą umowę na realizację przedsięwzięcia z obszaru efektywności energetycznej. Inwestycja o wartości 29 mln zł dla Słodowni Soufflet Polska sp. z o.o. będzie realizowana w modelu ESCO, a wynagrodzenie należne DB Energy z tytułu rozliczenia projektu – płatne przez okres 10 lat – jest uzależnione od wygenerowanych oszczędności kosztów dla klienta.

Wsparcie partnera finansowego SUSI Partners otwiera nam drogę do dynamicznego rozwoju na rynku ESCO w Polsce. Chcemy jak najszybciej wypełnić nasz portfel zleceń w ramach dostępnego finansowania. W najbliższych miesiącach mamy nadzieję na finalizację kolejnych umów, które są obecnie w ofertowaniu, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy.

Obecnie Ministerstwo Klimatu pracuje nad nowelą ustawy o efektywności energetycznej, której celem jest pobudzenie inwestycji w efektywność energetyczną. Rozważane są takie zmiany, które powinny się przełożyć na wzrost zainteresowania inwestycjami przez klientów i rozwój rynku ESCO.

Berliński potencjał

Spółka zależna, Willbee Energy GmbH, nawiązała pierwsze kontakty biznesowe. We wrześniu br. Willbee Energy uczestniczyła w konferencji ener.CON Europe w Berlinie, największej konferencji poświęconej efektywności energetycznej w Europie. Zarząd ma nadzieję, że podejmowane działania promocyjne przełożą się w kolejnym roku na rozwój biznesu.

Diagsys do komercjalizacji

W II pół. 2020 r. spółka planuje zakończenie fazy technicznej projektu B+R DiagSys. W 2021 roku będzie przeznaczony na komercjalizację projektu.

EIT Digital Challenge nagradza 5 najlepszych scaleupów Europy w 2020 r.

20 najbardziej obiecujących firm zajmujących się zaawansowanymi technologiami rywalizowało w finale prestiżowego konkursu  –  EIT Digital Challenge 2020, który po raz siódmy organizowany jest przez EIT Digital. 5 najlepszych scaleupów otrzymało nagrody o łącznej wartości 350 000 euro oraz międzynarodowe wsparcie rozwoju w ramach programu EIT Digital Accelerator.

Wielki tryumf

Pierwsza nagroda trafiła do firmy Deepomatic z Francji. Pozostali czterej zwycięzcy to Icometrix (Belgia), SwipeGuide (Holandia), Targomo (Niemcy) oraz Wishibam (Francja).

Augustin Marty, dyrektor generalny i współzałożyciel firmy Deepomatic, zdobywca nagrody głównej, uważa to za ogromne uznanie dla pracy jego zespołu. „Nasza firma ma zaledwie pięć lat i otrzymanie przez EIT Digital miana najlepszego startupu zajmującego się zaawansowanymi technologiami w Europie ma w tej chwili naprawdę ogromne znaczenie – to początek ekspansji na międzynarodowy rynek” – stwierdza Augustin Marty.

W tym roku do konkursu zgłoszono rekordową liczbę, bo aż 403 scaleupy z 32 krajów, co stanowi 44% wzrostu w porównaniu z 2019 r. EIT Digital Challenge jest skierowany do europejskich firm, skupionych na szybkim rozwoju oraz szerokiej działalności w Europie i na świecie. Firmy konkurowały w jednym z pięciu strategicznych obszarów innowacji: Digital Tech, Digital Industry, Digital Cities, Digital Finance i Digital Wellbeing.

Prawie 40% kandydatów, 55% z 20 finalistów i 3 na 5 zwycięzców (tj. 60%) to kobiety, które są założycielkami firm lub obejmują stanowiska kierownicze. Dane te obrazują starania jakie EIT Digital czyni na rzecz wspierania europejskich kobiet-przedsiębiorców.

Dalszy rozwój zwycięzców

Pięć nagrodzonych firm dołączy do EIT Digital Accelerator, który w 2019 roku został uznany za jeden z  najlepszych światowych akceleratorów biznesu publicznego i programu o największym zasięgu ogólnoeuropejskim oraz jako Top 4 European Accelerator w raporcie Startup Heatmap Europe.

To nie jest zwykły konkurs, w którym liczy się tylko jeden zwycięzca”, mówi Chahab Nastar, dyrektor ds. Innowacji w EIT Digital. „Elitarne grono 20 finalistów zostało wybranych spośród 403 zgłoszeń. To jedynie 5% najlepszych przedsiębiorstw. Firmy te dynamicznie się rozwijają i mają ogromny potencjał, aby stać się europejskimi historiami sukcesu. Jury dostrzegło szczególny potencjał w tych 5 firmach, które zostaną objęte merytorycznym wsparciem w dalszym, prężnym rozwoju i pozyskiwaniu międzynarodowych inwestorów  w programie oferowanym przez EIT Digital Accelerator” – dodaje Chabab Nastar.

Zwycięskie scaleupy to:

    • Deepomatic (FR) – bezkodowa wizualna platforma automatyzacji do obsługi operacji w terenie za pomocą aplikacji wizyjnych;
    • Icometrix (BE) – pomaga skutecznie kwantyfikować nieprawidłowości w mózgu dzięki rozwiązaniu do obrazowania, opartemu na sztucznej inteligencji;
    • SwipeGuide (NL) – inteligentne instrukcje i procedury pracy za pośrednictwem rozszerzonych aplikacji w celu poprawy produktywności w hali produkcyjnej;
    • Targomo (DE) – rozwiązanie do analizy lokalizacji w celu optymalizacji sieci detalicznych, zapewnienia lepszych usług publicznych i usprawnienia wyszukiwania nieruchomości;
  • Wishibam (FR) – umożliwia tworzenie skalowalnych rynków w oparciu o stan magazynu w czasie rzeczywistym;

Finał konkursu odbył się 12 listopada online.

Ranking portali sprzedających nieruchomości

Zmieniający się rynek, rozwój technologii i narzędzi marketingowych czy PR-owych oferuje nowe sposoby skutecznego dotarcia do klientów. Co ważniejsze, o sukcesie coraz częściej decyduje kreatywność i doświadczenie. Fuzje, przejęcia, atrakcyjne promocje oraz warunki płatności, innowacyjne technologie i narzędzia – sprzedające nieruchomości portale prześcigają się w pomysłach na pozyskanie klientów i mocno konkurują o wysoką pozycję na rynku. – mówi Mariusz Michalski z serwisu magazynprzedsiebiorcy.pl.

Z drugiej strony, od lat notujące duży wzrost i dysponujące olbrzymimi budżetami firmy deweloperskie łączy konieczność podejmowania działań marketingowych w celu uzyskania jak najlepszej sprzedaży wybudowanych nowych mieszkań (tylko w 2019 r powstało ich 207 tys.) i optymalizacji związanych z tym działaniem kosztów.

Tak jak różne są produkty deweloperskie oraz polityka korporacyjna, inne też są strategie sprzedażowe. Oferowane przez portale modele współpracy mogą być bardzo efektywne, ale w istocie sam deweloper i jego założenia marketingowe oraz polityka sprzedażowa (ROI) decydują o tym, czy dany portal stanowi dla niego wartościową opcję współpracy. Poprosiłem firmę SEMSTAR, jednego z doświadczonych liderów sektora marketingu cyfrowego o stworzenie niezależnego zestawienia na podstawie przejrzystych kryteriów analitycznych.

Do wykorzystanych w materiale analiz i zestawień wykorzystaliśmy dwa najlepsze na rynku profesjonalne narzędzie analityczne:

SEMRush to kompletne narzędzie, które pomaga dokładnie zrozumieć, na jakim etapie jesteśmy i gdzie plasują się nasi konkurenci w wynikach wyszukiwarek. SEMRush wyróżnia się wśród innych narzędzi, tym że jest bardzo dokładne i idealnie pasuje do szczegółowych i wysoko zaawansowanych projektów SEO.

SEMSTORM pokazuje działania rywali, co znacznie ułatwia budowanie strategii marketingowej. Korzystając z systemu można ocenić w jakiej kondycji są główni rywale i nadzorować, czy na rynku pojawiają się nowi gracze. W SEMSTORM zobaczysz frazy dostosowane do odpowiedniego źródła. Niezależnie czy tworzysz filmy, opisujesz produkt, czy artykuł – zawsze zobaczysz odpowiednie podpowiedzi. Oprócz samych słów SEMSTORM dostarcza informacji także o tym, ile razy są wyszukiwane, ich trendach, średnim CPC i konkurencyjności.

“Portale internetowe generują ruch głównie z wyszukiwarki Google wyników organicznych i płatnych. Wspierają swoje kampanie re-marketingiem i reklamą display. Pamiętajmy, że developer takie działania może również prowadzić samodzielnie, wyprzedzając portale i docierając z pełną ofertą do potencjalnego Klienta. Zbierając dane o potencjalnym Kliencie i później wyświetlając mu spersonalizowane reklamy” – zauważa Michał Babiak, Prezes SemStar. Uwaga ta ma szczególne znaczenie dla profilu działań B2B, ale należy pamiętać, że portale obsługują też rynek wtórny B2C.

Liderzy sprzedaży nowych mieszkań, czyli najpopularniejsze portale

Wykorzystując narzędzia SEMRush i SEMSTORM analizujące miesięczny ruch SEO wśród portali nieruchomościowych, wynika że liderem jest

  1. otodom.pl (3.920.000), który ma ponad dwukrotnie większą liczbę odwiedzin niż kolejne w czołówce:
  2. nieruchomosci-online.pl (1.480.000),
  3. gratka.pl (1.410.000),
  4. morizon.pl (1.280.000),
  5. rynekpierwotny.pl (500.000),
  6. domiporta.pl (396.000) i
  7. obido.pl (57.000).

OTODOM

Jest częścią Grupy OLX – międzynarodowej firmy specjalizującej się w ogłoszeniach, co pozwala na prowadzenie szeroko zakrojonych badań i wykorzystywania ich do skutecznego docierania do szukających nieruchomości. Otodom to także wciąż najpopularniejszy serwis z nieruchomościami w Polsce, a według najnowszego, raportu PBI Gemius, tylko we wrześniu odwiedzony został przez ponad 4 miliony realnych użytkowników. Aktywnie współpracuje z 975 firmami deweloperskimi.

Z kolei z danych Similarweb wynika, że we wrześniu Otodom zanotował ponad 18 milionów wizyt. W ofercie serwisu znaleźć można mieszkania i domy, a także działki, nieruchomości komercyjne oraz inne inwestycje z całego kraju. Poza największym ruchem, serwis wyróżnia posiadanie obok ogłoszeń z rynku pierwotnego także ofert z rynku wtórnego, co z perspektywy poszukujących, którzy często nie mają jasno sprecyzowanych oczekiwań w początkowej fazie procesu, jest dużym atutem. W końcu, jak wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą Kantar dla Otodom, aż 35% osób, które zdecydowało się na zakup mieszkania z rynku pierwotnego, brało pod uwagę również nieruchomości z drugiej ręki. Portal daje ten wybór i umożliwia poszukującym łatwą migrację pomiędzy dwoma rynkami.

Dodatkowe korzyści klienci otodom.pl czerpią z synergii, która jest wynikiem współpracy z siostrzanym serwisem OLX. Dzięki opcji szybkiego eksportu ofert, mogą oni dotrzeć ze swoją ofertą do nawet 6,45 mln realnych użytkowników miesięcznie (źródło danych: Badanie Gemius/PBI, wrzesień 2020 r.).

Jednocześnie portal podchodzi indywidualnie do strategii prezentacji inwestycji. Badane są zainteresowania użytkowników, oceniane możliwości danej inwestycji, a deweloper otrzymuje propozycję konkretnego zestawu działań promocyjnych w uzgodnionym budżecie. Dział ekspertów ds. zarządzania ofertą na bieżąco sprawdza skuteczność tych działań. Jeżeli zajdzie potrzeba, proponują inne działania promocyjne, również takie dotyczące poprawy jakości samych ofert.

“Otodom to przede wszystkim serwis z największym dotarciem do osób szukających nieruchomości w Polsce. Unikalność naszej propozycji polega na połączeniu wspomnianego zasięgu z oferowaniem wszystkich typów nieruchomości. Dzięki temu stwarzamy deweloperom możliwość dotarcia do szerokiej rzeszy klientów zorientowanych na nowe mieszkania i domy ale również do tych, którzy jeszcze zadają sobie pytanie „wtórny czy pierwotny”. Migracje między tymi rynkami są szansą i źródłem nowej sprzedaży. Jako Otodom dalej stawiamy na zrównoważony rozwój każdego z segmentów rynku, ale warto zaznaczyć, że mocniej rozwijamy propozycję dla deweloperów, czego efektem jest m.in. dedykowany zespół biznesowy oraz zmiany w naszym designie dla rynku pierwotnego, które są dopiero początkiem większej całości. Inne zmiany jakie nas czekają, to pewnością dalsze dostosowanie do realiów pandemii covid19. To przyśpiesza promocję rozwiązań dla sprzedaży bezkontaktowej – intensywniej promujemy oferty ze spacerami 3D oraz firmy umożliwiające zdalną obsługę” – mówi Marcin Kawecki, Head of Primary Market Otodom.

Z uwagi na ogólnopolski zasięg serwisu, oferowany jest jednakowy model współpracy dla wszystkich deweloperów. Jest to stały abonament za prezentację oferty w serwisie (369 zł), który zostaje wzmocniony elastycznym, spersonalizowanym doborem innych form promocji inwestycji. Rozliczenia z klientami biznesowymi prowadzone są na podstawie faktur wystawianych co 30 dni. Portal nie stosuje rozliczeń proforma, ani żadnych zaliczek. Klienci płacą z tzw. dołu za publikację swoich inwestycji (post paid). Rozliczenia dot. publikacji oraz promocji pojedynczych inwestycji, do których można dodać dostępne w jej ramach lokale. W okresie ostatnich 12 m/c portal wygenerował 920 000 leadów dla ofert z rynku pierwotnego. Obecnie w Otodom znaleźć można ok. 1 500 inwestycji deweloperskich z całej Polski, w ramach których mieści się ponad 80 000 mieszkań i domów.

NIERUCHOMOSCI-ONLINE

“Kierunek rozwoju Nieruchomosci-online.pl wyznaczają potrzeby jego użytkowników. Wsłuchiwanie się w nie leży w DNA naszej marki. Portal ułatwia znalezienie idealnie dopasowanej nieruchomości dzięki dopracowanym ścieżkom użytkownika, zastosowaniu algorytmów prezentujących podobne oferty na każdym punkcie styku z marką oraz wprowadzonemu już w 2014 roku standardowi podnoszenia jakości ogłoszeń” – informuje Michał Kurczycki, dyrektor generalny Nieruchomosci-online.pl.

Nieruchomosci-online.pl to portal z największą liczbą ogłoszeń nieruchomości w Polsce. Udostępnia poszukującym ponad 350 tys. ofert i co miesiąc odwiedzany jest przez ponad 4 miliony użytkowników, co daje mu drugą pozycję pod względem popularności. W ciągu ostatnich 4 lat ruch na portalu wzrósł o 300 procent, a tylko w ciągu ostatniego roku liczba poszukujących zwiększyła się o 2 miliony. Portal jest liderem pod względem widoczności w TOP 10 w wyszukiwarce Google. Istnieje na rynku od 2008 roku i konsekwentnie pozostaje niezależny od grup kapitałowych.

W ramach współpracy z portalem deweloperzy mają do wyboru trzy pakiety w rozliczeniu abonamentowym zróżnicowane pod względem stopnia zaawansowania możliwości promowania inwestycji, otrzymują m.in.: nowoczesną i kompletną prezentację inwestycji, dostęp do statystyk odwiedzin, mailing do poszukujących nieruchomości, reklamę kontekstową, czyli promowanie inwestycji wśród ofert z rynku wtórnego, wyświetlanie oferty w sekcji ogłoszeń wyróżnionych na listach nieruchomości, pozycjonowanie inwestycji w portalu oraz kampanię remarketingową inwestycji na największych polskich portalach. Nieruchomosci-online.pl umożliwia też skorzystanie z miesięcznego, bezpłatnego okresu testowego. Portal wyróżnia brak reklam na prezentacjach oraz bezpłatne wprowadzenie inwestycji na portal i ich aktualizacja przez doradców klienta. Poza promocją wynikającą z opcji abonamentowej, mogą oni poznać zalety inwestycji, czytając o niej na blogu Nieruchomosci-online.pl, a także na profilu portalu na Facebooku. Koszt abonamentu to Basic+ 180 zł/miesiąc, Standard+ 250 zł/miesiąc, Optimum+ 500 zł/miesiąc. Obecnie dostępna jest także oferta promocyjna – 4 miesiące w cenie 2 (faktura za 1 i 3 miesiąc, zaś 2 i 4 miesiąc jest gratis).

MORIZON i GRATKA

Apetyt na pozycję lidera ma też inny silny gracz na naszym rynku – RASM. W tym roku Grupa Morizon Sp. z o.o. i Gratka Sp. z o.o stały się częścią Grupy Kapitałowej Ringier Axel Springer Media AG (RASM) i rozpoczęły proces ścisłej współpracy. Serwisy Morizon.pl i Gratka.pl mają wraz z serwisami RASM zasięg ponad 3,12 mln realnych użytkowników miesięcznie w kategorii nieruchomości (dane za Gemius / PBI, lipiec 2020).

“Uruchomienie prowadzonych równolegle kampanii Morizona i Gratki jest dla nas bardzo ważnym wydarzeniem, ponieważ wyznacza początek faktycznej współpracy między naszymi serwisami oraz mediami Ringier Axel Springer Polska. Dzięki rozbudowanej sieci partnerstw z serwisami RASM, Allegro oraz mediami PolskaPress staliśmy się jednym czołowych graczy na rynku nieruchomości w Polsce i mamy możliwość działania na niespotykaną dotąd skalę.” – mówi Jarosław Święcicki, Prezes Zarządu Grupa Morizon Sp. z o.o. oraz Prezes Zarządu Gratka Sp. z o.o.

Gratka.pl to jeden najpopularniejszych serwisów ogłoszeniowych w Polsce. Posiada bogatą bazę ponad 500 tys. ogłoszeń w kategoriach nieruchomości, motoryzacja, praca oraz oferty drobne. Natomiast Morizon.pl to jeden z największych w Polsce serwisów nieruchomościowych, posiadający bazę ponad 300 tys. ogłoszeń sprzedaży i wynajmu mieszkań, domów, działek i innych typów nieruchomości.

Serwisy Grupy Morizon odwiedza co miesiąc ponad 2,3 mln osób, które szukają mieszkania (dane: Google Analytics, za lipiec 2020 r.) Współpracując z Grupą Morizon trafisz do znacznie szerszego grona użytkowników niż za pośrednictwem serwisów skupionych wyłącznie na rynku pierwotnym. Inwestycję prezentowane są nie tylko osobom szukającym mieszkania wśród ofert deweloperskich, lecz także tym, którzy rozglądają się za swoim M zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. W ramach współpracy ogłoszenia zostaną wyświetlone również na Noweinwestycje.pl oraz na Allegro.pl – serwisie, który co miesiąc odwiedza aż 18 mln użytkowników. Portal od lat prowadzi także szeroko zakrojone działania marketingowe w najpopularniejszych polskich serwisach internetowych – na Facebooku, Instagramie oraz w sieci reklamowej Google. Dzięki efektywnie prowadzonym kampaniom jest w stanie dotrzeć miesięcznie do ponad 2 mln użytkowników poszukujących domu lub mieszkania i zdobyć wysokiej jakości leady przy wsparciu o call center – prezentując wybrane inwestycje precyzyjnie dobranym grupom odbiorców, np. z konkretnej lokalizacji lub szukających M w określonej cenie.

Serwis za pośrednictwem działu call center może skontaktować się z wybranymi użytkownikami Morizon.pl i zaproponować im mieszkania z rynku pierwotnego, które mogą ich zainteresować. Gdy Twoja inwestycja znajdzie się już w serwisie, będziesz mógł skorzystać z zestawu skutecznych narzędzi, dzięki którym dodatkowo wzmocnisz widoczność swoich nieruchomości i uzyskasz najwyższe pozycje na listach ofert. W ofercie są też proste w użyciu i skuteczne wyróżnienia, punkty podbić, kampanie display’owe i wiele innych narzędzi pro sprzedażowych. Portal oferuje deweloperom cztery pakiety, które dopasowane są do potrzeb i pozwolą najskuteczniej zdobyć klientów. W obecnej promocji kwoty wynoszą 500 zł za Standard , 1000 zł za Comfort, 2000 zł za Advanced, zaś pakiet Superior kosztuje teraz 4000 zł. Serwis współpracuje z 298 firmami deweloperskimi z rynku pierwotnego.

Po przejęciu przez Ringier Axel Springer Media AG Gratka.pl – jednego z największych i najpopularniejszych serwisów ogłoszeń w Polsce – i zakupie większościowego pakietu akcji MZN Property SA – wydawcy czołowego serwisu nieruchomościowego Morizon.pl, rozpoczął się nowy etap działań mających na celu wzmocnienie pozycji rynkowej obu serwisów.

RYNEKPIERWOTNY

Doświadczenie i skuteczność prowadzonych działań. Od ponad 11 lat pomaga użytkownikom znaleźć wymarzone mieszkanie, prowadząc kompleksową obsługę od doradztwa przy wyborze lokalu, przez możliwość pozyskania kredytu, a nawet dostęp do biura projektowego. Przewidujemy, że w 2020 roku z jego usług skorzysta ponad 4,5 mln osób zainteresowanych zakupem „M”. Dzięki unikalnemu algorytmowi, który stworzyli siedem lat temu zbierają informacje o ponad 250 zachowaniach użytkowników. Każde z nich ma swój scoring, który pozwala na idealne dopasowanie oferty do potrzeb danej osoby. RynekPierwotny.pl to portal zawierający obecnie największą ofertę nowych mieszkań, domów, lokali użytkowych i inwestycyjnych od ponad 1000 deweloperów z całej Polski. W jego bazie znajduje się prawie 70000 nowych nieruchomości, co wg szacunków stanowi ok. 84% ofert z rynku. Serwis co miesiąc odwiedza ok. 450 – 500 tys. unikalnych użytkowników i w tym samym okresie dostarcza deweloperom ok. 60 tys. leadów wysokiej jakości i aktualizuje prawie 2000 ofert nieruchomości.

Model współpracy z deweloperami uzależniony jest od konkretnych potrzeb i wymagań klientów, które są zbierane podczas pierwszej rozmowy. Portal posiada rozbudowany wachlarz produktów – od rozwiązań dedykowanych, opartych o machine learning, które mają na celu osiągnięcie konkretnego targetu sprzedażowego, po standardowe działania marketingowe, wspierające wizerunek naszych klientów. Forma rozliczenia uzależniona jest od produktu, z którego klient chce skorzystać. Może to być abonament lub rozliczenie za efekt. Każdy z klientów w drodze zapytania otrzymuje kompletną wycenę działań, na które się decyduje.

“Oprócz działań dedykowanych i standardowych związanych ze sprzedażą, oferujemy deweloperom również wsparcie PR-owe (ekspozycje w mediach) i SEO-we (nasze wizytówki inwestycji są jednymi z najlepiej widocznych w wynikach wyszukiwania Google) oraz bezpłatne szkolenia marketingowe prowadzone w naszym biurze lub online. Gwarantujemy również stały dostęp do innowacyjnych rozwiązań, które mają na celu jeszcze lepsze dotarcie z ofertą do osób, które będą nią zainteresowane. Od początku istnienia naszego portalu inwestujemy w wiedzę i nowe technologie. Jako pierwsi na szeroką skalę wprowadziliśmy na rynek w 2012 roku wirtualne spacery a rok później usługę pośrednictwa “Znajdziemy dla Ciebie”. Obecnie od kilku lat rozwijamy technologię machine learningową w naszej wyszukiwarce, aby jeszcze lepiej poznać i sprostać wymaganiom naszych użytkowników. Siedem lat temu stworzyliśmy i rozwijamy specjalny algorytm, który bada ponad 250 indywidualnych zachowań osób, które wchodzą na nasz portal. Na ich podstawie tworzymy złożone modele predykcyjne, które pozwalają w ok. 92% dopasować daną nieruchomość do potrzeb użytkownika, tak aby spełniła jego oczekiwania. Dodatkowo, obecnie pracujemy również nad nowymi, niedostępnymi na naszym rynku, rozwiązaniami dla deweloperów, które pozwolą im na skuteczną promocję inwestycji, znajdujących się poza największymi miastami. Mamy wiele planów – część z nich jest obecnie w trakcie weryfikacji, inne już realizujemy, ale nie chcemy ich jednak jeszcze zdradzać. Szykujemy kilka niespodzianek zarówno dla deweloperów jak i użytkowników. Kierunek jest dla nas jasny: użytkownik mobilny i jego potrzeby oraz ciągła optymalizacja działań realizowanych dla deweloperów. Kolejne 5 lat to również dalsze prace nad naszym drugim projektem GetHome.pl, którego celem jest zaspokojenie potrzeb użytkowników, którzy szukają lokali na rynku wtórnym. W październiku, 1,5 roku po premierze, ruch organiczny na serwisie przekroczył pułap 100 000 unikalnych wejść. W tym czasie zyskał również zaufanie ponad 950 agencji pośrednictwa nieruchomości. A to tylko początek.” – informuje Grzegorz Kurowski – Prezes Zarządu Property Group Sp. z o.o. wydawcy portalu RynekPierwotny.pl.

Efektywność serwisu potwierdzają też same liczby:
• współpraca z prawie 1000 firm deweloperskich – 92% z nich to wieloletni klienci, niektórzy są z serwisem niemal od samego początku
• wg badań pracowni PBS – 43% użytkowników korzystających z portalu przyznało, że dzięki niemu znalazło i kupiło mieszkanie od dewelopera
• tylko w ciągu ostatnich 10 miesięcy tego roku, serwis zrealizował z sukcesem ponad 4050 dedykowanych kampanii dla deweloperów
• w 2020 roku dostarczy ok. 695 tys. wysokiej jakości leadów deweloperom

Co ciekawe, portal podjął się inicjatywy stworzenia dedykowanego pisma (kwartalnika) branżowego dla deweloperów “Deweloper&Marketing”, dostarczając przy tym unikalne dane od partnerów merytorycznych, takich jak Nowy Marketing, Senuto, IMM, AdReport (Grupa Stroer) czy Sotrender.

DOMIPORTA

Portal integruje wszystkie segmenty rynku mieszkaniowego na jednej platformie cyfrowej, a 51% odwiedzających serwis to kobiety. Łączy nabywców i posiadaczy nieruchomości, deweloperów, najemców, agencje pośrednictwa, banki finansujące zakup mieszkań oraz podmioty świadczące usługi projektowe. Zakup i sprzedaż nieruchomości w Polsce to wciąż żmudny, wieloetapowy i offlinowy proces. Celem portalu jest jego uproszczenie i dostosowanie do potrzeb wymagających i nowoczesnych użytkowników. Dzięki jego innym markom z sektora wykończeniowo-meblowego – Merkury Market oraz Abra-meble.pl – również aktywnie pomaga tysiącom osób wyremontować i urządzić swoje wymarzone M. Portal stara się spełniać biznesowe potrzeby klientów, a także reklamodawców podchodząc do każdego podmiotu indywidualnie. Oferuje trzy rodzaje pakietów dla deweloperów – w zależności od prezentacji inwestycji w DP – wyróżnienia, cotygodniowego podbicia ogłoszeń, obecności na stronie głównej w top inwestycje i reklamy w Google – Adwords (liczba kliknięć) kosztujące 450, 650 i 850 zł. Współpracuje z 184 deweloperami.

OBIDO

Portal koncentruje się na największych lokalnych rynkach mieszkaniowych w kraju – Kraków, Trójmiasto, Warszawa, Wrocław, oferując użytkownikom poszukującym mieszkań i domów w stanie deweloperskim, najlepiej dopasowanych do ich potrzeb. Oprócz pozostawionych preferencji będących bazą, duży nacisk kładzie na zbieranie danych wykorzystując w tym celu wyspecjalizowany zespół konsultantów i najnowocześniejsze technologie wchodzące w skład laboratorium sztucznej inteligencji. Dzięki tym rozwiązaniom z pracownikami biur sprzedaży kontaktują się osoby faktycznie zainteresowane nabyciem danej nieruchomości, zapoznane z rozkładem, lokalizacją, głównymi atutami i przeważnie ceną, co oprócz oszczędności czasu bardzo często najważniejszego i deficytowego zasobu handlowców, zwiększa prawdopodobieństwo przeprowadzenia transakcji.

W niedalekiej przyszłości obido.pl pojawi się również w Poznaniu, Łodzi i na Górnym Śląsku, gdzie na tę chwilę, podobnie jak w innych miejscach w kraju, realizuje kampanie „obido lite”, z wykorzystaniem sieci partnerskiej. W tym modelu opiera się przede wszystkim na doświadczeniach zebranych z kampanii przeprowadzonych dla ponad pół tysiąca inwestycji deweloperskich. Precyzyjne targetowanie oraz sprawna komunikacja dają przewagę konkurencyjną na zróżnicowanym rynku deweloperskim.

Osoby poszukujące nieruchomości zawsze korzystają z obido bezpłatnie, zaś deweloperom portal oferuje model abonamentowy zaczynający się od 1260 zł miesięcznie.
“Kilka rzeczy sprawia, że obido jest czymś więcej niż tylko wyszukiwarką mieszkań i wyróżnia się wśród platform rynku deweloperskiego, wymienię tylko trzy najważniejsze aspekty. Po pierwsze, w obido użytkownik dostaje oferty lokali dopasowanych do jego preferencji przez mechanizmy sztucznej inteligencji (posiadamy własne laboratorium sztucznej inteligencji dofinansowane z dotacji) wspierane przez profesjonalny zespół niezależnych ekspertów. To dla poszukujących wielkie ułatwienie w rozeznaniu się na rynku, oszczędność czasu i realna pomoc w podjęciu najlepszej decyzji. Po drugie, każde mieszkanie dostępne na obido.pl ma fotorealistyczny spacer 3D, który znacznie ułatwia wybór mieszkania, wszak na rynku pierwotnym duża część dostępnych nieruchomości nie została jeszcze wybudowana. I w końcu po trzecie, trwa właśnie trzecia edycja konkursu obido i RMF FM, w którym każda osoba, która znalazła mieszkanie na obido i kupiła je, może wygrać 300 tys. zł. Jesienią 2020 r. uruchomiliśmy nową odsłonę serwisu obido.pl, która jest jeszcze bardziej przyjazna dla użytkowników i ma zaimplementowane kolejne rozwiązania technologiczne. O wszystkim opowiedzieliśmy podczas konferencji Proptech Ideas 2020, relację z której można obejrzeć na obido.com” – mówi Marian Bruliński, wiceprezes i dyrektor marketingu OBIDO.

Kreatywność i doświadczenie kluczem do sukcesu

Zachowania konsumentów wskazują, że na decyzję – trwającą zwykle od 3 do 6 m/c – dotyczącą zakupu mieszkania, w dużej mierze wpływa dobry marketing i proces komunikacji z klientem (CRM). Konsument przed obejrzeniem oferty „w realu”, analizuje średnio pięć parametrów online. Jeśli trzy z nich będą negatywne, szansa sprzedaży spada o 70 proc. Wśród skutecznych metod dostarczania klientów zainteresowanych zakupem na rynku pierwotnym jest współpraca z ww. portalami mieszkaniowymi.

Warto zwrócić uwagę na to, że większość portali wypracowała ruch dzięki wyszukiwarkom. Dlatego dają także korzyść w pozycjonowaniu ofert (SEO) deweloperów czy ich kolejnych inwestycji, ponieważ zapewniają pojawienie się w TOP 10 najważniejszych słów kluczowych. Tak samo warto również śledzić rozwijający się rynek sprzedaży online oraz nowe narzędzia i oferty portali skierowane do klientów B2B.

Pamiętajmy jednak, że większość portali, jakie podaliśmy w zestawieniu umożliwia wyświetlanie wewnątrz swoich stron reklam graficznych poprzez ekosystem reklamowy Google. Takie rozwiązanie często daje dużo więcej korzyści niż samo ogłoszenie. Możemy wybrać dużo więcej opcji targetowania i wyświetlać reklamy osobom które weszły w interakcję z naszą firmą albo nawet konkurencją.

“W dzisiejszych czasach ogłoszenie w portalu nieruchomości to zwyczajna podstawowa czynność jaką może wykonać developer. Istnieje dużo innych skutecznych rozwiązań:
* Samodzielne reklama w Google (płatna i bezpłatna)
* Remarketing
* Kampania na konkurencję (jeżeli np. użytkownik przeglądał strony innych developerów)
* Kampania w mediach społecznościowych
* Kampania Wideo w YouTube
W wszystkich tych kanałach możemy precyzyjnie targetować danych użytkowników, tak że mamy pewność, że widzi reklamę potencjalny klient wykazujący daną aktywność w tym obszarze. Dokładnie możemy badać statystyki jaka reklamy generuje nam najwięcej zapytań i możliwości sprzedażowych” – dodaje Michał Babiak Prezes SemStar.

Jednak z mojego doświadczenia wyniesionego z kampanii marketingowych i działań sprzedażowych firm deweloperskich, wynika iż w większości są one zainteresowane aktywnością w obydwu wymienionych obszarach, gdyż żaden liczący się na rynku gracz nie pozostawi wolnego pola dla promocji swojej konkurencji.

Autor.: Adam Białas, ekspert rynku, dziennikarz biznesowy, dyr. Core PR

Pandemia uaktywniła oszustów w handlu międzynarodowym

W czasach kryzysu spowodowanego pandemią COVID-19 wiele firm utraciło swoje rynki zbytu lub zostało zmuszonych rządowymi obostrzeniami do czasowego zamknięcia punktów sprzedaży. Dlatego kontakt od każdego nowego odbiorcy wydaje się wielkim sukcesem – trzeba jednak uważać, aby nie paść łupem oszustów. Znów bowiem notuje się wzrost liczby oszustw polegających na podszywaniu się pod duże firmy handlowe, tzw. European Distribution Fraud.

W ostatnim czasie firma faktoringowa Bibby Financial Services odnotowała kilka takich przypadków. Schemat działania oszustów jest podobny: firma odbiera drogą mailową zamówienie o wartości kilkakrotnie przewyższającej jej średnie miesięczne obroty. Wydaje się, że to przysłowiowa gwiazdka z nieba – tym bardziej, że zamówienie jest wystawione przez dużą międzynarodową sieć handlową, np. Leclerc, Auchan, Argos z grupy Sainsbury’s Supermarkets Limited, Carrefour, czy dom handlowy Harrods. Tymczasem, w procesie weryfikacji takiego odbiorcy okazuje się, że zamówienie wystawili oszuści podszywający się pod znane marki handlowe. Interwencje Bibby Financial Services uratowały już klientów przed milionowymi stratami.

Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój cyfrowych kanałów kontaktu. Niestety, uaktywnili się też oszuści, którzy coraz śmielej atakują użytkowników bankowości elektronicznej, klientów firm energetycznych czy kurierskich. Nie ma tygodnia byśmy nie czytali doniesień i ostrzeżeń przed coraz bardziej wyrafinowanymi sposobami kradzieży. Przypadki takie są, niestety, częste również w handlu międzynarodowym.

Oszuści na swój cel chętnie biorą małe i średnie przedsiębiorstwa z Polski, czy szerzej: z Europy Środkowo-Wschodniej. Liczą, że zadowolone z dużego zamówienia od znanej sieci handlowej nie będą zbyt dokładnie go weryfikować, tylko od razu wyślą towar. Łupem oszustów padają zarówno firmy produkcyjne, jak i dystrybutorzy, z różnych branż. Wśród klientów Bibby Financial Services taką nieprzyjemną „przygodę” mieli ostatnio: producent sztucznych choinek, firma handlowa z branży oświetleniowej, czy producent odzieży BHP.

Co powinno zapalić ostrzegawczą lampkę?

Radzi Jolanta Nowakowska, dyrektor sprzedaży na region południowy w Bibby Financial Services: Do firmy przychodzi mailem zamówienie na dużą kwotę, przewyższające standardową skalę działalności (przykładowo: zamówienie opiewa na 300 tys. zł a roczne obroty firmy wynoszą 1 mln zł). Odbiorca przedstawia się jako znana sieć handlowa. Chociaż wcześniej firmy nie miały kontaktu, odbiorca nawet nie prosi o partię próbną. Proponuje natomiast wydłużony termin płatności (standardowo 30 -45 dni, co akurat nie wzbudza podejrzeń). W mailu podpisuje się osoba, którą łatwo znaleźć na stronie internetowej danej sieci handlowej, np. prezes. Zdarza się, że dołączane są wyniki finansowe firmy, czy nawet skan dowodu osobistego prezesa – dokumenty, które zazwyczaj nie występują w korespondencji handlowej. Zamówienie pochodzące rzekomo od dużej sieci trafia do niewielkiej firmy handlowej i dotyczy jednego typu produktów. Z pewnością prawdziwa sieć zamówiłaby je bezpośrednio u producenta, licząc na lepsze warunki.

Do realizacji tak dużych zamówień małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują finansowania zewnętrznego. Dlatego zwracają się do firmy faktoringowej, która przed przyznaniem limitu przeprowadza weryfikację odbiorcy. To właśnie na tym etapie wykrywane jest oszustwo. Najważniejsze, aby zgłosić się do faktora przed wysyłką towaru.

Warto podkreślić, że weryfikacja potencjalnego odbiorcy przez faktora to w zasadzie jedyny pewny sposób uchronienia się przed oszustwem. W opisanych powyżej przypadkach nie sprawdziłaby się nawet polisa ubezpieczeniowa, jest ona bowiem wystawiana w oparciu o dane i rating prawdziwej firmy, pod którą oszuści tylko się podszywali. Po wysyłce towaru pieniędzy nie udałoby się odzyskać.

Weryfikacja odbiorców przez faktora

To standardowa procedura przed udzieleniem finansowania w formie faktoringu. Na tym etapie faktor bada wszystkie powiązania potencjalnego odbiorcy, a także jego sytuację finansową. Wszelkie nietypowe transakcje – np. wyjątkowo duże zamówienia złożone bez wcześniejszych spotkań czy negocjacji – wzbudzają czujność analityków faktora. Sprawdzane są przede wszystkim domeny, z których zostały wysłane maile z zamówieniem. Można do tego celu wykorzystać narzędzie https://who.is/, które pokazuje datę rejestracji domeny. Jeśli okaże się, że było to stosunkowo niedawno, trzy czy cztery miesiące temu, należy podjąć dalsze działania weryfikacyjne. Duże firmy handlowe, zwłaszcza znane marki, działają na swoich domenach z reguły dłużej niż rok.

Kolejny krok, to sprawdzenie prawdziwości zamówienia bezpośrednio w firmie, której nazwą posługuje się rzekomy odbiorca. Można to zrobić nawet samodzielnie, dzwoniąc na infolinię albo korzystając z formularza kontaktowego na stronie internetowej. Powinna to być strona znaleziona przez wyszukiwarkę internetową – nie należy klikać w linki podane w mailu z zamówienia, ponieważ mogą prowadzić na fałszywą stronę, stworzoną tylko po to, by uprawdopodobnić całą transakcję. Faktor również potwierdza zamówienie, najczęściej korzystając ze swoich kontaktów w poszczególnych sieciach handlowych.

Rekomendujemy wszystkim firmom, żeby nie traciły czujności, kiedy otrzymują niespodziewanie duże zamówienie z zagranicznej firmy. Znana marka może początkowo nie budzić podejrzeń, a dokumenty mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, łącznie z pieczątkami czy podpisami osób zarządzających. Ale pamiętajmy: w obecnych czasach bardzo łatwo skopiować podpis, choćby ze sprawozdania finansowego, a nazwiska kupców można namierzyć w mediach społecznościowych. Oszuści się profesjonalizują i chętnie korzystają z trudnego czasu pandemii. Zyskowne transakcje w handlu międzynarodowym to efekt wielu lat pracy i skomplikowanych negocjacji, a nie łut szczęścia – podsumowuje Jolanta Nowakowska z Bibby Financial Services.

Rząd powinien uprościć prawo, zmniejszyć podatki i ratować polską gospodarkę

Zbyt skomplikowane przepisy administracyjne i piętrzące się opłaty – to główni wrogowie polskich przedsiębiorców. Konstytucja dla biznesu, wprowadzona już wiele miesięcy temu, miała rozwiązać problemy, z którymi na co dzień spotykają się właściciele firm. Zamiast ułatwić życie przedsiębiorcom, rząd wydaje pieniądze na nieuzasadnione sprawy publiczne, wprowadza nowe podatki i pogłębia inflację. Reforma systemu administracji publicznej jest szczególne potrzebne teraz, gdy naszej gospodarce grozi recesja. By na rynku odrodził się ruch i płynność finansowa, firmy nie mogą na każdym kroku zderzać się z biurokratycznymi problemami i barierami.

– Jeżeli rząd nie zlikwiduje sztucznych i nie wynikających z przynależności do Unii Europejskiej barier, to trudno sobie wyobrazić, czy po kryzysie polskie przedsiębiorstwa będą w stanie w dalszym ciągu działać – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Już dzisiaj rząd powinien zacząć podejmować działania, które poprawią tę sytuację. Rozwiązania bywają czasami banalnie proste. Niedawno rząd zwykłym rozporządzeniem zlikwidował bardzo wysoką opłatę legalizacyjną dla samochodów strażackich. Kilkaset z nich stało na terenie Polski, nie mogąc brać udziału w akcjach ratowniczych, dlatego, że dokument dopuszczający je do pracy kosztował około 60 tysięcy złotych. Ochotniczej Straży Pożarnej czy lokalnych samorządów nie było na to stać. Jednym rozporządzeniem udało się obniżyć te opłaty o ponad 600%. W podobny sposób musimy zlikwidować bariery wewnętrzne, które przeszkadzają w rozwoju gospodarczym i społecznym naszego kraju. Inaczej kryzys zamieni się w zapaści, a zapaść w spiralę, która nas pogrąży – ostrzega Sadowski.

Grupa R22 notuje ponad 100 proc. wzrost zysku netto w III kw. 2020

Notowana na GPW grupa technologiczna R22 osiągnęła w III kwartale 2020 r. rekordowe wyniki zarówno na poziomie zysku EBITDA, jak i zysku netto. W minionym kwartale zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 6,8 mln zł. To ponad dwukrotnie lepszy wynik niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wyniosły 49,4 mln zł, a zysk EBITDA po wzroście o 16 proc. r/r wyniósł 15,0 mln zł.

– Bardzo dobre wyniki wypracowane w minionym kwartale to efekt działań organicznych, w tym optymalizacji oferty, dosprzedaży czy sprzedaży produktów o wyższej marży. W odróżnieniu od poprzednich okresów, na dynamikę wzrostu w III kwartale 2020 nie miały praktycznie żadnego wpływu przejęcia, a niemal w 100 proc.  efekty naszej pracy w zakresie integracji i optymalizacji biznesów działających w Grupie już rok temu. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W segmencie hostingu Grupa kontynuowała proces budowy i rozszerzania marki cyber_Folks. Jego wymiernym efektem jest rebranding kolejnej marki – Hekko, dzięki czemu od początku listopada pod marką cyber_Folks jest już ponad 100 tys. klientów. Przychody w tym segmencie wyniosły 23,0 mln zł, a zysk EBITDA niecałe 8,0 mln zł i był o 20 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Również w segmencie CPaaS (Communication Platform as a Service) Grupa może pochwalić się dynamicznym wzrostem dzięki działaniom organicznym. W minionym kwartale Grupa pracowała nad pierwszym zagranicznym przejęciem w segmencie, które zostało sfinalizowane w październiku. W wyniku przejęcia Grupy ProfiSMS, R22 została liderem czeskiego rynku transakcyjnej i marketingowej komunikacji SMS i zyskała mocną pozycję na rynku słowackim.

– Dynamiczne wzrosty wyników w minionym kwartale to efekt konsekwentnych działań w zakresie wzrostu bazy klientów, wzrostu APRU oraz sprzedaży usług wyżej marżowych. Skuteczne działania w obu obszarach – rozwoju organicznego oraz akwizycji umożliwią nam długoterminowy rozwój Grupy. Nasza ambicją jest dalszy międzynarodowy rozwój zarówno w regionie Europy Środkowo Wschodniej, jak i w Europie Zachodniej. – dodaje Dwernicki.

Szybko rosną również biznesy SaaS-owe Grupy. Narzędzie marketing automation User.com zwiększyło sprzedaż r/r o 40 proc. Blugento, dostawca sklepów internetowych w modelu SaaS opartych na Magento, w którym aktualnie Grupa R22 posiada 51 proc. udziałów, zwiększył sprzedaż o ponad 50 proc. r/r, a dostawca narzędzi e-commerce dla branży hotelarskiej Profitroom, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami spółki, odnotował w III kwartale 2020 bardzo silnie odbicie wynikające z faktu, iż w sezonie wakacyjnym szczególną popularnością cieszyły się krajowe kierunki wakacyjne. Jest to korzystny trend dla Profitroom, którego większość klientów nastawiona jest na gości turystycznych, a nie biznesowych, którzy w większości dokonują rezerwacji poprzez agregatory ofert. Jednocześnie hotele mocniej koncentrują się na sprzedaży  bezpośrednio przez własną stronę internetową oraz odpowiednim zarządzaniu kanałami sprzedaży, co dodatkowo wspiera popyt na rozwiązania Profitroom.

– Widzimy rosnący popyt na nasze rozwiązania, obecna sytuacja jedynie przyspieszyła widoczne od wielu lat trendy. Pokazuje to, że jesteśmy bezpiecznym biznesem, który dostarcza infrastrukturę i narzędzia użyteczne zarówno na czasy pandemii, jak i tzw. czasy postcovidowe. Jesteśmy przygotowani na wszelkie możliwości, niezależnie jak długo potrwa obecna sytuacja. – komentuje Jakub Dwernicki.

Grupa R22 spodziewa się utrzymania dotychczasowego trendu wzrostu organicznego w segmencie hostingu. Równolegle pracuje nad nowymi przejęciami oraz planuje dołączać kolejne marki hostingowe do cyber_Folks. W segmencie CPaaS w IV kwartale powinno nastąpić mocne przyspieszenia i rekordowe liczby wysyłek komunikatów, dzięki dynamicznemu wzrostowi rynku e‑commerce. Zgodnie z zapowiedziami spółki na wyniki segmentu mocny pozytywny wpływ będzie miało przejęcie ProfiSMS. W segmencie SaaS Grupa chce utrzymać wysoką dynamikę rozwoju.

Wyniki finansowe Grupy Agora w 3. kwartale 2020 r.

3. kwartał 2020 r. był dla Grupy Agora czasem wzmożonej dyscypliny kosztowej i intensywnej pracy nad odbudową wpływów wszystkich jej przedsięwzięć, które mierzyły się z negatywnymi skutkami pandemii. Podjęte działania pozwoliły poprawić wyniki operacyjne segmentów Prasa, Internet oraz Radio. Grupa odnotowała wyższe przychody ze sprzedaży wydawnictw, zwłaszcza prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” oraz publikacji Wydawnictwa Agora, a jej koszty operacyjne spadły o blisko 90 mln zł, przekładając się na pozytywny wynik na poziomie EBITDA.

W 3. kwartale 2020 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 193,0 mln zł i były niższe o nieco ponad 34% w porównaniu z 3. kwartałem 2019 r. W największym stopniu wpłynęło na to ograniczenie wpływów z działalności kinowej związane z administracyjnymi obostrzeniami dotyczącymi funkcjonowania kin w Polsce, w tym ustaleniem limitu widzów na salach kinowych, a także wstrzymaniem premier największych produkcji filmowych. Z tego względu przychody ze sprzedaży biletów do kin sieci Helios zmniejszyły się o ponad 74%, a ze sprzedaży barowej w kinach o prawie 72%. W multipleksach Heliosa sprzedano ponad 932,9 tys wejściówek, czyli o niemal 73% mniej niż w 3. kwartale 2019 r. Według danych Boxoffice.pl w tym czasie liczba biletów sprzedanych w polskich kinach wyniosła ponad 3,4 mln i spadła o prawie 77%1.

Oprócz tego we wszystkich obszarach Grupy zmniejszyły się przychody ze sprzedaży usług reklamowych – łącznie o 18% do niemal 110 mln zł. Największą dynamikę spadku w tym zakresie zanotował segment Film i Książka, głównie z powodu ograniczeń w działalności kinowej i w efekcie mniejszej liczby widzów na seansach filmowych mających kontakt z reklamą. Istotne ograniczenie budżetów reklamowych odczuły też Prasa i Reklama Zewnętrzna.

Dodatkowo, w okresie lipiec – wrzesień 2020 r. Grupa zanotowała niższe wpływy ze sprzedaży usług poligraficznych związane z mniejszą skalą zamówień, a także z działalności filmowej z uwagi m.in. na mniejszą liczbę nowych tytułów w dystrybucji kinowej. Spadek przychodów z pozostałej sprzedaży miał miejsce w segmencie Prasa, głównie w związku z ograniczeniem wpływów z festiwali muzycznych w związku z obostrzeniami sanitarnymi. Wyższe były natomiast wpływy z tego tytułu w segmencie Film i Książka dzięki rozwojowi działalności gastronomicznej, dystrybucji książek w księgarniach internetowych oraz sprzedaży licencji na dystrybucję muzyki poza granicami kraju.

Jedyną kategorią wpływów, które wzrosły w porównaniu z 3. kwartałem 2019 r., były przychody ze sprzedaży wydawnictw wyższe o 5,1%. Przyczyniła się do tego rosnąca sprzedaż dostępów do treści Wyborcza.pl oraz publikacji Wydawnictwa Agora.

Grupa Agora ograniczyła w 3. kwartale 2020 r. koszty operacyjne netto o blisko 90 mln do 197,3 mln zł. Były one niższe we wszystkich segmentach operacyjnych Grupy, a ich największy spadek miał miejsce w segmentach Film i Książka oraz Prasa.

Na poziom kosztów w tym okresie rzutował szereg działań oszczędnościowych podjętych przez Agorę. Część czynników pozwalających na obniżenie wydatków Grupy wynikała też z przepisów prawa – zawieszenia odpłatności za czynsze kin w galeriach handlowych, a także z wpływu pandemii na wybrane formy działalności, m.in. na koszty odpłatności za kopie filmowe i dla producentów filmowych, a także wydatki związane z realizacją kampanii reklamowych. Zatrudnienie etatowe w Grupie na koniec września 2020 r. wyniosło 2 332 etaty2.

Dzięki dyscyplinie kosztowej i pracy nad odbudową wpływów w 3. kwartale 2020 r. Grupa osiągnęła zysk na poziomie EBITDA w wysokości 33,2 mln zł. Strata na poziomie EBIT wyniosła 4,3 mln zł, a strata netto 9,0 mln zł3. Warto pamiętać, że pozytywny wpływ na wynik operacyjny Grupy w 3. kwartale 2020 r. miało dofinansowanie z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w kwocie ponad 10 mln zł.

Wyniki Grupy Agora w 3. kwartale 2020 r. cały czas znajdowały się pod presją skutków wybuchu pandemii COVID-19 oraz działań administracji rządowej, podjętych w celu ograniczenia dalszego rozprzestrzeniania się wirusa. W opinii Zarządu spółki największy negatywny wpływ pandemii na działalność reklamową Grupy widoczny był już w 2. kwartale 2020 r., a w najbliższym czasie tempo spadku wpływów Grupy z tego tytułu powinno wyhamowywać. Działalność kinowa i gastronomiczna Grupy Agora pozostają zależne od decyzji i działań podejmowanych przez władze państwowe, do których firma jest w stanie sprawnie się dostosować.

Obok działań oszczędnościowych i zabezpieczających płynność finansową całej organizacji, zespół Agory realizował w 3. kwartale 2020 r. wiele projektów poszerzających ofertę Grupy i elastycznie dopasowujących ją do aktualnych okoliczności rynkowych. Wśród nich warto zwrócić uwagę na rozwój cyfrowych kanałów sprzedażowych i rozwiązań z obszaru digital. Kolejne sukcesy w tym obszarze odnotowały „Gazeta Wyborcza” i Radio TOK FM. Na koniec września 2020 r. liczba subskrypcji Wyborcza.pl wyniosła blisko 241 tys. i była ona wyższa o 20% w porównaniu z ub.r. Natomiast z dostępów Premium TOK FM korzystało już 24,8 tys. subskrybentów. Cyfrową dystrybucję treści kontynuuje też NEXT FILM, udostępniając kolejne produkcje ze swojego portfolio na platformach VOD, w tym w ramach współpracy z Netflixem. Agora Muzyka poszerza swoją ofertę w serwisach cyfrowych, a Wydawnictwo Agora w księgarniach internetowych. Kulturalnysklep.pl i Publio.pl, czyli księgarnie internetowe Agory, chcąc przyciągnąć kolejnych klientów, wprowadziły nową odsłonę swoich serwisów z dodatkowymi funkcjonalnościami. Ich popularność rośnie, czego dowodem jest miejsce Publio.pl w trójce najchętniej odwiedzanych e-księgarni. Na rozwiązania z zakresu digital marketingu stawiają też zespoły reklamowe Agory, np. Doradztwo Mediowe z Grupy Radiowej Agory, które na coraz szerszą skalę realizuje kampanie internetowe, w tym w formacie audio, czyli cyfrowego dźwięku.

Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 3. kw. 2020 r.

Przypisy:

1 Dane dotyczące frekwencji w kinach sieci Helios raportowane są zgodnie z okresami kalendarzowymi, zaś dane dotyczące frekwencji rynkowej – zgodnie z Boxoffice.pl. W tym drugim ujęciu sprzedaż biletów do kin raportowana jest w okresach, które nie są tożsame z kalendarzowym miesiącem, kwartałem czy rokiem. Liczba sprzedanych biletów w danym okresie mierzona jest począwszy od pierwszego piątku danego miesiąca, kwartału czy roku do pierwszego czwartku przypadającego w następnym miesiącu, kwartale czy roku raportowym.

2 Po wyeliminowaniu efektu obniżenia wymiaru czasu pracy.

3 W ujęciu bez MSSF 16 w 3. kwartale 2020 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 20,7 mln zł, stratę na poziomie EBIT w wysokości 2,7 mln zł oraz zysk netto 0,8 mln zł.

W tym roku nawet o 30 proc. mniej pasażerów w pociągach. Rośnie ryzyko zawieszania połączeń

Praca i nauka w formie zdalnej oraz nieczynne hotele ograniczają ruch pasażerski w pociągach. W czasie najbardziej restrykcyjnego lockdownu wiosną przewozy spadły nawet o 90 proc., a średnio w całym roku spadek wyniesie 20–30 proc. – Jeśli dalej będziemy mieli do czynienia z przymknięciem gospodarki i część osób będzie pracowała zdalnie, to można się spodziewać, że niektóre pociągi zostaną zawieszone – przewiduje Jakub Majewski, prezes zarządu Fundacji Pro Kolej.

– Pierwsza połowa roku na kolei była bardzo specyficzna. Przez pierwsze dwa miesiące było więcej pasażerów w pociągach niż rok wcześniej, co potwierdzało tendencję wzrostową utrzymującą się od czterech–pięciu lat. Potem nagle nastąpiło załamanie, zamknięcie gospodarki, ludzie pozostali w domach, a spadek liczby pasażerów w pociągach sięgnął 90 proc. W wakacje było znowu lepiej, a we wrześniu naprawdę dobrze – przybyło pasażerów, a rynek zaczął się odbudowywać. Były takie województwa, w których brakowało raptem kilku procent do tego, żeby wyrównać wynik z września ubiegłego roku – wyjaśnia sytuację na kolei dr Jakub Majewski w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

W kolejnych tygodniach na zmniejszenie się ruchu pasażerów wpłynęło częściowe przeniesienie nauki do online’u, początkowo studentów i uczniów szkół ponadpodstawowych, potem także uczniów podstawówek. Jak podkreśla prezes Fundacji Pro Kolej, to grupy pasażerów wyjątkowo wiernych kolei. Potem nałożyły się na to wprowadzane restrykcje – zamknięcie hoteli dla gości innych niż biznesowi, a także rządowa rekomendacja wprowadzenia pracy zdalnej w firmach w jak najszerszym zakresie.

Zdaniem eksperta sytuacja raczej nie będzie tak zła jak w pierwszej połowie roku, ale niewątpliwie transport kolejowy – patrząc na wyniki z całego roku – zostanie silnie dotknięty skutkami pandemii. Szacunki dotyczące przewozów pasażerskich pokazują, że w tym roku kolej przewiezie 20–30 proc. mniej pasażerów niż zazwyczaj i przychody będą proporcjonalnie niższe.

– Na szczęście kolej pasażerska w zdecydowanej większości jest wspierana przez państwo. Jest to usługa publiczna, tak samo jak wszystkie pozostałe, np. służba zdrowia, która musi funkcjonować nawet wtedy, kiedy nie przynosi dochodów. W związku z tym część strat przewoźników kolejowych będzie rekompensowana przez budżety państwowe lub samorządowe – dodaje prezes Fundacji Pro Kolej.

Podkreśla, że w pierwszej połowie roku spółki kolejowe otrzymały pomoc publiczną, aby nie doszło do likwidacji połączeń. W wielu miejscowościach kolej była jedynym środkiem transportu publicznego, który w czasie pandemii zapewniał dostęp do usług publicznych.

– Mam nadzieję, że razem z tą drugą falą pandemii pojawią się także środki finansowe dla kolei, żeby ludzie, którzy mają taką potrzebę, mogli dojechać do pracy, np. pracownicy służby zdrowia – podkreśla Jakub Majewski. – Jeśli dalej będziemy mieli do czynienia z częściowym zamknięciem gospodarki, jeżeli dalej część pracowników będzie pracowała zdalnie, to można się spodziewać, że niestety spadki w przewozach będą na tyle duże, że część pociągów zostanie zawieszona.

To wydaje się nieuniknione. PKP Intercity na początku listopada zawiesiło część swoich połączeń. Sytuację przewoźników kolejowych komplikują limity miejsc, które można udostępnić pasażerom. Ze względu na utrzymanie dystansu społecznego tylko połowa miejsc może być zajęta.

– Z jednej strony to dobrze, bo bezpiecznie, ale z drugiej strony przewoźnicy mają dylemat: jeżeli w pociągu mamy garstkę pasażerów, to czy ten pociąg powinien dalej mieć cztery czy pięć wagonów. Musimy znaleźć odpowiednie proporcje między kosztami uruchomienia takiego pociągu a bezpieczeństwem podróżnych. Natomiast jeżeli decydujemy, że to bezpieczeństwo podróżnych jest absolutnym priorytetem, że mimo wszystko pociąg powinien jechać zapełniony tylko w połowie, to należy ze środków publicznych zrekompensować puste fotele, czyli brak możliwości zarabiania – zaznacza prezes Fundacji Pro Kolej. – Jeżeli powiemy przewoźnikom, żeby radzili sobie sami, to jedynym wyjściem będzie odwołanie pociągu i pasażerowie nie pojadą wcale.

W przypadku przewozów towarowych spadek zapotrzebowania nie jest tak duży jak w ruchu pasażerskim, ale jednak bardziej trwały. Jak wyjaśnia Jakub Majewski, gospodarka zwolniła, eksport towarów się zmniejszył, a część fabryk została zamknięta na dłuższy czas i wraz z tym mniejsze były ich potrzeby przewozowe. Z drugiej strony rośnie transport intermodalny, rozwijają się przewozy kontenerowe, bo coraz chętniej i więcej kupujemy zdalnie. Statki przypływają do naszych portów, a dalej towar jest transportowany także pociągami, co zapewnia kolei pewien stały poziom zleceń.

Dobra passa złotego może się wkrótce skończyć. Głównie z powodu gorszej sytuacji epidemicznej i konfliktu z UE

Od minimów z października polska waluta umocniła się do dolara, euro i franka o 4–5 proc. w ciągu zaledwie kilkunastu dni. Wiązało się to z poprawą nastrojów na globalnych rynkach, co skutkowało także ignorowaniem zagrożeń wewnątrz kraju, np. rosnącej liczby zakażeń i protestów społecznych. Jednak przestrzeń do dalszego umocnienia złotego nie jest już duża. Zdaniem Marcina Kiepasa, analityka walutowego Tickmill, największym zagrożeniem byłby twardy lockdown. Na razie jednak, zgodnie z deklaracjami rządu, jego widmo się odsunęło.

Złoty ma za sobą bardzo dobry okres. Jego pierwsza dekada upłynęła pod znakiem wyraźnego, mocnego umocnienia do koszyka walut. Zwraca uwagę szczególnie para euro/złoty – euro jeszcze pod koniec października było najdroższe od 11 lat, tymczasem półtora tygodnia później taniało już o 18 gr – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kiepas, analityk walutowy Tickmill. – To gwałtowne umocnienie złotego to przede wszystkim reakcja na to, co działo się na rynkach finansowych, a więc na wyraźną poprawę nastrojów na globalnych rynkach, połączoną ze wzrostem apetytu na ryzyko. Dodatkowym czynnikiem był silny wzrost notowań eurodolara.

Pierwsza połowa listopada to wzrost indeksów, zarówno szerokiego S&P500, jak i technologicznego Nasdaqa, który lepiej się zachowywał podczas lockdownu niż spółki tzw. starej ekonomii – banki, linie lotnicze etc. Rósł też krajowy WIG20. Mniej stabilne było zachowanie obligacji, gdzie rentowności najpierw wzrosły, co oznacza spadek cen, a potem podążyły w przeciwnym kierunku, ale dopiero w drugim tygodniu listopada. Trend ten był widoczny także na spadku cen złota oraz tzw. indeksu strachu S&P500 VIX. Eurodolar wspiął się na poziomy niewidziane od połowy września.

Pod koniec października euro kosztowało niemal 4,64 zł, za franka szwajcarskiego trzeba było zapłacić 4,34 zł, a za dolara ok. 3,97 zł. W ciągu 10 dni polska waluta umocniła się jednak o ok. 4 proc. do euro, 5 proc. do dolara i 4,4 proc. do franka.

Inwestorzy i rynki finansowe ignorowały czynniki z punktu widzenia złotego niekorzystne, jak np. masowe protesty społeczne, majaczący gdzieś na horyzoncie konflikt między Polską a Unią Europejską w kwestii praworządności czy też systematycznie pogarszająca się sytuacja epidemiczna w kraju – wylicza Marcin Kiepas.

Jego zdaniem nie ma co liczyć na spadki głównych walut większe niż o 3 gr w przypadku euro i dolara oraz 5 gr w przypadku franka. Po osiągnięciu tych poziomów złoty może powrócić do spadków.

– Sytuacja na wykresie polskich par, ale też i otoczenie rynkowe sugerują, że jest jeszcze przestrzeń do umocnienia złotego, niemniej jednak jest już ona istotnie ograniczona. Wydaje się, że poziom 4,45 w przypadku euro, 4,10 dla szwajcarskiego franka i okolice 3,70 w przypadku dolara to są już poziomy docelowe dla spadków tych par walutowych, a jednocześnie potencjalne punkty zwrotne – ocenia analityk Tickmill.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w piątek 13 listopada, że liczba zakażonych koronawirusem wzrosła o przeszło 24 tys. osób przy 57,5 tys. wykonanych testów. W ciągu tamtej doby zmarło 419 pacjentów. Informacja z soboty to już ponad 25,5 tys. zakażeń. W poniedziałek liczba ta była o ponad 5 tys. osób niższa, ale przy zaledwie 35 tys. testów.

Choć na razie premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że nie ma potrzeby wprowadzania twardego lockdownu, sytuacja może się zmienić w ciągu kilku dni. Informację o 90-proc. skuteczności szczepionki stworzonej przez firmę Pfizer osłabia fakt, że wymaga ona przechowywania i transportu w temperaturze -70 stopni Celsjusza, co zwiększa jej koszt.

– Przeciwko dalszemu umocnieniu złotego przemawia przede wszystkim coraz gorsza sytuacja epidemiczna, co już wkrótce może oznaczać twardy lockdown, a to będzie miało negatywne przełożenie na koniunkturę i sytuację w polskiej gospodarce. Można sobie wyobrazić sytuację, że wiele ośrodków analitycznych zacznie obniżać prognozy gospodarcze w związku z drugą falą pandemii w Polsce, nie tylko na IV kwartał 2020, ale również na rok 2021. I to już powinno mieć odzwierciedlenie w osłabieniu złotego – mówi Marcin Kiepas

Na razie zarówno Komisja Europejska, jak i MFW zrewidowały w górę swoje prognozy – szacowany przez te instytucje spadek jest mniejszy, niż oceniały one w poprzednich miesiącach, jednak szacunki te nie uwzględniają sytuacji z ostatnich tygodni. W przyszłym roku obie instytucje przewidują kilkuprocentowy wzrost gospodarczy.

– Ponadto nie jest wykluczone, że Rada Polityki Pieniężnej, która na ostatnim posiedzeniu nie zmieniła swojej polityki monetarnej, a opublikowane prognozy były dość ostrożne, w związku z ewentualnym twardym lockdownem zdecyduje się na jednym z przyszłych posiedzeń, może na najbliższym, obniżyć stopy procentowe do zera. I to jest kolejny czynnik, który nie pozwala już w tej chwili oczekiwać na wyraźne umocnienie złotego – ocenia analityk walutowy Tickmill.

Na posiedzeniu 6 listopada RPP nie zmieniła stóp procentowych, z których jednak referencyjna pozostaje na rekordowo niskim poziomie 0,10 proc. przy inflacji w wysokości 3,1 proc. Według upublicznionej 10 listopada projekcji inflacji i PKB Narodowego Banku Polskiego w całym 2020 roku polska gospodarka ma się skurczyć o 3,5 proc., przy czym nakłady brutto na środki trwałe, czyli inwestycje, spadną o 8,2 proc., a spożycie gospodarstw domowych o 4,2 proc. W obecnej radzie przeważają postawy „gołębie”, czyli skłonne do obniżania stop procentowych, a nie tłamszenia inflacji przez ich podnoszenie, co wciąż nie wyklucza wprowadzenia ujemnych poziomów. Według obecnego harmonogramu kolejne posiedzenie RPP ma się odbyć na początku grudnia.

Trudna sytuacja polskich hodowców i producentów mleka. Mniejszy eksport, lockdown i wahania cen utrudniają sprzedaż

Na liście największych producentów mleka Polska zajmuje obecnie dwunaste miejsce na świecie i czwarte w UE. Doceniają je również krajowi konsumenci. Na sytuację w branży niekorzystnie jednak wpływa pandemia i związane z nią ograniczenia dla restauratorów i hotelarzy oraz wahania cenowe na rynku. – Akcją #DziękujemyŻePijecieMleko chcemy zachęcić do większego spożycia mleka w Polsce, ale też pokazać konsumentom, że za kupowanym przez nich w sklepie mlekiem stoi konkretny hodowca i jego praca – podkreślają inicjatorzy akcji z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

– Pandemia koronawirusa wywołała bardzo duże zaburzenia w branży mleczarskiej. Wyhamowanie handlu zagranicznego spowodowało, że ceny produktów, a zarazem ceny surowca zdecydowanie spadły – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Śmigielska, analityk rynku mleka w Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, wiceprzewodnicząca grupy roboczej Mleko i produkty mleczne w Copa-Cogeca. – Od połowy bieżącego roku ceny w Unii Europejskiej utrzymują trend wzrostowy. We wrześniu średnia cena mleka w Polsce wynosiła 1,38 zł za litr. Przewidujemy, że pod koniec tego roku te ceny wzrosną, natomiast przez pandemię rynek jest nieprzewidywalny i nie wiemy, jakie konsekwencje dla naszej branży przyniesie druga fala.

Na rynku mleka występują średnio trzyletnie cykle koniunkturalne, a ostatnia hossa miała miejsce w 2018 roku, kiedy jego ceny oscylowały wokół 1,50 zł za litr. Jak wynika z danych GUS, pomiędzy styczniem a wrześniem tego roku średnia cena mleka wynosiła 134,21 zł/hl i była o 0,3 proc. niższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Jednak już we wrześniu średnia cena w skupie wynosiła 138,17 zł/hl – co oznacza, że była o 3,7 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej oraz o 5,3 proc. wyższa niż przed rokiem. Co istotne, ceny skupu mleka są mocno zróżnicowane w zależności od województwa, a we wrześniu najniższe otrzymywali producenci z województw małopolskiego, świętokrzyskiego i łódzkiego.

Ekspertka PFHBiPM podkreśla, że pandemia i wywołane nią zawirowania nie są jedynym problemem, z którym muszą mierzyć się polscy hodowcy. W dwóch ostatnich latach była nim również dotkliwa susza, która wpływała na jakość i ilość dostępnych pasz, co z kolei przełożyło się na wzrost kosztów produkcji. Tymczasem cena skupu, którą otrzymują producenci mleka, już i tak w wielu przypadkach jest na granicy bądź poniżej kosztów produkcji.

– W tej chwili – przy zaburzeniach w handlu zagranicznym oraz zamknięciu sektora HoReCa – bardzo wielu przetwórców mleka musiało szybko przestawić się z produktów, które dostarczają do gastronomii, na produkty, które za pośrednictwem handlu detalicznego trafiają bezpośrednio do konsumentów. Obniżki cen produktów powodują również obniżki cen surowca, co niestety odbija się na sytuacji finansowej naszych hodowców i producentów mleka – mówi Dorota Śmigielska.

Branża mleczarska ma istotne znaczenie dla polskiej gospodarki. Na liście największych producentów mleka Polska zajmuje obecnie dwunaste miejsce na świecie i czwarte w Unii Europejskiej, a więcej od nas produkują tylko Niemcy, Francja i Holandia. W naszym kraju utrzymywanych jest ponad 2 mln krów mlecznych, co stanowi 9 proc. unijnego pogłowia, a rokrocznie produkuje się około 14,5 mln ton mleka.

– Branża jest bardzo ważna dla krajowego bezpieczeństwa żywnościowego – mówi ekspertka PFHBiPM. – Polska jest znaczącym eksporterem produktów mleczarskich. W 2019 roku ich sprzedaż zagraniczna stanowiła 7 proc. całego krajowego eksportu produktów rolno-spożywczych i jej wartość wynosiła 2,3 mld euro. Nasze produkty w 73 proc. trafiają do krajów wewnątrzunijnych, ale są bardzo rozpoznawalne także w innych krajach, m.in. na rynku chińskim, w Arabii Saudyjskiej czy Egipcie.

Mimo pandemii popyt na mleko i produkty mleczne nie spada ani na europejskim, ani na polskim rynku. Według danych GUS-u od stycznia do sierpnia tego roku w Polsce wyprodukowano 2 276,2 mln litrów mleka spożywczego, czyli o 5,5 proc. więcej niż w tym samym okresie przed rokiem. Statystyczny Polak każdego roku konsumuje około 220 litrów mleka i jego przetworów.

– Konsument w sklepie wybiera te produkty i marki, które zna i lubi. Nikt tak naprawdę nie zastanawia się, skąd to mleko pochodzi. Poprzez akcję HASHDziękujemyŻePijecieMleko chcemy pokazać konsumentom, że za polskim mlekiem stoi konkretny hodowca i jego rodzina, którzy wkładają w swoją pracę bardzo dużo serca. Dla wielu z nich produkcja mleka czy hodowla bydła mlecznego jest nie tylko pracą, ale również pasją – mówi Dorota Śmigielska.

Organizatorem kampanii #DziękujemyŻePijecieMleko, w której bierze udział ok. 20 tys. krajowych hodowców, jest Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Chce w ten sposób podziękować konsumentom, że świadomie wybierają polskie mleko i jego przetwory. Kampania pokazuje też, jak wygląda produkcja mleka, kto za nią stoi oraz jakie standardy muszą zostać dochowane, żeby produkty mleczne były jak najwyższej jakości.

– Chcemy też pokazać, że mleko nie musi być nudne. Prezentujemy różnego rodzaju dania, które w swoich przepisach wykorzystują mleko i przetwory mleczarskie. Nasza kampania ma pokazać konsumentom, że polskie mleko jest najwyższej jakości i że produkowane są z niego najlepsze produkty, a dzięki temu też przyczynić się do wzrostu jego spożycia w Polsce – mówi analityk rynku mleka w Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Jak wskazuje, produkcja mleka wciąż pozostaje najtrudniejszą i najcięższą produkcją rolną, mimo że na przestrzeni ostatnich 16 lat – od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej – polscy hodowcy poczynili bardzo duże inwestycje w nowe technologie.

– Nasza federacja stara się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom hodowców i dostarczać im takie narzędzia, które pomagają im w codziennej trudnej pracy. Ponad 800 pracowników, w tym zootechnicy, doradcy ogólni i doradcy żywieniowi, którzy bezpośrednio współpracują z hodowcami, co miesiąc pojawia się w gospodarstwach. Pobierają próbki mleka, na podstawie których hodowcy otrzymują pełną gamę informacji dotyczących jego składu, parametrów rozrodu itd. Mamy również komputerowy program do kojarzeń i laboratoria genotypowania, które pomagają hodowcom doskonalić swoje zwierzęta, oczywiście przy zachowaniu prawidłowego żywienia i dobrostanu. To wszystko wpływa na to, że produkt jest jak najlepszej jakości – podkreśla Dorota Śmigielska.

Tegoroczny Black Friday inny niż wszystkie. W niektórych sklepach trwa nawet miesiąc

Black Friday, przypadający oficjalnie w piątek 27 listopada, w tym roku w dużej mierze przeniesie się do online’u. Deklarują tak nawet konsumenci powyżej 55. roku życia – wynika z badania Domodi. Wyprzedaże będą też większe i wydłuży się czas ich obowiązywania. To  widać na stronach internetowych wielu marek, które już na początku miesiąca ruszyły z Black-promocjami. Zmieni się także koszyk zakupowy Polaków, którzy skorzystają z wyprzedaży – zyskają marki odzieżowe i obuwnicze, a mniejszym niż zwykle zainteresowaniem będzie się cieszyć sprzęt RTV i AGD oraz elektronika.

Nasze badanie pokazuje, jak konsumenci z różnych grup wiekowych podchodzą do okazji zakupowych podczas Black Friday. Okazuje się, że aż 73 proc. deklaruje, że w tym roku ich nawyki zakupowe związane z Black Friday się nie zmienią, w tym 45 proc. skorzysta głównie z zakupów online, 5 proc. zrealizuje swoje potrzeby w sklepach stacjonarnych, a 16 postawi na miks kanałów. Z kolei 20 proc. badanych wskazuje, że ich nawyki się zmienią i postawia głównie na zakupy internetowe. Tylko 7 proc. ankietowanych deklaruje całkowitą rezygnację z zakupów w tym czasie – mówi agencji Newseria Biznes Martyna Głowińska, PR i marketing manager Grupy Domodi.

Badanie użytkowników Domodi.pl, Allani.pl oraz Homebook.pl, przeprowadzonego przez Grupę Domodi, było jednak realizowane przed wprowadzeniem obostrzeń, które skutkowały zamknięciem galerii handlowych. Ten ruch ze strony rządu spowoduje, że odsetek osób, które wybiorą sklepy internetowe, może być zdecydowanie wyższy.

We wrześniu, kiedy odbywało się badanie Grupy Domodi, 55 proc. ogółu ankietowanych deklarowało, że co roku ich aktywność zakupowa w trakcie Black Friday skupiała się głównie na kanale internetowym. Klientów przyciąga możliwość szybkiego znalezienia produktu, wysokość rabatów i brak kolejek. Z kolei 14 proc. badanych wybierało głównie sklepy stacjonarne, gdyż lubią sprawdzić produkt przed zakupem, a 24 proc. korzysta z miksu kanałów, przeplatając ze sobą zakupy w sklepach internetowych i stacjonarnych.

– Warto również zwrócić uwagę na pokolenie baby boomers, czyli osoby po 55. roku życia. One coraz chętniej robią zakupy w internecie z różnych przyczyn, ale przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo podczas pandemii – dodaje Martyna Głowińska.

Jak zauważa, różnice między tegorocznym Black Friday a przedświątecznymi wyprzedażami w poprzednich latach będą dotyczyć także wysokości rabatów i czasu trwania całej akcji. Według badanych optymalny czas trwania Black Friday to weekend (wskazało tak 51 proc. osób). Dla 36 proc. idealnym okresem byłby tydzień, a tylko 6 proc. uważa, że jeden dzień. Wiele marek na Black-wyprzedaże zdecydowało się już jednak na początku miesiąca.

Z ankiety Grupy Domodi wynika, że 47 proc. badanych już we wrześniu wiedziało, że na pewno weźmie udział w Black Friday, natomiast 43 proc. pozostaje w tej kwestii niezdecydowanych. Na pytanie, dlaczego jest to dobra okazja do zrobienia zakupów, internauci odpowiadali, że obok niskiej ceny i rabatów cenią także możliwość kupienia większej liczby rzeczy oraz dostępność darmowej dostawy. Wśród wymienianych korzyści istotną okazuje się także zakup rzeczy markowych w atrakcyjnych cenach.

Według ankietowanych najchętniej kupowane podczas wyprzedaży będą odzież i obuwie, kosmetyki, a także wszystko to, co jest związane z wyposażeniem wnętrz. Poza podium znalazły się sprzęty RTV i AGD oraz szeroko pojęta elektronika – informuje przedstawicielka Grupy Domodi. – W branży fashion możemy się spodziewać, że konsumenci będą częściej wybierali odzież domową, dresy i buty sportowe. W poprzednich latach były to raczej sukienki, szpilki i okrycia wierzchnie.

Wrześniowe deklaracje wskazywały również na to, że nie zmieni się budżet, który Polacy przeznaczą na przedświąteczne wyprzedaże. Na pytanie odnośnie do planowanych wydatków 30 proc. badanych wskazało, że zmieści się w przedziale 100–299 zł. 29 proc. zamierza wydać między 300 a 499 zł (w tym przedziale cenowym najwięcej wydadzą osoby w wieku 16–24 i 45–55), 8 proc. ankietowanych wyda 500–699 zł, a 19 proc. nawet 700 zł  i więcej.

Baterie w hulajnogach czy skuterach elektrycznych mogą doprowadzić do pożaru. Zaawansowane systemy zabezpieczeń mogą ostrzec przed usterką i wypadkiem

Skutery czy hulajnogi elektryczne stają się coraz bardziej popularne. Stanowią alternatywną komunikację zwłaszcza w miastach, jednak jak pokazują badania przeprowadzone przez Electrical Safety First, część pojazdów elektrycznych może być niebezpieczna dla ludzi. Prawie wszystkie rowery i hulajnogi elektryczne są zasilane bateriami litowo-jonowymi, ładowanymi z gniazda sieciowego w budynku. Wersje niespełniające norm mogą mieć poważne konsekwencje, prowadzące do pożaru i obrażeń użytkowników.

– Baterie dla samochodów elektrycznych są starannie wyselekcjonowane, produkowane w znanych i audytowanych firmach, zgodnie z obowiązującymi przepisami bezpieczeństwa. Są wielokrotnie testowane, bardzo bezpieczne. W przypadku hulajnóg elektrycznych nie mamy regulacji i istnieje cała masa producentów, którzy po prostu montują te baterie z tanio dostępnych ogniw produkcji dalekowschodniej i tam normy bezpieczeństwa często nie są zachowane – mówi agencji Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes Impact Clean Power Technology.

Hulajnogi elektryczne działają na akumulatorach litowo-jonowych. Te baterie są lekkie, wydajne i mają długą żywotność. Ale nie są niezniszczalne, a co więcej – nie są też całkowicie bezpieczne. W Warszawie np. e-hulajnoga spowodowała pożar, który zmusił do ewakuacji części mieszkańców bloku.

– Najbardziej niebezpieczną częścią baterii litowo-jonowej jest faza ładowania, dlatego musi być ona pod szczególnym nadzorem. Jeżeli są wykonywane w nieautoryzowanej stacji ładowania, nieprawidłowo zabezpieczone od strony elektrycznej, to istnieje prawdopodobieństwo, że taka instalacja może nie zadziałać prawidłowo. Oczywiście każda bateria ma bardzo zaawansowane systemy elektroniczne, zabezpieczające podczas ładowania przed taką sytuacją, ale to tylko technika, która może zawieść – ocenia Bartłomiej Kras.

Badania przeprowadzone przez Electrical Safety First wskazują, że ​​pojazdy z bateriami, które nie spełniają norm, mogą mieć poważne konsekwencje, prowadzić do pożaru i obrażeń użytkowników. Pojawiły się już doniesienia o tym, że uszkodzone baterie zapalają się i eksplodują m.in. w Chinach, USA czy Wielkiej Brytanii. Przykładem mogą być dostępne w wielu miastach Polski hulajnogi na minuty, które wielokrotnie ulegały samozapłonowi.

Warto również pamiętać, że baterie litowo-jonowe podczas wypadków, zderzenia z innymi pojazdami, mogą się rozszczelnić, a opary ciekłego elektrolitu są łatwopalne. W samochodach czy autobusach elektrycznych baterie zazwyczaj są bezpieczne, tylko w przypadku ogromnych zniszczeń może dojść do pożaru. W mniejszych pojazdach, jak hulajnogi czy skutery, baterie są znacznie bardziej narażone na zniszczenie.

– Zapobiec pożarom w pojazdach elektrycznych lub w hulajnogach powinien układ elektroniczny, który musi być w tej baterii zainstalowany. Oczywiście producenci samochodów elektrycznych instalują bardzo zaawansowane układy, nazywane BMS-ami, podobne jak w naszej firmie, które mają wielopoziomowe systemy zabezpieczeń i ostrzegają układ ładowania lub kierowcę przed potencjalną awarią – tłumaczy ekspert.

Systemy zabezpieczeń stosowane w samochodach czy autobusach są wyposażone w czujniki, które reagują na zmianę temperatury, wykrywają nieprawidłowości i wówczas wyłączają cały system. Ponadto baterie produkowane przez renomowane firmy przechodzą testy, np. palenia w laboratoriach. Wszystko po to, by w razie wypadku pasażerowie mogli opuścić pojazd, minimalizują też ryzyko pożaru.

– W hulajnogach elektrycznych to są zwykłe małe pakiety, które nie zawierają zaawansowanych zabezpieczeń, tylko bardzo proste, pojedyncze. Nie zabezpieczają przed potencjalną awarią podczas ładowania. I to jest największe ryzyko w pakietach, gdzie to cena jest głównym wyznacznikiem – mówi Bartłomiej Kras.

Szczepionka na raka szansą w leczeniu najgorzej rokujących nowotworów piersi. Lek łączy w sobie skuteczność chemio- i immunoterapii [DEPESZA]

Dzięki szczepionce przeciwnowotworowej znacznie poprawią się rokowania pacjentów cierpiących na potrójnie ujemnego raka piersi. Lek, dzięki połączeniu działania chemioterapii z immunoterapią, nie tylko z dużą skutecznością zwalczy komórki rakowe, pozwoli też organizmowi zbudować odporność, co zapobiegnie nawrotom. Obecnie trwające badania nad szczepionkami na raka skupiają się wokół leków opartych na przeciwciałach ludzkich i białkach charakterystycznych dla nowotworów. Mogą być one szansą zwłaszcza dla chorych na nowotwory krwi.

– Potrójnie ujemny rak piersi nie pobudza silnych odpowiedzi układu odpornościowego, a istniejące immunoterapie zawiodły w jego leczeniu. W naszym podejściu immunoterapia przyciąga do guza liczne komórki odpornościowe, podczas gdy chemioterapia wytwarza dużą liczbę martwych fragmentów komórek rakowych, które komórki odpornościowe mogą pobrać i wykorzystać do wygenerowania skutecznej odpowiedzi specyficznej dla guza – tłumaczy dr Hua Wang, adiunkt na Wydziale Inżynierii Materiałowej na Uniwersytecie Illinois w Urbanie i Champaign.

Ten typ nowotworu piersi jest jednym z najgorzej rokujących. Jego specyfika sprawia, że mimo stosowania chemioterapii często szybko następuje nawrót choroby. Naukowcom z amerykańskiego Instytutu Wyss (będącego częścią Uniwersytetu Harvarda) udało się połączyć działanie chemioterapii i immunoterapii w jego leczeniu. Oparta na biomateriałach szczepionka przeciwnowotworowa przeznaczona jest do wstrzykiwania w okolicy guza.

– Główną zaletą tego leku jest jego zdolność do wywoływania silnych odpowiedzi immunologicznych bez konieczności identyfikacji antygenów specyficznych dla pacjenta. Równie ważna jest zdolność miejscowego dostarczenia chemioterapii i obejścia poważnych skutków ubocznych chemioterapii ogólnoustrojowej, jedynej obecnie dostępnej metody leczenia choroby – podkreśla dr David Mooney z Instytutu Wyss na Uniwersytecie Harvarda.

W badaniu, które zostało opisane w prestiżowym magazynie „Nature Communications”, udowodniono, że szczepionka może nie tylko leczyć nowotwór, lecz także prowadzić do wytworzenia stałej odporności  na ten typ guza u pacjentów, u których był on usuwany. Potwierdza to eksperyment na myszach, które po ponownej prowokacji komórkami rakowymi wykazywały stuprocentową przeżywalność.

– Ten lek nie tylko aktywuje komórki dendrytyczne za pomocą specyficznych dla nowotworu antygenów TAA w odpowiednim miejscu, ale także zmienia kształt mikrośrodowiska guza, aby umożliwić układowi odpornościowemu większy dostęp do guza, i tworzy pamięć immunologiczną, która zapobiega dalszym nawrotom – przekonuje dr David Mooney.

Pierwsza szczepionka przeciwnowotworowa powstała w 2009 roku i była przeznaczona do leczenia czerniaka skóry. Najnowsze doniesienia American Association for Cancer Research wskazują z kolei, że leczenie spersonalizowaną szczepionką przeciwnowotworową, powstającą z sekwencjonowanych próbek guza i krwi, z których identyfikowane są specyficzne dla nowotworu neoantygeny, będące podstawą opracowania mRNA, może być skuteczne w terapii guzów litych, takich jak m.in. niedrobnokomórkowy rak płuc (NSCLC), czerniak, potrójnie ujemny rak piersi i rak urotelialny.

Naukowcy z Translational Research Institute i University of Queensland pracują natomiast nad szczepionką przeciwnowotworową złożoną z ludzkich przeciwciał połączonych z białkami specyficznymi dla nowotworów. Ma ona być skuteczna w leczeniu nowotworów krwi, takich jak białaczka szpikowa, chłoniaki nieziarnicze czy szpiczak mnogi.

– Najnowsza wersja leku na raka to nowatorska, wielofunkcyjna terapia przeciwnowotworowa, która daje nową nadzieję w leczeniu wielu rodzajów raka. Jest to zasadniczo zupełnie nowa forma chemioterapii skojarzonej, która może być podawana za pomocą pojedynczego wstrzyknięcia i potencjalnie oferuje większą skuteczność przy znacznie niższej toksyczności niż stosowane obecnie konwencjonalne metody leczenia – wskazuje dr n. med. Don Ingber, dyrektor i założyciel Instytutu Wyss na Uniwersytecie Harvarda, prof. w Harvard Medical School.

Obecnie zespół naukowy Instytutu Wyss kontynuuje badania nad połączeniem chemioterapii ze szczepionkami przeciwnowotworowymi. Pozwoli to na przejście do badań przedklinicznych i ostatecznie na badania kliniczne z udziałem pacjentów.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że rak jest drugą najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Statystycznie za jeden na sześć zgonów odpowiadają nowotwory. Z kolei z danych Głównego Urzędu Statystycznego i Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że rocznie w Polsce nowotwory są przyczyną niemal 100 tys. zgonów.

Gowin: plan odbudowy i rozwoju gospodarki oraz tarcza prawna pomogą polskiej gospodarce rozwijać się po pandemii

Plan odbudowy i rozwoju gospodarki oraz tarcza prawna to inicjatywy MRPiT, które pomogą polskiej gospodarce rozwijać się po kryzysie wywołanym przez pandemię COVID-19 – mówił wicepremier, minister rozwoju pracy i technologii Jarosław Gowin podczas dzisiejszego XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski.

Jak poinformował, uczestnicząca wraz z nim w dzisiejszym forum, wiceszefowa resortu rozwoju, pracy i technologii Anna Kornecka stanie na czele międzyresortowego zespołu, który zajmie się przygotowaniem tarczy prawnej. Z kolei za plan odbudowy i rozwoju gospodarki będzie odpowiadał wiceminister Robert Tomanek.

Plan odbudowy i rozwoju gospodarki

Premier Gowin przedstawił uczestnikom forum inicjatywę MRPiT, która ma przyczynić się do przyszłego rozwoju naszej gospodarki. Jak tłumaczył: – Potrzebujemy planu na przyszłość – precyzyjnego planu działań restartu gospodarki. Będzie to przemyślana sekwencja działań na okres po pandemii. Plan odbudowy i rozwoju będzie można wdrażać, liczymy na to, od 3. kwartału przyszłego roku.

– Ratowanie tych, w których uderzyła pandemia, jest obowiązkiem państwa. Jednak dynamiczny rozwój osiągniemy wtedy, gdy postawimy na branże, które są lokomotywami rozwojowymi. Dlatego musimy wprowadzić plan systemowego wspierania takich branż – podkreślił szef MRPiT.

Jak wyjaśnił, w tym celu MRPiT przeanalizuje m.in. to, które sektory polskiej gospodarki mają największy potencjał konkurowania na arenie międzynarodowej. – Będziemy analizowali wpływ sektorów m.in. na: rynek pracy, PKB, wartość ich udziału w eksporcie, czy strukturę własnościową danego sektora – to, gdzie jest największy udział polskiego kapitału – opisywał.

Dodał też, że plan odbudowy i rozwoju musi być efektem wspólnych działań administracji państwowej, przedsiębiorców i środowiska akademickiego.

Wicepremier podkreślił również wagę technologii – zawartych w nazwie ministerstwa – w rozwoju naszej gospodarki po obecnym kryzysie. – Jeżeli chcemy zwiększać przewagi konkurencyjne polskich firm, to musimy w większym stopniu stawiać na nowoczesne technologie – przekonywał.

Zwrócił również uwagę na to, że do MRPiT należy odpowiedzialność, jednocześnie, za obszary gospodarki i pracy. – W czasie pandemii i wychodzenia z kryzysu odpowiadamy za szukanie synergii między oczekiwaniami przedsiębiorców, pracodawców oraz pracowników i związków zawodowych – wskazał.

– Wszystkie działania MRPiT będą czerpały z dialogu z przedsiębiorcami i doświadczenia przedsiębiorców – zapewnił wicepremier Gowin.

Tarcza prawna

Podczas swojego wystąpienia w trakcie forum szef MRPiT zaznaczył też: – Polska gospodarka potrzebuje tarczy prawnej. Ochrony przed nadmiernymi regulacjami. Postanowiliśmy powołać w rządzie międzyresortowy zespół, który zajmie się analizą wszystkich barier utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej. Na czele tego zespołu stanie minister Anna Kornecka.

Jak argumentował, w Polsce od lat borykamy się z problemem nadmiaru przepisów prawa i jego ciągłej zmienności. – Będziemy starali się ograniczać ten „wodospad” legislacyjny. Zdajemy sobie także sprawę z tego, że kluczowym warunkiem powodzenia biznesowego jest przewidywalność. Mam w związku z tym nadzieję, że nie będziecie już państwo zaskakiwani zmianami prawnymi z dnia na dzień – deklarował wicepremier Gowin.

A wiceminister Anna Kornecka zaznaczyła: – Chcemy, by regulacje prawne były przejrzyste i wprowadzane w przewidywalny sposób.

– Konsultacje i komunikacja to fundament działania tego typu zespołów. MRPiT współpracuje z wieloma organizacjami, izbami, które na bieżąco przekazują nam swoje stanowiska. Jestem otwarta na współpracę ze wszystkimi jednostkami i organizacjami, które chcą z nami współdziałać – zapewniła.

XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski

Temat dzisiejszego XIV Forum Przedsiębiorców Małopolski to: Małopolska zielona i cyfrowa. Europejski Zielony Ład i cyfryzacja jako impuls do rozwoju.

Organizatorzy wydarzenia to „Dziennik Polski” i „Gazeta Krakowska” we współpracy z kilkudziesięcioma organizacjami gospodarczymi w Małopolsce, które współtworzą Forum Przedsiębiorców Małopolski.

Jak deklarują organizatorzy, wydarzenie adresowane jest zarówno dla przedstawicieli małych, średnich i dużych firm, freelancerów, a także osób zajmujących kierownicze stanowiska w dużych firmach czy korporacjach. Jak również tych, którzy interesują się biznesem, gospodarką oraz ekologią.

Branża kinowa na progu bankructwa

Kina zostały szczególnie dotknięte przez kryzys spowodowany covid-19. Przy pierwszej fali pandemii zamknięto je jako pierwsze, a zezwolono na otwarcie jako ostatnim. Od 7 listopada ponownie są zamknięte i pozbawione jakichkolwiek przychodów. W odróżnieniu od większości innych branż, kina po powrocie do działalności nie zdołały odbudować przychodów. Wpływy od czerwca do września 2020 roku były niższe o 80% w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku.

Przy drugiej fali pandemii kina, niezależnie od wielkości i modelu biznesowego, pozbawione zostały możliwości ubiegania się o zwolnienia ze składek ZUS, przedłużenia postojowego, czy uzyskania dopłat do pensji. A zwolnienie z czynszów dotyczy tylko kin w galeriach handlowych i nie obejmuje blisko 300 kin tradycyjnych działających w małych i dużych miejscowościach, realizujących 20% całego obrotu branży. Wysokość czynszów płaconych przez kina tradycyjne waha się od 10 do 50 tys. zł miesięcznie w zależności od wielkości miejscowości, a w wyjątkowych przypadkach wynosi nawet kilka razy więcej.

Kina w galeriach nie płacą czynszu w okresie administracyjnego zamknięcia, ale z kolei mają bardzo wysokie koszty stałe ze względu na rozbudowaną strukturę organizacyjną i infrastrukturę w całej Polsce.

– Bez pomocy państwa większość przedsiębiorców prowadzących kina nie będzie w stanie utrzymać zatrudnienia ani powrócić po pandemii do swojej działalności. Branża kinematograficzna to system naczyń połączonych. Skutki jej degradacji przełożą się na wiele branż związanych z kinem, które są ważną częścią polskiej kultury. Dotkną twórców, wykonawców, producentów i dystrybutorów – ostrzega Krzysztof Kajda, radca prawny, zastępca dyrektora generalnego (szef pionu ekspertyzy) Konfederacji Lewiatan.

Polska branża kinowa w liczbach:

  • Blisko 400 kin, które dysponują 1500 ekranami
  • Ponad 300 filmów, w tym ok. 50 polskich, wyświetlanych każdego roku
  • Przeszło 10 tys. pracowników
  • Ponad 60 mln sprzedanych biletów w 2019 roku, w tym 25% stanowiły wejściówki na polskie firmy
  • 1,5% przychodów ze sprzedaży biletów trafia do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
  • 2,1% przychodów ze sprzedaży biletów zasila organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – ZAiKS, ZAPA, SFP

W sektorach kultury i kreatywnych w Polsce pracuje ponad 300 tys. osób, co stanowi około 2% wszystkich zatrudnionych w gospodarce. Wkład kultury do PKB wynosi 3,5%, a więc niewiele mniej, niż wypracowują branże hotelarska i gastronomiczna. Kultura jest siłą napędową dla turystyki, hotelarstwa i gastronomii, co potwierdzają dane dotyczące organizacji festiwali filmowych czy muzycznych.

Co niepodległa Białoruś oznacza dla Polski?

Niepodległa Białoruś będzie ogromnym osiągnięciem dla Białorusinów i ich sojuszników w Europie. Polska, jako państwo sąsiedzkie i członek Unii Europejskiej, powinna aktywnie pomagać w białoruskiej walce o wolne wybory – by wspierać rodzącą się tam demokrację. Jednak dla Polaków jest to nie tylko sprawa idei i poczucia wspólnoty z sąsiadami zza wschodniej granicy. W uwolnieniu Białorusi spod dyktatury rosyjskiej mamy swoje, bardzo wymierne, korzyści. Niepodległa Białoruś, rządzona przez demokratyczne władze, oznacza odsunięcie rosyjskich wpływów i wojsk od naszego państwa – a to przekłada się na bezpieczniejszą przyszłość i lepszą sytuację geopolityczną dla Polski.

– Dla Polski niepodległa Białoruś jest absolutnie kluczowa. Rosjanie przejawiają bowiem bardzo dużą aktywność na terenie Białorusi, próbując wchłonąć jej terytorium do własnego państwa. Niepodległa Białoruś i władza wybrana w wolnych wyborach oznacza odsunięcie groźby rosyjskiego wojska na naszej granicy – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Jeżeli więc możemy wspierać  Białorusinów, jako państwo i społeczeństwo polskie, to jest to niezwykle istotne. Jest to po pierwsze słuszne – z punktu widzenia bezpieczeństwa i dobrobytu Białorusinów, ale mamy w tym też interes poszerzenia przestrzeni wolności i demokracji w Europie – wyjaśnia Roszkowski.

Szeremietiew: prawda jest rozmywana, deprecjonuje się proces dochodzenia do prawdy. To powoduje w życiu społecznym chaos

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Czy Polska może czuć się bezpieczna w dzisiejszym świecie?

Romuald Szeremietiew: Sytuacja jest niejasna. Nie powiem trudna, tylko niejasna. Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie jakie są zagrożenia, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Na świecie ujawniają się dążenia, by dokonać zmiany ładu międzynarodowego, w którym państwo polskie znalazło się po rozpadzie ZSRR i bloku sowieckiego. Obecnie Rosja, Chiny i jeszcze kilka innych ośrodków, jak chociażby świat islamu dążą, aby ład międzynarodowy zmienić.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy rzeczywiście może dojść do rozpadu obecnego ładu?

R.Sz.:Jeżeli takie dążenia będą silne to rozpad nastąpi. Gdyby więc doszło do takiej sytuacji ważne będzie w jakim stopni dotknie to Polski, czy i jak zagrozi jej interesom, czyli co się wówczas z Polską stanie.

M.M./Instytut Jagielloński: Jakie mogą być inne zagrożenia?

R.Sz.:Innym niebezpieczeństwem, które już ujawnia się w Polsce, to inklinacja, która pojawiła się w części elit intelektualnych Zachodu, niestety w państwach sojuszniczych Polski. Dokonuje się tam odrzucenie wartości chrześcijańskich, przebudowa ładu cywilizacyjnego, w którym ukształtowały się narody europejskie, w tym Polacy. Zmieniane są zasady i reguły obowiązujące w społeczeństwie, w tym np. rola prawdy, jak należy do niej dochodzić i jakie powinna ona mieć zastosowanie w relacjach międzyludzkich. W starożytności filozofowie (Arystoteles) stworzyli definicję prawdy: zgodności opisu z faktycznym stanem rzeczy. Współcześnie pojawiają się „narracje” przedstawiające odmiennie ten sam fakt, a mimo to wszystkie uznawane za prawdziwe. W efekcie prawda jest rozmywana, deprecjonuje się proces dochodzenia do prawdy. To powoduje w życiu społecznym chaos. Jeśli nie ma w nim niczego pewnego, wszystko może być względne, relatywne, to nie wiadomo na czym się oprzeć.

M.M./Instytut Jagielloński: Co dokładnie to oznacza?

R.Sz.: W naszym kręgu cywilizacyjnym uważa się, że w życiu zasadą naczelną jest postępowanie zgodne z moralnością. To jest odrzucane, jako niepraktyczne, nierozsądne, a do tego mamy podporządkowanie moralności prawu stanowionemu. Obowiązujące w życiu społecznym i tym samym moralne staje się to, co zostanie zapisane w przepisach, gdy powinno być odwrotnie, to prawo pisane musi być zgodne z zasadami moralnymi. Moralność jest bowiem pierwotna, a prawo stanowione musi z niej wynikać, być z nią zgodne. Mamy przykład – kwestię ochrony życia poczętego. Są głosy, aby zagadnienie natury moralnej (nie wolno zabijać) rozstrzygnąć przepisem dopuszczającym zabijanie nienarodzonych (prawo do aborcji). I tego domagają się ludzie, którzy jednocześnie są przeciwni stasowania kary śmierci dla sprawców najcięższych zbrodni. To przecież jest chaos.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy można powiedzieć, że to początek końca wiary?

R.Sz.: Chrześcijaństwo, a nawet dokładniej katolicyzm, to fundament naszej cywilizacji. Rola jaką w dziejach Polski odgrywał Kościół katolicki, wspomnijmy prymasa Wyszyńskiego, papieża Jana Pawła II – czy możemy to wszystko po prostu wyrzucić? A widzimy, że ten właśnie element naszej cywilizacji jest w tej chwili brutalnie atakowany. Z historii Europy tego rodzaju ataki miały miejsce w okresach nazywanych rewolucjami, tak było w czasie „wielkiej” rewolucji francuskiej w końcu XVIII w., w Rosji (rewolucja bolszewicka 1917 r.) i w państwie sowieckim, a wspomnijmy, co działo się w republikańskiej Hiszpanii w drugiej połowie lat 30-tych. Masowo niszczono świątynie, mordowano duchownych i wiernych. To w historii wydarzyło się, a teraz zapowiedź czegoś podobnego pojawia się w Polsce. Rysuje się wiele zagrożeń, które nawet mogą unicestwić polskie państwo. W kwestii bezpieczeństwa Polski mamy wielki znak zapytania.

M.M./Instytut Jagielloński: Tu muszę zapytać. W takim razie co Polska na to? Jaka powinna być jej prawidłowa reakcja?

R.Sz.: Jaka była postawa Polaków w trudnych okresach dziejów – Polacy byli solidarni, bronili wartości, tego wszystkiego, co uważali za cenne, obowiązywał patriotyzm. Potrafili też wiele poświęcić i zwyciężali. To powinna być wskazówka jak się należy zachować dziś, a mamy łatwiej – broniąc polskości nie musimy przelewać krwi. Dlatego też nie możemy dopuścić, aby dzieje Polski, dokonania, bohaterowie, to wszystko zostało przekreślone, lub „tylko” zapomniane. Trzeba mieć świadomość, że w próbie demontażu państwa polskiego o to też chodzi ludziom, którzy dziś wprowadzają zamęt.

M.M./Instytut Jagielloński: Jakie może to nieść ze sobą konsekwencje?

R.Sz.: Jak najgorsze, tak przecież w końcu XVIII w. doszło do rozbiorów wielkiej Rzeczypospolitej. Ja jednak, choć to, co dzieje się dziś w Polsce mnie osobiście irytuje, jednak nie przeceniałbym znaczenia tych awantur. Po prostu od kiedy wybory wygrała Zjednoczona Prawica jest ona bezustannie atakowana. Jak dotąd przegrani nie zdołali jednak wygrać wyborów, większość społeczeństwa ciągle jest po stronie obozu patriotycznego. To co teraz się dzieje nie jest więc niczym nowym i mam nadzieję, że tak jak poprzednie awantury, umrze śmiercią naturalną. Władze państwowe zachowują się rozsądnie, nie stosują środków przymusu (a mają prawo) i niektórzy mają o to pretensje, ale to właściwe zachowanie; awanturnikom zależy na tym, aby sprowokować rozlew krwi. Z drugiej strony liderzy Zjednoczonej Prawicy podejmują czasem działania, które zrażają zwolenników. Jednak te problemy ciągle sami możemy rozwiązywać tak długo, jak długo nikt nie wtrąci się z zewnątrz, czyli jeśli będzie trwać obecny ład światowy.

M.M./Instytut Jagielloński: Kto dziś ogrywa rolę globalnego hegemona?

R.Sz.: Ciągle USA. Wynika to chociażby z potencjału i siły militarnej, którą dysponują Stany Zjednoczone. Są jednak – jak wspomniałem – ośrodki polityczne, które to kwestionują i chciałby doprowadzić do tego o czym mówi m.in. prezydent Rosji Władimir Putin – by powstał układ wielobiegunowy, jakiś „koncert mocarstw”. Taki układ w świecie powstał po klęsce Napoleona na początku XIX w.. Wtedy wielkie mocarstwa uzgodniły między sobą swoje strefy wpływów. Ten porządek był dla Polski niekorzystny, ponieważ strefy wpływów oznaczały, że utrzymany będzie podział Rzeczpospolitej. Dlatego nie mogliśmy odzyskać niepodległości, głównie z tego powodu właśnie. Dziś Rosja uważa, że należy się jej jakaś strefa wpływów, wskazuje nawet, gdzie ona rozciąga się. Kreml posługuje się pojęciem tzw. bliskiej zagranicy, terytoriów, które powinny być przez Moskwę kontrolowane. Pojawiają się dywagacje, czy i Polska jest tą „bliską zagranicą” – tutaj znane powiedzenie: „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”, czy może Polska ma być w strefie niemieckich wpływów, jeśli Berlin zechce zagrać w moskiewskim koncercie mocarstw.

M.M./Instytut Jagielloński: Taki podział stref trochę przypomina sytuację z 1939 r., czy można powiedzieć, że pakt Ribbentrop-Mołotow jest wciąż aktualny?

R.Sz.: Zwracałem uwagę, że granica ustalona przez pakt Ribbentrop-Mołotow to nie jest tylko miniona przeszłość, dziś bez znaczenia. To był kolejny po rozbiorach Polski podział stref wpływów między mocarstwem rosyjskim a niemieckim. A biorąc tamto rozgraniczenie pod uwagę i spoglądając na mapę współczesnej Polski widzimy, że Polska jest w całości tam, gdzie w 1939 r. Stalin widział ziemie przynależne Hitlerowi. Jeśli więc Polska jest „u Niemca” to inaczej powinna wyglądać nasza polityka – mamy kierować się tym, co zdefiniuje Berlin. Minister Radosław Sikorski już apelował, żeby Niemcy objęły przywództwo w Europie. Znamienne, że w Polsce dziś pojawiają się bardzo reklamowane opracowania, które przekonują, iż w 1939 r. Polska powinna była pójść z Hitlerem. To wygląda niczym przygotowanie do umiejscowienia Polski w strefie wpływów niemieckich. Czy dlatego rząd Zjednoczonej Prawicy podkreślający suwerenność Polski, współpracujący ze Stanami Zjednoczonymi, przeszkadza?

M.M./Instytut Jagielloński: Panie ministrze w takiej sytuacji trudno mówić, że jeden podmiot ma realną siłę w świecie w dzisiejszych czasach. Czy to oznacza, że nasz świat jest wielobiegunowy?

R.Sz.: Oczywiście, nawet możliwości USA nie są nieograniczone, ale myślę, że przez najbliższe dziesięciolecia świat jednak będzie jednobiegunowy. Podzielam pogląd, który wyraził George Friedman („Następne sto lat”), że Stany Zjednoczone, przy wszystkich swoich brakach i kłopotach, ciągle posiadają wielkie siły witalne i zachowają supermocarstwową pozycję. USA w XX w. zbudowały pozycję supermocarstwa i niewiele wskazuje, aby musiały z niej abdykować.

M.M./Instytut Jagielloński: Co w takim wypadku jest najistotniejsze dla Polski?

R.Sz.: Dla nas ważne, aby nie udało się zmienić Polaków w nierozumną masę odrzucających dewizę Bóg-Honor-Ojczyzna. O to właśnie dziś toczy się bój, na szczęście bezkrwawy. To jest bolesne powodując podziały Polaków i dla nas trudne, ale wierzę, że dobro zapisane w polskich dziejach ostatecznie zwycięży.

M.M./Instytut Jagielloński: Jaką rolę w przyszłości może odegrać „projekt Trójmorza”?

R.Sz.: Ten projekt jest ogromnie ważny dla bezpieczeństwa Europy i Polski. To jest może zbyt daleko idące porównanie, ale można powiedzieć, że sytuacja jest jakoś podobna do czasów Kazimierza Wielkiego. Król Kazimierz tworzył siłę militarną i gospodarczą, ale także cywilizacyjną państwa. Wielką rolę odgrywała Akademia Krakowska, w której intelektualiści odwołujący się do moralności formułowali rozwiązania, które Królestwo Polskie wcielało w życie i powstała unia z Litwą. Czymś podobnym jest projekt „Trójmorza”. Mamy kwestie gospodarcze np. budowanie połączeń północ-południe, są zaangażowania finansowe, także różne plany w dziedzinie kultury i nauki. Widzimy, że w trakcie ostatniej wizyty prezydenta RP na Ukrainie podpisano umowę o bliskiej współpracy Odessy z Gdańskiem. Powstaje oś przepływu towarów miedzy portami Ukrainy i Polski, a mamy też budowaną trasę lądową Via Carpatia. Pojawiła się istotna dla regionu osłona wojskowa, flanka wschodnia NATO. Jest bardzo dużo inicjatyw, które tworzą sieć powiązań dla realizacji wspólnych interesów w obszarze między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Adriatykiem.

M.M./Instytut Jagielloński: Czy projekt „Trójmorza” może liczyć na wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych?

R.Sz.: Możemy liczyć na USA i to nie jest tylko pogląd prezydenta Donalda Trumpa. Departament Stanu wśród zadań polityki amerykańskiej wpisał „Trójmorze” jako jedno z zadań, co oznacza, że projekt jest ważny dla USA i tak go postrzegają elity amerykańskie. To zaś gwarantuje, że ta polityka będzie kontynuowana nawet jeśli Trump przestanie być prezydentem USA. Wspomnijmy „flankę wschodnią” NATO z mocnym udziałem USA. Ten militarny aspekt łączy cały region i zapewnia wojskową współpracę dla obrony przed zagrożeniem, jakie generuje Federacja Rosyjska. Zatem projekt” Trójmorza”, to gwarancja bezpieczeństwa Polski.

M.M./Instytut Jagielloński: Co zrobić, żeby wzmocnić pozycję Polski w świecie? Czy powinniśmy przyjąć jakąś konkretną strategię?

R.Sz.: Wiele zależy od tego, co Polacy będą mieli w głowach i w sercach. Józef Piłsudski mówił, że w dziejach narodów istotne są nie tylko czynniki materialne, ale także sfera wartości duchowych, mówił, że są to „imponderabilia”. Mają one ogromne znaczenia dla życia narodu. Istotne jest jaka jest polska elita, którą można nazwać „mózgiem narodu”. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę Hitler i Stalin planowo niszczący polskie elity. Dlatego jest tak bardzo ważne, żeby naród polski odbudował elitę, która w sercach i w umysłach będzie miała Polskę, będzie rozumiała interes narodowy i działała zgodnie z nim. Natomiast w ww. sprawach zagranicznych trzeba realizować to, co budujemy we współpracy z naszymi sojusznikami.

Romuald Szeremietiew: dr hab. nauk wojskowych, wykładowca akademicki, autor książek i artykułów. W PRL działacz niepodległościowy (KPN, PPN), więzień polityczny; w III RP poseł na Sejm, wiceminister i p.o. minister obrony narodowej, dyrektor instytutu prawa i dziekan wydziału prawa KUL (Stalowa Wola), profesor AON/ASzW. Odznaczony krzyżem wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Nowy rekord w polskim crowdinvestingu. Kombinat Konopny zebrał 4,2 mln zł w niespełna 40 minut!

O godz. 16:20 w poniedziałek (16 listopada) na platformie Crowdway.pl ruszyła kampania crowdfundingowa spółki Kombinat Konopny. Już w niespełna 40 minut (o 16:58) padł nowy rekord polskiego crowdfundingu udziałowego. Na konto firmy założonej przez Macieja Kowalskiego – pioniera uprawy i przetwórstwa konopi w Polsce – wpłynęło 4 200 000 zł od ponad 700 inwestorów. Spółka przeznaczy środki na zwiększenie skali upraw konopi włóknistych oraz uruchomienie produkcji olejków CBD i wyrobów tekstylnych.

W Kombinat Konopny zainwestowałem już blisko 4 miliony zł, dwa lata pracy, kilkanaście lat doświadczenia i sto procent zaangażowania. Dziś branża konopna przeżywa swoje ‘momentum’ w Polsce i na świecie. To najlepszy czas, by Kombinat nabrał wiatru w żagle i stał się liderem odbudowy polskiego rynku konopnego. To się dzieje tu i teraz, dzięki grupie ponad 700 inwestorów społecznościowych! Ogromnie dziękuję za tak niesamowity odzew! – powiedział Maciej Kowalski, prezes Kombinatu Konopnego SA.

Kombinat Konopny powstał w 2019 roku. Jego twarzą jest Maciej Kowalski – inicjator przetwórstwa konopi włóknistych w Polsce. Był założycielem i w latach 2014-2018 prezesem firmy HemPoland, która z chwilą przejęcia przez kanadyjską spółkę The Green Organic Dutchman wyceniona została na 100 mln zł. Branżowy aktywista i popularyzator wiedzy o konopiach był też rzecznikiem prasowym stowarzyszenia Wolne Konopie (w latach 2011-2014).

– Kombinat to idealne połączenie perspektywicznej branży oraz eksperta, który jest jednocześnie prezesem spółki i ambasadorem segmentu konopi w Polsce. Firma od kilku tygodni wzbudzała ogromne emocje wśród inwestorów. Odnotowała rekordową liczbę zapisów na powiadomienia o starcie kampanii. Spodziewaliśmy się nieprzeciętnego zainteresowania inwestorów, ale efekt przerósł nawet te oczekiwania! Serdecznie gratulujemy spółce i dziękujemy inwestorom za wpłaty i to w tak szybkim tempie – powiedział Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny Crowdway sp. z o.o. (platforma Crowdway.pl).

Konopna rewolucja

Według raportu Polityka Insight Research[1] w 2019 roku przychody rolników z upraw konopi przemysłowych w Polsce wyniosły 36 mln zł. Wartość przychodów firm zajmujących się przetwórstwem CBD przekroczyła w tym czasie 210 mln zł. Szerokie możliwości zastosowania konopi m.in. w medycynie, gastronomii, włókiennictwie czy budownictwie sprawia, że uprawy tej rośliny każdego roku zyskują coraz większą popularność. W rezultacie rynek konopi określany jest jako jeden z najdynamiczniej rozwijających się w ostatnich latach.

Kombinat Konopny dzierżawi 40 hektarów pola w okolicy Elbląga, na którym uprawia konopie włókniste. Posiada autorskiej konstrukcji maszyny oraz opracowane przez zespół spółki technologie przetwórstwa konopi i wydobycia włókna.

Obecnie firma ma w ofercie suplementy diety w kapsułkach oparte na konopiach włóknistych, “Zioła na dobry nastrój” i “Zioła na koncentrację”, oprócz tego konopie dekarboksylowane, przygotowane na potrzeby dalszego przetwórstwa, a także pyłek konopny i kwiaty konopi włóknistych. Po pozyskaniu budżetu ze zbiórki crowdinvestingowej do sprzedaży mają trafić także: olejek CBD (2021) i tekstylia (2022). Kluczowa dla spółki jest pełna kontrola nad całym procesem produkcji, od zasiewu, po etykietę na produkcie końcowym.

– Udało nam się opracować przełomową technologię, która znacznie obniża koszty produktu końcowego. Dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować bezkonkurencyjne ceny przy zachowaniu pełnej gwarancji jakości. Dla przykładu średnia cena rynkowa produktu zawierającego 500 mg CBD wynosi 120 zł, my będziemy mogli zaproponować je w cenie niższej nawet o 75 procent! Obok wprowadzenia na rynek olejku CBD w najniższej na rynku cenie, naszym celem jest zaopatrywanie europejskich producentów odzieży i obić tapicerskich w najlepszej jakości materiały 100 proc. polskiej produkcji – zapowiada Maciej Kowalski.

Plony Kombinatu

Pozyskane w emisji crowdfundingowej środki Kombinat Konopny zamierza przeznaczyć na zwiększenie skali produkcji rolnej, instalację maszyn włókienniczych, wyposażenie linii produkcji olejków CBD w przemysłowej skali, rozbudowę zakładu, zwiększenie zatrudnienia i pokrycie niezbędnych kosztów operacyjnych. Pakiety inwestorskie startowały od 420 zł. W ramach crowdfundingowych bonusów spółka zaplanowała: szkolenie lub kolację z Maciejem Kowalskim, możliwość zostania partnerem handlowym, uczestnictwo w zamkniętej grupie R&D czy zaproszenie na żniwa.

5-letnia strategia ma przygotować Kombinat Konopny do debiutu na giełdzie. Do 2025 spółka zakłada rozwinięcie produkcji, pozwalającej na osiągnięcie rocznych przychodów na poziomie 25 mln zł przy 25 proc. marży EBITDA.

EKOnopne tekstylia i olejki CBD

Rosnąca świadomość ekologiczna sprzyja rozwojowi Kombinatu Konopnego. Uprawy konopi wykazują znacznie niższe zużycie syntetycznych nawozów i pestycydów niż na przykład uprawy bawełny. Według szacunków Komisji Europejskiej rynek produktów tekstylnych w Europie jest wart blisko 170 miliardów euro rocznie. – To pokazuje, jak ogromny jest jego potencjał, a do realizacji poziomów przychodu założonych w naszej strategii wystarczy osiągnięcie zaledwie 0,002 proc. udziału w tym rynku – wyjaśnia Maciej Kowalski. Produkowane z poszanowaniem środowiska włókno konopne, w połączeniu z jego wyjątkową wytrzymałością, czyni z niego znakomity surowiec zarówno do produkcji odzieży, jak i tapicerek meblarskich i samochodowych, gdzie trwałość wyrobów jest jedną z ważniejszych cech użytkowych.

Z kolei na potrzeby wytwarzania produktów z CBD Kombinat Konopny tworzy plantacje z odpowiednimi odmianami rośliny, zawierającymi optymalny poziom kannabinoidów. Stosowanie wysokiej jakości kwalifikowanego materiału siewnego zapewnia bezpieczeństwo i legalność produktów. Do przekształcenia występującego w surowej roślinie CBDA w aktywną formę CBD wymagany jest proces dekarboksylacji, który spółka prowadzi w unikalny sposób bez użycia wysokiej temperatury. Dla zachowania pełnej powtarzalności pomiędzy poszczególnymi partiami, surowce i gotowe produkty poddawane są analizom laboratoryjnym na każdym etapie.

Rynek legalnych konopi

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, dopuszczone do uprawy w Unii Europejskiej są wyłącznie odmiany konopi znajdujące się we wspólnym katalogu odmian roślin rolniczych, publikowanych przez Komisję Europejską. Uprawa konopi włóknistych jest w Polsce legalna, w przeciwieństwie do konopi indyjskich, które zawierają wysokie stężenie odurzającego składnika THC (TetraHydraCannabinol). Z kolei zawarty w konopiach siewnych CBD (skrót od Kannabidiol) jest najważniejszą substancją aktywną popularnych suplementów diety.

[1] Rozwój rynku uprawy i przetwarzania konopi przemysłowych w Polsce, lipiec 2020

Creepy Jar bije kolejny rekord sprzedaży. Stan gotówki w kasie zwiększył się o 5.5 mln zł

Do 30,6 mln zł wzrosły przychody Creepy Jar na koniec trzeciego kwartału bieżącego roku. To o ponad 560% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Stan gotówki w kasie na koniec kwartału zwiększył do 24 mln zł.

Niespełna 7.6 mln zł wyniosły przychody ze sprzedaży Creepy Jar w minionym kwartale. To blisko 3-krotnie więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Świetne wyniki to konsekwencja wprowadzenia do gry GREEN HELL trybu kooperacji (CO-OP MODE UPDATE). Niewielka strata netto w trzecim kwartale 2020 r. (275 tys. zł), to następstwo ujęcia w księgach rachunkowych niegotówkowych kosztów związanych z „Programem Motywacyjnym na lata 2020-2022”. – Operacja księgowa ma charakter niepieniężny, a faktyczną kondycję spółki w minionym kwartale pokazują przepływy pieniężne netto w wysokości 5.5 mln zł i gotówka w kasie, która zwiększyła się do 24 mln zł z 18.5 mln zł na koniec drugiego kwartału. Dodatkowo na koniec września mieliśmy 3.6 mln zł należności krótkoterminowych. Liczymy też, że dodatni wpływ na wyniki 2020 r. będzie miała także pozytywna interpretacja w zakresie opodatkowania dochodów z IP BOX – podkreśla Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Na wyniki finansowe Creepy Jar w 2020 r. będzie miała również wpływ premiera GREEN HELL na Nintendo Switch, która miała miejsce w październiku bieżącego roku oraz promocja cenowa gry związana z okresem świątecznym. – Nie znamy jeszcze wyników sprzedaży na Switchu, ale odbiór gry jest bardzo dobry. Wydaje nam się, że potencjał gry na wszystkie trzy główne konsole sumarycznie bardzo wysoki. – podsumowuje Krzysztof Kwiatek. Premiera GREEN HELL na konsole Xbox i PlayStation spodziewana jest na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2021 roku.

Grupa Develia publikuje wyniki za III kw. 2020 r.

  • W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 318,5 mln zł wobec 714,2 mln zł rok wcześniej. Spadek przychodów jest efektem znacznie mniejszej liczby przekazanych mieszkań w okresie styczeń – wrzesień br.
  • Zysk netto Grupy wyniósł 23 mln zł wobec 158,6 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.
  • W ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 r. Develia sprzedała 781 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 928 w analogicznym okresie 2019 r. W ciągu trzech kwartałów deweloper przekazał 746 lokali wobec 1778 rok wcześniej.
  • Na koniec września 2020 r. Develia posiadała 440,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych, co pozwala realizować kolejne inwestycje.
  • Na przełomie III i IV kwartału Spółka pozyskała prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w inwestycjach Centralna Park w Krakowie, Ceglana Park w Katowicach i Prestovia House w Warszawie.

– Po wymagającym ze względu na pandemię pierwszym półroczu, w III kwartale br. nastąpiła stabilizacja sytuacji na rynku nieruchomości. Po słabszym II kwartale sytuacja sprzedażowa poprawiła się zauważalnie w III kwartale. Klienci, którzy ze względu na pandemię odkładali zakup w czasie, wrócili do biur sprzedaży i chętniej podejmowali decyzje zakupowe. Jednak sytuacja na rynku jest dynamiczna, a rosnąca liczba zachorowań nie pozostanie bez wpływu na nastroje konsumenckie. Mimo to, ze względu na dużą liczbę rezerwacji na koniec III kwartału i nowe inwestycje, które wprowadziliśmy do sprzedaży, liczymy na dobrą końcówkę roku – mówi Paweł Ruszczak, p.o. prezesa Develii. – Okres pandemii jest bardzo wymagający również dla segmentu komercyjnego, jednak podejmujemy aktywne działania i dostosowujemy obiekty oraz ofertę do nowej rzeczywistości. Dzięki temu w III kwartale obserwowaliśmy poprawę także w tej części działalności – dodaje Paweł Ruszczak.

Działalność deweloperska

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. Develia sprzedała 781 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 928 lokali w tym samym okresie roku ubiegłego. Przekazania w okresie styczeń – wrzesień 2020 r. wyniosły 746 lokali wobec 1778 rok wcześniej. Duża różnica w liczbie przekazywanych mieszkań wynika z harmonogramu kończenia inwestycji. W samym III kwartale deweloper sprzedał 358 lokali i przekazał 264 lokale.

Dane za III kwartał potwierdzają, że sytuacja w segmencie mieszkaniowym ustabilizowała się i rynek wrócił do wolumenów sprzed pandemii. Wzrost liczby sprzedanych mieszkań w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku pozwala optymistycznie patrzeć na sytuację rynku mieszkaniowego i jego perspektywy.

Mimo pandemii COVID-19 Spółka przygotowuje kolejne inwestycje deweloperskie do realizacji. Istotnym okresem pod tym względem był przełom III i IV kwartału, kiedy Spółka otrzymała prawomocne pozwolenia na budowę ponad 1800 lokali w trzech inwestycjach Centralna Park (Kraków), Ceglana Park (Katowice) i Prestovia House (Warszawa). Ze względu na istotną liczbę umów rezerwacyjnych w tych projektach (ponad 240 lokali) Develia spodziewa się bardzo dobrych wyników sprzedaży w IV kwartale. Bank gruntów Grupy to 7550 lokali.

Działalność komercyjna

W portfelu nieruchomości komercyjnych dewelopera znajdują się Arkady Wrocławskie i Sky Tower we Wrocławiu oraz Wola Retro w Warszawie, której budowa zakończyła się w lipcu 2019 r., a obecnie poziom komercjalizacji wynosi 74%. W ostatnich miesiącach do grona najemców dołączyły firmy SoftwareOne oraz Unitop.

Dzięki odpowiednio sprofilowanej ofercie, działaniom wspierającym obroty najemców i utrzymywaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa wskaźniki odwiedzalności Arkad Wrocławskich w III kwartale systematycznie rosły. Przychody sklepów w III kwartale utrzymywały się na stabilnym poziomie 92-97% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Arkady Wrocławskie utrzymują tenant-mix na poziomie sprzed pandemii. We wrześniu portfolio najemców zasilił Alior Bank, a jeden z najemców biurowych zdecydował się na dodatkową przestrzeń.

Pandemia wymusiła przesunięcie części zaplanowanych inwestycji w Sky Tower na 2021 r. W ostatnich miesiącach zweryfikowana została strategia współpracy z partnerami biznesowymi, a dział leasingu zajmuje się wdrażaniem nowych koncepcji oraz wypracowaniem najbardziej efektywnych rozwiązań. Oferta rekreacyjno-usługowa Sky Tower także została zweryfikowana i dostosowana do nowej sytuacji. W ostatnim czasie do grona najemców biurowych w Sky Tower dołączyła firma Ok-Moto, w części handlowej powstał showroom Chrono oraz cukiernia Karpicko.

Pandemia COVID-19 miała znaczący wpływ na działalność Grupy Develia w segmencie komercyjnym. Był on widoczny w przychodach i przepływach pieniężnych generowanych przez budynki komercyjne o istotnym udziale powierzchni handlowych – te zmiany skutkowały obniżeniem wartości nieruchomości inwestycyjnych Arkad Wrocławskich i Sky Tower o łączną kwotę 11,2 mln euro.

Wszystkie obiekty komercyjne Develii funkcjonują w nowym reżimie sanitarnym z zastosowaniem rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo i komfort klientom oraz najemcom. Z myślą o najemcach, w poszczególnych obiektach wprowadzono indywidualne rozwiązania oparte m.in. na przesunięciu terminów płatności.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1-3Q2020 1-3Q2019 Zmiana (%)
Przychody 318 461 714 182 -55,41%
Zysk brutto ze sprzedaży 116 194 274 869 -57,73%
Marża brutto ze sprzedaży 36,49% 38,49% -2,00pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 77 565 201 636 -61,53%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 30,71% 33,31% -2,60pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 38 571 73 020 -47,18%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 58,60% 67,24% -8,64pp
EBITDA 84 675 229 235 -63,06%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 89 606 238 413 -62,42%
Zysk netto 23 037 158 566 -85,47%
Skorygowany zysk netto* 60 987 169 123 -63,94%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody Grupy za trzy kwartały 2020 r. wyniosły 318,5 mln zł wobec 714,2 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 23 mln zł zysku netto wobec 158,6 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy kwartały 2020 r. wyniósł 77,6 mln zł przy przychodach 252,6 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 38,6 mln zł przy przychodach 65,8 mln zł.

W III kwartale br. przychody ze sprzedaży wyniosły 98,4 mln zł wobec 82,4 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, co oznacza wzrost o ponad 19%. Grupa Develia wypracowała 14,2 mln zł zysku netto w porównaniu do 33,1 mln zł w III kwartale 2019 r.

Wzrost kursu euro wpłynął w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 r. na zwiększenie skonsolidowanego zysku brutto Develii o 46,2 mln zł (wzrost wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych o 67,4 mln zł i wzrost wyceny zobowiązań z tytułu kredytów w euro o 21,3 mln zł). W samym III kwartale zmiana kursu euro powiększyła wynik brutto o 10,5 mln zł.

2 października 2020 r. Develia wypłaciła z zysku za 2019 r. 0,1 zł dywidendy na akcję, czyli łącznie do akcjonariuszy trafiło 44,8 mln zł. Stopa dywidendy wyniosła 5,74%.

Po zakończeniu III kwartału, na początku października, Develia wyemitowała obligacje o wartości 70 mln zł. Obligacje zostały uplasowane w ramach programu emisji do 400 mln zł.

Na koniec września 2020 r. Develia posiadała 440,7 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych, co stanowi wzrost o 20,2% w porównaniu do końca 2019 r. Na koniec III kwartału 2020 r. zobowiązania finansowe wyniosły 787,7 mln zł w porównaniu z 1 087,7 mln zł na koniec 2019 r.

Mechanizm “praworządności” i veto do budżetu

Mechanizm praworządności

Zakres stosowania

Zakres stosowania przyszłej regulacji został rozszerzony w stosunku do jej poprzednich wersji. Do tej pory mówiliśmy o Rozporządzeniu w sprawie ochrony budżetu Unii w przypadku uogólnionych braków w zakresie praworządności w państwach członkowskich, natomiast przyjęty 5 listopada projekt został przebrandowany na Rozporządzenie w sprawie ogólnego systemu warunkowości w zakresie ochrony budżetu Unii. Art. 1 określający zakres stosowania został również zmieniony i w obecnym brzmieniu stanowi, że „Rozporządzenie ustanawia zasady potrzebne do ochrony unijnego budżetu w przypadku naruszenia zasad praworządności przez któreś z Państw Członkowskich”. Praworządność jest definiowana zgodnie z art. 2 Traktatu o UE „TUE” (art. 2 projektu rozporządzenia „PR”).

Na potrzeby tego rozporządzenia, o naruszeniach mogą świadczyć: (i) zagrażanie niezależności sądownictwa; (ii) niezapobieganie, niekorygowanie i niesankcjonowanie arbitralnych lub niezgodnych z prawem decyzji władz publicznych, w tym przez organy ścigania, zatrzymując zasoby finansowe i ludzkie mające wpływ na ich prawidłowe funkcjonowanie lub brak zapewnienia braku konfliktu interesów; (iii) ograniczenie dostępności i skuteczności środków prawnych, w tym poprzez restrykcyjne przepisy proceduralne, brak wykonania wyroków lub ograniczenie skutecznego dochodzenia, ściganie lub nakładanie sankcji za naruszenia prawa.

Warunki stwierdzenia naruszenia

Zgodnie z art. 3(1) PR jedynie naruszenia praworządności, które stwarzają ryzyko dla należytego zarządzania finansami budżetu UE lub ochrony interesów finansowych Unii w wystarczająco bezpośredni sposób mogą stanowić podstawę sankcji przewidzianych w PR. Art. 3(2) zawiera listę naruszeń praworządności, które może wywołać sankcje. Zawarte tu przypadki są związane z implementowaniem unijnego budżetu, kontrolą finansową, audytem, prokuraturą, kontrolą sądową decyzji wcześniej wymienionych instytucji państwowych, zapobieganiem nadużyciom finansowym, w tym oszustwom podatkowym, korupcji i innym naruszeniom prawa Unii, oraz nakładanie za nie sankcji, odzyskiwaniem środków nienależnie wypłaconych, skuteczną współpracą z Europejskim Urzędem ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF).

Środki ochrony unijnego budżetu

Zgodnie z art. 4 PR środki te zawierają: zawieszenie płatności lub realizacji, zakaz zaciągania nowych zobowiązań prawnych, zawieszenie wypłaty rat w całości lub w części lub wcześniejszą spłatę pożyczek gwarantowanych z budżetu Unii, zawieszenie lub zmniejszenie korzyści gospodarczych w ramach instrumentu gwarantowanego z budżetu Unii, zakaz zawierania nowych umów w sprawie pożyczek lub innych instrumentów gwarantowanych przez Unię Budżet.

Art. 4 ust. 3 PR zawiera ważne ograniczenie sankcji: środki ochrony unijnego budżetu muszą być proporcjonalne i określone w świetle ich wpływu na prawidłowe zarządzanie budżetem UE w oparciu o charakter, czas trwania, wagę i zakres naruszenia.

Procedura

  • Jeśli KE ma uzasadnione podstawy do podejrzewania że art. 3 został naruszony, wysyła notyfikację do PCz. Procedura jest dostępna tylko jeśli to rozporządzenie to najbardziej efektywny sposób ochrony budżetu UE.
  • KE informuje PE i Radę o notyfikacji.
  • KE zbiera infromacje, PCz ma obowiązek dostarczyć wymaganych informacji i ma prawo przedłożyć swoje obserwacje na temat postępowania w terminie określonym przez KE nie mniej niż 1 miesiąc, nie więcej niż 3.
  • W obserwacjach PCz może zaproponować przyjęcie środków naprawczych.
  • KE deliberuje nad informacjami od PCz w przybliżonym terminie 1 miesiąca.
  • Jeśli KE będzie chciała skierować procedurę do Rady, musi wcześniej skierować sprawę do danego PCz, kładąc szczególny nacisk na proporcjonalność.
  • W ciągu 1 miesiąca od obserwacji PCz, KE powinna skierować sprawę do Rady w trybie decyzji wykonawczej.
  • Rada ma prawo wnieść poprawki głosując większością kwalifikowaną.

Wpływ na beneficjentów

Art. 4 ust. 3a PR zobowiązuję KE do pomagania beneficjentom z sankcjonowanego Państwa Członkowskiego otrzymać należne im fundusze – powstanie m.in. portal do składania skarg.

Zniesienie środków

PCz może na każdym etapie wprowadzić środki naprawcze i poinformować KE, że przesłanki art. 3 nie są już spełnione. KE jest zobowiązana do okresowych ewaluacji stanu rzeczy. Jest podana procedura zniesienia sankcji.

Konsekwencje zawetowania WFR

Zgodnie z art. 312 ust. 4 Traktatu o Funkcjonowaniu UE („TFUE”), jeżeli rozporządzenie Rady ustanawiające nowy wieloletni budżet nie zostało przyjęte przed wygaśnięciem poprzednich ram finansowych, pułapy i inne przepisy dotyczące ostatniego roku obowiązywania tych ram przedłuża się do czasu przyjęcia tego aktu.

Art. 315 TFUE podaje więcej szczegółów nt. procedowania bez budżetu w danym roku:

  • Jeśli na początku roku budżetowego budżet nie był jeszcze ostatecznie przyjęty, wydatki mogą być dokonywane miesięcznie na rozdział w granicach jednej dwunastej środków przyznanych w ramach danego rozdziału budżetu w poprzednim roku budżetowym, przy czym kwota ta nie może przekraczać jednej dwunastej środków przewidzianych w tym samym rozdziale w projekcie budżetu.
  • Rada, na wniosek Komisji, może upoważnić do dokonywania wydatków przekraczających jedną dwunastą. Rada niezwłocznie przekazuje decyzję Parlamentowi Europejskiemu.
  • Decyzja, o której mowa w akapicie drugim, przewiduje niezbędne środki w zakresie zasobów dla stosowania niniejszego artykułu, w poszanowaniu aktów, o których mowa w artykule 311. Wchodzi ona w życie trzydziestego dnia od jej przyjęcia, jeżeli w tym terminie Parlament Europejski, stanowiąc większością głosów wchodzących w jego skład członków, nie zdecydował o ograniczeniu tych wydatków.

Przedstawicielstwo ZPP w Brukseli